<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=30" accessDate="2026-09-30T23:39:30+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>30</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="10976" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10954">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fa4b657b461914f5dcb5daa970aa982d.pdf</src>
        <authentication>f6da19f8c45930424da50f5fdf3c7ba2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130836">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5497</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130837">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130838">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130839">
                <text>antropologia stosowana</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130840">
                <text>antropologia i biznes</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130841">
                <text>antropologia i przemysł</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130842">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5113</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130843">
                <text>Antropologia w biznesie i przemyśle / Antropologia stosowana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130844">
                <text>Antropologia stosowana, pod red. Macieja Ząbka; s.293- 322</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130845">
                <text>Ząbek, Maciej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130846">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130847">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130848">
                <text>Międzynarodowe Centrum Dialogu Miedzykulturowego i Miedzyreligijnego UKSW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130849">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130850">
                <text>12
Maciej Ząbek

Antropologia w biznesie i przemyśle
Biznes i przemysł to dwa podstawowe sposoby organizowania działalności gospodarczej człowieka w celu zaspokojenia jego podstawowych potrzeb
w nowoczesnych społeczeństwach rynkowych. Pierwszy odnosi się przede
wszystkim do handlu, sprzedaży i kupowania towarów oraz usług na rynku,
a drugi do zorganizowanej ich produkcji na dużą skalę. Wielu może zapytać:
Gdzie w tym świecie miejsce na antropologię? Na początku przypomnieć można, że wiejskie targowiska, odpustowe stoiska, czy tradycyjna wytwórczość
rzemieślnicza, skąd wyrasta współczesny rynek i przemysł, od dawna były
w promieniu zainteresowań antropologów. Ciekawość ta ograniczała się jednak
przez długi czas do ich zanikających form z okresu przedkapitalistycznego.
Zapewne dlatego spośród wielu potencjalnych miejsc, w których antropolog
mógłby podjąć pracę, rzadko które wzbudza nadal jeszcze tyle zaskoczenia,
co sugestia, że mogłaby to być firma biznesowa albo zakład przemysłowy.
Obraz antropologa jako romantycznego ludoznawcy i folklorysty albo kogoś
w stylu Indiany Jonesa nadal ciąży na potocznym wizerunku naszej dyscypliny.
Tymczasem umiejętność wchodzenia w obce światy, kiedy nie zna się nawet
miejscowego języka ani zasad poruszania się w tym świecie, konieczność nauki tego wszystkiego, poznania miejscowych struktur, kodów i tabu okazuje
się przydatna do poznania także „plemion” ze współczesnego korporacyjnego
buszu. Działanie na ich zamówienie to także znana antropologom sytuacja,
gdy występowali w interesie „swoich tubylców” lub podejmowali się mediacji.
Dotyczące biznesu tematy także tak naprawdę nie są nowe. To ciągle ta sama
próba odpowiedzi na pytanie, jaki jest człowiek i dlaczego robi to, co robi,
podejmowana tylko w nieco innym kontekście niż dawniej.
Na szczęście wbrew temu, co wyżej zostało powiedziane, rola antropologa
w organizacjach zajmujących się działalnością gospodarczą jest już zauważalna
i wcale nie tak egzotyczna, jakby mogło się wydawać. W różnych szkołach
biznesu oraz na kierunkach zarządzania i ekonomii, wykłady coraz częściej prowadzą antropolodzy. Powstają specjalistyczne periodyki poświęcone wyłącznie

�Maciej Ząbek

294

temu zagadnieniu1, w których można przeczytać o zjawisku „antropologizacji
biznesu”. Sami antropolodzy wchodzą zaś w rolę cenionych konsultantów,
badaczy, analityków i menedżerów w najpoważniejszych światowych koncernach typu: Boening, Microsoft, Hallmark, Intel, Kodak, Nokia, Motorola, Walt
Disney i wielu innych (patrz: Guang Tian i van Marrewijk 2010).
W ostatnich latach także w Polsce pojawiły się takie firmy, jak np. Tomo
Group, Izmałkowa Consulting, 4P Research Mix, ARC Rynek i Opinia, Dom
Badawczy Maison, czy ABM, które zajmując się badaniami rynku, posługują się
technikami etnograficznymi, stwarzając absolwentom etnologii i antropologii
kulturowej szanse na miejsce pracy.
Dlaczego zatrudniają tam antropologów? Otóż dostrzeżono, że źródłem
wielu niepowodzeń w świecie biznesu był brak zrozumienia i dostosowania się
do innego rodzaju myślenia i działania obecnego w grupach ludzkich innych
niż nasza własna, czyli brak uwzględnienia w swym działaniu kontekstów
kulturowych.
Z doświadczeń stosowania etnografii w badaniach marketingowych także na rodzimym gruncie, np. Julii Izmałkowej, można odnaleźć wiele na to
dowodów. Na przykład pewna firma sprzedająca kostki toaletowe w Polsce
zauważyła, że kupują je jedynie mieszkańcy miast a nie wsi. Chcąc zwiększyć
sprzedaż, firma postanowiła dowiedzieć się dlaczego tak jest. Dopiero po
badaniach etnograficznych okazało się, że przyczyną jest przeświadczenie
ludzi, że służy ona do likwidowania przykrych zapachów, a ponieważ łazienki
w domach poza miastem mają zwykle okno, to ich właścicielom wydawała się
ona rzeczą zbędną. Dzięki tej wiedzy firma mogła nawiązać do tych wyobrażeń
i pokazać, że rola kostki toaletowej jest o wiele większa i dopiero wówczas
odnieść sukces. Inna firma z kolei próbowała wprowadzić na rynek nowy
rodzaj dżemu różanego. Wcześniej wszystko dokładnie sprawdziła zgodnie
z klasyczną sztuką marketingu. Rynek został rozpoznany, smaki przetestowane,
kosztowna kampania reklamowa uruchomiona. Tymczasem choć pierwsza
partia towaru rozeszła się błyskawicznie, drugiej już prawie nikt nie kupił.
Dopiero antropolog odkrył, że w trakcie badań wstępnych podawano badanym
próbki chleba z dżemem cienko rozsmarowanym na pieczywie. Tymczasem
w domu ludzie byli przyzwyczajeni do nakładania grubej warstwy, co sprawiało, że produkt stawał się za słodki i niesmaczny. A tego typu przyzwyczajeń
nie da się łatwo zmienić, czego firma w swej kampanii promocyjnej w ogóle
nie uwzględniła.
 Przykładem może być np. pismo „International Journal of Business Anthropology”
(2010).
1

�Antropologia w biznesie i przemyśle

295

Obecnie wielkie korporacje zrozumiały, że jeśli chcą odnosić sukcesy, to
muszą uwzględniać i rozumieć tego typu różnice zarówno na gruncie krajowym,
jak tym bardziej na rynku globalnym, w dodatku w szybko zmieniającym się
świecie. Antropolodzy natomiast wydają się być, jak dotąd, najlepiej przygotowaną grupą zawodową w odkrywaniu i wyjaśnianiu rozmaitych wzorów
zachowań, które mają wpływ na podejmowane przez korporacje strategie
i taktyki w biznesie i produkcji. Są oni szkoleni w zakresie komunikowania
się we współczesnym świecie, unikania uprzedzeń i podejmowania wysiłku
zrozumienia ludzi z różnych grup kulturowych, patrzenia na rzeczy całościowo, a przede wszystkim w opanowaniu etnograficznych metod jakościowego
gromadzenia i przetwarzania danych.
Te ostatnie w przeciwieństwie do metod ilościowych (socjologicznych)
mają nie tyle dostarczyć informacji o ilości i wynikach sprzedaży, co służą np.
do odkrywania opinii, sądów, motywów zachowań i postaw konsumenckich.
Pozwalają na dotarcie do często nieujawnianych w sposób bezpośredni motywów zachowań. Pozwalają rozpoznać zjawiska znajdujące się pod powierzchnią zjawisk rynkowych i wykorzystać je w praktyce marketingowej. Dlatego
etnografia polegająca na umiejętności obserwacji, przeprowadzania rozmów,
ich dokumentacji i analizy jest dziś najlepszą techniką ułatwiającą zrozumienie
mechanizmów działania ludzi zarówno w badaniu kultur egzotycznych, jak
i np. segmentów kultury związanych z konsumpcją czy produkcją.
Ilustracją powyższych stwierdzeń może być wiele konkretnych, choć
drobnych przykładów, ale dużo mówiących o tym, w jak szerokim zakresie te
badania mogą być stosowane. To dzięki badaniom antropolożki Susan Squires
zauważono, że dzieci lubią spożywać jogurt podczas zabawy, w ruchu, na
wycieczkach i na podstawie wniosków z tej właśnie obserwacji amerykańska
firma General Mills wprowadziła na rynek nowy produkt, jogurty dla dzieci
Go-Gurt, wyciskane bezpośrednio z tuby do ust, bez użycia łyżeczki. Dzięki
tej innowacji wygenerowała pomimo ograniczonej dystrybucji 37 milionów
dolarów już w pierwszym roku sprzedaży (Squires 2002).
Podobnie Disneya uratowało przed spadkiem oglądalności stworzenie
nowego kanału telewizyjnego Disney XD w wyniku wyciągnięcia wniosków
z obserwacji uczestniczącej etnografów, wskazujących na potrzebę stworzenia programów uwzględniających także zainteresowania chłopców w wieku
6–14 lat. Znany natomiast wszystkim obsługującym maszyny do kopiowania
duży zielony przycisk pojawił się na nich, gdy antropolożka Lucy Suchman,
prowadząca badania na zlecenie firmy Xerox, odkryła, że najwięcej problemów
przy włączaniu sprzętu sprawia niedoświadczonym użytkownikom poszukiwanie tego właśnie przycisku.

�296

Maciej Ząbek

Podejście holistyczne charakterystyczne dla antropologii umożliwia zrozumienie, w jaki sposób globalne zmiany mogą mieć wpływ na lokalne
społeczności i jak najlepiej dostosować się do tych zmian. O ile inżynierowie
potrafią stwarzać nowe technologie, to antropolodzy potrafią się przyglądać,
jak ludzie w rzeczywistości ich używają. Badacze pracujący np. w 1996 r. dla
Motoroli na wsi chińskiej nad wykorzystaniem pagerów odkryli, że młodzież
używa ich nie tylko do kontaktów między sobą, ale też jako swego rodzaju
akcesoriów mody. Łącząc wiedzę inżynierską z danymi etnograficznymi projektanci mogli dzięki temu opracować modne, dobrze sprzedające się pagery
kolorowe (Hafner 1999).
Antropolodzy potrafią wytłumaczyć subtelności życia codziennego w różnych kulturach, tak aby były zrozumiałe dla szerokiej publiczności. Nie mają
uprzedzeń i odrzucają myślenie europocentryczne, które często jest powodem
niepowodzeń w kampaniach marketingowych. Dlatego np. Bank Światowy zatrudnia antropologów do realizacji programów dotyczących m.in. nawadniania
i zadrzewiania w Afryce, ale tak by nie powodować jednocześnie konfliktów
ze społecznościami lokalnymi.
W jednym z krajów arabskich prowadzono kampanię proszku do prania.
Słusznie założono, że adresatkami przekazu będą przeważnie niepiśmienne
gospodynie domowe. W związku z czym zdecydowano się na proste plakaty
z rysunkami przedstawiającymi: brudną koszulę, proszek, czystą koszulę.
Arabki odebrały jednak ten przekaz, że ów proszek zmienia czystą koszulę
w brudną. Dlaczego? Nie wzięto pod uwagę, że w krajach arabskich czyta się
tekst z prawa do lewa.
Firma Intel, znany producent układów scalonych oraz twórca mikroprocesorów, rozwijająca się od 1965 r. bardzo dynamicznie, podwajając m.in. liczbę
tranzystorów na układzie scalonym co dwa lata, w latach dziewięćdziesiątych
doszła jednak „do ściany”, kiedy to jej inżynierowie stwierdzili, że niemożliwy
jest już dalszy wzrost mocy obliczeniowej starymi metodami. Zdecydowano
się wówczas na zatrudnienie antropolożki Genevieve Bell (2006, 2011), która
zwróciła uwagę firmy na potrzeby potencjalnych indywidualnych odbiorców
z różnych grup: kobiet czy użytkowników komputerów w różnych rejonach
świata. Szeroko zakrojony projekt badawczy, obejmujący Indie, Chiny, Chile
i Węgry, który podjęła Bell, pozwolił odkryć, że nawet niebogaci ludzie są gotowi
na zakup komputera, jeśli nabiorą przekonania, że zwiększy to szanse życiowe
ich dzieci. Odkrycie to Intel wykorzystał przede wszystkim na rynku chińskim,
wypuszczając we współpracy z lokalnym producentem serię „komputerów
do nauki”. Te i wiele innych tego typu późniejszych badań antropologów dla
firmy Intel i zastosowań płynących z nich wniosków sprawiły, że korporacja

�Antropologia w biznesie i przemyśle

297

ponownie nabrała „wiatru w żagle”. Przy okazji, także dzięki antropologom,
polepszyła swój wizerunek w społeczeństwie, podejmując działania chroniące
środowisko, zmniejszając jego zanieczyszczanie przy jednoczesnym wzroście
wydajności technologicznej.
Absolwenci etnologii i antropologii kulturowej skutecznie umieją się też
komunikować z ludźmi z różnych miejsc, kultur i środowisk, poczynając od
imigrantów po prezesów międzynarodowych korporacji. Dostarczają tym
ostatnim np. danych, jak rzeczy przez nich produkowane będą odbierane za
granicą, szczególnie w innych kręgach kulturowych. Potrafią także przeprowadzić ewaluację danego projektu i ocenę jego ryzyka, a także wykonać w razie
potrzeby badania wewnątrz danej firmy w celu restrukturyzacji i poprawienia jej efektywności. Wreszcie mogą przydać się przy pozyskiwaniu różnego
rodzaju dotacji budżetowych czy unijnych, gdyż jeszcze na studiach uczą się
pisać wnioski w celu pozyskiwania środków na badania.
Na gruncie akademickim w USA badania antropologów zorientowane na
zastosowanie ich wyników w handlu i produkcji zostały nazwane w latach
osiemdziesiątych „antropologią biznesu lub przemysłu” (business or industrial
anthropology). Zdefiniowano ją także jako antropologię ekonomiczną, której
teorie i praktyki dostosowane są do potrzeb organizacji sektora prywatnego,
a zwłaszcza firm przemysłowych (Bailey 2009). Obecnie ta subdyscyplina
antropologii dzieli się na trzy główne obszary działań: 1) Badania dotyczące
procesu wytwarzania dóbr i usług oraz samych organizacji, w których produkcja
się odbywa; 2) Badania marketingowe i zachowań konsumenckich na rynku,
w tym również międzynarodowym; oraz 3) Działania związane z zarządzaniem
wiedzą, komunikacją międzykulturową i projektowaniem nowych produktów,
usług i systemów dla konsumentów i przedsiębiorców.
We wcześniejszej historii antropologii stosowanej także znajdziemy przykłady tego typu praktyk, określane niekiedy mianem „antropologii pracy”
(anthropology of work), bądź „antropologii stosowanej w przemyśle” (applied
anthropology in industry). Niemniej były one rzadkie lub ograniczające się
do studiów typowo akademickich (Baba 2006, s. 83). Dopiero po 1980 r.
nastąpiła zmiana. Spowodował ją wzrost popytu na etnografię ze strony firm
biznesowych, dążących do lepszego zrozumienia kontekstów kulturowych,
jako narzędzia zapewniającego innowacje i przewagę konkurencyjną. Na
uniwersytetach natomiast zderzono się z presją zbyt dużej liczby osób po doktoracie w stosunku do realnych możliwości zatrudnienia ich na stanowiskach
akademickich, co w konsekwencji wymusiło przewartościowanie postaw wielu
absolwentów antropologii wobec możliwości pracy w przemyśle czy biznesie,
gdzie wcześniej nie chciano pracować, powołując się często na etykę i kodeks

�298

Maciej Ząbek

zawodowy antropologa. Zmusiło to także Amerykańskie Towarzystwo Antropologiczne do zmiany stanowiska, które próbowało nawet zakazać badań
w celach komercyjnych (Bailey 2009).
Kończąc ten wstęp, można zauważyć, że relacje między polską antropologią
a biznesem i przemysłem, znajdują się obecnie na podobnym etapie co w USA
20 lat temu, a sytuacja na rynku wymusza ewolucję w tym samym kierunku,
czyli konieczność nawiązania znacznie bliższych stosunków niż kiedykolwiek
dotąd. Związek ten wydaje się już nieuchronny i nie należy się go bać, gdyż
umożliwia postęp zarówno w zakresie wiedzy, jak i praktyki. Włączenie do
nowego ładu gospodarczego Azji i innych części świata nazywanego rozwijającym się stwarza globalną platformę produkcji i konsumpcji, gdzie udział
antropologa w charakterze badacza, tłumacza i mediatora będzie dla biznesu
coraz bardziej niezbędny. Antropologom natomiast poszukującym zawsze
nieznanego bynajmniej nie odbiera misji dyscyplinarnej, a wręcz przeciwnie
– dostarcza nowych inspiracji dla niej, nie mówiąc już o tym, że stwarza to
dla nich niezwykle obiecujący rynek pracy.

Badania marketingowe i konsumenckie
Etnografia w badaniach rynku
Badania rynku związane są z systematycznym gromadzeniem, analizą
i interpretacją informacji związanych z decyzjami marketingowymi w celu
udoskonalenia procesów decyzyjnych podejmowanych przez określone przedsiębiorstwa. Chodzi nie tylko o zebranie i przetworzenie informacji o rynku
konsumpcji, ale także o działaniach konkurencji.
W przeciwieństwie do metod ilościowych (charakterystycznych dla badań
socjologicznych) przynoszących informacje o ilości i wynikach sprzedaży,
wykorzystanie technik etnograficznych (charakterystycznych dla antropologii i etnologii) służy do poszukiwania opinii, sądów, motywów zachowań
i przejawiających się postaw konsumenckich. Główną ideą większości firm
jest zasada: dowiedz się, czego ludzie pragną i daj im to. A w ich imieniu
najlepiej mogą zrobić to antropolodzy, gdyż etnografia jest najlepszą metodą
ułatwiającą zrozumienie ludzi i mechanizmów ich działania. Sprawdziła się
nie tylko w badaniu egzotycznych kultur, ale i tych segmentów kultury, które
są związane z konsumpcją. Interesujące wnioski dla praktyki marketingowej
wymagają zadania ciekawych pytań, a etnografia pomaga sformułować te
pytania. Może także pomóc we właściwym przygotowaniu badań ilościowych,
służyć sprawdzeniu hipotez i dostarczeniu cennych informacji o konkretnych
grupach ludzi. Poza tym pozwala na dotarcie do nieujawnionych w sposób

�Antropologia w biznesie i przemyśle

299

bezpośredni motywów zachowań i rozpoznawania zjawisk znajdujących się
pod powierzchnią zjawisk rynkowych.
Ogólnie rzecz biorąc, etnograficzne metody jakościowe są wykorzystywane
w odkrywaniu tzw. tubylczego punktu widzenia, czy badania z perspektywy konsumentów. Przydatne są szczególnie w badaniu nowych grup konsumenckich,
zbieraniu opinii o danych markach, testowaniu nowych produktów i technologii,
ocenie pozycji danego produktu bądź marki na rynku, oddziaływaniu reklam
na podejmowane decyzje i szukaniu nisz dla nowych produktów.
Podstawowe techniki etnografii to badania łączące „obserwację uczestniczącą” w środowisku badanych, w tym tzw. technikę cienia, z wywiadami
pogłębionymi bądź po prostu rozmowami na ten temat oraz zapis wizualny
z tekstowym. Obserwacji zachowań konsumenckich, które mogą trwać dzień
lub nawet miesiąc, dokonuje się zarówno w mieszkaniu badanego, jak i poza
jego domem. W Polsce do takich firm wykorzystujących technikę cienia
należy m.in. firma Izmałkowa Consulting. Badania tego typu dostarczają
wiedzy niemożliwej do uzyskania w inny sposób. Są to obserwacje, dzięki
którym firma może dowiedzieć się, jak ludzie w praktyce wykorzystują jej
produkty. Etnograf uczestniczy w codziennych rutynowych czynnościach
konsumenta. Obserwuje sprzątanie mieszkania, przygotowanie posiłków,
czynności związane z higieną czy prace w ogródku. Interesuje go nie tylko
przebieg tych czynności, ale także ich kontekst (powierzchnia mieszkania,
wyposażenie kuchni i łazienki, dostęp do wody, elektryczności czy komunikacji). Odnotowuje, jakie produkty znajdują się w mieszkaniu badanego,
jakie wyrzuca on do śmieci, czyli dowiaduje się, jak w praktyce funkcjonują
różne marki. Bierze udział w degustacji przygotowywanego posiłku albo
w ocenie wyników prania, analizując skutki czynności konsumenta. Na bieżąco natomiast robi nie tylko notatki, ale posiłkuje się nowoczesnymi technikami dokumentacyjnymi, wykorzystując fotografię i film. Po zakończeniu
obserwacji rozmawia z konsumentem, a także z innymi członkami rodziny,
które to rozmowy pomogą mu w interpretacji jego zachowań lub decyzji.
Podobnych obserwacji etnograf dokonuje poza domem badanego. Interesuje go, w jaki sposób dociera na miejsce sprzedaży, jakie miejsca i dlaczego
wybiera, jak dokonuje zakupów, jak wygląda proces wyboru produktów,
oczywiście tak jak poprzednio dokonując zapisu, w tym także wizualnego,
tych wszystkich czynności.
Powyższe techniki, wykorzystywane od dawna w etnografii, są obecnie
wzbogacane metodami przyspieszającymi proces badania. Należą do nich
tzw. badania fokusowe stosowane często w socjologii. Polegają na zebraniu
w jednym miejscu wybranego kilkuosobowego grona konsumentów, których

�300

Maciej Ząbek

moderator (badacz) zadając pytania stara się sprowokować do dyskusji i sporów
między sobą. Zazwyczaj tematyka spotkania dotyczy jednego z produktów
lub usługi, np. proszku do prania danej marki bądź np. audycji danej stacji
radiowej. Oczywiście grupa dobierana jest według pewnego klucza, aby
z jednej strony była reprezentacyjna, a z drugiej jej uczestnicy mieli coś do
powiedzenia na dany temat. Technika ta pozwala badaczom na bardzo szybkie
rozpoznanie preferencji i postaw tej grupy konsumentów wobec określonego
produktu.
Jeszcze inną techniką są badania w przestrzeni wirtualnej. Internet odgrywa coraz większą rolę w życiu ludzi. Obserwacja zachowań badanych,
szczególnie na serwisach społecznościowych typu „Facebook”, czy „Nasza
Klasa” i innych forach i czatach, dostarcza wielu informacji niedostępnych
z innych poziomów komunikacji. Dotarcie do nich staje się kluczowe z punktu widzenia wielu producentów. Na gruncie polskim w tego typu badaniach
w Internecie specjalizuje się firma prowadzona przez jednego z absolwentów warszawskiej etnologii, pana Tomoho Umeda, wykorzystując przy tym
z powodzeniem techniki hipersegmentacji tekstu i analizy semiotycznej. Mają
one jeszcze tą zaletę, że pozwalają prowadzić badania stosunkowo szybko
i na dużych grupach konsumenckich, co jest rzeczą niemożliwą w przypadku
tradycyjnej etnografii.
Celem tych wszystkich metod jest poznanie całokształtu aktywności konsumenckiej badanej grupy. Badacz stara się poznać ich zachowanie i próbuje
odpowiedzieć podczas analizy danych, jakie jest miejsce i znaczenie różnych
dóbr i usług w ich życiu, odkryć ewentualnie także ich nowe potrzeby konsumpcyjne. Ludzie często nie uświadamiają sobie swoich potrzeb, dopiero
w trakcie tego typu badań są w stanie wyartykułować co ich irytuje, drażni,
co sprawia im problem. Etnograf poznaje w ten sposób ich system wartości
i preferencje, którymi się kierują. W efekcie informacje te wykorzystuje się
w celu dostarczenia na rynek nowych produktów bądź ulepszenia starych, czy
też poprawy standardu usług świadczonych klientom przez daną firmę.
W dzisiejszym świecie nowoczesne galerie handlowe i supermarkety
wypierają tradycyjne bazary. Ludzie otaczają się różnymi przedmiotami,
określonymi markami i przypisują im konkretne znaczenie. Ich odkrycie jest
zadaniem dla antropologa nie tylko na użytek określonych firm badających
rynek, ale także z motywacji czysto naukowych.
Etnograf w roli tajemniczego klienta
Zachodnie firmy, także w Polsce, w celu zbadania możliwości poprawy
świadczonych usług lub też zorientowania się w ofercie i jakości obsługi

�Antropologia w biznesie i przemyśle

301

u konkurencji, od dawna już zlecają przeprowadzenie badań agencjom badawczym, zatrudniającym etnografów do technik badawczych określanych
mianem audytów MS, czyli rewizji dokonywanej przez „tajemniczego czy
też tajnego klienta” (mystery shopper). Jest to rodzaj badania, w którym na
zlecenie firmy przeszkolony obserwator wciela się w rolę zwykłego klienta,
aby zebrać w niejawny, a przez to skuteczny sposób prawdziwe informacje
dotyczące świadczonych usług (Maison, Noga-Bogomilski 2007, s. 221). Jego
zadaniem jest sprawdzić czy podejście pracowników obsługujących klientów
jest profesjonalne, uprzejme, czy stosują oni w praktyce znaną zasadę „klient
nasz pan”, a jednocześnie czy są lojalni wobec firmy.
Celem stosowania tego typu audytów przez firmy jest osiągnięcie oczywiście wyższych zysków, ale w tym typie badań rynkowych ma to nastąpić
przede wszystkim na drodze poprawy obsługi klienta, w sytuacji gdy głównym
czynnikiem decydującym o wyborach konsumenckich jest nie sam produkt
czy usługa (gdyż te nie różnią się zbytnio od siebie), lecz jakość obsługi. Stąd
badanie to proponowane jest głównie firmom o charakterze usługowym,
mającym bezpośrednią styczność z klientem, szczególnie takim jak centra
handlowe, różne sklepy, księgarnie, restauracje, stacje benzynowe, hotele,
biura turystyczne, banki czy agencje ubezpieczeniowe. Decydują się one na to
zazwyczaj z uwagi na niepokojące sygnały dotyczące np. obniżenia się wyników
sprzedaży, narastające skargi od klientów, w reakcji na działania konkurencji,
z chęci ulepszenia standardów obsługi czy też zmiany wizerunku marki. Np.
sieć stacji benzynowych CPN w okresie transformacji w Orlen wydawała ponad
1 milion złotych rocznie na projekty typu mystery shopper.
W ramach tej techniki wyróżniamy kilka jej typów: badania bezpośrednie,
indywidualne, biznesowe lub eksperckie. Mogą być jakościowe (próby ograniczające się do 10–20 wizyt), ale też ilościowe (200–1000 wizyt). Opierają
się zwykle na kontaktach bezpośrednich, choć są również audyty telefoniczne, e-mailowe oraz prowadzone on-line. Rola tych ostatnich zapewne będzie
wzrastać proporcjonalnie do liczby usług i sprzedaży przenoszonych do świata
wirtualnego. Audyty, aby były skuteczne, muszą być regularnie ponawiane jako
element szerszych standardów. Na przykład firmy amerykańskie w Polsce są
zobowiązane do regularnego przeprowadzania audytów MS.
Antropolog zatrudniony przez firmę prowadzącą tego typu badania zaczyna
swą pracę zwykle na stanowisku audytora, czyli swego rodzaju detektywa bądź
agenta do bezpośredniego kontaktu ze sprzedawcami. W tej roli zatrudnia się
nie tylko antropologów, choć oczywiście znając metody etnograficzne potrafią
dostrzegać i odnotowywać istotne aspekty zachowania sprzedawcy lepiej niż
inni kandydaci. Na dalszym etapie kariery antropolog może zająć już stano-

�302

Maciej Ząbek

wisko badacza w firmie, czyli kogoś, kto w sposób adekwatny będzie mógł
interpretować i analizować często sprzeczne i wieloznaczne dane i przekazywać
je w przystępny sposób w formie wniosków osobom, które nie przebywały
w terenie. Poza tym, dzięki umiejętności komunikacji interpersonalnej nawet
w najbardziej ekstremalnych warunkach, jest najlepszym kandydatem na
cierpliwego i skutecznego organizatora warsztatów, które są zwieńczeniem
każdego z projektów mystery shopper.
Audytorzy w roli tajnych obserwatorów powinni znać się dobrze na
branży, w której zamierzają robić badania, mieć dopracowaną w szczegółach
swoją „historię życia” pasującą do klienta, którego rolę odgrywają i nie być
rozpoznawani w środowisku, w którym mają prowadzić badania. Inną osobę
wysyła się do salonu samochodowego, a inną po kredyty do banku. Pamiętać
należy, że sprzedawca może zacząć zadawać pytania i audytor zamierzający kupić samochód rodzinny, powinien wiedzieć, ile dzieci posiada i gdzie
zamierza je wozić. Jeszcze inną osobę wysyła się do salonu odnowy biologicznej czy też do luksusowego hotelu. Powinien to być ktoś, kto wygląda,
że korzysta z takich przybytków na co dzień. W każdym przypadku audytor
udający klienta nie powinien być kimś zwracającym uwagę, dążącym do spięć
czy też wytykającym obsłudze błędy. Przede wszystkim powinien być jednak
dobrym obserwatorem. Z tego też względu absolwent etnologii i antropologii kulturowej, zwłaszcza po zapoznaniu się z daną branżą, na pewno się do
takiej pracy nadaje, aczkolwiek rola audytora, przede wszystkim z uwagi na
niejawność prowadzonych badań i możliwość zaszkodzenia badanym, może
być niekoniecznie zgodna z jego postawą etyczną. Co prawda etnografia zna
technikę prowadzenia „ukrytej obserwacji uczestniczącej” w sytuacji, gdy nie
ma innego dostępu do badanej grupy, lecz nawet wówczas spotyka się ona
z krytyką części środowiska antropologicznego, które podkreśla, że przypomina ona wówczas infiltrację danego środowiska przez szpiegów (Hammersley,
Atkinson 2000, s. 83–88, 268–291). Tym bardziej metoda mystery shopper,
kojarzona z inwigilacją i donosicielstwem, jest tu często spostrzegana jako
typowa dla „bezwzględnego odhumanizowanego kapitalizmu”, od którego
antropolodzy powinni się zdystansować.
W przypadku jednak badań dotyczących jakości obsługi, informowanie
usługodawców i sprzedawców bezpośrednio przed badaniem o tym, że mają
być poddani obserwacji, mijałoby się oczywiście z celem samego badania.
Można jednak postawić pytanie, czy to etnograf powinien bezpośrednio wpływać na decyzje szefa danej firmy, dotyczące np. udzielenia komuś nagany,
zastosowania kary finansowej, czy też dalszego zatrudnienia pracownika nie
wywiązującego się ze swych obowiązków?

�Antropologia w biznesie i przemyśle

303

W tym przypadku antropolodzy biznesu z Europejskiego Towarzystwa
Badania Rynku i Opinii (ESOMAR2) proponują często drogę pośrednią. Badacz
po pierwsze powinien spowodować, aby pracodawca poinformował jednak
pracowników, że wezmą nieświadomie udział w badaniu w danym roku, czyli
na dużo wcześniej nim faktycznie do niego dojdzie. Po drugie nie powinien
udzielać żadnych informacji pozwalających na zidentyfikowanie konkretnych
pracowników. W takim postępowaniu także z punktu widzenia interesów
firmy można upatrywać korzyści, gdyż pracownicy nie stracą zaufania do
szefa, a jakość obsługi klienta na pewno się polepszy. Sama zapowiedź jej
stosowania działa już bowiem jak „samospełniające się proroctwo”. Ponadto
kierownictwo firmy powinno zorganizować szkolenia, w których poruszono by
wszystkie problemy wyłapane przez tajnego klienta i zaproponować zmiany na
lepsze. Stanowi skuteczne narzędzie zwłaszcza przy wprowadzaniu do przedsiębiorstwa nowych pracowników. Skuteczną metodą jest również budowanie
systemu motywacji i nagradzania tych pracowników, u których audytor nie
doszukał się uchybień. W praktyce oczywiście są różni pracodawcy i zdarzają
się przypadki, że szukają oni tych pracowników, którzy „nie zdali egzaminu”,
tym bardziej że w wielu sytuacjach istnieje możliwość ich zidentyfikowania,
nawet bez podawania dokładnych informacji. Rolą antropologa powinno być
uświadomienie jednak szefom firm, że metoda zwolnień powinna być ostateczną, gdyż na ich miejsce przychodzą osoby również nie przygotowane,
które mogą mieć podobne problemy i nie jest to najlepsza droga (zwłaszcza
stosowana mechanicznie) do poprawienia wyników sprzedaży. Przestrzeganie
tych zasad sprawi, że wykorzystywanie techniki mystery shopper wcale nie
będzie naruszaniem standardów etycznych antropologii.
Antropologia zmysłów w marketingu sensorycznym
„Antropologia zmysłów” (sensous anthropology) jest podejściem badawczym
skupionym na odkrywaniu znaczenia zmysłów jako środków do zrozumienia
interakcji między człowiekiem a tym, co go otacza (Howes 2003). Rozwija się
od niedawna w ramach antropologii kulturowej, gdzie towarzyszy jej myśl,
jak pisze Michael Herzfeld, że percepcja zmysłowa posiada nie tylko wymiar
fizyczny, ale jest również aktem kulturowym (2004, s. 332). To ona często
wyznacza granice społeczne – nie tylko dlatego, że np. niektóre wonie są dla
nas nieprzyjemne, lecz ze względu na fakt ich kulturowego konstytuowania
(tamże). W tej dziedzinie nie można oczywiście nie wziąć pod uwagę, o czym
wspomina w swoim rozdziale niniejszej książki Karol Piasecki, że jest to sfe2

ESOMAR – European Society for Opinion and Marketing Research.

�304

Maciej Ząbek

ra przede wszystkim biologiczna, a bodźce np. zapachowe są percypowane
głównie podprogowo, bez udziału świadomości, będąc przedmiotem badań
antropologii fizycznej. Wiedzę o tym wykorzystuje się już od pewnego czasu
w handlu, a ta umiejętność nosi nazwę marketingu zmysłów lub marketingu
sensorycznego.
Ten typ marketingu jest użytecznym narzędziem pozwalającym na rozpoznanie emocjonalnych decyzji konsumenta. Wypełnia lukę w tradycyjnym
podejściu do technik sprzedaży, które zakładają, że decyzje konsumentów
są zawsze całkowicie racjonalne (Rieunier, Daucé 2002). Tymczasem wiele
obserwacji wskazuje, że działamy często pod wpływem emocji czy impulsów,
a nie rozumu. Stąd marketing zmysłów przykłada wagę do konieczności obserwacji i analizy uczuć oraz roli fizycznego otoczenia konsumentów w procesie
projektowania oraz promocji produktów (Lindstrom 2005, s. 84–87), kreowania głębszego i bardziej zindywidualizowanego związku z klientem poprzez
stworzenie odpowiedniej atmosfery, na którą składają się czynniki wizualne
(kolory), dźwiękowe (muzyka), zapachowe (zapachy naturalne i sztuczne)
czy dotykowe (materiały).
Dobrym przykładem udanego zastosowania marketingu sensorycznego
i budowania atmosfery w celu wzmocnienia swej marki, była kampania firmy
Starbucks w latach osiemdziesiątych. Wizyta w kawiarni Starbucksa miała
być, według jej autorów, wydarzeniem angażującym „umysł i serce”. Miała
zapewnić wygodne miejsce do czytania książki i rozmowy ze znajomymi.
Zastosowanie zielonych i żółtych kolorów, dobrze dobranej muzyki, zapachu
i smaku świeżo przyrządzonej kawy, wraz z przyjemnym oświetleniem miało
stworzyć przestrzeń pozwalającą gościom się odprężyć.
Starbucks stworzył w ten sposób „sensoryczny wizerunek swej marki”,
który przyniósł mu sukces. Pozostaje pytanie, na jakiej podstawie on powstał.
Otóż badanie tak delikatnego i trudnego tematu, jak wpływ określonych bodźców na zmysły człowieka i powiązanie go z wpływem na postawy i decyzje
konsumenckie, wymaga etnograficznych badań jakościowych. Są one w tej
dziedzinie niezastąpione, gdyż to one pozwalają zebrać pełniejsze informacje
na temat uczuć, postaw, wartości i motywacji konsumenckich (Mattar 1996).
Krytycznie jednak trzeba przyznać, że mają one swoje ograniczenia, przede
wszystkim techniczne, utrudniające utrwalanie oraz rejestrowanie zapachów
i smaków i z pewnością też skutecznie hamujące postępy w tej dziedzinie
(Herzfeld 2004, s. 331). Nie wystarczy wyjść w teren, obserwować ludzi
i zadawać im pytania, gdyż zmysłowe doświadczenia są raczej trudne do zwerbalizowania. Są to doświadczane przeżywane subiektywnie, przez co trudne
do obserwacji bezpośredniej. W tym sensie klasyczna etnografia zdaje się

�Antropologia w biznesie i przemyśle

305

zawodzić i wymaga technik wspomagających: fotografii, filmu i nagrań audio.
Austriacka antropolożka Mădălina Diaconu proponuje gęsty opis zmysłowego
doświadczenia, których autorami powinni być nie tylko badacze, ale również
rozmówcy (2002). Przydatne może być także wykorzystanie interpretacji
fenomenologicznej, niektórych wniosków płynących z antropologii genderowej, ciała czy jedzenia, ale również uwzględnienie dorobku w tej dziedzinie
antropologii biologicznej.
Podsumowując, przykład strategii marketingowej sieci kawiarni Starbucks
pokazuje, że metody etnograficzne mogą mieć na nią, mimo wspomnianych
ograniczeń, duży wpływ. Rola antropologa w badaniu marketingowym jest
też doceniana przez ludzi z branży, którzy zauważają, że dla wielu konsumentów większe znaczenie niż cena produktu ma jego postrzeganie. Stąd
firmy kreują już nie tylko jego atrakcyjny wygląd, ale dbają o odpowiednią
atmosferę, która wokół niego panuje. Dana rzecz ma odpowiadać potrzebom
konsumenta, ale także – a nawet przede wszystkim – „być w jego stylu”,
pomagać mu „wyrażać siebie”. W sytuacji, gdy wiele rzeczy jest podobnych
do siebie, chodzi o to, aby to dana marka mogła się wyróżnić. Jak zauważa
słusznie Naomi Klein, we współczesnym świecie nie sprzedaje się rzeczy, ale
marki (2000). Ale aby dana marka mogła się wyróżnić, potrzebne są sposoby
angażujące wszystkie pięć zmysłów klienta (wzrok, słuch, smak, zapach, dotyk), angażując ich pamięć i wywołując emocje, a postrzeganie ich może być
badane przez antropologów.

Pomoc w generowaniu pomysłów
i zarządzania ukrytą wiedzą
Antropologia stosowana w biznesie, a zwłaszcza w przemyśle nie służy
wyłącznie do badań marketingowych, które sprowadzają się, jak przedstawiłem
to wyżej, do pytania „co zrobić, aby klienci kupili wybrane dobra i usługi”,
ale stawia sobie też cele bardziej ambitne. Pragnie umożliwić projektantom
przemysłowym zrozumienie roli poszczególnych produktów w byciu człowiekiem. Antropolog pyta, co to znaczy być człowiekiem i uświadamia sobie
i innym, że ludzie są nie tylko konsumentami i użytkownikami, ale osobami
z własnym bogatym życiem, do których dany produkt pasuje lub nie (Tunstall
2012). Pomaga projektować przedmioty i usługi odpowiadające potrzebom
badanych. Mówiąc inaczej, antropolodzy pozwalają projektantom dostrzec
w „użytkownikach” – ludzi i przy okazji pozwalają na lepsze zrozumienie
znaczenia badanych produktów i usług w ich życiu. Na końcu zaś tej drogi są
praktyczne pomysły związane z ich udoskonaleniem (Squires &amp; Byrne 2002,

�306

Maciej Ząbek

s. 14). Ten kierunek w antropologii biznesu i przemysłu określano mianem
„antropologii w projektowaniu”.
Antropologia w projektowaniu (design anthropology)
Jest dziedziną, w której metoda etnograficzna i antropologicznie zorientowana analiza wykorzystywana jest do generowania innowacyjnych pomysłów
w celu tworzenia nowych, doskonalszych produktów i usług. Pojawiają się
one dzięki wyciąganiu wniosków z bezpośredniej obserwacji etnograficznej
ludzkich zachowań w ich codziennym otoczeniu. Niezależnie od tego czy
etnograf obserwuje dzieci spożywające jogurt czy użytkowników kopiarki,
umożliwia to zdobycie informacji na poziomie, który nie znajduje odzwierciedlenia w ankietach czy ustrukturalizowanych wywiadach, gdzie ludzie są
raczej skłonni do idealizacji swego zachowania.
Przykładem mogą być badania na zlecenie firmy produkującej instrumenty
chirurgiczne, która chciała się dowiedzieć, jak lekarze w rzeczywistości używają
swych narzędzi. Na podstawie wywiadów przed badaniami antropologicznymi
wiedziano, że lekarze podkreślali, że zależy im szczególnie na ich dokładności,
ale menedżerowie firmy podejrzewali, że tak naprawdę nie o to chodzi. I tak
rzeczywiście było. Antropolodzy po przeprowadzeniu bezpośredniej obserwacji
na sali operacyjnej odkryli, że w rzeczywistości to możliwość ich szybkiego
użycia była ważniejsza niż ich dokładność. Lekarze woleli po prostu takie
narzędzia, które pozwolą im działać szybko. Wnioski z tych badań pozwoliły
później zaprojektować firmie nowe instrumenty chirurgiczne, które pomogły
zdecydowanie zwiększyć jej udział na rynku, a lekarzom ułatwiły pracę (Baba
1998).
Stosowanie antropologii w projektowaniu jest ostatecznym odejściem od
ery fordyzmu3 w gospodarce, gdy konsument nie miał wyboru oraz spojrzenia
na biznes i produkt z punktu widzenia jego potrzeb. W USA jest już powszechnie przyjętą praktyką, zwłaszcza w przodujących technologicznie firmach, że
etnografia została zaprzęgnięta do projektowania produktów, technologii lub
usprawnienia sposobu ich produkcji. Menedżerowie zatrudniając antropologa
mają nadzieję, że pomoże im on lepiej zrozumieć zarówno swoich pracowników, jak i klientów, a dzięki temu ułatwi projektowanie produktów, które będą
lepiej odzwierciedlały pojawiające się trendy kulturowe. Pozwoli odkryć tym
3
Mowa o epoce, w której przemysł nie brał pod uwagę wielu specyficznych potrzeb swoich
klientów, tylko narzucał im z góry swoje rozwiązania. Charakteryzowały ją najlepiej słynne słowa
wypowiedziane przez Henry’ego Forda, że klient „może otrzymać samochód w każdym kolorze,
pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”.

�Antropologia w biznesie i przemyśle

307

samym nowe sposoby osiągnięcia przewagi konkurencyjnej, odpowiedzieć na
pytanie jak urządzić przestrzeń biurową, aby zachęcała do współpracy lub jak
zaprojektować strony internetowe, aby najlepiej pasowały do sposobu myślenia i wykorzystywania ich przez określone grupy odbiorców (McDonough
i Braungart 2002).
Tak np. amerykański gigant telekomunikacyjny Nynex zatrudnił antropolożkę Patrycję Sachs, kiedy okazało się, że jego pracownicy nie zareagowali
zgodnie z oczekiwaniami po wprowadzeniu nowego specjalistycznego oprogramowania swoich komputerów, mającego ułatwić zarządzanie czynnościami
konserwacyjnymi. Sachs postawiła hipotezę, że być może problem nie leży
po stronie systemu komputerowego, lecz dotychczasowego systemu pracy,
który należałoby zrozumieć. Analiza, przeprowadzona przez antropolożkę na
podstawie obserwacji uczestniczącej, faktycznie wykazała, że ma on kluczowe
znaczenie i nowy system informacyjny zakłócił pewien naturalny sposób pracy,
a przez to proces rozwiązywania problemów stał się o wiele mniej skuteczny
niż był wcześniej. Wyciągnięto wnioski z tych obserwacji i dzięki antropolożce
stworzono oprogramowanie lepiej dostosowane do organizacji pracy w tej
firmie (Sachs 1995).
Z kolei firmy Apple i AT&amp;T skorzystały z usług antropolożki Bonnie
Nardi, aby dowiedzieć się, w jaki sposób ludzie korzystają z ich technologii
w swoich domach i biurach. Na podstawie jej badań okazało się np., że nie
satysfakcjonował ich zbyt wolny system wyszukiwania tekstu na komputerach
Macintosh albo mieli problemy z wyszukiwaniem plików, gdy zapomnieli ich
nazwy i woleliby, aby po wciśnięciu przycisku find, system był na tyle inteligentny, aby na podstawie tylko części zapamiętanej nazwy sam go znalazł.
Te i wiele innych tego typu szczegółowych obserwacji pomogły inżynierom
wymienionych firm na opracowanie inteligentnych systemów wyszukiwania
i archiwizacji danych.
Badania w ramach „antropologii projektowania” wykorzystują głównie
metodę obserwacji uczestniczącej, jednak w przypadku badań na zlecenie
trudno ją stosować w klasycznym znaczeniu w postaci długotrwałych badań
terenowych. Dlatego tak często wyniki badań komercyjnych są lekceważone
przez antropologów akademickich. W biznesie trzeba mieć jednak na uwadze
ograniczone fundusze i krótkie terminy realizacji projektów, toteż antropolodzy zmuszani są do ich maksymalnego skracania, choć zdają sobie sprawę, że
dobrze byłoby nie robić tego kosztem ilości i jakości pozyskiwanych danych.
Antropologowie biznesu, m.in. Sperschneider i Bagger (2003) poszukiwali
w związku z tym rozwiązań pozwalających pogodzić te sprzeczne wymagania.
W oparciu o zasadę „współpracy” i „uczestnictwa” użytkowników i antropo-

�308

Maciej Ząbek

logów, stworzyli metodę pozwalającą na tzw. projektowanie w kontekście
(design-in-context). Polega ona na przeprowadzaniu spotkań w środowisku
użytkowników w oparciu o stworzony przez nich scenariusz. Przejmują oni
wówczas kontrolę nad procesem, wprowadzając badacza w przestrzeń swojej
pracy, tworząc scenariusze sytuacji, w których dany produkt jest używany.
Następnie biorą udział w warsztatach, podczas których robią nagrania wideo,
przedstawiające możliwe sposoby użytkowania nowych produktów, pobudzając
się w ten sposób do współpracy w procesie projektowania.
Ogólnie rzecz biorąc tego typu metody, jak pisze Katarzyna Wala (2010),
są jedną z bardziej popularnych perspektyw w antropologii projektowania.
Wymagają od badaczy rozwinięcia empatii i zrozumienia użytkowników oraz
dostarczenia im bodźców do samodzielnego projektowania. Można to osiągnąć
także wykorzystując np. metodę konkursu, jak zrobiono to w trakcie projektu
badań dla Nokii (patrz niżej: Badania dla Nokia). Antropolog nie przyjmuje
tu punktu widzenia użytkowników ani projektantów, ale stara się łączyć obie
perspektywy. Daje mu to możliwość oglądu problemu z trzeciej, tzw. podwójnej,
perspektywy i szybszego uzyskania potrzebnych danych (Pink 2007, s. 93).
Badania dla Nokia
Dobrym przykładem zastosowania antropologii do projektowania nowych
produktów, w oparciu o uczestnictwo i współpracę antropologów z użytkownikami, były badania Younghee Junga i Jana Chipchase, podjęte w 2007 r. dla
korporacji Nokia (2008). Przypadek ten warto opisać tu dokładniej, tym bardziej, że pokazuje on zarówno mocne, jak i słabe strony tego typu badań.
W ramach projektu pod nazwą Open Studio wymienieni antropolodzy mieli
przeprowadzić badania warsztatowe w trzech różnych miejscach na świecie,
dzielnicach ubóstwa wielkich miast tzw. trzeciego świata – Dharavi (Bombaj,
Indie), Favela Jacarezinho (Rio de Janeiro, Brazylia) i Camp Buduburam (Accra,
Ghana). Dobrani losowo ich mieszkańcy mieli zaprojektować „idealny telefon
komórkowy”. Spotkania były połączone z konkursem i nagrodami na najlepszy
projekt. Tą metodą zachęcono użytkowników do samodzielnego projektowania, oddając im głos – tak aby mogli samodzielnie znaleźć związek między
technologią a własnym życiem i wyartykułować swoje potrzeby względem
telefonów, przedstawiając najlepsze dla siebie rozwiązania.
Badacze z uwagi na czas (mieli na każde miejsce po dwa tygodnie), brak
znajomości krajów, w których mieli prowadzić badania oraz ich lokalnych
języków, musieli na początku w każdej lokalizacji powołać dwudziestoosobowe grupy miejscowych współpracowników, mających pewne doświadczenie
np. w socjologii lub dziennikarstwie, przy pomocy których podczas badania

�Antropologia w biznesie i przemyśle

309

sondażowego, prowadzonego na ulicy wśród przechodniów, werbowano
uczestników warsztatu. Starano się, choć nie do końca skutecznie, przestrzegać parytetu płci i nie werbować analfabetów z uwagi na konieczność (w celu
zminimalizowania trudności logistycznych) wypełnienia specjalnego formularza, na którym mieli opisać i narysować swój idealny model telefonu. Ponadto
musieli oni podpisać zgodę na udział w badaniu, które nie przewidywało
wynagrodzeń w przypadku ewentualnej realizacji któregoś z ich pomysłów
w praktyce. W przypadku udziału niepełnoletnich wymagany był podpis rodzica. W ten sposób starano się zabezpieczyć przed ewentualnymi procesami
związanymi z wykorzystaniem własności intelektualnej. Zgoda ta była nieodłączną częścią wspomnianego formularza, podpisywana dopiero wówczas, gdy
ją wypełniono, aby dać uczestnikom badania większą świadomość tego, co
podpisują. W razie konieczności mieli im pomagać powołani lokalni asystenci.
Poza tym większość uczestników badania, z wyjątkiem mieszkańców Accry,
była już właścicielami telefonów komórkowych, a w każdym razie wiedzieli,
do czego one służą.
Motywacje skłaniające badanych do uczestnictwa w projekcie były zróżnicowane. Poza szansą wygrania nagród we wspomnianym konkursie, przeważała ciekawość, chęć podniesienia prestiżu w swojej grupie poprzez kontakt
z przedstawicielami światowej sławy korporacji, a także, jak w przypadku
Brazylijczyków – chęć zabawy, a Ghańczyków – wypełnienia wolnego czasu
i zabicia nudy. Na koniec jednak dominowało poczucie dumy z udziału w tym
badaniu i z możliwości przedstawienia swoich pomysłów, które mogą zostać
wprowadzone w życie.
Trzeba dodać, że badaniom towarzyszyła kampania informacyjna, podczas
której lokalni artyści tworzyli piosenki (emitowane potem w radiu), obrazy,
zdjęcia i logo, które pojawiło się na koszulkach promocyjnych – co oczywiście
miało na celu ocieplenie i oswojenie wizerunku marki Nokia.
Wspomniane badania pozwoliły odkryć antropologom specyficzne potrzeby użytkowników telefonów w różnych częściach świata, dotyczące zarówno
ewentualnego kształtu aparatu, jego funkcji, jak i innych – często zupełnie
nieoczekiwanych – zastosowań, bez jakichkolwiek odniesień technicznych
lub znaczenia dla komunikacji. Pojawił się np. projekt telefonu w kształcie
butelki, która mogłaby unosić się na wodzie w czasie powodzi, a przy okazji
zawierać wodę pitną, zgłoszony przez uczestnika z Bombaju. Inny mieszkaniec
tego miasta, zmuszony do ciągłej naprawy swego roweru, pragnął, aby telefon
obejmował także narzędzie do jego naprawy. Jeden z Brazylijczyków marzył
o magicznym „telefonie pokoju”, emitującym fale dźwiękowe zdolne zakończyć
każdy konflikt na świecie, a drugi o „telefonie ekologicznym”, pokazującym na

�310

Maciej Ząbek

ekranie stan środowiska naturalnego w danym miejscu. Autor tego ostatniego
projektu, pochodzący także z Rio de Janeiro, upatrywał w nim nadzieję na
podniesienie stanu świadomości ekologicznej społeczeństwa.
Proponowane kształty aparatów miały natomiast w symboliczny sposób
podkreślać zainteresowania, tożsamość, marzenia lub zawód jego właściciela. Chłopak z Brazylii proponował komórkę w kształcie małej piłki nożnej,
a dziewczyna z tego kraju pragnęła, aby telefon był wyposażony w mały
przybornik, tak aby chodząc na tańce nie musiała ze sobą zabierać torebki.
Indus chciał mieć aparat telefoniczny w kształcie paletki do krykieta, a Afrykańczyk w formie stopy.
Większość pomysłów obracała się jednak wokół idei tworzenia atrakcyjnych kombinacji znanych już funkcji mogących faktycznie mieć zastosowanie
praktyczne. Tak np. w Indiach silnie podkreślano potrzebę zamontowania
w telefonach dobrych głośników, aby rozmowy mogły być prowadzone przez
większą liczbę osób (np. podczas spotkań rodzinnych), poza tym telefon
powinien być wodoodporny (z uwagi na tamtejszy klimat zwłaszcza w porze monsunów) oraz odporny na uderzenia (najlepiej w obudowie z gumy),
gdyż ludzi nie stać na częste zmiany telefonów, a te nabyte muszą im służyć
przez długi czas. Poza tym dobrze byłoby, aby podawały one informacje
o nadzwyczajnych wydarzeniach (pomysł spowodowany wybuchami bomb
w Bombaju) czy też sygnalizowały zmianę pogody (pomysł wynikający z tego,
że mieszkańcy dzielnic nędzy nie kupują gazet ani zazwyczaj nie słuchają radia). W Brazylii wyrażano pragnienie, aby komórka stanowiła jeden połączony
system rozrywki zawierający gry, muzykę i możliwość oglądania telewizji,
a także możliwość noszenia jej przy bikini. Matka trojga dzieci z tego kraju,
pozostawiająca je często bez opieki, pragnęła natomiast aparatu, który by
wyświetlał jej dzieciom informację, gdzie się w danej chwili znajduje i w ten
sposób dawał im poczucie jej bliskości. W Ghanie natomiast, gdzie z uwagi
na brak elektryczności ludzie nie mają zwykle komputerów w domu, ani często nawet nie słyszeli o Internecie, proponowano, aby telefon jednocześnie
pełnił funkcję pendrive’a, służącego do ściągania danych przy okazji pobytu
w kafejce internetowej. Proponowano także wyposażyć go w baterie słoneczne, jako tani i dostępny wszędzie sposób jego naładowania, a także, by miał
połączenie z Internetem i był zaopatrzony w funkcję translatora tłumaczącego
różne języki plemienne tego kraju.
Dla ubogich mieszkańców wspomnianych krajów bardzo istotne było, aby
telefon komórkowy pełnił wiele funkcji, gdyż umożliwiłoby to oszczędzenie
wydatków na inne rzeczy. Na przykład w Indiach wyrażano chęć, żeby można
go było nosić jak zegarek, co mogłoby też zmniejszyć ryzyko jego zgubienia

�Antropologia w biznesie i przemyśle

311

czy kradzieży, a w Ghanie – żeby obsługiwał jednocześnie kilka kart SIM, co
ułatwiłoby jego używanie tym, którzy korzystają z usług kilku operatorów
albo tam, gdzie z jednego telefonu korzysta kilka osób.
Na koniec warto podkreślić, że nie oczekiwano po badaniach, że pomogą one odkryć nowe technologie, a jedynie przybliżą projektantom potrzeby
ludzi z różnych miejsc na świecie i konteksty użycia telefonu, co pozwoli na
wprowadzenie innowacji. Metody etnograficzne zastosowane przez Younghee
Junga i Jana Chipchase okazały się skuteczne w odkrywaniu emocjonalnych
więzi między technologią a człowiekiem, zachęciły do refleksji i spełniły
wspomniane oczekiwania.
Podsumowując, choć większości tu przytoczonych pomysłów nie wcielono
jeszcze w życie, to jednak ich przedstawienie pozwoliło antropologom zrozumieć problemy osób zaangażowanych do badań, dostrzegając te kwestie,
których wcześniej w Nokii nie dostrzegano, co w przyszłości zapewne ułatwi
jej projektantom stworzenie takich telefonów, które będą lepiej dostosowane
do realnego świata i prawdziwych ludzi.

Badania organizacji
Współczesne badania dotyczące kreowania innowacji i wiedzy w przedsiębiorstwach coraz częściej sięgają po metody jakościowe. Na uwagę zasługuje
tu zwłaszcza tzw. antropologia organizacji. Jest to subdyscyplina w antropologii stosująca techniki etnograficzne w celu badań organizacji, czyli grupy
osób zjednoczonych wspólnym programem działania, w tym przedsiębiorstw
handlowych lub przemysłowych. Przedmiotem zainteresowania są ludzie
i relacje między nimi, wewnątrz i na zewnątrz danej organizacji, relacje między
pracownikami a dostawcami i klientami, stosunki między kadrą kierowniczą
a pracownikami, a wszystko to pod kątem tworzenia strumieni innowacji.
Etnografię wykorzystuje się w tych badaniach stosunkowo od niedawna,
zastępuje jednak ona coraz częściej badania ilościowe, które nie są w stanie
uchwycić tej całej dynamiki procesów społecznych zachodzących w organizacjach (Krogh, Roos, Slocum 1994). Etnografia natomiast pozwala badaczowi
obserwować, co ludzie robią na co dzień, prowadzić rozmowy twarzą w twarz
z samymi pracownikami, aby w końcu zrozumieć ich zachowanie i rozpoznać w nich pewne wzory postępowania związane również z przekonaniami
i wartościami. Innymi słowy, odkryć kulturę danej organizacji. Etnografia, jak
piszą socjolożki Anna Mazur i Lidia Zys, wydaje się szczególnie przydatna do
uchwycenia dynamiki powiązań wewnątrz organizacji i wykraczających poza
organizację, co uważa się za szczególnie istotne, gdyż to z tego typu relacji

�312

Maciej Ząbek

wyłaniają się innowacje (2005). Pozwala to odkrywać zjawiska powtarzalne i obserwować relacje zwrotne między nimi, a w końcu tworzyć ogólne
modele za pomocą teorii wyjaśniających, co się wydarzyło w konkretnym
przypadku. Metoda etnograficzna nie oddziela jednak teorii od praktyki
w taki sposób, jak robią to teorie zarządzania, coraz bardziej odbiegające od
praktyki gospodarczej. W zasadzie mamy tu tylko do czynienia z pewnymi
faktami terenowymi, zebranymi przez badacza i pojęciami używanymi przez
niego, służącymi do wyjaśnienia ich i uporządkowania. Metoda ta pozwala
na identyfikację zachowań i postaw pracowników oraz ich emocjonalnego
stosunku do danej organizacji. Pozwala odpowiedzieć na pytania, czy misja
przedsiębiorstwa promuje innowacje, czy zdefiniowana jest strategia innowacyjna przedsiębiorstwa, ale także zorientować się w obyczajach i klimacie
codziennej pracy, sposobach nawiązywania kontaktów przez pracowników,
codziennych praktykach i sposobach działania.
Badania tego typu można prowadzić na całej lub tylko na konkretnej
podgrupie pracowników, wewnątrz, jak i na zewnątrz organizacji. Celem może
być np. określenie dlaczego jedne mechanizmy działają zbyt silnie, a inne nie
działają wcale, co przyczynić się może do podjęcia decyzji o zmianie metod
zarządzania organizacją, w celu podniesienia jej wydajności. Antropologia
organizacji, jako akademicka subdyscyplina antropologii, nie ma sobie jednak
ambicji, aby radzić, a tym bardziej zastępować praktyków w organizowaniu
i zarządzaniu. Zarządzać oni potrafią sami, jak pisze Monika Kostera, ale
mogą potrzebować antropologów, aby pokazali im coś nowego lub dostarczyli
im inspiracji (2005, s. 23). Nie kwestionując słuszności tych słów, stosowana
antropologia organizacji, wykonywana na zlecenie, musi mieć jednak efekty
praktyczne. Zazwyczaj chodzi o opracowanie na podstawie wyników badań,
metod oceny procesów innowacji w zakresie np. transferu technologii, wymiany
i łączenia wiedzy czy organizowania strumienia innowacji. Analiza struktury
sieci relacji pozwala np. określić, kto z kim wchodzi w relacje, wskazać pozycje określonych jednostek w tej strukturze i wyłaniać liderów. Wiedza zaś na
ten temat może wydatnie przyczynić się do lepszego zarządzania procesami
kreowania innowacji (Mazur, Zys 2005).
Zarządzanie wiedzą ukrytą
Wiedza ukryta lub też milcząca (inside knowledge, tacit knowledge), jest
to wiedza, którą trudną przekazać w formie bezpośredniej komunikacji. Jest
przeciwieństwem wiedzy formalnej, dostępnej i łatwo wyrażalnej. Na przykład
doświadczony pracownik fabryki zapewne zna całą logistykę swojego zakładu,
w którym pracuje. Może mieć w głowie mentalną mapę dróg przemieszcza-

�Antropologia w biznesie i przemyśle

313

nia się surowców i półproduktów, wie co dzieje się na halach produkcyjnych
dokładniej niż jest to wyrażone na schematycznych rysunkach i podręcznikowych opisach procesu produkcyjnego, nie umie jednak się tą wiedzą podzielić,
wyartykułować jej lub skodyfikować, jak określany jest proces przekształcania
wiedzy ukrytej w wiedzę jawną. Tymczasem, jest to o tyle ważne, że wiedza
ukryta jest często uważana za cenniejszą od formalnej. Wynika z długoletniego doświadczenia danego pracownika, jest wiedzą o tych kontekstach
organizacji produkcji, których specjalistyczne podręczniki, z powodów wyżej
wymienionych, już nie opisują. Dotyczy to zresztą wszystkich zawodów. Co
więcej, ludzie często nie są świadomi tej wiedzy, jaką posiadają, jak i nie zdają
sobie sprawy, jak cenna może być ona dla innych. Niemniej praktykantowi, czy
nowo zatrudnionemu po szkole zawodowej, nawet najlepiej wykształconemu
w swej dziedzinie, nie powierza się samodzielnego stanowiska. Musi z reguły
długo praktykować pod okiem swego mistrza, kogoś bardziej doświadczonego,
właśnie z powodu braku tej wiedzy, którą trudno się z kimś drugim podzielić.
Wymaga to zwykle dłuższego osobistego kontaktu i zaufania.
Antropologowie wyspecjalizowani w odkrywaniu tego co ukryte, mogą
znacząco przyczynić się do wydobycia wiedzy, którą trudno przekazać pozostałym członkom organizacji, gdyż często zna ją tylko jedna osoba, niczym ostatni
ze starców jakiegoś egzotycznego plemienia, który jest skarbnicą dawnych
tradycji. Tymczasem jej ujawnienie może pomóc w poprawieniu wydajności
pracy w danej firmie i tym samym przyczynić się do zwiększenia jej zysków. Ta
umiejętność nazywa się zarządzaniem wiedzą milczącą. Antropologowie byli
zawsze, w kontekście badanych przez nich różnych grup kulturowych, zainteresowani, jak jest ona tworzona, wykorzystywana i zarządzana. W pewnym
też sensie posiadają do jej otwarcia klucz. Na gruncie organizacji biznesowych
mogą pomóc zwiększyć tę wiedzę w ogóle, jednocześnie tworząc nowe formy
jej organizacji. Jest to szczególnie ważne w sytuacji szybkich zmian, procesu
globalizacji, problemów z różnicami kulturowymi i dekonstrukcji tradycyjnych
tożsamości. Wydobycie jej nie musi dokonywać się tylko w wyniku długoletniej
praktyki u doświadczonego „mistrza”, ale np. poprzez zorganizowanie rozmów
z nowymi pracownikami o historii i tradycji danej korporacji. Uświadomienie
sobie tego faktu zawdzięczamy przede wszystkim antropolożce Patrycji Burke,
będącej założycielem i dyrektorem Workspace International, która obserwując swoich pracowników odkryła, że wiedza ukryta jest częścią danej kultury
i składa się z pewnych nawyków, których ludzie sami zwykle nie rozpoznają
(Burke 1988; Laabs 2003; Gwynne 2003).
Wielkie korporacje i inne organizacje biznesowe posiadają zwykle olbrzymie bazy danych zawierających historie ich transakcji z klientami, jednak to,

�314

Maciej Ząbek

co nazywamy wiedzą ukrytą, trudno jest zapisać czy przekształcić w składnik
majątku intelektualnego firmy. Poza tym tradycyjne przetwarzanie danych
polega zwykle na procesie łączenia lub rekonfiguracji do nowych wzorców
i struktur, tymczasem wiedza milcząca, jeśli ma być czymś więcej niż katalogiem faktów lub oświadczeń, wymaga raczej refleksji i dialogu, czyli czegoś,
co jest trudne do zaplanowania w ramach codziennej pracy. Jest też zawsze
kwestia kosztów jej uprzedmiotowienia czy utowarowienia w porównaniu
do ewentualnych korzyści, jakie można z tego wyciągnąć. Wreszcie, jest to
zawsze wiedza bardzo osobista i indywidualna, nie przechowywana w bazach
danych. Z jednej strony stwarza to konieczność oddzielenia jej użytecznej części
od tej, która nie ma tego charakteru i ociera się być może o fałsz. Z drugiej
strony, jeśli któraś z kluczowych osób opuści organizację, to choć mówi się,
że nie ma ludzi niezastąpionych, jednak będzie to strata, gdyż jej wiedza nie
pozostanie w organizacji.
Podejście antropologiczne, polegające na przeprowadzeniu tzw. obserwacji
uczestniczącej i zdobyciu dogłębnej wiedzy na temat badanej grupy, jest tu
szczególnie użyteczne, gdyż może wnieść znaczący wkład do tematu zarządzania wiedzą. Stałe dążenie do klasyfikacji w antropologii także umożliwia
otworzenie ukrytej metalogiki systemu oraz idei i wartości łączących organizację
w całość, innymi słowy kultury danej organizacji. Przekonanie zaś, że kultura
tworzy wzorce zachowań, prowadzi z kolei do założenia, że zachowanie jest
przeważnie efektem uwarunkowań społecznych, co prowadzi do tworzenia
jego modeli na podstawie szczegółowej obserwacji wielu zachowań w podobnych sytuacjach. Zawierają one wiedzę na temat kluczowych zmiennych oraz
reguł decyzyjnych i w postaci pewnych szablonów czy planów mogą zostać
upowszechnione dla potrzeb organizacji w określonych sytuacjach. Tak więc
zastosowanie modeli jest techniką, która może przyspieszyć analizę otoczenia
biznesowego i identyfikację kluczowych aktywów wiedzy ukrytej. Oczywiście,
jak w innych obszarach zarządzania, o ile mają one być skuteczne, wymagają
namysłu i starannego planowania.
Przykładowo Patrycja Burke (1988), proponuje model nazwany przez nią
zarządzaniem przestrzenią wiedzy, obejmujący cztery główne obszary: wiedzę
osobistą, kapitał intelektualny, możliwości trwałych korzyści oraz rozwoju
w przestrzeni pracy. Każdy z tych obszarów należy, jej zdaniem, dokładnie
zbadać. W przypadku pierwszego chodzi o dowiedzenie się, jaki rodzaj wiedzy osobistej pracowników jest wykorzystywany przy podejmowaniu decyzji
i wykonywaniu zadań zawodowych. Jak zdobyli tę wiedzę? Czy pochodzi ona
spoza organizacji czy została nabyta w wyniku współpracy z kolegami i co by
się stało, gdyby przestała być dostępna? W drugim należy zbadać, jaki rodzaj

�Antropologia w biznesie i przemyśle

315

kapitału intelektualnego istnieje już w organizacji, a jaki może być jeszcze
stworzony w przyszłości? Kim są jego właściciele? Jak jest chroniony i w jaki
sposób udostępniany innym osobom z organizacji? Następnie należy rozpoznać, w jaki sposób wiedza osobista i kapitał intelektualny może przyczynić się
do zapewnienia trwałej przewagi danej organizacji. Jak można ten potencjał
wykorzystać bardziej efektywnie i w sposób uniemożliwiający przejęcie go
przez konkurencję? Wreszcie trzeba odpowiedzieć na pytanie czy organizacja
ma kulturę wspierającą rozwój i czy stosuje tę wiedzę w sposób efektywny.
Inaczej, czy jest rozpowszechniana w całej organizacji, czy wszyscy muszą
mieć dostęp do tych samych informacji, jakie umiejętności są ważne i jakie
są systemy wynagradzania z tym związane.
Na koniec badaczka podkreśla, że kluczowe są powiązania między tymi
składnikami, wiążące się ze sposobami przechowywania tej wiedzy, własności
i zarządzania informacją, tworzące przestrzeń, w ramach której pojawiają
się innowacje dające przewagę konkurencyjną. Techniki zaś zaczerpnięte
z antropologii dają pewną przewagę nad metodami konwencjonalnymi i mogą
wesprzeć innowacyjność i kreatywność pracowników danej organizacji (Burke
1988).

Skansen i agroturystyka.
Pomysł na „etnograficzny” biznes
Na zakończenie wróćmy do jednego ze stereotypowych wyobrażeń etnologa jako specjalisty od folkloru i skansenów. Niewątpliwie niektórzy
z naszych absolwentów również nimi zostają, mimo że obecnie studentów
zainteresowanych tradycyjną architekturą drewnianą, czy w ogóle tzw. kulturą
materialną, a nawet tzw. antropologią rzeczy, nie jest zbyt wielu. Niemniej
istnieją i może ich nie interesować żadna z powyższych propozycji pracy
w biznesie, a jednocześnie szukają rozsądnej alternatywy zatrudnienia poza
muzeum państwowym. Taką alternatywą może być własny komercyjny skansen,
zwykle w połączeniu z agroturystyką i gastronomią. Połączenie to wydaje się
niezbędne, gdyż z biletów wstępu do samego muzeum trudno byłoby nawet je
utrzymać, nie mówiąc już o jakichkolwiek satysfakcjonujących dochodach. Jak
wynika z doświadczeń osób, które podjęły się tego typu działalności, skansen
czy innego typu muzeum tworzy raczej markę dla pensjonatu czy karczmy
przyciągającej turystów, przyczyniając się do wzrostu obrotów.
Większość tego typu inicjatyw ma status gospodarstwa agroturystycznego,
oferującego noclegi, wyżywienie, organizację okolicznościowych biesiad plus
sprzedaż upominków i produktów żywnościowych własnej produkcji. Przy czym

�Maciej Ząbek

316

najpewniejszym źródłem dochodów jest właśnie to ostatnie, czyli najlepiej
karczma lub choćby skromna jadłodajnia. Sprzyja temu moda na produkty
regionalne, zdrową, ekologiczną żywność i ruchu slow food4.
Przykładem takiej działalności może być skansen maszyn rolniczych przy
gospodarstwie agroturystycznym Romana Gorka z opolskiego, gdzie serwuje
się potrawy według tradycyjnych przepisów, np. ser żółty z Lewandówki, czy
pierogi postne5. Albo gospodarstwo Anny i Stanisława Jachymków z zamojskiego, zapraszające na podpłomyki, kaszę z soczewicą, kartofle w łupinach
z masłem czosnkowym, zupę z młodych pokrzyw, smażone borowiki oraz rosół z grzybów z kaszą gryczaną. Przy okazji zaś można poznać bogate zbiory
etnograficzne i geologiczne oraz historię regionu6.
Biznes tego typu ma szansę powodzenia, jeśli znajduje się w miejscu już
odwiedzanym przez turystów, np. w bliskości parku narodowego, jak wspomniane gospodarstwo Jachymków, czy sanktuarium maryjnego, jak Muzeum
Sprzętu Gospodarstwa Domowego Mariana Garncarskiego w Wambierzycach7,
a profil jego ekspozycji jest ściśle powiązany z terenem. Istotna jest reklama,
jaką mogą zrobić takiej placówce autorzy przewodników czy pracownicy biur
turystycznych.
Nie ma co ukrywać, że jest to dość kapitałochłonna inwestycja i decydują
się na nią zwykle ci, którym wcześniej udało się zgromadzić interesującą kolekcję, mają kawałek ziemi i dom mogący uchodzić za zabytkowy. W ten sposób
rozpoczął swą działalność np. pasjonat historii pan Klemens Leman z Piaszna,
budując skansen pod nazwą „osady Gotów”8, czy Jan Solarz, który uratował
siedem łużyckich chat, adaptując je na hotel, a przy nich otwierając gospodę
łużycką, muzeum i mały ogród zoologiczny9. Być może dlatego przeważają
w tej branży raczej folkloryści-pasjonaci, kolekcjonerzy rozmaitych zawodów,
rolnicy-wizjonerzy, artyści, a nawet emerytowani górnicy czy wojskowi niż
profesjonalni etnolodzy. Ci ostatni z reguły bywają ich konsultantami lub
podejmują się prac porządkowo-inwentaryzacyjnych na zlecenie, co niekiedy
prowadzi do tego, jak napisała Katarzyna Waszczyńska w swoim rozdziale tej
 Ruch Slow food, przeciwieństwo fast food, ruch sztuki życia bez pośpiechu, dotyczący
przede wszystkim jedzenia. Popularyzujący spowolnienie, lokalność i zmysłowość, ogólnie
zdrowy tryb życia „zgodny z naturą”.
5
 Patrz m.in.: http://www.odnowawsi.eu/serwis/index.php?id=491/ (czerwiec 2012).
6
 Patrz: http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/3930,guciow-lupcie-w-guciowie.html/
(czerwiec 2012).
7
 Patrz: http://www.eholiday.pl/noclegi-pn8541.html/ (czerwiec 2012).
8
 Patrz: http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/13857,piaszno-wioska-gotow-i-czarownic.html/ (czerwiec 2012).
9
 Patrz: http://podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,331050.html/ (czerwiec 2012).
4

�Antropologia w biznesie i przemyśle

317

książki, że sami stają się zbieraczami, kolekcjonując doświadczenia, które tej
pracy towarzyszą.
Etnolodzy, dysponując przede wszystkim kapitałem wiedzy, mogą mieć
zresztą na tym rynku dużą szansę, jeśli zostanie ona połączony z przedsiębiorczością i umiejętnością prowadzenia biznesu. To, co jest bowiem przedmiotem
ich wiedzy, tzw. tradycja w połączeniu z krajobrazem, staje się w coraz większym
stopniu po prostu „produktem rynkowym”. W krajach zachodniej Europy jest to
„produkt” znany już zresztą od dawna i nieźle się sprzedający, w Polsce dopiero
wraz z pewnym wzrostem zamożności społeczeństwa zaczyna się rozwijać. Nie
jest to zapewne sposób na zdobycie majątku (dochody pojawiają się dopiero po
2–3 latach), niemniej jest to sposób pozwalający zarabiać na życie, jakie się lubi,
co dla wielu absolwentów etnologii może być interesujące (Łyś 2006).

Konkluzje
Sfera bezpośredniej działalności gospodarczej człowieka może stanowić
bodajże największy i najbardziej rozwojowy rynek pracy dla przyszłych absolwentów etnologii i antropologii kulturowej. Są oni w tej sferze użyteczni,
należą bowiem do najlepiej przygotowanych specjalistów w zakresie stosowania
metod etnograficznych i antropologicznej refleksji teoretycznej.
Na dzień dzisiejszy, jeśli chodzi o Polskę, istnieje potrzeba szerszego
jeszcze uświadomienia ludzi biznesu w zakresie tego, jakie korzyści mogą
odnieść, zatrudniając naszych absolwentów. Mimo opóźnień w tym zakresie
w stosunku do najbardziej rozwiniętych krajów Zachodu, ten proces właśnie
się rozpoczął. Coraz więcej także rodzimych biznesmenów, mających zwłaszcza
kontakty z Zachodem, zdaje sobie sprawę, że tzw. antropologizacja biznesu
daje niezwykłą szansę na przyspieszenie procesów innowacji zarówno w zakresie produkcji, jak i zarządzania. Jest to zmiana porównywalna z przejściem
z telewizji czarno-białej na kolorową. W świecie globalnej konkurencji nie ma
powrotu do czasów, kiedy „każdy ford musiał być w kolorze czarnym”, a klient
nie miał innego wyjścia, jak tylko to zaakceptować. Dzisiaj uwzględnienie potrzeb i opinii konsumentów, których rozpoznaniem zajmują się antropolodzy,
staje się niezbędne, aby odnieść sukces na rynku.
Natomiast praca w biznesie nie odbiera bynajmniej antropologom misji
typowo poznawczej i wbrew pozorom nie ogranicza się tylko do sprzedaży
wyłącznie swych technicznych umiejętności zbierania i analizy danych. Wręcz
przeciwnie, współpraca z biznesem umożliwia dostęp do terenów dotąd nierozpoznanych, a zatem równie egzotycznych, jakie mieli dawniej klasycy tych
studiów. Może dostarczyć inspiracji dla rozwoju zarówno technik etnograficz-

�318

Maciej Ząbek

nych, co wymusza choćby konieczność większej dyscypliny i terminowego
wywiązywania się z powierzonych zadań, jak i dla teorii antropologicznej
i ogólnej refleksji o kulturze poprzez zderzenie się z problemami dotąd niespotykanymi. Stąd specjalizacja w ramach antropologii biznesu może być ciekawą
alternatywą, w tym także dla osób kończących studia trzeciego stopnia, a nie
mających możliwości pracy w instytucjach naukowych.
Na koniec warto także podkreślić, że praca antropologa w biznesie nie
musi wiązać się z naruszaniem podstawowych standardów etycznych antropologii, związanych z zasadą nie szkodzenia swoim badanym. Choć oczywiście
niektóre z postulowanych przez środowisko propozycji etycznych, jak zasada
informowania zawsze swych rozmówców o tym, że podlegają badaniu, czy
też niewykorzystywania zgromadzonych o nich danych na użytek komercyjny,
stworzone na gruncie czysto akademickim, wymagają tu korekty, gdyż uniemożliwiłyby w ogóle badanie. Należy przy tym zauważyć, że nawet w studiach
typowo akademickich były one często naruszane. Poza tym w biznesie, aby
osiągnąć sukces w produkcji i sprzedaży różnorodnych produktów i usług,
trzeba stale uwzględniać zmieniające się potrzeby człowieka, a nie działać
przeciw niemu. Dlatego można powiedzieć, że tak, jak zasada nie szkodzenia
swoim rozmówcom obowiązuje na gruncie antropologii, tak zasada nie szkodzenia swoim klientom (a przecież są to te same osoby) powinna obowiązywać
również na gruncie każdego biznesu pragnącego odnosić sukces.
Oczywiście w świecie biznesu nie zawsze tak się dzieje, nie ma jak wiadomo
rzeczy doskonałych, ale jest to właśnie jeszcze jeden argument za antropologizacją tej dziedziny życia, mogącej przynieść tu pewną poprawę, w interesie
zarówno człowieka, jak i samego biznesu.

Literatura
Baba M.
2006 – Anthropology and Business, w: H. James Birx (red.), Encyclopedia of
Anthropology, Thousand Oaks, s. 83–117.
Babbie E.
2003 – Badania społeczne w praktyce, Warszawa.
Bailey G., Peoples J.
2009 – Essentials of Cultural Anthropology, Wadsworth.
Bell G.
2006 – The Age of the Thumb. A Cultural Reading of Mobile Technologies from Asia,
„Knowledge, Technology and Policy”, vol. 19 (2), s. 41–57.

�Antropologia w biznesie i przemyśle

319

2011 – Intel anthropologist. Fieldwork with the silicon tribe, „New Scientist. Culture
Lab”, www.newscientist.com/blogs/culturelab/ (listopad 2011).
Buderi R.
1998 – Fieldwork in the Tribal Office, „Technology Review”, May/June.
Burke P.
1998 – Anthropological Approach, „Inside Knowledge”, 2 (1), s. 3–12.
Diaconu M.
2002 – Phänomenologie Als Speläologie Oder Prolegomena Zu Einer Philosophie
des Essens, „Studia Phaenomenologica”, 2 (3–4), s. 65–85.
Grudzewski W., Hejduk I.
2000 – Wspieranie innowacyjności przedsiębiorstw, „Organizacja i zarządzanie”,
nr 3 (101).
Gwynne M.A.
2003 – Applied Anthropology: A Career-Oriented Approach, Boston.
Hafner K.
1999 – Coming of Age in Palo Alto, „New York Times”, June 10.
Hammersley M., Atkinson P.
2000 – Metody badań terenowych, Poznań.
Hercfeld M.
2004 – Antropologia. Praktykowanie teorii w kulturze i społeczeństwie, Kraków.
Howes D.
2003 – Sensual Relations: Engaging the Senses in Culture and Social Theory, Michigan.
Jung Y., Chipchase J.
2008 – Nokia Open Studio: Engaging Communities, 1http://younghee.com/wp/
wp-content/uploads/2008/10/nokiaopenstudio_final_20081030.pdf/
(lipiec 2012).
Kersey J.C.
2007 – Design Anthropology, w: G.C. Stanczak (red.), Visual Research Methods:
Image, Society, and Representation, Denton, Texas.
Klein N.
2000 – No Logo: Taking aim at the brand bullies, Toronto.
Kostera M.
2005 – Antropologia organizacji. Metodologia badań terenowych, Warszawa.

�320

Maciej Ząbek

Kostera M. (red.)
2007 – Kultura organizacji. Badania etnograficzne polskich firm, Gdańsk.
Krogh G., von Roos J., Slocum K.
1994 – En Essay on Corporate Epistemology, „Strategic Management Journal”,
vol. 15.
Laabs, J.
1992 – Profile of an Anthropologist. Corporate Anthropologists, w: A. Podolefsky, P.J. Brown (red.), Applying Anthropology. An Introductory Reader,
s. 138–143.
Lindstrom M.
2005 – Broad sensory branding, „Journal of Product &amp; Brand Management”, vol.
14, Iss: 2, s. 84–87.
Łyś G.
2006 – Rynek pod strzechą, „Rzeczpospolita”, wyd. 620/17 (7311).
Maison D., Noga-Bomilski A. (red.)
2007 – Badania marketingowe. Od teorii do praktyki, Gdańsk.
Maison D.
2010 – Jakościowe metody badań marketingowych. Jak zrozumieć konsumenta,
Warszawa.
Makarenko V.
2008 – Tajne służby kapitalizmu. Skąd firmy tyle o nas wiedzą?, Kraków.
Mattar F.N.
1996 – Pesquisa de marketing: edição compacta, São Paulo.
Mazur A., Jaksa M.
2004 – Organizacja jako strumień wiedzy, „Zeszyty naukowe Politechniki Łódzkiej”,
z. 41.
Mazur A., Zys L.
2005 – Ocena procesów innowacji wpływających na sukces małych i średnich,
przedsiębiorstw – projekt badań, http://autopojetycznawiedza.republika.
pl/materialy/polskie/ocena_procesow/oc.doc/ (lipiec 2012).
McDonough W., Braungart M.
2002 – Cradle to Cradle. Remaking the Way We Make Things, New York.
Nikodemska-Wołowik A.M.
1999 – Jakościowe badania marketingowe, Warszawa.

�Antropologia w biznesie i przemyśle

321

Olszewski A.
2009 – Quo vadis, branżo?, „Katalog Polskiego Towarzystwa Badaczy Rynku
i Opinii”, s. 28–32.
Pink S. (red.)
2007 – Visual Interventions. Applied Visual Anthropology, „Studies in Applied
Anthropology”, vol. 4, Berghahn.
Rieunier S., Daucé B.
2002 – Le marketing sensoriel du point de vente, „Recherche et Applications en
Marketing”, 17, 4.
Sachs P.
1995 – Transforming Work: Collaboration, Learning, and Design, „Communications
of the ACM”, vol. 38, nr 9, s. 36–44.
Sperschneider W., Bagger K.
2003 – Ethnographic Fieldwork Under Industrial Constraints. Toward Design-in
Context, „International Journal of Human-Computer Interaction”, 15,
(1), s. 41–50.
Squires S.
2002 – American breakfast &amp; the mother-in-law: How an anthropologist created
Go-Gurt. National Association for the Practice of Anthropology. Retrieved
from http://practicinganthropology.org/stories/2002/american-breakfastthe-mother-in-law-how-an-anthropologist-created-go-gurt/
Squires S. &amp; Byrne B.
2002 – Creating Breakthrough Ideas: The Collaboration of Anthropologists and
Designers in the Product Development Industry, Westport.
Tunstall D.
2012 – Dori’s Moblog. Design Anthropology, http://dori3.typepad.com/my_weblog/design_anthropology/ (lipiec 2012).
Wala K.
2010 – Antropologia za_stosowana, http://stosowana.wordpress.com/2010/10
		 /07/1079/ (lipiec 2012).
Wódkowski A.
2007 – Mystery Shoping – badanie jakości usług, w: D. Maison, A. Noga-Bomilski
(red.), Badania marketingowe. Od teorii do praktyki, Gdańsk.
2010 – Mystery Shoping – wprowadzenie do metody (materiały szkoleniowe Szkoły
Badaczy Rynku PTBRiO), Warszawa.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10975" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10953">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/59f338d7a55573b1375374874c5caad2.pdf</src>
        <authentication>82eeeae82b8a7cc56c82bb680dba333f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130820">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5496</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130821">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130822">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130823">
                <text>płeć i seksualność - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130824">
                <text>antropologia stosowana - podręczniki</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130825">
                <text>dyskryminacja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130826">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130827">
                <text>Antropologia stosowana i zaangażowana wobec dyskryminacji ze względu na płeć i seksualność / Antropologia stosowana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130828">
                <text>Antropologia stosowana, pod red. Macieja Ząbka; s.273-292</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130829">
                <text>Kościańska, Agnieszka</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130830">
                <text>Grabowska, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130831">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130832">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130833">
                <text>Międzynarodowe Centrum Dialogu Miedzykulturowego i Miedzyreligijnego UKSW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130834">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130835">
                <text>11
Magdalena Grabowska, Agnieszka Kościańska

Antropologia stosowana
i zaangażowana wobec dyskryminacji
ze względu na płeć i seksualność
Antropologia kulturowa jest dyscypliną, która miała i do dziś ma wiele do
zaoferowania w kwestiach równościowych. Dzięki metodom badań, takim jak
obserwacja uczestnicząca i wywiady pogłębiane, antropolodzy od początku
koncertowali się na perspektywach marginalnych, starali się poznać życie innych
kultur i różnych grup społecznych; ich opisy służyły denaturalizacji perspektywy
zachodniej, czego klasycznym przykładem jest studium Margaret Mead, pokazujące, że podejście do kwestii płci i seksualności obowiązujące w dwudziestowiecznej kulturze Stanów Zjednoczonych nie jest jedynym, czyli nie jest wynikającym z natury modelem (Mead 1986; o Mead zob. np. Vance 1991). Innym
przykładem jest wykorzystywanie źródeł pokazujących istnienie np. u Indian
północnoamerykańskich tzw. trzecich płci w walce na rzecz praw mniejszości
seksualnych (np.: Katz 1976, 1983; zob. też Vance 2007). Ponadto od samego
początku antropolodzy angażowali się na rzecz badanych społeczności, czego do
czasu przewrotu postmodernistycznego nie widać w ich tekstach, jednak świadczy
o tym ich działalność społeczna udokumentowana w innych źródłach (zob. np.
Lassiter 2010 o Morganie i innych dziewiętnastowiecznych badaczach Indian).
Co więcej, feminizm i antropologia wzajemnie na siebie wpływały (Moore 1988,
Strathern 1987, Baer 2004a, Baer 2004b). Prace antropologiczne poruszające
kwestie płci i seksualności, które przyczyniły się do rozwoju krytycznego myślenia na temat tych kategorii, początkowo opierały się na esencjalistycznym ich
pojmowaniu (Vance 1991). Jednak począwszy od lat siedemdziesiątych XX w.
możemy mówić o rozwoju antropologii, która problematyzuje i dekonstruuje te
pojęcia i w ciekawy, krytyczny sposób zazębia się z metodologią feministyczną
oraz współdziała z równościowymi ruchami społecznymi.
Przekładanie się wiedzy antropologicznej na praktykę od samego początku
istnienia dyscypliny odbywało się w dwóch postaciach: antropologii stosowanej
i antropologii zaangażowanej. Z antropologią stosowaną mamy do czynienia

�274

Magdalena Grabowska, Agnieszka Kościańska

w sytuacji, kiedy dana organizacja zatrudnia osobę z wykształceniem antropologicznym, by lepiej realizować swoje cele. Na przykład organizacja pomagająca
ofiarom przemocy domowej w danej części świata lub w danym środowisku
zatrudnia antropologa lub antropolożkę (załóżmy, że będzie to ktoś, kto ma
doświadczenie w badaniach feministycznych), żeby poznać uwarunkowania tego
zjawiska w określonym kontekście i dzięki temu lepiej pomagać, przygotować
skuteczniejsze programy profilaktyczne. Organizacja może też zatrudnić antropologa bądź antropolożkę, żeby dowiedzieć się, czy jej działania są skuteczne.
Praktycy zwracają uwagę, że taka współpraca może różnie się układać. Czasami
może przebiegać bardzo dobrze, organizacja może być otwarta na – w naszym
przypadku – metodologię feministyczną i wyniki badań ewaluacyjnych ze wszystkimi ich konsekwencjami. Antropolodzy mogą też pomagać w prowadzeniu
projektów, w które angażuje się społeczność lokalna. Zdarza się jednak też tak,
że organizacja zatrudniająca nie jest zadowolona z badań, gdyż np. ujawniają
one błędy popełnione przez pracowników tej instytucji. Może dojść do sytuacji,
że nie uwzględnia się wyników, a antropologów zwalania się bądź naciska na
nich, by zmodyfikowali swoje ustalenia bądź metodologię. Podejście stosowane
cechuje się więc uzależnieniem antropologów od funduszy organizacji (Bennett
2010, Lassiter 2010). Inaczej funkcjonuje antropologia zaangażowana (zwana
też antropologią w działaniu1). Mówimy o niej, gdy antropolodzy prowadzący
badania na dany temat zauważą problem i zdecydują się zaangażować w jego
rozwiązanie, np. współdziałając z badaną społecznością. Może to przyjąć różne
formy od publikacji w prasie, przez działania aktywistyczne wspólnie z badanymi,
po organizowanie pomocy. Na przykład Paul Farmer, antropolog i lekarz, który
badał m.in. drogi rozwoju epidemii AIDS wśród kobiet na Haiti, założył organizację charytatywną Partners in Health2, która zajmuje się pomocą medyczną,
budową szpitali i szkoleniem lokalnego personelu medycznego. W tej sytuacji
antropolodzy działają na własny rachunek. Ponadto coraz częściej mówi się też
o antropologii publicznej, czyli zaangażowaniu badaczy w debatę publiczną3.
1
 Terminem tym po raz pierwszy posłużył się badacz Indian Meskwaki Sol Tax (np. 2010),
który w późnych latach czterdziestych i w latach pięćdziesiątych XX w. wraz z grupą studentów
wykorzystując granty badawcze prowadził projekty mające na celu nie tylko diagnozę problemów
tej grupy, ale też ich rozwiązywanie (o kontrowersjach wokół działań Taxa zob. Foley 2010).
2
Zob.: http://www.pih.org/
3
Zob. też Červinková i Gołębniak red. 2010, Lassiter 2010, Bennett 2010, Tax 2010, Kościańska 2012, Kościańska red. 2012; w latach 2004–2006 w czasopiśmie „(op.cit.)” odbyła się
debata o antropologii zaangażowanej w Polsce (zob. http://opcit.pl/teksty/tagi/antropologia%20
zaanga%C5%BCowana/ dostęp 28.03.2013), poruszono tam też kwestie feminizmu Baer (2005).
Nancy Scheper-Hughes, która m.in. stawiła czoła międzynarodowemu handlowi organami, mówi
z kolei o antropologii walczącej (zob. np. Scheper-Hughes 2010).

�Antropologia stosowana i zaangażowana...

275

W pierwszej części tego artykułu przyjrzymy się metodologicznym
i epistemologicznym związkom antropologii zaangażowanej i stosowanej
z feminizmem, a dwie kolejne części prezentują konkretne przykłady, zarówno na poziomie dobrze znanych projektów antropologicznych, jak i działań studentów z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu
Warszawskiego.

W stronę zaangażowanej metodologii feministycznej
Podawanie w wątpliwość zaakceptowanych
przekonań, podważanie przyjętych założeń i przeformułowywanie pytań badawczych są charakterystyczne dla badań feministycznych – bez względu na ich specjalizację (Hawkesworth 2006, 4).

Badaczki i badacze nazywający siebie „feministycznymi” muszą być
przygotowani na to, że w ich kierunku padać będą pytania dotyczące odrębności i specyfiki metodologii feministycznej: „Czy istnieje coś takiego, jak
feministyczna metoda badań i na czym ona polega? Jakie metody badawcze
są, a jakie nie są «feministyczne»? Czy feminizm jest dyscypliną naukową?
Antropolożki i antropolodzy, którzy w przeszłości i obecnie definiowali
i definiują swoje projekty jako badania feministyczne, nie są jednomyślni
w odpowiedziach na te pytania. Co więcej, niejednokrotnie nie ma wśród
nich zgody na temat tego, czym jest sam feminizm: podczas gdy dla jednych
jest to praktyka działania zakorzeniona w ruchach społecznych lat sześćdziesiątych XX wieku, dla innych feminizm to krytyczny projekt naukowy
skoncentrowany wokół pojęcia płci kulturowej, jeszcze inni widzą go jako
niemożliwy do wyodrębnienia w czystej postaci nurt zmagań na rzecz szeroko pojętej sprawiedliwości społecznej, którego częścią jest również walka
z rasizmem, homofobią czy nierównościami ekonomicznymi (Collins 1998,
Lorde 1985).
Dla lepszego zrozumienia projektu metodologii feministycznej przydatne
okazać się może zaproponowane w 1987 r. przez Sandrę Harding rozróżnienie pomiędzy feministycznymi „metodami” (czyli specyficznymi narzędziami
czy praktykami badawczymi), feministyczną „metodologią” (czyli teoretyzowaniem na temat praktyk badawczych i ich implikacji), a „epistemologią”
feministyczną (czyli rozważaniami nad procesem poznawczym) (Harding
1987). O ile według Harding nie istnieją specyficzne, feministyczne metody
badawcze (zdaniem wielu badaczy i badaczek wynika to z charakterystycznej dla badań feministycznych interdyscyplinarności), o tyle możemy mówić

�276

Magdalena Grabowska, Agnieszka Kościańska

o feministycznym podejściu metodologicznym, przejawiającym się przede
wszystkim w sposobach zastosowania tradycyjnych metod badawczych i ich
krytyce, jak również tworzeniu nowego podejścia do procesu badawczego
dzięki redefinicji istniejących definicji wiedzy i poznania (feministyczna epistemologia) (Harding 1987). Punktem wyjścia metodologii feministycznej
jest diagnoza kondycji tradycyjnej nauki. Po pierwsze, metodologia feministyczna wskazuje na fałszywość przekonania o obiektywności i neutralności
tradycyjnej nauki. Po drugie, rozpoznaje ona kluczową rolę badacza/badaczki
w procesie formułowania pytań badawczych, prowadzenia badań i analizy
danych: metodologia feministyczna kładzie więc nacisk na autorefleksyjność
jako niezbędny element praktyki badawczej. Po trzecie wreszcie, tworząc narzędzia badawcze metodologia feministyczna wychodzi z założenia, że każdy
projekt jest jednocześnie przedsięwzięciem naukowym i społecznym, a badania
feministyczne stanowią kombinację produkcji wiedzy i polityki feministycznej
(Reinharz 1992). Jednym z najważniejszych celów badań feministycznych
jest zmiana społeczna.
Krytyka obiektywności i neutralności wiedzy
Zdaniem badaczek i badaczy feministycznych obiektywność nauki jest
mitem, podobnie jak istnienie jednej obiektywnej i uniwersalnej perspektywy epistemologicznej. Ich zdaniem tradycyjne nauki ścisłe i społeczne nie są
w stanie dotrzeć do neutralnych „faktów” społecznych czy naukowych (gdyż
takie nie istnieją). Ponieważ dotychczasowym kontekstem procesu produkcji
wiedzy była i jest kultura patriarchalna (zarówno wiedza w zakresie nauk
ścisłych, jak i nauk społecznych produkowana była przez mężczyzn i na temat
mężczyzn), istniejące teorie naukowe niejednokrotnie proponują nam również
zafałszowany, zmaskulinizowany obraz rzeczywistości społecznej. W projekcie
feministycznym, rozpoznając i uprzywilejowując perspektywę poznawczą grup
mniejszościowych, badaczki i badacze skupiają się raczej na (subiektywnych)
doświadczeniach zgodnie z założeniem, że możemy mieć dostęp jedynie do
fragmentów wielowymiarowej i podatnej na wiele interpretacji rzeczywistości
społecznej. Włączenie dotychczas nieobecnych w nauce perspektyw i doświadczeń odbywać się może na wielu poziomach i etapach procesu badawczego za
pośrednictwem: uwzględnienia tożsamości takich jak wiek, płeć, rasa, klasa
czy seksualność jako zmiennych w badaniu (np. w jaki sposób płeć wpływa na
preferencje wyborcze, na podejście do problemów etycznych, wybory życiowe),
przyjrzenia się wpływowi posiadanych przez nas jako badaczek/badaczy tożsamości na sposób prowadzenia badań – wybór tematów, to, jak patrzymy na
zebrany materiał badawczy, przeszkody, na jakie możemy napotkać w procesie

�Antropologia stosowana i zaangażowana...

277

badawczym ze względu na posiadane przez nas cechy, czy też zadania pytania
o to, w jaki sposób tradycyjna wiedza na temat rozmaitych obszarów życia
społecznego i grup społecznych wpływa na interpretację zebranego materiału
badawczego (innymi słowy na ile uprzedzenia i stereotypy wpływają na jakość
analizy naukowej). Skupienie się na doświadczeniu grup opresjonowanych,
niewidocznych, marginalizowanych – takich jak kobiety, mniejszości rasowe
czy seksualne – podważa jednocześnie teoretyczne fundamenty tradycyjnych
nauk społecznych, pokazując, że społeczeństwo nie istnieje jako całość i może
być badane jedynie jako konglomerat różnych grup społecznych, tożsamości,
perspektyw i doświadczeń.
Zmiana perspektywy epistemologicznej
Uznanie kobiet i innych grup mniejszościowych za podmioty posiadające
wiedzę obejmuje również dowartościowanie typowych dla antropologii, ale nie
uznawanych w wielu innych naukach społecznych, sposobów poznania, czyli
dopuszczenie użycia narzędzi badawczych takich jak obserwacja uczestnicząca
czy wywiad pogłębiony4, włączenie badanych do procesu definiowana celów
badania (zob. Lassiter 2010, Piotrowska, Synakiewicz red. 2011) oraz skupienie
się na perspektywach poznawczych, które nie opierają się na racjonalności (na
przykład emocje, zob. Abu-Lughod 2012 lub przekaz pozawerbalny, Ardener
1975). Przełamując paradygmat obiektywności, metodologia feministyczna
skupia się też na włączeniu kategorii płci kulturowej (gender) do procesu
badawczego. Proces ten odbywa się za pośrednictwem włączenia kobiet do
procesów badawczych na poziomie ustalania próby, zwiększenia liczby kobiet
pracujących jako badaczki (empirycyzm), skupienia na „subiektywnym” doświadczeniu kobiet żyjących w rozmaitych kontekstach społeczno-kulturowych
oraz uznania kobiecego doświadczenia jako krytycznej perspektywy analitycznej (Harding 1987, Reinharz 1992). W konsekwencji oznacza to również
poszerzenie horyzontów badawczych o problemy dotychczas uznawane za
nienaukowe, należące do sfery prywatnej – metodologia feministyczna może
pochwalić się ogromnym wkładem w poszerzanie obszarów badawczych o ważne, a dotychczas pomijane tematy takie jak przemoc w rodzinie, seksualność,
reprodukcja czy praca domowa.
W odpowiedzi na tradycyjną koncepcję nauki jako obiektywnej i neutralnej metodologia feministyczna proponuje model, w obrębie którego proces
produkcji wiedzy naukowej jest głęboko osadzony w konkretnych kontekstach
 Nie oznacza to, że badania etnograficzne nie były i nadal nie są prowadzone z androcentrycznej perspektywy (Ardener 1975, Moore 1988).
4

�278

Magdalena Grabowska, Agnieszka Kościańska

społeczno-kulturowych. Jednocześnie postuluje się uważność i autorefleksyjność zarówno w kwestii możliwości tworzenia obiektywnych, uniwersalnych
teorii naukowych, jak i samego procesu badawczego (a w szczególności relacji
pomiędzy badaczką/badaczem a przedmiotem badań). W tym ujęciu nauki
społeczne i wiedza w ogóle mają zawsze charakter polityczny; metodologia
feministyczna postuluje ujawnienie tej polityczności, zrywając z nierealnym
dążeniem do neutralności i obiektywności nauki. Jednocześnie proponując
własną perspektywę badawczą i epistemologiczną oraz krytyczne spojrzenie
na istniejące narzędzia badawcze, metodologia feministyczna niejednokrotnie
przekracza granice istniejących dyscyplin naukowych. Badania skomplikowanych relacji władzy i wielowymiarowego charakteru opresji społecznych
nierzadko wymagają wyjścia poza wąsko zdefiniowane granice dyscyplin
naukowych czy sfer życia społecznego. Dla wielu badaczek stosujących metodologię feministyczną interdyscyplinarność staje się kluczowa w doborze
metod i narzędzi badawczych, a także dla sformułowania strategii politycznych feminizmu.
(Auto)refleksyjność a metodologia feministyczna
Badaczki feministyczne postrzegają siebie jako aktywistki czy działaczki
społeczne (Reinharz 1992), a zaangażowanie społeczne i polityczne stanowi
główne założenie metodologii feministycznej. Jeśli uznamy związki pomiędzy teorią i praktyką feminizmu, podjęcie badań feministycznych wymaga
krytycznego odniesienia się do procesów społecznych oraz relacji warunkujących proces produkcji wiedzy w naukach społecznych, humanistycznych czy
ścisłych. Kluczowe jest tu rozpoznanie i nazwanie relacji władzy wynikającej
z płci (gendered power), a także innych czynników, takich jak wiek, rasa, klasa
czy seksualność wpływających na proces badawczy. W tym kontekście ważna
jest przede wszystkim (auto)refleksja nad własnym usytuowaniem badaczki/
badacza w procesie produkcji wiedzy, rozpoznanie własnego umiejscowienia
w rozmaitych hierarchach władzy i ich wpływu na postępowanie w procesie
badawczym (Rich 1986). Refleksja nad umiejscowieniem badaczki/badacza
w procesie naukowym wiąże się nie tylko z odejściem od postrzegania badaczy jako neutralnych obserwatorów rzeczywistości społecznej, ale również
z podważeniem ich pozycji jako ekspertów w dziedzinie nauk społecznych.
Redefiniując umiejscowienie badaczki/badacza metodologia feministyczna,
podobnie jak inne nurty stosowanych nauk społecznych, odchodzi od pozytywistycznej tradycji, w której badacz jest usytuowany ponad rzeczywistością,
jako obiektywny obserwator starający się nie ingerować w badany przedmiot
(Wyka 1993, Okely 2007).

�Antropologia stosowana i zaangażowana...

279

Innym ważnym elementem refleksyjności charakterystycznej dla metodologii feministycznej jest przedefiniowane relacji pomiędzy badaczką/badaczem
a badanymi. Taka redefinicja oznacza przede wszystkim podmiotowe podejście
do osób i społeczności badanych oraz traktowanie ich doświadczenia jako
najważniejszego w procesie badawczym. Metodologia feministyczna postrzega
w tym kontekście badanie naukowe jako współtworzone przez społeczność
badaną, a nie będące jedynie własnością intelektualną badaczki/badacza.
Proces włączenia grupy badanej do procesu badawczego może polegać między
innymi na włączeniu punktu widzenia społeczności do procesu badawczego
na każdym etapie: podczas formułowania hipotez, prowadzenia badań terenowych, interpretacji materiałów oraz przygotowywania publikacji naukowych.
Takie praktyki są zgodne z proponowaną przez niektórych badaczy z kręgu
antropologii stosowanej koncepcją „samodeterminującej się społeczności”, czyli
społeczności, która posiada sprawczość w procesie badawczym (Olszewska-Dyoniziak 2000, s. 255). W podejściu tym społeczność badana współuczestniczy
w procesie badawczym, a celem badań jest reprezentacja grupy badanej zgodnie
z interesem i wolą jej członków, uwzględniając przy tym przyjęty przez nią
system wartości (Staszczak 1987, Olszewska-Dyoniziak 2000, Lassiter 2010).
Jednocześnie praktyka badawcza zorientowana na współuczestnictwo wpisuje
się w filozofię teorii postkolonialnych, które skupiają się na doświadczeniu
grup opresjonowanych (subaltern studies), umiejscawiając je w centrum teorii
naukowych (Spivak 1985).
Odejście od pozytywistycznego modelu badań społecznych i propozycja,
że badaczka/badacz nie jest obiektywną obserwatorką/obiektywnym obserwatorem, ekspertem/ekspertką, ale współuczestniczką/współuczestnikiem badań,
oznacza również redefinicję samej praktyki badań. Metodologia feministyczna
niejednokrotnie odwołuje się w tym kontekście do stworzonej przez Paulo
Freire „metodologii opresjonowanych” (Freire 1967), dla której kluczowa jest
destabilizacja istniejących kanałów produkcji i przepływu wiedzy naukowej
(na przykład relacji pomiędzy nauczycielem i uczniem czy „pierwszym” i „trzecim światem”) (Sandoval 2000). Podążając za Antonio Gramscim, koncepcja
metodologii opresjonowanych głosi, że wszyscy, zarówno badacze/badaczki,
jak i badani posiadamy zdolność i chęć do refleksji naukowej (Gramsci). Kładąc szczególny nacisk na kwestię współuczestnictwa, niektóre autorki z kręgu
metodologii feministycznej chcą odejść od tradycyjnego nazewnictwa badań
naukowych, proponując reinterpretację lub zastąpienie pojęć takich jak „badanie
naukowe” zwrotami podkreślającymi równość pomiędzy badaczami a społecznościami badanymi, takimi jak „uczestniczące działanie” „badanie w działaniu”
czy „uczestniczący rozwój”. Zwroty te podkreślają jednocześnie zaangażowany

�280

Magdalena Grabowska, Agnieszka Kościańska

wymiar badań feministycznych i ich ukierunkowanie na zmianę społeczną (przykład takich badań w kontekście polskim: Piotrowska, Synakiewicz red. 2011).
Zmiana społeczna: wiedza i polityka w badaniach naukowych
Dla badaczek i badaczy feministycznych proces produkcji wiedzy jest
zawsze procesem politycznym, a zmiana społeczna powinna być najważniejszym rezultatem badań naukowych (Reinhratz 1992). Praca w paradygmacie metodologii feministycznej jest wynikiem politycznego zaangażowania
w projekt feministyczny i jako taka stawia przed sobą cele nie tylko naukowe,
ale również, a może przede wszystkim, społeczne i polityczne. Metodologia
feministyczna jest więc przykładem takiego podejścia badawczego, w obrębie
którego interwencja, nie obserwacja czy analiza, stanowi ostateczny cel pracy
naukowej. Kładąc nacisk na interwencję lub zmianę społeczną, metodologia
feministyczna dąży również do zatarcia tradycyjnego podziału pomiędzy teorią
a praktyką społeczną, a w naukach społecznych pomiędzy naukami teoretycznymi a stosowanymi naukami społecznymi. O ile nauki stosowane są często
widziane jako antytetyczne i idące przeciwko abstrakcyjnym teoretycznym
wywodom w humanistyce, o tyle w paradygmacie metodologii feministycznej
rozdział ten zostaje zatarty, ponieważ wiele jego przedstawicielek jest przekonanych o ścisłym powiązaniu pomiędzy teorią a praktyką społeczną. Ich
zdaniem teoria może wpłynąć na rozpoznanie podmiotowości pewnych grup
społecznych, legitymizację ich istnienia i uznanie ich problemów za polityczne.
Tak na przykład stało się w przypadku teorii Judith Butler, która odwołując
się do istnienia podmiotów seksualnych poza binarnym podziałem na dwie
płcie, znacząco wpłynęła na widoczność i uznanie tożsamości społecznych
osób transpłciowych.
Istnieje wiele poziomów, na których zmiana społeczna może zaistnieć jako
rezultat badań przeprowadzonych w paradygmacie metodologii feministycznej.
Zmiana społeczna, do której dąży metodologia feministyczna, może dokonać
się na poziomie samego procesu badawczego – na przykład postawienie dotychczas unikanych pytań może doprowadzić do ujawnienia jeszcze niezbadanych problemów społecznych czy poszerzenia horyzontów teorii społecznej.
Innym ważnym wymiarem badań zaangażowanych jest upełnomocnienie czy
upodmiotowienie poszczególnych grup społecznych na przykład dzięki redefinicji i demistyfikacji ich wizerunku jako grup pasywnych (np. bezrobotni,
imigranci) lub zacofanych (np. mieszkańcy krajów rozwijających się). Badania
naukowe mogą być narzędziem ewaluacji, ich rezultatem może być na przykład
wskazanie najlepszych mechanizmów do walki w dyskryminacją i wykluczeniem
społecznym (badania dotyczące tak zwanych „dobrych praktyk”).

�Antropologia stosowana i zaangażowana...

281

Zmiana społeczna, która jest rezultatem badań, może też doprowadzić
np. do zmiany prawa lub polityki społecznej dzięki ujawnieniu jej skutków dla
kobiet lub innych grup społecznych (działaczki i badaczki feministyczne często
prowadzą badania dotyczące przemocy, przemocy seksualnej wobec kobiet czy
tak zwanej pracy domowej). W tym kontekście badania społeczne mogą stanowić narzędzie poprawy działania instytucji państwowych i społecznych.
Ze względu na charakter uczestniczący badania prowadzone w paradygmacie metodologii feministycznej mają również wpływ na autorefleksję na
poziomie indywidualnym wśród badaczek/badaczy i społeczności badanej.
Mogą one doprowadzić do zmiany świadomości, upełnomocnienia pewnych
grup, lepszej konceptualizacji pewnych problemów wewnątrz grup czy konsolidacji grupy.

Co konkretnie antropologia może wnieść
do przeciwdziałania dyskryminacji
ze względu na płeć i seksualność?
Prostytucja i przeciwdziałanie handlowi kobietami
W ostatnich latach na arenie polityki międzynarodowej dużo uwagi poświęca się problematyce handlu ludźmi i zmuszania do prostytucji. W 2000 r.
ONZ przyjęła Protokół o zapobieganiu, zwalczaniu oraz karaniu za handel
ludźmi, w szczególności kobietami i dziećmi, a amerykański Departament Stanu przyjął Akt broniący ofiar handlu ludźmi i przemocy (Victims of Trafficking
and Violence Protection Act)5. Na podstawie tych dwóch dokumentów ONZ,
a przede wszystkim Stany Zjednoczone monitorują walkę z tym procederem
na całym świecie i na różne sposoby zachęcają rządy, by aktywnie się w to
włączały (Departament Stanu przygotowuje rankingi krajów pod względem
ich zaangażowania w tę sprawę). Mimo że przyjęciu obu dokumentów przyświecały szczytne cele – praktyka okazała się daleka od doskonałości. Badaczki
feministyczne, które skoncentrowały się na tym, jak te rozwiązania prawne
wpływają na życie kobiet, wskazują na to, że w wielu przypadkach państwa,
która chcą się wykazać walką z handlem ludźmi, koncentrują się na kryminalizacji prostytucji i nękaniu osób świadczących usługi seksualne, co uderza
w tych, których mają chronić. Joanna Busza (2012) na zlecenie organizacji
Lekarze bez Granic analizuje sytuację Wietnamek w Kambodży. Ciężkie wa5
 Pierwsze traktaty międzynarodowe przeciwko handlowi ludźmi pochodzą z początku
XX w. (Porozumienie międzynarodowe w sprawie zwalczania handlu białymi niewolnikami, Paryż
1904).

�282

Magdalena Grabowska, Agnieszka Kościańska

runki ekonomiczne panujące na wietnamskiej wsi skłaniają wiele kobiet do
poszukiwania pracy poza miejscem zamieszania. Często nielegalnie migrują
do Kambodży i tam podejmują pracę w przemyśle seksualnym. Niektóre są
tam, bo zostały sprzedane. Kobiety te, bez względu na to, jak trafiły do domów
publicznych, pracują razem. Busza analizuje przeprowadzone z nimi wywiady
pogłębione i zwraca uwagę, że największym problemem dla osób świadczących
usługi seksualne są działania kambodżańskich władz, które chcą wykazać się
zaangażowaniem w walkę z handlem ludźmi. Miejscowe służby porządkowe
urządzają – często w asyście działaczy organizacji pozarządowych – naloty
na domy publiczne, aresztując pracujące tam osoby. W rezultacie tych akcji
kobiety muszą uciekać się do łapówek, by odzyskać wolność, tracą też klientów.
Akcje te przynoszą więc im straty finansowe, które potem starają się nadrobić,
np. zgadzając się na seks bez prezerwatywy. Poza tym obecność aktywistów
walczących z handlem ludźmi w czasie nalotów powoduje, że wszystkie organizacje pomocowe tracą zaufanie kobiet – znacząco utrudnia to działania na
rzecz profilaktyki HIV. Busza wskazuje, jakie potrzeby mają kobiety świadczące
usługi seksualne: chcą łatwego dostępu do opieki zdrowotnej oraz prezerwatyw;
dobrze też oceniają prowadzaną przez Lekarzy bez Granic świetlicę, do której
mogą przyjść i spędzić czas poza domem publicznym, socjalizując się z innymi
kobietami. Akcje mające je wyzwolić są dla nich prawdziwym problemem,
pogarszają warunki ich pracy. Są one bowiem zmuszone do świadczenia usług
seksualnych przez ciężką sytuację gospodarczą w Wietnamie, a prostytucja jest
dla nich często jedynym dostępnym im sposobem na zarabianie. Busza wskazuje
więc, że organizacje pomocowe powinny skupić się na zaspokajaniu potrzeb
osób świadczących usługi seksualne, a nie koncentrować się na działaniach,
które pogarszają ich sytuację (wymiar upodmiotowiający). Badania takie nie
tylko dążą do upodmiotowienia osób świadczących usługi seksualne, ale też
do ukazania rezultatów międzynarodowych legislacji (wymiar demistyfikujący)
(Busza 2012, zob. też Vance 2011).
Kampania na rzecz afirmacji kobiecej seksualności
Po wielkim sukcesie viagry firmy farmaceutyczne chciały wynaleźć i wprowadzić na rynki jej odpowiednik dla kobiet. Badaniom towarzyszyło lansowanie idei, zgodnie z którą zaburzenia seksualne u kobiet mogą być łatwo
przezwyciężone dzięki odpowiednim lekom (uczestniczyli w tym też lekarze
współpracujący z firmami farmaceutycznymi, zob. Fishman 2012). W końcu
starano się o rejestrację plastra testosteronowego podnoszącego libido, ale
amerykański urząd ds. leków (Food and Drug Administration, FDA) odrzucił
wniosek. Lek zarejestrowano w Unii Europejskiej.

�Antropologia stosowana i zaangażowana...

283

Medykalizacji kobiecej seksualności i rejestracji leków rzekomo podnoszących libido u kobiet przeciwstawia się działająca od 2000 r. grupa aktywistek,
terapeutek i badaczek społecznych, sygnatariuszek manifestu wzywającego
do nowego spojrzenia na seksualność kobiet, New View Manifesto, prowadzących kampanię społeczną pod tą samą nazwą – New View Campaign (http://
newviewcampaign.org, zob. też numer specjalny „Women &amp; Therapy”, t. 24,
nr 1/2, 2001, film Orgazm Inc. 2009, reż. Liz Canner). Główną organizatorką
kampanii jest terapeutka Leonore Tiefer, profesorka psychiatrii na Uniwersytecie
Nowojorskim. To ona występowała przed komisją FDA i przekonywała, że wyniki
badań przedstawione przez firmę farmaceutyczną starającą się o rejestrację
plastra są niewystarczające; długotrwałe podawanie testosteronu ma rozliczne
efekty uboczne, a na seksualność kobiet wpływają też inne niż hormonalne
czynniki. Tiefer zwraca uwagę na różnice kulturowo-społeczno-ekonomiczne
powodujące odmienne sposoby przeżywania i wyrażania seksualności oraz na
to, że warto brać pod uwagę subiektywne odczucia (zob. Hite 1976) i relacje.
Model wyłącznie fizjologiczny, dominujący – zdaniem twórczyń kampanii –
w seksuologii amerykańskiej, prowadzi do dominacji firm farmaceutycznych,
chcących sprzedawać leki na zaburzenia. Zgodnie z założeniami manifestu
Tiefer w licznych publikacjach oraz przed komisją FDA (np. Tiefer 2000, 2001)
zwraca uwagę na specyfikę kobiecej seksualności. Jej zdaniem jest błędem:
— postrzeganie kobiecej i męskiej seksualności jako ekwiwalentów (tak
założyli wcześniejsi badacze [m.in. William Masters i Virginia Johnson
1975] i z tego wnioskuje się, że zaburzenia u kobiet i u mężczyzn są podobne) – ignoruje się w ten sposób wpływy kultury i nierówności między
płciami;
— pomijanie kontekstu relacyjnego;
— stawianie znaku równości między wszystkimi kobietami.
W związku z tym, zdaniem Tiefer i innych sygnatariuszek manifestu,
problemy seksualne powinno się dzielić na:
— mające podłoże socjokulturowe, polityczne, ekonomiczne;
— relacyjne;
— psychologiczne;
— związane z innymi trudnościami zdrowotnymi.
Jaką rolę w tym – wydawałby się medyczno-terapeutycznym kontekście
– mogą odegrać badania antropologiczne? W ramach kampanii New View terapeutki ściśle współpracowały z badaczkami społecznymi, które analizowały
kulturowe znaczenie leków poprawiających sprawność seksualną (Fishman,
Mamo 2002), a także procesy towarzyszące opracowywaniu nowych leków
(Fishman 2012). Antropolożka Jeniffer Fishman przeprowadziła badania etno-

�Magdalena Grabowska, Agnieszka Kościańska

284

graficzne (obserwacja uczestnicząca, wywiady pogłębione i analiza publikacji
specjalistycznych) i pokazała związki lekarzy z firmami farmaceutycznymi,
do których dochodzi w procesie testowania i promowania nowych, jeszcze
niezarejestrowanych leków. W związku z tym, że leki na zaburzenia erekcji
okazały się bardzo dochodowe, koncerny starają się stworzyć ich odpowiednik dla kobiet, czyli magiczną pigułkę na zaburzenia seksualne u kobiet. To
jednak okazało się znacznie trudniejsze, przede wszystkim z tego względu, że
zaburzenia seksualne u kobiet nie są tak jasno zdefiniowane jak w przypadku
mężczyzn: kobiety, które nie przeżywają orgazmu, mogą nie uważać tego za
problem i być usatysfakcjonowane ze swojego życia seksualnego; również niskie libido może być przez nie w pełni akceptowane. Dlatego, aby skutecznie
wprowadzić na rynek „różową viagrę”, trzeba nie tylko wynaleźć substancję
chemiczną, ale też skonstruować zaburzenie: wpłynąć na jego opis w klasyfikacji
chorób oraz odkryć grupę docelową (tj. przekonać kobiety, że mają problemy),
a także zasugerować lekarzom, że warto zapisywać leki. Fishman pokazuje,
że za pośrednictwem finansowania badań i szkoleń, firmy farmaceutyczne
zaskarbiają sobie sympatię lekarzy6. W Stanach Zjednoczonych, podobnie jak
w wielu innych krajach, koncerny nie mogą promować niezarejestrowanych
leków ani pozarejestracyjnego stosowania rejestrowanych7. Wspierają jednak
naukowców, którzy to robią. Fishman pisze m.in. o siostrach Berman, urolożce
i psycholożce z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, współpracujących
z jednym z koncernów:
W lutym 2001 r. siostry Berman wystąpiły dwukrotnie w programie
telewizyjnym Oprah Winfrey [...]. W obu godzinnych programach były „ekspertkami” pytanymi o to, „dlaczego kobiety nie chcą uprawiać seksu” i w jaki
sposób najnowsze badania medyczne mogą pomóc kobietom w osiągnięciu
satysfakcji z życia seksualnego (Fishman 2012, s. 202–203).

W swojej książce lekarki:
Informują [...] o „nowościach” w dziedzinie medycznych badań nad kobiecą
seksualnością oraz nowych specyfikach i sposobach leczenia, ze szczególnym
uwzględnieniem viagry i terapii testosteronowej (Fishman 2012, s. 203).
 Trzeba w tym miejscu pamiętać, że w Stanach Zjednoczonych często fundusze od prywatnych darczyńców (w tym przypadku przemysłu) są jedynymi dostępnymi źródłami finansowania
badań naukowych.
7
Użycie pozarejestracyjne polega na tym, że lekarz na daną chorobę zapisuje pacjentom
lek, który co prawda uzyskał rejestrację w danym kraju, ale nie na tę chorobę, np. będzie to
zapisywanie viagry – specyfiku dopuszczonego do użycia dla mężczyzn z zaburzeniami erekcji
– kobietom z problemami seksualnymi.
6

�Antropologia stosowana i zaangażowana...

285

Choć, jak wspominałyśmy, firmy farmaceutyczne nie mogą informować
pacjentów o lekach niezarejestrowanych na dane zaburzenia, zupełnie legalnie
mogą to robić lekarze, np. siostry Berman. W ich książce „przeczytamy, że
dr Jennifer Berman często przepisuje viagrę kobietom i że może ona pomagać
w problemach seksualnych” (Fishman 2012, s. 203). Ich działalność poszła
jeszcze dalej:
Berman założyły własną stronę internetową w 2001 r. – www.newshe com
Network for Excellence in Women’s Sexual Health (Sieć na rzecz doskonałości zdrowia seksualnego kobiet). Podobnie jak ich książka, strona miała
„pomagać kobietom radzić sobie z problemami funkcji seksualnych” [...]. Na
stronie znajdują się również banery reklamowe, za które Berman otrzymują
wynagrodzenie, firm farmaceutycznych i produkujących środki medyczne.
Poza tym zimą 2002/2003 r. opublikowano tam przynajmniej trzy reklamy
(wyraźnie oznaczone) zamówione przez „główne firmy farmaceutyczne”,
rekrutujące ochotniczki do testów klinicznych środków leczących kobiety
z FSD (zaburzenia seksualne u kobiet – przyp. AK). Popularność Berman
i ich status osób sławnych przyciągają odwiedzających stronę, a to prowadzi
do kontaktu potencjalnych konsumentek z nowymi lekami i firmami farmaceutycznymi. Entuzjastyczna reakcja kobiet na wydanie książki i występy
u Oprah pokazują, że Berman zidentyfikowały rynek kobiet, które szukają
rozwiązania problemów seksualnych. Strona ta przyczynia się również do
stworzenia rynku kobiet z „zaburzeniami seksualnymi” przez skapitalizowanie już istniejącego u kobiet poczucia seksualnego niedoboru (Fishman
2012, s. 204).

Fishman w następujący sposób interpretuje tę stronę:
Częściowo stronę tę można postrzegać jako „sprzedaż FSD” publiczności
(Tiefer 2001). Nowe rynki dla terapii farmaceutycznych mogą być tworzone
przez nowe kryteria diagnostyczne, a także kiedy eksperci informują o istnieniu
zaburzenia bezpośrednio tych, którzy mogą rozpoznawać u siebie jego objawy
[...]. Dzięki temu, że strona prowadzona jest przez badaczy medycznych,
uzyskała legitymizację, która jest konieczną częścią reklamy i handlu FSD
i potencjalnymi terapiami tego zaburzenia (Fishman 2012, s. 204).

Działalność sióstr to tylko jeden z przykładów przytaczanych przez Fishman. Szczegółowo śledzi ona wpływ firm farmaceutycznych na lekarzy: często
finansują one szkolenia i badania naukowe.
Badania Fishman to przykład zaangażowania antropologii w feminizm.
Pomogły pokazać (wymiar demistyfikacyjny), że coraz częstsze omawianie
w mediach zaburzeń seksualnych nie jest rezultatem nagłej ich epidemii,

�286

Magdalena Grabowska, Agnieszka Kościańska

a raczej wynika ze skrupulatnie zaplanowanych działań wielkiego przemysłu;
dostarczyły bardzo szczegółowych przykładów tego, jak ten proces się odbywa;
wskazały nie tylko uwarunkowania kulturowe, ale też społeczne, a przede
wszystkim ekonomiczne we współczesnym podejściu do kobiecej seksualności,
wspomagając w ten sposób kampanię aktywistyczną na rzecz nowego podejścia
do kobiecej seksualności (wymiar upodmiotowiający).

Przykłady projektów studenckich:
przekładanie się wiedzy antropologicznej na praktykę
Najważniejszym celem warsztatów z zakresu antropologii zaangażowanej
jest unaocznienie studentom praktycznej wartości prowadzonych przez nich
badań oraz ukazanie możliwości kreowania zmiany społecznej w kwestiach
związanych z płcią i seksualnością. Projekty studenckie realizowane w ramach
warsztatów antropologii stosowanej, prowadzonych w Instytucie Etnologii
i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, dotyczą rozmaitych
kwestii związanych z płcią i seksualnością, między innymi zdrowia reprodukcyjnego uchodźczyń z Czeczenii przebywających na terytorium RP, prawnej
i społeczno-politycznej sytuacji osób transseksualnych i transpłciowych w Polsce, określenia aktualnych potrzeb klientów w ramach projektu związanego
z profilaktyką HIV/AIDS „Bezpieczniejsze związki”, współpracy pomiędzy
organizacjami kobiecymi w Polsce i na Ukrainie oraz seksualności osób z zespołem Downa. Indywidualne badania studentów odnoszą się do rozmaitych
aspektów metodologii badań feministycznych: część z nich ma charakter
upodmiotowiający (na przykład badania nad autodefinicją oraz potrzebami
wybranych mniejszości seksualnych), inne to projekty demistyfikacyjne (analiza pracy organizacji pozarządowych działających na rzecz rozmaitych grup
kobiet, na przykład imigrantek).
Kluczowa dla powodzenia projektów studenckich jest forma prezentacji
wyników badań: ważne jest nie tylko, aby badania miały charakter ukierunkowany na potrzeby konkretnych grup społecznych i/lub organizacji działających na rzecz grup społecznych, ale również aby ich wyniki prezentowane
były w formie i w przestrzeni umożliwiającej dialog pomiędzy wiedzą teoretyczną, praktyką badawczą i codziennymi działaniami grup społecznych
i organizacji pozarządowych. W ramach warsztatów prowadzonych w IEAK
część badań studentów dotyczyła kwestii ważnych dla rozmaitych marginalizowanych grup społecznych: imigrantek czy osób transpłciowych. Indywidualne projekty studenckie realizowane były we współpracy z rozmaitymi
organizacjami pozarządowymi, takimi jak Lambda Warszawa, Federacja

�Antropologia stosowana i zaangażowana...

287

na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (grupa Ponton) oraz Transfuzja8. Różnorodna była również forma, w jakiej uczestnicy warsztatów prezentowali
wyniki swoich badań, na przykład raport zawierający ewaluację działań
organizacji na rzecz danej grupy, propozycja artykułu w prasie, wystąpienie
w panelu, w którym udział biorą przedstawiciele/przedstawicielki organizacji pozarządowych, raport przedłożony organizacji na temat tożsamości
i potrzeb potencjalnej grupy docelowej. Niektórzy studenci wybrali również
pozainstytucjonalne formy prezentacji wyników swoich badań, na przykład
w formie przedstawienia teatralnego lub filmu dokumentalnego. Jednak zarówno w przypadku ścisłej współpracy studenta/studentki/badacza/badaczki
z organizacją pozarządową, jak i skupienia się na pozainstytucjonalnej formie przekazu uzyskanych wyników, wszystkie projekty studenckie zawierały
w sobie element zaangażowania społecznego, przejawiający się w dążeniu
do zastosowania wiedzy teoretycznej i narzędzi badawczych w przestrzeni
pozaakademickiej.

Konkluzja
Badania typowe dla antropologii, tj. badania jakościowe, etnograficzne,
biorące pod uwagę relacje władzy w terenie i uwarunkowania kształtujące
wiedzę oraz kładące nacisk na autorefleksyjność badacza czy badaczki, mogą
wspierać zmianę społeczną w kwestiach związanych z płcią i seksualnością
i współdziałać z feminizmem. Antropologia stosowana i zaangażowana może
spełniać cele badań feministycznych: demistyfikować ogólnie przyjętą wiedzę
i upodmiotowiać wykluczonych.

Literatura
Abu-Lughod L.
2012 – Ideologia i polityka uczuć, przeł. A. Kościańska, M. Petryk, w: Emocje
w kulturze, red. M. Rajtar, J. Straczuk, Warszawa, s. 301–325.
Ardener E.
1975 – Belief and the problem of women, w: Perceiving Women, red. Sh. Ardener,
New York.
8
 Wymienione projekty realizowane były przez uczestniczki i uczestników zajęć Antropologia stosowana, prowadzonych w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu
Warszawskiego: Jakuba Hińczę, Paulinę Kobzę, Małgorzatę Machnik, Gaję Mount, Agatę Rybus,
Edytę Wasowską.

�288

Magdalena Grabowska, Agnieszka Kościańska

Baer M.
2004a – Najzdrowszy ze sceptycyzmów? Koncepcje płci i seksualności w antropologii
społeczno-kulturowej, w: Gender. Konteksty, red. M. Radkiewicz, Kraków,
s. 11–25.
2004b – Między antropologią a aktywizmem. Użycia i nadużycia paradygmatu wielorakich płci, „Zeszyty Etnologii Wrocławskiej”, nr 1(6), s. 23–35.
2005 – Ku pluralistycznej wspólnotowości, „(op.cit.) Maszyna Interpretacyjna”,
nr 6, s. 6–7.
Bennett J.
2010 – Antropologia stosowana i antropologia w działaniu. Aspekty ideologiczne i pojęciowe, przeł. A. Kościańska, M. Petryk, w: Badania w działaniu. Pedagogika
i antropologia zaangażowane, red. H. Červinkova, B.D. Gołębniak, Wrocław.
Busza J.
2012 – Usługi seksualne, migracja i niebezpieczeństwa płynące z przesadnych
uproszczeń. Wietnamki w Kambodży – studium przypadku, w: Antropologia seksualności. Teoria, etnografia, zastosowanie, przeł. M. Petryk, red.
A. Kościańska, Warszawa, s. 322–337.
Červinkova H., Gołębniak B.D. (red.)
2010 – Badania w działaniu. Pedagogika i antropologia zaangażowane, Wrocław.
Collins P.H.
1998 – Fighting Words: Black Women and the Search for Justice, Minneapolis.
Fishman J.R.
2012 – Produkcja pożądania. Utowarowienie zaburzeń seksualnych u kobiet, w: Antropologia seksualności. Teoria, etnografia, zastosowanie, przeł. M. Petryk,
red. A. Kościańska, Warszawa, s. 183–217.
Foley Douglas E.
2010 – Projekt Lisy. Rewizja, przeł. A. Kościańska, M. Petryk, w: Badania w działaniu. Pedagogika i antropologia zaangażowane, red. H. Červinkova,
B.D. Gołębniak, Wrocław.
Freire P.
1967 – Pedagogy of the Opressed Published, New York.
Harding S.
1987 – Science Question in Feminism, Ithaca.
Hawkesworth M.
2006 – Globalization and Feminist Activism, New York.
Hite S.
1976 – The Hite Report. A Nationwide Study of Female Sexuality, New York.

�Antropologia stosowana i zaangażowana...

289

Katz J.
1976 – Gay American History, New York.
Katz J.
1983 – Gay/Lesbian Almanac, New York.
Kościańska A.
2012 – Antropologiczne badania seksualności i ich zastosowanie, w: Antropologia
seksualności. Teoria, etnografia, zastosowanie, red. A. Kościańska, Warszawa.
Lassiter L.E.
2010 – Etnografia współpracująca i antropologia publiczna, przeł. A. Kościańska,
M. Petryk, w: Badania w działaniu. Pedagogika i antropologia zaangażowane, red. H. Červinkova, B.D. Gołębniak, Wrocław.
Lorde A.
1984 – Transformation from silence to action, w: Sister Outsider: Essays and Speeches, New York.
Masters W.H., Johnson V.E.
1975 – Współżycie seksualne człowieka, przeł. R. Klimek, Warszawa.
Mead M.
1986 – Dojrzewanie na Samoa, przeł. Ewa Życieńska, w: M. Mead, Trzy studia,
Warszawa.
Moore H.L.
1988 – Feminism and anthropology, Cambridge.
Okely J.
2007 – Gendered Lessons in Ivory Towers, w: Identity and networks: fashioning gender and ethnicity across cultures, (red.) D.F. Bryceson, J. Okely, J. Webber,
Oxford, Berghahn.
Olszewska-Dyoniziak B.
2000 – Zarys antropologii kulturowej, Zielona Góra.
Piotrowska J., Synakiewicz A. (red.)
2011 – Dość milczenia. Przemoc seksualna wobec kobiet i problem gwałtu w Polsce,
Warszawa.
Reinharz S.
1992 – Feminist Methods in Social Research, Oxford.
Sandoval Ch.
2000 – Methodology of the Oppressed, Mineapolis.

�290

Magdalena Grabowska, Agnieszka Kościańska

Scheper-Hughes N.
2010 – Prymat etyki. Perspektywa walczącej antropologii, przeł. K. Liszka, w: Badania w działaniu. Pedagogika i antropologia zaangażowane, red. H. Červinkova, B.D. Gołębniak, Wrocław.
Spivak Gayatri Ch.
1987 – Post-structuralism, Marginality, Post-coloniality, and Value, „Sociocriticism”
5(2) [10], 43–81.
Staszczak Z. (red.)
1987 – Słownik etnologiczny: terminy ogólne, Warszawa, Poznań.
Strathern M.
1987 – An awkward relationship: the case of feminism and anthropology, „Signs.
Journal of Women in Culture and Society”, t. 12, nr 2, s. 276–292.
Tax S.
2010 – Projekt Lisy, przeł. A. Kościańska, M. Petryk, w: Badania w działaniu. Pedagogika i antropologia zaangażowane, red. H. Červinkova, B.D. Gołębniak,
Wrocław.
Tiefer L.
2000 – Sexology and the Pharmaceutical Industry: The Threat of Co-option, „Journal
of Sex Research”, t. 37, nr 3, s. 273–283.
2001 – Arriving at a „New View” of Women’s Sexual Problems: Background, Theory,
and Activism, „Women &amp; Therapy”, t. 24, nr 1/2, s. 63–98.
Vance C.S.
1991 – Anthropology Rediscovers Sexuality: A Theoretical Comment, „Social Science
and Medicine”, t. 33, nr 8, s. 875–884.
2007 – Konstruktywizm społeczny: kłopoty z historią seksualności, przeł. A. Kościańska, w: Gender. Perspektywa antropologiczna, t. 2, Kobiecość, męskość,
seksualność, red. R.E. Hryciuk, A. Kościańska, Warszawa.
2011 – Thinking Trafficking, Thinking Sex, „GLQ”, t. 17, nr 1, s. 135–143.
Wyka A.
1993 – Badacz społeczny wobec doświadczenia, Warszawa.

�III

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10974" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10952">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f0e31489e342bfc33e374a4b1ba01375.pdf</src>
        <authentication>26f0fc9ad68137cccb69d0b3bcb8f1e9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130809">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1738</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130810">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130811">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1609</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130812">
                <text>Europa marzeń / ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130813">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47, s.305-324</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130814">
                <text>Kabzińska, Iwona</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130815">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130816">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130817">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130818">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130819">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLVII: 2003, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

IWONA KABZIŃSKA
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa

EUROPA MARZEŃ
MARZENIA: MIĘDZY RZECZYWISTOŚCIĄ A UTOPIĄ

W końcu lutego 2003 r. ogłoszono konkurs pod hasłem „Europa moich ma­
rzeń", zorganizowany przez Stowarzyszenie Młodzi bez Granic, Pocztę Polską
oraz Polskie Radio. Konkurs adresowany był do uczniów szkół ponadgimnazjalnych (w wieku 16-20 lat). Do 31 marca można było nadsyłać prace plastyczne,
projekty znaczka pocztowego lub/i strony internetowej albo wypowiedzi w formie
eseju. W tej ostatniej kategorii nagrodą był indeks na europeistykę na Uniwer­
sytecie Jagiellońskim albo na Studia Europejskie na Uniwersytecie Warszaw­
skim lub na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej . Organizatorzy konkursu
zastrzegli, że prace pisemne powinny nawiązywać do tematyki integracji euro­
pejskiej i stanowić wypowiedź na jeden z trzech tematów: 1. Polak? Europej­
czyk? Obywatel świata? Jak rozumiesz pojęcie 'obywatelstwo europejskie'?;
2. Zjednoczona Europa - w jaki sposób integracja europejska wpłynie na kultury
narodowe?; 3. Historia Europy a historia Unii Europejskiej - ogólnoeuropejskie
wartości w Europie jutra .
Informację o konkursie przeczytałam w pociągu, którym jechałam do Torunia
na zajęcia ze studentami etnologii tamtejszego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
Pomyślałam, że mogłabym wykorzystać pierwsze po przerwie międzysemestral­
nej ćwiczenia z etnologii Europy (dla I i I I roku) i porozmawiać z młodymi
ludźmi o Europie ich marzeń. Poprosiłam też studentów I roku - niewiele star­
szych od tych, którzy mogli wziąć udział we wspomnianym konkursie, mających
już za sobą walkę o indeksy - by napisali, jak wyglądałaby Europa ich marzeń
(nie ukierunkowywałam jednak ich myślenia i nie narzucałam schematów wypo­
wiedzi, tak jak uczynili to organizatorzy wspomnianego konkursu, podając ogól­
ny problem i trzy szczegółowe tematy, spośród których mogli wybierać autorzy
esejów). Byłam ciekawa, na co przede wszystkim zwrócą uwagę studenci, jakie
problemy zostaną przez nich uznane za najważniejsze i jaki obraz wymarzonej
Europy można będzie skonstruować na podstawie ich wypowiedzi.
1

2

3

1

PAP/MT, Konkurs z indeksami, Metropol, 20.02.2003, s. 11 oraz: www.konkurs.org.pl;
info@konkurs.org.pl
www.konkurs.org.pl
W zajęciach biorą także udział studenci Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów
Humanistycznych (MISH) prowadzonych na U M K .
2

3

�306

IWONA KABZIŃSKA

Otrzymałam 49 prac. Zdecydowana większość miała formę mniej lub bardziej
obszernego (od 1 do 5 stron rękopisu lub wydruku komputerowego), starannie
przemyślanego wypracowania lub eseju. Jedną ze studentek (Michalinę Łubecką)
zainspirowała Oda do młodości Adama Mickiewicza, Magdalena Basa natomiast
nadała swej pracy formę wyimaginowanej rozmowy internetowej . Trzy osoby
przedstawiły wypowiedzi w punktach (wcześniej umówiliśmy się, że będzie
to dozwolone). Studenci, którzy napisali o Europie swoich marzeń wskazywali
najczęściej na wiele problemów, omawiając szczegółowo wybrane kwestie.
Niektórzy nie ukrywali, że temat, na jaki mieli się wypowiedzieć nie był dla
nich łatwy, wcześniej bowiem nigdy się nad nim nie zastanawiali:
Europa moich marzeń? Nigdy nie zastanawiałam się nad tym. Zawsze myśla­
łam o tym, że nie chcą mieszkać czy żyć w Europie, ale nigdy nie myślałam, co
w Europie można by zmienić, poprawić [32] ; Przyznam szczerze, że w moich ma­
rzeniach nigdy nie uwzględniałam Europy, nie myślałam o niej. Raczej o sobie,
o moich bliskich, o tym, co chcę robić, jak ma wyglądać moje życie, a przecież to
się tak bardzo łączy! W obliczu czekającej nas integracji z Unią Europejską, to jak
będzie wyglądała Europa będzie miało ogromny wpływ na moje życie [43]. Jeden
ze studentów stwierdził: Problem wydawał się początkowo bardzo prosty jednak
po głębszym zastanowieniu dotarło do mnie, że nie jest to aż takie proste, jak
mogłoby się wydawać. O ile nie miałem problemów z dostrzeżeniem tego, co mi się
we współczesnej Europie nie podoba, o tyle problem pojawił się, kiedy spróbowa­
łem wyobrazić sobie, jak te rzeczy można by poprawić, żeby obraz Europy był
bliski ideałowi z naszych marzeń. Ponieważ marzenia nic nie kosztują, a nawet
czasami się spełniają, postanowiłem wykreować sobie taki właśnie ideał [14].
Autorki dwóch prac obawiały się (zupełnie niepotrzebnie), że nie będą mogły
odpowiedzieć na pytanie o Europę ich marzeń, ponieważ nie podróżowały
po niej, nie znają jej z bezpośrednich doświadczeń. Jedna osoba natomiast nie
ukrywała, że wypowiada się na zadany przeze mnie temat niechętnie: Temat
pracy [...] nieodparcie kojarzy mi się z propagandą prounijną,
prowadzoną
często także na nienajwyższym poziomie i [...] wzbudza moją niechęć, gdyż moje
marzenia [...] raczej nie są przeze mnie formułowane w kategoriach „europej­
skich ", tzn. pewnie ich realizacja wpłynęłaby na sytuację w Europie, ale jakoś
niezbyt często przychodzi mi zastanawiać się nad tym. Ale tutaj muszę [..^ponie­
waż zastanawiania się na ten trudny dla mnie temat wymagają ode mnie studia,
na których przecież nikt mnie siłą nie trzyma. A więc - starając się ponosić od­
powiedzialność za swoje życiowe decyzje - piszę, choć z niechęcią [5].
4

5

4

Za szczególnie ciekawe, refleksyjne i oryginalne uznałam ponadto prace: Amelii Andrzejowskiej, Anny Bocian, Igi Czechowskiej, Zofii Frankowskiej, Jakuba Jabłońskiego, Macieja
Kopycińskiego, Anny Kwiatkowskiej, Tymona Krawca, Marty Przybylińskiej, Michała Rydlewskiego, Tadeusza Skowrońskiego, Mirosława Szwabowicza, Nataszy Świderskiej, Katarzyny Terki,
Aleksandry Zalewskiej, Żanety Zawadzkiej i Jana Zieniewicza.
Liczby w nawiasach kwadratowych odpowiadają - wprowadzonym przeze mnie - nume­
rom prac napisanych przez studentów (prace te znajdują się w moim archiwum prywatnym).
W nawiasach okrągłych podaję liczbę wypowiedzi dotyczących poszczególnych kwestii.
5

�EUROPA MARZEŃ

307

Prace pisane były przed referendum (7-8 czerwca 2003), które miało poka­
zać, czy społeczeństwo polskie pragnie przystąpić do Unii Europejskiej. W wielu
wypowiedziach widoczna była świadomość czekających nas zmian. Protestowa­
no jednak przeciw sformułowaniom, mówiącym o naszym „wejściu do Europy":
Trochę irytują mnie często ostatnio słyszane hasła w stylu: „Polska do Europy!",
„Europa szansą dla nas!". Polska od wieków ma trwałe miejsce i bogaty wkład
w historię i kulturę kontynentu, tak że bez Polski nie byłby on już Europą [8];
Zalewa się nas oczywistymi absurdami, z których najsłynniejszym jest „wejdźmy
do Europy", „stańmy się Europejczykami", bo stać nas na to. Tymczasem [...]
Europejczykami zamieszkującymi Europę byliśmy zawsze, problemem była jedy­
nie koniunktura polityczna [40]. Ta sama osoba krytycznie oceniła kampanię pro­
wadzoną w mediach, mającą zachęcić polskie społeczeństwo do głosowania
„TAK" w czerwcowym referendum: To, co obserwować możemy w mediach, na
ulicach, a nawet na własnej wycieraczce, w ciągu ostatnich trzech miesięcy,
to niebotyczna propaganda, finansowana przez rząd (i nie tylko). [...] Dodam
jeszcze, że Unię reklamuje się także poprzez scenariusze popularnych telenoweli.
Tak czy inaczej zewsząd napływają głosy poparte „autorytetami" władzy, sztuki
i nauki, nawołujące do oddania głosu na tak. Zapytam, czy indoktrynowanie to
przejaw demokracji i czy demokratyczne jest zagłuszanie faktów reklamówkową
niepełną prawdą? [...] Próba stworzenia wyimaginowanej rzeczywistości w sfe­
rze marzeń niesie ze sobą niebezpieczeństwo utopizacji tejże. Żyjemy w eko­
systemie, świecie realnym, a nie wymyślonym, a Europa, jaką podają nam
„na widelcu" niepokojąco jawi się jako rysunkowa ziemia obiecana. Kraina
wspólnoty, dobrobytu, euroregionów i braku granic. Faktyczna sytuacja wszyst­
kich krajów europejskich (także tych, które należą do Wspólnoty) jest zgoła inna
i daleka od moich marzeń [40].
A oto przykłady kilku innych wypowiedzi, krytykujących prounijną propa­
gandę, kreującą utopijne wizje Europy jutra: Politycy roztaczają nierealne wizje
przyszłej zjednoczonej Europy. Każdy ma trochę inną koncepcję europejskiego
Edenu, lecz ogólnie ujmując, panowałaby w nim równość, powszechny dobrobyt,
tolerancja, nie byłoby bezdomnych, żebraków. Często zapominają dodać, że nie
trzeba byłoby pracować, płacić podatków, wszyscy byliby równi, ale byliby rów­
niejsi, do których każdy z marzących by się zaliczał [11]; Dźwięk słowa Europa
nasuwa mi skojarzenia dobrobytu i powszechnie panującej przyjaźni. To kraina
- utopia, gdzie wszystko jest widziane w różowych barwach, nazwane pięknymi
słowami. Słyszę w myślach hymn europejski, zacierający wszystkie krzywdy
i znoszący wszelkie bariery. W Europie „reklamowanej" przez pisma prounijne
wszyscy jesteśmy braćmi, wszędzie panuje bezgraniczna tolerancja. Niestety, aby
rzeczywiście to wszystko mogło stać się choć w części prawdą, trzeba przede
wszystkim zburzyć ten obraz [20]; Radio i telewizja cały czas „zakrzykują" nas
informacjami o Unii Europejskiej jako o cudownej wspólnocie państw, która
zapewni nam lepsze jutro [...] Śmieszy mnie jednak owa zmasowana kampania,
która usiłuje nam coś wmówić. Historia uczy, że Europa zawsze była terenem
ścierania się rozmaitych wpływów i rozgrywek politycznych - jedni dominowali,

�308

IWONA KABZIŃSKA

drudzy (jak np. Polska) rzadko mieli coś do powiedzenia. Jest to w zasadzie nor­
malne i raczej się nie zmieni [...] Muszę przyznać, że coraz częściej przeraża
mnie słowo Europa - kojarzy mi się z siecią układów, porozumień, z wielką
machiną finansową. Zaczynam mieć wrażenie, że stajemy się trybikami jakiejś
maszyny, że powoli tracimy tożsamość (może bardziej byliśmy Europejczykami
w XIX wieku, gdy nie było nas na mapie, niż jesteśmy dziś?) [30].
Studenci wiedzą, że realizacja marzeń bywa bardzo trudna; czasem są one po­
strzegane jako utopia. W większości wypowiedzi zauważalny był realizm, połą­
czony z nutą optymizmu i nadziei, że przynajmniej część marzeń może się spełnić,
że nie są to wyłącznie „pobożne życzenia". Zależy to jednak od nas samych, od
pojedynczych osób i od wszystkich mieszkańców Europy: Nic się nie zmieni, jeśli
to my, Europejczycy, nie zaczniemy działać i dążyć do tego, żeby Europa stała się
właśnie Europą marzeń [1]; Europę swoich marzeń można budować w samym
sobie, doskonaląc się i czerpiąc uroki z życia i natury, a może wtedy uda się „zara­
zić" innych i stopniowo, systematycznie uleczać świat i ludzi, z ich maniakalnodestruktywnymi przywarami, krok po kroczku, człowieka po człowieku [2]; Należy
zmienić samego siebie, swoją Europę „wewnętrzną", aby było lepiej, inaczej. Nie
można oczekiwać, aż ktoś, na przykład jakiś tyran, zrobi to za nas [41]; Zastana­
wiam się, jak można zmienić świat, który tak daleko odbiega od ideału. Od czego
zacząć? Wydaje mi się, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest ulepszenie
własnej osoby, gdyż często nie mamy wpływu na innych ludzi, tak niedostępnych
jak politycy. Leopold Staff napisał, że „jedyna godna rzecz na świecie: twórczość,
a szczyt twórczości to tworzenie siebie". Może dzięki właśnie takiej twórczości
zbudujemy kiedyś szczęśliwą Polskę, Europę, świat... [9].
Zdarzały się wypowiedzi pełne zwątpienia w możliwość realizacji marzeń
(nie znaczy to jednak, że mamy z nich zrezygnować); były również osoby, które
uważały, że marzenia nie mają sensu: Marzenia często oddalone są od realiów
rzeczywistości i niemożliwe do spełnienia, ale marzyć może każdy, więc i ja nie
odmówiłem sobie tej przyjemności [14]; Europa moich marzeń nigdy zapewne
nie zaistnieje. Za jakiś czas człowiek odkryje kolejną granicę, co spowoduje za­
nik starych. Inne cele i inne perspektywy popchną w nicość dość czcze rozważa­
nia o marzeniach. Jednak, gdyby nie marzenia, do dziś tkwilibyśmy w platońskiej
jaskini, nieprawdaż?[l5]; Europa moich marzeń, to Europa, która może istnieć
i funkcjonować jedynie w moim umyśle. To wyidealizowana Europa, która w re­
alnym świecie nie ma prawa funkcjonować, gdyż człowiek - jako jednostka sa­
mo destruktywna - celowo, bądź nieświadomie zmierza ku zagładzie [2]; Trudno
mi jest mówić o Europie moich marzeń, wówczas gdy sama Europa jest powszech­
nym złudzeniem. Sądzę, że pora wreszcie przestać marzyć i rozpocząć solidną
pracę. Jesteśmy odpowiedzialni za każde nowe wydarzenie i każdą zmianę, jaka
będzie miała miejsce i powinniśmy być świadomi, że jako Europejczycy będziemy
tym, co z siebie zrobimy [20]. Marzenia żyją [jednak] w każdym z nas. Są od­
skocznią od codziennego, szarego dla większości ludzi życia. Aby mogły powstać
wyobrażenia o idealnej rzeczywistości, wyprzedzić je muszą problemy, z którymi
codziennie toczymy boje. Uświadomienie sobie tej brutalnej prawdy jest właśnie

�EUROPA MARZEŃ

309

kluczem do świata marzeń [...] Nie zapominajmy myśleć o ideałach. Marzenia są
bowiem motorem do działania i zmian na lepsze [35]; Pomarzyć zawsze można,
choć marzenia mają to do siebie, że rzadko się spełniają. Są po to, żeby były [43].
POKÓJ, WOLNOŚĆ I DOSTATEK

Jakie problemy nękają dziś Europę i co - zdaniem toruńskich studentów etnolo­
gii - należałoby w niej zmienić? Co należałoby zmienić, by stała się ona miejscem
wymarzonym, by żyło się w niej łatwiej? Często w młodzieńczych marzeniach
pojawia się Europa bez wojen (16 wypowiedzi) i konfliktów etnicznych (4), takich
jakie miały (i mają) miejsce na Bałkanach lub na Kaukazie, bez konfliktów religij­
nych i kulturowych (1). Europa bezpieczna (10), bez przemocy (4), totalitaryzmu
(1), nacjonalizmu (1), imperializmu (1) i dyskryminacji (1). Europa demokratycz­
na (3), bez autorytarnych rządów (3), sprawiedliwie rządzona (4): W Europie
moich marzeń rządy powinny być sprawiedliwe, a korupcja nieznana. Ludzie nie
powinni zaspokajać jedynie swoich ambicji, ale przede wszystkim starać się żyć
zgodnie ze swoim sumieniem, nie wyrzekać się prawdziwych wartości dla zysku
i sławy [31]; W Europie moich marzeń nie ma miejsca na nienawiść, stawianie
własnych interesów ponad dobro ogółu [4]. W wymarzonej Europie ludzie byliby
wolni (5) i równi wobec prawa (10); wolność rozumiano jako możliwość swobod­
nego dokonywania wyborów, wolność słowa i wyznania, suwerenność kulturową
i polityczną, ale też np. wolność od lęków, wojen i konfliktów: Boję się marzyć.
Jeśli jednak, to chciałabym żyć w bezpiecznej Europie. Kontynent moich marzeń,
to świat wolny od konfliktów, wojen, ale jednocześnie Europa zróżnicowań [30];
Moim marzeniem jest całkowita eliminacja przemocy z życia codziennego. Wyma­
gałoby to całkowitej zmiany mentalności wielu ludzi. Cudownie byłoby, gdyby każ­
dy, w każdym miejscu, mógł się czuć bezpiecznie, być wolnym od uczucia łęku
i strachu przed innymi ludźmi i żeby stan taki mógł zaistnieć bez udziału takich
organów jak policja czy wojsko. Chodzi o to, żeby brak przemocy nie był wymuszo­
ny przemocą, tylko wolną wolą wszystkich ludzi [14]; Marzy mi się totalna integra­
cja wszystkich ludów Europy i nie chodzi tu bynajmniej o integrację opartą na
potencjalnych korzyściach ekonomicznych czy militarnych. Chodzi tu o integrację
świadomościową, sytuację, w której każdy uznawałby wszystkich za równych sobie
pod każdym względem. O stabilność takiej Europy mogłaby dbać grupa rządzą­
cych, których rzeczywistym celem byłoby działanie na rzecz dobra ogółu, a nie
tylko zachowywanie pozorów [14]. Jedna osoba stwierdziła natomiast, że równość
jest utopią: Mottem Europy, w której żyjemy nie jest „ Wszyscy ludzie będą brać­
mi". To hasło brzmi raczej: „Słowa, słowa, słowa". Wiara w omnipotencjępisa­
nych zasad jest zbyt wielka; niestety, w sferze marzeń (nie tylko zapewne moich)
znajduje się tej wiary wykorzenienie [15].
Kilka osób uznało wojny i różnego typu konflikty za zjawisko nieuniknione:
Smutną prawdą jest fakt, że pomimo całego dorobku
cywilizacyjno-społecznego nie potrafimy zapobiec nieszczęściom. Stajemy bezradni wobec konfliktów
etniczno-rełigijnych,
chociażby na Bałkanach, staramy się wyciszać zatargi,

�310

IWONA KABZIŃSKA

pacyfikować zbrojne działania, ale nie potrafimy znaleźć ostatecznego rozwiąza­
nia, kładącego kres bratobójczym rzeziom [24]. Wojny - toczone od wieków
- stały się dla człowieka czymś naturalnym: Pierwsze moje myśli związane
z tematem to: pokój, tolerancja, wolność. Ale czy na pewno? Czy byłbym w takiej
Europie szczęśliwy? I tutaj pojawiają się wątpliwości. Na kontynencie pełnym
wolności oraz tolerancji trudno byłoby utrzymać pokój i porządek. Może dlatego
czasem człowiek „ucieka od wolności"? Niektórzy psychologowie twierdzą, że
pokój nie jest stanem dla człowieka naturalnym. Jeden z ważniejszych ludzkich
popędów, według Freuda, to popęd ku śmierci, thanatos. Naszej egzystencji od
dawna towarzyszy wojna. Heraklit nazwał ją „ matką wszystkich rzeczy ", a wiek
XX udowodnił, że wojna jest także „matką wynalazku". [...] Choć usuwa się
dziś śmierć z krajobrazu roztaczanego przed mieszkańcami „globalnej wioski"
McLuhana, to jednak wojna wciąż obecna jest w mediach, a przemoc - w naszym
życiu. Na ulicy pobiją cię dla telefonu komórkowego, a z mass mediów dowiesz
się o kolejnej „wojnie o pokój". [...] Bez względu na swą genezę, wojna wciąż
nam towarzyszy, czasem ukryta w ekonomii lub polityce, ale równie okrutna. [...]
To człowiek jest źródłem wojen, nietolerancji, zniewolenia. To „człowiek
człowiekowi zgotował ten los ". Marząc o Europie pokoju, tolerancji i wolności,
musiałbym marzyć o Europie bez ludzi... [44]; Tak naprawdę przez ostatnie
tysiąclecia nic się nie zmieniło. Powstają koalicje i antykoalicje, które wybijają
się nawzajem w imię wyższych idei, czyli pieniędzy i władzy [11].
Jeden ze studentów stwierdził, że nie wyobraża sobie Europy pozbawionej kon­
fliktów: Może wydać się to dziwne, niezrozumiałe, naiwne lub głupie, ale nie chcę,
nigdy nie chciałbym Europy bez problemów, konfliktów, uprzedzeń, Europy uczesa­
nej "na grzecznego chłopczyka ", prymusa siedzącego w pierwszej ławce, Europy
idealnej ... Europa - ta dziewczyna o oliwkowej cerze, czarnych, kręconych wło­
sach i bursztynowych oczach - powinna ciskać błyskawicami w spojrzeniu, być
„nieoswojona" i w szkolnej toalecie palić papierosy [29]. Bardzo ważna jest też
-jego zdaniem - innego rodzaju walka - walka z własnymi słabościami, ograni­
czeniami, walka o realizację marzeń, o lepsze miejsce w życiu (jednak bez naru­
szania dobra innych i krzywdzenia drugiego człowieka): Europa idealna byłaby
mordercza. Byłaby kontynentem ludzi niezdolnych do walki w obronie swych ma­
rzeń i ideałów. Byłaby pozbawiona pierwiastka szaleństwa [...]. Bez tej walki byli­
byśmy niczym, nigdy nie potrafilibyśmy siebie określić, poznać [...] Życie bez walki,
szaleńczego biegu, jest dramatem [...] Czy gdybym nie usłyszał, brzmiących jak
krzyk, słów: „jesteś tylko biednym, niewykształconym Polakiem, a moja córka jest
z dobrej, włoskiej rodziny", miałbym siłę do walki o swoją miłość? Czy miałbym
tyle siły, by uczyć się pracować nad sobą? Człowiek, który wypowiedział te słowa
nic o mnie nie wiedział, a potraktował mnie jak psa, ale tym samym pokazał mi,
w co trzeba wierzyć, czemu ufać i o co walczyć [29].
W marzeniach wielu osób pojawia się Europa stabilna i silna gospodarczo (3),
co ma znaczenie dla stabilizacji społecznej i politycznej. Panuje w niej dobro­
byt (4), jednak bez nadmiernej pogoni za pieniądzem (9) i nachalnej konsumpcji
[31]. Nie ma tu korupcji (3), wyzysku (2) i bezrobocia (4) - walka z nim należy do

�EUROPA MARZEŃ

311

zadań priorytetowych [39]. Nie ma tu ciągłego pośpiechu (2), ani „wyścigu szczu­
rów" (4). Ludzie pomagają sobie nawzajem, są uśmiechnięci i szczęśliwi (1), stać
ich na pogodne życie [14]: Przede wszystkim chciałbym, żeby życiu przeciętnego
Europejczyka nie towarzyszyły ciągle wszelkiego rodzaju kalkulacje ekonomiczne,
decydujące przeważnie o jego działaniach i sposobie życia. Jest to ogromy minus
dla współczesnej Europy (jak również całego niemal świata), że jednostka musi
nieustannie dążyć do zdobywania pieniędzy, które pozwolą jej na zapewnienie
sobie godnych warunków do życia. Wynika z tego podział na łudzi bardzo boga­
tych, którzy nie muszą martwić się o swój byt materialny, ludzi przeciętnych, którzy
żyją w miarę dostatnio i całą masę ludzi biednych, którzy żyją często poniżej wszel­
kich standardów. To właśnie z walki o dobra materialne rodzi się najwięcej
przestępstw i okrucieństwa, jakie przestępcom towarzyszy [14]; Nie byłoby dużej
różnicy stopy życiowej (np. Anglika i Słowaka). Wszystkie biedniejsze kraje dosta­
wałyby dofinansowania, aż poziom życia w nich uległby poprawie [8]; Europa
moich marzeń to taka, w której moja rodzina nie musi martwić się o swoje utrzyma­
nie. Gdzie jest praca i godne wynagrodzenie za nią [18]; W krajach, zwłaszcza
wschodniej i środkowej Europy, zjawisko bezrobocia jest wielkim problemem. Oby
kraje unijne pomogły nam rozwiązać tę kwestię. Jednak czy poradzą sobie z „hor­
dami" bezrobotnych, przybywających „za chlebem"? Przecież Unia, to nie worek
bez dna. Zamożne państwa mają już dość rąk do pracy lub, co gorsza, tych, którym
pracować się nie chce, względnie nie mają na nią pozwolenia... [35]; Nie jestem
zwolenniczką wielkiej równości materialnej [...]. Wynagrodzenia powinny być
adekwatne do wykonywanej pracy, ale każdemu chcącemu pracować wypłata
powinna pozwolić na życie przynajmniej na średnim poziomie [...]. Ludzie nie
musieliby pracować po 12 godzin przez cały tydzień za 500 złotych na miesiąc
i patrzeć w oczy dzieci, które nie zjedzą kolacji i - być może - śniadania [11].
Marzeniem jednej ze studentek była Europa bez hipermarketów i supermar­
ketów, w których pieniądze z zysków odpływają do akcjonariuszy i kadry kierow­
niczej, zwykle zagranicznej, zamiast zostawać we wspólnocie lokalnej. Posiadają
one ogromną siłę nabywczą, co daje im wielką siłę przetargową i pozwala wymu­
szać na rolnikach i przetwórniach niskie ceny. Zatrudnienie w skomputeryzowa­
nych hiper- i supermarketach jest niższe niż w zieleniakach, gdzie wszystkie czyn­
ności wykonuje się ręcznie. Statystycznie na jednego pracownika w gigant sklepie
przypada ośmiu z małego sklepiku [...] Obniżanie wartości niektórych dóbr stwa­
rza wrażenie niskich cen. Tylko pozornie. W tym samym czasie trwają zabiegi
sztabu psychologów i specjalistów od marketingu, aby skłonić klientów do zaku­
pu drogich dóbr [43].
Sześć osób podkreśliło, że w wymarzonej Europie nie byłoby zjawiska biuro­
kracji: Póki co Europa dąży do największego zbiurokratyzowania każdej z możli­
wych dziedzin życia [15]; Dobrze by było, gdyby wszelkiego rodzaju sprawy papierkowo-urzędowe i sposób ich załatwiania wyglądały w każdym kraju podobnie
[...] niech znikną wszelkiego rodzaju sieci mc donaldsowopodobne, a na ich miej­
sce pojawią się sieci urzędów szybkiej obsługi, w których panowałyby takie same
zasady, jak obecnie w „szybkich restauracjach" i innych tego typu przybytkach.

�312

IWONA KABZIŃSKA

Wszędzie tak samo, trafić nie trudno, uśmiech na twarzy, porządek, wszystko szyb­
ko i sprawnie, wc za darmo. To już byłoby pięknie. Służbę zdrowia też bym pod
to podpiął [34]. O konieczności zmian w służbie zdrowia i lepszej opieki nad
niepełnosprawnymi wspomniały jeszcze dwie inne osoby. Według jednej z nich,
Europa marzeń to miejsce, gdzie większy nacisk niż na zbrojenia i manifestację
siły kładzie się na oświatę, służbę zdrowia, pomoc społeczną, kulturę i ekologię.
To miejsce bez ciągłych bezowocnych konferencji i pompatycznych wystąpień,
za to z efektywną pomocą dla najsłabszych jednostek [22].
EKOLOGIA

W wymarzonej Europie wiele uwagi poświęca się ochronie środowiska natu­
ralnego (16 wypowiedzi). Ludzie troszczą się też o zwierzęta (4), jedzą zdrową
żywność (3), są świadomi odpowiedzialności za świat, w którym żyją (2): Europa
moich marzeń to miejsce, w którym jest dużo lasów i jezior, to miejsce, w którym
dzikie zwierzęta są wolne i mają przestrzeń dla siebie. To miejsce, w którym miasta
są czyste, a domy ludzi przestronne. To miejsce, w którym chce się żyć, a wyjeżdża
z konieczności tylko [27]; Wszędzie byłoby bardzo czysto i zielono. Wszystko,
a przynajmniej dużo artykułów, będzie z wtórnych materiałów. Ludzie docenią wieś
i ekologiczny tryb życia. Będą bardziej dbali o środowisko i częściej korzystali
z jego uroków [8]. Jedna osoba wspomniała o problemie uregulowania koryt rzecz­
nych, które w mniemaniu władz są niebezpieczne z powodu corocznych wylewów
i podtopień. Jednak czy jest to dobry pomysł? Może faktycznie pola nie byłyby tak
często zalewane, ale co z florą i fauną, które regulację rzecznych nabrzeży przypła­
cić mogą swoją zagładą. Obecnie udowodniono już, że uregulowanie koryta Renu
nie było wcale tak dobrym pomysłem. Z brzegów zniknęło dzikie ptactwo, a rzeka
i tak nie stała się do końca posłuszna. Trudno bowiem stawać w szranki z naturą.
Również założenia gospodarki leśnej na Zachodzie nie wypadły zadowalająco.
Powodem było częste wycinanie lasów, tworzenie sztucznych akwenów, na których
rosły jedynie samotne drzewa bez sąsiedztwa ściółki i niższych partii lasu. Tym
razem Zachód przegrał na korzyść Wschodu, gdzie nie ograniczano swobodnego
wzrostu drzew, a co więcej - zakładano liczne szkółki leśne. Dzisiaj to właśnie
polscy leśnicy zostali wynagrodzeni przez swoich sąsiadów za bardzo dobre za­
łożenia gospodarki leśnej [35]. Ta sama osoba przestrzega: Nie patrzmy ślepo
w „ dobrą ", bo ładnie wyglądającą, zmodyfikowaną genetycznie żywność. Nikt
chyba również nie zaprzeczy, że zdrowszy od „zgąbczałej" wołowiny jest góralski
oscypek. Jednak odpowiednia reklama czerwonego pomidora, o smaku papieru,
w środku zimy robi swoje. Kupujemy... bo ładnie wygląda. A czy jest zdrowy? To
już problem, nad którym mało kto się zastanawia.
W dwóch wypowiedziach powtórzył się motyw wegetarianizmu: Dobrze by
było, żeby wszyscy byli wegetarianami, bo wtedy zniknąłby problem mnóstwa
koni wywożonych tysiące kilometrów na rzeź. [...] Jeśli konie już muszą być zabi­
jane, to wykonanie tego mogłoby mieć miejsce przed podróżą w ciasnych tirach,
a nie po. Zapewne świeżość i aromat potraw lekko by się zmniejszyły, ale wydaje

�EUROPA MARZEŃ

313

mi się, że w tym przypadku smakosze wykazaliby zrozumienie [34]; Europa moich
marzeń to kontynent tylko i wyłącznie z ekologiczną żywnością. I jeszcze fenome­
nalnie by było, gdyby wszyscy ludzie wcale nie jedli mięsa - tylko wszechogar­
niający wegetarianizm. Zdaję sobie jednak sprawę, że wprowadzenie zakazu kon­
sumpcji mięsa jest absurdalne, żeby nie powiedzieć faszystowskie. Niemniej
jednak chciałabym bardzo, aby przynajmniej nie istniały wielkie kurze farmy
czy też gigantyczne obory, chlewnie i tego typu pomieszczenia, będące obozami
koncentracyjnymi dla zwierząt [42].
Ta sama osoba napisała, że rozpoczęłaby budowę Europy marzeń od prze­
kształcenia architektury miast, a także zmiany panującego w nich klimatu, który
oddziałuje na ludzi niekorzystnie przez przegrzanie atmosfery na skutek wystę­
powania tzw. „efektu asfaltu" i „efektu lustrzanego". Jak ograniczyć „efekt
asfaltu" i „efekt lustrzany"? Wbrew pozorom, w bardzo prosty sposób. Trzeba
jak najwięcej sadzić drzew i ogólnie roślin. Pochłaniają one (dzięki chlorofilowi)
kwanty promieniowania czerwonego, zacieniają grunt, no i - rzecz jasna - two­
rzą optymalne warunki życia dla mikroorganizmów. [...] Kolejnym plusem wyni­
kającym z sadzenia roślin zielonych jest to, że liście, gałęzie, a nawet źdźbła traw
tłumią porywy wiatru, dają cień oraz upiększają krajobraz. Co jednak zrobić,
gdy dla roślin nie ma miejsca? Rozwiązaniem mogą być ogrody i baseny zakła­
dane na dachach budynków [42]. Dla ochrony środowiska i poprawy warunków
życia niezbędne jest także ograniczenie transportu samochodowego i zastąpienie
g o - w jak najszerszym wymiarze - komunikacją zbiorową, pociągami, tramwa­
jami, a także - rowerami. Jeden ze studentów przedstawił propozycję rozbudowy
sieci kolejowej kosztem zmniejszenia liczby autostrad. Widziałbym dwa rodzaje
dróg kolejowych: jedna sieć tylko i wyłącznie towarowa, druga - osobowa.
Pierwsza sieć przyczyniłaby się do zmniejszenia liczby samochodów ciężarowych,
a to przełożyłoby się na poziom zanieczyszczeń. Druga sieć połączeń wiodłaby
przez bogate w piękne krajobrazy tereny, które obecnie są niszczone; lasy wyci­
nane są na rzecz budowy dróg szybkiego ruchu [34].
EUROPA OTWARTA

Dość często (13 wypowiedzi) podkreślano, że Europa marzeń byłaby otwarta.
Owo otwarcie dotyczyło braku granic wewnętrznych (4) - granice zewnętrzne
byłyby jednak pilnie strzeżone (1) - akceptacji dla innych kultur (5), sprzyjającej
m.in. budowaniu postawy poznawczej i refleksji towarzyszącej koegzystencji z in­
nymi kulturami [25], postaw i opinii (3), możliwości podróżowania (6), podejmo­
wania pracy (8), studiowania (2) lub mieszkania w dowolnie wybranym kraju (2):
Studenci będą mieli świetlane perspektywy na przyszłość, tzn. będą wyjeżdżać na
zagraniczne stypendia do różnych państw. Każdy mógłby spędzać np. rok w innym
kraju, co znacznie przyczyniłoby się do zniesienia stereotypów, wzrostu tolerancji,
zaznajomienia się z odmienną kulturą i tak oczywistych rzeczy, jak nauka języka
[...] Studenci mieliby bardzo duże zniżki na pociąg i mogliby podróżować po całej
Europie. Polacy zaczną jeździć na wycieczki, nie martwiąc się, że mają za mało

�IWONA KABZIŃSKA

euro. Każdy pojechałby do wymarzonego, często nigdy nie widzianego kraju [8];
Każdy kraj europejski chciałabym poznać z innych powodów: Hiszpanię - ze wzglę­
du na flamenco, na Goyę, na Salvadora Dali, na Picassa, na Almodovara, na
żywiołowość, która nieodparcie kojarzy mi się z tym krajem. Anglię chciałabym
zwiedzić, bo tam dla mnie jest ukryta europejska dusza muzyki, tam powstają inspi­
rujące i ciekawe projekty muzyczne, rodzą się genialne zespoły. Francję - ze wzglę­
du na kino francuskie, na nastrój, który stwarzali aktorzy grający w „Dzikich
trzcinach ", ze względu na impresjonistów, ze względu na Luwr i kafejki francuskie,
ze względu na trasę, którą codziennie przemierzała Amelia. Irlandię - bo tam
są przecudne, baśniowe krajobrazy, bo Irlandczycy to silny, waleczny naród, bo
interesuje mnie historia Irlandii. Rosję - bo kojarzy się z najlepszymi tradycjami
tańca, bo są filmy Michałkowa, bo są dzieła mistrzów literatury rosyjskiej [...].
W każdym z krajów europejskich znajdują się tysiące dróg, po których warto
pospacerować, są miejsca, których poznanie wzbogaca nasze doświadczenie, są
zapachy, smaki, dźwięki... [13]; Chcę móc spełniać swoje zachcianki co do tego,
gdzie np. spędzę wakacje, postudiuję popracuję, pomieszkam. Chcę w wieku 60 lat
spędzać czas na wycieczkach (jak Niemcy - może to jakiś stereotyp, ale mam takie
wrażenie, że niemieccy emeryci nic nie robią, tylko zwiedzają, zwiedzają, zwie­
dzają...) [43]. Dzięki możliwościom podróżowania człowiek mógłby uczyć się
tolerancji (2) i języków obcych (1), przede wszystkim jednak poznawałby inne
kraje i ich mieszkańców (3). Mógłby też przełamywać poczucie izolacji (1).
Podróże umożliwiłyby również zmianę stereotypowego sposobu widzenia przed­
stawicieli różnych grup etnicznych i narodowych (5), aczkolwiek jest to zadanie
bardzo trudne: Sądzę, że nie jest możliwe, aby Polacy mogli wejść do Unii i zosta­
wić za drzwiami wczorajszego dnia wszelkie uprzedzenia do Niemiec i Rosji.
Myślę, że kraje, pomiędzy którymi panują podobne podziały nie są w stanie obda­
rzać się nieudawanymi uśmiechami. Antagonizmy takie nie są czymś nadzwyczaj­
nym [20]; Popieram jak najbardziej otwartość Europy na inne rejony świata.
Przykłady można by mnożyć, niech wystarczy jeden - muzyka jazzowa. Ludzie inte­
resujący się tą dziedziną doskonale zdają sobie sprawę, ile muzyka europejska
zyskała dzięki jazzowi, również ile jazz zyskał dzięki Europie. Chodzi tu przede
wszystkim o wpływ muzyki klasycznej na jazz i na podniesienie go do rangi tzw.
sztuki wysokiej. Oczywiście, ogromny udział w tym mieli muzycy europejscy. Jed­
nak najważniejsze w tym wszystkim jest to, że teraz — w przeciwieństwie do prze­
szłości - nie czyni się rozróżnienia na jazz europejski i amerykański [33]. Otwarcie
się na inne kultury, kraje i kontynenty jest konieczne, by pozbyć się europocentrycznego spojrzenia (3) - przekonania o wyższości własnej kultury. Choć powoli
traci ono swą siłę, to nadal zniekształca nasze mniemanie o innych [9].
PIĘKNO M O Z A I K I , TOLERANCJA I LĘK PRZED AMERYKANIZACJĄ

Najczęściej jako zjawisko charakterystyczne dla wymarzonej Europy wymie­
niano wielokulturowość (24 wypowiedzi). W tym przypadku nie bez znaczenia
jest z pewnością fakt, że autorami prac byli studenci etnologii: Wielokulturowość

�EUROPA MARZEŃ

315

to jedna z najpiękniejszych rzeczy w Europie, jednak - mimo to - sprawiająca
najwięcej problemów [1]; Istotą Europy jest różnorodność kulturowa, językowa,
etniczna. Nie wyobrażam sobie, by można było pozbawić się tych specyficznych
treści, jakimi obdarza nas każdy kraj, a nawet region. Pominięcie różnic i zunifi­
kowanie Europejczyków byłoby prawdziwym kresem Europy [24]; Europa moich
marzeń powinna zachować różnorodność. Myślę, że to niezwykle cenne doświad­
czać odmienności i dawać odmienność. Głębiej wtedy doświadcza się siebie. To
doskonała lekcja tolerancji, zrozumienia dla inności. Wydaje się, że także pokory,
bo w końcu to, co swojskie nie musi być koniecznie pozbawione wad [19]; Piękno
mozaiki polega na tym, że składa się ona z wielu różnych elementów z pozoru
drobnych i mało znaczących. Mam nadzieję, że Europa pozostanie miejscem,
gdzie stykają się ze sobą różne światy połączone ideą wspólnej akceptacji, a nie
chęcią unicestwienia się [21]; Europa to miejsce, gdzie to, co dzieli narody - ich
różnice kulturowe - nie dzieli ludzi. Ludzie żyjący w tej Europie potrafią wznieść
się ponad własny naród, religię i spojrzeć na obcego bez uprzedzeń. Ta moja
Europa to kontynent dobrobytu i szczęśliwości, harmonii i spokoju, kontynent,
który tworzą różne kraje, narody, grupy etniczne [27]; Niektórzy chcieliby zunifi­
kować europejskie społeczności. Europa moich marzeń to postawienie na indy­
widualizm i samoświadomość Europejczyków [22]; Żaden kraj czy grupa etnicz­
na nie powinny zapominać o swoich korzeniach i tradycjach. Gdyby wszyscy żyli
tak samo, świat byłby po prostu nieciekawy, monotonny [31].
Nie wystarczy jednak sama świadomość istnienia zróżnicowania kulturowego
Europy. Niezbędna jest znajomość innych kultur, otwarcie się na nie, próba zro­
zumienia (6). Trzeba prowadzić dialog międzykulturowy, obejmujący nie tylko
Europę, ale też inne kontynenty (3). Konieczna jest autentyczna akceptacja róż­
nic (8), tolerancja dla kulturowej odmienności, dla mniejszości etnicznych
i narodowych, osób o innym kolorze skóry i tych, które reprezentują różne wy­
znania i poglądy (o tolerancji, obejmującej różne zjawiska, wspomniało 16 osób).
W Europie marzeń nie ma miejsca na postawy ksenofobiczne (4): Europę moich
marzeń widzę jako kontynent, w ramach którego kultura tworzona jest dzięki
akceptacji inności i jej adaptacji, przy zachowaniu własnej odrębności nie tylko
kulturowej, ale i społecznej, narodowej. Chciałabym, żeby słowa: Polak, Francuz,
Niemiec, Węgier nadal istniały w naszym słowniku, a mianem Europejczyka
określano by każdego z mieszkańców naszego kontynentu [21]. Dla lepszego
poznania się mieszkańców Europy konieczne jest upowszechnianie informacji
o tradycjach i współczesnych osiągnięciach kulturalnych poszczególnych narodów
czy grup etnicznych. Mogą temu służyć np. przeglądy filmów, reprezentujących
kinematografie różnych krajów. Ciekawym, według mnie, pomysłem są obchody
dnia Polaka, Chorwata czy Belga, urządzane w całej Europie w tym samym cza­
sie. Organizowano by wtedy szereg spotkań i programów dotyczących danego
kraju. Oczywiście, byłby to dzień wolny od pracy. Przykładowo w Dzień Francuza
cała Europa jadłaby bagietki, uczyła się wymawiać „bonjour" i czytała o zam­
kach nad Loarą [...] Europejczycy, ci z Wysp Owczych czy Porto, wiedzieliby, że
Polska to nie Rosja, tylko kraj o dużych tradycjach w środkowej Europie [8].

�316

IWONA KABZIŃSKA

Kilka osób nie kryło obaw przed globalizacją (7) i amerykanizacją (8) Europy,
widząc w nich zagrożenie dla kulturowej różnorodności naszego kontynentu,
a także - dla europejskiej tożsamości: Dzisiejsza Europa dąży do globalnego zjed­
noczenia, do zlania się w jedną „ europejską masę " [2]; Postępująca amerykaniza­
cja naszej cywilizacji prowadzi do stopniowego zatracenia znacznie bogatszej kul­
tury europejskiej [...] W Europie tkwi magia. Stary kontynent przyciąga turystów,
którzy pragną poczuć ducha europejskości [28]; Tak jak w średniowieczu zagroże­
nie muzułmańskie było czynnikiem jednoczącym kontynent, tak teraz - w dobie
globalizacji i macdonaldyzacji kultury - zagrożenie amerykanizacją powinno
być czynnikiem skłaniającym do zjednoczenia. Wspólna historia i wspólna kultura
od wieków kształtowały tożsamość europejską. Teraz ta tożsamość wydaje się
zagrożona [...] poszczególne państwa powinny pielęgnować i troszczyć się o swoją
kulturę narodową, nie zapominając też o kulturze regionalnej i kulturze mniej­
szości etnicznych [4]; Nie chciałabym, byśmy z innych kultur czerpali tylko to,
co powierzchowne i popularne, jak to obecnie się odbywa i wynika z fascynacji
Stanami Zjednoczonymi. Uważam, że kultura amerykańska jest bardzo bogata
i wartościowa, wydaje się jednak, że wiele osób stara się bez refleksji nad konse­
kwencjami naśladować tamtejsze style i mody. Nie dostrzegając piękna tamtejszej
sztuki, kultury, wolą otoczyć swoje miasto hipermarketami z Mc 'Donaldsem w cen­
trum [23]; Chciałbym, żeby Europejczycy odrzucili tandetną wizję amerykańskiej
rzeczywistości. Nie chodzi mi o całkowite odseparowanie i zamknięcie się, ale
0 czerpanie z innych kultur rzeczy jedynie wartościowych [41; My, Europejczycy,
nie powinniśmy łatwo ulegać wzorcom, które posiadają amerykański rodowód.
Jedzenie z Mc Donalds'a, filmy o głupawej, często naiwnej fabułę i posiadanie
kilku samochodów to nie wszystko. Czasem szczęśliwszy jest ubogi pasterz z ru­
muńskiej Bukowiny, niż zachodni biznesman, który bez przerwy za czymś goni [35];
Chciałabym, żeby globalizacja i urbanizacja nie rosły w tak zastraszającym tem­
pie, a kultura masowa ustąpiła tej tradycyjnej, ludowej [31].
EUROPEJSKA TOŻSAMOŚĆ I WSPÓLNY D O M

Europa marzeń, to Europa, która potrafi korzystać ze swojego doświadczenia
1 bogatej historii [1], która nie zapomina o swojej przeszłości i bogactwie kulturo­
wego dziedzictwa (5), pielęgnuje własne tradycje (europejskie i lokalne), a jedno­
cześnie - jak już wspomniałam - jest otwarta na inne kultury i nie lęka się tego
otwarcia: Jeśli Europa pragnie stać się czymś więcej, niż abstrakcyjną ideologią
musi kultywować zbiorową pamięć. To zaś wymaga aktywnego odkrywania korzeni
kulturowych i etycznych oraz odrodzenia europejskiej cywilizacji. Tę zaś Jan
Paweł II interpretuje w kategoriach wspólnego dobra, jedności duchowej, wspól­
nego etosu, a Europę rozumie jako symbol pojednania opartego na szacunku dla
osoby ludzkiej, jej indywidualnych i wspólnotowych aspektów [36]. Do autorytetu
Jana Pawła I I odwołała się także inna osoba, poszukując sposobu na ustanowienie
ładu w Europie. Jan Paweł II mówi: „Nową jedność Europy winniśmy budować
na tych duchowych wartościach, które ją kiedyś ukształtowały, z uwzględnieniem

�EUROPA MARZEŃ

317

bogactwa i różnorodności kultur i tradycji poszczególnych narodów". Taka właś­
nie Europa ma, według mnie, sens. Europa, która będzie dysponować spoiwem
silniejszym ponad podziałami, Europa zróżnicowana, ale taka sama, bo wyzbyta
ksenofobii, egocentryzmu, partykularyzmów. Europa będąca wspólnym marzeniem
i celem [...] Bez ustanowienia prymatu osoby nad rzeczą Europa stanie się jedynie
miejscem pogoni i wyścigu w coraz to nowszych technologiach, rozwoju gospodar­
czym i wynalazkach. Te dziedziny są niezbędne, lepszy status materialny pozwoli
ludziom z ufnością patrzeć w przyszłość, wyeliminuje nienawiść krajów biednych
do zamożnych sąsiadów, ale należy rozciągnąć nad Europą płachtę humanizmu,
która pozwoliłaby mądrym politykom, a także świadomym społeczeństwom, zgod­
nie podążać do celu, jakim jest z pewnością budowa naszego wspólnego domu
- Europy [24]. O konieczności budowy wspólnego europejskiego domu i wspól­
noty kulturowej wspomniało w swych pracach sześć innych osób: W moim mnie­
maniu Europa nie powinna ograniczać się jedynie do nazwy. Winna być domem
nas wszystkich, Europejczyków. Europa moich marzeń to nasz wspólny dom,
w którym możemy czuć się dobrze, komfortowo i swobodnie [47]; Europa to nasz
kontynent, więc powinniśmy czuć się tu jak u siebie w domu, bez obaw i lęków
wieść życie spokojne i pewne jutrzejszego dnia [6]. Jedna osoba stwierdziła: Nikt
nigdy nie rozwijał w nas jakiegoś poczucia wspólnoty z naszymi sąsiadami. Prze­
ciwnie! Od dziecka słyszymy o biednym Wschodzie, wspaniałym Zachodzie, czy
dalekich, wrogich, obcych Bałkanach. Nie dokonywałam też nigdy żadnej syntezy,
czy porównania — jeśli śledziłam historię, kulturę czy politykę jakiegoś kraju,
zawsze miało to charakter jednostkowy. I dziś nagle jesteśmy świadkami gwałtow­
nych przemian dotyczących myślenia o Europie [30].
Jedna z osób marzy o powstaniu Stanów Zjednoczonych Europy. Jednak
i w takiej Europie, będącej jednym organizmem państwowym i jednym narodem
europejskim, tolerowano by inność i pamiętano o swoich korzeniach - celtyckich,
germańskich, słowiańskich, romańskich [15]. Inna osoba stwierdziła, że jej Euro­
pa, to Europa zjednoczona, wielowyznaniowa, tolerancyjna religijnie, kierowana
rządami wybitnej jednostki wspomaganej przez ciało ustawodawczo-doradcze,
trochę na podobieństwo Stanów Zjednoczonych, ze wzmocnioną rolą prezydenta
tak, by to on był postacią centralną, a nie walczące ze sobą partie. [...] Utrzymy­
wanie odrębnych ciał politycznych w państwach zjednoczonej Europy to niepo­
trzebne obciążenie budżetu [44]. W jednej wypowiedzi pojawiło się określenie
Europy mianem ojczyzny: Europa moich marzeń to przede wszystkim Europa,
o której mogłabym powiedzieć, że jest moją drugą ojczyzną. Bardzo często
bowiem wielu z nas traktuje Europę jak coś obcego, nie utożsamia się z nią,
a przecież chyba każdy, kto żyje na terenach, które zalicza się do tego kontynentu
powinien mieć świadomość, co za tym słowem się kryje i co znaczy, że jesteśmy
Europejczykami. Każdy obywatel Europy powinien darzyć ją szacunkiem, bo
tylko wtedy można mówić o czymś pięknym [1].
W europejskiej wspólnocie każdy kraj miałby swoje godne miejsce. Także
Polska: Chcę, żeby Polska coś znaczyła w europejskiej wspólnocie, żeby dostrze­
żono potencjał, który w niej tkwi, żeby zdolni ludzie mogli się rozwijać, zwłaszcza

�318

IWONA KABZIŃSKA

młodzi artyści, którzy w obecnej rzeczywistości nie mają zbyt wielkiej szansy, by
zabłysnąć. Żeby polska sztuka, nasza tożsamość i kultura nie zaniknęła [...] Jak
już będę wracała np. z wakacji w Grecji, to chcę poczuć tę naszą polskość [43].
Nie chcę być Europejką! Chcę być Polką w Europie! Co z tego, że formalnie
poczuję się Europejką, skoro Francuz czy Włoch nadal nie będzie wiedział, kim
jestem? [30]; Unia Europejska to twór przede wszystkim polityczny. Moim zda­
niem, jeśli chodzi o naukę i kulturę podział na Europę i Polskę jest dyskusyjny.
Przyglądając się choćby tylko XX wiekowi widać, że Polacy nie mają się czego
wstydzić ani w dziedzinie sztuki, ani w sferze nauki [33]; Liczę na tolerancję.
Brak podejrzliwych lub współczujących spojrzeń ze strony ludzi, których infor­
muję, że jestem z Polski już by mnie zadowolił [34]. Nie byłoby też dyskrymina­
cji środowisk wiejskich: Wieś ma przecież tak duże tradycje, bogactwo obycza­
jów... nie powinno się tego bagatelizować [31].
W procesie budowania europejskiej wspólnoty bardzo ważne byłoby stopniowe
zacieranie różnic cywilizacyjnych między Wschodem i Zachodem Europy, m.in.
przez pomoc krajom biedniejszym w ich rozwoju. Idea połączenia Wschodu i Za­
chodu jest [również] czynnikiem stymulującym i powodującym rozwój, zwłaszcza
wobec coraz większego naporu kultury amerykańskiej. Połączenie to może stano­
wić nową jakość konkurencyjną wobec pewnej pustki ideologicznej, w jaką wciąga
nas model amerykański [12]. Ważne jest również to, by wszyscy mieszkańcy Euro­
py byli w niej traktowani jednakowo, bez względu na miejsce zamieszkania
(wschodnie lub zachodnie obszary kontynentu), a także pochodzenie. W jednej
pracy pojawił się apel o lepsze traktowanie uchodźców: Przede wszystkim powinni
mieć oni prawo do zasymilowania się z nowym krajem, otoczeniem i kulturą. Ich
traktowanie nie powinno być różne od traktowania obywateli danego państwa.
Wydaje mi się, że poczucie równości to jedna z tych cech, które dałyby Europie
prawdziwe szczęście i pokój [6]. Zdaniem jednej ze studentek, przydałoby się wy­
myślić jakąś doskonałą formę porozumiewania się między Europejczykami, włada­
jącymi różnymi językami, niż język właśnie, bo angielski nie zawsze wystarcza.
Może coś w rodzajuponadjęzykowej europejskiej (i nie tylko) telepatii? [19].
W POSZUKIWANIU CZŁOWIEKA I LUDZKIEJ WSPÓLNOTY

Autorzy 15 prac wskazali na konieczność zmian charakteru relacji międzyludz­
kich, wielu postaw i zachowań, a także - rozwiązania istotnych problemów spo­
łecznych. Nierzadka była przy tym idealizacja przeszłości: Otaczający nas świat
jawi mi się nie tylko jako wielki, kulturowy tygiel, ale także jako skupisko wszyst­
kiego, co najgorsze: brutalności, zakłamania, biedy i niepokoju. Powoli odchodzą
w niepamięć zasady moralne, a ludzie zaczynają kierować się egoistyczną chęcią
zysku. Nie w każdych dziedzinach życia pamiętamy o tak powszechnych niegdyś
przejawach człowieczeństwa jak: przyjaźń, honor, litość, wyrzuty sumienia i mi­
łość. Prowadzi to do ogólnonarodowej samozagłady. Wydaje mi się, że słowa
Marcela Maussa - „Musimy wszystko ułożyć na nowo " - są adekwatne do dzisiej­
szej sytuacji [9]; Myślę, że nie jest dobrze. Ludzie są anonimowi. Mijają się na

�EUROPA MARZEŃ

319

ulicach, jakby mijali przedmioty. Stąd tyle chorób psychicznych, czy zaburzeń oso­
bowości. Człowiek ma świadomość, że w tym świecie, na tym kontynencie, w tym
kraju, czy nawet w tym mieście jest nikim. [...] Przywódcy państw decydują za całe
narody, narzucają im swą wolę. Nikt nie patrzy na człowieka. A człowiek porusza
się pomiędzy betonowymi budynkami, do których często nie ma dostępu słońce,
niczym kiedyś w dżungli. To między innymi przyniosła cywilizacja. Odcięła czło­
wieka od natury, [...] uczyniła go anonimowym, nawet pośród sąsiadów, pozbawia
go znaczenia, tak że ma ograniczony wpływ nawet na własne życie. Pozbawiła go
najwyższych wartości i rozmydliła pozostałe, zabrała czas potrzebny na przeżycie
życia. To wszystko zrobiła w imię ludzkości, ale zapomniała o człowieku [32; podkr.
aut.]; Chciałabym, żebyśmy my - ludzie się nawzajem w tej Europie szanowali,
żebyśmy nie chcieli się tylko „nachapać", a wpadli czasem na pomysł zrobienia
dla kogoś czegoś dobrego [...] Marzy mi się także, aby niekompetentne osoby nie
udawały kompetentnych [...], żebyśmy nie byli tak chętni do oddawania krzywd,
w dodatku z nawiązką i żebyśmy nie patrzyli na współobywatela jak na potencjal­
nego złodzieja naszych pieniędzy [5]; Tak jak każdy chciałabym, żeby ta przyszła
Europa była najlepsza z możliwych. Ten idealny, wielki kraj to - moim zdaniem
- miejsce, gdzie prawo chroni niewinnych i bezbronnych, a nie morderców, pedofiłi
i złodziei. Można w nim przejść się nocą, nie obawiając się, że nie powróci się już
z tego spaceru. [...] Ten wymarzony świat powinien być bez białych kopert wręcza­
nych pod biurkiem, szpitali pozbawionych podstawowego sprzętu i policji, która
ściga tylko źle parkujących [...] Marzę o świecie [...], w którym nie byłoby starców
żebrzących, bo ich emerytury nie wystarczają na chleb. [...] Niepełnosprawni nie
musieliby wdrapywać się na drugie piętro po schodach w urzędach czy szkołach
[...] Władza zajmowałaby się istotnymi sprawami nie debatując, czy długość ogór­
ków konserwowych spełnia unijne wymagania lub czy oscypki powinny być produ­
kowane w sterylnych warunkach [11]; Konieczna jest przemiana mentalności, roz­
budowanie ducha współpracy i porozumienia [24]; Rodziny powinny być związane
emocjonalnie, a nie tylko materialnie. Dziś widzimy wiele przykładów patologii,
przemocy, wulgarności. Świat nie jest zbyt kolorowy. Chciałabym to wszystko zmie­
nić, ale to bardzo trudne [31]; Europa moich marzeń to ludzie. Ludzie dobrzy, mili
i szczęśliwi. To ludzie decydujący o tym, jak wygląda ich mała społeczność lokalna,
mający wpływ na „małe" sprawy, dziejące się w ich sąsiedztwie, a przez to i na
wielkie sprawy kraju. Europa to miejsce, gdzie to, co dzieli narody, ich różnice
kulturowe, nie dzieli ich jako ludzi. Ludzie żyjący w tej Europie potrafią wznieść się
ponad własny naród, religię i spojrzeć na obcego bez uprzedzeń [27]. Autor tej
wypowiedzi podkreślił, że pozytywny stosunek do drugiego człowieka byłby tym,
co łączy mieszkańców Europy, mimo ich zróżnicowania etnicznego, kulturowego.
Jedna ze studentek wymieniła całą listę próśb co do kształtu Europy: Chcę się
w Europie czuć dobrze, to jest mieć pracę i poczucie bezpieczeństwa [...] Chcę,
żeby politycy nie kradli, żeby chuligaństwa nie było, żeby każdy miał pracę, żeby
zniknęły nałogi, żeby podziałów nie było, żeby każdy miał dom, żeby wszyscy byli
mili, żeby ludzie nie chorowali (za bardzo, dopuszczalne tylko przeziębienia),
żeby można się było porozumieć z drugim człowiekiem, żeby zniknęło oszustwo,

�320

IWONA KABZIŃSKA

kłamstwo, ból, żeby każdego ktoś kochał, żeby każdy zwierzak miał swój dom
(zwłaszcza milusie kotki), żeby nikt nie wiedział co to wojna, nietolerancja, żeby
wszystkim żyło się dobrze i szczęśliwie, żeby..., żeby..., żeby...[43].
W wymarzonej Europie powinno być miejsce dla prawdziwej miłości. Współ­
cześnie uczucie to sprowadza się w ogromnym stopniu do kultu ciała wysmaro­
wanego wstrętnym samoopalaczem. Nauczyliśmy się spychać miłość w głąb nas
samych. [...] Zwracamy się w stronę używek i drobnych przyjemności, aby na
chwilę zapomnieć o udrękach i problemach. Przywiązujemy zbyt wiele uwagi do
ulubionych marek ciuchów, papierosów, etc, które stały się swoistymi substytuta­
mi wartości. Mamy problemy z zachowaniem szacunku i pokory dla nas samych.
Nakręcone miedzianym kluczykiem robociki, które zrobią wszystko, żeby wdra­
pać się parę szczebli wyżej po stopniach kariery - to właśnie my. Pieniądze
zaczęły krążyć nam w żyłach zamiast krwi [...] Książki stały się swoistymi ściereczkami do kurzu zalegającego na półkach [...] To wszystko należałoby zmienić,
nie nastąpi to jednak, jeżeli każdy z osobna człowiek nie uświadomi sobie, jakie
pozorne jest jego obecne szczęście, które odnajduje w kąpieli pieniężnej [41].
0 potrzebie pięknej, dojrzalej miłości napisały jeszcze dwie inne osoby.
RELIGIA

W studenckich wypowiedziach na temat Europy marzeń bardzo mało uwagi
poświęcono religii. Można tylko przypuszczać, że tak często głoszone ideały
tolerancji, otwartości, wielokulturowości i akceptacji odmienności kulturowej
(nie zawierające bezpośrednich odniesień do religii) oznaczają m.in. zgodę na
istnienie obok siebie różnych wyznań. Kwestia wiary nie była jednak najczęściej
przedmiotem refleksji. Dwie osoby wspomniały o chrześcijańskich korzeniach
Europy. Jedna z nich - o czym już była mowa - odwołała się do słów Jana Pawła
I I o budowaniu wspólnoty europejskiej opartej na wartościach duchowych. Inna
osoba napisała, że marzy jej się Europa bez degradacji wartości etycznych [18].
Nie wiemy jednak o jakie wartości chodzi, ani też czy ich źródłem jest religia
(jeśli tak, to jaka). W dwóch wypowiedziach była mowa o nadrzędnej wartości
jednostki, w dwóch innych - o konieczności rozwoju duchowego. Autorka jed­
nej z prac stwierdziła natomiast, że marzy o istnieniu państw laickich w Europie.
Byłaby to jednocześnie Europa niejednolita, tolerancyjna, w której bez nienawiści
żyją obok siebie emigranci z Surinamu, Maroka, francuscy ateiści, irlandzcy
protestanci i polscy katolicy [7].
Jeden ze studentów otwarcie wypowiedział się przeciwko religii mono­
teistycznej: Przeciwny jestem idei chrystocentrycznej, bowiem religie Księgi,
religie monoteistyczne, takie jak chrześcijaństwo czy islam, mają charakter
ekspansywny, agresywny, nietolerancyjny. Inny student stwierdził natomiast, że
bez religii, wiary, przyszłość nie istnieje. Bóg daje nam tyle radości, miłości
1 pomocy, że nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego ludzie tak łatwo Go odrzu­
cają [41]. O wierze w Boga, przenikającej całą naszą egzystencję, porządkującej
świat, w którym żyjemy, napisała w swoim wierszu Katarzyna Terka [43]:

�EUROPA MARZEŃ

321

Europa to muzyka Ziemi
Bez kakofonicznych dźwięków techno, czy czegoś na tę nutę.
Tylko świerszcz grający na swych malutkich skrzypcach
Albo wąż cichutko grzechocący na swojej grzechotce.
To miejsce bez smutku
Bez nienawiści, bez nudy.
To miejsce z książkami pięknymi, dobrymi, mądrymi książkami,
Które przenoszą do innych światów, by myślom pozwolić wznieść się ponad ciało.
To miejsce pełne miłości, którą każdy zmysł odbiera
I jakoby do raju przenosi.
Gdzie wszystko jest w Bogu i wszystko jest Bogiem.
To miejsce bez sztucznej inteligencji, która jak bezlitosny nowotwór
Życie zżera.
Chciałabym żyć tam, gdzie w pogoni za kasą nikt nie staje się szmatą.
Gdzie czas wypełnia się treścią.
Gdzie zwierzęta też głos mają.
Gdzie dom to miejsce, do którego chce się wracać z dalekiej podróży.
Gdzie wszystko jest w Bogu i wszystko jest Bogiem...

ZACHOWAĆ TO, CO JEST LUB WRÓCIĆ DO CZASÓW M I N I O N Y C H

Zdecydowana większość osób pragnęła głębokich przemian obecnej sytuacji,
dzisiejsza Europa odbiega bowiem zdecydowanie od ich marzeń. Dostrzegają wie­
le problemów, zjawisk wymagających szybkich przeobrażeń. Autorzy trzech prac
podkreślili natomiast, że nie chcieliby niczego zmieniać: Chcę, by Europa choć
jeszcze przez chwilę była taka, jaka jest - z uprzedzeniami wobec inności, separatyzmami, przestępczością, ale i całym swoim pięknem i bogactwem [...], aby Euro­
pa choć jeszcze na chwilę wstrzymała swój morderczy bieg [...] tak abym zdążył
zaufać swojemu szaleństwu i być w życiu szczęśliwym [29]; Moim zdaniem, wielu
aspektów nie należałoby w ogóle zmieniać. Odpowiada mi na przykład szerokość
geograficzna, klimat naszego kontynentu (może Bałtyk mógłby być troszkę cieplej­
szy). Nie mam również aspiracji, aby wymyślać nowe państwa, zatrzeć granice
pomiędzy już istniejącymi. Sądzę, iż występowanie pewnych podziałów tożsa­
mościowych, kulturowych czy etnicznych nadaje pewnej dynamiki Europie. Są one
przyczyną waśni i sporów, lecz zawierają w sobie jednocześnie tyle piękna i uroku.
Nie chciałbym aby społeczeństwo europejskie było totalnie zunifikowane [41];
Europa powinna być bardziej konserwatywna, a mniej liberalna [4].
Trzy osoby marzą o powrocie do przeszłości: Europa moich marzeń, to Euro­
pa prapoczątku. To ląd „za górami, za lasami", o którym Norman Daviespisał,
że był tylko „długim półwyspem bez nazwy", na którym bezimienni pionierzy
zaczynali nowe życie [30]; Chciałabym cofnąć czas o setki, jeśli nie tysiące lat.
Wrócić do czasów społeczeństw pierwotnych, kiedy nie były jeszcze ukształtowa­
ne państwa, kiedy życie ludzkie miało inny sens, kiedy miało ono jakikolwiek
sens. Teraz życie jest pogonią za fortuną (w sensie pieniędzy, nie szczęścia), za
wygodą, czasem - za jedzeniem. Nie ma czasu na prawdziwe, istotne treści życia.
Ludzie prowadzą wyścig z czasem, chcą być najlepsi, najbogatsi. Tylko po co?

�322

IWONA KABZIŃSKA

[...] Chciałabym cofnąć czas. Odnaleźć czasy, kiedy człowiek nie był człowiekowi
wilkiem, kiedy ludzie się kochali lub nienawidzili, ale nie przechodzili obok sie­
bie obojętnie, nie traktowali się jak rzeczy i nie wykorzystywali się wzajemnie
[32]; Chciałabym powrotu do czasów, gdzie wybierano wodzów spośród ludzi,
którzy na to miano zasłużyli. Powrotu do czasów, w których ludzie szanowali
przyrodę, czuli się z nią zespoleni, potrafili z nią współistnieć i czerpać z niej
tyle, ile potrzebowali [26].
ZAKOŃCZENIE

Podsumowując, można powiedzieć, że Europa przyszłości, o której napisali
toruńscy studenci etnologii, jest przede wszystkim wielokulturowa, otwarta na
inne kultury, kraje i kontynenty, a zarazem świadoma swej odrębności kultu­
rowej i historycznej, mająca poczucie wspólnoty i własnej tożsamości, dbająca
o jej zachowanie. Jest też bezpieczna, sprawiedliwie rządzona, silna gospodar­
czo, bez biurokracji i bezrobocia, a także - kultu pieniądza i nadmiernie rozwi­
niętej konsumpcji, która staje się celem samym w sobie i treścią życia. Ogromne
znaczenie przywiązuje się w niej do ochrony środowiska naturalnego, ekologicz­
nej świadomości i odpowiedzialności za świat, w którym żyjemy. Zasadnicze
zmiany nastąpiłyby w relacjach między ludźmi. Mniej byłoby w nich egoizmu,
przedmiotowego traktowania człowieka, anonimowości, a więcej przyjaźni, zau­
fania i miłości, nie mającej nic wspólnego z kultem ciała, nie sprowadzonej do
seksualnej sprawności. Człowiek byłby najwyższą wartością.
Do podobnych wniosków prowadziła dyskusja na temat Europy marzeń, jaką
przeprowadziłam podczas ćwiczeń z I I rokiem etnologii (osoby te nie wypowia­
dały się już na piśmie). I tu mówiono przede wszystkim o Europie zróżnicowanej
kulturowo, w której czyni się wiele dla zachowania różnorodności państw, regio­
nów i „małych ojczyzn", a także całego kontynentu. Europie, której mieszkańcy
mieliby świadomość bycia Europejczykami, bezpiecznej, bez wewnętrznych
granic, zjednoczonej gospodarczo i politycznie, dostatniej {żeby ludzi stać było
nie tylko na podstawowe rzeczy, ale też na rozrywki i podróże), w której bogaci
pomagaliby biednym i wszyscy ludzie mieliby równe szanse, takie same możli­
wości podejmowania decyzji {żeby jedno państwo nie miało decydującego głosu
- Niemcy, Francja czy Anglia).
Jedna osoba stwierdziła, że jej marzeniem jest silna Polska, zachowująca włas­
ną kulturę, odrębność i godność, żeby nie traktowano nas jak gorszych członków
Unii Europejskiej. W tej zróżnicowanej kulturowo Europie doceniono by każdą
kulturę, nie tylko niemiecką, francuską czy angielską, ale też rumuńską, czeską,
polską, grecką. Nieważne, czy kraje te są biedne i ciche, czy bogate.
Wspomniano także o uchodźcach, zastanawiając się, czy należy otworzyć gra­
nice przed wszystkimi, czy też pomagać krajom, z których pochodzą największe
fale uchodźców, by zahamować tendencje migracyjne. Nowym, w porównaniu
z wypowiedziami studentów I roku, zagadnieniem była konieczność prowadze­
nia polityki prorodzinnej we wszystkich krajach europejskich.

�EUROPA MARZEŃ

323

Jeden ze studentów doszedł do wniosku, że w Polsce nie można odnieść suk­
cesu. Wzorem dla niego są Niemcy, gdzie ludziom stawia się wysokie wymaga­
nia, ale jednocześnie stwarza możliwości realizacji planów życiowych i rozwoju.
Wyraził on przekonanie, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej zapanuje
u nas praworządność i ład. Trzy osoby miały nadzieję na znalezienie pracy
w którymś z państw unijnych.
W wypowiedziach studentów etnologii U M K na temat Europy marzeń widocz­
ne są wpływy humanistycznego wykształcenia, a także studiowanego kierunku,
obecność perspektywy antropologicznej - refleksji nad „swoimi" i „obcymi",
stereotypami, konfliktami etnicznymi, dialogiem kultur, wielokulturowością,
globalizacją, lokalnością, tożsamością. Widoczne są wpływy lektur znajdujących
się w programie studiów i tych, których studenci poszukują na własną rękę.
Niektóre osoby odwoływały się wprost do etnologicznych doświadczeń: My
- antropolodzy bardzo obawiamy się, że wszystkiego nie poznamy, nie przeczyta­
my tych wszystkich książek i z tyloma ludźmi nie porozmawiamy, właściwie to
czasami chcielibyśmy zatrzymać czas, ale [...] tego zrobić się, niestety, nie da
[29]; Nie zgadzam się z „ nacjonalistycznym fundamentalizmem " Ernesta Gellnera
i podobnymi poglądami, choć jednocześnie postuluję ustrój na kształt republiki
prezydenckiej [...]. Tutaj pojawia się problem antropologii kultury: „jedność ludz­
kiej myśli symbolicznej a wielość i różnorodność kulturowych pomysłów na ży­
cie". Relatywizm jest potrzebny, aby chronić kulturowy indywidualizm zagrożony
homogenizacją, nietolerancją, etnocentryzmem [44].
Zdaniem jednej ze studentek, przed etnologią stoi wielkie wyzwanie. Powinna
ona być w Europie jedną z nauk przodujących [20]. Ta sama osoba stwierdziła, że
badane przez etnologów antagonizmy w stosunkach sąsiedzkich i mechanizmy po­
wstawania obcości są zjawiskiem powszechnym. Nie znikną też one, jak sądzę,
z europejskiej rzeczywistości, choć w Europie wymarzonej przez młodych etno­
logów nie są one raczej pożądane. Zjawiska należące do sfery etniczności (m.in.
konflikty etniczne, relacje między „swoimi" i „obcymi", kształtowanie różnych
typów tożsamości i zmiany ich wyznaczników) będą jeszcze zapewne długo przed­
miotem zainteresowań badaczy, w tym również etnologów. Trudno natomiast prze­
widzieć, w jakiej Europie będziemy żyli za kilka - kilkanaście lat. Czy uda się
zrealizować przynajmniej niektóre ze studenckich marzeń? O jakiej Europie marzą
młodzi Polacy (nie tylko studenci) i - szerzej - osoby należące do różnych grup
wieku, reprezentujące różne środowiska, a także mieszkańcy innych krajów?
Jak napisała jedna ze studentek: Trzeba się trochę namarzyć, żeby miało się
co spełniać [36]. Z pewnością, wiele zależy od nas samych, od naszej odwagi,
determinacji, wiary w sens marzeń, od podejmowania wysiłku, by realizować
swoje pragnienia. Nie może być jednak mowy o egoizmie, ani też postępowaniu
wedle zasady: „cel uświęca środki" czy „róbta, co chceta".
6

6

Ciekawe byłoby np. porównanie prac, jakie napłynęły na wspomniany konkurs (na ten te­
mat patrz: info@konkurs.org.pl) z wypowiedziami studentów. W tym miejscu skoncentrowałam
się jednak wyłącznie na obrazie Europy marzeń młodych etnologów z toruńskiego U M K .

�324

IWONA KABZIŃSKA

IWONA K A B Z I N S K A
EUROPE OF OUR DREAMS
Summary
At the beginning of 2003 a competition called "Europe of our Dreams" was announced by
some institutions (the Polish Radio, the Polish Post among them), for young people (age group
16-20). Participants were supposed to submit projects in various forms-works of art, Web sites,
essays. The idea has inspired the author of this article. Being an academic teacher at the Univer­
sity of Toruh she initiated the discussion on the same subject among the students of ethnology
(I and I I year) who were later asked to write essays which would contain their opinions and
considerations. 49 works were submitted and they allowed the author to construct the image of
"Europe of their Dreams" peculiar to that group.
The students see the desired Europe of the future as multi-cultural, tolerant and open
society.Open to other cultures, other continents but also aware of the European distinct historical
and cultural character. Society with strong sense of community and own identity. They write
about Europe which is conscious of the dangers of globalization and americanization.
The imagined Europe of tomorrow is safe, ruled by just law, economically strong, free from
bureaucracy and unemployment bur also devoid of cult of money and consumerism. Great meaning
was attached to ecology, environment consciousness and responsibility for the world we live in.
Young people hope that in the future Europe interpersonal relationships will change for bet­
ter. Less selfishness, less instrumental attitude to human beings, less anonymity, more friendship,
mutual trust and love. The latter does not mean the cult of the body and sexual prowess. It means
human individual at the top of value hierarchy.
The authors of most of these texts were aware, that it may be difficult for the dreams to come
true, yet they expresed their hope that it is possible. They emphasized the necessity of changes.
There were however three persons who wrote that they wouldn't change anything. Other three
dreamt about going back into the period of tribal societies.Remarkable was idealization of the past.
The fact, that the texts were written by the students of ethnology has clearly influenced the
way in which the European reality was perceived and described. The authors adduced to books
included as reading in the curriculum of ethnological studies. They referred to key concepts such
as: dychotomy "us'V'strangers", social stereotypes, ethnic conflicts, dialogues of cultures, glo­
balization, local community and identity, cultural identity. They also considered the possibilities
of applying ethnological/anthropological methods while thinking about the changing reality.
The author of the article adds that it would be interesting to compare the image of "Dreams
about Europe" of her students with respective dreams of other age, professional and social groups.
In Poland and in other countries of Europe. It would also be interesting to be able to confront the
dreams with reality. How many of them will come true and how long will we have to wait for it?
Translated by Anna Kuczynska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10973" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10951">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ee04d08076dadd6338f9ac0fda853531.pdf</src>
        <authentication>8724b7efa6b68040f50c0b7709174788</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130798">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1734</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130799">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130800">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1605</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130801">
                <text>Jeszcze raz o upiorze (wampirze) i strzygoni (strzydze) / ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130802">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47, s.211-246</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130803">
                <text>Kolczyński, Jarosław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130804">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130805">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130806">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130807">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130808">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L V I I : 2003, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI
Warszawa

JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE)
I STRZYGONI (STRZYDZE)
Upiór (wampir) i strzygoń (strzyga) jeszcze w X I X wieku były jednymi z naj­
aktywniejszych demonów w świecie archaicznej wyobraźni „ludu wiejskiego" na
naszych ziemiach. Stąd są zupełnie nieźle opisane w starszej - a więc źródłowo
najcenniejszej - literaturze etnograficznej. Kilkakrotnie też próbowano w naszej
etnologii nakreślić syntetyczny obraz tych dwu upodabniających się do siebie
postaci (Gołębiowski 1830, s. 155-157; Berwiński 1862, t. 2, s. 1-50; Wasylewski 1907, s. 291-298; Bruckner [1925] 1985, s. 279-284; Biegeleiesen 1930,
s. 113-131; Moszyński [1934] 1967, s. 654-660; Baranowski 1981, s. 50-64;
Gieysztor 1982, s. 222-224; Pełka 1987, s. 163-172; Kozioł 1989, s. 85-92; Urbań­
czyk 1991, s. 50-51, 58-59; Robotycki 1992, s. 144-150). A jednak, wydaje mi
się, że upiór/strzygoń jest wciąż demonem słabo zinterpretowanym. W niniejszym
tekście jeszcze raz zestawiam różne wiadomości o tym wyobrażeniu demonolo­
gicznym z terenów interesujących polskie ludoznawstwo przed II wojną światową,
zatem również z Białorusi i Ukrainy Nie mam wszakże ambicji zinwentaryzowania
wszystkich wariantów wierzeniowych. Moim zamierzeniem jest tylko ponowne
przejrzenie źródeł i zarysowanie kilku wynikających z tego uwag, mam nadzieję
nieco głębiej sięgających do wnętrza świata archaicznej wyobraźni.
I
Kto po śmierci stawał się lub mógł stać się upiorem?
• Ludzie w ogóle nie pogrzebani (Pełka 1987, s. 168).
• Ludzie pogrzebani z rytualnymi uchybieniami. W upiora mógł zamienić
się zmarły, któremu do grobu nie dano potrzebnych w podróży na „tamten" świat
przedmiotów, np. szkaplerza, różańca czy czapki, albo dano mu przedmioty
utrudniające tę wędrówkę, np. buty (wtedy błąka się jako upiór dopóki ich nie
zedrze) (Fischer 1921, s. 90-111, 166-170) .
1

1

N a naszych terenach s p o t y k a j ą s i ę w l u d o w y c h zwyczajach p o g r z e b o w y c h d w i e odmienne

tradycje: na zachodzie i w ś r o d k u kraju z m a r ł y c h chowano w butach, a i m bardziej na w s c h ó d
- w p ł ó c i e n n y c h skarpetach lub boso. W e d ł u g starych m i t ó w , zapisanych na niemieckiej w s i , zmar­
ły potrzebuje b u t ó w , by w d r a p a ć s i ę w z a ś w i a t a c h na s t r o m ą g ó r ę lub p r z e j ś ć przez most na
granicznej, podziemnej rzece. Natomiast na w s i b i a ł o r u s k i e j s ł y s z a n o , ż e z m a r ł e g o grzebie s i ę
boso, aby z n i e c h ę c i ć go do chodzenia po ś m i e r c i (Fischer 1921, s. 110-111). O d w r o t n o ś ć zna­
c z e ń s y m b o l i c z n y c h jest c z y m ś naturalnym w tradycjach l u d o w y c h i sygnalizuje, iż d o t y k a m y
j a k i e g o ś g ł ę b i e j zakorzenionego w czasie, istotnego m o t y w u w i e r z e n i o w e g o .

�212

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

• Ludzie, którzy w chwili śmierci byli niekompletni fizycznie - nie mieli
przy sobie woreczka ze swoimi obciętymi paznokciami, które zbierali całe życie
czy też nie ukryli (np. w spróchniałym drzewie) swoich wypadłych zębów
(Cercha 1900, s. 134; Fischer 1921, s. 179-183) .
• Upiorem mógł stać się człowiek zmarły nagle, czyli według archaicznych
pojęć umierający nierytualnie - samobójca, zabity, ginący w nieszczęśliwym
wypadku (Kolberg 1891, s. 141; Pietkiewicz 1931, s. 44; Zborowski 1932,
s. 86; Baranowski 1965, s. 83).
• Nieochrzczone niemowlęta (Fischer 1921, s. 364), a zatem istoty rytualnie
w ogóle jeszcze nie przyjęte do wspólnoty żywych!
• Zmarła w połogu kobieta (Fischer 1921, s. 364-366).
• Nieomal ze stuprocentową pewnością upiorem stawał się zmarły czarownik
lub czarownica (Kolberg 1971, s. 432; Pietkiewicz 1931, s. 44; Pełka 1987, s. 168).
• Upiorami zawsze stać się mogli ludzie z różnych powodów podejrzewani
o pokrewieństwo z demonami, np. ludzie rodzący się z zębami (Kolberg 1967,
s. 480), z „dużymi" zębami, z ogonem (wężowym - Kolberg 1888, s. 111, 113),
w czepku (Hilferding 1965, s. 379, 410), o nierównym oddechu (Baranowski 1981,
s. 57); ludzie fizycznie inni, zwłaszcza kalecy (garbaci, kulawi); ludzie których
otaczała jakaś aura tajemniczości i lęku (np. bardzo starzy, bo niby dlaczego tak
długo żyli?) lub aura niechęci i lęku (np. ludzie posępni, złośliwi) (Baranowski
1981, s. 57); wreszcie wszyscy „obcy" dla lokalnej społeczności (np. staroobrzę­
dowcy dla prawosławnych, luteranie dla katolików itp.) (Kolberg 1970, s. 385;
Pietkiewicz 1931, s. 48). Słowem upiorem mógł stać się każdy „inny".
• Przemiana w upiora groziła po śmierci ludziom łamiącym różne zakazy,
przede wszystkim mordercom, lecz także np. nieuczciwym geometrom - ich
nierozłożone ciała ziemia miała wyrzucać na wierzch (Kolberg 1891, s. 251;
Fischer 1921, s. 367; Pietkiewicz 1931, s. 44).
2

2

To jest akurat m o t y w d o ś ć rzadki, ale t e ż n i e z w y k l e archaiczny. Rytualny warunek fizycz­

nej c a ł k o w i t o ś c i c z ł o w i e k a w c h w i l i , gdy ma r o z p o c z ą ć w ę d r o w a n i e w z a ś w i a t y

najwyraźniej

odbija s i ę w zwyczajach d o t y c z ą c y c h o b c i ę t y c h paznokci. W r ó ż n y c h miejscach ś r o d k o w o -wschodniej Europy, jeszcze w X I X w i e k u , c h ł o p i nie w y r z u c a l i o b c i ę t y c h paznokci t y l k o zbierali
j e w woreczku, k t ó r y nosili przy sobie, schowany za p a z u c h ą . Taki woreczek ze zbieranymi całe
ż y c i e paznokciami w k ł a d a n o potem z m a r ł e m u do trumny. Zamiast z b i e r a ć paznokcie m o ż n a b y ł o
spalić j e zaraz po o b c i ę c i u - o g i e ń wszak b ł y s k a w i c z n i e przenosi c o k o l w i e k z „ t e g o " do „ t a m t e g o "
ś w i a t a (ale znany b y ł t e ż zakaz palenia paznokci i w ł o s ó w ) . Paznokcie m i a ł y b y ć potrzebne zmar­
ł e m u do w s p i ę c i a s i ę na „ w i e l k ą " albo „ s z k l a n ą " g ó r ę , c z y l i do wdrapania s i ę na szczyt g ó r y
kosmicznej (Fischer 1921, s. 179-183). A l e nie jest to jeszcze c a ł e w y j a ś n i e n i e . S z c z ę ś l i w i e oca­
lały o k r u c h y starych m i t ó w , adaptowanych do c h r z e ś c i j a ń s k i c h w y o b r a ż e ń o raju i grzechu pier­
w o r o d n y m , wedle k t ó r y c h pierwsi ludzie ( A d a m i Ewa) m i e l i s i e r ś ć i k o p y t a lub r o g o w ą s k ó r ę .
W y g n a n i e z raju

i utrata n i e ś m i e r t e l n o ś c i

równała

s i ę utracie i c h z w i e r z ę c e g o

wyglądu

i t y m samym c a ł k o w i t e m u „ u c z ł o w i e c z e n i u " (Tomicki 1976, s. 67). Troska o zachowanie paznokci,
a ż do c h w i l i ś m i e r c i i r o z p o c z ę c i a w ę d r o w a n i a w z a ś w i a t y , w y n i k a ł a b y w i ę c z l ę k u przed u t r a t ą
tej pierwotnej c a ł k o w i t o ś c i w z a ś w i a t a c h . „ A gdzie twoje paznokcie za tyle lat?" lub w r ę c z „ g d z i e
t w o j a r o g o w a s k ó r a ? " zapyta B ó g z m a r ł e g o w z a ś w i a t a c h . C i , k t ó r z y nie zachowali o s t r o ż n o ś c i
i z g u b i l i swoje o b c i ę t e paznokcie musieli po ś m i e r c i j e o d n a l e ź ć (Fischer 1921, s. 182).

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

213

(STRZYDZE)

• Niechybnie upiorami stawali się ludzie narodzeni w wyniku złamania nie­
których zakazów, np. poczęci w czasie miesiączki matki czy też poczęci w dniach
św. Anny, Zwiastowania Panny Marii i Podwyższenia Krzyża Św. (oba przy­
kłady z zachodniej Ukrainy) (Kolberg 1973, s. 34; 1971, s. 429).
• Upiorem musiał zostać po śmierci człowiek, który za życia poddał się
czarom zabezpieczającym przed ranami - jego zwłoki nie rozkładały się wtedy
po śmierci (Fischer 1921, s. 368).
• Upiorem stawał się trup, którego przekroczył, przeskoczył człowiek lub
zwierzę bądź przefrunął nad nim ptak (Moszyński 1928, s. 167; Baranowski
1981, s. 57).
• Żyjący człowiek przeobrażał się w upiora, gdy wiatr na stepie owiał mu
stopy (Wschodnia Ukraina) (Kolberg 1888, s. 211; Efimenko 1992, s. 499) .
• Jako upiór rodziło się dziecko, gdy jego matka połknęła kawałek rozżarzo­
nego węgla (iskry), która wpadła do garnka w Swyty weczir (Pokucie) (Kolberg
1888, s. 111).
Naturalnie, z wyliczonych przed chwilą powodów nie wszyscy zmarli stawali
się akurat upiorami, niektórzy równie dobrze mogli przeobrazić się w inne
demony. Niemowlęta mogły również stać się porońcami, samobójcy latawcami,
ludzie szukający po śmierci swoich paznokci błędnymi ognikami... Możliwości
jest wiele, rytualne „braki" lub „odmienności" zmarłego są bowiem przyczyną
numer jeden powstawania wszelakich demonów z ludzi zmarłych.
Natomiast nieubłaganie właśnie w upiora zamieniali się po śmierci ludzie,
którzy mieli kontakt z tym demonem:
• Zabici lub tylko ugryzieni przez upiora (Kolberg 1970, s. 385).
• Narodzeni w wyniku stosunku upiora z żywą kobietą (Kolberg 1971, s. 429),
• Dzieci karmione przez zmarła matkę-upiora (Mleczko 1902, s. 56).
A także ci, którzy zdradzali do niego jakieś podobieństwo:
• Ludzie o dużych głowach (Mleczko 1902, s. 56), o gęstych zrośniętych
brwiach (Baranowski 1981, s. 57), odwróconych źrenicach (Bazińska 1967,
s. 109), ludzie bardzo bladzi lub przeciwnie dziwnie rumiani (Pol 1966, s. 124),
ludzie o dwóch rzędach zębów (Kolberg 1888, s. 148), silnie owłosieni (Pełka
1987, s. 168).
Sumując te informacje wydaje się, że różne wyobrażenia o powstawaniu
upiorów można sprowadzić do dwu praprzyczyn: 1) zaniechania lub błędów
w rytuałach i złamania zakazów rytualnych; 2) innego statusu rytualnego zmar­
łego człowieka, który już za życia był uważany za istotę demoniczną.
Niektóre z wyliczonych powodów, z których zmarły nie rozpoczynał swojego
wędrowania w zaświaty i stawał się upiorem, były wymieniane dość rzadko
(np. kompletność zwłok) lub tylko lokalnie (np. zamiana w upiora człowieka, gdy
wiatr owiał mu stopy). Takie motywy mogą jednak stanowić cenny trop w poszu­
kiwaniach pierwotnych kształtów wyobrażenia upiora. Próbując uporządkować
3

3

W w i r z e p o w i e t r z n y m w ę d r o w a ł y r ó ż n e demony, k t ó r e a t a k o w a ł y l u d z i , j a k odgadujemy,
w n i k a j ą c w ich c i a ł o , zob. np. M o s z y ń s k i 1967, s. 4 7 3 - 4 7 4 .

�JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

przyczyny powstawania upiorów według ich popularności na pierwszym miejscu
trzeba umieścić czarowników i czarownice oraz ludzi zdradzających cechy demo­
niczne, następnie ludzi zmarłych nagle i dopiero potem wszelkie inne warianty.
Co do strzygonia/strzygi wyobrażenia o jego pochodzeniu były bardziej skry­
stalizowane. Powszechnie utrzymywano, że istnieją ludzie o dwóch duszach,
jednej takiej, jaką mają wszyscy inni ludzie - duszy od Boga i drugiej, złowro­
giej - duszy od diabła (Kolberg 1967, s. 270; Chmielowski 1987, s. 28). W chwi­
li śmierci takiego człowieka ta pierwsza dusza opuszcza jego ciało i wędruje
w zaświaty, zaś druga pozostaje i zmarły może wciąż egzystować w „tym" świe­
cie (Federowski 1889, s. 302-303; Baranowski 1965, s. 82). Ale znany był
też inny wariant: obie dusze porzucają dotychczasowe ciało, jedna wędruje
w zaświaty, a druga szuka sobie nowego ciała, wchodzi w innego, żywego
człowieka (Kosiński 1904, s. 9). W różnych stronach dało się też słyszeć, że
są ludzie o dwóch sercach (Baranowski 1965, s. 82) - jedno serce umierało
wtedy razem z człowiekiem, zaś drugie wciąż biło i podtrzymywało istnienie
jego ciała, które się nie rozkładało, a zmarły mógł wychodzić z grobu. Takiego
demonicznego człowieka rozpoznawano zwykle już za życia: rodził się z zębami
(Federowski 1889, s. 304) bądź podwójnymi rzędami zębów (Wójcicki 1974,
s. 284), lub też dopiero potem wyrastały mu podwójne rzędy zębów (Kolberg
1874, s. 67; Matyáš 1893, s. 105), miał na ciele sine znaki, zwłaszcza na plecach
(Kolberg 1874, s. 67; 1967, s. 480) i często w kształcie nożyc (Świętek 1893,
s. 500; Lehr 1984, s. 231; Simonides 1989, s. 273), nie rosły mu włosy pod
pachami i w kroczu (np. Kolberg 1874, s. 65; Świętek 1893, s. 500; Kosiński
1904, s. 9), nie miał brwi (Kosiński 1904, s. 9). Żyjący człowiek-strzygoń chęt­
nie rozmawiał ze sobą (Kosiński 1904, s. 9) - to rozmawiały ze sobą dwie
jego dusze; natomiast po śmierci jeden bok trupa był ciepły (Kolberg 1874,
s. 65; 1888, s. 212) - wszak nadal żyłajego druga, demoniczna dusza. Powszech­
nie wyjaśniano powstawanie strzygoni zaniechaniem obrzędu bierzmowania
(Kolberg 1874, s. 64; Lehr 1982, s. 134). Kiedyś takich demonicznych ludzi
miało być znacznie więcej, gdyż - jak wyjaśniali chłopi - religijność była mniej­
sza i ludzie lekceważyli ten obrzęd (Świątek 1893, s. 493; Flizak 1952, s. 47).
Zatem znów istotną rolę gra niewykonanie rytuału - w wyniku tego zaniedbania
są ludzie nie wprowadzeni ostatecznie do wspólnoty żywych! Archaizm tej sym­
boliki jest oczywisty i chrześcijańskie wyjaśnienie najpewniej wyparło wspom­
nienie jakiegoś starożytnego rytuału inicjacyjnego.
Wyobrażenia o upiorach i strzygoniach w tradycjach ludowych znacząco
upodobniły się do siebie, wzajem użyczając sobie cech, a wreszcie także myliły.
W rozległym obszarze wschodniego Podkarpacia utrzymywano, że upiorami są
ludzie o dwu duszach czy dwu sercach (Kolberg 1888, s. 206; 1973, s. 31; 1979
s. 1260). Na Śląsku w strzygonia zamieniali się także samobójcy i ludzie bardzo
skąpi (Simonides 1989, s. 273), a środkowej Polsce dzieci zmarłe przed chrztem
(Wójcicki 1974, s. 284). Takich przykładów można wyliczyć dużo więcej. Wymienność cech kojarzonych z tymi demonami najlepiej świadczy o ich bliskoznaczności w wierzeniach chłopów.

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

215

Po przedstawieniu zagadnienia pochodzenia obu demonów, odtąd traktuję
je łącznie - jako jedno wyobrażenie.
Upiór/strzygoń to zmarły, którego ciało po śmierci nie uległo głębszemu roz­
kładowi. Wygląda tak jak trup przed pochowaniem w grobie lub jak kilkudniowe,
często już spuchnięte, zwłoki (Kolberg 1888, s. 211; 1971, s. 430; Baranowski
1965, s. 83). U ludzi zmarłych gwałtownie widoczne są wszelkie rany: człowiek
zabity broczył krwią, człowiek powieszony miał sina pręgę na szyi itp. Zmarłemu
takiemu nie tężeją członki, jego ręce i nogi są więc równie giętkie jak u żywego
człowieka (Kolberg 1970, s. 386; Bazińska 1967, s. 109). Wciąż rosną mu włosy
i paznokcie (Kolberg 1970, s. 386). Ma czerwoną twarz i kark („rumiany jak
upiór") (Pol 1966, s. 124; Kolberg 1882, s. 35) - to krew ofiar, której się opił zmie­
nia mu karnację. Charakterystycznym szczegółem były jego długie i czerwone,
również zabarwione od krwi, paznokcie (Kolberg 1874, s. 65, 67; Świętek 1893,
s. 500). Krew upiora/strzygonia była płynna i krążyło jej w jego ciele wyjątkowo
dużo (Kolberg 1970, s. 386; 1882, s. 34). Gdy przebijano ciało demona lub
odrąbywano mu głowę krew tryskała „jak ze szpunta" (Podberski 1880, s. 15).
Według innych jednak wersji, krew jego była zastygła i skrzepła (Kolberg 1979,
s. 1261) oraz „zimna jak lód" (Kolberg 1874, s. 67). Występowała też opinia,
że nie jest on czerwony, a przeraźliwie blady (Kolberg 1874, s. 63; Mátyás 1893,
s. 105). Strzygonia rozpoznawano natychmiast po sinych plamach na plecach
i karku oraz sinym piętnie w kształcie nożyc na plecach (Kolberg 1874, s. 67;
Świętek 1893, s. 500). Ale w różnych miejscach widziano również upiory/strzygonie jako istoty o czarnych plecach (Baranowski 1981, s. 58) lub w ogóle bez ple­
ców (Podberski 1880, s. 13). Znany jest też wariant bezplecego upiora, w którego
wnętrzu można było ujrzeć piłę zamiast kręgosłupa (Moszyński 1967, s. 615).
Leżący w grobie upiór/strzygoń miał otwarte oczy i zwykle nie pomagało nawet
położenie mu na powiekach monet; on i tak otwierał oczy i „patrzył nimi jak za
życia" (Kolberg 1884, s. 95; 1970, s. 386). Często utrzymywano, że ma „odwróco­
ne źrenice" tzn., że obraz w oku odbija się mu na odwrót (Bazińska 1967, s. 109).
Poza tym jego oczy świeciły intensywnie, „błyszczały jak żar" (Kosiński 1904,
s. 9). Lecz znana była również wersja przeciwna - miał oczy „zamknięte jak trup"
(Kolberg 1874, s. 65). Mógł mieć też lekko rozchylone usta, jakby chciał coś
powiedzieć (Kolberg 1874, s. 67) oraz czasem zgrzytały mu zęby (Kolberg 1888,
s. 211). Wychodzący z grobu demon był znacznie większy i silniejszy od przecięt­
nego człowieka (Kolberg 1884, s. 95; 1967, s. 480). W bliższym kontakcie rozpo­
znawano go po trupim odorze, którym cuchnęło mu z ust i zapachu ziemi (Świętek
1893, s. 494; Mleczko 1902, s. 56). Zapisano wreszcie warianty wierzeń, według
których charakteryzował go inny sposób chodzenia: do tyłu „jak rak" (Kosiński
1904, s. 9) lub „wielkimi krokami" (Kolberg 1888a, s. 156).
Zarówno ze strzygoniem/strzygą, jak z upiorem łączono dość często zdolność
do latania, np. fruwały śląskie strzygi (Simonides 1989, s. 674) i „zębata"
strzyga na Białorusi (Federowski 1889, s. 304), latał upiór w środkowej Polsce
(Kolberg 1888a, s. 156) i upiór (obojasnyk) na Ukrainie (Podberski 1880,
s. 13). Ten ostatni jest ciekawą postacią: nie miał pleców, co ukrywał i czego się

�216

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

wstydził, dlatego też czasem chodził „tyłem" (Podberski 1880, s. 12-13). Po­
wszechnie natomiast oba te demony mogły zamieniać się w ptaki (np. nieto­
perza, kanię), a także płazy i gady oraz inne zwierzęta (np. psa, kota, świnię)
(Kolberg 1888, s. 207; Gustawicz 1902, s. 270-271; Pietkiewicz 1931, s. 45).
Wreszcie upiory/strzygonie mogły stawać się niewidzialne (Podberski 1880,
s. 674; Kolberg 1973, s. 35). Wtedy na ich obecność wskazywały inne zjawiska:
np. człowiek czuł ich „zimny, trupi pocałunek" (Baranowski 1965, s. 84), po
obudzeniu odkrywał na swoim ciele ślady ugryzień (Lehr 1985, s. 99) czy też
czuł wokół siebie „zapach ziemi" (Baranowski 1981, s. 58). Ale utrzymywano
również, że upiór/strzygoń nie różnił się wyraźnie od żywych ludzi i trudno go
było rozpoznać (Chmielowski 1987, s. 29; Efimenko 1992, s. 499).
Odrębnie wypada przedstawić upiora - dziecko i strzygonia - dziecko. Dziecko
poczęte ze stosunku upiora z żywą kobietą rodziło się „bez kości" i z tego powo­
du nigdy nie mogło chodzić (Efimenko 1992, s. 499-500; Kolberg 1888, s. 211;
1971, s. 211). Było cherlawe, wycieńczone, blade lub przeciwnie dziwnie sine,
miało też długie i cienkie ręce, za to dużą głowę (Świętek 1893, s. 495). Zwykle
żyło niedługo, mogło umrzeć nawet w 7 roku, gdy zaś żyło nieco dłużej, np. do
21 roku, to nie rosło jak rówieśnicy, było wciąż wielkości dziecka. Takie dziecko
właściwie nie umierało, a tylko nagle znikało - stawało się niewidzialne lub
pojawiało w innym miejscu (Kolberg 1884, s. 97; Efimenko 1992, s. 500). To
kalekie, „upioryczne" dziecko nie było raczej niebezpieczne dla ludzi, nato­
miast miało przerażający dar wieszczenia (Efimenko 1992, s. 499-500). Warto
przypomnieć, że tu i ówdzie (np. w Wielkopolsce, na Pomorzu) upiór był także
nazywany wieszczym (Kolberg 1882, s. 33; Hilferding 1965, s. 378). Czasem
dziecko o takich cechach było uznawane za „odmieńca" (odminę, obmenica,
seduna) podstawionego przez upiory/strzygi na miejsce wykradzionego dziecka
ludzkiego (Gołębiowski 1830, s. 155-156; Kolberg 1888, s. 113; Efimenko 1992,
s. 499). Natrafiamy także na rytualne powody urodzenia upiora przez kobietę.
Jako upiór rodziło się dziecko poczęte w czasie miesiączki matki. Miało ono
wtedy dwa serca („sprawiedliwe" od człowieka i „niesprawiedliwe" od diabła).
Jego demoniczne pochodzenie zdradzały „dwa zakrętki włosów", „dwa wicherki"
na głowie lub „dwa czubki głowy", a także brak włosów pod pachami i w kroczu.
Na twarzy było czerwone i patrzyło zezem. Dziecko takie nie jadło wcale mięsa,
a tylko chleb i mleko. Do 24 roku życia w ogóle nic nie mówiło, bo mogłoby
wyjawić, że jest upiorem, a wtedy inne upiory by je otruły (Kolberg 1973, s. 35).
Wreszcie w upiora zamieniało się dziecko karmione piersią przez zmarłą matkę-upiora. Rozpoznawano je po dużej głowie i „czuć je było ziemią" (Mleczko 1902,
s. 56). Spokrewnione z wyobrażeniem upiorycznego dziecka jest wyobrażenia
dziecka-strzygi. To znów miało być dziecko, które narodziło się z zębami lub
nawet z podwójnymi rzędami zębów, nie żyło dłużej niż kilka dni, a po śmierci
wyrastały mu sowie skrzydła lub przeobrażało się w puchacza. Demon ów piskiem
zapowiadał śmierć spotkanym ludziom (Wójcicki 1974, s. 284-285).
Upiór/strzygoń jawił się chłopom jako jeden z najokrutniej szych demonów
ze wszystkich im znanych. Napadał zarówno na ludzi, jak zwierzęta i zwykle

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

217

zabijał swoją ofiarę (Kolberg 1888a, s. 148; Bazińska 1967, s. 109). Skutki jego
przebywania w okolicy często porównywano z zarazą. Upiór/strzygoń mógł
atakować kilkakrotnie jednego dnia i dzień pod dniu, zaś ludzie których zabił
sami stawali się po śmierci demonami i rozszerzali krąg śmiertelnego zagrożenia
(Kolberg 1970, s. 385). Poza tym chętnie oskarżano upiora/strzygonia o wywo­
ływanie epidemii najgroźniejszych chorób, błyskawicznie zabijających nawet
całe wsie (Podberski 1880, s. 26; Gustawicz 1902, s. 270), np. na Zachodniej
Ukrainie widziano w upiorach podstawowe źródło zarazy (Kolberg 1888, s. 208),
na Śląsku uchodziły za personifikację epidemii (Simonides 1984, s. 71). Upiory/
strzygonie miały również sprowadzać różnorakie klęski elementarne: deszcze,
powodzie, gradobicia, wichury, ostre zimy, nieurodzaj ziemi (Pietkiewicz 1931,
s. 45; Zborowski 1932, s. 85-86; Chmielowski 1987, s. 30).
Dwa mordercze zachowania były najpowszechniej z nim kojarzone: miał
gryźć czy nawet w całości pożerać swe ofiary (Kolberg 1966a, s. 507; 1967,
s. 270) lub dusić je i wysysać z nich krew (Kolberg 1966, s. 507; 1973, s. 35).
Mogło się tak zdarzyć, że upiór/strzygoń z jakichś powodów nie wydostał się
z grobu, wtedy sam siebie zjadał i wypijał własną krew. Po odkopaniu jego
grobu znajdowano wykręconego trupa, z wygryzionymi kawałkami ciała i okrwa­
wionymi palcami (Toeppen 1892, s. 796). To jest kluczowa informacja, ujawnia
bowiem, że człowiekiem zamieniającym się po śmierci w upiora/strzygonia
władały w istocie dwa straszliwe instynkty: nigdy nie zaspokojonego głodu ludz­
kiego mięsa i pragnienia ludzkiej krwi, zwierzęta atakował jednak w drugiej ko­
lejności. Doskonałym przykładem nie wyczerpującego się głodu tego demona jest
choćby wędrowny bajkowy wątek królewny-strzygi (T. 307), która codziennie
pożerała strażników pilnujących jej grobu (Krzyżanowski 1963, t. I , s. 90-91;
zob. np. Ciszewski 1894, s. 175-176). Natomiast najdobitniejszym dla mnie
przykładem jego żądzy krwi jest motyw baby-strzygi, która codziennie opijała
się bez umiaru krwią swych ofiar, a potem wyrzygiwała ją i zakrzepnięta w gala­
retkę dawała do zjedzenia parobkom (np. Flizak 1952, s. 58). Charakterystyczne
są również lokalne opowieści o tym jak po odkopaniu trupa okazywało się,
że wypełniony jest krwią jak beczka (np. Podberski 1880, s. 15). Ale nawet
nie wychodzący z grobu upiór/strzygo, który gryzł i wysysał sam siebie mógł
być groźny dla żywych. Na Pomorzu i na Śląsku utrzymywano, że póki upiór/
strzygoń gryzie i ssie swoje ręce lub np. żuje koszulę, w której go pochowano,
to umierają jeden po drugim ludzie w jego rodzinie (Hilferding 1965, s. 379;
Simonides 1989, s. 273).
Wychodzący z grobu upiór/strzygoń mógł także zabijać wzrokiem. Na Rusi
Karpackiej, gdy upiory rozglądają się po okolicy z jakiegoś wzniesienia, „ginie
wszystko, dokąd tylko ich zgubny wzrok doleci" (Kolberg 1888, s. 209). W Wiel­
kopolsce i na Śląsku, jak daleko sięgnął wzrokiem wstający z grobu wieszczy,
tak daleko umierali ludzie, który byli z nim w równym wieku (Kolberg 1882,
s. 33; Simonides 1984, s. 72). Natrafiamy także na wierzenia o morderczym
głosie upiora/strzygonia. Straszliwym wrzaskiem z wieży kościelnej zabijał
swoich rówieśników wieszczy w Wielkopolsce (Kolberg 1882, s. 33). Podobnie

�218

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

na Mazowszu upiór wchodził na wieżę kościelną i krzyczał, a w zasięgu jego
głosu umierali ludzie (Kolberg 1970, s. 386). Natomiast na Pomorzu wiesz­
czy uruchamiał dzwon kościelny i wtedy umierali ci, co słyszeli jego dźwięk
(Hilferding 1965, s. 379) .
Lokalnie znano jeszcze inne mordercze zachowania tego demona. Na Po­
górzu Karpackim mordował chuchnięciem w usta ofiary swoim trupim odorem
(Świętek 1893, s. 494). Na Białorusi upiór (miertwiec) miał również „urywać
ludziom głowy", a nawet ich podpalać (Pietkiewicz 1931, s. 45). Ale są to tylko
dodatkowe warianty, rozszerzające wzorzec jego elementarnych zachowań.
Najgroźniejszy był upiór/strzygoń powstający z czarowników i czarownic.
Nie poprzestawał on na mordowaniu ludzi czy zwierząt, ale wykorzystując swe
magiczne moce wywoływał zarazę bądź sprowadzał ulewne deszcze i grad, czyli
śmiertelną klęskę nieurodzaju. Rusini z obszaru karpackiego, wśród których lęk
przed upiorami czarownikami i czarownicami był chyba największy, oskarżali
ich właściwie o każdy wypadek nagłej śmierci, z wyjątkiem śmierci od pioruna,
bo tylko ona była śmiercią „szczęśliwą i czystą" (Kolberg 1973, s. 33) Straszli­
wie bali się również chwili, gdy wstający z grobu zmarli oszukają żywych ludzi
i wymieszają się z nimi. Wówczas dojdzie do apokaliptycznej katastrofy, nastąpi
pad - „upadek, pomór ludu i dobytku" (Kolberg 1888, s. 208). W tych stronach
lęk przed upiorami/strzygoniami sam urastał do rozmiarów epidemii. W nie­
których wsiach ponoć nie było ani jednego grobu, w którym leżałby nietknięty
trup, bo albo miał uciętą głowę, albo wbity w głowę ćwiek (Kolberg 1973, s. 32).
Czasem upiór/strzygoń nie zabijał od razu ofiary, a tylko gryzł j ą lub kąsał
wypijając trochę krwi. Lubił atakować swe ofiary w czasie snu, stąd ludzie,
którzy nagle bledli, opadali z sił podejrzewali, że „męczy" ich ów demon
(Kolberg 1970, s. 386; Baranowski 1981, s. 59). Spotkanie oko w oko z tym
demonem zawsze mogło być niebezpieczne, choćby on nic nie robił. Człowieka
paraliżował wtedy strach, wskutek którego umierał zaraz lub w kilka dni czy
miesięcy później.
Powszechnie utrzymywano, iż upiór/strzygoń prześladował przede wszyst­
kim własną rodzinę. Wychodząc po raz pierwszy z grobu szedł najpierw do swo­
jej chałupy, a później przychodził tam jak najczęściej, nawet codziennie. Chętnie
odwiedzał też innych swoich krewnych. Zwykle zabijał swą rodzinę, człowieka
po człowieku, aż do najdalszych krewnych (Kolberg 1888, s. 211; Podberski
1888, s. 19). Nie zawsze jednak demon ten miał zbrodnicze zamiary. Przychodził
nocą do swego gospodarstwa i robił znów, to co robił za życia: kosił łąkę, rąbał
4

4

C h c i a ł b y m z w r ó c i ć u w a g ę na warianty, w k t ó r y c h demon z a b i j a ł t y l k o swoich r ó w i e ś n i ­

k ó w . K a t e g o r i a r ó w i e ś n i c t w a w r ó ż n y c h archaicznych kulturach u j a w n i a g ł ę b i n o w y

związek

p o m i ę d z y l u d ź m i , c z ę s t o silniejszy od z w i ą z k ó w p o k r e w i e ń s t w a . Najlepiej t ę w i ę ź w i d a ć w i n i ­
cjacyjnych grupach w o j o w n i k ó w , ukazanych z a r ó w n o w sagach c e l t y c k i c h ( „ b a n d y "

fianna

- zob. np. S.F. B o t h e r o y d , RF. B o t h e r o y d 1998, s. 143-144), j a k w eposach l u d ó w a ł t a j s k i c h
(zob. np. d o s t ę p n y w t ł u m a c z e n i u p o l s k i m kazachski epos Kobłandy

Batyr).

To jest dla m n i e

k o l e j n y i n t r y g u j ą c y p r z y k ł a d upartego t r w a n i u w k r ę g u d e m o n o l o g i i r ó ż n o r o d n y c h w s p o m n i e ń
z odległej przeszłości kulturowej.

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

219

drwa, czyścił konie... (Kosiński 1904, s. 10; Baranowski 1965, s. 84). Mógł rów­
nież obcować cieleśnie z żoną i mieć z nią dzieci, które naturalnie rodziły się
jako upiory/strzygonie (Świętek 1893, s. 495; Kolberg 1971, s. 429) .
Upiór/strzygoń wstawał z grobu zwykle w nocy, zwłaszcza w noc wietrzną
i pochmurną lub na nowiu (Kolberg 1884, s. 96; Baranowski 1981, s. 59).
Nie było to jednak regułą, widywano go również w dzień (Udziela 1922, s. 154;
Baranowski 1981, s. 59). Człowiek, w którego weszła dusza strzygonia lub
zmarły-upiór, żyjący wśród ludzi i pozornie tak jak inni ludzie, mogli być oczy­
wiście niebezpieczni o każdej porze (Flizak 1952, s. 49).
Na szczęście upiora/strzygonia można było skutecznie unieszkodliwić poprzez
różne zabiegi rytualne na jego zwłokach, a znano ich uderzająco wiele:
• Można było odciąć trupowi głowę, którą następnie składano między noga­
mi czy stopami zwłok lub grzebano osobno (Kolberg 1888, s. 211; Federowski
1897, s. 268).
• Niezależnie od odcięcia głowy, zwykle przebijano serce zmarłego drew­
nianym (osinowym, dębowym, głogowym, lipowym, klonowym) kołem (Pod­
berski 1880, s. 15; Federowski 1897, s. 268).
• Gdy nie odrąbywano głowy, wtedy chętnie przebijano czaszkę lub szyję
zmarłego drewnianym kołem bądź zębem od brony czy też jakimś przedmio­
tem żelaznym, np. gwoździem (Pol 1966, s. 124). Wtedy dusza jego nie będzie
„chodziła w ciele upiornym po świecie" (Kolberg 1891, s. 141).
• Skuteczną metodą było skrępowanie rąk i nóg trupa (Kolberg 1884, s. 95)
lub jeszcze lepiej przecięcie mu ścięgien (Pietkiewicz 1931, s. 47), odcięcie
jednej nogi (Kolberg 1888, s. 211), a nawet wszystkich kończyn (Udziela 1922,
s. 158), tak by trup nie mógł wstać z grobu. Odcięte nogi czy ręce składano
w grobie obok zwłok lub czasem grzebano osobno - w innych miejscach. Ale
znane były i bardziej wyrafinowane zabiegi: „odcięte członki umieszczano
w odwrotnej kolejności, a więc ręce kładziono tam, gdzie miały być nogi, nogi
tam gdzie ręce, a głowę przy tylnej części ciała" (Lehr 1984, s. 231).
• Znano również prostsze metody unieruchomienia demona. W noc księży­
cową trzeba było na jego mogile przebić cień własnej lewej nogi zaostrzonym
kołem osinowym (Białoruś) (Pietkiewicz 1931, s. 46; Moszyński 1928, s. 318).
• Można też było poruszyć wielkim palcem u nogi trupa (Podhale) - wtedy
demon już „nie mógł chodzić i straszyć" (Kantor 1907, s. 148). Była to, jak moż­
na się domyślić, metoda wyprowadzenia z ciała demonicznej duszy .
5

6

5

Poczucie z a g r o ż e n i a ze strony z m a r ł y c h k r e w n y c h r ó w n i e ż m o ż n a o d c z y t y w a ć j a k o echo
z a m i e r z c h ł e j r z e c z y w i s t o ś c i s p o ł e c z n e j i duchowej, w której p o k r e w i e ń s t w o b y ł o traktowane j a k o
tajemniczy - m a g i c z n y - z w i ą z e k p o m i ę d z y l u d ź m i , ż y w y m i i u m a r ł y m i .
6

M e t o d a ta ma s w ó j o d p o w i e d n i k w zabiegu p r z y s p i e s z a j ą c y m „ z w i j a n i e s i ę k o ł t u n a " (np.
Biegeleisen 1929, s. 266), k t ó r y jest znakiem, iż w c z ł o w i e k a w n i k n ę ł a j a k a ś obca istota ( m o c ) .
W e d ł u g archaicznych w y o b r a ż e ń , znanych r ó w n i e ż „ n a s z y m " c h ł o p o m , to w ł a ś n i e przez s t o p ę
c z ł o w i e k ma n a j p e ł n i e j s z y kontakt z z i e m i ą i o t a c z a j ą c y m go ś w i a t e m . P o c i ą g n i ę c i e za w y p u s t k ę
w stopie, j a k ą jest w i e l k i palec, r ó w n a ł o s i ę o t w a r c i u c i a ł a i w y c i ą g n i ę c i u na z e w n ą t r z tej nie­
p o ż ą d a n e j istoty ( m o c y ) .

�220

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

• Innym sposobem uniemożliwienia zmarłemu wydostania się z grobu było
położenie mu na szyi sierpa lub kosy, wtedy - wstając - podcinał sobie nimi
gardło (Kolberg 1973, s. 32; Wawrzeniecki 1907, s. 237).
• Zawsze warto było odwrócić podejrzanego trupa twarzą do dołu - „żeby
gryzł ziemię", a nie ludzi czy też „aby wszedł do ziemi" (Kolberg 1971, s. 270;
Wawrzeniecki 1907, s. 237).
• Wpychając trupowi głęboko w gardło kamień (Pietkiewicz 1931, s. 47) lub
zamykając mu usta kłódką (Ciszewski 1911, s. 27-28) chroniono się przed jego
morderczą żarłocznością. Natomiast wbijając w język i za paznokcie ciernie
lub krępując palce przeszkadzano mu w ssaniu krwi z ofiar. Obie te metody za­
pobiegały też wygryzaniu lub wysysaniu samego siebie przez trupa i tym samym
ratowały życie jego krewnym. Na Śląsku radzono najpierw zajrzeć zmarłemu do
ust i usunąć z nich wszystko, choćby najmniejszy włosek, aby nie miał w ustach
nic do ssania czy żucia (Simonides 1989, s. 273).
• Zmarłemu podejrzewanemu o to, że jest upiorem/strzygoniem zaraz po
śmierci wkładano do ust kawałek krzemienia, żelaza lub monetę (Kolberg 1874,
s. 65; Simonides 1989, s. 273). Miał odtąd ssać i gryźć krzemień lub żelazo,
czyli materie nie rozkładając się w ziemi, niezniszczalne, a nie żywych ludzi.
Gdzie indziej zamiast krzemienia czy monety wkładano do ust guzik lub nawet
kilka guzików z ubrania zmarłego (Kolberg 1973, s. 33; Pol 1966, s. 124). Guziki
były zwykle metalowe, więc ich rola była taka jak monety, ale również grały
rolę magicznego zamknięcia ust demona, równie skutecznego jak zamknięcie
szczęki kłódką.
• Próbowano też uśpić zmarłego na zawsze sypiąc mu mak do ust, obsypując
zwłoki makiem lub sadząc mak na grobie (np. Moszyński 1928, s. 168; Pol 1966,
s. 124). Według innych wyjaśnień demon, jak się obudzi, musi najpierw przeliczyć
wszystkie ziarnka, zanim to mu się uda zapieje kur i nie będzie już mógł wyjść na
zewnątrz (Kolberg 1891, s. 143; 1973, s. 32; zob. też Fischer 1921, s. 348-351) .
• Zmarłym kładziono zaraz po śmierci monety na oczach, aby „nie wypa­
trzyli" kogoś z żyjących; człowiek dostrzeżony przez demona niechybnie stałby
się obiektem jego zainteresowania (Kolberg 1884, s. 95; Kantor 1907, s. 152).
• Wyjątkowo usiłowano trupa „zamówić" - szepcząc mu coś do ucha (Poku­
cie) (Kolberg 1888, s. 210).
• Na Kaszubach zwłoki upiora-wieszczego grzebano w ubraniu z wieloma
węzłami, a na Kociewiu wkładano mu do grobu sieć rybacką. Zanim wieszczy
porozwiązuje wszystkie węzły, co roku jeden, to zdążą już umrzeć wszyscy jego
krewni, a ludziom obcym szkodzić on nie może (Fischer 1921, s. 114).
• W grób wbijano czasem kawałki żelaza, starego noża czy gwoździa, sa­
dzono krzewy z cierniami (Pietkiewicz 1931, s. 46; Baranowski 1965, s. 85).
Wstający z grobu demon nadziałby się na te różne ostrza.
7

7

Zadanie policzenia niepoliczalnych d r o b i n w wierzeniach l u d o w y c h c z ę s t o stawiano isto­

t o m z „ t a m t e g o " ś w i a t a . Policzenie jest wszak j e d n ą z f o r m oswojenia i panowania nad otacza­
jącą rzeczywistością.

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

221

• Sypano również na grobach kamienne kopce lub zagrzebywano zwłoki pod
zwałami wywróconych przez wichurę drzew, aby demon nie mógł poradzić sobie
z wydostaniem się na zewnątrz (np. Podberski 1880, s. 15; Dekowski 1987, s. 129).
• Zmarłych podejrzewanych o to, że są upiorami/strzygoniami starano się
chować nie na cmentarzach, a raczej poza granicami wsi (w lasach, na nieużyt­
kach) lub w miejscach granicznych (na miedzach, skrzyżowaniach dróg) (np.
Dekowski 1987, s. 127), czyli w ziemi rytualnie nie oswojonej, tam gdzie stykają
się ze sobą „ten" i „tamten" świat.
• Najskuteczniejsze były jednak metody najbardziej radykalne: rozćwiartowanie zwłok albo ich spalenie (np. Pietkiewicz 1931, s. 47; Udziela 1922, s. 158;
Zborowski 1932, s. 85). Czasem topiono też zwłoki w wodach lub bagniskach
(Pietkiewicz 1931, s. 47). Rozprawiano się w ten sposób z najgroźniejszymi upio­
rami/strzygoniami, jawnie winnymi najstraszliwszych zbrodni, wielokrotnych
mordów lub wywołania zarazy, których inaczej nie udało się zgładzić. Ćwiartowano i palono więc zwykle trupy wykopane z grobów. Wywożono zwłoki poza
wieś, do lasu czy na rozstajne drogi - w przestrzeń gdzie stykają się „ten"
i „tamten" świat - i tam je unicestwiano (Kolberg 1888a, s. 149). Rozkawałko­
wane zwłoki zakopywano na miejscu, a popioły po spalonym demonie rozsypy­
wano (Kolberg 1973, s. 38).
• I wreszcie trzeba wyliczyć krańcowy wariant rytuałów unieszkodliwiania
upiora/strzygonia. Rusini w rejonie karpackim wierzący, iż upiorami są żyjący
wśród nich czarownicy i czarownice nie wahali się zabijać (palić) również
żywych ludzi. Powodem tych rytualnych mordów stawały się zwykle klęski ele­
mentarne, zaraza czy susza, o których wywołanie byli oni oskarżani. Głośnym
echem odbiły się wypadki we wsi Nahujowice w ziemi Samborskiej w roku 1831.
W obliczu gwałtownie rozszerzającej się epidemii cholery miejscowy wróż
(„biały" czarownik) ze zgromadzonych na cmentarzu ludzi wybierał tych, któ­
rych rozpoznał jako czarowników-upiorów i wiedźmy-upiory i kazał ich spalić
na stosie z cierniowego chrustu. „Tym sposobem zginęło tam wówczas niemało
osób obojga płci" (Kolberg 1888, s. 209; szerzej o tym Franko [1890] 1992,
s. 512-526). Nie mniej słynne były wypadki w Kosmaczu na Górnym Pokuciu
w roku 1827. Tam z kolei powodem rytualnych mordów stała się klęska suszy.
Podejrzewane o jej wywołanie wiedźmy-upiory najpierw pławiono w rzece,
a po przyznaniu się do winy spalono na cierniowym stosie (Kolberg 1888, s. 208).
Poza tym zestawieniem wypada jeszcze wyliczyć kilka innych szczególnych
zachowań rytualnych, które wiążą się z rosnącym i niekontrolowanym już
lękiem przed nieustającym zagrożeniem epidemiami różnych chorób. Na Rusi
Czerwonej wykopywano trupy ludzi podejrzewanych o to, że „chodzą po
śmierci", rozrąbywano je na kawałki i wyduszano z nich krew „gęstą i skrzepłą",
którą wypijano jako skuteczny lek na zarazę (Kolberg 1979, s. 1261). Natomiast
górale ruscy (Hirniacy) krew wyciśniętą z trupa-demona pili razem z wódką
jako swoisty środek wyczuwany przez te demony i je odstraszający. Dla od­
straszenia upiorów ich krwią mazali też wrota bram przy wjeździe do wsi oraz
drzwi i ściany chałup (Kolberg 1973, s. 34). Rusini z okolic Sambora ludziom

�222

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

ugryzionym przez upiora radzili np. naskubać włosów z trupa i okadzić nimi
chorego (Wasilewski 1902, s. 375).
W spotkaniu oko w oko z upiorem/strzygoniem człowiek był właściwie bez­
radny. W znanych mi zapisach tradycji wierzeniowych natrafiłem tylko na kilka
rytualnych sposobów obrony przed atakującym demonem. Najczęściej zaleca­
nym sposobem było wytrzymanie nierównej walki do chwili, gdy zacznie świtać
- wówczas demon wycofuje się i wraca do grobu lub traci swą nadludzką moc,
słabnie i pada jak nieżywy na ziemię, a według jeszcze innych wariantów nawet
ginie rozlewając się w maź czy smołę (Kolberg 1888a, s. 149, Gonet 1910, s. 86).
Na Białorusi wręcz zachęcano, by nie lękać się demona tylko śmiało uderzyć go
w twarz „na odlew" (Federowski 1897, s. 269) lub zdzielić kawałkiem złamanej
osi od wozu, wtedy można go nawet „zabić" (Pietkiewicz 1931, s. 46). Ludzi nie
czujących strachu i walczących z demonem znano również w innych stronach,
nie były to jednak częste wypadki (Kolberg 1874, s. 66; Mleczko 1902, s. 55).
Powszechnie doradzano raczej ucieczkę. Najbardziej znany sposób wyjścia
z opresji polegał na ucieczce do najbliższej dzwonnicy i wprawieniu w ruch
dzwonu, na jego dźwięk upiór/strzygoń natychmiast rozlewał się w maź (Kosiński
1904, s. 10; Gonet 1910, s. 86). Inną szansę ucieczki dawał skok na zaorane pole,
na które upiór/strzygoń nie wejdzie, „bo nie ma prawa do ziemi uświęconej ludz­
ką pracą" (Kolberg 1888a, s. 149). Zupełnie wyjątkowo próbowano wywoływać
upiory/strzygonie. W różnych stronach utrzymywano, że zmarłego może wywo­
łać z grobu jego krewny lub przyjaciel samym słownym wezwaniem (Kolberg
1884, s. 96). Wreszcie natrafiamy na warianty wierzeń, w których upiór/strzygoń
nie jest zbyt groźny dla człowieka. Można go było zagadać lub zająć, np. częstując
jedzeniem; o świcie demon musiał wszak zniknąć (Świętek 1893, s. 502-503).
Takie sytuacje były jednak rzadkie. W przeciwieństwie do wielu innych demo­
nów, które tradycja ustna ukazuje czasem jako istoty wręcz karykaturalne, upiór/
strzygoń zwykle budził paniczny strach. Śmiech, jako rytualny sposób porusza­
nia się w świecie demonów, tym razem się nie sprawdzał.
*

*

*

Słowa polskie: upiór - upir, upier i upierzyca oraz wampir - wąpir, wąpierz,
wypiór, łupirz, białoruskie: upar, vupar, ukraińskie: upir, upyr, opyr, vopyr,
rosyjskie: upir, upyr nie mają dotąd pewnej etymologii. Według A. Brucknera,
ich pochodzenie jest rdzennie słowiańskie i pierwotne słowo miało brzmieć wąpir,
a następnie „w ustach Serbów, Rusinów i Czechów" zamieniło się w upir. W języ­
ku polskim to słowo, jego zdaniem, pierwotnie brzmiałoby wąpirz. Pierwiastek
pir lub pyr wywodzi Bruckner od „latania" i podaje przykłady: nasze rzeczowni­
ki pióro i pierzyna, przysłówek (znany w X V wieku) wysprz, czyli „do góry",
serbskie czasowniki perą i pariti - „latam" i wreszcie nazwę nietopirz - nieto­
perz („to nie pierz" czyli nie ptak, bo lata nocą) i jej odpowiedniki, serbskie pirac
i słoweńskie pirożlek. Złożenie z wą - *ą jest złożeniem przeczącym. Wąpir
zatem to „latawiec", ale taki jak nietoperz - „inny", nocny. W starych ruskich

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

223

tekstach znalazł Bruckner informacje o składaniu ofiar „upiorom i bereginiom"
(zob. fr. ze Słowa św. Grigorija; cyt. Urbańczyk 1991, s. 51). Stąd sądził, że
pierwotnie upiory były to „drobne" powietrzne bóstwa, np. wzniecające wiatry,
które potem zamieniły się w złowrogą latającą istotę, która „ssie krew i ofiary
swe do grobu zawleka" (Bruckner 1985, s. 280-284). Inną etymologię sugerował
K. Moszyński. Przyjął pierwotne brzmienie słowa upiór jako *opir i wywodził je
od piriti, u Serbochorwatów - dąć, dmuchać, napiriti - nadąć (zaś wkrs. pyrit
i czes. pureti, pouriti). *Opir znaczyłoby więc tyle, co „wydęty" (Moszyński
1967, s. 616-617). Gdyby ta hipotetyczna etymologia - budząca zresztą wątpli­
wości samego autora - była jednak trafna, to wprost idealnie wizualizowałaby
tego demona: „wydęty" tak jak wydęte (spuchnięte) są kilkudniowe zwłoki lub
również „wydęty", bo wypełniony krwią „jak wór". Zarówno Bruckner jak
Moszyński lokalizowali miejsce narodzin słowa na Bałkanach. Natomiast etymo­
logia słowa strzyga i wtórnie strzygoń rysuje się jaśniej. Jest to słowo pochodzenia
łacińskiego - striga (gr. striks) i sięga do wyobrażenia czarownicy-sowy wysy­
sającej ludziom krew (Bruckner 1985, s. 279-280). A. Gieysztor, który zgadzał
się z tym wyjaśnieniem, choć niejasne były dla niego droga i czas zapożycze­
nia motywu, był ponadto zdania, że rodzaj męski (strzygoń) stanowi „inwen­
cję słowiańską nałożoną na inną zjawę, na upiora" (Gieysztor 1982, s. 222).
D. Simonides zwraca uwagę, że do X V I I I wieku w całej Polsce niebezpiecznego
zmarłego o dwu duszach, z których jedna po śmierci nie opuszcza ciała, znano
tylko pod nazwami strzyga lub wieszczyca. Nazwa upiór upowszechniła się
zatem późno i wiązano j ą z duchem latającym. Na koniec zaś weszła w użycie
nazwa wampir (Simonides 1984, s. 71 i 1989 s. 272). To, że polskie słowo upiór
jest zapożyczone z języków wschodniosłowiańskich nie budzi wątpliwości (np.
Urbańczyk 1991, s. 50). Trudno jednak jednoznacznie określić czas wejścia tego
słowa do szerszego użytku. Słowo wampir, uchodzące za późniejsze od upiór,
występuje bowiem w nazwach miejscowych, sięgających co najmniej późnego
średniowiecza (XVI w.), takich jak Wąpierz, Wyąpyrz, Wampior (Bruckner 1985,
s. 281-282). W starszej, obcej literaturze etnograficznej (Miklosich) sugerowa­
no, że słowo wampir, znane również Węgrom, pochodzi od północno tureckiego
uber - czarownik (The Oxford English Dictionary 1933, t. I I , s. 3588).
Z kręgiem wyobrażeń o upiorach/strzygoniach warto też skojarzyć groźne
żeńskie demony znane w krajach wschodnio- i południowosłowiańskich jako
navki, mavki (ukr.), navi, navijaci (bułg.), navje, mavje (słoweń.) (Moszyński
1967, s. 675-678). Ich nazwa sięga wprost do starego słowiańskiego słowa nav
- nieboszczyk/trup, zachowanego zresztą bez zmian w bułgarskim. Jak wynika
z tekstu z X I w. (z Powieści minionych lat, rok 6660 [1092]) pod słowem navóe
występowali już wtedy źli, demoniczni zmarli (Gieysztor 1982, s. 224). W wie­
rzeniach ludowych były to straszliwe, krwiożercze ptaki, w które zamieniały się
nienarodzone lub zmarłe przed chrztem dzieci, a także kobiety zmarłe w połogu.
Charakterystyczne jest, iż często demony te mogły również powracać do
ludzkiej, lecz przerażającej, postaci. Cechy tej rodziny demonów zdają się zdra­
dzać również niektóre odmiany wyobrażeń o innych jeszcze demonach: naszych

�224

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

latawcach i u Serbochorwatów i Słoweńców - niechrzczeńcach (nekrśtenci)
(Moszyński 1967, s 676).
Nie zawsze termin upiór/strzyga był w najpowszechniejszym użyciu. Na
Polesiu zmarłych dzielono na dwie kategorie: zwykłych (dobrych), o których
mówiono nieboszczyk, pokojnik i złych czyli właśnie upiorycznych, o których
mówiono miertwiec, mrec lub mierlak (Pietkiewicz 1931, s. 44). Wreszcie
niekiedy nazwa upiór/strzygoń w ogóle nie występowała, choć samo wyobra­
żenie tego demona było świetnie znane. Na przykład na Warmii za słowami
strach, straszek, straszysko mógł kryć się równie dobrze zwykły strach, jak upiór
(Bień-Bielska 1959, s. 11).
Z krajów słowiańskich słowo wampir przedostało się na zachód, do innych
języków: niemiecki - vampir, vampyr, duński i szwedzki - vampyr, holenderski
- vampir, angielski - vampire, włoski, hiszpański, portugalski - vampiro (The
Oxford English Dictionary 1933, t. I I , s. 3588). Z europejską karierą słowa,
rozprzestrzeniającego się w X V I I i X V I I I wieku, łączy się również eksport
z etnograficznych terenów słowiańskich różnych wyobrażeń o tym demonie.
Wykopaliska archeologiczne ujawniają już na najstarszych szkieletowych
cmentarzyskach słowiańskich różne zabiegi na zwłokach, które potem mają
swoje odpowiedniki w antyupiorycznych praktykach chłopów (np. odcięcie
głowy, wbicie kołka lub noża w okolicy serca, skrępowanie i odwrócenie
przodem do ziemi, ułożenie na boku) (np. Krumhanzlová 1964, s. 177-215;
Zoll-Adamikowa 1979, s. 47-57). Zakorzenienie wyobrażenia „żywego trupa"
w głębinach tradycji kulturowej Słowian nie budzi na ogół wątpliwości .
Pewien kłopot sprawia, że Słowianie pierwotnie palili swoich zmarłych i do­
piero od V I I I wieku upowszechnia się rytuał grzebalny. Zwyczaj palenia zwłok
nie wyklucza jednak obecności wyobrażenia „żywego trupa", co doskonale
udowadniają np. wedyjskie Indie (zob. niżej). Ale przede wszystkim trzeba
podkreślić, że upiór/strzygoń jest demonem dobrze znanym w całym kręgu
słowiańskim - na zachodzie, wschodzie i południu; to właśnie od Słowian
zapożyczyli go potem Węgrzy, Rumuni, Albańczycy i Grecy. Na nieliczne, ale
za to charakterystyczne zapiski, mówiące o lęku przed „żywym trupem" w kra­
jach słowiańskich można natrafiać w źródłach średniowiecznych, zarówno
w zasięgu wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa. Cennym przykładem,
potwierdzającym zamierzchłą metrykę różnych motywów wierzeń w upiory,
jest dla mnie zapiska z czeskiej kroniki Neplacha ( X I V wiek) o odkopaniu
wstającego z grobu trupa, który okazał się „wzdęty jak wół" od krwi swych
ofiar (Urbańczyk 1991, s. 56-57). Od X V I I wieku wampir zajmuje coraz bar­
dziej eksponowane miejsce w potocznej wyobraźni Europy. Choć odżywający
wtedy prastary lęk przed „żywym trupem" wyrasta z wierzeń ludowych, najbo­
gatszych i najmocniej ugruntowanych w krajach germańskich i słowiańskich,
to ostatecznie formował pod wpływem całej ówczesnej wyobraźni demono8

8

C h o ć ostatnio Z o l l - A d a m i k o w a (1995, s. 123-126) z m i e n i ł a zdanie i u w a ż a , ż e w y o b r a ż e ­
nie „ ż y w e g o trupa" p r z e j ę l i S ł o w i a n i e ze ś w i a t a c h r z e ś c i j a ń s k i e g o .

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

225

logicznej. Trzeba zatem odróżnić paleohistorię wampira, która trwa w trady­
cjach ludowych od jego nowożytnej historii, na nowo „reżyserującej" wizję tej
postaci dla najszerszych kręgów społeczeństwa.
*

*

*

W polu widzenia warto umieścić dwa demony, z którymi łączą upiora/strzy­
gonia charakterystyczne powinowactwa: zmorę i topielca.
Zmora (mora, mara, nocnica, dusiołek, gnieciuch, macek, siodełko i in.)
(Czyżewski 1988, s. 133-134) atakowała w nocy śpiących ludzi. Dusiła ich za
szyję, wpychała język w gardło, ugniatała klatkę piersiową i często wysysała
krew (Kolberg 1888, s. 39). Zmora nie zabijała raczej od razu, a wielokrotnie
powracała do swej ofiary, która opadała z sił i bladła (Kolberg 1882, s. 39).
Demon ów przychodził do śpiącego człowieka jako duch czy widmo - odczuwa­
no tylko ucisk jego rąk, dotyk języka i grubych warg, słyszano jak cmoka i mlaszcze (Gołębiowski 1830, s. 137; Udziela 1922, s. 53). Dopiero gdy napadnięty
człowiek budził się, widział widmo przeobrażające się na jego oczach w różne
zwierzęta (np. kota, mysz, żabę, żmiję, ćmę) lub nawet przedmioty (jak np.
w zaciśniętą na szyi tasiemkę) (Kolberg 1874, s. 69; Szyfer 1979, s. 11). Tak jak
upiór zmora atakowała również zwierzęta - zwłaszcza konie i bydło (Toeppen
1892, s. 178). Najpowszechniej utrzymywano, że zmora to dusza żyjącej kobiety
(tylko wyjątkowo mężczyzny), która w czasie snu opuszcza jej ciało i wyprawia
się nawet o wiele kilometrów dalej, by atakować ludzi czy zwierzęta (Kolberg
1962, s. 477). O posiadanie takiej niebezpiecznej duszy podejrzewano przede
wszystkim czarownice (Koczwara 1911, s. 65), kobiety kalekie, np. ślepe i głu­
che (Świętek 1893, s. 517) lub o innych jeszcze cechach zdradzających ich
demoniczne pochodzenie, np. o zrośniętych brwiach (Simonides 1989, s. 262).
Natrafiamy także na różne warianty wyobrażeń kojarzących zmorę z jedną
z dwu dusz demonicznych ludzi: wprost wywodzi się j ą od istot dwudusznych
(Kolberg 1874, s. 75) lub od dzieci urodzonych z dwoma rzędami zębów czy
z dwoma sercami (Pawłowska 1976/77, s. 203; Simonides 1989, s. 262), a także
wyjaśnia jej powstanie błędem w rytuale przyjęcia do wspólnoty żywych - gdy
rodzice w chwili chrztu zamiast słowa „wiara" wymówili słowo „mara" (Szyfer
1979, s. 15; Pawłowska 1976/77, s. 203). Ta demoniczna dusza zwykle opusz­
czała „ten" świat po śmierci człowieka, którego ciało zajmowała. Wyraźnie mniej
popularne były wierzenia o zmorach jako duszach zmarłych ludzi. Wyjąt­
kowo tylko słyszymy, że po śmieci człowieka zmora wciąż wychodziła z grobu
(Udziela 1890, s. 55; Baranowski 1981, s. 68). Częściej utrzymywano, że zmory
powstają z dusz ludzi zmarłych gwałtownie, zamordowanych czy samobójców,
lub winnych różnych zbrodni, np. dzieciobójstwa (Baranowski 1981, s. 68-69;
Pełka 1987, s. 158). Ale te motywy wydają się pojawiać wtórnie, w wyniku
stopniowego załamywania się znaczeń w tradycji ludowej i coraz swobodniej­
szego krzyżowania różnych motywów, co dobrze widać już w X I X wiecznych
źródłach etnograficznych.

�226

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

Zmora, tak jak upiór/strzygoń, ssie krew i dusi swe ofiary, ale rysuje się także
istotna różnica pomiędzy tymi demonami: zmora pojawia się jako widmo, gdy
upiór/strzygoń to przerażający „żywy trup". Ta różnica wydaje tak znacząca,
że każe owe dwa demony - niewątpliwie wielorako powiązane ze sobą - klasyfi­
kować jako odmienne wyobrażenia.
W wierzeniach ludowych w całej Europie środkowo-wschodniej (Moszyński
1967, s. 679-681) można wyśledzić dwa różne wyobrażenia demona wodnego
(topielca, topicha, utopca, wodnika, wirnika, pływnika itp.): demona-dziecka
i „żywego trupa".
Topielec dziecko powstawał z dzieci utopionych zaraz po urodzeniu (Kolberg
1884, s. 93) lub z nienarodzonego dziecka (płodu) kobiety, która utonęła
(Kolberg 1967, s. 269). Tak więc demon powstawał z istot rytualnie nie przyję­
tych jeszcze do wspólnoty żywych (= nieochrzczonych) i zmarłych gwałtownie.
Według praw archaicznej wyobraźni, istoty takie nieubłaganie skazane były na
przemianę w demona. W wypadku innego rodzaju śmierci dziecka powstawał
inny demon, np. dziecko uduszone i zakopane w ziemi ulegało przekształceniu
w latawca lub porońca (Kolberg 1874, s. 60). Dziecko-topielec w głębinach wód
rosło do trzeciego lub siódmego roku życia i dopiero wtedy stawało się nie­
bezpieczne dla ludzi: wciągało ich do wody i topiło (Kolberg 1884, s. 93).
Wszyscy ludzie, którzy utonęli w wyniku nieszczęśliwego wypadku - co
właśnie najchętniej wyjaśniano wciągnięciem do wody przez topielców dzieci
lub samobójcy - także nieuchronnie przeobrażali się w demona (Wójcicki 1974,
s. 187; Kolberg 1874, s. 59). Demony powstające z ofiar wody wyraźnie różni­
ły się od topielców-dzieci (chociaż chłopi określali je tak samo: topielec, utopiec, wodnik itp.) Przede wszystkim charakterystyczne jest, że utopieni ludzie
nie zmieniali swojego wyglądu. W wychodzących z wody postaciach chłopi
z łatwością rozpoznawali utopionych krewnych czy sąsiadów. Widywano też
ludzi utopionych dawno temu - np. w miejscach bitew żołnierzy w „dziwnych"
mundurach i mówiących nieznanymi językami (utopionych żołnierzy z wojen
napoleońskich czy nawet szwedzkich) (Baranowski 1981, s. 88). Takiego
demona zwykle zdradzały tylko szczegóły, np. zielone włosy z wplecionymi
wodorostami czy sina twarz. Potocznie utrzymywano, że wychodzący z wody
zmarły pojawiał się w kapocie z kapturem lub w kapeluszu, a woda kapała
z niego tylko z lewej strony (Simonides 1989, s. 244). Można też było usły­
szeć, że ubierał się w kożuch (Kosiński 1904, s. 12) bądź był owłosiony jak
zwierzę, czy też był garbaty i kulawy (Kolberg 1884, s. 94). Są to klasyczne
znaki demonicznych zmarłych pojawiających się w „tym" świecie. W sumie
całkiem jasno rysuje się obraz utopionego człowieka jako wodnego „żywego
trupa". Topielec-„żywy trup" jest bezwzględny i podstępny. Wykorzystując
swe podobieństwo do żywego człowieka wychodzi na drogi i wypatruje ludzi,
których może znęcić do przyjścia nad rzekę czy jezioro, a wtedy wciąga ich
w głębiny i topi (Świętek 1893, s. 466). Demon ów miał zwykle cieszyć się
z utopienia człowieka - klaskać w ręce i śmiać się przeraźliwie (Kosiński 1904,
s. 13). Ludzie zatopieni przez topielca-„żywego trupa" sami również przeobra-

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

227

żali się w takiego demona. Ów swoisty „łańcuch epidemiczny" jest więc taki
sam jak w wypadku upiorów/strzygoni.
Choć topielec-zmarły, tak jak upiór/strzygoń jest „żywym trupem", to różni­
ce pomiędzy tymi demonami są jednak znaczne. Upiór/strzygoń gryzie i ssie
krew lub nawet pożera ofiary dla podtrzymania swojego fizycznego istnienia
w „tym" świecie, topielec swoje ofiary tylko wciąga do wód i topi - cieszy go to,
ale nie wykorzystuje ofiar w żaden inny sposób. W wierzeniach ludowych tkwi
silne przeświadczenie, że demony wodne (także inne niż topielcy, np. rusałki)
domagają się ofiar, a gdy ich nie dostają to same po nie sięgają, topią ludzi
i zwierzęta. W różnych stronach znany był nawet zakaz ratowania tonącego czło­
wieka, bo właśnie traktowano go jako ofiarę wybraną przez demona. Wodnym
demonom składano również ofiary zastępcze: wrzucano do wody pierścienie
i monety, niekiedy zatapiano zwierzęta (ptaki, świnie, konie) (Moszyński 1967,
s. 679-681 i 508-510). Takie zachowania rytualne mają swoje analogie w róż­
nych archaicznych kulturach w Europie i w świecie. W tym świetle można
przypuszczać, iż demony wodne żądają ofiar nie dla siebie, a w imieniu świata
podziemnego. Znamienne wydaje mi również, że nic nie wiadomo, by zdaniem
chłopów upiór/strzygoń mógł przebywać w wodzie i stąd wychodził na swe mor­
dercze wędrówki. Ujawniają się zatem dwa różne obrazy „żywego trupa", które
raczej nie krzyżowały się ze sobą (tylko wyjątkowo również topielca-zmarłego
przedstawiano jako istotę o dwu duszach; Kolberg 1967, s. 269).
II
Co wynika z tych wszystkich informacji? W jakie wzory można je ułożyć
i jak pomagają one lepiej rozumieć świat archaicznej wyobraźni „ludu wiejskie­
go" środkowo-wschodniej Europy?
Podstawowa definicja upiora/strzygonia jest oczywista: to „żywy trup" (defuncti viví). To niepodlegające rozkładowi ciało zmarłego człowieka, którego nie
opuściła jego demoniczna dusza lub zajęła je jakaś inna złowroga dusza.
Według wielu archaicznych mitologii, człowiek po śmierci wędruje na „tam­
ten" świat etapami, poddawany jest po drodze rozmaitym próbom i - jak często
utrzymywano - dociera „tam" dopiero wtedy, gdy jego ciało na ziemi ulegnie
całkowitemu rozkładowi: do kości. Symbolika kości jako „źródła", „esencji"
życia, cudownej materii z której odradzają się ludzie, zwierzęta i otaczający
ich świat (w antropokosmicznej wizji świata kamienie to wszak kości Matki
Ziemi) najprawdopodobniej wywodzi się wprost z wyobrażeń łowców górnego
paleolitu i trwa potem uparcie przez tysiąclecia w różnych kręgach kulturowych
(Eliade 1994b, s. 166-172, który powołuje się na bogatą dokumentację zebraną
m.in. przez A. Fredricha, L. Frobeniusa, H. Nachtigalla, por. też: Eliade 1994a,
s. 167). Taki wzorzec wierzeniowy, jak się zdaje, utrzymywał się również wśród
chłopów w środkowo-wschodniej Europie. Zupełnie nieźle zachowały się w tra­
dycji ustnej obrazy różnych prób, przez jakie musi przebrnąć zmarły w zaświa­
tach - np. wdrapać się na „wielką" lub „szklaną" górę, przejść przez wąski

�228

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

i chybotliwy most nad rzeką i in. (Fischer 1921, s. 180-181; Moszyński 1967,
s. 598). Skojarzenie wędrówki w zaświaty z rozkładem ciała w grobie rysuje się
natomiast bardziej poszlakowo.
Pierwszą i najistotniejszą poszlaką jest właśnie strach przed nierozkładającymi
się zwłokami. O sile tego lęku dobitnie świadczą różnorakie metody traktowania
nierozkładających się trupów, które wyżej starałem się wyliczyć. Ale można
wyśledzić również inne znaczące postawy rytualne. To ów strach m.in. kazał
unikać wkładania do grobu przedmiotów z metalu, bo jako niezniszczalne mogą
utrudnić rozkład trupa. W skrajnych wypadkach słyszymy, że w grobie miało nie
być choćby jednego wyrobu z metalu - zmarłym zamieniano pierścienie na imita­
cje wykonane z wosku (zapis z Rusi) (Fischer 1921, s. 250-252). W różnych miej­
scach znany był zakaz chowania zmarłych w butach, bo wówczas muszą „chodzić
po ziemi" dopóki ich nie zedrą, dopiero od chwili zniszczenia butów nie opusz­
czają grobu, leżą w nim bez czucia i ciało ich ulega rozkładowi (Fischer 1921,
s. 107). Kolejną poszlaką wskazującą na symbolikę rozkładu zwłok jest hipote­
tyczna etymologia prawdopodobnie jeszcze prasłowiańskich słów oznaczających
zmarłego - trupa navo (l.m. naví) i „krainę zmarłych" novia. W X V I wieku kilka­
krotnie zapisano też słowo Nyja (Nija), które - tak twierdził Długosz - miało być
imieniem pogańskiego boga śmierci. Otóż słowa te wywodzi się od *nyti, nyja
(z praindoeuropejskim rdzeniem *nu) w znaczeniach „ginąć", „schnąć", „chud­
nąć" czyli „umierać" (Bruckner 1985, s. 42; Urbańczyk 1991, s. 52; Bylina 1992,
s. 15; Kolankiewicz 1999, s. 465). Wynikałoby z tego, że śmierć symbolizuje utra­
ta substancjalności. Tak jak człowiek stary umiera stopniowo, chudnie i kurczy, tak
potem zmarły wędruje w zaświaty stopniowo, aż do chwili „zniknięcia" jego ciała.
Istnieje także niezwykle ekspresyjny ślad symboliki rozkładu zwłok w samej de­
monologii upiora/strzygonią. Na dźwięk dzwonu lub w chwili świtania rozpływał
się w maź, czyli zamieniał w to, co zostaje ze zwłok na ostatnim etapie ich roz­
kładu. Dopiero wtedy demoniczny zmarły, jak odgadujemy, ginął ostatecznie, nie
zostawał bowiem po nim nawet najmniejszy kawałek kości. Identycznie unicestwić
można było inne spokrewnione z upiorem/strzygoniem demony: zmorę i topielca,
niekiedy również czarownicę (Udziela 1890, s. 25, 58; Lehr 1984, s. 237). Istota,
która nieodwołalnie znalazła się w zasięgu mocy „tamtego" świata egzystuje
w „tym" świecie tylko pozornie, w każdej chwili może zamienić się w maź, smołę,
popiół, czyli - gdyby szukać innego jeszcze określenia - w nędzne resztki jałowej,
nieużytecznej materii.
Bardzo ważne dla interpretacji upiora/strzy gonią są te warianty wierzeń,
w których jest on ukazywany jako postać bez szkieletu. Wprost tak przedstawiane
było dziecko-upiór, narodzone ze związku kobiety z upiorem. Ale tę cechę łatwo
można również rozszyfrować w wariantach widzących upiora/strzy gonią jako po­
stać bez pleców (to obraz rzadko spotykany) lub o ciemnych plecach czy z ciemną
plamą na plecach bądź karku (ten obraz występuje znacznie częściej), która - jak
odgadujemy - wizualizuje otwór w ciele. Są to znaki zdradzające, że w istocie
demon jest w środku pusty, jak gdyby wydrążony. Tak samo znak nożyc na ple­
cach strzygonia zdaje się sugerować, że został on rozcięty i zapewne również opróż-

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

229

niony. W otwartym od tyłu i pustym w środku ciele, z którego wnętrzności zostały
- j a k znów wolno odgadywać - wydarte, wyżarte czy wysysane, swobodnie mogą
się ulokować rozmaite demoniczne dusze. Na istoty bez pleców lub z otworem
w karku natrafiamy w wielu różnych archaicznych kulturach w całej Eurazji
(i najpewniej również gdzie indziej), zarówno w wierzeniach chłopów niemiec­
kich, jak w wierzeniach Eskimosów (Leuw 1978, s. 173, 178; Propp 2000, s. 339;
zob. też Moszyński 1967, s. 614). Warto zwrócić uwagę, że niektóre obrazy odda­
lone od siebie o tysiące kilometrów są uderzająco podobne do siebie. Oto np.
Malajowe lękają się makabrycznego demona langsuir. To piękna, młoda kobieta,
o długich włosach, którymi osłania otwór w karku lub na plecach. Fruwa jak ptak
lub zamienia się w sowę i atakuje ludzi śpiących, wysysając z nich krew właśnie
ową dziurą w ciele. Wstydzi się jednak swego „braku" i po jego ujawnieniu przez
człowieka natychmiast ucieka. W demona takiego przeobrażać się ma kobieta
zmarła w czasie połogu (Stiller 1971, s. 35). Rusini na Podkarpaciu bali się zaś
spotkania z żeńskimi demonami zwanymi leśna, lisna lub miawka, navka. Z przo­
du nie różniły się one niczym od żywej kobiety, ubranej od stóp do głów, ale z tyłu
było widać, że nie mają pleców a ich odsłonięte wnętrzności czerwienią się
w środku. W demony takie miały przeobrażać się dzieci zmarłe przed chrztem
(Moszyński 1967, s. 640). Na Ukrainie navki i dalej w Bułgarii navi, navij'aci to
demoniczne ptaki napadające na ludzi i zwierzęta i wypijające z nich krew. Miały
one również powstawać z dusz zmarłych przed chrztem dzieci. Sama ich nazwa
jest znamienna - wskazuje na starobułgarskie (i zrazem starosłowiańskie) słowo
nav, czyli „trup" (Moszyński 1967, s. 675-678). Te wschodniosłowiańskie istoty
demoniczne można bez wahania umieścić w kręgu wyobrażeń o upiorach (ostatnio
Urbańczyk 1991, s. 52; Kolankiewicz 1999, s. 466^67). W uderzających podo­
bieństwach obrazów tak znacznie oddalonych od siebie tli się najprawdopodobniej
uniwersalny alfabet archaicznej wyobraźni, wywodzący się z głębi wielu tysiącleci
- z przeczuwanej paleoazjatyckiej czy raczej paleoeuroazjatyckiej wspólnoty wie­
rzeń. Paweł Florenski przyrównał różne „wydrążone" postacie demoniczne znane
mu z podań ludowych w Rosji i w krajach niemieckich do larv z wierzeń rzym­
skich i klipot („łupin") z tradycji kabalistycznej i zdefiniował jako „trupy astralne"
czy „maski astralne". Takie postacie byłyby tylko pseudo-bytami. Ze zmarłego
człowieka pozostaje tylko powłoka, jego środek „wysysa" jakaś „ciemna", „bez­
osobowa" moc, która chce zaistnieć w tym pustym ciele, „by podać ów wygląd za
wygląd swego bytu". Florenski przeciwstawia symbolikę wydrążonego, pustego
ciała, symbolikę braku kręgosłupa - symbolice ciała podtrzymywanego przez krę­
gosłup, symbolice samego kręgosłupa. W tej opozycji widzi Florenski jedną z ele­
mentarnych operacji symbolicznych odróżniających istoty „złe", demoniczne od
istot „dobrych", boskich, czyli inaczej formy istnienia pozorne od form istnienia
rzeczywistych (Florenski 1984, s. 113-114). W różnych miejscach na świecie w
archaicznych tradycjach istniało wierzenie, że zwierzę i człowiek mogą odrodzić
się ze swoich kości. Zniszczenie kości przekreśla szansę na następne życie, zaś
uszkodzenie kości powoduje, że w następnym życiu zwierzę czy człowiek będą
mieli jakąś wadę. Jest to motyw doskonale uniwersalny, znany zarówno w Afryce

�230

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

jak Ameryce Południowej, u plemion syberyjskich i ludów indoeuropejskich. Nic
nie stoi na przeszkodzie, by postawić hipotezę, że taka symbolika reliktowo zacho­
wała się również w tradycjach ludowych środkowo-wschodniej Europy O tym, że
była znana w tej części Europy jeszcze przed około tysiącem lat mówi wyraźnie
mitologia germańska. W Eddzie Sturlussona czytamy o cudownych kozłach
Thora, które zabite odradzały się na nowo z kości. Jeden z kozłów odżył jako
kulawy, bo właśnie uszkodzono mu, rozłupano, kość udową jednej z nóg (Gylfaginning, rozdz. 26; zob. np. Eliade 1994, s. 168). Sumując: brak szkieletu stanowi
istotną „przeszkodę", uniemożliwiającą rozpoczęcie przez zmarłego wędrówki
w zaświaty i późniejsze odrodzenie ze swoich kości . Taki zmarły wymyka się
z kosmicznego porządku, którym podlegają wszyscy inni ludzi. Po śmierci jego
ciało znika zupełnie (jak to ukazuje m.in. przykład upiora-dziecka) lub pozostaje
tylko pustą „skorupą", którą włada demoniczna dusza. Ta demoniczna dusza może
również porzucać tę „skorupę" i wnikać w zwierzęta, zwłaszcza w złowrogie ptaki
(tu znów przypomnę upiora-dziecko) czy żyjących ludzi (strzygoń). W chwili,
gdy demoniczna dusza ginie lub bezpowrotnie opuszcza ciało zmarłego, natych­
miast ulega ono całkowitemu zniszczeniu, rozlewa się w maź lub obraca w proch.
Zachowujący się w pamięci różnych kultur obraz ludzi pustych w środku
- bez szkieletu ujawnia jeden z pierwotnych lęków człowieka: obawę przed zaję­
ciem jego ciała, za życia lub po śmierci, przez jakąś nieznaną i groźną istotę. Ten
właśnie lęk stanowi prawdopodobnie podstawowe źródło różnorodnych potem
wyobrażeń „żywego trupa". Wyżej zestawiłem różne przyczyny powstawania
upiorów/strzygoni, tu chciałbym zwrócić uwagę, że każdy z tych wariantów da
się również wyjaśnić owym pierwotnym lękiem. W „żywego trupa" zamieniają
się ludzie nie objęci ochroną rytualną, do których łatwy dostęp mają wszelkie
złowrogie moce, lub też ludzie, którymi już życia zawładnęły demony.
Lęk o własne ciało, na które czyhają demony, okazuje się bardzo trwałym do­
świadczeniem, dlatego też w jego zasięgu doskonale zachowywały się różnorodne
9

9

N a marginesie warto tu z a u w a ż y ć , ż e szkielet z m a r ł e g o w wierzeniach l u d o w y c h w y s t ę p u j e

d o ś ć rzadko i z w y k l e nie b u d z i lęku. W y o b r a ż e n i e b ó s t w a ś m i e r c i j a k o szkieletu jest w tradycji
ludowej p ó ź n e i stanowi oczywiste z a p o ż y c z e n i e ze ś w i a t a w y o b r a ź n i c h r z e ś c i j a ń s k i e j . W pa­
m i ę c i c h ł o p ó w u t r z y m y w a ł s i ę obraz s t a r o ż y t n e j b o g i n i ś m i e r c i , inicjacji i c z a r ó w , k t ó r ą roz­
poznajemy w z d e m o n i z o w a n y c h wcieleniach, takich j a k np. ż y t n i a baba, p o ł u d n i c a czy zaraza,
a b a j k o w a baba j a g a czy zjadarka. Ż y j ą c e w tradycji podaniowej r ó ż n e j e j obrazy s ą bogate
w s z c z e g ó ł y i zawsze e k s p o n u j ą jej c i e l e s n o ś ć : szkaradna starucha lub m ł o d a i p i ę k n a kobieta
w b i e l i , w y s t ę p o w a ł a t e ż w p o t w o r n y c h l u d z k o - z w i e r z ę c y c h formach (np. starucha ze ś w i ń s k i m i
k ł a m i , o o g r o m n y c h k r o w i c h oczach, racicach b y d l ę c y c h u n ó g ) , z a m i e n i a ł a s i ę w k ł o d ę drzewa
lub f r u w a j ą c ą p ł o n ą c a b e c z k ę (np. Ś w i ę t e k 1893, s. 472, Simonides 1989, s. 2 5 1 - 2 5 1 ) . Co jest
znamienne, p ó ź n a i z a p o ż y c z o n a ś m i e r ć - s z k i e l e t b y ł a c z ę s t o , np. w w i d o w i s k a c h j a s e ł k o w y c h ,
o w i n i ę t a szczelnie w b i a ł ą s z a t ę i t y l k o p o d kapturem m o ż n a b y ł o u j r z e ć c z a s z k ę ( K o w a l s k a L e w i c k a 1986, s. 26). A zatem w c i ą ż bardziej atrakcyjny w y d a w a ł s i ę obraz

zamaskowanego

s z a t ą i kapturem z m a r ł e g o , j a k i znamy z r ó ż n y c h s t a r o ż y t n y c h kultur. Narzuca s i ę t e ż przypusz­
czenie, ż e n i e ś w i a d o m i e u k r y w a n o szkielet i z n ó w nadawano ś m i e r c i k s z t a ł t cielesny. W p o r ó w ­
naniu z archaicznymi obrazami b ó s t w a ś m i e r c i szkielet j a w i s i ę w r ę c z j a k o i c h p r z e c i w i e ń s t w o .
Czy nie sensownie b r z m i zatem w y j a ś n i e n i e , iż szkielet nie p r z e r a ż a ł , bo s y m b o l i z o w a ł z m a r ł e g o ,
k t ó r y s z c z ę ś l i w i e o p u ś c i ł „ t e n " i z n i k ł j u ż ostatecznie w „ t a m t y m " ś w i e c i e ?

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

231

ślady głębinowej wspólnoty archaicznej wyobraźni. Zatrzymam się tylko przy
jednym przykładzie: w upiora zamieniał się m.in. trup, którego przekroczył, prze­
skoczył człowiek lub zwierzę bądź przefrunął nad nim ptak. Takie samo wyobra­
żenie odkrywamy tysiące kilometrów dalej w Chinach: rodzina pilnuje tam zwłok,
by nie przekroczyło ich zwierzę, bo zmarły stanie się kuei (upiorem) (Farson,
Hall 1994, s. 17). Przekroczenie trupa stanowi tylko jeden z wariantów symboliki
przekroczenia, znanej z wielu różnych przykładów w świecie archaicznym. W wy­
niku tej czynności człowiek (zwierzę, przedmiot) uzyskuje moce właściwe istocie,
która go przekroczyła lub na odwrót. Z wielu przykładów przypomnę choćby
w wierzeniach naszych chłopów zakaz przekraczania przez ciężarną kobietę wszel­
kich zwierząt, bo wtedy dziecko urodzi się z sierścią (Moszyński 1967, s. 285).
Przekroczenie trzeba więc rozumieć jako jeden z najprostszych magicznych spo­
sobów „naruszenia" jakiejś całości, jej „rozdarcia" czy „otwarcia", wtedy mogą
w nią wnikać zewnętrzne moce - nieznane, więc zawsze potencjalnie szkodliwe.
W Chinach zaraz po śmierci zatykano wszystkie otwory w ciele człowieka (usta,
uszy, odbyt), a zatem mamy wyraźną podpowiedz jak bardzo lękano się wniknię­
cia demonicznej duszy (Granet 1973, s. 312).
Demoniczna dusza upiora/strzygonia, gdy opuszczała ciało człowieka, chęt­
nie zajmowała ciało ptaka, który natychmiast zamieniał się w straszliwą, krwio­
żerczą istotę (fruwające strzygi na Śląsku, „puchcza" na Mazowszu, obojasnyka
i navki na Ukrainie). Motyw straszliwego ptaka, rozszarpującego swą ofiarę lub
j ą pożerającego, czy „tylko" wysysającego z niej krew, jest doskonale znany
w kręgu kultur archaicznych. Znowu natrafiamy więc na dobrze zachowujący się
element głębinowych warstw wyobraźni. Przerażające czarne ptaki bez głów
i o ludzkich nogach, wznoszące się w powietrzu widzimy już na malowidłach
ściennych w Catal Hüyük. Są to według wszelkiego prawdopodobieństwa zmarli,
gdyż ptaki przedstawiono bez głów, a w kulturze tej zmarłym odcinano głowy
(Mellaart 1967, fig. 47). Sięgając najpierw po odleglejsze geograficznie przykłady
przypomnę malajska langsuir, zamieniającą się w krwiożerczą sowę. Innym przy­
kładem są üery w wierzeniach Jakutów, latające jak ptaki niewidzialne dusze
zmarłych, którzy z różnych powodów nie opuścili tego świata i mszczą się na
żywych, pożerając z kolei ich dusze (Sieroszewski 1961, t. I I , 293-298) - to
wyobrażenie ma swoje odpowiedniki w wierzeniach innych ludów tureckich.
W całej Ameryce Północnej - jak zapewnia C. Lévi-Strauss (1994, s. 104) - dusze
zmarłych wcielają w nocne drapieżne ptaki, w ten sposób zmarli przebywający
w ciągu dnia w świecie zagrobowym, w nocy wracają do świata żywych. Ptasie
cechy ma wiele niebezpiecznych istot związanych ze światem podziemnym
i zmarłymi w wierzeniach greckich: prastare boginie-mścicielki Erynie (o skrzy­
dłach nietoperza, z wplątanymi we włosy wężami) chętnie ssące ludzką krew,
równie dawne boginie przeznaczenia Kery (czarne, skrzydlate, o ostrych szpo­
nach i wielkich zębach), rozszarpujące trupy i wypijające ich krew, Syreny (ptaki
o ludzkiej głowie) zwodzące ludzi i porywające ich do podziemi, a także harpie,
ptaki stymfalijskie i in. (zob. np. Grimal 1987, s.v.). Większość z tych wyobra­
żeń przeszło do wierzeń rzymskich, a wiele z nich (np. harpie, syreny) dostało

�232

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

się potem do tradycji średniowiecznej Europy, co wspaniale ukazują zabytki sztuki
(np. White 1960, passim). Przykłady z bliższych i dalszych kultur można mno­
żyć w nieskończoność. Niewątpliwie spotykamy się tu z wyobrażeniem wywo­
dzącym się z najstarszych warstw wyobraźni - z jakimś archetypem. Swobodnie
wznoszący się ponad ziemię ptak stanowi idealny i naturalnie narzucający się
obraz dla duszy opuszczającej ciało zmarłego i „ten świat". Rozmaite demonicz­
ne dusze przybierają zaś postać złowrogich i potwornych ptaków.
Nie budzi wątpliwości, że słowo strzyga (łac. strix) dostało się na nasze ziemie
wraz z pochodem średniowiecznej łaciny i idących z nią w parze śródziemnomor­
skich wyobrażeń o straszliwych, ptakopodobnych demonach, żywiących się krwią
i wnętrznościami dzieci. Ale to wyobrażenie trafiło na znany sobie grunt - nie­
chybnie od dawna były tu znane podobne okrutne demony, zamieniające się
w krwiożercze ptaki. Najpierw słowo „strzyga" złączyło się tu, jak i gdzie indziej
w średniowiecznej Europie, z czarownicą - wszak zdolność do opuszczania „tego"
świata i zarówno schodzenia do „dolnego", jak wznoszenia się do „górnego" świa­
ta jest elementarną kwalifikacją każdego szamana. Z kolei słowo to przeniesiono
również na innego demona i urobiono wtedy męską formę „strzygoń". Ów demon
musiał jednak mieć cechy wyraźnie kojarzące go z czarownicą. Najsensowniejsze
wydaje mi się wyjaśnienie, iż tą postacią był czarownik, w archaicznych wierze­
niach odpowiednik i zarazem przeciwnik czarownicy .
Pochodzenie jednej z nazw „żywego trupa" od czarownic i czarowników wyda­
je się - również z naszego punktu widzenia - bardzo konsekwentne. To właśnie
w tych postaciach doskonale widać istotne pierwotne skojarzenia, uruchamiające
pracę wyobraźni o takiej możliwości istnienia (defuncti viví). Wzorcową, paleokulturową, postać szamana definiuje m.in. inicjacyjna śmierć i odrodzenie, w wy­
niku której zdobywa on swą nadprzyrodzoną moc. Szaman po rytuałach inicjacyj­
nych powraca do nowego życia, w którym jego dusza może wychodzić z jego
ciała, ale również do jego ciała mogą wchodzić inne dusze. Dwie dusze strzygonią
są być może odbiciem tej niebezpiecznej zdolności szamana do przyjmowania
w swoim ciele innych dusz - zawsze któraś z nich może nigdy już go nie opuścić.
Eliade (1994, s. 105) trafnie zauważa, że szaman, w którego weszła dusza zmarłe­
go sam staje się zmarłym! W efekcie rytuału inicjacyjnego szaman staje się nie­
omal nieśmiertelny. Jest odporny na rany i choroby, łatwo wytrzymuje ból, cało
10

1 0

Taki wzorzec w i e r z e n i o w y n i e ź l e z a c h o w a ł s i ę u H u c u ł ó w . Czarownica (wig'ma)

występo­

w a ł a u nich w parze z czarownikiem (opyrem). Huculska w i e d ź m a n i c z y m nie r ó ż n i ł a się od cza­
r o w n i c y na innych terenach, m o g ł a z a r ó w n o s z k o d z i ć j a k p o m a g a ć l u d z i o m . Opyr u p r a w i a ł te same
czary co ona, dodatkowo t y l k o specjalizując s i ę w t y p o w o m ę s k i c h dziedzinach, j a k czary m y ś l i w ­
skie. Czasem jednak m u s i a ł t e ż w y p e ł n i a ć r o l ę pomocnika w i e d ź m y - np. m i a ł o b o w i ą z e k s ł u ż e n i a
jej za wierzchowca, gdy u d a w a ł a s i ę na ł y s ą g ó r ę . Opyr m i a ł za to nadprzyrodzony dar rozpozna­
wania w i e d ź m , dar k t ó r e g o j u ż one w stosunku do niego nie miały, m ó g ł t e ż p r z e s z k a d z a ć w i e d ź ­
m o m w czarach. W i e d ź m ą kobieta r o d z i ł a się ( = b y ł a pochodzenia demonicznego) lub z o s t a w a ł a
przez inicjację i wyuczenie. Natomiast opyrem m o ż n a b y ł o t y l k o s i ę u r o d z i ć . Z a r ó w n o opyr, j a k
w i e d ź m a r o d z i l i s i ę z w ę ż o w y m kuprem (ogonkiem), w y r a s t a j ą c y m z dolnych k o ś c i k r ę g o s ł u p a .
O p y r m i a ł r ó w n i e ż i n n y k s z t a ł t przyrodzenia i b y ł b e z p ł o d n y ( K o l b e r g 1888, s. 108-114).

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

233

wychodzi ze spotkania z najgroźniejszymi istotami „nie z tego świata". Niektórzy
szamani mogli kilkakrotnie powracać do życia po otrzymaniu śmiertelnych ran
- nawet po rozćwiartowaniu ciała (Vitebsky 1996 s. 94). Śmierć szamana często
stanowiła zagadkę - oto nagle znikał, odchodził gdzieś w nieznane strony. Jego
zwłoki traktowano ze szczególną ostrożnością, obowiązywały liczne zakazy
i nakazy rytualne (Alekseev 1984, s. 117-141). W wielu kulturach dla zwłok sza­
manów były przewidziane inne formy pochówków, które miały najskuteczniej
uwolnić ich duszę z „tego" świata lub ułatwić jej przemianę w dobrego, opiekuń­
czego ducha. Szamana niełatwo było zabić, ale równie trudno było zapanować nad
jego mocą już po śmierci. Ta nadprzyrodzona moc, którą uzyskiwał przez inicja­
cyjną śmierć i odrodzenie, nie dematerializowała się zaraz po zgonie. Mijały lata
zanim ostatecznie opuściła zwłoki i rozproszyła się w otaczającym świecie. Dlate­
go zwłoki szamanów, jak często utrzymywano, bardzo powoli ulegały rozkładowi.
Zmarły szaman był zatem zawsze groźny, bo nigdy nie było wiadomo czy niewykorzysta swojej mocy przeciwko ludziom. Na ogół zresztą zakładano, że
w pierwszych latach po śmierci jest on złym, mściwym duchem.
Upiór/strzygoń przede wszystkim gryzł i pożerał swą ofiarę lub dusił j ą i wysy­
sał krew. Te dwa elementarne rodzaje jego morderczych zachowań również tchną
uderzającym archaizmem. Spotykamy się bowiem z dwoma najtrwalszymi wzor­
cami śmierci występującymi w całym zasięgu kultur archaicznych. Interesujący
zwłaszcza jest rządzący tym demonem głód ludzkiego mięsa. Śmierć przez pożar­
cie jawi się jako prawdopodobny najstarszy wzorzec śmierci w kulturze. Pożerają­
ce siebie nawzajem zwierzęta i wśród nich człowiek, również łaknący mięsa, zja­
dający zwierzęta, a niekiedy także innych ludzi - oto tło pierwszych skojarzeń dla
symboliki śmierci. Pewne jest natomiast jedno: jako wielcy, nigdy nie nasyceni,
pożeracze zgodnie w różnych kulturach przedstawiani są boginie i bogowie śmier­
ci oraz uzależnione od nich rodziny demonów. Doskonale to pokazują różnorakie
złowrogie wcielenia odwiecznej Wielkiej Bogini. W Indiach jednym z epitetów
Durgi jest Mahagrasa („Wielka Pożeraczka") (Słownik mitologii hinduskiej 1994,
s. 57), jej orszak stanowią czarownice, przybierające postać tygrysów ludojadów
(Eliade 1984, s. 353). Ostateczne zwycięstwo Kali nad demonami, które zawładnę­
ły światem, polegało na pożarciu w całości ich przywódcy Raktawidży (Markandejapurana 80, 21-44; zob. Erman, Tiomkin 1987, s. 171-175). Syryjska bogini
Anat w zbrodniczym szale zabiła wszystkich w pobliżu, nie oszczędziła nawet
ukochanego boga burzy Baala, pożarła jego ciało oraz wypiła krew (Eliade 1988,
s. 110). W ludzkim mięsie lubuje się w wierzeniach ludowych w Europie straszli­
wa starucha, Żytnia baba (Bystroń 1916, s. 1-19), u nas w bajkach znana m.in.
pod imieniem „Zjadarki" (Kolberg 1875, s. 20 i п.). Nie ma chyba potrzeby mno­
żenia kultur i mitów, by powiedzieć tu rzecz oczywistą: Wielka Bogini dając płod­
ność sama musi być dobrze odżywiana. Właśnie dlatego jest Wielką Boginię, że
daje i zabiera życie . Ale pożerają do szczętu zmarłych również bogowie świata
11

1 1

Eliade w i d z ą c te j a w n e p o d o b i e ń s t w a konstatuje: „ R z e ź i k a n i b a l i z m s ą charakterystyczne

dla archaicznych b o g i ń p ł o d n o ś c i . Z tego p u n k t u w i d z e n i a m i t A n a t m o ż e b y ć z a l i c z o n y do

�234

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

podziemnego. W mitach ugaryckich nienasyconym Wielkim Pożeraczem („[jego]
paszcza pożąda istot ludzkich"), był bóg podziemi, personifikujący śmierć Mot
(Cinal 1997, s. 58-59). Ałtajski bóg dolnego świata Erlik pożerał starców, dzieci
przy piersi i niektórych młodych ludzi, było to „właściwe pożywienie dla Erlika"
(Kałużyński 1986, s. 148-149). Pan śmierci u Azteków Mictlantecuhtli „wciąż
dyszy chęcią pożerania nas" (Clendinen 1996, s. 194). Ludożercami były niezli­
czone demony. W wierzeniach wedyjskich są nimi zwłaszcza rakszasowie i piśaćowie (piaśaća krawjad - „pożeracz surowego mięsa", „pożeracz trupów") (Keith
1925, s. 237-238; Słownik mitologii hinduskiej 1994, s. 150 i 141), lecz o ludożerstwo podejrzewany jest właściwie każdy demoniczny mieszkaniec lasów i pust­
kowi (Słuszkiewicz 1936, s. 24). Mieszkańcy świata hellenistyczno-rzymskiego
lękali się m.in. żarłocznych mantikor (imię urobiono od st.perskiego „pożeracz
ludzi") (White 1960, s. 51-52), sfinksów, syren, harpi, lamii, koni Diomedesa i in.,
o których czytamy np. w Physiologusie. Wiele z tych demonów figuruje następnie
w bestiariach średniowiecza (White 1960, passim). W mięsie ludzkim smakowały
nieodmiennie czarownice, tak samo tessalskie wiedźmy (np. Apulejusz, Metamorfozy 11,21), jak mulukuausi na Wyspach Triobrandzkich (Malinowski 1990,
s. 152-153), jak oczywiście nasze europejskie baby wiedźmy (strzygi). Wielkim
Ludożercą był smok, gdy postaciował moce podziemne, jak ałtajski Delbegen
(Surazakov 1985, s. 35) czy smoki średniowiecznej Europy (były one holophagami „całożercami") (Kiirbis 1976, s. 163). Ludożercami stają się mściwi zmarli,
którym nie udało się opuścić tego świata, np. kórmesy, albas ty, Hery u ludów ałtaj­
skich (Tryjarski 1991, s. 85, 89), czy - by sięgnąć po odleglejszy przykład - źli
zmarli na Thaiti (Godlewski 1976, s. 190). Zawsze głodni są zmarli w podzie­
miach. Akadyjska bogini Isztar straszy odźwiernych świata podziemnego, że jak
jej tam nie wpuszczą „każe powstać zmarłym, by zjedli żywych/zmarli bowiem są
liczniejsi niż żywi" (Łyczkowska, Szarzyńska 1981, s. 245). W wyobrażeniach
starożytnych Żydów zmarli w Gehennie sami pożerają swoje członki (Minois 1996,
s. 79). W ten sam sposób w sztuce średniowiecznej unicestwiają same siebie wście­
kłe apokaliptyczne potwory (Jakubowska 1989, s. 121-122). Także samo wejście
do świata podziemnego było obrazowane jako pożerający otwór: u ludów ałtaj­
skich znano je pod nazwą „szczęki ziemi" (Eliade 1994, s. 206), u irańskich Szogdanów miejsce, w którym zostawiali swoich starców znaczyło „zjadające przod­
ków" (Składankowa 1981, s. 85), w sztuce średniowiecznej Europy szeroko znany
był motyw „paszczy Lewiatana", pochłaniającej zmarłych grzeszników. W trady­
cji indoeuropejskiej ogień trawiący zwłoki złożone na stosie określany był jako
„mięsożerca" (Rygweda X, 9) lub „pożeracz" (Iliada XXIII, 183). Wybrałem tylko

e l e m e n t ó w w s p ó l n y c h starej c y w i l i z a c j i rolniczej r o z c i ą g a j ą c e j s i ę od wschodniego M o r z a Ś r ó d ­
ziemnego a ż po r ó w n i n y Gangesu" (Eliade 1998, s. 110, z p o w o ł a n i e m na s z c z e g ó ł o w e s t u d i u m
W. Dostala p o r ó w n u j ą c e g o A n a t do D u r g i ) . A l e , gdy w y j d z i e m y poza p e r s p e k t y w ę Eurazji r ó w ­
n i e ż natrafiamy na wyraziste obrazy W i e l k i e j B o g i n i j a k o W i e l k i e j P o ż e r a c z k i - np. aztecka
Coatlicue (Clendinen 1996, s. 240). A r c h e t y p o w y obraz p r z e r a ż a j ą c e j m a t k i , p o ż e r a j ą c e j w ł a s n e
dzieci i n t e r e s o w a ł C G Junga (1998, s. 3 2 1 - 3 2 4 ) .

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

235

pierwsze z brzegu przykłady z całej plejady, każda kultura archaiczna może do­
starczyć interesujących egzemplifikacji.
Symbolika śmierci przez pożarcie ma jednak zmienne znaczenia. Pożarcie może
obrazować szybką metodę dostania się przez zmarłego do „tamtego" świata. Takie
znaczenie ma w kulturach praktykujących rytuał porzucania zwłok na pożarcie
dzikim zwierzętom, które szybko „oczyszczają" zwłoki do szkieletu (np. w Iranie,
Tybecie, Mongolii) (Lurker 1994, s. 325). Najpewniej również w tradycji indoeuropejskiej oddanie zwłok ogniowi - „pożeraczowi" rozumiane było jako błyska­
wiczna metoda wejścia zmarłego w zaświaty. Pożarcie lub połknięcie może obra­
zować śmierć inicjacyjną (np. irański Rustam, biblijny Jonasz). Wreszcie pożarcie
obrazuje całkowite unicestwienie żywego lub zmarłego człowieka, który wtedy
traci jakąkolwiek szansę na odrodzenie. Ta symbolika jest doskonale znana w na­
szym kręgu kulturowym. Zmarli potępieni na Sądzie Ostatecznym zostaną pożarci
przez apokaliptyczną bestię i tłum demonów. W Wizji Thungdala (XII w.) bestia ta
pożera potępieńców, trawi ich i wydala jako ekskrementy (Minois 1996, s. 165).
Oczywiście upiór/strzygoń występuje w wyobrażeniach ludowych jako strasz­
liwy pożeracz wyłącznie w trzecim znaczeniu. Człowiek zagryziony przez niego
sam staje się tym demonem i wcześniej lub później zostanie przez ludzi skutecz­
nie unicestwiony - spalony (j g° kości zostaną zniszczone) czy rozćwiartowany
(jego szkielet ulegnie niedowracalnemu zdekompletowaniu). Taki zmarły znik­
nie zatem definitywnie z „tego" świata, ale też nigdy nie trafi w zaświaty. Nie ma
dla niego żadnego ratunku, skazany jest na absolutne unicestwienie, zniknięcie
z całego kosmosu („druga śmierć").
Upiór/strzygoń nie musi wcale pożreć do szczętu człowieka, zjada przede
wszystkim jego duszę, pozostawiając ciało jako pustą skorupę, w którą może
wejść któraś z wielu demonicznych dusz błąkających się po świecie. Chciałbym
tu zwrócić uwagę na te warianty wierzeniowe, w których upiór/strzygoń przede
wszystkim dobiera się do wątroby lub serca swojej ofiary (Berwiński 1862,
s. 20-21; Podberski 1880, s. 26-27; Kolberg 1888, s. 209). W tych właśnie orga­
nach kultury archaiczne najchętniej lokalizowały siedlisko duszy czy ogólniej
mocy życia. Zjadając wątrobę lub serce człowieka demon ten przejmuje moc
życia, niezbędną mu do podtrzymania fizycznego istnienia w „tym świecie".
Z tego samego powodu upiór/strzygoń złakniony jest krwi człowieka - opróżnia
swą ofiarę z substancji, w której zawarta jest moc życia i podtrzymuje swoją
egzystencję . Ta wchłaniana przez upiora/strzygonia moc życia innych istot
prędko się jednak wyczerpuje i nieustannie rozgląda się on za nowymi ofiarami.
Wygłodniały atakuje nawet zwierzęta, a w desperacji zaczyna zjadać sam siebie.
W wyobrażeniu upiora/strzygonia trwa więc jeden z najstarszych lęków czło­
wieka - lęk przed pożarciem przez wrogą istotę. Pierwotny, chciałoby się powie­
dzieć biologiczny, lęk przed pożarciem przez dzikie zwierzę, kultury przetwo­
rzyły w bogatą symbolikę. Z różnych znaczeń tej symboliki w obrazie upiora/
e

12

1 2

Z w y k l e przede w s z y s t k i m s y m b o l i k a k r w i ż y w i ą c e j z m a r ł y c h p r z y k u w a u w a g ę w obrazie

w a m p i r a , dlatego nie zajmuje s i ę d o k ł a d n i e j t y m zjawiskiem; zob. np. R o u x 1994, s. 2 3 6 - 2 5 4 .

�236

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

strzygonia doskonale zachowało się znaczenie najbardziej okrutne - lęk przed
demonem, który zagryzając swą ofiarę, tym samym unicestwiają całkowicie.
Kazimierz Moszyński napisał ongiś (1967, s. 654), że dla niego demon ten
w wierzeniach ludu słowiańskiego „tchnie bezgraniczną dzikością". Zgoda, o ile
pod pojęciem dzikości rozumieć będziemy pierwotne w etymologicznym sensie,
czyli początkowe lęki człowieka: lęk przed pożarciem lub wyssaniem krwi i lęk
przed zajęciem ciała przez wrogą istotę.
III
Na koniec chciałbym zaryzykować - na prawach krótkiego sondażu - próbę
ulokowania „naszego" upiora/strzygonia na tle kojarzących się z nim wyobrażeń
demonologicznych w innych archaicznych kulturach.
Takie demony były powszechnie znane w całym kręgu słowiańskim. Choć
występuje wiele wariantów wierzeń, choć zmieniają się różne szczegóły i poja­
wiają nowe motywy, to jednak wciąż natrafiamy na te same podstawowe wzorce
wyobraźni, które starałem się wyżej ukazać. Przykładem tych pierwszorzędnych
podobieństw i drugorzędnych różnic niech będą wierzenia bułgarskich chłopów.
Demoniczna dusza wampira (lepira, pltenika) nie opuszcza trupa przez czter­
dzieści dni, potem zaś szuka sobie nowego ciała. Najpierw atakuje zwierzęta,
wypija ich krew i wnika do ich wnętrza. Dopiero, gdy wzmocni się wybiera za
ofiarę człowieka, dusi go, wysysa krew i zajmuje jego ciało. Gdy wampirowi
uda się przetrwać w tym nowym ciele więcej niż sześć miesięcy zaczyna się
u niego pojawiać szkielet (okostenjává) i upodabnia się do żyjącego człowieka
-jednak jego kości są miękkie jak chrząstki, nie ma też paznokci. Wtedy wypra­
wia się do dalszych wsi (gdzie nie był znany zmarły, którego ciało zajął) i chęt­
nie zakłada rodzinę. Dzieci narodzone ze związku wampira z żyjącą niewiastą
stają się vampirdz ami, „widzą" i umieją zabijać wampiry. Wampira można zgła­
dzić na wiele sposobów (np. przez przebicie, oblanie wrzątkiem i in.). Zabity
demon zamienia w maź lub zostaje z niego tylko zakrzepła krew. Charaktery­
styczne, że wampiry miały bać się ostrych przedmiotów, bowiem najmniejsze
nawet skaleczenie zaraz je zabijało (rozumiem to tak, że każde rozdarcie ciała,
groziło wydostaniem się demonicznej duszy z jej „opakowania", a bez niego
dusza ta nie mogła fizycznie istnieć w „tym" świecie; krew tylko podtrzymywała
nienaturalne istnienie trupa). Można jeszcze dodać, że w Bułgarii często wymie­
nianą przyczyną powstawania tych demonów było przekroczenie zwłok przez
człowieka lub zwierzę (u nas ten motyw odbija się znacznie rzadziej) (Miceva
1992, s. 31-43; Vakarelski 1965, s. 229). Kazimierz Moszyński (1967, s. 655)
zauważył, że bułgarskie wampiry najwyraźniej w kręgu słowiańskim ukazują
koncepcję zajmowania obcego ciała przez demoniczną duszę.
Wyobrażenie „żywego trupa" - wampira było dobrze znane w krajach germań­
skich, zarówno w wierzeniach ludowych, jak w potocznym świecie wyobraźni i to
już od wczesnego średniowiecza. Wydaje się zatem, że w tym kręgu jest to
wyobrażenie wywodzące się wprost z prahistorycznych tradycji (Potkowski 1973,
A

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

237

s. 38). Przekonują o tym przede wszystkim wczesnośredniowieczne źródła skan­
dynawskie, szeroko zachowujące starożytne wierzenia Germanów. W sagach czy­
tamy o niebezpiecznej dla żywych obecności w okolicy demonicznego zmarłego,
którego zwłoki nie uległy rozkładowi. Wychodzi on z grobu i atakuje ludzi, zabija
ich okrutnie, np. wyrywa kawałki ciała, łamie kości, a gdy jego ofierze uda się
ocalić życie to zwykle popada w obłęd, chętnie atakuje też bydło, poza tym demo­
luje domy, straszy - wyjąc przeraźliwie, z upodobaniem niepokoi własną rodzinę
- zmusza do współżycia swoją żonę. Choć „żywy trup" wychodzący z grobu miał
nadnaturalną siłę, to jednak czasem odważni wojownicy mogli go pokonać, śmiało
stając do pojedynku. Lecz najlepszą metodą unieszkodliwienia tego groźnego zmar­
łego było odkopanie i zniszczenie jego zwłok - zwykle ich spalenie i wrzucenie
popiołów do wody, można też było odciąć trupowi głowę, przebić kołem (przykła­
dy z Eyrbyggja saga, Laxdoela saga i Grettis saga ksmundarsonar u Potkowskiego 1973, s. 38-40). Interesującym elementem wczesnogermańskich wierzeń
są praktyki nekromantyczne. Zmarli wywoływani ze swych grobów (kurhanów)
we wróżebnym rytuale utisety nie zawsze jednak ukazywali się jako „żywe trupy",
ale także - i chyba częściej - w postaci widm. Zmuszani do wieszczenia przod­
kowie musieli oczywiście posiadać szczególną moc, były to przede wszystkim
wiedźmy oraz wielcy wojownicy, królowie (Słupecki 1998, s. 63-68).
Wyobrażenie „żywego trupa" ludy germańskie przeniosły na nowo zajmowa­
ne przez siebie tereny. Wyraźnie rysuje się ono np. w wierzeniach wczesnośre­
dniowiecznych Franków i Anglosasów (Geiger 1934-35, s. 816). Właśnie w tra­
dycjach germańskich widzieć trzeba podstawowe źródło średniowiecznej wizji
wampira w zachodniej Europie (najpierw np. Giera czy Blutsáugera, bo samo
słowo wampir wchodzi w powszechne użycie później).
W sąsiednim kręgu kulturowym, u Celtów, wyobrażenie „żywego trupa" zde­
cydowania traci na wyrazistości. W wierzeniach Celtów dusze większości zmar­
łych dość prędko znikały w bezkresie zaświatów, bliżej „tego" świata przebywa­
ły po śmierci tylko dusze niektórych ludzi: posiadających magiczne moce, jak
bohaterowie, druidzi, królowie lub których śmierć była nadnaturalna, rytualnie
„inna" (zmarli w boju, w wyniku zarazy, z powodu zdrady, topielcy, rażeni pio­
runem), czy wreszcie tych, którzy z innych powodów różnili się rytualnie (np.
ludzi popełniających przestępstwo rytualne, jak złamanie przysięgi) (Czarnow­
ski 1956, s. 135). Zmarli ci przebywali wewnątrz kurhanów (side) lub w pobliżu,
gdzie często ich widywano, ale na ogół jako widma i tylko w wyjątkowych wy­
padkach ukazywali się w cielesnej postaci. W irlandzkim cyklu sag o Fionnie
mac Cumhaillu, bohater zabija Ailléna mac Midna, jednego ze zmarłych z poko­
lenia Tuatha de Danan, kiedy w noc Samhain wyszedł on z podziemi, by kolejny
raz podpalić Tarę, świętą stolicę wyspy. Fionn zabił groźnego zmarłego magicz­
ną włócznią, potem odciął mu głowę i przybił do wysokiego pala, żeby wszyscy
mogli j ą zobaczyć (Heaney 1996, s. 171-172). Nie ma zatem wątpliwości, że ten
groźny zmarły pojawił się w „tym" świecie jako „żywy trup" i równie oczywiste
jest, że był to niezwykły zmarły, który dysponował potężną, nadnaturalną mocą.
To właśnie ta moc umożliwiała mu cielesną obecność w świecie ludzi. Źródła

�238

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

irlandzkie kilkakrotnie wspominają o zwyczaju grzebania władców w pozycji
stojącej na granicach, by chronili królestwo również po śmierci. Moc zmarłego
króla nie ulega więc rozproszeniu i trwa w jego zwłokach, które nie rozsypują
się w proch (Czarnowski 1956, s. 141 i 158). Nic nie wiemy jednak o wychodze­
niu tych dawnych władców ze swoich grobów. Liczono raczej na ich magiczną
moc, a nie fizyczną pomoc (dawni królowie Tary i Leinsteru stoją w grobach na
granicy zwróceni do siebie twarzami i wciąż walczą ze sobą, nie opuszczają jed­
nak grobu, między nimi trwa zatem pojedynek mocy) (Czarnowski 1956, s. 158).
Jeszcze mniej wyraźnie rysuje się wyobrażenie „żywego trupa" u starożytnych
Greków. Najbliższe takiego wyobrażenia zdają się niektóre motywy kultu hero­
sów. Każda grecka wspólnota miała w swoim rytualnym centrum choćby jeden
pusty grób (kenotaf) herosa. Gdy grób był pusty, poszukiwano wtedy szczątków
herosa, co zresztą, po zasięgnięciu wyroczni, najczęściej się udawało. Posiadanie
tych szczątków materializowało przeszłość, łączyło wspólnotę z jej początkami
i z wydarzeniami, które ongiś uporządkowały świat. Wzniesienie grobu i otoczenie
kultem szczątków herosa miało zatrzymać na zawsze jego duszę w tym, a nie
innym miejscu. Dusza herosa nie opuszczała bowiem tak łatwo ziemi jak dusze
innych zmarłych, rychło rozpływające się w ciemnościach Hadesu. Moc użyczona
herosom przez bogów umożliwiała ich duszom dalsze trwanie w „tym" świecie
i wywieranie wpływu na życie ludzi. Nie wszystkich herosów czczono dla ich
dobroczynnych mocy, niektórych otaczano kultem raczej z lęku przed ich niebez­
pieczną mocą. Złowrodzy herosi to ci, którzy za życia dokonali czynów naruszają­
cych uznany ład - mordowali, gwałcili, łamali przysięgi i in. Takie zachowania,
choć niezrozumiałe dla ludzi, musiały mieć jednak istotne znaczenie, herosi nie
działali bez woli bogów. Właśnie obrazy tych złowrogich herosów w wierzeniach
Greków chętnie zestawia się z obrazami środkowoeuropejskiego upiora (Zieliński
1991, s. 226). Nie wydaje mi się to najtrafniejsze porównanie. Charakterystyczne
jest, że zwłoki herosów nie zachowywały się dużo lepiej niż ciała zwykłych śmier­
telników - zwykle w grobach przechowywano ich kości, czasem prochy. Zatem
zmarłego herosa trudno traktować jako „żywego trupa". Dawni herosi ukazywali
się przede wszystkim jako widma i tylko w niektórych wypadkach można się wa­
hać czy również nie przybierali kształtów cielesnych. Zdolność do materializacji to
jednak również co innego niż zachowanie ciała. Dobrym przykładem - i często
przywoływanym - wyobrażenia złowrogiego herosa jest Likas z Temesy, o którym
czytamy u Pauzaniasza. Likas był towarzyszem Odyseusza, który podczas postoju
w Temesie zgwałcił dziewczynę i został za to ukamienowany przez miejscową
ludność. Potem jego dusza mściła się na mieszkańcach miasta, mordując każdego,
kto znalazł się na jej drodze. Bezsilni ludzie postanowili opuścić Temesę, ale za­
broniła im tego delfijska Pytia, każąc tylko przebłagać duszę zmarłego - wznieść
mu okręg świątynny i corocznie poświęcać w ofierze („oddać za żonę") najpięk­
niejszą z ich dziewic. Złowrogiego herosa, przebywającego w swym okręgu,
pokonał inny heros, bokser Eutymos. Z mieczem w ręku zwyciężył go w walce
i zmusił do ucieczki w głębiny morza. Pauzaniasz widział malowidło, „kopię bar­
dzo starego oryginału", na którym przedstawiono Likasa jako przerażającą postać,

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

239

całą czarną i okrytą wilczą skórą (Pauzaniasz, Wędrówka po Helladzie, ks.VI, 6,
7-11). Istnienie takiego wizerunku nie rozstrzyga jednak czy Likas ukazywał się
cieleśnie, czy jako widmo. Wśród Greków do końca starożytności utrzymywała
się archaiczna, jeszcze homerycka, wizja podziemnego Hadesu, w którym pogrą­
żały się dusze-widma, uwolnione już od świadomości i nic nie czujące. Można je
było przywołać i na chwilę przywrócić im pamięć własnego życia, jak to zrobił
Odyseusz schodząc „w dół", na granicę światów, i składając ofiary, z których naj­
ważniejszą była krew z czarnego barana i czarnej owcy. Pijąc rozlaną krew dusze-widma na chwilę odzyskały świadomość, na chwilę odzyskały pozór życia (Ody­
seja X I , 20-52, 148-152, 647-648). Rozpoznajemy dobrze znany w świecie ar­
chaicznym obraz niknących w zaświatach zmarłych, którzy rozpaczliwie pragną
choćby pozorów bytu - co jest możliwe, gdy zabiorą moc życia innym istotom,
pijąc ich krew czy też je pożerając. Znaczące jest jednak, że po wypiciu krwi dusze
w Hadesie nie odzyskują nawet na chwilę swej cielesności. Później w wierzeniach
Greków rozwinęła się koncepcja kar pośmiertnych, zwracająca duszom w Hadesie
doświadczenie rozpaczy i cierpienia, a zatem również rodzaj drugiego - o ile moż­
na tak powiedzieć - bardziej rzeczywistego pośmiertnego istnienia. Ale także wów­
czas wywoływani na ziemię zmarli ukazywali się jako widma-cienie (tak jest
u tragików; zob. Mańkowski 1975, s. 26). Trzeba jeszcze uczciwie powiedzieć, że
w zapisach wierzeń Greków natrafiamy również na rozmaite niejasne wypadki
pojawiania się groźnych zmarłych, którzy nie trafili do otchłani lub stamtąd się
wydostali. Oto np. Flawiusz Filostratos (1 poł. I I I w.) opowiada o demonicznej
niewieście, która uwiodła pewnego młodzieńca, jak wyznała „z myślą o póź­
niejszym pożarciu jego ciała, uważał[a] bowiem, iż najlepiej jest karmić się ciała­
mi pięknymi i młodymi, jako że krąży w nich zdrowa krew" (Filostratos, Żywot
Apolloniusza z Tiany, IV, 25). Bez wątpienia występowała więc w cielesnej posta­
ci, lecz to wcale nie każe w niej widzieć „żywego trupa". Nawet gdyby udało się
ujawnić w świecie greckim nie budzące zastrzeżeń wyobrażenia „żywego trupa"
i tak wypadnie je ulokować na marginesie tradycji wierzeniowej.
Lęk przed „żywym trupem" jest za to doskonale widoczny tysiące kilometrów
dalej, w innym starym indoeuropejskim kręgu kulturowym: w wedyjskich Indiach.
Bliskim odpowiednikiem środkowoeuropejskiego upiora jest tam wetala. Wetalowie to klasa demonów przebywających w miejscach palenia zwłok i czyhających
na okazję zajęcia ciała zmarłego. Zmartwychwstający trup, w którego wniknął ten
demon, przedstawiał się często makabrycznie: cały sczerniały od dymu stosów
pogrzebowych i ohydnie śmierdzący przypalonym ludzkim mięsem (Somadewa,
Wetala...., Opowieść wstępna, cyt. wyd. s. 9). Wchodzącego w zwłoki i ukazujące­
go się cieleśnie wetali lękano się zwłaszcza z powodu jego demonicznych umiejęt­
ności zwodzenia człowieka, roztaczania wokół niego różnych przerażających ilu­
zji (Somadewa, Wetala..., passim). Ale można również odgadywać, że lękano się
ludożerczych instynktów tego „żywego trupa", który występuje w orszaku Siwy/
Rudry razem z innymi najstraszliwszymi demonami lubującymi się w ludzkim mię­
sie. Ciało zmarłego mógł również zająć czarownik (asceta) wykonując specjalny
rytuał, przenoszący jego duszę z jednego ciała do drugiego, by np. zamienić swoje

�240

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

stare, zużyte już i niesprawne ciało, na nowe, młodzieńcze (Somadewa, Wetala...,
Opowieść XXIII, cyt. wyd. s. 224). Te przykłady trzeba widzieć na szerszym tle
starych wyobrażeń indyjskich o możliwości swobodnego lokowania się dusz róż­
nych istot - demonów jak wetala, półbogów jak jakszasowie, wielkich czarowni­
ków jakimi są asceci, innych ludzi władających mocami jak królowie - w ciałach
martwych lub żywych ludzi i zwierząt (przykłady u Eliadego 1984, s. 167-168
i s. 396). Charakterystyczne w tej tradycji są wyobrażenia o możliwości rozwinię­
cia przez człowieka magicznych umiejętności wchodzenia w inne ciało - o czym
czytamy w klasycznych traktatach o jodze (np. Patańdźali, Jogasutry III, 38). Kon­
cepcja taka jest zresztą wspólna dla rozleglejszego indo-tybetańskiego kręgu kul­
turowego. Warto też zauważyć, iż czarownik we wczesnych tekstach wedyjskich
to jatudhana, „zawierający w sobie (kryjący w sobie) demona" (Słuszkiewicz 1936,
s. 6). Natomiast dusze zmarłych ludzi nie pozostawały raczej w swych ciałach. Po
spaleniu zwłok dusza zmarłego określana jako pręta „ten, który odszedł" błąkała
się jeszcze przez pewien czas w „tym" świecie, najchętniej w okolicy miejsca
kremacji, pola bitwy, przy skrzyżowaniu dróg, ale też w okolicy własnego domu
(Wałkówska 1973, s. 24). Nie była jednak widoczna dla żyjących, a jej obecność
zdradzała niesamowita woń lub straszliwe krzyki i jęki. Pręta ma więc wyraziste
cechy ducha-stracha (Słuszkiewicz 1936, s. 9). Pręta opuszczał ten świat już po
dziesięćiu-jedenastu dniach, gdy w wyniku składanych ofiar (z kulek ryżowych
i wody) wytwarzało się nowe tymczasowe ciało niezbędne zmarłemu do rozpo­
częcia wędrówki w zaświaty lub dopiero po roku, gdy wykonywano rytuał sapindikarny, łączący zmarłego z przodkami w zaświatach (Gonda 1980, s. 443). Jeśli
zaniechano tych rytuałów pręta zamieniał się w straszliwego demona bhuta,
żywiącego się ludzkim mięsem i krwią. W bhutów zamieniali się poza tym ludzie
zmarli gwałtownie (w wyniku wypadku, wyroku, zamordowani, samobójcy),
bezbożnicy i przestępcy, ludzie kalecy i umysłowo chorzy. Bhuta mógł pojawiać
się niewidzialnie i widzialnie, wtedy ukazywał się w przeobrażonej, potwornej
postaci - np. mały, niesamowicie gruby, nieproporcjonalny, o wielkich lwich
zębach, cały czerwony lub czarny. Mógł również przybrać postać zwierzęcą,
np. kozy czy wołu. W lokalnych tradycjach ludowych można natrafić na wyobra­
żenie, że zarówno bhutowie, jak pręty miały zdolność wnikania w ciało zmarłego
i mówienia jego ustami. Demony te potrafiły również wejść w żywego człowieka,
który nagle zapadał na chorobę lub zaczynał mówić nie swoim głosem. Wresz­
cie mogły też przybrać postać zmarłego i nawet zapłodnić kobietę (Keith 1925,
s. 214-215; Słuszkiewicz 1936, s. 34-35).
Wykraczając poza krąg kultur indoeuropejskich chciałbym jeszcze zajrzeć do
odległych Chin. J.A. MacCulloch (1921, s. 590) widział (choć bliżej tego nie wy­
jaśnił) zajmujące podobieństwa słowiańskich i chińskich wierzeń o „żywych
trupach". Ta opinia wydała się trafna również Kazimierzowi Moszyńskiemu (1967,
s. 660). Wedle starożytnych wierzeń chińskich (referuję za: M . Granet 1973, zwł.
s. 312-317; 1977, s. 64-67) człowiek ma dwie dusze. P'o, duszę niższą, duszę
krwi, która pojawia się w chwili poczęcia i hun, duszę wyższą, duszę - tchnienie,
która pojawia się dopiero w chwili narodzin, wraz z pierwszym krzykiem niemów-

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

241

lęcia. Po śmierci człowieka jego zwłoki składano w prowizorycznym grobie - płyt­
kim dole, lekko przysypanym ziemią lub założonym gałęziami, a nad nim ustawia­
no szałas. Zwłoki leżały tam tak długo, dopóki nie uległy rozkładowi do szkieletu.
W szałasie nad grobem składano ofiary z jedzenia, którymi karmiła się dusza p'o.
W miarę rozkładu zwłok dusza ta zatracała swą żywotność, aż zanikała zupełnie,
rozpraszając się w otaczającym świecie i ostatecznie wchłaniał j ą świat podziem­
ny, Żółte Źródła. Jeśli jednak ofiary z pożywienia były za małe lub ich zaprzestano
za wcześnie dusza p'o opuszczała grób i niepokoiła żywych jako wygłodniały,
groźny demon (kuei). Dusza hun po śmierci człowieka rozpoczynała zaś wędrów­
kę do innego tamtego świata, do niebiańskiego pałacu Szang-ti, gdzie łączyła się
z duszami zmarłych przodków. W tej wędrówce duszy hun muszą pomóc żyjący.
Tupiąc i krzycząc krewni zmarłego powodowali hałas podobny do grzmotu,
którym odstraszali potwory szykujące się do pożarcia duszy przechodzącej przez
„coś w rodzaju czyśćca" (Granet 1973, s. 313). Gdy zwłoki rozłożą się już do
szkieletu, syn zmarłego wykonuje rytuał ostatecznego zamknięcia grobu (lub
przeniesienia do nowego, trwałego grobu) i zabiera do domowego ołtarza lub świą­
tyni przodków tabliczkę z imieniem i schematyczną podobizną zmarłego. W tej
tabliczce również przebywa dusza hun, która łączy się także na ziemi z hun przod­
ków. Tabliczka jest otoczona kultem, m.in. składa się jej ofiarne pożywienie, aż
do chwili śmierci kolejnego członka rodu w czwartym pokoleniu, wtedy dopiero
hun ostatecznie zamieszkuje w zaświatach. Jeśli ofiary składane hun są niewystar­
czające, to i ona może stać się niebezpieczna dla żywych. Im szlachetniej uro­
dzony (= rytualnie potężniejszy) był zmarły, tym dłużej trwa rozkład jego zwłok,
rozproszenie duszy p'o i wędrówka duszy hun. Dusza p'o władcy może w ogóle
nie ulegać rozproszeniu, wtedy wchodzi w duszę dzikiego zwierzęcia albo zamie­
nia zmarłego w „żywego trupa", jak to stało się np. w wypadku Er-szy huangi-ti.
Ciekawa jest informacja, że zmarłemu przed złożeniem do prowizorycznego grobu
wypełniano usta ryżem zmieszanym z kauri lub nefrytem, kawałkami nefrytu
zatykano też wszystkie inne otwory ciała, aby nie weszła nimi inna błąkająca
się dusza i zmarły nie stał się demonem, jak pisze Marcel Granet (1973, s. 312),
aby nie stał się wampirem.
Choć lęk przed „żywym trupem" rysuje się w przywołanych kulturach ze
zróżnicowaną wyrazistością, to jednak dość łatwo możemy odszukać wspólne
wzorce wyobraźni. Ciało zmarłego nie ulega rozkładowi bowiem:
• Dusza zmarłego nie chce lub nie może opuścić jego ciała. W tych wypad­
kach zwykle okazuje się, że jest to zmarły władający nadnaturalnymi „mocami",
które w chwili śmierci nie ulegają „rozproszeniu" i jego dusza (lub jedna z jego
dusz) wciąż może korzystać z ciała. Ta niezwykła „moc" zmarłego wynika
z jego „innego" pochodzenia (od demonów czy bogów), mógł uzyskać j ą dzięki
swoim czynom, różnorakim aktom transgresji (odwadze na polu bitwy czy zbrod­
ni), mogła też wypełnić go dopiero w chwili śmierci (kiedy umierał „inną" śmier­
cią - rażony piorunem czy podstępnie zamordowany). Najzwięźlej ujmując
chodzi tu o rozmaitych zmarłych o „innym" statusie rytualnym (czarowników,
władców, morderców, ofiary i in.);

�242

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

• Zwłoki zajmuje jakaś inna błąkająca po świecie demoniczna dusza.
Te wzorce wyobraźni wydają się tak elementarne (wszak najłatwiej dają się
interpretować w ramach szamanizmu, traktowanego jako praforma wyobraźni reli­
gijnej), że dziwi nieobecność wyobrażenia „żywego trupa" w różnych starych
i wielkich kręgach kulturowych. Nie widzimy wyraźnie tego wyobrażenia u ludów
ałtajskich, tak głęboko przecież zakorzenionych w szamanizmie - pomimo, że
dusze demonów i zmarłych chętnie zajmują tam ciało żyjącego człowieka. Nie
występuje też ono w kręgu starożytnych kultur semickich Bliskiego Wschodu
- choć i tam demony mogą swobodnie wnikać w żyjącego człowieka (np. taka jest
ajtiologia różnorodnych chorób). Nietrafne jest zatem przenoszenie określenia
„upiór" lub „wampir" na różne widma złowrogich zmarłych w innych kulturach.
LITERATURA
KRĄG SŁOWIAŃSKI
B a r a n o w s k i B . 1965, Z b a d a ń nad d a w n ą d e m o n o l o g i ą l u d o w ą . ( R e l i k t y w i e r z e ń u p i o r y - s t r z y g o n i e na t e r y t o r i u m w o j . ł ó d z k i e g o ) , Zeszyty Naukowe Uniwersytetu
Łódzkiego,
seria 1, z. 40.
- 1981, W kręgu upiorów i wilkołaków,
Ł ó d ź 1981.
B a z i ń s k a B . 1967, Wierzenia i p r a k t y k i magiczne pasterzy w Tatrach Polskich, [ w : ] Paster­
stwo Tatr Połskich
i Podhala, t. 7, W r o c ł a w .
B e r w i ń s k i R.W. 1862, Studia o gusłach,
czarach, zabobonach
i przesądach
ludowych,
Po­
z n a ń 1862 (reprint: Warszawa 1984).
B i e g e l e i s e n H . 1929, Lecznictwo
ludu polskiego,
K r a k ó w (reprint: Warszawa 1986).
- 1930, Śmierć w obrzędach,
zwyczajach
i wierzeniach
ludowych, Warszawa.
B i e ń - B i e l s k a H . 1959, Słownictwo
Warmii i Mazur. Wierzenia i obrzędy,
Wrocław.
B r u c k n e r A . 1985, M i t o l o g i a polska, [ w : ] t e g o ż Mitologia
słowiańska
i polska, Warszawa.
B y l i n a S. 1992, Człowiek i zaświaty.
Wizja kar pośmiertnych
w Polsce średniowiecznej,
War­
szawa.
Bystroń

J.S. 1916, Zwyczaje

żniwiarskie

w Polsce,

Kraków.

C e r c h a S. 1900, Przebieczany, Materiały Antropologiczno-Archeołogiczne
i Etnograficzne,
Chmielowski
E. 1987, Czarownice,
strzygi, mamony czyli wierzenia i zabobony ludu
cyjskiego zebrane przez... w pierwszej połowie
listopada 1890 г., N o w y S ą c z .
C i s z e w s k i S. 1894, Krakowiacy.
Monografia
etnograficzna,
t. 1, K r a k ó w .
- 1911, Czaszki ludzkie z k ł ó d k a m i , Lud, t. 17.
C z y ż e w s k i F. 1988, Z m o r a , Etnolingwistyka,
nr 1, L u b l i n .
D e к o w s к i J.P. 1987, Strzygi i topieluchy. Opowieści
sieradzkie,
Warszawa.
E f i m e n k o P.S. 1992, U p y r i (iz i s t o r i i narodnych w i e r o w a n j j ) , (1883), [przedr. w : ]
1992.
Federowski

M . 1889, Lud z okolic

Żarek,

Siewierza,

Pilicy,

t. 4.
gali­

Ukraińcy,

Warszawa.

- 1897, Lud białoruski
na Rusi litewskiej,
t. 1, K r a k ó w .
F i s c h e r A . 1921, Zwyczaje pogrzebowe
ludu polskiego,
Lwów.
F 1 i z а к S. 1952, M a t e r i a ł y etnograficzne i historyczne z terenu Z a g ó r z a n , Archiwum
Etnogra­
ficzne, nr 4, P o z n a ń - Ł ó d ź .
F r a n k o U . 1992, S o ż ż e n i a upyrej w s. Nahujewiczach w 1831 g. (1890), [przedr. w : ]
Ukraińcy
1992.
G i e y s z t o r A . 1982, Mitologia
Słowian,
Warszawa.
G o ł ę b i o w s k i Ł . 1830, Lud połski. Jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830 (reprint: War­
szawa 1983).

�243

JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

G o n e t S. 1910, Wierzenia l u d o w e z Suchej, Lud, t. 16.
G u s t a w i c z B . 1902, K i l k a s z c z e g ó ł ó w ludoznawczych z p o w i a t u bobreckiego, Lud, t. 8.
Hilferding
A . 1965, Ostatki S ł o w i a n na p o ł u d n i o w y m brzegu B a ł t y c k i e g o M o r z a (1862),
[ w : ] K o l b e r g 1965, s. 3 0 7 - 4 5 6 .
H n a t i u k W . M . 1903, Znadobi do galicko-ruskoj d e m o n o l o g i i , Etnograficzny]

Zbirnik,

t. 15,

Lwów.
- 1912, Z n a d o b i do ukrainskoj d e m o n o l o g i i , Etnograficzny}
Zbirnik, t. 34, L w ó w .
I w a n o w P.W. 1992, Narodnyje rasskazy o w i e d m a c h i upyrjach (1891), [przedr. w : ]
Ukraińcy
1992.
K a n t o r J. 1907, Czarny Dunajec, Materiały
t. 7.

Antropologiczno-Archeologiczne

i

Etnograficzne,

K o c z w a r a J. 1911, Wierzenia ludowe w M a ł y c h K o ń c z y c a c h , k o ł o Z e b r z y d o w i c na Ś l ą s k u ,
Lud,t
17.
Kolankiewicz
L . 1999, Dziady Teatr święta zmarłych,
Gdańsk.
Kolberg
O. 1874, Lud. Krakowskie,
cz I I I , K r a k ó w (reprint: D W O K t. 7, W r o c ł a w 1979).
Kosińs

1875, Lud. Krakowskie,
cz. I V , K r a k ó w (reprint: D W O K t. 8, W r o c ł a w 1979).
1882, Lud. Wielkie Księstwo
Poznańskie,
cz. V I I , K r a k ó w (reprint D W O K , t. 15, War­
szawa 1962).
1884, Lud. Lubelskie,
cz. I I , K r a k ó w , (reprint: D W O K t. 17, K r a k ó w 1962).
1888, Lud. Pokucie, cz. I I I , K r a k ó w , (reprint: D W O K t. 3 1 , Warszawa 1963).
1888a, Lud. Radomskie,
cz. I I , K r a k ó w , (reprint: D W O K t. 2 1 , K r a k ó w 1964).
1891, Lud. Chełmskie,
cz. I I , K r a k ó w (reprint: D W O K t. 34, Warszawa 1964.
1962, Lud. Kaliskie i Sieradzkie,
K r a k ó w ( D W O K t. 46).
1965, Lud. Pomorze, K r a k ó w ( D W O K : t. 39).
1967, Lud. Tarnówskie-Rzeszowskie,
Warszawa ( D W O K t. 48).
1970, Lud. Mazowsze, cz. V I I , K r a k ó w ( D W O K t. 42).
1971, Lud. Ruś Karpacka,
cz. I I , W r o c ł a w - P o z n a ń ( D W O K t. 55).
1973, Lud. Sanockie-Krośnieńskie,
cz. I I ( D W O K t. 51).
1979, Lud. Ruś Czerwona, cz. I I / 2 , P o z n a ń - W a r s z a w a ( D W O K t. 57/2).
ki
W. 1904, M a t e r i a ł y etnograficzne zebrane w r ó ż n y c h o k o l i c a c h G a l i c y i , cz. 2,

Materiały
Antropologiczno-Archeologiczne
i Etnograficzne,
t. 7.
K o w a l s k a - L e w i c k a A . 1986, L u d o w e w y o b r a ż e n i a ś m i e r c i , Polska
nr 1-2.

Sztuka Ludowa,

r. 40,

K o z i o ł M . 1989, S t r z y g o ń , Etnolongwistyka,
nr 2, L u b l i n .
K r u m h a n z l o v á Z . 1964, Z v l á š t n o s t i r i t u na s l o v a n s k ý c h p o h ř e b i š t i c h v Č e c h á c h , [ w : ] Vznik
a počátky Slovanu, t. V.
K r z y ż a n o w s k i J. 1963, Polska bajka ludowa w układzie systematycznym,
t. 1-2, W r o c ł a w .
L e h r U . 1982, Wierzenia demonologiczne we w s i Obidza (region s ą d e c k i ) w ś w i e t l e b a d a ń
e m p i r y c z n y c h , Lud, t. 66.
- 1983, L u d o w e wierzenia w demony wodne, „ R o c z n i k M u z e u m Etnograficznego w K r a ­
k o w i e " , t. 8.
-

1984, Wierzenia w istoty n a d z m y s ł o w e , „ E t n o g r a f i a Polska", t. 28, z . l .

-

1985, Wierzenia demonologiczne, [ w : ] Studia
K r a k ó w 1985.

z kultury

ludowej

Beskidu

Sądeckiego,

M á t y á s К . 1893, Nasze s i o ł o . Studjum etnograficzne, Wisła, t. 7.
M l e c z k o T. 1902, Ś w i a t z m a r ł y c h . Zwyczaje i zapatrywania ludu polskiego w G a l i c y i za­
chodniej, Lud, t. 8.
M i с e v a E. 1992, Ś w i a t i a n t y ś w i a t , Etnolingwistyka,
t. 5, L u b l i n .
M o s z y ń s k i К . 1928, Polesie wschodnie,
Warszawa.
- 1967, Kultura ludowa Słowian, t. I I , cz. 1, Warszawa.
P a w ł o w s k a J. 1977, R e l i k t y w i e r z e ń d e m o n o l o g i c z n y c h w e wsiach w o k o l i c y D u b i e c k a ,
w o j e w ó d z t w o P r z e m y ś l , Rocznik Przemyski, t. 17/18: 1976/1977.
P e ł k a L . J . 1987, Polska demonologia
ludowa, Warszawa.

�244

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

Pietkiewicz

C.

1931, U m a r l i w wierzeniach B i a ł o r u s i n ó w , Pamiętnik

Warszawski,

1931,

z.2i3.
- 1938, Kultura duchowa Polesia rzeczyckiego,
Warszawa.
P o d b e r s k i A . 1880, M a t e r y j a ł y do d e m o n o l o g i i l u d u u k r a i ń s k i e g o , Zbiór Wiadomości
do
Antropologii
Krajowej,
t. 4.
P o l W. 1966, Prace z etnografii p ó ł n o c n y c h s t o k ó w Karpat, Archiwum Etnograficzne,
nr 29.
Robotycki
R. 1992, Wampiry. O d w i e r z e ń l u d o w y c h do f i l m o w y c h f a n t o m ó w , Polska
Sztu­
ka Ludowa - Konteksty, r. 46, nr 1.
S i m o n i d e s D . 1984, Śląski horror, K a t o w i c e .
- 1989, Wierzenia i zachowania p r z e s ą d n e , [ w : ] Folklor Górnego Śląska, D . Simonides
(red.), K a t o w i c e .
S z y f e r A . 1979, Zwyczaje, obrzędy i wierzenia Warmiaków,
Olsztyn.
Ś w i ę t e k J. 1893, Lud nadrabski od Gdowa po Bochnię.
Obraz etnograficzny,
Kraków.
T o e p p e n M . 1892, Wierzenia mazurskie, Wisła, t. 6.
T o m i c k i R. 1976, S ł o w i a ń s k i m i t kosmogoniczny, Etnografia
Połska, t. X X .
U d z i e l a S. 1890, Świat nadzmysłowy
ludu krakowskiego
mieszkającego
na prawym
brzegu
Wisły, Warszawa.
- 1922, Z k r o n i k k o ś c i e l n y c h . K r o n i k a w M i l ó w c e , Lud, t. 2 1 .
Ukraińcy
1992, Ukraińcy:
narodni wirowannja, powirja,
demonołogia,
Kiew.
W a k a r e l s k i Ch. 1965, Etnografia
Bułgarii,
Wrocław.
W a s i l e w s k i L . 1902, nota w dziale „ P o s z u k i w a n i a " , Lud, t. 8.
W a s y l e w s k i S. 1907, W sprawie w a m p i r y z m u , Lud, t. 13.
W a w r z e n i e c k i M . 1907, W i e ś M y s ł a k ó w . N o t y ludoznawcze, Materiały
Antropologiczno-Archeologiczne
i Etnograficzne,
t. 9.
W ó j c i c k i K . W . 1974, Klechdy, starożytne
podania i powieści
ludu polskiego
i Rusi, Warsza­
w a ( w y d. 1 - 1837).
Zborowski
J. 1932, Ludoznawcze p r z y c z y n k i z g ó r a l s z c z y z n y , Lud, t. 3.
Zoll-Adamikowa
H . 1979, Wczesnośredniowieczne
cmentarzyska
szkieletowe
Małopołski, t. 2: Analiza, W r o c ł a w .
- 1995, D i e Jenseitsvorstellungen bei den Heidnischen Slawen: Defunciti v i v i oder i m materialle Seelen?, Przegląd Archeologiczny,
t. 43.
INNE KULTURY
A 1 e к s e e v N . A . 1984, Samanizm tiurko-jazyčnych
narodov Sibiri, N o v o s y b i r s k .
A p u 1 e j u s z, Metamorfozy
albo złoty osioł, t ł u m . E. J ę d r k i e w i c z , Warszawa 1995.
B o t h e r o y d S., B o t h e r o y d P.F. 1998, Słownik mitologii celtyckiej,
Katowice.
С i n a 1 S. 1997, Ba 'al z Ugarit a inni bogowie burzy starożytnej
Syrii i Palestyny,
Kraków.
C l e n d i n n e n I . 1996, Aztekowie. Próba interpretacji,
Warszawa.
C z a r n o w s k i S. 1956, K u l t b o h a t e r ó w i j e g o s p o ł e c z n e p o d ł o ż e . Ś w i ę t y Patryk bohater naro­
d o w y I r l a n d i i , [ w : ] t e g o ż , Dzieła, t. I V , Warszawa.
E l i a d e M . 1984, Joga. Nieśmiertelność
i wolność,
Warszawa.
- 1988, Historia wierzeń i idei religijnych,
t. I , Warszawa.
- 1994, Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy, Warszawa.
E r m a n W., T i o m k i n E. 1987, Mity starożytnych
Indii, Bydgoszcz.
F a r s o n D . , H a l l A . 1994, Tajemnicze potwory, Warszawa.
F i l o s t r a t o s F l a v i u s , ŻywotApolloniuszaz
Tiany, t ł u m . I . Kania, K r a k ó w 1997.
F l o r e n s k i P. 1984, Ikonostas i inne szkice, Warszawa.
G e i g e r P. 1 9 3 4 - 3 5 , Nachzehrer, [ w : ] Handwórtebuch
des deutschen Abergalubens,
Berlin-Leipzig.
G o d l e w s k i A . L . 1976, Na morzach południowych,
Wrocław.
G o n d a 1980, Vedic Ritual: The Non-Solemn Rites, Leiden.
G r a n e t M . 1973, Cywilizacja
chińska, Warszawa

t. V I ,

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

245

- 1997, Religie Chin, K r a k ó w .
G r i m a 1 P. 1987, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, W r o c ł a w .
H e a n e у M . 1996, Za dziewiątą falą. Księga legend irlandzkich,
Kraków.
H o m e r . 1999, Iliada, t ł u m . K . J e ż e w s k a , Warszawa.
Jakubowska
B . 1989, Złota Brama w Malborku.
Apokaliptyczne
bestiarium
w
rzeźbie
średniowiecznej,
Malbork.
J u n g C G . 1998, Symbole przemiany, Warszawa.
K a ł u ż y ń s k i S. 1986, Tradycje i legendy ludów tureckich,
Warszawa.
K e i t h A . B . 1925, The Religion
and Philosophy
of the Veda and Upanishades,
H a r v a r d 1925
[reprint N e w D e l h i 1976].
Kobłandy-Batyr,
1987, Kobłandy-Batyr.
Kazachski
epos ludowy, t ł u m . M . Ł a b ę c k a - K o e c h e r o w a ,
Warszawa.
К ü r b i s B . 1976, Holophagus. O smoku w a w e l s k i m i innych smokach, [ w : ] Ars histórica.
Prace
z dziejów powszechnych
i Polski, P o z n a ń .
L e u u w v a n d e r G. 1978, Fenomenologia
religii, Warszawa.
L é v i - S t r a u s s С. 1994, Opowieść
o rysiu, Ł ó d ź .
L u г к e r M . 1994, Przesłanie
symboli w mitach, kulturach i religiach,
Kraków.
Ł y c z k o w s k a K . , S z a r z y ń s k a K . 1981, Mitologia
Mezopotamii,
Warszawa.
M а с С u 11 о с h J.A. 1921, Vampire, [ w : ] Encyclopedia
of Religion and Ethics, J. Hastings (ed.),
t. 12, szp. 5 8 9 - 5 9 1 , Edinburgh.
M a l i n o w s k i В . 1990, B a l o m a - duchy z m a r ł y c h na Wyspach Triobranda, [ w : ] t e g o ż Dzieła,
t. 7, Warszawa.
M a ń k o w s k i J. 1975, Mity i świat Eurypidesa.
Zagadnienia
wybrane, W r o c ł a w .
M e 11 a a r t J. 1967, Catal Hüyük: Neolithic Town in Anatolia, L o n d o n .
M i n o i s G. 1996, Historia piekła, Warszawa.
Odyseja, Homer. Dzieła t. I I . Odyseja, t ł u m . L . S i e m i e ń s k i , o p r a ć . Z . K u b i a k , Warszawa 1990.
The Oxford English
Dictionary
1933, The Oxford English Dictionary,
O x f o r d 1933, [reprint:
O x f o r d 1988]
P a t a ń d ź a l i , Jogasutry,
[ w : ] Klasyczna joga indyjska, t ł u m . L . Cyboran, Warszawa, 1986.
P a u z a n i a s z , 1968, Wędrówka po Helladzie
= Na olimpijskiej
bieżni i w boju. Z
Pauzaniasza
Wędrówki po Helladzie
księgi V, VI i IV, t ł u m . J. N i e m i r s k a - P l i s z c z y ń s k a , W r o c ł a w .
Potkowski
E. 1973, Dziedzictwo
wierzeń
pogańskich
w średniowiecznych
Niemczech.
Defuncti vivi, Warszawa.
P r o p p W. 2000, Nie tylko bajka, Warszawa.
Rygweda,
Hymny Rigwedy, 1971, t ł u m . F. M i c h a l s k i , W r o c ł a w .
R o u x J.-P. 1994, Krew. Mity, symbole, rzeczywistość,
Kraków.
S i e r o s z e w s k i W. 1961, Dwanaście
lat w kraju Jakutów, t. I I , K r a k ó w .
S k ł a d a n k o w a M . 1979, Mity królewskiej
księgi. Symbole i wzorce mityczne w „ Szahname ",
Warszawa.
Słownik mitologii hinduskiej 1994, Słownik mitołogii hinduskiej, A . Ł u g o w s k i (red.), Warszawa.
S ł u p e c k i P.S. 1998, Wyrocznie i wróżby pogańskich
Skandynawów,
Warszawa.
S ł u s z k i e w i c z E. 1936, O duchach, duszach, d j a b ł a c h i demonach indyjskich, Lud, t. 34.
S o m a d e w a , 1955, Wetala..., Dwadzieścia
pięć opowieści
wampira
[Wetala-pańcza-wimsatika], t ł u m . H . W i l l m a n - G r a b o w s k a , W r o c ł a w .
S t i l l e r R. 1971, Antologia literatury malajskiej,
Wrocław.
S u r a z a k o v S.S. 1985, Altajskij geroičeskij
epos, M o s k v a .
Tryjarski
E. 1991, Zwyczaje pogrzebowe
ludów tureckich na tle ich wierzeń,
Warszawa.
Wałkówska
H . 1973, Kult zmarłych
w Indiach
starożytnych.
Studia z etnografii
Indii,
Wrocław.
W h i t e Т. H . 1960, The Bestiary. A Book of Beasts. Being a Translation from a Latin Bestiary
of
the Twelfth Century, made and edited b y . . . , N e w Y o r k .
V i t e b s k y P. 1996, Szaman, Warszawa.
Z i e l i ń s k i Т. 1991, Religia starożytnej
Grecji. Zarys ogólny. Religia hellenizmu,
Wrocław.

�246

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI
ON L A M I A S A N D VAMPIRES ONCE A G A I N
Summary
The author has re-examined ethnographic records c o m i n g f r o m before the W W I I (i.e. i n c l u d ­
i n g also some areas o f Belarus and U k r a i n e previously b e l o n g i n g to Poland) i n search o f those
concerning lamias and vampires ( i n Polish referred to by more names: u p i ó r , w a m p i r , s t r z y g o ń ,
strzyga). The resources o f data, especially from the 1 9

th

century are f a i r l y r i c h , a l l o w i n g for

attempts o f interesting explanations reaching deeper into the w o r l d o f archaic i m a g i n a t i o n .
I n part I source data are collected and marshalled, those t e l l i n g about: situations i n w h i c h the
mentioned demons emerge, their forms and actions, ritual ways o f neutralizing their magic p o w e r
and other r i t u a l actions associated w i t h their apparition.
The author distinguishes different types o f e v i l spirits mentioned and named i n f o l k tales (i.e.
different categories o f vampires, lamias, nightmares, kelpies waterspirits. I n Slavonic languages
emons are distinguished by more names although i n some beliefs and stories they seem to be
confused.In

the

author's

classification they

should be

treated

separately

despite

some

propinquities i n the motives o f respective beliefs.
I n the second part interpretation is offered. The author starts w i t h the d e f i n i t i o n o f the dis­
cussed demon ( vampire/lamia) as " l i v i n g ghost", " l i v i n g corpse" (defuncti

vivi).

Remarkable are

those beliefs i n w h i c h die demon is believed to be hollow, empty, w i t h o u t skeleton inside h i m . I t
may reveal one o f the most p r i m a r y fears o f m a n k i n d , i.e. fear o f filling one's body ( l i v i n g or after
death) w i t h strange and hostile soul.That d i d not a l l o w the deceased for the proper passage to the
other w o r l d . Here another archaic image seems to be reflected, associating the decay o f the flesh
w i t h the passage to the other w o r l d w h i l e the preservation o f complete skeleton means the chance
for r e v i v a l . The demonic soul was believed to be able to leave the human body and to occupy that
o f a b i r d w h i c h , i n turn became a dangerous demon - another archetypie image.
Remarkable is that the most feared " l i v i n g ghosts" ("zombies") were those into w h i c h m a g i ­
cians and witches turned. Here we should refer to the paleocultural and cross-cultural figure
o f shaman - the one whose soul can leave his body but alsowhose b o d y can be posesssed by
other spirits.
The v a m p i r e / l a m i a was said to bite and devour his v i c t i m or to strangle and suck his/her
b l o o d . B e i n g devoured is, most probably the most archaic image o f v i o l e n t death. B e i n g devoured
by a demon was s t i l l more dreadful since i t frustrated any chances for r e v i v a l . K a z i m i e r z
M o s z y ń s k i says that, i n his o p i n i o n , that demon, as i t appears i n the b e l i e f system o f the Slavs,
has "an air o f infinite savagery". A c c o r d i n g to the author i t is a very suitable term i f by "savage"
w e mean not o n l y " p r i m i t i v e " but also " p r i m a r y " . ( I n Polish - " p i e r w o t n y - one term w i t h double
meaning- " p r i m a r y " and " p r i m i t i v e " Here we can see the p r i m a r y fears o f m a n k i n d .
I n the t h i r d part the author studies the above mentioned ("our") vampires against the back­
ground o f similar beliefs i n other cultures. He starts w i t h the B u l g a r i a n vampires w h i c h prove the
Slavic cultural " c o m m o n denominator". Striking resemblances can be found i n the German c u l ­
tural area (both those o f ancient times and i n German folk culture). Remarkably less distinct is the
representation o f " l i v i n g corpse" i n the ancient Celtic cultural circle. S t i l l less i n ancient Greece.
O n the other hand an equivalent o f the " l i v i n g corpse" can be found i n the Vedic India (wetala).
Remarkable similarities w e can see i n ancient China. Instances reaching far back i n the past and/
or c o m i n g f r o m distant societies prove u n i t y o f i m a g i n a t i o n reaching very deeply and seem to
h i n t at certain paleocultural patterns . The more strange i t seems that the representations o f the
" l i v i n g corpse" are, as a matter o f fact, not present at a l l i n some great and ancient cultural circles,
e.g. by Semitic or A l t a i c peoples.
Translated

by Anna Kuczyńska-Skrzy

рек

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10972" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10950">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d43db9aabfcb92ea32092f11f2dac998.pdf</src>
        <authentication>2c103f142a263b0d0286ebcac326c031</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130787">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1730</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130788">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130789">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1601</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130790">
                <text>Pogranicze jako patchwork. Refleksje z Białorusi / ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130791">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47, s.129-148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130792">
                <text>Demski, Dagnosław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130793">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130794">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130795">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130796">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130797">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L V I I : 2003, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

DAGNOSŁAW DEMSKI
Instytut A r c h e o l o g i i i E t n o l o g i i P A N , Warszawa

POGRANICZE JAKO PATCHWORK. REFLEKSJE Z BIAŁORUSI
... Nie ma już
Połskę,

tej dziewczynki,

która mówiła

za swoju rodzinu
zrobiliśmy

wierszyki

wtenczas,

się drugimi

która

była w Polsce,

polskie...

My oddaliśmy

która

kochała

by

wszystko

a za czas wojny i za życie pośle

wojny

(Naliboki)

Inspiracją do napisania tego artykułu były wywiady i rozmowy przeprowa­
dzone z mieszkańcami Zachodniej Białorusi, a konkretnie rejonu Puszczy Nalibockiej. Pojawiały się w nich wątki historyczne, związki rozmówców z dawnym
państwem polskim i kulturą polską. Wspominali o trudnym losie ludzi zmuszo­
nych do adaptacji na ziemi o wielokrotnie zmieniających się granicach.
Po przeczytaniu wspomnień Hipolita Korwina-Milewskiego , uświadomiłem
sobie, że pytanie „kim jestem" jest na tych ziemiach stawiane, w tej czy innej
formie, przez kolejne pokolenia. Uznałem też, że pojęcie „pogranicza", wzajem­
nych związków między sąsiadującymi ze sobą narodami i kulturami, jest ciągle
jeszcze tematem nie wyeksploatowanym i wartym dalszych rozważań.
Przedmiotem opisu jest „świat" wyłaniający się z wypowiedzi mieszkańców
badanych terenów . Specyfika tego regionu i ludzi tam mieszkających polega na
tym, że żyją oni na swojej ziemi „od zawsze", ale w ciągu życia kilkakrotnie do­
świadczyli zmian granic państwowych (lata 1918-1922, 1939, 1941, 1944). Zmia­
ny granic wywarły duży wpływ na ukształtowanie się tożsamości mieszkańców
Zachodniej Białorusi. Chociaż Puszcza Nalibocka leży dzisiaj niedaleko od Miń­
ska, to w przeszłości znajdowała się po polskiej stronie granicy polsko-rosyjskiej.
Z tego powodu obszar podlegający w ciągu życia jednego pokolenia mieszkańców
1

2

1

H i p o l i t K o r w i n - M i l e w s k i (1848-1932), w ł a ś c i c i e l majątku Ł a z d u n y i Ł u g o m o w i c z e na obrze­

ż a c h Puszczy Nalibockiej w okolicach m i e j s c o w o ś c i Gieranony, p o w . w i l e ń s k i . B y ł p o s ł e m do D u m y
Rosyjskiej z Gubernii W i l e ń s k i e j w latach 1906-09. P r z y c z y n i ł się do p o w o ł a n i a na premiera Rosji
Piotra S t o ł y p i n a . N a l e ż a ł do konserwatywnego ś r o d o w i s k a tzw. ż u b r ó w kresowych, o d z n a c z a j ą c e ­
go s i ę p e w n y m stopniem separatyzmu kresowego. Ś w i e t n y gospodarz, uczestnik z j a z d ó w gorzelnik ó w w M o s k w i e i W i l n i e . W s p ó ł p r a c o w a ł z Kurierem

Litewskim.

Z racji swoich k o n t a k t ó w zagra­

nicznych u c z e s t n i c z y ł w kreowaniu p o l i t y k i na Kresach. Przeciwnik Józefa P i ł s u d s k i e g o .
2

C y t o w a n y m a t e r i a ł pochodzi z w y w i a d ó w i r o z m ó w zarejestrowanych w latach 1 9 9 9 - 2 0 0 1 ,

k i e d y to p r o w a d z i ł e m badania terenowe grupy laboratoryjnej s t u d e n t ó w etnologii K E i A K U W
w rejonie Puszczy N a l i b o c k i e j . Badania p r z e p r o w a d z i ł e m w m i e j s c o w o ś c i a c h :

Rubieżewicze,

I w i e n i e c , N a l i b o k i , Derewna oraz w M i ń s k u . A u t o r a m i c y t o w a n y c h w t e k ś c i e w y w i a d ó w i roz­
m ó w są: R. M a z u r e k , M . Blados, M . N a w r a c k a , K . Gozdalska, M . T r a l e w i c z , M . S t r a w i ń s k a
oraz D . D e m s k i . N i e z a m i e ś c i ł e m tu c y t a t ó w z m o i c h w y w i a d ó w z tego rejonu p o c h o d z ą c y c h
z lat w c z e ś n i e j s z y c h .

�130

DAGNOSŁAW DEMSKI

wielokrotnym zmianom granic administracji państwowej uznałem za pogranicze.
Szczególnie istotne jest w tym przypadku to, że zmiany kulturowe i świadomo­
ściowe ludności nie są wywołane ich emigracją, ale przesuwaniem się granic.
Przedmiotem rozważań jest zatem problem, jak funkcjonuje „pogranicze"
w umysłach i zachowaniach jego mieszkańców oraz wpływ zmiany granic na
różne sfery życia ludzi, widziany przez pryzmat miejsca, jakie badana grupa
zajmuje w lokalnym (lub regionalnym) systemie hierarchii i statusu, będącym
odzwierciedleniem uznawanych przez nią wartości .
Każde środowisko lokalne prezentuje pewien rodzaj układu sił. Można w nim
wyróżnić kilka głównych elementów składowych, z których każdy posiada
swoje miejsce w hierarchii. Pozycja dominująca narzuca swój wzór kulturowy
całości, co jest widoczne na pograniczu etnicznym. Na stan środowiska wpływa
wiele czynników zewnętrznych i wewnętrznych, w związku z tym dzieje zbio­
rowości lokalnej wykazują dynamikę, a pozycję dominującą mogą zajmować
kolejno różne grupy. Ma to także miejsce w przypadku pogranicza kształtowa­
nego przez zmiany granic politycznych. Człowiek pogranicza zostaje zmuszony
do adaptacji do zmieniających się warunków, wynikłych ze zmiany granic, a co
za tym idzie do innych instytucji, języków, tradycji itp.
Problem „kim jestem" może pojawić się w różnych ujęciach i pod różnymi
pojęciami. Na obszarach zachodniej części współczesnej Białorusi problem ten
był obecny już na przełomie X I X i X X w. Oto, co pisze w swoich wspomnie­
niach, spisanych w latach 20-tych X X w., Hipolit Korwin-Milewski:
„Otóż w końcu X V I I I wieku, jeśli plebs kresowy różnił się swoją gwarą do­
mową i po części obyczajami od rdzennie polskiego, to warstwa czołowa i tu,
i tam była do takiego stopnia zlana i zrównana, jak się tego jeszcze wtenczas nie
zauważało między południowymi i północnym i Francuzami lub Niemcami. Na­
wet, i to jest także zjawisko ogólnoeuropejskie u wszystkich większych narodów,
ta wschodnia elita polska miała uczucie patriotyczne raczej silniejsze niż zachod­
nia. Dawał się też u niej zauważyć fenomen, którego po dziś dzień nie można nie
zauważyć u innych narodów europejskich, mianowicie, że jakościowo ta elita
kresowa przedstawia nie mniejszą lecz raczej większą wartość specyficzną niż
wśród ludności od granic kraju bardziej oddalonej. Tak wszyscy trzej główni,
właściwie jedyni twórcy odrodzenia i zjednoczenia Włoch byli kresowcami:
Cavour Sabaudczykiem, Garibaldi Nicejczykiem, Mazzini Ligurem z pod Genuy.
We Francji, gdy tylko zaczęło przebudzać się poczucie jedności narodowej,
pierwszymi bohaterami tego porywu byli lotaryńska pastuszka Joanna D'Arc,
Bretończyk Du Gueclin, trochę później „rycerz bez skazy lub strachu" Bayard
z pod Grenoblů, który w chłopięcym wieku pewnie używanego w Paryżu języka
nie rozumiał. W przeszłym wieku uosobieniem patriotyzmu francuskiego byli
Korsykańczyk Napoleon Bonaparte i Gaskończyk, świeży przybysz z Włoch,
3

3

Pod p o j ę c i e m miejsca rozumiem to, co P. Bourdieu n a z y w a ł p o z y c j ą , j a k ą jednostka zajmuje

w d a n y m p o l u lub u k ł a d z i e k u l t u r o w y m . Z a j ę c i e takiej, a nie innej pozycji powoduje konsekwen­
cje dla z a c h o w a ń i s p o s o b ó w m y ś l e n i a o ś w i e c i e danej grupy.

�POGRANICZE JAKO PATCHWORK. REFLEKSJE Z B I A Ł O R U S I

131

Gambetta. W tym samym wieku Anglia zawdzięcza protestanckiej Irlandii naj­
większych swoich bohaterów wojskowych: Wellingtona, Robertsa i Kitchenera.
Gdyby w tych trzech krajach rozsortować wszystkie ich znakomitości z dzie­
dziny czy wojskowej, czy politycznej, naukowej lub artystycznej, to by się zna­
lazło, że ich kresy dostarczyły wspólnej ojczyźnie grubo więcej niż połowę tych
ludzi, którym ta ojczyzna zawdzięcza swą chwałę.
To samo z naszymi Kresami. Nawet dzisiaj, kiedy o nas już coś wiedzą na
Zachodzie, zapytajcie przeciętnego Anglika lub Francuza, o jakich znakomitych
Polakach on słyszał od czasu zagłady naszego państwa, on wyliczy wam gro­
dzieńskiego szlachciurę Kościuszkę, Wołyniaka ks. Józefa Poniatowskiego, także
Wołyniaka ks. Adama Czartoryskiego, Nowogrodzianina Adama Mickiewicza,
0 ile jest artystycznie wykształconym, Mińszczuka St. Moniuszkę, Grodzieńczuka
Henryka Sienkiewicza, urodzonego w Wilnie, wychowanego w Krzemieńcu Sło­
wackiego, Podolanina Paderewskiego" (Korwin-Milewski 1993, s. 399-400).
Cytowany fragment uzmysławia nam, że problem pogranicza nie był obcy
mieszkańcom Kresów w pokoleniu autora, chociaż posługiwano się innymi niż
obecnie pojęciami, jak np. 'kresy', 'kresowcy', 'elita kresowa' lub 'uczucia
patriotyczne'. Nie był to przy tym problem akademicki lub czysto teoretyczny,
a wielu z mieszkańców zmuszonych było wielokrotnie konfrontować się z nim
w różnych sytuacjach, szczególnie w trudnych i przełomowych momentach dzie­
jowych tej ziemi, spowodowanych głównie zmianą politycznych granic i włą­
czaniu jej w inne państwa. Każdy mieszkaniec pogranicza musiał znaleźć swój
własny, praktyczny sposób radzenia sobie ze zmieniającą się rzeczywistością.
Różnorodność opinii w kwestii adaptacji po zmianie granic, wyrażanych przez
mieszkańców pogranicza, wskazuje przede wszystkim na istnienie wielu, często
skrajnych, postaw światopoglądowych i politycznych. Spory teoretyczne
1 definicyjne są odzwierciedleniem głębszych konfliktów postaw. W tej sytuacji
w dyskusji należy zachować większą ostrożność przy formułowaniu definicji
i zgłaszaniu własnych argumentów, czy w rozumieniu definicji i argumentów
innych stron, aby bogactwa rzeczywistości Kresów nie zredukować do kilku
najbardziej radykalnych postaw.
*

*

*
4

Czym jest pogranicze? Wielu autorów podejmowało ten temat i nie jest moim
celem szczegółowa prezentacja ich prac. Najczęściej podkreśla się terytorialny
lub przestrzenny wymiar pogranicza. Jest on najbardziej widoczny. Pragnę tu
zwrócić uwagę na inny, szczególny aspekt pogranicza, jakim jest „łączenie obu
stron" w rodzaj wzorca, manifestującego się we wszystkich sferach życia jego
mieszkańców. Oczywistością jest, że pogranicze nie jest ściśle związane z linią
granic państwowych. Mieszkańcy pogranicza pozostają pod wpływem graniczą­
cych ze sobą ziem, często - pomimo widocznych różnic - dzielą wspólne wartości,
4

Sadowski (1995a; 1995b), K a b z i ń s k a (1994; 1999).

�132

DAGNOSŁAW DEMSKI

idee i tradycje. Również dawne Kresy Rzeczypospolitej z czasów Korwina-Milewskiego lub zachodnią część powojennej Białorusi można uznać za przy­
kład kultury pogranicza, ponieważ ich mieszkańcy pozostają pod wzajemnym
wpływem kultur sąsiadów.
Najczęściej spotykamy w literaturze dwa sposoby spojrzenia na pogranicze.
Z jednej strony widziane jest ono jako kresy albo peryferia głównego obszaru
etnicznego lub kulturowego, z drugiej - jako strefa po obu stronach granicy, na
której terenie występują wpływy charakterystyczne dla obu stron. Przykładem
pierwszego stanowiska były słowa Hipolita Korwina-Milewskiego. Mimo, że
prezentuje on pogląd z początku X X w., to przed takimi samymi dylematami
staje każde pokolenie mieszkańców pogranicza.
Pogranicze jest miejscem zetknięcia się przynajmniej dwóch kultur, a sposób
ich połączenia jest różnorodny i rzadko przewidywalny. Istnieją zbiorowe i indy­
widualne formy tego „zderzenia kultur", obie podlegające zmianom. Relacje każ­
dego z mieszkańców przedstawiają jakiś fragment całości obrazu, którego sami
są częścią. Jedna z kultur ma zawsze pozycję dominującą. Dopełniającą się całoś­
cią byłyby tu wyobrażenia tego samego obszaru widziane oczyma przedstawicieli
obu stron granicy. Wraz z przesunięciem granic jedna strona zdobywa przewagę
i zajmuje pozycję dominującą wobec drugiej. Można się zastanawiać, czy wszyst­
kie strony mają taki sam obraz rzeczywistości pogranicza, czy przeciwnie - ist­
nieje więcej sposobów wartościowania i prezentowania rzeczywistości. Na bada­
nym przeze mnie obszarze powinien funkcjonować obraz Polaków w oczach
Białorusinów i obraz Białorusinów w oczach Polaków.
Pogranicze objawia się w różnych aspektach i sferach rzeczywistości. Dynamika
zmian obserwowana jest wyraźniej z pokolenia na pokolenie, a współcześnie zmia­
ny zachodzą częściej. Życie jednostki na pograniczu przyrównać można do sytua­
cji dziecka, które musi dokonać syntezy cech obojga rodziców, raz żyjących ze
sobą w zgodzie, w drugim przypadku z trudem godzących odmienne charaktery,
a innym razem wręcz nienawidzących siebie nawzajem. Do znaczącej syntezy
nie musi dojść, jeśli nastąpiło odrzucenie jednego z rodziców. Taki wzorzec (od
syntezy do odrzucenia jednej ze stron) objawia się w wielu wymiarach i aspektach.
Sana mapie świata miejsca, które można traktować jako pogranicze ze wzglę­
du na fakt ukształtowania się na wspólnym obszarze jednocześnie dwu lub kilku
formacji kulturowych i religii. Najlepszym przykładem wydaje się być Jerozoli­
ma - święte miasto trzech religii: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, ale rów­
nież Wilno - ośrodek kultury litewskiej, polskiej i białoruskiej, Lwów - centrum
kultur ukraińskiej, polskiej, czy szerzej - Kresy. To miejsca, w których dochodzi
do syntezy kultur, co powoduje ich wzajemną inspirację .
Prace o pograniczu najczęściej koncentrowały się na mechanizmach proce­
sów asymilacji i akulturacji, a kontekst kulturowy służył egzemplifikacji okreś­
lonego aspektu lub odmiany tego procesu. Przykładem na to na obszarze zachod5

5

I n n y m i p r z y k ł a d a m i tego t y p u miejsc w Polsce s ą Ś l ą s k i Kaszuby, gdzie wzajemne inspira­
cje k u l t u r o w e s ą nie do przecenienia.

�POGRANICZE JAKO PATCHWORK. REFLEKSJE Z B I A Ł O R U S I

133

niej Białorusi są charakterystyczne relacje informatorów: [...] słuchaj jak wy
„obrusieli" (Iwieniec); [...] to można rozróżnić po mowie, czasem słowo jakie
polskie usłyszę, może nie polskie ale opolszczone (Naliboki).
Ważnym fragmentem badań pogranicza jest skupienie się na warstwie wza­
jemnych stereotypów dwóch lub kilku sąsiadujących stron. Takie badania mają
sens, gdyż zawsze przynoszą dużo aktualnego materiału (np. z lat 1999-2001),
odzwierciedlającego stan relacji. Mamy do czynienia z różnego rodzaju stereoty­
pami. Jedne dotyczą cech charakteru i typowych zachowań: Polki takie statecznaje, a prawosławna ona szustra taka bolsze. A Rosjanki to one tolko huliajut
(Naliboki); Polka jest takaja, no, bolsze na princezu pahoża, bolsze Polka czem
Rosjanka czy Białaruska. Białaruska za wsio była w robocie, w czarnych rukách,
a Rosjanka nic jej nie wychodzit, ona nie lubi rabotat, wcale nie lubi (Naliboki);
Białorusini Oj, jak mnie każu, szto nasze też nie takije, nie złyje kobiety, takie
i dobre jest. Jest troszeczki coś teraz ludzie takije nerwowe, taka życie jest ciężka.
Pracują, pracują i nie mają nic (Naliboki); Nasze Białorusinki są takie czarne
pracują całe życie, po prostu nie znają drugiego, nie maja porównania i całe
życie pracują. Pracują ,aby tylko przeżyć. No, nasze dziewczęta, kobiety są tro­
chę pogubione w sobie. Oni czasem wstydzą się siebie, wstydzą się powiedzieć
coś nie tak, więcej one takie hamują się, że są niczym. Wstydzą się siebie. Oni nie
mogą coś walczyć za swoje prawa, on czują tyko obowiązki wobec państw. Biało­
ruska kobieta taka, że nawet jak mąż bije, to ona nic tylko, no taki człowiek i tak
trzeba żyć (Naliboki); Rosjanki? Są niemiłe, niemiłe. Ze wszystkim chce rozma­
wiać, ale nie chcą pracować, a chcą mieć Białorusinek?...To...ja zjednej strony
mnie to się podoba prostota, proste na duszy. Jak wy zauważyli na naszej to
nasze kobiety to takie proste ludzie, ale to jest często takie chamskie. Człowiek
kultury, no to nie jest..., Rosjanki Wiesz, one uważają się za lepszych ludzi, uwa­
żają się za lepszych, za wyższe stworzenie. Czują się wyższą nacją (Naliboki);
Rosjankę można poznać po tym, że ona czysto po rosyjsku rozmawia. Oni dostat­
nio lubią swoją nację rosyjską. Oni nie mieniają języka. A miejscowi ludzie,
o i Białorusini, i Polacy ich nie rozbierzesz, dlatego że między sobą od maleńkie­
go na ulicy tak (Iwieniec); Do Białorusów to normalnie, no Ruskich nie lubią...;
No idzie od nich jakiś szarm, że Polaczki (Iwieniec).
Inne stereotypy opisują wygląd, także będący wyrazem pewnych cech charak­
teru: Białorusini poznać to można rozpoznać często po oczach, bo taki mają
ból, ból w oczach. Nawet przejedz w mieście w tym autobusie, czy w tramwaju,
nie zobaczysz żadnego uśmiechu w tej setce ludzi. Będzie się ktoś tam śmiał, ale
z durnych jakiś tam zabaw, nie będą to jakieś szczęśliwe uśmiechy, ten ból w oczach
będzie... (Naliboki); Rosjanki jeszcze grubiej chodzą jak Białaruski (Naliboki).
Stosunek do religii także może znaleźć swój obraz w stereotypach: Prawo­
sławne kobiety zawsze po chrzcie, więcej są prawosławne nie po praktyce chrześ­
cijańskiej, ale po chrzcie. Katoliczki dużo takie jakąś radość mają w sercu i inny
podchod do sprawy świętości, nie umartwienie, ale jakaś wesołość. No, prawo­
sławni takie są mniej religijne. Nie chce powiedzieć, że są niżej, bo to nie praw­
da, ale są takie no nie w praktyce religijnej (Naliboki).

�134

DAGNOSŁAW DEMSKI

Z badań wynika, że pewne stereotypy mają trwały, wielopokoleniowy charak­
ter, inne są odbiciem bardziej aktualnego stanu relacji, wskazując równocześnie na
długo- i krótkofalowe efekty zmian. Każdy z nich odpowiada pozycji, jaką w świe­
cie informatora lub autora zajmują Białoruś i Polska. Zgodnie z duchem koncepcji
Pierre Bourdieu (2003), każda wypowiedź informatora w istocie jest wyrażeniem
miejsca, jakie dana sprawa zajmuje w świecie wartości rozmówcy.
Wróćmy do szczególnego aspektu pogranicza, na który chciałem tu zwrócić
uwagę. Pogranicze to rodzaj strefy kulturowej, w której elementy dwóch (lub
kilku) stron są wymieszane ze sobą, oczywiście występując w różnych propor­
cjach. Ich skład zależny jest od wielu czynników. Do nich zaliczymy z pewnoś­
cią odległość od granicy - im dalej teren oddalony jest od granicy, tym mniej
przedstawia cech kulturowych należących do kultury strony przeciwnej .
Współcześnie pogranicze należy traktować niejako zwartą strefę równomier­
nie wymieszanych cech kulturowych, ale jako obszar przypominający mozaikę
lub patchwork . Pod tym pojęciem rozumiem zbiór luźno połączonych proce­
sów, nierównomiernie rozwiniętych wzorów kulturowych, odzwierciedlających
sprzeczne reguły rządzące działaniami ludzi należących do odrębnych kultur.
Istnieje ono nie tylko przestrzennie - horyzontalnie, ale także wertykalnie - spo­
łecznie i znajduje nieoczekiwanie swój wyraz niemal w każdym wymiarze życia.
Ze względu na przedmiot zainteresowania badaczy - styk przynajmniej dwóch
kultur - pogranicze stanowi inną jakość niż kultura rozumiana jako całość. Po­
granicze różni się od ziem położonych w centrum kraju, choć i tam dochodzi do
sytuacji zderzenia wielu kultur, szczególnie obecnie w dobie procesów globali­
zacji. Na specyfikę pogranicza wskazuje fakt, że często była to kraina nie zwią­
zana z imieniem dynastii, ziemia niedziedziczona, a raczej przyłączona do głów­
nej części później, podbita lub będąca przedmiotem sporu. Świadczy to o braku
ciągłości historycznej, co jest najbardziej istotną cechą takiego regionu.
Sytuacji pogranicza, moim zdaniem, nie do końca odpowiadają metafory: ba­
zaru kuwejckiego, ani kolażu Geertza (1986, s. 121), gdzie akcent kładziony jest
na wielogłosowy obraz całości, co jest również istotne, tu istotą jest coś odmien­
nego - specyficzny obszar styku dwóch rzeczywistości. Bardziej odpowiada temu
obszarowi określenie patchwork lub mozaika kulturowa, podkreślające zainte­
resowanie badacza układem wzajemnie splecionych cech przynajmniej dwóch
kultur. W przypadku kolażu akcent kładziemy na różnorodność, w patchworku
pogranicza - punktem wyjścia są dwie kultury, a interesuje nas stopień wymie­
szania między nimi, od skrajności po różne formy pośrednie.
Motywem przewodnim rozważań nad pograniczem jest współistnienie sąsia­
dujących kultur w różnych, często nieporównywalnych układach. Istotą tego zja6

7

6

7

Podobnie u w a ż a w i e l u a u t o r ó w , w t y m Sadowski 1995a; 1995b.

I n s p i r a c j ą dla m n i e b y ł o u ż y c i e tego t e r m i n u przez Stephena M . Lyona w pracy pt. Power
and Patronage in Pakistan ( L y o n 1993, s.68). A u t o r proponuje w miejsce przechodzenia m i ę d z y
i d e a l n y m i t y p a m i Leacha, zastosowanie bardziej u ż y t e c z n e j konceptualizacji p a t c h w o r k u j a k o
r ó ż n i ą c y c h s i ę p o z i o m ó w w y s t ę p o w a n i a w s p ó l n y c h i d e a ł ó w i zasad organizacji s p o ł e c z n e j roz­
rzuconych w sąsiednich społecznościach.

�POGRANICZE JAKO PATCHWORK. REFLEKSJE Z B I A Ł O R U S I

135

wiska jest fakt, że wspólne lub podobne wartości mogą występować na różnych
poziomach społecznych i kulturowych sąsiadujących ze sobą grup. Przykłady na
potwierdzenie tego układu można odnaleźć w każdym z omawianych w etno­
logii wyznaczników kulturowych lub etnicznych - np. w języku, religii, historii.
Dotyczy to również świadomości i tożsamości, będących zwieńczeniem wszyst­
kich poprzednich wyznaczników.
Sposób „łączenia" kultur tworzy wzorzec, który przenika mikrokosmos
lokalny, stając się częścią życia pogranicza. Jak już wspomniałem, przyjmuje
on formę wzorca - patchworku, jednego z wielu możliwych, w lokalnej zbioro­
wości. Można go badać jako zbiór wszystkich możliwych elementów dla bada­
nej zbiorowości lub dla jednostki.
Na pograniczu patchwork, zawsze jeden z wielu możliwych, jest formą wy­
mieszania nie tylko języków, religii, przestrzeni społecznej, ale także historii ze
współczesnością, deklaracji z praktyką, tradycji z inwencją, tutejszości z etnicznością, starego z nowym, lokalności z globalnością, narodowego z ponadnaro­
dowym, podrzędnego z nadrzędnym.
JĘZYKI

Przykładem zjawiska odzwierciedlającego wzory patchworku w sferze języ­
ka, na obszarze Zachodniej Białorusi, jest obecność kilku języków - rosyjskiego,
białoruskiego, „prostego", polskiego. Badacze-wskazywali na istnienie wysp
języka polskiego na dawnych Kresach. Przed wojną było ich jeszcze sześć ,
a teraz możemy mówić tylko o dwóch, czy trzech na terytorium dzisiejszej
Białorusi. Charakterystyczne były zwarte skupiska ludności posługującej się
językiem polskim, np. iwieniecka wyspa językowa (Krysiński 1928, s. 356).
Na kwestie języka na Białorusi spojrzeć można także od strony obszarów ich
stosowania. Okazuje się, że - jak przystało na pogranicze - nadal jesteśmy świad­
kami zróżnicowania języków na język rodziny i wsi (prosty, białoruski), szkoły
(białoruski, rosyjski), wyższej uczelni (rosyjski), urzędów państwowych (rosyj­
ski), kościoła (białoruski, polski), wojska (rosyjski). Mieszkaniec Białorusi pol­
skiego pochodzenia ma możliwość znajomości trzech lub czterech języków
- białoruskiego, rosyjskiego, polskiego oraz „prostego". Jednak w praktyce zna­
jomość języka polskiego jest na Białorusi zróżnicowana. Duża część Polaków
średniego i młodszego pokolenia słabo włada językiem polskim. Posługiwanie
się nim także jest niejednorodne. Istnieje np. język kościelny, język pieśni po­
grzebowych, napisów nagrobnych, listów do rodziny za granicą. Pewną formą
zauważalnego wpływu kultury polskiej na miejscową jest używanie bardziej
urozmaiconego słownictwa (u niego boisz polskich slow; Mińsk).
8

9

8

Wyspy: d u n i ł o w i c k a (pow. dziśnieński, postawski, w i l e j s k i ) , iwieniecka, w o ł k o w y s k a

oraz mniejsze - p o r o z o w s k a , h e r m a n o w i c k a ( p o w . d z i ś n i e ń s k i ) , p r o z o r o c k a (pow. d z i ś n i e ń s k i )
( K r y s i ń s k i 1928, s. 3 5 6 ) .
9

W e d ł u g autora „ w y s p a " i w i e n i e c k a o b e j m o w a ł a ł ą c z n i e 6 g m i n , w t y m Pierszaje, I w i e n i e c ,

W o ł m a , R u b i e ż e w i c z e i N a l i b o k i (pow. w o ł o ż y ń s k i ) oraz Derewna (pow. s t o ł p e c k i ) .

�136

DAGNOSŁAW DEMSKI

Osobnym, występującym współcześnie na wsi białoruskiej zjawiskiem związa­
nym z językiem jest zapotrzebowanie na wiejskich „tłumaczy" listów od rodziny
z Polski. Coraz trudniej spotkać ludzi swobodnie posługujących się językiem pol­
skim. Najczęściej są to ludzie starsi wiekiem, którzy znają ten język, przynajmniej
do pewnego stopnia, w mowie i w piśmie. Występują oni również w chórach
pogrzebowych, śpiewając polskie pieśni. Obecnie polski stał się również częścio­
wo językiem „użytkowym" wycieczek do Polski i handlu przygranicznego.
RELIGIE

W sferze religii wzory rozłożenia wszystkich elementów przyjmują różnorodne
formy. Obok siebie mieszkają prawosławni i katolicy - wyznawcy głównych wy­
znań na tym terenie, ale poza nimi obecne są inne kościoły, powstałe w pewnym
sensie w wyniku zderzenia kulturowego tych pierwszych. Uformowały się w wy­
niku ruchów jednoczących lub przeciwnie, bardziej separatystycznych, np. unici,
starobrzędowcy lub pochodzący z poza tego kręgu - baptyści. Ruchy te przyjęły
charakter formalny w postaci odrębnego kościoła, hierarchii, często w wyniku
presji politycznych, jakim podlegały w przeszłości. W węższym kręgu Kościoła
Katolickiego rozwijał się nurt białoruski, którego jednym z najwybitniejszych
przedstawicieli był ks. Czerniawski z Wiszniewa. Na Białorusi pracowało wielu
księży przybyłych z Polski, co również musiało mieć wpływ na wiernych.
Mamy wiele mniej formalnych przykładów wymieszania wpływów w codzien­
nych manifestacjach religii. Przestrzennie odpowiadały im tereny wyżej wymie­
nionych wysp ludności katolickiej, które równocześnie oznaczały wyspy języka
polskiego. Wymieszaniu sprzyjają małżeństwa mieszane i związane z tym prze­
chodzenie na inną wiarę - w przeszłości oficjalnie unikane, a współcześnie po­
wszechne. Poza tym występują inne synkretyczne modyfikacje religii, widoczne
w folklorze lokalnym, jak łączenie symboli religijnych różnego pochodzenia, np.
krzyże, organy, ale również w wierzeniach, zachowaniach i praktykach. Wśród
wiernych katolickich widoczne są zmiany polegające na zanikaniu starszych,
lokalnych zwyczajów obecnych w praktyce Kościoła Katolickiego na Białorusi,
np. lamentów, starych pieśni. Na te zjawiska mają również wpływ częstsze kon­
takty z przybyszami z Polski, albo podczas pielgrzymek w Polsce. W środo­
wiskach ludności pochodzącej z rodzin katolickich, ale nie praktykujących, tra­
dycja katolicka jest czasem doceniana i podkreślana w inny sposób - jako nurt
kultury zachodniej ze swoją specyfiką. Współcześnie w tym duchu pojawiają się
stwierdzenia typu: katolicyzm to teatr (Mińsk).
HISTORIE

Przykładami odzwierciedlającymi różne postawy zbiorowe w momentach
przełomowych historii badań tego regionu Białorusi są takie wydarzenia jak:
plebiscyty poprzedzające utworzenie granic republik radzieckich w 1919 г., dzia­
łalność polskiej AK, białoruskiej samoobrony (samochowy), partyzantki radziec-

�137

POGRANICZE JAKO PATCHWORK. REFLEKSJE Z B I A Ł O R U S I

kiej i policji białoruskiej na terenie Puszczy Nalibockiej w czasie I I wojny świa­
towej, itp. Sposób widzenia historii zawsze był podatny na politykę, szczególnie
na pograniczu, gdzie zmiany granic przynosiły nową wersję dziejów tej ziemi.
Stąd zróżnicowanie - na historię przekazywaną w rodzinie i tę, nauczaną w szkole
z podręczników szkolnych, przekazów nauczycieli, szkolnych kącików pamięci,
propagandy, encyklopedii. Inną historię przekazywano podczas świąt państwo­
wych, uroczystych akademii. Innej historii uczyły pomniki zwycięzców stawiane
w centrum wsi, a innej groby na wiejskich cmentarzach.
W historii oficjalnej dominował nurt sowiecki, a pewne miejsce próbował zająć
nurt narodowo-białoruski tworzący się wokół Białoruskiego Frontu Narodowego
(BNF). Polska wersja historii rozwijała się w Polsce. W bardziej lokalnym wymia­
rze historia to również czytanie książek popularno-naukowych, kroniki miasteczek,
opowieści rodzinne, różne „typy historyków-amatorów", odpowiadające różnym
formom potrzeby przeżywania historii w świadomości mieszkańców .
Oficjalnie i publicznie o przeszłości przypominali zasłużeni kombatanci z Ar­
mii Czerwonej, cieszący się przywilejami od czasu Związku Radzieckiego oraz
nieliczni kombatanci walczący w I Armii Wojska Polskiego, także uznawani
przez władze. Prywatnie i w pamięci ludzkiej pozostali jednak również człon­
kowie AK, czy białoruskiej samoobrony.
10

DEKLARACJE NARODOWOŚCI I PRAKTYKA CODZIENNA

Deklaracje narodowości znajdują swoje odzwierciedlenie w oficjalnych spi­
sach ludności: My byli katoliki, Polacy. My lubimy, że my Polacy, my myślimy, że
my Polacy (Naliboki). Poza oficjalnymi spisami istnieją przypadki innych dekla­
racji, o bardziej lokalnym charakterze, np. zapisanie się do związku narodowo­
ściowego, towarzystwa kulturalnego. Istnieją deklaracje ustne, składane na szer­
szym forum lub w rozmowach prywatnych: Jak ja zaczął już kopać kim jestem,
skąd jestem, kto moi przodkowie. Wtedy poszedłem do babci. A babcia była sie­
rota i jej też ciężko było powiedzieć, bo nie znała rodziców dobrze. Tylko brata.
Ja babci brata też trochę coś poznał. On zawsze mówił po polsku ze mną. Też
chiba widział mało ludzi, z którymi mógł porozmawiać. I jeszcze pamiętam ostat­
nie słowa do mnie: bądź dobrym człowiekiem. To było po polsku powiedziane.
I stąd wiem, że jestem Polakiem (Naliboki). Wpisywanie narodowości w pasz­
portach było powszechną praktyką w Związku Radzieckim. Z przyczyn poli­
tycznych zaniżano liczbę ludności mniejszości polskiej na Białorusi. Stąd liczne
przykłady zapisywania odgórnie narodowości białoruskiej.
Część deklaracji wydaje się być składana w zależności od sytuacji lub roz­
mówcy. Pewne osoby deklarują równocześnie dwie tożsamości, co jest szczegól­
nie powszechne w młodszych pokoleniach: Po obu rodzicach ja Polak, ale czuję
się Białorusinem pół na pół (Naliboki).
1 0

Co p o k a z a ł a w swojej pracy M.Nawracka, Świadomość
U W 1999); patrz t e ż N a w r a c k a 2003.

historii

(praca licencjacka w K E i A K

�138

DAGNOSŁAW DEMSKI

Z mojego doświadczenia wynika, że praktyka codzienna wydaje się bardziej
skomplikowana i artykułowanie pochodzenia zależy najczęściej od sytuacji
i osób, z którymi prowadzi się rozmowę. Wywiad udzielany etnografowi z Pol­
ski daje inny przekaz niż np. rozmowa z lokalnym zbieraczem folkloru. Warto
więc czasem prowadzić badania w towarzystwie miejscowych badaczy.
PRZESTRZEŃ GEOGRAFICZNA I SPOŁECZNA

Zróżnicowanie pogranicza znajduje odbicie na różnych poziomach rzeczywi­
stości, takich jak: wymiar terytorialno-geograficzny, świadomościowy czy rela­
cji społecznych, tzn. idei, wartości, roli i światopoglądów podzielanych po obu
stronach granicy, i to nie tylko w wielu miejscach rozrzuconych geograficznie
(wyspy), ale także na różnych piętrach społecznych (np. w miastach, wsiach,
wśród elit, chłopów, inteligencji). Bywa i tak, że wśród ludności różnego pocho­
dzenia (niezależne od deklarowanej tożsamości etnicznej) pojawiają się podobne
wzorce lub zasady myślenia.
Aspiracje i zorientowanie jednostki na przyszłość oznacza często wybór jed­
nej z kultur jako tej, wokół której buduje ona swoją indywidualną przyszłość
w kraju, którego jest obywatelem lub osiedlając się po przeciwnej stronie gra­
nicy. Inaczej mówiąc, jest to wybór kultury, która staje się realizowanym celem:
Bo ja tutaj nie mogę się tak rozwinąć, jak w Polsce mógłbym... (Rubieżewicze).
Współcześnie wydaje się, że dyskurs na badanym terenie przebiegał wokół
kwestii korzeni tutejszych mieszkańców - białoruskich lub polskich. Według
powszechnych opinii, Polakiem był pan, dziedzic, urzędnik i tzw. „podpanek"
oraz ich potomkowie i przybysze. Według uznawanych koncepcji sowieckich,
ludność pochodzenia chłopskiego na Białorusi nie miała polskich korzeni, lecz
uległa ona procesowi akulturacji w kulturze polskiej .
Większość świadomych swojego pochodzenia Polaków wyemigrowała do
Polski w okresie repatriacji. Interesującym zjawiskiem jest fakt, że pozostała
ludność, „mniej świadoma" swego pochodzenia, również deklarowała w spisach
przynależność do narodowości polskiej. Zamieszkują oni na swojej ziemi, tylko
zmieniły się granice, a przez to układ odniesienia. W praktyce wspólne jest tylko
jedno, że wszyscy wypowiadający się od dawna tu mieszkali. Może to oznaczać,
że głosy mieszkańców są odbiciem dysputy między nowym i starym układ od­
niesienia, starym pokoleniem „Polaków" z młodszym pokoleniem „Białorusi­
nów", wykształconych z niewykształconymi.
11

TRADYCJA I INWENCJA

Współcześnie dostrzegamy jeszcze inny wymiar pogranicza. W głosach wy­
rażających swoją tożsamość na pograniczu pobrzmiewają echa braku zgodności
między samookreśleniem grupy lub jednostek, a określaniem ich przez innych
T ę o p i n i ę p o t w i e r d z i ł W i a c z e s ł a w Werenicz (informacja ustna).

�POGRANICZE JAKO PATCHWORK. REFLEKSJE Z B I A Ł O R U S I

139

(badacze, sąsiedzi): A jacy oni Polaki, to samozwance... (Naliboki). Jest to pro­
blem nierozwiązywalny, ponieważ, jak wiemy z doświadczeń na polu etnologii,
jedni informatorzy lub badacze posługują się „pierwotnościową" definicją
etniczności, a inni traktują aktualną sytuację w sposób bardziej instrumentalny.
Różne formy budowania tożsamości wynikają z różnych podejść do problemu.
Z jednej strony występują definicje tożsamości zbiorowej - pierwotnościową
i instrumentalna - z drugiej ma miejsce indywidualny i dojrzały wybór tożsamości,
będący wynikiem integracji wszystkich doświadczeń życiowych. Problem tkwi
w tym, że każda ze stron wychodzi z innego punktu widzenia - kto był pierwszy
na tej ziemi, albo jak najlepiej chronić interesy grupy w obliczu presji dominują­
cej strony. Odrębne reakcje wywołują postawy odwołujące się do przynależności
zbiorowej albo do prawa indywidualnego wyboru tożsamości przez jednostkę.
Aby mówić o etniczności, należy odróżnić tożsamość od świadomości etnicz­
nej. Z własnego doświadczenia wiemy, że tożsamość jest szerszym pojęciem,
obejmującym wszystkie znaczące role pełnione w życiu jednostki. Przynależ­
ność etniczna lub narodowa należy dojednej z wielu innych tożsamości. Jej zna­
czenie, miejsce w hierarchii wartości, jest kwestią indywidualną lub specyficzną
dla danej zbiorowości. Poczucie określonej etniczności zawsze rodzi się pod
wpływem kontaktu kulturowego, najpierw w relacji z grupą własną (rodzice,
opiekunowie, środowisko), później z grupą obcą. Wydaje się, że konkurencyj­
ność jest najbardziej istotnym zjawiskiem i przyczyną działań obu grup, własnej
i obcej. Reakcje na ten kontakt mogą być różne, można je sprowadzić do dwóch
teorii etniczności.
W teoriach „pierwotnościowych" więź etniczna lub narodowa staje się czymś
podstawowym, uznanym za pierwotne i przyrodzone, a celem autorów jest udo­
wodnienie jej istnienia od zawsze. W tym przypadku „to, co arbitralne z zewnętrz­
nego punktu widzenia, traktuje jako naturalne, trwałe i obecne «od zawsze» z punk­
tu widzenia wspólnoty" (Burszta 1998 s. 137). Nacisk kładzie się na kontynuację,
ciągłość mitologii grupy. Tego rodzaju poglądy nie mogą znaleźć uznania wśród
wszystkich członków zbiorowości pogranicza. Tu pojawia się potrzeba świa­
domościowego utożsamienia się z własną grupą i przynależności do niej oraz
możliwości uczestnictwa we wspólnym systemie znaczeń kulturowych. Poza
grupą pozostają inni, aktualnie nie uznający wszystkich elementów tego syste­
mu. Izolacjonizm i poczucie zagrożenia grupy z zewnątrz może spowodować
narastanie tendencji do opowiadania się za tym stanowiskiem kosztem funkcjo­
nowania neutralnych do tej pory postaw. Im bardziej izolowana grupa, tym nie­
świadomie kładzie większy nacisk na znaczenie korzeni i tradycji.
W stanowisku instrumentalnym etniczność staje się środkiem służącym mo­
bilizacji grupy społecznej do realizacji celu o charakterze ekonomicznym lub
politycznym. W takich sytuacjach tożsamość etniczna pojawia się wtedy, kiedy
niezbędne staje się powołanie nieformalnej organizacji politycznej, której za­
daniem jest stworzenie bariery kulturowej wobec grupy konkurencyjnej
(Burszta 1998 s. 139) lub wobec otoczenia. W tym przypadku nacisk kładzie
się na mitologię zewnętrzną i ustalenie miejsca własnej grupy na tle pozostałych

�140

DAGNOSŁAW DEMSKI

w regionie. Etniczność nie wymaga wyjaśnień historycznych i kulturoznawczych,
gdyż jest wynikiem bieżących warunków społecznych. Jak zauważa Burszta,
w tym ujęciu etniczność jest zawsze „po coś", potrzebuje form zorganizowa­
nych, aby osiągnąć większą skuteczność w spełnianiu aspiracji grupy. Mamy tu
również do czynienia z pewną izolacją lub zamykaniem grupy, jednak tego typu
grupa wydaje się być bardziej mobilna od poprzedniej, posługującej się stanowi­
skiem „pierwotno ściowym".
Obserwując mechanizmy formowania się tych różnych postaw, w pierwszym
przypadku można mówić o postawie defensywnej, obronnej, zamkniętej grupy
w obliczu zagrożenia zewnętrznego, gdzie konieczne jest cementowanie zwar­
tości i spójności społecznej, w drugim natomiast - mamy do czynienia z postawą
mobilizacji społecznej tworzącą zbiorowość w celu zachowania zwartości
w zmieniających się uwarunkowaniach, a niezbędne do tego jest potwierdzenie
miejsca grupy w nowej hierarchii lub układzie.
Możemy jednak analizować także mniejsze czasowo fragmenty dziejów. Jeśli
na pograniczu poddamy analizie aktualny układ sił odniesienia, powstały w wy­
niku przesunięcia granic, poszczególne grupy znajdą się w nowych ramach.
W konsekwencji tego część z nich utraci kontakt z głównym obszarem, a nawet
trwałość przekazu. Wówczas analiza odsłoni nam obraz grupy walczącej o wła­
sne interesy, stosującej różne narzędzia przetrwania (nauka języka, tworzenie
związków). Oderwana i izolowana zbiorowość zaczyna działać w warunkach
przetrwania, przejściowej utraty dotychczasowej tożsamości, a badanie takiej
„tracącej tożsamość" grupy umożliwia rekonstrukcję podstawowych części i ro­
dzaju gry, jaką one prowadzą.
Z punktu widzenia badacza dziejów, każda tradycja należy do „tradycji wy­
nalezionej". Określenie to pochodzi od Erica Hobsbawma (1983) i oznacza tra­
dycje zastane, które, jak odkrył autor, okazały się dość niedawnego pochodzenia.
Służyły one konstruowaniu obrazu przeszłości narodu lub wspólnoty przez przed­
stawicieli obu tych stanowisk. Szczególnie duża liczba „nowych" tradycji poja­
wiła się w ciągu ostatnich 200 lat, od okresu Oświecenia. Wynajdywaniu tradycji
sprzyjają szczególnie czasy transformacji.
Jak wiemy, druga połowa X I X wieku była okresem przebudzenia narodów
w Europie. Wiele współczesnych narodów, pomimo odwoływania się do jednej
tradycji etnicznej, w większości wywodzi się z liczniejszych grup etnicznych,
ale nie ma to istotnego wpływu na proces tworzenia i umacniania wspólnoty.
Także różnorodność źródeł etnicznych nie przeszkadza w formowaniu narodu.
Dobrym przykładem jest praca Eugena Webera o formowaniu narodu francu­
skiego (Weber 1976). Kluczową kwestią jest problem, kiedy i w jakich warun­
kach rodzi się etniczność.
Problemy świadomości i tożsamości również należą do „tradycji wynalezio­
nej", mają więc swoją krótką historię. Pojęcia świadomości i tożsamości są wy­
tworem połowy X X w., chociaż pojawiały się one nie w tym ujęciu, np. jako
problemy obecne u Hipolita Korwina-Milewskiego, na specyficznych terenach,
gdzie dwie lub więcej kultur tworzyło całą gamę różnorodnych odcieni.

�POGRANICZE JAKO PATCHWORK. REFLEKSJE Z B I A Ł O R U S I

141

STARE I N O W E

Element czasu pozwala na uchwycenie wzorów pogranicza widzianych z punk­
tu widzenia różnych pokoleń. Analiza postaw i układu elementów składających się
na świadomość trzech pokoleń podyktowana jest ramami pamięci, tzn. osobistymi
doświadczeniami lub doświadczeniami innych żywych, z którymi jednostka ma
kontakt. Tego rodzaju „czasoprzestrzeń" tworzy społeczność lokalna, czyli miesz­
kańcy zwartego terytorium (wsi, parafii, puszczy), należący do trzech pokoleń .
W takiej analizie dodajemy wymiar czasu (trzech pokoleń) rozumiany jako
pewien rodzaj sekwencji kulturowej pozostającej w stosunku do siebie w dialogu
kulturowym. Pojęcie to wychodzi poza braudelowski podział na struktury dłu­
giego trwania, koniunktury i zdarzenia. To nie tylko dialog, ale także biegunowo
sprzeczne postawy znajdujące wyraz w tej sekwencji. Przykładem takich od­
miennych postaw z terenu Zachodniej Białorusi jest następujący podział:
Pokolenie dziadków (urodzone w latach 20-tych i 30-tych X X w.): polska szko­
ła, doświadczenia wojny, AK, okresu repatriacji, język polski (dom, szkoła), wy­
ższa edukacja w języku polskim, wychowanie w religii katolickiej, tożsamość pol­
ska (tłumiona białoruska), własność ziemi, bieda, elity polskie, symbolika polska;
Pokolenie rodziców (urodzone w latach 40-tych i 50-tych X X w.), doświad­
czenia szkoły sowieckiej, język polski (dom), rosyjski, białoruski, wyższa edu­
kacja w języku rosyjskim, problemy z wychowaniem w duchu religii, tożsamość
polska (tłumiona polska), kołchozy, bieda, elity rosyjskie, białoruskie, symboli­
ka sowiecka;
Pokolenie dzieci (urodzone w latach 70-tych i 80-tych X X w.): szkoła sowiec­
ka, język rosyjski, białoruski, wyższa edukacja rosyjska, bez religii, odrodzenie
religii, tożsamość białoruska (tłumiona polska), podwójna tożsamość, kołchozy,
bieda, elity białoruskie, rosyjskie, symbolika białoruska.
Badania świadomości ludności Puszczy Nalibockiej, z której pochodzą cytaty
zamieszczone w tym artykule, stanowią specyficzny przypadek studiów nad
ludnością osiadłą, która nie zmieniała państwowości pod wpływem emigracji.
Pozostała ona w swoich domach i na swojej ziemi, ale zmienia się kontekst poli­
tyczno-kulturowy wywołany przez zmiany granic państwowych. Jeśli omawiane
tu pogranicze uznamy za przykład wielopokoleniowego zderzenia kultur, to każ­
de z omawianych trzech pokoleń należało do innej fazy tej konfrontacji kultu­
rowej. W wyniku I I wojny światowej pierwsze opisywane pokolenie zostało
zmuszone do podstawowych decyzji: zostać czy wyjechać. Duża część wyje­
chała lub została zmuszona do wyjazdu.
Ci, którzy pozostali nie utracili w nowych warunkach dawnej tożsamości
i znajomości kodu kulturowego. Chociaż grupa ta nie kontynuowała w pełni prze­
kazu kulturowego: / kochałam Polskę, jak nikt na świecie, jak wy może kochacie
12

1 2

W terenie m a m y do czynienia z trzema p o k o l e n i a m i i n f o r m a t o r ó w . M o ż e m y a n a l i z o w a ć

postawy w c z e ś n i e j s z y c h p o k o l e ń na podstawie m a t e r i a ł ó w pisanych, czego d o b r y m p r z y k ł a d e m
jest p o d z i a ł na pokolenia c h ł o p ó w u w ł a s z c z o n y c h , ich dzieci oraz dzieci tych dzieci, propono­
w a n y przez M ę d r z e c k i e g o (2002). N a ten temat t a k ż e D e m s k i (1998; 2000; 2003).

�142

DAGNOSŁAW DEMSKI

teraz; My kochali jak życie, tak byli wychowane. Bo my żyli na pograniczu. To
dla nas była Polska święte słowo (Naliboki); No tutaj tak wszystko przetrącone
i jakie my jest Polaki? Dlatego, że wszystko jedno, u nas ту my u nas to tylko
nas trzymać jeszcze tak, jeszcze w swoim sercu i pamiętam to, że i rodzice to
mówili, a tak my Polski już nie pamiętamy. Co my pamiętamy z Polski? No sama
kultura z tym jak, bo tu u nas na zachodzie, coś takiego w nasiedztwo, my otrzy­
mali wiara i siła. I my za to, dlatego i Związki i wsio, wszystko to robi się, dlatego
żeby to jakby utrzymać, utrzymać choćby dla swoich dzieci, to co my upuścili.
A upuścili my bardzo dużo wtedy. Jakby nie dobrze ja rozmawiam, nie może taki
akcent, choćby tak dzieci nasze rozumieli i rozmawiali. My powinni ich to na­
uczyć. My tego nie zrobili, upuścili, dlatego że tak było on nie wolno, nie wolno,
a nie wolno. No wolno, nie wolno, no w domu to można było to robić. Tak jak my
robili np. Wielkanoc... I trzeba było porozmawiać, coś opowiedzieć o tym, że my
jesteśmy Polaki, że taki nas język, ze tam to. To wszystko my opuścili, ja swoje
dzieci. Dlatego wina to nasza w tym (Iwieniec).
Następne było pokoleniem konfliktu dwóch kultur, gdzie dokonała się właści­
wa akulturacja, a nawet asymilacja. Za swojego życia znaleźli się w orbicie drugiej
kultury i zaczęli dokonywać wyborów zgodnie z jej kodem: Powaga nadaje się
temu Ruskiemu. To on śmierdzący, on przyszedł z Rosji, ot taki człowiek no. I za
nim dziewczyny biegają, dlatego że położenie jego. A dzieweczki widzą, że jego
taka sztuka, widzą, że on ma przewagę. W nim trzeba szukać jakiego obrońcy, tylko
od czego bronić? Ot, mieli, a potem się stopniowo wszystko rozeszło. Jest to było
partyjny, ateista i on Polki, nie Polki, on może mieć dobre miejsce w społeczeń­
stwie, że on może zajmować dobrą posadę, może i tak dale] (Iwieniec).
Dla najmłodszego pokolenia dawna kultura ojców i dziadków już niewiele
znaczy. Może jest jeszcze traktowana z sentymentem, często w postaci nauki
drugiego języka, jest wyrazem szerszej orientacji na Zachód, na co wskazywać
mogą plany na studia, pracę lub inny wyjazd do Polski i ich realizacja. Taki
obraz dały badania z lat 1998-2000.
Każde z tych pokoleń stanęło przed zadaniem „bycia Polakiem" (lub Białorusi­
nem) w nowym otoczeniu politycznym i kulturowym. Stosowali specyficzne
normy dla określenia statusu polskości swojego pokolenia. XIX-wieczną polskość
bardziej obowiązywały normy dobrego urodzenia, wyznania katolickiego. Główną
cechą przedwojennej polskości był język i szkoła polska oraz wyznanie katolickie,
wojennej polskości - patriotyzm i poświęcenie dla ojczyzny, a dla powojennej
polskości na Białorusi - przynajmniej zachowanie pamięci o polskim pochodzeniu
rodziców. Utrata ciągłości tradycji w postaci podwójnej identyfikacji lub przyjęcie
tożsamości białoruskiej nie musi oznaczać braku zainteresowania dla tej kategorii
ludności, dopóki pozostają na swojej ziemi. Oznacza to funkcjonowanie poza
polskimi strukturami politycznymi i kulturą. Każde z tych pokoleń miało inne
doświadczenia, adaptując się do innych uwarunkowań, formując zbiorowy obraz
siebie oparty na doborze „zapamiętanych" obrazów własnej przeszłości, zapoży­
czeń od tych lub innych sąsiadów, obejmując to, co zostało stracone bezpowrotnie,
ale i to, co zostało odkryte dla grupy w nowych sytuacjach.

�POGRANICZE JAKO PATCHWORK. REFLEKSJE Z B I A Ł O R U S I

143

TUTEJSZOŚĆ I ETNICZNOŚĆ

Problem „tutejszóści", znany szeroko w literaturze etnologicznej i socjolo­
gicznej , jest dawna formą współczesnego zjawiska lokalności i globalności.
Spowodowany był zróżnicowanym stanem świadomości mieszkańców danego
regionu, identyfikujących się tylko z bezpośrednim otoczeniem i znanym sobie
środowiskiem albo z szerszą strukturą regionalną lub państwową.
Na Białorusi zjawisko „tutejszości" występowało w dwóch wymiarach: jako
postrzeganie świata w kategoriach charakterystycznych dla chłopów, posługują­
cych się językiem „prostym". Stąd przypadki deklaracji, w których informatorzy
nie identyfikują się z narodem lub państwem, ale podają kategorie „tutejszych",
„swoich", „miestnych".
Bardziej rozwiniętą formą „tutejszości", przekształconą w ideologię, był ruch
„krajowców" na Litwie i Białorusi z przełomu X I X i X X w . Była to próba
uniezależnienia się od wpływów ze wschodu lub z zachodu i odczytywać j ą moż­
na jako kierunek nastawiony na formowanie spójności i wspólnej tożsamości.
Nurt ideowy „krajowców" uznawał „prymat interesów całej ludności kraju nad
interesami każdej z grup narodowościowych" (Waszkiewicz 1995, s. 6). Jako
reprezentanci społeczeństwa polskiego nie godzili się na traktowanie Polaków
na Białorusi i Litwie jako mniejszości, lecz jako jednego z trzech elementów
historyczno-państwowych i kulturotwórczych kraju (1995, s. 6). Pozostałe
postawy, dostrzegające konieczność zachowania związków z sąsiadami, zorien­
towane sana potwierdzanie hierarchii społecznej i kulturowej.
13

14

NADRZĘDNE I PODRZĘDNE

Zmiany świadomości na pograniczu należy rozpatrywać w kategoriach struktur
nadrzędnych (państwowych) i podrzędnych (lokalnych). Zmiany granic powodują
zmianę układu struktur. Kierunek wektora w relacjach nadrzędne-podrzędne zmie­
nia się. Kariera człowieka i jego przejście ze społeczności lokalnej do nadrzędnej,
są związane z uzyskaniem wykształcenia, pracy i wyższej pozycji, odpowiadającej
zdolnościom, zawsze wiążą się ze zmianą układu tego, co nadrzędne i podrzędne.
W przypadku pogranicza białorusko-polskiego zmiany układu tych struktur
powtarzały się co pewien czas i obejmowały wszystkich mieszkańców bez wy­
jątku, bez względu na wykształcenie, pozycję czy rodzaj profesji.
W przypadku zmiany wykształcenia, pozycji i pracy zawodowej oraz zmiany
układu struktur nadrzędnych/podrzędnych na pograniczu, mamy do czynienia ze
zjawiskiem „konwersji". Nie musi to być konwersja religijna. Jest to jednak rodzaj
konwersji świadomości, czyli przejście do działania w poszerzonym i bardziej
1 3

K a b z i ń s k a 1999.

1 4

Ruch k r a j o w c ó w na p r z e ł o m i e w i e k ó w objął c z ę ś ć i n t e l e k t u a l i s t ó w i s z l a c h t ę na B i a ł o r u s i

i L i t w i e . Najbardziej znani w ś r ó d n i c h t o M . D o w n a r - Z a p o l s k i , M.Roemer, k t ó r z y popierali trady­
cje w i e l o k u l t u r o w e W i e l k i e g o K s i ę s t w a L i t e w s k i e g o .

�144

DAGNOSŁAW DEMSKI

złożonym spektrum możliwości. Zaczynamy funkcjonować w nowym nadrzęd­
nym systemie, zachowując lub nie, odrzucając lub nie, dawny kod kulturowy
Nie możemy już się cofnąć, ponieważ nadrzędny system nie zmieści się w daw­
nym lokalnym wzorcu. Istnieją przypadki zamknięcia się, np. „zakalonny Polak",
trudno mu wtedy funkcjonować na nadrzędnym, bardziej złożonym poziomie.
Tylko „konwersja" umożliwia nam swobodne działanie na takim poziomie.
Zmiana kontekstu kulturowego (inne miasto, studia, nowa praca uwzględniająca
zdolności, zmiana granic) powoduje uaktywnienie nowego poziomu świado­
mości, a to wymaga dostosowania dotychczasowego trybu życia. Z pewnością
sposób, w jaki reaguję na nowe poziomy został uformowany na poprzednim
- podrzędnym poziomie. Nie potrafię wyjaśnić od czego to zależy.
W sytuacji pogranicza, gdzie zróżnicowanie jest stale obecnym elementem
jego kontekstu, przewidywanie wyborów indywidualnych jest trudniejsze. Moż­
liwych jest kilka scenariuszy, np. kontynuowanie lub obrona świadomości
etnicznej zgodnej z kontekstem rodzinnym lub lokalnym. Możliwe jest też od­
rzucenie dawnej tożsamości jako naiwnej, oszukańczej i przyjęcie tożsamości
oraz wersji pamięci charakterystycznej dla świadomości nadrzędnej, tzn. nielo­
kalnej, ale regionalnej lub państwowej: Tam głupi i proste ludzie, nie znający
historii żyją... jakie tam oni Polaki, to Białorusy (Rubieżewicze). Przy takim
myśleniu uznaje się, że wykształcenie daje dostęp do prawdy.
Ten scenariusz przypomina pewien typ rozwoju świadomości, w której - prze­
chodząc z kręgu lokalności i rodziny na poziom świadomości regionalnej lub
państwowej - człowiek nie odrzuca poprzedniej tożsamości, ale pozostawia
j ą jako część nowej świadomości. Obrasta ona nowymi „tożsamościami", two­
rzonymi w nowym środowisku. Możliwa jest w tym wypadku podwójna iden­
tyfikacja i tożsamość.
Płynie z tego wniosek, że ludzie pogranicza są bardziej elastyczni i doświad­
czeni ze względu na powtarzające się zmiany układu odniesienia. Tam zdecydo­
wana większość mieszkańców, a nie tylko wykształceni, ma kontakt z obu struktu­
rami - podrzędną i nadrzędną. Można dodać, że z tego powodu pogranicze
„produkuje" wielu wspaniałych i wybitnych ludzi, jak o tym mówił cytowany wy­
żej Korwin-Milewski: Bo ja się tutaj nie mogę się tak rozwinąć, jak w Polsce mógł­
bym (Iwieniec). Potwierdzają to również przypadki wyjazdów na studia do Polski.
Wejście w nadrzędne struktury, różne od kulturowo-etnicznego kontekstu
lokalnego lub rodzinnego, jest częstym przypadkiem na świecie. Dzięki temu
możemy w praktyce badawczej porównać te zmienne i ich układ w kolejnych
pokoleniach (język mówiony, język nauki lub kultury, szkoła, wyznanie, polityka,
dialog kulturowy z pokoleniem ojców). Pojawia się możliwość uzyskania dwóch
obrazów rzeczywistości. Pierwszy pokazuje zmiany linearne tożsamości (statysty­
ki, deklaracje, spisy ludności, wybory, itp.), podkreślające podziały dwu zbiorowo­
ści na całą gamę zachowań ludzi, wybierających odmienne postawy wobec zmian
(ciągłość i jej utrata, konwersje, itp.). Drugi obraz uzyskamy, jeśli porównamy
elementy składające się na tożsamość trzech pokoleń, jakby łącznie porównując
pokolenia i możliwe elementy tożsamości w danej społeczności rozumianej

�POGRANICZE JAKO PATCHWORK. REFLEKSJE Z BIAŁORUSI

145

szerzej jako wszystkich mieszkańców, o różnej świadomości etnicznej. To obraz
uznający wszystkie strony za część jednego pola. Przykładem tego są dylematy
młodszego pokolenia Polaków na Białorusi, mającego trudności z pogodzeniem
polskiego pochodzenia z solidarnością rówieśniczą w szkole lub na uczelni.
Osoby, które wyszły ze społeczności lokalnej, rodzinnej, rozpoczęły studia,
życie zawodowe, zdobywają pozycję w społeczeństwie, wyradzają się ze swoje­
go kręgu społecznego, mają większe szanse na przeżycie znaczących przełomów
życiowych poza macierzystym kręgiem rodziny i lokalności. W takiej sytuacji
formowanie się świadomości, w tym także etnicznej, towarzyszące tym prze­
łomom może, chociaż nie musi, wykraczać poza dawny kontekst kulturowo-etniczny i przyswajać treści odmienne, w zależności od nowego kontekstu,
w którym się znalazły.
*

*

*

Zadałem pytanie czy i jak pogranicze funkcjonuje w wyobrażeniach i mikrokosmosie jego mieszkańców? Odpowiedź na nie wymaga dogłębnych badań.
W artykule starałem się zarysować problem i częściowo zilustrować go materia­
łem terenowym z Zachodniej Białorusi. Różne formy patchworku pogranicza
istnieją i uwidaczniają się w zachowaniach i działaniach ludzi. Obserwacja wzo­
rów obecnych na przestrzeni kilku pokoleń umożliwiłaby prześledzenie dyna­
miki zmian w relacjach między wszystkimi jego elementami.
Badania pogranicza, ograniczone do jednego z wymienianych wyżej wyznacz­
ników, uznanego przez autora badań za główny, prowadzą do wykreślania
„mapy" terenu, na której dany wyznacznik znajduje swój wyraz w aktualnej
rzeczywistości. Ale jednocześnie pomijamy obszary, gdzie on nie występuje. To
może prowadzić np. do wniosku, że za Polaków będziemy uznawać tylko tych,
którzy znają język polski, a za Białorusinów, tych, którzy posługują się białoru­
skim. Znamy jednak wiele przykładów z Kresów, gdzie nieznajomość języka
polskiego jest powodem do wstydu, ale nie do poczucia, że nie jest się Polakiem.
Podobnie rzecz ma się z Białorusinami. Z drugiej strony można uznać, że wy­
znawcy katolicyzmu i ludzie związani z Kościołem Katolickim są Polakami. Od­
cinamy wówczas grupę tych, którzy utracili kontakt z Kościołem, chociaż nadal
deklarują się Polakami lub pozostają w kręgu kultury polskiej. Łatwo wówczas
0 redukujące rzeczywistość stwierdzenia, że czynnikiem sprzyjającym formo­
waniu się świadomości Polaków na Wschodzie jest religia. Znajdziemy liczne
wyjątki dla każdego z tych stereotypów: Polacy więcej w Bogu. Jak Białorusini,
czy Rosjanie to oni rzadko do modlitwy, inaczej niż Polacy. Polacy częściej
modlą się, czy to w domu, czy kościele (Rubieżewicze).
W związku z tym, nie należy traktować poszczególnych wyznaczników zbyt
arbitralnie. Jeśli spojrzymy na pogranicze jako całość, wszystkie elementy stają się
fragmentami układanki. Każdy układ jest niepowtarzalny, jak również sytuacje
1 sposoby, w jakich informatorzy używają terminów, takich jak: polskość, białoruskość, litewskość, rosyjskość itp. Zależą one od kontekstu, w jakim powstają.

�146

DAGNOSŁAW DEMSKI

Nowe granice wytyczane są łatwo, ale nadal pozostaje stara, wspólna kultura.
Na terenach pogranicza widoczna jest wielka zdolność adaptacji i syntezy róż­
nych wątków kultury. Cechuje j ą synkretyczny charakter, typowy dla pograni­
cza. Tworzy to różne warstwy na tym samym obszarze kulturowym. Sensowne
byłoby badanie tych warstw, ich rodzaju, ilości, relacji między nimi.
Słusznym jest więc postulat Burszty, że kluczem do zrozumienia narodu
i nacjonalizmu nie jest określenie cech definicyjnych, ale dotarcie do tego, co
ludzie sądzą lub w co wierzą, iż stanowi ich naród (Burszta 1998, s. 147). Równie
istotne jest ustalenie, jakie miejsce w ich życiu zajmuje kwestia etniczności. Po­
traktowanie pogranicza jako patchworku umożliwia takie spojrzenie. Uwzględ­
nić należy widoczną rozbieżność pomiędzy świadomością narodową elit, a utrwa­
leniem się poczucia przynależności do danego narodu wśród mas.
Na tym samym obszarze stykają się różne światopoglądy, różne doświadcze­
nia. Jedne łączą ze sobą Polaków, inne Białorusinów, a jeszcze inne łączą wspól­
nie Polaków i Białorusinów. Wysłuchanie głosów należących do wszystkich
znaczących części pogranicza, a nie tylko jednej ze stron lub jednego z elemen­
tów patchworku, staje się zrozumiałe i konieczne.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że pogranicze łączy terytorium, sąsiedztwo,
względna trwałość występowania tych samych nazwisk, więzy rodzinne, pieśni,
zwyczaje. W takiej sytuacji możliwe są działania, będące odbiciem pewnego
rodzaju syntezy różnych kodów kulturowych lub wymienne stosowanie tych
kodów w zależności od sytuacji: A kiedy, po raz pierwszy byłem w Polsce w tym
roku, choć tylko przejazdem, to było u mnie takie uczucie, też taka przynależność
do tego narodu. Odczułem się częścią tego narodu, jak zrozumieć to ciężka spra­
wa. Setki dziesiątków lat przodkowie mieszkali w Polsce i ta więź pozostała jakaś
(Naliboki). Wyrażają refleksje będące znakiem identyfikowania swojego kodu
kulturowego z szerszym zjawiskiem: To kultura nasza taka inna, więcej was toczna
jest (Rubieżewicze). Według Pawła Boskiego (1992) w próbach syntezy szuka
się wspólnego wyrazu dla różnych wartości, tzn. wartości nadrzędnych łączą­
cych kultury: Bo tam jest między nami taki most. Najlepsze, nie najlepsze, ale po
prostu najbliższe, po prostu bliższe mnie są. Nawet taka prosta sprawa, jak list
wysłać po polsku napisany, taki mniejszy dystans (Naliboki); Można powiedzieć,
że terytorium i czas, i nawet te ludzie, które tu mieszkają, to chyba jest moja
ojczyzna. Przynależność do narodu oznacza przynależność do kultury. To jest
ważne. Mówić można co chcesz, ale odczuć to jest bardzo trudno (Naliboki).
Wspomnienia Korwina-Milewskiego także należą do historii pogranicza.
Pojęcia, których używa ('naród', 'elity kresowe') wskazują na pewien typ
świadomości. Jeśli będziemy badać pogranicze nie linearnie, ale we wszystkich
wymiarach patchworku - poziomym (przestrzennym), pionowym (społecznym,
pokoleniowym, czasowym) - mamy szansę uzyskać pełniejszy obraz całości.
Analizie podlegałyby wówczas wszystkie występujące w danej czasoprzestrzeni
(rozumianej przestrzennie i pokoleniowo w obrębie pamięci żywych) elementy
składanki. Układ tych elementów rzuciłby światło na istnienie centralnych i pe­
ryferyjnych tematów składających się na świadomość mieszkańców pogranicza.

�147

POGRANICZE JAKO PATCHWORK. REFLEKSJE Z B I A Ł O R U S I

Na dojrzałe określenie „kim jestem" duży wpływ mają doświadczenia jed­
nostki. Świadomość i tożsamość rozwijają się poprzez integrację i generalizację innych niż otrzymane w domu rodzinnym sposobów wartości i myślenia.
W pierwszej kolejności, w młodości, miejsce wśród znaczących „innych" mieli
rodzice, dziadkowie, rodzina, później ich miejsce zajęły środowisko oraz otoczenie
społeczne, kulturowe i zawodowe, w którym żyją jednostki. Istotny jest stopień
uwikłania jednostki w otoczenie. W takiej sytuacji zamiast trwałej tożsamości
coraz częściej można natknąć się na identyfikacje sytuacyjne. Wszystkie elementy
stanowią potencjalne źródła, na których formowana jest ich świadomość.
W czasach postępującej globalizacji to nie terytorium, język czy wyznanie
- tradycyjne wyznaczniki tożsamości etnicznej i kulturowej - decydują o świa­
domości mieszkańców. Tradycyjne pogranicze zostaje wzbogacone o nowe ele­
menty kulturowe, którym odległe lub nieznane pochodzenie nie przeszkadza.

LITERATURA
Boski

P. 1992, O byciu Polakiem w o j c z y ź n i e i o zmianach t o ż s a m o ś c i kulturowo-narodowej na
o b c z y ź n i e [ w : ] Tożsamość

a odmienność

kulturowa,

P. B o s k i , M . Jarymowicz, H . Malewska-

-Peyre (red.), Warszawa, s. 6 7 - 2 1 1 .
Bourdieu
-

P. 1979, The Outline

of the Theory of Practice,

2003, Participant O b j e c t i v a t i o n , The Journal

Cambridge.

of the Royal

Anthropolgical

Indstitute

( I n c l u d i n g M a n ) , t. 9, nr 2, s. 2 8 1 - 2 9 4
Burhardt

S. 1976, Hipolit

Korwin-Milewski

( h a s ł o ) , [ w : ] Polski

Słownik

Biograficzny,

t. X X I ,

z. 1 (zeszyt 88), W r o c ł a w , s. 2 0 6 - 2 0 8 .
Burszta
-

W.J.

1998, Antropologia

2 0 0 1 , Asteriks

Dem ski

D.

kultury.

w Disneylandzie.

Tematy, teorie,

Zapiski

interpretacje,

antropologiczne,

Poznań.

Poznań.

1998, C u d z o z i e m c y w N a l i b o k a c h . D z i a ł a l n o ś ć gospodarcza w dobrach N a l i -

b o c k i c h w okresie od p o c z ą t k u X V I I I do k o ń c a X I X w., Etnografia

Polska,

t. 42, z.

1-2,

s. 7 3 - 9 2 .
-

2000 „ N a j w a ż n i e j s z e , aby p a m i ę t a ć " . . . Cmentarz j a k o ź r ó d ł o do b a d a ń t o ż s a m o ś c i zbio­
rowej m i e s z k a ń c ó w w s i na B i a ł o r u s i i ich w y o b r a ż e ń na temat ś m i e r c i , Etnografia

Pol­

ska, t. 44, nr 1-2, s. 7 9 - 9 8 .
-

2003 N a l i b o c k i e w h o is w h o . M o ż l i w o ś c i analizy d o k u m e n t ó w archiwalnych, [ w : ] Czas
zmiany, czas trwania.

Studia etnologiczne,

J. Kowalska, S. Szynkiewicz, R. T o m i c k i , (red.)

Warszawa, s. 6 3 - 8 4 .
G eertz

C. 1986, The Uses o f Diversity, Michigan

Quarterly

Hobsbawm

E., T. R a n g e r

Kabzińska

I . 1994, „I po co ta granica?", Etnografia

-

1999

Wśród

Polaków

„kościelnych

na Białorusi,

Kłoskowska

ciowe,
Lyon

S.M.

J.

Polaków".

Review,

Polska,

Wyznaczniki

t. 25, s. 105-123.

of Tradition,

Cambridge.

t. 38, z. 1-2, s. 7 9 - 1 0 5 .

tożsamości

etnicznej

{narodowej)

Warszawa.

A . 1996, Kultury

Korwin-Milewski
Krysiński

(red). 1983, The Invention

narodowe

u korzeni,

H . 1993, Siedemdziesiąt

Warszawa.

lat wspomnień

(1855-1925),

Warszawa.

1928, L i c z b a i rozmieszczenie B i a ł o r u s i n ó w w Polsce, Sprawy

Narodowoś­

nr 3 - 4 , s. 3 5 1 - 3 7 9 .
1993, Power

Mędrzecki
socjalizacji,

and Patronage

W. 2002, Młodzież
Warszawa.

wiejska

in Pakistan,
na ziemiach

(PhD thesis), Canterbury (internet)
Polski

centralnej

1864-1939.

Procesy

�148

DAGNOSŁAW DEMSKI

Nawracka
-

M . 1999, Świadomość

historyczna

(praca licencjacka w K E i A K U W ) , Warszawa.

2003, Ś w i a d o m o ś ć historyczna m i e s z k a ń c ó w Puszczy N a b o l i c k i e j , Etnografia

Polska,

t. 47, z. 1-2, s. 2 8 5 - 3 0 4 .
Sadowski
-

A . 1995a, Pogranicze

logicznej,
Waszkiewicz
N r 1, s.
Weber

polsko-białoruskie.

1995b, Socjologia pogranicza,

Tożsamość

[ w : ] Wschodnie

mieszkańców,

pogranicze

Białystok.

w perspektywie

socjo­

A . Sadowski, (red.), B i a ł y s t o k , s. 12-19.
J. 1995, Polacy na B i a ł o r u s i , Forum.

Infarmacyjno-kulturny

Biuleteń,

Wosień

5-7.

E. 1976, Peasants

into Frenchmen.

The Modernization

of Rural

France

1870-1914,

Stanford.

DAGNOSŁAW DEMSKI
BORDERLAND AS PATCHWORK. REFLECTIONS F R O M BELARUS
Summary
A u t h o r raises the p r o b l e m h o w borderland functions i n minds and acts o f its inhabitants, w h a t
influence have changes o f borders on various spheres o f people's life? That p r o b l e m is seen
through the lenses o f place, the group located i n local (or regional) system o f hierarchy and
status, w h a t has been reflected the values accepted by the group.
The question ' w h o am I ? ' was mentioned i n various times and generations, as example o f
K o r w i n - M i l e w s k i ' s memoirs have confirmed. Borderland has various aspects, not o n l y t e r r i t o r i a l .
I t is a place o f encounter o f at least t w o cultures, and the w a y o f " l i n k i n g " is merely unpredict­
able. There are collective and i n d i v i d u a l forms o f "clash o f cultures" and each inhabitant's
version present the part o f the larger w h o l e . The important i n i t i a l phase o f studies on borderland
there is a layer o f mutual stereotypes, w h i c h always b r i n g i n g new and actual material.
The very special attention is focused on one aspect o f borderland - considered not as a coher­
ent area o f evenly m i x e d o f cultural features, but the space r e m i n d i n g p a t c h w o r k or mosaic.
I understand i t as a set loosely connected processes, unequally emerged cultural patterns, reflect­
i n g t w o contradictory rules rooted i n distinct cultures. The w a y o f " l i n k i n g " them creates pattern
w h i c h penetrate local microcosm, existing as part o f borderland.
Cultural patchwork o f the borderland, always one from many possible, is a f o r m o f m e r g i n g
or blending o f languages, religions, history w i t h modernity, declarations w i t h practice, territorial
space, social space, tradition w i t h i n v e n t i o n , localism w i t h ethnicity, past w i t h the present, local­
i t y w i t h i n globality, p r i m a r y w i t h secondary. Each o f these aspects is an i n d i v i d u a l theme. B u t
i n the same t i m e all become various parts o f composition, and each piece o f i t seems to be unique.
D.D.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10971" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10949">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d77cc53d9ab1db0b047235c214643b7a.pdf</src>
        <authentication>ea5f3dddb9e69fc20e3c28cf49fa2ead</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130776">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1729</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130777">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130778">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1600</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130779">
                <text>Świat kobiet / ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130780">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47, s.103-128</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130781">
                <text>Kuźma, Inga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130782">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130783">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130784">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130785">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130786">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L V I I : 2003, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

INGA KUŹMA
Katedra E t n o l o g i i U L

ŚWIAT KOBIET*

Czas kobiecy charakteryzuje s i ę pluralizmem i w s p ó ł z a l e ż n o ś c i ą , g d y ż skonstruowany
jest z p r z e n i k a j ą c y c h s i ę n a k ł a d a j ą c y c h na siebie r ó ż n y c h c z a s ó w : b i o l o g i c z n e g o ,
s p o ł e c z n e g o i chronologicznego, a t a k ż e procesualnego, cyklicznego i linearnego. Jest
to czas s k a ż o n y w y m i a r e m k o s m i c z n y m , z w i ą z a n y z r y t m a m i natury, zsynchronizo­
wany z aktywnością e k o n o m i c z n ą i jej racjonalnością, a także z logiką opieki. [ . . . ]
w d o ś w i a d c z e n i u k o b i e c y m te r ó ż n e p o r z ą d k i czasowe nie t y l k o w s p ó ł i s t n i e j ą poza
j a k ą k o l w i e k uprzednio u s t a l o n ą i s p o ł e c z n i e r e g u l o w a n ą h i e r a r c h i ą , ale t e ż w n o s z ą
w k ł a d - poprzez swe wzajemne relacje - do symbolicznego ś w i a t a kobiet. [ . . . ]
(Leccardi, Rampazi 1993, s. 354; cytat za: B u d r o w s k a 2000, s. 223).

I
Co składa się na symboliczny świat kobiet? Co składało się na niego w prze­
szłości? Jakie kryteria w opisywaniu tego świata - szczególnego odprysku
o wiele większego uniwersum społecznego i symbolicznego - wyznaczały ramy
jego przestrzeni? Czy terminy „kobieta" i „kobiecość" będą narzucały raczej
„synchroniczne", nie zmieniające się w czasie, o stałym znaczeniu i wartości,
ujęcie tych fenomenów, czy może jednak ujęcie „diachroniczne", kiedy pewne
elementy uprzednio dominujące tracą swą siłę, a do tej pory „nieme" wysuwają
się na pierwszy plan?
Autorki przytoczonego tu fragmentu tekstu dokonują specyfikacji czasu ko­
biecego na wiele jego odmian. Na czele wymieniają czas biologiczny. I choć,
według nich, jest on jednym z wielu czasów, w których rytmie (co nie zaskakuje)
przebiega życie kobiety, jednak - nawet we współczesnym oglądzie świata
- czas biologiczny stanowi podstawę kształtowania się kobiecego losu. Właśnie
D z i ę k u j ę grupie s t u d e n t ó w za w s p ó ł p r a c ę podczas w s p ó l n y c h p r a k t y k terenowych na prze­
ł o m i e czerwca i lipca 2002 r o k u - zebrany przy ich p o m o c y m a t e r i a ł m o g ł a m w y k o r z y s t a ć w t y m
t e k ś c i e . Badania d o t y c z y ł y w y b r a n y c h p r a k t y k r e l i g i j n y c h w k a t o l i c y z m i e , takich j a k p i e l g r z y ­
m o w a n i e do o ś r o d k ó w m a r y j n y c h (na p r z y k ł a d z i e K a l w a r i i Z e b r z y d o w s k i e j ) , k u l t u maryjnego
oraz w i z e r u n k u kobiety w kulturze t y p u ludowego. Teren b a d a ń ( k t ó r y m i zajmuje sie j u ż od
2000 r.) obejmuje K a l w a r i ę Z e b r z y d o w s k ą i okolice. C e l o w o , o p r ó c z K a l w a r i i Z e b r z y d o w s k i e j
(a K a l w a r i a jest dla m n i e w y ł ą c z n i e terenem obserwacji i zbierania dokumentacji fotograficznej)
nie w y m i e n i a m nazw i n n y c h m i e j s c o w o ś c i , w k t ó r y c h przeprowadzone b y ł y w y w i a d y tutaj przy­
taczane, aby nie n a r a z i ć r o z m ó w c ó w na i c h ewentualne rozpoznanie. O p o w i a d a l i o n i c z ę s t o
o i n t y m n y c h sprawach ze swojego ż y c i a rodzinnego. Z tego t e ż p o w o d u nie p o d a j ę nazw m i e j ­
s c o w o ś c i oraz np. nazw instytucji, by u n i k n ą ć ich zidentyfikowania.

�104

INGA KUŹMA

ta odmiana czasu, której amplitudę wyznacza rytm fizjologii, wpływa na życie
kobiety, w tym na jego formy symboliczne oraz ekspresje emocjonalne .
Czyżby, jak chcą autorki, rzeczywiście „różne porządki czasowe" współ­
istniały „poza jakąkolwiek uprzednio ustaloną i społecznie regulowaną hierar­
chią" [podkr. - I.K.]? Uważam, że jest to śmiałe założenie. Może nawet zbyt
śmiałe wobec tego, co byłby w stanie powiedzieć etnolog o rozkładzie sił między
jednostką (tu: kobietą) lub pewną grupą (kobiety) a całym systemem znaczeń
i zachowań kulturowych, które nawzajem się uprawomacniają (w najbardziej
mnie interesującej kulturze typu ludowego).
Kobieta w tym typie kultury w zasadzie nie przekroczyła do dzisiaj poziomu
„kobiecości tabuicznej": tego paraliżującego swoją ambiwalencją, bliską sacrum,
uosobienia życia i śmierci. Obraz ten, co prawda, nie jest już może obecnie
malowany z wykorzystaniem tak wyrazistej, czarno-białej palety, jak znane nam
to jest przede wszystkim z dawnych materiałów etnograficznych i napisanych na
ich podstawie opracowań znanych w Polsce, polskich autorów (np: Zadrożyńska
1986; Kowalski 1998, vide hasła: ciąża, panna młoda, menstruacja, nagość
i poród). Jednak echa takiego postrzegania kobiecości w kulturze tradycyjnej
(oraz w etnologii) brzmią jeszcze do dziś w jej współczesnej odmianie.
Jednym ze szczególnie ciekawych i (w pozytywnym sensie tego słowa) stron­
niczych opracowań na temat obrazu kobiety w kulturach tradycyjnych (autor
staje po stronie kobiety), jest praca Stanisława Ciszewskiego, Żeńska twarz
(1927). Z jego ustaleń wynika, że kobieta w tym obszarze kulturowym nie ist­
nieje jako istota równa mężczyźnie: jest ona deprecjonowana przede wszystkim
ze względu na swoją zdolność rozrodczą. Cecha ta wcale nie jest postrzegana
przez mężczyzn jako fascinans, ale jako nieustające tremendum . Nieczystość
kobiety - tytułowej „żeńskiej twarzy", czyli „stworzenia płci żeńskiej" lub wręcz
„samicy płci żeńskiej" - wynikająca z niezależnych przecież od nikogo uwa­
runkowań fizjologicznych, stała się podstawą do traktowania jej właśnie jako
stworzenia (a nie człowieka ) upośledzonego (Ciszewski 1927, s. I ) . W skład
1

2

3

4

5

1

Jaka jest rola emocji w k s z t a ł t o w a n i u s i ę odbioru p e w n y c h zjawisk k u l t u r o w y c h i j a k same
emocje b y ł y i s ą poddawane sankcjom k u l t u r o w y m vide: K u ź m a (2000).
P o d k r e ś l a m to w y r a ż e n i e , p o n i e w a ż m a t e r i a ł y z b a d a ń terenowych, gromadzone przez m n i e
od 2000 г., p o k a z u j ą , ż e do pewnego stopnia, w tego t y p u obszarach a k t y w n o ś c i k u l t u r o ­
w e j , kobiety p r z e k r a c z a j ą p r z y p i s a n ą i m s t e r e o t y p o w ą r o l ę p r z e d m i o t u d z i a ł a ń na rzecz w i ę k s z e j
podmiotowości.
Czy same kobiety w i d z i a ł y się w podobny s p o s ó b ?
J ę z y k polski (jak r ó w n i e ż rosyjski i w i e l e i n n y c h ) n a l e ż a ł o b y z a l i c z y ć do grupy c h l u b n y c h
w y j ą t k ó w , p o n i e w a ż obok s ł o w a ' c z ł o w i e k ' i s t n i e j ą dwa inne t e r m i n y na o k r e ś l e n i e przedsta­
w i c i e l i p ł c i m ę s k i e j i ż e ń s k i e j : ' k o b i e t a ' i ' m ę ż c z y z n a ' , ale j u ż np. w j ę z y k u francuskim to samo
s ł o w o un homme odnosi s i ę do kategorii o g ó l n e j ' c z ł o w i e k ' , j a k i s z c z e g ó ł o w e j ' m ę ż c z y z n a '
(line femme: ' k o b i e t a ' ) . Podobnie jest w j ę z y k u angielskim: a man, to z a r ó w n o ' c z ł o w i e k ' , j a k
i ' m ę ż c z y z n a ' (a woman: ' k o b i e t a ' ) . „ W z o r c o w a " jest t a k ż e ł a c i n a - homo: ' c z ł o w i e k ' , ' m ę ż ­
c z y z n a ' ; femina: ' k o b i e t a ' .
2

3

4

5

„ S t a n o w i s k o ż e ń s k i e j t w a r z y w rodzinie patrjarchalnej, o k t ó r e m n a p i s a ć by s i ę d a ł o
z ł a t w o ś c i ą o b s z e r n ą k s i ą ż k ę , nadzwyczajnie j e s t u p o ś l e d z o n e " . Poza t y m , C i s z e w s k i u w a ż a
w y r a ż e n i e „ ż e ń s k a t w a r z " za o b r a ź l i w e dla kobiet - „ z b e r e ź n e " , j a k p o d k r e ś l a ( t a m ż e ) .

�105

ŚWIAT KOBIET

przyczyn stanowiących o jej „nieczystości" wchodzi to, że „żeńska twarz pod­
lega menstruacjom, wszelkie zaś wydzieliny z ciała [...] są nieczyste. Powtóre
to, że żeńska twarz miewa stosunki płciowe z mężczyzną, a spółkowanie [...]
uważane jest za akt nieczysty, sprośny i grzeszny [ . . . ] . Trzecią wreszcie przy­
czyną jest to, że żeńska twarz odbywa połogi, a połóg to znowu akt nieczysty
i plugawy [ . . . ] , podczas którego kobieta wydaje na świat dziecię, poczęte przez
nią w chwili plugawego stosunku z mężczyzną i z tej racji uchodzące również
za płód nieczysty, za owoc grzechu [ . . . ] " (Ciszewski 1927, s. 10-11).
Zatem to, co naturalne stało się podstawą do naznaczenia losu kobiecego
pejoratywnymi skojarzeniami. Nie tylko dlatego, że - jak można by przypusz­
czać - chodzi o specyficzną interpretację samej idei grzechu i cielesności, której
rodowód sięgałby etosu judeo-chrześcijańskiego i oddziaływałby na postrzeganie
relacji między płciami oraz ich waloryzację. Nawet jeśli takie były jej korzenie,
to problem ten wyrasta z ogólnej koncepcji pojęć Natury i Kultury oraz tego,
jak są one rozumiane w określonym typie kultury.
Badacze zajmujący się kwestią kulturowego kształtowania się kobiecości od
dawna już zwracali uwagę, że nie można pomijać zależności, które istnieją mię­
dzy symboliką i konceptualizacją rodzaju w kulturze, a tym, jak rozumiane są
pojęcia Natura i Kultura (Mathieu 2000). Zjawiskiem powszechnym, obecnym
w różnych grupach, jest deprecjonowanie kobiet. Nie wynika to z ewentualnego
przyjęcia determinizmu biologicznego jako źródła „naturalnej" „niższości"
jednej płci, a „wyższości" drugiej. Różnice biologiczne są waloryzowane jako
niższe lub wyższe, gorsze bądź lepsze, jedynie na mocy systemu wartości obo­
wiązującego w danej kulturze. Ważniejsze jest więc wyjaśnienie mechanizmu
i owej specyficznej logiki kulturowej, które przyświecają dewaloryzacji kobiet
i tego, co kobiece. Nicole-Claude Mathieu posiłkuje się tezą Sherry B. Ortner,
która twierdzi, że kobieta jest w zasadzie powszechnie utożsamiana ze sferą,
traktowaną przez Kulturę jako podrzędna. Na tej pozycji stawiana jest właśnie
Natura. Każda kultura nie tylko jest rozumiana jako system czy porządek różny
od Natury, ale wyższy od niej z tej racji, że przekształca j ą i panuje nad nią.
A ponieważ to kobiety - właśnie z racji owych uwarunkowań fizjologicznych
- są postrzegane jako przynależne bardziej do sfery Natury niż mężczyźni, moż­
na zrozumieć mechanizm ich deprecjonowania.
Wszystko temu „sprzyja": to, że ciało kobiety, wyposażone w specyficzne
właściwości, w sposób bardziej widoczny niż ciało męskie i przez o wiele
dłuższy czas, uczestniczy w kształtowaniu się życia; to, że na tej bazie kobiece
role społeczne - tak związane z przestrzenią domową (ponieważ kobieta karmi
dziecko i długo z nim pozostaje) - są postrzegane i traktowane jako podległe
rolom sprawowanym przez mężczyzn, których przestrzenią jest sfera związana
6

6

Istnieje r ó ż n i c a m i ę d z y t y m , c z y m jest „ r o d z a j " a c z y m jest „ p ł e ć " . Ta druga ma w zasadzie

podstawy

f i z j o l o g i c z n e , b i o l o g i c z n e . „ R o d z a j " natomiast

odnosi

s i ę do

sfery

społecznej

i s y m b o l i c z n e j , gdzie k s z t a ł t u j ą s i ę i w y r a ż a j ą obrazy płci w danej kulturze. Zatem, do kategorii
rodzaju z a l i c z y ć m o ż n a takie w y r a ż e n i a , j a k np. „ b a b o - c h ł o p " lub „ n i e m ę s k i m ę ż c z y z n a " .

�106

INGA K U Ź M A

z działaniami na zewnątrz domu, czyli bardziej po stronie Kultury oraz to, że
cały proces akulturacji wdraża kobietę do tzw. kobiecych czynności oraz wypo­
saża j ą wręcz w „kobiece" predyspozycje psychiczne. Stąd wywodzi się teza
- działająca na zasadzie wtórnej racjonalizacji - że to kobiety powinny zajmo­
wać się dziedziną domową, wychowawczą, rodzinną itp., ponieważ są do tego
predysponowane w wyniku ich naturalnej zdolności do rodzenia dzieci, co
w sposób „naturalny" przekłada się na ich właściwości empatyczne i opiekuńcze.
Ale - Ortner wykazuje tutaj pułapkę takiego pozornie automatycznego
przypisania kobiecości znaku Natury - tylko niektóre czynniki tak naprawdę
wskazywałyby na powiązanie kobiet z Naturą. Wszystko zależy przede wszyst­
kim od interpretracji i intencji przyświecającej obranej drodze. Gdy to, co
powiedziane zostało wcześniej o kobiecie, zostanie ukazane od kobiecej strony,
jest zdolne przesunąć żeńską symbolikę w stronę Kultury. Na przykład,
powszechnie konstatowany związek kobiet z gotowaniem i wychowaniem dzie­
ci. Czy może istnieć coś bardziej kulturowego jak przekształcanie tego, co suro­
we w to, co ugotowane, przyprawione (vide: przede wszystkim Lévi-Strauss
1972)? Czyż podobnie nie dzieje się podczas wychowania dziecka (które było
traktowane w kulturze ludowej jako istota sama z siebie o wątpliwym człowie­
czym statusie)? Poza tym, należy zwrócić uwagę na specyficzne „rozbicie"
hierarchii społecznej, którego dokonują kobiety, pasowane (przez mężczyzn)
na „serce" domu. Między kobietami-matkami a dziećmi istnieje więź o wiele
silniejsza niż pomiędzy nimi a innymi osobami spoza kręgu rodzinnego. Kobiety
i ich dzieci wchodzą przecież w bardzo urozmaicone związki, osiągają rozmaite
pozycje i statusy (zawodowe, towarzyskie, w wyniku kształcenia się, związane
z wiekiem, płcią itp.). Relacja matka-dziecko czy kobieta-członkowie rodziny
nie tylko jest głęboko osobista i uczuciowa, ale - co więcej - wykracza poza
kategorie tak ściśle reglamentowane społecznie. Tak więc sytuacja „domowa",
w jakiej mężczyźni chcieliby widzieć kobietę, w pewien sposób wyrasta ponad
struktury społeczne, stając się czynnikiem silnie integrującym, rzeczywiście
wychowującym i kształtującym jednostkę, a zatem ma więcej wspólnego
z Kulturą. Z drugiej strony - i na tym polegałaby marginalizacja tej domowej
sfery - dom i rodzina stanowią zaledwie fragment większej kulturowej i spo­
łecznej całości. Tak więc, kobiety - w optyce Kultury - zajmowały/zajmują
się czynnościami szczegółowymi, specyficznymi, w przeciwieństwie do spo­
sobu postrzegania mężczyzn jako poruszających się na poziomie abstrakcyjnych
syntez i ogólnospołecznych działań.
Wszystko to wyznacza kobiecie pozycję problematyczną - pośrednią,
którą Ortner, w zależności od kontekstu, interpretuje na trzy sposoby (Mathieu
2000, s. 112).
Pierwszy polega na postrzeganiu kobiety jako uplasowanej w środkowym
punkcie linii ciągłej łączącej Naturę i Kulturę, które wyznaczają dwa bieguny
continuum. Kobieta byłaby w tym przypadku traktowana jako istota w mniej­
szym stopniu transcendująca Naturę niż mężczyzna. Po drugie, kobieta, spra­
wując rolę pośredniczki między tymi dwoma sferami, które są traktowane jako

�ŚWIAT K O B I E T

107

zupełnie odmienne, dokonywałaby swoistego przekładu lub ich syntezy (np. gdy
przyjrzymy się uważniej jej funkcji jako wychowawczyni dzieci, o czym była
już mowa). Ten drugi kontekst podkreśla znaczenie pozycji kobiety w przestrze­
ni domowej, która narzuca jej specyficzne zadania: przede wszystkim podtrzy­
mywanie jedności i stabilności rodziny. Dlatego też w cyklu wdrażania kobiety
do jej przyszłej roli jako matki i żony stosuje się więcej restrykcji wobec jej
sposobu zachowania i bycia. Skutkiem tak przebiegającej socjalizacji - konsta­
tuje Ortner - jest większa zachowawczość kobiet w porównaniu z mężczyznami.
Po trzecie, kobieta jest obdarzana mniejszą lub większą ambiwalencją symbo­
liczną. Jeśli postrzegać Kulturę jako wykarczowaną polanę wśród gęstych lasów
„dzikiej" Natury, to obszarem, który przylega zjednej strony do „karczowiska"
Kultury, a z drugiej - do „lasów" Natury, byłaby właśnie kobieta. Jest ona
zazwyczaj „peryferiami" Kultury: stoi ni to poniżej, ni powyżej, ni to z boku.
Po prostu na zewnątrz, poza obrębem. Takie ambiwalentne ujęcie symboliki
kobiecej pozwala wyjaśnić dlaczego obdarzana jest ona w Kulturze tak odmien­
nymi i spolaryzowanymi znaczeniami jednocześnie: zjednej strony ukazywana
jest jako śmierć, z drugiej natomiast jako symbol życia; jako służąca ciemnym
siłom (czarownica) albo jako reprezentująca jasne moce bogini-matka, symbol
sprawiedliwości, itp. Ten kontekst rozjaśnia nieco fenomen swoistego „odwróce­
nia" symbolicznego (dozwolonego z racji jednoczesnej dwoistej pozycji kobiety:
naturalnej i kulturowej), kiedy to kobiety - w niektórych przypadkach - plasuje
się po stronie Kultury sensu stricto, a mężczyzn - po stronie Natury (jak miało
to miejsce np. w epoce panowania miłości dworskiej).
Z terenów Słowiańszczyzny przywołać można przykład odwołujący się do
legend i opowieści na temat powstania człowieka i przyczyn wygnania z Raju
(Olszewski 1993). Najistotniejszy jest wątek opowiadający o zależnościach mię­
dzy parą ludzi a diabłem. Wyróżnić można taką parę opozycji, jak niewinne/
grzeszne: Adam/diabeł. Mediatorką między nimi jest, oczywiście, Ewa. Wybrana
została do „pomocy" diabłu, być może „ze względu na jej gorszą, bliższą zwie­
rzęcej naturę: «[...] wtedy Pan Bóg nasłał na Adama sen, wyjął żebro z jego
boku, a skąd to pokręcił się pies i za tę kość hap. Nie mógł dopędzić Pan Bóg,
chwycił tylko ogon, urwał ogon temu psu i myśli tak: dobrze i z ogona zrobię,
i dlatego te baby takie gadatliwe, bo to z psa ogona» [ . . . ] " (Olszewski 1993,
s. 117). Jej ambiwalentny charakter przejawia się w tym, że potrafi być równie
zła jak diabeł, a nawet gorsza. Mści się na diable za skuszenie jej i wypędzenie
z Raju - jak w bajce o bójce między babą a diabłem i zamienieniu im głów
- czartowska znalazła się na korpusie kobiety, a kobieca na ciele diabła, co
dokonane zostaje na polecenie Boga (Olszewski 1993, s. 117). Jest zła, bo jej
upadek rozciągnął grzech na całą ludzkość, a wyjaśnienia dlaczego to ona pierw­
sza dała się skusić dostarczyć mogą innego typu apokryficzne wersje stworzenia
7

7

Wobec k o b i e t y d i a b e ł n a j c z ę ś c i e j przyjmuje p o s t a ć m ę s k ą , c h o ć on sam jest

również

c z ę s t o przedstawiany j a k o istota androgyniczna - kusi z a r ó w n o m ę ż c z y z n , j a k i kobiety, a poza
t y m jest b e z p ł o d n y .

�108

INGA KUŹMA

człowieka, niż te o przypadkowości tego zdarzenia (jak ilustrowała to legenda
o psie). W tym drugim typie opowieści powołanie do życia Ewy jest przed­
stawiane jako wynik ingerencji samego diabła i następuje w zasadzie wbrew za­
mysłom Boga (Kocjan 1992, s. 43). Ewa jest jednak matką wszystkich ludzi:
„W Radomskiem lud utrzymuje, że każda matka siedzi w niebie z rozkraczony­
mi nogami, między którymi siedzą rzędem wszystkie dzieci, które za życia mia­
ła. Dzieci te, naturalnie, miały również dzieci, tworzy się zatem trójkąt olbrzymi,
nigdy nieskończony u podstawy, chyba przy końcu świata, a wierzchołek jego
tworzy pierwsza matka rodzaju ludzkiego" [podkr. - I.K.] (Jastrzębowski 1891,
s. 865). Ten stosunek do Ewy - pełen pretensji i potępienia, jak i wdzięczności
- znajduje wyraz w określeniu znanym na gruncie języka religijnego o Matce
Boskiej jako „drugiej Ewie", która współodkupiła ludzkość.
Za tym też stoi całkowita afirmacja postaci Matki Boskiej ze strony męż­
czyzn i kobiet, bez wyjątku: [...] Po większych miastach to już się mówi, że
kobiety to lubią coś wypić czy zapalić. Ja na przykład szukałem żony, a żeby
wypić to każdy może. Kobiety powinny się więcej szanować niż mężczyźni.
Kobieta to jest jakiś wzór, bo kobieta to jest dziewictwo, bo mężczyzna nie może
urodzić. [...] Kobieta to powinien być wzór i Matka Boska na pewno by tak chcia­
ła (M, 1. ok. 45 ); [Kim jest dla niej osobiście Maria?] Największy wzór i opie­
kunka. Całym życiem chciałabym ją naśladować, ale jest człowiek prochem
marnym (K, 1. 56); Jest wzorem do naśladowania na całe życie (K, 1. 14); [Jako
kogo traktuje Marię?] Jako matkę, przyjaciółkę, powierniczkę, że naprawdę
wszystko można powiedzieć, o wszystko poprosić, bo wysłucha i na pewno pomo­
że (K, 1. 50); W niej znajduje umocnienie [...], na pewno stanowi wzór do naśla­
dowania. Ja staram się choć nie zawsze to wychodzi (K, 1. ok. 30); [Matka
Boska] to jest najważniejsza świętość jaka może być, no wzór taki. (K, 1. 70); Jest
moją otuchą, moją obroną, moją matką (K, 1. ok. 60); Przede wszystkim matką
(K, 1. ok. 50); Teraz taki zwariowany ten świat, ale na pewno są osoby, które
przynajmniej się starają, może nie naśladować [Matkę Boską - I.K.], ale żyć
w miarę [na Jej wzór - I.K.] (K, 1. 31). Dodać muszę, że nieprzypadkowo, jako
wyraz owej absolutnej afirmacji, tak wiele razy występuje słowo 'matka'. Oprócz
tego kontekstu maryjnego i religijnego, posiada ono o wiele jeszcze głębszy sens
na tle językowych praktyk polszczyzny, szczególnie w odniesieniu do innych
słów określających kobiety. Badania lingwistyczne (Jędrzejko 1995) wykazały,
że po wydzieleniu dwóch, uznanych w tej procedurze za podstawowe, kategorii:
kobiety młode i kobiety stare oraz, gdy przypisano im tzw. pola predykacji konotowanych, jedynie pojęcie 'matka' cechowało się tak jednoznacznie pozytywny­
mi skojarzeniami. Badaczka postawiła tezę, że jest to pojęcie mające najwięcej
wspólnego z tym, co rozumiemy przez „sacrum": nietykalne. Słowo 'matka' nie
występuje ani w przysłowiach, ani w anegdotach. Jednomyślnie kojarzone jest
z dobrocią, serdecznością, poświęceniem, troskliwością i cnotliwością (Jędrzejko
1995, s. 169). Są to te same cechy, które przypisuje się Marii - Ona i „matka" to
8

8

N a oznaczenie p ł c i r o z m ó w c y b ę d ę s t o s o w a ł a s k r ó t y : M ( m ę ż c z y z n a ) i К (kobieta).

�ŚWIAT KOBIET

109

w zasadzie jedno na gruncie języka religijnego w kulturze ludowej, o czym
świadczą cytaty z moich materiałów terenowych: [Jakie cechy kojarzą się z Mat­
ką Boską?] Dobroć, czystość (K, 1. ok. 80); Ciepło i to, że jest jakaś taka bliska,
że nie ma strachu o wszystko prosić, czy dziękować (K, 1. ok. 50); Miłość, że
przebacza, cierpliwość (K, 1. 14); Skromność, cichość, pokora (K, 1. 56); [Jaka
jest Matka Boska?] Wstawi się za nami, wysłucha, zrozumie, wybaczy, współ­
czuje, że opiekuje się nami, nie zostawi nas i się nie odwróci od nas (K, 1. ok. 35);
Dobra, sprawiedliwa, współczująca (K, 1. 70); Jest dobrą matką, gospodynią,
no i kochała ludzi (M, 1. 49).
Pora przejść do konkluzji wynikającej z przytoczonych tu założeń Ortner.
Jest ona następująca: owe trzy sposoby rozumienia kobiety i kobiecości są
niczym innym, jak czysto kulturowymi konstrukt ami. Kobieta „w rzeczywi­
stości" nie jest dalej, ani bliżej Natury i Kultury niż mężczyzna. To niektóre
czynniki, składające się na jej „kobiecą" osobowość i konstrukcje (fizyczne,
psychiczne czy społeczne) sprawiają, że jest postrzegana jako bliższa lub dalsza
Naturze i Kulturze.
Rozmaite badania etnograficzne wielokroć tego dowiodły, z zastrzeżeniem,
że nie we wszystkich społecznościach - a zwłaszcza tych spoza kręgu europej­
skiego - istniała ewidentna paralela między opozycją Natura: Kultura a kobiece:
męskie . Ale zazwyczaj dzieje się tak, jak chociażby w społeczności Laymi
z Boliwii (Mathieu 2000, s. 114) , gdzie jednostki stanu wolnego są marginali­
zowane (przypadek powszechnie występujący także w kulturach europejskich)
9

10

9

N a p r z y k ł a d prace J.L. Fischer (1975) czy J.C. Goodale (1980) - p o w o ł u j e s i ę na nie

M a t h i e u w s w o i m artykule, o d s y ł a m w i ę c przede w s z y s t k i m do niego (patrz: Literatura). Pierw­
sza z p r z y w o ł a n y c h prac o p i s y w a ł a lud Ponape z M i k r o n e z j i , gdzie istnieje m a t r y l i n e a r y z m ,
egzogamia oraz t o t e m i z m . Tam nie w y s t ę p u j e - rozumiana po europejsku - opozycja m i ę d z y
t y m , co ludzkie, a t y m , co z w i e r z ę c e . Badanie m i t ó w u j a w n i ł o , ż e relacja m i ę d z y t y m i d w o m a
c z ł o n a m i jest r ó ż n a w z a l e ż n o ś c i od konkretnego kontekstu s p o ł e c z n e g o . M ę ż c z y ź n i np.

są

plasowani po stronie bardziej z w i e r z ę c e j w k o n t e k ś c i e z a c h o w a ń seksualnych przed- lub pozam a ł ż e ń s k i c h . U c h o d z ą oni za g r u p ę , k t ó r a ł a m i e zasady, a kobiety odwrotnie - j a k o te, w k t ó r y c h
r ę k a c h owe zasady s p o c z y w a j ą , a w i ę c s ą one umieszczane po stronie K u l t u r y . K o b i e t y plaso­
wane s ą po stronie z w i e r z ę c e j ze w z g l ę d u na c i ą ż ę oraz l a k t a c j ę . Z k o l e i Goodale wykazuje,
w badaniach l u d u K a u l o n g ( N o w a Bretania w Papui N o w e j G w i n e i ) , ż e podobnie jest tam w a r t o ś ­
ciowana opozycja z w i e r z ę c e : ludzkie, co europejska Natura: K u l t u r a , ale w ż a d n y m p r z y p a d k u
nie odpowiada to u K a u l o n g u t o ż s a m i a n i u z w i e r z ę c o ś c i z p i e r w i a s t k i e m k o b i e c y m , a c z ł o w i e ­
c z e ń s t w a z elementem m ę s k i m . Raczej - relacji m i ę d z y w y t w a r z a n i e m a r e p r o d u k c j ą - r o d z e n i e m .
Lecz - kolejne zaskoczenie - to nie kobiety s t o j ą po stronie reprodukcji-rodzenia. Reproduk­
cja jest u d z i a ł e m pary ludzi - m ę ż a i ż o n y . O n i z a ś s ą postrzegani j a k o nie n a l e ż ą c y - z tej racji
- do obszaru K u l t u r y i s p o ł e c z e ń s t w a . N a w e t p o d z i a ł przestrzeni odzwierciedla ten stosunek:
istnieje las (jako p r z e s t r z e ń n a l e ż ą c a do N a t u r y ) , ogrody ( z a j m u j ą pozycje p o ś r e d n i ą ) oraz
osiedle (centrum K u l t u r y , r y t u a ł ó w , transakcji). P o ś l u b i e n i nie m a j ą prawa z a m i e s z k i w a ć osiedla
- w p r z e c i w i e ń s t w i e do o s o b n i k ó w wolnego stanu. M a ł ż o n k o m przeznaczone s ą ogrody, j a k o
b l i ż s z e lasom, a to z p o w o d u ich a k t y w n o ś c i seksualno-rozrodczej (co z b l i ż a ich do z w i e r z ą t ) .
P o d s t a w o w y m zadaniem ż y c i a m a ł ż e ń s k i e g o jest rodzenie dzieci, K a u l o n g natomiast nie k ł a d ą
nacisku na przypisanie k a ż d e j z p ł c i o k r e ś l o n e g o rodzaju pracy.
1 0

M a t h i e u cytuje prace O l i v i i Harris (1980).

�но

INGA K U Ź M A

oraz gdzie rodzaj pracy i jej waloryzacja wiążą się z określoną płcią. Oprócz
tego, to żonaci mężczyźni są utożsamiani ze sferą Kultury (co również jest po­
wszechne w większości społeczeństw).
II
„Naturalizację", której poddawane są kobiety, można opisać na przykładzie
nam najbliższym - europejskim właśnie. Proces ten ma bowiem swoją historię,
która na dobre rozkwitła w epoce nowożytnej. Począwszy od X V I I wieku stoso­
wane były pojęcia „prawa naturalnego" oraz „umowy społecznej", leżące u pod­
staw nowoczesnego społeczeństwa. Tymi pojęciami posługiwali się przede
wszystkimi myśliciele zajmujący się teorią polityczną, jak np. Samuel Pufendorf,
Thomas Hobbes i inni. Od XVIII w. teorie oparte na „umowie społecznej" zaczęły
jednocześnie służyć zupełnie odmiennym i wykluczającym się poglądom: choć
legitymizowały władzę demokratyczną, to również podtrzymywały zasadę pod­
ległości ludu. Idea Natury miała być źródłem oczyszczającym i uzdrawiającym
zarazem moralność, jak i społeczeństwo, edukację oraz medycynę. 'Natura' jako
pojęcie weszła do słownika ówczesnych „rewolucjonistów" myśli. Jednakże
u takich autorów jak np. Claud Adrien Helvetius, a przede wszystkim Jean-Jacques Rousseau czy Denis Diderot, debaty toczone na temat Natury dryfo­
wały w kierunku doszukiwania się w niej jakiejś kategorii uprzedniej, już nam
danej, warunkującej chociażby „naturę" kobiet. Stąd właśnie wywodzi się
sprzeczność, jaka panowała we wszelkich utopiach stawiających sobie za cel pro­
jekcje nowoczesnego i nowego ładu społecznego. Walczono z zastanymi nierów­
nościami, ale nikt nie zabierał głosu na temat istniejącego jednocześnie różnego
traktowania kobiet i mężczyzn. Najlepszym społeczeństwem i ustrojem miał być
system doskonale sprzęgnięty z prawami Natury. Plasowano j ą na pozycji prze­
wodniczki i nauczycielki. Jeśli jednak chodzi o kobiety, to ich „najdoskonalsze"
poddaństwo prawom naturalnym miało objawiać się wiernością ich powołaniu
do macierzyństwa i zajmowaniu się pracami domowymi. Reforma społeczna
w żaden sposób nie miała zrywać z zastanym scenariuszem losu kobiecego. Tek­
sty medyczne z tej epoki dostrzegały ścisły związek między kobietą a Naturą.
Owa ścisła, istniejąca według owych autorytetów, relacja służyła wyjaśnieniu
ich „niższości", a z tej racji - wykluczeniu z życia publicznego. Takie interpreto­
wanie kobiecości i jej cech stawia j ą w zasadzie w jednym szeregu obok Natury
(później niemiłosiernie eksploatowanej przez nowoczesną cywilizację przemy­
słową, która właśnie wtedy z raczkującej stawała coraz pewniej na nogi). Jako
trzeci człon do relacji „kobieta: Natura" należy dopisać „podporządkowanie". To
właśnie ta triada stanęła u podstaw traktowania przyrody jako porządku „niż­
szego" rzędu niż Kultura, a kobiet jako „gorszych" od mężczyzn. Co zaskaku­
jące, to nawet ci z „rewolucyjnych" myślicieli, którzy pragnęli zmienić takie
postrzeganie Natury, nie zauważali potrzeby, by nadać także kobiecości wyższy
statut. Wiek X V I I I zatem nie wniósł tak naprawdę nic nowego do myślenia
o kondycji kobiety: ani na poziomie idei i ideologii, ani na poziomie konkretnej

�111

ŚWIAT KOBIET

organizacji społecznej. Nawet rewolucja francuska dokonywała się w zasadzie
przecież dla mężczyzn i głównie z ich udziałem, pozostawiając na boku problem
kobiet. Zamknięto je w „skansenie" dawnego „systemu patriarchalnego" lub „do­
mowego" - j a k ówcześni rewolucjoniści w ramach swojej nowomowy określali
feudalizm (Mathieu 2000, s. 117-118).
Konceptualizacja płci i rodzaju w etnologii - tak jak w innych naukach huma­
nistycznych - wyrosła zatem z dobrze już ugruntowanego założenia naturalistycznego, a nawet biologicznego w stosunku do kobiet. Ale mówienie o dwóch
płciach i rodzajach wkracza w impas metodologiczny - jak podkreśla w dalszym
ciągu Mathieu (tamże). Ponieważ rozważając pozycje kobiet i mężczyzn zasadni­
czo przyjmuje się dwa różne i od samego początku, u swoich założeń, odmienne
systemy wyjaśniające: porównując fakty i zachowania tych dwóch płci, auto­
matycznie kobiety plasuje się po stronie Natury, a mężczyzn po stronie Kultury.
Ten sam fenomen kulturowy - jak w ogóle kształtowanie się rodzaju (a jest
to niewątpliwie w dużej mierze konstrukt kulturowy, symboliczny i społeczny)
wyjaśnia się przy pomocy dwóch porządków znaczeń (jak Kultura i Natura),
także w różny sposób waloryzowanych przez różne grupy.
Kobieta stereotypowo przedstawiana jest jako bio-psycho-społeczny łącznik
między dzieckiem a grupą, jako mediatorka pomiędzy Naturą a Kulturą w pro­
cesie wychowawczym. Macierzyństwo opisywane jest jako „wrodzone wyposa­
żenie" kobiety. Stosunkowo niewiele jeszcze mówi się o wymiarze kulturowym
opieki nad dzieckiem i jego wychowywaniem oraz o samym kulturowym rów­
nież przygotowywaniu się kobiet do macierzyństwa i innych „kobiecych" ról
w ich rodzimych kulturach .
Nieuświadamianie sobie kulturowo „programowej" wyższości Kultury nad
Naturą (cywilizacja euroatlantycka jest najlepszym przykładem tej arogancji
i ignoracji zarazem), prowadzi do nieuświadamiania sobie rzeczywistych powo­
dów postrzegania kobiet jako „niższych", gdyż - „bliższych" Naturze. A stąd
już krok - tak dzieje się właśnie w naszym kręgu kulturowym - ku „naturalizacji" i „ubiologicznianiu" poszczególnych zajęć, prac, zachowań i symboli z po­
działem na płci.
Proponuję pozostać jeszcze przy wątku „naturalizacji", wyznaczającej oś,
wokół której formuje się symboliczny świat kobiet w kulturze typu ludowego.
Główną soczewką pojęciową, skupiającą i rozszczepiającą wszelkie inne kul­
turowe dane, jest koncepcja „kobiecości tabuicznej". Warto zatem powrócić do
11

11

W j ę z y k u p o l s k i m znana jest praca E. Badinter, Historia

oraz k s i ą ż k a A d r i a n n ę R i c h , ( t y t u ł o r y g i n a ł u ) Of Woman Born.
Institution

miłości

macierzyńskiej

Motherhood

as Experience

(1998)
and

(1976). T a k ż e p r z y w o ł y w a n a j u ż praca B u d r o w s k i e j (2000) traktuje w s p ó ł c z e s n e ma­

c i e r z y ń s t w o w Polsce j a k o zjawisko b ę d ą c e w y p a d k o w ą r ó ż n y c h , specyficznych nieraz (polskich)
k o n t e k s t ó w , j a k : k u l t maryjny, rola K o ś c i o ł a , wydarzenia historyczne. S ą to prace d o s t r z e g a j ą c e
k u l t u r o w y kontekst m a c i e r z y ń s t w a , z r y w a j ą c e z j e g o ubiologicznianiem i naturalizowaniem. Jest
to j e d e n z w i e l u f e n o m e n ó w k u l t u r o w y c h m a j ą c y c h s w o j ą h i s t o r i ę . N i k t nie zaprzecza, ż e to
k o b i e t y fizjologicznie

s ą predysponowane do rodzenia dzieci, ale j a k i e „ w n i o s k i " z tego faktu

w y c i ą g a j ą p o s z c z e g ó l n e kultury? Oto pytanie dla badaczy i badaczek ż y c i a s p o ł e c z n e g o .

�112

INGA K U Ź M A

słowiańskich przykładów kultur typu ludowego i analizy konstruktów kobiety
i kobiecości, które tam obowiązują.
Kobieta niemal zawsze - co poświadczają wyrażenia językowe - jest ukazy­
wana na niwie społecznej i symbolicznej w relacji do kogoś, nie zaś ze względu
na to, co robi i kim jest w życiu, dzięki umiejętnościom i zaletom/wadom innym
niż fizyczne . Precyzyjniej, to kim jest kobieta, wynika z tego, kto o niej mówi
i jaką pozycję zajmuje wobec niej. Małgorzata Borkowska OSB (Borkowska
1993) rozpatrując sformułowania słowne i charakterystyki świętych obu płci
w ich hagiografiach, zauważa owąnierównoważność klasyfikacji: „[...] Święci
mężczyźni dzieleni byli na grupy w zależności od sposobu, w jaki wielbili Boga
i od roli, jaką odegrali w Kościele: męczennik, wyznawca biskup, wyznawca nie
12

biskup. Święte kobiety dzielone byly przede wszystkim według ich relacji
do mężczyzn: dziewica, wdowa [podkr. - 1.К.]. Wtórnie można było jeszcze
także dodać męczennica [ . . . ] " (Borkowska 1993 s. 32). Świadczy to o wspom­
nianym już wcześniej impasie, w jakim znajduje się sposób mówienia i myślenia
o problematyce kobiet na każdym poziomie symbolicznym, czy to naukowym
etnologicznym świeckim, czy również naukowym, ale teologicznym. Co więcej,
Borkowska stwierdza, że „rola kobiety w Kościele, a nawet więcej - chrześci­
jańskie ujecie istoty kobiecości było przez wieki determinowane nie przez
jej relację do Boga, ale przez jej relację do mężczyzny [podkr. - 1.К.]. I nic
dziwnego, gdyż to mężczyźni ujęcie to tworzyli i opracowali" (Borkowska,
tamże). Zastrzegałam wyżej, że kobieta w zasadzie nadal - i to właśnie w sferze
praktyk religijnych - nie może pozbyć się odium „tabuiczności". Oczywiście,
jest to względne i bardzo płynne. W gruncie rzeczy nie brak przykładów, które
taką interpretację utwierdzają, ale i nie brak takich, które jej zaprzeczają. Owa
dwuznaczność, wręcz wahanie, towarzyszy także i mojej analizie, gdy przy­
glądam się źródłom, którymi dysponuję, a szczególnie tym wypowiedziom,
w których same zainteresowane oceniają obowiązujący je stan rzeczy. Kobiety
(świeckie) w sferze religijnej zyskują bowiem autonomię, samodzielność oraz
relatywną wyższość wobec mężczyzn (nie tylko świeckich, ale także i duchow­
nych) ze względu na funkcje, jakie pełnią w tej sferze - przede wszystkim jako

1 2

N a z w y nadawane m ę ż c z y z n o m w a l o r y z u j ą ich dodatnio lub ujemnie ze w z g l ę d u na i c h

w a d y lub zalety z w i ą z a n e ze sferą intelektu i s p r a w n o ś c i organizacyjnej. O d w o ł u j ą s i ę do tzw.
m ę s k i e j ambicji i s ą w y m i e r z o n e w s p o ł e c z n e i oczekiwane cechy rodzaju m ę s k i e g o . W przy­
padku kobiet natomiast, ocenia s i ę j e ze w z g l ę d u na ich w i e k i cechy z e w n ę t r z n e . O k r e ś l e n i a
negatywne kobiet, w ł a ś n i e z tych w z g l ę d ó w , d e p r e c j o n u j ą j e j a k o przedstawicielki r o d z a j u ż e ń ­
skiego (Peisert 1995). Takie s ą podstawy do zaklasyfikowania danego j ę z y k a j a k o „ s e k s i s t o w skiego" w ramach l i n g w i s t y k i feministycznej (Jurasz 1995). Taki typ j ę z y k a ignoruje kobiety
i i c h o s i ą g n i ę c i a , p o p r z e s t a j ą c na opisaniu ich niemal w y ł ą c z n i e w relacji do m ę ż c z y z n . Prezen­
tuje j e w rolach stereotypowych; „ m i l c z y " o nich, gdy w y k r a c z a j ą poza ten stereotyp (Jurasz,
t a m ż e , s. 203). O p r ó c z o k r e ś l e n i a „ s e k s i s t o w s k i " , w literaturze lingwistycznej s p o t k a ć m o ż n a
t a k ż e t e r m i n „ b i o l e k t " , autorstwa A . W i l k o n i a (Handke 1994, s. 16). Jest to w a r i a n t j ę z y k a
u z a l e ż n i o n y od takich c z y n n i k ó w j a k p ł e ć i w i e k , k t ó r e ściśle w i ą ż ą s i ę z c z y n n i k a m i p o z a j ę z y k o w y m i , z w ł a s z c z a natury psychicznej i s p o ł e c z n e j .

�ŚWIAT KOBIET

113

przekazicielki tradycji religijnej. Najstarsze pokolenia kobiet - matki, babki oraz
ciotki - dbają o przekazanie wiedzy i tradycji z zakresu historii rodziny, regionu
i religii młodszemu pokoleniu (Smolińska 1995, s. 247). Według badań autorki,
te kobiety są wyłącznymi przekazicielkami i nauczycielkami legend, żywotów
świętych i tym podobnych tekstów. Transmisji tego przekazu sprzyjają również
pielgrzymki, gdzie szczególnie babki swoim aktywnym udziałem i wiedzą służą
młodym. Moje badania potwierdzają to. Kobiety wiodą prym właśnie w przy­
padku pielgrzymek czy nauki modlitwy. To one pełnią rolę wprowadzających
swoje dzieci oraz wnuki na ten poziom inicjacji religijnej (z reguły na pielgrzym­
kę jest zabierane dziecko już po przystąpieniu do I Komunii Św., a więc gdy
przeszło oficjalną kościelną inicjację). W niektórych opowieściach występują
jednak (nieliczne) przykłady obojga rodziców jako pierwszych katechetów. Do
rzadkości należą natomiast sami mężczyźni (ojcowie, dziadkowie czy bracia)
występujący w tej roli.
Być może z powodu tej codziennej hegemonii kobiet w procesie edukacji
religijnej swoich najbliższych , kobiety i mężczyźni traktują ten podział kompe­
tencji jako zastany i normalny. Ale - uwaga! - przekaz ten odbywa się przecież
w ramach rodziny, a więc nie jest to działalność publiczna. Wystarczy, aby ko­
bieta aspirowała np. do objęcia funkcji rzeczywistej i oficjalnej przewodniczki
grupy pielgrzymów (przejście do sfery publicznej), a wtedy usłyszy opinię, że
kobiety sobie nie poradzą (K, 1. 73, przewodniczka kalwaryjska od 1976 lub
1977 r. - nie potrafiła przypomnieć sobie dokładnej daty).
Choć pozornie kobieta taka zajmowałaby się nadal religijnością i swoją
„tradycyjną" funkcją nauczycielki w tej sferze, to jednak na niwie szerszej niż
rodzinna. Nie chodzi bowiem o ilość czasu poświęcanego na zorganizowanie
pielgrzymki i udział w jej przygotowaniu. Ważniejsza jest różnica w stopniu
religijnego zaangażowania się. W tym typie kultury to mężczyzna ma prawo
(nawet kosztem jego współudziału w tzw. obowiązkach domowych czy wy­
chowawczych) poświęcać swój czas, pieniądze i zaangażowanie w celach
„wyższych". Kobieta natomiast ma mieć przede wszystkim na względzie dobro
innych, najbliższych - to ogranicza jej działalność na szerszej niwie niż domo­
wa, gospodarska, czy zawodowa. Bezwzględną miarą jest tutaj to, co kultura
rozumie jako publiczne, czyli przypisane mężczyznom, a co jako prywatne przy­
pisane - kobietom .
W rzeczywistości objęcie funkcji przewodniczki czy przewodnika wyma­
ga prawdziwego i głębokiego zaangażowania osobistego oraz duchowego.
13

14

1 3

W p e ł n i zgadzam s i ę ze S m o l i ń s k ą , ż e badacze zachodni p o t w i e r d z a j ą te tendencje.

W w y k a z i e literatury zamieszczam d o k ł a d n e n o t k i bibliograficzne k i l k u znamiennych t e k s t ó w
f r a n c u s k o j ę z y c z n y c h z tego w ł a ś n i e d z i a ł u tematycznego, do k t ó r y c h s i ę g a m w s w o i c h bada­
niach p o r ó w n a w c z y c h nad k u l t o w y m i p r a k t y k a m i kobiet (Lautman 1995; A l b e r t - L l o r c a

1995;

Langlois 1995; Puccio 2002; L a Rocca 2002).
1 4

B y ć m o ż e w i ą ż e s i ę to z g ł ę b s z y m przekonaniem i p r a w e m r e l i g i j n y m w k a t o l i c y z m i e

d o t y c z ą c y m k a p ł a ń s t w a m ę ż c z y z n (jako p e w n y m „ z a w o d o w y m " p o w o ł a n i u ) i innego rodzaju
„ k a p ł a ń s t w i e " kobiet - p r y w a t n y m , np. tzw. serca, rodzicielstwa, w s p ó ł o d c z u w a n i a itp.

�114

INGA KUŹMA
15

Organizowane są specjalne rekolekcje dla przewodników kalwaryjskich . Prze­
wodnicy biorą udział także w innych jeszcze działaniach paraliturgicznych
w swojej miejscowości . Jak widać, wymaga to naprawdę bardzo dobrej organi­
zacji czasu i współpracy całej rodziny, ponieważ często trzeba na dłużej wyje­
chać z domu. Mogłoby się wydawać, że czas poświęcany na tyle działań skutecz­
nie eliminuje kobiety z tego rodzaju dodatkowych zobowiązań. Wręcz ogranicza
ich nawet zwyczajny udział w tego typu formach pobożności jak pielgrzymki,
ponieważ kobieta ma przede wszystkim na głowie dom, męża i dzieci. Jednak
kobiety, jak tylko mają chwilą, to jeżdżą (K, 1. 70); Może kobiety mają lepsze
warunki niż mężczyźni, bo mężczyźni w domu nie siedzą, tylko pracują, to nie
każdy tak może, to wysiłek (K, 1. 69); Zawsze więcej jest kobiet. Może dlatego, że
jak to dawniej mówiono, że mężczyźni do pracy chodzą, to nie mają tak czasu,
a kobieta to zawsze się jakoś urwie (M, 1. 67). Z jednej strony wydawałoby się
więc, że kobietom jest łatwiej, ponieważ ich zajęcia nie są waloryzowane dodat­
nio, jak zajęcia męskie. Wyłącznie te zasługiwałyby na miano 'pracy'. Okazuje
się, że kategoria ta jest nadrzędna wobec udziału w niektórych „nadliczbowych"
formach kultu religijnego (jak pielgrzymki, procesje). Jednak 'praca' 'pracy'
nierówna. Choć obowiązkom domowym i rodzicielskim kobiet odmawia się
w kulturze typu ludowego miana 'pracy', to mieszczą się one w kategorii zajęć
'zawodowych' przypisanych grupie kobiet. 'Praca' - w szerszym rozumieniu
tego słowa - obejmuje szereg działań ludzkich, jakie dokonują przeniesienia
człowieka ze stanu „zwierzęcego" na stronę Kultury i pełnego człowieczeństwa
(Cassirer 1971, s. 132). Nic nie podważyło tego nawet obecnie, gdy tak bardzo
zmieniła się sytuacja ekonomiczna. Być może pojęcie to, teraz nawet silniej niż
dawniej, wzmacnia swoje znaczenie w kulturze. Mogę dodać, że nawet w wypo­
wiedziach, w których ustosunkowano się do osoby Matki Boskiej, właśnie praco­
witość oraz fakt, że - według rozmówców - Maria zajmowała się domem i małym
Jezusem, była cechą przybliżającą Jej osobę do zwykłych kobiet. Tym samym
zajęcia kobiece, ich praca, zyskują waloryzację, a kobiety otrzymują społeczną
i moralną rekompensatę. Praca stała się tu wskaźnikiem paralelności życia Naj16

1 5

B y c i e p r z e w o d n i k i e m k a l w a r y j s k i m jest s z c z e g ó l n ą p o s ł u g ą . N i e bez kozery u ż y w a m tego

t e r m i n u , p o n i e w a ż o p r ó c z p e w n y c h o b i e k t y w n y c h z d o l n o ś c i i predyspozycji, j a k i e s ą n i e z b ę d n e
przy w y k o n y w a n i u tej r o l i , w w y p o w i e d z i a c h p r z e w o d n i k ó w nieraz z n a l e ź ć m o ż n a odniesienia
do nadprzyrodzonego w y b o r u , w ł a s n e j niemocy i obaw z w i ą z a n y c h z w ł a s n y m i u m i e j ę t n o ś c i a ­
m i , p o m o c y boskiej, wskazania ich przez poprzedniego przewodnika, k t ó r y ocenia z a a n g a ż o w a ­
nie religijne i d o ś w i a d c z e n i e kalwaryjskie potencjalnego n a s t ę p c y . N i e ma to nic w s p ó l n e g o
z i n d y w i d u a l n y m i c h ę c i a m i czy ambicjami. W b r e w temu, co m o ż n a by z a k ł a d a ć , nie jest to „ p r o ­
fesja" dziedziczna. W K a l w a r i i Zebrzydowskiej nie s p o t k a ł a m s i ę jeszcze z informacjami

o tym,

ż e j a k a ś rodzina, np. z ojca na syna, czy z matki na c ó r k ę , p r z e k a z y w a ł a p r z e w o d n i c t w o . N a razie
dysponuje w y p o w i e d z i a m i w s k a z u j ą c y m i na to, ż e role te obejmuje s i ę na zasadzie s z c z e g ó l n e g o
„ p r z y p a d k u " i akceptacji grupy.
1 6

W s p o m i n a l i , ż e u c z e s t n i c z ą w n i e w i e l k i m stopniu w u r o c z y s t o ś c i a c h p o g r z e b o w y c h , s ą

np. proszeni do prowadzenia ś p i e w u , m o d l i t w . Jednak ten aspekt d z i a ł a l n o ś c i

przewodników

w y m a g a jeszcze ode m n i e d o k ł a d n e g o przestudiowania i zgromadzenia w i ę k s z e j i l o ś c i materia­
ł ó w terenowych.

�ŚWIAT KOBIET

115

świętszej Panny z życiem innych kobiet: Życie Maryi było podobne do życia
innych kobiet, oczywiście, bo przecież taka sama była (M, 1. 67); Maryja była
normalną kobietą, ale do czasu ukrzyżowania Jezusa. Ona normalnie prowa­
dziła dom, miała sąsiadów, miała też pewnie wrogów. To była normalna rodzina
(M, 1. 49); [Czy życie Marii było podobne do życia innych kobiet?] Raczej tak,
takie życie codzienne (K, 1. 50); Jak najbardziej było podobne. Tak samo pracowa­
ła. Tak samo wychowywała dziecko. Tak samo uporała się ze wszystkim (K, 1. 56);
Przecież była taką kobietą normalną (K, 1. ok. 50); Tak samo musiała pracować,
miała syna, trzeba było wszystko zrobić. No i życie swoje, jakie miała, ciągle
była ucieczka, ciągle był strach o dziecko. Nie miała słodkiego życia (K, 1. 70) .
Rzeczywiście jednak, w przypadku kobiet, ich zajęcia domowe i zobowiązania,
jakie są na nie nałożone z racji sprawowania roli żony i matki, przewyższają
swoją wagą ich osobiste chęci do pełniejszego wyrażania swojej pobożności:
[O swoim uczestnictwie w obchodach maryjnych w Kalwarii Zebrzydowskie]
Jak tylko mogłam jechać, to jechałam, [...] bo nie zawsze z domu można się
ruszyć - dzieci. Mąż jeździ częściej [z racji pełnienia przez niego pewnych funkcji
w wystawianej z tej miejscowości co roku asyście na sierpniowy odpust w Kal­
warii - I.K.] (K, 1. 53); Jeszcze wtedy byłam mężatką, miałam dzieci i nie chodzi­
łam tak często, bo były obowiązki, a po drugie nie byłam tak związana [jak teraz,
gdy jest przewodniczką kalwaryjską - I.K.] (K, 1. 73); Moja mama też sama mówi­
ła, że chciałby jechać na pielgrzymkę, ale nigdy nie miała okazji przy tych dzie­
ciach [...] (K, 1. 47); Jak dzieci były małe, to nie mogłam [jechać - I.K.], ale potem
już jechałam (K, 1. 82); Jak miałam [małe dzieci - I.K.] to nie zawsze starczało
czasu, ale raz w roku to muszę być. Tego roku nie byłam na Wielkanoc, bo córka
ma małe dziecko i musiałam się nim zająć (K, 1. 40). Oczywiście, z całej grupy
kobiet, tylko przedstawicielki określonych klas wieku i stanu (czyli kobiety nieza­
mężne i babki), mają względnie większą swobodę (vide: ostatni cytat z przytoczo­
nych powyżej), ale zazwyczaj to panna ma taką wolną rękę, ale jak się jest już
babcią, to też nikt nie zabroni, bo gdzie się chce, to się jedzie (K, 1. 70).
Nikt nie dziwi się temu, że kobiety oceniane są (również same przez siebie)
jako bardziej praktykujące i zaangażowane religijnie. Nikt też nie podważa ich
kompetencji w tym zakresie. Pojawiały się nawet opinie, że to jednak kobiety
w porównaniu z mężczyznami wykazują się większą wrażliwością religijną. Dla­
czego? Ponieważ - przechodzimy tutaj natychmiast na grunt stereotypów, także
tych z zakresu praktyki językowej - są bardziej wrażliwe jako kobiety: Więcej
się na tym skupiają kobiety (M, 1. ok. 50); Bardziej są wrażliwe (M, 1. 45); Mnie
się wydaje, że więcej kobiet jest [na Kalwarii - I.K.], one częściej się chyba zwie­
rzają, tam mogą się otworzyć (M, 1. 60); Po nich bardziej widać to wzruszenie,
bo często zobaczyć można kobiety płaczące ze wzruszenia na Kalwarii, gdy się
modlą (K, 1. 35); Myślę, że to są całe rodziny [pociągane do Matki Boskiej
17

1 7

O r o l i M a t k i Boskiej w k s z t a ł t o w a n i u s i ę t o ż s a m o ś c i kobiecej i obrazu k o b i e c o ś c i w k u l t u ­

rze t y p u ludowego j u ż nieco w s p o m n i a ł a m przy okazji p o j ę c i a ' m a t k a ' , ale jest to o w i e l e szerszy
w ą t e k , c z e k a j ą c y jeszcze na moje dalsze opracowanie.

�116

INGA KUŹMA

- I.K.], a to jest za przyczyną kobiety, tak jest przynajmniej w moim przypadku
(K, 1. ok. 50); [...]postawę modlitewną bardziej widać u kobiet, ale nie wiem czy
to wynika z charakteru. Myślę, że kobiet jest więcej, więcej je widać z dziećmi
(K, 1. 40). Praktyka językowa, o której wspomniałam, nie dotyczy wyłącznie spe­
cyficznych określeń, stosowanych wobec kobiet, gdy mowa jest o ich roli i za­
chowaniach w kontekście religijnym. Odnosi się też ona do odmiennych funkcji
języka, gdy posługują się nim mężczyźni bądź kobiety (Handke 1994, s. 19) .
Czynnikiem, który wzmacnia postrzeganie kobiet jako - być może - bardziej
predestynowanych do przeżyć religijnych i sprawowania przez nie nie-urzędowych funkcji, jest sam Kościół. Odwołuje się on chętnie do postawy kobiety
jako pierwszej i najważniejszej ewangelizatorki w rodzinie . Lecz czym innym
jest jej działalność publiczna (jako przewodniczki). Cóż z tego, że przy pełnej
akceptacji i poparciu oficjalnych czynników kościelnych .
Mogę chyba zaryzykować tezę (wzorując się na sposobach interpretacji pro­
blemów płci i rodzaju w badaniach kultur pozaeuropejskich, vide: przypis 7),
że kluczowa dychotomia Kultura: Natura w kulturze typu ludowego porządkuje
najpierw to, co publiczne i prywatne, a później ustala, w którym z tych szeregów
umieścić elementy wartościowane jako męskie i żeńskie.
Także np. podział funkcji obrzędowych podczas wesela na wsi odbijał daw­
niej zróżnicowanie zajęć na męskie: publiczne: reprezentacyjne i kobiece: pry­
watne: domowe (Kabat 1989, s. 115-122). Ten podział przebiega według nastę­
pującego porządku wyznaczonego przez autorkę tekstu: „1. rodzaj i zakres ról
męskich i kobiecych w obrzędzie weselnym; 2. aktywność słowna mężczyzny
i kobiety w obrzędzie weselnym; 3. realizowanie zasad starszeństwa w obrzędzie
weselnym; 4. symbolika obrzędu weselnego dotycząca zajęć uważanych za mę­
skie lub kobiece; 5. podział zobowiązań w obrzędzie weselnym między stronami
męską i kobiecą; 6. zabiegi magiczne zapewniające dominację stron w małżeń­
stwie; 7. kobiece skargi w obrzędzie weselnym" (Kabat 1989, s. 116). Autorka,
analizując przebieg wesela według wymienionych powyżej porządków, wykazuje,
że role męskie - choć może nie bardziej liczne niż kobiece - były jednak
bardziej rozbudowane. Aktywność słowna mężczyzn była również większa niż
kobiet. Oprócz tego, to mężczyzna miał prawo do inicjowania wypowiedzi.
18

19

20

1 8

M ę ż c z y ź n i p r e f e r u j ą funkcje k o m u n i k a c y j n ą , a kobiety - e k s p r e s y w n ą . Badaczka stawia

t a k ą t e z ę po przeanalizowaniu repertuaru i w ł a ś c i w o ś c i j ę z y k o w y c h , stosowanych przez obie
płcie. W ł a ś c i w o ś c i , j a k i e w y k r y ł a w grupie kobiet, s ą bardziej wyrazistsze od m ę s k i c h . Styl j ę z y k a ,
k t ó r y m p o s ł u g u j ą s i ę kobiety jest zatem z a u w a ż a l n y . Nasuwa s i ę wniosek, ż e to w przypadku kobiet
m o ż n a m ó w i ć o stylu j ę z y k a i w y p o w i e d z i , w p r z e c i w i e ń s t w i e do m ę ż c z y z n (Handke, t a m ż e ) .
1 9

„ [ . . . ] M a t k a - k a p ł a n k a K o ś c i o ł a rodzinnego [ . . . ] " ( N o w a k 1998, s. 65).

2 0

K o b i e t - p r z e w o d n i c z e k k a l w a r y j s k i c h nie b y ł o z p e w n o ś c i ą nawet w p o ł o w i e tyle, i l u m ę ż ­

czyzn, c h o ć nie i s t n i a ł y oficjalne d y r e k t y w y np. z a k a z u j ą c e tego albo z a l e c a j ą c e odsuwanie k o ­
biet od tej a k t y w n o ś c i . W j e d n y m z bardzo ciekawych o p r a c o w a ń ( G ó r e c k i 1994) na temat p i e l ­
g r z y m e k z G ó r n e g o Ś l ą s k a , m . i n . do K a l w a r i i Zebrzydowskiej w latach 1869-1914 (obok Piekar,
G ó r y Ś w . A n n y , Barda, Pszyny i i n . ) autor s p o r z ą d z i ł spis „ ś p i e w o k ó w " ( ś l ą s k i e miano p r z e w o d ­
nika). N a l i ś c i e , l i c z ą c e j o g ó ł e m 355 „ ś p i e w o k ó w " , o d n a l e ź ć m o ż n a 16 kobiet. Jednak bardzo
c z ę s t o przy n a z w i s k u nie w y s t ę p u j e i m i ę , a k o ń c ó w k a nazwiska nie wskazuje na p ł e ć .

�ŚWIAT KOBIET

117

Hierarchię miejsc przy stole wyznaczała dawniej pozycja starszych mężczyzn.
Odpowiednio do zajęć w gospodarstwie przewidzianych dla mężczyzn i kobiet,
obdarowywano młodych podarkami, atrybutami czy symbolami, które zazna­
czały ich „męską" i „kobiecą" rolę i pozycję (młodej sypano do pantofla siemię
lniane, obdarowywano j ą w posagu prześlicą, wręczano jej - po powrocie
z kościoła - małe dziecko czy kądziel, a młodemu dawano cepy). Kabat zauwa­
ża, że także współczesny charakter prezentów ślubnych ma na celu symboliczne
przypomnienie o zakresie obowiązków raczej kobiecie niż mężczyźnie (naj­
popularniejsze podarki to naczynia kuchenne, zastawa, pościel itp.). Magia
weselna natomiast starała się tę sytuację zrównoważyć i zapewnić kobiecie
dominację w małżeństwie . Funkcja lamentów i skarg młodej (jeśli spotykana
w czasach nowszych, to jest już zazwyczaj bardzo dwuznaczna) dawniej miała
podkreślać nowy los mężatki, od tej pory poddanej wyłącznej władzy męża.
Do sfery publicznej należałoby zaliczyć także pewien dawny słowiański obo­
wiązek spoczywający wyłącznie na synach. Proponuję zatem, by powrócić do
tekstu Ciszewskiego. Po przywoływanej już przez mnie wcześniej interpretacji
cech fizjologicznych, tak deprecjonujących kulturowo kobietę w oczach męż­
czyzn, Ciszewski, w kolejnej analizie, dodaje, że choć wymienione uprzednio
przyczyny są wystarczające do tego, aby owej „zakały rodziny patriarchalnej"
i „korony nieczystości" „strzec i unikać", to jest ona „zaledwie cierpiana"
(Ciszewski 1927, s. 11) także z innych jeszcze względów. Należy do nich to,
że kobieta krótko przebywa w domu rodzinnym: „koniec końcem przechodzi
zawsze do ludzi obcych, którym na dobitkę trzeba jeszcze płacić za to" (Ciszew­
ski, tamże). Ciszewski zauważa, że w opisywanych kulturach to właśnie syn
jest traktowany jako filar rodziny i gospodarz ogniska domowego, a gdy braknie
synów, ustaje też kult przodków rodowych i rodzinnych (Ciszewski 1927,
s. 2-3) . Z takim stanowiskiem można się było spotkać także wśród wyższych
warstw społecznych. Wystarczy przywołać obyczaje panujące wśród ziemiaństwa polskiego podczas zaborów, kiedy to dopiero urodzenie syna zapewniało
kobiecie pozycję i umacniało ją, nadając jej w rodzinie autorytet „matki"
(Winiarz 2000, s. 147). Poza tym, jak potwierdzają źródła pamiętnikarskie, jedynie
chrzty synów (zarówno pierworodnego, jak i następnych) urządzano z przepy­
chem, zapraszając do dworu kilkuset gości. Nawet jeśli nie stać było rodziny na
fetowanie tego wydarzenia z wielkim rozmachem, niewątpliwie starano się, aby
przebiegało ono przynajmniej okazale. Inaczej jednakże świętowano chrzest
córek: „Rozgłos nie towarzyszy życiu kobiety, przeznaczenie jej rysuje się inaczej
już od kolebki. Natalię ochrzczono w mojej sypialni bez pompy i ceremonii"
21

22

2 1

Kabat przytacza p r z y k ł a d y takiej magii weselnej, j a k np. zarzucanie (podczas ś l u b o w a n i a )

na o b l u b i e ń c a j a k i e j ś części stroju m ł o d e j lub p r z y k l ę k a n i e panny m ł o d e j na c z ę ś c i ubrania m ł o ­
dego. O p r ó c z tego, zalecano m ł o d e j , aby to ona m o g ł a g ó r o w a ć w z w i ą z k u , p o ł o ż e n i e na tacy
w k o ś c i e l e p i e n i ę d z y p o ż y c z o n y c h od m ę ż a (Kabat 1989, s. 116). A u t o r k a na koniec przypomina
0 przemianach, k t ó r e z a c h o d z ą na w s i t a k ż e j e ś l i chodzi o d o t y c h c z a s o w ą o b r z ę d o w o ś ć w e s e l n ą
1 coraz w i ę k s z e r ó w n o w a ż e n i e się ról kobiecych i m ę s k i c h . P o z o s t a w i ł a jednak t ę k w e s t i ę o t w a r t ą .
2 2

Takie stanowisko p r e z e n t u j ą np. Serbowie, B u ł g a r z y i Turcy zakaukazcy.

�118

INGA KUŹMA
23

(Winiarz 2000, s. 148) . Oprócz tego, historia i wydarzenia tragiczne, takie jak
powstania narodowe, sprawiły, że w polskim wymiarze rodzinno-narodowym syn
traktowany był jako wartość nadrzędna. To on miał wywalczyć ideały, które za­
szczepiała mu matka-Polka. Służyło temu wychowanie patriotyczno-narodowo-religijne, za które odpowiedzialne stawały się w tej epoce kobiety, tak bardzo,
jak - być może - nigdy wcześniej.
Określenie „matka-Polka" zadomowiło się w języku i myśleniu o roli kobiety
w naszej polskiej kulturze i choć pozornie tak znaczące, jest przecież wyraże­
niem stereotypowym. Upraszcza, spłaszcza i sprowadza funkcje i zadania kobie­
ty zaledwie do trzech wymiarów: biologicznego, religijnego i patriotycznego.
Kobieta taka oddziały wuj e na otoczenie dzięki sile „społecznego piedestału"
(Titkow 1995; cyt. za: Budrowska 2000, s. 193), na jakim zaczęła funkcjonować
od czasu zaborów. Ta jej rola, choć narzuca określone wymagania i ograniczenia,
jest przede wszystkim rolą „niemą". Wypełniona jest treścią oczekiwań społecz­
nych - zewnętrznych, kształtowanych przez kolejne doświadczenia historycz­
ne . Wymagania te są ściśle określone i żadna wariantywność (a tak przecież
dzieje się w przypadku oddziaływania stereotypów na zachowanie i postrzeganie
świata), nie wchodzi w grę.
„Niemota" kobiet podkreślana była dosadniej w starych kulturach, na co zwra­
ca baczną uwagę Ciszewski, kiedy przypomina, że np. gruzińska dziewczyna
wychodząca za mąż, dopóki nie urodziła dziecka, miała zakazane porozumiewa­
nie się z rodzicami i braćmi małżonka (Ciszewski 1927, s. 11). To małżonek
stawał się porte-parole swojej „niemej" żony, której jedynie pozostawał język
gestów. Do żon nie zwracano się po imieniu (czego świadectwa Ciszewski
zbierał z obszaru Słowiańszczyzny wschodniej i południowej). One same także
obowiązane były zwracać się w określony, i to nie bezpośredni, sposób do męża.
Często nadawano kobietom zamężnym nowe imiona od nazw ich rodzinnych
wsi, albo wołano na nie „gospodyni", „baba" (gdy już się zestarzała lub wypra­
wiła swemu dziecku wesele), „moja baba", „kobieta", „moja", „matka", „ona"
(Ciszewski 1927, s. 12-16).
Dlaczego kobietom odmawiano własnego imienia oraz „głosu"? Wynikało
to na pewno z obowiązującej kobietę roli oraz - co ważniejsze - pozycji jej
przypisywanej; swoistej oceny i wartości, jaką rola to posiadała i posiada nadal
w pewnym systemie kulturowym i na jego obszarze symbolicznym. Ocena roli,
i tym samym jej pozycja, waloryzowane były najczęściej z punktu widzenia
nie samych zainteresowanych tym bezpośrednio - czyli kobiet, ale mężczyzn.
Co ciekawe, także kobiety - mam nadzieję, że udowodnią to wypowiedzi ze24

2 3

2 4

Z p a m i ę t n i k a A n n y z T y s z k i e w i c z ó w Potockiej.
U s t r ó j socjalistyczny w z m o c n i ł ten stereotyp, n a d a j ą c m u konotacje z obszaru nie t y l k o

p o ś w i ę c e n i a s i ę dla cudzego i n a j w y ż s z e g o dobra w i m i ę n a j w y ż s z y c h ponadosobistych

war­

t o ś c i , ale i ze sfery z a c h o w a ń codziennych „ h e r o i c z n y c h " , j a k z d o l n o ś ć sprostania najtrudniej­
szym w y m a g a n i o m i w a r u n k o m e k o n o m i c z n y m , „ c u d a " aprowizacji przy o g ó l n y m niedostatku,
j a k i w t e d y p a n o w a ł na r y n k u - to d o p r o w a d z i ł o do swoistego d o m o w e g o
matriarchatu" ( T i t k o w 1995, s. 35; cyt. za: B u d r o w s k a 2000, s. 195).

„menadżerskiego

�119

ŚWIAT KOBIET

brane podczas badań terenowych - stają się „zakładniczkami" takiego myślenia
i oceny własnej roli oraz przypisywanego im statusu w kulturze. „Nie mówią"
własnym „głosem", rzadko komentują obowiązujący je stereotyp i konotacje,
jakie on wywołuje. Gdy jednak zdarzy się spotkać kobiety, które dostrzegają
rzeczywistą wartość tego, jak postrzega je kultura i chcą j ą realizować (nie pozo­
staje ona w sferze deklaracji i uznania, ale wartości przeżywanych i auten­
tycznych), to język, w jakim afirmują te wartości i postawy sprawia wrażenie
kalki języka nadrzędnego.
Nie chcę przesądzać tej sprawy, albowiem materiał, jaki do tej pory zebra­
łam - a nie jest to jeszcze koniec moich badań - wskazuje na o wiele większą
„schizofrenicznośc" postaw kobiet (także i niektórych mężczyzn) i to właśnie
w kulturze typu ludowego. To także nie pomaga przeciąć pewnych wahań intepretacyjnych: czy kobiety te wiedzą co mówią, mówiąc to, a nie co innego?
Nawet jeśli kobiety wypowiadają się „samodzielnie" i wbrew temu, co „każe"
im ten typ kultury, zachodzi to nadzwyczaj rzadko. Dlatego określam ich po­
stawę, wyłaniającą się z większości źródeł zebranych (w tym przez mnie),
jako właśnie „niemą" lub - może trafniej - „mimetyczną" .
25

III
Kulturową istotę kobiecości w naszym kręgu symbolicznym i społecznym
określa - według samych zainteresowanych i mężczyzn żyjących z nimi - biologiczność, w tym przypadku zdolność do rozrodu : Kobieta powinna być przede
wszystkim dobrą matką. [Macierzyństwo - I.K.] to jest na pewno coś pięknego
(M., 1. ok. 50); Dzieci są dla mnie skarbem. Nie wyobrażam sobie życia bez dzie­
ci, tej cudowności (K, 1. 40); Żeby każda była w ciąży i miała dzieci. [...] Kobieta
zaraz po ślubie powinna mieć dziecko (K, 1. ok. 55); Polecam [macierzyństwo
- 1.К]. Nie wstrzymywać się z rodzeniem dzieci po ślubie, nie odkładać za jakiś
czas, tylko jak jest miłość, to powinno to dziecko przyjść na świat (K, 1. 50);
Jest to jednak przywilej dla kobiety, urodzenie dziecka (K, 1. 35); Powinny być
dzieci. Ja nie żałuję, że miałam tyle dzieci [ośmioro - I.K.] (K, 1. 78); Gdzie
nie ma dziecka, tam nie ma szczęścia, mimo bogactwa. To są sknery (K, 1. 32).
Jest to zaledwie 1/6 wszystkich uzyskanych wypowiedzi na temat macierzyń­
stwa i jego roli w życiu kobiety, ale wszystkie one zgodnie je afirmują i pod­
kreślają jego wagę dla sposobu bycia kobietą - sposobu nadrzędnego w tym
typie kultury. Jest on w zasadzie określany jako jedyny możliwy: Kobieta to jest
na pewno w innym celu stworzona [niż żeby robić karierę - 1.К.]. Kobieta tylko
po to została stworzona [żeby mieć dzieci - I . K . ] " (M., 1. 65); Która to tak myśli,
26

2 5

N a ś l a d u j ą wzorce zastane, p o w i e l a j ą schematy m y ś l o w e o sobie samych, a p r ó b a w y ł a ­

mania s i ę spod k u l t u r o w e j k o n t r o l i c z ę s t o p o c i ą g a za s o b ą rozdarcie i dyskomfort.
2 6

Stereotypowe w y o b r a ż e n i a d o t y c z ą c e kobiet s k u p i a j ą s i ę przede w s z y s t k i m na w y m i a r z e

b i o l o g i c z n y m ich ż y c i a , ze s z c z e g ó l n y m u z w g l ę d n i e n i e m funkcji m a c i e r z y ń s k i e j .

�120

INGA KUŹMA

żeby nie zakładać rodziny?! Męża nie chce?! (M., 1. ok. 70); Każda kobieta,
jeżeli tylko jest w stanie, to powinna się wywiązać z roli matki (K, 1. ok. 45).
Zatem macierzyństwo, co podkreślali starsi rozmówcy i rozmówczynie
(przedział wiekowy między 40 a 80 rokiem życia), jawi się jako przywilej i obo­
wiązek kobiety.
Dzieje się tak, ponieważ kobieta-matka jest istotą szczególną: Matka to jest
matka, to jest serce inne. Mało się trafi takich ojców, żeby byli tak jak matka
(K, 1. 70); Uczucie matki jest trochę jednak inne niż ojca. [...] Uczucie kobiety
jest inne, to jest coś wrodzonego. Natura matki jest inna od samego poczęcia
[dziecka - I.K.] (K, 1. 65).
Poza tym wielką rolę odgrywa poczucie wypełniania w ten sposób zasad reli­
gijnych i poleceń Boga: To już tak powinno być, no bo jak Pan Bóg powiedział:
„ rośnijcie, mnóżcie się i rozmnażajcie". I tak powinno być (K, 1. ok. 45).
Młodsi natomiast (około 19-20 lat), i to reprezentanci obu pici, prezentowali
odmienny punkt widzenia : Jeśli ktoś nie jest stworzony do opieki nad dziećmi
[...], to tak widocznie jest mu dobrze, tak ma być i tak może się spełnić. Może ta
osoba samotna bardziej pomaga innym ludziom, może jest bardziej potrzebna
starszej matce (K, 1. 19); Chłopak czy dziewczyna mają jakieś aspiracje i albo to
wychodzi, albo nie. Nawet, myślę, w wieku 50 czy 60 lat, gdyby była jakaś szansa
dla dziewczyny łub chłopaka [ułożenia sobie życia osobistego - I.K.], to czemu
nie. Są ludzie, którzy lubią życie pustelnicze (M, 1. 20).
Jednak część rozmówczyń (przede wszystkim mężatki o różnym stażu oraz
wdowy) nie postrzegała kobiecego losu tak prosto i jednotorowo, jak cytowani
(nieliczni chętni do wypowiedzi na ten temat) mężczyźni. Dopuszczały odmien­
ne warianty ułożenia sobie życia. Szczególnie, gdy jako alternatywę - do tej
pory spotykaną najczęściej w Polsce - czekałby je związek z alkoholikiem. Nie
sposób jest mi się w tym momencie oprzeć wrażeniu (przyznaje - osobistemu
i oceniającemu to, co zebrałam i z czym mogłam się zapoznać), że mniej więcej
połowa materiałów prezentujących obraz życia kobiet na wsi ukazuje wieś
w czarnych barwach, nie napawających optymizmem (szczególnie, co do męż­
czyzn): [Co jest Pani największą życiową bolączką?] - Miałam, ale problem się
rozwiązał. [Co to było? - następuje chwila wahania] Nadmiar alkoholu w domu.
I też Maryja wysłuchała. - I problem jest już rozwiązany? - Tak (K, 1. 29).
Kobieca wrażliwość na dążenie do zapewnienia sobie szczęścia osobistego,
poczucia zadowolenia w życiu i zachowanie godności (ale nie za wszelką cenę)
wprowadza - według mnie - ową wzmiankowaną wcześniej „schizofreniczność"
27

2 7

M u s z ę w t y m miejscu koniecznie z a z n a c z y ć , ż e pytania o r o l ę m a c i e r z y ń s t w a , ż y c i a w poje­

d y n k ę i o r o l i rodziny, kierowane b y ł y z a r ó w n o do m ę ż c z y z n , j a k i do kobiet. P y t a j ą c y z r e s z t ą
nawet nie f o r m u ł o w a ł p y t a ń sensu stricto:

po prostu najczęściej p o d d a w a ł r o z m ó w c y h a s ł o typu:

„ m a c i e r z y ń s t w o " , „ m a ł ż e ń s t w o " , „ s a m o t n o ś ć " i w y s ł u c h i w a ł w y p o w i e d z i . Sam r o z m ó w c a decydo­
w a ł , czy o d p o w i a d a j ą c na te pytania umieszcza j e jedynie w k o n t e k ś c i e „ k o b i e c y m " ( p o z o s t a j ą c
w atmosferze p y t a ń zadawanych d u ż o w c z e ś n i e j o ż y c i e kobiet, k u l t maryjny itp.), czy w k o n ­
t e k ś c i e szerszym lub osobistym. Pytania o r o d z i n ę , dzieci, w y b ó r stylu ż y c i a , r o l ę kobiet w c h o d z i ł y
w skład zagadnienia d o t y c z ą c e g o w s p ó ł c z e s n e g o sposobu bycia katolikiem i o s o b ą w i e r z ą c ą .

�ŚWIAT KOBIET

121

postaw, którą spotkać można w kulturze typu ludowego: Dawniej nie wychodziły
za mąż, bo im się nie trafiało, a teraz bo chcą być niezależne, a nie znosić fochy
męża, skarpetki mu prać, temu panu i władcy (K, 1. 56); Czasem życie w samotno­
ści też jest bardzo cenne (K, 1. 48); Jak jest jakiś pijak, to już lepiej niech nie są,
niżby miał kobiecie świat zawiązać i niedobrym być. A jak dziewczyna miałaby
wziąć jakiegoś draba, to, ja wiem? Lepiej samej być (K, 1. ok. 60); Moja córka
właśnie miała chłopaków, ale każdy popijał sobie. Mówi: „Mamuś, wolę sobie
sama żyć, niż mam iść za lumpa, za pijaka, nie zmuszaj mnie. Bo będę sama płakać
i mamusia będzie płakać. Widzicie, jakie to są rodziny pijackie. Przydałby się
jakiś gazda w domu, jakieś oparcie, ale ma wziąć takiego łajdaka pijackiego?
No to nie (K, 1. ok. 85); Lepiej samemu niżby mąż miał być [...] zły jakiś (K, 1. 58).
Nie zabrakło też - by oddać sprawiedliwość źródłom i ich nie zafałszowywać
- kobiecego głosu dość surowo oceniającego same kobiety i czyniącego je odpo­
wiedzialnymi za swoje nieudane pożycie małżeńskie: - Czy coś usprawiedliwia
rozwód? - Raczej nie, bo jak to mówią „wiedziały gały, co brały". - A jak się
rozpije? - To trzeba tak robić, żeby się nie rozpił. No wiadomo, jak przyjdzie
i w domu bałagan i dzieci zasmarkane, obiad nie ugotowany, to pójdzie do
knajpy, pani go tam pięknie obsłuży, z uśmiechem, pogłaszcze. - A jak są tacy,
że mają naszykowane i piją? - No to wiedziała, co bierze (K, 1. ok. 55).
Pokusiłabym się o zinterpretowanie tej wypowiedzi oraz wcześniejszych (na
temat macierzyństwa i małżeństwa) jako wyrazu pewnego rodzaju fatalizmu,
czyli specyficznego stosunku do świata i swojego życia, którego doszukiwać by
się można w regule „jest tak, jak ma być" (Stomma 1986, s. 82-87). Wydaje mi
się, że u źródeł tego poddania się kolejom losu leży jeszcze ciągle wątek, który
odnajdują folkloryści analizujący wybrane typy bajek ludowych. Dotyczy to
przede wszystkim bajek opisujących poszukiwanie swojej doli (Wrocławski
1995). Bohater, szukając przyczyn życiowego niepowodzenia (to jest powód,
który popycha go do wędrówki) uświadamia sobie, że powinien odkryć to, co
jest w jego życiu najważniejsze. Dowiaduje się, jakimi umiejętnościami dyspo­
nuje, co powinien zmienić, (np. miejsce zamieszkania lub zawód itp.). A zatem
- j a k konkluduje Wrocławski - człowiek żyjący nieświadomie, płaci tego konse­
kwencje. Ale nie znaczy to, że poszukiwanie własnego szczęścia i spełnionego
życia ma się odbywać kosztem pogwałcenia reguł i tradycji grupowych. Za to się
również płaci. Wartością nadrzędną jest zasada harmonijnego funkcjonowania
wspólnoty. To wspólnota wyzwala człowieka z przypadkowości, wręcz absur­
dalności istnienia; to ona jest obszarem, gdzie - tym razem efektywnie - można
spożytkować indywidualne zdolności i wykonywane czynności (Wrocławski
1995, s. 178-179). Pełny indywidualizm, który na obszarze tej kultury ozna­
czałby najprawdopodobniej pogwałcenie harmonijnego współżycia, jeszcze nie
jest akceptowany, ani werbalizowany wprost. Na pewno jednak samodzielny,
w sensie - świadomy wybór drogi życiowej, jest doceniany i pod takim kątem
ocenia się swoje życie oraz losy innych.
Byłabym skłonna obstawać przy tezie o współczesnej swoistej „schizofreniczności" postaw i myślenia o swoim życiu w kulturze typu ludowego. Pojęcie

�122

INGA KUŹMA

to - podążając w tym miejscu za myślą Jamesona (Jameson 1999, s. 201-209)
- ma spełniać zaledwie rolę opisową (na pewno nie diagnostyczną) i uwypuklić
pewne charakterystyczne cechy istniejącego stanu kulturowego. Określony mia­
nem, które zaliczyć można do języka odbijającego potoczny poziom wiedzy na
temat świata (a wykorzystuje ona bardzo często terminy psychiatryczne), dobrze
oddaje - jak sądzę - poczucie bezradności wobec sprzecznych i różnorodnych
bodźców. Ta wielość i różnorodność wprowadza w konsternację wielu osób,
które dotychczas posługiwały się stosunkowo biegle obowiązującymi regułami
życia społecznego, religijnego i symbolicznego (jak kazano nam wierzyć o tzw.
kulturze ludowej: spójnej, monolitycznej pod względem postaw i idei). Obecnie
wydaje się, że etnolodzy coraz częściej dostrzegają niespójność i rozbicie towa­
rzyszące wyborowi stylu życia, postaw oraz interpretacji treści symbolicznych.
Być może najwyraźniej widać to wtedy, gdy zaczniemy przyglądać się proble­
matyce kobiecej i przemianom sposobu życia kobiet w określonej kulturze oraz
-jednocześnie - piśmiennictwu naukowemu zajmującemu się tym tematem .
„Schizofreniczność" choć trochę przełamuje XIX-wieczny u swoich korzeni
ogląd kultury typu ludowego, z którego wyłaniał się obraz jednolitych postaw
i obyczajów obowiązujących w grupie. To właśnie na tę jednolitość zwracały
uwagę etnołogiczne analizy zachowań w kulturze tradycyjnej. Kultura typu
ludowego najczęściej była przecież opisywana w kategori moralności swojackiej
(Stomma 1986, s. 210-215). Zasadami współżycia, także w rodzinie - obok
dualizmu etycznego, który obowiązywał całą gromadę - rządziła „spetryfikowana
hierarchiczność, podział uprawnień władzy" (Stomma 1986, s. 211). Opierało
się to na bezwzględnym i wymuszanym przestrzeganiu praw przynależnych naj­
starszemu pokoleniu i małżonkowi nad żoną: „[...] Nie należą też w zwyczaj­
nych warunkach małżeńskiego życia do wyjątków wypadki pokaleczenia jednej
osoby z małżonków przez drugą [...]. Najczęściej odnosi je żona, która uporczy­
wie przy swym obstaje, do zapamiętałego gniewu męża pobudza lub też naprzód
lekko przez niego uderzona, „porywa się na niego". [...] Myliłby się zatem, kto
by, wnioskując z obrażeń cielesnych, zadanych żonie przez męża, osądzał mał­
żeństwo o złe pożycie w całej pełni lub przypisywał każdemu tak niesfornemu
mężowi złe zamiary względem żony. [ . . . ] " (Stomma 1986, s. 213) .
Owa brutalność w egzekwowaniu „swoich" praw służyła do „scementowania
uświęconego porządku orbis interior" (Stomma, tamże). Porządek i zasady utrwa­
lone tradycją, wysuwały się zatem na plan pierwszy i były zasadniczo ważniej28

29

2 8

N a t y m p r z y k ł a d z i e m o ż n a z r o z u m i e ć , dlaczego t e r m i n „ s c h i z o f r e n i a " nasuwa s i ę n i e m a l

natychmiast j a k o najbardziej trafna kategoria opisowa w t y m przypadku. Schizofrenik b o w i e m
nie zna t o ż s a m o ś c i j e d n o s t k o w e j , k t ó r a polega na poczuciu c i ą g ł o ś c i i s p ó j n o ś c i „ j a " , istniejącej
p o m i m o u p ł y w a j ą c e g o czasu. Jego d o ś w i a d c z a n i e ś w i a t a i siebie polega na o d c z u w a n i u osob­
n y c h , n i e c i ą g ł y c h u r y w k ó w ś w i a t a , k t ó r e nie ł ą c z ą s i ę w nic s p ó j n e g o (Jameson 1999, s. 203).
W s p ó ł c z e s n a sytuacja kobiet - t a k ż e w kulturze t y p u ludowego - m o ż e b y ć opisana w podobny
s p o s ó b : sprzeczne wymagania, k t ó r e kieruje do niej z jednej strony „ s t a r y " paradygmat b y c i a
k o b i e t ą , a z drugiej strony - „ n o w y " , powoduje poczucie bycia „ n i e w i a d o m o k i m " .
2 9

Stomma cytuje fragment z pracy J. Ś w i ę t k a (1896, cz 1).

�ŚWIAT K O B I E T

123

sze niż osobiste cele i cudze dobro: Są teraz małżeństwa, że żony traktują mężów
swoich: podaj to, a zrób to. U mnie tego do dzisiejszego dnia nie ma. Ojciec ma
być głową domu. Mój mąż to chyba jedyny w ... co do wszystkiego należy. Jedna
synowa już synowi nie pozwoliła, wiedziała, że do ... należał, już nie należy.
Druga też mężowi nie pozwala. Jedna jeszcze pozwala. A to jest złe. [...] kobieta
to musi czuć takie zadowolenie, a to daje zadowolenie, że on jest zadowolony
ze mnie (K, 1. 70). Postawa ślepego przestrzegania moralności wewnątrzgrupowej obecnie niewątpliwie osłabła. W sferze zachowań i kategoryzacji świata
istnieje jednak nadal podział na orbis interior i orbis exterior - obecnie dzięki
mediom dokonuje się polaryzacja postaw na „nas" i „tych, których pokazują
w telewizji i którzy żyją w mieście".
Wyłamanie się z „uświęconego porządku", i to na poziomie życia osobistego
kobiety (które powinno przebiegać według tradycyjnego scenariusza), dokonuje
się w ukryciu. Nie opowiada się o tym wprost - to sprawy zbyt osobiste. Często
rozmawiając z kimś, domyślamy się tylko z półsłówek, dlaczego ta właśnie oso­
ba wypowiada tę, a nie inną kwestię. O tym, że jedna z kobiet żyje z mężem
w swoistej separacji, student przeprowadzający wywiad wywnioskował z tonu
rozmowy, wcześniejszych reakcji tej pani i pewnych jej aluzji, jak chociażby ta:
Jak się partnerzy nie dobiorą i tak się bije jedno z drugim, to lepiej by było żeby
siedzieli oddzielnie. No wiadomo, że nie w innym związku, tylko w takiej separa­
cji (K, 1. 45). Inne wypowiedzi: Jak już się małżeństwo nie dogaduje, to lepiej się
rozejść niż tak się męczyć. No, nie wiem... (K, 1. ok. 55); Jeśli jest jakiś alko­
holik, to jeśli całe życie ma człowiek użerać się z nim, to lepiej sie rozwieść [...]
Co Bóg złączył, tego człowiek nie rozłączy, ale to lepsze niż kłótnie i zło
(K, 1. 60); Ja nigdy nie mogłam na męża liczyć, nie miałam w nim nigdy bratniej
duszy. [...] (K, 1. ok. 50). Te opinie, to przykłady głosów wymierzonych w trady­
cję i porządek, który przecież jest też gwarantowany przez wyznawaną religię i jej
zasady. Można się tylko domyślać, jakie tragedie osobiste musiały mieć miejsce
oraz jakie doświadczenie życiowe stanęło u podstaw kolejnego, stwierdzenia:
- Uważa pani, że rozwody są dopuszczalne? - Wiecie, to jest kwestia do większego
rozważenia, bo to zależy, jaka sytuacja. Czasem jest tak, że jest wszystko w porząd­
ku jak się żenią, a potem czy przyjdzie jakaś choroba, czy... To nie jest rozwód,
pewnie, jak jest chory psychicznie czy coś, to jest unieważnienie, ale ja uważam,
że nie powinni się bardzo młodzi żenić. Troszkę dojrzeją, troszkę popatrzą na świat
i otoczenie i może wtedy będzie mniej tych rozwodów [...] (K, 1. ok. 60).
Częściej jednak pojawiają się głosy przeciwne: Nie toleruję tego, bo powinni
się tak poznać, żyjąc przez całe życie i powinni to przeżyć, trudno przewidzieć
jakie życie będzie, ale powinni na całe życie (K, 1. ok. 50); Jestem przeciwna
(K, 1. 45); Myślę, że w każdym małżeństwie są lepsze i gorsze dni, ale nie powin­
no być rozwodów. Wiadomo, że człowiek nie jest bez grzechu. Raz sie pokłócą,
raz pogodzą. Zawsze jakoś się dogadują (K, 1. ok. 60); Jak się żenią to po to,
żeby razem żyć, a nie się bez przerwy rozchodzić (K, 1. 47); Małżeństwa powinny
być małżeństwami, nie rozwodzić się, jak się już pobierają. [...] Nie pochwalam
rozwodów (K, 1. 52). Brak przyzwolenia na rozejście się małżeństwa jest też często

�124

INGA KUŹMA

traktowany jako cecha odróżniająca styl życia na wsi od stylu życia panującego
w mieście. Rzecz jasna, jest to wyróżnik pozytywny. Poza tym, pytane kobiety,
wbrew tak często dramatycznym doświadczeniom życiowym, którym dawały wy­
raz w swoich wypowiedziach, gdy dochodziło do sytuacji, kiedy trzeba było skon­
frontować „swój świat" i wytyczyć jego granice, wybielały swojską rzeczywistość.
A zatem zasada zachowania integralności orbis interior przeważa nad fakta­
mi i co najważniejsze - nad doświadczeniem osobistym: Na wsi jeszcze żyjemy
szczęśliwie, nie ma jeszcze rozwodów, narkotyków, żyjemy tak jak u Boga za
piecem. Bo jeszcze każdy się tego Boga boi [...], ale w mieście to są rozwody,
tragedia jest [...]. Jak się patrzę na telewizję, co się dzieje, to jest okropne [...].
Dzisiaj to zanadto poważane są dzieci, nie wolno uderzyć, nie wolno ruszyć
i robią, co chcą. [...] Na wsi to jeszcze, ale i na wieś to przyjdzie (K, 1. 53); [Co
się we współczesnym świecie liczy, w tym dla kobiet?] Tylko pieniądz, a pie­
niądz gdzie wiedzie? Na potępienie tylko. Co się dzieje, że na wsi nawet dziew­
częta i piją, i papierosy palą?! To się nie zdarzało, aby rodzice na wsi na coś
podobnego pozwolili, a teraz tak jest. Dyskoteki, brzydko się wyrażają, przecież
to na ulicy słychać. [...] Takie kobiety co to wybierają karierę żyją nierozsądnie,
źle, bo kariera nic im nie da (K, 1. 71); Nie podoba mi się nastawienie kobiet
do kariery. Za wszelką cenę kariera, odrzucają rodzinę, wszystko. [...] Tak być
nie powinno, bo dla mnie najważniejsza jest rodzina [...]. Byłam na bezrobociu
1,5 roku, zaznałam jak to smakuje i nikomu tego nie życzę. Jak dostałam pracę
teraz, to ze łzami w oczach poleciałam, z radości. A przeszło po 20 latach pracy
mnie zwolnili. Także przeszłam przez to wszystko (K, 1. 47); Trzeba pracować,
trzeba być cierpliwą, no bo mało że dom prowadzić, to jeszcze tak żeby wszyst­
kiego wystarczyło. A jest ciężko. A w świecie to są bardziej wygodne (K, 1. 48);
[Jakie są współczesne kobiety?] Chyba wygodniejsze niż kiedyś. Każda chce pra­
cować i czasami brakuje im czasu na wszystko. Wiem, bo widzę jak żyją moje
córki i wnuczki. To już nie tak, jak kiedyś. Dawniej było inaczej: rodzice dużo
więcej czasu poświęcali dzieciom, choć bieda była bardzo duża. [...] Teraz to
nawet do dzieci niańki biorą, czy inne opiekunki, bony (K, 1. 83); Porównując
dzisiejsze czasy, to są kobiety, które przechodzą złe okresy. Jak się widzi w telewi­
zji, jak są opuszczone przez mężów czy tyrane [tyranizowane? „zatyrane"? - I.K.],
to jest to okropne (M, 1. 69).
Jak widać, kobiecy świat jest przynajmniej dwuwarstwowy. Z jednej strony,
podporządkowany regułom, które stoją na straży jednolitości i harmonii swoj­
skiego świata i rodzimego środowiska symbolicznego (w tym pojęć, znaków,
gestów, słów); z drugiej strony, scenariusz kobiecego życia poddany owym
odgórnym, kulturowym regułom, wcale nie jest gwarantem integralności we­
wnętrznej, ani poczucia wartości jednostki. Na tym oddolnym, głębokim pozio­
mie, dostrzec można wyraźnie pęknięcia, rysujące się na pozornie gładkiej fasa­
dzie wyznawanych prawd i honorowanych zasad, które się za nią skrywają.
Dochodzi często do - najprawdopodobniej nieuświadamianych sobie - postaw
30

Swoisty „ b i o g r a m " .

�ŚWIAT K O B I E T

125

„schizofrenicznych" (jak: je określiłam). Ścierają się ze sobą oczekiwania zewnętrz­
ne (szczególnie silne wobec kobiet) z osobistą intuicją, która podpowiada, gdzie
należy szukać swojego dobra. Kobiecy los naznaczony jest przede wszystkim
macierzyństwem (ciągle jeszcze w tamtej kulturze traktowanym jako obowiązek)
oraz pojęciem 'matka', łączącym w sobie postawę Najświętszej Marii Panny oraz
jej „cień" - pramatkę Ewę, która jest symbolem „kobiecości tabuicznej".
Świat ten jest również niemal nieustannie cenzurowany i kontrolowany jako
przynależny głównie do Natury (według najczęściej spotykanego poglądu na
to, co kulturowe i naturalne, który także charakteryzuje kulturę typu ludowego).
Postawa kobiet, nawet jeśli waloryzowana jest dodatnio (co ma miejsce na
poziomie religijnym) powinna ograniczać się do przestrzeni prywatnej. Tam
właśnie sytuuje się „królestwo" kobiet. Wykroczenie poza jego granice trakto­
wane jest jako naruszenie kulturowego „tabu" .
Pozwolę sobie zamknąć moje rozważania cytatem z pracy etnolożki francu­
skiej A. Deluz: „[...] Zrozumiałam, że mogę wysłuchać tego, co majądo powie­
dzenia kobiety z plemienia Guro wtedy, gdy one same zainicjują rozmowę, która
w innej sytuacji jest narzuceniem się im przeze mnie. [ . . . ] " (Deluz 1978, s. 192;
tłum. I . K . ) . Kobiety używają specyficznych środków wyrazu i nie zawsze
odkrywają „sekrety" swojego świata explicite. Może to wynikać z faktu, że nie
posiadają umiejętności werbalizowania swojej wiedzy (lub jakiegoś jej zakresu)
- wtedy jej przekazowi mogą służyć inne, pozawerbalne środki. Jeśli dostępu do
nich szuka etnolog-kobieta, często reprezentuje ona sferę, która w kulturze typu
ludowego przypisana jest mężczyznom. Z taką „istotą" trudno dzielić się swoimi
doświadczeniami, a przecież transmisja wiedzy kobiecej odbywa się między
kobietami w sposób mało sformalizowany, właśnie na gruncie towarzyskich
rozmów czy podczas przekazywania sobie plotek. Przyświeca temu zasada bez­
interesownego daru ze swojego doświadczenia życiowego. W szczególnej sytua­
cji spotkania, do którego dochodzi podczas wywiadu każdy badacz (bez względu
na swoją płeć) pozostaje (niemal zawsze) tym, kim się jawi w tym specyficz­
nym kontekście prowokowanych zwierzeń. Gra przede wszystkim rolę „biorcy"
i bardzo rzadko chce sam od siebie odwzajemnić się swojemu rozmówcy. Jest
to jednakże temat na kolejne rozważania.
Zacytowana wypowiedź Deluz powinna nam uświadomić, że kobiety, trakto­
wane jako pewna kategoria znaczeniowa i symboliczna w wyodrębnionym typie
kultury, naznaczone są obcością i innością. Cechy te pozornie ulegają kolejnym
interpretacjom (etnologicznym czy innym), próbującym je „oswoić" i wyjaśnić.
Jednak każda kategoria kulturowa (choćby nawet wyczerpująco opisana) zacho­
wuje w swoim najgłębszym wnętrzu nienaruszone przez nikogo jądro swoistości.
31

32

3 1

To w y k r o c z e n i e m o ż e z a c h o d z i ć t a k ż e metaforycznie ( c h o ć - paradoksalnie - jest prze­
c i e ż w pewien s p o s ó b d o s ł o w n e ) , kiedy kobiety o d s ł a n i a j ą swoje ciała, s z c z e g ó l n i e i d ą c za w s p ó ł ­
c z e s n ą m o d ą . Zagadnienie u b i o r u i w s z e l k i c h tabu z t y m z w i ą z a n y c h , w z a l e ż n o ś c i od rodzaju
przestrzeni ( ś w i e c k a / s a k r a l n a ) czeka na przeanalizowanie przeze mnie w dalszej k o l e j n o ś c i .
3 2

Cytat za: Tubiana (1999).

�126

INGA KUŹMA

LITERATURA
Albert-Llorca
M . 199 5, L a Vierge mise á nu par ses chambrieres, CLIO.
et Sociétés, nr 2, s. 2 0 1 - 2 2 8 .

Histoire,

Femmes

A n k e r s h m i t F. 2002, P o c h w a ł a s u b i e k t y w n o ś c i , [ w : ] Pamięć, etyka, historia, E. D o m a ń s k a
(red.), P o z n a ń , s. 5 5 - 8 3 .
B o r k o w s k a M . O S B . 1993, Czarczafy na ulicach, Więź, nr 1, s. 3 2 - 3 7 .
B u d r o w s k a B . 2000, Macierzyństwo
jako punkt zwrotny w życiu kobiety, W r o c ł a w .
C a s s i r e r E. 1971, Esej o człowieku.
Wstęp do filozofii
kultury, Warszawa.
D e l u z A . , L e C o u r - G r a n d m a i s o n C., R e t e l - L a u r e n t i n A . 1978, La natte et le
mangiuer, les carnets de trois ethnologues,
Paryż.
C i s z e w s k i S. 1927, Ż e ń s k a twarz, Prace Komisji Etnograficznej
PAN, nr 4, K r a k ó w .
G ó r e c k i J. ks. 1994, Pielgrzymki
na Górnym Śląsku w latach 1969-1914,
Katowice.
H a n d k e K . 1995, J ę z y k a determinanty p ł c i , Język i kultura, t. 9, W r o c ł a w s. 1 5 - 3 0 .
J a m e s o n F. 1999, Postmodernizm i s p o ł e c z e ń s t w o konsumpcyjne, [ w : ] Amerykańska
pologia postmodernistyczna,
M . B u c h o w s k i (red.), Warszawa, s. 190-213.
Jastrzębowski

S.

antro­

1891, Przyczynek do w i e r z e ń ludu o ż y c i u p o z a g r o b o w y m i legenda

0 „ M a t u s i n e j dusy", Wisła, t. V, s. 8 6 5 - 8 7 1 .
J ę d r z e j k o E. 1995, Kobieta w p r z y s ł o w i a c h , aforyzmach i anegdotach polskich. Konotacje
1 stereotypy, Język i kultura, t. 9, W r o c ł a w , s. 159-172.
Jurasz

A . 1995, L i n g w i s t y k a feministyczna w R F N , Język

i kultura,

t. 9, W r o c ł a w , s. 2 0 1 - 2 0 9 .

K a b a t I . 1989, O b r z ę d o w o ś ć weselna j a k o w y r a z przemian pozycji s p o ł e c z n y c h m ę ż c z y z n y
i kobiety w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m , Lud, t. 72, s. 115-122.
Kocjan
K . 1992, L u d o w a waloryzacja p ł c i o w o ś c i . A p o k r y f i c z n e w ą t k i w ludowej wersji h i ­
storii o A d a m i e i E w i e , Polska Sztuka Ludowa - Konteksty, nr 2, s. 4 3 - 4 4 .
K o w a l s k i P. 1998, Leksykon.
Znaki świata. Omen, przesąd,
wierzenie,
Warszawa-Wrocław.
K u ź m a I . 2000, Emocje j a k o p r z e d m i o t w i e d z y i w i a r y , Etnografia
Polska, t. X L V , z. 1-2,
s. 8 5 - 9 7 .
L a R o c c a S. 2002, L'Enfant J é s u s et les femmes au X V I I I siecle: une devotion emancipaе

trice?, CLIO. Histoire, Femmes et Sociétés, nr 15, s. 17-36.
L a n g 1 o i s C. 1995, „Toujours plus pratiquantes". L a permanence du dimorphisme sexuel dans
le catholicisme francais contemporian, CLIO. Histoire, Femmes et Sociétés, nr 2, s. 2 2 9 - 2 6 0 .
L a u t m a n F. 1995, L ' i m a g e brouillee des femmes dans le nouveau Catechisme de l ' É g l i s e
catholique, CLIO. Histoire, Femmes et Sociétés, nr 2, s. 2 6 1 - 2 7 5 .
L e c c a r d i C , R a m p a z i M . 1993, Past and Future i n Y o u n g Women's Experience o f T i m e ,
Time and Society, t. 2 (3), N o w y Y o r k - L o n d y n .
L é v i - S t r a u s s L . 1972, T r ó j k ą t kulinarny, Twórczość,
nr 2, s. 7 1 - 8 0 .
M a t h i e u N . - C . 2000, Les sexes et la „ n a t u r ę " chez les ethnologues et les ethnologises (rappelle
historique), [ w : ] L'invention
du naturel. Les sciences
et la fabrication
mascułin,
D . Gardey, L . L o w y (red.), P a r y ż , s. 109-124.
N o w a k A . J . O F M 1998, Kapłaństwo
kobiety - tak i nie, L u b l i n .

du feminin

et du

O l s z e w s k i M . 1993, D i a b e ł a p ł e ć , Polska Sztuka Ludowa - Konteksty, nr 3-4, s. 116-118.
P e i s e r t M . 1995, „ O n " i „ o n a " we w s p ó ł c z e s n e j p o l s z c z y ź n i e potocznej, Język i kultura, t. 9,
W r o c ł a w , s. 9 7 - 1 0 8 .
P u с с i o D . 2002, „ M i e u x vaut habiller les saints que d é s a b i l l e r les ivrognes". V e t i r les saints
á San Juan de Plan (Aragon), Terrain, t. 38, s. 141-152.
Smolińska
Т. 1 995, W s p ó ł c z e s n a rodzina nosicielem tradycyjnego f o l k l o r u religijnego,
[ w : ] Foklor - sacrum - religia, J. B a r t m i ń s k i , M . J a s i ń s k a - W o j t k o w s k a (red.), L u b l i n , t. 2,
s. 2 3 9 - 2 5 9 .
S t o m m a L . 1986, Antropologia
wsi polskiej XIX wieku, Warszawa.
S w i ę t e к J. 1896, Zwyczaje i pojęcia prawne ludu nadrabskiego,
t. I , cz. 1.
T o k a r s k a - B a k i r J. 1995, Dalsze losy syna marnotrawnego. Projekt etnografii nieprzezro­
czystej, Polska Sztuka Ludowa - Konteksty, nr 1, s. 13-22.

�127

ŚWIAT K O B I E T

T u b i an a

M . - J . 1999, H o m m e s , femmes: methodes ď e n q u e t e , [ w : ] Femmes

representations

des femme.

Discours,

normes

et condiutes,

plurielles.

D . Jonckers,

R.

Les
Carre,

M . - C . Dupre (red.), P a r y ż , s. 13-19.
W i n i a r z A . 2000, W p ł y w k o b i e t y - m a t k i na ż y c i e polskiej r o d z i n y z i e m i a ń s k i e j doby n i e w o l i
narodowej ( 1 7 9 5 - 1 9 1 8 ) , [ w : ] Partnerka,
nowożytnych
Wrocławski

matka,

opiekunka.

Status

kobiety

w

dziejach

od XVI do XX wieku, K . Jakubiak (red.), Bydgoszcz, s. 146-156.
K . 1995, Postawa c z ł o w i e k a wobec sacrum

o losie l u d z k i m , [ w : ] Foklor

- sacrum

- religia,

w s ł o w i a ń s k i c h bajkach l u d o w y c h

J. B a r t m i ń s k i , M . J a s i ń s k a - W o j t k o w s k a

(red.), L u b l i n , t. 2, s. 172-182.
Zadrożyńska
życia,

A . 1986, Powtarzać

czas początku.

O polskiej

tradycji

obrzędów

ludzkiego

cz. 2, Warszawa.

INGA KUŹMA
T H E W O R L D OF W O M E N
Summary
The article deals w i t h cultural definitions o f f e m i n i t y and female social roles i n Polish tradi­
tional f o l k culture. The author tries to find out, i f and h o w the criteria o f the "female" e m p l o y e d
i n the " t r a d i t i o n a l " m o d e l are changing now. The study bases on field material collected i n the
years 2 0 0 0 - 2 0 0 2 i n some villages i n southern Poland.
Particular areas o f culture are taken into consideration. The author starts w i t h religiousness
and especially w i t h the subject o f the c u l t o f the V i r g i n M a r y and pilgrimages to K a l w a r i a
Zebrzydowska, the p i l g r i m a g e centre devoted to M o t h e r o f God. M o r e general issues refer to
people's attitudes to the style o f life w h i c h is considered "proper" for w o m e n , according to local
cultural constructs. H o w local people compare the life o f rural and urban w o m e n . The meanings
o f "being a w o m a n " and "being Catholic".
The strongest stereotype turned out to be that saying about women's dependence on nature.
Dependence on p h y s i o l o g y is believed to be the essence o f being female. ( w h i c h is reflected both
i n social and symbolic dimensions). W o m a n is respected w h e n she fulfills her maternal role. I n
such an attitude, often recorded i n the field, w e can find features o f that almost universal image,
w i d e l y k n o w n i n anthropology. The image o f w o m a n as mediator between life and death, w o m a n
polluted, subject to different cultural taboos, an ambiguous entity. Such symbolic cultural classi­
f i c a t i o n gives rise to c u l t u r a l norms, obligations and p r o h i b i t i o n s . M o s t remarkable o f them
concern the w o m e n ' s participation i n religious life, especially i n public sphere.
Ethnologists have always emphasized that i n traditional folk culture cultural norms, patterns
and values were indiscriminate and obligatory for everybody. N o w w e realize that n o t h i n g is
absolutely indiscriminate and obligatory any more. The author refers to the term "schizophrenic"
as i t is employed b y Frederic Jameson for description o f contemporary w o r l d . She finds the
concept relevant for what is happening i n the "culture o f f o l k type". Sort o f split, disaccord can be
noticed between traditional religious norms and customs, obligatory and o f f i c i a l l y declared, and
attitudes w h i c h are alternative to them. These other attitudes are accepted o n l y verbally. T h e i r
practical realization still meets w i t h resistance.We can say about internal resistance w h e n , there
is a clash between the appreciated and declared values i n an i n d i v i d u a l ' s consciousness and one is
nor able either to overcome or to reconcile them. External resistance means pressure o f culture
and society. The subjects o f such clash mentioned most often by both men and w o m e n include:
divorces, premarital sex, women's social roles and d i v i s i o n o f labour i n the household.
Translated

by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10970" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10948">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a7a79d7b5fe058b1c59c521e85b8bbcc.pdf</src>
        <authentication>55fff17c44ca70cc67cf341bc4688cec</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130764">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1732</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130765">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130766">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130767">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1603</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130768">
                <text>Narodziny czy odrodzenie? Polska tożsamość w Mołdawii / ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130769">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47, s.171-184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130770">
                <text>Derlicki, Jarosław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130771">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130772">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130773">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130774">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130775">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLVII: 2003, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

JAROSŁAW DERLICKI
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa

NARODZINY CZY ODRODZENIE?
POLSKA TOŻSAMOŚĆ W MOŁDAWII

1

Na gruncie nauk społecznych w Polsce istnieje już dosyć długa tradycja ba­
dań polonijnych. Obejmują one praktycznie wszystkie kontynenty i ciągną się
nieprzerwanie od chwili powstania pierwszych polskich diaspor, aż po dzień dzi­
siejszy W przypadku Syberii, pierwsze, niepotwierdzone wzmianki o Polakach,
sporządzone przez Polaków, pochodzą z X V I wieku. W wieku X V I I natomiast
powstało już sporo dzienników, zawierających oprócz opisu zesłania, także in­
formacje na temat kraju i zamieszkujących go ludów. Należy dodać, że pierw­
szymi badaczami Polonii syberyjskiej byli z reguły sami skazańcy, tacy jak np.
Adam Kamieński-Dłużyk, Karol Lubicz Chojecki czy Józef Kopeć (Kuczyński
1972, s. 394-395; 1998, s. 15-30).
Ważnym fragmentem wspomnianych badań są te przeprowadzane po rozpadzie
ZSRR na terenie jego byłych republik i w Rosji. Polacy znajdujący się na tym
obszarze, podobnie jak kilkanaście innych „niewygodnych" narodowości, takich
jak Niemcy powołżańscy, Czeczeńcy, Tatarzy i wiele innych, byli poddani restryk­
cyjnej polityce narodowościowej ZSRR. Istniały oczywiście pewne wyjątki od
reguły, takie jak tworzenie polskich okręgów narodowościowych (tzw. Marchlewszczyzna i Dzierżyńszczyzna), miały one jednak charakter ideologiczny i propa­
gandowy. Polskie okręgi narodowościowe w ZSRR były wydarzeniem epizodycz­
nym i praktycznie do roku 1938 zostały zlikwidowane. Ludność polska została
poddana nasilonej sowietyzacji i różnego rodzaju represjom. Dzieje Polaków
w ZSRR od końca I I wojny światowej do roku 1991 przez wiele lat pozostawały
„białą plamą". Dopiero ostatnie lata przyniosły polskim badaczom możliwość pro­
wadzenia szerszych i bardziej otwartych badań polonijnych na terenie byłego
ZSRR (Iwanow 1991; Kabzińska 1999; Nowicka 2000; Szynkiewicz 1996).
Znaczna część badań polonijnych, podobnie jak większości współczesnych
badań etnicznych na terenach byłego ZSRR, dotyczy przetrwania i odradzania
tożsamości etnicznej. Nie chcę tu mówić o tożsamości „narodowej" z kilku
względów. Po pierwsze, dlatego, że do dzisiaj nie udało się wypracować precy­
zyjnej definicji narodu. Po drugie, Polaków z ZSRR wygodniej jest opisywać
w kategoriach etniczności, ponieważ częstokroć nie posiadają oni nawet jednego
1

Niniejszy artykuł jest częściową analizą materiałów zbieranych przez grupę laboratoryjną
„Polacy w Mołdawii" prowadzoną przez autora w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej
UW. Na ich podstawie powstaje rozprawa doktorska autora oraz prace laboratoryjne studentów

�172

JAROSŁAW DERLICKI

z obiektywnych wyznaczników tożsamości narodowej, takich jak np. znajomość
języka polskiego. Po trzecie wreszcie, „naród, narodowy" jest określeniem bar­
dziej politycznym niż etnologicznym . Nawiązując do koncepcji A.D. Smitha
można założyć, że większość narodów jest nowoczesna (nacjonalizmy także).
Po drugie, ethnie istniały w każdym okresie historycznym i większość z nich
była trwała. Po trzecie, wiele narodów powstało z wcześniej istniejących grup
etnicznych, natomiast tworzące się narody, nie posiadające dominującej bazy
etnicznej, częstokroć mają problemy z wytworzeniem świadomości i spójności
narodowej (Smith 1996a, s. 447).
Jak wspomniałem, współczesne przemiany Polonii post-radzieckiej często
opisuje się używając określenia „odrodzenie". Sądzę jednak, że jest to bardziej
tworzenie nowej tożsamości i wynalezienie tradycji, niż odbudowywanie cze­
goś, co istniało. Podobna kwestia, tyle że w odniesieniu do ludności tubylczej na
Syberii, poruszona została w pracy pod redakcją Ewy Nowickiej Wielka Syberia
małych narodów (2000). Ponadto należy tu dodać, że znaczna część opracowań
traktuje Polonię z terenów ZSRR w sposób martyrologiczny, przedstawiając prze­
trwanie i odradzanie polskości jako „heroiczną" walkę z polityką narodowościo­
wą i ustrojem ZSRR. Częstokroć pomija się zupełnie kwestię Polaków, którzy
współtworzyli nomenklaturę komunistyczną, począwszy od rad wiejskich, a koń­
cząc na władzach wojewódzkich czy wręcz krajowych. Badaczowi z Polski,
zajmującemu się Polonią w krajach post-radzieckich, ciężko uciec od pewnej
mitologizacji dziejów i obecnej sytuacji rodaków na obczyźnie. Dosyć często
autorzy zawyżają liczbę polskiej ludności, opierając się jedynie na opinii przed­
stawicieli miejscowej Polonii, np. w Mołdawii (P.B. 1993; Eberhardt 1998).
Często bywa i tak, że w wielu krajach nie przeprowadzono spisu powszechnego
od roku 1989. Praktyka pokazała, że zawodzą również dane Kościoła katolic­
kiego. W związku z tym, dla wielu krajów byłego ZSRR nie ma wiarygodnych
danych dotyczących liczby polskiej ludności. Wszystkie te kwestie tworzą swe­
go rodzaju kontekst badań polonijnych na obszarze dawnego ZSRR.
2

WPROWADZENIE W PROBLEMATYKĘ

W roku 1991 na terenie ZSRR powstało kilkanaście nowych państw. Niektóre
z nich posiadały już tradycje państwowości, pozostałe zaś po raz pierwszy stały
się krajami niepodległymi. Jednym z takich krajów jest Republika Mołdowy
(Mołdawia), granicząca z Ukrainą i Rumunią. Nie chcę tu opisywać konfliktu
z Naddniestrzem i Gagauzją, ruchów popierających zjednoczenie z Rumunią lub
Rosją czy też niezwykle niekorzystnej sytuacji geopolitycznej Mołdawii (więcej
w: K K 1993; Strachota 2002; www.osw.waw.pl). Nie należy jednak zapominać,
2

Jest to zgodne z koncepcją Anthony D. Smitha, który definiuje naród jako „nazwaną grupą
ludzi, posiadającą historyczne terytorium, wspólne mity i pamięć historyczną oraz masową,
publiczną kulturę, wspólną ekonomię i prawa i obowiązki". Nacjonalizm w takim ujęciu jest
ruchem ideologicznym (Smith 1996a, s. 447).

�NARODZINY CZY ODRODZENIE? POLSKA TOŻSAMOŚĆ W MOŁDAWII

173

że stanowią one tło większości przemian dokonujących się w republice, w tym
także procesów etnicznych.
Polacy w Mołdawii są niezwykle skąpo opisani w pracach naukowych. Poza
dwoma pracami zbiorowymi: Polacy w Mołdawii (1995a) i Polacy w Mołdowie
mówią o sobie (1995b) oraz pracy magisterskiej Andrzeja Mellera (2002), prak­
tycznie brak jakichkolwiek opracowań naukowych. Wzmianki o działalności Po­
lonii mołdawskiej można natomiast znaleźć w Biuletynie Stowarzyszenia Wspól­
nota Polska oraz wydawanej w Mołdawii Jutrzence. Wiele nowych informacji
przyniosły badania terenowe, prowadzone w Mołdawii bezpośrednio przeze mnie
i grupę studentów Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW w latach
2002-2003. Warto dodać, że informacje zdobyte od rozmówców (blisko 250 wy­
wiadów), znajdowały swoje potwierdzenie i dopełnienie także w trakcie obser­
wacji uczestniczącej (w kościele, domach kultury, gospodarstwach wiejskich itd.)
Struktura etniczna Mołdawii jest specyficzna, przypomina nieco Polskę
z okresu XX-lecia międzywojennego. Według spisu powszechnego z roku 1989,
w Mołdawii żyje blisko 4,4 min mieszkańców. Z tego około 65% stanowią Mołdawianie, 14% Ukraińcy, 13% Rosjanie, 3,5% Gagauzi, 2% Bułgarzy i 2,5%
pozostałe mniejszości etniczne. W tej ostatniej grupie, obok praktycznie wszyst­
kich mniejszości występujących w ZSRR, znajdują się także Polacy. Jak już
wspomniałem, nie wiadomo ilu Polaków mieszka obecnie w Mołdawii. W arty­
kułach publikowanych przez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska" oraz innych
autorów przedmiotu, wspomina się o 20 tys. Na podstawie własnych badań uwa­
żam, że jest to liczba znacznie zawyżona i odnosi się bardziej do szerszego grona
osób polskiego pochodzenia, niż osób deklarujących się jako Polacy. Dokład­
nymi danymi nie dysponują ani miejscowe środowiska polonijne, ani placówki
dyplomatyczne. Nawet „Wspólnota Polska", pisząc o oficjalnych danych ze spisu
z roku 1989, w jednym z artykułów określa liczbę Polaków na 10 tys., w kolej­
nym natomiast na 4,7 tys. (PB. 1993; Z.D. 1996; Eberhardt 1998). Ta ostatnia
liczba jest zgodna z oficjalnym spisem ludności Mołdawskiej SSR, przeprowadzo­
nym w 1989 roku. Około 64% Polaków mieszka w dużych miastach: Kiszyniowie (1070 osób), Bielcach (1008), Rybnicy (500), Tyraspolu (261) i Benderach
(209). Pozostali są mieszkańcami mniejszych miejscowości i wiosek w kilku rejo­
nach: Camenca (500 osób), Dubossary (55), Ocnita (65), Orhei (42), Riscani (63),
Singerei (62), Slobozia (61) Soroca (42), Edinet (20) i Floresti (57). Są to najwięk­
sze skupiska Polaków w Mołdawii, ale mniejsze grupy zamieszkują także inne
rejony republiki (Eberhardt 1998). Obecnie najbardziej znaczącymi i największy­
mi ośrodkami polonijnymi są Bielce i stołeczny Kiszyniów. Według zapewnień
miejscowych działaczy, w obu tych miastach mieszka po 3-4 tys. Polaków.
Jednak, jak już wspomniałem, dane te należy traktować ostrożnie. Silną polską
tożsamość spotyka się również w dwóch wioskach, położonej niedaleko od Biele
- Styrczy i Słobodzie Raszkowskiej, znajdującej się w pobliżu Rybnicy w Naddniestrzu. W pozostałych wspomnianych wyżej punktach ludność uważana
za polską przez autorów przedmiotu, takich jak P. Eberhardt czy A. Grzeszczuk,
dyplomatów i działaczy polonijnych, określa się przeważająco jako ukraińska,

�174

JAROSŁAW DERLICKI

mając jednak w pamięci swoje polskie pochodzenie. Tego typu błędna interpre­
tacja może wynikać z bezkrytycznego traktowania wszystkich katolików jako
Polaków. Należy również dodać, że w większości miejscowości, w których wystę­
puje tzw. „polska ludność" nie przeprowadzono dotychczas wyczerpujących badań
etnograficznych dotyczących tożsamości i świadomości etnicznej mieszkańców.
TŁO HISTORYCZNE

Historia stosunków polsko-mołdawskich jest niewątpliwie długa i swoimi
korzeniami sięga czasów Kazimierza Wielkiego, kiedy z Mołdawii do Polski
prowadził ważny szlak handlowy. Nasze kontakty kształtowały się bardzo różnie
w zależności od układów politycznych. Kilkakrotnie Mołdawia stawała się
polskim lennem i równie często występowała przeciw Polsce zbrojnie. Klęska
zadana polskiemu wojsku pod Koźminem, na stałe wpisała się w tradycję powie­
dzeniem: „Za króla Olbrachta wyginęła szlachta". W zasadzie od początku
naszych kontaktów w kolegiach jezuickich i na Uniwersytecie Jagiellońskim stu­
diowała mołdawska młodzież. Z kolei Polacy, szczególnie w X V I i X V I I wieku,
byli pisarzami, administratorami czy żołnierzami na dworze hospodara i boja­
rów. Na podstawie dostępnej literatury można przypuszczać, że była to emigracja
tymczasowa, a w Mołdawii nie tworzyły się wówczas większe skupiska Polaków
(Demel 1986; Meller 2002, s. 6-22).
Dopiero w wieku X V I I I do Mołdawii docierają pierwsze fale polskiej emi­
gracji. Z jednej strony jest to tzw. „emigracja benderska" (od miasta Bendery),
zwolenników Stanisława Leszczyńskiego, z drugiej strony - zbiegli pańszczyź­
niani chłopi. Pod koniec wieku, po nieudanej insurekcji, do Mołdawii trafia część
„kościuszkowców", którzy formują nawet legion Joachima Deniski. Polacy
emigrują także po kolejnych rozbiorach Polski i konfederacji barskiej.
W roku 1812 Rosja zajęła Mołdawię i utworzyła na jej terenie Gubernię Besarabską, gdzie po wysiedleniu Tatarów rozpoczęto energiczną akcję osiedleńczą.
W okresie czterdziestu lat ludność Mołdawii zwiększyła się z 240 tys. niemal
pięciokrotnie. Było to możliwe dzięki szeroko rozbudowanemu systemowi ulg,
zwolnień i przywilejów dla nowych osiedleńców. Polityka ta przyciągnęła wielu
Polaków z terenów zaboru rosyjskiego, gdzie nie mogli oni nabywać ziemi. Poza
chłopami i mieszczanami na wyjazd decydowało się także wielu przedstawicieli
szlachty, którzy jako warstwa wykształcona byli szczególnie przydatni dla carskiej
administracji. Dlatego też, aż do powstania listopadowego, byli oni traktowani
ulgowo i z reguły nie wymagano od nich dokumentacji szlachectwa. Osoby, które
nie przeprowadziły nostryfikacji zostały zaliczone po roku 1835 do kategorii
mieszczan lub wolnych chłopów - jeśli mieszkały na wsi. Kolejna fala emigracji
napłynęła w latach 40-ych, kiedy nieco osłabły antypolskie represje. W roku 1844
w Guberni mieszkało około 3 tys. Polaków, z tego połowa w Chocimiu i jego
okolicach (obecnie Ukraina). Drugim największym polskim ośrodkiem był stołecz­
ny Kiszyniów. Polacy tworzyli środowisko aktywne politycznie, a przez to trakto­
wane podejrzliwie przez władze carskie. Po powstaniu styczniowym opracowano

�NARODZINY CZY ODRODZENIE? POLSKA TOŻSAMOŚĆ W MOŁDAWII

175

nawet imienny spis besarabskich Polaków, zawierający ich rozmieszczenie, zatrud­
nienie i pochodzenie. Było ich wówczas 913 rodzin, czyli około 4 tys. osób, przy­
byłych głównie z Podola, Wołynia, Grodzieńszczyzny, Wileńszczyzny i Królestwa
Polskiego. Ponad połowę stanowiła szlachta, zarówno mieszkająca w miastach,
jak i na wsi. 10% Polaków było zatrudnionych w administracji, a 6% zajmowało
się handlem i rzemiosłem (Grzeszczuk 1999; Meller 2002, s. 5-22).
Dosyć duży napływ Polaków do Besarabii wywołały antypolskie represje po
powstaniu styczniowym. W ciągu 35 lat liczba ludności polskiej wzrosła z 4 tys.
do prawie 12 tys. Tym razem jednak przybyło do Mołdawii znacznie więcej chło­
pów, powstały nawet całe polskie wsie. Szczególnie chętnie osiedlano się wów­
czas w okolicach Biele. W samym mieście do roku 1897 liczba Polaków zwięk­
szyła się do 4 tys. Oprócz chłopów przyjeżdżała także zubożała szlachta oraz
różnego rodzaju wykształceni specjaliści. Polacy różnili się od sąsiadów języ­
kiem, a także religią. W roku 1914 w guberni istniało 6 parafii rzymskokatolic­
kich, skupiających ponad 12 tys. wiernych. Największe z nich znajdowały się
w Chocimiu, Bielcach i Kiszyniowie. Trudno jednak określić, jaką część z tego
stanowili Polacy, a jaką inne narodowości wyznania katolickiego, np. Niemcy
czy Litwini (Grzeszczuk 1999; Meller 2002, s. 6-22).
Pod koniec wieku X I X i na początku X X przy parafiach zaczęły powstawać
pierwsze polskie organizacje. W 1898 powstało w Kiszyniowie Towarzystwo
Dobroczynności, w którym po trzech latach otworzono polską szkółkę. Po rewo­
lucji w Rosji w 1905 r. możliwe stało się tworzenie Domów Polskich. W krótkim
czasie wybudowano taki Dom w Kiszyniowie.
Po I wojnie światowej, kiedy odrodziło się państwo polskie, a Besarabia we­
szła w skład Rumunii, opuściło j ą blisko 2 tys. Polaków - tych najzamożniejszych
i najlepiej wykształconych. W tym okresie dosyć dobrze wyglądała sytuacja pol­
skiego szkolnictwa. W roku 1922 istniało tam 12 prywatnych szkół, które jednak
wkrótce upaństwowiono, aby reaktywować zaledwie dwie z nich (w Kiszynio­
wie i Bielcach) w roku 1926. Rozwijały się także różnego rodzaju towarzystwa
kulturalno-sportowe w Kiszyniowie, Bielcach, Chocimiu, Sorokach, Benderach
i Białogrodzie. Ze spisu z roku 1930 wynika, że osoby deklarujące polską naro­
dowość słabo znały język polski. W dużych miastach posługiwanie się językiem
polskim deklarowało 60-70% Polaków, ale na wsi już tylko 25%. Ogółem Pola­
ków w Besarabii było wówczas 8104 osoby (Grzeszczuk 1999).
Pogorszenie sytuacji Polaków w Rumunii nastąpiło w drugiej połowie lat
30-ych wraz z nasileniem się rumuńskiego nacjonalizmu. Większość moich in­
formatorów, niezależnie od narodowości, wspomina XX-lecie międzywojenne
jako okres rumuńskiej okupacji w Mołdawii. Zajęcie tych terenów przez ZSRR
w okresie I I wojny światowej upłynęło pod znakiem wywózek, przemieszczenia
ludności i zawieszenia działalności polskich stowarzyszeń. Większość anima­
torów polskiego życia kulturalno-społecznego wyjechała przed lub po wojnie
do Polski albo za granicę. Znaczna część została poddana represjom, a życie
polonijne całkowicie zamarło. Zawieszeniu uległa także działalność Kościoła
katolickiego (Grzeszczuk 1999; Meller 2002, s. 6-22).

�176

JAROSŁAW DERLICKI

W nowoutworzonej Mołdawskiej SSR Polacy zostali poddani restrykcyjnej
polityce narodowościowej. W wyniku głodu, zsyłek do Kazachstanu i na Sybe­
rię oraz przymusowej kolektywizacji, znacznie zmniejszyła się liczba Polaków
w Mołdawii. Ogromny wpływ na taki rozwój sytuacji miały również małżeń­
stwa mieszane oraz zmiana narodowości w paszporcie. Należy pamiętać, że
narodowość rosyjska, ukraińska czy mołdawska była niezbędnym warunkiem
kariery zawodowej w komsomole, administracji, partii, szkolnictwie itd. Auto­
rzy przedmiotu często podkreślają, że Polacy byli zmuszani do zmiany naro­
dowości. Z moich badań wynika, że znacznie częściej był to dobrowolny wy­
bór dokonywany dla osiągnięcia jakiejś pozycji lub dóbr. Brak organizacji
kościelnej, przymusowa ateizacja i nasilona sowietyzacja doprowadziły także
do ogromnych zmian w religijności miejscowych Polaków. Sakramenty udzie­
lane w cerkwi, domowe obrzędy, a także wieloetniczność rodzin przyczyniły
się do wytworzenia specyficznych lokalnych form religijności. W praktyce
wszystkie wspomniane wyżej przemiany doprowadziły do sytuacji, w której
Polacy utracili wiele istotnych dla własnej tożsamości wyróżników kulturo­
wych, takich jak język, religia czy mono-etniczność (niezależnie od tego, czy
rzeczywista czy wyobrażona). Jak już wspomniałem, większość ludności pol­
skiego pochodzenia uważa siebie dzisiaj za Ukraińców - katolików o polskich
korzeniach. Wyjątek stanowią tu Polacy z Biele i Kiszyniowa oraz dwóch wio­
sek, w których stanowili oni i nadal stanowią większość - Styrczy i Słobody
Raszkowskiej (Meller 2002, s. 6-22).
PRZEMIANY PO ROKU 1989

Dopiero demokratyzacja życia społecznego i politycznego w Republice Mołdowy umożliwiła poszczególnym narodowościom bardziej swobodny rozwój.
Przemiany te nie ominęły także polskiej diaspory. W roku 1990, z inicjatywy
prof. Tadeusza Malinowskiego - zasłużonego członka Mołdawskiej Akademii
Nauk, założono w Kiszyniowie Polskie Stowarzyszenie Kulturalne. Jego podsta­
wowym celem było zachowanie polskości wśród Polaków poprzez naukę języka
polskiego. Realizacja tego zadania napotkała od samego początku na problemy
w postaci braku lokalu, podręczników i nauczycieli (RB. 1993).
Wkrótce ze Stowarzyszenia powstały konkurencyjne: Związek Polaków
w Mołdawii oraz Towarzystwo Polaków „Odrodzenie". Ponadto, w Kiszyniowie
działa Liga Kobiet Polskich w Mołdowie oraz Polskie Towarzystwo Medycz­
ne, z kilkoma oddziałami, m.in. w Bielcach i stolicy. Biorąc pod uwagę ilość
kiszyniowskich Polaków, to liczba polskich organizacji oraz towarzyszących im
skandali, wydaje się być nadspodziewanie wysoka. W roku 1997 otwarto Dom
Polski wydzierżawiony przez Związek Polaków (Chodkiewicz 1998; Z.D. 1996),
w praktyce jednak nie prowadzi on dzisiaj żadnej działalności.
Podobnie kształtowała się działalność polskich środowisk w Bielcach. W ro­
ku 1992 zwróciły się one do polskiego ambasadora z prośbą o przysłanie nau­
czyciela języka polskiego. Rok później rozpoczęły się kursy, a w roku 1994 zare-

�NARODZINY CZY ODRODZENIE? POLSKA TOŻSAMOŚĆ W MOŁDAWII

177

jestrowano Stowarzyszenie Dom Polski. Zaczynało ono swoją działalność od po­
szukiwania osób pochodzenia polskiego i małego, dwu-pokojowego mieszkania,
w którym odbywały się kursy i spotkania. Dzięki energicznej działalności pre­
zesa - Walerego Bizuta i dyrektor Eleonory Kimakowskiej, liczba członków
Stowarzyszenia wyniosła w 1996 roku 400 osób. Obecnie, w zajęciach organi­
zowanych przez Dom Polski uczestniczy około 700 osób. W 1996 roku „Wspól­
nota Polska" zakupiła budynek dla stowarzyszenia i sfinansowała jego remont;
do użytku został oddany w roku 1999. Należy jednak pamiętać, że niewiele osób
próbuje sformułować szerszy projekt działalności polskich środowisk. Większość
jest raczej zainteresowana wysłaniem swoich dzieci do Polski na studia, kolonie
letnie lub wyjazdy okolicznościowe (Z.D. 1996).
Polacy żyjący w miastach są głównie rosyjskojęzyczni, mieszkańcy wsi po­
sługują się w większości ukraińskim, znajomość języka rumuńskiego jest prak­
tycznie zerowa. Już na początku lat 90-ych rozpoczęto w Mołdawii organizować
naukę języka polskiego. W Kiszyniowie, w roku 1999, w szkole nr 37 istniało
8 polskich klas, w których zajęcia prowadziły 4 nauczycielki z Polski i 2 z Moł­
dawii. W klasach I - I V nauka była prowadzona po polsku, natomiast w klasach
V - V I I po rosyjsku i rumuńsku. Ogółem, polskiego uczyło się kilkadziesiąt dzieci.
Na lekcjach zorganizowanych przez Dom Polski w Bielcach uczy się obecnie
około 140 osób. Ponadto nauka języka polskiego odbywa się w Styrczy, Słobodzie Raszkowskiej i Rybnicy. We wszystkich tych ośrodkach lekcje polskiego
są przeznaczone dla osób polskiego pochodzenia lub tych, które zamierzają
wyjechać do Polski (Cechowska 1999). W ten sposób członkami stowarzyszeń
i słuchaczami lekcji polskiego staje się wiele osób o co najmniej wątpliwym
polskim pochodzeniu. Zjawisko to można zapewne tłumaczyć faktem, że Polska
jest postrzegana w Mołdawii jako kraj Unii Europejskiej {strana Jewrosojuza).
Znajomość języka polskiego i działalność w polskich stowarzyszeniach znacznie
ułatwiają wyjazd do Polski, np. na studia.
Równolegle z rozwojem polskich organizacji w Mołdawii rozszerza swoje
wpływy Kościół katolicki. W samych Bielcach liczba parafian zwiększyła się
z 60 osób w roku 1990 do ponad 1100 w roku 2001. W roku 1997 w Mołdawii
istniało 9 parafii rzymskokatolickich, w Bielcach, Benderach (Tigina), Grigorówce, Kiszyniowie, Krecoai (Kryckoje), Raszkowie, Rybnicy, Słobodzie Rasz­
kowskiej i Styrczy. Ponadto, msze katolickie były odprawiane w 6 parafialnych
filiach, w Pierwomajsku, Tyraspolu, Pietropawłówce, Steuczenach, Iwanowce
i Ryszkanach. W sumie, w Mołdawii, w roku 1997, było około 4 tys. katolików.
Liczba ta pokrywa się w przybliżeniu z liczbą Polaków ze spisu z roku 1989
(Jutrzenka... 2001). Należy jednak pamiętać, że oficjalnie Kościół katolicki nie
ma charakteru narodowego, a jego parafianami stają się przedstawiciele wszyst­
kich narodowości w Mołdawii. Zbitka pojęć 'Polak-katolik' nie funkcjonuje
w Mołdawii tak silnie, jak np. na Ukrainie; według mieszkańców badanych wsi
można być np. Ukraińcem - katolikiem.
Trudno ocenić, jaką rolę w zdobywaniu wiernych pełni prowadzona przy koś­
ciołach działalność charytatywna Caritasu, Kolpingu i innych. Z pewnością jest

�178

JAROSŁAW DERLICKI

ona czynnikiem przyciągającym ludzi do Kościoła, podobnie jak organizowane
w parafiach wyjazdy zagraniczne i pielgrzymki.
Polacy w Mołdawii, tak jak w całym byłym ZSRR, czują dosyć duże przy­
wiązanie do religii katolickiej, chociaż ich religijność znajduje się pod olbrzy­
mim wpływem prawosławia. Tego typu synkretyzm religijny jest szczególnie
widoczny podczas pogrzebów, gdy na cmentarzach urządza się tzw. obiady ,
a później pominki . Mimo, że parafianie nie znają języka polskiego, domagają
się mszy i modlitw po polsku. Ogromnym autorytetem są wśród nich księża
z Polski; księża Rumuni lub Polacy z Bukowiny są natomiast przedmiotem
lokalnych animozji i sporów (np. w Styrczy). Oskarża się ich zazwyczaj o próby
rumunizacji ludności obrządku katolickiego. Niechęć do Rumunów może wyni­
kać ze wspomnień „okupacji rumuńskiej" w XX-leciu międzywojennym oraz
współczesnych prób przyłączenia Mołdawii do Rumunii.
3

4

„ODRODZENIE" CZY NARODZINY?

Powyższy kontekst historyczny miał przedstawić proces formowania się pol­
skiej diaspory w Mołdawii oraz przemian, przez które przeszła. Polonia mołdaw­
ska, w dawnym swym kształcie i z dawnymi przywódcami oraz sposobami dzia­
łalności przestała funkcjonować wraz z nadejściem władzy radzieckiej. Uważam
więc, że obecna działalność środowisk polonijnych jest bardziej tworzeniem
nowego typu polskości, niż odradzaniem starego. Tym bardziej, że jest ona budo­
wana w niezwykle dynamicznym świecie przemian, nie opierającym się już na
ciągłości kultur czy tożsamości, przy użyciu nowych mediów i symboli (Clifford
2000, s. 5-31). Organizacje polonijne mają obecnie dostęp do internetu, własnej
prasy, rozwijają stacje radiowe czy też prowadzą audycje telewizyjne.
Uważam, że okres władzy radzieckiej przerwał ciągłość i kontakt z polską
kulturą i tożsamością. Zasymilowani Polacy stali się w dużej mierze Ukraińcami
lub Rosjanami, znacznie rzadziej Mołdawianami. W ZSRR, nieprzychylnie na­
stawionym do Polaków, trudno było manifestować swoją polskość, szczególnie
kiedy ojciec był Rosjaninem, dziadek też, drugi dziadek Mołdawianinem, babcia
Polką, druga Ukrainką, a matka Mołdawianką. Paradoksalnie, wiele osób o tego
typu pochodzeniu manifestuje dzisiaj w Mołdawii swoją polskość, chodząc na
zajęcia z języka polskiego, biorąc udział w działalności stowarzyszeń czy stara­
jąc się o wyjazd do Polski (dotyczy to głównie mieszkańców miast). Nie chcę
tu dowodzić, że polskość w Mołdawii skończyła się całkowicie wraz z nadejś­
ciem władzy radzieckiej. Bardziej jestem skłonny przychylić się do słów Jamesa
Clifforda, że trwanie pośród ruin niesłusznie bywa postrzegane jako upadek.
Twierdzi on, że każda asymilowana grupa daje początek czemuś nowemu (Clifford
2000, s. 299-370). A.D. Smith dowodzi z kolei, że grupa może przetrwać zacho3

Po pogrzebie, przy grobie zmarłego odbywa się obiad; także zmarłemu kładzie się symbo­
licznie pewną ilość jedzenia i alkoholu.
Na 9, 40 dzień i rocznicę pogrzebu urządza się modlitwy za zmarłego połączone z obiadem.
4

�NARODZINY CZY ODRODZENIE? POLSKA TOŻSAMOŚĆ W MOŁDAWII

179

wując swoje formy i tradycje, nawet jeśli przejmuje je od obcych. Kończy się nie
egzystencja danej grupy, ale jej wyróżników kulturowych (Smith 1996b, s. 96-97).
Sądzę, że oba podejścia mogą być słuszne i wcale się nie wykluczają. Zresztą,
jak pisze Zygmunt Bauman, obecnie wspólnoty nie muszą się niczym legitymo­
wać, aby być wspólnotą. Wspólnoty można więc poszukiwać na wiele sposobów
i w wielu miejscach, a jej tożsamość jest sprawą wolnego przetargu, twórczości
i inicjatywy politycznej (Bauman 2000, s. 347-366). Sądzę więc że w warun­
kach nieuregulowanego konfliktu w Naddniestrzu, który zaostrzył stosunki po­
między ludnością rosyjskojęzyczną i Mołdawianami, wiele osób zaczyna poszu­
kiwać polskiej tożsamości i z nią się identyfikować jako z tą najbardziej neutralną
i bezpieczną. Zresztą, dystans kulturowy w stosunku do Mołdawian, ze względu
na język czy religię, jest zbyt duży. Z tożsamości słowiańskich - polska wydaje
się być najbardziej atrakcyjną, dzięki transformacji gospodarczej, łatwości prze­
kraczania granic zachodniej Europy oraz integracji z nią. Szczególnie młodzi
ludzie widzą w Polsce szanse na przyszłość i z nią chcą się utożsamiać.
A.D. Smith twierdzi, że do tej pory nie udało się określić wyróżników, dzięki
którym trwają grupy etniczne. Nie wskazuje ich konkretnie i precyzyjne, ale pod­
kreśla istotną rolę ciągłości demograficznej i kulturowej. W jego koncepcji, gru­
pa, aby przetrwać, musi zachować „specyficzne elementy etniczne" i ich zawar­
tość (Smith 1996b, s. 96). Autor nie precyzuje ich jednak, sądzę więc, że w dużej
mierze mają one charakter intuicyjny. Z pozoru wydawać się może, że Polacy
w Mołdawii tych warunków nie spełniają; są przecież mocno zukrainizowani lub
zrusyfikowani. Być może jednak wspomniane „specyficzne elementy etniczne"
przetrwały - w mniejszym lub większym stopniu w konkretnych, synkretycz­
nych kulturach lokalnych. Nie potrafię precyzyjnie określić tych „elementów"
i ich zawartości, jednak intuicyjnie dostrzegam je lub przynajmniej ich część .
Stopień ich zachowania sprawia, że podejmuję się próby stopniowania polskiej
tożsamości w Mołdawii. Wyróżniam jej dwa bieguny - tożsamość historyczną
(związaną z pochodzeniem) i instrumentalną (związaną ze świadomym wybo­
rem). Pierwszy z tych biegunów występuje np. w dwóch polskich wioskach:
w Styrczy i Słobodzie Raszkowskiej, drugi zaś - w Kiszyniowie i Bielcach.
Wszystkie pozostałe skupiska Polaków mieszczą się, według mnie, bliżej jed­
nego lub drugiego końca osi. Styrcza i Słoboda Raszkowska zawsze były spo­
łecznościami zamkniętymi, w których Polacy stanowili większość. Mimo, że ich
mieszkańcy mówią głównie po ukraińsku, to posiadają oni silną świadomość swe­
go pochodzenia, pamiętają o przybyciu swoich przodków na te tereny. W okresie
sowieckim posiadali oni liderów, którzy byli jednocześnie bardzo silnymi osobo­
wościami i przywódcami religijnymi. Ten typ tożsamości uważam za tradycyjny
i ulegający obecnie modernizacji na rzecz drugiego.
Z kolei Polacy z Kiszyniowa i Biele mieszkali w społeczeństwie mniej ortodok­
syjnym, bardziej otwartym na zmiany i mieszanym etnicznie; byli mniejszością.
5

5

Są to według mnie „elementy" typu: funkcjonowanie pewnych polskich powiedzeń, przy­
wiązanie do ziemi, pamięć przybycia przodków do Mołdawii itd.

�180

JAROSŁAW DERLICKI

W mieście ciężej było zbierać się na modły czy po kryjomu kultywować swoją
polskość. To właśnie głównie oni świadomie dokonywali zmian narodowości, aby
zapewnić sobie dostęp do edukacji czy kariery zawodowej - w związku z tym
wybory tożsamościowe nie są dla nich niczym nowym. Dzięki mieszanemu po­
chodzeniu mogą wybrać dowolną tożsamość występującą w republice. Sądzę, że
w najbliższym czasie w Mołdawii zacznie dominować ten typ tożsamości.
Warto jeszcze spróbować określić, jakiego rodzaju wspólnotę tworzą współ­
cześnie Polacy w Mołdawii, jeśli nie można ich opisać przy pomocy tradycyj­
nych definicji narodu. Sądzę, że dosyć dobrze przystaje do nich termin „zbioro­
wości etnicznej o kulturze cząstkowej", stworzony przez Antoninę Kłoskowską.
Zbiorowość taka wyodrębnia się w opozycji do dominującej kultury i cechuje j ą
brak zwartości terytorialnej. W takiej grupie brak jednolitej kultury, ponieważ
nie można jej opierać na kontaktach bezpośrednich z powodu rozproszenia przed­
stawicieli. Jeśli nie asymilują się oni całkowicie, to muszą oprzeć swoje poczu­
cie etnicznej odrębności na świadomie uznawanych elementach więzi ideowej
oraz szerokiej kategorii symboli grupowych (Kłoskowską 1996, s. 21-32). Taki
właśnie charakter wydają się mieć działania środowisk polonijnych w Mołdawii.
Ich liderzy tworzą więź ideową z Ojczyzną, ale także z lokalnymi ojczyznami,
organizują „imprezy" integrujące polskie środowisko, odwołują się do wspólne­
go pochodzenia, eksponują szereg symboli narodowych i religijnych, takich jak:
godło, flaga czy krzyż, wreszcie tworzą tradycje.
Wszystkie te czynności mają służyć stworzeniu pewnego uniwersum kulturo­
wego, na którym będzie się opierać identyfikacja etniczna. Polacy w Mołdawii
z grupy niejednorodnej będą z czasem stawać się grupą zintegrowaną. W ich
przypadku, tak jak w przypadku społeczeństw o kulturze narodowej, formowa­
nie się wspólnoty rozpoczęło się od niewielkiego „jądra społecznego", które swo­
im zasięgiem obejmowało coraz szersze kręgi - jak starałem się to przedstawić
w części „Przemiany po roku 1989". Od tego jądra zależy, co wybierze z szeroko
rozumianej kultury polskiej i rozpowszechni wśród Polaków w Mołdawii. Treści
syntetyzowane przez inteligencję są rozpowszechniane poprzez edukację (język
polski, historia Polski, pieśni, tańce ludowe itp.), media (prasa, radio, czasem
telewizja), podczas różnego rodzaju świąt, obchodów i imprez okolicznościo­
wych (Kłoskowską 1996, s. 21-44; Znaniecki 1990, s. 44-164).
WYNALEZIENIE TRADYCJI

Grupy etniczne (ethnie) są wspólnotami historycznymi, ich podstawą są
wspólne wspomnienia i doświadczenia. Dla danej grupy autentyczność jej historii
nie jest najważniejsza, przede wszystkim liczą się jej cele poetyckie, dydaktycz­
ne i integrujące. Poczucie wspólnej historii łączy pokolenia, każde z nich dodaje
własny zestaw doświadczeń, tłumaczy ona także podobieństwa między człon­
kami i przynależność do danej grupy. Jej zadaniem jest pogłębianie poczucia
tożsamości. Działacze narodowi wykorzystują przeszłość bardzo selektywnie do
swoich celów. Odpowiednio zinterpretowane i udramatyzowane dzieje stają się

�NARODZINY CZY ODRODZENIE? POLSKA TOŻSAMOŚĆ W MOŁDAWII

18 1

wyróżnikiem grupy. Tworzą także romantyczny obraz życia przodków, do którego
można się odwołać z poczuciem dumy (Smith 1996b, s. 25).
W podobny sposób wykorzystuje się tradycję, z którą kojarzy się powszech­
nie coś starego, wynikającego z zamierzchłej historii. Nie należy jednak zapomi­
nać, że korzenie tradycji są kwestią dyskusyjną, często zostaje ona po prostu
wynaleziona - wymyślona i zinstytucjonalizowana. Inteligencja przypisuje jej
dawność lub starożytność, aby była akceptowana przez społeczeństwo. Chodzi
tu o stworzenie iluzji ciągłości z odpowiednią przeszłością historyczną. Tradycje
są dostosowane do nowych sytuacji i wytwarzają własną przeszłość przez swoją
powtarzalność. Wynalezione tradycje stają się zestawem praktyk o charakterze
symbolicznym lub rytualnym. Ich zadaniem jest wprowadzenie do kultury
narodowej określonych wartości i norm zachowania, zakładają więc pewną
standaryzację - tworzenie kanonu. Wpisują się zatem w tożsamościową twór­
czość elit (Hobsbawm 1984, s. 1-15).
Uważam, że praktycznie cała działalność środowisk polonijnych w Mołdawii
ma charakter tworzenia czegoś nowego - nowej historii, tradycji i tożsamości.
Z pewnością, współczesne Domy Polskie (w Bielcach i Kiszyniowie) nawiązują
do tradycji z początku X X wieku. Ich istnienie i działalność uzasadnia się jako
coś starego i odwiecznego. W ten sposób stają się one oparciem dla tożsamości
- tworzą wspomnianą wyżej iluzję ciągłości historycznej. Podobny zresztą
charakter mają wszystkie polskie stowarzyszenia i organizacje, nawiązujące
do tradycji XIX-wiecznych towarzystw. Powoływanie instytucji, które są od­
powiednikami istniejących w przeszłości, doskonale wpisuje się w paradygmat
„odrodzenia" czyli powrotu do „dawnego" stanu.
Tradycję wynajduje się także poprzez inne formy działalności, takie jak:
organizacja lekcji polskiego, zakładanie bibliotek, tworzenie zespołów tańca
i pieśni, coroczne pielgrzymki i kolonie w Polsce oraz różnego rodzaju święta
okolicznościowe, takie jak obchody rocznic założenia parafii, stowarzyszeń
czy święta Konstytucji (3 maja) lub Niepodległości (11 listopada). W okresie
sowieckim w Mołdawii zabrakło elit, które mogłyby podtrzymywać tego typu
działalność. Zresztą takie inicjatywy, nie spotykały się ze zrozumieniem ze stro­
ny władz, ponieważ podważały koncepcję stapiania się kultur w jedyną „właści­
wą" - sowiecką. Tak więc, dzisiejsze „wskrzeszanie" tradycji przedwojennych,
a tak przynajmniej rozumieją to środowiska polonijne w Mołdawii, jest po prostu
ich tworzeniem od nowa.
Jedną z ciekawszych form działalności Domu Polskiego w Bielcach jest
wydawanie Jutrzenki. Pisma Polaków w Mołdawii, które także w specyficzny
sposób współtworzy tradycje i polską tożsamość w republice. Można tu nawet
mówić o tworzeniu szerszej, w zasadzie światowej tradycji i tożsamości polonij­
nej, sterowanej poniekąd z Polski. W czasopiśmie publikuje się informacje
o przebiegu i wynikach tzw. „Poloniad", czyli polonijnych konkursów wiedzy
o Polsce. Przy okazji, warto przytoczyć ich oficjalnie sformułowane cele: „Poloniady integrują młodzież polską zza granicy z Macierzą i krajem zamieszka­
nia, zwiększają aktywność kulturalną i społeczną środowisk Młodej Polonii,

�182

JAROSŁAW DERLICKI

rozbudzają dumę z osiągnięć naukowych, kulturalnych i społecznych Polaków
w świecie", a więc kształtują tożsamość młodego pokolenia (Jutrzenka... 1998,
s. 9). Pismo publikuje ponadto sprawozdania z realizacji imprez okolicznościo­
wych, takich jak np. wieczorki chopinowskie, oraz szerszych projektów - np.
roku mickiewiczowskiego (Jutrzenka... 1999, s. 3).
Jutrzenka jest pismem, które „odzwierciedla życie stowarzyszenia [Domu
Polskiego w Bielcach - przyp. J.D.] i działalność, codzienne problemy i radości"
(Jutrzenka... 1999a). Wydawane jest co miesiąc po polsku i rosyjsku, w liczbie
150 egzemplarzy, od roku 1996. Oprócz treści ogólno-polonijnych przekazuje
także te bardziej lokalne, związane np. z obchodami nocy świętojańskiej, wizyty
pod pomnikiem hetmana Żółkiewskiego we wsi Bieriozowka czy obchodów
100-lecia Styrczy. Oprócz stałych rubryk, takich jak „Sylwetki władców Polski"
czy „Poradnik domowy", znaleźć można w Jutrzence artykuły o historii Pola­
ków w Mołdawii, ich stowarzyszeń czy parafii rzymskokatolickich. Praktycznie
każdy taki artykuł zaczyna się od zdania typu: „Bielce to miasto, w którym od
kilku wieków żyją Polacy..." lub nawiązującego do erygowania parafii w Biel­
cach w roku 1828 (Jutrzenka... 1998; 1999a; 1999b; 2000; 2001).
W ten sposób, poprzez treści przekazywane środowisku polskiemu, tworzy
się wspomnianą już iluzję ciągłości historycznej i kulturowej oraz uzasadnia
trwanie polskości i jej rozwój. Gdyby w tej chwili zabrakło wszystkich opisa­
nych powyżej form działalności, mniejszość polska odczułaby ogromną pustkę
i zostałaby zmuszona do poszukiwania nowej lub nowych tożsamości, tym
bardziej, że znajdują się one w zasięgu ręki (ukraińska, rosyjska lub mołdawska).

PODSUMOWANIE

W pierwszej części artykułu starałem się przedstawić historię kształtowania
się Polonii w Mołdawii oraz przemian, jakie przechodziła ona w okresie radziec­
kim i po nim. W czasach ZSRR utraciła ona znaczną część ciągłości kulturowej
z Polonią przedwojenną, w znaczny sposób uległa także asymilacji (głównie
ukrainizacji lub rusyfikacji) i wynarodowieniu. Dlatego też uważam, że obecnie
w Mołdawii tworzony jest nowy typ polskości, a nie „odradzany" stary. Polacy
zaczynają tworzyć nowy rodzaj wspólnoty. Współcześni badacze przedmiotu
wskazują na istnienie wspólnot symbolicznych lub wyobrażonych, których od­
rębność sprowadza się do samoidentyfikacji i subiektywnego wyróżnienia na
podstawie niekiedy kilku symbolicznych cech lub wartości (Babiński 1998,
s. 58). Taki właśnie charakter wydaje się mieć polska wspólnota w Mołdawii.
Kultura i tożsamość nie muszą sięgać „korzeniami poletka przodków; żyją
dzięki zapyleniu, dzięki przeszczepieniu". Stąd, członkowie społeczeństwa mie­
szanego etnicznie mogą utożsamiać się z dowolnymi kulturami, znajdującymi
się na danym obszarze. Zdają sobie z tego sprawę, także autorzy piszący o Polo­
nii, wspominając, że „pozostali [Polacy w Mołdawii - przyp. J.D.] w dalszym
ciągu czekają na wynik walki o „rząd dusz" (Grzeszczuk 1999, s. 18). Słowa te

�NARODZINY CZY ODRODZENIE? POLSKA TOŻSAMOŚĆ W MOŁDAWII

183

sugerują, że odnalezienie 'polskiej tożsamości' jest postrzegane w kategoriach:
„zbawienia - potępienia". W takim ujęciu jest działaniem zaplanowanym i skie­
rowanym na poszukiwanie tożsamości, a nie posiadanie jej niejako naturalnie.
Jednocześnie budowanie tożsamości to proces niezwykle twórczy, poszcze­
gólne treści są wybierane selektywnie i układane w całość. Lokalne grupy przed­
stawiają swoją kulturę ze zgromadzonych na nowo przeszłości (nowej interpre­
tacji historii), używając obcych (nie tradycyjnych) mediów, symboli i języków
(Clifford 2000, 22-23). Wszystkie te zabiegi mają na celu zapewnienie kultu­
rowej odrębności grupy, jej zachowanie w odmiennym kształcie, a więc mo­
dernizację. Powyżej starałem się przedstawić i zinterpretować pewne elementy
i sposoby tworzenia nowego typu polskości w Mołdawii.
LITERATURA
Administratura... 1997, Administratura Apostolica de Moldova. Anuar, Kiszyniów, Sic!
B a b i ń s k i G. 1998, Metodologiczne problemy badań etnicznych, Kraków, Nomos.
B a u m a n Z. 2000, Ponowoczesność jako źródło cierpień, Warszawa, Sic!
C e c h o w s k a D. 1999, Szkoła polska w Kiszyniowie, Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Pol­
ska, nr 6, s. 20.
C h o d k i e w i c z A. 1998, Otwarcie Domu Polskiego w Kiszyniowie, Biuletyn Stowarzyszenia
Wspólnota Polska, nr 2, s. 9-10.
C l i f f o r d J. 2000, Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia, literatura i sztuka, War­
szawa, Wydawnictwo KR.
D e m e 1 J. 1986, Historia Rumunii, Wrocław, Ossolineum.
E b e r h a r d t P. 1998, Liczebność i rozmieszczenie ludności polskiej w republice mołdawskiej,
Czasopismo Geograficzne, nr 3-4, s. 249-259.
G r z e s z c z u k A. 1999, Polacy w Mołdawii, cz. I I , Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Pol­
ska, nr 6, s. 16-18.
H o b s b a w m E. 1984, Introduction: Inventing Traditions, [w:] The Invention of Tradition,
E. Hobsbawm, T. Ranger (red.), Cambridge, Cambridge University Press, s. 1-15.
I w a n o w M . 1991, Pierwszy naród ukarany. Polacy w Związku Radzieckim 1921-1939, War­
szawa-Wrocław, PWN.
Jutrzenka...1998, Jutrzenka. Pismo Polaków w Mołdawii, nr 11.
- 1999a, Jutrzenka. Pismo Polaków w Mołdawii, nr 19.
- 1999b, Jutrzenka. Pismo Polaków w Mołdawii, nr 20.
- 2000, Jutrzenka. Pismo Polaków w Mołdawii, nr 5 (27).
- 2001, Jutrzenka. Pismo Polaków w Mołdawii, nr 5 (38).
K a b z i ń s k a I . 1999, Wśród „ kościelnych " Polaków. Wyznaczniki tożsamości etnicznej {naro­
dowej) Polaków na Białorusi, Warszawa, Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Biblioteka
Etnografii Polskiej, t. 54.
K K 1993, Informacja o Naddniestrzu i Mołdawii, Sprawy Narodowościowe, Seria Nowa, t. I I ,
z. 2(3), s. 217-222.
K ł o s k o w s k a A. 1996, Kultury narodowe u korzeni, Warszawa, Wydawnistwo Naukowe PWN.
K u c z y ń s k i A. 1972, Syberyjskie szlaki, Wrocław, Ossolineum.
- 1998, Syberia. 400 lat polskiej diaspory, Wrocław, Atla 2.
M e l l e r A. 2002, Tożsamość etniczna Polaków besarabskich, praca magisterska złożona w Archi­
wum Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, Warszawa.
N o w i c k a E. 2000, Polacy czy cudzoziemcy? Polacy za wschodnią granicą, Kraków, Nomos.
RB. 1993, Polacy w Mołdawii, Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Polska, nr 22, s. 2-3.

�184

JAROSŁAW DERLICKI

Polacy... 1995a, Polacy w Mołdawii, E. Walewander (red.), Lublin, Oddział Lubelski Stowarzy­
szenia „Wspólnota Polska".
- 1995b, Polacy w Moldowie mówią o sobie, E. Walewander (red.), Lublin, Oddział Lubel­
ski Stowarzyszenia „Wspólnota Polska".
S m i t h A . D . 1996a, Culture, Community and Territory: the Politics of Ethnicity and Nationa­
lism, International Affairs, t. 72, z. 3, s. 445-458.
- 1996b, The Ethnic Origins of Nations, Oxford, Oxford University Press.
S t r a c h o t a K . 2002, Mołdawia, Raport Ośrodka Studiów Wschodnich 2001, Warszawa.
S z y n k i e w i c z S. 1996, Polacy w Kazachstanie. Świadomość etniczna i stosunki z obcymi,
Etnografia Polska, t. 40, z. 1-2, s. 237- 252.
Wielka... 2000, Wielka Syberia małych narodów, E. Nowicka (red.), Warszawa, Nomos.
Z.D. 1996, Organizacje polonijne w Mołdawii, Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Polska, nr 5 (47),
s. 12-13.
Z n a n i e c k i F. 1990, Współczesne narody, Warszawa, PWN.

JAROSŁAW DERLICKI

A BIRTH OR REVIVAL? POLISH IDENTITY I N MOLDOVA
Summary
In the USSR Polish minority in Moldova has lost much of its cultural continuity due to the
assimilation. After 1991 Polish intellectuals in Moldova have started so-called process of national
revival, but author believes that a new type of Polish identity is being created. Poles in Moldova
become a new type of community, as authors point out the existence of symbolic or imagined
communities, whose separateness comes down to self identification and subjective differentiation
on the basis of sometimes just a few symbolic features.
In contemporary concepts, culture and identity don't have to be carried out from one generation
to another. They live owing to pollination and transplantation. That's why members of multi-ethnic
society can link to and create cultures and identities which ever they want. This is the case of Poles
in Moldova, who are mainly of the mixed ethnic descent (Ukrainian, Russian and Moldovan). They
choose Polish identity in order to go to Poland to study, to work, for summer vacations, etc.
The whole culture and identity of Polish minority in Moldova are created by organizing Polish
societies, schools, folk groups, press, radio and also by Catholic Church. Contents of wider Polish
national culture are being selectively picked and synthesized by leaders and then distributed by
various kinds of medias.
J.D.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10969" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10947">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/78dd00e97a156b283a045a6511dc5e92.pdf</src>
        <authentication>0f5e51ece29bcd20f09364daca87f4f7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130753">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1731</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130754">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130755">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1602</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130756">
                <text>"Kiedy Poznań był niemiecki". Życie codzienne w Poznaniu na przełomie XIX i XX w. z perspektywy niemieckiej rodziny Dittrichów / ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130757">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47, s.149-170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130758">
                <text>Szczepaniak-Kroll, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130759">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130760">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130761">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130762">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130763">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L V I I : 2003, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

Instytut A r c h e o l o g i i i E t n o l o g i i P A N , P o z n a ń

„KIEDY POZNAŃ BYŁ NIEMIECKI".
ŻYCIE CODZIENNE W POZNANIU NA PRZEŁOMIE X I X I X X W.
Z PERSPEKTYWY NIEMIECKIEJ RODZINY DITTRICHÓW
I
Problematyka tzw. życia codziennego podejmowana jest od wielu lat. Naukow­
cy zajmujący się codziennością wskazują na liczne walory tego typu badań.
Maria Bogucka (1996, s. 248-253) i Tomasz Szarota (1996, s. 243-244) podkreś­
lają możliwość dokonywania generalizacji poprzez analizę pojedynczych zda­
rzeń i indywidualnych doświadczeń jednostki. Wielkie wydarzenia wpływają
bowiem bezpośrednio na „życie codzienne", które z kolei odgrywa pośrednio
rolę w powstawaniu doniosłych faktów. Badania nad codziennością zmuszają do
inwencji w wynajdowaniu przekazów źródłowych, pozwalają realizować hasła
integracji nauk humanistycznych, dzięki nim można połączyć opis materialnych
warunków egzystencji człowieka ze strefą życia duchowego (mentalność, na­
stroje, postawy) oraz obyczajowością. Odtworzenie i analiza „życia codzienne­
go" stwarza okazję do ujęć komparatystycznych, a więc pokazywania podo­
bieństw i różnic sytuacji, w jakiej znaleźli się mieszkańcy porównywanych
państw, rejonów, grup religijnych lub społeczności.
Zalety badań nad codziennością zostały docenione przez badaczy dawnego
Poznania, o czym świadczy fakt, że tematyka ta podejmowana jest w dość szero­
kim zakresie od kilkudziesięciu lat. Powstały liczne prace poświęcone sposobom
ubierania się, mieszkania, szkolnictwa, życia społecznego, sposobów spędzania
wolnego czasu itd. Niektóre publikacje opisują dzieje znanych poznańskich ro­
dów, wraz z elementami ich życia codziennego, inne są rodzajem pamiętników
lub dzienników autorstwa mieszkańców miasta. Wśród wielu wydawnictw sto­
sunkowo mało jest osobistych wspomnień czy refleksji Niemców, zamieszkują­
cych przecież Poznań przez stulecia. Większość wydarzeń możemy oglądać
głównie z perspektywy Polaków-Poznaniaków. Tę lukę w pewnym zakresie po­
winien wypełnić artykuł poświęcony niemiecko-poznańskiej rodzinie Dittrichów,
wykorzystujący cenne źródło informacji, jakim jest pamiętnik jednego z człon­
ków rodu. Jego autor, Wilhelm August, urodził się w Poznaniu pod koniec
X I X w. i spędził w mieście lata swej młodości (w 1919 r. wyjechał do Wrocła­
wia). Należał do trzeciego pokolenia Dittrichów, zamieszkujących Wielkopolskę
od pierwszej połowy X I X w. Wilhelm August, obok zapisków dotyczących lo­
sów swojej rodziny, wiele refleksji poświęcił Poznaniowi, znajdującemu się pod

�150

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

zaborem pruskim. To miasto uważał za swoją pierwszą „małą ojczyznę", a po
odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. długo nie mógł przyzwyczaić
się do myśli, że już nigdy nie będzie ono niemieckie.
Niemcy, a także Żydzi, tworzyli zawsze najliczniejsze - obok Polaków - gru­
py mieszkańców Poznania. Osadnictwo niemieckie w Wielkopolsce sięgało śre­
dniowiecza. Na przełomie X I I I - X I V w. na zaproszenie rady miasta Poznania
przybywać zaczęła zarówno ludność wiejska, jak i miejska. Władze stwarzały
dla niej dogodne warunki egzystencji oraz obdarzały licznymi przywilejami. Ko­
lonizacja ta była niezwykle korzystna dla rozwoju ekonomicznego ziem polskich.
Kolejne fale osadników napływały aż do upadku Pierwszej Rzeczypospolitej.
Ludność przybywała głównie z krajów niemieckich (po wojnie północnej osia­
dła w Poznaniu i jego okolicach duża fala emigrantów z Biskupstwa Bamberskiego) a także z Niderlandów. Niemcy należeli do tego samego kręgu kultu­
rowego, co Polacy, wyznaczonego głównie przez religię i wynikające z niej
wartości i postawy. Ten fakt miał wpływ na stosunkowo szybki proces ich asy­
milacji. Problemy ze scalaniem z miejscową ludnością pojawiły się w drugiej
połowie X V I I I w. i spowodowane były przez wydarzenia historyczne. W wyniku
pierwszego (1772 r.) i drugiego (1793 r.) rozbioru Polski cała Wielkopolska zna­
lazła się pod panowaniem Hohenzollernów. Władze zaborcze, zaraz po przejęciu
tych terenów, rozpoczęły akcję ich unifikacji z pozostałymi prowincjami Prus.
Wprowadzono administrację i prawodawstwo pruskie. Przybyli nowi urzędnicy
oraz kolejne fale osadników, złożone z ludności miejskiej i wiejskiej a także
szlachta zachęcona przez króla licznymi nadaniami ziemi pochodzącej z kon­
fiskaty dóbr kościelnych i królewszczyzn (Matelski 1997, s. 23-24).
Wśród Niemców przybyłych do Wielkopolski znaleźli się także Dittrichowie,
zachęceni korzystnymi warunkami osadniczymi. Poznań był dla nich drugim po
Legnicy miejscem osiedlenia na terenie Polski od czasu emigracji z południa
Niemiec, która - według pamiętnika Wilhelma Augusta - miała miejsce prawdo­
podobnie na przełomie X V I I - X V I I I w. Okoliczności przybycia Dittrichów na
tereny Śląska są jednak niejasne. W archiwaliach z okresu wskazywanego przez
Wilhelma nie pojawia się nazwisko Dittrich. Pierwsze informacje dotyczą chrztu
poszczególnych członków rodziny w kościele luterańskim Zu Unseren Lieben
Frauen (obecnie kościół katolicki pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny)
w Legnicy i pochodzą dopiero z połowy X V I I I w. Także fakty historyczne wska­
zują na to, że początków polskich dziejów rodziny należałoby szukać najwcześ­
niej w pierwszej połowie X V I I I w.
Schyłek X V I I w. nie był dla wyznawców luteranizmu najlepszym czasem na
emigrację w te strony. Okres silnego wpływu protestantyzmu na terenach Dol­
nego Śląska minął. Pod koniec X V I I w. miasto przeszło pod panowanie pruskie.
Katolicki cesarz Leopold I , sprawujący władzę absolutną w Księstwie Legnic­
kim, starał się osłabić swobody polityczne mieszkańców, z dużym niepokojem
patrzył również na istniejące w granicach państwa społeczności niekatolickie.
Wprawdzie sytuacja międzynarodowa ukształtowana po pokoju westfalskim
(1648 r.) uniemożliwiała mu nawracanie innowierców siłą, ale tam gdzie to było

�„KIEDY P O Z N A Ń B Y Ł N I E M I E C K I "

151

możliwe, starał się utrudnić im życie i ograniczyć ich wpływy. Starosta królew­
ski dbał o to, by wszystkie urzędy w księstwie zajmowali wyłącznie katolicy.
Odrzucano kandydatury protestantów do rady miejskiej, odbierano im świątynie.
Wielu innowierców w tym czasie opuściło Legnicę udając się do Saksonii i Bran­
denburgii, a także do nadgranicznych polskich miejscowości, gdzie mieli za­
pewnioną swobodę praktyk religijnych. Osadnictwu Dittrichów nie sprzyjała
również sytuacja gospodarcza miasta, które nie mogło przez lata powrócić do
równowagi po wojnie północnej (Chutkowski 1996, s.102-103).
Rodzina przybyła do Legnicy prawdopodobnie dopiero w pierwszej połowie
X V I I I w., kiedy - po śmierci Leopolda I , za panowania jego syna Józefa - osła­
bły nastroje kontrreformatorskie. W 1707 r. Józef podpisał konwencję w Altrandstadt, na mocy której wyraził zgodę na swobodę wyznawania wiary przez inno­
wierców. Protestantom zwrócono kościoły, zapewniono dostęp do urzędów
i stanowisk, ułatwiono zakup ziemi (Galas, Galas 2001, s. 38-139). Chętnie
przyjmowano nowych osadników, także niekatolików. Mogło być to zachętą rów­
nież dla Dittrichów. W.1758 r. rozpoczęto likwidowanie murów twierdzy legnic­
kiej, co spowodowało rozbudowę miasta. Powstały nowe gmachy użyteczności
publicznej potrzebne rozrastającym się urzędom pruskim. Zaczęto brukowanie
ulic, wprowadzono oświetlenie gazowe. Pod koniec X V I I I w. Legnica była śred­
niej wielkości miastem, porządnie utrzymanym, choć pozbawionym perspektyw
awansu do rangi znaczącego ośrodka, z racji swego położenia z dala od ważnych
szlaków handlowych.
Na Śląsku przyszedł na świat pierwszy, znany z imienia, członek rodziny
- Chrystian. Jego syn, o tym samym imieniu, urodził się również w tym mieście
około 1809 г., lecz zmarł już w Poznaniu. To prawdopodobnie z jego inicjatywy
Dittrichowie zdecydowali się na emigrację do Wielkopolski. Przyczyny wyjazdu
mogły być złożone. Od początku X I X w. pogarszała się sytuacja gospodarcza
Legnicy. Nie do końca rozebrane mury dawnej twierdzy przeszkadzały w rozbu­
dowie miasta. Tylko pojedyncze ulice zostały wybrukowane, brakowało kanali­
zacji, wiele domów krytych było jeszcze gontem. Jak pisze Janusz Chutkowski
(1996, s. 115) „właściwie wszystko, co było potrzebne do życia mieszkańców:
oświetlenie ulic, zabezpieczenie przed zaprószeniem ogniem i powodziami,
a nawet szpital i szkoły znajdowało się w stanie dalekim od należytego. Pod­
upadło rzemiosło, nie mogące skutecznie konkurować z manufakturami, których
też nie powstało wiele. Jedynie handel rozwijał się stosunkowo dobrze, chociaż
był to głównie handel detaliczny". Miasto dotkliwie odczuło skutki wojen napo­
leońskich. Kontrybucje, przymus żywienia stacjonujących wojsk, dostarczania
drewna i materiałów budowlanych, zwiększały na długie lata zubożenie ludności.
W wyniku niezadowolenia społecznego pozbawionych pracy i zarobków miesz­
kańców, a także pod wpływem nastrojów rewolucyjnych (Wiosna Ludów) do­
szło w Legnicy w 1848 r. do rozruchów. W ich rezultacie zniszczonych i splądro­
wanych zostało kilka budynków.
Chrystian Dittrich, pracujący jako robotnik dniówkowy, zarabiał niewiele.
Ponieważ pracowników fizycznych nie zatrudniano wówczas na stałe, mógł mieć

�152

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

okresowe problemy ze znalezieniem pracy. Pogarszająca się sytuacja materialna
rodziny oraz niesprzyjająca atmosfera w mieście były z pewnością bodźcem
do rozpoczęcia poszukiwań innego miejsca osiedlenia. Zamysły emigracyjne
Chrystiana jako pierwszy zrealizował jego syn Johann Wilhelm August, urodzo­
ny w 1829 r. Młody Dittrich pracował jako szewc, następnie powołano go do
wojska. Być może jeszcze jako żołnierz znalazł się w Poznaniu, gdzie poślubił
swoją rówieśniczkę, Niemkę - Juliannę Bahn. Dopiero po pewnym czasie przy­
byli tu także jego rodzice, zachęceni korzystnymi warunkami osadniczymi, gwa­
rantowanymi przez Niemców.
Na mocy decyzji podjętych w Wiedniu w 1815 r. potwierdzono przynależ­
ność ziem polskich I i I I zaboru pruskiego do Prus. Weszły one w skład monar­
chii Hohenzollernów jako Wielkie Księstwo Poznańskie. Polityka osadnicza oraz
narodowościowa władz pruskich zmierzała do zgermanizowania Księstwa. Czy­
niono wszelkie starania, aby ludność narodowości niemieckiej stanowiła co naj­
mniej połowę mieszkańców, włączając do niej nawet ludność żydowską. Od roku
1815 do 1910, w wyniku wysiłków czynionych przez władze centralne i pro­
wincjonalne, liczebność sprowadzanych przez Prusaków osadników wzrosła
w Poznańskiem z 27,6% do 38,4%. Jednak już w latach 70-tych X I X w. zaczęło
występować zjawisko powolnego odpływu osiedlanych na Wschodzie emigran­
tów do zachodnich prowincji państwa (Ostflucht). Związane to było z bardziej
dynamicznym rozwojem i wyższą stopą życiową ludności tamtych prowincji
Rzeszy oraz przekształceniem Wielkopolski w zaplecze surowcowe (głównie
płodów rolnych) i rynek zbytu. Aby temu przeciwdziałać w 1886 r. powołano do
życia Komisję Kolonizacyjną, która podjęła działania zmierzające do zahamowa­
nia tych procesów. Stosowano zachęty finansowe, przystąpiono także do osiedla­
nia w Poznańskiem ludności z centralnych i zachodnich regionów państwa oraz
tzw. Niemców zagranicznych (Matelski 1997, s. 24-25).
Wilhelm August - pamiętnikarz, również uważał, że czynnikiem przyciągają­
cym rodzinę do Wielkopolski były doskonałe warunki do osiedlenia: „Warunki
pracy w całej prowincji i w mieście Poznaniu były wówczas idealne. Potrzebo­
wano rolników, pracowników fizycznych, rzemieślników, państwowych i du­
chownych urzędników. Polityka niemieckiego cesarstwa gwarantowała przyby­
szom wysokie dochody. Taka zachęta była niezbędna, ponieważ Niemcy nigdy
nie osiedlali się na wschodzie z entuzjazmem. A wtedy przybywali całymi zastę­
pami" (Dittrich, Pamiętnik, s. 5) .
Wspólne życie nowoprzybyłych i miejscowej ludności układało się począt­
kowo dość dobrze. Działo się tak prawdopodobnie dlatego, że osiedlani przez
Komisję Osadniczą Niemcy nie tworzyli jednolitej grupy: byli wśród nich kolo­
niści z Westfalii, Saksonii, Turyngii, Pomorza Zachodniego, Brandenburgii, Ślą­
ska i Wirtembergii, a także reemigranci z Rosji, Węgier i Galicji (Jakóbczyk
1976, s. 103-112). Wśród emigrantów przeważali chłopi, choć pod koniec X I X w.
1

1

P a m i ę t n i k z o s t a ł napisany w j ę z . n i e m i e c k i m ; polskie t ł u m a c z e n i e : Agnieszka Szczepaniak-

-Kroll.

�„KIEDY POZNAŃ BYŁ NIEMIECKI"

153

powstał pomysł powiązania osadnictwa wiejskiego z procesem wzmacniania
niemczyzny w miastach (Jakóbczyk 1989, s. 30). Każda grupa reprezentowała
inny styl życia, religię, system wartości, mówiła innym dialektem, a co za tym
idzie - nie wytworzyła się potrzeba „trzymania się razem". Poza tym prawie
wszyscy Niemcy przybyli do Wielkopolski, aby szybko się wzbogacić, a tylko
niewielka część przyjechała z przyczyn ideologicznych. Nie wykształcili więc
postawy wrogiej Polakom, którzy - według ich przekonania - mogli stanowić
jedynie konkurencję ekonomiczną. W pierwszych latach emigranci nie unikali
dokonywania zakupów u miejscowej ludności, korzystania z ich usług. W 1899 r.
nie poparli niemieckich kandydatów w wyborczych okręgach Wielkopolski,
prawdopodobnie na skutek małego zainteresowania polityką.
Z biegiem czasu jednak sytuacja zmieniała się. Organizacja nacjonalistyczna
Związek Rolników, nazywana przez Polaków potocznie od pierwszych liter na­
zwisk założycieli (Hansemanna, Kennemanna, Tiedemanna,) Hakatą, nasilała
swe działania propagandowe, podejmowane wkrótce również przez szkoły i spro­
wadzanych z Niemiec duchownych. Hasła antypolskie propagowały czasopisma,
np. Aus dem Posener Lande. Głosiły one Niemcom obowiązek związania się
z poznańską „Heimat". Dla osadników organizowano wykłady o słuszności roz­
biorów Polski, zasługach pruskich w cywilizowaniu tych ziem, itd. Urządzano
również imprezy rozrywkowe i artystyczne o zabarwieniu „narodowym". Wyda­
wano szereg ulotek i broszur o charakterze wrogim Polakom. W samym Poznaniu,
aby zwabić nowych przybyszów, a dotychczasowym ułatwić życie, wzniesiono
szereg nowych gmachów, będących jednocześnie symbolem niemieckiej władzy.
Powstały reprezentacyjne budowle urzędowe oraz Muzeum Fryderykowskie (obec­
nie Muzeum Narodowe) i biblioteka (obecnie Biblioteka Uniwersytecka). Obszar
miasta powiększył się o wsie: Jeżyce, Wildę, Łazarz i Górczyn. Założono także
Kónigliche Akademie (Królewską Niemiecką Akademię) pełniącą rolę uniwersy­
tetu, zlikwidowano stary teatr i wybudowano nowy (Teatr Wielki). Co najważniej­
sze - w mieście wzniesiono zamek cesarski (Jakóbczyk 1989, s. 85-97).
Johann Wilhelm August po zakończeniu służby wojskowej objął posadę
w sądzie. Wraz z żoną, Juliannę Bahn - Niemką pochodząca z podpoznańskiego
miasteczka Śrem, doczekali się dziewięciorga dzieci. Po objęciu przez Johanna
stanowiska w urzędzie polepszyła się nieco sytuacja materialna rodziny. Dzięki
dogodnym warunkom zagwarantowanym osadnikom niemieckim, mogła ona żyć
na o wiele wyższym poziomie niż w Legnicy.
Dittrichowie surowo wychowywali swoje dzieci. Starali się, by wyrosły na
porządnych, niemieckich obywateli. Wszyscy potomkowie Johanna i Juliannę
ukończyli Volksschule, w której poznali podstawy rachunków, historii, języka
francuskiego. Choć skromne możliwości finansowe rodziców nie pozwalały na
dalsze kształcenie, zaszczepione w domu ambicje spowodowały, że dzieci same
zadbały o edukację na wyższym poziomie. W rezultacie najstarszy syn August
Dittrich, doktor prawa, został współwłaścicielem największej w Poznaniu firmy
spedycyjnej Hartwig &amp; Kantorowicz. Jego młodszy brat Richard, objął funk­
cję naczelnika stacji (Obrebahnhofsvorsteher) w Krotoszynie. Tę samą funkcję

�154

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

w Jeleniej Górze sprawował kolejny syn Johanna Wilhelma Augusta - Paul. Karl
Dittrich był oficerem w koszarach w Poznaniu, a następnie urzędnikiem na
poczcie w Poznaniu. Najmłodszy z rodzeństwa, Oskar, został zatrudniony jako
główny inspektor na poczcie we Wrocławiu. Cztery córki Johanna Wilhelma
Augusta: Hilda, Clara, Ottilie i Martha, zgodnie z ówczesną obyczajowością, nie
pracowały. Dzięki korzystnym małżeństwom wiodły jednak dostatnie życie.
Z Poznaniem związali się więc tylko dwaj potomkowie Dittrichów - August i Karl.
Ponieważ pamiętnik Wilhelma Augusta, będący głównym źródłem wiedzy
0 rodzinie, dotyczył przede wszystkim losów Karla i jego potomków, tej gałęzi
rodu poświęcę najwięcej miejsca. Dzięki jej historii można będzie poznać rolę
Niemców w kształtowaniu obrazu Poznania oraz ich ogląd miasta.
Karl August, po ukończeniu szkoły zawodowej w 1887 г., został powołany do
wojska. Odtąd na długie lata związał się z armią pruską, stacjonującą w Pozna­
niu. W 1891 r. poznał swoją przyszłą żonę i jeszcze tego samego roku odbyły się
ich zaręczyny. Związek Karla wywołał oburzenie w całej rodzinie, ponieważ jego
wybranka była Polką i katoliczką. Burzyło to dotychczasowe, niepisane reguły
Dittrichów, zgodnie z którymi należało unikać kontaktów z Polakami nawet
w codziennym życiu, nie mówiąc o bliższych relacjach. Taka postawa przez wie­
ki konsolidowała rodzinę oraz umożliwiała zachowanie niemieckiej tożsamości.
Podobną rolę odgrywało wyznanie luterańskie. Obawy krewnych okazały się
jednak nieuzasadnione. Przyszła żona Karla - Marianna Szostkiewicz, nie była
wychowana w rodzinie o tradycjach patriotycznych i katolickich, właściwie pra­
wie w ogóle nie znała swoich rodziców. Jej matka zmarła krótko po porodzie,
kilka lat później śmiertelnie, na tuberkulóze, zachorował ojciec. Jedyną krewną
Marianny była siostra - Paula. Należy przypuszczać, że gdyby Szostkiewiczówny
nie zostały tak wcześnie osierocone, ich losy potoczyłyby się zupełnie inaczej.
Być może z przyczyn ideologicznych i patriotycznych rodzice nie pozwoliliby
na ślub córki z Niemcem. „Faktem jest, że w warunkach panowania obcej wła­
dzy, polskie rodziny tworzyły pod wieloma względami własną, hermetycznie
zamkniętą sferę polskości, dzięki czemu były w stanie przeciwstawić się inge­
rencji pruskich władz zaborczych. W związku z tym rodzina polska, jako naj­
mniejsza komórka społeczna - była już wówczas uznawana za podstawowy
1 niezwyciężony bastion polskości. [...] Bezpośredni wpływ na Wielkopolanki
miał wówczas kler katolicki. Odbiło się to wyraźnie w wychowaniu dzieci [...].
Próby bezpośredniego oddziaływania kościoła przejawiały się także w nieustają­
cych przestrogach przed zawieraniem związków małżeńskich z Niemcami-protestantami. Stale zmniejszająca się aż do przełomu wieków X I X / X X liczba za­
wieranych polsko-niemieckich małżeństw mieszanych, pokazywała dowodnie,
że przestrogi nie pozostały bez echa" (Jaworski 1990, s. 27-28).
Brak rodziny, a także charakter wykonywanego zajęcia sprawiły, że Marian­
na nie odczuwała szczególnego związku z polskimi, patriotycznymi ideami. Już
we wczesnej młodości musiała zadbać o własne utrzymanie. Znalazła zatrudnie­
nie jako służąca kolejno u kilku rodzin niemieckich. Ponieważ nie miała żadnych
krewnych wychowała się w kulturze swoich pracodawców, zachowując jednak

�.KIEDY P O Z N A Ń B Y Ł N I E M I E C K I "

155

świadomość swych polskich korzeni. Dwa lata po zaręczynach, 13.10.1893 г.,
wyszła za mąż za Karla Dittricha. Rok później przyszedł na świat ich pierwszy
syn, który żył zaledwie kilka dni. W 1896 r. urodził się kolejny potomek,
Wilhelm August, autor cytowanego pamiętnika.
Rodzina żyła wówczas skromnie. Małżonkowie posiadali niewielki dom tuż
za murami Fortu IX, w którym Karl pełnił służbę wojskową w randze sierżanta.
W chałupie zbudowanej w konstrukcji szachulcowej, nieocieplonej, ogrzewanej
małym piecykiem, panowało przenikliwe zimno. W izbach zamiast podłogi było
klepisko. W tym czasie, w wyniku nieszczęśliwego wypadku Karl został po­
strzelony w lewą rękę, co wykluczało dalszą czynną służbę. Jego zaangażowanie
i dotychczasowa dobra praca zostały jednak docenione i mianowano go dowódcą
straży w więzieniu dla żołnierzy. Wraz z nim do mieszkania w budynku aresztu
przeniesiona została cała rodzina. Panowały tam o wiele lepsze warunki niż
w poprzednim miejscu. Ustabilizowana sytuacja finansowa umożliwiła nawet za­
trudnienie Pelasi, polskiej opiekunki do dzieci. W wieku 5 lat Wilhelm August
poszedł do niemieckiego przedszkola. Był to okres bardzo szczęśliwy dla rodziny.
Karl zyskał szacunek i sympatię swoich współpracowników. Marianna, nazywa­
na przez niego „Micze", pomagała mu w pracy z więźniami, choć, jak wspomi­
nał Wilhelm August: „Nie lubiła uniformów i wojskowego drylu. I miała rację,
ponieważ wówczas przeceniano wojskowe wychowanie, a oficerowie, szczegól­
nie ci młodsi uważali się za półbogów. Śpiewano: «der Soldáte, der Soldáte - ist
der beste Mann im ganzen Staate». Słowa piosenki znajdowały faktycznie od­
zwierciedlenie w życiu codziennym [...]. Według przepisów żołnierz znajdujący
się np. na spacerze ze swoją żoną, na widok wyższego rangą musiał stanąć na
brzegu chodnika i salutować. Było to dość uciążliwe, zwłaszcza, że na ulicy,
z racji istnienia w mieście koszar wojskowych, nieustannie spotykało się ofice­
rów" (Dittrich, Pamiętnik, s. 68).
W 1902 r. Karl Dittrich postanowił (za namową żony) zrezygnować za służby
i zdobyć nowe zajęcie. Szczególne szanse na znalezienie dobrej posady rysowa­
ły się wówczas dla Niemców w sądownictwie i administracji. Wpłynęły na to nie
tylko nieustannie rozbudowywana struktura pruskiej machiny biurokratycznej,
ale również stopniowe wypieranie z posad Polaków. Wobec dynamicznego roz­
woju poczty poznańskiej i pojawienia się szans na pracę, Karl zdał egzamin
na urzędnika pocztowego. Początkowo przyjęto go na stanowisko asystenta.
Według Wilhelma Augusta, „Ojciec pilnie wdrażał się do swojej nowej pracy.
Aby dobrze się przygotować zatrudnił nawet prywatnego nauczyciela, który
szkolił go z matematyki" (Dittrich, Pamiętnik, s. 69).
Jako nowy pracownik Karl Dittrich musiał zdobywać doświadczenie w ma­
łym urzędzie pocztowym i został skierowany na placówkę do miejsowości Buk
pod Poznaniem. Przydzielono mu tam mały domek z ogrodem, w którym za­
mieszkał wraz z rodziną. Na poczcie pracowały oprócz niego dwie osoby: kie­
rownik urzędu i listonosz.
W czasie pobytu rodziny Dittrichów w Buku doszło do wydarzenia, które po
raz kolejny potwierdziło niechęć rodziców Karla, a zwłaszcza matki, do jego

�156

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

polskiej żony. Któregoś dnia kilku krewnych postanowiło odwiedzić Dittrichów.
Przy pięknej, letniej pogodzie siedziano w ogrodzie, smakując domowych spe­
cjałów Marianny i wyrabianego przez Karla piwa. Kiedy piwnica była niemal
opróżniona z zapasów trunku, sześcioletni Wilhelm August stwierdził: „całe piwo
nam wytrąbili", co strasznie zdenerwowało jego babkę. Teściowa Marianny uzna­
ła to za szczyt niegościnności i złego wychowania, czemu winna była synowa
i jej „polskie wychowanie". Stwierdziła, że w ten sposób młodzi chcą pozbyć
się gości i obrażona natychmiast udała się na dworzec, gdzie dwie godziny
w skwarze czekała na przyjazd pociągu do Poznania. Marianna natomiast pła­
kała przez całe popołudnie, ponieważ przygotowując ucztę dla gości próbowała
zjednać sobie rodziców męża.
Dittrichowie nie tolerowali Marianny z kilku powodów. Niewątpliwie głów­
nym zarzutem wobec niej było polskie pochodzenie i wyznawana początkowo
religia katolicka. Stopniowo dołączał do nich kolejny czynnik: wykształcenie.
Historycy wśród przeszkód, które w okresie zaborów uniemożliwiały lub znacz­
nie utrudniały zawarcie małżeństwa wymieniają - obok terytorium, narodowości
i wyznania - również barierę społeczną (Makowski 1992, s. 114-131). Niemcom
stosunkowo łatwo było ją pokonać, choćby dzięki wykształceniu. Polakom,
a zwłaszcza Polkom, przychodziło to o wiele trudniej. Tak więc, Karl uczył się
i awansował, zdobywając coraz wyższą pozycję, podczas gdy Marianna, prosta
dziewczyna z biednego, polskiego domu, nie miała żadnych szans na awans spo­
łeczny. Rudolf Jaworski (1990, s. 31) pisał: "Wprawdzie Wielkopolanki otrzy­
mywały solidne wykształcenie podstawowe, to jednak możliwości polskich
dziewcząt w Poznańskiem uzyskania wykształcenia wyższego, ewentualnie za­
wodowego były niezmiernie ograniczone". Nieliczne szkoły żeńskie, nie dość,
że niezwykle kosztowne, reprezentowały o wiele niższy poziom, niż szkoły
męskie. Kobiety przygotowywano w nich do roli żony i matki, „ozdoby towa­
rzystwa" a nie do pracy. Teściowie Marianny wydawali się nie dostrzegać
tej sytuacji. Awans syna jedynie utwierdzał ich w przekonaniu, że zasługiwał
on na „lepszą partię".
Marianna i Karl starali się nie zaprzątać myśli poglądami Johanna i Julianny
na małżeństwo. Bardziej martwił ich bardzo niski poziom szkoły w Buku, do
której posłali Wilhelma Augusta. Uczył się on w jedynej istniejącej tam klasie,
wraz z polskimi i niemieckimi uczniami w wieku 6-14 lat. Wraz z rozpoczęciem
prac polowych, jesienią i wiosną, w małym miasteczku, w którym spora grupa
mieszkańców trudniła się rolnictwem, szkoła praktycznie przestawała funkcjo­
nować. Rodzice potrzebowali swoich dzieci do pomocy, przez co niemożliwy
był ich udział w lekcjach. Ewaryst Estkowski, twórca Polskiego Towarzystwa
Pedagogicznego, autor podręczników szkolnych i czasopism dla dzieci, sam
podlegający swego czasu takiej edukacji, wspominał: „szkółki wyrosły z tradycji
katolickiej szkółki parafialnej, ale poddane państwowej, pruskiej kontroli miały
teraz nauczać w oficjalnym, niemieckim języku. Przy katastrofalnym braku
odpowiednio przygotowanych nauczycieli, nauczał w nich kto chciał, byle umiał
czytać i pisać. Z największą odrazą uczyłem się poznawania głosek, zgłosko-

�„KIEDY P O Z N A Ń B Y Ł N I E M I E C K I "

157

wania i czytania. Rok prawie cały uczyłem się głosek, drugi rok zgłoskowania
a w trzecim zacząłem czytać. Również mechaniczna była nauka pisania, bo przez
całe trzy lata tylko ćwiczyłem się w niem z wzorów [...]. Kazano tylko liczyć
kółka na tablicy ściennej, pisać liczby, potem na tabliczkach dodawać, odejmo­
wać" (Estkowski 2001, s. 55).
Marianna i Karl, coraz bardziej zaniepokojeni dalszą edukacją syna, podjęli
decyzję o umieszczeniu go na pensji u mieszkającej w Poznaniu, zaprzyjaźnio­
nej, bezdzietnej rodziny Neck i posłaniu do niemieckiej szkoły przy ul. Fridricha
Naumanna (obecnie ul. Działyńskich). Była to tzw. „Mytelka", czyli rodzaj
formy przejściowej pomiędzy szkołą podstawową - Volksschule a gimnazjum.
Uczęszczali do niej synowie mieszczan, którzy w wieku 14-15 lat mieli poświę­
cić się pracy w zawodzie rzemieślnika, kupca, czy niższego urzędnika. Nauka
dla chłopców trwała siedem lat. Podstawą finansową szkoły było czesne oraz
częściowo pieniądze z funduszy miasta. Nauczano religii, języków niemieckiego
i francuskiego, matematyki, geografii, przyrody, historii, fizyki, kaligrafii,
rysunku, śpiewu i gimnastyki. Wysoki poziom edukacji, jak i ukierunkowanie
programu na praktyczne umiejętności, powodowały, że szkoła ta cieszyła się nie­
słychaną popularnością wśród mieszczan (Trzeciakowscy 1987, s. 301). Wilhelm
August wspominał z humorem swoje codzienne przygotowania do zajęć: „Przed
wyjściem do szkoły byłem starannie myty i czesany. Pani Neck robiła mi modną
wówczas fryzurę «na ksiecia», smarując włosy obficie tłuszczem, którego strasz­
ny zapach czuję do dziś. Podobny, okropny zapach miały moje polerowane
na błysk buty. Wstydziłem się być odprowadzany przez moją opiekunkę, więc
codziennie szła za mną około stu kroków, aby nikt się nie zorientował, że mnie
pilnuje" (Dittrich, Pamiętnik, s. 70).
Po pół roku zamieszkiwania Wilhelma Augusta u państwa Neck, do Poznania
powrócili Karl i Marianna. Skończył się okres rocznej praktyki Karla w Buku.
Marianna zadecydowała wówczas, że wobec bardzo dobrych wyników w na­
uczaniu Wilhelm August nie może poprzestać na „Mytelce", lecz powinien uczyć
się w lepszej szkole. Swoją edukację przy ul. Naumannna skończył więc najed­
nej klasie, kiedy rodzice zadecydowali o posłaniu go do jednego z najlepszych
poznańskich niemieckich gimnazjów im. Friedricha Wilhelma.
Gimnazjum było najwyższym szczeblem nauczania na etapie szkoły średniej.
Ten typ placówki oświatowej cieszył się w Prusach wysokim uznaniem. Ukoń­
czenie gimnazjum dawało abiturientom określone uprawnienia, przede wszyst­
kim do podjęcia studiów uniwersyteckich oraz jednorocznej służby wojskowej.
Nauka trwała 9 lat. Ponieważ w momencie przejścia Wilhelma Augusta z „Mytelki" wszystkie miejsca w drugiej klasie były już zajęte, musiał ponownie
uczęszczać do pierwszej klasy. Przez trzy lata Wilhelm otrzymywał najlepsze
oceny, co było dużym osiągnięciem. Jak pisali Maria i Lech Trzeciakowscy
(1987, s. 318-319): „Wymagania stawiane uczniom były bardzo wysokie.Ko­
nieczność opanowania kilku języków: łaciny, greki, francuskiego, niekiedy an­
gielskiego [...] wymagała wielkiego wysiłku. System nauczania oparty na werbalizmie nie zmieniał się przez dziesiątki lat. Od uczniów wymagano pamięciowego

�158

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

opanowania materiału, niewiele uwagi przywiązywano do samodzielności in­
telektualnej".
Również Marianna i Karl nie byli pobłażliwi dla syna. Wilhelm August wspomi­
nał, że kiedy po raz pierwszy przyniósł ocenę dostateczną otrzymał solidne lanie.
Kary cielesne należały wówczas do kanonu metod wychowawczych. August nie
dostarczał rodzicom zbyt wielu okazji do ich zastosowania, lecz niekiedy, jak
sam przyznawał, były one całkowicie uzasadnione (np. za podrabianie podpisów
rodziców w dzienniczku). Wspominał, że mama z reguły „nacierała mu uszu"
lub lekko ściskała policzek. Ojciec natomiast przekładał przez kolano i bił cienką
gałązką. Wprawdzie nie było to zbyt bolesne, jednak, jak twierdził autor pamiętni­
ka, należało krzyczeć i płakać, w przeciwnym razie metody mogły być zaostrzo­
ne. Zaznaczył przy tym: „[...] lanie wówczas było czymś normalnym i to zarów­
no w szkole jak i w domu. Jako dzieci byliśmy z tym całkowicie pogodzeni
i muszę przy tym dodać - nikomu to nie zaszkodziło. Dziś jednak jestem jednak
przeciwnikiem takiego sposobu wychowywania" (Dittrich, Pamiętnik, s. 72-73).
Wilhelm August rozpoczął naukę w gimnazjum w 1906 г., a więc mając 10 lat.
Dwa lata wcześniej na świat przyszedł jego brat, Herbert, zwany przez rodzinę
„Bobbi". Dziecko, od małego bardzo chorowite, stało się „oczkiem w głowie"
całej rodziny. Marianna i Karl dbali o to, by synowie byli kochającym się ro­
dzeństwem. Ich zamiar całkowicie się powiódł, choć, jak wspominał August,
„Herbert od początku miał więcej swobody niż ja. Aby pokazać kto rządzi, na
początek, kiedy pierwszy raz zostaliśmy sami, spuściłem mu lanie i zakazałem
mówić o tym rodzicom. Po ich powrocie byliśmy już całkowicie zaprzyjaźnieni
i grzecznie się bawiliśmy. Jednak następnego dnia Bobby się wygadał, więc
ojciec spuścił mi manto. Po pewnym czasie odegrałem się na bracie, tłukąc go
niemiłosiernie" (Dittrich, Pamiętnik, s. 78).
W tym czasie rodzinie powodziło się finansowo zdecydowanie lepiej. Karl
został mianowany głównym asystentem pocztowym (Oberpostassistent). Ro­
dzina wreszcie mogła pozwolić sobie na zamieszkanie w przestronnym i wy­
godnym mieszkaniu w kamienicy, w nowej dzielnicy miasta na Wildzie, przy
Kronprinzenstrasse 104 (obecnie ul. Górna Wilda 85). Do roku 1900 Wilda była
obok kilku innych wsi „spichlerzem miasta". W momencie wprowadzenia się
Dittrichów przechodziła przeobrażenia po inkorporacji, przybierając stopniowo
miejski charakter. Dzielnicę podporządkowano Radzie Miejskiej i Magistratowi.
Jej mieszkańcy zostali zrównani w prawach i obowiązkach z pozostałymi oby­
watelami Poznania, co oznacza, że m.in. otrzymali prawo głosu w wyborach do
samorządu miejskiego, choć ograniczone przez cezurę majątkową. Organem
administracji samorządowej, z którym współpracowali mieszkańcy dzielnicy był
Urząd Rozjemczy, czyli sąd administracyjny I instancji, zajmujący się sprawami
sporno-administracyjnymi. Do jego kompetencji należało rozstrzyganie sporów
między właścicielami domów i lokatorami. W działalność urzędu zaangażo­
wał się Karl Dittrich. Magdalena Mrugalska-Banaszak (1999, s. 47-50) przy­
tacza jego nazwisko z listy rozjemców wildeckich okręgów z 1914 r. Figuruje
na niej jako Rozjemca Okręgu X I X , zamieszkały przy ul. Górna Wilda 85.

�„KIEDY POZNAŃ B Y Ł N I E M I E C K I "

159

Członków Urzędu wyznaczał prezydent miasta, a jego wybór musiał uzyskać
akceptację prezesa sądu. Było to więc stanowisko, które powierzano osobom
cieszącym się ogólnym szacunkiem.
Tymczasem w gimnazjum Wilhelm przeżywał swoją pierwszą miłość. Jej
obiektem była Lottchen Braetz, której rodzice przyjaźnili się z rodzicami
Wilhelma Augusta. Aby się z nią widywać, codziennie maszerował z Wildy na
Jeżyce, czyli na drugi koniec miasta. Zdarzało się także, że spotykali się w miejs­
cach, gdzie lubili spędzać czas ich ojcowie, a więc w Bismarck Tümel lub
w Schillinggarten. W ogrodach takich jak Schillinggarten Poznaniacy, zwłaszcza
w lecie, chętnie odpoczywali, popołudniami przygrywały orkiestry, odbywały
się liczne zabawy taneczne, grano w kręgle i w bilard, występowały także trupy
teatralne. Obydwie rodziny wspólnie wyjeżdżały na wypoczynek do podpoznań­
skiego Puszczykowa. Było to popularne miejsce wypoczynku klasy średniej
oraz poznańskich elit intelektualnych i finansowych. Na początku X X w. wybu­
dowano tam wiele prywatnych willi, przypominających stylem architekto­
nicznym budynki sanatoryjne w licznych europejskich kurortach. Powstały także
luksusowe domy wypoczynkowe. Ceniono zdrowe powietrze, piękne krajo­
brazy (obecnie jest to teren Wielkopolskiego Parku Narodowego), bliskość
kilku jezior i Warty. Do oddalonego od Poznania o 20 km Puszczykowa kurso­
wały specjalne pociągi, przewożące letników. Jak pisał Waldemar Karolczak:
„Gdy dopisała pogoda władze kolejowe miały problem, jak przewieźć wszyst­
kich «lubowników» puszczykowskich lasów i nadwarciańskiej kąpieli. Pociągi
były przepełnione, mimo iż do lokomotywy dołączano nawet kilkadziesiąt
wagonów" (Karolczak 1995, s. 66).
Dittrichowie, z wyjątkiem Marianny, która wolała wygodną podróż koleją,
wybierali bardziej atrakcyjną, choć okrężną drogę-wiejską furmanką. Co sezon
zaprzyjaźniony gospodarz, wracając z targu, zabierał Karla z synami i całym
bagażem na wóz. Dzieci zasiadały koło woźnicy pilnie obserwując, co dzieje się
po obu stronach drogi. Podróż trwała 5-6 godzin. Co pewien czas robiono przer­
wy, by zjeść przygotowane przez Mariannę kanapki i napić się kawy. Dittrichowie
wynajmowali pokoje u rodziny niemieckich rolników - Kaldenbachów. Dzieci
jeździły konno, kąpały się w rzece lub którymś z jezior, przyglądały się żniwom.
Rodzice chodzili wieczorami na koncerty lub tańce do „Restaurant Oberberg"
(Dittrich, Pamiętnik, s. 82-83). W Puszczykowie należało bowiem bywać także
po to, by się pokazać i czynnie uczestniczyć w życiu towarzyskim. Panie pod­
patrywały u innych pomysły na najnowsze toalety, a panowie nawiązywali ko­
rzystne znajomości. Było to miejsce „neutralne", gdzie narodowość kuracjuszy
nie grała żadnej roli. Liczył się wypoczynek i dobra zabawa. Konflikty między
Polakami i Niemcami zdarzały się rzadko i natychmiast starano sieje łagodzić.
Przykładem może być historia przytoczona przez Waldemara Karolczaka (1995,
s. 68). Przydarzyła się ona wprawdzie w sąsiadującym z Puszczykowem Ludwi­
kowie, lecz wydaje się oddawać atmosferę panującą wówczas w tego typu miejs­
cach. Pewnego letniego dnia w znanej, prowadzonej przez niemieckich właści­
cieli restauracji kelner zwrócił uwagę paniom zamawiającym posiłek, że powinny

�160

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

to uczynić w języku niemieckim. Wzbudziło to ogólne oburzenie zarówno wśród
niemieckich, jak i polskich gości. Historię opisano w prasie. Kilka dni później
w tej samej gazecie pojawiły się przeprosiny właściciela, który obiecywał, iż
w jego restauracji nigdy już taki incydent się nie powtórzy.
Wśród przyjaciół Marianny i Karla nie było żadnej polskiej rodziny. Zaprzy­
jaźnioną osobą była natomiast dużo starsza od Dittrichów pani Wendland, często
służąca, zwłaszcza Mariannie, cennymi radami. Jeszcze w czasach, kiedy Karl
uczęszczał do szkoły zawodowej, rozpoczęła się przyjaźń z rodziną Weichsmannów. Dom na Wildzie odwiedzali również Schulzowie. Dittrichowie spotykali
się z nimi co najmniej dwa razy w miesiącu. Często wspólnie spędzano wakacje.
Marianna dbała, by jej dzieci rozwijały swój intelekt także poza szkołą.
Wilhelm August bardzo lubił czytać. Jak wspominał, przy Berlinerstrafie (obec­
nie ul. 27 Grudnia) znajdowała się jego ulubiona księgarnia, będąca własnością
Niemca - Spiro. „Matka nie miała pojęcia o niemieckiej literaturze pięknej. [...]
Jednak kiedy tylko zbliżały się moje urodziny, czy nadchodziły święta, radziła
się pana Spiro, co do pozycji, którą warto kupić. Jemu z pewnością spra­
wiało wielką przyjemność wychowania czyjegoś dziecka niejako «za kulisami». Zaczął od polecenia przeczytania Karola Maya, później przez Roseggera,
Hauffa, poprowadził mnie do Goethego, Schillera, Friligratha, wreszcie Szekspira,
Romera, Kleista i Hebbla" (Dittrich, Pamiętnik, s. 85).
Marianna dbała również, by dzieci chodziły do teatru oraz do kina, w którym
wyświetlano wówczas nieme filmy. Stałym punktem spacerów były również
wizyty w którejś z wielu modnych kawiarni, służące nabraniu ogłady towarzy­
skiej. Wilhelm August szczególnie zapamiętał „Cafe Esplanade" przy Wilhelmsplatz (obecnie Plac Wolności), będącej stałym miejscem spotkań, szczególnie
niemieckich mieszkańców miasta.
Marianna i Karl poświęcali każdą chwilę wolnego czasu swoim dzieciom. Po
odrobieniu lekcji chłopcy grywali z rodzicami w karty, np. w „66", czy „Schaffskopf'. Często przychodzili goście - znajomi lub przyjaciele rodziców. Organizo­
wano wtedy tzw. „Loterię", zwaną także „Gottes Segen bei Kohn". Chłopcy mieli
do dyspozycji wiele rozmaitych zabawek, m.in. drewniane klocki, kolejkę, oło­
wiane żołnierzyki. W salonie na stole urządzali manewry dla swojego wojska
lub stacje kolejowe dla pociągu. Na zabawę Marianna i Karl pozwalali synom
dopiero po odrobieniu zadań domowych. Nauka w domu trwała 4-5 godzin
dziennie i odbywała się najpierw przy lampach napełnianych olejem, a następnie
przy oświetleniu gazowym.
Rodzice Herberta i Wilhelma Augusta dbali o zdrowie i kondycję fizyczną
synów. Jak wspomina autor pamiętnika: „Niemal codziennie na kilkanaście mi­
nut musieliśmy kłaść sobie na plecach drewnianą laskę, w ten sposób obejmując
j ą rękami, że byliśmy całkowicie wyprostowani. Zapobiegało to garbieniu się.
W kuchni, w futrynie drzwi mama kazała zamontować drążek, na który mogli­
śmy się podciągać i robić różne figury. [...] Jeździliśmy również na wrotkach
i łyżwach" (Dittrich, Pamiętnik, s. 88). W czasie nauki w gimnazjum Wilhelm
August należał do szkolnej organizacji „Wandervogel" („Ptaki wędrowne").

�„KIEDY P O Z N A Ń BYŁ N I E M I E C K I "

161

W jej ramach chłopcy pod opieką nauczycieli wyjeżdżali na wycieczki krajo­
znawcze za miasto. Niekiedy były to nawet wypady dwudniowe. Główną atrak­
cją stanowił wówczas nocleg na sianie. W dzień odbywały się rozmaite zawody,
a wieczorem pieczono kiełbaski przy ognisku.
Jako nieco starsze dzieci Herbert i Wilhelm, zapaleni czytelnicy, odwiedzali
Kaiser-Wilhelm-Bibliothek. Chłopcy lubili spędzać czas także w fotoplastykonie
„Panorama", gdzie za kilka groszy, za pomocą specjalnego urządzenia, można
było obejrzeć ponad 50 zdjęć pokazujących m.in. egzotyczne kraje, ich miesz­
kańców i zwyczaje. Wielkie wydarzenie stanowiła również wyprawa do wesołe­
go miasteczka. Miejsce, na którym rozbijano wówczas główny namiot nazywane
było „Vogelwiese", czyli „ptasia łąka", prawdopodobnie z powodu niezwykle
barwnych kramików, wznoszonych w sąsiedztwie wozów cyrkowych, Polacy
nazwali je Fogielką W mniejszych budkach można było zobaczyć np. tresowane
pchły, przejrzeć się w zniekształcających postać lustrach w „gabinecie śmiechu",
pojeździć na karuzeli, czy kupić tanio różne używane przedmioty. Dorośli w tym
czasie jedli kiełbaski i pili piwo lub wino podawane w niektórych kramach.
Bobby i August lubili również przedstawienia teatrzyku kukiełkowego. W jego
repertuarze znajdowały się także sztuki przeznaczone dla widzów dorosłych,
np. „Doktor Faust" Goethego. Wilhelm August najbardziej zapamiętał przed­
stawienie rosyjsko-japońskiej bitwy morskiej: „Armaty błyskały i huczały, ogień
wybuchał na trafionych statkach, jeden okręt, po drugim ginął w toni wodnej.
To było wspaniale zrobione" (Dittrich, Pamiętnik, s. 91).
Ani Bobby, ani Wilhelm August nie zapraszali swoich szkolnych kolegów do
domu. Nie było wówczas dobrze widziane zapraszanie dzieci, których rodzice
nie utrzymywali wzajemnych kontaktów towarzyskich. W przypadku Dittrichów
było to niemożliwe, ponieważ większość uczniów Friedrich-Wilhelm-Gymnasium, wywodziła się z o wiele zamożniejszych kręgów.
Po ukończeniu 16 lat Wilhelm zaczął udzielać korepetycji z łaciny, francu­
skiego i angielskiego. Lekcje zajmowały 3-4 popołudnia w tygodniu, odbywały
się u uczniów i były niezwykle wyczerpujące: „Kiedy po długim marszu przy­
chodziłem do domu, byłem zmęczony, znużony i nie miałem apetytu. Przy lam­
pie gazowej do późna w nocy odrabiałem zadania domowe. Do łóżka szedłem
często z wielkim bólem głowy, lecz zadowolony, że udało mi się załatwić wszyst­
ko, co sobie zaplanowałem" (Dittrich, Pamiętnik, s. 92). Korepetycje przynosiły
dość wysokie dochody. Za godzinę Wilhelm August otrzymywał 50 feningów,
a - jak sam twierdził - za tyle można było kupić całą kurę lub 6 kiełbasek wie­
deńskich. Pieniądze jednak w całości przeznaczał na książki. Historycy podkreś­
lają wielorakie korzyści, wynikające z udzielania prywatnych lekcji: „Uczeń
udzielający korepetycji, mimo że z reguły należał do uboższych, w gronie kole­
gów cieszył się autorytetem, należał bowiem zawsze do najzdolniejszych gimna­
zjalistów. Same korepetycje przynosiły nie tylko zarobek, ale również pozwa­
lały niekiedy nawiązać cenne w przyszłości znajomości w domach rodziców
podopiecznych. Często bowiem traktowano korepetytora jako miłego gościa, po
odbytych zajęciach częstowano kawą i ciastkami" (Trzeciakowscy 1987, s. 323).

�162

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

W życiu Dittrichów dużą rolę odgrywała religia. Co niedzielę cała rodzina
udawała się na mszę do kościoła luterańskiego pod wezwaniem św. Piotra.
August był wówczas ministrantem i pomocnikiem młodego, ogólnie lubianego
pastora Gürtla. Z sentymentem wspominał również czasy przygotowań do
komunii, kiedy to wraz z innymi chłopakami płatali różne figle starszemu pa­
storowi Albertowi.
W niedzielę często rodzina odwiedzała matkę Karla. Te wizyty, jak się wyda­
je, były jedynie spełnieniem pewnego obowiązku. Ojciec Karla zmarł wcześnie,
matka natomiast była osobą antypatyczną. Nie znosiła Marianny i nie przepadała
za swoimi wnukami. Rytuałem było świętowanie zakończenia roku szkolnego
u babki. Przy tej okazji spotykali się wszyscy członkowie rodu. W czasie wizyty
dzieci odczytywały swoje oceny. Ponieważ babcia była analfabetką niemal
wszystkie wnuki podawały, za cichym przyzwoleniem rodziców, noty lepsze, niż
były w rzeczywistości. Jak wspominał Wilhelm, na pogrzebie surowej i wynio­
słej matrony nikt nie uronił ani jednej łzy.
Pod koniec gimnazjum Wilhelm August za dobre wyniki nauczania został
zwolniony z połowy opłat za szkołę. Postępy w nauce zawdzięczał zarówno
swojej inteligencji, jak i sprytowi. W jego wspomnieniach z okresu szkolnego
zaledwie jeden raz pojawił się polski kolega. To właśnie on pomagał mu w mate­
matyce, za co August odwdzięczał się korepetycjami z języka niemieckiego.
Gimnazjum im. Friedricha Wilhelma uważane było za szkołę niemiecko-ewangelicką. Wprawdzie uczęszczali do niego również polscy uczniowie, lecz stano­
wili mniejszość. „Przez szereg lat stosunki pomiędzy uczniami Polakami, Niem­
cami i Żydami układały się normalnie, jak to bywa wśród kolegów zjednej ławy
szkolnej.[...] Mijały jednak lata a nasilająca się polityka wynaradawiająca zabor­
cy nie pozostała bez wpływu na stosunki między uczniami. Stopniowo wzrastał
między nimi mur nieufności, ustały kontakty koleżeńskie. Mimo, że uczniowie
siedzieli w klasie w ławkach wymieszani narodowo (władze bowiem skrzętnie
zapobiegały tworzeniu się odrębnych grupek uczniów polskich, czy niemieckich)
nie łączyły ich przyjacielskie uczucia. Podczas przerw Polacy i Niemcy trzymali
się oddzielnie. Nie odwiedzano się wzajemnie w domu. Uczniowie niższych
klas dawali wyraz swym uczuciom w formalnych bitwach, jakie toczono na
przerwach, lub po wyjściu ze szkoły" ( Trzeciakowscy 1987, s. 334)
W 1910 r. klasa Dittricha udała się z nauczycielem botaniki na wycieczkę za
miasto, by przez lunetę oglądać Kometę Halleya. Wtedy po raz pierwszy pojawiły
się pogłoski, że jest to zjawisko, które przyniesie nieszczęście. I rzeczywiście, jak
zauważył Wilhelm, cztery lata później doszło do wybuchu I wojny światowej.
II
Wiadomość o wypowiedzeniu wojny zastała rodzinę na wakacjach w Pusz­
czykowie. Natychmiast podjęto decyzję o powrocie do miasta. Na miejscu oka­
zało się, że przygotowania do wojny były w toku. „Poznań w planach strategicz­
nych przewidziany był jako jeden z głównych punktów oporu na wypadek

�„KIEDY P O Z N A Ń B Y Ł N I E M I E C K I "

163

ofensywy rosyjskiej. Wśród ludności niemieckiej panował podniosły nastrój. Nikt
nie wątpił w rychłe zwycięstwo. Ulicami Poznania, przy dźwiękach orkiestry,
przemaszerowały oddziały miejscowego garnizonu, udające się na front i liczni
rezerwiści powołani pod broń. Witano ich z entuzjazmem. Do armii zgłaszało się
wielu ochotników, niekiedy 17-letnich chłopców" (Dzieje Poznania 1994, s. 759).
Również Wilhelm August chciał stawić się do wojska: „Chcieliśmy natychmiast
pospieszyć pod sztandary, umrzeć na polu walki, jeśliby tak chciał los. Dulce et
decorum est, pro patria mori!" (Dittrich, Pamiętnik, s. 102). Jednak, według
zarządzenia władz pruskich każdy, kto chciał być powołany do wojska a był
w szkole średniej, musiał najpierw zdać maturę. Wilhelm pisał: „Każdy z nas
chciał to zrobić, za wyjątkiem Polaków. Czy dla nich Niemcy coś znaczyły?
Przeciwnie! Oni mieli nadzieję dzięki tej wojnie zyskać szansę na powstanie
swojej ojczyzny" (Dittrich, Pamiętnik, s. 102).
Po maturze Wilhelm August natychmiast zgłosił się do armii pruskiej. Spot­
kało go jednak wielkie rozczarowanie. Z powodu słabego stanu zdrowia i mło­
dego wieku uzyskał odpowiedź odmowną. Dopiero po usilnych prośbach, popar­
tych nawet łzami, otrzymał przydział do mieszczącej się na poznańskiej cytadeli
kompanii telegraficznej. Taka decyzja nie ucieszyła ani Wilhelma Augusta,
ani jego ojca. Z ulgą przyjęła j ą natomiast Marianna, która wiedziała, że w ten
sposób syn nie będzie narażony na bezpośredni kontakt z wrogiem.
Augusta umieszczono wraz z innymi żołnierzami w poznańskiej twierdzy.
Już po kilku dniach stwierdził, że służba wojskowa „nie jest najłatwiejszym
kawałkiem chleba". Wraz z czternastoma kolegami ulokowany został w małym
pomieszczeniu, w którym nie mieściły się nawet łóżka. Żołnierze spali na podło­
dze, na materacach. Pobudka następowała o 5.30, pół godziny musiało wystar­
czyć na ubranie się, umycie i zjedzenie śniadania. Po posiłku odbywała się musz­
tra i ćwiczenia w terenie. Wilhelm podsumował ten okres życia: „Długie marsze,
strumienie potu, boląca od hełmu głowa, odciski na stopach, co to wszystko mia­
ło wspólnego ze świętą wojną na froncie, z miłością do ojczyzny? Tak myśleliś­
my za każdym razem przy tych mękach" (Dittrich, Pamiętnik, s. 127). Dopiero
po trzech tygodniach ćwiczeń zaczęto uczyć rekrutów obsługi telegrafu. Dalsze
szkolenie odbywało się w koszarach w Poznaniu, skąd żołnierzy rozsyłano do
konkretnych placówek. Wilhelm przebywał najpierw w Forcie Vila we wsi Mar­
celin, następnie w Zentrale der Grenadierkaserne, a także w szpitalu św. Łazarza.
W listopadzie 1914 r. skierowano go wraz z grupą dziesięciu żołnierzy na
front wschodni, w pobliże Mitau (obecnie Jelgawa), z rozkazem zbudowania cen­
trali telegraficznej. Wilhelm August pisał: „Było strasznie zimno, kiedy w górze,
na słupach, które wcześniej musieliśmy wkopać w zmarzniętą ziemię, rozciąga­
liśmy kable. W bezpośrednim sąsiedztwie zbliżającego się frontu, posuwaliśmy
się w bruzdach, które wcześniej wykopywaliśmy czekanami [...]. Często musie­
liśmy zrywać się w nocy, ponieważ połączenie telefoniczne zrywało się i trzeba
było je naprawiać" (Dittrich, Pamiętnik, s. 132).
Przed Gwiazdką 1914 r. August został zraniony odłamkiem granatu i skiero­
wany do lazaretu. Następnie posłano go na rekonwalescencję do Poznania, gdzie

�164

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

trafił tuż przed nowym rokiem. Na początku 1915 r. zgłosił się do koszar i otrzy­
mał przydział do znanej mu już centrali telefonicznej Grenadierkaserne. Służył
tam przez dwa lata, do czasu ponownego skierowania na front. Służba w Pozna­
niu przebiegała bardzo spokojnie. Obsługą telegrafu oprócz Wilhelma zajmowa­
ło się jeszcze dwóch żołnierzy: Żyd i Polak, noszący nazwisko Górski. August
posiadał także polskiego ordynansa, Pietschmanna, nieustannie pijanego i w tym
stanie przeklinającego Niemców i cesarza. Dyskusje z kompanami, jak twierdzi
autor wspomnień, wstrząsnęły jego obrazem świata: „Zrozumiałem, że w naszej
cesarskiej Rzeszy nie wszystko było wolne od złego. Wprawdzie strasznie się
niekiedy kłóciliśmy, lecz nigdy nie przyszło by mi do głowy kogokolwiek z po­
wodu jego pustej mowy zadenuncjować" (Dittrich, Pamiętnik, s. 137).
W czasie pobytu w Poznaniu Wilhelm August zaczął myśleć o swojej przy­
szłości zawodowej. Ponieważ w szkole średniej wykazywał zdolności do języ­
ków obcych, postanowił kontynuować naukę. Uzyskał zgodę swoich przełożo­
nych i po pracy uczęszczał na zajęcia do Kónigliche Akademie (Królewskiej
Niemieckiej Akademii) w Poznaniu. Akademia miała pełnić czołową rolę w krze­
wieniu niemieckiej kultury umysłowej we wschodnich prowincjach I I Rzeszy.
Cel ten starano się osiągnąć przez prowadzenie fachowych kursów naukowych
dla urzędników administracyjnych, prawników, nauczycieli, lekarzy itd. oraz
przez organizowanie prelekcji na wzór wykładów uniwersyteckich. Była to uczel­
nia wyższego typu, jednak pozbawiona prawa nadawania stopni naukowych.
Szkoła gwarantowała, że ukończone dwa semestry zostaną zaliczone po wojnie
na uniwersytecie. August ukończył cztery semestry, kiedy w styczniu 1917 r.
ponownie skierowano go na front.
Należał wówczas do 555 Divisions-Fernsprech-Abteilung, biorącej udział
w oblężeniu Dyneburga (obecnie Daugavpil). Za swój udział w walkach otrzy­
mał Żelazny Krzyż I I klasy i został mianowany podoficerem. Po krótkim urlopie
spędzonym w Poznaniu powrócił na front i wraz ze swoim oddziałem posuwał
się na wschód, do Pskowa. W tym czasie zachorował na figówkę gronkowcową
(ropne zapalenie skóry na brodzie i policzkach), w wyniku czego skierowano go
do szpitala w Wilnie, gdzie przebywał trzy tygodnie.
Kiedy ponownie wrócił pod Psków, front uspokoił się do tego stopnia, że
oficerowie, aby utrzymać dotychczasowe morale, musieli zapewnić żołnierzom
zajęcia. Raz na tydzień odbywały się prelekcje o kulturze i historii państwa
niemieckiego, w których żywo uczestniczył Wilhelm August, wzbudzając swy­
mi wystąpieniami szerokie zainteresowanie. Również, już w węższym gronie,
coraz częściej dyskutowano o losach przyszłych Niemiec, w tym o Poznaniu.
Wilhelm wspominał fragment takiej rozmowy z polskim lekarzem Leszczyńskim,
służącym w pruskiej armii: „Siedziałem i rozmyślałem nad losem Poznania,
kiedy poczułem czyjąś rękę na moim ramieniu. To był lekarz, Polak o nazwisku
Leszczyński. Pocieszył mnie, jakby odgadł moje myśli: «Nie zwieszaj głowy,
wszystko będzie dobrze. Niemcom w Poznaniu nic się nie stanie» - Ha, nic się
nie stanie! W to wierzyłem ale nie mogłem pogodzić się z myślą, że Poznań
już nie będzie niemiecki. «Z pewnością nie bedzie» odpowiedział Leszczyński

�„ K I E D Y P O Z N A Ń BYŁ N I E M I E C K I "

165

beztrosko i cofnął swoją rękę. Cóż - on mógł się tylko cieszyć z takiego obrotu
rzeczy" (Dittrich, Pamiętnik, s. 166).
Po części z braku innych zajęć, a po części powodowany ciekawością świata
Wilhelm starał się nawiązać kontakt z miejscową ludnością. Zaprzyjaźnił się na­
wet z rosyjską rodziną Zarembów. Córka państwa Zarembów stała się dzięki
niemu żoną niemieckiego oficera. W czasie swego pobytu pod Pskowem August
odbył krótką wycieczkę krajoznawczą do Dorpatu w Estonii, gdzie zwiedził
najstarszy rosyjski uniwersytet.
10 listopada 1918 r. porucznik Claasen obwieścił żołnierzom, że cesarz Nie­
miec i król Prus Wilhelm I I abdykował, co powitano z wielkim entuzjazmem,
mimo świadomości, że wojna została przegrana. 25 listopada oddziały niemiec­
kie rozpoczęły wymarsz z Pskowa. Pociągi nie dochodziły już wówczas do mia­
sta, więc do najbliższej stacji trzeba było maszerować 15 km. W drodze powrot­
nej żołnierze często oglądali się za siebie, gdzie w oddali płonął Psków przejęty
przez bolszewików. Wszystkim było niezmiernie przykro, ponieważ przez czas
stacjonowania w mieście wielu żołnierzy zaprzyjaźniło się z miejscową lud­
nością. Pociągiem, który udało się w końcu złapać, można było dostać się tylko
do Dyneburga. Na miejscu żołnierze dowiedzieli się, że ustąpienie cesarza wcale
nie znaczy dla nich zwolnienie z wojska, lecz wcielenie do innych jednostek.
2 grudnia oddział został skierowany do Kónigsberg (Królewca), skąd żołnierze
wyruszyli do domów. Po powrocie, na dworcu w Poznaniu, Wilhelm został
zaczepiony przez dwóch polskich żołnierzy, którzy kazali mu oddać pas. Udało
mu się jednak wykręcić obietnicą, że natychmiast, kiedy tylko dotrze do domu,
pozbędzie się wojskowego ubrania.
Rodzice Wilhelma Augusta, w poczuciu zagrożenia ze strony Polaków,
w przededniu Powstania Wielkopolskiego opuścili mieszkanie przy Kronprinzenstr. 104 (obecnie ul. Górna Wilda) i przenieśli się do kamienicy należącej do
brata Karla, Augusta Dittrticha przy Tiergartenstr. 5 (obecnie ul. Zwierzyniec­
ka). Przyczyną przeprowadzki była również pogarszająca się sytuacja materialna
Marianny i Karla: „Na początku szał prawdziwej, ogromnej radości całego ludu,
marsz od zwycięstwa do zwycięstwa [...] nadzieja na szybkie zakończenie walk.
Lecz przecież front wzmacniał się, dochodziło do okropnych walk w okopach,
przy dźwiękach werbli. Coraz mniej było środków żywnościowych, niemiecki
naród zaczynał głodować. Z niemal codziennego, jednogarnkowego dania z su­
szonych warzyw, z bezziarnistego chleba bez masła, długo nie można było prze­
żyć" (Dittrich, Pamiętnik, s. 124).
Obok wspomnianych Dittrichów, przy Tiergartenstr. zamieszkiwał wówczas
syn Augusta - dr Arthur Dittrich wraz z rodziną. Wilhelm wspominał z rozrzew­
nieniem, że jeszcze dwa miesiące przed zakończeniem wojny w nowym miesz­
kaniu świętowano w gronie całej rodziny srebrne wesele jego ojca. Już wtedy
wujek Oskar Dittrich przewidywał przegraną Niemiec. W domu jednak panowała
atmosfera patriotyczna. Inny wujek, Hans Dittrich, przygotował dla rodziców
specjalną pieśń z życzeniami dla jubilatów, do melodii „Deutschland, Deutschland
über alies". Odzwierciedlało to nastroje panujące wówczas wśród niemieckich

�166

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

mieszkańców miasta. Nawet pod koniec wojny, kiedy przegrana była nieunik­
niona, Niemcy odrzucali myśl o zmianach terytorialnych. Poznań miał pozostać
w ich rękach. Oficjalnie nie pojawiały się ostre wypowiedzi antypolskie, admini­
stracja zabraniała oświadczeń, mających zaognić stosunki między państwem
a ludnością polską. Jednak w rozmaitych wykładach i wystąpieniach podkreślano,
że Poznańskie na zawsze zostanie połączone z koroną pruską. Hakata nawoływała
do pełnej mobilizacji wszelkich organizacji niemieckich i rozwinięcia propa­
gandy wśród ludności polskiej, polegającej m.in. na straszeniu niskimi płacami
w Polsce, słabo rozwiniętymi świadczeniami socjalnymi itd.
Wraz z zakończeniem wojny rodzinę spotkało całe pasmo nieszczęść. W wyni­
ku panującej w Poznaniu grypy zmarła 19-letnia Imgard - córka Oskara Dittricha.
Ciężko przeszła chorobę również Marianna, której życie ledwie udało się ura­
tować. Rodzina była przerażona zmianami zachodzącymi w mieście. Jak już
wcześniej przewidywał Wilhelm August, Poznań z dnia na dzień przestawał być
niemiecki: „Często wędrowałem ulicami, które zupełnie się zmieniały. Słyszało
się coraz więcej ludzi mówiących po polsku. Niemcy byli zaczepiani, potrącani.
Towary w oknach wystawowych sklepów reklamowano wyłącznie po polsku.
Wielu niemieckich żołnierzy cofało się do koszar. Nawoływano do wstępowania
do straży obywatelskiej" (Dittrich, Pamiętnik, s. 157). W innym miejscu pisał:
„Już pod koniec 1918 r. Polacy przejęli władzę w Wielkopolsce. Moja ukochana
ojczyzna Poznań została utracona!" (Dittrich, Pamiętnik, s. 124).
W 1919 r. Wilhelm August otrzymał oficjalne zwolnienie z armii niemieckiej
i postanowił podjąć studia na uniwersytecie we Wrocławiu, na dwóch fakulte­
tach: filozoficznym i filologicznym. We Wrocławiu zamieszkiwali jego krewni,
córka Richarda Dittricha - Wally wraz z mężem Karlem Dumkę i dwójką dzieci,
na których zawsze mógł liczyć. Dzięki pomocy kuzynki wynajął pokój i zaczął
skromne, studenckie życie.
W tym czasie jego rodzicom, którzy pozostali w Poznaniu powodziło się co­
raz gorzej. Kształcenie obydwu synów (Herbert uczęszczał do Elisabeth-Gym­
nasium) było bardzo kosztowne, a Karlowi groziło zwolnienie z pracy na po­
czcie, gdzie coraz częściej zatrudniano Polaków. W końcu udało mu się w lipcu
1919 r. uzyskać przeniesienie do Wrocławia. Los wydawał się wówczas bardziej
sprzyjać Dittrichom. Okazało się, że nawet nie trzeba było sprzedawać mieszka­
nia, znalazła się bowiem polska rodzina, która przenosiła się w tym czasie do
Poznania, dokonano więc zamiany.
Jak podają źródła, najwięcej Niemców opuściło Poznań w latach 1919-1921.
Pierwsi wyjechali ci, którzy przed wybuchem Powstania stanowili aparat pań­
stwa pruskiego, czyli urzędnicy, policjanci, wojskowi z rodzinami. Nieco póź­
niej taką decyzję podjęła przytłaczająca większość zamieszkałych tu Niemców,
reprezentujących wszystkie grupy zawodowe i społeczne. Wyjeżdżano z przy­
czyn ekonomicznych i politycznych. Niemcy obawiali się pogorszenia lub utraty
dotychczasowych warunków egzystencji, zdegradowania do rangi mniejszości
narodowej, odwetu Polaków za prześladowania doznane przed 1919 r. itd. Duże
znaczenie miały także czynniki psychiczne.

�„KIEDY P O Z N A Ń BYŁ N I E M I E C K I "

167

Kiedy Marianna i Karl przybyli do Wrocławia okazało się, że zostali oszu­
kani. Zostawili przestronne, dobrze urządzone mieszkanie, a zyskali kompletnie
zrujnowane pokoje. Po długich poszukiwaniach udało im się w końcu znaleźć
dach nad głową w przyzwoitej kamienicy przy Gottschalkstr. 6. Czteroma poko­
jami musieli jednak wkrótce podzielić się z innymi członkami rodziny. Do Wro­
cławia bowiem w ich ślady sprowadzili się: brat Karla, Oskar, z żoną Grete
i dwójką dzieci oraz siostra Marianny, Paula, z mężem Waldemarem Prietzem.
W rezultacie Karlowi, Mariannie, Herbertowi i Augustowi pozostały dwa pokoje
i komórka, którą przerobiono na sypialnię i pracownię Wilhelma. W pamiętniku
odnajdujemy krótką refleksję dotyczącą tamtych czasów: „Było nas dziesięć
osób, spotykaliśmy się codziennie w dużym pokoju rodziców. Od czasu do czasu
dochodzili do nas dodatkowi goście, tak, że nieustannie panował u nas duży ruch
i wrzawa. Ale zawsze wszyscy się świetnie dogadywaliśmy, wiedzieliśmy prze­
cież, że jest to sytuacja przejściowa"(Dittrich, Pamiętnik, s. 170). Rzeczywiście,
po pewnym czasie wujowie, pracujący podobnie jak Karl na poczcie, zaoszczę­
dzili nieco pieniędzy i wyprowadzili się do własnych mieszkań.
Na zakończenie studiów Wilhelm August przygotował dwie rozprawy, jedną
po francusku i jedną filozoficzną, lecz w sumie ukończył studia ze znajomością
trzech języków: francuskiego, angielskiego i rosyjskiego. W 1921 r. rozpoczął
praktyki w Breslauer-Johannes-Gymnasium. Po ukończeniu studiów każdy
nauczyciel otrzymywał przydział do pracy w konkretnej szkole. Wilhelmowi
zaproponowano objęcie stanowiska w gimnazjum dla dziewcząt we Wrocławiu,
lecz on miał inne plany. W Zgorzelcu czekała na niego przyszła żona, Wally
Fischer. Jeszcze przed ślubem ukończył trzeci fakultet - język rosyjski i napisał
pracę doktorską z pedagogiki. Wilhelm August powrócił na Śląsk, gdzie zaczął
się przed trzystu laty polski wątek historii rodziny Dittrichów.
Mimo tak długiego pobytu w Polsce Dittrichowie pozostali Niemcami. Ro­
dzina przez pokolenia podlegała konfrontacji z innymi narodowościami, najpierw
mieszkając na Śląsku, później w Poznaniu. Trwanie w niemieckości było formą
utrzymania jedności i niezależności od innych. Adaptacja do życia w Wielko­
polsce przebiegła bezproblemowo, głównie dzięki obecności innych Niemców,
powszechnemu zastosowaniu języka niemieckiego, silnie ugruntowanej niemiec­
kiej tożsamości i przekonaniu, że ten teren na zawsze już pozostanie w rękach
pruskich. Dittrichowie uznali Poznań za swą ojczyznę, będącą nieodłączną częś­
cią Rzeszy. Czytając pamiętnik można odnieść wrażenie, że Polaków w Wielko­
polsce prawie nie było. Wspomnienia Wilhelma Augusta nie zawierają żadnych
zapisków o oporze miejscowej ludności wobec władzy niemieckiej, o jej dąże­
niach niepodległościowych, których przecież wszyscy członkowie rodziny byli
świadkami. Nie pojawiają się też jakiekolwiek refleksje dotyczące prawa do za­
mieszkiwania Niemców w regionie przemocą zajętym i przez wiele dziesięcioleci
zarządzanym przez Prusaków. Świadczy to prawdopodobnie o celowej igno­
rancji autora wobec faktu kilkusetletniej przynależności miasta do Polski. Jego
uznanie spowodowałoby, że Wilhelm August - zagorzały niemiecki patriota,
musiałby wyciągnąć niezbyt dla Rzeszy korzystne wnioski. Być może jednak

�168

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

był to zabiegi świadomy, autor starał się bowiem opisywać codzienne życie swoje
i bliskich, pomijając doniosłe fakty, nie będące bezpośrednim udziałem rodziny,
znane wszystkim z historii. Wilhelm August interesująco pokazał specyfikę
życia w mieście na przełomie dwóch wieków. Wspomnienia są świadectwem
tego, jak wyglądała codzienna egzystencja niemieckich mieszkańców stolicy
Wielkopolski, wypełniona przede wszystkim pracą i nauką, ale i pełna rozmai­
tych rozrywek. Okazuje się, że życie w mieście znajdującym się pod zaborem
pruskim było niezwykle barwne. Ówcześni niemieccy Poznaniacy korzystali
w pełni ze stworzonych specjalnie dla nich lub odpowiednio zmodyfikowanych
instytucji, takich jak: kino, teatr, restauracje. Kwitło życie rodzinne i towarzy­
skie. Z polskimi i żydowskimi sąsiadami Niemcy starali się żyć zgodnie, zachowu­
jąc jednak odpowiedni dystans. Zamieszkiwanie obok siebie powodowało jednak,
że mimowolnie w podobny sposób wychowywano dzieci, spędzano wolny czas,
czy wakacje. Z czasem okazało się, że zarówno Polacy, jak i Niemcy podzielają
wspólne wartości: pracowitość i gospodarność, co z kolei przyczyniło się do
ugruntowania funkcjonującego do dziś etosu Poznaniaka. Prusacy przyczynili
się do zmodyfikowania takich instytucji, jak poczta, czy kolej, wznieśli szereg
budowli charakterystycznych dla Poznania. Przywiązanie do miasta, w równym
stopniu reprezentowane przez ówczesnych Polaków i Niemców, doprowadziło
do powstania specyficznego patriotyzmu lokalnego. Uwidocznił się on szcze­
gólnie w czasie I wojny światowej, kiedy Polacy i Niemcy, w tej samej armii,
z jednakowym oddaniem walczyli o tę samą poznańską ojczyznę, choć pierwsi
pragnęli by była ona częścią Polski a drudzy - Niemiec.

ARCHIWALIA
Dittrich

W . A . Pamiętnik

Wilhelma Augusta

Dittricha,

1.1, kopia p r z e c h o w y w a n a w P r a c o w n i

E t n o l o g i i I A i E P A N w Poznaniu.

LITERATURA
Bogucka

M.

Historii

1996, Ż y c i e codzienne - spory w o k ó ł p r o f i l u b a d a ń i d e f i n i c j i ,

Kultury

Materialnej',

Kwartalnik

nr 3, s. 2 4 7 - 2 5 3 .

Chutkowski

J. 1996, Opowieści

Dzieje

1994, J. Topolski, L . T r z e c i a k o w s k i (red.), t. I I , c z . l , W a r s z a w a - P o z n a ń , P a ń ­

Poznania

o dawnej Legnicy,

Legnica, W y d a w n i c t w o „ A t u t " .

stwowe W y d a w n i c t w o N a u k o w e .
Estkowski

E. 2 0 0 1 , Czego u c z y ć w polskich s z k o ł a c h elementarnych w o g ó l e a w w i e j s k i c h

s z c z e g ó l n i e (wypracowanie odczytane na X I I I . posiedzeniu pedagogicznem w Poznaniu),
Kronika
Galas

Miasta

A., G a l a s

Jakóbczyk

Poznania:

Pensje,

A . 2 0 0 1 , Dzieje

W. 1976, Pruska

gimnazja,

Śląska

Komisja

licea, nr 4, s.55-70.

w datach,

Osadnicza

Wrocław, Wydawnictwo „Rzeka".

1886-1919,

Poznań, Wydawnictwo Poznań­

skie.
Jakóbczyk
Jaworski

W. 1989, Kolonizatorzy

i hakatyści,

Poznań, Wydawnictwo Poznańskie.

R. 1990, K i l k a refleksji nad dziejami W i e l k o p o l a n e k w X I X i na p o c z ą t k u X X w.,

[ w : ] Kobieta

i społeczeństwo

na ziemiach

polskich

w XIX w., A . Ż a r n o w s k a , A . Schwarz

(red.), Warszawa, Instytut H i s t o r y c z n y U n i w e r s y t e t u Warszawskiego, s.25-35.

�169

„KIEDY P O Z N A Ń B Y Ł N I E M I E C K I "

Karolczak

W. 1995, L u d w i k o w o - kurort dawnego Poznania, Przegląd

Wielkopolski,

nr 3 - 4 ,

s. 6 6 - 6 9 .
Makowski

K . 1992, Rodzina poznańska

w I polowie

XIX w., P o z n a ń , W y d a w n i c t w o N a u k o ­

we U A M .
M a t e 1 s к i D . 1997, Mniejszość

niemiecka

w Wielkopolsce

w latach 1919-1939,

Poznań, Wy­

dawnictwo Naukowe U A M .
Mrugalska-Banaszak

M . 1999, Wilda - dzielnica

Poznania

1253-1939,

Poznań, Wy­

dawnictwo Miejskie.
Szarota

T. 1996, Ż y c i e codzienne - temat badawczy, czy t y l k o popularyzacja?,

Historii

Kultury

Trzeciakowscy

Materialnej,

Kwartalnik

nr 3, s. 2 3 9 - 2 4 5 .

M . i L . 1987, W dziewiętnastowiecznym

Poznaniu,

Poznań, Wydawnictwo

Poznańskie.
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
A L L T A G S L E B E N i N P O S E N U M D I E W E N D E D E S 19. J A H R H U N D E R T S
AUS DER PERSPEKTIVĚ DEUTSCHER FAMILIE DITTRICH
Die

Z u s a m m e n fas s u n g

D i e Alltagsgeschichte Posens wurde fast auschlieBlich aus polnischer Sicht dargestellt. D e r
A r t i k e l iiber die deutsch-posener F a m i l i e D i t t r i c h versucht diese L ü c k e auszufiillen u n d stiitzt
sich h a u p t s á c h l i c h a u f das Tagebuch W i l h e l m A u g u s t D i t t r i c h s , einem M i t g l i e d einer deutschen
F a m i l i e . Diese lebte seit dem 18. Jahrhundert ais deutsche I m m i g r a n t e n z u n á c h s t i n L i e g n i t z u n d
iibersiedelte i n der ersten H á l f t e des 19. Jahrhunderts nach Posen. Der Verfasser des Tagebuchs,
er w a r zu Ende des 19. Jahrhunderts i n Posen geboren und hat dort seine Jugendzeit verbracht,
beschreibt i n seinen Erinnerungen sowohl seine F a m i l i e ais auch das Leben seiner Heimatstadt.
T r o t z des langen Aufenthalts i n Polen und der s t á n d i g e n K o n f r o n t a t i o n m i t einer anderen N a t i o n
hat sie sich, u m ihre U n a b h á n g i g k e i t und den Zusammenhalt der F a m i l i e zu bewahren, i m m e r als
Deutsche angesehen. Das Tagebuch vermittelt den E i n d r u c k , daB zwar die F a m i l i e D i t t r i c h Posen
als ihre H e i m a t angesehen haben, i n der keine Polen wohnten u n d die zweifelsohne fur i m m e r i n
deutschen H á n d e n bleiben s o l í t e . Es ist heute n i c h t mehr zu ermitteln, ob der Verfasser w o h l b e kannte Tatsachen, z . B . den Widerstand der Polen gegen die preuBische Regierung, absichtlich,
oder w e i l sie die Belange der F a m i l i e nicht unmittelbar betrafen, unerwahnt lieB. Dennoch d o k u mentiert das Tagebuch, trotz der aufgezeigten M a n g e l , einen E i n d r u c k v o m A l l t a g s l e b e n Posens
u m die Wende z u m 20. Jahrhundert.

A. Sz.-K

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10968" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10946">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/496a70092399aba8027807a75cb9475e.pdf</src>
        <authentication>e050db29296f02482045e4d272fb56fe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130743">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1588</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130744">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130745">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1469</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130746">
                <text>Spis treści / ETNOGRAFIA POLSKA 1997 t.41</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130747">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1997 t.41, s. 3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130748">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130749">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130750">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130751">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130752">
                <text>INSTYTUT ARCHEOLOGII I ETNOLOGII
POLSKIEJ AKADEMII NAUK

ETNOGRAFIA POLSKA
XLI
Zeszyt 1-2

Warszawa
1997

�REDAKTOR: IWONA KABZINSKA
SEKRETARZ REDAKCJI: DAGNOSŁAW DEMSKI

Członkowie Rady Redakcyjnej: Wanda Paprocka, Mirosława Drozd-Piasecka,
Zbigniew Jasiewicz, Andrzej Woźniak

Adres Redakcji: 00-140 Warszawa, Al. Solidarności 105
Email: red.etno@iaepan.edu.pl

Koncepcja okładki: Iwona Kabzińska
Na okładce wykorzystano reprodukcję rysunku p. Młodnickiego
„Huculi i ich mieszkania" zamieszczonego w 383 numerze „Kłosów"
Zdjęcie pochodzi ze Zbiorów Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie

Korekta: Redakcja i Autorzy

Wydanie publikacji zostało dofinansowane
przez Komitet Badań Naukowych

Etnografla Polska © Copyright 1997. All Rights Reserved
All papers, photos and cover are copyright to their authors and to Etnografia Polska

Indexed in:
IBZ - International Bibliography of Periodical Literature
IBZ - CD-ROM
IBR - International Bibliography of Book Reviews of Scholarly Literature
BR - CD-ROM

Printed in Poland

PL ISSN 0071-1861

Skład i druk: Zakład Wydawniczy Letter Quality
Warszawa, ul. Brylowska 35/38, tel. 6314518, 631 41 37
Zam. nr 40/97. Objętość ark. wyd. 25. Nakład 420 egz. Papier offset 80 g

�SPIS TREŚCI
ARTYKUŁY
Piotr K r a s z e w s k i , Krzysztof W a w r u c h - Konflikt etniczny - projekt badań
interdyscyplinarnych
Ethnic conflict - an interdyscyplinary research project
Anna U r b a ń s k a - Koncepcja mimesis René Girarda
The René Girard's conception of mimesis
Joanna D o m a ń s k a - Obraz Przemienienia Pańskiego. Próba wyjaśnienia nazwy
laskami słynącego wizerunku z kościoła św. Małgorzaty w Nowym Sączu . . . .
The image of Transfiguration. Attempt at explanation of the name of the
miraculous painting from Nowy Sącz
Ewa T i er l i n g - Mityczny obraz wsi kresowej w prozie Marii Rodziewiczówny . . . .
The mythical image of the Polish Eastern Borderland in the novels by Maria
Rodziewiczówna
Anna M i l e w s k a - M ł y n i k - Huculi, polscy panowie i „surdutowcy" w XTX-wiecznych
Karpatach
,
The Hutsuls, the Polish lords and clerks in the Carpathian Mountains in the
19th century
Andrzej F u r i e r - Czeczenia i jej mieszkańcy w oczach Polaków
Chechenia and the Chechens in the eyes of the Poles
Laura R i v a l - Podzielone. Spożyte. Dopełnione. Znaczenie spożywania jedzenia
i zmieniające się relacje wśród Indian Huaorani z Amazonii ekwadorskiej . . . .
Shared. Consumed. Consummated: the use of food consumption and changing
relations among the Huaorani Indians of Amazonian Ecuador

5
19
21
45
47
68
69
96
97
119
121
146
147
168

STUDIA I MATERIAŁY
Anna Z i e l i ń s k a - Sytuacja socjolingwistyczna polskich rodzin w Sopoćkiniach
i okolicznych wsiach (w świetle relacji ich mieszkańców)
Sociolinguistic studies on the Polish inhabitants of Sopoćkinie and surrounding
villages (Belarus)
Danuta T y s z y ń s k a - K o w n a c k a - „Źurnal domowy" Ananiasza Rodziewicza . . .
„The Home Journal" of Ananiasz Rodziewicz
Katarzyna W a s z c z y ń s k a - „Fenomen" poetycki Brasławszczyzny
Folk poetry in the region of Brasławszczyzna (Belarus)
Inga K u ź m a -Dziecięce światy Manhattanu
The worlds of the children of Manhattan

169
181
183
193
195
203
205
214

NEKROLOGI
Prof, dr Alicja Iwańska (1918-1996) - Ryszard Tomicki
215
Dr Kazimierz Jagiełłą (1939-1996) - Danuta Tylkowa, Krystyna Hermanowicz-Nowak 220
Dr Jarmila Palickova-Pâtkovâ (1930-1996) - Irena Turnau
222
KRONIKA
Antropologiczna refleksja nad Europą - Wojciech Olszewski
„Wobec kultury - problemy antropologa", Łódź, 17-18 października 1996 - Noemi
Modnicka, Jarosław Eichstaedt
„Tropami Świętego Wojciecha" - sesja naukowa, Poznań-Gniezno, 3-5 marca 1997
- Anna Urbańska
I I I Międzynarodowa Konferencja „Ecology and Folklore", Łódź, 23-25 września 1996
- Violetta Przerembska, Maria A. Łukowska
„Przemiany tożsamości kulturowej społeczności pogranicza", Cieszyn, 4-5 grudnia 1995
- Urszula Kaczmarek

223
224
226
234
236

�„Etnologia i antropologia kulturowa a badanie kultur regionalnych i regionalizmu
w społeczeństwach nowoczesnych", Cieszyn, 23-25 października 1996 - Stanisława
Trebunia-Staszel
Kult Matki Boskiej w polskiej kulturze ludowej - Hubert Czachowski
Życie codzienne na Kociewiu na początku XX wieku - realizacje skansenowskie - Kinga
Turska-Skowronek, Hubert Czachowski
Kaszubski park etnograficzny we Wdzydzach Kiszewskich - Irena Turnau
Dorobek ks. Krzysztofa Kluka (1739-1796) a nauka współczesna. Muzeum Rolnictwa
im. K . Kluka w Ciechanowcu, 1-2 lipca 1996 - Irena Turnau
Wystawa „Polacy w Gruzji" - Anna Milewska-Mfynik
O poznańskiej sympatii do Wilna - Andrzej Furier
O języku Gidarów i Centrum Afrykańskim w Poznaniu - Andrzej Furier
Pożywienie i podróżny. Wpływ migracji, imigracji oraz turyzmu na tradycyjne pożywienie
etniczne. X I Międzynarodowa konferencja poświęcona etnologicznym badaniom
nad pożywieniem, Cypr, 2-8 czerwca 1996 - Urszula Lehr, Zofia Szromba-Rysowa
Spotkanie Costume Committee ICOM (International Council of Museums) - Barbara
Bazielich
Wystawa poświęcona prof. Tadeuszowi S. Grabowskiemu i prof. Janowi Grzegorzew­
skiemu, Sofia, 24 czerwca 1996 - Urszula Kaczmarek
Zalecenie w sprawie ochrony kultury tradycyjnej i ludowej - Bronisława Kopczyńska-Jaworska

239
243
244
246
247
249
250
252

255
258
259
261

RECENZJE I OMÓWIENIA
The Anthropology of Europe. Identities and boundaries in conflict, red. V.A. Goddard,
J.R. Llobera, C. Shore, wyd. 2, Londyn 1996, ss. 310 (wyd. 1 - rok 1994)
- Mieczysław Trojan
Polskie badania nad mniejszościami kulturowymi. Wybrane zagadnienia, red. G. Babiń­
ski, J. Mucha, A. Sadowski, Pogranicze. Studia Społeczne, t. 6 (numer spe­
cjalny), Białystok 1997, Wydawnictwo Filii Uniwersytetu Warszawskiego, ss. 160
- Iwona Kabzińska
Anna Szyfer, Warmiacy. Studium tożsamości, Poznań 1996, wyd. SAWW, ss. 244, 23 fot.,
tłum. niem. - Barbara Bazielich
„Pro Georgia". Prace i materiały do dziejów stosunków gruzińsko-polskich, t. V,
Warszawa 1996 - Anna Milewska-Młynik
Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego - Janusz Bohdanowicz
Danuta Bartkowiak, Ernest Malinowski, konstruktor kolei transandyjskiej, Poznań 1996,
ss. 306 - Andrzej Furier
Krzysztof Szatrawski, Przestrzeń sakralna wkancjonale mazurskim, Olsztyn 1996, Wyższa
Szkoła Pedagogiczna, Studia i Materiały WSP w Olsztynie, nr 104, ss. 143 - Irena
Bukowska-Floreńska
Carla Corradi Musi, Shamanism from East to West, Akadémiai Kiadó Budapest 1997,
Bibliotheca Shamanistica. International Society for Shamanistic Research, ss. 113
- Iwona Kabzińska
E. Hooper-Greenehill, Museums and the Shaping of Knowledge, London and New York,
1993, Routledge - Anna Wieczorkiewicz
Rastislava Stolicnâ, JedM a napoje naśich predkov, Bratislava 1991, ss. 240, nib. 4 - Zofia
Szromba-Rysowa
Se vêtir pour dire, red. Yvonne Elisabeth Broutin, Cahiers de Linguistique Sociale.
Collection Bilans et Perspectives, Université de Rouen, Rouen 1996, ss. 265, ryc. 43
+ 14 barwnych, 6 map - Irena Turnau

267

268
273
275
276
278

280

282
283
285

287

Etnografia Polska is regularly listed in the International Current Awareness Service:
Anthropology. Selected material is indexed in the International Bibliography of Social and Cultural
Anthropology.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10967" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10945">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3f579dcdd413239b45cf4adfda3e2370.pdf</src>
        <authentication>4e589d53c743b24e765e5ccd79f44e39</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130733">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1586</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130734">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130735">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1468</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130736">
                <text>Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130737">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40, s.335-382</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130738">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130739">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130740">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130741">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130742">
                <text>R E C E N Z J E

I

O M Ó W I E N I A
„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

Mitologie popularne. Szkice z antropologu współczesności, Dariusz Czaja
(red.), Kraków 1994
Zredagowana przez Dariusza Czaję książka to zbiór esejów, do których
inspiracją stały się teksty kultury masowej - seriale telewizyjne, teledyski,
literatura i film science-fiction, reklamy, pisma pornograficzne, teksty piose­
nek. Są to więc „źródła zastane". Autorzy nie prowadzili badań terenowych,
nie dotarli do poziomu świadomości odbiorców kultury popularnej. W efek­
cie można mieć wątpliwości co do proponowanych interpretacji opisywa­
nych zjawisk.
Jaki cel przyświecał autorom zbioru? We „Wstępie" D. Czaja pisze
o próbie nawiązania do tzw. surrealizmu etnograficznego - prac G. Bataille'a,
M . Leirisa, R. Caillois, potrafiących „zadziwić się własną kulturą", która
w kontakcie z kulturami „dzikimi" straciła swą oczywistość. Tym tropem
starają się podążyć autorzy Mitologii..., lecz ich powinowactwo z surrealizmem
etnograficznym jest bardziej deklarowane niż realizowane. Postawa badawcza,
o której mowa, skłania do zadziwienia własną kulturą, nie tylko w sensie:
kulturą europejską, ale także: kulturą swojej warstwy społecznej. Autorzy
omawianych esejów biorą zaś na warsztat kulturę masową, która nie jest
do końca ich. I nie jest ważne, czy deklarują „niewartościujące podejście",
„odrzucenie arystokratyczno-inteHgenckich uprzedzeń", wreszcie, czy kul­
tura masowa funkcjonuje w jakimś stopniu w sferze kultury „wysokiej". Już
samo potraktowanie jej jako przedmiotu badania, zdradza miejsce zajmowane
przez jej interpretatorów. Wyróżnienie kategorii „kultura popularna" i jej
analizowanie, budowanie metapoziomu interpretacyjnego jeśli nawet nie jest
wartościujące, to wyznaczające pewną barierę między niszami kulturowymi
inteligencji i „ludu".
W Mitologiach... fascynacja autorów względem przedmiotu badania zda­
je się pozbawiać ich świadomości osadzenia we własnych ramach kulturo­
wych, odmienności postawy pełnego uczestnictwa w kulturze popular­
nej, od antropologicznego wyobcowania wobec świata, „stanięcia obok".
Wszystkie teksty mimo postulowanego „niewartościującego rozumienia kul­
tury masowej", zdradzają pewien wartościujący dystans. Ich autorzy nie
„zadziwiają się" własną, a obcą kulturą, nie mając świadomości tej obcości.
Metaopisy seriali telewizyjnych, ujęcie reklamy w kategoriach eliadowskich,

�336

RECENZJE I OMÓWIENIA

ikonograficzna analiza wydawnictw pornograficznych to przypisanie przez
interpretatora: wiedzącego lepiej, bo widzącego głębiej antropologa, pew­
nych konstrukcji mentalnych kulturze masowej, zupełnie obcych uczestni­
kom tej kultury. Taka optyka badawcza powoduje, że badacz opisuje jedy­
nie stosunek do faktów spoza swojej kultury, nie starając się zrozumieć, jak
funkcjonują te fakty w swoim naturalnym kontekście, jak są postrzegane
przez swoich „autentycznych" odbiorców. Nie dowiadujemy się, jak widzi
reklamy przeciętny widz - ich adresat, oraz dlaczego je tak widzi, a jedynie:
jak je widzi antropolog.
W omawianej książce autorzy nie są tłumaczami, a komentatorami kul­
tury masowej nie starającymi się zobaczyć jej inaczej niż wedle własnej
(często nieprzystającej) siatki znaczeń, nie rezygnując jednak z pretensji do
obiektywizmu, co prowadzi do nadinterpretacji i wszechskojarzeniowości,
chyba głównych wad publikacji. W większości zamieszczonych tekstów auto­
rzy, niczym Frazer budujący koncepcję magii sympatycznej, na zasadzie
podobieństwa przypadkowych, arbitralnie wyznaczonych, często drugorzęd­
nych cech szukają analogii między zjawiskami kultury popularnej i kultury
mitycznej, zatrzymując się jednak na zewnętrznych cechach tej pierwszej.
W ten sposób skojarzyć można na dobrą sprawę wszystko z wszystkim, tylko
czy jest to postępowanie płodne poznawczo, czy nadawanie zjawiskom no­
wych znaczeń pomaga zrozumieć otaczający nas świat? Hołubiony ostatnio
H.G. Gadamer powiada wprawdzie, że wszystkie interpretacje są uprawo­
mocnione, mówi jednak także, że nie wszystkie zbliżają nas do prawdy.
Na tle pozostałych esejów, pozytywnie wyróżnia się tekst Z. Benedyktowicza, prezentujący Pałac Kultury i Nauki jako eliadowski „środek
świata". Obecność budynku w mentalności licznych artystów, literatów,
polityków przedstawiona została w sposób interesujący, choć można się
zastanawiać na ile autor nadużył eliadowskich kategorii, stworzonych prze­
cież dla opisania świata homo religiosus, a nie homo sovieticus. Rzeczowo
przygotowane zostały także artykuły Cz. Robotyckiego, pokazujący struk­
turalne zależności pomiędzy użyciem heraldyki w reklamie i świadomością
zbiorową, oraz D. Ulickiej, dotyczący ewolucji literatury science-fiction
w kierunku fantasy.
Niestety, przeważają w Mitologiach... artykuły znacznie słabsze. Esej
„Bogowie amerykańskiego Olimpu" A. Helman to tyleż zabawne, co niewie­
le wnoszące przyrównanie bohaterów serialu Dynastia do panteonu greckiej
mitologii, wzbogacone o niezbyt odkrywcze interpretacje w rodzaju: „nikt
z głównych bohaterów nie może umrzeć", „królestwo Mołdawii to odpo­
wiednik despotycznie rządzonej, baśniowej krainy zła", czy: Bohaterowie są
personifikacjami naszych marzeń o życiu w luksusie". Podobnie banalne
są komentarze G. Stachurskiej, która w tekście „Seriale - opowieści telewi­
zyjne" wylicza tytuły emitowanych w TVP soap - operas, pozwalając sobie
np. na takie objaśnianie popularności jednej z nich: „jedno jest wszelako
pewne. Niewolnica Isaura zaspokajała jakieś niezwykle ważne potrzeby

�337

RECENZJE I OMÓWIENIA

odbiorców - zupełnie możliwe, że szczególnie nasilone w 1985 roku - skoro
obdarzona została tak powszechną miłością". Jakie były to potrzeby, dlacze­
go były nasilone, autorka dociec się już nie stara.
Zamieszczone w Mitologiach popularnych prace poświęcone reklamie
z równą łatwością budują metapoziomy interpretacyjne oparte na archety­
powym rozumieniu elementów ikonograficznych reklam, co żonglują strzę­
pami koncepcji Eliadego, pozwolę sobie je więc pominąć. Zupełnym niepo­
rozumieniem zaś jest artykuł M . Sznajderman, noszący tytuł „Teologia pięk­
nych kobiet", w którym autorka szuka analogii między ikonosferą średnio­
wiecznej Europy, a magazynami pornograficznymi. Kluczem do znalezienia
podobieństwa ma być modna kategoria: wizualność, dominująca tak w śred­
niowieczu, jak i we współczesnej kulturze masowej. Pomysł i mało oryginal­
ny, i krytykowany przez mediewistów, słusznie zauważających, że nawet
jeżeli analogia taka istnieje, nie świadczy jeszcze o mediewilizacji naszych
czasów. Książkę kończy tekst znanego literata, A. Stasiuka, któremu stałe
pozy kobiet w seks-pisemkach skojarzyły się z kanonicznymi pozami postaci
na prawosławnych ikonach. Czy można dokonywać takich porównań? Pew­
nie można, tylko po co takie subiektywne wizje publikować w książce
z pretensjami do naukowego charakteru? Bo nie ku lepszemu zrozumieniu
świata przecież.
Bartosz Gomółka

Shamanism in performing arts, Tae-gon Kim, M . Hoppál, O.J. von Sadovszky (red.), Akadémiai Kiadó, Budapest 1995, Bibliotheca Shamanistica,
vol. 1, ss. 291
Książka jest zbiorem materiałów z drugiej światowej konferencji zor­
ganizowanej z inicjatywy Międzynarodowego Stowarzyszenia do Badań Sza­
manizmu, która odbyła się w dniach 11-17 lipca 1993 r. w Budapeszcie . Bez
tej pozycji trudno sobie, moim zdaniem, wyobrazić poważne studia nad
szamanizmem.
Jak poinformowano we „Wstępie", uczestnicy Konferencji obradowali
w następujących sekcjach: sztuka, elementy teatru, muzyka, pieśni szamańskie,
narracja, szamanizm a religia, szamanizm w Eurazji, uzdrawianie, taniec,
obrady jednej z sekcji poświęcono ponadto ogólnie zjawisku szamanizmu
w Korei, Japonii, Mongolii oraz w Eurazji. Dzięki pokonferencyjnej publikacji
większość zaprezentowanych tekstów stała sie dostępna dla szerokiego grona
1

1

Pierwsza konferencja zorganizowana przez to Stowarzyszenie miała miejsce w Seulu
w 1993 r. Jej efektem jest książka pt. Shamans and cultures, M . Hoppál, K . D . Howard (red.),
Akadémiai Kiadó, Budapest - Los Angeles 1993. Recenzję z tej pracy zamieściłam w „Etno­
grafii Polskiej", t. 39: 1995, z. 1-2, s. 254-257.

�338

RECENZJE I OMÓWIENIA

osób zainteresowanych szamanizmem. Zjawisko to wciąż przyciąga uwagę
badaczy, a także osób nie związanych zawodowo z nauką.
Jak widać, chociażby na przykładzie omawianej tu pozycji, badania nad
szamanizmem rozwijają się znakomicie. W wielu krajach następuje jednocześnie
gwałtowne odrodzenie praktyk szamańskich. Szamani wychodzą z podziemia,
a szamanizm staje się swoistą neo-religią. Jest on również podstawą identy­
fikacji narodowo-kulturowej różnych społeczeństw. Zjawisko to występuje np.
wśród Jakutów (Republika Sacha) - szerzej na ten temat jest mowa w artykule
Marjorie Mandelstam Balzer - a także u wielu innych narodów byłego ZSRR,
które uzyskały własną państwowość i wyraźnie, na różne sposoby, manifestują
rodzime, nierosyjskie korzenie (analizą tego procesu zajął się m.in. Juha
Pentikainen) . Odradzaniu się praktyk szamańskich, np. uzdrowicielskich,
i pewnych elementów szamańskiego widzenia świata poświęcony jest natomiast
artykuł Eleanor Ott. Autorka zwraca m.in. uwagę na to, że wiedza kosmolo­
giczna współczesnych szamanów jest najczęściej ograniczona, ich przygotowa­
nie do pełnienia roli szamana - powierzchowne, a sami szamani nie mają
często tak dogłębnego związku z kulturą społeczności, w których praktykują,
jak miało to miejsce w przeszłości.
Można zadać pytanie, czy mówienie o szamanizmie jako religii jest
w pełni uzasadnione. Większość autorów tekstów zamieszczonych w Shama­
nism in performing arts posługuje się tym terminem, należałoby więc chyba
przyjąć, że jest to zgodne ze współczesnym kierunkiem myślenia w bada­
niach nad szamanizmem. Liu Gui-teng stwierdza nawet, że choć wielu
badaczy uważa szamanizm za religię prymitywną - patrząc na nią z punktu
widzenia ewolucjonizmu, jak też przez porównanie z religiami światowymi,
to jednak nie wszystkie społeczności ludzkie, wśród których występuje sza­
manizm, można określić jako prymitywne. Należą do nich np. Mandżurowie
z północnych Chin. W zamieszkałych przez nich rejonach żyją ponadto
wyznawcy buddyzmu i taoizmu, te trzy religie przenikają się. Zdaniem tego
badacza, mamy tu do czynienia z równoległym występowaniem różnych
sposobów myślenia, które spełniają różne funkcje, uzupełniają się i oddziaływują na siebie, żaden z nich nie jest jednak dominujący. Według
J. Pentikáinena natomiast, szamanizm to raczej system widzenia świata niż
religia w całym znaczeniu tego słowa. Jest on związany z ekologią, ekono­
mią, strukturą społeczną. Autor podaje propozycję definicji szamanizmu,
w której należy wziąć pod uwagę następujące elementy: techniki ekstatyczne
służące znalezieniu drogi do innych światów lub wymiarów rzeczywistości,
wierzenia o duszach, o trzech poziomach uniwersum, z szamanem jako
2

2

Por. też informacje o renesansie szamanizmu w Buriacji i jego związkach z tożsamością
kulturową zamieszczone przez E . Nowicką i R. Wyszyńskiego w książce Lamowie i sekretarze
[w druku], a także dane wskazujące na rolę szamanizmu w procesach narodotwórczych w kilku
innych republikach syberyjskich (Republika Sacha, Tuwińska, Ałtajska, jak też Buriacja),
zamieszczone w książce Współczesna Syberia. Procesy narodowościowe wśród rdzennych miesz­
kańców Federacji Rosyjskiej, E . Nowicka (red.); książka ta ma się ukazać pod koniec 1997 r.

�RECENZJE I OMÓWIENIA

339

mediatorem między nimi, wierzenia w duchy opiekujące się szamanem,
różnice w rytuałach między różnymi kulturami (w tym także różnice między
używanymi instrumentami muzycznymi, typami masek, odzieży i in.) Jak
sądzę, pytanie czy szamanizm jest religią, czy też - jak twierdzą niektórzy
badacze - jest to jakaś forma religii, jeden z wielu rodzajów wierzeń ludo­
wych, będzie jeszcze wielokrotnie powracało w pracach poświęconych sza­
manizmowi. Śledzenie tej dyskusji może być interesujące, przypuszczam
jednak, że nie prędko doczekamy się rozstrzygnięcia, które uzyskałoby
jednoznaczną akceptację badaczy. Będą natomiast z pewnością podejmowa­
ne kolejne próby wyodrębnienia poszczególnych elementów rytuałów sza­
mańskich, usystematyzowania ich opisu, syntezy poglądów na temat szama­
nizmu, roli szamanów i ich zachowań itp. (por. artykuł Tae-gon Kima).
Większość tekstów zamieszczonych w zbiorze stanowi.efekt badań tere­
nowych. Tego typu badania, a zwłaszcza bezpośrednie rozmowy z szamana­
mi, stwarzają okazję do pogłębionego spojrzenia na szamanizm i podjęcia
prób wyjaśnienia tego fenomenu, jak też np. interpretacji elementów składa­
jących się na szamańskie rytuały. Niezmiernie interesujące są, moim zda­
niem, cytowane w tekstach wypowiedzi szamanów, wyjaśniające np. cele sza­
mańskich zabiegów, pozwalające też spojrzeć na szamanizm w sposób rzad­
ko stosowany przez badaczy w publikacjach - oczyma głównych bohaterów
rytuałów. (Według jednego z szamanów cytowanych przez M . Mandelstam
Balzer, cały bogaty system filozoficzny szamanizmu służy zachowaniu równo­
wagi między dobrem i złem). Uważam, że oddanie głosu głównym bohaterom
rytuałów przez badaczy znakomicie przybliża czytelnikowi istotę omawianego
zjawiska, nadając mu rys indywidualizmu i znacznie wzbogaca, czyniąc to
w dodatku w atrakcyjny sposób, naszą wiedzę o nim.
Problemem, który wciąż jeszcze budzi kontrowersje jest relacja między
rytuałem szamańskim a sztuką teatralną, przedstawieniem. Niektórzy bada­
cze, m.in. John A. Dooley, widzą przy tym daleko idące zbieżności i podo­
bieństwa wzorów zachowań szamana i aktora, inni natomiast mówią o istot­
nych różnicach. Według Roberte Hamayon пр., pewne zachowania szamana
i aktora są w istocie podobne, nie można jednak zapominać o tym, że ich
adresat jest różny. Czynności wykonywane przez aktora przeznaczone są dla
widowni, przez szamana zaś - dla istot nadprzyrodzonych. Jak pisze Carla
Corradi Musi, choć szamanizm jest rzeczywiście wydarzeniem teatralnym,
z jego regułami, widownią, oczekującą w napięciu na rezultaty działań
szamana, stanowi jednak - w przeciwieństwie do spektaklu teatralnego - akt
magiczny, osadzony zarazem w wierzeniach mitycznych. W dyskusji nad
owymi różnicami i podobieństwami na uwagę zasługuje artykuł Jonathana
Horwitza. Autor zadaje istotne pytanie o charakter relacji między aktorem
i publicznością. Relacja ta wyznacza granicę między widowiskiem teatral­
nym a rytuałem szamańskim. Zdaniem autora, jeżeli widzowie stają się
uczestnikami widowiska, jak dzieje się to czasem we współczesnym teatrze,
nie ma już mowy o teatrze lecz o czymś, co przypomina szamańskie rytuały,

�340

RECENZJE I OMÓWIENIA

podczas których zaciera się granica między światem duchów i światem
materii, szaman zaś nie może zapomnieć o pozostałych uczestnikach rytuału,
ani też myśleć o nich jak o publiczności, gdyż jest pośrednikiem między
widzami i duchami. Generalnie więc, funkcja widowni w teatrze i w szamań­
skich spektaklach jest odmienna.
W badaniach nad szamanizmem często podejmowane są próby wyjaśnienia,
czym jest w istocie ekstaza i trans, tak charakterystyczne dla szamańskich
misteriów. Zjawisku temu poświęcony jest również artykuł R. Hamayon
publikowany w omawianym tomie. Autorka przytacza różne koncepcje doty­
czące istoty szamańskiego transu i ekstazy, przypominając też m.in. ustalenia
R.I. Heinze, zgodnie z którymi to, co badacze określają jako „trans" może być
uznane za formę bezpośredniego kontaktu szamana z duchami.
Jak wiadomo, charakterystycznym elementem rytuałów szamańskich są
tańce w wykonaniu szamana lub/i towarzyszących mu osób, pieśni, a także
gra na instrumentach muzycznych, przede wszystkim na bębnie. Każdy
szaman ma własny styl, rodzaj wykonawstwa. Jak zauważył Guo Shuyun,
taniec jest specyficznym językiem, środkiem komunikacji, każdy gest szama­
na ma określone znaczenie zrozumiałe dla widzów. Jeśli więc np. szaman
mandżurski zakrywa twarz rękoma, poruszając się wolno w lewo i w prawo,
klan może oczekiwać kłopotów i niebezpieczeństw, jeśli szaman wznosi ręce
do góry trzymając w nich bęben, to znaczy, że duchy pomogą grupie znaleźć
wyjście z dramatycznej sytuacji, jeśli nie czyni niczego, ale trzyma bęben
wysoko, znaczy to, że bóstwa nie akceptują próśb ludzi lub ceremoniał nie
został odpowiednio odprawiony. Autor zaprezentował wyniki swoich badań
nad tańcami szamanów mandżurskich podkreślając, że zachowało się w nich
wiele tradycyjnych elementów, mimo że sam rytuał poddano rozmaitym
innowacjom.
Na rolę tańca jako języka, środka komunikacji między szamanem a bóstwa­
mi zwraca też uwagę Diana Riboli. Autorka podkreśla jednocześnie, że
bogowie mogą nie skorzystać z pośrednictwa tańca lub pieśni, by porozumie­
wać się z szamanami, ale mogą użyć milczenia. Zdaniem szamanów nepalskich,
z którymi rozmawiała autorka, ten rodzaj porozumienia ( „odbiór fali") jest
dostępny tylko tym, którzy posiedli odpowiednią wiedzę, tj. wtajemniczonym.
Autorzy kilku tekstów zamieszczają interesujące wyjaśnienia dotyczące
roli bębna i jego dźwięków w rytuale szamańskim. Daniela Berti przytacza
np. informację uzyskaną od jednego z szamanów nepalskich, który powie­
dział, że gdyby osoba grająca na bębnie przestała weń uderzać lub zgubiła
rytm, podczas gdy szaman wykonuje swój taniec, szaman mógłby nawet
umrzeć. Nic w tym dziwnego, skoro bęben uważany jest za alter ego szama­
na lub uobecnienie jego samego. Z informacji szamanów wynika, że bicie
w bęben, podobnie jak udział w rytuale sprawia, że szaman ukazuje inne
oblicze. Jak powiedział jeden z szamanów nanajskich, informator
A.W. Smoljak, cytowany przez T. Bułhakowa: „kiedy gram na bębnie, mój
język staje się swobodny, wiem wszystko, co powinienem powiedzieć. Słowa

�RECENZJE I OMÓWIENIA

341

płyną... Lecz kiedy nie biorę udziału w rytuale, mówię mało, wolno i źle".
Szaman, z którym rozmawiała Bułhakowa powiedział natomiast: „Skąd
przychodzą do mnie te wszystkie słowa? Siódmy [duch] wydaje je sam, ale
dla niego nigdy bym nie zaśpiewał tak dużo i dobrze". Ponadto, jak zauwa­
żyła Carla Corradi Musi, rytm bębna koresponduje z rytmem krwi, a efekt
fizyczny jest tak silny, że ciało odczuwa to wprawiając stopy w ruch.
Instrumentom muzycznym używanym przez szamanów poświęcony jest
artykuł Liu Gui-tenga oparty na materiałach z badań prowadzonych wśród
Mandżurów. Autor zwraca również uwagę na komunikacyjne znaczenie
muzyki i tańca. Jak wiadomo, szaman nie tylko tańczy i gra na instrumen­
tach, lecz czasem także wykonuje specjalny rodzaj pieśni. Czy jednak zawsze
wiemy dlaczego szaman śpiewa? Interesującą próbę odpowiedzi na to pyta­
nie podjęła T. Bułhakowa (jak już wspomniałam, prowadziła ona badania
wśród Nanajów). Autorka zadała także pytanie, czy możliwy jest rytuał
szamański bez śpiewu. Jej badania przyniosły odpowiedź twierdzącą. Oka­
zało się bowiem, że profesjonalni szamani nanajscy nie potrzebują pośred­
nictwa pieśni, ani też tańca, by rozmawiać z duchami. Mogą to uczynić
w milczeniu. Inni śpiewają jednak, by zrekompensować niedostatek swych
mistycznych zdolności przekraczania barier między światami. Dla wielu
szamanów śpiew jest jednak ważnym środkiem służącym penetracji innego
świata i porozumiewania się z duchami, ożywiania przedmiotów przy ich
pomocy. Służy on tym, którzy nie mają wystarczającej mocy własnej, by
uczynić to dzięki swym naturalnym zdolnościom.
Pieśni szamańskie są również przedmiotem interesującego artykułu Du
Yaxiong. W tekście tym ukazano jednak nie znaczenie tego rodzaju utwo­
rów lecz historyczne związki między pieśniami szamanów z północnych Chin
a dawnymi węgierskimi pieśniami ludowymi. Izabella Horvath podjęła nato­
miast próbę porównania 10 motywów szamańskich występujących w baj­
kach węgierskich i tureckich, wyprowadzając stąd szersze wnioski dotyczące
etnogenezy badanych ludów i kierunków wpływów kulturowych.
Warto przypomnieć, że w myśl ludowych wierzeń, duchy mają swój własny
język. Próbę jego opisu, na przykładzie materiałów zebranych wśród Puyuma
z południowo-wschodniego Taiwanu, podejmuje Josiane Cauquelin. Według
samych Puyuma, język duchów jest jakimś starym językiem znanym tylko im,
nie jest to jednak język sekretny. Jego nieznajomość przez ludzi wynika po
prostu z ich ignorancji, jest też spowodowana upływem czasu i stopniowym
zapominaniem tego, co miało miejsce w odległej przeszłości.
Coraz większym zainteresowaniem badaczy cieszą się dziś teksty reprezen­
tujące tzw. folklor szamański, związane z działalnością szamanów, ich postacia­
mi, ukazujące wierzenia dotyczące wędrówki dusz, inicjacji i in., wyjaśniające
zarazem ich szczególną rolę i miejsce w poszczególnych społeczeństwach.
Tematyka ta jest przedmiotem interesującego artykułu Ake Hultkrantza. Autor
używa tu określenia „memory folklore", wzorowanego na terminie „memory
ethnography", w odniesieniu do folkloru szamańskiego. Zwraca też uwagę na

�342

RECENZJE I OMÓWIENIA

to, że coraz częściej podejmowane są próby skorelowania różnych form
twórczości szamańskiej z rozmaitymi typami szamanizmu.
Na zakończenie wspomnę jeszcze o artykule Diany Riboli poświęconym
sztuce szamanów. Autorka przytacza unikalne materiały, jakie zgromadziła
podczas badań terenowych wśród stosunkowo mało znanej i słabo zbadanej
przez etnologów grupy etnicznej Czepang z Nepalu. Omawia również niektóre
elementy wierzeń szamańskich tej grupy, panteon bóstw i duchów, z którymi
sztuka ta jest nierozerwalnie związana. Interesujący jest też niewielki artykuł
Hitoshi Watanabe oparty na unikalnych materiałach zebranych wśród Ajnów.
Autor ukazuje tu szamana w roli akuszera i osoby łamiącej tabu.
Każdy z tekstów zamieszczonych w omawianej pracy zasługuje na uwa­
gę. Uzupełniają one nie tylko znakomicie dotychczasową wiedzę na temat
szamanizmu, lecz także inspirują do dalszych poszukiwań i stawiania no­
wych pytań badawczych.
Iwona Kabzińska

Shamanism in Siberia. Selected reprints, V. Diószegi, M . Hoppál (red.),
Akadémiai Kiadó, Budapest 1996, Bibliotheca Shamanistica, vol. 2, ss. 189
Wydawcy, wyraźnie zainteresowani problematyką szamanizmu, o czym
świadczą opublikowane ostatnio przez nich tytuły, sięgnęli tym razem do
pracy, która ukazała się na Węgrzech w 1978 r. i opublikowali reprint
tekstów wybranych z tej pozycji. W książce znalazły się artykuły badaczy
radzieckich, węgierskich, szwedzkich i fińskich zaliczanych dziś do czołówki
znawców szamanizmu. Jak podkreślił we „Wstępie" M . Hoppál, pierwsze
wydanie książki - w latach odległych od okresu „głasnosti", było punktem
zwrotnym w badaniach szamanizmu, zwłaszcza w sytuacji gdy w ZSRR
słowo „szaman" stanowiło tabu, samo zjawisko szamanizmu zaś postrzega­
no w kategoriach polityczno-ideologicznych, traktując je zarazem jak nie
istniejącą już cząstkę tradycji małych grup etnicznych Syberii. W ciągu kilku
lat pierwszy nakład książki wyczerpał się, postanowiono więc przypomnieć
ją, biorąc - jak sądzę - pod uwagę duże zainteresowanie szamanizmem we
współczesnym świecie (nie tylko wśród naukowców).
W Shamanism in Siberia można m.in. znaleźć artykuł E.A. Aleksejenko
o kategoriach szamanów występujących u Ketów i tekst L.W. Chomicz,
ukazujący klasyfikację szamanów nienieckich. Nieńców dotyczy także tekst
P. Simoncsics na temat struktury magicznych pieśni szamańskich. O. Dołgich
pisze natomiast o bębnach i strojach - atrybutach szamanów nganasańskich.
Kostiumowi szamana poświęcony jest też tekst G.N. Graczewej, bębny sza­
mańskie zaś są tematem artykułu L.P. Potapowa; autor analizuje je pod kątem
przydatności do badań etno-historycznych (jako źródło). W książce znalazł się
również tekst M . Ja. Żornickiej o tańcach szamanów jakuckich. Kilka artyku-

�343

RECENZJE I OMÓWIENIA

łów poświęcono szamanom tuwińskim. M.B. Kenin-Lopsan pisze o rytuałach
pogrzebowych, S.I. Wajnsztejn o kulcie ongonów (w języku tuwińskim noszą
one nazwę eren; obejmuje ona zarówno samego ducha, jak i jego materialne
wyobrażenia). W.P. Djakonowa opisuje elementy stroju i instrumentów wyko­
rzystywanych przez szamana podczas rytuałów.
Na szczególną uwagę zasługuje, moim zdaniem, artykuł Á. Hultkrantza.
Autor zadaje tu m.in. pytania: czy szamanizm jest dobrze udokumentowa­
nym i opisanym kompleksem religijnym i czy sam szaman jest kluczową
postacią w prymitywnej religii? Pytania te wciąż jeszcze powracają w deba­
tach uczonych, wśród których brak m.in. zgody co do uznania szamanizmu
za jedną z religii (por. recenzję z Shamanism in performing arts, zamiesz­
czoną w tym tomie „Etnografii Polskiej"). Odwołując się do literatury
wydawanej od końca XLXw. do 1972г., autor zastanawia się ponadto nad
relacją między szamanem i światem nadnaturalnym oraz symboliką szamań­
skich rytuałów. Wspomina też o różnorodnych funkcjach szamana i jego roli
mediatora między określoną społecznością a owym światem.
Nasuwa sie pytanie, czy można dziś uznać za zasadne wznawianie Sha­
manism in Siberia, zwłaszcza wobec imponującego rozwoju współczesnych
badań nad szamanizmem. Moim zdaniem, dobrze się stało, że wydawcy
przypomnieli omawiane teksty po prawie dwudziestu latach, jakie minęły od
ich pierwszego wydania, choć część z nich znalazła się w późniejszych
pracach ich autorów. Porządkują one i podsumowują przecież pewien etap
badań nad szamanizmem syberyjskim, udostępniając zarazem klasyczne już
dziś dzieła nowemu pokoleniu czytelników. Książce nadano bardzo staranną
oprawę graficzną. Niezaprzeczalnym jej walorem jest też bogata bibliografia
stanowiąca część każdego z artykułów.
Iwona Kabzińska

Antoni Kuczyński, Polskie opisanie świata. Studia z dziejów poznania kultur
ludowych i plemiennych, tom I , Azja i Afryka, Wrocław 1994, ss. 433,
il. 205 + 2 mapy
„Impulsem do napisania tej książki były rozwijające się badania - ostat­
nio wielostronne - nad dziejami Polonii. W nich od czasu do czasu, gdzieś
na dalekich peryferiach omawiających wkład Polaków w rozwój nauki świa­
towej, zaledwie skromnie anonsowano osiągnięcia w zakresie badań etno­
graficznych. Może warto wskazać na samym początku, iż nie jest sprawą
autora omawianie dziejów polskiej etnografii pozaeuropejskiej. Istota tej
książki tkwi raczej w ukazaniu tego ważnego problemu, który być może
podjęty zostanie kiedyś przez profesjonalistów." Tych parę zdań z „Wstępu"
ukazuje zamiar Autora i prowokuje do zadania pytania, czy i w jakim
zakresie zamiar ten udało mu się zrealizować.

�344

RECENZJE I OMÓWIENIA

Polskie opisanie świata jest pomyślane jako wielka antologia prac pol­
skich podróżników, którzy w swych wędrówkach zwrócili baczniejszą uwagę
na ludy, wśród których przebywali, i którzy podzielili się z czytelnikami
swymi obserwacjami. Dotychczas ukazał się pierwszy tom, obejmujący opisy
Azji i Afryki - a więc ziem, z którymi Europejczycy zapoznawali się już od
zarania swych dziejów (w drugim tomie znajdziemy opisy spostrzeżeń Pola­
ków penetrujących obie Ameryki, Australię i wyspy Pacyfiku). Myślę jed­
nak, że warto już teraz napisać recenzję tej książki, nie czekając na ukazanie
się drugiego tomu. Oba tomy z pewnością rozszerzą naszą znajomość hi­
storii nauki, zaznaczając ogromny wkład Polaków w poznawanie ludów
i kultur świata. Są one również próbą ukazania panoramy opisów dokona­
nych przez polskich podróżników i odczytania tych opisów na nowo,
w świetle współczesnych badań i pogłębionej znajomości kultur opisywanych
przez przypadkowych często podróżników.
Każdy dział omawianej książki („Azja" i „Afryka") składa się z roz­
działu wstępnego i z pewnej liczby omówień sylwetek i prac polskich po­
dróżników (28 w części azjatyckiej i 17 w części afrykańskiej); każde z nich
zawiera obszerną informację o autorze i wybrany fragment jego tekstu.
Przewaga części azjatyckiej jest zrozumiała; przecież najwięcej polskich po­
dróżników zwiedzało Syberię, aczkolwiek na ogół nie dobrowolnie. Przy
czytaniu tekstów napisanych przez zesłańców z czasów carskich ogarnia
człowieka gorzka zaduma - nieporównywalnie liczniejsi zesłańcy z czasów
komunistycznych nie mieli możliwości prowadzenia badań naukowych
wśród tubylców Syberii, nie mogli też liczyć na złagodzenie kary w nagrodę
za odkrycia i prace naukowe.
Studiowanie podawanych przez Kuczyńskiego życiorysów licznych bada­
czy ukazuje pewną prawidłowość polskiego losu. Rozrzucała ich po świecie
nie tylko żądza wiedzy, lecz także (a czasem przede wszystkim) umiłowanie
Ojczyzny i uparta walka o jej wolność. Za tę walkę pokutowali na Syberii,
ale także ta walka wygnała wielu Polaków do Afryki (jak np. Ludwika
Bystrzonowskiego, który swój pobyt w Algerii wykorzystywał do obserwacji
przydatności dla polskich walk powstańczych metod walki Arabów przeciw
najazdowi francuskiemu), czy na inne kontynenty.
Polskie opisanie świata jest antologią - i Kuczyński, jak każdy autor
antologii, musiał powziąć trudną decyzję, czyje teksty drukować, a czyje
odrzucić. Czy wybrał słusznie? Tu już trudno dyskutować. W tym przypadku
musi decydować wyczucie, jak też osobiste upodobanie. Myślę, że Autor
wybrał dobrze, aczkolwiek mnie osobiście brakuje niektórych nazwisk. Chętnie
tu bym widział barwny opis pielgrzymki do Ziemi Świętej Mikołaja Radziwiła
„Sierotki", wspomnienia z Indii i Cejlonu arcybiskupa Władysława Michała
Zaleskiego, z brzegów Afryki i z kolonii holenderskich w Azji Teodora
Anzelma Dzwonkowskiego, a z nowszych prac, materiały hotentockie Romana
Stopy. Przypuszczam jednak, że podobne obiekcje może mieć każdy z czytają­
cych tę antologię, przy czym każdy wymieniłby tu inne nazwiska. Pracę czyta

�RECENZJE 1 OMÓWIENIA

345

się lekko, książka zawiera ogromny ładunek informacji, ale równocześnie nie
nuży czytelnika, przeciwnie, zostawia pewien niedosyt.
Przy wyborze autorów Kuczyński kierował się trzema zasadami. Przede
wszystkim podawał fragmenty prac sztandarowych postaci spośród Polaków
opisujących różne ludy - a więc Benedykta Polaka, pierwszego Polaka,
który opisał świat mongolski, Michała Piotra Boyma, misjonarza, etnografa,
przyrodnika i dyplomaty w służbie chińskiego cesarza, generała Józefa
Kopcia czy Benedykta Dybowskiego - w części azjatyckiej, a Stefana Szolc-Rogozińskiego czy Jana Czekanowskiego w części afrykańskiej. Drugą
zasadą było odrzucenie całej współczesnej olbrzymiej literatury podróżni­
czej, pisanej przez dziennikarzy, globtroterów, lekarzy czy misjonarzy, z po­
zostawieniem tylko fragmentów prac pisanych przez autentycznych etnogra­
fów. Najtrudniejsza była niewątpliwie trzecia zasada - spośród całego mate­
riału wybrać pozycje najlepsze. Czy to się Autorowi udało? Na to pytanie
nikt nie odpowie tak dobrze, jak sam Autor, największy chyba znawca tej
literatury w Polsce. Czerpie on z prac pisanych przez zesłańców syberyj­
skich, zawodowych naukowców, etnologów-obieżyświatów (do tej kategorii
Autor był łaskaw i mnie zaliczyć), myśliwych i misjonarzy. A że cytuje
zarówno autorów zmarłych, jak i żyjących, przeto chyba musi się liczyć
z licznymi pretensjami tych, których teksty w tej książce się nie zmieściły.
Właśnie te obszernie cytowane fragmenty tekstów licznych autorów są praw­
dziwym bogactwem omawianej pracy. W porównaniu z oryginałem polskim,
jakże ubogie wydaje się streszczenie angielskie, obejmujące „Wstęp" i oba
rozdziały wprowadzające (do części azjatyckiej i afrykańskiej) lecz siłą rzeczy
- pozbawione opisów.
Polskie opisanie świata czyta sę w wielu przypadkach jak powieść po­
dróżniczą. Napisanie tak wielkiej księgi o naprawdę dużej wartości nauko­
wej, w sposób tak przystępny, nie jest sprawą prostą, toteż książki tej należy
pogratulować Antoniemu Kuczyńskiemu, a także Wydawnictwu Uniwer­
sytetu Wrocławskiego, któremu zawdzięczamy tę piękną edycję.
Janusz Kamocki

Dziennik Józefa Kopcia, brygadiera wojsk polskich. Z rękopisu Biblioteki
Czartoryskich opracowali i wydali Antoni Kuczyński i Zbigniew Wójcik,
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze - Biblioteka Zesłańca, Stowarzyszenie
„Wspólnota Polska", Warszawa-Wrocław 1995, ss. 408, il.
Dziennik, w istocie zaś pamiętnik Józefa Kopcia (1758?-1827), to kla­
syczna już pozycja z zakresu „literatury zsyłkowej". Wspomnienia żołnierza,
uczestnika wojny polsko-rosyjskiej w 1792 r. oraz insurekcji kościuszkow­
skiej, następnie rosyjskiego więźnia zesłanego na Kamczatkę, zwolnionego
stamtąd szczęśliwie po dwuletnim pobycie (1796-1798), publikowano w XLX

�346

RECENZJE I OMÓWIENIA

i X X wieku wielokrotnie zarówno w tzw. wersji „małej" (skróconej; pierwsze
wyd. 1837), jak i „dużej" (pierwsze wyd. 1863), a także we fragmentach (od
1821). Dużą popularnością cieszyły się one zwłaszcza w minionym stuleciu.
Nobilitowane przez Adama Mickiewicza w jego wykładach w College de
France, przełożone na francuski i rosyjski, uznane zostały w historii litera­
tury polskiej za „pierwszą wybitną pozycję w ogromnym łańcuchu polskich
pamiętników o Sybirze, choć nie pierwszą historycznie" (Krzyżanowski
1979, s. 505). Obecna edycja, pierwsza po bardzo długiej przerwie (jeżeli nie
liczyć przedruków fragmentarycznych), zawiera kompletny tekst Dziennika
wg rękopisu z Biblioteki Czartoryskich w Krakowie, ofiarowanego w 1821 r.
przez autora Izabeli Czartoryskiej (i nie całkiem identycznego z nieznaną
dziś podstawą wydań tzw. wersji „dużej"), opatrzony dodatkowo przez
wydawców - Antoniego Kuczyńskiego i Zbigniewa Wójcika - erudycyjnymi
przypisami oraz obszernym opracowaniem biobibliograficzno-krytycznym
(ze skrótem w językach angielskim i rosyjskim). W pięknie wydanym tomie
pomieszczono ponadto szkic Andrzeja Woltanowskiego o awansach woj­
skowych brygadiera Kopcia, okolicznościowe listy Mieczysława Kopcia
i Pawła Czartoryskiego (potomków, odpowiednio, autora Dziennika i twór­
ców puławskiej Biblioteki Czartoryskich), notę edytorską, zestawienie nie­
których jednostek miar i innych oznaczeń występujących w tekście wspom­
nień, indeksy nazwisk i nazw geograficznych oraz 29 ilustracji. Całość
otwiera przedmowa pióra Andrzeja Stelmachowskiego, prezesa Stowarzy­
szenia „Wspólnota Polska".
Powód, dla którego ukazanie się tego dzieła warto odnotować w czaso­
piśmie etnologicznym, wyjawił przed ćwierćwieczem z górą na łamach
„Etnografii Polskiej" Antoni Kuczyński w artykule sygnalizującym wartość
źródłową „relacji o ludach Syberii" Józefa Kopcia i postulującym wprowa­
dzenie byłego zesłańca „na karty etnografii polskiej" (Kuczyński 1969).
Także w omawianej edycji wydawcy poświęcili sporo miejsca omówieniu
etnograficznych partii Dziennika, podkreślając z jednej strony ludoznawczą
wrażliwość autora, z drugiej zaś walory jego obserwacji poczynionych sto­
sunkowo wcześnie wśród ludów słabo jeszcze znanych (nie tylko tzw. szero­
kiej publiczności), a co ważniejsze - w niewielkim stopniu poddanych impaktowi cywilizacji rosyjskiej. W rzeczy samej, sporządzone przez Kopcia
opisy pierwotnych mieszkańców wschodnich krańców Syberii, w szczegól­
ności Kamczatki, które zresztą najwcześniej wzbudziły zainteresowanie wy­
dawców (fragmenty obszernego manuskryptu, poświęcone życiu i kulturze
„Kamczadali", ukazały się drukiem już w 1821 r. w warszawskiej „Gazecie
Literackiej" oraz w „Sibirskim Wiestniku"), powinny być wpisane do ze­
stawu potencjalnych źródeł etnohistorycznych. Wiarygodność opisów,
w przeszłości niekiedy kwestionowana, nie ulega bowiem wątpliwości. Od­
rębną sprawą jest natomiast szczegółowa ocena naukowej przydatności za­
wartych w Dzienniku informacji, będąca kwestią przyszłości i zadaniem
specjalistów w zakresie etnografii Kamczatki oraz ziem przyległych. W ocze-

�347

RECENZJE I OMÓWIENIA

kiwaniu na ów werdykt wypada jednak zauważyć, iż przypisywanie Kop­
ciowi ambicji naukowych i dopracowania się, po okresie obserwacji amator­
skich, „rodzaju warsztatu badawczego o wcale dobrych podstawach komparatystycznych" (co czynią wydawcy m.in. na s. 307) jest sporą przesadą,
niezależnie od tego, że podczas pobytu na Syberii zebrał on „nielichą kolek­
cję etnograficzną", w części dowiezioną do kraju i podarowaną książętom
Czartoryskim, a pisząc po jakimś czasie wspomnienia, starał się nadać
etnograficznym spostrzeżeniom zwartą, usystematyzowaną postać . Nawia­
sem mówiąc, można wręcz podejrzewać, iż Kopeć dopiero w Polsce docenił
w pełni atrakcyjność swych spotkań z „dzikimi i mało różniącymi się od
zwierząt narodami" (to jego słowa z listu do Katarzyny I I ) , albowiem
w niektórych przypadkach, gdy brakło mu własnych spostrzeżeń, sięgał po
prostu po istniejącą już literaturę i przepisywał z niej, co uznał za stosowne
(wydawcy zidentyfikowali jego źródła w odniesieniu do Tatarów mieszkają­
cych między Tobolskiem a Kazaniem; s. 263, przyp. 45).
Wspomnienia Józefa Kopcia, w lwiej części poświęcone sześcioletniemu
w sumie pobytowi w Rosji (wliczając w to podróż na Kamczatkę i powrót
stamtąd do kraju), mają jeszcze jeden aspekt mogący zainteresować etno­
logów i antropologów. Są one mianowicie - acz nie stanowią pod tym
względem wyjątku w „literaturze zsyłkowej" - świetnym źródłem do studiów
ukierunkowanych zarówno na to, co i jak jest opisywane, jak i na samego
opisującego, w tym przypadku przeciętnego polskiego szlachcica (z właści­
wym mu wyposażeniem psycho-kulturowym) rzuconego przez los na Sybe­
rię, stykającego się z mozaiką społeczno-kulturową i cywilizacyjną euroazja­
tyckiego imperium carów, obserwującego postępy i skutki kolonizacji,
odkrywającego „nowy świat" w każdym z możliwych do nadania temu
określeniu sensów, a jednocześnie - przez cały czas - współuczestniczącego
na swój sposób w tworzeniu owej syberyjskiej rzeczywistości schyłku
X V I I I wieku: najpierw w roli więźnia i zesłańca, potem człowieka wolnego,
wreszcie - już po powrocie do ojczyzny, pomiędzy „swoimi" - weterana
obarczonego bagażem zsyłki, opowiadającego i piszącego o swych prze­
życiach. Takie spojrzenie (nb. mające bezpośrednią analogię w badaniach
nad wczesnymi relacjami Europejczyków o Ameryce, które od dawna
przestano postrzegać wyłącznie jako „cenne źródła etnograficzne") przy­
niosłoby zapewne wiele nowych elementów wzbogacających naszą wiedzę
o samych sobie, a odpowiednio poszerzone - być może z czasem prze­
kształciłoby się w swego rodzaju 'antropologię zsyłki'. Miejsce, jakie zajmuje
Syberia w historii Polaków i w polskim doświadczeniu narodowym, stanowi
1

1

Przecenianie kompetencji ludoznawczej Polaków stykających się w rozmaitych okolicz­
nościach z egzotycznymi ludami, jak również znaczenia naukowego sporządzanych przez nich
opisów, jest zjawiskiem, z którym spotkać się można dość często w literaturze przedmiotu i to
bynajmniej nie tylko w odniesieniu do Syberii. Ciągle aktualne są w tej materii uwagi dotyczące
zasad i kryteriów oceny dorobku Polaków, którzy uczestniczyli w „opisaniu ludów azjatyckiej
części Rosji", poczynione przed laty przez S. Szynkiewicza (1976).

�348

RECENZJE I OMÓWIENIA

wystarczającą rację, aby postulować uwzględnienie tak lub podobnie na­
zwanej perspektywy badawczej czy to w klasycznej, choć antropologicznie
zorientowanej etnologii, czy też w ramach samodzielnej dyscypliny, jaką ma
szansę stać się w niedalekiej przyszłości syberystyka .
2

LITERATURA
K r z y ż a n o w s k i J.
1979
Historia literatury polskiej. Alegoryzm-preromantyzm, Warszawa.
K u c z y ń s k i A.
1969
Wkład polskich podróżników do historii etnografii. Relacje Józefa Kopcia o ludach
Syberii, „Etnografia Polska", t. 13, z. 1, s. 87-128.
M a ł a g o w s k a H.M.
1993
O syberystyce i antologii polskich tekstów syberystycznych, „Lud", t. 76,
s. 221-225.
S z y n k i e w i c z S.
1976
Z historii polskich badań nad ludami mongolskimi, [w:] Historia kontaktów polskorosyjskich w dziedzinie etnografii, J . Babicz, A. Kuczyński (red.), Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, s. 163-190.

Ryszard Tomicki
Ogród spustoszony. Kontynuacja i zmiana w kulturze współczesnej wsi pol­
skiej, Ryszard Kantor (red.), Kraków 1995, ss. 123
Na tle niebieskiego nieba ogołocone z Uści jedno drzewko, stojące przy
płocie i dominacja czarnej ziemi (roli?). Tak wygląda okładka książki o bar­
dzo pięknym, metaforycznym tytule - Ogród spustoszony. Podtytuł dopełnia
treść: Kontynuacja i zmiana w kulturze współczesnej wsi polskiej. Jest to zbiór
materiałów z konferencji o takim samym tytule zorganizowanej w dniach
20-21 kwietnia 1995 r. przez Instytut Etnologii Uniwersytetu Jagiellońs­
kiego, Zakład Filozofii Przyrody i Kultury Wsi, Zakład Socjologii i Roz­
woju Wsi Akademii Rolniczej w Krakowie z pomocą krakowskiego Mu­
zeum Etnograficznego i Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy
Górnej. Jej celem, jak czytamy we „Wstępie", było „ukazanie współczesnej
kultury wsi - głównie wsi małopolskiej - z owej perspektywy, w której
kontynuacja i zmiana stanowią jakby dwa oblicza tego samego procesu,
a jest nim kształtowanie się oryginalnej i wartościowej współczesnej kultury
polskiej wsi." Zderzenie się dwóch światów treści i wartości: współczesnych,
bardzo nowoczesnych z tradycyjnymi będącymi wytworem pokoleń. Co
z tego wynika? Czy zupełnie nowa jakość, czy też raczej zmiany są dość
powierzchowne i „dotyczą bardziej formy niż treści"? Na te pytania próbują

2

Por. uwagi w tej sprawie H . M . Małgowskiej (1993).

�RECENZJE I OMÓWIENIA

349

odpowiedzieć autorzy wystąpień, które można generalnie ułożyć w cztery
grupy problemowe: 1. Aktualna sytuacja kultury na polskiej wsi; 2. Twórca
ludowy i jego miejsce w społeczności lokalnej; 3. Zachowania mieszkańców
współczesnej wsi (konwenanse, świadomość ekologiczna, religijność itp.);
4. Współczesna Orawa.
Aktualną sytuację kultury na polskiej wsi, a konkretniej jej niektóre
psychospołeczne uwarunkowania, omawia R. Kantor. Podkreśla, że nie in­
teresuje go tzw. kultura ludowa a raczej społeczność wiejska z jej kulturą;
Autor omawia też dotychczasowe ujmowanie tej kwestii w literaturze przed­
miotu, polityce kulturalnej itp. dochodząc do wniosku, że bardziej one
zaszkodziły niż pomogły kulturze wsi. Współcześnie „wsi nie jest potrzebna
żadna polityka kulturalna państwa - nawet tzw. demokratycznego - lecz po
prostu nakłady na rozwój infrastruktury kulturalnej [...]" (s. 9). Tym samym
kwestionuje Autor cały dotychczasowy model funkcjonowania kultury na
wsi, zasadę sterowania ową kulturą i to centralnie (moda na ludowość, koła
gospodyń wiejskich, spektakularne imprezy typu dożynki itp.). Działania te
osłabiły kulturotwórczą rolę społeczności wiejskiej w ogóle. Nie jest to
proces w jednakowym stopniu obserwowany na terenie kraju, nie wszędzie
mamy do czynienia z degradacją cywilizacyjną i kulturalną społeczności
wiejskiej. Kultura współczesnej wsi jawi się więc Autorowi jako ów „ogród
spustoszony", względnie „ogród nie plewiony". Ratunkiem może być od­
danie inicjatywy w ręce zorganizowanego i niezależnego od władzy central­
nej samorządu terytorialnego oraz miejscowych animatorów.
J. Dębicki zastanawia się nad relacjami zachodzącymi między centrum
kulturowym a regionem, zwracając szczególną uwagę na problematykę ob­
szarów peryferyjnych kulturowo („szkoła sądecka" czy sztuka Orawy przy­
wołane zostały jako przykłady obszarów sztuki peryferyjnej).
W tym nurcie rozważań sytuowałabym również teksty B. Perepeczko
„Miejsce i rola telewizji jako źródła informacji społeczności wiejskiej" oraz
R. Zięzio „Z zagadnień wiedzy potocznej o zabawkach i zabawkarstwie".
W pierwszym z nich Autorka, wychodząc od badań realizowanych przez
Ośrodek Badań Opinii Publicznej i Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN
na temat oglądalności programów telewizyjnych przez wieś, przedstawia
dominującą w swej funkcji informacyjnej, ale także i rozrywkowej, rolę
środków masowej komunikacji. Zastanawia się nad odbiorcą wiejskim, jego
zróżnicowaniem i przyzwyczajeniami („Nawyk oglądania tzw. dzienników
jest na wsi faktem"; s. 87). Z kolei R. Zięzio zarysowuje perspektywy nowe­
go kręgu bardzo ciekawych zagadnień badawczych dotyczących zabawki
i zabawkarstwa. To właśnie „Zabawa i zabawka towarzyszy... człowiekowi
od początku jego historii i stanowi, poza pracą, podstawową formę jego
aktywności społecznej" (s. 89). Wydaje się, że wszyscy wiemy o tym, że
zabawa i rekreacja są konieczne i odgrywają ważną rolę w życiu człowieka
wpływając na jego samopoczucie, psychikę i kondycję organizmu. Jednak
nie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że dobrze zaprogramowana zabawa

�350

RECENZJE I OMÓWIENIA

przynosi wiele pożytku. Zabawa może być metodą pomocną każdemu:
wychowawcy, instruktorowi, animatorowi, który chce zintegrować grupę,
ośmielić, wzmocnić pozytywnie każdego z jej uczestników. Spełniając wiele
funkcji ułatwia wprowadzenie określonych treści, uczy demokratycznego
rozwiązywania problemów. To, obok nauki i pracy, jeden z podstawowych
typów działalności ludzkiej, podejmowanej ze względu na przyjemność
płynącą z samego jej wykonywania. A jak zabawa, to i zabawka, która wraz
z zabawkarstwem będzie przedmiotem zainteresowań grona badaczy sku­
pionych wokół Muzeum Zabawkarstwa w Kielcach. Autor dokonuje
przeglądu stanu badań, charakteryzuje podstawowe źródła wiedzy o zabaw­
kach i zabawkarstwie, wreszcie formułuje najbliższe zadania dotyczącej tej
dziedziny.
Drugą grupę problemów reprezentują trzy teksty: I . Bukraba-Rylskiej
„Twórca ludowy - między folkloryzmem a tożsamością kulturową", E. Fryś-Pietraszkowej „Portret ludowego artysty na tle wsi" oraz I . Butmanowicz-Dębickiej „Obcy wśród swoich. Społeczne podłoże twórczości samorodnej."
Uwarunkowania twórcy ludowego w rzeczywistości społeczno-politycznej
minionych lat i współcześnie to podstawowy problem tych rozważań.
Można w nich znaleźć jeszcze funkcje czy raczej powinności twórcy (tekst
Rylskiej), zagadnienia dotyczące kreślenia własnego wizerunku (Pietraszkowa)
oraz poszukiwania odpowiedzi na pytanie o genezę twórczości samorodnej
(Dębicka).
Trzecia grupa dotyczy zachowań mieszkańców współczesnej wsi.
Z. Szromba-Rysowa pisze tu o „Współczesnym konwenansie górali pod­
halańskich", U. Janicka-Krzywda o „Przejawach i przemianach religijności
ludowej we współczesnej kulturze wsi podkarpackiej", wreszcie dwa opraco­
wania związane ze stanem świadomości ekologicznej (St. Moskal, R. Kohut
„Postawy mieszkańców wsi małopolskiej wobec środowiska naturalnego"
oraz A. Kotala „Wpływ poszczególnych źródeł informacji na stan wiedzy
ekologicznej mieszkańców wsi").
„Konwenans [...] jest elementem tożsamości kulturowej, czyli poczucia
pewnej wspólnoty zachowań, a presja społeczna wobec uchybień w dziedzi­
nie konwenansu bywa silniejsza w społeczności zamkniętej aniżeli w mieście"
(s. 65) - czytamy w tekście Rysowej, która śledzi na przykładzie grupy górali
podhalańskich słowa oraz pozawerbalne zachowania, gesty wyrażające właś­
nie konwenans. Interesujący tekst przywołujący wiele, w innych regionach
kraju, nieznanych elementów zachowania, etykiety.
Religijność ludowa - „obok czysto zewnętrznych jej przejawów istnieje
tu również bardzo bogata warstwa duchowa, którą kształtują między innymi
skompolikowane mechanizmy psychologiczne" (s. 73), o których traktuje
kolejny tekst. Autorka przedstawia główne tendencje przemian religijności
ludowej oraz nowe formy w tym zakresie. Wyszczególnia dwa główne nurty:
1 - pojawienie się, po pewnym odejściu od tej formy religijności, przejawów
zapotrzebowania na religię jako elementu życia zbiorowego (wizyty obra-

�RECENZJE I OMÓWIENIA

351

zów, zbiorowe modlitwy itp.) oraz 2 - ponowne zwrócenie uwagi na orga­
nizację przestrzenną i kalendarzową kultu.
Skażenie środowiska naturalnego i zniszczenia w krajobrazie to jedne
z najważniejszych czynników wskazujących na konieczność kształtowania
postaw proekologicznych mieszkańców kraju w ogóle, w tym wsi. Kwestię
tę podnoszą dwa opracowania. Pierwszy („Postawy mieszkańców wsi mało­
polskiej wobec środowiska naturalnego") ukazuje społeczność wiejską
w dwojakiej roh: z jednej strony jako producenta żywności zmuszonego
nadążyć za nurtem rozwoju rolnictwa, a z drugiej jako konsumenta za­
spakajającego swoje codzienne potrzeby, a przecież „Szkody wyrządzane
w środowisku naturalnym przez mieszkańców wsi mogłyby być znacznie
mniejsze, gdyby ich zachowania uległy właściwej modyfikacji, co jednakże
poprzedzone być musi odpowiednią zmianą postaw i systemu wartości"
(s. 100). Autor podkreśla konieczność podjęcia systematycznej czasowej edu­
kacji ekologicznej. Zakłada też poprzedzenie jej poznaniem obecnego stanu
świadomości i czynników mających na nią wpływ. Przedstawia wyniki prze­
prowadzonych w roku 1994 badań na ten temat. Upoważniają one do
stwierdzenia, iż wiedza dotycząca środowiska naturalnego jest przypadko­
wa, powierzchowna i , co się z tym wiąże, niekompletna. Jednak, przynajm­
niej w postaci deklaratywnej, przeważają zdecydowanie postawy proekologi­
czne. Są one - przedstawia to A. Kotala w kolejnym artykule - w dużym
stopniu kształtowane przez środki masowego przekazu. „Rozpowszechniane
przy ich pomocy treści nakładają się na opinie przekazywane przez poprze­
dnie pokolenia, na wiadomości wyniesione ze szkoły, podlegają też modyfi­
kacjom w wyniku rozmów prowadzonych w gronie sąsiadów i znajomych"
(s. 109). Jak kształtuje się ten wpływ i jakie mają znaczenie poszczególne
źródła dla stanu świadomości ekologicznej tego dowiadujemy się z dalszej
części tekstu.
Konferencja odbywała się w pięknym Orawskim Parku Etnograficznym
w Zubrzycy Górnej, nie mogło więc zabraknąć tekstów dotyczących właśnie
Muzeum (J. Pilch) oraz przemian kulturowych regionu w dobie transfor­
macji ustrojowych (W. Kołodziej). Przybliżają one problematykę tego specy­
ficznego miejsca, jakim jest Orawa. Mówią o wspaniałych animatorach
ruchu regionalnego, iniq'atywach wydawniczych itp. Sugerują, iż „bez cen­
tralnego sterowania przez państwo wieś pozostawiona własnej inicjatywie
w perspektywie czasu winna odzyskać własną tożsamość" (s. 62).
Redaktorzy tomu piszą, iż jest to „skromny przyczynek do opisu kultury
współczesnej wsi polskiej" (s. 6) odwołujący się jednak do badań tereno­
wych, do literatury przedmiotu. Jednocześnie zapowiadają kolejne konferen­
cje w innych regionach Polski licząc, iż „prezentowany tomik [...] zapocząt­
kuje serię wydawniczą poświęconą w całości tematyce kontynuacji i zmiany
w kulturze współczesnej wsi polskiej" (s. 6), czego Autorom i sobie życzymy.
Urszula Kaczmarek

�352

RECENZJE I OMÓWIENIA

Kultura międzywojennego Wilna. Materiały konferencji w Trokach (28-30 V I
1993), Anna Kieżuń (red.), Biblioteka Pamięci i Myśli, t. 10, Białystok
1994, ss. 387
Biblioteka Pamięci i Myśli to seria wydawnicza Oddziału Białostockiego
Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza, wielce już zasłużona dla
badań nad różnymi aspektami dziejów i kultury Wileńszczyzny. Kolejne
tomy serii, choć nierówne pod względem tematyki, tworzą w sumie znaczącą
poznawczo pozycję. Omawiany tom stanowi plon konferencji naukowej.
W jakimś sensie określa to zwykle charakter tego typu publikacji, trudno
bowiem zazwyczaj o jednorodność uzyskanych w ten sposób testów, zwłasz­
cza gdy sama konferencja nie wymuszała pewnej w tym względzie dyscy­
pliny. Kultura międzywojennego Wilna stanowi, niestety, tego potwierdzenie.
W tomie znalazły się bowiem teksty merytorycznie i formalnie bardzo od
siebie odległe. Da się w nim jednak wyodrębnić pewne bloki tematyczne. Do
pierwszego można zaliczyć teksty odnoszące się do dziejów Uniwersytetu im.
Stefana Batorego i jego roli kulturotwórczej. Blok ten otwiera wypowiedź
Wacława Dziewulskiego, zawierająca dość luźne impresje o charakterze
wspomnieniowo-historycznym dotyczące różnych elementów przeszłości wi­
leńskiej uczelni, które z pewnym tylko trudem udaje się złożyć w pewną
całość charakteryzującą bardziej klimat Wszechnicy, niż jej losy czy rolę.
Tekst Haliny Bursztyńskiej, poświęcony humanistyce uniwersyteckiej, uznać
można co najwyżej za sygnał zainteresowań autorki. Poświęcając sporo
uwagi problemom egzystencji braci studenckiej, odnotowując udział słucha­
czy Wydziału Humanistycznego w życiu kulturalnym Wilna, autorka tylko
zasygnalizowała pozaakademicką aktywność profesury, zupełnie natomiast
pominęła to, co wydaje się najistotniejsze w rozważaniach o wileńskiej
humanistyce uniwersyteckiej: osiągnięcia naukowe, kierunki badań itd.
Czyżby nie było o czym mówić? A może ten - podstawowy chyba - aspekt
aktywności wileńskich akademików nie miał nic wspólnego z kulturotwór­
czą rolą Wszechnicy? Podobne refleksje wywołuje lektura referatu Aliny
Czapiuk o uniwersyteckim środowisku historycznym. Sporo w tym tekście
informacji o organizowaniu się tego środowiska, o tworzeniu Wydziału
Humanistycznego Uniwersytetu, o wybitnych postaciach uczonych. I zupeł­
nie brak - poza czysto informacyjnym zapisem bibliograficznym - tego,
czym ludzie owi na trwałe wpisali się w polską historiografię: ich dzieł, tego
co stworzyli, o czym i jak myśleli, do jakich dochodzili ustaleń i jaki obraz
historii upowszechniali. Zasadnie zapytać by można, czym się więc zasłużyli
np. Stanisław Kościałkowski czy Teofil E. Modelski? Konia z rzędem temu,
kto na podstawie referatu Aliny Czapiuk potrafi na to pytanie odpowie­
dzieć, a przecież stanowić to powinno klucz do prezentacji osiągnięć środo­
wiska, poprzez nie bowiem wpisywało się ono w kulturę Wilna i w kulturę
Polski. Jak można to zrobić, przekonuje tekst Jacka Juliusza Jadackiego
o wileńskim środowisku filozoficznym i jego osiągnięciach. Referat całkowi-

�RECENZJE I OMÓWIENIA

353

cie odmienny w formie od wymienionych poprzednio, stanowi solidny i in­
teresujący zarys monograficzny, charakteryzując ludzi, instytucje i kierunki
badawcze.
Na uwagę zasługuje także tekst Radosława Cybulskiego - monograficz­
ny zarys dziejów średniego szkolnictwa ogólnokształcącego w międzywojen­
nym Wilnie, uzupełniony cennym zestawieniem tego typu szkół w 1938 r.
Kolejny blok tematyczny to referaty poświęcone środowiskom arty­
stycznym Wilna. Wśród nich chyba najciekawsza i najpełniejsza jest praca
Heleny Karwackiej poświęcona teatrowi na Pohulance. Autorka w sposób
systematyczny przedstawiła niełatwe losy tej sceny pod kolejnymi dyrek­
cjami, jej znaczenie nie tylko dla społeczności wileńskiej, ale i na teatralnej
mapie I I Rzeczypospolitej, wydobywając zwłaszcza rolę J. Osterwy i sku­
pionego wokół niego środowiska Reduty. Równie wartościowy pod wzglę­
dem faktograficznym jest referat Józefa Poklewskiego o organizacjach
artystycznych i instytuq'ach opieki nad sztuką. Autor scharakteryzował
w nim działalność stowarzyszeń twórczych działających na terenie Wilna
i ich rolę w organizowaniu życia kulturalnego, przypomniał także niektóre
głośne w owym czasie sprawy, jak dyskusje na temat pomnika Adama
Mickiewicza, czy sprzedaży XVII-wiecznych gobelinów flamandzkich. Węż­
szy zakres tematyczny ma szkic Tadeusza Bujnickiego o czasopiśmie „Środy
Literackie", wydawanym w latach 1935-1937. Nie umniejszając wartości
intelektualnej tego periodyku, można jednak poddać w wątpliwość przy­
pisywane mu przez autora znaczenie. Było to pismo wąskiej elity, którego
odbiór poza tę elitę nie wykraczał i które nie odegrało w istocie większej
roli społecznej, w przeciwieństwie do publikujących w nim osób. Znacznie
większy rezonans wywoływało inne czasopismo wieleńskie, a mianowicie
słynne „Żagary". Niestety, poświecony związanemu z nim środowisku
tekst Andrzeja Lama należy do najsłabszych w całym tomie - nie wnosi
nic nowego w sensie faktograficznym, a także pozbawiony jest jasnej
myśli interpretacyjnej. Szkoda to wielka, czasopismo to bowiem nie tylko
zyskało stosunkowo znaczny rozgłos, ale skupiało grono niezwykle cie­
kawych ludzi o najprzeróżniejszych opcjach ideowych i artystycznych,
stanowiąc szczególny wytwór kresowej kultury.
Kolejny blok to szkice poświęcone poszczególnym twórcom kultury wi­
leńskiej. Bez wątpienia na czoło wysuwa się tu referat poświęcony Ferdynan­
dowi Ruszczycowi (autorstwa Edwarda Ruszczyca), a dzieje się tak przede
wszystkim z uwagi na pierwszoplanowe znaczenie bohatera dla wileńskiego
życia kulturalnego i jego artystycznych osiągnięć. Autor referatu przez kolej­
ne swoje publikacje konsekwentnie zmierza do przedstawienia pełnej bio­
grafii swego przodka, postaci wybitnej, a dziś mało znanej poza wąskim
kręgiem specjalistów. Choć każda z postaci przypomnianych w pozostałych
referatach tego bloku bez wątpienia zasługuje na uwagę, to jednak w sumie
ich dobór wydaje się przypadkowy i wynika raczej z zainteresowań ba­
dawczych referentów niż z dążenia do sportretowania twórców najbardziej

�354

RECENZJE I OMÓWIENIA

znaczących w międzywojennym Wilnie. O ile przy tym Tadeusz Łopalewski
(o którym pisze Barbara Olech), Wanda Niedziałkowska-Dobaczewska
(szkic Anny Kieżuń) i Albin Dziekoński (tekst Barbary Noworolskiej) rze­
czywiście swą aktywność twórczą rozwijali w Wilnie przynajmniej w pew­
nym okresie, o tyle Zofia Bohdanowiczowa, której pisarstwu poświęciła
referat Violetta Wejs-Milewska, była pisarką wileńską bardziej przez wątki
swej twórczości emigracyjnej. Niemniej szkice te, bardzo zresztą odmienne
w sposobie traktowania omawianych postaci, są cenne, przypominają bo­
wiem ludzi z Wilnem związanych artystycznie i emocjonalnie, a skazanych
na zapomnienie niekoniecznie z uwagi na wartość dokonań artystycznych.
Tom zamykają trzy teksty, które same w sobie ważne, nie mieszczą się
jednak w formule określonej tytułem tomu. Są to: Alicji Kisielewskiej roz­
ważania o obrazie Wilna i Kresów w filmie A. Wajdy i T. Konwickiego
„Kronika wypadków miłosnych", refleksje Agaty Zwolan o dziedzictwie
„żagarystów" i tekst Wandy Boguskiej o recepcji twórczości pisarzy Wileńszczyzny w programach współczesnej szkoły polskiej. Zwłaszcza ostatni
z nich to niezwykle pouczający przyczynek do sposobu traktowania literatu­
ry, a szerzej - kultury, w procesie edukacji młodych pokoleń, pokazujący
stopień i charakter zubożenia wiedzy młodzieży o ważnych elementach
i aspektach polskiego dziedzictwa kulturalnego.
Całość tomu dopełniona została esejem Elżbiety Feliksiak pt. „Wileńska
pamięć polskiej literatury powojennej". Jego autorka, odwołując się do
twórczości Zofii Bohdanowiczowej, Antoniego Gołubiewa, Tadeusza Kon­
wickiego, Czesława Miłosza i Wojciecha Piotrowicza, starała się pokazać,
jak pamięć Ziemi Wileńskiej, czy szerzej kresów wschodnich I I Rzeczy­
pospolitej, żyje w twórczości literackiej, jaką odgrywa w niej rolę i jakie
funkcje pełni. Przy okazji formułowania ciekawych poglądów analitycznych,
zostały w tym tekście zawarte mocno kontrowersyjne uwagi ogólniejszej
natury, dotyczące m.in. mechanizmu pamięci społecznej, pojęcia ojczyzny
i ziemi rodzinnej.
W tekstach nie brak pewnych, drobnych na ogół, błędów faktogra­
ficznych, niekiedy jednak irytujących, jak kilkakrotne mylenie Mieczysława
Limanowskiego z jego ojcem Bolesławem. Wierzyć tylko wypada, iż wy­
nikają one z redakcyjnych pomyłek i niedopatrzeń, a nie z poważniejszych
powodów.
Omawiany tu tom, objętościowo pokaźny, pozostawia jednak uczucie
pewnego niedosytu, związanego przede wszystkim ze słabością elementów
syntetyzujących. Rozumiejąc, że są to tylko materiały pokonferencyjne, a nie
zbiór studiów monograficznych, nie sposób jednak nie zauważyć, iż pomi­
nięto w nim szereg problemów ważnych, a nawet bardzo ważnych. Szkoda,
że organizatorzy konferencji nie zdołali pozyskać autorów, którzy zajęliby
się choćby np. problematyką prasy wileńskiej, środowiska dziennikarskiego
i muzycznego, kulturą Żydów wileńskich, wreszcie miejscem Wilna na kul­
turalnej mapie ówczesnej Polski. Czytelnik otrzymał pozycję godną uwagi,

�RECENZJE I OMÓWIENIA

355

dostarczającą sporo wiedzy, będącą jednak dopiero krokiem - kolejnym,
jeśli zważyć na inne publikacje, m.in. w ramach serii Biblioteka Pamięci i Myśli
- ku powstaniu szerszej panoramy dziejów najnowszych Wilna i Wileńszczyzny.
Stanisław Ciesielski

Zdzisław Julian Winnicki, Szkice kresowe, Biblioteka Wschodnia, t. 1, Antoni
Kuczyński (red.), Stowarzyszenie „Wspólnota Polska" Oddział Dolnośląski,
Wrocław 1995, ss. 155 + 44 fot.
Słynące od lat z wielu cennych inicjatyw badawczych i wydawniczych
środowisko osób skupionych w Dolnośląskim Oddziale „Wspólnoty Polskiej"
wydało kolejną, godną uwagi pozycję. Jest ona interesującą próbą przybliżenia
polskiemu czytelnikowi wybranych kart z dziejów (minionych i obecnych)
Polaków na Białorusi. Jest też zapisem wędrówek po miejscach noszących ślady
polskości. Nie jest to jednak wędrówka o charakterze turystycznym, ani też
wyłącznie poznawczym. Autor, pełniący funkcję prezesa Stowarzyszenia „Straż
Mogił Polskich na Wschodzie", przebywał bowiem wielokrotnie na Białorusi ze
szczególną misją. Wraz z kilkoma innymi członkami Stowarzyszenia woził tam
żelazne krzyże, by stawiać je na mogiłach osób pomordowanych i poległych
w walce za Ojczyznę. Autor wyjaśnia, że działające praktycznie od 1991 r.
Stowarzyszenie nawiązuje do tradycji „Straży Mogił Polskich Bohaterów",
która powstała we Lwowie w 1919 r. dla opieki nad grobami obrońców miasta
oraz uczestników powstań narodowych. „Hekatomba ostatniej wojny i obu
okupacji przerwała [jednak] tę pracę. Przybyło mogił, ubyło opiekunów. Przez
całe dziesięciolecia nie tylko działania społeczne, ale i troska rodzin stanęły
wobec muru niemożności w wyniku odcięcia dostępu do drogich nam wszyst­
kim miejsc pamięci" (s. 117). Jak wiemy, przez dziesiątki lat nie mówiło się
głośno o Polakach za naszą wschodnią granicą. Dopiero w ostatnim okresie ich
dzieje, warunki życia, kształtowania się tożsamości narodowej, zachowania
dziedzictwa kulturowego itp. stały się wręcz modnymi tematami badawczymi,
owocując setkami publikacji. Rozpoczęła też działalność „Wspólnota Polska"
oraz liczne fundacje i stowarzyszenia społeczno-kulturalne mające na celu m.in.
pomoc w reaktywowaniu polskiego szkolnictwa i ułatwienie dostępu do polskiej
kultury Polakom z Białorusi, Ukrainy, Litwy, Kazachstanu i innych państw
powstałych po rozpadzie ZSRR. Organizacje te współpracują z działającymi po
drugiej stronie granicy stowarzyszeniami skupiającymi przede wszystkim
miejscowych Polaków (należy do nich również Związek Polaków na Białorusi,
któremu poświęcony jest jeden z rozdziałów omawianej książki).
Autor w oszczędnych słowach informuje o realizacji zadań „Straży Mogił
Polskich na Wschodzie". Z podanych przez niego opisów trasy układa się
jednak nie tylko szczegółowa mapa ludzkich i narodowych tragedii, miejsc
chroniących szczątki bohaterów, którzy przeszli do historii (np. „Ponurego",

�356

RECENZJE I OMÓWIENIA

„Łupaszki") jak i tysięcy bezimiennych ofiar. Można też nakreślić szczególny
obraz zbiorowej pamięci, współczesnych postaw miejscowej ludności wobec
przeszłości i własnych tradycji narodowych. Z. Winnicki niezwykle ciepło
pisze o ludziach, którzy uczestniczyli w uroczystościach stawiania krzyży,
0 ich gościnności, duchowej więzi z ojczyzną przodków i tą, którą pamiętają
z czasów dzieciństwa, o ich tęsknotach, marzeniach, wzruszeniu... Dochodzi
też do znamiennej konkluzji: „Byliśmy przekonani, że czynimy to, co czynimy,
dla poległych. Okazało się, że nasze uroczystości stały się lokalnym świętem
dla miejscowych Polaków" (s. 119). Można dodać, że członkowie „Straży"
pełnili swoistą misję kulturalną. Byli współuczestnikami Dni Kultury Polskiej,
podczas których prezentowali przywiezione z Polski wydawnictwa, prace
plastyków, fotografików, a także filmy. Towarzyszyły im zespoły śpiewacze,
muzycy i in.
Zasadnicza część książki poświęcona jest jednak, jak już wspomniałam,
zagadnieniom, bez których trudno byłoby zrozumieć dzisiejszą sytuację Po­
laków na Białorusi, realia ich życia, czy też ocenić fenomen odrodzenia
polskości, który zaczął się przed paroma laty. Korzystając ze źródeł archi­
walnych i Uteratury omawia więc np. Winnicki dane odnośnie do liczby
Polaków na Białorusi, przedstawia kontrowersje wokół oficjalnych statystyk
1 dokonywane manipulacje, ukazując jednocześnie uwarunkowania histo­
ryczne, które w dużej mierze miały wpływ na charakter danych spisowych.
O sytuacji ludności polskiej, a także zmianach w radzieckiej polityce
narodowościowej informuje rozdział poświęcony polskiemu szkolnictwu na
Białorusi w latach 1944-1946. Rozdział ten ma dużą wartość dokumentacyjną.
Zostały w nim bowiem m.in. zamieszczone materiały będące efektem poszuki­
wań autora w białoruskich archiwach. Ukazują one np. organizację i sieć
szkolnictwa w obwodzie grodzieńskim, liczbę oraz narodowy charakter szkół
(na podstawie języka nauczania), liczbę uczniów, sytuację kadrową i in.
Widoczna jest tu również rola szkół, a więc głównie nauczycieli, w realizacji
zadań polityczno-ustrojowych. Do dziejów odbudowy polskiej państwowości
po wojnie nawiązuje też autor w rozdziale pt. „Jeszcze jedna mapa - przyczy­
nek o kształtowaniu się granicy polsko-radzieckiej w latach 1944-1945 (skory­
gowana Linia Curzona)". Ukazano tu okoliczności wytyczenia wschodniej
granicy Polski. W rozdziale zamieszczono też unikalną mapę Polski, prawdopo­
dobnie z połowy 1945 r. Mapa ta - jak podkreśla autor - „według wszelkiego
prawdopodobieństwa", publikowana jest po raz pierwszy (s. 70).
Z rozdziałem tym koresponduje część pracy ukazująca dzieje Kanału
Augustowskiego, niezwykłego dzieła inżynierskiego z X I X w. Z informacji
przytoczonych przez autora wynika, że Kanał ten stał się symboliczną ofiarą
stanu stosunków między sąsiadującymi ze sobą państwami, a jego losy są
m.in. efektem niedokładnej realizacji ustaleń dotyczących Linii Curzona.
Dwa rozdziały poświęcone są śladom polskości w dwóch miastach
- Mińsku i Grodnie. Autor wskazuje zarazem na próby niszczenia, zaciera­
nia tych śladów przeszłości i zmian charakteru poszczególnych miejsc, bu-

�RECENZJE I OMÓWIENIA

357

dynków, placów i in. Szkoda, że Z. Winnicki nie spróbował porównać tych
miast chociażby ze względu na odmienność losów ludności polskiej, realiów
jej życia, a co za tym idzie - także możliwości obecnego działania polskich
środowisk, ich specyfiki. Mam także uwagę odnośnie do fotografii katedry
(dawnego kościoła o. Jezuitów) zamieszczonej w rozdziale pt. „Mińskie
polonica" (s. 64). Ukazano tu tylko fragment frontowej części świątyni, gdy
- jak sądzę - bardziej interesująca byłaby fotografia katedry wraz z sąsied­
nimi budynkami. Widoczne byłoby wówczas jej znamienne wtopienie
w przestrzeń miasta, zamaskowanie pogłębione jeszcze przez brak wysokich
wież, które zostały celowo zburzone na rozkaz władz radzieckich.
Odrębny rozdział, którego współautorem jest Mikołaj Iwanow, zatytuło­
wany został „Katolicy na terenie b. ZSRR". Rozważana jest tu przede
wszystkim kwestia liczebności katolików, wśród których zdecydowaną więk­
szość stanowi ludność polskiego pochodzenia. Autorzy publikują tu ciekawe
materiały archiwalne, ukazując zarazem szerzej sytuację wyznaniową
w Związku Radzieckim. W rozdziale tym znalazła się fotografia słynnego
kościoła (tzw. czerwonego - z uwagi na charakterystyczny kolor cegły)
stojącego obecnie w centrum Mińska (s. 83). Podpis głosi, że jest to Kościół
św. Szymona i św. Heleny, podczas gdy oficjalna nazwa powinna brzmieć:
Kościół św. Symeona i św. Heleny.
Książkę Z. Winnickiego należy z pewnością uznać za cenną pozycję
odsłaniającą wiele kart z dziejów Polaków na Białorusi, jak też ukazującą
ich sytuację na początku lat dziewięćdziesiątych. Pisząc o efektach działania
„Straży Mogił Polskich na Wschodzie" autor ukazuje zarazem jeden ze
sposobów nawiązywania łączności z tamtejszymi Polakami, tworzenia po­
mostu między nimi i mieszkańcami Polski. Mam jednak pewne zastrzeżenia
dotyczące układu pracy. Każdy z rozdziałów wydaje się tu żyć własnym
życiem, stanowi odrębną całość. Wprawdzie autor wyjaśnia, że „niniejszy
zbiór powstał jako tematyczne zestawienie nowych oraz wcześniej publiko­
wanych tekstów" (s. 155), jednakże - moim zdaniem - wyjaśnienie to zostało
podane zbyt późno (powinno się ono znaleźć na początku pracy). Należało­
by ponadto dodać kilka zdań wprowadzenia do każdego z rozdziałów, by
zebrać w zwartą całość wątki poruszane chociażby w sąsiadujących ze sobą
częściach książki. Brak takich łączników powoduje wrażenie przypadkowości.
Zabrakło też merytorycznego podsumowania całości, zdarzył się nawet błąd
ortograficzny (s. 132). Trudno poza tym uznać za bibliografię noszący tę nazwę
wykaz prac i źródeł archiwalnych podany w rozdziale pierwszym. Jest on
bowiem dalece niepełny (proponowałabym termin: Literatura).
W książce zamieszczony został natomiast ciekawy materiał ilustracyjny,
mający charakter dokumentu - zapisu chwili, zmieniły się bowiem władze
zarówno w Polsce, jak na Białorusi, zmieniły się też wyraźnie realia życia
w obydwu krajach.
Odrębny dział poświęcił autor omówieniu niektórych książek związa­
nych tematycznie z głównymi treściami pracy. Część tę nazwano „Regał

�358

RECENZJE I OMÓWIENIA

z książkami". Nie wiadomo jednak, czy omówienia te były już gdzieś druko­
wane (jeśli tak, to gdzie).
Mimo pewnych braków technicznych, wynikających - jak przypuszczam
- z pośpiechu autora i chęci jak najszybszego podzielenia się z szerokim
kręgiem czytelników efektami prac, z których część opublikowano wcześniej
w mało znanych lub/i nisko nakładowych tytułach, książka ta stanie się
zapewne interesującą i cenną lekturą, choćby z uwagi na zamieszczone w niej
unikalne materiały archiwalne, po którą sięgnie wiele osób zainteresowanych
Kresami. Dolnośląskiemu Oddziałowi Stowarzyszenia „Wspólnota Polska"
należy życzyć kolejnych tytułów, w tym także udanej kontynuacji serii
Biblioteki Wschodniej pod redakq'a prof. Antoniego Kuczyńskiego.
Iwona Kabzińska

Leszek Dzięgiel, Lwów nie każdemu zdrów, Polskie Towarzystwo Ludo­
znawcze, Wrocław 1991, ss. 372
Lwów jest ważnym elementem naszej tradycji, nie tylko narodowej, ale
często również rodzinnej. Jest to szczególna tradyq'a. Składają się na nią
zazwyczaj nostalgiczne opowiadania o czasach dawnej, przedwojennej świet­
ności, o niepowtarzalnym klimacie i duchu, owym genius loci „nadpełtwiańskiego" grodu, będące swoistą podróżą sentymentalną do miejsc młodości,
do utraconej małej ojczyzny. Niekiedy jednak zabrzmi wśród nich groź­
niejszy akord, dzieło naukowe lub relaq'a sięgająca do najbardziej drama­
tycznego, ostatniego etapu istnienia wielonarodowego, wielowyznaniowego
i wielokulturowego, a zarazem jakże polskiego Lwowa.
Właśnie w tym drugim nurcie mieszczą się wspomnienia L. Dzięgla,
profesora Katedry Etnologii UJ, którego losy wojenne sprzęgły ze Lwowem,
wydane przez PTL z inicjatywy niestrudzonego założyciela i animatora
„Biblioteki Zesłańca" A. Kuczyńskiego. Wspomnienia L. Dzięgla są tekstem
szczególnego rodzaju. Zawierają opis niedoli wojennych lat we Lwowie,
zapamiętany przez kilkunastoletniego chłopca. Uwaga Autora skupia się na
opisie realiów codziennego życia, przyziemnych, wydawałoby się, proble­
mów, które jednak w znacznym stopniu determinowały zachowania, po­
stawy i nastroje mieszkańców miasta.
W wielu wspomnieniach, pisanych po latach, poruszane są jakże często
sprawy ogólne, ważne z punktu widzenia losów całej zbiorowości, narodu,
umykają w nich z pola widzenia natomiast te nieistotne, niewiele znaczące
z pozoru problemy dnia powszedniego. Pisze się o terrorze i oporze a zapomina
o tym, że aby walczyć trzeba było najpierw żyć. We Lwowie w okresie П wojny
światowej równie groźna i przerażająca dla ludności polskiej była zarówno
obawa przed wywiezieniem, aresztowaniem czy nawet śmiercią z ręki okupan­
tów (lub z ręki sąsiada Ukraińca), jak i wizja śmierci głodowej, konieczność

�RECENZJE I OMÓWIENIA

359

nieustannej, wyczerpującej walki o zdobycie żywności, odzieży, opału, lekarstw.
Wspomnienia L. Dzięgla nie zawierają jednostronnej, jedynie heroicznej wizji
trudnych czasów. Autor opisuje i charakteryzuje fragment rzeczywistości często
pomijany jako (ale tylko dla piszących) zbyt oczywisty i nazbyt trywialny.
A przecież w przeważającej większości polskich domów to właśnie codzienne
kłopoty, a nie kwestie ogólne, problemy światowej lub europejskiej polityki
i wielkiej strategii, były głównym przedmiotem troski.
L. Dzięgiel wplótł w tok wspomnieniowej narracji fragmenty prowa­
dzonego w okresie wojny dziennika. Możliwość wykorzystania zapisów
198-stronicowego dziennika wyraźnie podniosła walor autentyczności i wiarogodności opisywanych faktów. Ułatwił on Autorowi rekonstrukcję po
latach szeregu wydarzeń. Jednak, jak zaznacza we „Wstępie", notatki
w dzienniku - odczytywane rodzinie - stanowiły wersję „oficjalną", złago­
dzoną, ocenzurowaną. Wiele zdarzeń, które nie mogły zostać odnotowane,
zachowało się w pamięci Autora i trafiło dopiero do jego wspomnień.
Niektóre sprawy doczekały się pogłębionej refleksji z perspektywy lat.
L. Dzięgiel niezwykle ciekawie opisuje środowisko, w którym przez pra­
wie 6 lat żył i dorastał. A przyszło żyć Autorowi na opiewanym wielokrotnie
i stanowiącym już nierozerwalną część mitu Lwowa Łyczakowie. Wizja jego
różni się jednak pod wieloma względami od tej powszechnie dominującej.
„Batiarnia" łyczakowska nie składała się tylko, a nawet nie przede wszyst­
kim, z chłopców takich jak L. Dzięgiel, A. Hollanek, czy W. Szolginia, była
to autentyczna „batiarnia" w pierwotnym tego słowa znaczeniu. Był tu
reprezentowany prawdziwy przekrój społeczeństwa od zwykłych chuliganów
i łobuziaków z przedmieścia, którzy nie stronili od wchodzenia w podejrzane
interesy handlowe z okupantem, po ludzi takich, jak zapamiętany przez
L. Dzięgla „Kajo" (Kazimierz) Berdak, więziony przez NKWD, cudem
uratowany z masakry na Brygidkach, żołnierz AK, aresztowany, bestialsko
torturowany i powieszony publicznie przez oprawców z Gestapo.
Wspomnienia zawierają mnóstwo interesujących, bezcennych często szcze­
gółów i informacji - od spraw okupacyjnego menu, sposobów zdobywania
żywności i opału, poprzez opis świata młodego chłopca - rozrywek jego i jego
rówieśników, po opis pierwszych „intelektualnych" fascynacji, lektur, zaintere­
sowań „naukowych" i „archiwalnych". Szczególnie cenną jest możliwość
porównania warunków życia w trzech różnych okresach - pod pierwszą
okupacją sowiecką, w latach okupacji niemieckiej i pod „drugimi sowietami".
Niemniej zajmujące są te strony wspomnień, na których Autor opisuje
swoje doświadczenia szkolne, zarówno ze szkoły radzieckiej, jak i szkoły
polskiej pod okupacją niemiecką oraz tajnych kompletów. Charakteryzując
nastroje L. Dzięgiel sporo miejsca poświęcił relacjom polsko-ukraińskim
i stosunkowi Polaków, mieszkańców Lwowa, do Żydów.
Ostatnia część wspomnień dotyczy lat 1945-1948, pobytu na Górnym
Śląsku, z którego autor wyjechał do Lwowa w 1939 r. L. Dzięgiel przedstawił
obraz skomplikowanych pierwszych powojennych lat, widziany oczyma ucznia

�360

RECENZJE I OMÓWIENIA

gimnazjum. Porusza w nim problemy istotne i kwestie tak wówczas aktualne na
Śląsku, jak stosunek przybyszów z innych terenów Polski,wysiedleńców
z Kresów Wschodnich do„ziem odzyskanych" i ich relacje z miejsową
ludnością. Wiele miejsca zajmuje opis realiów życia codziennego, powszednich
trosk i radości. Ten fragment wspomnień wyraźnie dowodzi, jak bardzo
odbiegała lansowana usilnie przez propagandę i wypełniającą funkqe propagan­
dowe dworską historiografię, optymistyczna wizja lat powojennych od przeży­
wanej i zapamiętanej przez ludzi rzeczywistości. Rzekoma radość i entuzjazm
dla nowych władz była jedynie elementem kreowanego świata przedstawień,
a ulga odczuwana po zakończeniu okupaqi niemieckiej była (nie tylko na
Śląsku) tłumiona przez represje aparatu bezpieczeństwa, zachowanie zdobyw­
ców, nędzę codziennej egzystencji, bezpardonową walkę polityczną.
Wspomnienia L. Dzięgla zamyka, jako swoista klamra, relacja z wyjazdu
do Lwowa w 1990 r. Podróż ta, będąca swego rodzaju powrotem po latach
do świata dzieciństwa i młodości, jest zarazem próbą szukania pozostałości
polskiego Lwowa, który w znacznej mierze przeszedł jednak do historii - nie
tylko wskutek wyjazdu ludzi tam mieszkających i tworzących jego oblicze,
ale także na skutek zniszczenia lub zrujnowania wielu charakterystycznych
lwowskich budowli i zakątków. L. Dzięgiel ukazuje współczesne oblicze
zaniedbanego miasta, które straciło wiele ze swojego dawnego uroku i czaru,
w momencie kolejnego przełomu politycznego, gdy radziecki Lwów zaczyna
się przekształcać w Lwów już ukraiński.
Nieprzypadkowo na tytuł wspomnień z dramatycznych lat I I wojny
światowej zostało wybrane przez L. Dzięgla lwowskie porzekadło „Lwów
nie każdemu zdrów". Choć doświadczenia Autora nie były jednoznacznie
negatywne, wyraźnie dostrzec można, że jego wizja jest bardziej krytyczna
od wspomnień rdzennych Lwowian. Nuta sympatii nie wpłynęła na ostrość
spojrzenia i oceny. A niestety, wśród wielu osobistych tekstów z Kresów
Wschodnich kojący i mitygujący wpływ nostalgii i upływającego czasu na
obraz wydarzeń jest niekiedy aż nadto widoczny.
Wspomnienia L. Dzięgla są ogromną skarbnicą wiedzy o codziennym
życiu mieszkańców Lwowa podczas ostatniej wojny. Będąc jednak nie­
ocenionej wartości „źródłem" historycznym, pozostają na szczęście także
znakomicie, barwnie i żywo napisaną książką, nie tylko do „badania" ale
przede wszystkim do czytania.
Grzegorz Hryciuk
Grzegorz Hryciuk, „Gazeta Lwowska" 1941-1944, Wrocław 1992, Wydaw­
nictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Historia LXXXIX, ss. 160, streszcz. ang.
Praca Grzegorza Hryciuka na temat wydawanej przez okupanta niemie­
ckiego gazety codziennej we Lwowie jest tylko z pozoru studium historyczno-prasoznawczym. W rzeczywistości ta praktycznie nieznana etnologom polskim

�RECENZJE I OMÓWIENIA

361

książeczka zawiera mnóstwo cennych informacji obyczajowych z codziennego
życia Polaków, zamieszkałych w czasie I I wojny światowej w Małopolsce
Wschodniej i jej stolicy.
Autor wykorzystał niemal wszystkie numery wydawanej w latach
1941-1944 „Gazety Lwowskiej", znajdujące się w zbiorach Zakładu Naro­
dowego „Ossolineum" we Wrocławiu. Pozwoliło mu to na drobiazgową
analizę oblicza pisma „gadzinowego" przeznaczonego dla polskojęzycznych
mieszkańców „Dystryktu Galicyjskiego". Jak dowiadujemy się ze wstępnego
rozdziału, problematyka „gadzinowej" prasy okupacyjnej podejmowana
była po wojnie wielokrotnie. Tym niemniej przypadek „Gazety Lwowskiej"
nie doczekał się wcześniej właściwego opracowania.
W rozdziale pierwszym Hryciuk szkicuje politykę informacyjną okupan­
ta niemieckiego w Generalnej Guberni w latach 1939-1945. Przedstawia
meandry socjotechników narodowo-socjalistycznego aparatu propagandy.
Linia postępowania hitlerowskich propagandzistów wiła się między dyrek­
tywami utrzymywania Polaków w niedorozwoju cywilizacyjnym a wymoga­
mi kształtowania opinii zgodnie z interesami I I I Rzeszy. Poznajemy więc
rozbudowywany aparat niemieckiej propagandy i głównych jego animato­
rów, a także pozyskiwanych do współpracy Polaków. Autor omawianego
studium kreśli zarazem galerię tytułów czasopism, wydawanych przez
okupanta w różnych miastach GG. Hryciuk wzmiankuje także krótko parę
periodyków w swoim przeznaczeniu dywersyjnych, imitujących prasę kon­
spiracyjną i realizujących tajny plan „Berta".
W rozdziale drugim dowiadujemy się o charakterystycznych nastrojach
antypolskich, jakie zaczęła głosić wydawana tuż po wkroczeniu do Lwowa
Niemców ukraińska gazeta „Ukraiński Szczodenni Wisti", nawołująca do
zemsty na Polakach. Wcielenie przez I I I Rzeszę „Galicji" do GG położyło
kres nadziejom na utworzenie Wielkiej Ukrainy i zarazem chwilowo roz­
ładowało napięcie w tej części okupowanych obszarów. Równocześnie zary­
sował się charakterystyczny brak konsekwencji państwa hitlerowskiego wo­
bec potencjalnych sojuszników w konflikcie zbrojnym ze Związkiem Sowie­
ckim, jeszcze drastyczniej manifestowany później na obszarach Rosji. Tak
czy owak przejawem ambiwalentnej polityki etnicznej Niemców było wyda­
wanie również i we Lwowie „gadzinowego" pisma codziennego dla Pola­
ków, obok zresztą publikowanej po ukraińsku gazety „Lwiwśki Wisti".
Generalnie rzecz biorąc, podobnie jak w pozostałych okupacyjnych czaso­
pismach, ster redakcji dzierżyli Niemcy lub związani z przedwojennym
dziennikarstwem polskim folksdojcze, a polscy współpracownicy byli tylko
wykonawcami ich poleceń. Chodziło o wpajanie nastrojów niewiary we
własne siły, zwątpienia w możliwość odmiany na lepsze i utwierdzanie obra­
zu niezwyciężonej armii niemieckiej, broniącej cywilizacji europejskiej.
Tragiczne lata okupacji sowieckiej Lwowa w okresie od 1939 do 1941
stanowiły żelazny repertuar antybolszewickiej publicystyki „Gazety Lwow­
skiej" przez wiele miesięcy. Równocześnie starano się utwierdzić czytelników

�362

RECENZJE I OMÓWIENIA

w mniemaniu, że teraz, pod skrzydłami Wehrmachtu i niemieckiej administracji
okupacyjnej, nareszcie Lwów „wraca do Europy". Usiłowano nawiązywać do
żywych jeszcze wspomnień ustabilizowanych stosunków cywilizacyjnych „Gali­
cji i Lodomerii" z okresu autonomicznego przed I wojną światową.
Dużo miejsca poświęca Hryciuk Stanisławowi Wasylewskiemu, czoło­
wemu współredaktorowi „Gazety Lwowskiej", odpowiedzialnemu przede
wszystkim za dział kulturalny pisma. Przedwojenna działalność publicy­
styczna Wasylewskiego w Poznaniu oraz jego okupacyjna karta pracy kon­
spiracyjnej w kontrwywiadzie lwowskiego A K stawia tę postać poza podej­
rzeniami o kolaborację. Wasylewski został, jak wiadomo, całkowicie zreha­
bilitowany w czasie procesu sądowego po wojnie. To właśnie jemu za­
wdzięczała „Gazeta Lwowska" cechy odróżniające to pismo od szeregu
innych wydawnictw „gadzinowych". Skąpe szczegóły z biografii dziennika­
rza pozwalają zrozumieć osobistą tragedię Wasylewskiego mimo sądowej
rehabilitacji.
Można żałować, że G. Hryciuk nie usiłował chociażby w sposób skrótowy
przedstawić dalszych, powojennych losów ludzi związanych z Wasylewskim
i „Gazetą Lwowską". W ogóle dzieje nielicznych Polaków, którzy otarli się co
najmniej o kolaboraqe z hitlerowskim okupantem to temat zadziwiająco skąpo
omawiany w istnej lawinie pookupacyjnego piśmiennictwa.
„Sprawa polska" to trzeci rozdział rozprawy Hryciuka. Autor wyróżnia
tu dwa okresy. Pierwszy, między wrześniem 1941 a lutym 1942, miał uraczyć
czytelnika ponurym obrazem państwa polskiego okresu międzywojennego.
„Judeo-Polski", którą przy pozorach niepodległości całkowicie rządzili Ży­
dzi wespół z masonami i międzynarodową plutokracją. Ten bezsensowny
twór polityczny sam sobie zgotował haniebny koniec. W drugim okresie,
poczynając od wiosny 1943, ton zmienił się z arogancko-pogardliwego na
nieszczerze współczujący. Znajdujące się w stałym odwrocie na wschodzie
armie niemieckie miały teraz bronić sprzedanych Stalinowi przez Zachód
biednych Polaków przed nadchodzącym barbarzyństwem „czerwonego
Dżyngis Chana". W gruncie rzeczy jednak nie pojawiały się w tej drugiej
fazie jakiekolwiek wyraźniejsze propozycje czynnego współdziałania okupo­
wanej ludności polskiej z „niemieckimi obrońcami". Hasło tworzenia lwow­
skiej ochtoniczej straży obywatelskiej tuż przed ponownym wkroczeniem
Armii Czerwonej do miasta było pomysłem, którego przypuszczalnie nawet
niemieccy mocodawcy nie traktowali poważnie.
W czwartym rozdziale autor zajmuje się obszernie propagandą antysemicką
i antysowiecką. Zarzucano więc społeczeństwu polskiemu „brak konsekwencji
w antysemityzmie", przejawiający się w „nadmiernej pobłażliwości". Mnożyły
się pogróżki wobec „Polaków-żydolubów" i ich „cielęcej delikatności". W owej
publicystyce posługiwano się chętnie obiegowymi stereotypami i sięgano do
argumentów z nader odległych epok. Charakterystyczne, że w roku 1943, gdy
wymordowano zamkniętą w lwowskim getcie ludność żydowską Lwowa,
propaganda antysemicka zniknęła z łamów „Gazety Lwowskiej".

�RECENZJE I OMÓWIENIA

363

Zbrodnie systemu stalinowskiego, jakich dopuścił się on w Małopolsce
Wschodniej w stosunkowo krótkim okresie 1939-1941 służyły jako jeden
z zasadniczych argumentów propagandy antysowieckiej. Drugim, ważnym
elementem tej kampanii stał się Katyń. Trzecim wreszcie fakt oddania naro­
dów Europy Środkowej do dyspozycji nacierających armii Stalina. Autor
opracowania zwraca uwagę na bardzo prymitywne formy polemiki z komu­
nizmem jako takim, bez analizy owego systemu. W gruncie rzeczy nie
chodziło o wzbudzenie w czytelniku polskim głębszej refleksji nad zwal­
czającymi się ideologiami. Również po początkowych, krótkotrwałych
próbach nie usiłowano upowszechniać w „Galicji" zasad ustroju narodowo-socjalistycznego, ograniczając się do drukowania przemówień Hitlera.
Najciekawszy z punktu widzenia badacza-etnologa wydaje się rozdział
piąty, zatytułowany „Dzień powszedni Lwowa pod okupacją niemiecką".
Hryciuk zamieszcza w nim m.in. tabelę oficjalnych miesięcznych przydzia­
łów kartkowych żywności na osobę. Zjawisko głodzenia ludności miast
rysuje się tu dobitnie i konkretnie. W komentarzu autor zaznacza, że te
nominalne przydziały nie zawsze można było w danym miesiącu wykupić.
Pod sklepami ustawiały się kilometrowe kolejki w oczekiwaniu na przywóz
towaru. Hryciuk pisze o coraz powszechniejszym zjawisku kradzieży kartek
żywnościowych, a także dokumentów, które same w sobie stawały się cen­
nym towarem w nielegalnym obiegu. Dział ogłoszeń „Gazety" zawiera więc
nierzadko rozpaczliwe apele do „uczciwego złodzieja", który przywłaszczył
sobie portmonetkę wraz z bezcennymi kartkami żywnościowymi...
Na podstawie publicystyki „Gazety" dowiadujemy się o próbach zapobiega­
nia kryzysowi żywnościowemu. A więc czytamy wywody na temat pożytecznej
hodowli królików i kóz, a także apele o zakładanie ogródków działkowych na
nieużytkach. Koresponduje to zresztą z analogicznymi sytuacjami i posunięcia­
mi administracji okupacyjnej w innych miastach Polski i Europy, w Warszawie,
Paryżu czy Brukseli. Identycznym trudnościom co ówcześni paryżanie, czy
mieszkańcy Oslo lub Kopenhagi musieli stawiać czoła lwowianie w obliczu
braku obuwia i odzieży, opału i niejednokrotnie dachu nad głową. „Gazeta
Lwowska" zamieszcza więc praktyczne porady jak przerabiać starą odzież.
Nieszczerze biada nad masową wycinką okolicznych lasów i zarośli, a za głód
mieszkaniowy obwinia „rządy bolszewików" i działania „spekulantów".
Dowiadujemy się także, iż większość lwowskich lekarzy-specjalistów zo­
stała zamknięta w getcie, a groźbę epidemii tyfusu plamistego usiłuje zażeg­
nać niemiecki Instytut Behringa. Szkolnictwo dostępne dla Polaków wy­
profilowane zostało po okupacyjnej reformie tak, by „sprostało celom prak­
tycznym". Ciekawe, że sumiennej analizie Hryciuka umknęły ciepłe w tonie
artykuły na temat przymusowego poboru polskiej młodzieży do niemieckiej
służby budowlanej „Baudienst".
Ubogie życie kulturalne Polaków okupowanego Lwowa płynęło w cieniu
ukraińskiego i niemieckiego. Główną formą rozrywki miał być film, przy
czym dla ludności polskiej dostępnych było 6 kin. Wyświetlano w nich do

�364

RECENZJE I OMÓWIENIA

pewnego momentu polskie filmy przedwojenne, by następnie zastąpić je
niemieckimi. Mimo zakazów uczęszczania do kina, kolportowanych przez
polską prasę podziemną, frekwencja na seansach bywała do ostatka wysoka.
Odmawiając polskim mieszkańcom Lwowa prawa do utworzenia włas­
nego teatru, okupant urządzał wystawy objazdowe, jak chociażby okrzycza­
na ekspozycja „Cud życia" z Muzeum Higieny w Dreźnie, czy propagan­
dową „Światową zarazę żydowską". Uwadze Hryciuka umknęły szeroko
reklamowane w prasie „gadzinowej" występy niemieckiej trupy linoskocz­
ków, organizowane na lwowskim rynku. Odnotował natomiast fakt, że tylko
raz zezwolono na występ polskich piłkarzy, rezerwując ten rodzaj widowisk
sportowych wyłącznie dla zawodników ukraińskich.
Nędza okupacyjna tysięcy lwowian, podobnie zresztą jak trwający terror
policyjny, nie gościły na łamach okupacyjnej prasy urzędowej. Obraz „Gali­
cji" odbiegał jaskrawo od rzeczywistości. W pewnym momencie wstrzymano
nawet druk nekrologów, świadczących wyraźnie o tym, że zmarli padli
ofiarą mordów ze strony band ukraińskich. Z drugiej strony redaktorzy
„Gazety" udzielali miejsca akcjom charytatywnym Polskiego Komitetu
Opiekuńczego, przyczyniając się nieraz do popularyzacji tych przedsięwzięć.
Praca i jej kult miały być ważnym elementem swoistej pedagogiki spo­
łecznej, narzuconej gazecie przez okupanta. Użalano się nieszczerze nad
plagą bezrobocia w mieście i regionie, by już niebawem zaproponować
radykalny program rozwiązania tej bolączki: wyjazd do pracy w Rzeszy!
Jedynie chyba w tym nurcie działań okupanta w roku 1943 padają zdania
pojednawcze pod adresem lwowian: „Zapomnijmy o tym co było. Będziemy
ze sobą współpracować". Fakty przeczą szczerości owych wypowiedzi.
Bazarowe oszustwa, spekulacja, wybryki zdemoralizowanych uliczników,
a wreszcie kontrolowana przez Policję Kryminalną prostytucja z rzadka były
tematami poruszanymi w „Gazecie". Hryciuk nie zwrócił w swoim studium
uwagi na osobliwe nagłaśnianie afery francuskiego lekarza-zwyrodnialca,
niejakiego Petiot, który zwabiał do swego gabinetu ukrywających się pary­
skich Żydów, mordując ich następnie w sadystyczny sposób i grabiąc z mie­
nia. Dziennik lwowski rozpisywał się o tym szczegółowo i z nieszczerym
oburzeniem, gdy równocześnie władze niemieckie przygotowywały masową
rzeź miejscowych Żydów, zamkniętych w getcie...
Niepewność jutra, rosnąca w miarę zbliżania się frontu do Lwowa, rodziła
wzrost praktyk religijnych, co dziennik odnotowywał sumiennie. Równocześnie
trwała koniunktura na usługi wszelkiego rodzaju wróżbitów, ogłaszających się
w „Gazecie Lwowskiej". W obliczu nadchodzącej armii sowieckiej raz jeszcze
ujawniała się chwiejna postawa okupanta. W roku 1944 uporczywie usiłowano
przeciwdziałać nastrojom paniki wśród mieszkańców miasta, z braku sensowniejszych argumentów zalecając szukania pociechy w... beztroskiej piosence
ulicznej. Nagle jednak postanowiono pozbyć się części ludności polskiej
z miasta, oferując „pociągi ewakuacyjne" do Krakowa. Zachwalano wygodę
podróży i roztropność tych, co „czasowo" postanowili przeczekać trudny okres
r

�365

RECENZJE I OMÓWIENIA

militarnego kryzysu w zachodnich połaciach Generalnej Gubernii. Autor
omawianej książki nie informuje nas, niestety, ilu ówczesnych lwowian zdecy­
dowało się na opuszczenie miasta. Osobiście pamiętam kawały na temat tanich
futer szytych w Krakowie ze lwowskich tchórzów, najprawdopodobniej
kolportowane przez lwowskie AK. Część z prac Hteracko-wspomnieniowych na
temat Lwowa czasów ostatniej wojny wyszła zresztą spod pióra ludzi, którzy
właśnie wtedy, w obliczu nadchodzącego frontu, opuścili miasto. Dla nich
polski, wojenny Lwów skończył się zatem w roku 1944, podczas gdy w rzeczy­
wistości trzon ludności polskiej tego miasta przeżyć musiał powrót władzy
sowieckiej ze wszystkimi jego konsekwencjami.
Szósty i ostatni zarazem rozdział książki Hryciuka traktuje o problema­
tyce kulturalnej, choć autor poświęcił jej niemało miejsca także w rozdziale
piątym. Obok miernych utworów pióra trzeciorzędnych poetów i prozaików
współpracujących z „gadzinówką", pod koniec niemieckiej okupacji decydo­
wano się na zamieszczanie w „Gazecie Lwowskiej" fragmentów klasyków
literatury polskiej. Rozbudowywano dział historyczno-krajoznawczy, popu­
laryzujący dzieje cywilizacji polskiej we Lwowie i w całym regionie. Coraz
częstsze stawały się akcenty tradycji walk z dawnymi najazdami ze wschodu
i aluzje do jedności z zachodnią cywilizacją. Nieśmiałe nuty pojednania
z Ukraińcami miały koić nastroje wywołane rzeziami Polaków na Wołyniu
i Podolu. Aluzje te wspierano elementami rehgijnymi. Brak miejsca nie
pozwala na szerszą analizę tych aspektów działalności „Gazety", chociaż to
właśnie one przyczyniły się walnie po wojnie do rehabilitacji Wasylewskiego.
W zakończeniu Hryciuk przedstawia ewolucję oceny pracy Polaków
w „Gazecie Lwowskiej" przez ówczesne polskie władze podziemne. Ogólny
bilans oddziaływania na polskie społeczeństwo okupowanych Kresów
Wschodnich ocenia dodatnio, mimo ewidentnie manipulacyjnych, propa­
gandowych celów, jakim przyświecała idea wydawania „gadzinówki".
Praca Hryciuka jest rozprawą magisterską i jako taka musi budzić sza­
cunek swoją rzetelnością oraz obfitością materiału informacyjnego, usyste­
matyzowanego logicznie i przejrzyście. Dla badacza życia codziennego
i kultury Polaków ery okupacyjnej wydaje się nieodzowna. Można mieć
nadzieję, że w przyszłości doczekamy się podobnej analizy wydawanego we
Lwowie przez władze sowieckie „Czerwonego Sztandaru", zarówno w okre­
sie 1939-1941 jak i po roku 1944.
Leszek Dzięgiel
Jacques Heers, Święta głupców i karnawały, Oficyna Wydawnicza Volumen,
Wydawnictwo Marabut, Warszawa 1995, ss. 224
Znany historyk francuski podjął się trudnego zadania uporządkowania
pojęciowego wiedzy o różnych świętach obchodzonych czy to z inicjatywy
możnych, czy też z oddolnego zapotrzebowania społecznego. Bibliografia

�366

RECENZJE I OMÓWIENIA

odnosząca się nieraz do szczegółowych opisów tych świat była obfita. Grze­
szyła ona jednak dość uproszczoną interpretacją tych zjawisk społecznych
i dotyczyła różnych krajów zachodniej Europy. Autor opublikował już
w 1971 г., wznowioną w 1982 г., książkę o średniowiecznych świętach, grach
i zapasach rycerskich w Europie zachodniej. Tu jednak uwzględnił daleko
szersze zagadnienie zabaw ludowych, określanych ogólnie mianem świąt
głupców i , organizowanych przez warstwy wyższe, karanawałów. Autor nie
uległ uproszczonej wizji zagadnienia, że z okresem znikania świąt głupców
u progu ery nowożytnej zaczęto się wyżywać w inscenizowaniu karnawałów.
„Święto kleryków utrzymuje się, przynajmniej na północy Francji, aż do
pierwszych dziesięcioleci X V I I wieku; karnawał, w Italii na przykład, ale
również w Niemczech, sięga korzeniami czasów bardzo odległych, do często­
kroć bardzo starych świąt, w każdym razie odnajdujemy go w pełni roz­
kwitu w Rzymie i innych dużych miastach włoskich w XIV wieku" (s. 210).
Autor uważa, że należy odrzucić pojęcie średniowiecznego święta w od­
niesieniu do pokazów głupców, czyli odwrócenia ról społecznych funk­
cjonujących w społeczeństwach miejskich.
Oba te typy zabaw i pokazów urządzano w miastach. Ludność wiejska
stawała się głównie widzami, jakkolwiek w świętach głupców stawała się
także raczej przedmiotem kpiny aniżeli ostrej drwiny. Niezdarnego i zahuka­
nego chłopa przeciwstawiano sprytnemu przedstawicielowi biedoty miej­
skiej. Ośmieszać należało przede wszystkim tych możnych, z którymi orga­
nizująca święta głupców młodzież stykała się na co dzień, a więc duchow­
nych różnych kategorii i zamożnych świeckich, głównie przedstawicieli
władz miejskich. Wieśniak nie był ani obcym, odmieńcem, ani szczególnie
śmieszną postacią. Dopiero w fantastycznych postaciach karnawałowych
z końca XV w. wieśniak tańczy z Maurem, obaj w ustalonych tradycją
maskach: „Oblicze wieśniaka odzwierciedla ten rodzaj pogardy czy przy­
najmniej dobrotliwego rozbawienia, jakie mieszkańcy miast, nawet ci naj­
prostsi, z ulicy, odczuwają wobec prostaków ze wsi: rysy z grubsza ciosane,
włosy zmierzwione, ubranie niezbyt zadbane, buty wielgachne, wysokie,
całość utrzymana w nader żywych kolorach, niekiedy tych tradycyjnie za­
strzeżonych dla głupców i błaznów". Towarzyszący wieśniakowi Maur nosił
czarną maskę i miał kędzierzawą czuprynę (s. 168).
Szczegółowa analiza charakteru świąt głupców ukazuje skomplikowane
korzenie tych zabaw. W głębszej warstwie chodzi o odwrócenie ról społecz­
nych, kilkudniowe zwycięstwo słabych, ubogich, maluczkich a także dzieci.
Zarazem jednak kościół katolicki odegrał niemałą rolę w ich inscenizacji.
Chcąc przyciągnąć wiernych do świątyń organizowano procesje, tańce,
przedstawienia sakralne, całe dramaty liturgiczne. Związane one były ze
świętami religijnymi, głównie zimowymi, pomiędzy Bożym Narodzeniem
a świętem Trzech Króli, lecz także w okresie karnawału i święta wiosny.
Dochodziło do świąt „na opak", gdy duchowni, nawet dostojni kanonicy,
stawali się na ten krótki okres błaznami ludu, zdarzało się wyśmiewanie

�RECENZJE I OMÓWIENIA

367

obrządków religijnych, wybierano papieża głupców. Te ekscesy doprowadzi­
ły do surowych zakazów i usunięcia nawet dziecinnych rozrywek młodych
ministrantów inscenizowanych w obrębie zabudowań kościelnych i cmen­
tarzy. Jednakże w początkowym okresie to odwrócenie ról na jeden lub
kilka dni pozwalało na pośmianie się z możnych i przyczyniało się do
rozładowywania napięć społecznych.
Autor zwalcza przekonanie o ignorowaniu i zaniedbywaniu dzieci w okre­
sie średniowiecza. Podkreśla znaczenie chrztu, wprowadzenia dziecka w społe­
czeństwo, jako symbolu niewinności. Zarazem instytucje charytatywne spra­
wowały skuteczniejszą nieraz ochronę porzuconych dzieci aniżeli w później­
szym okresie. Święta Bożego Narodzenia czy Niewiniątek stawały się pretek­
stem do zabaw kościelnych, w których brały udział dzieci wychowywane
w przytułkach przy kapitułach. Bardziej złożone jest zagadnienie święta
maluczkich. Tu wyśmiewano głupców, czyli debilów, chorych psychicznie
a także ludzi obciążonych poważniejszym kalectwem fizycznym. Obłąkani byli
niekiedy uważani w dawnych społecznościach za naznaczonych piętnem
nadprzyrodzonym. Dotyczyło to jednak raczej jasnowidzów. Natomiast w za­
bawach święta głupców czy osła wszelkie odchylenia od normalności były
nieraz traktowane jednakowo. Statek głupców, który miał ich wywieść na
dożywotnie wygnanie, nie mieścił tylko obłąkanych lecz także ludzi obciążo­
nych różnymi przywarami, maniami i śmiesznostkami. Wyszydzano ich nieraz
bezlitośnie. Tylko umiejący błaznować cieszyli się społecznym uznaniem.
Jednak i oni byli napiętnowani odpowiednim ubiorem. Zarazem ludzie
o niespotykanym wyglądzie, określani jako „dzicy", występowali w pierw­
szych szeregach pochodów i maskarad. Inny charakter miały widowiskowe
występy goliardów czyli wagabundów, cieszące społeczności miejskie i wiejskie
w ciągu całego roku niewymyślnymi przedstawieniami. Te spontaniczne
pochody związane ze świętami głupców podkreślały wszelkie inności uważane
za śmieszne w danym społeczeństwie. Otwierało się pole do wyszydzania
odrębności etnicznych, zwłaszcza znanych wszystkim Żydów, ale też bardziej
egzotycznych Maurów, Murzynów i później Indian.
Korowody i karnawały były zorganizowaną formą rozrywki. Zamiast
duchownych organizowali je świeccy, np. bractwa i towarzystwa literackie,
różne kompanie. Zdarzające się zakłócenia porządku społecznego, zarówno
bójki i zamieszki, jak zbyt otwarta krytyka władz, doprowadzały do zakazu
tych zabaw. Miasta stawały się gwarantem i strażnikiem uporządkowanych
a nawet moralizujących zabaw. Autor stwierdza, że ludowe początkowo
karnawały zostały skonfiskowane. Zamiast kontestacji święta zaczęły glory­
fikować ludzi i całe grupy sprawujące władze. Defilady na wozach ukazy­
wały w okresie baroku alegorie i moralizujące pouczenia. Były to już święta
mędrców, a nie głupców, często arystokratyczne święta dworu.
Autor dokonał ogromnego wysiłku w sensie pojęciowego uporządkowa­
nia barwnych opisów materiałowych. Odczuwa się jednak brak rozróż­
nień charakteru tych świąt i czasu ich trwania w różnych krajach. Widać

�368

RECENZJE I OMÓWIENIA

szczególną ostrość antykościelnych drwin w południowej Francji. Niemie­
ckie przepisy miejskie są świadectwem zamiłowania do porządku. W sumie
jednak w omawianej książce zaciera się olbrzymia różnorodność tych ludo­
wych czy miejskich zabaw, a dążenie do uogólnień ujednoliciło zbyt mocno
różnorodność związaną z charakterem narodowym. Odczuwa się brak po­
dobnego syntetycznego opracowania zabaw, jakie odbywały się w środkowej
Europie. Nie sprzyjała im silna władza państwowa a także ostrzejsze wymogi
porządkowe władz miejskich. Jednakże szlacheckie zabawy Rzeczypospolitej
Babińskiej, podobnie jak bogata Uter atura sowizdrzalska, mogłyby tu do­
starczyć porównawczego materiału. Na Zachodzie absolutyzm i bardziej
czujna po okresie reformacji władza kościelna ukróciły te jedynie z pozoru
niewinne zabawy. W środkowej Europie miasta były słabsze a rządy szlachty
nie lubiły krytyki choćby słabej władzy. Wielkie widowiska barokowe były
jednak przez nią organizowane. Zagadnienia te wymagają bUższego zbada­
nia sytuacji w naszej części Europy.
Irena Turnau
Karol Daniel Kadłubiec, Górniczy śmiech (komizm ludowy pogranicza czesko-polskiego), BibUoteka „Literatury Ludowej", t. 1, Czesław Hernas (red.),
Wrocław 1995, ss. 307
Książka D.K. Kadłubca ukazała się w ramach nowej serii Biblioteka
„Literatury Ludowej", której patronuje Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.
Zanim przejdę do jej omówienia wypada powiedzieć kilka słów o samej serii.
Powstała ona z inspiracji prof. Czesława Hernasa - wieloletniego Redaktora
„Literatury Ludowej". Na łamach tego czasopisma już kilkakrotnie, obok
artykułów i rozpraw publikowano również prace zwarte (np. R. 12-15, 34),
wiązało się to jednak z koniecznością rezygnacji z wydawania kolejnych
zeszytów. To właśnie brak odrębnej serii poświęconej badaniom wychodzą­
cym poza tradycyjne rozumienie folkloru, promującej teksty traktujące
o współczesnych jego przejawach i konieczność odciążenia czasopisma legły
u podstaw powołania do życia Biblioteki „Literatury Ludowej". Nieprzy­
padkowo nową serię otwiera praca Karola D. Kadłubca, badacza od lat
zajmującego się problematyką Śląska Cieszyńskiego, poświęcona problema­
tyce komizmu ludowego pogranicza czesko-polskiego, napisana na podsta­
wie współczesnej prozy ludowej, anegdoty i kawału. Książka składa się
z dwóch części: tekstów źródłowych pochodzących z badań terenowych
prowadzonych na Zaolziu, zwłaszcza na obszarach zagłębiowskich, oraz
warstwy teoretyczno-anaUtycznej. Wyniki badań mogą być uznane za repre­
zentatywne, ponad 1450 tekstów (z tego w książce zamieszczono 185) zebra­
no bowiem w miejscu ich funkcjonowania w obiegu pierwotnym. Autor
podkreśla przy tym, że konsekwencją przyjętej techniki badawczej była łańcuchowość procesu folklorystycznego polegająca na „powstawaniu makro-

�RECENZJE I OMÓWIENIA

369

struktur fabularnych, wielosegmentowych ciągów narracyjnych, których
łącznikiem jest bardzo często postać, typ bohatera, rzadziej tematyka czy
gatunkowość" (s. 10-12). Doskonale zdając sobie sprawę z problemu inter­
ferencji gatunkowych, konieczności systemowego podejścia do badań nad
prozą ludową K.D. Kadłubiec wybrał za przedmiot analizy angedotę i ka­
wał. Dokonanie takiego zabiegu motywuje następująco: „1 - nie sposób
ogarnąć w jednym tomie całości folkloru narracyjnego, 2 - kawały i anegdo­
ty są obecnie [...] najproduktywniejszym, a zatem najbardziej reprezentatyw­
nym gatunkiem prozy ludowej, szczególnie w środowiskach uprzemysłowio­
nych, toteż mają dla nich podstawowe znaczenie także w zakresie śledzenia
relacji sub- lub interetnicznych" (s. 17). Autor zrezygnował również z trady­
cyjnego, tematycznego układu zebranego materiału na rzecz układu według
miejscowości, aby w ten sposób przedstawić chronologię badań, lokalny
zasób, specyfikę i profil gatunku oraz procesy folklorotwórcze, chociaż, jak
sam przyznaje, nie zawsze i nie do końca było to możliwe. Precyzując pojęcie
folkloru górniczego uzasadnia również jego syntetyczny charakter, omawia
procesy adaptacji i asymilacji wątków. Wiele uwagi poświęca cechom komi­
zmu północnocieszyńskiego w kontekście problemów interetniczych, wska­
zując na ich związki z facecjonistyką górnośląską zwłaszcza w warstwie
poetyki, języka czy zasadach modelowania świata przedstawionego. Pod­
kreśla znaczenie funkcji familiarnej i integracyjnej komizmu i humoru, rolę
humoru jako niezmiernie skutecznego narzędzia kontroli społecznej, co wy­
nika z jego podstawowej cechy, jaką jest wartościowanie rzeczywistości
społecznej i sprawia, że ma on również swój wymiar kulturowy, jest bowiem
manifestacją tożsamości, poczucia odrębności. Istotne miejsce w rozważa­
niach K.D. Kadłubca zajmuje analiza segmentacji narracji folklorystycznej,
znaczenia cząstki inicjalnej (jej modalności, funkcji kodowania fabuły)
i finalnej (sens, istota), struktury wątków w anegdocie i kawale. W omawia­
nych tekstach dostrzega wewnętrzny, dychotomiczny układ świata, modelo­
wanego w oparciu o dwie przeciwstawne płaszczyzny, mogące przebiegać
horyzontalnie (eksponując ideę etniczną, kulturową) i wertykalnie (eksponu­
jąc ideę socjalną i społeczną). Delimitacja horyzontalna może być również
istotą komizmu rozgrywającego się na jednej płaszczyźnie socjalnej, społecz­
nej czy kulturowej, gdy postacie nie są zantagonizowane. Humor górniczy
bazuje na opozycjach swój - obcy, kobieta - mężczyzna i innych binarnych
układach postaci. Często obiektem komizmu staje się także osoba z we­
wnątrz grupy łamiąca obowiązujące zasady, lub której cechy odbiegają od
homogenicznego, jednorodnego obrazu akceptowanego przez środowisko.
Na podstawie przeanalizowanych tekstów autor dochodzi do wniosku,
że obiektem wartościowania w humorze górniczym są: cechy psychiczne
(47% wątków), cechy charakteru (30%), obcość i jej pochodne (17%),
opozycja płci (6% wątków!. Z drugiej strony wskazuje na cechy preferowa­
ne: spryt (przebiegłość, chytrość) - ujawniające się w komizmie sytuacyjnym
(53% wątków), umiejętność posługiwania się słowem - komizm słowny

�370

RECENZJE I OMÓWIENIA

(38% wątków), reszta to kontaminacje dwu powyższych sposobów. Poprzez
wartościowanie świata, immanentną cechę humoru górniczego, dokonywana
jest analiza świata. Wśród metod tejże analizy zasadnicze znaczenie, zda­
niem K.D. Kadłubca, mają: „degradacja", „kontrast", i „niespodzianka".
Zakres tych pojęć, ich miejsce w płaszczyznach horyzontalnej i wertykalnej,
w odmianie sytuacyjnej i językowej określa autor bardzo precyzyjnie.
Wiele miejsca w formie szczegółowych rozważań poświęca autor pro­
blematyce czasoprzestrzeni w omawianych tekstach folkloru. Akcja rozgry­
wa się w przestrzeni niejednolitej ale tworzącej spójną, zamkniętą całość.
W jej skład wchodzą: kopalnia, kolonia z domami górniczymi i miejscem
zamieszkania oraz droga pomiędzy nimi ze znajdującymi się przy niej gospo­
dami, sklepami, mostami itp. „Czas zdarzeniowy komizmu przylega do
czasu rzeczywistości realnej, do czasu empirycznego, toteż rozwija się linear­
nie, syntagmatycznie, podobnie jak czas historyczny, fizyczny" (s. 83). Prze­
strzeń i czas tworzą nierozerwalną całość, warunkują się wzajemnie „rea­
lizują artystyczną jedność utworu". Według autora, komizm różnicuje
Śląsk Cieszyński na część południową i północną. Komizm frantowsko-sowizdrzalski, urwisowski jest charakterystyczny dla górniczo-przemysłowej
części północnej, dla środowiska górniczego, zdemokratyzowanego, zinte­
growanego, skłonnego do żartobliwego spojrzenia na siebie. Stąd „najbar­
dziej charakterystyczne dla komizmu tego środowiska są te wątki, które
eksponują komizm jednopłaszczyznowy, wynikający z jednorodności statusu
socjalnego, zawodowego i kulturowego bohaterów - jego nosicieli".
Na koniec tego pobieżnego z konieczności omówienia pracy dodać nale­
ży, że autor uzupełnił ją o dokumentację zamieszczonych tekstów, krótkie
noty na temat gawędziarzy - informatorów oraz słownik wyrazów gwaro­
wych i zapożyczonych, który stanowi ważną pomoc dla czytelnika,
Mirosław Marczyk

Zbigniew Libera, Wstęp do nosologii, Wrocław 1996, Wirydarz, ss. 122
W wydawnictwie Wirydarz ukazał się niedawno niezwykły traktat o nie­
jednoznacznej i wielowarstwowej treści, bo taki też jest jego bohater, uwik­
łany w cały szereg zależności od praktyk dyskursywnych, w jakich przyszło
mu funkcjonować. „Uogólnionym autorem" najnowszej książki Zbigniewa
Libery jest NOS.
Nos? Dziwny to bohater. Niepoważny, nieznaczący?! Potrafi jednak
znaczyć, choćby poprzez moc różnicowania: godnych i niegodziwych, mądrych
i głupich, pięknych i brzydkich. Temat do wyśmiewania, pogardzania, wytyka­
nia, a więc niewątpliwie zauważany, temat wokół którego narósł już znaczny
materiał do poważnej dyskusji. Jednak któż odważyłby się na poważną o nim
opowieść, aby nie narazić się środowisku naukowemu na śmieszność?

�RECENZJE I OMÓWIENIA

371

Oto jest. Nos doczekał się odważnego - Zbigniew Libera, autor wzbu­
dzającej niepewny uśmiech książki Rzyć, aby żyć, książki wielowątkowej
i zmuszającej do refleksji wykraczającej poza zakres wąsko pojętego tematu.
Można powiedzieć, że „nosologia" kontynuuje tę niezwykle interesującą
podróż po ciele człowieka i nauki. Autor traktuje nos jednocześnie jako
tekst i pretekst, bo przecież analizując wszelkie możliwe relacje, w jakie
uwikłana jest ta „najbardziej wystająca środkowa część twarzy", demaskuje
przy okazji mit przeźroczystej etnografii, etnografii zajmującej się „poważ­
nymi sprawami" oraz mit etnograficznego gatunku pisania. Czyż naukową
może być książka na tak „niepoważny" temat? Naukowe opowieści przy­
zwyczaiły nas do tego, że powtarzają zaklęcia/pojęcia określonych mód
naukowych, nieustannie przypominając nam o autorytetach stojących za
„tymi słowami". Przyzwyczaiły nas także do tego, że nudzą długimi, skład­
niowo skomplikowanymi zdaniami, słownictwem, które ma uwiarygodnić
autora jako „naukowca", a więc człowieka, który wie jak jest naprawdę, bo
przecież „prawda nie jest łatwa". Jeśli więc książka jest inna, jeśli czyta się
ją z przyjemnością, jeśli lektura bawi, gorzej - jeśli wzbudza śmiech, to jest
to najwyraźniejszy dowód jej nienaukowości. W tym sensie książka Libery
nie jest „konwencjonalną" opowieścią naukową, dlatego bez przeszkód mo­
że po nią sięgnąć zarówno czytelnik niezaznajomiony z tajnikami wiedzy
antropologicznej, jak i „poważny naukowiec".
Konstrukq'a opowieści przypomina szkicefizjonomicznewczesnego rea­
lizmu, których kalejdoskopowa forma i przepych miały zawładnąć czytel­
nikiem raz go bawiąc, raz wprawiając w zdumienie czy w końcu ucząc.
U Libery, obok formy takiego szkicu, pod płaszczykiem XLX-wiecznej konwenq'i, istnieje druga narracja, która konsekwentnie ukazuje strukturalny
związek między nosem a mikrokosmosem ciała i makrokosmosem kultury.
Nos jest tu częścią całego systemu odpowiedniości anatomiczno-funkcyjnych
ciała. Ciało w obrębie systemu podobieństwa jest systemem znaków - nos
stanowi element gramatyki tego systemu i w powiązaniu z innymi elemen­
tami, kontekstem, który Libera szczegółowo w swej książce omawia, tworzy
„obraz", jest źródłem wiedzy o wnętrzu, odbija cechy charakteru, skłonno­
ści, namiętności na zasadzie podobieństwa: to co wewnętrzne uzewnętrznia
się w fizjonomii nosa. Godną zainteresowania ilustracją tego problemu jest
rozdział poświęcony katalogowi nosów. Okazuje się пр., że nosy duże mają
ludzie wysoko urodzeni, monarchowie - tu nos uwierzytelnia ich mądrość
i wielkość, małe natomiast mają ludzie służalczy, niestali, oraz piękne kobie­
ty. Ludzie grubiańscy, lud („grube obyczaje") ma na ogół nosy grube,
mięsiste, choć „ludy wybrane", np. górale tatrzańscy, mają nosy kształtne,
smukłe jak „strome stoki górskie". Fizyczna inność nosa jest rzutowana na
inność społeczną. W obrębie mikrokosmosu ciała, symetrie i odpowiedniości
nosa i członka są notowane zarówno w starożytnym Rzymie, jak i we
współczesnej polskiej kulturze ludowej. Na podstawie wielkości nosa (także
ust) ocenia się wielkość narządów płciowych. Autor krótko tłumaczy te

�372

RECENZJE I OMÓWIENIA

zależności: „w wielu językach i kulturach dostrzega się liczne podobieństwa
anatomiczne i funkcyjne pomiędzy głową, mózgiem, twarz, w tym i nosem,
i jeszcze myśleniem, jedzeniem, kichaniem, smarkaniem, itd., a pośladkami,
odbytem, ekskrementami, defekacją oraz genitaliami, życiem seksualnym.
W efekcie tego, tyłek bywa ujmowany jako «lewa gęba», «twarz na орак»,
odbyt - «antypody ust», mózg i umysł przedstawia się jako «pojemniki»
ekskrementów, wielkości narządów płciowych odpowiadają rozmiarom nosa
czy ust itd., itp. Toteż kiedy nie chcemy powiedzieć «mam cię w dupie»,
możemy użyć powiedzenia: «mam cię w nosie», zamiast «pocahxj mnie
w dupę/chuja» - «pocałuj mnie w nos», mamy prawo do takiego przekładu
«gówniarz-smarkacz»" (s. 62-63).
Interpretacja wyobrażeń kulturowych związanych z nosem sięga znacznie
głębiej, wciąż dalej. Nos ma tendencje ekspansjonistyczne, „ambicje im­
perialistyczne", jednak konsekwentna dyskusja wokół nosa próbuje ten ży­
wioł opanować, nie zredukować, lecz wytłumaczyć przez pryzmat określonej
praktyki dyskursywnej, która operuje na granicy dwóch porządków: zjednej
strony nauki o ambicjach demiurgicznych, a z drugiej - myśU mitycznej.
Analizując „dylemat nosa" autor pokazuje niemożność rozdzielenia tych
porządków, jednocześnie ukazując moment słabnięcia i nieustającej obecno­
ści tej praktyki, podobnie jak czyni to Foucault w stosunku do myśli
nowoczesnej. Ta formacja dyskursywna, która pozwoliła tak długo fizjonomice (od Arystotelesa) funkcjonować w oficjalnym obiegu myśli nauko­
wej, wyczerpując się oddała ducha kulturze masowej i kulturze ludowej,
gdzie, według autora, nos dopiero się „rozgadał".
Pierwsze rozdziały charakteryzują myśl fizjonomistów, m.in. Arystotelesa
i Lavatera, która ukształtowała na długo pojmowanie części ciała jako
metaforycznych i metonimicznych odpowiedników charakteru, stanów ducha
czy kondycji moralnej. Co ciekawe, nawet współczesny zupełnie Słownik
antropologiczny próbuje znaleźć w tym niezwykłym fenomenie nosa wyróżnik
człowieka, wysuwając przy tym iście arystotelesowskie argumenty, przypomina­
jąc raczej tradycje hermetyczne niż pokartezjańską „naukę". Po drodze
zamieszcza autor oryginalny, jeden z licznych w literaturze XIX-wiecznej
traktatów pt. Rozprawa o nosach. Kolejne rozdziały przybliżają sposoby
funkcjonowania wyobrażeń związanych z nosem w ramach kultury masowej
i ludowej, zarówno obecnej jak i dawnej. Rozszerzają się też konteksty
kulturowe wiążące się z nosem, jak пр.: wróżby z nosa, wyobrażenia związane
z oddychaniem nosem, z zapachami, kichaniem i smarkaniem, tworząc
niezwykle przejrzystą ramę dla wcześniejszych ustaleń. Okazuje się, że wiele
z wierzeń dotyczących nosa opiera się z jednej strony na jego medialnym
charakterze, na tym, że jest jedną z granic ciała, z drugiej na wartościowanych
relacjach przestrzennych (góra-dół, prawo-lewo).
Język nosologii, język ciała, sposoby przedstawiania świata za pomocą
metafor cielesnych były i są szeroko praktykowane, co więcej wciąż mają
niezwykłą moc oddziaływania na „zbiorową wyobraźnię". Pomimo znacz-

�RECENZJE I OMÓWIENIA

373

nego wyciszenia „myśli mitycznej" i związanej z nią struktury podobieństwa,
współczesna „myśl nowożytnoeuropejska" nie zdołała uniknąć myślenia za
pomocą ciała, ze wszystkimi stąd wynikającymi konsekwencjami, a więc
przekładaniem odpowiedniości cielesnych na rzeczywistość społeczną, poli­
tyczną czy naukową. Autor kończy swą nosologic wymownym tego przy­
kładem, który pojawia się jakby niechcąco, na marginesie, a tak naprawdę
„wieńcząc dzieło" zgrabną klamrą. Przedstawia bowiem „Polityczny dyle­
mat nosa". Nos Kleopatry, Jelcyna stają się elementami gry politycznej,
wplatają się w historię kształtując pośrednio przebieg wydarzeń. Wynik
dylematu jest oczywisty - do dziś wielkie debaty polityczne czy historyczne
można komentować i komentuje się w języku nosologii, nie narażając się na
niezrozumienie. Nos ma wciąż znaczną siłę perswazji, potrzebny jest jednak
ktoś, kto pozwoliłby mu na powrót do nas przemówić. Z całą pewnością
Zbigniew Libera otwiera przed każdym taką możliwość.
Marcin Brocki

John Van Maanen, Tales of the Field. On Writing Ethnography, The Univer­
sity of Chicago Press, Chicago and London 1988, ss. 144, indeks nazwisk
John Van Maanen jest profesorem w Sloan School of Management
w Massachusetts Institute of Technology. Od lat zajmuje się teorią orga­
nizacji a w szczególności etnografią współczesnych organizacji. W recen­
zowanej książce zajmuje się przede wszystkim rolą badacza w zbieraniu
i opracowywaniu danych terenowych oraz charakterystyką form literackich
używanych przez badaczy do przedstawiania wyników swoich badań. Van
Maanen przedstawia również krótką charakterystykę ograniczeń, z jakich
należy sobie zdawać sprawę pisząc prace etnograficzne (opisy etnograficzne
są dokumentami z pogranicza dwóch kultur: kultury obserwowanej i kultury
obserwatora tak więc należy wziąć pod uwagę, że opis etnograficzny to tylko
interpretaba jakiejś kultury a nie jej „doskonały" zapis).
Autor twierdzi, że opisy/prace etnograficzne są dziełami literackimi,
w których badacze usiłują nie tylko przekazać, to co zaobserwowali lecz
również zrobić to w sposób, który najlepiej będzie służył ich celom (cele
te mogą być różne: od zaciekawienia czytelnika po spełnienie wszystkich
kryteriów formalnych wymaganych przez przełożonego, profesora itd.).
W związku z tym autorzy uciekają się do różnego rodzaju konwencji litera­
ckich i chwytów retorycznych, co powoduje, że wynik ich pracy bardziej jest
podobny do opowieści, bajki (tale) niż do pracy naukowej w tradycyjnym
tego słowa znaczeniu.
W rozdziale pierwszym „Fieldwork, Culture, and Ethnography" autor
zawarł opis roli, jaką w etnografii odgrywają badania terenowe oraz reflek­
sje nad możliwością poznania badanej kultury. W rozdziale drugim „In

�374

RECENZJE I OMÓWIENIA

Pursuit of Culture" przedstawiona została krótka historia etnografii i jej
miejsca wśród nauk społecznych, główne rodzaje modelowych czytelników,
do których raporty z badań terenowych są kierowane (czytelnik-etnograf,
czytelnik-naukowiec zajmujący się naukami społecznymi, czytelnik popular­
ny) oraz wpływ modelowego czytelnika na formę opisu wyników badań.
W kolejnych rozdziałach przedstawione zostały najważniejsze i najczęściej
występujące rodzaje narracji.
Rozdział trzeci „Realist Tales" to charakterystyka sposobu narracji na­
zwanego „opowieści realistyczne". Jest to opis formalny, narracja prowa­
dzona jest w trzeciej osobie liczby pojedynczej; w tekście brak wzmianek
o działaniach i myślach autora, występują tylko członkowie badanej kultury,
a badacz decyduje o tym, jak dana kultura będzie interpretowana i prezen­
towana. Rozdział czwarty „Confessional Tales" jest charakterystyką typu
narracji stosowanego w „opowieściach-spowiedziach". W tym typie narracji
uwaga skupiona jest w większym stopniu na badaczu i jego przeżyciach,
badana kultura opisywana jest natomiast niejako przy okazji. Duży nacisk
kładzie się na zaangażowanie autora w prowadzone badania.
Rozdział pt. ,,Impressionist Tales" to próba opisu narracji „impresjo­
nistycznej". Ten typ narracji ma przedstawić wybrany moment, migawkę
z życia przedstawicieli opisywanej kultury. Opis jest sporządzany z perspek­
tywy bardzo osobistej i ma za zadanie przedstawić raczej zdarzenia nie­
zwykłe niż normalny bieg życia. Opisywane jest działanie przedstawicieli
danej kultury a nie oni sami czy też wynik ich działań. W wyniku za­
stosowania tego typu narracji modelowy odbiorca ma przeżyć opisywany
świat razem z autorem, a nie „na zimno" analizować dane.
W ostatnim rozdziale „Fieldwork, Culture, and Ethnography Revisited"
autor zastanawia się nad faktem współwystępowania różnych typów narracji
oraz nad konsekwencjami, jakie z tego faktu wynikają. Na zakończenie po
krotce charakteryzuje inne, mniej popularne rodzaje opowieści: opowieść
krytyczna, formalna, literacka, wspólnie-opowiedziana (jointly-told).
Przemysław Hensel

Kultura przedsiębiorczości, Brigitte Berger (red.), tłum. Kazimierz Frieske,
Oficyna Literatów „Rój", Warszawa 1994.
Czy istnieje jakaś kultura, społeczeństwo nie znające pojęcia i znaczenia
słowa „przedsiębiorczość"? W polskim społeczeństwie słyszy się ten termin
do znudzenia w mediach i od znajomych, ale czy wszyscy rozumiemy to
słowo tak samo, czy zastanawiamy, co się pod nim kryje? Co kształtuje
zjawisko zwane przedsiębiorczością, co ma na nie wpływ?
Tym problemem zajęli się autorzy omawianej książki. Pracę wydano
niedawno, prezentuje więc aktualne spojrzenia i opinie na ten temat.

�RECENZJE I OMÓWIENIA

375

Autorzy stanowią zespół profesjonalistów, przedstawicieli różnych dzie­
dzin nauki - od ekonomistów poczynając, poprzez psychologów i socjolo­
gów, na antropologach kończąc. Wielki to walor, gdyż dzięki temu nie
rozpatrywali oni zjawiska jednopłaszczyznowo, pokusili się też o jego szer­
szy kontekst kulturowy. W przeciwieństwie do wielu jednostronnie patrzą­
cych ekonomistów, postanowili poruszyć tak ważną sprawę, jak wpływ na
przedsiębiorczość czynników społecznych - przekonań moralnych, wartości,
norm, jakie cenią sobie ludzie pochodzący z różnych kultur. Dotąd pomija­
no je, uważając przedsiębiorczość za zjawisko samo w sobie, jednorodne,
jednoznaczne i łatwo definiowalne. Autorzy wykazali, że tak nie jest. Przed­
siębiorczość kształtowana jest przez „bagaż" kulturowy przyniesiony przez
przedsiębiorców, co więcej - tworzy ona swoją własną kulturę. Jest to ważne
spostrzeżenie, bo - jak sugerują autorzy - może ona stanowić przeciwwagę
dla kultury biurokracji, przenikającej (o czym chyba wszyscy wiemy z włas­
nego doświadczenia) większość instytucji i organizacji.
Kultura przedsiębiorczości nie jest arbitralna, jako że nie cytuje definicji
- ani przedsiębiorczości, ani kultury. Tę ostatnią rozpatruje globalnie „jako
coś ogólnego, obejmującego całość ludzkich sposobów życia", skupia się na
fakcie kulturowego zróżnicowania świata, uznaje też zmienność kultury. Nie
podaje także jednej wspólnej definicji przedsiębiorczości. Autorzy szukają
raczej wspólnych jej cech konstytutywnych jako zjawiska występującego
w ramach każdego społeczeństwa, istniejącego w ramach kultury i jedno­
cześnie ją tworzącego. (O swą własną definicję pokusiła się jedynie redaktor­
ka). Dają oni jednak obraz zagadnienia, możliwość głębszego spojrzenia na
przedsiębiorczość, dzięki poszerzeniu horyzontu i punktu widzenia na nią.
Przedsiębiorczość może być różna, bo tworzą ją ludzie różnych kultur,
zróżnicowani w swych poglądach, przyzwyczajeniach i obyczajach. Pozwala­
ją ujrzeć tło i warunki kształtujące, pozwalają więc też na lepsze rozumienie
i definiowanie słowa. Cenny jest też fakt, że autorzy popierają rozważania
teoretyczne prezentowanymi porównawczo przykładami przedsiębiorczości,
a także jej śladami w różnych społecznościach. Pozwalają przy tym reprezen­
tantom różnych nauk na ukazanie w swych esejach właściwego tylko ich
dziedzinom punktu widzenia. Tworzy to więc interesującą mozaikę opinii.
Przedstawiają oni elementy kultury, które przyczyniają się do powstawania
nowych form przedsiębiorczości, opisują „proces odkrywania i interpreto­
wania rzeczywistości gospodarczej, właściwy przedsiębiorczości", ukazują
kulturowe zakorzenienie instytucji gospodarczych, związanych z określony­
mi grupami etnicznymi, wreszcie opisują odmienne tradycje przedsiębior­
czości w różnych grapach etnicznych (Hindusi, Afrykanerzy, Murzyni).
Ważne jest przy tym, że swe tezy i obserwacje popierają bezpośrednimi
rozmowami z przedsiębiorcami, co pozwala na spojrzenie „od wewnątrz",
na opisanie problemu niejako w dwóch wymiarach. Dają też szansę swoim
przeciwnikom. Przedostatni głos w książce krytykuje podejście badawcze
uwzględniające rolę kultury w przedsiębiorczości.

�376

RECENZJE I OMÓWIENIA

Książka wciąga. Napisana stosunkowo prostym językiem ukazuje bogac­
two tematu, jej wartość polega na zwróceniu uwagi na rolę czynników
kulturowych w kształtowaniu współczesnego przedsiębiorcy, „stającego się
nową siłą społeczną". Styka się z nią przecież każdy z nas, lepsze jej
zrozumienie może więc mieć także znaczenie praktyczne.
Lubomira Trojan

Bronisław Baczko, Wyobrażenia społeczne, Warszawa 1994, PWN, ss. 275
Książka Bronisława Baczki jest zbiorem esejów zainspirowanych bada­
niami wyobraźni utopijnej, które doprowadziły autora do podjęcia szerszych
analiz wątku tworzenia przez społeczeństwo wyobrażeń o sobie samym jako
o tworze przejrzystym. Jak twierdzi Baczko, w ten właśnie sposób powstają
pewne idee-obrazy, które nie są prostymi odbiciami rzeczywistości społecz­
nej, lecz wyobrażeniami, za pomocą których społeczeństwo postrzega swoje
wewnętrzne podziały, legitymuje swoją władzę, wypracowuje modele - wzo­
ry do naśladowania.
Refleksję metodologiczną, od której wychodzi w swych rozważaniach
autor, stanowi przypomnienie podejścia do problematyki wyobrażeń spo­
łecznych - począwszy od przemyśleń Machiavellego, Rousseau, Micheleta,
przez klasyczne pole badań opierające się przede wszystkim na ideach
Marksa (nacisk na pochodzenie i funkcję wyobrażeń społecznych w konflik­
tach klasowych), Durkheima (problem korelacji między strukturami społecz­
nymi a zbiorowymi wyobrażeniami), Maxa Webera (problematyka funkcji
wyobrażeń społecznych w tworzeniu sensu działań społecznych) do now­
szych koncepcji rezygnujących z pomysłu uniwersalnej koncepcji społeczeń­
stwa a odwołujących się do zróżnicowania społeczeństw i kultur. Należą tu
m.in. koncepcje szkoły Annales, teorie wykorzystujące dorobek psychoana­
lizy i antropologii strukturalnej.
Celem rozważań metodologicznych jest pokazanie wieloaspektowości
problemu wyobrażeń społecznych, jak również umiejscowienie przez autora
własnego pola badań. W swoich esejach Baczko pragnie bowiem zaakcen­
tować miejsce, jakie posiada wyobraźnia społeczna w całym systemie sym­
bolicznym (mity, rytuały, utopie, ideologie, wierzenia) określającym toż­
samość zbiorowości i regulującym życie zbiorowe. Autor przywołuje kon­
krety historyczno-kulturowe dotyczące różnych społeczeństw oraz teksty
pisane - nośniki pewnych idei, jednocześnie kształtujące, jak i odzwiercied­
lające tendencje wyobraźni zbiorowej.
Jednym z podstawowych problemów pokazanych w tej pracy staje się
zatem kwestia konstruowania wyobrażeń społecznych jako wypadkowych
doświadczeń, pragnień interesów i dążeń społeczeństwa. Na pierwszy plan
wysuwa się tu właśnie kwestia utopii i wyobraźni utopijnej, w najbardziej

�RECENZJE I OMÓWIENIA

377

klarowny sposób ujmującej pragnienia społeczeństwa, aby być tworem spój­
nym i przejrzystym. Analizując różnorodne teksty utopijne (począwszy od
czołowej pozycji - Utopii Thomasa Moore'a, a skończywszy na 1984 Orwel­
la) Baczko pokazuje niezwykłą przydatność tego wyobrażenia do konstruo­
wania całego repertuaru mitów politycznych i konstytuowania określonych
zjawisk (bunty społeczne, totalitaryzm).
Przedstawiając nam rytuały buntu chłopskiego we Francji X V I I w.,
symboliczne tło Rewolucji Francuskiej oraz czasów terroru stalinowskiego
(tworzenie nowych symboli, produkowanie obrazów charyzmatycznego przy­
wódcy lub „duchowego przodka") autor chce ukazać, w jaki sposób wyobraź­
nia społeczna staje się symboliczną osnową procesów i zjawisk historycznych.
Kolejnym problemem pojawiającym się w tej pracy będzie kwestia pod­
stawowej funkcji wyobrażeń społecznych, jaką ma być organizowanie i opa­
nowywanie na poziomie symbolicznym czasu zbiorowego. Baczko przenosi
nas zatem do polskich realiów okresu „Solidarności" (1980/81) i śledzi
procesy modelowania przez społeczeństwo tzw. pamięci zbiorowej działają­
cej przez sieć określonych wyobrażeń, rytuałów, świąt i stereotypów od­
noszących się do pewnej szczególnej przeszłości, która to przeszłość staje się
integralnym składnikiem walki politycznej w teraźniejszości oraz zbiorowej
nadziei dotyczącej przyszłości.
Autor podejmuje również problem strategii panowania nad wyobrażeniami
społecznymi jako czynnika, który, według koncepcji utopijnych (Huxley,
Orwell) daje całkowitą władzę nad społeczeństwem. Na tle wydarzeń Rewolucji
Francuskiej, okresu stalinowskiego, ruchu solidarnościowego w Polsce ukazuje
mechanizmy propagandy, terroru, tworzenia charyzmatycznych obrazów
realnych i „duchowych" przywódców, podaje mniej lub bardziej jaskrawe
przykłady strategii opanowywania przez władzę sfery wyobrażeń społecznych.
B. Baczko w swej pracy pokazuje zatem, w jaki sposób wyobraźnia
społeczna reguluje i kontroluje życie zbiorowe, dostarczając schematu inter­
pretacji różnorodnym doświadczeniom jednostkowym, w jaki sposób przy­
czynia się zarazem do konstruowania, ale także i rozpadu pewnych typów
świadomości społecznej.
Agnieszka Pokropek
Bill Devall, Georges Sessions, Ekologia głęboka, Warszawa 1995, wyd.
„Pusty Obłok"
„Jedno wiemy z pewnością. Ziemia nie została stworzona dla człowieka,
to człowiek został stworzony dla Ziemi" - słowa wypowiedziane przeszło sto
lat temu przez indiańskiego wodza Seattle wyrażają pogląd diametralnie
różny od biblijnej zachęty: „czyńcie sobie Ziemię poddaną". Biegunowe
przeciwstawienie dwu koncepcji widzenia świata, relacji człowieka ze wszyst­
kim, co go otacza, stanowi fundament, dziś już klasycznej, książki pt.

�378

RECENZJE I OMÓWIENIA

Ekologia głęboka. Jej autorami są dwaj kalifornijscy myśliciele: Bill Devall
(wykładowca na stanowym uniwersytecie Humboldta w Kalifornii i działacz
ruchu ekologicznego) oraz Georges Sessions (filozof z Sierra College, Kali­
fornia). Książka zawiera kompletną wiedzę na temat genezy, założeń i prak­
tyki filozoficznego nurtu ekologicznego, nazwanego ekologią głęboką.
Termin ten pojawił się w literaturze po raz pierwszy w 1973 r. w artykule
Arne Naessa (filozofa, działacza i teoretyka ruchu ekologicznego) pt. The
Shallow and the Deep. Long Range Ecology Movement. „Duchowo głębokie"
podejście do Natury ma wynikać, według Naessa, z większej wrażliwości
i otwartości człowieka na siebie samego i na otaczające go inne formy życia.
Jego istotą ma być nieustanne stawianie dociekliwych pytań natury filozo­
ficznej i religijnej. Pytania te doprowadzić powinny do „norm ostatecznych"
(prawd już nieredukowalnych), będących warunkiem człowieczej samoreali­
zacji i przekonania o biocentrycznej równości gatunków. Tak rozumiana
głębia ekologii staje się drogą kształtowania równowagi wewnętrznej i har­
monii między jednostkami i wspólnotami a naturą. Jej jądrem jest poszano­
wanie wszystkich form życia. W tym ujęciu człowiek nie jest ani panem, ani
rządcą Świata. Jest tylko jednym z wielu równoprawnych składników eko­
systemu wszechświata. Każdy z nich ma sobie właściwą wartość immanentną, niezależną od ludzkich antropocentrycznych ocen.
Inspiracją tez teoretyków ekologii głębokiej była przede wszystkim prak­
tyka tzw. wspólnot alternatywnych, definiowanych jako grupy zorganizowa­
ne demokratycznie, w odróżnieniu od scentralizowanych społeczeństw świa­
ta zachodniego. Autorzy recenzowanej książki mają na myśli głównie społe­
czeństwa plemienne, a także grupy realizujące ruchy kontestatorskie, wspól­
noty nieortodoksyjnych wyznań religijnych oraz powiązane ze wschodnimi
tradycjami duchowymi. Ekologia głęboka czerpała również inspiracje z filo­
zofii europejskiej (np. od M . Heideggera), z naturalistycznej literatury ame­
rykańskiej i z doświadczeń działaczy ekologii (np. J. Muir'a). Punktem wyj­
ścia koncepcji autorów Ekologii głębokiej jest przekonanie o poważnym
i stale się pogłębiającym światowym „kryzysie kulturowym i osobowym".
Utożsamiają go z kryzysem ekologicznym. Nie precyzują jednak ani pojęcia
„kryzysu kulturowego", ani nie charakteryzują relacji między ekologią
a kulturą. W polu ich zainteresowań pozostaje ogólny kryzys ekologiczny,
którego przyczyn upatrują w świecie współczesnym, zdominowanym przez
konsumpcyjny światopogląd jednostek i społeczeństw oraz bezkrytyczną
wiarę w nieograniczony postęp cywilizacji i drapieżny antropocentryzm za­
chodniej kultury. Ekologia głęboka ma się stać wyjściem alternatywnym.
Ekologia głęboka ma się więc stać sposobem na życie. W żadnym przy­
padku nie może się przekształcić w „wyspecjalizowane lobby" (jak to się
stało z ruchem na rzecz ochrony przyrody i jej zasobów). Jest to po prostu
radykalna filozofia kontestacji i sprzeciwu wobec panującego porządku,
która się domaga odrzucenia nadmiaru techniki i rezygnacji ze sztucznie
rozbudzanych potrzeb konsumpcyjnych.

�RECENZJE I OMÓWIENIA

379

W dziedzinie życia społecznego ekologia głęboka proponuje zastąpienie
„scentralizowanych wspólnot narodowych" przez taki rodzaj wspólnoty,
który by umożliwił „prawdziwą pracę" (tym terminem określa się w litera­
turze ekologicznej wysiłki zmierzające do rozbudzenia powszechnej świado­
mości ekologicznej). Autorzy są zdania, że naturalnym sposobem spoleczno-ekologicznego zorganizowania są bioregiony, w których największe zna­
czenie przywiązują do harmonijnie zestrojonych systemów naturalnych (tzn.
do równowagi środowiskowej) oraz do ich możliwości samoregulowania
(tzn. funkcjonowania bez kontroli zewnętrznej). Bioregiony mają być także
ośrodkami kultywowania „ducha bioregionu", rozumianego jako bliska re­
ligii kontemplacja i doświadczanie przestrzeni.
Koncepcje B. Devall'a i G. Sessions'a nawiązują do tradycji odległych
kultur plemiennych, w których wzorce zachowań wyrastały przez tysiąclecia
z doświadczeń łowieckich, zbierackich czy kopieniaczych, przetwarzanych
rozwagą na normy chroniące Ziemię, ludzi i życie. Są zdania, że to cywiliza­
cja spustoszyła naszą planetę w pogoni za... Za czym? - pytają, i pytanie to
staje się jądrem filozofii ekologii głębokiej. Wokół niego narastają w książce
rozmaite odpowiedzi, a ich sens niekiedy wkracza w dziedzinę science fiction,
niekiedy też staje się marzeniem o powrocie do sytuacji rajskiej. Przeważa
jednak - mimo pozorów naiwności i sentymentalizmu tej filozofii - stanowi­
sko mądre i racjonalne, krytyczne i futurologiczne, które ukazuje możliwości
pokonania barier kulturowych w świecie ludzi i zachowania wartości natury.
Ukazuje się prawdziwa głębia odmiennych rzeczywistości.
Paweł Kalinowski

Deborah Tannen, Ty nic nie rozumiesz! Kobieta i mężczyzna w rozmowie,
Warszawa 1995, wyd. W.A.B.
Deborah Tannen jest profesorem socjolingwistyki na Uniwersytecie
Georgetown w Waszyngtonie. Zajmuje się głównie problemami komunika­
cji, a więc podstawami stosunków międzyludzkich. Popularność zdobyła
książką pt. Nie o to mi chodziło! W jaki sposób styl konwersacypiy powoduje
nawiązanie bądź zerwanie stosunków z innymi ludźmi. Autorka przedstawiła
w niej własne obserwacje i badania, pokazujące style konwersacji między
ludźmi w różnych częściach Stanów Zjednoczonych, w różnych grupach
etnicznych, w obrębie płci. I właśnie ten ostatni materiał (któremu po­
święciła zaledwie jedną dziesiątą tekstu książki) spotkał się z żywym od­
biorem czytelników i z największym ich zainteresowaniem. Fakt ten stał się
powodem napisania następnej książki, tu omawianej. D. Tannen rozwinęła
i wzbogaciła w niej materiał ukazujący odmienność stylów konwersacyjnych kobiet i mężczyzn, leżącą na ogół u podstaw nieporozumień w ich
codziennych kontaktach. Pokazując, analizując i interpretując odmienności

�380

RECENZJE I OMÓWIENIA

w sposobie formułowania i wyrażania myśli przez obie płci proponuje, by
uznać, że także w tym przypadku mamy do czynienia z odrębnymi kul­
turami, choć obydwie należą do tej samej cywilizacji.
Założenie odmienności kultur konwersacyjnych pozwala D. Tannen spoj­
rzeć na sposoby rozmawiania kobiet i mężczyzn tak, jak antropolog spogląda
na odmienne kultury. Pokazuje więc sens w pozornie bezsensownych nieporo­
zumieniach małżeńskich, towarzyskich, koleżeńskich, domowych. Odkrywa też
kobiece i męskie interpretacje wspólnych rozmów, podobnych sformułowań,
identycznych wyrażeń. Wynika z nich istota nieporozumień, tkwiąca w odmien­
nie wypowiadanych intencjach. Kobiety i mężczyzn dzieli bowiem wcale
niemała przepaść nie tylko w sposobie odbierania rzeczywistości, lecz także jej
opisywania. Kobieta w „swoim świecie" uważa za najważniejsze więzi z innymi
ludźmi, oparte na wzajemnym wsparciu. Mężczyzna skupia się przede wszyst­
kim na informacji i własnym miejscu w społecznej hierarchii. Cele ich
komunikatów we wspólnych rozmowach nie są więc zbieżne: on ustala
„pionowe" zależności hierarchiczne, ona - „poziome" relacje wspomagania.
Bardzo często zatem zdarza się, że rozmawiając, zachowują się tak, jakby każde
mówiło inną gwarą, choć język pozostaje ten sam.
Dużą zaletą książki jest jej żywy język, humor, bogactwo przykładów
z codzienności i literatury.
Aleksandra Sadowska

Andrzej Zajączkowski, Elity urodzenia, Warszawa 1993, Semper, ss. 96
Elity urodzenia są próbą syntetycznego ujęcia problematyki elit w społeczeń­
stwie. „Cała książka ma za zadanie ujawnienie pewnych prawidłowości
ogólnych, nie zaś opis procesów zachodzący w wybranych krajach i epokach"
(s. 14). W tym celu autor dokonuje przeglądu różnych form organizacji
społecznej i państwowej: od tych, które uznaje za najprostsze. Społeczności
plemienne Afryki pozwalają mu uchwycić moment pojawienia się instytucji
pod względem funkcji zbliżonych do elit; jest to także miejsce - przy
omawianiu innych kultur pozaeuropejskich - by zaproponować swoje definicje
stanu, klanu i kasty, a także istotne dla całej idei książki rozróżnienie między
statusem osiągniętym a przypisanym; autor dodaje, że będzie go interesował
tylko ten ostatni (s. 6). Poprzez duchowo i geograficznie bliskie kulturze
europejskiej cywilizacje starożytnej Grecji i Rzymu autor podkreśla rolę
1

2

1

W tej dziedzinie można Autorowi zaufać, Zajączkowski jest bowiem także znanym
i uznanym afrykanistą (por. A. Zajączkowski 1970; Obrazy 1973).
Ponieważ książka ta jest bardziej esejem niż publikacją stricte naukową, autor nie
przedstawia swojej metodologii na wstępie (choć później powołuje się na inspirację myślą
V. Pareto i innych socjologów). Wydaje mi się jednak, że najbliżej byłoby mu do metodologii
funkcjonalnej.
2

�RECENZJE I OMÓWIENIA

381

przejścia od organizacji plemiennej do polis i pojawienie się zróżnicowania
klasowego: po raz pierwszy wyrażana jest także myśl, która będzie towarzyszyć
analizom do końca książki - elity urodzenia to nie tylko prestiż i przywileje, ale
także funkcja kulturowa, polityczna i gospodarcza (s. 13). Zajączkowski
przygląda się także procesom zamykania elit i jednocześnie przenikania do nich
bardziej aktywnych jednostek z niższych warstw społecznych. Książkę kończy
analiza struktur społecznych czterech krajów Europy średniowiecznej i nowoży­
tnej: Anglii, Francji, Polski i Rosji. Nie moim jest tu zadaniem przytaczanie
treści książki. Chcę natomiast podkreślić, że Zajączkowski, dzięki niesłychanej
erudycji oraz umiejętności doboru i syntetyzowania faktów, w sposób przejrzy­
sty i zrozumiały przestawia charakterystykę i strukturę elit wyżej wymienionych
krajów. Zwraca też uwagę, że differentia specifica polskiej szlachty to jej
podwójna struktura - klasowa i stanowa (s. 35).
W kolejnym rozdziale pt. „Zmiana i ciągłość" omawiane są dzieje elit
społecznych w X I X w. Powiada Autor, że Wielka Rewolucja „w miejsce
elity urodzenia wprowadziła elitę zasług, często faktycznie elitę pieniądza"
(s. 46), i ukazuje, że podobne procesy otwierania się granic stanów, aż do ich
prawnego zniesienia, mają miejsce we wszystkich czterech krajach (choć
geneza, przebieg i znaczenie tych procesów są w każdym kraju inne).
W rozdziale „Wielka rewolucja przemysłowa" analizowany jest proces
powiązań kulturowych i kapitałowych pomiędzy burżuazją i elitami szlache­
ckimi: szlachta przedstawiana jest jako rezerwuar zachowań i postaw trak­
towanych jako wzorce, jest też siłą społeczną akulturującą „nowych boga­
tych". Autor ukazuje nam „proces zlewania się w jedną całość dwu elit
urodzenia, jednej - silnie zakorzenionej w kapitalistycznej rzeczywistości,
drugiej - pod tym względem znacznie słabszej, ale wyposażonej w atrakcyjną
dla pierwszej mitologię" (s. 61). W przypadku Polski wskazuje na powstanie
inteligencji jako warstwy społecznej i jej podstawowego wyznacznika jako
elity: prestiżu społecznego.
Zajączkowski dociera ze swoim projektem do dnia dzisiejszego, omawia­
jąc problem elity (w tym elity urodzenia) Polski i Rosji w okresie władzy
komunistycznej, a także wyższej biurokracji francuskiej (jako grupy społecz­
nej genetycznie i funkcjonalnie nawiązującej do szlacheckich i wielkoburżuazyjnych elit urodzenia). Jednak najciekawszą i najbardziej inspirującą
częścią książki są dwa ostatnie rozdziały: refleksja nad myślą sozologiczną
zajmującą się tą problematyką (Pareto, Veblen, Bourdieu) i podsumowanie
snutych w książce rozważań. Autor twierdzi, że „każda elita jest w gruncie
rzeczy elitą urodzenia" i uściśla: „każda elita pragnie się utrwalić jako elita
urodzenia, ale członkom wielu z nich udaje się to na krótko" (s. 87).
Książka ta zasługuje na uwagę, ponieważ jest jednym z niewielu wy­
ważonych i przemyślanych głosów w dyskusji trwającej od początku lat
osiemdziesiątych , mających na celu ustalenie sensu, funkcji społecznych,
3

3

Zob. przypisy do artykułu A. Jawłowskiej (1995).

�382

RECENZJE I OMÓWIENIA

uwarunkowań i przyszłości polskiej inteligencji (tu używam tego terminu
w rozumieniu zbliżonym do prezentowanego w Elitach urodzenia). W latach
ostatnich (po 1989 r.) pojawiła się popularna koncepcja naturalnej śmierci
inteligencji i stworzenia klasy średniej (Zieliński 1993), niemniej istnieją też
poglądy wydające się trafniej interpretować skompolikowaną rzeczywistość
transformacji ustrojowej (Mokrzycki 1995).
Na koniec oddajmy głos samemu Zajączkowskiemu: (procesy demokra­
tyzacji, zmiany w obiegu informacji czy też] „przekształcanie się życia spo­
łecznego zgodnie z modelem mass society [...] nie grożą eUminacją elit z życia
społecznego. Liczne i specyficzne, o krótkiej kadencji istnienie i działania,
szybko wymieniane na inne, istnieć będą zawsze" (s. 88).
LITERATURA
J a w ł o w s k a A.
1995
Producenci kultury, [w:] Powroty i kontynuacje. Zygmuntowi Baumanowi w darze,
E . Tarkowska (red.), Warszawa, IFiS P A N , s. 71-95.
Mokrzycki E.
1995
Nowa klasa średnia?, [w:] Powroty i kontynuacje. Zygmuntowi Baumanowi w da­
rze, E . Tarkowska (red.), Warszawa, IFiS PAN, s. 54-70.
Obrazy...
1973
Obrazy świata białych, A. Zajączkowski (red.), Warszawa, PIW.
Z a j ą c z k o w s k i A.
1970
Muntu dzisiaj, Warszawa, PIW.
Z i e l i ń s k i M.
1993
Pożegnanie z inteligencją, „Res Publica Nowa", nr 9 (60), s. 49-51.

Witosław Klembowski

�Mija już 11 lat od ogłoszenia konkursu pod tytułem „Fotografia
chłopów polskich" przez redakcje dwóch pism „Nowej Wsi"
i „Fotografii". W konkursie wzięło udział kilkaset osób z całej
Polski, a jego efektem była wystawa, będąca wydarzeniem kultural­
nym roku.
W ten sposób powstał dość pokaźny, bo liczący ponad
5000 sztuk zbiór fotografii polskiej wsi. Przeważają portrety ro­
dzinne, liczne są także fotografie upamiętniające np. szczególnie
ważne w życiu chłopa ceremonie rodzinne, jak wesele i komunia,
pogrzeb i inne ważne uroczystości w życiu całej społeczności
lokalnej: dożynki, odpusty, przyjazd biskupa, itp. Pozostałe tematy
zdjęć tego zbioru to praca codzienna, a więc np. żniwa, kopanie
kartofli, międlenie lnu, ale również praca na obczyźnie - w Niem­
czech, Francji, służba wojskowa, itp.
Fotografie pochodzą z obszaru całej Polski, chociaż największy
stosunkowo zbiór stanowią zdjęcia z zachodniej części kraju
(Śląska, Pomorza i Wielkopolski), zdecydowanie mniej jest zdjęć
z dawnych polskich Kresów wschodnich.
Najstarsze zdjęcie pochodzi z 1860 roku. Najnowsze natomiast
są fotografie z czasów drugiej wojny światowej. Najwięcej jest zdjęć
z okresu międzywojennego i pierwszych lat wojny.
Cały zbiór znajduje się obecnie w Zakładzie Etnologii IAE PAN
w Warszawie, gdzie został opracowany i uporządkowany, by
umożliwić zainteresowanym sprawniejsze korzystanie z jego za­
wartości. Podstawowe dane dotyczące każdej fotografii - format,
data, autor zdjęcia lub zakład fotograficzny (jeśli jest znany),
miejscowość, region, nazwisko i adres nadawcy - umieszczono
w komputerowej bazie danych. Zbiór został również uporząd­
kowany tematycznie, co powinno znacznie ułatwić dostęp do niego.
Zbiór ten jest udostępniany na miejscu w Zakładzie Etnologii
IAE PAN w Warszawie.
Nasz adres:
Zakład Etnologii, Instytut Archeologii i Etnologii PAN,
00-140 Warszawa, Al. Solidarności 105
tel. 20-28-81, w. 136, 137, 145
opr. Dagnosław Demski

�WARUNKI PRENUMERATY - „RUCH" S.A.
1. Wpłaty na prenumeratę przyjmowane są na okresy roczne. Cena prenume­
raty krajowej na 1997 r. wynosi 12.00 zł., a cena prenumeraty ze zleceniem
dostawy za granicę jest o 100% wyższa od krajowej.
2. Wpłaty na prenumeratę:
- na teren kraju - przyjmują jednostki kolportażowe „Ruch" S.A. właściwe
dla miejsca zamieszkania lub siedziby prenumeratora.
- przyjmuje „Ruch" S.A. Oddział Warszawa 00-958 Warszawa, ul. Towa­
rowa 28, Konto: PBK X I I I Oddział Warszawa 370044-1195-139-11,
zapewniając dostawę pod wskazany adres pocztą zwykłą w ramach
opłaconej prenumeraty.
- na zagranicę - „Ruch" S.A. Oddział Warszawa, 00-950 Warszawa,
ul. Towarowa 28, Konto: PBK X I I I Oddział W-wa 370044-1195-193-11.
Dostawa odbywa się pocztą zwykłą w ramach opłaconej prenumeraty
z wyjątkiem zlecenia dostawy pocztą lotniczą, której koszt w pełni
pokrywa zleceniodawca.
Dokładniejsze informacje o warunkach prenumaraty i sposobie zamawiania
podaje: „Ruch" S.A. Oddział Warszawa, tel. 20-12-71, tlx: 813-462, 817-921,
fax: 20-95-01, 20-39-05

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10966" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10944">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/03c647c2c38dd61a0231a05e563d4c67.pdf</src>
        <authentication>7fa3d4f5c38175e85ae96b4299d0a6f8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130722">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1579</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130723">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130724">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1461</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130725">
                <text>O kulturze "polskiej nacji", kulturze narodowej i możliwościach ich transmisji (na przykładzie Polaków na Białorusi). Uwagi wstępne / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130726">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40, s.209-228</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130727">
                <text>Kabzińska, Iwona</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130728">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130729">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130730">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130731">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130732">
                <text>„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

I W O N A KABZIŃSKA
Instytut Archeologii i Etnologii P A N , Warszawa

O KULTURZE „POLSKIEJ NACJI", KULTURZE NARODOWEJ
I MOŻLIWOŚCIACH ICH TRANSMISJI
(NA PRZYKŁADZIE POLAKÓW Z BIAŁORUSI). UWAGI WSTĘPNE*

K U L T U R A „POLSKIEJ N A C J I " I K U L T U R A N A R O D O W A

Opisanie kultury Polaków z Białorusi w jej obecnym kształcie i w prze­
szłości, podobnie jak opisanie kultury samych Białorusinów, określenie cech
charakterystycznych, wyróżniających ją spośród innych kultur, a także uka­
zanie zachodzących w tej sferze przeobrażeń, stanowi dziś - moim zdaniem
- jeden z ciekawszych problemów dla badaczy Białorusi. Wobec zauwa­
żalnych efektów długotrwałej rusyfikacji, a w okresie międzywojennym
- polonizacji części Białorusi, wobec widocznych skutków polityki unifikacji
i asymilacji kulturowej, sporządzenie pełnego opisu monograficznego
wspomnianych kultur, ze wskazaniem ich cech swoistych, nie jest sprawą
łatwą. Konieczne jest też przeprowadzenie systematycznych badań etno-historycznych i uzupełnienie poważnych niedostatków źródłowych.
Rozważania o współczesnej kulturze określonej grupy często w naturalny
sposób prowadzą do pytań o kwestie narodowe, o podstawy narodowej
tożsamości. Trudno zarazem określić tożsamość narodową członków danej
społeczności bez odwoływania się do ich znajomości własnego dziedzictwa
kulturowego oraz określenia mechanizmu jego transmisji wewnątrz grupy
odniesienia i poza nią. Związki między sposobem postrzegania kultury
własnej grapy a kwestią tożsamości (etnicznej, narodowej, kulturowej)
były również przedmiotem mojej uwagi podczas badań nad wyznacznikami
tożsamości, jakie w latach 1992-1995 prowadziłam wśród ludności polskiej
mieszkającej w zachodnich rejonach Białorusi (o dotychczasowych wynikach
badań patrz: Kabzińska-Stawarz 1992/93, 1995). W trakcie tych badań
próbowałam m.in. odpowiedzieć na pytanie, jakie cechy uważane są za
* Niektóre zagadnienia omawiane w tym artykule referowałam podczas międzynarodowej
konferencji pn. „Przemiany tożsamości kulturowej społeczności pogranicza", która odbyła się
w Cieszynie w grudniu 1995; teksty referatów są obecnie w druku.

�210

IWONA KABZIŃSKA

charakterystyczne dla polskiej kultury, w jaki sposób postrzegana jest przez
Polaków z Białorusi kultura ich własnej grupy odniesienia (określana przez
badanych jako „kultura polska", „kultura polskiej nacji") a także jaki jest
zakres wiedzy osób reprezentujących badaną grupę o tej kulturze. Wstępne
wnioski z tej części badań formułuję w prezentowanym tu artykule. Koncen­
truję się na wskazaniu tych cech polskiej kultury, które były najczęściej
(spontanicznie lub w odpowiedzi na bezpośrednie pytanie) wymieniane przez
informatorów. Część tekstu poświęciłam mechanizmowi przekazu tradycji
kulturowych wśród Polaków z Białorusi w określonych warunkach history­
cznych. Funkcjonowanie tego przekazu ma bowiem podstawowe znaczenie
dla aktualnego stanu wiedzy poszczególnych osób o kulturze własnej grupy,
a także o kulturze innych grup, jak też dla kształtowania się ich tożsamości.
Z przeprowadzonych badań wynika, że większość informatorów (ponad
200 osób) identyfikowała polską kulturę wyłącznie z religią katolicką, ze
świętami kościelnymi i towarzyszącą im obrzędowością, utożsamiając wyzna­
nie z kulturą, a także z narodowością . Kultura polska („polskiej nacji")
była więc tożsama z kulturą katolicką, kultura „ruska" („nacji ruskiej")
- z prawosławną.
Zjawisko identyfikacji kultury polskiej z katolicyzmem występowało w na­
szych dziejach od dawna . W dobie powstań narodowych XIX w. пр., jak pisze
E. Jabłońska-Deptula, „w powszechnym przekonaniu kultura polska [...] była
związana z katolicyzmem i przepojona duchem religijnym, była czymś «samoswoim»" (Jabłońska-Deptuła 1990, s. 86). Autorka zwraca również uwagę na
silne związki religijności z obrzędowością: „Swojski obyczaj wycisnął piętno na
polskiej kulturze religijnej przez to właśnie, że religijność była organicznie
zespolona z obyczajem. Tak charakterystyczne na Zachodzie kontrowersje
teoretyczno-teologiczne u nas były nikłe i nie doprowadziły do wojen religij­
nych. Jeśli w okresie kontrreformacji odcinano się w Polsce od «schizmatyków»
i «lutrów», to przede wszystkim dlatego, że nie zachowywali oni swoistego,
własnego, uznanego za rdzennie polski, obyczaju religijnego. Co więcej,
zjawiskom tym towarzyszyło poczucie misji narodowej, swoisty polski mesjanizm «przedmurza chrześcijaństwa)) i w tym właśnie ów «swojski obyczaj» miał
i pewien aspekt uniwersalny, ogólnochrześcijański" (tamże, s. 87).
1

2

1

Terminowi „narodowość" bardzo często odpowiada termin „nacja", używany przez
moich rozmówców także w znaczeniu wyznania, osób jednej wiary; szerzej na temat rozumie­
nia obu terminów pisze D . Życzynska-Ciołek w bieżącym numerze „Etnografii Polskiej"; patrz
też Enkelging 1996.
Na związki religii katolickiej z tradycją narodową i kulturową Polaków zwracało uwagę
wielu badaczy, patrz m.in.: Czarnowski (1958); Jabłońska-Deptuła (1981, 1990); Olszewski
(1986); Tazbir (1978, 1986); Żamowski (1978) i in. Warto też sięgnąć do pracy magisterskiej
K . Waszczyńskiej, pt. Współczesny obraz szlachcica na pograniczu
litewsko-białoruskim,
w której jest m.in. mowa o stereotypie Polak = szlachcic = katolik (mpis, archiwum Katedry
Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, Warszawa, 1994), fragmenty tej pracy drukowane są
w bieżącym Zeszycie „Etnografii Polskiej".
2

�K U L T U R A „POLSKIEJ NACJI" I K U L T U R A NARODOWA

211

O sile związku między kulturą polską i katolicyzmem, czy szerzej - chrze­
ścijaństwem, świadczy obecność w niej (także współcześnie) inspiracji religij­
nych. Podkreślał to m.in. M . Kurzyna we „Wstępie" do książki pt. Trwałe
wartości kultury polskiej (1978). W pracy tej zgromadzono wypowiedzi
50 osób reprezentujących różne środowiska społeczne i zawodowe (artystów,
dziennikarzy, naukowców i in.) będące odpowiedzią na ankietę ogłoszoną
przez „Słowo Powszechne" w 1976 r. Kurzyna cytuje też znamienne słowa
S. Żeromskiego z Nawracania Judasza: „Olbrzymią siłę ma w męczeńskim
życiu narodu ta polska wiara. Co o tym mówić! Kto tego nie rozumie, ten
nic nie rozumie. Polska i ta wiara zrośnięte są jak Lelum i Polelum w trage­
dii" (Trwałe wartości ... 1978, s. 6). Do takich wniosków prowadzą również
rozmowy z wieloma Polakami z Białorusi, zwłaszcza tymi, którzy są silnie
związani z Kościołem. Należą oni najczęściej do starszego pokolenia ludno­
ści i reprezentują różne środowiska, zarówno wiejskie, jak i miejskie.
Warto, jak sądzę, przypomnieć tę książkę, także dlatego, by wskazać na
różnice między potocznym i elitarnym sposobem rozumienia kultury pol­
skiej. Jak wiemy, pod pojęciem „kultura polska" ( = kultura narodowa)
kryją się różnorodne treści, nie jest ono ograniczone, jak w rozumieniu
potocznym (m.in. badanych społeczności), do sfery religijno-obrzędowej.
Pojęcie to obejmuje właściwie całokształt dorobku kulturalnego Polaków od
początku powstania Państwa Polskiego do współczesności. W tym znaczeniu
jest też najczęściej używane przez różnych badaczy (por. np. Goldscheider
1916; Lehr-Spławiński 1961; Suchodolski 1986; Tazbir 1986 i in.).
Wróćmy jednak do kwestii rozumienia pojęcia „kultura polska" przez
osoby reprezentujące grupę Polaków z Białorusi. Moją uwagę zwrócił przede
wszystkim fakt, iż w wypowiedziach badanych często powtarzało się twierdze­
nie o wyższości polskiej kultury w stosunku do innych kultur . Informatorzy
starali się niekiedy uzasadniać swoje przekonanie, na ogół jednak trudno im
było znaleźć wytłumaczenie. „Wyższą kulturę" utożsamiano często z kulturą
szlachecką ( = polską = katolicką). Taka identyfikacja występowała zarówno
w wypowiedziach rozmówców wywodzących się ze szlachty, jak też osób
pochodzenia chłopskiego . Za „wyższą" uważano zwłaszcza kulturę współczes­
nych Polaków mieszkających w Polsce. Dla kreacji jej obrazu ważne znaczenie
miały bezpośrednie kontakty z Polską oraz wynikające z nich obserwacje
i wrażenia. Podkreślano przede wszystkim dobre zaopatrzenie i czystość
polskich sklepów, eleganq'e ubioru przechodniów, grzeczne zachowanie pasaże­
rów w środkach transportu miejskiego itp. Ten wizerunek polskiej rzeczywisto­
ści, w której - jak często mówiono - „wszystko pachnie", konstruowany byl na
zasadzie kontrastu z obrazem własnego miejsca zamieszkania. Niekiedy
pozytywnej ocenie warunków życia w Polsce towarzyszyło przekonanie: „u nas
3

4

3

Przekonanie to powtarzało się też w listach nadsyłanych do Redakcji „Głosu znad
Niemna", np. w odpowiedzi na ankietę „Czym jest dla mnie Polska?" (lata 1993-1994).
Por. również wyniki badań K . Waszczyńskiej (patrz przyp. 2).
4

�212

IWONA KABZIŃSKA

tego nigdy nie będzie." Niektórzy, jak np. 57-letnia kobieta z Bieniakoń,
przyrównywali nawet Polskę do raju: „na początku to myśleliśmy, że w raju
jesteśmy". Łatwo zauważyć, że obraz ten nie jest wolny od stereotypowych
uogólnień i idealizacji polskiej rzeczywistości, wynikających przede wszystkim
z bardzo powierzchownej znajomości naszych realiów życia. W wielu przypad­
kach (dotyczyło to przede wszystkim osób starszego pokolenia) obraz Polski
kształtował się pod wpływem nostalgii i emocji. One to były źródłem często
spotykanych idealizacji i mitologizacji polskiej rzeczywistości, zarówno w od­
niesieniu do przeszłości, jak i współczesności.
Terminem „polski" określali ponadto moi rozmówcy obiekty pochodzące
z okresu międzywojennego, a więc z czasów, gdy część obszarów dzisiejszej
Białorusi znajdowała się w granicach I I Rzeczypospolitej. Użycie określenia
„polski" wskazywało na historyczno-terytorialne pochodzenie przedmiotu,
o którym mówił informator (np. domowego pieca, mostu w miasteczku,
miejscowego młyna i in.), jak też na fakt uznania danego obiektu lub
instytucji, (np. polskiej szkoły) za coś wyjątkowo dobrego, cennego.
Z wypowiedzi badanych, głównie osób pochodzenia szlacheckiego i/lub
reprezentujących środowisko inteligenckie, wynikało, że o wyższości polskiej
kultury decyduje wyróżniający korzystnie Polaków (także tych mieszkają­
cych na Białorusi) sposób zachowania, ich stosunek do drugiego człowieka,
a więc grzeczność, uprzejmość, używanie słowa „przepraszam" itp. Stawiane
przeze mnie pytania dowodziły, że informatorzy nigdy nie zastanawiali się
nad stereotypowością takiego generalizującego spojrzenia i brakiem jego
potwierdzenia w rzeczywistości. O tym, że ktoś jest Polakiem, reprezentan­
tem „wyższej kultury", często świadczy też - zdaniem informatorów - jego
imię i nazwisko, wygląd zewnętrzny (schludne ubranie, sympatyczny wyraz
twarzy) oraz pewne cechy fizyczno-antropologiczne. Moi rozmówcy nie
umieli jednak najczęściej precyzyjnie określić owych cech twierdząc, że Pola­
ka można po prostu poznać. Wyróżnia go uroda, rysy twarzy... Pozytywny
najczęściej stereotyp Polaka można także odtworzyć na podstawie listów do
Redakcji „Głosu znad Niemna". Dla przykładu odwołam się tu do listu
jednego z czytelników (zam. w rejonie stołpeckim), który wśród cech Pola­
ków wymienił m.in.: grzeczność, gościnność, ofiarność, miłosierdzie, patrio­
tyzm, szacunek dla krewnych i rodaków, religijność, odwagę („rycerski duch
w czasie wojny") . Autorka innego listu wymieniła również: prawdo­
mówność, pracowitość, miłość bliźniego, ofiarność, dodając, że cechy te
straciły swoje znaczenie w wyniku wyniszczenia całej warstwy prawdziwej
polskiej inteligencji . Inna czytelniczka, studiująca w Polsce, wskazała nato­
miast szereg różnic między środowiskiem studenckim w obydwu krajach. Jej
zdaniem, w Polsce student ma swobodę wyboru wykładowców i organizo­
wania sobie zajęć, studenci są aktywni, nie boją się mówić i bronić swych
5

6

5

6

„Głos znad Niemna", nr 28 z dn. 3-9 maja 1993 r.
„Głos znad Niemna", nr 21, z dn. 24-30 maja 1993 r.

�K U L T U R A „POLSKIEJ NACJI" I K U L T U R A NARODOWA

213

poglądów, są w niemal przyjacielskich stosunkach z wykładowcami, znają
też ich stopnie naukowe i używają ich w rozmowach zamiast, powszechnego
w krajach WNP, imienia i otcziestwa. Autorka listu konkluduje: „Tu chce
się żyć, coś osiągnąć, coś ciągle popycha cię do przodu, tu nie można
maszerować w miejscu" . Część czytelników wspomnianego pisma wskazy­
wała jednak również na negatywne zjawiska występujące w Polsce i cechy
charakteru Polaków. Najczęściej powtarza się tu chamstwo (mówili o nim
także niektórzy spośród moich informatorów); do niekorzystnych zjawisk
charakterystycznych dla naszego kraju zaliczono natomiast brak silnego
rządu i posłuszeństwa wobec władz, amerykanizację polskiej kultury i in.
Wyniki badań ankietowych przeprowadzonych na próbie 100 studentów
z Brześcia (wśród nich byli Białorusini, Rosjanie, Ukraińcy i 1 Polak)
wykazały, że do cech Polaków zaliczano najczęściej gościnność, kulturę,
przyjaźń, godność, dobroć, przywiązanie do religii, gospodarność, pracowi­
tość, uprzejmość. Podkreślano ponadto, że Polacy wyróżniają się relatywnie
wyższym poziomem życia, interesują się swoją historią i rozmawiają po
polsku. Do cech negatywnych ankietowani zaliczyli chciwość, skłonność do
handlu i zuchwalstwo (Lukiewicz 1995, s. 181).
Ze spektakularnym przykładem różnicowania kultur, na podstawie ze­
wnętrznego oglądu różnych zachowań i klasyfikowania ich jako elemen­
ty kultury „wyższej i „niższej", zetknęłam się wśród mieszkańców wiosek
leżących na terenie Puszczy Nalibockiej . Moi rozmówcy twierdzili np. że
wprawdzie żyjący „za Niemnem" prawosławni („Ruscy") byli bogatsi od
Polaków i katolików mieszkających w wioskach puszczańskich - gospodaro­
wali bowiem na bardziej urodzajnych ziemiach - poziom ich kultury był
jednak niższy niż Polaków-katolików. Podawane przez informatorów przy­
kłady, które miały świadczyć o takim zróżnicowaniu, dotyczyły głównie
sfery życia codziennego. Tak więc, jak mówiono, prawosławni nie używali
talerzy ani widelców, jadali rękoma, najczęściej wspólnie z jednej miski, nie
mieli szklanek ani kieliszków. Ich jadłospis był uboższy (jedną z wymienia­
nych potraw była cebula ze śmietaną), nie umieli poza tym czysto i smacznie
przyrządzać mięsa i wędlin („ich mięso śmierdziało"). Nie istniały nato­
miast, według badanych, zasadnicze różnice między Polakami i „Ruskimi"
np. w stroju lub typie budownictwa. Moi rozmówcy podkreślali jednak, że
domy polskie były czyste, jaśniejsze, bardziej przestronne.
W zauważalnym dziś w myśleniu badanych Polaków przekonaniu o wyż­
szości polskiej kultury można, jak sądzę, dostrzec nieświadomą kontynuację
wartościującego myślenia o kulturze własnej grupy odniesienia i stosunku do
kultury białoruskiej, jakie reprezentowała część społeczeństwa polskiego
chociażby w XLX w. Z drugiej strony, w dobie popowstaniowej - jak pisze
J. Jurkiewicz - „powszechnie oceniano, że lud białoruski, choć przywiązany
7

8

7

8

„Głos znad Niemna", nr 13, z dn. 29 marca - 4 kwietnia 1993 r.
Były to m.in. wioski: Naliboki, Terebejno, Derewna, Prudy i Kleciszcze.

�214

IWONA KABZIŃSKA

do mowy rodzinnej, uważają za «prosta», poślednią w stosunku do języków
«kulturalnych» - polskiego i rosyjskiego. Białorusinom-katolikom przypisy­
wano szczególną estymę dla polszczyzny, podczas gdy prawosławnych po­
strzegano zwykle jako podatnych na językowo-kulturalne wpływy rosyjskie."
Uważano również, że „sami Białorusini nie wiążą szans na swą emancypację
kulturalną z ojczystym językiem" (Jurkiewicz 1995, s. 63). Jurkiewicz przytacza
słowa M . Wańkowicza, który pisał (w Szczenięcych latach), iż „chłop prawo­
sławny z szacunkiem odnosi się do utożsamianego z polskością katoli­
cyzmu, widząc w nim «panska wiarę», własne wyznanie uznając za «chłopskie»" (Jurkiewicz 1995, s. 65; patrz też: Koszelew 1995).
Jeszcze dziś, np. w wypowiedziach niektórych osób pochodzenia szla­
checkiego, daje się zauważyć lekceważący sposób wyrażania się o chłopach
(muzykach): „cham to jest cham"; „w zaścianek cham nie pójdzie guljat";
„s diczki sołodkich jabłek nie sarwiosz" (cytaty pochodzą z Derewna i jego
okolic). Jedna z mieszkanek Derewna przytoczyła wierszyk funkcjonujący
tam przed wojną jako forma przezwiska używanego przez szlachtę zaścian­
kową w stosunku do chłopów: „Muzyk - cham, přijdi к' nam, dam karoboczku gawna, nie zje si, prada si, a mnie groszy otda si." (Muzyku
- chamie, przyjdź do nas, dam ci pudełeczko g... Nie zjesz, to je sprze­
dasz, a mnie oddasz pieniądze). Pojedynczy informatorzy wsporninali, że od
dziecka uczono ich dumy z przynależności do narodu polskiego, niektórzy
wzrastali też w przekonaniu, że Polacy są lepsi od innych nacji.
Dziś decydującym wyróżnikiem, na podstawie którego miejscowe spo­
łeczności dzielą się na Polaków i Rosjan, jest wyznanie. Z podziału według
kryterium wyznaniowego wynika kolejny podział na kulturę polską i ruską,
katolicką i prawosławną. Żaden spośród moich informatorów nie po­
trafił jednak wyjaśnić, na czym polegają zasadnicze różnice doktrynalno-teologiczne między wyznaniem katolickim i prawosławnym. Nieliczni wska­
zywali na odmienność języka liturgii lub - ogólnie - na różnicę rytuałów.
Mówiono też np. o większej rozmaitości nabożeństw w Kościele (wymie­
niano tu tzw. nabożeństwa majowe i różańcowe jako charakterystyczne
dla Kościoła Rzymskokatolickiego i dla polskiej kultury ). O innych róż­
nicach dostrzeżonych przez informatorów świadczą następujące wypowiedzi:
„U nas to wiadomo, co śpiewają, jest dużo pieśni, a w cerkwi ciągle to samo,
nie wiadomo co i nie można nic zrozumieć"; „Polska to inna kultura, księża
9

9

Trzeba przypomnieć, że różne formy modlitwy różańcowej praktykowane są od wieków
w Kościołach Wschodnich, nabożeństwo majowe zaś, uważane przez moich informatorów za
typowe dla „polskiego kościoła", przybyło - jak pisze Jabłońska-Deptuła (1990, s. 133) - na ziemie
polskie z Francji około połowy X I X w. Autorka podaje też, że „w nieco mniejszym zakresie
spopularyzowało się i spolonizowało nabożeństwo do Serca Jezusowego, zakazane w zaborze
rosyjskim i uważane za politycznie nieprawomyślne" (tamże). Według Jabłońskiej-Deptuły,
„zdolność szybkiego asymilowania i wtapiania w rodzimą religijność nowych form nabożeństw
i kultów, które do tego stopnia zdobywały prawo obywatelstwa, że prawie natychmiast zapom­
niano o ich cudzoziemskiej metryce", była charakterystyczną cechą polskiej religijności (tamże).

�K U L T U R A „POLSKIEJ NACJI" I K U L T U R A NARODOWA

215

nie piją, a batiuszka pije..." (cytaty pochodzą z wywiadów przeprowadzo­
nych w Nalibokach, pozostawiam je bez komentarza).
Na wspomnianą już ograniczoną znajomość innego wyznania (a także
„kultury prawosławnej") przez badanych w jakimś stopniu wpłynął zapewne
fakt, iż byli oni członkami społeczności tworzących specyficzne enklawy
ludności polskiej (katolickiej), do czasów I I wojny światowej wyraźnie od­
dzielone przestrzennie od ludności wyznającej prawosławie. Zapewne inny
stopień znajomości poszczególnych wyznań, zwłaszcza ich warstwy obrzędowej,
reprezentują mieszkańcy miejscowości, w których czynny jest kościół i cerkiew,
a katolicy od dziesięcioleci sąsiadują z prawosławnymi rzeczywiście prakty­
kującymi religijnie, a nie tylko - jak to się często zdarza - określanymi tym
mianem na zasadzie stereotypowego przypisania do „nacji" innej niż polska.
W takich miejscowościach katolików i prawosławnych łączą najczęściej bliskie
więzy rodzinne, towarzyskie, zawodowe i in. Odpowiedź na pytanie, w jakim
stopniu wpływają one na stan wiedzy o wierze i kulturze sąsiedniej grupy
wymaga jednak szczegółowych badań. Z informacji podanych przez B. Czech,
która w latach 1994-1995 prowadziła badania nad chłopską obrzędowością
rodzinną w rejonie Oszmiany, wynika, że jej rozmówcy, reprezentujący grupę
Polaków, twierdzili, iż wiedzą, jakie są różnice w uroczystościach Polaków
i Białorusinów ; do „starych polskich zwyczajów" została np. zaliczona
obrzędowa praktyka, polegająca na trzykrotnym obsypywaniu trumny zbożem
podczas pogrzebu . Badaczka nie weryfikowała jednak rzeczywistej wiedzy
swoich informatorów o zwyczajach białoruskich, koncentrując się - zgodnie
z przyjętymi celami - na opisie obrzędów rodzinych na podstawie zgromadzo­
nych relacji i próbie wyjaśnienia symboliki obrzędowych rekwizytów. Zwróciła
natomiast uwagę na zjawisko przejmowania - najczęściej nieświadomego
- niektórych elementów prawosławnych obrzędów (chrzcin, wesel i pogrzebów)
przez uczestniczących w nich katolików. Jak można sądzić, proces ten przebiega
również w odwrotnym kierunku. Dodam tu, że informatorzy B. Czech byli
przekonani o wyższości polskich obrzędów, a więc także przypuszczalnie
- o wyższości kultury polskiej.
Rozmowy, jakie przeprowadziłam dotychczas wśród badanej grupy Po­
laków świadczą m.in. o powierzchowności cechującej ich wiedzę o kulturze
Białorusinów ( = prawosławnych = „Ruskich"). Ograniczona była jednak
również wiedza starszego pokolenia rozmówców o kulturze Żydów, którzy
do czasów wojny stanowili znaczny odsetek mieszkańców badanych miejs­
cowości - m.in. Bieniakoń, Nalibok, Derewna (przed wojną miały one status
miasteczek). Najczęściej wspominano generalnie o różnicach wyznaniowych,
10

11

1 0

B. Czech, Chłopskie obrzędy rodzinne na Oszmiańszczyźnie. Symbolika rekwizytów, praca
magisterska, mpis, archiwum Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, Warszawa,
s. 7. Na podstawie tej pracy został przygotowany artykuł zamieszczony w bieżącym Zeszycie
„Etnografii Polskiej".
Czech, Chłopskie obrzędy..., mpis, s. 47. Warto odnotować, że ten zabieg magiczny
praktykowany jest podczas ceremonii kościelnej.
1 1

�216

IWONA KABZIŃSKA

czasem mówiono o odmienności stroju czy też ogólnie - wyglądu zewnętrz­
nego Żydów. Prośby o podanie bardziej szczegółowych różnic lub opisanie
owego wyglądu pozostawały na ogół bez odpowiedzi. Często natomiast
zwracano uwagę na specyficzny sposób zachowania się Żydów podczas
modlitwy („kiwanie się"). Wielu informatorów twierdziło jednak, że właś­
ciwie poza wyznaniem nie ma większych różnic kulturowych między Polaka­
mi i Żydami. Podkreślano natomiast, że Żydzi - w obronie czystości wiary
- nie zawierali małżeństw z osobami innych wyznań.
Jak zauważył M . Pokropek, „obiektywnie istniejące zróżnicowanie kulturo­
we na jakimś terenie często nie jest w pełni uświadomione wśród miejscowej
ludności. Oczywiście, istnieje pewna ilość elementów kultury, które w opinii
jakiejś grupy ludności uważane są za różnicujące tę grupę od grup sąsiednich,
Z reguły są to elementy kultury raczej drugorzędne, nie zawsze najbardziej
istotne. [...] Stopień uświadomienia zróżnicowania kulturowego jest u poszcze­
gólnych jednostek dość różnorodny i uzależniony od wielu czynników. Niekie­
dy owo uświadomienie oparte jest na kilku prostych obserwacjach - stwierdze­
niach bądź na większej ilości takich stwierdzeń z tym, że każde z nich ma inną
wartość poznawczą. Najczęściej wymieniane są te cechy różnicujące, które są
najłatwiej dostrzegalne i mają odpowiedniki we własnej kulturze (Pokropek
1979, s. 152-153; wśród owych cech różnicujących autor wymienił np. elementy
stroju i środki transportu). Rodzi się jednak generalne pytanie, które można
odnieść również do wspomnianej sytuacji słabej znajomości kultury Biało­
rusinów i Żydów przez Polaków: w jakim stopniu prezentowany przez
informatorów powierzchowny, fragmentaryczny zasób wiedzy o innej kulturze
wynika z ich rzeczywistej niewiedzy lub z niechęci do mówienia o różnicach
kulturowych, w jakim zaś jest to efekt braku zainteresowania lub/i nieumiejęt­
ności wyciągania wniosków z obserwacji, jak też pewnego zamknięcia się każdej
z sąsiadujących ze sobą grup na kulturę „innych" oraz powierzchowności
kontaktów między nimi, wynikającej np. z ograniczonego dostępu „innych" do
przestrzeni domowej i sakralnej? Aby jednak odpowiedzieć na to pytanie
należałoby wskazać wyróżniki poszczególnych grup i ich kultur (także w bada­
nych miejscowościach) .
12

13

1 2

N a strój jako jeden z pdstawowych wyznaczników, stałych elementów wizerunku obcej
grupy, wkazywał też J . Obrębski (1936, s. 4).
Na niektóre różnice w stroju chłopskim i szlacheckim w okresie międzywojennym
zwracał uwagę T. Łopalewski, który pisał: „Szlachcica zagrodowego w Oszmiańskiem czy
Nowogródzkiem poznasz odrazu po spłowiałej maciejówce, gdy chłop... woli dziś między­
narodową czapkę tzw. sportową. Reszta ubioru, przeważnie pochodzenia miejskiego, z wyjąt­
kiem siwej kurty samodziałowej, u szlachty i chłopów jednakowa. Przy pracy w polu [nato­
miast] niczem się nie różnią prawie, zgrzebne koszule i łapcie własnego wyrobu to najpospo­
litsza na codzień część stroju. Chociaż ze szlachetki oszmiańskiego pokpiwają, że chodzi
w jednym łapciu, w drugim bucie — zawsze on w butach do miasta idzie, a do kościoła jadąc,
czerwone lejce przypina w zaprzęgu, gdy znów szlachcianka nowogródzka do powożenia
rękawiczki niciane nakłada. Co kraj, to obyczaj, co gmina, to inny świat, inne charaktery,
upodobania, tradycje i nałogi [...]" (Łopalewski 1990, s. 69; ortografia zgodna z oryginałem).
1 3

�K U L T U R A „POLSKIEJ NACJI" I K U L T U R A NARODOWA

217

Jak już wspomniałam, według większości moich rozmówców, nie istniały
różnice między strojem Polaków i Białorusinów, trudno było im także
sprecyzować, na czym polegały różnice między ubiorem Polaków i Żydów,
jeśli były one postrzegane (pytania dotyczyły okresu międzywojennego).
Spontanicznie wskazywano natomiast na różnice między strojem chłopskim
i szlacheckim, a także np. - między ubiorem współczesnych mieszkańców
Polski i Białorusi. Informatorzy ograniczali się jednak przede wszystkim do
wskazania różnic jakościowych: strój szlachecki był więc lepszy, bogatszy od
chłopskiego, ubiór współczesnego mieszkańca Polski uważano za lepszy,
bardziej elegancki niż ubranie mieszkańca Białorusi itp. Odmienność stroju
i wyróżnianie się ubiorem bywały czasem postrzegane negatywnie, a nawet
rodziły wrogie postawy. Ilustruje to przypadek, jaki przydarzył się w latach
pięćdziesiątych jednemu z rozmówców, mieszkającemu obecnie w Mińsku.
Mężczyzna ten przyjechał do stolicy Białorusi z Iwieńca w wieku 14 lat.
Pewnego dnia wyszedł na ulicę ubrany w spodnie do kolan, getry, kurtkę
i berecik ze sterczącym po środku czubkiem. Gdy stał na chodniku, podszedł
do niego Rosjanin i zapytał, pokazując na ów czubek: „co to u ciebie
takiego?", po czym zabrał mu beret, odgryzł czubek i wypluł go na ziemię,
a beret oddał chłopcu i poszedł dalej. Chłopiec popłakał się .
Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o zakres wiedzy mieszkańców Biało­
rusi o kulturze różnych grup etnicznych i narodowych występujących na tych
terenach wydaje się niezmiernie interesujące. Nie mniej ciekawe i ważne jest
związane z nim bezpośrednio pytanie o znajomość własnego dziedzictwa kultu­
rowego przez członków poszczególnych grup. Łączy się ono z problematyką
tożsamości kulturowej i narodowej. W tym miejscu należy wyraźnie podkreślić,
iż w przypadku większości moich rozmówców należących do starszego poko­
lenia znajomość polskiej kultury (wyłączywszy obszar religii) ograniczała się
najczęściej do kilku zapamiętanych z dzieciństwa - ze szkoły lub z przekazów
członków rodziny - wierszy i piosenek, które chętnie wykonywano w obecności
badacza, do wyliczenia paru tytułów książek i nazwisk pisarzy (H. Sienkiewicz,
A. Mickiewicz, E. Orzeszkowa). Fragmentaryczna i często błędna była zazwy­
czaj znajomość narodowej historii, a niekiedy również dziejów lokalnych
społeczności. W wielu przypadkach regułą było mylenie dat, niezrozumienie
szerszego kontekstu wojennych wydarzeń, jak np. okoliczności powstania
partyzantki i oddziałów A K na terenie Puszczy Nalibockiej czy też przyczyn
znanych informatorom przypadków obecności Litwinów, Łotyszów lub Śląza­
ków w wojsku niemieckim. Taki stan rzeczy jest przede wszystkim wynikiem
niskiego poziomu wykształcenia respondentów (większość z nich nie ukończyła
7-letniej szkoły podstawowej przed wojną). Oczywiście, w każdej z badanych
miejscowości można spotkać pojedyncze osoby wyróżniające się lepszą znajo­
mością historii Polski i polskiej kultury narodowej. Są to jednak wyjątki.
14

1 4

Informację tę zanotowałam w Mińsku, podczas rozmowy z członkami Związku Polaków
na Białorusi (październik 1995 г.).

�218

IWONA KABZIŃSKA

Można przypuszczać, że zakres znajomości polskiej kultury narodowej
i historii Polski jest znacznie szerszy w grupie dzieci i młodzieży, która uczy
się języka polskiego i różnych przedmiotów w tym języku, korzystając
najczęściej z przysyłanych z Polski, i rozprowadzanych np. przez ZPB,
podręczników i różnego typu literatury. Odbudowywanie podstaw polskiego
szkolnictwa na Białorusi rozpoczęto dopiero przed kilkoma laty. Przez całe
dziesięciolecia proces transmisji polskiego dziedzictwa kulturowego, zarów­
no treści wchodzących w skład kultury narodowej, jak i lokalnych tradycji,
odbywał się głównie w obrębie rodziny (a ściślej: wąskiego kręgu rodzin).
Podstawowe znaczenie miał tu przekaz ustny. W tym przypadku stan wiedzy
starszego pokolenia Polaków o kulturze własnej grupy odniesienia miał
podstawowe znaczenie nie tylko dla procesu transmisji dziedzictwa kulturo­
wego, lecz także dla formowaniu się tożsamości osób należących do grupy
określającej się jako Polacy.

O O G R A N I C Z E N I A C H W P R O C E S I E TRANSMISJI K U L T U R Y P O L S K I E J

Obecny stan wiedzy badanych o polskim dziedzictwie kulturowym jest
w znacznym stopniu efektem wieloletniej izolacji Polaków z Białorusi od
zdobyczy kulturalnych narodu. Przyczyniła się do tego polityka rusyfikacji,
mająca na celu ukształtowanie społeczeństwa o jednolitym typie tożsamości
i kultury, zmierzająca do zatarcia różnic etnicznych, asymilacji i unifikacji
kulturowej poszczególnych grup (nie tylko tzw. mniejszościowych, lecz rów­
nież samych Białorusinów).
Z drugiej strony, w ZSRR, podobnie jak w wielu innych krajach, kultura
masowa i masowa produkcja stopniowo niwelowały różnice np. w stroju,
wyposażeniu domów, jadłospisie, obrzędowości. Do ograniczania znajomoś­
ci polskiej kultury, przerwania przekazu dziedzictwa kulturowego w wielu
polskich rodzinach i zanikania polskich tradycji w znacznym stopniu przy­
czyniła się jednak wspomniana polityka rusyfikacji, w tym - obowiązek
nauki w języku rosyjskim, któremu władze nadały status języka państwowe­
go. Ogromne znaczenie miało też wyniszczenie polskiej inteligencji, zamknię­
cie kościołów i represjonowanie duchowieństwa oraz zastraszenie dużej częś­
ci społeczeństwa. Tylko dzięki postawie osób najbardziej przywiązanych do
polskich korzeni i religii katolickiej, która - przypomnę - utożsamiana jest
najczęściej z kulturą polską, udało się częściowo ocalić wiarę, a więc także
jeden z ważniejszych elementów kultury narodowej, w tym zwłaszcza modli­
twy, pieśni religijne, znajomość niektórych obrzędów. Oznaczało to jedno­
cześnie ocalenie tego zakresu języka polskiego, który jest związany z religią.
Jak wiadomo, władze carskie, a następnie radzieckie, zwalczały religię
katolicką, uważając ją za podstawę więzi narodowej Polaków i element
niepożądanych wpływów Zachodu. W czasach ZSRR wydano także walkę
innym wyznaniom, uważając je m.in. za czynnik utrudniający budowę no-

�K U L T U R A „POLSKIEJ NACJI" I K U L T U R A NARODOWA

219

wego społeczeństwa. Demonstrowanie oznak przynależności do określonego
wyznania albo mniejszości etnicznej lub narodowej bywało karane. Od
czasów carskich, dzielono też wyznania na lepsze i gorsze, te które mają
prawo funkcjonowania w państwie i te, które uważane są za obce, a więc
zbędne. Do tej grupy wyznań najczęściej zaliczano katolicyzm (na ten temat
patrz: Andrusiewicz 1995; Kumor 1991; Wróbel 1991 i in.) .
Wobec likwidacji polskiego szkolnictwa i znacznego ograniczenia działal­
ności Kościoła, określanego przez niektórych informatorów jako symbol
Polski, polskości, uniemożliwiono lub osłabiano przekaz polskiego dziedzi­
ctwa kulturowego za pośrednictwem tych instytucji. Po 1945 r. znacznie
ograniczono też, zwłaszcza na wsiach i w małych miasteczkach, dostęp do
polskich książek. Z trudem docierały na Wschód audycje polskiego radia,
a następnie telewizji (na obszarach bardziej oddalonych od granic Polski ich
odbiór nie był w ogóle możliwy). W czasach ZSRR dość dobrze funk­
cjonowała natomiast prenumerata niektórych polskich gazet i czasopism.
W Republice Białorusi jednak ceny tego typu usług znacznie wzrosły. Wiele
osób musiało więc zrezygnować z prasy jako źródła polskiego słowa i bieżą­
cych wiadomości z Polski i o Polsce.
W tej sytuacji, jak już wspomniałam, szczególną rolę w zachowaniu
polskiej kultury, nawet w ograniczonym wymiarze, odegrała rodzina, zwła­
szcza starsze kobiety (babcie). One to przede wszystkim uczyły dzieci mod­
litw, pieśni religijnych, znaku krzyża, odmawiania różańca, potajemnie
woziły wnuki do kościoła, by je ochrzcić, zmuszały też często dorosłe dzieci
do zawarcia ślubu w kościele. Według moich rozmówców, zachowanie pol­
skich tradycji w dużej mierze zależało od siły charakteru poszczególnych
osób, ich odwagi, determinacji, patriotyzmu. Łatwiej było o taką postawę
w środowiskach wiejskich, zwłaszcza tam, gdzie ludność polska stanowiła
większość, tworząc zwarte skupiska. Trudniej w miastach, gdzie też znacznie
bardziej ryzykowano, np. utratą pracy. W opinii jednej z Polek mieszkają­
cych w Mińsku, „na wsi człowiek nie miał niczego do stracenia, najwyżej
drogę do kołchozu".
Znacznie trudniej było też zachować język polski i polskie tradycje
Polakom mieszkającym we wschodnich rejonach Białorusi, gdzie po I wojnie
światowej utworzono Białoruską Socjalistyczną Republikę Radziecką. Tak
zwana Białoruś Zachodnia została wówczas włączona do I I Rzeczypo­
spolitej, znalazła się więc w kręgu innych wpływów politycznych i kulturo­
wych. Do 1945 r. w BSRR zlikwidowano przede wszystkim dawne struktury
Kościoła Rzymskokatolickiego, w związku z czym życie religijne uległo
znacznemu osłabieniu. Nie mogła temu zapobiec - często tajna - działalność
15

1 5

Por. wypowiedź gen. A. Lebiedzia, wedle którego „zagraniczne Kościoły i sekty religijne «są
bezpośrednim zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego Rosji i jej duchowego odrodzenia»".
Zdaniem generała, w Rosji mogą działać jedynie religie uznane przez państwo, a więc: prawosła­
wie, islam i buddyzm; Sekciarska Rosja, „Gazeta Wyborcza" z dn. 29-30 czerwca 1996 r.

�220

IWONA KABZIŃSKA

Z polską książką. Nauczycielka jęz. polskiego, pani Romualda Zalewska.
Fot. Iwona Kabzińska, Mińsk 1995

nielicznych księży i zakonnic, ani też przekaz podstawowych zasad wiary,
pieśni, modlitw w obrębie rodzin. Likwidacja struktur kościelnych, podobnie
jak polskiego szkolnictwa, przyczyniła się więc do osłabienia polskości na tych
terenach (szerzej o sytuacji Kościoła Rzymskokatolickiego w ZSRR i na
Białorusi patrz np.: Dunn 1977; Hlebowicz 1993; Polacy w kościele katolickim
w ZSRR 1991; Odrodzenie kościoła katolickiego w byłym ZSRR 1993; na temat
likwidacji szkolnictwa narodowego patrz: Winnicki 1995, s. 48-62).

�K U L T U R A „POLSKIEJ NACJI" I K U L T U R A NARODOWA

221

Moi informatorzy mieli świadomość odmienności losów polskiej ludności
mieszkającej dziś na zachodzie i wschodzie Białorusi, a w okresie między­
wojennym żyjącej w innych układach państwowo-politycznych. Podczas roz­
mów z Polakami z Mińska , który po I wojnie znalazł się w granicach
BSRR, odniosłam wrażenie, iż zazdroszczą oni rodakom, którzy żyli na
Kresach I I Rzeczypospolitej dwudziestu lat bezpośredniego kontaktu z Pol­
ską, możliwości nauki w polskiej szkole, uczestnictwa w życiu religijnym.
Mają jednocześnie lekkie poczucie wyższości. Trudniej im było przecież - jak
mówią - zachować polską kulturę i „polską wiarę", zwłaszcza w sytuacji,
gdy nawet nie znali Polski, którą uważali za swoją ojczyznę. Jedna z moich
informátorek zapytała: „Jeżeli umrze matka, pozostawiając troje dzieci
w wieku 12, 6 i 2 lata, to które z tych dzieci będzie ją najlepiej pamiętało?"
W ten obrazowy sposób wyraziła właśnie wspomnianą różnicę losów Pola­
ków z zachodniej i wschodniej Białorusi, wskazując zwłaszcza na rodzaj
i możliwości ich kontaktów z Polską.
Żywa pamięć represji wobec ludności polskiej (wywózki na Syberię zimą
1940 г., okres stalinowski, często przymusowe wyjazdy do Polski w ramach tzw.
repatriacji, szykanowanie osób, które sprzeciwiły się zakładaniu kołchozów lub
stawały w obronie religii i kościoła, strach przed prześladowaniami za wiarę, za
mówienie po polsku) spowodowała, że wiele osób mieszkających w BSRR
odżegnało się od polskości, zmieniło narodowość, zarzuciło praktyki religijne,
naukę rodzimego języka. Pokolenia urodzone po wojnie nie znają już najczęściej
języka przodków, mówią po rosyjsku lub mieszaniną rosyjskiego z białoruskim,
językiem polskim posługują się tylko ludzie starsi i to nieliczni. Duża część
ludności mówi gwarą, określaną jako „mowa prosta". Nie trzeba wyjaśniać,
jakie są skutki utraty rodzimego języka. Jest to pierwszy krok do asymilacji
z kulturą grupy dominującej (na ten temat patrz: Werenicz 1991, s. 207; autor
pisze, że „zmiana tradycji językowych prowadzi do reorientacji przynależności
narodowej u młodzieży i dzieci. Procesowi temu sprzyja tradycyjna dwujęzyczność, a nawet trójjęzyczność Polaków na Białorusi i właściwy dla większości
z nich przejściowy stan świadomości narodowej"; o sytuacji językowej na
Białorusi por. też Gustavsson 1995).
Strach przed prześladowaniami, poczucie krzywdy, niepewność losu,
sprawiły, że powstało wiele tematów-tabu, o których nie rozmawiało się
w domach, ukrywając pewne prawdy zwłaszcza przed młodym pokoleniem.
Przyczyniła się do tego także cenzura polityczna, obowiązująca właściwie
do czasów tzw. pieriestrojki i głasnosti. Do tematów-tabu należały m.in.
dramaty wojenne - udział członków lokalnej społeczności („swoich", „tutej­
szych") w bratobójczych walkach oraz kolaboracja z okupantami, ponadto
- współpraca z władzą po 1945 r. (osoby uważane za kolaborantów okre­
ślane są często mianem „Judasz"). Niektórzy informatorzy twierdzili też, że
po raz pierwszy wspominają komuś obcemu (w tym przypadku badaczowi
16

Było to ok. 20 osób, z których większość należała do Związku Polaków na Białorusi.

�222

IWONA KABZIŃSKA

z Polski) o tragicznych losach osób wywiezionych na roboty do Niemiec,
które wracały po wojnie do nie istniejących domów, o przeżyciach związa­
nych z wprowadzeniem kolektywizacji, o szykanowaniu rodzin, które nie
zgodziły się na pracę w kołchozie, o utracie własności, która miała dla nich
nie tylko znaczenie materialne, ale też symboliczne, duchowe, była częścią
rodzinnych korzeni, radosnej, spokojnej przeszłości. Do tematów-tabu
należał też przez długie lata problem opieki nad mogiłami uczestników
powstań narodowych, jak też nad grobami, w których zostały pochowane
ofiary wojny 1939-1941 r. lub osoby zamordowane po 1945 r. Istnienie
tematów-tabu powodowało powstawanie „białych plam" w przekazie trady­
cji rodzinnych i lokalnych. Puste miejsca wypełniały nowe treści, często obce
dla polskiej kultury.
Jak stwierdziła jedna z czytelniczek „Głosu znad Niemna", „kultura
polska została wyehminowana z życia polskiej mniejszości narodowej [...]
giną tradycje, zabytki są zburzone, odebrane cmentarze - dewastowane,
nawet folklor jest obcy młodzieży. Główna przyczyna - brak warunków do
kultywowania tradycji polskich, folkloru, brak teatru polskiego, brak inte­
ligencji, barbarzyńskie metody stosowane w niszczeniu kultury polskiej,
przemilczanie dużych osiągnięć Polaków (w tym z Białorusi) w nauce i kul­
turze światowej. A przecież w ubiegłych stuleciach kultura polska istniała
razem z białoruską, ma te same korzenie i często jednych twórców" .
Mimo warunków nie sprzyjających przekazywaniu dziedzictwa kulturowego
w obrębie pokoleń należących do poszczególnych mniejszości, zachowaniu
wiary i obrzędów religijnych, jak też tradycji narodowych, przez powojenne lata
w wielu rodzinach starano się przynajmniej kontynuować niektóre zwyczaje
świąteczne, przede wszystkim związane z obchodami ważniejszych świąt
kościelnych (Boże Narodzenie, Wielkanoc) oraz z obrzędami rodzinnymi
(chrzest, wesele, pogrzeb). Zagadnienie to zasługuje na odrębne omówienie,
z braku miejsca ograniczę się jednak wyłącznie do jego zasygnalizowania .
Warto, jak sądzę, zastanowić się nad możliwościami dostępu Polaków
z Białorusi do polskiego dziedzictwa kulturowego i rozwoju tradycji regio­
nalnych w obecnych warunkach. Przemiany końca lat osiemdziesiątych i po­
czątku dziewięćdziesiątych w byłym ZSRR, a następnie w Republice Biało­
ruś, przyniosły ożywienie działalności różnych środowisk, mającej na celu
reaktywowanie polskiego szkolnictwa i ułatwienie dostępu do polskiej kul­
tury wszystkim zainteresowanym. Ważną rolę odegrał w tym procesie Zwią­
zek Polaków na Białorusi (szerzej na temat działalności ZPB patrz: Winnicki
1995, s. 31-48). Obecnie przekaz informacji o dorobku kulturalnym Pola­
ków i dziejach Polski odbywa się przede wszystkim za pośrednictwem wy­
specjalizowanych instytucji (szkoła, kluby), w których prowadzone są lekcje
języka polskiego i historii Polski. W klubach organizuje się też np. spotkania
17

18

„Glos znad Niemna", nr 21 z dn. 24-30 maja 1993 r.
Na ten temat piszę szerzej w artykule złożonym do druku w Redakcji „Etlmologii Polony".

�223

K U L T U R A „POLSKIEJ NACJI" I K U L T U R A NARODOWA

z twórcami, można tam poczytać prasę, posłuchać nagrań z polską muzyką,
audycji radiowych. Zasadniczą rolę w procesie budzenia zainteresowań pol­
ską kulturą odgrywa natomiast rodzina. To przecież rodzice i dziadkowie,
choć sami najczęściej nie mówią po polsku, decydują o posłaniu dzieci na
lekcje języka polskiego, zapisują je do tzw. „polskich klas", w których część
przedmiotów wykłada się w tym języku, prowadzą do kościoła, na religię, to
oni mówią o polskich przodkach i tradycjach rodzinnych, nawet jeśli znają
je fragmentarycznie, kultywują dawne obrzędy, zwłaszcza świąteczne, kształ­
tują klimat polskiego domu .
Młode pokolenie poznaje dziś głównie elementy literatury narodowej
i polskiej historii korzystając z podręczników i książek wydawanych
w Polsce i przeznaczonych specjalnie dla rodaków mieszkających na Wscho­
dzie. Pomoc ta jest wysoko oceniana przez wielu Polaków z Białorusi
(świadczą o tym zarówno przeprowadzone przeze mnie rozmowy, jak
też np. listy do Redakcji „Głosu znad Niemna"). Wiele osób uważa przy
tym, że pomoc rodaków z Polski w procesie odrodzenia kulturalnego
Polaków z Białorusi jest ich obowiązkiem. Nadsyłane książki nie uwzględ­
niają jednak najczęściej specyfiki lokalnych tradycji kulturowych. Istnieje
więc problem ocalenia pozostałości tej cząstki tradycji i jej przekazu ko­
lejnym pokoleniom. Otwierają się tu możliwości dla badaczy, jak też dla
członków ZPB, działaczy kulturalnych, twórców zespołów folklorystycznych
itp. Jest to chyba ostatni moment, by zarejestrować istniejące jeszcze
lokalne zwyczaje, obrzędy, pieśni, by poznać przeszłość, sięgnowszy do
pamięci starszego pokolenia współczesnych mieszkańców Białorusi . Inną
sprawą jest zainteresowanie dzieci i młodzieży polską kulturą, zarówno
w wymiarze lokalnym, regionalnym, jak i narodowym oraz ukształtowanie
postawy szacunku do niej. Wobec zachodzących dziś przemian, ochronę
dziedzictwa kulturowego poszczególnych grup etnicznych i narodowych
oraz wspieranie rozwoju ich kultury należy uznać za zadanie szczególnie
ważne. Dotyczy to nie tylko Białorusi, ale też innych krajów otwierających
się szeroko na zagraniczne wzory i mody.
19

20

21

*
1 9

*

*

Więcej o roli rodziny w procesach transmisji dziedzictwa kulturowego na przykładzie
Polaków z Białorusi mówiłam podczas międzynarodowej konferencji pn. „Rodzina wobec
wyzwań edukacji międzykulturowej", Białystok, 28-30 maja 1996 r. Referat pt." Rola rodziny
w kształtowaniu tożsamości i w edukacji międzykulturowej w warunkach transformacji ustro­
jowych. Przykład Białorusi" jest obecnie w druku.
W tym miejscu pomijam kwestię dostępu do kultury masowej za pośrednictwem polskiej
telewizji i polskiego radia, zwłaszcza w rejonach przygranicznych, jak też kwestię korzystania
- bez pośrednictwa wspomnianych mediów - z polskiej kinematografii, twórczości muzycznej,
teatralnej itp.
Ważne znaczenie mają tu badania prowadzone od kilku lat przez pracowników i studen­
tów Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UW w Warszawie.
2 0

2 1

�224

IWONA KABZIŃSKA

29 czerwca 1996 r. ukazała się w polskiej prasie krótka notatka infor­
mująca, że na Białorusi trafiły na przemiał podręczniki szkolne wydrukowa­
ne po uzyskaniu niepodległości przez to państwo. Zostały one uznane przez
władze za nacjonalistyczne. W grupie tego typu książek znalazł się m.in.
elementarz białoruski i Historia Białorusi . Zapowiada to kolejny zwrot
także w sferze przekazu dziedzictwa kulturowego poszczególnych mniej­
szości etnicznych i narodowych.
22

LITERATURA
A n d r u s i e w i c z A.
1995
Rosyjski mesjanizm religijny w XIX wieku, [w:] Filozofia i religia w kulturze narodów
słowiańskich, T . Chrobak, Z. Stachowski (red.), Rzeszów, s. 189-208.
C z a r n o w s k i S.
1958
Kultura, Warszawa.
D u n n D. J.
1973
The Catholic Church and the Soviet Government 1939-1949, New York.
E n g e l k i n g A.
1996
Nacje, to znaczy grupy religijne. O wynikach etnograficznych badań terenowych na
grodzieńszczyźnie, „Kultura i Społeczeństwo", nr 1, s. 109-139.
Goldscheider E.
1916
Wege und Ziele der polnischen Kultur, Wien.
G u s t a v s s o n S.
1995
Belarus: A Multilingual State in Eastern Europe, [w:] Language, Minority, Mig­
ration, S. Gustavsson, H . Runblom (red.), Uppsala Multiethnic Papers 34, Uppsa­
la, pp. 39-74.
H l e b o w i c z A.
1993
Kościół odrodzony, Gdańsk.
Jabłońska-Deptuła E.
1981
W dobie Wiosny Ludów i Powstania Styczniowego, [w:] Chrześcijaństwo w Polsce.
Zarys przemian 966-1945, J . Kłoczowski (red.), Lublin, s. 219-242.
1990
Religijność i patriotyzm doby powstań, [w:] Uniwersalizm i swoistość kultury polskiej,
J . Kłoczowski (red.), Lublin, t. 2, s. 85-135.
Jurkiewicz J.
1995
Nasze widzenie Białorusinów w XX w. (do 1939 г.), „Dzieje Najnowsze", nr 2, s. 59-79.
K a b z i ń s k a - S t a w a r z I.
1992/93 Polacy na Białorusi. Relacja z badań etnologicznych nad współczesnym procesem
kształtowania
świadomości etnicznej, „Przegląd Wschodni", vol. 2, nr 3(7),
s. 681-695.
1995
Polacy na Białorusi — informacja o badaniach prowadzonych przez pracowników
Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie, „Etnografia Polska", t. 39,
z. 1-2, s. 33-^ł9.
Koszelew M.
1995
Polacy w oczach Białorusinów: ewolucja poglądów, „Dzieje Najnowsze", nr 2, s. 81-94.
K u m o r B.
1991
Polityka władz carskich wobec Kościoła katolickiego na ziemiach polskich do 1914 т.,
[w:] Polacy w Kościele katolickim w ZSRR, E . Walewander (red.), Lublin, s. 11-25.

Na Białorusi mielą, „Gazeta Wyborcza" z dn. 29-30 czerwca 1996 r.

�K U L T U R A „POLSKIEJ NACJI" I K U L T U R A NARODOWA

225

L e h r - S p ł a w i ń s k i T.
1961
Od piętnastu wieków. Szkice z pradziejów i dziejów kultury polskiej 966-1966.
Warszawa.
L u k i e w i c z U.
1995
Stosunki etniczne na białorusko-polskim pograniczu w świadomości młodzieży, [w:]
Wschodnie pogranicze w perspektywie socjologicznej, A. Sadowski (red.), Białystok,
s. 179-182.
Ł o p a l e w s k i T.
1990
Między Niemnem a Dźwiną. Ziemia Wileńska i Nowogródzka, Warszawa-Kraków,
reprint wydania z 1938 r.
O b r ę b s k i J.
1936
Problem etniczny Polesia, „Sprawy Narodowościowe", nr 1-2, s. 1-21
Odrodzenie
1993
Odrodzenie Kościoła katolickiego w byłym ZSRR, E . Walewander (red.), Lublin.
Olszewski D.
1986
Szkice z dziejów kultury religijnej, Katowice.
Pokropek M.
1979
Zróżnicowanie kulturowe na pograniczu etniczno-językowym i jego odbicie w świa­
domości mieszkańców. Na przykładzie pogranicza
pobko-litewsko-białoruskiego
w północno-wschodniej Polsce, „Etnografia Polska", t. 23, z. 2, s. 127-156.
Polacy
1991
Polacy w Kościele katolickim w ZSRR, E . Walewander (red.), Lublin.
S u c h o d o l s k i B.
1986
Studia z dziejów kultury polskiej, Warszawa.
T a z b i r J.
1978
Kultura szlachecka w Polsce, Warszawa.
1986
Szlaki kultury polskiej, Warszawa.
Trwałe wartości
1978
Trwałe wartości kultury polskiej, M . Kurzyna (opr.), Warszawa.
W e r e n i c z W.
1991
Historyczne i kulturalne podstawy świadomości narodowej Polaków w Związku Ra­
dzieckim (na przykładzie Republiki Białoruś), [w:] Polacy w Kościele katolickim
w ZSRR, E . Walewander (red.), Lublin, s. 197-212.
W i n n i c k i Z. J .
1995
Szkice kresowe, Wrocław.
W r ó b e l J.
1991
Polityka ZSRR wobec Kościoła katolickiego w latach 1917-1939, [w:] Polacy w Koś­
ciele katolickim w ZSRR, E . Walewander (red.), Lublin, s. 85-109.
Ż a r n o w s k i J.
1978
„Ojczyzną był język i mowa...", Warszawa.

IWONA KABZIŃSKA
O N T H E C U L T U R E O F "POLISH NATSIA".
N A T I O N A L C U L T U R E A N D T H E POSSIBILITIES O F I T S T R A N S M I S S I O N
Summary
One of the most interesting problems of ethnological studies on Byelorussia concerns
the culture of particular ethnic and national groups, the Poles and the Byelorussians among
them, making up the Byelorussian society. It is not simple due to the effects of their

�226

IWONA KABZIŃSKA

previous long-lasting Russianization, cultural unification and assimilation. It should be
kept in mind that the national culture of the Byelorussians had been considered by some
ethnographers a particular variant of either Polish or Russian one. Similiar opinions were
expressed about the national distinctness of the Byelorussians who were regareded as "the
branch of Polish nation" or "a part of the Russian tribe" (see for example: Jurkiewicz 1995;
Koszelev 1995).
In the years 1992-1995 the author of the article was carrying out field researches among
the Polish minority living in the Western part of Byelorussia (districts Grodno and Minsk). She
aimed at finding the essential markers of their national and cultural identity and at reconstruct­
ing the process of its formation.
The most important role in the formation of cultural identity of a minority group is played
by the knowledge of its national culture and the historical tradition of the national state they
refer to. The author wanted to know how Polish culture was perceived by the Poles living in
Byelorussia, what, in their opinion were the most distinctive features of the culture defined by
them "the culture of Polish natsia". Another of her problems was the degree of knowledge
about Polish culture possessed by the people who identify themselves as Polish.
She interviewed mainly people of older generation born before the World War II.
The results of the research show that most of the respondents (over 200 persons) identify
Polish culture with Roman Catholicism, Catholic church rituals and folk rituals connected
with them. Religion was identified by them both with the notion of "culture" and of "nation­
ality". "Polish culture" ("of Polish natsia") in their view means "Roman Catholic culture"
whereas "Russian culture" and "Russian nation" is meant as the same as "Russian Orthodox
religion". These distinctions and identifications have been common in Polish history for a long
time (see for example E . Jabiońska-Deptuła 1980, her data concern the 19th century). The
author's study of the 1990ties confirms the continuation of this tendency.
The author's respondents usually considered Polish culture superior since it was also
identified with the "noble class culture" (due to particular former socio-ethnic structure in the
Eastern part of old Poland). The culture of the Poles living within the boundaries of the Polish
present state was considerd superior as well. The latter opinion was based upon the experiences
of higher living standard in Poland compared to that in Byelorussia (tidy, shops full of goods,
well-dressed people, good manners of the passengers in public transport etc.) together with
other informations which have contributed to the formation of the stereotype. The stereotype
of a culturally superior Poles from Poland, but also from the Polish minority in Byelorussia
points at his more civil behaviour, politeness. The respondents usually maintained that Poles
can be also distinguished by their appearance - tidy clothes, good-looking faces. The origin of
these stereotypical images can be traced back to the common opinion on the Polish and
Byelorussian culture of the 19th century.
Roman Catholic denomination was usually considered by the author's respondents the
essential element of Polish cultural identity. Language was rarely mentioned. All non-Roman
Catholics were defined as "the Russkies". When asked about the essential differences between
Roman Catholic and Russian orthodox faith and Polish and Russian culture the respondents gave
vague and stereotypical answers. Some of them mentioned the differences in churchrituals.They
also compared the culture of the Roman Catholic communities in the region of the Naliboki Forest
with that of the Russian orthodox population from the other side of the river Niemen. The
differences mentioned concerned the general standard and habits of everyday life, first of all table
manners. The "Russians" were said not to use cutery and crockery, to eat with hands together
from one common bowl etc., to have very poor choice of dishes (chopped onions with cream as an
example of primitive food). The Poles also maintained that the "Russians" didn't know how to
prepare good meat dishes and sausages, that they don't cook cleanly. On the other hand they never
pointed out any differences in clothes and in village architecture. Thus some other ethnographers'
(Obrębski, Pokropek) statements about the meaning of clothes as markers of cultural identity have
not been confirmed.

�K U L T U R A „POLSKIEJ NACJI" I K U L T U R A NARODOWA

227

The author's study proved that the Polish peasants living in Byelorussia had poor knowl­
edge of other cultures, those of their former and present neighbours, i.e. the Byelorussians and
the Jews. Neither did they know much about Polish national culture. From their young years
they could remember single songs and poems, they were able to mention the most popular
names of novelists (H. Sienkiewicz, E . Orzeszkowa) and poets (A. Mickiewicz) from the 19th
century. They also showed fragmentary and usually erroneus historical knowledge, both of
Poland and of the past of their local communities. That lack of historical knowledge and
cultural and linguistic competence is, to a considerable extent, the result of the Russianization
policy of the Soviet regime, as well as the decrease of Polish middle and upper classes on that
area after 1945. Under the Soviet system the influence of the Roman Catholic church had been
seriously limited, the same had happened to the network of Polish schools. Ethnic cultural
transmission could take place only within families and was limited mainly to the sphere of
religion, i.e. to rituals, prayers, songs etc. National and historical tradition was vanishing.
Many topics became "taboo" - forbidden not only by official censorship but also in the
discourse at home. The following topics were avoided: the problems of the Polish-Soviet
relationships during the World War I I , and after it, collaboration of some Poles and Jews with
Soviet occupants, collectivisation of agriculture, Polish traitors involved in the fratricidal riots
during the war and in the struggle against Church, but also Polish resistance and national
movements - past and present, Soviet hostility towards Polish local gentry and intellectuals etc.
All that contributed to the formation of a limited national consciousness.
Under M . Gorbatschov ethnic and religious revival in the USSR began. Churches were
being rebuilt and religious tradition restored. Schools with national languages were opened
again. For the Polish minority in Byelorussia the possibilities of developing its national culture
have always depended upon the government's minority policy. The same should be taken into
account nowadays.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10965" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10943">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ae203438dd56e627782bb68f14abfedb.pdf</src>
        <authentication>65e86c4088bada0695a43a95a8583f41</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130711">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1578</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130712">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130713">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1460</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130714">
                <text>Chłopskie obrzędy rodzinne na Oszmiańszczyźnie / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130715">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40, s.189-208</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130716">
                <text>Czech, Beata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130717">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130718">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130719">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130720">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130721">
                <text>„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

BEATA CZECH
„Wspólnota Polska", Warszawa

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE NA OSZMIAŃSZCZYŹNIE

Artykuł ten jest częścią pracy magisterskiej pt. „Chłopskie obrzędy ro­
dzinne na Oszmiańszczyźnie. Symbolika rekwizytów". Wybrałam z niej
jedynie część opisową, rezygnując - z uwagi na brak miejsca - z rozważań
na temat symboliki rekwizytów obrzędowych.
Materiały do pracy gromadziłam od czerwca 1994 do marca 1995 r.
w dawnym powiecie oszmiańskim (w granicach ustalonych w roku 1922).
Prowadzone badania upewniły mnie, że w tej okolicy, znacznie oddalonej od
dużych centrów przemysłowych, zachowane zostały obrzędy rodzinne nie
spotykane w tak rozbudowanej formie na bardziej zurbanizowanych tere­
nach. Jednocześnie poszukiwania w literaturze etnograficznej i historycznej
ujawniły, że nie istnieją publikacje zajmujące się chłopską obrzędowością
na tym obszarze.
Podstawą prezentowanego tu opisu są informacje zebrane w 27 wsiach
i małych miejscowościach. Moi rozmówcy urodzili się na Oszmiańszczyźnie,
pochodzili z chłopskich rodzin i uważali się za Polaków.Wywiady prze­
prowadzałam z ludźmi z rodzin „czysto" katolickich, tzn. takich, w których
obydwoje małżonkowie są katolikami i sakramenty święte przyjmują w koś­
ciele, a nie w cerkwi. Wybierając takich informatorów chciałam mieć pew­
ność, że ich obrzędy nie są związane z wyznawaniem prawosławia, a wyraź­
ny wpływ tej religii w niektórych zwyczajach związany jest przede wszystkim
z geograficzną bliskością cerkwi.
Oszmiańszczyzna zawsze była miejscem stykania się różnych kultur
i różnych narodów. W 1932 r. S. Wysłouch pisał: „Polak kresowy i Bia­
łorusin, zrodzeni ze wspólnego pnia etnicznego mają de facto tyle cech
wspólnych, iż można by ich uważać za wspólną narodowość «polsko-białoruską» lub białoruską w kulturze polskiej. Tego rodzaju wielowie­
kowego procesu dziejowego, jaką jest narodowość «połsko-białoruska»
należałoby traktować całkiem odmiennie od narodowości polskiej ziem
rdzennie polskich"(Wysłouch 1932, s. 14). W wypadku tych ziem roz­
strzygające jest samookreślenie się ludzi. Choć zamiast języka polskiego
w przeważającej mierze używają tzw. „mowy prostej" i stosują się do

�190

BEATA CZECH

wielu zwyczajów białoruskich, litewskich lub rosyjskich, to jednak nazywają
się Polakami, a swe obrzędy uważają za tradycyjnie polskie. Należy ich więc
uważać za Polaków.
Najstarsi spośród moich rozmówców byli praktykującymi katolikami
i dobrze znali język polski. Uczyli się bowiem, jako obywatele Polski (do
1939 r.) w polskich szkołach. Osoby poniżej 60 lat kończyły już rosyjskie szkoły
i najczęściej ulegały ateizacji propagowanej przez władze radzieckie w ramach
walki z Kościołem. Podobnie jak w całym ZSRR, tak i na Oszmiańszczyźnie,
możliwość bezpłatnej nauki w miastach i odgórne nakazy pracy spowodowały
także, iż wiele osób, czasowo lub na stałe, opuszczało miejsce swego urodzenia.
Efektem tego było rozbicie dotychczasowej struktury rodzinnej. Stworzenie
sowchozów i kołchozów wpłynęło również na likwidację odległych wiosek,
kolonii i zaścianków. Do pracy na Oszmiańszczyźnie przybywali natomiast
ludzie ze wszystkich zakątków kraju, różnej narodowości i wyznania. Każdy
z nich zaszczepiał elementy własnej kultury. W pewnym stopniu wpłynęło to
także na zmianę obrzędów rodzinnych ludności polskiej.
Głównym organizatorem życia społecznego w zachodnich rejonach Biało­
rusi stał się w ostatnich latach Kościół Rzymskokatolicki. Wokół sakramen­
tów świętych skupiają się też wszystkie zwyczaje obrzędowe. Na badanym
przeze mnie terenie znajduje się 8 parafii Rzymskokatolickich. W 5 z nich
pracują księża z Polski. Pracują tu od roku 1991, czyli od zdobycia przez
Białoruś niepodległości. Nie zawsze rozumieją oni zastane zwyczaje. Niektóre
z nich traktują po prostu jak zabobony i pozostałość wiary pogańskiej.
Protestują przeciwko wystawności styp, rytualnemu piciu alkoholu. Niektórzy
księża nie biorą także udziału w pochówkach na cmentarzu, „nie chcąc
uczestniczyć w podejrzanych płaczach i praktykach".
W wyniku uchwał Soboru Watykańskiego I I (1962-1965) i wprowadzo­
nych wtedy uproszczeń w sprawowaniu liturgii, zanikły niektóre zwyczaje
obrzędowe (np. związane z wywodem położnicy i panny młodej). Ogólnie
jednak święta kościelne i sakramenty święte są najważniejszym punktem
wszystkich obrzędów rocznych i rodzinnych.
Polacy na Białorusi mieszkają często w pobliżu cerkwi prawosławnej.
W okolicach Oszmiany najważniejsze ze względu na swoje oddziaływanie są
cerkwie w Krewię, Holszanach i Smorgoniach. Czynna jest też cerkiew
w samej Oszmianie.
Współpraca między księżmi rzymskokatoUckimi a duchownymi prawo­
sławnymi nie układa się zbyt dobrze. Powodem jest m.in. zarzucanie pol­
skim księżom, że polonizują obywateli Białorusi. Istnieje jednak współdzia­
łanie w życiu religijnym wiernych. Zdarza się, że śpiewacy pogrzebowi
śpiewają (po polsku) na prawosławnych pogrzebach. Księża katoliccy uzna­
ją również sakramenty święte przyjęte w cerkwi. Często, zwłaszcza wśród
młodego pokolenia, można spotkać małżeństwa katolicko-prawosławne. Nie
są one jednak aprobowane przez starszych, którzy obawiają się wynarodo­
wienia swoich wnuków.

�CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

191

Wielu Polaków uczestniczy w prawosławnych chrzcinach, weselach i po­
grzebach. W ten sposób, na ogół nieświadomie, przyjmują z prawosławia
niektóre elementy obrzędowe. Moi informatorzy twierdzili jednak stanow­
czo, że wiedzą, jakie są różnice w uroczystościach Polaków i Białorusinów.
Podkreślali przy tym „wyższość" polskich ceremonii, ich prostotę, a także
wyższą kulturę osobistą uczestników.
PRZYJĘCIE D Z I E C K A D O SPOŁECZNOŚCI

Obrzędy narodzinowe składają się z wielu etapów (w przeszłości były one
bardziej rozbudowane).
Obecnie kobiety rodzą dzieci w szpitalu („roddomie"). Przebywają tam
jeszcze kilka dni po porodzie. W tym czasie rodzina i znajomi przychodzą do
nich na „odwietki", przynosząc ze sobą torty, wędlinę, szampana i wódkę.
Czasem te przyjęcia odbywają się kilka dni później, tuż po powrocie matki
z dzieckiem do domu:
„Przed chrztem przychodzą kobiety odwiedzić matkę dziecka w szpitalu.
To nazywa się «odwietki». Na tę okazję pieką «ołatki» (placuszki). Kiedyś
one były specjalnie na tę okazję. Teraz głównie ludzie młodzi chodzą"
(kobieta, lat 55, Traby).
Kiedyś na „odwietki" szły jedynie starsze kobiety. Przynosiły położnicy
jedzenie: jajecznicę, „oładki", bułki drożdżowe, ser, kiełbasę. Nieraz daro­
wały płótno. Zaraz po przyjściu rozwiązywały płócienne chustki, w których
niosły - dary, tłumacząc, że ułatwi to dziecku szybki rozwój:
„Jak szła jaka kobieta odwiedzać [...] każda brała jakąś bułkę czy ciast­
ka. Jak jaka kobieta odważniejsza, to jeszcze dziś szybko odwiązują na
«odwietkach» węzełek z gościńcem, że dziecko szybko chodziło"(kobieta,
lat 65, Żuprany).
Ojciec narodzonego dziecka idzie do znajomych we wsi i do rodziny, by
zawiadomić ich o tym radosnym wydarzeniu. Bierze ze sobą butelkę wódki,
czasem cukierki. Kiedyś „rodziny" (powiadomienie o przyjściu na świat
dziecka) były jednocześnie zaproszeniem na „odwietki":
„Jak się urodziło dziecko, to ojciec albo babka niosła do znajomych
«rodziny» chleb z cukrem. Komu nie przyniesie, ten nie idzie odwiedzać na
«odwietki». Jak jaka kobieta idzie odwiedzać, to bierze kawałek chleba
z cukrem".
Do lat sześćdziesiątych obowiązywał położnicę nakaz izolacji towa­
rzyskiej do szóstego tygodnia po porodzie (przez 40 dni). Wynikało to
z powszechnej wiary w „nieczystość" kobiety. Jej fizjologia, jako niezro­
zumiała, budziła niepokój. Wierzono, że ciąża i poród mogą stać się
niebezpieczne także dla otoczenia położnicy. Po sześciu tygodniach kobieta
szła do „wywodu". Ceremoniał kościelny polegał na wyprowadzeniu jej
przez księdza z zakrystii do nawy kościelnej. Kobieta trzymała w ręku
zapaloną świecę. Obydwoje klękali przed ołtarzem i modlili się przez

�192

BEATA CZECH

chwilę wspólnie. Następnie ksiądz błogosławił kobietę, która wychodziła
z kościoła głównymi drzwiami. Do tego dnia było to jej zabronione:
, , I po domach nie wolno było kobietom chodzić, ani do sąsiadów, ani do
sklepu. Taki był zwyczaj. Nie można było wywieszać pieluszek [na dwór
- przyp. B.Cz.] aż do chrztu. I po wodę chodzić do studni" (kobieta, lat 65,
Żuprany).
Dziś kobiety nie przestrzegają już izolacji towarzyskiej. Nie chronią też
nieochrzczonego dziecka przed „złym". Młode matki nie wiedzą, co znaczy
wyraz „wywód" (wsch. „wychod").
Na kilka dni przed chrztem rodzice dziecka spotykają się z przyszłymi
kumami i ustalają przebieg uroczystości. Termin chrztu uzależniony jest
jedynie od zdrowia dziecka i woU rodziców. Za najszczęśliwszy dzień w roku
uważana jest Wielka Sobota - czas święcenia wody. Wtedy też odbywa się
najwięcej chrztów. Rodzice chrzestni wybierani są spośród rodziny i bliskich
znajomych. Kiedyś mogli nimi zostać tylko ludzie żonaci lub zamężni, dziś
najczęściej wybiera się młodzież, przede wszystkim panny i kawalerów.
Muszą to być osoby o nieposzlakowanej reputacji, bo powszechną jest
wiara, że dzieci dziedziczą cechy po kumach. Odmowa pełnienia tej funkcji
może, według informatorów, przynieść nieszczęście dziecku i osobie pro­
szonej na kuma. Jeżeli w rodzinie umierają dzieci, rodzice wybierają na
chrzestnych ludzi obcych, bez uprzedzenia:
„U mojej sąsiadki tak było. Jej dzieci bardzo umierały i jak urodził się
Staszek, to ona mi nie powiedziała, że ja będę kumą. Jak przyszłam do niej
to podała mi dziecko przez okno. To jest takie «lapanie» kumów, żeby
dziecko nie umarło" (kobieta, lat 69, Zamościany).
Starsi rozmówcy pamiętają jeszcze zwyczaj uroczystej kąpieli dziecka
w dniu chrztu. Myła je matka z babką - „pawituchą" [biał. „pawitucha"-akuszerka], kuma z matką lub babka z matką. W trakcie kąpieli kum
wrzucał do wanienki monety na „mydło":
„Akuszerka przychodziła wcześniej i ona musiała to dziecko przed
chrztem wykąpać. Jak zobaczyli, że kum już jedzie, to tego dzieciaka szybko
do niecki wkładali. Jak kum szedł, to musiał wrzucić pieniądze do wody,
gdzie kąpią dziecko. Te pieniądze szły do babki" (kobieta, lat 70, Kleje).
Obecnie zwyczaj ten nie jest praktykowany;
„Mówią, że jak już jadą z dzieckiem do chrztu, to kuma nie powinna po
drodze sikać, bo dziecko sikliwe będzie" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Dawniej do kościoła jechali z chrześniakiem rodzice chrzestni i babka
(pawituchą). Rodzice dziecka czekali na ich powrót na progu domu:
„Rodzice starali się jak najszybciej spotkać ich na progu. Teraz ksiądz
wymaga, żeby rodzice byli przy chrzcie" (kobieta, lat 55, Traby).
Do lat pięćdziesiątych X X w. rola babek-akuszerek w obrzędach naro­
dzinowych była ogromna. Były one najważniejszymi osobami na chrzcinach.
Towarzyszyły kobietom od momentu porodu. Obok pomocy medycznej,
stosowały także zabiegi magiczne mające pomóc przy narodzinach. Potem,

�CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

193

w czasie połogu, pomagały matce w gospodarstwie i zajęciach domowych.
Miały obowiązek dostarczania i przygotowywania pożywienia, jechały
z dzieckiem do chrztu a na samej uczcie spełniały funkcję kierowniczą.
Rozdzielały potrawy i były głównymi bohaterkami wszystkich zabaw. Od
momentu wprowadzenia przez władze radzieckie obowiązku porodów
w szpitalach funkcje „powituch" przejęły rodzone babcie dziecka:
„Kiedyś najważniejsza na chrzcinach była «pawitucha». Teraz ważna jest
babcia dziecka" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Matka chrzestna kupuje dziecku becik, ubranko do chrztu, pieluszki.
Przynosi też 1-2 metry białego płótna przewiązanego wstążeczką (różową
dla dziewczynki a błękitną dla chłopca). Materiał ten nosi nazwę „koszulki".
W czasie chrztu w kościele ksiądz kładzie ją na dziecko. Ojciec chrzestny ma
obowiązek zapłacić za chrzest. Najczęściej niesie na plebanię dary w naturze
(szampana lub wódkę i tort). Przynosi też słodyczy w prezencie dla kumy.
Rodzice chrzestni, podobnie jak dziecko, uważani są dziś za najważniejsze
postacie na chrzcinach. Na uczcie siedzą na honorowych miejscach, obok
siebie. Powinni „trzymać się razem" przez całą uroczystość i zachowywać
jak ludzie sobie bardzo bliscy. Powszechnie znana jest piosenka śpiewana
dla kumy „Kum do kumy zalecałsja, konopielki zasiewałsja [...]".
„Ja siedziałam blisko kuma całe chrzciny, żeby dziecko miało ładne,
gęste zęby" (kobieta, lat 17, Stacja Oszmiana).
Na omawianym terenie dzieci chrzczone są w sobotę. Do kościoła
przyjeżdżają z dzieckiem rodzice i rodzice chrzestni. Udzielanie sakramentu
trwa krótko, bez zbytniej oprawy, w zakrystii. Wszyscy zaproszeni goście
czekają w domu.
Uczta po chrzcie jest najczęściej bardzo rozbudowana i trwa około
dwóch dni. Goście jedzą, żartują, śpiewają, nieraz tańczą. Czynności ob­
rzędowe mogą odbywać się w różnej kolejności. Najczęściej jednak już
pierwszego dnia rodzice chrzestni „pokrywają" dziecko (ros. „pokrywało"
- przykrycie lub kawałek tkaniny, którą się coś przykrywa). Gdy kumowie
usiądą za stołem, babcia dziecka przynosi im zawiniątko. Jest to zawinięta
lalka, kogut lub kot. Śmiejąc się i żartując, kumowie odrzucają tobołek,
mówiąc że to nie jest ich dziecko. Babcia podaje je trzy razy. Dopiero za
trzecim razem przynosi im oczekiwanego chrzestniaka. Wtedy kuma uroczy­
ście kładzie na becik materiał przeznaczony dla matki dziecka, kum kładzie
pieniądze.W niektórych rodzinach wszyscy goście przekazują sobie dziecko
z rąk do rąk, oglądają je i kładą na becik prezenty.
Wieczorem w dniu chrztu (lub rankiem dnia następnego), babcia dziecka
układa na tacy ciastka i cukierki, będące często podarunkiem od kuma (do
czasów I I wojny światowej zwyczajowo czyniła to „powietucha"):
„Pieką takie ciasteczka różne: zwierzęta, grzybki, słońca, księżyce. Za te
ciastka babcia dostaje pieniążki. Jest dużo śmiechu. Każdy się przekomarza,
wybiera. Te pieniądze są potem dla dziecka. To jest dawny zwyczaj. Ja
widziałam to na każdych chrzcinach" (kobieta, lat 65, Nowosiółki).

�194

BEATA CZECH

Babcia rozdaje ciasteczka wszystkim zebranym. Nieraz też nosi pod
pachą żywego koguta lub naśladuje jego głos. Każdy z gości kładzie na
talerz pieniążek w podziękowaniu za słodycze. Zabawę tą nazywają „sprze­
dawaniem pietuchów" (ros. „pietuch" - kogut, kur). Po obdarowaniu
gości, babcia jest wyprowadzana z domu i sadzana na wózek lub bronę
(w zimę na sanki). Rozpoczyna się „topienie babci". Wszyscy zebrani
wiozą kobietę nad rzekę lub staw. Babcia krzyczy i prosi, żeby ją puścili.
„Wykupuje się" wódką, cukierkami i zakąską, nieraz też pieniędzmi. Wszys­
cy przy tym żartują:
„Babcia musi się wykupić, bo inaczej wsadzają ją na bronę i do rzeki
chcą wieźć. Krzyczą: «Babcia po domach roznosi dzieci, a nie ma komu
chowac!» Za babcią idą wszystkie" (kobieta, lat 70, Dziewiniszki).
Obecnie zdarza się, że goście wywożą na bronie również dziadka dziecka
(powszechnie uważa się to za nowy zwyczaj).
W drugi dzień uroczystości chrzcin przychodzą przebierańcy - „Cyganie".
Są to przebrani sąsiedzi lub goście. Zdarza się również, że kobieta przebiera się
za mężczyznę, a mężczyzna za kobietę. Śpiewają, żartują, domagają się wódki:
„To są najczęściej ludzie z chrzcin. [...] Najpierw potańcują trochę,
potem chcą szucić. Trzeba im wódki dać, żeby weselej było" (kobieta, lat 56,
Łościszki). Ich przyjście najczęściej kończy chrzciny.
„Potem goście wiozą do domów te pietuchy, dla dzieci. One znają, że im
rodzice przywiozą z chrzcin" (kobieta, lat 60, Żuprany).

OBRZĘDY W E S E L N E

Od czasów I I wojny światowej obrzędy weselne na Oszmiańszczyźnie
uległy znacznemu skróceniu. Doszedł jednak obowiązkowy ślub cywilny.
Dawniej przejście dziewczyny do nowej rodziny rozpoczynały swaty.
W okolicach Oszmiany zwyczajowo jeżdżono w swaty w soboty:
„Jak przychodził swat to miał ze sobą chusteczkę, co u nas nosówka
nazywają. Kładł ją na stół w domu dziewczyny. Na tą chusteczkę stawiał
butelkę. Jak rodzice dziewczyny przyjęli butelkę, to siadali wszyscy za stół, jedli
zakąska, pili ta wódka i dogadywali się. Jak dziewczyna nie chciała iść [za mąż
- przyp. B. Cz.] to musieli odkupować butelkę. A czasem tak było, że wypili
wódkę, a młodego nie chcieli. Wtedy rodzice mówili: «Wasza harełka, nasza
tarelka!» I koniec, ślubu nie będzie" (kobieta, lat ok. 70, Symonówka);
„Za pierwszym razem przyjechali się dogadać i spytać o posag. Jak było
w porządku, to przyjeżdżali drugą razą, wódkę wypijali. A wieczorem tego
dnia młodzi jechali dać na zapowiedzi [...] Swata to wybierali bardziej
starszego, co język miał dobry. Tak trzeba było gadać, żeby ani młodmu
krzywdy nie zrobić, ani młodej" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Obecnie młodzi nie poznają się przez swatów, rodzice zaś starają się nie
ingerować w wybór partnera życiowego swego dziecka:

�CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

195

„Nie swatają już dziś młodych. Mój syn się z tego śmieje. Sami się
poznają młodzi" (kobieta, lat 55, Traby).
Od momentu wprowadzenia kolektywizacji wsi, nie praktykuje się też
„przeglądzin" (ros. „pieriegladiť " - przejrzeć). Polegały one na tym, że po
swatach ktoś z rodziny młodej jechał do chłopaka (jeśli mieszkał w innej wsi
i nie znano jego rodziny) oglądać dom i gospodarstwo. Odwiedziny takie
nazywano również „liczeniem świń". Rodzina młodego starała się oczywiś­
cie pokazać z jak najlepszej strony. Przyjezdnych częstowano wystawnym
obiadem. Następnym etapem były zaręczyny. Polegały one na spotkaniu
rodziców chłopaka i rodziców dziewczyny, swata i młodych w domu panny.
W trakcie uroczystego obiadu omawiano szczegóły uczty weselnej:
„Były zaręczyny przed wojną, ale teraz tego nie ma. Teraz są zmówiny,
jak ma wyglądać wesele. Przy tym przyjęcie robią dla rodziców młodych"
(kobieta, lat 70, Żuprany).
Według informatorów, różnica w przebiegu zaręczyn i dzisiejszych zmówin
jest niewielka. Tkwi jedynie w nazwie.
Ślub odbywa się po trzykrotnym ogłoszeniu zapowiedzi przez księdza
podczas niedzielnych mszy świętych. Terminy są dobierane przez młodych
dowolnie, poza czasem zakazanym przez Kościół, a więc poza Wielkim
Postem i Adwentem. W okolicach Oszmiany powszechne jest ponadto prze­
konanie, że nieszczęśliwe są małżeństwa zawarte w maju i czerwcu. Znane
jest powszechnie powiedzenie: „Ślub majowy, grób gotowy" i podobne:
„Ślub czerwcowy, grób gotowy".
Tydzień przedślubny nie wyróżnia się żadnymi czynnościami obrzędowy­
mi. Zdarza się niekiedy, że „przed ślubem młody przyjeżdża z asystentami
do młodej", ale są to odwiedziny „czysto towarzyskie". Asystentki nie plotą
wianuszka dla młodej (cały strój kupuje się obecnie na bazarze). Nikt nie
pamięta już pieśni, które towarzyszyły kiedyś - według starszych rozmów­
ców - temu wydarzeniu.
Dawniej, dwa dni przed ślubem, kobiety piekły korowaj:
„To matka piekła chleb z żytniej mąki. Szyszką makową wyciskali na nim
wzory i wsuwali do pieca. Potem zielenią stroili" (kobieta, lat 75, Łościszki).
Obecnie korowaj jest podstawowym pieczywem weselnym obok tortu.
Z różnych względów (brak dobrej mąki, dzieży, odpowiedniego pieca, itd.)
nie wypieka się go w domu, lecz zamawia w pobliskiej piekarni.
„Wesele trwa dziś sobotę i niedzielę. Kiedyś księża dawali śluby we
wtorki, to wesela były dłuższe. Powinny być w dwóch stronach, ale teraz
różnie się zdarzy" (kobieta, lat 55, Traby).
Główna uroczystość zaczyna się w sobotę rano. Wtedy zaproszeni goście
siadają do stołów przygotowanych w domu panny młodej i w domu młode­
go (rodzina chłopaka w jego domu, rodzina dziewczyny w jej domu). Gdy
nadejdzie czas wyjazdu do panny młodej, chłopak jest błogosławiony i żeg­
nany przez rodziców i krewnych (nieraz także obdarowywany prezentami).
Następnie ze swoimi swatami i asystentami jedzie do domu dziewczyny:

�196

BEATA CZECH

„Przywozi jej bukiet. Potem rodzice ich błogosławią. Matka przypina
młodej wianek z mirtu do welonu. Młodemu przypina kwiat do marynarki,
po prawej stronie" (kobieta, lat 55, Traby);
„Jak nie ma już rodziców, błogosławią chrzestni. Musi być para na
szczęście. Błogosławią obrazem Matki Boskiej albo krzyżem. Bywa że ten
obraz zabiera potem młoda do nowego domu" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Zdarza się, że asystentki ukrywają młodą w momencie przyjazdu mło­
dego. Przyszły mąż wykupuje ją pieniędzmi i wódką:
„Jak młoda podniesie się po błogosławieństwie, asystentki chwytają wte­
dy biały obrus spod jej nóg i rzucają na dach. Asystenci rwą wtedy na piec.
To dla śmiechu. Żeby szybko się żenili"(kobieta, lat 55, Traby).
Po błogosławieństwie dziewczyna żegna się z rodzicami i krewnymi.
Niekiedy jeszcze przychodzą z wioski stare kobiety i śpiewają dawne pieśni
weselne. Na ogół jednak zebrani śpiewają „Serdeczna Matko".
„Przed wyjazdem do ślubu młoda jest oprowadzona dookoła stołu.
Prowadzi ją asystentka" (kobieta, lat 56, Łościszki).
Przed odjazdem młodych ojciec lub matka (nieraz obydwoje) wynosi
z domu zboże lub chleb z solą i wraz z gośćmi obnosi wokół wszystkich
pojazdów na podwórzu. Potem obsypuje młodych zbożem, „żeby byli bogaci".
Młodzi jadą do ślubu oddzielnie, każdy ze swoimi asystentami i swatami.
Gdy dziewczyna wsiada do samochodu (autobusu), stara się nie siadać od
razu, żeby panny ze wsi „nie zasiedziały się" w staropanieństwie.
Rodzice i goście nie jadą do ślubu. W czasie nieobecności młodych
zastawiają stoły dla sąsiadów, tłumnie zebranych na podwórku weselnego
domu. Sąsiedzi są obecni przez cały czas trwania przyjęcia. Gospodarze
wynoszą im wódkę i zakąskę.
Młodzi jadą najpierw do „Sielsawietu" (tzn. do gminnego Urzędu Stanu
Cywilnego, żeby „się rozpisać" (podpisać się). Potem jadą do kościoła.
„Wianuszek młodej ksiądz święci w kościele razem z obrączkami i potem
drużka znów przypina go do welonu. Nieraz to go już w ogóle nie przypina­
ją po założeniu obrączek. Młodemu mirt przypinają do marynarki, po lewej
stronie. Po ślubie drużka przepina go na prawą stronę [...] Tak jest przyjęte,
że dziewczyna staje z lewej strony przy chłopcu, a kobieta z prawej strony
przy mężu"(kobieta, lat 65, Borany);
„W kościele młodzi patrzą, z której strony świece lepiej się palą, ten
dłużej będzie żył. Jak młoda zarzuci welon na nogi młodego [gdy klęczą
- przyp. B.Cz.], to ona będzie rządzić w domu" (kobieta, lat 65, Borany).
Z kościoła młodzi wracają razem:
„Teraz, jak wyjadą z kościoła, to młody przenosi młodą przez mostki. Ja nie
wiem, co to za zwyczaj [...] To już litewska moda. Trzeba przejechać 12 mostów
i przed każdym mostem zatrzymać się" (mężczyzna, lat 80, Dziewiniszki).
W rodzinnej wsi sąsiedzi i rodzina nowożeńców przystrajają „bramy"
(żerdzie, strojonego kwiatami i wstążkami, którymi przegradza się drogę).
Po każdym zatrzymaniu orszaku weselnego asystenci i swat wysiadają z sa-

�CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

197

Ryc. 1. Wesele - „darowanie młodych" przez gości
Fot. Beata Czech

mochodu rozdając zebranym wódkę i cukierki. Najładniejszą bramę ustawia
się zawsze przed domem weselnym. Na progu domu witają młodych rodzice,
którzy wychodzą z chlebem i wódką:
„Sypali nas owsem na pomyślność. Ten chleb stał potem na weselnym
stole. W dalszych wioskach, słyszałem, że młodzi przechodzili przez prze­
wrócony kożuch"(mężczyzna, lat ok. 70, Zarzecze);
„Na progu domu czeka na młodych matka z ojcem. Spotykają ich
korowajem. Do tego na talerzycku stoją kieliszki z winem i sól. Młodzi
muszą tego skosztować. Rodzice stoją na kożuchu [...] To na bogactwo dla
młodych" (kobieta, lat 80, Kuszlany);
„Po powrocie z kościoła, panna młoda kładzie ręcznik na samochód,
którym przyjechała. Ten ręcznik jest dla szofera. (Kiedyś narzucała go na
konia). Zawiesza też ręcznik swatu" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Uczta weselna trwa dwa dni. Tańce urządzane są przeważnie w miejs­
cowym klubie, a jeśli go nie ma - w domu, na podwórzu, albo u sąsiadów.
Do pierwszego tańca młodą wyprowadza pierwszy asystent albo swat. Bywa,
że potem tańczą z nią po kolei wszyscy asystenci. Każdy dostaje za to od
niej krawat albo chusteczkę:
„Jak się zaczyna wesele, młoda musi zatańczyć najpierw ze swatem.
Wtedy daje mu prezent. Potem idzie pierwszy drużbant - jemu młoda wiesza
ręcznik na szyi. Potem młoda tańczy z drużkami. Każdej po kolei kładzie
wianek na głowie. Jak ze wszystkimi dziewczynami przetańczy, one biorą się

�198

BEATA CZECH

za ręce, a młoda tańczy w kole. Ona podrzuca swój welon i która go złapie,
ta pierwsza pójdzie za mąż" (kobieta, lat 55, Dociszki).
Na weselu młoda powinna być smutna. Dawniej matka przestrzegała ją,
żeby nie śpiewała i nie śmiała się. „Nie wiadomo przecież, na jakie życie się
zgodziła".
Weselna noc nie obfituje w żadne czynności obrzędowe. Goście krążą
między weselnym domem, gdzie się posilają i piją, a klubem w którym
tańczą. Młodzi także się bawią, a nieraz dyskretnie wymykają się, przez
nikogo nie kontrolowani. Bywa, że wszyscy weselni goście zbierają się o pół­
nocy, aby symbolicznie spalić wianek panny młodej:
„O północy wianek młodej zdejmują i palą, welon młodej zdejmują,
zawiązują chustkę i już babina jest" (kobieta, lat 70, Zułów).
Zwyczajem oszmiańskich Polaków jest przynoszenie jedzenia na wesele
przez gości. Robi tak każdy zamężny człowiek. Kawalerowie - asystenci
przynoszą cukierki dla swych asystentek. Inni dają tort i butelkę szampana
lub wódki. Na weselnym stole stawia się bardzo dużo potraw. Żadna z nich
nie jest jednak określana przez informatorów, jako typowo weselna. Wyjąt­
kiem jest korowaj:
„Kiedyś na weselu podawali zupę, kapustę, mięso, kwaszeninę, galaret­
kę. Nie tak wymyślnie jak teraz. Jedna miska była i każdy widelce z jednej
miski jadł. Dwa kieliszki krążyły naokoło stołu, «po kolejce»" (kobieta,
lat 70, Zułów).
Najładniejszy i największy tort powinna przynieść na przyjęcie swacia.
Najczęściej tort taki jest trzypiętrowy, zdobiony lukrem i cukrem:
„Teraz jest moda na cukrowe obrączki, wcześniej stawiali na tort grzybki
- «borowiki», w latach siedemdziesiątych - łabędzie z cukru" (kobieta,
lat 35, Bujwidze).
Zwyczajowo torty jada się w drugim dniu wesela. Nieraz jest on nawet
nazywany „słodkim dniem".
Niedziela zaczyna się od gorącego śniadania, po którym muzykanci grają
dla każdej pary „marsze". Zbierają za to symboliczne opłaty. Ranek ten
obfituje w obrzędowe zabawy:
,,Na drugi dzień zawsze jest dużo żartów. Kradną młodą. Młody musi ją
wykupować wódką. Nieraz zabierają pościel albo pantofle młodego i in­
strumenty grajków. To najczęściej kradną kucharki. Jak młodzi jeszcze śpią,
to zawiązują im spodnie na supły, ubrania, wynoszą rzeczy. Potem młodzi
długo szukają swego. Kiedyś był taki zwyczaj, że matka młodego słała łóżko
dla młodych i zaścielała je na drugi dzień, żeby sprawdzić, czy panna młoda
jest dziewicą. Potem młody szedł do teściów i dziękował im za wychowanie
córki, za jej urodę. Wtedy wszyscy goście rozumieli, że ona była dziewicą.
Teraz to nie ma już takiego znaczenia" (kobieta, lat 55, Dociszki).
Drugiego dnia goście „darują" państwa młodych (jeśli nie zrobili tego
tuż po błogosławieństwie, przed ślubem). Nowożeńcy siadają na honoro­
wych miejscach, przy nich starsi asystenci, nieraz swacia. Obok stawiają tort

�CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

199

Ryc. 2. Powitanie młodych przez rodziców w domu weselnym po ślubie
Fot. Beata Czech

(korowaj) i kieliszek szampana lub wódki. Najpierw podchodzą do młodych
rodzice, potem dają prezenty swat i swacia, a następnie inni krewni.
„Kiedyś Ojciec przynosił korowaj i sól na nowy dom. Potem podchodziła
matka i darowała cały zwój płótna. Kobiety śpiewały, żeby każdy padał
młodym do nóg i darował" (kobieta, lat 70, Kleje).
Dziś goście nie śpiewają przy darowaniu pieśni, ale grają muzykanci.
Goście podchodzą po kolei, podają młodym prezenty i składają życzenia.
W zamian każdy otrzymuje kawałek tortu (korowaja) i kieliszek szampana.
Często wszyscy piją z jednego kieliszka.
W niedzielę rano na wesele przychodzą także „Cyganie". Zajmują miejs­
ce młodych za stołem, „wróżą". Młodzi „wykupują" swoje miejsca wódką
i cukierkami. Na niektórych weselach „przebierańcy" pojawiają się tuż po
przybyciu młodych z kościoła, tj. pierwszego dnia.
„Siedzą inni «rnlodzi», starzy przebierają się za młodych. Przebierali chłopa
jakiego za młodą, albo babę starą za młodego. Nakładali korale z cebuli, welon
nakładali, wpinali kwiatek" (mężczyzna, lat ok. 60, Krakuny);
„Na swadbie za niedźwiedzia przebierali się [...] Na koniu do chaty wjeżdżali
[...] To muzyka taka. Wejdą: wałek, kaczałka, blacha. Wejdą, grają, krzyczą. To
niedawno było, a ten zwyczaj od dawna" (kobieta, lat 70, Dziewiniszki).
JeżeU wesele jest urządzane w „dwóch stronach", po przyjęciu u młodej
goście jadą na przyjęcie do domu pana młodego. Na progu wita synową
świekra:

�200

BEATA CZECH

„Jak młoda idzie do młodego [mieszkać - przyp. B. Cz.] to kładzie
ręcznik na obraz. Do mnie teściowa wyszła z chlebem i solą na próg witać.
Pokryć to musiałam ręcznikiem. Dla matki dałam materiał na sukienkę,
a ojcu koszulę" (kobieta, lat 60, Żuprany);
„U nas tak jest, że jak młoda idzie mieszkać do młodego, to przynosi
ze sobą święty obraz. Wiesza go i narzuca ręcznikiem" (kobieta, lat 56,
Łościszki).
Przestrzega się zwyczaju kupowania przez młodą prezentów dla całej
rodziny męża. Najczęściej są to ubrania lub materiały:
„Młoda, jak przyjdzie do młodego [...] daruje matce, ojcu, braciom,
siostrom. Daje głównie materiał na koszule dla mężczyzn, chustki dla matki,
dla siostry co ma" (kobieta, lat 69, Zamościany);
„Młody kupuje tylko pierścionek dla młodej i podarek dla teściowej"
(kobieta, lat 56, Łościszki).
Obrzędy weselne kończą „podchmiełki" („podwesełki", „okrągły stół").
Urządzane są najczęściej w tydzień po ślubie. Uczestniczy w nich para
młoda, rodzice i najbliżsi krewni. Są ubogie obrzędowo. Jest to uczta urzą­
dzana głównie po to, aby zjeść i wypić potrawy pozostałe po weselu.
Jak już wspomniałam, do lat sześćdziesiątych istniał zwyczaj „wywodu"
panny młodej:
„Po ślubie, mówią, kobieta nie może przejść przez kościół, tylko przez
zakrystię. Ludzie by się śmiali" (kobieta, lat 68, Murowana Oszmianka).
Podobnie jak po urodzeniu dziecka, młoda zobowiązana była (nakazem
kościelnym) do „oczyszczenia".

ZWYCZAJE POGRZEBOWE

Zwyczajowo zmarły powinien leżeć w domu dwie doby. Nieraz czas ten
przedłuża się ze względu na daleko mieszkającą rodzinę. Przy zmarłym
czuwają krewni i sąsiedzi, a także pogrzebowi śpiewacy:
„U nas śpiewa się na pogrzebach i płacze. U was nie płaczą, a u nas
płacze cała rodzina" (kobieta, lat 69, Zamościany).
Śpiewacy modlą się i śpiewają przy nieboszczyku całe noce, nieraz także
w dzień. Śpiewają tylko po polsku. Korzystają z polskich Kantyczek:
„U nas, w Sołach 10 osób śpiewa na pogrzebach. To są starsi ludzie. Młodzi
nie potrafią śpiewać po polsku, a śpiewa się tylko po polsku. Nie płaci się
śpiewakom i nie daje podarków. Kiedyś też tak było" (kobieta, lat 70, Soły).
Domownicy są zobowiązani przyjąć śpiewaków poczęstunkiem i wódką.
Jeszcze do niedawna rytualna uczta odbywała się tuż przy trumnie. Ostat­
nio, ze względów estetycznych (bliskość nieboszczyka), jedzenie podaje się
w innym pomieszczeniu lub u sąsiadów:
„Modlą się proszeni ludzie, którzy potrafią śpiewać i na głos odmawiają
modlitwy, różaniec, litanie, bo muszą mieć głos. No i przychodzi kto może,

�CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

201

Ryc. 3. Wyprowadzenie zmarłego z domu w otwartej trumnie
Fot. Beata Czech

kto chce pożegnać zmarłego. Później są proszeni przez cały miesiąc, żeby
przychodzić i modlić się za niego" (mężczyzna, lat 66, Krakuny).
Rodzina sprząta dom, zasłania wszystkie lustra i szklane przedmioty,
zaznacza też dom, w którym leży zmarły z zewnątrz.
„W domu zasłaniają lustra. Na ścianie koło głowy zakładają dywan,
jeśli okno blisko zmarłego - też zakrywają. Zmarły leży na środku pokoju.
Otwiera się drzwi od chlewa, zatrzymują zegary [...] Do domu wyściełają
dróżkę z gałązek sosny, sypią dróżkę piaskiem" (mężczyzna, lat 60,
Krakuny).
Specjalnie na tę okazję rodzina zmarłego przynosi z kościoła czarne
chorągwie, które zatyka się na domu i bramie wejściowej. Sąsiedzi nie są
zawiadamiani o zgonie. Sami się dowiadują, chociażby dzięki oznaczeniu
domu zmarłego. Telegramy są wysyłane do krewnych mieszkających w od­
ległych miejscowościach.
Zmarłego przygotowuje do trumny starsza osoba ze wsi albo najbliższy
członek rodziny. Nieboszczyka myje się i ubiera. Zakłada mu się też czyste
ubranie i buty na ostatnią drogę. Mężczyźnie rodzina kupuje garnitur
w sklepie, kobiety najczęściej za życia jeszcze wybierają dla siebie material
na „śmiertelną suknię" (szyje ją miejscowa krawcowa):
„Ubranie dla nieboszczyka musi być czyste i wyprasowane. Wszystko
dają nowe. Wszystkie «dozyle» kobiety mają już gotowy strój do trumny.
Kolor: malinowy, ciemny raczej, czarny" (kobieta, lat 60, Kamionka);

�202

BEATA CZECH

„Śmiertelna suknia nie jest wykańczana. Szyją byłe jak. Ja sama szyję
sukienki na pogrzeby. Nic za to nie biorę. Nie robi się supłów na nitce"
(kobieta, lat 56, Łościszki). Panny i kawalerów chowają w ślubnych strojach:
„Kawaler ma nowy kostium i bancik z kwiatkiem. Dziewczyna obowiąz­
kowo jest w białej sukni z welonem" (mężczyzna, lat 70, Ciechany).
Do I I wojny światowej ludzie zamężni byli chowani w koszulach ślub­
nych. Dziś o tym zwyczaju pamiętają tylko niektórzy:
„Kiedyś ludzie zatrzymywali swoje koszule od ślubu, żeby ich w nich
pochować. Może to za to, że były błogosławione. Tak nasze babcie robiły"
(kobieta, lat 40, Cudzeniszki).
Nieboszczyk leży na środku pokoju na ławie, potem w trumnie, którą
kupuje się w zakładzie pogrzebowym w Oszmianie lub w Smorgoniach, albo
dostarcza się z kołchozu. Nie ma dziś we wsiach stolarzy, którzy by wyra­
biali trumny.
U szczytu trumny domownicy stawiają kościelny krzyż. Obok, na stole
zasłanym białym obrusem, stawiają mały krucyfiks, dwie zapalone świece,
talerzyk. Na talerzyku zwyczajowo kładą kawałek chleba i szczyptę soli:
„Świecę stawiali, dwie w końcu głowy, nie koło nóg. A teraz bywa, że
stawiają po osiem i dwanaście świec" (kobieta, lat 60, Krakuny).
Pod poduszkę leżącą w trumnie, ktoś z rodziny wkłada święcone zioła.
Zmarłemu daje się do ręki obrazek z podobizną świętego patrona, różaniec,
chusteczkę do nosa, nieraz monety. Przed zamknięciem trumny ktoś kapie
świecą w jej cztery rogi „na krzyż":
„Mówi, że na pogrzeb powinno się trzymać świecę z Pierwszej Komunii
Świętej, ale mało kto ma" (kobieta, lat 70, Murowana Oszmianka).
Zdarza się, że przed wyniesieniem, trumna jest obsypywana zbożem:
„Jak kto umrze to nieraz obsypują trumnę dookoła zbożem, trzy razy.
To stary, polski zwyczaj" (kobieta, lat 69, Zamościany).
Przy wyprowadzeniu trumny z domu zmarłemu nie towarzyszy ksiądz.
„Jak wynoszą trumnę, stawiają tam (na jej miejscu) chleb. Bywa że w ten
moment przekręcają śpiewacy stół. Nie wiem, dlaczego" (kobieta, lat 60,
Zamościany).
Pościel z łóżka zmarłego wynoszą na podwórze i tam zostawiają. Pod­
noszą także zwierzęta w oborze, pukają w ule, aby obudzić pszczoły. Gdy
pogrzeb idzie przez wieś, budzi się ludzi w wiosce. Wszystkie te działania
informatorzy tłumaczą ochroną przed „upadkiem gospodarstwa". Jeśli
w rodzinie jest brzemienna kobieta, wychodzi z domu przed trumną, a po­
tem idzie przed konduktem pogrzebowym.
„Brzemienną kobietę zawsze puszczają przed trumną, żeby dziecko się
żywe urodziło" (kobieta, lat 56, Łościszki).
Zmarły jest niesiony w otwartej trumnie aż do wioskowego krzyża,
a jeżeli w pobliżu jest kościół, to do kościoła:
„Jak pogrzeb spotka na drodze człowieka, to znaczy, że niedługo będzie
drugi pogrzeb w wiosce" (kobieta, lat 56, Łościszki).

�CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

203

Ryc. 4. Rytualne zawodzenia i pożegnanie zmarłego na cmentarzu. Młody człowiek ubrany jak
do ślubu - w klapie marynarki tzw. „bancik"
Fot. Beata Czech

Przy krzyżu zamykają trumnę i ustawiają na odkrytej ciężarówce, przy­
branej zielonymi gałęziami. Tak wiozą do kościoła. Na żałobnej mszy trum­
na jest zamknięta, zgodnie z wyraźnym nakazem księży. Po nabożeństwie
pogrzeb udaje się na cmentarz. Ścieżkę przed konduktem wysypuje się
zieloną jedliną. Najczęściej ksiądz nie idzie z konduktem. „Synowie albo
rodzina może nieść trumnę" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Na cmentarzu krewni znów otwierają trumnę i żegnają się ze zmarłym.
Kobiety głośno lamentują, zwracając się do nieboszczyka w zdrobniałej
formie. W tymczasie mężczyźni z wioski kopią dół i wysypują go zielonymi
gałązkami. Na dnie wyciskają szpadlem znak krzyża. Rodzina rozwiązuje
wszystkie supły na ubraniu zmarłego. Trumna zostaje zamknięta i spusz­
czona na sznurach („wierówkach") do mogiły. Nieraz do tego celu są
używane ręczniki. Sporadycznie się zdarza, że rodzina rzucana trumnę kapę,
na której stała trumna w domu i na ciężarówce. Znajomi rzucają na trumnę
grudki ziemi, rodzina się tego wystrzega:
„Kiedyś był taki zakon, że rodzina nie mogła sypać. Teraz ksiądz powie­
dział, że wszystkim można sypać" (kobieta, lat 60, Boruny).
Po usypaniu grobu, rodzina prosi wszystkich zgromadzonych na „żałobny
obiad". Urządza się go w domu zmarłego. Zawsze jest obfity i trwa kilka godzin:
„Na cmentarzu rodzina prosi wszystkich na żałobny obiad. Taki obowią­
zek, żeby wszystkich przyjąć. Dużo ludzi przychodzi. Dużo wódki piją na

�204

BEATA CZECH

pogrzebie. Zawsze dają wódkę tym, co kopią grób" (kobieta, lat 60, Szumieliszki Małe);
„Mówią też, że trzeba zaciąć na żałobny obiad chociaż kurę. Jak się
nie da «głowy za głowę» to gospodarka upadnie. Najczęściej u nas zacinają
kabany (prosiaki - przyp. B.Cz.], bo dużo ludzi przychodzi" (kobieta,
lat 65, Borany).
Przed poczęstunkiem śpiewacy odmawiają modlitwę za duszę zmarłego.
Na stole stawia się krucyfiks i dwie zapalone świece. Chleb i sól, które stały
przy trumnie spala się w piecu.
„Zup nie ma. Nie ma tortów. Zieleni na stół nie stawiają. Kotlety robią,
kury, wódkę dają. Jak się wódki nie da, to ludzie nie przyjdą na pogrzeb"
(kobieta, lat 64, Holszany).
Obiady żałobne, połączone z modlitwą za zmarłego, urządza się jeszcze
co najmniej trzy razy: w 30 dni po śmierci, po 6 miesiącach i po roku.
W rocznicę śmierci rodzina zamawia w kościele mszę. Potem krewni udają
się na grób. Po krótkiej modlitwie idą do domu na poczęstunek. W tych
uroczystościach biorą również udział zaproszeni śpiewacy. Na zastawionym
stole znów pojawia się krucyfiks i dwie zapalone świece.

PODSUMOWANIE

Zajmując się obrzędami rodzinnymi na Oszmiańszczyźnie natrafić można
na przypadki łączenia wierzeń w jeden chrześcijańsko-magiczny system.
Tamtejsi Polacy wykonują szereg praktyk, nawet nieświadomie, przywodzą­
cych na myśl przedchrześcijańskie obiaty dla bóstw solarnych, lunarnych,
dla Matki Ziemi. Szczególnie silnie zachowała się wiara w opiekuńczą moc
duchów przodków. Świadczy o tym chociażby zostawianie dla nich poży­
wienia i sypanie zboża w czasie wesela, przeprowadzki młodej do domu
młodego, w czasie pogrzebu. Chrześcijaństwo, szerzone tam od kilkuset lat,
wyparło wiele obrzędów. Zatarło się również znaczenie wielu obrzędów
magicznych. Pomimo to wciąż się je wykonuje. Informatorzy tłumaczą to
przywiązaniem do tradycji, kojarzeniem z polską kulturą, walorami estetycz­
nymi. Przedstawiciele Kościoła nie zawsze są im przychylni. Świadczy o tym
chociażby nieuczestniczenie księży w trakcie pochówku na cmentarzu.
Najczęściej oszmiańscy chłopi są praktykującymi cłirześdjanami. Uczestni­
czą w nabożeństwach i są pobożni. Pozwalają sobie jednak wykonywać
czynności całkowicie sprzeczne z chrześcijańskim systemem wiary. Robiąc to,
rzadko są świadomi, że charakter tych zachowań jest sprzeczny. Chodzenie „ze
słońcem" lub „pod słońce", składanie obiat, przebieranie się za płcie przeciwne
w czasie wesela czy chrzcin (co ma podkreślać wejście w inny czas i odwrócenie
porządku), itd. jest dla nich czynnością zupełnie naturalną i pożądaną.
Część zachowań obrzędowych jest kultywowana ze względu na swój
zabawowy charakter. Tak stało się w przypadku „sprzedawania koguci-

�205

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

ków", „topienia babci" czy weselnych „kradzieży" ubrań. Nie oznacza
to jednak zaniku wiary w cudowną moc przedmiotów i przeświadczenia
o konieczności wykonywania określonych czynności, aby zapewnić sobie
przychylność sił nadprzyrodzonych.
LITERATURA
Etnografia
1989
Etnografia Biełarusi - encyklopedia, Mińsk.
K u r z o w a Z.
1993
Język Wileńszczyzny i kresów północno-wschodnich XVI-XX
W y s ł o u c h S.
1932
Ziemia oszmiańska na rubieży dwóch kultur, Wilno.

w., Warszawa-Kraków.

BEATA CZECH
PEASANT RITUALS OF T H E L I F E C Y C L E
IN T H E R E G I O N O F OSZMIANA (BYELORUSSIA)
Summary
The article is a part of the author's M.A. dissertation "The rituals of the life cycle by the
peasants in the region of Oszmiana - symbolic meaning of the ritual requisites". The fieldwork
was conducted in the years 1994 and 1995 on the areas which had been the district of
Oszmiana in the Polish state administration system before 1939 (within the boundaries estab­
lished in 1922). Nowadays it belongs to the Byelorussian state territory.
The description has been made basing upon data colleted in 27 villages and settlements.
All the respondents were born in their localities and came from peasant families. They identify
themselves as Polish. The author interviewed only „purely" Roman Catholic families i.e. those
in which both spouses are Catholic and receive sacraments in Catholic church.
The choice of the region was not without grounds and for two reasons. It is remote from
bigger industrial centres and traditional folk customs have remained there in a more developed
form than in other, more urbanized places. Moreover, there are hardly any ethnographic
records of the folk rituals from that part of Western Byelorussia in the literature. The detailed
description includes three main ritual events: birth, wedding and death and funeral. All the
rituals have till a fairly developed form with several distinguishable stages following each other.
Birth customs start soon after the birth of the baby. Nowadays women give birth to
children in infirmaries ("roddom") not at home. While staying there the mother is visited by
her friends and relatives who come with obligatory food gifts: cakes, sausages, champagne and
vodka to celebrate. I n some other cases the celebration takes place at home after the mother is
back. The father is expected to visit his neighbours in order to announce the joyful event. He
also brings the treatment - a flask of vodka, some sweets.
A few days before christening the parents met their friends and relatives and the godparents-to-be to discuss the plans for the ceremony. How soon the christening will take place depends on
the baby's health and on the parents' decision. Holy Saturday, the day of the blessing of water is
believed to be the most fortunate day of all to be christened. Godparents are chosen from among
friends and relatives. It is believed that refusing to the parents' proposal to be a godparent may
bring bad luck both to the infant and to the person refusing. Families where babies die in infancy
may ask strangrs, odd persons chosen at the last moment to be godparents.

�206

BEATA CZECH

Up to the 50ties the most important role in birth customs was that of midwife ("babka").
She not only delivered the baby and looked after the mother but also performed magical acts
believed to secure luck and good health to the newborn. Nowadays these functions have been
taken over by grandmothers and godparents.
Only parents and godparents go to church with the baby for church baptism ceremony. All
the invited guests wait at home. As soon as the parents and godparents with the baby are back
the feast begins which is usually held up for two days. The participants, eat exchange jokes,
sing ritual songs. They sometimes dance "so that the baby would walk soon". The most
important acts are "giving gifts to the baby" (obligatory gifts are given by all the present) and
another gift-giving ceremony called "selling the cock", by which the child's grandmother
(previously it was the midwife) treats all guests to sweets and gets small money in return.
Walking from guest to guest she sometimes carries a real cock or unities the cock's crowing.
Abother entertainment (with ritual meaning) is "the drowning of grandmother" when the
frolicking guests take the grandmother on the cart to a nearby pond or stream and, jokingly
demand "ransom". Sometimes persons disguised as "Gypsies" appear.
Wedding ceremonies have been considerably reduced in recent years. There is no match­
making any more, all young people choose their mates themselves.
Before the wedding a party called "zmówiny" - bethrotal - should take place. The parents
of the bride and the bridegroom meet to discuss the organization of the future ceremony. After
the banns have been called on three successive Sundays the main ceremony comes on a Satur­
day in the morning. Two parties of guests are invited to the treatment separately to the bride's
and the bridegroom's homes. Then the bridegroom receives the "farewell blessing" from his
family and leaves to go to the bride accompanied by his relatives and the best men. On arriving
he is welcomed by her family. The bride's parents fix a small myrtle wreath to the girl's veil.
The young couple's departure to church is accompanied by jokes and magical acts. The bride
and bridegroom travel in separate vehicles, first to registry office then to church. After the
sacrament they leave the church together. On their way home they are stopped at decorated
"barriers" at which their young neighbours are waiting for vodka and sweets.
At the treshold of the bride's house the newly married are greeted by her parents who bless
them holding a loaf of bread, some salt and two glasses of spirit. Next, the young couple are
strewn with handfuls of grain "for good luck".
The feast lasts for two days and nights. According to the custom it should be held in the
family homes of both spouses. The most important points of the celebration are: giving gifts
to newly married, playing "marches" (special wedding tunes) and appearing of masquerade
groups who sometimes take the seats of the young couple at the table. Characteristic for the
customs of the region is, that the bride is expected to buy gifts to all the bridegroom's family,
usually clothes and textiles.
Burial is the third important ritual event discussed here. According to customs the
deceased's body should remain at home for two days and nights. During all this time relatives
and neighbours sit up at him together with persons playing the role of "funeral singers". The
house is cleaned, mirrors and other objects of glass are covered. The house of the mourning is
marked by black flags or by fir needles scattered in front of it.
The deceased's body is dressed in new garments; by making them knots on threads should
be avoided. Young unmarried men and women are buried dressed in their wedding garments.
Beside the coffin on a table covered with white tablecloth they put a small crucifix, two lit
candles and a plaste with a piece of bread and a little salt.
The carrying-out of the coffin is usually not accompanied by priest. Sometimes the coffin
is strewn with three handfuls of grain by the relatives. On the place where the coffin was
standing they put some salt and bread. Bedclothes from the deathbed should be removed and
carried to the yard. Another ceremony is called "walking up the livestock". When the funeral
procesión is passing through the village all the neighbours should be woken up too. All those
acts are meant to protect against the "downfall of the farm and househols". I f there is

�CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

207

a pregnant woman in the family she should leave the house before the coffin is carried out and
walk in front of the procession. The body is carried in the open coffin to church or to cross on
the border of the village. After the church service the procession goes to the cemetery.
The path to cemetery is strewn with green for branches. At the grave the coffin is opened
again so that the relatives could bid the last farewell to the deceased.
The women break into loud wail addressing the dead cordially and throw small green
branches onto the coffin. On the bottom of the grave the sign of the cross is made with
a spade. Then the coffin is closed and let down into the grave. The deceased's family invite all
the participants of the ceremony to the "funeral dinner". The treatment is generous and lasts
for several hours.
The rituals of the life cycle in the region of Oszmiana have still a developed form. They
belong to the system incuing Christian and magical elements. Numerous rites can be derived
from very old, pre-Christian Slavonic culture. The peasants however are not aware of primary
meanings of many ritual acts. For them the only reason for following the customs is their
attachment to their Polish tradition and aesthetic values of the ceremonies.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10964" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10942">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5fed6519eb3b1ac28f6eff4f9e6dc134.pdf</src>
        <authentication>f3d25f3ff10ce089898078112453aa5a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130700">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1581</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130701">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130702">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1463</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130703">
                <text>Polacy w Kazachstanie. Świadomość etniczna i stosunki z obcymi / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130704">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40, s.237-254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130705">
                <text>Szynkiewicz, Sławoj</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130706">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130707">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130708">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130709">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130710">
                <text>„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

SŁAWOJ S Z Y M K I E W I C Z
Instytut Archeologii i Etnologii P A N , Warszawa

POLACY W KAZACHSTANIE.
ŚWIADOMOŚĆ ETNICZNA I STOSUNKI Z OBCYMI

WSTĘP

Artykuł dotyczy warunków zachowania świadomości etnicznej u Polaków
zesłanych z Ukrainy do Kazachstanu w 1936 r. Zesłanie objęło społeczność
znajdującą się w diasporze już od drugiego rozbioru Polski. Obszary przez nią
zajęte wchodziły w skład terytorium nazywanego wschodnią Ukrainą (na
wschód od Zbrucza) i przed I I wojną światową graniczyły z Polską. Polacy
stanowili tam znaczną liczebnie mniejszość i od dawna podlegali procesowi
akulturaq'i. Sprawił on, że w zestawie tzw. obiektywnych wyznaczników kultury
etnicznej nie różnili się istotnie od otaczających ich Ukraińców. Wskazują na to
różni autorzy, por. Jasiewicz (1992), zdaniem którego polskość tej grapy istniała
głównie w świadomości. Tezę tę przyjmuję jako podstawę swoich rozważań,
gdyż istotnie odrębność kulturowa Polaków kazachstańskich funkcjonowała
niemal wyłącznie na poziomie języka, religii i symboliki etnicznej, przeniesio­
nych w sferę ideową, a w praktyce slabo realizowanych.
W Kazachstanie Polacy musieli przejść trudny proces adaptacji w sferze
materialno-bytowej, a poddani przymusowi policyjno-politycznemu mogli
utracić nieliczne wyróżniki swej tożsamości oraz ich ideową nadbudowę.
Było to o tyle prawdopodobne, że grupa objęta została niemal pełnym
zakazem realizowania sakralnej części kultury, która zwykle wspiera czło­
wieka w podobnie kryzysowych momentach. Skutkiem tego mógł być kolej­
ny etap polegający na asymilacji z żywiołem rosyjskim, wyraźnie dominują­
cym na tym terenie już od połowy X X wieku. Moje obserwacje prowadzą do
wniosku, że taka hipotetyczna sekwencja nie nastąpiła. Kultura symboliczna
rzeczywiście uległa zatarciu u części polskiej populacji, jednakże u większości
zachowała się albo w pełni, albo w stanie umożliwiającym odtworzenie.
Z kolei asymilacja dotyczyła jednostek, chociaż trudno ocenić jak licz­
nych. Zamiast niej miał miejsce proces wybiórczej i niepełnej akulturacji do
wzorów kultury rosyjskiej i częściowo niemieckiej - dwu czynników dominu­
jących w tym środowisku. O tym, że nie doszło do asymilacji całej grapy

�238

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ

zadecydował najprawdopodobniej trudny, początkowo wprost dramatyczny
okres dostosowywania się do warunków życia w deportacji. Wzmocnił on
odporność grupową na bodźce dezintegracyjne, zamiast zwykłego w podob­
nej sytuacji osłabienia tej odporności. Stało się tak przypuszczalnie dlatego,
że poza alternatywą: utrata tożsamości - jej zachowanie, nie było trzeciej
drogi. W pierwszym okresie asymilacja była dla deportowanych niemal
niedostępna, bowiem obozowe warunki funkcjonowały jak rezerwat etnicz­
ny, później zaś działał już mechanizm kontynuacji. Był on tym łatwiejszy, że
wieloetniczne otoczenie akceptowało wzór współżycia różnych etnosów,
chociaż z tendencją do unifikacji kultury.
Ponieważ artykuł traktuje o okresie przejścia w sytuacji życiowej kilkudzie­
sięciu tysięcy ludzi, sięgam więc także do sytuacji okres ten poprzedzającej, czyli
umiejscowionej na Ukrainie. Materiał był zbierany w sposób typowy dla pracy
etnologa w terenie i w wyjątkowych tylko przypadkach odwołuje się do źródeł
innego typu (te ostatnie patrz bibliografia u Jasiewicza 1992). Pochodzi on
z wywiadów przeprowadzonych w 1991 r. wśród starszych wiekiem mieszkań­
ców kilku wiosek w obwodzie kokczetawskim w północnym Kazachstanie .
Deportację przeprowadzono według kryterium etnicznego; objęła ona
głównie Polaków zamieszkałych w graniczących z Polską obwodach Ukrainy.
Z terenów pogranicznych usuwano ludzi mogących poczuwać się do solidar­
ności z narodami na zachód od ZSRR i tym samym zagrażających bezpieczeń­
stwu państwa. Wspólnie z Polakami wywożono także Niemców z tych samych
obwodów ukraińskich. Polacy wraz z Niemcami stanowili pierwszą w Kazach­
stanie masową grupę przymusowych osiedleńców pozostających pod nadzorem
NKWD. Większość z nich rozlokowano w obwodzie kokczetawskim, i do
dzisiaj jest on głównym skupiskiem polskim w tym kraju.
Formalną podstawą była decyzja rządu ZSRR z 28 kwietnia 1936
o przesiedleniu osób narodowości polskiej jako „elementu niepewnego poli­
tycznie" (Deportacii 1992, s. 107). Przeznaczonych do wysiedlenia było 36
tys. osób narodowości polskiej i tę liczbę przyjmuję jako wyjściową. Może
ona budzić wątpliwości (niektórzy badacze proponują liczbę 60 tys.; por.
Gawęcki 1994, s. 175; Stroński 1994, s. 153), lecz nawet archiwalne dane
N K W D operują tylko wielkością planowaną. Kompetencja tych archiwów
bierze się stąd, że owi Polacy tworzyli kategorię „specjalnych osiedleńców"
wchodzących w system obozów kontrolowanych przez NKWD.
1

Status prawny
Status ludności „na specjalnym osiedleniu", czyli tzw. specposieleńców,
był równoznaczny z ograniczeniem wolności osobistej i koniecznością co­
miesięcznego meldowania się w tzw. komendanturze. Obowiązywał zakaz
1

Badania te zostały zainspirowane przez prof. W. Tiszkowa, dyrektora Instytutu Etnologii
i Antropologii RAN w Moskwie. W terenie korzystałem z pomocy I. Zarinowa.

�POLACY W KAZACHSTANIE

239

opuszczania własnej wioski, co bardzo utrudniało kontakty na szczeblu
ponadlokalnym, a więc także podtrzymywanie więzi etnicznej. Stosunkowo
wcześnie wystąpiło zjawisko mimikry etnicznej polegające na deklarowaniu
narodowości rosyjskiej przy zapisach administracyjnych. Dotyczyło ono
głównie ludzi młodych, Uczących na karierę lub tylko na polepszenie bytu
przez wymazanie przynależności do narodu deportowanego. Uzyskanie no­
wej afiliacji narodowościowej bez zmiany miejsca zamieszkania nie stanowi­
ło jeszcze podstawy do zniesienia ograniczenia wolności i wykreślenia z reje­
strów „komendantury". Pozwalało jednak udać się na naukę do miasta,
gdzie można było wyrobić dokument tożsamości z wpisaną na stałe nową
narodowością, co praktycznie oznaczało uzyskanie swobody, gdyż umoż­
liwiało zatarcie za sobą śladów. Stosunek środowiska wobec takich odmieńców był negatywny, jednak młodzież, znajdująca się na ogół w pokolenio­
wym konflikcie, nie przyjmowała owej dezaprobaty.
Zmianę statusu i wyjęcie spod kontroli komendantury bez nadmiernie
skomplikowanych zabiegów umożliwiały małżeństwa z Kazachami. Były
one jednak nadzwyczaj rzadkie. W rachubę mogły także wchodzić związki
ze swobodnymi Rosjanami, Białorusinami i innymi, którzy jednak unikali
bliższych kontaktów z politycznie podejrzanymi „specposieleńcami". Mimo
wszystko, takie przypadki zdarzały się, co odnotowuje raport komisji kon­
trolnej z 1951 r. (przytoczony u Gawęckiego 1994, s. 193). Mieszane małżeń­
stwa stały się częste po zniesieniu komendantury w 1954 г., wraz z począt­
kiem programu zagospodarowania ugorów kazachskich.
Powstawanie wspólnoty lokalnej i jej symboliki
Migrująca społeczność wiejska stara się zwykle odtworzyć reguły organizacji
swojskiej przestrzeni, zajmowanej na poprzednim miejscu. Podstawowymi
punktami tej przestrzeni były na Ukrainie sakralne centrum - kościół, albo też
główny krzyż lub kapliczka, oraz sakralna granica, wyznaczająca początek
obszaru niezagospodarowanego i wystawionego na oddziaływanie złych sił.
Umieszczenie takich punktów w nowo zbudowanych osadach było praktycznie
niemożliwe w warunkach odgórnego organizowania wspólnoty wiejskiej przez
władze wrogie wobec umieszczania znaków sakralnych.
Wierząca społeczność musiała pogodzić się z negatywnym stosunkiem
władz wobec praktyk religijnych i znaków o religijnej wymowie w miejscach
publicznych. Mimo to zbierano się na wspólne modlitwy w wybranych
domach albo na cmentarzu. W warunkach kazachstańskich cmentarz pełnił
funkcję granicy między swojską i obcą przestrzenią. Jednocześnie zastępował
on wiejskie centrum sakralne. Głównym jego punktem był wysoki krzyż,
z czasem wyposażony w figurę Chrystusa. Władze na ogół tolerowały jego
istnienie, ograniczając walkę z religią do sfery pozacmentarnej.
Przy załadunku do pociągu nie powodowano się zasadą utrzymania
razem sąsiadów z tej samej wioski. W ten sposób zdeterminowany został

�240

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ

sąsiedzki układ w miejscu nowego osiedlenia, gdyż na ogół pasażerów jed­
nego pociągu kierowano do tego samego punktu w Kazachstanie. Rozczłon­
kowana i przemieszana społeczność musiała rozpocząć proces tworzenia
nowej wspólnoty. Składała się ona na ogół z ludności polskiej i niemieckiej.
Porozumiewała się ona w języku ukraińskim, chociaż formalnie obowią­
zywał rosyjski, tak w kontaktach z władzami, jak i w szkolnictwie. Dwunarodowa początkowo wspólnota lokalna nie była silnie zintegrowana, pro­
ces przystosowania przebiegał dwutorowo, o czym świadczą fragmenty
powstałego wówczas folkloru, komentującego powstałą sytuację.
Natychmiast powołano strukturę kołchozową cechującą się intensywną
eksploatacją siły roboczej i ograniczoną jej reprodukcją w sferze wyżywienia.
Były lata, kiedy zboża nie starczało do rozliczenia dniówek roboczych
(praktykowano je w naturze) i wówczas kontrolowano nawet zawartość
garnków w poszukiwaniu nielegalnie posiadanego ziarna. Kołchoźnicy zdoby­
wali je stosunkowo prosto: kradli pszenicę przy pracach polowych. Relacje
0 tym przekazywane bywają nieraz w sposób bardzo kolorowy, anegdotyczny
1 sugerujący powstawanie nowego folkloru w postaci opowieści heroicznych.
Jedna z nich nosi cechy mitu wyjaśniającego okoliczności ustalenia się
nowego trybu pracy w kołchozie: Najgorszym z przewodniczących w Stiepnoje był niejaki Rybnicki. Proszono go: „daj nam żyć", uprzedzano, że mu
zrobią krzywdę jeśli nie zmieni się. Nie usłuchał, więc którejś nocy po­
wracająca z pracy grupa kobiet zaczaiła się i zbiła go kijami tak silnie, że
wkrótce zmarł od pobicia. Plan i jego realizacja były dziełem wyłącznie
kobiecym, mężczyzn weń nie wtajemniczano. Następny przewodniczący,
również Polak, pamiętał o losie poprzednika i był już pobłażliwszy.
W tego rodzaju folklorze jako nieprzyjaciela prezentuje się system, nie
wyróżniając narodowości jego funkcjonariuszy. Prosty człowiek walczy
z przeszkodami stworzonymi przez molocha, na którego usługach pozostają
także ludzie z własnego środowiska. Odzwierciedla to rzeczywistą sytuację,
kiedy spośród Polaków rekrutowali się zarówno działacze aparatu przymusu
gospodarczego, nacisku politycznego, jak i zwykli donosiciele. Oni także
weszli do miejscowego folkloru jako osoby rozpędzające zebrania modli­
tewne i rekwirujące książki do nabożeństwa.
Język
Większość Polaków mówi jednym z dialektów języka ukrańskiego lub
polskiego, co razem nazywa się językiem „prostym". Ci, którzy deklarują
znajomość polskiego, najczęściej posługują się nim jako drugim, znacznie
rzadziej na co dzień. Dane spisu powszechnego z 1989 r. informują, że
Polacy kazachstańscy jedynie w 12,2% przyznają się do polskiego jako
ojczystego (jest to najniższy wskaźnik wśród polskiej diaspory w krajach
niegdyś radzieckiej Azji Centralnej i niemal identyczny jak u Polaków na
Ukrainie). Oznacza to czterokrotny spadek rozpowszechnienia języka naro-

�POLACY W KAZACHSTANIE

241

dowego w porównaniu z rokiem 1926, kiedy to mówiło nim na Ukrainie
około 50% Polaków. Dotknął on w jednakowym stopniu grupę kazachstań­
ską, jak i pozostałych na Ukrainie, co wskazuje, że w obu wypadkach proces
ten podlegał podobnym prawidłowościom.
Nawet na Ukrainie polski w wersji zbliżonej do literackiej był językiem
odświętnym, językiem kazań, modlitw i śpiewów kościelnych, używanym
potocznie głównie przez księży, nauczycieli i wąską warstwę mieszkańców
miast. W Kazachstanie występują zaskakujące kontrasty: od całkowitej
nieznajomości, wyniesionej z domu rodzinnego jeszcze na Ukrainie, aż
do pięknej polszczyzny wykazującej solidną bazę literacką z X I X wieku.
Demonstruje ona ślady wpływu dawnych lektur, jest wprawdzie zawsze
okraszona ukrainizmami.
Średnie i młodsze pokolenie częściej posługuje się językiem rosyjskim,
nawet jeśli w domu używa się gwary. Coraz powszechniejsza nauka języka
polskiego nie zmienia ogólnego obrazu. Jest on w dalszym ciągu oderwany
od bytu codziennego i dotyczy to także osób, które potrafią mówić nim
w sposób płynny. Polski pozostaje środkiem odświętnego porozumiewania
się, zgodnie z dawnym wzorem, gdy był przywiązany do kościoła i modlitwy.
W latach działania tajnego kościoła nadal w jego praktyce dominowała
polszczyzna, zmieniło się to jednak po jego legalizacji. Coraz powszechniej
wprowadza się rosyjski, czasami nawet dialekt „prosty", do kazań, spowie­
dzi i kontaktów z wiernymi.
Niezależnie od tego jak Polacy mówią na co dzień i czy w ogóle potrafią
się posługiwać językiem polskim, pozostaje on wspólną wartością ideową
określającą tożsamość etniczną. Jest to element symboliczny mieszczący się
w świadomości grupowej i wyznaczający granice polskiej populacji, bez
względu na jego realne występowanie.
Mimo własnych kłopotów z polszczyzną, Polacy Kazachstanu sami sto­
sują kryterium językowe w wyznaczaniu granic etnicznych, a nawet we­
wnętrznego zróżnicowania etnograficznego. Są oni świadomi gwarowych
różnic występujących w ich zespole i na tej podstawie gotowi są odmawiać
prawa do polskości nosicielom niektórych gwar. Ogólna ich liczba odnoto­
wana z informacji terenowych wynosi 9, chociaż nie musi ona odpowiadać
językoznawczej klasyfikacji dialektów. Najprawdopodobniej też nie pokry­
wa się ona ze zróżnicowaniem w kulturze, niemniej dystans społeczny wobec
pewnych grup jest silny. Doznają tego np. wyraźnie wydzielający się Mazu­
rzy, wobec których dominuje stosunek protekcjonalny. Wiedza o tym zróż­
nicowaniu jest jednak powierzchowna i coraz rzadsza, co wynika z przecho­
dzenia na rosyjski, który ukrywa odmienności gwarowe. Należy też od­
notować całkowitą nieznajomość pochodzenia nazwy i grupy Mazurów,
zarówno wśród nich samych, jak też polskiego otoczenia. Oznacza to, że
jeszcze na Ukrainie zaginęła funkcja przekazicieli historii etnicznej, którzy
byliby w stanie przedstawić Mazurów jako ważną dla żywiołu polskiego falę
imigracyjną z centralnej Polski.

�242

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ

Świadomość etniczna
Niepewność co do własnej zwartości i homogeniczności etnicznej musiała się
odbić na postrzeganiu swojej grupy jako całości. Polacy kazachstańscy wykazu­
ją poczucie niepełnej wartości, które wynika zarówno ze świadomości wielowie­
kowego oderwania od Polski, jak też z ułomności języka lub całkowitej jego
nieznajomości. Stąd właśnie wzięło się krytyczne samookreślenie „drewniani
Polacy" (por. też równoległe: „papierowi, wyliniali"). Odzwierciedla ono
niepełne poczucie tożsamości, podtrzymywane reakcjami rosyjskiego otoczenia,
dla którego Polak z Ukrainy kojarzył się tylko z inną wersją ukraińskości.
Mogło to zachwiać poczuciem odrębności, i w istocie zacierało je niekie­
dy, chociaż chyba mniej radykalnie niż działo się to równolegle na Ukrainie.
Odchodzenie od polskości nie było wyłącznie rezultatem presji admini­
stracyjnej czy chęci robienia kariery już po uzyskaniu wolności osobistej.
Wynikało też ze słabych wyznaczników odrębności i braku zewnętrznych
czynników ją podtrzymujących, jak chociażby oficjalnego i prywatnego za­
interesowania płynącego z Polski. Sytuacja odmieniła się dzięki przemianom
okresu gorbaczowowskiego, które umożliwiły rozwój tendencji do otwartego
definiowania przynależności etnicznej, a nawet do niej zachęcały.
Odwrócony został dzięki temu postępujący z wolna proces zlewania się
Polaków z innymi Słowianami - z Rosjanami, rzadziej z Ukraińcami. Wspo­
magała go dawniej chęć ucieczki w etnos stosunkowo bezpieczny, mniej
podejrzany o nielojalność polityczną. Polacy zaprzestali przemilczania pol­
skiego pochodzenia, często nawet jego ukrywania. Trzeba jednak dodać, że
w Kazachstanie było to zjawisko rzadsze niż w Rosji czy na Ukrainie.
Postawa taka jest równie uprawniona, jak trwanie przy polskości, etnicz­
ność jest bowiem kwestią wyboru indywidualnego. Dokonuje się go często
pod wpływem presji politycznej i społecznej, zależy też od siły związków
z głównym trzonem etnosu, te zaś przerwane zostały na długo. Pytanie
o ojczyznę wywoływało z reguły odpowiedź kilkustopniową: nie wszyscy
wymieniali Kazachstan, dla osób starszych identyfikacja rozpoczynała się od
wsi albo rejonu urodzenia, dalej następowała Ukraina, na koniec Polska (ale
niekiedy tego stopnia utożsamienia także brakowało). Ta ostatnia znana
była respondentom i ich przodkom jedynie ze słyszenia, niemniej często
kojarzono ją z ojczyzną najwyższego stopnia. Określano to nieraz figuratywnie, np. „Polska to ziemia i rodzina wszystkich Polaków".
Umieszczenie ojczyzny symbolicznej w Polsce oznacza akces do szeroko
rozumianej wspólnoty narodowej i polskiej grupy etnicznej. Podobne stop­
niowanie można oddać terminami stosowanymi w opisie naukowym: ojczy­
zna prywatna (Kazachstan), ojczyzna pochodzenia (miejsce wychowania się
na Ukrainie), ojczyzna historyczna (Ukraina), wreszcie ojczyzna etniczna
(Polska). Ojczyzna emocjonalna najczęściej pokrywała się z prywatną w Ka­
zachstanie, nawet w wypadku osób starszych, gdyż tu odbył się najtrudniej­
szy w ich życiu etap socjalizacji.

�POLACY W KAZACHSTANIE

243

Zadawane w tym kontekście pytanie o tożsamość etniczną Polek wydanych
za nie-Polaka, a także ich dzieci, przynosiło stereotypową odpowiedź: Polakiem
był ten, kto nie porzucił polskiego kościoła. Kryterium nie dotyczyło więc
katolicyzmu, gdyż ten łączył Polaków i większość Niemców, lecz instytucji
Kościoła polskojęzycznego. Ten ostatni funkqonował zatem jako symbol
i wyznacznik zasięgu społeczności etnicznej. Roli tej nie mogły pełnić grupy
lokalne, które wskutek przemieszania ludności nie były w stanie wytyczyć
odpowiednich granic. Kościół z polskim językiem literackim stawał się natural­
nym punktem odniesienia przy określaniu tożsamości. Dzięki temu identyfika­
cja z językiem narodowym odbywała się niejako per procura, bez konieczności
używania go w praktyce. Tę samą zasadę identyfikacji przenieśli Polacy
z Ukrainy do Kazachstanu, z tym tylko zastrzeżeniem, że nie pozwolono im
zabrać ze sobą Kościoła instytucjonalnego, był on jednak obecny w wersji
nieformalnej jako ważny element ideowy świadomości etnicznej.
Na straży endogamii etnicznej w Ukrainie stało duchowieństwo, jednak
jej pełne przestrzeganie nie było możliwe. Funkcjonowała więc zwyczajowa
reguła ułatwiająca zachowanie jednorodności wyznaniowej każdej społecz­
ności. Wychodziła ona z zasady patrylokalności małżeństw na owym terenie
i ustalała, że kobieta przyjmuje wyznanie męża, w konsekwencji czego ślub
odbywa się w świątyni właściwej temu ostatniemu. Dzieci z takiego małżeń­
stwa identyfikowane były z etnicznością ich ojca. W Kazachstanie ta ostat­
nia zasada została utrzymana, gdyż przekaz przynależności etnicznej okazał
się wartością trwałą w systemie radzieckim i w związku z tym kontynuował
praktykę patrylinearną. Dziedziczenie religii stało się natomiast wartością
negocjowaną wskutek zaniku kongregacji wyznaniowych. W związku z tym
wierzące Polki, wychodząc za mąż za obcych, nie tylko zachowywały religię,
ale też potrafiły przekonać partnera do zawarcia ślubu katolickiego. Dzięki
temu mogły one zachować w sposób wyraźny swoją narodowość, chociaż na
Ukrainie pozostawałaby ona w pewnym zwieszeniu.
Wprawdzie moi rozmówcy utrzymywali, że są w stanie odgadnąć przy­
należność etniczną każdego człowieka na podstawie cech zewnętrznych,
nie potrafili wszakże wskazać na konkretne różnice dzielące Polaków
i Ukraińców, poza wyznaniem i bardzo ogólnie określanym zamiłowaniem
do porządku. Pewne szczegóły można było uzyskać dopiero w odpowiedzi
na konkretne pytania, ale i one były mało precyzyjne. Bliższe wyjaśnienia
padały w odpowiedzi na pytania o strój, haft, sposób zaścielania łóżka,
czy o śpiewy. Przyznając, że ukraiński haft był bogatszy, łóżka troskliwie
ozdobione piramidą poduszek, pieśni zaś melodyjne i zróżnicowane, nie
używano nigdy oceniających określeń wskazujących na uznanie dla este­
tycznych walorów zjawiska. Wynika to najprawdopodobniej z niechęci do
podważenia stereotypu o własnej wyższości. Chętnie natomiast podkreślano
„delikatność" stroju polskiego, który w mniejszym stopniu wykorzystywał
surowe płótno i samodział. W formie uogólniającej spotyka się niekiedy
rozróżnienie obyczajowości „polskiej" od „prostej", stanowiące paralelę

�244

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ

do kategoryzacji języka. Nie odnosi się to jednak do podstawowej kultury
materialnej, gdyż nikt nie dostrzegał różnic w posiłkach, technice uprawy
ziemi, w narzędziach i sprzętach.
Wskutek braku wyraźnych wyróżników kultury etnicznej, odmienność
swą Polacy kodowali więc głównie w sferze świadomościowej. Stąd płynie
akcentowanie aspektu ideowego - religii, języka, poziomu kultury, czy przy­
wiązania do estetyki bytu. Przykład Niemców, dobrze zachowujących swą
odrębność etniczną, musiał wzmocnić takie postawy, podtrzymując funk­
cjonowanie etniczności w wymiarze świadomościowym. Polska specyfika
kulturowa, ubogo wyrażana co najmniej od XIX w., nie została więc zubo­
żona na terenie Kazachstanu. Przyjęto natomiast z czasem pewne elementy
kultury rosyjskiej, w ślad za rozpowszechnieniem się języka rosyjskiego.
Musiały też mieć miejsce pewne zapożyczenia akulturacyjne od Niemców,
będących członkami tych samych wspólnot lokalnych. Są one jak dotąd
słabo udokumentowane poza relacjami o psychicznej mobilizacji do prze­
trwania, czerpanej z niemieckiego przykładu.
Wiedza historyczna o losach własnej grupy etnicznej pełni na ogół ważną
rolę w podtrzymywaniu tożsamości. W wypadku Polaków ukraińsko-kazachstańskich jest ona wszakże nikła. Widać to wyraźnie w kontekście
nieznajomości pochodzenia nazw „Mazurzy" oraz „szlachta" (o tym patrz
niżej). Żaden z tych terminów nie funkcjonuje jako element wiedzy o prze­
szłości własnej grupy. Pewne osoby potrafią przywołać znaczące w historii
kultury polskiej nazwiska (np. Mickiewicz, Konopnicka czy Kościuszko), co
wynika z ich wykształcenia w szkołach polskich. Dominuje wszakże pamięć
o niedawnym etapie wysiedlenia i adaptacji w Kazachstanie. Opowiada ona
o losach grupowych przez pryzmat doświadczeń indywidualnych.
Polacy kazachstańscy nie wykazują żadnej znajomości kondycji lub stru­
ktury własnej społeczności z czasów poprzedzających życie najstarszej gene­
racji. Zatarciu uległa nawet znajomość wydarzeń z nieodległej przeszłości,
np. wielkiego głodu na Ukrainie. Osoby pochodzące z terenu objętego
polskim rejonem narodowościowym Marchlewszczyzny, lub jego sąsiedztwa,
nie pamiętają o jego istnieniu, choć funkcjonował on w latach 1925-1935.
Pamięć historyczna grupy rozpoczyna się od deportacji i operuje takimi
elementami jak okoliczności wywiezienia, początki osadnictwa, czemu towa­
rzyszy symbolika pierwszej studni, wbitego w ziemię kołka oznaczającego
przyszłą wieś, gehenna pierwszej zimy i prześladujący wszystkie wspomnie­
nia obraz domostw-ziemianek, nazwanych później „stalinkami", a także
reżym komendantury.
Jak więc w takiej sytuacji odbywał się przekaz etniczności, czyli jej
reprodukcja? Polegał on głównie, a w Kazachstanie chyba jedynie, na wy­
korzystaniu komunikacyjnej funkcji grupy skazanej na walkę o przetrwanie.
Wymaga ona istnienia póla informacyjnego, na które składają się zespół
odbiorców oraz właściwe mu treścią lub emocją powtarzalne komunikaty,
a także ustalone formy przekazu. Te ostatnie były ograniczone do charak-

�POLACY W KAZACHSTANIE

245

terystycznych dla społeczeństwa wiejskiego kanałów folklorystycznych, ob­
rzędowych i kultowych. Wszystkie one w Kazachstanie cierpiały na niedo­
rozwój z powodu izolacji społeczności wiejskich i niskiej intensywności
przekazywanych komunikatów (pieśni, opowieści, obrzędy doroczne czy
rodzinne, ceremonie religijne, wszystkie z nich bardzo okrojone). W warst­
wie formalnej i treściowej miały one luźny związek z polskością, ale ponie­
waż ograniczone były najczęściej do zbiorowości polskiej - służyły pod­
trzymywaniu więzi rozumianych jako grupowe, a nie tylko sąsiedzkie. Swo­
im zasięgiem wyznaczały one granice grupy, czyli odbiorców tych samych
komunikatów.
Uczestnictwo w obrzędach rodzinnych Niemców, czy później Rosjan,
pozwalało uświadomić przez kontrast, że wiele w nich było elementów
obcych. Nawet jeśli zdefiniowanie różnicy (poza językiem) nastręczało trud­
ności, to jednak podświadomie zarysowywało granicę między swoimi i ob­
cymi. Komunikaty pojawiające się w owym polu informacyjnym nie musiały
być przekazywane po polsku ani odnosić się do kultury etnicznej. Wystar­
czało jednak, że były odbierane jako własne. Ustalenie adresata w okresie
obozowej komendantury było łatwe po wyeliminowaniu Niemców, żyjący
bowiem obok Kazachowie i grupy kaukaskie wyróżniały się w sposób zde­
cydowany. Nawet przytaczana wcześniej opowieść z elementami lokalnego
mitu, choć z pozoru uniwersalna, okazywała się oczywista dla Polaka, gdyż
Niemiec by jej najprawdopodobniej nie aprobował. Poza komunikatami
natury folklorystycznej z rzadka pojawiały się informacje pozasystemowe,
czerpane np. z kontaktu z Polakami - zesłańcami czasu wojny, albo akcji
rekrutacyjnej do Dywizji Kościuszkowskiej.
Stereotypy i kontakty międzyetniczne
Jak zwykle w środowisku wieloetnicznym funkcjonują stereotypy na­
dawane poszczególnym narodowościom przez otoczenie. Uogólniony nega­
tywny stereotyp zewnętrzny na temat Polaków, zdaniem ich samych, przypi­
suje im takie cechy jak przebiegłość, chytrość i wyniosłość. Dla Niemców
właściwa ma być chciwość, dążenie do bogacenia się. Ukraińcom wypomina
się głównie brak czystości i tolerowanie bałaganu w obejściu. Rosjan charak­
teryzować ma lenistwo, odkładanie obowiązków i brak ambicji material­
nych, czemu towarzyszy jednak nieszkodliwa zazdrość o sukcesy innych na
tym polu. Składnikiem stereotypu Rosjanina są też pijaństwo oraz siła
fizyczna. Niezbyt korzystne oceny dotyczące Rosjan nie były wystarczająco
silne, by zapobiec dążeniu do wtapienia się w ich środowisko. Najbardziej
nasycony emocjami był stosunek do Kazachów, w którym dominowały
początkowo oceny ujemne.
Stereotypy pozytywne rozbudowane są w przypadku Niemców - odpo­
wiedzialność, gospodarność, czystość, ludzka solidarność. Tej ostatniej Pola­
cy odmawiają samym sobie, na co przytacza się przykłady z najtrudniejszego

�246

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ

okresu wysiedlenia oraz niegodnej często walki o małą karierę w czasach
wszechwładzy KGB. Pod względem pracowitości, gospodarności, porządku
i higieny Polacy znajdują się na drugim miejscu po Niemcach. Następne
pozycje zajmują Ukraińcy, a za nimi Rosjanie i Kazachowie. Dobre na ogół
wspomnienia kojarzono z Żydami, jeszcze z czasów pobytu na Ukrainie.
Dotyczyło to zwłaszcza rolników, którym przypisywano gospodarność
i efektywność.
Powyższy ranking prestiżu grup narodowościowych (Niemcy - Polacy
- Ukraińcy - Rosjanie - Kazachowie) potwierdza się w deklarowanych
przez Polaków preferencjach wyborów małżeńskich dla własnych dzieci, z tą
tylko różnicą, że własny etnos wysuwa się na miejsce pierwsze. Swoboda
decyzji w tym zakresie była początkowo bardzo ograniczona jeśli chodziło
o związek z wolnym partnerem. Toteż do śmierci Stalina małżeństwa mie­
szane mogły się realizować przede wszystkim z Niemcami, którzy mieli
jeszcze tę zaletę, że byli w większości katolikami.
Jak w każdej społeczności mieszanej, również i w tej istnieją przezwiska
etniczne, zastępujące etnonimy i na ogół mające ujemną konotację. Nie
odnotowałem ich jedynie w odniesieniu do Niemców, przynajmniej współ­
cześnie. Najwięcej, bo trzy, dotyczą Polaków. Powszechnym epitetem dla
Polaka jest „pszek", popularny na całym niemal terenie wschodniosłowiańskim i nawiązujący do specyfiki wymowy polskiej. Z kolei „Lach", będący
zwykłym etnonimem w języku ukraińskim, przyjmowany jest przez Polaków
jako epitet. Najprawdopodobniej wynika to z negatywnego lub krytycznego
kontekstu wypowiedzi o Polakach, dzięki któremu neutralny Lach prze­
kształcał się w postać odbieraną ujemnie. Wyraźnie negatywne znaczenie ma
określenie „szlachta", również przeniesione z Ukrainy.
Dla Ukraińców z Podola i Wołynia termin ten ma znaczenie etnonimu
o ujemnym odcieniu i jest używany częściej niż „Lachy". Przedstwiciele obu
narodów nie rozumieją znaczenia słowa i nie kojarzą go z pojęciem dworjanin. Jasiewicz (1992, s. 30-31) sugeruje, że brak wiedzy o znaczeniu terminu
„szlachta" wynikał z ochronnego odrzucenia przekazu historycznego, ponie­
waż negatywnie kojarzył się on w radzieckim kontekście ideologicznym.
Uwaga ta jest prawdziwa, gdyż w edukacji i propagandzie radzieckiej Ukra­
iny eksploatowano obraz „polskiego pana", a obok niego szlachcica. Zja­
wisko jest jednak wcześniejsze; jeszcze w X I X w. Ukraińcy ironicznie koja­
rzyli ów termin, co wynikało z degradacji szlachty zagrodowej do statusu
włościańskiego, przeprowadzonej przez carat po powstaniu listopadowym.
Już wówczas stał się on epitetem zastępującym etnonim, co sprawiło m.in.,
że Polacy usunęli ze swej pamięci historycznej jego pierwotną konotację.
Warstwowy rodowód nazw szlachta i mużik uległ zapomnieniu i przybrały
one charakter etnonimu w opozycji: mużiki-Ukraińcy i szlachta-Polacy. To
rozumienie ukształtowało się w stosunkach polsko-ukraińskich, ale, jak się
wydaje, nie wyszło poza nie i nie zostało przyjęte przez pozostałe grupy
etniczne w Kazachstanie.

�POLACY W KAZACHSTANIE

247

Współżycie z Kazachami
Zamieszkanie w Kazachstanie postawiło Polaków przed nowym wyzwa­
niem, zwłaszcza w odniesieniu do odmiennych kulturowo i cywilizacyjnie
Kazachów. Ujawnił się tu brak przygotowania do akceptacji obcych wzorów
życia. Z drugiej strony Kazachowie negatywnie zareagowali na tak liczną
migracją rugującą ich z użytkowanych dotąd pastwisk. Łatwo jednak przy­
jęli wyjaśnienia o przymusowym osiedleniu, orientowali się bowiem w zasa­
dach funkcjonowania państwa radzieckiego. Polacy z kolei byli zaskoczeni,
a kobiety nawet przestraszone miejscowymi praktykami. Odzież i poziom
higieny najczęściej wracają we wspomnieniach jako powód niechęci. Raził
nie tylko rodzaj odzieży, lecz również fakt, że futrzanych ubrań używano
także latem, gdy inni pracowali rozebrani.
Stosunek do Kazachów był ambiwalentny. W przytoczonym wcześniej
rangowaniu poszczególnych narodowości wymienia się ich na samym końcu,
chociaż pod pewnymi względami daje się im pierwszeństwo (gościnność,
skłonność do pomocy, otwartość). Podkreśla się przyjazny stosunek Kaza­
chów do osiedleńców i ich pomoc w pierwszym okresie, dzięki której ci
ostatni mogli stanąć na nogi. Niejednokrotnie spotykałem opinię, że Kaza­
chowie umożliwili Polakom przeżycie, między innymi dlatego, że lekceważyli
niebezpieczeństwo kontaktowania się z ludźmi uznanymi za politycznie
groźnych. Służyli oni radą, zajmowali się objazdową sprzedażą drewna
opałowego, normalnie nieosiągalnego z powodu zakazu poruszania się. Od
nich również Polacy i Niemcy kupowali sadzonki kartofli, co pozwoliło
zapoczątkować własną hodowlę ogrodową. Z czasem, także z podpowiedzi
Kazachów, zaczęto samodzielnie przygotowywać opał: suszyć naręcza dłu­
giego piołunu albo korzenie pewnych roślin, a także kiziak, czyli brykiety
z suchego krowiego łajna. Dzięki nim nauczono się ocieplać chłodne domy-ziemianki, ustawiając drugą ścianę z piołunu mocowaną na kołkach. Kaza­
chowie też wskazali jak należy zdobywać sól, która „rosła" w stepie w po­
staci złogów powierzchniowych zwanych sołonczakami.
Powszechnie wskazuje się na kazachską gościnność (doznawali jej zwłasz­
cza mężczyźni, którzy częściej podróżowali poza własną wieś) i na zwyczaj
obdarowywania gościa prezentami, w tym właśnie poszukiwanym drewnem czy
ziemniakami. Jedna z kobiet relacjonowała swoją ucieczkę wraz z mężem spod
komendantury w 1939 r. Przygarnął ich pewien Kazach pod Pietropawłowskiem, u którego przez miesiąc mieszkali, oczekując aż załatwi dla nich dowody
osobiste.
Charakterystyczne, że autorami negatywnych opinii o Kazachach są
z reguły kobiety. Wynika to z ich emocjonalnego stosunku do estetycznej
strony kontaktów, będącego reakcją na osobliwą futrzaną odzież (zwłaszcza
notorycznie pojawiające się we wspomnieniach małchaje czyli wielkie, kry­
jące twarz czapy oraz niezgrabne zimowe buty), a także dietą opartą na
koninie. Z kolei kobiety są uważnymi obserwatorkami i więcej niż mężczyźni

�248

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ

wiedzą o obyczajach kazachskich, potrafiąc je ze szczegółami relacjonować.
Czynią to na ogół obiektywnie, bez dezaprobaty towarzyszącej zwykle
sytuacjom kontaktu międzykulturowego. Wyjątkiem są problemy związane
z higieną, co prowadzi nieraz do arbitralnego odrzucenia pewnych za­
chowań towarzyszących przygotowaniu żywności, nie zawsze zresztą uza­
sadnionych.
Mężczyźni natomiast podkreślają pomocną postawę Kazachów, którą
demonstrowali oni od samego początku. Zapamiętano ich deklaracje typu:
„dobrze, żeście tu przyjechali, będzie nam weselej". Przez wszystkie lata
stosunki układały się zgodnie z tą właśnie zasadą pod warunkiem, że przy­
bysze również przyjmowali ją za podstawę tych stosunków. Ilustracją niech
będzie fakt, że ostatni sekretarz partii w Oziornym miał przy chrzcie Kaza­
cha za ojca chrzestnego. Był to zresztą drugi już chrzest owego człowieka, co
wynikało z pragnienia jego ojca, by wprowadzić zaprzyjaźnionego Kazacha
„do rodziny". Przypuszczalnie było to możliwe dzięki temu, że chrztu udzie­
lała kobieta, a nie ksiądz (miało to miejsce w 1956 г.).
Nie spotkałem się z odrzuceniem Kazachów jako grupy, ani ich kultury,
a w pewnych wypadkach są oni rangowani wyżej od Rosjan. Nawet nie­
chętni im nie używają antagonizującej terminologii. Mówi się więc o ich
„kościołach" (meczetach) i o tym, że „podobnie jak my" modlą się do Pana
Boga. Tym niemniej w wyborach małżeńskich znajdują się oni na ostatnim
miejscu. 17 Polaków którzy posługują się językiem kazachskim jako pierw­
szym (według spisu z 1989 r.) należy przypuszczalnie do takich mieszanych
rodzin, jeszcze więcej z nich mówi raczej po rosyjsku.
We własnym rankingu etnicznym Kazachowie na pierwszym miejscu
wymieniają rzekomo Polaków, po nich dopiero Niemców, Ukraińców i Ro­
sjan, których traktowano podówczas jak władców w ich kraju. Opinia ta
wszakże pochodzi od samych Polaków i może być mylna, gdyż nie koreluje
ona dodatnio ze stopniem znajomości języka kazachskiego. Znajomość ta
jest z reguły słaba wśród mniejszości europejskich, lecz u Polaków należy
do najniższych - w 1989 r. tylko 0,4% spośród nich potrafiło posługiwać się
tym językiem (podobny stopień znajomości wykazywali też Białorusini),
podczas gdy zdolność tę posiadło 0,6% Litwinów i Niemców oraz 0,9%
Rosjan. Nie zakłóca to jednak poziomu komunikacji międzyetnicznej, gdyż
sami Kazachowie w tej części kraju posługują się biegle rosyjskim, a wielu
z nich nawet nie zna języka ojczystego. O stopniu integracji z Kazachami
świadczyć może to, że część z nich przyłącza się do katolickich obchodów
Nowego Roku z udziałem przebierańców szczedroków. Charakterystyczne,
że coraz rzadziej używa się zapożyczonego niegdyś od Rosjan epitetu na
oznaczenie Kazachów kalbit, który ma oznaczać „iskającego wszy" .
2

2

Teremin ten ma pochodzenie kazachskie, nie jest jednak notowany w słownikach i naj­
prawdopodobniej wywodzi się z lokalnego dialektu.

�POLACY W KAZACHSTANIE

249

Stosunki z Niemcami
W przeciwieństwie do Kazachów, Niemcy nie wywoływali odczucia zdecy­
dowanej obcości. Pochodzili z tych samych stron, dla znacznej części Polaków
byli sąsiadami, wyznawali w większości katolicyzm, a nadto deportowani byli
niejednokrotnie w tych samych transportach i wspólnie rozpoczynali nowe życie
w mieszanych osadach. Ten ostatni fakt stanowił nową jakość we wzajemnych
stosunkach, nacechowanych dotąd odległością społeczną i pewną rezerwą. Na
Ukrainie społeczności te nie utrzymywały ze sobą na ogół bliższych kontaktów,
chociaż i tam zdarzały się mieszane małżeństwa.
W Kazachstanie Polacy traktowali Niemców jako najprzyjaźniejszą sobie
grapę i aspirowali do bliskich z nimi kontaktów. Często odnotowuje się
wypowiedzi potwierdzające ten stan rzeczy: ,,u nas Polacy i Niemcy żyją
prawie jak jedna narodowość", „żyjemy jak jedna rodzina". Wynikało to
właśnie ze wspólnoty losu i przymusowej wspólnoty sąsiedzkiej, ale też
w pierwszym okresie kontrastowało z postawą Niemców, którzy raczej
zamykali się we własnej społeczności.
Niemcy uważani są przez wszystkich, w tym także Polaków, za mistrzów
gospodarności oraz schludności. Mimo dążenia do dorównania im, Polacy
przyznają, że poprzeczka jest zbyt wysoka. Zdaniem jednego z informato­
rów, „Polacy byli dobrymi gospodarzami, lecz żeby nie spać nocami pilnując
dobytku jak Niemcy, tego nie potrafili pojąć". Przyznają też, że Niemcy
dostrzegali ową różnicę i byli zdania, iż „Polacy nie umieją żyć tak jak oni
sami". Nie zetknąłem się jednak z zarzutem zadufania na tym tle, z czego
można wnioskować, że Niemcy nie okazywali wyniosłości wobec otoczenia.
Niemcy stanowili wzór, dorównanie któremu stało się przedmiotem ambicji
w warunkach deportacji. Porównywanie się z Niemcami było elementem
kształtowania własnego obrazu i tworzenia wyznaczników tożsamościowych.
Na tym tle powstawały nawet oceny samodegradujące, jak twierdzenie, że Polki
nauczyły się robót na drutach dopiero w Kazachstanie od Niemek, jednak nie
osiągnęły ich poziomu pracowitości, który sprawiał, że te ostatnie działy nawet
w drodze na pole. Twierdzenie to zresztą nie okazało się całkowicie prawdziwe,
większość Polek znała bowiem technikę ręcznej dzianiny i tylko niektóre z nich
zapożyczyły ją od innych grap - polskiej lub niemieckiej.
Pierwsze lata współżycia obu narodowości przypadły na okres wojny, która
nie wpłynęła zasadniczo na wzajemne stosunki. Wynika to przede wszystkim
stąd, że nie wiedziano nic o sytuacji w okupowanej Polsce, poza samym faktem
wybuchu wojny. Dopiero po roku 1941 w radzieckich środkach przekazu
obraz Niemca nabrał charakteru odpychającego, co natychmiast odbiło się
w stosunkach międzyludzkich. Każdego Niemca obdarzano wówczas epitetem
„faszysta", „Hitler", od czego wszakże odżegnują się sami Polacy, którzy
twierdzą że nie uczestniczyli w tej nagonce, jako że miejscowi Niemcy nie mogli
być odpowiedzialni za wojnę. Brzmi to prawdopodobnie, gdyż nagle okazało
się, że jest naród bardziej jeszcze krzywdzony od Polaków, co jak dotąd

�250

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ

przyjmowano za pewnik w odniesieniu do siebie. Polacy w tej sytuacji zajęli
raczej postawę współczucia, zwłaszcza że napastliwość kłóciłaby się z ukształ­
towanym wcześniej pozytywnym wizerunkiem Niemca.
Nie przeszło to niezauważenie i , zdaniem Polaków, Niemcy po wojnie
zaczęli wyróżniać ich z otoczenia i odnosić się z większą niż poprzednio
sympatią. Dowodem na to były mieszane małżeństwa, które poprzedziły
podobne, zawierane później z innymi. Wzajemne kontakty stały się bliższe
i częstszy był udział w uroczystościach rodzinnych, chociaż Polacy nie czuli
się swobodnie w domach niemieckich, w których dominował język niemie­
cki. Odwrotne wizyty były łatwiejsze, gdyż Polacy w większości posługiwali
się językiem ukraińskim.
Akceptaqa ze strony Niemców paradoksalnie wpłynęła na większe poczucie
stabilizacji u Polaków. W pierwszym dziesięcioleciu po wysiedleniu dominowała
postawa tymczasowości i nadzieja na powrót do miejsc rodzinnych, nie
widziano też bodźców do dorabiania się oraz polepszania standardu życiowego.
Niemcy od początku przyjęli założenie odmienne, dzięki czemu ich adaptaq'a
w Kazachstanie przebiegała sprawniej, chociaż być może z towarzyszeniem
większych napięć psychicznych, na co wskazywałyby ich częstsze ucieczki
z Kazachstanu . W dużym stopniu pod wpływem wzoru niemieckiego również
Polacy stopniowo pogodzili się ze swoim losem i fakt ten pozytywnie wpłynął
na kształtowanie ich celów życiowych oraz na przebieg procesu przystosowaw­
czego. Dzięki temu w rankingu środowiskowym zajęli oni drugie po Niemcach
miejsce pod względem gospodarności i pozycji majątkowej.
3

ZAKOŃCZENIE

Bezpośrednio po deportaqi postawę Polaków charakteryzowały nieumiejęt­
ność i niechęć do pogodzenia się z losem czy też kształtowania go na własną
korzyść. Odbiło się to zarówno na stosunkach z ludnością miejscową - Kaza­
chami, jak też na efektywności oswajania tego środowiska, a w pierwszych
latach wywołało rezerwę ze strony najbliższych sąsiadów - Niemców. Nie
trwało to długo, gdyż życie narzucało konieczność adaptaq'i, która okazała się
na tyle głęboka, że gdy pojawiła się możliwość powrotu na Ukrainę, skorzystały
z niej tylko jednostki. Nadto Polacy dopracowali się sukcesu gospodarczego
uzyskując wysokie miejsce w ocenie ze strony innych grup narodowościowych.
Sukces ten można mierzyć skalą zasobności indywidualnych gospodarstw,
nadto zaś kierowane przez Polaków kołchozy lub sowchozy z częściowo polską
załogą zaliczane były do najefektywniejszych.
Deportacja nie wpłynęła na osłabienie poczucia etnicznego Polaków.
Można nawet postawić paradoksalnie brzmiącą tezę, że sprzyjała ona za3

Według danych z końca 1948 г., wśród Niemców zarejestrowano 35 razy więcej uciekinie­
rów niż wśród Polaków (Deportacti 1992, s. 127-128).

�POLACY W KAZACHSTANIE

251

chowaniu ich odrębności. Przymusowe wysiedlenie, degradacja statusu oby­
watelskiego, trudna walka o przetrwanie, nawet dążenie jednostek do
wtopienia się w świat zewnętrzny, wszystko to składało się na opozycję
wobec tego świata, która wyrażała ich grupową specyfikę. Odczucie niepo­
myślnego losu, zbiorowej niedoli, wzmacniało najważniejszy w ich wypadku
czynnik odrębności - świadomość etniczną. Nawet wysoki stopień utraty
języka ojczystego, czy zerwanie kontaktu z instytucjonalnym Kościołem
nie osłabiły ideowego waloru etniczności, gdyż warunki bytu przeciwsta­
wiały tę populację aparatowi przymusu i kojarzonemu z owym aparatem
makrospołeczeństwu.
Pozornie korzystniejszy stan będący udziałem tych, co pozostali na
Ukrainie, sprzyjał postępom asymilacji, gdyż nie wywoływał tak silnej reak­
cji przeciwstawienia i oporu, z wyjątkiem terenów, na których doszło do
pogromów. To, co dla kontynuacji etniczności często bywa główne - trwa­
łość doświadczenia historycznego i możliwość odwoływania się do niego
- nie odgrywało tu większej roli. O trwaniu rozstrzygały raczej bieżące
doświadczenia w stosunkach ze światem zewnętrznym wobec grupy. Okaza­
ły się one czynnikiem spajającym, silniejszym od sił dezintegrujących, wbu­
dowanych w życie tej grupy - represyjności, donosicielstwa i konfliktu
ideologicznych systemów wartości. Konstatacja taka nie kłóci się z faktem,
że pewni członkowie grupy przechodzili kryzys tożsamościowy, zwłaszcza po
zniesieniu reżymu komendanckiego, gdy bliższą wydawała się perspektywa
wymazania dyskryminującego etapu w funkcjonowaniu grupy.
Populację polską w Kazachstanie łączy świadomość odrębności etnicznej,
niezależnie od miejsca zamieszkania na terenie wielkiego obszarowo państwa.
Poszczególne grupy lokalne powiązane są wspólnotą pochodzenia z Ukrainy
w wyniku tej samej deportacji, dodatkowo zaś utrzymują między sobą kontakty
wynikające z migracji wewnętrznych. Świadomość ta aspiruje do członkostwa
w uogólnionej polskiej grupie etnicznej. Wychodząc z definicji grupy etnicznej
Bartha (1969), która zakłada wspólnotę pola komunikacyjnego, należałoby te
aspiracje zanegować. Do niedawna bowiem zbiorowość ta nie miała wspólnego
systemu znakowego z Polakami poza ZSRR, który rozwijałby się równolegle
z takimż systemem w centrum polskiej grupy etnicznej, czyli w Polsce.
Jednakowoż elementy takiego systemu istniały, zamrożone w świadomości.
W praktyce do nich się nie odwoływano, lub czyniono to mało intensywnie,
gdyż unikano mobilizacji poczucia etnicznego. Należały do nich głównie religia
i język (coraz bardziej ezoteryczny), reszta zaś sprowadzała się do pojedynczych
znaków symboliki narodowej. Intensywniejsze kontakty z Polską w ostatnich
latach spowodowały ożywienie tej symboliki i jej bliższe powiązanie z ogólno­
polskimi wyznacznikami tożsamości. Nastąpiła w ten sposób długo odkładana
mobilizacja etniczności. Zdolność do takiej rewitalizacji dowodzi, że przynależ­
ność etniczna „drewnianych" Polaków kazachstańskich do ogółu Polaków nie
może być kwestionowana. Czynnik świadomościowy okazał się silniejszy
w procesie samookreślenia od obiektywnych wyznaczników kultury etnicznej.

�252

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ

Tożsamość Polaków kazachstańskich, dowartościowana ostatnio zainte­
resowaniem płynącym z kraju, stała się źródłem kolejnego kryzysu, odmien­
nego jakościowo. Jedną z jego przyczyn jest obrona tej wzmocnionej toż­
samości przed niebezpieczeństwem, które niesie nacjonalizm kazachski.
Drugą przyczyną stały się lekkomyślne obietnice masowego przesiedlenia,
czynione z Polski, które okazały się nierealne, a pewnym osobom przynio­
sły rozczarowanie, zwłaszcza jeśli idzie o stosunki międzyludzkie. Pojawił
się dylemat gdzie będzie lepiej żyć - w narodowym państwie Kazachów, czy
w trudno dostępnej i niezbyt gościnnej Polsce. Półżartem wspomina się
wielonarodowe, uporządkowane państwo ostatnich dziesięcioleci, gdy już
po uzyskaniu swobody osobistej Polacy mieli prawo zaliczać się do „rodziny
narodów radzieckich". Charakterystyczne, że Ukraina, często nazywana
ojczyzną, nie jest raczej brana pod uwagę. O wyborze drogi życiowej decy­
duje nie historia, lecz pragmatyzm. Polonia w Kazachstanie, jak się zdaje,
nabiera odporności wobec mirażu przeniesienia się do Polski i podejmuje
wysiłek adoptowania się do nowej sytuacji w kraju osiedlenia. Tym razem
adaptacja będzie miała charakter polityczny, odmienny od tej, którą musiała
przejść przed sześćdziesięciu laty.
LITERATURA
Barth F .
1969

Introduction, [w:] Ethnic groups and boundaries. The social organization of culture
difference, F . Barta, (red.), London-Oslo, s. 9-38.

Deportacii
1992

Deportacii narodov SSSR (1930-e - 1950-e gody), wybór O . L . Milova, cz.I,
Moskwa, I E A R A N .
Gawęcki M.
1994
Charakter zmian zbiorowości polskiej w strukturze etnicznej współczesnego Kazach­
stanu, „Przegląd Wschodni", t. 3, z. 2, s. 165-199.
Jasiewicz Z.
1992
Polacy z Ukrainy w Kazachstanie. Etniczność a historia, „Lud", t. 75, s. 11-54.
Stroński H.
1994
Polska droga do Kazachstanu, „Przegląd Wschodni", t. 3, z. 2, s. 145-164.

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ
T H E POLES I N KAZAKHSTAN.
E T H N I C I D E N T I T Y A N D RELATIONSHIPS WITH OTHER GROUPS
Summary
The group of nearly 60 000 Poles in Kazakhstan comes from the mass Soviet deportations
in 1936. For centuries they had lived in Ukraine and in 1936 they were settled by force in
Northern Kazakhstan and lived there subject to military control. They were included into the
system of collective farms expected to turn barren steppes into cultivated land.

�POLACY W KAZACHSTANIE

253

The article raises the problem of those people's ethnicity which has been preserved
unscathed but only in the sphere of their consciousness. Still living in Ukraine the Polish
population had already lost the material markers of their cultural identity, and the linguistic,
religious and symbolic ones had been considerably reduced. In Kazakhstan that process
advanced.
The author maintains that the preservation of the ethnic consciousness was due to the
group's isolation guarded by the police system which lasted as long as till 1954. Later the
isolation was kept on owing to the Poles' higher economic status which distinguished them
from among their neighbours. Interethnic relations were governed by negative stereotypes (the
weakest of them concerned the German minority). On the other hand negative stereotypes were
balanced by positive ones - the Kazakhs were usually appreciated by the Poles for their
helpfulness and good will in the most difficult first years of their exile. The attitude towards
the Russians was ambigous - in spite of their generally negative image by the Poles they
attracted by their dominant status, and particular individuals from the Polish minority didn't
resist assimilation to Russian culture.
Among the advantages of assimilation was the possibility of escaping the status of a poli­
tically suspected person, a kind of ethnic mimicry. Recent years brought about the mobiliz­
ation of ethnic consciousness along with two conflicting tendencies: longing for re-emigration
to Poland or remaining in the new homeland with all the contradictory messages coming from
the nationally oriented Kazakh state.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�Czytelników zainteresowanych losami Polaków deportowanych w latach
I I wojny światowej na wschód informujemy, że nakładem wrocławskiej
oficyny wydawniczej „W KOLORACH TĘCZY" ukazała się książka
STANISŁAWA CIESIELSKIEGO
pod tytułem

POLACY W KAZACHSTANIE
1940-1946
ZESŁAŃCY LAT WOJNY
To pierwsze w literaturze monograficzne opracowanie tego tematu jest
wynikiem kilkuletnich studiów autora nad dramatem Polaków zesłanych
w latach 1940-1941 w głąb ZSRR. W książce przedstawiono okoliczności
deportacji ludności polskiej do Kazachstanu, warunki życia w tej stepowej
kramie, niewolniczą pracę, stosunek do Polaków władz i miejscowej ludności,
opiekę ze strony polskich instytucji, próby organizowania oświaty, życia
religijnego i kulturalnego, kształtowanie się postaw i nastrojów oraz wiele
innych zagadnień.
W rozprawie wykorzystano źródła polskie i radzieckie, a zwłaszcza wielką
liczbę relacji samych zesłańców, co pozwoliło pokazać autentyczny wymiar
codziennych doświadczeń i bohaterski upór przetrwania polskich zbiorowości.
Książka jest dostępna w księgarniach „Domu Książki". Sprzedaż wy­
syłkową prowadzi Oficyna Artystyczno-Wydawnicza „W KOLORACH
TĘCZY", 50-982 Wrocław 63, box 6386, tel./fax (0-71) 44-63-72.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10963" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10941">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bfa0e921d6266b60fae7a1e62c3c43eb.pdf</src>
        <authentication>29f563335c79c33bded9af1928348545</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130689">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1580</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130690">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130691">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1462</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130692">
                <text>Socjologiczne aspekty badania zróżnicowania kulturowego Zaolzia / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130693">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40, s.229-236</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130694">
                <text>Rusek, Halina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130695">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130696">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130697">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130698">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130699">
                <text>..Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

HALINA RUSEK
Uniwersytet Śląski, Filia w Cieszynie

SOCJOLOGICZNE ASPEKTY BADANIA
ZRÓŻNICOWANIA KULTUROWEGO ZAOLZIA

Zaolzie, czyli część Śląska Cieszyńskiego należąca obecnie do Republiki
Czeskiej, jest regionem niezwykle silnie zróżnicowanym kulturowo. Wobec
jego historii nie może być inaczej. Region ten w przeszłości przechodził z rąk
do rąk, pozostając pod wpływem monarchii austro-węgierskiej, państwa
czeskiego, polskiego, czechosłowackiego i znowu czeskiego. Zmiany granic
i organizacji państwowej niosły ze sobą zmiany wzorów kulturowych, sposo­
bu życia, zwyczajów i obyczajów Zaolzian.
Po pierwszej wojnie światowej Zaolzie znalazło się w granicach państwa
czeskiego, a jego status regionu silnie zróżnicowanego kulturowo nie uległ
zmianie. Zróżnicowanie to wynika głównie ze specyficznej struktury ludno­
ści tego regionu. Ostatni czeski spis narodowy (1991) podaje, że mieszka tam
prawie 50 tysięcy Polaków - autochtonów. Zdawać by się mogło, że to duża
liczba, kiedy jednak porównamy ją z liczbą ponad 100 tysięcy Polaków
zamieszkujących Zaolzie w okresie międzywojennym, wyraźnie widać, że
owe 50 tysięcy to właściwie skromna i nieustannie kurcząca się pozostałość
po znaczącej ilościowo - choć nie tylko - społeczności . Zaolzie ma zatem
specyficzną kulturę, która jest wypadkową kultur narodów mających wpły­
wy na tym terenie w przeszłości i ciągle podlegającą przeobrażeniom, wpły­
wy te bowiem nie ustają. Zaolzie to wszak region należący do pogranicza
państwowego i kulturowego.
Zanim zajmiemy się problemem badania różnych aspektów zróżnicowa­
nia kulturowego tego regionu w kontekście istnienia tam tak licznej polskiej
mniejszości narodowej, spróbujmy wyróżnić najważniejsze zjawiska wynika­
jące ze struktury społeczno-kulturowej tej grupy. Wyznaczają one sposób jej
życia właśnie jako polskiej mniejszości w czeskiej większości.
1

1

S. Zahradník (1991, s. 12) podaje, że w 1910 roku Zaolzie zamieszkiwało 123923 Pola­
ków (ogólna liczba mieszkańców Zaolzia wynosiła wówczas 179145), w 1921 roku Polaków
było 68034 (wobec 177 176 ogólnej liczby mieszkańców), a w 1939 już tylko 51 599 (wobec
213 867 ogólnej liczby mieszkańców Zaolzia).

�230

HALINA RUSEK

1. Obecna przynależność Polaków z tej części Śląska Cieszyńskiego do
Republiki Czeskiej nie jest wynikiem wyboru - o losach Zaolzia zadecydo­
wali politycy. O region ten toczono spory od wielu lat, a w okresie między­
wojennym ziemia ta przechodziła z rąk do rąk: do 1918 r. była częścią
monarchii austro-węgierskiej, w latach 1918-1920 należała do państwa pol­
skiego, potem w okresie od 1920 r. do 1938 r. do państwa czechosłowa­
ckiego, w 1938 r. Zaolzie zaanektowała Polska, a w 1939 wkroczyli na ten
teren Niemcy (Rusnok 1989, s. 164). Od zakończenia I I wojny światowej
Zaolzie jest częścią państwa czeskiego.
2. Polacy na Zaolziu znaleźli się w nowej sytuacji społecznej, politycznej
i kulturowej od niedawna; grupa ta jako mniejszość narodowa w państwie
czechosłowackim ma zaledwie pięćdziesięcioletnią historię.
3. Mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego wcieleni do państwa czechosłowa­
ckiego w 1920 r. (jedni historycy mówią o 110 tysięcznej społeczności pol­
skiej, inni o 80 tysięcznej) nie przechodzili procesu przystosowania się do
zupełnie nowej struktury społecznej. Jak bowiem wynika z wielu źródeł
historycznych, pomimo pewnych rozbieżności między polską i czeską częścią
Śląska Cieszyńskiego nie wytworzyły się w ramach tej struktury trwalsze
różnice (Kopeć 1985, s. 64-65).
4. Polacy zaolziańscy żyją na pograniczu kulturowym - obszarze, na
którym stykają się i przenikają różnorodne wzory kulturowe. Posługując się
szerszą definicją, pograniczem można nazwać obszar często wyodrębniony
według kryteriów poHtyczno-administracyjnych lub etnicznych, na którym
zamieszkują różne narodowości , gdzie występowały lub występują i przeni­
kają się nawzajem różne języki, religie, kultury (Kania 1994, s. 36-37).
W 1938 r. Paweł Rybicki pisał, że Śląsk był zawsze na granicy. Staje się [on]
terenem współzamieszkania i współżycia zespołów ludnościowych językowo,
etnicznie i narodowo niejednorodnych. Pogranicze jest terenem, na którym
występują zjawiska społeczne, wyznaczające życiu kulturalnemu i społecz­
nemu szereg odrębności: krzyżowanie się wpływów kulturowych, pochodzą­
cych z różnych środowisk narodowych czy państwowych i równoczesne
ścieranie się niejednorodnych zespołów ludnościowych ze sobą" (Rybicki
1938, s. 40). J. Chlebowczyk wyróżnił dwa typy pogranicza: stykowe i przej­
ściowe. Pierwsze obejmuje obszary współżycia grup językowo-etnicznych
o znacznej odrębności, drugie pojęcie odnosi się do społeczności pokrew­
nych pod względem językowo-etnicznym. „Specyficznym rysem pogranicza
przejściowego jest zjawisko, które określimy pojęciem dwujęzyczności gene­
tycznej w przeciwieństwie do dwujęzyczności niegenetycznej pogranicza sty­
kowego. Pokrewieństwo językowo-etniczne powoduje brak występowania
jasno określonej granicy demarkacyjnej, typowej dla pogranicza stykowego.
Ta ostatnia ma tu oblicze płynne, przechodnie - tak dalece, że z reguły
mamy na tych terenach do czynienia w miejsce wyraźnej linii granicznej
ze strefą przejściową." (Chlebowczyk 1975, s. 223). Po polskiej stronie
Śląska Cieszyńskiego pogranicze ma charakter stykowy, a po czeskiej

�BADANIE ZRÓŻNICOWANIA KULTUROWEGO ZAOLZIA

231

- przejściowy. Na Zaolziu mamy do czynienia z wyraźnie wyodrębnionymi
mniejszościami narodowymi: polską i słowacką, które mają swoje instytucje
społeczno-kulturalne i oświatowe (przedszkola, szkoły, klasy z macierzystym
językiem nauczania w czeskich szkołach).
Mieszkańcy tej części Śląska Cieszyńskiego podlegają wpływom kulturo­
wym płynącym z kilku źródeł: narodowej kultury czeskiej, regionalnej kul­
tury zaolziańskiej i narodowej kultury polskiej. Wpływ dwóch pierwszych
kultur jest oczywisty, oddziaływanie trzeciej, tzn. narodowej kultury polskiej
wymaga natomiast wyjaśnienia. Chodzi tu przede wszystkim o wpływ środ­
ków masowego przekazu, głównie telewizji i prasy. Powszechnym zjawis­
kiem na Zaolziu jest oglądanie programów polskiej telewizji nie tylko przez
ludność polską, ale także czeską. Polskie gazety i czasopisma wydawane na
Zaolziu („Głos Ludu", „Zwrot", poza tym „Ogniwo" i „Nasza Gazetka"
dla młodzieży i „Jutrzenka" dla dzieci) lub kupowane w Polsce, czytają
natomiast głównie zaolziańscy Polacy. Młode pokolenie Polaków zaolziańskich kontakt z polską kulturą zawdzięcza również szkole, choć jest to tylko
szkoła z polskim językiem nauczania, ale czeskim programem. Gdy przyj­
rzymy się strukturze narodowościowej dzieci w polskich szkołach, to okaże
się, że prawie wszystkie są narodowości polskiej, podobnie jak ich rodzice,
którzy poza tym najczęściej tworzą małżeństwa czysto polskie.
Kontakt z Polską stał się dla Zaolzian różnej narodowości możliwy nie
tylko poprzez mass media, ale również poprzez bezpośrednie styczności (po
otwarciu przed kilkoma laty granicy polsko-czeskiej). Wreszcie zaistniała
możliwość poznania się dwóch sąsiadujących ze sobą narodów, przez długie
lata skutecznie izolowanych od siebie i nie darzących się sympatią, o czym
świadczą wyniki obserwacji i nielicznych sondaży opinii, przeprowadzanych
wśród mieszkańców tego regionu.
Na tym terenie nigdy nie prowadzono badań interdyscyplinarnych. Te,
które realizowali badacze z Polski, Czech i badacze wywodzący się z pol­
skiego środowiska zaolziańskiego pozwalają określić wzory życia mieszkań­
ców Zaolzia w dosyć ograniczonym zakresie. Brak im bowiem wspólnej
płaszczyzny analitycznej. Taką płaszczyznę może stanowić teoria i metodo­
logia socjologii. Przeprowadzane dotychczas badania socjologiczne budzą
jednak wśród członków polskiej społeczności wiele wątpliwości. Chodzi tu
o badania prowadzone od lat sześćdziesiątych przez sekcję socjologiczną
Instytutu Śląskiego Czechosłowackiej Akademii Nauk, który obecnie działa
jako placówka naukowa przy Muzeum Śląskim w Opawie. Badania te obej­
mowały szeroką problematykę. Prowadzone w latach 1966 i 1967 dotyczyły
pozycji różnych narodowości: Czechów jako większości, Polaków i Słowa­
ków jako mniejszości narodowych w państwie socjalistycznym na przy­
kładzie regionu ostrawskiego (Studie... 1972). Szczegółowa problematyka,
badań dotyczyła świadomości narodowej członków grup etnicznych, postaw
tych grup wóbeč siebie, tendencji integracyjnych i asymilacyjnych w tych
społecznościach. Badania o podobnym profilu kontynuowano w 1973 г.,

�232

HALINA RUSEK

a ich głównym przedmiotem był kulturalny rozwój narodu i grup narodowo­
ściowych w uprzemysłowionym i zróżnicowanym etnicznie regionie ostrawskim (Průmyslové... 1978). Szczegółowa problematyka badawcza miała tym
razem na celu poznanie potrzeb kulturalnych badanych grup i ocenę moż­
liwości ich realizacji, poznanie problemu szkolnictwa narodowościowego,
zakresu używania języka macierzystego, stosunków interetnicznych między
badanymi grupami narodowościowymi (Czechami, Polakami i Słowakami).
Przeprowadzony w 10 lat później program badawczy sekcji socjologicznej
obejmował natomiast m.in. problem rozwoju oraz sytuację polskiej i niemie­
ckiej narodowości w Czechosłowacji (Národnostní... 1989). Szkic socjolo­
giczny, jaki powstał po podsumowaniu wyników tych wieloletnich badań,
ukazuje polską społeczność zaolziańską jako zbiorowość dosyć zintegrowa­
ną wewnętrznie, raczej zadowoloną z realizacji swych różnorodnych potrzeb
społecznych, także tych, które nazwano narodowościowymi, tolerancyjnie
nastawioną do innych grup etnicznych - ogólnie pozytywnie oceniającą
swoją pozycję w ówczesnym państwie czechosłowackim.
Najnowsze sondaże wskazują tymczasem, że w czeskiej i polskiej społecz­
ności ukształtowały się negatywne, wzajemne stereotypy narodowościowe
(Rusek 1995). Przyczyną tego jest na pewno skomplikowany układ stosun­
ków z przeszłości, kiedy polską społeczność, wcieloną bez możliwości wybo­
ru do państwa czeskiego poddawano często zakamuflowanym, ale skutecz­
nym naciskom asymilacyjnym (Zahradník, Ryczkowski 1992). Negatywne
wzajemne stereotypy utrwalały ponadto nieobiektywne środki masowego
przekazu. W latach osiemdziesiątych czeskie środki wyrażały nieustannie
dezaprobatę dla wydarzeń w Polsce, a działania te wpływały na stosunek
społeczności czeskiej nie tylko do Polaków z Polski, ale także do Polaków
zaolziańskich.
Wiele przesłanek mówi o tym, że otwarcie kilka lat temu granicy
polsko-czeskiej zmieni nastawienie obu narodów do siebie i być może
zmieni wzajemne stereotypy, choć jak wiadomo, te są wyjątkowo trwałe
i oporne na zmiany.
Otwarcie granicy nie potwierdziło obaw wielu mieszkańców Zaolzia,
ale także władz czeskich, o „wykupienie" przez Polaków całego przygra­
nicznego regionu. Polacy wprawdzie tłumnie przybywali na zakupy do Cze­
skiego Cieszyna, wykorzystując różnicę cen (głównie artykułów spożyw­
czych), ale nie spowodowało to krachu gospodarczego regionu, a wprost
przeciwnie - ożywienie w tym zakresie. Cały handel miasta nastawiony jest
właściwie na transakcje z Polakami, chociaż ich napływ w ostatnim czasie,
po podwyżce cen żywności w RC, nieco zelżał. Sytuacja odwróciła się:
z całego państwa czeskiego przybywają do polskiego Cieszyna tysiące ludzi
po zakupy, głównie wyrobów przemysłowych i odzieży, ale w ostatnim roku
również po żywność. Bywają takie dni, szczególnie środy i soboty, czyli
dni targowe w Cieszynie, kiedy granicę z Czech do Polski przekracza ponad
sto tysięcy ludzi.

�BADANIE ZRÓŻNICOWANIA KULTUROWEGO ZAOLZIA

233

Można przypuszczać, że te handlowe wycieczki zainicjują inne działania
- wzajemne poznawanie różnych sfer życia obu narodów, a przede wszyst­
kim kultury, która - jak żadna inna sfera - umożliwia porozumienie i po­
znanie się. Celowi temu mają służyć podejmowane, na razie w skromnym
zakresie, wspólne przedsięwzięcia kulturalne obu miast, np. teatralny
Festiwal Na Granicy czy Święto Trzech Braci - wielki festyn urządzany po
obu stronach granicy.
Zaolzie jest zatem regionem, w którym zachodzi proces nieustannej
dyfuzji kulturowej. Treści i wzory kultury, których nosicielami są różne
grupy społeczne (wyróżnienie grup narodowościowych to wskazanie tylko
jednego aspektu zróżnicowania struktury społecznej regionu), mieszają się ze
sobą, dopasowują do nowych sytuacji i tworzą nowy wymiar zjawiska, które
możemy nazwać kulturą zaolziańską. Dyfuzja kulturowa jest zjawiskiem
nieuniknionym w sytuacji, gdy dochodzi do zderzenia kultur, gdy zaczynają
na co dzień obcować ze sobą społeczności będące nosicielami określonych
wzorów kulturowych, ale nabiera bardzo szybkiego tempa, gdy obcowanie
to przybiera charakter bardzo bliskich więzi, np. w małżeństwach. Małżeń­
stwa narodowościowo mieszane są płaszczyzną, na której proces dyfuzji
kulturowej ulega przyspieszeniu. Stanowią one również płaszczyznę sprzyja­
jącą procesowi asymilacji mniejszości narodowej do większości (Siwek 1995).
Widać to wyraźnie w odniesieniu do polskiej społeczności. Częściej mamy tu
do czynienia z sytuacją, gdy Polka lub Polak wchodzący w związek małżeń­
ski z Czechem lub Czeszką integrują się coraz wyraźniej ze społecznością
czeską i „odrywają się" od społeczności polskiej, niż odwrotnie. Istnieje
kilka łatwo obserwowalnych wskaźników takiego „odrywania się":
- posługiwanie się w codziennych kontaktach rodzinnych, a przede
wszystkim z dziećmi językiem czeskim;
- posyłanie dzieci do czeskich szkół;
- coraz słabszy kontakt lub jego brak z działalnością kulturalno-oświatowa
polskiej społeczności;
Regionalna kultura zaolziańską, stanowiąca o odrębności regionu, jest
zatem dosyć zróżnicowaną konfiguracją wzorów kulturowych o różnym
rodowodzie. Próbując określić charakter tego rodowodu nie można pominąć
jednego, najważniejszego aspektu - obecny wymiar kultury zaolziańskiej
ukształtowała i wyznaczyła przede wszystkim dawna, tradycyjna kultura
Śląska Cieszyńskiego. Jej elementy w postaci obyczajów i zwyczajów, ale
także uznawania określonego systemu wartości, widoczne są w życiu miesz­
kańców tego rozległego regionu, a granica państwowa jest w takim kontek­
ście mało znaczącym faktem.
Jak zbadać i poznać (odkryć) strukturę tak zróżnicowanej kultury? Uwa­
żam, że należy tu przyjąć dwa postulaty badawcze, których rodowód sięga
do klasycznej antropologii społeczno-kulturowej. Pierwszy postulat zakłada
uwzględnienie w procesie poznawania kultury regionalnej zasady relatywiz­
mu kulturowego. Kulturę zaolziańską należy poznawać i charakteryzować

�234

HALINA RUSEK

najpierw w relacji do niej samej. Zaolzie jest specyficznym terenem badań.
Mieszka tu bowiem liczna społeczność polska, nie będąca społecznością
emigracyjną. Stwarza to niepowtarzalną sytuację wymagającą oryginalnego
sposobu poznania. Drugi postulat metodologiczny zakłada konieczność bez­
pośredniego kontaktu z kulturą Zaolzia w celu jej poznania i opisu. Inaczej
prezentują się rezultaty badań empirycznych przeprowadzane przez nau­
kowców z różnych ośrodków polskich i czeskich oddalonych od Zaolzia,
którzy przybywają na ten teren właśnie w celu zbadania różnych zjawisk,
a inaczej rezultaty badań ośrodków i badaczy na stałe związanych z Zaol­
ziem i jego kulturą.
Zjawisk kulturowych zachodzących na tak zróżnicowanym i złożonym
terenie nie można poznać „z doskoku", wtedy bowiem poznaje się tylko ich
zewnętrzną powłokę. To stwierdzenie także wydaje się oczywiste, ale jeżeli
weźmiemy pod uwagę fakt, że w ostatnim czasie badanie różnych aspektów
życia mniejszości narodowych stało się szczególnie popularne i wypowiadają się
w tej kwestii naukowcy mający często krótkotrwały kontakt z tymi mniej­
szościami, wypowiedzi te tracą swoją wiarygodność. Bez dokładnego poznania,
szczególnie poprzez obserwację, kontekstu społecznego, historycznego, politycz­
nego czy ekonomicznego zjawisk kulturowych zachodzących na Zaolziu trudno
zrozumieć ich specyficzne funkcje, a taki aspekt badania Zaolzia uważam za
szczególnie ważny. Wyraźnie daje się zauważyć, że wzory życia charakteryzujące
polską społeczność pełnią dodatkowe funkcje istotne dla całego polskiego
środowiska, z punktu widzenia jego naczelnego interesu, tzn. jego przetrwania
jako środowiska polskiego. Weźmy np. pod uwagę uczestnictwo polskiej
narodowości w kulturze mieszkańców Zaolzia, które poza funkcją autoteliczną
pełni również funkcję integrującą polską społeczność i służy zachowaniu jej
polskiej tożsamości kulturowej. Polacy zaolziańscy z pełną świadomością
konieczności podejmowania takich działań uczestniczą w różnych formach
kulturalno-oświatowych: spotkaniach literackich, wystawach artystycznych,
festynach, imprezach okolicznościowych organizowanych przez terenowe koła
PZKO, twierdząc, że uczestnictwo to jest powinnością każdego Polaka .
Powinność ta wyraża się w jednym zasadniczym postulacie: należy na Zaolziu
zachować polskość, a jedną z dróg do tego jest „trzymanie się razem" Polaków.
Polska mniejszość narodowa w tym regionie wytworzyła swoje własne mecha­
nizmy obronne wobec procesu asymilacyjnego, który, nieuchronny w swojej
naturze, był w przeszłości skutecznie wzmacniany przez politykę państwa
czechosłowackiego w stosunku do polskiej mniejszości. Siła tych obronnych
mechanizmów niestety wyraźnie słabnie, skoro liczebność polskiej grupy
zmniejszyła się o połowę w ciągu kilkudziesięciu lat, a uczestnictwo w formach
zapewniających owo „trzymanie się razem" Polaków jest w widoczny sposób
coraz rzadsze.
2

2

Z relacji uczestników imprez zorganizowanych w Domu Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Mostach koło Czeskiego Cieszyna.

�BADANIE ZRÓŻNICOWANIA KULTUROWEGO ZAOLZIA

235

Subtelności zróżnicowania kulturowego Zaolzia nie można poznać szyb­
ko i z zewnątrz. Mogą tego dokonać badacze, którzy - mając bezpośredni
i częsty kontakt z Zaolziem - jednocześnie nie traktując żadnej z grup
skupionych na tym terenie jako własnej grupy odniesienia. W sytuacji takiej
są np. naukowcy z Filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie, a rezultaty ich
prac badawczych dają coraz pełniejszy obraz rzeczywistości społecznej i kul­
turowej Zaolzia.
Z drugiej strony granicy obraz ten budują naukowcy skupieni w Za­
kładzie Badań Etnikum Polskiego, utworzonym przy Uniwersytecie Ostrawskim, a ulokowanym w Czeskim Cieszynie. Pracownicy tej placówki nauko­
wej, przy współudziale badaczy z Polski, przygotowują monografię „Polacy
w Republice Czeskiej", która, jak można przypuszczać, zweryfikuje dotych­
czasową wiedzę o Polakach na Zaolziu i wydatnie ją wzbogaci.
Badania przeprowadzane przez naukowców z obu tych placówek doty­
czą zagadnień dotąd ze względu na polityczne ograniczenia pomijanych.
Należą do nich pytania: jaki charakter ma świadomość narodowa, etniczna,
kulturowa Polaków żyjących na Zaolziu i jakie czynniki ją wyznaczają? Co
w relacji do polskiej grupy oznacza termin „odrębność kulturowa", w jakich
sferach życia przejawia się, jakie grupy są jej nosicielami i przekaźnikami?
Jaki charakter i przebieg mają procesy asymilacyjne w polskiej społeczności,
jaki pozostawiają ślad w świadomości członków tej społeczności?
Chodzi zatem o poznanie nie tylko obiektywnych wyznaczników sytuacji
społecznej polskiej grupy mniejszościowej, ale również subiektywnej oceny
tej sytuacji, postrzegania zjawisk, o które nikt najbardziej zainteresowanych,
czyli członków polskiej społeczności na Zaolziu, nigdy nie pytał.
LITERATURA
C h l e b o w c z y k J.
1975
Procesy narodowotwórcze we wschodniej Europie Środkowej w dobie kapitalizmu,
Warszawa.
K a n i a T.
1994
Region - kresy - pogranicze. Złożoność uwarunkowań i specyfika problemów, [w:]
Z problemów ochrony, konserwacji i rejestracji regionalnego dziedzictwa piśmien­
niczego, I . Panic (red.),Cieszyn, s. 27-52.
Kopeć E.
1985
Społeczne oblicze kwestii zaolziańskiej w latach 1938-1939, [w:] Z polsko-czecho­
słowackiego sąsiedztwa, E . Kopeć (red.), Katowice, s. 65-66.
Národnosti
1989
Národnosti otázka v Československu (po roce 1918), Opava.
Průmyslové
1978
Průmyslové oblasti, cz. 6, Opava.
Rusek H.
1995
Stereotyp Polaka i Czecha w świadomości Polaków zaolziańskich, [w:] Edukacja
między kulturowa. W kręgu potrzeb, oczekiwań i stereotypów, J. Nikitorowicz
(red.), Białystok, s. 385-399.

�236

HALINA RUSEK
1996

Społeczno-kulturowe uwarunkowania konfliktów na pograniczu polsko-czeskim, [w:]
Konflikty etniczne, I . Kabzińska-Stawarz, S. Szynkiewicz (red.), Warszawa,
s. 237-243.
[w druku] Pobkie rodziny zaolziańskie na Zaolziu a asymilacja. Studium socjologiczne.
R u s n o k J.
1989
Rola PZKO w życiu Polaków na Zaolziu, [w:] Zderzenie i przenikanie kultur na
pograniczu, Z. Jasiński (red.), Opole, s. 165-173.
R y b i c k i P.
1938
O badaniu socjograficznym Śląska, Katowice.
Siwek T.
1995
Małżeństwa Polaków w Republice Czeskiej, „Zwrot", nr 9, s. 26-29.
Studie
1972
Studie o vývoji průmyslu a průmyslových oblasti. Závěrečná zpráva z výzkumu
soudobých národnostních vztahu na Ostravsku, Opava.
Z a h r a d n i k S.
1991
Struktura narodowościowa Zaolzia na podstawie spisów ludności 1880-1991, Trzy­
niec.
Z a h r a d n i k S., R y c z k o w s k i M .
1992
Korzenie Zaolzia, Warszawa - Praga - Trzyniec.

HALINA RUSEK
SOCIOLOGICAL ASPECTS
OF T H E RESEARCHES OF C U L T U R A L DIFFERENTIATION IN ZAOLZIE
Summary
Zaolzie is a part of the Cieszyn Silesia, belonging now to the Czech Republic (once the
Polish-Czech borderland). The area is often a subject of historical, ethnographical, (especially
folkloristic), literary and, quite recently also pedagogical and sociological studies. The results
show its cultural differentiation although the image of it does not make up any integral whole
because of lack of common theoretical base of various studies. Sociological theory, owing to
its interdisciplinary character might provide such base. But sociological studies carried out in
Czech Silesia (mainly in the Silesian Institute in Opava) arouse most reservations, controversies
and emotions among the Poles living in Zaolzie. The works are considered biased and
fragmentary. That is why the first task of all who works on the problems of Zaolzie should be
to investigate its social structure with all its relations. The most important to be studied are
those interrelations which, until quite recently were impossible to deal with: national and ethnic
relations, conflicts, the dilemmas of assimilation and transformations of cultural and national
identity. Zaolzie is a peculiar region since the Polish minority is an autochtonous group, not
immigrants. The study of social and historical context of their life should be related to the
region itself. Such perspective is applied more and more often by scholarly institutions closest
to the area in question-the branch of the Silesian Institute in (Polish) Cieszyn and the Institute
for Polish Ethnic Studies at the University of Ostrava in the Czech part of Cieszyn (the town
is divided between two state territories).
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10962" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10940">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f605d62f48cbd7a86e2dc273763bdcad.pdf</src>
        <authentication>403772239439e9a4798ed441cbca2423</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130678">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1583</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130679">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130680">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1465</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130681">
                <text>Kto jest Ałtajczykiem? O tożsamości narodowej rdzennych mieszkańców Republiki Ałtaj / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130682">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40, s.277-306</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130683">
                <text>Halemba, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130684">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130685">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130686">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130687">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130688">
                <text>„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

AGNIESZKA HALEMBA
Instytut Socjologii UW, Warszawa

KTO JEST AŁTAJCZYKIEM?
O TOŻSAMOŚCI NARODOWEJ RDZENNYCH MIESZKAŃCÓW
REPUBLIKI AŁTAJ
1

W azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej istnieje obecnie pięć republik:
Republika Ałtaj, Republika Buriacja, Republika Chakasja, Republika Sa­
cha (Jakucja) i Republika Tywa (Tuwa). Jakkolwiek trwają spory dotyczące
rozgraniczenia praw moskiewskiego centrum i władz republik federacyjnych,
niezależnie od tego, że Układ federacyjny podpisany w 1992 r. przez jed­
nostki wchodzące w skład Federacji Rosyjskiej nie wszedł nigdy w pełni
w życie (m.in. Republika Tywa utrzymała w swojej konstytucji zapis o moż­
liwości wyjścia ze składu Federacji, mimo sprzeciwu władz centralnych) i nie
został oficjalnie dołączony do konstytucji, to kwestie możliwości rozwoju
kultury narodowej w republikach kształtują się dość jasno. Władze po­
szczególnych republik starają się, bez widocznej ingerenqi ze strony central­
nych władz federacyjnych, nadać oryginalny, narodowy kształt różnym frag­
mentom życia społecznego. Zanim jednak indywidualni przodownicy, jak
nazywa twórców kultury narodowej Florian Znaniecki, będą mogli decydo­
wać, które elementy staną się trzonem tej kultury, muszą oni odpowiedzieć
na fundamentalne pytanie: kto z rdzennych mieszkańców danej republiki
tworzy jej tytulary naród? Mówiąc konkretnie: które z grup rodowych czy
plemiennych, objętych przez uczonych wspólną nazwą Tuwińczyków, Ałtajczyków, Chakasów czy Buriatów są prawdziwymi Tuwińczykami, Ałtajczykami, Chakasami czy Buriatami?
Pytanie to jest obecnie żywym tematem dyskusji w republikach. Z moich
obserwacji wynika, że szczególnie w Republice Ałtaj odpowiedzi na nie
1

Poniższy tekst powstał na podstawie jednego z rozdziałów mojej pracy magisterskiej
Procesy etniczne i świadomość narodowa współczesnych Ałtajczyków", napisanej pod kierun­
kiem dr. hab. Lecha Mroza i dr hab. Jerzego Wasilewskiego w Katedrze Etnologii i Antro­
pologii Kulturowej U W i obronionej w lipcu 1995r. Praca obejmuje zagadnienia dotyczące
świadomości wspólnoty narodowej, terytorialnej, historycznej i religijnej Ałtajczyków. Pod­
stawą dla jej napisania były materiały terenowe zebrane w trakcie dwóch ekspedycji badaw­
czych w 1993 i 1994 r. Razem ze mną badania prowadził, zbierając materiał do pracy doktor­
skiej, mgr Łukasz Smyrski, doktorant w K E i A K UW.

�278

AGNIESZKA HALEMBA
2

wzbudzają wiele kontrowersji i niepokojów . Poniższy tekst jest próbą ich
przedstawienia i uporządkowania.
Badania na Ałtaju w roku 1993 i 1994 prowadzone były równolegle
w dwóch środowiskach: (1) wśród wykształconych i obecnych w życiu publicz­
nym mieszkańców stolicy republiki oraz (2) wśród przedstawicieli jednej z grup
plemiennych, wchodzących - według naukowych klasyfikacji - w skład
Ałtajczyków. W dalszej części artykułu pierwszą grupę rozmówców, ze względu
na ich pozycję i rolę w republice, będę nazwać ideologami bądź inteligencją.
Rozmówcami z tej grupy byli wyłącznie Ałtajczycy sprawujący odpowiedzialne
funkcje państwowe, często jednocześnie będący popularnymi pisarzami i poeta­
mi, dziennikarze prasowi i telewizyjni, wydawcy, dyrektorzy placówek kultural­
nych, aktywiści stowarzyszeń religijnych i innych organizacji społecznych.
Drugą grupę rozmówców stanowili Telengici, przedstawiciele grupy rodowo-plemienej zamieszkującej dwa górzysto-stepowe rejony leżące przy granicy
z Mongolią i Tuwą.
Przedstawiony poniżej materiał ukazuje jedynie ten fragment wewnętrz­
nych kontrowersji dotyczących tożsamości narodowej Ałtajczyków, który
wiąże się bezpośrednio z używanym przez rozmówców pojęciem narodu.
Równie złożone i równie ważne dla tworzenia wspólnej tożsamości narodo­
wej kwestie związane z religią, historią, czy poczuciem wspólnoty terytorial­
nej będą tematem osobnych opracowań. Na Ałtaju zakres każdego z tych
problemów nie ułatwia pracy ideologom ani nie skłania do jednoznacznych
wypowiedzi innych mieszkańców. Chcę podkreślić, że niewielka ilość zawar­
tych w artykule informacji dotyczących religii nie jest kwestią mojego niedo­
patrzenia, a świadomym zabiegiem. Różnorodność postaw wobec religii,
różne znaczenia przypisywane szamanizmowi, pewnym formom buddyzmu
czy tworzenie własnych rdzennie ałtajskich, narodowych form religii - to
problemy złożone i wymagające oddzielnego opracowania.

S Y T U A C J A SPOŁECZNO-POLITYCZNA W R E P U B L I C E AŁTAJ
3

Republika Ałtaj powstała 3 lipca 1991 г., kiedy to parlament rosyjski
zatwierdził wcześniejsze postanowienie obwodowej rady deputowanych lu­
dowych o przekształceniu Gornoałtajskiego Obwodu Autonomicznego
w Republikę. Powierzchnia Republiki - 92,6 tys. km - podzielona jest na
10 rejonów administracyjnych z wyodrębnioną stolicą - Górno Ałtajskiem
2

2

Oprócz Ałtaju z własnych badań terenowych znam także sytuację w Chakasji (1995)
i w Tuwie (1995 i 1996). Buriacja i Jakucja są mi znane z literatury oraz z badań prof. Ewy
Nowickiej i mgr Roberta Wyszyńskiego z Instytutu Socjologii U W prowadzonych w Buriacji
oraz z badań Pawła Trzcińskiego, przygotowującego w Katedrze Etnologii i Antropologii
Kulturowej U W pracę magisterską na temat wpółczesnej sytuacji narodowościowej w Jakucji.
Wyniki prac z Buriacji będą wkrótce opublikowane.
Wtedy jako Republika Górski Ałtaj.
3

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

279

(jedyne miasto). Całość obszaru Republiki zajmują góry, od porośniętych
lasami łagodnych wzniesień na północy do pokrytych wiecznym śniegiem
szczytów na południu.
Według danych z 1989 г., na terenie Republiki mieszka 198,1 tysięcy
osób. Rosjanie stanowią 60,4% ludności, Ałtajczycy 31%, Kazachowie 5%.
Oprócz wymienionych narodowości są tu także Ukraińcy, Niemcy oraz
uchodźcy z Azji Środkowej i Kaukazu: Uzbecy, Gruzini, Azerowie, Ormia­
nie. 23,8% ludności mieszka w stolicy. Podstawowym zajęciem ludności jest
hodowla (owce, kozy, bydło, wielbłądy, jaki, renifery) a w rejonach północ­
nych także rolnictwo.
Władzę w Republice sprawuje parlament „El Kurultaf (alt. Zgromadze­
nie Narodu) z przewodniczącym W. Czaptynowem (Ałtajczyk), oraz rząd
z premierem W. Pietrowem (Rosjanin). Do tej pory nie uchwalono repub­
likańskiej konstytucji.
Długo trwały dyskusje na temat wyboru herbu, flagi i hymnu Republiki.
Ogłoszono konkurs na opracowanie tych symboli narodowych i w jego
wyniku przyjęto flagę i herb republikański. Flaga jest dwukolorowa, biało-niebieska. Dwa poziome niebieskie pasy na białym tle oznaczają niebo
i dwie największe rzeki republiki - Biję i Katuń. Symbolika herbu jest,
według jego autorów, bardziej skomplikowana:
,,W herbie Republiki są wyobrażone:
1. Złoty krąg - symbol sfery Kosmosu.
2. Wewnątrz złotego kręgu niebiesko-błękitne tło, oznaczające niebo
Ałtaju.
3. Na tym tle przedstawione są:
a. na górze: trójwierzchołkowy Ücz Sumer (Biełucha), jako całość sym­
bolizujący Górski Ałtaj.
b. w centrum: żółto-złociste wyobrażenie ptaka-zwierzęcia, wywodzące
się z dawnej kultury scytyjskiej - mitycznego stworzenia z głową i skrzyd­
łami, starożytnego ptaka - gryfa.
W opisach historycznych gryf-ptak ma do spełnienia ważną misję.
Jest wcieleniem świętego ptaka słonecznego - posiadacza życia, strzegącego
pokoju i szczęścia ludów ziemi ojczystej, a także opiekuna zwierząt,
ptaków i przyrody. W pracach Herodota gryf jest opisany jako ptak
strzegący Ałtaju.
4. W dolnej części kręgu są przedstawione symbolicznie dwie wielkie
rzeki Ałtaju - Bija i Katuń, wraz z dopływami: Czołuszman, Czebdar,
Szawła, Kara-Koksza, Lebied, Kok-suu, Ak-kem, Arky, Czuja, Ursuł, Isza.
Kolor rysunku - turkusowo-szmaragdowy.
Wszystkie rzeki łączą się falującymi liniami w dolnej części kręgu. To
symbol jeziora Teleckiego (Złotego) oraz zlewania się Katuni i Biji, będą­
cych początkiem rzeki Ob.
5. W tym samym miejscu wyobrażony jest też trójnóg - symbol wieczno­
ści życia, ognia, domu rodzinnego i przyjaźni" (Ortonulov, 1993).

�280

AGNIESZKA HALEMBA
ROSJANIE

Rosjanie mieszkają przede wszystkim w rejonach północnych. Gdy
w maju 1990 r. zostało przyjęte postanowienie o przekształceniu Obwodu
w Republikę, rejony te zażądały wystąpienia z jej składu i przyłączenia do
Ałtajskiego Kraju. Żądanie to nie zostało spełnione. Następny konflikt
spowodowany był wyborem nazwy Republiki. Pierwsza nazwa: Republika
Górski Ałtaj została zakwestionowana przez Ałtajczyków. Chcieli nazwy,
która podkreślałaby ich rdzenność na tej ziemi. Proponowali Eł Ałtaj (ałt.
Lud Ałtaju). Po wielu debatach zgodzono się jednak na Republikę Ałtaj.
Nie udało się natomiast przeforsować powrotu do dawnej nazwy stolicy
- Ułału. Także główna ulica miasta, prospekt Komunistyczny, nie została
przemianowana na prospekt Czoros-Gurkina, Ałtajczyka rozstrzelanego
w latach trzydziestych za nacjonalizm .
W ostatnim czasie można obserwować proces opuszczania przez Rosjan
rejonów południowych, zamieszkanych w większości przez Ałtajczyków.
Przyczynami tego zjawiska mogą być obawy Rosjan związane z przejęciem
władzy przez Ałtajczyków i ewentualnymi konfliktami etnicznymi, a także
pogorszenie się warunków życia w tych rejonach, ponieważ kołchozy prze­
stały zaopatrywać mieszkańców w żywność. Znaczenie miało też niewątp­
liwie zamknięcie kopalni rtęci w miejscowości Aktasz oraz stanowisk geo­
logicznych we wsi Kuraj. Wyjątkiem jest rejon ust-koksiński, w którym
odsetek ludności rosyjskiej rośnie. Przyrost ten ma specyficzny charakter,
gdyż przyjeżdżają tam z różnych części Rosji zwolennicy ruchu rerichowskiego. W 1926 r. w dolinie rzeki Ujmen zatrzymała się ekspedycja N.K.
Rericha . Dziś pojawiła się idea założenia na tym terenie rerichowskiej
gminy wspólnotowej, co prowadzi do konfliktów z miejscową ludnością.
Niezadowoleni są zarówno Ałtajczycy, jak i mieszkających na tym terenie
(rejon ust-koksiński) od X V I I I w. staroobrzędowcy, stanowiący do dziś
zamkniętą społeczność. Rerichowcy widziani są niechętnie zarówno ze
względów ekonomiczych - ich wspólnota potrzebuje przydziałów ziemi, jak
i kulturowych - sposób życia najaktywniejszych członków wspólnoty nie jest
akceptowany przez miejscową ludność (Kydyeva 1993, s. 6).
4

5

4

Artykuł został napisany na podstawie badań przeprowadzonych w latach 1993-94.
W 1996 kontynuowałam prace na Ałtaju. W 1995 roku imieniem Czoros-Gurkina została
nazwana inna ulica położona w centrum Górno Ałtajska.
Nikołaj Rerich (w nowszych tłumaczeniach jego prac: Roerich) malarz, pisarz, podróż­
nik, był organizatorem przeprowadzonej w latach 1923-1928 wyprawy środkowoazjatyckiej,
podczas której namalował setki obrazów, spotykał się z mistrzami duchowymi w miejscach,
które odwiedzał, a także zbierał materiał etnograficzny. Efektami tej wyprawy są m.in. książki
o charakterze filozoficznym autorstwa Nikołaja Rericha i jego żony Eleny Rerich, które były
impulsem rozwoju tzw. ruchu rerichowskiego (por. Gafurow 1980). Jego zwolennicy spotykają
się w miejscach uznanych przez Rericha za emanujące energią, a najaktywniejsi starają się
zamieszkać w pobliżu.
5

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

281

Odrodzeniem rosyjskiej kultury na Ałtaju zajmuje się Centrum Kultury
Rosyjskiej w Górno Ałtajsku. Część rosyjskiej inteligencji rozpoczęła także
poszukiwania własnej tożsamości w oparciu o tradycyjną kulturę ałtajską.
W lipcu 1994 r. odbyła się wystawa „sztuki transfiguracyjnej". Autorami
byli Rosjanie, mieszkańcy Republiki. Nawiązania do religijnych tradycji
ałtajskich były w ich pracach bardzo wyraźne. Odradza się także Cerkiew
Prawosławna. W ciągu ostatnich pięciu lat wnowiły działalność cerkwie
w Gorno-Ałtajsku, Czemale, Ongudaju, Ust Koksie i Bałyktujule. Kapłan
w ostatniej z wymienionych wsi jest Ałtajczykiem i pracuje w rejonie za­
mieszkałym w większości przez Ałtajczyków.
KAZACHOWIE

Główne skupisko Kazachów to stepowy rejon Kosz-Agacz (w 1989 r.
stanowili tam 58% mieszkańców). Przybyli na te tereny ok. 120 lat temu, ze
wschodniego Kazachstanu. Ich podstawowym zajęciem jest w dalszym ciągu
pasterstwo. Są także trzy kazachskie wsie w rejonie Ust-Kan, jednakże
Kazachowie z Ust-Kanu przyjęli chrześcijaństwo i grupy te nie utrzymują ze
sobą kontaktów.
Kazachowie z Kosz Agacz stanowią prężną i widoczną w życiu Repub­
liki społeczność. Ich liderem jest Auelchan Dżatkambajew, przewodniczący
kołchozu we wsi Żana-auł. Dwa lata temu zweryfikował podział stad i pracy
w kołchozie, kierując się zasadą, że członkowie jednego rodu powinni pra­
cować razem. Rozpoczął organizowanie obchodów kazachskiego nowego
roku. Podczas święta odbywają się zawody rodów prezenujących kazachskie
pieśni, stroje, potrawy. Jest też konkurs na najpiękniej przygotowaną jurtę.
Odradza się islam. Głównym imamem rejonu i głową muzułmanów
Republiki Ałtaj jest Amangeldy Kobdabajew, dwudziestosiedmiolatek. La­
tem 1994 roku działały dwa meczety, planowane było otwarcie dwóch na­
stępnych. Przy meczetach prowadzone są szkoły, w których dzieci (chłopcy
i dziewczęta) uczą się zasad Koranu i alfabetu arabskiego.
Kazachowie są grupą o wiele bardziej przedsiębiorczą niż Altajczycy.
Coraz więcej z nich przenosi się do centrum rejonowego, organizują tam
różnego rodzaju firmy. Utrzymują żywe kontakty ekonomiczne i kulturalne
z Kazachstanem i Turcją. Posyłają tam chłopców na naukę.
Stosunki ałtajsko-kazachskie uległy znacznemu ochłodzeniu gdy - po­
cząwszy od roku 1990 - Kazachowie zaczęli opuszczać Republikę i osiedlać
się w Kazachstanie. Sytuacja przedstawiana jest różnie przez obie strony.
Kazachowie twierdzą, że Altajczycy ich wyganiali, cieszyli się, że już
nie będą musieli z nimi żyć. Altajczycy mówią o Kazachach plujących
na ałtajską ziemię, obrażających ich, wyzywających od brudasów i pijaków.
Prawdziwy konflikt rozpoczął się jednak gdy Kazachowie, nie uzyskawszy
obiecanego zabezpieczenia od władz Kazachstanu, przyjęci tam nieżyczliwie
- zaczęli wracać. Ich domy zajęte były już przez nowych lokatorów.

�282

AGNIESZKA HALEMBA

W niektórych, ałtajskich kołchozach podjęto postanowienie o nieprzyjmowaniu powracających. Oficjalnie nikt nie wyrzucał tych Kazachów, którzy
nie wyjeżdżali, ale oni także zaczęli przeprowadzać się do czysto kazachskich
osad. Obecnie obserwujemy proces etnicznego wyczyszczania się wsi w rejo­
nie Kosz Agacz.
AŁTAJCZYCY

Badacze Ałtaju (L. Potapow, W. Djakonowa) wprowadzili rozróżnienie
Ałtajczyków na południowych i północnych. Podziałem tym objętych zo­
stało kilka grup plemiennych: Ałtaj-kiżi, Telengici, Teleuci - Ałtajczycy
południowi; Tubałarzy, Czełkanowie, Kumandyńczycy - Ałtajczycy półno­
cni. Potapow wymienia także Tólisów i Szorców.
Ałtajczycy północni mieszkają w rejonach czojskim, turaczakskim i majmińskim. W żadnym z nich nie stanowią nawet jednej czwartej ludności
(odpowiednio 7%, 20% i 6%). Część Kumandyńczyków żyje poza granica­
mi Republiki, w rejonach sołotońskim i krasnogorskim Kraju Ałtajskiego.
Sytuacja ekonomiczna Ałtajczyków północnych jest gorsza niż południo­
wych. Przedsiębiorstwa przemysłu leśnego zniszczyły tajgę, będącą podstawą
ich dotychczasowej gospodarki (myślistwo i zbieractwo). Polityka likwidacji
neperspektivných
derevni i powiększania kołchozów w latach sześćdziesią­
tych, miała szczególnie tragiczne skutki. Mieszkańcy północnych rejonów
przeprowadzali się do miast (Bijsk, Górno Ałtajsk). Opustoszało tam 61 wsi
(por. Kydyeva 1993). Wraz z procentowym wzrostem liczby Rosjan likwi­
dowano także ałtajskie szkoły narodowe.
Ałtajczycy południowi stanowią większość w trzech rejonach: ongudajskim (71%), ust-kariskim (64%) i ułagańskim (69%). W pozostałych trzech
zamieszkiwanych przez nich są w mniejszości, ale i tak w korzystniejszych
proporcjach niż Ałtajczycy północni (rejony: szebaliński - 37%, ust-koksiń­
ski - 23%, koszagacki - 39%). W tym ostatnim większość stanowią nie
Rosjanie, a Kazachowie. Środowisko przyrodnicze i tradycyjne zajęcia Ałtaj­
czyków południowych uległy o wiele mniejszym przeobrażeniom w porówna­
niu z północnymi. Pasterstwo nadal jest zajęciem większości ludności. Poja­
wiają się natomiast trudności z likwidacją kołchozów na tym terenie. Nie
istnieje tradycja prywatnej własności ziemi. Ekstensywne pasterstwo wymaga
znacznych obszarów i współpracy wielu osób. Dlatego w rejonach koszagackim, ułagańskim i ust-kańskim prywatne gospodarstwa można policzyć na
palcach. Kołchozy nie zostały tam zlikwidowane.
6

6

Potapow używa w swoich pracach nazwy Tdesi lub Telesi. Ja zdecydowałam się na nazwę
Tolisowie, która istnieje już w literaturze polskiej dotyczącej ludów turkojęzycznych (por.
Tryjarski 1991). Sądzę, że zostałaby ona łatwiej zaakceptowana przez osoby należące dziś do
rodu Toles — określenie Teles jest uważane przez nich za obrażliwe. Nazwa Tolisowie wierniej
oddaje brzmienie etnonimu ałtajskiego.

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

283

Większość dzisiejszej inteligencji to Altajczycy południowi. Ałtajskie dia­
lekty północne i południowe są na tyle odmienne, że występują trudności we
wzajemnym zrozumieniu. Literacki język ałtajski, który stał się w Republice
językiem państwowym (razem z rosyjskim), oparty jest na jednym z dialek­
tów południowych. W czasach ZSRR, jeśli wykładano w szkole w języku
ałtajskim to w jego wersji literackiej. Dzieci Ałtajczyków północnych idąc do
szkoły musiały uczyć się albo w obcym języku rosyjskim albo w obcym
ałtajskim. Często wybierały rosyjski, który i tak musiały znać.
Oprócz bardzo wyraźnych podziałów plemiennych zachował się także
podział rodowy. Dziś można wymienić około siedemdziesiąt ałtajskich ro­
dów - sdok (ałt. kość). Zachowała się egzogamia rodowa i zwyczaj wzajem­
nej pomocy (Kydyeva 1993, s. 14). Ostatnio znaczenie rodów wzrasta. Naj­
większe z nich wybrały swoich dżajsanów' , których zadaniem jest organiza­
cja pomocy dla członków rodu i odrodzenie związanych z rodem tradycji.
Istnieje także organizacja rodowa o charakterze ekonomicznym (korporacja
mająca w przyszłości zatrudniać członków rodu Kergit). Na razie nie poja­
wiają się większe obawy związane z przejmowaniem stanowisk państwowych
przez członków jednego czy kilku rodów. Głosy takie dotyczą raczej domi­
nacji przedstawicieli grup plemiennych.
W języku ałtajskim wydawana jest gazeta „Ałtajdyn Czołmony" (ałt.
Gwiazda Ałtaju), pismo dla dzieci ,,Solony" (ałt. Tęcza), oraz czasopismo
Związku Pisarzy „El Altaf (ałt. Naród Ałtaju).
Organizacje społeczne skupiające Ałtajczyków to: „Ene НГ (ałt. Język
macierzysty) pracująca nad odrodzeniem języka i kultury oraz „Ak Burkan",
„Ak Saana" i „Ak Suus", zajmujące się odrodzeniem religijnym. Na uwagę
zasługuje także Fundacja „Bile" (ałt. Rodzina), której celem jest budowanie
porozumienia i zbliżenia między narodami Republiki. W Gorno-Ałtajsku
ma powstać świątynia Umaj-Ene; obok niej ustawione zostaną rosyjskie
chaty, kazachskie jurty i ałtajskie aiły (Interfaks, 21.09.1994). Oprócz tego
w Ongudaju rozpoczęło działalność Centrum Kultury Ałtajskiej.
7

P R A C E B A D A C Z Y R A D Z I E C K I C H J A K O C Z Y N N I K NARODOTWÓRCZY

Po rewolucji październikowej dążono do uporządkowania nazewnictwa
wśród ludów syberyjskich. Wiele z nich posługiwało się do tej pory wyłącz­
nie określeniami rodowymi, nie łącząc jedną nazwą rodów, które etno­
grafowie uznawali za należące do jednej grupy etnicznej. Etnografowie ra­
dzieccy nadawali więc często tym grupom nazwy, którymi przedstawiciele
rdzennych ludów syberyjskich sami się nie określali. Tak powstali m.in.
Chakasowie, Ewenkowie, Tuwińczycy czy Ałtajczycy.

7

Przywódcy rodów.

�284

AGNIESZKA HALEMBA

L. Potapow, radziecki badacz Ałtaju, pisze: „Przed wielką socjalistyczną
rewolucją październikową Ałtajczycy nie tworzyli jednej národnosti i nie
mieli własnej nazwy wspólnej. Byli podzieleni na kilka rodowo-plemiennych
lub terytorialnych grup, często izolowanych, różniących się zajęciami i spo­
sobem życia, pochodzeniem etnicznym itd., a określających siebie nazwami
rodowo-plemiennymi bądź terytorialnymi". (Autor twierdzi, że konsolidacja
Ałtajczyków nastąpiła w czasach porewolucyjnych, a istniejącą świadomość
odrębności poszczególnych ałtajskich grup określa jako „przeżytki"). „Na
miejsce ograniczonej, wąskiej świadomości rodowo-plemiennej, charaktery­
stycznej dla długiego okresu w historii Ałtajczyków, pojawiła się wspólna
i jedna samoświadomość narodowa" (Potapov, 1969, s. 14).
Nie ulega wątpliwości, że okres przynależności do państwa radzieckiego
miał ogromny wpływ na dzisiejszą świadomość narodową Ałtajczyków. To
właśnie badacze radzieccy, a przede wszystkim Potapow, przyczynili się do
rozpowszechnienia wśród nich i względnej - jak się za chwilę przekonamy
- akceptacji nazwy Ałtajczycy, podziału na Ałtajczyków północnych i połu­
dniowych, przynależności do Ałtajczyków poszczególnych grup.
Nazwą „Ałtajczycy" posługiwali się w XLXw. prawosławni misjonarze
i rosyjscy kupcy. Ałtajczykami zaczęli nazywać dla wygody wszystkich turkojęzycznych mieszkańców rosyjskiego Ałtaju (za wyjątkiem wyznających
islam Kazachów) , zdając sobie jednak sprawę z tego, że nie jest to nazwa
używana przez nich samych, a grupy w ten sposób określane mają silne
poczucie odrębności. W tamtym okresie nie była to zresztą jedyna nazwa
wspólna nadawana mieszkańcom Ałtaju. W dokumentach rosyjskich z X V I I
i X V I I I w. oraz w opisach podróżników w XIX w. występują m.in. okre­
ślenia: „górscy Kałmycy", „ałtajscy Kałmycy", „przygraniczni Kałmycy",
„biali Kałmycy", „Ojroci". Ten ostatni termin był nawet przez krótki czas
oficjalną nazwą Ałtajczyków w państwie sowieckim. Oprócz nazwy ogólnej
występowały także różne określenia poszczególnych grup rodowo-plemien­
nych, inne niż te, których używali sami zainteresowani (Potapov 1953,
s. 9-13; Verbickij 1893, s. 19-21). Potapow wszystkie wymienione wyżej
nazwy uważa za niepoprawne, gdyż sugerują one inną niż turecka przynależ­
ność językową omawianych grup.
Dzisiejsi Ałtajczycy weszli w skład ZSRR bez świadomości wspólnej
nazwy etnicznej. Jako Ałtaj-kiżi (ałt. człowiek Ałtaju) określała się i określa
do tej pory tylko jedna z grup plemiennych, zamieszkująca obecnie rejony
ust-kanski, ust-koksiński, ongudajski i szebaliński, stanowiąca trzon tzw.
Ałtajczyków południowych. W pracach uczonych radzieckich otrzymała ona
nazwę Ałtajczyków właściwych (sobstvenno altajcy), co prowadzi dziś do
niezadowolenia innych grup ałtajskich, o czym będę jeszcze pisać. Jak już
wspominałam, Potapow zalicza oprócz nich do Ałtajczyków południowych
8

8

W tym właśnie znaczeniu używam w niniejszym artykule terminu Ałtajczycy. W innych
przypadkach zaznaczam różnicę.

�KTO JEST AŁTAJ C Z Y K I E M

285

Telengitów, Teleutów i Tólisów a do grupy północnej - Tubałarów, Czełkanów, Kumandyńczyków i Szorców (por. Potapov 1969).
Chcę zaznaczyć, iż odwołanie się do etnonimów funkcjonujących w języku
ałtajskim nie wpłynęłoby na charakter otrzymywanych od rozmówców infor­
macji. W języku ałtajskim nazwa „Ałtajczycy" brzmi Ahaj-ułuus (liczba mnoga)
lub Ałtaj-kiżi (liczba pojedyncza). Jest ona używana zarówno jako określenie
wszystkich turkojęzycznych mieszkańców Ałtaju, jak i jednej z grup, nazywanej
w literaturze rosyjskojęzycznej Ałtaj-kiżi lub sobstvenno altajcy.
Podstawą wprowadzenia podziału grup ałtajskich na części północną
i południową było przede wszystkim zróżnicowanie językowe. Baskakow (1958,
s. 5) określa dialekty ałtajskie jako „łączące się w dwie grupy - południową
i północną, z których każda charakteryzuje się fonetycznie, leksykalnie
i gramatycznie". Według klasyfikacji tego autora, dialekty południowe należą
do grupy kirgisko-kipczackiej, a dialekty północne do grupy ujgursko-oguskiej
wschodnio-huńskich języków tureckich. Inni badacze zwracają także uwagę na
zróżnicowanie antropologiczne i kulturowe poszczególnych grup. Przytaczają
dane odnoszące się do pierwszych lat władzy sowieckiej, a także oparte na
obserwacjach późniejszych (Potapov 1969, 1953; Djakonova 1980).
Ałtajczyków północnych określano jako zbieraczy i pieszych myśliwych,
organizujących grupowe polowania. Zajmowali się także prymitywną upra­
wą ziemi, rybołówstwem, bartnictwem. Ałtajczycy południowi to koczow­
niczy lub półkoczowniczy pasterze. Mniej ważną rolę odgrywało wśród
nich indywidualne myślistwo. U grup tych obserwowano wyraźne różnice
w charakterze domostw, rodzaju ubrania, pożywieniu, środkach transportu.
Także wierzenia religijne rozwijały się niejednakowo. Szamanizm, kult gór
i kulty myśliwskie dominowały na północy, podczas gdy na południu oprócz
szamanizmu i kultu gór spotykamy znaczne wpływy lamajskie, które przeja­
wiły się najpełniej w postaci ałtajskiego burchanizmu. U Ałtajczyków połu­
dniowych wielką rolę w kulcie szamańskim odgrywał koń, u Ałtajczyków
północnych znacząca rola przypadała niedźwiedziowi. Istniały różnice w for­
mie i symbolice płaszcza i bębna szamańskiego. W ustnym folklorze na
południu dominował epos bohaterski, natomiast na północy - formy krót­
sze, baśnie, opowiadania i legendy (Potapov 1969).
Ogromne różnice w kulturze przetrwały u Ałtajczyków do dziś. Nie są
one, tak jak chciały władze radzieckie, „przeżytkami". Podziały na grupy
rodowo-plemienne istnieją realnie, ponieważ tkwią głęboko w świado­
mości mieszkańców Republiki. Ich aktualność sprawia dziś niemałe kłopoty
ludziom, którzy chcą budować ałtajską jedność narodową.
Nie wszystkie wymienione przez Potapowa grupy są uważane dziś za
Ałtajczyków i określają się same jako Ałtajczycy. Ani ałtajska elita, ani
Telengici nie zaliczają do Ałtajczyków Szorców. Dawno już znaleźli się oni
osobno w spisie ludów (narodov) ZSRR. Mieszkają poza terenem Republiki,
w Obwodzie Kemerowskim i zajmują się odrodzeniem swojej kultury na
własną rękę. W Nowokuźniecku powstało Stowarzyszenie Ludu (jiaroda)

�286

AGNIESZKA HALEMBA

Szorskiego. Obecnie podstawowym postulatem Szorców jest utworzenie na­
rodowego okręgu autonomicznego (Batjanova 1993).
Kumandyńczy uważani są za Ałtajczyków przez większość inteligencji
ałtajskiej, choć pogląd ten wzbudza także liczne kontrowersje. Mieszkają
w rejonie turaczakskim Republiki Ałtaj oraz w rejonach sołtońskim i krasnogorskim Kraju Ałtajskiego. Ci, którzy mieszkają w Republice są uważani
za Ałtajczyków, a w dokumentach mogą wpisywać Ałtajczyk-Kumandyńczyk. Kumandyńczycy mieszkający na terenie kraju Ałtajskiego przed trze­
ma laty zostali włączeni do spisu ludów Federacji Rosyjskiej i nie są już
oficjalnie Ałtajczykami. W dokumentach mogą wpisywać jako narodowość:
Kumandyńczyk. W Bijsku (Kraj Ałtajski) powstało stowarzyszenie „Odro­
dzenie Kumandyńczyków".
Czełkanowie i Tubałarzy mieszkają w rejonach czojskim i turaczakskim
Republiki Ałtaj. Wydaje się, że część ich przywódców ideologicznych
(F. Satłajew) chętnie poszłaby w ślady Kumandyńczyków.
Teleuci żyją poza granicami Republiki, w Obwodzie Kemerowskim. Są
traktowani przez inteligencję ałtajską, a także przez Telengitów, jako jedna
z grap ałtajskich. Jednak sami Teleuci postarali się o to, aby w 1991 r.
uznano ich oficjalnie za oddzielną narodowość. Przeprowadzono zamianę
paszportów, do których jako narodowość wpisywano po raz pierwszy
- Teleut. Najliczniejszą organizacją skupiającą Teleutów jest Stowarzyszenie
„Ene-Bajat". Potapow uważa za prawdopodobne, że Teleuci i Telengici
stanowili niegdyś wspólnotę etniczną, a odrębne nazwy pojawiły się w wieku
X V I I (Potapov, 1969, s. 44).
Telengici zamieszkują, według Potapowa, baseny rzek Czuji i Argut - tereny
należące obecnie do rejonu Kosz-Agacz. Tólisów omawia on jako oddzielną
grupę. Uważa, że stanowią oni pozostałość dawnej grapy plemiennej i nie mogą
być utożsamiani z Telengitami (1969 s. 29-31), tak jak uważali wcześniejsi
autorzy (S. Szwecow, A. Kałaczew). Jednakże obecnie, niezależnie od historii
Tólisów, są oni postrzegani przez mieszkańców rosyjskiego Ałtaju jako jeden
z sobków. Mieszkańcy rejonu ułagańskiego, którego obszar pokrywa się
w przybliżeniu z terenami na których koczowali mieszkańcy drugiej gminy
(volosť) czujskiej , uważani przez Potapowa za Tólisów (Telesów), określają się
obecnie jako Telengici. Dlatego w niniejszym artykule rozpatruję rejony
koszgacki i ułagański jako terytoria zamieszkałe przez Telengitów.
Ałtaj-kiżi posługiwali się tą nazwą dla samookreślenia przed rewolucją
październikową. Potapov sądzi, że nazwa ta została przez nich przyjęta
dopiero po wejściu Ałtajczyków w skład Rosji, czyli w połowie X V I I I wieku.
Na Ałtaj-kiżi złożyły się ostatki plemion i rodów, różniących się między
9

10

9

Incjatywa zmiany statusu Kumandyńczyków pochodziła od tych z nich, którzy miesz­
kają poza terenem Republiki Ałtaj.
W X I X w. ludność południowego Ałtaju rosyjskiego podzielona była na siedem djuán
i dwie volosti.
1 0

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

287

sobą pochodzeniem i językiem, które zaczęły się uważać za sdóki. „Do
wejścia Ałtajczyków w skład Rosji Ałtaj-kiżi jako wspólnota etniczna nie
istnieli [...]" (Potapov 1969, s. 45). Obecnie Ałtaj-kiżi stanowią trzon Ałtaj­
czyków, są jedyną grupą, która nie ma wątpliwości, że rosyjski termin
„Ałtajczycy" odnosi się do nich.

I N T E L I G E N C J A AŁTAJSKA W O B E C K W E S T O I S T N I E N I A
AŁTAJSKIEJ WSPÓLNOTY N A R O D O W E J

Z powyższego krótkiego przeglądu już widać, że dane przytaczane
w opracowaniach naukowych, a dotyczące etnicznych podziałów na Ałtaju,
są często nieadekwatne do stanu świadomości jego mieszkańców. W Repub­
lice Ałtaj nie dochodziło w ostatnich latach do siłowych rozwiązań konflik­
tów etnicznych. Teren ten uważa się w dzisiejszej Rosji za miejsce spokojne
i bezpieczne. Jeżeli w prasie pozarepublikańskiej zwracano uwagę na jakieś
etniczne problemy Republiki, to przede wszystkim na te, które dotyczyły
Kazachów emigrujących do Kazachstanu. Jednakże rozmowy przeprowa­
dzone zarówno z inteligencją ałtajską, jak i z Telengitami utwierdziły mnie
w przekonaniu, że mieszkańcy Ałtaju borykają się obecnie z wieloma pro­
blemami powstałymi na tle etnicznym.
Wiosną 1994 r. odbył się Pierwszy Zjazd Ałtajczyków Północnych. Brali
w nim udział przedstawiciele Tubałarów, Czełkanów i Kumandyńczyków
oraz, w charakterze obserwatorów, przedstawiciele Ałtajczyków południo­
wych. Znaczna część wystąpień dotyczyła fatalnej sytuacji ekonomicznej
w północnych rejonach republiki, gdzie rozwiązano kołchozy i sowchozy,
a lasy zostały zniszczone przez dziesięciolecia gospodarki rabunkowej. Jed­
nakże na tle faktów ekonomicznych pojawiały się także kwestie gorszego
kulturalnego położenia Ałtajczyków północnych. Już wcześniej lider ruchu
odrodzeniowego Ałtajczyków północnych Satłajew pisał: „W latach władzy
sowieckiej ludność obwodu była poddana sztucznej ałtaizacji poprzez na­
rzucone siłą krzewienie i naukę języka ałtajskiego oraz zmianę przynale­
żności narodowej. Na przykład wszyscy Ałtajczycy północni, niezależnie
od ich własnego zdania zapisani byli najpierw jako Ojroci, a następnie
jako Ałtajczycy. Taki zapis w latach kultu Stalina miał znaczące konse­
kwencje. Większość ludności ałtajskiej znalazła się w nierównoprawnym
położeniu. Dla jednych były otwierane narodowe szkoły, internaty, wy­
dawano dla nich gazety, nagrywano audycje radiowe w języku ałtajskim,
urządzano jurty . W tym samym czasie ludność rejonów północnych nie
11

12

13

1 1

Gornoałtajskiego Obwodu Autonomicznego.
D l a Ałtajczyków południowych.
Prawdopodobnie chodzi o zespoły wędrujące od pastwiska do pastwiska z programem
ideologicznym i kulturalnym.
1 2

1 3

�288

AGNIESZKA

miała niczego podobnego" (Satlaev, 1992, s. 113). Na zjeździe delegaci Ałtaj­
czyków północnych stwierdzili, że obecnie w ich sytuacji niewiele się zmieniło,
ponieważ władze Republiki nie robią nic, aby polepszyć położenie północ­
nych Ałtajczyków. Padały oskarżenia o przejmowanie najwyższych stanowisk
w Republice, a przede wszystkim kierownictwa prywatnych przedsiębiorstw,
przez spokrewnionych przedstawicieli Ałtajczyków południowych . Faktem
jest, że w parlamencie republikańskim „El Kurultaf nie ma przedstawicieli
Ałtajczyków północnych, mają oni zatem utrudniony dostęp do różnorod­
nych komisji zajmujących się sprawami Republiki. Obecny na zjeździe wice­
przewodniczący parlamentu ałtajskiego D. Tabajew przyznał, że komisja,
która została utworzona dla zajęcia się problemami Ałtajczyków północnych
praktycznie nie pracuje.
Dziennikarz N . Witowcew, relacjonując przebieg zjazdu dla gazety „Zvezda Altaja" pisał o nastrojach wśród północnych Ałtajczyków porównując
ich obecną sytuację etniczną z latami poprzednimi. ,,«Was nie ma» - mówili
wychowankowie Susłowa Kumandyńczykom lub Tubałarom - «Jest jeden
naród radziecki». «Was nie ma» - zapewniają ich teraz ideologowie suwe­
rennej republiki - «Jest jeden naród ałtajski))" (Vitovcev 1994).
Pierwszy Zjazd Ałtajczyków Północnych postanowił, że od tego momen­
tu Kumandyńczycy, Tubałarzy i Czełkanowie są „małohczebnymi narodami
(naród) Ałtaju, z takimi samymi prawami jak Nanajowie, Niwchowie, Chantowie, Ulcze, Kumandyńczycy Ałtaju Stepowego czy Teleuci w Obwodzie
Kemerowskim" (tamże). Witowcew przytacza w swojej relacji ostrą wymia­
nę zdań, jaka miała miejsce między obserwatorami z rejonów południowych,
a autorami powyższej deklaracji. Na pytanie przedstawiciela Ałtajczyków
południowych czy jej przyjęcie oznacza, że od tego momentu „północni" nie
uważają się za Ałtajczyków padła odpowiedź: „Tak, dokładnie to chcieliśmy
powiedzieć na zjeździe" (tamże).
O tym, że możliwość rozpadu Ałtajczyków na inne, mniejsze grupy
etniczne jest traktowana przez przywódców Republiki (wywodzących się
głównie spośród Ałtajczyków południowych) jako realne zagrożenie świad­
czy fakt, że po opublikowaniu relacji ze zjazdu został zwolniony redaktor
naczelny „Zvezdy Altaja" oraz autor artykułu Witowcew. Większość in­
teligencji południowoałtajskiej uważa, że nie wolno dopuścić do rozpadu
Ałtajczyków na mniejsze grupy:
14

„ M y powinniśmy już wejść na następny polityczny i narodowy stopień rozwoju. A zamiast
tego organizują jakieś zjazdy Tubałarów, Kumandyńczyków! My się w ten sposób cofamy!
Przez siedemdziesiąt lat władzy radzieckiej skonsolidowaliśmy się, stworzyliśmy jeden język
literacki, wypracowaliśmy samoświadomość, stworzyliśmy, jak to mówili, narodnosf socjalis­
tyczną. A tu z powrotem w wiek kamienny" (mężczyzna, ok. 50 lat., Gorno-Ałtajsk);
„Po co nam się dzielić, jeśli mamy wspólne korzenie, po co tak się dzielić: ja Tuba, ty
Czałkandu, a to jest południowy Ałtajczyk! Tak nie powinno być, ale jest taki proces. Ale ja
Niestety, nie miałam możliwości zweryfikowania tych informacji.

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

289

czasem myślę: może to jest proces formowania się narodu (nacji) przez rozdzielenie? Potem oni
zrozumieją, że w jedności siła. [...] A teraz nie chcą być Ałtajczykami, tylko Czełkanami. Nie
Ałtaj-kiżi, a Tuba-kiżi. A Tuba, którzy mieszkają w rejonie czojskim, ich bardzo niewielu
zostało. Język ich jest bardzo bliski do naszego. To pewnie dialekt, ale jesteśmy sobie bliscy.
I kiedy ktoś mówi, że Tuba to oddzielny naród to ja się dziwię. M y przecież jesteśmy jednym
narodem" (kobieta, ok. 35 lat, Gorno-Ałtajsk).

Wydaje się, że poglądy W. Telbekowa, redaktora naczelnego lokalnego
pisma „Čujskie Zori" wydawanego w Kosz Agacz, dobrze oddają nastawie­
nie do przedstawionych wyżej problemów inteligencji południowoałtajskiej.
W artukule „Pričem zdes' «juznye», iii o pečalnych itogach s'ezda «severnych»" pisze, że „południowi" nie są w żaden sposób winni dzisiejszej złej
sytuacji ekonomicznej i kulturalnej „północnych". Ci ostatni powinni sami
sobie radzić, organizować szkoły dla Kumandyńczyków i Tubałarów, dbać
0 odrodzenie miejsowych tradycji. Przywódców Ałtajczyków północnych
określa mianem ekstremistów, którzy o wszystko oskarżają południowych
Ałtajczyków i grożą wystąpieniem z Republiki jeśli nie spełni się ich żądań.
Jednocześnie potępił władze Republiki Ałtaj, które doprowadziły do zwol­
nienia redaktorów „Zvezdy Ahaja". Zdaniem autora, takie postępowanie
tylko zaostrza konflikty, nie prowadząc do unormowania się sytuacji. A sta­
nem, który Telbekow uznałby za unormowany jest ukształtowanie się świa­
domości wspólnoty wśród wszystkich grup Ałtajczyków. „Nas, Ałtajczyków
1 tak jest mało, wszystkiego niewiele więcej niż 60000 osób, po co nam
jeszcze podziały na północnych i południowych" (por. Telbekov 1994).
W tym samym artykule Telbekow zwraca uwagę na to, że możliwość
rozpadu Ałtajczyków na mniejsze grupy stała się ostatnio poważną bolączką
części inteligencji miejskiej. Jego opinia jest reakq'a na sposób w jaki cen­
trum odniosło się do faktu powstania w Ułaganie „Stowarzyszenia Telen­
gitów". Według członków-założycieli, zadaniem tej organizacji było ukierun­
kowanie działań wszystkich osób, które chciały poprawić sytuację gospodar­
czą w rejonach telengickich, a także zająć się odrodzeniem tradycyjnej
kultury. Incjatywy, które zostały zaakceptowane na zjeździe założycielskim
Stowarzyszenia dotyczyły rozwoju turystyki w rejonie Ułagan. Planowano
budowę hotelu nad jeziorem Teleckim, gdzie obsługa miała nosić tradycyjne
stroje. Zamierzano zorganizować muzeum i skansen niedaleko kurhanów
pazyryckich. Głównym celem powstania Stowarzyszenia była jednak moż­
liwość otrzymania moskiewskiej dotacji, która zostałaby przeznaczona na
rozwój gospodarczy i kulturalny rejonów telengickich.
Jednakże prace Stowarzyszenia zostały wstrzymane, gdyż władze repub­
likańskie oskarżyły Telengitów o chęć wystąpienia ze składu Republiki. Jego
członkowie twierdzą, że nie chcieli zatargów z przedstawicielami centrum
i dlatego praktycznie zaprzestali działalności:
„To chodziło o pomoc finansową z Moskwy. Nawet przewodniczący administracji z Kosz
Agacz, Kazach, podpisał nasze dokumenty. Kazachowie nie mieli nic przeciw. Tylko Ałtajczycy

�290

AGNIESZKA HALEMBA
15

z dolnych rejonów byli przeciwko. My utworzyliśmy «Stowarzyszenie Telengitów» a oni
pomyśleli, że się odłączamy. A nam nawet przez myśl nie przeszło, żeby oddzielać się od
swojego narodu (nacji)" (kobieta, ok. 45 lat, Ułagan).

Utrzymanie wewnątrzałtajskiej jedności jest podstawowym celem ideo­
logów. Przychylnym okiem patrzą na odrodzenie tych aspektów kultury,
które ukazują jej cechy wspólne dla wszystkich Ałtajczyków. Różnice w ob­
rzędach, świętach, języku sprowadzane są do roli ciekawostek folkorystycznych. Wiele wypowiedzi ideologów można podsumować stwierdzeniem:
prawda, że istnieją różnice między poszczególnymi grupami Ałtajczyków,
ale przecież „sens" (suť) naszych obrzędów jest jednakowy czy na południu
czy na północy Ałtaju. Nie interesuje ich to, że podstawowy sens obrzędów
jest podobny w wielu miejscach kuli ziemskiej.
Inteligencja otrzymała wykształcenie w radzieckich uniwersytetach.
W ogromnej większości są to ludzie, którzy oderwali się kiedyś od swojej
kultury, uznając za własne zupełnie inne wartości - te które obowiązywały
w państwie radzieckim. Teraz zwrócili się ku kulturze ałtajskiej, ale patrzą
na nią z innej perspektywy niż mieszkańcy wiosek. Aspirują do roli przy­
wódców nowoczesnego narodu, starając się określić cechy, które taki naród
powinien posiadać. W państwie radzieckim odmawiano Ałtajczykom, tak
jak i innym ludom syberyjskim, miana narodu (nacii) rezerwując dla nich
przede wszystkim określenie národnost '. Dzisiaj przynależność do narodu
stała się ambicją większości ałtajskich ideologów. Wydaje się, że cały ich
wysiłek skierowany na odrodzenie kultury ma na celu stworzenie ałtajskiej
jedności narodowej na podstawie jedności kulturowej. Dlatego uważam, że
obecnie ałtajska kultura nie odradza się, ale jest tworzona na nowo, do
czego wykorzystywane są elementy dawnej kultury.
Ideologowie ałtajscy zdają sobie sprawę z tego, że grupy obejmowane
dziś wspólnym mianem Ałtajczyków są różne pod względem kulturowym,
językowym a nawet etnicznym, gdyż także ich etnogeneza nie jest jednakowa
(Potapov 1969). Pewna, ograniczona świadomość wspólnoty, która pojawiła
się wśród Ałtajczyków w ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat, nie została
ukształtowana na bazie poczucia jedności historycznej i kulturowej. Wydaje
się, że znaczenie miał przede wszystkim fakt przynależności do tej samej
jednostki terytorialnej oraz świadomość tego, że jest się zaliczanym do jednej
grupy potencjalnie narodowej. Władze sowieckie dążyły natomiast do unifi­
kacji kulturowej wszystkich mieszkańców ZSRR. System kształcenia w pań­
stwie radzieckim miał niewątpliwie ogromny wpływ na dzisiejsze poglądy
i postawy inteligencji ałtajskiej. Ideologowie nie chcą reanimować prze­
szłości. Wiedzą, że kultura turkojęzycznych mieszkańców Ałtaju została
w X X wieku bezpowrotnie zmieniona. Chcą natomiast wskazać dzisiaj swoim
1

1 5

Rejonami dolnymi Telengici nazywają rejony zamieszkałe przez Ałtaj-kiżi: ongudajski,
szebaliński, ust-kański i ust-koksiński.

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

291

rodakom takie wartości kulturowe, które będą mogły zjednoczyć wszystkich.
Ałtajczyków i nadać ich jedności współczesny, narodowy charakter. Na
podstawie analizy wypowiedzi i publikacji inteligencji ałtajskiej wnioskuję, że za
wspólnotę narodową uznają oni społeczność o wspólnej etnogenezie, historii,
języku i kulturze. Za rzecz pożądaną, lecz wtórną w stosunku do wyżej
wymienionych, uznają istnienie wewnętrznej świadomości narodowej. Mniej
istotnym jest fakt, że osoby te wiedzą, że Ałtajczycy różnią się pod każdym
z tych względów; ważne jest natomiast to, że wierzą, iż różnić się nie powinni.
Sprawą priorytetową dla elity jest stworzenie jedności ałtajskiej. Stąd
zdecydowany sprzeciw ideologów wobec wszelkich ruchów separatystycz­
nych lub choćby podkreślających odrębność poszczególnych grup. Jednakże,
jak już wcześniej było powiedziane, przeważająca część inteligencji ałtajskiej
wywodzi się spośród Ałtajczyków południowych. Prawdopodobnie dlatego
większość elementów kultury lansowanych jako ogólnoałtajskie pochodzi
z tej części Ałtaju.
Wizerunek Ałtajczyka, który rysuje się w wypowiedziach inteligencji to
przede wszystkim pasterz strzegący stad bydła. Jest to człowiek żyjący
w harmonii z przyrodą, z zadziwiającym spokojem przyjmujący zmieniają­
cych się władców, którym musiał płacić daninę. Jako człowiek tolerancyjny
i łagodny łatwo przejmuje i adaptuje obce wpływy kulturowe, nigdy nie
porzucając jednakże obyczajów przodków:
„ M y Ałtajczycy kochamy pokój, wiele możemy znieść cierpliwie i tak się odnosimy do
wszystkich religii. Dawniej, na początku wieku, był taki oświecony człowiek Michaił Wasiliewicz Czewałkow. Jeździł po ałtajskich pastwiskach, tam po górach i mówił potem tak: jeśli ktoś
pyta Ałtajczyka kto jest jego bogiem to on powie: mój bóg Jezus, mój bóg Mikołaj, mój bóg
Ülgen i mój bóg Chrystus" (kobieta, ok. 35 lat, Gorno-Ałtajsk).

Wszystkie wyżej wymienione cechy ukazywane są często jako przejaw
wpływów buddyjskich na kształtowanie się ałtajskiej kultury. Buddyzm
jest postrzegany jako religia nie cierpiąca przemocy, wyrozumiała, po­
zbawiona agresji:
„Buddyzm szybko się adaptuje. On wszędzie przychodził z uśmiechem, nigdzie z mieczem.
Nigdy nie narzucał się siłą, sami go ludzie zapraszali" (mężczyzna, ok. 50 lat, Gorno-Ałtajsk).

Jednocześnie zwraca się uwagę na to, że wpływy europejskie zepsuły
niegdyś dobry charakter ałtajski. Obecny jest pogląd, że dzisiaj trzeba na
nowo „wsłuchać się w głos przyrody, Ałtaju" i odrodzić dawny wzorzec
życia. Wielokrotnie spotkałam się z krytyką fragmentu pracy Radłowa,
w którym opisywał Ałtajczyków jako ludzi brudnych i nigdy nie zmieniają­
cych odzienia, pozbawionego zawsze guzików czy guzów. Autorowi zarzu­
cano nieznajomość kultury ałtajskiej i zasad buddyzmu, ponieważ obyczaje
te miały, według moich rozmówców, wynikać z buddyjskiej obojętności
wobec spraw doczesnych. Inne tłumaczenie dotyczyło ałtajskiego zwyczaju,

�292

AGNIESZKA HALEMBA

nakazującego w każdej napotkanej jurcie zostawiać prezent, choćby w po­
staci metalowego guza oderwanego od własnej odzieży. Także nieszczęścia
Altajczyk będzie przyjmował ze spokojem:
„Córce Ałtajczyka ukradną córkę - on powie, że to od Boga i przebaczy. Ałtajczycy nie
znają też rasizmu" (mężczyzna, ok. 60 lat, Gorno-Ałtajsk).

Inne przytaczane cechy charakteru ałtajskiego to gościnność, ale bez
wylewności, oraz ufność wobec przybyszów. Są one przedstawiane czasem
jako przyczyna nieszczęść Ałtajczyków, łatwo wykorzystywanych przez ob­
cych. Spotykałam wśród inteligencji opinie, że wyżej wymienione cechy są
zaletami, niesłusznie postrzeganymi przez Rosjan jako naiwność, a nawet
głupota. Wiele rysów ałtajskiego charakteru jest przez ideologów przed­
stawianych w kontraście do tego co, według nich, twierdzą o Ałtajczykach
Rosjanie. W oczach Rosjanina Ałtajczyk jest niechlujny - w oczach ideologa
obojętny wobec świata. Głupota zastąpiona została przez ufność, lenistwo
przez poczucie harmonii z przyrodą.
Ideologowie przytaczali różne elementy i cechy kultury jako typowo
ałtajskie. Najczęściej wymieniali: ałtajską szubę z baranich skór, różne ro­
dzaje czapek, a przede wszystkim zimową czapę z lisich łapek, czegedek
- strój zamężnej kobiety, dwa warkocze mężatek, topszur i komus - in­
strumenty muzyczne, aił (domostwo) z drewna i z wojłoku, śpiew gardłowy,
kalendarz księżycowy, epos bohaterski. Lista przytaczanych elementów nie
była stała, gdyż w Republice nie doszło jeszcze do ukształtowania się jednej
oficjalnej Unii ideologicznej. Wspólną cechą wypowiedzi było natomiast
przedstawianie wybranych motywów jako szczególnie istotnych w katego­
riach całego świata, a nawet wszechświata:
r

„Ałtajski pasterz jest kongenialny Kosmosowi, a naukowiec z hydroprojektu to odwrotnie
- antyczłowiek" (mężczyzna, ok. 60 lat, Gorno-Ałtajsk);
„Zimą wielu młodych ludzi nosi swoje czapki. Dlatego, że takiej czapki jaką mają Ałtaj­
czycy nie ma nigdzie na świecie, takiej czapki interesującej. A czapka to rzecz sakralna. Czapka
ałtajska jest związana z górą, z Kosmosem. Według zwyczajów europejskich, kiedy człowiek
wchodzi do domu to zdejmuje czapkę. A Ałtajczyk nigdy swojej czapki nie zdejmuje. [...] A ta
kitka to swojego rodzaju antena, więź z Kosmosem. Człowiek ma zawsze głowę okrytą czapką
i kołnierzem i jeszcze jest pas, też z Kosmosem, z górą związany. [...] I jeśli ty uważasz siebie
za Ałtajczyka to zawsze, każdy Ałtajczyk ma w domu czapkę i strój narodowy" (kobieta, ok.
35 lat, Gorno-Ałtajsk).

Interpretacje dotyczące kultury ałtajskiej bardzo często wykorzystują
motyw jej więzi z Kosmosem, szczególnej energii, znaczącej roli we wszech­
świecie. Najczęściej występuje on w połączeniu z umiłowaniem terytorium
- cechą wymienianą bardzo często jako typowo i szczególnie ałtajską. Wy­
daje się, że idea dotycząca więzi Ałtaju z Kosmosem przemawia także do
części odrodzeniowych działaczy lokalnych w badanych rejonach. Na przy­
kład pani reżyser teatru ludowego ze wsi Ortołyk, osoba o ogromnym

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

293

autorytecie, przedstawiła dość długi wywód na temat sposobów siadania
u Ałtajczyków. Mężczyźni siadają bowiem ze skrzyżowanymi nogami, doty­
kając tylną częścią ciała podłoża. Ten punkt styczności w połączeniu z wy­
prostowanym tułowiem ma, według rozmówczyni, zapewnić im przepływ
energii kosmicznej - z góry na dół. Kobiety natomiast przyklękają na
jednym kolanie, ponieważ nie potrzebują kontaktu z podłożem, gdyż ich
dwa warkocze działają jak anteny, odbierając kosmiczne fale. Wiara w zwią­
zek Ałtaju z Kosmosem jest ogromnie rozpowszechniona wśród inteligencji.
Jeszcze dwie inne cechy kultury ałtajskiej wymieniane są przez większość
ideologów. Pierwsza z nich to przekonanie o wyjątkowej głębi zawartych
w niej myśli, niedostępnych praktycznie dla ludzi z zewnątrz. Każdy nie-Ałtajczyk posądzany jest o powierzchowność sądów i obserwacji, co nie
wynika jednakże z jego złej woli, ale raczej z braku psychicznych zdol­
ności, umożliwiających ewentualne głębsze poznanie. Przybysz nie potrafi
wsłuchać się w głos Ałtaju, zrozumieć jego istoty. Dlatego także większość
wysiłków nie-ałtajskich badaczy kultury skazana jest, według ideologów,
na niepowodzenie.
Drugą ważną sprawą jest kompleks ałtajskiej inteligencji, dotyczący tego,
że nikt nie wie o istnieniu Ałtajczyków. Uważają, że o ile Ałtaj jest miejscem
stosunkowo dobrze znanym na świecie, to fakt istnienia narodu ałtajskiego
dotarł tylko do nielicznych - także w obrębie Federacji Rosyjskiej. Biedjurow, znany współczesny ałtajski pisarz oraz działacz polityczny i społecz­
ny napisał nawet na ten temat wiersz pt. „Ałtajczycy":
„Jechaliśmy raz metrem
Na nas spojrzenia padły.
Staruszki siwe dwie
Bliżej się przysiadły,
Nie zwracając uwagi,
Przyciągnięte zagadką By wsłuchać się uważnie
W mowę naszą rzadką:
Słowa jej przepełnione
Nieznanymi głoskami.
Może to Malajczycy?
Są może Mongołami?
Może to Japończycy?
Są Koreańczykami?
I chyba nikt nie wiedział,
Żeśmy Ałtajczykami. [...]
(Altajskaja literatura 1991, s. 86, tłum. A.H.)

Wspomniałam wyżej, że sprawą budzącą poważne wątpliwości wśród
grup ałtajskich innych niż Ałtaj-kiżi jest kwestia nazwy „Ałtajczycy".
Ideologowie dostrzegają ten problem, lecz zdecydowana większość z nich
uważa kwestię nazwy za zamkniętą. Jednak nie wszyscy. Brontoj Jangowicz
Biedjurow jest ogromnym autorytetem w Republice, bardzo wielu innych

�294

AGNIESZKA HALEMBA

rozmówców powoływało się na jego poglądy. Podejmuje wiele odważnych
incjatyw mających w radykalny sposób rozwiązać skomplikowane problemy
ałtajskie. Nie pozostał obojętny wobec kwestii nazwy. W rozmowie zasuge­
rował możliwość jej zmiany w przyszłości:
„Jest problem jak nazywać siebie. Nazwa Ałtajczyk nie bardzo mi się podoba. [...] Można
ją zmienić. Wyjaśnię wam. Nazwę Ałtajczycy możemy zostawić dla wszystkich mieszańców
Ałtaju, niezależnie od narodowości, aby miejscowi Rosjanie, których jest 60%, także siebie
nazywali Ałtajczykami. Aby nasi Kazachowie też nazywali siebie Ałtajczykami [...]".

Stwierdził dalej, że w takim wypadku potrzebna będzie odrębna nazwa
dla dzisiejszych Ałtajczyków. Przyznał jednak, że nie podjął jeszcze decyzji
co do jej wyboru i nie może podzielić się swoimi poglądami na ten temat .
Cytowana powyżej wypowiedź zwraca uwagę także na inny problem,
dręczący część inteligencji. Dla Biedjurowa uznanie prawa niektórych Rosjan
do używania nazwy „Ałtajczycy" jest pożądane; dla innych ideologów takie
rozwiązanie jest niedopuszczalne. Niezadowoleni są z faktu, że ich nazwa
etniczna brzmi w języku rosyjskim tak samo jak określnie wszystkich mieszkań­
ców nie tylko Republiki Ałtaj ale i Kraju Ałtajskiego. Rzeczywiście w bardzo
wielu pozarepublikańskich publikacjach prasowych spotkałam się z używaniem
nazwy „ałtajczycy" , gdy mowa jest o problemach Rosjan - mieszkańców
Kraju Ałtajskiego. Ideologowie w Republice Ałtaj są bardzo niezadowoleni
z takiego stanu rzeczy, lecz praktycznie nie mogą nic na to poradzić:
16

17

„Teraz jest i Republika Ałtaj i Kraj Ałtajski. Oni czasem nazywają siebie ałtajczykami,
a nam się to nie podoba. Ałtajczycy to my, rdzenni" (kobieta, ok. 35 lat, Gorno-Ałtajsk).

Także miejsce i rola Rosjan w Republice jest przedmiotem rozważań
inteligencji. Rosjanie stanowią 60% mieszkańców Republiki, do nich należy
większość miejsc w parlamencie, premier rządu jest Rosjaninem. Z relacji
Ałtajczyków-Telengitów wynika, że konflikty z Rosjanami były zawsze,
odkąd pamiętają. Zdarzały się, według nich, przypadki wyzwisk, rękoczy­
nów, stronniczości rosyjskich urzędników. Nie prowadziłam badań wśród
Rosjan, ale z pierwszych obserwacji wynika, że odnoszą się oni do Ałtaj­
czyków z pogardą. Postrzegają ich jako wiecznie pijanych, niechlujnych,
leniwych, a ich kulturę jako dziką. Są jednakże wśród Rosjan dwie grapy
osób, które na ałtajską kulturę patrzą inaczej. Ideologowie ałtajscy muszą
zająć określone stanowisko wobec tych grap.

1 6

Interesujący problem nazwy Ałtajczyków powrócił z dużą intensywnością w trakcie
badań w 1996 r. Ich wyniki przedstawione zostaną w kolejnym opracowaniu.
W języku rosyjskim zarówno nazwy etniczne, określenia narodowości jak i nazwy
mieszkańców wydzielonych obszarów (miast, rejonów) pisane są z małej litery, nie istnieje
zatem to rozróżnienie, z którym mamy do czynienia w języku polskim.
1 7

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

295

Jako pierwszą wymienię grupę osób, skupionych w Centrum Kultury
Rosyjskiej w Gorno-Ałtajsku . Według relacji ideologów ałtajskich, uważa­
ją oni Ałtaj za swoją ojczyznę, a Rosjan za rdzennych jego mieszkańców,
mających większe prawa do tej ziemi niż Ałtajczycy. Takie poglądy są
uzasadniane przy wykorzystaniu spekulaq'i historycznych. Rozpoczęli wyda­
wanie gazety „Ruś Ałtajska". Stosunek inteligencji ałtajskiej do przedstawi­
cieli tej orientacji jest zdecydowanie negatywny.
Drugą grupę stanowią Rosjanie mieszkający w Republice i odnoszący się
z wielkim szacunkiem do tradycji ałtajskich. Z przedstawicielami tej orien­
tacji spotkałam się podczas wystawy sztuki transfiguracyjnej zorganizowanej
w Republikańskim Muzeum Krajoznawczym. Eksponowane były dzieła
kilkunastu artystów, wyłącznie Rosjan. W tekście wprowadzającym na wy­
stawę autorzy ujawniali swoje inspiracje: „szamańskie misteria - biały i czar­
ny szamanizm, retrospekcja burchanizmu, źródła etnograficzne i archeo­
logiczne: Radłów, Rudenko, Wierbickij, Anochin, Iwanow". Przedstawione
prace wyraźnie nawiązywały do motywów dobrze znanych w kulturze ałtaj­
skiej - pojawiały się stylizacje szamańskiego bębna, wyobrażeń duchów
pomocniczych szamana, drzewa z dżałama lub kyjra - ofiarnymi wstążkami.
W jednej z prac połączono krzyż prawosławny, cerkiew z zarysem kształtu
Biełuchy - góry, uważanej przez Ałtajczyków za świętą - otoczonym świet­
listą aureolą. Obecność na wernisażu wielu ważnych przedstawicieli ałtaj­
skiej inteligencji sugeruje, że akceptują oni taką postawę Rosjan, którzy
stanowią przecież większość mieszkańców Republiki.
18

ŚWIADOMOŚĆ I S T N I E N I A AŁTAJSKIEJ WSPÓLNOTY N A R O D O W E J
WŚRÓD TELENGITÓW

Przechodząc do omówienia postaw Telengitów wobec własnej przynależ­
ności narodowej chcę jeszcze raz zaznaczyć, że badania przeprowadzone
zostały w dwóch odrębnych rejonach. Obydwa traktuję jako rejony telengickie, zgodnie z deklaracjami ich mieszkańców. Jednakże między tymi
obszarami zachodzą znaczące różnice kulturowe, które wpływają na wypo­
wiedzi rozmówców. Dlatego wprowadzam podział na spostrzeżenia i wnio­
ski dotyczące osobno rejonu ułagańskiego i koszagackiego, a ich przytocze­
nie poprzedzam krótką charakterystyką obydwu rejonów.
Rejon Kosz Agacz jest wyraźnie wyodrębniony na tle reszty Republiki,
zarówno pod względem geograficznym, kulturowym, jak i etnicznym. Jest to
obszar stepowy oraz obejmujący wysokie partie gór. Podstawą gospodarki jest
hodowla bydła, owiec, kóz, koni, jaków i wielbłądów. 39% ludności stanowią
1 8

Wiadomości na temat Centrum Kultury Rosyjskiej pochodzą wyłącznie od Ałtajczyków.
Zamieszczone w tym akapicie uwagi nie dotyczą wszystkich pracowników centrum, ale tylko
tej grupy, która zwróciła uwagę ideologów ałtajskich.

�296

AGNIESZKA HALEMBA

Telengici (inne grupy ałtajskie są reprezentowane przez pojedyncze osoby),
około 50% - Kazachowie, pozostali mieszkańcy to Rosjanie, skupieni głównie
w miejscowości Kuraj. W stolicy, rejon Kosz Agacz ma opinię jednego z nieli­
cznych, gdzie zachowało się wiele elementów tradycyjnej kultury ałtajskiej.
Rejon Ułagan jest także zamieszkany w większości przez Telengitów.
Większość Rosjan opuściła te tereny w ostatnich latach. Ci którzy zostali
mieszkają przede wszystkim w miejscowości Aktasz, leżącej przy Czujskim
Trakcie i będącej częścią rejonu jedynie formalnie (ze względu na odległość
od pozostałych miejscowości). Rejon jest górzysty, w gospodarce oprócz
pasterstwa wielką rolę odgrywa myślistwo. Najbardziej charakterystyczną
cechą rejonu ułagańskiego są rosnące wpływy prawosławia. Jest to jedyny
rejon w Republice, gdzie znacząca liczba Ałtajczyków przyjęła chrześcijań­
stwo. Ich motywacje są bardzo różnorodne, a materiały na ten temat będą
stanowiły podstawę oddzielnego opracowania. W tym miejscu chciałabym
podkreślić jedynie, że przyjmowanie przez Telenitów z Ułaganu chrześcijań­
stwa jest podstawową przyczyną negatywnych opinii na ich temat zarówno
wśród ideologów jak i koszagackich Telengitów. Jedni i drudzy przyznają
jednakże, iż mimo chrześcijańskich wpływów, w rejonie Ułagan zachowało
się więcej elementów tradycyjnej kultury niż na innych terenach Ałtaju.
Stopień akceptacji własnej przynależności do narodu ałtajskiego przez
Telengitów nie da się jednoznacznie określić. Większość z respondentów
używała na początku rozmowy określenia „my, Ałtajczycy". Jednak bardzo
często już w następnych zdaniach ujawniała się świadomość faktu, że nazwa
ta jest określeniem stworzonym stosunkowo niedawno. Bardzo często poja­
wiały się stwierdzenia, że zostali nazwani Ałtajczykami, ale „tak naprawdę"
to są Telengitami. Wydaje się, że nazwa „Ałtajczycy" jako określenie naro­
dowości nie zawsze jest oddzielana od nazwy „ałtajczycy" jako „mieszkańcy
Ałtaju". Dlatego pytanie stawiane Telengitom: „Czy uważacie się za Ałtaj­
czyków?" daje niemal zawsze pozytywną odpowiedź. Natomiast pytania:
„Jakiej jesteście narodowości?" i „Czy jest taka narodowość jak Ałtajczy­
cy?" wywołują rozliczne wątpliwości. Wydaje się, że określenie „Ałtajczycy"
dopiero obecnie staję się nazwą narodu, będąc do tej pory raczej jedynie
określeniem mieszkańców gór Ałtaju:
„Tu mieszkają ludzie, którzy są według narodowości Telengitami. Mówią, że tu są Ałtajczycy.
No niby prawda, w jakimś sensie to Ałtajczycy, ale narodowość to Telengici. W Kuraju są przede
wszystkim dwie części wsi: telengicka i rosyjska, a oprócz tego mieszka jeszcze kilku Ałtajczyków"
(mężczyzna, ok. 40 lat, Saratan, rej. Ułagan - pochodzi z miejscowości Kuraj, rej. Kosz Agacz).

Telengici wyróżniają się, według rozmówców, na tle inych grup ałtajskich.
Często pojawia się stwierdzenie, że nie są „czystymi Ałtajczykami". Takie
deklaracje słyszałam zarówno z ust Telengitów jak i Ałtaj-kiżi, mieszkających
obecnie w rejonach telengickich. W przypadku relacji Telengitów stwierdzenie
takie wypowiadane jest często z pewną urazą w stosunku do Ałtaj-kiżi;
w przypadku tych ostatnich jest to stwierdzenie faktu odrębności Telengitów:

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

297

Rye. 1. Letnie tradycyjne stroje Telengitów można zobaczyć już tylko podczas
świąt. Zimowa szuba i czapka z lisich łapek są noszone w dni powszednie. Rejon
Kosz Agacz, wieś Kokoria
Fot. Łukasz Smyrski, 1994
„Nasi ludzie to nie są czyści Ałtajczycy, nas przecież nazywają Telengitami. M y jesteśmy
Telengitami tu, w rejonach ułagańskim i koszagackim. Ałtajczycy niby, ale należą do Telen­
gitów. Ongudaj i dalej - to są Ałtajczycy. Tutaj jest trochę inaczej..." (kobieta, ok. 30 lat, Kosz
Agacz, rej. Kosz Agacz).

A oto dwie wypowiedzi Ałtaj-kiżi mieszkających w rejonach telengickich:
„Oni tutaj należą do Telengitów. O nas natomiast mówi się Ałtaj-kiżi, to tak jakby czysto
ałtajska grupa. Ja nie wiem czysta czy nie czysta, ale tak już jest" (kobieta, ok. 45 lat, Beltyr,
rej. Kosz Agacz);
[A. H . - Czy mieszkańcy Ust-Kanu nazywają miejscowych Ałtajczykami czy Telengitami?]
- „Oczywiście, że Telengitami, tu mieszkają Telengici. Wchodzą w skład Ałtajczyków, ale są
chyba osobną grupą. Język jest podobny, obyczaje też, ale jest różnica. Jest różnica w weselach
i obyczajach" (kobieta, ok. 60 lat, Ust Ułagan, rej. Ułagan).

Swoją odrębność od Ałtajczyków podkreślają przede wszystkim przedsta­
wiciele najstarszego i najmłodszego pokolenia Telengitów. Osoby w wieku ok.

�298

AGNIESZKA HALEMBA

50 lat natomiast znacznie częściej uważają Telengitów za jedną z grup
Ałtajczyków, opowiadając się raczej za jednością ogólnoałtajską. W więk­
szości odnosiły się one negatywnie także do ruchów separatystycznych wśród
Ałtajczyków północnych. Jednocześnie wielu starszych ludzi (powyżej
60 roku życia) deklarowało, że pamięta jeszcze czasy, gdy Telengici nie
używali dla samookreślenia nazwy „Ałtajczycy". Z takimi relacjami spot­
kałam się w obu rejonach:
„Ałtajczykami to nas nazwali Rosjanie. A my jesteśmy Telengitami" (kobieta, ok. 60 lat,
Beltyr, rej. Kosz Agacz).

Także najmłodsze pokolenie podkreśla odrębność Telengitów. W rejonie
Kosz Agacz postawy młodych ludzi są mniej jaskrawe niż w rejonie Ułagan,
ale także zdarza się wyraźne podkreślanie swojej telengickości. Podczas
spotkania z kilkoma młodzieńcami w wieku 20-30 lat, przynajmniej dwóch
wkroczyło do pokoju z miejsca oznajmiając: „Ja jestem Telengitem, potomkiem
Czyngis-chana!". Jeden z nich nosił warkocz na wygolonej głowie, chodził
przepasany tradycyjnym pasem - kuur i twierdził, że kto tych atrybutów nie
posiada ten nie jest prawdziwym Telengitem. Jednak nie odnosili się oni
zdecydowanie niechętnie do używania wobec nich określenia „Ałtajczycy".
Podobnie było w większości rozmów w tym rejonie. Odwołując się do własnej
telengickości stwierdzano tylko fakt pewnej odrębności, uważając pojawienie
się określenia Ałtajczycy za uzasadnione, a nawet pożądane. Nazwa ta jest
traktowana jako zbiorowe określenie kilku odrębnych grup:
[A. H . - Z a kogo ludzie siebie tu uważają: Ałtajczycy, Telengici...] - „Telengici. Czyste
ałtajskie wsie są w rejonie ongudajskim. Ale w wielu narodach jest tak, że się dzielą: Telengici,
Tubałarzy, Ałtajczycy, Czełkanowie..." (kobieta, ok. 30 lat, Kyzył Tasz, rej. Kosz Agacz).

Na przykładzie powyższej wypowiedzi widać, że nazwa „Ałtajczycy" może
być traktowana jednocześnie jako określenie ogólne, dotyczące wszystkich
ałtajskich grup, jak i rosyjski odpowiednik nazwy jedej grupy - Ałtaj-kiżi.
W rejonie ułagańskim natomiast postawy rysują się o wiele ostrzej. Część
rozmówców podkreślała wyraźnie swoją telengickość, czasem nawet w kon­
traście do ałtajskości:
19

[Do krewnego] Nie mów czegen \ Mów ajrak\ Czegen to po ałtajsku, a ąjrak po telengicku!" (kobieta, ok. 45 lat, Pasparta, rej. Ułagan).

Gospodarz z miejscowości Bałyktujul (rej. Ułagan), tak skomentował
zachowanie żony, która chciała nam podarować rosyjskie banknoty w za­
mian za pozostawione na pamiątkę polskie:
„A po co to im! Gdyby były telengickie to co innego" (mężczyzna, ok. 35 lat).

W rejonie ułagańskim spotykaliśmy także osoby stwierdzające wprost:
Rodzaj napoju z kwaśnego mleka.

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

299

Rye. 2. Swat oczekuje na wejście do domu rodziców przyszłej narzeczonej.
Rejon Kosz Agacz, wieś Beltyr
Fot. Łukasz Smyrski, 1994

„ M y jesteśmy Telengitami, a nie Ałtajczykami. Mnie się wydaje, że to oddzielny naród"
(kobieta, ok. 40 lat, Pasparía, rej. Ułagan).

Wydaje się, że takie postawy mogą wynikać ze specyficznej sytuacji tego
rejonu w Republice. Często spotykałam się z poglądem, że jest to obszar
szczególnie nielubiany przez mieszkańców innych rejonów:
„Ludzie z innych rejonów nie bardzo lubią ułagańczyków, bo oni są chrześcijanami.
Mówią, że mamy podwójną wiarę. I w gazetach źle piszą o Ułaganie" (kobieta, ok. 50 lat,
Ust-Ułagan, rej. Ułagan).

Z rozmów przeprowadzonych z ideologami ałtajskimi wynika, że rze­
czywiście niechętnie patrzą na obecny powrót ludności tego rejonu do
prawosławia.

�300

AGNIESZKA HALEMBA

Różnice między dwoma telengickimi rejonami przejawiają się także
w opisach wzajemnych relacji. Mieszkańcy obu obszarów wyraźnie czują
swoją odrębność, przechodzącą czasem nawet w niechęć. Rozmówcy z rejo­
nu Kosz Agacz zwracją uwagę przede wszystkim na zacofanie Ułaganu, jego
oddalenie od głównych szlaków komunikacyjnych Republiki. Ma to, według
nich, także dobre strony - niedostępność sprawiła, że w Ułaganie zachowało
się więcej elementów tradycyjnej kultury. Podkreślane są jednakże negatyw­
ne cechy mieszkańców Ułaganu: pijaństwo, niegościnność, skłonność do
bijatyk i kradzieży. Faktem, który najbardziej nie odpowiada Telengitom
z Kosz Agacz jest istnienie ułagańskiego chrześcijaństwa:
„Jak się w Ułaganie druga wiara zaczęła to ani powiesz, że oni chrześcijanie, ani że..., oni
swoje prawa wszystkie zapomnieli! Teraz tacy ludzie tam..., uważa się ich za najbardziej
zacofanych. [A. H . - Zacofanych?] Ułagańczycy w ogóle uważani są w Republice za niewychowanych, szczególnie młodzież. Gdy do miasta przyjadą z Ułaganu to do wszystkiego są
zdolni!" (kobieta, ok. 40 lat, Kyzył Tasz, rej. Kosz Agacz).

Mieszkańcy Ułaganu, mocno podkreślający swoją telengickość, mają
często wątpliwości dotyczące jej jakości w rejonie Kosz Agacz. Według
rozmówców, tylko w Ułaganie mieszkają „prawdziwi Telengici", ponieważ
ludność Kosz Agacz albo zmieszała się z Mongołami, albo przejęła wiele
zwyczajów od Kazachów.
„W Kosz Agacz nie ma czystych Telengitów. Oni są zmieszani z Mongołami. A tutaj są
czyści Telengici. I jest bardzo dużo różnic w obyczajach. [...] Tych z Kosz Agacz uważają za
Telengitów, ale oni są potomkami Czyngis-chana. A i tak tam przede wszystkim są Kazacho­
wie i wszystko jest zmieszane. [...] Teraz wszystko się uspokoiło, a dawniej tu cały czas były
wojny. W Kosz Agacz oni się zmieszali i z Kazachami i z Mongołami. A my tutaj jak byliśmy,
tak i jesteśmy" (mężczyzna, ok. 40 lat, Pasparía, rej. Ułagan).

Wspomniałam wcześniej, że jeden z najbardziej aktywnych ałtajskich
ideologów niechętnie odnosi się do nazwy „Ałtajczycy". Wśród Telengitów
istnieją zaś postawy kreujące nazwę Telengici jako określenie szersze niż jego
dzisiejsze zastosowanie. Pojawienie się takich opinii może mieć związek
z analizami historycznymi ukazującymi się od niedawna w prasie ałtajskiej.
Prawdopodobnie zwracano w nich uwagę na plemiona tele jako na przod­
ków Ałtajczyków :
20

1

22

„Jak byłam na MüürgüP to wystąpił Judanow i powiedział, że wszyscy jak tu siedzą
są Telengitami, że nie ma takiej narodowości jak Ałtajczycy. Że narodowość to Telengici,
a Ałtajczycy to nazwa pochodząca od miejsca - Ałtaj. A wszyscy tak naprawdę to są Telen­
gitami" (kobieta, ok. 40 lat, Beltyr, rej. Kosz Agacz);
„A ludzie mówią, że dawniej na Ałtaju wszyscy byli Telengitami. A Ałlajczycy to od nazwy
miejsca pochodzi, od tego są Ałtajczycy. A narodowość - Telengici" (kobieta, ok. 45 lat,
Saratan, rej. Ułagan).
2 0

O roli plemion tele w etnicznej historii Ałtajczyków piszą m.in.: Potapow (1969, s. 147n.)
oraz Gumilow (1972, s. 18-19).
Ałtajskie święto zorganizowane w czerwcu 1994 r.
Jeden z przywódców ideologicznych Ałtajczyków północnych.
2 1

2 2

�KTO JEST AŁTAJCZYKIEM

301

Rye. 3. Kobieta w tradycyjnym stroju zimowym Telengitów. Rejon Kosz
Agacz, wieś Beltyr.
Fot. Łukasz Smyrski, 1994

Uważam, że Telengici nie zaakceptowli jeszcze całkowicie nazwy „Ałtajczy­
cy". Do niedawna problem nie istniał - wpisywano im do dokumentów
narodowość „Ałtajczyk" i kwestia ta nie podlegała żadnej dyskusji. Obecnie
pierwszy raz Telengici mogą wypowiedzieć się w sprawie własnej przynależności
narodowej. O tym jak różne są ich postawy i decyzje niech świadczy poniższa
rozmowa, w której trzy osoby zastanawiają się, czy istnieje taki naród jak
Ałtajczycy. Cytowany fragment poprzedzony był stwierdzeniem rozmówczyni,
że kiedyś wszyscy dzisiejsi Ałtajczycy nazywali się Telengitami:
„M: Chyba są Ałtajczycy, w Chinach też mieszkają Ałtajczycy, jeszcze do rewolucji tam
żyli, a i w czasie rewolucji tam uciekali. K : A, jeśli tak, jeżeli do rewolucji tam zbiegli to znaczy,
że to są prawdziwi Ałtajczycy. Przecież Ałtajczykami nas za rewolucji nazwali. Jeżeli oni by
tam żyli jeszcze przed rewolucją, to by nas zapewniło, że jest taki naród - Ałtajczycy. A jeśli
zbiegli dopiero w czasie rewolucji, to to nam niczego nie wyjaśnia. [...] S: Nie można tego

�302

AGNIESZKA HALEMBA

wszystkiego dokładnie prześledzić. Ale nie ma wątpliwości, że jest taka nacja jak Ałtajczycy"
(K: kobieta, 40 lat; M : mężczyzna, ok. 30 lat; S: mężczyzna, 60 lat; Beltyr, rej. Kosz Agacz).

23

Inny fragment cytowanej powyżej rozmowy zwrócił moją uwagę na
wykorzystywanie przynależności rodowej jako wyznacznika przynależności
etnicznej. Spostrzeżenia poczynione w tym przypadku potwierdziły się na­
stępnie w innych rozmowach. Niektóre rody uważane są za telengickie, inne
za ałtajskie. Często relacje rozmówców nie pokrywają się: niektóre sodki
uważane są przez jednych za telengickie, przez innych za ogólnoałtajskie lub
charakterystyczne tylko dla Ałtaj-kiżi . Według Potapowa, istniały zarówno
rody występujące w obrębie tylko jednej grupy ałtajskiej, jak i takie, których
obecność obserwowano w kilku z nich. Różnice w zestawie rodowym za­
chodziły przede wszystkim pomiędzy grupami Ałtajczyków południowych
i północnych. Wśród Ałtaj-kiżi i Telengitów odnotowywano wiele wspól­
nych sóóków (Potapov 1969, s. 22-28). Lata władzy radzieckiej doprowa­
dziły do znacznego zubożenia wiedzy o historii i pochodzeniu własnego
rodu. Jednak w niektórych przypadkach zastanowienie się nad własnym
pochodzeniem rodowym doprowadzało rozmówców do podjęcia decyzji czy
czują się bardziej Ałtajczykami czy Telengitami:
24

„Ja jestem Ałtajczykiem. Mój ród to Toles. [...] Do niedawna mnie i moich przodków
nazywali tutaj Ałtajczykami (Ałtaj-uluus). Potem coś się zachwiało i zaczęli wątpić czy są
Ałtajczykami, czy Telengitami. A prawdziwi Telengici to przecież Koebeki, Ałmaty. A na
przykład ród Tonżon to już Ałtajczycy" (mężczyzna, ok. 60 lat, Beltyr, rej. Kosz Agacz).

Do tej pory zajmowałam się wyłącznie poglądami Telengitów dotyczący­
mi grup Ałtajczyków południowych. Pozostaje jeszcze problem poczucia
więzi z grupami północnymi. W tym przypadku znowu widać wyraźne
różnice zachodzące między dwoma telengickimi rejonami. Wśród mieszkań­
ców Ułaganu spotkałam się z elementami negatywnego stereotypu Ałtaj­
czyków północnych, co nie miało miejsca w rejonie koszagackim:
„Tubałarzy jak mówią między sobą, a Telengit będzie słuchał z boku to sobie pomyśli: jacy to
bezwstydni, bez sumienia ludzie. Mówią co popadnie przy swojej dziewczynie, przy swojej matce.
Na przykład na dziecko powiedzą ady, a to znaczy baba. Na swoje małe dziecko - baba! Dlatego
nasi Telengici nienawidzą Tubałarów. Oni się nam nie podobają. Jak ktoś zacznie kląć to mu
powiedzą: ty jesteś jak Tuba. Tak Telengici mówią. A Kumandyńczycy to tacy sami są. Jak hulają,
siedzą, rozmawiają, to nie umieją się zachować. Po chamsku się wyrażają. Dlatego nam się to nie
podoba. Ale najgorsi są Tubałarzy" (mężczyzna, ok. 40 lat, Ust-Ułagan, rej. Ułagan).

Z tak wyraźną niechęcią wobec Tubałarów, Czełkanów czy Kumandyńczyków nie spotykałam się często. Jednakże znacząca część rozmówców z rejonu
ulagańskiego uznawała pełne prawo tych grup do określenia się jako odrębne
2 3

Przodkowie najstarszego rozmówcy przybyli z dolnych rejonów.
Między innymi soók Tóles wymieniany w cytowanej wypowiedzi jako ałtajski, uważany
jest przez bardzo wielu rozmówców za bez wątpienia telengicki. „Telengickie sóóki to Kipczak,
Tóles, Koebek, Sagał, Dżabak. A ałtajskie tam u nich sa już inne: Mundus, Todosz, Majman"
(mężczyzna, ok. 40 lat, Ust-Ułagan, rej. Ułagan).
2 4

�KTO JEST AŁTAJ C Z Y K I E M

303

narodowości. Jednocześnie spotykałam na tym terenie przedstawicieli Ałtajczy­
ków północnych, którzy zawarli tu związki małżeńskie. Z takim zjawiskiem nie
miałam do czynienia w rejonie Kosz Agacz. Telengici z Ułaganu stykają się
z Ałtajczykami północnymi, znają ich osobiście, często są z nimi spokrewnieni.
Fakty te nie przyczyniają się do wzrostu sympatii wobec tej grupy. Jeżeli nawet
ułagańscy Telengici nie deklarują wyraźnej niechęci to, o wiele częściej niż
w rejonie koszagackim, nie uznają Ałtajczyków północnych za swoich rodaków:
„Kumandyńczycy bardzo się wyróżniają. Tyle się z nimi stykałem, a ani jednego słowa nie
zapamiętałem z ich języka. Ja w ogóle nie rozumiem, co oni mówią! Jak Kazach coś powie
- wszystko rozumiem. A jak Kumandyńczyk - niczego nie rozumiem. [...] Według mnie,
Kumandyńczyków można by wydzielić jako osobny naród. A to dlatego, że u nich jest
wszystko inaczej. Ja bym nie powiedział, że oni są Ałtajczykami" (mężczyzna, ok. 40 lat,
Ust-Ułagan, rej. Ułagan).

Różnice w zwyczajach, języku są podkreślane także przez mieszkańców
rejonu Kosz Agacz. Jednakże należy zwrócić uwagę na fakt, że w rejonie Kosz
Agacz opozycję występującą w porównaniach Telengit - inna grupa ałtajska
stanowią prawie zawsze Ałtaj-kiżi. Ałtajczycy północni są dla koszagackich
Telengitów bardzo odlegli, nieznani, niemal nigdy się z nimi nie stykają. W tym
rejonie niewiele udało mi się zapisać opowieści dotyczących zwyczajów czy
języka północnych. Rozmówcy woleli porównywać własne obyczaje, cechy
charakteru, język z Ałtaj-kiżi, zwracając zresztą uwagę niemal wyłącznie na
różnice. Stosunek do Ałtajczyków północnych można określić jako obojętny.
Na pytanie o opinię o ich planowanym odłączeniu się od Ałtajczyków
rozmówcy najczęściej odpowiadali: „a niech idą, ale i tak sobie nie poradzą, za
mało ich jest, taka decyzja nie ma najmniejszego sensu". Zauważali, że obecnie
propaguje się w mediach ideę jedności ałtajskiej obejmującej także grupy
północne. Odnoszą się jednak tej kwestii dość obojętnie:
„A Tubałarów to my nawet nie znamy. Dawniej oni mieszkali tam, gdzie las był. Oj, my
ich chyba uważaliśmy za cudzoziemców. [A.H. - A teraz?] - A teraz? No teraz to piszą, że
my wszyscy jesteśmy jednymi Ałtajczykami, że wiara jest u nas jedna, tak piszą" (kobieta, ok.
35 lat, Ortołyk, Kosz Agacz);
„Kumandyńczycy, Tubałarzy, Czełkanowie to oddzielne narody (nacje). Mają swoje oby­
czaje, swoje prawa. Oni nie są jednym narodem: różne obyczaje, różne prawa, różna wiara.
A Telengici też nie są z Ałtajczykami jednym narodem. Mamy swoje obyczaje" (kobieta, ok.
60 lat, Beltyr, rej. Kosz Agacz).

Sądzę, że odpowiedź na pytanie czy Kumandyńczycy, Tubałarzy, Czełkano­
wie są Ałtajczykami czy nie, uzależniona była często od tego jak rozmówca
rozumiał pojęcie „Ałtajczycy". Jeżeli uważał je za określenie terytorialne,
odnoszące się do wszystkich turkojęzycznych mieszkańców Ałtaju, to raczej
zaliczał wymienione grupy do Ałtajczyków; jeżeli uznawał, że termin ten
oznacza narodowość, to często podejmował decyzję przeciwną. W przypadku
rozpatrywania relacji Telengici - Ałtaj-kiżi rozmówcy traktowali tych ostatnich
jako swojego rodzaju „wzorzec ałtajskości". Przez porównanie elementów
kultury, cech charakteru, języka albo dochodzili do wniosku, że Telengici

�304

AGNIESZKA HALEMBA

i Ałtajczycy stanowią jeden naród, albo że są narodami odrębnymi. W rejonie
Ułagan częściej podkreślana była odrębność; w rejonie Kosz Agacz nieznacznie
przeważało poczucie wspólnoty z Ałtaj-kiżi. W przypadku rejonu Kosz Agacz
przeprowadzana przez rozmówcę analiza cech kulturowych, wskazująca przede
wszystkim na różnice między omawianymi grupami, nie prowadziła do
wysunięcia wniosku o narodowej odrębności tych grup. Przeciwnie, często
podkreślano, że mimo różnic Telengici i Ałtaj-kiżi stanowią jeden naród. Ten
fakt może być traktowany jako przejaw poczucia wspólnoty między tymi
grupami, niezależnie od braku świadomości posiadania wspólnych elementów
kultury. Ja jednak skłaniam się ku innej interpretacji. Uważam, że deklaraq'e
dotyczące jedności narodowej Telengitów i Ałtaj-kiżi są bardzo powierzchowne.
Są one wynikiem polityki narodowościowej prowadzonej za czasów ZSRR oraz
pracy ideologów ałtajskich w ostatnich latach. Telengici nie mają jeszcze
świadomości ałtajskiej wspólnoty historycznej, kulturowej, etnicznej. Jeżeli
rozmowach pojawiają się pytania o cechy wyróżniające Ałtajczyków spośród
innych zbiorowości to bardzo często odpowiedzi dotyczą nie cech różniących
Ałtajczyków od Rosjan, Tuwińczyków, Kazachów czy innych sąsiadów, lecz
tych, które różnicują Telengitów i Ałtaj-kiżi. Telengici są według rozmówców
bardziej gościnni, małomówni, skryci, trzymają się bardziej tradycji, odnoszą
z większym szacunkiem do starszych, są odważniejsi, bardziej energiczni.
Ałtaj-kiżi są mniej gościnni, gadatliwi, zrusyfikowani, nie pamiętają o obycza­
jach, są spokojniejsi. Jeżeli starałam się uzyskać odpowiedź na pytanie: „Co
łączy wszystkich Ałtajczyków?" to jedyną odpowiedzią nie budzącą wątpliwości
rozmówców było terytorium. Ałtaj jest tym, co Ałtajczyków niewątpiwie łączy.
Góry Ałtaju otaczane są czcią przez wszystkie grupy ałtajskie.
Na zakończenie chcę jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że Telengici, tak
samo jak inteligencja ałtajska, mają świadomość faktu, że są małym, nie­
znanym narodem i bardzo boleśnie to odczuwają. Wielokrotnie spotykałam
się z opowieściami o tym, że nikt nie wie, że istnieją Ałtajczycy, że mieszkań­
cy Moskwy, Kijowa a nawet Tomska nie wierzą, że jest taka narodowość.
Pragnieniem większości Telengitów jest zmiana tego stanu rzeczy:
„Bardzo mało osób wie, że jest taka nacja jak Ałtajczycy. Nawet w Tomsku jak byłam
z wizytą u Leny to dzieci zmuszały moją córkę, aby zatańczyła im gruziński taniec. Nie
wierzyły, że jest Ałtajką. Mówiły, że takiej narodowości nie ma. &lt;(Гу jesteś Gruzinką i tańcz!»"
(kobieta, ok. 45 lat, Saratan, rej. Ułagan);
„Ja byłam w Kijowie i tam w ogóle nie wiedzą, że jest taka narodowość jak Ałtajczycy
(kobieta, ok. 40 lat, Bałyktujul, rej. Ułagan).

Nie ulega wątpliwości, że tworzenie wspólnoty narodowej po okresie
panowania ideologii państwa komunistycznego jest czymś zupełnie innym niż
tworzenie narodu bezpośrednio na bazie kultury tradycyjnej. Wydaje się, że
tereny byłego Związku Radzieckiego mogą być polem dla obserwacji naukowej
o niezwykłych możliwościach. W ciągu zaledwie kilku lat Ałtajczycy, podobnie
jak Jakuci, Tuwińczycy i inni mieszkańcy młodych republik syberyjskich,

�KTO JEST AŁTAJ C Z Y K I E M

305

starają się stworzyć podstawy nowoczesnego narodu, tak, jak to pojęcie
rozumieją. Zdają sobie sami sprawę ze swej szczególnej i trudnej sytuacji:
„U nas były prawa sowieckie, a teraz już tych praw nie ma. I jest spór, bo nikt nie wie,
według jakich praw żyć. To nie jest jasne, bo kto może tak od razu nowe prawa wymyślać, na
to trzeba czasu. A starych praw to już większość ludzi w ogóle nie zna. My zapomnieliśmy"
(mężczyzna., 68 lat, Beltyr).
LITERATURA
Altajskaja literatura
1991
Altajskaja literatura, Gorno-Ałtajsk.

Baťjanova E.
1993

Kétnopolitieskoj

situacii v Kemerovskoj oblasti, Issledovanija po prikladnoj i neo-

tložnoj etnologii, nr 39, Moskwa.
Bedjurov В.
1990 Slovo ob Altae, Gorno-Ałtajsk.
Č a p t y n o v V.
1994

Na izbrannom puti, „Zvezda Altaja", 3.07.

D ' j a k o n o v a V.
1980

Altajcy, fw:] Semejnaja obrjadnosť narodov Sibiří, Moskwa, s. 19-24, 100-107.

F i l i p p o v V., F i l l i p o v a E .
1993

Gornyj Altaj: meznacUmal'nye otnosenija segodnja i ravřra, Mir Rosii, t. 2, nr 1, s. 63—76.

Gafurow B.
1980

Podróżnik, malarz, humanista, [w:] Mikołaj Rerich, Ałtaj-Himalaje, Warszawa, wstęp.

Gumilow L .
1972

Dzieje dawnych Turków, Warszawa.

K y d y e v a V.
1993

К étnopolitičeskoj

i étnokul'turnoj

situacii v Respublike Altaj, „Issledovanija po

prikladnoj i neotložnoj etnologii, nr 46, Moskwa.
Ortonulov I., Adarov A., Bedjurov B.
1993

Koncepci/a gerba Respubliki Altaj, „Zvezda Altaja" 9.07.

Pletneva T.
1994

Mudrosť i mirotvoríestvo

ženščiny, „Zvezda Altaja", nr 120 (15410).

Potapov L .
1952
1953
1969

К voprosu o nacional'noj konsolidacii altajcev, „Sovetskaja Étnografija", t. 1.
Očerkipo istorii altajcev, Moskwa-Leningrad.
Étničeskij sostav i proischoídenie altajcev, Leningrad.

Sagalaev A.
1992

Altaj v zerkale mifa, Nowosybirsk.

Samaev G .
1992

Respublika Altaj, Gorno-Ałtajsk.

Satlaev F .
1992

Iz istorii nacionaln'ogo stroitel'stva v Gomom Altae (kprobléme konsolidacii altajcev),
[w:] Problemy izučenija istorii i kultury Altaja i sopredel'nych territory, Gorno-Ałtajsk.

Telbekov V.
1994

Pričem zdesjužnye

iii opečalnych itogach s' ezda .¿evernych", „Čujskie Zori", Kosz

Agacz, 30.04.
Tryjarski E.
1991

Zwyczaje pogrzebowe ludów tureckich na tle ich wierzeń, Warszawa.

V e r b i c k i j V.
1893

Ałtajskie inorodcy, Moskwa (reprint 1993, Gorno-Ałtajsk).

�306

AGNIESZKA HALEMBA

Vitovcev N.
1994
Raskol, „Zvezda Altaja", 5.04.
Z a j ą c z k o w s k i W.
1994
Decentralizacja Rosji - główne tendencje, [w:] Federacja czy rozpad Rosji?, Ośrodek
Studiów Wschodnich, Warszawa, s. 5-54.
Znaniecki F.
1990
Współczesne narody, Warszawa.

AGNIESZKA HALEMBA
WHO IS A N A L T A I A N ? O N N A T I O N A L I D E N T I T Y
OF T H E INDIGENOUS POPULATION OF T H E REPUBLIC OF ALTAI
Summary
The Republic of Altai is one of the five Siberian republics belonging now to the Russian
Federation. Without any evident interference of the central federal government the authorities of
each of them endevor to give an original, genuinly national character to particular spheres of
social and cultural life. However, before their "individual leaders" (a term used by F . Znaniecki
for "national culture builders") are able to decide which elements of particular regional traditions
should be included into the core of national culture they will have to find an answer to
a fundamental question: which of the indigenous ethnic groups inhabiting their republic belong
to its titular nation? And one more: are there people who can be defined let us say, the Altaians,
the Tuvins or the Khakas living outside their respective republic? What attitude should be
assumed towards ethnic classifications constructed previously by Russian and Soviet scholars who
divided the peoples of Siberia into particular ethnic groups and "národnosti" - national groups?
What are the criteria of assigning people to this or that nation?
In the Republic of Altai the answers to these questions are by no means simple. They are
often troublesome and raise much agitation not only among the intellectuals but all common
inhabitants as well.
The article presents the results of field researches carried out by the author in the years
1993-94. They concerned two categories of people living in the Republic of Altai, whose
opinions the author wanted to know: 1. Educated people active in public life, residents of the
capital town of Gorno-Altaisk. 2. The Telengites, a tribal group classed among the Altaians
by ethnographers' classifications.
The people defined as the Altaians had been included into the Soviet state without any
consciousness of a common ethnic name. Only one of the tribal groups to whom this name was
officially attributed calls themselves "Altai-Kiži" (the men of Altai). Previous Soviet ethnic
classifications and division into administrative units based on them contributed to extending the
name "the Altaians" onto other groups and to further division into the Northern and Southern
Altaians. The field research proved however that this common ethnic name is not generally
accepted. According to Soviet ethnographers potapov, Djakonova) one of the ethnic groups
ranked among the Altaians are the Kumandians. The same is maintained by the middle class
Southern Altaians but not so much by the Southern Altaian Telengites. The intellectuals coming
from the Kumandians claim their group a separate nation. The same concerns almost all Altaian
ethnic groups. The Telengites identified as the Altaians by the intellectuals are themselves not quite
convinced about it. Accepting a common ethnic name can be seen as marking ethnic boundaries for
the national culture in the making. It is quite obvious that building national community after the
long period of Communist state ideology means something different from nation-building based on
national ethnic culture. After only a few years the Altaians like the Tuvins, the Yakuts and other
peoples of the new Siberian republics strive to create foundations of a modern national state.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10961" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10939">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/044777b9fd65820724772b63be6a8a75.pdf</src>
        <authentication>065f90e1e1134829eee74169c60ca387</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130666">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1582</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130667">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130668">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130669">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1464</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130670">
                <text>Z badań nad Polonią gruzińską drugiej połowy XIX i początku XX wieku / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130671">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40, s.255-276</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130672">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130673">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130674">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130675">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130676">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130677">
                <text>„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

ANDRZEJ WOZNIAK
Instytut Archeologii i Etnologii P A N , Warszawa

Z BADAŃ NAD POLONIĄ GRUZIŃSKĄ
DRUGIEJ POŁOWY XLX I POCZĄTKU X X WIEKU

1. Kontakty polsko-gruzińskie mają co najmniej kilkuwiekową tradycję.
W XVII w. Gruzja stała się dla Rzeczypospolitej ważnym ogniwem w pla­
nach wojskowego aliansu z Persją skierowanego przeciwko Turcji. W nawią­
zaniu stosunków dyplomatycznych między Polską a Iranem istotną rolę
odegrał kupiec warszawski, Ormianin z pochodzenia, Sefer Muratowicz.
W 1601 r. przez Wołoszczyznę, Morze Czarne, Turcję a następnie Gruzję
i Armenię, odbył on podróż do Persji, którą opisał w Relacyi... ogłoszonej
drukiem dopiero w połowie następnego stulecia . Celem tej wyprawy był
zlecony mu przez króla zakup perskich kobierców i orientalnej broni. Choć
Muratowicz nie pełnił oficjalnie żadnych funkcji dyplomatycznych, rozmo­
wy prowadzone przezeń na dworze Abbasa I przyczyniły się do politycz­
nego zbliżenia obu krajów i wkrótce potem szach wysłał do Polski swojego
posła. W następnych dziesięcioleciach takie podróże, zarówno handlowe,
jak i dyplomatyczne stały się częstsze, a w drugiej połowie XVII w. mieli już
królowie polscy na dworze szacha stałych rezydentów. Nawiązane też zo­
stały stosunki dyplomatyczne z władcami Gruzji. Od lat 40. X V I I w. pracują
w Gruzji polscy misjonarze,często pełniący również funkcje dyplomatyczne .
Misjonarze, zarówno polscy, jak i innych narodowości prowadzili też na
1

2

1

Po raz pierwszy relację tę ogłosił drukiem z rękopisu otrzymanego od o. Tadeusza Judy
Krusińskiego, Kazimierz Niesiołowski w swoich Otia domestica (1745, s. 272-291) pt. Relacya
Sefera Muratowicza Ormianina posianego od króla JMći do Persyi, z którą wróciwszy się
z tamtąd podal na piśmie w te słowa. Wydanie to jest jednak rzadkością bibliograficzną
i większość autorów korzysta z wydania Józefa Epifaniego Minasowicza z r. 1777, przedru­
kowanego w r. 1807: Relacya Sefera Muratowicza obywatela warszawskiego, od Zygmunta III,
króla polskiego, dla sprawowania rzeczy wysianego w r. 1602... Ten błąd w dacie wyprawy
Muratowicza powodował później wiele nieporozumień.
Wymienić tu należy nazwiska jezuitów oo. Ignacego Zapolskiego i Jana Gostkowskiego.
Obaj byli autorami listów-raportów zawierających m.in. wiadomości o położeniu politycz­
nym Gruzji, obyczajach jej mieszkańców, itp. (Por. Tamaraszwili 1902, s. 220, 663; Woźniak
1983, s. 299).
2

�256

ANDRZEJ WOZNIAK

Zakaukaziu szkoły, służyli pomocą lekarską miejscowej ludności, ciesząc się
wielkim jej poważaniem (Woźniak 1987, s. 233-234).
Postacią najwybitniejszą wśród polskich misjonarzy działających na prze­
łomie X V I I i X V I I I w. w Persji i na Zakaukaziu był jezuita, o. Tadeusz
Krusiński (1675-1757), człowiek wszechstronnie wykształcony, znający kilka
języków, w tym również turecki, perski i ormiański. Ceniono go za zdol­
ności administracyjne, pracowitość, przedsiębiorczość. W latach 1706-1726,
z krótką przerwą, przebywał w Persji i na Zakaukaziu, gdzie prowadził
ożywioną działalność misyjną i dyplomatyczną. Gromadził również materia­
ły, które wykorzystał w swoich późniejszych pracach. Były to zarówno
obserwacje dotyczące ludów Zakaukazia, jak i materiały źródłowe zaczerp­
nięte z archiwów Isfahanu. Z dzieł T. Krusińskiego, wielokrotnie tłumaczo­
nych i przerabianych przez cały wiek X V I I I i początek XIX czerpała Europa
wiadomości o stosunkach politycznych w Persji na początku X V I I I stulecia,
wojnie persko-afgańskiej i przewrocie dynastycznym. Z takim oddźwiękiem
w nauce europejskiej spotykały się tylko nieliczne dzieła autorów polskich.
Krusińskiemu zawdzięczamy pierwszy polski opis historyczno-etnograficzny
Gruzji, jakim jest rozdział jego dzieła Trágica vertentis belli Persici historia...
zatytułowany De Georgianis.
Na początku X V I I I wieku nastąpiło osłabienie działalności misji pol­
skich w Persjii na Zakaukaziu, a w końcu lat 20. zupełna ich likwidacja.
Ponownie Polacy pojawili się w Gruzji w zupełnie innych już okolicz­
nościach. Po drugim rozbiorze na Kaukazie, w tym również w Gruzji
znaleźli się żołnierze polscy z wcielonych do wojska rosyjskiego, stacjonują­
cych na Ukrainie dywizji koronnych (Baranowski, Baranowski 1987, s. 160).
W 1794 r. sąd wojskowy w Kijowie zsyłał na Kaukaz schwytanych z bronią
w ręku żołnierzy usiłujących przedostać się do powstania, lub wziętych
później w bitwach do niewoli (Dzwonkowski 1913, s. 122; Bauer 1981, s. 21).
W końcu X V I I I w. na Kaukazie służyli również oficerowie z dawnych
polskich wojsk kresowych. Najstarszym rangą, znanym z nazwiska był
Bartłomiej Giżycki (ok. 1770-1827), pułkownik wojsk polskich, generał
wojsk rosyjskich, gubernator wołyński. Po drugim rozbiorze krótko służył
w armii rosyjskiej, później, w początkowym okresie panowania cara Pawła,
powołany powtórnie, walczył w Gruzji jako pułkownik huzarów (Polski
Słownik Biograficzny, dalej PSB t. VIII, 1959-1960, s. 21).
2. Nowy okres w historii kontaktów obu narodów otwiera początek
XIX stulecia. Wówczas to Gruzja, tak jak nieco wcześniej znaczna część
ziem Rzeczypospolitej, została przyłączona do Rosji, a Polacy i Gruzini
znaleźli się w granicach jednego imperium.
Już w pierwszych latach X I X w. zarówno w administracji cywilnej, jak
w korpusie oficerskim wojsk rosyjskich na Zakaukaziu, a zwłaszcza w Gru­
zji, pojawiają się nazwiska szlachty z kresów dawnej Rzeczypospolitej.
W latach 1810-1812, a prawdopodobnie również wcześniej, gubernatorem
cywilnym wschodniej Gruzji był Marek Maliński. Między rokiem 1829

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU X I X i X X W I E K U

257

a 1831 stanowisko to zajmował Piotr Zawielejski (1800-1834), wywodzący
się ze szlachty białoruskiej, a przez historyków gruzińskich określany jako
„Polak z pochodzenia". W zespole urzędników, z którymi P. Zawielejski
przyjechał do Gruzji w 1828 r. był również jego młodszy brat. Zastępcą
Zawielejskiego, faktycznie pełniącym funkcję wicegubernatora był I . Kali­
nowski. W kręgu osób związanych z Zawielejskim można zresztą odnaleźć
jeszcze parę polsko brzmiących nazwisk. Znacznie liczniejsi byli Polacy,
którzy w pierwszym trzydziestoleciu X I X w. służyli w wojsku rosyjskim na
Zakaukaziu, niekiedy jako dość wysokiej rangi oficerowie. W końcu lat 20.
na froncie rosyjsko-tureckim medycy-absolwenci Uniwersytetu Wileńskiego,
pełnili funkcje lekarzy wojskowych. W latach 20. pojawiają się też w Gruzji
pierwsi polscy zesłańcy polityczni (Woźniak 1996, s. 4).
Po upadku powstania listopadowego w wojskach rosyjskich na Kaukazie
znalazło się tysiące Polaków. Niektórzy autorzy twierdzą, że stanowili oni
„około 20% stanu armii rosyjskiej na tym terenie". W Gruzji w 1840 r. było
ok. 4 tys. Polaków, w ogromnej większości żołnierzy. Najczęściej byli to
zapewne poborowi z Królestwa Polskiego, Litwy i „ziem zabranych", ale
wśród Polaków-oficerów byli też i tacy, którzy służbę na Kaukazie wybrali
dla kariery i szybkiego awansu. Zarówno wśród żołnierzy, jak i oficerów
znaczną część aż do lat 50. X I X w. stanowili skazani na zsyłkę „w sołdaty"
żołnierze powstania listopadowego, a później ruchów spiskowych z 1. 30-40.
Wielu ze skazanych na służbę wojskową na Kaukazie należało do elity
umysłowej kraju. Pustkę spowodowaną odcięciem od ojczyzny, rodziny
i przyjaciół, usiłowali zapełnić ożywioną działalnością samokształceniową,
literacką i naukową. Na pierwsze miejsce wysuwa się tu niewątpliwie postać
poety Tadeusza Łady Zabłockiego (1813-1847), żywo interesującego się
historią i literaturą gruzińską. Wokół niego skupiali się przebywający na
Zakaukaziu Polacy o szerszych zainteresowaniach. Należeli do nich m.in.
M . Butowt-Andrzejkowicz, L. Janiszewski, K. Pietraszkiewicz, W. Strzelnicki. Do kręgu najbardziej znanych pisarzy i poetów „kaukaskich" należeli
również W. Dawid, W. Potocki, J. Strutyński. Osobne miejsce zajmuje Ma­
teusz Gralewski (1826-1891), autor jednej z najważniejszych XLX-wiecznych
polskich prac o Kaukazie. Za najwybitniejszego polskiego specjalistę tego
okresu w dziedzinie historii, etnografii i literatury Gruzji uważany jest
Kazimierz Łapczyński (1823-1892), autor przekładu na język polski poema­
tu Szoty Rustawelego, Rycerz w tygrysiej skórze (Woźniak 1983, s. 303-316).
Oprócz tej grupy najliczniejszej - Polaków, którzy w Gruzji znaleźli się
wbrew własnej woli, w drugim trzydziestoleciu XLXw. rośnie liczba tych,
którzy trafili tam w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Kategorię
szczególną, pod pewnymi względami zbliżoną do pierwszej, stanowili sty­
pendyści cesarskich uniwersytetów, najczęściej lekarze. Wprawdzie odsługiwali oni swe stypendia w garnizonowych szpitalach w miejscowościach, na
których wybór nie mieli wpływu, ale nierzadko zakładali tam dom i rodzinę,
wiążąc swe losy z Gruzją niekiedy na całe życie. Do grapy tej należeli m.in.

�258

ANDRZEJ WOZNIAK

Jan Minkiewicz (1826-1897), wybitny lekarz, autor wielu prac z dziedziny
medycyny, etnografii i antropologii, Jan Popejko, Wincenty Karpowicz.
Protoplastą rodu, którego trzy pokolenia związane były z Gruzją, jest znany
na Zakaukaziu lekarz Piotr Kimontt (zm. ok. 1899).
Od lat 30-40. X I X w. osiadają w Gruzji, a zwłaszcza w Tyfusie również
przedstawiciele innych zawodów: nauczyciele i urzędnicy, akuszerki, rze­
mieślnicy i kupcy. Coraz częściej stają się właścicielami nieruchomości
w miastach i , nieporównanie rzadziej - posiadłości wiejskich. Ci osiadający
w Gruzji dobrowolnie lub z konieczności Polacy, wyjątkowo tylko przyjeż­
dżali tu wraz z rodzinami. Przeważnie byli to ludzie samotni. Niekiedy
jeździli szukać żony w kraju, ale częściej, zwłaszcza do lat 70. X I X w.
znajdowali ją na miejscu. Kandydatek na żonę tej samej narodowości było
jednak bardzo niewiele, aby więc nie żenić się z Rosjankami, panny najczęś­
ciej szukano w stosunkowo nielicznych rodzinach gruzińskich katolików, lub
rzadziej, miejscowych Ormian (Woźniak 1996, s. 5).
Około polowy X I X w. Polacy mieszkali już w wielu miastach Gruzji
- Kutaisi, Signachi, Gori, Telawi, a przede wszystkim w Tyfusie, gdzie
w 1864 r. było ich 900, nie licząc polskich żołnierzy miejscowego garnizonu
(Anczabadze, Wołkowa 1990, s. 29).
3. Na początku lat 60. XLXw., po klęsce Szamila i zakończeniu wojny
kaukaskiej, polskie wychodźctwo zarobkowe na Kaukaz ożywiło się, ale
zjawisko to szczególnie przybrało na sile po wojnie rosyjsko-tureckiej, zwła­
szcza zaś w końcu lat 80., kiedy to do krajów Zakaukazia, a przede wszyst­
kim do Gruzji napłynęła kolejna fala emigracji polskiej. Dla Gruzji był to
czas ożywienia gospodarczego. Rozwijał się przemysł wydobywczy (mangan,
węgiel, miedź, niewielkie ilości ropy naftowej), przetwórczy, materiałów
budowlanych, tekstylny. Dużą rolę odegrała komunikacja kolejowa, urucho­
miona w latach 70. XLX w. Kraj potrzebował specjalistów z różnych dzie­
dzin. Szczególnie przyciągał Tyflis - administracyjne, gospodarcze i kultu­
ralne centrum Zakaukazia - Uczący pod koniec XIX w. ok. 160 tys. miesz­
kańców. Miasto dla przybysza z Królestwa egzotyczne, ruchUwe, kipiące
życiem, półeuropejskie - półazjatyckie, o niepowtarzalnym kolorycie. Pozo­
stałe miasta gruzińskie były niewielkie: stoUca zachodniej Gruzji - Kutaisi
miało 32 tys. mieszkańców, Batumi - 28 tys., Suchumi - 8 tys.
Migracje zarobkowe z ziem polskich na Zakaukazie u schyłku X I X
wieku miały swoją wyraźną specyfikę. Bardzo nieUczne było tam np. polskie
osadnictwo rolnicze. Natomiast duża grupa ludności wiejskiej zarówno
z Królestwa, jak i z kresów wschodnich, zasiliła szeregi służby domowej
w miastach Zakukazia, przede wszystkim zaś w Tyfusie. Wiąże się to z ist­
nieniem tam wśród polskich migrantów znacznej grupy inteUgencji ze śred­
nim i wyższym wykształceniem, materialnie dobrze sytuowanej i zatrud­
niającej najchętniej polską służbę. ByU to stosunkowo liczni pracownicy
administracji, sądownictwa, policji, nauczyciele, lekarze. Spory odsetek
wśród Polaków na Zakaukaziu stanowiU fachowcy różnych specjalności

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XIX i XX WIEKU

259

- kolejarze, rzermeślnicy, a także kupcy i osoby zatrudnione w handlu.
Pomijam tu dużą grupę wojskowych, stanowiących np. w Gruzji ponad 50%
mieszkających tam Polaków (Mądzik 1987, s. 38-39).
Różne były przyczyny powodujące kolejne fale polskiej emigracji zarob­
kowej na Zakaukazie, a zwłaszcza do Gruzji. Popowstaniowa sytuacja za­
równo w Królestwie jak również - przy całej jej odmienności na kresach,
skłaniała do poszukiwania pracy w oddalonych rejonach cesarstwa liczne
rzesze inteligencji pozbawionej w kraju perspektyw, a niekiedy wręcz moż­
liwości wykonywania zawodu . Brak pracy, niskie zarobki, powodowały
żywiołową emigrację niekiedy całych grup robotników. Ukazujące się od
czasu do czasu publikacje prasowe, a przede wszystkim krążące wówczas
opowieści o zakaukaskich fortunach, szybkich karierach i wysokich zarob­
kach pobudzały wyobraźnię wielu Polaków i były niejednokrotnie impulsem
dla nieprzemyślanych decyzji o wyjeździe na Zakaukazie bez jakiejkolwiek
znajomości istniejących tam warunków. W prasie polskiej przełomu wieków
odzywały się też co pewien czas krytyczne głosy ludzi znających zakaukaskie
stosunki i trzeźwo oceniających możliwości polskiego wychodźctwa na tym
terenie. W tym duchu pisali m.in. Edward Strumpf w „Głosie" i ks. Julian
Dobkiewicz w „Kraju".
Ostrzeżenia przed zbyt pochopnymi i nieprzemyślanymi decyzjami emi­
gracji na Kaukaz nie były bynajmniej gołosowne. Świadczą o tym zarówno
biografie niektórych emigrantów, jak i tragiczne niemal losy grupy łódzkich
robotników, którzy na początku X X wieku przyjęli propozyq'e pracy
w przędzalni jednego z tyfliskich przedsiębiorców („Kalendarz Domu Pol­
skiego..." 1908, s. 141). Pozytywne opinie o możliwościach otrzymania
pracy, założenia własnego przedsiębiorstwa oraz o warunkach bytowych na
Kaukazie przeważały jednak nad negatywnymi i napływ Polaków na ten
teren, a przede wszystkim do Gruzji i Azerbejdżanu trwał nadal, o czym
świadczą liczby. W 1869 r. w guberni tyfliskiej mieszkało około 2100 Pola­
ków . Według jednego dokładnego spisu ludności Cesarstwa Rosyjskiego
z 1897 r. w guberni tyfliskiej było 6282 Polaków (w kutaiskiej - 1938).
W stosunku do danych z roku 1869 jest to wzrost trzykrotny. Jeszcze
szybciej wzrastała ludność polska w Tyflisie - z 1592 osób w 1876 r. do 7367
w 1910 r. Poza Tyfusem większe grapy Polaków mieszkały w Batumi
(1897 r. - 722 osoby, 1909 r. - 1025 osób), Kutaisi (1897 r. - 487), Achalciche (1897 r. - 345), Suchumi (1897 r. - 209). Mniejsze skupiska polskie
3

4

3

Na Litwie, a także na Rusi dodatkowym czynnikiem powodującym podejmowanie decy­
zji o emigracji były niewątpliwie szczególnie silne prześladowania polskości po 1863 r. (por.
Wasilewski 1916, s. 28-29).
Według opublikowanych w 1870r. danych statystycznych dotyczących guberni tyfliskiej
w 1869r. mieszkało w niej 2840 osób wyznania rzymskokatolickiego, w tym mężczyzn 2414,
kobiet zaś 425. Nieco wcześniej wyjaśniono, że katolicyzm wyznają Polacy, część Gruzinów
oraz „cudzoziemcy" (Statisliczeskij... 1870, s. 193). Przyjmuje się, że około 3/4 katolików
w Rosji stanowili wówczas Polacy - a więc w tym przypadku było to ok. 2100 osób.
4

�260

ANDRZEJ WOZNIAK.

istniały w Poti, Achalkalaki, Zakatala, Gori (Mądzik 1987, s. 29-31).
W końcu XLX w. większość Polonii gruzińskiej liczącej wówczas 8220 osób,
stanowiła ludność miejska (około 75%), podczas gdy w Rosji europejskiej
65,8% ludności polskiej mieszkała na wsi (Groniowski 1984, s. 228). Po
roku 1897 brak danych statystycznych, pozwalających określić dokładnie
liczbę mieszkających w Gruzji Polaków. Dla początku X X wieku dysponu­
jemy jedynie danymi o liczbie katolików w niektórych miastach Gruzji
w roku 1909 (Tyfiis, Kutaisi, Batumi) oraz z 1910 r. o liczbie Polaków
w Tyfusie i Kutaisi (Mądzik 1987, s. 28-29). Na podstawie tych cząstkowych
danych możemy przypuszczać, że tuż przed I wojną światową gruzińska
Polonia Uczyła około 15 tys. osób. Znaczna, ale trudna do dokładnego
określenia Uczba Polaków - uchodźców napłynąła do Gruzji w okresie
wojny, zwłaszcza w latach 1914-1915. W samym Tyfusie między wrześniem
1914 r. a październikiem 1915 r. zarejestrowano 420 osób, które otrzymały
pomoc od Polskiego Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny. Nie Uczono
uchodźców, którzy o pomoc się nie ubiegaU, ani rannych żołnierzy-Polaków
w szpitalach (Mądzik 1987, s. 91).
W życiu gospodarczym i kulturalnym Gruzji 2 połowy XLX i początku
X X w. Polacy odgrywaU znaczną rolę. Mimo, że stanowiU zaledwie ułamek
procenta ogółu ludności, ich nazwiska w sposób nierozerwalny wiążą się
w tym kraju z wieloma dokonaniami gospodarczymi i wydarzeniami kul­
turalnymi. Polacy budowaU w Gruzji drogi i Unie kolejowe, mosty i tunele,
projektowaU budynki użyteczności publicznej i zakładaU w nich nowoczesne
instalacje sanitarne. Cieszyli się opinią sprawnych administratorów i dosko­
nałych rzemieślników. ProwadziU pomiary geodezyjne i badania geologicz­
ne. ByU cenionymi lekarzami i podziwianymi artystami. W Gruzji dobrze
znane są nazwiska generała Józefa Chodźki (1800-1881), wybitnego geodety
i topografa, naczelnika wojskowej służby geodezyjnej na Kaukazie i jego na­
stępcy, generała Hieronima Stebnickiego (1832-1897), inżyniera Bolesława
Siatkowskiego (1825-1895), który budował Unię kolejową Poti-Tyflis,
a wcześniej uczestniczył w budowie słynnej wojennej drogi gruzińskiej. Nie
mniej znany tunel suramski jest dziełem Ferdynanda Rydzewskiego. Linie
kolejowe na Kaukazie projektował inżynier Stanisław Kierbedź (1845-1910),
a naczelnikiem telegrafu kolei zakaukaskich i inicjatorem wielu uspraw­
nień w dziedzinie łączności był Teodor Balukiewicz. Znane są również
w Gruzji nazwiska inżynierów Konstantego Waniorskiego, budowniczego
dróg i Seweryna Nowomiejskiego, który nadzorował w Tyflisie budowę
wielu gmachów użyteczności publicznej.-Popularną w stoUcy Gruzji na
początku bieżącego stulecia postacią był wybitny polski malarz Zygmunt
WaUszewski (1897-1936). Tyfiiską operą kierował przez pewien czas skrzy­
pek i kompozytor Konstanty Antoni Górski (1859-1924).
Oprócz tych najbardziej znanych, pracowała w Gruzji liczna rzesza pol­
skich specjalistów z wielu dziedzin, a w prasie rosyjskiej końca lat 90.
XLXw. zaczęły się nawet pojawiać głosy, że Polacy opanowali wszystkie

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XIX i X X W I E K U

261

najlepsze posady na Kaukazie, pozbawiając tym samym możliwości pracy
na tym terenie Rosjan (Stefan z Tyfusu 1899, s. 405). Być może, iż jakiś
związek z tą nagonką na Polaków miało zarządzenie władz policyjnych
z 1902 г., nakazujące zebranie dokładnych danych o Polakach pracujących
na kolejach Zakaukazia. Sporządzony wówczas wykaz zawierał 194 nazwi­
ska polskich specjalistów (Mądzik 1987, s. 45). Istniały również w Gruzji
polskie przedsiębiorstwa, zarówno filie firm warszawskich, jak i takie, które
powstały na Zakaukaziu. Większość z nich pracowała w Tyfusie i w Baku,
stosunkowo nieliczne w innych miastach Zakaukazia, m.in. w Batumi.
Już na początku lat 50. XLXw. istniał w Tyfusie, przy głównej ulicy,
prospekcie Gołowińskim, „Hotel Warszawski", nie wiemy jednak, czy jego
właściciel był Polakiem, gdyż nie znamy jego nazwiska („Kawkazskij Kalen­
dář" 1854, s. 727). W latach 60. powstał w Tyfusie duży warsztat naprawy
sprowadzonych z Warszawy powozów, wożących pasażerów niedawno wy­
budowaną wojenną drogą gruzińską. Został on założony przez kilku war­
szawskich majstrów, którzy wraz z transportem mocno nadwyrężonych
w czasie podróży powozów przybyli do Tyfusu. W późniejszym okresie
warsztat zatrudniał około 80 robotników, przeważnie Polaków (Piątkowski
1990, s. 32). Od 1882 r. działał w stolicy Gruzji, przy ul. Dworcowej sklep
firmowy znanej warszawskiej fabryki wyrobów srebrnych i platerowanych
Frageta (Paprocka 1992, s. 22-23). Od lat 90. istniało również w Tyfusie
przedstawicielstwo handlowe firmy Fryderyk Puls (mydła, kosmetyki)
z Warszawy (PSB, t. XXIX, 1986, s. 363). Swoje przedstawicielstwo i filię
wykonującą zamówienia miała też tutaj warszawska firma inżynieryjna spe­
cjalizująca się w instalacjach wodno-kanalizacyjnych - K. Matecki. Filią tą
kierował inżynier Wiktor Rossman (Woźniak 1994, s. 109). Przed I wojną
światową istniał w Tyfusie jeden z największych sklepów fabrycznych
Zakładów Żyrardowskich w Imperium, który w roku 1911/1912 zatrudniał
16 pracowników (Zwoliński 1979, s. 76-77) .
W Batumi właścicielami najnowocześniejszego i najładniejszego hotelu byli
Polacy, trzej bracia przybyli tam dziesięć lat wcześniej niemal bez żadnego
kapitału. W mieście istniały również inne polskie firmy - doskonale prosperują­
ce przedsiębiorstwo eksportu bakijskiej nafty oraz przedsiębiorstwo robót
kolejowych, oba jednak, jak pisze ks. J. Dobkiewicz, przeszły w „obce ręce"
(Dobkiewicz 1884, s. 6-7). Naftociąg Baku-Batumi, dzięki któremu nastąpił
szybki rozwój tego ostatniego, budował inżynier W. Lindley z grupą warszaw­
skich inżynierów-hydraulików (Janiszewski 1987, s. 234-235).
Charakterystyczną cechą społeczności polskiej w Gruzji, jak zauważa
M . Mądzik była jej młodość. Największą grupę, ponad 50% całej populacji
stanowili ludzie w wieku 20-29 lat. Wraz z osobami w wieku do 49 lat,
5

5

Uposażenie kierownika tego sklepu, zajmującego osobny (do dziś istniejący) budynek
w centrum Tyfusu, wynosiło 5 tys. rubli rocznie, pozostałych zaś osób od 3132 do 287 rubli
(Zwoliński, 1979, s. 76-77).

�262

ANDRZEJ WOZNIAK

a więc najkorzystniejszym dla działalności zawodowej i twórczej, wskaźnik
ten był jeszcze wyższy i wynosił około 75%. Wśród ludzi młodych (20-29
lat), przeważali żołnierze miejscowych garnizonów, o czym świadczy również
bardzo mała liczba kobiet w tym wieku. Niewielkie grupy stanowiły dzieci
i młodzież oraz osoby powyżej 50 roku życia. Tylko w Tyfusie było spore
skupisko dzieci i młodzieży kształcącej się w szkołach.
Jeśli idzie o wykształcenie, to społeczność polską w Gruzji charakteryzo­
wał z jednej strony wysoki procent (około połowy populacji) analfabetów,
w większości prawdopodobnie żołnierzy, z drugiej zaś, istnienie znacznej
(w Tyfusie 15,7%) grupy inteligencji ze średnim i wyższym wykształceniem.
Bardzo jednorodna była natomiast polska społeczność pod względem
wyznaniowym, bowiem około 95% jej stanowili katolicy. Tylko nieliczni Polacy
byli wyznawcami prawosławia lub protestantyzmu (Mądzik 1987, s. 34-37).
4. Największym skupiskiem polskim była stolica kraju - Tyflis, w którym
mieszkała ponad połowa przebywających w Gruzji Polaków. Tu powstawały
pierwsze polskie organizacje i tu podejmowano większość inicjatyw o charakte­
rze społecznym i kulturalnym. Życie polskie skupiało się wokół nowego,
wzniesionego w latach siedemdziesiątych X I X w. kościoła katolickiego pod
wezwaniem św. Piotra i Pawła („stary", z 1816 r. kościół Wniebowzięcia
Najświętszej Marii Panny służył przede wszystkim ludności ormiańskiej
i gruzińskiej). Konsolidację społeczności polskiej utrudniały w pewnym stopniu
spory między proboszczem, sprawnym zresztą i energicznym administratorem,
ks. M . Orłowskim a parafianami na tle sposobu zarządzania parafią. Wspomi­
nał o nich na łamach „Kraju" w 1891 r. ks. J. Dobkiewicz, a wcześniej jeszcze
inny korespondent tego czasopisma, który pisał: „Otóż u nas w Tyfusie są
tylko rodacy - a nic więcej nie masz: żadnej łączności, żadnego węzła, żadnej
instytucji, każdy żyje zamknięty w sobie. Gdzie indziej kościół jest ogniskiem
wspólnej znajomości; nasi parafianie systematycznie wykluczani przez
ks. proboszcza O. od kontroli nad kościołem i jego dochodami, machnęli ręką
i oczekują możliwych zmian w okolicznościach natury wyższej." Spory ustały
zupełnie, kiedy po śmierci ks. Orłowskiego na początku 1891 r. jego miejsce
zajął mający opinię człowieka „cichego i spokojnego", ks. Józef Baranowski
(Mądzik 1987, s. 64).
Wydarzeniami, które w tym okresie gromadziły znaczną liczbę tyfliskich
Polaków były występy polskich trup teatralnych. Zdaniem M . Mądzika
rozbudziły one wśród miejscowej kolonii polskiej duże zainteresowanie ama­
torskim ruchem scenicznym, który miał się stać jedną z podstawowych form
działalności Rzymskokatolickiego Towarzystwa Dobroczynności, integrują­
cą miejscowe środowisko polskie i dostarczającą środków finansowych na
realizację celów statutowych Towarzystwa.
„Inicjatywa powołania do życia w Tyflisie Towarzystwa Dobroczynności,
instytucji, która istniała już w największych skupiskach polskich w Rosji,
zrodziła się w 1894 r. Wystąpili z nią przedstawiciele miejscowej inteligencji
wspierani przez nowego proboszcza i członków rady parafialnej, tzw. kuratorii.

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU X I X i X X W I E K U

263

Opracowano statut, który w polowie 1894 r. został zatwierdzony przez Mini­
sterstwo Spraw Wewnętrznych. Jesienią działania organizacyjne rozopoczął
tymczasowy zarząd Towarzystwa, w skład którego weszli: dr. Piotr Kimontt,
Rafał Szymański, Ludomir Kamocki, Grzegorz Mularski, Marian Ziembiński
i Feliks Nowiński" (Mądzik 1987, s. 64-66).
Na pierwszym walnym zgromadzeniu wybrano władze Towarzystwa.
Skład zarządu zmienił się całkowicie, a prezesem został z urzędu proboszcz,
ks. Baranowski. Towarzystwo czyniło starania o otwarcie przytułku dla
starców i uruchomienie szkółki parafialnej. Środki finansowe potrzebne
do realizacji tych celów i niesienie potrzebującym materialnej pomocy czer­
pano ze składki ofiar członków oraz organizowanych imprez kulturalnych,
w pierwszym zaś rzędzie przedstawień teatru amatorskiego przez wiele lat
kierowanego przez inż. K. Waniorskiego, sekretarza zarządu. Oprócz przed­
stawień urządzano też wieczory literackie i koncerty. Wynikające ze statutu
ograniczenia rozwoju Towarzystwa, niedostatek środków finansowych, nie
pozwalały jednak należycie rozszerzać tych kierunków jego działalności,
które miały na celu większą integrację tutejszego środowiska polskiego.
W celu rozszerzenia i uaktywnienia działalności Towarzystwa poczynio­
no, choć nie bez oporów ze strony części jego członków, zmiany w statucie,
wybrano nowy zarząd z prezesem J. Laudańskim na czele, którego starania
doprowadziły w 1903 r. do otwarcia biblioteki i czytelni oraz szkółki przy­
kościelnej. Jednakże nawet i te przedsięwzięcia nie były wstanie spowodować
zasadniczych zmian zakresu działalności Towarzystwa, ze względu na jego
charakter i podstawowe cele statutowe. Dopiero sytuacja zaistniała po
1905 r. umożliwiła zakładanie organizacji, które w szerszym zakresie po­
zwalały na realizację potrzeb kulturalno-oświatowych środowisk polskich
w Rosji. Były to powstające wówczas w wielu miastach imperium instytucje
pod nazwą „Dom Polski".
W Tyfusie inicjatywa powołania takiej organizacji zrodziła się wiosną
1907 r. i mimo pewnych trudności doczekała się realizacji jesienią tegoż
roku. Oficjalna inauguracja działalności Stowarzyszenia odbyła się 16 paź­
dziernika 1907 r. (Mądzik 1983, s. 22-25).
Celem działalności Stowarzyszenia miało być popieranie rozwoju kul­
turalnego ludności polskiej w Tyfusie i jego najbliższych okolicach. Plano­
wano założenie czytelni, bibilioteki, księgarni, szkoły dla dzieci i dorosłych,
biura informacji i porad prawnych, narodowej jadłodajni i herbaciarni oraz
towarzystwa wzajemnej pomocy. Przewidywano także wykłady, dyskusje,
kursy dokształcające dla dorosłych, koncerty, lekcje muzyki i śpiewu. Proje­
ktowano wydawanie książek, broszur i czasopism. Członkami Stowarzysze­
nia mogły być wszystkie osoby uważające się za Polaków, które ukończyły
18 lat bez różnicy płci, wyznania, zawodu i przynależności społecznej. Mimo
iż statut Stowarzyszenia nie stawiał niemal żadnych ograniczeń w przyj­
mowaniu członków, to ich liczba wzrastała powoli: w roku 1909 zrzeszało
ono 84 osoby (Mądzik 1987, s. 73-77).

�264

ANDRZEJ WOZNIAK

Początkowo Stowarzyszenie nie miało własnego lokalu i korzystało z goś­
cinności Towarzystwa Dobroczynności. Dopiero latem 1909 r. wynajęto odpo­
wiedni dom z pomieszczeniem na salę teatralną, na tej samej, co Towarzystwo
Dobroczynności ulicy Nikołajewskiej.
Jedną z głównych form działalności „Domu Polskiego" były przedstawie­
nia teatru amatorskiego. Najczęściej wystawiano komedie polskich autorów:
Fredry, Zapolskiej, Bałuckiego. Urządzano też wieczory muzyczne, literackie
(często rocznicowe), taneczne, choinki dla dzieci. Odbywały się seanse fil­
mowe, czynna była czytelnia i biblioteka. Czasami występowały polskie trupy
teatralne.
Od połowy 1909 r. w działalności Stowarzyszenia dają się zauważyć oznaki
kryzysu, pogłębiającego się w roku następnym. Aktywność Stowarzyszenia
słabnie, a w roku 1910 niemal zamiera. Pozostaje w nim zaledwie 11 członków,
funkcjonuje jedynie biblioteka. Dopiero w 1913 r. znalazła się grupa ludzi,
która doprowadziła do reaktywowania działalności Stowarzyszenia i ponow­
nego, choć powolnego wzrostu liczby członków (Mądzik 1987, s. 78-85).
Przed 1914 r. organizacje polonijne istniały także w Kutaisi i Batumi, ale
niewiele o nich wiadomo. W Kutaisi prawdopodobnie „jeszcze przed 1914 r."
powstało Towarzystwo Dobroczynności, przy którym działała szkółka parafial­
na (Mądzik 1990, s. 80). Myśl powołania Towarzystwa Dobroczynności przy
miejscowym kościele zrodził się w 1908 r. również w Batumi, ale projekt nie
został zrealizowany. W 1909 r. natomiast powstało w tym mieście Stowarzysze­
nie „Dom Polski". Na czele zarządu stanął Józef Panasiewicz. Zamierzano
założyć czytelnię i bibliotekę, szkołę, powołać zespół dramatyczny a nawet
założyć polski sklep z towarami kolonialnymi, ale tylko o funkcjonowaniu
biblioteki i szkółki polskiej mamy nieco wiadomości (Mądzik 1990, s. 90-91).
O organizacjach polonijnych w innych miastach Gruzji przed rokiem 1914
brak jakichkolwiek wiadomości. Nie wiemy zresztą niemal niczego również
o życiu innych poza wspomnianymi, skupisk polonijnych, ani o działalności
pozostałych parafii katolickich, wokół których skupiali się przeważnie tamtejsi
Polacy. Oprócz wspomnianych już dwu parafii w Tyfusie, parafii w Kutaisi
(Niepokalanego Poczęcia NMP, istniejąca od 1862 r.) i w Batumi (kościół
konsekrowany w 1903 г.), parafie rzymskokatolickie były też w Gori (p.w.
Świętej Rodziny, od 1810 r.) oraz w Achalciche, a kościoły nie posiadające
prawdopodobnie statusu parafialnych - w Ude (od 1903 r.) i Manglisi (Spis...
1916, s. 194, Hlebowicz 1993, s. 201) .
6

6

Według Spisu abecadlowego parafii i kościołów katolickich w Rosyi (Spis... 1916, s. 194)
w Achalciche znajdowały się wówczas dwa rzymskokatolickie kościoły parafialne - p.w.
Różańca N P M i Podniesienia Krzyża Św. oraz trzy katolickie kościoły parafialne obrządku
ormiańskiego („ormiańskie"). W całej Gruzji tych kościołów „ormiańskich" łącznie z kap­
licami było według Spisu... blisko 30. Jest w tym spisie i Manglisi (Manglis) bez informacji
jednak, jakiego obrządku jest tamtejszy kościół. O kościołach rzymskokatolickich w Manglisi
i Ude wspominają różni autorzy, nie podając żadnych dodatkowych danych. Nie pisze o nich
A. Hlebowicz (1993, s. 201).

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU ХГХ ¡ X X WIEKU

265

Wybuch wojny światowej postawił przed organizaq'ami polonijnymi
w Gruzji nowe zadania. Ich działalność została niemal całkowicie podpo­
rządkowana sprawie pomocy poszkodowanym przez działania wojenne. Już
we wrześniu 1914 r. za zgodą władz utworzony został w Tyflisie Polski
Komitet Organizacyjny Pomocy Ofiarom Wojny przy Stowarzyszeniu „Dom
Polski", który rozpoczął wkrótce zbiórkę pieniędzy na rzecz poszkodo­
wanych. Kiedy jesienią 1914 r. napłynęli do Tyfusu pierwsi uchodźcy z obję­
tych wojną terenów Królestwa Polskiego, Komitet zorganizował dla nich
schronisko w pomieszczeniach Towarzystwa Dobroczynności. Gdy jednak do
stolicy Gruzji napłynęły nowe fale polskich uchodźców zaczęło dla nich
brakować zarówno środków finansowych, jak i miejsc noclegowych w dwu
już wówczas schroniskach. Sytuacja ustabilizowała się dopiero w 1916 г.,
kiedy administracyjnie zahamowany został napływ uchodźców na Kaukaz.
W 1916 r. władze rosyjskie zezwoliły też na działalność na Kaukazie jeszcze
jednej organizacji polskiej niosącej pomoc wygnańcom - Centralnemu Komi­
tetowi Obywatelskiemu.
Rewolucja lutowa 1917 r. spowodowała wiele zmian również w życiu
społeczności polskiej w Gruzji. Umożliwiła przede wszystkim zakładanie
nowych organizacji polskich. Już w marcu 1917 r. członkowie dotychczas
działających w Tyflisie organizacji powołali Radę Polskich Organizacji, która
wkrótce powołała swoją egzekutywę - Polski Komitet Wykonawczy. Zaczęły
też powstawać organizaqe o charakterze politycznym i skupiające wojskowych:
Polski Związek Demokratyczny z Sekcją Wojskową a także Związek Wojsko­
wych Polaków. Ukształtował się ośrodek koordynujący działalność organizaqi
żołnierskich - Tymczasowa Rada Wojskowa. Tworzyli swe organizacje również
przebywający w Tyflisie działacze PPS i SDKPiL, powstawały związki młodzie­
ży. Z iniq'atywy znanego działacza polonijnego Jerzego Mularskiego powstała
organizacja dziecięco-młodzieżowa „Harcerz", działał też Związek Młodzieży
Polskiej. Niewielką organizacją społeczno-zawodową był Polski Związek
Pracowników Kolejowych.
W sierpniu 1917 r. odbył się w Tyflisie zjazd przedstawicieli polskich
organizacji i związków działających na Zakaukaziu, który wyłonił naczelny
organ - Polską Radę Okręgową na Kaukazie, ta zaś z kolei Krajowy
Komitet Wykonawczy. Ustalono wytyczne, którymi miała się kierować PRO
w swej działalności. Głównymi celami miały być rozbudzanie samowiedzy
narodowej i niepodległościowej, sprawne organizowanie polskiego życia pu­
blicznego, ujednolicanie polskiej polityki na Kaukazie zgodnie z zasadami
ogólnonarodowej polityki kraju. Przy Radzie Okręgowej utworzono Polską
Centralę Wojskową (Mądzik 1987, s. 136-137).
Jesienią 1917 r. Rada podjęła decyzję o połączeniu oddziałów polskich
istniejących na Kaukazie w jedną całość organizacyjną, dywizję wojsk pols­
kich. Wobec wielu trudności realizaq'a tego planu okazała się niemożliwa
i powstała tylko Samodzielna Kaukaska Brygada Wojsk Polskich. Na przeło­
mie 1917/1918 r. liczyła ona około 1500 żołnierzy i oficerów pod wspólnym

�266

ANDRZEJ WOZNIAK

dowództwem. Żołnierze Brygady pełnili służbę wartowniczą w Tyfusie. W lip­
cu 1918 r. rząd gruziński podjął decyzję o rozwiązaniu tej bardzo już wówczas
przerzedzonej formacji, a jej żołnierzom i oficerom umożliwił powrót do
kraju (Mądzik 1990, s. 127-132).
Ważnym wydarzeniem w życiu gruzińskiej Polonii było ukazanie się
w czerwcu 1918 r. pierwszego numeru czasopisma w języku polskim - „Ty­
godnika Polskiego". Jego redaktorem był Wincenty Jordański, wydawcami
W. i M . Musiałowie i Jan Blichiewicz, zaś najaktywniejszym współpracow­
nikiem - Ludwik Piekarski. Wydano sześć numerów pisma, w których
zdecydowanie przeważała tematyka związana z wyjazdami miejscowych
Polaków do kraju, znacznie mniej uwagi poświęcano innym sprawom Polo­
nii, a zupełny margines stanowiły wydarzenia w Gruzji i na Zakaukaziu
(Woźniak 1991, s. 162-168).
5. Działalność organizacji polonijnych przyczyniła się niewątpliwie do
większej konsolidacji wewnętrznej skupisk polskich w Gruzji, a w okresie
późniejszym, zwłaszcza w latach wojny, do pogłębienia świadomości naro­
dowej i poczucia łączności z krajem.
Stosunek mieszkających w Gruzji Polaków do spraw narodowych, zaanga­
żowanie w działalność polskich organizacji, dość krytycznie oceniali ich rodacy
przybywający na Kaukaz z Królestwa i z kresów. Jeszcze w roku 1916, a więc
już w okresie wzrostu świadomości narodowej i nastrojów patriotycznych
wśród gruzińskiej Polonii, przedstawiciel Centralnego Komitetu Obywatelskiego
na Kaukazie, W. Gutowski w sprawozdaniu przesłanym Głównemu Zarządowi
CKO pisał o niewielkim zaangażowaniu miejscowych Polaków w pracę
organizacji polskich i o traktowaniu przez nich pracy społecznej jako filantropii,
a niejako obowiązku narodowego (Mądzik 1987, s. 106-107).
Krytycznie pisał o Polakach z Kaukazu w wydanych kilka lat wcześniej
wspomnieniach również ks. Fryderyk Józefat Żyskar. Spędziwszy dwa lata
na kaukaskim zesłaniu i dość dobrze poznawszy tamtejsze stosunki, ubole­
wał „A tu mój Boże! na tym Kaukazie pogoń za złotem, za dostatkiem, za
życiem, tak dusze wypełnia, tak serca przemienia, że przychodzą na kapłana
ciężkie chwile zwątpienia, w których chciało się zawołać: Panie! oderwij
mnie od tej ziemi niepłodnej, od tej roli, która nie daje żadnych owoców."
Zaraz jednak dodaje, że owoce są, ale wymaga to bardzo wiele pracy.
Zastrzega się też, że nie chce generalizować, iż jego uwagi nie odnoszą się
bynajmniej do wszystkich Polaków; troskę jego budzi przede wszystkim
inteligencja, która rzadko miewa do czynienia z katolickimi duchownymi
(Żyskar 1909, s. 78-79). Krytyczne uwagi pod adresem skupisk polskich na
Kaukazie padały jednak nie tylko ze strony ludzi patrzących na nie z ze­
wnątrz. Wiele takich głosów dochodziło również z Tyfusu. Korespondenci
„Kraju", „Głosu", „Przeglądu Tygodniowego" pisali o niedostatkach czy
wręcz zagrożeniach tutejszego życia polskiego. Podnoszono sprawę znajo­
mości języka polskiego zarówno wśród dzieci i młodzieży, jak i wśród
dorosłych. Korespondent „Kraju" ubolewał w 1898 г., że dzieci Polaków

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XIX i XX WIEKU

267

z klasy średniej „urodzone na Kaukazie, często wcale nie znają rodzinnej
mowy", a mimo to nauczyciele języka polskiego nie znajdują pracy. Rok
później Stefan z Tyfusu pisał w „Głosie", że nawet inteligencja polska w tym
mieście „niemożebnie mówi po polsku" (Woźniak 1991, s. 159-160).
W 1895 r. J.S. Ziemba pisał z Tyfusu o trudnościach, na które natrafiły tu
próby zorganizowania polskiej biblioteki .
Wszystkie poruszane tu problemy diaspory polskiej na Kaukazie, a także
sporo innych, dostrzegał już znacznie wcześniej, od lat mieszkający w Tyf­
lisie ks. Julian Dobkiewicz. Pisał o nich stosunkowo obszernie w korespon­
dencji z Gori przesłanej do „Kraju" w październiku 1883 r. Najliczniejszą
grupę Polaków na Kaukazie, zauważa ks. Dobkiewicz, stanowią polscy żoł­
nierze i oficerowie miejscowych garnizonów. „Na Kaukazie ilekroć gdzie
stoi pułk żołnierzy lub batalion, tam co najmniej trzecią część żołnierzy
składają Polacy, wraz z pewnym procentem oficerów. Dawniej, kiedy służba
wojskowa trwała długo, żołnierz kaukaski, choć i doczekał się dymisji, to
jednak straciwszy w domu krewnych, albo też w sercu swojem przywiązanie
do kraju, żenił się po wysłudze lat z „krajówką" i zostawał tutaj, jakby nic
wspólnego nie łączyło go z przeszłością; takich starych szynkarzy, rzemieśl­
ników itd. można i teraz tu jeszcze dość często spotkać; zostawiają oni
dzieciom tylko nazwisko polskie. Obecnie inaczej: żołnierz po kilku latach
służby, ma jeszcze w domu rodziców i braci, z tęsknotą więc wraca do
rodzinnej wioski, i ani ranga, ani dobra służba u obcych nie zatrzyma go
tutaj. Młodożołnierska kolonia nasza jest tu więc nieliczna. Kontyngens
Polaków przybywających na Kaukaz dobrowolnie, ten to się już składa
prawie wyłącznie z ludzi mniej więcej średnio wykształconych, którzy mając
dla siebie w kraju zamknięte drzwi wszędzie i do wszelkich dykasteryj,
szukają tu kawałka chleba." W każdym niemal kaukaskim mieście powiato­
wym znajdzie się polską rodzinę - najczęściej lekarza lub inżyniera, leś­
niczego lub telegrafisty. Bardzo często ludzie ci pracując ze sobą, dopiero po
pewnym czasie „dowiadują się że są Polakami". Większość miejscowych
Polaków bardzo źle mówi po polsku. Język ich roi się od rusycyzmów,
których liczne przykłady ks. Dobkiewicz podaje. Gdy ktoś im na to zwraca
uwagę, usprawiedliwiają się, że rzadko mają okazję mówić po polsku. Kiedy
radzi się im czytać polskie książki i gazety, odpowiadają, że na to trzeba
„czasu i pieniędzy", a ich goniących za kawałkiem chleba „nie stać ani na
jedno ani na drugie". Zdarza się, pisze ks. Dobkiewicz, spotkać niekiedy
nawet „czysto polską" parę małżeńską rozmawiającą ze sobą „w języku
miejscowym*, który im łatwiej przychodzi niż własny, a o dzieciach to już
7

7

Ludosław (J.S. Ziemba), Wszędzie i zawsze jednacy (korespondencja do„Przeglądu Tygod­
niowego"), Tyflis 9/21 luty 1895 (rękopis), Biblioteka Publiczna, Dział Starodruków i Rękopi­
sów, П. 375, k. 288-290.
Podkreślenie ks. Dobkiewicza. Język „miejscowy", w znaczeniu: „miejscowy język urzę­
dowy", nie gruziński zatem, lecz rosyjski. Świadczą o tym zresztą wspomniane już przykłady
rozmów, pełne rusycyzmów, obficie przez ks. Dobkiewicza przytaczane.
8

�268

ANDRZEJ WOZNIAK

niema co i wspominać. Niańki są najpospoliciej Gruzinki, stąd najczęściej
dziecko polskie rozmawia z kiepska po gruzińsku, z kiepska po rosyjsku, zaś
po polsku zaledwo rozumie co się do niego mówi. Z prawdziwą też przyjem­
nością spotykasz, acz bardzo rzadko familię, która wszelkiemi sposobami,
już to sprowadzaniem elementarzy i książek, już to pilnem przestrzeganiem
polszczyzny w stosunkach domowych, stara się wychować dzieci w ojczy­
stym słowie" (ks. J.D. 1883, s. 11-12).
Choć w przytoczonych materiałach jest zapewne trochę publicystyczne­
go przejaskrawienia, to nie ulega wątpliwości, że poruszane w nich sprawy
były na przełomie wieków istotnymi problemami kaukaskiej, a tym samym
gruzińskiej Polonii. Szczególnie cenne są spostrzeżenia ks. J. Dobkiewicza,
zwłaszcza te, które dotyczą roli rodziny w przekazywaniu dziedzictwa kul­
turowego grupy i podtrzymywaniu jej odrębności etnicznej.
Rola rodziny w międzypokoleniowej transmisji języka i tradycji jest
oczywista i nie trzeba jej speq'alnie podkreślać. Szczególnie jednak istotna
jest ona w diasporze, gdzie obok Kościoła i szkoły staje się najskutecz­
niejszym narzędziem podtrzymywania tożsamości etnicznej i świadomości
pochodzenia (Posern-Zieliński 1982, s. 73; Melkonjan 1988, s. 99-100).
W warunkach szczególnie niesprzyjających, takich, w jakich znajdowały się
skupiska polskie w Gruzji co najmniej do przełomu XLX i X X w., jej rola
niepomiernie wzrasta. Do tego czasu w Tyflisie, a w prowincjonalnych
miastach Gruzji nawet dłużej, rodziny polskie nie miały żadnego instytu­
cjonalnego wsparcia, poza „polską" parafią św. Piotra i Pawła. Na prowinqi, gdzie parafie katolickie obsadzone były z reguły przez księży gruzińskich,
nawet i one nie stanowiły dla rodzin polskich takiego wsparcia. Dopiero
powstanie w 1894 r. przy kościele św. Piotra i Pawła w Tyflisie Rzymsko­
katolickiego Towarzystwa Dobroczynności oraz prowadzonej przez nie
szkółki, zapoczątkowało nowy okres, choć dalszy rozwój organizaq'i pol­
skich w Gruzji był powolny, a ich rola poza Tyfusem ograniczona. Przypo­
mnieć ponadto należy, że aż do lat 90. XLX w. nawet zakładanie kościelnych
organizacji charytatywnych było w Rosji bardzo utrudnione, a możliwość
powoływania organizacji polonijnych zaistniała dopiero na początku następ­
nego stulecia.
Należałoby się zastanowić, w jakiej mierze do rodzin polskich w Gruzji
da się zastosować to, co A. Posern-Zieliński pisze o rodzinie polonijnej
w Stanach Zjednoczonych na przełomie ХГХ i XX w. a mianowicie, że
„rodzina imigracyjna stała się tym mikroświatem, w którym człowiek czuł
się jak u siebie, separując się od obcego i często niezrozumiałego otoczenia.
W jej ramach dokonywała się międzypokoleniowa transmisja nie tylko tradyq'i i języka ale i świadomości pochodzenia oraz przywiązania i sentymen­
tów do kraju pochodzenia" (Posern-Zieliński 1982, s. 73).
Między Polakami mieszkającymi w Gruzji a imigrantami polskimi w Sta­
nach Zjednoczonych istniało na przełomie X I X i X X w. sporo zasadniczych
różnic. Dotyczyły one zarówno pochodzenia i statusu społecznego emigran-

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU X I X i X X W I E K U

269

tów w ojczyźnie, jak i ich wykształcenia, znajomości języka kraju osiedlenia,
sytuacji materialnej i pozycji społecznej po osiedleniu. Ogólnie biorąc, status
społeczny Polaków na Kaukazie był znacznie wyższy niż w Stanach Zjed­
noczonych, a znaczną ich część zaliczyć można do miejscowej elity społecz­
nej i kulturalnej. Separowanie się polskich rodzin od miejscowego otoczenia,
jeśli miało miejsce, to z zupełnie innych niż w Stanach Zjednoczonych
powodów i z innej pozycji. Budowanie owego mikroświata, jak to określa
A. Posern-Zieliński, a czasem wręcz mikrotwierdzy rodzinnej, było w Gruzji
najczęściej aktem świadomego wyboru, nie zaś, jak w Stanach Zjednoczo­
nych, sytuacją wymuszoną przez okoliczności: nieznajomość języka, kultury,
niedostosowanie do istniejącego poziomu cywilizacyjnego, niski status spo­
łeczny, itp. Dotyczy to jednak tylko części Polonii, rodzin o najwyższym
stopniu świadomości narodowej. Pozostałe nie izolowały się zbytnio od
otoczenia i pozostawały dość otwarte na jego wpływy. Odnosi się to jednak
przede wszystkim do Rosjan i w znacznie mniejszym stopniu do ludności
miejscowej: Gruzinów, Ormian, t.zw. Tatarów (Azerbejdżan) i innych naro­
dowości kaukaskich. Izolacji rodzin polskich od obcojęzycznego i odmien­
nego kulturowo otoczenia nie sprzyjało zresztą ich rozproszenie. W żadnej
z kolonii polskich na Kaukazie Polacy nie tworzyli zwartych skupisk, „gett"
narodowościowych, tak jak w niektórych miastach Stanów Zjednoczonych,
czy też podobnych do ormiańskich, „tatarskich", niemieckich dzielnic lub
ulic, istniejących również w Tyflisie. Tutejsi Polacy miewali w sąsiedztwie co
najwyżej pojedyncze polskie rodziny, niekiedy w tym samym domu, częściej
przy tej samej lub pobliskiej ulicy.
Mikrotwierdzami chroniącymi język polski i elementy rodzimej kultury,
były w Gruzji na przełomie XLX i X X w. przede wszystkim rodziny in­
teligenckie, jednorodne pod względem etnicznym, ale żaden z tych dwu
czynników nie był decydujący jeśli idzie o przeciwdziałanie procesom akulturacyjnym. Działał tu raczej cały zespół czynników o różnych konfiguraq'ach, zależnych od okresu, miejsca zamieszkania, zamożności rodziny itp.
Wykorzystywane w pracy materiały, ze względu na ich różnorodność, nie
pozwalają na statystyczne ujęcie tego zagadnienia . Możemy się tu posługi­
wać jedynie przykładami.
Do lat 60-70. X I X w. osiadający w Gruzji Polacy rzadko mieli możność
znalezienia tam kandydatki na żonę tej samej narodowości. Podróż w tym
celu do kraju często była wówczas niemożliwa, stąd też znaczny w tym
okresie odsetek małżeństw mieszanych. Żeniono się przeważnie z Grazinkami z katolickich rodzin, lub z Ormiankami. Potomstwo takich mieszanych
9

9

Oprócz cytowanych w artykule opracowań i materiałów z XTX-wiecznej prasy korzystam
w nim również z wielu innych źródeł, zarówno tzw. zastanych (takich jak wspomnienia
i pamiętniki rękopiśmienne i publikowane, listy, dokumenty ze zbiorów rękopisów bibliotek
i muzeów polskich i gruzińskich, ze zbiorów prywatnych oraz w mniejszym zakresie materiały
archiwalne) jak i wywołanych (wywiady zawierające wiadomości dotyczące kilkudziesięciu
rodzin polskich mieszkających w Gruzji na początku bieżącego stulecia).

�270

ANDRZEJ WOZNIAK

rodzin rzadko poza nazwiskiem i świadomością pochodzenia, zachowywało
głębsze związki z polskością. Grigol Wolski i Giorgi Zdanowicz byli wybit­
nymi przedstawicielami kultury gruzińskiej, trudniej określić przynależność
narodową braci Zdaniewiczów, ale związki ich wszystkich z kulturą polską
były wątłe, lub wręcz żadne.
W okresie późniejszym, pod koniec XLX i na początku XX w. rzadziej
zawierano małżeństwa mieszane. Żony często szukano w kraju i tam też
przeważnie odbywał się ślub. Po krótszym, lub dłuższym pobycie w kraju
wracano do Gruzji. Jak wynika z wielu wywiadów, w domu, zwłaszcza gdy
pojawiły się dzieci, starano się mówić wyłącznie po polsku, pod tym kątem
dobierano też służbę. Niektóre domy polskie nie utrzymywały kontaktów
towarzyskich z rodzinami rosyjskimi i tymi gruzińskimi, w których mówiono po
rosyjsku. Naukę dzieci w rosyjskich szkołach uzupełniano w domu lekcjami
języka polskiego, ojczystej historii i geografii. Wieczorami czytano wspólnie
polskie książki i prasę, śpiewano patriotyczne pieśni. Zamożniejsze rodziny
wysyłały dzieci na wakacje do kraju, niekiedy nawet na parę miesięcy.
Przedstawiony tu, niepełny zresztą, rejestr środków mających przeciw­
działać rusyfikacji młodego pokolenia, powtarzany jest w rozmaitych kon­
figuracjach w wypowiedziach osób reprezentujących różne środowiska polo­
nijne. Wiele wskazuje jednak na to, że był to raczej postulowany wzorzec
wychowawczy, niż powszechnie praktykowana w rodzinach polskich w Gru­
zji rzeczywistość. Wzorzec ten zresztą prawdopodobnie nigdy nie został
w pełni werbalnie sformułowany i wyrażał się raczej w pozytywnej ocenie
rodzin najbliższych jego realizacji. Pełna realizacja tego wzorca wychowaw­
czego miała zapewnić młodemu pokoleniu znajomość języka ojczystego
i przynajmniej taki zasób tradycyjnych treści, jaki wynieśli z domu rodzice.
W warunkch diaspory było to jednak niemożliwe. Posłużmy się przykłada­
mi: nawet w rodzinach bardzo dbających, aby jak najmniej kontaktować się
z rosyjskojęzycznym otoczeniem, zarówno pokolenie rodziców, jak i dzieci
miało z nim bezustannie do czynienia w pracy i w szkole, na ulicy i w urzę­
dzie, na podwórku i w sklepie. W miejscowych warunkach wielu mniejszych
świąt dorocznych nie obchodzono w domu - całe zespoły treści, zwłaszcza
wierzeniowych, związanych z tymi świętami były młodemu pokoleniu prawie
nieznane. Niektóre uroczystości rodzinne były w warunkach diaspory rzad­
kością; np. śluby i wesela odbywały się przeważnie w kraju i mało było
okazji do uczestniczenia w nich. Przykładów takich jest oczywiście więcej.
Najżywsze kontakty z otoczeniem, przeważnie rosyjskojęzycznym miało,
często wbrew intencjom rodziców, młode pokolenie. Szczególne miejsce
zajmowała tu oczywiście szkoła, ale sporą rolę, zwłaszcza w końcu X I X w.
odgrywały też np. nielegalne organizacje narodnickie i socjalistyczne.
Miał też Tyflis dość prężne środowisko artystyczne (istniały w mieście
szkoły rysunku, malarstwa, muzyczne, studium teatralne) intensywnie przy­
ciągające część polskiej młodzieży. Na młodych ludzi z tego środowiska, do
którego należeli m.in. bracia Zdaniewiczowie i Zygmunt Waliszewski, wy-

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XIX i X X WIEKU

271

wierał silny wpływ „genius loci" tego wielonarodowościowego i obdarzone­
go niepowtarzalnym kolorytem miasta. Cechował ich niekiedy pewien indyferentyzm w kwestiach narodowych i podatność na wpływy innych, w tym
i miejscowych kultur. Mówili po rosyjsku, czasem trochę po gruzińsku, ale
czuli się przede wszystkim mieszkańcami Tyflisu.
6. Rok 1918 był dla gruzińskiej Polonii momentem przełomowym. Za­
częły się bowiem wówczas załamywać już nieco wcześniej zachwiane pod­
stawy jej stabilizacji materialnej, a nie rzadko wręcz dobrobytu, zaś perspek­
tywy na przyszłość stawały się coraz bardziej niepewne.
Kłopoty materialne były w 1918 roku powszechne i dotykały również
niemal całą społeczność polską w Gruzji, choć na tle chaosu, nędzy i cier­
pienia ogromnych rzesz ludności na całym obszarze byłego imperium ob­
jętym rewolucją, kraj ten był oazą spokoju i obfitości. Zagrożenie material­
nych podstaw bytu tutejszej Polonii wiązało się z „unaradawianiem" i reor­
ganizacją wielu dziedzin życia gospodarczego, społecznego i kulturalnego
Gruzji. Instytucje, które do niedawna znajdowały się w rękach administracji
rosyjskiej, od jesieni 1917 г., a zwłaszcza po ogłoszeniu niepodległości kraju
(26.V.1918 r.) przejmowane były przez władze i organizacje gruzińskie. Znacz­
na liczba Polaków zatrudnionych często na wysokich stanowiskach w admini­
stracji, policji, służbie zdrowia oraz w wojsku, niekiedy z dnia na dzień traciła
pracę, wolne zaś miejsca, wszędzie gdzie to było możliwe, zajmowali Gruzini.
Zwolnienia dotknęły nawet Kolej Zakaukaską, gdzie Polacy byli zawsze
najbardziej cenionymi pracownikami. Gwałtownie obniżył się poziom życia
większości polskich rodzin, a niektóre znalazły się wręcz w biedzie. Chwytano
się zatem różnych sposobów zarobkowania, ale np. w rodzinach inteligen­
ckich, których możliwości w tym względzie były bardzo ograniczone, wyprze­
daż dobytku stawała się często głównym sposobem zdobywania środków do
życia. Wyjazd do kraju był więc przeważnie jedyną perspektywą nawet dla
tych, którzy nigdy przedtem o nim nie myśleli.
Z wyjazdami do kraju wiązało się wiele trudnych do rozwiązania kwestii.
Pomijam tu ogromne wówczas trudności komunikacyjne, brak środków na
opłacenie podróży, itp. Trudne było czasem samo podjęcie decyzji, zwłasz­
cza dla rodzin zasiedziałych tu od pokoleń, pochodzących z kresów, z tere­
nów objętych w tym czasie rewolucją. Z obawą myślano też o perspek­
tywach zatrudnienia w kraju. Szczególnie ostro rysowała się ta kwestia przed
niższymi urzędnikami o niewielkich kwalifikacjach. Stąd też m.in. kursy
dokształcające i zawodowe, o których ogłoszenia stale pojawiały się w „Ty­
godniku Polskim".
Wobec perspektywy powrotu do kraju coraz ważniejsza stawała się zna­
jomość języka polskiego, która zwłaszcza wśród młodszego pokolenia przed­
stawiała się czasem wręcz fatalnie. Stąd też hasło w „Tygodniku" - „Uczcie
dzieci swe po polsku" oraz kursy dokształcające w „Domu Polskim".
W związku z wyjazdami do kraju w nr 4 „Tygodnika Polskiego" po raz
pierwszy zasygnalizowana została sprawa obywatelstwa polskiego. Autor

�272

ANDRZEJ WOŹNIAK

poświęconego temu problemowi artykułu, apeluje aby nie wydawać dowo­
dów obywatelstwa ludziom, „którzy poza nazwiskiem nic wspólnego z Pol­
ską nie mieli". Nie należy więc ułatwiać im wyjazdów do Polski, bo „my
w Królestwie panów Mozesów, Dawidów, Iwanów itp. mieliśmy tak dużo,
że dla synów własnej ziemi zaczynało brakować miejsca". Dodać należy, że
tego rodzaju akcenty, jak w ostatnim zdaniu, spotyka się w „Tygodniku"
rzadko (Woźniak, 1994 s, 110-111).
Repatriacja, odbywająca się w bardzo trudnych warunkach, trwała
z przerwami do jesieni 1924 r. Pozostali w Gruzji nieliczni - w 1926 r.
w całym kraju było już tylko 3159 Polaków. Po sowietyzacji Gruzji ich
kontakty z Polską, a nawet z istniejącym w Tyfusie konsulatem RP, były
bardzo ograniczone. Dotychczasowe formy organizacyjne życia gruzińskiej
Polonii przestały istnieć (Woźniak, 1996, s. 7).
Około 10 tysięcy obywateli polskich, przesiedlonych, deportowanych
i uwięzionych, znalazło się w Gruzji w latach 1939-1948. Większość wróciła do
Polski na własną rękę, pozostali jako żołnierze armii gen. Berlinga i w ramach
oficjalnej akcji repatriacyjnej w latach 1946-1948 (Głowacki, 1992, s. 14-18).
W niepodległej Gruzji nieliczni pozostali tam Polacy znów zaczęli się
organizować. Krótko istniał założony przez A. Rusieckiego elitarny Klub
Polski o charakterze politycznym. Większość jego członków wyemigrowała
z Gruzji. W 1995 r. zarejestrowane zostało w Tbilisi Stowarzyszenie Pola­
ków Gruzji „Polonia". Jego prezesem i niezmordowaną organizatorką po­
mocy dla tbiliskich Polaków jest, mająca polskich antenatów, profesor tam­
tejszego uniwersytetu, Maria Filina. Stowarzyszenie zostało powołane dla
celów dobroczynnych i kulturalno-oświatowych. W 1995 r. zrzeszało około
500 członków. Centrum życia polonijnego jest nadal kościół p.w. Piotra
i Pawła, w którym od ponad 20 lat posługę duszpasterską pełni Polak,
ks. Jan Śnieżyński (Woźniak, 1996, s. 7) .
10

LITERATURA
Anczabadze J., W o ł k o w a N.
1990

Stary) Tbilisi. Gorod i gorożanie w XIX wiekie, Moskwa.

Baranowski В., Baranowski K.
1987

Historia Gruzji, Wrocław.

Bauer K .
1981

Wojsko koronne powstania kościuszkowskiego,

Warszawa.

Dobkiewicz J. ks.
1884
(Korespondencja) Batum, 20 kwietnia, „Kraj", R. 3, nr 20, s. 6-7.
Dzwonkowski W.
1913
Polacy w armii Katarzyny II, „Biblioteka Warszawska" Т. I. (ogólnego zbioru
t. 289), s. 88-124.
1 0

Już w trakcie korekty dowiedziałem się, że ksiądz Jerzy Świeżyński został przeniesiony
do innej parani.

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XLX i X X W I E K U

273

G ł o w a c k i A.
1992
O uchodźcach polskich w Gruzji w latach II wojny światowej, „Pro Georgia" R . I I ,
s. 14-18.
Groniowski K.
1984
Emigracja z ziem polskich zaboru rosyjskiego (1864-1918), [w:] Emigracja z ziem
polskich w czasach nowożytnych i najnowszych (XVIII—XX w.). Pod red. A . Pilcha,
Warszawa, s. 196-251.
H l e b o w i c z A.
1993
Katolicyzm w państwie sowieckim 1944-1992, Gdańsk.
Janiszewski E .
1987
Wspomnienia odessity 1894-1916, Wrocław.
„Kalendarz..."
1908
„Kalendarz Domu Polskiego w Odesie na rok...", Odessa.
„Kawkazskij..."
1854
„Kawkazskij kalendář", (Tiflis).
K r u s i ń s k i T.
1740
Trágica vertentis belli Persici historia... ab anno 1711 ad annum 1728..., Leopoli.
K s . J.D.(obkiewicz)
1883
(Korespondencja), Gori na Kaukazie, 25 paźdz., „Kraj" R . 2, nr 48, s. 11-12.
Mądzik M.
1983
Polskie organizacje spoieczno-kulturalne w Gruzji przed I wojną światową, „Biule­
tyn Lubelskiego Towarzystwa Naukowego. Humanistyka", vol. 25, s. 21-27.
Mądzik M.
1987
Działalność społeczno-kulturalna i polityczna Polaków w Gruzji na przełomie XIX
i XX wieku, Lublin.
Mądzik M.
1990
Polskie organizacje społeczno-kulturalne, polityczne i wojskowe na Zakaukaziu
na przełomie XIX i XX wieku [w:] M . Mądzik, L . Piątkowski, L . Zakrzewska-Dubasowa, Polacy w kulturze i życiu społecznym Zakaukazia do 1918 roku. Pod
red. M . Zakrzewskiej-Dubasowej, Lublin, s. 71-136.
Melkonjan E .
1988
Armjanskąja siemja w usłowijach diaspory, „Sowietskaja Etnografija", nr 6, s. 98-104.
M u r a t o w i c z S.
1777
Relacya Sefera Muratowicza obywatela warszawskiego od Zygmunta III króla
polskiego dla sprawowania rzeczy wysłanego do Persyi w roku 1602..., Warszawa.
Paprocka J.
1992
Srebra i platery firmy Józef Fraget, Warszawa.
Piątkowski L.
1990
Działalność społeczno-gospodarcza i kulturalna Polaków na Zakaukaziu w XIX i na
początku XX wieku [w:] M . Mądzik, L . Piątkowski, M . Zakrzewska-Dubasowa,
Polacy w kulturze i życiu społecznym Zakaukazia do 1918 roku. Pod red.
M . Zakrzewskiej-Dubasowej, Lublin.
Polski...
1959-1960 Polski Słownik Biograficzny, T . V H I , Wrocław.
P o s e r n - Z i e l i ń s k i A.
1982
Tradycja i etniczność. Przemiany kultury Polonii amerykańskiej, Wrocław.
Spis...
1916
Spis abecadłowy parafii i kościołów katolickich w Rosyi, „Kalendarz Polski. Rocz­
nik Wychodźctwa Polskiego w Rosyi" na rok...
Statisticzeskij...
1870
Statisticzeskij oczerk Tifliskoj guberni [w:] Sborník materiałów dlia opisanija Tiflisskoj guberni, T . I , wyp. I , Tiflis, s. 176-194.

�274

ANDRZEJ WOZNIAK

Stefan z T y f l i s u
1899
(Korespondencja) „Głos" R. XTV, nr 17, s. 404-405.
T a m a r a s z w i l i M.
1902
Istoria katolikobisa kartwelta szoris, Tiflis.
Wasilewski L.
1916
Polityka narodowościowa Rosji, (Warszawa).
W o ź n i a k A.
1983
Kultura ludowa Gruzji w relacjach polskich do początków XX w. „Etnografia
Polska", t. X X V I I , z. 1, s. 297-320.
W o ź n i a k A.
1987
O kaukaskich drogach Polaków, „Etnografia Polska", t. X X X I , z. 1, s. 231-236.
W o ź n i a k A.
1991
„Tygodnik Pobki" - czasopismo tyfliskiej Polonii, „Etnografia Polska", t. X X X V ,
z. 1, s. 153-171.
W o ź n i a k A.
1994
Jeszcze o „Tygodniku Polskim" i tyfliskiej Polonii, „Etnografia Polska",
t.xxxvm, z. 1-2, s. 107-112.
W o ź n i a k A.
1996
Polacy w Gruzji [w:] Polacy w Gruzji (katalog wystawy), Warszawa, Muzeum
Niepodległości, s. 3-7.
Zwoliński K.
1979
Zakłady Żyrardowskie w latach 1885-1915, Warszawa.
Ż y s k a r F.J.
1909
Polacy w rozproszeniu. Tułacz tułaczowi poświęca. Wspomnienia z piętnastu łat
prac kapłańskich w Cesarstwie, Petersburg.

ANDRZEJ WOŻNIAK
F R O M T H E STUDIES ON T H E POLISH C O L O N Y
I N G E O R G I A I N T H E SECOND H A L F T H
O F T H E 19TH A N D T H E B E G I N N I N G O F T H E 20TH C E N T U R Y
Summary
The tradition of the Polish-Georgian contacts reaches back for several centuries. For the
17th century Polish state Georgia was an important link in its schemes of military alliance with
Persia aimed against Turkey. Polish kings initiated friendly diplomatic relationships then, both
with Georgia and with Persia. Armenian merchants from Poland used to import oriental
carpets and weapon from both these countries. Polosh missionaries worked in the Transcaucasus. Some of them played the role of diplomats as well, some run schools and afforded
medical aid to native people. One of them, a Jesuit, was the author of the first Polish
ethnographical report on Georgia. At the beginning of the 18th century the activity of Polish
missions weakenes, to disappear at the end of the 1720ties. At the end of the 18th century after
the second partition of Poland the Poles appeared in Georgia again. They were the soldiers of
Polish borderland troops drafted by force into Russian army.
A new period in the history of Polish-Georgian relationships began at the beginning of the
19th century, when Georgia, like Poland before, lost its independence. Georgia and the greater
part of Poland were incorporated into the same Russian Tsarist empire. From the very
beginning of this period we can notice family names of Polish gentry among the officers of
Russian army and among civilian administration in the Transcaucasus, mainly in Georgia.
Two of those representatives of Polish upper class coming from the Eastern territories of

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XIX i X X W I E K U

275

former Polish state, Marek Maliński and Piotr Zawielejski, were even appointed, in the early
1830ties, civilian governers of Eastern Georgia. Thousands of Poles arrived to the Caucasus in
the 1830ties, first of all the participants of national uprising and national independence
movements sentenced to compulsory service in Russian army. Many of them had belonged to
the Polish intellectual elite in their country and were able to continue their literary or scholarly
work in Georgia. Another category of Polish immigrants were those who, having received
government scholarships at Russian universities were then obliged to serve them off in different
provinces of the empire (they were mainly medical doctors). There were also persons of many
different professions teachers, merchants, artisans, clerks, who simply looked for better possi­
bilities of employment and life chances there.
At the beginning of the 1860ties, after the Caucasian war Polish immigration increased in
number. Still greater numbers of Polish immigrants appeared in the Transcaucasus, and
especially in Georgia, after the Turkish-Russian war in the late 1880ties. That was the period
of advanced economic development of Georgia, quick growth of different industries along with
the development of railway network. The country needed skilled professionals of different
specialities. Great was the attracting power of Tbilisi, the administrative and cultural centre of
the Transcaucasus with the population of about 160 thousand.
We must admit that the role of Polish immigrants in Georgia was remarkable in spite of
their relatively small number in total population of the country. Polish names are closely
associated with important achievements both in economy and cultural life. They built roads
and railway lines, bridges and tunnels, designed public buildings etc. They were highly es­
timated in administration as well as craftsmen, doctors and artists.
The Polish immigrant group was concentrated in the capital town of Tbilisi. In 1897 there
were 4133 Poles living there; just before the World War I - about 8-9 thousand, i.e. half of the
total number of Poles living in Georgia. In the 1870ties a Roman Catholic church was built in
Tbilisi and it soon became the place where the Polish immigrants used to meet and a good
starting point for organizing their social life in more institutionalized forms. It began with the
Catholic Charity Society in the 1890ties. It was not until 1907 when another society "Polish
House" could befounded to serve better the immigrants cultural and educational purposes.
Social life of the Polish colony enlivened considerably after the February Revolution in
1917. Many new organizations appeared, in 1918 the "Polish Weekly" begun to be edited.
Polish organizations worked not only in the capital but also in two other towns of Kutaisi
and Batumi. They supported Polish families in preserving their national identity, language
and tradition. Polish immigrants were scattered and this, together with other circumstances,
especially in the capital made for the process of the acculturation to local culture and loss of
the ties with their ethnic one.
In 1918 the Poles began to return to their, now independent homeland. Decisions about
leaving Georgia were often stimulated by deterioreting material standard of most Polish
families. The repatriation lasted till 1924. In 1926 there were only 3159 Poles left in Georgia.
Under Soviet rule their contacts with the homeland and even with the Polish consulate in
Tbilisi were restricted. No Polish organizations were allowed any more.
After many years, in the new independent Georgia the Poles begin to organize their
common life again. In 1995 the Polish Society in Georgia "Polonia" was founded. Its president
is a professor at the university of Tbilisi, Maria Filina, who had Polish ancestors. The Peter
and Paul church is still the centre of Polish life with its rector, the Rev. Jan Śnieżyński.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10960" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10938">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/743736a1fc38d68eeb5adef4a03b611d.pdf</src>
        <authentication>c61ba2715d5919a052ca1399602aaee8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130655">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1585</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130656">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130657">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1467</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130658">
                <text>Nekrologi: Maria Frankowska (1906-1996); Jadwiga Kucharska (1922-1995) / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130659">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40, s.319-334</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130660">
                <text>Paradowska, Maria; Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130661">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130662">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130663">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130664">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130665">
                <text>N

E

K

R

O

L

O

G

I

„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

Maria Frankowska
(1906-1996)
W dniu 17 września 1996 r. zmarła w Warszawie w wieku 90 lat profesor
doktor Maria Frankowska, wybitny uczony, etnolog, amerykanista, człowiek
niezwykle prawy i szlachetny. Jej szerokie zainteresowania naukowe połączo­
ne z gruntowną wiedzą ogólną i eurdycją, pasja badawcza i dociekliwość,
podejmowanie trudnych problemów etnologicznych oraz niebywała siła du­
cha i charakteru sprawiły, że była postacią nietuzinkową i nieszablonową.
Przez dziesiątki lat związana z ośrodkami naukowymi w Polsce i w Europie
oraz w krajach Ameryki Łacińskiej, wszędzie pozostawiła zarówno trwałe
piętno swej niezwykłej osobowości, jak i naukowej działalności.
Rozpoczęła ją już w czasie studiów w Uniwersytecie Poznańskim, kiedy to
w 1929 r. podjęła pracę jako asystentka w Instytucie Etnologii tego Uniwersy­
tetu. Opublikowała wówczas pod nazwiskiem panieńskim Karbowska swą

�320

NEKROLOGI

pierwszą rozprawę naukową na temat kultury scytyjskiej w Europie oraz
zinwentaryzowała Muzeum Kaszubskie we Wdzydzach. W 1931 r. uzyskała
tytuł naukowy doktora filozofii w zakresie etnografii, etnologii i prehistorii
na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Poznańskiego.
W ciągu khlkudziesięciu lat swej działalności profesor Maria Frankow­
ska związana była instytucjonalnie z kilkoma placówkami - z Państwowym
Muzeum Etnograficznym w Warszawie, z Katedrą Etnografii Uniwersytetu
im. A. Mickiewicza w Poznaniu (obecnie Instytut Etnologii i Antropologii
Kulturowej U A M w Poznaniu), z Zakładem Etnografii Instytutu Historii
Kultury Materialnej Polskiej Akademii Nauk w Warszawie (obecnie Zakład
Etnologii Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie) i z Pracow­
nią Etnografii (obecnie Pracownia Etnologii) tego Instytutu w Poznaniu.
Pracując w tych placówkach angażowała się aktywnie w ich działalność
bieżącą, wzbogacając ją o własne inicjatywy oraz prace badawcze, jednocześ­
nie obmyślając perspektywiczne plany ich rozwoju.
Problemy muzealnictwa stanowiły jeden z ważniejszych nurtów zaintere­
sowań profesor Marii Frankowskiej. Poza wspomnianą już inwentaryzacją
Muzeum Kaszubskiego we Wdzydzach, w latach 1930-1939 była kustoszem
w Muzeum Etnograficznym w Warszawie, gdzie opracowała kolekcje powie­
rzonego Jej działu indochińskiego. W tym też czasie, a głównie od 1934 do
1938 г., z polecenia Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicz­
nego pracowała, w okresie miesięcy letnich, w muzeum Guimeta i Trocadero
w Paryżu oraz muzeach Madrytu, Berlina, Monachium, Lipska, Drezna,
Stuttgartu, Kolonii i Hamburga. Druga wojna światowa przerwała Jej dzia­
łalność muzealną, którą podjęła na nowo, obok innych zajęć, w latach
powojennych. Przez kilka miesięcy 1945 r. była kustoszem Muzeum Wielko­
polskiego (obecnie Muzeum Narodowe) w Poznaniu. Od 1963 do 1966 r.
była kierownikiem Działu Pozaeuropejskiego w Państwowym Muzeum
Etnograficznym w Warszawie, a od 1967 do 1976 r. kuratorem tego Działu.
Była też wieloletnim członkiem Rady Muzealnej tego Muzeum.
W ciągu wielu lat pracy w Muzeum, profesor Maria Frankowska dała się
poznać jako znakomity znawca problematyki muzealnej, autor scenariuszy
i katalogów wielu wystaw. Między innymi była autorem scenariusza stałej
wystawy Działu Pozaeuropejskiego Państwowego Muzeum Etnograficznego
w Warszawie. Była również autorem scenariusza i katalogu znaczącej dla Jej
działalności amerykanistycznej wystawy - „Sztuka starożytnego Meksyku",
otwartej w 1965 r. w Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej (obecnie Muzeum
Etnograficzne, Oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu). Miała świado­
mość, że mimo prowadzonych intensywnych badań sztuka Meksyku nie
była jeszcze do końca poznana i planowała w przyszłości choć w pewnej
części tę lukę wypełnić.
Swoją wiedzę w dziedzinie muzealnictwa Profesor Frankowska przeka­
zała w publikowanych artykułach i wykładach uniwersyteckich. Dużą Jej
zasługą i osobistym sukcesem było zainicjowanie i doprowadzenie do skutku

�NEKROLOGI

321

w 1968 r. wymiany obiektów etnograficznych między Museo de las Culturas
miasta Meksyk a Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie.
Dzięki temu zbiory etnograficzne tegoż Muzeum wzbogaciły się o niezmier­
nie interesującą i bardzo cenną z naukowego punktu widzenia, a zarazem
unikalną kolekcję obiektów meksykańskiej kultury i sztuki ludowej. Wymia­
na ta kontynuowana była przez długie lata, przy czym część obiektów
kultury meksykańskiej Muzeum w Warszawie otrzymało w formie daru.
W ich gromadzeniu i opracowaniu Profesor Frankowska odegrała szczegól­
ną rolę. Jest to bowiem kolekcja zebrana w sposób metodyczny; przedstawia
ona zarówno zróżnicowanie regionalne kultury meksykańskiej, jak i wszyst­
kie dziedziny kultury ludowej tego kraju.
Niezwykle ważne miejsce w życiu naukowym profesor Marii Frankow­
skiej zajmowała działalność dydaktyczna. Współpracując w tym zakresie
z kilkoma uniwersytetami w Polsce, najdłużej, bo ponad 25 lat związana
była z Uniwersytetem im. A. Mickiewicza w Poznaniu.
Pracę dydaktyczną podjęła w latach okupacji, prowadząc w Warszawie
wykłady z zakresu polskiej kultury i sztuki ludowej na Tajnych Kursach
Oświatowo-Społecznych. Jednocześnie brała udział w Seminariach profesora
Eugeniusza Frankowskiego na Tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich
w Warszawie. Już w październiku 1945 r. podjęła pracę na Uniwersytecie
w Poznaniu, początkowo jako wolontariuszka, a od 1946 r. na etacie adiun­
kta Katedry Etnografii. Na szczególne uwypuklenie zasługuje fakt, że po
zakończeniu drugiej wojny światowej razem ze swoim mężem, wybitnym
polskim uczonym etnologiem, profesorem Eugeniuszem Frankowskim,
długoletnim kierownikiem Katedry Etnografii Uniwersytetu Poznańskiego
oraz z doc. dr Tadeuszem Wróblewskim, odbudowywała tę Katedrę po
zniszczeniach wojennych i rozgrabieniu jej mienia w latach okupacji. Przy­
czyniła się do uratowania dużej części unikalnych i cennych zbiorów biblio­
tecznych Katedry.
Przez wiele lat profesor Maria Frankowska związana była z Uniwer­
sytetem w Poznaniu, pracując z młodzieżą i dla młodzieży, służąc jej zawsze
- z dużą życzliwością i oddaniem - własną wiedzą i doświadczeniem. Prowa­
dziła wykłady z zakresu etnografii - powszechnej, Europy, Słowian, a także
z muzealnictwa, wygłaszając je zarówno (i przede wszystkim) dla studentów
etnografii, jak i archeologii, geografii, antropologii oraz socjologii. Mimo
przejścia w 1971 r. z Uniwersytetu im. A. Mickiewicza do pracy w Polskiej
Akademii Nauk, nadal prowadziła wykłady, zarówno kursowe jak i mono­
graficzne, głównie z zakresu amerykanistyki oraz antropologii kulturowej,
dla słuchaczy z Poznania, Warszawy i Torunia.
Prowadząc seminaria magisterskie profesor Frankowska wyszkoliła
kilkudziesięciu magistrów etnografii. Ponad osiem lat była opiekunem Koła
Naukowego studentów etnografii Uniwersytetu w Poznaniu, inspirując i wy­
datnie pomagając im w rozwijaniu zainteresowań naukowych i wyrabiając
umiejętność samodzielnego poszerzania wiedzy. Sprzyjała i zachęcała do

�322

NEKROLOGI

prezentowania studenckiego dorobku naukowego na ogólnopolskich kon­
ferencjach. Darzyła ogromną życzliwością wszelkie naukowe inicjatywy
studentów, chętnie pomagała w ich fachowym doskonaleniu się, zawsze
i w każdej chwili służyła radą i wskazówkami. Podobną postawę miała
wobec młodszych pracowników nauki, pomagając im w zdobywaniu znaczą­
cej pozycji w życiu naukowym poprzez zachęcanie i mobilizowanie do wytę­
żonej pracy w atmosferze roztaczanej przez siebie życzliwości, uznanie dla
ich osiągnięć i aktywizowanie do dalszych działań.
Na seminariach doktorskich profesor Frankowska skupiła wokół siebie
grono etnografów i archeologów z Poznania, Warszawy, Krakowa, Torunia
i Szczecina, spośród których wielu zdobyło doktoraty pod Jej kierunkiem.
Wielką Jej zasługą było wyszkolenie grupy specjalistów w zakresie etnografii
powszechnej, a nade wszystko w zakresie amerykanistyki, którzy zasilili
kadrę naukową kilku uniwersytetów i placówek Polskiej Akademii Nauk.
Pracując na Uniwersytecie Poznańskim profesor Maria Frankowska bra­
ła również czynny udział w jego pracach organizacyjnych i społecznych.
Ceniła sobie ponadto działalność w rozmaitych towarzystwach naukowych,
które traktowała także jako forum prezentowania wobec szerszego grona
własnych przemyśleń i dociekań naukowych. Uczestniczyła również aktyw­
nie w ich życiu organizacyjnym pełniąc szereg funkcji w takich stowarzysze­
niach, jak: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Komisja Etnograficzna
i Komisja Historyczna PTPN, Stowarzyszenie Historyków Sztuki, Komitet
Nauk Historycznych PAN i Komitet Nauk Etnologicznych PAN.
Profesor Maria Frankowska dała się poznać jako dydaktyk również
w zagranicznych ośrodkach naukowych. Prowadziła wykłady z etnografii
Polski w Escuela Nacional de Antropologia e Historia w mieście Meksyk
oraz na temat kierunków współczesnej etnografii polskiej w Colegio de
Mexico w 1967/1968 r. Z kolei na zaproszenie Kubańskiej Akademii Nauk
wygłosiła w 1971 r. cykl wykładów o kierunkach, teorii i metodach badaw­
czych antropologii kulturowej na Międzynarodowym Seminarium Nauko­
wym w Instytucie Etnologii Kubańskiej Akademii Nauk. Zaproszona przez
Centralny Uniwersytet w Santa Clara, a następnie przez Uniwersytet
w Santiago de Cuba, prowadziła wykłady o kierunkach i metodach badań
etnograficznych w Polsce. W 1975 r. ponownie wyjechała do Meksyku
i miała zajęcia dydaktyczne w Escuela Nacional de Antropologia e Histo­
ria, w Museo de las Culturas w mieście Meksyk oraz na Uniwersytecie
w Guadalajara. Niektóre z tych doświadczeń i obserwacji dydaktycznych
przekazała w formie artykułów opublikowanych w polskich czasopismach
naukowych.
Równolegle z działalnością na Uniwersytecie w Poznaniu, profesor
Maria Frankowska podjęła pracę w Instytucie Archeologii i Etnologii PAN
(dawn. Instytut Historii Kultury Materialnej PAN), pełniąc od 1954 do
końca 1976 r. funkcję kierownika poznańskiej Pracowni Etnologii tegoż
Instytutu (dawn. Pracownia Etnografii). W latach 1972 do 1976 była też

�NEKROLOGI

323

kierownikiem Zakładu Etnologii IAE PAN (dawn. I H K M PAN) w War­
szawie, a po przejściu na emeryturę została powołana na stanowisko konsul­
tanta naukowego tego Zakładu.
Jako kierownik Zakładu Etnologii IAE PAN przyczyniła się wydatnie do
sfinalizowania rozpoczętego już wcześniej podstawowego przedsięwzięcia
naukowego Zakładu, jakim było wówczas opracowanie syntezy etnografii
polskiej. W pracach nad jej realizacją uczestniczyli, obok pracowników
Zakładu, przedstawiciele ośrodków etnograficznych Warszawy, Łodzi, Kra­
kowa i Poznania. Dzięki wysiłkom profesor Frankowskiej i kierowanego
przez Nią zespołu, w 1976 r. opublikowano pierwszy, a w 1981 r. drugi tom
„Syntezy etnografii polskiej". Dzieło to stanowi jedno z najbardziej znaczą­
cych osiągnięć w dziejach polskiej etnografii. Profesor Frankowska uczest­
niczyła również jako współautor w powstawaniu innej ważnej publikacji
pt. Historia etnografii polskiej, która została wyróżniona nagrodą Sekretarza
PAN. Szczególnie ważką i znaczącą Jej zasługą dla polskiej etnografii było
powołanie do życia nowego czasopisma etnograficznego, organu Instytutu
Archeologii i Etnologii PAN (dawn. I H K M PAN), wydawanego w języ­
kach obcych pod nazwą „Ethnologia Polona". Pierwszy tom tego rocznika
ukazał się w 1975 r. Będąc inicjatorem, a następnie redaktorem tego pisma,
profesor Frankowska umożliwiła prezentaqe dorobku polskiej etnografii na
forum międzynarodowym.
Profesor Maria Frankowska przez ponad 20 lat była kierownikiem Pra­
cowni Etnologii IAE PAN (dawn. Pracownia Etnografii I H K M PAN)
w Poznaniu. Początkowo kierowała badaniami związanymi z etnografią
Polski, prowadząc prace terenowe głównie nad budownictwem ludowym
Wielkopolski. Plonem tych działań była m.in. wydana w 1959 r. praca
zbiorowa Z badań nad budownictem ludowym w Wielkopolsce (1954-1957).
W początkach lat sześćdziesiątych ukierunkowała działalność Pracowni na
zagadnienia z zakresu etnografii powszechnej, inicjując wówczas prace ba­
dawcze z zakresu historii etnografii, dotyczące wkładu polskich podróż­
ników, emigrantów i badaczy w dzieło poznania ludów pozaeuropejskich.
W 1963 r. zadecydowała ostatecznie o amerykanistycznej specjalizacji Pra­
cowni. W kilka lat później zaczęła inspirować i rozwijać w tym zakresie
badania etnoreligioznawcze.
Zainteresowania badawcze profesor Frankowskiej problematyką amerykanistyczną odzwierciedliły się w Jej działalności muzealnej, dydaktycznej
i naukowej, a dzięki temu stała się autorem szeregu inicjatyw naukowych
i organizacyjnych. Na szczególne podkreślenie zasługuje zapoczątkowanie
przez Nią studiów amerykanistycznych na szerszą skalę dzięki stworzeniu
pierwszej w Polsce naukowej placówki amerykanistycznej, którą stała się
Pracownia Etnologii IAE PAN (dawn. Pracownia Etnografii I H K M PAN).
W dziedzinie amerykanistyki wyszkoliła grono specjalistów, których sku­
piła wokół siebie, współpracując z nimi przez długie lata. Jej zasługą była
organizacja spotkań wszystkich amerykanistów polskich, którzy dzięki temu

�324

NEKROLOGI

mieli okazję do wymiany swoich poglądów i doświadczeń badawczych na
czterech zorganizowanych przez profesor Frankowską Ogólnopolskich Se­
minariach Amerykanistycznych. Na jednym z tych spotkań sformułowała
bardzo istotne programowe założenia rozwoju polskiej amerykanistyki,
które odegrały ważną rolę w dalszym kształtowaniu się tej dziedziny nauki,
mając wpływ zarówno na poczynania naukowe, jak i organizacyjne polskich
amerykanistów. W programie tym położyła szczególny nacisk na koniecz­
ność podejmowania prac zespołowych, w których uczestniczyliby przedsta­
wiciele różnych gałęzi wiedzy. Wysunęła postulat nawiązania bliższej współ­
pracy etnografów z archeologami, historykami, językoznawcami, antropolo­
gami, historykami sztuki, socjologami i geografami. Były to postulaty po raz
pierwszy wysunięte na gruncie polskiej amerykanistyki i stanowiły wyraz
dążeń profesor Frankowskiej do integracji wysiłków przedstawicieli różnych
dyscyplin naukowych w Polsce. Zamierzenia te zreaUzowały się zarówno
przez powstanie różnych placówek naukowych ukierunkowanych na prace
amerykanistyczne, jak i przez utworzenie w 1965 г., z inicjatywy profesor
Frankowskiej, Sekcji Amerykanistycznej Polskiego Towarzystwa Ludo­
znawczego, jako najbardziej wówczas odpowiedniej formy organizacji pol­
skich amerykanistów. Sekcja miała swą siedzibę w Poznaniu, a jej wielolet­
nim prezesem była profesor Frankowska.
Za najważniejsze spośród zadań polskiej amerykanistyki uznała cele
naukowe, dydaktyczne, informacyjno-popularyzatorskie oraz działalność
zmierzającą do nawiązania i rozszerzenia kontaktów z zagranicznymi ośrod­
kami naukowymi. W tym zbiorowym wysiłku rola etnografii była szcze­
gólnie ważna i pierwszoplanowa zarówno z racji naukowych, jak i prak­
tycznych. Centrum zainteresowań etnografii powszechnej stanowi bowiem
badanie kultury ludów określanych jako prymitywne, próby wyjaśniania ich
etnogenezy, kierunku rozwoju oraz analiza współczesnych przeobrażeń ich
kultury i powiązań przeszłości tych ludów z ich teraźniejszością, uwarun­
kowaną całokształtem przebiegu ich dziejów, co ma szczególne zastosowanie
w odniesieniu do Ameryki, a zwłaszcza do Ameryki Łacińskiej. Profesor
Frankowska podkreślała, iż z tych wszystkich względów właśnie etnografia
ma swoisty priorytet w dziedzinie amerykanistyki.
Profesor Maria Frankowska była również inicjatorem utworzenia Komi­
sji Amerykanistycznej Komitetu Nauk Etnologicznch PAN, gdzie objęła
funkcję przewodniczącej. Ponadto przewodniczyła powstałemu w 1978 r.
Polskiemu Towarzystwu Studiów Latynoamerykanistycznych. Z zagranicz­
nych towarzystw amerykanistycznych była członkiem Societě Americanistés
w Paryżu i Sociedad Mexicana de Antropologia.
Profesor Maria Frankowska dała jednak wyraz swoim zainteresowaniom
amerykanistycznym przede wszystkim w pracach naukowych. Najważniejsze
miejsce wśród nich zajmuje monografia Podstawy gospodarki wiejskiej w Pe­
ru w ostatnim okresie panownia Inków i pierwszym stuleciu po konkwiście.
Wiek XVI i pierwsza polowa XVII w. (1967). W dziele tym dokonała rekon-

�NEKROLOGI

325

strukcji i analizy gospodarki wiejskiej Indian Peru w interesującym Ją okre­
sie, szczególny nacisk kładąc na procesy przemian kulturowych, spowodo­
wanych spotkaniem dwóch zupełnie odmiennych kultur. Praca ta stanowi
istotny wkład w poznanie sytuacji społeczno-gospodarczej jednego z waż­
niejszych pozaeuropejskich ośrodków cywilizacyjnych.
Później profesor Frankowska zainteresowania swe skierowała ku Mek­
sykowi. Uwagę skupiła na indiańskiej sztuce Meksyku, którą studiowała
zarówno w jej formach historycznych, jak i współczesnych. Z badaniami
tymi związały się Jej wyjazdy do krajów Ameryki Łacińskiej, tj. na Kubę
i trzykrotnie do Meksyku, gdzie prowadziła badania terenowe oraz zbierała
materiały archiwalne i biblioteczne. Zajęła się również studiami religioznawczy­
mi koncentrując się przede wszystkim na problemie synkretyzmu religijnego
oraz na charakterystycznych dla wsi meksykańskiej formach katolicyzmu
ludowego. Tym zagadnieniom poświęciła szereg publikacji artykułowych.
Z Jej też inspiracji i pod Jej kierunkiem powstał w Poznaniu zespół etnografów-religioznawców, który zajął się analizą ruchów społeczno-religijnych i kultów
synkretycznych na terenie obu Ameryk. Rezultatem tego projektu badawczego
było kilka monografii przedstawiających badane zjawiska w ich wymiarze
historycznym, antropologicznym i religioznawczym. Z tego też nurtu Jej za­
interesowań wywiodła się książka Mitologia Azteków (1987), która - uwzględ­
niając najnowsze odkrycia naukowe - wypełniła poważną lukę w polskiej
literaturze przedmiotu. Drugiej książki z tego nurtu zainteresowań („Mitologii
Majów"), niestety już nie ukończyła.
Podobny los podzieliło wielkie dzieło profesor Frankowskiej - „Sztuka
Meksyku", które przygotowywała przez wiele lat.
W zakończeniu należy zwrócić uwagę na warsztat badawczy profesor
Marii Frankowskiej, daleki od piętna wąskiej specjalizacji. Wprawdzie etno­
grafia Ameryki była Jej głównym polem badawczym, to jednak w Jej dorob­
ku wyraźnie dostrzec można typowe podejście interdyscyplinarne. Uwzględ­
nianie zjawisk w szerokich perspektywach interdyscyplinarnych było zawsze
jedną z Jej naczelnych dewiz. Niejednokrotnie wykorzystywała jednocześnie
źródła archeologiczne, historyczne i etnograficzne, aby posiłkując się tak
różnorodnym materiałem dochodzić do genezy badanych zjawisk, przed­
stawienia ich rozwoju i przekształceń, ukazania ich funkcjonowania w bieżą­
cej rzeczywistości. Uprawiany przez profesor Frankowską profil badań
określić można jako etnohistoryczny. Jego istotą była etnologiczna interpre­
tacja faktów z przeszłości oraz historyczna rekonstrukqa treści kulturowych,
analizowanych w długich przedziałach czasu. Widoczny w Jej twórczości silny
historyzm łączył się jednocześnie z mocno akcentowanym podejściem kulturo­
wo relatywistycznym, odrzucającym wszelki schemat myślenia i kwalifikowania
faktów kulturowych według z góry przyjętych i obowiązujących w danym
środowisku i epoce szablonów interpretacji.
Profesor Marię Frankowską najbardziej zawsze interesowało śledzenie
kontynuacji dawnych form kulturowych w czasach współczesnych. Widać tu

�326

NEKROLOGI

wyraźnie wpływ haseł akceptowanych przez wielu latynoamerykańskich
uczonych, filozofów i działaczy społecznych podkreślających, iż istotą od­
rębności tego kontynentu jest wszechogarniająca wszystkie sfery życia pre­
sencia del pasado - obecność przeszłości w teraźniejszości. Tej obecności
szukała również w swych badaniach, studiach i publikacjach profesor Maria
Frankowska. W interpretacji tych faktów znacznie większą uwagę przywią­
zywała do ich kontekstu dziejowego niż do analizy porównawczej, starała się
bowiem zawsze wyjaśniać badane zjawiska na gruncie kultury, której są one
częścią składową. Dzięki temu unikała pochopnych uogólnień, efektownych
choć pozbawionych głębszych perspektyw hipotez oraz twierdzeń nieuzasad­
nionych przez aktualny stan badań.
Prof. dr Maria Frankowska zajmowała bardzo ważne i znaczące miejsce
w polskim życiu naukowym, a także w życiu swoich licznych uczniów.
Pożegnaliśmy z prawdziwym żalem człowieka wielkiego formatu mając na­
dzieję, że potrafimy zachować i przekazać następnym pokoleniom choć część
tych wartości, którym sama była wierna.
Maria Paradowska

�„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

Jadwiga Kucharska
(1922-1995)

W dniu 13 sierpnia 1995 r. zmarła w Łodzi, w pełni sił twórczych i ak­
tywności naukowej, profesor etnografii Uniwersytetu Łódzkiego, dr hab.
Jadwiga Kucharska. W pogrzebie, który odbył się 19 sierpnia na cmentarzu
w Radogoszczy (dzielnica Julianów) uczestniczyli, oprócz najbliższej i dalszej
rodziny, przyjaciele, koleżanki i koledzy, uczniowie, a także przedstawiciele
Uniwersytetu Łódzkiego, Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego,
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego oraz innych placówek naukowo-badawczych. W imieniu Uniwersytetu Łódzkiego Zmarłą żegnali: prorektor
UŁ, profesor Jan Szymczak oraz kierownik Katedry Etnologii profesor
Włodzimierz Baranowski.
Profesor Jadwiga Kucharska, nauczyciel akademicki oraz wieloletni
i doświadczony badacz naukowy, była reprezentantką etnografii polskiej
skierowanej przede wszystkim na badanie kultury społeczności wiejskich
na obszarze ziem polskich. Stałe i wielostronne kontakty zagraniczne, łącz­
nie z dłuższymi pobytami naukowymi, traktowała z reguły jako źródło
służące do pogłębienia refleksji teoretyczno-metodologicznej oraz możliwość

�328

NEKROLOGI

wzbogacenia własnego warsztatu badawczego o materiały porównawcze
bądź uzupełniające w zakresie realizowanego przez siebie tematu. Należała
do ścisłego grona wychowanków i kontynuatorów tzw. „łódzkiej szkoły
etnograficznej", reprezentowanej przez wybitną i zasłużoną dla etnografii
polskiej profesor Kazimierę Zawistowicz-Adamską.
Jadwiga Kucharska urodziła się w Łodzi, w dniu 31 marca 1922 г.,
w rodzinie inteligenckiej Lucjana Teodora Kucharskiego, farmaceuty oraz
Józefaty z Kubiszewskich. Rodzeństwo stanowił młodszy brat Jan. Z mias­
tem rodzinnym związana była przez całe swoje życie, łącznie z okresem
okupacji niemieckiej. Tu w 1935 r. ukończyła szkołę powszechną i rozpo­
częła naukę w Gimnazjum Ogólnokształcącym im. Emilii Szczanieckiej,
którą zmuszona była przerwać z chwilą wybuchu I I wojny światowej. W wa­
runkach okupacji cała rodzina pozostawała w Łodzi, utrzymując się głównie
z pracfizycznych;ojciec pracował w aptece w podłódzkim Konstantynowie,
matka i brat Jan zarobkowali w fabrykach. Ona sama była sprzedawczynią
w sklepie materiałów piśmiennych (1941-1944), a następnie także pracow­
nikiem fizycznym przy budowie okopów (1944-1945).
Po zakończeniu wojny i uzyskaniu matury w Spółdzielczym Liceum
Handlowym w Łodzi (1946), Jadwiga Kucharska podjęła studia geograficz­
ne na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Łódzkiego,
pod kierunkiem wybitnego geografa prof. Jana Dylika. Dodatkowe uczest­
nictwo w zajęciach z etnografii i etnologii zafascynowało Ją i związało na
stałe z tym kierunkiem studiów i prac naukowo-badawczych. Od 1949 r.
równolegle z geografią studiuje etnografię. W 1951 r. uzyskuje stopień magi­
stra w zakresie geografii, a w roku 1952 magistra etnografii i etnologii.
Z geografią wiąże się przejściowo pracą zawodową w Państwowym Insty­
tucie Geologicznym (1948-1949), a następnie w Przedsiębiorstwie Geologiczno-Inżynieryjnym (1952-1956). W roku 1956 rezygnuje jednak z tej
pracy na rzecz Zakładu Etnografii UŁ, w którym - po okresie zawieszenia
studiów etnograficznych - otwarły się możliwości ich wznowienia i kon­
tynuacji. I tą właśnie decyzją Jadwiga Kucharska wyznaczyła całą swoją
późniejszą drogę życiową - nauczyciela akademickiego oraz badacza kultury
społeczności wiejskich.
Swoje zainteresowania i pasje naukowo-badawcze Jadwiga Kucharska
kształtowała w łódzkim środowisku etnograficznym, tworzonym pod kie­
runkiem profesor Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej. Zorganizowanie z ini­
cjatywy tej Uczonej już w 1945 r. Zakładu Etnografii UŁ, powołanie w nie­
długim czasie łódzkiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego
oraz Pracowni Etnograficznej I H K M PAN, nawiązanie ścisłej współpracy
z łódzkim Muzeum Etnograficznym oraz innymi pokrewnymi placówkami
naukowo-badawczymi, podejmowanie interesującej i ważnej dla życia i kul­
tury wsi problematyki naukowej połączonej z badaniami w terenie, a także
Jej nieprzeciętna osobowość stworzyły w środowisku łódzkim właściwy kli­
mat do pracy zaangażowanej i twórczej. Jadwiga Kucharska odnalazła

�NEKROLOGI

329

w nim swoje miejsce i stała się jego oddanym, aktywnym współtwórcą.
I odtąd całe Jej dojrzałe życie związane było z działalnością dydaktyczną
i naukowo-badawczą Katedry Etnografii UŁ. Tu po ukończonych studiach
uzyskiwała kolejne stopnie naukowe w zakresie etnografii: doktora nauk
humanistycznych (1961), doktora habilitowanego (1971), profesora nadzwy­
czajnego (1990) i profesora zwyczajnego (1991), przechodząc także przez
wszystkie stopnie stanowisk - od asystenta do profesora włącznie.
Wieloletni dorobek profesor Jadwigi Kucharskiej w zakresie kształcenia
młodych etnografów był poważny i stanowi trwałą wartość dydaktyczną
i wychowawczą. Prowadzone przez Nią wykłady i ćwiczenia były wielo­
kierunkowe i obejmowały etnografię społeczeństw plemiennych, etnografię
Europy, etnografię Polski (społeczną), historię etnografii oraz seminarium
dotyczące problematyki etnicznej. Zakres obowiązków dydaktyczno-wycho­
wawczych poszerzały jeszcze takie zajęcia jak: opieka nad licznymi pracami
magisterskimi, promotorstwo w rozprawach doktorskich, recenzowanie prac
habilitacyjnych dla wydawnictw, a także oceny do nominacji profesorskiej.
Niekwestionowaną wartość stanowi również Jej dorobek na odcinku
prac naukowo-badawczych liczący ok. 90 pozycji bibliograficznych, w tym
4 książki, 75 rozpraw i artykułów (4 pozycje we współautorstwie), 6 recenzji,
a ponadto prace redakcyjne: „Łódzkie Studia Etnograficzne" - redaktor
naczelny (1981-1990) oraz współredaktor tomu Folklor robotniczej Łodzi.
Pokłosie konkursu, „Literatura Ludowa", R. 12/15.
Jadwiga Kucharska należała do nauczycieli akademickich, którzy w swej
pracy naukowo-badawczej skoncentrowali się przede wszystkim na proble­
matyce związanej z Kaszubszczyzna. Już w czasie pierwszych lat studenckich
na geografii uczestniczyła w zespołowych badaniach etnograficznych na
obszarze nadmorskiej strefy Kaszubszczyzny. Badaniami objęto wówczas
ludność zrzeszającą się w tradycyjnych spółkach rybackich, zwanych maszoperiami. Temat ten mieścił się w ramach ogólnej problematyki Zakładu
Etnografii, poświęconej szeroko pojętemu współdziałaniu gospodarczemu
i społecznemu mieszkańców wsi. Doskonała organizacja i efektywność tych
badań, wkomponowanych w ogólną problematykę różnych form współ­
działania występujących na innych obszarach Polski zdecydowały, że ich
wyniki zostały przedstawione na posiedzeniu Komisji Etnograficznej Pol­
skiej Akademii Umiejętności w Krakowie. W niedługim czasie opracowania
dotyczące współdziałania oraz spółek gospodarczych o charakterze rodzin­
nym, w tym zwłaszcza maszoperii i górskich zespołów pasterskich, opu­
blikowane zostały w artykułach, pracach zbiorowych oraz monografiach
indywidualnych - cieszących się pozytywną oceną środowisk naukowych.
Znaczący udział Jadwigi Kucharskiej w wymienionych pracach, zapewniły
Jej odpowiednie miejsce w dalszych, pogłębionych studiach nad złożoną
problematyką ziemi kaszubskiej. Efektem Jej następnych badań kaszubskich
stały się kolejne opracowania, w tym także książkowe. Należą do nich:
Tradycyjna organizacja rybołówstwa zespołowego na wybrzeżu kaszubskim,

�330

NEKROLOGI

będąca podstawą uzyskania stopnia doktora nauk humanistycznych (Wro­
cław 1968, ss. 136) oraz Przemiany struktury społeczno-zawodowej wsi ka­
szubskich w XX wieku (Wrocław 1971, ss. 190), uznanej za rozprawę habili­
tacyjną. Pierwsza z tych pozycji stanowi podsumowanie prawie dwudziesto­
letnich badań terenowych, zarówno stacjonarnych, jak i powierzchniowych,
a także archiwalnych oraz literatury przedmiotu dotyczących ludności ry­
backiej miejscowego pochodzenia - zamieszkałej na obszarze przybrzeżnym
od Gdańska do Łeby. Zebrano unikalny materiał dotyczący współdziałania
w obrębie określonych zespołów rybackich oraz w obrębie całych społecz­
ności lokalnych, kierujących się swoistym samorządem rybackim. Badając
istniejące zespoły rybackie od strony ich organizacji oraz wszystkich ryba­
ków z uwzględnieniem ich genealogii zawodowej w obrębie trzech pokoleń,
J. Kucharska uzyskała jednorodny i porównawczy materiał, pozwalający
wyciągnąć nowe uzasadnione wnioski teoretyczne. UstaUła w nich po raz
pierwszy dla tego obszaru, formy organizacyjne rybołówstwa zespołowego
i wykazała, jak zespoły maszoperyjne przekształcają się z grup krewniaczych
w grupy wyłącznie celowe. Ukazała również, jak wraz z rozwijającym się
rybołówstwem kutrowym następuje i ugruntowuje się polaryzacja społeczna
i majątkowa rybaków, a także jak nowe możliwości zarobkowe zmieniają
w sposób zasadniczy zarówno strukturę poszczególnych rodzin, jak i całych
społeczności lokalnych.
Tematem kolejnej pozycji wydawniczej stały się przemiany społeczno-zawodowe i kulturowe wsi kaszubskiej. Problematyka przemian podejmo­
wana wówczas często przez socjologów i etnografów polskich, zgodna była
z ogólnymi trendami badawczymi występującymi w nauce światowej. Bada­
nia stacjonarne przeprowadzono w trzech wybranych wsiach kaszubskich
o różnej strukturze zawodowej: wsi rybackiej, rolniczej i rolniczo-rybackiej.
Punktem wyjścia badań był stan gospodarczy i społeczno-kulturowy tych
wsi w czasie poprzedzającym I I wojnę światową, punktem docelowym
koniec lat sześćdziesiątych. Studium to, które stało się podstawą do uzy­
skania stopnia naukowego doktora habilitowanego w zakresie etnografii,
opiera się również na bogactwie materiału terenowego. Analiza procesu
przemian, oparta na realiach metodycznie zgromadzonego materiału, po­
zwoliła Jadwidze Kucharskiej stworzyć przekonywujący obraz przemian
gospodarczo-społecznych i kulturowych tychże społeczności. Wartość teore­
tyczną opracowania podnosi fakt, że dzięki reprezentatywności wybranych
do badań społeczności wiejskich nasuwające się wnioski można odnieść do
całego regionu kaszubskiego.
Śledząc najważniejszy „kaszubski nurt" zainteresowań naukowych profe­
sor Jadwigi Kucharskiej, należy się również odnieść do Jej ostatnich, wielo­
letnich badań prowadzonych wśród Kaszubów „ziemi bytowskiej", a także
badań nad emigrantami kaszubskimi, żyjącymi od połowy X I X w. w Kana­
dzie. Kaszubi okolic Bytowa stanowią peryferyjną, zachodnią część zwar­
tego występowania mowy kaszubskiej, a więc tego obszaru, który był obiek-

�NEKROLOGI

331

tem Jej poprzednich badań. Ziemię bytowską zamieszkuje autochtoniczna
ludność kaszubska, która w latach 1919-1945 została oddzielona od macie­
rzystego pnia centralnej Kaszubszczyzny i pozostała w granicach państwa
niemieckiego. Podstawowym celem podjętych badań było odkrywanie me­
chanizmu przemian w samookreślaniu się mieszkańców wsi okolic Bytowa
na przestrzeni ostatnich 70-80 lat. W trakcie badań, do których przygoto­
wywała się zarówno od strony teoretyczno-metodologicznej, jak i metodyki
badań terenowych, zgromadzono na podstawie kwestionariuszy, ankiet,
a także rozmów i obserwacji uczestniczącej ogromny materiał źródłowy,
ukazujący złożoność procesu kształtowania się na tym obszarze więzi regio­
nalnej i narodowej. Problem stanu świadomości etnicznej i narodowej anali­
zowała w dwóch różnych układach odniesienia - w układzie uwarunkowań
lokalnych i zewnętrznych. Zagadnienie kształtowania się świadomości regio­
nalnej i narodowej potraktowała jako jeden z aspektów rozległej problema­
tyki etnicznej. Odwołując się do bogatych w tym zakresie doświadczeń,
wyniesionych zwłaszcza z badań prowadzonych w społeczeństwie amerykań­
skim, stwierdziła, że w Polsce istnieją nadal uwarunkowane etnicznie zróż­
nicowania kulturowe - czego przykładem są Kaszubi bytowscy. Ich odmien­
ność wyraża się nie tylko w różnych losach historycznych, w specyfice
językowej i kulturowej, ale także w różnorodnych formach i kierunkach
ruchu narodowego. W rozwoju dziejowym Kaszubszczyna obszaru bytowskiego nie asymilowała się z kulturą niemiecką. Stosowany wobec niej
przymus nie przyniósł pożądanych rezultatów, ponieważ nie dokonała się
w tam w skali powszechnej zmiana etnicznej świadomości mieszkańców,
którzy nadal zachowują swoją odrębność językową oraz podtrzymują histo­
ryczną wspólnotę losów związanych z całą Kaszubszczyzna.
Studium profesor Jadwigi Kucharskiej pt. Kształtowanie się świadomości
regionalnej i narodowej ludności kaszubskiej okolic Bytowa (wyd. Uniwer­
sytetu Łódzkiego, 1985 r.) stanowi cenne uzupełnienie badań, prowadzonych
m.in. przez historyków, socjologów kultury oraz etnografów, na temat
kształtowania się świadomości narodowej i społecznej Polaków, w tym
zwłaszcza warstwy chłopskiej.
Szczególnym układem odniesienia dla badań nad etniczną i narodową
świadomością Kaszubów stała się dla profesor Jadwigi Kucharskiej „enkla­
wa mowy kaszubskiej" w Kanadzie (w stanie Ontario). Stanowi ją ludność
kaszubska przybyła tam w połowie XLX wieku. Dwukrotny pobyt naukowy
w Kanadzie (1977 i 1978) pozwolił Jej zgromadzić zasoby materiałów źród­
łowych, które stały się podstawą nowych opracowań i publikacji. Przede
wszystkim wymienić tu należy studium pt. Poszukiwanie tożsamości kulturo­
wej ludności kaszubskiej w Polsce i Kanadzie (Łódź 1993, Łódzkie Studia
Etnograficzne, t. 32, ss. 136), stanowiące podsumowanie Jej wieloletnich na
ten temat badań i przemyśleń. Trzeba jednak zaznaczyć, że wymieniona
pozycja wydawnicza nie miała być „ostatnim słowem" profesor Jadwigi
Kucharskiej o Kaszubszczyźnie. Najnowsze, prowadzone przez Nią od paru

�332

NEKROLOGI

lat intensywne badania terenowe na południowym obszarze Kaszub miały
stanowić dopełnienie Jej niezwykłej wytrwałości w poznawaniu i opisywaniu
tego pięknego i oryginalnego regionu ziem polskich. Problematyka badań
dotyczyła zmian w stylu życia mieszkańców wsi, międzypokoleniowego prze­
kazu tradycji kulturowych oraz opozycji zachodzącej pomiędzy „swoimi"
i „obcymi". Niestety, prac tych nie było Jej jdane ukończyć.
Charakteryzując ów niewątpliwie wielki dorobek naukowy profesor Jadwigi
Kucharskiej w badaniu Kaszubszczyzny - o którym śmiało można napisać, że
stanowi „dzieło Jej życia" - nie należy pomijać innych zainteresowań i osiąg­
nięć. Jak wskazuje bibliografia, uczestniczyła Ona także w pracach zbiorowych
Zakładu Etnografii UŁ na obszarze Zagłębia Bełchatowskiego, na Kujawach
i w Kieleckiem. Jak to już podkreślano, cechą szczególną wszystkich opraco­
wań Jadwigi Kucharskiej było maksymalne korzystanie z tzw. „źródeł wywoła­
nych", gromadzonych przez Nią osobiście lub pod Jej bezpośrednim kierow­
nictwem podczas badań terenowych. Reprezentowała bowiem ten kierunek
w etnografii, który badania terenowe traktuje nie tylko jako źródło, ale jako
podstawową metodę nauk etnologicznych.
W związku z zajęciami dydaktycznymi i badaniami J. Kucharska wyjeż­
dżała na stypendia naukowe bądź zaproszenia do Niemieckiej Republiki
Demokratycznej, Austrii, Szwecji, Finlandii, Kanady oraz na Węgry.
Uczestniczyła także w licznych konferencjach krajowych i zagranicznych
0 charakterze międzynarodowym, referując wyniki swych badań oraz re­
prezentując etnografię polską poza granicami naszego kraju. Brała ponadto
udział w przygotowywaniu różnych ekspertyz dotyczących programowania
badań naukowych oraz innych przedsięwzięć podejmowanych przez instytu­
cje lub osoby indywidualne działające w sferze Jej zainteresowań i specjal­
ności naukowej. Jej artykuły publikowane były w czasopismach krajowych
1 zagranicznych. Wiele z nich, podobnie jak i recenzje, przenosiło na grunt
polski wiedzę i doświadczenia etnologów innych krajów.
Działalność Jadwigi Kucharskiej w życiu organizacyjno-naukowym do­
tyczyła przede wszystkim czynnego uczestnictwa w posiedzeniach i pracach
swego Filozoficzno-Historycznego Wydziału na Uniwersytecie. Kilkakrotnie
zasiadała w międzywydziałowej komisji rekrutacji kandydatów na studia
etnograficzne i archeologiczne, była członkiem Senackiej Komisji ds. Ochro­
ny Mienia Społecznego oraz pełnomocnikiem ds. współpracy z woj. słup­
skim. Od 1950 r. aktywnie uczestniczyła w pracach Oddziału Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego, pełniąc kolejno funkcję skarbnika, sekreta­
rza, prezesa Oddziału, a od 1983 r. także członka Zarządu Głównego. W ro­
ku 1981 została redaktorem naczelnym „Łódzkich Studiów Etnograficz­
nych". W latach 1975-1983, jako członek KomitetuNauk Etnologicznych
PAN, brała udział w pracach Komisji do Badań Rybołówstwa Tradycyjnego
i Ochrony Jego Zabytków oraz w Komisji do Badań nad Współczesnością.
W latach 1975-1977 uczestniczyła w pracach Komitetu Nauk Socjologicz­
nych PAN, jako członek Sekcji Nauk Etnograficznych. Należała również do

�333

NEKROLOGI

Łódzkiego i Gdańskiego Towarzystwa Naukowego, Polskiego Towarzystwa
Socjologicznego, Towarzystwa Nautologicznego. Współpracowała z Inter­
dyscyplinarnym Instytutem Naukowo-Badawczym Struktur i Przemian Spo­
łecznych Wsi Polskiej.
Poprzez swą niestrudzoną aktywność naukowo-badawczą nawiązała
współpracę z pokrewnymi ośrodkami zagranicznymi: Katedrą Etnografii
Uniwersytetu Wiedeńskiego (1975 - pobyt z wykładami), Instytutem
im. J. Lipsa w Lipsku, Instytutem Etnografii Uniwersytetu w Helsinkach,
Instytutem Etnografii Niemieckiej Akademii Nauk w Berlinie, ośrodkami
etnograficznymi w Szwecji, a także Katedrą Etnografii w Ottawie.
Łódzkie środowisko naukowe - doceniając znaczenie Jej rzetelnego
wkładu w rozwój nauki polskiej - uhonorowało Ją wieloma odznaczeniami
i nagrodami.
Wszyscy, którzy znali bliżej profesor Jadwigę Kucharską wiedzą, że
należała do osób niezwykle odpowiedzialnych, wytrwałych w pracy, a przy
tym przyjaznych dla ludzi i wyjątkowo skromnych. Wypływało to prawdo­
podobnie z wrodzonych cech psychicznych, wychowania w domu rodzin­
nym, ale może także z daru umiejętnego dokonywania wyboru - zawsze
zgodnego z uznawanymi przez siebie wartościami i własną postawą życiową.
Podejmowała tematy, które Ją interesowały pod względem naukowym;
w ich realizacji widziała również głęboki sens społeczny. Potwierdzeniem
tego są Jej wieloletnie i wielokierunkowe studia nad Kaszubszczyzna. Wszy­
stko to wpływało niewątpliwie na stan Jej wielkiej, wewnętrznej równowagi.
Całokształt twórczości profesor Jadwigi Kucharskiej wskazuje również,
że w centrum Jej zainteresowań naukowo-badawczych był zawsze Człowiek
- ze wszystkimi jego problemami i uwikłaniami natury psychicznej, społeczno-kulturowej i światopoglądowej. Żegnamy Ją z głębokim żalem.
Maria Biernacka

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10959" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10937">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2fc09836fe7db8071da4c8a61b097469.pdf</src>
        <authentication>c2aae0b251d0e01613315e6c9c63b670</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130644">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:802</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130645">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130646">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:737</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130647">
                <text>Chün bajna / ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130648">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.2, s.81-146</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130649">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130650">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130651">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130652">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130653">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130654">
                <text>Część

JA

A

T

Y

II

К

U

Ł

Y

„Etnografia Polska", t. X V I I , z. 2
J A C E K OLĘDZKI

CHUN BAJNA
Motto:
Ich niemal nadludzka obojętność spra­
wiała, że zdawali się wypaleni...
...nie potrafiłem w y c z y t a ć nic określonego
z ich wejrzenia, jakby rozświetlonego od
wewnątrz.
Alfred Kubin, Po tamtej stronie

TJ nas i w M o n g o l i i w stosunku do m y ś l i B u d d y , p r z e k s z t a ł c o n e j w n u r t
lamaizmu, u t r z y m u j e s i ę ( p r z y j ę t y z r e s z t ą z k r ę g ó w europocentrycznych)
nie k w e s t i o n o w a n y na ogół stosunek zdecydowanie k r y t y c z n y . P r z y p o ­
mina to kwalifikowanie wierzeń przedchrześcijańskich jako „pogańskich",
a w i ę c b a r b a r z y ń s k i c h . W rejestrze „ i d e o w y c h g r z e c h ó w " l a m a i z m u w y ­
m i e n i a s i ę jego z w i ą z e k ze stanem gospodarki (a zatem bytu), demografii
(spadek populacji n a r o d u mongolskiego do c z a s ó w rewolucji), m e d y c y n y ,
c h o r ó b (klasztory m i a ł y b y ć rozsadnikami jednej z n a j g r o ź n i e j s z y c h cho­
r ó b wenerycznych), wreszcie z poziomem o ś w i a t y , a t a k ż e charakterem
samego ducha c z ł o w i e k a — zniewoleniem go n i e p o j ę t y m r y t u a l i z m e m ,
k t ó r y s z c z e g ó l n i e z ł o w r o g ą r o l ę o d e g r a ł w stosunku do szerokich rzesz
pasterzy *.
Wiele z t y c h z a r z u t ó w m o ż n a o b a l i ć . P o z o s t a ń m y t y l k o p r z y ostatnich,
o d w o ł u j ą c s i ę do a u t o r y t e t u znakomitego znawcy przedmiotu, j a k i m jest
prof, d r B . Rinczen — o s o b i s t o ś ć ł ą c z ą c a szerokie zainteresowania nauko­
w e z p o d s t a w ą z a s ł u ż o n e g o dla M o n g o l i i s p o ł e c z n i k a i p a t r i o t y . Rinczen
a n a l i z u j ą c znany f a k t w i e l k i e j liczby ł a m ó w ( w e d ł u g I . Majskiego na po­
c z ą t k u X X w . ponad 100 000 m ę ż c z y z n , p r z y o g ó l n e j liczbie m i e s z k a ń c ó w
ponad 600 000; a w e d ł u g A . Pozdniejewa o k o ł o 1887 r. stosunek ł a m ó w
S. К o j ł o, Kościół lamaicki w Mongolii, „Człowiek i Światopogląd", 1970
nr 11 s. 111-135; t e n ż e , Etapy przemian rewolucyjnych
w Mongolii, „.Przegląd
Orientalistyczny", 1971 nr 2/78/, s. 134.
1

6 — Etnografia Polska. XVII/2

�82

JACEK

OLĘDZKI

do l u d n o ś c i m ę s k i e j m i a ł się w y r a ż a ć w liczbach 5 : 8) stwierdza, że
w ś w i ą t y n i a c h i klasztorach, k t ó r y c h b y ł o blisko 3 000, o d p r a w i a n o nie
t y l k o r y t u a l n o - m i s t y c z n e p r a k t y k i religijne, lecz r ó w n i e ż uczono i to licz­
n y c h z a j ę ć czy p r o c e d e r ó w o n i e b ł a h y m znaczeniu k u l t u r o t w ó r c z y m . R i n ­
czen wskazuje na i n n y jeszcze — j a k się w y d a j e — n i e z w y k l e w a ż n y f a k t
s p o ł e c z n y : ,,[...] u k o ń c z e n i e s z k o ł y klasztornej nie z o b o w i ą z y w a ł o do- s ł u ż ­
b y w aparacie a d m i n i s t r a c y j n y m cesarstwa m a n d ż u r s k o - c h i ń s k i e g o , a i c h
synowie [chodzi o s y n ó w a r a t ó w — JO] w p r z y s z ł o ś c i nie m u s i e l i z g i n a ć
k a r k u w kancelariach k s i ą ż ą t l e n n y c h i n a m i e s t n i k ó w cesarza m a n d ż u r ­
skiego. J e ż e l i p r o s t y hodowca b y d ł a posłał swoje dziecko do takiej szkoły,
to b y ł przekonany, że s p e ł n i ł d o b r y uczynek i przez to z d o b ę d z i e z a s ł u g i
religijne, że jego s y n stanie się u c z o n y m l u b co najmniej
człowie­
k i e m u m i e j ą c y m c z y t a ć i p i s a ć [...]" [ p o d k r e ś l e n i e — J.O.].
A zatem l a m a i z m s p r z y j a ł k s z t a ł t o w a n i u się u pogardzanych przez no jo­
nów pasterzy silnego poczucia w ł a s n e j g o d n o ś c i — b r a k u k o m p l e k s ó w
z w i ą z a n y c h z pochodzeniem s p o ł e c z n y m . Z j a w i s k o owej g o d n o ś c i osobistej
o b s e r w o w a ć m o ż n a do dziś, p r z y c z y m k a ż d o r a z o w o rodzi się refleksja
o kompleksach s p o ł e c z n y c h w i e j s k i c h ś r o d o w i s k Europy.
2

Głosicielom poglądów o pośredniej i bezpośredniej odpowiedzialności
l a m a i z m u za stan sanitamo-epidemiologiezny w przedrewolucyjnej M o n ­
g o l i i n a l e ż a ł o b y w s k a z a ć na n i e w y s t ę p o w a n i e j a k i c h k o l w i e k z w i ą z k ó w m i ę ­
dzy systematycznie p o w t a r z a j ą c ą s i ę e p i d e m i ą g r y p y azjatyckiej a k t ó r y m ś
s p o ś r ó d a k t u a l n y c h s y s t e m ó w ideologicznych A z j i . Natomiast nie m o ż n a
c a ł k i e m z a n e g o w a ć t y c h s ą d ó w , k t ó r e w s k a z u j ą na h a m u j ą c ą r o l ę l a m a i ­
z m u w r o z w o j u p o p u l a c y j n y m n a r o d u mongolskiego przed r e w o l u c j ą . W ł ą ­
czenie znacznego procentu m ę ż c z y z n do wieloletniej s ł u ż b y klasztornej nie
s p r z y j a ł o r o z w o j o w i rodziny, p r z y r o s t o w i n a t u r a l n e m u . N i e w ą t p l i w i e t e ż
l a m a i z m w p ł y w a ł poprzez swoje z a ł o ż e n i a ideowe na o s ł a b i a n i e a k t y w n o ­
ści ż y c i o w e j szerszych rzesz s p o ł e c z n y c h , k s z t a ł t o w a ł postawy bierne. B y ł
pod t y m w z g l ę d e m zasadniczo n o w ą k o n c e p c j ą ś w i a t o p o g l ą d o w ą w stosun­
k u do szamanizmu. A l e t e ż jeśli l a m a i z m p r z y p i e c z ę t o w a ł k s z t a ł t o w a n i e się
postaw n i e a g r e s y w n o ś c i pasterzy w stosunku do licznych i nieraz bardzo
o d l e g ł y c h n a r o d ó w , to z a s ł u g ą r e w o l u c y j n y c h p r z e o b r a ż e ń po' 1921 r o k u
jest bezsporny fakt w s t r z y m a n i a procesu „ o b u m i e r a n i a " n a r o d u m o n g o l ­
skiego .
3

W szkicu t y m nie c h c i a ł b y m p o s t ę p o w a ć t r o p e m w y d a w a n i a o p i n i i ,
przy k t ó r y c h jeden system ideologiczny z y s k i w a ć ma na negowaniu wcze­
ś n i e j s z y c h p o j ę ć ideowych. B y ł o b y to sprzeczne nie t y l k o ze w s p ó ł c z e s n y W. F o r m a n , В. R i n c z e n , Lamajskie maski taneczne. Cam Erlika w
golii, Warszawa 1970, s. 40.
Por. W. D y n o w s k i , Współczesna
Mongolia, Wrocław 1968, s. 34 i n.
2

3

Mon­

�CHÜN B A J N A

83

m i p r z e m y ś l e n i a m i takich uczonych, j a k C. L . Strauss, G. G u r v i t c h ,
К . R. Popper czy В. M a l i n o w s k i , ale r ó w n i e ż z h i s t o r y c z n y m w k ł a d e m do
h u m a n i s t y k i m y ś l i marksowskiej.
Dzieło c z ł o w i e k a o k r y t e p a t y n ą czasu i to nie t y l k o d z i e ł o materialne,
lecz w tej samej mierze duchowe, zawsze i w s z ę d z i e b u d z i ć p o w i n n o po­
dziw. N i e c h o d z i ł o b y j e d n a k w y ł ą c z n i e o postulat emocjonalnych odnie­
s i e ń do r z e c z y w i s t o ś c i m i n i o n e j , lecz w m i a r ę m o ż l i w o ś c i p o g ł ę b i o n e spoj­
rzenie na przedmiot, k t ó r y c z ę s t o b y w a u j m o w a n y (szczególnie w licznych
relacjach dziennikarskich) w stwierdzeniu, że dawniej w M o n g o l i i b y ł o źle,
a obecnie jest dobrze czy lepiej albo coraz lepiej. P r z y j m u j ą c o c z y w i ś c i e
ostatni c z ł o n tego s ą d z e n i a w y p a d a p o s ł u ż y ć się p r z y t y m b a n a l n y m
stwierdzeniem, ż e nic nie rodzi się w p r ó ż n i . N i e ulega najmniejszej w ą t ­
pliwości, ż e Mongolia p o ś r ó d k r a j ó w zaliczanych do „ o b o z u socjalistycz­
nego" w y r ó ż n i a się zdecydowanie pod w z g l ę d e m g ł ę b o k i c h p r z e o b r a ż e ń
światopoglądowych.
Trzeba b o w i e m p o w i e d z i e ć , że j a k onegdaj całość życia tego n a r o d u
przesycona b y ł a t r e ś c i a m i lamaizmu, tak dziś (w sytuacji istnienia t y l k o
jednego o ś r o d k a instytucjalno-oficjalnego k u l t u religijnego i l i c z ą c e g o za­
l e d w i e 105 ł a m ó w ) system z a c h o w a ń s p o ł e c z n y c h M o n g o ł ó w k i e r o w a n y
jest z m o ż l i w ą w t y c h w a r u n k a c h k o n s e k w e n t n o ś c i ą poprzez d y r e k t y w y
w y k s z t a ł c o n e na gruncie ideologii ś w i e c k i e j .
4

N i e z n a j d u j ą c w t y m miejscu m o ż l i w o ś c i r o z w a ż e n i a k o n t e k s t u c z y n ­
n i k ó w i s t o t n y c h dla omawianego' przedmiotu, t a k i c h j a k : p o ł o ż e n i e M R L
m i ę d z y d w o m a n a j p o t ę ż n i e j s z y m i o ś r o d k a m i ideologicznymi w s p ó ł c z e s n e ­
go socjalizmu — ZSRR i C h R L ; s w o i s t o ś ć ś r o d o w i s k a w a r u n k u j ą c a zna­
czenie gospodarki hodowlanej, p o ś r e d n i o zaś s p r z y j a j ą c a r o z l e g ł y m k o n ­
t a k t o m , w y m i a n i e d ó b r , h a n d l o w i , a w przeszłości podbojom m i l i t a r n y m ;
wreszcie t y p „ f e u d a l i z m u pasterskiego", k t ó r y nie s t w o r z y ł znanych n a m
z Europy ostrych przedziałów społeczno-kulturowych między uprzywilejo­
w a n y m i i i c h poddanymi, a co z t y m się w i ą ż e t r a d y c j i s p o ł e c z n y c h ogra­
n i c z e ń , p o d z i a ł ó w , k o m p l e k s ó w , to z n o w u w y g ó r o w a n y c h a m b i c j i i t p . —
o g r a n i c z ę s i ę do p r ó b y rozpoznania ideowego czynnika b u d d y z m u w n u r c i e
lamaistycznym. B ę d ę s t a r a ł się p r z e ś l e d z i ć jego w p ł y w na w s p ó ł c z e s n ą
w y o b r a ź n i ę , zachowania i t p . w zakresie w y b r a n y c h z a g a d n i e ń ś w i a t o p o g l ą ­
d o w y c h . P r a g n ę t e ż od r a z u p o w i e d z i e ć , że s t a r a ć się b ę d ę d o w i e ś ć z a 5

4

F o r m a n , E i n c z e n , op. cit., s. 135, przypis 108.
Zagadnienie to jest m. in. przedmiotem obszernych rozważań w pracy: W. D y n o w s k i , Współczesna
Mongolia (Wrocław 1968, s. 43 i п., w szczególności przy­
pis 11), w której autor wskazuje na tezę B. J . W ł a d i m i r c o w a o odmien­
ności, w stosunku do Europy, systemu feudalnego w Mongolii; do tez Władimircowa
i Dynowskiego nawiązuje moja praca zamieszczona w: Studia mongolskie, Wrocław
1969, s. 99 i n.
5

�84

J A C E K OLĘDZKI

leżności między współczesną mongolską formułą
re­
alizacji
ideałów
socjalizmu
a tradycją
religijną
w tym
kraju.
Z a w a r t e w a r t y k u l e m a t e r i a ł y s t a n o w i ą s k r o m n ą część stosunkowo
o b f i t y c h w i a d o m o ś c i , j a k i e zgromadzone z o s t a ł y w latach 1963-1968 w cza­
sie p i ę c i u ekspedycji n a u k o w y c h pod k i e r o w n i c t w e m prof. dr. W i t o l d a
D y n o w s k i e g o . M a t e r i a ł y te zaledwie w s k r o m n y m s t o p n i u s ł u ż y ć t e ż m o ­
g ą rozstrzyganiu trudnego i z ł o ż o n e g o zagadnienia, j a k i m w s z ę d z i e s ą
„ p r z e o b r a ż e n i a ś w i a t o p o g l ą d o w e " . P r z y w y b o r z e ź r ó d e ł nie p o t r a f i ł e m
ustrzec s i ę przed u j ę c i e m s u b i e k t y w n y m . W y d a j e się jednak, że t w o r z y
ono p e w n ą z w a r t ą całość, w i ą ż ą c f a k t y z p r z e s z ł o ś c i i t e r a ź n i e j s z o ś c i . Ca­
łość opracowania s k ł a d a s i ę z p i ę c i u zasadniczych części, g r u p u j ą c y c h pod
o d p o w i e d n i m i h a s ł a m i rodzaje r o z p a t r y w a n y c h w s k a ź n i k ó w . Oto owe c z ę ­
ści i p r ó b a i n t e r p r e t a c j i zgromadzonych d a n y c h :
6

I . T r e ś ć i f o r m a k u l t u „ o ł t a r z y d o m o w y c h " ( j u r t o w y c h ) a rozumienie
i funkcje z a ł o ż e ń d o k t r y n a l n y c h lamaizmu.
Jako w s k a ź n i k i p r z y j ę t o : a) p r z y w i ą z a n i e m i e s z k a ń c ó w danej j u r t y do
t r a d y c j i r e l i g i j n e j , w y r a ż a j ą c e się w posiadaniu (lub nieposiadaniu) obie­
k t ó w sakralnych, w szczególności k a p l i c z k i (guugerwaa) oraz k s i ą g Altangerel i Dżadamba;
b) rodzaj p r z e c h o w y w a n y c h w kapliczkach s y m b o l i
oraz interpretacja i c h przeznaczenia, „ p o w i n n o ś c i " ; c) rodzaje o f i a r i c z ę ­
s t o t l i w o ś ć i c h s k ł a d a n i a przed k a p l i c z k a m i ; d) zbiorowe (w szerszym gro­
nie) czytanie k s i ą g r e l i g i j n y c h i k o n t e m p l o w a n i e t r e ś c i m a l a r s k i c h w y o b r a ­
ż e ń ż y c i a i d z i a ł a l n o ś c i B u d d y (tyb. Thang-ka, c z y l i jego mistycznego t r w a ­
nia) n p . : w y o b r a ż e n i a pod o g ó l n y m nazwaniem sanskryckim Mándala, czy­
l i k r ę g i , albo k s i ę g i d o t y c z ą c e z a w a r t o ś c i R y g w e d y , k t ó r e znane s ą na
obszarze I n d i i , T y b e t u i M o n g o l i i j a k o — Mándala Amitayus;
Budda nie­
zmierzonego l u b n i e s k o ń c z o n e g o ż y w o t a ; Mándala
Awalokiteśwara,
Bodhisattwa — „ W ł a d c a s p o g l ą d a j ą c y w d ó ł " ; Mándala Maitreya, mong. M a j dari — w e d ł u g d o k t r y n y „ m a ł e g o w o z u " — P r z y s z ł y Budda; panteony
b ó s t w i d e m o n ó w , najczęściej w k o n t e k ś c i e centralnego w y o b r a ż e n i a
Tsongkhapy
— mong. Bogdo Lam — z w a n y c h Cogszin; „ k r ę g i ś w i a t a " —
kodeksy moralne n a k a z ó w r e l i g i j n y c h (sanskr. Bhavacakramudrá,
mong.
Sansaryjn
chiirde) .
7

6

Systematycznymi badaniami stacjonarnymi (w latach 1966-1968) objęto ok. 150
reprezentantów środowiska pasterskiego w centralnym aj maku, w somonie Bajan
i somonach sąsiadujących. Badania te uzupełniłem wcześniejszymi materiałami
(z 1963 r.) o charakterze sondażowym. Pochodzą one z okolic Charchorin, Chanch,
Cecerleg, Czojbałsan, Mandał-Gobi, Muren, z pojedynczych jurt na trasach podróży
oraz z Ułan Bator i okolic.
W polskiej nauce pierwsze próby ogólniejszych opracowań lamaizmu podjął:
A. L a t u s e k , Ikonografia mongolskiego lamaizmu, [w:] Studia mongolskie, s. 1157

�CHÜN B A J N A

Dane zgromadzone w

85

ś r o d o w i s k u pasterskim s k o n f r o n t o w a n e

z opiniami ł a m ó w aktualnie w y p e ł n i a j ą c y c h

swoje o b o w i ą z k i w

zostały
klaszto­

rze Gandantegeziling, c z y l i ( „ p r z e p e ł n i o n y m r a d o ś c i ą m a h a j a n y " ) w

Ułan

B a t o r oraz z r e c e p c j ą t r e ś c i b u d d y z m u w ś r ó d p r z e d s t a w i c i e l i ś r o d o w i s k a
i n t e l e k t u a l n e g o M o n g o l i i (uczeni, a r t y ś c i ) .
I I . K s z t a ł t o w a n i e się w s p ó ł c z e s n y c h p r a k t y k komemoratywnych. Jako
w s k a ź n i k i p r z e o b r a ż e ń p r z y j ę t o : a) o p i n i e na t e m a t l o s ó w c z ł o w i e k a

po

ś m i e r c i , i s t n i e n i a duszy, sensu ideowego d a w n y c h p r a k t y k ż e g n a n i a z m a r ­
ł y c h i w s p ó ł c z e s n y c h o f i c j a l n y c h f o r m p o c h ó w k u ; b) cmentarze somonowe
i cmentarz w U ł a n Bator, sposoby c h o w a n i a z m a r ł y c h i p r z e j a w y n o w y c h
z a c h o w a ń m a g i c z n y c h ; c) w z o r c o w e ceremonie pogrzebu ś w i e c k i e g o ; d) ż y -

-123; t e n ż e , Ikonografia mongolskiego lamaizmu, „Przegląd Orientalistyczny",
nr 2/70; 1969 s. 115-126; obszerne przypisy i w s t ę p do cytowanej pracy: F o r m a n ,
E i n e z e n , op. cit., s. 107-136. Pionierskie na gruncie polskim prace Latuska —
z oczywistych p o w o d ó w — nie pozwalają uzyskać szczegółowszych wiadomości na
temat percepcji lamaistycznej doktryny przez szersze kręgi społeczeństwa mongol­
skiego. Przy niniejszej pracy korzystałem z klasycznych już studiów obcojęzycznych
oraz z tych dzieł i drobnych opracowań, które poświęcone zostały wierzeniom l u d ó w
A z j i Środkowej. Oto najważniejsze spośród wykorzystanych pozycji: A. P o z d n i ej e w, Oczerki byta buddijskich monastiriej i buddyjskogo duchowieństwa
w Mon­
golii w swiazi z otnoszenijami siego poslednjego к narodu, Sanktpietierburg,
1887;
E . P a n d e r , Das lamaistische Pantheon, „Zeitschrift fur Ethnologie", 21: 1889,
s. 44-78; A . G r ü n w e d e l , Mythologie du Buddhisme au Tibet et en Mongolie,
Leipzig 1900; S. F . O l d i e n b u r g , Matierjaly po buddijskoj ikonografii, „ S b o m i k
Muzieja po Antropologii i Etnografii", 3: 1901 oraz 4: 1903; A . D. R u d n i e w ,
Zamietki o tiechnikie buddijskoj ikonografii u sowriemiennych zurczinow
chudożnikow, tamże, 5: 1905, s. 3-15; J . Нас к i n , L a sculpture indienne et tibétaine
au
Musée Guimet, Paris 1931, t e n ż e , Mythologie du Lamaisme, fw:] Mythologie
Asiatique Illustrée,
Paris 1928, s. 121-162; A. L . W a d d e l l , The Buddhism of
Tibet or Lamaism, Cambridge 1934 (2 wyd.); S. H u m m e l , Geschichte der tibetischen Kunst, Leipzig 1953, L . J i s l , V. S i s , J . V a n i š , Tibetische Kunst, Prag
1958; L . J i s l , Uměni starého Mongolska, Praha 1961; N. M. S z c z e p i e t i e l n i kow,
Architiektura
Mongolii, Moskwa 1960; A. M o o k e r j e e ,
Tantra-Kunst,
Basel 1968; osobno pragnę w y m i e n i ć opracowania ogólne polskich religioznawców
bądź tłumaczenia religioznawców obcych; E . D ą b r o w s k i , Buddyzm, [w:] Religie
Wschodu, Lublin 1962, s. 133-153; K . K o t a ń s k i , Buddyzm, [w:] Zarys
dziejów
religii, Warszawa 1968, s. 691-733; S. K a ł u ż y ń s k i , Religie Tybetu oraz Religie
Azji Środkowej
i Syberii, tamże s. 116-136; A. L . В a s h a n , Indie Warszawa
1964; ponadto oddzielną zupełnie grupę opracowań, z których podaję tylko naj­
ważniejsze, W. К o pу 1 o w, Religioznyje wierowanija siemiejnyje obriady i żertwoprinoszenija siewiero-bajkalskich
buriat szamanistow, Irkuck 1886; G . E . К a g a ­
r ó w , Mongolskije «obo» i ich etnograficzeskije paralleli, Leningrad 1927; U . H a r v a , Die Religiosen VorstellMngerc der altaischen Vólker, Helsinki 1938; К. V. W j a t k i n a, Mongoly Mongolskoj Narodnoj Riespubliki, „Wostoczno-aziatskij etnograficzeskoj sbomik", 60: 1960, s. 159-269; S. K a ł u ż y ń s k i , Szamanizm, „Euhemer",
1963 2(33), s. 63-81; i inne.
t

�86

J A C E K OLĘDZKI

w o t n o ś ć i r o z w ó j z a c h o w a ń lamaistyczno-synkretycznych z w i ą z a n y c h z pa­
m i ę c i ą o z m a r ł y c h (teksty k o m e m o r a t y w n e na m ł y n k a c h m o d l i t e w n y c h ,
ł o p a t k i baranie, n a b o ż e ń s t w a ż a ł o b n e i n a j w a ż n i e j s z e ś r o d k i w y r a z u t y c h
nabożeństw, zapewniających ich trwałość).
I I I . Odwaga i b o j a ź ń . I n d y f e r e n t n o ś ć i racjonalistyczna refleksja nad
z a l e ż n o ś c i ą t r a g e d i i losowej jednostek od i c h p a s y w n o ś c i w m y ś l e n i u
i d z i a ł a n i u p r a k t y c z n y m . Jako w s k a ź n i k i p r z y j ę t o : a) chün bajna — j e d n ą
z t r a d y c y j n y c h f o r m z a c h o w a ń w obliczu n a g ł e j ś m i e r c i , p o r a ż e n i a g r o ­
m e m ; b) t r a d y c y j n e zachowania t o w a r z y s z ą c e chiin bajna; c) opinie na
t e m a t p r a w fizycznych, k t ó r e w p r z y p a d k u w y ł a d o w a ń atmosferycznych
n a l e ż a ł o b y (lub nie n a l e ż a ł o b y ) p r z e s t r z e g a ć w d z i a ł a l n o ś c i c z ł o w i e k a .
I V . T r w a ł o ś ć p r z e s ą d u w e w s p ó ł c z e s n y c h zachowaniach s p o ł e c z n y c h
ś r o d o w i s k a pasterskiego i wielkomiejskiego. Jako w s k a ź n i k i p r z y j ę t o :
a) nowe p r z e j a w y m a g i i zapobiegawczej, z w i ą z a n e z p r a k t y k a m i p r z y
owoo; b) miejskie p r z e s ą d y n a w i ą z u j ą c e do m i t y c z n y c h postaci
czótgóra
i sawdaga.
Osobną kategorię wskaźników współczesnych przeobrażeń światopoglą­
d o w y c h s t a n o w i ą wzorce a u t o r y t e t u , i n s t y t u c j e i k o n k r e t n a i c h d z i a ł a l n o ś ć
pod k i e r o w n i c t w e m К С Mongolskiej P a r t i i L u d o w o - R e w o l u c y j n e j .
V . S p o ł e c z n o - i d e o w a d z i a ł a l n o ś ć instancji p a r t y j n y c h w ś r ó d szerokich
rzesz s p o ł e c z e ń s t w a . W s k a ź n i k i : a) p r o g r a m d z i a ł a l n o ś c i i n s t y t u c j i ulaan
bulan — „ c z e r w o n y k ą c i k " ; b) p r o g r a m d z i a ł a l n o ś c i i n s t y t u c j i ulaan
majćhan — „ c z e r w o n y n a m i o t " ; c) ogrody zabaw i c h w a ł y p r z o d o w n i k ó w p r a ­
cy, otaczane p o m n i k a m i 4 z w i e r z ą t —• owcy, k r o w y , konia, w i e l b ł ą d a —
s y m b o l i z u j ą c y c h znaczenie gospodarki hodowlanej i zarazem t r u d pasterzy;
d) nadaam — apoteoza r u d y m e n t a r n y c h c n ó t s p o ł e c z n y c h w p o w i ą z a n i u ze
ś w i ę c e n i e m k o l e j n y c h rocznic r e w o l u c j i ; e) somonowy sekretarz p a r t i i —
k o n t y n u a t o r e m wzorca a u t o r y t e t u czynnego — u c z e s t n i c z ą c e g o w zacho­
waniach zbiorowości.
*
P r z y s t ą p m y obecnie do analizy pierwszej g r u p y w s k a ź n i k ó w — t r e ś c i
i f o r m y k u l t u „ o ł t a r z y d o m o w y c h " , i c h f u n k c j i , przede w s z y s t k i m z a ś
s p o s o b ó w rozumienia dziś przez szersze rzesze s p o ł e c z e ń s t w a ( g ł ó w n i e pa­
sterskiego) z a ł o ż e ń d o k t r y n a l n y c h i sensu ideowego lamaizmu. D o d a ć j e ­
szcze n a l e ż y , że nasza analiza nie u w z g l ę d n i a o p i n i i przedstawicieli m ł o ­
dego pokolenia. F a k t e m b o w i e m jest, że pokolenie to (urodzone po 1925
roku) zachowuje do t r a d y c j i r e l i g i j n y c h stosunek na o g ó ł o b o j ę t n y . Ś w i a d ­
czy o t y m n i e o b e c n o ś ć w j u r t a c h n a j m ł o d s z y c h i m ł o d s z y c h m a ł ż e ń s t w
p r z e d m i o t ó w sakralnych. J e ś l i s i ę z d a r z a j ą , t o s p e ł n i a j ą r o l ę cennego

�CHÜN B A J N A

87

p r z e d m i o t u l u b dzieła sztuki. A l e nie jest w y k l u c z o n e , że w i d o c z n y b r a k
p r z e d m i o t ó w sakralnych w j u r c i e j a k o o b i e k t ó w k u l t u wcale nie ś w i a d c z y
0 t y m , że gospodarze nie ż y w i ą u c z u ć r e l i g i j n y c h . W k i l k u przypadkach
z e t k n ą ł e m s i ę z f a k t e m u k r y w a n i a s a k r a l i ó w w samej jurcie. Sposoby s ą
r o z m a i t e : p r z e t r z y m y w a n i e p r z e d m i o t ó w k u l t o w y c h pod obrazami i foto­
g r a f i a m i r o d z i n n y m i , w biblioteczkach z a s ł o n i ę t y c h p o r t r e t a m i dostojni­
k ó w i i n . B y ć m o ż e c z ę s t s z y m jeszcze sposobem jest w y k o r z y s t y w a n i e
s c h o w k ó w w spichrzach.
T r a d y c y j n y o ł t a r z w z o r o w a n y b y ł na o ł t a r z a c h w domach ł a m ó w . W po­
mieszczeniach t y c h z d a r z a ł o się, że cała ś c i a n a na w p r o s t w e j ś c i a (po­
dobnie j a k w ś w i ą t y n i ) m i m o n i e w i e l k i c h r o z m i a r ó w całego' d o m u z a j ę t a
b y ł a na o b i e k t y religijne. P o d s t a w ę o ł t a r z a s t a n o w i ł y skrzynie (3 g ł ó w n e
1 nieraz k i l k a dodatkowych). R ó w n i e ż w j u r t a c h w i e k a s k r z y ń (do 3 w l i ­
czbie o g ó l n e j ) s ł u ż y ł y do rozstawienia k a p l i c z k i ( w z g l ę d n i e 2 do 3 jej
egzemplarzy) oraz r o z ł o ż e n i a d r o b n y c h o b i e k t ó w (ryc. 1-2), j a k t e ż ś w i ę ­
t y c h k s i ą g . Dziś z d a r z a j ą s i ę m n i e j l u b bardziej skromne, nieraz aż ubogie
o ł t a r z e . Redukcja o b j ę ł a w i e l o ś ć wszelkich p r z e d m i o t ó w , nieraz ogranicza­
j ą się one do obrazka zamiast kapliczki, jednego t y g l a ze ś w i a t ł e m zamiast
k i l k u n a s t u czy n a w e t k i l k u d z i e s i ę c i u .
O c z y w i s t y m jest, że p r z y j ę t e w s k a ź n i k i postaw t r a d y c y j n y c h ściślej
s ą zespolone z reprezentantami pokolenia starszego, w szczególności z t y m i
osobami, k t ó r e m i a ł y o k a z j ę odbycia wieloletniej edukacji lamaistycznej.
U w a g ę t ę n a l e ż a ł o b y r o z s z e r z y ć na f a k t n i e w y s t ę p o w a n i a w M o n g o l i i re­
l i g i j n y c h z g r o m a d z e ń ż e ń s k i c h . S t ą d też, j a k o z a s a d ę p o r z ą d k u j ą c ą przed­
stawiane w aneksie m a t e r i a ł y (przede w s z y s t k i m opinie), p r z y j ę t o w i e k
informatora. A b y nie k o m p l i k o w a ć zagadnienia, zasada ta obejmuje r ó w ­
n i e ż i n f o r m a t o r k i . A l e j a k kobietom, k t ó r y m nie dane b y ł o z g ł ę b i a ć te­
k s t ó w t y b e t a ń s k i c h , tak r ó w n i e ż m ę ż c z y z n o m ( b y ł y m lamom) zdarza się
r e p r e z e n t o w a ć postawy bliższe ideologii w s p ó ł c z e s n e j , anliżeli t r a d y c y j n e j .
B r a k miejsca nie p o z w o l i ł w k a ż d y m p r z y p a d k u d o s t a r c z y ć danych o k r e ­
ś l a j ą c y c h b i o g r a f i ę mego r o z m ó w c y . A p o n i e w a ż biografia t y c h l u d z i
k s z t a ł t o w a ł a się c z ę s t o w naj b u r z l i w s z y c h czasach p r z e o b r a ż e ń systemu
s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n e g o k r a j u , i c h p r z e ż y c i a w y j a ś n i a j ą na ogół w s p o s ó b
dostatecznie p e ł n y i n d y w i d u a l i z a c j ę postaw i z a c h o w a ń .
K a t a k l i z m ostatniej w o n y ś w i a t o w e j na szczęście nie o b j ą ł w s p o s ó b
g ł ę b s z y s p o ł e c z e ń s t w a mongolskiego. Lecz w przededniu w y b u c h u w o j n y
i j e j t r w a n i a d o k o n a ł się w M o n g o l i i d r a m a t niszczenia podstaw i n s t y t u ­
cjonalnych r e l i g i i , k t ó r a w t y m k r a j u s t a n o w i ł a do c z a s ó w narodzin r e w o ­
l u c j i j e d y n ą oficjalną i dostatecznie r o z b u d o w a n ą ideologię. M i a ł a t e ż ona
charakter w s z e c h o g a r n i a j ą c y . P r z e n i k a ł a do ż y c i a k a ż d e g o przedstawiciela
tego n a r o d u od m o m e n t u narodzin po ś m i e r ć . L a m o w i e w y b i e r a l i (a nie

�88

J A C E K OLĘDZKI

v

У-

Ryc. 1. Mieszkania ł a m ó w na Gandanie w U ł a n Bator.
A — dom drewniany; В — jurta (zamieszkiwana w okresie chłodów). 1 — ołtarz; 2 — piec;
3 — stoi; 4 — puf; 5 — posłania; 6 — skrzynie; x — usytuowanie odmiennych symboli ideo­
wych (w pierwszym przypadku — Chrystus na krzyżu, w drugim — plakat z fotografiami ra­
dzieckich kosmonautów)
Rys. J . Olędzki

t y l k o nadawali) i m i o n a i ustalali odpowiednie miejsce pozostawienia z w ł o k
w stepie. S ł u ż y l i r a d ą w k a ż d e j bodaj sytuacji. Z a m a w i a l i n a owoo deszcz,
w p ł y w a l i magicznie na r o z r o d c z o ś ć stad, rozstrzygali t r a p i ą c e j e d n o s t k ę
zagadki życia, u c z y l i m y ś l e n i a abstrakcyjnego, a t a k ż e rozweselali. Ubodzy
i c h przedstawiciele — w ę d r o w n i m n i s i (duldujczinowie)
— docierali do
najbardziej n i e d o s t ę p n y c h części k r a j u , gdzie nie b y ł o ani ś w i ą t y ń , ani
klasztorów.
R a d y k a l i z m rozstania się z t ą f o r m u ł ą ideologii r e l i g i j n e j (użycie ś r o d ­
k ó w administracyjnych, a t a k ż e w o j s k o w y c h ) s t w o r z y ł s z c z e g ó l n ą z u p e ł n i e
s y t u a c j ę . M o ż n a b y j ą s c h a r a k t e r y z o w a ć j a k o p r z y j ę c i e przez p a ń s t w o zo­
b o w i ą z a ń rekompensacyjnych. A l b o w i e m ó w r a d y k a l i z m m u s i a ł u k s z t a ł ­
t o w a ć silne poczucie o d p o w i e d z i a l n o ś c i za nader drastyczne czy b ł ę d n e
wprost realizowanie p o s t u l a t ó w nowej d y d a k t y k i s p o ł e c z n e j , s ł u ż ą c e j
w s p ó ł c z e s n e j ś w i a d o m o ś c i mas. E f e k t e m najbardziej w y m i e r n y m tego p r o ­
cesu jest dziś w M o n g o l i i s t r u k t u r a u k s z t a ł t o w a n y c h w k r ó t k i m stosunko­
w o czasie, t r w a ł y c h w a r u n k ó w osiadłości całego n a r o d u ; rozbudowanie
ajmacznych i somonowych o ś r o d k ó w administracyjnych, szkolnictwa, dzia­
ł a l n o ś c i k u l t u r a l n e j (biblioteki, kina, czerwone kąciki), u s ł u g lekarskich
i w e t e r y n a r y j n y c h , w y m i a n y t o w a r o w e j , p r o d u k c j i r ę k o d z i e l n i c z e j i fa-

�CHUN B A J N A

89

Ryc. 2. Współczesny ołtarz jurtowy.
Z lewej strony — na skrzynce z przyborami aptecznymi — dwa obrazki: Dari E c h i Burchan
Bagsz; tygle ofiarne; młynek modlitewny oraz figury myszy i barana (symbole dostatku).
Z prawej strony — ekran ze zdjęciami rodzinnymi. Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

brycznej, e l e k t r y f i k a c j i , gastronomii i t p . , i t d . — co b y w a o k r e ś l a n e m i a ­
nem „ u r b a n i z a c j i stepu" .
Ogromna ilość ś w i ą t y ń , a t a k ż e b u d y n k ó w klasztornych (czy raczej
pojedynczych, d r e w n i a n y c h d o m ó w n i e w i e l k i c h r o z m i a r ó w , w k t ó r y c h b y ­
t o w a l i lamowie) oraz z a b u d o w a ń o ś r o d k ó w s ł u ż b y feudalnej (świeckiej)
8

8

• D y n o w s k i , Współczesna
Mongolia, s. 130 i n . ; D. M a r k o w s k a , Z. S ok o l e w i c z , J . O l ę d z k i , Niektóre
zmiany w tradycyjnym inwentarzu
kulturo­
wym pasterzy mongolskich, „Etnografia Polska", t. X I I : 1967, s. 199-252; D. M a r ­
kowska,
S. S z y n k i e w i c z, Spółdzielnio pasterska, [w:] Studia mongolskie,
s. 55-79; S. S z y n k i e w i c z , Współczesna
rodzina pasterska. Niektóre
cechy cha­
rakterystyczne, Studia
s. 129-139.

�90

J A C E K OLĘDZKI

• " l i l i i
(litymi
1

ii « I I Hill
:

Ryc. 3. Spichrz (mong. pin), przystosowane do nowych celów mieszkanie lamy.
U

góry

— ogólny widok obejścia na zapleczu jurty; na dole — fragment wystroju (okno)
dawnej budowli. Somon Charchorin
Fot. J . Olędzki

uległa zniszczeniu

9

l u b w swoisty s p o s ó b adoptowana

mnianej s t r u k t u r y nowych w a r u n k ó w
9

z o s t a ł a do w s p o ­

b y t u — osiadłości. W

pasterskich

Nieprawdą jest jakoby: „Większa część klasztorów nie stanowiła zabytków
historycznych, jako że były budowane według p r y m i t y w n y c h s z a b l o n ó w

�CHÜN BAJNA

91

osiedlach p r z y centrach somonowych (osiedla te t w o r z ą osobne u k ł a d y
z a b u d o w a ń w y o d r ę b n i o n e od całości o ś r o d k a ) dawne mieszkania ł a m ó w
s t a ł y się swego rodzaju spichrzem czy s k ł a d e m (mong. pin l u b modon bajszin), p r z y l e g a j ą c y m do o k r e ś l o n e j j u r t y , t w o r z ą c z n i ą p e w i e n t y p zagro­
dy. Sama t e ż j u r t a i ó w pin u z y s k a ł y na p r o w i n c j i r a n g ę j e d y n y c h miejsc
przechowywania d e w o c j o n a l i ó w , p r z e d m i o t ó w k u l t o w y c h i d o k o n y w a n i a
p r a k t y k o charakterze r e l i g i j n y m (ryc. 3).
T r a d y c y j n e usytuowanie o ł t a r z a to — j a k j u ż m ó w i l i ś m y — g ó r n a po­
w i e r z c h n i a s k r z y ń tych, w k t ó r y c h przechowywane jest mienie pasterzy.
Skrzynie te do dzisiaj sytuowane są w miejscu zaszczytnym, p r z y ś c i a n i e
na w p r o s t w e j ś c i a . W t y m t e ż miejscu p r z y skrzyniach sadza się zaszczyt­
n y c h gości, t u z w y k ł s i a d a ć co d z i e ń najstarszy d o m o w n i k , zawsze m ę ż c z y -

Ryc. 4. Tygle ofiarne
Fot. J . Olędzki

[podkreślenie — J . O.] bez żadnej wartości artystycznej i nie różniły s i ę wiele jedne
od drugich. K o j ł o , op. cit., s. 122,; por.: N. M. S z c z e p i e t i e l n i k o w ,
op. cit.
s. 31, 75-138, 230 i n.

�92

J A C E K OLĘDZKI

zna. T a k w i ę c z a s z c z y t n o ś ć tego miejsca j a k b y e m a n o w a ł a na o s o b ę znaj­
d u j ą c ą się n a j b l i ż e j . Dzisiaj zwyczaj sadzania o s ó b zaszczytnych na wprost
w e j ś c i a jest r e g u ł ą n a w e t w ó w c z a s , gdy nie ma j u ż w j u r c i e o ł t a r z a . O ł t a r z
b o w i e m został przeniesiony w p o b l i ż e w e z g ł o w i a ł ó ż k a starszej kobiety,
a w i ę c do części n a j m n i e j poczesnej w jurcie, b ą d ź t e ż j a k i przedmioty
k u l t u u k r y t y poza mieszkaniem, w spichrzu. D o d a ć n a l e ż y , że dzisiejsze
p r a k t y k i k u l t o w e w o k ó ł o ł t a r z a są znacznie u b o ż s z e a n i ż e l i przed k i l k u ­
d z i e s i ę c i u jeszcze l a t y . W ó w c z a s to do s t a ł y c h o b o w i ą z k ó w d o m o w n i k ó w
n a l e ż a ł a codzienna ofiara bogom — burchan tachich. Ł ą c z y ł a się z t y m
pierwsza c z ę s t k a z p o t r a w y porannej (przed r o z p o c z ę c i e m p o s i ł k u przez
ludzi). O f i a r ę t ę nazywano — deedż. B y ł o t e ż w zwyczaju regularne pale­
nie ognia z m a s ł a w specjalnym t y g l u (ryc. 4). Nazwano t ę c z y n n o ś ć dzulyn coge. S k ł a d a n o na o ł t a r z u d o m o w y m p o t r a w y takie np. j a k ciasto
pieczone w k s z t a ł c i e szyszki — borcog (ryc. 5). Warto* t u d o d a ć , że b y ł a
to m i s t e r n e j roboty ofiara z ł o j u w z o r o w a n a n a
k l a s z t o r n y m balinie (ryc. 6). Caagalaga
to ryż,
r o d z y n k i oraz t w a r ó g k ł a d z i o n e na specjalnej m i ­
sce l u b czarce. Jest to zwyczaj k u l t y w o w a n y do
dziś. Z okazji g ł ó w n y c h ś w i ą t , t a k i c h j a k п р . :
okresowe Dżasaa s k ł a d a n o o f i a r ę — tachil. B y ł t o
cały b a r a n pieczony. W czasie tego ś w i ę t a w l e w a ­
no w o g i e ń m a s ł o , by „ w y s o k o o g i e ń b u c h a ł " .
N a z y w a n o t ę ofiarę szartos (masło). Do ognia c i ­
skano r ó w n i e ż k a w a ł e k m i ę s a z k a r k u z w i e r z ę ­
cia —
golla-mach.
Do s t a ł y c h ofiar w czasie u b o j u barana na­
Ryc. 5. Ofiara z pieczo­
obgotowanych
nego ciasta (mong. bor­ l e ż a ł o s k ł a d a n i e przed o ł t a r z e m
w n ę t r z n o ś c i — koniuszka serca, k a w a ł k a p ł u c a
cog).
oraz części g ł ó w n e j k i s z k i (ryc. 7-8). I n f o r m a t o r z y
Somon Bajan
zwyczaj ten t ł u m a c z ą w s p o s ó b m n i e j w i ę c e j t a k i :
Hys. J . Olędzki
„ o t o d o w ó d [owe ofiary], ż e jest n a m na t y m pa­
dole dobrze. I takiego dobra oczekujemy w p r z y s z ł y m w c i e l e n i u . Chcie­
l i b y ś m y b y ć po wsze czasy pasterzami. A jeśli n i m i b ę d z i e m y , s k ł a d a ć
b ę d z i e m y j a k teraz o f i a r y z najsmaczniejszych części barana [...]". Za­
sadniczo inaczej t ł u m a c z ą t ę o f i a r ę lamowie. K o r z y s t a m z i n f o r m a c j i ł a ­
m ó w p r a k t y k u j ą c y c h na Gandanie. O t ó ż s t w i e r d z a j ą oni, że B ó g s p o ż y w a
z t y c h ofiar j e d y n i e m i s t y c z n ą s u b s t a n c j ę . T y m t e ż sposobem ( d a r z ą c go
ofiarą) dokonuje się mistycznego a k t u adoracji.
Te wszystkie o f i a r y n a l e ż ą dziś do r z a d k o ś c i . N a j c z ę s t s z ą p o s t a c i ą ofia­
r y przed o ł t a r z e m d o m o w y m jest palony o g i e ń t u ż przed zmierzchem oraz
z ł o ż o n y w m o s i ę ż n y m t y g l u suutej caj ( „ b i a ł a " herbata). Ofiara z serca
barana n a l e ż y dziś do p r a w d z i w y c h r z a d k o ś c i .

�93

CHUN B A J N A

Ryc. 6. Ofiara z prasa i łoju (mong.

balín).

Gandan w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

S p r ó b u j m y z kolei r o z w a ż y ć s z c z e g ó ł o w i e j t r e ś c i a k t u a l n y c h w i e r z e ń
omawianej społeczności, b i o r ą c pod u w a g ę przede w s z y s t k i m rodzaj i spo­
sób i n t e r p r e t o w a n i a o k r e ś l o n y c h w y o b r a ż e ń r e l i g i j n y c h ( g ł ó w n i e o b r a z ó w ,
rzeźb), jakie eksponowane s ą na o ł t a r z a c h d o m o w y c h . Przed t y m j e d n a k
konieczna jest n a s t ę p u j ą c a uwaga. W i e l o ś ć i r o z m a i t o ś ć o w y c h w y o b r a ż e ń
nie zawsze pozostaje w b e z p o ś r e d n i e j relacji z p o s t a w ą jednostki, k t ó r ą

�94

J A C E K OLĘDZKI

Somon Bajan

Rys. J . Olędzki

z w y k ł o się potocznie o k r e ś l a ć jako z a a n g a ż o w a n ą i zarazem z w i ą z a n ą
z ś w i a t o p o g l ą d e m f i d e i s t y c z n y m . N i e do r z a d k o ś c i n a l e ż y dziś w M o n g o l i i
fakt, aby cieszący się w i e l k i m a u t o r y t e t e m b y ł y w y s o k i d o s t o j n i k s p o ł e c z ­
ności ł a m ó w — s ę d z i w y starzec, k t ó r y zachowuje n a d a l w i ę z i z m n i c h a m i
s p e ł n i a j ą c y m i p r a k t y k i w j e d y n y m klasztorze Gandan, m i a ł na s w o i m
o ł t a r z u j u r t o w y m t y l k o jeden n i e w i e l k i c h r o z m i a r ó w w i z e r u n e k Bur chan
Bagsz. Osoba, o k t ó r e j mowa, w p r a k t y k a c h r e l i g i j n y c h ogranicza s i ę
w y ł ą c z n i e do o d m a w i a n i a r ó ż a ń c a . W c i ą g u dnia o d m a w i a 15000 razy
om mani padme ćhum. J e d n a k ż e w i e l o ś ć t a nie jest c z y m ś w y j ą t k o w y m .
Natomiast i n n y reprezentant tej samej społeczności, b y ł y w o j e w ó d z k i
sekretarz p a r t i i , nie o d m a w i a w p r a w d z i e r ó ż a ń c a , ale studiuje k s i ę g i r e l i ­
gijne. Jest i c h w i e l k i m m i ł o ś n i k i e m i kolekcjonerem. N a o ł t a r z u d o m o w y m
b y ł y sekretarz p r z e t r z y m u j e aż 26 r ó ż n y c h w y o b r a ż e ń b ó s t w panteonu
lamaistycznego. J e d n o c z e ś n i e z w y o b r a ż e n i a m i t y m i w y s t ę p u j ą w bezpo­
ś r e d n i m s ą s i e d z t w i e w i z e r u n k i d o s t o j n i k ó w p o l i t y c z n y c h Suche Batora
i C z o j b a ł s a n a . I n f o r m a t o r Gonczigdambil w y r ó ż n i a się w y j ą t k o w ą w p r o s t
t r o s k l i w o ś c i ą w d o p e ł n i a n i u w s z e l k i c h t r a d y c y j n y c h f o r m ofiary, w szcze­
gólności s t a ł e g o (nie t y l k o o zmierzchu) palenia ognia na o ł t a r z u . W t y m
celu m u s i p r z y g o t o w y w a ć zapas o k o ł o k i l k u d z i e s i ę c i u t y g l i z m a s ł e m
i umieszczonymi w n i c h r ę c z n i e s k r ę c o n y m i k n o t a m i z b a w e ł n y . N a p y t a ­
nie, czemu p r z y p i s a ć t ę jego dbałość, odpowiada z h u m o r e m , ż e d z i ę k i
p r z y g o t o w y w a n i u l i c z n y c h t y g l i z m a s ł e m m o ż e z n a l e ź ć „czas dla siebie".
A zatem w i e l o ś ć i r o z m a i t o ś ć w y o b r a ż e ń w o ł t a r z a c h , j a k t e ż p r a k t y k i
czynione p r z y n i c h nie p o t w i e r d z a j ą stereotypowej r e g u ł y . M o ż n a nawet
z a r y z y k o w a ć twierdzenie, ż e osoby, k t ó r e w najmniejszej mierze m o ż n a
by p o d e j r z e w a ć o przekonania fideistyczne s ą i c h w y z n a w c a m i i g ł ę b o k o
zaangażowanymi o r ę d o w n i k a m i treści religijnych. J e d n a k ż e są również

�95

CHÜN BAJNA

Ryc. 8. Składanie ofiary z wnętrzności

barana.

a — ofiara w tyglu; b — obgotowane wnętrzności na tacy, przeznaczone do spożycia.
Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

jednostki, k t ó r e zdecydowanie o k r e ś l a j ą s w o j ą a t e i s t y c z n ą p o s t a w ę , m a n i ­
f e s t u j ą c t o w wypowiedziach, j a k r ó w n i e ż t y m , że nie m a j ą j a k i c h k o l w i e k
o b i e k t ó w sakralnych. Oto w y p o w i e d z i r e p r e z e n t a n t ó w takiej postawy:

�96

J A C E K OLĘDZKI

Ü. C e w e g d o r d ż , ur. w 1886 r. w Arszand-Chamrus w okolicy somonu
Bajan.. Jako szabi służył w młodości na dworze Bogdo-gegena. Zamieszkuje z ro­
dziną syna w jednym z budynków murowanych w Bajan Somonie. W mieszkaniu
nie ma żadnych obiektów kultowych. „Nie mam bogów, bo przyszły takie czasy,
że nie należy ich mieć".
N. L u w s a n d ż a m c , ur. w 1898 r. w Chowgno (ajmak Chentejski). W m ł o ­
dych latach pracownik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, aktywny działacz par­
tyjny, w a l c z y ł z kontrrewolucją. W okresie kultu Czojbałsana usunięty z partii,
aresztowany i skazany na 8 lat więzienia. W dalszych latach był nauczycielem
(w Gurwan Bajan —• ajmak Chentejski), a następnie palaczem. Obecnie zajmuje
się w somonie Bajan (w brygadzie pomocniczej) wyrobem części drewnianych do
jurt i ogrodzeń dla owiec. W jurcie swojej nie przetrzymuje żadnych dewocjona­
liów. „Nie s ą mi one do niczego potrzebne, jestem niewierzący". Szczyci się umie­
jętnością biegłego czytania, pisania, w szczególności zaś liczenia.

A oto j a k p r z e d s t a w i a j ą s i ę m n i e j l u b bardziej kompletne o ł t a r z e w e
w s p ó ł c z e s n y c h j u r t a c h mongolskich.
D. D o n d o g d u 1 a m, ur. w 1875 r. w okolicach Czoir (Wschodniogobijski
ajmak), ośrodka administracyjnego Cecenwana w Oldzijtijn-tal. Pochodzi z rodziny
szabi. Jej rodzina koczowała na rozległych obszarach. W celach religijnych (pątniczych) odwiedzała liczne klasztory, również tybetańskie. W dawnej Urdze była
15 razy, każdorazowo w celach religijnych. Obecnie modli s i ę o rychłą śmierć. Jeśli
ma czas (opiekuje s i ę dziećmi syna) „odmawia" różaniec (mong. erech) — powta­
rzając po tysiąckroć urn, maa ni bad mi chum (ryc. 9). Intencją tych s ł ó w jest
wspomniana prośba. Kieruje ją do Burchan Bagsz, Dari Ech, „licznych swoich nau­
czycieli ł a m ó w " (wymienia miana dwóch) oraz „bogów 10 stron". W jurcie obok
swego posłania (nie w miejscu centralnym) przechowuje na skrzyni drewnianą k a ­
pliczkę, w której znajdują się 3 obrazki małych rozmiarów (ok. 5 X 8 cm): Burchan
Bagsz, Dari Ech oraz lamy-powiernika. Przed kapliczką stoją drewniane figury
barana i myszy, symbolizujące bogactwo i dostatek. Informátorka poza „odmawia­
niem" różańca żadnych innych praktyk religijnych nie wykonuje.
G. D o l d ż i n s u r e n , ur. w 1883 r. na terenie Bajan somonu i jej syn Dz.
C z i m i d d o r d ż , ur. w 1904 r. również na terenie Bajan somonu. W jurcie znaj­
duje s i ę kapliczka odziedziczona po starszym bracie kobiety. Kapliczka ustawiona
jest w prawej części jurty na skrzyni u w e z g ł o w i a łóżka Doldżinsuren. Za k a ­
pliczką na niskim stoliczku leżą dwie księgi Altangerel. Przed kapliczką — młynek
modlitewny, trzy naczynia do palenia , ognia (puste) oraz jedno naczynie (wyższe
od pozostałych) z suutej caj. Bywa, że Doldżinsuren do naczynia tego nalewa ajrag
lub kładzie „pierwszą część" z potrawy zgotowanej rano dla całej rodziny. Czyn­
ność t ę nazywa deedż. Niekiedy kładzie przed kapliczką borcog — pieczywo w for­
mie szyszki. W kapliczce znajduje s i ę ogółem pięć obrazków oraz jedna fotografia
Bogdo-gegena. Fotografia umieszczona jest centralnie. Ponad fotografią znajduje s i ę
obrazek o wym. 1,5X2 cm — Dżangrajseg
(jest to lokalna nazwa
Awalokiteśwary,
tyb. Pyanras-gzigs, mong. Nidjuberjudzektszi).
Obrazek ten został wykonany na
specjalne zamówienie jej starszego brata, który cierpiał na bóle oczu. Informátorka
potwierdza wielkie, opiekuńcze możliwości tego boga. Obok wyobrażenia
Dżangrajseg — również małych rozmiarów — dwa przedstawienia (od lewej i od prawej
strony) Burchan Bagsz. Na dole nieco większych rozmiarów obrazki: Nogoon Darich
i Cagaan Darich. Postacie nazywane przez informatorkę (a także przez jej syna)

�CHÜN B A J N A

Ryc. 9. Różaniec (mong.

97

érech).

Gnadan w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

Darich trzymają miecze i zaopatrzone s ą w atrybut — księgi. Są to w istocie wy­
obrażenia nie Tary, lecz bodhisattwy Mańdżuśri
— „zaszczepiającej chęć pozna­
wania prawdy" (mong. Mandżuszri,
tyb. Jam-dpal).
R. D e n d e w, ur. w 1884 r. na terenie somonu Bajan. W swojej jurcie prze­
chowuje część sakraliów odziedziczonych po ojcu. Na chana jurty (szkielecie drew7 — Etnografia Polska, XVII/2

�98

J A C E K OLĘDZKI

nianym) zawieszony jest obrazek Buddy, który nazywa Awid (nazwa lokalna, ozna­
czająca „ojca siły" lub energii).- Jest to wyobrażenie i nazwa popularna na wielu
terenach Mongolii (opracowania poświęcone ikonografii lamaistycznej jej nie w y ­
mieniają, prawdopodobnie jest to przetworzenie sanskryckiej nazwy Amitabha, tyb.
Oddpag-med). Obrazek A w i d przechowywany jest za szkłem w ramkach. T ł e m tego
obrazu jest malunek w i ę k s z y c h rozmiarów (15X20 cm) Cagaan Owgón pośród róż­
nych zwierząt oraz dzieci. Cagaan Owgón — „Biały Starzec" (tyb. lHa-č' én-ťse-ring
— „wielkie wieczne bóstwo"; znany również pod nazwą mongolską LTiaezi-ncere —
„uosobienie całej przyrody"). Informator z wyobrażeniem Awid w i ą ż e nadzieję „dłu­
gowieczności", przeżycia wielu lat. O „Białym Starcu" mówi, ż e był to w jego
rodzinie obraz otaczany szczególną czcią. Miał przynosić wszechstronne powodzenie
w pasterstwie, koczownictwie. Chronił stada, a także dzieci (szczególnie w ó w c z a s ,
kiedy z małymi dziećmi wieczorem zmieniano koczowisko). Stwierdza na koniec,
że pewnie miałby inne jeszcze obrazki (być m o ż e całą kapliczkę), gdyby mu ich
nie skradziono ze spichrza. Obecnie — jak twierdzi — żadnych praktyk kultowych
nie odprawia.
A . D e n d e w, ur. w 1888 r. w Awdar Bajan (Sergelen). "W centralnym miejscu
jurty ustawiona jest na skrzyni prostokątna kapliczka drewniana (wym. 30X70 cm).
Przesłania ją jedwabna zasłona choszog. Jak twierdzi, odsłaniano j ą tylko w czasie
święta Dżasaa i niekiedy na Cagaan-sar. Wewnątrz kapliczki umieszczone s ą figu­
ry — jedna z drewna, druga z gliny. Miał je w y k o n a ć w ę d r o w n y lama w krótkim
czasie, „nim otrzymał posiłek". Kapliczkę odziedziczył po ojcu. Figura gliniana to
postać sacřimsa па kozie, nazywa ją Damdin (w Mongolii nazywają t ę postać r ó w ­
nież Dandżin lub Damdin-Czojdża; tyb. Dam-can rDor-legs). Druga figura to we­
dług jego s ł ó w Dżamsaraj
(w tej samej okolicy inni nazywają tego boga Namsaraj;
tyb. rNam-sras — „książę całkowicie czysty w znaczeniu duchowym", duch opie­
kuńczy bogactwa, utożsamiany z Indrą). Informator o żadnej z tych postaci nic
nie potrafi powiedzieć (por. wywiady z S. Gonezigdambil i N. Badzar). Na prośbę
mego przewodnika, aby obdarował go kapliczką, Dendew chętnie s i ę z nią rozstaje.
B. M o r d o r d ż , ur. w 1886 r. w Awdarbajan somon przy klasztorze Bambogor
Torwij (ajmak Centralny). W jurcie byłego lamy, osoby głęboko religijnej, znaj­
dują się u wezgłowia łóżka (umieszczono je w centralnym miejscu jurty, pod ścia­
ną) niedużych rozmiarów obrazki Burchan Bagsz, Dari, dwa młynki modlitewne,
kadzielnica oraz stale płonąca lampka [dzulyn coge). Przy skromności wyobrażeń
bogów zwraca u w a g ę staranność w podtrzymywaniu ognia. Tłumaczy: „.Kładzenie
drobnych ofiar [przed burchanami] to zwyczaj pospolity. P a l ę t y l k o ogień, aby
wskazać, że człowiekowi dobrze, dostatnio i że oczekuję takiego samego dobra w in­
nym wcieleniu". Prawdopodobnie taki sceptycyzm, w połączeniu z brakiem zainte­
resowania, odnosi s i ę do licznych wyobrażeń panteonu lamaistycznego. Informator
dziwi się bardzo, że jego najbliższy sąsiad łączy z wieloma bóstwami różnorodne
i szeroko pojęte powinności. Mordordż, kiedy mu pokazuję obraz panteonu, rozpo­
znaje na nim tylko zasadnicze figury. Jurtę jego odwiedzają często (w okresie let­
nim) lamowie z Gandan. Cieszy s i ę niewątpliwie dużym autorytetem. Oprócz pale­
nia ognia i niekiedy kadzidła, stale odmawia różaniec. Stara s i ę o d m ó w i ć — podczas
jednego dnia 15 000 Om mani pad me chum.
S. С z i m i d с e r e n, ur. w 1893 r. na terenie somonu Bajan. Po m ę ż u (lamie)
dziedziczy większą ilość sakraliów. Przeważają wśród nich dużych rozmiarów
(60X100 cm) cenne obrazy. Większość z tych obrazów przechowuje w spichrzu.
Jeden z takich dużych obrazów, na podszyciu jedwabnym, ma zawieszony w po-

�CHÜN BAJNA

99

bliżu swego posłania po prawej stronie jurty. Na obrazie wyobrażenie Ajuusz (jest
to Amitabha, Amitdjus — „niezmierzony żywot" — boski Budda, tyb. Tshe-dpag-med). Z w y o b r a ż e n i e m tym łączy Czimidceren pojęcia o „długoletności", „rozwoju".
Oprócz obrazu głównego znajdują się dwa małych rozmiarów (w ramkach, za
szkłem): Dżanrajsag
— jak m ó w i — „burchan 1000 oczu i 6 rąk" oraz Cagaan Darchi. Przed obrazami stoi w y g a s ł a lampka. O licznych obrazach przechowywanych
w spichrzu niewiele potrafi powiedzieć. Rozpoznaje w ś r ó d nich. wyobrażenia Sachiusa Gombo, Bogd Lach, Nogoon Darchi, Gowijn Lcha (pięć jego różnych wy­
obrażeń na jednym obrazie) i in.
G . L u w s a n d e n d e w , ur. w 1895 r. w Awdar w sąsiedztwie somonu B a ­
jan. 20 lat przebywał w klasztorze. Po matce odziedziczył obraz Cogszin. Wykonał
go na specjalne zamówienie jego matki lama-malarz w dawnej Urdze. Obraz ten,
zazwyczaj zwinięty w rulon i ukryty w tekturowym tubusie, przechowuje na za­
pleczu kapliczki. Cogszin rozwijano (i nadal tak czynią) tylko w czasie świąt Cagan-sar, Dzulyn i Dżasaa. Na płótnie o wym. 75X130 cm przedstawione zostały —
w o k ó ł wyobrażenia centralnego Dzonchawy — strefy świata i działalności licznych
bogów (Burchan) oraz ludzi. Jest to rodzaj panteonu. Informator wyróżnia w nim
9 stref: a) centralną, z wyobrażeniem Bogd Dzunchuw trzymającego na piersiach
Burchan Bagsz — jest to „Bóg służący interesom wszystkich ludzi, wszystkich
stron"; b) prawą górną, pagodę Burchan Bagsz; c) pagodę Majdar — jest to „Bóg
tej ważności co Burchan Bagsz, zajmuje s i ę sprawami ogólnymi"; d) między wyo­
brażeniami słońca i księżyca, na środku u samej góry — Dordżczan
— „Bóg od
wszystkiego"; e) liczne wyobrażenia postaci w trzech strefach, ponad i po bokach
Dzonchuwy — „uczniowie" Dzunchuw; f) w górnej części elipsoidalnie rozmieszczo­
nych postaci pod figurą centralną — Macharandz Dżalczinszin
— „czterech stróży —
zaszczytna straż bogów"; g) środek elipsy — „rodzina bogów Jadam", s ą oni —
w e d ł u g informatora — przywódcami kolejnej grupy; h) dolna partia elipsy —
changal Czojdżin
surmaa — „ogół groźnych czojdżinów"; i) w dolnym prawym
rogu — wyobrażenie człowieka na klęczkach ze złożonymi dłońmi — „wierzący,
niosący bogom ofiary"; j) w lewym dolnym rogu — postacie ludzi i zwierzęta,
krajobraz górski i morze — „władcy ziemskich stref, gór i wód". Luwsandendew
wymienia ponadto ogółem. 26 nazw poszczególnych wyobrażeń, tylko czterech nie
potrafi rozpoznać. Każdą z postaci stara s i ę skomentować. O grupie Jadam m ó w i :
„Oni są z żonami, z żonami, tak z żonami. Jeśli między ludźmi z takich związków
rodzą się niekiedy dobrzy ludzie, to chyba również bogom taki związek służyć
m o ż e do pomnażania szeregów niebiańskich" (ryc. 10). W jurcie Luwsandendewa
oprócz obrazu Cogszin — na jednej ze skrzyń w „zaszczytnej" części — znajduje
s i ę : 1) oprawiony w srebrne ramki obraz Bogd Dzuchuw, 2) przed obrazem drew­
niana figura konia, dwie aluminiowe figury koni oraz podobna do ostatnich —
goroos — gazela, „[...] są to ofiary, stawiamy je z myślą o s t a ł y m przybywaniu
mięsa, bydła, koni, owiec — nie tylko w tym życiu, lecz po wieczne czasy. Konie
doimy 7-9 razy, a chcielibyśmy doić je wiecznie", 3) metalowe naczynia na ofiary,
4) młynek, 5) kadzielnica, 6) księgi — nad całością, zawieszone u stropu, 7) BMTWÍ-chorloo — diagram astrologiczny, który zastępuje informatorowi kalendarze na
wszelkie lata. Obok tych sakrallów znajduje się budzik i stałe miejsce na kapelusz.
O. D a n d z a n, ur. w 1890 r. w Awdar Bajan. Posiada kapliczkę z czterna­
stoma obrazkami (niewielkich rozmiarów). Pośród wyobrażeń bogów tylko sześciu
potrafi zidentyfikować (dwa wyobrażenia Burchan Bagsz, dwa Darich
(Nogoon
i Cagaan), Gombo oraz Czadraabal (nazywanego również Namsaraj). „Miałem w i ę ­
cej obrazków i figur. Oddałem je na Gandan — tam ich najlepsze miejsce". Infor-

�Ryc. 10. Fragment obrazu Cogszin, wyobrażenia grupy bogów Jadam.
Wyrób rodzimy, druga poł. X I X w. Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

�CHUN

BAJNA

101

mację tę uzupełnia stwierdzeniem, że owe sakralia „przeszkadzały mu w czasie
koczewania".
D. S o m d a n r d ż a , ur. w 1898 r. na terenie ajmaku Sredniogobijskiego oraz
wspomniany wcześniej S. G o n e z i g d a m b i l (syn), ur. w 1918 r. w Dzuun Czoir.
W jurcie, którą zamieszkują, znajduje s i ę sporych rozmiarów szafka („po stronie
żeńskiej"), na wierzchu kapliczka i figury różnego rodzaju. Szafka jest oszklona
(spoza szyb w i d a ć portrety Suche Batora i Czojbałsana), w e w n ą t r z szafki przecho­
wywane s ą tygle do palenia ognia (kilkadziesiąt sztuk) oraz inne przedmioty z w i ą ­
zane z kultem religijnym. Ogółem „ołtarz" w tej jurcie to 26 różnorodnych wyobra­
żeń bóstw z panteonu lamaistycznego. Somdanrdża zajmuje się (przy tym „ołtarzu")
składaniem ofiar mięsnych w czasie uboju barana. W specjalnym tyglu składa
koniec obgotowanego serca, kawałek kiszki i płuca (ryc. 7-8). Gonezigdambil zaj­
muje się natomiast dopilnowywaniem, aby przed kapliczką stale płonął ogień.
Gonezigdambil o każdej z postaci namalowanej czy wyrzeźbionej potrafi powie­
dzieć jak o figurze Namsaraj: „Jest to bóg wielkiej siły i wielkich bogactw. Strzegą
ich myszy. Mysz [którą ten bóg trzyma zazwyczaj w lewej ręce — J . O.] jest sym­
bolem bogactwa, pomyślności. Ona pluje drogocennymi kamieniami. Namsaraj to
bóg dostatku pieniędzy, jedzenia, bydła..." Przed kapliczką stoi wyeksponowane na
pierwszy plan Turibaszi — symbol przyjaźni i pokoju (słoń, zając, małpa i ptak).
Wśród licznych ksiąg religijnych w tej jurcie, oprócz Altangerel i Dżadamba,
znaj-

Hyc. 11. Jedna z rycin w księdze tybetańskiej Gugerwaa
Fot. J . Olędzki

�102

J A C E K OLĘDZKI

Ryc. 12. Czytanie księgi tybetańskiej

Altangerel.

Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

duje się Bidergaraw — czytana i oglądana z wielkim zainteresowaniem
ogromną ilość wyobrażeń, w tym d e m o n ó w dogszit; ryc. 11-12).

(zawiera

N. В a d z a r, ur. w 1902 r. w ajmaku Centralnym. Posiada kapliczkę z kilkoma
wyobrażeniami bogów. Najwyżej ceni Darchi — „[...] byla dziewczyną o zlej duszy,

�CHÜN BAJNA

103

niemiłosierną [...] Burchan Bagsz [aby ją ukarać —• J . O.] zabrał jej syna [...] nie­
szczęsną matkę wrona naprowadziła na ślad [...] Burchan Bagsz postawił warunek —
odda syna, jeśli stanie się dobrą [...] I tak stała się Darchi wszechdobrocią po wsze
czasy dla wszelkich ludzi, a najbardziej dla biednych [...]". Ważną również rolę
przypisuje wyobrażeniu boga na kozie, nazywa go Damdinczojdża
(tyb. Dam-can

Ryc. 13. Wyobrażenie Damdin Czojdżal
Wyrób miejscowy, X I X w.
Fot. J . Olędzki

�104

J A C E K OLĘDZKI

rDor-legs), inni w tej okolicy nazywają go Damdin lub Damdżin.
Powszechnie
przyjmuje się, że jest on kowalem. Podobnie sądzi Badzar: „Damdi to kowal [wska­
zuje przy tym na jego atrybuty, które określa jako młot i miech — J . O.], majster,
gospodarz, wojownik-bohater. On chroni całe gospodarstwo [a pośrednio — J . O.]
państwo, ojczyznę. Nie może być w państwie ładu bez szacunku dla Damdi" (ryc.
Ü3-14).

Ryc. 14. Obrazek z ołtarza jurtowego, wyobrażenie Cagaan Dari Ech, „Biała Matka
Dari" (Tara).
Wyrób rodzimy, druga poj. X I X w. Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

�CHÜN B A J N A

105

T r e ś ć i f o r m a k u l t u „ o ł t a r z y d o m o w y c h " w s k a z u j ą , że z rozbudowanej
d o k t r y n y lamaistycznej p r z e j ę t e z o s t a ł y przez szersze rzesze s p o ł e c z e ń ­
stwa t y l k o pewne, p o w t a r z a j ą c e się t r e ś c i . Uosobieniem i c h jest Tara, a na-

Ryc. 15. Obrazek z ołtarza jurtowego, wyobrażenie w ł a d c ó w cmentarza Chochimoi
(tyb. Dur-k'rod-bdag-po),
sług boga śmierci Erlik Nomynchaan (sanskr. Dharmaradża).
Wyrób rodzimy, 2 poiowa X I X w., Somon Bajan
Fot. B. SowilsM

�106

J A C E K OLĘDZKI

s t ę p n i e sam Budda, k t ó r e g o r ó ż n e w y o b r a ż e n i a często u t o ż s a m i a n e s ą n i e ­
s ł u s z n i e z o d r ę b n y m i b ó s t w a m i . R ó ż n o r o d n i sachijusowie
i
dogszitowie
uzyskali s w o i ś c i e przetworzone znaczenie, o d p o w i a d a j ą c e w y o b r a ź n i spo­
łeczności, k t ó r e j p o d s t a w ą b y t o w ą jest hodowla. Na s z c z e g ó l n ą u w a g ę za­
s ł u g u j e recepcja z idei b u d d y z m u p e ł n e j afirmacji ż y c i a doczesnego —
c h ę c i powtarzania go w k o l e j n y c h wcieleniach. W e d ł u g relacji i n f o r m a t o ­
r ó w , a f i r m a c j ą t ą o b j ę t e jest zawsze życie O' charakterze pasterskim.
Podobnie j a k w i n n y c h s p o ł e c z n o ś c i a c h (np. w ś r ó d l u d n o ś c i c h ł o p s k i e j
w Europie), t a k i w M o n g o l i i nie p r z y j ę ł y się te t r e ś c i religijne, k t ó r e od­
n o s z ą się do m ą k piekielnych, s ą d u ostatecznego. A n i razu nie u d a ł o się
o d n a l e ź ć w ś r ó d licznych zazwyczaj w y o b r a ż e ń — j a k i e w y s t ę p u j ą w j u r t o w y c h kapliczkach — postaci boga ś m i e r c i Erlika l u b inaczej zwanego
Damdżin
Czojdżal.
J e ś l i n a w e t p r z y j ę ł a się sama nazwa (Damdżin
Czoj-

Ryc. 16. Wyobrażenie piekieł, barwny rysunek z początków X X

w.

Czojdżin-Lamyn-sum w Ułari Bator
Fot. J . Olędzki

�dzal),

CHUN B A J N A

107

t o j a k o o k r e ś l e n i e b ó s t w a o zasadniczo i n n y c h p o w i n n o ś c i a c h

(por.

o b s z e r n ą w y p o w i e d ź o Damdżinie

i n f o r m a t o r a Badzara). Znane w y o b r a ­

ż e n i e z „ t a ń c a ś m i e r c i " p a r y s z k i e l e t ó w Chochimoi,
gwa

Odagwa

lub

— z w i ą z a n y c h z o t c h ł a n i a m i m ą k p i e k i e l n y c h boga Erlika,

w ś r o d o w i s k u p a s t e r s k i m z n a m i ę t a l i z m a n u czy a m u l e t u (a
sachijusa)
Ad.

Durtdauzyskały

przynajmniej

c h r o n i ą c e g o p r z e d k r a d z i e ż a m i (ryc. 15).
I I . Kształtowanie

się współczesnych

praktyk

komemoratywnych.

a) O p i n i e na t e m a t l o s ó w c z ł o w i e k a p o ś m i e r c i
D. D o n d o g d u l a m, ur. 1875 г.: „Po śmierci człowiek rodzi s i ę na nowo
jak to dziecko [informátorka pokazuje na dziecko trzymane na rękach]. Dlatego
tak dużo u nas teraz m a ł y c h dzieci [...] Modlę s i ę do bogów, aby się urodzić iponownie — wszystko jedno kim: kobietą czy mężczyzną. Modlę się, aby jak naj­
szybciej trafić do nieba ¡[raju — J . O.] i stamtąd powrócić na ziemię. Chciałabym
umrzeć jak najszybciej; mam już za sobą to życie. [...] Modlę się do swoich nau­
czycieli ł a m ó w [wymienia tu imiona d w ó c h ł a m ó w — J . O J , do bogów dziesięciu
stron. Modlę s i ę też do Burchan Bagsz i do Darchi... Prosić będę, aby zbudowano
mi grób, lecz trumny niechaj nie przysypują ziemią! Jak tak można pod ziemią?[..J".
R. D e n d e w , ur. 1884 r. na terenie somon Bajan. Informator mimo pełnego
uznania dla nowych z w y c z a j ó w rozstawania s i ę ze zmarłymi twierdzi, ż e : „Po
śmierci dusza przechodzi w nowe istnienie ludzkie. Dowodem tego jest to, że u nas
tak dużo rodzi s i ę dzieci". Na pytanie, czy dusza zmarłego nie wciela s i ę w n i ż ­
szego typu organizmy, odpowiada: „Wiele [potem dodaje „nigdy" — J . O J się nad
tym nie zastanawiałem".
M. D e n d e w , ur. 1885 r. w rejonie Elgen przylegającym do somonu Bajan.
„Jeśli człowiek grzeszył, to jego dusza trafia w przepaść ciemną, w przepaść. A jeśli
czynił człowiek wiele dobrego dla innych, dla wszystkich ludzi, to trafia [dusza
zmarłego — J . O J do raju, świata Burchanów". — Co zaś dzieje s i ę z duszą czło­
wieka, który niezbyt grzeszył i niezbyt wiele dobrego' uczynił innym? „Może od­
rodzi s i ę wtedy w innym człowieku. Też i grzesznik, jeśli odbył męki [w owej
„ciemnej przepaści" — J . O J , to m o ż e odrodzić s i ę i nawet trafić do świata bogów,
wcielić s i ę w boga. J a sam wierzę, ż e niczego złegO' nie należy czynić na tym
świecie, albowiem m o ż n a odrodzić s i ę w człowieku lub bogu [...] Umarłego lepiej
też zostawić odkrytego w stepie. Wtedy szybko jego ciało przepada. Nie rozumiem,
jak to m o ż e być, aby tek zakopywać ciało". — Pozostaje w ó w c z a s coś, co pomaga
rodzinie: „Nie wiem. J a będę prosił, aby mnie pozostawili na stepie w ciepłym,
słonecznym miejscu!"
B . M o r d o r d ż , ur. w 1886 r. w somonie Awdarbajan przy klasztorze B a m bogor Torwij lub t e ż zwanym Bambar (ajmak Centralny). B . Mordordż, jako lama,
piastował w tym klasztorze w a ż n e funkcje, do dziś uchodzi w najbliższej społecz­
ności za człowieka głęboko religijnego: „Dusza zmarłego przebywa okresowo w j a ­
k i m ś zwierzęciu, ale zawsze odradza się w innym ludzkim wcieleniu. Opuszczenie
przez duszę ciała zezwala na zniszczenie ciała [...] Dlatego zostawianie człowieka
[zmarłego — J . O J na powierzchni ziemi jest zgodne z tradycją przodków, a naj­
ważniejsze — to znalezienie dla niego miejsca najodpowiedniejszego, by rozniosły
go zwierzęta. Najlepiej jest, jak już na drugi dzień [ciała — J . O J nie ma. To jest
najlepsze rozwiązanie. A niedobrze jak gnije człowiek w ziemi [...] Dawniej po-

�108

J A C E K OLĘDZKI

szukiwano w ł a ś c i w e g o miejsca dla umarłego. Teraz — bez różnicy — kładą wszyst­
kich na jedno miejsce. Jest to polityka partii i nic o tym nie mogę powiedzieć".
A. D e n d e w , ur. w 1888 r. w Awdarbajan. A. Dendew należy do bardzo
nielicznych (w społeczności Bajan somonu bodaj jedyny) „wróżbitów" z łopatki
barana. W jurcie jego przestrzegane s ą z niezwykłą pieczołowitością rzadko już
zdarzające s i ę zachowania magiczne. Warto również odnotować fakt, że w odróż­
nieniu od pozostałych mieszkańców Bajan z w i e l k ą starannością zachowuje obyczaj
dawnego w y g l ą d u pasterza — w stroju i sposobie strzyżenia w ł o s ó w (osobliwy
kosmyk długich w ł o s ó w na potylicy, przy reszcie krótko ostrzyżonej). Oto jego
poglądy w interesującej nas sprawie: „Co się z c z ł o w i e k i e m dzieje po śmierci, nie
wiem i nie chcę wiedzieć. W a ż n e jest tylko, abym miał -co zjeść, aby m i ę s a było
pod dostatkiem... Kiedy już opuszczę swoją jurtę, wszystko mi jedno, jak mnie
pochowają".
G. L u w s a n d e n d e w , ur. w 1895 r. w Awdar w sąsiedztwie somonu Bajan.
Od 8 do 28 roku życia przebywał w klasztorze Bambaryn Chijd (Oncorpułtłen
Chijd). J a k już była mowa, należy do bardzo nielicznych w społeczności Bajan
somonu, którzy znają nazwy i role ogromnej rzeszy bóstw panteonu lamaistycznego. Szczyci się też w i e d z ą astralną, znajomością szczegółową religijnych świąt
dorocznych. Mimo to, a może w ł a ś n i e dlatego, jest wyrazicielem poglądów nader
współczesnych w omawianych warunkach: „Nie miałbym bogów [ogromnej ich
kolekcji w jurcie — J . O.], gdybym nie wierzył [...] Ale nie wiem, co z c z ł o w i e ­
kiem dzieje się po śmierci. Nowy sposób żegnania zmarłych jest lepszy niż starszy
[tradycyjny — J . O.]. Każdy boi s i ę trupów [...] Nie wiem, dlaczego dawniej były
inne prawa".
B. B a z a r w a n , ur. w 1895 r. w okolicach jezior północno-zachodniego rejonu
prowincji mongolskiej w C h R L (dawna Barga). „Sądzę, ż e obecne zwyczaje zako­
pywania zmarłych są mądrzejsze, lepsze niż dawniejsze, ponieważ dla krewnych
pozostają jakieś ślady [...] W tym nowym obyczaju uczestniczą w ł a d z e somonu,
kolektyw spółdzielni. Jest obiad wydany przez rodzinę [...] To wszystko łagodzi
ból. A przecież duszy żadnej nie ma". Bazarwan chwali również zwyczaj sytuo­
wania cmentarzy daleko od osad ludzkich. „To dobra tradycja. Dawniej też wyno­
szono zwłoki daleko w step. Nieprzyjemnie żyć blisko zmarłych".
N. D o 1 g o r, ur. w 1893 r. w somonie Bajan. Wdowa po pisarzu nojona Darchanczinwana, osoba głęboko religijna, chociaż nie znająca w sposób pełniejszy
prawd wiary. Składa regularnie ofiary przed obrazkami bóstw poświęconych swoim
bliskim zmarłym. „Światło u mnie [w jurcie przed kapliczką — J . O.] płonie i dla
bogów i dla drogich mi osób [zmarłych — m ę ż a i matki — J . O.]. J a k byłby mąż,
to każdego rana dałabym jemu pierwszemu czarkę suutej caj, ale tak [...] daję
tu [...]". Dolgor każdego wieczoru obchodzi jurtę s w o j ą i sąsiadów i(w tym sekre­
tarza partii), niosąc na rękach ś w i ę t e księgi. Zabieg ten tłumaczy o b a w ą przed
gromami i pojawieniem się duszy zmarłych. Jednakże sądzi, że „oni na pewno
s ą już w raju", mimo to zapytuje?: „Jest możliwe, aby przychodziły dusze bliskich
do jurty?" Wydaje s i ę jej, że tradycyjny zwyczaj rozstawania s i ę ze zmarłymi był
„lepszy". Jej zaś osobiście wszystko jedno, jak zostanie pochowana. Chociaż do­
puszcza, ż e : „ludzie mogliby się lękać jej ciała pozostawionego na wierzchu". I dla­
tego uważa, że chowanie ciał w ziemi ma swoje uzasadnienie.
N. L u w s a n d ż a m c . Godzi się, aby pochowano go w ziemi — „to kultu­
ralny zwyczaj". Wolałby jednak, aby ciało jego spalono. Dawnego zwyczaju roz-

�CHUN B A J N A

109

stawania się ze zmarłymi nie akceptuje. Jego najgorszą stroną — stwierdza — jest
to, że „potem zostaje czaszka, czaszka poniewiera się w stepie; psy, wilki wszystko
rozwłóczą oprócz g ł o w y ; głowy nie ruszają".
Sz. L u w s a n c o d o w , ur. w 1899 r. w Malchyntal w Bajan Dżargalant,
m ą ż — A. C h o r ł o o , ur. w 1900 r. w Ełgen na terytorium somonu Bajan. P a ­
sterze, rodzice dwu córek — robotnic w ośrodkach miejskich. Religijni, dopełnia­
jący podstawowych czynności kultowych, w tym składania ofiar w kapliczce jurtowej. On — „Co z duszą zmarłego się dzieje
— Dawniej mówili, ż e duch czło­
wieka żyje wiecznie. Są k u temu powody [...] Rodzą się wszak dzieci z tymi samy­
mi piętnami, jakie dzieciom z m a r ł y m pozostawili ich rodzice. Zmarłe dzieci piętno­
wano czarną sadzą [»•] Teraz Partia mówi, ż e duch nie istnieje, tylko materia. T a k
w i ę c już zupełnie z d u m i a ł e m , wszystko pokręciło mi się w głowie". Dlatego nie
potrafi, jak twierdzi, osądzić, który ze zwyczajów — dawniejszy, czy nowszy jest
słuszniejszy. Natomiast jego żona przyznaje rację obyczajowi tradycyjnemu. Ale
to dlatego, ż e proces „sczeznięcia zwłok (algaboloch arilach) jest szybszy".
D. M a n i a , ur. w 1902 r. na terenie somonu Bajan. Starszy suiru, wdowiec,
ma dwóch synów, jednego w Ułan Bator, u którego chciałby spędzić starość. „Kiedy
umrę, chciałbym, aby tutaj mnie [w somonie Bajan — J .O.] pochowano, aby syn
tutaj przywiózł moje ciało i pochował nowym zwyczajem — to będzie zgodne
z przepisami [obowiązującymi — J . O.]. Wolałbym jednak, aby ciało moje pozo­
stawiono na odkrytym miejscu". Jakie losy czekają zmarłego, nie wie i nic na ten
temat nie potrafi powiedzieć.
S. S z a r a w d o r d ż, ur. w 1906 r. w Awdar Bajan. Potomek szabi, służył
lamom i nojonom, zajmował się różnymi pracami fizycznymi, nigdy pasterskimi.
Żyje samotnie. „Jestem niewierzący. Wszystko mi jedno, gdzie mnie pochowają,
jeśli umrę w szpitalu, to niechaj w szpitalu [...] Ukrywanie człowieka zmarłego
[w mogile — J . O.] to zwyczaj mądrzejszy niż zostawianie go na wierzchu ziemi.
Kiedyś i u nas chowano zmarłych w ziemi, potem dopiero zaczęto porzucać ciała
w stepie [...]".
S. G o m b o d ż a w , ur. w 1910 r. w okolicy Elgenij uuł (somon Bajan), m ą ż :
M. D e d ż i d , ur. w 1906 r. w Bucht (somon Bajan). Małżeństwo bezdzietne, adopto­
wali chłopca. On starszy suiru, przodujący pasterz, ona członkini w ł a d z spółdzielni
(aktywistka). On: „Byłem kiedyś wierzącym, obecnie o d z w y c z a i ł e m się". Ona —
podziela jego stanowisko, wskazując na rolę propagandy w zmianie ich przekonań.
W jurcie nie mają żadnych przedmiotów kultowych. W zestawie zdjęć rodzinnych
trzymają wyeksponowane portrety Czojbałsana i Stalina. „Nie wierzymy w życie
po śmierci i w istnienie w człowieku duszy (suns)... Lepiej jest chronić zmarłych
w grobach — jest to uwiecznienie człowieka, uwiecznienie przez wybudowanie
umarłemu grobu i schronienie do niego przedmiotów, które były bliskie człowie­
kowi za życia: nowa odzież, nóż, czarka do kumysu. Widzieliśmy [kładzione na grób
lub do trumny — J . O.] cukierki, monety [...] Ale sami byśmy nie kładli, tak jak
nie kładlibyśmy noża i czarki. Kładlibyśmy tylko n o w ą odzież[...]". Mimo to rozu­
mieją postępowanie innych (ryc. 17).

b) Cmentarze somonowe i cmentarz w U ł a n B a t o r
Cmentarz w C h a r c h o r i n (dawne K a r a k o r u m ) . Najprawdopodobniej za­
ł o ż o n y nie w c z e ś n i e j a n i ż e l i pod koniec l a t p i ę ć d z i e s i ą t y c h X X w . N i e jest
j e d n a k w y k l u c z o n e , że cmentarz t e n p o w s t a ł jeszcze p ó ź n i e j (na p o c z ą t k u

�110

J A C E K OLĘDZKI

lat s z e ś ć d z i e s i ą t y c h ) . Cmentarz u k r y t y jest w d o l i n i e pasma w z g ó r z ota­
c z a j ą c y c h o s a d ę o d s t r o n y p o ł u d n i o w e j . W jego p o b l i ż u u s y t u o w a n o w i e l ­
k i e ś m i e t n i s k o . N a szczytach g ó r i p r z y drodze przez p r z e ł ę c z ( p r z e ł o m
Orchonu) z n a j d u j ą s i ę t r z y owoo. Cmentarz nie jest ogrodzony. W i d o c z ­
n y c h jest k i l k a n a ś c i e miejsc p o c h ó w k o w y c h . U ż y w a m tego o k r e ś l e n i a , p o ­
n i e w a ż t y l k o c z ę ś ć t u pochowanych o s ó b m a m o g i ł y . S ą one rozproszone
n i e r ó w n o m i e r n i e w o d l e g ł o ś c i a c h nieraz k i l k u d z i e s i ę c i u m e t r ó w od siebie.
D w a p u d ł a drewniane, w y d ł u ż o n e , o t w a r t e . W e w n ą t r z p o d ś c i ó ł k a . W j e ­
d n y m z n i c h u w ę ż s z e g o b o k u pusta b u t e l k a po perfumach, n a ziemi p r z y
s k r z y n i b u t e l k a zakorkowana z j a k ą ś cieczą. Podobnie w trzech i n n y c h
przypadkach. K i l k a t r u m i e n z g r u b y c h b i e r w i o n . Proste, p o d ł u ż n e l e ż ą
b e z p o ś r e d n i o na ziemi. W i e k a zabite. W j e d n y m p r z y p a d k u w i e k o u c h y l o ­
ne. W ś r o d k u p o d ś c i ó ł k a , u w ę ż s z e g o b o k u słoik z resztkami j a d ł a . Osobno
l e ż ą resztki h e r b a t n i k ó w . W j a k i m ś z a g ł ę b i e n i u resztki o d z i e ż y i grze­
chotka plastikowa. O p r ó c z t y c h ś l a d ó w po z m a r ł y c h i t r u m i e n s t o j ą c y c h na
p o w i e r z c h n i ziemi z n a j d u j ą s i ę groby. Z w r a c a u w a g ę w z g ó r e k u ł o ż o n y
z k a m i e n i (w podobny s p o s ó b j a k stawiane s ą owoo), k t ó r y otacza ogrodze­
nie z p r ę t ó w ż e l a z n y c h (jest to ż e l a z n e ł ó ż k o przystosowane do tego n o ­
wego celu). Gdzie indziej w e w n ą t r z t a k i c h samych o g r o d z e ń - ł ó ż e k p ł y t y
cementowe. D o ogrodzenia p r z y w i ą z a n a tabliczka z f o t o g r a f i ą z m a r ł e g o
i napisem (imię, data urodzenia oraz ś m i e r c i ) . Ponad c a ł o ś c i ą zamontowane
ś m i g ł o w e n t y l a t o r a samochodowego. Jest t o g r ó b k i e r o w c y . Części meta­
l o w e pomalowane na b r ą z o w o i żółto. W i n n y m miejscu p r a w i e identyczny
g r ó b (traktorzysty). W p o b l i ż u g r z b i e t u w y n i e s i e n i a zamyka t o cmentarzy­
sko m o g i ł a z drewna. Nagrobek w k s z t a ł c i e s t o ż k a t r ó j ś c i e n n e g o , w y s o k o ­
ści 1,5 m . Podstawa i s t o ż e k zbite z desek, całość pomalowana na b ł ę k i t n o .
Poza grzbietem w y n i e s i e n i a (na stoku k t ó r e g o r o z p o ś c i e r a s i ę cmentarz)
g ł ę b o k i p a r ó w i w d a l i j u r t y oraz t u ż p r z y n i c h kolejne pasmo g ó r . N a
stoku jednej z n i c h ś l a d y k i l k u k a m i e n n y c h o b r a m o w a ń u j g u r s k i c h k u r ­
h a n ó w . T u poprzez j a r s ą s i a d u j ą d w a cmentarzyska w g ó r a c h , n a d k t ó r y ­
m i w z n o s z ą s i ę owoo. N i n i e j s z y opis s p o r z ą d z o n y z o s t a ł w 1966 r .
Cmentarz w somonie Bajan. P o ł o ż o n y jest p o ś r o d k u w y n i e s i e ń , na za­
c h ó d od c e n t r u m w oddaleniu ok. 2 k m . P o m i ę d z y d w o m a w z g ó r z a m i (na
k t ó r y c h z n a j d u j ą s i ę owoo) r o z p o ś c i e r a s i ę na stoku d o l i n y . Stok t e n na­
c h y l o n y jest w k i e r u n k u p o ł u d n i o w y m . W g ł ó w n y m s k u p i e n i u g r o b ó w
uszeregowanych w k i l k u n a s t o m e t r o w y c h i mniejszych o d s t ę p a c h — w z d ł u ż
prostej — r o z p o z n a ć m o ż n a w y r a ź n ą t e n d e n c j ę s y t u o w a n i a z m a r ł y c h t w a ­
r z ą z w r ó c o n ą w k i e r u n k u p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i m . Udaje s i ę u s t a l i ć , że na
cmentarzysku t y m o d b y ł o s i ę o g ó ł e m 30 ceremonii. N a j w c z e ś n i e j s z e j do­
konano w 1964 г., ostatniej w 1967 r. Oto sposoby pozostawiania i chowa­
nia na t y m cmentarzu z m a r ł y c h : a) w p ł y t k i m z a g ł ę b i e n i u (ok. 20-40 cm)
o w y m i a r a c h o d p o w i a d a j ą c y c h w z r o s t o w i z m a r ł e g o . Z i e m i a rozsypana

�111

CHUN BAJNA

w z d ł u ż d ł u ż s z y c h b o k ó w — całość o k s z t a ł c i e p r o s t o k ą t a ; b) w t r u m n a c h
z desek sosnowych, nieostruganych, p ł a s k o sklepionych, lekko z w ę ż a j ą ­
cych s i ę z jednej strony, u s t a w i o n y c h b e z p o ś r e d n i o na p o w i e r z c h n i z i e m i ;
c) pod n a g r o b k a m i u s y p a n y m i z k a m i e n i lub t y l k o z ziemi, o w y d ł u ż o ­
n y c h niestarannych k s z t a ł t a c h ; d) pod p ł y t a m i c e m e n t o w y m i l u b w z g ó r ­
k a m i z tego t w o r z y w a . W j e d n y m p r z y p a d k u nagrobek starannie pobielo­
ny, r ó w n i e ż w j e d n y m ogrodzony c e g ł a m i i t a k ż e w j e d n y m — p r ę t a ­
m i m e t a l o w y m i . B y w a j ą na p o w i e r z c h n i cementu p r z y s t r o j ę z k a m y k ó w
l u b t ł u c z o n e g o szkła. N a grobie C h i ń c z y k a wpuszczony w z a p r a w ę cemen­
t u — talerz, słoik i b u t e l k a .
W o k ó ł w s z y s t k i c h t y c h miejsc z n a j d u j ą się b u t e l k i . P r z y j e d n y m g r o ­
bie aż 5. P r z y grobie n a j n o w s z y m b u t e l k a z m l e k i e m , k a w a ł e k chleba,
c u k i e r k i , monety. W j e d n y m z z a g ł ę b i e ń chadag r o z c i ą g n i ę t y przez c a ł ą
d ł u g o ś ć w y k o p u . N a rogach chadag p r z y c i ś n i ę t y k a m i e n i a m i . Ponad w y ­
k o p e m rozrzucone s t r z ę p y o d z i e ż y . W i n n y c h miejscach obok podobnie
rozrzuconych s t r z ę p ó w o d z i e ż y czaszka dziecka, gdzie indziej s z c z ę k a do­
rosłego człowieka.
Mogiły

Zwłoki na powierzchni
dzieci

dzieci

dorośli

dorośli

nie zidentyfikowani

5

1

3 wzgórki
12 różnego ro­
1 wzgórek
dzaju wzgórków
ogrodzony
3 wzgórki nie3 trumny na po­
ogrodzone
wierzchni ziemi
1 płyta cementowa 1 płyta cementowa
(Chińczyk)

5

1

5

7

12

Razem 30

Cmentarz w U ł a n Bator. Podobnie j a k poprzednio opisane oddziela go
od osiedli pasmo g ó r . P o ł o ż o n y jest na z a c h ó d od miasta, na stokach z w r ó ­
conych w k i e r u n k u wschodnim. Obejmuje p r z e s t r z e ń ok. 3 k m . N a szczy­
tach o t a c z a j ą c y c h go w z g ó r z z n a j d u j ą s i ę w z g ó r k i owoo. N a cmentarzu
t y m nie spotyka się ś l a d ó w pozostawiania ani zwłok, ani t r u m i e n na po­
w i e r z c h n i ziemi. Najstarszy grobowiec pochodzi z drugiej p o ł o w y X I X w .
Jest to p o k a ź n y c h r o z m i a r ó w m u r o w a n y , o t y n k o w a n y i p o m a l o w a n y na
ż ó ł t o p i ę c i o ś c i a n . U s y t u o w a n y jest w g ó r n e j p a r t i i stoku w odosobnieniu,
ponad k i l k u t y s i ę c z n y m z b i o r o w i s k i e m i n n y c h m o g i ł . Ó w grobowiec, w y ­
r ó ż n i a j ą c y s i ę z całości, k r y j e s z c z ą t k i jednego z w y ż s z y c h d o s t o j n i k ó w
d u c h o w n y c h . N a p o w i e r z c h n i grobowca ustawiono 27 m o s i ę ż n y c h mise­
czek ( w miseczkach t y c h znajduje się woda, suutej caj, r y ż i r o d z y n k i ) ;
5 o k r ą g ł y c h suchych s e r ó w (na j e d n y m g a r ś ć prosa); 1 ozdobny balin oraz
1 miedziane naczynie przeznaczone do w o d y ś w i ę c o n e j i pawiego p i ó r a
2

�112

J A C E K OLĘDZKI

Ryc. 17. Dary składane na grobach, cukierki i monety.
Cmentarz w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

�CHUN BAJNA

113

Ryc. !18. Dary n a grobie lamy.
Cmentarz w Ujan Bator
Fot. J . Olędzki

(tyb. mansajn — do, mong. togosyn ód). P o m i ę d z y t y m i naczyniami o zde­
cydowanie l i t u r g i c z n y m charakterze rozsypano c u k i e r k i (ryc. 18).
Odosobniony g r ó b l a m y g ó r u j e nad całością cmentarzyska. Od strony
miasta i j a k b y w e j ś c i a na cmentarz (wzdłuż drogi) z n a j d u j ą się w s p ó ł c z e ­
sne najokazalsze grobowce o s ó b z a s ł u ż o n y c h . Grobowce te p r z y p o m i n a j ą
rodzaj kaplic. Zaopatrzone s ą w nisze, w k t ó r y c h eksponuje się w i z e r u n k i
u m a r ł y c h (rzeźby, m a l o w i d ł a , fotografie). Jeden z takich g r o b o w c ó w w i e ń ­
czy d u ż y c h r o z m i a r ó w gwiazda 5-ramienna i znicz-pochodnia (ryc. 19).
N i e opodal t y c h g r o b o w c ó w , k t ó r e m o ż n a u z n a ć nieraz za przejaw swoistej
sztuki ( b y w a j ą one zdobione i malowane ż y w y m i barwami), z n a j d u j ą się
m o g i ł y s ł a w n e g o p i ł k a r z a ( d u ż y c h r o z m i a r ó w kula, s y m b o l i z u j ą c a p i ł k ę ,
eksponowana na cokole), m u z y k a ( w y c i ę t a z blachy l i r a , eksponowana na
ogrodzeniu z p r ę t ó w ż e l a z n y c h ) , pisarza ( w y c i ę t e z blachy w y o b r a ż e n i a
p i ó r a i g a ł ą z e k l a u r o w y c h ) , eksponowane podobnie j a k w poprzednim
p r z y p a d k u (ryc. 20). Tak j a k na cmentarzach w Bajan czy Charchorin i t u
z n a j d u j ą się m o g i ł y z w i e ń c z o n e s k r z y d ł a m i w e n t y l a t o r ó w samochodowych.
8 — Etnografia Polska, XVII/2

�114

J A C E K OLĘDZKI

Ryc. 19. Współczesne groby osób zasłużonych.
Cmentarz w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

Przedstawione w y ż e j grobowce o charakterze reprezentacyjnym sta­
n o w i ą z n i k o m ą c z ę ś ć w i e l o t y s i ę c z n y c h m o g i ł s k r o m n y c h i bardzo s k r o ­
m n y c h . Te ostatnie to t a b l i c z k i (z d a n y m i o z m a r ł y m : i m i ę , data urodze­
nia i ś m i e r c i ) montowane n a s ł u p k a c h l u b w y k o n a n e z cementu stele w y ­
sokości ok. 0,5-1 m , wkopane w z i e m i ę l u b z w i ą z a n e z p ł y t ą ( r ó w n i e ż ce­
m e n t o w ą ) n a k r y w a j ą c ą w y k o p . N a stelach z r e g u ł y umieszczane s ą dane
0 z m a r ł y m . Ogromna w i ę k s z o ś ć t y c h m o g i ł jest starannie ogradzana p r ę ­
t a m i m e t a l o w y m i l u b l i s t w a m i z drewna. Z w r a c a u w a g ę w i e l o ś ć t y c h
o g r o d z e ń , a z w ł a s z c z a to, ż e u podstawy s ą k w a d r a t o w e , nie z a ś prosto­
kątnie wydłużone. Przy wielu mogiłach znaleźć można dary z c u k i e r k ó w
1 d r o b n y c h monet. K w i a t y ( z r e s z t ą sztuczne) z d a r z a j ą s i ę t y l k o p r z y g r o ­
bowcach w alei z a s ł u ż o n y c h osobistości.
W k i l k u przypadkach ponad ogrodzeniami m o g i ł zamontowano na w y ­
sokich p r ę t a c h w i a t r e m poruszane m ł y n k i m o d l i t e w n e , zapewne w y p e ł n i o ­
ne z w o j a m i i n s k r y p c j i na papierze o t r e ś c i a c h p r z e b ł a g a l n y c h .

�CHÜN B A J N A

Ryc.

20.

115

Grób p i ł k a r z a .

Cmentarz w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

�116

J A C E K OLĘDZKI

с) Wzorcowe ceremonie pogrzebu ś w i e c k i e g o
Ceremonia pogrzebowa w somonie Bajan z a s t ę p c y sekretarza p a r t i i
w 1967 r. Z ł o ż e n i e c i a ł a do t r u m n y . U s y t u o w a n i e j e j na p l a t f o r m i e samo­
chodu c i ę ż a r o w e g o . K o n d u k t : w ł a d z e somonu, rodzina, c i ę ż a r ó w k a z t r u ­
m n ą . Dotarcie na miejsce chowania z m a r ł y c h w somonie Bajan. P r z e m ó ­
w i e n i a n a d t r u m n ą . Zakopanie t r u m n y n i e g ł ę b i e j n i ż 1,5 m . P o w r ó t do
c e n t r u m . W y s t a w n y obiad z u d z i a ł e m r o d z i n i w ł a d z somonu. ( W e d ł u g r e ­
lacji przypadkowych rozmówców.)
Ceremonia pogrzebowa w U ł a n Bator sekretarza Ambasady M o n g o l i i
w M o s k w i e w 1967 r. K r e m a c j a c i a ł a w ZSRR. K o n d u k t obserwowany
przez p i s z ą c e g o te s ł o w a . M u z y k a ż a ł o b n a . Dostojny marsz o p a r t y na k r ó t ­
k i c h m o t y w a c h melodycznych p o w t a r z a n y c h m i a r o w o . N a czele k o n d u k t u
( p r z e m i e r z a j ą c e g o g ł ó w n ą u l i c ą miasta) osoby n i o s ą c e w i e ń c e ze sztucznych
k w i a t ó w n i e z w y k l e b a r w n y c h . Z a n i m i czterech m ę ż c z y z n t r z y m a d r ą ż k i ,
na k t ó r y c h z ł o ż o n o s k r z y n k ę z prochami o k r y t ą m o n g o l s k i m sztandarem.
Dalej k i l k a d z i e s i ą t o s ó b ( n i k t nie przyodziany w j a k i e ś swoiste szaty ż a ­
ł o b n e ) , orkiestra w o j s k o w a i na k o ń c u c i ę ż a r ó w k a . N a o d k r y t e j p l a t f o r m i e
ustawiony stół p r z y k r y t y c z e r w o n ą m a t e r i ą i k i l k a krzeseł. K o n d u k t nie
budzi sensacji p o ś r ó d p r z e c h o d n i ó w , na k r a w ę ż n i k a c h chodnika p r z y s t a j ą
pojedynczy ludzie. N a cmentarzu n a s t ę p u j e zdjęcie z p l a t f o r m y s t o ł u
i k r z e s e ł . P r z y stole z a s i a d a j ą organizatorzy pogrzebu. G r a orkiestra. N a ­
s t ę p u j e w m u r o w a n i e s k r z y n k i z p r o c h a m i do niszy grobowca-kapliczki.
Jeden z o r g a n i z a t o r ó w w y g ł a s z a p r z e m ó w i e n i e s t o j ą c za s t o ł e m . Po z ł o ­
ż e n i u w i e ń c ó w i odegraniu przez o r k i e s t r ę h y m n u p a ń s t w o w e g o ż a ł o b n i c y
p o w r a c a j ą do miasta.
Przytoczone w y ż e j d w a p r z y k ł a d y ceremonii grzebalnej nie s ą repre­
zentatywne dla szerszego k r ę g u s p o ł e c z n o ś c i mongolskiej, n i e m n i e j stano­
w i ą oficjalnie propagowane w z o r y z a c h o w a ń . Korzystanie z c i ę ż a r ó w k i
(najczęściej przeznaczonej do przewiezienia t r u m n y ) to zwyczaj, k t ó r y
p r z y j ą ł s i ę w M o n g o l i i powszechnie. J e d n a k ż e w i e l u z m o i c h r o z m ó w c ó w
ż a l i ł o s i ę , że nie zawsze w ł a d z e lokalne d o k ł a d a j ą s t a r a ń , aby rodzinie
z m a r ł e g o u ż y c z y ć tego pojazdu. W przypadkach nieuzyskania samochodu
rodzina z m a r ł e g o , j a k d a w n i e j , korzysta z ter eg — d w u k o ł o w e g o w o z u .
d)

Żywotność

i

rozwój

zachowań

lamaistyczno-synkretycznych

W o b r ę b i e d z i e d z i ń c a klasztoru Gandan z n a j d u j ą s i ę p o m i ę d z y d w o m a
s p o ś r ó d trzech ś w i ą t y ń (süm-dugari)
— w w ą s k i m przejściu między t y m i
ś w i ą t y n i a m i — t r z y specjalne konstrukcje, w k t ó r y c h zamontowano k i l ­
k a n a ś c i e blaszanych b ę b n ó w m o d l i t e w n y c h , m ł y n k ó w (mong. chiird). W e ­
w n ą t r z b ę b n ó w z n a j d u j ą się zwoje m o d l i t w pisanych w j ę z y k u t y b e t a ń ­
s k i m . Natomiast na i c h p o w i e r z c h n i przylepione s ą przez w i e r n y c h r ó ż -

�117

CHUN B A J N A

16

о

Ryc. 21. Klasztor Gandantegczinlin w Ułan Bator.
A — dziedziniec zgromadzeń; В — dziedziniec giówny. 1 — wejście chronione przez posągi
l w ó w (mong. arslaan-ow); 2 — słupy zwieńczone buńczukami (mong. diancan); 3 — brama
(mong. jampaj); 4 — jurta przeora; 5 — kuchnia; 6 — m ł y n k i modlitewne (mong. eJiiird);
7 — kancelaria; 8 — biblioteka; 9 — kadzielnice (mong. bojpor); 10 — podest do ogłaszania
modlitw (mong. szat-inuer) • 11 — deski modlitewne (mong. morgó-lijn-mod);
12-14 — świątynie
(mong. silm-dugan); 15 — posąg Dzonchawy; 16 — ocalały słup z sąsiedniego zespołu klasz­
tornego
Rys. J . Olędzki

�118

J A C E K OLĘDZKI

M M M M M M

i i i i i i i г-тгак

• I b

•

A

•

Ыв| i I I
' I I l7l I

I I I I M

Ryc. 22. Jedna z trzech ś w i ą t y ń na Gandanie w U ł a n Bator.
A — przedsionek; В — przejścia dla wiernych; С — ołtarz; D
i figury. I — figury l w ó w ; 2 — siedzenie głównego strażnika
tualne i pierwotne siedzenia pomocniczego strażnika (mong.
5 — ded-chamba; 6 — undzad; 7 — lamowie; 8 — muzykanci
9 — trębacze

— ofiary; E — kapliczki, obrazy
(mong. ichn-gesguj) ; 3-3a — ak­
baga-gesguj);
4 — chambalam;
(kotły, muszle, dzwonki, trąbki);
Rys. J . Olędzki

nego r o d z a j u napisy o d r ę c z n e na papierze (ryc. 23). T r e ś c i ą t y c h

napisów

s ą c z ę s t o p r o ś b y o s z c z ę ś l i w y los dusz z m a r ł y c h o s ó b . W 1966 r. p r z e w a ż a ł y
t e k s t y z w i ą z a n e z losami tragicznie z m a r ł y c h w czasie powodzi, k t ó r a

na­

w i e d z i ł a U ł a n B a t o r i okolice. Oto w y b r a n e t e k s t y :
„Drogi m ó j ojcze, niech dobrym będzie twoje przerodzenie. Omanipadmechum
Omanipadmechum Omanipadmechum".
„Droga moja matka s c h w y c i ł a swoje lata, o bogactwo dla niej proszę. U m manyni badnij chum".
„Drogi bracie Rowczich, który zginąłeś w wodzie, my życzymy ci wszystkiego
dobrego w Twojej drodze. Twoi bracia i siostry".
„1966.7.20. Drogi bracie Baldżinnjam, proszą dla was o dobry spokój po śmierci.
Om maanij badny chaa. Twoje siostry Daszdawa i Dowdaj".
„Baatar z nazwiskiem Darima 1965. 9 miesiąca 19 dnia złapała swoje 21 lata.
Niech będzie jej Um manij pad mi chum".
Tłumaczył: Adam L a t u s e k
„Syn m ó j Dordżpurew zmarł 1966 roku 8 miesiąca 5 dnia w Gospodarstwie
P a ń s t w o w y m w somonie Dżargalan. U m bajny badny chaa".
„Za [mojego] syna Batdordża. U m maanij bad mi chum..." (dalej następuje
pięciowierszowa modlitwa tybetańska).

�CHÜN B A J N A

Ryc.

119

2,3. Młynki (a) i deski (b) modlitewne.
Gandan w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

�120

J A C E K OLĘDZKI

„Pasterz 1-ej brygady somonu Sumber ajmaku Wschodniogobijskiego
Tuwaana, 36-letnia Dolgorsüren zmarła na skutek ciężkiej choroby.
U m maanynij badnij chum".
Tłumaczył: Jerzy

córka

T u1i so w

N a p o c z ą t k u lat s z e ś ć d z i e s i ą t y c h omawiane t u zjawisko nie w y s t ę p o ­
w a ł o . P o r ó w n a j L u m i r J i s l , Uměni starého Mongolska
(Praha 1961,
tablica 35). Znajduje się t a m fotografia o m a w i a n y c h m ł y n k ó w m o d l i t e ­
w n y c h . N a b ę b n a c h nie m a ż a d n y c h k a r t e k z napisami. Dziś j e d n a k ż e , ob­
s e r w u j ą c zachowanie w i e r n y c h p r z y b y w a j ą c y c h na dziedziniec Gandanu,
odnosi się w r a ż e n i e , że n a j w i ę k s z ą a k t y w n o ś ć w y r a ż a j ą o n i w urucha­
m i a n i u o w y c h m ł y n k ó w m o d l i t e w n y c h , na k t ó r y c h s ą ś w i a d e c t w a n a j g ł ę b ­
szych p r z e ż y ć w i e l u z t y c h w i e r n y c h .
D r u g i m pod w z g l ę d e m w a ż n o ś c i miejscem k u l t o w y m w o b r ę b i e G a n ­
danu, gdzie manifestowane s ą w s p o s ó b b e z p o ś r e d n i przez w i e r n y c h i c h
uczucia k o m e m o r a t y w n e , jest „ ś w i ę t y maszt" (nazwa mongolska — dżancan). Maszty t a k i e to k i l k u n a s t o m e t r o w e j w y s o k o ś c i p o t ę ż n e s ł u p y z w i e ń ­
czone r z e ź b i o n y m walcem, w y o b r a ż a j ą c y m b u ń c z u k . Maszty te usytuowane

Ryc. 24. Słup w sąsiedztwie klasztoru Gandan w Ułan Bator.
Fot. J . Olędzki

�CHUN B A J N A

121

są p r z y czterech w ę g ł a c h ogrodzenia klasztoru. Maszt, o k t ó r y m mowa,
to j e d y n y o c a l a ł y s p o ś r ó d czterech, j a k i e z n a j d o w a ł y s i ę nieopodal dzisiej­
szego z e s p o ł u c z y n n y c h ś w i ą t y ń , c h r o n i ą c w i e l k ą b u d o w l ę
süm-dugan
p o ś w i ę c o n ą bogowi Dżanrajsekowi.
N a o m a w i a n y m maszcie (zaopatrzonym
w t a b l i c z k ę z napisem om mani padme chum) w i e r n i z a w i e s z a j ą r ó ż n o ­
barwne s t r z ę p y m a t e r i i (jest t o obyczaj powszechny, o b e j m u j ą c y najroz­
maitsze miejsca k u l t u , m . i n . k u l t owoo) oraz ł o p a t k i baranie. Sens o w y c h
d a r ó w z ł o p a t e k jest w i e l o r a k i . A l e — j a k s i ę w y d a j e — m a o n obecnie
z a ł o ż e n i e k o m e m o r a t y w n e . Przypuszczenie p o t w i e r d z a j ą opinie ł a m ó w .
N i e z a l e ż n i e od d a r ó w maszt otaczany jest s z c z e g ó l n y m k u l t e m . W i e r n i o b ­
c h o d z ą go po w i e l o k r o ć , zdarza s i ę t e ż ocieranie c h o r y c h miejsc o p o ­
w i e r z c h n i ę tego s ł u p a (ryc. 24).
Z a s t ę p c a przeora klasztoru lama D o m b a d a r d ż a powiada: „ N a ł o ­
patkach w y p i s u j e s i ę ś w i ę t e s ł o w a . T o w y p i s y w a n i e ś w i ę t y c h s ł ó w po
t y b e t a ń s k u (co w s k a z y w a ł o b y , ż e w i e r n y c h w s p o m a g a j ą w t y m mnisi) s ł u ­
ży o d d z i a ł y w a n i u na d r o g ę w z a ś w i a t a c h dusz b l i s k i c h z m a r ł y c h . Jest t o
d z i a ł a n i e z a p o b i e g a j ą c e t r w a n i u t y c h dusz w c i a ł a c h n i s k i c h s t w o r z e ń .
Jest t o zabieg p o m a g a j ą c y t y m duszom w dotarciu d o nieba". L a m a D o m ­
b a d a r d ż a wskazuje zarazem, ż e p r a k t y k i takie n i c w s p ó l n e g o n i e m a j ą
z zasadami r e l i g i i , k t ó r e j s ł u ż y .
L a m a D. S a m b a l c h u n d e w , ur. w 1898 r. (malarz — dzuruchcziń):
„Dzi­
siaj zabraniamy wieszać te łopatki ze w z g l ę d ó w sanitarnych. B y w a ł a bowiem ich
duża ilość i to z resztkami mięsa. To s ą ofiary, ich sens jest złożony. Składane s ą
z myślą o zmarłych, którzy przebywają we wcieleniach zwierząt. Ofiary z łopatek
mają być przypomnieniem i prośbą kierowaną do boga. Są dowodem wstawienni­
ctwa żyjących w sprawach ich bliskich zmarłych [...], aby szybciej dotarli do nieba,
szybciej stali się bogami. Po to składane są ofiary z łopatek".

W s p ó ł i s t n i e n i e d w ó c h zasadniczo o d r ę b n y c h s y s t e m ó w i n f o r m a c j i , j a ­
k i m i s ą : z jednej strony zapis z w i ę z ł y c h danych na kartce papieru (tak
j a k w p r z y p a d k u o w y c h p r ó ś b na m ł y n k a c h m o d l i t e w n y c h ) i z drugiej
notacja w o b c y m o g ó ł o w i j ę z y k u n a p o w i e r z c h n i k o ś c i z w i e r z ę c e j (tak j a k
w p r z y p a d k u ofiar z ł o p a t e k baranich) — t ł u m a c z y ć m o ż e c h o c i a ż b y c z ę ś ­
ciowo z a s ó b w y o b r a ż e ń s p o ł e c z e ń s t w pasterskich p r z y p i s y w a n y c h k o ś ­
ciom, w szczególności baranim, w ś r ó d k t ó r y c h ł o p a t k a m a w y j ą t k o w e zna­
czenie. O t o stosunkowo z w i ę z ł y i n i e p e ł n y rejestr z n a k ó w o d c z y t y w a n y c h
podczas w r ó ż e n i a z ł o p a t k i poddanej zabiegowi: a) tchnienia n a ń p y t a ń
w r ó ż b i t y i b) opalenia j e j w o g n i u (ryc. 25). K o r z y s t a m t u z i n f o r m a c j i
przekazanych m i przez pasterza A . D e n d e w a, ur. w 1888 r. w A w d a r
Bajan (obecnie Sergelen): „ M ó w i l i starsi, ż e ł o p a t k a zna 72 j ę z y k i i t y m
samym wszystko m o ż e p o w i e d z i e ć " . Poprzez pojęcie „ j ę z y k i " i n f o r m a t o r
rozumie z a r ó w n o r ó ż n e o d m i a n y m o w y ludzkiej, j a k t e ż wskazania prze­
kazywane przez ł o p a t k ę — mong. dalar mergelech ( w r ó ż b y z ł o p a t k i ) . Oto
s p o ś r ó d t y c h 72 w s k a z a ń — 16 n a j w a ż n i e j s z y c h (ryc. 26).

�122

J A C E K OLĘDZKI

Ryc. 25. Wróżenie z łopatki (szeptanie pytań).
Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

C z ę ś ć ł o p a t k i — A — czaszka, mong. togoo;
В — szyja, mong.
chüdzüü;
С — kciuk, mong. er chi j ;

�123

CHÜN B A J N A

D
G
H
I
J

— nos, mong. chamar;
— ś r o d e k , mong. dund;
— dół, mong. chormoj;
— strona g o r ą c a (bliska, rodzinna), mong.
chaluun-tal;
— strona c h ł o d n a (cudza), mong.
chüjten-tal.

Ryc, 26. Znaki w r ó ż e b n e i części łopatki.
A — czaszka; В — szyja; С — kciuk; D — nos; E — środek; F — dół (nogi); G — strona
gorąca; H — strona chłodna.

Zakresy i n f o r m a c j i : I —
Informacje
(a) —
(b) —
(c) —
(d) —

„ z mojej j u r t y " , I I —

„z cudzej j u r t y " .

szczegółowe:
odpadnięcie tej części — wróżba zła;
odpadnięcie tej części — wróżba dobra;
wykruszenie się tej części — niepomyślność;
wykruszenie się tej części — „wiadomości tak dobre, jak i złe";

�124

J A C E K OLĘDZKI

(e) — 3 pęknięcia w poprzek „nosa" — „wielka radość";
(f) — 2 pęknięcia w poprzek „nosa" — „pewna nadzieja" &lt;np.: rzecz zagubio­
na — odnajdzie się);
(g) — w y d ł u ż o n a rysa — „nic się nie wydarzy", zakończenie wszelkich dzia­
łań interwencyjnych, bezczynność;
(h) — jedno krótkie pęknięcie (szczelina) — „krzepkie życie", „mocna dusza";
jeśli to pęknięcie jest w y d ł u ż o n e — , słabe życie", zaś „dusza sczeźnie";
natomiast dwa pęknięcia (krótkie czy długie) — „sama radość", „samo
dobro";
(i) — pęknięcie w poprzek „szyi" to — „pętla na szyi", czyli „schwytasz
[pojmiesz] konia", prawdziwa i pewna nadzieja;
(j) — pęknięcie „czaszki" — to „ w czaszce tłuszcz", dobry znak, dobrobyt, wie­
dza, zaradność, „strat żadnych nie będzie", jeśliś „cokolwiek zgubił"
lub „ci uciekło" — „wnet się zwróci" lub „odnajdzie";
(k) — pęknięcie w o k ó ł „kciuka" — „kciuk się rusza" — bardzo dobry znak
na wszelkie okazje;
(1) — na krawędzi tej znajduje s i ę m a ł e w g ł ę b i e n i e — „dziurka", jeśli zary­
sowało s i ę dodatkowo pęknięcie dochodzące do tej „dziurki" — to znak
pełnej pomyślności w zwalczaniu zła (пр.: „złodziej został schwytany"),
jeśli zaś owo pęknięcie nie dotarło do „dziurki" — to znak pomyślności
nie całkiem pewnej (пр.: „złodziej zapewne zostanie schwytany");
(m) — odpryski „na chłodnej stronie" — to groźba niepowodzenia, straty mie­
nia;
(n) — odpryski na „gorącej stronie" — to sukces, „zdobycz", „odzyskanie mie­
nia";
(o) — rysa na „chłodnej stronie" — zły znak;
(p) — rysa na „gorącej stronie" •— dobry znak.
y

Wróżenie

z łopatki

służyło rozwiązywaniu

przede w s z y s t k i m

spraw

z w i ą z a n y c h z g o s p o d a r k ą pasterską. Niemniej informacje uzyskiwane przy
j e j p o m o c y o d n o s i ł y s i ę r ó w n i e ż do o d d z i a ł y w a n i a n a losy c z ł o w i e k a

(por.

w i a d o m o ś c i oznakowane l i t e r ą h). e) N a b o ż e ń s t w o za d u s z ę z m a r ł e g o
Gandanie

1 0

. Oto

najważniejsze

m o m e n t y tej

c e r e m o n i i (mong.

na

gunreg):

Wczesna pora d n i a (ok. 7 godz.). Rodzina z a m a w i a j ą c a n a b o ż e ń s t w o m i n ę ł a
p r z e j ś c i e s t r z e ż o n e przez l w y , b r a m ę ( d z i e l ą c ą d w a
jampaj)

dziedzińce —

i k i e r u j e s i ę w s t r o n ę k a d z i e l n i c y (mong. bojpor).

chodzi z k u c h n i klasztornej m n i c h - s ł u g a

(geik),

n i o s ą c na

mong.

Naprzeciw w y ­
łopacie

węgle

do k a d z i e l n i c y . Z e b r a ł a s i ę p r z y n i e j g r o m a d k a l u d z i , w ś r ó d n i c h r o d z i n a
z m a r ł e g o . W ę g l e z o s t a ł y u ł o ż o n e , m n i c h p o s y p a ł na nie zmielone g a ł ą z k i
t u i . Z e b r a n i u s t a w i a j ą s i ę tak,
czyźni zdejmują

aby o w i e w a ł i c h d y m z k a d z i e l n i c y . M ę ż ­

kapelusze. N i e k t ó r z y

„łapią" w

kapelusze d y m

i wnet

n a k r y w a j ą g ł o w y . K o b i e t a w k ł a d a do k a d z i e l n i c y m a ł e dziecko i w y j m u j e
j e po c h w i l i . K t o ś i n n y (z r o d z i n y z m a r ł e g o ) w k ł a d a w o c z y s z c z a j ą c y

dym

pościel — poduszkę, kołdrę.

1 0

,
Por. zapis filmowy Bóó-Lam
z roku 1967/1968, realizacja J . O l ę d z k i ,
S. S z y n k i e w i c z , Archiwum Zakładu Etnografii I H K M P A N w Warszawie.

�CHÜN B A J N A

125

Z podestu na czterech o ś m i o m e t r o w y c h palach (całość p r z y p o m i n a
a m b o n ę , m o n g . szat-inder)
d w ó c h m n i c h ó w d m ą c w muszle o g ł a s z a roz­
poczęcie n a b o ż e ń s t w a . B o c z n y m i w e j ś c i a m i weszli na d r u g i dziedziniec
m n i s i . Z e b r a l i się p r z y d r z w i a c h do ś w i ą t y n i , ż a r t u j ą , ś m i e j ą się. Ś m i e ­
chy c i c h n ą , do n i e w i e l k i e j ś w i ą t y n i w c h o d z i 60 m n i c h ó w . Z a j m u j ą w y ­
znaczone miejsca. P r z y w e j ś c i u na specjalnych p o d w y ż s z e n i a c h s i e d z ą
dwaj nadzorcy (mong. ichn-gesguj
i Ъада-gesguj),
w pobliżu ołtarza —
przeor i jego z a s t ę p c a (chamba-lam
i ded-chamba)
oraz „ p r z e w o d n i k " —
i n t o n u j ą c y m o d l i t w y (mong. undzad). W z d ł u ż p r z e j ś c i a — o d w r ó t do
o ł t a r z a — w czterech r z ę d a c h s i e d z ą pozostali m n i s i . L a m o w i e z t y t u ł a ­
m i m a j ą na g ł o w a c h czarne szpiczaste czapki ze z ł o c i s t y m i w y ł o g a m i ,
pozostali m n i s i — żółte. O d k r y l i g ł o w y , w y j ę l i zza pazuch k s i ę g i m o d l i ­
tewne, aby r o z ł o ż y ć je przed s o b ą na p u l p i t a c h . M a j ą w r ę k a c h znamio­
na d u c h o w n y c h p o w i n n o ś c i — w prawej — b e r e ł k o oczir, w lewej —
dzwonek chonch (ryc. 28). Z z a m k n i ę t y m i p o w i e k a m i , ze z ł o ż o n y m i przed
s o b ą d ł o ń m i d o k o n u j ą a k t u k o n t e m p l a c j i — k o n t a k t u z bogiem. Cisza.
Z a b r z m i a ł a m o d l i t w a i d z w o n k i . P r z e w o d n i k intonuje m o d l i t w ę ś p i e ­
w a n ą . G ł o s jego-, j a k b y w y d o b y w a ł się z g ł ę b i t r z e w i , jest n i s k i , c h r y p i ą c y . I n n y c h m n i c h ó w zawodzenie — cichsze — dostrojone jest do t o ­
nu, j a k i nadaje przewodnik.
L a m o w i e w z m a g a j ą n a t ę ż e n i e m o d l i t w y . D ł o n i e i c h z m i e n i a j ą kolejno
f i g u r y ustalonego alfabetu g e s t ó w . Jest t o symboliczna ceremonia ofiary
(tyb. p'yag — rgyá). Palce f a l u j ą bezustannie, d ł o n i e są p ł y n n i e o d m y ­
kane i zamykane. C h w i l a m i — j a k b y dla zaakcentowania r y t m u m o ­
d l i t w y — n a s t ę p u j e gest r o z ł o ż e n i a d ł o n i , i c h w y c i ą g n i ę c i a , albo w z n i e ­
sienia. Crescendem
g e s t y k u l a c j i i ś p i e w u jest w z m a g a j ą c y się d ź w i ę k
d z w o n k ó w , a na koniec bicie w w i e l k i b ę b e n (ich-chengereg)
i dęcie
w muszle (dung) oraz w t r ą b k ę z kości ludzkiej (lawaj). K i e d y m i l k n ą
i n s t r u m e n t y , lamowie ściszają i z w a l n i a j ą brzmienie m o d l i t w y . W y c z u w a
się, że są j a k b y z m ę c z e n i — stan t e n a k c e n t u j ą z b i o r o w y m w e s t c h n i ę ­
ciem, c h r y p l i w y m „ u u a a a " . Nastaje c h w i l a ciszy. W i e r n i o b c h o d z ą w t y m
czasie ł a m ó w , d o t y k a j ą c z o ł a m i o ł t a r z a i p u l p i t ó w przed d o s t o j n i k a m i te­
go zgromadzenia. N i e k t ó r z y w i e r n i s k ł a d a j ą na o ł t a r z u o f i a r y z p i e n i ę ­
dzy, k ł a d ą p u d e ł k a z z a p a ł k a m i , d o l e w a j ą — z przyniesionych ze s o b ą
m o s i ę ż n y c h c z a j n i c z k ó w — m a s ł a do p ł o n ą c y c h lampek. Starsze k o b i e t y
o b d a r o w u j ą ł a m ó w z a w i n i ą t k a m i . S ą w n i c h z a p a ł k i , a t a k ż e jedzenie —
suchy ser, placki, r o d z y n k i .
Stan „ o m d l e n i a " m i n ą ł — l a m o w i e r o z m a w i a j ą , w y m i e n i a j ą m i ę d z y
s o b ą t a b a k i e r k i , z a ż y w a j ą t a b a k i . Od strony k u c h n i klasztornej pojawia­
j ą się p o s ł u g a c z e . W n o s z ą do ś w i ą t y n i miedziane w i a d r a w y p e ł n i o n e z u p ą
m i ę s n ą , r y ż e m z b a r a n i n ą oraz h e r b a t ą . L a m o w i e p i l n u j ą c y p o r z ą d k u w y ­
praszają wiernych z świątyni.

�Eye. 27. Gestykulacja modlitewna.
la-lb — przywołanie boga (mong. dzalbiral, tyb. talczir); 2 — powitanie wodą, obmycie nóg (mong, us бгдвсК);
3 — powitanie kwiatami
lotosu (mong. ceceg órgóch);
4 — owianie wonią kadzidła (mong. unerten órgóch); 5 — powitanie światłem (mong. gerel órgóch);
6 — na­
maszczenie wonnymi olejkami (mong. unert us orgoch); 7 — ugoszczenie (mong. idee órgóch);
Sa-8b — muzyka (mong. chógdźim
órgóch).
Bys. J . Olędzki

�CHUN BAJNA

127

C i g r o m a d z ą się p r z y deskach m o d l i t e w n y c h (mong. mor
golijn-mod).
R y t u a ł z a c h o w a ń jest n a s t ę p u j ą c y : Wzniesienie z ł o ż o n y c h d ł o n i nad g ł o ­
w ą , d o t k n i ę c i e n i m i czoła, piersi i rozpostarcie r ą k przed s o b ą z j e d n o ­
c z e ś n i e w y k o n y w a n y m p r z y k l ę k n i ę c i e m . R u c h ten poprzedza p o ł o ż e n i e
się na desce; p r z y p o m i n a to l e ż e n i e k r z y ż e m , ale r ó ż n i się o d niego d y ­
n a m i k ą , s t a ł y m p o w t a r z a n i e m k o l e j n y c h c z y n n o ś c i . Deski z w r ó c o n e s ą
w k i e r u n k u ś w i ą t y n i i zarazem ł a m ó w .
K o ń c z ą oni w t y m czasie posiłek. W r o t a zostają o t w a r t e . W i e r n i s t a j ą
skupieni u w e j ś c i a , n i e k i e d y s i a d a j ą w zadumie. S ł y c h a ć zbiorowe czka­
nie ł a m ó w .
Rozpoczyna się druga część n a b o ż e ń s t w a . S k ł a d a się z części w s t ę p n e j
p r z y p o m i n a j ą c e j zachowania z pierwszej, jest to „ c i c h a m o d l i t w a " (mong.
czojniszcz) oraz „ b ł o g o s ł a w i e ń s t w a " (mong. danrag). W czasie danrag f u n ­
datorzy n a b o ż e ń s t w a ż a ł o b n e g o k l ę c z ą r z ę d e m przed p u l p i t e m p r z e w o d ­
n i k a ł a m ó w . Dokonuje o n nad i c h g ł o w a m i c e r e m o n i a ł u b ł o g o s ł a w i e ń ­
stwa i oczyszczenia z g r z e c h ó w . P a w i m p i ó r e m , w y j ę t y m ze s m u k ł e g o
czajnika k r o p i i c h c u d o w n ą w o d ą . N a s t ę p n i e roznieca w m o s i ę ż n e j czar­
ce o g i e ń i zapala balin — t r z y ś w i e c z k i z ł o j u i ziarna j ę c z m i e n i a . P ł o ­
n ą c y m balinem zatacza t r z y k r ę g i ponad g ł o w a m i k l ę c z ą c y c h . T y m spo­
sobem n a s t ę p u j e „ p r z e j ę c i e " na p ł y n ą c y łój i ziarno' g r z e c h ó w , i nieczy­
stości. Balin zostanie w y r z u c o n y poza ogrodzenie klasztoru, t y m s a m y m
s c z e z n ą grzechy ludzkie. F u n d a t o r z y n a b o ż e ń s t w a b i j ą c z o ł a m i o k r a w ę d ź
p u l p i t u . L a m a - p r z e w o d n i k , k o ń c z y t ę c e r e m o n i ę uderzeniem k a ż d e g o
z osobna oczirem ( b e r e ł k i e m ) w czubek g ł o w y . L a m a t w a r z y swej nie sta­
r a się u t r z y m y w a ć w powadze. M o ż n a n a w e t o d n i e ś ć w r a ż e n i e , że d u ­
c h o w n y w y c z u w a n a d m i a r r y t u a l n y c h z a b i e g ó w . Jednego z g o r l i w s z y c h
u c z e s t n i k ó w ceremonii o b d a r z y ł mocniejszym uderzeniem.
L a m o w i e s k o ń c z y l i czytanie m o d l i t w t y b e t a ń s k i c h . Z p o ś p i e c h e m zbie­
r a j ą liturgiczne przedmioty. T r z e p i ą futrzane „ s z y s z a k i " , aby je n a ł o ­
ż y ć na g ł o w y . Szybko o p u s z c z a j ą ś w i ą t y n i ę . W i e r n i zaś, w ś r ó d n i c h r o ­
dzina z m a r ł e g o , r o z c h o d z ą się p o w o l i . Starsi po t r z y k r o ć o b c h o d z ą n a
d z i e d z i ń c u p o s ą g Dzonchawy
oraz k a ż d ą z trzech z n a j d u j ą c y c h s i ę t u
świątyń. O d m a w i a j ą przy t y m różaniec. Młodsi u r u c h a m i a j ą m ł y n k i .
Nie ulega najmniejszej w ą t p l i w o ś c i , że w a l o r y artystyczne n a b o ż e ń ­
stwa s ą p o d s t a w ą p r z e ż y ć d u c h o w y c h r e k o m p e n s u j ą c y c h s w o i s t ą t r y w i a l ­
ność, aby nie p o w i e d z i e ć o b o j ę t n o ś ć m n i c h ó w w stosunku do i n t e n c j i
k o m e m o r a t y w n y c h , z j a k i m i przychodzi rodzina z m a r ł e g o do klasztoru.
P o m i j a m j u ż sam n a s t r ó j ś w i ą t y n i — miejsca szczególnego, w k t ó r y m
zgromadzono niezliczone ilości d z i e ł malarskich, r z e ź b i a r s k i c h , gdzie p ł o ­
nie w i e l e lampek o f i a r n y c h , unosi się p r z e j m u j ą c a w o ń k a d z i d e ł , a na
o ł t a r z a c h zgromadzono kunsztowne f i g u r y w i e l o b a r w n y c h balin z bara­
niego łoju. Chodzi w y ł ą c z n i e o zachowania m n i c h ó w , i c h m o d l i t w ę - ś p i e w ,

�128

J A C E K OLĘDZKI

m u z y k ę , przede w s z y s t k i m zaś n i e z w y k ł e g o w p r o s t k u n s z t u g e s t y k u l a c j ę .
N a l e ż y w z i ą ć t u pod u w a g ę fakt, że w ś r ó d szerokich rzesz pasterzy istnie­
j ą g ł ę b o k o zakorzenione zachowania ludyczne, w k t ó r y c h g r y takie, j a k :
szuu, choa, dembee, szagaj, mor uraldach,
njaslach,
lund-churuu-ooch,

Ryc. 28. Przywołanie Boga (mong.

dzalbiral).

Gandan w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

�CHUN BAJNA

129

ajl. hasz, gon chooloj, char cheree i w i e l e i n n y c h p o l e g a j ą na z r ę c z n o ś c i
d ł o n i i p a l c ó w . J e d n a k ż e s ą to wszystko g r y swawolne. Gestykulacja
m n i c h ó w t o — popis z r ę c z n o ś c i mistycznej u k a ż d e g o b u d z ą c y p o d z i w
i uznanie. W y d a j e się, że wzrasta o n u r e p r e z e n t a n t ó w k u l t u r y , w k t ó r e j
gest w p o w i ą z a n i u z a r t y k u l a c j ą i ś p i e w e m o d g r y w a d o n i o s ł e znaczenie
w systemie i n f o r m a c j i oraz w i ę z i s p o ł e c z n y c h .
Do n i n i e j s z y c h danych z a ł ą c z o n y jest r y s u n e k p o s z c z e g ó l n y c h g e s t ó w - f i g u r , m a j ą c y c h u s t a l o n ą p o s t a ć i n a z w ę . R y s u n k i nie u k a z u j ą g e s t ó w
b ę d ą c y c h p r z e j ś c i o w y m i fazami zmieniania u k ł a d u d ł o n i . Z m i a n a ta j e d ­
n a k ż e r ó w n i e ż dokonywana jest w s p o s ó b ustalony, nie z a ś d o w o l n y . Po­
wtarza się w ruchu płynność, elastyczność, łagodność — spokój. Ruch
d ł o n i zawsze p o d p o r z ą d k o w a n y jest r y t m o w i m o d l i t w y . D ł o n i e a k c e n t u j ą
m o m e n t y ekstazy w m o d l i t w i e , j a k t e ż o k r e ś l o n e t r e ś c i — k o n k r e t n e zda­
nia. S ł u ż y t e m u o s ł a b i e n i e l u b n a t ę ż e n i e d y n a m i k i r u c h ó w , a t a k ż e za­
t r z y m a n i e d ł o n i w o k r e ś l o n e j figurze — gestu. N a l e ż y jeszcze d o d a ć , ż e
e l a s t y c z n o ś c i i p ł y n n o ś c i r u c h ó w , j a k t e ż swoistej d e k o r a c y j n o ś c i r y s u n ­
k u t y c h f i g u r sprzyja w y s o k i u M o n g o ł ó w s t o p i e ń g i ę t k o ś c i p a l c ó w , w ł a ­
danie n i m i w w i e l u k i e r u n k a c h . M a ł o na ogół w ł a d n y palec serdeczny
s p e ł n i a w t y c h gestach w a ż n ą r o l ę i jest poruszany — j a k p o z o s t a ł e —
z całą s w o b o d ą (ryc. 28).
Figura 1. (la-lb). Uniesione na wysokość brody złożone dłonie z rozpostartymi
szeroko palcami lub (odmiana tej figury) dłonie rozdzielone i nieco niżej trzymane.
Nazwa tej figury: tyb. talczir, mong. dzalbiral. Figurze tej towarzyszy skupienie,
silna kontemplacja — oczy zamknięte. Cisza — jest to znak przywołania boga
z nieba na ziemię — prośba o zstąpienie do grona modlących się.
Figura 2. Dłonie w y c i ą g n i ę t e przed siebie, kciuki dociśnięte do wnętrza, zgięte.
Palce złożone. Dłonie w pewnym oddaleniu od siebie wyprostowane sterczą przed
piersią lamy. Nazwa tyb. argal, mong. us órgoch. Gest ten oznacza, ż e bóg zstąpił
i wita się go w o d ą na dłoniach w celu obmycia mu nóg.
Figura 3. Dłonie w pozycji poprzedniej, lecz splecione końcami palców, kciuki
odgięte. Nazwa tyb. boswij, mong. ceceg órgoch. Figura ta oznacza ofiarowanie bogu
k w i a t ó w lotosu.
Figura 4. Dłonie uniesione nad głową z rozdzielonymi palcami, końcami sple­
cione. Nazwa tyb. dujwij, mong. unerten órgoch.. Figura ta oznacza ofiarowanie
wonnych kadzideł.
Figura 5. Dłonie przed sobą sklęśnięte, kciuki dociśnięte do pozostałych palców.
Nazwa tyb. aligij, mong. gerel órgoch; ofiarowanie ognia — światła (w znaczeniu
jasności).
Figura 6. Dłonie w pozycji pionowej (nie poziomej, jak w przypadku figury 2)
w przegubach zgięte na wysokości ramion; kciuki odgięte na zewnątrz. Nazwa tyb.
tandi, mong. unert us órgoch.
Figura 7. Dłonie płasko dotykają się końcami palców. Kciuki odgięte. Nazwa
tyb. niwdi, mong. idee órgoch. Figura ta oznacza ofiarowanie pożywienia.
i — Etnografia Polska, XVII/2

�130

J A C E K OLĘDZKI

Figura 8. Dłonie uniesione przed sobą z wyciągniętymi, prosto dwoma palcami,
pozostałe palce ściśnięte, zgięte od wewnątrz. Nazwa tyb. giawdaa, nazwa mong.
chogdżim
órgoch (ofiarowanie miłych Bogu dźwięków muzyki). Rozwinięciem albo
raczej zaakcentowaniem tej figury jest dwu- lub trzykrotne (na przemian z prze­
kręcaniem dłoni) skrzyżowanie wyciągniętych palców.
Osobnym zestawem gestów modlitewnych jest krążenie dłońmi przed sobą.
Polega to na miarowym, jakby wachlowaniu rozpostartymi, to znów złożonymi
palcami przy ich wysuwaniu i cofaniu (do w n ę t r z a i na zewnątrz dłoni) . Oto jak
lama-malarz interpretuje ten rodzaj modlitwy: „Jest to krążenie palcami od serca
przed siebie. Od serca człowieka ulatuje pięciobarwna światłość i jak tęcza dociera
ona do nieba, gdzie żyje wielu bogów i bogiń. Oni przyjmują moje wyznanie
wiary...". (Inf. Lamy D. S a m b a l c h u n d e w , ur. w 1898 r. w okolicach A r w a j cheree.)
Jako dopełnienie gestów związanych ze ś p i e w e m i modlitwą należałoby dołą­
czyć jeszcze parę informacji o niezwykle sugestywnych czynnościach magicznych
w czasie nabożeństwa. Czynności te wykonuje przodownik ichngesguj. Są one zwią­
zane z nabożeństwem poświęconym duszy zmarłego. L a m a bierze w trzy palce
prawej ręki (palce: wskazujący, środkowy i kciuk) ziarna rośliny zwanej jungar
[nazwa tybetańska — J . O.]. Następnie trzykrotnie ciska je przed siebie. Wysu­
nięciu dłoni przed siebie towarzyszy każdorazowo wytrzymanie — jakby ugodzenie
w cel. Czynność ta tłumaczona jest jako zabieg magicznego zniszczenia przeciwni­
k ó w wiary i wszelkich złych demonów. Podobny sens zawiera krążenie przed sobą
w y s u n i ę t y m na dłoni specjalnie sporządzonym w tym celu balinem. (Por. zapis fil­
mowy Bóó-Lam.)
Jest wreszcie zabieg końcowy o charakterze oczyszczającym —
towarzyszy on modlitwie zbiorowej (jak w omawianym nabożeństwie żałobnym)
i indywidualnej. L a m a pawim piórem (nazwa tyb. mansajn-do, mong. togosyn ód)
wykonuje okrężne ruchy nad głową s w o j ą i fundatorów nabożeństwa. Pióro pawie
przetrzymywane jest w kunsztownym naczyniu miedzianym ze święconą wodą.
11

Dane, j a k i e przedstawione

z o s t a ł y w tej g r u p i e w s k a ź n i k ó w ,

wydają

się b y ć najbardziej s y m p t o m a t y c z n e d l a p r z e o b r a ż e ń d o k o n a n y c h w M o n ­
g o l i i . P r z e j ś c i e o d t r a d y c y j n e j do n o w e j f o r m u ł y rozstawania s i ę ze z m a r ­
łymi

dokonało

się w niezwykle krótkim

czasie. J a k

w i a d o m o , podobne

p r z e o b r a ż e n i a w dziejach r ó ż n y c h s p o ł e c z e ń s t w n a s t ę p o w a ł y poprzez

stu­

lecia, b u d z ą c k a ż d o r a z o w o z r o z u m i a ł e o p o r y n a t u r y niekoniecznie ideolo­
gicznej,

lecz

czysto

psychicznej.

„Nobilitacja

materii"

ciała

zmarłego

(a p o ś r e d n i o jego ż y c i o w y c h d o k o n a ń ) , bo t a k i jest sens n o w y c h ceremo­
nii, budzi refleksję
społecznych.

o sprawnym dokonaniu przemian w

Jednocześnie

r o d z i s i ę zaduma, czy i w

wyobrażeniach

j a k i e j mierze

—

d z i ę k i n o w y m z w y c z a j o m — n a s t ą p i ł o „ p o s z e r z e n i e " pola s p o ł e c z n e j w y ­
o b r a ź n i , czy zwyczaje te istotnie s p r z y j a j ą
n a j m n i e j w w y m i a r z e poczucia w ł a s n e j

rozwojowi

osobowości,

przy­

g o d n o ś c i . N a p y t a n i a te, nieste­

ty, trudno b y ł o b y p o s z u k i w a ć odpowiedzi.
N o w e zwyczaje rozstawania s i ę ze z m a r ł y m i w p ł y n ę ł y w s p o s ó b

1 1

Por. zapis filmowy Dzuruchczin, realizacja J . O l ę d z k i ,
Archiwum Zakładu Etnografii I H K M P A N w Warszawie.

bez-

A. L a t u s e k ,

�131

CHÜN B A J N A

pośredni

na

kultowych.

ożywienie
Mogą

one

i rozwój

nie

znanych wcześniej

przypominać

w

jakieś

mierze

form

zachowań

europejskie

treści

u c z u ć k o m e m o r a t y w n y c h , zamieszczane w nekrologach i epitafiach.
m i m o takiego p o d o b i e ń s t w a

zachowuje

się w y b i t n i e

lokalny

Ale

charakter

p r e z e n t o w a n i a o w y c h t r e ś c i , zespolony z t r a d y c j ą p r a k t y k w o b r ę b i e

sa­

mej

in.

świątyni.

Swoistości

doktrynalne lamaizmu, w y r a ż a j ą c e

w t y m , że s p o ł e c z n o ś ć ł a m ó w w o w i e l e w i ę k s z e j

się

m.

i zdecydowanie p r z e ­

w a ż a j ą c e j mierze, a n i ż e l i sami w i e r n i , uczestniczy w ceremoniach, p o w o ­
d u j ą z jednej strony intensyfikowanie się t r a d y c y j n y c h z a c h o w a ń
ny,

obchodzenie p r z e d m i o t ó w

kultu,

składanie

ofiar,

(pokło­

okadzanie

itp.)

i z d r u g i e j w y r a ź n i e r y s u j ą c y s i ę n i e d o s y t p r a k t y k o charakterze k o n t e m p l a t y w n y m w istocie n a b o ż e ń s t w i w s z e l k i c h c e r e m o n i i . T y m t e ż
chyba t ł u m a c z y ć charakterystyczne
ctwo społeczności

w

świątyni

przy modlitwach łamów,

p i e n i e i zaduma, ale

nieraz r ó w n i e ż

w

na

Gandanie

których

należy

uczestni­

miesza s i ę

coś z pogranicza ż a r t u ,

to

sku­

znowu

zawodu — niespełnienia.
A d . I I I . Odwaga i b o j a ź ń .
A. D e n d e w , ur. w 1888 r. w Awdar Bajan (obecnie Sergelen). „Kiedy biją
gromy w o ł a m y pomocy, w o ł a m y chiin bajna — jest człowiek". Szczegółowszy opis
tego zachowania w : Oszukiwanie Boga — na manowcach europocentryzmu
(„Współ­
czesność" X I V : 1969, nr 10, s. 6). Jeśli nadchodzi burza, szukają schronienia w j u r ­
cie. W czasie burzy zamykają szczelnie okno i drzwi. Z zawołania tego korzystają
również w ó w c z a s , gdy burza zastanie ich w stepie z dala od jurt, względnie przy
jurtach, w przypadku konieczności pozostawania na dworze — mimo burzy i ule­
wy — aby dopełnić jakichś nie cierpiących zwłoki starań przy stadach. W jurcie
D e n d e w a chiin bajna wołają wszyscy członkowie rodziny: żona (najprzeraźliwiej), synowie (nie tak przeraźliwie), sam D e n d e w (niezbyt głośno) — „wołamy
chiin bajna, aby bogowie niebiańscy myśleli, że jesteśmy z rodu nojońskiego lub
rodu szamanów. Bo tylko oni mieli śmiałość odzywania s i ę do sił mocarnych".
Z dalszych relacji informatora wynika, że wołanie adresują do Luu. Jest to „mo­
carna istota, przebywająca pośród bogów niebiańskich". Inni informatorzy (patrz
niżej) określają Luu jako smoka lub gryfa z ognistym ogonem.
Do zabiegów zapobiegawczych przeciw porażeniu gromem Dendew zalicza r ó w ­
nież mieszanie mleka lub kumysu. „Dobrze też jest mieszać [...], bogowie cieszą
się w ó w c z a s . Cieszą się, że jest ajrag (kumys) i mleko. Dobrze też jest spryskać
mlekiem otoczenie jurty, a także pryskać w kierunku, skąd nadchodzi burza —
bogom na ofiarę". Przedstawiony zestaw zachowań jest najpełniejszym pośród
około setki innych, ograniczających się najczęściej do bierności i lęku.
А. С h o r l o o , ur. w Elgen (na terenie somonu Bajan). „Luu — to złowieszcze
stworzenie, przypomina smoka. Stwór ten, miotając ogonem, w y w o ł u j e błyskawi­
ce [...]". Informátorka m ó w i o swej wielkiej bojaźni w czasie bicia piorunów. Nie
korzysta z zabiegów magicznych (wołania chiin bajna i pryskania mlekiem). W y ­
daje się, że w pewnym stopniu pomniejsza jej bojaźń przeświadczenie, że trzyma
w swej jurcie bogato wyposażoną kapliczkę i dopełnia przy niej praktyk ofiarnych.
D. M a n i a ,

ur. w 1902 r. na terenie somonu Bajan. „Jeśli jest burza krzyczę

�J A C E K OLĘDZKI

132

głośno (chiin bajna, J . O.) i pryskam mlekiem w tę stronę, skąd nadchodzi". Pryska
jeden raz.
S. G o m b o d ż a w , ur. w 1910 r. w okolicy Ałgenij uuł i żona jego: M. D ed ż i d , ur. w 1906 r. w Bucht (na terenie somonu Bajan). Ona: „Mówią, że to smok
w niebiosach żyjący. Luu — nie wiem, czy istnieje naprawdę. Jak byłam dzieckiem,
to starcy pokazywali miejsce, gdzie spadł z niebios sam Luu. Ale sądzę, ż e leżały
tam zwęglone kości wielbłąda". On: „Kiedy grzmi i biją pioruny, boimy się oczy­
wiście. Powiadają, że są to w y ł a d o w a n i a atmosferyczne [...], ale jak to s i ę tam
w niebie dzieje, nie wiem". Gombodżaw i Dedżid nie odwołują s i ę do żadnych
zaklęć i zabiegów magicznych, związanych z przeciwdziałaniem porażeniu gromem.
Wywiad zbiorowy z grupą pasterzy (kilkanaście osób w wieku od ,25 do 60 lat)
sprowokowany faktem śmierci zastępcy sekretarza partyjnego w somonie Bajan.
Sekretarz porażony został piorunem w pobliżu jurty, w której szukał schronienia
w czasie burzy. Na pytanie moje, jak odczuli to zdarzenie, spotkałem się z opi­
niami, które cechowała znaczna obojętność w stosunku do tragicznej śmierci. Jeden
z najstarszych wśród zgromadzonych wypowiedział słowa, które przyjęte zostały
przez pozostałych z aprobatą. Słowa starszego człowieka były bezpośrednią odpo­
wiedzią na moje pytanie: — Czy mogła to być kara boża? — „Jaka kara? Radzi­
liśmy już od dawna, aby na naszej górze [jedyna w okolicy — J . O.] założyć pioru­
nochron. Nie założyli, zaniedbali". Szersze o m ó w i e n i e tego zdarzenia Margasz —
laicyzacja po mongolsku („Argumenty", X I V : 1969 nr 1, s. 9).
O m a w i a n e t u zachowania w s k a z u j ą na p r z y s ł o w i o w ą m ą d r o ś ć
W naszym p r z y p a d k u w y r a ż a s i ę ona
o s z u k u j ą c

— pozwalającej

w formie

o s z u k i w a n i a

ludów.
nie

c z ł o w i e k o w i u z y s k a ć poczucie b e z p i e c z e ń ­

stwa. W y d a j e się, ż e w s p ó ł c z e s n e zachowania s ą k o n t y n u a c j ą

refleksyj-

n o ś c i , m y ś l e n i a tradycyjnego, k t ó r e g o n i e w ą t p l i w i e s y m b o l e m jest w M o n ­
g o l i i z a w o ł a n i e chiin

bajna.

Ad. IV. Trwałość przesądu.
A ) N o w e p r z e j a w y m a g i i z w i ą z a n e z p r a k t y k a m i p r z y owoo.

Badania­

m i o b j ę t o k i l k a d z i e s i ą t owoo w r ó ż n y c h rejonach M o n g o l i i . Z b a d a ń t y c h
w y n i k a , ż e t r a d y c y j n i e s k ł a d a n e w t y c h miejscach g ł o w y k o n i , nieraz k i l ­
k a d z i e s i ą t czaszek (ryc. 29), oraz dewocjonalia (ksylograficznie
ne na p ł ó t n i e i papierze m o d l i t w y , w i z e r u n k i ,

drukowa­

m a l o w i d ł a , a t a k ż e sztam­

p o w e p ł a s k o r z e ź b y t ł o c z o n e w g l i n i e ) z a s t ą p i o n e z o s t a ł y w i e l o ś c i ą zasad­
niczo i n n y c h p r z e d m i o t ó w .

to

wszystko, co

się z pojęciem w s p ó ł c z e s n y c h d ó b r materialnych.

Rejestr i c h obejmuje

Dla

przykładu

w y m i e n i ć te, k t ó r e zdarza s i ę s p o t y k a ć na owoo

najczęściej:

łączy
można

Przedmioty metalowe (puszki po konserwach, naczynia kuchenne i części samo­
chodowe), z plastyku lub celuloidu (grzebienie, szczotki do zębów, grzechotki, za­
bawki), ponadto butelki po napojach wyskokowych, drobne monety, części odzieży
(pojedyncze buty czy tylko podeszwy), pęczki włosia końskiego, argal (w puszkach
od konserw na owoo w Charchorin) i kawałki drewna. Ponieważ większość z tych
przedmiotów utraciła utylitarne znaczenie (naczynia dziurawe, buty zniszczone,
zużyte części samochodowe), należałoby traktować je jako swoiste symbole war-

�CHUN BAJNA

133

Ryc. 29. Owoo.
Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

tości pierwotnej. Wszystko to wskazuje, że wchodzi w grę zabieg
spotkałem się z przypadkami traktowania owoo jako śmietnisk czy
znaków rozpoznawczych w stepie. Wypowiedzi osób, które udało
w chwili kładzenia jakiegoś przedmiotu na огиоо, potwierdzają

magiczny. Nie
tylko zwykłych
mi się zapytać
przypuszczenie

�134

J A C E K OLĘDZKI

o utrzymywaniu się magicznego .rozumienia tej czynności, a pośrednio o rozwoju
współczesnej magii. Kładący k a w a ł e k drewna motywuje swoją czynność zbliża­
niem się zimy, trudnościami w zdobyciu opału (węgla). Przywiązujący pęczek w ł o ­
sia końskiego do kamienia stwierdza: udało mi się dopędzić stado bez strat (do stacji
przeładunkowej), chciałbym, aby i w następnym roku mi się powiodło. Kobieta
ciskająca zużyty grzebień mówi, że chciałaby mieć zawsze w ł o s y w porządku. Po­
dobnych motywacji można by podać w i ę c e j .
B) Jeśli w praktykach przy owoo uczestniczą zarówno pasterze, jak i przeby­
wający w podróży mieszkańcy miast, to zabiegi, jakie poniżej przedstawię, odnoszą
się najprawdopodobniej głównie do zbiorowości miejskiej i to samego Ułan Bator.
Wieczorem w centrum miasta, w pobliżu wyodrębnionego zespołu osiedli jurtowych
m o ż n a spotkać s i ę z przypadkami malowania sadzą kresek na czołach m a ł y c h
dzieci. Dzieci bawią się do późnych godzin w pobliżu ulicy, gdzie jak wszędzie
grozi niebezpieczeństwo. Wiadomości zebrane na temat owego malowania sadzą od­
noszą się do złowrogiej, przynoszącej nieszczęście działalności — kiedy zapada
zmrok — dwóch istot: czdtgdra i sawdaga. Są to znane na c a ł y m terytorium Mon­
golii legendarne demony. Czotgor przybiera postać człowieka, chociaż przezierają
przez jego skórę wnętrzności. Jeździ na białym wielbłądzie. Zdradza go „brak
cienia" oraz wielbłądzia lub zajęcza warga. Na ziemi śladów nie pozostawia. Bywa,
że wznieca pożogi na stepie, przysiada jeźdźcom na zadzie konia lub pęta mu
przednie nogi w sposób niewidoczny. Sawdag przebywa tylko w niektórych okoli­
cach, przeważnie górzystych, lecz i wodnistych. Mało o nim wiadomo poza tym,
że należy do najbardziej nieprzyjaznych c z ł o w i e k o w i istot.
Wymalowanie sadzą kreski w poprzek czoła dziecka ma je upodobnić do zająca.
Zabieg ten powinien zmylić każdego z demonów, bo w ł a ś n i e zając ma na czole
charakterystyczne zgrubienie w kształcie wydłużonego pionowo piętna.
Fakt, że w ł a ś n i e w

m i e ś c i e , a nie

na

t e r y t o r i a c h pasterskich zdarza

s i ę o w o p i ę t n o w a n i e dzieci s a d z ą , pozwala p r z y p u s z c z a ć , że idea

czdtgdra

czy

nagłego

sawdaga

odżywa

w

szczególnych

okolicznościach

znalezienia s i ę w m i e ś c i e p r z y b y s z y z z e w n ą t r z .
mieezkańcy

Ułan

Bator

(w

szczególności

—

zbyt

Być może

z w a r t y c h osiedli

współcześni
jurtowych

w t y m m i e ś c i e ) nie c z u j ą s i ę t a k bezpieczni j a k w stepie.
Wskaźniki

uzyskane z a n a l i z y

dzieci s p r o w a d z a j ą

się do

owoo

i

zachowań

zabezpieczających

przekonania o t r w a ł o ś c i i s t a ł y m

odradzaniu

s i ę p r z e s ą d u , o jego „ n i e w i n n o ś c i " czy „ n i e s z k o d l i w o ś c i " s p o ł e c z n e j . N i e ­
wątpliwie

pewna kategoria p r z e s ą d u

czanie" dzieci czy n o w e d a r y n a

(a do t a k i c h zalicza s i ę

owoo)

„zabezpie­

sprzyja p l u r a l i s t y c z n e m u odczu­

c i u r z e c z y w i s t o ś c i , a p r z y n a j m n i e j ś w i a d c z y o i s t n i e n i u potrzeby t a k i e g o
odczucia.
Ad.

V. Społeczno-ideowa

działalność instancji

partyjnych.

A) Instytucja ulaan bulan, to w większości ośrodków samonowych specjalnie
wygospodarowana osobna izba lub część pomieszczenia administracyjnego. Na ścia­
nach demonstrowane s ą wyróżnione prace uczniów szkół podstawowych (wyszywanki, aplikacje, malowidła, rzeźby). W pracach tych wyrażany jest program nau­
czania szacunku dla rodzimych tradycji kulturowrych (przywiązania do pasterstwa,

�CHÜN

BAJNA

135

obyczaju, stroju narodowego). W ulaan bulan propagowane są wzory współczesnych
zachowań społecznych. Dotyczą one głównie potrzeb o charakterze bytowym, kon­
sumpcyjnym czy cywilizacyjnym. Wykorzystywane są doświadczenia z zakresu hi­
gieny, odżywiania, w y g l ą d u zewnętrznego (przedmioty służące pielęgnacji niemo­
wląt, przedmioty toaletowe, kosmetyki). Propaguje się tu również urządzenia ułat­
wiające pracę w gospodarstwie domowym (maszyny do szycia, grzejniki elektrycz­
ne, termosy, a ostatnio pralki mechaniczne). Wymienione obiekty, a także specjalne
plansze (np. modnych fryzur damskich) stanowią stałe wyposażenie wielu ulaan
bulan. Są one albo samoistnym tylko symbolem dóbr materialnych, albo też wyko­
rzystują je prelegenci w czasie instruktażowych spotkań z pasterzami 4
B) Mongolska Partia Ludowo-Rewolucyjna — niezależnie od środków' maso­
wego przekazu (prasy, radia i od 1967 r. telewizji), a także systematycznego szkol­
nictwa — korzysta z najprostszych form pracy partyjnej. Jedną z nich dobrze —
jak sądzę — charakteryzują w ę d r o w n e brygady agitatorów partyjnych. Od czer­
wonego namiotu, który rozbijają w miejscach spotkań, nazywa się ich ulaan majchan. Przyjeżdżają nawet do niedostępnych części kraju, gdzie żyją dwie, trzy
rodziny pasterskie. Brygady Propagandowe Komitetu Centralnego wędrują z ogrom­
nym zestawem nowoczesnych urządzeń (magnetofonów, projektorów filmowych, epi­
diaskopów). Przy pomocy tych urządzeń starają się przekazać aktualne informacje
dotyczące życia krajów socjalistycznych, działalności partii rodzimej i innych brat­
nich z całego świata. O b s e r w o w a ł e m pracę jednej z takich brygad w czasie wyda­
rzeń sierpniowych w Czechosłowacji. Na miejsce, gdzie żyto zaledwie kilkunastu
pasterzy, dotarła brygada późnym zmierzchem. Nocne spotkanie w dalekim od
stolicy stepie rozpoczął młody człowiek (artysta plastyk, który ukończył studia
w CSRS). W czasie 5 minutowego wystąpienia naświetlił stanowiska partii krajów
socjalistycznych wobec w y d a r z e ń czechosłowackich. Po krótkim komunikacie poka­
zano pasterzom — trwający 2 godziny — film dokumentalny z pobytu Tito w Mon­
golii. Tito przyjmowany był w tym kraju z gościnnością szczególną. Do filmu o Tito
dołączono jeszcze dwa inne — historię batalionu czołgistów mongolskich, którzy
w 1945 r. dotarli do Berlina oraz opis życia, pracy i perspektyw rozwoju społeczno-gospodarczego jednego z ajmaków. Po filmach wygłoszono pogadankę (ilustrowaną
przeźroczami) o nowych zasadach gospodarki hodowlanej w stepie. Zakończono ten
program o 3 godzinie w nocy, aby już o świtaniu ś p i e w e m i grą na harmonii
witać ponownie pasterzy w ulaan majchan. Agitatorzy zapraszali do siebie na
partię szachów. Obok zaś lekarka — towarzysząca zazwyczaj tym brygadom, przyj­
m o w a ł a pacjentów.
C) Ogrody „zabaw i chwały". Należą do równie popularnych, jak poprzednio
wymienione instytucje. Są to ogrodzone place w ośrodkach somonowych i ajmacznych. W swoim założeniu stanowią zapewne jakiegoś rodzaju przetworzony zamysł
ogrodu jordanowskiego czy tylko zieleńca miejskiego. Na skutek trudnych w a ­
runków klimatycznych tylko w bardzo nielicznych „ogrodach" udało się wyhodo­
w a ć roślinność; pozostają zatem ogrodzone place. Mimo to należą one do w a ż n y c h
miejsc w zabudowie osiedla. Dzięki usytuowaniu na w ę g ł a c h ogrodzenia lub we­
wnątrz swoistych p o m n i k ó w zwierząt oraz wspominanej prezentacji przodowników
pracy (nieraz pod dachami tradycyjnych „bram" czy „wrót" przejętych ze świątyń)
ich fotografii, obrazów i innych rodzajów w i z e r u n k ó w ogrody są urbanistyczno-ideową kompozycją, często korzystnie związaną z otoczeniem.
1 2

Por. szersze o m ó w i e n i e D. M a r k o w s k a , Z. S o k o l e w i c z ,
op. cit, s. 199 i n.

J. O l ę d z k i ,

�136

J A C E K OLĘDZKI

D. Nadaam. Jak wiadomo, repertuar tradycyjnych igrzysk dorocznych nadaamu
składa się z z a w o d ó w jeździeckich dzieci na koniach oraz popisów dorosłych w za­
pasach i strzelaniu z łuku. Konkurencje te nawiązują do podstawowej dziedziny
życia gospodarczego kraju — pasterstwa. Reguły walki wyrażają istotne cnoty
społeczne, powszechnie akceptowane w narodzie. Oto najważniejsze momenty:
Zapaśnicy „zastygają" bardzo często na wiele minut w pozach zmagania się —
wytrzymywania przeciwnika. Niedynamiczne i w y d a w a ł o b y się nieatrakcyjne sy­
tuacje oglądane są przez tłumy z niesłabnącą uwagą — cierpliwie — podobnie,
jak w bezruchu zastygają na długo zawodnicy. Zwycięzca odtańcowuje swój suk­
ces, udając ruchy legendarnego ptaka Chaan-Garid (sanskr. Garuda, „boski orzeł";
łączono go z wczesną już postacią Wisznu; w lamaizmie popularny motyw —•
Garid z w ę ż e m w dziobie, „zwycięstwo nad wężem", symbolizującym gniew; ryc. 30).

Ryc. 30. Garid—ehaan. Rzeźba z brązu nad w e j ś c i e m do świątyni.
Erdene Dzu w Charchorin
Fot. J . Olędzki

Łucznicy nie strzelają do celów na wysokości serca człowieka! Nie wypuszczają
strzał wprost, lecz napinają łuki w kierunku nieba. Ale ich pociski upaść mają
na ziemię i trafić w cel przed stopami sędziów (sic. celem s ą stopy sędziów lub
jeszcze ściślej m ó w i ą c przerwa między stopami dwóch sędziów). Wymowa tego
sposobu walki jest jednoznaczna — „pokora w zręczności". Wreszcie jeźdźcy-dzieci.
Zamysł pierwotny prawdopodobnie utylitarny, być może widziany nawet w kate­
goriach celów militarnych — w y ł a w i a n i e ze stad najlepszych, koni; dzieci zaś, to
jeźdźcy ułatwiający takie zadanie. Obecnie wymowa tych dziecięcych czy młodzie­
żowych (zawsze obojga płci) z a w o d ó w wzbudza u każdego poczucie najszlachet­
niejszej dumy i uznanie dla tradycyjnych umiejętności, umiłowanych w narodzie.
Dzieci-zwycięzcy śpiewają w czasie tych igrzysk prastarą pieśń Gin-goo. Cała zaś

�137

CHÜN B A J N A

zbiorowość zwycięzców (zjawisko ma w y j ą t k o w o masowy charakter) w y r a ż a rozu­
miane alegorycznie pojęcie sukcesu rewolucji, bowiem stadion igrzysk jest miej­
scem święcenia socjalistycznych uroczystości państwowych w Mongolii.
E) Somonowy sekretarz partii. Działalność Mongolskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej opiera s i ę na systemie organizacji podstawowych, których najliczniejszą
i zarazem najważniejszą sieć tworzą organizacje somonowe. Lokalizacja tych orga­
nizacji w centrach somonowych, jak t e ż fakt, że podstawą życia środowiska jest
gospodarka hodowlana i rolnicza określają charakter głównych zadań tych orga­
nizacji. Jest on w swoim zrębie ludowy, aracki związany z interesami społeczno-bytowymi najliczniejszej rzeszy społeczeństwa mongolskiego — pasterzy, obecnie
członków spółdzielni pasterskich i p a ń s t w o w y c h gospodarstw produkcyjnych. W y ­
bierany przez członków organizacji somonowej sekretarz partii jest w tych środo­
wiskach realizatorem dyrektyw ideowych Biura Politycznego КС. Działalność se­
kretarza generalnego, aktualnie Dż. Cedenbała, jest wzorcem propagowanym i jak
się wydaje spełnianym dosyć powszechnie. Cechy tego wzorca to przede wszystkim
bezpośrednia, uczestniczE^ca w i ę ź z masami. Z a przysłowiowe już uznano akty bez­
pośredniego angażowania s i ę osoby generalnego sekretarza w działania kampanijne,
w prace stale programowane wśród społeczeństwa, a także w zdarzenia losowe
(np. uczestnictwo w 1966 r. Cedenbała w brygadach ratowniczych przed skutkami
powodzi). Bezpośrednia obecność sekretarzy somonowych na stanowiskach pracy
brygad pasterskich, organizowanie tej pracy, nieraz w stopniu podstawowym czy
w s t ę p n y m (np. rozdzielanie narzędzi, wskazywanie zadań, zachęcanie do ich wy­
konania s ł o w e m i czynem), to fakty, które stwierdza się powszechnie na całym
terytorium Mongolii. Jest to niewątpliwie ideał więzi przywódcy z masami postu­
lowany przez partie innych również krajów socjalistycznych. W naszym przypadku
ideał ten jest realizowany jak by w sposób naturalny bez widocznych oporów ze
strony kierującego (przywódcy), jak i kierowanych.
Wszystkie z w y b r a n y c h p i ę c i u w s k a ź n i k ó w
nych grup wskazują

można scharakteryzować

następująco:

n y c h r e a l i z o w a n y jest w M o n g o l i i

dążeń

społeczności

u podstaw pasterskiej

dach zabaw

itp.). Może

Wyraża

gdy konstatujemy w t y m modelu

w pełni oryginalnych, narodowych form

t r a d y c y j n y c h czy s w o i ś c i e

które

socjalistycz­

z w i d o c z n y m powodzeniem.

W c h o d z i t u w g r ę ś w i a d o m e , oficjalne n a w i ą z a n i e
i

przemian,

Ogólny model ideałów

się t o z jeszcze w i ę k s z ą j a s k r a w o ś c i ą ,
również rozwój

w ostatniej z analizowa­

na p e w n ą p r a w i d ł o w o ś ć r o z w o j o w ą

realizacyjnych.

do' z a c h o w a ń ,

potrzeb

uwarunkowanych odrębnością
(nadaam,

pomniki zwierząt

j u ż nie t a k stanowczy,

albo t e ż z

w

życia
ogro­

świadomym

p i e t y z m e m r o z w i j a n y stosunek do t r a d y c j i o b s e r w u j e m y wobec j e j n a j ­
nowszej
pracy

postaci, a o d n o s z ą c e j

organizacji

i ulaan

majchent).

partyjnych

somonowego

pierwszych,

(działalność

przywódcy

partii.

W

się z jednej s t r o n y ś w i a d o m i e
cy z masami

do

najprostszych

propagandowa

ulaan

form
bulan

N a t o m i a s t o w i e l e bardziej z ł o ż o n y jest proces f u n k ­

cjonowania w z o r c ó w
tarza

się

ideowego, w naszym p r z y p a d k u sekre­

p r z y p a d k u t y m dostrzegamy
propagowanego

krzyżowanie

postulatu więzi

i z drugiej — u k r y t y c h zależności

przywód­

tego w z o r c a z zespo-

�138

J A C E K OLĘDZKI

ł e m p r a k t y k i historycznej, w y r a ż a j ą c e j się w p e w n y c h ustalonych n a w y ­
kach i n i e w ą t p l i w i e r ó w n i e ż o b o w i ą z u j ą c y c h n o r m a c h tradycyjnego w t y m
k r a j u systemu w a r t o ś c i . N a l e ż y p r z y t y m o d w o ł a ć się do f a k t ó w z w i ą ­
zanych z systemem i d e o w y m , j a k i p o p r z e d z i ł r e w o l u c j ę w M o n g o l i i . M a ­
m y na m y ś l i zespół w y o b r a ż e ń r e l i g i j n y c h , lamaistycznych — b u d d y z m
mongolski. Religia ta m i m o wszelkie p r z e o b r a ż e n i a i obce jej nalecia­
łości — a m o ż e i d z i ę k i t e m u — z a c h o w a ł a w t y m rejonie k u l t u r o w y m
cenne s k ł a d n i k i m y ś l i — B u d d y (Przebudzonego, O ś w i e c o n e g o ) , k t ó r e g o
powszechnie nazywa s i ę w M o n g o l i i Burchan
Bagsz, c z y l i B ó g Nauczy­
ciel. M i a n o Bagsz w stosunku do Boga jest s w o i s t o ś c i ą l a m a i z m u m o n g o l ­
skiego. J u ż sam ten fakt ma w a ż n ą w y m o w ę . Wydaje się b o w i e m , że
w y b ó r p r z y d o m k ó w dla o k r e ś l e n i a Boga, k t ó r e nie z a w i e r a j ą p i e r w i a s t k a
mistycznego (jak w p r z y p a d k u asceta, zbawiciel, odkupiciel i t p . itd.) sta­
n o w i w s k a ź n i k podstawowy recepcji idei i d z i a ł a l n o ś c i jej p o s ł a n n i k ó w .
S p o ł e c z n y , ś w i e c k i sens miana B u d d y w M o n g o l i i to, j a k się wydaje,
wzorzec d y d a k t y k i aktualnej i dzisiaj, k t ó r e j j a k b y r o z w i n i ę c i e m o ż n a
b y o d n a l e ź ć w d z i a ł a l n o ś c i p r z y w ó d c ó w politycznych tego&gt; k r a j u .
Lecz istotniejszym chyba jeszcze jest w y k s z t a ł c o n y w lamaizmie m o ­
del s t o s u n k ó w m i ę d z y d u c h o w i e ń s t w e m a w i e r n y m i , a w i ę c m i ę d z y p r z y ­
w ó d c a m i i d e o w y m i a masami. Stosunki te s ą zasadniczo inne a n i ż e l i zna­
ne n a m z E u r o p y albo szerzej —• t r a d y c j i c h r z e ś c i j a ń s k i e j . T o p o r ó w n a ­
nie jest konieczne, a l b o w i e m t y l k o w tak zasadniczo o p o z y c y j n y m zesta­
w i e n i u p o t r a f i m y o k r e ś l i ć i s t o t ę i n t e r e s u j ą c e g o nas zagadnienia. Otóż,
n a l e ż y s t w i e r d z i ć , ż e w t a k i m k o n t e k ś c i e p o r ó w n a w c z y m wzorzec d u ­
chownego lamaistycznego w y r ó ż n i a się zachowaniem znacznie szerszej
i bardziej b e z p o ś r e d n i e j w i ę z i z w i e r n y m i . Jest ona szersza c h o c i a ż b y
przez fakt, że l a m o m w w i ę k s z y m stopniu p r z y s ł u g i w a ł pierwiastek czci,
p r z y jednoczesnym n i e t r a k t o w a n i u nader g o r l i w i e j a k o ś w i ę t y c h obiek­
t ó w sakralnych, a nieraz j a k o c h r o n i o n y c h s z c z e g ó l n y m namaszczeniem
i szacunkiem z a c h o w a ń r e l i g i j n y c h , c h o ć b y p o d l e g a ł y w y s o k i e m u stop­
n i u r y t u a l i z a c j i . O w a znacznie szersza i bardziej b e z p o ś r e d n i a w i ę ź d u ­
chownego l a m a i z m u z w i e r n y m i p r z e w y ż s z a ł a wzorzec — w y d a w a ł o b y
się i d e a l n y w tej dziedzinie — j a k i c h r z e ś c i j a ń s t w o ' w y k s z t a ł c i ł o w sto­
sunkach proboszcz w i e j s k i — c h ł o p s k a s p o ł e c z n o ś ć w i e r n y c h . Najbar­
dziej zbratany z t y m ś r o d o w i s k i e m proboszcz w i e j s k i r e p r e z e n t o w a ł zaw­
sze o d m i e n n y zakres potrzeb, d o m a g a j ą c y c h się r ó w n i e ż odmiennego sty­
l u bycia i z w i ą z a n e j z t y m swoistej izolacji, istnienia na c o d z i e ń z dala
od ż y c i a w s i , w ś w i e c i e plebanii. Natomiast lamowie, w szczególności z a ś
d o s y ć liczna w X I X w . i c h o d r o ś l duldujczinowie
(lamowie w ę d r o w n i ,
ryc. 31-33), k t ó r y c h p o s ł a n n i c t w e m , j a k wszelkich k a p ł a n ó w , czy s ł u g da­
nej r e l i g i i , b y ł o g ł o s z e n i e p r a w d w i a r y , n a u k i z n i ą z w i ą z a n e j , nie w y ­
r ó ż n i a l i się o d o g ó ł u ani poziomem potrzeb, s t y l e m b y c i a — ś w i a d o m o -

��140

J A C E K OLĘDZKI

Ryc. 33. Somonowy sekretarz partii z rodziną.
Fot. J . Olędzki

ścią o d m i e n n o ś c i p r o w a d z ą c ą do wspomnianej izolacji (nie chodzi t u
o izolację t ę szczególną w celu d o k o n y w a n i a p r a k t y k l i t u r g i c z n y c h w ś w i ą ­
tyniach). W ę d r o w n i lamowie, d o k o n u j ą c w czasie s w y c h
podróży
w chiidóón (odpowiednik naszego p o j ę c i a t e r e n czy miejsce odległe), zaj­
m o w a l i się nieraz w i e l o d n i o w y m i c z y n n o ś c i a m i religijno-magicznymi bez­
p o ś r e d n i o p r z y pasterzach i stadach (np. czytanie k s i ą g ś w i ę t y c h , d y s k u r ­
sy, w czasie z a ś kocenia się owiec o w o czytanie z y s k i w a ł o dodatkowe
znaczenie — o d d z i a ł y w a n i e na p o m y ś l n y przebieg t a k w a ż n e g o dla pa­
sterza okresu hodowlanego). Bodaj jeszcze w a ż n i e j s z e jest to, że w ę d r o w ­
n i l a m o w i e sypiali i j e d l i razem z pasterzami w jurcie, uczestniczyli w i c h
codziennych pracach, no i t a k cenionych przez M o n g o ł ó w r o d z i m y c h , roz­
m a i t y c h f o r m a c h rekreacji.

�CHUN BAJNA

141

Z a t e m w t r a d y c j i mongolskiej przed r e w o l u c j ą u k s z t a ł t o w a n y z o s t a ł
skomplikowany i niewątpliwie głęboko m ą d r y — t r w a ł y wzór zachowań,
p r z y w i l e j ó w i p r a w p r z y w ó d c y ideowego, s ł u ż ą c y c h s i l n y m , n a t u r a l n y m
w i ę z o m z szerszymi o d ł a m a m i s p o ł e c z e ń s t w a . N i e p o d w a ż a tego s t w i e r ­
dzenia, a n a w e t je wzmacnia, fakt swoistego w y r ę c z a n i a w p r a k t y k a c h
r e l i g i j n y c h w i e r n y c h przez ł a m ó w , a t e ż ścisłego p o d z i a ł u r ó l . W czasie
n a b o ż e ń s t w a w i e r n y c h t r a k t o w a n o t y l k o j a k o o b s e r w a t o r ó w z przedsion­
ka i d z i e d z i ń c a ś w i ą t y n i (ryc. 22).
M ó w i ą c o realizacji i d e a ł u w i ę z i „ w y ż s z y c h " z „ n i ż s z y m i " , w s p o m n i e ć
trzeba o d w u stronach teleologizmu, j a k i e dostrzec m o ż n a w lamaizmie.
I d e a ł r e l i g i j n y , lamaistyczny o d strony swego s p o ł e c z n e g o o d d z i a ł y w a n i a
w p r o w a d z a ł s z a n s ę u n i k a n i a z a k ł ó c e ń czy skutecznego dochodzenia do
ś w i a d o m o ś c i mas s ł o w a g ł o s z o n e g o przez ł a m ó w ( p r z y w ó d c ó w , nauczy­
c i e l i ideowych). I tak o w a b e z p o ś r e d n i o ś ć k o n t a k t ó w , b r a k dystansu o b y ­
czajowego m i ę d z y j e d n y m i i d r u g i m i , wreszcie f a k t a u t o r y t e t u uczestni­
c z ą c e g o p r z y w ó d c y ( k t ó r y zawsze b y w a w ó w c z a s bardzo wysoki) p r o w a ­
dził — t a k s i ę zdaje —• do s ł a b s z e j a k t y w n o ś c i mas, p a r a l i ż o w a n e j cedo­
w a n i e m s i ę nieraz na to, co n a z y w a m y a k t e m w o l i czy d y r e k t y w ą , oczy­
w i ś c i e ze strony ideowego o ś r o d k a dyspozycyjnego i jego s ł u g .
P o w i e d z i e l i ś m y o t r w a ł y c h czy o nie k w e s t i o n o w a n y c h w a r t o ś c i a c h
z w i ą z a n y c h z lamaizmem, o k t ó r y c h m o ż n a t w i e r d z i ć , że i dziś w syste­
mie i d e o w y m zasadniczo i n n y m s t a n o w i ą p i e r w i a s t k i aktualne. A l e zubo­
ż y l i b y ś m y zagadnienie, n i e w s p o m i n a j ą c o t y m , co s i ę n a z y w a b a r b a r y zacją czy w u l g a r y z a c j ą u mas n a j w z n i o ś l e j s z y c h idei. W ś r ó d szerokich
rzesz pasterskich M o n g o l i i d o k t r y n a lamaistyczna p r z y j ę ł a s i ę w s p o s ó b
p r z y p o m i n a j ą c y nieraz do z ł u d z e n i a p e r c e p c j ę przez l u d d o k t r y n i n n y c h
r e l i g i i ś w i a t o w y c h , c h o c i a ż b y c h r z e ś c i j a ń s t w a . Z t r e ś c i g ł ę b o k o filozoficz­
nych, abstrakcyjnych p r z y j ę t o t y l k o n i e k t ó r e , n a d a j ą c i m charakter r e a l i ­
styczny, ściśle pragmatyczny (interwencyjno-zapobiegawczy). G ł ę b o k o ,
kunsztownie r o z w i n i ę t a d o k t r y n a lamaistyczna
uproszczona
została
w wierzeniach szerszych rzesz do p r a k t y k magicznych. J e d n o c z e ś n i e z w r a ­
ca u w a g ę fakt, że z takiej swoistej koncepcji, j a k ą jest reinkarnacja,
ś r o d o w i s k o pasterskie w y ł o w i ł o w y ł ą c z n i e t r e ś c i r e a l i s t y c z n o - o p t y m i styczne. M o ż n a je dostrzec w t a k częstej u badanej społeczności postawie
a f i r m a t y w n e j w stosunku do doczesności. I m i m o m o ż l i w o ś c i (w r e i n ­
k a r n a c j i duszy) dotarcia do ś w i a t a b o g ó w , powtarza s i ę pragnienie b y c i a
po wieczne czasy pasterzem. I w t y m p r z y p a d k u t r u d n o sobie o d m ó w i ć
s ą d u , że s y n k r e t y z m lamaistyczny jest ideologią, k t ó r a do dziś wspomaga
n o w ą m a r k s i s t o w s k ą k o n c e p c j ę życia.
Przedmiot naszych r o z w a ż a ń d o t k n ą ł w t y m miejscu kardynalnego
p r o b l e m u zależności b y t — ś w i a d o m o ś ć . U n i k a l i ś m y b o w i e m d o t ą d p r ó b y
naszkicowania c h o c i a ż b y w najgrubszych zarysach s t o s u n k ó w ekonomicz-

�142

J A C E K OLĘDZKI

n y c h , b y t o w y c h , jakie z e s p a l a ł y się z okresem r o z k w i t u l a m a i z m u w M o n ­
g o l i i . Teraz n a l e ż a ł o b y chociaż w s p o m n i e ć o ograniczeniach i niedostat­
kach gospodarki pasterskiej w M o n g o l i i przed r e w o l u c j ą . Dostatecznie
d u ż o napisano na t e n temat. W y b i e r z m y z tegO' t y l k o stwierdzenie, ż e
swoisty system gospodarki pasterskiej-koczowniczej o t y l e m i a ł w dzie­
jach podstawy rozwojowe, o ile ł ą c z y ł s i ę z e k s p a n s j ą , a w najlepszym
razie z szeroko p r o w a d z o n ą w y m i a n ą t o w a r o w ą z o ś c i e n n y m i k r a j a m i .
W w a r u n k a c h zastopowania m o ż l i w o ś c i ekspansji, p o d b o j ó w , z a n i k ł y szan­
se, aby p o ż y t k i czerpane z koczowniczego pasterstwa b y ł y w y s t a r c z a j ą c e
dla r o z w o j u l u d ó w mongolskich. L a m a i z m p r z e c i w s t a w i a j ą c y s i ę owej
e k s p a n s y w n o ś c i k s z t a ł c i ł zachowania bierne i chyba m o ż n a p o w i e d z i e ć
k o n t e m p l a t y w n e , nie w n i k a j ą c w i s t o t ę b y t o w y c h u t r a p i e ń
pasterzy,
w i c h p r y m i t y w n ą f o r m ę d z i a ł a l n o ś c i gospodarczej. Dysproporcje m i ę d z y
b a z ą i n a d b u d o w ą d o p r o w a d z i ł y p r z y straszliwej pauperyzacji mas do
powstania p a ń s t w a teokratycznego, r o z w i ą z ł o ś c i w bogactwie n a j w y ż s z y c h
d o s t o j n i k ó w d u c h o w i e ń s t w a , w szczególności samego Bogdo Gegena. T a
nader rozbudowana nadbudowa ideologiczna s p r z y j a ł a p r z y j ę c i u s i ę n a j ­
drastyczniejszych f o r m r e w o l u c j i , p r o w a d z ą c y c h do z m i a n y c a ł o k s z t a ł t u
s t o s u n k ó w s p o ł e c z n y c h . D z i ś jednak w k r a j u , k t ó r y d r u g i w k o l e j n o ś c i
po ZSRR r o z p o c z ą ł r e a l i z a c j ę i d e a ł ó w socjalistycznych, w k r a j u , k t ó r y
l e g i t y m o w a ć się m o ż e dostatecznie silnie u g r u n t o w a n y m i podstawami t y c h
i d e a ł ó w , p o j a w i ł s i ę resentyment do t r a d y c j i nie w y ł ą c z a j ą c t r e ś c i r e l i ­
g i j n y c h . J e ś l i dodamy w y ł o n i e n i e się t r e ś c i z a c h o w a ń czy o g ó l n y c h k o n ­
cepcji ś w i a t o p o g l ą d o w y c h , j a k i e w procesie b u d o w n i c t w a socjalistycznego
starano s i ę o m i n ą ć , swoiste wreszcie miejsce M o n g o l i i w ś w i e c i e , sprzy­
j a j ą c e r o z l e g ł y m k o n t a k t o m , uzasadniony w y d a j e s i ę s ą d , że w k r a j u
t y m obserwujemy dziś (może bardziej w y r a z i ś c i e n i ż w j a k i m k o l w i e k
k r ę g u k u l t u r o w y m dalekowschodnim) k s z t a ł t o w a n i e się postaw w y r a ż a ­
j ą c y c h p l u r a l i z m ś w i a t o p o g l ą d o w y . N a l e ż a ł o b y p r z y t y m d o d a ć , że c z ę ­
sto nie jest o n dzielony m i ę d z y o k r e ś l o n e ś r o d o w i s k a , grupy, lecz j e d ­
noczy s i ę w w y o b r a ź n i k o n k r e t n y c h jednostek n i e z a l e ż n i e od i c h s p o ł e c z ­
nego statusu. N i e m u s i m y d o d a w a ć , że p l u r a l i z m ś w i a t o p o g l ą d o w y jest
zawsze i w s z ę d z i e w y r a z e m wysokiego stopnia t o l e r a n c j i ideowej, a po­
ś r e d n i o a k t y w n o ś c i czy głębi w poszukiwaniach (chłonności) n o w y c h f o r m
ż y c i a w e w n ę t r z n e g o , s k ł a d a j ą c e j się na charakter s p o ł e c z n e j (narodowej)
w y o b r a ź n i . W y d a j e s i ę t e ż , że w i e l e z przytoczonych danych o k r e ś l a
w j a k i e j ś mierze charakter tej w y o b r a ź n i . M o ż n a b y j ą c h a r a k t e r y z o w a ć
j a k o „ o t w a r t ą " w p r z e c i w i e ń s t w i e do „ z a m k n i ę t e j " , j a k a ł ą c z y s i ę c z ę ­
sto z t r a d y c j a m i k u l t u r o w y m i i n n y c h k r ę g ó w r e l i g i i ś w i a t o w y c h . J e ś l i
p r z y j ą ć ten wniosek, w ó w c z a s m o ż n a b y s u g e r o w a ć ciągłość k u l t u r o w ą ,
z a c h o d z ą c ą m i ę d z y a k t u a l n y m i p o p r z e d z a j ą c y m go u k ł a d e m z a l e ż n o ś c i .
Można by t u wymienić następujące układy odniesień strukturalnych:
1. W i e l o w ą t k o w o ś ć t r e ś c i l a m a i z m u a p l u r a l i z m
światopoglądowy

�CHÜN BAJNA

143

w s p ó ł c z e s n e g o s p o ł e c z e ń s t w a , co w y r a ż a się w znacznej t o l e r a n c j i ideo­
w e j , c h ł o n n o ś c i i o t w a r t o ś c i w stosunku do propozycji z z e w n ą t r z o d ­
m i e n n y c h a n i ż e l i t r e ś ć ż y c i a duchowego w s p ó ł c z e s n y c h M o n g o ł ó w .
2. Silne w i ę z i s p o ł e c z n e w w y m i a r z e najszerszym (naród, g r u p y te­
r y t o r i a l n e ) i n a j w ę ż s z y m (rodzina, jednostka), a w y r a ż a j ą c e się w g ł ę b o ­
k i m poczuciu g o d n o ś c i , p r z y w i ą z a n i u do ż y c i a w s u r o w y c h w a r u n k a c h ;
mocne u m i ł o w a n i e ziemi ojczystej, t r a d y c j i . A f i r m a c j a doczesności.
3. W y s o k o r o z w i n i ę t y system r e f l e k s y j n o ś c i z a r ó w n o w w a r u n k a c h
powszednich, j a k i s z c z e g ó l n y c h w obliczu p r z e c i w i e ń s t w n a t u r a l n y c h
i c y w i l i z a c y j n y c h z w i ą z a n y c h z r z e c z y w i s t o ś c i ą n a j n o w s z ą . Dystans do
p r z e c i w n o ś c i losu. W sytuacjach k r y t y c z n y c h b r a k b o j a ź n i . Realistyczny
stosunek do r z e c z y w i s t o ś c i (chiin
bajna).
4. T r w a ł o ś ć p r z e s ą d u jako p r z e j a w s t a ł y c h potrzeb ludzkich. W no­
w y c h w a r u n k a c h w y r a z d ą ż e ń n i e s z k o d l i w y c h społecznie, w z b o g a c a j ą c y c h
treść k u l t u r o w ą życia zbiorowości.
5. S w o i s t o ś ć statusu s p o ł e c z n e g o przewodnika duchowego (lamowie,
w szczególności duldujczini).
Niewystępowanie różnic kulturowych m i ę ­
dzy j e d n o s t k a m i s ł u ż ą c y m i sacrum a r z e s z ą z w i ą z a n ą z projanum.
Po­
dobny b r a k w y r a ź n i e j s z y c h ( j a k o ś c i o w y c h ) r ó ż n i c k u l t u r o w y c h m i ę d z y
masami a w s p ó ł c z e s n y m i p r z y w ó d c a m i i d e o w y m i . Integracja s p o ł e c z n a .
Wszystkie z w y m i e n i o n y c h o d n i e s i e ń s t r u k t u r a l n y c h — j e ś l i i c h nie
zakwestionujemy — p o ś w i a d c z a ł y b y ciągłość k u l t u r o w ą , h a r m o n i j n y roz­
w ó j . M o m e n t y te s t a n o w i ą w a r u n e k zawsze i w s z ę d z i e samoakceptacji
w w y m i a r z e ś w i a t o p o g l ą d u osobistego j a k t e ż zbiorowego, w y r a ż a j ą c
i d e a ł n a j w y ż s z e j rangi, j a k i m jest poczucie w o l n o ś c i .
F a k t e m t e ż jest, że Mongolia n a l e ż y do t y c h n i e l i c z n y c h w e w s p ó ł ­
czesnym ś w i e c i e k r a j ó w , w k t ó r y c h z a r ó w n o tubylec, j a k i przybysz
z z e w n ą t r z m a j ą m o ż l i w o ś c i odczucia, jeśli nie stanu w o l n o ś c i , to p r z y ­
najmniej swobody. N i e jest to w y n i k i e m tzw. zacofania cywilizacyjnego
ani t e ż tego, .że r o z l e g ł e przestrzenie tego k r a j u są w y j ą t k o w o s ł a b o za­
ludnione. Wydaje się, że to poczucie swobody z a w d z i ę c z a ć n a l e ż y d a w ­
niejszej i nowszej koncepcji ż y c i a t u w y k s z t a ł c o n e j , ale t e ż — jeśli nie
przede w s z y s t k i m — samym ludziom, o k t ó r y c h powiada A l f r e d K u b í n ,
że „ p r z e ż y l i swoje". D o r z u ć m y do t y c h s ł ó w u w a g ę , że dziś M o n g o ł o w i e
m i m o p r a w a do posiadania b r o n i palnej, co nie zdarza się w i n n y c h k r a ­
j a c h o p o d o b n y m u s t r o j u s p o ł e c z n y m , nie k o r z y s t a j ą z niej w k o n f l i k ­
tach m i ę d z y l u d z k i c h , a l b o w i e m takie k o n f l i k t y w y s t ę p u j ą w t y m k r a j u
bardziej n i ż sporadycznie, a w p e w n y c h rejonach nie s ą znane. N i e za­
bijaj — nakaz w stosunku do najdrobniejszych s t w o r z e ń — jest w M o n ­
g o l i i n o r m ą m o r a l n ą do dziś u z n a w a n ą powszechnie. I f a k t ten m ó g ł b y
p o s ł u ż y ć n a m j a k o kolejny w s k a ź n i k , szczególnie i s t o t n y dla naszych
r o z w a ż a ń o ciągłości k u l t u r o w e j , znaczenia poprzedniego systemu ideolo­
gicznego, j a k i m b y ł lamaizm.

�144

J A C E K OLĘDZKI

KHUN

BAYNA

Summary
Khün bayna — there is a man. With this phrase Mongolian shepherds call
the legendary dragon Loo, the master of heaven who wields, thunders. The ex­
clamation Khiin bayna, traditional with those shepherds, protects against being
struck by a lightning. It epitomizes the system of thought formed in the middle
part of the Asiatic continent. According with the verbal tradition, calling and
talking to supernatural beings, and to Loo among them, has been a privilege of
individuals occupying the highest positions in the stratification system of the old
Mongolian society. Only people of noble descent, the noyons, and the shamans
were expected to talk to Loo. The shepherds (arats) arrogated the privilege, cun­
ningly violating the social norm. However, their cunning was in a way legitimate,
for they observed the principle of not lying i n deception. Besides, underlying such
behavior was a proud feeling of individual dignity of the arats, situated by the
prevailing system of privileges on the lowest social positions and refused the
title to humanity.
The dialectic principle of thought of the arats as expressed in the khün bayna
custom is considered by the author as a broad frame of reference in the search
for structural relationships between the past and the dynamically changing Mon­
golian present. The changing scene involves the whole of the philosophy of life
of vast groups of the essentially shepherd society.
I n the introductory part, the vulgarly simplified criticism of Lamaism is reject­
ed. I n pre-revolutionary Mongolia, Lamaism offered a highly organized institu­
tional framework for spiritual life of the large population and it produced perma­
nently valid social and ideological values. Lamaism played an important role i n
the development of literature, art, abstract thought and ethical values. This opinion
finds confirmation in the writings of one of the best experts on the subject,
B. Hinchen. The most numerous class of the contemporary Mongolian nation, the
arats, draw their feeling of dignity from a spiritual store accumulated by the
lamaist religion.
I n the analytical part of the work, the author considers some selected indices
of ideological transformations occuring in contemporary life of the Mongolian
people. He uses unpublished materials collected during five research expeditions
of the Institute of Material Culture of the Polish Academy of Sciences. They have
been working from 1963 to 1968 under the leadership of Prof. Witold Dynowski.
The analysed indices are classified into the following groups of problems:
1) The contents and form of the cult of yurta altars as a source of understanding
of the functions and doctrines of Lamaism by the larger groups of Mongolian
population today. 2) Formation of the contemporary commemorative ritual practices.
3) Courage and fear: former and present types of behavior related to natural
phenomena (as exemplified by atmospheric discharges); permanence of the khün
bayna custom. 4) Permanence of superstitions, exemplified by practices related to
ovoo and by still vivid magical devices protecting against the demons
(chótgor
and savdag). 5) Contemporary institutions regulating the life of the masses: nadaam,
ulan bulan, ulan maykhan. Activity of the party apparatus. The basis of authority
of a party secretary in a somon as he takes part in the life of the shepherds. Case
stories of successful communication with the masses by duldooychins
(wandering
lamas) and contemporary ideaologieal leaders (somon party secretaries).

�145

CHÜN B A J N A

The author concludes that in contemporary Mongolia we can observe, perhaps
more conspicuously than in any other F a r Eastern setting the shaping of social
attitudes expressing ideological pluralism. It has always been coupled with a high
degree of tolerance and, indirectly, it motivates to active and profound search for
new forms of inner life as underlying the essential traits of a national imagina­
tion. The Mongolian mind can be described as open, in opposition to close systems
of thoughts and feelings typical for some of the cultures dominated by the inheritage of the main world religions, like Christianity or Islam. If we accept this
assumption, we can suggest a relationship between the system of. ideas actually
prevailing in Mongolia and the system preceding it. Then, the following structural
fields of reference could be proposed:
1. The multiple contents of Lamaism finds its counterpart in contemporary ideo­
logical pluralism of the Mongolian society as expressed i n its notable tolerance.
Outer influences, different from the officially promulgated spiritual values, are
welcome.
2. There are strong social links, both i n broad groups (the nation; groups i n ­
habiting large territories) and in small ones (family; individuals). They are express­
ed by deep feelings of dignity, affection for the severe way of life i n the wilder­
ness, love for the motherland and for tradition, full affirmation of earthly life.
3. There is a higly developed system of reflexive attitudes to everyday affairs
and to natural and civilizational emergencies. The Mongols can face hard facts
with reasonable distance. They do not show fear in critical situations. Their attitude
to reality is highly realistic, as it is reflected in the khiin bayna custom.
4. The permanence of superstitions embodies the stability of human needs. I n
the new social conditions, the superstitions reflect pursuits which are socially i n ­
nocent and apt to enrich the contents of formal collective behavior.
5. The social status of a lama as a spiritual leader, and in particular of a duldooychin, is quite peculiar. There are no qualitative social differences between
the servants of the sacrum and the profane population at large. Similarly, there
are no qualitative social differences between the masses and contemporary ideologi­
cal leaders. There is a high level of social integration.
Contemporary spiritual life of the Mongolian nation has room for permanent
ideological structures peculiar to it and closely related to the experiences of other
Far Eastern cultural settings.

Translated

10 — Etnografia Polska, XVII/2

by Piotr

Graff

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10958" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10936">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/34efbd680ddaf3d9fbc63ce012cfb17f.pdf</src>
        <authentication>cb6d95cd99e0c0c341b07c9eb1d41d1e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130633">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:801</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130634">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130635">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:736</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130636">
                <text>Materiały do "Alchemii gestów" / ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130637">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.2, s.59-80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130638">
                <text>Ciołek, Tadeusz Maciej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130639">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130640">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130641">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130642">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130643">
                <text>S

T

U

D

I

A

I

M

A

T

E

R

I

A

Ł

Y

„Etnografia Polska", t. X V I I , z. 2

T A D E U S Z M A C I E J CIOŁEK

MATERIAŁY DO „ALCHEMII GESTÓW"
N a gruncie j ę z y k a polskiego takie p o j ę c i e j a k „ g e s t " u ż y w a n e jest w i e ­
loznacznie. Po pierwsze oznacza ono p o s u n i ę c i a , k r o k i , czyny i s ł o w a w y ­
konane w s p o s ó b p o d n i o s ł y l u b dla z w r ó c e n i a u w a g i . M i a n e m w i ę c t y m
obdarza s i ę wszelkie obliczone na efekt zachowania, c z ę s t o k r o ć czcze, k o ­
t u r n o w e i p e ł n e konwenansu: s ą t o gesty wielkoduszne i rycerskie, gesty
ż y c z l i w e l u b przyjazne, gesty szerokie, j e d n a k ż e przede w s z y s t k i m t e a t r a l ­
ne i zdawkowe .
1

W d r u g i m znaczeniu s ł o w o „ g e s t " zaczyna b y ć w i ą z a n e z „ g e s t y k u l a ­
cją", „ m i m i k ą " , „ p o r o z u m i e w a n i e m się na m i g i " — a l b o w i e m odnoszone
jest t a k ż e do w i e l o k s z t a ł t u r u c h ó w , pozycji i z a c h o w a ń c i a ł a ludzkiego
d o k o n y w a n y c h dla t r a n s m i s j i najrozmaitszych i n f o r m a c j i w trakcie p r o ­
cesu w z r o k o w e j k o m u n i k a c j i .
P o d j ę t e r o z w a ż a n i a d o t y c z y ć b ę d ą drugiej ze w s p o m n i a n y c h przed
c h w i l ą sfer f a k t ó w , k t ó r a to&gt; sfera w c h o d z i w zakres t r a d y c y j n y c h b a d a ń
etnologii. P r z e c i e ż etnolog jest t y m w ł a ś n i e c z ł o w i e k i e m , k t ó r y w n a u ­
k o w y s p o s ó b daje w y r a z swemu n i e u s t a j ą c e m u z d u m i e n i u o c z y w i s t o ś c i a ­
m i dnia codziennego. Obecnie sfera ta cieszy się coraz w i ę k s z y m zainte­
resowaniem j ę z y k o z n a w s t w a o g ó l n e g o , etnosemiotyki, p a r a l i n g w i s t y k i i k i nezyki .
2

3

1

Z rzadka można jedynie zauważyć w ślad za „Trybuną Ludu" (nr 167: 1971),
że prasa np. jugosłowiańska „[...] nie rozpieszcza telewizji, unika kurtuazyjnych
gestów i ukłonów — także wobec twórców zagranicznych."
I w tym sensie używając słowa „gest" J . O l ę d z k i pisał o salutowaniu:
„Najczęstszą formą jest dłoń otwarta, wzniesiona lub przytknięta do skroni lub
czoła. Natomiast u nas przytyka się — jak wiadomo tylko dwa palce, wskazujący
i środkowy. Palec mały i serdeczny nie uczestniczą w tym geście, s ą one zgięte,
wyłączone od ceremonii, bo dociśnięte kciukiem do dłoni". Szukanie kciuka w ...
czkaniu i salutowaniu, „Argumenty", nr 42: 1970.
Por. R. L . B i r d w h i s t e l l , Kinesics, [...] International Encyclopedia of the
Social Sciences, 1962.
2

3

�60

T A D E U S Z M A C I E J CIOŁEK

Z a c z n i j m y w p i e r w od zarysowania d e f i n i c j i t y c h t r e ś c i k u l t u r o w y c h ,
k t ó r e z o s t a ł y historycznie u k s z t a ł t o w a n e dla c e l ó w poza j ę z y k o w e g o poro­
zumiewania się, a z w a n y c h potocznie „ g e s t a m i " .
„ U m ó w m y się nazywać gestem wszelką świadomą lub nieświadomą formę uze­
wnętrzniania przez człowieka jego w e w n ę t r z n e g o stanu, począwszy od najdrobniej­
szej zmiany wyrazu oczu, a skończywszy na ręce, która zamierzyła s i ę na wroga" .
„Gest — komunikowanie za pośrednictwem ruchów ciała, zwłaszcza jego gór­
nej części. Często używany przez osoby różnojęzyczne oraz jako technika wyrażania
emocji oraz artystycznych uczuć i myśli" .
„Gest społeczny — skrócony akt albo symboliczne wyobrażenie aktu użyte przez
aktora, który rozumie jego znaczenie albo spodziewa się, że inni będą je rozumieć,
albo odpowiedzą nań tak, jak on to czyni" .
„Gest — mimowolny niby, a jednak celowy ruch ciała, a szczególnie głowy,
rąk i nóg, wyrażający uczucia i myśli"
„Gest — ruch ciała towarzyszący mowie, podkreślający treść tego, o czym s i ę
mówi, czasami zastępujący m o w ę , skinienie, znak" .
„Gestykulacja — z łac. gestus — oznacza w ogóle ruchy ciała bądź o d b y w a j ą ­
ce się pod w p ł y w e m wzruszenia w e w n ę t z n e g o , bądź z góry obmyślane, wystudio­
wane i wykonane czy to przez artystów dramatycznych, czy przez m ó w c ó w , kazno­
dziejów lub też deklamatorów. Dobrze zastosowane do myśli i uczuć wypowiada­
nych, znakomicie podnoszą wrażenie, gra tu wielką rolę tak postawa ciała, jak też
1 wyraz twarzy, ruchy w s z a k ż e ramion i rąk najważniejsze mają znaczenie" .
4

5

e

7

8

9

P r z e g l ą d p o w y ż s z y c h s f o r m u ł o w a ń dokonany z o s t a ł zgodnie z prze­
ś w i a d c z e n i e m , że k a ż d ą z dotychczasowych koncepcji u c h w y c e n i a czy t o
d e s y g n a t ó w , czy to m o ż l i w y c h i c h f u n k c j i , z u ż y t k o w a ć m o ż n a j a k o m a t e ­
r i a ł do w ł a s n y c h u s t a l e ń . Z p r z e g l ą d u tego w y n i k a , że o b j ę t y p r ó b a m i
d e f i n i c j i z e s p ó ł zjawisk jest niejednorodny i w y m a g a w y r ó ż n i e n i a , a t a k ­
że o m ó w i e n i a n a s t ę p u j ą c y c h k a t e g o r i i g e s t ó w : 1 — gesty autystyczne,
2 — gestykulacja, 3 — pantomima, 4 — znaki gestyczne c z y l i gesty
właściwe.
P i e r w s z ą g r u p ą , z o m a w i a n y c h t u kolejno, s ą g e s t y
autystyczn e, owe n i e u ś w i a d o m i o n e sobie n a j c z ę ś c i e j r u c h y ciała, s t a n o w i ą c e dla
bacznego obserwatora z b i ó r z n a k ó w kompleksowych, niecelowych i j e d ­
nostronnych. Jest t o z b i ó r s y m p t o m ó w s t a n ó w psychofizycznych obserwo­
wanej osoby. Zachowania na pierwszy r z u t oka przypadkowe, banalne
i n i e z n a c z ą c e p o s i a d a j ą w istocie rzeczy s w ó j sens o d c z y t y w a l n y dopiero
w ó w c z a s , gdy s i ę zna w ł a ś c i w y dla danej g r u p y s p o ł e c z n e j , w a r u n k o w a n y
4

twórcy,
5

6

7

B

9

W. P u d o w k i n , System Stanisławskiego
w filmie, [w:] Warsztat
Warszawa 1954.
Ch. W i n n i с к, Dictionary of anthropology, Paterson 1964.
H. P. F a i r c h i l d , Dictionary of sociology, Ames 1959.
E . A. B a n a c h o w i e, Słownik mody, Warszawa 1962.
Słownik języka polskiego, Warszawa 1960.
Wielka encyklopedia powszechna ilustrowana, Warszawa 1900.

filmowego

�61

MATERIAŁY DO „ALCHEMII GESTÓW"

k u l t u r o w o „ j ę z y k c i a ł a ludzkiego". Z c a ł ą z n a j o m o ś c i ą tego zagadnienia
p i s a ł o n g i ś pustelnik, opat K a s j a n (ur. 360 — zm. 435), że „ D e m o n y w ś l i ­
z g i w a ć s i ę w nas n i e m o g ą . Z n a j ą nasze m y ś l i t y l k o poprzez i c h p r z e j a w y
z e w n ę t r z n e , poprzez nasze słowa, gesty, g r ę f i z j o n o m i i — k t ó r e i n t e r p r e ­
t u j ą tak, j a k m y t o c z y n i m y w stosunku do naszych b l i ź n i c h " .
Na z a ł o ż e n i u , iż w zachowaniu l u d z i i s t n i e j ą postrzegane zazwyczaj
p o d ś w i a d o m i e , l e d w o a r t y k u ł o w a n e s y m p t o m y , b a z u j ą w y w i a d y psycho­
logiczne , i n s t r u k c j e d l a a n k i e t e r ó w socjologicznych, a t a k ż e popularne
w t y g o d n i k a c h dla p a ń zapytania: „ C z y n i g d y nie z w r ó c i ł y ś c i e u w a g i na
to, j a k „ O N " zachowuje się p r z y stole? N i e chodzi t y m razem o zasady
dobrego w y c h o w a n i a , ale o drobne gesty i n a w y k i , d z i ę k i k t ó r y m m o ż e m y
lepiej p o z n a ć charakter partnera". Wszystko to ś w i a d c z y , ż e nie m a n i c
bardziej praktycznego' nad dobrze s k o n s t r u o w a n ą t e o r i ę .
1 0

u

D r u g ą w i e l k ą g r u p ę g e s t ó w stanowi dwojakiego rodzaju g e s t y k u ­
l a c j a . A w i ę c , po pierwsze, „ g e s t y k u l a c j a codzienna" rozumiana j a k o
bogaty repertuar c z ę ś c i o w o t y l k o u ś w i a d o m i o n y c h , spontanicznych r u c h ó w
ciała s t a n o w i ą c y c h środek w s p o m a g a j ą c y i u w y r a ź n i a j ą c y ekspresję sło­
w a m ó w i o n e g o ' . K a ż d y j ę z y k etniczny posiada s w ó j o d r ę b n y s t y l gesty­
k u l a c j i codziennej t o w a r z y s z ą c y m o w i e , czyli o g ó ł o w i z n a k ó w w y d a w a ­
n y c h przez aparat g ł o s o w y ludzi, s t y l , k t ó r y n a b y w a n y jest w r a z z p r z y ­
swajaniem z n a j o m o ś c i danego j ę z y k a .
12

1 3

O doniosłości „ g e s t y k u l a c j i codziennej" ś w i a d c z ą szacunkowe oblicze-

10

Por. studium zachowań ludzi w kasynie gry zawarte w powieści S. Z w e ig a, 24 godziny z życia kobiety, Warszawa 1968. ,,[...] Wszystkiego można dowie­
dzieć się z [...] rąk, ze sposobu, w jaki czekają, zgarniają, zawisają w powietrzu.
Chciwcy chwytają jak w szpony, marnotrawcy przesiewają między palcami, wy­
rachowani sięgają bez pośpiechu, zrozpaczeni — z jawnym drżeniem. Różnorodne
charaktery ujawniają się błyskawicznie w tym geście brania w posiadanie pienię­
dzy [...] znany to truizm: charakter człowieka ujawnia się w grze, ale jeszcze bar­
dziej zdradzieckie są ręce [...]".
M. in. badania nad n i e ś w i a d o m y m ujawnianiem się konfliktów psycho­
logicznych poprzez gesty autystyczne omawia praca: M. H. K r o u t,
Autistic
Gestures: An experimental
study in symbolic movement, „Psychological Mono­
graphs", nr 208: 1935.
W ten sposób mickiewiczowski „rejent Bolesta, który jak wiadomo bardzo
lubił gesta, rozstawił nogi, jakby na konia wskakiwał, potem galop udając, powoli
się kiwał", podobnie też posiłkował się swymi rękami osiemnastowieczny Polak
w Paryżu, który w s p o m i n a ł : „[...] słowa moje mało co były zrozumiałe, przeto
dodawałem do nich gestów, które by więcej wyrozumiałości dodawały".
Badania empiryczne wykazują, że niedawni imigranci-Żydzi z Europy Środ­
kowej oraz Włosi operują odmiennymi, bardzo specyficznymi wzorami „gestyku­
lacji codziennej". Ich dzieci, natomiast, urodzone w Ameryce nie przejawiają prawie
wcale śladów gestykulacji — przejęły bowiem zupełnie amerykański sposób ge­
stykulowania. Prof. D. E f f r o n , Gesture and Environment, New York 1941.
11

1 2

1 3

�62

T A D E U S Z M A C I E J CIOŁEK

n i a d o t y c z ą c e k o m u n i k o w a n i a się l u d z i w b e z p o ś r e d n i e j
s ł o w a n i o s ą ze s o b ą ok. 7 % i n f o r m a c j i ,

rozmowie.

Otóż

p o z o s t a ł e 9 3 % p r z y p a d a na gesty­

k u l a c j ę , z n a k i gestyczne, gesty autystyczne oraz i n t o n a c j ę i akcent g ł o s u .
O c z y w i ś c i e s ł u c h a j ą c r a d i a czy t e l e f o n u c a ł o ś ć i n f o r m a c j i

o t r z y m u j e m y za

p o ś r e d n i c t w e m s ł ó w oraz i c h b r z m i e n i a , co s t a n o w i o z a u w a ż a l n y m zubo­
ż e n i u o t r z y m y w a n y c h k o m u n i k a t ó w , j e ś l i p o r ó w n a się j e z w a l o r a m i k o n ­
t a k t ó w t w a r z ą w twarz.
Nieco' i n n a jest „ g e s t y k u l a c j a
na

bazie g e s t y k u l a c j i

dnia

sceniczna", k o n s t r u o w a n a przez a k t o r a

codziennego, w

sposób

rozmaicie

wyrazisty

i s t e r e o t y p o w y , z a l e ż n i e od tego, czy przeznaczona jest n a u ż y t e k f i l m u ,
TV,

czy

t e a t r u . Zawsze j e d n a k jest t w o r z o n a ś w i a d o m i e

dla

wyrażenia

o s o b o w o ś c i i s t a n ó w psychofizycznych o d t w a r z a n e j przez a r t y s t ę postaci.
Aktor

jest r ó w n o c z e ś n i e

podmiotem działającym

s z t u k ę , j a k i t w o r z y w e m tej s z t u k i
Następną,

trzecią

grupą

1 4

gestów

jest

gdyż bezgłośny,

tworzącym

rozumiana

ruchy ciała s t a n o w i ą c e

ś r o d e k ekspresji. Z p u n k t u w i d z e n i a

o b y d w a rodzaje p a n t o m i m y : c o d z i e n n ą
1 4

przez t o

pantomima,

jako świadomie wypracowane i u ż y t k o w a n e
łączny,

i

.

oraz s c e n i c z n ą

1 5

należy

tu
wy­

semiotyki
zaliczyć

Pewien recenzent („Ameryka", nr 1) notuje: „Belafonte, który nazywa siebie
»aktorem pieśm« wykonuje swe piosenki z pełną wyrazu dramatyczną siłą, po­
sługując się nie tylko głosem, lecz również grą oczu, rąk, ramion i c a ł e g o ciała.
I to właśnie czyni jego styl naprawdę odrębnym".
Jeśli chodzi o pantomimę codzienną, to „jeżeli z jakiejkolwiek przyczyny
ludzie nie mogą s i ę rozmówić słowami ust, zaczynają m ó w i ć ruchami [...] Każdy
z czytelników umiał od dzieciństwa prowadzić rozmowę w ten sposób, mniej lub
w i ę c e j wprawnie. P o m y ś l m y przypadek prosty. Chłopiec otwiera drzwi do pokoju,
brat jego, siedzący tam, daje mu znaki, aby z a c h o w y w a ł się spokojnie, gdyż ojciec
śpi: wówczas, chłopiec objaśnia go znakami, że przyszedł po klucz od kuferka,
na co brat odpowiada innymi, że klucz jest w kieszeni jego odzienia wiszącego
w przedpokoju, wreszcie wyrazistym gestem każe mu odejść i zamknąć drzwi cicho
za sobą" (E. B. T a y l o r , Antropologia, Warszawa 1923, s. 113).
Pantomima sceniczna, jako środek ekspresji artystycznej może osiągać szczyty
doskonałości, tym bardziej że w w ą s k i c h ramach sceny, jak w diafragmie aparatu
fotograficznego, w ciszy, rośnie i potęguje się wymowa każdego ruchu. „I tak np.
Lukian w swoim „Dialogu o tańcu" opisuje zdarzenie, w którym filozof Demetrios
zarzucał tancerzowi (pantomimowi), że w widowisku odgrywa on rolę drugorzędną,
że bez ś p i e w u chóru, dźwięków aulosu i syryngi, bez pięknej maski i wspania­
łych szat, gesty jego byłyby niezrozumiałe. I odrzucił ó w tancerz wszystkie upięk­
szające dodatki i sam tylko przedstawiał obrazowo tajemną schadzkę Afrodyty
i Aresa, wykrycie ich przez Heliosa, zasadzkę Hefajstosa, złowienie obojga w sieci,
następnie chwilę, w której bogowie s i ę zbiegają i patrzą na w i n o w a j c ó w , za­
wstydzenie Afrodyty, trwogę i błagania Aresa. Pantomim przedstawił to wszystko
tak jasno i wyraziście, że zachwycony Demetrios zawołał: Cudowny człowieku, prze­
cież j a nie tylko w i d z ę to, co ty czynisz, ale ja to słyszę, mam wrażenie, że ty
potrafiłbyś m ó w i ć samymi tylko rękami." (L. G ó r e c k i , Wielcy
pantomimowie
starożytności,
„Scena", nr 10: 1971).
1 5

�MATERIAŁY DO „ALCHEMII GESTÓW"

63

do z e s p o ł u z n a k ó w o p t y c z n y c h u m o t y w o w a n y c h , to jest t a k i c h , k t ó r y c h
f o r m a p o c i ą g a za s o b ą p r z y c z y n o w o u odbiorcy p r z e ż y c i a s t a n o w i ą c e t r e ś ć
znaków .
1 6

D o ostatniej, czwartej g r u p y g e s t ó w zaliczam c a ł o k s z t a ł t ś w i a d o m i e
w y k o n y w a n y c h r u c h ó w ciała, owe z n a k i g e s t y c z n e s p e ł n i a j ą c e r o ­
lę s y g n a ł ó w p r z y n a l e ż n y c h do s y s t e m ó w z a m k n i ę t y c h oraz o t w a r t y c h .
Gesty te p r z y j ę t e s ą przez k o m u n i k u j ą c e s i ę strony dla przekazania do­
w o l n i e z r ó ż n i c o w a n y c h i n f o r m a c j i o ś w i e c i e z e w n ę t r z n y m b ą d ź o prze­
ż y c i a c h w e w n ę t r z n y c h . S ą t o z n a k i b a z u j ą c e na materiale w c i ą ż k r e o w a ­
n y m przez gestykulacje i p a n t o m i m y dnia codziennego. T e n n a j c z ę s t s z y ,
powszedni m a t e r i a ł gestyczny b y w a w ł ą c z a n y przez d a n ą g r u p ę s p o ł e c z n ą
do r e p e r t u a r u akceptowanych przez n i ą t r e ś c i k u l t u r o w y c h . P e ł n i ą c t a m
funkcje i n f o r m a c y j n e b ą d ź socjotechniczne, ulega procesowi s p o ł e c z n e j
o b i e k t y w i z a c j i i w ó w c z a s , zdolny r o z s z e r z a ć s i ę przestrzennie, m o ż e o d ­
d z i a ł y w a ć na t r e ś c i k u l t u r o w e i n n y c h grup.
1 7

1 S

Klasa z n a k ó w gestycznych, c z y l i g e s t ó w w ł a ś c i w y c h , nie jest jedno­
lita, lecz rozpada s i ę na d w i e w i e l k i e sfery g e s t ó w : gesty socjotechniczne
oraz gesty i n f o r m u j ą c e .
F u n k c j a g e s t ó w socjotechnicznych polega na n a w i ą z y w a n i u , p o d t r z y ­
m y w a n i u i u n i c e s t w i a n i u najrozmaitszych t y p ó w w i ę z i s p o ł e c z n y c h . I t a k
na p r z y k ł a d oddawanie h o n o r ó w przez salutowanie (por. przypis n r 2)
w w o j s k u jest z e w n ę t r z n ą o z n a k ą d y s c y p l i n y i s p o i s t o ś c i oraz k o l e ż e ń ­
stwa, a t a k ż e w y r a z e m szacunku dla p r z e ł o ż o n y c h i starszych. Gesty
socjotechniczne w r a z z w y p o w i a d a n y m i s ł o w a m i , zazwyczaj ściśle o k r e ­
ślonymi, współtworzą r d z e ń wszelkich zwyczajów, czyli zespołów nie­
p r z y p a d k o w y c h z a c h o w a ń z b i o r o w o ś c i i jednostek .
1 9

Natomiast gesty i n f o r m u j ą c e , k l a s y f i k o w a n e tak ze w z g l ę d u na i c h do­
m i n u j ą c ą funkcję semantyczną, służą wzajemnemu komunikowaniu się
!G

Por. T. M i l e w s k i , Językoznawstwo,
Warszawa 1969, s. 15.
" Tamże, s. 17-18.
&gt; O mechanizmie selekcji i scalania treści kulturowych w zespoły pisze
J . S. B y s t r o ń (Kultura ludowa, Warszawa 1947).
Por. J . O l ę d z k i . Szukanie serdecznego palca.
Zwyczaj mówienia
„Tak"
i „Nie", „Argumenty", nr 32: 1970. Znakomity przykład zwyczaju jako całości
spójnej, komunikatywnej dla otoczenia i powiązanej ściśle z całością określonej
kultury zbiorowości lub jednostki, podaje fragmenty książki J . W e y s s e n h o f f a,
Żywot
i myśli Zygmunta Podfilipskiego
(Warszawa 1898, s. 91-92): „Trzeba było
widzieć stopniowaną serię jego ukłonów, uśmiechów i uściśnięć rąk. Bystry spostrzegacz, gdyby nie znał warszawskiego »towarzystwa«, mógłby ułożyć całą jego
hierarchię i budżet, patrząc na pana Zygmunta [...] Pieniądzom bez nazwiska kła­
niał się Podfilipski poważnie, długim, sztywnym poruszeniem niepokalanego cy­
lindra. Nazwiska bez pieniędzy w i t a ł ukłonem, wyrażającym jakby litosne w s p ó ł ­
czucie. Dopiero gdy [...] zeszło się nazwisko z pieniędzmi i to w osobie ładnej
kobiety, pan Zygmunt przesadzał w finezjach swego wybornego wychowania."
э

19

�64

T A D E U S Z M A C I E J CIOŁEK

2 0

w s z ę d z i e t a m , gdzie nie m o ż n a p o s ł u ż y ć s i ę g ł o s e m . K a ż d y k o d t a k i c h
i n f o r m u j ą c y c h z n a k ó w gestycznych „ p o s i a d a l e k s y k ę (zasób e l e m e n t ó w
k o n s t r u k c y j n y c h ) , s y n t a k s ę ( a r s e n a ł dozwolonych ś r o d k ó w k o n s t r u o w a n i a
informacji) i s e m a n t y k ę . R o l ą s e m a n t y k i jest o c z y w i ś c i e „ ł ą c z y ć n i e w i ­
d z i a l n y m i n i ć m i pewne i n f o r m a c y j n e e l e m e n t y k o d u i konstruowane
w n i m informacje z o d n o ś n y m i f r a g m e n t a m i r z e c z y w i s t o ś c i " . I t a k ze
w z g l ę d u na to, że maska z gazy u t r u d n i a c h i r u r g o w i w trakcie operacji
wydawanie poleceń głosem, w n i e k t ó r y c h zespołach chirurgicznych ustalił
się zwyczaj porozumiewania s i ę c h i r u r g a z i n s t r u m e n t a r i u s z k ą p r z y pomo­
cy u m o w n y c h g e s t ó w r ę k i ( o z n a c z a j ą c y c h odpowiednio n o ż y c z k i , kleszczy­
k i , i m a d ł o do szycia itd.), c o znakomicie u ł a t w i a w s p ó ł p r a c ę w sytuacjach,
k i e d y liczy s i ę k a ż d a sekunda.
2 1

W t y m momencie m o ż n a z a k o ń c z y ć r o z w a ż a n i a w s t ę p n e , p r z y s t ę p u j ą c
dalej do szkicowego u p o r z ą d k o w a n i a danych t y c z ą c y c h s i ę d w ó c h w s p ó ł ­
c z e ś n i e stosowanych s y s t e m ó w g e s t ó w i n f o r m u j ą c y c h . T a k w i ę c niniejsze
m a t e r i a ł y do „ A l c h e m i i g e s t ó w " o m a w i a j ą szkolne i w i ę z i e n n e alfabety
daktylograficzne oraz gesty u ż y w a n e dla w y m i a n y i n f o r m a c j i m i ę d z y szo­
f e r a m i s a m o c h o d ó w a z a t r z y m u j ą c y m i pojazdy autostopowiczami. Obydwa
k o d y u ż y t k o w a n e i u t r z y m y w a n e s ą p r z y ż y c i u przez m a ł e , nieformalne
g r u p y . T r e ś c i k u l t u r o w e k o n s t y t u u j ą c e r o z p a t r y w a n e t u systemy z n a k ó w
z a c z e r p n i ę t e z o s t a ł y z i n n y c h , znacznie szerszych u k ł a d ó w i zaadoptowane
do potrzeb o w y c h efemerycznych n i e k i e d y g r u p ludzkich, k t ó r y c h część
czasami s t a n o w i m y . Jest to p o w ó d , k t ó r y m i m o w s z e l k i c h i s t o t n y c h r ó ż n i c
m i ę d z y o m a w i a n y m i kodami, u s p r a w i e d l i w i a o m ó w i e n i e i c h w ramach
jednego szkicu.

A L F A B E T Y DAKTYLOGRAFICZNE — ARGOT

S Z K O L N Y I WIĘZIENNY

Podobnie j a k j ę z y k i etniczne, k t ó r e powszechnie i o g ó l n o n a r o d o w o sto­
sowane w m o w i e i p i ś m i e w postaciach l i t e r a c k i c h p o s i a d a j ą r ó w n o c z e ś n i e
swe g w a r y i ś r o d o w i s k o w e ż a r g o n y , t a k i d a k t y l o g r a f i c z n y alfabet w y p r a ­
c o w a n y na u ż y t e k g ł u c h o n i e m y c h przejawia s i ę n i e k i e d y w postaci specy­
ficznego szkolnego l u b w i ę z i e n n e g o argot.
Idea alfabetu daktylograficznego polega na p r z y p o r z ą d k o w a n i u k o l e j ­
n y m l i t e r o m a b e c a d ł a o d p o w i e d n i c h z n a k ó w gestycznych. Ta zasada k o n -

2 0

Systemami mniej lub bardziej jednoznacznych znaków gestycznych w Pol­
sce posługują s i ę : kierowcy samochodów, autostopowicze, płetwonurkowie, trese­
rzy psów, milicjanci służby ruchu, dowódcy pododdziałów piechoty, więźniowie,
myśliwi, uczniowie w szkołach, sędziowie sportowi, głuchoniemi, operatorzy dźwi­
gów, chirurdzy, wreszcie operatorzy reflektorów i kamer telewizyjnych.
H. G r e n i e w s k i , Informacja nasza powszednia, „Kultura", nr 31: 1971.
21

�MATERIAŁY DO „ALCHEMII GESTÓW"

65
2 2

s t r u k c y j n a d o t y c z y ć m o ż e w n i e k t ó r y c h sytuacjach t a k ż e i c y f r .

Sfor­

m u ł o w a n a t a k l e k s y k a i syntaksa k o d u daktylograficznego u m o ż l i w i a c a ł ­
k o w i t ą a d a p t a c j ę r e g u ł s k ł a d n i o b o w i ą z u j ą c e j na gruncie k o d u e t n i c z n y c h
j ę z y k ó w pisanych. W t e n s p o s ó b sygnalizowanie k o l e j n y c h z n a k ó w gestycznych, o d p o w i a d a j ą c y c h l i t e r o m danego t e k s t u , u m o ż l i w i a p r z e s ł a n i e

do­

w o l n e j i k o m p l e t n e j w i a d o m o ś c i do o d b i o r c y , r ó w n i e skutecznie, j a k

za

p o m o c ą szkolnej „ ś c i ą g a w k i " czy w i ę z i e n n e g o „ g r y p s u " (tajnego

2 3

listu) .

Jest t o zatem z p u n k t u w i d z e n i a s e m i o t y k i o t w a r t y system z n a k ó w .
P r ó b u j ą c u s y s t e m a t y z o w a ć posiadane i n f o r m a c j e na t e m a t miejsca, cza­
su, sposobu w y u c z e n i a s i ę przez i n f o r m a t o r a oraz u ż y t k o w a n i a zarejestro­
w a n y c h przeze m n i e a l f a b e t ó w gestycznych o t r z y m u j e m y n a s t ę p u j ą c e

ze­

stawienie (ryc. 1):
1. Gdańsk, 1949-1951, wyuczony i użytkowany w koedukacyjnej szkole podstawo­
wej, w klasie V I i V I I wskutek instrukcji kolegów. System nieznany nauczycielom
używany był do podpowiadania na lekcjach.
2. Zakopane, 1953-1959, wyuczony samorzutnie przez obserwację kolegów w m ę ­
skim internacie prowadzonym przez zakonnice. Według informatora system znaków
miał podobno przywędrować wraz z ludźmi z powstania warszawskiego 1944, po­
wiązanych z konspiracyjnymi oddziałami Szarych Szeregów. System znany był
zakonnicom-wychowawczyniom, nieznany jednakże matce przełożonej. Gesty rzadko
stosowane w szkole, najczęściej u ż y w a n e były w zabawach dla przekazania „ce­
prom" informacji tak, aby nie były rozumiane przez rówieśników „górali", co
satysfakcjonowało użytkowników kodu gestycznego.
3. Warszawa, 1956-1959, wyuczony samorzutnie i użytkowany w koedukacyjnej
szkole podstawowej do podpowiadania na lekcjach historii, geografii i biologii („lite­
rowano" nazwiska, miejscowości, nazwy zwierząt — w sposób najprawdopodobniej
nieznany nauczycielom).
4. Warszawa, 1958-1962, w y m y ś l o n y przez informatora i użytkowany przez uczniów
koedukacyjnej szkoły podstawowej, nieznany nauczycielom. System używany
był
do podpowiadania jako sposób wspomagający podpowiedzi ustne.
5. Warszawa, wyuczony samorzutnie w czasie wycieczek dzieci głuchoniemych z har­
cerską drużyną (znaki te u ż y w a n e były przez nie do kontaktów z dziećmi zdro-

2 2

Ogólną tego typu ideę w sposób groteskowy rozwija E . N i z i u r s k i
(Nie­
wiarygodne przygody Marka Piegusa, Warszawa 1967): „Musisz s i ę tego nauczyć.
Dyżurni zawsze podpowiadają mi moim specjalnym szyfrem fizjologicznym. Z a ­
pamiętaj sygnały. Dotknąć czoła znaczy »jeden«, dotknąć nosa — »dwa«, dotknąć
brody — »trzy«, dotknąć ucha — »cztery«, nadąć policzki — »pięć«, zrobić ryjek —
»sześć«, zęby wyszczerzyć — »siedem«, język pokazać — »osiem«, kaszlnąć — »dziewięć«, ziewnąć »zero«, drapać się jedną ręką — »odjąć«, drapać s i ę dwoma —
»dodać«, pięść pokazać — »pomnożyć«, dwie pięści pokazać — »podzielić« [...]".
Nic w i ę c dziwnego, że wg informatora, który o d b y w a ł karę więzienia w Siedl­
cach, przekazywanie wiadomości alfabetem daktylograficznym nazywano „grypso­
waniem" lub „pisaniem". Inne gwarowe nazwy występujące w Polsce to „łapki",
»grypsera", „grypsera na łapkach", „nawijka", „różaniec".
2 3

5 — Etnografia Poiska, XVII/2

�66

T A D E U S Z M A C I E J CIOŁEK

�MATERIAŁY DO „ALCHEMII

GESTÓW"

67

���inne powtórz pomyłka koniec Х

-

X

X

X

X

X

X

X

luk)

X

X

X

••о

X
X

о

м

X

1
X

X

&gt;&lt;

• -о

X
X
X
хотою

м

OJ

• -о

Язь

СП

Язь
X
raiovw z s n a a v i

sš

С*

X
0¿

�71

MATERIAŁY DO „ALCHEMII GESTÓW

wymi), następnie wykorzystany został w 1968 w X I klasie żeńskiego liceum ogólno­
kształcącego, gdzie był świadomie rozpropagowany do podpowiadania na lekcjach.
Nieznany nauczycielom, posługiwano się nim także sporadycznie w kawiarni do
rozmów między odległymi stolikami.
6. Siedlce, 1969-1970, wyuczony wskutek instrukcji współwięźniów. System znaków
określony jako „pisanie", „grypsowanie", wg informatora ma być identyczny z alfa­
betami głuchoniemych. U ż y w a n y do rozmów przez okna cel, także do r o z m ó w na
dziedzińcu w i ę z i e n n y m oraz do przekazywania wiadomości, próśb o papierosy itp.
ludziom na ulicy, widzianym z wysokości okna więziennego.
7. Rzym, system znany podobno powszechnie i współcześnie w całych Włoszech,
wg informatora Włocha stosowany do rozmów z okien ponad szerokimi ulicami
oraz w czasie zabaw dziecięcych na ulicy.
C z y n n i k ó w s t a n o w i ą c y c h o u ż y t k o w a n i u a l f a b e t ó w gestycznych d u b l u ­
j ą c y c h i z a s t ę p u j ą c y c h m o w ę jest k i l k a . A w i ę c u ż y w a się i c h ze w z g l ę d u
na p o t r z e b ę zachowania s k r y t o ś c i f a k t u i n f o r m o w a n i a i k o n i e c z n o ś ć zacho­
w a n i a t a j n o ś c i przekazywanej t r e ś c i . Jest t o nadzwyczaj w a ż n e
dla u c z n i ó w w t r a k c i e p o d p o w i a d a n i a sobie w szkole, j a k i dla

zarówno
więźniów,

gdy u s i ł u j ą u z g o d n i ć zeznania, u s t a l i ć s p o s ó b p r z e s ł a n i a g r y p s u , p o z y s k a ć
papierosy czy wreszcie z o r g a n i z o w a ć j a k i k o l w i e k
k i e m jest k o n i e c z n o ś ć n a w i ą z a n i a
dystanse p r z e r a s t a j ą c e

spisek. I n n y m

i utrzymania efektywnej

skuteczne u ż y c i e g ł o s u

2 4

czynni­

łączności

na

. Wreszcie swobodne,

bo

tajne, k o m u n i k o w a n i e s i ę w b r e w r e g u l a m i n o m b ą d ź t e ż w o b e c n o ś c i o s ó b
w r o g i c h czy p o s t r o n n y c h jest dla u ż y t k o w n i k ó w k o d u z n a k ó w gestycznych
ź r ó d ł e m satysfakcji

2 4

2 5

.

M o w ę normalnie głośną słyszymy z odległości ok. 30 m, szept z odległości
6-7 m. „Kontakty zewnętrzne za pomocą kodu »łapki« dochodzą do skutku, gdy
okna pawilonu więziennego w y c h o d z ą na ulicę lub gdy można je dojrzeć z ze­
wnątrz (nie s ą zasłonięte wysokim murem). Osoby kontaktujące się z w i ę ź n i e m
porozumiewają się z nim, stojąc w oknie na wysokim piętrze lub na dachu budynku
w pobliżu więzienia. Przy »nadawaniu« na w i ę k s z e odległości zachodzi czasem
potrzeba kilkakrotnego powtarzania jednej litery. Dla osiągnięcia lepszej widocz­
ności kontaktujący się z w i ę ź n i e m ubierają się często w ciemne ubranie i jasne
rękawiczki". (J. M o r a w s k i ) , Gestowe i mimiczne kody przestępców, „Problemy
Kryminalistyki", nr 58: 1965). Ten sam autor, o m a w i a j ą c komunikowanie s i ę w i ę ź ­
n i ó w między sobą, pisze: „[...] porozumiewają s i ę wspólnicy osadzeni w związku
z jedną sprawą, kobiety z mężczyznami osadzonymi w sąsiednich pawilonach, spa­
cerujący — z przebywającymi w celach. Na spacerze w i ę ź n i o w i e »nadają« trzyma­
jąc ręce na wysokości pasa i wykorzystując każdą chwilę nieuwagi strażnika. Po­
trafią n a d a w a ć alfabet z każdej pozycji, nawet trzymając ręce z tyłu."
Nielegalne kontakty w więzieniach stanowią ok. 30% wszystkich wykroczeń
regulaminowych. G w a ł t o w n y rozwój kodów gestycznych i mimicznych w więzieniach
datuje s i ę na okres tendencji do izolowania od siebie w i ę ź n i ó w w pojedynczych
celach oraz przy wprowadzaniu zakazu używania mowy w czasie pracy. Por.
J . M o r a w s k i , Z problematyki nielegalnych kontaktów
—- porozumiewanie
się
w więzieniu, „Przegląd Penitencjarny", nr 1(5): 1965.
2 5

�72

T A D E U S Z M A C I E J CIOŁEK

W t e n s p o s ó b gest zrazu i n f o r m a c y j n y nabiera w a l o r ó w socjotechnicz­
n y c h , a l b o w i e m staje s i ę w y r a z e m s o l i d a r n o ś c i p o s ł u g u j ą c y c h s i ę n i m l u ­
dzi, a j e d n o c z e ś n i e t a k ż e w y r a z e m p r z y n a l e ż n o ś c i do w ą s k i e j g r u p y w t a ­
jemniczonych, a w i ę c o s ó b zaufanych.
F a k t e m u j a w n i a j ą c y m s i ę dopiero p r z y p o r ó w n y w a n i u m a t e r i a ł ó w o d ­
n o s z ą c y c h s i ę do a l f a b e t ó w daktylograficznych, u ż y t k o w a n y c h w r ó ż n y c h
p u n k t a c h P o l s k i na przestrzeni m i n i o n y c h ostatnich 20 lat, jest i c h w i e l k i e ,
wzajemne p o d o b i e ń s t w o . D o t y c z y t o z a r ó w n o rejestrowanych przeze m n i e
serii a l f a b e t ó w „ s z k o l n y c h " , j a k i alfabetu „ w i ę z i e n n e g o " .
P o d o b i e ń s t w o zawiera s i ę n i e t y l k o w i d e n t y c z n o ś c i d u ż e j części u ż y ­
w a n y c h g e s t ó w , ale t a k ż e i w t y m , ż e w p r z e w a ż a j ą c e j liczbie w y p a d k ó w
s t a n o w i ą one d o s ł o w n ą i m i t a c j ę graficznego w y g l ą d u z n a k ó w d r u k a r s k i c h
p r z y j ę t y c h d l a j ę z y k a polskiego.
Z a t e m wszystkie prezentowane t u alfabety s t a n o w i ą c o ś znacznie w i ę ­
cej, n i ż z w y k ł ą s u b k u l t u r o w ą m u t a c j ę k s z t a ł t u g e s t ó w z a p o ż y c z o n y c h od
głuchoniemych. Zmieniają bowiem ich pierwotną funkcję substytutu ż y ­
w e j m o w y , u p o d o b n i a j ą c s i ę w s w y m charakterze
do p o d r ę c z n e g o (do­
s ł o w n i e ) telegrafu semaforowego. A fakt, że u ż y t y przed c h w i l ą t e r m i n
w s w o i m g r e c k i m ź r ó d ł o z n a w s t w i e u k r y w a nieoczekiwanie s w ó j sens n a j ­
dawniejszy (sema = znak + p h o r ó s = n i o s ą c y ) , zamyka t e n fragment roz­
ważań misterną klamrą.
2 e

2 7

G R A A U T O S T O P O W Y C H GESTÓW

K o d g e s t ó w u ż y w a n y c h z okazji t u r y s t y k i autostopowej, p o l e g a j ą c e j na
n i e o d p ł a t n y m k o r z y s t a n i u z n a p o t y k a n y c h s a m o c h o d ó w za z g o d ą i c h k i e ­
r o w c ó w , u k s z t a ł t o w a ł s i ę w r a z z upowszechnieniem t r a k c j i samochodowej.
W latach t r z y d z i e s t y c h sfera p r a k t y k i i t e o r i i g e s t ó w autostopowych b y ł a
j u ż na t y l e r o z w i n i ę t a , ż e z o s t a ł a u j a w n i o n a i s p o ł e c z n i e zaakceptowana
na u ż y t e k k a ż d e g o nowoczesnego m ę ż c z y z n y ż y j ą c e g o w U S A .
2 8

2 6

Z badań J . M o r a w s k i e g o (Z problematyki...) wynika, że we wszystkich
więzieniach w Polsce u ż y w a n y jest jeden system alfabetu daktylograficznego, uzu­
pełniany „migami", tj. znakami zastępującymi całe, wyrazy. Na podstawie w ł a s ­
nych materiałów mogę stwierdzić, że między kodem daktylograficznym u ż y w a n y m
w roku 1952 w obozie pracy OP 1 w Warszawie, a systemem u ż y w a n y m w roku
1.969 w w i ę z i e n i u w Siedlcach zachodzą minimalne różnice.
Użytkowane są nie tylko kombinacje palców rąk, jak to ma miejsce w jedno­
ręcznych systemach daktylograficznych dla głuchoniemych, ale i także, znakomicie
zwiększające czytelność komunikatów, gesty przedramienia oraz głowy. Znamienne
jest również dodatkowe użytkowanie znaków gestycznych dla sygnalizacji s ł ó w
typu: „pomyłka", „koniec wyrazu", „powtórz".
W fabularnym filmie pt. „It happened one night" (1934, reż. F . Capra) z Clark
Gable'em w roli głównej.
2 7

2 8

�MATERIAŁY DO „ALCHEMII GESTÓW"

73

Zarejestrowana na obszarze P o l s k i leksyka omawianego k o d u s k ł a d a
się z 28 z n a k ó w u ż y w a n y c h dla porozumiewania się w h a ł a s i e silnika po­
przez s z y b ę p ę d z ą c e g o samochodu na d o ś ć znaczne czasem odległości. Ge­
sty te z a s t ę p u j ą c a ł e w y r a z y , a nawet całe konstrukcje zdaniowe. A zatem,
j e ś l i p o r ó w n a ć ze sposobami porozumiewania się g ł u c h o n i e m y c h , k o d ge­
s t ó w autostopowych odpowiada nie alfabetom d a k t y l o g r a f i c z n y m , lecz sy­
s t e m o w i „ m i g ó w " . K o d t w o r z ą d w i e serie p o d s t a w o w y c h g e s t ó w , autosto­
powicza i k i e r o w c y , k t ó r e m o ż n a zgodnie z p e w n y m i r e g u ł a m i syntaksy
k o d u r e k o m b i n o w a ć , co u m o ż l i w i a prowadzenie specyficznego dialogu, z ł o żonegO' z najrozmaitszych z a p y t a ń , odpowiedzi i k o n t r o d p o w i e d z i :
Z n a k i gestyczne a u t o s t o p o w i c z ó w (Ryc. 2a)
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.

Jadę w tamtym kierunku
Zatrzymaj się
Auto — stop
Jest nas dwie osoby, zatrzymaj s i ę
Powiększ grono aniołków
Niech ci się koła skrzyżują
Rozpieprz się samochodem o kant sosny
Niech ci powietrze z kół zejdzie
Fallus z ciebie, nie człowiek
Fallus z ciebie, nie człowiek
Taak? Sam jesteś fallus i to rybi oraz na kaczych nogach
Fallus z ciebie, długi jak b u ł a w a marszałkowska, a nie człowiek
T y łobuzie
Wyląduj w rowie
Sikam na ciebie i twój samochód
Pieprzę ciebie i t w ó j samochódi
Będziesz siedział w więzieniu, taki jesteś chciwy

Z n a k i gestyczne k i e r o w c ó w (Ryc. 2b)
A.
B.
C.
D.
E.
F.
G.
H.
I.
J.
K.

Wkrótce jadę z powrotem
Wkrótce skręcam w prawo/lewo
Wkrótce zatrzymuję się
Mogę zabrać tylko trzy (tj. tyle, ile pokazanych palców) osoby
Nie mogę zabrać
Maszeruj dalej po szosie, maszeruj
Puknij się w g ł o w ę
Siądź mi na dachu
Najpierw się ogól i umyj
Taki fallus, jak cię zabiorę ze sobą
Zapłacisz?

W y m i e n i o n e gesty w y k o r z y s t u j ą zatem g ł ó w n i e silnie stereotypizowan ą p a n t o m i m ę d n i a codziennego i s ł u ż ą w 2/3 całej liczby z n a k ó w do
w y r a ż a n i a s t a n ó w emocjonalnych. W n i e w i e l k i m t y l k o stopniu p o r u s z a j ą

���Bye. 2b — Znaki gestyczne kierowców

�MATERIAŁY DO „ALCHEMII GESTÓW"

one p r o b l e m y t u r y s t y k i zmotoryzowanej, s t a n o w i ą c przede w s z y s t k i m na­
r z ę d z i e do wzajemnego w y z ł o ś l i w i a n i a , l ż e n i a i upokarzania o b y d w u k o ­
m u n i k u j ą c y c h s i ę stron . S t ą d t e ż system o m a w i a n y c h z n a k ó w s k ł a d a s i ę
pozornie z g e s t ó w i n f o r m u j ą c y c h i w s w y m charakterze jest j a k najbar­
dziej socjotechniczny.
2 e

Bliższa analiza c a ł o k s z t a ł t u m o ż l i w y c h z a c h o w a ń autostopowicza i k i e ­
r o w c y u j a w n i a zjawisko r ó w n i e z a s k a k u j ą c e , co p r z e w r o t n e : O t ó ż o ile
m o ż l i w o ś c i w s p ó l n e g o p o d r ó ż o w a n i a ( t j . miejsce w samochodzie oraz c h ę ć
p o d r ó ż y d a n y m samochodem) rozpatrywane s ą c a ł k o w i c i e serio, to s p o s ó b ,
w j a k i i n t e r l o k u t o r z y r e a g u j ą na swoje zachowania, stanowi o d m i a n ę ope­
r y buffo . Dzieje s i ę tak, p o n i e w a ż o m a w i a n y system g e s t ó w w y d a j e się
s t a n o w i ć s w o i s t ą g r ę , k r e o w a n ą k a ż d o r a z o w o m i ę d z y autostopowiczem
a k i e r o w c ą z a t r z y m y w a n e g o pojazdu. Jest to gra, niekiedy psychologicznie
nader w y r a f i n o w a n a , w k t ó r e j m o ż l i w o ś ć w s p ó l n e g o p o d r ó ż o w a n i a „ d y ­
skutowana" jest za p o m o c ą l i c y t a c j i g e s t ó w - ż e t o n ó w i l u s t r u j ą c y c h r ó ż n e
odcienie trzech symbolicznie p r z y b i e r a n y c h masek. S ą to maski ż y c z l i w o ś c i
(np. gesty B , D,), l e k c e w a ż e n i a (np. gesty K , 16) oraz w r o g i e j złośliwości
(np. gesty F, 8).
3 0

W y j a ś n i e n i a r e g u ł „ g r y autostopowych g e s t ó w " , a zatem syntaksy oma­
wianego k o d u dostarcza t u proponowany uproszczony model i k o n i c z n y
(ryc. 3). T w o r z y go k i l k a n a ś c i e s p r z ę ż o n y c h ze s o b ą b l o k ó w , wzajemnie
się w a r u n k u j ą c y c h , p o d s t a w o w y c h dla i n s t y t u c j i autostopu, sytuacji. Z a

2 9

O tym, jak silne emocje mogą wzbudzić niektóre z przytoczonych tu gestów,
świadczy notatka w „Polityce" nr 46: 1970: „[...] psychiatra z Olsztyna informuje
nas, że przeciwko tamtejszemu piłkarzowi wytoczono oskarżenie o to, że, cytujemy
akt oskarżenia: »stojąc na bramce podczas meczu pokazywał dla publiczności rękę
zgiętą w łokciu, na co publiczność była bardzo obrażona.« Bramkarz twierdzi, że
rękę trzymał tak, jak zawsze. Przeczy też, jakoby swemu przełożonemu powiedział
»odp... się«. Oskarżony utrzymuje, że przełożonego poprosił tylko, by s i ę odeń odstosunkował." Zabawne, choć nie dla freudysty, że z c h w i l ą posługiwania się gesta­
mi zamiast głosem, a w i ę c porzucając komunikację oralną na rzecz manualnej, tak
często zaczynamy informować naszych interlokutorów o problemach ze sfery anal­
nej i genitalnej.
Świadczy o tym dobitnie zdarzenie zarejestrowane przez jednego z informa­
torów: „Kiedy podniosłem do góry rękę, ciężarówka nieco zwolniła, a gdy dojeżdżała
do mnie, kierowca o b e l ż y w i e zgiął rękę w łokciu i złośliwie się uśmiechając —
pojechał dalej. Więc, żeby nie być rrtu dłużnym, prawą dłonią w y k o n a ł e m w ę ż y k o ­
waty ruch, a potem złączywszy obydwie dłonie, zrobiłem nimi w powietrzu parę
kłapiących »niby-kroków«. Wówczas samochód zatrzymał się gwałtownie i z szo­
ferki wychylił się kierowca: »Te, student — zawołał — co to było?«, »A co pan
mi pokazał? — spytałem.« „No, że taki falius, jak Polska cała, jak cię zabiorę
ze sobą — odpowiedział szofer.« »Ano właśnie — zareplikowałem — właśnie, rybi
i na kaczych nogach«. Szofer ciężarówki popatrzył na mnie przeciągle, z uznaniem,
potem powiedział niedbale: »Takiś mądry?... no to siadaj, podwiozę ciebie«".
3 0

�cc

&gt;
о
н
а
И
N
S?
&gt;
О

н
О

с
м

Rye. 3. G r a autostopowych gestów

�MATERIAŁY DO „ALCHEMII GESTÓW"

79

jego p o m o c ą m o ż n a p r z e ś l e d z i ć mechanizmy t w o r z e n i a s i ę r ó ż n o r o d n y c h
serii atutostopowych g e s t ó w .
Dokonana analiza ś w i a d c z y , że na gruncie omawianego k o d u p r z e k a z a ć
m o ż n a d u ż ą i r ó ż n o r o d n ą , lecz zawsze s k o ń c z o n ą , liczbę k o m u n i k a t ó w . T y m
s a m y m k o d t e n n a l e ż y u z n a ć za z a m k n i ę t y , aczkolwiek niezmiernie ela­
styczny system g e s t ó w s ł u ż ą c y c h z a r ó w n o k o m u n i k a c j i , j a k i n a w i ą z y w a ­
niu przelotnych więzi społecznych.
3 1

K o ń c z ą c w t y m punkcie całość r o z w a ż a ń , n a l e ż y z a u w a ż y ć , że przed­
stawiona w y ż e j p r ó b a formalizacji danych w y d a j e s i ę b y ć o b i e c u j ą c a n i e
t y l k o na gruncie p a r a l i n g w i s t y k i , ale t a k ż e wskazuje na m o ż l i w o ś ć mode­
l o w a n i a w z g l ę d n i e n i e s k o m p l i k o w a n y c h zjawisk k u l t u r o w y c h . R ó w n o c z e ­
ś n i e m o ż n a t e ż s t w i e r d z i ć , że z a s a d n i c z ą p r z y c z y n ą powstawania o m ó w i o ­
n y c h k o d ó w gestycznych b y ł a podstawowa dla c z ł o w i e k a potrzeba porozu­
mienia się i kierowania więzi łączących z i n n y m i ludźmi.
I dlatego t e ż , nic dziwnego, że gdy z a c h o d z ą pewne u k ł a d y kryzysowe,
takie j a k r y g o r szkolny l u b w i ę z i e n n y , u k ł a d y t a k n i e w o l ą c e , j a k k l a t k a
samochodu l u b odległości n i e p o k o n y w a l n e pieszo, w ó w c z a s k o n i e c z n o ś c i ą
n i w e l u j ą c ą n a p i ę c i a staje s i ę o d w o ł a n i e c z ł o w i e k a do t y c h najprostszych
f o r m k o n t a k t o w a n i a się, j a k i m i s ą gesty. S t a n o w i ą one najbardziej i n t y m ­
n ą f o r m ę p r z e ł a m y w a n i a milczenia, f o r m ę j e d n o c z e ś n i e historycznie n a j ­
starszą.
3 1

Oczywiście schemat sieci operacyjnej dla autostopu skonstruować można
z dwóch punktów widzenia: kierowcy lub tak, jak ten właśnie, autostopowicza.
W praktyce jednakże różnice dotyczą jedynie strony graficznej, albowiem oba
m o ż l i w e „wzorce gry" stanowią swe komplementarne, lustrzane odbicia. Modelo­
wanie gry autostopowych gestów zacząć należy w punkcie S T A R T . Posuwanie się
od „wydarzenia" do „wydarzenia" o d b y w a ć się może wzdłuż linii ciągłych lub
przerywanych, zależnie od tego czy znajdujące się w centrum kolejno zaistniałej
„sytuacji" — potwierdzamy ją, czy też negujemy. W ten sposób m o ż l i w e jest od­
tworzenie najrozmaitszych w a r i a n t ó w autostopowej gry gestów.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10957" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10935">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7142182932ee91d217d9b44726c8b821.pdf</src>
        <authentication>9d30d40383b3e955700c267f7c2166b2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130622">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:259</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130623">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130624">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130625">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:229</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130626">
                <text>Recenzje i sprawozdania / LUD 1963 t.49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130627">
                <text>LUD 1963 t.49, s.653-740</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130628">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130629">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130630">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130631">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130632">
                <text>632
We wsiach ongiś szlacheckich jak: Sokóle, Huszcza, Wiski,
Tuczna występuje gwara mazurska, obok gwary "tutejszej",
Obie te gwary są w tych wsiach używane i rozumi.ane. Muszę
jednak stwierdzić, że na całym rozległym obszarze "Litwaków"
następuje powolny zanik gwary "tutejszej" ludu. Gwarę tę wypiera literacki język polski. Ogromny wpływ w tym względzie
wywiera szkoła i radio, oraz stosunki z miastem (nauka w mieście, studia wyższe, praca zarobkowa). Kultura społeczna i materialna, podobnie jak język "Litwaków" wymagają dokładneeo
zbadania, oraz odrębnego opracowania.
Skromne ramy niniejszego &lt;'.rtykułu nie pozwala,ią na szer.sze potraktowanie problematyki etnograficznej Rekunów, Bagnoszan i Litwaków. Każda z tych grup może być wdzięcznym temalem badań i etnograficznych opracowań. Myślę, że pracę tę warto
.podjąć dla dobra polskiej nauki póki żywotne są jeszcz€ treści
:kulturowe tych ,grup etnicznych.

RECENZJEI

SPRAWOZDANIA.
SOWIETSKAJA
ETNOGRAFIJA
;Vloskwa, 1961 r., Z. 2, s. 137-140

Pamięci A n d r i e j a A l e k s a n d r o w i c z a P o p o w a -- zmarłego dnia 3 marca, 1960 r. w Leningradzie - grupa kolegów poświęca krótkie wspomnienie
o życiu i działalności
naukowej
znakomitego
historyka
i etnografa.
wybitnego
specjalisty
zagadnień Syberii, a w .szczególności
w zakresie etnografii
Jakutów, Dołganów i Ngansanów. Artykuł kończybibliografia

prac naukowych

A. A. Papowa.

SOWIETSKAJA
ETNOGRAFIJA
Moskwa, 1961 r., Z. 3, s. 110-115
Kronika.

Praca

Instytutu

Etnografii

AN ZSSR w 1960 r. W. A Alek-·

sandrowa.
Instytut Etnografii AN ZSRR skoncentrował
swoje prace na IlustępUjących problemach: 1. Badanie procesu przemian społeczno-bytowych
i kułturalnych narodów ZSRR w okresie przejścia od socjalizmu do komunizmu; 2. Badanie procesów etnicznych, przede wszystkim zaś kształtowanie
się narodów socjalistycznych
i narodowości w warunkach
ucisku kolonialnego i w warunkach
nowopowstałych
państw suwerennych;
3. Badania
nad zagadnieniem
pochodzenia
człowieka
i historii społeczeństwa
pierwotnego.
.
Instytut badaniami swymi objął tereny: RSF SR i radzieckie republiki
Srodkowej Azji. Opracowaniem
zagadnień wynikających
z ww probiemów
za.jmowaly się następujące
ekspzdycje kompłeksowe:
Środkowo-azjatycka,
Polnocna, Nadbałtycka,
Tuwińska, Chorezmijska i dorzeczy Prutu i Dniestu.
Prace zasadnicze
ekspedycji
były poświęcone
w i 960 r. IJadaniom
nad

współczesnością.
Z szeregu prac wydanych przez Instytut
pracę L. N. T i e r e n t i e w y, KołcllOzowe
w 1 c z a i K. G. K u z a k o w a, Koriacki
pCJd red. 1. A. K r i w i e l e w a, Religijne
l

"

drogI

Ich

w 1960 roku należy

wymienić
1. S· G u rokręg narodowościowy,
,zbiór
przeżytki
u narodów
ZSRR
chłopstwo

ł~otwy,

przezuyciężeniCl.

W 1960 r. oddano

szereg prac a charakterze
kompleksowym
..
(red. S. P. Tołstow, S. M. Abramwn,
T.
A.
Zdanko
N
A
K'
r
k
.
świata".
'
.
.
1S Ja O\V)
1 Narody
Kaukazu z serii "Narody

.varody

Srodkow
.

Zebrane

ej .

do druku

A ZJI.. l. Kazachstclllll

i opracowane

przez ekspedycje

materialy

ukaZ3ły

się w 6-u.

�655

654
księgach. "Materiały i badania nad etnografią rosyjskiej ludności europejskiej części ZSRR" zawierają
nowe oświetlenie
gospodarki
i kultury
materialnej
rosyjskiego
chłopstwa
zachodnich
i południowych
\vielkorosyjskich dzielnic i Przyuralu.
Tom I Prac Mordwińskiej
ekspedycji
poświęcony jest etnicznej historii narodu mordwińskiego.
Zespołowa monografia pt. Doliny Amu Darii, Sarykamysza,
Uzboj. Historia
ukształtowania
i zasiedlenia
porusza temat nadal dyskusyjny
historii starożytnych
źródeł
Amu-Darii,
szczególnie żródła Uzboj. Materiały
Chorezmijskiej
ekspedycji
zawierają
wyniki prac terenowych
z 1957 r. dot. zabytków archeologicznych okresu starożytnego,
antycznego i średniowiecza.
IV Tom Prac Kirgiskiej ekspedycji
składa się z prac etnograficznych
i archeologicznych,
poświęconych
etnogenezie kirgiskiego narodu. Pierwszy tom Prac Tuwińskiej ekspedycji
jest pierwszym
wydanym
źródłem do historii
narodu
tuwińskiego. Należy też zwrócić uwagę na monografię
B. O. D o ł g i c h
Rodowy i plemienny
skład narodów
Syberii
w XVII
w. Ponad to Instytut
wydał kilkanaście
prac z zakresu
folklorystyki.
W sumie ukazało
się
26 prac objętości ogólnej 550 ark. autorskich.
Muzeum
Antropologiczne
i Etnograficzne
rozpoczęło
reor.Ęanizację
swych działów. Z wystaw organizowanych
przez Muzeum w pierwszym
rzędzie należy wymienić
wystawę pod hasłem "Kultura
i byt narodów
Afryki",
budząca specjalne
zainteresowanie
zwiedzających.
Pracownicy
naukowi Instytutu
wzięli udział w VI Międzynarodowym
Kongresie
Antropologii
i Etnologii
w Paryżu (sierpień 1960 r.) oraz w Kongresie ugro-fińskim
w Budapeszcie
(wrzesień 1960 r.). Ponad to Instytut
uczestniczył
w dwóch sesjach naukowych,
w maju 1960 r. w Kijowie,
poświęconej wynikom prac tere:1owyeh w zakresie etnografii, antropologii
i archeologii i w marcu w Nowosybirsku,
Tomsku i Irkutsku, w pierwszej
sesji poświęconej problemom historii archeologii i etnografii Syberii. Pracownicy Instytutu
uczestniczyli
r6wnież w drugiej Konferencji
;1aukowej
poświęconej
historii, archeologii i etnografii
Dalekiego Wschodu zorganizowanej we Władywostoku.
SOWIETSKAJA
ETNOGRAFIJA
Moskwa, 1961 r., Z. 4, s. 3-29.
Wstępny
artykuł
Redakcji
pt. "Radziecka
etnografia
w przeddzień
XXII ~jazdu KPZR", zarysowuje program badań etnograficznych
zgodnie
z nowym okresem w życiu narodów ZSRR - okresem przejścia cd socjalizmu do komunizmu.
Dwa następne
artykuły,
które mają charakter
uogólniający,
równocześnie
są podsuIDowa'niem dotychczasowych
osiąg:1ięć
naukowych w zakresie badań etnicznych i walki z przeżytkami religijnymi.
Artykuł W. K. G a l' d a n o w a, B. O. D o ł g i c h i T. A. Z d a n k o
pt. Podstawol.ce kierunki
etnicznych
procesóu; wśród narodów ZSRR wska-

zuje na dwa główne problemy, które powinny być przedmiotem
intensywnych badań naukowych.
Są to problemy:
1. Konsolidacja
i rozwój socjalistycznych
narodowości i narodów.
2. Proces wzra stającego zbliżania się narodowości
i narodów
ZSRR
\v oparciu o braterską
współpracę
i przyjazne
międzynarodowe
związki
w zakresie ekonomiki, kultury i życia duchowego - proces, któremu towarzyszy tworzenie się nowych form kultury i bytu, wspólnych dla całego
Związku Radzieckiego.
Problem pierwszy
był już przedmiotem
szeroko rozwiniętych
badań
etnograficznych,
prowadzonych
przez ekspedycje
terenowe,
szczególnie
jntensywnie
pracujących
na terenach Azji Środkowej, Kaukazu i innych
narodów
z pogranicza
Rosji, gdzie proces konsolidacji
był szczególnie
długotrwały
i skomplikowany
z uwagi na przetrwałe
aż do Rewolu~ji
Pażdziernikowej
przeżytk'i ustroju rodowego, podziału plemiennego
i maIych grup plemiennych
lub etnograficznych.
Proces konsolidacji
małych grup narodowościowych
w narody socjalistyczne na terenie ZSRR zbliża się ku końcowi dzięki mądrej polityce
władz rządowych i staraniom wyrównania
poziomu ekonomicznego
i kulturalnego
poszczególnych
republik.
A utorzy nie pomijają
zjawisk, które
na pewnych terenach ZSRR mogą ten proces opóźniać, a w każdym razie
nie są zjawiskami
przyspieszającymi
proces łączenia
się małych grup
etnograficznych.
Do przyczyn takich należą: zbyt forsowne dążenia przyłączenia małych narodowości
do ludności, która jest dla danego terenu
podstawową,
zbyt mało uwagi poświęca się świadomości narodowej
małych ludów, m1mo że psychologiczne
oddziaływanie
może być w tych wypadkach czynnikiem bardzo ważnym; w końcu zaś - różnice wyznaniowe
~ także różnego rodzaju
tradycyjne
uprzedzenia
i przesądy:
ObYCzaj~
l
obrzędy są czynnikiem
niewątpliwie
hamującym
proces konsolidacji.
Równolegle
z procesem
konsolidacji
małych
grup etnograficznych
toczy się proces ogólnego zbliżania
się narodowości
i narodów
ZSRR.
który przebiega
w dwóch kierunkach:
.
a) w kierunku
coraz ściślejszego zbliżania się socjalistyczny&lt;:h
narodowości i narodów w granicach
wielkich historyczno-etnograficznych dzielnic;
b) w kierunku
zbliżania się narodów w skali ogólnozwiązkowej,
co
sprzyja tworzeniu
się ogólnoradzieckich
tradycji,
wspólnych
form
bytu i kultury.
wyższych form współpracy
i ścisłym, pn:yjaznym
więzom narodów ZSRR.
Proces tworzenia
się ogólnozwiazkowych
form kultury
i bytu nie
:noże być pozc&gt;st. .
. .
I"
aWlOny sam sobie; wymaga on wnikliwych
b&lt;:1dań: co
na ezy zahChfowaćz kultury ludowej poszczególnych
narodów
które z trad YCYJnyc. orm ku:tu .. b t·
." ICJI l. przejęcia
~.
'.
. ry l y u godne są kontyr:u
je prze;:
1,1I1e narody, co może 't·'
"
. .
.
s ae :&gt;lę wlasnosclą
całego ZWiązku Radzieckiego.

�657

656

I~

Zbyt radykal~e przekreślanie
\vszystkich tradycji prowadzi do .,lewackoki"
i zaniku całych gałęzi ludowej sztuki zdobniczej
bezpowrotnie,
zbyt zaś bezkrytyczne
obstawanie przy wszystkich formach tTadycyjnych
kultury i bytu prowadzi do "fetyszyzacji"
form tradycyjnych.
Nie nal.eźy zapominać
i o różnorodnych
warunkach
geograficznych,
w których p:JZostają rozliczne narody ZSRR. To też siłą rzeczy muszą
pmvstawać różne formy budownictwa, ubioru i strawy, uwarunkowane
klimatem i położeniem geograficznym. Oto np. szczytowe domy na Syberii są
nie do przyjęcia, trudno też wyobrazić sobie, ażeby hodowcy reniferów,
myśliwi i rybacy z tundr i północnych terenów mogli uprawiać swój zawód
w ubiorach noszonych przez mieszkańców okręgów centralnych.
Niemniej
zarówno dom budowany na Syberii, jak i forma ubioru hodowcy bydła.
myśliwego i rybaka mogą być opracowane w oparciu o najnowsze osiąg·
nięcia nauki i techniki, co nada im wspólną wszystkim narodom ZSRR
formę współczeSll&lt;1 a zarazem uwzględni specyfikę ich zawodu, klimat
i warunki
geograficzne.
I tak jurta, która pr·zez pewien czas uchodziła za przeżytek,
wstydliwie
tolerowany,
okazała się niezastąpionyrr:
mieszkaniem
o lekkiej konstrukcji,
łatwo przenośnej,
bardzo praktycznej
dla hodowców bydła, zmuszonych zmieniać kilka razy do roku pastwiska.
Zastosowane w jurcie współczesne osiągnięcia techniki przy zabezpieczeniu od chł-odu i wilgoci oraz urządzenie wnętrza uczyniły zeń .pomieszczenie kulturalne
i wygodne.
Autorzy wspominają
pokrótce o koniecznośc; rozpoczęcia badań naukowych nad pr.oblemem przemian psychologicznych
wśród pc;szczególnych
narodów, wynikających
z procesów konsolidacji
narodów i przyswajania
najnowszych
osiągnięć nauki i techniki.
Uzupełnieniem
części pierwszej
omawianego
zeszytu
jest artykuł
1. A. Kry w i e l e w a pt.: Walka z religijno-bytou:ymi
przeżytkomi
u;śród
narodóu; ZSRR, s. 30-57.
Mimo podcięcia bazy ekonomicznej różnym sektom i wyznaniom religijnym, (na skutek cofnięcia dotacji władz państwowych
kościoło:'11), mimo
stałego zmniejszania
się wyznawców takich czy innych religii, mimo rozłamu wśród duchowieństwa
prawosławnego,
problem walki z religią i ~j
przei.ytkami jest nadal żywy, ważny i skomplikowany,
wymagający szczególnie intensywnych
badań naukowych w okresie przejścia od SOCjalizmu
do komunizmu.
Naukowe opracowanie metod walki z przeżytkami
religijnymi wymaga
pc::JjE;cia analizy psycholcgicznej
na temat stoslnku \vspółczesnego człowieka dJ przykaZ"lń i k 111')I1ÓW
religijnych tego czy innego wyznilllia, nie wystarczy bO\dem metoda statystyczna,
stwierdzająca
liczbami ilość obywateli wierzących. Szczególnie w tym wypadku byłby to obraz nader zwodniczy, b::Jwiem Kcn;;tytucja ZSiU{ w punkcie swoim o wolności wyznania nie
prz,:wid:lje c;b:wiązku oŚ'.';i3dczenia SJę Z3 lub przeciw religii, nie mówi

o tych, którzy jeszcze do dziś nie bardzo potrafiliby odpowiedzieć jaki jest
ich stosunek do religii.
Przedstawione
przez 1. A. Kry \V i e l e w a trudności badań nad przeżytkami religijnymi
i metodami zwalczania
nie zmieniają faktu o zwycięstwie światopoglądu
materialistycznego
wśród społeczeństwa
radzieckiego, chcąc jednak przyśpieszyć
proces powszechnego przyjęcia poglądu
ateistycznego
nie należy przymykać
oczu na faktyczny
i bardzo różnorodny stan rzeczy, zarówno wśród poszczególnych
narodów, jak i wśród
żyjących pokoleń (poczynając od starców - kończąc na dzieciach, wśród
mężczyzn i kobiet, wśród ludności miejskiej i wiejskiej). Ten stan rzeczy
zależny jest od poziomu kultury
danego kraju lub ośrodka, od pracy
kulturalno-oświatowej
rozwijanej
na danym terE:'lie, od poziomu ekonomicznego i -innych czynników.
Instytut Etnografii AN ZSRR prowadzi od szeregu lat badania terenowe i opracowania
analityczne zebranego materiału; wyniki prac naukowych są i będą nadal podstawą pracy propagandowej
i oświatowo-kulturalnej w utrwalaniu
i upowszechnianiu
światopoglądu
materialistycznego
wśród narodów ZSRR.
Dział "zagadnienia
etnogenezy,
paleoetnografii
i historycznej
etnografii", s. 114-146, wypełnia bardzo interesujący
artykuł S. P. T o ł s t owa
pt. Przyaralscy
Scytowie
i Chorezm".
Jest to przegląd prac chorezmijskiej ekspedycji rozpoczętych w 1937 r. oraz analiza zebranych przez
nią materiałów
i spostrzeżeń służących porównawczym
ekspedycjom pracującym w sąsiednich okręgach Sogdiny, Północnej BaktrH, Fergany, Północnej Parfii itd.
W dziale "Narody świata" artykuł R. N. I s m a g i ł o w e j pt. Nowe
Afryki
s. 147-65, zawiera krótkie informacje 'o nowo po~'tałych,
n~ep.odległYCh, republikach
Afryki, wyzwolonych
w latach 1960-1961. Są
111ml:Repubhka Brzegu Kości Słoniowej, Republika Górnej Wolty, Gabon,
~ahomeJ, Kamerun, Kongo ze stolicą Brazzavil, Republika Kongo ze stolt~ą w Leopoldvil,
Republika
Maurytańsko-Lslamska,
Malgaszska,
Mali,
NI~er, Federa.cja Nigerii, Republika
Senegal, Somalijska,
Sierra Leone,
Togo, Centralnej Afryki i RepubHka Czad.

p~ństu;a

SOWIETSKAJA
Moskwa,

ETNOGRAFIJA
1961, Z. 5.

Wielki
historyczny
dokument
współczesności,
s. 3-8 - pod tym tytuJem redakcja zamieszcza w zeszycie 5-ym omówienie programu Komunist:cznej .Partii
ZSRR pod. kątem
osiągnięć i zadań
nauki
radzieckiej;
"" okr~sle budowy społeczenstwa
komunistycznego
w ZSRR.
DZiał "Zagadnienia
powszechnej
etnografii
i antropologii"
zawiera
artYkuł~.
I. B l' U k a i W. 1. K o z ł o wapl.
Podstawowe
problem);
etnlczne1 kartoGrafii.
s. 9-26. Założeniem tej pracy jest podkreślenie
znal2 -

"LUd",

t. XLIX

�659

658
czenia kartografii,
w dobie szybko zachodzących przeobrażeń
społecznych,
walk wyzwoleńczych
i wypadków
politycznych
oraz ruchu narodowego.
Pierwsza
część artykułu
zawiera
krótką
historię
rozwoju
kartografii.
Część druga jest poświęcona określeniu przedmiotu badań etnicznej kartografii, za który autorzy uważają naród mówiący jednym językiem i z pełną
świadomością swej narodo\vOści. W części trzeciej autorzy omawiają zasady
klasyfikacji
przedmiotów
badań; w końcu część ostatnia i najobszerniejsza
jest poświęcona metodom etnograficznego
kartografowania.
Autorzy kończą
artykuł uwagą, że mljbarclziej szczegółowa charakterystyka
narodów może
być osiągnięta tylko poprzez zestawienie
map etnicznych,
szczególnie zaś
map etnicznych i zasięgów inwentarza
kulturowego.
T. A.
po/tidniowego

Ż d a n k o:
Ara!

li,

Byt

kołchoźników

rybolowieckich

arteli

na wyspach

s. 27-43.

Na podstawie
zebranych
materiałów
przez oddział Chorezmij,skiej
archeologiczno-etnogra
ficznej ekspedycji
AN ZSRR oraz etnografów
Karakałpackiego
oddziału AN Uzbeckiej SRR, Zdanko opracował monograficznyopis
życia rybaków na terenach nadmorskich
Kara-Kałpaku,
ludności zamieszkałej na pobrzeżnych wyspach. W pierwszej części dał krótką
historię ich sezonowych
wędrówek
z lądu stalego na pobrzeżne wyspy,
przedstawił
ich stopniowe przechodzenie
na gospodarkę
wyłącznie połowów ryb oraz zarys stosunków
ekonomicznych.
W,skaz1ał na wielkie
ubóstwo rybaków
aż do Wielkiej Rewolucji
Pażdziernikowej,
po której
nastąpił
zasadniczy
zwrot w życiu tej części ludności
Kara-Kałpaku.
W drugiej
części artykułu
Zdanko
podaje
obraz życia współczesnego
w osiedlach kołchozowych. Zycie to mimo troski władz państwowych 6 podniesienie jego poziomu, bywa nadal trudne, głównie z powodu surowego
klimatu
i przyrody.
Nadal są duże trudności
z zaopatrzeniem
ludności
w słodką wodę. nadal też trwają trudności w budownictwie
mieszkaniowym.
Do 193Ó roku ludność zamieszkiwała
w jurtach,
te zaś mimo kilku
piecyków i okładania zewnątrz sitowiem, nie zabe'zpieczały przed mrozem.
Osiedla rozrzucone
na wybrzeżu lub wyspach Aralu są bezplanowo
zabudowane z uwagi na brak dogodnego terenu pod budynki. Każde osiedle
składa się z domu, jurty i różnych zi1budowań gospodarczych,
jak: kuchnia, chlew, kurnik i szopa na sieci rybackie. Podstawowym
materiałem
budowlanym
jest tu sitowie, wiazane w pęczki - snopy tzw. szom. Konstrukcję szkieletową
pokrywa się snopkami, jak również i dach dwuspadowy. Sciany i dach są obmazane gliną, zdobywaną
z wielkim trudem.
Plan domu jest standartowy,
dom składa się z dwóch pomieszczeń, z wielkim piecem pośrodku.
Egzystuje
nadal, jako pomieszczenie
letnie jurta, używana
zarówno
przez Kazachów,
jak i przez Karakałpaków.
Ponieważ
ustawienie
jurty
na piaszczystych
wydmach wysp napotyka na trudności, wobec tego przy-

gotowuje się pod nią ubity, okrągły placyk, obrzeżony trzcinowym, mocno
powiązanym
płotkiem, oblepionym
gliną. Jurty, poza konstrukcją
górnej
części, nie różnią się od jurt ogólnie używanych
przez Kazachów i Karakałpaków.
Wnętrza jurt kołchoźników są bogato ozdobione, szczególnie w miejscu
honorowym,
nad tZ'oV. t.orem,
przeplat"ją
się wąskie
chodniczki
tzw.
kzyl-kur.
Szeroko rozpowszechnione
są również chodniki.
z wypukłym
ornamentem
dywanowym
na gładkim białym tle. znane wśród Karakałpaków,
stosowane
u Kazachó,,'o' tylkc) z terenów
nadmorskich.
Wśród
Kazachów z wysp Aralu znane są rzeźbione we wzory drz\vi, tak charakterys~yczne dla jurt karakałpackich.
nCltomiast \\" osiedlach karakałpackich
drZWI Kazacho\'.· są ,jaskrawo malo\\'ane
z okrąglymi
lustrami.
Drzwi
jurt są czasami obram0wane
pasami tkaniny z kolorowymi
aplikacjami.
Mozna by przytoczyć: wielę innych przykładów
\'o'pływu wzajemnego Karakałpaków
i .K.azachów. niemniej zachowały się i pewne cechy kultury
materialnej
WlaSClwe tylko jednemu z tych narodów. jak np. ustawienie
skrzyń z pościelą. uklad chodników wewnątrz
jurt itp.
Tkactwo zdobnicze jest szeroko rozwinięte,
szczególnie u Kazachów,
dlatego też wnętrza jurt są barwne i przytulne.
Stosunkowo
niewiele
zach()wało
się ckazów
tradycyjnego
ubioru
z uwagi na stałe ubożenie ludności. Małżeństwa
zawierano tu najczęściej
bez wykupu, tym samym bez wyprawy, drogą porywania
dziewcząt.
Na podstawie
kilku odnalezionych
zabytków
tradycyjnego
ubioru
prz~chowywanego
jak relikwie, można zdać sobie sprawę z jego bogactw~
l ~l.ękna. Szczególnym bogactwem odznaczał się tzw. kimeszki
kobiecy
ub lOr .głowy z okryciem górnej części tułowia, wykonywany
z czerwoneeo l, czarnego sukna: bogato wyszywane
były również narzutki
typu
uzbeckiej parandży.
Zgodnie
z opisem starców
strój męski posiadał
trzy rodzaJ' e
koszul , róż mące
.
. mię
'd zy sobą krojem kołnierza:
Się
typ kołnierza
stojącego, ba,rdzo często z haftem, zapinany
z przodu oraz podobny kołnierz
ale zapmany
z b"o~u, t rzecI. typ, czysto karakałpacki
miał kołnierzyk '
okrągły obszyty wzorzystą tasiemką.
Za IUd.noś~ autochtoniczną,
osiadłą od wielu wieków na wybrzeżach
A
rału uwaza
Się
grup ę l u d nOSClzwan[l
..
...
..
tur'
h
..
m]utlenmt,
zbhz'oną
w zakresie kuly ducuowe]
I materialnej
do Karakałpaków
deltv Amu-Darl'l'
Trud
..
k
.
.
".
n
noscl
omumkacYJne
z poszczególnymi
osiedlami
rozrzuconymi
azl,woysePkkalch
wybrzeża Aralu opóźniają proces pOdnoszen'ia się ogólnego
po
u tury. mlcsz
.
k"ancow wysepek, dyskutuje
pieni mu
się więc projekt skua
poszczegolnych
o-iedl'
. d nym Wielkim
"
Sto
k
"1
W Je
punkcie na stałym lądzie
sun owo dobre zaopat
.
.
"
.'
w których d'
rzeme w zywnosc urozmaiciło skład potraw
dominował' y ry b y, Wle
. l e Jednak
.
przeżytków uto medawna
'.
tradycyjnych '
rzyrnuje Się nadal, chociażby wypiekanie lepioszek w miejsce

�;.;

660
chleba, powszechne
wśród Karakałpaków,
a przyjęte
od K'łZachów.
Hodowla bydła .i koni jest uprawiana
na stałym lądzie, na wyspach hoduje się
tylko

drób wszelkiego rodzaju.
Małżeństwa
są przeważnie
mieszane,
w niektórych
rodzinach
trudno
już dziś określić
pr,zynależność
narodową
członków.
Wiele danych wskazuje na to, że dwie grupy ludności miejscowej:
alimi i mjutenowie,
przynależne w gruncie rzeczy do dwóch narodowości,
zjednoczyły
s,ię do tego
stopnia, że powstała
w rezultacie
legenda o wspólnym
przodku.
N. N. Stiepanow:
M. W. Łomonosou.:
a rosyjska
etnografij a
(Z okazji 250-lecia urodzin), s. 107-123.
Obok
W. N. T a t i s z c z e w a i S. P. Kra
s z e n n i k o w a,
M. W. Ł o m o n o s o w, chociaż formalnie
nie mógł być uważany
za
etnografa,
bowiem
etnografia,
jako dyscyplina
naukowa
powstała
wiele
lat po jego śmieroi - zajął poczesne miejsce w historii etnografi~ rosyjskiej. On to był pierwszym
z uczonych
rosyjskich,
który poruszył
palące
zagadnienia
bytu i kultury
ludu rosyjskiego.
Opracowana
przez niego ankieta w 1759 r. mająca
na względzie
geograficzne
opracowanie
Syberii,
sięgała
daleko
poza geografię
fizyczną,
obejmując
badaniami
geografię
ekonomiczną,
polityczną
i historyczną,
a ponadto
etnografię
i demografię.
Ankieta
początkowo
pomyślana
tylko
dla Syberii stała się przedmiotem
dyskusji
i zastosowania
jej przy weryfikacji
Atlasu
ogólnorosyjskiego,
znana
dziś, jako ankieta
Akademicka
lub Łomonosowska.
Zebranie
materiałów
wg ankiety
Łomonosowa
trwało
około 10 lat, opracowanie
i zestawienie
materiałów
nastąpiło
już po śmierci
ł."om::m:;sowa
przez
L. B a k m e j s t r a w Topograficznych
wiadomościach,
wyd. w 4 tomach, w latach 1771-1774. Mimo zainteresowania
tym
materiałem
znaczna
jego
część,
przechowywana
w Archiwum
AN ZSRR, oczekuje dalszych opracowań.
M. W. Ło m o n o s o w, jako historyk,
folklorysta
i ję,zykoznawca
interesował się wyłącznie
narodem
rosyjskim;
świadectwem
tego jest artykuł
w Żurnale drewniej
inowoj
slowiesnosti
(r. 1761, Nr 6) pt. "O zachowaniu
i pomnożeniu
narodu
rosyjskiego",
w formie listu do J. J. S z u wał owa.
Artykuł
przyjęty
był krytycznie
przez czynniki
oficjalne,
w kOllcU
nawet zabroniono
go kolportować.
Naczelną ideą tego listu - memorandum
było zagadnienie
przyrostu
naturalnego
w Rosji, który powinien
towarzyszyć: rozszerzającym
się granicom
pal1stwa, potęga bowiem
państwa
nie
zasadza
się na ilości kilometrów
pozostających
we władaniu
obszarów,
ale na ich zagospodarowaniu.
W czasach Łomonosowa
problem
przyrostu
naturalnego
stawał b. ostro, choć nieoficjalnie;
niski poziom ekonomiczny
mas nie sprzyjał
rozrodczości
narodu,
niewłaściwy
dobór małżeństw,
za·
wieranych
najczęściej
pod przymusem,
religijne
zakazy powtórnych
małżeństw u popów, ciężka sytuacja
kobiet prowadząca
do niedozwolonych
zabiegów,
duża śmiertelność
noworodków,
niehigieniczny
tryb życia, nie-

661
dostateczne
odżywianie
się - oto przyczyny
hamujące
normalny
przyrost
naturalny.
Łomonosow
wysuwa
szereg propozycji
zmierzających
do naprawy
tego
dość
katastrofalnego
stanu
rzeczy.
Wspomina
rówmez
o. tzw .. "żyjących
zmarłych"
tzn. o uchodźcach
przebywających
poza gramcaml ROSJI, przeważnie
salwujących
się ucieczką
przed więzieniem
za
nieopłacone,
a nadmierne
podatki lub inne podobnego rodzaju przestępstwa.
Zapowiedziane
w tym artykule
- dalsze prace Łomonosowa
na ten
temat nie ukazały
się; można się domyśleć,
że pierwszy
artykuł
był dostatec~nie
ostrą krytyką
otaczającego
życia, dalsze publikacje
nie mogły się
ukazac. Łermonosow skierował
swój apel do władz carskich,
bowiem światopogląd jego byl uwarunkowany
stopniem
rozwoju społecvno-ekonomicznych stosunków
i myślą społeczną
tego czasu. Mimo to jego artykuł
był
p:)czą tkiem i podwaliną
demokra tycznego kierunku
rosyjskiej
etnografH.
W drugiej połowie XVIII w. myśl jego podjęli
G. Kor o b i n, J. P. K oz i e l s k i, S. E. D i e s n i c k 'i, A. J. P o l e n o w, N. 1. N o w i k o w,
a w końcu wielki A. N. R a d i s z c z e w, który już wyraźnie,
nazwie
przyczyny
upadku ludu rosyjskiego:
carat, pańszczyzna
i kościół.
Ł o m o n o s o w wraz z T a t i s z c z e we m mogą być uważani
za
twórców
etnografii
historycznej.
W pracy
Ł o m o n o s o w a: Starożytna. historia
rosyjska
poruszone
są problemy
etnogenezy
narodu
rosyjskIego, jego związki z innymi narodami,
etniczna specyfika
kultury
starorosyjskiej
i jej miejsce w kulturze
światowej.
Wnioski
Łomonosowa
nie
straciły
na swojej aktualności
w dobie obecnej, jak to podkreśm
akademik B. D. G rek o w. W dziele tym rozprawia
się Ł o m o n o s o w
z tzw.
"teorią
normal1ską",
kultywowaną
przez
G. Z. B ~l jer a,
G. F. M i l l e r a i A. L. S z l e c era.
Dziś uczeni radzieccy
B. D. G r ek.o w, B. A. R y b a k o w, M. N. T i c h o m i r o w i P. N. T r et I a k o w
i in. przeprowadzili
do końca krytykę
"teorii
normańskiej":
. Ł o.m o n o s &lt;) w zajmował
się żywo narodowościami
grupy
fińskiej;
pozbaWIony wszelkiego
szowinizmu,
z szacunkiem
traktował
każdy naród:
Zawsze
i przy każdej
okazji
podkreślał
konieczność
przeprowadzania
ba~an naukowych
nad bytem i kulturą
wszystkich
narodów
Ros;i' oto
w ms~rukcji
dla kapitanów
statków
udających
się na Poszukiwani~'
dróg
na Połnocny
Wschód' me zapomma . ł za l..··
.
eClC, azeby
opIsywano
miejsce .
zamIeszkani
.
.
a l u d ZI. na po. ł nocy, Ich
wygląd, przyzwyczajenia
sposób bycia
ubrama
mi esz k.ama. I. po k army. W gruncie
"
ba
.'
rzeczy jest to pełny
program
dan etnograficznych
nad mieszkańcami
Północy.
W końcu
należy
wspomnieć
o jego przyjaźni
z najwybitniejszym
e t nografem
tego ok resu - S . P . K r a s z e n n i k o w e m którego prac.
naukowe
cenił bardzo wysoko.
'
a Dziś, po. dwustu latach, cd okresu działalności
naukowej
Ł o m o n o s 0, Uczem radzieccy
pow
. d
. .
.
wiele inform
'"
. .
racaJą
o spusclzny
po mm czerpiąc
z niej
aC]1 I zrodeł do współczesnej
etnografii
historycznej.
w

�663

662
Dział .Kronika" rozpoczyna się sprawozdaniem
d r o w ej' pt Sesja, pO~lL'ięcOl1(J U:Vnikom
badań

W.

A. A l e k s a nw 1S60 r.,

ekspedycji

s. 177-180.
.
W dniach 0::1 4 do 11 kwietnia
1961 r. odbyła się w :Yloskwie sesja
Wydziału nciuk hislorycznych
AN ZSRR, poswięcona wynikom prac terenowych etnograficznych
i archeologicznych
w 1960 r. Prace i referaty
były z kolei przedyskutowane
na plenarnym
zebraniu Instytutu
Archeolo.~
gii i na rozszerz()nym
posiedzeniu
Rad l'\aukowych
Instytutu
Etnografu
historii sztuki AN ZSRR. W dysl&lt;usjcich wzięło udział około trzystu uczonych radzieckich.
Główny'm przedmiotem
obrad st"ły się referaty
poświęcone podstawowym z;gadnieniom
teoretycznym
nauki etnograficznej,
s~czególn~e zaś
żywe zainteresowanie
budziły
zagadnienia
procesu
prze~Ian
sO~J~lnobytowych i kulturalnych
w życiu narodów ZSRR w okresl~ ?rzeJscla ~o
komunizmu.
Zagadnieniom
tym, których
znaczenie
podkresllł
akademik
E. M. Żukow, sekretarz Wydz,ialu Nauk Historycznych
AN ZSRR, zostało
poświęconych
60 referatów.
Żywe zainteresowanie
wzbudziło
omówił problemy historii powszechnej

,
wystąpienie
S. P. Tołstowa, ktory
w świetle materiałów
współczesnej

etnografii.
O pracach
ekspedycji
terenowych
mówili:
T.
A.
Ż d a n k o,
W. K. G a r d a n o w a, B. O. D o ł g i c h, L. N. T i e r e n t j e w a,
L A. Kry w i e j i c w. S. P: T o ł s Ł o w, w zakresle sctuki lud::&gt;wej
I. W. ;\1 a k o w i e c k i, L. P. P o t a p o \V mówił o ekspedycji
Tuwińskiej,
J. P. A w i e r k i e w w referacie
swym omówił zagadnienia
k'ryzysu ideowego burżuazyj:1ej
nauki.
.,
.
Sprawozdanie
D. A. O l d e r o g g e poświęcone było Jego podro~om
do Senegalu i Mali. M. G. L e w i n dał przegląd prac antropologiCZnych, prowadzonych
w Japonii,
zaś
S. A. A r u t i u n o w
mówił
o współczesnym
bycie i kulturze Japończyków.
Posiedzenia
sekcyjne
zostały Lakończone
ogólnym
podsumowaniem
i uchwałami
o koniecznośc.i pogłębienia
i rozwinięcia
badań nad zagadnieniami: konsolidacji
narodów. przezytków
religijnych,
sztuki ludowej,
przemysłu
artystycznego.
Sprawozdanie
W. K. G a r d a n a w a pt. Aktualne
problemy
radziecki.ch
badań sacjologiczn ych (Drugie ogólne posiedzenie
Radzieckiego
Towarzystwa
Socjologicznego),
s. 180-186,
jest omówieniem
dyskusji
i uchwał posiedzenia
R. T. S., które miało miejsce w kwietniu
1961 r.
Obrady zagaił Prezes Towarzystwa
J. P. F r a n c e w, który w swym
przemówieniu
poświęcił wiele miejsca zagadnieniom
teoretycznym
socjologii i metodom badań oraz różnicom pomiędzy socjologią burżuazyjną,
a radziecką.
Z podstawowych
referatów
należy
wymienić
referat
A. A. Z w o l' k i n a poświęcony automatyzacji
i związanych z nią zmian

w charakterze

pracy, referat B. C. U r l a n i s a omawiający
Lagadnienia przedłużenia
życia człowieka
w ZSRR, referat
W. P. R o ż y n a
pt. "O konkretnych
badaniach
nad prawidłowością
przeobrażeni.a
pracy
w pierwszą życiową potrzebę".
Zebranie
zostało zakończone
rezolucją
dO
czł0nków
Towarzystwa,
ażeby swe prace naukowe skupili wokół zagaanień rozwoju komu;']istycznych form pracy i życia spoh=cznego w mieście i na wsi oraz wokół
problemów
rozwoju komunistycznego
samorządu
społecznego i komunistycznego wychowania.
Celem koordynowania
badań powołano komisję z przedstawicieli
nauk
społecznych,
a zarazem
członków
Towarzystwa,
do której
weszli:
M. T. Nowczuk, W. P. Rożyn, L. P. Tierentiewa,
A. A. Zworkin, L. M. ł~ozniewa. Do Prezydium
Towarzystwa
zaproszono S. P. Tołstowa.
Sądząc ze sprawozdania
są to pierwsze kroki działalności
Towarzystwa i próby założenia planowego programu badań socjologicznych w oparciu o prace naukowe członków Towarzystwa,
zajmujących
się naukami
społecznymi.
Dział kroniki
kończy
się sprawozdaniem
J. L Żur a w l e w e j
o kontaktach
naukowych
Instytutu
Etnografii
AN
ZSRR
z zagranicq,
s. 187-189.
Autorka
dość szczegółowo
omawia
wizyty
wybitniejszych
uczonych zagranicznych,
jak również wyjazdy indywidualne
i osiągnięcia
delegacji radzieckich
na międzynarodowych
kongresach i zjazdach. Sprawozdanie kończy się zapowiedzią, że VII Międzynarodowy
Kongres nauk
antr.opologicznych
i etnograficznych
odbędzie się w Moskwie w 1964 r.
zgodnie z postanowieniami
VI Kongresu,
który miał miejsce w Paryżu
\V 1960 roku *.
Dział krytyki
i bibliografii
otwiera artykuł
L A. Z o ł o t a r i e ws k i e j pt. Radzieccy
i zagraniczni
uczeni o etnograficznej
serii "Narody
Su:iato",
s. 190-198
poświęcony przeglądowi
opinii i recenzjom uczonych
radzieckich
i zagranicznych
tej wielkiej
serii wydawniczej,
w ramach
której ukazało się dotychczas 6 tomów: Narody Afryki, Narody Australii
i Oceanii, Narody Syberii, Narody Bliskiej Azji, Narody Ameryki i Narody Kaukazu.
Zołotariewskaja
rozpoczyna swój przegląd od tomu "Narody Afryki",
wymieniając
pełne uznania opinie zamieszczone w prasie radzieckiej i krajach demokracji
ludowej, nie pominięto w nich jednak kilku poszczególnych niedociągnięć,
które mimo to nie umniejszają
wielkiego znaczenia
naukowego tego tomu, jak i całości serii.
Postępowi
uczeni krajów
kapitalistycznych
zainteresowani
wydawnictwem opublikowali
szereg przychylnych
recenzji jak np. Harald von

" patrz

.. LUd" t.

XLVIII str .. i29-';63.

�664
665
S i c a r d w Anthroposie
(50, 1955 T.); bardziej już ostrożny jest przegląd
pierwszych
czterech tomów Gordona
H e we s w American Anthropologist (t. 61, 1959, Nr 4), któryograniCLa
się do cytowania
opinii Sicard'a.
Z wielkim
uznaniem
przyjęty
przez
uczonych
tom Narody
Syberii najbardziej
rzeczowo
został zrecenzowany
przez 1. S. Wdowina
i W. N. Cerniecowa.
Z recenzji zagranicznych
należy wymienić recenzję
węgierskiego
uczonego F. K o va c a i Gordona
H e w e s. Ten ostatni
szczególną 'wagę przykłada
do w.spaniale opracowanych
map, zarzuca on
jednak uczonym radzieckim pomijanie zagadnieil kolonizacji Syberii przez
Rosję carską.
Tom: Narody Bliskiej
Azji najlepiej
ocenił uczony irański
Reza
Araste Szyrazi przeprowadzając
porównanie z dZ'iełem L e I' n e r' a Passing
Traditionel
society
modernizing
the Middle
East (Glence 1958), którego
jeden z rozdziJałów jest poświęcony narodom Iranu. Gordon Hewes ogranicza się do podkreślenia
wartości map tego tomu. Recenzje uczonych radzieckich E. A. Bieljajewa,
G. M. Pietrowa,
A. M. Szamslltdinnowa
są
mniej interesujące
i powie.rzchowne.
Najbardziej
napastliwe
recenzje
uczonych krajów
kapitalistycznych
dotknęły tom:
Narody
Australii
i Oceanii.
Tak np. Barbara
L a n II
w s·wej recenzj'i stara się przekonać czytelników,
że dzieło uczonych radzieckich
jest poświęcone
nie tyle analizie kulturalnych
przemian
co
zagadnieniom
polityczno-ekonomicznym,
odmawiając
przy tym autorom
radzieckim
obiektywnego
podejścia do przedmiotu.
Krytyczne
stanowisko
zajął również redaktor
"News form the Pacitic" K. B e r d, który podkreśla, że przy opracowywaniu
tomu pominięto szereg materiałów
i prac
różnych komisji zajmujących
się obecną sytuacją
autochtonów
Australii
i Oceanii.
Zołotariewskaja
przyjmuje
jedynie jeden z zarzutów,
a mianowicie,
przyznaje że istotnie pominięto prace uczonych holenderskich
i japońskich,
jako źródła do historii Nowej Gwinei i Mikronezji.
Brak ten zresztą
został podkreślooy równieź przez recenzenta radzieckiego D. D. Tumairkina.
Tom: Narody Ameryki jak dotychczas miał tylko recenzje uczonych
radzieckich
i krótką wzmiankę w czasopiśmie
American Anthropologist.
Ocenę tego tomu ze strony
uczonych
radzieckich
podjęli
historycy:
L. I. Z u b o k, I. A. Z o ł o t a I' i e w s k a j a, E. B ł o m k \V i s t,
W. P. M u I' a t, M. S. A l P e I' o w i c z.
SOWIETSKAJA
ETNOGRAFIJA
Moskwa 1961, Z. 6, str. 9-28
S. W. I wan
o w: Współczesna
Krótki zarys.
Iwanow na wstępie podaje krótką

sztuka

narodótc

charakterystykę

Syberii

(Rzeźba).

ogólnych

przemian

w kulturze narodów Syberii po Wielkiej Rewolucji Październikowej
i na
tym tle rozważa rozwój i zmiany w formie i treści rzeźb ludowych, jako
jednego z działów sztuki, najmniej
zbadanego dotychczas na tym terytorium ZSRR. Przy czym podkreśla, że pewna nierównomierność
w opracowaniu
przedmiotu
wynika
z nierównomiernego
rozwoju
tej gałęzi
sztuki wśród poszczególnych
narodów. Rzeźba wśród Neńców, Ałtajczyków i Chakasów była rzadkością, natomiast wśród Jakutów i na pograniczu północno-wschodnim
Syberii była zjawiskiem
niemal powszechnym.
I wan o w poświęca kilka słów jednemu ze zdolniejszych
mansyjskich rzeźbiarzy
G. E. S z e s z k i n o w i, podkreślając,
że wśród
Chantów i Mansów sztuka rzeźbiarska jest stosunkowo mało znana. Znawca sztuki narodów
północy, rzeżbiarz
A. L. G o I' b u n k o w czyni
próby ożywienia tej gałęzi sztuki wśród Chantów, zachęcając
do wykorzystania
dużej ilości jelenich rogów na tym terenie, jako materiału
tworzywa.
Podobne
poczynania
podjął wśród Czukczów
i Eskimosów
archeolog i historyk sztuki I. P. Ławrow, który zorganizował
kilka pracowni pod swoim kierownictwem.
Prócz znaczenia praktycznego
rzeźby,
jako źródła dochodu, Upo\vszechnienie jej nie pozostaje bez znaczenia dla
ogólnego poziomu kultury.
Wśród rzeźbiarzy czukockich wyróżnia się utalentowany,
starej daty,
rzeźbiarz
ludowy Tukkaj. Wiele jego prac jest eksponowanych
\Ii
Państwowym Muzeum Etnografii Narodów ZSRR w Leningradzie.
Wśród Eskimosów należy wymienić Chuchutana,
którego rzeźba wyróżnia się oryginalną kompozycją.
Rzeźba ludowa Jakutów ma już swoje tradycje i cieszy się powszechnym uznaniem
oraz poparciem
Z'J.'iązku radzieckich
artystów
Jakutii.
Rzeżbiarzy
jakuckich
można podzielić
na dwie grupy, upil'awiających
dwie różne formy rzeżby: pierwsza
wytwarzająca
przedmioty
tzw.
rzeżby okrągłej,
druga - rzeźbę dekoracyjną,
bardziej
bliską staroźytnym tradycjom
rzeźbiarskim
Jakutl.w.
Przedmioty
pierwszej
grupy są
bardZiej czytelne
i wyraziste
natomiast
bez wyczucia
materiału,
nie
wykorzystujące
urody naturalnej
tworzywa;
przedmioty
drugiej
grupy
nie zawsze zachowują właściwe proporcje ciała lub in. obiektu - natomiast są w wyrazie lakoniczne i pełne prostoty, podkreślają
walory tworZywa - blask i matowość bieli kości, jej lekką przezroczystość.
Najbardziej
znanym
rzeźbiarzem
ludowym
wśród
Jakutów
jest
W. P. P o P o w, w rodzinie którego rzeźbę uprawia się od wielu pokoleń.
Ceniony jest również I. F. M a m a j e w, twórca reliefowych
portretów,
znany
również
jako
świetny
pedagog
jakuckiej
szkoły
artystycznej.
A. W. A m m o s o w, który poza rzeźbą zajmuje się sztuką dekoracyjną.
Ten:u ostatniemu
autor poświęca więcej miejsca w swym artykule, podkreslaJąc poza wartością artystyczną
jego twórczości
etnograficzne
znaczenie jego rzeźb.
'

�667

666
Prócz rzeźbiarzy,
naz\vijmy
zawodowych,
bardzo
żywy jest ruch
amatorski
w tej gałęzi sztuki przemysłu
artystycznego;
rzeźbieniem
zajmują się kołchoźnicy,
robotnicy,
nauczyciele
i urzędnicy, tworziic przeważnie w drzewie. rzadziej w kości.
Rzeżba Alta]czyków, wykonywana
jedynie \v drzewie, jest mało znana
i rzadko eksponow'ana na wystawach. Jednym z najbardziej
znanych rzeźbiarzy ałtajskich jest E ł b a jew.
Tuwińcy znają sztukę rzeźbienia w drzewie, kamieniu i metalu. Wśród
rzeźbiarzy
ludowych
tego narodu
zwraca
uwagę
Donczak
Okanczyk
i rzeźby walgamalicie
Cherieka Tojbu Chaa. Rzeźby tego ostatniego znalazły się już w literaturze
radzieckiej, są to wytwory sztuki rzeźbiarskiej
szczęśliwie łączącej cechy tradycyjnej
sztuki tuwińskiej z poszukiwaniami
współczesnego wyrazu umownego. Autor podkreśla staranną opiekę tuwińskich organizacji
państwowych
i :&gt;połecznych nad rozwojem
tej gałęzi
sztuki.
Rzeźba Buriatów w większości ogranicza się do figurek szachowych
i małych bibelocików, nie posiadających
większego znaczenia artystycznego, obrazuje natomiast współczesne źycie tego narodu. Wśród rzeźbiarzy
Buriatów
autor
wymi8nia
kilka
nazwisk
rzeźbiarzy
zainteresowanych
rzeźbą monumentalną,
portretową.
Nie są to w pełnym znaczeniu tego
słowa rzeźbiarze ludowi. gdyź studiują na wyźszych uczelniach Moskwy
lub innych miastach ZSRR.
Wśród Chakasów nie obserwuje się większego zainteresowania
rzeźbą
ludową, chociaź ostatnimi czasy pojawiło się kilku utalentowanych
rzeźbiarzy amatorów. Wśród rzeźbiarzy po wyźszych studiach naleźy wymienić pierwszą kobiet(~ rzeźbiarza I. N. Karaczakową,
b. utalentowaną,
której
rzE'źby są pełne harmonijnej
prostoty i wymowy.
Artykul. kończy U\vagami ogólnymi o tematyce i formie rzeźby ludo",,"ej pod wpływem przemian ustrojowych i światopoglądowych
ora:1. nowych
form narzędzi
pomocniczych,
organizacji
pracowni
i szkół przemysłu
artystycznego.
SOWIETSKAJA
ETNOGRAFIJA
Moskwa 1962, Z. l, s. 25-31
D. D. T u m ark
i n: Etnograficzne
badania
Oceanii w ZSRR.
Zainteresowania
bytem i kulturą
Oceanii mają już swoją tradycję
w ZSRR poczynając
od podróżników
rosyjskich
z I poło XIX wieku.
W. M. G o ł o w n i n a, O. E. K o c e b a, J. F. K r u z e n s z t e r n a,
J. F. L i s i a n s k i e g o, którzy pozostawili szereg wspomnień i opisów
wysp Hawajskich,
Markizy, Karoliny i Marshalla.
N. N. M i k ł u c h o M ak łaj,
który w 3-im ćwierćwieczu przebywał przez kilka lat na brzegach Nowej Gwinei i in. wyspach
Oceanu Spokojnego
zbierał sławny

materia! do prac nauk Jwych, a ró\Vnoczesme w publikacjach
swych zakłada! gorący protest przeciwko uciskowi europejskiemu
i amerykańskiemu wobec autochtonów.
Niektórzy zagraniczni
uczeni ",-ymawiają etnografom
radzieckim
niewolnicze trzymanie
się myśli przewodniej
L. G. M o r g a n a w metodologii badań naukowych.
T u m ark i n odpiera ten zarzut, twierdząc, że etnografia
radziecka
przejęła
tylko podstawowe
zała-żenia je~o
dziel o eV'iolucy,inym rozwoju ludzkości na podstawie rozwoju sił wytworczych, odrzucając
równocześnie
te hipotezy i twierdzenie,
które są już
dziś przcórzmiale w s\vietle naj nowszych zdobyczy nauki.
W świetle najnowszych
badań etnografów radzieckich
można stwierdzić, że przodkowie Polinezyjczyków
wywodzących się z terenów wschodnioaz,ia tyrkich
znali metale i garncarstwo.
Umiejętności
te utracili
po
przesiedleniu
się na Wyspy Oceanii z braku
odpowiednich
surowców.
W trakcie
asymilowania
się w nowym otoczeniu, rekompensowali
utratę
dawnych umiejęlności,
wynalazczością
i pomysłowością
wydobycia z nowego środowiska
maksymalnych
korzyści zabezpieczających
potrzeby życiowe. W rezultacie - stopień rozwoju .sił wytwórczych nie za-stał obniżony,
przybrał
joedvnie inny charakter.
Ograniczone
jednak
bogactwa
naturalne na ooL,głych od siebie wyspach zahamowały
dalszy rozwój bytu
i kultury. Zrozumiałe, że w okresie wielkich odkryć geograficznych,
które
zapoczątkowały
okres
kolonializmu,
mieszkańcy
wysp
Polinezyjskich
w kontakcie
ze starym Światem stanowili grunv zacofane w swym roz-·
woju historycznym.
Etnografowie
radzieccy dysponują
bogatym •. materiały
warsztatem
badawczym,
w postaci zbiorów MU.~eum Antropologii
i Etnografii
w Leningradzie. Również 7-0 tomowe wydanie dzieł N. N. M i k ł u c h o - M ak łaj a, które w ostatnim tomie zawiera wiele fotoreprodukcji
i rysunków z przywiezionej
przez niego kolekcji przedmiotów
z Nowej Gwinei,
zaopatrzonych
opisami, stanowi poważne źródło informacji.
Z wydawnictw
nowszych na uwagę zasługują 2 prace S. A. T o k ar i e w a: Ustrój
społeczny
Melanezyjczyków
(1929) i Ustrój
rodowy
w Melanezji
(1933), obie mówiące o rozwoju i upadku organizacji
rodowej, powstawaniu
klas i tworzeniu się państw. Tenże autor w 1958 roku
opublikował pracę o stosunkach
społecznych na wyspach Tonga i uczynił
próbę scharakteryzowania
osobliwoki
procesu powstawania
klas w Polinezji. Wspomnieć należy o pracy A. J. B li n o wanad
zagadnieniami
wczesnych form wymiany towarowej
oraz N. A. B u t i n o w a o podziale pracy
w społeczeństwie
pierwotnym.
W końcu
T u m ark i n
wspomina
o swojej pracy poświęconej
zagadnieniom
wczesnych
form
rodziny i systemu pokrewieństwa.
Tym ostatnim
zagadnieniem
zajmowali się również
A. M. Z o ł o t a r i e w,
D. A. O l d e r o g g e
i J. M. L i c h t e n b e r g, ta ostatnia
jest najbliższą wyjaśnienia
wielu

�1668
błędnych poglądów na formę zawieranych małżeństw, za które już Morgan
był atakowany,
chociaż błąd jego wypływał z kłamliwych
informacji
mi.sjonarzy o anormalnych
małżeństwach
mieszkańców wysp Oceanii.
Zapoczątkowane
przez
zmarłego
w
1943 r. młodego
uczonego
B. G. K u d r i a w c e w a badania
nad pismem kochau
rongo-rongo
'kontynuowane
są przez dwóch uczonych leningradzkich;
N. A. B u t in o w a i J. W. K n o r o z a w a; wyniki
dotychczasowe
pozwoliły
na rekonstrukcję
pojedyńczych
wypadków
z wczesnej
historii
Wyspy
Wielkanocnej.
Dużo uwagi poświęcają
etnografowie
radzieccy
analizie
przemian
-vi życiu i cywilizacji wysp Oceanu Spokojnego po ich skolonizowaniu.
N. A. B u t i n o w kończy opracowanie
wielkiej monografii o etnografii
Nowej Gwinei,
T u m ark i n zaś przygotowuje
do druku monografię
o następstwach
"amerykanizacji"
Hawai i jej skutkach
dla autochtonów
iego archipelagu.
W końcu T u m ark i n wspomina o wydawnictwie
z serii "Narody
.Świata" pt. "Narody Australii i Oceanii", które jest jak dotychc~as jedynym dz\ełem w literaturze
światowej,
próbą wszechstronnego
oświetlenia historii, bytu i kultury autochtonów tej części świata.
Uczeni radzieccy żywo interesuj'l
się wydawnictwami
zagranicznymi
·dotyczącymi Australii
i Oceanii, dowodzą tego wnikliwe i bezstronne re'cenzje publikowane
od 3-ch lat w naukowych
czasopismach
radzieckic'1.
Upadek
systemu
kolonialnego
stwarza
nowe perspektywy
i nowe
zadania
naukowo
badawcze,
które etnografowie
radzieccy
podejmą
nie
tylko z pozycji naukowych,
ale również jako jedną z form walki z dyskryminacją
rasową.
B. L S z a r e w s k a ja:
Charakter
władzy
wodzów
u narodów
Afryki
tropikalnej
w okresie
przed kolonizacją
(Z powodu
artykułu
.A. S. Or ł o w e j O miejscu i roli tradycyjnych
u;ładz społeczeństwa
afry.kańskiego
w
przesz/ości
i współczesności.
"Sow.
Etnografij,,",
1960,
.Nr 6), s. 67-70.
S z a r e w s k a j a, godząc się na ogół z poglądami
O r ł ow e j
'~otyczącymi zagadnienia roli tradycyjnej
władzy w rozwoju państwowości,
ma zastrzeżenia
co do poglądu
O r ł o we j na to zagadnienie
na terenach Afryki
tropikalnej.
Można wprawdzie
zgodzić 'się z Or ł o w ą,
że w chwili zetknięcia
się Europejczyków
z autochtonami,
ich ustrój
\;spólnoty
rodowej upadł i zachodził proces powstawania
klas, lecz pro&lt;:es ten był tak powolny, że ustrój wspólnoty
pierwotnej
trwał nadal
przez całe stulecia.
Szarewskaja,
na przykładzie
Hotentotów
i Herero, uzasadnia
swój
pogląd, opierając
się na opisie tych ludów z XVIII w. przez Holendra
P. K o l b' a. Mimo, że ustrój był w owym czasie plemienno-rodowy
:i ziemia pozostawała
we władaniu
wspólnym,
bydło i stada były iut

66!}
własnością
prywatną
i wskutek
tego powstawały
nierówności
w stanie
posiadania .
Mimo wyraźnego rozwarstwienia
się społeczności nadal utrzymywały
się pewne prawa wspólnoty pierwotnej.
Wódz plemienia
dowodził wyprawami wojennymi,
rozstrzygał
różne zagadnienia
gospodarcze,
ale dla
podjęcia
decyzji o charakterze
ogólniejszym
zwoływał
radę starszych.
Nie mógł więc wypowiedzieć wojny, ani zawrzeć pokoju bez zgody rady.
Taki stan rzeczy przetrwał u Hotentotów do naszych czasów. Przykładem
tego może posłużyć powstanie Hotentotów i Herero przeciwko kolonizatorom niemieckim w latach 1904-1906.
Sąsiedzi Hotentotów
- Herero lub Owaherero,
na podstawie
dokumentów z końca XIX w. żyli w niewielkich plemionach składających
się·
z patriarchalnych
rodów. Nie istniała jakaś większa jednostka
centralizująca władzę. Podobnie jak u Hotentotów
ziemia była własnością
plemienia, nikt nie korzystał z jakichś wyjątkowych
uprawnień,
nawet wódz
nie posiadał prawa sprzedaży ziemi, ale bydło było już własnością
prywatną. Głowa
rodziny lub stars,zyzna rodowa posiadała
ponadto swoje
stada poza rodem, którymi musieli zajmować się młodzi krewni hb jeńcy
wojenni, których
zatrudniano
jako pastuchów.
Szarewskaja
w oparciu
o pracę F. Meyera stwierdza, że władza wodza u Herero była podporządkowana radzie starszych, która pozostawiała
mu na codzień prawo sądów
z pewnymi ograniczeniami.
W okresie działań wojennych wodzowie otrzymywali pełną władzę wojskową
zarówno w atakach, jak i w obronie.
Następny
przykład
wybrany
przez Szarewską
dla potwierdzenia
jej
poglądów
jest plemię Azande, lud zamieszkujący
międzyrzecze
Kongo
l Nilu. Szarewskaja
skorzystała z opisów rosyjskiego uczon€go W. W. J u nk i e r a, (podróże po Afryce, M. 1949 r.), który co prawda sugeruje ustrój
feudalny
u tego ludu, ale opisy jego mówią o czym innym. Wodzowie
nie mogli być despotami, gdyż władza ich była ograniczona
decyzją rady
starszych lub powszechnego zgromadzenia.
Możnaby Azande określić jako
związek plemion, a ich ustrój, jako demokrację wojenną.
Na tym przykładzie
i wielu innych
S z a r e w s k a j a stwierdza,
że w niektórych okręgach Afryki Tropikalnej
do początku naszego wieku
utrzymywał
się albo ustrój patriarchalno-rodowy,
albo demokracji
wojennej.
Dopóki wódz nie posiada własnych
drużyn wojennych,
którymi dowodzi bez ograniczeń, dopóki zaleźy on od uchwał rady starszych, dopóty
władza jego nosi charakter
patriarchalny.
Sługa narodu, który jeszcze
nie przerodził
się w despotę i monarchę.
Powolny proces powstawania
klas, uporczywe
trzymanie
się tradycyjnych
form rodowo-plemiennych,
które trwały nawet wtedy, gdy juź faktycznie
bogata warstwa
ludności
z wodzem na czele przechwytywała
władzę, siła przeżytków ustroju rodo-

�671

'070
wego w ideologii
tropikalnej.

-

stanowi

specyfikę

licznych

społeczeńshv

Afryki

SOWIETSKAJA
ETNOGRAFIJA
Mosk\va 1962, Z. 2.
L.

P o t a p o w:
Badania
dnograficzne
socjalistycznej
kultury
ZSRR, s. 3-19
Pod tym tytułem Potapow zamiesz~za przegląd zadań i omawia rolę,
jaką odegrała etnografia radziecka, poczynając od Wielkiej Socjalistycznej
Rewolucji Pażdziernikowej
w kształtowaniu
się społeczeństwa
socjalistycznego.
Pierwszym
wydawnictwem
po Rewolucji, które zawierało materiały
etnograficzne
był Komsomol
na wsi, wydawany w latach 1920. Zapoczątkował on szereg innych publikacji wydawanych
przeważnie przez muzea,
takie jak: Muzeum antropologii i etnografii AN ZSRR, Rosyjskie muzeum
w Leningradzie,
Muzeum ludoznawcze
w Moskwie i Muzeum okręgu
moskiewskiego.
Towarzystwo
miłośników przyrodoznawstwa,
antropologii
i etnografii
rozwinęły
również szeroką akcję badawczą
i wydawniczą
w zakresie etnografii. Działalność Akademii koncentrowała
się przy Komisji badań terenowych.
W okresie kolektywizacji
etnografowie
radzieccy
spełnili poważne
zadanie opracowując
zagadnienia
ustroju społecznego licznych i różnorodnych narodów ZSRR.
Nie w pełni osiągnięto
zamierzone
wyniki, na przeszkodzie
temu
stanęły spory teoretyczne i metodologiczne wśród etnografów radzieckich.
W latach 1920-1930 odlam prawicowy etnografów
stworzył tzw. "teorię
ustroju
rodowego".
która przekresi::.la
istnienie
klas eksploatatorskich
wśród takich narodów. jaje Kazachowie, Kirgizi, Turkmeni, Jakuci, Ałtajczycy, Chakasi i in. Teoria ta stabl się powodem wystąpień przeciw kolekty~;izac,ii. Po latach 1930 podjęto dyskusję nad zakresem działalności
etnografii i w tym wypadku część uczonych starała się ograniczyć etnografię do badań nad starożytnoscią
i jej przeżytkami
we współczesności,
wyeliminowując
badania nad współczesnością,
jako taką·
P o t a p o w uważa, że rozwój etnografii
radzieckiej
rozpoczął się
15-16 lat temu wstecz, i nad tym okresem zatrzymuje się w swej analizie, stwierdzając,
że zadawalające
są jedynie wyniki badań nad bytem
i kulturą
chłopów
kołchozowych.
szczególnie
szeroko
rozwinięte
na
Ukrainie. przy czym autor wspomina po krótce najwybitniejsze
opracowania zbiorowe i indywidualne
oraz monografie. Gorzej przedstawia
się
sprawa z badaniami nad bytem i kulturą robotników, w niektórych republikach zaledwo rozpoczęte, zaś w Przybaltyce,
Powołżu i Syberii nie
tknięte badaniami.
bytu

P.

narodów

Główne zasługi w badaniach nad bytem i kulturą chłopów kołchozowych położył Instytut Etnografii AN ZSRR. Oceniając należycie ogrom
pracy dokonanej przez etnografów radzieckich, należy ~wierdzić
jeszcze
raz brak opracowań metodologicznych
mimo bogatego materiału faktograficznego zebranego w toku badań terenowych. Wprawdzie materiały ekspedycji terenowych
ukazują się w wielu publikacjach,
noszą one jednak
charakter
raczej opisowy. Większość wydawnictw
dotyczy bytu i kultury
chłopów kołchozowych
Syberii, Dalekiej Północy i Dalekiego Wschodu,
najbardziej
ongiś zacofanych ekonomicznie, kulturowo i politycznie okręgów Rosji carskiej.
Autor kończ~' ogólny przegląd twierdzeniem,
że mimo b. różnej wartości materiału
opublikowanego
i nagromadzonego,
poczynając
od drobnych przyczynków
kończąc na monografiach
i pracach zbiorowych stanowi on bogaty ma,teriał faktograficzny
na podstawie
którego można
sformułować twierdzenie, że kultura narodów radzieckich w okresie budowy
socjalizmu
rozwijała
się
jako
k u l t u r a s ocj a l istyczn a
w s w e j t r e ś c i i n a r o d o w a w s w e j f o r m i e.
Prace Instytutu
Etnografii AN ZSRR służą przede wszystkim celom
praktycznym
wynikającym
z planu państwowego
ZSRR, Ekonomicznej
Komisji do spraw narodowościowych
przy Radzie Najwyższej ZSRR i in.
resortów gospodarczych
i politycznych.
P o t a p o w podkreśla konieczność prowadzenia
badań kompleksowych
przy współudziale
historyków,
iilozofów, ekonomistów
i przedstawicieli
innych nauk społecznych.
Artykuł jest zaopatrzony
w liczne przypisy i zawiera przegląd poważniej'szych prac etnograficznych
·z okresu ostatnich 15-u lat.
N. N. S t i e p a n o w:
Klasyk
rosyjskiej
i światowej
etnografii
S. P. Kraszennikow
(Z okazji 250-lecia urodzin), s. 86-97.
Zycie Kraszennikowa
jest mało znane do chwili. przyjęci'!
go na
naukę do Akademii słowiańsko-grecko-łacińskiej.
Fakt przyjęcia go do tej
Akademii przemawiałby
za tym, że był to syn ubogiego wojskowego.
Przy okazji należy wspomnieć, że wychowankiem
tej Akademii był również M. W. Ł o m o n o s o w. W 1732 r. będąc w przedostatniej
klasie
Akademii
Kraszennikow
został delegowany
do Akademii
Nauk
ażeby
wziąć udział w Drugiej Kamczacki.ej
Ekspedycji
w latach 173':j-1743,
zwanej również Wielką Północną Ekspedycją.
Kierownikiem
Ekspedycji
b~ł prof. 1. G. G m e l i n i obok niego G. F. M i 11 e r. Szczegółowa
hIstoria podróży Kraszennikowa
została opracowana
przez A. 1. A nd rej e w a i N. N. S t i e p a n o w a. W tym artykule Stiepanow charakteryzuje poglądy Kraszennikowa
na podstawie analizy jego prac.
Kraszennikow
przebył 25.773 wiorst w trakcie swych podróż v po Syberii i Kamczatce. Jest to cyfra imponująca choć niepełna, bo~iem nie'
Wszystkie podróże znalazły się w pamiętnikach
Kraszennikowa.
Pamiętniki
Kraszennikowa
mówią o jego b. szerokich i wszeehstron-

�672

673

I

nych zainteresowaniach
bytem i kulturą mieszkańców
z terenów objętycb
badaniami
ekspedycji.
Marszruta
Kraszennikowa
prowadziła
poprzez Zachodnią Syberię, Ałtaj, Wschodnią Syberię, Przybajkale,
Zabajkale, Jakutię Wybrzeże Ochockie i Kamczatkę. W pamiętniku
znajdują się przebogate materiały etnograficzne
dotyczące Ałtajczyków,
Buriatów, Tungusów.
Prócz pamiętników,
praca Kra
s z e n n i k o w a pt. O sobolowym przemyśle zawiera nie tylko szczegółowy opis o polowaniach
na sobole i wyprawie skórek, lecz o obyczajach i obrzędach związanych z tym zawodem.
Na Kamczatce pozostał Kraszennikow
około 4 lata, w okresie tym napisał &lt;10prac na różne tematy jak: opis swych podróży przez poszczególne
okręgi Kamczatki,
opis terenu i jego historii wg opowiadań
tuziemców,
opis życia, bytu i obyczajów, zarys historii ogólnej Kamczatki,
słownik
języków poszczególnych
ludów, prace z zakresu historii naturalnej
itd.
Podsumowanie
tych prac dało w rezultacie dzieło pt. Opis ziem Kamczatki, wydane w Petersburgu.
Nie wszystkie prace jednak weszły do tego
dzieła i w 1949 r. Akademia Nauk ZSRR opublikowała
Opis ziem Kamczatki
uzupełniony
nowymi materiałami.
Uczeni radziec·cy cenią prace
Kraszennikowa
i korzystają
z nich, jako z podstawowego
materiału
E XVIII
w. do historii i etnografii Kamczatki.
W końcu 1742 r. Kra
s z e n n i k a w powrócił do Petersburga,
gdzie
w 1745 roku został adiunktem,
a w 1750 otrzymał tytuł profesora historii
przyrody
i botaniki
i został członkiem Akademickiego
i Historycznego
Akademii Nauk. W owym czalsie staje się on jednym z najbliższych towarzyszy Łomonosowa.
Wyrazem poglądów ideowych
Kra
s z e n n i k o w a jest jego praca
pt. Rzecz o użyteczności
nauki i sztuki w państwie
wyd. w 1750 r., której
główną tezą jest twierdzenie,
że podstawą rozwoju nauki i kultury
jest
materialne
zapotrzebowanie;
potrzeba
bowiem czyni człowieka mądrym.
Kraszennikow
wielkie
znaczenie
przypisuje
państwu
i prawodawstwu
dla rozwoju nauk, w miarę zaś swoich możliwości porusza temat oświaty
ludu. Naukę uważał za część życ,ia narodu, a rozwój jej wiązał ściśle
z rozwojem ekonomicznym
j kulturalnym
pat1stwa, potwierdzając
poglądy
Łomonosowa w krytyc'e dysertacji
M i Ile l' a' pt. O pochodzeniu' i nazwie
narodu l·osyjskiego.
Łomonosow ze swej strony wysoko cenił Kraszennikowa, czemu dał wyraz w swej opinii a Opisie ziem Kamczatki,
ponadto
WIspółpracując przy tłumaczeniu
resume tego dzieła na język francuski.
N. N. Stiepanow
przytacza
opinie wybitnych
etnografów
rosyjskich
i!: XIX
w. - XX w. D. N. A n u b c z y n a i Z. J. S z t e r n b e r g a
a dziele Opis ziem Kamczatki
i chociaż uważają oni Kraszennikowa
za
"zwykłego empiryka,
fotografa
rzeczywistości,
zapalonego w swej pracy
nie znającego metodologii badań", to podkreślają
równocześnie
genialną
wprost jego wnikliwość
w podejściu do zagadnień. Dziś jednakże można
ocenić należycie jego prace i założenia teoretyczne
bardzo postępowe jak

na owe czasy; on pierwszy określił znaczenie badań kultury narodów zacofanych, jako określonego stopnia w rozwoju ludzkości.
Stiepanow
uzasadnia
swe twierdzenie
na przykładzie
interpretacji
materialistycznej,
Mitologii, wierzeń i tajnych
obrzędów
ltelmenów
Kraszennikowa.
Autor w cpisie swym stara się być rzeczowym i obiektywnym, nie idealizuje żadnych stron życia narodów o pierwotnym
ustroju,
jak to zwykle czynili uczeni i podróżnicy tego okresu.
Stiepanow
poświęca połowę swej pracy Itelmenom,
opierając
się na
opisie Kraszennikowa
i porównywując
opisy innych podróżników
jak
np. Stellera
i póżniejsze L. J. Szternberga,
który zresztą czerpał wiele
informacji
do swych pracz
opisów Kraszennikowa.
Stiepanow stwierdza,
że jeśli chodzi o obrzędy religijne Itelmenów jest to jedyny tego rodzaju
materiał, bowiem żadnemu z póżniejszych podróżników j badaczy nie udało
się być uczestnikiem
takiego święta, jak "oczyszczanie
się z grzechów".
Kraszennikow
w opisach swych uwzględnia też zjawisko wpływu kultury
Rosjan na Itelmenów.
Historia i etnografia
Kamczatki
ściśle wiąże się w dziele Kraszennikowa, obejmując
okres od połowy XVII w. do lat 40-tych XVIII w.
Nie pomija też ciężkiego losu Itelmenów pod władzą administracji
carskiej; z sympatią odnosi się do ich powstania
w 1731 roku, naturalnie
daje temu wyraz o tyle a ile cenzura carska pozwala na to.
Dzieło Kra
s z e n n i k o w a stało się pionierską pracą w zakresie
badań terenowych
nad kulturą
i bytem ludów imperium
rosyjskiego.
Praca o Kamczatce była tłumaczona
na język francuski,
angielski i niemiecki
w końcu zaś na holenderski
i cieszyła się zainteresowaniem
ówczes~ego świata uczonych podobnie, jak dźieło francuskiego
misjonarza J. F. L a f i t a u o życiu i kulturze
plemiop
indiańskich
Irokezów
i Huronów. Do chwili obecnej wydawnictwo
dzieł Kraszennikowa
było
wznowione czterokrotnie,
ostatni raz w 1949 r.
A nastazja

ETHNOGRAPIlIA.
Redaguje kolegium
Pierwszy
rego organu
zawiera
na

A MAGYAR
pod przewodn.

N:EPRAJZI
K. Kovacs'a

·Kojdecka:

TARSASAG FOLYOIRATA
Laszló. R. 1963.

zeszyt wychodzącego
już obecnie całkowicie regularnie
staWęgierskiego
Towarzystwa
Etnograficznego
"Ethnographia"
wstępie
artykuł
T. H o f f m a n n a
"O pojęciu
«ludu»
w etnografii".
Jest to referat
wygłoszony
przez autora na posiedzeniu
katedr
etnografii
Uniwersytetu
im. Loranda
Eótvósa
w Budapeszcie
w 1961 roku. Autor, wychodzi z założenia, że dotychczasowe pojęcie "ludu'"
przy "określaniu
problemów
społecznych
na podstawie filozoficznej"
niebrało pod uwagę ich ekonomicznej
treści i wychodziło wyłącznie. Z' hLsto.-

�675

674

I:
i

IIi"!

l.'i

~d
"

j,

ryczno-socjologicznych
założeń. Zadaniem
nauki etnografii
musi więc być
opracowanie
takiego pojęcia "ludu", które z jednej strony odpowiada wynikom innych nauk społecznych,
a z drugiej jest w zgodzie z rzeczywistymi warunkami
osobnych formacji społeczno-ekonomicznych.
N. I k va i
w artykule
Praca
przy sianie
i przygotowanie
paszy w górach
Zemplińskich
pcdaje szereg ciekawych
danych dotyczących
tego działu gospodarki
z terenu
podgórza
w Zemplińskim
(Ziemneńskim);
autor podaje
wiele nazw, szczegółów techniki
zbierania
i przechowywania
siana, nanędzi
de tego używanych
itd. M. in. występuje
tutaj stosowanie
nieznanej na innych obszarach
Węgier "ostrewki",
po węgiersku
"osztró",
W okolicy jest jednak szereg wsi słowackich, przesiedlonych
w XVIIIw.
spod Karpat,
stąd wiele wpływów
słowackich;
autorowie
podają często
również i słowacką nazwę wielu przedmiotów.
Bardzo interesującym
dla
nas jest również artykuł
G. S z e h e n i e g o O pasterstwie
w rejonie
esik (dziś w Rumunii).
Autor daje tu ciekawy przegląd pasterstwa
w Karpatach siedmiogrodzkich
w jedynym regionie, w którym do niedawnych
czasów istniało w głównym grzbiecie Karpat pasterstwo
wc:gierskie (,gzeklerskie). Autor podaje wiele form, szczegółów gospodarki i tE:(:hi1iki, określając je nazwami. Ciekawe są szałasy przenośne
oraz kryte półokrągłym
dachem z kory dębowej. Pasterze
łączyli się w związki pasterskie
(juhgazdasag,
esztenatarsasag).
Poza tym elementy
tej gospodarki
szałaśnej
nie odbiegają
od ogólnie występujących
w Karpatach.
Nazwy są bądź
węgierskie
(niektóre
przeszły do słownika
szałaśnictwa
północno-karpackiego np. juhasz, kasar czytaj koszar, szaltas czytaj sa/.asz) część jest rumuńska
(np. esztena &lt; st1.na, eszterunga
&lt; strunga, pajta &lt; poiaUi), część
słowiańska
(komarnyek),
wreszcie część jest pochodzenia
niejasnego.
Na
czele pasterzy
stoi na hali bac s (czyt. bacz). Rozprawa
b. cielewa
dla
naszych
badaczy
szałaśnictwa
karpackiego,
aczkolwiek
dane pochodzą
z ok. 1940 roku; później,
w ramach
zmian politycznych
i przesiedleń
stosunki się zmieniły. W każdym razie fakt Występowania
czysto węgierskiego szałaśnictwa
w Karpatach
jeszcze raz wskazuje na potrzebę wciągnięcia i nauki węgierskiej
do międzynarodowej
współpracy
nad badaniem
pasterstwa
karpackiego
(zob. II Konferencja
Karpack;ł,
Kraków
1960).
Węgrzy mają zresztą na polu badania
pasterstwa
karp8ckiE";o ostatnio
szereg wyników (B. G u n d a, A roman pasztorkodas
magya7' kapeso/.atai,
Nep es Nyelv 1941, L. F o l d e s, A juhtartas
tipusai
es epitm(!r.yei
a Karpritmedenceben,
Nyelvtudomanyi
Kozlemenyek
1957, 1-2, oraz zbiorowe
wydawnictwo
w języku niemieckim
o szałaśnictwie
w KarpatRch
wydane
w 1961). S a n d o I' zajmuje się z kolei "Dziecinnymi
zabawk~mi z badyla
l,cls:urydzy w Berettyóujfalu".
1. E I' d e l y l daje obszerne
sprawozdanie
z "Wyprawy etnograficznej
do Pamiru w r. 1956", podjętej pe,.l kierunkiem
zmarłego
później prof. Bernstamma,
w której
autor bruł udzi",j obok
innych
archeologów,
etnografó\v
i antropologów
radzieckich.
Wyprawa

miała charakter
nania
równocześnieprzede
i sz:::z:s tk' lm arch,~ologiczny, ale dała możność dokodrobniejszych
materiałów
p~ ,obserwacJI z zakresu etnografii.
Cały szereg
.W kronice u '
mieszczonych Jest w dziale "drobne wzmianki"
mieszczono przede wszystkim
'f
. ....
.
.
wum etnograficzno
h' t
.
m ormaCję o rozbudowie
archi- IS orycznego
zawierają e
d k
zanikających
form i prz k "
. ~ ge
o 'umentację
z zakresu
wienia szeregu pozycJ'i :ęag~ow,,~shtn:ch, DZIał recenzyjny
obejmuje omólers ..•.
lc 1 Jednej fińskieJ'
.
.
. W num erze 2 -lm
na czoło wysuwa się artykuł L V
'
ma węgierskiego
budownictwa
ludowe 'o
,a
r g y a S a. BadaQ
.:tule, będącym referatem
na W.aln m
w naszych .czasach. W swym art yrzystwa Ludoznawczego
w roku 196;
Zgromadzemu
Węgierskiego
Towacia dotychczasowej
nauki
'g'
k: autor wskazując na znaczne osiągnięl
wę leI'S lej w zakresie
bada'
b d
. udowego, postuluje
równocześnie
ab'.
'
ma
u ownictwa
traktować
budownictwo
ludowe . 'k ) obo.k badan czysto teoretycznych,
.
Ja o matel'lał do wyko
t'
amu nowych elementów art t
.
rzys ama przy szuk
budowlanych
przy nowoczeYS YCZnbYCh,
arc.hltektonicznych
czy techniczno.
snym
udowmctwi
.. k'
Się W ramach
obecnych,
socjalist ezn ch
e WI~JS, Im, rozwijającym
sz~rokim
tle porównawczym
z
y l ~ . p.rzeobrazen.
L. Vargyas,
na
klasyfikacji
podaJ'e IV c ,,'
uwzg ę nlemem wszelkich
na tym polu
zęsc rozprawy
Badani
k"
nych dziejów ballady ludoweJ'" F" " 't'
a w za reSle sredniowiecz. mSKJ e nograf A V' l k
Szopy
z namiotowym
dachem
w'l
.
.
l
U n a dał artykuł
nymi zdjęciami
r-rtykuł
ar'
pl) nocnej
Finlandii. Ilustrowany
liezz dachem stożkO;ym
cz' ernoa IZU J€ ten typ budownictwa
drewnianego
.
"spa
owym
d ,.
'
d
terenie.
Z z8kresu
mu"yki ]. d
.. ' osc często spotykanym
na tym
.
u owe' l opl~raJąc
.
l'
.
(C
.."
c
Się g owme o muzyke
1udowa . narodu Marl'
.
zeremlsow)
poch d'
t
.
i.'('!i'a
(ne
r: l' 7
C S ~ ] , f!.
.
o Zl ar ykuł G. L u k ó System
.
.
J.~...
....o. _ J.-, ~ nl~1Wi.·"1 Turni trefL'"?'
~
91.ersklego;
autor daJ'e
kł d
' ',' -'. /, ", 1) cc:eiOiU u lu~!!. 1O'?przy a y szeregu
P' b'
.
słomy, kory drzewneJ' kosz" p.~c'~
.'
s. oso ow plecenia
z rogoziny,
.
),
.~~.JneK
m"t 1"'[ NI B
dz.iel •• -,"e7n;o"la
tk .ac k"tego. z-.. S" ..,,' od I' o S S" w artykullku
O P/s «ia;nych
_
'o
dotyczące
artystycznego
rzemiosł
tk k'
lOQ",ar u p')daJc szczegóły
kol .
a
ac lego uprawiane
d
.
en pn;ez rodzinę Kovacsów
k
.
.'
go o wIelu pod 'ł
w
omltacle Tolna' J'ed
.
Zl w polowie XIX wieku swoi t. 't.
,€:nz
mch sporządujemy nieco szczegółów dotYCsą 1l1 SrukcJę. W drobnych notatkach znajh
ząCjC
nazw miar
.
,
oraz urządzeń d::J przewra a'
b"
p::Jwlerzchm w XVI w.
.
c ma z oza zzetego z V' . h
tHce obszerne
omówienie
\V gł
,..
as'll' elyi puszta. W krosk''lego etnografa N D u
y oszonego
w Budap' .szcle. o d czy tu rumuń.
.
.
nare
o pr,c~ch sel'"
CI'
emli N'luk.
dotyczących
pc'
. ..
. ,C.ll W
UlU Rumuń3kiej Akadl
.
.'
vnązan wegl
k"
.
Udowej. W recenzjach
:
...'
en' ,eJ l rumuńokiej
kultury
H
m. m. omOWJenl" pubJ'k
.. S
u:lgariae et Centralis
ac O'
t. r
.. ,
l aC]1 "
ludia Ellmolo-rica
pod redakcJ'ą prof Bel" G rlen a I~ Eurepae"
wydawanej
w BUdap;&gt;s;cie
.
l
U n d a
l po"
..
etnologicznym
w środkow . .
~wlęconeJ porownawczym
studiom
,
ej I wschodmeJ
Europ'
z_regu publikacji
niemieckich
d'
l'
.
Ie, poza tym omówienie
Numer 3 Z
.
' ra zwc {Ich I w.;gierskieh.
. aWlera na \\'stqple arh'kuł
S
'"
.
.
w I' d' e s z a
"Obr&lt;:lz świata
I

;.
Q
ł

ł

•

�671

676

I,
!'

,,
[

:

bajarza ludowego L. Ami"; w komitacie Szatmar, we wsi S'amoszeg żyje
sędziwy L. Ami, naj starszy z ludowych
bajarzy
(opowiada:zy
b~j~k);
w swoich opowiadaniach
wytworzył on swoisty system patrzema na sWIat,
którego zasadnicze zręby kreśli niniejszy artykuł.
E. K i s b a n omawia
w artykule Wnioski
z rozmieszczenia
zwyczaju
chleba owocowego
zwyczaj pieczenia w okresie przed Bożem Narodzeniem
tak zwanego "chleba
owocowego" na terenie części Szwajcarii, Austrii, południowych
Niemiec
i południowo-zachodniego
klin u Węgier. Z kolei czasopismo zamieściło
przekład artykułu
włoskiego uczonego V. L a n t e n a r i "Irracjonalizm
w etnologii" będący fragmentem
pracy tegoż autora.
J. B ark a n y i
przedstawia
problem Króla
zwierząt
w węllierskich
bajkach
ludowych.
Bela C. N a g y omawia "Melodie żałobne" w muzyce ludów ugrofińskich
i wschodnioeuropejskich.
Z. E r d e l y i podaje drugą część swej rozprawy
Przyczynki
do symboliki
węgierskiej
poezji ludowej.
Z okazji niedawnej
rocznicy E. Benedeka (18;}!!-1929), węgierskiego pisarza, a zarazem i etnografa-folklorysty,
A. Kovacs przypomina jego zasługi dla zbierania i badania węgierskiej
pieśni ludowej. B. S a r o s i omawia "Cytrę i grę na
cytrz~ w okolicy Segedynu". W drobnych wiadomościach J. Herepei podaje
nieco danych dotyczących garncarstwa
siedmiogrodzkiego
w XVI-XVIII"
wiekach, L. Szabó pr,zedstawia sposoby .wytwarzania
jabłecznika
i octu
z jabłka w rejonie Tiszahat a F. K o va c s pod tytułem "Etnogeneza
a liczebniki" daje streszczenie z referatu z VI Międzynarodowego Kongresu
Antropologicznego i Etnologicznego (Paryż 1950). Interesująca
jest notatka
Z. U'j va r y Węgierskie
tradycje
a slowackim
zbójniku
Janosiku,
w której podano wersję tradycji o Janosiku spisaną niedawno we wsi Het
w k-mit2,cie Borsod na półnccnych Węgrzech, n'~ terenie etnie: n'e Wi;gier:'lkim, Autor dobrze zna literaturę (prace Melichercika oraz P. Eogatyrewa, Der slowakische
volksheld
Janosik
in Volksdichtung
und bHdener
VoiksKunst,
(w Deutsches Jahrbuch
ftir Vclkskunde
VI, 196J, I). WśrJd
recenzji zasługuje na uwagę recenzja z węgierskiej
pracy o hall adach
zbójnickich we wschodniej Europie (Kelet-európai
nepek betyar balladai,
Budapest 1959). Recenzent (I. Dankó) wskazuje na to, że popularny
charakter publikacji
wyłącza większe objaśnienia,
poza niezbędnymi
filologicznymi; tylko przy bardziej słynnych zbójnikach jak Janosik czy Pintye
vitez podano dane dotyczące ich biografii historycznej;
autor recenzji
wskazuje na potrzebę uzupełnienia pewnych danych historycz\1ych choćby
z publikacji węgierskiej L. P a t a c h i, Capitani de cete militare si haiduci
rom;ni la inceputul veacului al XVIII-lea,
Studii si articole de istorie,
II, 1957.
Num=r 4. czaso':lism

otwiera cbs.zerne studium E. F e l i T. H o f e r a
oparte na 'badaniach we wsi Atany w komitacie Heves: autorowi~
zajmują
sif; przede wszystkim
najpierwszymi
formami narzędzi jakimi są kopaczki, motyki itp. nar~ędzia p:'Jnocnc przy
Narzędzia

pracy

l

ehlopa,

kopaniu, pieleniu itd. V. D i ó s z e g i na podstawie podróży naukowej do
Mongolskiej Republiki Ludowej w roku 1960 omawia "Zagadnienia
sza.manizmu mongolskiego". Imre K a t o n a daje obszerne studium o "Ubiorze robotników ziemnych", opierając się tak na starym materiale (z opisów,
starych fotografii, rycin) jak i na współczesnych obserwacjach.
Z. Erdelyi
daje trzecią i ostatnią część swej rozprawy o symbolistyce
węgierskiej
poezji ludowej (zob. wyżej). W drobnych notatkach
L. Kiss publikuje
dane dotyczące dwóch starych dworków drobnoszlacheckich
w rejonie
tak zwanego Nyirsegu z XVII-XVIIl
w. J. Herepei podaje dalszy ciąg
swych danych o dawnym garncarstwie
siedmiogrodzkim,
F. Oszvald publikuje
z akt sądowych
kilka dokumentów
do stosunków
rodzinnych
w komitacie Szolnok XVII w. W kronice dłuższe sprawozdanie
z sesji
Węgierskiego
Towarzystwa
Ludoznawczego
w Gyula w czerwcu
1961.
Dział recenzji jak zawsze obfity, m. in. omówiona został8. publikacja
·Uniwersytetu
w Segedynie Neprajz es Nyelvtudomany
I-IV,
1!)57-1960.
Poza pracami węgierskimi zrecenzowane dwie prace obce (jedna angielska
i jedna fińska). Z działu recenzyjnego zdać można sobie w pełni sprawę
:z obfitej węgierskiej produkcji w zakresie etnografii i folkloru w ostatnich latach.
Jan

~yehman

KarolOg
i e r, DZIENNIK PODROŻY DO POLSKI 1635-1636. Tłum.
E. Jędrkiewicz. Biblioteka Miejska i Tow. Przyj. Nauk i Sztuki w Gdańsku. Część I, Gdailsk 1950, część II, Gdańsk 1953.
Pelny, w barokowym stylu tytuł dziennika wydanego poraz pierwszy
16~5 rolm po htcinie brzmi: Carolii
Ogeerii
Ephemerides
sive iter
DanieHm,
SHecicHm, PoLonicum, cum esset in comitatu I!lustrissirni
CLaudii
w

Mamm:

comitis

Arauxii,

ad septentrionis

reges extraordinarii

Legaii.

Autor, prawnik
z wykształcenia,
literat,
humanista
z zamiłowania,
to:,arzyszył
hrabiemu de l'vIesme jako drugi sekretarz, w jego specjalnej
mIsji dyplomatycznej
do Polski. Rezultatem tej misji było zawarcie pokoju we wsi Sztumskiej między Polską a Szwecją.
Dziennik Ogiera posiada znaczną wartość jako żródło historyczne do
dziej~w politycznych
tych czasów, ale na marginesie
opisywanych
wypadkow, rysują się stosunki zwyczajowe i obyczajowe w Polsce a ściśle
mówiąc w Gdańsku 'i na Pomorzu. Niektóre zapiski Ogiera rzucają światło
na st.osunki wiejskie w pierwszej połowie XVII wieku, inne zaś są ciekawyr~ll przyczynkami
folklorystycznymi,
opisami zwyczajów, wierzei'!, przesądow w Gdańsku i okolicy; z tego też powodu posiadają pewną wartość
dla etnografii.
.
Probl:my
~tniczne prawie nie interesują
Ogiera, co zresztą zgodne
Jest z ogolnyml poglądami dyplomatów XVII wiektt, ale tu i ówdzie no-

�679

678
tuje autor pewne spostrzeżenia,
które rzucają światło i na te zagadnieni.a.
Uderza go dwujęzyczność
w obrzędach kościelnych, zwłaszcza tam, gd.Zll~
występuje
drobna szlachta z okolic Gdańska, ludność wiejska i "gm m"
miejski.
.
.
17 czerwca 1635 roku udaje się Ogier do kościoła w Jankowem 1 Opisuje odbywające się nabożeństwo:
"...katolicy śród łez i westchnień śpiewali po polsku hymny. Obraz był starożytnego
chrześcijan
prześladowania, gdy się widziało gmin biedniusieńki,
co zeszedł się zewsząd ze wsi
(albowiem w mieście są jeno trzy lub cztery katolickie rodziny)" '.
To samo zauważa się w Gdańsku:
" ...widziałem
liczne pospólstwo
śpiewające w klasztorze (Dominikanów) po polsku hymny i psalmy 2. Podobny fakt uderza w Wielki piątek, również u Dominikanów,
gdzie jest
świadkiem procesji biczowników w czerwonych płaszczach i śpiewających
"polskie śpiewy"".
Przy okazji zapisków
Prussicae

aut

Cassubice

z wycieczki
(nam

sunt

do Kartuz

notuje,

że są to: terrae

in Cassubia).

Ciekawą notatkę dorzuca Ogier o Szkotach, jako obnośnych handlarzach na Pomorzu. W Łasinie, gdzie przebywał
wraz z posłem, spotkał
niejakiego
Hailbrona,
Szkota szlacheckiego
stanu, który od lat 30-tu
mieszkał w Łasinie, trudniąc się handlem pieprzem, smołą, masłem itp_
Zdumiał się poseł L'Vaux, stwierdziwszy,
że ten oto stojący przed nim
"boso, z gołą głową i w samej tylko koszuli... jest prawdziwym,
rodzonym
bratem pułkownika
Hailbrona, który królowi francuskiemu
dowodzi dwunastoma tysiącami ludu" '.
Do Gdańska
docierała
wraz ze spływem
zboża i drzewa ludność:
z ziem całej Rzeczypospolitej,
której autor dziennika
przypatrywał
się
z ciekawością, i wśród niej zauważył, "Rusinów", grecko-katolickich.
Unitów, którzy przychodzili
do kościoła Dominikanów
święcić chleb i innejadło ". Zasięgał a nich wieści od Dominikanów,
ale czy to informatorzy
niezbyt się orientowali w tych sprawach, czy też autor nie całkiem jasno
rozumiał, wiadomości
te są bałamutne.
Rusini, wedle tej notatki, mieli
pochodzić "z wielkiej Rusi" czyli "Moskwy", a jedynie mieszkali w Polsce.
Bardziej trafnie podaje wiadomości o braku celibatu śród księży unickich
i o prawosławiu,
czyli jak pisze "schizmatykach"
u.
Opis trybu życia ludności i stopy życiowej autor notuje z dwu różnych obszarów, z okolic Łasina i samego miasteczka, zniszczonego wówczas
przez wojnę, oraz z okolic leżących na sz!&lt;:,ku z Gdat'Jska do IvIalborga
i dalej do Sztumskiej
\vsi.
Opis wsi w drodze z Gdańsl&lt;'a do Malborga podaje autor: "Wszędzie
rozproszone,
w niewielkich
od siebie odstępach,
domy wieśniaków
porządnie i wygodnie z cegły zbudowane. \Vd7.ięczne są ogrody, role najpiękniej uprawione, siecią strużek wodnych zamknięte i ogrodzon", Bydła
na polach ilość niezmierzona;
wsie bardzo liczne. Milo tam patrzeć na

bociany budujące
swe gniazda na dachach i znoszące wiele kawałków
gałęzi na ich ustrojenie ..." 7. "Wszędzie pasła się mnogość wielka koni,
bydła rogatego i trzody chlewnej" 8.
Wzmianka natomiast z okolic Łasina jest w swojej treści wstrząsająca: "Nie ma zaiste rzeczy równie żałosnej i strasznej,
jak widok tych
ruin; widzieć jak ludzie, którzy pamiętają,
że przed niewieloma laty byli
obywatelami
kwitnącego miasta, żyją jakby zagrzebawszy się w zwaliska
i nory swych własnych
domów" 9. Na tym tle i dom proboszcza
"to
cztery dziurawe ściany z gliny ze strzechą słomianą, co przez cały ów
dzień deszcz przepuszczało" 10. A ludzie? o nich autor tak pisze: "...nędzarze, którzy wśród nieszczęść nadmiernych
ledwo ludzkie jakieś zachowali
obyczaje i którzy na kształt zwierząt w jaskiniach pełnią żywot...".
Skoro już mowa o budynkach
i mieszkaniach
wiejskich, wspomnieć
wypada o ciągłych narzekaniach
Ogiera na brak zajazdów i wszelkich
możliwoŚ'Ci noclegowych w Polsce. Nie jedyny obcokrajowiec
dotykał tej
bol~czki, któn zresztą była wynikiem specyficznych
stosunków Vol Polsce,
gdzie podróż szlachecka
czy też magnacka
odbywała
się z dworu do
dworu, bądż też z podró2.ującym ciągnęła się cała karawana
służby z namiotami, łóżkami, pościelą itp.
Zali się na zajazdy w Polsce Szkot Joannes Barcalny Icon animorum
(Londyn 1614), J. J, Kausch z Wrocławia
(1791), Hauteville
(XYII w.),
Verdum; do ich głosów dołącza się opinia Ogiera; i tak w drodze przed
Toruniem pisze: "ponieważ nie było tu ani sieczki, ani dogodnej stodoły
gdzieby przespać się można, spałem na wozie, na starej słomie"!l. "W Ła6inie rozpadający
się dom proboszcza, z zaciekającą
strzechą 12, w Grudziądzu 1\ w Kwidzyniu 14, wszędzie to samo, wszędzie sypialiśmy
tam
na ziemi, na garści sieczki, w trzy lub cztery razy większym brudzie niż
w każdym przytułku dla chorych; tak spaliśmy zresztą prawie stale przez
cały czas tego posłowania w Polsce" 1:;.
N8jbgrdzie,) ponury obraz stosunków noclegowych maluje autor pod
datą 27 lipca 1635 r. z nie nazwanej wsi, położonej około milę od Torunia.
A oto opi~, noclegu, rzucający
światło
na wnętrze wiejskiej
chałupy:
"...wesziiśmy clo czegoś, co nie wiem, czy mam nazwać łaźnią czy oborą,
bowiem walczyły tam o miejsca bydlęta mieszane z ludżmi. Leżało tam
z jednej sh'ony na ziemi, jak zarżniętych,
sześciu sług wojewody, z drugiej zagrzebani w sieczce i piernatach
chłopi, mieszkaniec
domu, z żoną,
dziećmi, dziewkami
służebnymi
na ławach,
które stały pod ścianami,
spał w jednym kącie... Germand ... w drugim nasz teolog, aby się przypadkiem nic' szturkali
piętami, przedzielał
obu ... Tatar, rozwalony ... na
sporej kupie świeżego siana. W inszej stronie, w kącie koło pieca, leżała
chora niewiasta
w połogu, wszęd'de zaś psy, gęsi, wieprzki i kury" 16.
Nie lepiej wypadło w Łasinie w domu proboszcza 17, możliwie zaledwie
li miejscowego
bednarza,
w komorze "na czystej pościeli i pierzynie,

�681

680
•

18

•

•

e

wraz z żoną w sieni usłał sobie legowlsko
. N1C Wlę
po d czas g d Y s am
.
. ł" k'
ęty
,
g z'e Cl' co w tych stronach podróżują, wozą swoJe oz a l sprz
, "
d Zlwne o,
konieczne".
. . d'
.
O pożywieniu w Dzienniku jest często mowa, ale zaplskl o twarzaJą
stosunki wśród mieszczaństwa
gdańskiego i wśród ·szlachty. Jed~na charakterystyczna
dla Polski, wzmianka, posiadająca
pewne znaczeme etn?gra.
to wyraz
oburzenia
że na posiłek wieczorny
w Grudzlądzu
f lczne,
'
kt"
siono
marszałek
ofiarował
im dwie półmiseczki
rybek,
" ore przY~le . .
z czarnym chlebem. Ani chybi, tego samego rodzaju są przysmakl, Jakle
.. " 19
d o FrancJ!...
podaje się posłom przybywającym
.
....
. , .
O owocach w Gdańsku pisze: "Gruszek przynajmmeJ
l J~błek l,sllwek
mają pod dostatkiem
i nie do pogardzenia.
Orzechy nalezą u mch do
przysmaków i nie sadzą oni ich wszędzie byle jak po polach, lecz w ogro-

dach, bo są rzadsze niż u nas".
.
.
J est rzeczą charakterystyczną,
że ubiory szlachty l mleszczan pomorskich, zajmują
stosunkowo
niewiele miejsca w dzienniku.
Jest .,to tym
dziwniejsz.e, że pod koniec swej podróży przez Lubek.;; z', Ham~urg _l, b~cznie notował sposób ubierania
się ludności. Ze wzm13nek Oglera wym~a,
.
Gdańsku
były inne stroje mieszczańskie,
inne zaś szlachec~le.
ze w
.. .'
ozczegoł!
Mieszczańskie,
zwłaszcza kobiece, cechowała barwno~c l mne ,o.
•
O weselnym stroju szlachcianki
powiada, że przypomma
?n U~lOry francuskich
dziewcząt
wiejskich.
Natomiast
uderzył go ublór załobny
na
pog.rzebie polskiej szlachcianki.
Opis ten, zawierający
momenty etniczne, warto pr.zyt?czyć: "Te, które
nie nosiły szat żałobnych, były w sukniach długich l mewygodny·ch, ale
kosztownych
i wlokących
się po ziemi. Na futrzanych. czapkach noszą
perły i wszyte krótkie złote źdźbła, p o d b l' o d.ę P ł o t n a, J.a k b y
nasze
obrusy,
które
zaciągają
az
na
usta
J
po~
n o s broniąc się tak przed szkodliwymi
wpływami
klimatu... rzekłbys,
że muszą być chore, tak sobie i gardło owinęły" 22,
.
Ubiory ludowe, wiejskie, tylko jeden raz zostały przez autora. d~strzeżon e i to właśnie we wspomnianym
już Łasinie. Otóż syn wymlemOnego
Hailborna
Szkota, stał przy ojcu boso, z gołą głową i w san:ej tylko
koszuli 23. poniew'aż autor nie podał wieku dziecka, trudno soble .a tym
wyrobić sąd. W każdym razie, w Polsce (np. Kujawy, Pomorze) Jeszcz~
w XIX wieku dzieci a nawet chłopcy do około 14---16 lat nie nosili spodm
ale wyłącznie koszule. Zapewne ta relacja XVII-wieczna
jest echem tych
stosunków.
Inne dziedziny bytu materialnego
ludności pomorskiej
nie znalazły
oddżwięku na kartach dziennika; nikłe jedynie przytacza autor wiado:ności~
że w Prabutach
gospodyni -staruszka
"PosYPY"''l.ła izbę naszą kWlataml
i woniejącymi
ziołami", a dalej, że ,.na kanałach niektóre z nich są całkiem czworoboczne, rzekłbyś, pływające wyspy" 24.

Z rzemiósł miejscowych jedynie bursztyn zasługuje na uwagę; raz gdy
zwiedzał "warsztaty kilku rzemieślników
sprzedających
wytwory bursztynowe" 2j i potem 'znowu w czasie wycieczki do Oliwy, gdzie powiada
"z okrutną przyjemnością
zbieraliśmy tam bursztyn, który wiatr wyrzuca
wraz z pianami morskimi" 21;. Nieco więcej dodaje przy okazji wycieczki
do Kartuz, gdzie zakonnicy ofiarowali mu kawałek bursztynu, "v..-ydobyty
z ich jezior i twierdzili, że ich rybacy częściej go nachodzą, z czego wynika, iż to dzieło natury przypisać trzeba raczej ziemi pruskiej czy kaszubskiej, aniżeli twórczości morza".
Niewiele też spostrzeżeń i uwag poczynił Ogier w zakresie ludowych
zwyczajów miejscowych,
a i te przeważnie
dotyczą miejskiego
folkloru
w Gdańsku.
Wspomina o zwyczaju gwiazdkowym obdarowywania
dzieci zabawkami
i smakołykami,
przy czym opowiadają
dzieciom, że przynosi je Chrystus
po ciemku i składa je do przygotowywanej
na ten cel miseczki lub koszyczka. Do ciemnego pokoju wchodzi ktoś ze służby, z dzwoneczkiem
u nogi, "i wtedy dopiero chłopaczki i dziewczynki
myślą, że przyszedł
Chrystus",
Obietnica
darów gwiazdkowych
była środkiem
wychowawczym. W związku z tym zwyczajem na kilka dni przed wigilią (17. XII)
odbywał się targ dookoła fary, gdzie ludzie kupowali dziecinne zabawki.
Zwyczaj ten był powszechny, gdyż wśród kupujących
było "pospólstwo".
Oprócz tego słudzy panom i gościom też podstawiają
miski, "aby dostać
swego Chrystusa".
Z okresu wiosennego
zanotował
Ogier zwyczaj
p r i m a a p r i l is o w y, o którym pisze " ...w całych chyba Niemczech Jakoś się krotochwilnie obchodzi tak, iż się ludzie zwodzą i w pole wywodzą". Zwyczaj
ten" wszczególnym u niewiast jest poszanowaniu" 27.
W Wielki Piątek widział 0:1 w Gd1ńsku procesję biczowników w czerwonych ,płaszczach, wśród których przeważać musiał okoliczny ż y w i o ł
p (}l s k i, gdyż pieśni śpiewano
po polsku".
Również zwrócił uwagę
na zwyczaje świętojańskie,
z którymi spotkał się w okolicach Torunia:
_,Widzieliśmy też chaty wieśniacze obwieszone snopami ziół, bo ten sam
tu u nich obyczaj, jakiś potem czas zachował się u nas, wyjąwszy, że
w okolicach gdzie siła luteranów,
nie wolno palić ogni świątecznych".
Podobnie jak zwyczaje doroczne i rodzinne ledwo są przez Ogiera
zauwa~.one: wspomina o pogrzebie szlachcianki,
a dwa razy 28 o obrzędzie i uroczystościach
weselnych w Gdańsku. Przy tych okazjach omawia,
bardzo zresztą pobieżnie,
stroje obrzędowe.
Na uwagę zasługują
dwa
opisy.
Pierwszy, to wzmianka o przenosinach,
które to miejsce brzmi w oryginale: "Erat inter illas nova nupta, quae isto die in mariti domum duci
debebant,
quam sol2mnitatem
vocant
ipsi «transmigrationem,,".
Drugi
opis podaje kolejność orszaku weselnego. " ...naprzód idą. parami mężczyźni,

�683

682
ludzie znakomici, a pan młody kroczy między dwoma pierwszymi; potem
w niewielkim odstępie za starszymi odzianymi w różnobarwne
suknie pannami idą niewiasty. Między dwiema ostatnimi kroczy panna młoda".
O wiele bogaciej reprezentują
się w Dzienniku
zapiski na tematy
wierzeniowe
sekretnych czarodziejskich
zabiegów i oparte na nich poglądy
oraz wiedza' przyrodnicza
epoki. Dziennik odbija wprawdzie folklor mieszczaństwa
gdańskiego,
a nie świat wierzeń
i przesądów
ludowych,
ale
treści te wspólne były całemu społeczeństwu,
a ze względu na ich folklor są niewątpliwie
przedmiotem
etnografii
i dlatego właśnie winny
wejść w przedmiot etnografii i w skład tych omówień. Sam autor dziennika, mimo swego wykształcenia,
na serio bierze wszelkie opowiadania
Kerschensteina
i innych, podkreślając
mocno autorytatywną
wartość tych
treści.
A oto garść

wierzeń,

które

dotyczą

świata

zwierzęcego,

myśliwstwa,

magii i medycyny.
.
Wedle ogólnych wierzeń w XVII wieku racica łosia, zwłaszcza łos1a
zabitego w czasie wiosennego parzenia się, uważana była za środek leczniczy; wierzenie
to było też rozpowszechnione
wśród
:uieszczaństv.:a
gdańskiego,
czego wyrazem
jest wzmianka
o obdarowamu
Varennes a
przez Kerschensteina
taką właśnie racicą 29. Z okazji śniadania wYda~ego
przez wojewodę Stanisława
Lubomirskiego
16 września 1635-1636 p1sze:
Niezwykle smaczne było danie z mięsa łosia, którego oni zwą g!' U b y m
~ w i e r z e m, a którego racicą -co
to ma uzdrawiające
własności obdarzył wojewoda posła naszego. Tę racicę myśliwiec zaraz, gdy strzałem z rusznicy położy potwora, a moc jej lecznicza jest największa,
jeśli
potwór padnie w czasie parzenia
się albo w każdym razie podczas rykowiska" :10.
W czasie spożywania łosich chrapów - opisuje Ogier - padają "wcale
grzeczne dykteryjki
o zwisających wargach członków domu austriackiego".
.r. Sto B y s t roń w Dziejach ob yczajów w da.wnej Polsce 31 podaje za
Delarac'em,
Jakubem
Trembeckim
i na podstawie
innych źródeł, że lek
ten służył przeciwko podagrze i bólom głowy, że wany był na Zachodzie
i w Turcji. Z dziennika
jednak nie wynika znajomość jego we Francji,
a dalej, należy wnosić, że przede wszystkim
przypisywano
mu wła~ciwości afrodyzyjne.
O turach i leczniczej, czy też profilaktycznej
roli pasów z turzej skóry,
dowiaduje
się autor dziennika
z opowiadań
Kerschensteina,
co wyraża
w swoim dzienniku
"to nic innego, tylko leśny byk, którego mięso jest
wielce delikatne
i smakowite".
A dalej podaje:
"bo turów jest mało
i znachodzą się tylko na Mazowszu i na Litwie". Turze rogi były już
też rzadkie i były cennym darem, który otrzymał
poseł francuski
od
opowiadającego.
Pasy z turzej skóry nosily w Polsce kobiety brzemienne,
a w ogóle ich "skóra ma pomagać niewiastom
przy połogu". O pasach

z turzej
skóry
służących
brzemiennym
kobietom,
wspomina
również
J. St. Bystroń.
Niedźwiedź był zapewne dla Ogiera nie mmeJszym egzotykiem od tura"
toteż opowiadania
Kerschensteina
na ten temat uwiecznił
w swoim
dzienniku. W relacjach tych miesza się ciągle rzeczywistość z fantastycz-·
nymi zmyśleniami
epoki, podobnie jak przy łosiu i turze.
Dowiaduje
się więc autor, że niedźwiedzie
łapy są przysmakiem
na
stole magnackim,
że chłopi litewscy chwytają
w sieci żywcem niedźwiedzie, i wodzą je do miast na krwawe walki z bykami i psami, które to
widowiska
miały być częste w Królestwie.
Ale oprócz tego dowiaduje:
się, że "zdarza się nieraz, iż niedźwiedzie
zapłoną miłością do niewiast.
i źe ba,rdzo niedawno w Gdańsku oswojony niedźwiedź zgwałcił pewną
służebną" 32. Na koniec
wierzeń o zwierzętach
warto
omówić
motyw'
o jaskółkach
zimujących
w wodzie. O motywi~ tym jako pierwszej po_o
głosce słyszał Ogier iW Szwecji, i w Polsce. Przeor ·klasztoru w Kartu-·
zach potwierdził:
"źe mianowicie w pierwsze zimna gromadą całą zbijają
się w kłąb i zapadają w głębinę wód, aż do następnego lata. Zdarza się·
nieraz, że rybacy wyławiają
sieciami z tych jezior takie kłęby jaskółek"
które gdy je porozdzielają
i do ognia przyniosą, oźywają na jakq chwilę,.
a potem nagle giną. " ...nikt nigdy nie potrafił jaskółek na tym przyłapać,.
j'ak się w ów kłąb łączą i zbijają, albo jak się rzucają do wody, albo&gt;
jak jakimś
sposobem z niej wychodzą". Autor dodaje, że tylko pewne
~atunki tak zimują, inne odlatują
w cieplejsze kraje po Podwyższeniu,
św. Krzyża 33. Stwierdza dalej. źe w Szwecji słyszał a tym jako a niepewnej
pogłosce, ale tu utwierdził
się w pewności co do tych faktów. Motyw'
to znany z "zalotów" Klonowicza, "Sielanek" Zimorowicza, W. Potockiego,
Krzp.czyńskiego
i p0w8zechny
nie tylko w XVII w. ale powtClrza się
wciąż w literaturze
etnograficznej
XIX i XX wieku 34 odegrał też \pewną
rolę w ,,Balladynie"
Słowackiego. Relacja
O g i e r a wskazuje dodatkowo,
Że w jego czasach, wierzenie to znane było również w Szwecji w XVII w.
Oprócz tego dziennik
Ogiera zawiera
opowiadania
Kerschensteina ..
które znane są jako wątki wędrowne podaniowe, baśniowe, a których większość łatwo odnaleźć w katalogu A. Aarne'go. Są to następujące
motywy~
1) O ludziach
których na skutek sekretnych
sposobów, nie imała się
kula ani inna broń; posądzano
o to regimenty
passawskie,
chawarskie
i ludność z okolic Norymbergi 3S.
2) O czarownikach,
działających
z rozkazu diabła na szkod~ ludzi,
zwłaszcza morzących bydło, któremu pękają kości wzdłuż. Głównie o znajomość posądzano
holenderskich
anabaptystów.
(Opowiadanie
Konstancji
Kerschenstein).
3) O przebyw:mlu złyel-. duchów na osuszonych polach 36.
4) Motyw kochanki
czarownicy,
która przez posiadanie
włosów ko~hanka, chce go uwięzić przy sobie, nie pozwolić na powrót do ojczyzny

�685:

1&gt;84
(z Szwecji do Gdańska). Kochanek miast własnych włosów daje kosmyki
z niedźwiedziego kożucha. W czasie podróży okrętem, jakaś siła porywa

3,.

kożuch

Motyw maga (szwedzkiego)
przenoszącego
się do domu
w Gdańsku,
skąd przynosi w ciągu ćwierci godziny nóż, jako
pobytu w Gdańsku i wiadomość o żonie kupca 38.
5)

6) O oczarowaniu

powodującym

zniekształcenie

twarzy

kupca
dowód

i bóle; czary

:apotropiczne. i
7) Igły, włosy i inne drobiazgi podrzucone przez czarownicę-zbrodniarkę, powodują utratę przytomności
ponoszącego szk( dę 39.
Motyw handlu wiatrami: chustka z trzema węzłami a każdy z nich
to wiatr łagodny, silny i huragan. Rozwiązanie
trzeciego węzła przez
marynarza
poszukującego
w chustce pieniędzy, powoduje huragan, który
rozbija okręt.
mieniącej
się być pi\;kniejszą
9) Motyw
o ukaranej
szlachciance,
i
topi
w
jeziorze
(w Kartuzach).
.od Matki Boskiej. Szatan skręca jej kark
.Mąż buduje kościół i nazywa go "Rajem Panny Marii" 40 •
8)

~,I

" j. W. I, 321, Gdal1sk,
" j. w. I, 117, 119, Lasin
" J. W. Ił, 97, Gdańsk,
:c, j. W. I. 341, Gdańsk,
,., j. W. I!. 123, Gdal1sk,

l!,

30.
6.
17.
12.
5.

X. 1635.
VII. 1635.
IV. 1636.
IX. 1635.
V. 1636.

"' j. W. Ił. 81, GclaI1,k, 2. IV. 1636.
,. j. w. I, 311 I in. Gda,'\sk n. IX; I, 319, Gdal1sk 28. IX. 1635.
"" Dziennik,
Ił, 57, GGal1' k 11. III. 1636.
". Dziennik,
l, 275, Czerwony
Dwór, 16. IX. 1635.
" POi'. J. St.
B Y s l roń,
Dzieje obycz~jów
w dawnej Polsce, 462.
'" Dziennik.
11, Gd"l1sk, 14. V. 1636.
"" Dziennik.
II, lJ7, 139, Kartuzy 12. V.
"' Por. J. St. B Y s t roń,
Dzieje obyczajów
w dawnej Polsce, str. 284 Oraz LUD •.
16~, reiacje
z pow. Rawskiego.
:::. DZlf'nnik,
lI, 71, l:J.J-IOS.
:\ll j.
w. II, ·10 i in.
:1', j. W. I, 32:5 i in.
." J. W. l, ~31, Gcłal1sk, 3. XI.
.•" j. W. I, 311-333, Gdal1,k, 3. XI.
.0 DzienClii',
II, 133-115.
Kartuzy 11. V. por. P. C z a p l e w s k i, Stosnnki naro-·

"CWoŚC13l.Ce

tv Kartuzji

Pomorskiej.

, i~

Józef

:11

Gajek

Stef&lt;Jn C h m i e l e w s k i, ZMIANY W ZACHODNIEJ GRANICY ZA-·
SIĘGU SOCHY W EUROPIE W ŚWIETLE ŹRODEŁ HISTORYCZNYCH,.
SPOŁECZX¥CH
1 GOSPODARCZYCH,
T. XXIII:
1961.
Poznań 1962
str. 51-85.
. Dziennik,
'DzienniJ&lt;,
3 Dzienni!&lt;,
• Dziennil',

I.
I,
II,
I,

71. Malborg
17.
335. Gdal1sk 5.
73. Gdal1sk 21.
117, 119, Łosin

VI. 1635.
XI. 1635.
III. 1636.
6. VII. 163:;;

S.

porównaj

J. SI.

B Y s t rOll,

'Quyczajów w dawnej Polsce.
, Dziennik,
II, 103, G(\al1sk 27. IV.
" "Insi Grecy są schizmatykami.
.. " Dziennik
loc. cit.
, Dziennik,
Gdal1sk - Malborg - Sztumska
Wieś, 24. V. str.
, Dziennil&lt;, Malborg,
31. V. slr. 45.
" j. W. I, 115, Ła'in,
6. VII.
j. W. str. 117.

29.

1.

Dziennik,
I, !lI. Przed Toruniem
23. V.
" j. w. str. 115-117.
Łasin 1. VI.
" Dziennik
n, 163, :vtalborg - Kw:clzyl1 4. VII.
11 Dziennik
I, 269, Czerwony
Dwór, 14. IX.
11

" j. W. str.
17

269.

j. w. I. 115, Łasin

"j.

W.

6. V.

DZieje

251, Hamburg,

-t. VII.

sochy

Autor stawia
sobie za cel wyjaśnienie
następujących
problemów ..
l) Czy zachodnia linia graniczna zasięgu sochy była wynikiem cofnięcia się narzędzia z jego dawnych, dalej na zachód wysuniętych
pozycji?'
Czy też odwrotnie, wykreślała
ona maksymalny
zasięg ekspanSji sochy?'
Zakładając,
że zachodni zasięg sochy z przełomu XIX/XX wieku jest
wynikiem rozprzestrzenienia
się tego narzędzia, a nie cofania autor stawia dodatkowe pytania:
5C~

S. 119.

." j. W. II. 237, Lubeka,
23. V!. 1636.
W. n. 2-15, Hamburg,
2. VII. 1636 i str.

,,, j.

C h m i e l e w sk i w artykule "Zmiany
w zachodniej
grani.Cl} zaw Europie
w świetle
źródeł
historycznych"
powraca do interesującego od dawna etnografów i historyków pytania, jaka jest geneza
pow,stania narzę·dzia orackiego określanego nazwą "s'ocha", a w szczególności czas pojawienia
i drogi rozprzestrzenienia
się jej na wschodnich
ziemiach rdzennej Polski.
si~gu

1) W jakim czasie, skąd i w jakiej
oraz w Prusach.

postaci

socha przyjęła

się w Pol-

2) Jaki był dawniejszy, najdal~j na zachód wysunięty zasięg starszej!
pochodzeniem od dwupolicowej, sochy "łopatkowej". Na powyższe pytania' .
autor daje następujące
odpowiedzi.

�687

686
l) Znana z badań etnograficznych
zachodnia granica ~asięgu. sochy
w Europie była wynikiem najdalszej ekspansji tego narzędzia, a me cofnięcia się jego na wschód.
.
.
2) Socha ..zaczęła się rozpowszechniać
na zieJ;niac)1 pols~lch na Więkw
szą skalę nie wcześniej, niż w XVI w.: rozprzestrzeniała
Się z Mazo .sza
w kierunku
południowym
jeszcze w ciągu wieków następnych.
PrzYjęła
się ona w postaci sochy dwupolicowej,
narzędzia
ukształco.ne~o z rad.ła
wewnątrz-rylcowego
na pobliskich terenach Białorusi, a m~ze ~ Podlasla.
W tej też postaci przenikała
wraz z osądnictwem
mazowieckim
od południa

oraz z litewskim od wschodu do Prus.
Granica zasięgu sochy, stanowiącej prototyp póżniejszej "łopatkowej", pierwotnie
była wysunięta
znacznie dalej na zachód. .Jej stref~
jeszcze';'
średniowieczu obejmowała, z wyjątkiem wschodnich ziem PolskI
rdzennej i części środkowej Białorusi (gdzie używano radła wewnątrz-rylcowego), całe niemal 'Prusy ,oraz całą zapewne liitwę.
.
. .
.
Na jakich żródłach oparł swoje wnioski S. Chmielewski? Jesll chodZI
o genezę sochy to przyjmuje on koncepcję K. Moszyńskiego z jedn~czes~
,nym oparciem się na podobnej argumentacji
jaką dał K. M o s z y n s.~ l
w Kulturze
Ludowej
Slowian.
Jest to argumentacja
oparta na anallZle
różnych form narzędzi ornych i ich geograficznych zasięg.ów. K. M~sz.Yńs~i
uważa że prototyp sochy dwupolicowej powstał w wymku zetkmęcla SlEl
dwóch narzędzi: prymitywnej
sochy łopatkowej
posiadającej
tylko rozdwojony rylec i radła rylcowego określanego przez autora jako typ r~dła
polesko-podlaskiego,
a niekiedy jako typ radła wewnątrz-rylcowego.
Hlpo'tezę tę wyprowadza z faktu występowania
so:::hy dwupolicowej na obszarach leżących pomiędzy zwartym
zasięgiem radeł wewnątrz-rylcowych
i soch łopatkowych.
Sochy łopatkowe graniczą z sochami dwupolicowymi
od półnccy i wschodu, zaś radła wewnątrz-rylcowe
uJ zachodu i południa.
'Wykreślony przez K. Moszyńskiego zasięg radeł wewnątrz-rylcowych
obeJmuje wschodnie Mazowsze, Podlasie i południowo-z3.chodnie
Polesie (typ
radła polesko-podlaskiego),
oraz Chełmskie, Wołyń i Ukrainę (typ radła
wołyńsko-ukraiński).
Należy zwrócić uwagę, że tak wykreślo:1Y zasięg
radeł wew:1ątrz-rylcowych
jest niewątpliwie zasięgiem szczątkowym. Praw-clopodobnie pierwotny zasięg obejmował także tereny leżące na północnym
wschodzie od granicy zasięgu radeł wykreślonej
dla okresu końce: XIX
i początl{u XX w., tzn. na obszarach objętych so:::h01dwupolicow;'; i bezpośrednio stykał się z zasięgiem sochy łopatkowej. O ile K. M o s z y ń s ki
nie lokalizuje dokładnie obszaru, na którym mogła powstać socha dwupolicowa, to S. Chmielewski
przyjmuje,
że obszarem
tym mnp,ły być
tereny położone między górnymi biegami rzek Prypeci i Niemna, nieco
bliżej Podlasia, czyli tereny znajdujące się mniej więcej w ce:Jtru:n póżniejszej strefy sochy tego typu. Według autora socha dwupolicowa
nie
mogła powstać n&lt;1 innych terenach, a szczególnie 11&lt;1terenach w:ich8d:1iej
3)

: i

Polski, w Prusach i na Litwie objętych pozmeJ zasięgiem tego narzędzia,
ponieważ brak jest jakichkolwiek
materiałów
źródłowych potwierdzających występowanie
sochy dwupolicowej
na wymienionych
wyżej terenach przed XV wiekiem.
Istn;ejące
materiały
źródłowe
potwierdzają
natomiast w'ystępowanie innych narzędzi ornych. Są to przede wszystkim
pługi, radła i płużyce typowe dla centralnej
Polski oraz pługi, radła
i sochy łopatkowe
dla Prus i tylko radła i sochy łopatkowe dla Litwy.
O występowaniu
w Polsce centralnej
pługów, płużyc i radeł przy
jednoczesnym
braku
sochy dwupolicowej
świadczą następujące
źródła:
l) nazwa daniny na rzecz skarbu książęcego, a później król~wskiego
"poradlne", oraz dziesięcina od pługa (magnum aratrum).
2) sześć wzmianek o pługach i radłach z okresu lat 1432-1460 z ziemi
łomżyńskiej,
kolneńskiej,
wiskiej i nurskiej znajdujące
się w zapiskach
ksiąg sądowych,
3) zapiska sądowa z pierwszej połowy XV wieku wspominająca
o płużycy w ziemi zakroczymskiej,
z terenu między Nasielskiem, a Pułtuskiem,
oraz inne zapiski z XV w. z ziemi płońskiej,
4) stosunki osadnicze na Mazowszu wschodnim
i w widłach Wisły
i Sanu, w zakresie których S. Chmielewski podkreśla fakt przeniesienia
na te tereny pługów, płużyc i radeł przez osadników pochodzących z Polski
centralnej
lub południowej,
5) systemy uprawy ziemi.
Terenom centralnej
Polski nie posiadającym
przed XV w. sochy,
autor przeciwstawia
tereny północne i wschodnie tzn. Prusy, Litwę i Białoruś, na których socha występowala.
Dowodzi że na terenie Prus obok
pługów i radeł określanych nazwami łaoińskimi lub niemieckimi aratrum
uncus, pfLu.g, hake istniało jeszcze jedno
narzędzie
o nazwie pruskie;
norce (noTcye). Nazwa ta została zapisana
w rejestrze czynszów z roku
1437 ze wsi pcdległych komorstwu w Szestnie (pow. Mrągowo). Natomiast
w inwentarzach
zamków i dworów (komturstw
i komorostw)
krzyżackich z XV i z pierwszej ćwierci XVI w. w spisach narzędzi gospodarskich obok pługów i radeł wymieniane są nazwy norgH lub norge (narge).
Nazwy te wymieniane są zawsze parami, stąd wniosek autora, że dotyczą
one narzędzia o podwójnym rylcu czyli sochy. Autor polemizując z wywodami A. Szelinskego I, interpretującego
wspomniane źródła, jako dowód
znajomości
w średniowieczu
sochy pruskiej
czyli dwupolicowej
uważa
że na tych terenach
w omawianym
okresie mogła występow~t
tylko
socha łopatkowa.
Na poparcie
tego stwierdzenia
podaje
następujące
argumenty:
l) nazwy podstawowych
części sochy dwupolicowej
są nazwami słowiańskimi co prowadzi do wniosku, że narzędzie to powstało na terenach
ziem słowiańskich,
2) wszedzie, tam gdzie orano sochą dwupolicov,'ą nie były używane

�689

688
pługi i radła, podczas gdy żródła z XV i XVI wieku z terenu Prus poświadczają występowanie
pługów i radeł. Natomiast jest możliwe wspóiwystępowanie
sochy łopatkowej z innymi narzędziami
ornymi,
3) socha dwupolicowa przystosowana
była do zaprzęgu w jedną parę
wołów, natomiast socha łopatkowa do zaprzęgu w jednego konin. Ponieważ dla terenu Prus w licznych źródłach wymieniano tylko konie (sweykis),
które używano do wszelkich prac gospodarskich,
w tym i do orki, stąd
autor wysuwa wniosek; że Prusowie mogli używać jedynie sochy łopatkowe z hołoblami,
4) innym
argumentem
potwierdzającym
wcześniejsze
występowanie
f'ochy, które w zależności od zaprzęgu były sochami łopatkowymi
bądź
autora zasięg sochy łopatkowej, który należy w świetle danych XVIIIw.
i informacji F. S. Bocka 2 przesunąć znacznie na zachód aż do Prus (okolice Natangii - obecnie powiat Bartoszyce) i górnego Powiśla.
Następnie autor stara się wyjaśnić kwestię dotyczącą narzędzi ornych
na terenie Łotwy i Litwy. Znaleziska archeologiczne i dokumenty średniowieczne poświadczają
występowanie
soch łopatkowych
na terenie Łotwy
conajmniej
od XI-XII
wieku.
Bardziej dyskusyjną
jest historia sochy na terenie Litwy, tym bardziej, że wzdłuż
dolnego Niemna
i Wilii przebiegała
na przełomie
XIX-XX
stulecia granica
dzieląca zasięgi obu typów tego narzędzia.
Autor powołuje się na wyniki dwóch badaczy litewskich J. M. Jur g in i s a a i P. D u n d u l e n e '. J. M. Jurginis uważa, że socha na Litwie
pojawiła się dopiero pod koniec XV wieku w związku z rozpowf'zechnieniem się w0łów i trójpolowego
systemu uprawy ziemi. Przed sochą jedynym narzędziem
służącym do orania miało być radło. Zwraca on przy
tym uwagę na podobieństwo
następujących
słów: arti (orać), arimas
(rola), G.rtojas (oracz), arklas (radło) oraz arkHs (koń).
Natomi'lst
P. j) u n d u l e n e wykorzystując
podobne materiały
co
J. M. Jurginis uważa, że na terenie Litwy były używane nie radła, lecz
ł'Ochy, które w zależn::ści cd zaprzęgu były sochami łopatkowymi
bą-dż
dwupolicowymi.
Pogląd P. D u 11 d u l e fi e popiera S. C h m i e l e w s k i
powołując się m. in. na przekazy źródłowe potwierdzające
niewątpliwe
występowanie
sochy na Litwie w XIV i w XV w. np. dokumenty z 1443
i 1483 dotyczące terenów dawnych powiatów oszmiańskiego
i wiłkomirskiego wymieniające
ara tra alias sochi. Podsumowując
wyniki
badań
w zakresie narzędzi ornych na Litwie S. Chmielewski pisze: "Pierwotnie
na terenie całej Litwy głównym narzędziem orki była socha z zaprzęgiem
końskim. Natomiast
zasięg sochy dwupolicowej
do linii Niemna i Wilii
jest wynikiem naj dalszego na północ rozprzestrzenienia
się tego narzędzia,
posuwającego
się stopniowo z kierunku południowego, czyli z ziem białoTuskich".
Przedstawione
powyżej dowodzenia S. C h m i e l e w s k i e g o miały

na celu wykazać, że na terenach wschodniej Polski w Prusach oraz na
Litwie przed XV wiekiem nie mogło być sochy dwupolicowej.
Była ona
natomiast na Białorusi. Z terenów tych ekspandowała
ona na przełomie
XV-XVI
w. na tereny Polski wypierając
pług, płużycę i radło używane
tam wcześniej oraz na północ, na Litwę wypierając
z t.amtych terenów
sochę łopatkową. Na teren Prus socha dwupolicowa
przenikała
nie bezpośrednio z Białorusi, ale poprzez Litwę z jednej i z Mazowsza z drugiej
strony, nawarstwiając
się na wcześniej tam używane sochy łopatkowe
oraz radła i pługi.
Tak przedstawiona
geneza sochy dwupolicowej
i kierunki jej ekspandowania, a także sam dobór żródeł i ich interpretacja
muszą wzbudzić
wiele wątpliwości
i zastrzeżeń.
Przede
wszystkim
nieprawdopodobną
wydaje
się być
hipoteza
S. Chmielewskiego,
wypowiedziana
wprawdzie
w formie przypuszczenia
lokalizująca
"kolebkę" sochy dwupolicowej
między górnymi biegami rzek
Prypeci I Niemna. Przeczy jej szereg stwierdzeń wypowiedzianych
przez
samego autora, a dotyczących kierunków
osadnictwa
i systemów gospodarowania.
I tak na stronie 61 autor pisze: "Dopiero od końca XVI w.,
po unii polsko-litewskiej,
rozpoczął
się żywiołowy napływ
osadników
z Mazowsza zachodniego (mowa o osadnictwie ziem wschodniej Polski przyp. M. P.) by na ,s. 62 uzupełnić.,nowi
osadnicy przybyli w te strony
z narzędziarni
Aprawy roli używanymi
poprzednio w ziemi płockiej, zakroczymskiej
czy innej jeszcze - a więc z pługami, płużycami i radłami.
Z kolei na s. 83 autor zastanawia
się jak socha dwupolicowa
zdołała
w XV-XVI
w. przesunąć się na zachód "pod prąd" tego ruchu osadniczego. Stwierdzenia,
że przebieg
osadnictwa
na Mazowszu
północnowschodnim i na terenie ziem sąsiednich z Podlasiem włącznie był skomplikowany i że krzyżowały się tu i mieszały trzy różne elementy etniczne:
polski, ruski i litewski nie może byi: wystarczającym
argumentem,
ani
też fakt przenikania
na Mazowsze ludności zarówno ruskiej, jak i litew5'kiej poświadczony
jak podaje autor chociażby w nazwach wsi no.: wieś
Wierciszewo alias Rus koło WiZiny.
•
Jeśli chodzi a systemy uprawy roli - S. Chmielewski próbuje powiązać powstanie
i rozpowszechnienie
się sochy dwupolicowej
na terenie
Polski, a także na Litwie z wprowadzeniem
systemu ugórowego i regularnej trójpolówki. Na podstawie tej hipotezy i poprzednio wypowiedzianych
stwierdzeń, że socha przeszła do Polski z Białorusi miałoby wy::ikać, że
przed XV wiekiem, a może już w średniowieczu na Białorusi istniało bardziej niż gdziekolwiek indziej rozwinięte rolnictwo? Przecież na Białorusi"
w Wielkim Księstwie Litewskim, na Podlasiu i na Ukr·ainie powszechne'
wprowadzenie
regularnego
systemu trójpolowego
datuje się od drugiej
POło:vy XVI w. tzn. od tzw. pomiary włócznej przeprowadzanej
za pano-.
wal1la Zygmunta I, Królowej Bony i Zygmunta Augusta. Do najważniej44 -

"Lud".

t. XLIX

�690
691
szych rozporządzeń
w tej sprawie zaliczyć należy ustawę na włóki wydaną w 1557 r.
Oznaczony przez S. Chmielewskiego
teren pierwotnego
występowania
sochy dwupolicowej okazał się obszarem o największej
gęstości zalesienia,
oraz o najmniejszej
gęstości zaludnienia i to nie tylko w XIX i XX wieku,
ale właśnie w XIV i XV stuleciu. W tym zakresie należy porównać jakąkolwiek mapę zalesienia i zaludnienia Polski dla wieków od XIV do XX,
np. mapy K. M o s z y ń s k i e g o "Przybliżony
obszar lesistości
Polski
w wieku XIV"
i "Gęstość zaludnienia
Polski w wieku XIV"
zamieszczone
w Ludzie Słowial1skim t. 4: 1938, w związku z artykułem
pt. "Niektóre
przyczyny
zróżnicowania
kultury
ludowej
w Polsce" ii. O małej gęstości
zaludnienia tych terenów jeszcze na przełomie XIX-XX
wieku poświadczają także mapy B. Z a b o r s k i e g a "Rozmieszczenie
typów ksztaltów
wsi Europy środkowej"
i "Rozmieszczenie
typów ksztaltu
wsi w iPolsce", na
których znaczne ,obszary wzdłuż Prypeci nie posiadają w ogóle wsi 6.
W świetle
tych kilku uwag, hipoteza
S. C h m i e l e w s k i e g o
budzi duże zastrzeżenia,
podobnie jak i dalsze wywody autora dotyczące
kierunków
rozprzestrzenienia
się sochy z Białorusi na tereny sąsiednie.
Odrzucając .tę h1potezę n~e można 'odrzJUcać całego bardzo rozbudowanego
i udokumentowanego
uzasadnienia
mającego
na celu wykazanie,
że
przed XV wiekiem socha dwupolicowa nie była używana na terenie Polski, w Prusach i na Litwie. Jednakże
i do tej części artykułu
należy
dodać kilka uwag.
Jednym z argumentów
autora, że na terenie Polski nie mogło być
sochy w XIV-XV
w. jest brak jakichkolwiek
przekazów
w źr6dłach
historycznych
o tym narzędziu
w bezpośredniej
lub pośredniej
formie,
tzn. w formie nazwy narzędzia lub nazwy podatku urobionego od nazwy
narzędzia. W innym natomiast miejscu (s. 76) autor stwierdza, że w Łotwie dokumenty średniowieczne wspominając
o narzędziach orackich określają je temlinami
łaciń,skimi,
aratrum,
uncus, lub po niemiecku
hake,
chociaż nie ma żadnych zastrzeżeń co do tego, że to nie były pługi, ani
radła, lecz tylko sochy ,ł'Opatkowe. Czy wobec tego faktu :nie należy ostrożniej interpretować
przekazy historyczne z XIV-XV
w. dotyczące narzędzi
ornych na terenie Polski. Wydaje się być bardzo prawdopodobne,
że na
terenach Polski mimo, że istniały pługi, radła i sochy, stosowano tylko
określenia
aratrum,
uncus przejęte
z łaciny, względnie
nazwy polskie
i niemieckie
zastępujące
wymienione
nazwy łacińskie. Nazwy ie mogły
być obowiązującymi
określeniami
w ówczesnym "oficjalnym języku" kancelarii książęco-królewskiej.
Interesujące
jest pewne porównanie.
Taki
sam "oficjalny język urzędowy" wytworzył się na wschodzie tzn. na Rusi.
.Już od XII wieku mamy liczne wzmianki o sosze w znaczeniu narzędzia
i jednostki podatkowej.
Nazwa ta rozciągała się także na tereny, na których nigdy socha nie występowała.
a które wchodziły wówczas w skład

Rusi,

np. ziemia halicka.
B. D. G rek o w w swej pracy "Chłopi
na
pisze: "Na Wołyniu i w ziemi halickiej
jednostką
podatkową
w XV wieku stanowiło dworzyszcze składające się z kilku dymów. Jedne
podatki ,pobierano od dworzyszcza, inne od dymu" (w niektórY,ch zaś miejscowościach od sochy) (s. 302).
•

Rusi";

Mielibyśmy
zatem dwa terytoria,
na których wykształciła
się różna
"terminologia
urzędowa" i dopiero zetknięcie się ich i wzajemne zależności polityczne i społeczno-ekonomiczne
spowodowały
obustronne
przenikanie także wspomnianej
terminologii
urzędowej. I rzeczywiście.
słowo
socha wchodzi do urzędowego słownictwa polskiego wówczas, gdy 'w wyniku włączenia Wielkiego Księstwa Litewskiego,
Białorusi i Ukrainy do
Korony przyjęły
się także liczne określenia
typowe tylko dla terenów
wschodnich.
Na podstawie
obecnie zgromadzonych
źródeł trudno przeciwstawić
istniejącym
koncepcjom, w tym i koncepcji S. Chmielewskiego
odnośnie
powstania
i pierwotnego
zasięgu sochy dwupolicowej,
jakąkolwiek
inną
hipotezę.
Można
natomiast
bronić
twierdzenia
zakwestionowanego
przez
S. C h m i e l e w s k i e g o, że zachodni zasięg sochy wykreślony w oparciu o dane etnograficzne
XIX-XX
wieku jest wynikiem cofania się narzędzia z zachodu na wschód.
Obok opracowań kartograficznych
K. M o s z y ń s k i e g o, E. F r a nk o w s k i e g o, J. F a l k o w s k i e g o i innych, istnieje
nowa mapa
zasięgu sochy opracowana
w latach w 1954-1955 w wyniku prac nad
Polskim
Atlasem
Etnograficznym
8.
Wszystkie
poprzednie
mapy
były
w pewnym sensie mapami statycznymi. Celem ich było tylko stwierdzenie
czy. narzędzie zwane sochą występowało
na badanym terenie i jeżeli tak,
Jaki był rodzaj tego narzędzia. Powstawały
więc mapy z zasięgami sochy
dwupolicowej i łopatkowej bez próby uchwycenia procesu przemian w za~resie ich występowania,
stopnia nasilenia itp. Natomiast mapa P. A. E.
llus.truje nie tylko zasięg narzędzia, ale i proces zaniku sochy VI ogóle,
Jak! dokonał się na przestrzeni
jednego stulecia tzn. od około ]860 do
1~5? r. Zanik sochy na terenie Polski nie przebiegał równomiernie.
W drugieJ połowie XIX w. sochę zarzucano na terenach Warmii i Mazur na
obsz~rze Mazowsza środkowego oraz w LubeLskiem. Najdłużej natomiast,
bo az d~ okr.es.u międzywojennego,
socha zachowała się na terenie Puszczy
Sandomle:skleJ,
Puszczy Kurpiowskiej
i na Podlasiu.
W świetle tych
danych kierunek cofania się narzędzia jest wyrażnie zachodni.
Tylko pozornie mogą wydawać się nieprzydatne
tep'o rodZilJ'U wiadom "
.
.
o
•
O~CI
uzyskane na drodze wspołczesnych
badań etnograficznych
dla
sc~dlOW historycznych.
Niejednokrotnie
na podstawie
takich
właśnie
zrodeł zbudowano prawidłowe
hipotezy potwierdzone
potem prze". inn.

�693

692
dyscypliny

naukowe:

archeologię,

historię

gospodarczą,

językoznawstwo

porównawcze itp.
Z zachodnim
kierunkiem
cofania
się sochy
zanotowanym
dla.
XIX-XX
w. ściśle łączy się stwierdzenie
K. M o s z y ń s k i e g o uzupełnione póżniej badaniami
P. A. E., dotyczące znajomości słow:.! socha
służące na określenie innych narzędzi orackich lub ich części, na terenach, gdzie nie stwierdzono samego narzędzia. Są to tereny Polski środkowej tzn. Łowickie, Łęczycko-Sieradzkie,
Radomsko-Kieleckie,
na których
nazwę socha stosowano na określenie płużycy (pługa drewnianego
długogrządzielowego, bezkoleśnego), w mniejszym stopniu na określenie radła
i pługa drewnianego.
Na terenie Rzeszowskiego, Krakowskiego
i części
Śląska słowem socha określano przeważnie dawne pługi drewniane. Tylka
sporadycznie
i w rozproszeniu
nazwa socha określająca
pług lub radł~
występuje w zachodniej Polsce na pograniczu Wielkopolski z KaszubamI
oraz Wielkopolski
z ziemią Lubuską. Natomiast
na wspomnianych
zachodnio-północnych
terenach słowo socha oznacza głównie rękojeść u pługa
i radła, następnie,
ale rzadziej na określenie słupicy u tychże narzędzi..
K. M o s z y ń s k i uważa że "na podstawie wskazówek językowych, wolnoby wnioskować, że.... socha była dawniej używana w takich okolicach~
gdzie dziś wcale jej nie znają" i dalej "albo zatem zaszczepiona została
na zachód od środkowej Wisły sama tylko nazwa sochy, postępująca
ze
wschodu i rozchodząca się ku zachodowi, albo też socha istotnie używana.
była w zachodniej
Polsce, ale już w czasach bardzo odległych wyszła
tam zupełnie z użycia, ust~pując swej nazwie pługom i płużycom. Za
ostatnią ewentualnością
mogłaby przemawiać wskazówka, że ...plugi i płużyce stanowią ,stosunkowo nowy nabytek słowiańskiej
kultury ludowej".
Za tą ewentualnością
przemawiają
również inne współczesne dane etnograficzne.
Socha dwupolicowa,
wypierana
przez nowoczesne
plugi na
przełomie
XIX-XX
w. pozostawiła
na terenie
Mazowsza i Podlasia
trwały ślad w postaci nazw zaszczepionych
z sochy na nowe nanędzia
i ich części. Dotyczy to przede wszystkim radełek rylcowych slużących
do uprilwy ziemniaków,
które powsZEchnie nazywają się soszkami. Dotyczy to także części tych narzędzi i części plugów żelaznych zarówno
wyrobu kowalskiego
j2k i produkcji
fabrycznej.
Lemiesze
u pługów
nazywają się sośnikami, odkładni~e -- policą itp.9. Czy współcz?śnie nie
byliśmy świ:ącikami takiego samego procesu jaki dokonał sę na teren'1ch
n" zachód od Wisły w innym okresie czasu? I tu i tam ginąca socha
pozostawia ślad językowy.
Nie zajmują,:: się już krytyką
innych stwierdzeń
S. C h m i e l e ws k i e g a (np.: ngadnieniem
płużycy i radeł na terenie Polski, osadnictwem ziem południowej Polski itp.) na zakończenie należy zwrócić jedynie uwagę na lIliedostatecznie przedstawiony
stan badań In.ad historią s'ochy,
Prz:"de wszystkim brak tu bogatej w tym zakresie literatury
rosyjskie,i

końca

XIX

wskich

i innych

i początków

XX

wieku

oraz

niektórych

lO,

opracowań
Marian

lite-

Pokropek

l A.
S z &lt;: l i n s k y,
Geschichte
der Anwendung
landwirtsch~ft!icher
Gerate
und Maschinen in der ostpreussischen Landwirtschatt.
LandwirtschaftHche
JahrbUcher.

:Zeltschrift
fUr wissenschaftliche
, F. S. B o c k, Versuch

Landwirtschaf.
t. 86. Berlin 1938.
einer wirtschaftllchen
Naturgeschichte

.reich Ost - und Westpreussen,
3 J. M.
.T u u r g i n I s,
'U; XIII-XV
wiekach. Lituvos

t. V. Dessau
Zlem!iedieli]e
TSR Mosklu

Akademii
• P.
"K.
a B.

1785.
I tiechnlka
Akademljos

von dem Konig-

sielskogo
chozjajstwa
Litwy
Darbaż,
1955, Ser. A 1 (Trudy

Nauk Litowskoj
SSR).
D u n d u I e n e, Ziem!iediellje
w Litwie
w epochu feodalizma.
Bałtljsklj
M o s z y ń ski.
Niektóre
przyczyny
zróżnicowania
kultury
ludowej w PolZ a b o l' S s k I, a ksztaŁtach wsi w Polsce i ich rozmieszczeniu,
KrakÓW 1927.

'See. Lud Słowiański
1 B.
D. G rek

t. IV: Kraków
1938, s. 65B-117 B.
o w, Chlopl na Rusi od czasów najdawniejszych

do

XVII

wip.ku.

Warszawa,
T. I: lD55, T. II: 1957.
• Występowanie
soch jako narzędzi
do orki. Sochy oraz proces
Ich zanikania
na
:podstawle
badań
terenowych
w 1953-1954. I innych
danych.
Opracował
M. P O k r op e k. Kier. naukowe
- A. Kutrzeba
- Pojnarowa.
(w:) Polski
Atlas Etnograficzny,
.Z&lt;:szyt próbny.
Wrocław
1938, Instytut
Historii
Kultury
Materialnej
PAN. oraz Zeszyt I
PAE

Wrocław
19M.
• por.:
M. P o kro
p e k,
Tradycyjne
narzędzia rolnicze
na Mazowszu
na tle
p'·zemian gospodurczych
XIX i XX wieku (w jęz. rosyjskim)
w: Zes yty etnograficzne
Muzeum
Kultury
i Sztuki Ludowej
w Warszawie
T. nI. Warszawa
1963.
,. M. in.: D. Z e I e n I n, Ruskaja socha, jeja istorja i wlji. Wiatka 1908.
- A.
S e l' Ż p u t o w s k I I.
Zemledelczesklja
ol'udja
belorusskago
Polesja.
w: Materiały
po ~tnografii
Rossij T. 1. S. Peterburg
1910. s. 45-59.
- J. L i Tl g i s, Akerns Beredning i Ostra Litauen, Folk-Llv
\94'3 s. 143-165.
- J. L i l n g I s, Arklas
baltu srityse,
Studia Lltuanlca,
t. I, Mażoji Lituna,
New
·York

lU58.

r;Hi

A.

Il i e l e n s t e i n,

Die

Holzbauten

unci

Holzgerate

de)'

Letten,

Petro-

1(:13.

F. P i a ś c i k, I. T ł o c z e k. BUDOWNICTWO ,MIESZKANIOWE
)\fA WSI. DOM JEDNORODZINNY, Warszawa 1961, s. 141.
Praca została opublikowana
przez Katedrę Architektury
i Planowania Wsi jako skrypt dla studentów Politechniki Warszawskiej,
oraz kompendium informacji o budownictwie
wiejskim dla wszystkich zainteresowanych instytucji resortowych. Bazę materiałową stanowią materiały terenowe i statystyki
urzędowe obrazujące
stosunki mieszkaniowe
na wsi
i ruch budowlany
(wielkość, stan techniczny, zaludnienie
mieszkań itp.).
W opracowaniu tekstu uczestniczyli: prof. F. Piaścik (ogólne kierownictwo)
prof. I. Tłoczek (redakcja całości) zast. prof. J. Teliga (konstrukcje budowlane) mgr W S'lwek mikrol1mat)
..
mgr G. Szeller (urządzenia
sanitarne)
mgr A. Chamiec (funkcja budynku) mgr W. Bulzacki (analiza pru]ektów).

�694
Poruszono
trzy podstawowe
grupy zagadnień:
zasoby mieszkaniowe
wsi wsp6łczesnej,
potrzeby
mieszkaniowe,
oraz cechy charakterystyczne
wiejskiego
domu mieszkalnego.
Mimo licznych
nawiązań
historycznych
rozrzuconych
na różnych stronach tekstu, nie ustosunkowano
się do literatury przedmiotu
(szczególnie historycznej)
poza stwierdzeniem
ii: "opracowania architektów
i etnografów
zaV\'ierające raczej powierzchowną
charakterystykę
tradycyjnych
form budowlanych
są dość liczne lecz nie
wyczerpują
interesującej
nas kwestii"
(str. 6). To stanowisko
zaciążyło
niekorzystnie
na całości pracy.

,..
l,i

I·

Ii
I

[:

Ii

Zródlem opracowania
było l 266 technicznych
inwentaryzacji
różnych
typów budynków mieszkalnych
na terenie 22 powiatów w latach 1955/57.
Wśród inwentaryzowanych
obiektów znalazły się obok chałup XIX-wiecznych, współczesne
budynki murowane
i to zarówno budowane
wg projektów indywidualnych,
jak i typowych. Brak zróżnicowania
chronologicznego przy grupowaniu
danych, traktowanie
całości materiału
na jednej
płaszczyźnie
typologicznej
prowadzi
do błędnego określenia
cech.
W rozdziale I "Dom jednorodzinny"
autorzy stwierdzają
iż "V.' wiejskim domu mieszkalnym
oddzielanie się mieszkań jest słabo wyczuwalne,
choćby nawet pojawiły
się, oznaki oddzielania
się gospodarstwa
domowego". Zarówno w świetle etnograficznych
materiałów
jak i współczesnych badań terenowych,
tak w XIX w., jak i współcześnie
silniejsza
wydaje się na wsi tendencja
do wydzielania
przestrzeni
mieszkalnej
dla
wstępujących
i zstępujących
"gospodarzy"
niż oddzielanie
się gospodarstwa domowego. W sytuacji "wycugu ordynarii"
itp., (które są już dziś
sytuacją zanikającą),
podziałom przestrzeni
mieszkalnej
towarzyszył
najczęściej (ale nie zawsze) podział gospodarstwa
don'lowego. Przewaga domów
od 1-3 izb (w tym kuchnia) z punktu widzenia technicznego może przemawiać za tym iż zawierają
one jedno mieszkanie,
ale nie przesądza,
o społecznych podziałach przestrzeni mieszkalnej między starszych i młodszych użytkowr;ików.
Rozdział drugi, obok interesujących
dla etnografa rozważań o rejonizacji budownictwa
i jego typologii,
zawiera
kartogram
rozmieszczenia
terytorialnego
tradycyjnych
rzutów domów mieszkalnych.
Rozdział ten wymagałby szerszego omówienia, jeżeli nie odrębnego artykułu polemicznego.
Typologia planów, rzutów poziomych, oparta o wielkość, ilość i położenie
pomieszczeń: jednotraktowe,
półtoratraktowe
i dwutraktowe.
Brak jakiejkolwiek analizy historycznej
poza stwierdzeniem,
iż jednotraktowe
należą
do najstarszych.
Przeznaczenie
użytkow2 pomieszczeń
omówione krótko
i nie zawsze też prawdziwie,
przy pominięciu
różnicowania
regionalnego
(alkierz na Poclbsiu
nie ró\\'na się funkcjOl18lnie ellkierzowi na Ślą'Oku,
wyst~po\\'anie
ko:nór cz..•.ś\'.-ietJic ma w::r8ż'1ie cgr8:1i,~·,:·.Jnezasię'Si. ..).
Rozdział trzeci "Charakter
domu mieszkalnego
na wsi" - poświęcony

695
jest raczej
omówieniu
cech wspólnych
wszystkim
typom regionalnym
niż czynnikom
różnicującym
budownictwo
na wsi. Niedostatecznie
udokumentowane
wydaje się sformułowanie,
że "udoskonalanie
się formy
domu mieszkalnym
na polskiej wsi (jak można wnosić ze zbadanego
materiału
przypada
na koniec XVIII i pierwszą
połowę XIX w.". Nie
wiadomo na czym jest oparte i co znaczy takie zdanie: "Nowsze formy
pochodne
od skończonych,
znamionuje
stopniowy
zal11k artystycznych
kwalifikacji
i staranności
wykonawstwa,
oszczędność budulca i kurczenie
się programu
bądź rozmiarów
budynku"
(kiedy, gdzie, na jakich obszarach kraju?).
Cechy domu rodzinnego,
którym
przypisuje
się trwałość
(typologia
ahistoryczna)
pozwalają autorom na wysunięcie założeń projektowych
"nie
wiele zmieniających
się w ślad za postępem w dziedzinie techniki budownictwa i kultury
materialnej
wsi". Założenia wymienione
na str. 25-26
były powszechne w XIX wieku, ale ulegają zarówno w swej treści, jak
i w motywacji
zasadniczym
zmianom. Wbrew twierdzeniom
autorów:
urządzenia
ogniowe są redukowane,
orientacja
budynku frontem do drogi
jest sprawą bardziej
prestiżową
niż sprawą uwarunkowań
naturalnych,
okapy ustąpiły
w budownictwie
mieszkaniowym
całkowicie
gzymsom,
związek budynku
mieszkalnego
z gospodarstwem
rozluźnił
się właśnie
z tego względu iż eliminuje się z mieszkania
funkcje gospodarcze. Rejestr
funkcji usługowych i produkcyjnych
(str. 26-27) aktualny był dla przełomu XIX i XX wieku. Najciekawszym,
najcenniejszym
rozdziałem
omawianej pracy wydaje się "Analiza projektów
architektonicznych"
ujaw··
niająca tendencje
do unowocześnienia
mieszkań na wsi i poglądy teoretyczne na tę sprawę. Rozdział ten jest opracowany
historycznie
(periodyzacja, zależności genetyczne ...), a każde wnętrze i urządzenie
omówione
szczegółowo ze wskazaniem
jego roli w całokształcie
warunków
wiejskich. Zamyka
tę część wniosek iż zagadnienie
budynku
mieszkalnego
dla wsi jest wciąż jeszcze kwestią otwartą.
Dalsze rozdziały poświęcono: mikroklimatowi
w budynku
(urządzenia
ogniskowe,
otwory okienne, konstrukcja
stropu ..,) materiałom
budowlanym i konstrukcjom,
przy czym w tych częściach przestrzegane
są
różnice \v omawianiu
starego i nowego budownictwa.
W oparciu o przedstawione
dane obrazujące
stan istniejący
autorzy
usilujć! przedstawić
założenia
progrć1mowe do budowy
domu jednorodzinnego. Dążąc do uwzględnienia
w programie
budynków
mieszkalnych
tych urządzeń, które były obce programowi
tradycyjnemu
(łazienka, c. o"
urządzenia
sanitarne),
niesłusznie
imputuje
się pomieszczeniom
złożone
funkcje np. łazienka lub umywalnia
ma służyć do .,kąpieli, prania,
oprawiania
świt'!, parowania
zil.'mniakó\\'...
(str. 71) np. termin
"letnia
kuchnia" rozumie się doslownie jako pomieszczenie
użytkowane
w lecie,
Jakkolwiek
samo zjawisko
jest już Po\\'szechne
jako pomieszc:,enie
do

w

�697

696
gotowania

w lecie, do pieczenia,

parowania

ziemniaków,

prania

w każdej

porze roku, jest to aneks przy chlewni.
Część programowa,
i sprawy formy architektonicznej
należą do najsłabszych partii tej publikacji,
co wynika z braku rozgraniczenia
materiałów historycznych
i współczesnych.
Słaba reprezentacja
współczesnego
budownictwa
mieszkalnego
w materiale
badawczym
prowadzi do postulowania
programów
i urządzeń
sprzecznych
z tendencjami
nie tylko
polityki budowlanej,
ale panującymi
wśród indywidualnych
inwestorów
(np. trzon w umywalni, lokalizacja parników w sieni, ogromne ogrzewacześciany), wstecznych
w stosunku
do eliminowIania
czynności
produkcyjnych z mieszkań.
W proponowanych
założeniach programowych
nie uwzględniono zupełnie różnic regionalnych,
ani zróżnicowań
budownictwa
wynikających

,i
"

'i
"":I

Ii

Ii

Ii
I'

ii
,tl

Ii

!

z rejonizacji produkcji.
Szereg stwierdzeń
wydaje się niesłusznych
li ,sprzeeznych z potoczną
obserwacją,
nie tylko ze szczegółowymi badaniami
terenowymi.
Np. "Porównanie jednorodzinnych
budynków mieszkalnych
pochodzących z trzech
okresów: z początku zeszłego stulecia, z lat osiemdziesiątych,
oraz budynków wznoszonych
po drugiej wojnie światowej,
wskazuje wyra żnie na
zmniejszanie
się ogólnej kubatury
budynków
i ich powierzchni
użytkowej, użycie coraz to gorszego budulca i coraz mniejszego nakładu pracy
na osiągnięcie efektów plastycznych"
(str. 128) inny przykład...
"nawet
tradycyjne
chałupy pańszczyżniane,
wznoszone
w niektórych
okolicach
kraju, zawierały większą sumę bezwzględnych
wartości w postaci materiału, robocizny i użytkowej przydatności
budynku, przeliczonej
na metr
sześcienny jego kubatury,
niż budynki nowsze" (str. 129).
Publikacja
z punktu widzenia historycznego
i typologicznego nie jest
dostatecznie
udokumentowana
(l 266 obiektów
różnych chronologicznie),
a wnioski odnośnie przyszłego
modelu domu jednorodzinnego
na wsi
conajmniej zbyt minimalistyczne.
Zasadniczym walorem pracy jest rejestr
problematyki
budownictwa
wiejskiego, przydatny jako namiastka podręcznika dla studentów wydziału architektury
i budownictwa.
Maria

Elizabeth Chesley
B a i t y, AMERYKA
Nasza Księgarnia, Warszawa 1962, s. 164.

PRZED

Trawińska

KOLUMBEM,

wyd.

W ostatnich dniach 1962 roku ukazała się na półkach księgarskich
niewielka książka przejrzyście
i estetycznie
wydana, o dobrym .i. ciekawym zestawie ilustracji,
traktująca
o indiańskej
Ameryce. Jest to tłumaczenie
z amerykańskiego
oryginału
doskonałej,
popularnie
podanej

historii przybycia człowieka na ten ląd, jego rozeJSCla się po obu lądach
amerykańskich,
najdawniejszych
zbieraczo--łowieckich,
a póżniej kopieniaczych kultur Ameryki Północnej i Centralnej,
a wreszcie cywilizacji
kręgu Mezoameryki.
Jedyne wychylenie się ku południowi to opis cywilizacji południowo-amerykańskiej
Inków.
Książka należy wyrażnie do literatury popularno-naukowej
i jako taką
mam zamiar tutaj ją omówić.
Dla polskiego czytelnika
ma ona wartość przede wszystkim
dzięki
temu, że mówi o tych problemach
i tych kulturach,
które u nas są stosunkowo mało znane - o przybyciu człowieka do Ameryki, o najstarszych
kulturach
jakie stworzył, wreszcie o doskonaleniu
się z biegiem czasu
tych kultur, aż do wytworzenia
przez nie wysokich cywilizacji pod pewnymi względami przewyższających
starożytne cywilizacje Starego Swiata.
O niektórych
z tych problemów
mógł polski czytelnik
dowiedzieć się
z książki Ewy L i.p s *, ale tutaj są one .znacznie bardziej zwięźle 'i ja'sno
podane.
Poza nowością tematu (nowością tylko w polskiej literaturze
amerykanistycznej),
wartość książki leży w jej doskonałym ujęciu popularyzato'rsk~m. Nie ma tu prz.eładowania szczegółami; autorka daje jakby szkicowe tylko obrazy omawianych
kultur, ale szkic jest tak pomyślany,
że
uwzględnia
wszystko co w danej kulturze
jest nowego, specyficznego,
wartego zapamiętania.
Poza tym autorka odsłania pewne arkana ,.kuchni"
naukowej,
ukazuje drogi jakimi uczeni doszli do takich, a nie' innych
wniosków (np. opis datowania
zabytków metodą dendrochronologii),
co
czytelnika
czyni w pewnym sensie współuczestnikiem
dociekań autora
i silniej wiąże z problematyką
książki.
Wreszcie
godny
uwagi
jest
język łatwy,
prosty,
obrazowy.
dzięki czemu fakty naukowe czytelnik przyswaja
sobie w sposób przyjemny, bez wysiłku pokonywania
zawiłych okresów, czy suchego lakonicznego stylu w jakie często obfituje tzw. język naukowy.
- ,
Przy tym wszystkim książka jest poprawna z punktu widzenia wiedzy
amerykanistycznej
daje właściwy
obraz całości poruszanych
w niej
zagadnień choć w pewnych, nielicznych szczegółach można by z autorką
polemizować.
Najwięcej
zastrzeżeń
budzi rozdział o Wikingach,
którzy
"odkrywają
i tracą Amerykę"
(s. 59 i nasL). Jakkolwiek
autorka omawiając sagi islandzkie, na których głównie opierają się zwolennicy teorii
o Wikingach w Ameryce, podaje uczciwie wszelkie zastrzeżenia
naukowców, przecież wyrażnie sugeruje, że to właśnie Normanowie pierwsi odk~Yli Amerykę. To zresztą nie własne pomysły Elizabeth Baity, bo dotąd
nie udo~odniona
koncepcja przedkolumbijskiego
odkrycia Ameryki przez
Germanow stale odżywa w nauce amerykańskiej
i niemieckiej, a pcdtrzy• EW::JL i P ~.. Księpa

lndin.n,

\.vyd.

Wiedza

PO\v.

\oVarszawa

1360 ss. 486.

�698

699

mują ją mnożące się już od początku XIX w. rzekomo znajdowane u. północnych wybrzeży amerykańskich
Atlantyku
coraz to nowe falsyflkaty
broni wikińskiej,
a przede wszystkim
kamieni z napisami Tunicznymi.
Pe\vne zastrzeżenia budzi również tendencja postarzania przez autorkę
cywilizacji
amerykańskich
- np. o Inkach mowa jest jako o "jednej
z najstarszych
cywilizacji świata" (s. 142), podczas gdy w rzeczywistości
jest ona jedną z najmłodszych
cywilizacji świata, bo jej rozkwit przypada dopierG na XV w. n. e., a początki nie sięgają daleko wstecz poza
XIII w. n. e.
O "piśmie" węzłowym quipu pisze autorka:
"Moglibyśmy
się dużo
dowiedzieć o dziejach Inków, ale Hiszpanie spalili archiwum quipu i w ten
sposób zaginęła na zawsze sposobnoś&lt;:, ·przeniknięcia
tajemnic tego starożytnego ludu" (s. 143). Także i to nie jest prawdą, bo quipu zachowało
się w grobach w tysiącach egzemplarzy i zostało zbadane jeszcze na początku XX w., dzięki czemu wiemy, że są to tylko znaki ilości, nie do
rozszyfrowania
bez ustnego komentarza,
które nic nam nie mogą powiedzieć o "tajemnicach"
Inków.
Również wiadomość o Tiahuanaco
(ruiny świętego okręgu nad jeziorem Titicaca), które jakoby było zamieszkałe w przeszłości przez "tysiące
ludzi" (s. 147) nie jest prawdziwa,
bo był to tylko kompleks świątynny,
do którego pielgrzymowano
z odległych okolic, al2 nie było tam większego stałego skupiska ludności.
Charakterystyczne
jest, że wszystkie te niewątpliwe
błędy występują
przede wszystkim w rozdziale o jedynej kulturze południowo-amerykańskiej. Nie jest wię-c wykluczone, że autorka słabiej orientowała się w tej
cześci kontynentu
amerykańskiego .
. Mimo tych usterek książka "Ameryka przed Kolumbem" może być wzorem dobrz2 pojGtej popularyzacji
i dlatego jest cenną pozycją w naszej
literaturze
popularno-amerykanistycznej.
Napewno przyczyni się do rozbudzenia zainteresowań
tym kontynentem.
Oby nasi historycy
kultury
umieli równie ciekawie i łatwo pisać na temat swoich nieraz p::\sjonujących, lecz jak nie pasjonująco
podanych specjalności.
AnncL Kowalska-Lewicka

Bernal Diaz deI C a s t i 110. PAMIĘTNIK
ŻOŁNIERZA KOHTEZA,
CZYLI PRAWDZIWA HISTORIA PODBOJU NOWEJ HISZPANII. Wybór,
przekład i przypisy Anny Ludwiki Czem)'. Wyd. MON, Warszawa 1962,
ss. 532.
Okres podboju i odkrycia Ameryki to jedna z najciekawszych
kart
historii naszej cywilizacji, nie tylko ze względu na liczne, pełne f::;ntazji,
nadludzkich
wysiłków,
niepospolitej
odwagi, a zarazem niepospolitych
okrucieństw
wyprawy,
ale również dzięki temu, że Europa zetknęla się

wówczas z zupełnie odrębnymi
kulturami,
które powstały
i rozwijały
się w bezwzględnej izolacji od wszystkich ośrodków cywilizacyjnych
starego świata. Były one młodsze historycznie
od cywilizacji europejsk;ch
i . azjatyckich,
ze względu na krótszy okres rozwoju człowieka na tym
kontynencie,
a równocześnie nie skażone wpływami z zewnątrz. \Vłaśnie
ta młodość i brak obcych naleciałości to największy ich walor dla historyka kultury. Do tego dołącza się fakt, że cywilizacje te znane są nie
tylko ze szczątków archeologicznych,
ale z relacji ludzi, którzy oglądali
je na własne oczy, a wrażenia swoje spisali i w ten sposób ocalili dla
póżniejszych pokoleń.
Przekazów
współczesnych
cywilizacjom
Ameryki mamy stosunkowo·
dużo. Częściowo są to relacje samych Indian amerykańskich,
którzy nauczywszy się od Hiszpanów ich pisma, spisali po hiszpańsku lub w językach indiańskich dzieje i obyczaje swoich narodów; w większości jednak
wiadomości o cywilizacjach
amerykańskich
zawdzięczamy pierwszym konkwistadorom
i towarzyszącym
im kapelanom ~ kronikarzom. W relacje ze,
swoich podróży wpliltali oni nieraz bardzo szczegółowe i wierne opisy
spotykanych
ludów. Dzisiaj te relacje, niektóre znane z wcześniejszych
wydań, inne odkrywane dopiero w ostatnich czasach w archiwach i bibliotekach, są dla nas bezcennym wprost źródłem etnograficznym.
Takim właśnie
źródłem
jest świeżo wydany
Pamiętnik
żołnierza.
Korteza.
J€:go autor Bernal D i a z del C ,a s t i l l o brał udział w kilku
kolejnych odkrywczych wyprawach
do Ameryki Centralnej,
poczem jako
już doświadczony, choć bardzo jeszcze młody żołnierz ruszył z Hernando
Kortezem na wyprawę, która zakończyła się zdobyciem Meksyku. Idąc
z wojskami Kortezapoznał
wiele plemion pozostających
w strefie wpływów Meksyku, wreszcie wkroczył do miasta Tenochtitlan-Meksyk
w czasie, gdy żyło ono jeszcze swym normalnym
życiem, zanim Hiszpanie zaprowadzili tu swój reżim i zanim cywilizacje mezoamerykańskie
zostały
zniszczone przez wojny, zarazy, wprowadzenie
chrześcijaństwa
i kolonializmu hiszpańskiego.
Niestety nie możemy dać pełnej oceny dzieła C a s t i l l a z punktu
widzenia jego wartości etnograficznej.
Wydanie polskie jest ogromnym
skrótem czterotomowego rękopisu, a każdy wybór, jak wiadomo, dokonywany jest pod pewnym punktem
widzenia. Ponieważ tłumaczka,
która
równocześnie dokonała wyboru, nie jest etnografem,
nie wykluczone, że
USUnęła z tekstu pewne szczegóły mogące in teresować historyka kultur
indiańskich.
Jednak wystarczy
i ten skrót by ocenić tendencję autora,
a co za tym idzie wartość jego książki jako źródła etnograficznego.
Otóż
założeniem ,.pamić;tnika" Castilla byl(J z jednej strony pokazanie zasług
prostych konkwistadorów
w dziele odkryć i podbojów, które okryły chwałą
nazwiska tylko głównych bohaterów tych wydarzeń. Dlatego nacisk kładzie on przede wszystkim na trudy podróży i wojaczki, odwagę i brawurc;

�701

'700
zwykłych żołnierzy bez pomocy których Kortez nie mógłby odnosić swoich
słynnych zwycięstw. Stąd stosunkowo mało miejsca zajmują opisy kultur
indiańskich.
Z drugiej strony Castillo postanowił
swoim pamiętnikiem
.oczyścić konkwistadorów
z zarzutów stawianych im bE'~pośrednio po podboju przez licznych księży świeckich i zakonnych, że wobec zawojowanych ludów postępowali z bezprzykładnym
okrucieństwem. Już w trakcie
opisu podboju polemizuje Castillo (s. 211) z największym
obrońcą Indian
Bartłomiejem
de las Casas, którego książka o ok'rucieństwach
Hiszpanów
w Ameryce':
zrobiła silne wrażenie nawet w ówczesnych bynajmnil)j
nie humanitarnych
czasach. Twierdzi on, że zarzuty las Casas'a są całka'
wicie zmyślone, a opisywane przez niego wypadki nigdy nie miały miejsca.
Dlatego też w opisach Castilla stosunek Hiszpanów do Indian wyglądałby
zgoła sielankowo, gdyby nie mimochodem wtrącone, a wiele mówiące zdania takie np.: "Kiedy zgromadzono wszystkie niewolnice i pieczęć przypieczęci" było poprostu piętnowaniem
Indian na niewolników przez wypalanie rozpalonym
żelazem na policzku znaku "G". Podobnie zdania
o "przykładnym
ukaraniu"
miast i całych plemion, czy też że "W tym
mieście znaleziono wiele pięknych Indianek", które następnie rozdzielono
między siebie i zabrano (s. 370) świadczą, że Las Casas nie był aż tak
bardzo odległy od prawdy jak to twierdzi C a s t i 11 o.
By jednak usprawiedliwić
nie dające się całkiem zatuszować
akty
bezprawia Castillo stara się przedst.awić Indian jako lud dziki, o odrażających obyczajach, uprawiający
masowo kanibalizm i sodomię i oddający cześć szatanowi. Bardzo znamienny
pod tym względem jest rozdział 52 - ,,0 korzyściach jakie przyniosły nasze słynne podboje i trudy".
Castillo zaczyna tam opis indiańskich
nieprawości
od krwawych
ofiar.
Znajdujemy
tam zdania - "Świątynie ich, zwane cues, były tak liczne,
że przeklinam
je". "Jedli mięso ludzkie, jak my pożywamy wołowinę".
"Dopuszczali się występków cielesnych synowie z matkami, bracia z siostrami... A pijacy? Nie potrafię powiedzieć jakich świństw się dopuszczali". Na szczęście przybyli jednak konkwistadorzy
i "Nauczyliśmy
ich (Indian) ogłady i zasad naszej świętej religii".
Może zbyt szeroko rozwiodłam się nad tą kwestią, ale teraz staje się
jasne, że nie możemy pamiętnika Castilla traktować jako źródła do kultury Indian w pełni zasługującego na wiarę·
Mimo to Castillo przekazał nam bardzo dużo c-ennego, bo autentycznego materiału,
bez którego trudno byłoby odtworzyć obraz cywilizacji
Mezoameryki. Znajdujemy
u niego m. in. pełen autentyzmu
opis miasta
Meksyku - rozplanowania, budownictwa, świątyń i pałaców; szcl-E'gółowy
opis placu targowego - co na nim sprzedawano, jak płacono; opis dworu

• Bartolome

Ie la

C a S a s.

Krótka

reLacja o wyniszczeniu

Indian.

Warszawa

1956.

I
•

I'

Montezumy, dworskiego ceremoniału, uczt i polowań; kapłanów i uroczystości religijnych; uzbrojenia i sztuki wojennej i wiele innych. Poznajemy
przy tym zarówno powierzchowność
jak i charakter,
sposób bycia itd .
wielu wybitnych postaci ówczesnego świata indiańskiego - przede wszystDanii Mariny, tłumaczki, doradczyni i przyjaciółki Korteza.
"Pamiętnik żołnierza Korteza" wyszedł w polskim tłumaczeniu w niespełna 3 lata po ukazaniu się w Bibliotece Narodowej Ossolińskich innego
źródła odnoszącego się do tej samej epoki i naświetlającego
te same wydarzenia, ale tym razem nie od strony europejskich zdobywców lE:cZ samych Indian meksykańskich.
Mam tu na myśli recenzowane w XLVI tomie "Ludu" A z t e k a A n o n i m a Zdobycie Meksyku wraz z jego wyczer-·
pującym wstępe:n i k.mentarzem
pióra T a d e u s z a M i l e w s k i e g o. Możemy uważać za wyjątkowo pomyślną okoliczność nie tylko to, że w niewielkim odstępie czasu polski czytelnik otrzymał dwa dzieła mówią.ce
o kulturze i upadku państwa Azteków, ale i to, że każde z nich daje
naświetlenie
tej samej kultury i tych samych wypadków z dwu różnych
pozycji - ze strony Azteków i agresorów hiszpańskich.
Ten dwugłos indiańsko-hiszpański
wykorzystał
prof. Milewski opracowują,c na scenę krakowskiego Teatru Rapsodycznego "Zdobycie Meksyku"
(światowa prapremiera
z udziałem przedstawicieli
Meksyku odbyła się
w Krakowie w listopadzie 1962 r.). Jest to inscenizacja z zachowaniem
oryginalnego
tekstu azteckiego opiewającego
upadek imperium Meksyku
i z wplecioną narracją
żołnierza hiszpańskiego,
który słowami Castilla
opowiada wydarzenia te same, które opiewają ze swej strony Aztekowie,
ale widziane oczyma najeźdźcy.
Wracając jednak do recenzowanego
dzieła wydanie polskie Pamiętnika Castilla, mimo że jako skrót i dzieło o wyraźnych tendencjach
antyindiańskich,
nie ma pełnej wartości naukowej,
jest bardzo ważną
pozycją w literaturze
amerykanistycznej
wydanej w języku polskim. Jej
walor naczelny to ukazanie czytelnikowi barwnego, sugestywnego obrazu
indiańskiej Mezo8meryki i jej pełnego tragizmu upadku. Dzięki ciekawym
literacko ujęciom, przekonywającej
prostocie słowa i wartko tomącej ;się
akcji, książka jest doskonałą lekturą n'3.wet dla naj szerszych rzesz czytelników, a zatem jest dobrą formą popularyzacji wiedzy o Ameryce Indiańskiej. Przyczynia się do tego doskonałe tłumaczenie.
Naleiałcby
życzyć
sobie, żeby polskiemu odbiorcy udostępniono
inne jeszcze, równie pożyteczne i ciekawe kroniki dziejów i kultur amerykański~h - a zachowało się ich wiele.
Dużą wadą książki jest brak obszernego omówienia i przypisów, które
znacznie podniosłyby jej wartość jako źródła informacji o Mezoameryce
i konkwiście Meksyku .
Anna

Kowa!ska-Leu:icka

�702

703

REVISTA COLOMBIANA DE FOLCLOR
Folklorystyczny, organ Kolumbijskiego Instytutu
'Okres drugi W6l r. Bogota.

Kolumbijski
Przegląd
Antropologii, vol. II, nr 6,

Tom liczący 226 stron zawiera 10 prac oryginalnych, poświęconych
głównie ludności kolumbijskiego wybrzeża Pacyfiku, ponadto komunikaty
i przegląd literatury.
Najobszerniejsze
prace daje Rogerio Vel a s q u e z M. Autor ten
od wielu lat zajmuje się badaniem ludności kolumbijskiego wybrzeża Pacyfiku. W 1957 r. ogłosił w tym samym czasopiśmie pracę dotyczącą
medycyny ludowej. Obszar, któremu autor poświęca swą uwagę, jest
niezwykle
wymieszany
pod względem
ludnościowym.
Występują
tam
rdzenni tubylcy Indianie,
Murzyni, biali i wszelkich stopni mieszańcy,
mulaci i metysi. Z tego też względu folklor tych obszarów wykazuje
ogromne wymieszanie elementów z różnych stron.
Pierwszą publikację omawianego tomu stanowi praca Rogerio Vel as q u e z M.: Ritos de la muerte en el Alta y Bajo Choco Obrzędy
związane ze śmiercią w Górnym i Dolnym Choco, ss. 15-76. R.ozdz. I.
Poglądy na zjawisko choroby. Przepowiednie
zdrowia i choroby. Znaki
zwiastujące śmierć.
Na całym kolumbijskim
wybrzeżu Pacyfiku panuje zgodny pogląd,
że choroba zawsze jest wywołana czarami. Z tego powstaje nakaz zemsty
na tego, kto rzucił złe czary. Przestrzeganie
tego nakazu doprowadzało
niekiedy do wyludnienia całych połaci kraju.
Rozdział II. O agonii. Badanie zmarłego. Co Murzyni wiedzą o życiu
i o śmierci. Jak zjawiła się śmierć na świecie według wierzeń tubylców.
Wśród wielu ciekawych danych warto zanotować w wolnym prze'kładzie wiersz:
"Już zbliża
która mnie
Śmierć nie
Śmierć jest

się Śmierć,
nawiedzi.
jest mężczyzną
kobietą".

Wiersz ten jest powszechnie znany wśród Murzynów nad Pacyfikiem.
Istnieje także ciekawa legenda dotycząca pojawienia się śmierci na świecie, która znajduje odpowiednik wśród Hotentotów w południowo-wschodniej części Afryki. W krótkim streszczeniu legenda t3. mówi o poselstwie
wielkiego kota wysłanego przez ludzi do Boga, by wyjednać im nieśmiertelność. Wąż pragnący się pomścić na kocie, który go kiedyś znieważył,
ubiegł go chytrze i wpierw zjawił się u Boga sprowadzając podstępem
śmierć na ziemię. Wskutek tego ludzie mają zarówno pretensje do kota, że
dał się ubiec, jak i węża, że źle przedstawił życzenia ludzkie przed Bogiem.

Rozdział III. Ołtarz czy grobowiec. Pogrzeb murzyński. Pogrzeb dziecka murzyńskiego. Pogrzeb.
Rozdział IV. O trumnie.
Grób Murzyna. Grób tubylczy. Aniołek
z Tumaco. Zachowanie się osób będących w żałobie. Obrzędy pogrzebowe
pełne są śpiewów i muzyki. Obowiązują specjalne stroje żałobne. Zawsze
występuje dekoracja kwiatowa.
Rozdział V. Dziewięć dni pogrzebowych. Stypa. Koszty stypy. Novenaria, czyli obchód dziewięciodniowy wykazuje różnice w Górnym i Dolnym
Choco. Przez cały ten czas odbywają się wspominki, płacze, śpiewy, całość
kończy uczta. Autor podaje drobiazgowo w dolarach ceny za wszelkie
świadczenia pogrzebowe wraz z obrzędami. Koszty idą w setki dolarów,
co może doprowadz:ić do ruiny osoby chcące wszelkie zwyczaje zachować.
Rozdział VI. Wyjście duszy z ciała. Amulety. Dzień zmarłych.
Rozdział VII. Wierzenia dotyczące końca świata.
Na końcu pracy podaje autor zestawienie użytych wyrazów gwarowych oraz przetłumaczonych
zwrotów i przysłów tubylczych na temat
śmierci i zmarłych.
W przeglądzie
były publikowane.

literatury

podaje

10 pozycji, z których

nie wszystkie

Rogerio Vel a s q u e z M.: lnstrumentos
musicales
del Alto y Bajo
Instrumenty muzyczne w Górnym i Dolnym Choco, 8 fotografii
poza tekstem, ss. 79-116.
W pierwszej części podaje autor systematykę instrumentów
muzycznych używanych ;;a kolumbijskim wybrzeżu Pacyfiku. Są one następujące:
1) perkusyjne poruszane i wstrząsane np. marakasy i guasy,
2) perkusyjne drapane i skrobane np. karaski,
3) perkusyjne z bezpośrednim uderzeniem np. talerze metalowe, gongi,
cymbałki, bębenki, tamburyny,
4) strunowe: smyczkowe i szarpane, jak skrzypce, mandoliny i gitary
5) dmuchane: flety, klarnety, piszczałki, trąbki, a także akordeon,
organy i harmonika.
W części drugiej daje autor opisy posługiwania się tymi instrumentami
z uwzględnieniem pewnych lokalnych osobliwości, przytacza również niektóre teksty piosenek najczęściej śpiewanych.
Chaco

Część trzecia zajmuje się orkiestrami i zespołami muzycznymi. Najczęstsze zestawy instrumentalne
to np. bębenek, tamburyn, gong, klarnet
i perkusja. Zamiast klarnetu może być piszczałka lub trąbka. Powszechne
jest przekonanie, że muzyka odpędza złe duchy, a więc ma znaczenie
egzorcyzmu.
Część czwarta traktuje o muzyce tubylczej. Autor przytacza także
legendy dotyczące pochodzenia instrumentów muzycznych.
Na końcu pracy znajduje się zestawienie wyrazów gwarowych, przysłów i zwrotów na temat muzyki. Literatura uwzględnia 45 pozycji. Ilustra-

�'105
704
cje przedstawiają
płaski bębenek (reg,uinta),
wysoki bębenek (tabora),
tubylców z perkusją, bębnem, cymbałkami,
fletem itd.
Rogerio Vel a s q u e z M.: Vestidos de trabajo
en et Alta y Bajo
Chaco - Ubiory robocze w Górnym i Dolnym Chaco, S'S. 117-130.
Autor rozpoczyna od opisu sombrero. Także magia wiąże się z tym
nakryciem
głowy. Kobieta
chcąca wzbudzić
miłość mężczyzny
winna
włożyć na głowę jego sombrero. Całe mnóstwo przysłów wiąże się z sombrerem. Następują
opisy odzieży z tkanin bawełnianych.
Koszule wśród
Murzynów z zachodniej Kolumbii są w użyciu od 1852 r., gdy narzucono
przepisy dotyczące strojów ze względu na moralność.
Bardzo ciekawe
i brzmiące niezwykle swojsko są, przysłowia związane z odzieżą np. "oddać
koszulę" w znaczeniu zbiednieć, aby innym pomóc w potrzebie, "Zadłużyć
się aż do koszuli" albo też "Zgrać się do koszuli". Ponadto:
,.Przyjść
w jednej koszuli" w znaczeniu: wyjść za mąż bez posagu, "Rozdzierać
szaty" w znaczeniu: mówić o kimś źle.
Wśród różnych szczegółów odzieży znaczenie magiczne miała pierwotnie la pa.mpanilla - opaska biodrowa zakrywająca
części wstydliwe.
Spodnie robocze bywają krótkie lub długie. Dawniej występowały
jeszcze owijacze zwane bayeta i chusty - tetero. Były to stroje ubogich
z czasów niewolnictwa,
dziś nie są używane. Następuje opis obuwia roboczego. Na końcu podaje autor wyrazy gwarowe oznaczające poszczególne
części ubiorów.
Samuel
M a l' t i:
Etnomusicologia
en Colombia
Muzykologia
etniczna w Kolumbii, z 2 fotogrc.fiami przedstawiającymi
tubylcze zespoły muzyczne, ss, 133-142,
Vidal Antonio
R o z o: El carnaralito
entre los indigenas
Inganos
de YunguilLo - Karnawał u tubylców z Yunguillo,. autor omawia instrumenty podając rysunki 6 typów, ss. 145-152.
Manuel Zapata O l i veIl a: Cana de millo, variedades y ejecucionFlety, zróżnicowanie i wykonanie, 1 fot. 3 rys. ss. 155-158.
Cana de millo
jest instrumentem
podobnym
do fletu, wykonanym
z surowca roślinnego, najczęściej z trzciny sorgo (rodzaj prosa) lub z palmy. Autor stawia zagadnienie, czy jest to przekształcony instrument tubylców indiańskich czy import hiszpański lub ewentualnie afrykański. Dziś jest
w powszechnym
użyciu u wszystkich
przedstawicieli
ludności wszelkich
ras na całym wybrzeżu Pacyfiku i także sięga do Atlantyku.
Flet taki
umożliwia wydawanie tonów wysokich przy wydechu i niskich przy wdechu. Autor wyjaśnia to rysunkami anatomicznymi.
Yolanda M, de J a l' a m i 11 o: Algunas
costumbres
religiosas
relacionatias can el culto a yos muertos
en una region de l.a costa atlantic'L
colombiana
Niektóre obrzędy religijne odnoszące się do kultu 7m?rłyc..'1w jednym z regionów atlantyckiego wybrzeża Kolumbii, ss. 161-170.

Autorka omawia wartę przy zmarłym, dalej wartę dla uczczenia dusz
i rozmaite obserwacje
wiążące się z tymi obrzędami.
l\Iilina
1\1u n o z. V.: Estampas
regionales
Tańce
regiOn3.1ne.
ss. 173-180. Autorka przytacza kilka tekstów piosenek ludowych.
Luis Duque G o m e z: Arlesanias
nalivas Rzemieślnicy tubylczy,
ss. 18:3-187.
Luis DuqUE:-G o in e z : Notas sabre b historia del traje tipieo nC/eioct'.
ss, 191-193, Notatki dotycza"ce historii typowych strojów ludowych.
Francisco
Marquez
Ya n e z: Injorme
sobre
el III
FestivJ.l
e&gt;::.
ss. 197-202. Autor podaje informacje dotyczące zarówno festiwalu folklorystycznego w Ibaque jak i kongresu ludoznawczego w 1961 r.
Na zakończenie tomu dwaj autorzy, mianowicie Luis Duque G o m e z
oraz Francisco Marquez
Y a n e z l~odają obszerne omówienie literatury,
w tym czterech prac oryginalnych
i dwóch czasopism folklorystycznych.
Należy z uznaniem podkreślić bardzo szczegółowe i wyczerpujące
przedstawienie notatek bibliograficznych.
Wanda

Stęślicku.

RIVISTA Dl ANTROPOLOGIAorgan Instytutu Antropologicznego
w Rzymie, vol. 48, Roma, Citta Universitaria
1961.
Tom 48, liczący227 stron zawiera 6 prac oryginalnych, głównie m::&gt;r£ologicznych, 8 komunikatów naukowych, ponadto przegląd literatury i dzial
sprawozdawczy.
Pierwszą publikację tego tomu stanowi praca anatomiczna o pe-.vnym
charakterze
etnograficznym
pt. iłsimmetria
del crania dei Daiacchi
Penihiny

(o

Peng)

per

dejormaz-ione

arti.jiciale

(Plagiocejalia

artijiciale)

--

Asymetria czaszki uDajaków
Penihing (o Peng) jakJ skutek S?tUCll1'"i
deformacji (plagiocephalia
arlijicialis).
JC':st to praca :.biorowa wYk)na;~
przez dyrektora
Instytutu,
a zarazem redaktora
omawianego czasopisma,
Sergio S e r g i wraz z współpracowniczkami
Anna M a s s a i Annapia
di N a p o l i. Praca zawiera 4 ryciny w tekście, 16 tablic fotograficznych,
8 kraniogramów,
34 tablice liczbowe kraniometryczne,
ss. 5-37. Badano'
serię 16 zdeformowanych
czaszek Dajaków z Borneo z plemienia Penihing ..
W badaniu architektoniki
czaszki zastosowano metody kraniograficzne
i kraniometryczne
z wieloma oryginalnymi uzupełnieniami S. S e l' g i e g o.
Szczególnie zwrócono uwagę na współzależności między elementami kostny-o
mi czaszki, które wskutek deformacji ulegały wzajemnym przesunięciom,
Postępowano
w ten sposób, że nakładano
na siebie obustronne
narysy·
wykazując
stopień
asymetrii.
Zniekształcenia
występowały
głównie'
\\' obszarze potylicznym, zaznaczały się jednak też w czołowym. Działanie
deformujące
szło od tyłu i z boku, przy czym centrum ucisku leżałO'
II· okolicy
asterionów. Vl 7 przypadkach
ucisk był prawostronny,
w 9 le4;) -

.. LtI(1

"

t.

XLIX

�706
wostronny.
Autorzy doszli do wniosku, że deformacja
była wprawdzie
sztuczna, jednak nie była zamierzona, wiąże się zaś z pewnym miejscowym
zwyczajem układania
niemowlęcia
w kolebce zawsze w jednaki sposób.
Przedstawiono
trzy serie kraniogramów:
strzałkowy,
czołowy i poziomy.
Ponadto mierzono też kraniometrycznie
stopień deformacji kształtu i pozycji każdej kości z osobna. Omawia się zarazem topograficzne i funkcjonalne znaczenie zaszłych zmian. Ustaliwszy centrum ucisku w okolicy asterionów badano także promieniowanie
linii uciskowych. Jest ciekawe, że
podstawa czaszki związana silnie z kręgosłupem, nie poddawała się wpływom deformującym,
natomiast
deformowała
się część twarzowa czaszki
w okolicy jarzmowej
(policzkowej), ponieważ kość jarzmowa
wiąże się
z kością skroniową i czołową i wobec tego odbija w sobie tam powstałe
deformacje.
Dalsze części twarzy
pozostają
nietknięte
przez wpływy
zniekształcające.
Niniejsza praca stanowi druga, część publikacji,
która
ukazała się w tomie 46-ym tego samego czasopisma.
Dalsze tytuły obejmują
prace krótsze o rozmaitej
tematyce.
Carlo
M a x i a &amp; Antonino
F l o l' i s: Su una mutilazione
finora
non c/escrittl
del

foramen

magnum

riscontrata

in

crani

!taliani

delle

collezioni

dei

e di Sassari - O pewnym dawniej nie opisanym uszkodzeniu wielkiego otworu potylicznego spotykanym
w czaszkach włoskich kolekcji muzealnych
antropologicznych
z Caglari,
Rzymu i Sassari, 3 tablice '\v tekście, 8 tablic pozatekstowych,
ss. 43-58.
A utorzy opisują uszkodzenia na serii czaszek eneolitycznych.
Ich zdaniem
uszkodzenia
zadano
pośmiertnie
celem uzyskania
talizmanów
głównie
przeciwko epilepsji. W niektórych
przypadkach
uszkodzenia
były bardzo
duże i wyłamano sporą część kości, w innych były małe. Uwagi dc.tyczące
obrzędów magicznych związanych ze zwłokami ludzkimi kończą pracę.
Marcello
G l' e c o &amp; Massimo Cao P i n n a:
Salle
variazioni
di
tllcuni
caratieri
bioumorali
in relazione
ad attivita
agqnistiche
- O zmienności niektórych
cech związanych z płynami ustrojowymi
u aktywnych
sportowców wyczynowych,
5 tablic w tekście, 6 poza tekstem, ss. 59-80.
Badania prowadzono
na kolarzach, ciężarowcach
i piłkarzach,
pobierają.c
w różnych odstępach czasu próbki moczu, osocza krwi i wykonując wszech:stronne analizy. Badania prowadzono zarówno przed wysiłkiem, jak i po
nim w czasie 48 godzin, 80 dni i 165 dni. Wykazano, że u sportowców
wyczynowych
pojawia
się zakłócenie w działalności
nerek i wątroby.
Zmiany te mogą być odwracalne po zaprzestaniu
zbyt intensywnych
ćwi,czeń. Ciekawe jest spostrzeżenie dotyczące hiperfunkcji
gruczołów nadner-eza, co autorzy przypisują swoistemu przystosowaniu
do wzmożonej aktyw:ności.
del fonda
oculare
e pigMario F e d e l i : .Ąspetto ojtalmoscopi.co
e clei cap'!l!i - Wygląd oftalmcskopijny
dna oka,
mentazione
dell'iride
a pigmentacja
oczu i włosów. 8 tablic. ss. 81-96. Autor badał 100 chłopmasei

antropologici

di Cagliari,

di Roma

707
~-ó'\~ w wie~.u

pIgmentacJI.

lat wykazują.:

14-19

\\'spólzalcżno~ci

Halo
.

T e s t a - B a p p en h
.
.
.
.
e I m.
gemma Ie monozlgotlca
Mong l'

iW

\\' cechach

dna oka

'

1 ongO/lsmo
osservato
in coppia
.
.' .
.
o Izm u pary monozygotycznych
(jedno'a~~~~ch) bl~zmąt, 5 rycIn w tekście, 3 tablic poza tekstem, ss. 97-112. J:st
.
my PI zypad~k tego rodzajU opisany w literaturze. Autor stawia hipotezę, ze zachodzI tu blokada mech"niczna
ge
nu, co w pewnym ~topniu
moze też występować w albinizmie.
•

Lo

Halo T e s t a - B a p p e n h e i m: Dennatoglifi
die;itali
in
soc e i
appartenentl
a coppie geminali
MZ disti7lte'
l'"
. .']g t
.nic
r1 l"
".
In re aZlOne al! esame /stolo~ o eg I annessl embrionali
W
'1
.
.

bl'"
.
"
zory papl arne palcow u rąk w parach
dOI:m:~ Jedno}9.]owych .w świetle badań histologicznych
przydatków
ploy , , 6 rycm w tekscle I 3 tablice; poza tekstem ss 113&lt;:;
•••
.5000 par bliźnia t ust n
t
,.,.
128 .. ,..poslOd
'Cechy łożyska
k a .1 a~ ar 99 par .lako Jednojajowe
ze względu na
_
.'
o onU.1ąc Jeszcze dalszego podziału wewnąt'
t ..·
C7 punktu
WIdzenia histologicznego.
Okazało się'
. I Z e.! grupy

d

~~óżnicowane zgodnie z cechami
sprawIe ustalania ojcostwa.

łożyska.

Będzie' t~e ~:~~l:

'h

co;

:porz~~~:C~~l~a~:h:

Valutazioni

analitiche

di cllcane

d~:p~~;pne t są
er yz

dimensioni

e pro-

analityczne niektóry~~ '\~;~:~~~o
i dl!, atl~~l .. preolimpionici
Szacowanie
10wców kadry przedolimpijskiej,
2 ~ ~~~~~Jl soma~yCznych w grupi:: spor:przedstawia wyniki badań antra'.
y
w tekscle, ss. 129-138.
Auto!'
'nych dyscyplin A t
.
.pometrycznych
na sportowcach 5-ciu róż. 29
.
u or wylIczał sredme arytmetyczne
dla 26-ciu w
. .
I
-u proporcji w każde'
.
ymlarow
.
.
.1grupie sportowej ustalając kategorie w dł
SlewOW metodą Correnit'ego
Wk'
.'
e ug rozciała ~ sprawnością
fiZyczną.'
y azuJe wspołzależności
między budową
linee

Glancario

A l c i a t t i:

principali

palmar'

dłoniowe, 2 rysunki,
Szczególnych linii.

_

Un nuovo
N,

I

ss. 139-144

i

.
n~z~e per

la

formulazione

delie

OW) wskazmk
określ .
l'
C.
a]ący g owne lini\:
. hodzl o stosunek brzegu dłoni i po-

Gabrielle
S p e d i n i: Le a t l h'
'.
.
_
Ya (R.C.A)
_ H
.
pogo.lne
sleT/che In 3.)3 negri N'Zaka.
aptoglobmy
(SOcza krwi u 353 M
.'.
.
Afryk"! Centralna
4 tabll'ce l' b
urz) nov., z N Zakara,
,
ICZ o\••..
~ ~s 14- 154 Z
rezy pozwoliło na precyzyjne '\ 1'"
astosowanie o:oktro£oJenotyPOWo haptoglobin~ ,
vy IC7.eme częstOSCI występowania
różnych
c

A.

J. A

l'

k e II,

&lt;Ine!!z componenti

Analiza

la

J. W. C o

collana

d II

l'

••

;)-.

n \\' a I l

'.
e .a ..m·unlla

".

~

F

lV

. .

. .

(
.
lo l' I. Anal/sl elegii
L1Ifantile di Van ;v]uhuggiaq
__

ogniw tworząc
h
yc naszYJnIk mumii dzie'
.
U
'.
I""·&lt;'lr;e. \\' tvmiedna
kolor
. "W
clęce,] z an etc., 3 foto0
dzieCięcej ustalono na 3_00 \\&lt;a.
g oceny metod&lt;:) C 14 wiek tej mumii
M
;) p. n. e.
assimo C r e s t a' M' .

frican

a -

Ekspedycja

.

ISSlone antropologica

antrop~logiczna

d

nella

o republiki

Republica

Centroa-

środkow ]-a frykań-

�709

708

Niemiec stanowiła problem wymagający dopiero ostatecznego rozwiązania.
W czasie konferencji poczdamskiej książka Gayre'a służyła między innymi
jako dokumentacja
naukowa włączona do materiałów obrad.
Jest szczególnie ważne, że autor czerpał informacje głównie ze żródeł
niemieckich i wbrew niemieckiej propagandzie,
a w oparciu o niemieckie
materiały, dowodzi slusz'1Ości polskich roszczeń do granicy na Odrze i Nysie.
Treść jest podana w następującym
porządku rozdziałów:
Wstęp: Aktualność zagadnieil niemiecko-polskich.
Rozdział 1. Geograficzne tło niemiecko-polskiego
pogranicza.
Rozdział 2. Rasy antropologiczne
r~prezentowane
w niemiecko-polskich
strefach kontaktowych.
Rozdział 3. Wpływy czynników etnograficznych
i językowych na pograniczu niemiecko-polskim.
Rozdział 4. Rozmieszczenie slowiańskich
grup językowych we wschodniej
części Niemiec.
Rozdział 5. Sprawy "Lebensraumu"
na polsldch terytoriach pogranicznych.
Rozdział 6. Zagadnienia
strategiczne
i ekonomiczne,
a granice
krajów
słowiailskich.
Rozdział 7. Rewizja granic.
Część merytoryczną
książki rozpoczyna autor omówieniem zagadnień
geograficznych.
Znajdujemy
tam charakterystykę
geomorfologiczną
sięgającą do wpływu zlodowaceń pleistoceńskich
na rzeżbę krajobrazu,
dalej
krótkie omówienie warunków
ekonomicznych
i perspektyw
dalszego rozwoju, a wreszcie przedstawienie
stosunków demogrdicznych
gęstości zaludnienia, przyrostu
naturalnego,
rynku pracy, ruchów ludnościowych
itd.
'lo! regionach
północnych, centralnych
i 'południowych Niemiec i Polski ze
szczególnym uwzględnieniem
pogranicza.
Rozdział ten zreferowany
niezwykle zwięźle jest dosłownie przepełniony treścią i jest ilustrowany kilkoma mapami.

skiej, l mapka i l foL, ss. 167-172. Autor omawia wyni~i :vypraw~ tr~ającej od marca do sierpnia 1961, w której badał szczegolt1l~ rodzaJ. odzywiania tubylców oraz ich cechy somatyczne
i hematologiczne.
Pigmeje
Babinga poddani byli szczególnie drobiazgowym badaniom.
.
Pietro
p CI s s a l' e 11 o: Interesse
antropologico
del1e
aptoglobme
sieriche
_ Znaczenie
antropologiczne
haptoglobiny
surowiczej, 2 tablice,
ss. 173-182. Poza trzema powszechnie przyjmowanymi
fenotypami (Hp l-l,
Hp 2-1, Hp 2-:?-) wyróżnić można jeszcze cztery rzadkie odmian~, ponadto
bywaj,,) przypadki braku reakcji na stosowane metody. Bada~la. te stanowią podstawy dla wniosków dotyczących genetyki populacYJne).
Domenico
M a e s t l' i:
Recenti
metodi
di valu.tazione
deI colore
della pelle ed applicazione
in alcune
turbe
deHa pigmentazione
Nowc'
metody oc ny barwy skóry w zastosowaniu do niektórych zakłóceń pigmentacyjnych, 12 tablic, ss. 183-198. Zastosowano metodę spektro-fotometryczną do przypadków zaburzeń barwnikowych
skóry. Zreferowano
stan zagadnienia wedłl:g literatury.
.
..
Następuje
szczegółowe i wyczerpujące
omówienie publikacji
nauk.o~
wych. Jest ciekawe, że spośród 8-u omawianych prac tylko dwie są trescl
biologicznej, większość dotyczy etnologii.
Tom zamykają zawiadomienia o mających się odbyć zjazdach, wreszcie
sprawozdania

za rok 1960i61.

Wanda

Stęślicka

G. R. G a y re:
TEUTON &amp;: SLAV ON THE POLISH FRONTIER.
Wyd. Eyre and Spottiswoode, London 1944 (76 stron tekstu, G6 l'otografii,
73 wykresy, 40 map).
Cenna ta książka dotarła do Polski dopiero teraz, 20 la t po ogłoszeniu
jej drukiem *. Autor, G. R. G a y l' e o f G a y l' e, Brytyjczyk, doktor
nauk politycznych, przyrodniczych
i filozofii, jest obecnie wydawcą kwartalnika "Mankind Quarterly"
w Edinburgu. Badaniem stosunków polskoniemieckich zajmował się od dawna. W okresie międzywojennym
kilkaJ.,;rotnie wyjeżdżał do Berlina, gdzie na zaproszenie tamtejszego Uniwersytetu prowadził wykłady zlecone. Przeżycia zwi:-~zane z ostatni4 wojną,
~ której brał czynny udział w stopniu pułkownika, wpłynęły na decyzję
ujęcia dotychczaso\vych
wyników badań w formie syntetycznej
książki.
Zamiarem autora było dostarczenie argumentów głównie z dziedziny antropologii etnicznej, etnografii i lingwistyki dowodzą.cych odwiecznych praw
liłowial1skich do zachodniego pogranicza Rzeszy Niemieckiej, jako do ziem
bezpraw'nie przywłaszczonych
w ciągu historii. Ksiąi,ka powstała w okresie,
w którym działania vvojenne jeszcze trwały i k\vestia wschodnich granic

• Palr7

,.Luri"

t. XL[[J

str.

2.jti

reconzja

w,

P e l s C 11e.

il
I

l

. . Pewne zastrzeżenia budzi u polskiego antropologa rozdział drugi po_
SWlęcony zróżnicowaniu rasowemu ludności niemieckiej i polskiej. R. G'Iyre
me stosuje żadnych metod objektywizujących
lecz opis słowny znajdowanych różnic i podobieństw
między osobnikami. Ponadto porównuje
poszczególne cechy: jak kształt glowy, profil nosa, owal twarzy, pigmentację i wzrost w odniesieniu do populacji jako całości. Tego rodzajU metoda - do dziś stosowana przez wielu antropologów zachodnich -- stwa:za ?lbrzymie trudności interpretacyjne.
Autor wprawdzie mówi o "typach"
lstmejących wśród ludności, podaje n8wet cale mnóstwo fotografii wziętych
z publikacji
rozmaitych
autorów; reprezentują
one niejako wzorce czy
mO,d~le typów rasowych. R. G a y l' e nie jest jednak w stanie określić
110sclOwego stosunku tych typów w populacji. Próby ujęcia zasięgu dawn~ch siedzib słowiailskich
i germańskich,
sprawy "praojczyzny"
szkicowane na podstawie
tak malo precyzyjnych
ujęć antropologicznych
nie

�710
. rO\llnac
..
' a n o w s k l' e g o w dziele Polskamogą Się
z syn tezą. J . C z e K
Słowiańszczyzna
z roku 1948.
.
. .
Rozdział trzeci przedstawia
wybór danych
dotyczącycn
czynmkow
etnograficznych
i językowych. Autor omawia typy budowy os~edli, zagród.
domów, daje charakterystykę
sprzętów i ubiorów. Opiera Się przy ty~
na obszernej i różnojęzycznej
literaturze
i wykazuje
trwające
do dZ1S.
wpływy słowiańskie sięgające wyrażnie aż po Łabę, a więc ~nacz~te dal~J
na zachód niż sięgają granice językowe. Rozdział ten cechujący Się włas-·
ciwą autorowi lapidarnością
i zwięzłością stylu należy do naj ciekawszych
w całej książce. Ilustrują go liczne fotografie i mapy.
W rozdziale czwartym, wyłącznie lingwistycznym, wykorzystał R. G a ~l' e również obfitą literaturę,
przy czym wysoko stawia prace polskie·
Lehra-S p ł a w i fi S k i e g o i M i l e w s k i e g o. Szczególnie :vażne są
mapy nr 26 i 27. Są to dokumenty niemieckie (P a r t S c h, Schleslen, vo.!. I:
Wrocław 1895 i Paul L a n g h a n s Deutsche Erde, 1905), obraZUjące zaslęgl
słowiańskie na Sląsku. Na mapie nr 26 granica językowa z roku 179(),
wykreśla zasięg słowiański idący daleko na zachód od Wrocławia, .dru~a.'.
nr 27 z roku 1890 wykazuje bezsporną polskość Opolszczyzny. Rowmez:
intere~ujące są dalsze mapy śląskie nr 28 i 29, opracowane na podstawie
materiałów Langhansa z roku 1900. R. Gayre przypisuje tym mapom bar-o
dzo słusznie ogromną wartość. Przede wszystkim dają one obraz obszarów
o przewadze języka niemieckiego, polskiego, czeskiego i łużyckiego, powtóre - według własnego orzeczenia Langhansa - są. to nie tyle obszary
językowe ile narodowościowe;
nazywa on nawet swe mapy "Nationali·tiHenkarten". Jest to z tego powodu ważne, iż niemieccy szowiniści często·
używali wygodnego argumentu,
że ludność nawet mówiąca po polsku,.
czesku czy łużycku, jest mimo to narodowości niemieckiej. Te późniejsze·
koncepcje mówiące o rozbieżnościach
między językiem i narodowością.
były obce niemieckiemu
badaczowi sprzed pierwszej
wojny śWiatow~j,.
takiemu jak L a n g h a n s, dla którego myśl o ewentualnym
uzyskanIU'
niepodległości przez ludy obcej narodowości, siłą włącz.one do cesarst:va:
pruskiego, była zgoła nierealna. R. G a y r e interpretuje
te sprawy nIezwykle trafnie. W bardzo pomysłowy sposób wykorzystał
ponadto m8py'
ogłoszone przez niemieckie władze szkolne przed pierwszą ~ojną śv:iat~wą w sprawie dzieci ślą.skich mówiących po polsku. DowodZi słUSZnIe, ze
polskość dzieci jest najlepszym
sprawdzianem
rdzennej
polskości ludu
~ląskiego. Rozważania językoznawcze kończy autor wnioskiem, że postulowana granica na Odrze i Nysie tylko częściowo przywróci Polakom ich
właściwe obszary, znacznie sprawiedliwsza
byłaby jego zdaniem
granica biegnąca dalej na zachód od Odry. mniej więcej od Drezna na
północ ku Bałtykowi.
W rozdziale piątym znajduje
się wpierw zwięzły referat dotyczący
pruskiej polityki germanizacyjnej
z przytoczeniem
wielu faktów oei CZ3-

711
!Ów Fryderyka Wielkiego pOCZą'NSZyaż do wyczynów Hakaty, do represji
w okresie międzywojennym
i zbrodni ludobójstwa w czasie ostatniej wojny. Rozdział zamykają rozważania na temat prężności biologicznej Polaków, ich wielkiego przyrostu
naturalnego,
co raczej dla nich stwarza
potrzeby powiększenia "Lebensraumu",
o który tak się upominali Niemcy
nie mający bynajmniej podobnych argumentów na poparcie swych roszczeń.
Następny rozdział, szósty, zawiera poza argumentami
strategicznymi
krótkie omówienie śląskich ośrodków przemysłowych
z wykazaniem,
że
z samego położenia geograficznego wynika powiązanie ekonomiczne całego
Śląska z Polską i Czechosłowacją.
Ostatni rozdział dotyczy rewizji granic. R. G a y r e wpierw dowodzi
absolutnej
słuszności wcielenia do Polski Warmii i Mazur, co w ogóle
nie wymaga dalszej dyskusji. Następnie przechodzi do granicy na Odrze
i Nysie. Powtarza w krótkim streszczeniu
argumenty
omówione w poprzednich rozdziałach. Wreszcie porusza drażliwą sprawę Niemców znajdujących się na obszarach mających wejść w skład Polski. Widzi tylko
jedno wyjście: Polska musi być krajem
bez mniejszości
nar0dowych.
Wszyscy, którzy opowiedzą się za narodowością. niemiecką, muszą opuścić
nieswoją z'iemię i wrócić do własnej ojczyzny. Niemniej winny być stosowane ulgi dla tych, którzy pomni własnego słowiańskiego
pochodzenia
zadeklarują
gotowość repolonizowania
się. Jak najprzedniejszy
dowcip
brzmi zdanie wypowiedziane
pod adresem Niemców, że dzięki lIstaleniu
nowych granic pozbędą się wielkiego odłamu ludności nienordycznej. przez
co zyskają większy odsetek tej cennej rasy u siebie, na co przecież zawsze
kładli tak wielki nacisk.
Książka R. G a y r e' a dziwnym trafem nie była u nas do tej pory
zupełnie znana. Jeśli chodzi o istotę zagadnienia
nie zdezaktualizowaJa
się w żadnym punkcie.
Ma ona przed? wszystkim
\vagę obiektywnej
oceny stosunków
niemiecko-polskich
z perspektywy
autora brytyjskiego
niezaangażowanego
emo('jonalnie po żadnej stronie.
Wanda

Stęślicka

Hans G r i m m:
EINFUI-IRUNG IN DIE ANTHROPOLOGIE,
VEB
Glistav Fischer Verlag, Jena 1961, 102 strony tekstu, 51 ilustracji, skoro'&lt;ddz rzeczowy i imienny, cena 10,65 DM.
AL:&lt;tor jest dyrektorem
Instytutu
Antropologicznego
w Uniwersytecie
Humboldta w Berlinie, ma dwa doktoraty:
medycyny i nauk przyrodni('zych. Omawiany podręcznik jest syntezą. kilkuletnich
wykładów prowadzonych dla studentów biologii, psychologii, etnografii i archeologii. Daje
nowy zadziwiająco
świeży pogląd na zagadnienia
antropologii
potraktO\\·anej jako dyscyplina pomostowa scalająca dziedziny pokrewne. Autol'
naświetla rolę antropologii w higienie społecznej, kulturze fizycznej, nau-

�713

712
kach prawniczych, psychologii, socjologii, sztukach plastycznych, etnografii,
arch'.~ologii, historii, a także w praktyce społecznej, w szczególności w sprawach normalizacji dla produkcji przemysłowej.
A oto streszczenie niektórych tez H. G r i m m a :
Antropologia zajmująca
się morfologicznymi
i fizjologicznymi rozmcami całych grup ludzkich jest szczególnie bliska etnologii i z nią ma
ścisłe kontakty. Splot tych dyscyplin jest nadzwyczaj silny, istnieją wspólne
katedry, instytuty i towarzystwa naukowe.
Zarianiem stojącym przed antropologią
jest wypracowanie
systemu
naturalnego opartego na rzeczywistym pokrewieństwie.
Mamy dotąd tylko
słabo udokumentowane
hipotezy dotyczące powstania
głównych odmian
ludzkich. Konieczne jest zbiologizowanie
antropologii,
zajęcie się genetyką u człowieka, stworzenie antropologii fizjologicznej.
Dla etnologii i archeologii byłoby z pewnością ważne wykazanie, że
nosiciele określonych kultur mieli jakieś charakterystyczne
cechy somatyczne. Badania osteologiczne szkieletów kopalnych
należałoby
również
vrowadzić pod kątem ustalania typów budowy ciała. Istnieją z pewnością
współzależności
w układzie kostnym pozwalające na wyciąganie wniosków o proporcjach
człowieka żywego. Takie postulatyotwieraja,
dla
badań antropologicznych
nowe perspekty\vy.
Dalej należałoby zająć się -ekologią człowieka, czyli badaniem związku
organizmu ludzkiego z warunkami
życiowymi środowiska. Kierunek badawczy, który w antropologii takie procesy bada, jest dopiero w powi-

I
,I

I
I
I

Ii.

jakach.
Programy
badawcze wielu zachodnich instytutów
antropologicznych
dotyczą zagadnienia zmienności grup ludzkich w zależności od warunków
otoczenia. Szezególne zainteresowanie
budzi "biotop wielkomiejski",
jako
miejsce największego
zagęszczenia populacji ludzkich. Biologia obszarów
miejskich, będąca dziś dopiero w zaczątku, jest przeto nowym i specyficznym zadaniem antropologów.
Antropologia rozwinęła metody, które pozwalają ze szczątków rekonstruować szkielety, a następnie wyglą.d osobników żywych. Z badań morfologicznych można by również wnioskować o socjologii wymarłych plemion, nawet o genetyce populacji.
Jakkolwiek
autor docenia zagadnienia teoretyczne w antropologii, to
jednak na plan pierwszy wysuwa zastosowania praktyczne widząc w tym
najważniejszą
funkcję społeczną tej dyscypliny. Wybór przykładów i ilustracji przeprowadził
według tego punktu widzenia. Szczególny nacisk
położył autor na higienie społecznej, normalizacji i produkcji. Mimo wszelkich wysiłków nie zdołał jednak w stosunkowo szczupłej książce dać
całokształtu zagadniell. Z tego względu nie można tej publikacji uznać za
rzeczywisty podręcznik antropologii. Jest to raczej przegląd problematykl
z uwzględnieniem
nowych kierunków.
Z tego też względu książka ta

więcej pożytku przynieść może wykładowcy niż studentowi, zawiera bowiem interesujące propozycje mogące wzbogacić zakres materiału.
Niektóre rozdziały zostały w ksiCJjce G l' i m m a potraktowane
zbyt
pobieżnie. Zagadnienia konstytucjonalizmu
w związku z psychologią wymagałyby rozszerzenia, trudno w dobie dzisiejszej poprzestać wyłącznie
na Kretschmerowskich
koncepcjach.
Pewne zastrzeżenia budzi także sprawa typologii. W ujęciu antropologii polskiej klasyfikacja typologiczna opiera się na indywidualnie określonych osobnikach.
Kryteria
są morfologiczne,
a nie narodowościowe.
językowe czy psychiczne.
Punktem
wyjścia dla wyodrębnienia
typÓ\\;
antropologicznych
są wzajemne podobieństwa osobników. Polskie badania
niejednokrotnie
rzucały światło na clawne migracje, na zagadnienia autochtonizmu itp. W tej dziedzinie antropologia nasza wyprzedziła znacznie
kraje zachodnie. Główną rolę odgrywają tutaj metody badawcze. Było to
osią,gnięciem na miarę światową, że zaczęto rozkładać populację ludzką
na naturalne grupy osobników morfologicznie do siebie podobnych wyliczając liczebności tego rodzaju grup. O tych osiągnięciach i metodach nie
znajdujemy
wzmianki w książce H. G l' i m m a.
Ponadto stwierdzić należy, że także w zakresie "biologizacji" antropologii pominięto ważne sprawy. Stanowczo za mało mówi autor o genetyce populacyjnej, o procesach selekcyjnych i o całym zespole zagadnień
ewolucyjnych.
Również
należałoby
chyba
wzbogacić
dzial dotyczący
ekspertyz dla spraw dochodzenia ojcostwa.
Szata graficzna, jakość papieru, okładka są bez zarzutu. Zalety te
sprawiają, że książkę bierze się z przyjemnością do ręki.
Wanda

Stęś!icka

Henn
P o h I h a u s e n, DAS WANDERHIRTENTUM
UND SEINE
VORSIUFEN. Eine ethnographisch-geographische
Studie zur Entwiklun"
del' Eingeborenenwirtschaft,
Albert Limbach Verlag, Braunschweig
195;'
ss. 175.
Pr~ca zajmuje się zbadaniem
charakterystycznych
cech pasterstwa,
stan?Wlą~:gO o.b~k uprawy roślin pod~tawowe elementy składowe naszych
cywlllzaC]l. KSIązka składa się z czterech rozdziałów. W rozdzial'= pierws~ym autor omawia problematykę
pracy, własne stanowisko
metodologIczne oraz dokonuje podziału gospodarki hodowlanej.
Punktem wyjścia dla ustawienia problematyki badawczej są db. autora
materiały archeologiczne z miejscowości Meiendorf i Stellmoor w Niemczech Północnych dotyczące hodowli renów. Problematyka
podjęta prZN:
autora streszcza się \V trzech następujących
pytaniach:
1. Czy hodowla renów stwierdzona w Stellmoor była zjawiskiem izolo ..
wanym kulturowo i zaginęła bez ślaclu wraz ze zniknięciem rena z obsza-

�715

714
rl',w nadbałtyckich,
czy też była fazą poprzedzającą
nie formy gospodarczo-kulturowe?
2. Czy hodowla

kultury

"Ahrensburger

innych ludów pasterskich
Rentierbegleiten"?

uchwytne

wywodzi

historr-:-

się z tak zwanej

3. W jaki sposób ludy, które przejęły umiejętność
hodowli
nomezolitycznych
hodowców renów, r0zwijały ją u siebie?

od wczes-

Autor uważa, że na żadne z tych pytań nie może odpowiedzieć autorytatywnie sama archeologia, etnografia bądż zoologia. Dlatego też podejmuje próbę zgromadzenia
najważniejszych
faktów archeologicznych
etnograficznych, geograficznych
i biologicznych dotyczących gospodarki związanej
z reniferem
i innymi
zwierzętami
trzymanymi
przez
pasterzy i myśliwych. W związJl:u z tym daje w swej pracy w rozdziałach
II i III opisy poszczególnych kultur pasterzy i myśliwych.

I

l
I

I

Rozdział II zawiera
omówienie
pochodzenia
i podziału gospodarki
związanej z renem, rozdział III natomiast poświęcony jest gospodarce pozostałych pasterzy i myśliwców występujących
na różnych kontynentach.
Opisy kultur zawarte w pracy podawane są według ujednoliconych
zasad;
zawierają krótką charakterystykę
środowiska geograficznego, opis elementów kulturowych
wia,żących się z hodowlą bądż polowaniem
oraz opis
cech rasowych nosicieli określonych
kultur. Opisy te z reguły dotyczą
prawdziwych nomadów zmieniających miejsca swego zamieszkania wokreślonych porach roku wraz ze swymi stadami. Wyjątek stanowią omówione
IJrzez autora półnomadyczne
ludy Toda w Indiach. Z terenu Europy
&lt;1względnia autor jedynie Lapończyków. Dla celów porównawczych opisuje
••utor kulturę Eskimosów, jasnoskórych myśliwców Afryki oraz hodowców
1:'Jm poludniowej Ameryki. Ogółem opisuje 40 różnych ludów.
Rozdział IV pGświę::.ony je~t omówieniu wieku, rozwojowi i podziałowi
pasterstwa,
jako kompleksu gospodarczego. W rozdziale tym autor przepro,,' 2.dz:J.hipotetyczną rekonstrukcję
procesów działających
przy powstawaniu kompleksu pasterstwa.
Według autora stawianie roboczych hipotez jest konieczne ze względu
na wskazanie dalszych kierunków badawczych bądż punktów wyjścia dla
dalszych gruntowniejszych
badań.
Autor przyjmuje,
że zbieractwo i myślistwo wyszły z różnych form
gospodarczych,
znajdujących
się na innym stopniu rozwoju. Autora nie
zadawalają
dotychczas stosowane podziały na wyższe czy niższe my~listwo, bądż podział na myśliwych stepowych czy zbieraczy z okolic polarnych czy tropikalnych.
Podstawą
proponowanego
przez autora podziału
jest stcsu:1ek myśliwego do obiektu polowan,ia. Stąd autor dzieli mYśliwcuw na następujące grupy:
1. Myśliwi
lej gospodarki

związani
decydują

ze stałym miejscem (Ortsfeste
Jiiger).
O formie
dogodne warunki mieszkaniowe
(jaskinie), albo

przewaga pożywienia
roślinnego nad zwierzęcym. Do grupy tej można
zaliczyć Ajnosów. Polowanie wśród tej grupy ludów często odgrywa rolę
podrzędną.
Ewentualne
wędrówki
nie związane są z myślistwem.
Do
myt!iwców tej kategorii, którzy żyli tylko z polowania możemy zaliczyć'
również mieszkańców
jaskiń z okresu lodowcowego.
2. Myśliwi związani z określonym
rewirem (Revierfeste
Jdger). Myśliwi tej kategorii trzymają się w pobliżu dogodnych dla polowań terenów
(np. wodopojów, skrzyżowań dróg wodnych ...) w okresach najdogodniejszych na polowania. Do kategorii tej należą Eskimosi Karibu.
3. Myśliwi
związani ze zwierzyną
(Wildfeste
Jager).
Trzymają
się
zazwyczaj w pobliżu zwierzyny i postępują za jej śladami.
Każda z wymienionych
wyżej grup stanowi odrębną biocenoz,~ kulturową (KuLturbiozenose),
to znaczy według autora, składa się z indywiduów,
które posiadają wspólną formę gospodarczą, wspólny język, szereg wspól-·
nych elementów kulturowych,
znajdują się stale w obustronnej wymianie
bezpośredniej
lub pośredniej bądź tei. mają potencjalne możliwości takiej
wymiany, posiadają mniej lub więcej jednolity skład rasowy. W obrębie
każdej t3.kiej biocenozy możemy obserwować,
na różnych kontynentach
świata równoczesne
występowanie
specjalizacji
czyli biotypów kulturowych (Kulturbiotype).
Etnobiotyp aloo biotyp kulturowy jest sumą czynników pośrednio lub bezpośrednio
wpływających
na kulturę, czynników
klimatycznych,
botanicznych,
zoologicznych, antropologicznych
i kulturo-wych (łącznie społecznych, gospodarczych i język-owych).
Wymienione
wyżej trzy kategorie myślistwa spotykamy u zwierząt,.
są one charakterystyczne
nie tylko dla ludzi. Np. wilki polują zimą na
zwierzynę postępując za nią itd .
Autor stoi na stanowisku,
że jest niecelowym dzielenie gospodarki'
ludów egzotycznych
na dwa stopnie: myślistwo
:i hodowlę. PomiędzY'
bowiem myślistwem,
a hodowlą występują
bardw
ważne stopnie pośrednie. Są to:
1. Towarzyszenie
zwierzynie (Begleiten).
Jest to jakgdyby kontynuacja
polowania polegającego
na postępowaniu
za śladami zwierzyny i trzymania się w pobliżu {III kategoria myśliwców). Charakterystyczną
cechą
tej formy gos'Pcdarcz.ej jest pogłębion" Slpe-cjaliza:cj.a odnośnie obiektu polowania. Dalsze cechy są następujące:
wędrówki określonego stada zwie-o
rząt określają równocześnie wędrówki ludzi; zwierzyna, na którą się poluje
jest chroniona; występują tendencje do kapitalizowania
stad zwierzęcych:
zwierzęh
nie zawsze są obiektem polowania, występują bowiem również
inne motywy np. zwierzęta są używane do transportu;
podejmowane
są
próby ograniczenia
wędrówek
zwierzyny;
zachowany
jest nadal trybsezonowych wędrówek za zwierzyną, zwierzęta na które się poluje tkwią
nanal w swoim naturalnym
biotypie, chociaż może wysiąpić
skrócenie
ich dróg wędrownych,
na skutek działalności
człowieka. Towarzyszenie-

�717

'716
zwierzynie
3 kategorii

(Begleiten)
(Wilelfeste

stanowi
stopień pośredni
pomiędlY myślist\vem
a pasterstwem.
Granice są wielokrotnie
po-

Jager),

między nimi bardzo płynne.
Od pasterstwa
natomiast towarzyszenie
zwierzynie tym się wyodrębnia, że zwierzyna za którą się wędruje, nie wykazuje żadnych cech oswojenia bowiem tkwi nadal w naturalnym
biotypie.
Wynika z tego, że pod wpływem określonych
faktów kulturowych
myśliwcy III kategorii (Wilelfeste
Jager), mogą przekształcić
się w spe.cjalistów polujących
na określone stado zwierząt, a ci specjaliści z kolei
w pasterzy.
T o war z y s z e n i e zwierzynie jest kontynuacją
myślistwa
związanego z trzymaniem
się myśliwych w pobliżu zwierzyny.
Drugim stopniem pośrednim
pomiędzy myśliwstwem
i hodowlą jest
c s woj e n i e zwierząt (Das Zahmen). Oswojenie 7.wierząt jest niekrwawł\
kontynuacją
polowania
związanego
z określonym
miejscem (Re'l'Łerfeste
Jeiger). Występuje wtedy, gdy zwierzę lub stado zwierząt, tak dalece przyzwyczai się do bliskości człowieka, że nie boi się ludzi, którzy mogą prowadzić dokarmianie
zwierząt (podawać np. sól), bądź nawet wykorzystywać zwierzęta do pracy. Oswojenie tego rodzaju występuje w Azji Poluddniowo-Wschodniej
i Melanezji. Trzecim stopniem pośrednim
pomiędzy
myślistwem, a hodowlą jest p r z e p ę d z a n i e zwierząt (Das Treiben). Jest
ono dalszym
ciągiem
myślistwa
związanego
z określonym
rewirem.
Ta forma gospodarki występuje wtedy, gdy myśliwi związani z okre~.lonym
terenem (Revierjeste
Jager) bądź myśliwi związani z określonym miejscem
(Ortsfeste
Jager) zapędzają
wędrujące,
dzikie stada zwierząt do specjalnych zagród, aby ciągnąć z nich określone korzyści: i tak np. Indianie
południowo-amerykańscy
polują na lamy.
Omówione formy pośrednie gospodarki charakteryzują
się tym, że rozmnażanie zwierząt dokonuje się na swobodzie, a same zwierzęta nie posiadają cech udomowienia.
Hodowla zwierząt podzielona według autora najbardziej
celowo obejmuje trzy rodzaje: 1. Wanderhirtentum
(pasterstwo związane z koczowniczym trybem życia), 2. Ziehbauertum
(koczownicze rolnictwo), 3. Sesshajte
Viehzucht
czyli hodowlę związaną z osiadłym trybem życia i istnieniem stajni.
W rozdziale II zatytułowanym:
"Die
Rentienvirtschajt".
Gl.iedernng
und Ursprung
autor charakteryzuje
środowisko i ludy związane gospodarczo z renami. Omawia funkcje reniferów
oraz gospodarczo-etnograficzny podział ludów hodujących
reny. Rozdział kończy się podziałem
wsp6łczesnej
gospodarki reniferowej.
Gospodarka
związana z renem stawia ludziom zajmującym
·się nią bardzo wysokie wymagania.
Muszą oni
odznaczać się siłą i znaczną ruchliwością,
tym większą, im prymitywniejsze są środki transportu
i im bardziej ruchliwy jest obiekt ich gospodarki.
'Wynika z tego, że tylko ludzie w najlepszych
latach swego życia mogą

zajmować się polowaniem nil reny. Pozostała ludność skazana jest na zaiładę, bądź musi gospodarkę
swoją budować
na innych podstawac~.
W związku z tym na terenach arktycznych
i subarktycznych
występuJe
zawsze podział grupy ludzkiej na dwie biocenozy kulturowe.
Ruchliwej
biocenozie kulturowej
myśliwców odpowiada zawsze, (przynajmniej
w reliktach) biocenoza kulturowa rybaków, bądź rolników czyli ludzi a osiadłym mało ruchliwym trybie życia. Możemy w tym wypadku mówić o ma-o
kro i mikrokulturach.
Np. makrokultura
Lapończyków
obejmuje mikrokultury: Lapońc-zyków z fjeldów, z lasów i wybrzeża morskiego.
Rozdział III: Die iibrige Hujtieru:irtschajt
der Wanderhirten.
Po opisach gospodarki różnych ludów egzotycznych autor dochodzi do wniosku,
że istnieją niewątpliwe
zgodności kulturowe pomiędzy ludami hodującymi
reny oraz innymi ludami pasterskimi
różnych kontynentów. Wyodrębnione
przez autora w tym rozdziale typy gospodarki obejmują:
A. Typ gospodarki
reniferowej
Korjaków,
Czukczów,
Samojedów
i Lapończyków
z fieldów. Z kultur archeologicznych
należy tu stopień
ahrensburgski.
Typ tej kultury wystr;puje na tundrach, tundrach leśnych
fjeldach.
B. Hotentocki typ gospodarki.
C. Typ gospodarki pastersko-wojowniczej
(Massajowie, Hima, Turkana i Nuer). Dla tego typu gospodarki charakterystycznym
są: instytucja
wojennego kraju i spożywanie krwi żyjących zwierząt. Polowanie nie ma
tu znaczenia, bowiem żyjące zwierzę jest wszechstronnie
wykorzystywane
gospodarczo (krew i mleko).
D. Typ gospodarki ludów Toda-Kara-Bororo.
Typ ten jest produktem
specjalizacji
typu poprzedniego.
Występuje
na obszarach regresji kulturowej i na obszarach
peryferycznych.
Pojedyńcze
ludy o gospodarce
tego typu występują
w postaci reliktowej
w Indiach, Arabii i na Saharze. Najważniejszym
zwierzęciem gospodarczym
jest bydło rogate. Krwi
się nie spożywa, a mleko posiada znaczenie sakralne. Polowanie nie posiada żadnego znaczenia.
E. Typ gospodarki pasterskiej związany z tzw. "małym bydłem" uprawiany przez Tungutów, Tuaregów, Tebbu, Arabów, Somalijczyków,
Bedja
i Kozak-Kirgizów.
Hoduje się tu jedynie drobne zwierzęta: owcę i kozę,
brak natomiast
zwierząt
dużych. Autor uważa ten typ gospodarki
za
wtórnq i stosunkowo póżną specjalizację.
F. Typ gospodarki jeżdzieckiej-Kałmuków,
Mongołów, Sojotów, KaraKirgizów i Turkmenów. Najważniejszym
elementem kulturowym
jest jeżdżenie na renach, koniach wielbłądach,
jakach. Ten typ stanowi najmłcdszą,
ale równocześnie
najbardziej
ruchliwą
\varstwę
kulturową
w obrębie pasterstwa.
Rozdział IV - Wiek, rozwój i podział całego kompleksu pasterstwa.
Przejściowa
forma gospodarki
pomiędzy myślistwem.
a hodowlą renife-

::', '..,~t:

�718
rów IRentierbegleiten)
stwierdzona
w oparciu o wykopaliska
Stel1.~~or
na Niżu Niemieckim jest najstarszą z dotychczas poznanych form WYJSClOwych hodowli zwierząt w ogóle, a więc i pasterstwa.
W okresie pomięd~y
J U 000 a 8500 lat przed n. e., na obszarach Niemiec Zachodnich
w rejonIe
Bałtyku polowanie na renifery
polegające
na trzymaniu
się z\vierzyny
(Wild-feste
Jagertl.j.m) przeobraziło
się w fazę pośrednią pomiędzy polowaniem, a hodowlą, w tak zwaną fazę towarzyszenia
zwierzynie (Rentierbegieiten). Ta przejściowa
forma gospodarki nie powstała nagle, lecz element
za elementem
dostosowywała
się do nowych warunków
związanych
ze
.zmianą klimatu.
.
Osiągnięte dzięki temu przestawienie
się całej kultury,
na posługiwanie się nowym typem sprzętu, spowodowało
przejście z paleolitu do
mezolitu. Występujące
obecnie różne formy gospodarki
opartej na reniferze należy tłumaczyć
tym, że od mezolitycznych
hodowców przyjmowano tylko takie elementy kulturowe,
które były specjalnie
ważne dla
z lspokojenia
potrzeb własnego kulturowego
biotypu.
Hodowla rena jest pochodzenia monocentrycznego,
powstała na terenach położonych na południe od Bałtyku.
Po okresie lodowcowym
ren zniknął z terenów
nadbałtyckich,
na
które wtargnęły
inne zwierzęta.
Metody gospodarcze
związane z renem
zo£t3ły przeniesione
na inne zwierzęta, ale równocześnie
dostosowane do
istniejących
warunków
geograficznych,
ekologicznych
i etnograficznych.
Id :~'l hodowli według autora przeniesiona
została na inne terer.~' przez
Europejczyków. Swiadczą o tym m. in. także cechy rasowe spotykane u lud6w pasterskich.
Jadwigc!

Kucharska

Johann
K l' u s e: HEXEN UNTER UNS? Magie i.md Zaubl~rg1aubel'l
in unserer Zeit. Verlag Hamburgische
Bucherei, 1951, s. 210.
Praca obejmuje 11 rozdziałów; część pierwszych podaje zaobserwowane i zanotowane sposoby rzucania i zdejmowania
czarów, dalsze omawiają przyczyny utrzymywania
się podobnych praktyk
po dzień dzisiejszy.
We wstępie autor stwierdza, że w połowie XX wieku tysiące kobiet
na terenie NRF są prześladowane
jako czarownice. Mimo, iż od 200 lat
zRbronione jest palenie czarownic
na stosie, wiele osób ginie niemniej
strasznie
i okrutnie,
bo zaszczute, zadręczone przez ludzką opinię. Ten
wlaśnie fakt spolecznego konfliktu, ciemnoty i zacofania oraz ich skutków
(w dobie wielkiego rozkwitu wszystkich
dziedzin wiedzy) skłonił autora
do napisania omawianej książki: "Daleki jestem - cytuję - od 7,amiaru
stworzenia dziela o stanie zabobonu na dzień dzisiejszy. Chodzi mi jedvnie o zwrócenie uwagi ludzi odpowiedzialnych
za politykę
oświatową
i kulturalna
na skutki społeczne utrzymującej
się po dziś dzień wiary
w czarowni~e, diabły,
czary i zamawianie,
i to zarówno na wsi, jak

w mlescle.

Chodzi mi o zastanowienie
się nad sposobami zlikwidowania
tych wyraźnych przejawów ciemnoty i zaraźliwej glupoty. Skutki bowiem
są fatalne zarówno dla zdrowia fizycznego i psychicznego, jak dla obyczajowości niekiedy wcale nie małych grup społecznych. Istnieją bowiem
ludzie, którzy ciemnotę wykorzystują
i podtrzymują
zupełnie celowo (str. 5).
Sredniowieczna
wiara, że niektóre osoby «zcl.ególnie kobiety) posiadają nadludzkie
siły oraz umiejętność
wyk ,rzystania
ich jest po dziś
dzień żywa i mocna w różnych środowiskach,
a szczególnie na wsi. Ni[ch
na przykład
zachoruje
bez istotnej przyczyny
krowa, regularnie,
dzień
w dzień, krzyczy pogodne w innych godzinach niemowlę, czy dorosła
córka zacznie zbyt biegać za chłopakami
- mieszkaniec
wsi przyczyny
tych zjawisk gotów dopatrywać
się w rzuconych czarach.
W 1950 roku gazety południowo-niemieckie
doniosły, że we wsi E.
znajduje
się 10 czarownic, odbierających
mleko krowom. Vol 1949 roku
Johann
K l' u s e \vysłuchał
najpoważniejszej
opowieści, jak to pewna
kobieta na własne oczy widziała, jak sąsiadka z wbitego w ramę drzwi
noża, nadoiła w krótkim czasie pełen garnek świ~żej śmietanki. W 1939
roku gazety podały wiadomość, że w Gelsenkirchen
(Westfalia) zmarło
dziecko na skutek leczenia wrzodu ekskrementami.
Po dziś dzień prasa
zachodnio-niemiecka,
co jakiś czas donosi o wypadku śmierci na skutek
leczenia chorego przez osoby niepowolane.
Podobnych faktów zebranych
w terenie, bądź znalezionych w prasie codziennej autor przytacz" wiele.
Rozdział drugi mówi o sposobach rozpozilawania
czarownic. Jednym
z "niezawodnych"
jest położenie na krześle pod poduszką otwartych
nożyczek. Jeżeli osoba podejrzana
o uprawianie
czar6w nie usiądzie właśnie
na tym krześle, -- na pewno jest czarownicą. Podobnych "niezawodnych"
sposobów wykrywania
czarownic jest wiele. Ponieważ są stosowane, kobieta czy mężczyzna, na którego padnie podejrzenie,
że jest \V służbie
diabła jest z góry skazany na społeczne potępienie.
Obrony i n.tunku
przed podejrzeniem
i oskarżeniem
nie ma. Mówi o tym rozdział czwarty
i pią ty książki.
Zdaniem Krusego, wiara w czary oparta jest o Testament i katechizm.
Wypędzał niejednokrotnie
diabła Jezus. W małym katechiźmie
wyraźnie
mówi się o zakazie rzucania czarów. Zarówno w Starym, jak Nowym
Testamencie
problematyka
diabłów, czarownic
i czarów stawiana
jest
niejednokrotnie.
Bezpośrednim
jednak
źródłem zdaniem
autora
_
rozpowszechnienia
zarówno "nauki"
rzucania,
jak zdejmowani3. czarów
jest szer{)ko rozkolportowana
w drugiej połowie XIX wieku na terenie
Niemiec - 6. i 7. księga Mojźesza. Poczytność jej· na terenie NRF zdaje
się w ostatnich
latach wzrastać. Tym faktem Kruse tłumaczy rozpowszechnienie i aktualność praktyki nauczania i zdejmowanie czarów. Źródła
.,wiary" w prawdziwość tych nauk świadczą o niskim poziomie intelektualnym szerokich rzesz mieszkańców.

�721

720
Omówieniu
tła i przyczyn szerzącej się wiary w czarownice
i czary
poświęca autor drugą część książki (rozdziały VII-XI).
Zaznacza wyraźnie że chodzi mu o źródła nie w sensie genezy, lecz o przyczyny
utrzy,ny~vJ.nia się praktyki
czarów po dzień dzisiejszy, o społeczne przyczyny
i możliwości istnienia
czarownic. Widzi je przede wszystkim
w niemieckim prawodawstwie,
w którym brak paragrafu
w myśl którego obwoływanie kogoś czarownicą
byłoby traktowane
jako przestępstwo.
Dopiero
jeśli kobieta podejrzana
o to, że jest czarownicą zostanie pobita - sprawcy
pobicia zostają ukarani,
ale tylko i wyłącznie
za sam fakt pobicia. Motywy, wszystkie
szykany
moralne
są w wyroku
pomijane.
Podobnie
zresztą dzieje się, gdy dojdzie do procesu człowieka żerującego
na ludzkiej głupocie czyli takiego, który odczynia rzucane czary. On też odpowiada tylko, gdy spowoduje
wypadek
kalectwa,
bądź śmierci, natomiast
nie odpowiada
za jawne oszustwo, za uprawianie
procederu
zamawiania
czarów, wykrywania
czarownic itp. Brak odpowiednich
paragrafów
w prawodavlstwie
zachodnio-niemieckim,
to zdaniem J. Kruse, bardzo istotna
przyczyna
utrzymywania
się wiary Vol czarownice.
Inną, niemniej ważną - są bajki, sagi, opowiadania,
obrazki, fi~my,
ióztuki teatralne
pełne diabłów i czarownic. Działają
one na wyobraźnię
dziecka i często ciążą nad men talnością dorosłego już człowieka. Niektórzy
irdcrmatorzy
zapytani przez autora dlaczego wierzą w diabła i cZ"lrownice,
odpowiadali po prostu, że w szkole ich uczono o istnieniu złych mocy, przed
którymi należy się chronić. Po dziś dzień dzieci w Niemczech Zachodnich
uezą się w szkole o diabłach.
Mieszkańcy
wsi natomiast
twierdzą,
że
jeszcze nikt im nie powiedział,
że nie ma diabłów, ani czarownic. Diabły
więc są. Wierzyli w nie ojcowie, wierzą oni (informatorzy).
Będą wierzyły
dzieci, bo wynoszą tę wiarę z domu, a gruntują
ją w szkole. "Myliłby się
jednak ten - koilczy swoją pracę autor - kto sądzi, że wiara w zabobony
dotyczy tylko mniej
oświeconych
warstw
społeczeństwa
i tylko wsi".
W mniej drastyczny
sposób, ale hołduje jej wielu przedstawicieli
\varstw
wykształconych.
Czym bowiem, jak nie zabobonem jest wiara w ,.feralne"
i "szczęśliwe" liczby, lęk przed czarnym kotem, wszystkie talizmany chroniące przed
urokiem,
bądź nieszczęściem.
Nieobca
też jest szerokim
warstwom
społeczeństwa
wiara
w znachorów,
wróżbiarstwo,
rzucanie
i zdejmowanie
uroków.
Czqść winy za utrzymywanie
siG w społeczeóstwie
wiary w "czary".
Butor przypisuje
niemieckim
etnografom.
Etnografowie,
jego zdaniem,
traktują
całą dziedzinę wiary w diably i czarownice
jako wiedzę ludową,
a zamawianie
i pokątne leczenie chorób jako medycynę ludową.
Trzeba,
by nauka
zaczęła oddzielać
mądrość
ludową od niewiedzy
ludowej i przestała
tej ostatniej
nadawać
znamię specyfiki ludowej, czy
(lawet narodowej.
Trzeba, by etnografia
podawała prawdę o historii ludu
l wsi bez sentymentów
i upiEikszeń, by mówiła nie tylko o przymiotach

zaslu.;ach
ludu dla narodu, ale i jego brakach.
Jilk przEd medycyną
',\:znio::łe zac.!.anie uv./alniani~j ludzkości
prz2d plc:.gq chorób fizjr)logiczn:, en, t3k p~'zed etnografią
i każdą nauką o społecz,~ństwie
Wi1.1YlOSidĆ
j:!w cel i.adJnie
uwolnienia
ludzi od plag spolec,myc:1, l. któryc~ jedn:(
Jest utrZ}iYłujt.)Cd
się wiara \\T l1ad:=&gt;rzyrodzo:1e n10Cc, a mi~dzy :1i:T~i czarO\\,;,1i('e: Jes'e.~m)1 - koóczy Kruse swoją książkę napbanii
Z dUZ:l pasją
cz1.ovv·i:::ka społecznie
zaangażo\vanego
nie tyLko
s1]ac1ko;)ie7'ccuni
ttudycJi
j

'3tC'ii

nie

tuil&lt;o

rnu

bUC:

;c:h

l.i2

\,','j.

ule

pGi.cmkcnni,

t:,;'obec

bl(;1'1i,i

._- Johann

Uk,vit!Q'W,,6

Syn

bĘ'(;'z.!cnq;

rolnika

kied'vś

otr~;!.JrrlGnlJch

Kruse

ur'}dzuny

1£'26 r..-ku micst.:ka

sb·de

'\'1

w 1839
I:IalYlburgu.

i ci/utegolli

prz0dk(l1ni

ci.:?innogroclu,

l.irzekazów

..? ITICŻe-

nu?

rl~C)żernv

jest nauczycieL"m szkoly jl'Jdsta\'loroku w zachodnim
Eolsz,ynie,
od

:i\!Iat2ri"ły

i dokumenty
do książki Johann
Kruse zbierał
w sumIe
Cz~ścio\vo s~-l to Y:i:13tcria,ły t2\~.~. t.2L"i~nG\\!':~ (z::-~obs,~rv,"O\\uln(:'\
i Z(LlotO\Va~e
przez samego autora), ,}o/ dUŻ'2j mierze V\:ycin};i Z ni~n:.ieckiej
p~-8S,} j;':tt 19~ij--19;)O, rn~te:rialy
i dckurnenŁ:.I
są-":':Jv.,:c. JcdnQc~:cś!1iC' :~G
18 t bezskuiecznie
CllarmO\\'3ł rćżne cZYl1:1iki o v..'ażnojci probh:mu. Dopiero
PC) uk)·oaniu sil: w 1951 roku omawianej
ksi::żki zarówno pnsCl, jak radio,
1.1.11-,1'1 i t;~'l0\vizja
z)inter2sc-,&gt;~,-a}8.
siq- s.y-g,:'\,::'l,li'lo·NDnYID
od Lit problerncm.
F'cz,-:,.-t,y\\lnie o pr,:~ci Jol.U:tl1l1cl :Krus'2 ~,~vyr:.L~:d
si.E': CLołvv..lj ni·-:.nliecki et.nograf
(:~r,;--;tęPC::i pre;.:.vcL:~rtt·=t i'-i·1E:rni.,')ckie,j
ź\k.Jci 2n-1li :;\Tauk Vv' PCTlini,:~ \,VSCilodnim)
prof. dr Wolfang S t e i. n i t z w swojej przedmowie
do J(siążki A. S p am e r' R: 1{,o1nanu:&gt;oi.ichle'i(
... Fczytyvv'nie
o książce i negatyv-n'li:- o p0iityce k:.llturalnej
NRF, gdzie tylKO w 1952 roku zallotmvano
w prasie
65 prccesóv/ czarownic.
trzycl7.ic;,;ci

l::1t.

LiU Maria

13ADISCHE

FUNDBERICHTE,

jriihUcsch.ic::tliche
1962, (s. 318, tab!.

.•&gt;ntiich2S

Jahl'bHc',

FOl'sch ung Badens.
22. Jahrgang.
104, plany sytuacyjne
3).

Szw'engrub
cli.? 111'- l&lt;71.ci

fill'

Freicurg

-

Karlsruhe.
.

FrClca t8 kst rezultatem
bad,'!l "rch2()lo!2i~znych, prcnvadw:1ycl1 w la~,::~&lt;::;} j.)/ -·-195~) n::1 ter8r"ie BadcTJii, 'prcv.d~'1r.1i l,rietnjec. g·i.~ai.licz2:C2j z FranCj~:~(1:1 zc;.ch Jc:zi~: \vz(E'.l;~ Pf'r1U i S!:\~,·-~~.~c:lri[;
na pojudrii~l.
1)0.:1 r~dakc:j~~

pO\\-:;t_lł2'

A.

E ck

,2 r l {:,'g o

;J;'r~·ibur~\

i .,A. TJ a u b er

3

l)G:::L:;~'lo~!f' j2~j~, '.L: (j r'7~'dó'::: r.Jz~·)":,~.:--:'x.''',
sprav~;c&lt;d~',nj'-~ c(,!'e-:i('·v.r y)rC'hi,:~t l'"ii .~ hisL;·)r.:,l
n;")\\,-~;'(:;j v; :;7':;~Ci;:)'-lr,~"di I('.::~:'lsn'::·'~lC'
tY~a!j:.'ru· ..~e)

prz2gląd

zOiel',)\\"(\

wykopalisk

z lat

nL1 i rcce~zjc

01"(-;2tablice.

to,

i;~ rozpra\\~_y-

\'E::TiO
'.

dZL2.i0

i poś\\"ięcone

są archcclcgii,
gr,-" (; fr :;:oriaL I t::i1.'.": (Ifof.
v\'ie.' r:1c/~..:rialu
&lt;!i --

.. L,_iJ!

'.

1957-1959,

mkjscowości,

sprawozc1a-

Ob2j!\~I;'lj2: ~,~c;~:;1..i::k,)\'/o
rna:y obszar
znajdujen1Y
\\. nicl'~ i;1t:·r2Slł.jqcy także etnodr E. S ';: n r: lTI e i s t e r (s. 9-16) 11.:.1 podste-t-.

zClsi;~gie:T1

Y:,~.-:':op:.di:;ko\\·(-;g()

t. XLfX

indeks

st\\·i;:,td!.:~1.

że- klJ£ci=tne

grz2bi2nie.

z

!!1.o-

�722
tywem zdobniczym
ptasika
na grzbiecie .'5rzebicnia dotarły do Badenii
w epoce brązu z północnych
Włoch, dokąd najprawdopodobniej
zostały
sprowadzone z północnych Balkanów, gdzie motyw ptaszka znacznie wcześniej występuje.
Także w \\'ykopanej
ceramice autor odnajduje
północnowłoskie moty',\'Y zdobnicze.
Ingeborg H u I d ,\. "Przyczynku
do rzymskiego osadnictwa I10lobszarze miejscowości
Riegel w powiecie Emmendingen"
(s. 51-77)
zaznajamia
czytelnika ze skatalogowanymi
skorupami
w 'ilości 670 szL, obejmującymi
cprócz terN
sigi/utta
także pospo litą ceramikę:
cmaliowar.c
malowane
garnki, misy, talerze, dzbanki i inne, Wszy:;tkie omawiCine przez autorkę
przedmioty
wykopano w jednym wykopalisku
w 1956 r. Nie zostaly one
jeszcze poddane clokładnej chronologizacji,
niemniej
już becnie wszystko
przemawia
za tym, iż mamy
do czynienia
z ceramiką
z przełomu

w. n, e,
Także Herbert
N e s s e l h a u f przynosi nas.
79-84
ciekawy przyczynek do rzymskich
dróg w Germanii,
położonych
po prawej stronie
Renu. Wykopany
w początkach
1959 r. w miejscowości
I1lingen pow.
Rastatt
rzymski kamiell milowy niewątpliwie
został ustawiony
w roku
269 względnie 270 n. e. Obala to teorię _. dotąd powszechnie
panującą jakoby w roku 260 \vzgl. nieco wcześniej Rzymianie opuścili ziemie praI i II

wobrzeżne Renu.
Ciekawą próbę studium
onomastycznego
i środowiskowego
na podstawie wykopanego
w roku 195'8 kamiennego
ołtarza, pochodzenia
rzymskiego, z wyrytymi w piasY0wcu łacińskimi nólpisami, daje Ute S c h i 11 i ng e r w artykule
"Nowy napis z Stettfeld pow. Buchsal", Drogą porów11ania z innymi tego typu ołtarzami autorka wyciąga daleko idące wnioski
co do składu rzymskiej
armii, stacjonowanej
w Germanii w pierwszych
hItach I w, n. e,
W artykule
pt. "Alamańskie
cmentarzysko
z Binningen
im Regau
pow. Konstanz"
Gerhard
F i n g e r li n podaje nie tylko szczegółowy
przegląd wykopanych
przedmiotów
kultury materialnej
i broni z przełomu VI i VII w. n. e" materiał porównawczy, lecz interesujące
etnografa materiały do ubioru. Autor dochodzi do wniosku,że
szeroki pas (der breitI!
Gurt) nie pełnił funkcji ubioru, lecz służył wyłącznie jako wyposażenie
d.
osprzętu
wojennego,
Wśród wykopanych
brązowych
spinek o:~dobnych
wykopano w grobach łańcuszki. rzucające światło na szeroko rozprzestrzenione w VI i VII wieku typy zdobnicze i ich fU::lkcję w ubiorze. W trzech
wypadkach
\V grobach
kobiecych znaleziono liczne wisiorki, którym przypisywano magiczne znaczenie.
Tenże autor omawiając
wykopaliska
z Singe:1 \"i powiecie Konstanz
z roku 1958 (s. 119-132)
clonosi o wpływach
egipskich względnie innych
bizantyjskich
prowincji
na ubiór i artykuły
codziennego użytku, Na potwierdzenie
autor przytacza
przykłacly biżuterii
c motywach
ozdobnych

723
PCj:f:Odz;oDia bizantyjskego
oraz d?,je szczegóio';:y kh opis. ja!,,; również
OpiS wYKClpaneJ wagi ramiennej o dwóch plnkich
szalkach z brązll i kwadpt"r,,\.&gt;, ege&gt;
cIĘzar'-a
b rązu
'. '.
"Z
z wvgrilw::Jwanymi
hcińskimi
I;h~"mi
Wspomniana
waga je t ' d
t'
,._,,. .
.
.
,s
Je ynym ,ego rodzaju egzemplarzem,
wykopanym
po połnocneJ strome Alp w naszych czasach.
" ;odny, ,UWf\gi jest .f~kt, że identyczny
egzemplarz
znalezio71'l, dwadZlbcla lolKa lat wczesnleJ, w grabi'.' 11B llubijskich grobowców królewskIch z Ballany (The Royai Tombs oJ Banana and Qustul, Kairo, 1938),
pr,ze~mlOty ozd.obne stroju kobiecego, znaleziane w omawi3.nym wykopali,ku,
S&lt;j
zdal1lem autord w1"'f[]Vml'
kO"'I'aml'
bl'zant YJS
'k" Iml W".k ona.
'
....
' '".
,
r"
nyml ,w OdrCZ:ilel1lU do bizantyjskich
z innych surowców (br~z ;'~mias'
złota I srebra) przez germańskiego
rzemieśL1ika.
'
,
"
l

'~ 1~
a:~~kule "NO\:'y .alam8ński
, .... o;J---l (,) Frc20ncLl
Ci- i.l l' S c h

cmentarz w Eberfingen pow. Waldshui"
a p"daje przyczynki do b
d
",
o rzę u pogrze,'\-08
, _lIgk~
P01CWY VI w, n. e" między
in'1ymi mÓ":i o budowie trumIen, zwanymi "drzewem umarłego"
łub "pnio-trumną"
(Totenbau
l, b
Baumsarg)
Rozprawa
t
. t ' d
",
m u
..
.
:. _
,
a Jes Je noC'.zesme wazna dla historii os·adnict h c1 wJOsln EberfJngen.
Charakter
pozostałych
artykułów
J'est '.vybl·tnl',~
_ arc h eologiczny. przynosz'l one tylko dane z zakresu kultury materialnej
(ceramika) względnie
tez mają charakter
antropologiczno-porównawczy
Dział
.
k
b'bl'
f'
h'
.. ,
.
rozpraw zamy a
. l 1O"ra la pre IstcnI l nowszej historii Badenii
KSiążk,a jest zbi?rem źródeł archeOlOgicznYCh', aJe równocześnie
jest
oprac?wamem
matenału
oświetlającym
drogi dyfuzyj kulturowych
które
p.rze~~,kałY z Rzymu, Bizancjum i skądinąd do Badenii. To nawarstwianie
SI; r.oznych fal k..l~turowych nie jest obojętne współczesnemu
etnograf-owi.
O"wI~t1a ono ~ow~em stratygrafię
współczesnej
kułtury ludowej Badenii.
Na pod~resl~me, za,sługuJe starannie
wykonany
material
ilustracyjny.
P~wn~m
medoclągmęclem,
dotkliw,ie utrudniającym
rozważania
czy telnrkc'wlob:emu
bądź co bądź na stosunkowo
małym obszarze w;stęPUJ~'
eyeh z]a"'clsk, J"st brak materiału
kartografkznego,
bc'

el"

'~D·

',,'.

,

&lt;5

Konrad

W ypych

SEVENTY - EIGHTH
ANNUAL REPORT
OF THE BUREAu
OF
AMERICAN ETHNOLOGY 1960-1961,
Frank H. H. R o b e r t s Jr D'
.
tor U ·t d St •
'
. Irec. '
11le
a"es Governcment
Printing
Office Washington
1962 s 33
llu~tr, 4.
"
.
,
.. Si~demdiiesiąte
ósme sprawozdanie
roczne Biura Etna10gii Am" ._
k ansk12J prze':!-ta'
'
, NlOne
przez dyr~ktora Frank'a H . H . ł'\ o b er. t' s a _r}
.
zwię l
t
Jest
dżet:·:
sto. ystyką pra,c naukowo-badawczych
tej instytucji
za rok bu~ y zamykający
Się dnia 30 czerwca 1961 roku.
BIUro współpracując
z różnymi instytucJ'aml' J'ak np, Słuźbą Parku

�725
724
ldóry~h
L,\,:r _Idu,'

__,.-,0 (~\:a!ionctl

cI

O'::,ro'~lY (Cor(s

cj

f?lf/i'eers

th~

Służbsf

an.;.:::ykar1iki:..::go

pro\vddzi

na

bdrdz.o

r:lf):;:::V/

te:naiy

n::-~

n.il~.,.i:s

j\l~lsc; ..~,

(ObrL(~di

L:c,d~l\vcz/ch

\I&gt;.f

j,~k. \\'spółuc1zLll
I(::,1,:1..\\';i.il.~ i

\\'

n~,-C'h z O.::d5(i::'I.:·l!

jed:'lak

ri~

sz~z.:':l&gt;')lności

p!"ct~;.;t,:..:r J'c.c::-;:;C, l
\Ą,lojsknv\re,
z r6;?,nyri11

O. ~·:::clli

"'.r;nu,
z

1.ui,"ersy··
~:,udż';;tu

c1»t:\Cjl
r

te1.·e~h;

\,,"3Z2chstr jnnc

ba-

i '.';l'.Je

prace'

i~Hl~,ch.

\vykopaH::.;!;:o\\;c
.,.,~is:=:.()uri

VJ

i

\Vi~·k,;;:zo;'~

iYi:8C

d~)r::ec~,~:_&lt;'h

CL-.::.i(

bad,~:,ń, tyeil, obejnluj~'1cych
;;.1:)

I(:.ji.l~1

stJ~()\\'dl10

z··.viclZ:3.~

/1.t'k::L'l:;;3::i,

cZJ.sGkres

i najnowsze
zdo::,ycze
naukowe
jak wę;;i21 c.ktywny
dzidlanl:l
p:.crJ.li1~~~, SPL:~\''''OLJdnL: '.V zVi~;:z10;ci
S ,;,,:;;..j

C 14 czy też metodę
~~;:~i.
_~()icz;;. ~.i,-~do \'.Iy_

li~:22.rlia :i}_cc\vadzo:1y~;n
bc:dc:·,t'l t'.:fel1o\vych
-- \v)k,)pall~·;k
-- prac
(i3UKJvv'.ycl1 i publik8.cji,
st::~tl(}\vi z'iicIYl
prz2g1ąd
st;;}tY3t:/CZ:H)-~)iLEo:;r'lflczr
.•y
prdc
ZJ
ch:rcs
spra \\i'ozd :n;vczy.
I(cilC8\V2.
czc::~ć: ~p[a \vozd:an.iu
poś,,:,..ir~(~:.:.ąla
lr!~;:"/lU-:~

wum,

_:.~,:J.

\ •.•.·.:p.~lpr~~\~j;::(:Jin
Z Biur~-'tn

Z0~;)rGm

E~niJl(J~)i

fotograficzllLJ-ilustracyjnym,

bibliotEce

j\.:~i'~l·.)'~·:i,

i procy

\v-yboru

j-.-:c.;o Ari:il:-

wydC\\vniczej.

3-10"",

zaś

farma~eu~i,

nowego

:·.t~:CZ1--:':, C;-l

rozv:87.ań.

(1933-31)

poziomie

i';i'&lt;io,;t'lteczaR
d 'lnte"ia,

°

30-50"

ad\vokaci),

stojąca,

wzgl.

Hatt'ana

K'scheh
nie

przy

13-u

bad·

'

z tego

nictwem

7wiązanych.

przez

. l'oglcne.

pokolenia

to

reali-

Wy;;;l{

wszystkich

mieszczan.

wykpiwana

"przybyszów"
miały

gru-

i ideą "wyjasn:1 jed:;ne

5eszcz~; v/('nvczas

hebrajskiego,
także

peJeh :.tdi

za
niemałe

znacze-

~~

wyjątkami
puchodz'

zamiesz-

on'"

••.•
~ .1•...•.
,

.;l.I.IC,
__ ~
'"JV 1,""cQ

1;]00 mie~,zkańców,
autorka
przecrowadza
J
~
,est
to zaraZ'2m
historia
osadnictwa,
z z~~ł:Jże:1iein

praey,

\vzglęc1nie

też

cH.lLorri:a

\ti].3Ll.\;)

do zawodów

z rol.

11. Pinner

dochodzi

wiernymi
zawodowi
rocIZl~ln'2J \VS1) Lo.:1-:.';
dzieci

Zec ni8licznymi

nieJ{,ieckicf!o.

do rolnictwa

pocl.klo

;~i~:;,t~3~:r'.'~

do wniosku,

iż 60%

rolnika,
wybranego
t'
\.i::-l ..,ctdl0 .";H~poza

"V

za\\'odo,,-o

11 -

[,yLiaw

plcU;. pie,i''vv,:;zy, zgcul;.ie

drugiego

W konkluzji

przy jąć

pojqtcści)

3ma SOCjO

stosunek

pJzostało
lJ)/f).'lr~:o

wsi,
prz2,'ć

zamicszk;dych
na

bvł

ni~kim"

u'.':cl7.Z\nc.vch

o powolnej

wvkształceniu

powodowani

decyzji.

i zo:!Jzoil)'cil

CLY_:~l

Cz'~sto
na

jc,z;-,kg

o

nie

wychowania
L:'I.,/
~c rZ':;Cl

n'1iejsk~"
mogła

tubylców,

Na przykładzie

(1
'l'li'-,zrrY\'e
~,r __
""b'
\

nie

ludzie

którzy

i środo'.':iskd.

nieznajomość

(Żyda

p('djęciu

.
iulycn

)!i.:y

za\\;odu

C:o:~lJochn-J~8.

przebiegło;::

19.ó3---H111,

&lt;.1i~~\,:i~~~-',~
- ,::~,L'~\\:i:_&lt;::;~
:.~~
l1~dno\v:;f.',f" ';pt/:q~ :r"l-2~~~':(,jJli,~&gt;/,n::-

stanowią
(lekarze,

pową
sugestią,
lecz świadomością
sjonistycznego
:.i, ',"---;_~~1ia %~l.;rn!l'
}.,rz2 ...~zli &lt;.tc...,rGln-icL-,,"'a.
:\j,,;
p::,.'::oay

kO,ilibci2
redakcyjnynl
cz:}sopisC;'renl a;"j·j,ii, ~,S.:::~::'_:l ~L',{d;:k::9~ i'[lg

L~t

rolnicy

"kecI2mickim

\If

d:jrzl2czy

skUlkdmi

D;.:;partarnentu

nad kultur"mi
'wczesnych
i pra-Eskind.jlt;I)1.~'j ~~':..'Ltdc':F:~ 1..::~C'.':2rp.-;l(~t':~ze

Llc11~~n~:łirii. L,)

i.H1Cl

e:.1

the

i:..or!..ys~aj(~c

c.L~:i~l,cZ,;"rL;~ Se:-l':Kt)\Vj

przYP:1.dia

cltnt~r)'kal\skici'::

of

rozlcgi,'::n

Arctic,
Arctic
Bib liogrupil y, prace
L)
\';:~U l)rac b::1d:·.l·,","':~z::C'i'l
Eiu

.sprawozdaniu

Inż.&gt;'ni2ryjnr~

De)):;nn,en1

i L:~~:::y.ipL:có··.·. k:}~Yli ildU.kc·.v;:nli,

h:t(;':n~i

ma

Ser'&lt;.~ice),

Pork

:~~.;

w za'.\'odach

prac,:

~(~:;~t~'~~():""'~::'~:;';'i

nie

przez
nią,

związanych

piątej

dzieci

ALiji

rodziców,
79%
pr:1cuJ~-cych

'E}ii.,\}

z rolnict~vem.

\;C'~~~2~~:'~J:~e~o~:Ss\a':~5~51~:i~~~;~i~t~:~1
bada-

V.,

ZWEITE

DIE

GENERATION

11'J ISH ..(\..EI...:) Tvl:-n'gart~te

T u r

l mapJ,
JO ilustracji).
-,'.,-,tek,,'.,
zajmuiąca

się

fi

o

\-1/

IvllTTELEUROpAISCHER
SlEDLER
11 n er,
Ti.ibL·:g:2~1 19G2: (s. :2.-sG~

s k y - F' i

drugiego

pokolenia
\v 1Cltach

c.l'zyby'::: ..!jącyC'h

7..-ctf)

,i~

(~(/

",:ij:,
czyli

pIątej

tzw.

Aliji

1933--39).
()'~'Jil\'_t&gt;:

40000

roku

sprawami

ok::J!c' gJ
z ob:&lt;~3.ró\v

z i'el'2nu

(grupa

sccj"lnymi

Zyciów

Jako
socjolog,
a zarazem
s:.,,:(:jll~)gi&lt;2LnC' n;Jd rGz.';,\'~ojC'rn_

imigrantów

przybywających

do

oao
'J

osób, z których
jO 000 przypada
na
dc;nL:;::~'ji J(:~zykc:1 clierYli~~cl':.ie~~o: z t2f;:)

~'..Jj.elT!i(,:c. Studi;)

pru\li,'ndL:,):1e

przez

~iU'L()r-

k(~ d~):y( ..,c:::~~: l~p n:ti~j5kich
Ż~rdć-'\v śrojko\vo-~uro})ej::kich,
któr,:; \v czasie
p.:!.,,_:j:::-"l=~:.:,"::~''''' h:'.~·.;I:~;·:'¥~II.:1Ci·~(:-·Ldl:ł
~l'~ \\- Er22,u. iIl~J.(.~ll1)~ P\)")\"'·:i~ci\\·:;z:.·
~:ię r01r}iC't\\~u
T-~i
-

Ci ',':, ('r·~,.

- :'!:,~

~~;.~_:?~;~_:.(;,~:i~t; ~:.i_l~l:,:.,
ol{~;~,;'

"

'-:::L:'
r;,::J. 1919

w Berlinie,
w roku
1933 emigruje
do Palestyny.
;J'''~:'~'.::':~:' s t:':.,: \"/~.y,_.i~~cj
rG!.Tj:~l p_..d{_'j~':1a~eb.:ldan\:1
IZl'i'cla
,u,
~:ydó.v

rJ?c!zl~le
(Jruyml
&lt;1t.1tr;:'l-:::"
O:T'wia
śrcdkowo-europejskich
imigrantÓ\\'
',.'.
-.. '
. cSler1l8.ll
.
.. SIę w istniejólcych
~
•• l\:"...,r·~v
,"".~._,
,'",;~cl··~~"ct,~·~h·
',Y'"
'-'1,1.,' ~ 1,dU
gn,pnwo
:lUZ
(,SaG8C~1,
d~_'c::c.{l~;:;c d:i POd0b!1ych,
j~lk
\;1.,/
rczdzial&lt;:
piervlszym \vnioskó'N

1r.tO za ....
·'cd::nl
rolr:ynl.
d .,';~t l:,:)zdzJ.~'d~.,; tI'(1klLlj;r

o 0s~:\(:1(;.LI':.;(.;h i:lc!.I/\\'idu:,-,lLlych

l

.:',U_:l)::::d·~r-3t·-..\' l{:)lc~k.tY\',~;l':c~ (~~'"':'-2vt:)'iC i k!O~L::;..)i().
Z~1:;.nl:,;;nny· jest ~k12_d soc.iol')gicLn~~- pr~./t~,'\\·~\j~~c:;~-:h irnierClntÓ\:.-.

L':lc.ci

;:"1

\\'~·,r\·;.d

'.'

c ,._

:~

~'

!~·.,,).d" o',

\\·:,:,:.':('_1,

J'_:-::_~~~·~)in.ik'l
,'''~G~',,)IQWY!111

.lUb ~a'.:ód .z .rclnict-.wm
baClam,llTll
l wynikami

zv/i,)~
uzys-

�726

727

Książka ta stanowi bezsprzecznie
poważną pozycję w żydowskiej literaturze
socjolcgicznej,
zajmującej
si(~ badaniami
nad imigrantami
niemieckich Zydów w Izraelu, jest niemniej cennym żródłem dla et:1ografa
zajmującego
się badaniami
współczesnych
grup etnicznych
Zydów.
K. W.

:vI a r l e n e Ve s p e r, TACSENDE
INSELN
ErN
STAAT,
Taschenbuch
Ge;:;chichte, Band 7, Berlin,
Neues Deutschland,
s. 154,
ilusl.r. 10.
M. Vesper przedstawia popularny zarys historii Indonezji, jako pomostu
pomiędzy dwoma kontynentami
- Azją i Australią
_. liczącej trzy i pół
tysiąca lat.
Zarys przynosi jednak nie tylko wiele danych historycznogospodarczych,
lecz także etnograficznych.
Autorka
mimochodem
nakreśla
stosunki,
oparte
na zwyczajowym
prawie spadkowym
oraz opisuje prymitywną
uprawę ziemi w gospadarstwach drobnych, których podstawowymi
narzędziami
uprawy w dalszym
ciągu dziś jeszcze są sierp i radło. Bardziej wyczerpujący
jest zarys grup
etnicznych, zamieszkujących
kraj 3000 wysp, po dziś dzień żywo pielpgnujących stare tradycje
i zwyczaje. Barwny
opis rozpoczęcia
żniw ryżowych i związanego z nimi święta ludowego to ciekawy przyczynek dorocznych zwyczajów obrzędowych.
Indonezja
nie byłaby państwem
wyspiarskim,
gdyby pojęcia Prahtt
i Ikan (łódź i ryba) nie cechowały trybu życia jej mieszkańców.
Podane
przez autorkę wiadomości
wchodzące w zakres rybołówstwa,
szczególnie
podziału
połowu,
jak równieź
bardzo popularny
opis łodzi rybackich
i hodowli ryb, wykraczają
poza zakres papularn2go
zarysu historii stanowiąc dla etnografa
interesujący
materiał
- choć nie pretendujący
do
naukowego
opracowania.
Szczególnym
rodzajem
domowego przemysłu
ludowego,
doprowadzonego do perfekcji przez mieszkańców
Jawy, to używanie techniki batikotvej, ludowej
sztuki dekoracyjnej,
stosowanej
przy malowaniu
materiałów używanych
do wyrobu
strojów
ludowych.
Dckładny
opis procesu
wytwórczego,
stosowanego
od niepamiętnych
czasów, przypomin::l maloWilnie pisanek przy użyciu wosku, spełniającego
przy batikowaniu
identyczną rolę. Rozdział ten zarówno z punktu widzenia sztuki ludowej, jak
i przemysłu
ludowego, stosowanego
w tej formie tylko na Jawie, zasługuje na pelną uwagę.
W Bali, jak w ogóle w całym państwie
indonezyjskim,
od setek lat
pielęgnuje
się tańce ludowe, przebogate
\V treści
i formie, wykonywane
w kosztownych
strojach o olśniewających
ozdobach. Dni kultury w Solo
są jedynym \V swoim rodzaju wyd2rze:1iem w życiu kulturalnym
Indo-

Dezji, przeglądem
ponad 200 tańcó\\' ludo'xych.
:\a czoło wybijają
się
taniec masek, taniec króla małp Hanumana,
taniec miłości, uchodzący za
klas:"czny Lmiec z Bali oraz dip((, taniec taprzysi~żcnia,
uprawiany
w od:eglych czasach dla wyjednania
w niebiosach deszczu, rozgrywany
obecnie
jako zawody o cli,lrakterzc
sportowym.
"TyshjC2 wysp -- jedno pallstlVo" ta niepozorna
popularna
historia
Indonezji, chociażby dla wybranych
tu zagadnień,
w pełni zasługuje
na
uwagę etnografa
zajmującego
się egzotyką indonezyjską.
K. W.

LE FOLKLORE
BRABANCON,
Nr 155: Bruksela
1962 (s. 221--350)
Le Folklore Braban&lt;;:on jest organemService
de Recherches
Historiques
et FoHdoriques
de la Province
de Brabant,
ukazującym
się kilka razy
\V roku
(co 2 lub 3 miesiące) \v języku francuskim
i .flamandzkim.
Pismo
b tSl'latycznie
Z'·\ i,~zane jest
z Brabancją
- prewincją
najbardziej
re·
prezentacyjną,
leżącą w centrum
Belgii. Na treść nru 155 składają
się
"Ttykuly, komunikaty
oraz bibliografia.
Robert d'Udekem
de G u e I' t e c h i n:
Zamek Heverlee w malar.
stwie XVI-go wieku (Lc Chateau
d'Heverlee
dCl1ls la Peinture
d,t XVI-e
siec/e), s. 221-233.
Jedynie bardzo wnikliwy badacz może wyło\vić z tego artykułu
jakH
skromny materiał
etnograficzny.
Autor omawia tu malarstwo
braci Martina i Luca Van Valckenborgh
dając jednocześnie
historię zabytkowego
zamku Heverlee.
Malarstwo
flamandzkie
tego okresu charakteryzowalo
się wielką dol:ładr..ością w odtwarzaniu
zaobserwowanych
faktów, dlatego
też wnikliwa
analiza obrazów l\'Tartina Van Valck,?nborgh,
który specjalizował się w pejzażach
wiejskich
i przedstawiał
często pracę chłopów
w polu, budynki
\viejskie, stare młyny itp. może przynieść
etnografowi
pewne korzyści.
Jest to artykul
który w głównej
mierze zainteresuje
historyka
sztuki zajmującego
się malarstwem
i architekturą
flamandzką
XVI-go wieku.
Joseph de Iv! u l: Stary Koekelberg (Le Vieu.;. Koekelberg)
s. 234-248.
Jest to druga część kroniki miasteczka
Koekelberg leżącego pod Brukselą.
Kronika jest zbiorem anegdot o mieście i o zamieszkujących
tam ważniejszych osobacłl. Oprócz bardzo szczupłych
informacji
(np. pobieżny
opis
tradycyjnego
stroju wieśniaka)
trudno znaleźć tu jakiś pełniejszy
material etnograficzny.
Marcel
Van h a m m e:
Jean Van Ruvsbroeck
jego czasy (Jean
van Ruysboreck
et son Temps) s. 249-288.
.

�728

729

Artvkuł ten zawiera bic;gr8£i(~ i omrl':ienie
twórczo~ci jed:1e,!o z najs!a'.'i
niGjsz;ch
architektów
flamandzkich
okresu średnio\,·iecZ8. (zm. w 1485 r.).
któ;'('go największym
osiągnif;ciem
była bud:;\va
\vicży 1"3 tu',za brukselskiego. Or)racow·:,nie
to. bogato ilustrov:anc
rcprodukr.jami
"tan'ch
sztych'J\'! prz2z:1aczone
jest przede wszY5tkim dla ),istoryków
sztuki.
Y

H.
Cn1init

C

l'

ok a e

1.~c,:le l.'bok

I'

t:

Młyny

gmin

\\. Cede

Louv;;-:ln

d'Ucc/el

(Le s iVlouli71S

i :~;iveUes

p03L.łdo.la

niegdyś

s. 289-329.
naj\viększq

ilość młynów wodnych.
Sił:~ nape;d0wą tych mlynó\v były liczne strumie"ie prz(,pływające
przez
terC:l gmi!".y. Każdv
młyn posiadał
~pecj"lm\
naz~\'v~.. Naz\vy zaś pochodziły
od usytuG~v\'ania
topograficz~E:go
danego urzqó;clli ..\ (np. Le Proeckmolen,
Je Coudenborri:'molen)
od funkcji
(np. Je
2.Jijpmolell. Ie Shlchmolen)
orn od nazwy posictdlośri,
do której najeżały
(np. 1'2 meuEn du Papenkasteel,
je mouEn dLJ. Ch,]L~au d'Or). Autor nie
dOlję tu dokładnej
analizy konstrukcji
poszczególnych
młynów, lecz raczej
zastan~:(v/ia się nad histor1i-l tych urz~_:(h:ell. poclając cia t;,! .kr(Hlik i dokumentów,
które
'.vspominHją
o ich istnieniu
oraz ne.zwiska
wlOlściciell.
i';a zak.:p\("%eniE clutor ornav ..-ia rolę j::::ką mlyny
sp2łl1~dł)·
"vV
go::ncd:lr::~~
-.,.':icjskiej: służyły one tc'ż do wyrohu papl('ru
i wytłaczania
oleju. CZ0;sto
:::rn~e~j~)ly

S·vVCł

fUi1kcjf~ zależnie

od z~(pc_l:~~z'2bt)\_~.,·::~TJia
gospod;lrki

og61nokró-

.·,olve.i. W z'.\'iązku z rozwoJo=m -,&lt;'iclkis&lt;;o prz'2n1 S!u
ml:;!1Y staw'-1ły ',lę
C,:HD,Z mniej
przyd::ttne
i pod konie': j{IY::.\v.
było już tylko trzY:1~.t:;('ie
'::,zyr:n ,;eL, a po I \vojnie ~;',viat(1\ve,-j [je P~'cc~jvvał zaden.
Pulykuł
ten i.!ustrowar1Y r:·.;Lc,kci(';
(""ieleki ogólne młynów)
onu
jedną
mapką (u.~yt-,lOwanie mJy'.l.ć),,v ',v i.'.12 -j z pf"wnością dla etnografa
je:'st naj('iel~~.l'\iv"3zy z całego c,::·n,:-,1,\7i;~,nc';() n.':·~:lc·ru I..2 Folklore Br.:'tban~c:l,
w \&lt;:ir;kszym
stopniu
zaintcre::uj'2
orc ł~i",C:'ryków gos~)odarczych.
Y·:ik"
S:CO::t
rZ:lsc·p~sma pcś\vięcono
k0~TIH::-lil~;~1_\)rr: dnt.\·-c"·:::;~('yr{j
;,vażniejszych
\VVd'U'l';ń kulturalnych
w Bralxmc:i
h7st'łWY,
nowe muzea, odkryci", archeoIc;!i'2l'1e itp.).
i krótkie om{)'x!:.':Ól
Ostatnie strony Le FolJdore v;vpell'lia biblio,\!'alia
folklorystycznych
'.\·ydawnietw
ostatnich
historycznych,
archeologicznych
br:lgij"ldch
i B;;Ltr.icznY'2h.
Tornus: SkClr?u;iski
V

ET;';OGRAFIA

IV PRACc\CF

C":":SCQ

(1%0--186:2)

dla sprawy
pokoju
mir;dzynarodowego
i powszechnego
dobrobytu
ludzkości" l, prowadzi
niemal",
działa.1ność
i;a polu etnografii
i nauk polcrewnych.
Celem tego artykułu
jest z8;,:Joznc1l1ie clytelniki;w
z gł6wnyrni
pracami uNESCO
w dziedzinie
etnDgrafii
ornz zestawieniel'.'ażniejszych
konfereEcji

zanych

UNESCO,
której
gł6w"ym
zadaniem
j(:5t ..dopom".g·~nie
5pec:j1.1Ji:·:tOrD
\\·e \\'szystkic!i
krd)ach
\~.: 113\\.'i~·1z.:;V,,·8.iliu
\\'spółpracy,
która
)',a 'lwie ogóll1oś\viatow'l
służ.yłaby rJzwc)jo\':i ich dyscYPlin i k •.or':l poz\\,OjjLl0Y- J:a wykorzyst':lIlie
ich \yiedzy dla glównyci1 celów uNESCO
-

\vyd:l'.vnict'A:,

a przeprowadzonych

i i(lnych

\Vyst;:LV

przez

akcji

tę organizację

z·"vią-

w latach

}960-1962.

Zagadnieniami
etnograficznymi
w ramach uNESCO zajmuje si(~ przede
~wszystkim Międzynarodowa
Unia Nauk A:ltropoL'.,gic7.nych
i Etn()zraficl.nych (UISAE). Je5t to jedna z d\VUml,:tu Drg&lt;1'1izacji wchodzących
w skład
Międzynarodowej
Rady Filozofii j Nauk Humanistycznych
(CIPSH)
założonej w reku 1949.
Bardzo aktywrl&lt;1 działalność
prz:;j&lt;lwi,] również pow.stała w 1947 roku
Międzynarodowa
Rada Muzyki Ludowej
(I FI'vfC) '.v ram:Jch
MiędLynarodov/ej Hady
l\luzyki
(IMe). r,,1a ona na celu troskę
o popieranie
badań,
zachowanie
i wykonywanie
utwo!'ów
muzyki
ludowej
we wszystkich
krdjach.
Ped protektoratem
UNESCO dziaja też I\Iiędzynarodovvy
Komitet
Filmu Etnograficznego
i Socjohgicznegn
(CIFES) .
Inne orgarlizl::J.cje międzynarodo"~ve
z:ljrnujqce
~..,ię \\7 p2\~]nym
stopniu
ten::' tyką
et.nogwfir:zną
to: Międzynarodcwa
Rada
Nauk
Sp'Jłecznych
(CISS). Micdzyn:.Ho(\owa
R'lc1:i ]'&gt;cku'ncntac.ii
.Nauk Spo!ccznych
(CIDSS)
:raz Amerykahskie
Towarzystwo
Antropologii
i Geografii
(L-".SA).
Oprócz

rÓŻnCi{O

rodzaju

prac

pro·v\r3d'·~onych

przez

org'łnizacje,

\Vi'\V

co jakiś czas przcprol"'adz,,
wielki" :;k~.je maj~~ce często wpływ
na rozwóJ nouk etnograficznych.
I L~j·:
:1'~-'.obec:1ie z dU'Lym pOlvodzeniem
,&lt;"'lEw",vany jest program
"Wschód-Z"ch6d",
!&gt;tór,'go vdaniem
jest zblii'enie i \\'zajemne
poznanie
kultur
wschodu
i z·~cho~:u. Healizacja
tego
prosnmu
prowadzi
do powstawania
no;'.·ych
instytutów
bachwczych,
il.(,wych wydawnictw,
wystaw i muz::ów cZQs~J o tematyce
etnograficznej.
W roku 1960 na Sesji Rady Wykonawczej
UNESCO zapadla
uchwała
zJinicjowania
\vielkiej
międzyluroc1r)".\'c.i
k9mp,lnii
n" rzecz ratGwa:1ia
Lc;grc;:O"lych zabytków
w Nubii w Z'.d'-!i:J.::Uz budo\',-ą
tamy w As~.uanie.
POL1::1 br,\.b w tej akcji c:ktywny
ur!zi8J.
V'J bL~ch 1901-1963
UNESCO p:'z('zn,.n.\'l"
wicks?e niż zwykL, fU:1dusze na ,'kcje
dotyczące
konserwacji
zabytków
oraz roZ\voju
muzeów
i t'ibEotek,
natol:liast
rok 1D'33 O.sfoszony
został
roki,:Yn międzY;:;'dL'odo·~l:ej
l'NESC:O,

karnp:1r:ii

Organizacja

n1ii..~dz."'i12.rodo\vych,

z etnografią,

n:··1.

rzecz

'IN z2stawieniu

()Chr~)!1Y z~'1bytkó\\".

pc.niź3zym

U\\-zgledniono

~~·\.nc1rć Bertl'und.
:\1i~nzynarodo\\'e
l"CSE.sCG.
liQ0pad
1:;1..0.

jedyni::

'.\·ażniejsze

ba(L:~nl;:~ społeczeń.-.L\\r,

\"ydar:ze-

CilrOll:.:.;ue

cl~

�no

731-

nia związane z etnograficzną
działa1no5cią uNesco
Dlatego nie jest ono wyczerpujące,
ale z pewnością
działalność

tej wielkiej

w latach 1960-1960 '.
rzuci niece· światła na

organizacji.

KONF"EHENC.iE

:'.lII;;r)ZYNAHODO\VE

1. Zgodnie z decyzją powziętą na 5. sesji Międzynarodowego
Kongresu
Nauk Antropologicznych
i Etnologicznych,
która odbyła się w Filadelfii·
w 1956 roku, 6-ta sesja Kongresu odbyła się w Paryżu·*
w okresie 31 lipca - 7 sierpnia 1960 r. Przewodniczył
prof. H. V. Vallo
i s, dyrektor
Musee de l'Homme w Paryżu i przewodniczący
Międzynarodowej
Unii
Newk Antropologicznych
i Etnologicznych.
W dziedzinie etnologii obrady
toczyły się \v 14-tu sekcjach m. in. etnologii ogólnej, metodologii, etnologii
archeologicznej,
etnologii życia materialnego
i ekonomicznego,
etnobotaniki, etnolingwistyki
itd.
2. Na początku
1960 r. w Stresie
(Włochy) odbyło się posiedzenie
Międzynarodowego
Komitetu
Filmu Etnograficznego.
Równocześnie
zorganizowano seminarium
pt. "Film dokumentalny
jako narzędzie
prac badawczych VI naukach społecznych".
Uchwalono zmianę nazwy organizacji
na Międzynarodowy
Komitet
Filmu Etnograficznego
i Socjologicznego
(CIFES). Komitet postanowił
opracować
nowy katalog międzynarodowy
filmów etnograficznych
i socjologicznych.
Informacje
dotyczące tego katalogu ogłaszane będą w przygotowywanym
wydawnictwie
pt. "Revue internationale du film ethnographique
et sociologiąue".
Należy dodać że w 1955 r. przy poparciu
UNESCO zapoczątkowane
zostaly w Musee de I'Homme w Paryżu "Tygodnie międzynarodowE: filmu
etnograficznego".
Natomiast z inicjatywy
Włoskiego Ośrodka Filmu Etnograficznego i Socjologicznego
oraz Włoskiego Ośrodka Filmu Kulturalnego
zorganizowano
stałe festiwale
filmów etnograficznych
i socjologicznych
odbywające
się corocznie we Flor'encji.
3. W dniach 9-16 sierpnia 1960 r. odbył się Międzynarodowy
Kongres
Orientalistów
w Moskwie. Jest to jeden z punktów
działalności
komisji
do spraw projektu
"Wschód-Zachód"
powstałej przy Komitecie ZSRR dla
Spraw UNESCO. Podobne kongresy
odbywały
się już wcześniej,
bo od
1873 r. Zagadnienia
irlaukowe poruszone
na Kongresie
w Moskwie to
przede wszystkim:
historia
ludów krajów
wschodu. kultura
starożytna
i współczesna
oraz etapy wyzwolenia
narodowego,
politycznego
i ekonomicznego.
4. W grudniu
1960 r. Uniwersytet
w Ibadan
przy współpracy
rządu
, Materiał
czerpano
wa 1960-62. nr 27-56.
• R. S t o p a. Lud

z Biuletynu
XLV,

str.

Polskiego

48.1.

'*.T.

Komitetu
G a J e Je

do Spraw
Lurl XLVIll.

UNESCO.
str.

;;29.

W"rsza-

•.

federalnego
Nigerii i UNESCO zorganizował
międzynarodowe
kc lokwium
na temat: ,.kultura
afrykańska-historia,
wartości i perspektywy".
Opracowano konkretne
wnioski i prepozycje
zmierzające
do rozwoju badc:ń
nad kul'.urą
narCJdów afrykańskich.
Tematami
obrad i dyskusji
było:
pochodzenie
i historia kultur afrykat'Jskich,
pojęcia i wartości kulturalne
krajów ai'rykat'Jskich, koncepcja sztu!, plastycznych,
muzyki, tat'Jca i lite-o
ratury, kultura
afrykańska
w śVfiecio współczesnym.
5. Na początku roku 1961 odbyło się plenarne posied;:enie Międzynarodowego Ośrodka Ochrony i Restauracji
Zabytków
utworzonego
przez
rząd włoski i UNESCO. W posiedzeniu wzięli udział przedsta'.vici21e 20-tu
krajów. Podjęto szereg uchwał dotyeqcych
m. in. ochrony i konserwacji
zabytków etnograficznych
i archeologicznych.
Wiceprzewodniczącym
Rady
Ośrodka
wybrany
został dyrektor
MuzE-um Narodowego
\\ Wc&gt;rszawie
prof. Stanisław Lorentz.
6. W uoi"ch od 23 sierpnia
du 3 wrzeSlllCl 1961 r. "odbyła
się
w Quebec w Kanadzie doroczna konferencja
Międzynarodowej
Rady Muzyki Ludowej. Obrady toczyły się wokół trzech głównych tem3tów: porównanie między muzyką i tańcem ludowym rozmaitych grup narodowych
i rasowych
Ameryki
Północnej
i Południo\'lej;
obecna sytuacja
amerykańskiej muzyki ludowej; instrumen ty muzyki ludowej w obu Amerykach.
Konferencja
i czwarty festiwal Miqdzynarodowej
Hady Muzyki Ludowej odbył się w Gottwa1d0wic
(Cz(~chosłowacja) w okr~sie od 13 do 21
lipca 1962 r. l\'ajważniejszymi
tematami
konferencji
były: migracja i porównanie huków ludowych, technologia instrumentów
używanych w muzyce ludowej, tradycje
i nowe elementy
współczesnej
muzyki i tallcóW"
ludowych.
Również w końcu lipca 1932 r. cdbył się w Bukareszcie
międzynarodowy festiwal muzyki ludowej krajów Bałkańskich
zorganizowany
przez
Rumuński
Komitet dla spraw Międzynarodowej
Rady l'vIuzyki Ludowej.
7. Międzynarodowe
posiedzenie na temat kultury
Indian w Ameryce
Południowej odbyło się w końcu lata 1961 T. W Sao :Paulo (Brazylia). GlÓw-.
nym tematem posiedzenia był problem pochodzenia człowieka w Ameryce
Poł. Etnologowie,
archeologowie,
genetycy
i lingwiści
wygłosili
szereg
interesujących
i'&lt;!f:,raUl\\·. Wykazana,
Ż2 poważne
niebezpieczenscwa
zagrażają osta bim świadectwom
z dziedziny prehistorii
Ameryki Poludniowej, gdyż nie podejmowano
do tej pory prawie żadnych wysiłków, aby
zachować wspomnienie
o tradycjach,
sztuce, i językach żyjących jeszcze.
do niedawna
plemion indiańskich.
Postanowiono,
że w r. 1962 specjalna
ekipa uczonych przeprowadzi
badania nad kulturą neolityczną żyjącego do
dziś jeszcze w lasach stanu Parana w Brazylii plemienia
Indian Szeta.
Prace te finansowane
są przez UNESCO za pośrednictwem
Międzynarodo-.
wej Unii Nauk Antropologicznych
i Etnograficznych.
8. Rumuński Komitet do Spraw FNESCO wraz z Rumuńską Akademią

�733

732

\

N&lt;luk w ramLł.CI-Jp~oj'2ktu ,,\,rsChÓc!-Z2.chód" zorganizov::&gt;i mi~:dlY[]&lt;lrodo;xe
]{.olck'Nium na temat cywilizacji
bałkańskich.
S2minarium
odbyło siC; ".'" 8il".:Ll ,.Hucnu::i") v.,' Gkresie 8-19
liiJcCl 1952 r. \Vn~łoszono referi'lty z nas tęP'Jjąc:;ch dziedzin:
arch001ugi:;, historia,
etnogrCifi3, j&lt;;zykow?wst\"c.
liten~tUr3

oraz sztuki )Jl,;kne.
1-3ardzo i~terp~u.:ąC(:· dl~ etnografó\v
byio zorganiz()\vant:
przez
CNESCO w IVI2k,yku 'x dn. 1:2-'27 pClździernib,
D62 r. seminarium
na
temat badaI'1 socjologicznych
i 7ag3driień
życia \\'si \V Ameryce
Centralncj,Mp.ksyku
i w rejonie
Karaibów.
Jedn"m
z punktów
prograr.lu
była
dyskusja
nad "sytuacje'
faktyczną
w danym
rejonie
dotycząca
struktur
i tpndenc:ji
:.)ktu~;l.nych ::;ocjo-ckonornicLnych
\V3fUnkó\\'
życia i pr2c.i.·.
o';wiaty', stanu scl~itarnego
i wpływ tr2dyc,/jnych
obyczajów
na produk-

o.

tywność",

I
I

"

:'i S kł!J.(.1em l:~~ESCCJ

G.

w 1950
co~!.S·:::i1.3 pr::.:.tiqu2S".

d:~':) nll.:_:~~(;(~:;
....-

fó\'-

_.-.- ml1:l~'c.l,~)g&lt;l\\"

(,(.iJTIL1-:S~,~

r. ukna!3
się prac? pt. "L'org,misa tion
T:1 L':.1!·clz(\ ccn;l.:::~ f':)\'·:nic:z d1'1 elnograks:[~~·.k9. obejnl.uj':: t~.,kic za,g::3.ch:ienia jak: roI) r::1UZ2~"'N~

p-:fs:Jn,:, L

:"\C.:;J..

r(ll"iZ,~8.

bnd.:lfJi.:.l.

CI.

\vycbn'-'\"~t;·,j;..~, i -nU~'"2~1.L;bora.torl:ł,
tu

~)L.~_':~; ::.1Ji.~['c:\\·J.

Za'v\'icra

:jibli":.)~~.1·~:!i'ięj

7 ... ;u;·::~~l:)·l\&lt;·ihi.i·':;::;;'~Kor:r.d~·;.:~
do

projektu
nyn1

_,W"d~ód-L. ,cł~:;d" w 1!)61
b:bljogrClf~i

(.:praco\·':·'.J.·i.li;.~

pr~c

Y"~::;:.~;~i;(lui Z~.~.cl1.')du.\''v~

Y'v'ptyy\'ó\':

D&lt;....uko",V8,

utrz:,-.my\.vanie
S;;rf":'."::
l'.

i l\\:ierjz~l~c~CY:

r!1UZ2d

ek3poz '.'Cj2. J~st

zbioró·'N:

Justr:)cJ::.:'.

liC?ll!:'

l)!":ESCO '.'v rartl8.~h r(~81iz~cjj
instytucjom
spc,cj::listycz-

powicay:

j·laukov.'y~h
rO/:\\!~()ju

dotyc:7.,-!':yc:h

knHui'Y

s~-;"7"Z~J7.()~Nani:J

ju~~osłG\vLUlskir~j

orElZ

b~.·~Jlicgra~:ii pub:ik,:ic,.ii

d')t;,'cz~lcych l-;ultu.r ·.,\:schod:1i~.~r: j;:d&lt;:.L? ukaz8ły
si~
\\' j(;·7.yk~':-:h ..Tu~:::)sL:"i.\,v~·i, jak ró\vnie~~ ti~lm:tcz,dl
na te języki c1zi,,:'ł autoro\v
8. Z :!:j:·j::.~ty\\·y Pc'\ski€f::i) }~or'(lit.-:ltu do Spr9.v,1 L"N}~SCO uk.J.7.ał~ się
f. k~j~r~.ka pt. ;.H8:;8. i nauk;),,"
\"'l.'ydC1na przez F'5~:'-J. Jest te f::En9cD~-'
nie trzech broszur 'CNESCO z cyklu La question raciale devant la sciel,ce
in.(j(i-·::,~·!?
ł~~iążk3 7J) \\'s~'Ęp:'m T. I(ot2rblt'1sJ{~ego
~k~:ldc:~ si~ z trz::::..'h cz~:~cj:
L, C. D l_~ n ~ -- H~:Sd j o:.)lcgi!:. ()tto I( l i n ,'";)
b c r g - RasG i lJ:J!iC!iDl'~'giaf
Cl;~,:.....Jc _L 2 i,"" ~ •• S t ~~8. U ;:; S Raso,
histo1·ia.
\\~ 1901

1. Z inicjatyv,:y
CzeskiegD Komitetu
clQ Spra·.'; C:JESCO
ro00,·::.(';to
w i960 r. publikacje;
d\\u:niesic;cznilo
pt, New Orient (w jęz. angit:lskim)
poś\,vif:conego wspókz(':snej i dawnej kulturze
Azji i Afr~ki. Cz-as'J!-,is''':'\c
pit)cnie
ilLlstro\V::ln(~
Z::\\\'ler'a art~,:kul.y- n:::-: ten12.t
kuttury,
E:~nogr ~lfiL archt'(llc,.~ii.
:'i.Lo£c:ii i. r:~\lif;ii
fU ~1{)6ii kr

hi:::tOfit;
:1/&gt;\1;

Bi'.t1}.ld~

l4.Zj ~"1.....
r~ki.C;·L

Dlr) kaó.:,kich,
2. Erytyjs.1{i
I.1':~;+S~ut Fiirn ,-\\·y \v Londynie
opubliko },,'al
\V~;l).:d':1ie
z UNESCO spis filmów wyprodl.;l.;:o.,vc",ych w krajach
arabskich
i c1Zjat:/cki('h. V/śród f ilr.l1 tJ\""l (j.:.)1-:.U:TIc:nt .lD:': ~~:1 znz:jdują
sir~ kRtE~gori'2,
ktorr"
n1()'~;:~
l.aintcr2S0vvać
etn(lgr:~t6,v~ ,.-~rDL ;c.'\\~1cie: -fiL-oy obycZ'::ljO\Ve, filrn~~' :') sztuc:::
cZ2rJ.1iGśle, Hluzyce,
t~~ńc::~c1:.r(;1i~!ii 'Jf:}Z o ~i1etodach rJ·b~ló'.vsb\-~~ j r01l

Aln~r;CCln

.L Uczonych
i

Kub8\1s1d do S~;ra\v UNEECO npublikov:ał
\V)·'·.1.1;1i.~~
za
~'l:l tt-:rn3.t .Ameryki
:';}~cdk·)\vc.i i \rVy~.p K&amp;rdił:)7.:;:t'.~h

}r;~9 bibEor~r.:"'fi~

(Centra!.

socjolog:':

In~~titute '.\7 I...l(Jndyni2 \vydaje
prz}- pom8cy
rrz:.\gi~ (; ,k\ivart21n'y
lnateriał6-\v
n:1 ten1Ht
.l-\tty;(; ~,'::!1,~~',:&lt;L&lt;'J,ie '2·;:"j(.'.gr~1fi.i, :~oJ:,';ol·).'~,ii
.. i lin,~~·".vlstyk; j':,:kie uk'lzały
się
\'~' p::'rj_n(ly;{,:~\C~"),u'.;.;1.dtxjL:go
oL}.~I2:.;:'u"
Przc~gl~:d ten n::lZV\"';/a c;:j~ .,.,~.fric8n
i\bstrJ.\'t:.;'
i ?~:1,::j~~r[i
k.rÓlkif~ OIT1ó\vi2::11=:.' artykułó\v
O .Afryce
'\v o~d)l':; oraz
o posz('ze.;_~óli.1ych
kraj::lch
afrykai1skich.
A.lrir'an

F'orcla

Yundn.cji

10. }-::'",\~:~rtaln:k ·...
~I~:\·cl.'~\t.'ony
pr7.,~l, L1iGcl.~Y~1~i.r0d()\",·y L"l~~Vtl~lt T'2atr~-l.lny
-....,..'sp
..~,~u.::.1.zial.r.t.,-&gt;r ~:SCC) ,.IA~ Th:-·:J.t!:.~' d'-:·i.n-; 1e ;','Ic-~d~" pGś'&lt;vi~cłr
S\vój
n.!J:-:'.~-:'t'z kO{12J. :PG1 r. f:I~S~C01:l:&lt;
\vicku.
(.1 p!"z.:c12 \\·.:,z~_'stkhn
:'J3sk~m

przJ

ni.ct\\Ta.
J. I&lt;omitet
rek

fl, 1..•t,prn8.cio:lr.1l

tJI'..JESCC)

(jr~d

Can'uIoeon

'-:1rt '~;j~;_tł

EibUcgroph!J).

z';;jrnu,:~1::' C~'l ;::l(~ z·~~~~-ld!""!ieL1ialni. z pogr.H~icz~:1
zaintc

r0~',ujc

..~

pev/Clc&lt;-cią

C2nne

118c:c:dzi·:&gt;il:' ~"!"):~~2Ji i jaku

.;:'~0

'\,vyda \\inict\}.·o

t:·tn~):;r~3 Ci!

Chud2

Le'ii-Straussa

V/

grafin

l{~nle-Grlf;Ul('

\vsz~lkie

\\".\'"d~l\\-ni:::·t\\-~; n:lu'i-\0\\

0

logii ~połecznej.
Opracowywan3
jest przy \':sp6łpracy
Unii :'&lt;auk Antropologicz:lych
i Etno!o",lczr1,'-cl1.

z dli£dzir&lt;~·

dzj~:l·.J~''':l sztuki.

i:-!_t2resuj~c?

Z\vł'.:1s·~C'7.J

o~:ljcla C:i:lo\~:~""ka" n8pi3:~n
orn artykuły
o m:"skach

jest

po-,;ługują

etnologa
siC; ludy

Filr:::.o:ii i ~:aLt~&lt; ITu:r~;~ni~tycznv'::;.
t":::,rESC'() stały nr~':-:n --_.. t('\\-~1.l:?,l':n..::

"-ll()genc

•.'

1)(;~2Z

j,'kimi

zn2~~2L!:)

l";.'\TESCO

pt. blb1io')Tcij;hie
In!crw,ti')nu1e
,le S~,cioi 'gie (T. VIII). Bihliogr;,fi,\
obejmuje
5 48·~ tytuł;.:' k~.i~):ck, :::rtvku~ó~v. ~.\-ezascpi~n1.
~,pr8\\-ozdaI1
I j·:·:n.':c·(:
prac z z;1{r2.su :'CC'ilJ,L;~::i,i ()publi:':.cY'.\·(1n~:C'h \~,- 1~:33 r. PrJ~~:~ ta z~1\':i,:;r,1
i:-H}.?ks ',v ji"";Zyk;·lC;·\ ~'r~~~~cusl':"&gt;lli ;l;;t.:i'~·bkir--,.
j. iVliędzynar!'lclo'.:;:
l\.omitet IJc,I-::umcnts_cji
~h.,uk SpOłec7nych
,,;::,(13, 12
,J~ib1i0gr';lpl)ie
Litern':diona12
d·..:\~Y·~hTcpGl(,gi~-.~ ~.0ch-de c~ cultur.~.l1·:":·, Bil"';;} "';t:1 obejlnuje

..T....ic·~.1C'

[Jt.

&lt;..r:tropo-

l\liędzyn~U'od()wej

11. =-\Th~dlyndrodo\v::).

~~e

R8da

V·l.';.;")'~;:p::.t~.;\-

pl'Z'-

-~):'r2'Jd/ku

tYli;

cz.!';?",')

Z!l2\jdu.ien1~~·

drt,vl&lt;uły

o 1"crn~::,t:,'C'c
in!2i(' ..::U.~~·.~2j

cl:~~:::r::j~~&gt;.s.::.Jp. :lurner z I k··.\'~"ł['1~t1j1962 r, POŚ\Vi~CO':1V
Z--l_C~:~(i!~:~-_-rj~:_:,r.n .~l.:r,\·ki. 7~
..~"\·;Clf'::, ()~~: nl. i:l. art:'kul.\':
L,
S,
P.';;:,-,:~?--::!"'r.:.;(;
~~iI.rie

nc::r"- -ufr?lk'.t}'!S;:ti.
-

s:~c~alisf.:in;.

s:~\::'C~cu:'~ie

d:J

p, C,

iuc;a

C.

F\:}!I.:
"A/.

1~l.qjskifr';;'J

(CL?~;I-T)

j~st
'3 e

r:

c~"k!\\'icir
r.-~h Q r -

T ~~r d i.5 -- R€ii~jin
i i;!sfor!o.
C;', G ai (;'~C;~CV:u k(1~_'i'?iy
~L'- SjY':-=:c:::"I~'t-

sl)ol'?c!~:a

G

Li

t k i n d --- Hocl.?{~!n
Ił.

1)

(lo

s c h et

~1

p.s

o!rlj'!((nis'-:{{

~ j2j

pr:u-

__o O .1~!S~{)rft? Afryki

�'734
:VIL'ZJ::,~~-

V-l'lST.-'\

\\Y

1. Prz." '.'·sp6łpracy
Bułgarskiego
Kornlte~u do Spraw u~,msco organizowan:: s,~ prav,rie corocznie ,.Tygodnie muzet)','.· I zabytków".
\"1 cnsiE' tej imprezy organizrJwane są liczne wysta""'y i odczyty rÓ'.vni.::'i z dziedziny etnClgrafii.
2. Kubailski Komitet do Spr:nv L'NESCO zorganizował
\1; maj;]
1961 r.
wY3taw~ strojów ludowych typowych dla poszcze,':({llnych r2gionów wielu
kri1jów świata. Polski komitet do S~)raw UNESCO wysłal na t~ wystawę
eksponaty,
które pozostały na stałe na Kubie.
3. Z inicjatywy
Polskiego Komitetu do Spraw UNESCO we wrześniu
1962 r. otwarta
została w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie wystawa
pośv\Tięcol1a kulturze
Afryki Tropikalnej.
Ekspozycję
przygotował
zespół
pracowników
lVluzeum Kultury i Sztuki Ludowej w Warszawie, przy pomocy JliIinisterstwa
Kultury
i Sztuki,
Towarzystwa
Przyjaźni
PolskoAfrykal1skiej
i UXESCO. Oprócz zbiorów muzealnych
pokaz3w) dokumenty fotograficzne
otrzymane z M~ls02e de rEomme w Paryżu onz z szeregu narodowych
Komitetów
do Spraw UNESCO w Afryce.
4. Z inicjatywy
Norweskiego
Komitetu
do Spraw UNESCO Muzeum
Etnograficzne
w Oslo zorganizowało
w październiku
1952 r. wy~tawę na
tpmat Konga. Vlystawiono:
narz~;dzia pracy, fetysze, maski, hstrumenty
muzyczne i rzeźby.

INNE

PRACE

UNESCO

1. Na Konferencji
Generalnej
UNESCO w listopac;lzie 1960 r. dyrektor
.-generalny przedstawił
projekt
wstepny
konwencji
\v
zakresie
ochrony
piękna krajobrazu.
Chodzi tu w głównej mierze o ochronę rozmaitych
elementów
składowych
krajobrazu,
Ci więc
m. in. zabytków
etnograficznych, jak budownictwo wiejskie, sztuka ludowa itp.
2. W ramach
projektu
UNESCO "Wschód-Zachód"
wytwórnia
"DiaJilm" w ZSRR produkuje
rocznie kilkaset przezroczy
na temat kultury
wschodu. Takie przezrocza jak: "Na wyspie Cejlon", "Architektuf3
narodów Azji Srodkowej",
"Sztuka plastymna
w Kirgizji",
"Sztub.
birmańska", "Sztuka japońska",
"Sztuka starożytnych
Indii" z pewnością zainteresują etnografów.
3. Pod koniec 1961 roku powstał w Tckio ośrodek badań na{j kulturami
Azji, który pracuje
w ścisłej łaczności z UNESCO w związku
z akcją "Wschód-Zachód".
Poza opracowywa:liem
słowników i publikacją
dokumentów
historycznych
ośrodek koordynuje
badania nad różnymi tematami
jak: rozwój wsi i zmiany społeczne
w Azji Orientalnej
oraz
badania
antropologiczne
zanikających
grup etnicznych.
Podobne
insty-

tucje mają powstać z inicjatywy
L'NESCO w New Delhi, Bejrucie, i Damaszku.
4. Z inicjatywy
Węgierskiego
Komitetu
do Spraw UNESCO na początku 1962 r. podjęto akcję mającą na celu zachowanie domów wiejskich
charakterystycznych
dla różnych epok. Objęto ochroną szereg wiosek położonych w okolicy jezior Gerto i B8laton.
Tomasz

"POLSKA

Sko,rżyński

SZTUKA LUDOWA" - ROK XVI, 1962, Nr 3
Kwartalnik
Instytutu
Sztuki PAN

W upowszechnianiu
wartości sztuki ludowej i w kształtcwaniu
nowe·
go spojrzenia
na to zagadnienie
odegrał wybitną i jedyną w swoim rodzaju rol~ organ Instytutu
Sztuki: Poiska Sztuka Ludowa,
W zależności m. in. od kierunku
działania w danym okresie, od nasilenia pewnej
tematyki
czy problemów
teoretycznych
kształtowała
się
mniej lub więcej określonego
charakteru
treść i forma poszczególnych
zeszytów tego wydawnictwa.
Niektóre kwartalniki
np. koncentrowały
się
głównie na analizie formy, stylu pe',vnych dziedzin sztuki, inne - zajęły
się historyczną
genezą sztuki ludowej lub problematyką
sztuki ludowej
określonych regionów.
Recenzowany
Nr 3 kwartalnika
z 1962 r. jest właśnie przykładem
tej
osta tniej koncepcji:
jest on poświęcony
w całości sztuce ludowej Pomorza Gdańskiego.
Na treść numeru składają się prace:
a) L a n g i n a M a l i c k; i e g o - Sztuka ludowa Pom.orza Gdańskieglf
na tle zbiorów Muzeum Pomorskiego w Gdańsku (stron 40);
b) F e l. i k s.a. M ark o w s k i e g o - Zabytki Ziemi Kaszubskiejw
Wografwch

WIktora

Gosienieckiego

nej w pracach Katedry
skiej - (str. 7).

-

Al'chitektul''Y

c) T a d e u s z a B o l d u a n a Slowiiiców
- (str.1).

i Architektura
!

Planowania

Materiały

Polski

pólnoc-

wsi Politechni.ki

ludowa

Gdań-

do bibliografii

sztuki

ludowej

d) Poza tymi. podst~vowymi pracami zeszyt zawiera dwie recenzje:
Mar ii
P r e z d z l e c k l e j (Wilhelm G a e r t e - Volksglaube und BrCLuchtum
OstPreu~sens,
Wiirzburg,.
1956)
i K s a w e r e g o P i woc k i e g o
(R. R e l n f u s S l J. Ś W l d e r s k i - Sztuka ludowa w Polsce _ Kl'akow, 1960).
J~k zwykle, w końcowej
darzen
d' d '..
s 's . Z Zl~ zmy etnografll
0IYJkim:, Ogołem zeszyt ma
l ustracJl.

części publikacji
oraz streszczenie
60 stron druku,

jest kronika imprez l' wy.
w języku angielskim i 1'0w tym 118 czarno- hiałych

�736

737

Podstawc\',a
rozprawa
Longina
lVI a l i c k i e g o,
oparta
o literature i gHJwnic o material
m-,)zę,;lny zgromadzony
w ;\Iuzeum POlllors~im_
w Gda113ku, a mvzglf;dniajc,cd
szerGko pojc;tą sztukę ludo\\-q Kaszubaw,
Slo\':il'lc0w
Koci" ,';takó\\-, BorowL,kó,v,
Góraków
Po·".rbhlń:okich oraz lud,
h ocl r. 19'-'tJ d'aJe! de-'kol:'Ua
nćl;,ci no\Voo5ied")f1ej
gJ6wnie na ;':uLwoc
ml.,:.kL &lt;lit: i pn'k tyki ku1tur,,Inej
pi2rwsze
i zup2łnie
nowe c,dO~ClO\Ve
spojn""L'
.LI kultur'-~ ,lrtystycZ;1&lt;j
tyc!1;;rup
lud;10ści nadbaltyC'kiej.
1"0S7.CI'za on :macz:lie wledzq o mało znanych
regionacr,
gdyż ,dot,'chczas
pCJ,..vdżnit'jsz;;
prace z tej dziedziny
dotyczyły
głównie Kaszubow.
..
Prdcd t2t. z':lczerpr:iGta niejakJ z aktu':-d~-12go \var:)ztatu
ln1.p:eol'~~;a, suą
']'1' Z '''V''''Z(l
\v dosiatec/.',n vrI"\ st;:,p:niu
pc;)':;lCibionH pod \\'zględern
I'·""""Z"
wv;"~nier;i;1 genel~' pewnych zjawisk tła historyczl1l'go,
a także ogramczon~
p~c; \'v'zgh;d2~ materiałowym
jć'st bardzo ccclnym znczątki21Yl monograficznym (J sztuce lu:Jowej ludności
r~gir"nów nc1drnorskich.
,
'. ' ,
Zasadnicza
treść rozprawy
skh:tdasię
z l4-u koloJnych
rozdzlałow.
'-p", ~'o,
... j" domowe
zdQbnictw,)
wn(;trz, garncarstwo,
plecLOnar,ll;t'-""'t'UI'o
ł.....
str6J' ,.,haft i koro"k'!. zdobnict·",·o w drzev.rie, zdobnictwo
k'lI'-t-.,·
, ~ \""', tJrocl\\"0
'\.::;,,,",
.
\\i ;~~ll::':Li2.,v/reby
z rc~u i bU!~sLtyrJu, zaba '.:I,,'ki, sztuka \v obrzędach
l Z'vVycZ[l'i,"::h, r.?:eżb'l w drzewie,
m:JI2I'5two.
"Już nobieżny
przep-hlcl rozdzi:1l{~~Vi rlaSU\\-·t,l. czytelniko'.vi
pnglcid, że
autor nie" zawęż~ pojc;cia sztuki ludowej
do rzeźby, malarstwa
czy grafiki, &lt;.11\: og,-:rnia szeroki \vachlarz
v\"y-rObÓ\\l
o charakterze
artystyc~nyrn,
sięgajqc często do przedmiotów.
nZljprostszych,
które niejCdn~l~:o~~:e
z~dzlwiajq
sz]achotno~,cią
formy. Dhtego pr",ca ta daje duzo ma".n","u
me
tylko ~)aclaczom sztukI, ale i etnograforn,
zajmuj11cym
się in n y);:).i zagadnieniami.
.
sz"r-zeg')
opracowania
Niektóre
problemy,
\vymagaJącc
oso,bnep'o
o·,
.,','
.n.; (1p
c::!rall11:~],
st.rój.; pr:;i"N'··
(np, ;3.l'C; ·~tLl~~UI'.:A) .lut) jUl. (;p:..~,CG\'/~-)lL. S-,
~--:;.~ L.-";J
:.
"
")
"'J·.CJ'''l!·''
\"
S'J,'\c'·:)b
'7:::lm',\:'.i7onv
S~_1
Doirar&lt;:to\vane
5pecj81n
le~
')::2 zro/.u"
~ ...
d I.'! ~', V."mj~hch
w'?'(';lr;ctów mniej \'v7CZ~'J'P!l&lt;cy. \V tym wYP8dku jest to zaletq
pr:lc;', gJyż. &lt;:utul' nie powt,arzl n12L,rlc1ł{','v' o:sÓl:',iC zn~n.~,d:, ,a,let~~:~,j: swe
1,\'1:l~n2 ~pojrzenie
na zagaoril-':ine \V sp-Jsab pOrOA,n&lt;iV;C.!.) l .dUS"•.dJ .... maj

•..••••••...•

L.

V

'"

1.

~.

_

Co...

C;-,,

,~

~~...

~

J

•

'

•

,

!'

h;\

..

.•

-""]o

•

~

•••.~

,.

~"

.'

--T"

,_,

t·;l~;:l~':l;·1orygi.n;·il:'1Yil":.

'-"

[~r~,::~~~);
:~~)!:~~;
ii.~·:~~~~c:~;~~~:
/i ~C):~~
....."'0"-',' - ""'h

~;~~~i';1;:

'l',i~rl"h sztuki

d

ludowej

ly

H_ Stelmachowskl1,
J. Krajewska,
c&lt;lrstwie. przytaczając
niektóre

Vł,';brz"ża

należy

haft

k';~'::.~~;:~~~,js;i.c ~r~~~ ~1
~~;~~:':

L. I\!falicki w swoim artykule
np. o garndane znane już badaczom,
uzupełnia
roz-

~l~:\~~,i
"~'''~'~~J;'~~:'~
;:i~:';-i~':, ~~'~:(~~} I~O~:~l~.~.:·~·~·~~.c;~~
&lt;~rnr;-~~:'~
~.~~z::szz::~~,

~~:,'.~:~,n
i,~,

i

C'::nm1iczr'e i techniki
m r;z :'·d:,'-,',].
PCd8:'Y:1;:'

zdobnicze,

\\~ ~po~ó~,

iljjstruj,~c

z\\·if; ..J.t,· Oll'.,,-;·-xi3.

również

y,'LJ"nym

l~ ;~t. k:Jl".Jnkę

i sh··\j.

m:1tC'riaI2m
r;.;ierując

sprawę
na podstawie
znanych
szerszych
opracowań
B. Stelmachowskiej
i M. Przeżdzieckiej,
gdyż materiał
zebrany
przez Muzeum w terenie
jest
bardzo skromny
i nie przynosi
nowych wiadomości.
W swoim zarysie
monograficznym
autor przytacza
także pewną
acz
skromną
ilość faktów z zakresu
tkactwa,
wskazując
na powiązania
Dolnego Powiśla z Warmią i Mazurami,
na dawne zanikłe już tradycje
tkackie
Kaszubów
i SłGwińców oraz ośrodki tkackie na Wybrzeżu.
Po raz pierwszy w publikacji
o sztuce ludow~j
Wybrzeża
zostało omówione
szerzej
i zilustrowane
wysoce interesującymi
przykładami
plecionkarstwo,
które
zalicza się do technik
bardzo starych
i trwałych,
a odznaczających
się
wybitnymi
walorami
artystycznymi.
Do dziedzin mniej znanych należą także przedmioty
z zakresu
zdobnictwa
w drzewie.
Świadczą
one, że w XVIII-XIX
w. i na początku
w. XX na Kaszubszczyźnie
i Powiślu
były wytwarzane
we własnym
zakresie na wsi ozdobne, o pięknym
kształcie
puedmioty
z drewna:
przykrywki do dwojaków,
wagi, formy do masła, łyżki, narzędzia
rybackie
itp.
'.Vydaje ·się, że właśnie te wytwory
znacznie więcej mówią o samorodnych
zdolnościach
artystycznych
tej nadmorskiej
krainy, niż znaczna część garncarstwa
czy hafciarstwa
powstała
pod poważnym
'wpływem
późniejszej
kultury
mieszczaI1skiej.
Jak wynika
z relacji
autora,
Muzeum
nie pomija
w swej pracy
eksploracyjnej
kowalstwa,
wyrobów
z rogu i bursztynu.
Z zebranego
materiału
wynika również, że kowalstwo
ludowe na Wybrzeżu
jest znacznie skromniejsze
niż np. na terenie Kieleckiego,
Podhala
czy Lubelszczyzny, techniki
zaś obróbki
rogu krowiego
lub koziego czy bursztynu
sq
jak najbardzi~j
typowe dla Wybrzeża
a mniej znane w innych regionach
Palski.
Z opisów i ilustracji
w artykule
dowiadujemy
się, że Muzeum
ma niewiele
materiału
z tych dziedzin.
Niewiele
także można
znaleźć
w terenie
ludowych
zabawek.
Do interesujących
natomiast
zbiorów tego
filuzeum, należą, bogato reprezentowane
przedmioty
obrzędowe
czy instrumenty muzyczne
o cechach
artystycznych.
KOl1cowa część rozprawy
jest poświęcona
rzeźbie i malarstwu
ludowemu. Są to działy sztuki, które były przedmiotem
studiów
różnych
badaczy (B, Stelmachowska,
T. Seweryn).
Autor, referując
stan w zakresie
rzeżby na terenie
Pomorza
Gdańskiego
na podstawie
litera tury i własnych okazów
muzealnych,
przypomina
o charakterystycznych
krzyżach
przydl'ożnych,
kaplicach
skrzynkowych
oraz rzeźbach
nasłupowych,
które
były charakterystyczne
dla p"jzażu
na przełomie
w. XIX i XX. Następnie opisuje
kilka przykładowych
świątków
(św. Nepornucen,
św. Roch,
:\1. B. Koder'lska),
a także krucyfiksów
procesyjnych.
z których
jeden
reprodukowany
na str. 196 zasługuj~,
jako wybitne
dzieło sztuki ludowej,
n'1 szczególną
uwagę.
:\1a1ar3t:,\'0 ludcw2 tego terenu
o treści
religijnej
omówione
przez
17 -

"Lud".

t

XLIX

�739

738
autora, poza dawnym malarstwem
na szkle, nie przed;;tawia
po\\:ażniejszej wartości
artystycznej.
O malar~twie
na szkle pisali: 1. G~.11gows~i,
T Sewef\'n i B. Stelmachowska.
Źródła pochodzenia
tego malarstwa
me
zdołano j"ed:1ak określić. Z braku jakiegokolwiek
nowego materhlu
z terenu nie udało sit; też L. l'v1alickiemu tej sprawy posunąć naprzód.
Całość zamyka autor uv"agą stwierdzającą
szkicowość pracy, wyraża
jednak nadzieję, że podana treść, a zwłaszcza obfity materiał ilustracyjny
(107 iłustr.) ułatwią czytel:1ikowi orientację
w zasadniczych
wartościach
sztuki ludowej PomOHa Gdańskiego, która, dodajmy, znaną była dotychczas tylko częściowo z różnych ury"vkowych i nie zawsze dostępnych opracowań. Jako recenzent i czytelnik zgadzam się całkowicie z uwagą autora.
'Cważam, że pracę L. Malirkiego
uwać
należy za wysoce pożyteczną·
Jeżeli chodzi o następne
dwa artykuły
Feliksa
M a I' k o w s k i e g o
o arc"itekturze
ludowej -- mają one w dużej mierze charakter
informacyjny.
Pierwszy - O zabytkach
Ziemi Kaszubskiej
w litografiach
Wiktora Gosienieckiego
- może być traktowany
także jako recenzyjny.
Autor bowiem w tym artykule omawia zawartość 5-u tek opublikJwanych
w okresie międzywojennym
pi. "Zabytki
sztuki rodzimej Polski Zachodniej"
(od 300-500 odbitek) oraz tekę nieopublikowaną
- ,.Z Ziemi
Kaszubskiej",
która powstała w wyniku wędrówek malarza przed samym
wybuchem wojny i w pierwszych łatach po wojnie. Opisując w jaki sposób zostały zgromadzone
przez artystę
m':llarza rysunki
budownictwa
z terenu Wielkopolski,
Śląska i Kaszub, zwraca słuszną uwagę, że do
najcenniejszych
należą litografie względnie rysunki zabytków dzi'Ś już nie
istniejących.
Nie mając możności wglądu do oryginalnych
tek czy rysunków Gosienieckiego,
trudno sądzić z krótkiego omówienia (tylko :, reprodukcji) jaką one mają wartość dla etnografii polskiej, informację F. Markowskiego trzeba jednak uznać za pożyteczną·
W artykule
następnym
pt. "Architektura
ludowa Polski północnej
w pracach Katedry Architektury
i Planowania
Wsi Politechniki
Gdańskiej" F. Markowski
informuje
o działalności
tej Katedry
w zakresie
1nwentaryzacji
budownictwa
wiejskiego od 1945 r. oraz o metodach pracy
w terenie. Jak wynika z relacji, zbiory Katedry zawierają materiały dotyszące całego niemal kraju z wyrażną przewagą pomiarów z ziem północnych, głównie z Kaszubszczyzny.
Obok budynków
mieszkalnych
Katedra
inwentaryzuje
budynki gospodarcze, przemysłowe, sakralne a nawet sprzęty
domowe.
Cenną informację
dla badaczy
ziem północno-zachodnich
przynosi
także nota bibliograficzna
pt. "Materiały
do bibliografii
sztuki ludowej
Słowińców",opracowana
przez Tadeusza
B o l d u a n a. Jest to wykaz
GO-u prac wcześniejszych
i współczesnych
głównie uczonych polskich i nie~
mieckich.
Wśród wymienionych
prac spotykamy
zarówno
poważniejsze
studia nad kulturą Słowińców jak i artykuły, które ukazały się \\. prasie

codziennej
i periodycznej.
Jak zwykle, jeclr;e wiążą się bardziej z tematyką zaznaczoną Vi tytule, inne zaś dotyczą przedmiotu pośrednio. Nierówny jest również poziom naukowy tych prac. Wszystko w tym wypadku \\,"ycl::lje się jednak bardzo ważne ze względu na p:)ru;z:ny
temat. .Jak Z?
każdą, nawet najskromniejszą
bibliografię,
która w n3szych czasach ma
szczcgQlną wagę \\. badaniach
naulw\vych,
:nleży mieć wdzięczt10śĆ do
autora Z3. jej spJrządz~nie.
W dziale recenzyjnym
kwartalnika,
jak już cytcwaliśmy
nil po:zątku - sa omówione dwie pozycje. Maria P I' Z e ż d z i e c 11: a relacjo:1uje
swoje uwagi na temat dzieła \'I7ilhelma G a e I' t e pL "Volksglaube
und
Brauch!u111 Ostpreussens",
1956, ustalając
braki i niedomagania
ksią~ki.
'W konkluzji
llzl13je ją za C2nną pozycję naukr;wą. Ksawery
P i w o c k i,
wskazując
na p2wne wady książki R. R e i f u s s a i J. Ś w j d e 1's k i e g o pi. "Sztuka
ludowa w Po/see", 1960 - ocenia dzieło bardzo pozytywnie, podkreślając
przede wszystkim jego stronę treściową i wizualną.
\V końcowych
slo',vach zwraca uwagę, że zbliży ono "sztukę ludową i jej
wartości do człowieka współczesnego. nauczy szanować ją i rozumieć".
Od kilku lat "Polska sztuka ludowa" prov:adzi stałą kronikę, informującą o konferencjach
i zjazdach etnograficznych,
o konkursach
i wysta",vach organizo""v8.:1ych przez różne instytucje
i muzea a takŻe C' badaniach naukowych
prowadzonych
w terenie. Kronika zajmuje się ponadto
różnymi innymi wydarzeniami
z zakreSU sztuki ludowej i etnografii.
Podaje niektóre informacje z pracy i życia twórców ludowych. W zależności
od wagi refei·.)wanego zagadnienia
l posiadanych
materiałów
noty informacyjne kroniki ~;cimniej lub więcej rozbudowane.
Na ogół są one zwięzłe
i rzeczowe.
Z braku stałych periodyków
etnograficznych,
zawierających
Hktualne
informacje,
kronika w "Polskiej sztuce ludowej" nabiera szczególnej wagi.
Kazimierz

Pietkie-wicz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10956" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10934">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/00860c1f35c1d0bab9f90ca9a6f55637.pdf</src>
        <authentication>815a4a3d0df23650b695fc12798a197e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130609">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130610">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130611">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130612">
                <text>haft ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130613">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130614">
                <text>Wykonawcy haftów krzyżykowych i ich narzędzia pracy / LUD 1963 t.49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130615">
                <text>LUD 1963 t.49, s.451-502</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130616">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130617">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130618">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130619">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130620">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130621">
                <text>Di-= zweite Generation mitteleuropaischer
Siedler in Israel, Tiibingen
196:l (K. W.)
Marlene V c s p e r, Tausende Inseln - ein staat (K. W.)
LE FOLKLORE BRABANC;ON, Bruksela
1962 (Tomasz Skarżyński)
ETNOGRAFIA
W PRACACH UNESCO (1960-1962),
(T. Skarżyński)
POLSKA SZTUKA LUDOWA, rok XVI, 1962, nr 3 (K. Pietkiewicz)

724
726
727
728
735
BARBARA

Polemika
W sprawie recenzji (T. Wróblewski)
.
Odpowiedź recenzentki
(Irena
Turnau)
.
Kilka uwag o przysłowiach
i charakterystycznych
powiedzeniach
dowych na Śląsku Cieszyńskim (Alojzy
Preissner)

III.
\o

741
743
lu-

M u zea

lVluzeum Tatrzal1skie (Wanda Jostowa)
.
Etnografia w muzeach Ukrainy (Stefan Lew)
Zbiory, prace naukowo-badawcze
i popularyzacja
wiedzy działu etnograficznego Muzeum w Przemyśle w latach 1958-1962 (Stefan
Lew)
IV. Kro

V. Róż
w językach

rosyjskim,

'11iusz Jeleniewski)

Indeks XLIX t. Ludu,
Sp:s rycin i map

(O. G.)

751
777

781

n ik a

Wspomnienie
o Romanie Horoszkiewiczu
(Czesław
Kurek)
Półwiecze członkostwa Jana Czekanowskiego w polskim Towarzystwie
Ludoznawczym
(J. H.)
Sprawozdanie
z całokształtu prac Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego za rok 1962 (Olga Gajkowa)
Sesja naukowa poświęcona Józefowi Lompie (Henryka
Romańska)
Statut prowizoryczny
CIAP Informacje
dotyczące działalności CIAP
(Aleksander
Lech Godlewski)
.
Sprawozdanie
z roboczej Konferencji
Redakcji
DEMOS, Moskwa
9-H.
VI. 1963 (Józef Gajek)
.
Sprawozdanie
zarządu redakcji DEMOS z działalności
za okres od
konferEncji w Brnie (J. G.)
Zagadnienia etniczne i etnograficzne na V Międzynarodowym
Kongresie Slawistów w Sofii 17-23. IX. 1963 (Józef Gajek)
Wyciąg z protokółu z XXXVIII Walnego Zgromadzenia
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego z dnia 8. XI. 1963 w Opolu
Sprawozdanie
z działalności Polskiego Komitetu Międzynarodowego
Kongresu Nauk Antropologicznych
i Etnograficznych
(J. Gajek)

StJ'eszczenia

745

787
789
792
803
80:3
810
814
817
821
828

n e

angie'skim

niemieckim

(Euge-

833
865
873

BAZIELICH

WYKONA VI'CY HAFTÓW KRZYŻYKOWYCH
I ICH NARZĘDZIA PRACY
W dotychczasowych badaniac:h i opral:;lC'waniachhaftów ludowych nie poś"vięcano prarwie żadnej uwagi ich twór&lt;com. Rol,a
człowieka bowiem, oceniona jako nieo:ekawy przedmiot zainteresowań li mniej ważny niż sam wytwór, odsuwana była na plan
dalszy. Zgodnie z ,tenciencj'ami panującymi w nauce uwzględniano tylko dz'ieło: nie w::ązano go jednak z całokształtem ku1tury,
·lecz spiQtrz:ając w nim ogrom jŁdnQstr:onnego materiału, wysuwano coraz to nowe hilpc1tezy odnoS'zą'ce sr:ę p.'zede wszystkim
do strony eSltetycznej haftów. Zagubiły się przez to niemal zupelnie różne prz8ka'zy i tradycje zlwlązane' z warunkami i war~zta'tem twórc'zym haftujących oraz wszelkie szczegóły pozwala~ące o~tworzyć &lt;;top:.eńich OSOibistegozaalngażowania twórrezego,
mdywIdualnej wrażliwości estetycznej ek Tylko na podstawie
nieN,cznych, a szczupłych zapisów, głównie zaś ustnych relacji
w'Społczr€'snych informat.G,rów możlna omówić, pobieżnie jednak,
rolę wiejskich twórczyń haftu, ora'z kh zdolności i umiejętności
tudzież przyhnry .i narzędzia służące im do tego rodzaju pracy.
Chorwackie przysł'O'wie "majka zato redila kćerku, da je
nauci vesti" 1 okazuje się "życinwą prawdą" nie tylko w południowej Słowiańsz:ezyźnie. Jeszcze do dzisiaj w PolSCE: tam,
gdzie zachowały s'ię ślady haftów tradycyjnych, panuje powszec:hnie opinia, że haftowanie należy przede wszystkim do zaJęc
niewieścich, czyli tej polowy rodu ludzkiego, która zdradza większe obeznanie zigIą i nicią.
~iegdyś haftem trudniły si~ kobiety różnych stanów, gdyż
hafCIarstwo należało. do obowiązkowych umiej~tności kob:ecych.

�452
Zajmowały się nim mieszkanki dworów, mieszczki, a specjalne
prawo zabezpieczało im tę możność 2. Jaki był oficja~lny stosunek
w czasach feudalnych do kobiet wiejskich praktykujących
,tę
czynność - bezpośrednio nie wiadomo. Na podstaw'ie jednak
wielu ograniczeń swobód chło1Jskich i ,zakazów 3 wnosić moma.
że haftowanie na własny użytek wsi było 'raczej wzbranione. Do~wolone mogło być wolnym chłopom 4. Nade wszystko zas umiejętności 'tego rodzaju wykorzystywali u swoi'ch poddanych bezpoś~ednio srami właściciele 'ziemscy. W tradycji ustnej żyje
jeszcze do dziś wspomnienie, że rzdolniejsze dZliewczęta wiejskie
wyszywały we dworach, lub tam uczyły się tej sztuki. VI/yszywanie ok,reśl'onych częśc:i pańskiej bielizny i ubioru należało
prawdopodobnie do jednej z powinności poddańczych dziewcząt
i kobiet, podobnie jak ipr,zędzenie ni'd czy tkarrrie płótna. Tradycja
nie wspomina naltomiast ani słowem o udziale mężczyzn w tego
rodzaju pracy pańsz,czyźnia:nej. Nawet współcześn'ie okazuje się,
że przy wykonywaniu harf.tÓ&gt;w
ludowych rola męż'czyzn jes,t raczej znikoma. Wyjątek stanowią jedynie hafciarze strojów góralskich -cyfrowanych
portek, kamizel, guni, kożuchów. Śledzą'c
jednak bieg h ist'O'T
ii hafolarstvva polskiego i obcego dostrzec
można, że t,ak w staroży,tności, jak i w średnio'wiec'zu, czyli
w późniejszych nawetć czasach, haftowaniem
zajmowali się
niemal wyłącznie mężczyźni, np. niewolnicy, bądź mistrzowie
zrzeszeni w cechach.
Ludowe hafty krzyżyko'we typu li'clOnego, tzn. na płótnach
o wyraźnym isplocie, wykonywane były i są w Prolsce tyl1w Iprz€'z
kobiety; ha,fciarze podhalańs.cy, których działalność należy do
l1!ows!:ychprzejawów twórczcści ludowej, posługują się jedynie
n,ieliczonymi jednostronnymi śoiegami złożonymi, tj. ś:iegiem
zakopi'allskim i "janina".
J ak wynika z literartury ora~zz wypowiedzi najstarsrzycl1 informatorów powracających ipamięc~iądo loatmłodośd oraz do \vspomnień rodziców czy dzi'adków, które wiążą się mniej więcej z połową ubiegłero wieku, prawie każda kobieta we wsi, np. w Łowickiem, Sa~domierskiem, na Podlasiu, czy w Besk~dzie Śląskim
umiała .,wyszywać". "Wyszywaniem i haftem 'zajmowały się

453
niemal wszystkie Łowiczanki" powiada Jadwiga Ś w i ą tk o w s k a 5. Potw:ierdzają to również góralki Beskidu Śląskiego 6, a Longin M al i c k i obliczył nawet p&lt;)dczas swych badań,
że np. w Istebnej w 1955 r. przypadała pI'\zeciętnie na każdą
chałupę jedna "hafciarka", lub nawet gdzieniegdzie - trzy do
clterech, czyli b~o'rąc pod uwagę &lt;ilośćwszystkich domów w tej
wsi możnaby uważać, że mieszkal·o tu około trzystu "hafciarek" 7.
Takie obliczenie statys,tyczne okazuje się jednak nie tylko niedokładne, ale i niewłaściw,e. Przede ws,zystkiim fakt, że kobieta potrafi wyszywać i wyszy'wa niera.z dość dużo nie stawia jej jeszcze
wcale w rzędzie tzw. "hafciarek". Na wsi wyraźni'e odróżniają
p::&gt;ję0:especjalistki w tej dziedzinie; nazywają taką kohietę "wysz.ywaczką" 8, a nie "hafcia!"ką". Słowa "hafciarka" lud na ogół
n:e używa; jest ,to termin nowy, przejęty z miasta, bądź za pośrednidwem drukowanych pism k'obiecych i odnD'si się do tych
osób, które znają nowsze sposo'by wyszywania, przede wszys,tkim
zaś hafty białe - angielskie, czy wiel,okolo-ro·we.Podobnie rzec'z
ma się i iZ czasoWln,~kiem"haftować", który również nie znajduje
opaTcia w tradycj1i;czynność tę wyrażają słowem "wyszywać",
lub poproostu "szyć".
Wyszywającą może być każda osoba, która pot~afi odpowiednio władać igłą i potrzebnym do tego celu materi'ałem przenoslząc,
czy kopiując, bądź tworząc bez1pośrednio w określonym miejscu
dekoTa'cyjne ornamenty. "Wyszywaczką", czyli hafciarką jest natomiast, według opinii wsi tylko ta, która praq tą trudni się zawodowo.
~eszcze w latach dwudziestych bieżącego wieku w niektórycH
regIonach Polski umiejętność wyszywania traktowano niemal na
równi z innymi kobiecymi zajęciami. Uczono się jej już \v wieku
dziewczęcym przede wszystkim nawzajem od siebie: córka od
~atki, lub wnuozka od babki, bądź też dziewczęta uczyły się
J~dna od drugiej, przeważnie latem przy pas1ieniu bydła, albo
ZIJ~c&lt;wąporą "po sąsiedzku". Ok'res jes,ieni i zimy był i jest
najodpowiedniejszą porą do wyszywania; wtedy "furt się s'Zlije
i .szije" 9. Sprzyja temu także ogólne zapo,trzebowanie, jakie rodzi
SIę o tej porze na wsi. Wówczars mianowioie odbywa się najwię-

�454

cej wesel, na które każdy stara sięoclpowiednio wystroić. Toteż
czasem wyszywające nie mogły nawet nadążyć z robotą. Latem
natomias,t każda kobieta nie ma czasu, bo zajęta jest różnymi
innymi pracami przy gospodarstwie. "W taki czas to sie nawet
nie chce i robota tak nie idzie. Najlepiej się wyszywa, kiedy jest
czas po temu" 10 - tłumaczą. W okresie największego zapatrzeoo'wania nierzadko zdar,zało się, że kobieta, która choiała jak
najprędzej coś wyszyć "wstawała do dnia, gdy tylko s'ię ro.zwidniło i wyszywała do rana, a potem dopiero wieczorem" 11, przez dzień zajmowała się pracą woikoło domu i gospodarstwa.
Nieraz wyszywały zespołowo - pr:zychodzliła wtedy jedna
do drugdej, czasami zeS'zło się ich nawet więcej i w ten sposób.
na pracy i pogwa:rkach czas prędzej upływał. Zdawać by się
jednak mogło, że typ haftu, którego isto,ta polega na odliczaniu
nitek tkaniny, nie st\varzał dogodnych W'aI'lunkówdla pracy zbiorowej, ze względu na koniec'znosc skupienia uwagi przy hczeniu.
Okaz:uje się jednak, iż to bynajmniej nie jest żadną przes'zkiodą;
gdy nitki tkaniny roz'1iczy się odpowiednio na samym początku.
przy rozpoczęciu haftu, to potem szycie posuwa się naprzód
niemal mechanicznie i "nie trzeba się nad nim zasta:nawiać", bo
"gdy uż kierysi wysziwo, to mu to idzie jakby grał". Stąd też
haftowanie tym sposobem, w przeciwieństwie nawet do innych
technik, sprzyja towarzyskim spotka,niom i kontynuowaniu pracy w zespole.
Zazlwyczaj w ~f'Onie wyszywających wyróżniały się kobiety
bardziej zdolne: biegle władające igłą i nitką oraz celujące
w pomysłach. Do nich często zwra'cano się o porady, one także
uczyły inne. W ten sposób rosła ich sława w kręgu najbliższych.
a czasem i dalszych sąsiadek. Rzecz znamienna, że wŚlród kobiet
posługujących się ściegami krzyżykowymi i znających tylko ten
typ techniki, nie ,zdarzają się wypadkri za,zdrości "za'wodowej".
jak to bywa często między haftującymi innymi technikami. Zasadą okazuje się, że to, czego uczy tradycja jest dostępne dla
wszystkich, natomiast umiejętności nabyte poza miejscowymi
przekazami, są nierzadko zazdrośnie strzeżone 12.
Kobiety, które wybijały się swymi uzdolnieniami hafciarsk.'i-

455

mi zyskiwały na uznanie w tej dziedzinie w ogólnej opmll wsi,
a nawet w okolicy. Czasami też p Jdejmowały się wyszyć której':
sąsiadce jakąś część odzieży. Wobec dużego jednak rozp&lt;:&gt;WSzeC~1nienia się tej umiejętności, wypadki taIcie zdarzały się rzadko
tym więcej, że wyszywanie nie stanowiło wyłączmego zajęcia
kobiet. Niekoilczące s.ię nigdy cbowiązk;i i ciągła potrzeba rąk
do pracy przy gOE'podarstwie nie pozwalały na zupełne wycofanie
się od zajęć domowych na korzyść wyszywania. Toteż zamia'll3.
pracy gospodyni na niemal wyłączny "zawód" wyszywaczkii nie
była wcale łatwa. Udawała się ona tylko chorym i słabowitym,
które nie miały siły fizycznej do pracy, jaką zwykły wykonywać
k&lt;obiety na wsi. Nie dziwota za'tem, że wiele specjalistek hafciarek,to
przoważnie dz,ie.wczęta i kobiety ułomne, kalekie.
Takich "wyszywaczek" było jednak niewiele: "to jeny kasi sie
tako znaszła" - powiadają 13. Spe;cjalizacja bowiem zrodziła się
stosunkowo dość późno. Do dziś w pamięci ludu tkwią wspomnienlia powiadające, że "dawniej kobiety wyszywały same dla siebie". Nawet tam, gdzie są już s'pecjalistki, np. na Śląsku, w Łowiekiem, Opo'czyńskiem, na Lubelszczyźnie, etc. jest jeszcze dużo
kobiet znających i kontynuujących własno:ręcz:nie tego rodzaju
tra,dycje zdobnicze. Najwięcej hakiarek
jest obecnie na tych
terenach Polski, gdzie pojawiły się w stroju ludo!wym hafty nowszego typu, nie krzyżykowe.
Wykształcenie się "zawodu" wyszywa'czki wpływało ozęsto
na kOT'zystną zmianę w położeniu kobiety haftującej. Jej zajęcie traktowane od tej chwili jako zarobkowe, przynoszące konkretny dochód, st'awalo się \Votec innych obowiązków domowych - pierwszoplanowe; prace, które dotąd spoczywały wyłąoznie na jej batrkach, przejmowali częst::&gt;na siebie inni członkowie rodziny. StaTa Czepczork.ł z Jaworzynki powiadała np., że
za panieńskich czasów "w domu z.temniaków nie skrobowałam,
tylko ojciec, to ręce miałam do tego" (do wyszywania) 14. Nie
zawsze jednak sprawy układały się tak pomyślnie. Podobne wygody kończyły się zazwyczaj z chwilą wstąpienia w związek
małżeński Wó\vczas trzeba było podołać i prac'Om domowym
i zamówieniom. Rzecz zrEsztą t:c:leżała od układu stosunków 1'0-

�t.i.;l;~"'1~~~;;~tjJ~1il:i!l"Ut;~:;~8~uj~ti;1;:~h::;;:m]jili~:!~~iH!i~ilii,~'Jjjj;]fille@JjG11:1~1:tJrr:rllilPmnm[~t::!E.illillJJQ1~·i;)G1ilii;:}1i;;,;,tJ1IJ:iill23~1l1irf;iw1)W-a
•••••••••••••••••••••••••••••••••••
·i.~~~f:

jf~::
;!;~;:

~];:.i:
T~~·
r..Ói

i;~~~:~

I
:;';;;',

mij

~~~

~~!::
ł;llf~

t~;~i:

~!
;~f~1
Jd~~

:~~j'i

I
;~nU~

;j;m!\~

I
~~:r
:t~illr,1

~!f;t

""~'l:.

~Z~mf:
~~
;ft,~;

:~~t
c::i~;
;:li;'
:~ł(~

~~.\
.
• 1

456

dzinnych. Niezamężne, jeśli miały jeszcz,e kogoś bliskiego, to
nim się wyręczały, podobnie jak mężabki mężem, lub odchowanymi już dziećmi. Obecne np. hafciarki znane w Istebnej prowadzą same gospodarstwo, a prócz tego haftują.
Aby 'zapewnić ułomnej córce względne warunki bytowania
na przyszłość, zamożniejsi chłopi oddawali ją na naukę, albo do
jakiejś hafciarki znanej w okolicy, czy w pobliskLm miasteczku,
albo do klasztoru panieńskiego. Niejedna z dziewcząt umiejętność
wyszywania nabyła we dwarze. Gdy zaś nie miała żadnych tego
rodzaju możliwości, a zmusz.ona była luibchoiała nauczyć się
wyszywać, wybierała dl'ogę najprostszą - uczyła się "sama od
siebie", tzn. dzięki własnemu s:pr~towi, zdolnośo:om, sztuce podpatry,wania, uzupełniając braki przekazami starszych kobiet, lub
koleżanek. Pomocną w tym względ1zie okazała się również szkoła.
WprawdZlie jeszcze pod koniec ubiegłegro wieku niewiele z:diZiałała, ale natomiast sporo dziewcząt kończących ją na początku
bieżącego stulecia skorzystało z nauki "zajęć praktycznych" 15.
W procesie 'l'Ozpowsze'chniarniasię haftów, ,a tym samym i niektórych ściegów,opróaz przeka;zó'W tradycji n1iemałą rolę odegrało
właśnie naucZJanie robót ręcznych w szkoła,ch. Wes.zło ono w życie wprawdzie stosunkowo dość późno, bo dopiero w ostatniej
ćwierci X,IX 'W., ale w konsekwencji do dziś wiele informatorek
w średnim wieku powołuje się, iż swe umiejętności hafcia:rskie
tą drogą zdobyły lub rozwinęły 16. Umiejętności te, znacznie
wzbogacone, wynosiły również córki 'zamożniejszych wie.śniaków
ze szkół klasztornych, do których mogły uczęszczać dzięki lepszym warunkom materialnym. Znajdowały się one w niektórych
wsiach, w poblisk,ich miasteczkach i mia'Stach i prowadzone były
przeważnie przez siostry boromeuszki, czy elżbietanki, jak np.
na Sląsku w Cieszynie, Bytomiu, Piekarach, Kluczborku, Oleśnie, Opolu, Nysie, a także na ·wsliach: w Kujakowicach, Popielowie na Sląsku Opolskim 17.
Niemniej jednak oceniając zakres wiadomości pozyskanych
wspomnianymi sposobami trzeba stwierc1Z1ić,że był on na ogół
niewielki, Wyszywająca, aczkolwiek zdobywała ozęsto różne wiadomości z zakresu hafciarstwa, zwłaszcza we dworze czy w klasz-

457

j
i

I

torze, z bieg:em czasu kształoiła się tylko w jednym kierunku,
niemal w jednej zasadniczej technice; następnie przez częste jej
powtarzanie specjalizowała się, uzyskując niesłychaną wprawę
i bieglość do tego stopnia, że innych sposobów wyszywania nie
tylko nie umiała, ale i nie znała 18. Doskonały tego przykład
można zaobserwować także dzisiaj tam, gdzie istnieje jeszcze
wśród ludu tradycja ,wyszywania. Np., w Beskidzie Śląskim, czy
w ogóle w Cieszyńskiem żyją wyszywające i wyszywaczki-specjalistki, które są biegłe tylko w jednym typie haftów, np. w hafcie krzyżykowym lub wielokolorowym (niegdyś złotym i srebrnym) - żywobkowym, czy też w hafo:e białym dziurkovv'anym.
Taka wąska specjalizacja stała się jedną z :zasadniczych przyczyn zaginięcia zupełnie np. ściegu krzyżykowego dwustronnego,
albowiem z momentem śmierci 'ostatniej kobiety, która go znc:ła,
TIlieznalazła sit~ już ż.adna inna mogąca ją zastąpić w tej dziedzinie. Zresztą z biegiem la.t, zwłas'Z'czapo ostatniej wojnie, cora.z
mniej jest chętnych do takiej nauki. "Teraz już żadna młoda
T'ie chce się uczyć" - bia,dolą nagminnie starsze, mające poszan::ywanie dla tradycji.
Oprócz chorych i słaby.ch fi'zycznie, wyszy,waniem dla zarobku zajmowały się także kobiety uboższe. Te jednakże swoje
umiejętnośCIi zdobywały tylko dzięki własnemu spry.towii 'chęci,
gdyż nie miałyodpowiedni:ch
warunków na fachową na.ukę, za
którą trzeba było płacić. W pienvszym rzędzie korzystały z prz,ekazów tradycj,i wyszywając najpierw na równi z resztą kobiet,
tj. dla Sliebie, na potrzeby
najbliższej rodziny, a potem dla
obcych, tzn. tych, które albo nie umiały, albo im się nie chciało
wyszywać, gdyż stać je było na pokrycie kosztów wynikających
z tego rodzaju 'pra'cy. W zależności też od kategol'ii odbloJ:1cÓW
ks,ztałtowała się niejednokrotnie forma zapłaty. Najstarszym jej
przejawem, który przetrwał jeszcze w wielu wsiach na terenie
całej Polski, jest odwzajemnienie się wszelkiego rodzaju usługami trarktowanymi w ramach pomocy sąsiedzkiej, a więc odrobieniem w polu, wypożyczeniem konia, lub innymi jeszcze pomocami w gospodarstwie; płac{mo także mąką, ziemnIakami,
kaszą, etc. Obcy wynagradzają przeważnie pieniędzmi. Tak np.

�45c:

w roku 1956 wyszycie "lemieczków" do kabotka kobiecego kosztowało w Beskidzie Śląskim czterdzieści, pięćdziesiąt lub sześćdziesiąt złotych zależnie od wzoru, zaś za haft do "chłopskich
koszul", który był budziej
wypracowany
i wymagał znaczn:?
więcej czasu, płaciło się dwieście złotych. Wynagrodzenie
b
rekompensowało
wszelki trud, jaki poniosła hafciarka łąc'znie
z kosztem materiału
i nioi w ciągu wilku lub kilkunastu
dni.
Wyszy-wanie bowiem "lemeów" i "obójka" ·do kabata trwało tydzień, a nawet i wię'cej, natomiast
męskiej ,koszuli około
dwóch tygodni, jeśli trzeba było wykonywać równocześnie niezbędne prace domowe.
'
Zarocek nie był ani wielki, ani stały, toteż nlie zdarzało się,
aby powodował zbytnie wzbogacenie się hafciarki :i podwy!ższenie jej w randze społeczne]. Wprawdzie od warstwy uboższej
odznaczała s·:ę ona niemal na równi z z'3.możniejszymi chłopkami
ozdobniejszą odzieżą, którą nota bene sama sobie pTlzygoiowywała, tym niemniej fakt ten nie sta,wiał jej w rzędzie bogaczy
wiejskich. Za'robek z własnej pracy wysta:1"czał jej zaledwie na
zaspokojenie pierwszych potrzeb. Traktowano go więc jako uzupełnienie stalej korzYśCii czerpanej z rolnictwa, a gdy tego nie
bylo. "bo z innych środków do życia. Oto np. zmarła przed dwudziestoma pi cioma laty kulawa Ewa Javv'orska z Brerrmej Leśnicy "wyszywała
sobie i ludziom lemie2zki do kabotków. Posiadała tylko dziesięć zagoneczków, a mąż jej był tkaczem; mieli
siedemnaścioro
d:z'leci", wi&lt;,;c aby je wyżywić, musiała rlorabiać
wyszywaniem 19.
Zanim wykształciło się na wsi tego rodz.aju z,ajęcie "dochodowe", wyszywaniem
zajmowano siC; bez chęci zysku. Zdobiono
w ten sposób częśCilodzieży kob;ecej i męskiej przeznaczone na
strój odświętny lub do celów c.brzęcb.vych. Jakie było faktyczne
przeznaczenie wyszytych prze:lmiotów nie trudno odczytać z zachowanych okazów muzealnych i ol-yginalćw w terenie. Wyk:::&gt;naly je niegdyś nieznane dziś 'l nazwiska koble,ty, które, jak
należy obiektywnie
stwierdzić, dos;:ły w tej dziedzinie do niel,ada wpra;wy. Najstarsze znane przykłady, jakie p:::&gt;chodząnip. ze
Sląska, jeden z XVII w. i reszta z połowy wieku XIX w postaci

459
chust, zasługują na tym większe uznanie, że mimo prymitywnych warunków, w jakich powstały, zdradzają wysoki poziom
techniczny i artystyczny.
Trzeba bowiem pamiętać, że \v tym
czasie większość górali beskidowych
mieszkała jeszcze w kurnych, z,dym:,onych
chałupach,
o małych, niskich oknach, do
których światło dzienne z trudem przedzl;erało się przez. grube
szyby; wiec'lOrami zaś jedynym źródłem świ'atła był chybotliwy
blasik łuczywa.
W takim właśni,e środo,wisku i warunkach, na s-amodział'owych
płótnach, rodziły SI;ę pod spracowanymi,
grubymi pakami kobiet, drobne, Hczone wyszycia. Twórczość ta pozostaje do dzi&lt;§
anonimowa.
Z zachowanych
pamią:tek rodzIinnych, skrzętnie
przechowywanych
przez starsze kobiety w "tru włach", tudzież
z eksponatów muzealrnych nie wiadomo dokładnie, kto je wykonał, jakimi kierował się pobudkami, skąd zaczerpnął wzory? Na
pytania te mogą odpowiedzieć teraz tylko same martwe wytwory.
Rzecz znamienna,
że na starych
miejscowych
wzornikach,
tzw. "pytlach"
nie ma żadnych motywów przeznaczonych
dla
haftów krzyżykiem
dwustronnym.
Widać, wyszywające
nie korzystały poprzednio chyba z, tego rodtZ'aju pomocy, chociaż te
właśnie najstarsze
wyszycia wykonane są wspomnianym
śc:egiem. Musiały one zatem czerpać pomysły wprost "z głowy" lub
odrabiać z !innych chust, jakie zachowały się po matkacl1 i babkach. Precyzja techniki wskazuje bowiem, że była to kontynua-·
cja przyswojonej
już znacznie wcześniej
umiejętności,
a nie
jakiś nowy sposób, z którym z8poznano się dopiero w połowie
ubiegłego wieku. Podobny zresztą wniosek wysnuć można na
podsta.wie wyszyć pozostałymi, praktykowanymi
tutaj ściegami
krzyżykowymi,
tj. "godkiem",
"kurzą stopką" i krzyżykiem
warkoczykowym.
Odrabianie
motywów z uwagi na ich funkcję, upodobanie
i nabytą już, mechaniczną
wprawę, tudzież dorady starszych,
musiało wówczas odgrywać u wyszywających
pierwszorzędną
rolę. Świadczy a tym sam fakt częstego powtarzania
pewnych
elementów i motywów, tudzież ich wielka powszechność. Jeśli
wyszywająca odważyła się coś więcej dodać od siebie, mógł to-

�460
być jedynie jakiś nieznaczny szczegół. Wiaiomo przeclez, że
chłopstwo nie tylko nie mogło nosić ozdobnego stroju, ale nawet
nie miało środków, aby się zdobyć na paradniejsze jego części.
Zresztą zbyt wielka zdabność budziła ogólne zgorszen:e ja:m
zaprzeczenie skromności, która przysitoi kobieci2 i uważól.na była
za 'zło zasługujące na ka,rę. Pieczętują to do.bitnie słclwa stan~j
CzepclOrki z JaworzynkJi, która wspominając wypowiedzi swej
babki powtórzyła opinię panującą wówczas ogólnie we wsi. Gdy
bowiem pewna dziewczyna, dla zwiększenia paradności swej
odzieży i przypod,obania się chłopcom, próbowałia wyszyć nieco
więcej ponad obowiązujące kanony, wówczas "star,e bahy i bić
ją nawet chciały" ganiąc równocześnie: "dziewoze, cóż ty taki
wyszywasz, Pon Bóg cie skarze za Itako pyche" ~O.
Daleko idący umiar w ludowych haftach z czasów przed
uwłaszczeniem ma swoje głębokie uzasadnienie. Wys:zywające
dz.iałały niejako pod pręgierzem 'paTIlujących wówczas prawideł
i zaikazów,co było wynikiem ogólnie panującego układu stosunków społecznych i 'zakorzenionych wierzeń. Stąd też w najstarszych haftach krzyżykowych widać albo zupełny hrak ornamentów, albo też ślepe niemal trzymanfie się określoonych ~ często
"coś" znaczących motywów oraz zasadniczych dwu kolorów czarnego i c'lerwonego. Indywidualny wkład It:wórczy wyrażać
się mógł jedynie dużą stara'nnośoią i pr'ecyzją 'wykonania lub
w dolmmpanowywa'niu niewiele wyróżniają,cy,ch się elementów
zdobniczych. Dlatego okres ten odznacza się dużym ograniczeniem twórczym i skrępowaniem.
Stare, zszywane z różnej wielkośd kawałków płótna "pytle" 21 do haftów krzyżykowych warkoczykOlWych są najwierniejszą ilustracją ówczesnych możliwości hafcic&lt;rskich. Skład.ają się
one z wielu drobnych i małoczytelnych motywów, które w ten
sposób zostały zarejestrowane niby obowiązujący kanon. Poszc:zególneczęści "pytla" zawierają kiilka lub kilkaJnaście wzorów,
na każdym jednak ocLrębnym kawałku motywy są inne i zUipełnie się nie powtarzają. Wygląda to tak, jakgdyby owa ,niewielka,
doszyta cząstka wzornika była kiedyś przedtem samoistną, służąc
określonej grupie wyszywających, np. jednej rodzinie, która

46t
tymi właśnie "znakami" wyróżniała się od reszty społeczności
wiejskiej 22. Słowo "znak" jest zresztą do dzisiejszego dnia używane w miejscowej gwa,rze na określenie niewielkiego prostokącika haftu krzyżykiem warkoczykowym umiesz,clOnego u podstawy rozcięcia przodu koszuli męskiej.

Ryc. 1. "Pytel", zszywany z kilku części, przekaz rodzinny w posiadaniu
Jadwigi Fizek (Istebna
Andriołówka, pow. Cieszyn). Fot. St, Deptuszewski.

Tych kilka, czy kilkanaście motywów wyszytych na zbędnym
skra,wku stanowiło więc okreśiony zbiór, z jakiego mogły korzystać wyszywające. Był to także jakgdyby za,czątek wZDrnika.
O tego rodzaju zdecydowanej jego funkcji można jednak mówić

�463

dopiero wówczas, gdy owe pojedyncze ka,wafki za,częto zeszywać
w jedną cafość (ryc. l). Lecz kiedy doszło do takliego z'calenia, n:ie
mówi żaden dokument, ani tradycja ustna. Mogło to nastąpić
\v czasach ograniczeń własnościowych górali ze strony komory
cieszyńskiej, tj. w drugiej połowie XVIII W.; wtedy to wchodzące
w fazę schyłkową spółki szałaśnicze p02zęły stopniowo zatracać
niektóre formy więzi rodowej. Wyszyć natom.iaElt nie zaniechano.
Zestawiane obok siebie drobne ,;maki" na poszczególnych kawałkach płótna, zaczęły tworzyć większy zbiór motywów. Przybywało ich teraz szybko i coraz więcej tak, jak plew na rpytlowym
worku. Każda wyszywają'ca doszywała coś od siebie i 'W ten sposób rozlrastał się nieregularny
kawał płótna tworząc wzornik,
tzw. "pytel". Okazuje się, że nie we wszystkich doma'ch znajdował się strzęp z wyszytymi motywami. Toteż wędrował on z rąk
do rą1k, a każda kobieta, któm z niego korzystała z.obO'wiązana
była właśnie w zamian dodać także coś ,od siebie. Efekt jednak
był taki, że przez ciągłe pożyczanie "pytel" dalrł się i niszczył.
Zaczęto więc przeszywać z niego wz,ory na ,zlU'r;ełnienowy, prosto-kątny kawałek płótna, z czasem tworzono nawet całkiem
inne o niespotykanych dotąd mo'1ywa:ch. Lecz przes'zycie dużej
ilości, często skomplikowanych wZlorów, wymagało sporo 'Czasu
i pracy. Toteż starano się uprościć ją sobie przez wyszycie tylko
jednej połowy motywu (ryc. 2).
,,Pytli" używały n:e wszystkie kobiety. WięksZiOŚćwy:"zywała
wprost z pamięci lub odrabiała ze starych kOls.zul,czy ka1botkó\\'; dzięki temu wyszywająoa miała więcej swobody hvór'c'zej.
N'l ogół jednak powodzeniem cieszyły się dawne wzory i niema,l
tylko te wyszywano. Dlatego to "pytle" jako zbiór starych moty\VÓWbyły w ciągłym użyciu. Korzystały z nich przede ',vs:zys.tkilll te kobiety, które dużo wyszywały, a które z czai"em na'Zwane zos:ały wyszywaczkami, czyli specjalistkami w tej dziedzinie.
Pod koniec XIX w. zaczęło pojawiać się w kulturze ludowej
dosyć dużo haftowanych wzorników. Rozprowadzali je wędrowni
handlarze, propagowały czasopisma kobiece oraz szkoly i klasztory, gdzie uczono robót ręcznych. Z zachowanych okazów widać,
że dopasO\vywano je częściowo do panujących w danym regionie

Ryc. 2. "Pytel" uproszcz.ony, przekaz rodzinny w posiadaniu Jadwigi
(Istebna - Andriołówka, pow. Cieszyn). Fot. St. Deptuszewski.

Fizek

tradycji. Obok motywów już iznanych, podawały zupełnie nowe.
Ale takie już typowe wzorniki nie przyjęły się u górali beskidowych. Nie korzystano z nich rÓ'wnież zbytnio :i na innych terenach Śląska maz na Mazowszu, np. w Łowickiem, Opoczyńskiem,
czy Rawskiem, gd'zie w tym czasie pojawiają się na wsiach
tzw. "mody" czyli próbki wwrnikćw o niespotykanych dotąd
motywach. O ich ,niepopularności świadczy stosunkowo nikły procent ,powtarza'nych w haftach motylwów. Na Śląsku Górnym, lecz
to już w latach międzywojennych, znacznie chętniej wykorzystywano gotowe przekalkowane
wzory, które łatwo można było
nabyć wśród licznej jarmarcznej tandety, rozprowadmnej przez
kupców małomiasteczkowych i z przedmieść miejskich. Haftowane krzyżykami "jakle" i różne makatki są wyraźnym tego dowodem.
Pod wpływem proparovvanych wzorników oraz ogólnie panującej mody na przełomie XIX i XX w. ja,ka szła głównie z zachodu i ezęściowo ze wschodu, poczęły się u naszego ludu wzmagać upcdobania haftów krzyżykowych i nawet w tych regionach, .

�465
464

g~zie. nie istniał~ tego ~ypu tradycje, pojawiły się przede wszystkIm .Jako wytwor spec.Jalnych hafciarek. Ponieważ jednak ściegi
krzyzyko:ve z,:ykłe me nastręczają zbytniej trudności przy ich
wykonamu, wIele kobiet, a zwłaszcza dziewaząt, radziły sobie
s~me. Wypływało to w dużej mierze także z chęci przypodobania
o.r~z 'VI t:osce o własny strój, aby jak najlepiej wyglądał.
Pl zes'c.l~ał~ Silęprzeto w pomysłowośd ornamentacyjnej i kompozyc~~n:J. Temu 'wzrostowi dekoracyjności stroju sprzyjały
OCZywlscleznacz:nie dogodniejsze warunki społeczno-ekonomiezne, w jak.ich znala,zł się chłop polski w laltach popańsz;czyźni,anych .. WzrlQst ten był na ogół jednak krótkotrwały, bo przełom
XIX l XX w,ieku zaznaczył się w wielu regionach zamieraniem
form stroju tradycyjnego.
. ~UiY wkł'ad pracy, jaki [wymagało p'l'1zeszywarnie starych
l zn~zc'Z~onych"pytli" ora:z oszczędność nici i w ogóle br'ak odpowledmego materiału w latach po pierwszej wojnie światowej
spowodował, że wyszywaczki, które najwięcej korzystały z róż-o
ny'ch w~o.rów, za.częł:, je przerysowywać na kDatkowanym papierze, .najpIerW na luznych kartkach, a ;potem do :zeszytu. W ten
SPo'~O?powstała nowa forma pisanego wz.ornika, wpr'awdzie n!ieoo
mnIej trwała, ale o w,iele dogodniejsza i łatwiejsza pay kom po- .•
nowan~u o:rnamentów - drobne nitki płót'na zas,tąpił)' tutaj
znacznIe waększe kratki, które bez trudności i wytężania wZlroku
moż~.a odUczać pr:zy rozplanowaniu nowego motywu. Wzory
rysują tylko w ,zimie, co kiedyindziej nie ma na to czasu' t~l'k
:vi::c w zeszYlcie obok tych tradycyjnych już "pytli" pow'stają
l mne,
mniej znane lub zupełnie dotąd niespotYlkane. Każdy
naryso:wany .mo.tyw zaopatorzony jest kolejnym numerem i wyszywająca ':VI~,Ile ma wszystkich wzorów i :pamięta, który 'z nich
został ~amow~ony; ~a:nawiający zaś wybiera z całego tego zestawu l podaje własnee numer, (l k,tóry mu chodzi.
Inwencja wyszywającej w zakomponowaniu i wymyśleniu
no,:e~o moty'wu jest stosunkowo niewielka. Postępuje ona prze~az~le. drogą najdalej idącego uprosZJc:zeniapiracy. Oto np. obecn~e zYJąca w Ist:bnej na AndZJiołówce wyszywaczka Jadwiga
F-Izek lat około 4;:&gt; ma przeważnie ws:zystJkie wzory odrysowane

SI:

. ąs1'aCl'kitakże wyszywaczki Marii Mały jurek. która
od swej s
'
.
'
".
z kolei przerysowała je ze starego "pytla" po swe] babce. Poza
tym Jadwiga fizek przerysowuje także inne wzory np. ze starych żurnali, bądź też z drukowanych wzorników, jakie wpadną
jej w ręce. Znacznie rzadziej cos sama tworzy; w takir.n \\'yp.adku
zestawia ze sobą stare i znane już motywy, łączy Je w Jedną
całość dodaje lub ujmuje jakieś mniejsze elementy. Podobny
zreS'zt~ sposób postępowan;ia można zauważyć i u innyc~ wys·zywaczek, do czego nawet chętnie się przyznają· Orientują się one
doskonale, jakie motywy najwięcej się podobają i do cz""go się
nadają. W zależności więc od tego, dobierają przy haftowaniu,
np. do "znaku" na koszulę mc;ską: krzyżyki, gwiazd.y, listki;
"do lemców dla m~odego chłopa" - gruby wzór: liście, gałęzie,
róże; "dla starego" - drobniutkie gałązki, listeczki, winogrona; dla kobiet - tak s.amo drobny wzór, r.aobójki np. ;o;u::a.
Te kobiety, które nie zajmują się zawodowo, a wyszywają
ooś czasem dla siebie, lub swoich najblioższych, prizeważnie nie
korzystają z żadnych wzorników. Jedynym upros7Jczeniem, jakie
dość rzadko jednak praktykują, jest przeszywanie motywów ze
starszych lemców. Najczęściej zaś, ponieważ mają nieco więeej
czasu, starają się 'wymyśleć no\vy wzór, niepodobny do innych.
Po ostatniej wojnie, kiedy gorsze przybory techn:iczne, tj. płótno
i nioi, narzucały niejako konieczność poslJUgiwania się większym
krzyżykiem, zaczęła wchodzić w życie moda na duże,' wy'raźne
motywy, zwłaszcza typu roślinnego. Podobają się przede wszystkim wszelkiego rodzaju kwiaty, -liście i gałęzie. Toteż wys7..ywająca, która posiada wprawę we władaniu igłą i kolo'rową nicią
wie i orientuje się dobrze, ile 'nitek splotu !płótna należy odliczyć,
aby poszczególne elementy ornamentu były odJpo&gt;wiedniejwielkości craz, ile ma wy;konać krzyżyków, ,alby da:ne linie, czy ich
rządki tworzyły żąda'ny motyw. "Ozasem coś się pomyśli i od
razu wyszyje patrząc, czy się te uda, czy nie" - wyjaśniała
Jadwiga Kubaszczykowa z Koniakowa 23. Niemniej jednak to odliczanie nitek płótna i krzyżyków oraz stosunkowo niewielka powierzchnia przeznaczona na zapełnienie haftem, nie stwarzają
jakichś krępujących ram, poza które nie mogłaby się przec1rzeć
30 -

.,Lu'l".

t,

XLIX

�467
fantazja wyszywając;j.
:vlożliwości i pojedynczyó
elementów
jest tyle, że dowolne ich zestawienie staje się niewyczerpanym
źrójłemcoraz
to nowych motywóW. W&lt;,rto jednak podkreślić,
iż pewne z nich cieszą się szczególnym upodobaniem
i ellatego
v,,'yszywające c~c;sto do n~c;l powracają w swych kon2ep::::jach

t~t}

:TD
:OH

~~1T1

I
;;.cn:1

J~f~~;:;

;~~llii

I
1~~
ijt~
~~..

tw6rczych.
Kiedv podda sic c:nalizie pl',c:e niektórych kobiet zajmujących
się baft~;;' k1'zyży"twwym \v Beskidzie Śląskim 24, to zauwol;:;yć
w nich można nieznaczne
pr.7eja"vy
indywidualnych
l.xpodoboń i po:;zynań, a takie
nicuzasadnLone
przez niego
ju::: dzisiaj echa starych t"o.dY;;Ji. Oto np. Fwa Urbaczka
z ,J",wo:'l.vnki w wyszywanvc;'h dl; rr.~ia
koszulach
un; ic·';;:?c'
Dla najchc:tniej
te
Si-'HH; •. :ćnaki", a na przodach
i i'2'~lC'ach ni2'1.naczni'2 rói',( t'01'2
niące
~;ir: mo t TJI'Y.
ujmow:lła w rytmic"ny ciąg
podkreślany linią falistą, lub
uietv w ramy linii łRmanej.
c;',,:Ji t~w. ",Zo~)b". WyS'lyci~ jej rob::.!:.r ';')yły na~~zęści,,:! tak z3korr,ponawan2,
cJ},r ...
·\"aiv

Ż:';

gQ;.to cały zahaf-

towó;ny ;~·"3. przy czym doticr:l' Ci In' r;'~c:ścicj motywy
nows:cc. gw ".C etryczne i l'OŚ-

linn'?, oJpawiadfljące modzie,
',:,ka ;;;:l:r;Q\v8.ł':1 w latach jej
:-;~..I;"01· t]' pr"'~;cl ostatnią
.).;.1 ~"

I
~&lt;;-

Rvc. 3. Janirn Bury prz:: wyszywaniu
,,~zodu k03Z,uli
ml:?ski",j (Jaworzynka
'Zapasieki, p:;w. Cieszyn). Fot. st. Deptuszewski.

Ifr.~:•.

;'~n~1
I
I

::ł~~
'lt~

,jltc..,.:.
&lt;t~;'

~łf'~!",~,

",

..Av-J

wojną

•••. ,

•

2"-

V;"\Tc1zicielkQ natomiast
Epod~baJ1 mie.i~2owych gó-

rali os:atnich

czasów jest Janina Bury, także z Jaworzynki (ryc. 3).
Wyszywa on8 rozmaite, ro.ślinn2 motywy, ale nie stłoczone gęsto
na zahaftowywanych
powierzchniach. Mają one dużo "powietrza"
wyrażonego drobnymi cieniami, d:dqki którym nie hvorzą ciE;Żkich płasz.czyzn. Są to komp:)Zycje wzorowane przede wszystkim
na różnych moty;wa'ch podawanych w drukowanych .czasopismach
kobiecych, co nietrudno stwierdzić pf\zeglądając jej zeszytoOwy
wzornik. Znajdują się tam w kilku wersjach róże, winogrona,
liście kasztanu i winorośl~ 01'0.7. ślimacznice na ks&gt;Ztałt rogów
obfitości. Widać, że Janina Burry o wiele chętniej z nich korzysta,
aniżeli z haftowanego "pytla", jaki pozost3ł jej po matce. Jego
drobne elementy stanowią raczej niez:naczne uzupełnienia
lub
motywy nadające się na "znak" do k:oszuli męskiej 26.
Podobnie zresztą postępują
i inne wyszywarczki, np. .znana
z Istebnej Andziołówki wspomniana
Jadwiga Fizek. Jeszcze dziś
rna ona s-poro Tohoty, zwłwszcza na jesieni, kiedy najwięcej
odbywa się wesel. Korzysta wtedy prze'de wszystkim z różnych
wzorów, jakie zdołała s,obie przerysować
zimową porą do zeszytu, lub z izupełnie nowy.ch, odrabianych niekiedy z luźnych
str'onlc starych czasopism kobiE:2ych, gdzie L.najdują się motywy podawane nawet nie dla haftów krzyzykowych,
lecz dla
innych robót ręcznych np. koronek, siatek itp. Oprócz kilku
"pytIi" posiada ona nadto zeszytorwy wZlor'nik, w którym ma
zebrane nie tylko stare motywy, ale też wiele dotąd niespotykanych; tłoczą się one na poszcz2gólnych stronach występując
obok siebie, sze,rsz: i wqż'Sze, zależnie od wolnego miejsca,
gdzie je wpisano. Oczywiście przy wyszyw2.niu z "pytli" nie
korzysta. Przechowuje
je jedynie jako pewnego rodzaju 1'0dz;nne pamiątki i z nimi nie chce się roz,stać. Podst&amp;wą Je]
działania jest głównie wzomik zeszytowy.
Zagląda
do niego
przy bordziej
skomplikowanych
w.zorach; do wzorów tych,
aczkolwiek pochłaniają nieco więcej pracy, chętnie s:ę 7abiera.
bo to coś nowego. Woli t2Ż wyszywać więkSZE: motywy: róże,
gałęzie. gdyż wtedy jakoś prędzej robota posuwa się naprzód.
Wyszv\vania nc:uczyła również perę lat temu swą córkę, AnnE;
l w m.vśi 0fó1n;e przyjętej
zasady. że najlepiej uczyć na mot y-

�469

468

wach najprostszych,
za jakie uchodzą krzyżyki i gwiazdki,
dała jej do wyszyv'v'ania lemce, które potem córka przyszyła
sobie do bluzki na zabawę (ryc. 4).
Vi najbliższym sąsiedztwie &lt;jadwigi Fizek, dom przy domu,
mieszkają jeszcze dwie inne kobiety, starsze od niej. które

elementów, wówczas całą kompozycję unowoczesmaJą przez
powiększenie motywów i tym samym poszerzenie "płotka", lub
przez zestaJWienie stalf'Szych elementów z nowszymi, np. "gałązek" z "dukotkami" (ryc. 5) 27.
Są i takie hafciarki, jak np. Zuzanna Marekwica, które
kierują się panującą w danej chwili modą: obok wyszyć z mo-

Ryc. 4. Nowoczesna bluzka kobieca z tradycyjnym
haftem, ściegiem krzyżykowym warkoczykowym.
Wyszywała Anna Fizek w 1956 r. (Istebna
Andriołówka, pow. rieszyn). Fot. St. Deptuszewski.

Ryc. 5. Koszula męska, wyszywała lVIaria Mały jurek w 1920 r. (Istebna
AndrioJówka, pow. Cieszyn). Fot. St. Deptuszewski.

w okolicy uchodzą także za znane hafciarki. Są to: Teresa Sikora i Maria Mały jurek. Wszystkie trzy chętnie spotykają się
i wyszywają razem, latem siedząc przed domem, zimą w izbie.
Dzielą się swymi wzornikami, pomagają sobie oraz wypowiadają uwagi na temat swoich prac. Rzecz znamienna, że podobnie jak Ewa Urbaczka z Jaworzynki, te dwie starsze wyszy''laczki znacznie chętniej wykorzystują
motywy dawniejsze.
.Jeśli zaś zachodzi konieczność wprowadzenia jakichś nowszych

ty\vam.i o cechach tradycyj·nych, wykonują również Lnne, bał'dzo nowoczesne 28.
Poza wymienionymi z naz,viska kobietami, we wspomnianych trzech \vsiach Beskidu Śląskiego żyje jeszcze dużo wyszywaczek i vvyszywających. 'N ciągu swego życia nabrały
~n~ takiej wprawy \v tej pracy, że nawet wtedy, kiedy losy
rz.ucą je gdzieś z dala od rodzinnej wsi i pozbawią niektórych

-

�470

romu~'Y hafciarskich. glównie zaś wzorników, potrafią y.,' razi('
potrzeby wyszyć z pamięci tradycyjne lemieczki do kabotka.
DIn przykładu warto wspomniC:ć o siedemdziesięc:oparoletniej
Zuzann!:: Kohut, rcdem z Istebnej, która mimo, iż od kilkunastu lat mieszka z córką w Wapienicy koło Bielska, nie zapomniala przecież wyszywać, o czym świadczą hafty jej roboty
nadesl::me w 1956 r. na wojewódzką wystawę tradycyjnej
i współczesnej twórcz:ości ludo\'.'ej 2!i.
Kobiety 'Znane dziś w swoich i sąsiednich wsiach Ja KO
"wyszywaczki" haftują przEde wszystkim dla tutejszej ludności. czyli na potrzeby dyktowane m:cjsco&lt;wą tradycją. Po
ostatniej wojnie jednak, z chwilą rozwoju działalności CPLiA
i zapotrzebowania
na pamiątkarshvo
ludowe, biura skupu
,,/\.rwu" zainteresowały się także haftami góralek h2skidcwych
i za'rzuciły je od Tazu różnego rodzaju zamówieniami. Dla tworzących się zespołów ludowych państwowych
i amatorskich ..- zakupywano wprost oryginalne, wyszywa'ne części
odzieży, bądź też zamawian{) nowe; ponadto żądano serwetek,
zakbdek do książek, czy 'innych jeszcze now{) wyprRc{)wanych
form, które haftowane, spełniałyby rolę pamiątki regionalnej ..
Tymi właśnie wyrobami zainteresowano się zwłaszcza później,
kiedy ruch w zapotrzebowaniu strojów ludowych dla zespołów
znacznie się zmniejszył. Niemniej zamówi€:ń by!'O nadal tak
dużo, że hafciarstwo dawało możność za1robku nie tylko wyszy\vac'?"kom, ale i innym kobietom, Móre wyrażały go~owość
pracy. Zaczęły s'ię więc rodzić nowe pomysły nie tyle mot y\\..ów, bo konkretnie określano, że chodzi a starsze, tradycyjne,
~ecz niespotykanych dotąd form. Ale wówczas powstał poważny problem. Okazało się b{)wiem, że hafciarki przyzwyczajone
do kompozycji w zamkniętej, określonej, prostokątnej
płaszczyźnie, nie potrafią sobie poradzić z tym, co dyktowało zaraówienie i potrzeby rynku. Trudności nastręczała zwła'szcza
nieumiejętność
zakomponowania
narożników,
Móre starano
się przyozdobić w serwetkach - nowym przedmiocie użytkowym, przeznaczonym na zbyt w mieśC'ie. Tradycyjne motywy
i ich poszczególne kompozycje wykonywane za pomocą krzy-o

..171

żyka \varkoczykowego
przystosowane są do układów po:.:owych (lemieczki, obójki, znaki), toteż umiejc;tność właściwego
rozliczania nitek płótna zdobywało się niemal w parze z nauką
samego ściegu. Podobnie oczywiście było n:eg::iyś i z krzyżykiem dwustronnym, ale ten sposób wyszywania był bRrdziej
opEratywny i swobodniejszy jeśli idzie właśnie a rozm:eszczanie motyw6v/ \V naro,~nik8.ch chust. W parze za nieporadnością
w kompozycji szło równi"ż ubóstwo doboru właściwych motywów; przydatniejs7.c ckazały sj~ motywy oparte na zasadzie symetrii, tj. równoramienne gwia::.dy ,i krzyże, niż inne
asymetryczne. Niejednokrotnie
wiE;c LdarzaIo się, że wyszywaczki pracujcie", na vmówienie
CFU1\. korzystały w tym
względzie z pOlliCCY zawodowych plastyków, którzy starali
się uporać mniEj, lub więcej trafnie z trudnoś2iami kompozycji.
Kłopotów tego r0Jzaju nie miały i nie mają nato:niast
wyszywające ściegami krzyżykowymi z innY2h te'renóv-," Polski. Wprawdzie nadal jeszcze w ŁowiC'kiem, Opoczy1':ski2m,
Rawskiem, Lubelskiem panuje moda na hafty tego rodz3ju,
lecz wyko-n-ują je ;wyłqcznie na potrzeby własne zdobiąc części
swojego stroju regionalnego.
Rzecz znamienna,
że oprócz
techniki krzyżykowej znają tam i posługują się róvmolegle
sCl€gami innego typu, czego \vyracc znalcźć można na licz1','ch
przykładach, gdzie motywy w poszczególnych pasach kompozycyjnych są wykonane jednymi i clTugimi ściegami. Tego
rodzaju połączenia char&lt;akterystyczne są np. dla haftó\v opoczyńskich. Wykonały je kobiety z różnych wsi: Józefa Knop
z Woli Załężnej, Józefa Dzikowska z Zakościela, Maria Brul
z Radzic Dużych, Helena Filicka z Borowic-i
wiele, wiele
innych, przeważnie za~vodowych hafciarek 30. Połączenia technik występują tutaj tak w haftach sta'rszych, tj. z pJ::zątku
bieżącego wieku, jak również i w naj nowszych, powojennych.
Pierwotnie haftowano 'wprost "z pamięci" bardzo proste elementy, np. krzyżyki, kółka, zygzaki o urozmaiconych forinach.
Ich wykonanie nie sprawiało zbyt wielkich trudności, bteż
wiele było takich dziewcząt i kobiet, które ucząc się wz::j-:::1:.-

�~'5ti@iillimillij __

~i.Jt!~~~ł1illijW.;m;~t&amp;mti~~IIim~"~--------------------------------------

;ti!-:~

jF.J5

i{~lm;

~il
~F.~.;
~~~

Ił~
,~:!;:.,

473

472
nie od siebie, wyszy\vał,v zdobiąc swą odzież. Kiedy w latach
po p:erwszej wojnie rozwinął się haft z zastosowa'niem nici
kolorowych, bardzej skomplikowana kompozycja barwna zaczęła dopominać się o większą rozwagę i skupienie przy pracy,
a zarazem podsuwała i nowe możliwości twórcze, którym nie
wszystkie
wyszywające
mogły sprostać;
poświęciły się im
raczej zdolniejsze kobiety oraz dysponujące większą ilością
wolnego cZasu. W haftach wykonanych przez Walerię Rudzką,
:~Vral'iannę Kopiak i lVlariannę Pogorzała z Kraśniey widać
\vłaśnie ni2śmiałe próby wprowadzenia
do da1wnych, jedno
i dwu··barwnych motywów, innych kolo·rów. Okazuje się, że
przy tych kombinacjaci1 pomocne niektórym kobietom zaC'zęły
być wzorniki czyli tzw. tutaj "mody" zawierające najczęściej
nieliczny zbiór motywów przekopiowanych z żurnali i innych
wzorników, lub używanych już poprzednio, a tworzącychohecnie ocLnienne, kolorystyczr..e ujęcia. Ich częściowy paegląd
dGją np. wzorniki pochodzące z Modrzewka (ryc. 6) 31.

czarnymi, a reszta motywó'\v, przy zastosowaniu innych ściegów - nićmi białymi, w późniejszych zaś czasach - koloro\vymi. Nowsze hafty z lat międzywojennych, np. ze wsi Grablce, Kuneszyn,
Miłochniewice,
p. Rawa
i Wysokienice
p. Skierniewice są tylko krzyżykowe, kolorowe, o motywach
już znanych, bądź dotąd niespotykanych. Wyszywające korzystały
niekiedy
z wz.orników rOZJpowszechnionych wówczas
w różnych wsiach, jak: Miłochniewice,
Wólka Jag-ielczyńska,
Grabice, Królowa Wola, które przeważnie same wykonywały
utrwalając wzory zaczerpnięte z miejscowych haftów tradycyjnych oraz nowsze, kopiowane na modłę wz·orników niemieckich ;;2.
Do haftów opOCZyil~kich i rHwskich z lat trzydziestych na\viązują także nielicznie zachowane z Sieradlkiego i z okolic
Skierniewic, czego potwierdzeni2'ffi są np. prace Anny Wolnej
i Katarzyny Antasik z Wysokienic p. Skierniewice oraz Natalii Gromek z Kal'sznic p. Sieradz 33.
Wspomniane hafty opoczyilskie i rawskie powstały głównie w latach dwudziestych bieżącego wiek'u, wj. wówczas, ldedv wyszywanie krzyżykami stało się szczególnie modne. Tradycja nie przekazała bliższych szczegółów o twórczo~~ci poprzedniczek, a to, co można zanotować współcześnie, dosta.tecznie nie iluskuje ich upodobań, wa'r'sztatu i warunków pracy.

')

;1

Ryc.

G. Zbiór m()tywów przekopiowanych
z żurnali, tzw. "mody"
wek. pow. Opoczno). Fot. M. Fleischer.

(Modrze-

Podobne obserwacje można poczynić także odnośnie haftów rawskich. Starsze z nich, jedno, albo dwubarwne, tworzą
połączenie dwóch. bądź kilku technik, obok oczywiście krzyżykowej. przy czym krzyżyki są ,najczęściej wykonan'2nićmi

,

:4\

ł
:

,
.

...'

\

;~

Ry&lt;,. i. Przyramek.

wyszywała w 1896 r. Nonkowa
Fot. St. Deptuszewski.

(Małszyce. pow. Łowicz).

�474

475

NIeco bogatszy
natomiast
materiał,
p0chodzi
z Łowickieg,:},
gdzie wiadomości
na temat hait6w
krzyżykowych
i ich wykonawczyll. zachowały
się z końca ubiegłego
wieku. Jedną z najstarszych
hafciarek
była niejakH Nonkowa
z Małszyc. Krzyżykiem posługiwała
si(i z dużą wprawą
i umiejętnością
wyszyW8.jąC drobnymi.
gqstymi
~c;e?ami.
Znała
ona
także i i~ne
techniki,
gdyż jak widać,
wykorzystywała
je obok krzyzyków, stosując
równocześnie
kolorową
bawełnę
(ryc. 7). Mniej
więcej w tym samym czasie dzi&lt;lłały tu jeszcze dwie hafciarki.
Aniela Rybus :.:: i Rozalia Szymczak.
Hafty
wyszyte
ich r~ką
składają
się przeważnie
z małych,
wielobarwnych
motywow,
cieniowanych
odpowiednio
dobieraną
bawełną;
są drobi'azgowo
dokładne
i bardzo
starannie
wykonane
niewielkimi
ściegami.
Podobnym
wypracowaniem
odznaczają
się również
wyszycia, mniej'
więcej z tego samego
czasu,
h~lfclarek z innych
miejscowości,
np. Jabłońskiej
i Blusowej
z Klewkowa,
Józef y
Pawlinowskiej
z Przemysłowa,
Kołaczyńskiej
z Kocierzew,
Woźniakowej
ze Złakowa.
Używały
one do tego cienkich nitek
oraz niegrubego
płótna, przeważnie
produkcji
fabrycznej,
przez
co hafty sprawiają
wrażenie
delikatnych
i lekkich. Tq lekkość
powodowały
także same ornamenty,
które w tym czasie, składały
siE:?z drobnych motywów - początkO\\lo jeszcze geometrycz~ych,
później, c'Oraz częściej, z roślinnych
geometryzowanych,
naWIązujących do form naturalistycznych.
Niemniej
jednak już VI haftach Józef y Pawlinowskiej
z Przemysłowa
wykonanych
około
1900 r. i Woźniakowej
ze Złakowa powstałych
okola 1905 1'. widać wyraźne tendencje
do dużych, roślinnych
motyvvów,.splatających się ze sobą, a uwypuklany'ch
jedynie za pom~cą Kolorowych
nici. Ich miniaturowe
(na dwie
nitki
tkamny)
gęsto
n;kładane
ściegi tworzą barwne płaszczyzny,
których
struktura
przypomina
gobeliny (ryc. 8). Z czasem, zwłaszcza w latach trzydziestych
bieżącego wieku, motywy
tego typu przybrały
znacznie większe
rozmiary
i wzbogaciły
się tematycznie,
obok 'róż
i liści różanych pojawiają
się często liście winnej latoriśli, ptaki.
głównie
pa;pugi oraz napisy.
Zmieniła
się też ich struktura;
zacz~to bowiem używać nieco grubszych
nici i średniej
grubości

,,, .,'

,~t,

I

płócien, co potwierdzają
prace Va!'ianny
Zawiślak
z Kocierzew.
W. Blusz ze Złakowa
Borowego,
Gregorowej
z Sannik
i inne.
Lecz okazuje się, że obok bardzo nowoczesnych,
niektórE z wyszywających
znajdowały
upodoban:e
VI motywach
niewielkich

Ryc. 8. Frzyramek
kcszuli kobiecej, wyszywała
w 1905 r. Woźniakawa
(Złakowa, paw. Łowicz). Fot. St. Deptuszew~ki.

rozmiarów,
którymi
kosz.ul dla starszych

posługiwały
się zwłaszcza
mężate~{ 3:;.

do przyozdobienia

Już sama tematyka
wzorów, jak równie i bliższa znajomość
historii stroju łowickiego:w
SU£El'ują, że w doborze poszczególnych ornamentów
tutejsze
hafciarki
oparły się głównie na elementach
dekoracyjnych
wykorzystywa'nych
na przełomie
XIX
i XX w. w sztuce kościetlnej. Badacz zaś, który prześledził
dość
bogate materiały
z tego czasu, pO'chodzące i z innych terenów
wie nadto, że źródł2m owych motywów są zachodnioeuropejskie,
zwłaszcza niemieckie
wzorniki, np. Mi.illera czy Witticha 37.
Łączenie ściegu krzyżykowego
z innymi technikami
zarysowuje się nieznacznie
także w haftach z południowo-wschodnich
terenów
Polski, np. powiatu
Radymno
(ryc. 9), Lubaczów,
Tomaszów Lubelski, a takle Biłgor2j. Tutejsze hafciarki
równolegle
z nawą techniką
za'stosowały,
jak widać, kolorowe nici, którymi
posług:wały
się przy haftach typu nieJiczonego. Do haftów krzyżykm,vych
wykorzystywały
przede
wszystkim
wzory.
ja'ki~h

�477

Ryc. 9. Mankiet

koszuli ••Jbiecej, wyszywała Rozalia Buczkowska
dy. pow. Radyrtl11o). Fot. St. Deptuszewski.

(Zagro-

używano w sąsiednich, wschodnich, c-:y południowo-wschodnich
okolicach, np. na Ukrainie, oraz lansowane prze'z :10W r'zeSDP
wzorniki, czego przykład znaleźć można chciażby w haftacn ~wy
Bożek z Hrebennego p. Tomaszów Lubelski wykonanych w 1914
roku. Warto podkreślić, że nie wszystkie kobiety tych okolic
potrafiły wyszywać. Do bardziej znanych należała wspomniana
już Ewa Bożek z Hrebennee;o, Rozalia Buczkowska z Zagród
p. Radymno, Ewa Pryma z Dachnowa p. Lubaczów, czy Marianna Wójak z Rędzin p. Biłgoraj, która jeszcze przed pierwszą
wojną, oprócz zatyczek czepcO\\-ych wyszywała także męskie
'koszule :;8. Te jednakże nieudane próby wpro.\vadzenia ściegu
krzyżykowego, wykazują dużą zbieżność kompozycyjną z miejscowymi haftami typu wolutowego, co sugeruje, że miejscowe
hafciarki oparły się przede wszystkim na tych \vzorach. KaznowD

ska-Jarecka pisze, iż \'l okresie miE;dzywojennym. szerząca siq
nowa moda na hafty krzyżykowe upadła wraz z powszechnym
zanikiem stroju biłgorajskiego 39. Opierając si&lt;:;zatem na tej wypowiedzi oraz bardzo nielicznych oryginalnych materiałach, zrozumiałym wydaje się brak gh~bszych tradycji u miej~cowych
hafciarek tak pod względem techniczno-warsztatowym,
jnk i dekoracyjnym.
Znamienną jest rzeczą, że na niektórych telrenach, gdzie dla
haftów krzyżykowych używana jest nazwa "ruskie szycie", ten
sposób wyszywania mają tylko pewne kobiety, na'wet nie specjalne hafcia.rki. Wyszywają one głównie dla siebie i swoich najbliższych. Tak np. było na wschodzie Polski w wymienionych
już regionach rzeszowskich i lubelskich 40, tak jest i na Podlasiu.
Okazuje się, że swoje umiejętności przekazują one młodszym
krewnym: matka córce - babka wnuczce. W ten sposób nauczyła
się wyszywać Felicja Gluchowska ze w$:i Pobikrry, czy Bronisława Zabuska z Przybyszyna p. Siemiatycze, która umiejętność tę
posiadała ad swej matki, Anieli, Olga Moroz i Aniela Moroz
z Topczykał, oraz Stefania Demianik ze wsi Hołody p. Bielsk
Podlaski, Eudokia Plewa z Rzepisk, Katarzyna
Trz€Szczotko
z Łosinki, czy Aleksandra Tarasiewicz z No·waberezowa p. Hajnówka. Jedną z bardziej znanych była także Olga KarCzano:wska
ze wsi Krzywe p. Bielsk Podlaski. Wyszywały one niewiele,
toteż najczęściej spotyka się tylko pojedYincze okazy ich pracy.
Są to przede wszystkim ręczniki służą'ce jako dekoracj!a wnętrza
izby i hafty na koszulach kobiecych lub męskich. Niemniej jednak. na tych przykładach widać dużą biegłość i wprawę techniczną oraz niemałą znajomość motywów, które wyszywające
odrabiały głównie z posiadanych gotowych wzorów. Stosowały
przy tym tkaniny samodziałowe, lniane - z takich szyto wymienione części odzieży i ręczniki, oraz bawełniane, fabryczne
nici w kolorze cze1"'vvonymi czarnym 41. Nad haftami tymi ślęczały wypracowując
je starannie i drobiazgowo nierraz przez
długi czas, zwłaszcza.w zimowe wieczory. Jak wiadomo bowiem.
okres ten wolny od pilnych zajE;ć przy gospodarstwie, sprzyjaŁ
I'qcznym pracom kobiecym.

�479

4'?1.1
Tak samo zresztą
było i u wszystki:h
Słowian,
tzn. wy:&gt;zywano wtedy, kiedy nie było roboty w polu, tj. późną jesi.enią.,
zimą i na początku
wiosny. Pochylone
nad swym haftem kobiety
potrafiły
przes:edzieć
długie god iny
w blasku
o~nia, łuczywa
czy lampki
naftowej,
lub przy świetle
dziennym.
W Bułgarii
najwięcej
wyszywano
na wiosnę,
bo panował
zwyczaj strojenia
się na Wielkano:
w nowe szaty. Toteż dziewczęta zbierały
się wówcza's gromad'nie
i siedząc na sianie w stodole ,prześcigały
się w pracy wyszywając.
Opowiadały
sobie pr~y
tym różne nowości i zabawiały
się zagadkami,
lecz rozmowa
me
przeszkadzała
im przy robO':ie. Jadły też wspólnie
obiad. Ta!~de
grupowe
wyszywanie
jeszcze bardziej
je m obili,za wało .. Kazda
dziewczyna
musiała
coś wyhaftować,
a j2Śli cz:;.rl1ła ~o plerw0zy
raz, to potem ten swój pierwszy
haft wrzucała
d'.' bi~ż,ą?0j ':v'o~~,
aby jej praca była taka płynnq i ~)zybl&lt;a jak woda. Jesl.l :::as k"coraś miała ambicj~ z{):;tac mistrzynią,
musiała hafty swoJeJ r,oboty
poddać ogólnemu
sądowi.
W niektóry:h
nnd::iunajskich
'vw;iac:h
urządzano
w tym celu sr,:ecjalne
pokazy-wystawy,
na .l~torych vvszyscy wYPo',dadali
s',,\'e opinie. \\Tówc'la's to, oczywlsC'le
tylko na wiosnę,
w pewne ~wląteczne
dnie, ro:\~ie::'''ć:n:) .nowe
wyszyte
koszule na gałęziach
drzew t;:,k, aby kawy ~ogJ Je z:~baczyć i ocenie, które są najładnicjsz2.
Ogólne uzname p{;wny.:h
prac kwaUikowało
ich wy&gt;.:onawczyniG
na specjs.listl&lt;;ę, SiarSL€
kobiety, wspominające
takie ",'/stawy
powiadają,
:i.e czasem było
zupelnie
biało od tych porozwiesz2.:lych
ko.szul '.2.
Okres wiosny z,wiązany 'oył z róż'nyrr i zwyczajami
ru~:c:a'rek
także i na Słowacji.
Otóż tamtejsze
dziewczęta
po. nocnej rrs.zy
~TT' l'"
TY
1
r'''y '''rc·ci
....
y ,Ja ';"I:':IU
har+cl'.varv
PQ U2mKU
\V ,", :e,Kl
r:q t ':;:,&lt;;,
5"',
".
l,"
~"J"
.•
"
.
.
7

pod stołem.
Wierzyły,
że dz,ęki tym zab:egom.
~qdą dOb~yml
hafciarkami
i krawczyniami.
Ka7;da bowiem
kohJCl.a ;JuWl!!:na
."
h:.lrW'l kto"a
umieć wyszywać;
wspomina
a tym nawe t p:esn
,.."
c.'
~, •
mówi, że dziewczyna
musi haftować,
a mężczyzna
cepdnll hlC wtedy
będą bogaci 43. Nic też d:--:iwm:go, że ambicje
ka:~dej ~o~
biety były przyczyną
silnej rywalizacji
oraz wzajemneJ
.~a~~lscl
i zazdrości,
jeśli któraś
z nich zdradz"lła
większą zdolnosc.
Sta··
rały się przeto jak najwcz2śniej
posiąść umiejętność
wyszywania

i gorliwie
zabiegały
o to, aby ich prace nie były go;'sze od
innych.
Bernadzikowska
wspomina,
że w Chorwacji,
gdy dziewczę
nie mogło nauczyć
się wyszywać,
lub szyć, wówczas
kłuto je
aby trysnęła
krew; skoro tę krew wypiła,
miała się juz prędko
nauczyć.
Panowało
też i inne wierzenie
połączone
z praktyką,
która miała przyspieszyć
naukę. Oto jedna dziewczynka
drugiej,
nieumiejącej
wyszywać,
wkładała
v\l zanadrze
kaw:ał skóry, po
której prześlizgnął
siC; wąż i nastl.:2pnie przeciągała
ją owej dZ1iewczynce
najpierw
przez jeden
rE~kaw, a potem
po po\vtórnym
włożeniu
w zanadrze,
przez drugi.
Gdy tę skórę przeciągnęła
przez obydwa
rękawy,
wtedy
powiadała:
"przeciągnęłam
ci;
czego nie umiałaś,
tego się nauczyłaś,
a co umiesz,
t€go nie
zapomnij"
44.
dobrej
hafciarce
zwykło
się mówić:
kiedy prrzYJd;;le JeJ
coś na myśl zacznie haftować,
CI potem
będzie myślała
całą noc
i nie bQdzie mogła spać. Zaśnie przed zorzą. a z nią haft. Gdy
trochę odpocznie,
znowu bierze się do pracy. A potem wszyscy
siC; dziwi,,!, jaki ten haft jest zmyślny.
I ten służy innym
za
wzórl5.
Na terenie Polski podobnych
tradycji
wśród ludu w ogóle się
nie notuje,
nawet
tam, gdzie umiejętność
wyszywania
znana
jest od bardzo
dawna.
Młodzież
żadnych
praktyk
nie stosuje,
starsze zaś kobiety
nie tylko ich nie znają, ale także o nich nie
słyszały.
Trudno
\ovięc powiedzieć,
jak sprawy
te wyglądały
papl'.'72dnio.
\Viado'1::o natomiasL
że przy haftowaniu
krzyżykami,
gdy
wy:szywajć1ca
utn:ymywała
się w konwencjach
tradycji.
zobowiązana była do prz2strzegania
zasad, które narzucały
jej przekazy pokoleń.
A \vięc, pJza przejęciem
całego spadku
w postaci
motywów zdobniczych
i układów
kompozycyjnych,
tudzież określ(~'nych sposobćw
technicznych,
posługiwała
się tymi
samymi
przyborami,
tj. igłą, nicią, oraz tkc:ninami,
na których
wyszywał8 .. Takie postępowanie
decydowało
w dużym stopniu
o dalszej jej twórczości
i narzucało
ściśle określone
ramy, poza które
niesposób było się wychylić.
Sztywności
owym ramom nadawała

a

�':l81

480

przede wszystkim stro,na techniczna, gdyż wiązała się orl') z jedynymi możliwościami. jakie były osiągalne w samowystarczalnej kulturze chłopskiej. Oto np. fakt używania od dawna tkanin
samodziałowych do sporządzania ubioru, a tym samym i do haftowania jest poniekąd zjawiskiem zupełnie naturalnym. Nawet
do dnia dzisiejszego w niektórych regionach np. na Mazowszu,
\V Lubelszczyźnie,
czy na Podlasiu mają one duże znaczenie.
Płócien fębrycznych za(~zęto używać stosunkowo dość późno:
jeszcze w dziewiętnastowiecznej
kulturze mieszczańskiej i dworrskiej spotyka się samodziałowe tkaniny lniane, a cóż dopiero
mówić o kulturze chłopskiej, w której nawet w okresie lat trzydziestych br. były w powszechnym użyciu. Normalnym przeto
wydaje się, że wszystkie najstarsze okazy ludowych haftów
krzyżykowych związane są z płótnami domowej produkcji
Wykopal:iska archeolo£iczne
(np. na Ostrówku Opolskim)
wykazują jednak, że wczesnośredniowieczme hafty krzyżykiem
(warkoczykowym)
wykonane były na skórze. Pokrywały
one
przednią część trzewików, które w tym miejscu miały skórę
gładką, a nie zeszywaną. Lecz mimo tego ów haft ma tutaj charakter raczej ozdobnego SLWU - nie wyraża żadnych motywów
zdobniczych - przebiega dwoma prostymi - przylegCl.jącymi do
siebie rzędami od podbicia ku czubkom trzewika, przy czym
lewa strona jest zupełnie nie zaznaczona, gdyż ściegi pokrywają
tylko samo liczko skóry. Z tego odosobnionego przykładu trudno
~ys:nuwać jakieś daleko idące wnioski tym bardZ'iej, że brak.
jakiegokolwiek innego podobnego materiału historyczne20' Ale,
jeśli szukać .powiązań, które byłyby pendant do skóry jaku podłoża haftu, lub jeszcze sięgając dalej, odpowiadałyby
szwom
łączącym dwa kawałki skóry, to kon:eczlllym jest zwrócenie
uwagi na szwy kożusznicze. Okazuje się bowiem, że w tego
rodzaju wyrobach,
ś:::iegi krzyżykowe
typu jednostronnego,
zwłaszcza zwykłe - proste mają pierwszorzędne znaczenie, podobnie jak w szyoiu częś'ci stroju z sukna (np. sukman, portek
góralskich, przy których stosuje się ścieg "na owijkę"), czy
z grubych płócien (np. przy płótniankach). Rolę szwu łączącego
dwa kawałki grubego, wełnianego sukna spełniał również bardzo

•l

rozluźniony
krzyżyk
(warkoczyk0wy),
którego
pojedynczy
egzemplarz znilleziono \\' wykopaliskach gdańskich datowanych
na pierwszą połowę XIII w. 46. A zatem te najstarsze przykłady
ściegów krzyżykowych
zwiqzanE: były z podłożem o grubej
i silnej konsystencji, czyli ze sl~órą i suknem, używanych wówczas do szycia niektórych CZ~ŚCl odzieży.
Sciegi krzyżykowe na płótnach pochodzenia roślinnego pojawiają się w Polsce znacznie później. Wcześniej, natomiast, bo
w XV Vv'. poświadczają je, przykłady haftÓJWarabskich oraz z innych kraj6w Euro~)y, np. Hiszpanii, Niemiec. Tkaniny lniane
produkcji rzemieślniczej i domowej są zresztą w pO'Nszeehnym
użyciu i w wielc:::h nastE;pnycll. Szyto z nich części adz,ieży,
bieliznę, nakrycia. ręczniki, etc., przy czym korzystano z kilku
ich gatlTrkó,w. By&lt;i:oto przede \v:';zystkim płótno białe i pacześne.
Znane naj:.;l·ars~e, bo :;CVH-to wle:Zr1e okazy haftów kayżykowych, pochod-n.lce z Polski, występują
na chustkach właśnie
z cienki(:go, białego płótna. Widać, że zostało ono starannie utkam&gt; i wybielonI.::. Z p8uvbnyc:-;,
d21ikatnych, lnianych płócien domowej roboty wykonywano
dZ'lewiętnasto~'iel'zne
beskidzkie
chustki "fożkowe" i "spUSZCWW'2".Jeśli jednak chodzi a czasy
\;'spółczesne, trzeb3 podkreślić, Ż(' nie we wszystkich regionach
Polski używano pod haft krzyl.ykowy tych samY'ch gatunków
wspomnianej t&gt;:aniny. Wspólne ~:t~jedynie późniejsze, bawełniane
płótna pochodzenia fabryczneEo, które w kulturze ludowej pojawiły się pod konie: ubiegłego wieku, a w Beskidzie Śląskim
nadto, nabywane w czasach międzywojennych,
batysty i muśliny H. Podczas gdy dla haftó\v krzyżykowych w PolsC€ centralnej i wscilOdniej prym wiodło przede wszystkim płótno białe
o zwykłym splocie, tylko różnej grubości, do pacześnego włącznie, w Beskidzie Śląskim używano także drelichów i wzolzystych
ć'wilichów, z których szyto koszule męskie. Pierwotnie wyszywano bezpośrednio na nich (ryc. 10), dlatego też krzyżyki były
nieregularne, różnej wielkości. Odliczanie bowiem nitek tkaniny
a takim nierównym splocie nie należało do rzeczy łatwych.
Skoro jednak, mimo tych trudności, hafciarki trwały przy
haftach stale tego samego typu, widać zatem, że miał on tutaj
Jl -

"LUd '. t. XLIX

�483

4?2

Takie
doszywanie
haftcw
Okc~L&lt;;]O sic
podwójnie
praktyczne:
z jednej stron.v ułat."viało wyszYivanie
na wyraźnym
splocie płótDa. z drugiej
zaś, gdy się poda]'!y koszula
lub kabotek,
można
było haH z nich odpru(; i przeszyć
do pod.obnych,
nowych części
odzieży;H.
Wprawdzie
niektóre
kobiety
żywo zaprzeczają
tego
rodzaju
praktykom,
lecz wiele oryginalnych
przykładów
wskazuje, że nie chcą się do tego otw:ncie
przyznać.
Krępuje
Je przej&lt;l\\' takiej
oszcu?clności.

.'.'

Ryc.

1G. ..Znak"

"I\'arkOCzyk·o\vym

do

koszuli

męskiej,
wyszyty
ściegiem
płótnie, tzw. "ćwilichu"
Fot. St. DeptuszE'wsld.

I:a samodziało\vym

Cieszyn).

krzyżykowym
(Istebna, pow.

od da\vna
zakorzenione
tradycje.
Okazuje
się, że z CWS·2m te
trudno~ci
kobiety
postm'ały
się pokonać
w łatwy zupeJn;e sposób. Oto zaczęto wyszywać
na "prostym
płótnie"
samodzialowyrn.
średniej
grubości,
a zwykłym,
a dość rzadkim
splo~ie, co pozwalala na łat":e odliczanie
nici osnowy i wątku. W tym celu, zdeżnie od szerckości
wzoru
obranego
haftu,
dobierano
należytej
wielkości
kc.1\':alki tkaniny,
tzw. "płotki"
i na nich umieszczano
c3łv haft którv z kolei służ'.'l jako lemieczki
i obójek do koszuli
k~ho~ka. Podobnie
n3 ;solmym
prostokąciku
płótna v"'Yszy"
D ~
wano
"znak ., do koszu l'"l męSKieJ. . "OLem
"pł o tk't" pl''7P~~''Vlnl~O
~j~".' 'co ..•
w odncwiednil"l.1
miejscu
krzyżykami,
najczęściej
tzw.
"god.idem": nićmi tego samego koloru. co l~aft, lub innymi,
prostym:
.
,...
.,
1 ·m O·l płÓ"l'"
ściegami.
Z\\'yk1rł nitką, lll€wyl"ynta]ącą
s;q KO are
u
- '.d=&lt;'

C~\;

_\lniej wif~ce.i VII czasach
międzywojtnny'ch
na "płotki"
zaczęto używać
tzw. kartonu
czyli surowego
płótna
fabrycznego.
1\3. jego \vyraźnych
splotach
można bylo wyszywać
nawet bardzo drobne
krzyżyki
wielkości
dwu nitek w kwadracie
splotu.
Po ostatniej
wojnie natomiast,
punieważ
"nie bylo dobrego płótna", wyszywano
krzyżyki
więkc:ze, rzadsze,
wielkości
na tl,zy,
a nawet niekiedy
na cztery nitki. Obecnie na "płotki"
używa się
już tylko tkamn fabrycznych
ba\'v'ełnianych,
częściej nawet lnianych. "swojskie
płótno"
bowiem
do batystowych,
czy muślinowych kabotków
'-okazuje się "za grube".
Na "płotki"
do męskiej
koszuli
PJtrz;.~ba około 20 cm płótna
podwójnej
s.zerokości,
do
kabat].;" tyle samo lub nieco mniej, np. 15 cm, za,leżnie od szerokości hi-lfbwanego
ornamentu;
na ten cel jednak
płótn~) musi
b)&lt; zl1ac:znie cieńsze. Lemieczki
maj.:) zazwyczaj
29-30 cm długości, "płotki"
do koszul męsk~ch natomiast
- 40 cm,
Do grubszych
płócien używarlO przy wyszywaniu
grubszych
nici. diatego te~: i krzyżyki
musiały
być większe. Taki stan rzeczy stal się jedną z głównych
przyczyn,
dla której współczesne
h3fty
g')rali
lJe::&gt;kidow;-'Ch zaczqły
rozrastać
się na szerokość
i zmieniać
z wąskich
pasków
n!; pasy szer·okie. Tym sposobem
powipkszyły
s;e i same motywy.
Podr;bne pr;emiany
obse~w~.i:: się i \V haftach
krZYŻYKowych
zr .i::n:-c11 teren6w Polski, z tq :jednakże różnicą, że pod koniec
2d)). \\'. prawie
wsz(:dzie uż)'wano
jeszcze płócien produkcji
dommvel:
cieńszych
__ białych.
lub grubszych
szaro białych,
El l13 P)dhalu
llC\\\"et,
obok grub£'go lnianego
płótna samodziało~\"t"'.[i'J
pGd kn:)"zyk zW:-ikly prosty,
używano
też sukna
pod.
sr,· :\-,-- . -' ."
.
- ~_c~ .. JClllilB
: zakop:ańs·ki
(I)'C. 11) oraz skóry
(przy naftach
o

�485

484

używano kanwy, wyszywano krl.yżyki większe, często br:z liczenia się ze splotem tkaniny.
Wyszywano bądź na płótnie pojedync'lym,
bądź też pcdwójnie złożonym niezależnie oei przezna(;zenia wyszycia. W now-

t

Ryc. 11. Haft na suknie ściegiem
krzyżykowym,
zwykłym,
prostym
(Zakopane). Fot. St. Deptuszewski.

Ryc. 12. Haft na suknie ściegiem
,.Janina" (Zakopane). Fot. St. Deptuszewski.

na kożuchach). Lnianymi płótnami średni£j ['rubości i grubymi
posługiwano si,~ również w widłach Wisły i Sanu, w Rzeszowskiem, w Lubelskiem, na Podlasiu. w Kieleckiem, Piotrkowskiem
oraz w głównej mierze w Rawsko - Op&lt;&gt;czyńskiem i w Łowickiem. Okazuje sic: jednak, że tam, gdzie stosowano płótna grubsze, wyszywano
też grubszymi
nićmi i krzyżyk był większ:,
(ryc. 13). Większe krzyżyki, na trzy nitki. widać zwłaszcza w haftach nowszych oraz tam. gdzie \v grę wchodziły tkaniny fabryC'zne, jak karton bawełniany, ryps. sukno. Mało czytelną str:ukturę
płótna produkcji
przemysłcwej,
pokrywano
też niekiedy, np.
w Radarnoskiem i Swiętokrzyskiem
- kanwą. Pozwalała ona na
haftowanie krzyż)'Tkóv,' wielkości dwu nitek. Tam zaś, gdzie nie

Ryc.

13. Haft wykonany
większymi krzyżykami,
stosownie do grubości
tkaniny i nici (pow. Bialystok). Fot. SI. Deptuszewski.

szych czasach hafty łowickie, czy rawsko-opoczyńskie
wykonywano na pojedynczej tkaninie, poczem składano ją w pół; przez
złożenie tkaniny lewa strona haftu stawała się niewidoczna.
1\' głównej jednak mierze ściegi przeszywano przez dwie warstwy
płótna.
\\'art:) podkreślić. że mim:) pswnej nowoczesności, jaką wpro""cedziły dziewi~tnastowieczne
wzorniki
zachodnio-europejskie

�487
propagujące
hafty krzyżykowe.
zalecały
one nH h'n cei p,'zecie
wszystkim
tkaniny
lniane. W miastach
nie Z3\\'5ze ,lednak zwracano na to uwagę,
tym wic;cej, że o wiele łatwiej
można było
na'być materialy
baweł'niane,
fabryczne.
Również
i \V tych regionach, gdzie do stroju ludowego
zaczęły znac:zn:,e wcześniej
przesiąkać: wpływy
zdobnictwa
i kroju
odzieży
miejskiej,
widać
ustqp'O\vanie
samodziałów
na rzecz \vyro1Jćw
przemysłowych.
Tym ńiemniej,
na całej SłGwi&lt;,r.szczyźnie.
gdzie tylko do dziś
pr~c trwały
tradycyjne
haft:,' krzyżykowe.
P()dO'u~'1:2 zresztą
.:ak
w Polsce,
pierwsze
miejsce
w tym wzglE'd7,ie zajmują
płótna
tka'ne w domu.
Na Słowacji
np. wyszyvvano
cdzież oj"vvic,tną
i przedmioty
obrzędowe
na samodzialowycL
rłótnach
lniany&lt;.'h, odzież robotniczą zaś i inne wytwory
stanmv:ące
potrzeby
dnia codziennego na płótnie
pacześnyn,.
Zgrzebnych
płócien
do haftu nie
używano
w ogóle, natomiast
po pierwszej
wojnie światowej,
podobnie jak i u nas, coraz bardZiej rozpowszechniły
sic: bawełniane tkaniny
fabryczre.
Sa'Hlodziały
wybicJ,uo
przez moczenie
w dębowym,
bądź bukowym
popiele.
lub przez rot:ciągr,nie
na
słonku
i pol€.wanie
miękką
wodą potoko\vą.
Dla :twit;l{szenia
i dodania
POłYS:H&lt;
koniecznyn'.
było
'.vyrncglo\vani('
płótnJ
w ciężkich,
karni::.nnych
maglownicach
49. Tego
rodzaju
~:posoby
postępowania
znane są i w naszYjn kraju.
W innych resionach
Czechosłowacji
korzysbno
pon.aclto z płócien konopnych;
,: fabrycznych,
bawełnianych,
n8j,.'.'i~k;ze
po·wodzenie
miały batysty,
tiule, jedwabie.
'W Bułgarii
wyszywa C;) na t~:anin3c~h lniaD\ich, koaopnych.
bawełnianych
i welnia:/ych.
r~xLt~;ie
j:"_k \V Ju~;osjp-,\&lt;;_ \\' tym
ostatnim
kraju
używano
także
tzw.
"cerećC""
-- delikatnego
płótna hawełnii:mego,
t'k~n2g() ~;;.J:'SObc::" domow:'nl
w iI'Iostarz25o•
W rdzennej
Rosji i krainach
pojległych
Związkowi
Radzieckie:nu np. \lv' E:arelii.
LJ Fi:loW
ll:.dwołżańskich.
pierws;;orz :dne
znaczenie
od n;.:jd:..iVnicjszych
,lasów
miała tk8n~ml wełniana.
jednak
jll;~ od XI--XII
w. du5e z2st:Jsowanie
znalazło
także
płótno
lniane;
pierwsze
zaś materialy
bawełniane
i j{?ciwal.me
przynieśli
tutaj kup:.'." prawdopodobnie
z AZ.f ś,'o:lkowcj. gdzie

dawna
znane tam były w kulturze
Indii i Chin. Z Clasem
zadomowiły
się one w Rosji na dobre, tak że \V drugiej
połowie
XIX w. n;at€riały
rozwijającego
si~ tutaj
przemysłu
wyparły
\v dużym
stopniu
dawne,
pochodzenia
chałupniczego.
Szerokie
zastoso'wanie
znalazła
także kanwa. Niemniej
jednak,
jeszcze do
dnia dzisiejsi€60,
zwłaszcza
w rejonach
czarnoziemu
(ś,'odko\va
Rosjo), dłużej
niż w przemysiow)'ch,
centra1n,"ch
i p~)Jn()~ny(:h
onl--)L.-r.niach
zachc'..vały sie tkaniny
samodzial::&gt;v:e,
Gl ? n::-;,' l trab~"
"- •. .Q'A
,1

I

1

f

_V·f

,

J..

L

••

~

•

t

c1ycyjn€ formy odzieży lu::iowej ;,! i ich z~obmctwo.
Na 00ół wszędzie
panuje
ta sama zasada, tzn. Le na grubych
płótnach- wyszywa
się grubszymi
nićmi, na cienkich
-~~ cieńszymi, zgodnie z tradycją,
która pozwalała
na domowycn
\;iars~tatach chłopskich
tkać materiały
{) wyraźnym
splocie .. :Vl~tenaly
tE: tkane były z nici przędzionych
ręcznie;
takich tez uzywano
pierwotnie
i do haftowania
wełnianych
lub lnianych
fal'b:J-

~

wai1.ych barvJ'ikarni
naturalnymi.
Iv1ater;ałv archeologiczne
wykazują,
że najsbl'sze
śe:eg: krzyżvkoWE: zn;ne
z Polski,
wykonane
zostaly
rlićmi
lnianymi
\~; kolorze
żółtawo-brunatnym
(OpoIe-Ostr6wek)
i wełnianymi
(Gdal1sk). One to zresztą PQtem przez długie "vieki, aż do czasów
niemal współczesnych
odgrywały
w haftach pierwszorzędne
znaczenie. Bossert podaje np, że szesnastowieczny
haft krzy;~ykov,,'Y
np. z Toledo wykonany
był wdną
w 1&lt;.01:::c2.e czenvonym,
czarllyn;,
żółtym,
b:-ązowym 02, w N01'\vegii
natomiast
w XVIII
i XIX w. używHno też .idwabiu
i nici złotych 53, Z Pols,ki z tego
'-':;·"("-"-:'0- ('L-'CSU 7n:::ln" S"'1: złote krzvżykowe
hafty •..• ]·scl'.'ni2 z żyiow."
skich-' czepków;;';,
oraz :i2dw:lb:~:m
(Cieszyn-Bob':,k),
pcdobnic
jak na NIorawach
i Słov-.'2.cji, z obrzę:10;w;.rC:1 chust 5". Kolorowe
nici jedwabne
były ró\\;:::eż chc:tnie używane
w XIX w. przez
Gr2l:ów cG, Arabów.
Jest tQ zru;ztą okres, w którym
na terenie
calej Europy
bardzo po~)u18rne st::',.ią sic, nici bawełnlane
w kJlorach:
cZErwonym,
żó1tym., niebieskim.
zielo:1ym.
brązowym:
korzysLlli
z nich głó,'mie Wlosi, Hiszpanie,
Niemcy·j,.
Ci ostatni
zresztą lansowali
je łącznie z propagowanymi
p,'zez si2bi~; wz,e&gt;rn:kami.
Polecali
zatem
rozmaitej
jakości
bawełny
irancuskie.i
h'my DMC, tzw. Stickgarn.
Był8 to np.: bawełna
perlist'l
(Per-

l

.j

~

ł

l·

I

l

oJ_

•.••

_.~_(..

.••.•

Co(

.•••••••.....••••

0.1

••

�4R8
19arn) nr 8, cienka o właściwościach nici lnianej (Flaches Leinengarn), mulina specjalna (Spezialgarn) nr 16-20, mulina lniana
(Leinen Mouline) nr 30-40, mulina cienka, jedwabista (Flache
Stickseide) i jedwab perski. Jak \vidać, zależnie od szerokiej skali
ich barw, \vszystkie nici były ponumerowane. Wyroby DMC miały
aż pięćset odcieni. Owe drukowane wzorniki podawały nie tylko
cały wachlarz motywów, ale także i wskazówki, co do kolorów,
jakie należy dobierać, oraz jak hafty należy prać, aby nie zatraciły swej żywości. Z czasem nici DMC zaczęto za.3tępować
produkowanymi przez inne firmy, np. na Słowacji w Bratysławie
bawełna MEZ była podobna pod względem jakości, tylko mniej
urozmaicona kolorystycznie.
Miała ona liczne nazwy: pamut,
pamuk, paras, ureznik, hams. Ten ostatni był w kilku gatunkach - grubszy i cieńszy i ju~: w pierwszej połowie XVII w.
używano go do haftowania rzeczy kościelnych. Pamuk składał
si~ aż z dwudziestu włókien, a ureznik była to cienka, czerwona
przędza, którą hafciarka składała we czworo G8. W XIX w. zwłaszcza w drugiej jego połowie, bawełna stała się popula1"'naw haftach
ludowych i innych krajów słowiańskich, np. na Łużycach, w niektórych regionach Bułgarii, Serbii i Chorwacji,w Rosji i częśeiowo także w Polsce, przy czym największym wzięciem cieszył się
kolor czerwony i czarny.
Zanim rozpowszechniły się bawełniane nici DMC i MEZ
używano w Czechosłowacji nici jedwabnych, które po zdobyciu
sobie miejsca w XVI w. w haftach dworskich i mieszczm\skich,
przeszły z czasem na użytek ludu; wyszywali nimi przez cały
XIX w. części odzieży świątecznej i obrzędowej. Szlachta i mieszczanie sprowadzali jedwabie z Hiszpanii i Włoch, kupowano je
także w Wiedniu." Były to tzw. filoflosy filodentony,
kręcone
jedwabne kordonki. Pod koniec XVIII w. z rozporządzenia Marii
Teresy zaczęto na Słowacji sadzić drzewa morwowe i Lodować
jedwabniki dziE:ki czemu wnet potem powstały w Bratysławie
aż cztery manufaktury,
które wykorzystywały
surowiec domo'\'1'1. W tutejszych starych, ludowych haftach jedwab występuje
w naturalnym. żółtawym odcieniu. który prawdopodobnie uzyskiwało się najłatwiej przy farbowaniu. Przqdzione chałupniczo

4B9

1

l

1

l

I

I

J

nici jedwabne były najczęscle.J nierówne, niemme] uzywano
także kilku jego gatunków: np. jedwabiu pajęczego. dzwonkowego, kręconego, niekręconego itp. 59.
Nici jedwabne miały także szerokie zastosowanie w haftach
Serbów i Chorwatów 60. NajpopularniejsZ€ jednak były wszędzie
nici wełniane i lniane, a gdzieniegdzie także, np. na S10w2cji konopne. Cechowały się one trwałością i przyrodzoną elastycznością. WykorzystY'wano je przede wszystkim w barw~ch naturalnych, przędąc bezpośrednio po oC'zyszczeniu i przygotowaniu włókna. Niejednokrotnie
lniana przędza domowej roboty,
o jedwabistym połysku, dorównywała wyglądem drogim niciom
.i.~dwabnym. Używano jej w szarej barwie, bez farbowania, lub
też bieloną. podobnie zresztą jak wełen, które zależnie od koloru
owczej sierści były białe. ·czarne, brąwwe. Mniej więcej w tym
samym czasie, C0 z bawełny, zaczęto pl~odukOiwaćfabryczne nici
wełniane. Były to na Słowacji tzw. "kam7'hol" (z niemieckiego
Kamelhaar) i "safol", lub "savol" (z niemieckiego Schaafwolle).
W Polsce w latach międzywojennych do lu'zyżykowych haftów ludowych używano tylko nici bawełnianych, tj. różnej grubości i koloru muliny i kOl'donku, na Podlasiunp.
był t.:&gt; tzw.
.,gur" przeważnie w kolorze czerwonym 61, w Opoczyńskim barwny kordonek, tj .. ,zapał", grubszy lub cieńszy nr 25 do 50
oraz cieńsza bawełna DMC nr 12 i 16, nadto nr 20, 25 i 3562;
na Sląsku CieszYl\skim - tzw. "haras" w kolorze czel'wonym
i czarnym: na "znaki" do grubych koszul mqskich "każdowych"
czyli codziennych z "płótna prostego" bra-no grubszą bawełnę "szesnastkE'''. "dwudziestka"
natomiast uważana tutaj 7.a najlepsze nici służyła do wyszywania na samodziałowym d"elichu,
L:b "płócienku" cr.yli fabrycznym k~rtonie, riici cieniutkie nr 25
i tzw."trzydziestkę"
st·o.;;owanodo wyszywania kabotków. Oprócz
dwu wspomnianych kolorów posługiwano się też harasem brą-.
zowym i wiśnio\l,'ym. przy czym tym p:erwszym wyszywano
koszule męskie. drugim - kabotki. K:edy po ostatniej wojnie
trudno b!'la o haras. zaczęto używać kordonku. ten jednak, jako
nić grubsza, zmuszał do użycia równocześnie grubszego płótna,
badż Lwi~ksz~mia krzyżvka na tt·z:, nitki tkaniny. W przypadku

�490
zaś knyżyka
nieliczG:1ego, np. nc, Sląsku
Opolskim
i w okręgu
przemysłowym
uzywane
były tylko bawełny:
gruby. tzw .. ,garn·',
Obecnie
pcwszechne
są kolorov/e
"atłaski":
tj. nici w motkach
i kordonki
wyrobu
łódzkiego.
Do wyszycia
kabotka
góralskiego
potrzeba
trzech motkó\\',
na koszule męskie - sześ:'iu motkó\v,
Jub dwa kłębki.
Najstarsze
jednak hafty cieszyńskie
(XVII w.) i górali beskidowych
(XIX w.) wykonane
zostały niemi jedwabnymi
l harasem o jedwabistym
połysku. Tymże samym harasem
wyszywano
też kabotki
czyli, jak widac, nici te służyły
do haftów
delikntniejszych , na cieJ'lszych tkaninach. Koszule męskie natocniast, przez dłu~i okres: nawet jeszcze w latach między··
wojennych:
-wyszywano
nićni domo\vej
roboty.
"Pierwej to chłopom lnem wyszywali, b~ :nie byk, brązowego
harasu"
po"\vi",c1ała Jadwiga KuhasZJczykowd
z Koniakowa .. - Rupienki6~1. TaJde
nici kobiety
przQdły
z kądzieli i skręcały
potem podwójnie. Na nici do wyszywania wybierano
specjalny
len
o ciemniejszym
zabarwieni;'l,
który suszono w starych chałupach
,.na po,wale"
cz,vli
górnej części dymnego pieca.
J ak się paliło na nalepi'2, to
len sechł i odpowiednio
żółkł.
Gdy wysechł, w jesieni brto
Ryc, 14. Baa na przcdlie kC3zuli męsgo i rniedlono. a potem zim~1'
kiej, wykonany
lnianymi
nić'mi, przę'
dzianymi i farbowa n)'111i y, domu oraz
wą por~i - pl'zqdzio~10. J E'śli
IJ&lt;:lweln'l (Istebna.
pOll'. CiC',;;'.yn). Fot.
len był żólt~·. wówczas
"ici
Sl. Dept US7.l'I\-, j,i.
nie £arbO'\\"CLlo. jeśli
nat.G-

491

miz!sl mL.,ł odcień siwy, barwiono
go na kremo\vo.
używając
do
teto cClu wosku, bąd7 piwa. Farbowanie
takie było czysto zewDl,trznc;, tzn. t;dy posługiwano
się woskiem,
nici poprostu
p02ierano nim_ po wierzchu;
zatracały
one przez to połysk i matowiały.
Vi pi\'.'ie b&lt;u'Wiono także na zimno. (ryc. 14), zanurzając
w nim nici.
\V ten sposób uzyskane
kolory były nietrwałe,
toteż przy praniu
koszuli, \V~szytych
części w ogóle nie zanurzano
w wodzie, lecz
UD1JeSi:czano na wierzchu
naczynia,
w którym
gotowano
bieliznę.
a n;kawy
nawet wypuszczano
na zewnąkz,
bo inaczej
"to by sit;
lo rozpuścilo".
Bieliznę gotowano
w trójnożnym
naczyniu
na nalepie w kurnej
chałupie.
"Gdy nasiały nici kawowe (tj. bawełniany
haras fabryczny),
koszule chłopskie
zaprzestano
wyszywać
lnem",
R6wnocześnie
z tą zmianą zacz ,to "szyć", podobnie
jak do kabotkćw, na "kartonowych
paskach"
V-l.
Tradycja
n.~e przeka-zała
~a.jnych
innych sposobów
barwienia
ani też n;e wspomina
o innych
barwikach,
za pomocą
których
uzyS'kiw~"-lOby ws,cystk:~
wsporrmia'ne,
tradycyjne
kolory
nici.
Ko,lor żółty byłby tutaj więc jedynym
odpowiednikiem
barwy
nici jedwabnych,
znanych
z sieclemn3stowiecznego
haftu
z Bohrku kuło Cieszyna,
oraz jeszcze ~tarszego,
wczesnośredniowiecznego z Opola, wyko-nanego
;~ółtawo-brą?Ową
ni-cią wełnbną.
Farbowal1ile
sposobami
domowymi
znane
było
nutomiast
\V Opoczyńskiem,
gdzie do tego celu używano
różnych barwików.
Np. kajar czervvony
o,trzymywano
z tlenku
żelaza z żelazistych
mo-kraJeł
leśnych,
czarny -- z sadzy, z mieszanki
tlenku
żelaza
z wywarem
kory olchowej,
żółty ze stronków
fasoli, brązowy -- z łupek cebuli, zielony - z runi żytniej.
Barwę niebieską
wprowadzono
późn:ej.
W zasadzie
też w najstarszych
haftach
używano
głównie
koloru
białego,
czarnego
i czerwonego.
gdyż
inne barwiki
rychło płowiały 65.
Na po::lstawie badań archeologicznych
okazuje
siE; jednak,
że
żaden z v.7spomnianych
wyżej barwików
nie jest powtórzeniem
tych. jakich używano
np. we wczesnośrednio'wiecznym
włókiennictwie gdańskim,
lub średniowiecznym,
czy późniejszy"ll
z innych terenów
Polski 66. Częściowe
ich potwierdzenie
można znaleźć natomiast
\V
materiałach
tradycyjnych
sąsiednich
Słowian.

�493
Tak więc Słowacy od dawien dawna stosowali korę wierzbową,
z której roztwór dawał farbę jasno cytrynowo-żółtą, stąd w niektórych okolicach taki kolor nazywają - wierzbowym; na żółto
barwiono w korze brzozowej, którą najpierw gotowano; kora
dębowa barwiła na brunatno; roztwór uzyskany z kory sliwkowej i olchowej dawał kolor czarny. Najwięcej jednak przy farbowaniu nici lnianych i konopnych korzystano z szafranu, którego
różne gatunki dawały kilka odcieni żółtawych. Szafranu używano tutaj już przed XVI w., w tym czasie zaś rozpoczęto systematyczną jego uprawę. Początkowo, roznoszony nawet przez
Słowaków po całej Europie, był on bardzo drogi, natomiast
przed I wojną funt jego kosztował 1-2 grajcarów.
Dla utrwalenia koloru, dodawano do roztworu soli 67. Dzięki
tym naturalnym barwikom stare, słowackie hafty były głównie białe, żółte, czerwone. Z chwilą zaś pojawienia si~ farb chemicznych skala barw zna-cznie się urozmaiC'iła, przybyły odcienie niebieskie, fioletu, różowe, zielone. Wraz z nićmi farbowa- .
nymi chemicznie zaczęto używać także nici złotych, srebrnych,
fabrycznych jedwabi i kordonków. W XIX w. przędzę domowej
produkcji coraz więcej zastępowała bawełna 68.
Podobne naturalne barwiki znano także w Rosji południowej,
zwłaszcza na Huculszczyźnie. Były to: kora olchowa i dębowa
połączone niekiedy z vitriolem miedzii (koperwasem), kora drzewa śliwkowego. Nadto na niebiesko barwiono "siwym kamieniem", na żółto - korą słodkiego drzewa jabłoni zmieszaną
w wódce z ałunem, na zielono -- korą kwaśnego drzewa jabłon~.
Właściwie jednak miejscowy lud wyróżniał tylko sześć zasadniczych kolorów: biały, czarny, czerwony, niebieski, żółty i zieJony. Na brązowy powiadano - "czarniawy", na fioletowy "niebieskawy", na różowy - "czerwonawy", na jasny -- "białawy". Tych wszystkich kolorystycznych odmian używano głównie do haftowania koszul kobiecych 69, męskie natomiast były
bardziej stonowane. Nowsze hafty za::zęto wyszyv..;ać nićmi farbowanymi anilinC'wymi barwikami fabrycznymi 70.
Natomiast na terenach Rosji centralnej jeszcze do dziś najbal'dziej rozpowszechnione są hafty wykonane nićmi czerwony-

l

mi, głównie bawełnianymi, nie barwionymi domowym sposobem.
lecz kupowanymi, fabrycznymi. Nawet Karelowie, pod wpływem
rozwijającego się w drugiej. połowie XIX \'l. rosyjskiego przemysłu włókiennic7.eeo, zc:rzucali coraz bardziej nie tylko swoje
samodziałowe tkaniny wełniane i lniane, ale też ręcznie przędzione nici, służące do haftowi);1ia, tj. v,e1niane, z surowego
jedwabiu oraz lniane niebarwione, lub kolorD\ve; ust:,;powały
one miejsca niciom l::awełnianym i złoto-srebrnym.
W Bułgarii nici z włókien naturalnych (wełny i lnu) oraz
naturalne barwiki do ich farbD\/,;ania zachowały się stosunkowo
długo, bo niemal do obecnych czasów. Do b3l'wienia służy miejscowej ludności okolo 40 do :]0 odmian gatunków roślin, dzięki
którym otrzymują odcienie różnych kolorów. :Nie we wszystkich
wsiach farbują tvmi samymi roślinami; ich popularność uzależniona jest cZGśd~'wO,pod~b;lie juk i Vl innY(;~lkraja,ch, ·xl m~ejscowych warunków wegetacyjnych,
które bardziej lub mniej
sprzyjają rozwojowi pewnych gatunków.
Odpowiednie nici i tkanina, to dwie z&amp;sadnicze rzeczy potrzebne przy hafto'Naniu. Nie można jednak do niego się zabrać
bez innych konieC'znych przyborów. Najważniejszym z nich jest
oczywiście igła. Na Słowacji np. wyrabiali je specjalni rzemieślnicy, iglarze, którzy swój pierwszy cech mieli w XVI w.
w miejscowości Levac. Z ich wyrobów w postaci igieł, naparstków, szydełek '/1 korzystnli zawodowi hafciarze, a także wszystkie
wyszywaj''lce kobiety.
W Polsce, jak również i 11 pozostałych Słowian do wykonania
haftów krzyżykowych używano na wsiach igieł średniej grubości.
Samodziałowe proste płótno i nici domowej produkcji nie wymagały bowiem specjalnych •• delikatnych igieł i przyborów, jakie
były potrzebne przy innych rnisternych haftach. Wprawdzie
zwracano uwagę na odpowiedni rodzaj igły, najczęściej jednak
~orzystano z takiej jaka była pod ręką. Każda wyszywająca
Jednak wie, że grubość igły jest &lt;.~wiązanaz grubością nici i z grubością tkaniny. Najlepiej, gdy igła jest nieco grubsza od nici,
wtedy przy przebijaniu m2'teriału tworzy ona odpowiedniej wielkości otwór, przez który nić z łatwością przechodzi. Gdy igła

�495
jest za cienka, w tkaninie powstaje mała, niewidoczna dziurka,
w którą nić nie może się zmieścić; wówczas efekt jest ta,ki, że
tkanina się drze, Gruba natomiast igła tworzy zbyt duże, widoczne otwory.
Mając przygotowane płótno l igłę z nawleozoną nitką, haftująca ujmuje je w odpowiednio w lewą rękę chwyta płótno, w prawą igłę z nitką i rozpoczyna pracę, którą w ten sam sposób doprowadza do końca. Nie spotyka się, aby przy wyszywaniu krzyżykami kobiety wiejskie posługiwały się innymi jeszcze przyborami hafciarskimi,
jak tamłJ.orkiem, czy ramą hafciarską, kolcem,
CI nawet
na'parstkiem.
Są to narzędzia, które na wieś dotarły
stosunkowo późno i używane są ewentualnie
tylko prze~ zawodowe hafciarki, władające różnymi technikami, przede wszystkim typu atłaskowego. Góralki z Beskidu Śląskiego powiadają,
że nie odczuwały
nawet potrzeby nożyczek. Nici przędz'ione
'y domu były \\i metrowych
motkach i przy wyszywaniu ucinano
,:e poprostuzębami.
Niektóre Z8.Ś kobiety pomagały sobie noiycami do strzyżenia owiec, co potv.rierdza:ją ta'leże na :f-:Tuwws7.u.
Fabryczne
nożyczki rozpowszechniły
się dopie~o w okresie
.międzywojennym.
Znacznie
wcześniej
natomiast,
bo jesZlCze
'l końcem
XIX w. zaczęto używać kanwy;prz:yszywano
ją do
płótna na'jczęściej niesamodziałowego,
o słabo widocznej strukturze. Po wyszyciu, kanwę wyskubywano.
Posługiwano się nią
szczególnie w tych regionach, np. na Podłasiu, w Kielecczyźnie,
czy na Górnym
Śląsku, gdzie, według miejscowej
tradycji
ustnej, technika krzyżykowa
była nowo nabytą umiejętnością·
Okazuje się -też, że niektóre wzorniki, jakie prze'clostały się do
)'ąk ludu, \'/ykonane były na kanwie. Egzemplarze
takie znanI"
;;ą ze zbiorów Muzeum
Górnośląskiego
w Bytomiu i Vi Gliwi~:\ch.

Przeprowadzając
analizę haftów krzyżykowych
tak z t,e1'2':lÓW Polski, jak i pozostałych
słowial1skich widać, ż.e częś·; z nich
~:&gt;o\vstała przy użyciu ś~'OdkÓ'Wpochodzących z produkcji domo'.vej, część zaś za pomocą środków nabytych, fabrycznych. Przy:o(zone źródła i zachowane oryginały dowodzą wykorzystywdnie
.~rodkó\\" własnej produkcji nawet jeszeze \V lata:::h rni(:cl2.vwo~

j(,l:nych. co znane jest np. z BESkidu Śląskiego, gdzie do nied::L\na korz,ystano i z płócien s8modziałov ....
ych i :': ręcznie przę::lzlimych nici, farbowanych
barwikami
naturalnymi.
Zanim
przed wsią otwarły się m0żli woś:::i bezpośrednich
ko;-,taktów
l miastem
i z szerokim asortym2ntem
nieznanych często towaró\\', których w codziennym swym życiu chłopstwo dotąd nie
potrzebowało .. kultura ludowa kształtowała
siC; w obrębie samowystarczalności.
Stąd też najstarsze
hafty wykonane
zostały
za pomocą przyborów własnej produkcji. W zależności od waru n];ów na turalnych,
które kształtowały
życie gospodarcze p:osz,czególnych regionów, różne były możliwości w wykorzystywaniu
potrzebnych
do haftowania
przyborów.
W Polsce zasadniczym
,
"
o;UL'U\VCemb:,,;la początkowo wełna, skóra, a pote.m len, mniej
konopie. Nie sp·,)tyka siQ natomiast tak, jak np. u Serbów, Chorwoltów, Słowaków, \viej:::kiej produkcji jedwabnych nid i bawełnianycr, tkanin. Bawelnę przyjmowano
u nas w gotowych, faLrycznych tCl\nrach .. a nie jak u południowych sąsiadów, gdzie
służyła ona jako jeszcze jeden surowiec, do tkania delikatny,ch
p~ócien sarnodziało\,lvych.
\V każdym jednak razie, zanim towary przemysłowe
zadomowiJy się na "\lsi, wieśnbczki
wszystko, co im bylo potrzeba do
IJaftovvania, przygotowywały
same. One nie tylko przysposabiały
włókno, ale przędły je, farbowały, na'wet tkały płótna, oraz wy:zywaly. Dzięki temu haft ludowy zrósł się niejako z pracą
l upodobaniami
kobiet 72. W pewnej mierze przyczyniły się do
t~go również warunki gospodarczo-społeczne.
Prymitywne
sposoLy gospodarowania
dawały kobietom dużo wolnego czasu, toteż
mogły go swobodnie wykorzystywać,
zwłasz,cza zimową porą,
La wyszywanie dla potrzeb całE:j rodziny. Czas i ambicja oraz
niezrównana
kobieca cierpli\vość i pilność wyrażone są WI haftach l:rzy5:ykowych precyzyjną dokładnością te2hniczną. Później"2.\'
jc&gt;dn2k rozwój gospodarki
zwiększa
ich zaangażowani-e
i aktywność' \v pracach gospodarczych. ogranicza natomiast chwile
\v()1ue, skLltkiem czego hafty
wykonyw8n2 są mniej dokładnie:
P~·?·•.J~k najmn~ejszym wysiłku chciano uzyskać jak największy
(,oJ",.
Dawna \':1&lt;;(' precyzja zaczyna ush;-pować miejsca niedbal-

�496

stwu, co pociąga za sobą obniżenie się wartości technicznej n.
Droo:l.€, równej wielkości i gęsto kładzione krzyżyki stają się
bardziej znaczne i nieregularne. Podobne zresztą przeobrażE'nia
można zaobsenvować w haftach innymi technikami liczonymi.
Do zmian przyczyniła się, poza tempem życia, jakie coraz bardziej wciągało wyszywające, także zróżnicowanie samych pr~yborów, a przede wszystkim tkaniny przemysłowe charakteryzujące sic: słabo \vido2zną strukturą. Z biegiem lat na wyszywanie
pozostawało kobietom coraz mniej czasu, a poza tym nowa fala
zciągCłjąca z miasta modernizacje stroju ludowego nie sprzyjały
dalsz(,j kontynuacji haftów w takim ujęciu, jakie nakazywała
tradycja.
Hafty liczone zaczc;to wykony\vac
jak nieliczone;
w wielu wypadka'ch zarzucono je też całkowicie (Pszczyńskie,
Cieszyńskie, Spiskie). Stare kobiety umiejące wyszywać mawiały: mniej, ale gruntownie i ł:dnie, młodsze pokolenie wolało
nCltomiast pn;dką pracę, w wyniku której uzyskiwało duże i kolorowe ornamenty·;4. Dlatego chętniej wykorzystywało gotowe
już materiały fabryczne i barwne nici kupowane w sklepie, lub
u wędrownych hnndlarzy. Z łatwością też zarzucono trudycyjne
sposQby farbowania, oraz samą naukę vlyszywania, która corC1:~
bardziej przechodzHa w ręce wyszywaczek specjalistek. One to
swe umiejętności zaczęły kształcić nie tylko na przekazach starszego pokolenia, ale korzystając z nauki w szkole, sięgnęły po
drukowane wzorniki, tj. instruujące czasopisma kobiece i popularne pochęczniki robót ręcznych. Wo-bec takiego stanu rzeczy
żadna z hafciarek w Polsce nie używa już obecnie przyborów
produkcji domowej, z wyjątkiem samodziałowego płótna, które
jeszcze w pewnych regionach np. na Mazowszu, \\0' Lubelskiem.
służy do szycia niektórych części odzieży.
Wspomniane zróżnicowania nie dotyczą jednak samej techniki
v.·yszywania, która jest ciągle dalszą kontynuacją odziedziczonej
umiejętności. Okazuje się bowiem, że przejmowaniem nowyc:h
ściegów, uczeniem się ich i przyswojeniem połączonym z praktycznym zastosowaniem kobiety wiejskie nie były nigdy zbytni~
zainteresowane. Oczywiście nie należy sądzić, aby nauka czegos
nowego przerastała ich możliwości i zdolności. Ustosunkowując

497

się do niej biernie trwały poprostu uparcie w tym, co przekazywała i uczyła tradycja, a od czego nie było wolno i nie wypadało odstępować ze względu na podtrzymanie pamięci () starszych. Taka była ogólna zasada zakorzeniona w psychice
chłopskiej.
Jak widać z poprzednich danych, kobiety specjalizowały się
chętnie w jakimś jednym kierunku. Nie uczyły się nawet innych
odmian ściegów należących do tego samego typu technicznego.
Potwierdzają to np. materiały rawsko-opoczyńskie, gdzie ścieg
krzyży;kowy zwykły-prosty, z;nany tutaj z kilku okazów rosyjskich koszul, odegrał na tym terenie zaledwie znikomą rolę. Powszechnym był ścieg krzyżykowy zwykły, poziomy i takiego
też przede wszystkim używają po dzień dzisiejszy.
Znacznie łatwiej natomiast uzupełniano zasób motywów oraz
skalę bar;w. Wiele barwików naturalnych, jak kQrę dębową, korę
olch()Wą, korę z drzewa śliwkowego, marzannę (Rubia tinctorum),
sadzę etc. znano powszechnie, inne zaś chętnie przyjmowano.
Podobnie byłQ z motywami, których dobór zwiększały nie tylko
haftowa'ne wzorniki tradycyjne i kupowane, ale też pisane, drukowane, nadto lniewyczerpana fantazja ludzka. Pod tymwzględem można na przestrzeni lat, odkąd zachowały się najstarsze
ślady haftów krzyżykowych zaobserwować duże urozmaicenie,
którym jednak, w pewnych okresach, kierowała ogólnie przyjęta
i panująca moda. A zatem na tej podstawie można wyciągnąć
jesZ'cze jeden wniosek, że jak przybory techniczne i sama znajomość ściegów były raczej czymś niezmiennym i stale używanym, tak wyrażane za ich pomocą motywy i kompozycje były
zrrnienne: zmieniała się ich forma, barwa, zastosowanie i znaczenie. Zmieniał się także i sam twórca przedstawiający za każdym
razem indywidualnie różną jednostkę, która, chociaż działała
głównie w oparciu a obowiązujące kanony, to jednak, mimo
trudnych niejednokrotnie warunków pracy, po-zostawiała w tradycyjnych wyszyciach swojego regionu pewien trwały ślad. RoIa
i znaczenie tej spuścizny zależały w dużym stopniu od potrzeb
zewnętrznych oraz od dyspoZyCJi wewnętrznych i zdolności sa-mego twórcy.
32 -

.. Luct ... t. XLIX

�499
::"vIatk!we szkole sic !"lie uczyły" - opo\dadała
wspomniana
Terc!;a Czepczor z Jaworzyn;n.
v.; CzechosłowacJi np. nauk,; robót ręcznych w szkolach zapr0'.vadziła druga refornn
szk(·'1. tj. '.V 1848 L, Va c l a v i k, Volksu.net Gewebe,
1956, s. 48.
\,' W.,dług informacji uzyskanych
\': 1961 r. od Teresy Czepcwr lat 69,
Janin\" Bu[\" lat 42 oraz innych kobiet z Jaworzynki
p. Cieszyn.
,,' B. B -a z i e J i c h, Z badalt terellou:ych
nad cieszyńskim
haftem
lu(lov;ym,
Katowice 1958, s. 11, 12: tenże. Z badań terenowych
naci haftem
ludou:ym
It' powieci.e
bielskim,
Katowice
1962, s. 10-12;
tenże, O opolskich
ha ftach
ludowych,
Kwartalnik
Opolski 195914, s. 137. Ponadto
na
podstawi~ wywiadów w 1956-59 r. z dwiema kobietami lat ok. 50 z Podle:'1a p. Pszczyna. An:lą Kowal lat 60 z Ostropy p. Gliv.'ice, Emma Langer
ur. 1881 z Siołkol,Vlic St. p. Opole i innymi ze Starej Kużni p. Racibórz
i z Laso\\:ic p. Tarnowskie
Góry.
l3 B.
B a z i e 1 i c h, Z badw;'
terenowych
nad cieszYllskim
haftem

Kunst

Przypisy
1 Belović
B e r n a d z i k o w s k a, Hrvatski
narodni
vezovi,
Osiek
1906, s. 17.
" "niewiastom
(...) wdowom i pannom według dekretu .JKM-Śd Anni
1638 haftować
wSlelako wolno będzie, do czego im przeszkodą
cech być
nie ma". Artykuły
Cechu Haftarskiego
nadane przez Jana III w WarszaWi0. dnia 30 maja
1689 r.
"A. B r i.ic k n e r, Encyklopedia
staropolska;
Soiia K o va c e v i c va,
L'udowy odev \' hornom Liptove, Bratislava
1955, s. 42.
, Ksic:ga sado\'\'a wiejska państw:'\ Suskiego z 1699 r., wydana przez
B. U l a n o \Ii s k i e g o.
J. S \V i ą L k o 'v': s k a, Strój łowicki,
APSL 1953, s. 51.
6 !';"a pocistav:ie
wywiadó\v \\' 19;;;; i 1961 r. z Ewą Grbaclk:·,. Janin:.;
Bury,
Teresą
Czepczor
z Jaworz.v;1ki
Zuzanną
Wolny
z Istebnej
p. Cieszyn.
'L.
lVI~'l i c ki. Sirój górali śląskich,
APSL 1956, s. 76.
, Polskie - v:yszywaczka:
rosyjskie - wysziwalszczica;
hucubkie
--sz\\' aL;: czechosłowackie
- svadlena, ;vajka; serba-chorwackie
-- vezilja.
"='la pocista\\ie
wywiadów
w 1956 r. z hafciarką
Marią Mały jurek
lat 65, Jadwigą Fizek lat ok. 40, Teresą Sikorą lat ok. GO l Istr-'bnej -'Andziołówki
p. Cieszyn.
lO \Vedług
wywiadu
w 1956 r. z Ewą Urbaczką
z Jaworzynki
oraz
Marią Mały jurek lat 65, Jadwigą Fizek lat ok. 40 i Teresą Sikorą lat ok.
60 z Istebnej-Andziołówki
p. Cieszyn.
JI
Według wywiadu w 1961 r. z Teresą Czepczor lat 69 z Jaworzynki
p. Cieszyn.
'" Na podstawie wywiadów z hafciarkami
śląskimi; nadto por. B. Bazielich. Z badań terenowych
nad cieszyóskim
haftem ludowym, Katowice
1958, s. 10, 11 i nast.
'" Na podstawie wywiadu w 1961 r. z Zuzanną Wolny lat 77 z Istebnej-Andziołówki
oraz w 1952 r. we wsi Zembrów i Gródek p. Sokołów
Podlaski.
Ił Według
wywiadu
przeprowadzonego
w 1961 L Z Teresą Czepczor

z Jaworzynki
p. Cieszyn.
,; ,Sajpierw
uczyły my

sie

jedna

od drugiej,

a potem

we

szkole.

Katowice 1958, s. 1U-12.
Informacji
udzieliła w 19:36 r. Zuzanna Choleksa lat 65, córka Ewy
.Jav..-orsklej z Brennej Leśmcy.
t" Na podsla\vie
wywiadów w 1961 r. z Teresą Czepczor lat 70, Ewą
Ligocką lat 63 i .Jadwigą Jałowiczor lat 60 z Jaworzynki
p. Cieszyn.
~I ,.Pytel"
- w"dług Słownika Etymologicznego
słowo przejęte prawdopodobnie za pośrednictwem
Czech, z niemieckiego Beutel - wór do przesiewania mąki. na picniądze: pytlować (językiem) - gadać dużo i prędko.
"' Dla poparcia
tej hipotezy warto jeszczc dodać, że osiedlająca
się
-,\- X VI 'o'-. W Beskidzie Śląskim ludność wołoska migrowała grupami rodo"\\Tymi. które z czasem łączyły się w spółki szałaśnicze.
Było ich jednak
niewiele. W XVIII w. np. w Jaworzynce,
wsi na "wyrc;biskach"
lcśnych
mieszkało 14 chłopów i 7 zagroników.
" Na podstawie wywiadu przeprowadzonego
w 1957 r.
" Nie sposób andlizować wszystkich prac, wszystkich wyszywających,
bo jednych jak i drugich jest jeszcze bardzo dużo w Istebnej, Jaworzynce
i Koniakowie
p. Cieszyn.
ludowym,
Jq

:.i

rzynki
.l

Na podstawie
p. Cieszyn.

wywiadu

".; No! podstawie wywiadu
Zapasiclci p. Cieszyn .
t,

Sikora

w 1956 r. z Ewą Urbaczką
w 1961 r. z Janiną

lat 50 z Jawo-

Bury lat 42 z Jaworzynki

='la podstawie wywiadów w 1956 r. z Jadwigą Fizek lat ok. 45, Teresą
lat 60 i Marią Mały jurek lat 65 z Istebnej Andziołówki p. Cieszyn.

22 Na
podstawie
wywiadu
w 1956 r. z Zuzanną
z Istebnej Andziołówki
p. Cieszyn.
!, Xa podstawie
materiału z wystawy
czo;':' bdowa \\'Oj katowickiego",
która

.,Tradycyjna
b.da otwarta

Marekwicą

lat

48

i współczesna twórw :Yluzeum Górno-

�501

500
śląskim w Bytomiu w 1956-57 r. oraz wywiadu w 1961 r. z Zm.anną
Kohut zamieszkalą w Wapienicy p. Bielsko.
30
T. S e wer y n, Hafty opoczyńskie,
Lwów 1926, s. 19.
31 Na podstawie:
eksponatów MEK, badań terenowych w 1949 r. i materialów archiv"alnych IS-PAN.
32 Na podstawie
materialów
archiwalnych
IS-PAN, ",kspJnatów MKL
eksponatów MEK.
3:1 Na podstawie
eksponatów lVIKL.
3~ Haft i zdobienie
stroju ludowego, s. 19.
35 Na podstawie
eksponatów i'v1KL, MGB i Muzeum \1'; Łowicz\".
;)6 J.
Ś w i ą t k o w s k a, Strój
lowicki, APSL; A. C h m i e l i ń s k a,
Księżacy
37

i ich

Hanna

strój.

K

l'

o n b e r g e r-F r e n

t

z e n,

Deutsche

Stickmuster,

Ham-

burg.
38
:lO

Na podstawie m3teriału archiwalnego IS-PAN.
B. K a z n o w s k a - Jar e c k a,
Strój
Biłgor(ljsko-tarnogrodzki..

APSL

1958, s. 17, 43.
Również na Huculszczyżnie haft kolorowy wykonują tylko nieliczne,
dwie, trzy kobiety we wsi. które zwą "szwali", tj. szwaczki. Inne Hucułki
znają przede wszystkim haft bialy. K a i n d l, Die HttclLlen, 1894.
~1 Na podstawie
materiałów
archiwalnych
IS-PAN, badań terenowych.
w 1952 1'. i eksponatów Muzeum w Białymstoku.
'12 WeI
e wa,
Bulgarische
VolkssHckereien,
Sofia 1959, skrypt.
~3 A.
Va c l a v i k, Volkskunst
1wd Gewebe,
1956, s. 47.
• 4 B e l o v i ć - B e l' n a d z i k o w s k a
Jelica, Hrvatski
naro:1ni
l:e4';

zovi,

Osiek 1906, s. 80.
K a l' a n o v i ć. Zenska
16 K a m i ń s k a, Nahlik,

•5

Jlosnja u Zmijanju,
Włókiennictwo

S"rajevo

gdańskie

1926, s. 11.
W., Łódź

w X-XIII

1958, s. 103-4.
47 Batystów
i muślinów używano do szycia kabotków, haftowano nato:niast na płótnie, które potem przyszywano
w odpowiednim
miejscu.
.3 Według
informacji
z 1956 r. Zuzanny Choleksy lat 65 z Brennej
Leśnicy; jej matka, Ewa Jaworska, która zmarła około 25 lat temu wyszywala ludziom kabotki. "To było silne wyszycie, można je bylo przeszy\va('
z kabotka do kabatka. Trzy kabotki można bylo potargać (znosić) przy
jednym takim wyszytym lemcu··.
~.)Elena H o l e c z y o v &lt;'l, Prlspevok
k technologii
Slovenskej
l'tlC/owej
vysivky,
Slovensk~' l'ud()\'y textil. 1957. s. 48-50.
.'0 Vejsil
C u l' i': i ć, Narodni
uez u Bosni" i Hercegovini,
Kalendar
"Napredak"
za 1935, Sarajevo 1934.
;1 R 8 b o t n o w a..
Jak o w 1·(' wa,
Ruskaja
narodnaja
wysziwka,
Moskwa 1957, s. 35: M a s lowa,
Naroclnyjornament
wierchniewolżskich
Kariel, Moskwa 1951, s. 105.

5~

Th. B o s s e

l'

t, Die Volkskunst

in Europa,

LII/9, LIl/8.

'J Ib.
5\
Zbiory Muzeum Zydowskiego w Krakowie.
.'3 Vlasta
F i a l o v a, Zapomenuty
druh lidoueho
vysivani
z Va1asska, Casopis Moravskeho musea v Brne (Acta musei Moraviae) XXXVI,
1951, 2, Vedy historicke, s. 162-181.
;G B o s s e l' t,
o. c., LXVII/7, 10, 12; LXIX/13.
'7 C a u l f e i l d and S a war d, The Dictionary
of Needlework
...,
London 1882, s. 313.
53 Elena
H o l e c z y o v a, o. c.
JO Elena
H o l e c z y o v a, o. c.'
60 C u l' C i ć, Narodni
vez u Bosai

i Hercegovini,

Kalendar

"Napredak"

za 1935, Sarajevo 1934.
6\ Na podstawie
badalI terenowych
w 1952 r. w różnych wsiach powiatu Sokolów i Węgrów.
62 T. S e wer
y n, Hafty
opoczyiLskie,
Lwów 1926, s. 18.
6:) Na
podstawie wywiadu w 1957 r. z Jadwigą Kubaszczykowa
lat 35
z Koniakowa Rupienki p. Cieszyn.
64 Na podstawie
wywiadów w 1956, 1957, 1961 r. z Zuzanną Marekwicą
lat 48, Zuzanną Wolny lat 77, Marią Mały jurek lat 65, Jadwigą Fizek lat
ok. 45 i Teresą Sikorą lat ok. 60 z Istebnej Andziolówki oraz z Ewą Ligocką lat 63, Jadwigą Jalowiczor lat ok. 60 i jej córką, Marią, lat 35 z Jaworzynki p. Cieszyn.
65 T.
S e we l' y n, Hafty opOCZyiLSkie, Lwów 1926, s. 17.
aG Por.
,1. K a m i ń s k a i A. N a h l i k, Włókiennictwo
gdańskie
w X-XIII
w., Łódź 1958, s. 103: Solanum
nigrum - psianka czarna, jagody
dają barwę b l' ą Z o w ą; Viburum
Opulus
kalina, jagody dają barwę
c z e l' won ą; Prunus
Spinosa
tarnina,
z pestek i korzeni barwy:
z i e lon a, ż ó I t a, b r ą z o w a; Centarea Cyanur - bławatek, z kwiatów barwa
b łęk i t n a; Iris pseudoacorus - kosaciec żółty, z kłączy
i kwiatów
barwa
ż ó ł t a; Rumex acetosa - szczaw ostry, barwi na
z i e lon o; Polygollum
aviculare - rdest ptasi, z calej rośliny barwa
ź ó I t a i z i e lon a: Sambucus
nigra - bez czarny, z jagód barwa
c z a r n a: Stachys Silvaticus
palustris - czyścicc blotny, z liści barwa
z i e lon a; Galium
verl1m
aparine
przytulia żółta, z korzeni barwa
f i o l c t o w a.
" H o l e c z y o v a, o. c., s. 48-50.
H o l e c z y o v a, O slovenskej
l'udovej
vysivke,
TvaI' 1948, 4.
K a i n d 1. Die Hucu/en,
1894 .
,n iVIa k o w s kij, Narodnoje iskustwo podkarpatskoj
Rusi, Praga 1925.
-, Holcczyo\·a.
o. c .. s. 48-50.
'. C •.:rciC,
iVa7'oani l'ez ił Bosni i Hercegovini.
Kalendar "Napredak"~
2a 1935. Sarajevo
1934.
(;0

�502
n B e n E' S, VystU1.iU vysirek

v UherskeIH

Brocle, Vec!

({ licle

H'.~3·-;:-8.

s. 375.
74

Va c l a v i kAntonin,

Volkskunst

lind

Gcwebe,

19.56 r.

SKROTY
MEK MKL IS PAN
APSL MGB -

Muzeum Etnograficzne,
Kraków
IVluzeum Kultury
i Sztuki, Warszawa
- Instytut
Sztuki Polskiej Akademii ~allk,
Atlas Polskich Strojów Ludowych
Muzeum Górnośląskie,
Bytom

WANDA

Wc.,!;Z2.wa

JOSTOWA

MATERIAŁY

DO ZAGADNIENIA GOSPODARKI
W "BORACH" ORA WSKICH

CHŁOPSKIEJ

WS TĘP

Orawa w dotychczasowej polskiej literaturze etnograficznej
posiada słabą dokumentację. Przyczyny tego zjawiska leżą niewątpliwie w trudności nadania zagadnieniom perspektyvv'y rozwojowej, który to postulat bez materiałów znajdujących się na
Węgrzech i w Czechosłowacji jest trudny do zrealizowania. Wiekowy związek polityczny Orawy z Węgrami stalwia badaczowi
wymagania gruntownej znajomości historii społeczno-ekonomicznej i ustroju rolnego węgierskiego. Na domiar trudności należy
zaznaczyć, że Polska od drugiej wojny światowej nie dysponuje
mapami katastralnymi trzech wsi Drawskich: Lipnicy Wielkiej,
.Jabłonki i Chyżnego. W tych warunkach trudno nadać pracy
inny charakter jak tylko wyłącznie usystematyzowanych
materiałów.
Celem pracy, w obecnym jej etapie, jest utrwalenie zanikającej niezwykle szybko tradycyjnej gospodm'ki chłopskiej \v "borach orawskich". W przyszłości planuje sh~ rozszerzenie tematyki do problemu roli, jaką w gospodarce trzech wsi orawskich:
Chyżnego, Jabłonki i Piekielnika odgrywają bądź odgrywały
w ,nieda:wnej przeszłości znajdujące się w ich granicach administracyjnych tzw. przez miejscową ludność "bory" oraz objęcie
studiami borów podhalańskich. Pojęcie "bory" obejmuj2 kompleks torfowisk, pustaci, łąk i łęgów nadrzecznych, przerYvvanych skrawkami uprawnych zagonów i lasów sosnowych.
Materiały, na których oparto studium, pochodzą bądź to ze

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10955" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10933">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fc5c3e1b9126dd450157dbf59e0248f6.pdf</src>
        <authentication>49d027dfaa5ab0b800084eb85d7bbe0d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130597">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:253</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130598">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130599">
                <text>Pomorze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130600">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:223</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130601">
                <text>Przegląd i perspektywy badań etnograficznych na Pomorzu Zachodnim/ LUD 1963 t.49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130602">
                <text>LUD 1963 t.49, s.417- 450</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130603">
                <text>Burszta,Józef</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130604">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130605">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130606">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130607">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130608">
                <text>,

JOZEF

BURSZT A

PRZEGLĄD

...

'

..

j

I PERSPEKTYWY
BADAN ETNOGRAFICZNYCH
NA POMORZU ZACHODNIM

Badania etnografic:zme na FomoTZu Zachodnim mogą dziś
dotyczyć nie jednej, a dwóch odrębnych rzeczywistości kulturowych. Pierwszą jest kompleks .,przeszłej" kultury tego regionu,
której ciąg życiowy zakończył siq wraz z końcem II wojny światowej. Obejmuje ona zarówno kulturę dawnych zachodnio-pomorskich plemion słowiańskich, jak i powstałych na ich podłożu
i w wyni-ku kolonizacji niemieckiej młodszych grup etnograficznych i reg'ionów kulturowych.
Druga, całkiem odrębna rzeczywistość kulturowa - to kształtująca się współcześnie, od 15-u zaledwie lat, kultura ludowa tego
regionu, której istotą jest wytworzenie się nowego oblicza kulturowego, niejako nowej syntezy kulturowej poprzez procesy
asymilacj1i, adaptacji i amalgamacji treści kulturowych różnych
grup etnicznych i regionalnych, współżyjących na terenie poszczególnych wsi.
Z pierwszej rzeczywistości kułturowej powstały zarówno
w terenie, jak i w zbiorach muzealnych nidiczne stosunkowo
relikty materialne, żywe zaś elementy zachowały się tylko tam,
gdzie pozostała ludność autochtoniczna, tj. na wschodnich skrawkach Pomorza Zachodniego. Pozostała jednak z okresu pTzedwojennego stosunkowo bardzo obfita spuścizna naukowa etnografów i badaczy, głównie zachodniopomc\l'skich, niemieckich, odtwarzająca dość dobrze miniony stan kultury tego regionu,
Powstaje stąd dość specyficzna sytuacja dla współczesnych
badań etnograficznych dotyczących dawnej kultury Pomorza
Zachodniego. Z jednej strony bowiem istnieją mocno ograniczone
możliwości przeprowadnnia
poszuk1iwań terenowych. Badania
27 -

.,Luc!"·, t. XLIX

I

�418

dotyczyć mogą tylko wyszukiwania na całym terenie zachowanych jeszcze reliktów i ich opracowania. Jest to oczywiście wobec zniszczenia w czasie wojny większości dotychczasowych
zbiorów muzealnych - zadanie poważne. Badania nad całością
miejscowej kultury ludowej można przeprowadzać jeszcze niemal w pełni na terenach o ludności autochtonicznej, Dużo stosunkowo możliwości badań uzupełniających kry ją w sobh~ zbiory
archiwalne l.
Z drugiej strony istnieje wspomniana obfita literatura etnograficzna tym cenniejsza, że dotyczy wyłącznie minionej przeszłości kulturowej. Z tej racji stanowi ona niejako kompleks zamknięty, który może być już tylko niezmacznie PQszerzony od
strony faktograficznej, natomiast jest i będz'ie dawał szerokie
możliwości interpretacji,
zwłaszcza w świetle nowych badań
i postępów etnografii i historii.
Zatem w stosunku doW'spomnianej pierwszej rzeczywistości
kulturowej wyłoniły się i są realizowane następujące odcinki
badań et'nograficwych na Pomorzu Zachodnim: 1) te,renowe badania penetracyjne celem głównie rejeskacji zachowanych reliktów kultury, prowadzone zarówno indywidua'lnie przez pojedynCZE' OtsJby, jak i zbiorowo z ramienia
różnych instytucji; 2) badania historyczno-etnograficzne, prowadzone w oparciu o różnego
ror12aju zbiory archiwalne; 3) studia nad wybranymi zagadnieniami na podstawie przede wszystkim interpretacji
spuścizny
naukowej z okresu przedwojennego.
Zdajmy teraz sprawę z tych trzech odcinków badań etnograficznych. PI zedstu'.vimy je w postaci najkrótszej i bynajmniej
nie pełnej. Chodzi tu bowiem o to tylko, ażeby zwrócić uwagę
na najważniejszą problematykę.
POLSKIE

BADANIA TERENOWE NA POMORZU ZACHODNIM
VV U.KRESIE
KULTURY TRADYCYJNEJ

Jeśli chodzi o b8.dania terenowe wspomnimy tylko o tych,
które były dotąd prowadzone przez instytucje naukowe - katedry uniwersyteckie, muzea, instytuty i towarzystwa naukowe.

Zasłużony badacz kultury ludowej Pomorza, r:;rof. ell'. B. Stelmachawska, poświęoiła sporą C2ęŚĆ swych zainter230wań obszarowi zachodnio-pomorskiemu
już w okresie międzywojennym
jako pracownik Uniwersytetu Poznańskiego, następnie - Muzeum
Miejskiego w Pomani u,i
Instytutu Zachodnio-Słowiańskiego.
Tuż zaraz po wojnie, jako kierownik Katedry Etnografii UMK
w Toruniu, prof. S t e l m a c ho w s k a r,ozwi:nęła ożywioną
działalność bada1wczą na terenie Pomorza Gdańskiego i Zachodniego. Już w 1946 r. publikuje program badań na Ziemiach Zachodnich, które mają dać odpowiedź na dwie zasad'nicze kwestie:
jakie dadzą się wyszukać 'relikty kultury polskiej i słowiańskiej
na Ziemiach Zachodnich oraz jakie są formy i kierunki ewolucji
-etniczmej w wyniku repolonizacji tych ziem 2. W ślad za zapowiedzią i programem poszły badania tmuńskiego ośrodka etnograficznego. Zespół badawczy pod kierunkiem pirof. Stelmachowskiej w kilku ekspedycjach objął systematycznymi
badaniami
teren Słowińców, a penetracyjnymi
dalej na zachód polożone
powiaty·J. Wyniki tych badań zosta,ły po części opublikowane,
po częsci ukazują się już po śmierci B. Stelmachowskiej w serii
Biblioteki
Słupskiej 4. Badania objęły jednak głównie kulturę
materialną·
Katedra Etnografii Uniwersytetu
Poznańsk'iego za czasów
kierownictwa prof. dra E. F r a n k a w s k i e g o w ramach szerzej zakrojonych badań zainteresowała się zagadnieniem granicy etnograficznej
wielkopolsko-pomorskiej.
Badania w latach
1954--1956 przeprowadzał dr Tadeusz W rób l e w s k i.
Spośród muzeów pomorskich działalność naukowo~badawczą
uprawiały dotąd tylko dwa - szczecińskie i toruńskie. Jvluzeum
w Szczecinie utworzyło w 1948 r. (jako ówczesne Muzeum Morskie) odrębny Dział Etnograficzny. Ten Dział zakreślił sobie
szeroką d2'~ałalność badawczą· W jej ramach dr T. D e l i m a t
przcprJ\\'&amp;dził intensywn2 bL~::!aniana:! s::kutni:::twem pomorskim 5. Badania penetracyjne przeprowadzone przez mgr A. G e rl a c h w 1957 r. dotyczyły budownictwa i szkutnictwa 6. Muzeum Etmograficme w Toruniu wespół z Muzeum Mazurskim
w Olsztynie pod kierunkiem prof. dr M. Z n a m i e l' o w s k i e j-

:1

I

I

�420
421

P r Li f f e r o w e j przeprowadza badania terenowe na terenie
powiatu złotowskiego.
Należy wspomnieć także o przeprowadzanych regularnie od
1946 r. systematycznych badaniCich Katedry Architektury i Pla-'
nowania Wsi Politechniki
Gdańskiej pod kierunkiem
profF. M ark o w s k i e g o. Objęły one systematyczną inwentaryzacją zabytki budownictwa l udowego na całym obszarze Pomorza - wpierw na terenie Kaszubszczyzny (przebadanie ok. 300wsi), następnie woj. olsztyńskiego i koszalińskiego. Zebrane b0gate materiały nie zostały jeszcze dotąd opracowane.
Tak się złożyło, że w ramach planów badawczych najbardziej;
zasłużonej dla Pomorza Zachodniego placówki, jaką jest Instytut
Zachodni, nie zaplanowano zupełnie problematyki ściśle etnograficznej uważając zapewne, że rola ta na,leży do uniw€'rsytE'~kich
katedr etnografii i do Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego ..
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze zainteresowało się Pomorzem Zachodnim na równi z innymi reg;oinami Polski. Zaplano-wano 3 zakresy działalności i :3 seTie wydawnicze: Polski Atlas
Etnograficzny,
Atlas Polskich Strojów LudGwych oraz poszczególne monografie, których ukoronowaniem miało być specjalne
dzieło "Pomorze Za~hodni2" 1. Do opracowania monografii "Pomorze Zachodnie" jeszcze nie doszło i zapewne nie pn~dko to
nastąpi *.
Ze wzmianką o Polskim AtLasie Etnograficznym
8 wchodzimy
od razu w trzEc:i odcinek bada!'l dotyczących dawnej rzeczywistości kulturowej Pomorza Zachodniego, mianowicie pode jmowania i rozwiązywania przez uczonych polskich niektórych, specjalnie ważnych z punktu widzenia in~eresów nauki polskiej, p:roblemów etnograficznych. Wiążą się one oczywiśe:e z wymienionymi
pop,:zednio obydwoma odcinkami badań, niemniej jednak pLnktern wyjściowym dla ich podjęcia jest z3zwyczaj stanowiskG
dotychCL:ascwej, ściśle dowojennej etnografii niemieckiet.
'Patrz
wydane
przez
P. T. L.: A. D o b r o w ol s k i e j.
Strój
pyrzy"ki.
P. S. \'1 1:';55 .. Pra::.''? i Materiały
Eto:Jgraf!czne"
tom XVI, Sz~zecin 1959 oraz to!n_
XXII Szczecm
l~tiO.. ,Literatura
ludowa"
Pomorze
Zachodnie
Nr 45 1969. Patrz
te~
,.Lud"
t. ·,8 Wrocław
1963 oraz ..Polski
Atlas Etnograficzny"
zeszyt I Wrocław
19".
wyd. P. A. N. (Przyp. Red.l.

DO'WOJENNA

NIEMIECKA

LITERATURA

ETNOGRAFICZNA

Nie miejsce tutaj na szczegółowe omówienie i ocenę całego
dorobku etnografii niemieckiej dotyczącej Pomorza Zachodniego.
Potrzebna nam tu jest jednak krótka chalI'akterystyka tej nauki
i jej rozwoju. Można w jej dziejach wyróżnić dwa nierówne
okresy: 1) od jej właściwego początku, gdzieś .po 1890 r., do ok.
1930 r.i 2) okres 1931-1939. Pierwszy okres cechuje żywiołowy
niemal l'ozwój badań i publikacji etnograficznych, dotyczący
jednak niemal wyłącmie kultury społecznej i duchowej Pomorza. Działalność badawczą i naukową prowadziły ra,czej indywidualne jednostki, amatorzy i miłośnicy kultury ludowej, głównie
z własnej łnicjaty~y
i na swój Taichuneik.Na cZlOłowybijają się:
A. H a a s, O. K n o o p, i U. J a h n. Skupieni wpierw przy
Monatsbliittel'
der Gesellschaft fur pommersche Geschichte und
Altertumskunde
(od 1887) i przy Baltische Studien, od 1892 r.
badacze pomorscy posiadali własne 'czasopismo poświęcone wyłącznie etnografi.i Pomorza, tj. miitter der pommerschen
Volkskunde. Jak już sam podtytuł tego pisma mówi 9, na 00 wskazuje
także treść wszystkich ID roczników, gromadzono wyłącznie ma1eriały opisowe i to z zakresu kU'ltury społecznej i duchowej,
brak zaś było zainteresowań kultu'rą materialną. Tak było z małymi wyjątkami aż do lat 3D-ch, kiedy nastąpił wyraźny przełom. Ok-res 1931-1936 jest szczytowym w rozwoju etnografii
pomorskiej nie tylko ze względu na niezwykłe ożywienie badań
nad wszystkimi dziedzinami kultury ludowej 10, ale przede
wszystkim na podjęcie i opracowanie kilku zagadnień ogólnych,
dotyczących zwłaszcza przestrzennego ukształtowania się zjawisk
kulturowych na Pomorzu. Zagadnienia te wynikły przy przejęciu i zastosowaniu metody geografi.czno-kartograficzmej w etno.grafii. Określono to jako Yolks = und Kulturgeogmphie.
STREFY

I REGIONY

KULTUROWE

POMORZA

i\.

Jednym z najważniejszych osiągnięć naukowych było stwierdzenie, że Pomorze Zachodnie nie stanowi jednolitego obszaru

�4~2
kulturO\~ego lecz dzieli się na kilka stref, 'IV obrębie. których
występuJe ~ kolei kilka regionów kulturowych. Punktem wyjściowym badan .by~y ,,:yniki dociekań W. P e s s l e l' a dotyczące
rozprzestrzenIenIa SIę na Pomorzu domu typu dolnosaskiego 11_
Da:lszy zasadniczy podział na regiony kulturowe całego Pomorza
powst~ł w wyniku badań R. H o l s t e n a dotyczących geografii
wY'raz~w 12. Został ..on w pełni potwierdzony i rozbudowany przez
szczegolowe badanIa W. B o r c h e l' sa i innych 13, a szczególnie'
przez pra:cenad Atlasem Kultury Ludowej Pomorza H.
. Ustal'ona trójskefowość Pomorza przedsta1wia się następująco:'
pIerwszą strefę, stanowi Pomorze Zaodrzańskie (Vorpommern)
po rzekę Wkrę I Żarową (Ucker u. Za1row); druga rozciąga się
po rzekę Parsętę, trzecia po Łebę.
,Te trzy zasadni~ze strefy kulturowe Pomorza zostaly wyd~lelo~e n.a podstawIe geografii wyrazów .j różnic \V występowanIU nIektorych zwyczajów ludowych 15, a mają one, zdaniem
H o l s t e n a i K a i s e r a 1~, wynikać z trzech ,różny.ch kierunków kolonizacji niemieckiej: strefa z3JChodnia miała' zostać skolonizowanaosadnikami
z Dolnej Saksonii i Westfalii, stTefa środkowa, po Parsętę, kolonistami z Dolnej Frank&lt;Jni'i i Nadrenii.
strefa wschodnia zaś przez niemieckie zakony rycerskie od XIV w.
J,UŻ tutaj można zauważyć, że autorzy zajmujący się regionamI kulturowymi Pomorza nie dostrzegali lub nie chcieli dostrzegać, że u podłoża zróżnicowań leżeć muszą także różnice
w asymi'lacji kulturowego podłoża słowiańskiego 17.
~odstawowe znaczenie dla dalszych do'ciekań mają ustaloneregIOny występowania, niektórych zjawisk kulturowych, jak strojów i sztuki ludowej. W. Borchers, jeden z najbardziej pracowitych i zasłużonych badaczy kultury ludowej Pomorza, wykorzystując dotychczasowe szczegółowe opracowania, pierwszy' dał
kartograficzne ujęcie występowania obu tych zjawisk. Jest' charakterystyczne, że oba te zjawiska występują wyspowa i - co
więcej - zasadniczo się pokrywają z tym jednak. że obszary
występowania sz.tuki ludowej są nieco większe niż strojów. co'
jest zresztą zrozumiałe. B o r c h e r s posługuje sic: ramowym
podziałem H o l s t e n a i w ramach trójstrefowości Pomorza

ustala szczegółowe regiony kulturowe. Pomocniczo posługuje się
dalszym jesz.cze podziałem Pomorza na strefę przybrzeżną
(Kiistengebiet) i wewnętrzną (Binnenland), a to ze względu na
dwa podstawowe zajęcia ludności, wyznaczające w ,istotnej mierze typ kultury, mianowicie przybrzeżne rybołówstwo morskie
i rolnictwo.
W dwóch zasadniczych w tej mierze pracach, opublikowanych
w 1932 i w 1933 r.18, B o r c h e r s ustala następujące regiony
występowania strojów i przejawów sztuki ludowej: w obrębie
obszaru przybrzeżnego, a w strefie Pomorza Zaodrzańskiego półwyspy Dars i Sianożęt (Zingst), da1ej wyspy ota'czające Ranę
(Rugię), jak Chycina (Hiddensee) i Omaniec (Ummamz) oraz półwysep mnichowski -na Ranie i wreszcie Ina Uznamiu półwY5€'p
Lipa (Lieperwinkel). W pasie przybrzeżnym Pomorza Środkowego, od Kamienia po Kołobrzeg, wydZJiela parafię Wrzosowo (Frit-.
zow) i Białoboki pod T'rzebiato-.vem, w pow. kamieńskim (na
południu) wieś Laska (Laatzig). Na Pomorzu Dolnym mamy
wpierw oderwaną wyspę dwóch iwsi - Jamno i Łabusz i wreszcie, jeśli chodzi szczególnie o sztukę ludową, S'ze'reg wsi pow.
dadowskiego i słUJpskiego, J ak0 osta tll'i na wschodz'ie region
kulturowy, ale tylko pod względem strojów, wymienia Kaszubów nadłebskich. O sztuce kaszubskiej nie chce jednak pisać,
uważając, że przekazy jej są za skąpe. W głębi lądu wyróżnia
szczególnie znany obszar pyrzycki, dwie wsie 'nad Odrą, Widuchowa (Fiddichow) i Ognica (Nipperwiese) i wreszcie kilka wsi
w dawnym pow. Szadzko (Saatzig) na wschód od Stargardu.
Pomijając na razie szereg kvvestii wiążących się z powyższymi regionami kulturowymi, należy podkreślić szczególną wagę
ich ustalenia. Odkąd bowiem je zauważono, stały się one podstawą różnorodnych interpretacji
celem ich wyjaśnienia. Dlaczego regiony te ukształtowały s:ę wyspowo, dlaczego wi~kszość
ich występuje w pasie nadmorskim, skąd się biorą zauważone
między niektórymi regionami (np. obszarem środkowym, a ośrodkami na Ranie) ciekawe filiacje, dlaczego znów inne regiony
odcinają się od reszty swą odrębnoścą, skąd w ogóle doszło do
ich powstania, a dlaczego ogromna większość obszaru pozostała

!

I

, I

I

,
I,

I;

�424
kulturowo jałowa, itd. itd. Są to w istocie zagadnienia najbardziej
pasjonujące i nic dziwnego, że do dzisiaj są one przedmiotem
interpretacji i będą nimi chyba jeszcze długo. Właściwa bowiem
odpowiedź na te zagadnienia zawierać może klucz do rozwiązania wielu kwestii, stawianych także przez inne nauki, np. historię· W tych zagadnieniach może się też kryć materiał do odpowiedzi na wiele kwestyj etnicznych.
B o r c h e r s zauważył, że regiony występowania stl'lOjów
ludowych pokrywają
się mniej więcej z innymi zjawiskami
etnograficZ'nymi 19. Tark więc np. stroje wybrzeża z zasięgiem
domu dolnosaskiego, strój pyrzycki z zasięgiem domu pyrzyckiego itp. Z zasadniczym zaś trójstrefowym podziałem pokrywać
się ma wg niego nawet histor,ia kultury: w za!chodniej części Pomorza panowało miejskie pl'alWOlubeckie, w środkowej magdeburskie, zaś we wschodniej chełmińskie.
W wyjaśnieniu zjawiska powstania regionów kulturowych,
Borchers, idąc po -części za poprzednikami, Ziwłaszcza za Holstenem, wprowadza szeTeg różnorodnych czynników, ,o których
warto wspomnieć, gdyż będą się one u innych często powtarz.ać.
Niektóre z wyjaśnień zatrącają dobrze znaną nacjonalistyczną
mistyką 20, in:ne jednak zawierają uchwycenie istotnych związków przyczynowych. Nie można Borchersowi odmówić swrokicr.
horyzontów. Już w samym założeniu widzi ogólny wpływ wa·
runków geograficznych, historycznych i gospodarczych. Pomorze
jest terenem zderzenia się kultury germańskiej ze słowiańską,
jak :powiada -.:-. zachodnio- i wschodnioeuropejskiej.
Widzi też
związki kulturowe niemieckiego obszaru kulturowego ze Skandynawią. Pomorze jest krajem, gdzie splotły się wpływy Brandenburgii. Zakonu Krzyżackiego, Polski i Szwecji 21. Jest ono też
krajem typowo kolonizacyjnym, gdzie osiedlono osadników z różnych stron i gdzie ludność słowiańska została zniemczona z \vyjątkiem Kaszubów. Śladów Słowiańszczyzny jednak szuka B o re h e r s tylko i jedynie na tych nie zniemczonych jeszcze terenach, ale i tam - uważa - trudno jest powiedz,ieć, co np. w strojach kaszubskich jest niemieckiego, a co polskiego czy słowiańskiego. gdyż nauka za pó2mo do tych zagadnień przystąpiła. Stąd

425-

też i w sztuce kaszubskiej Borchers widzi tylko wpływ zachodnio-pruski, a nie słowiański czy polski 22.
Interesują szczególnie te ujęcia Borchersa, które starają się
wyjaśnić ową charakterystyczną
wyspowość w występowaniu
l'egrionów kulturowych. Borchers wskazuje szczególnie na wpływ
osadnictwa prowadzonego przez średniowie'czne klasztory cystersów (rejon Mnichowa i Pyrzyc) i premonstrantów z Trzebiatowa
nard Regą (osadnictwo idące z holenderskiej Fryzj;i). Chodzi tu
nie o bezpośredni wpływ klasztorów, ale o lepszą znacznie pozycję społeczno-ekonomiczną kolonistów niż chłopów miejscowych
w dobrach rycerskich. Tam, gdzie chłopi mieli lepsze warunki
f'gzystencji, ich społeczno-prawna
i gospodarcza pozycja była
ustabilizowana, gdzie silna władza brała ich w opiekę i chroniła - tam mogła wykwitnąć w pełni kultura ludowa. Wielkie zaś
bwle plamy na kultur'owej karcie Pomorza pokry'wają się mniej
więcej z zasięgiem dóbr rycerskich, gdzie panował ustrój pańszczyzniany.
Nad stwierdze.niami W. B o r C h e r s a warto był&gt;o zatrzymać się z tego względu, że jest to pierwsze pełne ujęcie regionów kulturowych Pomorza i że sta'nowi próbę wyjaśnienia ich
powstania, choć jeszcze bardzo ogólną i raczej w postaci ~formuławania zagadnienia do dalszych badań. W takim też ujęciu.
wydaje mi się, leży klucz do rozwiązywania większości zjawisk
etnograficznych Pomorza Zachodniego.

ZAGADNIENIE ETNICZNE. STOSUNEK l'&lt;AUKI NIEMIECKIEJ
SKlEJ DO SUBSTRATU SŁOWIAŃSKIEGO

Na czoło zagadnień związanych z regtonalizacją Pomorza Zachodniego wysuwa się sprawa składu etnicznego ludności i późniejszych jej zmian. Chodzi 7. jednej strony o wykazanie ugrupowań słowiańskich i polskich oraz niemieckich i innych, z drugiej
o analizę ich wkładu w ogólną kulturę ludową Pomorza. Pod
tym względem stanowiska badawcze nauki niemieckiej i polskiej
Jóżnią się nieraz dość znacznie. Jeśli chodzi o stanowisko etno-

�42(j

grafii niemieckiej, można go najkrócej scharakteryzowac następująco:
1) Sprawa składu plemiennego ludności słowiańskiej nie jest
przedmiotem jej zainteresowania. Od czasów pracy F. T e t z n er a ~.1 nie było na ten temat poważniejszego opracowania. Nacisk
kładzie się głównie na niemieckie grupy etniczne kolonizujące
Pomorze. Poznane są one jednak dotąd dośćogólnj,kowo.
2) Istnieje wyraźna niechęć do przypisywania innym, nie
niemieckim grupom 'kolonistów większego Wlpływu na kultUTę
ludową Pomorza. Wpływy szły niemal wyłącznie od stl'ony kontynentu, od południa, wnoszone przez kolonistów niemieckich 24.
Wybrzeże morskie - odczuwa się to wyraźnie w opraoowaniach
niemieckich - nie jest tu pomostem łączącym kulturowo leżące
nad morze kraje, ale jakąś nieprzebytą ścianą, do której dochod.ziły wpływy niemieokie z południa. Były to tylko wpływy kontynentalne 25. Z obcy'ch grup etnicznych przypisuje się pewne
znaczenie, i to w stopniu znacznie zmniejszonym, kolonistom
holenderskim i fryzyjskim 26,
3) Stosunek do wpływów i pozostałości słowiańskich jest
więcej niż wstrzemięźliwy. Nie zaprzecza się, że elementy słowiańskie w kulturze ludowej Porrtorza istnieją, są one jednak: a) zbyt skąpe, aby były godne specjalnego zainteresowania; b) występują raczej tylko tam, gdzie zachowały sif; resztki
ludności kaszubskiej. W przeciwieństwie do dawnej etnografii
niemieckiej, która odrębności w kulturze ludowej Pomorza, nie
posiadające analogii z cechamikultuTY
ludności niemieckiej,
skłonna była tłumaczyć jako pozostałości słowiańskie -' przedstawiciele nowszej etnografii (mam tu na myśli głównie twórców dzieła "Atlas de?' Pomnw?'schen Volkskunde")
usiłują pozostawić jako niewyjaśnione, czekając na dalszy rozwój badań
etnograficznych, lub tłumaczyć innymi wpływami.
4.) To ogólne stanowisko w stosunku do spuścizny ~lowiańskie'; pozostaje w łączności z mechanicznym po£lądem na sam
proces kolonizacji i germanizacji. Przesadny pogląd na zbyt
szvbkie i całkowite zgermanizowanie
Pomorza z wyjątkiem
~\I~chodnich jego skrawków stoi w ścisłej łączności z drugim po-

427
glqdem, że germanizacja ludności autochtonicznej była równoznaczna z momentalnym niemal i kompletnym rozpadem dotychczasowych treści kulturowych, a przyjęciem się z miejsca
inn yeh, nowych treści. A tak w rzeczywistości nigdy nie było.
Tr~dn{) na tym miejscu przedstawić skomplikowany mechanizm
procesu wynarada,wiania, ale przecież dotyczy 'On "wymiany"
tvlko niektórych treści i to w drodze stopniowego wzajemnego
~rzenikania i przejmowania poszczególnych elementów i ic~
adaptacji. Niektóre tylko elementy zanikają stopniowo całkowlcie, inne żyją nadal choć nieraz pod inną etykietą. Tak jest
z\vłaszcza w obyczajach i zwyczajach oraz w treściach folkloru.
Można stwievdzić, że w tych zagadnieniach stanowisko przedwojennej nauki niemieckiej wwiera wyraźną, a zas:ldniczą
wewnętrzną sprzeczność. Z jednej bowiem strony przyjmowało
się, najczęściej milcząco, że na większości terenów Pomorza
kompletny niemal rozpad kultury słowiańskiej nastąpił już
w XIII-XIV
w. 27, że zatem kuliuTowe elementy słowiańskie nie
wykazywały żadnej tendencji do p'r~etrwania - i dl~tego z.anikły. Z drugiej jednak strony przyjmuje się expreSSIS verbIS,
że we współczesnej kulturze ludowej Pomorza istnieje wiele
elementów starogermańskich, sprzed tysiąca lat 28. Jest to oczywiste przykładanie dwóch różnych założeń i kryteriów do tego
~amego zjawiska - kuUury ludowej.
W świetle tej sytuacji jest najzupełniej zrozumiale, że nauka
polska zmierz.a w pierwsz.ym rzędzie do szczegółowego odtworzenia przemian etnkznych na Pomo'rzu Zachodnim w ciągu dziejów ze szczególnym uwzględnieniem stopniowego zanikania ludności słowiańskiej 29. Co się zaś tyczy pO,~lądu na zmiany kulturO'.ve, to można ogólnie stwierdzić, że nauka polska zajmuje tu
star,owisko metodologicznie bardziej słuszne. W większym stopniu :;niźeli przedwojenna nauka niemiecka traktuje poszczególne
elementy kulturowe i całą kulturę funkcjonalnie - jako wynik
działania szeregu różnorodnych czynników: stosunków społecznogospodarczych, politycznych, wpływu miast, dworu i klas uprzywileJow:mych, infiltracji elementów obcych z zewnątrz, ale teżi to przede wszystkim - jako odbicie odrębności gruPO\\'€j

�429

428
i przynależności etnicznej. W formach mieszanych i pochodnych - a takimi głównie są pomorskie elementy kulturowe w ich zlepku i nawarstwieniu się doszukuje się - jeśli jest to
tylko możliwe - genezy poszczególnych składników i form,
w tym elementy pochodzenia słowiańskiego budzą - rzecz jasna - największe zainteresowanie. Wychodzi się przy tym z założenia. że w utrwalonych faktach etnograficznych Pomorza
można lównie dobrze doszukiwać się zarówno archaicznych elementów germańskich jak i słowiańskich. Kulturowy substrat
słowial1ski trwał tu niewątpliwie dłużej i silniej zaznaczył się
'N kulturze
ludowej Pomorza niż to się widzi w opracowaniach
niemieckich.
Przejdźmy do kilku zagadnień szczegółowych.

ZAGADNIENIE

TYPOW

BUDOWNICTWA

LUDOWEGO

Jednym z najbardziej spornych, dotąd ostatecznie wystarcza,iąco nieprzebadanych ,i nierozwiązanych zagadnień, jest kwestia
typów w budownictwie ludowym Pomorza i ich genezy. Budownictwo kaszubskie w pow. Lębork, Bytów i Miastko raczej nie
wchodzi w rachube. J.est ano dobrze zbadane i jako zbliżone do
budownictwa polskiego (dom zrębowy drewniany) nie budzi
większej dyskusji 30, Inaczej jest jednak z typami budownictwa
ludowego występującymi na reszcie terenu Pomorza Zachodniego.
Sporą dyskusję wzbudził dom tzw. "pyrzycki" oraz budownictwo
w pasie przybrzeżnym od Dziwnowa po Słupsk.
Dom pyrzycki (das Weizackerhaus
lub Mii7'kisches Dielenhaus), o którym pisali już R. H 'Ol s t e n i H. S i u t S 11, a następnie inni, uważany był zgodnie jako typ pochodny bezpośrednio od domu dolnosaskiego poprzez skrzyżowanie z typem frankońskim. Sprawą tą zajęła się szczególnie A. D a b r a w J l s k a,
ostatnio Z. R a d a c k i ~2. Na podstawie głównie rzutu poziomego
(przednie usytuowanie części mieszkalnej i występowanie czarnej kuchni) autorzy oi zgodnie stwierdzają, że jest to wytwór
l'€gionalny domu wąskofrontowego rozwinięty z wielotraktowych

chat słowiańskich z niektórymi tylko elementami domu dolnosaskiego (rozwinięcie trójwnętrzne pierwszego traktu pod wpływem domu saskiego). Wtórnym zjawiskiem, rozpowszechnionym
dopiero w XVIII wieku, ma byt" sień poprzeczna, tzw. Achterhaus. A. D o b I' o wal s k a przypuszcza nawet, że dom pyrzycki miał kiedyś podcienia, które później zostały zabudowane. R ad a c k i zaś uważa, że wystE;pujący między dolną Noteci,,! a Pyrzycami podcieniowy dom wąskofrontowy rozwinął się równolegle z pyrzyckim i oba zalicza do typu zachodnio-pomCl'skiego
domu wąskofrontowego. Jako taki miał on szerokie rozprzestrzenienie w pow. białogard2Jkim, nakielskim, wałeckim i kartuskim.
Sięgając jeszczl; dalej w genezę tego typu, widzą jego autochtoniczną ciągłość od podcieniowego domu kultury łużyckiej, znanego z wykopalisk w Buku pod Berlinem. Czyli - sumując spotykamy tu wywód obu typów domów wąskofrontowych podcieniowego i pyrzyckiego - z elementów autochtonicznych,
z domieszką, różną w obu typach, nowych elementów budowlanych przyniesionych przez kolonistów.
Jak widać, sprawa wymagałaby jeszcze dalszego uściślenia
i dokumentacji.
Spore różnice zdań istniejq na temat typu budownictwa
w pasie przybrzeżnym. Zasługują tu na uwagę dwie rozprawy Go e h r t z a i E. G o h r b a n d t a. Zabierał też w tej sprawie głos G. B r o n i s c h 33. Według znów mniej więcej z§':odnej
8'pinii tych badaczy (najbardziej zdecydowanie ujawnia się to
u G o h r b a n d t a), na całym obszarze pasa przybrzeżnego,
od Dziwnowa poza Słupsk, występował dawniej jeden tylko jedyny typ domu, właściwy tylko temu obszarowi i nie mający wiele
wspólnego z budownictwem regionów sąsiednich, podczas, gdy
dawniejsza literatura niemiecka, operująca tylko ułamkowymi
danymi (badania nad budownictwem rozpoczęły się na dobre
dopiero za czasćw G o h r b a n d t a) widziała na tym terenie
az 3 typy domów - irankoński, nordycki szerokofrontowy (nordischer Vierkanthof)
i dom saski, Tymczasem, wg opinii tych
autorów, zwłaszcza Gohrbandta, występował tu tylko jednolity
typ domu z przewagą element(:\V dolnosaskich, jest on zatem

�+30

porhodny od dolnosaskiego. Niektóre tylko dodatki - galeryjka
i brama wjazdowa - mają być pochodzenia frankońskiego. Dom
ten miał wziąć swój początek od kolonistów dolnosaskich, którzy
przyszli tu z Pomorza Zaodrzańskiego (Vorpommern) przez
Uznam i Wolin i brali w posiadanie obszar przybrzeżny początkowo w dość: wąskim pasie, później coraz bardziej się powiększającym aż na całą szerokość prowincji. Tym Sasom podporządko~
wali się kulturowo osiedlający się tu także Fryzyjczycy. Dodac
trz'eba, ż,e ten typ domu już z dawna na Pomorzu Zachodnim nie
i~;tnieje, a to w wyniku ustaw budowlanych pruskich, zwłaszcw
rozporządzenia Fryderyl{a II z 1752 r., a następnie w wyniku
uwłaszczenia, które całkowicie zmieniło zabudowę wsi.
Jak widzimy, w literaturze niemieckiej nie ma mowy o żadnym substracie kulturowym słowi8ńskim. Koloniści przychodzili
j;kby do pustego kraju, będącego kulturowo białą plamą·
.
Etnogrdiczne badania polskie zajęły się też i tym zaga~'Dle.Diem..
Wymienić tu należy prace A. D o b r o w o l s k l ~ )~
Z. R a d a c k i e g o, ostataio zwłaszcza publikowane
wymkl
b':Jdar, terenowych
B. S t e l m a c h o w s k i e j i T. W r óli l e w s k i e g o H. Głów,ny tenor ich stwierdzeń w wymienionej
sprawie brzmi następująco:
.
1) na omawianym tE.renie wystE;puje z dawien. dawna ~le
;edcn , kcz kilka typów domów. Obok wskazywane) przez
meJ
.
.
mieckich badaczy fo-rmy dolnosaskiej, zmienionej w porownamu
do pierwowzoru, istniały ('na terenie sbwińskim - S t c ~m.ac hu w s k a) trzy jeszcze typy: wąskofrontawa chata podclem~wa, sbwir.ska
chata parzysta, mająca, według stwiel'dz.ema
B. Stelmae:howskiej, równie starą metrykę; oraz - jako od:rę~l1Y typ _
dom szerokofr,ontowy (Vierkantho.f - Z. R a ,d a ck 1):
2) panuje tu istotnie typ budownictwa mieszanego, powstały
ze starszych i nowszych €lementów, ale nie są to tylko formy
. k'12. S ą to mi'-'~""ne
formy
mies7ane bez reszty gerrnans
. '~... ~
.. bu:iownichva slowińsko-holenderskiego
(T. W l' ó b l ew s k 1);
3) najbardziej archaiczne p:::JStaciedomów mają \V'i~lr:cech
0g61nosłowiańskich. Dopiero na te warstwy n.~kł.adały SH:~ nowe
elementy obce i stąd powstało daleko idące zrOZl11cowamew for-

431

l

I
!

!
I

I

,l

I
i

l

mie budownictwa. Nawet szerokofrontowy
dom o podwórzu
czworokątnym jest kombinacją elementów miejscowych z saskimi (A. D o b r o wo l s k a);
4) 'Typowa dla budownictwa Słowińców chata parzysta, symetryczno-dwuizbowa, uważana do,tąd jako powstała dopiero po
ustawie z 1752 r., jest wcześniejsza i ma mieć według twierdze~
nia B. S t e l m a c h o w s k i e j swoją genezę w rodzimej koncepcji architektonicznej: powstała ona ze względów funkcyjnych
(zawód rybacki z obsługą "cezeźników") z zestawienia dwóch
chat jednoizbowych jako odrębność slowiński,ej grupy rybackiej;
5) najbardziej archai.cznym typem chaty, opisanym przez
F. T e t z n e r a 35 w Klukach -- jest takii, który żywo przypomina znane z wykopalisk kultury łużyckiej jednoizbowe chaty
z wejściem w ścianie szczytowej.
To są najistotniejsze ujęcia z "obu stron barykady" w kwestii
typologH budownictwa zachodniopomorskiego nacalym
pasie
przybrzeżnym. Jest tu istotnie tyle spornych kwestii, że sprawa
będzie i powinna być przedmiotem dalszych wnikliwych badań.
ZachodniopomoI'skie
budownictwo
ludowe posiada wiele
swych charakterystycznych cech, takich jak przewaga symetrycznych domów szerokofrontowych, występowanie szerokich kominów w środkowej części sieni na całą jej szerokość oraz urządzenia ogniowe pochodne od "czarnej kuchni". Wszystkie te
i tym podobne elementy odcinają wyraźnie obszar zachodniopomorski od niemieckiego. a wiążą go z ogólnym obszarem
słowiańskim. Zagadnienia te są przedmiotem badań na podstawie
materiałów uzyskanych dla Polskiego Atlasu Etnograficznego 36.
Można tu oczekiwać wielu jeszcze interesujących wyników.
WNIOSKI

Z ZACHODNIOPOMORSKIEGO

SZKUTNICTWA

LUDOWEGO

Warto nawiązać od razu do zagadnień szkutnictwa zachodniopomorskiego. Mamy w tej mierze długoletnie gruntowne badania
T. D e l i m a t a i P. S m ó l ark a 37. Delimat wykorzystuje
w pełni opracowania niemieckie, zwłaszcza Borchersa i W. M it z ki 38. samodzielnie jednak dochodzi do zaskakujących, a cie-

�432

433

kawie dokumentowanych
wniosków.
Otóż całe Pomorze,
cd Odry
aż poza Wisłę, ma swoje odrębne cechy, wyróżniające
go zarówno od obszaru
wschodniego
jak i zachodniego.
Występują
one
nie tylko na obszarze kaszubskim
i słowińskim,
ale także na terenach z dawna
zgermanizowanych,
jak np. na pojezierzu
szczeciniecko- drawskim.
Do tych cech szkutnictwa
pomorskiego
należy m. in.: bezwręgowa
konstrukcja
łodzi, dno z klepek poprzecznych, poszycie
burt klepkami
pionowymi,
łukowaty
kształt
dna
i łukowaty
kil, wiosłowanie
z wolnej ręki i rejowy żagiel. Cechy
te, wzięte
z łodzi współczesnych,
powtarzają
się w pomorskich
łodziach średniowiecznych
znanych
z wykopalisk,
różnią się natomiast od obszaru
niemieckiego
za Odrą.
Mielibyśmy
tu zatem do czynienia
z pozostałościami
kultury
słowiańskiej
jeszcze z okresu
przed germanizacją
Pomorza
Zachodniego.
Podobną
a'rchaiczność
cech szkutnictwa
pomorskiego
6twierdził
w wY1niku swych
wieloletnich
obs~a'cji
i badań
H. W i lc z e iW s k i 39.
Zatem wniloski, jakie nasuwa historia
i typologia
pomorskiego
szkutnictwa,
są analogiczne
do tych z za.kresu budownictwa.
Podobnie jest, jak niżej zobaczymy
w dziedzi'nie
strojów
i sztuki
ludowej.
SPORNE

KWESTIE

KOSTIUMOLOGII

LUDOWEJ

Badcmia nad kostiumologią
ludową Pomorza
Zachodniego
były
w latach 30-tych b. wieku - jak stwierdzał
W. B o r c h e r sdopiero w początkach
40. Znane
były wówc'Zas poszczególne
stroje
i ich regiony - kaszubski,
pyrzycki,
mnichowski
41, ale tylko
te
z XIX w. Nie posiadano
żadnych
reliktów
z w. XVIII, niejasny
. był też wiek, pochodzenie
i rozwój poszczególnych
strojów,
gdyż
n:e przeprowadzano
badań źródłowych.
B o r c h e r s nie tylko
podsumowuje
dotychczasowy
dDrobek w tej dziedzinie,
ale dorzuca szereg nowych
spostrzeżeń.
Zauważa
on m. in. ciekawe
zjawisko,
że re['iony
strojów
jak już było wspomniane
grupują
się jeden za drugim w pasie przybrzeżnym
od Rany aż
po Lębork,
p{)dczas gdy w głębi lądu występuje
jeden tylko

zwarty
obszar pyrzychi,
Poza strojempyrzyckim
wyróżnia
on
trzy grupy strojów pasa przybrzeżnego.
ośrodek rugijski
-- Chycina (Hiddensce),
Omaniec,
Mnichowo,
Lipa trzebiat'Jvvs;&lt;:Gjamneński
(Białoboki
i Płoty pod Trzebiatowem
i Jamno ,: Labuszem) oraz trzeci -- k3szubski.
Widzi szczególne
pokrev;:2ństwo
kostiumologiczne
ośrodka
trzebiatowskiego
z mnichows;&lt;im,
Borchers podl;reśla
mocno fakt, że w istniejących
w XIX w. strojach znaleźć można elementy
różnorod:1cgo
pochodzenia
:.:arć'vvno
pod \vzględ.em
wieku
jak i etnicznym.
Da się Yv'i;:;c wyróżnić
składniki
wczesnośredniowieczne
i nowo:~ytne,
elementy
jJochodne z ubiorów
hiszpc)j1Sklch.
niderlandzkich
i francuskich,
Podkreśla
dalej zrM:r,icov.ranie
tych strojGw \vedług zcJ\vodu i społecznej po:'ycj:, dostrz.ega istnienie
w wielu miejscach
rcieszanych
strojóv;
miejsko-wiejskich.
Elementy
slo\viar.skie
'widzi jednak
tylko
i jedyn:e
1,,:
.s~;:'oju kaszubskim.
(K;:,;:;zubiiladłebscy)
ze
",'zgIęciu na ich oc1n,ienno,ść etnicz,ną i inną przyna]eżn{'Jś(;
polityczną.
W literaturze
polskiej
ndjwic;cej
uwagi zagaClmeniom
kostiu-;
mologicz.nym
Pomorza
Zachodniego
poświęciła
clDtąd A D ob r o wo l ska.
Do śmiałych
niewątpliwie
posunięć,
ale równocześnie bardzo
wnikli'.\'ych,
1131eży zasadnicze
jGj stwierdzenie,
że na całym davvnym obszarze
Słowian
Zachodnich
da się wyszukać ze źródeł ikonograficznych
3 elementy
ubioru świ2dcząoe
o oddziaływaniu
po:Hoża
sI-owiańskiego
na zespół
odzieżowy
środkowo-północna-europejski.
Występowanie
ich pokrywa
si~
z wykreślonym
przez L. N i e d e r l e g o zasiqgiem Słowian Zachodnich.
Są to: płócienna biała płachta żałobna z czółkiem i podgębnikiem,
wałei~ chus'cy noszony w rękach lub pod pachą (Regenrolle)
oraz rnE:':J,w koszulak
noszona
"na wypust" 1~. Artykul
.'Świadczy o dużych możliwościac;l
historycznej
retrogresji
woparciu o materiał
etnograLczny·;3.
W tym samym kierunku.
tj. wyszukiwania
reliktów
sło\vinńskiej odzieży, idą badania
A. D o b r o \'1 o l s k i e j na Pomorzu
Zachodnim
.:;. Spotyka
się je zarówno
w stroju jamneńsklm
jak
i pyrzyckim.
W Jamnie
i Łabuszu,
obok utworzonego
w XVII w.
bogatego
stroju
kololótcw,
pochodzącego
z Holandii,
istniał
2R -

.. Lud",

l. XLIX

I
i,

�434

435

mało znany strój mIeJscowy. Ten jednak nie zachował się
w czystej postaci, lecz powiązał z miejscowym w ciekawą grupę
kostiumologiczną o cechach mieszanych, rodzimych i obcych. Do
cech roodzimych, przypominających strój słowińskich Kabatków,
należą białe opaski na glowq w stroju kobiecym, a w meskim
granatowa sukmana poza kolana, bez zapięć, kołnierza i jde~zeni,
zbliżona w swej formie do typu południowo-polskiego. Podobnie
w stroju pyrzyckim. Znany i opisywany dawniej strój pyrzycki 45
Jest według Dobrowolskiej całkiem nowego pochodzenia, mianowicie z początku XIX w., wniesiony przez kolonistów fryzyjskich
osiedlonych za Fryderyka
Wilhelma III. P'oprzednio noszony
strój był miejscowe[o pochodzenia, zna,cznie bardziej IIboższy,
posiadający również niektóre elementy słowiańskie, jak w stroju
)amneńskim. Podobnie też gdzie indziej. Spod Kołobrzega znany
jest zabytek ikonogrdiczny z XVIII w., ukazujący noswny tam
strój kaszubski. Dobrowolska jest zdania, ż·e ów strój rodzimy
znachodził się wszędzie tam, gdzie w XIX w. zachowały się oazy
ludności słowiańskiej (kolo Gryfie, Kamienia, Trzebieszowa, Gryfina, Pyrzyc, Stargardu itd.). Z XVI wieku znany jest on w podmiejskich osiedlach zamieszkałych przez pospólstwo. Omawiany
strój ma według stwierdzeń A. D o b r o w o l s k i e j duże powiąza'nie ze strojem k&lt;'szubskim, rugijskim oraz z łużyckim.
Tak więc, jak Pomorze Zachodnie stanowi pod względem językowym obszar pośredni między gwarami kaszubskimi i wieleckimi, tak pod względem kostiumowym ma być również terenem
pl'zejściowym, łączącym odzież kaszubską, rugijską i łużycką·
Zagadnienia związane z zachodnio-pomorskim strojem ludowym są więc - jak widzimy - bardzo frapujące, kryją w sobie
wiele jeszcze niejasnych stron i nadal będą stanowić wdzięczne
pole badań.
PROBLEMY

SZTUKI

LUDOWEJ

POMORZA

Zainteresowania sztuką ludową P,omorza Za,chodniego doprowadziły w pierwszym rzędzie do wspomnianego już zaobserwowania i ustalenia regionów kulturowych. Najwięcej uwagi tym

zagadnieniom
w literaturze
międzywojennej
poswlęcii: znów
W. B o r c h e r s 46. W obrębie strefy przybrzeżnej ustalił on trzy
zasadnicze regiony Pomorza Zaodrzańskiego,
Środkowego
i Wschodniego, w głębi lądu wyjątkowy obszar pyrzycki i sąsiedni, niewielki, byłego powiatu Szadzko, dzisiaj Stargard.
Każdy z tych regionów wykazuje swoje odrębne rysy 47. Mimo
zróżnioowa'nia Borchers spostrzega duże pokrewieństwo obszaru
środkowego (od Kamienia po Kołobrzeg) ze wschodnim (słowińsko-darłowskim). Oba te obszary mają nosić jednolity westfalskodolnosaski chara.kter 48, im zaś dalej na wschód, tym bardziej
uwidaczniać się ma wpływ zachodnio-pruski
(oddziaływanie
gdańskiej sztuki meblarskiej). B a r c h e r s nie spostrzega żadnych przejawów sztuki słowia11skiej na omawianym terenie (terenem kaszwbskim nie zajmuje się). Podkreśla różnorodne wpływy działające na zróżnicowania w stylach ludowych, w tym
przede wszystkim stylu sztuki oficjalnej różnych okresów (średniowiecza, renesansu, baroku itd.) - ostate·czne jednak wyjaśnienie widzi we wpływa'ch krajobrazu i rasy 49.
Ludową sztuką pomorską zajęła się zdawna B. S t € l m ac h o w ska.
W okresie międzywojennym
miała o'na możność
przeprowadzenia badań muzealnych w Szczecinie i innych miastach, poszukując głównie analogii kultur'owych tego obsza~u
z innymi regionami polskimi i słowiańskimi. Analogii tych znalazła sporo. Są nimi zarówno dre'Mniane dzwonnice-wieże przy
daJwnych kościołach, rzeźby i malowane ozdoby o motywach
zoomorfiozmych, dwojaczki pyrzyclkie, skrzynie, szelbiąg itp. 50.
W tych sprawach zajmuje wielokrotnie głos A. D o b r ow o l ska.
Nawiązując do scharakteryzowanych
i omówionych
szczegółowo dwóch terytoriów artystycznych - północnego związanego z kulturą rybacką i południowego, rolniczego - A. D ob r o w o l s k a zauważa zaskakujące filiacje stylistyczne obu
tych terytoriów z obszarami polskimi i słowiańskimi. Tak więc
malowany sprzęt domowy, ryzowane deseczki tkackie, hafciarskie zdobienia odzieży, skłonność do wielobarwnego koloryzmuwidoczne na terytorium południowym Pomorza Zachodniego są właściwe i typowe dla ludów i obszarów rolniczych j mają

�436

437

liczne analogie
i nawiązania
z kulturą
artystyczną
Slo'xian
południowych,
a takze z innymi regionami,
jak Czechami,
8łowaczyzną, Wqgrami,
Rumunią
itd. Dobrowolska
przypuszcza
istnienie impulsó'vv pł.vnących
z południa.
Północne
zaś ter:·;torium
artystyczne,
cechujące
sit; wyrobami
drewnianymi
zdJbionymi
głównie ornamentern
abstrakcyjno-geometrycznym
i zwierzęcym.
ma mieć według tej autorki
swoje filiacje
z odpowiednimi
wyrobami
£óralszcz:yzny
śląskiej,
Fodhala
i w ogóle Podk.trpacia.
Stąd
stawia
ona hipoteze
o południowym
czy połucinio'wowschodnim
(od Ken'pat i Bałkanów)
pochodzeniu
tych wyl\\lorów
i wątków
zdobniczych.
Szlak ten mógł pwwadzić
aż do S:&lt;:andynawii. Mógł też-obok pcwyzszego
istnieć szlak \v:,;chodni
idący
od Wie:koru.si
\Nzdłuż nlOrza Bałtyckiego,
gdy~; na tej
drodze istnieją
również zaskakujące
analogie fil.
NIECO SPC&gt;STH7";::v0 C&lt;;();.~YCH. iJFH.SPEETYWA
j)ALS;~YCIl
BADAŃ W ZAKRESIE KULTURY TRADYCYJNEJ

To wszystko
były przykłady
z zakresu
kultury
materialne.i
ukazujące,
:iakie stawiano
dawniej
zagadnienia
i jak je nzwiązywano,
a jak czyni się to obecnie. Dotyczyły
one wyjaśnienia
pewnych
zjawisk
w obrębie
kultury
ludowej
Pomorza
na tle
ich związków
Z SZE;t3zym obszarem
kulturo'Nym.
Jest oczy~viste,
że kultury
ludowej
Pomorza
Zachodniego,
właśnie
jako obszaru
wybitnie
kJlo:1.izacY.inego,
nie można wyjaśnić
tylko od strony
kultury
zaplecza
niemieckiego.
Stosownie
do trzech
glównych
składników,
które złożyły si~ n:1 całość kultury
Pomorza,
trzeba
uwzględniać
również trzy kierunki
interpretacyjne
i trzy powiązania kultury
rniejscowe.i.
a mianowicie:
1) z sbwiań.3ką
kulturą
miejscową
na tie i w z.wiązku z całym ob:=;zarem słowiańskim,
2) z zapleczem
niemieckim
i b'Ermańskim
kręgiem
kulturowym, 3) z kulturą
ludów basenu morza Bałtyckiego.
Wid,,;p.liśmy
jasno, że· dowojenna
literatura
niemiecka
nastawiona
była niemal
wyłącn:e
na drugą
orientacjl';.
Dopiero pod sam koniec: zwróc::m&lt;&gt;uwagq na I:wiązki kulturowe
Pomorza
z kulturą
wybrzeży
Bałtyku.
Prawie
calkowicie
zaniedbano
jednak
(w okresie
\\'\--

bujałego
nacjonalizmu
niewątpliwie
celowo)
uwzgledniania
w kulturze
Pomacza
elementów
słowiańskich.
Czyniono
te tylko
tam, ,gdzie narzucała
się ich oczywistość.
Chodzi tu główni.e o stuclia nad nazwami
miejsco\V.vmi
i polnymi,
które
z dużą pasją
uprawiał
R. Holsten .. Jest zatern oczy'Niste.
że dzisiejsza
nauka
p::;Jska. odrabi:'jąc:
pc ważne
zaległości,
kładzie
główny
nacisk
wraśn12 na wyszukiwanie
w kulturw
ludowej
Pomorza' ciementow słowiańskich.
Wsz:,;stkie powyższe
uwa;i
,xlnoszą sit; nie tylko do kultury
materialnej.
a!e talóe
Sp:::&gt;ł2cznej i duchowej.
Te ostatnie
dwa
c&gt;ialy kultury
są w p:::&gt;15kich badaniach
etnograficznych
'i'aledwie
\V skromnycn
p:::&gt;::zątkach. Działy to ważne, gdy;~ zawier&amp;ją
elementy
o najsdnie.iszej
bJd&lt;1j tencienc:,ii do przetrwania
?arówno
w forn,ic
ory;:inainej
i pełnej,
jak -- CZt;sc:ej --- szczątkowej,
t'micn;cncj
lub zespolonej
z elementarni
obcymi.
Dotyczy
to
z\vłaszcza
folkloru.
Jeżeli elementy
kultury
materialnej
ulegają
zaz\.vyczaj szybkim
zmianom
w śiad za zmi~n'1 warunków
życio\\'Y~~!"j2śli vV' ślad za tym idą także el.,;"rnenty ku.ltury spclecznej,
gdzie. jak np. w zwyczajach
zachowały
sic: tu i h,m tylko resztki,
to cbwr.e elementy
wierz:miowc,
światopoglądowe
i ·'Nied?y ludo\'.ej. \VYP8rt~ z praktycznego
życia, utrzymują
"iE; długo w po::;L:ci wątkć,'vv opowieści,
legend,
baśni,
zabaw dziecinnych
itp.
\1::Jżna zasadnie
przypuszcza(\
ż'" właśnie w tych treści3ch
kulturowych
Zilc{1owaly siC; rwjbarctzi:::j
bogate
elementy
kultury
sło\viailskiej.
Literatura
niemiecka
z ,:akl'csu ludo\'vej
kultury
społecznej
i diJCho\Vej Pomorza
Zac'hodniego
jest bardzo
b::Jgata i trudno
tu \Vymicn:;~ \\·&lt;:l:7.niejsze cho':'by pozycj:.
SpJśród
wielu r;azwisk
wyrnienić
tu m')żn&lt;:l te, które 11'1jwięce,i sic: przyczyniły
dr. zadokLl'-.;eni.oJ'YC:ll'a
tege&gt; dzialu kuHury.
Nc:leżą tu: H a a 5, J a h n,
a 2\,:L~s:('za K n o o p. Z nowszych
głównie
tylekroć
juz razy
wsp:n.in:mi
E.) r c h e r s i K. r", a i s e rj2. Nie będzie ;wzesadą
r;O\':iCcl!Cnie. 72 żadc'l1 z ni::h nie ldadł nacisku
na odróżnianie
wątkćw
i eL'\i:2l1tów p:J:::hodzC'nlL\ germańskie.~:o
od sbwi:J.hski::h.
~ie ma tegJ n~-lwet u O. T&lt;n o () p:l. ktć!','-' r::tjwiecej
zaimował
si\~ teren~~rni s:0\vińsko-kClszubskjn11.

�438

Ta bogata literatura zawiera dzisiaj nie.przebrane wprost możliwości badawcze zarówno z zakresu kultury społecznej jak
i folkloru. Jak wiele elementów słowiańskich można z tei literatury wydobyć czy to gdy chodzi o zwyczaje i obrzędO\,~ość rodzinną i doroczną, czy też o folklor muzyczny lub prozodię ludową - wskazuje popularne opracowanie B. Sielmachowskiej 53.
Chociaż ujęcia autorki nie zawsze są odpowiednio krytyczne
i przekonywujące,
to i tak pozostaje mnóstwo zauw:lżonych
treści słowiańskich. Należą tu np. z Rany (pominą WSZy zrozumiały w tym względzie teren Słowińców, a zwłaszcza K~3zubów)
tradycyjne pokarmy spożywane \v określonych obrzędach dorocznych (proso, groch, jarmuż, kiszona kapusta), świąteczne pieczywo "kołacz" czy - w brzmieniu 10ka1lnym na Ranie - "tołacz", różnorodne maszkary trzechkrólowe czy wielkanocne "kulanie jajek", itp. Jeś1i chodzi o ludową prozodię, to największą
wartość poznawczą posiadają legendy i podania o wątkach historycznych i lokalnych. Zwrócił na nie uwagę w krótkim, &amp;le bard~o cennym i nowatorskim artykule K. Ś l a s k i 54. Poruszył je
medawno także T. W rób l e w s ki 55.
Są to jednak dopiero początki i próby poszukiwań, cała natomiast dziedzina czeka na systematyczne badania i opracowania.
Wymagają one jednak specjalnych umiejętności, a to przede
wszystkim z zakresu filologii zarówno polskiej jak niemieckiej.
Rzecz polega nie tylko na przebadaniu olbrzymiej literatury pod
kątem wydzielenia wątków słowiańskich i polskich od germańskich, tak zazwyczaj razem splecionych i pomieszanych, ale także
na opracowaniu również pod tym kątem archiwaliów, czy to
będą źródła kościelne czy akta sądowe, czy też zbiory sp.~cja]nie
z.§"romadzone56.
BADANIA NAD ZJAWISKAMI WSPÓŁCZESNYMI. NIEKTORE WNIOSKI
DOTYCZĄCE KSZTAŁTOWANIA
SIĘ SYNTEZY KULTl'ROWEJ
ZE
STAPIANIA SIĘ KULTUR REGIONALNYCH

Wspomniano na początku, że drugim kompleksem zClgadnień
et~og:~ficznych na Pomorzu Zachodnim jest współczesna rzeczyWlstosc kulturowa ukształtowana w wyniku powojennych proce-

439
sów osadniczych i współżycia z sobą na tych samych miejscach
grup osadników różnego pochodzenia i reprezentujących
różne
odmian~ kultury regionalnej. Są to zagadnienia o kapitalnym
znaczenIU. Ważność ich uznali dawno socjologowie i badania
nad tymi zjawiskami są w pełnym toku, istnieją też noważne
wyniki tych badań.
'
W rama'ch etnograf.ii prowadzono dotąd systematyczne badania leżące w profilu problemów Polskiego Atlasu Etnograficznego. Nie prowadzono jednak takich badań, któreby zajęły się całością problemu powstania na Ziemiach Zachodnich nowej rzeczywistości kulturowej i mechanizmu jej tworzenia się.
Dzięki inicjatywie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego
i poparciu WydZiiału Kultury 'Wojewódzkiej Rady Narodowej
w Koszalinie, można było takie badania na terenie kilku wsi
koszalińskich zorganizować i przeprowadzić 57. Było to dopiero
za~czqtkowanie
badań wymagających jeszcze ze względu
chocby na obszerny zakres t-ematyczny - pogłębienia w ciągu
następnych sezonów, niemniej jednak można już dziś podać szereg spostrzeżeń. Na tym miejscu można zająć się tylko nie którymi i to 'W postaci najbardziej skrótowej.
Każda z sześciu badanych wsi ma nieco inną strukturę społeczną i etnograficzną. Np. w Iwięcinie przeważa - w znaczeniu
społecMym i kulturowym - grupa Wielunian nad drugą z kolei - grupą lubelską. W Wierciszewie grupa osadników z Wołynia, po której idzie grupa wileńska i z B:ałorusi. \V K raśni;Zu
występują na równi osadnicy "z.za Buga", z Lubelskiego, z Kieleckiego oraz Łemkowie, podobnie w Jamnie. Mścicom piętno
nadaje grupa poznańska, w Łabuszu osadnicy z Lubelskiego
i Kieleckiego.
W ciągu 15-lecia w żyaiu każdej z grup nastąpiły duże zmiany kulturowe, różne zresztą u różnych, w sensie zubożenia lub
rozpadu w zakresie wniesionych tradycyjnych
treści kulturowych. Zmiany te odbywały się za:wsze w płaszczyźnie działania
opinii społecznej środowiska wiejskiego, w związku z tym omawiane zagadnienia mają na poły charakter socjologiczny i etnograficzny.

�W obrębie poszczególnych społeczności wiejskich dokonał się
już niemal w pełni proces integracji społecznej; nastąpiła asymilacja do warLinkó\v rzeczowych środowiska, niemal całkowicie
zanikły pocątko\ve
antagonizmy
lub obcość, powstałe głównie
na tle dośw-:adczanych
różnic w kulturze
życia codziennego.
Istnieją wpravvdzie jeszcze pewne odrębności
(np. w gwarze,
w przygotowaniu
pożywieni2. VI niektórych zwyczajach. w postawach i 'Nar'LOściach społecznych), mają one jednak dzisiaj charakter 1'&lt;lC:';o,'j społecznie obojętny.
Mi~dzy poszczególnymi grupami posiadającymi
jednak nadal
(jeśli chodzi o starsze pokolenie) poczucie odrębności. uwarunkowane zresztą wieloma czym)ikami, wytwoayła
się wiE::~~,poleczna różnego charakteru:
lokalnego, gospodarczego, towarz:l"kiego,
sąslt~d:-:k:ego itp. Obserwuje sip, więc powstanie pl'r:y\Vi~',~ania do
gospod2rstwa, wsi i okolicy. Przejawem tep:·o jest m. in. kompletna ju:;; stabjL;':acja i poczucie swojskości, inae2.2j mówiąc proces
autochtonizacji
dokonyv/uje siqw całej pełni. Vvidzi się, dalej,
działanie nowego wzoru społecznego. Jest nim wzór dobrego
gospod8rzCl, .realiwwany szcwgólnie silnie - rzecz znamiennaprzez grupy dotąd gospodarczo upośledz.one (Zabu~.anie, ł.•
emkowie, Lub] ini;:;ni0, }:\.ieJecczanie). Innym przejawemwiczi
jest
wytworzen~e sic: we wszystkich \vsiach kilku form wspoldziałani9. gospodarczego i pomocy sąsiedzkiej. Najeżą tu: kolejne wypi.cki'mie cr1Jeba (Kraśnik). wybieranie kartofli, upowszechnione
jako pomoc wzajemna a równocześnie uroczystość tovvarzyska,
której wysb-,n::ość mo?:na porówna e z wesel·em (lwięej,,), dalej
,vspólny kolejny wypas byd1a i "pi2rzawkj" (darcie pierza). NaJeży tu t2:': c&lt;ekawy zwyczaj obchocL_enia zbiorowo imienin
w postaci s',vego rodzaju "kuligu" (lwięcin).
Najb3.rd.~icj bo~b.i radykalne zmiany zaszły w zakresie adaptacji eosp0d'Jlczej. Grupa poznańska, jako najbardziej
zbliż/.ma
do no\vego typu gJspod8rowania,
nie miała niem.al VJtl'zeby
dostosowywania
sil~ do nowych w8runków. Ona też stała się
arb!tre:n i w!:f)rem w zakresie gospodarki. Grupą. która przeszła
największe zmiany w procesie adaptacji gospodarczej, są Lemkovv'je, z kolei repatrianci ze wschodu. Łemkowie. osiedli tu w cią-

gu 1947 r., przywieźli z sobą niemal k{)mpletny inwentarz ruchomy, źywy i martwy. dostoso\vany do gospodarki w górach (\vąskie, częstokroć drewniane wozy, półkoszki, małe huculskie konie,
krowy, żarna, drewniane brony i pługi itp.). a także znajomość
tradycyjnej,
przestarzałej
techniki rolniczej. Przyjechali
1',kże
w swoich tradycyjnych
strojach. Początkowo zaczt:li na nowych
miejscach gospodarować zupełme po dawnemu. Bud:.&gt;;iłoto zdziwienie, uśmiechy, a nawet kpiny. W wyniku nacisku opinii społecznej wyizolowali się oni i odseparowali, zamknęlJ w swojej
włas;lej grupie. ale po to, aby niejako w spokoju przejśC~ proces
"mutacji". Podpatrywali
doslown;e sposób gospodarowania
i życia grup wyznaczających
wzór ~iospodarczy, porzucali CZ:"jYl prędzej wyróżniające
Ich od innych rekwizyty kultury mat2ri.11n2j
i staL się dz!siaj ._- 'shśnie oni - ni2mal najlepszymi gospodarzami ... Tu doszli do kultury - słyszymy
.nich opinię -- kupili
narzedzia, maszyny. łóżka, talel'l:e, widelce i wszystko -- brali
zapatry\'.ranie z Polakaw z CentraL ... dziś to "zabijają się" za tą
ziemią, a jDk llicur,~;dzaj, to plac? i lament. tak b::iją siL,:biedy" ... :,8. Inne grupy przeszły
proces adaptacji
gospodarczej
\V sposób nmiej
totalny. Kijka j"któv,r z tego zakresu: \v każdej
niem"l zagradz;" przebudowano
dawn2 k:Jpulaste D~2ce c~llebowe
na m)1iejs;:2 . .l'·;iektórzy Łemkowie i Z8bużanie pobudo\vali sobie
poc/:ątkowo duże piece do spania, takie, do jakich byli przyzwyczajeni w dawr.yrn n-,iejscu znmieszkania.
Po pewnym czasie
szybko je zbLłrzyli. Szybko też porzucili
gotowanie
strawy
w piecu chlebJwym
rClZna cal:? dzień albo l1;;:1\vct na kilka dni
i wyciąg3i1ie z niego garnkóvv \'.·idełkarni. PrzcsLli sial' z ręki,
sadzi(:~ zje~:1n;3i,i pod n.::Jtyk~. prać bi~limc w 1'22::"2 c?~' stawie
kijankami. Ale I: t:::go ostSltniego p:nostał cie\,;:c:wy relikt: sLtwianie bCliii nic ns. pci\Vy.~szeniu, ale na pc::llod~E' i scbvL.nie się
przy pr311iu tak 53.111::'&gt;. j~~~:to było przy kijancei \-.';ele, \vide
inny::'·!'·~p:·aw. 'ii'idx;:na jest jednak u \vszystkich tencLr,c.ia rzadko :T2:';Ztą moż]i\\'.'\ do zl'ealizo\Vclni8 -- ncdct'\'ania zc"'Todzie
bardziej
swojskiego wyglądu,
na wzór dawny. Stąd pochodzi
i bielenie ścian fGchóv;kowych. i remont n:3 wzór dawny, i budowanie no'.,;'ych budynków (.st'Jd6ł) po s\oliojomu. c;:y - nielicm2

°

�442
jeszcze zresztą - przestawianie budynków gospodarczych w inny
układ (np. wydzielanie chlewu spod wspólnego dachu z domem Kraśnik).
Nieco inne zjawiska można obserwować w zakresie zwyczajów
i obrzędowości. Z jednej strony nastąpiło wyraźne zubożenie
dotychczasowych treś&gt;ci, z drugiej jednak przejmowanie niektórych przez inne grupy. Tak więc np. zanikła stopniowo wystawność wesela i spraszanie na nie całej wsi, tradycyjne ob:::hodzenie dor'Ooz.inychświąt (np. zanik większości tradycyjnych potraw
wigilij'nych), szeregtr.adycyjnych
obrządków podczas wesela.
u niektórych grup zanikł dotychczasowy obyczaj chwalen~:'i zmarłego i podkreślania jego· zalet, a zarazem 'zbyt teatralnego za,wodzenia w żalu za zmarłym; przestano spraszać naraz kilkunastu
kumów do chrzdin, ,itp. Równocześnie jedne z form obrzędowych,
jak np. weselne czy właśnie pogrzebowe, przejmowane są przez
innych i upowSizechniają się w obrębie wsi czy parafii. To znów
Lublinianie ozy Wielunianie narzucili niemal reszcie pewne zVI/Yczaje bożonarodzeniowe, wielkanocne ozy żniwne (np. ,.wigiliarze", "Józef y", "Herody", dożynki sąsiedzkie itp.). Zmieniła się
też znakomicie pozycja społecznd kobiety; w niektórych grupach,
np. u Łemków, doznała ona zmacznego polepszenia.
Zanikały 'zawsze dość szybko te treści, kitóre zys'kały sobie
negatywną opin:ę we wsi - to leży zasadniczo u podłoża rozpadu sZ€regu tradycyjnych elementów kulturowych.
Widocmy jest daleko zaawansowany proces niwelacji nazewnictwa i ,w ogóle język'owej. Jest regułą, że grupy takie jak
Łemkowie, Wilnianie, Wołynianie, a nawet Wielunianie - porzucają używane dotąd niektóre określenia i terminy n&amp; rzecz
słownictwa centralnego, zwłaszcza lubelsko-wars!zawskiego. Argumentem jest, że jest to "bardz,iej po polsku", czy "czysto po polsku". Znika więc np. "barczyk" na rzecz orczyka, "tok" lub
"za'pole" na rzecz boiska, "sztyl" zamienia się na toporzysko.
"pece" na pustaki, "drela" na siewnik itd. - bo "jakbym mówił
tak jak u nas, toby silO?
każdy śmiał" - stwierdza osadnik z Wieluńskiego.
Powstają
jednak
i nO\votwory językowe.
nie
Z8wsze najszczęśliwsze. Do tych należy np. powszechny ter-

44?
min "ga~le" na określenie wideł do ziemniaków, czy "kopIe" no
~znaczeme zagrodzonego miejsca wypasu bydła (niem. Gabel
l Koppel).
Nie będzie. chyba zaskakującym stwierdzenie, że najbardziej
o~rne ,na zmIany są niektóre dziedZliny folkloru. Można uchwyCIC.mnost~o treści wierzeniowych, przesądów i praktyk, w tym
takze magIcznych. Wprawdzie nie wszystk'ie grupy są pod tym
w~ględem równe, ale te, które z tymi treściami przyjechały (~eIUJ~ .tu Wieluniall1ie), pielęgnują je w pełni nadal. Co więcej,
tres01 te zostały przejęte przez inne grupy.
. Tak .więc wierzy się np. we :wszelkiego rodzaju "strachy".
MIeszkają one oczywiście przy każdymcmental"zu
- [iJe nie
ty~ko. \~ ~r~ś~ikuchodzi
nocami po pałacu dawny jego dzied~l~,,,w 1WlęCll1l.e.straszy Niemiec w cylindrze, ale także straszy
"c,os na tym m;eJscu w polu, gdzie zmarł tragioznie traktorzysta.
Podobn:c w Wiercisz€lwie. Stwarza się więc - niejako dla wy:w.orzema. "swojskiej" atmosfery także i "swoje" strachy,
.luz powoJenne. Duszą oczywiście zmory, które umie się w wiador~lYs~sób odpędzać. Można też zabrać mleko cudzej krowie,
rll?zna Jednak poZ'nać czarow:nicę podczas uroczystej procesji
\vlelkanocnej. WJ:Óżysię pogodzie z dni po Bożym Narcdzeniu
zaś o indywidualnych losach ze snów. DZ'iewczyny wróżą o chło~
pa~ach i ~amąż'pójściu w wigilię św. Andrzeja, a jak to nie pomoze, mają do dyspozycji na miejscu takiego, który magicznymi
zabiegami stara się dla dziewczyny a wzajemność. Można też
wyleczyć się po domowemu z wszelkich chorób ziołami zama\via~iem, okadzaniem itp. Można znaleźć w ziemi nawet 'skarb (już
Jako poniemieckti) - jednym siowem istnieje w pewnych zakresach stworzona już społeczno-światopoglądowa
atmosfera nie
inna od tej, jaką miano w da\\"nym miejscu pobV'tu. l to też
świadczy zarówno o integracji i stabHi:zacji społeczn~j jak i adaptacji kulturowej oraz o zdecydowanym procesie auto:htonizacji.
Podałem powyżej oczywiście tylko niektóre z wvn·ków badań zbiorowych nad współczesnym obrazem etnograficzr.ym wsi
na Pmnorzu Zachodnim. Powstaje tu jedno z zasadnic:&gt;:ych Pytań, a mianowicie, w jakim kierunku zmiel'za ewolucja kultu;y

°

�444
wsi. Trzeba tu niewaŁpLv/ie
clabzych bsdań, ale już dziś można
i)r;,::pu~cić, że .mimo ;-Lcul~,l:';{)(le.l
niweiacji
;&lt;ulturowcj,
która niszczy dawne [army na. ::'EC1. ;co::'lY',cpolitycznyt.::h -- można n"J\'.'j(~ o Wyksztćlłu.lillU
H)'.'.C,i kultury
ludowej
na Ziemiech Zachodnich.
1&lt;ultura
l:l,:,: ,',stająca
na dawnym
tle słowiailsi&lt;im, a w otoc:zenil: rek\v;:-:ytów kakmiz3cyjr.ej
kultury
niel:liec](ie j - j2St swoistą synt~?ą elementów
kulturowych
pochoc1;c:;]c,i.';;r, z v:szystkich
niemal gn:p etnJgraficznych
ziem polskich.
O nd:~:.r/e t{;,'j synte:z:-, niewiele
,j2szcze dotąd wiemy.

Prz;.:pisy
L e s i ń s k i i B. D r e \'1 n i 3 k, ŻródlG do insLvr:,
u:si na PomorZil
Zachodnim w Wojewódzkim
Archiwum Pa,lstU.'on ym ,v Szczeci n :8, "S?czecin" (Prace i mat(;ric;ły etnograficzne t. XVI), 1959. nr 8-9, s. 157-·--170.
Zob. np. H.

I

Kultury

1nateri(tillej

,c

S t e] m a c h o w s t

ol,
l'\;,iwr:'c
]Jl'L,!))'um:.e bUchT' etnograBydgoszcz HHG, nr Ei2,) L'zLJ.ł Inform. Naukowej V;ydzialu Pomorzoznawczego
Instytutu
Bałtyckiegu.
Por. też: J. G a j e k, Na marginesie progru 7Tlu.. oariui! eino,C,..ru/' (; u! i.;C;1, r:'(i Zie1ąi(Jch
OdzysKn.n 11th. J.Lucl"
t. 36, Lublin l:1'~6. ". 4n:&gt;·.q:ą

B.

2

jicznych.

;, Zob.: "Lud", t. 37, Kraków 1947, s. 454-453;
R. Kuk i e r, Proiesor
dr Bożena S t e l m a c h o w s k 2, "Lud", t. 44, Wrodaw 1959, s. 481-494.
I Sro\vińska
\vic·s :r~-!;..,kl.JnJ.:;·:;Jli0t.(~k~ Slupska"
t. 2, Po/:n:-:;.ń-·Slup;~k
1958;
B. S t e 1 m a c h o w s k a, Budownictwo
S!owiń.ców,
"Biblioteka
Siu!Jska"
t. 3, Poznań-Słupsk
1959.
-. Zob. sprawozdania
t. 43, s. 396-398.

D e l

T.

j

m

J

l

H

.,Ludzie"

w

l, Spra\vQzdani..:: A., G e r 18. c h \\' lVlnlr:'rl.ołoc7';,
t. III. Szczecin HJ.J7, s. :-:7'7·--213':.
-; J. c.-~a je k. ZCU!(li'l':o.. Pui:j;.:.·...C?}() t~}I1.~(jrzystv;(f
sie najbliższego
6-1ecia. Lud, 1952 r., t. 39, 603-611.
..•Polsk.i

.11.1:1
as Et nogruf·

c.:;n ~J.

/.:,:.:;;

Sage

Llnd

ciel' pommersch971

PóźnieJsze pomorskie
w kolejnych
tomach
193B, s. 293--307:
11

W.

BOł/er7l!J'i/.s?S

i A i:'i'E ,j

o!w

LH-cioZi'?Ul!Y

li a

:::·,.c1tnlc:;n:y

Ci

okre-

.A. D o...

n.

S t el m ach ow s k

s.

Wi~z.ło

podtytuł:

.sch'!.~·af1k und

F;'r"(I/'\.'!1,

u'

..~Lego

10

roczników

lHonatssci:l'ijt
Streich,

O,

Lied:

fiir
R{:dsel

in POI~1mi.!r;:.

'" Por. podstawową
Atlas

Mi,~Jy

lVICirch en, Si,t1..e unci

Sprachti.ches

'mel

K n o () P

Zochodni.o-F)()rnorsk,ic!?

·:yt 1~r;')bny. V\Trl.)cL~nv 1[;53;

b r o w o l s k a, Str6j pyr.:l'ci-::i, Wl"rJc!aw 195;):
Strój
kClS.2ubski., W'rocldw H·5':;.

"\\T,'dawali
Otto
.",.-okresie 1892- ·1902.

t. 39, s. ,161--457

bibliografiE;

,::"mieszczo.'&lt;) w pracy W. K a i s e r a,
I.T'2x1':)andl, Gr~ifswaJd 1936, s. 310-328.
piśmiE'nnictwo
etnograficzne
omawia K. K a i s e r
Vclks}':::'16e

Ba]i,.5chf

41, 1939,

P e s s l e r.
ill

Die

POmntUll

5tl((;'&lt;'7I

N. F.: :39,

1937.

s.

32I-~32:

s. 235--2j·!'

Verbreitllng
des
90. 1906, s. 357 i n.

fJ('OI//I'}J;li'&lt;c:lc
..

Chom"

altsii:hsischen

40.

�-446

447

H o l s t e n,
Sprachgrenzen
im pommerschen
Plattdeutsch,
192 j.
13 W. B o r c h e r s, Volkstrachtelljorschung
in Pommern.
"Pommersche
Heimatpflege"
1932, s. 163---180; t e n ż e. Neue Ergebnisse der Volkskunstforschung
tit
Pommern,
tamże, 19J3, s. 188-212;
R. H o l s t e n. Pyritz
als Kultur"Liitrum.
"Monatsblatter
der Gesellschaft
fur pommersche
Geschichte und Altertumskunde"
Jhg 4b, 1934, s. 121-129; H. B o 11 n o w,
Beitriige
2;.,r KUlturgeographie
Pommerns.
"Unser Pommerland"
20, 1935,
s. 199-20J, ij mop.
11 K. K a i s El r,
Der AtLas der deutschen
Volkskunde
in Pommern.
"PommeTsc~,e Heimatpflege"
1933, s. 93-103; szczególnie zaś tegoż: Atlas
der pommerschen
Volkskunde,
op. cit. Krytyczne
omówienie tego Atlasu,
zob. T. W rób l e w s k i, Pomorze Zachodnie
w niemieckich
atLasach
etnograj;czllych.
,.Szczecin" 1959, nr 8-9, s. 137-155.
Li Jest
interesujące,
że podobny podział Pomorza na 3 czę~ci został
&lt;:astosowany przez K. Ś l a s k i e g o w jego gruntownej
i cenn,~j pracy:
Przemiany
etniczne na Pomorzu Zachodnim,
Poznań 1954. Używa on określeń: Pomorze Zaodrzańskie,
Środkowe
i Dolne. Podział ten stosowany
jest także przez innych badaczy.
li) K.
K a i s e r, Atlas ..., op. cit.. s. 273-304; R. H o l s t en.
Wirtschajtsund Verkehrsgecgraph:scher
Atlas
von Pommern,
Stetiin
1934.
17 Kulturowy
substrat
słowiański
Pomorza
uwidocznia
się m. in.
w zjawisk':ic;1 językowych. Por. w tej sprawie: T. M i l e w s k i, Zachodnia granica pomurskiego
obszaru. ję.?ykowego w wiekach
średnich.
"Slavia
Occidentalis"
X, Poznań
1931. s. 124-152; T. L e h r - S p l a w i ń s ki,
Zachodnia
granica
kaszubszczy"-ny
w wiekach
średnich.
"Slavia Occidentalis", XVI, Poznań 1937, s. 139-150.
1~ W.
B o r c h e r s, Volkstrachtenjorschtmg
in Pommern:
op. cit.
Zob. mapy na s. 190 i n. T e n ż e, Neue Ergebnisse ..., op. cit. Inne prace
szczegółowe W. B o r c h e r s a z tego zakresu:
Volkstracht
und Volkskunst im Lieper
Winkel
auj der Insel Usedom. "Monatsblatter
..." 1931,
s. 2-10;
Volkskunst
im Weizacker.
Ein
Beitrag
zur Volkskundlichen
Struktur
Mittelpommer7łs,
Leizig 1932.
lO B o I' C h e r s.
Volkstrachtenforschung
..., op. cit., s. 179.
20 Tak
np. w wyjaśnianiu
barwności
regionu pyrzyckiego
powiada.
"dass hier ein geheimer Zusammen!1ang
zwischen Boden, Volkstum und
Volkskunst besteht. .." B o r c h e r s, Neue Ergebnisse ..., op. cit., s. 192. Na
innym znów miejscu (s. 189) widzi WP!yw rasy.
21 B o I' C h e I' s,
Volkstrachtenforschung
..., op. cit., s. 164.
22 B o I' C h e r s,
Neue Ergebnisse ..., op. cit., s. 197.
2:&lt; F.
T e t z n e r, D:e Slowinzen
und Lebakaschuben,
"GlobUli", Berlin 1899; tenże, Die Slawen in Deutschland,
Braunschweig
1902.
2' Die
deutschen
Kolonisten
"roJlten"
Pommern
auf, vom Westen,
12

Leipzig

R.

vom Suden und vom Usten her ... Das sind "innerdeutsche"
Bewegungen.
K. K a i s e r, Atlas der pommerschen
Volkskunde.
Textband,
s. 306. Zob.
też: R H o l s t e n, Wie Pommern
ein deutsches
Land
wurde.
"Unser
Pommernland"
19, 1934. s. 60-68.
2. Dopiero
w nowszych pracach
stawia się programowo
zagadnien~e
łaczności kulturowej
basenu morza Bałtyckiego.
Por. np. sprawozdame
B o I' C h e I' s a ze stanu badań muzealnych za rok 1936 w "Baltische
Studien", N. F. 37, 1935, s. 335 i n. Podobnie K. K a i s e r. Pornmersche
Volkskunde
1936, tamże, s. 322-324.
211 Zob.
np.: K. K a i s e r, Atlas ..., op. cit., s. 271 i n.; W. B o rc h e r s Volkstrachtenforschung
..., op. cit., s. 171; E. G o h r b a n d t,
Der volkstumliche
Bau der Bauernhaje
im hinterpommerschen
Kustengebiet. .,Pómmersche
Heimatpflege"
IV. 1933. s. 127 i n.; G. B r o n i s c h,
Von zwei unbekannten
Hausformen
im astlichen Pommern. "Das Bollwerk"
VI, 1935. s. 371-375; H. S i u t s, Zur Geschichte der Weizacke.rtracht.
"Monatsblatter ...", 40, 1926, s. 1-3. Najwięcej
danych o wply"Vle tyc.h ~olonistów, ale w innych poza Pomorzem
częściach
Niemiec, znaJduJem?'
w pracy O. G l a s e r a, Die Niederliinder
in der brandenburg-preussl-

W.

Berlin 1939.
może być praca F. A d I e r a, Manchgut. Das Bild einer
Volkskultur
auf Rugen, Greifswald
1936. Wszystkie dawne elementy kulturowe są tu uważane za "altgermanisch".
po Słowianach
(Wen dach) pozostały jedynie nazwy miejscowe, polne i szereg nazwisk.
2' Por. np. W. B o r c h e r s,
Tiermasken
und Tiervermummungen
in
Pommern.
"Monatsblatter ...••• 45, 1933, s. 181-188. Przykładów
można tu

JOchen Kulturarbeit,
27

zresztą

Przykładem

przytoczyć dużo.
Z bogatej literatury

można tu wymienić niektóre pozycje: K. Ś l a sk i Przemiany
etniczne
na Pomorzn
Zachodnim
w rozwoju
dziejowym,
Po~nań 1954; G. L a b u d a. Uwagi dyskusyjne
w sprawie
przemian
etnicznych
Pomorza Zachodniego.
"Studia i materiały
do dziejów Wielkopolski i Pomorza", I, Poznań 1955, s. 309-325; t e n ż e, Rodzime podstawy
29

i obce nawarstwienia

kulturowe

na Pomorzu

w okresie

wczesnegu

jeuda-

(600-1200). "Szczecin"
(Prace i materiały
etnograficzne
t. XVI),
Szczecin 1959, s. 9-35; t e n ż e, Slowiańszczyzna
pierwotna,
Warszawa 195'4.
Zob. też Pomorze średniowieczne,
pod red. G. L a b u d y, Warsz?.wa 1958:
Pomorze nowożytne.
jak wyżej, Warszawa
1959.
~o Por. G. B r o n i s c h, W. O h I e. H. T e i c h m li 11 e r: Kreis
Biltow,
Stettin 1939. (Tu podana szczegółowa literatura).
Badania na tym
terenie nad budownictwem
ludowym prowadził T. W rób l e w s k i. Szeroko zaplanowane
badania
prowadzi
tu ostatnio Muzeum Etnog.~aficzne
w Toruniu pod kierunkiem prof. dr M. Z n a m i e r o w s k i e j - P l' U f f elizmu

r o w ej.
"R.

H o l ~ t e n,

Die

Volkskul1de

des

Weizackers.

SteWa

lql4;

�I

lI

H. S i Ll t s. Dus \Veiz~ckerci()rj
Ulic' sein altes BOllernholls.
,.ljnser Pommerh1nd" 7. 1\;22. s. 318-324.
o"
A.
D o b r o IV o l s k a, Dom pyrzycki.
"Biul&lt;:&gt;tyn Historii
Sztuki
E:uJtury" 19·U, nr 12. s. 12'1-12d, ryc. 59-65:
tamżc', Ludowi! b:IGownictl.fO m:c,',kulr;e
P()nlClT:'U
Zuchoclnirqo ... Ochrona
Z:Jb:·tków" R. 5, 1952,
z. -t. s. ~·:2J-·-239, ryc. '2·(;,--201: Z. n a d a c k i. Tmdycyjne
budou.·nictu;o
wiejskie
It" u'ojP.iI; .. ,~&lt;:z~ciń.skim.
"Szczecin"
(Prace i materiał:--' ctnografczne t. XVI). IDYl,;.
117--136.
.," E. C o e h r t L.. Das BGliendw liS im. l{eqienmgsbezi
rl~ Kush1, Stuttgart 1~13l: E, C () hl' b a !1 d t. Der l'"lkstiim/iche
B"11. der n'lIwrnilijfe im
h:71.terp();)HnerSC;'l'll Kii~i eHgebiel.
,.r'ommers('he
Heim&lt;ltDf1C'ge" IV. 1935,
s. 127- ..i3D; G, Broili;&lt;ch.
Vun
-leei
tin1Jek:unnten
Hows/onnen
im
o8t.!ic;',cn Pommel'n. Obj. cit.. s. 371-373.
';I B.
S t e l m a c h o w s k a, Buduwnictu;()
Stolfiii,cóu:. Poznań-Siupsk
1960 (Biblioteka
Słupska t. 5). W tymże tomie pomieszczona praca K. K r aj e \V s k : e g o. Un:uqi. nar! lCspótc-:csr.1!m stanem zrlbytków
budJ:J:l1.CiWa
sIOlr'ńsk:,,(;n,:
T. W rób l e w s k i. Etnograficzny
zarys
Pomorza
Zachocirl;('q,).
IV zo;.orowej
pJ'dC:,-:
Pomorze Zachodnie. nasza ziemia ojczysta,
pod n:-cl. K. 513skiego. Poznań ]960, s. 198-220.
".; F. T e t.? n e;'. S/u'c'i,nze:l
'1.1Id Lebukaschllben,
op. cit.
",I Badania K. Kw,) ś n i e w s k i e g o. Tezy zamieszczono w: "Szczecin" z. 4-;'). 1961J (Prac~ i materialy
etnograficzne
t. XXII), s. 117-118
," T. D e.l i rn a t,
Z badul'" nad
szkutnictwem
ludowym
Pomorza.
"Szczecin" 1959 (Prace i materiały
et.nograficzne
t. XVI), s. 93-105.
'JS \V, B o r c h er 5,
Pommersche
Fischerboote
des Odermiindungsgebiete,'; .. ,Unser Pommerland"
1935, H. 5 i odb.; W. M i t z k a, Norddeutsche Buotsr:rten.
"Niederdeutsche
Zeitschrift
fur Volkskunde"
19:31, H. l.
,I!&gt; H.
\V i l c z e w s k i, Z probtematyki
etnogrofi.cznejwybrzeży
Ba!t y/w. Lud t. 44, Wrocla\v 1955, s. 56-74.
/'1 W.
B o r c h e r s, Votkstrachtel1forschu.ng
..., op. et., s. 134.
-II E.
S i u t s. Zur Geschiclite
der Weizackertracht.
"Monatsblatter
...".
40. 1926, s. 1-3;
J. E b e r t, Die Be/bucker
Trucht.. "Unser Pommerland"
13. 1928. 5. 240-245;
W. B o r c h c r s. Volkstracht
und Volksk:1Lnst im
Lieper
WiTtket auf cler lnse/ Usedom. "MonatsbIatter
..." 45, 1931, s. 2-10.
Zob. też: M. R e e p E' 1. Pommersche
Volkskltnde,
w "Das Pommersche
Heimatbuch",
Berlin H)26, s. 364-408;
A. H a a s, Riigensche Volkskunde,
Siet tin 1920.
12 A.
D o b r a \V o l s k 8.
Ikonografia
ludowej
odzieży
zachodnio-slou'iclńskiej ... Pamic:tnik SJowiański"
t. II, Kraków 1931, s. 33-60, ryc. 1-28.
'" Por. recenzjq tego artykułu
piora J. G a j k a, Lud t. 44, Wrocław
1954. s. 1046--1048.
"A,
D o b r o w o l s k a, Strój
z Jamna
pod Koszalinem.
"Polska
Sztuka Ludowa" 1955. z. 1, s. 52-59;
t. e n ż e, Strój pyrzycki.
Wrocław 1955;

t e n ż e. Z problematyki
odzieży ludowej
nu Pomorzu
Zachodnim.
"Szczecin" (Prace i materiały
etnograficzne
t. XVI), s. 51-92.
4S Zob.
przypis 41.
46 W.
B o r c h e r s, Votkstl'acht
und Volkskunst
im Lieper Winkel,
op. cit.; t e n że, Votkskunst
und Totenkult
in Pommern.
"Unser Pommerland" 16, 1931, s. 67-77;
t e n ż e, Volkskunst
im Stolper Land. "Unser
Pommerland"
18, 1933, s. 48-52;
t e n ż e, Neue Ergebnisse ..., op. cit.; t e nż e, Von pommerscher
Volkskunst.
"Das Bollwerk"
VII, 1936, s. 82--817;
i inne.
'7 Zob. Borchers, Neue Ergebnisst' ..., op. cit., s. 198.
4" Tamże,
s. 196.
411 " ••• dass
die Volkskunst...
starker aIs die Stilkunst landschaftlich
und
rassisch gebunden
ist". Tamże, s. 199.
50 B.
S t e 1m a c h o w s k a, Zdobnictwo
t Ildoue
ziemi
pyrzyckiej,
Poznań 1946; t a k ż e, Czego nie star~u nawałnica,
w zbiorowej pracy pod
red. J. D e r e s i e w i c z a, Pomorza
Zachodnie,
cz. 1, Poznań
1949,
s. 221-248.
SI A.
D o b r o w o 1 s k a, Materiały
do tudowej
kultury
artystycznej
Pomorza
Zuc}lOdniego.
"Polska Sztuka Ludowa"
nr 3, 1956, s. 188-189.
S" Z
bardzo obfitej
literatury
można na tym miejscu
podać kilka
tylko ważniejszych
pozycji.
Na czoło należy
wysunąć
lO
roczników
"Blatter fUr pommersche
Volkskunde"
specjalnie
tym dziedzinom poświęcone; z pojedynczych
pozycji: U. J a h n, Hexenwesen
und Zouberei,
in
Pommern.
"Baltische Studien" 26, 1886, IS. 169-364;
t e n ż e, Volkssagen aus
Pommern
und Rugen,
2 Aufl., Berlin
1889;
O. K n o o p, Volkssagen,
Erziihlungen,

Poznań

Aberglauben

und

Miirchen

aus dem ostlichen

Hinterpommern,

B o r c h e r sund
K. K a i s e r, Feste und Briiuche
des pommErscilen
Votkes im Jahrestauf,
Stettin 1935; ciż sami, Leben und
Sterben
im pommerschen
Volksbrallch,
Stettin
1936; A. H a a s (oprac.),
Pommersche
Volkslieder
mit Bilder
und Weisen,
Leipzig 1927; t e fi że,
Rugensche Sagen und Marchen,
8 wyd., Bergen 1935; P. Kle i n, Volkslied und Votkstunz
;n Pommern,
Greifswald
1935.
S:J B.
S t e 1 m a c h o w s k a, Czego nie starła nawałnica ..., op. cit.
0' K. S l a s k i, Podania
zachodnio-pomorskie
jako materia!
do badań
u:czesnodzejowych.
"Przegląd
Zachodni"
1931 nr 1/2, s. 39-44.
,-",T. W rób l e w s k i, Etnograficzny
zarys
Pomorza
Zachodniego,
op. cit., s. 193-220.
"Ii Zob.
"Lud" t. 39, Kraków-Poznań
1952, s. 464-467,
notatka T. D el i m a t a o Muzeum Morskim
1e S:::cz?cinie.
Także "Lud" t. 43, Wrocław
1894;

W.

1958, s. 306 i n.

," Bad:wia,
które zorganizował
i prO\vadzil
niżej podpisany,
objęły
6 wsi \V pow. koszalińskim,
a mi lnowi-::ie: lwięcin, Wierciszewo,
Kraśnik,
M~cice .. Jamno i ł"abusz. Przeprowadwno
je htem 1960 r., a zorganizowano
2~J -

.. Lud"

t.

XIX

�450
w ten sposób, że w każdej z wsi przebywalo
w ciągu miesi'1&lt;:~ co najmniej po dwóch pracowników,
którzy
czynili obserwacje
i wywiady
z ludnością
nad zagadnieniami
poswwionymi
w kwestionariuszlI.
17dzial
\V
badaniach
wzięli (idąc kolejno
według \vyze.] wymienionych
wsi):
dr Zbigniew Jasiewicz, mgr Boguslaw Linette, Celina Szexczyk, Krystyna
Bykowska, Irena Czapracka, Eugona Ostrowska, Maria Pocalujko (ÓWCZCśne studentki
IV r. etnografii),
mgr Bogumiła Traczyk, dr Walerian
Sobisiak, mgr Aleksandra
Wojciechowska,
mgr Janina Dydowicw'.\·a,
doc.
dr Jerzy Topolski, mgr Marian Gry;:~ i niżej podpisany. W trakcie baoJ!'!
urządzano
co tydzień kilkugodzinne
seminarium
w Koszalinie.
Zebrclllc
materiały
znajdują
się \V Katedrze Etno1:rafii Uniwersytetu
w P,.'waniu.
.1" Materiały
z bada!'l, Kraśnik, Czap. V 3.
;\1 Materiały
z badań, Iwięcino, Jas. 17/2.
U wag a:
Niniejszy
tekst został napisany
w 196~ r. w zwi~)zku
z odbyt'] \V tym roku Mięclzynal'uQou:ą
Konferencją
Pornar::nznawc.:q
IV Szczec;nie.
Obejmuje
on też stan badań do 1960 r. Badania etnograficzne nad współczesnymi
przemianami
kulturowymi
w owych 6-u wsiach
prowadził zespól poznallski w blach
następnych
-- - 1961 i 1962. Wyniki
tych badań zost3m~ ujęte \V odrębnych
publikacjach.
W tym z:):uesj~
Zobacz: J. B u r s z t a, Etnograficzne
baclania terenowe
w Kosz(J!iii.skiem.
Zarys problematyki,
w: "Zapiski ko,zalińskie"
nr 1 (9), 1962, s. 25-30:
J. B u r s z t a i Z. J a s i e w i c z, Zderzenie
kultur
na Ziemiach
Zachodnich i Północnych
w świetle materialów
ze wsi koszalińskich,
w: "Polska Sztuka Ludowa nr 4, 1962, s. 197---220.
,

.

ATLAS

POLSHICH

STROJOW

LUDOWYCH
cena

CZĘSC
1. Agnieszka
Dobrowolska
2. Bożena
Stelmacnowska
3. FrancJszek
Klonowski

-

CZĘSC
1. Adam
2.•. '1.• dam
:'. Adam
'i.
Halina

I POMORZE

I WARMIA

Strój
pyrzycki,
Strój
kaszubski,
Strój
\varmiński,

1955
1959
1960

II WIELKOPOLSKA

22.29.27.-

I KUJAWY

Glapa - Strój szamotuiski,
1951 (wyczerpany)
G13pa
Strój
dzierżacki,
1;),53 .
Glctpa -- Str6j
lublISki,
19ó6 .
Mikulowsk~
Strój
kujawski,
19'&gt;3
CZĘSC

III

IV MAZOWS.:i:'E

16.50
27.29.25.-

SLĄSK

1. Tadeusz
Seweryn
Slrój dolnośląski
(Pogórze),
2. S\'011',;la·.·,o Broniez
Strój
pszczyński,
1954' .
3. Longin
Malicki
StrÓj górali
śląskich,
19'&gt;6
CZĘSC

zł

1950 (wyczerpany)

13.50
29.30.-

I SIERADZKIE

1. Maria
Zywir;ka
- Strój kurpiowski
Puszczy
Bialej,
1952 (wyczerpany)
2. Jad\viga
S\Viąt.koV/SI-:a - Strój łO\vicki, 1!)53 .
:L Jan Piotr
Dekowski
Strój
piotrko\vski,
1954
4.
J"U1USZ
Svv'ieży Strój
podlasl.:;:i, 1950
~ Jan Piotr DeJ-:ovlski
Strój sieradzki,
1959
6. ,T.::nlina Krajewsl&lt;n
'- Strój opoczyński,
19~6
7. Adam
Chętnik
Strój
kurpiowski
Puszczy
Zielonej,
1960

16.'&gt;0
25.27.28.28.27.32.-

Ą

CZE;ŚC

....;.

V

MAŁOPOLSKA

1.
2.
3.
'.
5.

nnman
Rein£uss
::itrój górali
szczawnickich,
1949 (wyczerpany)
Fr;~nciszek
Kotula
Strój
rzeszowski.
1951 (\vyczerpany)
.Tanusz S-.v;eży Strój
krzczonowski,
1959 (wyczerp.)
ErTyt" St~rek
Strój
spiski,
1954
Fon~iszek
Kotula
Strój
lalicucki,
1955
ii. S2bastian
Flizak
Strój
Zagórzan,
1956 .
"
"
,. Pal'bara
Kazl1owska-Jarecl&lt;a
Strój
biłgorajsl&lt;i,
1958
8. Janusz
Karnacki - Strój
sandomierski,
1957.
.
.
9. Tadeusz
Seweryn
Strój
Krakowj~ków
Wscllodnich,
1960
JO. J. i M. Kamoccy
- Strój
S\\'iętokrzyski
1961
II. Edyta
Starek
Strój
orawski
(w druku)

LITERATURA
?\~'Urnie.'3.~/~('i':r;il' . Po.s.,..vi&lt;:;cony

13.50
16.50
26.27.26.29.26.32.30.-

LUDOvVA

sprc:n,'om
literatury
luc1owej,
pOrl red.
J. Krzyżano\v~~H?g.0 l. S. ?\\'Ifl;;;l. Zeszyty:
podh&lt;=llań5ki. k~elecki,
rZ';:'szo",vski, cieszYJlski.
dolnoSląskl.. gO~·nosl~ ..•:~o-o~oł~ki,
knsl.ub;;;ki, \\·&lt;)r:TliIisl&lt;i. ltlbels1.d, mazurski,
podlaski,
pornol"skl, lubu~,kl" łOWiCki.
m.:lz':)v.:iec~~i,l;;;urpiowsl&lt;i, siera&lt;lzko-ł~czycl:i.
piotrkowski.
PrenU!l1eratiJ
r':&gt;CZl1a 48.--.
ZaITIó\\"ieni;J
P:'zyj~ujc
Reclal&lt;cja, \Varsz3wa,
Nowy
Świat '!. pokój 121. Konto czelwwe
1-7-110090 lub Oddzi:lly
Ruchu.

�Cena zł 100,-

013

A H C H I \ \. LJ I\1 [T N O G fi ,

Lir.

,11' 3

Nr :J. I:C"i'ol~
'Nę;;rc::now;ol
f~;~EKS
,,~~LEGO
j.~
r-it :';. \Vlc.t1Y'''3V'
n~ck,
.:.!P. TERIAL"
DO
• '1
LT...n)O~NE.I 1818-1803, H15~
.
.
.
.
.
l\'r 11. h~~lJ.na BittrH:r
l'lIATER"LAŁY
DO
BIBLIO
FGL~K lE.J CZŁONKOW
P.T.L.,
1955
N 12. \VieslC"1"'\'
Die11kowsJ.;i
p~):Jr{ZED"!"HCY
OSKAR!\.
KOLBERGA
NA
POLiJ
DP-DAn
LUDOZNAWCZYCH
IV POl.SCE,
1956
!';r I?-, 14', 15, 16. PI'''''''
zbi&lt;)l'()wa lJ [ULE"'YN
IN;'-OP.l\·lACY JNY POLSKIEGO l":)WA:"ZiS·"{'WA
LLJDOZNAWCZEGO
Nr 1, Z. 3, 4, (wyczerpany)
Nr 17. \ViJ:tor
S:.'l"Hal.lllTl L"fJDGV.;r;:
OHnZĘDY
VV'2SELNE
\VE \"./SrACH
DOLINY HOCZE'.Vi{I
: TAnr·L\ \\TK'l Z~_E:\11 SANOCKlcJ.
19~łJ (wycz.)
C'Jr l~. Stanisldw
Bąk
_.
WESiCLE
LUDO\\E
W GR;'iIJOv\'IE
SANDOHIEHSKI~:

~J"..

~z.

'

1

"J

'l'

-- JAN
KAHŁO"NICZ
i LUDWIK
l:RZYWICKl
.JAKO
HEPREZENTANCr
DWU NTJRT(,W W ETNOLOGII l'OLSKIF;J
(wyczerp.)
Nr ~O.• 'ulian
Bal"y~ ; Irena T"rn'1U - ~.'IATf'RIALY DO HISTORII
ODZIELY
LrDOWEJ
PL- WSCHD.
WlELKO,'OLSKI
Nr 21. Teresa
Siuctow3ka-Myzyk
- 'Jl\RTNICTWO
W PŁ·N.-WSCH.
EUROPiE
ZE SZCZ.8GOL·r·rIM
UViZGLĘIJNIF.NIEM
POLSKI
Nt' 2~. Józef
Gajek
TRANSPOHT
l KOMUNIKACJA
LĄDOWA
k'i;.,stion.urLu~:~
Nr
;) dla
c21ów
Polskiego
Atlasu
EtnograficznegD
(.vyczecpany)
Nr 23. A.nnA i"cY;;7.cz··Wirpszowa NABYTKI
BIBLIOTEKI
P.T.L.
\V LATAC.H 1950·--1953
Ni' 2-1. J()z~f B3bicz - NAUKA O LUDACH FRYDERYKA
HATZLA
.
Nr ?3. i,I"ria
Henslowa
HOSLINY
DZIKO
ROSN.,\CE
VI KtJLT"(JF;,'E
LuDU POLSKIEGO
Nr ~6. Janusz
Bohdanowiez
- MATERIALY
DO hOWALSTvV.'.
LUDOWEGO
POLUDN[.)WEJ
KIELECCZYZNY
1':1'27. J,)zd
Gajel,
LUDOWA
KULTURA
MATERIALNE'"
ZAGADNIENIA
WYBRANE.
Kwes'.ionariusz
Nr ij dla celów. P. A. E.
N;' }:J.

Nr
Nr

NI

~~5_.
?'L30.'25.-

~O.~5.-

ao.20.--

30.30.-

E~K A P O P U L A R N A
/

1.

JóZ"i' Burszta,
OD OSADYs'ŁOW1AJ\;SKIEJ
DO 'NSI WSPOŁCZESNE.'
(\Vycz~r,Y";dny)
2. j\.. :fred
Z~,1'ęba. PHACA
DIALEKTOLOG.'\'
v.' TE HENIE
3. A'~larn
GIClpa i ..
4.lfoY1:; Kowa1s1n
TAl'-.iCE
I ZAT-:A "\VY \VJI:LKOPOLSKIE
11. Al,,]&lt;sand2r
Lech GorJlew"ki
DROGI SyriOW
SLONCA...

OSK.·\R I{OLBERG, DZIEL\
R('~dycj,J
!TIC!1ogrntii
~i.nc[;rafic~nyc~1.
etn.:JgrćtficzUE',
Twó1.·czoŚć
n1u7ycZnd..

Ine&lt;Eta.
MatEriały

33.3lJ.11;.46.3J.-

V\lSZYSTIHE

StU(;irł,
nateri:,ty
c10kUl1'lent8cyjr.?

Zamówienia
!'!aclsylc&gt;ć 1:a Rdres:
POLSKIE T·')WARZYSTWO Li)DOZKAWC;'::~
WHO CŁA W, NA~'KEHA 4

i

20.-

Cl.gć. G~j:i(owa

B I B L lOT
Nt'

lC-

pr7.yczyn]~i
ponlocnirze.

&lt;

,i

l

I
I

I

I

.\

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10954" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10932">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6e72b40e474abaef738d5a1b99a00aeb.pdf</src>
        <authentication>e60633cb8e87ab6200d620e8b68e1418</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130583">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6545</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130584">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130585">
                <text>Brook, Peter</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130586">
                <text>teatr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130587">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6117</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130588">
                <text>Dlaczego Pan podróżuje?.../Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130589">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1 s.29-32</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130590">
                <text>Brook, Peter</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130591">
                <text>Rodzińska, Justyna (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130592">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130593">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130594">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130595">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130596">
                <text>Dlaczego Pan
podróżuje? •••
Zapis spotkania z Peterem Brookiem
w Teatrze Polskim we Wrocławiu,
9 marca 2005, przed próbą spektaklu
Tierno Bokar prezentowanego na zaproszenie
Ośrodka im. Jerzego Grotowskiego

Pytanie: Dlaczego p a n tyle podróżuje? Czemu słu­
żą podróże warsztatowe i p r y w a t n e , czym się one róż­
nią o d siebie i jakie znajdują p o t e m odbicie na scenie,
w teatrze?
Peter B r o o k : To pytanie, które sam sobie zadaję
każdego dnia. Wydaje m i się, że zawsze należy patrzeć
na teatr z dwóch punktów widzenia jednocześnie: z te­
go, który s t a n o w i czyjeś osobiste, skryte marzenie i te­
go, który jest praktyczny. Jeśli teatr nie jest zakorze­
n i o n y w życiu, nie jest praktyczny. Dlatego osobiście
Bogdan Tosza: Dzień dobry, chciałbym serdecznie

nie lubię, gdy ktoś mówi o teatrze jako o sztuce. To

powitać państwa w Teatrze Polskim we Wrocławiu,

kwestia odróżnienia rzemiosła o d k u n s z t u . W y k o n u j e ­

przede wszystkim zaś chciałbym

my naszą pracę, aby utrzymać się jako zawodowcy, jak

powitać

naszego

i n n i artyści czy rzemieślnicy wyrabiający krzesło czy

wspaniałego gościa - Petera Brooka.
Dziękuję dyrekcji Ośrodka Badań Twórczości Je­

d y w a n , a marzeniem jest, by robić to możliwie najle­

rzego Grotowskiego i Poszukiwań T e a t r a l n o - K u l t u r o -

piej. Wówczas może pojawić się jakość. Jesteśmy j e d ­

wych, gospodarzowi wizyty Petera Brooka we W r o c ł a ­

n a k zanurzeni w życiu, zatem jeśli podróżujemy, t o dla­

wiu, dyrektorowi Jarosławowi F r e t o w i i d y r e k t o r o w i

tego, że gdybyśmy pozostawali w j e d n y m miejscu, nie

programowemu Grzegorzowi Ziółkowskiemu, że n a

moglibyśmy się utrzymać, z drugiej j e d n a k strony - na­

prośbę, aby to spotkanie odbyło się w naszym teatrze,

sza praca ograniczyłaby się wówczas gwałtownie do

odpowiedzieli z entuzjazmem. Ta

jest d o ­

k o n t a k t u z j e d n y m rodzajem ludzi, j e d n y m miastem,

wodem, że mieliśmy rację. Spotkanie poprowadzi au­

językiem, jedną kulturą, j e d n y m systemem wartości,

tor monografii Petera Brooka Grzegorz Ziółkowski,

j e d n y m zestawem uprzedzeń. Po pierwsze jednak, t o

a tłumaczyć będzie Jacek D o b r o w o l s k i . To wszystko,

nie m y decydujemy, dokąd jedziemy; musimy zostać

co należy do mnie. Życzę państwu wspaniałej rozmo­

zaproszeni. A kiedy t a k się stanie, jesteśmy wdzięczni,

wy. Dziękuję.

ale widzimy też, że m u s i m y dać coś w zamian. Otrzy­

frekwencja

m u j e m y wciąż impulsy, które uzmysławiają n a m , iż je­

Grzegorz Ziółkowski: Przedstawianie Petera Brooka

steśmy o d m i e n n i niż ludzie w miejscach, do których

byłoby nietaktem. Również zabieranie czasu s w o i m i

przyjeżdżamy. Za każdym razem jest to nowe wyzwa­

pytaniami byłoby nietaktem. Chciałbym oddać w pań­

nie. A zatem dokądkolwiek jedziemy, staramy się być

stwa ręce Petera Brooka, rezerwując sobie p r a w o do

tak bardzo pożyteczni, jak to t y l k o możliwe. Jednak

zadania ostatniego pytania, które zakończy spotkanie,

każdy p o w i n i e n sobie otwarcie zadawać to f u n d a m e n ­

ponieważ, jak państwo wiedzą, zespół gra dzisiaj wie­

talne i o k r u t n e pytanie - jaką to wszystko ma wartość?

czorem spektakl i potrzebuje jeszcze czasu n a próbę.

- w odniesieniu do wszystkich aspektów życia, nie ne­

A zatem zamieniam się w strażnika czasu.

gując a n i nie niszcząc samego siebie, bo byłoby t o zbyt

Peter B r o o k : Ja mogę zadać pierwsze pytanie: jak

łatwe. Trzeba po prostu uwolnić się o d iluzji, w której

udało wam się t u , we Wrocławiu, osiągnąć t o , co pró­

t k w i niestety w i e l u l u d z i t e a t r u , że jesteśmy nadzwy­

bują osiągnąć kobiety na całym świecie? Ponieważ w i ­

czajnymi i s t o t a m i , które mogą zmienić świat. Dlatego

dzę, że to kobiety dominują na sali. Jestem j e d n a k go­

nie cierpię słowa: „artysta". N i e m a n i c bardziej pre­

towy odpowiedzieć na pytania zarówno o d kobiet, j a k

tensjonalnego niż stwierdzenie: „Poeci i artyści - to

od mężczyzn; obie płcie są mile widziane. Żadnej dys­

my zmienimy świat".

kryminacji.

29

�Dlaczego Pan podróżuje

• ZAPIS S P O T K A N I A Z PETEREM B R O O K I E M W T E A T R Z E P O L S K I M W E W R O C Ł A W I U

Wielką wartością, jaką niesie ze sobą grupa ludzi
pracująca

razem w teatrze,

grupa, która

P y t a n i e : C h c i a ł b y m zapytać o pana ścieżkę d u ­

wchodzi

chową

kształtowaną

przez mistrzów d u c h o w y c h .

w k o n t a k t z nieznaną publicznością, jest t o , że p o wie­

Czy mógłby p a n i c h p o d a ć w k o l e j n o ś c i c h r o n o l o ­

l u latach o d k r y w a się, iż jej praca pewnego wieczora

gicznej ?

w szczególny sposób poruszyła jedną czy dwie osoby.

Peter Brook: Dlaczego w kolejności chronologicznej?

Tak bywa naprawdę. Ktoś powiedział - widziałem t e n

Pytanie: N i e chodzi m i ściśle o chronologię, ale

spektakl wiele lat t e m u , gdy przechodziłem akurat

o wewnętrzny rozwój duchowy.

t r u d n y okres w życiu. I przedstawienie t o pokrzepiło

Peter B r o o k : Kiedy ktoś mówi o duchowości, nie

m n i e i przywróciło m i nadzieję. Jest t o najlepsza n a ­

rozumie znaczenia słowa, j a k i m się posługuje. Jeśli my­

groda, jakiej można sobie życzyć.

śli, że wie, co t o znaczy, t o n i e m a t o n i c wspólnego

Pytanie: Towarzyszył p a n zawsze t e a t r o w i ekspery­

z duchowością. Mówiąc o c h r o n o l o g i i , przenosi się d u ­

m e n t a l n e m u w Polsce. Czy sądzi pan, że nowe t e c h n o ­

chowość w codzienność, a więc t r a c i się d u c h o w y w y ­

logie, które t a k pociągają młodych ludzi, m a j ą sens

miar. T y m , d o czego naprawdę odsyła duchowość, sta­

w teatrze?

n o w i bardzo i n t y m n e , bardzo osobiste poszukiwanie.

Peter B r o o k : Kiedy jako młody człowiek pełen

To niekończące się poszukiwanie jest o d k r y w a n i e m te­

ekscytacji i energii zaczynałem pracę w teatrze, wszyst­

go, co oznacza duchowość. Jest t a k poważne i i n t y m ­

kie technologiczne możliwości tamtego czasu, czyli

ne dlatego, że można się podzielić n i m tylko z jedną

siedemdziesiąt lat t e m u , wydawały m i się bardzo k u ­

czy d w i e m a osobami w bardzo szczególnych okoliczno­

szące i chciałem wypróbować każdą z n i c h . S t o p n i o w o

ściach. A l e mówienie o duchowości na o t w a r t y m spo­

j e d n a k odkrywałem, że niektóre były użyteczne, a i n ­

t k a n i u oznacza, że prostytuuje się temat, o którym nie

ne n i e . N o , może przesadziłem - t o było n i e siedem­

p o w i n n o się rozmawiać w t e n sposób. N i e chodzi więc

dziesiąt, ale p o n a d sześćdziesiąt lat t e m u . E l i m i n o w a ­

o t o , że nie c h c ę odpowiedzieć n a pańskie pytanie, ale

łem je n i e dlatego, że poszukiwałem prostoty. Prostota

w t y m kontekście nie mogę.

przychodzi sama, kiedy rezygnuje się z tego, co n i e w y ­

Pytanie: C z y m dla pana jest kolor, który t a k bar­

daje się niezbędne. Myślę, że katastrofą byłoby, gdyby

dzo nas uderza w pańskich przedstawieniach? Jaką ro­

jakaś młoda osoba próbowała podążyć moją drogą,

lę odgrywa w pana życiu?

ponieważ urodziłem się w pierwszej ćwiartce X X wie­

Peter B r o o k : To jedna z rzeczy, które dają m i naj­

k u , a więc wszystkie wpływy, jakie m n i e ukształtowały,

więcej radości. Jest dla m n i e niczym metafora nas ja­

spowodowały, że chciałem zbuntować się przeciw te­

ko grupy międzynarodowej. N i g d y n i e byłem w stanie

a t r o w i dziewiętnastowiecznemu;

złamać i zniszczyć

zrozumieć rasizmu. N i e tyle z teoretycznego, politycz­

wszelkie k o n w e n c j e , które istniały wokół m n i e , aby

nie poprawnego p u n k t u widzenia dobrego obywatela,

odnaleźć t o , co żywe w X X w i e k u .

ale p o prostu z uwagi na różnice między nacjami, i c h

Dzisiaj ktoś młody, pracujący w teatrze, m u s i p o ­

k o l o r e m skóry, ciałami, językami, religiami, sposobami

sługiwać się technologią, i n t e r n e t e m , k o m p u t e r a m i ,

bycia - wykraczając poza antropologię. T o między i n ­

wideo i wszystkim, co się z t y m wiąże, ponieważ t o jest

n y m i sprawia, że t e n o k r u t n y świat jest jednocześnie

świat, w którym się teraz pracuje i należy przekonać

t a k i wspaniały.

się, co z tego można wykorzystać, a co jest bezużytecz­

Pytanie: A l e m n i e n i e d o końca o t e n kolor cho­

ne. Kamery w i d e o i telewizję wykorzystałem w dwóch

dziło. Chodziło m i bardziej o kolor scenografii, kolor

zrealizowanych przez nas sztukach o mózgu, ponieważ

w przedstawieniach.

uznaliśmy t o za konieczne; ale technologia sama w so­

Peter B r o o k : A l e t o jest właśnie kolor! P u n k t e m

bie mało m n i e interesuje. Dzisiaj interesuje m n i e coś

wyjścia jest przyjemność, która z niego wynika, i fakt,

innego. I dlatego mówię, że młodemu człowiekowi n i ­

że wszystko jest wibracją. Nasi muzycy są bardzo świa­

gdy nie wychodzi na dobre podążanie cudzą ścieżką.

d o m i relacji zachodzącej między wibracją muzyki a w i ­

Przeciwnie, należy pławić się z radością w dzisiejszej

bracją poruszającego się aktora. W i d o c z n a jest tylko

t e c h n o l o g i i i zobaczyć, co może mieć wartość, a co

różnica w formie. A k t o r stojący n i e r u c h o m o jest jed­

niszczy jakość. T o jest różnica między techniką i tre­

n y m dźwiękiem, a aktor w r u c h u - i n n y m . Wszystko

ścią. Stanisławski jest dla m n i e bardzo ważny, p o n i e ­

jest r y t m e m , a kolor stanowi oczywiście wibrację w ryt­

waż był j e d n y m z pierwszych, którzy poszukiwali j a k o ­

mie. O s t a t n i o zastanawiałem się n a d t y m , że ludzki

ści; dlatego stale s t a n o w i dla m n i e inspirację. O s o b i ­

umysł nie jest w stanie wymyślić nowego k o l o r u . Żad­

ście jednak jego metody raczej mało m n i e interesują,

na technologia nie może wynieść ludzkiego umysłu po­

ponieważ nie należą d o mojego czasu. A mój czas z k o ­

nad jego wysoko rozwiniętą zdolność postrzegania już

lei n i e koresponduje z czasem kogoś innego. Można

istniejących barw. Można je widzieć coraz lepiej, ale nie

powiedzieć, że każda technologia, każda f o r m a , każda

można i c h całkiem na n o w o wymyślić. Radzimy więc

możliwość m u s i być testowana wciąż n a n o w o . N a j ­

sobie z t y m , co m a m y do dyspozycji.

gorszą rzeczą, jaką można stwierdzić, jest t o , czym te­

Pytanie:

atr p o w i n i e n być i czym nie w o l n o m u być. To d y k t a ­

O s t a t n i o wyszedł t o m pańskich

pism

przełożonych n a język polski, który nosi tytuł Ruchomy

tura k u l t u r a l n a .

punkt. Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby zechciał pan

30

�Dlaczego Pan podróżuje

• ZAPIS S P O T K A N I A Z PETEREM B R O O K I E M W T E A T R Z E P O L S K I M W E W R O C Ł A W I U

odnieść t e n metaforyczny tytuł do pańskiego doświad­

do dzieła kompozytora pozostaje pańska Tragedia

czenia teatralnego.

men. C h c i a ł a m zapytać, j a k i jest dzisiaj, po latach, pa­

Peter B r o o k : G d y b y m był poetą, malarzem,

Car­

na stosunek do opery.

foto­

grafem, wszystko, co pokazywałbym i n n y m ludziom,

Peter B r o o k : O d p o w i e m w bardzo prosty sposób.

pokazywałbym z jednego p u n k t u widzenia. Naprzeciw­

Jeśli ktoś powiedziałby dzisiaj: „W j a k i c h o k r o p n y c h

ko mnie jest fotograf. Może nas ukazać tylko z jednego

czasach żyjemy" - zgodziłaby się p a n i . Czy chciałaby

p u n k t u widzenia, który właśnie zajmuje. P u n k t widze­

więc p a n i zostać prezydentem S t a n ó w

nia kogoś siedzącego obok jest zupełnie inny. Jeśli coś

nych? Jeśli ktoś pracuje tak, jak ja kiedyś w wielkiej

pojawi się w p o l u widzenia fotografa, przesłoni obraz,

operze, to w p e w n y m sensie przypomina to bycie pre­

zablokuje go i wpłynie na całkowitą jego zmianę.

Zjednoczo­

zydentem S t a n ó w Zjednoczonych. C o k o l w i e k się robi,
jest się przytłoczonym presją gigantycznej m a c h i n y

Sfilmowałem k i l k a spektakli, które wystawiliśmy
na scenie, dlatego mogłem dobrze się t e m u przyjrzeć.

pełnej

Praca w teatrze polega na zebraniu w i e l u różnych

złości, tak że życie staje się k o m p r o m i s e m . Żyje się jak

punktów widzenia. D o b r y autor, który oczywiście dys­

prezydent, który próbuje przetrwać jedynie do następ­

ponuje p u n k t e m

zmieniać,

n y c h wyborów. Taka okazała się moja praca w C o v e n t

„wprawić w r u c h " — jednak zdarza się to niezwykle

G a r d e n i w M e t r o p o l i t a n O p e r a - dość szybko zdałem

rzadko. Jeśli więc mówi coś, o czym sądzi się, że jest

sobie sprawę, że to ogromna strata energii, ponieważ,

dobre, to próbuje zrozumieć również, dlaczego uważa

kiedy zaczynałem pracę z grupą aktorów w małej prze­

się to za złe. Udało się t o osiągnąć tylko w i e l k i m auto­

strzeni, przestawałem być prezydentem kraju czy kor­

rom, na przykład Szekspirowi. Żaden z tysięcy profeso­

p o r a c j i wewnątrz o k r o p n e j m a c h i n y .

rów na setkach uniwersytetów nie był j a k dotąd w sta­

w zwyczajną ludzką relację z i n n y m i żywymi ludźmi.

nie ustalić, j a k i był p u n k t widzenia Szekspira, ponie­

Zdecydowałem się więc nie ruszać opery przez trzy­

waż jego p u n k t widzenia jest ruchomy, a w jego sztu­

dzieści lat; uważałem t o za stratę czasu. A l e p o t e m

kach w każdej kolejnej c h w i l i t o , co było dobre, oka­

nadszedł etap, kiedy dysponowaliśmy własnym

zuje się złe, a to, co złe - dobre, t o , co moralne - nie­

a t r e m i własną instytucją, i Opera Paryska wystąpiła

moralne i t d . Z m i e n i a się to w t a k i sposób, że każda

z propozycją, abym wystawił operę w naszym teatrze.

osoba na w i d o w n i wyrabia sobie własny p u n k t widze­

Odpowiedziałem, że to bardzo interesujące, ponieważ

nia, otwarty na chwilę. Dobry, szczery i uczciwy autor

mogliśmy zmienić każdy najdrobniejszy jej element,

ma inne podejście, kiedy pracuje w teatrze, a i n n e kie­

a jednocześnie poświęcić k i l k a miesięcy na próby.

w i d z e n i a , próbuje

go

skostniałych

struktur, namiętności, ambicji,

Wchodziłem

te­

dy pisze powieść. Również reżyser musi próbować

Mieliśmy trzy obsady, które cały czas pracowały razem,

otworzyć się na wszystkie p u n k t y widzenia. A k t o r ,

więc nie pojawiała się pomiędzy n i m i zawiść czy nie­

który przychodzi na próbę z gotową koncepcją r o l i ,

zdrowa rywalizacja. Wszystkie były równorzędne, nie

jest złym aktorem, ponieważ każdy człowiek jest bar­

było podziału na pierwszą i drugą obsadę. K i e d y pre­
zentowaliśmy spektakl i wszyscy przyszli go zobaczyć,

dziej złożony, niż się to może wydawać.

byłem głęboko poruszony widząc, jak jedna C a r m e n

Jednak przy kręceniu f i l m u jest dokładnie o d w r o t ­

na w i d o w n i oklaskuje drugą na scenie. Możliwe oka­

nie. Wszyscy wielcy reżyserzy f i l m o w i , począwszy o d

zało się, by wszyscy, łącznie z orkiestrą, przez p o n a d

Alfreda H i t c h c o c k a , pracują w oparciu o jeden p u n k t

pół r o k u pracowali razem n a d t y m samym t e m a t e m ,

widzenia - swój własny. Po t y m rozpoznaje się i c h styl

by poświęcali cały czas na próby i drążyli temat, p o d ­

i chodzi się na nowy f i l m „takiego a takiego" reżysera.

czas gdy w zwykłej operze ludzie rozchodzą się po pię­

Na tym polega różnica między t y m , co jest dobre

c i u przedstawieniach. Możliwy był więc między n i m i

i mocne w przypadku jednego p u n k t u widzenia, a t y m

organiczny rozwój. Mogliśmy wówczas

kiedy jest o n zmienny. Dlatego właśnie w teatrze zda­

zrealizować

własną ideę, która polegała na wyzbyciu się w tej pra­

rzenie teatralne jest stale do pewnego stopnia „w r u ­

cy wszystkiego, co nie pasowało do naszej koncepcji,

chu". Relacja pomiędzy sceną a publicznością jest

a co należało do „wielkiej opery". Mogliśmy umieścić

wówczas bogatsza niż w zastanym, staroświeckim te-

orkiestrę poza kanałem orkiestrowym, do

attze o jednym punkcie widzenia.

którego

przywykła. I odkryliśmy coś fundamentalnego: grupa

Pytanie: Co pana dzisiaj interesuje w teatrze?

śpiewaków mogła znakomicie pracować, nie widząc

Peter Brook: Jeśli coś jest żywe, jest interesujące.

dyrygenta. W t e n sposób r y t m spektaklu tworzyli sami

Jeśli nie jest żywe, nie jest interesujące. Jeśli jestem

aktorzy. Postaci pracujące razem i ludzie prowadzący

poruszony, interesuje m n i e t o . Jeśli nie jestem p o r u ­

opowieść pozostawali w bezpośrednim kontakcie z p u ­

szony, nie intetesuje. I to zmienia się cały czas, zarów­

blicznością. W

no dla mnie, jak dla pani.

t y m celu umieściliśmy orkiestrę po

dwóch stronach, tak że zarówno ona, jak dyrygent po­

Pytanie: Chciałabym zapytać o pana doświadcze­

zostawali niewidoczni. Jasne jest teraz, jak radykalne

nia operowe, ponieważ w i e m , że d a w n o t e m u praco­

było to posunięcie - treść podawana była przez żywych

wał pan w Covent Garden, realizował opery w M e t r o ­

wykonawców, a orkiestra i dyrygent dawali jedynie

politan Opera House. Oczywiście najbardziej k o n t r o ­

oparcie. W k o n w e n c j o n a l n e j operze hierarchia jest i n -

wersyjnym przykładem, skrajnym podejściem reżysera

31

�Dlaczego Pan podróżuje

• ZAPIS S P O T K A N I A Z PETEREM B R O O K I E M W T E A T R Z E P O L S K I M W E W R O C Ł A W I U

na, c e n t r u m ekspresji stanowi dyrygent, następnie -

Proszę n i e wymagać ode m n i e , abym stworzył teraz

petne brzmienie orkiestry, a dopiero p o t e m - historia.

wykładnię tego, czym się zajmowali i jakie t o miało

Wyobraźmy sobie, co by było, gdybym dzisiaj próbował

znaczenie - t o element czegoś bardzo szczególnego, co

mówić z tej samej odległości, a przede m n ą znajdowa­

jest poszukiwaniem prawdy, a co stanowi prywatną

łoby się osiemdziesięciu ludzi grających najgłośniej j a k

sprawę każdego człowieka.

potrafią, między n a m i zaś stałby dyrygent. Byłby t o

Pytanie: Jest p a n uważany za klasyka, za wzór do

S ą d Ostateczny.

naśladowania. Proszę m i powiedzieć, gdy widzi p a n

Pytanie: C h c i a ł e m się dowiedzieć, co dokładnie

kogoś w orbicie swoich dokonań, czy p o t r a f i p a n się

spowodowało, że t a k bardzo zainteresował się pan po­

z tego cieszyć, czy raczej myśli pan: „Dlaczego o n nie

stacią T i e r n o Bokara i poświęcił m u swój o s t a t n i spek­

szuka swojej własnej drogi?".

takl?

Peter B r o o k : To pytanie trafia w samo sedno po­

Peter B r o o k : Myślę, że t o jedno z pytań, n a które

przedniej kwestii. Dziś bardziej niż k i e d y k o l w i e k ota­

bardzo t r u d n o odpowiedzieć, ponieważ przy układaniu

czają nas odpowiedzi. O f e r u j e się n a m tysiące sposo­

planów używa się r o z u m u . A przecież r o b i m y wiele a l ­

bów życia, tysiące postaw, tysiące rzeczy, w które moż­

t e r n a t y w n y c h planów, m a m y wiele a l t e r n a t y w n y c h

na uwierzyć l u b które można odrzucić. Każdy p o l i t y k

możliwości. Podejmowana decyzja s t a n o w i zaś p o ­

żyje, mówiąc kłamstwa w t a k atrakcyjny sposób, że

c h o d n ą i n t u i c j i . Powiedziałbym więc, że każdej decyzji

w końcu głosujemy n a niego, a nie n a kogoś innego.

(dlaczego robić t o , a n i e coś innego) towarzyszy prze­

Sądzę, że na t y m polega praca polityków - są kłamca­

czucie szczególnego znaczenia tego właśnie m o m e n t u .

m i , którzy próbują mówić prawdę. W i d a ć więc, że

W długotrwałej pracy n a d w i e l o m a t e m a t a m i pojawia

w rzeczywistości społecznej, politycznej czy religijnej

się chwila, która - j a k owoc na drzewie - nagle okazu­

możemy znaleźć jedynie odpowiedzi k o m p r o m i s o w e .

je się „dojrzała". Jak w i a d o m o , temat przemocy jest te­

Podążanie za kimś ślepo pokazuje, że sami jesteśmy

m a t e m a k t u a l n y m . Temat n i e t o l e r a n c j i t o temat, k t ó ­

ślepi, zazwyczaj n i e zdając sobie z tego sprawy. W y d a ­

ry d o nas trafia. W Tiemo

Bokar poruszyliśmy sprawę

je się n a m , że myślimy jasno. Powtarzam zatem: jeśli

tego, co naprawdę znaczy tolerancja, czego wymaga,

ktoś chce ( t o jego w o l n y wybór), może próbować roz­

z j a k i m i trudnościami m u s i się zmierzyć. Wydaje m i

wijać postawę poszukiwacza. Oznacza t o bycie otwar­

się, że w czasach, gdy religia wkracza z ogromną siłą n a

t y m i p o z b a w i o n y m j a k i c h k o l w i e k podejrzeń. Dlatego

t e r e n życia politycznego, społecznego i wojskowego,

Gurdżijew mówił o drodze człowieka przebiegłego.

p o n o w n i e ożywić trzeba kwestię, czym jest d l a nas

Oznacza t o bycie n i e w i n n y m j a k głupek, a jednocze­

prawda dzisiaj. Można t o uczynić dzięki prawdziwej h i ­

śnie - bardzo przebiegłym i n i e dającym się łatwo w o ­

storii skromnego człowieka, który spędził swe życie n a

dzić za nos. W t y m celu w danej c h w i l i może n a m po­

próbach o d k r y c i a , co znaczy być prawdziwym w t y m

m ó c wiele rzeczy. Rola wszystkich sztuk polega na t y m ,

złożonym świecie. Zawsze sądziłem, że w teatrze te­

by n a chwilę zaspokoić nasze pragnienie bardziej ja­

m a t , j a k i m a się pojawić, m u s i być czymś nieznanym -

snego widzenia - wiedząc jednocześnie, że nigdy nie

tak j a k kolory scenografii - w p r z e c i w n y m razie k w e ­

można tego osiągnąć raz n a zawsze. Jesteśmy ślepi,

stia religii, t o l e r a n c j i i n i e t o l e r a n c j i nie będzie się n i ­

chcemy przejrzeć. Przez chwilę widzimy trochę wyraź­

czym różnić o d tego, o czym czytamy w gazetach

niej i wtedy o r i e n t u j e m y się, że ślepota wraca, i zaczy­

i oglądamy w telewizji przez cały czas. T y m , co m n i e

namy n a n o w o . N i e poddajemy się, musimy robić t o ,

przyciągnęło, była prawdziwa historia, niewywołująca

o czym mówi w spektaklu T i e r n o Bokar: szukać wie­

jednocześnie oczywistych skojarzeń.

dzy w najdalszym zakątku świata.

Pytanie: Jak w i a d o m o T i e r n o Bokar był mistrzem

Grzegorz Ziółkowski: Pozwolę sobie zadać ostat­

sufizmu - czym jest dla pana sufizm w kontekście na­

nie pytanie. Jest o n o bardzo niebezpieczne. Zapytam

uczania Gurdżijewa?

o ciszę.

Peter B r o o k : T o pytanie również otwiera t a k o b ­

Peter B r o o k : To wyjątkowe wydarzenie w m o i m

szerny temat, że odpowiedź m u s i być bardzo prosta.

życiu. Tak często słyszałem ludzi rozprawiających o c i ­

Gurdżijew był młodym człowiekiem, który opuścił

szy, a teraz po raz pierwszy ktoś wypowiedział t o w i e l ­

swój d o m i zaczął podróżować po Wschodzie z grupą

kie słowo i zamilknął. Mogę więc t y l k o pójść za jego

przyjaciół, którzy wówczas, w X I X w i e k u , zajmowali

wspaniałym przykładem.

się różnymi dziedzinami: filozofią, muzyką, nauką - l u ­
dzi, których nie satysfakcjonowały istniejące o d p o w i e ­

Spisała

dzi n a pytania, jakie sobie stawiali. N a z w a l i siebie Po­
szukiwaczami Prawdy. Zaszli bardzo daleko w swych
poszukiwaniach i o d k r y l i , że w sercu tego, co popular­
nie rozumiane jest jako religia, istnieje prosty rdzeń całkowite poświęcenie poszukiwaniu prawdy. Bractwa
sufich gromadzą się z tego samego p o w o d u . S ą poszu­
kiwaczami prawdy.

32

i przełożyła Justyna

Rodzińska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10953" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10931">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/caac06c812ba0ded0c72dd34ff428dcb.pdf</src>
        <authentication>5f267b001ff9bb544565bf50e257727c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130573">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4026</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130574">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130575">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3765</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130576">
                <text>Kronika / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961, z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130577">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961, z.2, s. 122-124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130578">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130579">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130580">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130581">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130582">
                <text>R. 1811 — na licytacji rzeczy Magdaleny Kocica, wdo­
wy po szewcu:
„Obrazów szklanych 3".
R. 1819 — w innym inwentarzu zanotowano:
„Obraszków szklanych 2
Obraszków na szkle malowanych 5".
To ostatnie określenie nie budzi już wątpliwości,
o jakie przedmioty chodziło, w tejże samej bowiem
księdze zapisano, że po Macieju Kowaleńskim zostało
„obraszków za szkłem 5".
Występowanie w Pruchniku znacznej ilości obra­
zów nasuwa przypuszczenie, że — niezależnie od
kupowania ich chociażby w Przeworsku, na słynnych
tam odpustach, czy gdzie indziej — mogli być rów­
nież na miejscu malarze zaspokajający potrzeby mia­
steczka i Okolicy. Tę hipotezę zdaje się popierać fakt,
stwierdzony przez autora niniejszego artykułu na
miejscu w Pruchniku, że powały w domach z pocz.
X I X w., zrobione z szerokich, heblowanych desek,
były bogato pomalowane (farby kładziono bezpośred­
nio na surowym drzewie) w motywy kwiatowe i roś­
linne. Widać było wprawną rękę w rysunku i dobre
oko w doborze kolorów. Należy wykluczyć możliwość,
aby do tego rodzaju prac i w tym okresie sprowadza­
no rzemieślników spoza miasteczka.
Na podstawie suchych notatek sądowych nie spo­
sób określić pochodzenia obrazów malowanych na
szkle; czy nie są one pochodzenia słowackiego?
Pruchnik leży stosunkowo blisko słynnego miejsca
odpustowego w Starej Wsi k. Brzozowa, dokąd ma­
sowo przychodzili Słowacy — aż do czasów I wojny
światowej ; mogli więc przynosić obrazy na sprzedaż.
Wiadomo przecież, że aż do pocz. X X w. odpusty
były połączone z kiermaszami, tj. istnymi jarmarkami.
W księgach pruchnickieh spotykamy jeszcze inną
nowość. Ale jest to już wiek X I X — czas znacznych
27

27

Według podania, czczony obraz średniowieczny
M. B. w Starej Wsi miał przybyć ze Słowacji, stąd owe
liczne kilkutysięczne pielgrzymki Słowaków. Zob.:
Ks. W. Mrowiński (T. J.), Cudowny obraz M. B. Sta­
rowiejskiej w Ziemi Sanockiej, Kraków 1895, s. 1.
Archiwum. Muzeum w Jarosławiu, rkp. 252,
s. 111. W notatce tej mamy rzadko spotykany akcent
28

zmian w życiu naszych miasteczek. Oto w inwenta­
rzach występują obrazy o tematach niewątpliwie
świeckich, jak np.:
R. 1819 — „Obrazków szklanych 2
detto ptaszków 2".
Tu musimy nawiązać do obrazów na szkle, zna­
nych na terenie Polski południowej, centralnej
i wschodniej. Z notatki zdaje się również wynikać,
że ptaszki też były malowane na szkle; ale znów
nasuwa się pytanie: czy były one pochodzenia miej­
scowego, czy z importu? I wreszcie:
R. 1817 — „po śp. Szymunowy Łukaszkiewiczowy,
oprócz obrazu P. Jezusa, św. Teresy, św. Onufre­
go i P. Jezusa Kobylańskiego! , w inwentarzu
figuruje: „Lanszaftów 5".
Jak wiadomo „Landsehaft" jest terminem niemiec­
kim i dostał się do nas razem z zaborcą austriackim.
I znowu pytanie, na które w tej chwili nie sposób
jeszcze odpowiedzieć: czy owe „lanszafty", a więc
obrazy przedstawiające krajobrazy, były importowane
z krajów austriackich, czy też miejscowy malarz prze­
jął nową modę i na wzór widzianych, importowanych,
malował je na miejscu.
I na zakończenie już tylko ciekawostka . W Ko­
łaczycach (dziś pow. Jasło), słynnych ze znakomitych
garncarzy, był — obok innych — cech wielki, tj.
zbiorowy. Tenże cech w r. 1836: „Za cechmistrza
Bartłomieja Knybla [...] ze składek Braci odnowił
ołtarz św. Mikołaja [widocznie cechowy], za co zapła­
cono:
Piotrowi Zieleńskiemu
31 ryńskich
Portreciście
10 „ „
Jak wynika z powyższego, malarz malował ołtarz,
„portrecista" zaś chyba „odnowił" (a może namalo­
wał od nowa?) „portret" św. Mikołaja, który do dnia
dzisiejszego w ołtarzu figuruje.
2S

29

regionalny. Kobylany to słynna miejscowość odpusto­
wa koło Gorlic. Obraz mógł być tam zakupiony w cza­
sie odpustu, ale równie ddbrze mógł go wykonać
malarz pruchnicki, który zaspokajał gusty odbiorców.
Archiwum Cechu Wielkiego w Kołaczycach,
księga z lat 1779—1844, s. 70.
28

Franciszek

Fot: W. Dziurawiec — il. 5; Jan Swiderski

K

R

O

Konkursy i wystawy
W kwietniu odbyły się w Opolu
tradycyjne już uroczystości obchodu
Dnia Twórczości Ludowej. Połączo­
ne one były z konkursami na kra­
szanki, pisanki, rzeźbę ludową, zdo­
bione wyroby kowalskie i wiosenne
korowody marzankowe i gaikowomaikowe. Odbyły się również elimi­
nacje konkursów słowno-muzycz­
nych, w których wyróżnili się śpie­
190

N

I

Kotula

— U. 1—i, 6—12.

K

A

wacy odtwarzający tradycyjne pie­ wę-kiermasz pamiątkarstwa regio­
śni ludowe. Najbogatszego materiału nalnego. Eksponowano przedmioty
dostarczył konkurs kraszankowy, w będące dziełami twórców ludowych.
którym wzięło udział kilkudziesięciu
uczestników. Ogółem uczestniczyło
*
w konkursie ponad 200 osób.
Konkurs sztuki ludowej woje­
wództwa łódzkiego (por.: Kronika
nr 2/1961) zakończony został w koń­
W zabytkowej sieni gdańskiej cu kwietnia. W ciągu maja odbyły
CPLiA urządziła w kwietniu wysta­ się eliminacje regionalne w mu-

�zeach: w Łęczycy, Łowiczu, Sie­
radzu, Tomaszowie Maz. i Piotrko­
wie Tryb. Poszczególne muzea orga­
nizowały konkurs na terenie pod­
ległych im regionów. Wyróżniają­
cym się twórcom ludowym przyzna­
no nagrody, kwalifikując najlepsze
prace na ogólnopolską wystawę w
Łodzi. Muzea w Łęczycy i Siera­
dzu urządziły własne
wystawy
eksponatów pokonkursowych. Szcze­
gólnie interesująca była wystawa w
Łęczycy, zorganizowana przez kie­
rowniczkę muzeum mgr Jadwigę
Grodzką przy współudziale Rady
Narodowej i Łódzkiej Rozgłośni
Polskiego Radia. Pokazano na wy­
stawie prace współczesne z zakresu
plecionkarstwa, wycinanki, cerami­
ki, wyrobów kowalskich i instru­
mentów muzycznych. Na tle ogól­
nie wysokiego poziomu eksponatów
wyróżniał się zespół rzeźb wyko­
nanych przez nieznanych dotych­
czas — z wyjątkiem Kamińskiego —
rzeźbiarzy z okolic Łęczycy. Do
najbardziej
interesujących
nale­
żały rzeźby: Bolesława Grabskiego,
Mariana Jóźwiaka, Wiktora Rysia
i Wacława Czerwińskiego. Wysta­
wa posiada katalog, bardzo ładnie
wydany przez muzeum w Łęczycy;
opracowanie tekstu — mgr J. Grodz­
ka, opracowanie graficzne — Ro­
man Matysiak. Katalog zawiera
krótki wstęp, opis eksponatów oraz
fotografie.
Centralna wystawa wojewódzka
odbyła się w Łodzi w drugiej po­
łowie czerwca. Wśród eksponatów
reprezentujących współczesną sztu­
kę ludową 11 regionów wojewódz­
twa łódzkiego, biorących udział w
konkursie, wysuwały się na plan
pierwszy (zarówno pod względem
wartości artystycznych jak repre­
zentacji ilościowej) tkaniny ubra­
niowe rawsko-opoczyńskie i sieradz­
kie, wycinanki łowickie i rawskie
oraz pisanki z okolic Rawy Mazo­
wieckiej i Piotrkowa Trybunalskie­
go. Wśród rzeźbiarzy najbardziej
interesującą indywidualnością był
na wystawie Jan Lamęcki z Zielo­
nej Dąbrowy (pow. Radomsko) oraz
wspomniany już zespół rzeźbiarzy
łęczyckich.
Komisarzem wystawy i autorem
scenariusza był Bolesław Kowalec,
autorem interesującej oprawy pla­
stycznej — Romuald Jackowski.
Katalog wydany przez Prezydium
WRN w Łodzi zawiera: artykuły
wstępne wprowadzające w zagad­
nienia tradycyjnej i współczesnej
sztuki ludowej Ziemi Łódzkiej opra­
cowane przez prof. dr K. Zawistowicz-Adamską, mgr W. Drozdowską,

mgr A. Włodarczyka i B. Kowalca będzie zakupiona dla organizujące­
oraz spis eksponatów i ilustracje." go się Muzeum Kociewskiego.
(Objętość katalogu 45 stron, 26 fo­
*
tografii w tekście.)
*
Na początku czerwca nastąpiło
rozstrzygnięcie konkursu „Tkanina
28 maja otwarto w Podegrodziu ludowa we wnętrzu współczesnym".
pod Nowym Sączem bardzo intere­ Konkurs zorganizowany został przez
sującą wystawę twórczości ludowej Zarząd
Związku
CPLiA,
który
Podegrodzia, zorganizowaną z okazji uprzednio — jako przygotowanie
700-lecia istnienia wsi. Na wystawie do konkursu — przeprowadził fa­
zgromadzono eksponaty z zakresu chowy instruktaż na terenach Bia­
tradycyjnej
kultury
materialnej, łostockiego, Olsztyńskiego, Rawskie­
urządzenia wnętrza, ceramiki, stro­ go i Sieradzkiego; z okolic tych na­
ju i haftu. Organizatorami wystawy płynęła większość zgłoszeń na kon­
jest para małżeńska nauczycieli ze kurs. Wśród nadesłanych tkanin
szkoły podstawowej w Podegro­ wyróżniały się szczególnie wyso­
dziu, od wielu lat zajmująca się kim poziomem artystycznym biało­
amatorsko etnografią.
stockie
dywany
dwuosnowowe
(część z nich, dzięki użyciu odpo­
*
wiedniego surowca, nadaje się do
położenia na podłodze) oraz kur­
W Nowym Sączu nastąpiło na po­ piowskie chodniki „szmaciaki".
czątku czerwca rozstrzygnięcie kon­
*
kursu sztuki ludowej regionu nowo­
sądeckiego. Konkurs był pomyślany
Objazdowa wystawa wycinanki
jako pamiątkarski. Większość ekspo­ kurpiowskiej eksponowana była w
natów stanowiła ceramika, następ­ drugim kwartale br. w Pułtusku,
nie hafty i wyroby plecionkarskie. Garwolinie i Grodzisku.
*

Konkurs na wyroby ludowej ce­
Bydgoszczy rozstrzygnięty zo­
w końcu maja konkurs deko­ ramiki kieleckiej rozstrzygnięty zo­
wnętrz kujawskich (por.: Kro­ stał w Kielcach 21 czerwca. Nadesła­
no ogółem ponad sto prac wykona­
nr 2/1961).
nych przez garncarzy będących
*
członkami spółdzielni CPLiA i nie
zrzeszonych. Nagrodzone ekspona­
W czerwcu otwarta została w Mu­ ty pokazane będą we wrześniu na
zeum Narodowym w Poznaniu wy­ specjalnie zorganizowanej wystawie.
stawa pt. Wielkopolska Sztuka Lu­ Organizatorami kieleckiego konkur­
dowa.
Ekspozycję,
obejmującą su był Wydział Kultury PWRN oraz
obiekty sztuki ludowej od X V I I w. spółdzielnia „Chałupnik" z Iłży.
do czasów współczesnych, przygoto­
*
wało Muzeum Narodowe w ramach
wielkopolskiego festiwalu
kultury.
W kwietniu w paryskiej galerii
Na wystawie pokazano rzeźbę, ma­
larstwo, ceramikę, tkactwo i hafty. Dina Vierny wystawione były obraz­
Przewidziane jest przeniesienie wy­ ki Nikifora. Zestaw pokazanych
prac nie był najciekawszy, ponieważ
stawy do Lublina i Koszalina.
pochodził z przypadkowo poczynio­
nych przez galerię zakupów. Do
*
wartościowszych należały akwarele
Wojewódzki
Dom
Twórczości z wczesnego okresu oraz seria pejza­
Ludowej w Gdańsku wraz z Wy­ ży z lat ostatnich.
działem Kultury PRN w Starogar­
dzie zorganizowały wystawę trady­
cyjnego sprzętu i sztuki ludowej
Pod koniec czerwca otwarto w
Kociewia. Wystawa odbyła się w Pałacu Kultury w Warszawie wy­
czerwcu i lipcu w Starogardzie. stawę „Mistrzowie Sztuki Ludowej
Obok zabytkowych mebli i narzę­ ZSRR". Wśród eksponatów znajdują
dzi rolniczych i ceramiki znalazły się: kolorowe figurki-zabawki, cera­
się na wystawie świątki ludowe oraz mika, tkaniny i koronki, rzeźby w
prace współczesnych twórców l u ­ drzewie i kości oraz wyroby z laki
dowych z Kociewia. Eksponaty wy­ i malowanego drzewa. Wystawa po­
stawowe w znacznej części wypo­ kazana będzie również w Czecho­
życzono z terenu; większość z nich słowacji.
W
stał
racji
nika

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10952" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10930">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5f8c351d19842e43d94a85c3f84068b8.pdf</src>
        <authentication>98aa78b6b198e3d85e7209479947f1e7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130562">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4027</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130563">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130564">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3766</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130565">
                <text>Summary / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961, z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130566">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961, z.2, s. 125-127</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130567">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130568">
                <text>ros.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130569">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130570">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130571">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130572">
                <text>P

O

QUARTERLY

L

I

S

PUBLISHED

H
BY

F

THE

ART

N. 2

INSTITUTE

Y E A R

BOOK

S U M M M A R Y

Anna

Świątkowska

—

ŁOWICZ

PAPER

CUTS

Paper c u t s h a v e been m a d e i n t h e Ł o w i c z r e g i o n
for a b o u t 100 y e a r s . U p t i l l t h e l a s t w a r t h i s k i n d
of a r t i s t i c w o r k w a s t h e d o m a i n o f r u r a l w o m e n a n d
girls w h o m a d e t h e p a p e r c u t s a l m o s t e x c l u s i v e l y f o r
use i n t h e i r o w n m i l i e u . A t t h e b e g i n n i n g o f t h e
20th c e n t u r y , P o l i s h a r t i s t s d i s c o v e r e d t h e b e a u t y o f
these p a p e r c u t s a n d f r o m t h a t t i m e o n t h e y h a v e
been g a i n i n g e v e r m o r e a p p r e c i a t i o n a n d p o p u l a r i t y
all over the c o u n t r y .
After the last w a r , the paper cuts no
longer
fulfilled their o r i g i n a l f u n c t i o n a n d w e r e n o longer
used b y t h e r u r a l p e o p l e . B u t t h e a r t d i d n o t d i e
out. T h e g r e a t d e m a n d f o r t h e m i n t h e t o w n s , a l l
over t h e c o u n t r y a n d a b r o a d h a s k e p t t h i s f i e l d o f
folk a r t a l i v e a n d has c r e a t e d a f r e s h i n c e n t i v e f o r
its c o n t i n u a t i o n . T h e o l d l a d i e s a d e p t i n t h i s w o r k
are passing o n t h e i r s k i l l to t h e y o u n g e r g e n e r a t i o n
and at p r e s e n t t h e r e a r e o v e r a h u n d r e d w o m e n
making paper cuts i n t h e i r cottages i n the Ł o w i c z
region.
This article, e x a m i n i n g the o r i g i n of the Łowicz
paper c u t s a r g u e s a g a i n s t D r . G r a b o w s k i ' s v i e w t h a t
they w e r e d e r i v e d f r o m t h e p a p e r c u t s m a d e i n t h e
districts s u r r o u n d i n g W a r s a w . A n a l y s i s o f t h e m o t i f s
used is n o t s u f f i c i e n t a r g u m e n t , p a r t i c u l a r l y as a t
the e n d o f t h e l a s t c e n t u r y t h e p a p e r o u t s w e r e
a continuation of the traditional f o r m of decorating
both t h e i n t e r o r a n d e x t e r i o r w a l l s o f r u r a l c o t t a g e s .
T h e s i m i l a r i t y o f m o t i f s ( f i g . 1—4) o c c u r r i n g : i n t h e
paper c u t s a n d i n t h e p a i n t i n g s d e c o r a t i n g
the
cottages s h o w t h a t f r o m t h e t i m e g l o s s y p a p e r b e g a n
to r e a c h t h e r u r a l areas ( a b o u t 1860—65), p a p e r c u t s
began t o r e p l a c e t h e f o r m e r s i n g l e - c o l o u r p a i n t i n g s
(made w i t h a s t e n c i l ) a n d m u l t i c o l o u r e d p a i n t i n g s
(painted i n w a t e r c o l o u r s ) . I n s t e a d o f these p a i n t i n g s ,
the c o t t a g e r o o m s w e r e d e c o r a t e d w i t h p a p e r c u t s
on t h e w a l l s a n d o n t h e c e i l i n g b e a m s ( f i g . 9).
F r o m s i n g l e m o t i f s , i.e. f l o w e r s , t r e e s , b o u q u e t s ,
which were glued to the w a l l s i n earlier times, the
paper c u t s b e g a n t o d e v e l o p i n t o t h r e e b a s i c c o m ­
positions, a l l o f t h e m g l u e d o n g r e y p a p e r
(now
white paper) a n d a l l of s i m i l a r forms, w h i c h have
been m a i n t a i n e d t o t h i s d a y :
1. R i b b o n s —&gt; p a p e r r i b b o n s , u s u a l l y m e a s u r i n g
50 X 12 c m . , f i n i s h e d o f f a t t h e b o t t o m w i t h
a fringe
and
decorated
with
the
former
..bouquets" on a w h i t e or coloured b a c k g r o u n d
(fig. 10—12).
2. S t a r s —• c i r c l e s 1 7 — 2 1 c m . i n d i a m e t e r ,
m a d e o f c a r d - b o a r d ( f i g . 13—20).

mostly

3. „ K o d r y " ( d e r i v e d f r o m t h e I t a l i a n
„coltre",
„ c o l t r i n e " ) —&gt; r e c t a n g u l a r , d e c o r a t e d h o r i z o n t a l
b a n d s 80—100 c m . l o n g a n d 15—20 c m . w i d e ,
hung on beams
and walls, alternated
with
" s t a r s " ( f i g . 22—39).

OF

O

L

OF

THE

K
POLISH

X V

A
ACADAMY

OF

R

T

SCIENCES

1961

ARTICLES

I n the o r n a m e n t a l p a t t e r n o f a l l three types of
paper cuts, the evolution was identical. The
first
m o t i f s , v e r y s i m p l e g e o m e t r i c a l o n e s (spots c i r c l e s ,
squares, etc.)
and
geometricized
ones
(schematic
figures of dolls o r s i m p l i f i e d p l a n t forms), w e r e
g r a d u a l l y replaced a t the e n d o f the 19th c e n t u r y b y
more realistic h u m a n figures
i n Łowicz
regional
costumes a n d by t r a d i t i o n a l p l a n t motifs, f o r instance,
"the tree" w h i c h w e r e considerably developed
(fig.
4 — 6 , 14—17, 22, 41). A d e f i n i t e n a t u r a l i s t i c t e n d e n c y
c a n b e seen i n t h e s e c h a n g e s . A s f r o m 1910, n e w
decorative tendencies w e r e added confusing the for­
m e r austere o r d e r of the composition, a n d reminiscent
of t h e secession p e r i o d w i t h t h e c o m p l i c a t e d c h a r a c t e r
o f t h e d e s i g n , t h e t w i s t i n g l i n e s a n d restless c o m p o ­
sition. The complete s y m m e t r y of the arrangement of
e l e m e n t s b e g a n t o d i s a p p e a r a n d t h e c h a n g e s w e n t so
far that, for instance, i n " K o d r y " w i t h p l a n t motifs,
a three element composition w i t h a three axis symme­
try changed into a w a v y branch only maintaining the
c e n t r a l axis o f s y m m e t r y , t h e rest o f the elements
being arranged
rather
freely.
The
plant
motifs
themselves w e r e also changed. Changes, s i m i l a r t o
those t h a t t o o k p l a c e i n e m b r o i d e r y a f t e r t h e F i r s t
W o r l d War, also o c c u r r e d i n the paper cuts. Here too,
the geometrical ornamentation was ousted by plant
motifs treated i n a n ever m o r e n a t u r a l i s t i c way.
The influence of the towns was not w i t h o u t its
effects
either.
About
1923, o n t h e i n i t i a t i v e o f
A . Chmielińska, t h e w e l l k n o w n c u l t u r a l w o r k e r a n d
propagator of f o l k art, a n e w k i n d of „star" paper
c u t b e g a n t o be m a d e — i n t h e f o r m o f o p e n w o r k
circles. N e x t c a m e ellipses w i t h a n a r r a t i v e c o m p o s i ­
t i o n . I t m u s t be p o i n t e d o u t h o w e v e r • t h a t i n t h o s e
t i m e s these f o r m s w e r e o n l y m a d e f o r use i n t h e
t o w n s a n d w e r e n o t t o be f o u n d i n t h e r u r a l areas.
The t r a d i t i o n a l „ K o d r y " themes d i d not undergo
a n y p a r t i c u l a r changes r i g h t u p t o t h e last w a r ;
t h e y w e r e u s u a l l y „ W e d d i n g " a n d „ C o a c h e s " , scenes
f o r v i l l a g e l i f e , etc. ( n o t w i t h o u t a n o t e o f s a t i r e
sometimes).
B u t a b o u t 1900, a n e w f a s h i o n i n p a p e r c u t s
a p p e a r e d : p a i n t i n g s o f heads p u r c h a s e d r e a d y m a d e
w e r e g l u e d i n t h e p l a c e o f h e a d s a n d a b o u t 1920,
heads c u t o u t f r o m p h o t o g r a p h s began to be used
( f i g . 34, 39). N o w , t h e y a r e d r a w n f r o m i l l u s t r a t e d
weeklies.
A f t e r t h e S e c o n d W o r l d W a r t h e scope o f t h e m e s
became broader, m a i n l y o w i n g to the influence of
o r d e r s f r o m o u t s i d e t h e r u r a l areas a n d c o m p e t i t i o n s
on
definite subjects. „ K o d r y " w i t h
political and
social themes began t o appear, made specially f o r
e x h i b i t i o n s a n d f o r m u s e u m s , etc.
C o n t e m p o r a r y p a p e r c u t s g a i n t h e i r effect
not
only by line but mainly by the intensity and purity
of their colour.
125

�Once, w h e n v a r i o u s glossy papers w e r e a v a i l a b l e
i n t h e r u r a l areas, t h e w o m e n m a k i n g p a p e r cuts
u s e d a b o u t 40 shades. T o d a y , t h e s m a l l e r r a n g e o f
p a p e r s h a s l i m i t e d t h e r a n g e t o o n l y 10 c o l o u r s .

A l t h o u g h the w o m e n w h o made paper cuts have
passed d o w n t h e i r s k i l l f r o m generation t o generation,
the' degree o f s k i l l w a s v a r i e d . A p a r t f r o m some w h o
c o u l d m a k e paper c u t s s i m i l a r t o those m a d e b y
t h e i r predecessors a n d c o n t e m p o r a r i e s ,
there were
also t a l e n t e d f o l k a r t i s t s c r e a t i n g t h e i r o w n k i n d o f
paper cuts o f a specific style. T h e a u t h o r w r i t e s about
some of the most o u t s t a n d i n g paper c u t artists —
Jadwiga
Klimkiewicz,
Franciszka
Burzyńska,
the
S t r y c h a r s k i f a m i l y , Elżbieta Żaczek, A n a s t a z j a
Pawlikówna a n d others.
Today, a l l those
the „new" fashion,
works, even being
t h e m —• 7 1 - y e a r - o l d
Bogusz — are s t i l l
old patterns.

m a k i n g paper cuts are f o l l o w i n g
critically evaluating their earlier
ashamed of t h e m . O n l y t w o of
K a t a r z y n a G u z e k a n d Stanisława
m a k i n g paper outs s i m i l a r to the

T h e a u t h o r concludes her a r t i c l e w i t h the postu­
late for more care for the paper c u t makers, not
o v e r b u r d e n i n g t h e m w i t h o r d e r s , h e l p i n g t h e m t o get
c o l o u r e d p a p e r , etc. so as t o h e l p m a i n t a i n as l o n g
as p o s s i b l e t h e a r t i s t i c v a l u e s w h i c h h a v e b e e n p r e ­
served to a great e x t e n t i n the Łowicz region paper
cuts.

Jadimga

and

CENTURY

Anatoliusz

BIŁGORAJ

RELIGIOUS

—

Czerpiński
FOLK

PICTURES

18TH

COSTUMES

FROM

THE

IN

T a k i n g as a basis a c y c l e o f 1 8 t h c e n t u r y r e l i g i o u s
pictures of peasant theme f r o m the Solska
Forest
r e g i o n (Biłgoraj d i s t r i c t ) , w h i c h is t h e o n l y k n o w n
cycle of this type, the authors analyse the regional
costumes of t h a t time. The cycle comprises
eight
scenes f r o m t h e r e v e l a t i o n a n d o f m i r a c l e s , a l l o f
w h i c h go t o m a k e u p t w o p i c t u r e s m e a s u r i n g 2.04 m .
b y 1.82 m . w i t h l o n g i n s c r i p t i o n s i n v e r s e . T h e s e a r e
pictures of the k i n d p a i n t e d by artisans and, f r o m
the f o r m a l p o i n t of view, are k i n d r e d to the a r t of
t h e o l d g e n t r y o f t h e 17th a n d 18th c e n t u r i e s w i t h
their cult of a l l that was national. The
realistic
native character of the paintings make them a va­
l u a b l e source o f i n f o r m a t i o n c o n c e r n i n g t h e Biłgoraj
regional costumes of the 18th century. Analysis of
the pictures c o n f i r m s i n general the results o f research
c a r r i e d o n i n these parts a n d also yielded some
additional details.

THE

Pękalski
BIŁGORAJ

—

WOODEN

TOMB

SHRINES

IN

DISTRICT

T h e t o m b s h r i n e s f o u n d i n t h e Biłgoraj d i s t r i c t
are a rarity i n our country a n d nothing like t h e m
h a s b e e n f o u n d i n o t h e r r e g i o n s so f a r . A d o z e n o r
so y e a r s ago t h e r e w e r e t h r e e o f t h e m i n t h e ce­
m e t e r y a t Puszcza Solska; n o w there are o n l y t w o
that have survived. A l l of t h e m have the same
characteristic s o l i d shape a n d a l l o f t h e m have been
carved out o f a single large block o f wood, i n w h i c h
niches w e r e h o l l o w e d o u t for the figures o f saints.
T h e o l d e s t s h r i n e ( f i g . 3) p r o b a b l y d a t e s b a c k t w o
h u n d r e d y e a r s , a n d t h e m o s t r e c e n t is s h o w n i n
f i g . 5. I n a d d i t i o n , a t o m b s h r i n e f r o m G ó r e c k o K o ­
ścielne (Biłgoraj d i s t r i c t — f i g . 4) has b e e n p r e s e r v e d
126

Ewa

Fryś-Pietraszkowa

—

JÓZEF

GIBULA'S

FUR­

NITURE
I n the Powiśle Lubelskie region, where decorative
f u r n i t u r e has n o i n t e r e s t i n g t r a d i t i o n s , being l i m i t e d ,
i n general, to p a i n t e d coffers,
a set o f f u r n i t u r e
d e c o r a t e d w i t h c a r v i n g s t h a t has b e e n p r e s e r v e d i n
Z a b o r z e a n d a f e w v i l l a g e s o f O p o l e L u b e l s k i e is
w o r t h y of attention. This furniture was made by
Józef Gibuła, a f a r m l a b o u r e r w h o l i v e d i n S ł o t w i n y
(Opole Lubelskie district). His hobby was carpentry
a n d h e m a d e f u r n i t u r e f o r h i s o w n use a n d f o r
his relations a n d friends. His f u r n i t u r e was r i c h l y
decorated
w i t h polychromic carving, very
original
b o t h as r e g a r d s i t s a p p l i c a t i o n (on e l e m e n t s o f f u r ­
n i t u r e w h i c h i t was n o t t h e c u s t o m to decorate, for
i n s t a n c e , t h e v e r t i c a l b o a r d s o f c h a i r b a c k s ) , a n d as
regards the o r n a m e n t a l presentation of the motifs,
rather reminiscent of children's drawings i n their
simplicity.
W h i l e i t is d i f f i c u l t t o f i n d a n y d i r e c t c o n n e c t i o n
w i t h t h e t r a d i t i o n s o f f o l k a r t , G i b u l a ' s w o r k has
c e r t a i n characteristic of f o l k a r t a n d analysis of the
v a r i o u s m o t i f s used s h o w e d t h e m t o be a n a l o g i c a l
w i t h those o n distaffs f r o m R a d o m a n d the moulds
h i g h l a n d e r s u s e d f o r m a k i n g cheeses.

SOLSKA

FOREST

Michał

i n t h e c o l l e c t i o n s o f t h e M u s e u m a t Zamość. T h e
o r i g i n of these shrines c a n be traced to the t r a d i t i o n ,
s p e c i f i c f o r t h e Biłgoraj r e g i o n , o f h o l l o w i n g o u t
wayside shrines i n tree t r u n k s , and this proves that
t h e shrines f o u n d i n t h e Puszcza Solska cemetery
w e r e a l s o m a d e i n o t h e r v i l l a g e s of t h e Biłgoraj
district.

T H E S E C T I O N : H I S T O R I C A L A R C H I V E S contains
the second p a r t o f E d w a r d Pietraszek's w o r k "Pottery
C e n t r e s o n t h e E s t a t e s o f t h e Tonczyński F a m i l y i n
t h e 1 8 t h C e n t u r y a n d t h e F i r s t H a l f o f t h e 19th
Century"
based o n i n f o r m a t i o n copied
out
from
i n v e n t o r i a l books, a n d a s h o r t a r t i c l e b y J a n i n a
Kamińska: "Some S u p p l e m e n t a r y
Information
on
t h e H i s t o r y o f P o l i s h S t r i p e d F a b r i c s " . O n t h e basis
o f r e s e a r c h o n m a t e r i a l s f r o m t h e 1 1 t h a n d 12th
centuries f o u n d i n archeological excavations it was
c o n c l u d e d t h a t s t r i p e d fabrics w e r e used i n the area
from
Silesia
to Pomerania
(Opole—Gdańsk).
The
a u t h o r , o n t h e basis o f d o c u m e n t s f r o m the C h u r c h
l a w s (1233, 1320 a n d 1402) p r o h i b i t i n g p r i e s t s t o w e a r
coloured " s t r i p e d " c l o t h i n g , concludes t h a t striped
f a b r i c s w e r e w o r n a n d used a l l o v e r P o l a n d i n t h e
13th, 1 4 t h a n d 1 5 t h c e n t u r i e s .

W r i t i n g about the exhibition of Polish folk a r t i n
B a s e l , o r g a n i z e d i n t h e M u s e u m für V ö l k e r k u n d e b y
P r o f e s s o r R. W i l d h a i b e r , K. Mathys
is v e r y enthusiastic
about the v a l u e o f t h e exhibits, expressing his special
a d m i r a t i o n for the f o l k " s p i d e r s " w h i c h he considers
to be the p r o t o t y p e of Calder's " m o b i l e s " . I n another
article about
the
e x h i b i t i o n , A.
Jackowski
lays
emphasis on the great care taken by Professor W i l d h a b e r i n a r r a n g i n g t h e e x h i b i t i o n , s a y i n g t h a t he h a d
succeeded i n assembling
a beautiful collection
of
Polish f o l k a r t objects. B u t he considers t h a t the
n u m b e r of exhibits of H u c u l i folk a r t was unproport i o n a l l y large a n d t h a t the inclusion of a
whole
section of H u c u l i a r t i n an e x h i b i t i o n of Polish folk
a r t is f u n d a m e n t a l l y i n c o r r e c t , f o r i t g r e w u p f r o m
d i f f e r e n t e t h n i c sources a n d o n l y a s m a l l p a r t o f i t
shows the ethnic influence of Polish culture.

�H O / l b C K O E
KBAPTAJIbHblH

&gt;KyPHAJI

H A P O f l H O E
H3AABAEMMH

N°l

HHCTH TYTOM HCKyCCTBA

TO^I, M 3 ^ A H H a

P

Anna

CbBCHTKOBOKa

(BMPE3KH

H3

—

JlOBHUKaH

E

3

„BblllHIIAMKH"

BYMArH).

JIOBHUKHC BbipesKH H3 6yMarH cymecTByiOT y w e OKOJIO
100 jieT. Boer/ia 6HJIH MaccoBUM TBOPTOCTBOM, KOTopwM
:iail!'MiWIHCb flepeoeHCRHC JKeHIUHHM H apByillKH M CJiyJKHJIH
nOITH HCKJHOIMTejIbHO, AO riOCJie/tfieH BOHMbl, AJIH HX
co6cTBe]iiibix norpeOHOCTOH. B HaMajie ABaAuaToro BeKa
nojibCKHe xy.io}KH5łKu oTKpwjiH nx KpacoTy. C Tex nop
Bbipc3Kn nojiywajiH Bce óbjibuiee npH3Ha«He u nonyjisipHOCTb.
floCJIC II MlłpBOH BOHHbl 3aMH&gt;pa«T npe&gt;KH)lH pojib BblM30K — OHH noTepHjin CBOC npuMeHewHe B AepeBeHCKoii
cpcie. Ho no Hciea/iH.
OrpoBiibift cnpoc Ha Bbipe3KH H3 6ywarH B iopoAax xax
n crpaHe, TaK &gt;H 3a npa«Hmeft, noaAepwMBaeT &gt;KH3HGHHocTb 3Toft o 6 j i a c r n HapoAHoro HcnyccTBa H miiHeTcsi
HOBbiM cTUMyjioM AJIH ec JiajibHeHinero KyjibTHBHpoBaHHfl.
CTapwe Bbipe3ajibmH'Hbi TIOCTOHHHO nepe.iaioT CBOC yMeHHe
MOJioAOM-y noKojiemHio u, B HacTOHiuee BpeMH, CBbiuie
100 JK6HU1HIH B JloBHUKOM paHOHe 3a«H'MalOTCH KyCTapHbIM
iipołOBO.iCTBOM Bwpe30K H3
fiyMarii.
PaccMaTpiHBas! reHC3y JIOBHUKHX Bbipe30K H3 B y w a m ,
craTba nojieMH3HpyeT co B3rviHAOM AOKTopa rpafioBCKoro.
KOTopbift BHAHT .naiajio 3THX BbipesoK B noA,BapmaBCK'Hx
Bbipe3Kax H3 6yMarn. AHajwa MOTHBOB He MOJKCT 6biTb
apryMeHTOM, B OCOBeHHOCTH, eCJIH B3HTb BO BHHMaHHC
4&gt;aiabi, CBHAercjibCTByiomHe o TOM, &lt;rro B KOHiie n p o m . i o r o
cTo. ieTHsi, Bbipe3aHKa npeACTaBjiHjia coóbft npoAOJiweHHe
TpaaHUHOMHoro yKpaiiieiniH c/reti c BHeiiiHeft M BHyrpe.HHeft
tropów,
r

CxOACTBO MOTMBOB ( HJIJI. 1—4), BbICTyiiaiOmHX B BblpełKax M na KapTHHax, yKpauiaiouiHx CTSHM HSÓM — AOKa3HBaeT, ITO C MOMCHTOM noHBjieHim B .lepeBHe j i o m e n HOH CyMara (OKOJIO 1860—1865 r r . ) Bbipe3Ka Haiajia
saMenaTb npencHne OAHOUBeTHbie KapTHHbi (BbinojitisieMbie
no TpacpapeTy) u pa3H0HBeTHbie
(HapHCOBaHHMG aKBapejIbllblMH KpaCKaMll). BMeCTO HHX nOHBHJIHCb Ha CTeHax
yKpameiiiHH, Bbipesamibie H3 CyMarn H noMemeHHbie Ha
CTeHax H 6ajiKax noTOJiKa (HJIJI. 9 ) .
H3 0TacjibHbix MOTHBOB, HanpHMep iiBeTbi, AepeBua,
oyKCTbi,. HaK.neiiBaBiuHeca BHaiajie Ha creHy — B B U pe3KaX OblCTpO CCpOpMMpOBajIHiCb TpH OCHOBHbIX KOMIIO3HUHH — Boe HaKjieHBaBiuHecH npe}Kfl,e Ha oepyro a Tenepb
Ha Sejiyio óyMary, BbiflepwaHbie B T3KOM JKC (bopMaTO
H oymecTByiomMe AO iHacToamero BpeMeHH: 1. TeceMiKH —
SyMawHbie jieHTbi, npeMymecTBeHHo pa3MepoM 50 X 12 CM,
oKatmHBaioiuHecH BHH3y 6axipoMoft u yKpauieH.Hbie CTapHHHWMII „óyKeraMH" na 6ejioM HJIH UBCTHOM dx&gt;He. (H.HJI.
10—12). 2. 3B€3AbI — Kpy&gt;KKH AHaMeTpOM 17—21 OM,
BMnoJiHeHHbie ^ame Bcero H3 KaproHa. (HJIJI. 1 3 — 2 0 ) .
3. „Koapbi" (OT MTajibflHCKoro „ c o l t r e " , „ c o l t r i n e " ) •—
npsiMoyrojibHbie
yKpaineHHbie
ropieoiiTajibHbie
nojiocw
.IJiHiiofl 80—100 CM. ujiipiiHoft 15—20 CM, noBeiueHUbie na
6ajiKax u creHax ti oTAejiemibie „3Be3.i.aMH" (HJIJI. 2 2 — 3 9 ) .
B opHaMeiiTajibHbix pa3peuieHMHX Bcex STHX Tpex THIIOB
HaifijiioAaJiHCb OAHHaKOBbie napajuiejibHbie H3iMeHe«Hsi. BHcTynaiomiie iiepBOHaiajibno npwMHTHBiHbie reoMerpHiecKHe
MOTHBbI ( T O H K H , KpySCKH, KBaApaTbl H T.JJ..) H re0MCTpH3HpoBaHHbic (cxeMaTH iecKHc (t»HTypbi KyKOJi HJIH ynpomeHi

K)

M

H C K Y C C T B O
nOJIbCKOH AKAflEMHH

XV

HAYK
1961

E

Hbie diopMbi pacTeHiifl) B KOHue XIX
BCKa 6bUlH BbrrecHeHM Sojiee peajiHCTimccKH ccpopMHpoBaHHWMH (piirypaMH
JtKWefl B JIOBHUKHX KOCTK)MaX, a TpaAHUHOHHbie MOTHBbI
pacrenHft, HanpHMep, „AepeBua'" noa-ieraioT SHMHTeJlbHOMy paaeHTHK) (HJIJI. 4 — 6 , 14—17, 22, 4 1 ) . B 3THX
H3MeHeHHSix MOJKHO 3aMeTHTb pacTyuiyio
naTypajiHCTHleoKyio TeHAeHUHio.
C
1910 r o a a croaa BKJiKmaeTCH HOBoe CTpełUKHtie,
H3MeHHBiuee CTapbifl c r p o r n i i KOMno3HH.HOHHbift nopHAOK
H HanoMHnaiornee ceuecHio H3-3a sanyTawHOCTH pncyHKa
B H3OrHyT0M 6ere J I I H H H H H 6eCnOKOHCTBC KOMn03HHHH.
rToHeMHory HC^esaeT n p e w i i n a nojiean cwMMeTpiia B CHcreMe eocTa®Hbix lacTeft. H3MeneHHH npoABiiraioTcsi AaJibiiie, TaK 'HanpHMep, B ,,KOApax", c pacTHTCJibHbiMH MOTHIiaiMH Tp ex SJieMC H T H a H «OMn03HU,HH c TpeMH CHMiMeTpimHHMH ocflMłi npeo6pa&gt;KaeTCH B BOJiHHcryio BeTKy (OKOJIO
1930 r o a a ) , B Koropoft ocTaBJisieTCH TOJibKO lieHTpajibHan
OCb CHMMCTpHH, npH AOBOJIbHO CBO60AHOM JIOJIO&gt;KellHH
ocTajibHbix sjieMeJHTOB. ripeo6pa&gt;xaioTcsi TSKWC H pacTHTejibiibie MOTHBbi. Te &gt;Ke nepeMenw, BOSHHKUIHP nocjic
I
MHpOBOH BOHHbl B BblUlHBaHIHH, BbICTynaiOT Ta«&gt;KC
II B Bbipe3Kax. H reoMeTpimecKHH opna\ieHT 6HJI BbireoHCH
pacTHTejibiibrM, TpaKTOBaHHbiM Bce 6ojiee
naTypajnicTHM60KH.
He ocrajiocb TaK&gt;Ke 6e3 pe3yjibTaTOB BCP 6OJH?C pacTymee BJiHHHHe ropo.ia. OKOJIO 1923 r. no KHOniipaitHM
lOBecTHoro
aeHTejia
u .'iioóHTejiH napoAHoii
KyjibTypw
A . XMejiHHCKofl, óbijio w a i a r o Bbipe3bi'BaiHHo HOBOH paanoBHAHOCTH „3Be3jj.bi": o dx&gt;pMe a?KypHbix KpyroB. OAHOBpeMeHHO C HHMH nOHBHJICH SJIJIHnC C nOBeCTBOBaTe.FIbHOH
KOMnoarniHeft. OAHaKO, STU opopMbi B Te BpeMeiia, n p o » 3 BoanjiMCb TOjibKo A-15I ropowa: B AepeBHe OIHH HP HSOUIH
npHiMeHCHHfl.
B &gt;KaiiipoBbix ,,Ko,apax" TeMaTHiiecKHx ,i.i&gt;Ke AO nocjie,aliefl BOHHbl — C3MH T6MbI HO nOAAaB3JI!I'Ch 3HalHT0JlbHb!M
H3MeHeHiiaM: „oBaAbóbi" u „KapeTbi", o i e i i b i H3 JKH3HII
AepeaHH H noMecTbH ( « e jiHiueHHbie HHoraa caTHpu).
H 3Aecb, oAHaKO, OKOJIO 1900 roaa nosiBjiaeTCH HOBasi
uoaa:
BMecTO j i n n a naicjieHBaioTCH KynjieHHbie jiyóoMHbic
KapTHHKH. OKOJIO 1920 r o j i a HX 'MecTO safiMyr TOJIOBKU,
Bbipe3aHHbie H3 d&gt;oTorpa(pHH (HJIJI. 34, 3 9 ) . B MacToamee
BpeMH nx nepepwcoBbiBaioT « 3 HjijnocTpHpoBa«Hbix eweHeflejIbHHKOB.
TTocjie II MHpoBoft BOHHHH pacuiHipfleTca o6T&gt;eM TeM3THKH, TJiaiBHblM o6pa30M, nOA BJI«HHHeM 3aKa3QB ¡13
HeAepeBeHCKOH cpeAbi H KOHKypcoB Ha onpeAejieHHyio TCMaTHKy. BoSHHKaiOT „KOpAbl" .Ha 'nOJIHTHMeCKyiO H oómecTBeHHyio TeMaTHKH, BbinojiHeHHbi-e AJIH BbicraBOK, My3eeB
H T.n.
CoapeMenHbie Bbipe3KH H3 Oy.Mani iipon.SBOAHT CH.ibHoe
BneiaTJiemiie ne TOJibKO piicyHKOM, no, r.naB«błM oÓpaaoM,
IlBeTOM, IłHTe HC HBHOCTb K) WHCTbIX H HaCbIlHCHHbIX KpaCOK.
KorA.a-To B .lepesnio AocTaBjiaJiacb rjiaHiie.BaH 6yMara
pa3jiHiiHbix uBeTOB. Bbipe3ajibmMUbi 3iiajin OKOJIO 40 OTTenKOB. Tenepb w e HeSojibinoft accopTiiMeiiT uBeTHoii ftyMarn
3acTaBJiaeT orpaHHiHBaTbca TOJibKO 10 UBeTaMH.
*
XOTH MacTepcTBO Bbipe3ajibmHU nepe.aaBajiocb
KOJieimn B noKOjieHiie, pa3jiHqHofl 6bijia cTencHb

H3 nocnocofi127

�n o c n i KajK/ioii !(cnoji«iiTe.n.]inui&gt;i. HapaBHe c Bbtpe3aJibutHitaMH, KonnpyK)uui*iH noxoxcHe BbipesKw, cACJiaHHwe
KHubiMii MacrepHuaMH cymecTBOBajw H cymecTByioT HapoAHHe Macrcpimbi, TBopamne coOcToemibiii w a H p Bbipe3KH C H'HAHBM,nyajIbHbIMH 'lepTaMH CTHJIH. ABTOp p3C0K33bIBaeT O BbWaK)mHXCH MaCTepH'U.aX —
TBOpieCTB€
H . i B i i n i KJIHMK€BHH, OpaHUHuiKH By&gt;KHHbCKoft. ceMeflcTBa
CrpbHCapOKHK, 3;ib&gt;K6eTbi &gt;KaweK, AHacTa3HH rtaBJiHKyBHbi
H ,apyrHx.
15 HaCTOSIIUCe BpCMH BCO Bbipe3ajIbIWIUbl TBOpHT no
„HOBOH Moa.e", KpHTimeCKH oiieHHBan CBOH paHHHe paÓOTU
K ,ia&gt;Ke CTbIJIHCb HX. ToJIbKO ABC Bbipe3ajIblHHUbI, 71-jieTHHH K a T a w m i a TyacK u CTaHHCJiaBa B o r y i u , — ece eme
libinOJJHHlOT BbipC3K!I 113 6 y M a n i , 6jlH3KHe OBOHM CTapbIM
o6pa3naM.
B Koime e r a m i .-iBTop roBopiiT o Heo6xo.i.HMO'CTH y n y i iiioMMH 3aóoTbi IIAA B b i p e 3 a j i b U i H u a M H , no oSpoKenemifl
MX 3a'Ka3aMH, noMoimi H nojiyMenwi UBCTHOH óyMarn
II T.A., TaK "ITOÓbl BO3M0JKH0 .TOJlbUIC C0XpalI'HTb TO Xy,TO&gt;K€CTBCHHOC KaWCCTBO, KOTOpMM JIOBHUKIIC BbIpC3KM H3
óyMarn oojiaaaiOT B eme Tax BbicoKoft creneHH.
flABiira
u AHaTOjmioiii MepetiHHCKHe —
BH/ITOPAPICKHPT
HAHHOHAJlbHblH
KOCHOM
XVIII
BEKA
HA
PE/IHPri03IIblX KAPTIIHAX
H3
CO/IbCKOH
nynjjH.
B:IHB 3a •ociioMy miKji pejmrH03Hblx KapTuii X V I I I neKn
na KpccTbaHCKyK) TeMy H3 Cojibc-KOH r i y u u i (Bn.nropa['iCKaSI OÓJiaCTb), eaMHCTBeHIlblii H3BCCTllbIH UI1K.I KapTIIII
IIOAOÓHOTO xapaKTcpa,
aBTop
aHajlH3HpyeT
napojiibic
KOCTIOMbl TOTO BpOMCHH. UJMA COAepWHT 8 CUCH H3 OTKpObe«HH II tyn/eC, KOTOpbie COCTaBJIHKJT ABC KapTHMbl p a . i McpoM 2,04 X 1,82 M c AAHWHOH Ha.iniicbio B CTHxaX.
3TH KapTHHbi, iiapncoBaHiibie peMecJiełłHHKaifH u c rbopM M M O f l T04KII aptMHH, nOXO&gt;Klle Ha HCKyCCTBO MejIKOMOMOCTlIOro .IBOpHHCTBa X V I ] II X X I I I 'BeKOB C KyjlbTOM
Bccro, HTO HBJineTca 'HapoAHbiM. PeajiHCTHMeoKHH Meerubiii
xapaKTep KapTim ACJiaeT HX ueHHHM HCTOWiHKOM, coAcpw a u w M cseA^HMO o BiHJiropaiicKOM HaiiHOHajibHOM KOCTIOMC
X V I I I Be«a. AHajiH3 3THX KapTHii noATBepwAaeT, B oómew,
pc3yjibTaTbi HCCJie.T,oBaHHH, npoBo.iH BiuHxcH B 3T»x paiioHax u npHHecuinx HeeKOJibKo AanojiiiHTeJibHbix ,ieTajinii.
i

MHxaji

neHKajibCKH —

MACOBEHKH

B

|

flEPEBJIHHblE

EH/irOPAFICKOH

BbimcynoMHHyTbie oöieKTU H3 KjiaAÖiiuia B CojibCKofi
r i y m e —• nancHHe, BMCTynaiomee n B a p y r i i x ,iepcBii&lt;i.\
BHjiiropaiicKOM oöjiacm.
3 o a cppbieb-neTpaujKOBa — M E B E / I b r 0 3 E ( f A T H E y / I b l .
H a TeppiiTopnii .TiooejibCKoro n o B i i o b a ÄOKopaTHBiioc
MeöejibHoe npoM3BO.TCTB0, orpaiiHHeimoe B oömeM, n p o ayKUHeü K p a i i i e H i i b i x oyH.ayKOB, HC HMCJIO HHTcpeotiMX
Tpa.antiHfl. OcoöoHHoro eiwMaHHd 38cnyHCHBaeT KOMn.icKc
Meöe.iii, yKpauieHHbiii pe3b6oft, coxpancHHbift B 3a6&lt;»Ky,
a TaK&gt;Ke &gt;B «ecKOJibKHX ü.epeBHnx Onojie-,riio6ejibCKoii
o6jia€TH. H x aBTop, r03e4) THÖyjia, cejibCKoxosflHCTBeHHbiü
paooTOÖ, npwKHBaiBiuHH B CjioTOHuax (Onojie-JlKifiejibCKan
oöjiacTb) yBJieKajicsi CTOJwpCTBOM H aejiaji weGejib unn
OeÖH M CBOHX 6JIH3KHX. YspaiüHBaji HX öoraToii pc3iioii
nOJIHXpOMOBOft ÄSKOpaUHeH H OpiirHHa.nbHOH KaK B cnocoöe ( « a Tex aeTajinx Meoejiii, KOTopue o6biKiioBeHno
ne
yKpauiHBajiHCB, iianpiiMcp, BcpTiiKajibiibic 6a.noMK:i
cnHHKH), TaK H B MOTHBax opuaMOHTa, iianoMimaioiueM
HeMHoro no OBoefl npocTOTc pHcyiiKii ACTCH.
Hc noKa3biBan «cmocpe-acTBCM-Hbix 0B«i3cfi c T p a . i i u i i o n HbtM HapO.TiHblM MCKyDCTBOM, TIBOpieCTBO THßyjIbl Bbl.iepiKaHO B napoTHOM x a p a K T e p e , a manm
oTAO.ibHHX MOTIIHO'B H03BOJIHT HaÜTii iicKOTopyw anajiorHK), IialipilMi'|),
cpeAii patHOMöKHx npajioK HJIH r o p c K i i x cpopM MR
cwpa.
*
OTAejiciiiic: HcropiiMCOKiifi apxiiB c o a e p w i n B r o p y w lacTb
oöpaöoTKii 3 . n e T p a in K a „ToHMapHbie ueiiTpbi B TOHI&gt;H'HHCKHX MMeHHHX B X V I I I H nepBOÜ IIOJIOBHHe X I X BPKOB",
ooHOsaHwyio n a Bbinwcxax H3 HHBciiTapHbix KHKI\ a THK&gt;KC
iio6o.iibuiiyio CTaTbio H. K a M i i H b c K o i i „HecKOJibKo :ionOJIHCHHii K HCTOpHH IlOJIbCKOH nOJIOCaTOÜ TKaHIl". I i i )
iiccjiCAOBa.HHHM, ocHOBaiibiM Ha HCKonaeMOM
MaTcpna.ic
X I — X I I BCKOB, npOBe/l,eHHbIM T.O OeTO BpPMeHIl IIO.T,TBep&gt;K.T,e«o noaiBJieHMe nojiocaToro MaTepnajia na Teppinopini
OT Cujie3HH flp noiviopbsi (Onojie-rA.'i'HbeiK). ABtop na
ooHooe nojio&gt;KeiHHH uepKOBUbix 3aKOHOB (1233 r., 1320 r.,
1402 r . ) , 3anpematoiiiMx CBfliueHHKaM iiocHTb üpMio HapaAbi H3 MaTepna.ia
B no^ocxy,
,&gt;u\na&lt;»T 3aKjiK&gt;&lt;KHHe
O MaOCOBOM noHBJleHHM IlOJIOCaTOH TK3HH Ha TeppiiTopnii
r i o j i b i i m B X I I I , X I V , H X V Benax.

HA/irPOBHBIE

*

OEJIACTH.

HajłrpooHbte MacoBeiiKii, cyiuecrByKrniiie B B i u i r o p a i i CKoii oójiacTH — po.TKoe HBJIPIIHO B iiaujcii cTpane. Orni
He HMeiOT aHajiorHH B A p y r n x paftoHax. Ha KJia.T,6Hme
B CojIbCKOH n y m e 6bIJIO Tpil HaCOBGHKiH HCCKO.TbKO JieT
TOMy HasaA. B HacToamee BpeMH ocTajiocb TO,nbKO ftBe.
Bce OHH xapaKTepii3yioTcsi oAHiiaiKoeoii (popiwoW rjiwSbi
ti BblTecaiHbl H3 OJ.«OrO OrpOMHOrO 6peBHa, B KOTOpOM
Bbi.ioji&amp;ieHbi yr«iy6.neH»H,
npeaHasiiaMeHHbie ,i,ji5i no\ielueiniH T»M (pinrypoK OBHTHX.
CaMasi „ipeBHHH iiacmiTbiBaeT, BepoHTHo, OKOJIO 200 -IBT
(wut, 3 ) , cainaH MOJio^an npeiicraiBjieiHa Ha HJIJI. 5. Kpowc
HHX coxpa«HJiacb B co6pa«HHX My3ea B 3aMOCTbio Haj,rpofiHaH qacoBeHKa
H3 TypeuKa
KocTejibHoro
(BiuiropaiicKaa o o j i a c r b — ujm. 4 ) . re«e3a STHX Haar!po6Hbix
wacoBeiio* noK33biBaeT ciBH3b c xapaKTep'Hofi j.Ji$i BHJITOpaftOKOfl o &amp; i a c T i i TpaaHUHeft
npH;i,opo&gt;K!ihix lacoBeiioK,
UbIAOJl6jleiIHblX B II1I5IX, MTO CBH/ieTejIbCTByCT O TOM, '1TO

06cy&gt;K;i.aH BbicTaBKy nojibCKoro Kapo/Uioro HCKycCTBa
B BasHJiim, opraiHH30Bannyio B My3ee für V ö l k e r k u n d e
npo4&gt;. P. BHJUxaöepoM, K. MaTxnc c 3HTy3iia3MOM xapaxTepH3yeT UCHHOCTb 3KCnOHaTOB, B OOOÖeHHOCTH, BOCTOpraacb HapOAHMMH „nayxaMH", npoTOTwnoiM KOTopbix
cmTaeT KajibAepoBCKHe „MOÖHJIH". A. HUKOBOKH B .apyrow
BbICKa3bIBaHHH Ha T6My BbICTaiBKll IIOAiepKHBaCT yCHJlHH
npoep. BHjiAxaöepa, KOTopoMy yAajiocb coöpaTb npeKpacnyio KOJiJieKmiio npeflMeTOB nojibCKoro HapoiaiHoro HCKycCTBa. OAHaxo, nojie MH3HpyeT c HenponopuHOHajibHO 6oJibIUHIM (»ojiHqecTiBOM sKcnoiHaTOB, npeACTa:BJiHK&gt;iHHX ryuyjibcKoe HoxyccTBO, yTBepw.naH, HTO BKJiioMeiHHe B EbiCTaBKy
nojibCKoro napOAHoro HCKycCTBa uejioro OTaeJia ryiiy^bcx o r o HcxyccTBa »BJiHeTcsi no c y m e c T B y HenpaiBHJibHbiM,
T.K. 3TOT BIIA HapOA«oro HCKycCTBa öeper CBoe Hanajio
H3 APyrHX STHHMeCKHX HCTOUHHlKOB H TO.nbKO B HCOOJIblUOH
Mepe ecTb HBJieHMeM, na Koropoe
lacTHiiHo nojibOKoc
napo.iHoe H c x y c c T B O o'Ka3biBaeT e s o e BJIHHHHC.
:

�CZASOPISMA INSTYTUTU SZTUKI
wydawane
PJ.

WYDAWNICTWA

PAN

przez

ARTYSTYCZNE

I

FILMOWE

BIULETYN
H I S T O R I I S Z T U K I , k w a r t a l n i k , p o n a d 100 s t r . d u ż e g o
f o r m a t u , o k o ł o 100 i l u s t r a c j i . C e n a 24 zł, p r e n u m e r a t a półroczna 48 zł,
r o c z n a — 96 zł.
POLSKA SZTUKA
LUDOWA,
k w a r t a l n i k 64 s t r . d u ż e g o f o r m a t u ,
b o g a t y m a t e r i a ł i l u s t r a c y j n y . C e n a 18 zł, p r e n u m e r a t a półroczna 36 z l ,
r o c z n a — 72 zł.
P A M I Ę T N I K T E A T R A L N Y , k w a r t a l n i k , p o n a d 170 s t r . d r u k u , o k o ł o
100 i l u s t r a c j i . C e n a 18 zł, p r e n u m e r a t a półroczna 36 zł, r o c z n a — 72 zł.
K W A R T A L N I K F I L M O W Y , o k o ł o 100 s t r . d r u k u , k i l k a n a ś c i e
C e n a 10 zł, p r e n u m e r a t a p ó ł r o c z n a 20 zł, r o c z n a — 40 zł.

ilustracji.

M U Z Y K A , k w a r t a l n i k , o k o ł o 130 s t r . d r u k u , l i c z n e p r z y k ł a d y
C e n a 18 zł, p r e n u m e r a t a półroczna 36 z l , r o c z n a — 72 zł.

nutowe.

PRENUMERATA
Z a m ó w i e n i a i przedpłaty n a p r e n u m e r a t ę p r z y j m o w a n e są w t e r m i n i e
d o d n i a 15-go miesiąca p o p r z e d z a j ą c e g o o k r e s p r e n u m e r a t y — p r z e z :
Urzędy P o c z t o w e , listonoszy o r a z Oddziały i D e l e g a t u r y
„Ruchu".
Można również zamówić prenumeratę dokonując wpłaty n a k o n t o
P K O n r 1-6-100020 — C e n t r a l a K o l p o r t a ż u P r a s y
i
Wydawnictw
„ R u c h " — W a r s z a w a , u l . S r e b r n a 12.
C e n a p r e n u m e r a t y z a g r a n i c ę j e s t o 40'°/o droższa o d c e n y p o d a n e j w y ­
ż e j . P r z e d p ł a t y n a tę p r e n u m e r a t ę p r z y j m u j e n a o k r e s y
półroczne
i roczne Przedsiębiorstwo E k s p o r t u i I m p o r t u „Ruch" w
Warszawie,
W i l c z a 46, k o n t o 2-6-71 w N a r o d o w y m B a n k u P o l s k i m w
Warszawie,
u l . W a r e c k a 10.
SPRZEDAŻ
E g z e m p l a r z e z d e z a k t u a l i z o w a n e m o ż n a nabyć w s k l e p i e „ R u c h u " p r z y
u l . W i e j s k i e j 14 w W a r s z a w i e . Z a m ó w i e n i a s p o z a W a r s z a w y
należy
kierować d o C e n t r a l i Kolportażu Prasy i W y d a w n i c t w „Ruch", W a r ­
s z a w a , u l . S r e b r n a 12.
A k t u a l n e n u m e r y czasopism I n s t y t u t u S z t u k i P A N
w w i ę k s z y c h księgarniach m i a s t w o j e w ó d z k i c h .
Białystok — L i p o w a 43
B i e l s k o — D z i e r ż y ń s k i e g o 33
B y d g o s z c z — 1 M a j a 17, D w o r ­
c o w a 14
B y t o m — Kościuszki 4
C h o r z ó w — W o l n o ś c i 13
Częstochowa — A l . N M P 8
Gdańsk-Wrzeszcz — G r u n w a l d z ­
ka 8
G d y n i a — Ś w i ę t o j a ń s k a 47
G l i w i c e — Z w y c i ę s t w a 31
Grudziądz — R y n e k 13
Inowrocław — Królowej J a d w i ­
g i 31
K a l i s z — Ś r ó d m i e j s k a 14
K a t o w i c e — W a r s z a w s k a 11
K o s z a l i n — M ł y ń s k a b l o k 12
K i e l c e — S i e n k i e w i c z a 30, S i e n ­
k i e w i c z a 60
Kraków — Podwale 6
Lublin
—
Krakowskie
Przed­
mieście 68

są

do

nabycia

Ł ó d ź — P i o t r k o w s k a 102a
Poznań — M a r c i n k o w s k i e g o 2 1 ,
A r m i i C z e r w o n e j 37
P r z e m y ś l — Franciszkańska 19
R a d o m — Ż e r o m s k i e g o 27
R z e s z ó w — Kościuszki 3
Słupsk — P I . Z w y c i ę s t w a 11
S a n d o m i e r z — płk. S k o p e n k i 4
Sopot — Bohaterów M o n t e Cas i n o 26
Sosnowiec
b i e 23

—

Czerwone

Zagłę­

T o r u ń — R y n e k S t a r o m i e j s k i 30
Warszawa — K r a k o w s k i e Przed­
mieście 7, K r e d y t o w a 9, P i ę k ­
n a 31/37, B r a c k a 20, N o w y
Świat
35,
Rynek
Starego
M i a s t a 22/24.
W ł o c ł a w e k — 3 M a j a 25
W r o c ł a w — K u ź n i c z a 42
Z a b r z e — Wolności 276

Stołeczne Zakłady Graficzne. Z. W. Wnwa, Podchorążych 39. Z a m . 217. Pap.
ilutstr. k l . I I I , 120 g Ali + k a r t o n biały ,kl. I I I , 220 g. B I . Nakład 1300 egz. S-fl6
D r u k ukończono w czerwcu 1961 r .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10951" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10929">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1c88ef08c65ff9ca9b416a98538a4f81.pdf</src>
        <authentication>0b5dfaf2e669ab59965c6fbf9c909933</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130551">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4029</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130552">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130553">
                <text>spis treści</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130554">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3767</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130555">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961, z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130556">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961, z.2 - pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130557">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130558">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130559">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130560">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130561">
                <text>�TRESC

Roman Reinfuss
Adam Nahlik
Małgorzata Matusek
Jerzy Czajkowski

Na marginesie badań sztuki ludowej
Białostocczyzny
• .

131

W sprawie pochodzenia tak zwanych dy­
wanów dwuosnowowych

137

Ludowe „dywany" przetykane na Lubelszczyźnie

145

Zagroda wydłużona typu bielsko-hajnowskiego

153

Ewa Fryś-Pielraszkowa

Mazerowane kufry podlaskie .

Anna Kunczyńska
Zofia Barbara Głowa

Teofil Kożuchowski
Zagadnienia plastyki
rencji P.T.L

Z

ARCHIWUM

.

165
171

ludowej na

konfe­
179

Mieszczańscy malarze i obrazy w domach
mieszczańskich

KRONIKA

PE3K3ME

.

HISTORYCZNEGO:

Franciszek Kotula

SUMMARY

.

181
190

OF ARTICLES

192

,

194

Na okładce: Tkanina wykopaliskowa z Bisjerowa, Moskiewska Obi., X—XIV w.
Fot. ze zb. Państw. Muz. Hist. Moskwa. Na stronie tytułowej: „Anioł", rzeźba
w drzewie grabowym (fragm.).
Wyk. Teofil Kożuchowski.
Wl. Muz. Etn.
Kraków. Fot. Jan Swiderski.

�KWARTALNIK

INSTYTUTU

SZTUKI PAN

ROK

XV

1961

NR

polska sztuka ludowa

�KOMITET REDAKCYJNY
Mgr Aleksander Jackowski,
dr Kazimierz Pietkiewicz,
prof. dr Ksawery Piwscki,
prof. dr Roman Reinfuss,
prof. dr Tadeusz Seweryn.
ZESPÓŁ

REDAKCYJNY

Redaktor
naczelny: mgr
Aleksander Jackowski, za­
stępca redaktora naczelne­
go: prof. dr Roman Rein­
fuss,
sekretarz redakcji
i redaktor działu: mgr
Jadwiga
Jarnuszkiewicz,
redaktor działu: mgr Anna
Kunczyńska, redaktor tech­
niczny: Maria Klukowska,
okładka i układ graficzny:
Józef Wilkoń). Tłumacze:
Doris Ronowicz (ang.), Wło­
dzimierz Brzezicki (rosi).
Red.: Instytut Sztuki PAN,
Warszawa, ul. Długa 26.
Wyd. i administr.: P.P.
Wydawnictwa Artystyczne
i
Filmowe,
Warszawa,
Krak. Przedmieście 21/23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10950" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10928">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a3e88525bb9e4b1d25bc9b46119e29ec.pdf</src>
        <authentication>70ca19d8909c31adf30afab0f3489947</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130538">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4023</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130539">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130540">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130541">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3762</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130542">
                <text>Sprawozdania i recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961, z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130543">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961, z.2, s, 109-115</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130544">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130545">
                <text>Fryś-Pietraszkowa, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130546">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130547">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130548">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130549">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130550">
                <text>RECENZJE

Barbara

I

SPRAWOZDANIA

Bazielich

Z W Y C Z A J E
W

L U D O W E

N A

Z A G Ł Ę B I U

Ś L Ą S K U

D Ą B R O W S K I M

Pozytywną stroną w s z y s t k i c h konkursów i
urządzanych

okresowo

z

materiałów

wystaw

zebranych

bez­

pośrednio w t e r e n i e l u b d o s t a r c z a n y c h osobiście p r z e z
różnych i n f o r m a t o r ó w
jaw

—

podtrzymywania

1 treści
zasobu

tradycyjnych,
zbiorów

normalnych

jest n i e t y l k o c e n n y

żywotności
ale

i

możliwość

muzealnych

penetracji

prze­

niektórych

o okazy,

terenowych

form

powiększenia
które

w

przeważnie

dzą u w a g i . T a k w ł a ś n i e często b y w a
związanymi z l u d o w y m i z w y c z a j a m i

z

toku
ucho­

eksponatami

dorocznymi

i ro­

dzinnymi.
Dlatego

też,

aby

zebrać

okazów z a r ó w n o d a w n y c h
kresu

zwyczajów

możliwie

ludowych,

w B y t o m i u i Wydział

jak

najwięcej

j a k i współczesnych z za­
Muzeum

Kultury

Górnośląskie

Prezydium

W . R.

N.

w K a t o w i c a c h ogłosiły w p i e r w s z y m k w a r t a l e 1959 r.
1

całoroczny k o n k u r s d l a w s z y s t k i c h
jewództwa k a t o w i c k i e g o .
giemu

terminowi

mieszkańców

Sądzono, ż e dzięki

będzie

można

poznać

wo­

t a k dłu­

dokładniej

formy z w y c z a j o w e p r z e t r w a ł e d o dziś u l u d u

śląskie­

go, a także w y ł o w i ć ginące i n i e z m i e r n i e już

rzadkie

zabytki.
T r u d n o powiedzieć, że a k c j a t a udała się w
bo — m i m o u s t a w i c z n e g o
prasę, u l o t k i
działów

i

za

Kultury

wzięły

43 osoby, uczestnicząc
Dostarczyła
który

ona

warto

p r z y p o m i n a n i a przez radio,

pośrednictwem

—

w

jednak

na

ten

zespół e t n o g r a f ó w

Powiatowych

niej

udział

sporo

cennego

materiału,

poprzedzając

temat,

specjalne

przygotowywane

pracujących

przez

w Muzealnym

Okręgu

Górnośląskim.
Na k o n k u r s napłynęło ogółem
43 o b r a z y

i rysunki

amatorów

76 o k a z ó w , w t y m

plastyków,

1 tekstów z z a k r e s u l i t e r a t u r y l u d o w e j
na taśmę

magnetofonową.

Z

30 opisów

oraz

materiałów

nagrania

tekstowych

cenne są zwłaszcza te, w których poszczególni
nicy

—

poza

przytoczeniem

uczest­

l u b więcej

zna­

nych bądź p u b l i k o w a n y c h już pieśni l u d o w y c h

oraz

okolicznościowych

przemówień

mi słowami

podać ż y w y

czaju,

też zespołu

bądź

mniej

opis

— s t a r a l i Się Własny­
jakiegoś j e d n e g o

zwyczajów

mienić m a s k i

i stroje

czajami

zimowej

pory

obrzędowe
i

pory

trzeba

związane
wiosennej,

ze

z

wystawę.

których

następnie

Czynna

ona

urządzono

była

od 22 l i p c a d o 24 l i s t o p a d a
kumentacyjny
wanych

i

w

materiałów, w y s t a w i e

zwy­
rekwi­

pokonkursową

muzeum

bytomskim

1960 r. Z u w a g i

niecodzienny

wy­

gwiazdy

kolędnicze, s z o p k i , p a l m y , w i e ń c e i d r o b n i e j s z e
zyty,

zwy­

całorocznych.

Spośród eksponatów p r z e d e w s z y s t k i m

charakter

na do­

zaprezento­

w a r t o poświęcić

Maska
pow.

„diabła"
Cieszyn.

z

grupy

„Mikołajów".

Wy­

zaledwie

i n d y w i d u a l n i e l u b zespołowo.

zasygnalizować

opracowanie

II.
1.
Istebna,

pełni,

nieco

uwagi.
zano

Oprócz

n a niej

bowiem
całą

n y c h zwyczajów,
graficznych
skich i

wspomnianych

rozmaitość

okazów

dorocznych

zilustrowanych serwisem

wykonanych

zagłębiowskich

„na
w

żywo"

we

latach od

zasięg

w

obrębie

trzy

województwa
związanych

oraz

andrzejkowych.

zwyczajów

Wystawę

podzielono

poszczególne e t a p y
zwyczajami
nie

w

ficzna
zdjęcia

n a cztery

każdą

część

i

duża

części

niektó­
i

wiosny

obrazujące
łącznie

plansza

fotogra­

symbolizująca daną porę r o k u . Uzupełniały
wykonane

w

ze

Wprowadze­

t e r e n i e , n p . w części

ją

dotyczącej

o k r e s u z i m o w e g o — z „obchodu M i k o ł a j ó w " w
nej

ślą­

pokazujące

dorocznych,

towarzyskimi.

stanowiła

foto­

uprzednio ba­

mapy,

z porami zimy

zwyczajów

rodzinnymi

zdjęć
wsiach

katowickiego

rych zwyczajów

poka­
rodzin­

1957 d o 1960 r .

Nadto n a podstawie przeprowadzonych
dań a n k i e t o w y c h o p r a c o w a n o

i

Isteb­

i Górkach W i e l k i c h (pow. Cieszyn) i z w i e c z e r z y

wigilijnej
góralską w
samym

spożywanej
Koniakowie

z

jednej

misy

przez

(pow. Cieszyn).

zespole p o k a z a n o

rodzinę

Dalej

w tym

ilustracje choinki

i

i „dziadów"

oraz

różnych

P o r . : B . B a z i e l i c h , St. D e p t u s z e w s k i .
cice"
i „dziady"
— zwyczajowe
widowiska,
S z t u k a L u d o w a " , 1959, n r 1—2, s. 20—40.

„Szlach­
„Polska

nicy, g r u p y „szlachciców"

1

1

połaż-

109

�II.
poprzebieranych
dzie

w

postaci występujących w

Koniakowie,

„pastuszków"

Cieszyn).

W

Beskidzie

nickiem

„Trzech

z Istebnej

(pow.

dość

Króli"

Wyk. w

t y m obcho­

z pow.

i „skubaczek"

Gliwice,

z Jaworzynki

1956 r. Franciszek
doczepiona

się

za

Śląskim o r a z

jest

rozmaite

jeszcze

w

dziś

Ryb-

zwyczaj

charakterystyczne

po­

zebranie

rybnickiego

zaprezentowano

np.

plastyczne

maski „Herodów" i „diabłów", klejone z k i l k u w a r s t w
gazet i m a l o w a n e
we,

n a k o l o r y niebieskie,

brązowe, k a r m i n o w e

cji) ;

imaska „ Ż y d a "

2

(zależnie

z Koniakowa

z m a s y p o w s t a ł e j ze z m i e s z a n i a
wana

w

od

pomarańczo­
charakteryza­

modelowana

była

gipsu i chleba, malo­

karminowo-różowym

odcieniu

i

przybrana

osoby

też

worek

nabijane

j a k w i d a ć n a przykładzie

małymi

z K ó z (pow.

Bielsko); przy głowie futrzanej —

r o g i są n a t u r a l n e ,
gałęzi

też

wykonane

za

z

rosochatych

wstążkami: c z e r w o n y m i

takie zaprezentowano

Maski

dość okazałej k o l e k c j i różnych m a s e k i strojów. Z p o ­
wiatu

Bielsko.

albo

Bożego

na

pow.

p r z e b r a n i u za kozę, a l b o

g ł o w i e są p r o s t e , n i e z d o b i o n e ,

kłady

ten pozwolił

w

gwoździkami,

kolorowymi

Fakt

Straconka,

c z y k o c , przysłaniający całą osobę. R o g i p r z y rzeźbio­

stacie występujące w o b c h o d a c h n i e m a l całego o k r e s u
Narodzenia.

Chrobok,

j e s t a l b o n i e w i e l k a osłona n a g ł o w ę

występującej
nej

i Podbeskidzie
powszechny

przebierania

2. „Betlej".

i stroje

przebranie

konane

są

w

z Buczkowic

„niedźwiedzi"
zwyczajach

przede

owiniętych

i białymi.

Przy­

Kóz.

i „diabłów",

górali

wszystkim

i

z

służące

beskidzkich

kożucha

wy­

baraniego

białego i c z a r n e g o o r a z skórki króliczej i k o z i e j . Mają
one

formę odmienną o d masek

z papieru czy

gipsu

(które zasłaniają t y l k o t w a r z ) : w y k o n a n e są n a kształt
workowatej
i

czapy

z

wyciętymi

u s t a , która p o w ł o ż e n i u

oczy
rów­

w s t a r y c y l i n d e r — w ą s y i brodę d o p r a w i o n o z w ł o ­

nież

„diabła" otwór n a usta, z którego z w i s a jęzor z czer­

nak

masek

ze skóry z w i e r z ę c e j

wnątrz.

Do

tego

celu

wykonana

wywróconej
posłużyło

jest

jed­

sierścią n a ze­

przede

wszystkim

f u t r o o w c z e , k o z i e , królicze, p s i e i k o c i e ( j e d n a z m a ­
—

sek

dzona

ze
jest

w s i Kozy-Zagroda,
nawet

wykorzystano
górskich

z

sierści

zwłaszcza

miejscowości

pow. Bielsko,
dzika).

w

maskach

powiatu

Skórę

sporzą­

zwierzęcą

górskich

bielskiego,

z

i

pod­

których

pochodzą n p . m a s k i n i e d ź w i e d z i , p s ó w i kóz. Są
głowy

kóz

pełnej

rzeźby.

dłużny

wykonane

Wszystkie

układ, p r z y

ruchoma,

z

czym

tzn. w p r a w i a n a

sznurkiem przewleczonym
ny

otwór

żerdzi

w

pysku.

wysokości

ok.

samego

drewna

o n e mają
ruch

formie

prostokątny,

d o l n a szczęka
w

w
jest

przez

spoczywa

1 metra;

w

na

tylnej

po­

zawsze

pociąganie

n a zewnątrz przez

Głowa

też

specjal­
pionowej

jej

części

wonej

Por.: B. Bazielich,
Tradycyjna
twórczość
ludowa
woj. katowickiego,
L u d o w a " , 1958, n r 2, s. 1 1 5 — 1 2 1 .
110

i
współczesna
„Polska Sztuka

się n a r a m i o n a c h . W

tkaniny, obszyty

jest

t y m samym

masce

materiałem.

M a s k a z Istebnej, w y k o n a n a z czarnego owczego k o ­
żucha, m a r o g i z pakuł i s t a r y c h s z m a t
sznurkiem;
ropusze)

końce

rogów

zdobią

z przystrzyżonej

okręconych

d w a wiechcie

bibułki c z e r w o n e j

(pió­

i

białej.

W iinnej n a t o m i a s t masce, r ó w n i e ż z I s t e b n e j , b i a ł y m
k o z i m f u t r e m obszyte
skórki
(ił.
Z

zrobione

dwóch

białego

kożucha
się

używa

—
się

(poza

z

uszyty

jeszcze

Koniakowa.

jest

za

—

ma

tkaniny,
nos. T e j

„niedźwie­

także z

białego

uzupełnia

i l . 7).

rogatą

Jest

uszy

formą.

jedna

jęzor z

„niedźwiedzia"

i spodnie

wspomnieć

pochodzącą

na wystawie

samej

białe

są p o d o b n e

przebieraniu

t y m strój

z rękawami

Warto

—

tekturowy, wydatny

przy

d z i a " , k t ó r e g o cały strój
kożucha

rogów

bydlęce r o g i i c z e r w o n y

natomiast

właśnie

zamiast

znajdujących

doprawione
druga

są o t w o r y o c z n e i z t e j

są —

1). M a s k i z

bluza
1

opierając

na

przysłania

s i a końskiego.

Większość

i szyję,

otworami

n a głowę

ona

maskę
cała

„diabła"
rzeźbiona

w d r e w n i e i m a l o w a n a k o l o r a m i k a r m i n o w y m i brą-

��11. 7. Fragment

zowym;

wystawy

„Zwyczaje

t y l n a j e j część, p r z y k r y w a j ą c a

zrobiona
W

ekspozycji

jest

z czarnego

baraniego

reprezentujących

pokazano

trzy szopki

także

resztę

głowy,

kożucha.

zespole o k a z ó w

mowe

ludowe

—

na Śląsku".

sceny

Muz.

umieszczona

znajdują

zwyczaje
„betleje",

zi­
wy­

w Bytomiu,

się

1960.

jest n i e w i e l k a stajenka;

postacie

świętych

wewnątrz

zwierząt,

na

Wszystkie

figurki

są

drewniane

i nieruchome.

typ szopki, ale z g i p s o w y m i

Bielsko)

c i a m i , był najczęstszy n a Śląsku. T a k i w ł a ś n i e

i L u d w i k a Kubaszczyka

z

Koniakowa.

N a Śląsku s z o p k a n i e m a t a k i e j t r a d y c j i j a k szop­
krakowska.

informatorów,
przy

Wprawdzie,

żyje

według

relacji

jeszcze w s p o m n i e n i e

szopce o b n o s z o n e j

po w s i , ale nieznane

są

jasełkowe f o r m y z r u c h o m y m i f i g u r k a m i . Szopki
wały

raczej

s t a t y c z n e , n i e w i e l k i e , służące za

dekoracyjny
jemskiego.

i symbolizujące
Pokazane

na

zentują

trzy odmiany

konaną

przez

do typu

nego

za

element

przykłady

repre­

Pierwszą

Chroboka,

z

nich,

można

wy­

zaliczyć

s z o p k i k r a k o w s k i e j z dużą sceneryczną o b u ­
na

wieżyczkami

płaszczyźnie

pomocą

palm, znajduje
po

by­

betle­

korbki

p o b o k a c h ( i i . 8). W e ­

koła

obrotowego

umieszczonej

z

porusza­

boku, usta­

w i o n o tańczące p a r y , za k t ó r y m i w głębi, w
tych;

jej

wydarzenia

wystawie

szopek.

Franciszka

dową, z d w i e m a
wnątrz,

fakt

się maleńka s z o p k a

bokach

przed

nią

stoją

kład z a p r e z e n t o w a ł

otoczeniu

z f i g u r a m i świę­
„Trzej

Królowie",

pastuszkowie i owce, a na przodzie sceny

trzy rucho­

lub papierowymi

Ludwik

natów t w o r z y ł y g w i a z d y
pieru

i

umieszczone

umocowanej
ki

i

ramion

gwiazda

sześcio-

z Dąbrówki

wykonano
sita

ją

i

prostopadle

pióropusze

ry) m a t y l k o cztery
z

wyklejone

n a końcu d r z e w c a .

Buczkowic,

końcu

w

Wielkiej

W

górnej

miona

części

znajdują

się c z t e r y

zakończane pióropuszami

Gwiazdy

ze

Wszystkie

figurki

są

k o l o r a c h odpowiadających

z

drewna

odmianom

przeważnie
W

dziale

postacie

ramę

pozbawio­
gwiaz­

p o n o w a n a j e s t w t e n sposób, ż e n a dużej

z w i ą z a n e z tą porą

ilustracji

n a drzewcu.

stożkowate r a ­
bibułki.
Wielkich

barwne obrazki (wy­
przedstawiające

świętych.

obrazującym

naście

112

tych

i Górek

gazety l u b i n n y c h druków),

s t r o j u . D r u g a s z o p k a t e g o s a m e g o a u t o r a ( i l . 2) s k o m ­
płaszczyźnie

Gó­

papierem,

z kolorowej

Straconki, Buczkowic

na powierzchni nalepione

w

starą, Okrągłą

z białej bibuły, n a kształt k u l i o s a d z o n e j

z

kurtyna.

na

( i l . 6);

d a z G ó r e k W i e l k i c h , z r o b i o n a p r z e z Józefa T r u d z i k a

cięte

malowane

mają

bibułki

n a j e s t n a t o m i a s t , o d m i e n n a także i w f o r m i e ,

mają

rozsuwana

osi

ze S t r a c o n ­

czerwonym

d n o zaś — żółtą bibułką. E l e m e n t ó w

czarow­

tę scenę

pa­

obrotowej

(pow. Tarnowskie

wyklejono

zasłania

i diabła. Całą

ekspo­

r a m i o n a , bez o z d ó b n a końcach;

nicy

masło

na

barwnej

m e p o s t a c i e : d z i a d a z w o r k i e m n a pieniądze,
robiącej

przy­

z kolorowego

Gwiazdy

t e n sposób, ż e

ramiona

tej grupie

i ośmioramienne,
z

Ten

posta­

Kubaszczyk.

W r e s z c i e jeszcze jedną serię w

ustnej

kolędowania

ze­

wnątrz — pastuszkowie, „Trzej K r ó l o w i e " i owieczki.

k o n a n e p r z e z F r a n c i s z k a C h r o b o k a ze S t r a c o n k i ( p o w .

ka

i

i

zwyczaje

dokumentowało

wiosenne
niektóre

r o k u : „misie" zapustne

kilka­
obchody

z

Sarno-

�jfl 8. „Betlej".
Wyk.
Franciszek
Chrobok,
ka, pow.
Bielsko.

wa

(pow.

ze

Stanicy

w 1959 r.
Stracon-

Zawiercie),
(pow.

obchód

Gliwice),

z Rozbarku-Bytomia

i

topienie

i Kozłowej

z

gaikiem

Góry (pow.

Tarnow­

s k i e G ó r y ) , p r z e b r a n i chłopcy z g a i k i e m
wość

z

Laryszowa

z palmami,

t y m zespole

ubranej

spódnicę, f a r t u c h
stawiona

Góry),

dzieci
mai­

dzany
miona,
starej

ze słomianych

p o w r ó s e ł . Okręca się

a

twarz

najczęściej

pończochy,

głowę

przysłania

natomiast

nicą. „ M i s i o w i " t o w a r z y s z ą
na wystawie

eksponatów

na

uwagę

postaci
w

ludzkiej

starą o d z i e ż

zasługują

wykonana
z

była

rozłożonymi

kobiecą:

bluzkę,

i

pokazano

z Istebnej

miała

postać

szmacia­

z koszykiem

w

ręce. E k s p o n a t y

Oprócz

c z a j u n a G ó r n y m Śląsku i w

Zagłębiu

Dąbrowskim.

Wśród e k s p o n a t ó w f i g u r a l n y c h z w r a c a ł y u w a g ę
kukły
tym

z

grupy

główną

„misiów"

osobą

jest

zapustnych.

„ m i ś " , którego

zwy­

W

dwie

obchodzie

strój

sporzą­

wyko­

charaktery­

postaci.
wspomnianych

okazów

znalazł

także g a i k , p r z y s t r o j o n y w m a l o w a n e
rosochatych,

zielonych

gałęzi

się

tutaj

wydmuszki jaj,

k o l o r o w e p a p i e r y i łańcuchy, o r a z p a l m y

j a k to jest w

prze­

t e dostarczyły k o ­

z

d z i e c k o n a ręce, a n i e n a tyczce,

których

z Sarnowa;

nały j e w ł a s n o r ę c z n i e n a w z ó r c o r o c z n i e
zowanych

z

ze

bara­

chustce n a głowie

i

taką o b n o s z o n o p o w s i t r z y m a j ą c j a k

czarną

różne postacie,

n e j kukły, składającej się z g ł o w y i tułowia (bez rąk
n ó g ) ; kukłę

nimi

się maską

—

t y l k o „ K a s i ę " — kukłę

b i e t y z K o ł a Gospodyń W i e j s k i c h

i chusteczkę n a g ł o w i e (U. 4). W y ­

marzanna

jest

całą postać p r z e b r a n ą za „ m i s i a " , o d stóp aż p o r a ­

braną za d z i e w c z y n ę w c z e r w o n e j

z nich, z Sarnowa,

n a kształt

ramionami,

osobli­

polne.

marzanny. Jedna
ze s ł o m y

Tarnowskie

jako

k r a s z a n k a r k i i śmigus, w z n o s z e n i e

ków i p r o c e s j e
W

(pow.

marzanny

dziewczęta

wielkanocne

ozdobionych

barw­

n y m i w s t ą ż k a m i . B y ł t a k ż e — n i e s p o t y k a n y już dziś
nawet
w

w

tradycji

otoczeniu

obrotowym

ustnej

czterech
kole

kołach w ó z k a

—

kogutek

tańczących

płaskiego,

malowanego,

( i l . 9). „ K o k o t e k "

wielkanocny

par na

poziomym
o

ten pochodzi

niskich
z

Roz-

113

�Jedynymi

okazami

związanymi

z obchodami

l e t n i e j są w i e ń c e ż n i w n e . N a Śląsku m o ż n a
zasadniczo

dwa

0 podstawie

ich

typy.

Pierwszy

kola, n a którym

—

wsparte

to

są

pory

wyróżnić
wieńce

krzyżujące

się p o d k ą t e m p r o s t y m d w a kafołąki s p l e c i o n e ze zbóż
1 ozdobione
się

na

wstążkami

obszarze

od

( i l . 3); t a k i e wieńce

Cieszyńskiego

po

spotyka

Lublinieckie.

D o d r u g i e g o t y p u , k t ó r y z n a n y j e s t r ó w n i e ż n a Śląsku
Cieszyńskim, należą w i e ń c e k o l i s t e , płaskie,
z owsa
ca

i kolorowej

znajduje

święty).
tylko

na

Niewiele
ką

wielkanocny.
w.

Rozbark-By-

przy

ciekawostkę

z

należy

bat z N i e r o d z i m i a
a

używany

końca

w

wieku.

wymienić

Wreszcie

jako

tzw. „karwacz",

czyli

(pow. Cieszyn),

„śmiergust"

do

nogach.

pleciony
bicia

z wikliny,

dziewcząt

po

eksponatów

zbiorach

Obok

i

po

jest

więc

z

d o celów

kolejno

w

imoK*
KltMW*
PHSVSSBW»

•

Dąbrówki
Góry).

objazdowych,

muzeach

okręgu

—
l

«Wm.'KIHWMIM V
SfOUA
s
««Mit*
X

•

0WIIOt WO/lWöfcI'WA
-«- M**T6W

zwy­

nakrycia

Muzeum

zwy­
woj.

wykonał
Deptuszewski.

i

(pow. T a r n o w s k i e

mmwtt
Zdjęcia
Stefan

tych

weselne

w

zbio­

andrzejko­

fotograficznej
p a n n y młodej

je­

sąsiedz­

weselnych

oraz

wickiego.

II. 10. Mapa
niektórych
czajów
okresu
zimy
w
katowickim.

pory

zwyczajów

zlikwidowaniu

śląskim p r z y s t o s o w a n o

również

się n a j e s i e n i — p o

różdżki

wstążki

Radzionkowa

Wystawę

świętojańskie

z pomocą

zadusanych

tylko

( i l . 5) o r a z

nowana

dotyczyło

dokumentacji

pokazano
i

domów

wieńce

jesiennych,

wych.

Wielkiej

jeszcze

dekorowanie

związanych

ślubów o d b y w a

pogrzebowych

czajów,

ub.

Święta,

(przeważnie

pokazano

żniwne.

rach),

głowy
barku-Bytomia

Zielone

t j . zwyczajów

(najwięcej

obrazek

eksponatami

dokumentujące

różne o b c h o d y

siennej,

U. 9. „Kokotek"
tom. Koniec
XIX

tymi

fotografie

zielenią
i

się jakiś m a l o w a n y

Poza

splecione

bibułki; w c e n t r u m t a k i e g o w i e ń ­

Górno­
ekspo­
kato­

1

�Ewa

Fryś-Pietraszkowa

P O K O N K U R S O W A

W Y S T A W A

W r a m a c h obchodów 1000-lecia P a ń s t w a
i

700-lecia

Opoczna

w Opocznie w r a z

Wydział

Kultury

z Zarządem S P L i A

S Z T U K I

Polskiego

Prez.

PRN

„Opoeznianka"

L U D O W E J

bardziej

tradycyjne,

wic),

oraz

względem

dowej

„leluj".

Z i e m i Opoczyńskiej. K o n k u r s t e n w e d ł u g

reprezentujących

objąć

miał

wszystkie

ludowych

dziedziny

za­

twórców,

współczesnej

O P O C Z N I E

traktowane

płaszczyznowo

(zwłaszcza w y k o n a n e p r z e z K a t a r z y n ę Białas z O g o n o -

ogłosił w d n i u 1 m a r c a 1960 r o k u k o n k u r s s z t u k i l u ­
łożeń organizatorów

W

tych

nowsze,

drobno

technicznym

ażurowane,

zbliżają

Duży zespół c i e k a w y c h

w

tradycyjnym

dla

wycinanek,

Opoczyńskiego

Wieprzek

z S o b a w i n — k w a d r a t y i koła

sucha.

zdobione

naklejankami.

konkursu

którzy nadesłali
koracją

przystąpiło

ponad

140

tkaniny, przedmioty

wnętrza

mieszkalnego,

twórców,

związane z d e ­

z obrzędami

dorocz­

pod

zamknię­
kwadracie,

nadesłała Józefa Stępniak z W o l i Z a l e ż n e j , zaś M a r i a

sztuki l u d o w e j n a t e r e n i e p o w i a t ó w O p o c z n o i P r z y ­
Do

które

się d o k u r p i o w s k i c h

nek

pasowych;

dominowały

lek i kogutów
Krzysztofik

Niewiele

(zwłaszcza

z Dzielnej

wśród

w

wielobarwne,

napłynęło

wycina­

nich motywy

wycinankach

la­

Franciszki

i Józefy R o g u s k i e j

z

Trzasko-

n y m i oraz w y r o b y z z a k r e s u p l e c i o n k a r s t w a i k o w a l ­

w i c ) . W ś r ó d w y c i n a n e k k o n k u r s o w y c h z a u w a ż y ć moż­

stwa artystycznego.

n a tendencję d o p e w n e g o w y s u b t e l n i a n i a f o r m y

przez

piło w d n i u 10 września 1960 r. Sąd k o n k u r s o w y p r z y ­

wprowadzanie

przy­

znał 104 u c z e s t n i k o m

nagrody

szłości

ustanowionego

Wydział

w

Kielcach

Rozstrzygnięcie

przez

(20 000 zł)

k o n k u r s u nastą­

pieniężne
Kultury

oraz

z

funduszu

Prez.

Ministerstwo

WEN

Większość
stości

Opocznie,

jubileuszowych.

eksponatów

otwartej

w

pokazano

Czasie

Najliczniej

były t k a n i n y , w y k o n a n e
desłały p a s i a k i

uroczy­

reprezentowane

p r z e z 42 t k a c z k i , które n a ­

(„po nitce"),

tykane „ w

koziołki"

i „w

„tosiemki"

(krajki). Wśród

kraciaki, tkaniny

kuloski",

a

pasiaków

także

—

prze­
wąskie

oprócz

d y c y j n y c h , o wiązkach złożonych z d r o b n y c h ,
barwnych

pasków

z

przewagą

koloru

tra­

wielo­

pąsowego

występowały również n o w s z e , „ t ę c z o w e " , których
ma k o l o r y s t y c z n a j e s t o p a r t a , n a sąsiadujących
bą wiązkach

w

różnych

szafiru. T k a n i n y w
grupy:

jedną,

w

wątek

której

jest

biało-czarna w

odcieniach

kratę podzielić

występują w o s n o w i e
tylko

W

zieleni,
można

identyczne

i wątku, oraz

wielobarwny,

ga­

z so­
fioletu,

na

wiązki

dwie

pasków

drugą, w

natomiast

szersze l u b węższe p a s y .

—

Do

której

wy

papier

baniek.

barwy

żółtej

tkanin

—

aż d o oranżu.

Wśród

wielobarwnych

lniano-wełnianych

od

gują także szaro-białe prześcieradła

płaszczyznowej .
2

i bibułka, n i e b r a k r ó w n i e ż

było

choinkowych

wełnianych,

Znaleźć

wśród

typy

pająków,

wszystkie

grochu

nich

zasłu­

i

można

ba t r a d y c y j n y c h p a j ą k ó w k u l i s t y c h , w
ki

zakończone k o l o r o w y m i

mieniście
pająki

ziemniak

tarczowate,

zbudowane

t a f l i , w y p l a t a n e są w

barwną

wełną. Największe

z

ciasta,

z płaskich,

kwadrato­

O p o c z y ń s k i e m słomą l u b
bogactwo

form

wystąpiło

u w a g ę zasługują

pająki

wykonane

Jarząbek z N i e z n a m i e r o w i c

przez

Stanisławę

i Katarzynę Wróbel z W o ­
nagrodami w tej

D o d e k o r a c j i w n ę t r z a służą w O p o c z y ń s k i e m
nież b u k i e t y k w i a t ó w
trycznym
one

układzie,

z bibuły, o

osadzone

w

doniczkach.

nadesłane z N i e z n a m i e r o w i c
Sztukę

związaną

ustalonym,

z obrzędami

i

czarne) t r a n s p o n o w a n e

są p r z e z spółdzielnię

nianka" n a obrusy i serwety.

Większość

wyrobów t k a c k i c h c e c h o w a ł w y s o k i p o z i o m
ny i t e c h n i c z n y . U w z g l ę d n i ł t o w
sowy, który przyznał n a g r o d y

„Opoez­

nadesłanych
artystycz­

pełni sąd k o n k u r ­

32 t k a c z k o m .

W y c i n a n k i dostarczyło n a k o n k u r s 34 autorów. D a ­

licznie

choć

nie wszystkie

reprezentowane.

kursu z 1949 r o k u
nowiły t u j e d n o o s i o w e

W

grupy

były

przeciwieństwie

największą

1

Oporównie

do

ilościowo grupę

kon­
sta­

„ r ó z g i " . B y ł y w ś r ó d n i c h rózgi

K. P i e t k i e w i c z , Konkurs
w Opocznie...,
Sztuka L u d o w a " , 1949, n r 6, s. 180—83.

Wystawione
rów
ne

roślinne,

jak

i

„Polska

Zostały

reprezentowały p i ­
wykona­

n a c i e m n y m , przeważnie c z a r n y m t l e .

p i s a n k i stanowiły

bogaty

przegląd

zarówno t r a d y c y j n y c h (geometryczne,
a

także

nowszych.

skonałą

ły one p r a w i e p e ł n y przegląd f o r m z n a n y c h w
czyńskiem,

woskiem

rów­
syme­

Opoczna.

nym

czerwono-

poprzez

żyrandolowych.

w ś r ó d p a j ą k ó w k r y s t a l i c z n y c h , z których n a specjalną

bawełną).

pasy

chy­
słom­

p a p i e r k a m i w b i t e są p r o ­

l u b gałkę

t a r c z o w a t e , k r y s t a l i c z n e , aż d o

Pająki
wych

w

których

lnianych

w

terenie

P o l s k i , począwszy o d p r y m i t y w n y c h , n a j b a r d z i e j

sanki. Były o n e d w u b a r w n e , z o r n a m e n t e m

przetykanych

prawie

na

M o t y w y c z e r p a n e z t y c h o s t a t n i c h (a t a k ż e ze s t a r y c h
gorsetów,

pierza,

było

występujących

l i Załężnej, wyróżnione najwyższymi

oprócz

dobór
koloro­

nici

grupie.

uwagę

odstępstwa

rzucał się w o c z y b o g a t y

osnowa

cytrynowego

(len z

wycinanki

znacznego

najład­

przetykanych,
na

do

P r z e w a ż a ł a o c z y w i ś c i e słoma o r a z

barwnych

niejszych zaliczały się k r a c i a k i , k t ó r y c h tło s t a n o w i ­
ły różne o d c i e n i e

może

dziale pająków

tworzywa.

zgromadzonych
w

doprowadzić

tradycyjnej

Kultury

i Sztuki (6 200 zł).
na w y s t a w i e

od

d r o b n y c h , d e l i k a t n y c h cięć, co w

techniką

ze w s i B i e l o w i c e ,

stylizowane

Dużą

postacie

rozmaitością

wyróżniały
Marii

wzo­

uproszczo­
ludzkie),

motywów

i do­

się

prace

pisankarek

i Stefanii

Pacan

oraz

Anny

Wojtaszek.
Wyroby

kowalskie

p r z e d s t a w i a ł y się r a c z e j
wały

jedynie

kładką,

tradycyjne

wykonane

J. Grabowski,
1955, s. 88.
2

zgromadzone

przez

na

wystawie

s k r o m n i e . N a u w a g ę zasługi­
klamki

ze

zdobioną

Władysława

Wycinanka

ludowa,

wy-

Semkowskiego
Warszawa

115

�z

Gielniowa

jak

i

Stanisława

również zawiasy

skiego
obca

z

Babireckiego

z

p a s o w e Stanisława

Gielniowa.

Dekoracja

Drzewicy,

Krzyżanow­

żelaza

nie

jest

k o w a l o m opoczyńskim, należało w i ę c sądzić, że

pokażą

oni

znacznie

bogatszy

przegląd

zdobionych

wyrobów.

z

plecionek

naczynia

warkoczy

ką

przez

miarka

do

koszy

słomianych

Józefa

z

i

wyróżniały

przechowywania
bardzo

i

ze

kapelusz

dwa

plecione

dekoracyjną

Kościewskiego

korzenia

się

ziarna,

techni­

Skrzyńska,

słomiany,

oraz

wykonane

Uzupełnienie

wystawy

i kobiece

Znaczenia

stroje

stanowiły

tradycyjne,

mę­

wszystkie

u p r a w i a n e współcześnie d z i e d z i n y l u d o w e j

wystawy,

która

twórczości

terenie t a k bogatym

chyba

trudności l o k a l o w y c h w y s t a w ę

niewielkiej

spowodowało
ważniejsze

ogromne

Takie

podkreślać.

wymagały

j a k Opoczyńskie, n i e t r z e b a

Organizatorom

oprawy

Niestety,

plastyk

Stworzył

przede

nie ograniczyli
położonych

konkursu,

z

komi­

w s z y s t k i m z tego względu,

od

W znacznym

Opoczna,

ale

również w s i e peryferyczne,

powiatów.

Wystawa

została

społeczeństwo

prawie

z

wszystkie

stanowią

nich

szeregu,

ze

braku

nie

estetycznej.
i akcentów
eksponatami
i

psuły

ograniczoną

gęstym,

po­

podwójnym

fryzu,

tego

szeregu

dodatkowo

szachownicy

położone n a g r a n i ­

można

by

sze­

dowodzi

artystycznego.

Podobnie

zostały n a t l e b a r w n e g o

i przejrzysta

dużym

dyskretnej.
wnętrza

z

na

w

wyczucia

giczna

miej­

względu

czarno-białej

cyjnego"

przez

i

zwiedzających

tkaniny

podkreślenie

szlakiem

konkursu

przyjęto

tkaniny,
i barwne,

g d z i e zatracały się i c h i n d y w i d u a l n e c e c h y ,

jednakże
rokim

że

ośrodków

„abstrak­

p r z e z c o zupełnie zatarła się i c h l o ­

jeszcze

konstrukcja.
przytoczyć

Podobnych

wiele.

błędów

Nasuwają

w n i o s e k ważny d l a organizatorów p o d o b n y c h

one

wystaw

zainteresowaniem,

w przyszłości, a b y p r o j e k t y o p r a w y p l a s t y c z n e j , która

eksponaty

p o w i n n a n i e zacierać l e c z d y s k r e t n i e podkreślać w a ­

przyszłego M u z e u m

zostały

Prez.

PRN

lory

Ziemi

Opo­

przez

eksponatów i stwarzać i m w ł a ś c i w e r a m y , były
organizatorów

uprzednio

dyskutowane

i

kon­

trolowane.

czyńskiej.

O

plastyczna

jak

układ

konkurując

uwagę

pokazał

znanych

zgromadzone

zaczątek

że

spokojnej

co
Po­

s t o p n i u w r a ż e n i e całości. T r u d n o o b w i ­

plastyka,

wierzchnię

które

zasięgiem

się d o d o t y c h c z a s

blisko

z a k u p i o n e z funduszów W y d z i a ł u K u l t u r y
i

oprawa

o n s z e r e g własnych k o m p o z y c j i

kolorystycznych,

pająki u m i e s z c z o n e

uznanie

scowe

eksponatów.

eksponaty,

bardzo

umiesz­

gimnastycznej,

umiał c z y n i e chciał docenić i c h wartości

zupełnego

a

nasuwała

opracowujący

duże

cy

sali

zagęszczenie

zwłaszcza

s a r z e m — p . Janiną S m y k o w s k ą n a czele, n a l e ż y się

objęli

szkolnej

zastrzeżenia

wystawy.

niać

opoczyńskie.
obrazuje

na

w

odwracały

przez A n d r z e j a Woźniaka z S o b a w i n .
skie

powodu

w y c i n a n k i i pająki, niesłychanie e f e k t o w n e

Spośród
duże

Z
czono

W Y S T A W I E

P O L S K I E J

S Z T U K I

L U D O W E J

W

B A Z Y L E I

F. K .
Mathys
Bazyleja
Przed k i l k u

l a t y p l a s t y k amerykański

w o ł a ł sensację

u sufitu nanizane n a druciki
się

przy

że j e s t
I

najmniejszym
to wynalazek

ja

zylei, w

powiewie.

Roberta

sądzili,

dopóki

nie

zasłużonego

zwiedziłem

Wy­

w Ba­

E t n o g r a f i c z n y m , dzięki

etnografa

i

badacza,

doktora

Wildhabera.

Wśród c i e k a w y c h
się s t a r e p o l s k i e

i pięknych

„mobile",

eksponatów

tak zwane

znajdują

pająki,

robio­

ne p r z e z p o l s k i c h c h ł o p ó w , z k o l o r o w e g o p a p i e r u c z y
bibułki, s ł o m y i w y d m u c h a n y c h s k o r u p e k j a j . T e w y ­
k o n a n e n a j p r y m i t y w n i e j s z y m i środkami o z d o b y

przy­

pominają n a m w ł a s n e d z i e c i ń s t w o i p r z e d m i o t y , które
wówczas kleciliśmy w
ludowe

mają

jednak

nocześnie

mogą

dzających

sensację

116

być

spodzianek,
zwykle
i

ma dla widza wiele
j a k n a przykład

pracowitych

jeszcze i n n y c h n i e ­

barwne

wzorach,

tkaniny

hafty,

o

nie­

wycinanki

wstążki. Są t o w s z y s t k o a u t e n t y c z n e o z d o b y

bielo­

nych izb i kuchen wiejskich, podobnie j a k pokazana

czasów.

Sztuki Ludowej zorganizowanej

tamtejszym Muzeum

staraniom

Wszyscy

Wystawa

wy­

wieszał

b l a s z k i , które poruszały

naszych

t a k sądziłem,

stawy PoMtiej

Calder

i znalazł w i e l u n a ś l a d o w c ó w :

nam
są

piękna

ceramika

pochodzące

bione

laski,

z

i

naczynia

Kieleckiego

kropielniczki i

i

gliniane.

Ciekawe

Lubelszczyzny

rzeź­

zabawki.

Najwartościowsza cecha tej p o l s k i e j s z t u k i l u d o w e j
to j e j prawdziwość
wiek wpływów
„suwenirów".

W

i szczerość o r a z

przemysłowej
różnych

brak

jakichkol­

tandety i tak zwanych

o d m i a n a c h powtarzają

stare, z p o k o l e n i a n a pokolenie p r z e k a z y w a n e

się

wzory,

j a k g l i n i a n e f i g u r k i ś w i ą t k ó w , z w i e r z ę t a ze słomy l u b
rzeźbione p o s t a c i e z s z o p k i .

przedszkolach. Polskie

wyroby

u r o k szczerego f o l k l o r u ,

a jed­

m y s ł y p r z e m y s ł o w i a r t y s t y c z n e m u n o w e myśli, a każ­

uznane

wzbu­

dego

„mobilów"

za

pierwowzory

Caldera.

Wystawa

ta powinna

zwiedzającego

podsunąć

ubogiemu

zachęcić d o o z d o b i e n i a

n i a dużą w y c i n a n k ą z k o l o r o w e g o p a p i e r u .

w

po­

mieszka­

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10949" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10927">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aec9c09c10a1e1e623943c07ddcad4e0.pdf</src>
        <authentication>a01dfe3ec3d07597cbbb8ab807f58702</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130529">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4270</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130530">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130531">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130532">
                <text>Kronika / Polska Sztuka Ludowa 1961 t.15 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130533">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1961 t.15 z.4, s. 250-252</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130534">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130535">
                <text>IS PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130536">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130537">
                <text>K

R

Konferencje

i

O

zjazdy

Ogólnopolski Zjazd Polskiego T o ­
warzystwa Ludoznawczego odbył się
w Białymstoku w dniach od 15 do
18 września. Na zjeździe wygłoszo­
ne zostały następujące
referaty:
prof. dr Jan Czekanowski — Rererat inauguracyjny; mgr. Maria T r a wińska-Kwaśniewska — Stan ba­
dań nad regionem białostockim; dr
Krzysztof Kwaśniewski — Biało­
stockie w świetle niektórych w y n i ­
ków badań kartografii etnograficz­
nej; mgr Jerzy Damrosz — Węzło­
we zagadnienia etnografii Podlasia
i pogranicza polsko-białoruskiego;
prof. dr Witold Doroszewski i ze­
spół Pracowni Dialektologicznej Z a ­
kładu Językoznawstwa P A N
—
Z badań dialektologicznych na Pod­
lasiu; prof. dr Tadeusz DzierżykrajRogalski — Długość trwania życia
starożytnych mieszkańców Jaćwierzy. Komunikaty: mgr L . Szwengrub-Judenko — Starowiercy F i l i ­
pom w województwie białostockim;
mgr Maria Trawińska-Kwaśniewska — Z badań nad budownictwem
regionu białostockiego; mgr Jerzy
Damrosz — Wartość źródłowa zbio­
rów Michała Seberewskiego dla ba­
dań wschodniego Polasia; dr T a ­
deusz Prus-Wiśniowski — Z badań
nad poznaniem środowiska na Pod­
lasiu.
*

Staraniem Zarządu Klubu Twór­
ców i Artystów Ludowych przy
P D K w Puławach odbył się 20 sierp­
nia w Nałęczowie wojewódzki zjazd
poetów ludowych.
Zjazd poprze­
dziła tygodniowa wystawa sztuki
ludowej i amatorskiej województwa
lubelskiego. Pokazano pisanki, w y ­
cinanki, ceramikę, zdobnictwo w
metalu, tkactwo i stroje ludowe,
a w dziale amatorów — wyroby
z wikliny, rzeźbę w drzewie i m a ­
larstwo. Na zjeździe dyskutowano
m. in. nad wydaniem antologii poe­
tów ludowych Lubelszczyzny z oka­
zji 10004ecia Państwa Polskiego.
Wystawy

i

konkursy

"Wystawa współczesnej wycinanki
kurpiowskiej otwarta była przez
pierwsze dwa tygodnie sierpnia w
Kordegardzie na Krakowskim Przed­
mieściu w Warszawie. Eksponowa­
no wycinanki wykonane przez po­
nad czterdziestu twórców ludowych
pochodzących z okolic Puszczy Zie­
lonej (grupy: z Myszyńca, Kadzidła
i okolic Przasnysza) i Puszczy B i a ­
łej (pow. Wyszków). Ogółem na w y ­
stawie znalazło się 120 eksponatów.
Na otwarcie wystawy przybyli w y cinankarze: Piotr Puławski z K a ­
dzidła, Maria Chrostek z Tatarów
i Anna Kordecka z Myszyńca, De­
250

N

I

monstrowali oni technikę wycina­
nek, a wykonane przez nich prace
zwiedzający mogli nabywać. K o m i ­
sarzem wystawy był mgr Antoni
Sledziewski; wybór eksponatów i
oprawa plastyczna — art. piast. J a ­
nina Stankiewiczowa.
Po zamknięciu ekspozycji w War­
szawie wystawę przeniesiono do
Płocka, gdzie otwarta była przez
cały wrzesień, ciesząc się rekordo­
wym
powodzeniem.
Pod koniec
trwania wystawy w Płocku odbył
się odczyt rngra Sledziewskiego n a
temat wycinanek kurpiowskich, i l u ­
strowany wykonanymi na miejscu
wycinankami Czesławy Konopkówny z Tatarów
Wystawa sztuki ludowej
woje­
wództwa białostockiego, zorganizo­
wana w Białymstoku przez Wydział
Kultury Prezydium W R N i Muzeum
Białostockie dla uczczenia 1000-lecia
Państwa Polskiego, otwarta była
w drugiej połowie sierpnia i we
wrześniu. Pokazano przede wszyst­
kim współczesną twórczość ludową.
Wśród pokazanych eksponatów naj­
większą ilościowo i najbardziej i n ­
teresującą grupę stanowiły tkaniny
dekoracyjne, a przede wszystkim
dywany dwuosnowowe.
Pokazano
również ceramikę, plecionki i maty
słomiane, rzeźbę i snycerkę w drze­
wie oraz pisanki, pieczywo obrzę­
dowe i figurki z szopki. Do ekspo&gt;natów zabytkowych należały stroje
kobiece, przykłady haftów tkackich
i krzyżykowych oraz krzyże żelaz­
ne ze szczytów kapliczek. Scena­
riusz wystawy opracował Zygmunt
Ciesielski, opracowanie plastyczne —
Cecylii Ambrożej i Jerzego Łabanowskiego;
komisarzem
wystawy
była Zofia Brancewicz.
Wyróżniający się twórcy zostali
odznaczeni nagrodami z funduszów
Ministerstwa Kultury i Sztuki (na
ogólną sumę 27 000 zł.) i Prezydium
W R N w Białymstoku (10 000 zł.).
Znaczna większość eksponatów zo­
stała
zakupiona
przez
Muzeum
Sztuki i Kultury Ludowej w War­
szawie i Muzeum w Białymstoku.

W końcu sierpnia i we wrześniu
otwarta była w Muzeum w Kosza­
linie wystawa wielkopolskiej sztuki
ludowej czynna uprzednio w M u ­
zeum w Poznaniu (por. kronikę w
nrze 3/1961). W czasie trwania eks­
pozycji w Koszalinie ukazał się k a ­
talog wystawy wydany przez Mu­
zeum w Poznaniu i Muzeum w K o ­
szalinie. Autorem tekstu wprowa­
dzającego w problematykę wystawy
jest mgr Stanisław Błaszczyk. K a ­
talog liczy 24 strony, ilustrowany

K

A

jest 6 zdjęciami
fotograficznymi
włamanymi w tekst.
W Powiatowym Domu Kultury
w Łukowie zorganizowano w sierp­
niu i wrześniu wystawę sztuki l u ­
dowej i ludowej kultury material­
nej powiatu łukowskiego, złożoną
z eksponatów pochodzących ze zbio­
rów organizującego się Muzeum
Regionalnego. Ekspozycja obejmo­
wała tkaniny dekoracyjne i ubra­
niowe, fragmenty strojów, cerami­
kę, meblarstwo i rzeźbę w drzewie.
W dziale kultury materialnej po­
kazano narzędzia rolnicze, sieci ry
backie, koszykarstwo.
Wystawa
malarstwa
Nikifora
otwarta była w sierpniu w Salonie
C B W A w Nowym Sączu. Organiza­
torem wystawy — urządzonej z ini­
cjatywy
Towarzystwa
Przyjaciół
Sztuk Pięknych — było miejscowe
Muzeum. Pokazano 154 prace. Wy­
stawę zorganizowano w trzech sa­
lach, wprowadzając podział tema­
tyczny prac. W pierwszej zgrupo­
wano autoportrety i wnętrza miesz­
kalne, w drugiej architekturę fan­
tastyczną i dworce kolejowe, w
trzeciej pejzaże krynickie. W spe­
cjalnej gablocie umieszczono biblio­
grafię o Nikiforze i katalogi jego
wystaw za granicą.
6 września nastąpiło w Muzeum
Świętokrzyskim w Kielcach roz­
strzygnięcie wojewódzkiego konkur­
su na wyroby tkactwa ludowego.
Ilość eksponatów była stosunkowo
niewielka, a ich poziom artystyczny
nie odbiegał od przeciętnego. Po­
kazano wełniane pasiaki dekoracyj­
ne, kilka zapasek, ręczniki i obrusy
lniane. Z konkursu wyeliminowano
eksponaty oparte na motywach nieludowych, czerpanych z wzorników,
oraz naśladujące wzory ludowe in­
nych regionów.
*

Muzeum Etnograficzne w Toru­
niu i Kuratorium Okręgu Szkolne­
go Bydgoskiego zorganizowały kon­
kurs ludoznawców, którego celem
jest gromadzenie dla Muzeum naj­
cenniejszych i najlepiej udokumen­
towanych zabytków kultury i sztuki
ludowej Polski północnej. W kon­
kursie uczestniczą liczne grupy mło­
dzieży oraz poszczególne osoby.
Muzeum w Radomiu wspólnie
z Wydziałem Kultury W R N zaini­
cjowały konkurs na ceramikę i tka­
niny ludowe. Działem ceramiki zaj­
muje się ob. Zaremba z Kielc, wie-

�loletni zbieracz folkloru,
pracow­
nik C P L i A ; dział tkanin opraco­
wuje mgr Apanowicz, dyrektorka
Muzeum Miejskiego w Radomiu.
Celem konkursu jest przede wszyst­
kim wyszukanie w terenie i spopu­
laryzowanie
tradycyjnych
tkanin
ludowych z Radomskiego.

tografie i plansze charakteryzujące
różne dziedziny sztuki ludowej po­
szczególnych
Republik.
Wystawa
przygotowana została w ten sposób,
aby można ją było przenosić i eks­
ponować w miastach powiatowych.

Wystawa sztuki ludowej narodów
Związku
Radzieckiego
urządzona
została w sierpniu w
Warszawie
staraniem warszawskiego Oddziału
TPPR. Zgromadzono eksponaty, fo­

ficzne w Krakowie, wyruszyła we
wrześniu na objazd po Ziemiach
Zachodnich. Ekspozycja przewidzia­
na jest w Raciborzu, a następnie
W Bytomiu, Opolu i Brzegu. Na
wystawie zgromadzono około 200
przedmiotów pochodzących z ko­
•
lekcji
Rogozińskiego
ofiarowanej
Wystawa chińskiej sztuki ludowej Muzeum
przed
siedemdziesięciu
prowincji Kueiczou (położonej w laty.
pd.-zach. części Chin) odbyła się w
sierpniu w Pałacu Kultury i Nauki Różne
w
Warszawie.
Pokazano
ponad
We wrześniu zmarł w Krakowie
200 eksponatów z zakresu strojów w wieku 61 lat Antoni Wojciechow­
i hafciarstwa ludowego, batiku, w y ­ ski, jeden z czołowych twórców
robów z laki, a także figurki i n a ­ szopek krakowskich, z zawodu mu­
czynia ceramiczne i rzeźbione w k a ­ rarz i elektromonter. Wojciechow­
mieniu, ozdoby ze srebra, plecionki ski od 1937 roku brał udział we
bambusowe, wycinanki, rzeźbę f i ­ wszystkich konkursach szopkarskich
guralną. Wszystkie te przedmioty, urządzanych przez Muzeum Histo­
przeznaczone n a użytek ludności ryczne m. Krakowa, zdobywając
wiejskiej, wykonane są przez współ­ często pierwsze nagrody. Wykonał
czesnych twórców ludowych sied­ około 2 000 szopek. Wiele jego prac
miu narodowości zamieszkujących znalazło się w zbiorach krajowych
prowincję Kueiczou.
i muzeach zagranicznych, m. in. w
Niemczech,
Szwajcarii,
Włoszech
•
Wystawę chińskiej wycinanki l u ­ i Ameryce. Wykształcił on również
dowej zorganizował w Świdniku liczny zastęp młodych szopkarzy.
lubelski Oddział Towarzystwa Przy­ Za wieloletnią pracę na polu twór­
czości ludowej
otrzymał Wojcie­
jaźni Polsko-Chińskiej.
chowski w 1959 roku od Prezydium
Wystawa sztuki Kamerunu, przy­ W R N w Krakowie Złotą Odznakę
gotowana przez Muzeum Etnogra­ Zasługi

P

D

Konkurs na zabawki i pamiątki
regionalne organizują Wydziały K u l ­
tury poszczególnych
Powiatowych
Rad Narodowych województwa k a ­
towickiego, pod patronatem W R N
Katowice. Na konkurs przyjmowane
są zabawki wykonane według tra­
dycyjnych lub nowych wzorów oraz
niewielkie przedmioty
powiązane
z regionem, a mogące służyć jako
pamiątki.
We wzorcowym sklepie C P L i A
w Gdańsku zorganizowano w sierp­
niu wystawę wycinanek ludowych
z całej Polski, połączoną z kierma­
szem.
*

R

Z

E

G

L

Ą

W

Y

D

A

Gerard Labuda: Fragmenty dziejów Gdańsk 1960, stron 238, 115 ilust­
Słowiańszczyzny Zachodniej. Tom I. racji, 4 mapy. Etnograficzna mono­
Wydawnictwo
Poznańskie. Poznań grafia powiatu Świecie. Najobszer1960, stron 312.
niej, jeśli chodzi o własne bada­
nia, traktuje autor kulturę m a ­
poświęcając
szczególnie
Kultura ludowa Wielkopolski. R e ­ terialną,
ludowe­
daktor Józef Burszta. Tom. I. Wy­ dużo uwagi budownictwu
dawnictwo Poznańskie, Poznań 1960, mu.
stron 743, tabl. 8, ilustracje, mapy,
bibliografia.
Zawiera:
L . Gomo- Bożena
Stelmachowska:
Budow­
lec —• Wielkopolska. Zarys geogra- nictwo Słowińców. Polskie Towa­
ficznohistoryczny; J . Burszta — rzystwo Historyczne, Poznań 1960,
Osadnictwo i kształty wsi; T.Wrób­ stron 78, ilustracje. Oddział w
lewski — Dom i zagroda; J . Dydo- Słupsku — Biblioteka Słupska Tom
wiczowa —&gt; Wnętrze chałupy; A. 5. Artykuł pt. Uwagi nad współ­
Wojciechowska — Naczynia i n a ­ czesnym stanem zabytków budow­
rzędzia domowe; J . Topolski — K u l ­ nictwa słowińskiego opracował K l e ­
tura rolnicza; S. Chmielewski — mens Krajewski.
*
Rybołówstwo; Cz. Łuczak — Młynarstwo; W. Sobisiak — Przemysł Klonowa i okolice pow. Sieradz.
włókienniczy; Z. Jasiewicz — K o ­ Łódź 1960, stron 313, mapa 1, m a ­
walstwo; S. Błaszczyk — Garncar­ py i ilustracje w tekście, tablice,
stwo; O. Podlewski — Plecionkar­ nuty, bibliografia, streszczenie w
stwo; A. Glapa — Ubiór chłopski; jęz. francuskim. Muzeum Archeolo­
S. Błaszczyk — Plastyka.
giczne i Etnograficzne w Łodzi.
Prace i Materiały... Seria Etnogra­
*
Tadeusz Seweryn: Polskie zabawki ficzna, red. Kazimiera Zawistowiczludowe. Wydawnictwa Artystyczne Adamska, n r 3.
*
i Filmowe, Warszawa 1960, stron
132, ilustracje. Autor omawia z a ­ Atlas Polskich Strojów Ludowych,
gadnienia psychologii zabawki, h i ­ Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
storii polskiej zabawki
ludowej, we Wrocławiu. W 1960 r. ukazały
jej roli jako odbicia środowiska się
następujące
dalsze
zeszyty:
społecznego, zwyczajów, obrzędów, Część 1: Pomorze i Warmia, ze­
magii i legend.
szyt 3 — Franciszek A. Klonowski.
Strój Warmiński. Plansza barwna:
Władysław Łęga: Okolice Świecia. Jerzy Karolak, stron 62, tabl. 2, i l u ­
Gdańskie Towarzystwo
Naukowe, stracje, mapy. bibliografia.

W

N

I

C

T

W

Część 5. Małopolska, zeszyt 9 —
Tadeusz Seweryn. Strój Krakowia­
ków wschodnich. Plansze barwne:
Jerzy Karolak, Wrocław 1960, s. 100,
tabl. 2, ilustracje, mapy bibliogra­
fia.
Katalog Zabytków Sztuki w Polsce,
redaktor naczelny Jerzy Z. Łoziń­
ski. Instytut Sztuki Polskiej Aka­
demii Nauk, Warszawa. W ciągu
roku 1960 ukazały się następujące
dalsze zeszyty katalogu:
Tom V. Województwo poznańskie,
pod redakcją Teresy Ruszczyńskiej
i Anieli Sławskiej: Zeszyt 6, powiat
kaliski, stron 69, ilustracji 169; Ze­
szyt 8, powiat kolski, str. 25, ilustr.
60; Zeszyt 22, powiat słupecki, str.
23, ilustr. 81; Zeszyt 29, powiat
wrzesiński, str. 22, ilustr. 73;
Tom V I I . Województwo opolskie,
pod redakcją Tadeusza Chrzanow­
skiego i Mariana Korneckiego: Ze­
szyt 4, powiat kluczborski, stron
54, ilustracji 113; Zeszyt 10, powiat
oleski, str. 36, ilustr. 80; Zeszyt 12,
powiat prudnicki, str. 82, ilustr. 176.
W tekstach wymienionych zeszytów
katalogu wzmiankowane są wiejskie
kościoły i kapliczki przydrożne,
rzeźby i obrazy ludowe oraz n a po­
ły ludowe, znajdujące się w kościo­
łach i kapliczkach, oraz zabytki
wiejskiej
architektury
świeckiej
ponad stuletniej. W zeszytach kata­
logów wydanych w 1960 r. znajdują
się szczególnie interesujące ma-

251

�teriały z zakresu architektury ko­
ścielnej drewnianej i rzeźby cechowo-ludowej;
budownictwo ludowe
cytowane jest rzadko.

zych — Konferencja w sprawie ska M. Juchturowicza w Kraskowie
ochrony i inwentaryzacji drewnia­ pow. Kluczbork). Ilustracje i rysun­
nego budownictwa
ludowego na ki w tekście.
Warmii i Mazurach, s. 321—322;
*
Kazimierz Pietkiewicz — Warmiń­ Komunikaty Warmińsko-Mazurskie,
Teodora Modzelewska: Stroje ludo­ ska rzeźba ludowa na wystawie kwartalnik. Stacja Naukowa Pol­
we Warmii i Mazur.
Prezydium polskiej sztuki ludowej w Paryżu, skiego Towarzystwa Historycznego
(Instytut Mazurski) w Olsztynie,
Wojewódzkiej Rady Narodowej w s. 323—326.
Olsztyn 1960.
Olsztynie. Wydawnictwo Pojezierze,
•
Olsztyn 1958, stron 148, 8 tablic, Wydawnictwa
Śląskiego Instytutu Nr 2 (68) zawiera: Emilia Sukertowa-Biedrawina — Bibliografia 10ilustracje, rysunki wykrojów.
Naukowego.
*
Z serii „Biblioteczka wiedzy o Śląs­ lecia Mazur i Warmii (1945—1955).
Łódzkie Studia Etnograficzne. R e ­ ku". Rudolf Jamka: Pradzieje i Nr 3 (69) — A. Franciszek Klonow­
daktorzy: Kazimiera Zawistowicz- wczesne
średniowiecze
Górnego ski (Olsztyn) — Mazurskie chałupy
Adamska,
Bohdan
Baranowski. Śląska ze szczególnym uwzględnie­ podcieniowe, s. 372—394, 21 i l u ­
Tom I I . Polskie Towarzystwo L u ­ niem obszaru przemysłowego. K a ­ stracji. Dalszy ciąg bibliografii 10lecia Mazur i Warmii.
doznawcze, Oddział w Łodzi, Łódź towice 1960, s. 118, 2 nlb.
*
1960. Stron 200, tabl. 7, ilustracje w Aleksander Gieysztor: Kultura śląs­
tekście. Zawiera m. in. Prace i m a ­ ka między I X a X I I I w. 1960, s. Zygmunt Cieślewski: Na tropach
przeszłości. Poradnik amatora-etnoteriały:
D.
Mikołajczykowa
— 23, 2 nlb.
Technika i organizacja tkactwa cha­ Konrad Jażdżewski: Stosunki et­ grafa. Poradnia Amatorskiego R u ­
łupniczego w Dłutowie (woj. łódz­ niczne n a Śląsku w I tysiącleciu chu Artystycznego Wojewódzkiego
kie); I. Turnau — Znaczenie źródeł przed n.e. i w I tysiącleciu n.e. K a ­ Domu Kultury w Białymstoku, B i a ­
łystok 1960, stron 82, rysunki w
etnograficznych dla badań histo­ towice 1960, s. 38, 2 nlb.
rycznych (Badania nad historią tka­ Biuletyn nr 18. Józef Matuszczak: tekście, bibliografia.
*
nin i odzieży w X V I I I w.); B. B a ­ Stan badań nad sakralnym budow­
ranowski, J . Bartyś — Źródła do nictwem drewnianym na Górnym Maria Drabecka: Tańce i zabawy
historii budownictwa wiejskiego z Śląsku. Katowice 1960, s. 40, i l u ­ Warmii i Mazur. Centralna Porad­
początków X I X w.; J . P. Dekow- stracje. Nr 19. E w a Kozłowska: nia Amatorskiego Ruchu Artystycz­
ski — Rzeźby demonologiczne Igna­ Przegląd prac dotyczących badań nego. Warszawa
1960. (Powielar.
cego Kamińskiego; W. Nowosz — etnograficznych związanych z te­ Copia), s. 159, ilustracje, nuty, b i ­
Stodoły o konstrukcji wewnątrzso- renem województwa katowickiego. bliografia.
chowej we wsi Czarnocin powiatu Katowice 1960, s. 80.
łódzkiego. Kronika: A. Włodar­ Zaranie Śląskie, kwartalnik. Wśród Gładyszowa Maria: Wiedza ludowa
czyk — Wielki triumf folkloru ło­ artykułów publikowanych w 1960 r:. o gwiazdach.
Polska
Akademia
wickiego w Anglii; B. Kowalec — Nr 1 — przygotowany celem uczcze­ Nauk, Instytut Historii Kultury Ma­
Działalność
Wydziału
Kultury nia 15-tej rocznicy wyzwolenia Gór­ terialnej — Biblioteka Etnografii
PWRN w Łodzi w zakresie opieki nego Śląska spod okupacji hitlerow­ Polskiej, n r 4, Wrocław 1960, stron
1 upowszechnienia twórczości ludo­ skiej — gromadzi materiały z z a ­ 235, map 15, bibliografia, streszcze­
wej woj. łódzkiego; B. Kowalec — kresu historii Śląska Górnego w l a ­ nia w językach francuskim i r o ­
Instruktaż na wycinanki w szko­ tach 1939—1945.
syjskim.
łach powiatu łowickiego; M. Mi•
*
sińska — Działalność Zespołu Etno­ Kwartalnik Historii Kultury M a ­ L e Musée Etnographique de Toruń.
graficznego Muzeum Archeologicz­ terialnej. Polska Akademia Nauk, Red. Maria
Znamierowska-Pruffenego i Etnograficznego w Łodzi; J . Instytut Historii Kultury Material­ rowa. Muzeum Etnograficzne, T o ­
Kucharska — Etnografia na U n i ­ nej, Warszawa, Rok V I I I : 1960. Po­ ruń 1960, stron 6, tabl. 12. Informa­
wersytecie Łódzkim. Koresponden­ szczególne numery zawierają m. in.: tor o Muzeum w języku francuskim
cje z terenu.
Nr 1. Studia i rozprawy: Walerian
*
*
Solisiak — Z badań nad narzędzia­ Autorzy artykułów zamieszczonych
Lud. W 1960 roku ukazał się 45 mi obróbki lnu i konopi w X V I — w ostatnim kwartale 1960 r. na ła­
tom „Ludu" za lata 1958—1959 X V I I I wieku. Kronika: Jerzy T o ­ mach prasy regionalnej (codzien­
(Polskie Towarzystwo
Ludoznaw­ polski — Dzisiejsza etnografia fran­ nej i tygodniowej), a poświęconych
cze, Wrocław 1960). Tom zawiera cuska; Irena Turnau — Muzeum problemom ludowej twórczości ar­
m. in. rozprawy: Stefan Łysik — Etnograficzne w Sofii.
tystycznej, koncentrowali swą uwa­
Pigmeje afrykańscy i zagadnienie Nr 2. Anna Kutrzeba-Pojnarowa — gę przede wszystkim n a zagadnie­
ich języka, Wacław Korabiewicz — Kazimierz Moszyński jako historyk niu podtrzymywania i rozwoju sztu­
Makonde
—
wielcy
rzeźbiarze. kultury materialnej Polski i Sło­ ki ludowej. W poszczególnych re­
Ponadto obszerne działy sprawoz­ wiańszczyzny.
gionach szukano dróg utrzymania
dań i recenzji wydawnictw książko­ Nr 3. Zofia Libiszowska — Gospo­ istniejącej jeszcze tradycyjnej kul­
wych i periodycznych, działalności darstwo wiejskie w Polsce w X V I I tury wiejskiej przez właściwą opie­
muzeów, kronika i dział „różnych". w. w opinii cudzoziemców; Zofia kę nad zespołami amatorskimi, po­
Streszczenia w językach angielskim Hilczerówna — Warsztat tokarski stulowano znalezienie rynków zbytu
i rosyjskim oraz indeks rzeczowy dla obróbki rogu.
dla plastyki i rzemiosła ludowego,
42, 43, 44 i 45 tomu „Ludu". Stron
•
którego wyroby powinny zastąpić
670, ilustracje w tekście.
Kwartalnik Opolski. Polskie Towa­ tandetę i szmirę, jakie spotyka się
rzystwo Przyjaciół Nauk w Opolu. najczęściej w świetlicach, domach
Rocznik Olsztyński. Tom I I . M u ­ Rok V I : 1960. Poszczególne numery kultury itp. Zamieszczono również
zeum
Mazurskie
w
Olsztynie, zawierają m. in.:
wiele artykułów i wzmianek i l u ­
Olsztyn 1959, P W N Warszawa 1960. Nr 1. Piotr Swierc — Z badań nad strowanych, poświęconych najwy­
W dziale „Materiały": Franciszek opolskim folklorem muzycznym w bitniejszym
spośród
działających
A. Klonowski — Z historii inwen­ latach 1945—1959.
jeszcze na różnych terenach Polski
taryzacji młynów wodnych na War­ Nr 3. Barbara Jankowska — Z ba­ twórcom ludowym, jak Ignacy K a ­
mii, Mazurach i Powiślu, s. 173— dań nad garncarstwem ludowym miński, Leon Kudła, Stanisław P a 194. W dziale Kronika: Sława Moj- Opolszczyzny (pracownia
garncar­ stuszkiewicz i inni.
252

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10948" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10926">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e3198880c857690f2228e8d35f09bce2.pdf</src>
        <authentication>54bcb1a6d4f1d77df7cc0ffacf166c0f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130520">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4271</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130521">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130522">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130523">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa 1961 t.15 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130524">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1961 t.15 z.4, s. 253-255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130525">
                <text>ang., ros.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130526">
                <text>IS PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130527">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130528">
                <text>P

O

L

QUARTERLY
N.

I

S

PUBLISHED

H

F

O

B Y T H E A R T INSTITUTE
YEAR BOOK

4

SUMMARY

Analysing the development of artistic smithery in
the Kurpiowska Puszcza Zielona from the eighties of
the 19th century till the First World War, the author
points out that the basic element influencing the
character of this creative work was the social attitude
of a certain group of the population. There could be
no question of the influence of tradition here (as
was the case in other regions). In the 16th century,
the population was composed of Ditch-burners millowners and inill workers the forges there m l *
produced iron for oTher localities a l they c^uld^ot
sell it on the s p o t i n t t e 1 7 ? h
centt^son?e
blacksmiths settledTtnere in connecton with c o S
z a t t o n r t i s true but b e c a m e T o T ^ e Poverty rf the
«tfe»
ftŁKasSto
the S
primitive

buildings c) crosses I n the ron articles used for
work, utility considerations led to perfection of
construction logic, suitable form and beautiful
proportions, which made the objects real works of
art, although they were not decorated (except househ­
old utility articles which were decorated in the parts
not exposed to damage in use fig. 5, 7) Iron articles
used in transport vehicles (carriages, sleighs) and m
building (doors) were more decorative in form
th
ornamented surfaces, the ornamentation being meant
to testify to the wealth of the owner. The greatest
variety of form is found in the crosses, which were
either the crowning touch of wooden crosses, shrines
and cemetery gates, or a cross standing by itself, like
the wooden wayside or cemetery crosses. They were
made from ingots, bars or wire, the form varying
from the very simplest to the most complicated
(fig. 21—31). Additional decorative elements were
mounted in some places (fig. 26—30). There were also
repeated decorative motifs: leaves, branches, flowers,
wavy rays, the sun, moon and stars. The cross was
said to protect people from all kinds of disasters and
was at the same time a symbolic offering to God for
a certain intention — and these functions explain the
meaning of the supplementary elements. I n the
seventies and eighties of the 19th century, the
ambition prevailed in this region to put up the
most magnificent crosses, and this had an influence
on the development of crossmaking and their elabo­
rate shapes. The less the iron-ware articles were
used for work, the more decorative they became. The
W I

K

A

OF T H E POLISH

ACADEMY

R

T

O F SCIENCES
1961

XV

OF ARTICLES

Jacek Olędzki
— ARTISTIC SMITHERY IN T H E
KURPIOWSKA
PUSZCZA ZIELONA FROM T H E
END O F T H E 19TH C E N T U R Y T I L L T H E F I R S T
WORLD W A R

HI

L

character of the iron work was greatly influenced by
the requirements of the customer, which in turn were
influenced by the specific situation of the Kurpie
population. Their poverty and the fact that they
were not of noble origin had earned them a poor
reputation among their neighbours and placed them
at a social disadvantage. In these conditions, the
Kurpie population built houses, had harnesses made
and crosses put up, the appearance of which was to
testify to the wealth and good husbandry of the

the iron crosses of the Kurpie rlgîon w e r e i n general
very s i m U a T t o the c r o i e ? found in T e n o n s farther
east they also had t y S features specific to this
region (fig 31)
Tadeusz
CENTRE

Sławski

BIECZ, A FORMER POTTERY

Biecz, a town In Gorlice District, was an
important Polish trade and handicraft centre in past
centuries. On the basis of archive and excavation
materials, the author of the article writes about the
development of a pottery centre there. The first
records of a potters' guild date back to the year 1549,
but there are proofs that the pottery trade already
existed there much earlier. From the rules of the
potters' guild that have been preserved it result,
that learning the trade took from three to four years
Masters of this art coming from other localities had
to execute a special pitcher under supervision, which

mmmm
r e s e ^ E certain
district

tor

S K m t t S

It was o n E in t h e i f l t h S ^ r v thnt i t

W

potters belonging to it were not only from Biecz, but
also from various other places such as Rzeszów,
Łańcut and even from distant Lvov. Most of the
potters were recruited from the towns and came
father to son The guilds were exclusive in character

to the poorer strata of the towns-people. The pottery
workshops were partly in the centre of the town,
but as time went on they were ousted further and
further towards the outskirts of the town in con253

�.nection with the development of the town and also
owing to the danger of fires breaking out. Excavations
have shown that pots, bowls, stewing pans and: mugs
were the first articles to be made in Biecz. A s time
went on, this assortment was enriched by more
Varied forms. The (material used was the ferrous
clay to be found in the locality. The glaze and dyes
were partly produced on the spot and certain ingredients were brought from Cracow. The oldest
specimens found in Biecz are similar in form to the
#

• i

Barbara Matuszewska
— SPECIMENS O F COLONN A D E D B U I L D I N G I N ŻNTN D I S T R I C T
The author writes about historical specimens of
colonnaded buildings that have been preserved in
the district of Znin (Pomerania). Beginning from the
19th century, colonnaded building began to die out
in Pomerania, so that at present, in the whole
district of Żnin, only one cottage with a five column
colonnade has been preserved (fig. l a , b, c). However,
more detailed investigations in cottages that have
been reconstructed brought to light traces of former
3 or 4 column constructions. They are proof of the
existence of 18th century colonnaded buildings in

mmmm

Jadwiga and AnatoUusz Czerepiński
— WŁADYSŁAW
CHAJEC, F O L K SCULPTOR FROM
KAMIENICA
GÓRNA, JASŁO D I S T R I C T
The authors present the work of a folk sculptor
unknown so far. Almost all of the works reproduced
were done during the last 2—3 years, the rest are
scattered in various places. Chajec sculptures in
wood, using the simplest tools. A s regards subject,
most of his works are scenes from the Passion. His
source of inspiration are figures in churches, from
which Chajec has taken certain approaches and
certain elements of the historical sculptures of thp
17th and 18th centuries.

wmm
workmanship probably feeing the same. A separate

ASSIST £L

?

very few documents found concerning trade in
ceramic w e do not give very exhaustive information
on this subject. It is only known that there was
a general demand for ceramic ware.

The H I S T O R I C A L A R C H I V E S contain an elabora­
tion by Zbigniew Jasiewicz: M A T E R I A L S O N T H E
HISTORY O F POTTERY IN KONIN DISTRICT.
The information, which is based on archive documenst, shows that in the 18th century the production
of pottery centres an towns and townships was of
basic importance because of the markets and fairs
that were held nearby, guaranteeing the sale of most
of the pottery produced. The documents quoted also

�n

O

/

l

b

C

K

O

KBAPTAJIbHbIPI ÄVPHAJI
N5

H

E

A

P

H3flABAEMbIH

O

A

H

HHCTHTITOM

O

E

M

C

K

y

C

T

B

O

H C K V C C T B A flOJIbCKOtt AKAflEMHH HAVK
1961

4

F

E

3

H U C K OjicHau.KH -• K y 3 H E M H O E XVÄO&gt;KCCTBEHHOE
TBOPMECTBO
HA
TEPPHTOPHH
KyPUEBCKOH
3EJ1EHOR n y i U H C K O H U A XIX B. ZIO 1-OK MHPOBOfl BOHHbl

AHajiH3Hpyn paMUTHe 'Ky3HeiHoro xyaoatecTBa, rrpoA&lt;wi«aiomerocH n a reppHTopHH KypneBCKoft 3e,ienoft flymH
c 80-x roaoB X I X BeKa ao 1-OB MHPOBDH B O A H U , aBtop
yKa3b)BaeT, ^ T O O C I I O B H U M

C

s^eMemoM

BJIHHKJIUHM

na

xa-

paKTep arom TBOpiecTBa ßtijia oßmecTBeHHan co3aTejibHocTb rpynnw iiacejieHHH. 3flecb Ke M O M H BjiHATb ( K B K
B apyrwx paftosiax) aojirüBpcMenKbK! TpaaHUHH. B XVI
BCKC Hace-lOHHt'. COCTOKT H3 CMOJISipOB, AerTJipeA, B.iaAejibueB u pafxmwx MejibiiHU, nosTosiy KysHHiibi ßbtpa6aTbisa.'iH TOJihKo »ccjieao HH BWBO3 H C naxon,n CÖLITB Ha
Meere, a B XVII fiene, B C B M H C K0jionH3aiiHeH B aeHcTBHTejibHOCTH noflflHjiticb Ky3HHUH, oaHaxo Hce npH y ó o r o e r a
nepeccrteHiieB H X p a ö o r a orpaHH^HBaiiacb ao canbix npwMeTHBiiefluiHx yc.iyr. C TKWIOBHHH X V I I I Bena Ky3Himbi
oxBaTUBaeT ynaaoK. TojibKO jiHtiib BO BTOpoß nojiOBHHe
XIX BeKa noa B.IHHHHCM CTa6n.'iH3aunH xo3aflcTBeHHbix
H aeMorpa^HMecKHx
OTHOUIGHKH B03pacjio 3aTpe6oBaHHe
Ha HsaejiHH H3 jKejiesa.
KojwiecTBO Ky3HKH yBejiHquBajiocb, pa3BHnajiacb HX
npoayKUHs H T&amp;K RQ nepaofl MHpoBofi Bofittu, nocne KO
TOpofi aaBoacKan npoMbinuieimocTb n a h a j a BbrrecHHTb
peMec.no. B Ky3HHuax KaroraBJiHBajiHCb: a) KHCTpyMeiiTM,
oe.tbCKOX03aHCTBeHHbifl H apyrofi
HHBeirrapb, a Taxase
npenweTW n,m pafior B AOiwaumeM xo3JiftcTBe, 6) cuenJieHIIH, KpiOKH, pyKOBTH npKMeHfleiwbie B TpaHCFlOpTHblX
CpeaCTBaX H B CTpOHTejlbCTBC, B ) KpecTU,
B H3flejinax npeaHa3HaneHHb[x nun paobibi B3i'jiHabi
ynoTiieCjieHHSi np;raejiH K coBepuiejicTBOBaHHH) jtorHKH
KOHcrpyKUKH, ue^ecoo6pa3HocTb *opM H KpacoTu npoayKUHH, I T O npHaaBaJio nojiOHCHTejibHoe KaieCTBo npoH3BeaeHHio HCKycTBa X O T H H He 6bl.iH O H H vKpauicfiHbiMH.
KpOMe npeaMeTOB ynoTpeÖJiseMbix B xo3HftcrBe, yispauiaeMUX B oTacjibHwx napTKHx H C noaBepraBiiiHxcH pa3pyiueuHSM BO BpeMP npHMeHeHHH HX B paßoTe (put, 5—7),
&gt;Kejie3Hbie H3aejiKH, scrpewaioiUHecH B cpeacTBax tpaKciiopTa (Bbre3aHbre noB03KH, C3HH) H e crpoHTejibCTue
(aBepw) Huenu ßojiee aeKopaTHBHyio noBepxHücrb, a CÜMO
yKpaincHHe aojixcHo ÖUJIO cBHAeiejibCTBOBaTb o saHiHTOiHOCTH HX BJiaaeJibueß, Haflöojiee pasHOponnocTbro
(popM
oT^Hqajincb łcpecTbi, KOTopbie HJIM npcacTaB.THJiH co6oft
BCHueBoe coeaHHeHHe aepesaHiibix KpetTOB, MacoseiioK,
KJiaaÖHUieHCKtfx BOpcrr HJIH BCTpowa.nHCb .B cn\nejrhHOCTH,
TaK Hanp. K E K aepeBHHHbre npfuopojKHbio HJIH MornjibHwe
KpecTbi. H3roTOBJiHJin HX H3 lUTaöejis, njiyTa HJIH nposojtOKK H npnaasajiH epopau O T caMux npocTbix AO Haftoojiee cjiOJKiibix (puc. 21 — 31), JIonojiHHTe,ib«bie AeKopaTHBHwe sjieMeHTbi ßwjiK BMonrapoBaHU B onpeaejieHHbix
Mecrax (pnc. 26 — 30). rioBTOpajiHCb TaKJKe TaKHe MOTHBbI V KpaiUCHHH KaK, JIHCTbS, B6TKH. UBeTbl, BOJIHHCTble
jiyiH, cojiHD;e. jtyHa, 3ee3Abi.
KpecT AOJiweH
xpaHHTb O T pasHhix OCACTBHH,
a OAHOBpeMeHHo łipeacraBJi!ia ooftoft cHMÖojiHiecKyio
« e p T B y aaHHyio Bory « a
onpeac;ieHHue
HaMepeHHa
K HMeHHO 3THM oÖLSCHüeTCH 3iia&lt;KHiie aonojiHHTejibHbix
aaeMeHTOB. B 70 — 80 roaax XIX cToneTna na Kypnax
npoHBJiajiocb Bceoßiuee caMoaroöiioe cTpeMJieHHe K nocTaBOBKH KpecToB. K E K naflßojiee BCJiHKOJienHbix, &lt;ITO noBJiwfljio

K) M

E

H3 pa3BHTHC 3TMX HSaeJIHft H Ha KX H3blCKaHHble (popMw.
H T ; I K 'ieM Ky3ne«tHbte H3aeaHS HMCJIH MeHbuiee BcecropoHiiee ynorpeöjieHMe, a taKHte neM MeHbiue OHH OUJIM
cBn3aHw c npnMeu&amp;HHCM B p a ö o r e , T€M 6oaee npeaaBaaHCb
H3ACJIHHM cHJibirefiiuHe AexopaTHBHue 3JieMenTW. Ha xapaKTep Ky3HeiiHaro reopiecTBa noBJiwajiH saKa3bi o5mecT
aeHiiocTH o6ycjioBJieHHbic B CHOIO oqepeab cncuHfpHiccKHM
nojtojKe-HHew KypneB. Hx yöojKecrBo H ne mjiHxcTCKoe
npOHCXOStaeHHe 6nno H C T O I H H K O M HJIOXOH penyTauHH y coceaoB H noHHstaiouiero cpeAH H H X nojioJKeHHH. B amx
ycjioBHsx CTpoHJiH aoMa, npHOöpeTajiH ynpaiK, 3aKa3UBa,nH
kpecTbi, imeuiHOCTb w B H A KOTopux 6biJiK MaitH^ecrauHeft
33}KHTOqHOCTH H X03HHCTBCHIIOCTH KypneB. B CBOGM Ky3HeiHOM TBopqecTBe aocrHrjiH äajibuiou cTeneHH opnra
HajibuocTH, ocoßeHHO B oKOBxe noB030K, caiieft H flßepefl.
TaxiKe B }«ejie3Hhix KpecTax, XOTH H oömeM noKa3HBaKrr
OHH aHaaorHio c KpecTaMH BOCTOMHHX TeppHTopufl —
oaHEKo Hte Ha Kypnax oopasoBbisajiocb uejiHKOM HHOTO
Tuna. (pHC. 31).

Taaeym OiaBcm
B BEHE

H3

nPOlllJIOrO

rOHHAPCTBA

Topoa Ben u p a ö o n e TopjiHae, npeacraBaaa coöofi
D apeBHeö riojibuie BajKKwfl TOproBwfl H peMecjieiiHbift
ijeitTp. Ha ocHOBaHHH apxHBHhix MarepnajioB H pacxonoK
aBTOp CTaTbM HHtpopMHpyeT o pa3BHBaBuiHMCH T S M TOH
lapcTBe.
BncpHbic BecTH 0 6 oöteaHHeHHK roHiaooB noasjiaioTca
B 1540 r a a y , oaHaKO » e cymecTByiOT aoKa3aTejibCTBa HX
aeaTe.ibHocra ropa3ao pałibiuc, H3 coxpaHtfBtuerocH ycraBa
ooTieAHHeHHs HcxoaHT, qxo npoAOJiJKHTe.ihiiocTb HayKH
.peMecjiy cocTasjiHJia 3 — 4 roaa. O T MacTepoB, npHÖbiBaiomHx H3 ApyrHx MecrHocTeö TpeöoBaaocb H3roroBJieHHe
noa cneuHajibHHM HaA3&amp;poM »cßaua, HTO CBHAerejibCTBo«ajio o npeBOCXOflCTBe MacTepcraa roH«apoB H3 rop. Be^ia
no oTHOflieHHFo « apyrnM o KpecTHOcrn M. SaxoHbi,
3anpemaioiHHe Macrepy 3aTpyaHsiTh ßojiee oaHoro roiniapn
H oaHoro yiieHHKa, roBopsT o TOM, mo oÖwaHHeHHe 3aÖOTHJIOCb o paßeHCTBe pa3MepoB MacrepcKHX, cTeperjio
TaK&gt;Ke o6n3yiomeH HepapxHH, npeaHa3HaqaH HCKoropwe paGoTbi (KaK HanpHMep: yKJiaaKa HOBHX neMefi) HCKJIKIMHTejtbHo A«IH MacrepoB. Topoa Be^ cocpeaoTOMHBaji naflßojiLüiee KOJTH«)ecTBO roHijapOB paftona H TOJIŁKO B XVIII
reue STO nepBencTBO 6HJIO eMy orodpaHO rop. fleHöoBeu.
K H H I H npweMa B oöteanHeHHe B r. Beue (1538 — 1688rr.)
noKa3biBa!OT, I T O roHtiapbi npHxoaHJiH B oÖteARHeHHe He
TojibKO H3 caMoro ropoaa Beqa, HO H3 pasHbix MecTHoCTeft,
Ka« ^ E U I O B , JlaHbuyT, a aaste OTaajieHHNft JlbBOB,
J o H i a p a noxoaHJiH raaBHWM 06pa3OM H3 ropoaoB «3
epeawe 3a»&lt;HTOHiibix peMecjieHHux cjioeB, a Kacro roHmapHoe peMecao nepexoaHJio c o m a K cwHy. O&amp;beaHHftKHS
(iMJIIt HCKJIK)4HT€JIbHblMH T,e. 3ai(pbITWMH H nOCTOpOHHHM
aoeryn 6HJI yTpyaeeH. ToHMapw cocTasjisuiH S»/o oömeft
»iHCJieHHOCTH peMecjieHHHKOB r. Beqa, HMEH cpeaH HHX
ctuibHyio no3H[[HK), OAHaxo JKe HOMHMO npHBHJierHfl KaKHe
HMeaH no ropoACxoMy npaBy OHH ne ÖUJIH aonymeubi
K yqacTHio BO Bcex OTpacaax ropoacKoft JKH3KH, T S K Kax
!ipnHaaJic»£ajiH K öeaHeftuiHM cnoaM MetuaH.
ToHqapcKHe
nefrrpe r o p ó a a

MacrapcKHe
pa3MemaaHCb
«acTH«Ho B
oanaxo »te ace name BbirecHHJiHäh Ha
255

�oKpaHHhi

H

onacHOCTH

CBH3H

PacKonKM
cHaqajia

c

paaBHTHeM

BOSHHKIIOBCHHB

noKa3biBaioT,

romiiKH,

MHCKH,

npoayKUHH ooorarajiacb
( p o p i w a M H . MaTepnaJioM
Tjia3ypb
HblX

H nHTM6HTbI

MaTepHajIOB,

a

ropoaa

H

no

CJiyJBKl

nowapoB.

4TO B ropoae

Be»fe

.lesnuiji

KPHHKH,

qauiKH

—

HOBMMH

Cojiee

pa3Hoo6pa3HMMn

fibuia

MecTHaa

co

BpenteHeM

wejie3HCTas

rjinna.

npHrOTOBJlSJlHCb qaCTHMHO « 3
HCKOTOpbie

KpaKOBa. HaftcTapuiHe

COCTaBbl

HS Bera

naxoaKH

MecT

npMB03HJIHCb

oTBC^aioT

H3

(popMaw

MajionojibCKoft K e p a M H K H c X — X I I I BB.,&lt; cjieayiomHe
o6pa3iibi OTHOCHTCH « c p e a H e B e u b i o . Bce OHH n p H H a a j i e w a i
K TBK H a 3 b i B a e M b i M
BHiiaMM

niHHbi,

Oopiwbi n o c y a u

KOBMM).

*eHHft,

OAH3KO w e

BHyTpH.

H'BCT

C XVI

AHUHOHHbiMH
MHKB

ranaMH

H3 J l a r o B a ,

ropnefi

rjiHHhi

MejiKati
KpbiTHeM

rjia3ypbro

3j.ecb

TonbKo

c Tpa

npHB03HaH

Kepa

OT SereBCKofi

«aTe

mejiyxa,

(puoba

H Buemneft

ABTOP o n H C H B a e T
ooxpaHHBUieeca

a TaKwe

no

(?KHHH)

coxpaHHTacb

..OOTeneM,

IloiipoÓHbie

C 3 - M H HJIH

UHfi

o

4-Mfl

cymecTBOBaHHH

H3 rioMbiJiHtia

—

wa

THnutHbiM

H3TOTOBJieH-

ABTOP

npejuiaraeT

tiajiwiyto

SlABura

H

AHaTOJibiom

X A E U HAPOJlHblPi
r y P H E H p-H HCJIO

nx

oSmuft

AfiTopw

rpynny

{ X V I I I — XIX BB.)
Ha

OTTCHKaMH,

cwpoft

eme

a

npeflcTaBJifliOT

noKpbiTbie

HeH3BecTHoro as.,
n o w i BCC npoji3BefleHHH
n o x o f l a T c n o c n e j . H H X 2—3 J i e r — crapuine npon3BeflenHsi
He c o x p a H H J i n c b
(nopia
A e p e s a ) . Xaeu Bbipc3aji
CKyjibn

noBepxHocTH

BepdSITHO

c

weiuoB-

OBH3bI'BaC1

HapoflHhiŁ'

H3pa3ub)

niasypbio

c pas-

npH noMomn

pe3ua

(pHrypajibHbiMH

MOTHSaMti

(CM. p u c 9 — 15).
OieHb HeMHorHe jioKymmu
KacaiomHeca
ToproBJiH
K e p a M H ł H b l M H H3Hej!HHMH He H H t p O p M H p y K I T nOJIHOCTblO Ha
9 T y T e M y , 'H3BGCTHO T O J i b K O , &lt;rro cnpoc HS KepaMniecKne
H3flejiHH

óbvi

oqeHb

pacnpocrpaHeH.

H3

TBopqecrB&lt;j

n p H noMOUtw

TeMofl ero npon3BcneHHH
(pnrypbi B K0CT§jiax, OT

sejieHoft

yKpauieHHbiMH

nepBOHa

cKyjibnTopa.

7).

—

H a CKOACTBO

KOTOpblMH

ero

BJlA^blCJIAB
H3 KAMEHHUbl

WepenHHbcub.

npeflCTaBjfsnoT

TH03Hbte

BepcTaK.

OrAejibHyio
HUMH

C

nopecTpoeHHbifi

3^aHHio

CKVJlbnTOP

BbiAaB-

H HOJlHXpOMHpOBaHHblMH ( c M . p H C . 5

iKpaKOBCKHMH,

OHH

noaTeHeBoro w-

HBJiaeTcn

B03BpaTHTb

nJiacTHiecKH

/ICHHblMH
CKHMH,

KOHCTpyK

(popMy.

CTapwe

yKpaiueHHbie

yKa3biBai0T

CTapbIX

CBHAeTCnbCTByiOT

ou.HOKpaTHoro

npuMepoM

KpacHa,

o6pa3Hbi

MOTHBW y K p a m o H H H

aepiiniHHbiM

JOM B a e p e B H e B i i c K y n H H (CM. p n c . 6—8), KOTopbifi
BK.nio&lt;łeH B c o c T a B o 6 - b e K T O B A p x H o j i o r H i e c K o r o
My3en

.lepesa

opHaMeHTaMH

c

renepb

Typu

H3pa3Ubi
flo

xaTa

p H C

CTOJlGaMH.

aaecb

KecKHM

BeneBCKiie

(CM.

MOB n O S B O ^ H ^ H O f l H a K O O T K p b I T b C n e A b l

Hapo^noro

(pHrypoBbiM.

oflHa

la,6,u).
HccncaoBaHim c r a p b i x nepecTpoeHHbix ao

CHX nop

HJIH

crpoHTeJibCTBii

(IlpuMophe).

noBepxHOCTeH

KepaMHKy

M3 w e j i e 3 H C T O H TJIHHIJ, B b i 3 w e H H b i e

noflTeHtBoe

pańoHe

To.ibKO

5-CTOJi6oBbiM.

H KojiaiHu. K H H T e p e c H e i ł i i i H M H s a e f l H H M B C T p e i a r o H a m c s
B B e i e c m r o c a T C f l MHCKH H T a p e j i K H y K p a u i e ł u i u e
rjia3ypbio
UJM p a a p H c o B a H H u e
opHaMeHTOM
pacTeHHH,
reoMerpH
Hbie

crapHHKoe

B JKHHHCKOM

H a i H H a a c XIX B e n a
AJIHTCH npouecc s a M H p a H H H H a
FIpHMopbe n o a t e H e B o r o C T p o H T e j i b C T B a T a K , MTO B HBCTO
«mee B p e M H H a T e p p i i T o p H H B c e r o ^ H J i H c n r t r o p a ń o n a

KHpnHi-

HapHAy

B nojiyKpyni),

TaKJKe

noKpbnbi

CBeTJIO

B Bew

BHyTpeHHefl

HiraopTiipoBaHO

flO

opHaMeHTaMH

yjroweiiHast

paacn-

rjia3ypbio

BeKa

OTJiHiaiomaHCH

(KpeMOBaa)

mieTo&gt;iKa

O T TeMHO

cofiofi

npeoopa

6"HJIH

He

noKpbiTH

noaBHjiacb

a

H

6ojibuinx

o ó p a n u

Haqa.ua X V I I I

« 0

(pbiTbiM

HMCJIH

He

6IJJIH

KepaMHKH!
Bena

opHaMeHTOM

crapuiHe

HOBeftiuHe

rjia3ypbio,

Horo.

cBHfleTejiHM. OTJiHHaioTCfl iwejKay

(popMaMH,

BapBapa M a T y u r e B C K a - O B b E K T b l n O / I T E H E B O r o
CTPOHTEJIbCTBA B PAPIOIIE &gt;KHHH

HaKOBoft

H

CUeHbl.

HCTOHHHKOM

creneHH,

crae.nbHbie

npocTeAuiHx

B

npHHHMaeT

HeKOTopwe

weMeHTbi

HHCTPYMCHTOB

fx&gt;.fibHiHHCT e

pejiH

51BJ1HK)TCH
Xaeu B O,IM

BflOXHOBJieHHH

KOTopbix

Ka K

B

fiwjin

pacnojio^eHHSi

crapHHHOH

pesbfiw

Ta«

XVII

XVIII BU
HCTOPHHECKHH
36Hr eBOM
H

JIceBHMeM:

MAPCTBA

B PAHOHE

MIIC])[)|)M;IIUUI

inoKa3UBałOT,

APXMB M A e p J K t n
paapafioTaHHbit
MATEPHAJIbl K H C T O P H H T A H
KOHHH.

ociroBamibie

nemiBaiomHe

B XVIII

Ha

rjiaBHbiM

seKe

apxHBHbix

AokyMeHiax

3HamHHe H M e . n a
npoayKUHH
roHMapHbix
MacTepcKHX
KpynHbix H M e j n &lt; H X
r o p o f l O B , TCMy c n o c o O c T B O B a j i H PWHKH H H p M a p K H o6ecqTO

o6pa30M

ocuoBHoe

C6WT

STOH

npoayKUHH.

�CZASOPISMA

INSTYTUTU SZTUKI PAN
wydawane przez

P.P. W Y D A W N I C T W A

ARTYSTYCZNE I

FILMOWE

B I U L E T Y N H I S T O R I I S Z T U K I , k w a r t a l n i k , ponad 100 str. d u ż e g o
formatu, o k o ł o 100 ilustracji. Cena 24 zl, prenumerata półroczna 48 zł,
roczna — 96 zł.
P O L S K A S Z T U K A L U D O W A , k w a r t a l n i k 64 str. dużego formatu,
bogaty m a t e r i a ł ilustracyjny. Cena 18 zl, prenumerata p ó ł r o c z n a 36 z),
roczna — 72 zl.
P A M I Ę T N I K T E A T R A L N Y , k w a r t a l n i k , ponad 170 str. d r u k u , około
100 ilustracji. Cena 18 zł, prenumerata p ó ł r o c z n a 36 zl, roczna — 72 zł.
K W A R T A L N I K F I L M O W Y , o k o ł o 100 str. druku, k i l k a n a ś c i e
Cena 10 zł, prenumerata p ó ł r o c z n a 20 zl, roczna — 40 zl.
M U Z Y K A , k w a r t a l n i k , o k o ł o 130 str. druku, liczne p r z y k ł a d y
Cena 18 zł, prenumerata p ó ł r o c z n a 36 zł, roczna — 72 zl.

ilustracji.
nutowe.

PRENUMERATA
Z a m ó w i e n i a i p r z e d p ł a t y na p r e n u m e r a t ę przyjmowane są w terminie
do d n i a 15-go m i e s i ą c a p o p r z e d z a j ą c e g o okres prenumeraty — przez:
Urzędy Pocztowe, listonoszy oraz Oddziały i Delegatury „ R u c h u " .
M o ż n a r ó w n i e ż z a m ó w i ć p r e n u m e r a t ę d o k o n u j ą c w p ł a t y na konto
P K O n r 1-6-100020 — Centrala K o l p o r t a ż u Prasy i
Wydawnictw
„ R u c h " — Warszawa, u l . Srebrna 12.
Cena prenumeraty za g r a n i c ę jest o 40°/o droższa od ceny podanej w y ­
ż e j . P r z e d p ł a t y na tę p r e n u m e r a t ę przyjmuje na okresy p ó ł r o c z n e
t roczne P r z e d s i ę b i o r s t w o Eksportu i I m p o r t u „ R u c h " w Warszawie,
Wilcza 46, konto 2-6-71 w Narodowym Banku Polskim w Warszawie,
ul. Warecka 10.
SPRZEDAŻ
Egzemplarze zdezaktualizowane m o ż n a n a b y ć w sklepie „ R u c h u " przy
u l . Wiejskiej 14 w Warszawie. Z a m ó w i e n i a spoza Warszawy należy
k i e r o w a ć do Centrali K o l p o r t a ż u Prasy i W y d a w n i c t w „ R u c h " , War­
szawa, u l . Srebrna 12.
A k t u a l n e numery czasopism Instytutu Sztuki P A N
w w i ę k s z y c h k s i ę g a r n i a c h miast w o j e w ó d z k i c h .

Zakłady

Ilustr.

I I I , 120

fcl.

Graficzne.
g

A l +

Z.

karton

Druk

W.
biały

ukończono

do

nabycia

Łódź — Piotrkowska 102a
P o z n a ń — Marcinkowskiego 21,
A r m i i Czerwonej 37
P r z e m y ś l — F r a n c i s z k a ń s k a l S)
Radom — Ż e r o m s k i e g o 27
Rzeszów — Kościuszki 3
S ł u p s k — PI. Z w y c i ę s t w a 11
Sandomierz — płk. Skopenki 4
Sopot — B o h a t e r ó w Monte Ca¬
sino 26
Sosnowiec
Czerwone Z a g ł ę bie 23
T o r u ń — Rynek Staromiejski 30
Warszawa — Krakowskie Przed­
mieście 7, Kredytowa 9, P i ę k ­
na 31/37, Bracka 20, N o w y
Świat
35,
Rynek
Starego
Miasta 22/24.
W ł o c ł a w e k — 3 Maja 25
W r o c ł a w — Kuźnicza 42
Zabrze — Wolności 276

Białystok — L i p o w a 43
Bielsko — Dzierżyńskiego 33
Bydgoszcz — 1 Maja 17, Dwor­
cowa 14
Bytom — Kościuszki 4
C h o r z ó w — Wolności 13
Częstochowa — A l . N M P 8
G d a ń s k - W r z e s z c z — Grunwaldz­
ka 8
Gdynia - Ś w i ę t o j a ń s k a 47
Gliwice — Z w y c i ę s t w a 31
G r u d z i ą d z — Rynek 13
Inowrocław — Królowej Jadwi­
gi 31
Kalisz - Ś r ó d m i e j s k a 14
K a t o w i c e — Warszawska 11
Koszalin — M ł y ń s k a blok 12
Kielce — Sienkiewicza 30, Sien­
kiewicza 60
K r a k ó w — Podwale 6
Lublin
—
K r a k o w s k i e Przed­
mieście 68

Stołeczne

są

W-wa,
kl.
w

Podchorążych

I I I , 220
grudniu

g.
1961

BI.
r.

39.

Zam.

Nakład

1300

608.
egz.

Pap.
S-68

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10947" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10925">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d63bd586c18caf9222e13a3cabe143f9.pdf</src>
        <authentication>9bd0a4ddf003ba6aa2cf3f38b19ae19d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130511">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4273</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130512">
                <text>1962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130513">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130514">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa 1962 t.16 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130515">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1961 t.16 z,1, pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130516">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130517">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130518">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130519">
                <text>polska sztuka ludowa
I N S T Y T U T

S Z T U K I

P A N

R O K

1 9 6 2

N R 1

�T R E S C

E w a Jęczalik

„Jesus Christus von Giovanni" i aposto­
łowie

3

Roman Reinfuss

Sztuka ludowa Łemkowszczyzny

.

9

Janina Nowacka

Malarski
czach

Ryboty-

Maria Przeździecka
Z

A R C H I W U M

Jan

warsztat

ikonowy

w

.

.

27

Józef Zagórski — unicki świątkarz .

44

H I S T O R Y C Z N E G O

Górak

Materiały do budownictwa
na Lubelszczyźnie

drewnianego
51

R E C E N Z J E

Maria Przeździecka

Olga Mulkiewicz

Rss.
W S P O M N I E N I E

PE3IOME

„Estonskaja Narodnaja
Naczała X X Weka"

53

Odeżda

XIX 1

„Łużycki Atlas Strojów Ludowych" .

58

Jan Aleksander Zaremba

57
57

K R O N I K A

S U M M A R Y

54

P O Ś M I E R T N E

Janina Orynżyna

P R Z E G L Ą D

„Lietuvos T S R Architekturos Klausimai",
tom I

W Y D A W N I C T W

O F

A R T I C L E S

60

fll

63

Na okładce:
Sw. Łukasz (?) i Sw. Marek, rzeźby
z zespołu
rzeźb
„Jesus
Christus von Gioyanni" i apostołowie
z Muzeum Chojnowskiego (przed 1945).
Fot. Henryk Derczyński.
Na stronie tytułowej:
Kafel malowany z Pokucia,
wyk. Aleksander Bachmiński.
Muzeum Etnograficzne w Krakowie. Fot. Jan
Swiderski.

�polska sztuka ludowa
KWARTALNIK

т

INSTYTUTU

SZTUKI

PAN

ROK X V I 19 6 2 NR 1

�KOMITET

REDAKCYJNY

Mgr Aleksander Jackowski,
dr Kazimierz Pietkiewicz,
prol. dr Ksawery Piwocki.
prol. dr Roman Reinfuss.
prof, dr Tadeusz Seweryn.
ZESPÓL

REDAKCYJNY

Redafctor
naczelny:
mgr
Aleksander Jackowski, za­
stępca redaktora naczelne­
go: prof, dr Roman Rein1'uss,
sekretarz
redakcji
i redaktor
dziafu:
mgr
Jadwiga.
Jarnuszkiewicz,
redaktor d z i a ł u : mgr Amina
K u n c z y ń s k a , redaktor tech­
niczny: Maria Klukowska.
o k ł a d k a i ukiad graficzny:
Józef
Wilkoń. T ł u m a c z e :
Doris Ronow:ez (ang.), Wło­
dzimierz Brzezicki
(ros.).
Red.: Instytut Sztuki P A N .
Warszawa, ul. Długa 26.
Wyd.
i administr.:
P.P.
Wydawnictwa
Artystyczne
i
Filmowe.
Warszawa.
Krak. P: /.edmieście П/23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10946" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10924">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ec8378b463decec1a73202d8f15b3093.pdf</src>
        <authentication>2d97e6dd3ebe208660395a5cbb454377</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130502">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4277</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130503">
                <text>1962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130504">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130505">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa 1962 t.16 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130506">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1962 t.16 z.2 - pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130507">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130508">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130509">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130510">
                <text>polska sztuka ludowa

�TREŚĆ
Mieczysław Woźnowski
Krystyna

Z d o b i o n e f o r m y i m a t r y c e d o masła .

Marczakowa

Kamieniarstwo

ludowe

studiów n a d l u d o w ą
Łemkowszczyźnie,
Jacek

Olędzki

Symboliczne

Łemków

(Ze

I)

84

woskowe

ze w s i K a ­

dzidło
Krystyna Kaczko

92

Wincenty

Szyma

—

rzeźbiarz

ludowy

z

Bachowie
Marian

Przedpełski

97

Współcześni

rzeźbiarze

ludowi

powiatu

sierpeckiego
Z ARCHIWUM
Zbigniew

67

rzeźbą k a m i e n n ą n a

cz.

ofiary

u

.

101

HISTORYCZNEGO

Jasiewicz

„Boże

Męki"

w

I

połowie

XVIII

wieku

n a t e r e n i e p o w i a t u konińskiego w
ksiąg

świetle

grodżkidh

10S

SPRAWOZDANIA
Krystyna

Marczakowa

Wystawa
w

Ewa

Fryś-Pietraszfcowa

Wielkopolskiej

Sztuki

L/udowej

Lublinie

Konkurs

i

110
wystawa

garncarstwa

wego województwa krakowskiego

.

ludo­
.

KRONIKA
SUMMARY
РЕЗЮМЕ

.

118
124

OF

ARTICLES

126
.

.

.

.

127

Na okładce: Ludowe
instrumenty
muzyczne
ze zbiorów
Instytutu
Sztuki
PAN:
a, c, d — wiosenne
piszczałki
kręcone z kory, Wielkopolska,
b —
piszczałka
rumuńska
,fluer".
Fot. Krystyna
Zakrzewska.
Na stronie
tytułowej:
Wota
ofiarne
trzymane
w ręku podczas
modlitwy
proszalnej
w Kadzidle,
pow.
Ostrołęka.
Fot. Jacek
Olędzki.

�polska sztuka ludowa
KWARTALNIK

INSTYTUTU

SZTUKÍ

PAN

ROK

XVI

1962

NR

2

�KOMITET

REDAKCYJNY

Mgr Aleksander Jackowski,
dr Kazimierz
Pietkiewicz,
prof, d r K s a w e r y Piwocfci,
prof, d r R o m a n
Rainfuss,
prof, d r Tadeusz S e w e r y n .
ZESPÓL

REDAKCYJNY

Redaktor
naczelny:
mgr
Aleksander J a c k o w s k i , za­
stępca r e d a k t o r a n a c z e l n e ­
go: p r o f , d r R o m a n R e i n ­
fuss,
sekretarz
redakcji
i
redaktor
działu:
mgr
Jadwiga
Jarnuszkiewicz,
r e d a k t o r działu: m g r A n n a
Kunczyńska, r e d a k t o r t e c h ­
niczny: M a r i a Klukowsfca,
okładka i układ g r a f i c z n y :
Józef
Wilkoń.
Tłumacze:
D o r i s R o n o w i c z (ang.), R a ­
dosław
Szaczkus
(ros.).
Red.: I n s t y t u t S z t u k i P A N ,
Warszawa,
u l . Długa 26.
Wyd.
i
administr.:
P.P.
Wydawnictwa
Artystyczne
i
Filmowe,
Warszawa,
K r a k . Przedmieście 21/23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10945" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10923">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/990a8e2bf389c23a24700f746e0559af.pdf</src>
        <authentication>450c445cc29fdd826ef521bd712d3aa6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130491">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4281</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130492">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130493">
                <text>1951</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130494">
                <text>plastyka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130495">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130496">
                <text>Spis treści.Konferencja w sprawie aktualnych zagadnień naukowo-badawczych i twórczych polskiej plastyki ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1951 t.5 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130497">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1951 t.5, z.3; s.67-69</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130498">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130499">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130500">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130501">
                <text>P O L S K A

S Z T U K A

DWUMIESIĘCZNIK,

WYDAWANY

T

PRZEZ

R

L U D O W A

PAŃSTWOWY

E

INSTYTUT

S

ARTYKUŁY TEORETYCZNE

SZTUKI

С:

I PRACE

— Konferencja ш spraiuie aktualnych z a g a d n i e ń п а и к о ш о b a d a m c z u c h i t u i ó r c z u c h p o l s k i e j p l a s t y k i l u d o u j e j . — Ksa­
wery
wirska

Piwocki

— Sztuka I u d o i r a i n a r o d o u i a . — Maria

SPRAWOZDANIA,
DROBNE
Roman

Ży-

— T u i ó r c z o ś ć p l a s t y c z n a g ó r n i k o m cz. I I .

Reinfuss

— Z ujustaiuu sztuki I u d o i u e j ш Z a k o p a n e m .

Z N\UKI
G. Niedosziuńn

RECE\ZJE,

WIADOMOŚCI

— O

RADZIECKIEJ

zagadnieniu

Iudouiości

ш

sztuce

radzieckiej.

P

A

Ń

ROK V

I

S

T

W

O

W

Y
MAJ

I

N

S

T

Y

T

U

-

C Z E R W I E C 1951

T

S

Z

T

U

K

I

Nr

3

�KONFERENCJA W SPRAWIE

AKTUALNYCH

NAUKOWO

I

BADAWCZYCH

ZAGADNIEŃ

TWÓRCZYCH

POLSKIEJ

PLASTYKI LUDOWEJ )

Państwowy Instytut Sztuki zorganizował
w Jadwisinie w dniach 13 — 15 maja konferen­
cję poświęconą aktualnym zagadnieniom naukowo-badawczym i twórczym polskiej plastyki
ludowej. Omówiono tam kwestie związane ze
stanem badań oraz sytuacją twórczości współ­
czesnej. Ze względu na rozległy zakres zagad­
nień, które wymagały obecnie, w przededniu
Kongresu Nauki Polskiej, dokładniejszego spre­
cyzowania, na konferencję zaproszono przedsta­
wicieli różnych dyscyplin nauki, sztuki i życia
gospodarczego, jak: etnografów,
historyków
sztuki, historyków ustroju wsi, artystów pla­
styków, organizatorów życia artystycznego na
wsi, delegatów instytucji wytwórczych oraz ar­
tystów ludowych. W pierwszym dniu obrad
wzięli udział Minister Kultury i Sztuki Ob. Ste­
fan Dybowski i Wiceminister Ob. Włodzimierz
Sokorski.
Dążąc do stworzenia jak najszerszych ram
dla dyskusji popartej konkretnym materiałem,
urządzono w Jadwisinie jednocześnie pokaz
wyrobów sztuki ludowej oraz przedmiotów
z zakresu rzemiosła i przemysłu artystycznego,
opartych na inspiracji artystycznej twórczości
wsi polskiej.
W licznych referatach i wypowiedziach dy­
skusyjnych podkreślono wielokrotnie, iż histo­
ryczny dorobek sztuki ludowej stanowi w swej
istocie integralną część postępowego nurtu
sztuki polskiej związanego z wielowiekową wal­
ką mas ludowych o wyzwolenie społeczne
i o pełne możliwości duchowego rozwoju.
Sztuka nasza znajdzie w żywym dorobku
twórczości ludowej — przesłanki narodowej
formy, wysokie walory i cenne doświadczenia
artystycznego warsztatu, zasób form i moty­
wów kompozycyjnych, które wzbogacą poszcze­
gólne dziedziny plastyki polskiej. Nie oznacza
i)
cony

Dokumentacji
będzie

dowej".

I

konferencji

najbliższy

numer

jadwisińskiej
,.Polskiej

poświę­

Sztuki

Lu­

to bynajmniej mechanicznego, formalistycznego
przenoszenia poszczególnych tradycyjnych mo­
tywów i rozwiązań jak również — transponowania ich w sposób powierzchowny co pro­
wadziłoby do pseudo-ludowej stylizacji. Zdając
sobie sprawę z ograniczoności środków sztuki
ludowej w wielu dziedzinach — ograniczoności
uwarunkowanej jej dotychczasowym upośledze­
niem klasowym — podkreślamy konieczność
twórczego rozwijania i dopełnienia dorobku
artystycznego sztuki ludowej nowymi zdoby­
czami treściowymi i technicznymi.
Pełna twórcza synteza elementów sztuki
zawodowej i twórczości ludowej spowoduje za­
nik, tak charakterystycznej dla ustrojów antagonistycznych, przepaści pomiędzy sztuką za­
wodową a sztuką ludową oraz stworzy możli­
wości pełnego wzbogacenia narodowego dorob­
ku artystycznego.
Na konferencji w Jadwisinie podkreślono ko­
nieczność planowego organizowania badań nau­
kowych. Celem tych badań jest poznanie całe­
go zasobu ludowej kultury artystycznej w jej
historycznym przebiegu i w jej zróżnicowaniu
społecznym i terytorialnym — przewartościo­
wanie jej dorobku, by najcenniejsze osiągnięcia
mogły wejść do nowej, kształtującej się kultu­
ry socjalistycznej.
Zakres badań winien obejmować ludową
twórczość artystyczną wsi i miasta w jej naj­
szerszym zasięgu, na tle całości kultury ludo­
wej. W oparciu o założenia materializmu dia­
lektycznego i historycznego należy przede
wszystkim dążyć do pogłębienia spojrzenia h i ­
storycznego na zjawiska sztuki ludowej.
Badania nad sztuką ludową wymagają ści­
słej współpracy pokrewnych dyscyplin: hi­
storii społecznej i gospodarczej, etnografii i h i ­
storii kultury^naterialnej, prehistorii i archeo­
logii wczesnodziejowej i historii sztuki.
Praca ta, prowadzona w skali ogólnonarodo­
wej — powinna stać się doniosłym czynnikiem

�pobudzającym żywą twórczość ludową we
wszystkich dziedzinach sztuki. Ma ona nie t y l ­
ko zadania naukowo-badawcze w stosunku do
historycznego dziedzictwa naszej przeszłości,
ale powinna aktywnie włączyć sią w przemia­
ny kulturalne współczesnej wsi polskiej.
Nastąpić powinno mocne związanie prac nau­
kowo-badawczych nad twórczością ludową z ży­
wym procesem rozwoju sztuki polskiej zmie­
rzającej do realizmu socjalistycznego oraz dzia­
łalnością produkcyjną w dziedzinie rzemiosła,
przemysłu artystycznego i wzornictwa przemy­
słowego. Winna ona podwyższyć i urealnić w y ­
mogi naukowe w stosunku do podejmowanych
prac badawczych i publikacji, tak od strony
inwentaryzatorsko-faktograficznej, jak i pod
wzglądem naukowo-krytycznej interpretacji.
Podstawowe kryteria naukowej estetyki muszą
być w pełni zastosowane do badań nad twór­
czością ludową.
Na czoło zagadnień wysuwa sią konieczność
historycznego ującia dziejów polskiej sztuki l u ­
dowej. W badaniach tych należy szeroko
uwzględnić w y n i k i dotychczasowych prac ar­
cheologicznych nad początkami państwa pol­
skiego.
Dla realizacji tych zadań należy w szczegól­
ności:
1. Przeprowadzić analizą zabytków sztuki
ludowej w oparciu o badania, które obejmują
teren całej Polski, jak również przeprowadzić
systematyczne przebadanie zabytków historii
sztuki polskiej pod kątem zawartej w nich tra­
dycji sztuki ludowej.
2. Badania nad zdjęciem terenowym archeo­
logicznym i etnograficznym prowadzić plano­
wo i w ścisłej łączności z mającym powstać I n ­
stytutem Kultury Materialnej.
3. Zgromadzić pełną dokumentacją ikono­
graficzną polskiej sztuki ludowej.
4. Rozpocząć prowadzenie badań nad daw­
ną sztuką ludową metodą wykopaliskową.
5. Systematycznie prowadzić poszukiwania
i badania źródeł pisanych, które dostarczą
orientacyjnych danych co do stanu sztuki ludo­
wej i jej funkcji w życiu społecznym w różnych
okresach.
6. W nawiązaniu do prac Instytutu History­
cznego oraz Instytutu Kultury Materialnej pod­
jąć pracą nad ustaleniem stosunku rzemiosła
cechowego do rzemiosła wiejslflego i przemy­
słu ludowego.
Podstawowym warunkiem zrealizowania pla­
nu, który opiera sią na zbyt szczupłym kadro­

w y m zespole pracowników naukowych — jest
znacznie wiąkszy niż dotychczas współudział
polskich etnografów, historyków kultury ma­
terialnej i historyków sztuki oraz zaintereso­
wanie zagadnieniami sztuki ludowej ogółu na­
szych twórców sztuki. Potrzebne jest również
zaktywizowanie do prac terenowych jak naj­
szerszych kół nauczycielstwa, działaczy społecz­
nych, związkowych, młodzieży uniwersyteckiej
i artystycznej.
Przy wszelkich badaniach łączących sią z za­
gadnieniami sztuki ludowej winna zachodzić
ścisła współpraca, wspólne planowanie i poro­
zumienie zainteresowanych instytucji — w
pierwszym rzędzie
Państwowego
Instytutu
Sztuki, Instytutu Historycznego i Instytutu
Kultury Materialnej.
W wyniku szerokiego omówienia spraw zwią­
zanych z rozwojem i kształtowaniem współ­
czesnej twórczości ludu polskiego — konferen­
cja doprowadziła do następujących wniosków:
1. Żywa dziś twórczość ludu polskiego w i n ­
na być otoczona pełną opieką ze strony pań­
stwa. Unikając tu sztucznego ochraniania i od­
gradzania ośrodków twórczości ludowej — na­
leży jednak starać się o utrzymanie tych pun­
któw wzorcowych, gdzie istnieje jeszcze twór­
cza praktyka, żywe tradycje i doświadczenia
techniczne.
2. Dążąc do związania sztuki ludowej z pro­
dukcją rękodzielniczą i mechaniczną należy
w jak najszerszym zakresie umożliwić bezpo­
średnią współpracę artystów ludowych i zawo­
dowych na zasadach równorzędności wzajemnej
wymiany doświadczeń i umiejętności. Na obec­
nym etapie przeprowadzane są w tej dziedzinie
doświadczenia Instytutu Wzornictwa Przemy­
słowego — które uznać można za słuszne — po­
legające na współpracy artystów szkolonych
z zespołami robotniczymi, chłopskimi i młodzie­
żowymi projektującymi wzory dla produkcji
mechanicznej, przy uwzględnieniu specyfiki
produkcji seryjnej. Jednocześnie ostrzec nale­
ży inne ośrodki przy stosowaniu tej metody
przed powierzaniem kierownictwa omawianych
zespołów — plastykom niedoświadczonym.
3. Przyszłość i rozwój wytwórczości ludowej
zależne są od właściwego rozwiązania następu­
jących zagadnień:
a) zindywidualizowanie warunków finanso­
wania spółdzielni zrzeszających twórców
ludowych, •
i
b) obniżenie stopy podatku obrotowego dla
zrzeszonych wytwórców ludowych. W sto-

�sunku do indywidualnych twórców ludo­
wych (zweryfikowanych przez odpowied­
nią komisję powołaną przez Min. Kult.
i Sztuki) powinna być stosowana taka
stawka podatkowa jak w stosunku do
członków Związku Polskich Artystów Pla­
styków,
c) zapewnienie środków finansowych dla
spółdzielni na prace doświadczalne w za­
kresie nowej techniki i nowych materia­
łów oraz na szkolenie przywarsztatowe,
d) uzyskanie właściwej obsady osobowej dla
prac naukowo-badawczych i nadzoru ar­
tystycznego na terenie Centrali Przemy­
słu Ludowego i Artystycznego.
4. Celem zapewnienia wysokiego poziomu
produkcji rękodzielniczej, rzemieślniczej i ma­
szynowej — zwłaszcza produkcji związanej
z twórczością ludową — należy ujednolicić,
znowelizować lub wprowadzić zarządzenia o Ko­
misjach Kwalifikacyjnych, uprawnionych do
decyzji w zakresie zagadnień estetycznych.
5. Artyści ludowi powinni znaleźć pełną
możliwość indywidualnego i zespołowego kształ­
cenia się ogólnego i artystycznego.
6. Studium o sztuce ludowej winno być od­

powiednio postawione we wszystkich szkołach
i wydziałach uczelni artystycznych.
7. Obok wszechstronnego wciągania twór­
czości ludowej do prac dla konkretnych potrzeb
rzemiosła i przemysłu — zapewnić należy sze­
rokie możliwości rozwojowe twórczości ama­
torskiej.
Powyższe tezy, podane w opracowaniu Red.
„Polsk. Szt. Lud.", zostały wysunięte na zasadzie
referatów, wypowiedzi i dyskusji na konfe­
rencji poświęconej aktualnym zagadnieniom
plastyki ludowej w Jadwisinie, przez dwie ko­
misje w składzie:
'Komisja
zagadnień
naukowo-badawczych:
Prof, dr Eugeniusz Frankowski, prof, dr Józef
Gajek, doc. dr Mieczysław Gładysz, prof, dr
Ksawery Piwocki, mgr Mieczysław Porębski,
dr Roman Reinfuss, prof, dr Juliusz Starzyński,
prbf. dr Bożenna Stelmachowska.
Komisja zagadnień współczesnej
twórczości
ludowej: Prof. Wojciech Jastrzębowski, dr Ja­
nina Krajewska, Janina Orynżyna, mgr Kazi­
mierz Pietkiewicz, prof. Eleonora Plutyńska,
prof. Anna Sledziewska, prof. Jerzy Sołtan.
prez. Zofia Szydłowska, dyr. Wanda Telakowska, Aleksander Wojciechowski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10944" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10922">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/90ca7ba8420f369d87c9b65a12c728ef.pdf</src>
        <authentication>bedf260c15be082fa7d325055de7ed7b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130479">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4282</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130480">
                <text>1951</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130481">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130482">
                <text>sztuka narodowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130483">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130484">
                <text>Sztuka ludowa i narodowa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1951 t.5 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130485">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1951 t.5, z.3; s.70-75</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130486">
                <text>Piwocki, Ksawery</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130487">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130488">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130489">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130490">
                <text>SZTUKA

L U D O W A

I

NARODOWA)

1{SA WER 1 PIWO CHI

Ujmowanie sztuki ludowej w jej historycz­
nym rozwoju napotykało i парь łyka na znacz­
ne trudności. Wypływają one z dwóch zasad­
niczych przyczyn, nad którymi na wstępie pra­
gnę się zatrzymać.
Każdemu badaczowi sztuki ludowej rzuca się
przede wszystkim w oczy jej konserwatyzm,
przywiązanie do form i procederów technicz­
nych, przechodzących tradycyjnie z pokolenia
w pokolenie. Wszyscy uczeni, aż do ostatnich
czasów, wysuwali na czoło swych rozważań
właśnie zachowawczość tej sztuki, uważając ją
za najważniejszą jej cechę. Już od zarania zaję­
cia się przez uczonych folklorem pojawiła się w
nauce tendencja, by przy pomocy niezmiennych

Лус. / .

Radecznica

— pjw.

zamojski,

woj.

jakoby i niejako wiecznotrwałych cech sztuki
ludowej rekonstruować zaginione ogniwa naszej
przeszłości artystycznej. Spośród niezliczonej
ilości podobnych wypowiedzi przypomnę tu je­
dynie charakterystyczne zdanie Lucjana Siemieńskiego z г. 1847 ) o kościołach modrzewio­
wych ,,które wydała lesista Polska, a które sta­
wiał cieśla wiejski, opierając się na tradycjach
zaczerpniętych jeszcze w starożytności pogań­
skiej". I mimo iż późniejsze, bardziej szczegóło­
we badania rozwiewały raz po raz złudzenia,
co do dawności wielu elementów sztuki ludo­
wej — chęć wyszukania w naszej kulturze l u ­
dowej czcigodnych reliktów z zamierzchłych
czasów jest jedną z decydujących podniet

lubelskie.

nardyńskiego

2

Kapliczka

w wirgdarzu

klasztoru

pob^r-

�Rye.

2.

Miedzierza,

row.

konecki

woj.
w

Ryc. 3. Przyrów
prezbiterium.

— pow.

częstochowski

woj.

łódzkie.

roku

kieleckie

Kościół

drewniany,

zbudowany

1621.

Kościół

św.

Mikołaja

widok

ogólny
Fot.

od
J.

strony
Bułhak.

�Rgc.

5.

Bąlhowo

— powiat

ciechanowski

woj.

warszawskie.

Spichrz.

Repr.

z fol.

Bogackiego

�Ąyc

6

Warka

- u oj.

u aristvil.ie.

lóinita

dteuriar.a.

w podejmowaniu badań nad sztuką ludową.
Jest oczywiście rzeczą niezaprzeczalną, że tegc
rodzaju relikty istnieją, jednakże skierowanie
uwagi badaczy na tradycyjność sztuki ludo­
wej, przesłoniło nam niewątpliwie zrozumie­
nie faktu, że — jak wszystko inne w zjawi­
skach społecznych — rozwija się ona, zmienia,
usycha w niektórych swoich gałęziach, że po
prostu jest ona kategorią historyczną i przede
wszystkim historyczną.
Dla zilustrowania zmian szybko następu­
jących np. w budownictwie wiejskim wspom­
nę już na wstępie o faktach podanych
w pracy Moszyńskiego o budownictwie ludo­
wym Zamojszczyzny ), albo o znanych po­
wszechnie dziejach powstania i rozwoju wyci­
nanki łowickiej lub malowanek w Zalipiu.
Pozorna wiec w gruncie rzeczy niezmien­
ność form sztuki ludowej, jej rzekoma ahistoryczność, kusiła nas do formułowania ogólnych
prawideł twórczości ludowej i — co za tym
idzie — do zacieśniania zagadnienia tej twór­
czości do zjawisk najuporczywiej trwałych,
prymitywnych i reliktowych ) . Tendencje te­
go rodzaju eliminują z zakresu badań ogrom­
ne działy polskiej przeszłości artystycznej,
których związek z życiem ludu był najbardziej
3

4

I

нт.сгггс —

pclichrcmia

na

żaglu

kopuły.

ścisły, a którymi nie zajęia się także oficjal­
na historia sztuki, piętnując je mianem sztu­
ki prowincjonalnej lub właśnie ludowej.
Jeszcze ważniejszą trudnością w traktowa­
niu sztuki ludowej w aspekcie historycznym jest
brak materiału zabytkowego sięgającego głę­
biej niż w wiek X V I I . Dotyczy to oczywiście
twórczolci ludowej pojętej jako sztuka chłop­
ska lub bezpośrednio z chłopem związana.
Przyczyn tego stanu rzeczy można wymienić
kilka: przede wszystkim brak poszukiwań sy­
stematycznych zarówno typu archeologiczne­
go, jak Bawet ikonograficznego w tym zakresie.
Drugą ważką przyczyną jest prawdopodobnie
nietrwałość materiałów, w których pracowali
artyści ludowi i ich łatwa zniszczalność. Sądzę
jednak, że istotny powód braku zabytków sztu­
k i ludowej t k w i w czym innym: w ustroju fe­
udalnym i pańszczyźnianym, który praktycznie
utrudniał masom chłopskim wypowiadanie się
w bardziej trwałych formach sztuki plastycz­
nej. Przy rosnącym w sposób zastraszający,
przynajmniej od końca X V w., wykorzystywa­
niu pracy pańszczyźnianej, kiedy chłop tylko
ukradkiem, często jedynie w niedzielę, mógł
pracować na własnym, wydzielonym sobie
skrawku gruntu, kiedy ręce chłopskie i ich trud

71

�йус.

7.

Żebro

sklepienne

z

I pol.

fot.

Ewa

XVII

wieku.

Piotrków.

Dominikanie.

Kozłowska

były całkowicie oddane we władanie pana —
jedynie, chyba pastuchy (którzy zresztą w sztu­
ce ludowej odgrywają rzeczywiście poważną
rolę) mieli czas i chęć zająć się jakąś swobod­
niejszą twórczością. Dlatego też — zdaje mi
się — łiistorycy literatury ludowej są o tyle
w lepszym od nas położeniu; pieśń i poezja nie
były zależne od trudu rąk, pracujących dla pa­
na, a nawet silnie się z nim splatały, wyrastały
zeń — to też dawnych pieśni ludowych zacho­
wało się więcej. Podobne zjawisko zaniku twór­
czości plastycznej można chyba także obserwo­
wać wśród narastających mas proletariatu w w.
X I X , szczególnie w okresie wielogodzinnych
dni pracy. Chłop był ubogi, nędznie odziany,
jak to widzimy na nielicznych jego wizerun­
kach od X I V w. poprzez X V , X V I i X V I I ) .
Żadnych ozdób, wyszywań — o ile wiem — nie
można na nich zauważyć, kurne, drewniane
chaty lub lepianki nie nęciły też do wykształ­
cenia bardziej wyraźnych form zdobniczych.
Nawet jeśli znalazł się wśród ludu ktoś zamoż­
niejszy to wolał ukrywać się z tym z obawy
przed okiem łapczywego pana ). W tych wa­
runkach o żadnym rozkwicie plastyki chłop­
skiej nie mogło być chyba mowy. Żyło na wsi,
częściowo zresztą również na usługach dworu,
tkactwo, zapewne pisankarstwo, prymitywna
wiedza ciesielska z najprostszą, tradycyjną or­
namentyką w drzewie, garncarstwo było chyba
wyjątkowo uprawiane przez jednostki.

rowość ludzka, w której by sztuka zamarła. I w
epoce więc feudalnej sztuka — nawet ludowa
w znaczeniu sztuki wiejskiej — istniała, nale­
ży jej szukać jednak nie tylko wśród chłopów
uprawiających pańszczyznę. Jest rzeczą jasną,
że sam ustrój pańszczyźniany, zatrudniający
jednostronnie większość ogromną społeczeństwa
w przymusowej pracy rolniczej — musiał dla
swych własnych potrzeb i dla obsługi samego
rolnictwa wprowadzić specjalizację w pracy,
ażeby przez fachową pracę jednostek odciążyć
od niej ręce wielu. Każdy dwór posiadał mniej­
szą lub większą ekipę własnych rzemieślników:
kowali, ślusarzy, młynarzy, wśród których czę­
sto spotykamy cieśli itd. ). Większe latyfundia
zatrudniają już całe rzesze pracowników coraz
wyżej kwalifikowanych aż po nadwornych ar­
chitektów i malarzy. Konieczność obsługi rze­
mieślniczej dla potrzeb gospodarki skłaniała
często niektórych dziedziców do zamienienia
jednej ze swych wsi na miasteczko, nęcące rze­
mieślników niektórymi przywilejami samorzą­
du. Osiedla te z reguły zachowały charakter na
poły wiejski, tym bardziej, że ubóstwo kliente­
li nie pozwalało osiadłym tam stolarzom, szew­
com, krawcom, cieślom czy garncarzom utrzy­
mywać się jedynie ze swego rzemiosła. Stąd tak
typowy dla naszego pejzażu charakter tych
miasteczek, nie wiele różniących się od wsi,
jak np. Czarny Dunajec, zwany aż po dziś dzień
miastem gazdów ) .

Wiemy jednak z historii wszystkich społe­
czeństw, że nie może praktycznie istnieć zbio­

Jest rzeczą zrozumiałą, że w opisanych wa­
runkach twórczość —• także artystyczna —

5

6

7

8

�tych rzemieślników posiada charakter wyraź­
nie ludowy i ona to zastępowała społeczności
wiejskiej jej własną sztukę. Co więcej — póź­
ny feudalizm rzeczypospolitej szlacheckiej w
jego walce ekonomicznej z mieszczaństwem
doprowadza już w X V I I w. do upadku nawet
miast królewskich, z których mniejsze rychło
upodabniają się do miasteczek prywatnych.
Wystarczy wspomnieć wśród dziesiątków przy­
kładów taki Żarnów, ongiś kasztelański, albo
nawet Kazimierz nad Wisłą. Liczne przyczyny
zmuszały rzemieślników i artystów osiadłych w
dużych nawet miastach do liczenia się z klien­
telą szerokich mas ludowych i wyjścia naprze­
ciw ich potrzebom i gustom. Niezdatna już dla
celów propagandy dworskiej i wielkiej polity­
k i kościelnej sztuka cechowa we wszystkich
gałęziach zaczyna od X V I w. służyć potrzebom
coraz niższych warstw społecznych i coraz w y ­
raźniej przekształca się na sztukę ludową. Roz­
wojowi temu poświęcić należałoby jednak osob­
ne studium.
Wspomnę jeszcze i jednym ważkim czynni­
ku, który umożliwiał sztuce miejskiej i nawet
szlacheckiej t j . służącej dziedzicowi jednowioskowemu — wyrażanie poniekąd potrzeb, a cza­
sem nawet nastrojów masy ludowej. Mieszcza­
nin, żyjący z pracy rąk własnych, bardzo czę­
sto parający się także rolnictwem, był z wsi.?
związany nie tylko wspólnymi interesami, ale
także kulturą, tradycją obyczajową i wierzenia­
mi, szczególnie od czasu zupełnei polonizacii
miast. Szlachcic wychowywany przez niańki
chłopskie, siedzący całe lata zdała od więk­
szych ośrodków na zapadłych wioskach, DO
krótkim okresie studiów no konwiktach lub
przecierania sie w młodości no dworach mag­
nackich — często chłopiał obyczaiowo i kultu­
ralnie. Łączność drobnei schłopiałei szlachtv 7
ludem D o s i a d a i e s z c z e ° w o i e tradvcie średnio­
wieczne, tradvcie e n o k i iednorodnej niemal
analfabetycznej kulturv p ł a c h t y i chłopstwa —
wspólne w wielu rvsach obu erunom snoleovnvm. T o samo. w jeszcze wiekszvm m o ż e s + o ^ dotyczyło niższego k W u . rubiacepo się PO
drobnych parafach i prebendach.
Widzimy więc, że ogromne połacie naszej
spuścizny artystycznej dawnych wieków mo­
żemy uważać za nurt ludowy w sztuce polskiej.
Czy można go jednak nazwać narodowym?
Wedle klasycznego sformułowania Lenina w
każdym społeczeństwie klasowym płyną dwa
równoległe nurty kultury, jeden służący inte­
resom klas posiadających, drugi wyrażający
potrzeby mas ludowych. P r ą d y te w ciągu dzie­

jów niejednokrotnie się ze sobą splatają i krzy­
żują, gdyż niezorganizowana, ale żywiołowa si­
ła tych mas odgrywa w życiu każdego społe­
czeństwa decydującą rolę. Odnosi się to także
oczywiście do zjawisk artystycznych. Stąd pier­
wiastki ludowe przenikają z reguły do najbar­
dziej nawet zdawałoby się ekskluzywnej sztu­
ki, służącej potrzebom najwyższej elity społe­
czeństwa klasowego ). Tak należy — jak są­
dzę — rozumieć dialektyczną jedność kultury—
mimo istnienia w niej dwóch antagonistycznych
nurtów. Wspólnota kultury jest przecież obok
języka, terytorium, życia ekonomicznego i ukła­
du psychicznego — jedną z cech narodu w ro­
zumieniu znanej definicji Stalina. Wspólnota
układu psychicznego i kultury objawiają się w
sztuce plastycznej poprzez narodową formę
sztuki, mającej w stosunku do szybko zmienia­
jących się jej treści ideologicznych, służących
każdorazowej nadbudowie — charakter bar­
dziej statyczny, wyrażający się w pewnych tra­
dycyjnych nawykach przedstawiania rzeczy­
wistości, jej widzenia i odbijania. W t y m sen­
sie nurt ludowy sztuki polskiej, którego cechą
jest przecież kształtowanie obrazu plastyczne­
go w oparciu o tradycyjną formę, jest równo9

Ryc.

д.

Biecz
Kromera,

— pow.
wnętrze,

gorlicki

woj. rzeszowskie

dekoracja

XVI

wiek.

Dom

�j's'.ic. 'J. Hończa

pow.

krasnostawski
ciele

и о / , lubelskie
św.

cześnie nurtem narodowym. Stąd waga badań
nad sztuką ludową dzisiaj, gdy mamy praktycz­
nie budować nową, bezklasową jednolitą k u l ­
turę, narodową w formie, o nowej socjalistycz­
nej treści.
Niestety badania te nie są właściwie nawet
jeszcze rozpoczęte. Uczeni zajmujący się sztuką
ludową ograniczyli się w praktyce niemal wy­
łącznie do twórczości X I X w., z rzadka cofając
się w wiek poprzedni. Historycy sztuki usiłują­
cy dotąd dać przede wszystkim ,.iluzję indywi­
dualistycznego pojmowania dziejów sztuki" w
Polsce ) windowali mozolnie odnalezione w
aktach indywidualności artystyczne (najczęściej
twórców importowanych) i ich dzieła na piede­
stał ,,europejskiej sztuki". Ideałem przyświe­
cającym tym badaniom było stwierdzenie, że
10

Dzwonnica

przy.

koś­

Stanisława

nasza kultura była łacińska, a sztukę naszą po­
równywano do bukietu kwiatów zrywanych na
cudzych łąkach. Ekletyczny wybór miał właś­
nie charakteryzować naszą przeszłość arty­
styczną.
Wartościowanie sztuki oparte o obce wzor­
ce nie pozwoliło naszym uczonym na zwrócenie
uwagi na niezmierne bogactwo polskiej tzw
„prowincjonalnej" sztuki oraz na jej cechy wy­
różniające ją od współczesnych dzieł na zacho­
dzie Europy. Pozorna zresztą bezimienność tej
sztuki, decydującej przecież o pejzażu zabytko­
wym naszego kraju, odstręczała badaczy, a jej
odrębne od wzorców, swoiste formy piętnowa­
ne były nazwą barbaryzmów. Dlatego też, roz­
poczynając prace w tym kierunku, zmuszony
byłem onrzeć się na bardzo nielicznych prze-

�Rye. 10.

Krzemienicą

woj.

Warszewskie.

kazach drukowanych, a z ogromu materiału,
zupełnie nieopracowanego, wybrać przykłado­
wo i nieco chaotycznie zabytki, które wydają

PRZYPISY
1)

Wstęp

referatu

sztuce p o l s k i e j " ,

dnia

14.V 1951 r. w

pt.

Lud.

„Nurt

wygłoszonego

ludowo-narodowy
na

konferencji

1947.

2)

Lucjan

7) J e r z y

Jadwisinie.

3)
w

4)

5)

Ksawery
nr

O

sztuce

chrześcijańskiej.

8)

Moszyński.

Budownictwo.

Zamościa.

Zamość

Piwocki.

Pojęcie

ludowe

1920.
sztuki

9)

Warszawa

ludowej.

PSL

i

diekusji.
10)

Seweryn.

Ikonografia

s.

staropolska.

1948.

s.

zabytków.

etnograficzna.

w

Józef

Zeszyt

1950

narodowe
r. n r

Realizm

specjalny

Dutkiewicz.

Polsce. B H S K .

1937.

O
s. 8.

Powiat

16.

Cechy

Arch'tektura
zbiorowa.

167.

Inwentarz

Adamczewska.

Praca

.Encyklopedia

w

3 —

polskiego
4. s.

1950.

96.

narodowych

d y c j a c h p o l s k i e j u r b a n i s t y k i etc. M a t e r i a ł y do

1/2.

Tadeusz

H.

Szabłowski.

miasteczka.

Kazimierz

okolicach

1947.

Siemieński.

Brueekner
167.

6) A l . B r u e c k n c r . 1. c.

PIS

1847.

Al.

162 —

żywiecki.
Kraków

przydrożna

mi się na obecnym etapie poszukiwań mniej
lub więcej typowe dla poszczególnych stadiów
rozwoju w ludowym nurcie naszej sztuki.

Т. I , s.
w

Kapliczka

s.

metodę

tra­

studiów

6'7.
badań

historii

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10943" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10921">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/80127d06501a5594c999f13fd3220fc0.pdf</src>
        <authentication>ff6997d4afc4efff21abb96c299e3812</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130467">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3396</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130468">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130469">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130470">
                <text>Cyganie - Romowie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130471">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3183</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130472">
                <text>Analiza formalna i znaczenie ubioru Cyganów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130473">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.99-126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130474">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130475">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130476">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130477">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130478">
                <text>Lech Mróz
ANALIZA FORMALNA I ZNACZENIOWA UBIORU C Y G A N Ó W

R o m ó w , potocznie o k r e ś l a n y c h w j ę z y k u polskim jako C y ­
1

ganie, spotykamy d o ś ć w c z e ś n i e w miastach, na targach. N a o g ó l
z widokiem t y m kojarzą się określone sposoby w y o d r ę b n i a n i a ich
s p o ś r ó d ogółu ludności, o d r ó ż n i a n i a od n i e - C y g a n ó w . Ł a t w i e j —
chyba jest to odczucie dość powszechne i takie, z k t ó r y m m o ż n a
się z g o d z i ć — w p a d a j ą w oko kobiety swoim odmiennym ubiorem,
jego k o l o r y s t y k ą i sposobem zachowania. Tutaj

pozostaniemy

przy ubiorach i stwierdzeniu, że Romowie w y r ó ż n i a n i s ą przez
nas na podstawie kilku cech, a ubiór jest j e d n ą z zasadniczych.
N i e j e d n o k r o ć t e ż zapewne wypadnie s t w i e r d z i ć , iż nie j e s t e ś m y
w stanie na podstawie samego ubioru odróżnić Cygana od nie-Cygana, że m ę ż c z y ź n i , a niekiedy i kobiety, nie o d b i e g a j ą sposobem
ubierania od ludności n i e c y g a ń s k i e j . T a k w i ę c m a m y dwa od­
mienne, a nawet sprzeczne stwierdzenia: 1. że Cyganie w y r ó ż ­
niają się posiadaniem w ł a s n e g o , specyficznego ubioru i 2. że
Cyganie ubierają się tak j a k pozostali m i e s z k a ń c y k r a j u . Podej­
m u j ą c p r ó b ę odpowiedzi na k a ż d e z tych s t w i e r d z e ń n a l e ż y od­
w o ł a ć się do dawniejszych o p i s ó w i informaoji, jakie zawarte
są w zachowanych ikonograficznych w y o b r a ż e n i a c h

Cyganów.

R o z w a ż a n i a rozpoczniemy od zastanowienia się nad ubio­
rami R o m ó w w czasie ich p o c z ą t k o w e j historii i przybycia —
po opuszczeniu I n d i i — do E u r o p y . Pozwoli to n a m t a k ż e od­
p o w i e d z i e ć , przynajmnioj po części, na pytanie, czy nie zachodzi
pewna

analogia

pomiędzy

dawniejszym

strojem

cygańskim

i jego o b e c n ą f o r m ą a sposobem ubierania się m i e s z k a ń c ó w wsi
i miast r ó ż n y c h krajów i zmianami, jakie z a s z ł y w t y m zakresie.
W y r a ź n i e bowiem stwierdzamy, że ubiór ludowy, n i e g d y ś bogaty
i z r ó ż n i c o w a n y w swojej formie, ujednolica się i upodabnia do
u b i o r ó w miejskich albo wręcz zostaje zarzucony i z a s t ą p i o n y
ubraniom wyprodukowanym seryjnie w e d ł u g w z o r ó w miejskich,
w wysokim stopniu zunifikowanych. C z y zatem nie jest tak, że
k i e d y ś dawniej Cyganie t a k ż e posiadali swój w ł a s n y ,

odrębny

ubiór, stopniowo zarzucany, k t ó r e g o p o z o s t a ł o ś c i jeszcze m o ż e m y
z a o b s e r w o w a ć , ale k t ó r y w znacznym stopniu z a s t ą p i o n y z o s t a ł
ubiorem n i e c y g a ń s k i m .
P e ł n i e j s z e informacje d o t y c z ą c e u b i o r ó w c y g a ń s k i c h
dujemy w ł a ś c i w i e dopiero w literaturze X I X - w i e c z n e j .

znaj­

Wcześ­

niejsze przez s w o j ą f r a g m e n t a r y c z n o ś ć m o g ą w zasadzie jedynie
b y ć m a t e r i a ł e m p o r ó w n a w c z y m dla potwierdzenia tez w y n i k a j ą ­
cych z p ó ź n i e j s z y c h obserwacji. Niemniej nawet te s k ą p e opisy
czy wzmianki p o c h o d z ą c e z wieku X V I I I , X V I I i w c z e ś n i e j s z e
z w a r a c a j ą u w a g ę na pewne cechy dające się z a u w a ż y ć i w s p ó ł ­
cześnie w c y g a ń s k i c h ubiorach. I s t o t n i e j s z ą w a r t o ś ć

posiadają

ikonograficzne przedstawienia C y g a n ó w i do nich t a k ż e w dalszej
części b ę d z i e m y się o d w o ł y w a ć .
Pierwsza znana informacja — w literaturze polskiej — za­
warta jest w dziele Marcina Bielskiego Kronika, łho iesth Historya
Świata w y d a n y m w roku 1564. W rozdziale O Cyganiech
tuła­
czach znajdujemy zdanie: „ p r z e t o w p ł a c h o w i s k a c h c h o d z ą
(Cyganki —• L . M . ) , aby pod nie snadniey ręce k r y ł a , gdy się iei
co trafi u k r a ś ć . " W p ó ź n i e j s z y m o k i l k a d z i e s i ą t lat poemacie
Sebastiana F a b i a n a Klonowica Worek Judaszów
(1600 r.) znaj­
dujemy w i a d o m o ś ć d o t y c z ą c ą sposobu noszenia s i ę Cyganek:
2

P a t r z a j ż e na Cyganki i na ich pstre p ł a s z c z e ,
Patrzaj, jeśli się która splecie i u g ł a s z c z e ,
U j ź r z y s z nie u c z e s a n ą , ujźrzysz p r o s t o w ł o s ą
Z n i e c z y s t ą i samopas r o z p u s z c z o n ą k o s ą .
P o m i j a j ą c informacje dalsze z w r ó c i m y tutaj tylko

p ł a s z c z a c h — ta b a r w n o ś ć i później wielokrotnie
jest w ubiorach c y g a ń s k i c h .

podkreślana

Ekonomika
ziemiańska
J a k u b a H a u r a dostarcza kolejnej
informacji. H a u r w swojej wydanej w 1693 r. pracy z a m i e ś c i ł
ilustrację p r z e d s t a w i a j ą c ą d w ó c h C y g a n ó w . Obaj jak na dzisiej­
sze w y o b r a ż e n i e o ubiorze c y g a ń s k i m wystrojeni s ą d o ś ć osobliwie
— w kopulastych kapeluszach, okryci długimi p ł a s z c z a m i - n a rzutami s p i ę t y m i w o k ó ł szyi, jeden ma płaszcz z kryzą, spod
p ł a s z c z a w i d a ć o b c i s ł y kubrak s i ę g a j ą c y pachwin i obcisłe spodnie
do kolan. T r z y m a on t a k ż e kij — choć b y ć m o ż e jest to szabla
lub rapier, na co w s k a z y w a ł b y u k ł a d przedmiotu, ale nie jest
widoczne zawieszenie u pasa. W dalszej części p o w r ó c i m y jeszcze
do ryciny H a u r a i wy-obrażonych tam R o m ó w .
Ikonograficzne przedstawienia R o m ó w —• które uzupełni­
ł y b y nieliczne opisy i p o z w o l i ł y pełniej w y o b r a z i ć sobie ich
dawniejszy s p o s ó b ubierania się — z X V , X V I , a t a k ż e X V I I w.
są rzadkością, nawet X V I I I - w i e c z n e są niezbyt liczno i częściej
chyba s t a n o w i ą wyraz pewnej artystycznej wizji, idei, której
Cyganie s ą jedynie ilustracją, niż rodzaj dokumentu. Z obszaru
Polski (poza w y m i e n i o n ą ilustracją H a u r a ) nie są znano —
0 ile wiem —• ż a d n e w c z e ś n i e j s z e przedstawienia C y g a n ó w .
Dopiero w wieku X I X Cyganie s ą c z ę s t y m tematem o b r a z ó w
1 rycin, z a r ó w n o w Polsce j a k i innych krajach europejskich.
Zainteresowanie Cyganami w y n i k a z powszechnych w owym czasie
p r ą d ó w w sztuoe i literaturze w y r a ż a j ą c y c h się m.in. w podejmo­
waniu w ą t k u ludowego i rozwoju folklorystyki, fascynacji w s i ą
i k u l t u r ą c h ł o p s k ą . D z i ę k i temu jesteśmy w etanie pełniej wy­
obrazić sobie życie R o m ó w w u b i e g ł y m wieku, m a t e r i a ł ikonogra­
ficzny dostarcza t a k ż e w i a d o m o ś c i na temat ich sposobu ubie­
rania s i ę .
T a k ż e opisy i informacje zawarte w literaturze s ą do wieku
X I X nieliczne. Dopiero w u b i e g ł y m stuleciu na fali z a i n t e r e s o w a ń
ludoznawczych Cyganie znaleźli się w obrębie obserwacji. Zwró­
cenie uwagi na nich i ich kulturę m a jeszcze inne przyczyny.
Cyganie swoim w ę d r o w n y m , n i e z a l e ż n y m ż y c i e m , m a l o w n i c z o ś c i ą stroju i obyczaju fascynowali a r t y s t ó w i t y c h , k t ó r z y mitol o g i z u j ą c nie z n a n ą sobie bliżej r z e c z y w i s t o ś ć c y g a ń s k ą uczynili
ich przedmiotem zachwytu. Wzorem, k t ó r y n a ś l a d u j ą c (bardzo
zresztą powierzchownie) w y s t ę p o w a l i przeciwko sztywnym, su­
rowym i apodyktycznym r e g u ł o m w ł a s n e j s p o ł e c z n o ś c i . Owa fas­
cynacja Cyganami (ale t a k ż e dająca o sobie z n a ć tradycyjna
n i e c h ę ć do nich, czego potwierdzeniem jest wiele d o k u m e n t ó w )
w p ł y w a ł y — j a k m o ż n a s ą d z i ć —- na s p o s ó b widzenia ich, s p o s ó b
przedstawiania, na rzetelność informacji, t o t e ż p a m i ę t a ć n a l e ż y
0 o s t r o ż n o ś c i w podchodzeniu
opisów.

do n i e k t ó r y c h X I X - w i e c z n y c h

Wypadnie nam r o z p o c z ą ć od pizytoczenia informacji z a - \
wartych w literaturze. W wydanej w 1863 r. pracy Pogranicze '
naddnieprzańskie.
Szkice społeczności ukraińskiej
w wieku
XVIII
znajdujemy fragment m ó w i ą c y o „ C y g a n a c h p ł a s z c z o w a t y c h ,
brudniejszych i okropniejszych od tych, co c h o d z ą w ż u p a n a c h
siwych. Żyją oni po borach litewskich, a c h o d z ą w mrozy najwięk­
sze nadzy, przykryci tylko prześcieradłami, nosząc dzieci w ł a s n e
w toibie na plecach zawieszonej" . Podobna w i a d o m o ś ć pochodzi
ze Słowacji (także z X V I I I w.), wg niej Cyganki z i m ą o w i j a ł y
się p ł a c h t ą , w niej t e ż n o s i ł y dzieci — kilkudniowe z przodu,
a starsze na plecach. P ł a c h t y te s ł u ż y ł y , j a k s ą d z o n o , do ukrycia
ukradzionych rzeczy i dlatego noszenie ich z o s t a ł o zabronione.*
3

Najobszerniejsze w literaturze polskiej informacje o ubio­
uwagę

na w i a d o m o ś ć , że Cyganki c h o d z i ł y w „ p ł a c h o w i s k a c h " i pstrych

rach c y g a ń s k i c h znajdujemy w d w ó c h wydanych w lataoh 1824
1 1830 opracowaniaoh p o ś w i ę o o n y c h specjalnie Cyganom.'

99
i

�II.

2. P i ę t n a s t o w i e c z n a

rycina

francuska p r z e d s t a w i a j ą c a
do namiotu

wróżącą u

wejścia

Zacznijmy od wydanej w 1830 r. pracy Narbutta. Wprawdzie
chronologicznie informacje Danilowicza są w c z e ś n i e j s z e , j e d n a k ż e
praca jego, c h o ć p o ś w i ę c o n a Cyganom, bardziej m o ż e b y ć świa­
dectwem niechęci autora, dość jednoznacznie czytelnej w jego
wypowiedziach. Do pracy Danilowicza p o w r ó c i m y nieco dalej.
Pisze Narbutt: „ O d z i e ż Cygana jest p r a w d z i w ą z g o d n o ś c i ą z tem
wszystkiem co go otacza. Niezmierna chęć odróżnienia się i pycha
w pokazywaniu w y ż s z o ś c i , w odzieniu najwidoczniej się wydaje.
Dziwaczność,

s z p e t n o ś ć , niechlujstwo, wszystko uchodzi,

aby

się tylko nie ubrać, j a k się lud krajowy ubiera. Ubogi Cygan
będzie s w o j ą k a p o t ę n i c o w a ł i ł a t a ł do

nieskończenia,

która

i tak razy kilka swój kolor i p o s t a ć traciła, byleby nie przy­
o d z i a ć sukmany w i e ś n i a c z e j . Lepiej się m a j ą c y , cokolwiek w ł o ż y
na siebie, musi b y ć tak pstre, tak dziwacznie zrobione i noszone,
ż e b y na pierwszy rzut oka poznano, że to jest Cygan. U

nas

w Litwie n a j s z c z ę ś l i w s z y m się k a ż d y sądzi, kiedy m o ż e sobie
sprawić szlafrok watowany, z perkalu,

najwięcej

czerwoności

m a j ą c e g o . (...) W butach albo boso, nigdy w ł y c z a n e m obuwiu,
czapka wysoka, szyja goła, w ą s zapuszczony, broda ogolona,
w ł o s g ł o w y n i e s t r z y ż o n y . Kobiety stroją się w co z ł a p i ą , warkocz
roztrzepany, długi hebanowego koloru spada wolno n a plecy
i ramiona. L e c z , aby n a r o d o w o ś ć w stroju z a c h o w a ć , obwijają się
w p ł a c h t y , które nie zszyte na w z ó r togi rzymskiej,

zawieszają

na ramionach, tak, że ręka prawa, nad której ramieniem p ł a c h t a
I I . 3. C y g a ń s c y flecista i dobosz, ok. pol. X V I I I

w.

zaczepiona, wolna i niezakryta zostaje (...) Pora roku najmniej
n a z m i a n ę o d z i e ż y u nich m a w p ł y w u : zima i lato w t y m samym
k o ż u c h u i kapocie w ę d r u j e , siedzi za c i e p ł y m piecem lub fajkę
pali na słońcu filozoficzny kosmopolita."

6

I n t e r e s u j ą c e informacje znajdujemy t a k ż e u Gluzińskiego.
Autor w drodze do B a ł t y na K r y m i e s p o t k a ł w

100

miejscowości

�I I . 4. Cyganie, rycina z CosmograpMe

universalis, 1554 г.; i l . 5. Rodzina c y g a ń s k a , rycina
z k o ń c a X V w,

o nazwie K r z y w o Jezioro g r o m a d ę w e s e l n i k ó w c y g a ń s k i c h ,
„ b y l i ubrani bogato i strojno, k a ż d y z m ę ż c z y z n m i a ł na sobie
ż u p a n p ó l j e d w a b i s t y i kontusz sukienny granatowy, szaraczkowy
lub ciemny, a pas ozorwony nie na kontuszu lecz pod nim n a ż u panie; prawie k a ż d y przy pasie m i a ł z a w i e s z o n ą k a l e t k ę skórza­
n ą ; co tam w niej b y ł o , nie wiem. Kobiety b y ł y w dolmanach,
z r a ń t u c h a m i n a lewej ręce i g ł o w y m i a ł y p o o b w i ą z y w a n e grubemi chustkami (...) mieli wozy dobre, uprzęż strojną i d o s k o n a ł e
konie". Dalej Gruziński pisze: „ 0 Cyganach w gub. Podolskiej
o s i a d ł y c h i naturze ich opowiem rzecz n a s t ę p u j ą c ą : (...) Okrycie
ich bardzo liche, c h o d z ą prawie wszyscy w ł a c h m a n a c h podar­
tych, obuwie ich s t a n o w i ą łapcio ł y c z a n e lub p o s t o ł y ze skórzaną
p o d e s z w ą , izadko k t ó i y m a buty i to polatano przyszczepkami,
a dzieci wszystkie c h o d z ą p ó ł n a g o , z i m ą czy latem, a ż do lat
młodzieńczych... "
7

Najbardziej zwraca u w a g ę w relacji Gruzińskiego informacja,
żc jedni z opisywanych C y g a n ó w , osiedleni, ubrani byli ubogo,
drudzy z a ś , k t ó r z y mieli wozy i konie (a więc m o ż e w ę d r o w n i ) ,
dostatnio, strojnie i baiwnio, unikali t a k ż e kontaktu z nie-Cyganem, co m o ż e p o t w i e r d z a ć , że byli koczownikami. W ś r ó d
a u t o r ó w z w r a c a j ą c y c h u w a g ę na sposób ubierania się C y g a n ó w
brak j e d n o m y ś l n o ś c i , dwie przeciwstawno cechy podkreślano są
n a j c z ę ś c i e j : bogactwo i barwność lub n ę d z n a ubogość. P o w y ż ­
sze opisy informują nas t a k ż e , że Cyganie u ż y w a l i ubiorów (lub
ich części) noszonych t a k ż e przez nio-Cyganów, a nawet, j a k wy­
nika z opisu Gluzińskiego, przez zasobniejszą, zapewne szlachecką
warstwę społeczeństwa.
Dowoyno-Sylwestrowicz przekazuje opis ubioru C y g a n ó w
z L i t w y , ubioru — j a k piszo — „ s t o p n i o w o j u ż z a n i k a j ą c e g o " ;
informacja dotyczy lat 80-yoh u b i e g ł e g o w i e k u . Opisywany
8

201

�w y g l ą d a j ą . Pod s z y j ą z a w i ą z a w s z y k o ń c e spada cały ten ł a c h m a n
kolisty, na k s z t a ł t karbonarskiego p ł a s z c z a , powiewnie i lekko,
lecz a ż e b y się lepiej t r z y m a ł , opina go się p r z e p a s k ą

popod

biodra — i na t y m fundament. P a s i przepaska są to ozdoby,
na nim s z c z y c ą się w i e s i a d ł a strojne, b ł y s k o t k i szklane, świeoidełka k r u ś c o w e , czerepki, n a r z ą d k a i t y m podobne pawie oczka
próżności ludzkiej (...) W ł o s y w k ę d z i o r a c h krucze p o s t r z y ż y n
nie znają (...) brzękadła ś k l n i ą c e — u pasa z kory wierzbowej..."

13

Mimo b ł y s k o t e k i o z d ó b w y n i k a z p o w y ż s z e g o opisu, że sam ubiór
b y ł ubogi. P ł a c h t y , k t ó r y m i o k r ę c a ł y się kobiety (nie tylko z i m ą ) ,
b y ł y tak istotnym s k ł a d n i k i e m ubioru — służąc zarazem do no­
szenia dzieci, towaru na w y m i a n ę , rzeczy otrzymanych, a nawet
drzowa — że najbiedniejsze Cyganki, nie m o g ą c e kupić odpowied­
nio d u ż o m a t e r i a ł u , z s z y w a ł y je sobie z k a w a ł k ó w . N a nogach —•
próoz wspomnianych w y ż e j łapci — noszone b y ł y szmaty, k t ó ­
r y m i owijano stopy uprzednio o k r ę c o n e s ł o m ą (ostatnie informacje
p o c h o d z ą wprawdzie już ze Słowacji, ale s p o s ó b ż y c i a i w y g l ą d
C y g a n ó w s ł o w a c k i c h nie różni się znacznie u C y g a n ó w zamiesz­
k u j ą c y c h p ó ł n o c n e stoki K a r p a t ; zresztą zjawili się oni tutaj
przemieszczająo się właśnie ze S ł o w a c j i ) .

14

N a l e ż y u ś w i a d o m o ć sobie, że przekazano przez literaturę
s p o s t r z e ż e n i a na temat C y g a n ó w m o g ą b y ć wypaczone w swoim
obiektywizmie

przez intencje i stosunek

autora do

Cyganów.

Romowie niemal od chwili pojawienia się w Europie i w Polsce
doznawali rozmaitego p r z y j ę c i a , ale najczęściej b y ł o ono niezbyt
Cyganom

6

przychylne;

niejednokrotnie

bywali

prześladowani,

w y p ę d z a n i z k r a j u . T e n przeważnie negatywny stosunek do C y ­
g a n ó w z m i e n i ł się c z ę ś c i o w o w X I X wieku — Cyganie zaczęli na
fali z a i n t e r e s o w a ń folklorem, l u d o w o ś c i ą etc. s t a w a ć się obiek­
p r z e z e ń ubiór C y g a n ó w s k ł a d a ł się z d ł u g i e g o , czarnego p ł a s z c z a
podobnego do ż y d o w s k i e g o c h a ł a t a , ozdobionego dwoma r z ę d a m
g u z i k ó w ze srebra, w i e l k o ś c i g o ł ę b i c h jajek. Czarny

pilśniowy

kapelusz z kolistym rondem i czerwonym sznurkiem pod s z y j ą ,
czarna chustka owijająca s z y j ę i z a w i ą z a n a z t y ł u , czarne spodnie
ozdobione czerwonymi w s t ę g a m i

naszytymi w z d ł u ż

zawieszona u szerokiego pasa z prawej strony d u ż a

nogawek,
skórzana

sakwa a z lewej k a ń c z u g d o p e ł n i a ł y ubioru m ę s k i e g o . K o b i e t y nie­
zamężne

nosiły

małe

czarne

czepeczki,

przybrane

kwiatami

i w s t ą ż k a m i , a w uszach d ł u g i e srebrne k o l c z y k i ; m ę ż a t k i n o s i ł y
na g ł o w a c h czerwone chustki. U b i ó r ten r ó ż n i ą c y się zasadniczo
od miejscowego m ó g ł istotnie u c h o d z i ć za w ł a ś c i w y Cyganom.
Czy jest tak, czy t e ż z o s t a ł on z a p o ż y c z o n y , postaramy się dalej
przedstawić.
Czasami ubiór R o m ó w kojarzony jest z ubiorami noszonymi
na W ę g r z e c h , informację n a ten temat znajdujemy jako komen­
tarz rysunku wykonanego przez Wojciecha Gersona i zamieszczo­
nego w „ T y g o d n i k u I l u s t r o w a n y m " :

Cyganie ci p o c h o d z ą

z W ę g i e r , j a k to ich ubiór ś w i a d c z y . W ę g i e r s k i e k o ł p a c z k i pilś­
niowe, spodnie o b c i s ł e , naszywane, buty długie. W ó j t nosi krótką
b e k i e s z ę o srebrnych guzach i l a s k ę o srebrnej skuwce i g a ł c e
d ł u g i e j . U b i ó r c h ł o p c ó w jest t a k ż e w ę g i e r s k i . S k ł a d a się z k r ó t k i e j
koszuli o szerokich r ę k a w a c h i h a j d a w e r ó w długich, a tak szero­
kich, ż e podobne s ą do s p ó d n i c . K o b i e t y z a m ę ż n e n o s z ą chustki
na g ł o w a c h , pojedynczo w tyle z w i ą z a n e , w warkocze z a ś m a j ą
powplatane różne ś w i e c i d e ł k a , p i e n i ą d z e srebrne, guzy szklane
i porcelanowe, korale, naszyjniki z t a l a r ó w , a c z ę s t o k r o ć i z ł o t y c h
dublonów..."

9

Spotkani przez P o l a na Wierzchowinie

Bystrzycy na Huculszczyźnie

Złotej

Cyganie t a k ż e „ b y l i nie

strojnie, ale nawet d o s y ć bogato po w ę g i e r s k u u b r a n i " .

tylko
10

W i ę k s z o ś ć jednak relacji d o t y c z ą c y c h u b i o r ó w c y g a ń s k i c h
p o d k r e ś l a ich p r o s t o t ę , s k r o m n o ś ć , c z ę s t o n ę d z ę . „ C h o d z ą prze­
w a ż n i e na p o ł y nadzy, owinięci tylko lnianym p ł ó t n e m , zawsze
przebywają w lasach."

11

Cytowany w y ż e j Gluziński t a k ż e wspo­

mina o n ę d z n y m odzieniu C y g a n ó w o s i a d ł y c h na Podolu, o łach­
manach, ł a p c i a c h z ł y k a , a nawet chodzeniu boso z i m ą .

1 2

U b i ó r C y g a n ó w z K r ó l e s t w a Polskiego w y g l ą d a ł w p o ł o w i e
XIX

wieku w e d ł u g

opisu

„Gazety

Lwowskiej"

następująco:

tem

ciekawym

dla badaczy,

pisarzy,

artystów.

Sposób

ich

ż y c i a , z w ł a s z c z a t y c h , k t ó r z y w ę d r o w a l i , brak s k r ę p o w a n i a zasa­
dami o b o w i ą z u j ą c y m i w w i ę k s z o ś c i , a w k a ż d y m razie znacznej
części s p o ł e c z e ń s t w a , u c z y n i ł z nich g r u p ę i d e a l i z o w a n ą , fascy­
nującą zwłaszcza kręgi artystyczne; s t ą d w z i ę ł y się przeoież o k r e ś ­
lenia bohema czy cyganeria artystyczna. S t ą d i wizerunek C y ­
gana stracił po części s w ó j o d r a ż a j ą c y charakter, s t a j ą c się bar­
dziej p o c i ą g a j ą c y m , romantycznym. T a k więc n i e d b a ł y , niezbyt
kompletny strój jest — w zależności od autora i sposobu widzenia
przezeń Cyganów

i ubiorem

nędzarza,

b ą d ź strojem c z ł o w i e k a wolnego, nie s k r ę p o w a n e g o

— bądź łachmanami

nakazami

mody i konwenansu. O d w o ł a j m y się jeszcze raz do c y t a t ó w , by
u n a o c z n i ć tę z m i e n n ą p e r s p e k t y w ę m o g ą c ą m i e ć w p ł y w i dzisiaj
na nasz s ą d o Cyganach z u b i e g ł e g o wieku. P o r ó w n a j m y wy­
powiedzi Narbutta i Danilowicza, dla N a r b u t t a : „ n a k ł o n i e n i e
g ł o s u zawsze ł a g o d n e i k ł ó c ą c e g o się g ł o s Cygana, w j a k i m b ą d ź
języku,

nieporównanie

naszych

Europejczyków

jest

przyjemniejszy

swary

(...)

do

słyszenia

Niewiasty

wszystkie

nad
są

bardzo udatnego s k ł a d u ciała (...) w y r a z y oczu niepospolite,
wcale u j m u j ą c e , u d a t n o ś ć całej fizjognomii p o d w y ż s z a j ą : nie­
ś m i a ł e , skromne,

posępnie wyrażające

głęboką

przezorliwość,

w moment z ż y w o ś c i ą b ł y s k a w i c y żarzą się i do serca p r z e n i k a j ą :
kiedy się u ś m i e c h n i e , teraz to p r z y p a t r z y ć się t y m c z a r u j ą c y m
m u s z k u ł o m twarzy, które s k r o m n i u c h n ą l u b i e ż n o ś ć

odkrywają

drobinka, t y m cudnie u ł o ż o n y m usteczkom, a nade wszystko
z ę b o m , z ę b o m tak przyjemnie u ł o ż o n y m i najbielszym w ś w i e ­
cie."

15

D l a Danilowicza uroda Cyganek z g o ł a inaczej się prezen­

tuje: „ P ł e ć brunatno żółta, nie tyle z natury, we wszystkich
klimatach jest niezmienna, j a k raczej z obrzydliwej n i e c z y s t o ś c i
i skwarzenia przy ogniu lub w dymie w s t ł u s z c z o n o brudy za­
winiętego

niemowlęcia",

„Niektórzy

podają

w

obrzydzenie

ogromne niewiast piersi, tak ż e je na w z ó r Hottentotek w t y ł
zarzucają dla karmienia n a plecach zawieszonego d z i e c i ę c i a . . . "

16

Nio zatem dziwnego, ż e i s p o s ó b ubierania się C y g a n ó w ina­
czej przedstawia się D a n i ł o w i c z o w i n i ż cytowanemu
Narbuttowi:

wcześniej

nie zerwie mu wicher kapelusza, a nowa koszula

ramion nie potrze, w p i e k ą c e mrozy obuwie ze szmat s z e l ą g a
k o s z t o w a ć nie b ę d z i e . R a z w y ż e b r a n ą ł a c h m a n ę , w stałości ko­

„ C y g a n zatem z C y g a n k ą p r z y w d z i e w a j ą p ł a c h t ę albo w e r e t ę ,

c h a j ą c y się m ę ż c z y z n a wtedy chyba opuszcza, gdy sama opadnie,

w którą dwie dziury wpruto, k t ó r ę d y nagie ramiona po p a c h ę

mycie jej lub naprawa, uciążliwą b y ł a b y pracą. Lecz obok tego

102

�do z b y t k u chciwy przepysznych s t r o j ó w , na któro z a p r a c o w a ć
nie jest jego r z e c z ą , zarwawszy o k a z a l s z ą j a k i e g o ś magnata
s z a t ę , natychmiast w niej ś w i e t n i e ć powinien, c h o c i a ż b y w nie­
wypowiedzianej z r e s z t ą przykrycia z o s t a w a ł a sprzeczności.
N a oszarpane brudy, bosy, narzuca z ł o t e m haftowane aksamity
w W ę g r z e c h , i za coś wielkiego siebie poczytuje, gdy te s ą czerwonogo koloru i w ę g i e r s k i e g o kroju, c h ł o p s k ą ś w i t ę chyba w ostat­
niej nosi potrzebie. C h c ą c y w y s t ą p i ć galowo, na w y s ł u ż o n e j ko­
szuli, i d o p u s z c z a j ą c y c h do c i a ł a promienie s ł o n e c z n e kale­
sonach, c z o r w o n ą k a m i z e l k ę z galonami i ż ó ł t e meszty z ostroga­
mi m i e ć powinien; wtody wolnym, ze spuszczonymi k u piersiom
oczyma p o s t ę p u j e krokiem, ś w i a t c a ł y n a swe usługi gotowym
mniema. Strój Cyganek w n i c z y m nie lepszy, od w i e k ó w bardziej
nieczystością, odraża. P ł ó c i e n n a p ł a c h t a , przez ramiona lub przez
g ł o w ę rzucona n a plecy, o s z c z ę d z i w s z y t w a r d ą pracą sposzycia,
n a g o ś ć ciała i rzeczy skradzione o k r y w a ; lecz i m ę ż c z y z n o m
strój w ł a ś c i w y , równie dla t y c h hermafroditek dogodny. Niemniej
chciwe wykwintniojszej toalety, dziwotwornym z a s t a n a w i a j ą
doborem. C h o ć b y w koronkowym kornecie, u j ę t y m przez skronią
czarnym aksamitnym s p i ę c i e m , z zausznicami ogromnemi,
z p i e r ś c i e n i a m i na palcach, i o b w i e s z o n ą s z y j ą , p o s t ę p u j e bosa
i n a p ó ł naga Cyganka, za w i e l k ą siebie p o c z y t u j ą c d a m ę . "
B r a k informacji p o c h o d z ą c y c h z okresu kiedy Cyganie po­
jawili się w Polsce i wielka ich s k r o m n o ś ć z w i e k ó w p ó ź n i e j s z y c h
(aż w ł a ś c i w i e do w. X I X ) p o w o d u j ą , że wiedza nasza na temat
dawnych u b i o r ó w jest uboga i opiera się na interpretacji nie­
licznych rycin (lub w i a d o m o ś c i zawartych w d z i e ł a c h obcych
a u t o r ó w p o d r ó ż u j ą c y c h przez P o l s k ę ) .
~~
Nie tylko s k r o m n o ś ć m a t e r i a ł u polskiego skłania nas do\
o d w o ł a n i a się do źródeł obcych. Borna p r z y b y l i do E u r o p y
spoza kontynentu, z A z j i ; liczniej pojawili się dopiero w latach
20-tych X V wieku (wcześniejsze informacje d o t y c z ą w zasadzie
w y ł ą c z n i e P ł w . B a ł k a ń s k i e g o ) , P o c z ą t k o w o byli koczownikami j
i z w ł a s z c z a we w c z e ś n i e j s z e j fazie i c h pobytu w E u r o p i e ich ubiór i
m i a ł zapewne cechy w s p ó l n e ; b ę d z i e w i ę c chyba dopuszczalnej
jeśli informacje z i n n y c h k r a j ó w europejskich z wieku X V i X V D
odniesiemy t a k ż e do P o l s k i .
1 7

I

Pierwsze informacje z kronik i innych źródeł historycznych
p o c h o d z ą c e z wieku X V m ó w i ą , ż e kobiety u b i e r a ł y się w e d ł u g
mody przyniesionej z Orientu, ten orientalny ubiór — u ż y w a n y
przoz Cyganki aż do k o ń c a X V I w. — b y ł dość skromny, s k ł a d a ­
ła się n a ń p ł a c h t a owijająca ciało i z w i ą z a n a k o ń c a m i n a jednym
z r a m i o n . M.in. źródła angielskie m ó w i ą o t y m — Cyganie,
k t ó r z y przybyli tutaj ok. 1500 г., mieli p o n o ć ubiór w y r a ź n i e
orientalnego charakteru. Mogą n a to t a k ż e w s k a z y w a ć dwie
spośród najstarszych rycin p r z e d s t a w i a j ą c y c h C y g a n ó w (repro­
dukowane obok), n a jednej z nich, znajdującej się w Cosmographia
universalis, dziele w y d a n y m w 1554 r. w Bazylei, para C y g a n ó w
w y s t ę p u j e w nakryciach g ł o w y , które m o g ą kojarzyć się z Turcją
lub innymi krajami A z j i Przedniej. Druga, z a t y t u ł o w a n a Cingara
orientale, znajduje się w dzieło Cesare Vecellio Degli
Habiti
antichi et moderni di tutto il mondo w y d a n y m w 1590 r. w W e ­
necji. Przedstawiona tam kobieta m a n a g ł o w i e dość dziwne
nakrycie w kształcie koła. Autor d o ł ą c z y ł do ryciny bliższe wy­
jaśnienie, w e d ł u g niego owa „ w s c h o d n i a Cyganka" m a n a g ł o w i e
„ d i a d e m " z jasnego drzewa obciągniętego długimi sukiennymi
t a ś m a m i , n a ubiór jej s k ł a d a się. t e ż jedwabna haftowana z ł o t e n i
i innymi kolorami koszula d ł u g a do s t ó p , o szerokich r ę k a w a c h ,
na jej ramionach spoczywa długi p ł a s z c z — autorowi ubiór ten
kojarzy się z m i e s z k a ń c a m i I n d i i Z a c h o d n i c h .
18

19

Zdanie to p r z y j ę t e z o s t a ł o przez badaczy, mimo iż zawiera
wiele niejasności. Nie jest wiadome d o k ł a d n i e , czy ubiór ó w
m i a ł b y w s k a z y w a ć na Indie i b y ł ś w i a d e c t w e m w ł a s n e j , c y g a ń ­
skiej, przyniesionej z I n d i i kultury, czy kojarzono go z A z j ą
Ś r o d k o w ą i p r z e d n i ą (Iranem, Syrią, Turcją), czy t e ż po prostu
tak sobie w y o b r a ż a n o ubiór orientalny lub określano s t r ó j ,
k t ó r y nie p a s o w a ł do w z o r ó w miejscowych. Pozostaje n a m w i ę c
tylko p r z y j ą ć , że jako orientalny określano w części źródeł ubiór
X V - i XVT-wiecznych C y g a n ó w . D o d a ć jeszcze trzeba, że w wieku
X V P ł w . B a ł k a ń s k i jest już od dłuższego czasu w obrębie od­
d z i a ł y w a n i a , a c z ę s t o silnego nacisku islamu i kultury tureckiej
(zatem orientalnej). Możliwe w i ę c , że owe orientalne elementy
to ś w i a d e c t w o b y t n o ś c i n a B a ł k a n a c h i d ł u ż s z e g o czy k r ó t s z e g o
t a m pobytu,

�I I . 9. Cingara orientate, ilustracja z Degli Habiti antichi et moderni, 1590 г.; i l . 10. Polskie nakrycie g ł o w y n a portrecie kobiecym Ł u ­
kasza Cranacha, X V I w.; i l . 11. Przewodniczka niedźwiedzia,
niem. rycina z X V I w.; il. 12. Cyganie, rycina z Ekonomiki
ziemiańskiej,
H a u r a , X V I w.

przetrwało najstarszych w i a d o m o ś c i , ale w nich

ubiorów noszonyoh w r ó ż n y c h krajach ó w c z e s n e j E u r o p y , przez

znajdujemy s p o s t r z e ż e n i a d o t y c z ą c e ubioru i jego cech, które

Niewiele

które w ę d r o w a l i . W p o c h o d z ą c y m z X V I I I w. opisie p o d r ó ż y

t a k ż e dzisiaj kojarzą się nam z Cyganami. Oto więc

do Polski znajdujemy t a k ą n o t a t k ę na wzmiankowany temat:

„przy­

w ó d c y n a d c i ą g a j ą c y c h hord jechali konno, odziani byli bardzo

„ U b i ó r ich s k ł a d a się z p o s t r z ę p i o n y c h części odzienia najróż­

kolorowo, nosili czerwone i zielone ubiory, ozdobione d u ż y m i ,

niejszych r o d z a j ó w i m ó d . N i e k t ó r z y m ę ż c z y ź n i n o s z ą

srebrnymi guzikami (...) Kobiety c h o d z i ł y w koszulach, z prze­

inni surduty lub kaftany, jeden z nich — zapewne p r z y w ó d c a —

w i e s z o n ą p ł a c h t ą i nosiły kolczyki wielce ozdobne..."

20

fraki,

N a bar­

m i a ł h i s z p a ń s k i p ł a s z c z , na, którego kołnierzu z n a j d o w a ł y s i ę

w n o ś ć ubiorów c y g a ń s k i c h zwracali u w a g ę i późniejsi, X V I -

resztki jakichś g a l o n ó w z ł o t y c h . Wszyscy m ę ż c z y ź n i mieli spod­

i X V T I - w i e c z n i kronikarze.

nie obcięte nad kolanami, tak że nogi od kolan p r e z e n t o w a ł y się

P ł a c h t y , o k t ó r y c h wspomina kronikarz z Bolonii, s t a n o w i ł y

oczom ś w i a t a w całej o k a z a ł o ś c i . "

przez d ł u ż s z y czas u kobiet (przynajmniej z n i e k t ó r y c h grup)
s t a ł y element ubioru. Dostrzec je m o ż n a na X V I - , X V I I - i X V I I I -wiecznych rycinach francuskich, w ł o s k i c h , flamandzkich, nie­
mieckich. Chronica di Bologna m ó w i t a k ż e , że ubiór kobiet wy­
konany b y ł z grubego sukna, takiego jakie zwykle noszone było
przez

niewolników

i

pielgrzymów.

Kronikarskie

zapiski

na

temat przybycia C y g a n ó w do P a r y ż a w 1427 r. m ó w i ą , ż e ko­

22

T o , że w s p ó ł c z e ś n i e Cyganie z a p o ż y c z a j ą ubiory od otacza­
j ą c e g o ich ś r o d o w i s k a , widzimy powszechnie i nie potrzeba tego
speojalnie d o w o d z i ć . To samo dotyczy przeszłości.

Zestawione

tutaj

rysunkami

ryciny

pokazujące

Cyganów

porównane

z

w s p ó ł c z e s n y c h im ubiorów noszonych przez n i e - C y g a n ó w

dość

w y r a ź n i e d o w o d z ą p r a w d z i w o ś c i takiego stwierdzenia.

biety oprócz ubogich s p ó d n i c n o s i ł y narzucony na ramiona j a k b y

Z k o ń c a X V w. pochodzi rycina p r z e d s t a w i a j ą c a w ę d r u j ą c ą

płaszcz z grubego szorstkiego m a t e r i a ł u . Także J e a n Brodeau

rodzinę c y g a ń s k ą . W oczy rzucają się ich nakrycia g ł o w y ; to,

w Miscellanea

które widzimy na g ł o w i e kobiety, jest identyczne z przedsta­

wydanych w 1604 r. stwierdza, że ubiór Cyganek

przypomina r z y m s k ą t o g ę .

2 1

B y ć m o ż e w ł a ś n i e forma ubioru

i rodzaj tkaniny, z jakiej b y ł wykonany

(zwłaszcza owo za­

23

wionym na obrazie z C h o m r a n i c ; wiemy zatem, że ok. 1460 r.
ten ubiór g ł o w y b y ł u ż y w a n y przez kobiety z a m ę ż n e w Europie.

rzucane na ramiona okrycie), s t a ł y się j e d n ą z przyczyn u w a ż a n i a

W Navis stultifera B r a n d t a wydanym w B a z y l e i w 1507 r.

C y g a n ó w w p o c z ą t k a c h ich europejskiej historii za p i e l g r z y m ó w ;

znajdujemy ilustrację z w ę d r u j ą c ą r o d z i n ą c y g a ń s k ą — ubiór

nie jest t a k ż e wykluczone, ż e Cyganie świadomie -—- j a k wielo­

m ę ż c z y z n y , z w ł a s z c z a dość osobliwe nakrycie g ł o w y , pies czy

krotnie b y w a ł o w ich późniejszej historii — przyjmowali ó w

podobne z w i e r z ę prowadzone na smyczy, kobieta d m ą c a w kon­

pielgrzymi

ubiór w i e d z ą c ,

że dzięki

niemu z o s t a n ą

przyjęci

przychylniej.
Zachowane opisy i ryoiny w s k a z u j ą , że Cyganie u ż y w a l i

104

chę z d a j ą s i ę ś w i a d c z y ć , ż e owi Cyganie u t r z y m u j ą się z w y s t ę ­
p ó w jarmarcznych,
o

sztuczek: itd. Najprawdopodobniej tak jest,

c z y m m o ż e ś w i a d c z y ć właśnie nakrycie g ł o w y eharakterys-

�tyczne dla b ł a z n ó w i u ż y w a n e we F r a n c j i (ale nie tylko) w ostat­
nich latach X V w., a zapewne i p ó ź n i e j , w p o c z ą t k a c h X V I ,
czyli w okresie wydania pracy Brandta. W przytaczanym już
dziele Degli Ilabiti antichi et moderni di tutio ii mondo przedsta­
wiona Cyganka prócz ubioru europejskiego ma na głowie nakry­
cie, które —• j a k w y ż e j m ó w i l i ś m y —• m o ż e u c h o d z i ć za pochodząco z Orientu, ale o dziwo bardzo podobne, niemal identyczne
nakrycie g ł o w y widzimy n a portrecie kobiecym malowanym
p-zez Ł u k a s z a Cranacha (Niemcy, wick X V I ) . Z X V I I w. pocho­
dzi tkanina wykonana przez B e v u a i s w e d ł u g szkicu Francois
Casanovy z a t y t u ł o w a n a Uczta Cyganów, widoczne tam m ę s k i e
ubiory C y g a n ó w są tymi, które w drugiej p o ł o w i e X V I I w. no­
szone b y ł y we F r a n c j i (zresztą moda ta rozprzestrzeniła się poza
jej g r a n i c e ) . Z 1828 r. pochodzi rycina p r z e d s t a w i a j ą c a d w ó c h
C y g a n ó w z n i e d ź w i e d z i e m ; jeden z nich ubrany jest w długą
s z a t ę z w y r a ź n i e widocznymi Wyłogami i c z a p k ę r o g a t y w k ę
(krakuskę). Noszony przez owego n i e d ź w i e d n i k a ubiór to bez
w ą t p i e n i a kontusz — powszechny w Polsce, i r ó w n i e popularne
uzupełnienie ubioru szlacheckiego: identycznego j a k na owej
rycinie kroju czapka. Obok dla p o r ó w n a n i a zamieszczony jest
rysunek p o k a z u j ą c y grupę s z l a c h c i c ó w w kontuszach i rogatyw­
kach z k o ń c a X V I I w.; moda n a nie u t r z y m y w a ł a się dłużej,
nie jest więc dziwny widok kontusza i w 1828 r. R y c i n a jest
interesująca i z innych w z g l ę d ó w . U b i ó r wskazuje, ż e mamy
tutaj do czynienia z Cyganami p r z y b y ł y m i do Niemiec z Polski.
W czasie, z k t ó r e g o pochodzi rycina, znana b y ł a dość szeroko
specjalna Akademia N i e d ź w i e d z i a w Smorgoniach na Litwie,
w dobrach R a d z i w i ł ł ó w — schwytane w litewskich borach nie­
d ź w i e d z i e poddawane b y ł y t a m tresurze, w której wyniku
uczono je t a ń c a i innych sztuczek. Wyuczone r u s z a ł y z Cyganami
w w ę d r ó w k ę po Europie, a na z i m ę w r a c a ł y do Smorgonii. R y c i n a
przedstawia najprawdopodobniej tych właśnie C y g a n ó w z dóbr
R a d z i w i ł ł o w s k i c h i ucznia A k a d e m i i w Smorgoniach w trakcie
24

zarobkowej w ę d r ó w k i ; jest ona — o ile wiem — j e d y n ą tego
rodzaju.
Ubrania czy fragmenty o d z i e ż y otrz3Tnywali Cyganie naj­
prawdopodobniej jako dar (bądź j a ł m u ż n ę ) lub wynagrodzenie
(za granie, wróżenie, pokazywanie tresowanych zwierząt itd.);
b y ć m o ż e w części p o c h o d z i ł y z k r a d z i e ż y lub kupowali je n a
targach. S t ą d stroje ich s t a n o w i ł y często dość przypadkowy
zespół f r a g m e n t ó w nie t w o r z ą c y c h kompletu i p o c h o d z ą c y c h
od r ó ż n y c h warstw s p o ł e c z n y c h i z r ó ż n y c h o k o l i c .
25

B y u z u p e ł n i ć t ę k w e s t i ę , n a l e ż y p r z y p o m n i e ć , żo Cyganie
prowadzili w większości — j a k m o ż n a p r z y p u s z c z a ć — ż y c i e w ę ­
drowne, nie posiadali także stad, które j a k u pasterzy b y ł y b y
dostarczycielami surowca n a d a j ą c e g o się do wykorzystania na
wykonanie ubioru (skóry, w e ł n a ) . Zatem, skoro ż y c i e w ę d r o w n e
n a k a z y w a ł o ograniczyć do koniecznych posiadane s p r z ę t y i skoro
nie mieli w ł a s n y c h surowców, nie p o z o s t a w a ł o nic innego j a k ko­
r z y s t a ć z w y r o b ó w nie swoich. Wymienione przyczyny powodo­
w a ł y — j a k s ą d z ę — że Cyganie nie w y k s z t a ł c i l i sami nigdy
i nigdzie na świecie umiejętności tkackich, w pełni w tej materii
uzależniając się od otoczenia, od n i e - C y g a n ó w . J a k w s k a z u j ą
bliższe nam czasowo zapiski, dostatnio ubrani b y ł i grajkowie
p r z e b y w a j ą c y na dworach p a n u j ą c y c h lub bogatej arystokracji
wieku X V I I i X V I I I . P o c z ą t k o w o ubierali się oni j a k szlachta,
a w czasach b l i ż s z y c h nam, w X I X w., wraz ze zmianami mody
zmienili poprzedni ubiór n a b i a ł ą koszulę i czerń fraka, czyli strój
przewidziany do salonów i odpowiednio godnego t o w a r z y s t w a .
26

Wielobarwna — czy j a k określił Klonowie — pstra o d z i e ż ,
tak zwracająca u w a g ę i tak identyfikowana z Cyganami do
dzisiaj, s t a ł a się przedmiotem szczególnej uwagi. J ó z e f I I , na­
s t ę p c a Marii Teresy, znany —• j a k i m a t k a — z rozmaitych
działań m a j ą c y c h doprowadzić do osiedlenia C y g a n ó w i wyna­
rodowienia ich, zabronił Cyganom noszenia owych różnokoloro­
w y c h ubiorów.

205

�И. 13. Uczta cygańsla,

siedemnastowieczna

Cechą c z ę s t o p o d k r e ś l a n ą u C y g a n ó w m ę ż c z y z n s ą w ł o s y d ł u ­
gie niemal do ramion, niekiedy brody; kobiety t a k ż e

bywają

tkanina francuska

Fotografie,

rysunki,

opisy

Cyganów

z

końca

ubiegłego

i p o c z ą t k u togo stulecia — p o k a z u j ą c e C y g a n ó w - k o c z o w n i k ó w —

przedstawiane z d ł u g i m i , rozpuszczonymi w ł o s a m i . W ł o s y dla

zawierają c z ę s t o

samych C y g a n ó w s t a ł y s i ę jednym z w y i ó ż n i k ó w od g a d z i ó w .

P o w t a r z a j ą się informacje o w ę g i e r s k i m kroju u b i o r ó w ,

N p . Polacy p o n o ć byli przez nich określani w p o c z ą t k u ubiegłe­

watych srebrnych guzikach przy kamizelkach lub m a r y n a r k a c h

2 7

m ę ż c z y z n , d ł u g i c h , kwiecistych s p ó d n i c a c h kobiet, naszyjnikach

go wieku, a m o ż e i dawniej, jako ćhindo

bało (obcięto w ł o s y ) .

cechy, jakie znajdujemy w opisie Gersona.
jajo­

Wobec s k ą p o ś c i zachowanych d o k u m e n t ó w pisanych d o t y c z ą -

i kolczykach ze z ł o t y c h monet. D o t y c z y to nie tylko Polski,

cyoh C y g a n ó w m a t e r i a ł ikonograficzny m a w a r t o ś ć n i e o c e n i o n ą .

znamy podobne opisy d o t y c z ą o e R o s j i , ziem l e ż ą c y o h n a p o ł u d n i e

T y l e ż e i jego nie z a c h o w a ł o się zbyt d u ż o . N a tej

od T a t r , E u r o p y

da się p r z e d s t a w i ć

podstawie

p e ł n i e j s z y obraz C y g a n ó w X V — - X V I I

Zachodniej, Wielkiej B r y t a n i i ,

nawet

kon­

w.

tynentu a m e r y k a ń s k i e g o — S t a n ó w Zjednoczonych i K a n a d y ,

z E u r o p y Zachodniej i c z ę ś c i o w o Centralnej —• z Niemiec, Szwaj-

a p ó ź n i e j i p a ń s t w l e ż ą c y c h w ś r o d k o w e j i p o ł u d n i o w e j jego

oarii, W ł o c h , F r a n c j i , A n g l i i , H i s z p a n i i ; gorzej przedstawia się

części.

rzeoz z m a t e r i a ł a m i
z Europy

ikonograficznymi

dotyczącymi

Cyganów

Wschodniej, nie m ó w i ą c o A z j i , Afryce czy Ame­

ryce, s k ą d praktycznie z u p e ł n i e brak m a t e r i a ł u tego typu.
T a k przedstawiała,

się sytuacja do mniej więcej

połowy

u b i e g ł e g o wieku. Wtedy bowiem zaczęli s i ę p o k a z y w a ć w róż­
nych k r a j a c h E u r o p y ,

a potem i A m e r y k i

I

P r z y c z y n ą tego jest bardzo dynamiczna ekspansja z terenu

Siedmiogrodu i W o ł o s z c z y z n y znacznych ilości C y g a n ó w L o w a *ów i K e ł d e r a s z ó w . Najprawdopodobniej pozostaje

to w bez­

pośrednim z w i ą z k u z uwolnieniem w r. 1866 z niewolniczej zafteżności

C y g a n ó w na W o ł o s z c z y ź n i e i w

Siedmiogrodzie.

28

Cyganie, k t ó r y c h

T a k w i ę c w drugiej p o ł o w i e X I X w. zaczęli p o j a w i a ć się

ubiory — w t y m t a k ż e m ę s k i e — p r e z e n t o w a ł y pewien o k r e ś l o n y

w Polsce i innych krajach europojskich przybysze o d r ó ż n i a j ą c y

kanon. W 70-ych latach u b i e g ł e g o wieku informacje o nich

się w y r a ź n i e od C y g a n ó w w c z e ś n i e j znanych i m a j ą c y

mamy już t a k ż e z obszaru Polski, a pod koniec X l X i z p o c z ą t k u

wspólny

X X wieku zanotowano j u ż d o ś ć licznie ich o b e c n o ś ć w r ó ż n y c h

tutaj do Ficowskiego: „ P i e r w s z e pokolenie p r z y b y s z ó w odzna­

styl, w s p ó l n y

sposób

pewien

ubierania się. O d w o ł a j m y

się

regionach k r a j u . P o w s t a ł o w t y m okresie wiele r ó ż n o r a k i c h ry­

czało się strojami w ę g i e r s k i m i : o b c i s ł y m i , na w z ó r naszych g ó ­

s u n k ó w p o k a z u j ą c y c h ich obozowiska, zajęcia, ubiór. (Z k o ń c a

ralskich, spodniami i węgierskimi k o ł p a k a m i na g ł o w a c h . P ó ź ­

u b i e g ł e g o wieku pochodzi również

niejsze pokolenia K e ł d e r a s z ó w u b i e r a ł y się już nieco inaczej.

trochę fotografii

mających

dziś unikalny walor dokumentacyjny.) Cyganie ci różnili się od

P o z o s t a ł y im kurty z wielkimi, jajowatymi guzikami ze srebra,

miejscowych antropologicznie, sposobem mieszkania — ich na­

ale spodnie C y g a n ó w b y ł y już — j a k do d z i ś — obszerne, bufiaste,

mioty

wpuszczano w wysokie cholowy b u t ó w . T a późniejsza

miały

najczęściej

kształt

stożkowaty,

przypominający

«kelde-

i n d i a ń s k i e tipi, uprawianymi profesjami — b y l i to p r z e w a ż n i e

raska » moda m a bardziej rosyjski charakter. Zresztą i w dialekcie

ikotlarzo, j ę z y k i e m , no i ubiorom —- ich b a r w n o ś c i ą , ba,rdziej

K e ł d e r a s z ó w obok wiolu w p ł y w ó w języdta, r u m u ń s k i e g o dają się

(ujednoliconym,

stanowiącym

t ł o t y m i i srebrnymi ozdobami.

106

pewien

określony

styl krojem,

dostrzec liczno z a p o ż y c z e n i a rosyjskie, ś w i a d c z ą c e o ich t r w a ł y c h
kontaktach z ziemiami carskiej R o s j i . "

2 9

�T e n rodzaj ubioru, a z w ł a s z c z a pewne jego z w r a c a j ą c e u w a g ę
elementy, przede wszystkim o charakterze ozdobnym, na długi
cza.s w k o m p o n o w a ł y s i ę do stroju C y g a n ó w — nie tylko zresztą
Kełderaszów

lub L o w a r ó w , ale i innych, k t ó r z y

naśladowali

m o d ę tamtych grup.
W latach 1911—1913 d u ż e gromady kotlarzy p r z y b y ł y na
W y s p y Brytyjskie, część z nich — j a k udało się u s t a l i ć — dotarła
tutaj poprzez E u r o p ę z Polski, ubiory ich z o s t a ł y zarejestrowane
przez prasę b r y t y j s k ą , znane zdjęcie L i z y i Todora C z u r o n ó w
ijjrczontuje t a k i wła-śnie ubiór d o ś ć typowy dla

Kełderaszów.

Ojciec Todora Miłosz m i a l — w e d ł u g reiacji — guziki ze z ł o t a ,
k t ó r e k a z a ł zrobić sobie we W ł o s z e c h . Todor, t a k j a k i pozostali
m ę ż c z y ź n i z tej grupy, nosił przy kurtce d u ż e , w i e l k o ś c i kurzego
j a j a srebrno guziki; L i z a — jego ż o n a — naszyjnik z monet
i takież złote monety wplecione we w ł o s y .

3 0

Srebrne, d u ż e guzy

p r z y k u r t k a c h c z ę s t o zdobnie wyszywanych, laski lub buzdygany
starszyzny, zdobione srebrem i z ł o t e m , monety w uszach, w ł o s a c h
i na szyjach kobiet, z ł o t e i srebrne pasy, czasami jeszcze nabijane
z ł o t y m i monetami i dodatkowo zdobione wisiorkami ze srebra,
to aż rlo p o c z ą t k u X X w. stało elementy ubioru t y c h C y g a n ó w ;
w części p r z e t r w a ł y one aż do ostatniej wojny. Po wojnie p o z o s t a ł y
j u ż tylko kolczyki, d ł u g i e , barwne fałdziste s p ó d n i c e , kolorowe
chustki na głowa.ch i chusty zarzucone na ramiona; ubiór m ę s k i
uległ z u p e ł n e j z m i a n i e .

31

D u ż e srebrne guzy i naszyjniki z monet

s t a n o w i ł y j u ż w p o ł o w i c X I X w. elementy ubioru C y g a n ó w
Siedmiogrodu, a t a k ż e prawdopodobnie

Wojwodiny i b y ć m o ż e

dalej na p o ł u d n i e l e ż ą c y c h r e j o n ó w B a ł k a n ó w . W Polsce i krajach
Europy

Ś r o d k o w e j i Zachodniej rozpowszechnione

z o s t a ł y do­

piero w drugiej p o ł o w i e X I X w.; jeszcze p ó ź n i e j w Ameryce
Północnej.

3 2

N a l e ż y tutaj d o d a ć jeszcze p e w n ą i s t o t n ą u w a g ę . Istnieje
wiele niejasnośoi w informacjach na temat u b i o r ó w

Lowarów

I I . 14. U b i ó r m ę s k i , lata 70-te X V I I w., F r a n c j a I I . 15. K o n t u sze mundurowe, koniec X V I I I w.; i l . 16. Niemiecka ry cina
z 1828 r. U b i ó r wskazuje, że Cyganie ci przybyli z Polski
r

i K e ł d e r a s z ó w i różnic m i ę d z y nimi. N a j c z ę ś c i e j pisze się o K e ł deraszach, L o w a r ó w p o m i j a j ą c albo też nie w y o d r ę b n i a j ą c ich
od K e ł d e r a s z ó w . D z i ś j u ż nie da s i ę tego w z u p e ł n o ś c i r o z w i k ł a ć ,
ale m y ś l ę , że fakt mieszania obu tych grup prowadzi do niepo­
r o z u m i e ń . F i c o w s k i pisząc o K e ł d e r a s z a c h m ó w i , że ich ubiory,
najpierw w ę g i e r s k i e , potem u l e g ł y zmianie, b y ć m o ż e pod w p ł y ­
wam mody rosyjskiej. Myślę, że p o c z ą t k o w o w y r a ź n i e j s z e różnice
u b i o r ó w K e ł d e r a s z ó w i L o w a r ó w m a j ą inne przyczyny. N a z w a ł
K e ł d e r a s z ó w pochodzi —• co wiadomo —• od r u m u ń s k i e g o wyrazu/
oznaczającego

kocioł

—

caldera,

Lowarów

od

węgierskiego

k o ń — lo. To s y g n a ł , że ś r o d o w i s k a , w k t ó r y c h przebywali, b y ł y
r

óżne.

Myślę,

że K e ł d e r a s z e

przebywali g ł ó w n i e

na

Wołosz-

c z y ź n i e i w M o ł d a w i i , nawet z r e s z t ą określa się ich w r ó ż n y c h
krajach jako C y g a n ó w w o ł o s k i c h . K r a i n ą , gdzie przebywali
L o w a r z y , b y ł S i e d m i o g r ó d (Transylwania) i nawet jeśli obie te
grupy z m i e n i a ł y miejsca pobytu (a p a m i ę t a j m y , że b y ł o to
przed 1856 г., czyli w okresie niewolnictwa), to przypuszczalnie
W o ł o s z c z y z n a dla pierwszej, a S i e d m i o g r ó d dla drugiej b y ł y
miejscami n a j c z ę s t s z e g o przebywania. K i e d y w i ę c po zniesieniu
niewolnictwa wyruszyli n a w ę d r ó w k ę , L o w a r z y mieli stroje w ę -

207

�Grr ранит

шейх

Nf portent

plam

dc

nen cjue des ( ha

bonaduetum
ttJuUvns

I I . 17. J . Callot, Straż

przednia,

r y c . z pocz. X V I I w.

gierskie, a K e ł d e r a s z e r u m u ń s k i e i ten fakt — moim zdaniem —

łudnie od Transylwanii i W o ł o s z c z y z n y ) . T a k w i ę o w e d ł u g infor­

wynika niezbicie z dawnych o p i s ó w i rycin. Zatem i opis Gerso­

macji zanotowanych w s p ó ł c z e ś n i e na terenie Wojwodiny w J u ­

n a — mimo iż m ó w i ! o kowalach — odnosi s i ę , j a k s ą d z ę , do L o ­

g o s ł a w i i m ę ż c z y ź n i dawniej nosili ubiór c a ł k i e m czarny, a na

w a r ó w , a nie K e ł d e r a s z ó w . Część z nich w dalszej w ę d r ó w c e

czarnej kamizelce z n a j d o w a ł y się d u ż e srebrne gujjy; z w ł a s z c z a

p r z e s z ł a przez M o ł d a w i ę , B e s a r a b i ę aż do R o s j i , ale b y l i to przed­

Cyganie D ż a m b a s i —• handlarze k o ń m i , w y r ó ż n i a l i się ubiorem

stawiciele obu grup i obie u l e g ł y zapewne modzie rosyjskiej.

(kapelusz, biała koszula, kamizelka, przy której b y ł y duże srebrne

Część w ę d r o w a ł a innymi drogami s p o t y k a j ą c tych, k t ó r z y szli

guzy i gruby srebrny ł a ń c u c h od z e g a r k a ) .

przez R o s j ę ; w rezultacie wymieszania r ó ż n y c h z a p o ż y c z o n y c h

k t ó r z y starzy Cyganie z a m i e s z k u j ą c y wioski tego rejonu zacho­

e l e m e n t ó w , w rezultacie wzajemnego

wali srebrne guziki przy kamizelkach (nosili je na pewno na

o d d z i a ł y w a n i a na siebie

L o w a r ó w i K e ł d e r a s z ó w doszło do powstania owego swoistego,
tzw. c y g a ń s k i e g o

ubioru, noszonego zarówno

przez

Lowarów

jak i K e ł d e r a s z ó w , a jeśli nawet i s t n i a ł y m i ę d z y nimi różnice,
to nie z o s t a ł y bliżej zarejestrowano przez b a d a c z y .

33

U b i ó r ten

36

Jeszcze teraz nie­

przełomie lat 60- i 70-ych).
Zastanawiająca

jost t r w a ł o ś ć

tych g u z ó w jako

elementu

ubioru m ę s k i e g o . Opisy na przestrzeni stu lat — od

70-ych

ubiegłego wieku do 70-ych tego — n o t u j ą ich istnienie w ubiorze;

przejmowany b y ł i przez inne grupy C y g a n ó w , stając się na prze­

podobnie jest z monetami

ł o m i e X I X i X X w. faktycznie narodowym strojem znacznej

innych e l e m e n t ó w i guzy, j a k m o ż n a s ą d z i ć , z o s t a ł y przez nich

części R o m ó w . T a k ż e w Polsce Cyganie od dawna już tutaj prze­

zapożyczone.

b y w a j ą c y zaczęli w z o r o w a ć się na przybyszach. Kobiecy strój

warstw s p o ł e c z n y c h w wielu krajach —• np. przy

stał

mężczyźni

szlachty i arystokracji polskiej — znane stj, od dawna. W y k o ­

zaczęli nosić szerokie spodnie wpuszczane w buty i kurtki z du­

nane z metalu, często ze srebra, niekiedy J.dobione kamieniami

s i ę barwniejszy,

spódnice

bardziej f a ł d z i s t e ,

Jako

w ubiorach kobiecych. J a k wiele

dopełnienie

strojów,

zwłaszcza

wyższych
kontuszach

ż y m i guzikami. T a k w i ę c w drugiej p o ł o w i e X I X w. moda przy­

lub z ł o c o n e , u ż y w a n e b y ł y w X V T I - , a z w ł a s z c z a X V T I I - w i e c z -

niesiona przez K e ł d e r a s z ó w i L o w a r ó w , ale głównie — j a k się

nych ubiorach.

wydaje — tych pierwszych, s t a ł a s i ę kanonem

t a k ż e w ubiorach na W ę g r z e c h — podobnie j a k monety, które

obowiązującym

t a k ż e dla innych grup C y g a n ó w p r z e b y w a j ą c y c h i w ę d r u j ą c y c h
po terenach Polski, L i t w y ,

Ukrainy.

3 4

Wyjątkiem

s ą osiadli

widzimy w

37

W p o ł o w i e X I X w. s t a n o w i ł y element znany

XIX-wiecznych

Najprawdopodobniej

Cyganie g ł ó w n i e z K a i pat, p o z o s t a j ą c y w zasadzie pod w p ł y w e m

zapożyczone

miejscowego sposobu ubierania się.

sfoju.

i na d ł u ż s z y

Kełderasze

ubiorach kobiecych

w

tam w ł a ś n i e z o s t a ł y one przez
czas w ł ą c z o n e jako s t a ł y

Rumunii.
Cyganów
element

i L o w a r z y wyszli, przecież z W o ł o s z c z y z n y

Z a p o ż y c z e n i e to — jak m o ż n a p r z y p u s z c z a ć — nie było

i Siedmiogrodu i wraz z nimi rozpowszechnione z o s t a ł y te właśnie

przypadkiem odosobnionym. T a k ż e i w innych krajach Cyganie

elementy ubioru. G d y zjawili się w Polsce, Niemczech, F r a n c j i ,

miejscowi wzorowali się na modzie przyniesionej pizez L o w a r ó w

Anglii, Ameryce, już dawno z a n i k ł a trady cja noszenia d u ż y c h

czy K e ł d e r a s z ó w . Horvathova pisze, że na Słowacji nawet osiadli

g u z ó w , wraz. z kostiumami, które w y s z ł y z u ż y c i a . R z u c a ł y się

Cyganie, ubierający się w-edług w z o r ó w miejscowej, wiejskiej

w i ę c w oczy jako element ubrania m ę s k i e g o , podobnie j a k mo­

T

płócienne

nety u kobiet (ta moda t a k ż e nie b y ł a powszechniej znana w E u ­

cholewy

ropie) . Ale z a s t a n a w i a j ą c e jest, że Cyganie, k t ó r z y tak ł a t w o zmie­

b u t ó w , zaczęli nosić w ą s y , brody, kapelusze i duże guzy przy

niali ubiory, do g u z ó w i monet przyw-iązali się na ponad sto lat,

mody,

zamienili pod w p ł y w e m

koczowników białe,

c h ł o p s k i e spodnie na szerokie, ciemne, wpuszczane w
kamizelkach.

3 5

Z w ł a s z c z a owe duże srebrno guziki ubioru m ę s k i e g o rozpow­

c z y n i ą c z nich o z n a k ę swojej p r z y n a l e ż n o ś c i , o z n a k ę c y g a ń s k o ś c i .
Wtedy gdy już od dawna jirzestaly b y ć u ż y w a n o przez nie-Cy-

s z e c h n i ł y się w ś r ó d C y g a n ó w , traktowane jako s t a ł y element

g a n ó w , s t a n o w i ł y faktyczny w y r ó ż n i k Cygana i w takim charak­

ubioru m ę ż o z y z n (np. handlarzy k o ń m i z k r a j ó w l e ż ą c y c h na po­

terze k o j a r z y ł y się nie-Cyganom. Nie jest wiadome, j a k a przyczy-

108

�I I . 18. J . Callot, Odpoczynek włóczęgów,

na z a d e c y d o w a ł a o 9pecyfioznym potraktowaniu przez nich
g u z ó w i monet — określona potrzeba czy t e ż dość przypadkowo
s t a ł y się te ozdoby t r w a ł y m elementem przez to, ż e jako przed­
mioty Wykonane z k r u s z c ó w szlachetnych n a d a w a ł y s i ę do wy­
r a ż e n i a bogactwa, do p o d k r e ś l e n i a p r e s t i ż u rodziny. M o g ł y b y
to p o t w i e r d z i ć dość znane przypadki dawania g u z ó w i monet
(tzw. galibi, galby) w zastaw, p ł a c e n i a tymi monetami okupu
za żonę. B y ć m o ż e nie wyczerpuje to odpowiedzi na pytanie,
dlaczego tak długo guzy i monety przetrwały w ubiorze c y g a ń ­
skim, bo i przecież sam ubiór K e ł d e r a s z ó w i L o w a r ó w — choć
modyfikowany — z a c h o w a ł s i ę . Mamy więc do czynienia zc
zjawiskiem bardziej z ł o ż o n y m .
W

opisach ubiorów kotlarzy niejednokrotnie

znajdujemy

u w a g ę , ż e stiojo p r z y w ó d c ó w — szefów, w ó j t ó w itd., s ą w y j ą t ­
kowo bogate; w y r ó ż n i a ich t a k ż e laska z w i e ń c z o n a srebrną czy
nawet z ł o t ą g a ł k ą . T a oznaka starszyzny plemiennej znana jest
w ś r ó d C y g a n ó w dość powszechnie i wielu o b s e r w a t o r ó w w ł a ś n i e
na laski i bogactwo u b i o r ó w zwracało u w a g ę . S t ą d t e ż bywa,, ż e
najlepiej, najstaranniej opisywanymi osobami s ą właśnie przy­
w ó d c y . I c h stroje prezentują d o s y ć s z c z e g ó l n y styl, b ę d ą c y j a k
gdyby przejaskrawionym z e s p o ł e m cech i e l e m e n t ó w
wych przy nadaniu im specyfiki c y g a ń s k i e j .

miejsco­

38

Nie z a c h o w a ł y się — jeśli w ogóle kiedykolwiek i s t n i a ł y —

pocz. X V I I w.

po staropolsku. O d m ł o d u h a n d l o w a ł k o ń m i , p o z n a ł s i ę bliżej
z Cyganami, n a u c z y ł ich j ę z y k a , z n a ł obyczaje."* Znamierowski
jako o z n a k ę swojej w ł a d z y m i a ł ćupni (cyg. bat). Narbutt, k t ó r y
w d z i e c i ń s t w i e w i d y w a ł Znamierowskiego b y w a j ą c e g o w domu
jego ojca, t a k opisuje ó w atrybut: „ T r z c i n a gruba j a k ręką o b j ą ć ,
d ł u g a około cali 24, okuta suto srebrem po obu k o ń c a c h , b y ł y to
s k ó w k i misternie zrobione przez pewnego z ł o t n i k a C y g a n a :
kwiaty, perełka, figurki k o ń s k i e , widzieć się d a w a ł y wyrobione
w s k r ó ź n ą r o b o t ą , rzemyk spiralnie owijał się w szerokie o d s t ę p y
od s k ó w k i do s k ó w k i , przy jednym k o ń c u b y ł temlak z zielonego
jedwabiu, srebrem przetykanego, z kutasikami srebrnemi, przy
drugim b y ł bizun osadzony ogromny, gruby n a trzecią c z ę ś ć
cala, długością przechodził nieco trzcinę, obok bizuna w i s i a ł y
trzy wąskie rzemyki, które z » k a ż d y m uderzeniem w y d a w a ł y
k l a s k a j ą c y odgłos. Takowe n a r z ę d z i e , u w a ż a n e z a berło w ł a d c y ,
w i s i a ł o m u zawsze u pasa, b y ł o n i e j a k i e m ś g o d ł e m dostojeń­
stwa." " W t y m samym mniej więcej czasie co i Znamierowski
„ p a n o w a ł " w dobrach R a d z i w i ł ł o w s k i c h na Litwie inny król,
J a n Marcinkiewicz, Cygan, którego w urzędzie starszego nad
Cyganami zatwierdził S t a n i s ł a w K a r o l R a d z i w i ł ł dokumentem
z 1778 r. Marcinkiewicz zarządzał Cyganami w Mirze i litewskich
dobrach R a d z i w i ł ł ó w do 1790 г., w k t ó r y m to roku z m a r ł , a urząd
objął jego s y n Ignacy. J e d n a k ż e J a n b y ł chyba ostatnim ze s ł a w ­
nych k r ó l ó w C y g a n ó w , „ z jego śmiercią zgasła ś w i e t n o ś ć tego
r z ą d u " . Narbutt i Gluziński pozostawili nam opis ubioru tego
króla C y g a n ó w , k t ó r y t a k ż e b y ł zwierzchnikiem Akademii
N i e d ź w i e d z i e j w Smorgoniach. „TJ nas w Litwie król c y g a ń s k i
Marcinkiewicz, w e d ł u g p o w i e ś c i starych C y g a n ó w , o k a z y w a ł wyt w o r n o ś ć przepychu w całej c y g a ń s k i e j ś w i e t n o ś c i . N o s i ł s i ę po
staropolsku, g ł o w y nie golił, w ą s m ial rzęsisty, kontusz k r ó t k i , pas
bogaty, szarawary ponsowe, buty żółte lub ponsowe, bizun
zamiast szabli u pasa, laska z buzdyganem w ręku, k o ł p a k ba­
rankowy na głowie (...) z kutasem z ł o t y m na wierzchu zielonym
aksamitnym, k t ó r y o t a c z a ł o siedm z ł o c i s t y c h promieni, na w z ó r
kiteczek spod barana w y g l ą d a j ą c y c h (...) U b i ó r królowej b y ł
bogaty, perła, diamenty, z ł o t o , srebro n a zausznicach, szyi,
g ł o w i e , palcach, j a ś n i a ł y ; ona sama i otaczające j ą niewiasty
b y ł y przybrane w aksamit, jedwabne materie, krepy, gazy,
9

4

4 1

opisy

dawniejszych,

XVII-

i X V I I I -wiecznych

przywódców

C y g a n ó w . Nawet tych, k t ó r z y —• j a k np. w Polsce — otrzymywali
dokumenty kancelarii królewskiej m i a n u j ą c e ich oficjalnie kró­
lami bądź „ s t a r s z y m i " c y g a ń s k i m i . Pierwsze informacje p o c h o d z ą
dopiero z k o ń c a X V I I I w. z Litwy* i d o t y c z ą d w ó c h

postaci:

J a k u b a Znamion,wskiego, wyniesionego na stolec króla c y g a ń ­
skiego poprzez przyznanie m u przywilejem S t a n i s ł a w a Augusta
w

1780 r. zwierzchnictwa nad Cyganami litewskimi, i J a n a

Marcinkiewicza. Znamierowski by) polskim szlachcicem p o w o ł a ­
n y m do z a r z ą d z e n i a Cyganami, rozsądzania sporów itd. W ę d r o - !
w a ł razem z Cyganami, nosił się t e ż tak, by nie o d s t a w a ć zbytnio
od swoich podopiecznych.

J a k pisze W ó j c i c k i : „ b y ł to dobry \

szlachcic, ogromnej statury, cerę m i a ł tak ś n i a d ą , j a k Cygan, |
a w ą s czarny, długi, s p a d a ł m u n a piersi, ubierał się z c y g a ń s k a , \

109

I

�I I . 19. Jacob de Ghey, V wróżki,

przełom X V I i X V I I

m u ś l o n y , kartuny, p ł o c i e n k a , w g u ś c i e prawdziwie maskarado­
wym."

4 2

Gluziński przekazuje nam — opierając się na opowieści

starego pracownika l e ś n e g o

w

dobiach

Radziwiłłowskich

—

w.; i l . 20. Cyganka, r y c i n a z 1674 r.

Polsce, w czasach nam b l i ż s z y c h , atrybuty piastowanej w ł a d z y
s t a ł y się jeszcze bardziej zbliżone do n i o c y g a ń s k i c h — np. Michał
K w i e k , k t ó r e g o g ł o ś n a elekcja w 1930 r. z o s t a ł a zaszczycona

inny nieco opis postaci Marcinkiewicza: „ T e n król był wysokiego

obecnością

Wzrostu, barczysty, pleczysty i k o ś c i s t y , a mimo to chuderlawy,

w prasie, w y s t ę p o w a ł przybrany w „ b i a ł o - a m a r a n t o w ą

twarz miał ściągłą, p o m a r s z c z o n ą , oczy ż y w e , nawet j a k to m ó w i ą ,

ze

ogniste, przenikliwe (...) brodę m i a ł czarną o g r o m n ą jak snop

z napisem K r ó l C y g a n ó w P o l s k i c h " ; jeszcze bardziej po kró­

złotym

samego
orłem,

Józefa

Piłsudskiego

udekorowaną

i

obszernie

licznymi z ł o t y m i

opisana
szarfę

monetami,

50

i na głowie m i a ł c z a p k ę w k s z t a ł c i e j a k b y korony, tylko bez

lewsku w y s t ą p i ł w trakcie ceremonii koronacyjnej Janusz K w i e k

krzyżyka, ale w niej b y ł o utkwione k r ó t k i e pawie p i ó r o ; suknię

— ceremonia o d b y ł a się 4 lipca 1937 Г. na Stadionie W o j s k a

m i a ł d ł u g ą , czarną, o b w i s ł ą aż do kostek, p r z e p a s a n ą czarnym

Polskiego w Waiszawie (patrz zamieszczona

ilustracja).

pasem i czerwone buty; n a szyi po wierzchu sukni miał ł a ń c u c h
Nie s p o s ó b dziś u s t a l i ć z c a ł ą p e w n o ś c i ą , czy laska jako

z grubych b i a ł y c h paciorek, z w i e s z a j ą c y c h się aż na piersi, na
k t ó r y m w i s i a ł o w y o b r a ż e n i e n i e d ź w i e d z i a , a na nim siedząca
m a ł p a , w czerwonej

kaftance..."

żu,

43

J a k p o t w i e r d z a j ą m a t e r i a ł y ikonograficzne i opisy z r ó ż n y c h
rejonów E u r o p y , w ł a ś n i e laska s t a ł a się powszechnym atrybutem
p r z y w ó d z t w a u C y g a n ó w . „ C y g a ń s k a laska z kulą. srebrną oznacza
w ł a d z ę wodza całej bandy" zanotowano z k o ń c e m X I X w. w Sie­
radzkiem,

44

„ W ó j t nosi k r ó t k ą bekieszę o srebrnych guzach
45

i laskę o srebrnej skuwce i gałce d ł u g i e j " notuje G e r s o n ; o z n a k ą
w ł a d z y jest b u ł a w a , grawerowana w różnego rodzaju motywy,
w n i e k t ó r y c h grupach szef jest jedynym uprawnionym do no­
4 6

szenia z ł o t y c h g u z i k ó w , pisze de V i d e . L a s k i z m e t a l o w ą g a ł k ą
lub okuciem z g ó r y b y ł y powszechnym atrybutem C y g a n ó w na
Bałkanach, a w każdym

oznaka g o d n o ś c i jest własną-, c y g a ń s k ą formą podkreślania presti­

razie na pograniczu j u g o s l o w i a ń s k o -

- r u m u ń s k o - w ę g i o r s k i m : „ C y g a ń s k i książę nosił laskę z m o s i ę ż n ą
g ł ó w k ą , na której b y ł a z a w i ą z a n a czerwona w s t ą ż k a jako znak
4 7

w ł a d z y " ; „ I c h książę (...) mial laskę, na niej w ę g i e r s k ą trój­
4 8

k o l o r o w ą w s t ą ż k o jako znak w ł a d z y " . „ A m e r y k a ń s c y Cyganie
z grupy K e ł d e r a s z jako oznaki w ł a d z y u ż y w a j ą k i j a z w y r z e ź b i o ­

czy t e ż p r z e j ę t ą pod w p ł y w e m n i o c y g a ń s k i e g o

otoczenia.

Często jej w y s t ę p o w a n i e u r ó ż n y c h grup C y g a n ó w i w r ó ż n y c h
krajach

mogłoby

wskazywać

na

rodowód

cygański,

chociaż

jest niemal równio m o ż l i w e , żo powszechne w przeszłości w wielu
krajach E u r o p y

oznaczanie g o d n o ś c i b u r m i s t r z ó w , w ó j t ó w czy

starszyzny wojskowej specjalnymi zdobionymi laskami lub bu­
ł a w a m i , z a u w a ż o n e bez w ą t p i e n i a przez C y g a n ó w , w p ł y n ę ł o na
n a ś l a d o w c z e , powszechne
władzy.

przyjęcie

przez nich tego atrybutu

Możliwe t a k ż e , żo o z n a c z a j ą c

przywódcę

(„władzę")

w s p o s ó b z r o z u m i a ł y t a k ż e dla n i e - C y g a n ó w mieli na uwadze
zabezpieczenie się c h o ć w części przed w ł a d z a m i n i e c y g a ń s k i m i ,
nierzadko z d r a d z a j ą c y m i

ochotę

do

podporządkowania

C y g a n ó w . Z a takim w ł a ś n i e w y j a ś n i e n i e m laski jako

sobie

elementu

stroju p r z y w ó d c y zdaje s i ę ś w i a d c z y ć brak wzmianki o t y m atry­
bucie w najdawniejszych opisach b ą d ź rycinach p r z e d s t a w i a j ą ­
cych C y g a n ó w , natrafiamy na nie dopiero w wieku
Przyjrzyjmy

się teraz

sposobowi

ubierania się

XVIII.

5 1

Romów

ną g ł o w ą u g ó r y i ozdobionego m i e d z i ą albo m o s i ą d z e m ; u hand­

w s p ó ł o z e ś n i e , po to m . i n . , by z o b a c z y ć , jak dalece wnioski nasu­

larzy k o ń m i Romaniszels o z n a k ą godności jest rodzaj stalowego

w a j ą c e s i ę z m a t e r i a ł u historycznego s ą pewnymi s t a ł y m i ten­

p r ę t a , k t ó r e g o jeden koniec jest z a k o ń c z o n y ostro, a drugi mo­
49

siężną g a ł k ą , na pręt n a ł o ż o n e są skórzane p i e r ś c i e n i e " .

110

W

dencjami, z a u w a ż a l n y m i i dzisiaj. Pominiemy tutaj p e ł n i e j s z y
opia ograniczając s i ę do w y r ó ż n i a j ą c y c h oech:

�1. Starsi m ę ż c z y ź n i n o s z ą jeszcze kamizelki ze srebrnymi
guzikami; ubiór bardzie] miejski, c h o ć z w p ł y w a m i wiejskiego,
kapelusz z szerokim rondem; kobiety starsze — szerokie marsz­
czone s p ó d n i c e w ż y w y c h kolorach, t a k ż e kolorowe bluzki, na
g ł o w a c h chustki; ozdoby —• naszyjniki, kolczyki, bransolety.
Ludzie m ł o d z i ( m ę ż c z y ź n i i kobiety) ubierają się zgodnie ze współ­
czesną modą miejską (Jugosławia, I n d i e ) .
5 2

2. K o b i e t y d ł u g i e , barwne, marszczone s p ó d n i c e , chustki,
alo w i ą z a n e z t y ł u (nie j a k u kobiet wiejskich); m ę ż c z y ź n i zgodnie
z m i e j s o o w ą w i e j s k ą m o d ą — buty w h a r m o n i j k ę na Ukrainie,
fezy, turbany, koszule we wzorek i szeroki pas w T u r c j i (re­
publiki ś r o d k o w o a z j a t y e k i e i część azjatycka Z S R R , J u g o s ł a w i a ,
R u m u n i a , T u r c j a , Polska, A m e r y k a Ś r o d k . )
5 3

3. M ę ż c z y ź n i i kobiety ubierają się tak jak miejscowa lud­
n o ś ć wiejska. Czasami w i d a ć różnicę w ubiorach m ę ż c z y z n
starszych i m ł o d y c h (np. w Serbii starsi n o s z ą ubiory tureckie,
m ł o d s i — j a k Serbowie). K o b i e t y m a j ą suknie takie jak u kobiet
wiejskich lub szarawary u muzulmanek, n a głowio chustka,
twarz nie zakryta; w y j ą t k o w o z a k r y w a ł y twarz kobiety tzw.
B i a ł y c h C y g a n ó w — Parno R o m a , w B o ś n i (Bułgaria, J u g o s ł a ­
wia — Serbia, B o ś n i a , S ł o w e n i a , T u r c j a ) . Sarong u m ę ż c z y z n ,
o h a ł a t y i szerokie spodnie, tiubetejki n a g ł o w i e ; długie okrycia
— dżelabije, na g ł o w i e jedwabna chustka przytrzymywana
grubym sznurem; kobiety sari, chałat i turban, na głowie chusta,
i l u ź n y szeroki p ł a s z c z arabski, d ł u g a s p ó d n i c a — zgodnie ze
wzorami miejscowymi, jedynie o z d ó b w i ę c e j , kolory niekiedy
ż y w s z e (Cejlon, I r a n , I r a k , republiki ś r o d k o w o a z j a t y e k i e Z S R R ,
Meksyk)
5 4

4. K o b i e t y barwne s p ó d n i o e i bluzki, m ę ż c z y ź n i ubiór zdrad z a j ą o y s k ł o n n o ś c i do mody „ w o j s k o w e j " — d u ż e guzy, wy­
sokie oficorskie buty, niekiedy czerwone (Indie, Z S R R — S y ­
beria) *

I \

ВОШ'.МПЛК

ł

N

U . 21. D . Teniers,

COriHl?. ^
Śpiący

5

5. K o b i e t y k i l k a s p ó d n i c n a k ł a d a n y c h jedna na drugą,
kolory bardzo ż y w e , wzory „ e g z o t y c z n e " ; s p ó d n i c e niekiedy
zszywane z r ó ż n o k o l o r o w y c h k a w a ł k ó w i u k ł a d a n e w plisy,
buty czerwone n a wysokim obcasie, ozdoby ze z ł o t y c h monet;
m ę ż c z y ź n i podobnie j a k miejscowi (Europa Zach., A m e r y k a
Środk.) *
3

G. M ę ż c z y ź n i modne marynarki lub garnitury, niekiedy
bardzo wyrafinowane, eleganckie, drogie jedwabne koszule,
buty lakierowane, czasami ekstrawaganckie. K o b i e t y l u ź n e ,
bogate, barwne spódnice lub d w u c z ę ś c i o w e kostiumy, niekiedy
brak fartucha; kobiety czasami w sukniach z dekoltem, a nawet
o b c i s ł y c h spodniach; d u ż o z ł o t y c h o z d ó b (Ameryka P ł n . , E u r o p a
Zaoh. i Środk. — F r a n c j a , R F N , Austria, Szwecja, a t a k ż e
Polska)
57

N a koniec jeszcze jedna uwaga. U wielu a u t o r ó w przewija się
m y ś l , ż e noszenie o d z i e ż y starej, zniszczonej i dziurawej stało się
dla R o m ó w „ n a r o d o w y m o b y c z a j e m " , nie idzie przy tym o styl
w y n i k a j ą c y z u b ó s t w a , ale o jakąś r z e k o m ą s p e c y f i k ę c y g a ń s k i e j
o b y c z a j o w o ś c i czy estotytki. A r m e ń s c y Bosza „ n i e lubią nowego
ubrania i s z y j ą c y dla nich o d z i e ż b y w a j ą zmuszani znosić ją,
a dopiero potem sprzedać C y g a n o m " . S ł o w a te p o c h o d z ą od
a u t o r ó w o znanym autorytecie —- Tokaricw (autor pierwszej
wypowiedzi) i Papazijan (drugiej) skłaniają nas do dania wiary
ich stwierdzeniom, j e d n a k ż e n i e m o ż l i w a do pogodzenia ze
zdrowym r o z s ą d k i e m i z p o w i e r z c h o w n ą c h o ć b y z n a j o m o ś c i ą
R o m ó w treść t y c h wypowiedzi ś w i a d c z y , j a k nadal jeszcze m a ł o
wiadomo o tej grupie i j a k ozęsto stereotypowe, nie weryfikowane,
a przekazywane od p o k o l e ń s ą d y powtarzane są nawet przez tych,
k t ó r z y z racji reprezentowanej dyscypliny wiedzy winni odzna­
czać się większym krytycyzmem.
58

59

Z obseiwacji w s p ó ł c z e s n y c h

ubiorów cygańskich wynika,

że:
1. Część C y g a n ó w — z a r ó w n o m ę ż c z y z n j a k i kobiet — w p e ł ­
n i p r z y j ę ł a ubiór n i e c y g a ń s k i .
2. Część różni s i ę od miejaoowej l u d n o ś c i , przy c z y m :
lub

a. ich strój przypomina n i e c y g a ń s k i ubiór z innych okolic,
b, posiada cechy nie kojarzone z ubiorem n i e c y g a ń s k i m

z innych okolic, zatem albo w ł a s n o c y g a ń s k i e , albo t a forma
ubioru t a k ż e jest przez nich p r z y j ę t a , ale zarzucona z o s t a ł a
przez t y c h , od k t ó r y c h z o s t a ł a z a p o ż y c z o n a .
3. U b i ó r w s p ó ł c z e s n y miejski jest c h ę t n i e j przejmowany
niż wiejski, do k t ó r e g o część C y g a n ó w jest uprzedzona.
4. Kobiety częściej n i ż m ę ż c z y ź n i i m ł o d z i e ż r ó ż n i ą s i ę od
l u d n o ś c i miejscowej.
5. Nawet przy z u p e ł n y m przejęciu ubioru miejscowego
pewne cechy kolorystyczne i ozdoby w y r ó ż n i a j ą C y g a n ó w .
6. Cyganie k o c z u j ą c y z reguły bardziej różnią się ubiorem
od ludności miejscowej n i ż osiadli.
7. Niekiedy w jednej m i e j s c o w o ś c i czy na niewielkim obsza­
rze s ą s i a d u j ą Cyganie różniący się z u p e ł n i e ubiorami i podtrzy­
m u j ą c y t ę o d m i e n n o ś ć —• co m o ż e w s k a z y w a ć na pewnego ro­
dzaju p r z y w i ą z a n i e do tradycji, a w k a ż d y m razie przeszłości.
8. N i e k t ó r z y n o s z ą ubiory rozmaite nawet w obrębie jednej
grupy, b ę d ą c e z b i e r a n k ą r ó ż n y c h s t y l ó w i r ó ż n e g o poohodzenia.
P o n i e w a ż n a podstawie dotychczasowego o m ó w i e n i a nie
u d a ł o się nam o d p o w i e d z i e ć w pełni na postawione pytanie,
s p r ó b u j m y teraz z a s t a n o w i ć się, czy s ą i ewentualnie jakie ele­
menty stałe w r o z m a i t o ś c i s t r o j ó w c y g a ń s k i c h , elementy, które
p o w t a i z a j ą się m o g ą c tym samym z o s t a ć uznane za s t a ł o w ubio­
rze c y g a ń s k i m , za identyfikowane przez nich jako w ł a s n e .
Rozpoczniemy od ubioru m ę s k i e g o jako prostszego do omawiaiua i nie zawierającego — j a k się wydaje —. j a k i e j ś c y g a ń s k i e j
specyfiki, a w k a ż d y m razie nie takiej, która powszeohniej d a ł a b y
się z a u w a ż y ć . Analizując s p o s ó b ubierania się m ę ż c z y z n u róż­
n y c h C y g a n ó w , w r ó ż n y c h krajach, nie udaje się w ł a ś c i w i e wy­
odrębnić jakichś reguł, które ś w i a d o m i e b y ł y b y przestrzegane
i t y m s a m y m m o g ł y w y r a ż a ć ukryte treści. N a j c z ę s t s z y m wy­
r ó ż n i k i e m ubioiu Cygana m ę ż c z y z n y od ludności tubylczej
jest jego w i ę k s z a b a r w n o ś ć czy t e ż w i ę k s z a ś m i a ł o ś ć w zesta­
wieniu barw, które ż y w o ś c i ą s w o j ą o d b i e g a j ą od wzoru miejsco-

Ul

�П. 22. Michel-Ange Merigi, Wróżąca

Cyganka

wego, ewentualnie u ż y c i e tkanin, które przez m ę ż c z y z n miejsco­

dawniejsze opisy i analiza rycin m o g ą to p o t w i e r d z i ć — nie wy­

w y c h nie s ą u ż y w a n e jako ekstrawaganckie lub n i e m ę s k i e (np.

nika, ż e b y kapelusz b ą d ź inne nakrycie g ł o w y m ę ż c z y z n b y ł o

m a t e r i a ł na marynarki w duże grochy, garnitur z tkaniny prze­

elementem koniecznym ubioru, p o s i a d a j ą c y m j a k i e ś znaczenie

tykanej

koszule

inne niż praktyczne i m o t y w a c j ę i n n ą n i ż całkowicie indywidual­

kolorach, czasami w kwiaty, jaskrawe kamizelki).

n y w y b ó r . Chociaż, j a k b y w a niejednokrotnie z m o d ą —• a nie

metalizowanymi,

0 żywych

różnokolorowymi

nitkami,

P o w y ż s z e cechy ś w i a d c z ą o pewnych s k ł o n n o ś c i a c h estetycznych.

m a m y powodu s ą d z i ć , by akurat Cyganie stanowili

S ą t a k ż e liczne p r z y k ł a d y , że nawet k o l o r y s t y k ą nie r ó ż n i ą się

i z u p e ł n i e jej nie ulegali — ona m o ż e s t a n o w i ć element decydu­

wyjątek

od miejscowego kanonu. To wkomponowanie się we w z ó r miejsco­

j ą c y wyboru; idzie tutaj oczywiśoie nie o m o d ę

w y ś w i a d c z y , że b a r w n o ś ć ubioru m ę s k i e g o nie jest c z y m ś ko­

u n i e - C y g a n ó w , ale o aktualne preferencje pośród samych Cyga­

obowiązującą

podkreślenia

n ó w . T y m samym j a k i ś wybrany s z c z e g ó ł o d z i e ż y m o ż e czasowo

c y g a ń s k o ś e i . T a k ż e kapelusz —• fragment ubioru, k t ó r y w opisach

p e ł n i ć dla ludzi z pewnej społeczności rolę oznaki p r z y n a l e ż n o ś c i

niecznym,

identyfikującym

ich,

własnym,

dla

ubiegło- i tegowiecznyeh jest kojarzony z m ę ż c z y z n ą Cyganem,

do w s p ó l n o t y ; nie jest to jednak j a k i ś s t a ł y element, jego przyję­

nie wydaje się s p r a w o w a ć jakiejś specjalnej roli. Jodynie jedna

cie m o ż e b y ć r ó w n i e szybkie j a k z u p e ł n e zarzucenie albo zastą­

znana mi w y p o w i e d ź (z B a ł k a n ó w ) motywuje noszenie kape­

pienie innym. Podobnie j a k kapelusze p r z e d s t a w i a ł a się chyba

lusza: w domu m o ż n a o b y ć się bez niego, ale do miasta bez k a ­

sprawa noszenia przez m ę ż c z y z n L o w a r ó w apaszek na szyjach

pelusza p ó j ś ć nie wypada. W t y m o k r e ś l o n y m przypadku kape­

w okresie p o p r z e d z a j ą c y m I I w o j n ę ś w i a t o w ą , apaszek, które —

lusz s t a ł

jak pisze c z ł o n e k tej w ę d r o w n e j społeczności Yoors —• b y ł y

się symbolem

eleganckiego,

ubioru o d ś w i ę t n e g o ,

elementem,

który

przy

niecodziennego,

niedostatku

środków

oznaką L o w a r a .

6 0

1 m o ż l i w o ś c i sygnalizuje jednak s y t u a c j ę o d m i e n n ą niż codzienna.

P r z y j r z y j m y się teraz w podobny s p o s ó b ubiorowi kobiece­

Może to b y ć zatem przypadek analogiczny do tego, k t ó r y widzie­

mu. We wszystkich niemal w s p ó ł c z e s n y c h opisach — t a k ż e , j a k

l i ś m y w ostatnim, czwartym odcinku serialu Cygan produkcji

p a m i ę t a m y , w literaturze dawnej — p o d k r e ś l a n a jest b a r w n o ś ć

radzieckiej, pokazywanego w i o s n ą 1982 i . w T V P . K i e d y po­

ubioru kobiet c y g a ń s k i c h . Często jest mowa o p ł a c h t a c h , jakimi

z y t y w n y bohater filmu B u d u a j , Cygan, b y ł y czeiwonoarmista,

się o w i j a j ą ; nie zawszo jest jasne, czy idzie o rodzaj chusty,

dowiaduje się, że ta, do k t ó r e j t ę s k n i ł przez poprzednie trzy od­

czy też o długą, p r o s t ą w kroju s u k n i ę , jakby k o s z u l ę . R y c i n y

cinki, k o ł c h o ź n i c a A n a s t a z j a , oczekuje go, w radości p r z y g o t o w a ń

dawne

do godnego p r z y j a z d u kupuje przede wszystkim n o w ą c z a p k ę ,

jednoczęściowych

często

pokazują

kobiety

cygańskie

właśnie

odpowiednio w i d o c z n ą z daleka, s z t y w n ą , z a s o b n ą . Spotkawszy

często na tych dawnyoh rycinach widzimy Cyganki w ubiorach

sukniach-koszulaeh. J e d n a k ż e

m a ł e g o , prawie gołego c y g a ń s k i e g o c h ł o p c a , k t ó r e g o postanawia

dwuczęściowych,

zabrać ze s o b ą , t a k ż e zaopatruje go w c z a p k ę , jeszcze w i ę k s z ą ,

całość z górą ubioru. T a k t e ż najczęściej przedstawiane s ą C y ­

jeszoze

ganki n a ilustracjach X I X - w i e c z n y c h i w s p ó ł c z e s n y c h . T a nie-

112

bardziej w i d o c z n ą .

Ze

współczesnych

obserwacji -—•

gdzie s p ó d n i c a

w takich

chyba r ó w n i e

nie jest p o ł ą c z o n a

w

jedną

�wielka pozornie różnica m a dalekie implikacje w y c h o d z ą c e poza
s a m ą formę ubioru. M.in. d w o i s t o ś ć owa ś w i a d o z y najprawdopo­
dobniej, że j u ż w dawniejszych czasach Cyganie stanowili zróż­
n i c o w a n ą społeczność, gdzie i s t n i a ł y grupy bardziej zaohowawoze
i takie, które u l e g ł y silniejszym w p ł y w o m otoczenia p r o w a d z ą c y m
m.in. do zmian w ś w i a d o m o ś c i , systemie norm etycznych.
T r z y są stałe cechy ubioru kobiet, pisze F i c o w s k i : f a ł d z i s t a
s p ó d n i c a , chusta i ozdoby; są to cechy, k t ó i e t a k ż e dzisiaj okreś­
lają strój C y g a n e k . Ozdoby tymczasem p o m i ń m y . Spódnioa
i chustka to dwa elementy, które — j a k się przekonujemy ana­
l i z u j ą c ubiór kobiecy — są niemal s t a ł e , n i e z a l e ż n i e od w p ł y w ó w
miejscowych i grupy. S p ó d n i c a (i o k r y w a j ą c y j ą fartuch) i chustka
mimo zmiany m ó d , kolorystyki, czasami nawet kroju, o k r e ś l a j ą
k o b i e t ę c y g a ń s k ą . S p ó d n i c a jest najczęściej szeroka, z przodu
m a d u ż ą k i e s z e ń , do k t ó r e j kobieta chowa k a r t y potrzebne do
w r ó ż b y , t y t o ń lub papierosy, zapałki, p i e n i ą d z e , niekiedy k i e s z e ń
t ę stanowi ozdobny, zawieszony n a pasie woreozek; dopiero na
s p ó d n i c ę idzie d u ż y fartuch k r y j ą c y o w ą k i e s z e ń , ale i s a m ą s p ó d ­
nicę — obecnie bywa, ż e k i e s z e ń jest na fartuchu. N a ramiona
zarzucona jest wielka chusta, czasami przechodzi ona pod jednym
ramieniem. N a g ł o w i e chustka, u n i e k t ó r y c h z w i ą z a n a z t y ł u ,
rzadziej pod brodą. Niekiedy chustka i s p o s ó b jej w i ą z a n i a jest
w y r ó ż n i k i e m „ p r a w d z i w y c h " C y g a n ó w w ś r ó d grup, k t ó r e miesz­
kając w p o b l i ż u różnią się u b i o r e m . Czasami s p o s ó b z w i ą z a n i a
chustki różni kobiety c y g a ń s k i e — co jest p o d k r e ś l a n e — od
miejscowych c h ł o p e k w i ą ż ą c y c h je najczęściej pod b r o d ą .
D u ż a chusta niekiedy jest noszona n i e z a l e ż n i e od chustki na
g ł o w i e . S ł u ż y ona — j a k i dawniej — do noszenia dziecka. W s p ó ł oześnie obserwatorzy z w r a c a j ą u w a g ę , ż e w ostatnich kilkunastu
latach starsze kobiety z a c z ę ł y n o s i ć chustki nie n a g ł o w i e , lecz
na s z y i , oraz żo ubiór w y j ś c i o w y , do miasta, w t y m t a k ż e c h u s t k a ,
jest strojniejszy niż u ż y w a n y w domu czy o b o z i e .
Jeszcze
w y r a ź n i e j podkreśla to u C y g a n ó w u k r a i ń s k i c h Barannikow.
„ C y g a n k i - w r ó ż k i (koczujące) n o s z ą pstrokate s p ó d n i c e z kwieci­
stego m a t e r i a ł u , kwiecisty szal i bogate namista (cyg. ozdoby).
Ale w takim stroju o h o d z ą tylko w r ó ż y ć i ż e b r a ć — w domu
ubierają się tak j a k kobiety u k r a i ń s k i e . " M a m y w i ę o tutaj do
czynienia nie tylko — j a k się wydaje — z przypadkiem staran­
niejszego ubierania się przy wychodzeniu z domu, co jest pow­
szechne, ale j a k b y p o d k r e ś l a n i a swojej c y g a ń s k o ś o i . W y n i k a
w i ę c , ż e s p ó d n i c a i fartuch oraz chustka n a g ł o w i e m o g ą b y ć —
c h o ć b y przez s w o j ą p o w s z e c h n o ś ć — uznane z a c y g a ń s k i e ele­
menty ubioru.
61

62

6 3

64

w faituchu i chustce na głowie. W ogóle informacje na temat
noszenia spodni s ą bardzo rzadkie i w większości grup opinia spo­
łeczna wręcz zabrania tego kobietom. Zdarza się u C y g a n ó w
z dawna o s i a d ł y c h , np. w Polsce tych, k t ó r z y m i e s z k a j ą w g ó r a c h ,
że m ł o d e dziewczyny naśladując wzory miejscowe c h o d z ą w spod­
niach, j e d n a k ż e w y j ś c i e z a m ą ż powoduje r e z y g n a c j ę z tej części
ubioru, a raczej k o n i e c z n o ś ć jej zarzucenia. T r w a ł o ś ć i powszech­
n o ś ć u ż y w a n i a przez kobiety spódnicy* i fartucha oraz chustki
w y j a ś n i a s i ę , gdy o d w o ł u j e m y się do innych e l e m e n t ó w kultury
C y g a n ó w (przede wszystkim do pojęcia c z y e t o ś c i - n i e c z y s t o ś c i ,
do systemu norm i tzw. s k a l a ń ) . W dalszej perspektywie sprowa­
dza się to do w s p ó l n e g o zagadnienia, do opozycji c z y s t o ś c i - n i e e z y s t o ś c i . Chustka jest o z n a k ą statusu kobiety z a m ę ż n e j , s p ó d ­
nica i fartuch m a j ą szerszy aspekt — informują o n i e c z y s t o ś c i
w y n i k a j ą c e j z bycia k o b i e t ą , ale w zasadzie, p o n i e w a ż kobieta
od momentu dojrzałości seksualnej jest gotowa do z a m ą ż p ó j ś c i a
i p o n i e w a ż zwykle szybko staje się żoną, a w k r ó t c e m a t k ą ,
chustka t a k ż e p e ł n i p o d o b n ą rolę co s p ó d n i c a i fartuch. Suther­
land rozważając problem c z y s t o ś c i - n i e c z y s t o ś c i kobiet c y g s ń ekich dochodzi do wniosku, że Cyganie są s p o ł e c z n o ś c i ą , w której
p o d z i a ł n a lepszą i gorszą, część nie przebiega w pionie (lewa
i prawa strona ciała, l?\va i prawa ręka, ruch w prawo i w lewo
e t c ) , ale w poziomie — na d o l n ą , gorszą, brudniejszą część ciała
i górną lepszą, c z y s t ą . To stwierdzenie w y j a ś n i a ł o b y t e ż p e w n ą
różnicę w roli chustki i s p ó d n i c y wraz z fartuchem. Chustka jest.,
j a k w s p o m n i a ł e m , bardziej s y g n a ł e m d o t y c z ą c y m pozycji, roli
t p o ł e c z n e j , s p ó d n i c a zakrywa dolne, nieczyste partie ciała.
7 0

U C y g a n ó w kobieta jest ograniczona szeregiem z a k a z ó w ,
k t ó r y c h naruszenie powoduje komplikacje — o dziwo jednak
w znacznym stopniu dla m ę ż c z y z n , dla C y g a n ó w . J a k powie­
d z i e l i ś m y już, dolne partie ciała kobiety s ą nioczyste, dotknięci"
ich jest zabronione, ą naruszenie zakazu prowadzi do ogłoszenia

65

I I . -2a. Morelli, Młoda

Cyganią,

17GL' r.

^
J e ż e l i mimo u p ł y w u czasu nie z a n i k ł y , jeżeli nie w y p a r ł y
oh mody miejscowe, to b y ć m o ż e ukryto jest w nich jakieś inne
prócz praktycznego znaczenie. T y m w i ę c ubiór Cyganek r ó ż n i ł b y
się od ubioru m ę ż c z y z n i t y m t ł u m a c z y ł a by się jego specyficzna
p o w s z e c h n o ś ć i t r w a ł o ś ć . Z w r ó ć m y u w a g ę n a pewne sytuacje,
któro zdają się p o t w i e r d z a ć , że właśnie w przypadku stroju
kobiet mamy do czynienia z jego specjalnym znaczeniem. Kobie­
ty ubierają się w o d z i e ż k u p n ą , m ł o d e , zgodnie z m o d ą , t a k ż e
w spodnie, ale kobiety z a m ę ż n e n o s z ą d ł u g ą , b a r w n ą , m a r s z c z o n ą
spódnicę, bo „ w k r ó t k i e j nie wypada iść do miasta"; znane są
przypadki p i ę t n o w a n i a czy nawet karania kobiet i dziewczyn,
jeśli u c h y b i ł y nakazowi noszenia długiej s p ó d n i c y . „ W drugim
dniu wesela (po nocy poślubnej) m ł o d e j z a w i ą z u j ą c h u s t k ę n a
głowie i fartuch n a s p ó d n i c y , z m i e n i a j ą toż jej uczesanio (...)
j h u s t k ę w i ą ż ą k o ń c a m i z t y ł u g ł o w y (...) e dżiuwli naj slobodo
te phirel angla murś śernangi — z a m ę ż n a kobieta nie powinna
p o k a z y w a ć się m ę ż c z y z n o m z nie p i z y k r y t ą g ł o w ą . "
„Kobieta
nie m o ż e publicznie p o k a z a ć się bez fartucha i chustki na g ł o w i e ,
bo to wstyd, dziewczyny m o g ą ubierać się po miejsku, ale po
z a m ą ż p ó j ś c i u j u ż m u s z ą n o s i ć fartuch i c h u s t k ę ;
kobieta
ciężarna nie ś m i e p o k a z a ć się ludziom na oczy bez f a r t u c h a .
Z t y c h c y t a t ó w w y n i k a dość jednoznacznie, ż e s p ó d n i c a i fartuch
oraz chustka to s t a ł e elementy kobiecego ubioru i że p e ł n i ą j a k ą ś
s z c z e g ó l n ą rolę. Badacze wielokrotnie podkreślali, że od mo­
mentu z a m ę ś o i a kobiety zawsze c h o d z ą w s p ó d n i o a o h — nawet
jeśli niekiedy w c z e ś n i e j n o s i ł y spodnie — najozęściej t a k ż e
6 6

6 7

6 8

69

113

I

�groźby

skalania. W

przypadku młodych

dziewcząt

niekiedy

nie pierwsza menstruaoja, ale dopiero z a m ą ż p ó j ś c i e i pierwszy
kontakt p ł c i o w y c z y n i ą z nioj i s t o t ę n i e c z y s t ą (stąd przytoczony
w y ż o j p r z y k ł a d K e ł d e r a s z ó w rosyjskich, k t ó r z y po nocy p o ś l u b n e j
n a k ł a d a j ą m ł o d e j fartuch). W praktyce, p o n i e w a ż

dziewczęta

wydawane s ą za m ą ż b e z p o ś r e d n i o po o s i ą g n i ę c i u

biologicznej

dojrzałości,

jej n i e c z y s t o ś ć

i możliwość

kalania s p r o w a d z a j ą

się do tego samego.
W y j a ś n i a się tutaj, dlaczego powszechne jest u kobiet oyg a ń s k i c h noszenie fartucha i dlaczego, nawet w t y c h grupach,
gdzie zasady kodeksu c z y s t o ś c i u l e g ł y c z ę ś c i o w e m u przynajmniej
zapomnieniu,

fartuch,

zwłaszcza

w

sytuacjach

specjalnych,

jest noszony. Bowiem — z w r ó c i ł a na to u w a g ę O k e l y

7 2

-— dla

Cyganek fartuch nie jest o c h r o n ą o d z i e ż y , j a k bywa to zwykle
dla

kobiet

niecygańskich,

fartuch chroni przed jej

odzieżą,

przed d o t k n i ę c i e m s p ó d n i c y i przed m o ż l i w o ś c i ą skalania. D l a ­
tego k i e s z e ń w spodniej' m o ż e s ł u ż y ć do chowania kart (do w r ó ­
osoby dopuszczającej się togo magerdo — skalanym, i powoduje
w y ł ą c z e n i e (aż do oczyszczenia) ze społeczności —• z o s o b ą t a k ą
nie m o ż n a jeść ani p i ć z jednego naozynia, by nie s t a ć się samemu
nieczystym.

żenia nie swoim, ale nieczystym gadziom)

albo

papierosów,

z a p a ł e k , czyli p r z e d m i o t ó w osobistego u ż y t k u kobiety, ale nie
wolno c h o w a ć tam jedzenia, t y m bardziej pod s p ó d n i c ę (kury
ukradzionej nie wolno włożyć

73

pod spódnioę —• pisze F i c o w s k i ) .

Jedzenie czasami m o ż n a s c h o w a ć pod fartuch, ale u wielu C y ­

Skoro d ó ł ciała jest nieczysty, zatem i odzież m a j ą c a bez­
pośredni kontakt z t y m i częściami jest nieczysta i zetknięcie
z n i ą kala w taki sam s p o s ó b j a k z c i a ł e m ; talerz п р . , którego
Cyganka dotknie s p ó d n i c ą , nie da się o c z y ś c i ć , trzeba go wyrzu­

g a n ó w i to jest zabronione, jedzenie n a l e ż y z a w i n ą ć w fartuch
lub o h u s t ę , k t ó r ą nosi się na plecach. T a k w i ę c nieczysta jest
s p ó d n i o a , fartuch jest czysty, m o ż n a w y t r z e ć się nim, u ż y ć go
jako obrusa, nawet m o ż n a n o s i ć w nim c h l e b .

74

cić. Ale nie wszystkie kobiety kalają s p ó d n i c ą . S p ó d n i c a starej
kobiety lub dziecka nie k a l a .

71

W y n i k a z togo jednoznacznie,

Z tekstu t ł u m a c z o n e j na polski autobiograficznej

powieści

że kobieta i jej s p ó d n i c a kalają tylko w okresie jej biologicznej

L a k a t o s a Krajobraz

widziany przez dym w y w n i o s k o w a ć m o ż e m y

zdolności do rozrodu, w okresie od pierwszej do ostatniej men­

o jeszcze jednej funkcji s p ó d n i c y . Mowa jest t a m o u ż y w a n i u

struacji. P ó ź n i e j , gdy jest j u ż po prostu starym c z ł o w i e k i e m ,

s p ó d n i c y jako przykrycia siana pod g ł o w ę podczas snu. M o ż n a

lub w c z e ś n i e j , zanim dojrzeje, kontakt z n i ą nie niesie za s o b ą

by odebrać to jako błąd t ł u m a c z e n i a i s ą d z i ć , że n a p r a w d ę idzie
o fartuch, lub jako informację, ż e w opisywanej

społeczności

s p ó d n i c a utraciła swoje k a l a j ą c e właściwośoi wobec zarzucenia
dawnych z w y c z a j ó w i norm, wobec dezintegraoji kultury. Ale
w obu opisywanych przez L a k a t o s a przypadkach sytuacja jest
podobna, m ł o d a dziewozyna p o d ś c i e l a m ł o d e m u c h ł o p a k o w i s w o j ą
s p ó d n i c ę pod g ł o w ę — jest w t y m , j a k s ą d z ę , zawarta bardzo
U . 24. Cyganie tureccy, rycina z X I X w.; il. 25. Cyganka, rycina
z X I X w.

w a ż n a informaoja. W ten s p o s ó b dziewczyna daje z n a ć , ż e jest
czysta, niewinna, g d y ż inaczej nie o ś m i e l i ł a b y się kłaść swojej
dolnej o d z i e ż y pod g ł o w ę m ę ż c z y ź n i e .

7 5

Podobnie nieczystym fragmentem ubioru s ą kobieoe buty
(pantofle).

I c h t a k ż e nio n a l e ż y

d o t y k a ć , p o n i e w a ż grozi to

skalaniem. G d y Cygan uwiedzie C y g a n k ę i nie chce s i ę z n i ą o ż e n i ć ,
gdy bije j ą „ b e z uzasadnienia" lub w inny s p o s ó b k r z y w d z i ,
ona m o ż e w akcie samoobrony u ż y ć pantofla lub s p ó d n i c y —•
uderzony t y m Cyga,n staje się nieczysty i dopiero decyzja c y g a ń ­
skiego s ą d u , p o ł ą c z o n a z z a d o ś ć u c z y n i e n i e m kobiecie, m o ż e go
o c z y ś c i ć i w p r o w a d z i ć n a p o w r ó t do grupy. Mamy w i ę c widoczny
jeszcze jeden aspekt — s p ó d n i o a i pantofel, g r o ź n e , nieczyste
przedmioty, p e ł n i ą funkoję p o z y t y w n ą , chroniącą k o b i e t ę przed
n i e u z a s a d n i o n ą agresją lub innego rodzaju k r z y w d ą .
Przekonanie o n i e c z y s t o ś c i

s p ó d n i c y , pantofla

i dolnych

części ciała kobiecego jest na tyle silne, że d a w a ł o o sobie znać
w r ó ż n y c h , pozornie bez z w i ą z k u z t y m sytuacjach. Wielokrotnie
zwracano u w a g ę — np. w Polsce, w trakcie podejmowanych prób
osiedlania C y g a n ó w — że Cyganie c h c ą m i e s z k a ć w domkach jed­
norodzinnych, a nie w blokach, chyba że mieszkanie b ę d z i e na
n a j w y ż s z y m piętrze. Z a z w y c z a j t ł u m a c z o n o to sobie c i ą g o t a m i
do natury i n i e m o ż n o ś c i ą przyzwyczajenia się do cywilizacji.
Przyczyną

prawdziwą

jest

jednak w ł a ś n i e

owo

przekonanie

o n i e c z y s t o ś c i dolnych partii c i a ł a kobiety. Mieszkanie pod k i m ś
narażało Cygana na skalanie, a w k a ż d y m razie s t a w i a ł o w sy­
tuacji niezręoznoj, u w ł a c z a j ą c e j . Nawet gdy w y ż o j m i e s z k a j ą c y ­
mi byli nie-Cyganie, bowiem — j a k s t w i e r d z i ł jeden z r o z m ó w ­
ców Ficowskiego

76

— nie jest przyjemnie m i e s z k a ć pod jaką­

kolwiek k o b i e t ą .
Spódnioa pełni w ś w i a d o m o ś c i rolę w a ż n i e j s z ą niż pantofel,
bo z a k r y w a b e z p o ś r e d n i o najbardziej intymne i nieczyste części

114

�c i a ł a . Kobiece ciało w ogóle powinno być" zakryte, nawet gdy
kobieta do karmienia n i e m o w l ę c i a wyjmuje pierś, winna c z y n i ć
to tak, by nie b y ć w i d z i a n ą przez m ę ż o z y z n (to jest brudne,
m ó w i r o z m ó w c z y n i O k e l y ) , ale w n i e k t ó r y c h grupach ten w ł a ś ­
nie zakaz nie jest zbyt rygorystycznie przestrzegany (np. u części
C y g a n ó w z P ł w . B a ł k a ń s k i e g o , patrz t a k ż e reprodukowana
obok p o c z t ó w k a p r z e d s t a w i a j ą c a r u m u ń s k ą C y g a n k ę , sprzedaw­
c z y n i ę k w i a t ó w ) . J e d n a k ż e przestrzega się zasady z u p e ł n e g o
osłaniania dolnych części ciała.
77

7 8

P o w r ó ć m y teraz do dykło (cyg. chustka); j a k w y ż e j z o s t a ł o
powiedziane, jest to oznaka kobiety z a m ę ż n e j , m ł o d e kobiety
m o g ą c h o d z i ć bez niej lub u ż y w a ć jej z i m ą po prostu jako ochrony
przed zimnem, ale wtedy chustka jest z w i ą z a n a pod brodą,
podczas gdy kobieta z a m ę ż n a w i ą ż e j ą z t y ł u g ł o w y . N a k a z sta­
łego noszenia przez nio chustki jest t a k silny, ż e nawet podczas
czesania niekiedy nie z d e j m o w a ł y jej z g ł o w y — o d s ł a n i a ł y p o ł o ­
w ę g ł o w y p r z y t r z y m u j ą c r ę k ą c h u s t k ę , n a s t ę p n i e c z e s a ł y tak
samo d r u g ą p o ł o w ę i dopiero potem z a w i ą z y w a ł y z n ó w c h u s t k ę .
W y m o w a chustki jako znaku m ę ż a t k i tak jednoznacznie jest od­
czytywana, ż e niekiedy matki w i ą z a ł y chustki tak j a k u m ę ż a t e k
d o r a s t a j ą c y m c ó r k o m , by uchronić je przed p o r w a n i e m . Do
niedawna bowiem (a w n i e k t ó r y c h grupach c y g a ń s k i c h —- choć
rzadko — jeszcze nadal) porywanie d z i e w c z ą t i kobiet b y ł o
p o w s z e c h n ą z a s a d ą zawierania m a ł ż e ń s t w a ,
praktykowaną
zwłaszcza wtedy, gdy m o ż n a b y ł o s p o d z i e w a ć się oporu r o d z i c ó w
m ł o d e j przed wydaniej jej za p r a g n ą c e g o j ą p o ś l u b i ć lub gdy
inne porozumienie zawarli w c z e ś n i e j w sprawie j e j z a m ą ż p ó j ś c i a .
Porwanie dziewczyny i pobyt jej z m ę ż c z y z n ą przez noc poza
obozowiskiem rodzinnym jednoznacznie b y ł o rozumiane jako
dopełnienie m a ł ż e ń s t w a i później już jedynie legalizowano je
wobec grupy. Dlatego w i ę c czasami matki s y m u l o w a ł y s y t u a c j ę ,
ż e córki s ą j u ż z a m ę ż n e , w i ą ż ą c i m chustki na głowie. Obecnie
m a ł ż e ń s t w a przez porwanie z d a r z a j ą się rzadko, w y s z ł y raczej
ze zwyczaju, s t ą d i rola chustki jako znaku z m n i e j s z y ł a s i ę .
M ł o d e dziewczyny — nawet m ę ż a t k i — niekiedy w ogóle jej nie
n o s z ą . Starsze czasami nie n a g ł o w i e , lecz na szyi, chooiaż w przy­
padku starszych zwyozaj noszenia chustki n a g ł o w i e utrzymuje
się nadal bardzo powszechnie. S ą d z ę , ż e nieprzypadkowe jest to
w s p ó ł c z e s n e osłabionie rygoru noszenia chustki w sytuacji, gdy
i zwyozaj porywania kobiet s t a ł s i ę rzadki.
7 9

80

R e a s u m u j ą c : s p ó d n i o a , fartuch, ohustka s ą t y m i elementami
ubioru kobiet c y g a ń s k i c h , k t ó r e — mimo podlegania w p ł y w o m
miejsoowym, n i e o y g a ń s k i m — u z n a ć m o ż n a za w ł a s n e , trwale
zrośnięte z t ą g r u p ą , za wyznaczniki c y g a ń s k o ś c i , k t ó r y c h
istnienie jest ś w i a d e c t w e m s p ó j n o ś c i grupy, joj o d r ę b n o ś c i , jej
o s o b o w o ś c i kulturowej. „ D a w n y ubiór pozwala z a c h o w a ć c n o t ę
kobietom."
81

Nie da się dzisiaj o d p o w i e d z i e ć na wszystkie pytania doty­
c z ą c e omawianego w y ż e j zagadnienia. Nadal k w e s t i ą pierwszo­
p l a n o w ą jest, n a ile dykło i spódnica wraz z fartuchem i ich
znaczenie m a j ą ściśle c y g a ń s k i r o d o w ó d , a w jakim stopniu
m o ż l i w e jest przejęcie całego z e s p o ł u z w i ą z a n y c h z tym treści
od n i e - C y g a n ó w i w jakim momenoie historii C y g a n ó w m o g ł o to
n a s t ą p i ć . Najdawniejsze znane przedstawienia ikonograficzno
nie bardzo p o z w a l a j ą u s t a l i ć , czy istotnie nakrycie g ł o w y i spód­
nica w p o c z ą t k a c h historii C y g a n ó w w E u r o p i e p e ł n i ł y już swoje
dzisiejszo role. N a X V - i X V I - w i e c z n y c h rycinach kobiety wy­
s t ę p u j ą w nakryciach g ł o w y , k t ó r y c h pochodzenia nie bardzo
j e s t e ś m y pewni, to te, co kojarzone są i b y ł y z Orientem, albo
t e ż w nakryciach p r z e j ę t y c h bez w ą t p i e n i a od tych, w ś r ó d k t ó ­
rych p r z y s z ł o im w ę d r o w a ć . Ale j u ż n a rycinach X V I - w i e c z n y c h
— choć nie wszystkich — kobiety są w chustkach (patrz zamiesz­
czona obok rycina). F a k t , że wszystkie kobiety na tej rycinie
m a j ą na g ł o w a c h chustki, i to chustki jednakowo z a w i ą z a n e ,
wskazuje, że nie jost to przypadkowe. Najprawdopodobniej
w ł a ś n i e t a rycina (ale podobne nakrycia widzimy n a wielu
w s p ó ł c z e s n y c h reprodukowanej i p ó ź n i e j s z y c h ) ś w i a d c z y , że chust­
k i p e ł n i ł y s w o j ą i d z i ś z n a n ą rolę. Pozostaje k w e s t i ą o t w a r t ą ,
c z y w ó w c z a s p r z e j ę t y z o s t a ł przez C y g a n ó w zwyczaj speojalnego

I

28

I I . 26. Cygan węgierski, rycina z X I X w.; il. 27. Cygan z W o ł o s z ­
czyzny, X I X w.

�k t ó r z y d z i ś z a c h o w u j ą zwyczaje identyfikowano pizcz nas
(i nich) jako c y g a ń s k i e , przejęli jo na B a ł k a n a c h , ci z a ś , którzy nio
p o s i a d a j ą t y c h w y r ó ż n i k ó w , przybyli p ó ź n i e j , a c a ł y z a s ó b
treści z w i ą z a n y c h z p o j ę c i e m c z y s t o ś c i i n i e c z y s t o ś c i kobiet
b y ł im zawsze obcy. Może dalsze badania p o z w o l ą ustalić, k t ó r a
z wymienionych lub jeszczo innych możliwości jest prawdziw a.
r

N i m przejdziemy do k o ń c o w y c h uwag n a temat ubioru cy­
g a ń s k i e g o , jeszcze dwa zagadnienia n a l e ż y p o r u s z y ć , po pierwsze
o w ą b a r w n o ś ć , która tak c z ę s t o jost p o d k r e ś l a n a , i o z d o b y ,
t a k ż e rzucające się w oczy większości p i s z ą c y c h o Cyganach.
W ł a ś c i w i e obie te rzeczy- s p r o w a d z a j ą się moim zdaniem do jed­
nego zagadnienia — pewnej swoistej c y g a ń s k i e j estetyki. C z y m
jednak w y j a ś n i ć tę od p o k o l e ń t r w a j ą c ą s k ł o n n o ś ć do o z d ó b i do
żywy ch barw'/ Romowie częściej n i ż otoczenie, niż s p o ł e c z n o ś c i ,
wśród k t ó r y c h p r z e b y w a j ą , t w o r z ą (z r ó ż n y c h przyczyn) z a m k n i ę ­
to, a w k a ż d y m razie mocno w e w n ę t r z n i e skonsolidowane grupy,
o silnych w i ę z i a c h rodzinnych. P o n i e w a ż wychowanie m ł o d y c h
dokonuje się niemal w y ł ą c z n i e w tym ś r o d o w i s k u , m o ż l i w o jest,
że ó w kanon kolorystyczno-estetyczny- t r w a w ł a ś n i e poprzez
powielanie pewnego wzoru. J e d n a k ż e nie da się — j a k s ą d z ę —
w y j a ś n i ć w y ł ą c z n i e n a ś l a d o w n i c t w e m pewnej
obserwowanej
s k ł o n n o ś c i do b a r w n o ś c i , w y r ó ż n i a j ą c e j C y g a n ó w . P r z e c z y ć by
temu mogjy najdawniejsze w i a d o m o ś c i i informacje. W nich t a k ż e
p o d k r e ś l a n a b y ł a b a r w n o ś ć ubioru c y g a ń s k i e g o . Tyle że m o g ł u
ona w y n i k a ć z faktu, iż n o s z ą c nie ubrania j a k i e g o ś ściśle określo­
nego, w ł a ś c i w e g o w y ł ą c z n i e sobie kroju, lecz to, co otrzymali
lub kupili, i łącząc w s p o s ó b dowolny, niezgodny z p r z y j ę t y m i
zasadami kompozycyjnymi i estetycznymi poszczególne części
już samym t y m zwracali u w a g ę , co zostało odnotowane w postaci
T

oznaczania kobiet z a m ę ż n y c h (wraz z w i n i ą c y m i sio z t y m za­
sadami), czy t e ż jest to dziedzictwo znacznie starsze, b y ć m o ż e
jeszcze indyjskie.
K o l e j n ą k w e s t i ą jest fartuch i s p ó d n i c a . Wiemy z opisów,
widzimy to t a k ż e n a rycinach, że Cyganki u ż y w a ł y ubiorów
r ó ż n y c h , c z ę s t o j e d n o c z ę ś c i o w y c h . J u ż jednak na tych dawnych
rycinach niektóro z nich w y s t ę p u j ą w ubiorach d w u c z ę ś c i o w y c h ,
przy czym na s p ó d n i c y widoczny jest fartuch. Zatem — podobnie
j a k i w przypadku chustki — m o ż o to b y ć ś w i a d e c t w o istnienia
j u ż v/ p o c z ą t k o w y c h okresach europejsku'j historii C y g a n ó w
podobnego rodzaju w y o b r a ż e ń , jakie i dziś znajdujemy, wyobra­
ż e ń w i ą ż ą c y c h się z k o b i e t ą i jej n i e c z y s t o ś c i ą , c h o ć brak na to
wystarczających dowodów.
R o z m a i t o ś ć ubiorów c y g a ń s k i c h kobiet m o ż e w s k a z y w a ć
n a i n n ą jeszcze m o ż l i w o ś ć . Jost wiadomo, że Cyganie wyszli
z I n d i i o k o ł o X w. — m ó w i ą to analizy lingwistyczne — prawdo­
podobnie nic j e d n ą , ale kilkoma falami. Wiadomo l e ż , że więk­
szość z nich doh'.rla do E u r o p y przez Turcję i B a ł k a n y , gdzie
m i a ł miejsce długi dość — bo t r w a j ą c y prawdopodobnie kilka­
d z i e s i ą t lat — p o s t ó j ; n i e k t ó r e grupy d o t a r ł y jednak z p o m i n i ę ­
ciem B a ł k a n ó w , b e z p o ś r e d n i o z A z j i Centralnej przez R o s j ę do
Skandynawii i potem Europy* Centralnej i Zachodniej. Jost więc
i t a k a m o ż l i w o ś ć , że ci, k t ó r z y przybyli w c z e ś n i e j , ulegli n a tyle
znacznemu o d d z i a ł y w a n i u miejscowemu, że w momencie kiedy
rozeszli się po Europie, i s t n i a ł y już znaczne różnice m i ę d z y nimi
i a tymi, k t ó r z y przybyli w p ó ź n i e j s z y c h falach. R ó ż n i c e , które
u w i d o c z n i ł y s i ę m.in. w przekazach pisanych i na rycinach.
M o ż l i w e , że cy-ti wane w c z e ś n i e j informacje z literatury, źródeł
historycznych, prezt ntowane tutaj — o c z y w i ś c i e z konieczności
bardzo w y b i ó r c z o — ryciny s ą mimo zasadniczych różnic m i ę d z y
nimi prawdziwe, ale p o k a z u j ą różne grupy C y g a n ó w , na r ó ż n y m
etapie przejmowania obei-ch w p ł y w ó w . Jest wreszcie jeszcze
jedna m o ż l i w o ś ć , odwrotna do poprzedniej, ż e to właśnie ci,
4

116

�T l . 28. L i z a i Todor Ćoron, K e ł d e r a s z e , fot. z 1913 г.; i l . 29. W a s i l i , syn Andreasa Ćoron, fot. z 1911 г.; i l . 30. Szef C y g a n ó w , R o s j a ,
koniee X I X w.; il. 31. Zanko — szef K e ł d e r a s z ó w francuskich

s t w i e r d z e ń o pstrej b a r w n o ś c i ich u b i o r ó w . Przybycie większości
C y g a n ó w do E u r o p y przez B a ł k a n y (w owym czasie pod bezpo­
ś r e d n i m w p ł y w e m islamu i kultury tureckiej), przyniesienie
s t a m t ą d zapewne f r a g m e n t ó w u b i o r ó w m o g ł o t a k ż e w p ł y n ą ć
na o w ą p o d k r e ś l a n ą b a r w n o ś ć . T a k więc kolorystyka — b a r w n o ś ć
w e d ł u g k r y t e r i ó w n i e c y g a ń s k i c h — ich ubiorów zdaje się w y n i k a ć
z c z y n n i k ó w d o ś ć przypadkowych. Jest to w z ó r n a ś l a d o w c z o
przejmowany przez m ł o d z i e ż , ale ł a t w y t e ż do zarzucenia, co
nie powoduje n i e c h ę c i ze strony ś r o d o w i s k a . T a w ł a ś n i e w e w n ę t r z ­
na, ś w i a d o m o ś c i o w a o b o j ę t n o ś ć na zmiany ubioru, mody, kolo­
r y s t y k i , m o ż e p o t w i e r d z a ć p o w y ż s z e zdanie, m o ż e ś w i a d c z y ć ,
że nie istnieje jakiś o k r e ś l o n y kanon estetyczny ubioru c y g a ń ­
skiego, j a k i ś w z ó r zinternalizowany, k t ó r y jest c e c h ą p r z y n a l e ż ­
ności do grupy, c e c h ą c y g a ń s k o ś c i , i k t ó r e g o przestrzeganie za­
pewnia s p o ł e c z n ą a p r o b a t ę , podobnie j a k odrzucanie — spo­
łeczne potępienie.
R ó w n i e często j a k b a r w n o ś ć p o d k r e ś l a n e jest bogactwo o z d ó b
u R o m ó w . T a k ż e i ten element ubioru niejednako jest u wszyst­
k i c h powszechny, są grupy — z w ł a s z c z a od dawna osiadłe —
k t ó r e nie wyróżniają, się specjalnie, ale n a ogół obserwatorzy s ą
zgodni, że osiadli, a przede wszystkim w ę d r o w n i lub do niedawna
w ę d r u j ą c y Cyganie z w r a c a j ą u w a g ę — w zestawieniu z l u d n o ś c i ą
t u b y l c z ą , n i e c y g a ń s k ą — w ł a ś n i e znacznie w i ę k s z ą ilością o z d ó b .
D o t y c z y to z w ł a s z c z a kobiet i powszechnie noszonych przez nie
k o l c z y k ó w , n a s z y j n i k ó w i bransolet z monet — dziś rzadziej,
przed kilkudziesięciu laty częściej. T e sposoby ozdabiania znane
s ą u C y g a n ó w całej E u r o p y , A m e r y k i , a t a k ż e A z j i i nawet
Afryki.
U m ę ż c z y z n w s p ó ł c z e ś n i e jedynymi ozdobami s ą z a ­
zwyczaj pierścienie, rzadziej bransolety, a do niedawna omawiane
w y ż e j duże srebrne guziki. K o b i e t y z o b s z a r ó w A z j i i A f r y k i
d o ś ć powszechnie z d o b i ą t a t u a ż o m czoło lub policzki — niekiedy
wielobarwnym, wykonanym igłami lub b r z y t w ą . W z o r y t a t u a ż u
8 2

s ą zwykle proste: k o ł a , kropki. N a innych zasadaoh — c h o ć za­
pewne t a k ż e ze w z g l ę d ó w estetycznych — t a t u u j ą s i ę dzisiaj ,
kobiety i m ę ż c z y ź n i R o m ó w podczas odbywania w y r o k ó w
w w i ę z i e n i u . W t y m przypadku jest to bez w ą t p i e n i a w p ł y w
ś r o d o w i s k a p r z e s t ę p c z e g o , z k t ó r y m to ś r o d o w i s k i e m wielu C y ­
g a n ó w styka się z a r ó w n o z okazji pewnych w s p ó l n y c h intoresów,
p o b y t ó w w w i ę z i e n i u , j a k i n a co d z i e ń , bowiem wiele rodzin
c y g a ń s k i c h osiedlonych z o s t a ł o w dzielnicach, z k t ó r y c h rekru­
tuje się spora część tzw. marginesu s p o ł e c z n e g o . P o m i j a j ą c ostatni
przypadek, t a t u a ż u C y g a n ó w A z j i i A f r y k i sprawuje w zasadzie
w y ł ą c z n i e funkcje ozdobne. Dawniej t a t u a ż p e ł n i ł t a k ż e —
j a k przypuszcza C l ó b e r t
— funkcje magiczne i lecznicze;
autor ten u w a ż a , że przez C y g a n ó w europejskich z o s t a ł on k i e d y ś
p r z e j ę t y n a B a ł k a n a c h . B y ć m o ż e zresztą, że i w s p ó ł o z e ś n i e
u n i e k t ó r y c h C y g a n ó w azjatyckich pełni t ę funkcję. O ile m o ż n a
z a p o ż y c z e n i a m i n a obszarze B a ł k a n ó w w y j a ś n i ć zwyczaj tatuo­
wania się C y g a n ó w europejskich, to w przypadku azjatyokioh
i a f r y k a ń s k i c h zwyczaj ten albo musi b y ć pochodzenia miejsco­
wego, albo t e ż przetrwał jako p o z o s t a ł o ś ć tradycji przynie­
sionej z I n d i i .
83

84

Powszechne noszenie przez kobiety c y g a ń s k i e k o l c z y k ó w ,
notowane j u ż w bardzo dawnych informacjach, m o ż e t a k ż e
w y w o d z i ć się z I n d i i . C z y kiedykolwiek kolczyki p e ł n i ł y j a k ą ś
i n n ą n i ż o z d o b n ą rolę, nie s p o s ó b dziś u s t a l i ć . Jedyne motywacje
w s p ó ł c z e s n e , jakie u d a ł o się ustalić, to stwierdzenie (znane
również u n i e - C y g a n ó w ) , że noszenie k o l c z y k ó w chroni przed
chorobami oczu. W y j a ś n i e n i e to cytuje Horv&amp;thovs, z terenu
Słowacji i z podobnymi motywacjami s p o t k a ć się m o ż e m y u C y ­
g a n ó w z a m i e s z k u j ą c y c h P o d h a l e . W y n i k a w i ę c , ż e nawet jeśli
zwyczaj ten m a s w o j ą i n d y j s k ą g e n e z ę , oo nie jest pewne, to
jego funkcje zatarły się i d z i ś kolczyki s ą elementem po prostu
zdobniczym, a t a k ż e o z n a k ą bogactwa. Podobnie z r e s z t ą j a k
85

117

I

�zwyozaj noszenia n a s z y j n i k ó w

i bransolet z monet. W

tym

p r z y p a d k u m a m y prawie na pewno do czynienia ze wzorem

tuaoji etanowiry one najlepszy s p o s ó b zapewnienia egzystencji
rodzinie.

p r z e j ę t y m n a terenie E u r o p y (lub A z j i przez C y g a n ó w azjatyc­

J a k wiemy z w c z e ś n i e j s z y c h r o z w a ż a ń , wiele giup C y g a n ó w

kich), bowiem b y ł to n i e g d y ś powszechny s p o s ó b ozdabiania s i ę ,

przejęło ubiór n a j b l i ż s z e g o otoczenia, bardzo c z ę s t o wiejskiego.

a na obszarze b a ł k a ń s k i m p r z e t r w a ł jeszcze do k o ń c a ubiegłego
wieku.

8 6

J e d n a k ż e z a s t a n a w i a ć m o ż o , że w tak wielu przypadkach, nawet
' jeśli przejmowali elementy wiejskiego

ubioru, starali się za-

Koczownicze ż y c i e nie sprzyjało gromadzeniu d ó b r , M' k a ż d y m

o h o u a ć p e w n ą o d m i e n n o ś ć . Romowie m a j ą na określenie wszyst­

razie nie takiemu j a k u ludzi o s i a d ł y c h . Gromadzenie m a j ą t k u

kich n i e - C y g a n ó w specjalny termin gadzio (u polskich C y g a n ó w ;

jako forma zabezpieczenia egzystencji rodziny oraz podniesienia

w r ó ż n y c h dialektach istnieją fonetyczne różnice — gażo,

p r e s t i ż u w oczach współplemiericów m o ż e d o k o n y w a ć się tylko

gażu).

tak, by nie u t r u d n i a ł o to p r z e m i e s z c z e ń i w ę d r o w a n i a . Z ł o t o ,

lenie o zabarwieniu pogardliwym, pejoratywnym. Oznacza ono

z ł o t e monety n a d a j ą się do tego celu najlepiej, trwalszo n i ż

t a k ż e c z ł o w i e k a , k t ó r y nie w ę d r u j e , p r z y w i ą z a n y jest to jednego

papier i kamienie, m a j ą c e w a r t o ś ć zawsze, n i e z a l e ż n i e od formy,

miejsca, zajmuje się najozęśoiej rolnictwem; ale istnieje t e ż inne

gadżo,

S ł o w o to zawiera pewien ł a d u n e k niechęci, jest to okreś­

stanu zachowania, po prostu jako kruszec. To bez w ą t p i e n i a

s ł o w o , raj — pan, oznaozająoo tylko p e w n ą k a t e g o r i ę g a d z i ó w ,

wpłynęło właśnie n a powszechność złotych ozdób u Cyganów.

najczęśoiej tych z miasta. W ś w i a d o m o ś c i

Podczas w ę d r o w a n i a m a j ą t e k przechowywano w r ó ż n y s p o s ó b ,

w y r a ź n a opozycja gadzio—Rom,

ale noszenie n a sobie g w a r a n t o w a ł o zachowanie go nawet w trakcie

rolnika, p r z y w i ą z a n e g o do ziemi, żyjącego z tego, co z niej wy­

g w a ł t o w n e j ucieczki; chyba że dla jakichś c e l ó w chciało się stwo­

d o b ę d z i e , c z ł o w i e k o w i w ę d r u j ą c e m u wraz ze s w y m m a j ą t k i e m ,

r z y ć pozory u b ó s t w a — wtedy o c z y w i ś c i e należało go

Cyganów

istnieje

t j . przeciwstawienie osiadłego

ukryć.

k t ó r y żyjo z tego, oo u z y s k a od innych ludzi. D l a C y g a n ó w

Z a k ł a d a n i e o z d ó b — k o l c z y k ó w , n a s z y j n i k ó w , pierścieni, podczas

gadzio jest t a k ż e o p o z y c j ą raja, ten ostatni ż y j o w s p o s ó b , k t ó r y

uroczystych sytuacji w obrębie grupy w y r a ż a ł o

jednocześnie

wydaje się Romowi bardziej a t r a k c y j n y — zapewne po części

ich właściciela,,

przez w i ę k s z ą n i e z n a j o m o ś ć tego ż y c i a , t r u d n o ś ć precyzyjniej­

p o d n o s z ą o jego prestiż. Stąd w ł a ś n i e zapewne t a k a rola z ł o t a

szego określenia źródeł utrzymania; jogo z a s o b n o ś ć jest t a k ż o

najdobitniej z a s o b n o ś ć ,

a zatem

i zdolności

i wykonanych z e ń o z d ó b jako formy gromadzenia

bogactwa

bardziej widoczna w p o r ó w n a n i u do rolnika widzianego najczęściej

u R o m ó w . Z ł o t y m i monetami w y p ł a c a n o (niekiedy i dzisiaj ma

w skromnym roboczym ubraniu. W tej sytuacji jest z r o z u m i a ł e ,

to miejsce) okup z a ż o n ę , oddawano je jako zabezpieczenie d ł u g u

żo i ubiór rajów

lub g w a r a n c j ę w różnego rodzaju transakcjach, a w ciężkiej sy-

bardziej atrakejdny. R o m a s w o j ą o d r ę b n o ś ć , s w o j ą o s o b o w o ś ć

jako k o j a r z ą c y się z o k r e ś l o n ą grupą ludzi b y ł

określali zawsze poprzez o p o z y c j ę do gadziów.

W sytuacji gdy

koczownicze życie i brak stosownych u m i e j ę t n o ś c i oraz n a r z ę d z i
s k a z u j ą R o m ó w n a zaopatrywanie się w ubrania u obcych,
sięgnięcie do w z o r ó w rajów
egzystencjona,lną

jest w y j ś c i e m , któro godzi p o t r z e b ę

(ochrony

ciała)

z

potrzebami

świadomośoi

(określenia w ł a s n e j t o ż s a m o ś c i ) . I n t e r e s u j ą c e b y ł o b y

poznanie,

jak u C y g a n ó w azjatyckich, k t ó r z y w zasadzie c a ł k o w i c i e przejęli
11. 32. Cyganka indyjska

ubiory ludności

miejscowej, r o z w i ą z a n y

został

ten

problem.

B r a k m a t e r i a ł ó w i b a d a ń nie pozwala o d p o w i e d z i e ć n a to pytanie,
ale pewne obserwacje skłaniają do p r z y p u s z o z e ń , ż e t a m t a k ż e
Cyganie przejęli g ł ó w n i e ubiór ludności miejskiej i r z e m i e ś l n i c z e j ,
a nie rolniczej; zatem że rzecz w y g l ą d a tak samo j a k w Europie.
N a t y m m o ż n a z a k o ń c z y ć omawianie specyfiki c y g a ń s k i e g o
sposobu ubierania s i ę , p o z o s t a j ą jeszcze wnioski k o ń c o w e .
1. Potrzeba identyfikacji. N i e k t ó r e tylko funkcjo d o t y c z ą
stroju jako rzeczy, wiele w i ą ż e się z innymi sferami, p r a k t y c z n ą ,
estetyczną,

erotyczną,

zawodową,

określaniem

wieku

8 7

itd. ;

t a k ż e identyfikacja p r z y n a l e ż n o ś c i do określonej grupy dokonu­
je się przy pomocy ubioru. Poczuciu więzi w e w n ę t r z n e j odpowia­
dają formy z e w n ę t r z n e , po stroju, gestach m o ż n a p o z n a ć p i z y n a l e ż n o ś ć ; uniformizacja to m o ż l i w o ś ć rozpoznania się c z ł o n k ó w
grupy dająca poczucie b e z p i e c z e ń s t w a ; agresję w y z w a l a j ą jed­
nostki, któro w y g l ą d e m z e w n ę t r z n y m odbiegają od p r z e c i ę t n e j .

88

Stwierdzenia p o w y ż s z e w y d a j ą się oczywisto, a słuszność ich
n i e w ą t p l i w a . W i e m y j e d n a k ż e , ż e ubiór m ę s k i nio spełnia roli
identyfikatora, p r ó c z pewnych preferencji czy aktualnej mody
podlega tak znacznym fluktuacjom, że nie m o ż e s ł u ż y ć jako znak
przynależności do społeczności R o m ó w . W y m ó g ten s p e ł n i a na­
tomiast ubiór kobiecy; w y n i k a w i ę c , że identyfikacja R o m ó w
dokonuje się nie przez m ę ż c z y z n , ale przez kobiety i ich ubiory.
Potwierdza to w y p o w i e d ź c z ł o w i e k a ,

k t ó r y wiele lat

spędził

w grupie L o w a r ó w dzieląc z nimi życie i w ę d r o w a n i e : , , b y ł y one
(kobiety) nio b u d z ą c y m

wątpliwości świadectwem

tożsamości

8 9

m ę ż c z y z n " . M a m y więc do czynienia z osobliwym paradoksem.
Cyganie s ą społecznością o w y r a ź n e j dominacji m ę ż c z y z n , jedn a k ż o określenie ich t o ż s a m o ś c i m o ż l i w e jest tylko dzięki kobie­
tom. Powstaje w i ę c pytanie, j a k a jest przyczyna tego stanu
rzeczy.
2. U b i ó r z w y k ł o p e ł n i ambiwalentne funkcjo z a r ó w n o wy­
90

różnienia j a k podkreślenia s k r o m n o ś c i , „ s t o i na s t r a ż y w s t y d u " .
W y r ó ż n i k i e m są w przypadku R o m ó w ozdoby, natomiast daleko
w a ż n i e j s z e jest — nie tylko W ubiorze kobiecym —• podkreśleniu

11Ł

�I I . 1. F i n k o , Cygan niemiecki, w przerwie obrad Romano Kongresu I I I ,
Getynga, 1981 r.

wstydu. T o , co w i ą ż e się z seksem i płcią, jest ograniozone wielo­
ma zakazami, rozmowy n a ten temat, gesty s ą praktyoznio nie­
dozwolone. T a k ż e ubiór musi s p e ł n i a ć odpowiednie wymogi,
by m ó g ł b y ć uznany za w ł a ś c i w y ; przede wszystkim nie m o ż e
b y ć obcisły i powinien osłaniać tak, by u k r y ć , a nie e k s p o n o w a ć
płeć. Dlatego zawsze na ogół ubiory z a r ó w n o m ę ż c z y z n , a przede
wszystkim kobiet są luźno, nie n o s z ą kobiety o b c i s ł y c h spódnic,
s w e t r ó w , bluzek, któro p o d k r e ś l a ł y b y ich k o b i e c o ś ć , m o g ą c
t y m s a m y m b y ć odebrane jako prowokacja seksualna. O b c i s ł y
ubiór spotyka s i ę z nieprzychylnymi uwagami, np. o p i n a j ą c y
s y l w e t k ę strój tancerzy flamenco — h i s z p a ń s k i c h Gitanos.
Y o o r s o g l ą d a j ą c y podczas goszczenia w osadzie t y c h C y g a n ó w
ich taniec i p a t r z ą c y n a nich oczyma L o w a r a o tancerzu w takim
ubiorze w y r a ż a s i ę , że „ n a t a r c z y w ą m ę s k o ś c i ą p r z y p o m i n a ł ko­
cura w czasie g o d ó w " .
9 1

S u r o w o ś ć oceny ubioru w ł a s n e g o prowadzi t a k ż e do patrze­
nia n a ubiór gadziów poprzez pryzmat oceny R o m ó w . K o b i e t y
gadziów m a j ą o p i n i ę nieskromnych, ł a t w y c h do zdobycia, ekspo­
n u j ą c y c h s w ó j seks i p r o w o k u j ą c y c h ubiorem — noszenie przez
nie o b c i s ł y c h spodni, k r ó t k i c h spódnic i s z o r t ó w o p i n i ę t ę po­
twierdza C y g a n o m . Zabronione jest w i ę c eksponowanie seksu;
nawet odsłonięcie piersi podczas karmienia uchodzi za niewłaści­
we. Ale j e d n o c z e ś n i e nio jest rzadki widok Cyganki k a r m i ą c e j .
O d s ł o n i ę t e piersi s ą powszechnio — nie tylko u C y g a n ó w •—
odbierane jako prowokacja seksualna wobec m ę ż c z y z n , ale rów­
n o c z e ś n i e spotykamy się u C y g a n ó w J u g o s ł a w i i ze zdaniem, ż e
n a j w a ż n i e j s z e jest odsłonięcie dołu ciała i że nie jest wstydem,
jeśli obcy zastanie w domu k o b i e t ę z o d s ł o n i ę t ą g ó r n ą częścią cia­
ł a . * Przypomnijmy tutaj t e z ę Sutherland, że p o d z i a ł n a czyste
i nieczysto, lepsze i gorsze dokonuje się u R o m ó w w pasie: dół
jest nieczysty, góra czysta; odpowiada tomu p o d z i a ł n a to, co
kojarzy się ze z ł e m , i to, co z d o b r e m . Można więc z g o d z i ć się,
ż e nie jest naruszeniem zasady c z y s t o ś c i o d s ł o n i ę c i e górnej
części ciała przez k o b i e t ę . J e d n a k ż e p o n i e w a ż zarazem m o ż e to
92

9 3

9

95

b y ć odebrane jako prowokacja seksualna d o t y c z ą c a dolnych,
nieczystych partii ciała, p o n i e w a ż karmienie w i ą ż e się z s y t u a o j ą
poporodowej n i e c z y s t o ś c i kobiety i dziecka i potencjalnej nie­
c z y s t o ś c i kobiety w ogóle, o b o w i ą z u j e u C y g a n ó w powszechnie
— jako bariera chroniąca m ę ż c z y z n przed skalaniem i jedno­
cześnie wyraz skromności i w s t y d l i w o ś c i — nakaz z u p e ł n e g o
zakrywania t a k ż e górnoj części ciała kobiecego.
3. K o b i e c y ubiór wskazuje w y r a ź n i e n a p o t r z e b ę w y r ó ż ­
nienia kobiet. W y j a ś n i a to fakt identyfikacji R o m ó w przez ko­
biety, ale nie tylko; ś w i a d c z y to t a k ż e o roli kobiety — t y m su­
rowszo s ą przepisy d o t y c z ą c e ubioru, i m w a ż n i e j s z a jest rola
s p o ł e c z n a o s ó b , k t ó r y c h one d o t y c z ą ; to stwierdzenie K o n i g a
jest słuszne t a k ż e w przypadku kobiet c y g a ń s k i c h . Dziewczyna
zarzucająca po pierwszej menstruacji krótkie s p ó d n i c e lub spod­
nie, ubierająca się w luźne długie stroje dowodzi własnej mo­
ralności, w ł a s n e g o wstydu. K o b i e t a ciężarna p r z e s t r z e g a j ą c a
noszenia fartucha i u k r y w a j ą c a l u ź n y m strojem s w ó j stan u k r y w a
t a k ż e s w o j ą n i e c z y s t o ś ć . Samokontrola kobiet jest w y r a ź n i e
stymulowana p o j ę c i e m wstydu i strachu przed przypisaniem
cechy kobiet n i e c y g a ń s k i c h — w y u z d a n i a .
9 6

97

Kobieta przez swojo wróżbiarskie praktyki wchodzi w per­
manentny kontakt z nie-Cyganami. T a m bardziej w i ę c d b a ć
musi o to, by nie b y ć p o m ó w i o n ą o n i e c z y s t o ś ć , by zarobkowanie
nie u c h y b i a ł o w s t y d l i w o ś c i , a więc e k s p o n o w a ć s w o j ą p o p r a w n o ś ć ,
p o d p o r z ą d k o w a n i e rygorom b ę d ą c e ś w i a d e c t w e m joj c z y s t o ś c i .
Cyganka sporu czasu s p ę d z a poza obozowiskiem, w ś r ó d gadziów,
za swoje usługi wróżbiarskie otrzymuje p i e n i ą d z e , a p o n i e w a ż
c z ę s t o bierze je od m ę ż c z y z n , istnieje m o ż l i w o ś ć podejrzenia,
że otrzymuje je nie tylko za wróżbę, lecz eksponowanie swoich
w a l o r ó w kobiecych. B y u n i k n ą ć tego, musi ubiorem p o d k r e ś l a ć
z a r ó w n o s w o j ą c y g a ń s k o ś ć j a k i w s t y d l i w o ś ć . Dlatego t e ż —
o czym się ł a t w o p r z e k o n a ć — c y g a ń s k i e kobiety w y r u s z a j ą
w r ó ż y ć zwykle g r o m a d ą , w y s t r z e g a j ą się t a k ż e bycia z m ę ż c z y z n ą
sam n a sam (np. jeśli kobieta chodzi po wsi p r o p o n u j ą c u s ł u g i

119

�p o d p o r z ą d k o w a ć . Surowośoi t y m w i ę k s z e j , że kobieta jest t y m
elementem grupy i rodziny, k t ó r a zapewnia t r w a ł o ś ć biologiczną
i winna z a p e w n i ć t a k ż e biologiozną

jej c z y s t o ś ć .

Natomiast

z racji swoich k o n t a k t ó w zarobkowych stale s t y k a się z możli­
w o ś c i ą wykroozenia poza nakaz c z y s t o ś c i , t y m w i ę c surowsze
m u s z ą b y ć rygory i wzajemna kontrola — w ł a ś n i e podyktowana
p o t r z e b ą zachowania n i e z m i e n n o ś c i biologicznej grupy.
K o b i e t y idące Wióżyć ubierają się w s p o s ó b p o d k r e ś l a j ą c y
ich

cygańskość

(według

gadziowskiego

wizerunku

Cyganki),

bardziej n i ż jest ona widoczna w obozowisku. To t a k ż e m o ż e
p o t w i e r d z a ć , że udawanie się na grunt n i e c y g a ń s k i , wchodzenie
w kontakt z m ę ż c z y z n a m i gadziami wymaga specjalnej d b a ł o ś c i
o ubiór — gwarancji wstydu i o z y s t o ś c i kobiety.
P o d k r e ś l e n i e oygańskośoi ubiorem spełnia jeszcze j e d n ą —
jąk s ą d z ę — i s t o t n ą rolę. Romowie ś w i a d o m i s ą swojego stereo­
typu u n i e - C y g a n ó w , ś w i a d o m i t a k ż e jego d w o i s t o ś c i i zaintere­
sowania, jakie w z b u d z a j ą . U b i ó r , k t ó i y spełnia wymogi owego
stereotypu, ma w i ę c czysto praktyczne znaczenie, z w i ę k s z a j ą c
t y m samym m o ż l i w o ś c i zarobkowe kobiety. S t ą d nawet m ł o d e
dziewczyny t o w a r z y s z ą c e matkom, gdy idą w r ó ż y ć , p r z e s t r z e g a j ą
noszenia długich s p ó d n i c , aby w y g l ą d a ć po c y g a ń s k u .
4. T a k j a k ubiór kobiety jest p o d k r e ś l e n i e m , że nie jest ona
n i e - C y g a n k ą , ubiór m ę s k i c z ę s t o u k r y w a p r z y n a l e ż n o ś ć nosząoego je. I n n y rodzaj zarobkowania, innego rodzaju kontakty
ekonomiczne z nie-Cyganami p o w o d u j ą p o t r z e b ę

upodobnienia

się ubiorem, zmniejsza to dystans m i ę d z y nimi a nie-Cyganami.
Chęć nierzuoania się w oczy, potrzeba wtopienia czasami t a k ż e
— w sytuaojach s z o z e g ó l n y c h — o b e j m u j ą kobiety. N p . w okre­
sie zagrożenia, kiedy kobiety u k r y w a j ą swoją p r z y n a l e ż n o ś ć —
TI. 34. C y g a n z A z j i Ś r o d k o w e j , Z S R R

Yoors opisuje zachowanie w ł a s n e j grupy w okresie wojny; ko­
biety u n i k a ł y j a s k r a w y c h k o l o r ó w , nie n o s i ł y k o l c z y k ó w i t d .

1 0 0

Unikanie ostentacji przez m ę ż c z y z n (wyłącznie w kontak­
tach z nie-Cyganami, w ś r ó d swoich eksponowana jest
wróżbiarskie, a drzwi domu otworzy m ę ż c z y z n a , nie wchodzi ona
do w n ę t r z a , p y t a o g o s p o d y n i ę i dopiero z n i ą pertraktuje);
bycie w gromadzie, w polu obserwacji innych kobiet jest zarówno
objawem samokontroli j a k i obawy przed wykroczeniem poza
normy określone p o j ę c i e m wstydu. T y m bardziej musi przestrze­
g a ć zasad c z y s t o ś c i kobieta, że jest zasadniczym ogniwem w wy­
mianie ekonomicznej z gadziami, ogniwem kontaktu — j a k to
określa

Okely

przez gadziów
mów.

9 8

—

niekontrolowanej

natury

reprezentowanej

z k o n t r o l o w a n ą kulturą, czyli w ł a s n ą g r u p ą R o ­

W kontakcie t y m elastyczno m u s z ą b y ć kobiety tylko

w sprawach ekonomicznych, alo w sprawach c z y s t o ś c i w y j ą t k o w o
p u r y t a ń s k i o , c z y s t o ś ć , wstyd nie d o t y c z ą bowiem p r y w a t n o ś c i ,
jest to sprawa s p o ł e c z n a , sprawa przestrzegania przez j e d n o s t k ę
norm grupy i p o d p o r z ą d k o w a n i a się jej interesowi.
Przestrzeganie zasad c z y s t o ś c i widoczne

w

99

odpowiednim

często

c y g a ń s k o ś ć ) prowadzi czasami dalej, do odgrywania o k r e ś l o n y c h
ról —• jeśli podyktowane jest to interesami zawodowymi i m o ż l i ­
wościami

zarobku, ról, do k t ó r y c h odegrania potrzebny b y ł

odpowiedni ubiór i wcielenie się w i n n ą p o s t a ć . „ R o m (...) twier­
dzili, że s ą A r m e ń c z y k a m i , Arabami d o c h o w u j ą c y m i wiary muftiemu Jerozolimy, kiedy indziej udawali p o ł u d n i o w o a m e r y k a ń ­
skich b i z n e s m e n ó w i byli doskonali w k a ż d e j z tych r ó l " m ó w i
Yoors o Cyganach, z k t ó r y m i s t y k a ł się w trakcie swoich w ę d r ó ­
wek z Lowarami po zachodniej E u r o p i e .

101

Obserwacje znajo­

m y c h m i R o m ó w , ich talenty w podszywaniu się pod J u g o s ł o w i a n ,
W ę g r ó w , B u ł g a r ó w , gdy wybierali się na w y p r a w y handlowe,
p o t w i e r d z a j ą o p i n i ę Yoorsa,

podkreślającą

ową

różnicę w traktowaniu ubioru przez m ę ż c z y z n w

podstawową
zestawieniu

z kobietami.
Dlatego ubiór m ę s k i nie m o ż e pełnić funkcji, które — j a k

cy-

w przypadku kobiet — z w i ą z a n e s ą z bardzo istotnymi kategoria'

g a ń s k o ś c i . N a tej podstawie albo m o ż n a b y ć uznanym za R o m a ,

mi ś w i a d o m o ś c i i które t a k w a ż n e s ą dla istnienia grupy i jej t o ż ­

ćaćo Boma (prawdziwego Cygana), albo za labanca — nieczyste­

s a m o ś c i . Stosunek m ę ż c z y z n do ubioru jest stosunkiem do rzeczy,

ubiorze kobiety jest j e d n y m z podstawowych

wymogów

go. Z r ó ż n i c o w a n i e to nie jest obce nawet t y m Cyganom, k t ó r z y

które nie s t a n o w i ą treści ż y c i a

od dawna osiedleni nie p r z e s t r z e g a j ą rygorystycznie zasad czys­

Yoors wspomina s y t u a c j ę , k t ó r a to ilustruje, s y t u a c j ę , j a k a m i a ł a

tości c y g a ń s k i e j ; ona w ł a ś n i e —- j a k s ą d z ę — powoduje, ż e np.

miejsce, gdy wraz z kilkoma r ó w i e ś n i k a m i uszyli sobie — podczas

kobiety

postoju grupy w jednym z miast francuskich — nowe, eleganckie

Cyganów

karpackich z Polski po

zamążpójściu

za­

i

nie

mogą

jej

przysłaniać.

p r z e s t a j ą noszenia spodni. Przypuszczam, ż e w p ł y n ę ł o to również

ubrania: „ W e czwórkę w k r a c z a l i ś m y pewnym siebie krokiem

na rozpowszechnienie s i ę u Polska R o m a (a t a k ż e u C y g a n ó w

n a teren obozowiska niczym m ł o d e koguciki, nastroszeni, za­

w innych krajach) przed k i l k u d z i e s i ę c i u laty mody K e ł d e r a s z ó w

czepni i dumni (...) P o c z ą t k o w o na nasze nowe odzienie

i L o w a r ó w ; t y m samym p r z y j ę c i e przez kobiety ubioru b ę d ą c e g o

zwracał nikt wiele uwagi (...) D o ogniska P u l i k i (przybrany

nie

wyrazem c z y s t o ś c i i przestrzegania norm c y g a ń s k o ś c i jest spo­

ojciec autora — L . M . ) p o d e s z l i ś m y w e w n ę t r z n i e napięci, a pi żyje­

sobem

Bom

cie, jakie nas s p o t k a ł o , przeszło wszelkie nasze oczekiwania.

i sposobem, k t ó i y ma p r o w a d z i ć do uniknięcia zaliczenia do k a ­

P u l i k a i Czukurka zerwali się n a r ó w n e nogi, z a ich p r z y k ł a d e m

tegorii

poszło k i l k u innych obecnych p r z y t y m R o m . Ogarnęło

podniesienia

prestiżu,

zachowania

statusu

óaóo

łabanców.

Surowo przestrzegane przez grupę wymogi d o t y c z ą c e kobiet
i ich u b i o r ó w m o ż n a by t a k ż e o d c z y t a ć jako zazdrość C y g a n ó w
7

o m ę ż c z y z n nie-Cy ganów, z k t ó r y m i Cyganki s t y k a j ą się w trakcie

nas

nagle s k r ę p o w a n i e i uleciała g d z i e ś nasza duma. Wszyscy podzi­
wiali nasz w y g l ą d , w y r a ż a j ą c

uznanie dla koloru i gatunku

m a t e r i a ł u przez nas wybranego; zapytano o c e n ę , którą zapła­

nieuświadamianą,

c i l i ś m y , i pochwalono szyk i fason. Powoli o d z y s k i w a l i ś m y utra­

ale p r o w a d z ą c ą do surowości w y m o g ó w , j a k i m kobieta musi s i ę

cone poczucie p r ó ż n o ś c i i dumy, nie d o s t r z e g a j ą c odcienia drwiny.

czynności

120

w r ó ż b i a r s k i c h . Zazdrość

zapewne

�I I . 35. Cygan traktorzysta, A z j a Ś r o d k o w a , Z S R R ; i l . 36. Moda z lat 60-tych, Polska

P u l i k a s t a ł t u ż przy mnie, p r z e s u w a j ą c palcami prawej ręki
w z d ł u ż szerokiej klapy mojej marynarki, l e w ą ręką t r z y m a j ą c
Zurkę za k l a p ę . W mgnieniu oka o d e r w a ł on bez w y r a ź n e j przy­
czyny m o j ą k l a p ę i część kołnierza Żurki. K i e u c z y n i ł tego w gnie­

wie. S t a ł e m p o r a ż o n y . S ł y s z a ł e m , j a k m ó w i do mnio jakby
z oddali: «Niech niszczy się i zdziera twoje odzienie, o b y ś sam
jednak ż y ł w zdrowiu i p o m y ś l n o ś c i » (Te khalion taj te szingerd ż o n cze. gada, haj tu te trajs sastimasa taj w o j a s a ) . "
102

P R Z Y P I S Y

1

R o m a to nazwa w ł a s n a C y g a n ó w (1. poj. R o m ) . W Polsce
w powszechnym u ż y c i u wśród n i e - C y g a n ó w jest ta druga nazwa.
Mimo jej c z ę s t o pejoratywnego odbioru u ż y w a j ą jej t a k ż e sami
R o m a , ale tylko w rozmowach z nie-Cyganami; s t ą d z uwagi
na istniejącą o b o c z n o ś ć nazwy b ę d ą tutaj u ż y w a n e wymiennie
Marcin Bielski, Kronika, tho iesth Historya Świata,
Kra­
k ó w 1564, przedruk Warszawa 1976, s. 262. (W cytatach za­
chowano o r y g i n a l n ą p i s o w n i ę i i n t e r p u n k c j ę . )
Antoni Nowosielski, Pogranicze naddnieprzańskie.
Szkice
społeczności
ukraińskiej
w wieku XVIII,
K i j ó w , 1863, t. 1,
s. 59
E m i l i a Horvathova, Cigani na Slovensku,
Bratysława
1964, s. 253
Ignacy D a n i ł o w i c z , O Cyganach wiadomość
historyczna,
Wilno 1824; Teodor Narbutt, Rys historyczny ludu
cygańskiego,
Wilno 1830
Narbutt, op.
cit.,
s.
84—86
J ó z e f G l u z i ń s k i , Cyganie, (w:) Kalendarz Polski
Ilustro­
wany Jana Jaworskiego, Warszawa 1865, s. 30
M. Dowoyno-Sylwestrowicz, The Lithuanian
Gypsies,
„ J o u r n a l of the G y p s y Lore Socioty" vol. 2, nr 2 1891, s. 107—
109
Obozowisko cygańskie
na Saskiej Kępie
pod
Warszawą,
Tygodnik Ilustrowany, N r 29, 1S.VII.1868
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

Wincenty Pol, Północny
Wschód Europy, K r a k ó w 1870,
214
O Goohring, Polen unter russischer Herrschaft — Reisen
und Sittenschilderungen, t. 2, L i p s k 1843, s. 26—30; z a : J e r z y
Fioowski, Cyganie na polskich drogach, K r a k ó w 1965, s. 65
G l u z i ń s k i , op. cit., s. 30
Cyganie w Królestwie
Polskim, Dodatek do Gazety Lwow­
skiej, nr 4, 1851
Horvathova, op. cit., s. 254
Narbutt, op. cit., s. 78—79
D a n i ł o w i c z , op. cit., s. 30—31
D a n i ł o w i c z , op. cit., s. 33—35
H o r v a t h o v a , op. cit., s. 249
H e n r y Thomas Crofton, The Former Costume of the Gypsies,
„ J o u r n a l of the Gypsy Lore Society", vol. 2, nr 3, 1909, s. 208,
220, 224
Ficowski, op. cit., s. 10; w i a d o m o ś ć dotyczy przybycia
C y g a n ó w do Bolonii w 1422 r
Crofton, op. cit., s. 219—220
Goehring, op. cit., s. 26—30
Maria Gutkowska-Rychlewska, Historia, ubiorów, Wroclaw
1968, s. 300
Bardzo podobny widzimy również na siedemnastowiecz­
nej rycinie p o c h o d z ą c e j z Czech. Nakrycia g ł o w y i pewne szcze
t. 2, s.
1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

121

I

�122

��I I . 42, 43. K o b i e t y z grupy Polska, R o m a , 1979 r.

g o ł y ubioru poohodząoej z X V I I I w. ryciny z W ę g i e r przedsta­
wiającej C y g a n ó w — flecistę i dobosza, p o r ó w n a n i e z w ę g i e r s k i m
ubiorem noszonym w k o ń c u X V I I i n a pocz. X V I I I w. potwier­
dzają wnioski z poprzednich p r z y k ł a d ó w
HorvAthova, op. cit., s. 249
HorvAthova, op. cit., s. 250, 267
Tadeusz Czacki, O Cyganach, (w:) Pomniki historyi i li­
teratury polskiey, K r a k ó w 1836, t. 1, s. 86.
C . J . Popp Serboianu, Les Tsiganes, Paris 1930, s. 47—53.
W 1855 r . w y d a n y zostaje tzw. Statut N i e w o l n i k ó w , r e g u l u j ą c y
p o w i n n o ś c i i prawa C y g a n ó w - n i e w o l n i k ó w , a rok p ó ź n i e j do­
kument n a d a j ą c y im w o l n o ś ć . Nadal jest niejasne prawie tajem­
nicze i oiągle m a ł o zbadane, j a k b y ł o m o ż l i w e by p o z o s t a j ą c od
p o k o l e ń w zależności, takiej że bywali sprzedawani na targach
jak b y d ł o czy inny towar znaleźli siłę i potrafili w momencie
otrzymania wolności nie tylko porzucić ziemie, gdzie przebywali,
ale rozejść się po całej d o s ł o w n i e Europie p r z e d o s t a ć się na
kontynent a m e r y k a ń s k i , z j a w i ć s i ę w Australii. Najprawdopo­
dobniej zatem nie b y ł a owa niewolnicza z a l e ż n o ś ć — przynaj­
mniej dla części — tak o b e z w ł a d n i a j ą c a , b y p o z b a w i ł a ich wew­
n ę t r z n e j dynamiki i chęoi do w ę d r o w a n i a ; b y ł a ona pewnym
formalnym statusem raczej niż faktycznym p r z y w i ą z a n i e m do
miejsca. Nie wydaje się jednak i to w y j a ś n i e n i e w y s t a r c z a j ą c e —
jakieś inne przyczyny, dziś jeszcze nie zbadane, nieznane, mu­
s i a ł y z ł o ż y ć się n a o w ą g w a ł t o w n ą i n w a z j ę K e ł d e r a s z ó w i Lo-^
w a r ó w na E u r o p ę i A m e r y k ę . S ą d z ę ż e poznanie t y c h przyczyn
— t k w i ą c y c h b ą d ź w samych R o m a c h , b ą d ź w historii i proce­
sach s p o ł e c z n y c h , ekonomicznyoh, politycznych z a c h o d z ą c y c h
w p o ł o w i e u b i e g ł e g o wieku na obszarze dzisiejszej R u m u n i i —
jest jednym z bardziej i n t e r e s u j ą c y c h i w a ż n y c h z a g a d n i e ń
z przeszłości C y g a n ó w
Ficowski op. cit., s. 72
E r i c Otto Winstedt, The Gypsy Coppersmiths'
Invasion
of 1911—13, ,,Journal of the G y p s y Lore Society", vol. V I , nr 4,
1912—13, s. 267
F i c o w s k i , op. cit., s. 73, 153
P o t w i e r d z a j ą to opisy i zdjęcia wykonane w pocz. X X w.
kotlarzy p r z y b y ł y c h do K a n a d y i S t a n ó w Zjednoczonych z E u ­
ropy — patrz Matt Т . Salo, Sheila M . G . Salo, The KalderaS
in Eastern Canada, Ottawa 1977
C h y b a że w ogóle mamv do czynienia z j e d n ą g r u n ą ,
tzn. ż e k i e d y ś L o w a r z y i K e ł d e r a s z e stanowili całość, k t ó r a
z r ó ż n i c o w a ł a się p r z e b y w a j ą c na innvch obszarach, ale nie aż
tak, b y b y ł a to zmiana z u p e ł n a . Po zniesieniu niewolnictwa
i wyruszeniu w w ę d r ó w k ę z n ó w obie grupy s p o t y k a ł y s i ę i kon­
t a k t o w a ł y . R ó ż n i c e w i ę c s p r o w a d z a ł y się do cech d r u g o r z ę d n y c h ,
2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

a c a ł y problem odrębności L o w a r ó w i K e ł d e r a s z ó w b y ł b y stwo.
rzony przez c y g a n o l o g ó w . N i e k t ó r e dane zdają się p o t w i e r d z a ć
t ę w ł a ś n i e m o ż l i w o ś ć podobnie j a k niejasności w rozgraniczeniach
t y c h grup — w k a ż d y m razie jest to obeonie jedna z ciekawszych
moim zdaniem kwestii w badaniach nad Cyganami.
F i c o w s k i , op. cit., s. 154
Horvathovd, op. cit., s. 252
O Bomima-Ciganima
u Vojvodini, Nowy Sad 1979, s. 19.
83, 175
Magdalena Bartkiewicz, Polski ubiór do 1864 roku, Wroc­
ł a w 1979, s. I l l
Nazwy król, hrabia, książę, rycerz, vataf, v a j d a (woje­
woda) przyjmowane b y ł y przez C y g a n ó w w r ó ż n y m okresie
z j ę z y k ó w i kultury miejscowej, w e d ł u g ó w c z e s n y c h z w y c z a j ó w
i zasad w y r ó ż n i a n i a i honorowania o s ó b o w y ż s z y m statusie we
w ł a s n e j grapie; są to w i ę c określonia przeznaczone na potrzeby
nie-Cyganów
Kazimierz W ł a d y s ł a w W ó j c i c k i Stare gawędy i obrazy,
Warszawa 1840, t . 2, s. 196
N a r b u t t , op. cit., s. 131—132
Narbutt, op. cit., s. 128
Narbutt, op. cit., s. 86—88
J ó z e f G l u z i ń s k i , Król cygański i Akademia
Niedźwiedzia,
w : Kalendarz
Polski Ilustrowany
J. Jaworskiego,
Warszawa
1Я67. s. 58
, , W i s ł a " , t. 11, 1897, s. 799
Obozowisko
cygańskie...
F r a n s de Ville, Tziganes. Temoins des Temps, Bruksela
1956, s. 121
O Bomima...,
s. 80
O Bomima...,
s. 86; informacja dotyczy B a n a t u , k t ó r y
w okresie wojny z o s t a ł z a j ę t y przez W ę g r y , a no wojnie po­
wrócił do J u g o s ł a w i i — wskazuje t a k ż e , że owa oznaka starszeń­
stwa c y g a ń s k i e g o z o s t a ł a uznana oficjalnie przez w ł a d z e , o czvm
ś w i a d c z ą c h o ć b y w s t ą ż k i w barwach narodowych k r a j u i fakt
w r ę c z a n i a przez w ł a d z e odpowiednich legitymacji starszym
cygańskim
R o n a l d L e e , The Gvpsies in Canada. ..Journa.l of tho
Gypsy Lore Society", vol. X L V I nr 1—2, 1967, s. 28
F i c o w s k i , op. cit., s. 85
M o ż l i w a jest t e ż inna interpretacja wyprowadzenia laski
jako oznaki g o d n o ś c i od desto —• p a ł k i , k t ó r e j powszechnie od
E u r o p y po Azje u ż y w a l i Cyranie w trakcie w ę d r ó w e k i w celach
sa,moobrony. W najprostszornio zdobionej postaci k i j a bib palki
z twardego drewna u ż y w a n e b y ł o desto jeszozo po ostatniej wojnie.
W e d ł u g informacji uzyskanych w s p ó ł c z e ś n i e p a ł k i owe b v ł v
3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

5 0

5 1

�dodatkowo .'.diibiom- metalom - - co z w i ę k s z a ł o ich w a r t o ś ć
o b r o n n ą . Niekiedy też — b y ć moio nio tylko ze w z g l ę d ó w este­
tycznych — by-ly podrzeźbiane (takie desto zwieńczono rzeźbioną
g t o w ą l u d z k ą p o c h o d z ą c e z jednej z grup Polska R o m a znaj­
duje się w zbiorach Muzeum Okręgowego w Tarnowie). W ł a ś n i e
szefowie grup czy t a b o r ó w miewali p o n o ć takie w y r ó ż n i a j ą c e
się, zdobione desto, jak informowali mnie r o z m ó w c y z Polska
R o m a i Chatadytka R o m a . T a k więc desto, p o c z ą t k o w o tylko
obronne n a r z ę d z i e , z czasem pod w p ł y w e m obserwacji otoczenia
m o g ł o s t a ć się takżo atrybutom p r e s t i ż u , o z n a k ą g o d n o ś c i przy­
wódcy.
5 2

O Bomima..., s. 47, 162, 192, 221, 298, 312 — w n i e k t ó r y c h
miejscowościach b y ł y krawcowe nie-Cyganki, które specjalizo­
w a ł y się w szyciu o d z i e ż y wg gustu c y g a ń s k i e g o ; Mirko R .
Barjaktarovic, Oaza apatinekih Gigana, ,, Rado v i Vojvodjanskih
Muzeja", Subotica 1968, nr 12—13, s. 195; Narody
Zarubieżnoj
Jawropy, Moskwa 1964, t. 1, s. 907; Jean-Paul Clóbert, Les
Tziganes, P a r y ż 1961, s. 227—228
W . N . D o b r o w o ł s k i j , Kisielewskije Cygany, ,,Żiwaja Sta­
l i n a " . 1897, s. 33; O Bomima..., s. 18; M . Euge.no Pittard, Les
Tziganes ou Bohćmiens,
Genewa 1932, s. 39; G . P . Sniesariew,
Sriednieaziatskije
Cyganie, „ K r a t k i j e soobszczenija Instituta
Etnografii", z. 34, 1960, s. 27; Ficowski, op. cit., s. 154; Tadeusz
D z i o r ż y k r a y - R o g a l s k i , Z badań nad ubiorem polskich
Cyganów
z terenu województwa
białostockiego,
„ R o c z n i k B i a ł o s t o c k i " , t.
11, 1972, s. 355—365; S . A . Tokariew, Etnografija narodów
SSSB,
Moskwa 1958, s. 214; Frederic i Anne Max, The Gypsies of Hon­
duras, „ J o u r n a l of the Gypsy L o r e Society", vol. X L V I I I ,
196.9, nr 1—2, s. 10
5 3

5 4

Wasil Mariuow, Nabiiudienija
wrchu bita na
Cigani
w Bulgarija, „ I z w i o s t i j a na Etnografskija Institut i Muzej , t. 5,
Sofia 19U2, s. 260; Pittard, op. cit., s. 39; Tihomir P . Djordjevic,
Vsrte Cigana u Srbiji, „ N a s narodni zivot", t. 6, 1932, s. 97;

Mileuko S . Filipovie, Visocki Cigani, Zagrzeb 1932, s. 13, 19;
H e r m a n n Arnold, Some Observations on Turkish and
Persian
Gypsies, „ J o u r n a l of the G y p s y Lore Society", vol. X L V I ,
1967, nr 3 — 4 , s. 113; Narody Śriedniej
Azii i Kazachstana, Mos­
k w a 1963, t. 2, s. 605; Anetta G ł u d k o w s k a , Cyganie w Iraku,
Warszawa 1981, praca magisterska I n s t y t u t Orientalistyczny
U W , s. 8—-9; W . I . Koczniew, Nasiełenije
Cejłona,
Moskwa
1965, s. 251; W . P . Papazijan, Armianskije Bosza {Cyganie), w :
„ E t n o g r a f i c z o s k o j e obozrienije", 1901, s. 114, 119; D a v i d W .
Pickett, The Gypsies of Mexico, „ J o u r n a l
of the Gypsy Lore
Society", vol. X L V , 1966, nr 1—2, s. 15
5 5

Clóbert, op. cit., s. 227—228;;W.J. Sanarow, The Siberian
Gypsies, „ J o u r n a l of the Gypsy Lore. Society", vol
XLIX,
1970, nr 3—4, s. 132
I r v i n g Brown, The Gypsies in America, „ J o u r n a l of the
Gypsy Loro Society", vol. V I I I , 1929, nr 4, s. 157; Max, op.
cit., s. 10
J a n Yoors, Przeprawa, K r a k ó w 1978, s. 119; badania
własno
Tokariew, op. cit., s. 214.
Papzijan, op. cit., s. 114
Yoors, op. cit., s. 67
Ficowski, op. cit., s. 149
O Bomima.... s. 18, 72, 106, 273, 283
Dobrowolski, op. cit., s. 5
Hoi'vathovii, op. cit., s. 253; D z i e r ż y k r a y - R o g a l s k i , op.
cit., s. 365
O . P . Barnnikow, Ukraiński
Cigany, K i j ó w 1931, s. 31
Max, op. cit., s. 8
N . G . Demeter, Niekotoryje czerty siemiejnowo byta Cygan
Kełderari,
(w:) Połiewyje
issliedowanija
Instituta
Etnografii,
Moskwa, 1979, s. 49
O Bomima..., s. 152, 176, 211, 221, 223, 227
5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

6 4

6 5

6 6

6 7

6 8

I I . 44. Stary Cygan z klanu Kełderari — kotlarzy, w o d ś w i ę t n y m stroju
ze srebrnymi guzami

125

I

�J

tWW

питы I '

UJJE i r s i i i e J ,

-it

p^*

Г

,

45

46

I I . 45. P o c z t ó w k a z Cyganem h i s z p a ń s k i m , 1904 г.; il. 40. P o c z t ó w k a z C y g a n k ą e g i p s k ą , 1905 r.

6 9

O Bomima..., s. 19
Anne Sutherland, The Body as a Social Symbol Among
the Bom (w:) The Anthropology of the Body, L o n d y n 1977 s.
375—390
Ficowski, op., cit. s. 160; obserwacjo w ł a s n e
J u d i t h Okely, Gypsy Women, Models in Conflict, (w:)
Perceiving Women, L o n d y n 1975. s. 64
Ficowski, op. cit., s. 171
Ficowski, op. cit., s. 160, 171
Menyhert L a k a t o s , Krajobraz widziany przez dym, W a r ­
szawa 1979, s. 79, 168
Ficowski, op. cit., s. 161
Okely, op. cit., s. 63
0 Bomima..., s. 264; P a v l a Strukelj- Bomi na SlovcnskemL u b l a n a 1980, s. 183—184
Ficowski, op. cit., s. 258
Ficowski, op. cit., s. 142
Brown, op. cit., s. 9
Lawronce G . Green, Posliednije
tajny Staroj
Afryki,
Moskwa 1966 (przekład z angielskiego), 8. 78; Serboianu, op.
cit., s, 35; i in
Green, op. cit., а. 68; Sniesariew, op. cit., s. 10
Clebert, op. cit., s. 47—48
Horvathova, op. cit., s. 256; badania prowadzone wraz
z g r u p ą s t u d e n t ó w w latach 1981, 1982
7 0

7 1

7 2

7 3

7 4

7 5

7 6

7 7

7 8

7 9

8 0

8 1

8 2

8 3

8 4

8 5

Rene K o n i g , Potęga i urok mody. Warszawa 1979, s 98
Piotr Bogatyriew, Semiotyka kultury ludowej. W a r s z a w a
1975, s. 70, 75
Konig, op. cit., e. 62, 110, 236
Yoors, op. cit., s. 43
K o n i g , op. cit., s. 21; patrz t a k ż o Jurij Ł o t m a n , O se­
miotyce pojęć ,,wstyd" i ,,strach" w mechanizmie kultury, (w:)
Semiotyka kultury, Warszawa 1975, s. 202—205
Yoors, op cit,. s. 195
B a r b a r a Adams, J u d i t h Okely, D a v i d Morgan, D a v i d
Smith, Gypsies and Government Policy in England, L o n d y n b.d.,
s. 48, autorzy w s p o m i n a j ą o surowych uwagach pod adresem
kobiety n i e c y g a ń s k i e j , k t ó r a w e s z ł a do obozowiska w szortach
i o b c i s ł y m , wydekoltowanym sweterku
K o n i g , op. cit., s. 174
0 Bomima,,., s. 53; Strukelj, op. cit., s. 184
Sutherland, op. cit., s. 376
K o n i g , op. cit., a. 20
Okoly, op. cit., s. 62; obserwacje w ł a s n o ; por. t a k ż e
Ł o t m a n , op. cit.,
Okely, op. cit., s. 61
Sutherland, op. cit., s. 385, 388
Yoors, op. cit., s. 87
Yoors, op. cit., s. 43
J a n Yoors, Cyganie, K r a k ó w 1973, s. 149—150

Fot.: L . Mróz

126

8 6

8 7

8 8

8 9

9 0

9 1

9 2

9 3

9 4

9 5

9 6

9 7

9 8

9 9

1 0 0

1 0 1

1 0 2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10942" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10920">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93d701b61e2a6590774f22006e6cfc0a.pdf</src>
        <authentication>e148f3ba23212b7cb705231ce40e44a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130457">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3397</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130458">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130459">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130460">
                <text>Cyganie ze zdjęć Ignacego Kriegera / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130461">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.127-132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130462">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130463">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130464">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130465">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130466">
                <text>Adam Bartosz

CYGANIE ZE ZDJĘĆ IGNACEGO KRIEGERA
W Muzeum Historycznym miasta K r a k o w a znajduje się
liczący o k o ł o 9 000 szklanych klisz zbiór zwany archiwum K r i e gora, z a w i e r a j ą c y zdjęcia z lat 1860—1926. Zawiera on obszerną
d o k u m e n t a c j ę dawnego K r a k o w a z u w z g l ę d n i e n i e m architektury,
d z i e ł sztuki, a t a k ż e charakterystycznych postaci z krakowskiej
ulicy. Z n a j d u j ą s i ę tu m.in. zdjęcia C y g a n ó w K e ł d e r a s z ó w ,
sportretowanych zapewne w k o ń c u X I X w .
1

K e ł d e r a s z e , to przedstawiciele wielkiego szczepu c y g a ń s k i e ­
go, k t ó r z y po wielu wiekach niewolniczego pobytu w p a ń s t w a c h
M o ł d a w i i , W o ł o s z c z y z n y i Siedmiogrodu wyruszyli w latach
s z e ś ć d z i e s i ą t y c h ubiegłego wieku n a kolejną w ę d r ó w k ę do E u r o p y
Ś r o d k o w e j i dalej. Wraz z innym szczepem, Lowarami, zaludnili
niebawem drogi wielu p a ń s t w , w z b u d z a j ą c w s z ę d z i e n i e m a ł ą
sensację, zwracając n a siebie p o w s z e c h n ą u w a g ę egzotycziiyn,
strojem .
2

Cyganie spotretowani przez Kriegera to n i e w ą t p l i w i e K e ł ­
derasze, k t ó r z y dotarli na nasze tereny po przemierzeniu o b s z a r ó w
imperium carskiego, na co w s k a z y w a ł y b y szerokie, bufiaste
spodnie, wpuszczono do wysokich b u t ó w . Bowiem pierwsi K e ł ­
derasze, k t ó r z y pojawili się w Galicji i K r ó l e s t w i e b e z p o ś r e d n i o
z W ę g i e r i R u m u n i i , nosili stroje bardziej „ w ę g i e r s k i e " . Portre­
t u j ą c y ich w 1868 r. Wojciech Gerson t a k i d a ł komentarz do
swego r y s u n k u (il. 1):
3

„ C y g a n i e ci p o c h o d z ą z W ę g i e r , j a k to ich ubiór ś w i a d c z y .
Węgiorskie k o ł p a o z k i p i l ś n i o w e , spodnie obcisłe, naszywane,
buty długie. W ó j t nosi k r ó t k ą b e k i e s z ę o srebrnych guzach i l a s k ę
o srebrnej skuwce i gałce d ł u g i e j . U b i ó r c h ł o p c ó w jest t a k ż e

węgierski. S k ł a d a się z krótkiej koszuli o szerokich r ę k a w a c h
i h a j d a w a r ó w d ł u g i c h , a tak szerokich, ż e podobne s ą do s p ó d n i c y .
K o b i e t y z a m ę ż n e n o s z ą chustki n a g ł o w a c h , pojedynczo w tyle
w i ą z a n e , w warkocze z a ś m a j ą powplatane różne ś w i e c i d e ł k a ,
pieniądze srebrne, guzy szklane i porcelanowe, korale, naszyjniki
z talarów, a częstokroć i z ł o t y c h d u b l o n ó w " .
4

Opis ton zgodny jest z z a ł ą c z o n y m rysunkiem. W i d a ć t u
d o r o s ł y c h m ę ż c z y z n w o b c i s ł y c h , wyszywanych spodniach,
a t a k ż e m ł o d e g o c h ł o p a k a w charakterystycznych spodniach
o bardzo szerokich nogawkach . N i c w i d a ć jedynie na owym r y ­
sunku m ę ż c z y z n y w „ b e k i e s z y o srebrnych guzach", co wydaje
się oczywiste, jako że scena ukazuje kotlarzy przy pracy, w której
w ó j t z racji pozycji w taborze pewnie zazwyczaj nie u c z e s t n i c z y ł .
5

P o r ó w n u j ą c ten pierwszy wizerunek K e ł d e r a s z ó w z serią
zdjęć Kriegera z a u w a ż y ć m o ż n a niewielkie zmiany w ich stroju,
które to d o k o n a ł y się na przestrzeni k i l k u d z i e s i ą t k ó w lat, dzie­
l ą c y c h oba przedstawienia C y g a n ó w , b ą d ź t e ż s ą wynikiem in­
tensywnych w p ł y w ó w , co m i e ć m o ż e z w i ą z e k z odmiennymi
szlakami w ę d r ó w k i . B i o r ą c jednak pod u w a g ę fakt, że s ą to
K e ł d e r a s z e po prostu z innej grupy, oraz żo czas j a k i dzieli po­
wstanie r y s u n k u Gersona i fotografii Kriegera jest stosunkowo
niewielki (najwyżej różnica jednego pokolenia), stwierdzić n a l e ż y ,
żo o d m i e n n o ś c i w stroju d o t y c z ą zasadniczo s z c z e g ó ł ó w , pomi­
jając bufiaste spodnie w wizerunkach fotograficznych.
Podobnie j a k inne postacie zo z d j ę ć Kriegera, Cyganie sfo­
tografowani s ą na tle zwisającej tkaniny, upozowani w e d ł u g
ó w c z e s n e j mody fotograficznej. Krieger bowiem nie p o r t r e t o w a ł

127

�128

�swych modeli w naturalnym otoczeniu, ale zapraszał do swoj
pracowni.
Archiwum „ c y g a ń s k i e " Kricgera zawiera 11 n e g a t y w ó w
szklanych, na k t ó r y c h sportrotowano cale sylwetki 4 m ę ż c z y z n
i 2 kobiet. T a k więc n i e k t ó r e postacie p o w t a r z a j ą się (jedna
trzykrotnie, i l . 3—5), a różnice ujęć s ą w dwu przypadkach
ledwie widoczne. 9 zdjęć przedstawia pojedyncze postacie. N a
dwu z d j ę c i a c h s ą dwaj m ę ż c z y ź n i , ci sami, a ujęcia różnią się
zasadniczo t y m , że t ę s a m ą fajkę trzyma raz joden, raz drugi
z m ę ż c z y z n (il. 6, 7).
Material do analizy postaci portretowanych przez Kriegera
daje się w z b o g a c i ć o jeszcze jedno, bardzo interesujące zdjęcie,
k t ó r e g o negatywu nie udało się w archiwum odnaleźć, a które
znajduje się w zbiorach ikonograficznych Muzeum Etnograficz­
nego w Krakowie. Jest to n i e w ą t p l i w i e zdjęcie z tej samej serii,
przedstawia bowiem 2 postacie uprzednio fotografowane oraz
j e d n ą n o w ą (il. 2). F a k t ten oraz ustawienie postaci pozwala ponad
w s z e l k ą w ą t p l i w o ś ć p r z y p i s a ć Kriegerowi autorstwo zdjęcia.
Pewne jego s z c z e g ó ł y w s k a z y w a ć by m o g ł y , że nie z o s t a ł o ono
wykonane jednocześnie z poprzednio wymienionymi (o czym
niżej).
W sumie więc Krieger u w i e c z n i ł n a swych zdjęciach 7 K e ł ­
d e r a s z ó w , w t y m 2 kobiety. Jest to dziś niezwykle cenny doku­
ment, z w ł a s z c z a do analizy stroju C y g a n ó w .
W oparciu o przokaz Gersona (zarówno rysunek j a k i komen­
tarz) oraz p ó ź n i e j s z e opisy stroju K o t l a r z y w n i o s k u j ę , że są to
przedstawiciele bogatej warstwy C y g a n ó w , przy czym jeden
z nich, n a j w y ż e j trzydziestoletni m ę ż c z y z n a , pełni rolę p r z y w ó d c y
( w ó j t a ) . W skazuje na to laska, k t ó r ą trzyma na zdjęciu grupowym
(il. 2). N a t y m samym zdjęciu pokazany jest stary Cygan, bosy,

w szerokich, p ł ó c i e n n y c h spodniach i bez jakichkolwiek o z d ó b .
Znając zamiary Kriegera z dokumentowania m o ż l i w i e różnorod­
nych t y p ó w n a l e ż y w n i o s k o w a ć , że umieścił tu celowo dla kon­
trastu również i przedstawiciela ubogich C y g a n ó w . Najpewniej
b y ł on p o s t a c i ą w ł a ś n i e t y p o w ą , a ci bogato odziani m ę ż c z y ź n i
stanowili mniej liczną elitę. Może byli n a j b o g a t s z ą r o d z i n ą
w taborze ? Bez w ą t p i e n i a tak m o ż n a p o w i e d z i e ć o sportretowan y m wójcie. Sądząo po ilości srebrnych ( z ł o t y c h ) g u z i k ó w u kurtek,
lub ich braku, mamy tu prezentację szerokiego zróżnicowania
m a j ą t k o w e g o (społecznego) w łonie prawdopodobnie tego samego
taboru K e ł d e r a s z y .
N i e k t ó r e ze zdjęć Kriegera znane są z publikacji, ale p o n i e w a ż
na ogół j a k o ś ć repiodukcji w druku jest dość kiepska, d y s p o n u j ą c
ostrymi, p o w i ę k s z o n y m i odbitkami d o k o n a ł e m m o ż l i w i e szczegó­
łowej analizy (pod lupą) e l e m e n t ó w stroju sfotografowanych
Cyganów.
S z c z e g ó ł o w y opis stroju zacznę od mniej skomplikowanego
ubioru obu kobiet. Jedna z nich (il. I I ) znajduje się na obu zdję­
ciach. Ma n a g ł o w i e k w i e c i s t ą c h u s t ę , wiązaną z t y ł u , z opadają­
cymi na ramiona k o ń c a m i . Chusta wskazuje n a m ę ż a t k ę . B l u z k a
w i ą z a n a pod s z y j ą , z niskim, marszczonym k o ł n i e r z e m , z ą b k o ­
wanym, bardzo obszorna, marszczona. R ę k a w y nisko wszyte,
z szeroką, m a r s z c z o n ą kryzą' u n a d g a r s t k ó w . W z ó r bluzki —•
kratkowy. Bogato marszczona s p ó d n i c a , w i ą z a n a w pasie, o drob­
nym wzorze geometrycznym. N a przedzie fartuch z dwu r ó ż n y c h
k a w a ł k ó w m a t e r i a ł u , grubo ręcznie zeszytych. Cyganka jest bosa.
Druga kobieta (il. 9 — 1 0 ) sfotografowana raz w pozycji sto­
j ą c e j , oparta ręką o krzesło, na drugim zdjęciu siedzi na t y m
krześle. Kwiecista chusta zsunięta jest n a ramiona, końce zwią­
zane w w ę z e ł p o n i ż e j piersi. Z o d k r y t ą g ł o w ą c h o d z i ć m o g ł y

I I . 6, 7. „ S ą to spodnie z grubego materiału, bufiasto wpuszczone do szerokich b u t ó w . Na całej powierzchni bogate aplikacje s z e r o k ą
t a ś m ą m a t e r i a ł u (...) układające się wzorem wielokrotnych p ę t l i c "

129

I

�I I . 8. „ N a j b a r d z i e j r z u c a j ą c y m s i ę w oczy elementem stroju K e ł d e r a s z ó w są o c z y w i ś c i e ogromne guziki"; il. 9. , , Z o d k r y t ą g ł o w ą clio
dzić m o g ł y tylko panny"

tylko panny, ale na zdjęciu widzimy dojrzałą k o b i e t ę , niewątpli­
wie m ę ż a t k ę . Zsunęła więo c h u s t k ę tylko na c h w i l ę , pewnie na
p r o ś b ę fotografa, co wydaje s i ę na tyle i n t e r e s u j ą c e , że zwyczaj
oyganski surowo z a k a z y w a ł odkrywania g ł o w y m ę ż a t k o m przy
obcyoh. Fotografowana z g o d z i ł a się więc na pewno za przyzwo­
leniem m ę ż a , k t ó r y b y ł obecny przy zdjęoiu.
K o b i e t a odziana jest w b l u z k ę jasną z wzorem haftowanym,
o kroju t y m samym co u poprzedniej, tylko r ę k a w y są bardziej
suto marszczone, a k r y z a u n a d g a r s t k ó w obszyta k o r o n k ą . Pod
s z y j ą z a w i ą z a n a apaszka. S p ó d n i c a od p o ł o w y w y s o k o ś c i w dół
ozdobiona haftem dziurkowanym, tak samo fartuch. N a nogach
sznurowane trzewiki, sięgające nieco p o w y ż e j kostki. P o obu
stronach dziurek od s z n u r o w a d e ł rząd o z d ó b , na fotografii widocz­
n y c h jako białe plamki. Mogą to b y ć pompony, a m o ż e cekiny
(monety?).
Obie Cyganki m a j ą długie naszyjniki z wielkich monet,
m i ę d z y k t ó r y m i wplecione

s ą mniejsze. R ó w n i e ż w warkocze

wplecione s ą monety różnej wielkości, a t a k ż e guzy. Zupełnie
natomiast nie w i d a ć k o l c z y k ó w . Strój obu kobiet bardzo jest po­
dobny do u k ł a d u z rysunku Gersona.
Sfotografowani przez Kriegera m ę ż c z y ź n i ubrani są, z w y j ą t ­
kiem ubogo odzianego, starego Cygana ze zdjęcia grupowego
(il. 2) dość jednolicie, a różnice w y s t ę p u j ą g ł ó w n i e w ilości o z d ó b .
T o w a r z y s z ą t e ż im różne rekwizyty.
Przyjrzyjmy

się najpierw grupowej fotografii,

ukazującej

C y g a n ó w w najbardziej r ó ż n o r o d n y m odzieniu. Siedzący na kotle
Cygan u b i a n y jest w w y p u k ł y kapelusz z m a ł y m , lekko podwi­
n i ę t y m rondem. K o s z u l a w i ą z a n a pod s z y j ą , z g ł ę b o k i m rozcię­
ciem. TJ koszuli niewielki, marszczony kołnierz. Koszula z p r ą ż k o ­
wanego m a t e r i a ł u , skrojona tak samo jak bluzki kobiet, ale w nad­
garstkach r ę k a w y spięte w wąski mankiet, u k ł a d a j ą się bufiasto.
Spodnie i buty u tego Cygana są lepiej widoczne na innym zdjęciu
(il. 3, 6). S ą to spodnie z grubego m a t e r i a ł u , bufiasto wpuszczone

130

do szerokich b u t ó w . N a całej powierzchni bogata aplikacja sze­
roką t a ś m ą m a t e r i a ł u , we wszystkioh przypadkach układająca
się wzorem wielokrotnych pętlic, ś r o d k i e m i po bokach nogawki.
Po bokaoh pojedynczy (u innych p o d w ó j n y ) szeroki lampas
z z ą b k o w a n y m i brzegami. L a m p a s górą dochodzi do rozcięoia
kieszeni. Spodnie s i e d z ą c e g o na krześle Cygana (il. 8) m a j ą
drugi lampas z a c z y n a j ą c y się w p o ł o w i e ' w y s o k o ś c i nogawki,
a dalej b i e g n ą c y w poprzek przez p o ś l a d k i , j a k np. we w s p ó ł ­
czesnych portkach p o d h a l a ń s k i c h . Wszystkie spodnie, gdzie to
widoczne, m a j ą u k o ś n e kieszenie. Z przodu dwa przypory;
u w ó j t a (il. 3 — б ) o z ą b k o w a n y c h brzegach. Górą m a t e r i a ł spodni
z a g i ę t y i zszyty w tunel dla przeciągnięcia pasa. P a s s k ó r z a n y ,
z k l a m r ą w i d o c z n ą w lewym przecięciu przypora. W ó j t ma klamrę
szeroką, z reliefem w y p u k ł y m , p r z e d s t a w i a j ą c y m p o ś r o d k u p o s t a ć
l u d z k ą z uniesionymi do g ó r y r ę k a m i , a po jej bokach syme­
trycznie uniesione n a tylnych nogach konie.
B u t y wszystkioh K e ł d e r a s z ó w , z w y j ą t k i e m biedniej odzia­
nego Cygana (z i l . 6, 7) są wyszywane, przy czym motywem do­
m i n u j ą c y m jest serce. Górą but w y o i ę t y ozdobnie. Brzegi cholewy
oraz szew z boku wzmocnione pasem s k ó r y z z ą b k o w a n y m
krajem.
Najbardziej reprezentacyjnie ubrany jest o c z y w i ś c i e w ó j t ,
p o s t a ć w y s t ę p u j ą c a p o ś r o d k u fotografii grupowej oraz samotnie
na trzech innyoh z d j ę c i a c h (il. 3—5). Stoi on oparty p r a w ą
ręką na wysokiej lasce, l e w ą podtrzymuje długą fajkę t r z y m a n ą
w ustach.
N a wszystkich z d j ę c i a c h ma on k a m i z e l k ę w ł o ż o n ą na z n a n ą
już z opisu koszulę. Obie p o ł y kamizelki aplikowane s ą p ę t l i c a m i ,
tak jak spodnie. P r a w a pola obszyta dwoma r z ę d a m i p ł a s k i c h ,
d u ż y c h g u z i k ó w . Ze źródeł wiadomo, że b y ł y to guziki srebrne,
a czasem z ł o t e . Ze zdjęcia nie w i d a ć tego, a i źródła nie p o d a j ą ,
ale wydaje s i ę prawdopodobne, ż e s ą to monety. T y m bardziej,
że poza owymi p ł a s k i m i „ g u z i k a m i " ozdobie s ł u ż ą c y m i , kamizel-

�I I . 10, 11. „Obie Cyganki mają długie naszyjniki z wielkich monet, m i ę d z y które wplecione są mniejsze"

k a zaopatrzona jest w pięć wielkich w y p u k ł y c h g u z i k ó w , w y r a ź n i e
przeznaczonych do zapinania, co w i d a ć na innych
(и. o, 7).

zdjęciach

Bk

Po lewej stronio wisi ł a ń c u s z e k (od zegarka) zaczepiony
k ó ł k i e m u dziurki od guzika, drugi koniec chowa się w kioszeni
kamizelki. TJ ł a ń c u s z k a w i s z ą duże monety.
I n t e r e s u j ą c y jest jeszcze jeden s z c z e g ó ł ubioru w ó j t a , w y s t ę ­
p u j ą c y również u jego s i e d z ą c e g o towarzysza, tyle, że na innym
z d j ę c i u , gdzie jest on ubrany w k u r t k ę (il. 6, 7). Jest to chustka
jednym rogiem z a w i ą z a n a u tej samej dziurki co ł a ń c u c z e k ,
zwisająca ukosem poprzez brzuch i Włożona do kieszeni spodni,
ale tak. że jej k o ń c e luźno z w i s a j ą na z e w n ą t r z . TJ wymienionego
przed c h w i l ą Cygana chusta z frędzlami w ł o ż o n a jest do kieszeni
kurty. B y ł b y to p o d r ę c z n y schowek na p i e n i ą d z e , znany naszym
c h ł o p o m , tylko że t u demonstrowany na z e w n ą t r z , aczkolwiek
zabezpieczony p r z y w i ą z a n i e m przed e w e n t u a l n ą kradzieżą.
Inno postacie z fotografii Kriegera ubrane są w kurtki z rę­
kawami, z w y ł o ż o n y m k o ł n i e r z e m . R a z kurtka obszyta jest baran­
kiem (il. 6, 7) i aplikowana (fot. 6, 7, 8), innym razem zupełnie
skromna, bez o z d ó b . Aplikacje na kurtce p o w t a r z a j ą s i ę , j a k na
kamizelce — z przodu, a ponadto w y s t ę p u j ą u d o ł u r ę k a w ó w
(il. 6—8).
Najbardziej r z u c a j ą c y m się w oczy elementem stroju K e ł ­
d e r a s z ó w są o c z y w i ś c i e ogromno guziki, które d o c h o d z i ł y do
wielkości kurzych j a j , a s ł u ż y ł y okazaniu m a j ę t n o ś c i i zapewno
pozycji s p o ł e c z n e j . S i e d z ą c y n a krześle Cygan m a aż po trzy
rzędy- tych wielkich ozdobnych k r ą ż k ó w umieszczonych na obu
polach. Można p o l i c z y ć , że razem daje to 48 srebrnych lub zło­
tych g u z i k ó w . U innego tych g u z i k ó w jest tylko 4, ale s ą one
ogromnej wielkości, a k s z t a ł t m a j ą jajowaty.
Owo wielkie guziki, srebrne lub złote, przy kurtkach i kami­
zelkach s t a n o w i ł y typowy akcent w stroju K e ł d e r a s z ó w jeszcze
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m i to nie tylko n a terenie Polski.
Cyganologiczne pismo angielskie „ J o u r n a l of the G y p s y Lore

Society" z a m i e ś c i ł o k i l k a zdjęć K e ł d e r a s z ó w m i ę d z y innym
p o c h o d z ą c y c h z Polski (tzn. tu urodzonych), k t ó r z y n o s z ą przy
kurtkach w ł a ś n i e charakterystyczne guzy srebrne .
6

Wracając do charakterystyki stroju w ó j t a w s p o m n i e ć trzeba
o kapeluszu, k t ó r y jest nieco w y ż s z y niż u innych m ę ż c z y z n ,
a k r y z ę ma obrębioną skórą. Ze s k ó r y t e ż jest opaska na k a ­
peluszu, za k t ó r ą z a t k n i ę t o długie, bardzo puszyste pióro. N a
z d j ę c i a c h , gdzie w ó j t w y s t ę p u j e sam przy piórze jest jeszcze
z a t k n i ę t a ukwiecona g a ł ą z k a j a k i e g o ś krzewu, co nota bene
pozwala określić dość ściśle porę roku, kiedy zdjęcie b y ł o robione.
Mogło to b y ć g d z i e ś na przełomie maja i czerwca.
Trzeci kotlarz na zdjęciu zbiorowym, to najskromniej ubra­
ny, stary m ę ż c z y z n a . N a g ł o w i e kapelusz, j a k u innych, lecz
z m a ł y m rondom opuszczonym w d ó ł . Ubrany w j a s n ą koszulę
odmiennego nieco kroju — rozcięcie pod s z y j ą p ł y t k i e , a za­
pięcie na guziki; r ę k a w y w ą s k i e , s p i ę t e w mankietach. Koszula
częściowo wpuszczona w spodnio, bolcami na wierzchu. Spodnie
szerokie, p ł ó c i e n n e , ściągnięte w pasie sznurkiem. Na koszuli
s t r z ę p y kamizelki ze z w y k ł y m i guzikami.
P o z a ubiorem ze zdjęć o d c z y t a ć m o ż n a kilka r e k w i z y t ó w ,
o który ch j u ż w s p o m n i a ł e m . T a k w i ę c Cyganie ci p a l ą fajki
o d ł u g i c h , z a g i ę t y c h cybuchach, z kominkiem z a m k n i ę t y m
m e t a l o w ą p r z y k r y w k ą . B y ć m o ż e na wszystkich zdjęciach fi­
guruje ta sama fajka. Cygan s i e d z ą c y na kotle (il. ") trzyma w
ręku nieokorowany k i j . M o ż e jest to, z n a j d u j ą c a się zawsze pod
ręką desto —• laska służąca do obrony ? Cygan z innego zdjęcia
(il. 6, 7) t r z y m a w ręku bicz na d ł u g i m trzonku, również często
u ż y w a n y w celach obronnych.
r

N a ś r o d k o w y m palcu prawej ręki w ó j t a w i d a ć pici ścień
z oczkiem. Skromniejszy pierścień widoczny jest t e ż na m a ł y m
palcu innego Cygana (il. 7).
Najciekawszym n i e w ą t p l i w i e rekwizytem jest wysoka laska
w ó j t a . Oparta o p o d ł o g ę , s i ę g a m u po bark. Jest to lekko rozsze­
rzający się ku górze k i j , z a k o ń c z o n y w y s o k ą na około 4 szerokości

131

�dłoni, profilowaną g ł o w i c ą n a b i j a n ą ozdobnymi blaszkami.
P o n i ż e j , na drzewcu, widoozna metalowa skuwka. Opis bardzo
podobnej laski noszonej przez J a k u b a Znamierowskiego, c y g a ń ­
skiego króla z k o ń c a X V I I I w., podaje N a r b u t t . I d e n t y c z n ą
niemal l a s k ę trzyma w ó j t c y g a ń s k i z obrazu Tadeusza Popiela,,
reprodukowanego w książce Jerzego Ficowskiego . T a k a sama
laska znajduje się w rękaoh Matejasza K w i e k a „ w o d z a narodu
o y g a ń s k i e g o " uwiecznionego na zdjęciu z lat dwudziestych na­
szego stulecia, z n a j d u j ą c y m się w Archiwum Dokumentacji
Mechanicznej w Warszawie.
7

8

Wszyscy sfotografowani przez Kriegera K e ł d e r a s z e noszą
d ł u g i e , k ę d z i e r z a w e w ł o s y oraz nie golone zarosty.
Jeszcze k i l k a s ł ó w o samych fotografiach. J a k wspomniano,
seria zdjęć z zachowanymi negatywami robiona b y ł a zapewne

j e d n o c z e ś n i e . W innym czasie wykonano zdjęcie grupowe. Wska­
z y w a ł y b y na to różnice w n i e k t ó r y c h rekwizytach w ó j t a . Otóż
na tym ostatnim zdjęciu nosi 011 na palcu pierścień, którego brak
na poprzednich. Nie ma też na kapeluszu gałązki z kwiatami.
Ponadto p i z y p u s z c z a ć m o ż n a , że mając w c z e ś n i e j przy sobie
l a s k ę z o s t a ł b y z nią sfotografowany na innych zdjęciach.
N i e k t ó r e fotografie Kriegera wykorzystywane b y ł y już
w publikacjach, a także rozpowszechniane jako podkolorowane
zdjęcia w albumach. Znana jest też kolorowana p o c z t ó w k a
wykonana na podstawie wymienionego grupowego z d j ę c i a ,
rozpowszechniana przed 1918 r. Niewykluczone, że zdjęć t y c h
Krieger w y k o n a ł więcej a odbitki ( m o ż e też i klisze?) p o z o s t a j ą
dotychczas nieznane w j a k i m ś archiwum.

P R Z Y P I S Y

1

Ignacy Krieger (1820—1888) prowadził znany zakład
fotograficzny w Krakowie przy ul. Grodzkiej a n a s t ę p n i e przy
R y n k u . Po jego śmierci atelier objęli Natan i Amalia, dzieci
Ignacego. Zakład b y ł czynny do 1920 r. Janusz Andruszkiewicz,
Ignacy Krieger, fotograf dawnego Krakowa, „ M a g a z y n K u l t u ­
ralny", 1974 г., nr 3, s. 29—31
J e r z y Fioowski. Cyganie na polskich drogach, K r a k ó w
1966, rozdział Inwazja
Kełderaszów.
t a m ż e , s. 72

* Wojciech Gerson, Obozowisko cygańskie na Saskiej
Kępie
pod Warszawą.
„ T y g o d n i k Ilustrowany", nr 29 z dn. 18 V I I
1868 r.
Spodnie takie nosili Cyganie K a r p a c c y (osiadli) n a Spiszu
p ó ł n o c n y m jeszcze w okresie m i ę d z y w o j e n n y m .
s

6

2

3

132

7

8

Ficowski, t a m ż e , s. 72—73
t a m ż e , s. 43
t a m ż e , s. 162,

zob.

też przytoczony opis

W.

Gersona

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10941" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10919">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d1dfa79c2ea2cd80f95987ec18ff4a12.pdf</src>
        <authentication>bda8195c68eb9b4ccd880fcc5aec21f0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130446">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3399</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130447">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130448">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130449">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130450">
                <text>Mieszkanie cygańskie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130451">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.139-144</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130452">
                <text>Hryń, Renata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130453">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130454">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130455">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130456">
                <text>Renata Hryń

MIESZKANIA CYGAŃSKIE

„ D z i ś prawdziwych C y g a n ó w już nie m a . . . " — żal i nostalgia
b r z m i ą w s ł o w a c h piosenki. T y l k o

czy na pewno wiemy, za

ozęściową

odpowiedź

na pytanie

„kim

jestem?".

Jednostka

określa siebie w znacznym stopniu poprzez g r u p ę , do której

k t ó r y m i „ p r a w d z i w y m i " Cyganami tak t ę s k n i m y ? C z y za tymi,

n a l e ż y i z tej definicji czerpie skalę w a r t o ś c i , c e l ó w i z a s a d .

k t ó r z y powszechnie u w a ż a n i s ą za złodziei i n i e r o b ó w , a m o ż e za

Cóż zatem znaczy „ b y ć prawdziwym Cyganem" ? „ R o m

2

tymi, k t ó r z y j a w i ą się gadziom (nie-Cyganom) jako wolni, niczym

(Cyganie — przypis R H ) wypracowali p r z e m y ś l n e formy zacho­

n i e s k r ę p o w a n i ludzie ? A m o ż e ani jedni, ani drudzy nie s ą

wania swojej t o ż s a m o ś c i i ciągłości kulturowej. Obnosili w ł a s n e

„prawdziwi" ?

ubóstwo

Obiektywnie

istniejąca

rzeczywistość

ma m a ł o

znaczący

(najczęściej

pozorowane),

wywoływali

wokół

siebie

m a g i c z n ą aurę, przypisywali zdarzenia d z i a ł a n i o m sił nadprzyro­

i d r u g o r z ę d n y w p ł y w na s p o s ó b jej postrzegania. Poznajemy ją

dzonych

poprzez wyimaginowane obrazy, albowiem w i ę k s z o ś ć rzeczy czy

sposobem i odgradzali n i e w i d o c z n ą zasłoną od nieprzejednanego

zjawisk

„W

i często wrogiego o t a c z a j ą c e g o ich ś w i a t a g a d z i ó w , tak j a k ci

zewnętrznego

ostatni wznosili mury, by o d d z i e l i ć się od n i e ż y c z l i w y c h ż y w i o ł ó w

wielkim,

wyobrażamy
piekielnym,

sobie

przed

doświadczeniem

rozwrzeszczanym

chaosie

ich.

i zajmowali się w r ó ż b i a r s t w e m .

U w a l n i a l i się

tym

ś w i a t a wybieramy to, co nasza kultura p r z e z n a c z y ł a dla nas

przyrody. „ W e w n ą t r z " , w osobności, w z a m k n i ę t y m ś r o d o w i s k u ,

i j e s t e ś m y skłonni do dostrzegania tego, co w y b r a l i ś m y w formie

r z e c z y w i s t o ś ć b y ł a p r z e c i w i e ń s t w e m p o z o r ó w , jakie stwarzali dla

ustereotypizowanej

dla nas przez n a s z ą k u l t u r ę . "

1

Stereotypy

ludzi „ z z e w n ą t r z " . S t a ć ich b y ł o tutaj na n i e s k r ę p o w a n e oka­

bezpie­

zywanie sobie g ł ę b o k i c h uczuć p r z y w i ą z a n i a , d e l i k a t n o ś c i , ufności

c z e ń s t w a ; strefę nie w y m a g a j ą c ą poznawania „ o b c y c h " . Badania,

i troski, a t a k ż e wzajemnego szacunku." I n n y m i s ł o w y „ b y ć

prowadzone

Cyganem" implikuje r ó w n o c z e s n e bycie Cyganem i nie-Cyganem;

s t a n o w i ą s w o i s t ą strefę b u f o r o w ą s t w a r z a j ą c ą poczucie

przez s o c j o l o g ó w a m e r y k a ń s k i c h w y k a z a ł y , iż ci,

dla k t ó r y c h uczestnictwo

w s z c z e g ó l n e j grupie

(np.

związku

3

wymaga ciągłego balansowania m i ę d z y „ s w o i m i " a

„obcymi"
4

zawodowym, grupie etnicznej lub zawodowej) m a duże znaczenie,

i pozostawania w permanentnym stanie d w u z n a c z n o ś c i . Znaczy

d ą ż ą bardziej aniżeli inni —• s k ą d i n ą d im podobni — do przyjęcia

to, iż s t y k a j ą c się ze ś w i a t e m g a d z i ó w , R o m p o s t ę p u j e (wg kry­

postaw i opinii tej grupy. Informacje, k t ó r y c h grupa dostarcza

teriów w ł a s n e j grupy) j a k nie-Cygan — d z i a ł a wtedy zgodnie

jednostce

ze wzorcem zachowania o b o w i ą z u j ą c y m

s t a n o w i ą źródło jej „ s p o ł e c z n e j identyfikacji", dają

„na zewnątrz". „ N a

139

�II. ] — 3 . M i e s z k a ń c y c y g a ń s k i e g o L a r a k u na Podlasiu, grupa Chaladytka R o m a , 1977 i 78; i l . 4. Mieszkanie C y g a n ó w z g r u p y Polska
Roma, podgrupa Galicyjska, 1980 г.; i l . 5. R o d z i n a c y g a ń s k a w s w o i m mieszkaniu, C h a l a d y t k a R o m a , Podlasie, 1977 г . ; i l . 6. Młodo
m a ł ż e ń s t w o w s w o i m m i e s z k a n i u , C h a l a d y t k a R o m a , Podlasie, 1977 r.

140

�z e w n ą t r z " jawi

się w р с т а у т

stereotypio,

który

świadomie

realizuje w y o b r a ż e n i a n i e - C y g a n ó w .

W tradycyjnej kulturze ludowej p r z e s t i z e ń jest k a t e g o r i ą
w y z n a c z a n ą przez o p o z y c j ę oswojone — nieoswojone.

8

„Zabiegi

W r ó ż n y c h krajach o b o w i ą z y w a ł y różne programy „ u c y w i ­

magiczne t o w a r z y s z ą c e budowie domu, oprócz w y o d r ę b n i a n i a go

lizowania" C y g a n ó w . Jedno było w s p ó l n e : dobry Cygan to o s i a d ł y

z przestrzeni przez fakt magicznego tworzenia granicy, s t a n o w i ł y

Cygan, a jeszcze lepiej: dobry Cygan to nie-Cygan. W takim uję­

t a k ż e element „ p o z n a w a n i a " przestrzeni i jej „ o s w a j a n i e " . Czło­

ciu oficjalnym „ p r o b l e m u c y g a ń s k i e g o " wolność była r ó w n o z n a c z ­

wiek przy ich pomroy „ u p o r z ą d k o w a ł " obszar, w k t ó r y m m i a ł

na z integracją lub t e ż na o d w r ó t : integracja b y ł a warunkiem

ż y ć , stał się jego w ł a ś c i c i e l e m . "

7

wolności. Tylko niestety, nawet w ó w c z a s , gdy Cyganie decydowali

Nomadyzm C y g a n ó w u ł a t w i ł i m rozszerzenie granic „ z n a n e ­

się napizebywanie w wydzielonych dla siebie tzw. „citó de transit"

go" ś w i a t a a kategoria przestrzennej „ s w o j s k o ś c i " przeniesiona

t e ż byli p r z e ś l a d o w a n i . E t y k i e t k a „ C y g a n " staje się n i e w i d o c z n ą

z o s t a ł a w wymiar s p o ł e c z n y . D l a R o m ó w

barierą z a m y k a j ą c ą

oswojonego terenu wyznacza osadnictwo własnej grupy (obecnie

społeczność R o m ó w

w kręgu muzealnych

granicę

własnego,
8

osobliwości a d ą ż e n i e do ich asymilacji poprzez w y ł ą c z a n i e z ich

w warunkach osiedlenia m o ż o to b y ć osiedle c y g a ń s k i e ) . T a k i

w ł a s n y c h grup nie powoduje ich automatycznego w ł ą c z e n i a do

stosimek do przestrzeni został zaobserwowany w jednej z grup —

reszty s p o ł e c z e ń s t w a —• stają się l u d ź m i o

u C h a ł a d y t k a R o m a , ale s ą d z ę , iż m o ż n a to rozszerzyć i na inne

narodowości."

„niezdecydowanej

5

grupy polskich C y g a n ó w .

Cyganie r e p r e z e n t u j ą o d m i e n n ą k o n c e p c j ę e k o n o m i c z n ą —
ekonomię

przeżycia,

dzib a ilość posiadanych p r z e d m i o t ó w determinowana b y ł a ich

do z m i e n i a j ą c y c h się w a r u n k ó w otoczenia. W takim k o n t e k ś c i e

p r z y d a t n o ś c i ą i p o t r z e b ą przetrwania, grupy. „ D o b r o w o l n e i skraj­

wystąpienie

no u b ó s t w o z o s t a ł o im z naddatkiem skompensowane

zewnętrznych

nich

zbyt

szybko

społecznej

ekologii

pozazdroszczenia poczuciem, więzów' p o k r e w i e ń s t w a , z a ż y ł o ś c i ą ,

jost raczej wynikiem działania mechanizmu obrony

j a k a ich wzajemnie ł ą c z y ł a , a t a k ż e ś w i a d o m o ś c i ą , że s t a n o w i ą

sklasyfikowanych
Romów,

wymaga od

Koczowniczy tryb ż y c i a nie w y m a g a ł budowania s t a ł y c h sie­

przystosowania

pewnych

która

jako symptom

objawów,

zmiany

kulturowej aniżeli przejawem asymilacji.

część w i ę k s z e j całości. Nie troszoząc się o przeszłość ani o przysz­

Tekst ten stanowi próbę potraktowania domu c y g a ń s k i e g o
jako elementu przyswojonej konwencji otoczenia, k t ó r a nie po­
woduje
grupy.

zmian w

„wewnętrznych"

zasadach

godnym

funkcjonowania

łość, zadowalali się ż y c i e m w s t a ł e j , o d n a w i a j ą c e j się heroioznej
doczesności."

9

W początkach

swoich europejskich w ę d r ó w e k

( X I V w.)

Cyganie w charakterze m i e s z k a ń wykorzystywali szałasy budowa"

141

�I I . 7. W n ę t r z e wozu, Cyganie z grupy Polska R o m a , 1979 r.

ne z gałęzi i liści. Od wieku X V stopniowo z a c z y n a j ą się rozpo­

s ł o w e m wszystko to, co s p o t k a ć m o ż n a r ó w n i e ż i w innych d

w s z e c h n i a ć namioty, k t ó r y c h forma została p r z e j ę t a prawdo­

mach. Dokonanie p o d z i a ł u na te przedmioty, które p e ł n i ą funkcje

podobnie od l u d ó w europejskich.

10

U n i w e r s a l n o ś ć formy namio­

u ż y t k o w ą i na te, które s ą dekoracją sprawia d u ż ą t r u d n o ś ć .

t ó w z p e w n o ś c i ą w znacznym stopniu p r z y c z y n i ł a się do ich po­

Nawet te rzeczy, które niejako z z a ł o ż e n i a powinny o z d a b i a ć

pularności w ś r ó d C y g a n ó w — p o z w a l a ł a n a swobodne dostosowa­

wnętrze

nie się do o t a c z a j ą c e g o ś r o d o w i s k a geograficznego i kulturowego.

okresie „ r e p r e z e n t a c j i " k o ń c z ą swój ż y w o t g d z i e ś w k ą c i e . I c h

Na

o b e c n o ś ć w mieszkaniu nie jest istotna dla jego funkcji jako

przełomie X V I I I

i X I X w. c z ł o n k o w i e n i e k t ó r y c h

grup

c y g a ń s k i c h zaczęli k u p o w a ć wozy od ludności o s i a d ł e j . W t y m

np.

wszelkiego

autoramentu

bibeloty,

po

krótkim

przestrzeni mającej z a b e z p i e c z y ć przeżycie.

okresie u ż y w a l i je tylko jako środki transportu, mieszkali bowiem

Istota problemu nie tkwi moim zdaniem w rodzaju sprzę­

nadal w namiotach rozbijanych na postojach. Dopiero p r z e ł o m

t ó w ale w sposobie ich u ż y t k o w a n i a ; np. s t o ł u i krzeseł. W k a ż d y m

X I X i X X w. z a p o c z ą t k o w a ł wykorzystywanie w o z ó w w charak­
1 1

„ s z a n u j ą c y m s i ę " domu s ą one t a m gdzie s p o ż y w a się posiłki,

terze m i e s z k a ń , g ł ó w n i e przez bogatsze grupy np. L o v a r a czy

pisze, czyta czy c h o c i a ż b y rozmawia. W rodzinie

K e ł d e r a s z a . „ W oknach zawieszano firanki, na ścianach fotogra­

posiłek przy stole s p o ż y w a j ą tylko m ę ż c z y ź n i ; kobiety wraz

fie c z ł o n k ó w rodziny, barwne ilustracje z czasopism i obrazki

z d z i e ć m i j e d z ą p ó ź n i e j , siedząo na p o d ł o d z e . W y j ą t e k od tej

cygańskiej

ś w i ę t e — c h o ć te rzadziej. (&gt;...) T y l n a część wozu s ł u ż y ł a do spania,

reguły stanowi w s p ó l n y p o s i ł e k m ę ż c z y z n i starych kobiet. I c h

tam też z n a j d o w a ł a się o d z i e ż , pościel itp. — niekiedy wstawiano

d o ś w i a d c z e n i e ż y c i o w e , z n a j o m o ś ć Romani

tam szafę. W części przedniej t o c z y ł o się życie w c i ą g u dnia,

p o s t ę p o w a n i a — przypis aut.) czyni ich p o z y c j ę r ó w n ą pozycji

tutaj jadano w czasie niepogody, gotowano n a piecyku, którego

m ę ż c z y z n ; funkcjonują, jako jeden z a u t o r y t e t ó w grupy.

komin w y c h o d z i ł przez o t w ó r
mieszkań cygańskich

w

dachu."

12

Do

systematyki

S p r z ę t e m , k t ó r y właściwie nie s p e ł n i a swojej roli u ż y t k o w e j

poza namiotami, wozami i budynkami

jost ł ó ż k o . Stanowi ono tło dla s ł y n n e j pościeli c y g a ń s k i e j . Cyga­

m o ż n a d o d a ć jeszcze np. jaskinie zamieszkiwane przez h i s z p a ń ­
skich Gitanos w Granadzie i K o r d o w i e .
Osiedlaniu

się

Cyganów

dało

13

przerwy w w ę d r ó w k a c h .

zamieszkiwanie
jesienno-zimowej

s p r z ę t y : s t ó ł , krzesła, ł ó ż k a , rzadziej szafy.

s ą radia,

telewizory,

adaptery,

magnetofony,

pralki, p o ś c i e l , firanki, dywany, makaty, obrazy, fotografie

142

15

w okresie w ę d r ó w e k nie korzystali z ł ó ż e k a pościel

obecnie, kiedy to łóżka służą do spania g o ś c i o m a gospodarze
śpią na p o d ł o d z e . Wspomniana już pościel to przede wszystkim
ogromne poduszki u ł o ż o n e jedna na drugiej lub ustawione rzę­

1 4

W y p o s a ż e n i e w s p ó ł o z e s n e g o mieszkania c y g a ń s k i e g o w Polsce
Uzupełnieniem

nie p o l s c y

rozkładali na ziemi lub na p o d ł o d z e wozu. T a k jest również

początek

przez nich s t a ł y c h siedzib tylko w okresie

s t a n o w i ą typowe

(zwyczajowy kodeks

—

dem, które s ą s w o i s t ą w i z y t ó w k ą gospodyni, częścią jej posagu.
Szafy nie s ą n i e z b ę d n y m s p r z ę t e m . R ó w n i e dobrze m o ż e je
z a s t ą p i ć wbity w drzwi g w ó ź d ź . Podobnie rzecz się m a z kreden­
sem, którego rolę bardzo c z ę s t o spełnia stół. W t y m momencie

�П . 8. Cyganie z grupy L o w a r i , Polska, 1979 r.

n a l e ż a ł o b y podkreślić dbałość o c z y s t o ś ć podczas s p o r z ą d z a n i a
p o s i ł k ó w . Myoie i p ł u k a n i e p r o d u k t ó w ż y w n o ś c i o w y c h odbywa
się w przeznaczonych tylko do tego celu miskach. R ó w n i e ż ściśle
przestrzegane jest oddzielne pranie u b r a ń m ę ż c z y z n i kobiet.
Takie p o s t ę p o w a n i e podyktowane jest n i e b e z p i e c z e ń s t w e m tabuicznego skalania, w y n i k a j ą c e g o z n i e c z y s t o ś c i fizjologicznego dołu
kobiety.
16

Telewizor m o ż n a z o b a c z y ć w prawie k a ż d y m mieszkaniu
c y g a ń s k i m i to bez w z g l ę d u na z a m o ż n o ś ć jego l o k a t o r ó w .
Obserwując reakcje C y g a n ó w n a to, co dzieje się na szklanym
ekranie, m o ż n a go p o t r a k t o w a ć jako n a m i a s t k ę taborowego
ogniska. Jest to oczywiście uproszczenie, alo telewizor n i e w ą t ­
pliwie skupia n a sobie u w a g ę wszystkich przedstawicieli rodziny
a ż y w i o ł o w e reagowanie n a to, co w i d z ą , ś w i a d c z y o ogromnym
z a a n g a ż o w a n i u , niemalże uczestniczeniu w wydarzeniach dzie­
j ą c y c h się n a ekranie telewizora.
, , W oknach zawieszano fiianki, na ś c i a n a c h fotografie człon­
k ó w rodziny, barwne ilustracje z czasopism i obrazki ś w i ę t e ,
c h o ć te r z a d z i e j . " T e cytowano j u ż raz s ł o w a o d n o s z ą się do
c z a s ó w , kiedy Romowie w ę d r o w a l i wozami. Obecnie ś c i a n y
m i e s z k a ń z d o b i ą również dywany, kilimy, m a k a t k i . Nie pełnią
one funkcji tylko dekoracyjnej, po pewnym czasie stają się
obiektem transakcji handlowej dokonywanej również z gadziami.
H a n d e l dywanami jest np. w n i e k t ó r y c h grupach o y g a ń s k i c h
j e d n ą z form zarobkowania u p r a w i a n ą przez m ę ż c z y z n . S ą oni
odpowiedzialni za zabezpieczenie b y t u rodziny, podczas gdy
kobiety troszozą się o jej o o d z i e n n ą e g z y s t e n c j ę . Ś r o d k ó w na to
dostarcza i m np. wróżenie.
17

U k ł a d y kolorystyczne p o w s t a ł e z zestawienia r ó ż n y c h sprzę­
t ó w i p r z e d m i o t ó w są w domach c y g a ń s k i c h niekiedy s z o k u j ą c e ,
ale nie rażące. Powtarza się pewna gama k o l o r ó w : czerwony,
zielony, niebieski i granatowy We wszelkich tych k o l o r ó w odcie­
niach. Z d e c y d o w a n ą p r z e w a g ę m a j ą jednak barwy pastelowe.
W mieszkaniach R o m ó w brak jest p r z e d m i o t ó w i s p r z ę t ó w ,
które ś w i a d c z y ł y b y o regionalnej p r z y n a l e ż n o ś c i d o m o w n i k ó w .
Pewien uniwersalny wzorzec w n ę t r z a mieszkalnego, k t ó r y z o s t a ł
p r z y j ę t y przez C y g a n ó w daje im szansę zrealizowania go w k a ż d y m
dowolnym miejscu. P r z y n a l e ż n o ś ć regionalna nie jest ich zna­
czącą c e c h ą i d e n t y f i k u j ą c ą , g d y ż t o ż s a m o ś ć k u l t u r o w ą C y g a n ó w
określa p r z y n a l e ż n o ś ć do natsia, vitaa, teera, taboru lub kumpanii.
ls

Zwyczaj dekorowania ścian w o z ó w fotografiami, ilustracjami
lub ś w i ę t y m i obrazami jest kontynuowany r ó w n i e ż obecnie
w m i e s z k a n i a c h . Zdarza się п р . , iż ś l u b n e fotografie s ą dodatko­
wo ozdabiane girlandami sztucznych k w i a t ó w . Fotografie s ą
traktowane przez C y g a n ó w tak, j a k b y z a w i e r a ł y część ich oso­
b o w o ś c i , np. w górskiej osadzie w R u m u n i i d o ś ć g w a ł t o w n i e
o d m ó w i l i oni pozowania do zdjęcia. P o w ó d : fotografia pozwoli
f o t o g r a f u j ą c e m u p o s t ą p i ć z uwiecznionym na niej Cyganem
w e d ł u g w ł a s n e j woli. P a m i ę t a m również zdjęcie z c y g a ń s k i e g o
pogrzebu, k t ó r e zostało zniszczone poprzez w y c i ę c i e t w a r z y
jednego ze s t o j ą c y c h m ę ż c z y z n . B y ć m o ż e , Cygan ten z o s t a ł
magerdo (skalany) i wszelki kontakt z n i m , nawet tylko na zdję­
ciu, b y ł niedopuszczalny.
19

Dewocjonalia w domach cygo,ńskich r e p r e z e n t u j ą ś w i ę t e
obrazy. Nie s ą one jednak tak powszechne j a k fotografie rodzinne.

и з

�Trudno jednak tylko n a tej podstawie

s ą d y na

Mieszkanie c y g a ń s k i e jest p r z e s t r z e n i ą s p o ł e c z n ą , w której

temat religijno.śei C y g a n ó w . Obecność tych o b r a z ó w m o ż n a in­

poszczególni o z ł o n k o w i e grupy spełniają wyznaczone im funkcje,

t e r p r e t o w a ć jako mechaniczno i powierzchowne przyjęcie mocno

które w y n i k a j ą nie ze stereotypu,

zakorzenionego

obowiązujących

wśród

osiadłej

wypowiadać

ludności

zwyczaju albo

dodatkowy element identyfikacyjny f u n k c j o n u j ą c y

jako

w

cygańskiej

lecz z norm kulturowych

społeczności.

Codzienne

życie

„wewnątrz"

t o c z ą c e się w z a m k n i ę t e j przestrzeni d o n u mieszkalnego musi

grupy. Jest to jednak ciągle kwestia n i e r o z s t r z y g n i ę t a , trudno

b y ć jednym z e l e m e n t ó w s ł u ż ą c y c h identyfikacji kulturowej,

w i ę c p r z y j m o w a ć którąś z t y c h interpretacji za pewnik.

etnicznej. Pozory stwarzane na z e w n ą t r z są jedynie s y m u l a c j ą
zmiany a nie jej obiektywnym zaistnieniem. Zmuszanie C y g a n ó w

„Wnętrza
chociaż

wozu

czasami

bywały

najczęściej

wykonywano

jakieś

jednobarwne,

malunki na

jasne,

ścianach,

a z w ł a s z c z a na suficie, np. gwiazdy na tle ciemnego b ł ę k i t u ,
mające
Tego

dawać
typu

wnętrza

śpiącemu

malowidła

złudzenie rozgwieżdżonego
również

obecnie

mieszkalne. Czasem s ą to

20

(w ujęciu Z . H . Morgana
22

„ n a j w y ż s z e stadium rozwoju l u d z k o ś c i " ) , jest d ą ż e n i e m
uczynienia z ich ż y c i a zwierciadlanego odbicia życia

do

gadziów.

Proste pytanie: dlaczego chce się zrobić z C y g a n ó w na siłę spo­

cygańskie

łeczeństwo

„industrialne",

geometryczne

stopniowo

w

ozdabiają

ornamenty

nieba."

do przejścia w okres „ c y w i l i z a c j i " ,

ramach

jeśli

doskonale

społeczeństwa

zmieszczą

się oni

„postindustrialnego" ?

2 3

czasem stylizowane

w y w o ł a różne odpowiedzi, uzasadnione w y ż s z y m i racjami. W y b ó r

motywy roślinne. T e ostatnie w y s t ą p i ł y w jednym z m i e s z k a ń

t y c h racji z a l e ż y chyba jednak przede wszystkim od zrozumienia,

w postaci trzech stylizowanych granatowych róż namalowanych

że inni m a j ą prawo b y ć „ i n n y m i " a Cyganie m a j ą prawo powie­

w o k ó ł lampy.

d z i e ć : „ Ż y j e m y jako R o m , b ę d z i e m y t a k ż e umierać jako R o m " .

utworzone z p o w t a r z a j ą c y c h się w z o r ó w ,

2 1

2 4

P R Z Y P I S Y

1

W . L i p p m a n , Public Opinion, N . Y . 1961, s. 81: , , I n the
great blooming, buzzing confusion of the outer World we pick
out what our culture has already defined for us, and we tend
to perceive that which we have picket out in the form stereotyped
for us by our culture.
R . E . Lane, D . Sears, Public Opinion, New Jersey 1964
J . Yoors, Przeprawa, K r a k ó w 1978, s. 13
W takim k o n t e k ś c i e analizuje s y t u a c j ę C y g a n ó w I . M . K a ­
m i ń s k i w swojej rozprawie doktorskiej The state of ambiguity.
Studies of Gypsy refugees. (Anthropological Research), Gothen­
burg 1980
J . P . Liogeois, Le discours de I'ordre. Pouvoirs publics et
minorites
culturelles,
,, E s p r i t " , No 41,
1980
O czynnikach magiczno-religijnych w osadnictwie pisał
m.in. J . S . Uyhtroń
B . Kunicka, Organizacja przestrzeni domowej wodług
tradycyjnych w y o b r a ź "ń ludowych, „ E t n o g r a f i a Polska", T .
X X i l i , ' 1979, z." 1, s. 200
CVg śnie dzielą się na różne grupy, któro c z ę s t o s ą antagonistyezno wobec siebie a ich wzajemne kontakty ograniczano
są do minimum
.1. Yoors, Przeprawa. K r a k ó w 1978. s. 13
L . Mróz, Cygańskie
mieszkania. Próba typologii, „ E t n o ­
grafia Polska", t. X I V , 1970. z. 1
L . Mróz, Cygańskie
wozy, ..Polska Sztuka L u d o w a " . R .
X X I I I , 1979, nr 3—4
2

3

4

5

6

7

8

9

1 2

t a m ż e , s. 91
L . Mróz, C y g a ń s k i e mieszkania..., op. cit.
O zamieszkiwaniu C y g a n ó w w domach w ł a ś c i w i e niczym
nie r ó ż n i ą c y o h się od d o m ó w osiadłej ludności wspomina np.
O.P. Barannikov, Ukraiński
Cigani, K i e v i 1931
„ C y g a n i e polscy" jest to termin m y l ą c y , p o n i e w a ż na
terenie Polski ż y j ą różne grupy R o m ó w , z k t ó r y c h n a j w i ę k s z e
to L o v a r a , K e ł d e r a s z a i Polska R o m a
O systemie tabuicznyoh s k a l a ń pisze m.in. J . F i c o w s k i ,
Cyganie na polskich drogach, K r a k ó w 1966; M . Gronfors, Blood
feuding among Finnish Gypsies, H e l s i n k i 1977
p . przypis 12
S ą to grupy do k t ó r y c h Cyganie p r z y n a l e ż ą na podstawie
z w i ą z k ó w krwi w s p ó ł p r a c y ekonomicznej lub tak j a k w przy­
padku kumpanii
również zamieszkiwania tej samej okolicy.
I . M . K a m i ń s k i wspomina w swojej pracy o zwyczaju
umieszczania przez C y g a n ó w z a m i e s z k u j ą c y c h Stenlund w
Szwecji fotografii rodzinnych w samochodach
L . Mróz. C y g a ń s k i e wozy, op. cit., s. 91
1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

Cigani
2 2

1 0

1 1

Zdjęcia tego t y p u m i l o w i d e ł prezentuje E . Horvathova,
na Slovensku. Bratislava 1964
L . H . Morgan, Społeczeństwo
pierwotne. Warszawa 1887

2 3

O. Monc;in, Vers un droit des minorites.
, , E s p r i t " . No 41, 1980
2 4

J . Yoors, Przeprawa,

F o t . 1.. M J Ó Z , i l . D, 6 , 1 3

I I . 9. Gryfy z c y g a ń s k i e g o wozu jako ozdoba w e j ś c i a
do domu, W a r k a , 1980 r.

144

Kraków

1978

L'exemple

Tsigane,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10940" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10918">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0dd583cf3c33b808f504d5627ba488ad.pdf</src>
        <authentication>1cd8f48a8d28bac44b05e676e179ad09</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130436">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3400</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130437">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130438">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3187</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130439">
                <text>Postać Cygana w obrzędach i plastyce ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130440">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.145-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130441">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130442">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130443">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130444">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130445">
                <text>Adam Bartosz

POSTAĆ CYGANA W OBRZĘDACH
I PLASTYCE LUDOWEJ

Cyganie, podobnie jak Ż y d z i , a t a k ż e przedstawiciele in­
nych nacji i grup etnograficznych, p o l e c a j ą c y c h się c h ł o p o m ze
swymi w ę d r o w n y m i u s ł u g a m i (Słowacy, Górale) trafiali z powodu
odrębności stroju, j ę z y k a i obyczaju do ludowych ś p i e w e k , bajek,
teatru ludowego. Cyganie p o j a w i a j ą s i ę w pracach ludowych rzeź­
biarzy i malarzy. W tej sferze t w ó r c z o ś c i ludowej jest to jednak
zjawisko nowe, b ę d ą c e wynikiem p o s z u k i w a ń t w ó r c ó w w świockioj
tematyce z w i ą z a n e j z t r a d y c y j n ą k u l t u r ą w s i .
1

P r z y j ą ć n a l e ż y , że z a w a r t o ś ć m a g a z y n ó w muzealnych od­
zwierciedla w przybliżeniu c z ę s t o t l i w o ś ć w y s t ę p o w a n i a zjawisk
w kulturze ludowej, ich trwanie w c i ą g u jakiegoś okresu, czy też
fakt zaistnienia w o k r e ś l o n y m momencie historycznym.
Dlatogo też sądzić m o ż n a , iż uwagi na temat postaci Cygana
w ludowym malarstwie i rzeźbie, oparte w y ł ą c z n i o na materiale
zgromadzonym w polskich muzeach, w s p o s ó b wierny ilustrują
r z e c z y w i s t o ś ć . W miarę p e ł n y m a t e r i a ł na ten temat zebrałem
drogą bardzo s z c z e g ó ł o w y c h kwerend w trakcie p r z y g o t o w a ń
do wystawy c y g a ń s k i e j . P r z y czym kwerendy w zbiorach pry­
watnych nie p i z y n i o s ł y ż a d n e g o rezultatu.
2

Odmiennie w y g l ą d a sprawa w zakresie o b r z ę d ó w . Sam fakt
występ&lt; twania w muzeum stroju przobicrańca — Cygana, czy t e ż
figurki Cygana z szopki nie jest dostatecznym w y j a ś n i e n i e m
o b e c n o ś c i t y c h postaci w kulturze ludowej. N i e z b ę d n y tu b y ł
w i ę c komentarz w oparciu o w ł a s n e badani i terenowe lub li­
teraturę.
T a k w pierwszym jak i drugim przypadku szczupłość ma­
teriału oraz c h ę ć skomentowania zjawiska na t y m , dalekim
od wyczerpania tematu, etapie s p r a w i ł y , że jest to zaledwie
pierwsza, w s t ę p n i e naszkicowana p r ó b a ukazania tego intere­
sującego problemu.
D l a potrzeb analizy zebrany m a t e r i a ł p o d z i e l i ł e m na trzy
grupy tematyczne, k t ó r e postaram s i ę kolejno s k o m e n t o w a ć :
1. Przebieranie się za C y g a n ó w ; 2. Postacie C y g a n ó w w szopce;
3. Cyganie jako temat w malarstwie i rzeźbie.
f
1. N a całej S ł o w i a ń s z c z y ź n i e przebieranie się za C y g a n ó w
jost powszechnie znane. Najczęściej zwyczaj ten z w i ą z a n y jest
z okresom k a r n a w a ł u , gdzie w ś r ó d p r z e b i e r a ń c ó w spotyka się
Cygana lub Cygankę albo obie te postacie razem. S ą to postacie
komiczno; z a c h o w u j ą się w s p o s ó b karykaturalny, parodiując
zachowania, gesty i m o w ę C y g a n ó w . Przebrani są „ p o c y g a ń s k u "
3

— w podarte, stare ł a c h m a n y ; twarze m a j ą poczerniono sadzam
lub zakryte maskami. Cyganka często ma na plecach lub w rę­
kach lalkę — dziecko. I c h „ c y g a ń s k i e " zachowanie polega na
tym, żo Cygan b ą d ź to stara się c o ś „ u k r a ś ć " , przy c z y m robi to
o c z y w i ś c i e w s p o s ó b demonstracyjny, to znowu demonstruje
podkuwanie konia — Cyganka w ó w c z a s „ r o z n i e c a " o g i e ń , wachlu­
jąc spódnicą stos drewnianych trzasek (gest podpatrzony u C y ­
g a n ó w ) . Poza tym Cyganka „ w r ó ż y " dziewczynom obecnym
w izbic. P r z y tym za C y g a n k ę przebiera się zawsze m ę ż c z y z n a .
4

Nie w c h o d z ą c w głębsze rozważania na temat funkcji tych
postaci w strukturze o b r z ę d u , p r z e d s t a w i ę kilka k o n t e k s t ó w ,
w jakich w y s t ę p u j ą postacie Cygana, ich w y g l ą d , zachowanie,
o t a k ż e — w jednym przypadku — próbkę j ę z y k a .
W Beskidzie Ż y w i e c k i m w grupie 32 przebierańców w y s t ę ­
puje aż 5 c y g a ń s k i c h postaci. Są to dwie p a r y Cyganów, przy czym
jedna z Cyganek trzyma na rękach „ d z i e c k o " (lalkę). Ponadto
w grupie znajduje się Cygan p r o w a d z ą c y dwa konie, co jest
znowu w y r a ź n y m n a w i ą z a n i e m do c y g a ń s k i e j profesji — handlo­
wania k o ń m i lub koniokradztwa. Cyganie w tej grupie m a j ą na
twarzach drewniane m a s k i .
5

P r z e b i e r a ń c y zwani Cyganami c h o d z ą również
Wielkanocnym. I tak w R a d ł o w i e (woj. tarnowskie)
„ ś m i g u r ś c i e " Cyganie przebrani w stare ł a c h m a n y , a
byli Żołnierz,
Żyd, Cygan i Cyganka,
Zwyczaj ten
w innych wsiach tego regionu.
6

w okresie
chodzili po
w ś r ó d nich
b y ł znany
7

Znani są t a k ż e p r z e b i e r a ń c y c y g a ń s c y z okresu S o b ó t e k .
N a Ł e m k o w s z o z y ź n i e z a ś spotykamy c h ł o p a k ó w przebianych za
C y g a n ó w , k t ó r z y o d w i e d z a j ą domy, gdzie w okresie przed B o ż y m
Narodzeniem d z i e w c z ę t a zbierają się na p r z ą d E T ^
Bardzo często Cyganie t o w a r z y s z ą o b r z ę d o w i weselnemu,
Występując w i ó ż n y o h jego fazach. N a j c z ę ś c i e j spotyka się Cy­
ganów s t o j ą c y c h przy „ b r a m i e " weselnej, tzn. z a g r a d z a j ą c y c h
m ł o d y m drogę do k o ś c i o ł a lub w czasie powrotu od ś l u b u . N a z y w a
się ich Cyganami, niekiedy Dziadami lub inaczej, a przebrani s ą ,
niezależnie od nazwy, w s t a r e - ł a c h m a n y , poskręcani p o w r ó s ł a m i ,
uczernieni na twarzy. W rzeszowskim c h ł o p c y są tylko przy­
brani p o w r ó s ł a m i i s ł o m ą , lub t e ż przebierają s i ę staranniej za
Cyganów.
9

C z ę s t y m motywem wesela jest podsuwanie m ł o d e m u w miej­
sce narzeczonej innej dziewczyny, brzydkiej, pokracznej. Zdarza

145

�na w y w ó d do kościoła. Czekali na n i ą przed k o ś c i o ł e m z drabi­
nami i taczkami, a za swobodne, przepuszczenie żądali okupu
w postaci w ó d k i " . W okolicy Hrubieszowa swaci przebrani za
C y g a n ó w chodzili po domach, prosili o dary, które potem prze­
znaczano na ucztę p o ż e g n a l n ą dla m ł o d e g o .

1 2

Podobnie j a k inne postacie zapustne, Cyganie

w e d ł u g tra­

dycji p r z y n i e ś ć m a j ą szczęście. Cygan — to c z ł o w i e k

ubogi,

a wszak „szczęście przyjąć biednego do domu". Ś p i e w a j ą więc
przebierańcy —

Cyganie:

J a k to ł a d n i e ,
K i e d y Cygan do domu wpadnie,
Albo się krowa ocioli,
Albo c o ś u k r a d n i e .

13

Ś p i e w k a zawiera c h a r a k t e r y s t y c z n ą d w o i s t o ś ć postaw w sto­
sunku do C y g a n ó w . Otóż przyniesie on powodzenie (ocieli się
krowa), albo też po prostu „ c o ś ukradnie".
N i e z r o z u m i a ł y j ę z y k C y g a n ó w znalazł odbicie w zapustnej
piosence przebierańców z S ą d e c c z y z n y :
Hore Cigan lapsa
S p r z e d a ł konia za pas,
A hacia za macia —•
Z o s t a ł Cygan w gaciach.
Dzia more,
1

N a chalos, na pilos i na potacinos *
Tekst piosenki jest m i e s z a n k ą s ł o w a c k o - p o l s k ą z dodatkami
cygańskimi i niby-cygańskimi.
Wielość
Cygana,

15

sytuacji, w jakich o b r z ę d o m towarzyszy

postać

w y s t ę p o w a n i e toj piostaci na d u ż y m terenie ś w i a d c z ą

o bardzo dawnym jej zaadaptowaniu do ludowego obrzędu.
się, że t ą d z i e w c z y n ą jest właśnie chłopak przebrany za starą

W n i e k t ó r y c h przypadkach p o s t a ć jest pierwotna w stosunku do

C y g a n k ę . Natomiast pannie m ł o d e j „ w r ó ż ą " przebrane za Cy­

nowszej j u ż postaci obrzędu.

ganki k o b i e t y .

10

Młoda s p o t y k a ł a się toż z Cyganami,

kiedy'szła

T a k np. grupy

przebierańców,

pośród k t ó r y c h Cygana w ogóle nio ma, b y w a j ą nazywane C y -

Jl. 1. Cyganie z grupy k o l ę d n i c z e j , okolice Limanowej, w ł . Muz. Parafialnego w Dobrej; il. 2. K o l ę d n i c y ,
J e d l i ń s k , woj. radomskie 1977 г.; i l . 3. „ C y g a n y ś m i g u ś n e " z. Bzezawy k. Bochni

146

�П. 4. „"Dziany", Zwoleń к. Ż y w e a

147

�6

16

g a n a m i , со ś w i a d c z y ł o b y о t y m , że n i e g d y ś p o s t a ć ta, czy t e ż

stereotyp Cygana z n i e d ź w i e d z i o m , już od wielu lat nieznany

postacie, w t y m właśnie obrzędzie b r a ł y udział. D z i ś t e ż zdarza

z autopsji, konsekwentnie bywa pokazywany we w s p ó ł c z e s n y c h

się, żo zapustny Cygan już tylko z nazwy p o s t a ć t ę przypomina.

szopkach na wsi, jest nadal stalą p o s t a c i ą niemal w k a ż d e j szopce

I tak np. w Ż y w i c c k i e m Cygan zapustny ubrany jost w kolorowy

ludowej. P r z y t y m postacie Cyganek

strój najbardziej podobny do westernowych

indiań­

podobne (kwiecisto stroje, chustka na g ł o w i e , korale), natomiast

dawnego

istnieją duże ł o ż n i c e w stroju lalek p r z e d s t a w i a j ą c y c h C y g a n ó w .

ubiorów

17

s k i c h . Jest to n i e w ą t p l i w i e efektom nieznajomości

są z r e g u ł y dość do siebie

stroju c y g a ń s k i e g o . Wszak w obrzędzie uczestniczą m ł o d z i chłop­

Są więc długowłosi i brodaci Cyganie

cy, urodzeni w czasie, gdy Cyganie tradycyjnie ubrani przestali

w y s t ę p u j ą w garniturach, czy też w czarnych c h a ł a t a c h , nie

w kapeluszach, inni z a ś

się na wsi p o k a z y w a ć . Stąd też i w innych wypadkach z „ c y g a ń ­

różniąc się wielo od Żydów

skiego" w y g l ą d u p o z o s t a ł y na ogól tylko usmolona twarz i podarte

kowych. Jest to w y r a ź n e odbicie rzecz,ywistości. Otóż tradycyjny

ubranie.

strój Cyganek

^

w t y m samym komplecie lalek szop­

jest lepiej zachowany, g d y ż słabo poddaje się

Charakterystyczne jest, że stereotyp przekazywany w tra­

w p ł y w o m uniformizacji, a także jest dość jednolity. Natomiast

dycji już drugiemu pokoleniu, nie z n a j ą c e m u tradycyjnych C y ­

ubiór m ę ż c z y z n u l e g a ł szybszym p r z e k s z t a ł c e n i o m , ł a t w i e j do-

g a n ó w w ę d r o w n y c h prezentuje się bardzo skromnie w p o r ó w n a n i u

stosowyw-ali się oni do powszechnie p a n u j ą c e g o sposobu ubiera­

np. z Ż y d e m , k t ó r e g o ż y w ą p o s t a ć osobiście zna już tylko naj­

nia s i ę .

starsze

pokolenie.

Wynika

18

to n i e w ą t p l i w i e

z dużo mniejszej

częstotliwości

k o n t a k t ó w z Cyganami niż z Ż y d a m i . Wszak we wsiach górskich
i podgórskich ludność c y g a ń s k a zamieszkuje po d z i ś . Z n a j o m o ś ć
jej kultury, j ę z y k a , obyczaju jest jednak i tu bardzo powierz­
chowna, sprowadzająca
pe! w y c h .

się do

zdawkowych

opinii stereoty­

1 9

2. Cyganie są bardzo popularnymi postaciami w y s t ę p u j ą c y ­

P o w s z e c h n o ś ć w y s t ę p o w a n i a postaci C y g a n ó w w obrzędacJe
ludowych jest uderzająca. Jest to p o s t a ć bardzo dawno utrwahc^J
20

w kulturze l u d o w e j , wielokrotnie w y s t ę p u j ą c a w cyklu świąt
dorocznych i w obrzędzie weselnym. W y s t ę p u j e na ogół w kon­
tekście z a b i e g ó w o p o m y ś l n o ś ć , urodzaj, pozyskanie przychyl­
ności natury. Moment ton szczególnie wzmacnia obecność n i e d ź ­
wiedzia ł ą c z o n e g o zawsze z tymi samymi intencjami.

występuje

J a k wiadomo, w kulturze ludowej p o d k r e ś l a się w a g ę ugosz­

z dzieckiem, a Cygan z n i e d ź w i e d z i e m , czasem z innym rekwizy­

czenia ubogich. A takimi właśnie byłi Cyganie. S t ą d ich obecność

mi w szopce. Jost to z reguły para c y g a ń s k a . Cyganka

tem (skrzypce, p a ł k a , patelnia). I c h stroje s ą niekiedy bardzo

we wszelkich o b r z ę d a c h , gdzie w y s t ę p u j e element daru za powin­

wiernie odtworzone, a nawet te współcześnie wykonane n a w i ą z u j ą

szowania.

do postaci Cyganów znanych sprzed lat kilkudziesięciu. T a k np.

ż y c z e n i a w czasie k o l ę d y .

148

W

niektórych

regionach
2 1

właśnie

Cyganie

składali

�Niewątpliwie,

życzliwo

przyjęcie

Cyganów

ma

związek

r ó w n i e ż z m a g i c z n y m i u m i e j ę t n o ś c i a m i rzeczywistych C y g a n ó w ,

k o l o r o m ; n i e w ą t p l i w i e sama k o l o r y s t y k a p ł a s z c z y z n y obrazu m a
w intencji autorki sygnalizować

temat.

k t ó r y c h t y m c h ę t n i e j p r z y j m o w a n o p o d dach, żo p o m o c n i b y w a l i

A u t o r z y p o z o s t a ł y c h o b r a z ó w s t a r a j ą się w s p o s ó b m o ż l i w i e

p r z y z a ż o g n y w a n i u n i e s z c z ę ś ć , w r ó ż ą c j e d n o c z e ś n i e powodzenie.

w i e r n y o d d a ć realia ż y c i a taborowego, o g r a n i c z a j ą c się j e d n a k

3. U b o g i jest w muzeach z b i ó r m a l a r s t w a i r z e ź b y o tej te-

i sconok (ognisko, konie, w o z y , t a ń c o , w r ó ż b a ) . D o g ł o s u d o s z e d ł

nii-tyco. M i m o d o k i a d n y c l i p o s z u k i w a ń u d a ł o się z n a l e ź ć zaledwie

w y r a ź n y stereotyp — jost to ś w i a t C y g a n ó w o g l ą d a n y c h z dale­

5 rzeźb przedstawiających Cyganów, 1 pleskorzeźbę i 8 obrazów.

k a , z d y s t a n s u ; świat, z k t ó r y m gadzie s p o t y k a się na o d l e g ł o ś ć ,

z r e g u ł y do k i l k u p o w t a r z a l n y c h , schematycznych

I z n ó w p o w t a r z a się w r z e ź b i e m o t y w Cygana z n i e d ź w i e ­
dziom s t o j ą c y m na t y l n y c h ł a p a c h , reminiscencja c h o d z ą c y c h po
wsiach, jeszcze w latach m i ę d z y w o j e n n y c h ,
wiedników.

2 2

cygańskich

niedź­

S ą t e ż Cyganki z umieszczonym w p ł a c h c i e na. ple­

cach d z i e c k i e m .

23

Jnne r z e ź b y nie b u d z ą w i ę k s z e g o

zaintereso­

w a n i a , g d y ż przedstawione posta.cio s k o j a r z y ć b y m o ż n a z j a k ą ­
k o l w i e k i n n ą o s o b ą , nio n o s z ą w s&lt; bio żadnych

coch, k t ó r e m o ż n a

b y w y o d r ę b n i ć j a k o c y g a ń s k i e . S t ą d zapewne w y r a ź n y , r z e ź b i o n y
napis na podstawie, w y j a ś n i a j ą c y t r e ś ć w i z e r u n k u .
I n t e r e s u j ą c o jost, żo nio n a t r a f i o n o
profesjonalnych

na. ż;;dną

rzeźbę

w zbiorach

o tematyce

artystów

cygańskiej,

co

szczególnie uderza w zestawieniu z m n o g o ś c i ą m a l a r s k i c h i gra­
ficznych p r z e d s t a w i e ń tego temo.tu.

szczegółów

k t ó r y uderza go o b c o ś c i ą i p e w n ą r o m a n t y d t ą . N i o boz znaczenia
jest f a k t ,

że a u t o r a m i prac o tematyce

c y g a ń s k i e j s ą ludzie

starsi i śre łniego pokolenia, a więc c i , k t ó r z y w i d y w a l i C y g a n ó w
w i d n y c h , p o d r ó ż u j ą c y c h , k o c z u j ą c y c h w p o b l i ż u osad. J a k ste­
r e o t y p o w a jost ta
Generalnie

znajomość,

traktując

o t y m przekonują

temat,

ich prace.

s t w i e r d z i ć m o ż n a , że m o t y w

c y g a ń s k i w ludowej r z e ź b i e i malarstwie p o j a w i ł się niedawno,
co w i ą ż o się z s a k r a l n y m do niedawna charakterem t e j dziedziny
t w ó r c z o ś c i wiejskiej. W s z y s t k i e znano prace p o w s t a ł y po w o j n i e ,
a z jednym wyjątkiem

— w o s t a t n i m dwudziestoleciu. O ile

w i ę c t e m a t Cygana w t w ó r c z o ś c i plastycznej jest w t ó r n i e zains­
p i r o w a n y , g ł ó w n i e z z e w n ą t r z (propozycjo t e m a t y k i k o n k u r s ó w ) ,
o t y ł o Cygan w o b r z ę d a c h wiejskich m a mocno u g r u n t o w a n ą po­
z y c j ę , jest mocno w t r a d y c j ę w r o ś n i ę t y i m i m o p r a w i e z u p e ł n e g o

W malarstwie a m -.torskim n a t o m i a s t w y r a ź n i e w y r ó ż n i a się

z n i k n i ę c i a z z a s i ę g u obserwacji w s p ó ł c z e s n e g o c h ł o p a , przewija

impresyjno-

się w o b r z ę d a c h w niewiele zmienionej postaci. T a m z a ś , gdzie

-dekoracyjny. T o n d r u g i w a t e k r e p r e z e n t u j ą obrazy olejne A n n y

w o b r z ę d z i e z a n i k ł a d b a ł o ś ć o odtworzenie dawnego s t r o j u cy­

dwa. ujęcia

temo.tu: n a r r a c y j n o - i l u s t r a c y j n y oraz

Bińkuńskioj

2 4

szczegółów

pectyoko

skiego ż y c i a .

—

barwno

scenki

ilustrujących

z Cyganami,
romantyczną

z

mnóstwem

wizję

cygań­

S ą ono n i e z w y k l e barwne, r u c h l i w e , k r z y c z ą c o

gańskiego przebierańca,

pozostała

tylko

nazwa

na

określenie

w y s t ę p u j ą c e j w m i s t e r i u m postaci. P o d k r e ś l a to jeszcze mocniej
f a k t silnego w r o ś n i ę c i a togo m o t y w u w k u l t u r ę l u d o w ą .

P R Z Y P I S Y
' | \ д \ O. Goldhorg-Mulkiewicz, Postać Żyda w polskiej rzeźbie
ludów,},
..Polska S z t u k ' . L u d o w a " , R . X X X I V 1980 n r 3—4,
s. 219—2-26
A . Bartos/,. Cyganie w kulturze •polskiej. Komentarz do
wystawy, T a r n ó w 1979,
2

3

K . M o s z y ń s k i , Kultura ludowa Słowian, t . I I , cz. 2, W a r ­
szawa 1968, s. 280—281
* I s t e b n a , w o j . bielskobialskie, 1969. m a t . w ł a s n e
M . R o m o w i c z , Folklor górali żywieckich.
Warszawa 1978,
s, 199—201
5

I I . 5. Maska Cygana, B e s k i d Ś l ą s k i , w ł . M u z . Etnograficzne w W a r s z a w i e ; i l . 6. O b r z ę d o w a maskii Cygana,
K o n i a k ó w , wł. M u z . G ó r n o ś l ą s k i e , B y t o m ; i l . 7. Franciszek P a l k a , Cyganka, d r e w n o , wł. M u z . O k r ę g , w
N o w y m S ą c z u ; i l . 8. W a c ł a w C z e r w i ń s k i , Cygan z niedźwiedziem,
drewno, w ł . M u z . A r c h , i E t n o g r . w Ł o d z i

149

i

�6

Ъ". Gawełck, Zwyczaje świąteczne
w Radłowie,
„Lud",
t. X I I I , s. 144
i
F. K r ć e k , Sobótka w Galicji, „ L u d " , t. I V , s. 321
J . Mądzik, Zwyczaje doroczne Łemków
(w:) Nad
rzeką
Ropą, praca zbiorowa, K r a k ó w 1965, s. 277
Rzeszowskie, 1978, mat. w ł a s n e
T . K a r w i c k a , Kułtura
ludowa ziemi dobrzyńskiej,
War­
szawa 1979, s. 169
A . W ó j c i k , Zwyczaje rodzinne Pogórzan (w:) Nad
rzeką...,
s. 242
S . J . Dobrowolski, Lud hrubieszowski, „ L u d " , t. I , s. 250
Okolica W i ś n i o w e j , woj. rzeszowskie, 1978, mat. w ł a s n e
Sucha Dolina, woj. n o w o s ą d e c k i e , 1970, mat. własno
Ostatnie dwa wierszo s ą w j ę z y k u c y g a ń s k i m . Znaczą
dosłownie:
Idź człowieku,
Nie zjadłoś, nie p o p i ł e ś , nie p o t a ń c z y ł e ś .
7

8

9

1 0

1 6

N p . P s t r ą g ó w k a , woj. rzeszowskie, 1978, mat. własno
Strój w działo etnograficznym Muzeum Górnośląskiego
w Bytomiu
Por. Goldberg-Mulkiewicz, op. cit.
A . J a k l i ń s k a - D u d a , Cyganie osiadłi w opinii górali spis­
kich, „ E t n o g r a f i a Polska", X X I I ; 1978 z. 2, s. 161—109
J . K i t o w i c z , Opis obyczajów,
Warszawa 1969, s. 537—
538
1 7

1 8

1 9

2 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

2 1

Por. J . Zborowski, Przyczynki
do zwyczajów
na Boże Na­
rodzenie na Podhalu, „ L u d " , t. X X X V , s. 98
R z e ź b a wykonana przez W . Czerwińskiego (w'asnosc
Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi)
R z e ź b y W . Chajca (wl. Muzeum O k r ę g o w e g o w R z sz' wie)
i F . P a l k i (wł. Muzeum O k r ę g o w e g o w N o w y m Sączu)
2 2

2 3

2 4

Obrazy
Wrocławiu

Ił. 9. A n n a B i ń k u ń s k a , Niedziela w Leśnicy,

są

własnością

w ł . Muz. Etnograficzne w K r a k o w i e

Fot,: K. Chojnacki, il. 2; St. DcptuszewekJ, il. 4; W. Dudziak, ii. 3

150

Muzeum

Etnografii zi.cgo

we

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10939" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10917">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2d039b1c74a94f9e7786349b10e30991.pdf</src>
        <authentication>140e8c64040a83390556ce158eb0a670</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130426">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3402</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130427">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130428">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3189</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130429">
                <text>Desto - cygańska łaska; Grób Fryderyka Andrasza; Cyganie w mieście - obraz Zbysława Bieleckiego; / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130430">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.155</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130431">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130432">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130433">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130434">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130435">
                <text>Adam Bartosz
DESTO - CYGAŃSKA LASKA

B r o n i ą k o c z u j ą c y c h C y g a n ó w w Polsce była najczęściej
palka w y c i ę t a z twardego drewna, zwana desto. Desto z n a j d o w a ł o
się na p o d o r o ę d z i u w k a ż d y m c y g a ń s k i m wozie. W zależności
od u p o d o b a ń właściciela, desto było mniej lub bardziej starannie
obrobiono; czasom palka m i a ł a r z e m i e ń o b e j m u j ą c y rękę, chro­
niący desto przed wyrwaniem przez przeciwnika. Niekiedy wyko­
rzystywano naturalne zgrubienia konara, aby pałce n a d a ć formę
buła. wy.
Warto przy t y m w y j a ś n i ć , żo c y g a ń s k i e prawo zabrania
w bójce z Cyganem u ż y c i a żelaza (noża, siekiery itp.); w t y m
k o n t e k ś c i e powszechne użycie drewnianej palki obronnej staje s i ę
bardziej z r o z u m i a ł e .
1

Desto z n a j d u j ą c e s i ę w zbiorach Muzeum O k r ę g o w e g o
w Tarnowie w y r z e ź b i ł Z d z i s ł a w Fedorowicz, Cygan z a m i e s z k a ł y
obecnie w Olsztynie, n a l e ż ą c y do grupy Polska Borna. L&amp;ska
nie jost jego pierwszym d z i e ł e m , j e d n a k ż e rzeźbi on tylko spo­
radycznie, kiedy m a o c h o t ę ozdobie jakiś przedmiot d( mowego
u ż y t k u . Desto wyrzeźbił Federowicz z twardego drewna n a prośbę
swego krewniaka, Zbigniewa Bilickiego, propagatora kultury
c y g a ń s k i e j w społeczności g a d z i ó w . Bilicki ofiarował desto do
z b i o r ó w Muzeum wraz z innymi przedmiotami.
Desto m a 124 cm w y s o k o ś c i . Jest to rozszerzająca, się k u
górze, prosta laska, z a k o ń c z o n a rzeźbioną g ł o w ą w ą s a t e g o m ę ż ­
czyzny. L a s k a jest opalona nad ogniom w celu nada.nia jej pozoru
staiogo autentyku.
Choć jest to przedmiot w swym kształcie nietypowy (rzeźbio­
ne desto bardzo rzadko s p o t y k a ł o się u C y g a n ó w ) interesująco
wydaje się opublikowanie notatki n a ten temat zo w z g l ę d u na
fa.kt wielkiego u b ó s t w a sztuk plastycznych w ś r ó d C y g a n ó w .

1

J e r z y Ficowski, Cyganie
1965, s. 157 i n .

na polskich

drogach,

Kraków

Fot. autor

�Adam Bartosz
GRÓB FRYDERYKA ANDRASZA
N a cmentarzu Nowym w Tarnowio znajduje się, b u d z ą c y

drzwiczki, a w n ę t r z e grobowca służy za rodzaj kaplicy. Na, kracie

p o w s z e c h n ą ciekawość grobowiec znany jako „ c y g a ń s k i " . Jest

drzwiczek umieszczono napis R O M A (Cyganie). T i u m n a znajduje

on z tego w z g l ę d u jednym z p u n k t ó w orientacyjnych w plątaninie

się po lewej stronie, jest szczelnie obmurowana. N a utworzonym

ścieżek cmentarnych.

w ten s p o s ó b podeście ustawiono z a s z k l o n ą klepsydrę z nazwiskiem

W grobowcu tym spoczywa, z m a r ł y w 1974 r. F r y d e r y k

z m a r ł e g o , w o k ó ł niej u k ł a d a się kwiaty i świece. W e w n ą t r z , na

Andrasz, Cygan z grupy C y g a n ó w Karpackich. B y l on znanym

p o d ł o d z e znajduje się stolik, a na nim drewniana figurka Chrystu­

w mieście d z i a ł a c z e m s p o ł e c z n y m , pełnił też przez kilka

sa Frasobliwego, figurki a n i o ł k ó w , oraz kwiaty.

lat

funkcję prezesa Cygańskiego Stowarzyszenia K u l t u r a l n o - o ś w i a ­
towego, działającego w Tarnowie od 1963 r.
Grobowiec

ufundowała

ż o n a zmarłego. Nie różni się on

Grób jost bardzo zadbany, zawsze s p o t k a ć m o ż n a świeżo
kwiaty

i zapaloną wewnątrz

lampkę

naftową

lub

świeczkę.

zewnętrznie od innych, z k t ó r y m i sąsiaduje. O d m i e n n o ś ć „ c y ­

Jest to jedyny tego typu grób na tym cmentarzu, choć leży

g a ń s k i e g o " grobu polega na t y m , że w miejsce p ł y t y , zakrywającej

tu więcej z m a r ł y c h C y g a n ó w . Pochowani s ą jednak w standar­

w innych grobach szczelnie ich w n ę t r z a , wstawione s ą a ż u r o w e

towych grobach, niczym się nie w y r ó ż n i a j ą c y c h .

Fot. autor

CYGANIE W MIEŚCIE - OBRAZ ZBYSŁAWA BIELECKIEGO
W zbiorach Muzeum Okręgowego w Tarnowie znajduje się
obraz z a t y t u ł o w a n y Cyganie w mieście,

Mając

wysokie

umiejętności

muzyczne

został

zaangażowany

malowany przez Cygana

jako instruktor m u z y k i . Całe jego późniejsze ż y c i e , aż do 1972 г.,

z grupy Polska R o m a . Autor obrazu, Z b y s ł a w Bielecki urodził

kiedy to ze w z g l ę d u na. stan zdrowia (serca) pi zeszedł na rentę

się w Zaldikowie (woj. tarnobrzeskie) w 1933 r. T a m jego rodzina

inwalidzką, związane było z działalnością

miała stale mieszkanie zimowe.

w domach kultury w Tarnowie, a od 1967 r. w D ę b i c y . Przez

Z wędrownym

ż y c i e m taboru z w i ą z a n y

b y ł do wybuchu

kułturowo-oświatową

jakiś czas p r a c o w a ł w kinie. J a k o „ k a o w i e c " z a j m o w a ł się naj­

wojny. Zaraz na p o c z ą t k u wojny rodzina ( s i a d ł a na stałe w Z a ­

różniejszymi

klikowie. T a m , m i ę d z y ż y c z l i w y m i Cyganom l u d ź m i ,

starano

z e s p o ł y muzyczno i dramatyczne. P r ó b o w a ł t e ż m a l o w a ć . N a ­

Udało

m a l o w a ł olejno i temperami kilkanaście obrazów, któro trafiły

się przetrwać j a k najdłużej niemieckie, prześladowania.

pracami, m.in. w y k o n y w a ł

dekoracje,

prowadził

się to przez 3 lata. W 1942 r. Niemcy wywlekli C y g a n ó w z d o m ó w

do r ó ż n y c h rąk prywatnych. Od kilku łat przestał jednak w ogólo

i postawili przed lufami karabinów. Przód e g z e k u c j ą uratowało

malować.

się tylko kilka o s ó b , któro wcześniej z d o ł a ł y się. ukryć. Bielecki

Obraz Bieleckiego malowany jost olejno n a dosco formatu

wraz z kilkoma Cyga.nami udał się do Tarnowa, gdzie m i e s z k a ł a

6 9 , 5 x 1 0 0 cm. P o w s t a ł około roku 1960, podczas

część rodziny, dobrze przed Niemcami zakonspirowana. Biało,

P"o,o wr.ł w T;.:••:(-wie w Domu K u l t u r y .

cera, jasne w ł o s y ,

go

mało

podejrzanym

autor

„rasowo".

Obraz s k ł a d a się w y r a ź n i e z dwu części. Mniej więcej przez

D o c z e k a ł wyzwolenia. Po wojnie nio w i ó c i ł już do koczowniczego

środek obrazu horyzontalnie biegnie żelazna barierka, j a k gdyby

ż y c i a . R o z p o c z ą ł pracę w jednym z tarnowskich d o m ó w kultury.

dzieląca ś w i a t miasta od dolnego ś w i a t a natury. P o w y ż e j barierki

154

czyniły

gdy

�schematycznie zaznaczono spiętrzone b r y ł y m u r ó w , k o m i n ó w ,
s c h o d ó w . J a k twierdzi autor, z a c z e r p n ą ł ten wzór z jrkiejś re­
produkcji radzieckiego malarstwa z lat p&lt; wojennych.

ЛУ opozycji, j a k ż e w y r a ź n e j , pozostaje dolna scena. R y s u n e k
lokki, duża dbałość o s z c z e g ó ł y stroju, r y s ó w twarzy, zróżnico­
wanie g e s t ó w — wszystko to wskazuje na wielkie emocjonalne
z a a n g a ż o w a n i e autora, n a osobisty z w i ą z e k z p r z e d s t a w i o n ą tu

Fragment dolny obrazu, to malowana poprawnie w proporc­
jach i rysunku scena taborowa. Są tu dwie grupy C y g a n ó w .
Z prawej w r a c a j ą c e z miasta kobiety z dziećmi. Z h woj — w ó z
z końmi i Cyganka przy ognisku. Nad n i ą stoi Cygan zo skrzypoami.
O g l ą d a j ą c e m u obraz w y r a ź n i e rzuca się w oczy dysproporcja

sytuacją.
Obraz sprawia wrażenie n i e d o k o ń c z o n e g o , malowany mato­
wo, z d o m i n a c j ą czerwieni i szarości. Inno kolory p o j a w i a j ą się
jedynie w dolnej części, w scenie c y g a ń s k i e j .
K i e d y obraz z n a l a z ł się na wystawie, przyniesiony do Mu­
zeum przez wuja Bieleckiego, w autorze o d ż y ł y dawne t ę s k n o t y

w traktowaniu obu części. Miasto dominuje nad grupkami Cy­

do malowania. P o s t a n o w i ł s p r ó b o w a ć

g a n ó w , p r z y t ł a c z a ich b i y ł ą i k o l c e m . Jest przy tym potiakto-

że od dawna nosił się z zamiarom utrwalenia n i e k t ó r y c h , zapami"-

wane j a k n i e z r o z u m i a ł a masa figur geometrycznych,

tanyeh z młodości scen taborowych. Czy te pragnienia z o s t a n ą

nych w szczególe.ch; jest to ś w i a t

nieczytel­

zupełnie obcy malarzowi.

zrealizowano, przekonamy się.

Fot. W. Dudziak

jeszcze raz, t w i e r d z ą c ,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10938" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10916">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3c3d699000b8920d08522e2305448221.pdf</src>
        <authentication>51b905b98e5eeadf38eafbe8ce696ec6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130417">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3664</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130418">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130419">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3441</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130420">
                <text>Raporty studentów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130421">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.92-93</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130422">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130423">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130424">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130425">
                <text>Sejny
Związki pracowników

Katedry Kultury Polskiej z Krzysztofem Czyżewskim

Z którymi założył w Sejnach na początku

spolykcdiśmy się na różnych szlakach, w trakcie przedsięwzięć
„Pogranicze",

- a także z jego przyjaciółmi

1991 roku. Ośrodek „Pogranicze - sztuk, kultur, narodów''
poszukujących

i współpracownikami,

sięgają lat osiemdziesiątych.

żywych źródeł kultury i teatru. Gdy powstała

Fundacja

wśród członków jej Rady znaleźli się Michał Boni. Grzegorz Godlewski, Leszek Kolankiewicz, Zbigniew Osiński i

Sulima. O działalności

Ośrodka pisano na łamach „Kontekstów"

(zwalnia to mnie od obowiązku

ich

wraz

Wtedy to
R L.
OC

referowania).

Od roku 1993 Ośrodek „Pogranicze "jest jednym z głównych partnerów Katedry w realizacji programu „Animacja kultury". Podstawową
formą współpracy są organizowane rokrocznie staże studentów specjalizacji

w Ośrodku „Pogranicze".

1993 r.. drugi - w marcu 1994 r. Właśnie jego dotyczą zamieszczone tu fragmenty

Pierwszy Z nich odbył się w lut\

W stażu tym uczestniczyło dwudziestu sześciu studentów (pod opieką Rocha Sulimy i Grzegorza Godlewskiego).
działalności

„Pogranicza",

zwłaszcza

pogranicza, koegzystencji narodów,
i wymiany międzyregionalnej.

tych kierunków

działalności

m

raportów.
Celem jego było poznanie

Ośrodka, które dotyczą tradycyjnych postaci kultury w warunkach

kultur, religii - a także o przedstawienie

problematyki „małych

ojczyzn",

zagadnień

tolerancji

Obok standardowych form prezentacji (filmy, dokumentacja, spotkania z pracownikami Ośrodka i tak dalej),

studenci wzięli udział w specjalnie

zaaranżowanych

wyprawach do środowisk

i miejsc stanowiących

obszary bezpośredniej pracy

„Pogranicza".
Grzegorz Godlewski

Przez, cztery dni byłam jak gwiazda filmowa, dla której przygotowano
wspaniały program, precyzyjny co do minuty. Ciekawy i dający szersze
spojrzenie na rzeczy, o których wcześniej nie wiedziałam. Byłam
obserwatorką spraw ważnych, wyjątkowych. Byłam też obserwowana,
nic tylko przez babcie w kościele i mieszkańców Sejn. ale i przez
pracowników „Pogranicza". Polubiłam ich i chętnie znów przyjadę. (...)

cześnie przekraczać granice własnego kraju w dążeniu do rzeczywistego
zamieszkania w szerszym regionie, „dużej ojczyźnie".którą dla nas jest
Europa Środkowa. Jest to znakomite antidotum na kompleks prowincji
i zaściankowości, jedyne chyba lekarstwo na ksenofobię, postawy
nieufności, podejrzliwości wobec innych, „nie-swoich".
Paweł Piasecki

Kinga Lewińska
Pierwszy dzień stażu przeznaczony był na wyjazdy w teren. Uczest­
nicy zostali podzieleni na trzy grupy. Jedna udała się do wioski Gabowc
Grądy, zamieszkałej przez starowierców. społeczność odseparowana od
świata zewnętrznego, rządzącą się dość absolutystycznic rozumianym
prawem religijnym (jej zwierzchnikiem duchowym jest wybierany
przez społeczność n a s t a w n i k ) . Druga grupa przebywała w Sej­
nach, gdzie poznała krajobraz kulturalny miasta, między innymi,
spotykając się z młodzieżą z Klasy Dziedzictwa Kulturowego. Jest to
wspólna inicjatywa nauczycieli miejscowego liceum i „Pogranicza".
Udział w zajęciach Klasy jest dobrowolny; chętni uczestniczą w dodat­
kowych lekcjach w szkole, zajęciach w Ośrodku i podróżach (między
innymi do Siedmiogrodu), przybliżających im historię i kulturę szeroko
pojętego regionu, a także uczących tolerancji wobec Innego (w sensie
narodowym, wyznaniowym, kulturowym). Celem trzeciej wyprawy był
Puńsk, główny ośrodek mniejszości litewskiej w Polsce. W sprawy lej
lokalnej społeczności wprowadzało spotkanie z poetą Sigitascm Birgielisem. redaktorem pisma „Auśra".organu Stowarzyszenia Litwinów
w Polsce. Z rozmowy wynikało, że wielu mieszkańców Puńska zamyka
się w swym małym światku i jest przewrażliwionych na punkcie obrony
narodowej tożsamości. W tym. co mówił pan Birgielis, wyczuwałem lęk
przed obcymi, ludźmi z zewnątrz...
Pierwszego dnia wszyscy uczestniczyli w wernisażu prac artystycz­
nych pacjentów szpitala psychiatrycznego w Suwałkach (kolejna próba
„oswajania" inności i przezwyciężania międzyludzkich barier, tym
razem między „chorymi" i „zdrowymi"), a wieczorem - spotkali się
z kantorem żydowskim z Łodzi, Simche Kellerem. Było to wspólne
śpiewanie pieśni chasydzkich, przerywane opowieściami o ich po­
chodzeniu, o sytuacjach obrzędowych czy rodzinnych, w jakich są
wykonywane.
Drugi dzień rozpoczął się od pokazu filmów prezentujących prace
Ośrodka. Następnie zwiedziliśmy Centrum Dokumentacji Kultur Po­
granicza. Po obiedzie odbyło się spotkanie z zespołem Teatru NN
z Lublina. Akcentem kończącym dzień było spotkanie z zespołem
„Muzyki" z Grodna, grającym białoruską muzykę ludową.
Przedpołudnie trzeciego dnia wypełniła dyskusja podsumowująca
nasz pobyt w Ośrodku. Stalą się ona okazją do szerszych refleksji,
dotyczących między innymi problemów narodowościowych (Polacy
- Litwini, antagonizmy, „wychodzenie z getta") i stosunku do folkloru
(„cepelia" czy żywa tradycja). Mnie utwierdziła w przekonaniu, że
dobrze jest mieć poczucie przynależności do „małej ojczyzny" i jedno­

92

Miron Filipow niedługo umrze. Nie wiadomo, czy zdąży nauczć
swojego wnuka czytania nut. prowadzenia mszy, czy przekaże mu
wystarczająco dużo. by młody człowiek stał się jego godnym następcą
Czy wiara młodych w Gabowych Grądach jest lak samo silna jak
starców: tych. którzy nie musieli w y b i e r a ć między przeszloscbi
a przyszłością, między tradycją a nową kulturą, w klórej tak trudno
zachować tożsamość i odrębność? Może dlatego właśnie n a s t a w n i k zaprosił nas do swojego domu. jak gdyby mówiąc: „Patrzcie na to.
co jest - bo. być może, to nasza ostatnia szansa".
Słuchając tego osiemdziesięcioletniego z górą starca, klóry wciaz
uśmiechając się opowiadał, śpiewał, a przede wszystkim przedstawiał
się - próbowałem odgadnąć, ile w tym, co mówi. autentyczności, a ile
gry („prezentacji"), wynikłej z sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy
Narzucił reguły, które musieliśmy przyjąć, by kontakt w ogóle mógł być
udany. Przez, cały czas jednak nie mogłem pozbyć się „kompleksu
turysty" oglądającego skansen - człowieka z. zupełnie innego świata
Nie mogłem oprzeć się natrętnemu uczuciu, że ten oto człowiek, i jego
rodzina, są dla mnie przedmiotem obserwacji para-antropologicznych.
Grzegorz Sobaszek
Litwini. Jest ich dwóch - przedstawiciele Stowarzyszenia Lirwino»
w Polsce i Towarzystwa św. Kazimierza. Wylewają na nas swe tikChcą mieć szkołę litewską, bo dzieci polskie szykanują dzieci litewskie
Te lekcje po litewsku w polskiej szkole odbywają się po siedemnaste)
dzieci nie mają już sił na naukę Nic mają własnego radia i tylko my
minuty miesięcznie w lokalnej telewizji. I pomnika im burmistrz t*
chce postawić. A chyba im się należy. Chcą. aby miał pięć metro*
M

Profesor Mencwel w filmie Tomasza Lengrcna Pogranicze wspom&gt;
swój pobyt w Puńsku, miasteczku, gdzie Polacy stanowią dziesieo*
procentową mniejszość: „Stoję oparty o ścianę i obok mnie
człowiek, który jest Litwinem. Dosłownie cała praca, którą myW
wykonywali, to było to, żeby nam się dłonie w pięści nie zaciskały Ij
I tak obaj tajaliśmy przy sobie". Pan ze Stowarzyszenia Litw""'
w Polsce twierdził, że konfliktów tu nie ma i rozdmuchuje je
A pan od św. Kazimierza dodawał: „Tak! Tylko ta spalona
Nasza grupa w burzliwej dyskusji w drodze do Klasy Dzi«
Kulturowego doszła do wniosku, że Litwini mają syndrom 8*"*^
pytanie, czy utrzymują kontakty z. Wielką Litwą, odpowiedzieli "
nic dostajemy od nich pieniędzy".
- Ale ci Litwini nic byli szczerzy!
- A widziałaś kiedy szczerego Litwina?!

�Klasa Dziedzictwa Kulturowego bardzo nam się podobała. Naujjyciel nie lubił nowoczesnej muzyki młodzieżowej, reprezentowanej
tej klasie przez osobę niejakiego Igora. Nasza grupa wyraziła Igorowi
jgzere poparcie. Uczniowie powiedzieli nam, że „Litwini to normalni
Ipdzie. Zależnie od sytuacji". Jedna z dziewcząt powiedziała, że pod jej
blokiem dziecko litewskie wyzywa dziecko nielitewskie: „Ty Lit­
winie!"w

Monika Purzycka

wraca do tego punktu: historia sobie, zagadnienia tożsamości sobie,
a śpiewanie podąża drogą zupełnie własną, zagarnia niedozwolone
obszary i wszystko nagle zaczyna się zgadzać, choć umysł nic tu do
rzeczy nie ma. Doświadczenie pewnej umysłowej niemocy wobec
sytuacji, które są realne, naprawdę mają miejsce - jest niesłychanie
cenne. Zwłaszcza jeśli za o w ą niemocą nie stoi pustka, ale radość nie
podlegająca falsyfikacji. Po prostu - albo się chce brać w niej udział,
albo nie.
Małgorzata Litwinowicz

Działo się dużo i szybko. Uczestnicy stażu, studenci, którzy w znako­
mitej większości znaleźli się na Wigrach trochę przypadkowo, trochę
jnudów-. a trochę z ciekawości, najpierw zostali p r z e p r o w a d z e \ p r z e z p e w i e n r o d z a j d o ś w i a d c z e n i a . Trochę było
tym może etnografii - jak w przypadku wyprawy do Gabowych
Gradów, wioski starowierców; trochę socjologii - gdy trzeba było
namawiać o Puńsku czy Sejnach z Litwinem. Chodziło chyba o to. by
dotknąć świata, o którego istnieniu naprawdę niewielu ludzi wie.
t

w

Dwudniowa wizyta gdziekolwiek - a w miejscu takim jak Sejny czy
Puńsk szczególnie - nie może nawet w założeniu służyć dowiedzeniu się
Btgoś. zrozumieniu czegoś. Ludzie, którzy wpadają gdzieś jak po
ogień, są obcy i inaczej być nie może. Należą do innego świata i to. co się
dzieje na pograniczu, to w ogóle nie jest ich problem. Spotkania
organizowane przez „Pogranicze" to rodzaj r z e c z y w i s t o ś c i
miłowanej. Całość jest chyba tak pomyślana, żeby w momencie wyjścia
wszyscy zostali „zwróceni" swojej rzeczywistości po przejściu pewKgo doświadczenia. Po pierwsze jest to dotknięcie świata bogatego
itklębioncgo. do rozumienia którego niewiele się przydają uniwersytec­
kie nauki: po drugie - doświadczenie ś w i ę t a , w którym wszystkie
odmienności przestają mieć znaczenie, bo wszystko należy do wszyst­
kich, melodie żydowskie mieszają się z ukraińskimi, a w tańcach biorą
udział mieszczuchy o niejasnym pochodzeniu.
Poczuciu rzeczywistości izolowanej sprzyja miejsce, w którym
spotkanie się odbywało, nasza „rezydencja". Kamedulski klasztor stoi
IU górze specjalnie usypanej, chciałoby się powiedzieć - w połowie
drogi między niebiem a ziemią, bo jest to świat poza światem. Cicho tam
jest.jak mało gdzie. Nie ma w tym miejscu żadnych głosów, prócz tych.
które się ze sobą przywiozło. Można więc się w siebie wsłuchiwać bez
żadnych zakłóceń, a zdaje się, że dobra „słyszalność wewnętrzna" jest
warunkiem jakiejkolwiek czułości na świat. Miejsce takie doskonale
służyć może spotkaniu, które mniej służy poznaniu, bardziej - doświad­
czeniu.
Działalność Ośrodka „Pogranicze" nie ma charakteru mediacyjnego.
Można chyba powiedzieć - na szczęście, bo i tak nie byłoby to
postrzegane inaczej, jak wtrącanie się w nie swoje sprawy. Pracują
'dziećmi, z młodymi ludźmi. Spotkanie Innego. Dialogi o tolerancji.
Przedstawienia, przedsięwzięcie Dom - bardzo, bardzo piękne... Dla
Wzi stamtąd może to wszystko jest naprawdę ważne.
Powrót do tradycji nie jest możliwy. Zresztą nikt w „Pograniczu" nic
ujmuje sią reanimacją przeszłości. Od mojej nowej znajomej z Klasy
"Ziedzictwa Kulturowego dowiedziałam się. że kiedyś czytała „PoPcorn" i „Dziewczynę" i słuchała prawie wszystkiego. A teraz słucha
*zyki chasydzkiej.
Simche Keller, kiedy śpiewał, zawsze tłumaczył przedtem, co śpiewa
J»kie to ma znaczenie. Żadna z tych melodii nie była przypadkowa.
Suwana „kiedy się komu przypomni". Znał ich pochodzenie i prze­
czenie.
Ktoś powiedział - kiedy Krzyś Czyżewski tańczy chasydzkie tańce,
/zyż nie jest on chasydem? Nie wiem tego. A kiedy wszyscy śpiewają
•fińskie dumki, to czy są Ukraińcami? A może chociaż śpiewają jak
Ukraińcy?

Na tym pograniczu kulturowym usadowiła się ostatnio jeszcze jedna
kultura - antropologiczna. Młodzi ludzie z różnych stron kraju przyje­
chali, by stworzyć Ośrodek „Pogranicze", by badać, obserwować
i interweniować. Przyciągnęła ich tu ciekawość i chęć służenia nauce.
Z zaciekłością właściwą uczestnikom kultury wyznają słuszność
własnych wartości, a co gorsza - ich uniwersalizm. Niosą innym
kulturom własną ideę tolerancji (presuponując, że winna ona być
uniwersalna). Zachęcają do zachwytu nad starociami i przeżytkami, do
ich świadomego kultu. Szukają autentyku (to, rzecz jasna, c o ś omszałe­
go), tożsamości - ale głównie własnej.
Nie są jednak niebezpieczni - są stowarzyszeniem hobbistów, którzy
kilku wciągną do wspólnej zabawy. Określają się kroplą w morzu, lecz
wierzą, że tak nie jest. Jak wiadomo - wiara nadaje sens.
Przyjechali tu nie tylko po to, by wiedzieć. Chcą też działać w obronie
kultur. By choć trochę zapobiec waśniom, pogodzić, nauczyć współ­
życia. By dawne przetrwało i mogło żyć obok innych dawnych. W tym
celu organizują spektakl. Działalność teatralna to tylko jedna z jego
form. Dzieci polskie i litewskie grają przed Cyganami Cyganów. Dzieci
różnych kultur budują wspólny dom - prawdziwy, drewniany! Polacy
spotykają się z Litwinami w dyskusji.
Dyskusje o tolerancji to forma działalności, do której „Pogranicze"
przywiązuje ogromną wagę. W dyskusjach tych wspaniale objawia się
nietolerancja. Zaogniają się animozje, ludzie gotowi są pobić się za
słowa. Jeśli zaś dojdą do porozumienia - wydaje mi się to jeszcze
bardziej niebezpieczne. Kompromis zawsze oznacza pewną rezygnację.
Rozpoczyna się dyfuzja. Tu antropologiczna szkoła przetrwania osiąga
swój cel. Ludzie przeżyją razem, dogrzebią się swych korzeni, pomie­
szają je i stworzą nową jakość.
Antropologowie uśmiechną się, witając nowych uczestników swej
kultury. Spotkają się w spektaklu i wspólnej zabawie (nic daj Boże
mizantropa - tego tolerować nie będziemy), w odtwarzaniu i pokazywa­
niu świadomym tego, że jest pokazywaniem. Stworzą nową osobowość,
świadomie czerpiącą z siebie i z innych, z teraz i przedtem. Nie
sformułują jednak tego w ten sposób, bo to trochę przeczy ich zasadom
Sens w tej rozbieżności założeń i efektów, w dialektyce, którą godzi
spektakl.
Chętnie leż zadyskulują się na śmierć, merytorycznie nie dochodząc
do niczego, ale mając poczucie spełnienia intelektualnego, które mylą
z emocjonalnym.
Lecz nie miejsce tutaj na zastanawianie się nad metodami humanis­
tyki. Tutaj metodą jest spektakl.
Marta Zimniak

l

* może nie ma to tak naprawdę znaczenia, bo w atmosferze święta
'tystko staje się jednością, wspólnością i radość łamie wydumane
T * * - Otwartość i przeplywowość stają się możliwe w stopniu
^yobrażalnym i - wszystko należy do wszystkich. Nie ma „cu™ ' i „swoich".
0

C

)

C

e s l

ewa&lt;

n

ż

m

I * * * * ' ' ' -' '
- * P ' ^ ' y ś l e ć . Wtedy wszystko przychodzi
"J. a wspomniane wątpliwości wydają się rzeczywiście niesłychaT^myślne
Jncńskic doświadczenie, któremu nas poddano, na tym chyba leż
*e stawia przed sytuacjami „pozaumysłowymi". Wiele myśli

Pogranicze to nie tylko „oddzielenie jednego państwa od drugiego"
(wypowiedź celnika w filmie o Środkowoeuropejskim Forum Kultury),
ale możliwość „spotkania z Innym". W ramach cyklicznego projektu
Ośrodka pod tym tytułem realizowana jest idea porozumienia. „Inny" to
ktoś żyjący odmiennie, ktoś innej narodowości, wyznania, ktoś o odręb­
nej kulturze, ktoś myślący inaczej: Litwin, Polak. Białorusin. Cygan,
Żyd, pacjent szpitala psychiatrycznego, również animator kultury
przybyły na staż. Zrozum go, poznaj. Jest inny, niech taki pozostanie
Świat i ludzie nie mogą być tacy sami...
Tolerować? Tolerancja zakłada bierność, eliminuje aspekt uczestnict­
wa, zawsze ktoś lepszy toleruje gorszego. Tolerancja nie stanowi więc
właściwej drogi.
Spotkaj się. pomów o tym, może twój dialog z innymi będzie miał
jakąś wartość i przyniesie rozwiązanie, zrozum „odmieńca" - taką ideę
popularyzuje ośrodek sejneński.
Agnieszka Mioduszewska

93

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10937" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10915">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/af348708eea9bbda039171c105934937.pdf</src>
        <authentication>76772c32ea67b9b7a1af961cd8c02293</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130408">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4651</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130409">
                <text>1972</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130410">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4320</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130411">
                <text>Strony tytułowe i spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1972 t.26 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130412">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1972 t.26 z.4 ; s.193-194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130413">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130414">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130415">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130416">
                <text>i

polska sztuka ludowa

ROK • XXVI • 1972 . NR 4

�TRESC
Jan M i t a r s k i

Twórczość chorych psychicznie (Przegląd b a d a ń
psychiatrycznych)

195

Bożena KJobuszowska
Janusz Mroczek

K a r o l W ó j c i a k - H e r ó d e k . Portret ludowego a r t y ­
sty
H e r ó d k o w e muzykowanie

207
215

Jolanta Walicka

B r o n i s ł a w Surowiak

223

Bogna Jakubowska

Książę z Doliny L i l i i

235

Helena Sredniawa,
Eugeniusz Radzik

Edward Sutor — r z e ź b i a r z z Nowego Targu .

241

K R O N I K A
S U M M A R Y

247
O F

A R T I C L E S

P E 3 I O M E

253
255

N a o k ł a d c e : Andrzej W a c ł a w c z y k : E x - l i b r i s , l i n o r y t , w y m . o r y g i n a ł u : 8 X 6,5 cm.
Fot. Jan Ś w i d e r s k i

Na

stronie

t y t u ł o w e j : B r o n i s ł a w Surowiak: Waza, rzeźba, gips
malowany, wys. 56 cm. 1963 r. Fot. Jan Swiderski

kamienny,

�INSTYTUT

S Z T U K I

P O L S]K I E J

AKADEMII

NAUK

•

ROK

XXVI

•

1 97^

•

NR

4

polska sztuka ludowa

W

R

O

ZAKŁAD

C

Ł

A

W

NARODOWY

-

W A R S Z A W A

IMIENIA

-

K R A K Ó W

OSSOLIŃSKICH, WYDAWNICTWO

-

POLSKIEJ

G D A N S K
AKADEMII

NAUK

�R E D A G U J E Z E S P Ó Ł : A l e k s a n d e r J a c k o w s k i ( r e d . nacz.),
J a d w i g a J a n n u s z k i e w i c z o w a (z-ca r e d . nacz.), A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a , J a c e k Olędzki, K s a w e r y P i w o c k i , R o ­
m a n R e i n f u s s (z-ca r e d . nacz.).
R e d a k t o r t e c h n i c z n y — H a l i n a Żelechowska. Układ g r a ­
f i c z n y — J a d w i g a J a r n u s z k i e w i c z o w a . Tłumaczenia —
D o r i s R o n o w i c z (ang.) i N a t a l i a Stasińska (ros.).
Redakcja: Instytut Sztuki Polskiej A k a d e m i i Nauk, W a r ­
s z a w a , u l . Długa 28, t e l . 31 32 7 1 , w e w n . 20 l u b 84.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10936" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10914">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66e9a994cdb7e28f19d98858bdc9b4b7.pdf</src>
        <authentication>f1df5b126e958d2016647f7ff616815a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130399">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2774</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130400">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130401">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2584</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130402">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130403">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.220</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130404">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130405">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130406">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130407">
                <text>NOTY O AUTORACH
Janusz Barański - adiunkt w Instytucie Etnologii UJ. Autor prac m.in.
o słowiańskiej kosmogonii, języku polityki, reklamie; obecne jego
zainteresowania pozostają w zakresie tzw. studiów kulturowych.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, redaktor „Konte­
kstów". Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki
Audiowizualnej. Autor prac o wyobraźni symbolicznej i antropologii
współczesnej, m.in. książki (z Danutą Benedyktowicz) Dom w trady­
cji ludowej.
Edyta Bielawska - studentka V roku Wiedzy o Teatrze Akademii Tea­
tralnej.
Danuta Bolikowska - historyk (studia UW). Ukończyła Szkołę Nauk
Społecznych PAN. Pracuje w Najwyższej Izbie Kontroli. Publikowa­
ła w „Karcie" i dodatku „Plus-minus" do „Rzeczypospolitej".
Krzysztof Cibor - student V roku Katedry Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW.
James Clifford - profesor historii świadomości, meta-antropolog, czo­
łowy przestawicie! postmodernistyczne antropologi kulturowej, wy­
kłada! m.in. historię świadomości na University of California, Santa
Cruz. Autor znaczących prac na temat dyskursu w antropologii, do­
świadczenia podróży, muzealnictwa, m.in Predicament of Culture
(1988), współautor i współ wydawca zbioru tekstów ukazujących
przełom w antropologii Writing Culture (1986).
Dariusz Czaja - etnolog, studia UJ. Napisał pracę doktorską o symbo­
lu w filmie. Adiunkt w Katedrze Etnologii UJ, pracuje także w Insty­
tucie Sztuki, w redakcji „Kontekstów". Redaktor książki Mitologie
popularne.
Tomasz Dobrowolski - chemik, biolog, fotograf i meloman. Od 1978
związany z Teatrem Cricot 2 Tadeusz Kantora, gdzie brał udział
w tworzeniu sfery dźwiękowej spektakli: Gdzie są niegdysiejsze śnie­
gi. Nigdy tu już nie powrócę, Dziś są moje urodziny. W 1986 r. został
zatrudniony w Cricotece, do końca związany z Teatrem Tadeusza
Kantora jako realizator dźwięku.
Jarosław jot-Drużycki - studiował w Katedrze Etnologii i Antropolo­
gii Kulturowej UW. Redaktor pisma poświęconego kulturze miasta
„KurWar". Zajmuje się antropologią miasta. Pisze pracę magisterską
na temat tramwaju. Pracuje w „Kontekstach".
Małgorzata Dziewulska - w latach 1991-1996 była doradcą literac­
kim Teatru Starego w Krakowie. Obecnie jest kierownikiem literac­
kim Teatru Narodowego. Wykłada na Wydziale Wiedzy o Teatrze
warszawskiej Akademii Teatralnej. Określa siebie przede wszystkim
mianem „pisarza teatralnego". Wydała dwie książki: Teatr zdradzo­
nego przymierza (1980) oraz Artyści i Pielgrzymi (1995).
Marzena Gierga - etnolog (studia UJ). Studia doktoranckie w Instytu­
cie Etnologii UJ; przygotowuje pracę doktorską poświęconą związ­
kom antropologii z historią i literaturą w oparciu o Kroniki włoskie
Stendhala. Dwukrotna stypendystka do Włoch, staż w Instytucie An­
tropologii Kultury w Sienie.
Katarzyna Gieryszewska - pracuje w Katedrze Etnologii i Antropolo­
gii Kulturowej UW. Przygotowuje doktorat na Wydziale Historycz­
nym UW. Zajmuje się religijnością nowych wyznań. Współpraca
przy przygotowaniu programów telewizyjnych, min. „Swojskie kli­
maty".
Jan Gondowicz - krytyk, wydawca, współpracownik „Tygodnika Po­
wszechnego"; wydał m.in. Marmur Josifa Brodskiego, Słownik ko­
munałów Gustawa Flauberta, Zoologifantastyczną uzupełnioną. Mie­
szka w Warszawie.
Igor Gorzkowski - Asystent na Wydziale Aktorskim Wiedzy o Teatrze
w warszawskiej Akademii Teatralnej.
Dorota Gut - absolwentka Instytutu Etnologii UJ.
Dorota Hall - studentka Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej
UW
Tomasz Kalczyński - absolwent Wiedzy o Teatrze Akademii Teatral­
nej. Zajmuje się pisaniem scenariuszy.
Ireneusz Kamiński - student IV roku Instytutu Etnologii UJ.
Agnieszka Kołakowska - studentka Międzywydziałowego Instytutu
Studiów Humanistycznych UW.
Joanna Kowalik - studentka V roku Wiedzy o Teatrze Akademii Tea­
tralnej. Zajmuje się fotografią.
Katarzyna Kuszyńska - studentka IV roku Instytutu Etnologii UJ.

Stanisław Łabiszewski - (1916-1985) fotograf samouk. Fotografował
przede wszystkim na placach targowych i odpustach na terenie całej
Polski, korzystając ze zrobionego przez siebie samego tzw. aparatu
pięciominutowego. Mieszkał na warszawskiej Pradze.
Olga Łobaczewska - historyk sztuki, doktor, badaczka białoruskiej
sztuki i wytwórczości ludowej. Pracuje w Białoruskim Instytucie
Problemów Kultury w Mińsku. Jest autorką kilkudziesięciu publika­
cji (w tym monografii Zbierahajuczy samabytnaść. Z historii narodnaha mastactwa ipromysłau Biełarusi, Mińsk 1998) i wielu przed­
sięwzięć organizacyjnych (konferencje naukowe i wystawy, m.in.
Sztuka naiwna, Polesie, jakiego nie znamy, Białoruski rucznik).
Anna Łoboda - studentka V roku Wiedzy o Teatrze Akademii Teatral­
nej i III roku italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim.
Agnieszka Makarewicz - studentka IV roku Instytutu Etnologii UJ.
Dorota Nowak - studentka V roku Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej.
Marek Oziewicz - anglista, literaturoznawca, absolwent Instytutu Filo­
logii Angielskiej we Wrocławiu. Obecnie doktorant IFA UW, przy­
gotowuje pracę doktorską na temat Kronik narnijskich C S . Lewisa.
Jacek Olędzki - etnolog, pracuje na Wydziale Geografii i Studiów Re­
gionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Autor tekstów do naszego
pisma od 1959 r. Od kilkunastu lat łączy szczegółową i systematycz­
ną pracę badawczą w Murzynowie koło Płocka z szerszą refleksją
obejmującą inne części Polski oraz znane mu z autopsji miejsca
w Europie, Azji i Afryce.
Chana Pollack - w 1997-1998 przebywała na rocznym stypendium
w Polsce przyznanym przez Fulbright Research Scholar na zrobienie
filmu, opartego w dużym stopniu na listach jej Babci pisane w jidysz
(w latach 1920-1923) do męża, który poszukiwał miejsca do życia
i pracy w Kanadzie i USA. Mieszka w Nowym Jorku.
Magdalena Radkowska - studentka Katedry Etnologii i Antropologii
Kulturowej i polonistyki UW.
Tomasz Rakowski - student Katedry Etnologii i Antropologii Kulturo­
wej UW i Akademii Medycznej w Warszawie.
Maksymilian Dawid Rejmer - student V roku Katedry Etnologii i An­
tropologii Kulturowej UW.
Krzysztof Rekosz - inżynier, studiował też filozofię i wiedzę o teatrze.
Mieszka w Warszawie.
Dominika Rembelska - studentka V roku Wiedzy o Teatrze Akademii
Teatralnej
Artur Maciej Setniewski - student V roku Katedry Etnologii i Antro­
pologii Kulturowej UW.
Piotr Szacki - etnograf, muzeolog, twórca kilkunastu etnograficznych
zapisów filmowych koncentrujących się na problemach dawnych
technik rzemieślniczych i tradycyjnych zawodów. Pracuje w Pań­
stwowy Muzeum Etnogarficznym w Warszawie. Autor wielu wy­
staw, między innymi wystaw problemowych próbujących odkryć no­
we sfery znaczeń i nowe obszary w muzeologii, np. Mieć (1991,
1992, 1998), Niezwykłość (1998/9).
Jakub Szczuka - historyk sztuki ( K U L ) , doktorant przy Katedrze Teo­
rii Sztuki i Historii Doktryn Artystycznych ( K U L ) . Członek redakcji
„Kresów"
Wiesław Szpilka - etnolog (studia UJ), studia doktoranckie Instytut
Sztuki PAN, pisze pracę doktorską poświęconą etnologicznej inter­
pretacji kultury masowej. Mieszka w Kościelisku.
Marcin Szporko - antropolog kultury (studia UW), studia doktoranc­
kie ISNS (UW), zajmuje się folklorem politycznym.
Joanna Tokarska-Bakir - antropolog kultury, adiunkt w Katedrze Et­
nologii i Antropologii Kulturowej UW. Autorka prac: Wyzwolenie
przez zmysły. Tybetańskie koncepcje soteriologiczne; Łzy Hagar na
pustyni. Wypisy z Simone Weil; Imago insolita. Hermeneutyczna lek­
tura źródeł etnograficznych.
Agnieszka Tulik - absolwentka historii UW. Pracuje w Bibliotece Na­
rodowej w Warszawie.
Marta Krystyna Tylkowska - studentka V roku Wiedzy o Teatrze
Akademii Teatralnej.
Tomoho Umeda - student V roku Katedry Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW.
Marceli Zygała - student V roku Katedry Etnologii i Antropologii Kul­
turowej UW.

�W

poprzednim

numerze:

Zbigniew Benedyktowicz, Podróże, miejsca mityczne, przedmioty • Stanisław Cichowicz, Problemat Sartre'a (Rzecz) •
Teresa Grzybkowska, Jacka Malczewskiego Finis Poloniae, Rewolucja 1905 roku czy wyznanie miłosne? • Witold Dobro­
wolski, Mitologia Malczewskiego • Maria Janion, Staw w Wielgiem czyli pomiędzy śmiechem a śmiercią • Zygmunt
Kubiak, Hellenizm Jacka Malczewskiego • Zbigniew Herbert, Podróż, Elegia na odejście pióra, atramentu lampy (z to­
mu Elegia na odejście) • Tomasz Żukowski, Abym jak wiór ognisty spłonął w oddechu nocy - okupacyjne doświadcze­
nie świata w poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego • Lech Sokół, Henrik Ibsen - mit osobisty • Dariusz Czaja, Toska­
nia. Trzy podróże • Marzena Gierga, Tajemnicze miejsca greckiej Sycylii. Syrakuzy miasem wielkich kobiet (cz. I) • Je­
rzy Wojciechowski, Szkicownik Jana Potockiego z jego podróży do Cesarstwa Marokańskiego • Marta Miskowiec, Ка­
по. Koszmarny upał, zmęczenie i kurz • Jarosław jot - Drużycki, Miasto, jego osobliwości i ich zbieracze • Sławomir
Sikora, W Lizbonie jak na wsi • Jan Gondowicz, Kartografia a niektórzy pisarze • Francois Augieras, Podróż na Górę
Atos " Marek Oziewicz, Co można znaleźć w szafie? Światy równoległe Kronik narnijskich CS. Lewisa (cz. I) • Kry­
stian Lupa, Miejsca i podróże mityczne • Grzegorz Graff, Cuda Polski - mityczna przestrzeń, mityczne dzieje • Maciej
J. Dudziak, Etnografie Brunona Schulza. Próba antropologicznego ujęcia Ulicy Krokodyli jako analizy miasta • Albert
Bajburin, Semiotyczne aspekty funkcjonowania rzeczy • Stanisław Cichowicz, Koan Zenona • Jerzy Wasilewski, Taj­
na historia przedmiotów • Leonid Stołowicz, Zwierciadło jako model semiotyczny, epistemologiczny, aksjologiczny •
Jurij Cywjan, Rentgen, chirurgia, mikroskop w semiotyce wczesnego kina • Tomasz Rakowski, Ciało prześwietlone - Ra­
diografia i jej magia • Magdalena Radkowska, Przedmiot, podróż, miejsce mityczne. Projekt netnologii • Maciej J. Du­
dziak, Mikro-makro market. Przyjemność i groza ponowoczesnego rynku • Magdalena Radkowska, Przyszła do mnie
z wizytą sprzedaż bezpośrednia • Michał Ajvaz, Sklep na ulicy Maisla • Krzysztof Cibor, Ten który wędruje. Historia
pewnego przekaźnika, teraźniejszość pewnego przekazu • Wiesław Szpilka, Rower, narty, buty • Tomasz Rakowski,
Trzy miesiące w fitness klubie • Andrzej Pilichowski-Ragno, O fotografiach Roberta Mapplethorpa • Tomoho Umeda,
Gitara elektryczna • Zuzanna Grębecka-Ćwiek, Jak żywy? Końska dawka hiperrealności • Dorota Hall, Pielgrzymka
do starej-nowej ziemi świętej • Anna E. Kubiak, Brudne misie czystych relacji, czyli rzecz o nostalgii w kulturze *
Krzysztof Lipka, Szrukoj • Irena Huml, Kulturotwócza rola warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w mieście i w kraju
- wybrane zagadnienia • Krystyna Duniec, Ibsen w Teatrze Telewizji • Elżbieta Waga, Ikonozofia wieczysta • Broni­
sław Malinowski, Dzienniki 1908-1913 zeszyt 3 • Daniel Gerould, Podróż Witkacego do tropików: itinerarium cejlońskie
• Bronisław Malinowski, Dziennik 1914-1918 • Lech Sokół, Pożegnanie • Nasz Profesor
O Bronisławie Malinowskim pisaliśmy już
w numerze 3-4/1992:
James Clifford, Samokreacja etnograficzna: Conrad i Malinowski
w numerze 1-2/1997:
Grażyna Kubica-Heller, Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiego i jego biografem
Grażyna Kubica-Heller, Rozmowa z Heleną Wayne
Grażyna Kubica-Heller, Rozmowa z Michaelem Youngiem
Helena Wayne (Malinowska), Wpływ kobiet na życie i dzieło Bronisława Malinowskiego
Helena Wayne (Malinowska), Historia małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elisie Masson
Terence Wright, Antropolog jako artysta: fotografie Malinowskiego z Trobriandów
w numerze 3-4/1997:
Helena Wayne (Malinowska), Historia małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elisie Masson
Bronisław Malinowski, Pisane dla Anieli Zagórskiej
w numerze 1/1998:
Maria Ossowska, Bronisława Malinowskiego „Dziennik w ścisłym znaczeniu tego słowa "
Clifford Geertz, Zaświadczające Ja. Dzieci Malinowskiego.
Grażyna Kubica-Heller, Wstęp do dzienników Bronisława Malinowskiego 1908 - 1913
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 1
w numerze 2/1998:
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 2
w numerze 3-4/1998:
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 3
Dziennik 1914-1918

Prenumerata „Kontekstów. Polskiej Sztuki Ludowej" za rok 1999
kwartalna - 5 zł; półroczna - W zł; roczna - 20 zł
Wpłaty na prenumeratę przyjmuje firma AMOS, Warszawa, ul. Zuga 12
Konto: P K O BP V I I I Oddział Warszawa nr 10201084-77578-270-1-111 oraz
RUCH, konto: P B K S.A. o/Warszawa, nr 11101053-16-551-2700-1-67 (z zaznaczeniem: prenumerata „Kontekstów")
Prenumerata ze zleceniem wysyłki za granicę jest 150% droższa (AMOS);
podrożona o realny koszt wysyłki (RUCH).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10935" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10913">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9b640961e20e5e0a1b51613f384f9804.pdf</src>
        <authentication>ec25b25fba76758f692d59ec3d8179aa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130390">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2773</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130391">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130392">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2583</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130393">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130394">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.217-219</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130395">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130396">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130397">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130398">
                <text>SUMMARY OF ARTICLE
Małgorzata Dziewulska
The Second Life of Objects
Objects in the theatre of Tadeusz Kantor play a specific role. They
cannot be treated as ordinary props, since they constitute rather antiprops. First and foremost, they include used second hand objects,
discovered anew, sometimes extracted from daily life, frequently
associated with the lives of the poor. Those "poor objects", suffused with
emotion, can be abandoned, ignored, degraded, and possess special
merits connected with memory (links with the deceased and childhood
reminiscences). In the Kantor theatre such things perform an ennobled
role; hence, the dramatis personae are often reduced to the status of mere
things, and are empty, dead mannequins. Paradoxically, such "reduction"
is tantamount to ennoblement. The object, matter comprises that which
we encounter when we flee psychology. What is the nature of an object
if it is better than the psyche? It simply must be spiritual, something
concealed within matter, and superior to the latter. Through this material
trait Kantor returned to the spiritual world, and in this specific manner he
restored mythical qualities to cultural contents.

by Piotr Szacki and Tomasz Potkański. The camera built by Stanisław
Łabiszewski was purchased by the State Ethnographic Museum in
Warsaw.

The article by Małgorzata Dziewulska is supplemented by texts
written by the students with whom she conducted courses (1996-1997).
In the majority of cases, the objects were described solely upon the basis
of a filmed version of two spectacles by T. Kantor: Niech sczezną artyści
(May the Artists Perish) and Wielopole, Wielopole: E . Bielawska, 77ie
Camera - Machine Gun, T. Kalczyński, Doors, D. Nowak, 77ie Bed Death Machine, A. Łoboda, The Tablecloth, D. Rembelska, Uncle Stasiothe Exile, K. Rekosz, The Pillory, I. Gorzkowski, The Handcar,
M. K. Tylkowska, The Barrel-organ, and J. Kowalik, The Pool.

Agnieszka Tulik
The Travelling Barbarians
The article presents the material aspects of journeys made by Franks
and Longobards from the fifth century to the mid-seventh century. The
author describes means of transport from the period and a brief history of
particular inventions. She takes into considerations journeys made on
foot, methods of crossing rivers (bridges, boats, fords, horseback, on
shields), lodgings (and the hospitality of the hosts), meals during the
journeys and items taken by the travellers. The source material used as a
base for the study include early mediaeval chronicles: Historia
Francorum by Gregory of Tours, Historia Longobardorum by Paulus
Diaconus and the fourth book of the Fredegar chronicle.

Jakub Szczuka
Per monstra ad sphaeram . Aby Warburg and His Library
The library of Aby Warburg, an historian of art specialising in the
Renaissance, is not a mere collection of books, but a museum of the
imagination and a collection of memories. Its purpose was to indicate the
functioning of social memory, conceived as a force which renders
possible the re-emergence of style, and a recognition of classical
civilisation as a permanent quality. Warburg maintained that the
European civilisation is a process which constitutes the outcome of a
collision of assorted tendencies.
Joanna Tokarska-Bakir
"The Blind Librarian". On the Written Dimension of the Oral
With a tangle of meanings, in which the written word and name
appear in a religious-magic context, as the point of departure, the
presented text demonstrates the possibility of comprehending writing as
concealment (lethe in the Heideggerian sense of the word), and as
"rendering indelible by means of oblivion". Such an understanding of
writing, characteristic for its sacral application, creates the specific style
of culture, which could be described as "oral", in the more extensive,
"ontological" meaning of the term.
Piotr Szacki
The Unusual
The unusual is a subjective and relative classification; in order that it
may come into being, it must be perceived and calls for a background:
the context of ordinariness, convention and norm. It is a sought-after
feature, found almost everywhere (not only in the accomplishments of
visual depictions), albeit with differentiated intensity, type and nature of
effects, decisive for its presence: from natural phenomena to the forms of
objects and scenarios of behaviour. From make-up to oratorical manners,
vocal and instrumental techniques. The presented text accompanied an
exhibition featured under the same title in the State Ethnographic
Museum in Warsaw (November 1998 - January 1999). The category of
the unusual is not one of the categories frequently applied in museum
pursuits. Hence, the exhibition can be treated as a search for a new sphere
of meaning.
Stanisław Łabiszewski
„Camera a la Minute", or a Tale by a "Five-minute Photographer"
Stanisław Łabiszewski (1916-1985) was a self-taught photographer.
Fascinated by photography from his youth he did not devote himself to it
until after his return from forced labour in Germany. Łabiszewski worked
with a camera of his own construction, imitating so-called five-minute
cameras (whose interiors contained an entire "chemical laboratory") the client waited only five minutes for the ready picture. Łabiszewski, a
resident of the Warsaw district of Praga, also painted the screens against
whose background he took photographs in market squares and at church
lairs all over Poland. The presented text is based on a vivid interview held

Jan Gondowicz
"A Naked Man on a Naked Earth"
This reflection by a micro-essayist concerns things and their
classification. An ambitious systematist would be compelled to say that
things create around us a sphere without which it is impossible to exist
without friction, as in the favourite example cited by physicists. To
possess nothing is a sign of depersonalisation, the loss of human
condition, the antechamber of death. The contradiction of the naked man
on a naked Earth is a person surrounded with all possible sorts of things,
and situated on an Earth transformed totally into an entity of useful
objects. The coming century will be encumbered with the task of
describing this globe, whirling in the Universe and composed of chairs
and holy pictures, oil refineries and plush teddy bears...

Krzysztof Cibor
A Non-existent Film, a Non-existent Town, a Non-existent Life.
Propaedeutics of Wanderings beyond a Dictionary
An attempted interpretation of a certain film about a journey to
Venice. The fact that this film was never made does not stop the author
from pursuing reflections about connections between the cinema, myth
and life. Such deliberations possess the features of a journey during
which we encounter, i. a. Thomas Mann, Witold Gombrowicz and Walter
Benjamin, although to the end we are uncertain whether there exists any
destination. The answer is: probably not. At the very last moment we
become deported, sharing the lot of the heroes of the described film. That
which cannot be reached comprises the concealed theme of the article.
Artur Maciej Setniewski
Dayroom, or about Two Kingdoms
A description of travelling in a commuter train on the Warsaw-Pilawa
line (about 60 kms.) The destination is both known and dangerous, and
the journey itself is indispensable and run-of the-mill. The author delves
predominantly into two kingdoms, mutually permeating and embroiled
in a constant war. This battle is won by one side, but the other side must
be the victor too.
Friedrich Engels divided time and the activities performed in it into
the Kingdom of Necessity and the Kingdom of Liberty. The commuter
train is a place in which the author and his fellow travellers spend time
that belongs to the Kingdom of Necessity. The passengers are primarily
peasants working in town and school children. Since it links two worlds:
that of the Mazovian village and the capital of the country, the train
should be called rural. It was precisely the petty peasants from the
suburban villages, travelling to their additional jobs in town, who
performed a breakthrough in time and its activities by introducing a
journey into the Kingdom of Freedom. For this purpose, they made use
of a compartment which they named the Dayroom.
Maksymilian Dawid Rejmer
Holy Time and Holy Space
The moment of crossing the French-British border is approaching.
The magical dimension of activities encountered by every person passing
through this frontier are decisive for its very nature. This is an excellent
example of a place where we are dealing with contact between the
sacrum and the profanum. Crossing this border, the author felt that he had
arrived from an indefinite space and was entering a territory of
exceptionally intense sacral qualities.
Thanks to the fact that Hereford became the central spot in the
definition of space, delineated by the "picker", it is here that he should
seek the mythical beginning. The "picker" returned to a "holy" place, or
at least a highly exceptional one, since everything started here. The

217

�author came to experience another adventure and perhaps to earn some
money, but he brought back experiences which will enable him to
understand the appearance of holy space in the contemporary, secular
world, and to experience holy time.
Wiesław Szpilka
Journey: The Sheltering Sky
The author analyses vacation travels, universally present in
contemporary culture. The scale and dimension of this phenomenon
appear to testify that we are dealing with a particular type of cultural
behaviour which discloses the essential features of Western mentality. By
means of a comparison of holiday travels with the journey undertaken by
the heroes of Bertolucci's film The Sheltering Sky, the author accentuates
a certain common feature: the periodical longing for freeing oneself from
one's world and the structure of the rite of passage.
Marzena Gierga
Syracuse - The Town of Great Women (Part II)
Syracuse is a town created by deities, saints, historians, travellers,
apologists, theologians, photographers, and, primarily, its own residents.
It comprises a phenomenon located above a division into an urban and
social subsystem, an area of eloquent meanings, a space for the realisa­
tion of concrete and specifically identical attitudes.
The metaphorical, mystic-symbolic space of Syracuse is that of three
women. This is the birthplace of Artemis, the refuge and site of the eter­
nal rest of Arethusa, and the town of the birth, life and martyrdom of Lu­
cia. By demonstrating the constant presence of the patron in the life of
the city, which provokes assorted forms of group imagery, a process of
rendering space mythical, and a creation of a world of values shared by
its residents, Syracuse gains new meaning. It appears as a town of light,
a land of purity, saintliness and glory, a city of luminescence and joy. Its
topography is superimposed upon that of its inhabitants, and vice versa,
while observed behaviour is granted a double meaning, and comprises an
example of the observation of a distinguished place, but also of a trans­
formation of a myth into a ritual, frequently without social awareness. Its
outcome assumes the form of the specific dramaturgy of the everyday li­
fe of the population of Syracuse, whose sense of existence is restricted to
an encounter with the three patrons, advocates, guides and friends, a fact
which entitled the author to describe it as "the town of great women".
The presented cult of St. Lucia is more of a cult of her image than the
worship of a saint, while a version of the hagiographic legend becomes
a reference to a myth. That what, at first glance, appears to be contradic­
tory, is encountered on the ethical level of a symbolic structure. By refer­
ring to an analysis of the fundamental structure of those transmissions,
with different contents but similar form and meaning, the author demon­
strates the symbolic continuum of elements characterising Syracuse
across the ages. The point of departure for such journeys was the ascer­
tainment of the "strangeness" of this place, disclosed by the omnipresent
cult of St. Lucia and her pagan companions in assorted aspects of cultu­
re. Their outcome assumed the form of a co-existence of the literary-me­
taphorical topos of Syracuse and its real, magical-ritual counterpart.
Marek Oziewicz
What's so to be Found in Wardrobe? Parallel Worlds of C . S. L e ­
wis's Chronicles of Narnia (Part II)
The autor attempts to analyse parallel worlds describes by Lewis in
his Chronicles of Narnia and focuses particularly on the issue of passa­
ge from one world to another. Having initially classified "other realities"
of the Chronicles into secondary and parallel worlds, the author concen­
trates on their status and characteristic features of their spatiotemporality. Attention is then drawn to magic places in which parallel realities
overlap or cohere which broad background allows to examine the mecha­
nics of the characters' passages from one world to another. This done in
the light of Eastern (and partly medieval) theory of the elements: space,
air, fire, water and earth.
In the main part of his work, the author proposes a classification of all
instances of passage between different worlds present in the Chronicles
into four categories: direct volitional, indirect volitional, direct nonvolitional and indirect nonvolitional. The division between volitional and nonvolitional passages is constructed upon the feelings which present themse­
lves to the characters during the procedure of passage, whereas the divi­
sion between direct and indirect ones—upon mutual relationship of the
worlds between which the passage takes place. Drawing on examples
from the Chronicles, the author endeavours to substantiate his thesis ap­
plying in his analysis the technique of gradation of sensory impressions.
Dariusz Czaja
Chair. A Sketch to a Portrait
The author proposes a new and fresh look at this very ordinary,
familiar and tame object in our daily life. A reference to poetry (Herbert,

218

Białoszewski, Rymkiewicz and Brodski) and to examples from the fine
arts (Bendnarski, Mickiewicz, Pągowska, Kantor) shows that underneath
the shell of ordinariness, automatic associations and modes of thinking
about a chair, there remains embedded an unrecognised, strange and
mysterious reality.
Agnieszka Makarewicz
The Ball
What is a ball? The author tries to answer a question concerning the
nature of this object by referring to The Ball, a poem by Rilke, and to th­
ree short films by Zbigniew Rybczyński: Tango, New Book, and The Du­
el. She brings forth and comments on motifs associated with the ball,
from obvious ones such as sport and entertainment, to metaphorical and
symbolic ones: game, life, motion and sacrum.
Danuta Bolikowska
Smoke
This impression was inspired by Smoke, the film by Wayne Wang,
and ideas contained in, i. a. studies by M. Eliade, R. Barthes and
B. Bettelheim. The resultant long poem considers meetings of people
bending over an album containing photographs of their small homeland
or lost love, and bonded by cigarette smoke. The author follows the fate
of the heroes of Smoke by employing Freudian psychoanalysis and the
outcome of research by the American psychiatrist Rollo May. Resorting
to tales and myths, she identifies conscious and subconscious longings,
wishes and strivings, which prove to be contemporary America's "plead
for a myth".
Katarzyna Kuszyńska
Cigarette and Ashtray
Cigarette advertisements suggest that we should choose between
smoking and health. With the text of a ministerial warning that
accompanies adverstiements as her point of departure, the author recalls
the historical origin of the appearance of this stimulant in Europe and
ensuing problems.
In a further part of her study, which refers to literary texts
(Sosnowski, Stasiuk, Baran, Swietlicki) and films (Smoke, Brooklyn
Boogie, Coffee and Cigarettes), she discloses the metaphorical meaning
connected with the cigarette. Emphasis is placed on its ontology
(permanence and elusiveness) and, chiefly, its paradoxical symbolic,
which combines the essence of vitality and reflections on death.
Marceli Zagała
Fumare Humanum Est. A Brief Lexicon of the Tobacco Stimulants
Around Us
Tobacco is omnipresent. It succumbs to culture as well as creating it.
Propagated or persecuted, it continues to exist, leaving no one indifferent.
By citing several ways of using tobacco (smoking, snuff, chewing) and
intentionally exaggerated examples, the author tries to draw attention to
the whole gamut of "tobacco" behaviour, full of delicate hues and loca­
ted between the two extremities. The article is a sample of an M. A. dis­
sertation written in the Chair of Ethnography and Cultural Anthropology
at Warsaw University.
Krystyna Gieryszewska, Marvin Szporko
Green Leaves in the Streets of Berlin
This text is the outcome of research conducted by a Summer School
in the Chair of European Ethnology at Humboldt University in Berlin.
Already superficial studies on the consumption of hemp products disco­
vered a multi-aspect application. The stimulants obtained from hemp (ha­
shish and marijuana) are only a fragment of the extensive usage of hemp
in Berlin. Hemp is consumed directly - as a stimulant, fabric and clothes,
and a component of paper, beverages, cosmetics, etc., as well as in a sym­
bolic dimension. The symbol of the hemp leaf became, to a certain de­
gree, a designate of a pro-ecological lifestyle which, according to propo­
sed self-definitions, remains alternative vis a vis technical civilization.
Adherents of an all-sided consumption of hemp argue that as a crop,
hemp is "environment friendly", and as raw material it has multiple
(50 000) uses. The residents of Berlin are supplied with hemp products
(with the exception of stimulants) by rather numerous specialized shops
(Hanf Hauses). The Berlin Hemp Museum, opened in 1994, and a spe­
cial unit of the Green Party, which supports the legalisation of hemp as
a stimulant, are examples of institutionalised interest in the positive
aspects of the consumption of this plant.
Ireneusz Kamiński
Bus
According to Red Vonnegut a bus is a box used for carrying people
from one place to another. Applying such "objectivised" images of the
bus present in art (i. a. Nowa książka /New Book/- a film by Zbigniew

�Rybczyński, the paintings by Bronisław W. Linke and the book by Red
Vonnegut Na klęczkach /Kneeling/) as well as his own observations the
author proposes a cultural-sociological study of the phenomenon of the
bus, and the behaviour and customs associated with bus rides.
Jarosław jot-Drużycki
"Vlepka" or the Interpretation of a Bus
"All faces on a bus look the same", claims a "vlepka". A "vlepka" is
a sticker, with a short text, poem, slogan or drawing, placed in the back
of Warsaw buses. The author describes this new phenomenon (19961998) of the local subcultures, drawing attention to the places in which
the vlepka appears (the back of the bus - the appraisal of the rear...), the
need for a community, which signifies also a common enemy (the
"battle" waged by the persons placing the stickers and those tearing them
off, reflected in the texts of particular vlepkas) as well as unintentional
reference to futuristic traditions.
Jacek Olędzki
The Fleeting Art of Innocence
The author draws attention to vlepki, stickers bearing small pictures
and inscriptions, and placed in buses. Thanks to the activity of the young
creators, municipal transport turns into a scene witnessing an exchange of
thought. Olędzki examines the undertakings of one of those groups, which
is by no means restricted exclusively to buses and appears in the streets.
Chana Pollack
To and from Ostrowiec - via PKS
The leitmotif of the text are journeys by bus (the titular PKS)
between Warsaw and Ostrowiec Świętokrzyski, made by the author (a
Fulbright Research Scholar) for the purpose of gathering data for a film
about her grandmother, a resident of Ostrowiec up to emigration in 1923.
Letters written in 1920-1923 to a husband seeking employment and a
new home in the U. S. A. and Canada constitute a source of inspiration
for the film and important material utilised therein. The presented text
combines experiences from those travels with more general reflections
about the fate of the Polish Jews and the traces, frequently enigmatic, of
the once thriving Jewish culture in Poland.
Janusz Barański
Pluralis non maiestaticus, or People as Things
At least from the time of Sapir and Whorf it is known that language
is a medium which acts as an intermediary of the relation between our
consciousness and all that which remains beyond it. This feature is
particularly vivid in the case of assorted forms of the emotive use of
language, including its application in a magical or rhetorical function.
The author interprets a device known to scholars dealing with rhetorics,
namely the so-called pluralis, envisaged as an expression of a magical
world outlook that is by no means a domain exclusively of so-called
traditional societies, but is present equally forcefully in modern and
postmodern culture, especially in the realm of politics. Pluralis appears
as a rhetorical costume for draping political clans in axiologically
valorised meanings. On the one hand, manipulation with the names of
political opponents exhausts the symptoms of magical operations and, on
the other hand, comprises part of a larger whole, i. e. the political game,
a contemporary ritual of sorts.
Dorota Hall
Escape into the Screen
This brief essay comments on the view expressed by Leszek Kołakow­
ski: "Who needs seventy television channels? Everyone, since it is manner
way of fleeing from absurdity into absurdity". The author considers whe­

ther (and how) is it possible to seek refuge in television in an era of omni­
present simulation and a postmodern world devoid of a centre, and discus­
ses the nature of the absurdity which is the destination of the escape.
Dorota Gut
On the Other Side of the Screen
The presented texts deal with the Internet, virtual reality and other
phenomena associated with computer technology, showing that behind
the computer screen there starts a world which introduces its own spatial
divisions and establishes its own laws. The author describes the
topography of this world and the ways of travelling across it.
Magdalena Radkowska
The Hyper-reality of Lara. The Lara of Hyper-reality
The author discusses Lara Croft, heroine of one of the most popular
computer games (Tomb Raider). This super agent, endowed with extraor­
dinary physical prowess, is capable of tackling all conditions and every
enemy. Her admirers accentuate her uncommon beauty - voluptuou­
sness, a long braid, perfect make-up and fashion style: a silicone blouse,
shorts, combat boots and a belt with an attached gun, with which she ne­
ver parts. The author considers the popularity of Lara, who appears on
numerous Internet pages, in comic books, a video clip and, in the near fu­
ture, will star in a film. In real life, she is enacted by an English actress.
Many girls pretend to the role of the earthly representative of Lara, and
dream about becoming her embodiment. The story about the virtual he­
roine is also a pretext for reflections on the phenomenon of hyper-reali­
ty (Baudrillard) and the relation between the text (in the wide meaning of
the word) on the computer screen and the traditional text from the age of
the Gutenberg galaxy.
Dorota Kołakowska
The Planet Diana - an Attempted Analysis of Reactions to the Death
of the Princess of Wales
An analysis dealing with the extraordinary phenomenon of worldwi­
de reactions to the death of Diana Spencer, Princess of Wales. The text is
bases on press reports from the period immediately after the death of the
Princess (31 August - 6 September 1997). The author concentrates atten­
tion predominantly on individual reactions registered by reporters - the
object of the analysis are, therefore, quotations from official statements
(speeches, condolence letters) and private comments and opinions, gathe­
red from people in the street. Such material produces an image of the
Princes as a sui generis consumer commodity, a specific virtual creation
of the media. The attitudes accompanying her death (pseudo-religious
adoration, the need to confirm one's own existence and a desperate se­
arch for community bonds) appear to be an attempt at deceiving the emp­
tiness generated by a confrontation of this "safe" creation with reality, the
concrete and irreversible fact of individual death.
Tomoho Umeda
Audiophilia
In the article Audiophilia the author analyses the concept of hyperreality upon the example of the titular phenomenon. His reflections
concern the perception of hyper-reality owing to assorted reference
systems, i. a. semiological and hermeneutic.
Olga Łobaczewska
A Visit in the Kingdom of Lilia
This realm is situated in a humble village cottage in the Belorussian
region of Polesie. Its queen is the naive painter Lilia Szpakowska
(Shpakovskaya), who lives in an imaginary, fairy-tale world of her
imagination.

SPROSTOWANIA
W poprzednim numerze (3-4/1998) w nocie o Profesor Marii Janion w tytułach dwóch książek wkradły się błędy. Tytuły te powin­
ny brzmieć Humanistyka. Poznanie i terapia oraz Odnawianie znaczeń.
W tekście Tomasza Rakowskiego pt.: Trzy miesiące w fitness-klubie. Historia Ładu, jego Choroby i Nieznanego brakuje dwóch pozy­
cji w bibliografii. Oto one:
Mikołaj z Kuzy
1997 O oświeconej niewiedzy, tłum. Ireneusz Kania, Kraków
Witruiwiusz
1956 O architekturze księg dziesięć. Warszawa
W ilustracji do tekstu Ciało prześwietlone. Radiografia i jej magia tegoż autora, zamieszczonej na stronie 129 znajduje się błąd w pod­
pisie. Zamiast „... płata płuca..." powinno być „... płata tarczycy...".
Autorów i Czytelników serdecznie przepraszamy.
219

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10934" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10912">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a8f54206cba65cc7ee84e26675ca0142.pdf</src>
        <authentication>6cb5c6653921476779e181649d12129e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130380">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2772</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130381">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130382">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2582</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130383">
                <text>Dzienniki 1914-1918 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130384">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.192-216</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130385">
                <text>Malinowski, Bronisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130386">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130387">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130388">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130389">
                <text>Bronisław Malinowski
m
m
M .

r

:

•

Я 1

�Bronisław Malinowski,
Dzienniki 1914-1918
Wstęp
„Wyobraź sobie czytelniku, że znalazłeś' się nagle z całym swym ekwipunkiem, sam na tropikalnej plaży w pobliżu wioski
tubylczej, podczas gdy statek czy łódź, która cię tu przywiozła, odpływa i znika na widnokręgu" - te, najczęściej chyba cyto­
wane w pracach antropologów, słowa, pochodzą ze wstępu do Argonautów zachodniego Pacyfiku, ale wbrew pozorom nie do­
tyczą początków wyprawy na Trobriandy, lecz na wyspę Mailu, na której spędził Malinowski kilka początkowych miesięcy, co
stało się podstawą napisania pierwszej monografii The Natives of Mailu.
Fragment dziennika, który poniżej prezentujemy, zaczyna się lądowaniem w Port Moresby na Nowej Gwinei 12 września
1914 roku. Miesięczny tam pobyt, upłynął Malinowskiemu na poznawaniu nowego otoczenia, zachwytach nad pięknem kraj­
obrazu, obserwowaniu samego siebie i umiejętności funkcjonowania w tropikach, a także na wstępnych pracach badawczych.
Donosił o tym swemu mentorowi i przyjacielowi George'owi Seligmanowi w swym pierwszym liście: „Jestem wreszcie na Zie­
mi Obiecanej - i jak na razie znajduję ją we wszystkim lepszą i obiecującą większy sukces, niż bym się kiedykolwiek spodzie­
wał... Jak na razie wykonuję wiernie twoje zalecenia i czekam na pierwszą możliwość wyruszenia na wschód na Mailu, gdzie
chcę osiąść na pierwszy okres moich badań. Uczę się Motu i pracuję z Ahuią Oval, z którym ty zacząłeś, a potem kontynuował
Barton i inni, i który stał się żarliwym antropologiem (nawiasem mówiąc, powinien zostać honorowym członkiem R[oyal]
Anthropological] Ifnstitute]). W każdym razie uczę się dużo, jeśli chodzi o techniki badawcze i z ufnością stawiam czoło przy­
szłości - nawet w przypadku gdy nie będę mógł znaleźć tłumacza w połowie tak dobrego jak Ahuia... Zauważyłem, że badanie
i opis szczegółów technicznych (technologii) jest trudniejsze niż cokolwiek innego. Kiedy ten list do ciebie dotrze, będziesz
pewnie wiedział, jak się rzeczy mają z moimi dalszymi funduszami. Jestem teraz bardziej skłonny do przedłużenia pobytu tu­
taj, niż byłem przedtem. Oczywiście nie wypróbowałem jeszcze swych sił i nie pracowałem na swój rachunek; tutaj jestem cią­
gle prowadzony przez ciebie i przechodzę coś w rodzaju praktycznego treningu w twojej szkole. Mam jednak konkretne wyo­
brażenie o tym, jak będą wyglądać trudności i bardziej niż przedtem dowierzam samemu sobie". W dzienniku zaś już po dwóch
tygodniach pobytu na Nowej Gwinei sformułował główne zastrzeżenia do swej pracy, które stały się podstawowymi zalecenia1

1

792

�mi jego późniejszej metody intensywnych badań terenowych: „1. mam dość mało do czynienia z dzikimi na miejscu; za mało
ich obserwuję; 2. nie mówię ich językiem".
Gdy dotarł na Mailu w połowie października, okazało się, że nie bardzo może liczyć na pomoc misjonarza Williama Saville'a, z różnych zresztą powodów, i musiał liczyć głownie na własne siły, o czym pisał w dalszym fragmencie cytowanych już Ar­
gonautów: „Ponieważ zapewne zamieszkasz w domu jakiegoś białego człowieka, kupca czy misjonarza, nie pozostaje ci nic in­
nego, jak przystąpić od razu do swojej etnograficznej pracy. Wyobraź sobie ponadto, że jesteś badaczem początkującym, nie masz
żadnych uprzednich doświadczeń ani niczego, co mogłoby ci służyć jako przewodnik, ani nikogo, kto mógłby ci pomóc, biały
człowiek jest chwilowo nieobecny lub też nie może czy nie chce poświęcić ci ani chwili czasu. Tak właśnie wyglądały początki
mojej pracy terenowej. Doskonale pamiętam owe długie wizyty w poszczególnych wioskach podczas pierwszych tygodni; to
uczucie beznadziejności i rozpaczy po wielu uporczywych, ale bezowocnych usiłowaniach, które wcale nie doprowadziły do na­
wiązania rzeczywistego kontaktu z tubylcami, ani też nie dostarczyły mi żadnego materiału. Miewałem okresy zniechęcenia, kie­
dy to pogrążałem się w czytaniu powieści jak człowiek, który zaczyna pić w napadzie tropikalnej depresji i apatii".
Lekarstwem na ten stan była często kontemplacja natury. Przez cały dziennik przewija się bardzo silny motyw kontaktu
z przyrodą, który nie tylko angażował go emocjonalnie, ale skłaniał ku prawdziwie literackim popisom w manierze młodopol­
skiej, dzisiaj często nieznośnej, jak w tym fragmencie: „(...) niewątpliwie czuję, jak miedzy mną a tym krajobrazem zadzierzguje się węzeł. Spokojna zatoka, widziana poprzez ramy bujnych gałęzi mangrowca, odbijającego się w zwierciadle wody albo
wilgotnej plaży; blask purpurowy zorzy zachodniej przenikający wnętrze gaju palmowego, powlekający płomiennym żarem
spalone trawy, ślizgający się po głębokim szafirze wody - wszystko przepojone obietnicą pracy skutecznej i nieoczekiwanego
powodzenia; wydaje się rajem w porównaniu z potwomem piekłem, którego się tu spodziewałem".
Z rzadka absorbują badacza myśli o wojnie w Europie, choć czasami pisze on tak: „Odrywam oczy od książki i ledwo wie­
rzę, że oto jestem wśród dzikusów neolitycznych, i że siedzę sobie tu spokojnie, podczas kiedy t a m dzieją się rzeczy stra­
szne. Chwilami mam impuls modlenia się za Matkę. Bierność z poczuciem, że gdzieś daleko poza zasięgiem wszelkich możli­
wości działania dzieją się rzeczy potworne są nie do zniesienia".
Polszczyzna, którą się posługuje Malinowski, staje się coraz bardziej zaśmiecona anglicyzmami i to nie tylko określeniami,
których polskich odpowiedników mógł nie znać (jak outfit, outrigger, dugout), ale coraz częściej pojawiają się spolszczane cza­
sowniki, świadczące już tylko o językowym lenistwie (bully'nacy, enjoyuję, dropuje). Jest to oczywisty wynik przebywania wy­
łącznie w towarzystwie mówiącym po angielsku, co najwyżej jeszcze - pidgin english.
Prezentowany fragment kończy się zapisem z 17 stycznia 1915 roku. Jak zawsze pozostawiamy oryginalną pisownię i inter­
punkcję, wszelkie moje ingerencje oznaczone są nawiasami kwadratowymi. Znak [?] oznacza miejsca nieczytelne. Część przy­
pisów sporządziłam na podstawie opracowania redakcyjnego A Diary in the Strict Sense of the Term. Zdjęcia zaczerpnęliśmy
z filmu Jerzego Domaradzkiego Szlachetny dzikus, za udostępnienie których autorowi serdecznie dziękujemy.
2

Grażyna Kubica-Heller

PRZYPISY
1

B. Malinowski, Argonauci zachodniego Pacyfiku, Dzieła, t. 3, PWN:
Warszawa 1987, s. 31

2

Cyt. za M. Young, Malinowski Among the Magi, Routledge, London
and New York 1988, s. 7
Malinowski, Argonauci, s. 31-32
3

Cd. 1.IX.14
Po lunchu wychodzę na pokład. Jazda rzeką przypomina
mi wycieczkę z Desire i innymi Assami. Eurypides leży po­
niżej olbrzymiej rzeźni. Rozmawiam z fellow-pasażerami.
Płaskie brzegi rzeki rozszerzają się nagle. Naokoło hory­
zont] objęty pagórkami: od zachodu i południa ląd, od
wschodu wyspy. Na Płn. Zach. Nizina i z niej wznoszą się
dziwne i malownicze formy Glasshouse Mountains. Patrzę na
nie przez szkła; przypominają wycieczkę Sobotnią do Blackall Ranges.
Po obiedzie - przedtem jeszcze patrzę, jak statek wyjeż­
dża poza wyspę, morze coraz gorsze, statek coraz b=ej koły­
sze. Statek kołysze silnie, idę do kabiny i zasypiam po zastrzyknięciu Alkarsodylu. Cały następny dzień spędzam
w kabinie, drzemiąc, z silnem bólem głowy i ogólnem przy­
tępieniem. Wieczór gram w karty z Lambem, kapitanem
i Mrs. McGrath.
Następnego dnia lepiej; czytam Riversa i gramatykę Motu . Sztama z Taplinem i tańce z Mrs. McGrath. Ten stan trwa
ciągle. Śliczne morze zielone; nie widzę całkiem rafy koralo­
1

wej. Mnóstwo wysepek po drodze. Chciałbym zostać wtaje­
mniczonym w zasady żeglugi, ale kapitan mnie peszy. Cudne
noce księżycowe. Morze mi się b. podoba i żegluga staje się
czemś niezmiernie sympatycznem. W ogóle przy wyjeżdża­
niu z Brisbane mam silne poczucie, że jestem kimś, że jestem
jedynym z notablów kompanii, w której podróżuję.
Nadzieja na wycieczkę w Cairns. Z Brisbane wyjeżdżamy
w Sobotę 5.IX.14. Do Caims dojeżdżam we Środę 9.IX.
Śliczna zatoka; widziana w rannym zmierzchu. Z obu stron
wysokie góry; zatoka między nimi (przechodzi w) [dopisek:]
wcina się szeroką, przestronną doliną daleko w głąb lądu.
Płaskie brzegi u stóp gór i na końcu zatoki porosłe jasnozie­
lonym gąszczem mangrowców. Góry we mgle i deszczu,
który wciąż przesuwa się po stokach, przechodzi nad doliną
i morzem. Na lądzie wilgotny, duszny żar tropikalny. Miasto
małe, marne. Ludzie napiętnowani [?] tropikalną. Po nieudałym ataku na dworzec i po wysłaniu paru listów, idę na spa­
cer brzegiem morza po plaży zwróconej na wschód. Szereg
wcale ładnych domków w tropikalnych ogrodach, w których
olbrzymie purpurowe kwiaty hibiscusu i kaskady Bougain193

�willi płoną gamą silnych pąsów wśród ciężkiej zieleni wypo­
lerowanych liści. Robię parę zdjęć. Idę powoli; czuję się b.
ociężały. Obozowisko aboriginów; gąszcze mangrowców;
rozmowa z Chińczykiem i z Australczykiem, od którego nie
mogę wydobyć absolutnie żadnej informacji. Po lunchu nieudałe poszukiwania dryndy do pepinjery. Popoł. czytam Riversa. Wieczór gromada pijanych drani. Wizyta Moskala pi­
janego i Polaka. Porada lekarska u Moskala. Ptaki rajskie,
przeszwarcowane przez Moskala. Wracam i czekam na Montoro. Pijany Lamb. Idę z Fergusonem na brzeg i tam czekam.
Montoro powoli przysuwa się do brzegu. Widzę Haddonów,
Balfoura , Mme. Boulanger, Alexandra, Miss Crossfield
i Johnsona. Znowuż doznaję sentymentalnego rozczarowania
i speszenia. Po kwadransie rozmowy żegnają się ze mną i idą
spać. I ja także. Aha, ten czas zaplugawiony czytaniem po­
wieści Ridera Haggarda .
W Czwartek, po kiepsko przespanej nocy, czuję się fatal­
nie wobec silnego kołysania. Rzygam śniadanie, kładę się do
łóżka i rzygam jeszcze dwa razy. Wieczór spędzam na pokła­
dzie w ciemności w towarzystwie całej kompanii, która śpie­
wa angielskie piosenki.
Piątek 11 .IX. taki sam - nie mogę nic robić nawet grama­
tyki Motu. Wieczór trochę pakuję.
Sobota 12.IX. przyjazd do Nowej Gwinei. Rano widać
z daleka zamglone góry. Wśród chmur kontur b. Wysokiego
grzbietu, niżej szereg innych grzbietów. Nad morzem skały
nieurodzajne. Wiatr całkiem chłodny. Przed brzegiem rafa
koralowa. Wreck Merry England po prawej ręce. Wzgórza
za któremi kryje się Pt Moresby. Jestem b. zmęczony i wyja­
łowiony, tak, że pierwsze wrażenia dość niewyraźne.
Wjeżdżamy w port i czekamy na doktora. Wizyta tłustawego, niesympatycznego bruneta. Zostawiam rzeczy w kabi­
nie i idę na ląd z Mrs. Mc Grath. Wizyta u Mrs. Ashton. Po­
tem u Mr Champion - telefonuję do Governora [Gubernato­
ra]; potem Jewell; potem Stamford Smith od 12 - 4=tej. Po­
tem sprowadzam część rzeczy ze statku. 1. [pierwszy] wie­
czór idę spać b. wcześnie i śpię długo, jakkolwiek marnie.
Niedziela rano: idę do Zakładu Stamforda Smitha i tam
czytam Reports. - W ogóle biorę się do roboty dość energicz­
nie. O l=szej wsiadam do łódki i jadę do Government Hou­
se'u [Gubernatorstwa]. Załoga dzikusów o kędzierzawych
głowach w mundurach rządowych daje mi poczucie „Sahibowatości"[sahib (hind.) - pan] w b. wysokim stopniu.
Ogólny nastrój pierwszych godzin: zmęczony długą cho­
robą morską i 1.[pierwszym] napadem upału, czuję się dość
przytłamszony. Ledwo wlekę się pod górę do Mrs. Ashton.
P=t Moresby przedstawia mi się w specyficznem oświetleniu
miejscowości, o której się dużo słyszy, do której przywiązuje
się wielkie nadzieje, a która jest zupełnie inna, niż się
spodziewało. Widok z werandy Mrs. Ashton: wprost dość
stromy brzeg - pokryty kamieniami i zeschłą, rzadką trawą
i zawalony śmieciami - schodzi dość stromo ku morzu. Mo­
rze, wcinające się głęboką, kolistą zatoką o wąskiem wejściu
leży spokojne i lazurowe, odbijając wiecznie pogodne niebo.
Z przeciwnej strony widać pasma wzgórków, niezbyt wyso­
kich, dość różnorodnych w kształcie, spalonych słońcem. Na
najbliższym planie stożkowaty pagórek stoi u wejścia do dal­
szego rozgałęzienia, wciskającego podwójną zatoką wgłąb
lądu. Na prawo bliski pagórek zasłania widok na wioski kra­
jowców i Government House. Tam leży dla mnie główny ak­
cent pejzażu - tam leży kwintesencja tego, co widzę. Nad
2

3

4

5

6

7

194

brzegiem biegnie szeroka dość ścieżka koło stacyi telegrafu
bez drutu poprzez gaje palmowe, płytką plażą, na której
z rzadka rosną mangrowy [namorzyny], do wiosek krajow­
ców. Przez cały 1. dzień nie poszedłem tam. Rozmowa ze
Stamfordem Smithem i widok na śliczną zatokę, położoną po
drugiej stronie ishmu.
W Niedzielę 13. jadę (ut supra) do Gov[ernmen]t House'u.
Siostrzeniec Gubernatora spotyka mnie w pół drogi. Ścieżka
idzie wśród palm kokosowych, popod olbrzymim fikusem;
potem zakręca i popod dawnym Gov[ernmen]t House'm idzie
do nowego. Governor Murray wysoki, trochę pochylony, bar­
czysty mężczyzna; b. podobny do wuja Staszewskiego. Sym­
patyczny, spokojny i trochę kostyczny i nie wychodzący ze
skorupy. Lunch; dwóch półnagich boy'ow usługuje. Potem
rozmawiam z Gubernatorem i Mrs. De Righi, kobyłowatą, po­
czciwą Australką, która odnosi się do mnie z życzliwością
osoby niższego statusu społecznego. H[is] E[xelency] daje mi
list do 0'Malley'a. Idę tam. Domek wśród palm, położony po­
niżej Gov[ermen]t House'u. Grubas dość niski, ogolony, przy­
pomina trochę Sękowskiego, mocno en beau [z dodatniej stro­
ny]. Sprowadza Ahuię . Governor &amp; Mrs. De Righi przycho­
dzą. We trójkę idziemy do wioski; poraź pierwszy ją widzę.
Wchodzimy do domku Ahui. Parę kobiet tylko w spódnicz­
kach z trawy. Pani Ahuiowa, Gooba, w moherskiej sukni. Ja
i Murray rozmawiamy z Ahuią, Mrs De Righi z Goobą; oglą­
damy gourdy [tykwy] z [?] do żucia betelu. Gooba daje jeden
w prezencie Mrs. De Righi. Potem idziemy we czwórkę
wzdłuż wioski; wpada mi w oko dubu , zbudowane świeżo
1904 w Hahodai i parę domków zupełnie nowych, żelaznych,
wpakowanych miedzy starymi chałupami. Nie dochodzimy do
Elevali; wracamy z popod misyi londyńskiej. Żegnam się
z Gubfernatorem] i Mrs. D[e] R[ighi]. Chłopcy z łódki łapią
mnie. Wracam łódką i daję napiwek 21. Nocą już idę do Pratta . Acha, poprzedniego dnia poznałem w Hotelu Ryana",
Bella , który mnie zaprasza na kolację w Poniedziałek. Wie­
czór u Prattów: Bell, Stamford Smith, 2 córki Pratta i p. Prattowa. Rozmowa o wycieczkach panien, o boy'ach itp.
Poniedziałek 14 idę do judge'a Herberta i pożyczam
Ahuię na cały dzień. Idę z Ahuią i Lohią koło 1 l=tej i zbie­
ram trochę informacji. Potem idę do Gov[ernmen]t Hou­
se'u i tam czekam strasznie długo na lunch. Dopiero koło
3=ciej schodzę do wioski. Tam w domku Ahui zgromadzenie
mężów starych, którzy przyszli tam, ażeby mi dać informa­
cje. Siedzą rzędem pod ścianą, w kucki, kudłate łby na ciem­
nych kadłubach, ubrani w stare podarte koszule, jegery moc­
no przechodzone, kawałki mundurów kakowych - z pod
których to ubrań cywilizowanych wygląda sihi, przepaska
pokrywająca lędźwie i przykrywająca części ciała. Faja bam­
busowa cyrkuluje żywo. Trochę speszony tym konklawe sia­
dam do stołu i otwieram książkę. - Zbieram informacje co do
idahu , genealogje; kwestye co do głównego naczelnika wsi
itp. Wieczór, starzy się rozchodzą; Lohia i Ahuia się zostają.
Idę spacerem aż do Elewali. Wracam już o zmierzchu. Cudne
zachody słońca; chłodno; czuję się wypoczęty; niezbyt wyra­
źnie i silnie, ale niewątpliwie czuję, jak miedzy mną i tym
krajobrazem zadzierzguje się węzeł. Spokojna zatoka, wi­
dziana poprzez ramy bujnych gałęzi mangrowca, odbijające­
go się w zwierciadle wody albo wilgotnej plaży; blask purpu­
rowy zorzy zachodniej przenikający wnętrze gaju palmowe­
go, powlekający płomiennym żarem spalone trawy, ślizgają­
cy się po głębokim szafirze wody - wszystko przepojone
8

9

10

12

13

14

��obietnicą pracy skutecznej i nieoczekiwanego powodzenia;
wydaje się rajem w porównaniu z potwomem piekłem, które­
go się tu spodziewałem. W Poniedziałek wieczór: Chignell,
poczciwy misjonarz nie mający pojęcia o krajowcach, ale
w ogóle mówiąc sympatyczny i cywilizowany.
We Wtorek pracuję z Ahuią rano w Central Court [Głów­
nym Sądzie], po południu idziemy do wioski. Dostaję mój
pierwszy napój kokosowy. Wieczór (?)
We Środę idę rano, ażeby się spotkać z Murrayem (sio­
strzeńcem). Tymczasem jego nie ma. Po południu opracowu­
jemy mój outfit [ekwipunek]. Potem z Ahuią, dość słabo. Ra­
no obijam się około duany.
We Wtorek wieczór tańce u pp. McGrath. We Czwartek
z Ahuią w domu. W Piątek idę z Ahuią do wioski i planuje­
my wycieczkę w głąb na Sobotę. Telefonuję do Murray'a. Je­
stem już znacznie b=ej przemęczony. Wracam do domu, fraczę się i wieczór u Gov=nora b. nudny. Stara lafirynda i mło­
da Herbertówna, zajęta Murray' em.
W Sobotę rano jestem dość zmęczony. Konno do wioski.
Speszenie brakiem przewodnika, którego Ahuia miał mi zo­
stawić. Idę do Murray'a i on sprowadza mi Doun'e który miał
na mnie czekać. Pośród willi położonych w Kanadowa - po­
tem wśród paru ogrodów, należących do mieszkańców Hanuabada, wchodzimy w wąską dolinkę. Pandanusy [pochutniki]i drzewka gatunku Cykas [sagowce], z rzadka wśród spa­
lonej trawy. Tu i ówdzie zupełnie dziwaczne drzewa. Poczu­
cie radości i rozkoszy, że jestem w niezmiernie ciekawej tro­
pikalnej okolicy. - Dość stromo wspinamy się pod górę. Mam
dość dużo do roboty z kobyłą, która chwilami staje w miej­
scu. Pod koniec schodzę. Na szczycie wcale ładny widok na
wnętrze. Ten sam charakter: głównie eukalipty; cykasy i podanusy. Zjeżdżam na dół obok płotów, otaczających ogrody
krajowców, dolinką. Poprzez poprzeczną dolinkę, w którefj]
olbrzymia trawa okrywa mnie razem z koniem. Spotykamy
Ahuię. Baby z workami siatkowymi; paru nagich dzikusów
z włóczniami. La Oala, wódz Kahanamona Iduhu. Zapalają
ogień w paru miejscach. Cudowne widowisko. Płomień czer­
wony, miejscami purpurowy pełza wąską wstęgą po zboczach
pagórka; poprzez ciemny, błękitny lub szafirowy dym mieni
się jak ognie czarnego opalu, przeświecające przez połysk
stalowy powierzchni. Ze wzgórza, stojącego przed nami,
schodzi w dolinę, chwyta wysoką, silną trawę i szalonym hu­
raganem blasku, żarn i huku sunie wprost na nas. Przed nim
wicher jak szalony śmiga niedopalone szczątki; ptaki i świer­
szcze lecą chmurą. Idę naprzeciw płomienia. Cudownie - zu­
pełnie jak jakaś szalona katastrofa pędząca wprost na mnie
z szaloną szybkością. - Polowanie nie zwieńczone żadnym
skutkiem. Idziemy do ogrodu Ahui do Hohola. 1.[pierwszy]
raz widzę z bliska ogrody otoczone parkanem z patyków; ba­
nany, trzcina cukrowa i liście taro i boniatów. Przychodzimy
do ogrodów Ahui. 3 domki. Kładę się zmęczony na weran­
dzie jednego. Lekcja z Goobą. Parę przystojnych kobiet; jed­
na zwłaszcza w fioletowym kaftanie. Obchodzę z Ahuią jego
ogród i oglądam wnętrze domków. Żałuję, że nie zabrałem ze
sobą tytoniu i cukierków; to mi utrudnia bezpośrednie zbliże­
nie się do publiczności. Wracając przejeżdżam obok nativow
ćwiartujących wallaby. Potem jadę laskiem, przypominają­
cym niezmiernie silnie bush Australski. Z rzadka eukalipty
i cykasy wśród spalonej trawy. - Po paru milach czuję wyra­
źne zmęczenie i drętwienie lewej nogi. Wyjeżdżam na drogę
i peszy wielka odległość od miasteczka. Nie mogę się rado­
196

wać pejzażem, chociaż jest on niewątpliwie ładny. Droga wi­
je się po stoku wzgórza wśród zarośli i palm. Jadę wśród cy­
wilizowanych domków krajowców (Malayów, Polinenezyjcz[yków] (?). Jadę stępa przez miasto (galopuję plażą).
W Gov=t House przypatruję się tenisowi i piję piwo. Wracam
piechotą b. zmęczony. Wieczór siedzę w domu i zaczynam pi­
sać dziennik.
W Niedzielę 19.IX. rano śpię długo. Potem piszę listy. Po obiedzie, zmęczony śpię 2 godziny. Potem znów piszę l i ­
sty i krótki spacer na drogę do wioski. Wieczór djabeł mnie
namawia żebym poszedł do D=ra Simpsona. Idę w złym hu­
morze i zupełnie odrętwiały. Wolno wspinam się pod górę.
Tam muzyka przypomina mi dużo rzeczy. Rozenkawalier;
tango; Blue Danube. Tańczę tango bezskutecznie i walca
z Mrs. McGrath. Chwilami chwyta mnie chandra.
Dziś w Poniedziałek 20.IX.14. rano dziwny sen: polucja
homoseks. ze swoim sobowtórem jako partnerem. Dziwnie
autoerotyczne uczucia: poczucie, że chciałbym mieć właśnie
takie usta do całowania, takie zgięcie szyi, taki profil czoła.
Wstaję; zmęczony; zbieram się powoli. Idę do Bella,
z którym rozmawiam o native labour. Potem z Ahuią w Cen­
tral] C[ourt]. Po lunchu znów z Ahuią. Potem raportuję się
u 0'Malley'a, z nim do McCranna. Wracam do domu, piszę
listy do Mamy, do Halinki. Idę na pagórek. Nie czuję się dziś
jeszcze b. dzielny.
Niedziela 27.IX.
Wczoraj minęło 2 tygodnie od mojego przyjazdu tutaj.
Nie mogę powiedzieć, ażebym się czuł idealnie pod wzglę­
dem fizycznym przez cały ten czas. W ostatnią Sobotę, na
wycieczce z Ahuią przemęczyłem się, i od tego czasu nie do­
szedłem jeszcze do równowagi. Bezsenność (niezbyt wyra­
źna), przemęczenie serca i zwłaszcza zdenerwowanie są najwyraźniejszymi, jak dotąd symptomami. Mam wrażenie, że
brak mchu, spowodowany łatwem przemęczeniem serca,
skombinowany z dość intenzywną pracą umysłową, jest po­
wodem tego stanu. Muszę mieć więcej mchu, zwłaszcza ra­
no, kiedy jest jeszcze chłodno, i wieczór, kiedy już zaczyna
być chłodno. Pozatem arszenik jest konieczny, z chininą
zaś nie można przesadzać. 15 grainów [działek] na 9 dni po­
winno mi wystarczyć.
Co do treści życia, to badania etnologiczne pochłaniają
mnie silnie. Przedstawiają one jednak 2 braki zasadnicze:
1° mam dość mało do czynienia z dzikimi na miejscu; za ma­
ło ich obserwuję, 2° nie mówię ich językiem. Ten 2. brak,
zdaje się, będzie dość ciężki do zaradzenia, jakkolwiek sta­
ram się poduczyć Mom.
Niezmiernie piękna przyroda nie działa na mnie tak silnie.
W samej rzeczy, bezpośrednia jej oprawa tu, w porcie Mores­
by, jest dość niesympatyczna. Veranda mojego domu, w 4/5
kondygnacyach zasłonięta płótnem materacowem tak, że tyl­
ko z dwóch końców widok otwiera się na zatokę. Ziemia zrypana, kamienista i pokryta różnymi odpadkami wygląda jak
śmietnik pochyło zstępujący ku morzu. Domki, okryte we­
randami wyszczerzają rzadkie otwory w kratkach werand. Morze natomiast i pagórki otaczające zatokę cudowne.
Zwłaszcza na drodze ku wiosce, gdzie widać je w oprawie
nielicznych palm i mangrowów - nastrój jest nadzwyczajny.
Z rana wszystko powleczone delikatną mgłą. Pagórki ledwo
że przeglądają, jak delikatne cienie różowe, rzucone na błękit­
ny ekran. Morze, zlekka zmarszczone, mieni się tysiącem od15

16

�cieni, skrzepłych na wciąż ruchomej powierzchni jego; na
płytszych miejscach wśród turkusowych zieleni widać ciepło
fioletowe ciała kamieni pokrytych porostami; na miejscach
gładkich, niezmarszczonych wiatrem, odbija się niebo i zie­
mia gamą od szafiru do mlecznoróżowych cieni zamglonych
pagórków. Tam gdzie wiatr pokrył ją chropowatą powierzch­
nią i zatarł oddźwięki głębin, gór i nieba, morze lśni swą wła­
sną głęboką zieloną, miejscami intensywnie niebieską barwą.
Trochę później słońce czy wiatr rozprasza mgłę i widać nieco
wyraźniej kontury gór; morze staje się intenzywnie szafirowe
na głębiach zatoki i turkusowe u płytkiego brzegu, niebo przy­
krywa wszystko błękitem. Góry jednak wciąż płoną w plenerowem, ciepłym kolorze ciał w kształtach fantastycznie pięk­
nych, kąpiących się w lazurze nieba i morza. Dopiero po po­
łudniu mgła niknie zupełnie, cienie na górach stają się głębo­
ko szafirowe; góry nabierają dziwnie upiornego wyrazu, jak­
by skąpane w jakiejś ponurej nocy, kontrastującej silnie
z wieczną pogodą morza i nieba. Pod wieczór, niebo pokrywa
się lekką mgłą znowuż, urozmaiconą deseniami lekkich pióro­
puszy chmur, które purpurowy blask zorzy zachodzącego
słońca zapala i zarysowuje w cudowne desenie. Któregoś tu
dnia w południe dym jakiegoś odległego pożaru trawy przesy­
cał powietrze i wszystko nabrało nadzwyczajnych pastelo­
wych cieni. Byłem strasznie zmęczony i nie mogłem dosta­
tecznie nasycić się tym widokiem, ale był nadzwyczajny.
W ogóle charakter pejzażu wyraźnie pustynny; przypomina
widoki w zatoce suezkiej, szaloną orgję najintenzywniejszych
kolorów, w jakiejś odświętnej przerafinowanej czystości i dystynkcyi; kolorów drogich kamieni rozrobionych w słońcu. Życie które prowadziłem w ostatnich dniach dość jednostajne.
We Wtorek 21. Ahuia zajęty w sądzie cały dzień. Idę
z Iguą i rozpakowuję rzeczy. We Środę wizyta. Wieczorem
we Wtorek czuję się podłe i nie mam najmniejszej ochoty pójść
do D=ra Simpsona. We Środę rano A[huia] zajęty od 1 l=stej.
Po południu wizyta u O'Malley'ego, który mi właściwie nic
ciekawego nie mówi. Poznaję piękną Kori, której skóra i tatu­
owanie wzbudza we mnie zachwyt i pożądanie des Ewig Weiblihen [wiecznej kobiecości] w oprawie z brązowej skóry.
We Czwartek rano z Ahuią; po południu idę do wioski, sil­
ne zmęczenie. Wieczór przychodzi Bell, z którym gwarzę
0 nativach.
W Piątek rano poznaję p. Huntera , z którym jem lunch
1 gwarzę po południu; jestem wściekle przemęczony i nic nie
mogę robić. Aha, poprzednich dni wieczorami wywołuję fotografje, co mnie dość męczy.
W Sobotę rano przychodzi Hunter, który mi jest znów tak
b. użyteczny; potem godzina z Ahuią, potem idę do Bella, za­
praszam się na lunch do Gubernatora i po lunchu czytam
Tunnell i robię trochę gramatyki motuańskiej. Wieczór spacer
na Pago Hill - czuję się trochę silniejszy; rozmowa ze Stamfordem Smithem. Wieczór idę spać wcześnie. Sen polucyjny,
w kt[órym] obł. z przedłużoną rozkoszą grubawą, starą kobie­
tą - sławną śpiewaczką. Charakterystyczne], że nie spu­
szczam się zaraz, ale odczuwam długo i wyraźnie rozkosz.
Zdarzenia polityczne nie emocjonują mnie. Nie staram się
myśleć o nich. Mam daleko idące nadzieje co do poprawy lo­
su Polski. - Co do Heimwek [Heimweg - droga do domu] to
cierpię dość mało i b. egoistycznie. Kocham się wciąż jeszcze
w Tośce - nieświadomie, [?]. Zbyt mało ją uznaję. Ale fizycz­
nie; ciało moje tęskni za nią. Myślę o Mamie mniej, czasem
więcej.
17

18

Mailu. 21.X.14. Plantacja nad rzeką, Sobota.
Wczoraj tydzień, jak przybyłem do Mailu. Przez ten czas
zbyt dużo dezorganizacyi: skończyłem czytać „Vanity Fair" ;
przeczytałem całe , Д о т а п с е " i to w dodatku całkiem na­
rkotycznie, jednym cięgiem. Pracowałem też wcale nieźle i ,
jak na tydzień, rezultaty są niezłe, wobec fatalnych warun­
ków pracy. Życie u misjonarza niezbyt mi jest miłe, zwła­
szcza od czasu kiedy wiem, że za wszystko przyjdzie płacić.
Sam facet mi jest wstrętny ze swoją wścibską „wyższością"
etc. Ale muszę przyznać, że sama praca misyjna angielska
posiada pewne strony sympatyczne. Gdyby to był Niemiec,
niewątpliwie byłoby wprost coś wstrętnego. Tu ludzie są
traktowani z względnie dość dużą dozą przyzwoitości i liberalności. Misjonarz sam gra z nimi w Cricket i nie czuć, aże­
by się zbytnio nad nimi panoszył. Jakżesz inaczej wyobraża sobie człowiek życie, a jak
odmiennie je bierze! Wyspa wulkaniczna, otoczona rafami ko­
ralowymi, wśród wiecznego błękitu nieba i szafiru morza,
z wioską Papuasów nad samym brzegiem, usianym łodziami;
wśród gajów palmowych w wyobraźni malowałbym sobie ży­
cie, jako wieczne święto. Tak mnie też uderzyło to wszystko,
kiedy dojeżdżałem tu na statku. Miałem poczucie radości,
swobody, szczęścia. Po paru dniach już, uciekałem od tego
wszystkiego chroniąc się w towarzystwo snobów londyń­
skich, rysowanych subtelnie przez Thakeray'a, na bruku wiel­
kiego miasta tęskniłem za Hyde Parkiem, za Bloomsbury - lu­
bię nawet czytać ogłoszenia gazet angielskich. Nie zamierzam
się zamknąć w pracy, nałożyć na siebie dobrowolną niewolę
i czuć się w niej szczęśliwym. Opowiem teraz szczegółowo
zdarzenia dwu ostatnich tygodni czy też trochę więcej!
Port Moresby. Skończyłem pisać w Niedzielę 27.IX. By­
łem wtedy pod fascynacją Tunnell'u, który czytałem całymi
godzinami. Postanowiłem nie czytać powieści - całkiem nie
brać ich do ręki. Przez parę dni dotrzymywałem tej, sobie da­
nej, obietnicy. Potem znów upadłem. Następny tydzień był
najważniejszy tern, że odbyłem wyprawę nad Laloki . Za­
proszony przez Gubernatora na obiad we Wtorek [przekreślo­
ne: w Niedzielę odbyłem ową nieszczęsną wyprawę do wio­
ski w której zepsułe] - byłem z Miss Grimshaw &amp; Mrs. De
Righi. Zdecydowaliśmy się na Czwartek, a raczej na Piątek.
Przez ten czas nie miałem sposobności pracować dużo z Ahu­
ią, gdyż odbywało się sądzenie Burnesconiego, który zawie­
sił krajowca na pięć godzin. Nie pamiętam dobrze tych dni;
wiem tylko, że nie byłem b. skupiony. Aha, pamiętam: we
Środę obiad u Championa; przedtem wizyta u misjonarza.
W poprzednią Niedzielę byłem na lunchu u Governora, gdzie
był Cap. Hunter i gdzie czytałem Barbey'a d'Urvilly . Ahui
nie było w domu, poszedłem do 0'Malleya; potem do misjo­
narza, który mnie odwiózł łódką do miasta. Pamiętam ten
wieczór; noc zapadła nad wioską; niepewny motor stękał pod
nami; chłodno i dość wzburzone morze ciągle nas opluwało.
We Środę czułem się marnie; zastrzyknąłem arszenik i stara­
łem się wypocząć porządnie.
We Czwartek, rano Murray przysłał mi konia, z Iguą i Douną, który nas spotkał we wsi, jadę tyłem stacyi misyjnej, do­
linką zasłaną ogrodami, mimo licznych grup nativow, pracują­
cych na roli lub wracających do domu. Koło źródła na wl.,
z którego ładny widok rozciąga się wstecz na morze. Zjeżdżam
na dół, w dolinę - u stóp mały clump [kępa] drzew, cień cud­
ny; tęsknota za tropikalną roślinnością. Dalej, doliną, wśród
szalonego upału. Wciąż ten sam suchy bush; drzewka cykaso19

20

21

22

197

�we i pandanusy - pierwsze podobne do paproci drzewiastych;
drugie o fantastycznych łbach kudłatej gorgone - przerywają
nieegzotyczną monotonję wyschłych eukaliptów. Trawa ze­
schła, brązowa. Światło silne wciska się wszędzie, nadaje
dziwną obnażoność i trzeźwość pejzażowi, który a la longue
[z czasem] staje się mocno nużący. Od czasu do czasu natęże­
nie zieloności wzrasta, w miarę jak zbliżamy się do wilgoci wyschłego crecka [creek odnoga rzeki] - lub przejeżdżamy
lepszą ziemię. Vaigana creek, jak zielony wąż wije się poprzez
spaloną równinę; otoczony aleją bujnej zieloności. Lunch;
Ahuia daje mi parę wskazówek co do granic terytoriów. Jedzie­
my dalej, (po zdjęciu 2 fotografji). Poprzez równinę; Ahuia po­
kazuje mi linję demarkacyjną, granice 2 terytoriów; biegnie
ona prosto - bez naturalnej podstawy. Wjeżdżamy na wzgórze.
Idę z Ahuią na szczyt; zdejmuję plan - robię szkic. Przede mną równina, przecięta Vaigana creek; na prawo bagna wyschłe;
za nimi Baruni Hills. Na najdalszym planie pasmo wzgórz, cią­
gnących się tuż nad brzegiem zatoki P[or]t Mforesby]. Szkico­
wanie mapy sprawia mi poważne trudności.
Zjeżdżamy na dół wąską dolinką. Na lewo pola wysokiej,
brązowej trawy, przechodzącej w pąs i fiolet, uginają się pod
wiatrem, falując się i mieniąc w słońcu jakby aksamit głaska­
ny niewidzialną ręką. A[huia] urządza małe polowanie. Idzie­
my w gąszcz Agure Tabu; mętna rzeczka, ślamazarnie wlecze
się między drzewami. 1. raz widzę sago. A[huia] mówi mi
o modlitwie, którą ludzie odmawiają w takich razach, i o nie­
bezpieczeństwie picia tej wody lub jedzenia owoców, sago
etc. rosnącego w pobliżu. Wjeżdżamy w dżunglę, puszczę cią­
gnącą się wąskim pasem po obu stronach Laloki. Monumen­
talne drzewa UJMO. Opierające się szerokimi skarpami o zie­
mię, wznoszą się do olbrzymich wysokości. Wspaniałe pnącza
o szerokich, powykrawanych liściach. Jedziemy w bród przez
rzekę; wysokie sitowie. Po drugiej stronie jedziemy ścieżką
wśród wysokich drzew, pnączy, zarośli. Po prawej ręce rzeka,
po lewej tu i ówdzie przeglądają ogrody. Mała osada nad brze­
giem rzeki. 4 domki naokoło majdanu z ulotnej, wyschłej zie­
mi. W środku drzewko o purpurowych jagodach w strąkach,
barwiące na cudny vermilion [cynober]. Paru nativow; dzieci
włóczą się po skwerze z świniami. Idziemy ogrodem, wśród
bananów, pomidorów i tytoniu ku rzece znowuż. Tam A[huia]
czatuje na aligatora - bezskutecznie. Wracam, przedzierając
się brzegiem rzeki - [?] ostre kolce loja-cane drą mi buty.
W domu, siedzę i rozmawiam z Goobą i Iguą.
Na 2. dzień (Piątek) wstaję rano, za późno jednak, ażeby
usłyszeć przemowę i okrzyk na początek polowania. Potem
idę z A[huią] na drugi brzeg, tam gdzie siedzą krajowcy z Vabukori, Aha, byłem tam już poprzedniego wieczora. Na plat­
formie, nad ogniem, wędzą się wallaby [małe kangury] w dy­
mie. Legowiska z liści bananowych zeschłych; poduszki z ki­
jów opartych na podpórkach. Kobiety ważą jadło w blaszankach z nafty. Ciekawe są naprędce sklecone platformy, służą­
ce jako spiżarnie i jako składy na rzeczy. Zdejmuję platformy
z wallabami. Gub[ernator] przyjeżdża. Zdjęcia łowców z siat­
kami, z włóczniami. Idziemy piechotą ogrodem, potem tra­
wą, potem koło wioski; potem lasem, koło kałuży z fioleto­
wymi lotusami. Stacjonujemy się na brzegu lasu; idę wprost
na siatki, gdzie siedzę z dwoma nativami. Płomień nie tak
piękny, jak przy poprzednim pożarze; mało go widać; dym
tylko silny idzie i wiatr przed płomieniami i trzask silny sły­
chać. Jeden wallaby wpada na sieć, przewraca ją i ucieka
w las. Nie umiem go zdjąć. - Jeden zabity na prawo od nas.
198

Afhuia] zabija Boromę. Wracamy spaloną przestrzenią. Po­
tworny żar i dym. Lunch z gub[ernatorem] i Mrs. D[e]
Rfighi]; rozmowa o sportach. Oni wyjeżdżają wcześnie
0 2=giej. Ja zostaję. Idę spać. A[huia] nie idzie na polowanie.
Jazda łódką - nieudała.
Na 2 dzień (Sobota) rano wstaję dość późno i idę z Goo­
bą i Douną do ogrodów. Obserwuję kopanie i obwijanie ba­
nanów. Potem pościg za koniem. Potem sjesta pod drzewem
mangowem, gdzie robię zdjęcia kobiet. Powrót, lunch (papa­
ya). Potem sen. Potem kąpiel w rzece - b. miła. Spacer lasem.
Bajeczne zakątki. Naturalne altany, olbrzymi słup ze skarpa­
mi: drzewo ILIMO - Wychodzimy z lasu. Grupa dzikich sie­
dzi, operuje i piecze wallaby. Rozcina brzuch; odkrawa,
odmierza; później piecze razem ze skórą. - Żółta zorza prze­
nika powietrze, wkrada się w las. Wracamy. Słychać ucieka­
jące wallaby. A[huia] wrócił już. Odbywamy rozmowę (po­
przedniego dnia rozmowa o zabawach dziecinnych, której
niestety nie zanotowałem).
W niedzielę wyruszamy wcześnie. Wracamy tą samą dro­
gą, aż do brodu; potem skręcamy poprzez Agure Tabu; idzie­
my dość długo równiną, aż popod wysoki kopiec, pokryty po­
piołem, łudząco podobny do wallum. Pod nim skręcamy. Wi­
dok na plantację konopi meksykańskich (sisal hemp). Robię
nowy szkic z górki. Prześliczny widok na góry, na Hombrom
Bluff i na M=t Lawes. Potem czuję się silnie zmęczony. Jadę,
drzemiąc spokojnie. Afhuia] strzela i kładzie wallaby. Potem
dojeżdżamy do Hohola. Jestem b. zmęczony. Peszy mnie mo­
rowo fakt, że N.&amp;G. aparat jest zepsuty. Potem bierzemy ze­
znania od ekonoma z Hoholi (naczelnika Uhadi Iduhu) co do
dawniejszych stosunków panujących u Koitapuasów. Wraca­
my do domu tą samą drogą co dawniej. W P=t Moresby znaj­
duję zaproszenie na herbatę od Mrs. Dubois, której mąż
(Francuz) robi b. inteligentne i miłe wrażenie; mówimy o ję­
zyku Motu. Wieczór spędzam w domu.
W Poniedziałek 5.X. pracuję z A[huią] i telefonuję do
Murray'a. Nie idę do niego, aż we Środę(?). Mam chwile sil­
nych kollapsów [collapse - upadek, zapaść] moralnych. Czy­
tam znowuż. Mam napady chandry. I tak, np. czytając Candlera o Indyi i jego powrót do Londynu, bierze mnie chandra
z[a] Londynem, za n - tak jak tam żyłem w 1. roku na Saville S=t i potem na Upp[er] Marylebone S=t. Często, b. często
myślę o i . Zerwanie wciąż jeszcze przedstawia mi się jako
niezmiernie bolesne przejście, gwałtowne przejście z jasnego
światła w głęboki cień. Myślą przechodzę chwile w Windso­
rze i po powrocie - moją zupełną pewność i poczucie bezpie­
czeństwa. Parokrotne poważne planowanie trwałego połącze­
nia się z nią. Chwile zerwania - od Soboty 28.III aż do Śro­
dy 1 .IV. i potem wahania się - Czwartek wieczór, Piątek, So­
bota w kółku - wszystko to przeżywam często - i boleśnie.
Wciąż jeszcze kocham się w niej. Myślę też często o później­
szej epoce, po powrocie z Krakowa. - O wojnie myślę chwi­
lami tylko; brak szczegółów w wiadomościach przyczynia się
do lekkomyślnego odnoszenia się do faktów. - Oddaję się od
czasu do czasu choreografii starając się wpoić tango w serce
1 pamięć Miss Ashton. Piękne wieczory księżycowe z weran­
dy Mr &amp; Mrs. McGrath - przepełnione niechęcią do tych po­
spolitych ludzi, nie umiejących znaleźć odcienia poezyi i szy­
ku w niektórych rzeczach, do ktfórych] ja się egzaltuję.
Upały znoszę rozmaicie; czasem cierpię dość mocno nigdy tak jak na Orsovie lub w Colombo i Kandy. Chwila­
mi - w ogóle znoszę b. dobrze. Fizycznie nie mogę bistować
23

24

25

��•

dużo. Umysłowo nie jestem b. przytępiony. Sypiam w ogóle
dobrze. Apetyt mam. Chwile przemęczenia, takie same, jak
miewałem w Anglii. Czuję się stanowczo grubo lepiej, niż
tamtego upalnego lata, podczas koronacyi.
Typowy dzień: rano wstaję późno; golę się; idę na śniada­
nie z książką w ręku. Siedzę na przeciw Vrolanda i Jacksona.
Zbieram się i idę do Cfentral] Court. Tam z Ahuią, ktfóremu]
daję papierosy. Potem na lunch. Siesta i idę do wioski. Wie­
czór w domu. Nigdy nie byłem wieczorem w Hanuabada. Po­
wrót, u stóp pagórków, wśród palm, z morzem i niebem płonącem czerwonymi połyskami wśród szafirowych cieniów,
jest jedną z milszych chwil. Marzenia o stałym osiedleniu się
w Sfouth] Seas; o tern, jak będę patrzał na te rzeczy po po­
wrocie do kraju. Myśli o tern, co się teraz w kraju dzieje.
0 matce. Wyrzuty sumienia. Chwilami myślę o Stasiu, z co­
raz mniejszym rozgoryczeniem. Z żalem za jego towarzy­
stwem. Chociaż jestem rad, że jego tu nie ma.
W Piątek 9.X. pod wieczór wychodzę na krótki spacer
- chciałem iść do D=ra Simpsona, Wakefield wjeżdża. Zbie­
ram się w kupę i przygotowuję wyjazd. (Aha - jeszcze zapo­
mniałem wspomnieć o dużej ilości czasu, którą zabrało mi
babranie się w fotografii).
Sobota - jadę na lunch do Gov=t House'u, gdzie dyskutu­
ję napisanie listu do Atlee Hunt'a . Po południu w wiosce.
Niedziela 11. pakuję się; późno dopiero idę do Ahui,
z nim do misjonarza; wracam piechotą.
Poniedziałek - cały dzień zajęty pakowaniem, ekspediowa­
niem rzeczy na Wakefielda, wizytami u bankiera, pisaniem li­
stów. Po południu idę do Gov=t House'u, gdzie widzę się je­
szcze z Gov=rem i Murrayem. Idę do misjonarza. Potem wra­
cam z Iguą do domu. Kończę pakowanie. Noc na Wakefieldzie.
We Wtorek 13.X. Rano wyjazd. Niezbyt czyste powie­
trze. Dalsze góry tylko w sylwecie. Bliższy pejzaż wyra­
źniejszy. Wioski: Tupuseleia etc. Kapakapa - jadę na ląd przez cały czas trochę się czuję niewyraźnie i starannie stu­
diuję nowele Maupassanta. Domki Kapakapa głęboko wsu­
nięte w morze, na licznych silnych palach. Dachy przecho­
dzą linią ciągłą w poszycie ścian, tak, że forma domków jest
ta sama co w wioskach typu Mailu. Klany budują się
w odrębnych grupach. Na brzegu rozkoszuję się widokiem
pełnego morza, złagodzonego rafą, którego tak b. brak
w P=t Moresby. Jedziemy dalej - równiny, porosłe pandanusami i suchą dżunglą - z daleka widać gąszcz drzew kokoso­
wych - Hulaa. Zapuszczamy kotwicę; cudny zachód z po­
czuciem opuszczenia.
Na 2. dzień rano nie wstaję z łóżka aż do Kerepunu. Ślicz­
ne ujście rzeki, z szeroką panoramą górską w głąb lądu. Po
obu stronach plaża piaskowa z ramą palm ślicznych. Wsiada
parę osób; ślepawy staruszek, miejscowy trader [kupiec] za­
chęca mnie do przyjechania tam. Wyjeżdżamy poza rafę ko­
ralową. Morze wzburzone, czuję się marnie. Dopiero dojeż­
dżając do Aromy zaczynam czuć się lepiej. Wysiadam na ląd
1 oglądam małą wioskę. Domy bez porównania lepiej zbudo­
wane niż w Hanuabada; platforma z szerokich, silnych desek.
Wchodzi się do górnego, właściwego domu przez dziurę
w podłodze. Wioska otoczona płotem, czy raczej palisadą. Za
Aroną zaczyna się już wilgotny pas. Dojeżdżając do Vilerupu, czy Belerupu wjeżdżamy w cudną okolicę. Jasne, inten­
sywnie zielone zarośla mangrowe; głębokie zatoki, fiordy
wśród tego; wioska ślicznie położona na pagórku; na dalszym
planie góry wysokie - to wszystko stanowi wspaniałą całość.
26

200

Wysiadam na ląd z traderem, przeprawiam się na drugą stro­
nę łódką krajowców. Tam rozmawiam z sepumowatym poli­
cjantem, który nie ma pojęcia o niczem. Wioska zupełnie no­
wa, powstała pod wpływem białych. Dzieci uciekają przede
mną i trzymają się z daleka. Piję orzechy kokosowe i jadę na
statek. Śliczny wieczór.
Na 2. dzień wyjazd z fiordu; jedziemy dość spokojnie;
czytam Miss Harrison o religii. Jazda ta przypomina mi naj­
silniej brzegi Jeziora Genewskiego: pokryte bujną zielenią,
przepojone błękitem, oparte o wysoki, silny wał górski. Nie
umiem się skupić na tym pejzażu. To nie to co nasze Tatry na
Olczy, gdzie człowiek chciałby położyć się na pejzażu, objąć
go cieleśnie - gdzie każdy zakątek mówi o możliwościach ta­
jemniczo przeżytego szczęścia. Tu te cudne otchłanie zielo­
ności są tak niedostępne, wrogie, obce człowiekowi. Niepo­
równanie piękna dżungla mangrowów z bliska jest piekielnem, śmierdzącem, obślizgłem bagniskiem, w którym trzech
kroków zrobić niepodobna wśród gęstwy korzeni i miękkie­
go błota; w którym dotknąć niczego nie można. Dżungla sa­
ma prawie że niedostępna; pełna świństw różnych i gadzin;
duszna, wilgotna, męcząca - rojąca się od moskitów i pa­
skudnych owadów - świństw etc. „La beaute est la promesse
de bonneteur" [piękno jest obietnicą oszusta].
Nie pamiętam szczegółów między Belerupu a Abau. Sa­
mo Abau cudowne. Wysoka dość, skalista wyspa. Widok na
szeroką zatokę, lagunę, otoczoną ze wszech stron mangrowami. Dalej piętrzą się, jeden za drugim, wały górskie, coraz
wyższe: nad nimi króluje grzbiet główny. Armit sympatycz­
ny, nonszalancki, niezbyt cywilizowany, trochę homo rusticus. Najprzód rozmawiam z nim w jego domu. Potem idzie­
my na górkę; potem rozmawiamy z więźniami. Potem, po kolacyi, on sonduje swojego chłopca z głębi lądu. - Śpię nieźle.
Rano embarkuję [embark - załadować, wsiadać] się na
statek. - Tam inżynier instruuje mnie, żebym się uparł przy
wysadzeniu mnie na ląd w Mailu. Robię to - i schodzę z mo­
jej pozycji na mostku kapitana: o shame [wstyd]! Dojeżdża­
my do Mogubo. Rzygam. Hon. De Moleyns wchodzi na sta­
tek: mówi mi, że misjonarza jeszcze nie ma w Mailu. Mailu
i droga doń z Mogubo cudne. Wysiadam trochę speszony, ale
szczęśliwy, że jestem w tak bajecznym kraju. W 5 minut po
mojem wylądowaniu, po przywitaniu się z policjantem i wy­
sadzeniu rzeczy na ląd, łódka misjonarza ukazuje się na ho­
ryzoncie. Jestem już zupełnie szczęśliwy.
Okolice Mailu: Mainland porośnięty hamarim o długich,
powłóczystych igłach, przypominające świerk - o igłach lim­
by i sylwetce modrzewia. Za głęboko idącą równiną w Baxter
Bay, wyjeżdżamy, koło Mogubo, w kraju, gdzie góry piętrzą
się tuż nad morzem - przypomina trochę Madeirę, między
brzegiem a Mailu 2 wyspy koralowe z piaszczystą plażą, po­
kryte palmami, wyrastające z wody tak jak w wyobraźni mi­
raże wyrastają z pustyni. Mailu samo, dość wysokie (na oko);
góry pokryte trawą, bezdrzewne, strome, jakieś 150 m. wyso­
kości. U stóp przestrzenie płaskie, pokryte palmami i innymi
drzewami. Drzewo dziwne, o szerokich liściach i lampionikowatych owocach.
Moi towarzysze podróży na Wakefieldzie: Kapitan, krępy,
niski Niemiec o wydętym brzuchu. Brutal, wciąż klnący
i bully' nący [bully - znęcać się] Papuasów. Engeneer - ordy­
narny Szkot, zadzierający nosa i niegrzeczny. Mr Dean, zyzujący, wysoki, przystojny mężczyzna, Anglik, klnący na Australczyków, nielubiący Papuasów, zresztą sympatyczny
27

�i nieco b=dziej kulturalny niż niveau [poziom][?]. Alfrfed]
Greenwood, Greenaway, starawy, poczciwy Quaker [kwakier] - teraz szczerze żałuję, że go nie poznałem lepiej, bo
mógłby mi on więcej pomóc, niż ten dureń Saville . Capt.
Smali, najsympatyczniejszy z nich wszystkich z lekkiem po­
kryciem artystycznego dotknięcia, dobrze wychowany - nie­
stety zdaje się pijak. Miałem ich wszystkich, głównie kapita­
na i maszynisty, aż po uszy. De Moleyns, syn lorda, pijak
i hultaj, miły i niewątpliwie rasowy.
28

Dziennik moich przeżyć na Mailu:
Piątek 16.X. Po przywitaniu się z Mrs S[aville], która
mnie przyjmuje niewyraźnie; witam S[aville], na kt[órego]
patrzę przez pryzmat mojej apriorycznej sympatyi. Zaprasza
mnie b. pięknie na noc i na jedzenie i to dodaje mu jeszcze
sympatyi w moich oczach. Po południu idę z policjantem do
wioski i do ogrodów. Biorę udział w wieczomem nabożeń­
stwie i pomimo serdecznej śmieszności ryków psalmowych
w dzikim języku, wytrzymuję i zachowuję nawet wewnętrz­
ną życzliwość w stosunku do tej całej blagi i humbugu. Wie­
czór spędzam w ich towarzystwie.
Sobota 17.X. Rano S. oprowadza mnie po wyspie; do
flagstaffu [flagstaff - drzewce]; do wioski; potem do ogro­
dów, potem poprzez pagórki na drugą stronę, gdzie dostaje­
my kokosu i oglądam, jak robią toea (armshells [naramienni­
ki z muszli]). Potem okrążamy cypel i wychodzimy na brzeg
misyjny. Po obiedzie czytam trochę - nie pracuję jeszcze;
czekam na pomoc, użyczoną mi przez S.
Całą Sobotę 17. i Niedzielę 18. marnuję czekając na Sa­
ville'a i na zabój czytam „Vanity Fair" - zupełne stumanienie; zapominam wprost, gdzie jestem. V[anity] F[air] zaczą­
łem czytać, pożyczywszy od Dziewickiego, w Zakopanem;
owej wiosny kiedy byłem tam przez 6 dni w Maju, Staś był
w Bretanii, ja mieszkałem u Tabów . Teraz losy Becky Sharp
i Amelii nie wzbudziły żadnych wspomnień o przeszłości.
Tamta epoka była też epoką zupełnego otumanienia.
W Poniedziałek 19. rano rozmawiam z S. o warunkach
wspólnego pożycia i peszy mnie niezmiernie crudness [suro­
wość], z jaką on się do tej rzeczy odnosi, potem mocno zdezilljusonowany [dissillusion - rozczarowanie] co do jego ser­
deczności i bezinteresowności i od tej chwili to w połączeniu
z zupełną nonszalancją S. dla mojej pracy, robi go dla mnie
wstrętnym. - Aha, w Niedzielę wieczór jadę łódką do stateczka parowego, wywracam outrigger [wysięgnik], wpadam do
wody i, być może, jestem bliższy niebezpieczeństwa, niż wy­
nik to wskazuje. Wspinam się na wywróconą łódkę i potem
stamtąd na launcha'e [launch - szalupa]. Wracam i będąc je­
szcze w dobrych stosunkach (wewnętrznie) z S=lami przebie­
ram się i biorę wszystko jako żart. Psuję zegarek i niektóre
rzeczy skórzane, które miałem w kieszeni. - W Poniedziałek
idę do wioski i , z wielkim trudem, staram się robić badania.
Rozgoryczenie w stosunku do S. W Poniedź. wieczór konkla­
we starców w Mission House.
We Wtorek wieczór idę obserwować tańce. Silne wraże­
nie: w ciemną noc bezksiężycową przy świetle ognisk groma­
da dzikich, przystrojonych (niektórzy) w pióra i białe kawał­
ki na ramionach, w rytmicznym ruchu.
W Środę rano zbieram materiały o tańcu. W tym czasie
mniej więcej czytam „Romance". Subtelny konradowski
duch wyziera z niektórych miejsc; w ogóle powieść raczej
,,spannung"[zaciekawienie] niż interesująca w najogólniej­
29

szym znaczeniu. - Wciąż myślę i kocham się w t. Nie jest to
miłość rozpaczliwa; poczucie, że straciłem wartość twórczą,
zasadniczy element samego siebie, jak miało miejsce z ż. Jest
to wciąż jeszcze przenikający mnie czar jej ciała i poezja jej
obecności. Piaszczysta plaża Folkestone i zimny, przenikliwy
blask zorzy wieczora tamtego. Wspomnienia z Londynu
i z Windsora. Przypomnienia chwil straconych, jak wtedy
kiedyśmy dojeżdżali do Paddington, albo kiedy straciłem
wieczór z nią idąc do School of Economics, przeszywają
mnie boleśnie. Wszystkie skojarzenia idą w jej stronę. Poza
tern mam chwile chandry ogólnej. Motywy ze spacerów
z Kasią i Wandzią, wspomnienia z Paryża i elementy Francyi
- nabrało dla mnie niewypowiedzianego uroku przez jakąś ta­
jemniczą asocjację z t - może wspomnienia o i, czy jazda
dniem przez Normandję i wieczór między Paryżem a Fontai­
nebleau - wspomnienia ostatniego wieczora z Augustem
Z[aleski]. w Warszawie, spacer z Nussbaumką . - Wreszcie
zaczynam odczuwać głęboką i silną tęsknotę za Mamą, pod­
noszącą się z głębin duszy.
30

Postanawiam pisać dzień w dzień sprawozdanie:
29.X. Wczoraj rano wstałem dość późno; zamówiłem
Omagę, który na mnie czeka pod werandą. Po śniadaniu idę
do wioski, gdzie Omaga spotyka mnie koło kobiet, robiących
garki. Rozmowa idzie dość kiepsko. Potem przenosimy się na
środek ulicy, gdzie kobieta robi rysunki. Przyłącza się Papari ; rozmowa znów o nazwach miesięcy, kt[órych] Papari nie
zna. Jestem zniechęcony. Po obiedzie czytam Golden Le­
gend, potem idę spać. Wstaję o 4=tej, kąpiel morska (próbu­
ję pływać); herbata; idę koło 5=tej do wioski. Rozmowa z Kawaką o pogrzebie; siedzimy pod palmami u końca wioski.
Wieczorem rozmawiam z Saville'em o brzegach połdn. An­
glii od Ramsgate do Brighton. To mnie bierze. Kornwalia,
Dewonshire. Dygresja o narodowościach i charakterze ludno­
ści (Komwalczyków, Devonshire, Szkotów). Bierze mnie
chandra. Czytam parę stron z Cherbulieza „Vlad. Bolski" sylwetka kobiety nadzwyczajnej duchowo; przypomina mi
Żenię. Idę rozchandrzony, nucąc, do wioski. Dość wydajna
rozmowa z Kawaką. Obserwuję śliczne, poetyczne tańce
i słucham muzyki Suau . Małe koło tancerzy; dwóch naprze­
ciw siebie tańczy z podniesionymi bębnami. Melodya przy­
pomina kubańskie zawodzenia. - Wracam. W domu tracę
czas na feuilletowanie [feuilleter - przeglądać] Puncha. Wizja
t. - O Stasiu myślę chwilami z prawdziwą serdecznością;
głównie melodja przez niego skomponowana w drodze do
Ceylonu.
Dzień 29.X. (pisane 30.X. po poł.) Rano wstaję przed
8=ą i piszę dziennik. Jestem zajęty pisaniem, kiedy S. daje mi
mail. Listy od n (5) i szereg listów z Australii. B. miłe
i serdfeczne] listy of May'ow i Le Souefów robią mi serd.
przyjemność. Tak samo niezmiernie miły list od Goldingowej. List Stasia peszy mnie głęboko. Odczuwam równocze­
śnie silne wyrzuty sumienia, że nie postępowałem w sposób
zupełnie unimpeachable [nienagannie], równocześnie odczu­
wam głęboki żal i nienawiść za jego odniesienie się do mnie.
Sentyment prawie całkiem zduszony tym listem. Nie widzę
prawie możliwości porozumienia. Wiem także, że, jakkol­
wiek było wiele win z mojej strony, on postępował b. bez­
względnie w stosunku do mnie; przez cały czas zachowując
gesty i minę uciśnionej wielkości i moralizując mnie z akcen­
tem głębokiej, dojrzałej i objektywnej mądrości w głosie. Nie
31

32

33

34

35

201

�było cienia życzliwości w jego zachowaniu się w stosunku do
mnie. - Nie, objektywnie, szala nieprawości przechodzi na
jego stronę... Niezmiernie mnie peszy i przygnębia bankruc­
two mojej najistotniejszej przyjaźni. Pierwsza reakcja brania
odpowiedzialności za wszystko jest przeważająca i czuję się
capitis diminutis; człowiekiem bez wartości, o zmniejszonej
wartości. Przyjaciel nie jest tylko dodatkiem - jest on współ­
czynnikiem; wartość indywidualna staje się pomnożoną.
Trudno - wina zerwania leży przede wszystkiem w jego nie­
ubłaganej pysze i bezwzględności, która nic nie umie przeba­
czyć innym, a b. wiele samemu sobie. - Potem czytam listy
n, które są jedyną nicią wiążącą mnie z przeszłością i „Timesa", którego Mayowa mi przysłała.
Idę do wioski speszony. Konferencja z Kawaką w jego do­
mu o obrzędach pogrzebowych i analiza łopaty sagowej. Po
południu zaczynam czytać Bolskiego i nie odkładam książki aż
0 5=tej. Idę na 'A godziny do wioski, mocno zdemoralizowany
czytaniem powieści i listem Stasia. Wieczorem czuję się b. hi­
sterycznie. Pomimo to przygotowuję plan kampanii z S. i idę
po Kawakę i Papariego do wioski. Po długich pour parler [ro­
kowaniach] wydobywam ich i wracam. Nareszcie tajemnica
nazw miesięcy się wyświetla! Idę spać zaraz bez czytania.
30. X. Wstaję b. późno o 9=tej idę wprost na śniadanie. Po
śniad. czytam numery „Puncha". Potem do wioski. Z Kawa­
ką b. marnie; jakiś leniwy i niechętny - i ja też nie jestem in
good form. Podczas lunchu rozmawia[m] z S. o etnolog[icznych] materjach. Potem przeglądam gazety. Idę na sporty. Po­
tem z S. znowuż o etnol[ogii] i rozmowa o polityce. On jest
liberał i staje się dla mnie zaraz sympatyczniejszy.
Derebai 31.X. Potem piszę dziennik i staram się zsyntetyzować moje rezultaty, przeglądając Notes &amp; Queries . Po­
tem przygotowania do wycieczki, kolacja, podczas kt[órej]
staram się sprowadzić rozmowę na etnologiczne tory. Po kolacyi krótka rozmowa z Velavim. Potem jeszcze czytam
N[otes]&amp;Q[ueries] i ładuję aparat. Potem idę do wioski; noc
jasna, księżycowa. Czuje się nie b. wyczerpany i enjoyuję
[enjoy - cieszyć się] spacer. W wiosce daję Kawace kawałek
tytoniu. Potem, ponieważ nie ma ani tańców ani zabaw idę
plażą na spacer ku Oroobo.
Cudna noc. 1. raz widzę tę roślinność w tern tajemniczem
oświetleniu. Zbyt dziwna i egzotyczna. Egzotyczność z lekka
przebija się poprzez powłokę rzeczy znanych. Nastrój za­
czerpnięty z powszedniości. Egz[otyka] dość silna, ażeby ze­
psuć normalną apercepcję, zbyt słaba ażeby stworzyć nową
kategorję nastroju. Wchodzę w bush. Bierze mnie chwilowo
trema. Muszę się montować. Spoglądam w głąb. „Jakie jest
moje życie wewnętrzne" Nie mam powodu, ażeby być zado­
wolonym z siebie. Praca, którą robię, jest raczej formą narko­
tyku, niż wyrazem twórczości. Nie staram się jej powiązać ze
źródłami głębszymi. Zorganizować. Czytanie powieści
wprost fatalne. - Kładę się spać i myślę o erotycznych rze­
czach w sposób nieczysty.
31. X. Rano budzi mnie S. Wstaję i ubieram się bezpfośrednio] przed śniad[aniem]. Potem śniad[anie], spakowanie
1 jazda. Morze całkiem zamglone. Ląd ledwie w sylwecie.
Loncha kołysze się b. Głowa zamglona. Zbliżamy się do
wspaniałych, pokrytych bujnym płaszczem, gór. Fiordy, doli­
ny, skały romantyczne nad morzem. Wioska au fond [na koń­
cu] zatoczki. Nad nią pagórki pokryte olbrzymią puszczą. Siedzę na werandzie. Bougaivilia płonie na tle zieloności;
morze zielone prześwieca między liściami kokosów.
36

37

202

(Kończę w Mailu 2.XI.) Biorę Iguę i Velavi i idę do wio­
ski. Przedtem słyszę konszachty S. z native-teacherem [tubyl­
czym nauczycielem] i wysłuchuję jego ekspektoracyi [expec­
toration - plucie] przeciwko policjantowi. Nienawiść moja
przeciwko misjonarzom wzbiera. Wioska marnie zbudowana.
Domy stoją dość nieregularnie w dwu rzędach, tworząc ulicę
nie tak równą i ładną, jak w Mailu. Na środku stoi znak tabu,
mała bramka, ozdobiona zeschłymi liściami i białymi mu­
szlami na wierzchu. Staram się dowiedzieć czegoś, zebrać in­
formacje - nic nie mogę, po raz pierwszy spotykam się ze
śmiechem. Idę przez wioskę z cynicznym draniem, Bonio.
Spotykam Saville'a, który robi zdjęcia. Jedyny przyzwoity
dom, z aligatorami rzeźbionymi na powalfe] werandy, należy
do policjanta. Wracam na lunch. Potem drzemię w kościele dość marnie. Potem z Iguą, Velavim i dwoma jeszcze drania­
mi (Bonio i sepumowaty facet) idę oglądać ogrody. Idziemy
przez dżunglę; olbrzymie, skarpowate drzewa; gęstwa ljanów. Puszcza mniej ciemna i wilgotna, niż w Orauro (planta­
cja misyjna, gdzie byłem ze S.); pytam o nazwy drzew i ich
użytek. Mały ogródek bananowy. Tu i ówdzie wyglądają zie­
lone stoki otaczających pagórków, ale w ogóle gęstwa zasła­
nia wszystko. Przechodzimy przez błotnistą rzeczkę. Ogród
na stoku. Wypoczywam na małem spalenisku. Gorąco i wil­
goć silna, czuję się dość dobrze. Zaczynam się drapać pod
górę poprzez zawalony ogród i wertepy. Powoli widok się
otwiera; powódź zieloności; dolinka o stromych ścianach, po­
krytych puszczą; dość wąski wygląd na morze. Pytam się
0 podział gruntów. Byłoby dobrze dowiedzieć się o dawnym
systemie podziału i zbadać teraźniejszy, jako formę przysto­
sowania. Jestem silnie zmęczony, ale serce nie zmęczone i nie
brak mi tchu. Dochodzimy do przełęczy. Widok na 2 strony.
Dolinka, ukoronowana pagórkiem, na którym przedtem stała
wioska, szersza i b=j pozioma. Idę pod górę i rozkoszuje się
widokiem na obie strony: na morze. Schodzimy 2=ą stroną;
cudny zapach; śliczny widok na cirque [kotlina] - ukorono­
wany DELEBAI+ORO. Nogi jak z masła, ledwo idę. Na do­
le idziemy bajeczną puszczą; przenoszą mnie przez rzekę.
W wiosce sporty - siedzę nad morzem. Kolacja; silne zmę­
czenie; ładny obrazek dzieci, palących ognisko wśród bez­
księżycowej nocy. Śpię marnie, pchły.
1 .XI. Rano idę do wioski, gdzie świnie. Myślę o nieracjo­
nalności zakazu świń i nakazu koncentrowania wiosek; o pro­
jekcie, kt[óry] bym chciał zrobić gubernatorowi, o wycieczce
z Ahuią. Jestem zmęczony, ale nie bardzo. Jazda łódką do Borebo . Przymglenie nie pozwala admirować widoku. Idę do
wioski; dubu; zbieram informacje, które tu po prostu płyną
pełnym strumieniem. Wracam na obiad. Po ob[iedzie] nie
śpię. Robię 4 zdjęcia. Potem idę do wioski i zbieram materjał. B. inteligentni krajowcy. Nic nie kryją ani nie kłamią. Idę
spacerem do Dagobo Unevi. Aha; cudny krajobraz, na który
patrzę. Jasne skały wyglądają spośród zieleni. Głęboka doli­
na z fantastycznymi basztami. Droga do (Dagobo) Unevi
cudna. Palmy; gąszcza, kępy mangrowów od strony morza;
skałki. Wioska mała i marna; zbudowana nie. w 2 rzędach.
Aha. Bóorebo b. marne, ale 5 bramek tabu'owych, dubu
w środku ulicy: każda aura ma swoje dubu. Mały cirque Une­
vi wspaniały: 2 [dwiema] basztami zakończone kopce, pokry­
te zielenią; między nimi wąska dolina, zakończona ścianą
prostopadłą, na kt[órej] latem gra wodospad. Wracam łódką
1 modlę się do cudnej przyrody. Wieczór zmęczony, nie mam
ochoty iść do wioski. Drzemie poprzez modlitwy; idę spać.
38

��Cały ten dzień przeżyłem w zgodzie z rzeczywistością, czyn­
nie, bez chandry. Brzeg pokryty wysokopiennymi palmami,
pochylonymi żyrafowato - nadają śliczną ramę głębszemu
pejzażowi.
2.XI. Wstaję ze zdeklarowaną migreną. Leżę w euthanatycznem skupieniu na statku. Stracenie subiektywizmu i wy­
zbycie się woli (odpływ krwi od mózgu?). Życie tylko 5 zmy­
słami i ciałem (wrażeniowo) sprawia zlanie się bezpośrednio
z otoczeniem. Miałem poczucie, że charcząca i tłucząca ma­
szyna i łódź - to ja; miałem poczucie bezpośredniego mchu
łodzi - to ja tłukłem się o fale i prułem je. Unikam choroby.
Wysiadam jak zbity; nie kładę się od razu; jem śniadanie
i przeglądam gazety ilustrowane o wojnie. Szukam czegoś
0 Polsce - nic nie ma. Jestem b. zmęczony, zaraz po obiedzie
idę spać - śpię od 2=ej do 5=tej. Nie czuję się świetnie po­
tem. Siedzę nad morzem. Chandra nie przechodzi. Problem
Stasia mnie męczy. Faktycznie on postępował w stosunku do
mnie niemożliwie. Moje powiedzenie wobec Lodge'a [to] nie
było nic złego. Jego sprostowanie było. Jego pretensje są nie­
uzasadnione, a sposób, w kt[óry] je wyraża, przecina z góry
możność porozumienia się. Finis amicitiae. Zakopane bez
Stasia! Nietzsche zrywa z Wagnerem. Bezwzględnie uznaję
jego sztukę; podziwiam inteligencję i wielbię indywidual­
ność, ale nieznoszę charakteru.
Przerwałem pisanie dziennika na parę dni, niestety. Po po­
wrocie z wycieczki - w Poniedziałek - zrobiłem całodzienną
pauzę.
We Wtorek 3. nie czułem się też b. dobrze; poszedłem ra­
no do wioski i nie zastawszy nikogo, wróciłem z wściekłością
do domu, gdzie chciałem przeglądać notatki - a w rzeczywi­
stości czytałem znów gazety.
Na 2. dzień (4.) rano posyłam Iguę do wioski, ażeby zo­
baczył, czy są informanci. Znowu nie ma nikogo. Zostaję
w domu. Nig to jest we Czwartek. Wtorku nie pamiętam.
Dość, że we Czwartek dowiaduję się, że Greenaway przyje­
chał. Idę do wioski, gdzie G[reenaway] na Orou, ze świtą nativów. Wracamy razem do misji. Po południu idziemy do
wioski, gdzie kurują Laurę i gdzie gadamy o ubraniach i in­
nych szczegółach. G. niewiele mi pomaga.
Następnego dnia rano (Piątek 6.) jedziemy do P[or]t Glas­
gow. Przez cały ten czas czuję się dość mamie. Czytam na
umór Monte Christa. Jadąc do P=t Glasgow nie czuję się
świetnie, czytam powieść. Jedziemy koło wysepki zamie­
szkanej, podobnej do Mailu; potem wzdłuż brzegów poro­
słych zielonością. Czuję się zbyt mamie, żeby patrzyć i grzę­
znę w prześcieradle. Nawet we fiordzie, gdzie morze spokoj­
niejsze nie mogę się wydobyć na realność. Ciężar w głowie,
ospałość - czytam na łódce, czekając na herbatę. Potem idę
na ląd i wysiadam koło storeroomu [magazynu] plantacyi. Idę
do wioski. Domy o concavnych [concave - wklęsły] dachach
1 domy o ścianach pod dachem, typu me Mailu. - Staram się
zastać mężów starych i mówiących motu. Wychodzi staru­
szek o sympatycznym wyrazie twarzy, o przezroczystem
spojrzeniu, pełnem spokoju i mądrości. Rano informacja
idzie nieźle. Wracam, jem na łódce i czytam. Około 5=tej idę
na ląd i siedzę nad morzem, w cieniu. Informacja idzie go­
rzej. Staruszek zaczyna łgać o pogrzebach. - Wściekłość
mnie bierze, wstaję i idę na spacer. Wilgotne, mgłe gorąco;
palmy sagowe. Ogrody; naokoło, ponad drzewami wznoszą
się zalesione stoki i szczyty wzgórz. Powódź zieloności.
Śliczny spacer, którego nie mogę enjoyować. Zaczynam się
204

wspinać pod górę; ciężko, gorąco mi, z drogi śliczne coup
d'oil [widok] na stoki. Chwilami cudny zapach kwiatu jakie­
goś drzewa. Głębokie lenistwo myśli, ujmuję bardziej retro­
spektywnie, jako doświadczenie utrwalone w pamięci, niż
bezpośrednio z powodu fatalnego stanu, w jakim się znajdu­
ję. Głębokie przemęczenie przy powrocie. Wracam trochę in­
ną drogą - zdenerwowanie; obawiam się, że zbłądziłem i je­
stem speszony. Wieczór pod palmami. Igua, Velavi rozma­
wiamy o dawnych zwyczajach; Velavi otwiera mi nowe hory­
zonty: o Boborze, o walkach etc. Śpię mamie, świnia mi
przeszkadza. Budzę się nieświeży; jadę na launch i czytam
Monte Christo. Saville i Hunt zjawiają się. Czytam. Jedziemy
do Millport H[abou]r. Ślicznie zalesione brzegi, przypomina­
ją Clowelly - ale jakiż inny aromat! Tego tu nie można prze­
żywać. Wjeżdżamy w cudny Millport H=r. Wioska, łodzie
otaczają launch. Potem jedziemy naokoło, do innej wioski.
Wracamy, wspinamy się ku dawnemu druhowi Saville'ów.
Czuję się mamie i ledwo lizę. Widok rzeczywiście wspania­
ły. Na wschód masywne, skondensowane brzegi zalesione
otaczają, zgnieciony niejako basen; na prawo wyższe góry
nad samą zatoką. Silny, świeży powiew wiatru. Wracamy;
rzygam. Po powrocie czytam na launchu; potem wieczorem
czytam i kończę M-te Christa, przysięgając, że już więcej po­
wieści do rąk nie wezmę.
W Niedzielę 8. rano gadam z G. potem idziemy do kościo­
ła, potem do wioski, gdzie badamy tattoo dziewczyn. Potem
wracamy. Haddon . Spotkanie z całą bandą Po obiedzie
idziemy razem do wsi; przedtem jeszcze pokazuję Haddonowi moje notatki. We wsi Haddon i jego córka obijają się; on
łódki, ona catscradle . Wracamy do domu - fonograf po kolacyi. Wieczór gwiazdy z katarynką.
W Poniedziałek 9. Haddon z familją jedzie do plantacyi.
Ja rano z G. w wiosce - po południu drzemka - wstaję późno,
z G. w domu. Wieczór spacer do wioski. Zabraniam śpiewać
hymny, speszenie przez Haddona. Nie ma tańców. Wracamy.
Oni grają w bilard. Ja patrzę na gwiazdy.
We Wtorek 10. z Haddonem do wioski. Ja gadam z G.,
Puaną i innymi o pogrzebie i zaklęciach. Wracamy do domu
łódką. Po południu idę z G. do wioski, obrabiamy łódkę. Wie­
czór gadam z S. niepotrzebnie o projektowanym małżeństwie
z Papuaską.
Środa 11. wstaję późno. Rano czuję się b. podle. Zastrzykuję arszfenik] i żelazo. Pakuję się. Po lunchu jedziemy dingą [dinghy - mała łódka] do wioski. Bajeczny nastrój wyja­
zdu i śliczna jazda pod żółtym, wspaniałym żaglem. Laruoro , zdjęcia Magubu. D[ick] D[e Moleyns] - syn lorda - pi­
jany. Jestem szalenie zmęczony, nie mogę nic robić.
Czwartek 12. rano gadam z Greenawayem o łódkach, po­
tem Dimdim. Po południu znów Dimdim; potem Greenaway;
potem spacer krótki; kolacja - idę spać. - Namiętności i na­
stroje: nienawiść do Haddona za speszenie, za konspirowanie
z misjonarzem. Zazdrość o specimeny [specimen - okaz],
które on dostaje. W ogóle silne przytępienie. Ale po skończe­
niu M=te Christa praca dość porządna.
Dzień 12.XI. był wyjątkowo energiczny. Rano wziąłem
kąpiel. Potem dużo robiłem i pisałem, i zbierałem informacje
efektywnie.
13.XI. Po nieźle przespanej nocy wstaję dość rano, piszę
dziennik i dość wcześnie idę po informacje do małej wioski
(Charlie + Maga). Informacja idzie dość ciężko, jakkolwiek
nie bezowocnie. B. gorąco. Zaczynam się czuć dość podle.
39

40

41

�Wracam prawie że mdlejąc. Drzemię na workach z bawełną.
Potem obiad - jem za dużo. Potem śpię do 4 1/2. Potem zbie­
ram się iść do Kurere . Przed pójściem rozmawiam z Dimdimem i dochodzę do ostatecznego zniecierpliwienia - zamy­
kam notes. Hon.D.D. ma potwornego kota, bo poprzedniego
dnia skończyła się whiskey. Greenaway wyjeżdża rano. Wieczorem idę do Kurere; nie jestem b. zmęczony. Idę swo­
bodnie. Światło latarni buduje z palm pośród nocy jakieś
dziwne sklepienie i fantastyczne wnętrze. Nad brzegiem po­
śród korzeni mangrowów wykarczowanych, liczne, duże do­
my stoją rzędem. Tańczą TSELO - najładniejsza z melodyi tu
słyszanych. Patrzę i odczuwam zadowolenie artystycznej
i naukowej ciekawości. Bądź co bądź w tern jest dużo z pry­
mitywnego człowieka, z epoki kamienia polerowanego. Przy­
chodzą mi na myśl refleksje o niezmiernej sztywności zwy­
czaju. Ci ludzie trzymają się pewnych określonych form tań­
ca i melodyi - pewnej sztywnej kombinacyi błazeństwa i poezyi. Mam wrażenie, że zmiany mogły następować tylko nie­
zmiernie powoli i stopniowo. Niewątpliwie zetknięcie dwu
sfer kulturalnych musiało też mieć dużo do czynienia ze
zmianą zwyczajów.
42

14.XI. 14.. wieczorem.
Siedzę z Dirty Dick, z którym przed chwilą rozmawiałem.
Teraz on czyta jakiś stary artykuł czy nowelkę z magazynu;
ja poddaję się chwilowo chandrze. Jak w górach przez mgłę,
gnany wiatrem, przegląda raz ten szmat widnokręgu, to zno­
wu inny się odsłania, tak mgła chandry, ciemności spowijają­
ca, odsłania tu i ówdzie dalekie, odległe widnokręgi, wspo­
mnienia; snują się one jak owe obrazy światów odległych, le­
żących u stóp wśród mgły górskiej. - Czuję się dziś znacznie
lepiej. Chwilami zamroczenie, senność - niby w Reading
Roomie . Ale w ogóle brak tego beznadziejnego wyczerpa­
nia, które mnie wczoraj omotało. Dziś chwilami wdychałem
pełną piersią piękno tutejszej sceneryi. Charlie i Dimdim
obydwaj byli dziś na wyspie Amoro. Postanowiłem pojechać.
Pod żółtym żaglem [?] swe skrzydła jak ptak olbrzymi ba­
jeczna jazda. Poczucie, że się jest mocnym na fali - na tratwie
takiej - bezpośrednie zetknięcie z morzem. Na[d] mleczną
zielenią wody - niby turkus przezroczysty fioletowe sylwety
gór, jakby cienie rzucone na ekran mgły. Za mną, nad drze­
wami dżungli pokrywającej płaski brzeg wychyla się wynio­
sła piramida pokryta lasem. Przede mną lśniący pas piasku
żółtego, nad nim sylwety palm jakby wyrosłych z morza. Wy­
spa koralowa. Woda pluszcze między deskami platformy
- przegląda morze dziurami i pryska rozbijając się o brzegi
łódki. Mielizna. Chłopcy pchają łódkę. Dno przegląda - pur­
purowe rozgwiazdy wśród przezroczystej zieleni. Z daleka
Mailu - zamglona sylweta o szlachetnym profilu wulkanicz­
nej skały. Mała wioska o paru dobrze zbudowanych domach
typu Mailu i kilku ruderach bez charakteru. Na nagim piasku
parę drzewek - zresztą szare domki, ciemne słupy wyrastają
z fal piasku żółtego. Otoczone płotem - mimo to świnie naj­
spokojniej spacerują pod domami. Charlie i paru starców. Pi­
łują narzędzia kamienne. Przy mnie tłuką obsydjan - ja sam
odtłukuję flak. Golą chłopca. Jem orzech kokosowy - idę
spać. Wracam do Dimdima i piłuję gwiazdy. Zmęczenie. Po­
tem rozmawiam swobodnie o Madunie , o tańcach, o domu.
Wielkie poruszenie i dwa dugougi [dug-out - łódź z wydrą­
żonego pnia] pojawiają się na morzu. Chłopcy rzucają się
[na] łódki i walą co sił. Krzyki - rady rozlegają się naokoło.
43

44

45

Dugouty z outriggerami - jakby wlokąc dziwny cień za sobą
ślizgają się po morzu. Z daleka białe łby wal [fal] rozbijają­
cych się o rafę koralową. Na Zachodzie szkarłatne plamy na
ciemnym, zachmurzonem niebie - dziwnie ponure - jak wy­
pieki na schorowanej, śmiercią napiętnowanej twarzy (jak
przedśmiertne wypieki na schorowanej, dogorywającej twa­
rzy). Siadam - w pozycji niestałej równowagi - na dugout'e
jadę do Lugumi. Rozpięty żagiel. Płyniemy w rzędzie. Ciem­
ne deszczowe chmury. Na Płn.Z. łyska się, Igua twierdzi, że
to znak Laurabady wzmocnionej (Płd.Wsch. pasatu).
Wieczór z D.D. - Sylwetki: a) białe, 1. Hon. R. DeMoleyns, zwany „Dirty Dick" - syn lorda irlandzkiego, prote­
stanckiego. O rasowej, szlachetnej sylwetce. Urżnięty jak be­
la jak długo zapas whiskey się nie wyczerpie. Po wytrzeźwie­
niu (byłem obecny przy ostatniej butelce whiskey) dość rese­
rve i kulturalny; z wybitnie dobrymi manierami xb. przy­
zwoity. Mało wykształcenia i mało kultury umysłowej.
2. Alf[red] Greenaway „Arupe" z Ramsgate czy Margate,
ze sfery robotniczej, chamisko niezmiernie poczciwe i sym­
patyczne; wciąż ,,bloody"[cholerny] i dropuje „he" i żonaty
z autochtonką; czujący się fatalnie w porządnem towarzy­
stwie, zwłaszcza kobiet - nie mający najmniejszej ochoty
wyjechać z Niu Gini.
b) kolorowe. Dimdim (Owani) - nowoczesny Orestes
- zabił matkę własną w przypływie Amoku. Nerwowy, nie­
cierpliwy, wcale inteligentny. Życie z Demolinem w zupełnem zdziczeniu - nieogoleni, w piżamach, w szalonych bru­
dach - w domu bez ścian - 3 werandy rozdzielone przepie­
rzeniami - b. mi się podoba. Znacznie lepiej niż życie w Mis­
sion Housie. Olcza ulepszona. Gromada chłopców na usługi
b. przyjemna.
Kwato. 29.XI.14.
Potem następuje dość długie zamglenie. W Niedzielę
15.XI. rano wstałem dość wcześnie i zabrałem się do roboty.
Chciałem popracować nad notatkami. Pomimo wysiłku nie
byłem w stanie. Głowa nie odpowiadała. Koło 1 l=stej Saville (nieprzyjemne wrażenie), czuję się b. podle i nie mogę pra­
cować. Gadam z D.D.. Po objedzie czuję się już całkiem źle
i idę do łóżka. O 5=tej nie chcę iść do Saville'ow - leżę na
pryczy koło bawełny i beche de mere. Czuję się chory, opu­
szczony, zrozpaczony. Wstaję, okryty pledem siadam nad
morzem, na klocu. Na mlecznem, mętnem niebie - jakby wy­
pełnione zmąconą, brudną cieczą - fiolet różowy zachodu;
przepełnia wszystko, pokrywa morze ruchomą, powłoką
różowego metalu - zamykam na chwilę świat w jakimś za­
murowanym, dziwnym zaklęciu urojonego piękna. Fale roz­
bijają się o żwir u stóp moich. Wieczór samotny, mało co po­
żeram z bogatej kolacyi.
Poniedziałek] rano: morze dość niespokojne, kładę się
i nic nie widzę z ślicznego pejzażu między Moguba a Mailu.
W domu siedzę i czytam gazety - zmęczenie, przygnębienie,
doza długiej disability [niemocy]: głowa zupełnie anemiczna.
D.D. wyjeżdża przed lunchem.
Wtorek 17. S. wyjeżdża rano. Staram się trochę przeglą­
dać notatki, ale b. nieśmiało. Czytam Kiplinga, nowele. Epo­
ka przygnębienia, braku nadziei w możność pracy, przypomi­
nam owo lato w Anglii. Muszę się czuć b. podle. Prawie, że
rezygnacja co do dalszej pracy. Jestem b. kontent z planu ja­
zdy na Płdn. - W czytaniu nowel staram się utopić rozpacz.
B. prawdopodobnie] choroba morska skumulowana z rodza205

�jem przeziębienia w Mogubo doprowadza mnie do podłego
stanu zdrowia.
We Środę 17. próbuję iść do wsi i trochę pracować, ale
wszystko b. ostrożnie i bez zaufania w swe siły. Wieczór czy­
tam Kiplinga. B. byczy artysta (oczywiście nie w porównaniu
z Conradem) i b. sympatyczny facet. Przez jego powieści Indje zaczynają mnie pociągać.
We Czwartek czuję się lepiej i zaczynam robić trochę gim­
nastyki - cierpię na bezsenność tych nocy, czuję nerwowy nie­
pokój w całym ciele. Zaczynam się czuć bez porównania le­
piej, zwłaszcza któregoś tu dnia, kiedy wziąłem chininę (Pią­
tek?). Potem znowuż jeden dzień relaps [nawrót]. Główne in­
teresy w życiu: Kipling, chwilami silna chandra za Matką rzeczywiście, gdybym mógł pozostawać w komunikacyi
z matką nie dbałbym o nic i chandra moja nie miałaby głębsze­
go podkładu. - W ogóle zaczynam czuć się mniej beznadziej­
nie, jakkolwiek bynajmniej nie świetnie. Arszenik zastrzyknąłem ostatni raz 18. b.m. - t.zn. 12. dni temu. To zbyt długa pau­
za! Przez ten czas podlegam urokowi Kima - b. ciekawa po­
wieść i daje dużo wiadomości o Indjach. Przez czas nieobec­
ności Saville'a pożycie z Saville'owa wcale niezłe. Ona znacz­
nie b=ej ożywiona. Parę razyrozmawiaze mną o przedmiotach
etnol[ogicznych] i raz nawet interpretuje [tłumaczy] dla mnie
Jenama. - Saville przyjeżdża w Poniedziałek] (23?) tak. Wy­
jazd do Samarai przyspieszony. W Poniedziałek rano idę do
wioski i robię zabawki i wychowanie z DAGAEĄ . Po połu­
dniu zbieram genealogiczny census [spis ludności] wioski. Iry­
tują mnie konszachty Saville'a z Armitem i znęcanie się nad
ludźmi, niechętnymi misyi. Zbieram w myśli argumenty prze­
ciw misjom i namyślam się, w jaki sposób by można najsku­
teczniej przeprowadzić kampanję antymisyjną. Argumenty: ci
ludzie niszczą radość życia krajowców; niszczą ich psycholo­
giczny raison d'etre [racja bytu]. To co dają natomiast jest zu­
pełnie poza dzikimi. Starają się oni walczyć konsekwentnie
i bezwzględnie z wszystkim co stare i wytworzyć nowe potrze­
by, materialne i moralne. Są niewątpliwie szkodliwi. - Chcę
o tern pogadać z Armitem i Murrayem. O ile możności też
z Royal Commission. - Armit obiecuje mi, że każe mnie „ob­
nosić' po swoim dystrykcie. B. mnie to uspokaja i cieszy. To
samo będę mógł zrobić w okolicach Rigo We Środę 25. pakowanie. Jakieś rozklejenie nerwowe,
sentymentalna chandra. Żal za skończoną epoką i trema, co
będzie dalej. Myślą jestem często w domu. Odbijam i utrwa­
lam fotografje. Odkrywam, że t odbita na selftoning paper
[samotonującym papierze] i odbijam ją. Widok smutnego może jeszcze zakochanego? - wyrazu twarzy przepełnia
mnie bolesną chandrą. Przypominam nastrój w czarno obi­
tym pokoju , tamtego ciemnego popołudnia, kiedy mąż nas
zastał ostatecznie i ona nie mogła wyjść ze mną. - Chwila sil­
nej, głębokiej miłości - widzę w jej twarzy urzeczywistnienie
ideału kobiecości. Jest mi znowuż nieznośnie, nieopisanie
bliska. Jest znowuż moja t - co ona teraz robi? Jak daleko jest
ode mnie? Czy pamięta jeszcze uczuciem? We Środę nie idę do wioski. Idę spać wcześnie, śpię kiep­
sko.
We Czwartek 26.XI. o 5=tej rano - cudny nastrój poranku,
ślubuję, że będę rano wstawał stale - wyjeżdżamy. Chwilę pa­
trzę na Mailu - wspaniałe, powyginane żebra górskie. Potem
kładę i leżę już przez jakie 4-5 godzin. Nic bym zresztą nie wi­
dział, bo wszystko pokryte gęstą mgłą. Choroba morska bez
rzygania, nieznośna, ale bez zrozpaczenia. - Koło Bona-Bo46

47

48

206

49

na wstaję i siedzę, z silnem bólem głowy. Zamglone pagórki,
dość suche i nie wściekle piękne. Isulele Bay b. ładna, wysia­
damy. Przypomina góry na L[ago] di Garda - szeroki grzbiet
pokryty zielonością. - Rich, sympatyczny, rzewny, jowialny je­
gomość - sądzę, że wolałbym go znacznie lepiej niż Saville'a.
Idę na górę, lunch. Rich emabluje mnie b. uprzejmie. S. jest,
w ogóle mówiąc, niemiły. Po lunchu i po długiej pogawędce
0 polityce etc. Rich odprowadza mnie na dół; ja czytam Timesy i w ogóle nic mnie bynajmniej nie ciągnie ku badaniom et­
nograficznym]. Około 5=tej jadę do wioski i poddaję się arty­
stycznie wrażeniom nowego Kulturkreistu [kręgu kulturowe­
go]. W ogóle wioska robi na mnie niesympatyczne wrażenie.
Domki starego typu, z wygiętym dachem są niewątpliwie cie­
kawsze i ładniejsze niż domki Mailu. Ale pewna dezorganiza­
cja, rozrzucenie wiosek; baciarowatość i namolność ludzi,
którzy śmieją się, gapią i lizą, peszy mnie trochę. Widzę 3 ty­
py domków - trzeba się będzie poorjentować w tym wszystkiem. - Wieczór u Richów, kolacja, schodzę i czytam; idę spać
późno. Rano wstaję; idę na śniadanie spóźniony, potem pracu­
ję trochę z pomocą syna Samoańczyka. Silne zmęczenie i przy­
tępienie. W Isuele w ogóle b. gorąco. Po lunchu kładę się spać
1 śpię do 4=tej potem znowuż trochę pracuję. Wieczór - kapi­
tan Smali, bilard, lekkie starcie z Saville' em.
W Sobotę 28 o 4=tej wyjeżdżamy. Leżę do 6=tej, potem
wstaję. Śliczny pejzaż. Brzegi jeziora Waldstadt z framą [fra­
me - rama] palm na samym dole. Jazda przez kanał Suau.
Myślę jakby było byczo mieszkać tam na stałe. Fantastyczne,
widocznie świeże wulkaniczne skały o ostrych konturach,
0 basztach i turniach silnie osadzonych po przełęczach
1 szczytach, spadają stromo w morze, sięgając ciemną skałą
w głębie. Siedzę, patrzę i nucę. Umysłowo jestem przytępio­
ny chorobą morską i bez hedonizmu ale wchłaniam wzroko­
wo rozkosz pejzażu. Za Suau góry schodzą i ustępują na le­
wo; z daleka wyłaniają się wykwity wysokich gór po drugiej
stronie Milne Bay. Bajeczny efekt rafy koralowej, wyglądają­
cej z głębin. - Powoli występuję z zamglenia oddali sylweta
- Rogei - thrill [wzruszenie] - nowa faza Pacyfiku. Cały ten
czas siedzę na wierzchu statku. - Przyjazd do Kwato. Abel
- przypomina Don Pepe Dunque. Szalone zmęczenie i sen­
ność. Siedzę na werandzie i feuilletuję Chalmersa . Cricket
na dole. Ładne dość i wcale miłe dzieci. Cała rodzina, tak zre­
sztą jak i rodzina Richów robi b. sympatyczne wrażenie. Lunch; potem jazda na Rogeje. Rozmowa z D=rem Shaw,
zbieraczem karaluchów. Decyduję się zostać na Kwato. Przy­
jaźń z Saville' em, kt[óry] proponuje mi przejrzenie manu­
skryptów. Kolacja u Abelów. Rozmowa z Abelem o dzikich
i o Maoryi. Wieczór i ranek nad wodą. Przede mną błękitne
fale - a raczej płaska, gładka woda. Z tyłu lesiste pagórki mainłandu [lądu stałego]. Na lewo koniuszczek Rogei, domki
wśród palm. Przede mną mała zielona kopułka wysepki.
Wszystko b. ładne. B. byczy nastrój. - Dziś rano zgubiłem
agrafkę, kt[órą] pożyczyłem t w Sundgate. Znów chandra
i poczucie że się w niej kocham. W Niedzielę 29. siedzę w domu rano i piszę powyższe
słowa, czując początek zmęczenia. Koło ll=tej schodzi Savil­
le i Ellis i gadają chwilkę. Potem, koło 11A idę powoli, z wyraźnem osłabieniem, na górę. Nabożeństwo z Ablem. Siedzimy
w czworokątnej kapliczce czy loży, wyglądającej na rotundę.
Smród b. wyraźny. Nabożeństwo długie z parokrotnie powta­
rzanymi hymnami. Czuję się b. zmęczony i wyraźnie zdemora­
lizowany. Po nabożeństwie Abel zapoznaje mnie z Johnim,
50

51

3

��swoim najlepszym informatorem. - Potem schodzę na lunch.
Po lunchu jadę dingą z Iguą, Utatą i Sanjawanim do Samarai.
Jedziemy tuż koło Rogei. Przez nieskazitelnie przezroczystą
wodę widać fioletowe i brązowe kamienie w zielonym blasku.
Nad morzem schylone palmy wysuwają się z splotów zielonej
gęstwy. Nad nimi straszne ściany pagórka niezbyt wysokiego
pokryte wysokimi drzewami i gestem poszyciem. Zieleń ciem­
na wzgórz i dżungli wszechpotężnej i pełnej wdzięku, zieleń
jasna wody przezroczystej; niebo zastygłe w wiecznej pogo­
dzie, lazur głęboki morza. Na tem - sylwetki dalekich niezli­
czonych wysp; bliższe wyraźne zatoki, doliny, szczyty. Góry
lądu stałego - wszystko niezmierzone, skomplikowane a jed­
nak bezwzględnie harmonijne i piękne. Przede mną Samarai
w spokojnem omdleniu pogodnego popołudnia niedzielnego.
Oczekiwanie. Idę do Higginsona , kt[óry] nie b. uprzejmie
ofjarowuje pomoc i komunikację, ale przyjmuje mnie dość
chłodno. Potem schodzę; nie zastaję D=ra Shaw, kt[óry] mnie
poprzednio b. uprzejmie przyjął i zapraszał. Schodząc spoty­
kam Salomona, z kt[órym] rozmawiam o roślinach etnologicznych, zachęcam i objecuję kooperację. Z nim razem idę do
Ramsay'a; b. sympatyczne wrażenie i uprzejme przyjęcie. Potem do D=ra Shaw, kt[óry] mnie zatrzymuje na kolację; je­
stem dość bryljantny [brilliant - olśniewający] i czuję się w by­
czym sosie. Wracam dość późno; chłopcy głodni. Deszcz leje
poprzednio (to mnie zatrzymało na kolacyi). W nocy deszcz
przecieka na mnie, budzi mnie; kaleczę się w palec wielki le­
wej nogi. Rano pracuję z Saville'em; potem on jedzie ze mną
do Samarai. Każe mi czekać aż do 12=tej, co mnie peszy, po­
nieważ D=r zaprosił mnie na lunch. Przyjeżdżam o 12=tej
z minutami do Sa[marai]. Higginson daje mi bumagę do Jailu
[jail - więzienie]. Nikoll, staruszek o purpurowym nosie, idzie
ze mną; prisonery [prisoner - więzień] stają pod rjad; wybie­
ram paczkę na przedpołudnie. Lunch u D=ra dość ospały;
olbrzymi ananas b. soczysty, dość kwaśny. Idziemy z Shaw'em
do szpitala; potem do więzienia. Z początku jestem trochę spe­
szony; potem idzie mi lepiej. Charlie b. sympatyczny facet, nie
tak inteligentny, jak Ahuia. Koło 6=tej wracam; o 7=ej Saville
przychodzi. Wtorek 1. grudnia rano Saville, jak zwykle; staram się być
uprzejmy i unikać frykcyi [friction - tarcie] - co jest dość
trudne. - Któregoś dnia np. - we Wtorek właśnie, miałem je­
chać dingą do miasta. S. ofjarowuje mi launch, ale każe cze­
kać nieokreślony czas. Ja powiadam, że wobec tego wezmę
dingę; na co on powiada, że mi nie może dać dingi. Przez ca­
ły czas tych tranzakcyi nie straciłem panowania nad sobą. We Wtorek rano pracuję jaką godzinę w Jailu. Shaw zaprasza
mnie znowuż na lunch; umawiamy się na spacer na Czwartek
do Ebumy. Potem schodzę do Jailu. 2 chłopców z Rossel
I[sla]nd nietędzy. O 4=tej idę do Ramsaya i aż do 6=tej prze­
glądamy narzędzia kamienne. Facet (Hyland), który potem
obiecuje darować mi parę curiousfities - unikatów], zawraca
głowę i nic nie robi. - Wieczorem we Wtorek S. zdaje się też
przychodzi - czy też ja idę na górę i rozmawiamy o Conra­
dzie; ja biorę Youth.
We Środę przyjeżdża po mnie Government Whaleboat
[rządowy statek wielorybniczy]. 1. raz jadę pod żaglem.
Olbrzymia frajda w nieosobowej, cichej, tajemniczej sile
wiatru. Załoga złożona z 10 ludzi - mam poczucie Sahibowatości. [skreślone: Rano w Jailu; poznanie się z Anglikiem z N.
Gwinei niemieckiej] Nie jeszcze. Przedpołudnie] w Jailu zbieram się dość późno. Lunch, składający się z 3 tabliczek
52

208

czekolady zjadam idąc naokoło wyspy. Śliczny widok na
Płdn.Wsch., na otwarty Pacyfik z ładnie wyłożonej ścieżki.
Przez chwile poczucie, że morze jest ładniejsze, kiedy na nie
patrzymy z cywilizowanej abstanowki. Po południu w wię­
zieniu. Nagle popłoch. 2 destroyery [niszczyciele] z błyska­
wiczną szybkością wyjeżdżają. Widzę Union Jacka [banderę
brytyjską]. Idę do Ramsay'a - nie ma go; idę na brzeg. Roz­
mawiamy z majtkiem. Potem u Ramsay'a. Potem kolacja b.
smaczna i miła. Piję piwo i psioczę na misje, w czem Hig.
zgadza się ze mną, a facet sympatyczny i szczurowaty, Naylor, broni misjonarzy. - Odprowadza mnie on do Whaleboatu. Jadę o księżycu do Kwatou.
We CzwartekЗ.ХП.14. pracuję z Saville'em kiedy anon­
sują Morinder. Jadę Whaleboatem. Dowiaduję się, kiedy Mor.
wyjeżdża. W Jailu zapoznanie się z policjantem, wracającym
z German N.G. 6 [sześciu] więźniów, którzy obili misjonarza.
Wizyta na statku. Mordy Niemców. Mrs. de Ridghi. Chłodne
pożegnanie z Saville'ami (Rano miałem mocno niemiłe za­
warcie układu i zapłacenie za launch z S.). Rozmowa z poli­
cjantami. Silne i energiczne postacie krajowców z German
N.G. Spóźniam się mocno na launch u Shawów. Poznaję tam
Stanley'a, geologa rządowego. B. sympatyczny i uprzejmy,
trochę rough [niedelikatny]. Układamy się, że ewentualnie]
następnego dnia będziemy pracować w kamieniach. Potem
z D=rem jadę na Ebumę. Nie mogę pracować (b. bycza kobie­
ta; główny strażnik Kiwai). Proponuję mu yachting cruise
[podróż jachtem]. Jedziemy do Rogei, potem ku Saribie.
Mocne fale mnie peszą chwilami. Wracamy, cudny wieczór.
Wracam moim dużym whaleboatem. Idę potem rozmówić się
z Ellisem i obaj psioczymy na Saville'a. Jednego żałuję, że
traktowałem S. zbyt przyzwoicie. Ellis schodzi i gada ze mną
o różnych rzeczach. W Piątek rano, jadę dingą do Samarai. Tranzakcya z Aumullerem, kt[óry] mnie zaprasza na lunch. Potem praca
u Ramsay'a ze Stanley'em. Charlie nie przychodzi. Uczę się
dużo i lubię Stanley'a. Lunch z Aumullerem. Cudny, szeroki
widok z werandy. Rozmowa o Niemcach i wojnie - o czem
niby? Potem znów u Ramsay'a. Potem schodzę się z Haylandem, kt[óry] mi daje instrukcje. Wieczorem rozmawiam z Leslie'em o whalerze [marynarzu statku wielorybniczego],
kt[óremu] zarzucano chorobę weneryczną. Czuję się at home
[jak w domu], en pays de connaissances [kraju znajomym],
w Samarai. Wracam do Kwato - nie czuję się zbyt tęgo i idę
spać zaraz, nie czekając aż Ellis zejdzie. Od czasu do czasu
ogarnia mnie wściekłość na Saville'a i jestem zły, że nie wie­
działem o tem, że Ruby jedzie do Mailu.
W Sobotę jadę dingą dość wcześnie do Samarai. Przez
krótką ulicę zalaną oślepiającym słońcem, brukowaną miał­
kim, białym piaskiem, idę pod cieniem olbrzymiego fikusa,
między Rectory [probostwem] a kościołem, do domku Stan­
ley'a. Widzi mnie on z daleka i przychodzi. Równocześnie
zamawiam Charlie'a z dwoma więźniami. Robimy odkrycie
co do obsydianowej siekiery i co do klasyfikacyi siekierek na
użytkowe i ceremonjalne. Jestem faktycznie zainteresowany
tem, co robię. W południe chciałem zjeść lunch w hotelu Lesliego, ale wpadam na pijaka, który mnie zaprasza i muszę
dekompować [decompose - rozkładać się]. Idę na ławkę nad
morze i żuję czekoladę i suchary. Po południu wracam do
Stanley'a; pracuje z nami Hyland - potem przychodzą Orakaivy, które identyfikują obsydianową siekierkę. Wieczór idę na
chwilę do doktora; potem z Iguą wiosłujemy do Kwato.
53

�Niedziela, Nie zdążyłem się spakować, jadę łódką dokto­
ra, pierwszy raz steruję. Jadę b. wolno, bo za mało przesuną­
łem się w kierunku wiatru. D=r spotyka mnie na quai'u [na­
brzeżu]. Jedziemy via Roge, potem Sariba, potem jeszcze je­
den track na prawo i wjeżdżamy w zatokę. Przez ten czas mo­
rze zdążyło mnie speszyć - lekka choroba. Chłopcy z Dobu
b. przystojni i sympatyczni, śpiewają; Igua w dobrym humo­
rze. Oglądamy dom, okradam grób, grzebię i znajduję foun­
tain pen [wieczne pióro]. Wracamy szybko. Kolacja u D=ra.
Speszony jestem i wściekły brakiem dinghi; podejrzewam
boyów o konspiracje zainstygowaną [instigate - podżegać]
przez Saville'a. Robie awanturę Arysie, kt[óry] wydaje się
pokorny i posłuszny. To mnie uspokaja. Igua pakuje, ja czy­
tam.
W Poniedziałek] 7.ХП. żegnam się z Ellisem i ze starą
panną, na wierzchu Daby, której nie lubię przez asocjacje
z Saville' em. - Pogodny dzień - morze zalane słońcem. Że­
gnam się z otoczeniem Samarai. Wracamy do Kwato [ten
drańНу land łgał - nie zostawił żadnej paczki w В.Р.]. - Je­
stem w ogóle źle usposobiony do całej drogi i do chłopców.
Tiabubu nie chce ze mną dyskutować o etnologii, co mnie pe­
szy ostatecznie. Siedzę na wierzchu i patrzę na pejzaż, prawie
że go już nie pamiętam. Nie patrzę na śliczny kawałek, który
przypomina Castel del'Uovo [w Neapolu], Blisko Suau ślicz­
ny pejzaż: na prawo w głębi wysokie strome pasmo gór. Na
lewo szereg wysp. Suau wygląda b. ładnie. Na lądzie zapo­
znaję się z grupą ludzi, mówiących po angielsku: Biga i Banarina. Potem jadę na lagunę. Śliczny widok: b. wąskie wej­
ście, prawie koliste jezioro; płaski brzeg porośnięty wysoki­
mi drzewami, w głębi wysokiej góry, ładnie zarysowane. Na
brzegu siedzę na ludożerczej gahanie i rozmawiam z Imtuagą, mistrzem w rzeźbieniu; byczy nastrój. Wracamy, noc wy­
iskrzona gwiazdami; rozmawiam z chłopcami o gwiazdach,
wiosłuję. - Potem Biga i Banarina przychodzą do mnie i ga­
dają; jestem b. śpiący. Na 2. dzień droga do Nauabu. Za mną płaski i , z tej stro­
ny, nieinteresujący Straits of Suau [cieśnina Suau]. Przez
chwilę otwiera się widok na lagunę; potem szerokie i zatoki
z poszarpanymi, wulkanicznymi turniami, i ostrymi zrębami
grani. Farm bay na pozór płaska i nieinteresująca. W miarę
jak wjeżdżamy coraz ładniejsza. W głębi góra z paru mnicha­
mi. Na prawo kopa ostra. Brzegi z framką palm.
Mailu 19.XII.14.
Dziś czuję się znacznie lepiej - dlaczego? Czyżby arszenik i żelazo działały na tak długi dystans? Przyjechałem na­
reszcie do Mailu i nie wiem naprawdę, a raczej nie widzę ja­
sno przed sobą, co mi należy robić. Epoka zawieszenia. Przy­
jeżdżam do pustynnego miejsca z uczuciem, że niedługo
przyjdzie mi skończyć, a tymczasem trzeba zacząć nową eg­
zystencję. - Dokończę systematycznego opowiadania zda­
rzeń, po kolei. Wjeżdżając do Nawapu, byłem trochę zmęczo­
ny kołysaniem, chociaż właściwej choroby morskiej nie mia­
łem. Prawie zawsze, wysiadając na ląd, jestem trochę przy­
ćmiony. W Nawabu otaczała mnie, obejmowała mnie wspa­
niałość roślinności podzwrotnikowej, roztaczająca się w ma­
jestacie geometrycznej prostoty form: półkolista zatoka, dwie
piramidy gór. prosta linia zachodn. brzegu, biegnącego
wprost do morza. Tu i ówdzie spośród palm wyglądają do­
mki. Boo łamie wiosło tuż przy brzegu. - Wśród regularnie
posadzonych, niskich kokosów domek native teachera. Przyj­
muje mnie chuda, wymizerowana Samoanka orzechem koko­
54

sowym; stół przykryty serwetą, kwiatki na stole, girlandy
kwiatów naokoło pokoju. Wychodzę, gromada ludzi, paru
boyów mówi pidgeon English [pidgin English - uproszczona
angielszczyzna]. Idę ku Rialu, skąd idzie naprzeciw mnie Samadu. Ani jednej gabany (zniszczone przez misjonarza!); ani
jednego grobowca. Domek zbudowany fasonem Misima „turtleback". Włażę do środka. Zdaje się, że jest to tylko skład na
rzeczy „yam house" [spichlerz na yam]. Zdobywam rzeźbio­
ną „prow" [dziób] łódki wojennej. Samudu, wysoki, dobro­
duszny, usłużny facet, mówiący nieźle po angielsku i motu.
Idziemy koło łódki Dagoisiu (Charley) z Loupom. Potem in­
spekcja domków, przygotowujących się na święto. Wspania­
łe domy, świetnie wykończone, z wizerunkami zwierząt tote­
micznych na froncie. - W rogu jednej z chałup widzę bagi
etc. - SOBO - które jest taboo - i początkowo myślę, że jest
ono połączone z potrzebą zrobienia „pigs plentiful" - rodzaj
Intichiumy . Tymczasem okazuje się, że chodzi tu tylko
o przyciągnięcie świń na Soi. - W każdym razie odkrycie
ważne; - jedyna forma religijnych ceremonii. - Nie mam ka­
mery, odkładam zdjęcie. Po lunchu kładę się spać - zmęczo­
ny wstaję. Samudu nie przychodzi, jadę łódką i kąpię się. Wieczór idę, ale nie ma tańców. Jestem porządnie zmęczony.
Po raz pierwszy słyszę przeciągły, przenikliwy dźwięk mu­
szli dętej - kibi; przytem potworny kwik świń i ryk ludzi.
Wśród głębokiej ciszy nocnej robi to wrażenie jakiegoś taje­
mniczego okrucieństwa - czegoś co nagle rzuca światło - po­
moc - na jakieś zamierzchłe ceremonie ludożercze. Wracam
b. zmęczony.
9.XII. Po śniadaniu kupuję matę dla Iguy, daję napiwek
Samoance i rozstaję się z nią w przyjaźni. Jedziemy - nie pa­
miętam pejzażu - wysoka góra Farm Bay zasuwa się, zasła­
nia Suau. Isuau nie wygląda [?] odświętnie. Wąski pas piasku
z obu stron objęty zaroślami mangrowów, z silnem smrodem
psującej się morszczyzny. Przed wioską domek teachera,
w który „zajeżdżam" z całym „kitem" [kit - rynsztunek]. Idę
na wiochę. Grupy i gromady ludzi siedzą pod drzewami, ko­
ło łodzi, na werandach. Dużo świń; odświętne ubrania; parę
kości w nosie - wyłącznie kobiety. Parę osób z bagi i samakupa na szyi. Kije hebanowe w ręku. Żałoba wysmarowana
na świeżo - błyszczą się jak kominiarze. Witam się
z „bossem" [naczelnikiem] „tanuwaganą". Wracam - wycho­
dzę parę razy, ażeby zobaczyć, jak przynoszą świnie. Po po­
łudniu idę znowuż. Rozmawiam z Tomem i z Banarim; dwo­
ma ekspolicjantami. Robię snapshot [zdjęcie migawkowe]
przynoszenia pigu. - Włóczę się i kupuję parę „curious".
W Czwartek rano spaceruję w pyjamie; oglądam łódź.
Amuiuwę z Amony, wspaniale rzeźbioną; chodzę między
ludźmi, którzy ledwo zwracają na mnie uwagę. - Awantura
o świnie z sierżantem - zdaje się, że 1. dnia popołudniu.
1. dnia wieczorem robię znajomość z Sixpencem i Janusem,
moimi późniejszymi przyjaciółmi. We Czwartek po południu
znowuż włóczę się i obserwuję.
W Piątek 11 .XII. Rano obserwuję ciekawą ceremonię za­
płaty z Sinesaramonamona; potem idę i siedzę na świniami
w domku tanuwagany; mocno znużony tern, co się dzieje. Po
południu idę jeszcze raz, mając nadzieję, że odbędzie się ce­
remonialne zarzynanie świń. - Tego w rzeczywistości, zdaje
się, że całkiem nie ma. - Koło 4=tej jadę dingą do Isuele.
Cudne popołudnie, przepełnione różnorodnymi światłami.
Przede mną olbrzymia ściana zielona przesycona złotem
słońcem ślizgającem się i wciskającem wśród zieleni, płoną55

209

�cem jasno na kredowych kołach. Morze gładkie, naokoło
przestrzeń otwarta, pełna błękitu. Spokój pogodnego popołu­
dnia; odświętność. Czuję, że pozwalam sobie na swobodę.
Rich przyjmuje mnie uprzejmie i gościnnie - bez ceremonii.
Idę na spacer pod górkę. Bajeczny widok na stok górski - te­
raz wypełniony różowym światłem Zachodu i na zatokę. Bie­
rze mnie chandra; wyję motywy z Tristana i Izoldy. Tęskno­
ta za „domem". Przypominam różne sylwetki z przeszłości,
Tonie Stem, Żenię. Myślę o Matce - o Matkę jedną dbam na­
prawdę i naprawdę się niepokoję. No i o byt, na przyszłość. Wracam do Richa. Kolacja. Jazda z powrotem. Utala i Vela­
vi; niosą mnie wśród bagna mangrowowego. W Sobotę 12.ХП. rano zbieram się (wstaję b. późno) i idę
do wioski. B. opustoszałe. Przychodzi Rich. Daje tytoń i do­
staje świnie. Oglądamy razem fish-trap [pułapka na ryby].
Richowa robi zdjęcia. - Wracam z nimi; jadę dingą. W Isuele lunch - przejeżdża Roily z Bastard'em. Potem, po połu­
dniu, rozmowa o Soi za pośrednictwem Laury. Potem z Velavim robię wycieczkę łódką naokoło wyspy. Byczy nastrój
ustępujący nocy wśród gąszcza szalonych mangrowów - po­
lanki wodne; wśród drzew pnących się na kamienistej wysep­
ce. Kolacja, Bastard spóźniony. Grają w bilard. Ja słucham
potwornego gramofonu, który mnie bierze („Unter dem Doppeladler" i marne walce). Śpię.
Na 2. dzień śniadanie u Richów, którzy mnie b. gościnnie
zapraszają na dłuższy pobyt. Żegnam się z dziećmi i z nimi;
daję 1/. Samoańczykowi, który mi za to daje wachlarz. - Mo­
rze za Fife Bay (obserwuję wysepki, na kt[órych] cmentarze)
mniej spokojne niż w Poniedź. i Środę. Mijamy jedną głębo­
ką zatokę. Boye nie wiedzą, gdzie jechać. Pytamy się małej
łódki. Silo Siło na prawo. Kolista zatoka, objęta dość spadzi­
stymi choć niskimi pagórkami, bez zakamarków, o wąskiem
wyjściu. Wrażenie górskiego jeziora - stawek Smerczyński.
Jedziemy na lewo, dowiadujemy się gdzie Silo Siło. Na dnie
jedynego zagłębienia, pod wysoką piramidą, dominującą eks­
kluzywnie cały pejzaż. Jadę na brzeg. Girlandy liści ze­
schłych rzucone w morze i za pomocą wysokich drzew mangrowowych, jak w Nawapu - jakby ramiona wyciągnięte na
odświętne przyjęcie gości. - Nowy dom a raczej dubu. Wy­
chudzone i wysmalone postacie. Tanuwagana. Na lewo 2. du­
bu, gdzie króluje istna mumja, Kanikania. Spotykam Sixpen­
ces, którego namawiam na urządzenie Damorei. Kobiety
z piórami na głowach. 1. świnia przychodzi. Kobiety wycho­
dzą na jej spotkanie i tańczą. Cieszy mnie ten widok i dźwięk
bębnów i dekoracje. - Po lunchu i po drzemce (na Dubie), idę
na brzeg. Damorea. Notuję śpiew i figury. Dziewczyny nie
pomalowane. Sixpence też śpiewa i inni chłopcy - co nie jest
en regle [w porządku]. Ściemnia się. Jadę na dobę, gdzie po­
stanawiam spędzić noc. Noc b. kiepska.
W Niedzielę 13.XII. budzę się, jak z krzyża zdjęty. - Zu­
pełnie nie funkcjonuję. Deszcz, pochmurno - łaźnia rzymska
a la lettre [dokładnie]. Jadę na ląd; idę na spacer wśród sago­
wych palm: przedpotopowy las i rainy świątyni egipskiej;
olbrzymie - a raczej kolosowate, pokryte geometryczną łuską
pnie, omszałe, objęte splotem różnorodnych powojów i pną­
czy. Krótkie, krępe ramiona liści - siła, tępość, potworność
geometryczna: Sago swamp [bagno] daje wrażenie nieporów­
nywalne z niczem. Przytem zawsze połączone z szalonym,
duszącym upałem. - Idę do para domków w dżungli; zwie­
dzam wnętrze domu opuszczonego. - Wracam; zaczynam
czytać Conrada. Rozmowa z Tiabubem i Sixpencem - chwi­
210

lowe podniecenie. Potem opanowuje mnie znowuż marazm ledwo mam siłę dokończyć nowelkę Conrada. Oczywiście
chandra potworna, szara jak niebo wokoło, kłębi się na kraju
psychicznego horyzontu. Odrywam oczy od książki i ledwo
wierzę, że oto jestem wśród dzikusów neolitycznych, i że sie­
dzę sobie tu spokojnie podczas kiedy tam dzieją się rzeczy
straszne. - Chwilami mam impuls modlenia się za Matkę.
Bierność z poczuciem, że gdzieś daleko poza zasięgiem
wszelkich możliwości działania dzieją się rzeczy potworne
jest nie do zniesienia. Potworna, straszna, nieubłagana ko­
nieczność przybiera formy czegoś osobowego. Nieuleczalny
optymizm człowieka nadaje jej strony dobra łagodności.
Fluktuacje subjektywne - z Leitmotywem wiecznie zwycię­
skiej nadziei - objektywizują się na bóstwo dobre i sprawie­
dliwe, wyjątkowo czułe na moralną stronę postępowania subjekt. Sumienie - specyficzna funkcja przypisująca nam sa­
mym wszystko złe, które miało miejsce - staje się głosem
Boga. Zaprawdę dużo jest w mojej teoryi wiary. Apologeci
ignorowali tę stronę walcząc, wyłącznie z najniebezpieczniej­
szym wrogiem wiary - z czystym racjonalizmem. Wrogowie
religii uciekali się do czysto intelektualnej krytyki, do wyka­
zania absurdu w wierze, ponieważ to jest jedyną drogą pod­
kopania wiary. Rozważanie emocjonalnej podstawy wiary ani
nie niszczy religii, ani jej nie dodaje żadnej wartości. Jest ono
wynikiem wyłącznie dążenia do ujęcia psychologii wiary
w jej istocie. W Niedzielę po południu nic nie mogłem robić. Wcześnie
dość wróciłem z Jamesem (Tetete), który mi pomógł wyszu­
kać duży dom w Kalokalo. Nie mogę powiedzieć, ażeby
chwile spędzone w tym domu były miłe. Zaduch, dym, hałas
ludzi, psów i świń - febra, którą musiałem mieć tymi dniami,
wszystko to peszyło mnie mocno. 3 noce, które tam przespa­
łem nie były dobre; czułem się przez cały czas przemęczony.
W Poniedziałek rano, po wypiciu kakao na brzegu, jadę
łódką z Velavim. Nie pamiętam bardzo, co robię. Rano
w ogóle mniej animacyi. Zabawa rozpoczyna się po południu.
Zawsze parę korowodów ze świniami. - W Poniedziałek] po
południu - Damorea?
We Wtorek - ?
W Środę ostateczne przeniesienie świń do Tanawagany.
Awantura - prawie że bitka o rozwalanie kokosowej palmy.
Taniec Rana. Silne wrażenie, kiedy gromada naprawdę dzi­
ko wyglądających drani wpada pośród tłum wyraźnie prze­
rażony i zdenerwowany. Nie dziwię się, że dawniej takie rze­
czy prowadziły do bitew. Przedtem rozmawiam statecznie
z Carpenterem, który mi daje szereg cennych objaśnień. W ogóle te parę dni, które by mogły być szalenie cenne w samej rzeczy mógłbym był zdobyć mnóstwo ważnych rze­
czy - były mocno zepsute brakiem sił. W dzień bywało tak
gorąco, że wiłem się na platformie, na której leżałem. Więk­
szą część Poniedziałku przesiedziałem na tej platformie nic
prawie nie robiąc.
We Wtorek po południu przeszedłem z Sixpence'em do
jego hamletu [wioski], gdzie zrobiłem 3 ostatnie zdjęcia tego
dnia. Potem wracam na plażę i spotykam korowód, idący
wprost na mnie z włócznią, z Tanawaganą na przodzie: ofjarowują mi świnię. Staram się ją zwrócić, ale to niemożliwe.
Tego dnia (we Wtorek) zaczynają tańczyć Damoreę; ale je­
stem taki speszony świnią i tak potwornie przemęczony, że
wracam na Dubę i idę spać. Słychać wściekłe ryki. Tiububu

��mówi, że być może bushmani przyszli i rozwalają chałupy
i niszczą palmy. Szereg krzyków jakby: Hurra! i odpowiedź
Wipp! Na drugi dzień obserwowałem to samo i przekonałem
się, że było to obalanie jednego z mangrowowych słupów,
stojących na mieliźnie, za pomocą długiego drąga z platfor­
my bori, ze świnią przyczepioną do tegoż.
Wtorek rano przyjechałem na lewo, za wreckiem i widzia­
łem sago gotowane i mieszane rodzajem wiosła. We Środę ra­
no przynoszą kuku [tytoń] tanuwaganie, który mnie naciąga
na więcej, prowadząc mnie do Kanikaniego. We Środę po po­
łudniu najintensywniejszy dzień: punkt kulminacyjny Raua.
Przez cały ten czas, niestety, czuję się raczej podle. Febra czy
wściekły upał niszczą mnie.
We Czwartek rano jedziemy do Dahuni. Za Silo Siło
otwarta zatoka; po lewej ręce (od Z.) olbrzymia skała zawie­
szona na końcu wąskiego pasa: Gadogadoa. Parę statków
z Mailu - im b=ej się posuwamy na Z., tern więcej Crabclaw
[kleszcze kraba] żagli się pokazuje. Objeżdżamy jeszcze jed­
ną, płytką zatokę, przesuwamy się tuż koło skały i wjeżdża­
my w Zatokę Bona Bona. Wyspa Bona Bona Rua przypomi­
na stoki Karpat o wielu ramionach. - Obidową za N. Targiem.
Tu i ówdzie polany - szmaty ziemi źle nawodnionej, porosłe
trawą - ale tak dziwnie przypominają hale gdzieś na zbo­
czach Kopieńca, koło starej drogi do Morskiego Oka... Na
prawo otwierają się wrota do Mullins Harbour, Gubanoga: od
północy płaskie brzegi i [?] pas zieloności gęstej, nieprzenikliwej ciągnie się tuż nad mlecznym błękitem morza; tu i ów­
dzie palmy, jakby jeszcze linje, geometrycznie równoległe,
wyryte ostrem, precyzyjnem narzędziem na pasie zielonem.
Na prawo góry pokryte bogatą zielenią i zatoki obszerne.
Wjeżdżamy z Zat. Dahuni. Zmęczenie szalone. Z rozkoszą
oglądam obrazki z Graphica z przed 3 lat; kładę się spać. Po
południu spacer. W 2 dubu siedzą goście: z Mailu i z Borowai
i jedzą taro z dużych drewnianych talerzy. Typy Borowojów
nadzwyczajne: zupełnie Australskie mordy, włosy gładkie,
nosy jak u małp, wyrazy dzikiego przestrachu. - Wciąż je­
szcze nie w stanie do roboty, wracam, i jadę łódką z Iguą,
Boo i Utatą. Spotykamy Mailu Lugumi, do którego przycze­
piam się na chwilę. Cudowny widok żółtego żagla na tle cie­
mniejącego błękitu; w oddali gubią się brzegi niskie Mullins
Harbour. Wracamy, ciężka praca wioseł. Wieczorem kupuję
parę przedmiotów - początek „muzeum nowego typu";
przedmioty gospodarstwa domowego.
Na 2. dzień rano (Piątek 18.XII) dzień jasny, pogodny
- widok na Mullins Harbour niezbyt czysty, gdyż tam burza.
Orangerie Bay doskonale widoczna. Trudności z boy'ami,
którzy zaczynają wierzgać. Jedziemy wzdłuż płaskiego, zie­
lonego brzegu - nad równiną wznosi się szereg wzgórz - we
mgle i drzewach. Gadajsju; plantacja jakby wymarła, ponura.
Lunch z Meredittem. Rozmowa o Grahamach; o sezonach
w tej okolicy N . Gwinei. - Dingą do wioski; wioska marna;
prawie nikogo nie ma; wszystkie domy zbudowane a la Suau,
chociaż niektóre specjalnie nędzne. Jedziemy; z za gór wysu­
wa się biała mgła; jakby ktoś z tamtej strony gwałtownie
przedmuchiwał watę. Widocznie monsoon z tamtej strony sil­
ny zpotyka tu wiatr Płdn. który go przecina. Widok bajeczny
szeregu wzgórz w aureoli białej mgły, tajemniczo wysuwają­
cej się z głębokich kotlin. Baibara. Starcie z Arisą; wście­
kłość. Idę krętą ścieżką wśród gęstwy powojów, oplatających
młody zagajnik palmowy. - Cattowa i Catt; gadatliwy; prze­
glądam gazety ilustrowane; czuję, że się od niego wiele nie
212

nauczę o rolnictwie krajowców. Idziemy na spacer, na plażę;
on rozpływa się nad plantacją, ja podziwiam. Pokazuje mi
swój stary dom i opowiada o historyi z wężem - wielu lu­
dziom to pokazywał i opowiadał już? Na brzegu dyskusja
o misjonarzach - lekie starcie; tracę do niego sympatję. Wra­
camy. Kolacja; dyskusja z Cattową, kt[óra] b. sympatyczna.
Idę do łóżka b. późno. Śpię marnie.
Rano niezbyt tęgo. Idziemy piechotą. Oglądam ananasy. Plażą idziemy; zajeżdża Daba. Jedziemy łódką do cmentarza.
Platformy i tłomoki z kościami. Czaszki zbielałe na skałach.
Jedna z przyczepionym nosem. B. nastrojowe. Rozpytuje się
0 zwyczaje pogrzebowe. Tymczasem chłopcy wrzeszczą i trą­
bią. Jestem wściekły na nich. Pożegnanie z Cattem. - Brzeg
skalisty, pokryty [?] zielonością. Ujście laguny, w której
cmentarz, objęte dwoma skałami; w środku sterczy trzecia.
Dalej pagórki się wznoszą wyżej; zieloność staje się nie­
zmiernie silna. Niestety dzień b. mglisty; nie widać dalszych
planów. Dojeżdżamy do P=t Glasgow, który przedstawia się
bajecznie, jako głęboki fiord objęty 2 sfinxowatymi pilonami,
otoczony wysokimi pagórkami, z cieniami olbrzymich gór
Main Range'u z tyłu. Schodzę na dół - czuję się od razu kiepskawo. Wracam. Stop koło Euraoro. Piaszczysta i skalista
wysepka z tuzinem dość marnych domków. - Dojeżdżamy do
Mailu. Nagle odczuwam pustkę i znak zapytania nad przy­
szłością. Dopiero co robiłem plany co do działalności w Mai­
lu: opisanie i sfotografowanie ekonomicznych czynności,
w ogrodzie i w domu. Próba skolekcjonowania wszystkich
przedmiotów techniki etc. - W Mailu czekam na launch
1 dawdleje. Nie czuję się tak b. źle; widocznie przyzwyczai­
łem się już trochę do kołysania. Robię dziennik. Koło 6=tej
idę do wioski. Rozdaję tytoń i obstalowuję model Orou. Aha; domek misyjny urządzony schludnie na moje przyjęcie,
uderza mnie sympatycznie i mityguje we wściekłości na Savil'ow. Koło 7=ej wracam do domu, kiedy dowiaduję się, że
przyjechała Elevala. Jadę drogą. Rozmowa z Murray'em
i Grimshawem. Kolacja z H.E. i rozmowa. Jestem znowuż zu­
pełnie na tej samej stopie z nimi co poprzednio; uprzejma
i swobodna rozmowność, przy tern ja raczej nadaję kolor roz­
mowie, bez poczucia natręctwa. - Czytam 4 listy od Mayowej (uprzejmy i przyjacielski) od [?] pomyślny co do 200
fu[ntów], krótki, ale zdaje się życzliwy; i 2 listy od п. 1. dość
suchy i krótki, speszony moim milczeniem. 2. serdeczny,
w odpowiedzi na listy z Cairns i P=t [Moresby] i fotografje.
Jedyne zetknięcie ze światem mi przyjaznem. - Choć na­
prawdę muszę przyznać, że ludzie, kt. tu spotykam są
w ogóle b. życzliwi i dają poczucie przyjacielskości. Tak, że
mam poczucie, jakbym był wśród przyjaciół. Nie czuję się b.
osamotniony. Nawet ludzie spotkani „po drodze" Rich'owie,
Catt'owie, Meredith są „ludźmi", są „znajomymi". W Samarai Shaw'ie, Higginsonowie, Ramsayowie, Stanley odnoszą
się do mnie b. życzliwie. - Wieczór, niestety oddaję się lu­
bieżnemu nastrojowi. Igua jedzie na statek. Dziś rano ze łza­
mi w głosie mówi mi o śmierci swojego „uncle" Tanmaku rozpłakuje się zupełnie. - Dziś siedzę cały dzień w domu; pi­
sze dziennik; opatruję palec.
Przygotowuję do fotografii - to było w Niedzielę 20.
W południe wziąłem b. byczą kąpiel morską, z pływaniem
i kąpiel słoneczną. Czuję się silny, zdrów i swobodny. Pogo­
da i względny chłód Mailu przyczyniają się też do podniesie­
nia ducha. Około 5=tej idę do wioski i spotykam Velaviego.
Obstalowuję kamień do robienia isaga i model łódki za 10

�sztyków tabaki. Wracam - palec boli mnie po objedzie.
W domu siedzę i czytam Gautiera. Velavi, Boo i Utata robią
mój „dwór". Noc b. kiepsko, budzę się z bólem głowy - b. sil­
ny ból palca podczas nocy; widocznie zakaziłem znowuż ką­
piąc się. Wczoraj, Poniedziałek] 21.XII. cały dzień w domu. Rano
i po południu Puana; rozmawiamy o rybołówstwie. Chwilami
- popołudniu - chandra gwałtowna; samotność ciąży na
mnie. Zabawiam się nowelkami Gautiera, ale czuję ich ni­
cość. Jak niewidzialna zmora ciąży na mnie wojna europejska
i myśl o Matce. Chwilami tęsknię za Tośką, często patrzę na
jej photo - a i sam nie wierzę, że ta cudna kobieta... - Praca
idzie mi dość tępo.
22.XII. Wtorek. Rano przychodzi Puana i proponuje jazdę
do Kurere . Znów siedzę na tratwie i ślizgam się bo [pow.
być: po] przestrzeni, wśród cudownego widowiska otaczają­
cych wysp i gór. Koło 4=tej dojeżdżamy. Instalacja w domku
misjonarza. Jedną nogę mam bez buta, kuleję. - Idę do wio­
ski, tu i ówdzie znajomy, rozmawiam. Wychodzimy na wio­
skę - z daleka, na lewo; brzegiem idzie korowód taneczny.
Słychać tylko dość skomplikowany rytm bębna i śpiew. Bli­
żej widzę korowód. Na przedzie dwóch ludzi niesie drzewka
mangowe; z nich spływają festony jakichś liści, które z tyłu
znowuż dwuch ludzi niesie. Za kimś idą, mocno wysmukli
i udekorowani dwaj „naczelnicy". Potem gromada ludzi
z bębnami i bez, śpiewająca i tańcząca. Śpiew dość melodyj­
ny. Taniec: przeskakiwanie z jednej nogi na drugą z podno­
szeniem kolan wysoko. Chwilami tańczą zgięci wpół i tyłem
do mangrów, otaczając je - jakby w adoracyi. - Przy wejściu
do wioski spotykają ich kobiety udekorowane, z djademami
piór białego cacatoo [kakadu] na głowie, tańczą tak samo, jak
przy przynoszeniu świń, tzn. też przeskakując z jednej nogi
na drugą, choć, zdaje się, nie podnoszą kolan tak wysoko jak
mężcz[yźni].
Wszystko odbywa się poważnie - znać, że jest to uroczy­
stość, ale bez ezoteryi. Większość „społeczeństwa" zresztą
stanowi aktorów. - Potem „przyjęcie" przez kobiety rozpo­
ścierają duże eby [maty z pandanusa]; wszyscy siadają głównie aktorowie w 1. rzędzie i śpiewają jedząc betel. Śpiew
znów melodyjny; mam wrażenie, że melodja wszystkich za­
klęć jest tasama. Po jedzeniu orzechów betelowych, odbywa
się rąbanie drzewek mangowych, które potem, owinięte
w ebę stanowią charm [przynętę] na świnie. - Potem wracam
do domku misjonarza i mam konferencję z dzikimi. - Wie­
czór - b. zmęczony - śpię kiepsko, ból zębów. We wsi tańczą.
Następnego dnia (Środa 23.) rano konferencja; koło połu­
dnia posyłam policemana do Cowleya - po południu, koło
5=tej zaczynają się tańce. Przyglądam się. Potem idę na ko­
lację; wieczór znów tańce (Bara tylko). Idę spać.
We Czwartek, rano jedziemy do Magubo point - wiatru
prawie że niema, pomstujemy. - Campbell Covley dość
przyzwoicie ubrany, dość energiczny. Robi na mnie dość
sympatyczne wrażenie. Lunch. Potem gadamy - czytam
Dumasa. Wieczór wilja - siedzę sam nad morzem i myślę
o domu, o matce, o ostatniej wilii. Myśli dość potwomawe.
Potem wieczór gadamy. C C . opowiada o Afryce; o polowa­
niu na słonie - jest on synem Sir Alfreda C , którego pamię­
tam dobrze z Brisbane. Dość mi się podoba, typowy Australczyk: otwarty, ekspansywny (mówi ze mną o zamiarach
matrymonjalnych) - brutalny. Razem sobaczymy mocno
Saville'a.
56

Piątek (1. święto) i Sobotę spędzam zaczytując się na
śmierć Dumasem. W Sobotę popoł. przyjeżdża Puana, widzę
Dimdima. Potem przy świetle księżyca wracamy do Mailu.
W Niedzielę (27.) Poniedziałek] 28. zaczytuję się nadal
Dumasem. Wtorek 29, Środa 30, Czwartek 31. Jestem chory.
Gorączka. Ataki wściekłego bólu zębów.
Piątek 16.1.14. Od 1. (Piątek) aż do 7. (Czwartek) pracuję
nieźle. Przychodzi do mnie: Pikana , Puana i Dagaea i ga­
dam z nimi. Puana okazuje się dość inteligentny i b=ej otwar­
ty. Razem z Paparim dają mi szereg ciekawych informacji
i niewątpliwie czuję, że pogłębiam moją wiedzę na punkcie
Cora, tzn. tabu; na punkcie problemów pokrewieństwa itd.
Któregoś to dnia robię wycieczkę z Puaną, Boo i jakimś
3=cim jeszcze na szczyt pagórka, przy czem faktycznie zo­
staję wciągnięty na górę. Rano, budząc się (budziłem się dość
późno, koło 9=tej) ryczę o kakao. Zazwyczaj pod domem sie­
dzi już Puana, który potem włazi i gada ze mną. Po południu
raz czy dwa przyszedł Pikana. Wioska pełna, prawie wszyscy
na miejscu. Co wieczór tańce, teraz już w pełnym stroju,
z piórami, z wymalowaniem etc. Upał szalony - chwilami
czuję się fatalnie.
Koło Wtorku 5=tego wiatr zmienia się na Płd. - znowuż
nastrój passatu, znacznie chłodniej, pogoda, niebo jasne, mo­
rze błękitne i mgła lekka na horyzoncie. Od razu człowiek
czuje się rzeźwiejszy. - Plan domku misyjnego, w którym
mieszkam.
[plan domu]
Z początku moje łóżko stało na werandzie (zamkniętej) A,
koło okna A'. Potem, jak wiatr się przemienił, na Płn. Zach.,
przeniosłem łóżko do B. (tam gdzie litera stoi), ażeby mieć
przeciąg. Siedzę koło okna, w B' i patrzę na palmy, agawy
(duże kwiaty tuż pod oknem); papaye i dziwne drzewko,
kwitnące fioletowo, z zapachem jakby wysubtelnionego benzoezu i kwiatami jakby ulepionymi z wosku. Poprzez drzewa
widzę skrawek morza. - Po lunchu i wieczorami czytywałem
Pathfindera Coopera , kt[óry] mi robił miłe wrażenie, ale
mnie nie przepoił tą wściekłą poezją, którą odnajdywałem
w nim w młodości, czytając w wydaniu polskim. Niestety
z wiatrem wschodnim wyjechali absolutnie wszyscy ludzie
z Mailu. Chciałem z nimi pojechać, targowałem się, nie przy­
jęli mojej ceny i to mnie zaprowadziło do pasyi - przeciw obu
policjantom i większości mieszkańców; a także zniechęciło
mnie to kompletnie. Pozatem nie było absolutnie nikogo. Za­
cząłem czytać we Czwartek Bragelonne'a i czytałem go bez
przerwy literalnie, aż do Środy, czy Wtorku wieczór. Dumas
ma jednak urok. Zaczął mnie brać pod koniec, chociaż nie­
wątpliwie posiada on olbrzymie braki, itak np. kontrefekt
Bragellone'a polega na zamianie królów. Przy czem restytu­
cja dawnego przeprowadzona jest haniebnie. Aramis wycho­
dzi jak ostatnia dupa bez żadnego jądra i sensu. - Czytałem
zaraz po wstaniu; nie przerywałem jedząc, czytałem do pół­
nocy. Tylko o zachodzie zwlekałem się z tapczanu i szedłem
na krótki spacer nad brzeg morza. W głowie mi szumiało,
miałem [?] mózg i oczy - a pomimo to czytałem, czytałem
ciągle. Zupełne urżnięcie się na umór. Postanowiłem, po
skończeniu tego świństwa za żadną cenę nie wziąć już więcej
książki do ręki w N.G. We Wtorek 13 przerwałem - a raczej skończyłem. We
Środę spałem długo. Potem poszedłem do wioski rano i zro­
biłem parę fotografii. Wróciłem nie znalazłszy tam absolutnie
nikogo, z którym bym mógł pracować, i zacząłem czytać l i 57

58

59

213

�sty M . Jeszcze przed epoką intoksykacyi Dumasem, zaczą­
łem czytać i segregować listy n. Teraz czytam je dalej. Chwi­
lami chciałbym napisać szkic mojego życia. Całe epoki wy­
dają mi się już tak obce. Bursa , Ślebodziński - Główczyński i Górski , Bukowina z Wasserbergiem - Chwistek
i przygotowanie do doktoratu - te rzeczy wydają mi się pra­
wie że nie połączone ze mną.
We Środę miałem gorączkę i we Czwartek także - dość
słabą 36.9 st. ale zawsze nie byłem żwawy. We Wtorek i Śro­
dę wieczór brałem chine we Środę rano także arszenik. Mia­
łem dość przykre noce, trochę bezsenne z tym narkotycznym
bólem głowy po chinie. Wczoraj (Czwartek) zacząłem zno­
wuż pisać notatki. Na razie poprzestałem na pracy z Iguą.
Popołudniu fenilletowałem Shakespeara i miałem ból głowy.
Rano przeglądałem Normana Angell'a i Rennana. Po połu­
dniu zdrzemnąłem się; o 5=tej jak z krzyża zdjęty, wlokę się
do wioski. Dekorują dom na Madune - obwieszają banana­
mi naokoło. Wracam po ciemku i znowuż straszę małego
chłopca, którego nazywam Monkey; dziwny od[g]łos wyda­
je w strachu; prowadzę go kawał drogi, nęcąc tytoniem, po­
tem nagle weszłem w krzaki, gdzie on zaczyna piszczyć.
Wieczór jestem całkiem caput; nic nie czytam. Mam chwile
szalonej tęsknoty za muzyką i słyszę chwilami wcale nieźle.
Wczoraj np. 9=tą symfonię. - Kocham się wciąż i tęsknię za
t. Jej ciało jest dla mnie czemś idealnie pięknem i świętem zdaję sobie sprawę jednak, że psychicznie nic mnie z nią nie
wiązało, jak np. z t Ale w ż nie kocham się już erotycznie.
Gdybym mógł wybierać którąś z nich na towarzyszkę
w chwili obecnej, czysto impulzywnie, bez wahania wybrał­
bym t. Dużo przyczyniają się bajeczne fotografje, które mam
ze sobą.
60

61

62

63

Sobota. 17.I.14.[pow. być 15]
Po bezsennej nocy i proszku bromu, oraz uśpieniu się her­
batą - czuję się wcale nieźle; choć serce nietęgo. Zobaczymy,
jak będzie dalej! Wczoraj rano pracuję z Iguą i Velavim o po­

karmie nativow - Velavi b. chaotyczny. Potem atletyczne za­
pasy z Velavim. Potem lunch (papaya) - potem czytam Riversa i przerzucam Hill Vachella. Chmurzy się; rano chłopcy wo­
łają Sail O! Wakefield przyjeżdża i cała flotylla OROU 'ów.
Po poł[udniu], koło 3=ciej mierzę gorączkę 36.9, prawie 37
st. Mam to już od paru dni; przy tern ból głowy i stumanienie.
Czytanie Riversa, wogóle teoryi etnologicznej jest nieocenio­
ne: daje mi zupełnie inny impuls do pracy i pozwala wyko­
rzystać informacje zupełnie inaczej. Ciągle mnie travailluje
[travail - dręczy] myśl o możliwości jakiejś rządowej posady
etnologicznej w N.G. Podejrzewam Haddona, że proteguje
Layarda na to miejsce. - Koło 4=tej - zdemoralizowany go­
rączką, bólem głowy i deszczem, sin embargo idę do wioski.
Góry ciemnoszafirowe; chmury, kumulusy śnieżno białe
wśród ciemnych ołowianych cieni [?]. Morze szkli się szmaragdowo pośród tych ponurych barw. Duszno, ciężko. Lugumy, pokryta domkami, stoję przy Ogobadzie. Odpływ b. da­
leki. Mnóstwo ludzi zbiera frutti di таге. Siedzę i patrzę jak
kobiety robią rami 's i pietą koszyki. - Potem deszcz się roz­
lewa. Siedzę na werandach; naprzód u Vavine, potem oglą­
dam werandę naładowaną małymi dziewczynkami; „pali się
w piecu" i gotują strawę. Potem idę ulicą i , wracając, siadam
na werandzie. - Jestem zmęczony. Ściemnia się. Domy
w przezroczystym, ponurym cieniu; środkiem ulicy płyną
strumyczki wody. Tęsknota za muzyką, za Tristanem; [?].
Wracam; w domu czytam Riversa, potem Hill. Długo nie mo­
gę zasnąć. Myśli erotyczne o E. Eat.; o Zosi Ziel-in, o Jadw.
Malesz.). Ale właściwie czuję, że instynkty monogamiczne
coraz silniejsze i myśl o jednej kobiecie. Tęsknię za t- za ni­
kim innym. Rozumując eliminuję t- jest ona jedynie chwilo­
wym substytutem jedynej. Ale lubieżność w ogóle staje mi
się czemś obcem. Przypominam tylko z dreszczem noc
10.ГХ. na Olczy, wspomn[nienia] z Windsoru, z Meck=g St.
- myślę o małym pokoiku z ukręconym bluszczem na Chalk
Farm. W niej kocham się jeszcze niewątpliwie. - Dziś rano
zrobiłem gówno - tego mi widać potrzeba.
64

65

66

Wszystkie fotografie wykonane przez Bronisława Malinowskiego
PRZYPISY
1

Motu, język plemienia Motu (wokół Portu Moresby na Nowej Gwi­
nei), lingua franca południowych Massimów. Malinowski używał gra­
matyki i słownika W.G. Lawesa (1888), jedynego wówczas opracowania
dotyczącego tego języka.
Henry Balfour, antropolog brytyjski i dyrektor Pitt-Rivers Museum
w Oxfordzie.
Henry Rider Haggard (1856-1925), pisarz angielski, twórca neoromantycznych powieści przygodowych, np. Kopalnie króla Salomona,
Pierścień Królowej Saby. Postać Haggarda posłużyła Malinowskiemu do
stworzenia następującego porównania: „Rivers był Riderem Haggardem
antropologii, ja będę jej Conradem".
„Merrie England" rządowy jacht parowy, którym w 1904 roku wy­
ruszyła ekspedycja karna na wyspę Goaribari dla pomszczenia kanibalistycznego morderstwa dokonanego tam w 1901 roku na dwóch misjona­
rzach i dziesięciu wyspiarzach Kiwai.
H.W. Champion był sekretarzem rządu Papui.
Sędzia J.H.P. Murray był „lieutnantem governorem" czyli guberna­
torem Brytyjskiej Nowej Gwinei.
Miles Stamford Cater Smith w 1907 r. był dyrektorem rolnictwa
i kopalń oraz pełnomocnikiem rządowym do spraw ziemi i badań w Port
Moresby, w 1908 został administratorem Papui. W latach 1910-11 pro­
wadził ekspedycję badawczą między Purari River a systemem Fly-Strickland River, za co został odznaczony medalem Królewskiego Towarzy­
stwa Geograficznego.
2

3

4

5

6

7

214

8

Ahuia Ova, lokalny informator wykształcony etnologicznie przez
Seligmana, później prowadził swe własne badania. Patrz F E . Williams,
77ie Reminiscences of Ahuia Ova, .Journal of the Royal Anthropological
Institute" L X I X , 1939, s. 11-44; C.S. Belshaw, The Last Years of Ahuia
Ova, „Man" 1951, nr 230.
Dubu (Mailu) dom klanu, wyraz ten może też oznaczać klan lub
podklan.
A.E. Pratt był badaczem biorącym udział w ekspedycji Smitha.
Henry Ryan, zastępca lokalnego sędziego, w 1913 roku badał tere­
ny, które zamierzał eksplorować Smith.
Leslie Bell, inspektor do spraw krajowców i jeden z czterech euro­
pejskich członków ekspedycji Smitha.
Sędzia C E . Herbert pełniący obowiązki administratora Terytorium
Papui w czasie ekspedycji Smitha
Iduhu (Motu): plemię lub rodzina.
Arszenik bywał używany jako środek stymulujący, najczęściej do­
ustnie, stosowanie go drogą iniekcji, jak to robi! Malinowski, było raczej
eksperymentalne.
9

ш

11

12

1 3

14

15

16

Chinina oprócz swojego podstawowego zastosowania przeciwmalarycznego i przeciwgorączkowego, bywała stosowana jako tonikum
- wzmacniająco.
Igua byl motuańskim służącym i kucharzem z Elevala, który poje­
chał z Malinowskim na Mailu i był jego tłumaczem.
17

��18

Prawdopodobnie chodzi o Roberta Huntera, który w latach 1880tych towarzyszy! wyprawie Armit-Dentona.
W. Thackeray, Targowisko próżności, (oryg. 1848).
J. Conrad, Przygoda, (oryg. 1903).
Laloki to wieś pod Port Moresby.
Jules Barbey d'Aurevilly (1808-1889), pisarz francuski.
W oryginale dzienników Malinowski używa inicjałów n, t,
ż w kółeczkach na oznaczenie swoich przyjaciółek: Annie Branton, Otolii Retingerowej (Tośki) i Żeni Zielińskiej. Patrz poprzednie odcinki.
Chodzi zapewne o spotkania londyńskiego Kółka Polskiego.
Wspomnienie podróży do Australii przez Kanał Sueski i Morze
Czerwone w lecie 1914 r.
Atlee Hunt, C.M.G., sekretarz Departamentu Spraw Wewnętrz­
nych i Terytoriów Wspólnoty Australijskiej. Michael Young twierdzi, że
Atlee Hunt odegrał niezwykle ważną rolę w umożliwieniu i ułatwieniu
badań terenowych Malinowskiego. „Pisał niezliczone listy wprowadza­
jące dla Malinowskiego, naciskał na swojego ministra, aby ten wspo­
mógł Malinowskiego finansowo, gdy ten miał kłopoty z transferem pie­
niędzy z Anglii, gdzie tylko mógł, organizował bezpłatne przejazdy,
bronił go przed plotkami, że jest niegodny zaufania i że ma sympatie
proniemieckie, ochraniał go przed podejrzliwym i wrogim Sir Hubertem
Murray'em (gubernatorem Papui), wygładzał trudności z komendanta­
mi wojskowymi i ogólnie złagodził pewne przykre restrykcje, które
ograniczały jego ruchy. Hunt nawet załatwiał dla Malinowskiego zakup
materiałów fotograficznych po obniżonych cenach, darmowe lub bardzo
nisko płatne wykonanie odbitek, wypożyczenie z Gubernatorstwa apa­
ratu fotograficznego (ЗА Graflex wyposażony w anastygmat Zeiss Ko­
dak F.6.5 lens) i namiotu - słynnego namiotu, który miał się stać sym­
bolem stylu badań terenowych tego etnografa. Atlee Hunt robił to wszy­
stko nie tylko dlatego, że został zobligowany przez Haddona i Baldwina Spencera, innych wpływowych protektorów Malinowskiego, lecz że
posiadał oświeconą wiarę w praktyczną wartość badań antropologicz­
nych i niezachwianą wiarę w Malinowskiego umiejętności do ich prze­
prowadzenia. Żadna inna postać publiczna nie okazała takiego poparcia
dla Malinowskiego Gdyby to zależało od gubernatora Murraya, Mali­
nowskiemu nie pozwolono by na powrót do Papui w 1915 roku, chyba
że byłby zatrudniony przez rząd Papui. Murraya zirytowało, że grant
(250 funtów na dwa lata) Hunt zabezpieczył Malinowskiemu z budżetu
swej administracji; gdyby Murray płacił za badania Malinowskiego,
chciałby mieć coś do powiedzenia w kwestii tego, gdzie jedzie i co bę­
dzie robić. Wstawiennictwo Hunta w ministerstwie pozwoliło stawić
czoła Murrayowi i zapewnić kontynuację badań Malinowskiemu. Cho­
ciaż Malinowski był wystarczająco wdzięczny Huntowi za jego opiekę,
nie wiedział do jakiego stopnia był przez niego chroniony - często
w konsekwencji jego własnych gaf." Malinowski Among the Magi, Routledge, London and New York 1988
19

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

Jane Ellen Harrison, angielska archeolog, autorka dzieła pt. Prole­
gomena to the Study of Greek Religion, Ancient Art and Ritual, a także
innych wybitnych prac.
W.J.V. Saville, misjonarz Londyńskiego Towarzystwa Misyjnego
pracujący wówczas na Mailu. Jego praca A Grammar of the Mailu Lan­
guage, Papua, została opublikowana w „Journal of the Royal Anthropo­
logical Institute" w 1912 roku.
Ferdynand Tabeau (1858-1919), zakopiański aptekarz, działacz spo­
łeczny, jeden z założycieli TOPR. W czasie I wojny świat, cały swój mają­
tek przekazał na potrzeby Legionów Polskich. Malinowski bywał częstym
gościem jego apteki, która pełniła także funkcje kawiarni i salonu.
Nie wiem na razie, kim była panna Nussbaum, ale natrafiłam na jej
trop w liście do Malinowskiego wysłanym przez Marię Czaplicką
w 1919 r. z Oxfordu: „(...) Panie Bronisławie, ma Pan wiele serdecznych
uczuć dla siebie u Haliny Nussbaumówny. Pisała mi o Panu dużo". Ko­
respondencja B. Malinowskiego w Archiwum L . S . E . w Londynie.
Papari byl naczelnikiem podklanu Banagadubu, potrafił przepo­
wiadać pogodę; Malinowski uważał go za przyjaciela i dżentelmena.
Victor Cherbuliez (1829-1899), autor powieści L'aventure de Ladislaus Bolski.
Suau, wyspa na wschód od Mailu.
Patrz przypisy do poprzedniego odcinka.
Chodzi zapewne o list Stasia Witkiewicza pisany w Hotelu Metropole, w Sydney, 2.IX.1914: „Kochany Broniu: (...) O kwestii naszego
stosunku nie piszę, bo (dodać nic nie mogę) na razie nie mam nic do po­
wiedzenia. W Papui będziesz mial wiele czasu na rozmyślania i może
wiele rzeczy zrozumiesz, jak się na nie z daleka i z samotności popa­
2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

216

trzysz. Jeśli nie będzie za późno i jeśli mnie będziesz lubił naprawdę
(czego teraz dopatrzeć się nie mogłem), może kiedyś na Olczy będziemy
inaczej o tym mówić. Chciałbym bardzo, abyś się zmienił, zanim Cię ży­
cie nauczy różnych rzeczy w sposób bardziej okrutny niż dotąd./ Za pew­
ne rzeczy mam dla Ciebie głęboką wdzięczność. Jeśli nie było skutku, to
dlatego, że jestem człowiekiem kompletnie złamanym, którego jedynie
śmierć uleczyć może. Pół roku minęło i wszystko jest tak, jak było, a na­
wet gorzej. Oby moja śmierć nie była głupim przypadkiem i żebym zgi­
nął pożytecznie. Tej jednej rzeczy można mi życzyć7 Wierzę mocno, że
Ci się uda wyprawa i że wrócisz cało./ Ściskam dłoń TwojąJStaś (...)"
S I . Witkiewicz, Listy do Bronisława Malinowskiego, PIW: Warszawa
1981
Derebai, wioska w głębi lądu.
Notes and Queries on Anthropology, wyd. 4, Londyn 1912
Borebo, wieś nad płytką zatoką na zachód od Millport Harbour.
Patrz przypis w poprzednim odcinku.
Cat's cradle to dziecięca zabawa w przekładanie i zdejmowanie
sznurka z palców.
Pobliska wyspa.
Wioska na wyspie Mailu nad zatoką Amazon w pobliżu Mogubo
Point, część wioski Mailu.
W Londynie Malinowski pracował zazwyczaj w czytelni (Reading
Room) National Museum.
Obsydian - odmiana szkliwa wulkanicznego bogatego w krze­
mionkę, najczęściej czarny.
Maduna (Mailu) - coroczne święto, główne wydarzenie społecz­
nego życia krajowców.
R. Kipling, Kim, (oryg.) 1901
Przywódca podklanu.
Malinowski wspomina mieszkanie Rettingerów, które Tośka tak
opisywała: „Zajmowaliśmy podówczas jedno z tych wygodnych, ume­
blowanych „appartments", urządzone wyjątkowo niebanalnie przez arty­
stę malarza. W czarnym saloniku, pełnym barwnych plam...". T. Zub­
rzycka, Syn dwu ojczyzn, „Iskry" 1931, vol. 9, s. 141
Wyspa na zachodnim końcu Zatoki Orangerie
Rev. С.W. Abel, z Londyńskiego Towarzystwa Misyjnego, autor
broszury Savage Life in New Guinea (bez daty), którą Malinowski opisał
jako „napisaną zabawnie, ale powierzchowną, a często niepewną".
Rev. J. Chalmers, misjonarz na wybrzeżu Zatoki Papuańskiej, au­
tor książki Pioneer Life and Work in the New Guinea, 1895
С В . Higginson, rezydujący sędzia w Samarai.
Leslie, właściciel hotelu w Samarai.
Dobu, jedna z wysp Archipelagu D'Entrecasteaux.
Intichiuma, australijska ceremonia magiczna, mająca na celu po­
mnożenie zwierzęcia totemicznego klanu. Malinowski w 1912 roku na­
pisał na ten temat artykuł 77ie Economic Aspect of the Intichiuma Cere­
monies.
Miało się tam odbyć święto Oilobo. Odprawia się je zawsze pod
koniec roku i rozpoczyna w ten sposób okres postu przygotowującego do
głównego święta w całym roku krajowców, mniej więcej dwa miesiące
później.
Pikana, informator z Mailu w średnim wieku, dzieli! dom z Omagą i jego rodziną; Malinowski uważał, że był chciwy i przemądrzały.
J.F. Cooper, Tropiciel śladów, (oryg.) 1840
A. Dumas (ojciec), Wicehrabia de Bragelonne, 1848
Ojciec Malinowskiego, Lucjan (profesor lingwistyki), był przeło­
żonym bursy akademickiej dla studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego
na Małym Rynku w Krakowie, gdzie też rodzina Malinowskich miała
mieszkanie. Po śmierci Lucjana bursę prowadziła pani Malinowska.
Ślebodziński, Główczyński i Górski, to koledzy Malinowskiego
studiujący z nim w Lipsku. Patrz poprzednie odcinki.
Ignacy Wasserberg (ur. ok. 1880 - zm. 1942), studiował na Wy­
dziale Medycznym i Filozoficznym UJ. W rodzinie Witkiewiczów był
znany jako filozof. Ożenił się z Oderfeldówną, w której młodszej siostrze
kochał się Staś Witkiewicz. W latach międzywojennych długoletni pra­
cownik Ligi Narodów w Genewie.
Leon Chwistek (1884-1944) logik, matematyk, filozof, malarz i te­
oretyk sztuki. Był przyjacielem Stasia Witkiewicza i Bronia Malinow­
skiego, który był jego kolegą gimnazjalnym i uniwersyteckim.
Oro'u (Mailu) - duża podwójna łódź z żaglem w kształcie kleszczy
kraba, uważana za najlepszą łódź morską w tym regionie.
J. Layard, antropolog, autor książki Stone Man of Molekuła, 1942
Rami - spódniczka z trawy noszona przez kobiety.
3 6

37

3 8

3 9

4 0

41

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

5 0

51

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

6 4

6 5

6 6

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10933" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10911">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ee882e483e1b14217c9c25c056edaf73.pdf</src>
        <authentication>19cbc00271a00b1679e0624c75553293</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130370">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2770</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130371">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130372">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2580</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130373">
                <text>Opowiedz o swojej podróży: Michel Leiris / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130374">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.181-184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130375">
                <text>Clifford, James</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130376">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130377">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130378">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130379">
                <text>Opowiedz o swojej podróży
Michel Leiris*
J a m e s Clifford
Guinie, de ton cri, de ta main, de ta patience
II nous reste toujours des terres arbitraires.
АГМЁ CESAIRE

L'Afrique fantóme to monstrum: 533 strony gęstych zapi­
sków etnograficznych, dziennika z podróży, badania samego
siebie, „onirografii". Weźmy priere d'inserer do tej książki,
reklamową ulotkę wsuniętą pomiędzy kartki skończonego
dzieła. W trakcie całej swojej kariery zawodowej Michel Lei­
ris uprawiał taki właśnie mikroskopijny gatunek: chłodny
esej, który opisuje książkę, będąc z nią związany jednocześnie
intymnie i niezobowiązująco, prowadząc czytelnika lub wpro­
wadzając go w błąd, pozwalając autorowi na zatarcie za sobą
śladów. Ostatnio priere d'inserer zaczęto drukować na tylnej
stronie okładki lub skrzydełku obwoluty opublikowanej książ­
ki - w unieruchomieniu, nad czym Leiris ubolewał. W pierw­
szym wydaniu L'Afrique fantóme (1934) była to luźna kartka
papieru:
„Chory z powodu życia w Paryżu, postrzegając podróż ja­
ko poetycką przygodę, metodę zdobycia wiedzy konkretnej,
próbę, symboliczny sposób na powstrzymanie starzenia się,
zaprzeczenie czasowi przez przekraczanie przestrzeni, autor,
zainteresowany etnografią ze względu na wartość, którą przy­
pisywał tej nauce w rozjaśnianiu kontaktów międzyludzkich,
przyłączył się do wyprawy przemierzającej Afrykę.
Cóż tam znajduje?
Niewiele przygód, badania, które pierwotnie pobudzają go,
wkrótce okazują się zbyt nieludzkie, by mogły dostarczać sa­
tysfakcji, wzrastającą obsesję erotyczną, ciągle powiększającą
się pustkę emocjonalną. Pomimo niechęci do ludzi cywilizo­
wanych i życia miast-metropolii, jeszcze przed końcem
podróży zatęsknił za powrotem.
Próba ucieczki okazała się kompletną porażką, i tak czy
owak przestał już wierzyć w wartość ucieczki. Nawet jeśli
zważymy na wzrastającą w kapitalizmie tendencję, by wszel­
kie kontakty ludzkie uczynić niemożliwymi, czy nie jest tak,
że to właśnie w obrębie swojej własnej cywilizacji człowiek
Zachodu może odnaleźć okazję do samorealizacji na poziomie
emocjonalnym? W każdym razie ponownie przekona się, że tu,
podobnie jak gdzie indziej, człowiek nie może uciec przed
własnym osamotnieniem: wynik tego będzie taki, że któregoś
dnia, porwany przez nowe fantomy, zacznie na nowo - tym ra­
zem już bez złudzeń. Tak wygląda schemat pracy, którą autor
być może napisałby, gdyby nie fakt, że będąc zainteresowany
przede wszystkim przedstawieniem możliwie najbardziej

* Niniejszy tekst jest 6 rozdziałem książki Jamesa Clifforda, The
Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethnography, Literature, and
Art, Cambridge, M.A. Harvard Univ. Press. Polskie tłumaczenie książki
ukaże się w Wydawnictwie KR. Wydawcy dziękujemy za zgodę na druk.
Teksty Clifforda z niniejszej książki drukowaliśmy już w następujących
numerach naszego pisma: 3-4/92, 1/93, 3-4/95 oraz omówienie całej
książki i postaci Clifforda w nr 1/91.

obiektywnego i szczerego dokumentu, wytrwał przy swoim
notatniku z podróży, publikując go w tej właśnie formie.
Plan ten można dostrzec, przynajmniej w utajonej formie,
w obrębie całego dziennika, w którym bez ładu i składu zano­
towane są wydarzenia, obserwacje, odczucia, sny, myśli.
Od czytelnika zależy, odkrycie zarodków budzącej się
świadomości, którą osiągnął już dobrze po powrocie, i jedno­
czesne podążanie za autorem pośród ludów, miejsc, zmiennych
kolei losu między Atlantykiem a Morzem Czerwonym." (Lei­
ris 1966a: 54-55)
Priere d'inserer nie została umocowana - nie jest ani wstę­
pem, ani konkluzją, została napisana z myślą o czytelnikach,
którzy nie mają czasu na czytanie - dla wydawców pism,
sprzedawców książek, dystrybutorów, recenzentów. (Klasyfi­
katorzy gatunków: gdzie umieścić tę niezręczną i budzącą za­
kłopotanie Afriquel) Dla kartkujących tę książkę ciekawskich,
jest ona tylko niewielką frunącą do kosza na śmieci kartką pa­
pieru. Autor opisuje stronice przeznaczone dla anonimowych
czytelników: szansa na to, by ruszyli oni właściwym tropem,
powiedzenia, o czym (o kim) jest ta książka, i w końcu, dostar­
czenia tym stronicom tematu. Ostatnia szansa, żeby powie­
dzieć to, co zostało powiedziane, przywołać schemat, opo­
wieść, którą zamierzał napisać. (Jednak autor opisuje historię,
której nie zamierzał napisać i którą odrzucił.) Szansa, by za­
cząć pisać od początku...
Pięćdziesiąt lat później, mimo pomocy nowego objaśniają­
cego wprowadzenia i jeszcze innego „Preambule", nadal trud­
no zorientować się, co należy zrobić z 638 nie tworzącymi
zwartej całości zapiskami w tej książce: „Od czytelnika zale­
ży, odkrycie zarodków budzącej się świadomości, którą osią­
gnął już dobrze po powrocie, i jednoczesne podążanie za au­
torem pośród ludów, miejsc, zmiennych kolei losu..." Nie­
możliwe do wykonania dwojakie czytanie: ponieważ jeśli ma­
my w pamięci kształt narracji ukazujący się (zawsze) dzięki
spojrzeniu wstecz, to nie możemy wówczas śledzić rozrasta­
jącego się nadmiernie we wszystkich kierunkach dziennika;
a jeśli naprawdę poświęcimy się tym doraźnym wędrówkom,
wówczas problematyczne staje się stworzenie jakiejkolwiek
opowieści, która by je relacjonowała i tłumaczyła. Autor
odrzuca tworzenie narracji ze skrawków doświadczeń, publi­
kując je teł quel, w chronologicznym następstwie - jak gdyby
mogło to rozwiązać ostateczny dylemat związany ze stworze­
niem publicznej formy dla osobistych doświadczeń bez zdra­
dzania ich szczególnej, przeżytej autentyczności. Leiris do
czytelników: „Ostrzeżenie - ta książka nie nadaje się do czy­
tania."
„... tak obiektywny i szczery dokument, jak to tylko możli­
we." L'Afrique fantóme nie gromadzi swoich obiektów w taki
sposób, jak gdyby były one artefaktami, których przeznacze­
n i

�niem są oczekujące gabloty muzealne. Etnograficzne kolekcjo­
nerstwo, jakie w niej znajdujemy, nie kieruje się wyraźnymi
wskazówkami, ani estetycznymi ani naukowymi. Stronice te
nie odbijają też żadnego autorytatywnego punktu widzenia, ani
też nie przybierają tonu niezaangażowania: muszą sobie wza­
jemnie przeczyć. Będą też dziwnie drobiazgowe: „Mam zabło­
cone buty, długie włosy i brudne paznokcie. Ale lubię ten brud,
gdyż wtedy wszystko, co kocham, staje się tak czyste i tak od­
ległe" (s. 287). Nadmiar subiektywności, gwarantuje rodzaj
obiektywności - takiej, jaką (paradoksalnie) niesie osobista et­
nografia. Realistyczna wyobraźnia, wytwórczym vraisemblable, została odrzucona na rzecz nieprawdopodobnie szczerego
zapisu rzeczywistości: postrzeżenia, nastroje, fakty.
W Afryce Leiris zaczyna prowadzić terenowe notatki na te­
mat samego siebie, czy może bardziej precyzyjnie - na temat
niepewności egzystencji. Notatki te prowadzone na pieczoło­
wicie zestawionych kartkach, stworzą dane dla L'age d'homme
{Wiek maski, przełożony przez Teresę i Jana Błońskich) oraz
czterech tomów La regle du jeu: nie tyle autobiografii, co zbio­
ru „zdarzeń i obrazów, których nie chciałem wykorzystywać,
pozwalając wyobraźni, aby je obrabiała i rozpracowywała.
Słowem, szło o zaprzeczenie powieści. Odrzucić wszelkie
zmyślenia i jako materiał przyjmować tylko fakty prawdziwe
(...) tylko te fakty i wszystkie te fakty" (1972 [1946]: 12).
,Д1еп que ces faits." „Lecz podróż musi zostać opowie­
dziana." Nie może być stosem obserwacji, notatek, pamiątek
- poszczególne elementy przedstawione są w kolejności na­
stępowania. Dziennik ma sens jako „budzącej się świadomo­
ści"; opowieść konsoliduje się wokół tożsamości. (Opowiedz
nam o swojej podróży!) Ale co stanie się jeśli odmówimy
opowiadania? (Jak każde dziecko Leiris uczył się opowiadać
prawidłową historię. Co było dziś w szkole? Nie, nie chodzi
o to, żeby powiedzieć, co rzeczywiście się wydarzyło - że
byłeś w klasie, że było gorąco i nudno, latały muchy, zao­
strzyłeś ołówek i poszedłeś do tablicy. Nie musisz przywoły­
wać wszystkich rzeczy, które były urocze, ani tych, które cię
zirytowały: ptak uderzający skrzydłami o okienną szybę,
wstrętna kupa w łazience.) „Pisząc ten dziennik, od samego
początku walczyłem z trucizną, jaką jest myśl o publikacji"
(1934: 215).
Czy wystarczyłoby wrócić z Afryki, tak jak Marlow u Con­
rada, wrócić z jednym tylko mocnym słowem? Jakiego rodza­
ju retuszu trzeba i kłamstw, żeby stworzyć możliwą do przyję­
cia historię? Czy może trzeba wyprowadzić w pole opowiada­
nie i w jakiś sposób powiedzieć wszystko, transkrybując z jed­
nakowym rygorem to, co nudne, i to, co pasjonujące, interesu­
jące, nieoczekiwane i banalne? Inny sposób opowiadania: jak
gdyby tysiąc fotografii mogło zaświadczyć o tym, co rzeczy­
wiste na swój własny sposób: tak było. Ca a ite. Et ca, ca, ca.
„Być w faktach jak dziecko. Tam chciałbym się dostać" (1934:
234). Pragnienie cofnięcia się do egzystencji poprzedzającej
stan, kiedy zaistniała potrzeba kontrolowania się, wyjaśnienia
rzeczy i siebie samego.
Ale L'Afrique fantóme przedstawia surrealistę-etnografa
usidlonego w pisanie - pisanie siebie poprzez innych. Pod ko­
niec intensywnego okresu badań nad opętaniem zar w Etiopii,
specjalnie dla Leirisa złożona została ofiara. Dziennik donosi,
że próbował on krwi ofiarnego zwierzęcia, lecz nie wykonał
gourri, tańca opętanych. Widzimy go kiedy siedzi pośród
adeptów obrzędu zar - pomieszczenie wypełnia zapach kadzi­
dła, potu i perfum. Głowę posmarowaną ma masłem i - jak te­
go wymaga rytuał - wnętrzności martwego zwierzęcia owinię­
te są wokół jego czoła. Tym niemniej nie przerywa sporządza­
nia notatek.

182

Leiris nosi wspaniały tytuł „sekretarza-archiwisty" misji
Dakar-Djibouti. W związku z tym oczekuje się od niego, że
stworzy historię wyprawy, historycznej przeprawy przez Czar­
ny Kontynent; lecz historia ta w rzeczywistości została napisa­
na zanim sporządził pierwszą notatkę czy wypełnił pierwszą
kartę identyfikacyjną, dla któregokolwiek spośród 3600 pozy­
skanych przez misję obiektów. Opowieść ukryta jest w samej
nazwie: Misja Dakar-Djibouti. Słowo misja funkcjonuje jako
uniwersalny termin dla każdego zbawczego kolonialnego za­
dania, czy będzie ono miało charakter militarny, ewangeliczny,
medyczny czy etnograficzny (patrz Barthes 1979). Podsuwa to
na myśl setki innych podróży, z których wszystkie są heroicz­
nymi, pewnymi siebie gestami, stanowczego i silnego podmio­
tu, który podbija, naucza, nawraca, opisuje, podziwia, repre­
zentuje ... inne ludy i ich światy.
„Ne visitez pas l'Exposition Coloniale" (brzmi hasło surrealistów z 1931 roku).
Dokładnie wtedy, gdy członkowie zespołu Dakar-Djibouti
przygotowywali się do drogi, w bois de Vincennes szykowano
wielką pompę egzotycznych światów. Pawilony z wszystkich
kolonii, stroje, posągi, maski, wszelkiego rodzaju ciekawostki,
„dzikie tańce" miały bawić podróżującego po lądzie dobrze
uporządkowanego oczarowania. Oficjalnie wyznaczone ścież­
ki gładko wiodły zwiedzającego od jednej placówki postępu
do kolejnej - Indochiny, Francuska Afryka Zachodnia, Mada­
gaskar, Nowa Kaledonia, Gwinea, Martynika, Reunion. Histo­
ria Misji Dakar-Djibouti, której oczekiwano od Leirisa, ekspe­
dycji, która przecina trzynaście krajów afrykańskich, spośród
których dziesięć znajduje się pod panowaniem Francji niesie
w sobie ryzyko stania się właśnie tego typu sekwencją.
Kolejne gładko przebiegające etapy ekspedycji zostały za­
trzymane na granicy ówczesnej nigdy nie skolonizowanej
Etiopii - sytuacja ta prowokuje do tego, że spod pióra secretaire-archiviste wychodzą najdłuższe, najbardziej niespokojne
i dręczące stronice. Tu właśnie autorytet i władza, authority,
misji spotyka się z pierwszymi, poważnymi przeszkodami;
zmuszeni są zmienić trasę, starając się wybrnąć z kłopotów
związanych z napiętą sytuację polityczną. W Gondar Leiris bo­
ryka się ze zmieniającymi się rolami, szachrajstwem i podstę­
pami, nieoswojonym erotyzmem własnej pracy z adeptami zar,
na dobre traci resztki pewności siebie niezbędnej do sformuło­
wania autorytatywnej opowieści o Afryce. Opowieść, która
w założeniu miała być prowadzona w imię misji, rozwija się
w postaci codziennych efemerycznych zapisków jego dzienni­
ka.
By być zastąpiony przez co? Przez pewien czas Leiris opie­
rał się ustalonym podejściom narracyjnymi, stanowiskom ści­
śle przypisanym białym w koloniach, jakiekolwiek byłoby ich
osobiste, polityczne czy estetyczne inklinacje. Na początku
podróży przy okazji pokazów gry na bębnach i tańców notuje:
„Zatrzymałem się na chwilę, zagubiony w tłumie, później, kie­
dy zobaczyłem, że zarezerwowano dla mnie miejsce koło ad­
ministratora, po wielu wahaniach zdecydowałem się tam
usiąść" (1934: 32).
O ile można rozpoznać kolonialne stanowisko i do pewne­
go stopnia zachować wobec niego dystans, o tyle inne postawy
są już mniej widoczne. Dopiero pod koniec podróży Leiris ze­
rwał z alternatywnym, liberalnym nastawieniem proponowa­
nym przez naukową etnografię, dyskursywną postawą „rozu­
mienia" Afryki, jej ludów i kultur, jeśli to tylko możliwe, w ich
własnych kategoriach. Etnografia bada swoje przedmioty
z empatią, rozumiejąco i systemowo. „Intensywna praca,
której się oddałem z pewną wytrwałością, lecz bez krztyny pa­
sji. Wolałbym raczej stać się opętanym, niż badać innych opę­
tanych ludzi, raczej poznać cieleśnie wiedzę 'zanine', niż wie-

�dzieć o niej wszystko z punktu widzenia nauki. Wiedza ab­
strakcyjna nigdy nie będzie dla mnie niczym więcej jak kiep­
ską namiastką wiedzy" (1934: 324).
Kolejny punkt widzenia, z którego (z pewnością siebie)
podróżny proponuje nam opowiedzieć o tym, jak wchodzi
w lokalną kulturę i wraca, żeby przywołać inicjację, utratę sie­
bie, przerażenie, oświecenie. Nim jeszcze wyjechał do Afryki
Leiris był pod wrażeniem napisanej przez Williama Seabrooka
powieści przygodowej na temat haitańskiego voodoo, The Ma­
gie Island (przełożonej na francuski w 1929 roku). Seabrook
pojawia się na fotografii przy ołtarza voodoo z namalowanym
na czole krwią krzyżem, znakiem przebytej inicjacji. W czasie
przeciągającego się bez końca opóźnienia na granicy angloegipskiego Sudanu Leiris powtórnie czyta afrykańską fanta­
styczną opowieść podróżniczą Les secrets de la jungle (1931).
Ponownie kusi go ta „raczej olśniewająca fantazja" (1934:
202). Jednak pewna pudeur zawsze wydaje się powstrzymy­
wać Leirisa, który w każdym razie robi wrażenie, że czerpie
przynajmniej tyle samo natchnienia z Notes and Queries on
Anthropology (lektura W. H. Riversa na temat teorii snów
Freuda i Junga, stała się przewodnikiem po tej rozwijającej się
etnografii samego siebie) i Klubu Pickwicka, znalezionego
przypadkiem w domu gościnnym.
Utknąwszy na granicy etiopskiej, czytając co się trafi i gryzmoląc dla zabicia czasu, Leiris zostaje pochłonięty rodzajem
narracji, którą zbiera. Które spośród wszelkich możliwych po­
staw związanych z wypowiadaniem się, enunciative position,
powinien przyjmować niechętny historyk, a których powinien
unikać? Jak nie napisać książki podróżniczej, opowieści przy­
godowej, grand reportage, utopii, sprawozdania z pielgrzym­
ki, pełnego zachwytu (lub ironii) dostępu do mądrości, etno­
graficznej bajki na temat kontaktu, humanistycznego obrzędu
przejścia, naukowego mitu odkrycia, wędrówki w poszukiwa­
niu (kobiety, dziwaczności, cierpienia, sztuki, odnowy, auten­
tycznego głosu)? Napotykamy listę ,jmagerie africaine" (które
zostaną zapomniane) - Prester John, śmierć Livingstona, Fachoda, Rimbaud, Kitchener, Impressions d'Afrique Raymonda
Roussela, „les amazones de Behanzin" ... (s. 294).
Leiris spędza senne dni szkicując zarysy przedmów (dwie
spośród nich znalazły się w środku LAfriquefantóme). Do pro­
blemów z gatunkiem i formą narracji dochodzą kłopoty i niepo­
koje związane z zasadami włączania i wykluczania. Broni ry­
gorystycznej subiektywności, prawa (obowiązku), by zapisać
przebieg snu czy napisać o problemach gastrycznych - wraz
z obserwacjami dotyczącymi miejsca, wydarzeń związanych
z misją i dociekaniami naukowymi. Chciał, żeby jego tekst po­
został otwarty na obiektywny przypadek, zapisując wszystkie
myśli, problemy czy fantazje, które mu się narzucały.

Leiris kontynuuje poszukiwanie satysfakcjonującego spo­
sobu opowiedzenia - zebrania i przedstawienia - egzystencji.
Ostatnie strony L'Afrique fantóme zawierają szkic powieści,
skoncentrowanej wokół oczywistego alter ego, postaci nazwa­
nej od Axela Heysta, bohatera ze Zwycięstwa Conrada. Heyst
odgrywa różnorodne seksualne obsesje i lęki Leirisa - niepo­
koje związane z nadciągającym powrotem do Europy, spotka­
niem z żoną, wiecznym problemem sprostania mrocznej, re­
strykcyjnej normie wieku męskiego. Skłębienie wątku jest in­
trygujące, chociaż nie wiedzie do żadnego rozstrzygnięcia (ss.
499-504). Ważniejszy jest dający się z tego dzieła wywniosko­
wać model narracji, który stanowi prefigurację dla późniejszej
twórczości literackiej Leirisa.
Projektowana powieściowa forma zawdzięcza mniej Con­
radowskiemu Zwycięstwu niż Jądru ciemności, które to opo­

wiadanie Leiris bardzo podziwiał (s. 196). Podobnie jak Con­
rad przedstawił śmierć tajemniczej kolonialnej postaci (Heyst/Kurtz) w taki sposób, w jaki widzi ją druga osoba („le docteur"/Marlow), składając opowieść z fragmentów - listów,
dokumentów, pogłosek, wymykającego się i nieuchwytnego
osobistego kontaktu. Kiedy wiarygodna relacja o śmierci bo­
hatera zostaje już ustalona, druga postać stwarza fikcyjną wer­
sję, by wykorzystać ją w szczególnym kontekście, w którym
stanie się ona wiarogodna. Odgrywany proces zbierania i opo­
wiadania osobistej historii, sam staje się ogniskową narracji.
Szkic powieści Leirisa obejmuje żmudną dokumentację histo­
rii życia, kłamstwo każdej z pojedynczych jego wersji oraz
wzajemną grę bohatera, pisarza i publiczności na scenie po­
wieści.
Teatralne pojęcie podmiotu pojawia się później w nauko­
wych rozważaniach Leirisa dotyczących badań nad obrzędem
zdr, jego dwuznacznej, niepokojącej grze ról: La possession et
ses aspects thiatraux chez les Ethiopiens de Gondar (1958).
W rzeczy samej jego literackie prace zawsze objawiają
„aspects theatraux", posyłając częste spojrzenia poza scenę pi­
sania. Praktyka Leirisa przypomina tę, którą posiada wyćwi­
czony, disciplined, aktor, łącząc jednocześnie udawanie
i szczerość w poszukiwaniu obecności, która nie udaje się nig­
dy do końca.
Ta dyscyplina widoczna jest w dziele, które przychodzi po
L'Afrique fantóme. Wiek męski (1946) przybiera formę narra­
cji, która z powodzeniem czerpie z intymnego dziennika i fik­
cji powieściowej, nie ulegając żadnej z tych form do końca.
W pierwotnej priere d'inserer (włączonej później do wprowa­
dzającego eseju Literatura a tauromachia) autor nadal poszu­
kuje sposobu, żeby „mówić o sobie z możliwie największą
trzeźwością i szczerością." Wszelako robi to, paradoksalnie,
unikając form prezentujących się jako ekspresje podmiotu,
który ujawnia siebie. Leiris odwraca naszą uwagę od auten­
tycznego głosu, kierując ją na ,,1'objet fabrique", oferowaną
nam krzykliwą samokreację, kamienną twarz zwróconą do pu­
bliczności. Wiek męski, powieść o edukacji, nie kończy się wy­
łonieniem tożsamości, lecz osoby. Urywa się krótko, nie za­
kończona, słowami, które są cytatem ze snu: „Wyjaśniłem
swojej przyjaciółce, że muszę koniecznie zbudować wokół sie­
bie mur - przy pomocy ubrania."
„Szczerość", której szuka Leiris ma tak niewiele wspólne­
go z romantycznym pojęciem wyznania (niezapośredniczona
prawdziwa mowa), jak „obiektywność", którą uprawia, z nau­
kowym oderwaniem. W każdym z tych przypadków autor wy­
daje się przyjmować zasadę obowiązującego sposobu bycia,
lecz później wywierając na nią nacisk i badając do granic moż­
liwości ujawnia, że takie postępowanie jest jeszcze jednym
podstępem subiektywizmu, który wiecznie opowiada i powtór­
nie opowiada siebie. („Podstęp" nie jest dobrym słowem, po­
nieważ zawsze następuje kolejny zwrot, dzięki któremu Leiris
przekonuje nas w pewien sposób o prostocie tego przedsię­
wzięcia.) „Nieudawane wykorzystanie retoryki", wyrażenie
Leirisa zastosowane wobec Raymonda Queneau (w przedmo­
wie do Contes et propos, 1981), opisuje w równym stopniu je­
go własne konstrukcje narracyjne na temat siebie samego, jak
i tego, co się wokół niego dzieje - przebrania, które tworzą
człowieka. L'Afrique fantóme z uporczywą naiwnością utrzy­
muje dystans do akceptowanych form narracji, napomykając
jednocześnie (w priere d'inserer) o ich niezbędności. Wiek mę­
ski przechodzi ponad antynarracją dziennika, zwykłą chrono­
logiczną kolekcją cytatów i zdjęć. Konstmuje opowieść, po­
wiada nam Leiris, wzorując się na fotomontażu (1946: 13).
Ułożona w ten sposób antologia własnego ,ja", kultywuje fo­
tograficzny punkt widzenia - dokumentalny, quasi-naukowy,
183

�lecz także surrealny ton. Nie ma próby - jak w przypadku antyretorycznego romantyzmu - mówienia bez sztuczności i for­
telu, prosto z serca. „Obiektywna", „szczera" postawa Leirisa
uporczywie objawia się jako skutek działania stylu, w dużym
stopniu poprzez systematyczną, niezdarną i skomplikowaną
inscenizację tekstu, której rekwizytami są różnorodne skom­
plikowane wyjaśnienia, dodatkowe noty, ukryte przedmowy
i priere d'inserer.
To, co jednak najtrudniejsze do wyjaśnienia w L'Afrique
fantóme, nie wiąże się wcale z niezdarnością, dadaistycznym
podejściem do danych, odrzuceniami, a nawet z jego nudą
(forma disponibilite). Nie chodzi też o stałe rozczarowanie,
które dziennik odgrywa. (Jeśli zdana się coś jasnego i zrozu­
miałego, to szybko okazuje się być to niegodziwym spekta­
klem, kupiecką transakcją, dalszą sposobnością dla ambiwalencji, depresji i temu podobnych.) Po Conradzie przyzwycza­
iliśmy się już do tristes tropiques, z ich bajkami o rozczarowa­
niu. To, co pozostaje niewyjaśnialne, to dziwna dziecięca nie­
winność wyłaniająca się w jakiś sposób za każdym razem po
doświadczeniu. To zupełnie niewiarygodne, że Leiris nie za­
przestaje pisania, a my nie przestajemy czytać, zanurzając się
i wynurzając z tych kart. Jednak każdego dnia pojawiają się
skrupulatne zapiski dziennika - długie, krótkie, zawiłe i wy­
pracowane lub zwięzłe - a każdy z nich obiecuje, że coś się ja­
koś zdarzy i wkrótce zobaczymy, do czego prowadzi ten nieu­
błagany ciąg. Nie doczekamy się tego. Żadnego momentu
prawdy: L'Afrique fantóme - to pióro, które zaczyna pisać każ­
dego dnia na nowo.
Przypominamy sobie później intensywność, spotkania,
przypadki zwątpienia w siebie, diatryby przeciwko koloniali­
zmowi i etnografii, jak gdyby znaczyły one wątek, postęp
opowieści. Zapominamy wszystkie drobne wstępy, zapiski:
„Coup de theatre sur coup de theatre" ... „Źle spałem" ... „In­
tensywna praca, której oddałem się z pewną wytrwałością" ...
„Jesteśmy znudzeni, wszyscy" ... „Zamaskowane matki,
którym składa się ofiary z ludzi; oto opowieść Tabyon" ...
„Odjazd z Bordeaux o 5:50 po południu" ... „Kolejna noc
w Malkam Ayahou" ... „Zbliżamy się do Malakal. Zielone tra­
wy. Żółte trawy."
Pisarskie życie Leirisa łączy ostre odczucie daremności ist­
nienia z nieustępliwym pragnieniem uratowania pełnych zna­
czenia detali - cytat, postrzeżenie, wspomnienie. Wraca do
swoich notatek terenowych. Praca z 1981 roku, Le ruban au
сои d'Olympia, ponownie przybiera formę złożoną z fragmen­
tów - zebranych tekstowych świadectw pewnego istnienia.
Priere d'inserer do niej rejestruje podwójny cel: „na chwilę
pozwolić tego rodzaju bohaterowi (czasem szczeremu, czasem
zawoalowanemu) na publiczne wyznanie, na upajające odczu­
cie prowadzenia drugiego życia; zmuszenie adresata, by do­
strzegł to, co mówiąc o aktorze i jego grze [son jeu] nazwałby
'obecnością'."

Priere d'inserer - uwolniona gdzieś pomiędzy stronami na­
pisanej książki a upragnionym czytelnikiem. Zaczynamy od
nowa. Kolejny Leiris...
*

L'Afrique fantóme rozpoczyna proces pisania, który będzie
bez końca stwarzał i przetwarzał tożsamość. Jej poetyka wiąże
się z niezakończeniem i procesem, pozostawiając miejsce dla
tego, co obce i nie związane. Przerywając gładką opowieść et­
nograficzną o dostępności Afryki, podkopuje przypuszczenie,
że ,ja" i inny mogą być uchwyceni w stabilnej, koherentnej
narracji. Dziwną „książkę" Leirisa o otwartym zakończeniu
można umieścić w obrębie nowej, heterogenicznej sytuacji hi­
storycznej. W przełomowej dekadzie po drugiej wojnie świato­
wej Leiris zostanie przyjacielem Aime Cesaire'a, w czasie gdy
surrealizm jako kulturowo-polityczna krytyka powróci na ro­
dzinną ziemię, do Paryża, choć tym razem w jego mowie sły­
chać będzie akcenty negritude. (Leiris jest być może pierw­
szym zawodowym etnografem, który w 1950 roku nazwał i za­
nalizował kolonializm, jako nieuchronne ideologiczne podło­
że.) Powszechne stało się rozróżnienie dwóch rodzajów negri­
tude. Jako spojrzenia wstecz na tradycję i elokwentne groma­
dzenie wspólnej „afrykańskiej" esencji w wydaniu Senghora.
I bardziej synkretyczne, modernistyczne i parodystyczne negri­
tude Cesaire'a - karaibskie w swojej akceptacji dla fragmentów
i docenieniu mechanizmu kolażu w życiu kulturowym.
Obecnie w naszych urbanistycznych archipelagach wszy­
scy jesteśmy Karaibami. „Gwineo - (Cesaire pisze - stara
Afryko) - z twojego krzyku z twojej dłoni z twojej cierpliwo­
ści / ciągle mamy pewne arbitralne ziemie" (1983: 207). Być
może nikt już nie może powrócić do rodzimej ziemi - zostały
jedynie terenowe notatki, żeby ją ponownie wynaleźć. Powieściopisarz i krytyk gujański, Wilson Harris, zaleca „zasadę ze­
stawienia" jako sposób na wytłumaczenie „stwarzania tradycji
(...) heterogenicznej podstawy autentycznej społeczności". Za­
interesowany jest on czymś, co nazywa „piłką krzywką natury
i dialogiem rzeczywistości" (1973: 7, 9, 81). Możemy rozpo­
znać w tej wizji postrzępioną inscenizację dla współczesnej et­
nografii i etnopoetyki. Zaczynając od burzącej równowagę iro­
nii Cesaire'a (1983: 51):
I znasz już całą resztę
Że 2 plus 2 daje 5
że las miauczy
że drzewo wydobywa z ognia maroons
że niebo gładzi sobie brodę
etc. etc. (...)
Kim i czym jesteśmy?
Pytanie zasługujące na najwyższy szacunek!
Przełożył Sławomir Sikora

BIBLIOGRAFIA:
Barthes Roland.
1979

thologies, ss. 103-109. New York: Hill and Wang.
Cesaire Aime
1983

1958

La possession et ses aspects theatraux chez les Ethiopiens de

1966

Brisćes. Paris: Mercure de France.

African Grammar, (w:) tenże, The Eiffel Tower and Other My­

Gondar. Reprint. Paris: Le Sycomore, 1980.
1972

Aime Cesaire: The Collected Poetry, Berkeley: University of Ca­
lifornia Press.

Wiek męski. Przełożyli Teresa i Jan Błońscy, Warszawa, PIW.
Wyd. francuskie L'age d'homme 1946.

Leiris Michel

Harris Wilson

1981

1973

Quaneau Raymond

The Whole Armour and the Secret Ladder. London: Faber and
Faber.

1981

Leiris Michel
1934

L'Afrique fantóme.
Gallimard, 1950.

184

Le ruban au сои d'Olympia. Paris: Gallimard
Contes et propos. Paris: Gallimard.

Seabrook William
Kolejne wydanie z nowym wstępem. Paris:

1931

Les secrets de la jungle. Paris: J. Haumont

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10932" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10910">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b4c4eea16ba391d4af89840702fefed4.pdf</src>
        <authentication>d0db8e721134dc6bb9dbec93fc1846a8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130361">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3665</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130362">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130363">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3442</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130364">
                <text>Recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130365">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.95-102</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130366">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130367">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130368">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130369">
                <text>Recenzje
P a w e ł Rodak: Wyobrażenia społeczne a nauki humanistyczne
Bronisław Baczko, Wyobrażenia

społeczne.

Szkice

o nadziei

i pamięci

zbiorowej,

PWN, Warszawa, 1994

Książka Bronisława Baczki Wyobrażenia społeczne. Szkice o nadziei
i pamięci zbiorowej jest próbą wyznaczenia nowego pola badań
naukach o człowieku. Sam termin nie jest nowy, przeciwnie,
"wyobrażenia społeczne" mają za sobą dość długą tradycję, a dziś
posługiwanie się tym określeniem jest wręcz modne. Nowe u Baczki jest
natomiast jego rozumienie, oparte o diagnozę stanu, w jakim znalazły
się nauki humanistyczne i społeczne w X X wieku. Wtedy to właśnie
dokonać się mial ostateczny rozpad . j e d n o l i t e g o d y s k u r s u
n a u k o w e g o jako odpowiedzi na pytania o człowieka, a co za tym
idzie o społeczeństwo jak całość i o jego przyszłość". Postulaty
poradygmatyczne obecne u najwybitniejszych przedstawicieli tego
dyskursu - za takich Baczko uważa Marksa. Durkheima i Webera jako
twórców „«klasycznego» pola nauk społecznych" - straciły rację bytu.
„Dzisiaj [...] dyskurs nauk społecznych znajduje się w stanie r o z ­
b i c i a , r o z p r o s z e n i a . Zmiana czy wręcz przeobrażenie, doko­
nały się na poziomie samego statusu zadawanych przez te nauki pytań.
Pytanie nauk społecznych, «spccjalistycznyeh» lub "interdyscyplinar­
nych*, dotyczy dziś n i e c z ł o w i e k a , lecz l u d z i , nie s p o ł e ­
c z e ń s t w a , lecz s p o ł e c z e ń s t w , nie k u l t u r y , lecz k u l ­
tur wielorakich i odmiennych, nieskończenie zróżnicowanych ludz­
kich wspólnot. [...] Żadna kultura i żadne społeczeństwo w swojej
historycznej ewolucji nie stanowią więc jednolitego i uprzywilejowane­
go modelu życia społecznego "
Wyobrażenia społeczne cechuje więc ogromna różnorodność; trudno
znaleźć elementy stanowiące ich wspólny mianownik. Bowiem „Wyob
rażenie Społeczne w Ogóle" nic istnieje, są zawsze czyjeś. Ich
podmiotem jest grupa ludzi o określonej kulturze, żyjących w konkret­
nym miejscu i czasie. To sytuacja określa każdorazowo charakter
wyobrażeń społecznych. Jeśli kategoria „Człowieka w Ogóle" daje się
konstruować pojęciowo, to podobna kategoria w odniesieniu do
wyobrażeń społecznych z trudem poddaje się takiej operacji. Po prostu
„wyobrażenia społeczne "jako kategoria ogólna nie dają się precyzyjnie
w

zdefiniować. W kilkudziesięciostronnicowym tekście, napisanym w fo­
rmie obszernego encyklopedycznego hasła, nic znajdziemy dokładnej
odpowiedzi na pytanie o ich istotę. Istotowość zakłada istnienie
jednorodnych, niezmiennych elementów, a wyobrażenia społeczne,
z racji charakteru występującego tu przymiotnika, ani jednorodne, ani
niezmienne być nie mogą. Dlatego zamiast definicji otrzymujemy
wskazówki dotyczące granic pola badań, uściślane potem w analizach
dotyczących tworzenia się konkretnych, historycznych postaci wyob­
rażeń społecznych. Właśnie proponowane przez autora przykłady badań
historycznych mają za zadanie „wydobyć kapitalne znaczenie i specyfi­
czny wkład historycznych studiów nad wyobraźnią społeczną".
Drugi istotny punkt dokonanej przez Baczkę diagnozy sytuacji nauk
o człowieku to spostrzeżenie postępującej specjalizacji. Pytania, prob­
lemy i tematy tych nauk są w dużej części wyznaczane przez ich ramy
instytucjonalne. Wydziały, instytuty, katedry, zakłady czy zespoły
naukowe potwierdzają swoje istnienie odrębnością własnego przed­
miotu badań i stosowanych metod. Bronisław Baczko, choć przez wiele
lat pracował w uniwersytecie, najpierw jako profesor historii filozofii
w Warszawie, a później jako profesor historii w Genewie, świadomie
buduje swoją koncepcję wyobrażeń społecznych lak. że nie mieści się
ona w obrębie ustalonych dyscyplin akademickich. Konstruowane tu
pole badań obejmuje obszar usytuowany na pograniczu historii, filozo­
fii, antropologii, socjologii, psychologii, historii literatury, historii
sztuki, a pewnie również historii prawa, pedagogiki, politologii i ekono­
mii Baczko jest w pewnym sensie pionierem; usiłuje znaleźć język,
który wyzwoliłby się z pojęciowego uwikłania poszczególnych nauk
społecznych i humanistycznych. Skoro „wyobrażenia społeczne można
wyrazić z powodzeniem w najrozmaitszych językach: religijnym,
filozoficznym, politycznym lub architektonicznym", to z kolei do ich
opisu i interpretacji potrzebny jest język, który, nie niwelując różnic,
wydobędzie wątki wspólne tak rozmaitych form ludzkiej aktywności.
Takiego języka poszukiwali wcześniej twórcy warszawskiej szkoły

(
.M

-

aj B

4
95

�historyków idei, której Bronisław Baczko byl jednym z najwybitniej­
szych przedstawicieli. Poszukiwania te byty możliwe w obrębie takich
kategorii jak ś w i a t o p o g l ą d , u t o p i a czy i d e e . To właśnie
one stały się przedmiotem zainteresowania Kołakowskiego, Baczki,
Szackiego i Walickiego; znalazły swój wyraz w sposobie problcmatyzacji zagadnień i w tytułach książek. Niezależnie od różnic przedmiotu
badań jedno było w tych pracach wspólne: materiałem, nad którym
pracowano, były teksty: traktaty filozoficzne i dzieła literackie, oficjal­
ne dokumenty i osobiste zapisy.
Próba skonstruowania nowego języka w naukach społecznych i hu­
manistycznych nie jest dziś możliwa bez refleksji metodologicznej.
Według Bronisława Baczki, sytuacja lak dużego nagromadzenia najróż­
niejszych metod, sposobów i technik wyjaśniania społecznego świata
i miejsca w nim człowieka „przypomina trochę wyprzedaż towarów po
obniżonych cenach; można znaleźć rzeczy lepsze i gorsze, ale często
brak właściwego rozmiaru lub koloru ... Inaczej mówiąc, utracili­
śmy bezpieczny świat metodologicznej pseudojasności, pozwalający
historykowi żyć w złudzeniu, że dyskurs historyczny jako producent
swoich pojęć jest samowystarczalny". Konsekwencją tego sianu jest
przyjmowanie przez historyka postawy "majsterkowicza", opisanej
w Myśli nieoswojonej przez Lćvi-Slraussa; postawy, która, mimo
świadomości wiążących się z nią niebezpieczeństw, bliska jest również
samemu Baczce. ,,«Majstrujemy» - pisze on - przedmiot swoich badań
przy użyciu pożyczonych gdzie indziej narzędzi. (...] Historia stała się
czymś w rodzaju pola doświadczalnego, na którym sprawdza się
przydatność pojęć i metod nauk humanistycznych. Bardziej chyba niż
kiedykolwiek badanie historyczne nie może się dziś obyć bez metodolo­
gicznego ryzyka."
Idee, utopie, światopoglądy badane w warszawskiej szkole histo­
ryków idei, to kategorie odnoszące się przede wszystkim do sfery
intelektualnej działalności człowieka (książka Baczki Rousseau: samo­
tność i wspólnota jesl klasyczną monografią intelektualną). Wyob­
rażenia społeczne są natomiast kategorią o szerszym zakresie. Jej obszar
może obejmować przedmioty lak różne, jak średniowieczne emblematy,
oznaki władzy królewskiej (berła, korony, miecze, płaszcze), gilotyny
na paryskich placach w czasie dyktatury jakobińskiej i pomniki ku czci
poległych robotników stawiane w Polsce w czasach „Solidarności";
zachowania tak odmienne, jak manifestacje i pielgrzymki, pokazowe
procesy i obrzędy, strajki i zabawy karnawałowe, rewolucje i pertrakta­
cje; słowa lak różnorodne, jak wolność, równość, solidarność, postęp,
demokracja: teksty tak rozmaite, jak powieści, święte księgi i manifesty
polityczne. Listę tę można by wydłużać w nieskończoność. Bardzo
często ośrodkiem, wokół którego tworzą się, czy też są tworzone
wyobrażenia społeczne, jest konkretna postać historyczna. Baczko
opisuje na przykład, w jaki sposób za życia Stalina fabrykowano jego

legendę, w dwu innych tekstach przedstawia rozgrywające się w przestrzeni wyobrażeń społecznych dzieje pośmiertnego życia Marksa
i Engelsa oraz Jana Jakuba Rousseau. Jednak to nie przedmioty
działania, leksty, wybitne osobistości czy słowa tworzą materię wyob.
rażeń społecznych, lecz związane z nimi idee-obrazy. Przestrzec
wyobrażeń społecznych jest przestrzenią symboli, dzięki którym rze­
czywistość społeczna jesl zarazem rzeczywistością obdarzoną sensem.
Przy czym ó w sens nie musi być wynikiem „intelektualnego wysilk„
zapanowania nad światem", tak jak to było w przypadku kategorii
światopoglądu. Przeciwnie, wyobrażenia społeczne bardzo często są
fabrykowane, dostarczane z zewnątrz, „opierają się na symbolice,
będącej jednocześnie tworzywem i instrumentem". Z drugiej strony
wyobrażenia społeczne muszą być zakorzenione w przeżyciach kon­
kretnych jednostek. Nie istnieją bez związanych z nimi emocji, bez
obaw lub nadziei, a także konkretnych zachowań. Wydaje się więc,
jest to kategoria, która powinna łączyć w sobie intelektualny, afektywny
i praktyczny wymiar wysiłku usensowiania przez człowieka społecznego świata. Przyznam, że nie mam pewności, czy taką właśnie jest ona
u Baczki. C z y wyobrażenia społeczne są tu zawsze korelatem społecz­
nego świata, czy też - w postaci ideologii, mitów politycznych,
utopijnych projektów - mogą przybierać zobiektywizowane formy,
nieraz wręcz zinstytucjonalizowane i stawać się wyalienowanymi
bytami społecznymi?
Przypomnijmy tu wcześniejsze spostrzeżenie, zbadaniem ani ambicją
omawianej książki nie jest sformułowanie definicji wyobrażeń społecz­
nych, lecz posłużenie się tą kategorią w celu „wytyczenia obszaru
problemowego, leżącego na skrzyżowaniu różnych dyscyplin i ujęć
metodologicznych" . Definiowanie wymagałoby, po pierwsze, zajęcia
pozycji zewnętrznej względem przedmiotu badań, co w tym przypadku
jesl niemożliwe (widać to szczególnie wyraźnie w eseju o „eksplozji
pamięci w czasach «Solidarności»", na co sam autor zwraca uwagę we
wstępie do polskiego wydania); po drugie zaś. wszelkie definiowanie
odnoszące się do życia społecznego uśmierca to, co właśnie musi być
żywe. Jednak bez „wytężonego wysiłku konceptualizacji",bez (wora­
nia kategorii inlersubiektywnych. a więc zakładających możliwość
porozumienia, nic jest możliwa jakakolwiek wiedza o człowieku. Dli
historyka konsekwencją niemożliwości skonstruowania względnie jed­
nolitego przedmiotu badań może być po prostu „zamiana historii w pyl".
Opisując kategorię „wyobrażeń społecznych" jest Baczko świadom obu
łych niebezpieczeństw. Dlatego właśnie „wytężony wysiłek konceptualizacji", wsparty o świetną znajomość opisywanych zagadnień, daje
w efekcie koncepcję fragmentaryczną, niewykończoną, koncepcje,
w której świadomie brak jest ostatecznych konkluzji.
Czym więc są wyobrażenia społeczne? Przede wszystkim nie sn
odbiciem żadnej rzeczywistości pierwotniejszej względem nich sa-

;|||OJiBY
96

�mych. hic da się ich przeto do niej sprowadzić. To w scjcntystycznych
^(•epcjach naturalistów i ewolucjonistów „poza wyobrażeniami
kiwano podmiotów społecznych, by tak rzec. w stanie nagim,
ndàrtych ze swoich masek, kostiumów, marzeń, wyobrażeń itp. I otóż
takie' a obnażone* podmioty społeczne były w wyniku podejścia
tfientysiycznego nie tyle odkrywane, ile konstruowane". Nie są również
'„prażenia społeczne fałszywym obrazem świata, przestrzenią imagi­
n a i złudy, iluzji. Wyobrażenia społeczne przenikają życic społeczeńs­
twa, organizują je, nadają mu kształt; postawy i działania praktyczne
0&amp;z kolei wpływ na krystalizowanie się tychże wyobrażeń. Ostatecz­
nie ..ż socjologicznego i historycznego punktu widzenia rzeczywistość
wyobrażeń polega na samym ich istnieniu, na spełnianiu przez nie
rozlicznych funkcji i na wpływie, jaki wywierają na całokształt życia
społecznego".
Jakie w takim razie są funkcje wyobrażeń społecz­
nych? Baczkę najbardziej interesuje la ich funkcja, klóra polega na
organizowaniu i opanowywaniu na poziomie symbolicznym czasu
zbiorowego". Przejawia się ona bądź to w projektowaniu przyszłości,
njdź w doświadczaniu przez społeczność własnej przeszłości, w rzeczy­
wistości historycznej zaś pierwsza funkcja ..na ogół dopełnia i wspiera
drugą". Stąd podtytuł książki - Szkice o nadziei i pamięci zbiorowej.
Baczko odwraca więc schemat ewolucjonistów: to nie przeszłość
określa przyszłość, ale odwrotnie, wyobrażenia przyszłości konstruują
swoją własną przeszłość. Paradygmatem dla społecznych wybrażeń
rzutowanych w przyszłość jest u t o p i a , której Baczko poświęca duży
lekst teoretyczny. Formy zbiorowej pamięci są już natomiast analizowa­
ne na konkretnych przykładach, najobszemiej w eseju Polaka czasów
..Solidarności". Przyjrzyjmy się więc teraz bliżej omawianym przez
Baczkę różnym historycznym postaciom wyobrażeń społecznych.
sZU

Podawane przez autora przykłady prawie zawsze zawierają od­
niesienie do istotnych wydarzeń lub okresów historycznych. Bunty
chłopskie we Francji w X V I I i X V I I I wieku. Rewolucja Francuska,
tenor stalinowski w latach 1936-1939 i w ogóle epoka stalinizmu,
wreszcie Polska szesnastu miesięcy „Solidarności". Wszystkie te
przykłady dotyczą sytuacji starcia się ze sobą dwu różnych wyobrażeń
zbiorowych i/lub rodzenia się wyobrażeń alternatywnych. Wszystkie
odnoszą się do g o r ą c y c h okresów w historii - na nie właśnie
kategoria wyobrażeń społecznych rzuca snop światła, okresy z i m n e
pozostawiając w cieniu. Dzieje się lak dlatego, że "w samym sercu
wyobraźni społecznej, zwłaszcza wraz z. powstaniem i rozwojem
państwa, znajduje się problem legitymizacji władzy, a raczej, mówiąc
ścisłej, wyobrażeń ugruntowujących tę prawomocność".
Terminy „zimne" - „gorące" można odnieść nie tylko do okresów
historycznych, ale i do całych społeczeństw. Tak robi Lcvi-Strauss
w rozmowie z Gcorgescm Charbonniercm; społeczeństwami „zim­
nymi" nazywa społeczności pierwotne, które mają tendencję do

niezmienności. „Gorące" natomiast są silnie zhierarchizowane społe­
czeństwa współczesne czyniące historię motorem swojego rozwoju.
W takim razie, tego typu nadzieja i pamięć zbiorowa, o której pisze
Bronisław Baczko, w społecznościach pierwotnych nie istnieje (na co
zresztą sam autor w pewnym miejscu zwraca uwagę). „Wyobrażenia
społeczne" okazują się być kategorią przydatną przede wszystkim do
opisu nowożytnych społeczeństw europejskich. Sama postawa badacza
- historyka wyobrażeń jest z rozwojem tych społeczeństw silnie
związana. Można sądzić, że punktem wyjścia są w tej książce
doświadczenia X X wieku, wieku ideologii, propagandy i totalitaryzmu.
Punktem dojścia natomiast jest ich intelektualne sproblematyzowanie,
takie, które polem może być również użyte do analizy innych sytuacji.
Sposoby sprawowania i obalania władzy, ustanawiania i zmieniania
porządku społecznego, manipulowania życiem społecznym - o lym
ostatecznie la książka mówi nam najwięcej. „Sprawowanie władzy
- czytamy - zwłaszcza władzy politycznej, dokonuje się poprzez
wyobraźnię zbiorową. Sprawowanie władzy symbolicznej nie znaczy
bynajmniej dodawania do władzy «rzeczywistej» elementu iluzji, lecz
podwajanie i umacnianie faktycznej dominacji skutkiem przywłasz­
czenia symboli, połączenia stosunków sensu i siły."
Wyostrzam na koniec moje odczytanie propozycji Baczki. Wyob­
rażenia społeczne nie ustanawiają sensu świata, mogą natomiast
ustanawiać władzę. Mogą stać się narzędziem, instrumentem manipula­
cji. W tym sensie są kategorią dużo węższą niż na przykład „mapa
świata" , którą Aron Guriewicz opisywał w Kategoriach kultur,średniowiecznej jako „uniwersalne, obowiązujące cale społeczeństwo
pojęcia i wyobrażenia, bez których tworzenie jakichkolwiek idei, teorii,
koncepcji czy systemów filozoficznych, estetycznych, politycznych lub
religijnych jest niemożliwe". M a p a ś w i a t a jcsl w dużym stopniu
mc uświadamiana, a ostateczny kształt nadaje jej historyk, który ją
opisuje. Wyobrażenia społeczne jako narzędzie propagandy mogą być
uświadamiane, wymyślane i narzucane innym. Można powiedzieć, że
zadaniem takich zinstrumentalizowanych wyobrażeń jest umieszczenie
na „mapie świata" własnej sialki współrzędnych. Ale jest to zadanie
niewykonalne.
Wyobrażenia społeczne nie są w stanie zawładnąć do końca prze­
strzenią życia codziennego . a jako kategoria badawcza nie mogą go
wyczerpująco opisać. Pozwalają jednak inaczej spojrzeć na szereg
wydarzeń z naszej historii. Zwłaszcza na wiek X X . który pełen był
złudzeń co do możliwej całkowitej spójności między ideami a obrazami,
co do człowieka rzeczywistego i przejrzystego społeczeństwa, co do
rzeczywistości, w której „wszystkie zgromadzone obrazy są znakami
odsyłającymi do jednego tylko przedmiotu znaczonego, jakim jesl
społeczeństwo globalne". I pełen byl okrucieństwa w ich urzeczywist­
nianiu.

97

�Mariusz Czubaj: Elitarność jako wyobrażenie społeczne
Andrzej Zajączkowski, Elity urodzenia,

Książka jest dziełem autora charakteryzującego się antropologicz­
nym stylem myślenia. Określenie to nie odsyła do żadnej konkretnej
metodologii, zawiera się w nim natomiast metodyczna rezygnacja
z metanaukowej refleksji. Wiadomo zresztą, że statyczne, oderwane od
życia szlifowanie kategorii interpretacyjnych doprowadziło w ślepy
zaułek Naukowo, teorię kultury Bronisława Malinowskiego i uniwersal­
ny m i t e m Lćvi-Slraussa. Styl antropologiczny tymczasem określa
postawę znoszenia tradycyjnego dystansu między podmiotem i przed­
miotem badania. Szczególnie gdy tym drugim staje się kultura trak­
towana jako całościowa kreacja ludzka
Zestawmy dwie książki wprowadzające w zagadnienie nauk społecz­
nych: klasyczną pracę Jana Szczepańskiego oraz Rzeczy o socjologii
Andrzeja Zajączkowskiego. Dla autora Elementarnych pojęć socjologii
społeczeństwo ludzkie jest częścią przyrody: „rozwinęło się ono w toku
ewolucji z. form społecznych istniejących w świecie zwierząt". Pojęcie
kultury zaś obejmuje ..ogół wytworów wytworzonych przez człowieka
w loku pracy dla zdobywania środków zaspokajania potrzeb". Stąd
naturalistyczna i materialistyczna hierarchizacja zagadnień: od przyrod­
niczych podsiaw życia społecznego przez ekonomię do kultury. Nato­
miast heurystyczna definicja Zajączkowskiego zakłada, iż swoistość
kultury kształtuje się w opozycji do biologii: „przez kulturę rozumieć
będziemy wszelkie atrybuty zbiorowego życia ludzi, czyli to, co jest
życia tego czynnikiem towarzyszącym, ale nie jest nim samym".
W Elitach urodzenia Andrzej Zajączkowski przyjmuje perspektywę
antropologiczną. Nie zajmuje się genezą powstawania warstw wyższych
i analizą faktów historycznych decydujących o przekształceniach
społecznych. Podkreśla: „struktury społeczne nic występują w ode­
rwaniu od kontekstu kulturowego", który obejmuje ..zachowania
wyznaczone przez, różnego rzędu wartości kulturowe, charakterystycz­
ne dla danej zbiorowości, grupy etnicznej, narodu itd."
W jaki sposób zdefiniowano tytułową kategorię? Jej mianem autor
określa zbiorowość ludzką ponadrodową i ponadklasową. w pełni
ukształtowaną w społeczeństwie stanowym, dla której wartość naczelną
stanowi urodzenie. Spośród dwóch typów uprz.ywilejowań - osiąg­
niętego i przypisanego - bardziej poważany jest ten drugi, związany
z narodzinami z wywyższonych rodziców, a nie z własną działalnością
konkretnego człowieka. Autor Elit urodzenia analizuje szczegółowo
i precyzyjnie losy dobrze urodzonych we Francji, Anglii. Rosji i Polsce.

98

Semper, Warszawa

1993

Nie będę rekonstruował myśli autora, ograniczę się do paru u * j .
odnoszących się do głównego problemu.
W jaki sposób i w jakiej sytuacji urodzenie staje się wartościii
W społeczeństwie stanowym, nie zamkniętym wprawdzie, ale doj^
dobrze domkniętym, z wyznaczonymi pozycjami i określoną hierarchią
narodziny nie są traktowane jako fakt z osobistej biografii. Moim
powiedzieć, że elitaryzm kulturowy w tym społeczeństwie jest silnjjj.
szy od egalitaryzmu biologicznego: to, że w danej kulturze ludzie rorJa
się mniej więcej tacy sami, nie jest artykułowane. Składnikiem
świadomości potocznej i ideologicznych uzasadnień staje się przekoranie o ustanowionym porządku świata - potwierdzanym tylko, a nit
zmienianym przez kolejne narodziny. Wrażliwość nie jest indywidualni
dyspozycją psychiczną, lecz podlega kulturze. W strukturze stanowo
nie ma dzieci - są mali szlachcice, mieszczanie i chłopi. Nie nu
jednostek - są przodkowie i potomkowie. Kategoria „elity urodzenia"
systematyzuje świat nie tylko tym, którzy do niej należą, określa także
to, co sytuuje się na zewnątrz, wyznacza podstawową antropologiczna
opozycję między „nami" i „nimi". Urodzenie traktowane jako wartość
zapewnia zatem ład stanowy.
Dobre urodzenie ma wartość wymierną, doświadczaną prawnie
i ekonomicznie. Właśnie dbałość o stanowy porządek powodowała
wprowadzanie przepisów ograniczających wpływy świeżo nobilitowa­
nych. Dla polskiej szlachty o statusie osiągniętym wprowadzono ra
przykład skartabelat - zasadę korzystania z pełni praw szlacheckich
w trzecim pokoleniu.
Na elity urodzenia można spojrzeć jeszcze inaczej. Jak w Wyob
rażeniach społecznych pisze Bronisław Baczko. „wyobrażenia społecz­
no opierają się na symbolice, będącej jednocześnie tworzywem i in­
strumentem". Symbol zatem „wprowadza wartości oraz kształtuje
jednostkowe i zbiorowe zachowanie" Widziana w ten sposób wartość
urodzenia stanowi podłoże subtelnej i wielostopniowej komunikacji
w kulturze. Tak więc prawo do noszenia szpady, kurka na dachu
swojego dworu, lawy w kościele po stronie Ewangelii są podstawowymi
wyróżnikami szlacheckości we Francji, przysługują każdemu reprezen­
tantowi stanu, są symbolami zwróconymi na zewnątrz, które wprowa­
dzają dystans między elitę a pospólstwo. Komunikacja jest w rzeczywis­
tości wielostopniowa: różnicowanie występuje bowiem również*
rębie stanu dobrze urodzonych, na przykład w postaci

�zaszczytów Luwru" gwarantujących parom prawo do wjeżdżania na
królewski dziedziniec, a ich żonom - prawo taboretu. Wyróżnikiem
ewnątrzslanowym w Polsce było między innymi posiadanie rąkudajgtch - sluzqcych szlacheckich, którym podawano rękę. Wszystkie
ymicnione przywileje pozwalają określić pozycję dobrze urodzonego
(wyznaczają przestrzeń społeczną wokół niego. Par Francji obdarzony
zaszczytami Luwru" nie określa się już wobec nie-szlachly. Do­
strzeganą realnością społeczną jest dla niego dopiero stan szlachecki.
Zaszczyty pozwalają zatem uznawać się wzajemnie królowi i odwiecz­
nie nobilitowanym. Posługując się pojęciami Nauk o kulturze Floriana
Znanieckiego można powiedzieć, że wyobrażenia społeczne tworzą ład
jksjonormatywny wokół wartości urodzenia i normy prestiżu realizo­
wanej za pomocą symboli. Inne wartości - na przykład honor - są
szczegółowymi właściwościami takiego ładu.
Dążenie do utrzymania prestiżu przypomina balansowanie na linie,
wymagające asekuracji. Asekuracji takiej dostarcza mitologizacja
czasu. „Wydarzenia - pisze Bronisław Baczko - liczą się często mniej
niż zrodzone przez nie istniejące ich ramy przedstawienia wyobraźni."
pomysły mitologizacji własnego pochodzenia bywały doprawdy różne:
polska szlachta wywodziła się bądź to od Lecha, bądź (na Litwie) od
Palemona lub Jafcta. Sarmacka geneza należy i dziś do potocznej
wiedzy historycznej. Cykliczny czas mitologiczny sprawia, że kolejne
narodziny podkreślają nic tyle przedłużenie linii, ale ciągłość rodu; są
powrotem do praszczura, odnawiają przeszłość. Warto przy tej okazji
w

w

postawić pytanie, czy idylla ziemiańskiej szczęśliwości wiązała się
tylko z cyklicznością natury? C z y też odegrała tu jakąś rolę mitologiza­
cja pochodzenia?
Warto dodać, że dwoistość struktury społecznej szlachty (należącej
do jednej stanu, lecz zróżnicowanej klasowo) wpłynęła na powstawanie
rodowych legend i poszukiwanie historycznych przodków. Tak więc
Pacowie wywodzili się od Pazzich, Poniatowscy - od Torcllich.
Przykłady te są jeszcze jedną ilustracją wewnątrzstanowego dążenia do
prestiżu opartego na wartości urodzenia.
Wiadomo, przynajmniej od czasów wyłożenia tej tezy wprost przez
Jacques'a Le Goffa. że struktury czasowe są jednocześnie strukturami
mentalnymi. Andrzej Zajączkowski pokazuje, jak wraz z rozwojem
przemysłowym, upadkiem fcudalizmu i rozwojem burżuazji niweluje
się różnica między statusem osiągniętym i przypisanym i w jaki sposób
przynależność do elity staje się sprawą osobistą. Pokazuje leż, choć nie
wprost, jak wyobrażenia o rodowych początkach ustępują pragmatycz­
nej linearności. Tym przekształceniom sprzyja proces indywidualizacji
sprzyjający powstawaniu elit nowego typu: finansowych, politycznych
i biurokratycznych - o wiele mniej stabilnych, niż bywało to dawniej.
Nic nie wyrównuje się wolniej niż powierzchnia obyczajów - mawiał
dziewiętnastowieczny pisarz i polityk francuski (należący zresztą do
dobrze urodzonych). Elitom wspólna pozostała „dążność do dystan­
sowania się (...) od nie-elity" - nawet za cenę posądzeń o „zastępcze
próżnowanie" lub pustą teatralizację.

P a w e ł Maciejko: Rytm m i t ó w
Joseph Campbell, Potęga

mitu. Rozmowy

Billa Moyersa

z Josephem

Campbellem.

Opracowała Betty Sue Flowers, „Znak", Kraków 1994
Dogmatem współczesnej antropologii stało się przeświadczenie, że
nie można stworzyć mitu - podobnie jak nie można wymyślić religii,
dokonać pełnej i wyczerpującej interpretacji symbolu, wyliczyć wszyst­
kich wcieleń archetypu. Mówi się. że tworzenie pojęte być może jedynie
jako realizacja uprzedniego zamysłu, urzeczywistnienie intencji twórcy
czy też-aktualizacja idei zawartej in potentia w jego umyśle. U podstaw
tworzenia leży dychotomia bytu i powinności, rzeczywistego i moż­
liwego; oś projektu mitycznego natomiast stanowić ma właśnie brak
owej dychotomii. Skoro - jak chce Eliade - wszystkie mity są mitami
początku, to niepodobna wyobrazić sobie początku mitu: zakładałoby to
istnienie warstwy świadomości bardziej pierwotnej niż on sam, sensu
bardziej źródłowego niż sens mityczny, języka zdolnego opisać świat
przed narodzinami języka.
Mity są jednak tworzone. Nic jako sens, jako język ani jako symbol.
Powstają jako r y t m . harmonia mikro- i makrokosmosu. Książka
Josepha Campbella nosi lylul Potęga mitu - tytuł rysuje horyzont
namysłu, wyznacza pole możliwych pytań i odpowiedzi. Źródłowym
określeniem mitu nie ma być jego domagające się zdekodowania
znaczenie ani funkcja w życiu społeczności, lecz. jego s i ł a - twórcza

moc pozwalająca mu odradzać się w niezliczonych formach. Właściwe
rozumienie musi być rozumieniem mitu żywego: mit martwy - upo­
staciowany w sensach dostępnych porządkującemu oglądowi - nie jest
żadnym mitem, lecz jedynie pustą skorupą mityczności, czczą ideo
logią. We wcześniejszej książce - The Masks &lt;&gt;f GIHI - Campbell
odróżnia dwa wymiary mitu: tradycjonal i styczny i kreatywny. Pierwszy
uobecnia się w rytuałach wspólnoty, podczas których zadaniem jedno­
stki jest odnalezienie przypadającego jej miejsca w większej całości
- moralnej, religijnej czy politycznej. Drugi wymiar odwraca ów
porządek: jego podstawę stanowi indywidualne doświadczenie - droga
bohatera - które przekształca zastane schematy, funduje całkowicie
nową sytuację, ustanawia rytuał miast go odtwarzać.
Gdy kreatywny aspekt mitu ginie - umiera leż sam mit. Współczes­
ność określa formuła Maxa Webera mówiąca o „odczarowaniu świata".
Formuła la nic dotyka jednak mitu - dotyka magii. Magia - to próba
podporządkowania natury człowiekowi, mil - próba pojednania czło­
wieka z naturą. Cywilizacyjny rozwój Zachodu był w istocie - podług
Campbella - walką świata magicznego z mitycznym, wojną z naturą
w imię stworzenia natury drugiej. „W dziewiętnastym wieku uczeni

99

�uważali mitologię i rytuał za próby podporządkowania natury człowie­
kowi. Ale to jest magia, nie mitologia ani religia. Religie natury maja na
celu nie poddanie przyrody człowiekowi, ale dopomożenie mu w osiąg­
nięciu z nią zgody. Jeśli jednak uważasz naturę za złą, nie żyjesz z nią
w zgodzie; poddajesz ją sobie albo tego próbujesz, i stąd się biorą
napięcia, niepokój, wycinanie lasów, unicestwianie plemion tubyl­
czych." Świat, w którym żyjemy ugruntowany został na fundamencie
magii: jej nowoczesnym imieniem jest technika - przekonanie, że
jedynym istotnym problemem jest dobór odpowiedniej metody dojścia
do zadanego celu, który sam nie podlega refleksji ni weryfikacji, tryumf
przyczynowości nad ideologią.
Magia buduje schemat tak ogólny, że konkretne życie można weri
wpisać jedynie za cenę utraty samej jego konkretności. Mit jednak jest
czymś dokładnie odwrotnym. Miły bowiem - powie Campbell - ,,na
pierwszym poziomie życiowym i strukturalnym oferują wzorce życia.
Ale te wzorce muszą być dostosowane do czasu, w którym żyjesz,
a nasze czasy zmieniają się tak szybko, że lo. co było dobre pięćdziesiąt
lat temu, nie jest dobre już dzisiaj. [...] Porządek moralny nadążać musi
za moralnymi potrzebami wspólnego życia, a tego właśnie nie potrafimy
robić. [...] Cofając się w przeszłość zrywasz kontakt z rytmem historii".
Jeśli więc w ogóle mówić można o upadku mitu. który głoszą rozmaite
krytyki kultury, to w istocie polega on na separacji obydwu jego
wymiarów spowodowanej, co ważne, atrofią wymiaru drugiego - po­
rządku kreacji, nie zaś dostosowania.
Pojedynczy człowiek nie jest już - ani być nie chce - bohaterem
w tym sensie, w jakim używa tego słowa Campbell: nie pragnie być lym,
który przenosi swe osobiste doświadczenie w sferę doświadczenia już
rozpoznanego, otwierając tym samym nowe możliwości dla całej
wspólnoty. Współczesny człowiek jesl izolowanym indywiduum - dąży
do posiadania, ograniczania swego własnego doświadczenia tak, by
było ono niezrozumiałe i niedostępne dla nikogo poza nim samym.
Snmoograniczcnic to widać najwyraźniej bodaj w zaniku mitologii
osobistych: załamanie wszelkich mitów kolektywnych spowodowane
jest przede wszystkim brakiem codziennych rytuałów umożliwiających
nadawanie sensu każdemu poszczególnemu działaniu - bez jednoczes­
nej utraty jego poszczególności. Oderwany od kreatywnego, tradycjonalistyczny aspekt mitu wyradza się tworząc ideologie: bezosobowe
konstrukty, które wciągają odseparowane jednostki w sieć sztywnych
i bezlitosnych mechanizmów.
Inaczej mówiąc: upadek mitu dokonał się. gdyż istniejące mitologie
kolektywne były nie nadmiernie ogólne i wszechobecne, ale zbyt wąskie
- dotyczyły jednego tylko regionu, grupy, narodu, religii
Każda
mitologia ukształtowała się w obrębie pewnej społeczności, w za­
mkniętym polu. Następnie one zderzają się ze sobą, wchodzą ze sobą
w kontakt i stapiają się, i w ten sposób otrzymujesz mitologię bardziej
złożoną. Ale dzisiaj nie ma granic. Dzisiaj jedyną prawdziwą mitologią
jesl mitologia planetarna - a takiej nie mamy." Mitologia la musi się
dopiero narodzić. Jak jest to możliwe? Campbell przywołuje ukute
w Primitwe Mythology pojęcie „strefy mitogenetycznej": pierwotnie
strefę taką stanowiło plemię, później naród, rasa, wreszcie krąg

kulturowy czy cywilizacyjny. Współcześnie jednak nie ma już żywych
wspólnot - ż y w e są jedynie jednostki. I tylko dzięki tym jednostkom
mitologia może odnaleźć właściwe jej miejsce.
Jeszcze raz: jedyną szansą dla mitu jest mit osobisty, rytuał
codzienności. Na czym jednak polegać ma ó w rytuał? W jaki sposób
ufundować na micie pojedyncze istnienie, nie pozbawiając go zarazem
niepowtarzalności? Mitologia ma być pojednaniem ludzkości z naturą...
Mitologia osobista jest więc - przede wszystkim - pojednaniem
człowieka z jego własnym ciałem: „mit jest przejawieniem się w obra­
zach symbolicznych, metaforycznych, energii organów ciała pozo­
stających we wzajemnym konflikcie. Jeden organ chce tego, drugi
- czegoś innego. Jednym z tych organów jest mózg". On to właśnie
odpowiedzialny jest za binarne podziały znaczące naszą współczesność:
antynomie sensu i nonsensu, prawdy i fałszu. Także - dobra i zła. Mit
- m ó w i Campbell -stoi poza tymi podziałami: „trzeba z powrolem zająć
stanowisko takie jak w Raju, zanim zaczęliśmy myśleć w kategoriach
dobra i zła". I gdzie indziej: „Powiada się, że tym czego poszukujemy,
jest sens życia. Otóż nie sądzę, abyśmy szukali właśnie tego. Myślę, że
tym, o co nam chodzi, jest doświadczenie życia jako takiego, lak, by
nasze realne przeżycia na płaszczyźnie czysto fizycznej wywołały
rezonans w głębi naszej najbardziej wewnętrznej istoty i rzeczywistości,
byśmy naprawdę doznali upojenia faktem życia". Mitologia pragnie
zjednoczyć te części świata, które zostały rozdzielone, czy raczej
- unicestwić wszelki pozór tego rozdzielenia, dotrzeć do wspólnej
postawy wszystkich bytów.
Warto tu może wspomnieć o jednej rzeczy: nie ma - zdaniem
Campbclla - czegoś takiego jak m i l g r z e c h u . Grzech jest - ściśle
rzecz ujmując - anty-mitem, niszczycielem milu czy leż - powracając
do wcześniejszej terminologii - wyobrażeniem magicznym raczej niż
mitologicznym. Grzech mówi bowiem o radykalnej separacji, mit
- o możliwym pojednaniu. Grzech jest dysonansem w muzyce sfer, mit
- zgodnym współbrzmieniem. „Religia to naprawdę coś w rodzaju
drugiego łona. Jej zadaniem jesl doprowadzić tę nadzwyczaj skom­
plikowaną istotę, jaką jest człowiek, do dojrzałości, czyli do samodziel­
ności w postępowaniu, do kierowania się własnymi motywacjami. Ale
myśl o grzechu czyni z ciebie niewolnika na całe życic." Cóż jednak
znaczy „samodzielność w postępowaniu" czy też „własne motywacje"?
Nie oznacza to - bynajmniej - oddalenia i separacji. Oznacza coś
zupełnie innego: współtworzenie ludzkiej wspólnoty, współbycie z in­
nymi. Grzech, o którym pisze Campbell, tworzy w istocie pozór, iż
konkretne znaczy izolowane. Nie jest to prawdą: rzeczywisty konkret
możliwy jest nic w oderwaniu, lecz w dialogu.
Dialog jest zresztą ulubioną formą wypowiedzi Campbella - większa
część jego twórczości to nic innego jak zapisy rozmów. Potęga mitu
powstała w oparciu o telewizyjny wywiad - jest nic tyko wykładem
poglądów jej autora, lecz także świadectwem roli, jaką pełnił on
w amerykańskiej kulturze. Roli po trosze guru, po trosze kaznodziei,
„urzędowego" interpretatora „mitycznych" wątków współczesnego
świala. Więcej nawet: przewodnika po New Age.

Iwona Kurz: POP-mitologie
Mitologie popularne.
Szkice z antropologii
współczesności.
P o d redakcją Dariusza C z a i , Universitas, Kraków 1994
Autorzy zamieszczonych w zbiorze Mitologie popularne szkiców
potwierdzają przemianę, jaka dokonała się wewnątrz antropologii
kultury. W ostatnich latach jej jawnym polem zainteresowań stalą się
współczesna kultura popularna. To pojęcie sprawia trudność. Nie tyle
chodzi (u o kłopot z definicją, co o emocjonalną aurę, jaka towarzyszy
jej przedmiotowi. Kultura popularna, niegdyś wstydliwie egzystowała
na peryferiach badawczych, tymczasem, jak deklaruje Dariusz Czaja,
który Mitologie popularne przygotował, należy się kulturze popularnej
i dobre słowo, i rzetelny opis. W rozumieniu redaktora antologii oznacza
ona mc tylko to, co powszechne (szczególnie w dobie przekazów
masowych), ale też lo, co spontaniczne i żywe. Bliska jest w tym
kulturze ludowej i jak ona stanowi „niejawny poziom świadomości
zbiorowej, miejsce współistnienia różnych systemów kulturowych,
przestrzeń przejawiania się odległych historycznie treści kultury, obszar
kulturowej pamięci".
Ta zmiana w nacechowaniu pojęcia wspólwystępujc tu z - szerszym
i donioślejszym - zwrotem w postawie antropologicznej. Kieruje on
uwagę na kulturę własną, wewnątrz niej odkrywa myśl
nieoswojoną.

100

wymaga od nas zdziwienia samymi sobą. Takie ujęcie nie jest zupełna,
nowością w etnologii: Czaja przywołuje nazwiska Bataille'a, Caillots,
a także pierwszych surrealistńw. Mitolagie popularne mają też podobna
do surrealistycznego kolażu formę. Mieszają się tu tematy, problemy
i style, często kontrastują ze sobą postawy i opinie. Teksty obejmują
wiele fenomenów kultury współczesnej - dotyczą reklamy, jej ikono­
grafii i sposobu oddziaływania, wzorców fabularnych serialu tclewizyj;
nego i opowieści fantasy, świętości komputera, ale też ikonografii
magazynów erotycznych czy roli Pałacu Kultury i Nauki w krajobrazie
Warszawy i krajobrazie mentalnym jej mieszkańców. Oprócz stawia­
nych wprost, wiele zagadnień pojawia się na marginesie, mimochodem,
można wręcz zestawić katalog tematów gotowych do podobnej analizyUwaga autorów skupia się na niewielkim wycinku rzeczywistości, by°*
każdego z drobnych przejawów codzienności przejść do szerszej
perspektywy współczesnej kultury, a ściślej - mitologii. Fragme"'
taryczność ujęcia sprawia, że książka mimowolnie oddaje pewie»
aspekt naszej współczesności. Andrzej Muszyński w analizie reklam
Beneltona pisze o tym, za Sonlag: „Świat przekształca się w serię lu "
2

0

�nołączonych elementów, ulega atomizacji. W zamian za utratę wrażenia
spoistości, zyskujemy przekonanie o jego zagadkowości". Nie dotyczy
10 jednak tylko fotografii i przekaźników audiowizualnych, choć jest dla
nich najbardziej charakterystyczne. Tendencja ta znajduje potwier­
dzenie w sporej ostatnio liczbie publikacji naukowych, które maja formę
zbioru szkiców jednego lub kilku autorów. Koresponduje to leż z ważną
cecha. ja^a mitologiom współczesnym przypisuje Barthes. W swojej
definicji z początku lat siedemdziesiątych, zauważa on, że mit dzisiaj
przestał być fabularną opowieścią, a stanowi raczej zbiór skojarzeń
i stereotypów słabo powiązanych. Stereotyp zaś to mocno okrojony
symbol, ślad po sacrum, najprostszy budulec światopoglądu potocz­
nego „To, co w micie i symbolu jest tajemnicze i irracjonalne, głębokie,
w stereotypie zostaje wyjaśnione, przełożone na pojęcia, zracjonalizo­
wane" - pisze Zbigniew Benedyktowicz. Raj na przykład redukuje się
do miejsca wiecznej szczęśliwości, utopii osiągalnej - bo wymiernej,
wyznaczonej w cenie rajskiego produktu (reklama batonika Bounty czy
samochodu). Według Eliadego, „na wszystkich poziomach ludzkiego
doświadczenia, nawet łych najbardziej prostych, archetyp nadal nadaje
wartość egzystencji i tworzy wartości kulturowe". Ta myśl zdaje się
przyświecać większości autorów prezentowanych lekslów.
Ten obraz dzisiejszej mitologii wydaje się jednak niepełny. Jak
zauważa Ludwik Stomma, w poszukiwaniu odwiecznego nie można
zapominać o tym, co zmienne, zdeterminowane społecznie. Językowe
i wizualne kalki, którymi przemawiają do nas dawne symbole, to już
metajęzyk, system nabudowany na innym. Trudno też problem nowych
technologii i przekaźników sprowadzić do tego, że „zajmują one dobrze

wygrzane przez poprzedników miejsca i pomagają człowiekowi pozo­
stać sobą".
Tym, co zbliża mitologie popularne do wyobrażeń społecznych, jest
także perspektywa poznawcza. Fenomeny kultury popularnej rzadko są
przyjmowane do wiadomości, nieuświadamiane oddziałują raczej jak
apele emocjonalne. Potwierdza to pewną - w istocie odwieczną - cechę
myślenia ludzkiego. Za Aronsoncm można ją nazwać skąpstwem
poznawczym - człowiek szuka tego, co znane i oswojone, rzadko
w decyzjach kierując się racjonalnym „winien i ma". Paradoksalnie,
chętniej odpowiada nawet na bodźce hiperrealne niż na realne („przerealnione", chciałoby się powiedzieć, nienaturalne zdjęcia reklamowe
i katalogowe). To „poszukiwanie znanego" prowokuje do wyrażenia
jeszcze jednej wątpliwości - na ile „znane" oznacza dzisiaj to, co
związane z. sacrum, na ile już tylko to, co oswojone przez telewizję?
Te pytania jednak - istotne, jak sądzę, dla kultury współczesnej
- potwierdzają, że analiza kultury popularnej jest ważna i cenna
poznawczo. Mitologie popularne są lego świadectwem, choć syg­
nalizują - jak pisałam - przemianę szerszą. Postawione obok Potęgi
mitu Campbella czy Wyobrażeń społecznych Baczki oznaczają zwrot ku
codzienności, ku temu, jak mit i jaki mil kształtuje doświadczenie
potoczne. Z drugiej strony, podobnie jak coraz częstsze próby budowa­
nia społeczności lokalnych - Małych Itak - książka mieści się w ramach
antropologii, która odbiorcy pozwala określić swoje miejsce we własnej
kulturze. To ogromny obszar badawczy, jeszcze chaotyczny, mało
precyzyjnie określony. Stąd też ryzyko, że antropologia pop-kultury
może się stać pop-antropologią.

Robert Sankowski: Kino, telewizja i co dalej?
Po kinie?..., wybór, w p r o w a d z e n i e i o p r a c o w a n i e
Andrzej G w ó d ź , K r a k ó w 1994, s. 3 0 4
Przeszło rok temu brytyjska prasa i telewizja zwróciły uwagę na
gwałtownie rosnącą od jakiegoś czasu wśród młodzieży popularność
gier elektronicznych. „Czy gry wideo zastąpią rock'n'rolla?" - pytali
dziennikarze popularnych pism i audycji telewizyjnych. I mieli ku temu
powody. Okazało się. że młodzi Brytyjczycy odwrócili się w znacznej
mierze od muzyki rozrywkowej i większą część wolnego czasu spędzają
przed ekranem telewizora z joystickiem w ręku. a od nowości płytowych
bardziej interesują ich kolejne wersje gier przygodowych. Ta fascynacja
elektroniczną rozrywką wytworzyła nawet nowy typ subkultury. Zwo­
lennicy gier stworzyli własne kluby, wydawali pisma, organizowali
zjazdy...
Z pozoru to tylko błaha ciekawostka, która mogła zainteresować
czytelników pism brukowych. W rzeczywistości mamy do czynienia
zjednym z wielu świadectw technologicznej i - może przede wszystkim
-kulturowej zmiany (rewolucji?), klóra dokonuje się w naszych oczach.
Media elektroniczne skutecznie zawładnęły rzeczywistością. Przestały
być jedynie narzędziem pracy czy źródłem rozrywki. Nic są czymś
nowym, niezwykłym. Nie są dodatkiem do otaczającego świata. Siały
się jego częścią. Przesiały też być środkiem komunikacji. Stały się
p o ś r e d n i k i e m niezbędnym do interpretacji świata zewnętrznego.
A może raczej do przyswajania pewnej wersji zinterpretowanego już
świata. Tym samym bezpowrotnie skończyła się epoka supremacji kina
oraz układu komunikacyjnego przez nie wytworzonego.
Złego założenia wychodzi autor antologii Po kinie?, a także aulorzy
zamieszczonych w niej lekstów. „Choć «czerń» kina [...] istnieje nadal li
zapewne długo jeszcze istnieć będzie) - pisze Gwóźdź we Wprowadzęm - to przecież swe imaginacje dzielić ona musi dziś już nie tylko (jak
'n było jeszcze na początku lat siedemdziesiątych) z wszędobylskością
•elewizyjnej ikonosfery, lecz nadlo z wieloma innymi praktykami
oralnymi. Wszystkie one - każda na swój sposób wymazują
bezwzględnie «tańczący promień projektora», zastępując go własnymi
Porządkami przedstawieniowymi i mentalnymi."
Zdaniem Gwoździa, wiedza o środkach masowego komunikowania
tniala do tej pory w Polsce ograniczony zasiąg dyscyplinarny i wąski,
Poliiologiczno-socjologiczny profil. Stąd „intencją proponowanego
*yboru jest przełamanie owego milczenia wokół tzw. nowych mediów.
Przekaźników elektronicznych albo - jak wolą niektórzy - nowych
echnologii informacyjno-komunikacyjnych". To „przełamanie milzenia" oznacza tu przede wszystkim zmianę orientacji badawczej,
sozic odziedziczona po filmoznawstwic tekslocentryczność „starej"
"ryiyki ma być zastąpiona skierowaniem uwagi na procesy kullurowo"chniczne.
Z lym twierdzeniem Gwoździa trudno się nie zgodzić. Nauka
jncdiach rzeczywiście obciążona jest w Polsce tradycją filmoznawczą.
T^ażona jest również filmoznawczą terminologią. Zresztą, skoro
*a o terminologii, nie do końca wiadomo nawel. jak nazywa się
nawiana tu dziedzina wiedzy. G w ó ź d ź na przykład używa zamiennie
L

kilku terminów: wiedza o komunikowaniu masowym, wiedza o środ­
kach masowego przekazu, teoria mediów. Sprecyzować warto by
również, jakie właściwie media powinny nas tu interesować.
Tę akurat wątpliwość Gwóźdź stara się rozwiać już we Wprowadze­
niu. „Pojęcie nowych mediów - pisze - odnoszę do tych wszystkich
elektronicznych środków przekazu, klóre nastąpiły po telewizji (pierw­
szym masowym przekaźniku elektronicznym), wykorzystują cyfrowe
(nieciągłe, oparte na opozycjach binarnych) kodowanie sygnału trans­
misji i utrwalania informacji w miejsce kodowania analogowego
(ciągłego, opartego na podobieństwie), przechowują wreszcie informa­
cje na nośniku magnetycznym, a nie - jak film czy tradycyjna fotografia
- na nośniku fotochemicznym [...] Należą tu: komputer jako swoiste
hipermedium [...] Nowe praktyki slarej telewizji (leletekst, wideoteksi,
gry telewizyjne, video on demand), wychodząca ze stadium doświad­
czeń telewizja wysokiej rozdzielczości, wideo, gry wideo czy wreszcie
pracująca na bazie cyfrowego wideo płyta wizyjna lub [...] tzw.
interaktywna płyta kompaktowa ( C D - Interactive). (...) W obrębie
nowych mediów sytuuje się na ogół także nowe (choć nadal analogowe)
kanały dystrybucji tradycyjnej telewizji (telewizja kablowa, satelitarna,
środowiskowa, płatna itd.)." To szczegółowe wyliczenie jednak mnoży
tylko kolejne wątpliwości. Oto bowiem Gwóźdź wymienia wśród
nowych mediów telewizję. Nie chodzi tu jednak o „typową" telewizję,
lecz o specyficzne, nowe formy jej funkcjonowania Ale na trzynaście
zamieszczonych w antologii tekstów temat telewizji, w mniej lub
bardziej bezpośredni sposób, podejmuje sześć, w lym trzy zajmują się
telewizją jak najbardziej tradycyjną. Czy jest w tym sprzeczność? Otóż
nie całkiem, ponieważ telewizja dziedziczy po kinie wiele technik
i nadal wykorzystuje analogowe metody kodowania i utrwalania
informacji. Nie jest przy tym jego bezpośrednią konsekwencją ani
kontynuacją.
W antologii znalazł się między innymi tekst Caselliego i Odina, gdzie
autorzy poddają analizie zachodzącą w telewizji zmianę sytuacji
komunikacyjnej: od układu tradycyjnego, gdzie widz jest jedynie
biernym odbiorcą, przechodzimy do sytuacji dialogowej. Żaden z tych
układów nie występuje dziś autonomicznie, oba koegzyslują ze sobą
Takich przykładów przenikania się (a m o ż e raczej ścierania) starych
i nowych praktyk komunikowania jest w telewizji więcej. Choć po
części wciąż pozostaje ona dlużniczką kina, jesl jednocześnie pierw­
szym nowym medium. Właśnie z lego powodu zasługuje na uwagę
I może dlatego tak dużo w antologii znalazło się tekstów właśnie
o telewizji, a zabrakło na przykład artykułów o C D - Interactive.
Zabrakło leż w końcu tekslu o rzeczywistości wirtualnej. A przecież to
dopiero one w pełni, jak chce Gwóźdź, nie tylko transportują znaczenia,
ale i dzięki sprzężeniu z umysłem wytwarzają nowe stany świadomoś­
ciowe.
We Wprowadzeniu Gwóźdź nazywa antologię „zaproszeniem do
wędrówki po mało u nas spenetrowanym obszarze wiedzy o komuniko-

101

�waniu masowym". Po kinie?... lo rzeczywiście swoiste zaproszenie do
wędrówki po rozmaitych zakresach problematyki. I lak tekst Norberta
Bolza Rozstanie z galaktyką Gutenberga jest analiza zmian, jakie
dokonały się w kulturze europejskiej w ciągu ostatnich dwustu lal
A obok niego znajdują się artykuły tak szczegółowe, jak tekst autorstwa
Gillian Skirrow Piekielna wizja: analiza gier wideo.
Z zamieszczonych w Po kinie?... artykułów nie wyłania się żadna
propozycja metodologiczna, żadna koncepcja umożliwiająca spójne,
całościowe ujęcie sygnalizowanej problematyki. Być może nic mogło

być inaczej. Nie takie jest w końcu zadanie antologii. A i zjawiska,
o których tu mowa, wydają się zbyt nowe i zbyt dynamicznym podlegają
przemianom. Zdaje sobie z lego sprawę Gwóźdź, gdy zastrzega, że
„antologia [...] nie rości sobie pretensji do ustalania ram dyscyplinarnych teorii mediów (nadto wybiórczy jest proponowany w niej repertuar
tekstów i dość szczególny ich zakres problematyki), co najwyżej
proponuje marszrutę, która mogłaby nas przybliżyć ku projektowi takiej
dyscypliny. Chodzi, krótko mówiąc, o wyzwolenie dyskusji...".

Aneta G ó r n i c k a - B o r a t y ń s k a : Zrozumieć egzystencję
Jolanta Brach-Czaina, Szczeliny

istnienia,

P a ń s t w o w y Instytut Wydawniczy, W a r s z a w a 1992

1. Nie spotkałam dotąd ani filozofii tak bliskiej życiowemu kon­
kretowi, ani tak uwznioślającego codzienność opisu świata, jak w Szcze­
linach istnienia Jolanty Brach-Czainy. Autorka mówi w tej książce nie
tylko we własnym imieniu, choć doświadczenie jednostki stanowi
kanwę tej filozoficznej opowieści. Mówi w imieniu pewnej wspólnoty.
Nic określa jej. wydaje się jednak oczywiste, że doświadczeniem
podstawowym ustanawiającym tę wspólnotę jest świadomość własnego
istnienia - umykającego w codzienność, ograniczonego czasowo,
zmierzającego nieuchronnie ku śmierci. Jednak nic tylko z powodu
odczuwania wspólnoty doświadczeń ogólnoludzkich ta książka wydała
mi się tak bliska. Intuicyjnie odebrałam ją jako wyznanie kobiety.
Sądzę, że nie mógłby jej napisać żaden mężczyzna. Piszę „sądzę", piszę
„intuicyjnie", gdyż. trudno będzie mi to udowodnić w języku dyskursywnym. Brach-Czaina nigdy przecież nic mówi wprost o swojej płci
ani o doświadczeniach z niej płynących.
Przyjęło się uważać, że kobieta znacznie bardziej potrzebuje kon­
kretu, jako że dużo głębiej zanurzona jest w codziennej egzystencji.
Jolanta Brach-Czaina świadomie wybiera konkret na przekór abstrakc­
jom, a odłamków powszechnego sensu poszukuje w najzwyklejszych,
najbardziej powszednich formach naszego istnienia. Spośród nich
wybiera kilka kluczowych - spotkanie z owocem wiśni, poród,
krzątaninę... Tylko istoty płci żeńskiej mogą rodzić i w paradygmacie
kultury ukształtowanym w dużym stopniu przez patriarchat lo kobiety
karmią i opiekują się przestrzenią domu - sprzątając, zmywając,
gotując.
2. Istnienie jest wartością - oto założenie wstępne i podstawowe.
„To, o czym chcę mówić - pisze autorka - dotyczy istnienia w postaci
egzystencjalnego konkretu, którym jest zarówno napotkany kamień, jak
i każdy z nas." T a bezpośrednia forma istnienia jest jedyną, o klórej
możemy mówić: tworząc abstrakcyjne systemy słyszymy jedynie
milczenie. „Myślę, że gdy filozofowie mówią z rozpaczą o milczeniu
bylu, wynika to z niezrozumienia mowy byiu, który nie zwraca się do
nas jako całość, lecz poprzez konkret egzystencjalny, drobiny znaczące.
To prawda, że zdolne są sugerować glos całości, ale zawsze dźwięczący
w drobinach istnienia." Ustanawianie i analizowanie obiektów egzys­
tencjalnych lo poznawanie swojej sytuacji bycia w świecie. Autorka
włącza się w pełni świadomie w nurt filzofii egzystencjalnej, sama
w kilku miejscach powołując się na Heideggera i Kierkegaarda. Jednak
codzienność, życie oswajane z dnia na dzień, u Heideggera jest
złudzeniem, usypia człowieka i zaciera poczucie obcości bytu. Tylko
niezwykłe okoliczności wytrącają człowieka z rutyny i mogą mu
przynieść zrozumienie istnienia. Troska, żeby użyć pojęcia języka
egzystencjalistów, zaciemnia i oddala Trwogę. Ta zaś jest poznaniem
Brach-Czaina jednuk pokazuje inną drogę. Celem jest poznanie
siebie. „Spotkanie z drobinami bytu, choć polega na udzieleniu im
uwagi, dotyczy naszego istnienia [...] Gdy próbujemy zrozumieć
przesłanie płynące ku nam od egzystencjalnego konkretu, ostatecznie
dochodzimy do rozumienia siebie." Poznanie lo osiągnąć można nic
żądając spotkania z bytem jako całością, lecz przez jego konkretne
emanacje. Inaczej - zrozumieć siebie można przez analizę swojego
bycia w świecie. Każde zdarzenie czy przedmiot jako obiekt egzystenc­
jalny ukazuje w omawianej książce uniwersalny sens istnienia. Codzien­
ność zaś, poddana nieustannej refleksji, nie ujawnia wobec nas
wrogości. „Skoro nasze istnienie przebiega głównie w doświadczeniu
potocznym, pośród czynności zwykłych, lo odmawiając im znaczenia
unieważniamy się sami." A jednak codzienne czynności, choć niedoce­
niane, są istotną walką. „Trzeba sprzątać. Usuwać. Każdego dnia od
nowa porządkować." Każdego dnia „Wstajemy. Myjemy się. Jemy
śniadanie. Pracujemy. Robimy zakupy. Przygotowujemy jedzenie.
Jemy. Zmywamy. Pracujemy". I tym samym podejmujemy wyzwanie
oparcia się nicości, wchłonięcia nas przez nią.
3. O porodzie mówi się często jako o rozwiązaniu. Kobieta oczekuje
rozwiązania, czasem w oczekiwanym terminie spodziewane rozwiąza­
nie nie nadchodzi. Rozwiązanie sugeruje zakończenie, oznacza też
wyzwolenie, pozbycie się więzów. U Brach-Czainy studium o egzysten-

102

cjalnym znaczeniu porodu niczego nie kończy, nie zamyka. Stan
inowi
jednak wątek kulminacyjny, znajduje się w centrum rozważań. Jest
ostatecznym momentem wstąpienia w istnienie. „Kula energii prze­
szywa rdzeń kręgosłupa rwąc w dół. Oddech przemienia się w krzyk.
Bolesna błyskawica. W dól. w dól, w świat. Odwrotny kierunek procesu
Przeciwne zadanie. Tu nie chodzi o oddalenie, lecz o przerwanie
izolacji. Chodzi o lo, by w istnienie wstąpić. Krzyk. Pot. Krew. Pełnia"
Poród to akt nie pozostawiający wyboru, nie dający możliwości
wycofania się, rezygnacji. Dokonując się, jest Rozwiązaniem. „Rodze­
nie jest świadectwem zgody, aktem bezwzględnie optującym u
wartością istnienia. Jest wyznaniem wiary w istnienie, potwierdzonym
w sposób najbardziej oczywisty, jakim jest wyłanianie kogoś z własi
ciała. Nic z gliny, nie z. cudzego żebra, lecz z siebie Kto
zaświadcza o niewygasłej wierze w sens bylu. Kto rodzi się,
warlość istnienia poświadcza." Poród egzystencjalny jako pot
dzenie wiary w sens i wartość istnienia opisywany jest przez of
realnego, fizycznego porodu. Uczestniczą w nim dwie istoty - ta,
rodzi, i ta która się rodzi. Pleć istoty „wyłaniającej kogoś z wł,
ciała" jest zdeterminowana przez prawa natury czy też - ol
w porządku istnienia.
Żywe próbuje rozedrzeć ciało
rozsadza je od środka
To ja jestem opasującym ciałem
Bramą światła (...)
To ja jestem jego Śliską drogą
Krwawą drogą iwiata
Ten fragment, proza w formie litanii, kończy się dwoma wi
kolędy: „Liii, liii, łaj. Niebieski Dziedzicu". Relacja między
się i rodzącą, a więc relacja macierzyństwa staje się sakralną inicj
w istnienie. Tylko akt narodziny oglądany z perspektywy matki
ostateczną zgodą na świat, akceptacją siebie i bytu.
4. Egzystencja człowieka składa się z powtórzeń. Wstajemy, je
pracujemy, sprzątamy, rodzimy się, umieramy. Prawo powtórzeni;
którego autorka nie formułuje explicite, jest stałe i niezmienne w każdej
ludzkiej przestrzeni i czasie. Za Kierkegaardcm umieszczę pojecie
powtórzenia w kontekście dwóch typów istnienia - estetycznej
i etycznego. „W estetycznym oglądzie świata - pisze Kierkegan
- powtórzenie jest błędem. Dla estety życie nic posiada ciągłości U
logiki. Jeżeli pragnie czegoś, to jedynie przyjemności, rzeczy pikant­
nych, zaskakujących, ciekawych [...] Esteta nic życzy sobie powtórzeni!
[...] Egzystencja etyczna podkreśla znaczenie ciągłości życia i wiernos"
sobie [...] Tylko raz można uwieść dziewczynę, lecz żonę można kocił
nieprzerwanie, dzień za dniem - i w ó w c z a s można powiedzieć, iż ży
się w powtórzeniu."' Człowiek etyczny to ten. który wybrał ciągło
i konkret życia. Dla niego codzienność nie jest nieznośną rutyna,, &lt;
objawianiem się wieczności. Jak podmiot książki Brach-Czainy, we
dzienności poszukuje sensu i wartości istnienia. Esteta natomiast wo
czuje się nienasycony i wciąż szuka nowych podniet. „CzIoW
etyczny pragnie każdej chwili, trywialnej na równi z porywającą,
cudowność chwili nie wypływa z jej poruszającej zawartości, '
wyłącznie stąd, źc została wybrana. [...] Dla człowieka etycziW
chwila napełnia się blaskiem wieczności, bo została
y
*
Podmiot, poszukujący w codzienności szczelin, ujawniających * J
istnienia, wybiera powtórzenie. Jest typem etycznym Nie sz*
niczego, co nowe. próbuje jedynie przekształcić konkrety w egzyt**
jalne obiekty, a więc wybrać jc. dostrzec, zapragnąć ich i wciąż na no*
ponawiać próbę poznania. W Szczelinach istnienia obowiązuje poelj*•
powtórzenia. Przez książkę przewijają się wciąż te same motywysame obiekty egzystencjalne poddane zostają analizie. Nawet w r
szczególnych akapitach autorka nie unika powtórzeń słów. Życie 0W_
na powtórzeniu ma ciągłość i sens. Jego wartość objawia się * ^
wtórzeniu.
w

1

!

PRZYPISY
Soren Kierkegaard Powtórzenie. Warszawa 1992
Tamże.

D r a l

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10931" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10909">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/70538ce676ccda22dbc84a6d7bef427d.pdf</src>
        <authentication>6a25e0181f981aeab9845504d6e68bfc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130350">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3668</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130351">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130352">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130353">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3445</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130354">
                <text>Historia i etnologia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130355">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.3-5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130356">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130357">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130358">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130359">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130360">
                <text>Historia i etnologia
Wprowadzenie
Dawny to czas. kiedy w akademickim obiegu pojawiał się
i z różną intensywnością odżywał stereotyp, wedle którego
historię i etnologię więcej dzieliło niż łączyło. Historyk, miał
jakoby zajmować się lym, co nasze i cywilizowane, etnolog
tym, co dzikie i obce. Historia miała odnotowywać nade
wszystko zmienność, etnologia rejestrować trwanie. Historyk
- ta różnica mocno rzucała się w oczy - analizował w swej
pracy źródła pisane, etnolog opiera! się na świadectwach
przekazywanych ustnie. Historia miała mieć do czynienia ze
społeczeństwami „gorącymi", etnologia ze społecznościami
„zimnymi", te pierwsze, jak powiadano, były uwikłane w his­
torię, te drugie, ochrzczono mianem „ludów bez historii".
W badaniach historycznych głównym bohaterem miał być
Czas, w poszukiwaniach etnologicznych Przestrzeń.
Z perspektywy dzisiejszej, ten sposób myślenia o dwóch
bliskich przecież sobie (nie tylko z instytucjonalnych wzglę­
dów) dyscyplinach humanistycznych jest już wyraźnie démo­
dé - może mieć co najwyżej wymiar anegdotyczny. Po
osiągnięciach szkoły „Annales", po śmiałym metodologicznie
przeformułowaniu kwestionariusza badawczego a zwłaszcza
po zwrocie w stronę historii mentalności, czego wyraźnym
sygnałem było opublikowanie w połowic lat siedemdziesią­
tych pomnikowego trzytomowego dzieła Faire de l'histoire
pod redakcją Jacqucs'aLe Goffa i Pierre'aNora, utrzymywa­
nie tezy o poważnych różnicach dzielących etnologię i histo­
rię, mówienie o radykalnej rozbieżności interesów poznaw­
czych obydwu dyscyplin, może być już tylko albo owocem
ignorancji albo kiepskim żartem. Nie dziwi zatem, że w pub­
likowanych kilkanaście lat temu na lamach „Polskiej Sztuki
Ludowej" materiałach do słownika clnologicznego, mających
w zamierzeniu jego autorów określić inspiracje metodologicz­
ne tzw. nowej polskiej etnologii, obok haseł, które pojawić się
lam z natury rzeczy musiały, tj Jan Stanisław Bystroń,
Władymir Propp czy Marcel Mauss, znalazło się również
miejsce dla krótkiej, encyklopedycznej informacji o „Nouvellc Histoire" autorstwa Ludwika Stommy. Postulowana tam, za
Le Goffem, fuzja antropologii i historii, propozycja stworze­
nia nowej jakości: antropologii historycznej, stawała się
faktem. Na półce polskiego etnologa, obok bibliograficznego
kanonu - Antropologii strukturalnej czy Argonautów Zachod­
niego Pacyfiku - pojawiły się przekłady studiów historycz­
nych jak i prace polskich autorów, które w praktyce realizowa­
ły postulat zbliżenia obydwu nauk. Strach w kulturze Zachodu
J. Delumeau, Montaillou, wioska heretyków E.Le Roy Laduric. Bitwa pod Bouvines G.Duby, Ser i robaki C.Ginzburga,
Problemy średniowiecznej kultu/y ludowej A.Guriewicza,
Podanie o Piaście i Popielu J.Banaszkiewicza, Wzloty i upadki
królów Francji L.Stommy, by pozostać przy kilku ważniej­
szych pozycjach, stały się nie mniej istotne dla edukacji
antropologicznej niż dzieła szacownych klasyków naszej
dyscypliny. Etnolodzy oswoili się z obecnością antropologii

w historii i historii w antropologii. Nie dziwi już ani Clifford
Geertz (Works and Lives) dający przypis do książki Lc Roy
Ladurie ani Carlo Ginzburg {Sabat czarownic - w tym
numerze) powołujący się na prace Eliadego i Proppa...
Najwyższa więc już chyba pora na dokładniejsze przyj­
rzenie się wzajemnym związkom pomiędzy historią i ant­
ropologią, zdyskontowanie obecnego „stanu posiadania".
Właśnie bliższemu rozpoznaniu i opisaniu podobieństw i róż­
nic, pokrewieństw, ale i swoistości obydwu dyscyplin, wska­
zaniu problemów, przed którymi stoją etnolog i historyk,
poświęcamy tym razem ten, kolejny już, po numerach
etnograficznych („litewski" i „ukraiński") i interdyscyplinar­
nych („eliadowski", ..Eco-logiczny" i „ekologiczny", „teat­
ralny", „filmowy", „literacki"), monograficzny tom naszego
kwartalnika.
Ktoś złośliwy, albo - co na jedno wychodzi - spostrzegaw­
czy, mógłby zwrócić uwagę, że wziąwszy pod uwagę wspo­
mniane wcześniej przełomowe daty, istotne dla zbliżenia
historii i etnologii, spóźniliśmy się z wydaniem tego numeru
o dobre kilkanaście lat. W zdaniu tym byłoby wiele racji, pod
jednym wszakże warunkiem: że nauka stoi w miejscu.
W ciągu tego czasu powstało jednak wiele prac rzucających
nowe światło na naturę poznania historycznego i antropologi­
cznego, wskazujących na konieczność rewizji funkcjonują­
cych wcześniej w akademickim obiegu poglądów. Tak jak
etnologia nic skończyła się na Lévi-Straussie (co wciąż
u niektórych budzi niedowierzanie), tak wspomniane studia
autorów wywodzących się z ..Nouvelle Histoire", jak i tych,
którzy pozostawali w kręgu jej inspiracji, nie są przecież
ostatnim słowem historiografii. Pojawiły się nowe problemy
a wraz z nimi nowe pytania, nowe wątpliwości. W miarę
możliwości staraliśmy się ten fakt uwzględnić. Zależało nam
przy tym, aby kwestie wzajemnych związków i uwikłań
etnologii i historii, jak i problemy wynikające z ich uprawia­
nia oświetlić z obydwu stron, toteż obok etnologów piszących
0 historii (w obydwu znaczeniach pojęcia - hi.sluiiogralii
1 dziejów), dajemy sporą dawkę tekstów pisanych przez
historyków i historyków sztuki, w których odnaleźć można
liczne nawiązania - wprost lub pośrednio - do pytań przez
etnologów stawianych.
W charakterze krótkiego anonsu, chciałbym wskazać wy­
woławczo na kilka istotnych dla etnologii i historii tematów,
które wyłaniają się w trakcie lektury pomieszczonych w tym
numerze artykułów.
Wspomniane już wcześniej zjawisko antropologizacji his­
torii, ukierunkowanie badań historycznych na sferę mentalno­
ści (mentalité, choć jest pojęciem semantycznie nieostrym,
wciąż pozostaje użyteczną kategorią poznawczą), zwrot ku
nawykom myślowym, wyobrażeniom zbiorowym, mental­
nym przyzwyczajeniom, owej psychologii zbiorowej, której
nieuświadamianc struktury bada antropologia, rekonstruują
3

�w swych artykułach Wojciech Wrzosek i Aron Guriewicz.
Z kolei Clifford Geertz, w błyskotliwym myślowo i stylistycz­
nie wyrafinowanym (z tego powodu redakcja składa tłuma­
czowi wyrazy współczucia, ale i podziękowania za trud
włożony w przekład) eseju, odsłania obydwie strony medalu:
odwołując się do kilku wydanych ostatnio studiów pokazuje
wzajemne przenikanie się historii i antropologii, nieodzowność tych dwóch perspektyw w badaniu ("aktów kulturowych,
zwraca uwagę na równocześnie zachodzące procesy antropologizacji historii i uhistorycznienia antropologii.
Tak wnikliwie dyskutowaną od pewnego czasu w etnologii
i powracającą przy różnych okazjach (budzącą przy tym wiele
emocji) kwestię statusu dyscypliny - czy ma ona być umiejs­
cawiana bardziej po stronie nauki (science) czy sztuki (art),
czy jest (powinna być) prostą syntezą czy raczej hybrydycznym połączeniem obydwu (Geertz), czy ma być obiektywizu­
jącym monologiem czy może współ-czującym dialogiem
- odnajdziemy w prezentowanych tu rozważaniach histo­
ryków. Dość symptomatyczne przy tym, że dochodzi w nich
nierzadko do głosu akcentowana również prze/ wielu etnolorów niechęć do DoVvtvwistvczncBo płaskiego Jednowymia­
rowego modelu humanistyki mówi sie o zagub eniu di .logi­
cznego aspektu poznania humanistyczna Tik charaktemivc/ne dla współczesne, nauki nozbvcie sié P u n k ó w i metod
Doznania nazwanych poznaniem artystycznym doprowadzi
lo do sytuacji kićdy dialogiczna. utożsamiająca refleksja
0 sztuce stała się niemożliwa. (...) Nic możemy pozwolić na to,
aby to język mówił nami, a nie my językiem, nie możemy też
pozwolić by wszelkie łączone z procesem twórczym dychoto­
mie takie jak na przykład bieguny przypadku i konieczności,
spontaniczności i kontroli, bezpośredniości i pośredniości,
improwizacji i kalkulacji, stwarzania i odkrywania, uczucio­
wości i zmysłowości łączono jedynie ze sztuką. Są to bowiem
dychotomie bliskie również opisowi sztuki (...)". (W. Okoń)
Ten głos historyka sztuki dobrze współbrzmi z postulatami
wysuwanymi w gronie antropologów i historyków.
Podobnie, w uwagach Franklina Ankersmita, jednego z rze­
czników narralywistycznej koncepcji historii, powraca (zaró­
wno w artykule i jak i w wywiadzie) ów wątek nadmiernego
unaukowicnia (czy też może: przenaukowienia) historii, pry­
matu Metody nad wyobraźnią, w związku z czym postuluje on
konieczność przywrócenia, na wzór klasyków pisarstwa histo­
rycznego, poznaniu historycznemu emocji, żywego - waż­
nego dla nas, tu i teraz - doświadczenia przeszłości, swego
rodzaju twórczego subiektywizmu: „Historia jesl pisana przez
całkowicie odczłowieczonc abstrakcyjne jednostki które
po prostu orzekają o prawdziwości Jakiegoś fragmentu nr/c
szłości. I myślą oni, że mówią nam o wfele więcej na temat
nr/cszłości niż robili lo Michelet czv Tocaucville ale w osta
cc/nvm rachunku lo zabito historie" (Pochwała
narrai

wizm)

'

Faire de Fhistoire - głosili kiedyś manifestacyjnie histo­
rycy z „Annales". Niewykluczone, że z opublikowanych
w ostatnich latach tekstów etnologów, dałoby się ułożyć sporą
antologię pt. Faire de l'ethnologie... Wyzbyci złudzeń, jedni
1 drudzy, coraz bardziej oswajają się z nietzscheańskim sloga­
nem: „fakty są głupie". W niebyt odchodzi „patos empiryzmu"
(Guriewicz), dodajmy: wąsko i naiwnie pojmowanego em­
piryzmu, zgodnie z którym wystarczy tylko zgromadzić fakty,
a już one same ułożą się w stosowny porządek, odsłaniając
4

przed czytelnikiem „jak to było naprawdę". Pomiędzy zdarze­
niem z przeszłości a historykiem leży tekst „i to w zasadniczy
sposób zmienia badawczą sytację" (Łotman). Wiemy już, że
rzeczywistość, którą znajdujemy w tekstach historyków
i etnologów jesl myślowym konstrukicm.
Poważną rolę w tym tworzeniu, „robieniu" nauki, odgrywa
język. Etnolodzy odkryli nie tak dawno (z przesadną chyba
afektacją), że mówią prozą. Dosłownie. Okazało się, że
etnologię się pisze, a jeśli tak, to z konieczności musi się ona
zmierzyć z problemami strategii pisarskich, chwytów retory­
cznych, perswazyjności tekstu, metaforyki wypowiedzi itp.
Ten „tekstualistyczny" nurt w antropologii znajduje swój
bliski odpowiednik w zwrocie „narratywistycznym" jaki
zaobserwować można od pewnego czasu w historiografii
(jeśli chodzi oczywiście o skalę zjawiska, bo prekursorska
w tej niŁitcrii ksi4żku H
hîle * ti Metahistory. The Historical
Imagination in ihe Nineteenth Century Europe i jkazała się już
w 1971 roku ale doceniona została znacznie nóźnieii Same
tytuły o tym'swiadcza- przykładowo' zbiór Writine Culture
The PoeL
and PoliL
of Fthndvranhv (I986i mógłby
zn-deźć swoic Ins.rz.ne o d b i c i e w The Wrhne nf
fi

S r i S t e T ^ T l A

ZJ* LXeL L

™, S S L rZnSl

Hilnl
3 z v

TZrŹ, ZLlS

opolskiej

W zasadzie stosunkowo niedawno historycy bliżej zainte­
resowali się „ludem", owym „wielkim niemową" dziejów.
Z niezwykle interesującego materiałowo i inspirującego
metodologicznie tomu zbiorowego poświęconego poznaniu
kultury popularnej (ludowej) w Europie od Średniowiecza po
wiek XIX, przedrukowujemy artykuły Le Goffa i Ginzburga,
dwóch czołowych przedstawicieli ..Nouvelle Histoire". Te,
jak też inne teksty zamieszczone w tej antologii (godny uwagi
jesl zwłaszcza artykuł Rogera Chartier o Bibliothèque Bleu,
na który brakło już miejsca, a szkoda, bo dobrze dopełniałby
uwagi Janusza Tazbira) pokazują dowodnie, że relacje pomię­
dzy kultura wysoka" i niska" elitarna" i popularna" sa
bardzie, skomplikowane niż to"sie często'przyjmowało
Raczei wzajemne związki i przenikanie niż prosta zależność
i separacja Związki pomiędzy kultura uczona i popularna
rzadko saprocesem jednostronnym" - puentuje swoje wywo
Ginzburg.
Interesująco przedstawia się również w prezentowanych
tekstach złożony problem relacji między historią i mitem,
pojmowanej jeszcze niedawno w klasycznej historiografii
jako proste odwrócenie: historia miała informować o faktach
(prawdziwych, rzecz jasna), mit miał być opowieścią nie­
prawdziwą, fikcyjną, zmyśloną. Subtelniejsza analiza poka­
zuje jednak, że nie unieważniając różnic, można w obydwu
tych typach narracji o minionym odnaleźć, w różny sposób
przejawiające się, formy pamięci (K. Hastrup). Z pojęciem
mitu łączy się też kwestia zmienności i trwania. To ostatnie
przejawiać się może w dziejach, lub w modyfikowanych,
trawestowanych, „przebranych", ale zachowujących stalą
„substancję" historiach, opowieściach mitycznych (D. Czaja).
Z kolei Wiesław Juszczak kontynuując znane już po części
czytelnikom „Kontekstów", rozważania z pogranicza historii

�i filozofii sztuki (por. zamieszczona w tym numerze recenzję
z Fragmentów [1995]) odnajduje w dziele Schopenhauera
Świat jako wola i przedstawienie (w nowym tłumaczeniu
J.Garewicza) bliskie swoim intuicjom poglądy o trwałej,
niezmiennej, niepodległej czasowi, istocie sztuki. W tym
kontekście uważnego namysłu wymaga, cytowana w jednym
z tekstów, refleksja Hansa Jonasa: „Może nasza nienasycona
żądza historii jest tylko wyrafinowaną grą. Może nieprawdą
jest, jakobyśmy dla zrozumienia samych siebie musieli znać
cała nasza prehistorie a do teeo ieszcze historie całei reszty
ludzkości A ie.śli to iest prawda to może nic iest nrawda że
musimy w tym sensie rozumieć siebie zebv bvc orawdziwvmi
ludźmi. Dla tego celu ważniejsza może okaże się wiedza
0 wiecznym niż rozumienie doczesnego, może istotniejsze
okaże się widzenie siebie w świetle tej pierwszej niż objaś­
nianie siebie przez to drugie."
Pozostaje jeszcze pytanie o przyszłość jaka czeka historię
1 etnologię, pozostających jak na razie w „braterskich i przyja­

cielskich stosunkach". Czy dojdzie do ich całkowitego sto­
pienia, złączenia w jakiś nowy organizm, a jeśli tak, to czy
któraś (która?) ze stron na tym ucierpi, czy którejś ze stron
przyjdzie utracić tożsamość, czy jedna dyscyplina wchłonie
drugą? Nie dysponuję żadną prognozą historyka w tej kwestii,
konkluzja etnologa jest trzeźwa i pozbawiona złudzeń:
..troska ze strony Historii (...) że frymarczenie z antropologa­
mi doprowadzi ją do utraty duszy jest (...) niedorzeczna.
Każde Dołączenie czy w formie pomieszania dyskursów czy
jako zbieżność uwagi, z konieczności będzie gulaszem
sDorzadzonym ze słonia i królika fweź iedneeo słonia
iedneeo królika') w wyniku czcuo słoń nic oowinicn nad­
miernie martwić się co do przetrwania swego smaku Jeśli
idzie o królika to 'przywykł on do
układów".
Geertz)
Jak to będzie wyglądało faktycznie? Pożiwiom, uwidim...
Dariusz Czaja

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10930" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10908">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a572c651a88f56f834a7af5e763fa587.pdf</src>
        <authentication>36b8c27c4f4325ce33990f973c1d9bf0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130340">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3320</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130341">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130342">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130343">
                <text>Bramy snu. O malarstwie Doroty Lampart, Bronisławy Piprek i Marii Muszał / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130344">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2, s.89-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130345">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130346">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130347">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130348">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130349">
                <text>Aleksander Jackowski

BRAMY SNU

Są l u d z i e , d l a k t ó r y c h

sen jest d o z n a n i e m równie r e . i n y m

czynić, głosić, malowt.ć;

w e śnie d o z n a j ą

olśnień

mistycznych

j a k t o , c o p r z e ż y w a j ą w ż y c i u . Z d a r z a się n a w e t , ż e ś w i a t m a r z e ń

W e śnie o b j a w i a ł się B ó g p r o r o k o m , a z i e m s k i e p o k u s y r o z p a l a ł y

s e n n y c h m o ż e zawładnąć człowiekiem d o t e g o s t o p n i a , że odwró­

zmysły

c o n a z o s t a j e n o r m a l n a h i e r a r c h i a w a ż n o ś c i i s e n s t a j e się ź r ó d ł e m

wstrząsające

największych doznań. D o b r y c h i złych. Marzeń, które

w

uciec o d rzeczywistości realnego

życia, l u b —

pozwalają

gorzej —

lęków,

k t ó r e m o g ą zniszczyć, zdruzgotać siły o b r o n n e p s y c h i k i . O c z y ­
wiście

zupełne

dziennego

przeciwstawienie

s n u i rzeczywistości

dnia

co­

n i e m a sensu, son jest przecież projekcją naszej

psy­

pustelników,
sny

pojaw-iały

Abrahama,

się

w

Jakuba,

które w s t ę p o w a ł P a n w e własnej
W

uroczej

cudowności

Józefa,

swojej

Mojżesza

sny

osobie."

k s i ą ż c e B r a n d s t a e t t e r a Prorok

z

Jonasz,

której

cytuję t e słowa: „Obecność Boża, nawiedzając w s n a c h śpiącego
(Jonasza) nakładała n a niego
wiązki, któro w y b r a n y

jego boskie t r u d n e i ciężkie

d ź w i g a ł n a j a w i e , uginając

obo­

się p o d i c h

c h i k i , naszych lęków i obsesji, w n i m o r g a n i z m reaguje n a z b y t

b r z e m i e n i e m (...). I s t a ł o się, ż e P a n w e j r z a ł n a J o n a s z a i w s t ą p i ł

s i l n o s t r e s y , w e śnie d o c h o d z ą

do niego przez nie domkniętą bramę

wej,

genetycznej

szarem

życia,

spychane
w

Jungowskie

którym

oszołomienia

szczególnej

zdolny
się

w

—

„archetypy".

ujawniają

się

myśli

i

zbioro­

S n y są o b ­
wspomnienia

przez nas w podświadomość. W e snach, p o d o b n i e j a k

stanach

czy

(?)

d o głosu ś l a d y p a m i ę c i ,

halucynogenami, wielkiego

koncentracji —

przyjmować

sygnały,

s n y wyprzedzające

stajemy

dochodzące

fakty.

Za

mało

zmęczenia,

się n i c z y m

odbiornik

z zewnątrz.
jeszcze

Zdarzają

wiemy

t o l e p a t i i , p r e k o g n i c j i i t p . a b y stawiać u p r a w o m o c n i o n e

o

śnie,

hipotezy,

snu."

rozwiązuje

skomplikowane

równanie, k o m p o z y t o r

czością ? W i e m y o t y m n i e w i e l e , t r z y z n a n e m i p r z y k ł a d y m a l a r z y
nieuezonych,

to

za

mało

na

ukazanie

z p r z e s t r z e n i z e w n ę t r z n e j j a k i w e w n ę t r z n e j . D l a t e g o sen u j a w n i a

możliwości

r z e c z y , k t ó r y c h jeszcze n i e umieliśmy, c z y n i e mieliśmy

obraz

i w t y m p o d o b n y j e s t d o n a t c h n i e n i a , olśnienia,

w y k r a c z a ć p o z a n a s z e p r z e ż y c i a s p r a w i a , że n i e r z a d k o
si? go j a k o w y r a z
język

trudny

traktuje

i n t e r w e n c j i s i l n i e z n a n y c h , znajdujących

poza n a m i . Sprzyja

się
się

t e m u f o r m a w j a k i e j o b j a w i a j ą się s n y , i c h

do rozszyfrowania,

a przecież

—

czujemy

to

—

zwnązany z n a s z y m i p r z e ż y c i a m i . M o ż e t o właśnie s e n s t a n o w i
pierwszą inicjację w grę słów —

znaczeń —

toczą nasze popędy, myśli, m a r z e n i a
wych,

s y m b o l i , grę którą

z cenzurą n o r m

kulturo­

świadomością t e g o co m o ż n a i n i e m o ż n a , w y p a d a

w y p a d a . C e n z u r a d z i a ł a p r z y t y m w e śnie i n a c z e j n i ż w

i nie
proce­

odtwórczych

związki

między

semantycznie
w

ostre w obrazy

warstwie

symboli.

Język

snów zdaje

nacechowane

znaczeniami,

ukryte

n a naszych

się p r z y t y m z b l i ż o n y

do tego,

którym

wróżących

Cygankach

kończąc.

Symbol,

znak,

p o j a w i a j ą c y się w e śnie p r z e m a w i a d o n a s n i e w p r o s t , a p r z e z s w ą
aluzyjność.

Tłumaczymy

sobie,

mniej

i t r a f n i e sens z n a k ó w p r z y p o m o c y

czy

metody

bardziej

wyraziście

wolnych

skojarzeń

i i n t u i c j i . S y m b o l m o ż e b y ć w o śnie o d n i e s i e n i e m d o t e g o , c o m i a ł o
miejsce,

j a k też

i przeczuciem

(nadzieją,

obawą)

tego

co

się

m o ż e stać. T a właśnie g r a znaczeń, e l e m e n t y e k s p r e s j i , f a n t a z j i ,
wyobraźni zbliżają sen do twórczości a r t y s t y c z n e j . I w

jednym

i w d r u g i m w y p a d k u m a m y d o c z y n i e n i a z interpretacją rzeczy­
wistości
proces

widzianej i przeżywanej. Prof. Kępiński tłumaczy t e n

t y m , że w e

swobodniej

śnie

struktury

t w o r z y ć , n i e znajdują

p r e s j ą w y m i a n y ze ś w i a t e m

czynnościowe mogą

się b o w i e m

pod

otaczającym. Dlatego

się

redukującą
w

marzeniu

s e n n y m o b s e r w u j e się w i e l e o b r a z ó w o c h a r a k t e r z e a r t y s t y c z n y m ,
niezwykłych połączeń, które b y n i g d y n i e powstały n a j a w i e . "
Są l u d z i e ,

d l a których

doznań. Właśnie

też

nie

wypowiedzi

we

śnie

sen jest

w o śnie p r z e ż y w a j ą ,

źródłem

1

najważniejszych

wspaniałe wizje,

objawia

się i m P a n , s ł y s z ą g ł o s y z n i e b a , o t r z y m u j ą w s k a z ó w k i , c o m a j ą

widzi
dla

jeszcze

stylem

już

m ó w i ą c , c z y istnieją

namalowany

obraz ? Pytałem

co

prawda

Dorotę

L a m p a r t , c z y śnią s i ę j e j g o t o w e o b r a z y , j u ż t a k i e „ d o m a l o w a n i a " ,
a l e ze s ł ó w j e j n i e m o g ł e m się z o r i e n t o w a ć
które
w

prowokowały

obrazy.

jakie były te sny,

I d e n t y c z n e ? p o d o b n e ? Sądzę,

że

przyszłości w a r t o t e n p r o b l e m bliżej zbadać, sprawdzić, k t o

i k i e d y o t r z y m u j e konkretną,

„gotową"

wizję

o b r a z u , k t o zaś

i k i e d y t y l k o ogólny „ f i l m " w y d a r z e n i a który t r a k t u j e —
lując —

ma­

p o d o b n i e j a k w i d z i a n ą r z e c z y w i s t o ś ć c z y scenę w y i m a ­

ginowaną. Z t e g o , co m ó w i ł a m i D o r o t a L a m p a r t m o g ł o w y n i k a ć ,

o jednym

sny prorocze,

sny —

obrazie); sny —

z nich,

że widziała

wydarzenia

(które

wzniesiona
Niebo

później

z w i a s t u n y obrazów. M ó w i n p .

po prawej

stronie polany

w p n i u w b i t ą s i e k i e r ę , z k t ó r e j p o c h w i l i w y ł o n i ł a się

operują wróżbici, o d n i e j a s n y c h p r o r o c t w d e l f i c k i c h poczynając
a

czy

choć

syntetyzowała w

obrazy

malarza,

(charakterystyczną

że m i e w a ł a :

c z y nieświadomość, ale przekształca

wizji

a r t y s t y f o r m ą ) a w i z j ą s e n n ą ? C z y śni „ w i z j ę " c z y g o t o w y ,

spycha

pod —

(czy rysunek) d o

j e s t swoistą, w e r s j ą s n u w y r a ż a n ą n a m i a r ę

t a k i j a k i może namalować ? Inaczej

sach przebiegających w obszarze świadomości. N i e w y p i e r a , n i e
w

związków.

się n r . d i c h t w ó r c z o ś c i ą

w kontekście snów chciałbym i m zadać p y t a n i a o którycli w s w o i m
w e śnie ? C z y o b r a z

i n t u i c j i . W ł a ś n i e t o , że s e n p r z y n o s i i n f o r m a c j e , k t ó r e z d a j ą

możliwych

Co więcej, d o p i e r o teraz, zastanawiając
c z a s i e n i e p o m y ś l a ł e m . J a k się m a o b r a z

sformułować —

frazę,

m y o m a l a r z a c h . J a k i e b y w a j ą r e l a c j e m i ę d z y w i z j ą senną a t w ó r ­

b a r d z i e j p o d a t n a n a wszelkiego r o d z a j u bodźce, płynące

odwagi

słyszy

k t ó r e j b e z s k u t k u p o s z u k i w a ł z a d n i a , m a l a r z ... w ł a ś n i e , p o m ó w ­

n i o w y k l u c z o n e j e s t j e d n a k , ż e p s y c h i k a n a s z a w f a z i e s n u s t a j e się
zarówno

2

B r a m a s n u . . . W e śnie P a n p r z e m a w i a d o " w y b r a n y c h , u c z e ń

ręka. T e n sen oddała

dokładnie, bez

pień,

pionowo

transpozycji.

n a t o m i a s t ś n i ł o się j e j j a k o w i e l e s c e n , w i e l e

poszczegól­

n y c h s e k w e n c j i , które później przedstawiła w k o n s t r u k c j i jednego
obrazu.
P o d o b n i e j a k L a m p a r t malowała s n y M a r i a Muszał. Malowała
widziano

postacie,

ale w 'obrazie

wyodrębniała

je

z

akcji

po­

d o b n i e j a k w t e d y , g d y b y chciała n a m a l o w a ć H a m l e t a p o p r z e d ­
stawieniu

widzianym

w

teatrze.

snami a obrazami dostrzegamy
dręczyły

ją,

rysowała

więc

napastujące

s n o m , p o t o , a b y p r z e s t a ł y się
Różnice
inne —

między

Jeszcze

inną

u Bronisławy
ją

relację

między

Piprekowej.
twarze

Sny

przeciwko

pojawiać.

opisywanymi

t u m a l a r k a m i były

również

L a m p a r t ( p o d o b n i e j a k jugosławiański „ n a i w n y " M a t i j a

S k u r j e n i ) ż y j e s n a m i ; są o n e s t a l e o b e c n ą częścią j e j ż y c i a , l u s t r e m
w k t ó r y m p r z e g l ą d a się r z e c z y w i s t o ś ć , z a p o w i e d z i ą i n n e g o ś w i a t a ,
innego życia. N a t o m i a s t P i p r e k o w a i Muszałowa t y l k o w p e w n y c h
okresach

swego

rysunków

i obrazów

życia

były

uzależniono

Piprekowej

powstało

od

snów,

większość

„samodzielnie",

bez

udziału marzeń c z y h a l u c y n a c j i s e n n y c h .
Po t y m wstępie przejdźmy do omówienia życia i twórczości
w s p o m i a n y c h już t u m a l a r e k ,

89

�DOROTA

Ma

dziś

78 l a t .

co

trzeba

ją

było

wiązać,

wariowała

głupstwa robiła. N o ale zmarła n a szczęście D o r o t a w y c h o w y w a ł a

Jest

się p r z y d z i a d k u . T e ż m i a ł a t a k i e p o r y w y , n i o m i a ł j ą k t o w y c h o ­

tam

kilka

Babiej

gospodarstw,

z

n a umyśle, mało

żyje
Idzie

3

skłócona

chora

otoczeniem,

w n ę d z y , t r u d n e j d o w y o b r a ż e n i a , w w a l ą c e j się c h a ł u p i e .
się d o n i e j z b o c z e m

Samotna,

LAMPART

G ó r y , o d Z a w o i aż n a s z c z y t .

ale D o r o t a n i g d y niczego

dobrego

od

sąsiadów n i e zaznała. Ż y j e o b o k n i c h , ale n i k t j e j n i e a k c e p t u j e .
Wpływa

na" to fakt,

iż

jest

nio umie

ukryć złości. Co w y w i ­

dzicie w n i e j , przecież o n a głupia... T e r a z z i e m n i a k i s a d z i !
polowa

lipca). To

co, mądra

jest?

Pan popatrzy

(była

na joj pole,

p a n n a m i a ł a . P ó ź n i e j z a k i l k a l a t się p o s t a r z a ł a i z m a r ł a .

samo

chwasty,

perz,

tylko

wszystko

co chciała, d z i a d e k

ją trochę karcił, ale za

mało.

S i e d z i a ł 12 l a t n a W i ś n i c z u w k r y m i n a l o , t o b y ł a p a n i e e d u k a c j a .
A l e c i o k a w e w j a k i s p o s ó b się o n a n a u c z y ł a p i s a ć , a p i s z e

inna.

, , P a n j e j s z u k a ? Sąsiad

wać, robiła

zapaskudza..."

4

Mają

Była

joj

możliwie... W y c z y n y

robiła, t a k i e w y s k o k i , n i e n a

nawet

normalnego

c z ł o w i e k a i t e r a z t o s a m o r o b i , t y l e ż e się t r o c h ę u s p o k o i ł a , n o b o
s t a r s z a . . . L u d z i e ją c z a s e m

nawracają, m ó w i ą t a k t r z e b a robić,

t e k . . . а о п л s w o j o , j e s z c z e o d e t n i o się, że aż się c z ł o w i e k z d z i w i .

Nikomu

n i e p o m o ż e . . . Co p r o s z ę ? N o m y t e ż j e j n i e

pomaga­

za złe że j e s t n i e ś l u b n y m d z i e c k i e m . Sąsiad, Żurek, g d y p y t a ł e m

m y , s k ą d ! O n a u w a ż a się z a l e p s z ą n i ż ż o n a w ó j t a ! T a k

go o drogę d o m a l a r k i zaczął opowiadać o j e j p o c h o d z e n i u . T e g o

ubzdurała, żo lepsza

niż w s z y s c y

w

sobie

Zawoi."

n i k t n i o chce j e j zapomnieć. Cytuję zapis z taśmy m a g n e t o f o n u :
„ M a t k a b y ł a d z i e w c z y n a w i e j s k a , z w y c z a j n a . Ładna-. N o , z r o b i ł a

Prowadzą

n a pole

—-popatrz

p a n , d o czego t o

podobno!

t o d z i o c k o , D o r o t ę , poznała jakiegoś m a l a r z a z K r a k o w a . C z y j e j

Patrzę — r a c h i t y c z n e żyto, owies, między n i m i p o z i o m k i , c h a b r y ,

t a m z a p ł a c i ł , c z y t a k w z i ą ł , c z y się o d d a l a —

r ó ż n e p o l n e k w i a t y . „ O n a t o l u b i . S i ą d z i e se, k r o w i n ę m a j a k

że m i a ł a t o d z i o c k o . C h y b a

n i o w i e m , dosyć

t o był Żydek. Przyjechała

potem,

kozę, k o z y

też, małe, b r u d n e , wejdą

w

szkodę, a o n a

patrzy

p r z y w i o z ł a t o d z i e c k o s w o j e m u o j c u , o n się ź l e n a t o p a t r z y ł , b o t o

w c h m u r y , j a k b y t a m co z o b a c z y ć m o g ł a . " A l e j e s t r e l i g i j n a ?

była

p t y a m , , . A t a k ! D o k o ś c i o ł a c h o d z i , m o ż n a z o s t a w i ć i l e się c h c e

90

straszna

zbrodnia

mieć

takie

nieślubne

dziocko,

jak

go

—

�I I . 1. D o r o t a L a m p o r t , w s w o i m o b e j ś c i u . Z a w o j a ; i l . 2. D o r o t a L a m p a r t Niebo,

akwarela-eollage/pnpior,

wym. 129x84

cm.

91

�m o g ł a — r y s o w a ł a . M ó w i , ż o d z i a d e k się d z i w i ł : „ T y l k o
i \ ) b i , t y l k o r y s u n k i r o b i , co t o
Miała o s i e m

takiego?"

rysunki

5

l a t , g d y p r z y ś n i ł o się j e j n i e b o , „ c a ł e

ubrane

płaszczami i k o r o n k a m i " . Największa i najpiękniejsza k o r o n a
to

była

Matka

Boska.

Postacie widziała

ulecieć k u n i e b u . P o t e m
i widzenie

o d tyłu, j a k b y

—

miały

z a c z ę ł y b i ć p i o r u n y , r o z p ę t a ł a się b u r z a

znikło. „ T o

na pewno

ś n i ł o s i ę n a w o j n ę " —- m ó w i .

Wkrótce wybuchła I w o j n a światowa. W i d z e n i e

t o utrwaliła n a

kartce p a p i e r u , k i l k a k r o t n i e je później malowała.

Wszystko

6

we

śnie w i d z i dokładnie, a co w i d z i m o ż e n a m a l o w a ć . „ S ą s n y z w y k ł e
i

sny ważne"

—

mówi.

w dzień szesnastych

Wspomina

przyszedł

święty,

strasznie

a

Michał

Archanioł

to

był

trzymał w
ten

ręku. A

namalowała

sen, który

j e j się

przyśnił

u r o d z i n . Spała, a t u nagłe o t w a r ł o się
piękny,
i anioły.

poniżej

kilka

więc

Pokazał

wznosiła

razy.

myślała,

że

niebo,

to

który

się z p n i a k a r ę k a .

Czasem

Bóg,

jej zegar,

sen ostrzega.

Temat

Szła

jakby

do jakiegoś d o m u , g d y anioł zastąpił j e j drogę i pokazał
malutkich

dzieci

koło

d o m u . Sądzi,

że

troje

to była przestroga,

bo

za parę d n i b y ł a t a k cłiora, żo o m a l n i e umarła.
W e ś n i e w i d z i a ł a t e ż , „ j a k Św. M i c h a ł A r c h a n i o ł b i ł s m o k a ,
o b o k stał k r z y ż z P a n o m

Joznscm a Maria Magdalena

k r z y ż e m " . T a k ż e tę scenę w y m a l o w a ł a k i l k a

stała p o d

razy.

A k i e d y ś miała s o n , p o j a w i ł się w n i m św. M i c h a ł

„zupełnie

j a k w t y m r o k u , c o się w o j n a z a c z ę ł a , g d y j e s z c z e b y ł a m
kiem. Wyszłam wtedy

w p o l e , p a t r z ę "się, a o n s t o i —

miał aureolę, najpiękniejszą!
ale

zniknął." Po

dziec­

kolorową

Oczu n i e mogłam oderwać o d niego

t y m śnie g o

wymalowała.

7

„ Ż y j e s w o i m i s n a m i — ' p i s a ł J a n B u j a k . P r z e ż y w a j e ciągle,
choć ją przerażają.

M o ż e p o t o m a l u j e , a b y się o d t e g o s t r a c h u

uwolnić. U w a ż a j e za p r o r o c z e , ostrzegające. W i e r z y , że p o s t a c i e ,
które

w

joj wizjach

występują,

świata. Malując, chce
I I . 3. D o r o t a L a m p a r t . / Stacja
Męki
Pańskiej,
Jezus
skazany,
a k w a r e l a / p a p i e r , 03 x 45,S c m .

na

śmierć

postępowania,
Co k i l k a

ingerują

w

przestrogę,

pouczenio

l a t m a s n y szczególne,

moralne

któro

nią

potom maluje w niezliczonych w a r i a n t a c h . "
W

snach

jej życie, w

dać światu jakiś z n a k , jakąś

Doroty

Lampart

wizje

życie

wskazówkę

czy

religijne.

wstrząsają

i

które

8

tematów

„ d a n e " , ale zarówno f o r m a realizacji tematów

są

jej

niejako

w m a r z e n i u sen­

n y m , j a k i p ó ź n i e j w i n t e r p r e t a c j a c h m a l a r s k i c h , w i ą ż e się z j e j
d y s p o z y c j a m i , p o c z u c i e m piękna, w z o r ó w k u l t u r o w y c h . Pamięcią
nie
pieniędzy, t o p o w i e że nalazła, ale wziunść n i o w e ź m i o !

Uczciwa

jest..."

młodości

musiała

być

świadomą.

namalowanego

powiada.

Jest stara, zniszczona,
W

koniecznie

Nieba,

M a l a r k a t w i e r d z i , że obraz

o

nieco

koszmar

życia,

egzotycznej

potęgowany

lękowymi, jednak uzasadnionym strachem przed
to jej wizje

schemat

t e n wymyśliła

sobie

przy­

w białych s u k n i a c h z l i l i a m i w rękach. T y l e , m ó w i , że w

ładna,

niż n a z i e m i . " T y m c z a s e m

drugi

np.

bardzo

to

praca,

jest

p a t r u j ą c się p r o c e s j i , w k t ó r e j r z ę d a m i s z l i k s i ę ż a , a l u m n i , p a n n y

jest i c h więcej, „ale w

troski,

tego

a l e czas n i e z a t a r ł p i ę k n a j e j r y s ó w .

u r o d z i e . Żyje w dwóch, jakże różnych o d siebie światach. J e d e n ,
bieda,

Przykładem

przez L a m p a r t „ z w y r o z u m o w a n i a " — j a k

m a l a r s k i e , s n y i przeżycia

stanami

złymi

piękna

ludźmi;

przyrody.

strzeni

i strefowym

przedstawiające

n i e b i e jest przecież

Ostateczny.

więcej

p r z y p o m i n a w s t r u k t u r z e prze­

Niebo

układzie

Sąd

obrazie

wszystkiego

słowackie

malowidła

Lampart

9

mogła

kościelne

je

widzieć.

Właśnie t e n świat daje j e j poczucie odrębności, zbliża d o n i e b a ,

N i e m a p o w o d u , a b y nie wierzyć, g d y mówi o procesjach,

w którym —

żeniu, j a k i e n a n i e j w y w a i ły, a l e n i e w y k l u c z a t o n a k ł a d a n i a się

a

wierzy w to mocno —

źli i b o g a c i

b i e d n i zostaną

poniżeni. A l e chciałaby

być doceniona

świecie, mieć pozycję w środowisku, lecz otoczenie
mie,

obrazów

nie ceni. Dziwią

kupuje,

alo uważają,

malując

o d rana do wieczora

się sąsiedzi, że

że s k o r o

już

t a k jest,

zamiast

wywyższeni,
i w

ktoś t e

lepiej

się m ę c z y ć

tym

jej nio rozu­

by
z

Kiedy

najsilniejszy

argument

świadczący

o

chałupę...

krzywdzonej

przez

dokupiła

ziemi!

los k o b i e t y ,

Nie

otoczonej

rozumieją,
niechęcią

dokupienie ziemi było s y m b o l e m , awansem

i

zapamiętania,

wyre­
że

dla

drwiną,

społecznym.

n a s t o k u g ó i y , patrząc w niebo. Przeżywała s t a n y
nieledwie

sąsiad), j a k kiedyś
w

kuchni,

Jezusa;

Wspomina

(potwierdza

to

ulepiła z g l i n y f i g u r k i ś w i ę t e i w y p a l i ł a

p o d blachą.

rzeźba

ekstazy.

Ważno

Dzieciątka

były

Jezus.

wśród

Modliła

nich:

Serce

się d o n i c h .

Z

je

Pana
gliny

lepiła też z a b a w k i d l a siebie i d l a d z i e c i sąsiadów. Chętnie, g d y

92

podświadomości.

Wy­

w a n i a o b r a z u , powtórzyła s c h e m a t tkwiący w j e j pamięci, choć

J e s z c z e k i e d y b y ł a m a ł a l u b i ł a się m o d l i ć . M o d l i ł a się w k o ś ciolo, modliła

w

nieuświadomiony.

Natomiast

jej

indywidualną

zasługą

świetne w y w a ż e n i e ciężaru f o r m , t a l e n t k o l o r y s t y c z n y ,

jest

umiejęt­

ność b u d o w a n i a n a s t r o j u k o l o r e m i r y s u n k i e m .

głupocie.

dostała z M i n i s t e r s t w a K u l t u r y pieniądze, z a m i a s t

montować

zakodowany

obrazy

gospodar­

jej

wrażeń n a schemat

d a j e m i się b a r d z o p r a w d o p o d o b n e , ż e p o d e j m u j ą c z a m i a r n a m a l o ­

zrobiła

s t w e m , z a m i a s t n i s z c z y ć z i e m i ę , k t ó r e j i t a k n i e m a sił u p r a w i a ć .
Wyciągają

tych

wra­

namalowała

Niebo

w

1 9 3 7 г.,

później

jeszcze

wracała d o tego t e m a t u p o r a z o s t a t n i p o w o j n i e .
ten

właśnie

obraz,

zakupiony

przez

zbiorów M u z e u m Etnograficznego

Tadeusza

1 0

parę
My

razy

znamy

Seweryna

do

w K r a k o w i e . Jest t o wspaniały

collage, j e d y n y j a k i z n a m w m a l a r s t w i e kręgu ludowego.

Lampart

nakleiła n a s y l w e t k i p o s t a c i d e l i k a t n i e m a l o w a n e klejową

farbą,

części s t r o j u

Tylko

dalszą

zrobione

strefę

z

kolorowych

przedstawiającą

bez t y c h d o d a n y c h

dusze

bibułek

i staniolu.

potępionych

pozostawiła

ozdób.

W z w i ą z k u z tą strefą o b r a z u c h c i a ł b y m z a c y t o w a ć f r a g m e n t
rozmowy

z

malarką

(z

1966 г.). Zapytałem,

czy

przedstawia

�piekło.

Przelękła,

się, r o z e j r z a ł a

dokoła,

czy

nikt

nie

słuchu,

choć r o z m a w i a l i ś m y s a m i n a ląco: , , P a n i e ! pieklą n i e doją n a m a ­
lować, b o n i e wierzą w t o . N i o trzeba, mówią, d i a b l a m a l o w a ć " .
Ale

namalowała

Pani!

przedstawiającym

S t o i przecież

śmierć człowieka.

przy

drzwiach

w

obrazie

, , T a k , m ó w i , prosiła

mnie

z i e m i ę . T r u d n o t w a r z , ało n a j t r u d n i e j g d y m a p o k a z a ć c i e r p i e n i e
n a p i ę k n e j t w a r z y . T o j e j się n i e u d a j o .
M a l u j e dużymi pędzlami, k u p i o n y m i w sklepie i maleńkimi
w ł a s n e j r o b o t y , z sierści k o z i e j . J e s t d o b r ą k o l o r y s t k ą , c h o ć n i e
sądzę, a b y myślała świadomie o t o n a c j i o b r a z u . Proces

j e d n a k o b i e t a , ż e b y m zaszła d o j e j o j c a n a w s i . W s t ą p i ł a m t a m

w a n i a przebiega

u n i e j między świadomością,

a t e n m ó w i — chodźcie d o i z b y . A n i e p o t r z e b a m i ! A l e chodźcie

stosuje

d o i z b y , t e n m ó w i . P o s z ł a m i z o b a c z y ł a m t e n o b r a z , co go w y ­

nieświadomie

m a l o w a ł a m p o t e m , ż e c z ł o w i e k u m i e r a , a t u się k r ę c ą ,

p a n i e n t r z e b a białej f a r b y , d l a męczenników c z e r w o n e j ,

ścieżki

się p a l ą

koło niego,

a t u d i a b e ł się p r z y c z a i ł ,

aniołów go odpędza. T a k t o w z i e n a m

p o d głowę i

Widziała

i aniołów?

Pani

widziałam".

naprawdę

Po

chwili

0 s t r e f ę d a l s z ą Nieba.

płaczą,

tego diabla
wróciła

do

mego

dwóeh

zrobiłam!".
„Widziałam,

pierwszego

pytania

„ T o P a n i e n i e piekło, nie... t o czyściec!

A o piekle mówić nie trzeba." Dlaczego nie trzeba?

—

pytam.

właściwy

kolor

określonej

Przenajświętsza

potrzebuje

Zasadą

budując

obraz

porządkującą

znakomicie

bywa

równoważy

wała i patrzyła n a g o t o w y ,

piekło i w

n i e b o , ale wolałabym,

żoby

człowieku. K a ż d y chce b y ć szczęśliwy,

że n i e m a t a k i e g o .

Kto

b y chciał, a b y g o paliło... K t o t o c h c e ? "
b o w i e m , że za p i e r w s z y m r a z e m t r u d n o j e s t zrobić ładny
1 dopiero

malując

zadowolona.

Łatwo

kolejne

wersje

osiąga

jest, sądzi, m a l o w a ć

II.

4.

efekt,

Śmierć

człowieka,

stroju,

dla

ale w

srebrnych,
malowanej
spokojny.

licznych

pustą płaszczyzną,

„Człowiekowi

udany

jednemu

,,dla
Trójca

pracach

c z e g o się n p .
życiu

gdy malo­

obraz.

samotnie

—

mówi.

Ciężkie

życie,

j a k n i e m a a n i dzieci, a n i męża. A wszyscy o b c y n i c a nic dobrze
t y l k o z d r a d l i w i . (...)

Człowiek w życiu

Uważa

t o t y l k o s k a r b u s z u k a , ale go n i e z n a j d z i e , b o go n i e m a . J a też

obraz,

t a k i e g o s k a r b u szukałam i pragnęłam, ale n i e m o g ł a m go znaleźć

z którego

k w i a t y , szaty,

farb,

co w s t a n a c h o l ś n i e ń , c o w ó w c z a s

nie myślą o człowieku —

L a m p a r t najchętniej m a l u j e k a ż d y t e m a t k i l k a r a z y .

części

n i g d y n i e s p o t y k a w l u d o w y c h malowidłach. Szczęścia w

mówiąc

i w

złotych

lapidarny wyraz

symetria,

obraz

n i e zaznała. T y l e ,

wierzę —

czy

kolorami. Mówi:

hieratyczny, zrównoważony,

„ B o teraz l u d z i e w piokło n i o w i e r z ą . " A P a n i w i e r z y ? „ P r a w d ę
piekła n i e było. K t o t o chce ż e b y go paliło... Skóra c i e r p n i e n a

najwięcej

r o z m a i t y c h . " Zawsze znajduje
sytuacji,

postaci,

go h a r m o n i z u j e z i n n y m i

malo­

a intuicją i g d y

jest

niebo,

i n i e z n a j d ę , choć b ę d ę g o g o n i ł a . . . W s z y s t k o się s k o ń c z y . W g r o ­
bie s k a r b u nie m a . "

akwarela/papier,

1 1

w y m . ,38x28,5

cm.

93

�BRONISŁAWA

U r o d z i ł a sio w 1 8 9 1 r. w W a r s z a w i e ,
nie. Dziadek

m i a l fabrykę porcelany,

w inteligenckiej rodzi­

duży, bogato

d o m . B r a t był psychiatrą i c h o m i k i e m . W
jej nie brakowało, rodzice
kształcenie, wpoić

kult

nauki

wrażliwym,

Dlatego

u c z y ł a się. w d o m u

i sztuki. Była

stroniącym

od

zawieźli

Ale stan zdrowia

zmiana

ją

niczego

jednak

rówieśników,

dzieckiem

towarzystwu.

rodzice n i e szczędzili środków n a j e j
córki niepokoił i c h , t y m b a r d z i e j ,

że zaczęły ją m ę c z y ć k o s z m a r n e
różne twarze.

dziociństwie

s t a r a l i się z a p e w n i ć c ó r c e d o b r o w y ­

bardzo

edukację.

urządzony

sny

w których pojawiały

B a l a się w i c e - o r u , a g r e s j i t w a r z y . W t e d y

do Szwajcarii.

klimatu,

Miału w ó w c z a s

otoczenia

wiersze,

listy —

trochę egzaltowane,

ale nienaganne

l i t e r a c k i e j . U c z y ł a się p o z n a w a ć s i e b i e .
bóle

głowy

wymyśliła

rodzaj

w

G d y zaczęły ją

autoterapii —

starała

formie
męczyć

się

pisać

w s t a n i e podświadomości, wsłuchana w k r e w , w e własny o r g a n i z m .
P o miesiącu bóle ustały. Oczywiście rysowała, węglem n a papierze
pakowym.

Najchętniej

brała

brudne

arkusze,

inspirowały

ją

zacieki, p l a m y . Rysowała także p o u r o d z e n i u syna. K i e d y ś o d ­
wiedził

Pipreków

znajomy

malarz,

przyniósł

swój

najnowszy

się

o b r a z . P o m y ś l a ł a , że i o n a b y t a l ; m o g ł a m a l o w a ć . P o w i e d z i a ł a t o .

rodzice

Spróbuj — powiedział. Masz t a l e n t . Kupiła pędzle, f a r b y , praco­

18 l a t . S ą d z o n o ,

p r z y wróci j e j z d r o w i e .

PIPREK

że

Rzeczywiście

wała j a k w t r a n s i e . O b r a z pochwalił, uznał z a c i e k a w y i zabrał. P o
k i l k u t y g o d n i a c h m o g ł a go już zobaczyć n a w y s t a w i e m a l a r z y eks­

p i ę k n o p r z y r o d y , p i e s z e w ę d r ó w k i d o wouos ?&gt;i,dów p r z y n i o s ł y j e j

presjonistów.

ulgę,

M ó w i , żo w t a m t y c h o b r a z a c h d o m i n o w a ł s t r a c h i s m u t e k . J a c y ś

;

głos

miału

Schumamul,

ładny,

ballady

podszkolony,

Loewego,

znała

najchętniej

pieśni

Schuberta,

śpiewała

jej

przy

ludzie

w

To

ją

pelerynach

zachęciło,

zaczęła

intensywnie

pędzili w przerażeniu,

malować.

na p u s t k o w i u stal

a k o m p a n i uncrieio dźwięków p r z y r o d y , s z u m u w o d o s p a d u , wietrze.

s t a r y człowiek z brzydką samotną dziewczynką. P r z e d

J e d n a k t w a r z e n a d a l p o j a w i a ł y się w j o j s n a c h . O j c i e c

zdecydował

n i o m tańczyła, r u c h w p r o w a d z a ł ją w t r a n s . P o z n a ł a w i e l e w y b i t ­

C a r l a G u s t a w a J u n g a , c i e s z ą c e g o się

n y c h artystów ekspresjonistycznej a w a n g a r d y : P a u l a Klee, K a t h e

się w ó w c z a s p r o s i ć o p o m o c
już

wówczas

dużym

uznaniem.

z a i n t e r e s o w a ł się m ł o d ą ,

Znakomity

utalentowaną

psychoanalityk

dziewczyną.

Zaintereso­

malowa­

Kollowitz, Kandinski'ego, Kirclinera, Schmidt-Rotlufa. Po 3 miesiącyeh m a l o w a n i a przyjęto ją d o M u n e h e n e r

Expressionistisclie

wały go s n y . sposób w j a k i j e o p o w i a d a . J u n g już w t e d y ( w 1910 r.)

W e r k s t a t t e . T o był w i e l k i sukces. A l e jeszcze w t y m s a m y m

pracował

(1920) wróciła z rodziną d o k r a j u . Z a m i e s z k a l i n a Śląsku. M a l o ­

niu

n u l koncepcją

twórczości

ponował

artystycznej,

dziewczynie

aby

czące ją we s n a c h . R a d a
stały

się

pojawiać.

przestawała
z Jungiem

poznała

aktywizacji

spróbowała

rysować

—•

na uprawia­

fantazji.

rysować

Zapro­

1 2

twarze,

o k a z a ł a się s k u t e c z n a , w i d z i a d ł a

Rysowała

codziennie

twarze

nie ograniczał

j e j ulegał p o p r a w i e
najpierw

p s y c h o tera pi i polegającej

we

wracały.

pielęgniarka,

swego

przyszłego

potem

n a u c z y ć się r y s o w a ć i m a l o w a ć . Czuła, się z d r u z g o t a n a ,

n a d ł u g i e l a t a m a l o w a ć . Z a j ę ł a się d o m e m . J e d n a k g d y m i a ł a c z a s

Kontakt

grała, śpiewała, pisała w i e r s z e . P o k i l k u l a t a c h zaczęły ją nękać

lekarskich, kiedy

męża.

asystentka.
germanistę

W
Jana

stan

Szwajcarii

94

przestała

a t a k i e p i l e p s j i . N a u c z y ł a się r o z p o z n a w a ć i c h z b l i ż a n i e . O d c z u w a ­
ła

wówczas

coraz

nieprzepartą

potrzebę

śpiewania,

coraz

smutniej,

głośniej.

Pipreka.

W 1 9 1 5 r . wyjechała do M o n a c h i u m , gdzie mieszkał i pracował, p o ­
b r a l i się. Z a r a b i a ł a p r o j e k t u j ą c

obrazy

wyśmiał ją, powiedział, że r o b i k i c z e i t y l k o w A k a d e m i i m o ż n a

prze­

podjęła pracę w j o g o kłinico p o d Z u r i e h e m

jako

w a ł a , ało m ł o d y a r t y s t a - p l a s t y k , k t ó r e m u p o k a z a ł a s w e

tylko

ponieważ, g d y

snach

się d o p o r a d

mę­

roku

s u k n i e , malując t k a n i n y . Pisała

Znów nawiązała k o n t a k t z J u n g i e m , z przyjaciółmi, których
miała w jego k l i n i c e . J u n g uważał j e j p r z y p a d e k za t a k c i e k a w y ,

�1

�Kiedy

w

połowie

l a t sześćdziesiątych

poznałem

malarkę

mieszkała s a m o t n i e , j a k a b n e g a t k a , w m a ł y m p o k o j u n a Saskioj
Kępie.

Oddaliła

się

od

zgiełkliwego

z całą ś w i a d o m o ś c i ą w y b o r u s w o j e j
stwa,

ciszy.

Wrażliwa

i

absorbującego

świata

drogi: kontemplacji, malar­

n a m u z y k ę , literaturę, sztukę żyła

sa­

m o t n i e z p o c z u c i e m odpowiedzialności za siebie i świat. R o d z i n a ?
„ W s z y s t k i e dzieci t o m o j e wnuczęta —
co

to zew k r w i .

Może

wiedziałabym,

powiedziała. N i e w i e m ,
gdybym

była

w

środku

ż y c i a , a l e t a k , b ł o g o s ł a w i ę , ż e się o d d a l i ł a m . Z d a l e k a j e s t c u ­
downie."
jej

Uważała,

że w s z y s c y

rodziną. Zarówno

ludzie którzy

coś s t w o r z y l i , są

c i uczeni j a k analfabeci. N i e

dowierzała

s ł o w o m , u n i k a ł a g r y p o z o r ó w . S ł o w a są p r z e w r o t n e ,

zauważyła

k i e d y ś , g d y d ł u g o m i l c z e l i ś m y . „ W a ż n a j e s t m y ś l . . . a l e k i e d y się
m a myśl n i e z książki, n i e z podręcznika 1 Może r a z n a r o k , r a z n a
dwa

lata... albo

wcale.

Myśl

to objawienie.

człowiek żyje a b y t y l k o jedną myśl

Czasem sądzę,

że

wypowiedzieć."

M ó w i ł a p o w o l i , z z a s t a n o w i e n i e m , szukając właściwego słowa
j a k c i , którzy mówią rzadko, t y l k o w t e d y , g d y naprawdę

mają

coś d o p o w i e d z e n i a . C z a s e m , n i e c i e r p l i w y , ż y j ą c y w i n n y m r y t m i e ,
chciałem podrzucić

j e j jakieś o b i e g o w e słowo, w t e d y

łagodnie

zaprzeczała r u c h e m g ł o w y , że n i e o t o j e j c h o d z i , jeszcze chwilę
z a s t a n a w i a ł a się i k o ń c z y ł a m y ś l t y m j e d y n i e t r a f n y m w y r a z e m .
Miała w sobie spokój, który daje przezwyciężenie

rozpaczy

a m o ż e o b c o w a n i e z nią n a co dzień. „ R o z p a c z , powiedziała kiedyś
t e ż m o ż e b y ć w i e l k ą r a d o ś c i ą . N i e t r z e b a się b a ć — ż y c i a , ś m i e r c i .
Trzeba
tych,
mamy

wisieć n a 1 włosku, b o P a n B ó g wciąga do r a j u
którzy

się n i e b o j ą . "

Ś m i e r c i się n i e b a ł a .

„Całe

ją w sobie, t r z e b a t a k żyć, a b y w każdej c h w i l i

tylko
życic
można

b y ł o g o d n i e u m r z e ć . " U m a r ł a w 1966 r o k u . Miała w ó w c z a s 75 l a t .
O
10

I t . 1 0 . Postacie,
r y s u n e k t u s z e m . I I . 1 1 . Prostytutka,
i pastele, w y m . 1 5 x 1 0 c m , 1952 r.

że p r o s i ł , a b y m u g o o p i s a ł a m o ż l i w i e s z c z e g ó ł o w o .

Maria

Do

malarstwa
przejść,

wróciła

które

w

odbiły

latach
się

Proponował

okupacji, pod

n a jej

wpływem

psycłiice.

Rysowała

t u s z e m t w a r z e , p o r t r e t y , ale maleńkie, wielkości z n a c z k a

poczto­

wego. K i l k o m a c e l n y m i k r e s k a m i wydobywała charakter postaci.
P ó ź n i e j p o w y z w o l e n i u stosowała także i n n e t e c h n i k i —
sangwinę,

węgiel

a

w

sześćdziesiątych

latach

krodkę,

nawet

collage

( ł ą c z y ł a n p . c i e k a w i e k a d r o w a n e f r a g m e n t y i l u s t r a c j i z g a z o t ze
swymi rysunkami).
Ekspresja

gwałtownych

i dramatycznych prac

z

dawnego

o k r e s u ustąpiła m i e j s c a s t a t y c z n y m p o r t r e t o m l u d z i , przeważnie
k o b i e t — j a k b y zasłuchanych w siebie, kontemplujących
ukryte

i pozornie

Piprekowa

niewidoczne

n a zewnątrz.

Twarze,

sprawy
którymi

z a l u d n i a swój ś w i a t , n i e p o w t a r z a j ą się. K a ż d a

inną osobą, choć d l a n a s —

patrzących z zewnątrz —

jest

wyraźnie

r y s u j e się p e w i e n w s p ó l n y k l i m a t t y c h p o r t r e t ó w , i c h p o d o b i e ń ­
stwo w t y p i e u r o d y do t w a i z y z obrazów Botticellego czy

Rafaela.

Wyobraźnia m a l a r k i u f o r m o w a n a w l a t a c h p r z e d pierwszą wojną
światową,
początku

każe

n a m pamiętać

w i o k u , ale n i e jest

o t a m t y m czasie, o
to

żadne

nawiązanie

malarstwie
świadome.

N i e p r z e c i ę t n a w r a ż l i w o ś ć i w y o b r a ź n i ę , które t a k często

powo­

dują p r z o k r o c z o n i e p r o g u przystosowalności d o świata, P i p r e k o w a
w t o k u d ł u g o t r w a ł e j , ś w i a d o m e j i u p a r t e j p r a c y n a d sobą

uczy­

niła źródłami r o z w o j u s w e g o świata w e w n ę t r z n e g o , c z y n n i k a m i
ujawniającymi i potęgującymi j e j w y b i t n e uzdolnienia plastyczne,
„świat

i m a g i n a c j i , pisał o

pochłania,

że

zatraca

malarce

k o n t a k t ze

Henryk
światem

Stażewski,
realnym

t a k ją

żyjąc

na

i n n y m p l a n i e , n i e p r z y s t o s o w u j ą c się d o n o r m ż y c i a b i e ż ą c e g o . "

96

napisała

w katalogu wystawy

z

1960 r.

Rogoyska:

tusz

honorarium.

ciężkich

j e j twórczości

1 3

n

�„Bogactwo

tajemniczego

świata

przeżyć

Piprekowa

wewnętrznych

s i a n o w i j a k g d y b y , luźno związane z czasem, d r u g i e d n o r z e c z y ­

tyków

wistości —

w

świat a , k t ó r y w j e j i n t e r p r e t a c j i p l a s t y c z n e j

ż o n y został p o p r z e z
wieka, poprzez

wyra­

o d r o a l n i o n y i m a g i n a c y j n y w i z e r u n e k czło­

ekspresję j e g o t w a r z y , gest rąk i układ p o s t a c i .

w

przyjęto

do

Związku

Polskich

1947 r. M i a ł a t r z y w y s t a w y

Warszawie

(1955 —

klub

Artystów

indywidualne w

SARPu;

1960 —

Kordegarda

M K i S ; 1969 — Zachęta). D w i e o s t a t n i e z k a t a l o g a m i . S y n i B H Z
„ D e s a " z o r g a n i z o w a l i p o śmierci m a l a r k i k i l k a w y s t a w

C e c ł i y t o s k ł a d a j ą się n a o b r a z t w ó r c z o ś c i j a k ż e t r u d n e j d o o c e n y

l a n d i i ( m . i n . 1971 — A m o s Andorsas A r t Galler i 1972 —

p o d k ą t e m u s t a l o n y c h k r y t e r i ó w f o r m a l n y c h . W y d a j e się b o w i e m ,

A a l t o s e n M u s e u m ) . S p o t k a ł y się t a m z w y j ą t k o w y m

że zarówno zadziwiająca

waniem,

n i e r a z trafność r o z w i ą z a ń f o r m a l n y c h

j a k i i c h p e w n a naiwność uzalożniona j e s t o d siły z jaką
p l a s t y c z n a n a r z u c i ł a się g o r ą c e j w y o b r a ź n i

II.

artystki."

1 4

wizją

Plas­

Polsce,

czego

dowodem

są m . i n . l i c z n e r e c e n z j e

w

Fin­

Waino

zaintereso­

zamieszczone

w p r a s i e . P r a c e a r t y s t k i z n a j d u j ą się w z b i o r a c h M u z e u m N a r o d o ­
wego w Warszawie

oraz M u s e u m o f M o d e r n A r t w N o w y m

1 2 . B r o n i s ł a w a P i p r e k w m ł o d o ś c i ; i l . 1 3 . Głowa

Jorku.

mężczyzny

W s z y s t k i e m o j e p r a c e , cała m o j a t w ó r c z o ś ć , w y w o d z ą się z o w y c h w s t ę p n y c h i m a g i n a c j i
i snów... W s z y s t k o , czego dokonałem w m o i m późniejszym życiu, t k w i w n i c h w zalążko­
wej f o r m i e e m o c j i czy obrazów. Te pierwsze imo,ginacje i s n y były n i b y
bazalt;

z n i c h w y k r y s t a l i z o w a ł się k a m i e ń , k t ó r y p o t e m

ognistopłynny

mogłem poddać

obróbce.

Gali Gustav

M a r z e n i e senne jest z a g a d k o w y m p o s e l s t w e m naszej n o c n e j sfery

Jung

psyche.
Carl Gustav

Jung

Э7

�MARIA

Sny

odgrywały

w j e j ż y c i u ważna. r o l ę . D z i e ń

kłopoty, udręki, niepokoje
bliski

jej romantycznej

postacie,

widziała

malowała

—

n o c przenosiła w

naturze.

Pojawiały

t w a r z e , ale zawsze

jakby

się
z

zwiastował

świat
w

marzeń,

tych

innej

j e n a k a r t o n a c h . W y ł a n i a l i się z m r o k u

Ale

jakby

zwornikiem

nietrafne

między

jej

malowała

byłoby

„twarzami",

Bronisława

łączącym
a

tymi,

Piprekowa.

II.

98

strefę

doszukiwanio

dnia

się

które
Przede

ze

Obrazy

strefą

malowania

n i o wiązała

się

z

chęcią

uwolnienia

s e n n y c h w i z j i , jeśli n a w e t s n y b y ł y s m u t n e , M a r i a
je

z pokorą,

a nawet

masochistyczną

od

natręctwa

przyjmowała

wdzięcznością.

Cierpiała

w życiu wiele, ale w s w y c h c i e r p i e n i a c h znajdowała podnietę do
ż y c i a . M i e s z k a ł a r a z e m z siostrą, d r ę c z y ł y się n a w z a j e m
jąc w t y c h c o d z i e n n y c h

konfliktach jakby

namiastkę

znajdu­
wielkich

snów.

uczuć, namiętności. B y ł a d e l i k a t n a , w r a ż l i w a (o t a k i c h k o b i e t a c h

powiązań

m ó w i s i ę , ż e są j a k k w i a t ) s p r a g n i o n a u c z u c i a , j e d n o c z e ś n i e p o ­

pierwszym
wszystkim

1 4 . M a r i a M u s z a ł , Twarze

—

hiszpańscy

głębszych
w

snach

epoki

grandowie, d z i w n i młodzieńcy o w i e l k i c h oczach, starcy.
były

MUSZAŁ

okresie
potrzeba

ze snu,

olej

zbawiona

n a d z i o i , ż e się coś j e s z c z e p i ę k n e g o

życiu. P i p r o k o w a

wydarzy

w

była powściągliwa, mądra, kontrolująca

na tekturze, w y m . 4 5 x 8 0

c m , 1957 r.

jej
swe

�U r o d z i ł a się w W a r s z a w i e l i i l i p c a 1 9 1 5 г. w r o d z i n i e i n t e l i ­
genckiej.

Ojciec,

w

gral na fortepianie.

domu

inżynier,

uczył sic w młodości m u z y k i , często
K o n s e r w a t o r i u m ukończyła

także

siostra. M a r i a p o ukończeniu g i m n a z j u m również podjęła s t u d i a
muzyczne,

dobrze

grała

na fortepianie.

Interesował

ją

teatr,

p o e z j a , l i t e r a t u r a : . Życie zwichnęła w o j n a , ciężkie l a t a o k u p a c j i ,
aresztowanie
sposób

przez gestapo, k o s z m a r n e przeżycia, które w trwały

odcisnęły

się

na psychice

wrażliwej

i m w y r a z w w i e r s z a c h ( w y d a l a t o m i k Linie
w

8 dramatach —

bardzo

ekspresyjnych,

przejmujących. B y ł y nierówne —

dziewczyny.

Dała

a zwłaszcza

i barwy)

dalekich od realizmu,

nieudolne i zarazom

odkryw­

c z e . S z k o d a , że ż a d e n t e a t r n i e m i a ł o d w a g i i c h w y s t a w i ć . G d z i e ś
zginęły, t a k j a k i ślad p o
Po
szawą

wyzwoleniu

malarce.

pracowała

w

fabryce

uszczelek

pod

War­

(miała popuchniętc i p o r a n i o n e palee), p o t e m uczyła g r y

n a f o r t e p i a n i e , d y k c j i , e u r y t m i i , malowała. Życic miała
wrażliwość

dużą,

wyobraźnię

rozpaloną.

Może

i

ciężkie,

dlatego

tak

ważna była d l a n i e j sfora snów. U m a r ł a 6.06.1966 r.

l' U Z Y P I S Y

A n t o n i K ę p i ń s k i , Schizofrenia,
Warszawa
1 9 8 1 , s. 1 8 5 .
0 s y m b o l i c e snów pisze również E r i c h F r o m m ,
Zapomniany
język,
Warszawa 1951
R o m a n B r a n d s t a e t t e r , Prorok
Jonasz,
W a r s z a w a 1983,
s. 2 6
D o r o t a L a m p a r t u r . 6.02.1906 r. w K r a k o w i e . N o t a o niej
w katalogu wystawy „Inni", C B W A — „Zachęta"
Warszawa
1965
1

2

3

W y w i a d y z sąsiadami przeprowadziłem w łipeu 1966 r .
R o z m o w a z malarką 1976 r.
Z w y w i a d u przeprowadzonego przez E w ę Fryś-Pietraszkową w 1948 r. P r a c o w n i a D o k u m e n t a c j i S z t u k i L u d o w e j I S P A N
w K r a k o w i e , n r i n w . 34829/T.452/279
J a k zanotowała E w a Fryś-Piotraszkowa „ p i e r w s z y , jeszcze
n i e ł a d n y " o b r a z wziął ksiądz S w i e n d e r (?), z K ą t k . B i e l s k a .
J a n B u j a k , Malarka
snów — Dorota
Lampart,
„Przekrój",
23.02.1969
F o t o g r a f i e o b u o b r a z ó w z a m i e ś c i ł e m w a r t . : Obrazy
na
płótnie
i papierze,
„ P o l . S z t . L u d . " , R . X X X I , 1977 n r 4
P r z e d 1939 r. powstały p r a w d o p o d o b n i e 3 wersje
Nieba.
Jedną kupił ksiądz z Czańca, drugą ktoś koło A n d r y c h o w a , n a
Śląsku.
W y p o w i e d z i m a l a r k i w f i l m i e Mirosławy Marcinkiewicz,
Dziwni
artyści po obu stronach
Babiej
Góry, W F O , Ł ó d ź 1 9 7 0
P o r . J o l a n d e J a c o b i , Psychologia
C. G. Junga,
Warszawa
1 9 6 8 , s. 1 7 9 , 1 8 0 a z w ł a s z c z a a r t . J . P r o k o p i u k a , z a m i e s z c z o n y
w t y m numerze „Polskiej S z t u k i L u d o w e j "
H e n r y k S t a ż e w s k i , Wstęp
do katalogu.
Wystawa
prac
Bronisławy
Piprek
(1891—1906),
Z P A P , „Zachęta",
Warszawa
1969
M a r i a R o g o y s k a , w s t ę p d o k a t a l o g u : Wystawa
prac
Bro­
nisławy Piprek,
Z P A P , kordegarda gmachu Ministerstwa K u l t u r y
1 S z t u k i , W a r s z a w a 1960
4

5

15

II.

15.

M a r i a Muszal,

1965

r.

6

7

8

zachowanie,

ona —

egzaltowana,

sentymentalna. Po

k o n t a k t a c h z w i ą z a n y c h z w y s t a w ą , napisała d o
z

nią

człowieka:

...Jestem

k r a b e m , który czeka

t y m samym

n a C i e b i e (...)

niewidzialną w m o i m liście —
jest

najważniejsze".

pisząc: pisałem,
zdecydowanie

zwierzątkiem,

siebie

różą,

poszedłem, chciałem. Jeszcze

od Piprekowej

niewidzialne

krabem,
jedno

różniło

ale m i m o

zieleni,

prze­
pre­

świadomości

plas­

t y c z n e j . Miała kilka, portretów świetnych, inne b y ł y raczej

pro­

pozycją

żółcienie i g r a n a t y ,

ją

dużo,

artystycznych

dyspozycji

w

zawsze

..- s k a l a t a l e n t u . M a l o w a ł a

zawsze w z i m n y c h t o n a c j a c h c i e m n e j , b u t e l k o w e j
chodzącej

małym

Przeżyliśmy r a z e m taką noc

a w i e s z p r z e c i e ż , żo

Nazywała,

pierwszych

rozmawiającego

była n i e m a l zupełnie p o z b a w i o n a

obrazu

niż j e g o realizacją. •

F o l . : S . Dpptuazp.wski,

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

i l . 13, 1 4 ; S . Stępniewski, i l . 1 5 ; J . Świderski, i l . 5, 8, 11

M a r z e n i e senne, ponieważ niezależnie o d w p ł y w ó w świadomości, p r z e d s t a w i a

wewnętrzną

p r a w d ę i r z e c z y w i s t o ś ć t a k ą , „ j a k ą o n a j e s t , a n i e t a k ą . j a k i e j się s p o d z i e w a m ,
taką, jaką chciałbym

a n i nie

mieć."
Jolande

Jacobi

99

�I I . 1 6 . M a r i a M u s z a ł , Twarz

ze snu,

w y m . 4 7 x 1 8 c m , 1957 r.

C z y w o g ó l e m o ż n a d o w i e d z i e ć się c z e g o ś o t y m , c o n i e j e s t „ ś w i a d o m e " , c z y l i n i e z n a n e
świadomości ? Odpowiedź b r z m i : t a k ! Jednakże n i e bezpośrednio, ale t y l k o n a p o d s t a w i e
j e j działania l u b

z j a w i s k

kompleksy, obrazy

i symbole

pośrednich d o s t r z e g a n y c h
w

snach,

przez nas j a k o s y m p t o m y l u b

f a n t a z j a c h

i

w i z j a c h .
Jolande

Marzenie

senne s t a n o w i w y r a z przejścia z j e d n e j

Jacobi

s t r e f y d o d r u g i e j i równocześnie

jest

s y m b o l e m . Czego j e s t s y m b o l e m ? D l a s t r e f y niebiańskiej — s y m b o l e m t e g o , c o z i e m s k i e ,
dla strefy ziemskiej

—

symbolem

t e g o , co niebiańskie. T e r a z zrozumiałe s t a j e się, że

m a r z e n i e s e n n e p o j a w i a się w ó w c z a s , g d y ś w i a d o m o ś c i n a s z e j d a n e są o b a b r z e g i ż y c i a ,
choć w r ó ż n y m s t o p n i u wyrazistości. Z a c h o d z i t o , ogólnie rzecz biorąc, p r z y

przecho­

d z e n i u z jednego b r z e g u n a d r u g i , a być może i wówczas, g d y świadomość t r w a n a g r a ­
n i c y m i ę d z y o w y m i s t r e f a m i i niezupełnie obca jest j e j percepcja

podwójna, t o

wówczas, g d y człowiek

s n u l u b drzemiącego

czuwania. Wszystkie

znajduje

się w

stanie powierzchownego

znaczy

i s t o t n e z n a k i w w i ę k s z o ś c i p r z y p a d k ó w d a n e n a m są b ą d ź z a p o ­

średnictwem m a r z e n i a sennego, „ w jakimś d e l i k a t n y m śnie", bądź też w
spadająoych n a nas w y r w a c h w świadomości zewnętrznej

niespodziewanie

rzeczywistości.

Paweł Florenski

�x x x

SNY

Jestem wyznania rzym-kat. wielkiej wiary i praktykujący.
Ten pokoik szklany robiłem 6 lat, jak skończyłem ofiarowałem
Panu Jezusowi, ponieważ Pan Jezus w czasie swojego żywota
nie miał żadnego domu i powiedział, ptaki mają gniazda, lisy
jamy, a Syn Człowieczy nie ma gdzie głowy położyć. Pomimo to,
że upłynęło 1950 lat po śmierci Pana Jezusa ja ten pokój prze­
znaczyłem dla Pana Jezusa. Pan Jezus ze mną mieszka z całą
Świętą Rodziną i Trójcą Przenajświętszą.
Poprosiłem Pana Jezusa czy nie przyjął by mnie na ucznia
swego Nr 13. Po kilku dniach otrzymałem odpowiedź. Jak to
wyglądało ? Śni mi się że jestem w kościele, cały kościół oświetlony,
jest noc, na środku kościoła było sześciu Biskupów i ja przy nich
stałem, cały kościół napełniony ludem. Pan Jezus Eucharystyczny
stoi przed ołtarzem żywy, prawdziwy, odległość 7 m, po prawej
stronie ołtarza i mówi na głos: nr 13-ty niech przyjdzie do Mnie.
Biskupi to słyszą i jeden z nich powiedział na głos, że on nic
będzie wiedział co to znaczy. Pan Jezus odpowiedział: On dobrze
wie co to znaczy. Wtedy opuściłem tych Biskupów i przyszedłem
do Pana Jezusa. Pan Jezus powiedział, żebym podszedł do
ołtarza Głównego i powiedział do mnie: tu jest Twoje miejsce.
Umówiłem się z Panem Jezusem, że moja nauka będzie we śnie.
Śni mnie się że rozmawiam z ludźmi i pierwsze moje pytanie
było jako ucznia, ile waży nasza kula ziemska ? Odpowiedź była —
zero kg. Wtedy się przebudziłem, rozważałem nad tym i przeszedł
mnie do głowy Św. Wojciech jak go zabili Prusacy, to ciało oddali
wiernym a głowę sobie zabrali. Ciało spoczywało w Gnieźnie
bez głowy. Po jakimś czasie domagali się Polacy ażeby Prusacy
oddali głowę Św. Wojciecha, zgodzili się, ale ile będzie ważyć
głowa tyle złota trzeba dać. Zgodzili się Polacy, przyszło do
wagi a głowa nic nie ważyła, ani jednego grama i oddali za darmo.
Ponieważ jestem przy planecie opiszę swój lot na księżyc
w I960 roku latem.
Śni mi się że wzniosłem się w powietrze i coraz szybciej
lecę w górę na księżyc, leciałem bardzo szybko nie do opisania,
leciałem 3 minuty. Między ziemią a księżycem w połowie drogi
widziałem ścieżkę popielatą, krętą, podobną do litery Z. Ta
droga prowadziła na księżyc, można iść pieszo, widziałem dwóch
panów w czarnych smokingach i w cylindrach na głowie jak
szli do góry na księżyc. Ja leciałem bardzo szybko, blisko tych
panów, w odległości 100 m, minąłem ich i wylądowałem na
księżycu. Jak przyleciałem była noc. Pobyłem trochę, pomyślałem,
co tu sam będę robić trzeba wracać na ziemię.
I z powrotem wystartowałem z księżyca na ziemię, też
leciałem 3 minuty, z bardzo wielką szybkością, jak przyleciałem
też była noc i wylądowałem w Cz. na ulicy Kolejowej godzina 2 2
w nocy. Miasto było oświetlone, akurat spotkałem mego kole­
gę (...) i powiedziałem mu dlaczego nie uciekał jak lądowałem
na ziemię z tak wielką szybkością, od samego wichru mojej szyb­
kości to byłby zabity. Nic na to nie odpowiedział.
Następne pytanie: pytam jednego Pana ile kilometrów od
mojego pokoju jest do Waszyngtonu? Pokazał mnio, zrobił
3 kroki w moim pokoju, jest już w Waszyngtonie, nawet nie było
dwóch metrów.
Moja matka umarła w 1953 r. w lutym. Po śmierci mojej
Matki, matka mnie pouczała i tak mnie się śni: jesteśmy na
ganku naszego domu, który rodzice zostawili; mówi do mnie:
czy widzisz to wszystko, odpowiedziałem tak, pola, lasy, ogiody,
drzewa, domy, tor kolejowy, krzewy. To wszystko co ty widzisz
to są dueze, które przedstawiają, pamiętaj. Wtem się obudziłem.
Mnie dużo dusz poucza.
J O

Następnie śni mi się, że stoję na kuli o średnicy 70 cm ale
tym razem równo z gwiazdami jestem na sklepieniu niebieskim
tak wysoko, z tą kulą latałem między gwiazdami. Był dzień
bardzo jasny ale słońca nie widziałem, pomyślałem ażeby z góry
zobaczyć jak wygląda ziemia, jak spojrzałem na dół, ziemię nie
widziałem bo było jasno przy mnie, ale zląkłem się tą wysokością
i na głos powiedziałem Matko Święta mnie się głowa zawróci
i spadnę. Wtem się przebudziłem.
Następne pytanie: jak daleko ode mnie z pokoju do Nieba ?
Odpowiedź była z miejsca, jak od mojej głowy do sufitu. Wtem
się przebudziłem.
Niedługo czekałem, śni mnie się że jestem w swoim pokoju
i stoję przy tapczanie, patrzę się w kierunku szyby i nagle zoba­
czyłem od sufitu w dół 15 cm wzdłuż ściany widzę niebiosa
otwarte, idą Biskupi i Papieże w ornataoh, w ręku trzymają
pastorały i kłaniają się Trójcy Przenajświętszej. Widziałem ich
jak szli, około dziesięciu. Przez ten mały otwór zobaczyłem
piękno Nieba i pomyślałem: jest u mnie podobnie, jasno, sre­
brzysty — złocisty kolory. Ponieważ jestem przy Niebie, napiszę:
Śniło mnie się, że jestem w Niebie, przy mnie jest Anioł Stróż
i mnie prowadzi w niebie, obejrzałem się i widzę wzdłuż jakby
to ulica miała być, Ołtarze złote, wysokie i szerokie wchodzimy
do budynku gdzie mieszkają dusze szczęśliwe, które z ziemi
przyszły do Nieba. Były same niewiasty, każda miała swój pokój
osobny, ale przedpokój był wspólny, były trzy ściany, urządzenie
było bardzo ładne, każda miała swój tapczan, stół, krzesła, dy­
wany, każda była ubrana w długie suknie w różnych kolorach,
białe, różowe, zielone, żółte, pomarańczowego tylko nie było
i nic czarnego. Obejrzałem dziesięć pań, przyglądały mnie się co
to za pan przyszedł je odwiedzić. Jednymi drzwiami weszliśmy
a na końcu tych pokoi były drugie drzwi, wróciliśmy do tyoh
drzwi, którymi przyszliśmy, ta pierwsza przy nas położyła się
na tapczanie, majteczek nie miała i nie miała płci żeńskiej ani
męskiej, jak lalki.
Następnie: jestem w kościele w dzień, przy mnie jest około
pięftiu osób, kościół był pełny, teraz mnie przypadło że muszę
przejść przez Tabernakulum na wylot na drugą stronę. Byłem
w kapeluszu, bez marynarki, w kożuszku, na nogach miałem
stare obuwie. Nagle widzę, że Tabernakulum jest już otwarte,
trzeba mnie już wchodzić i weszła moja głowa z kapeluszem ale
były też kielichy, kielichy mnie nie przeszkadzały, wycisnąłem
jedną ścianę złotą, tą naprzeciw która jest, widzę Raj piękny
nie do opisania. Jak to zobaczyłem z powrotem głowę wyciąg­
nąłem, zdjąłem kapelusz i ściągnąłem to obuwie, dlatego że mnie
w Raju to jest niepotrzebne.
Z tego wywnioskowałem, że po mojej śmierci jak b ę d ę iść
do Raju to przez Tabernakulum, tzn. przez bramy Pana Je­
zusa.
Następnie: czy Święty wszystko wie. Jestem na wysokiej
górze i na tej górze stoi szklany pokój, wielkość tego pokoju była
3 m ze szkła przeźroczystego, jak normalne szyby, w tym pokoju
był tylko stół i ławka, nic więcej. Przy stole na ławie siedział
święty. Był ubrany w habit biały, ja stałem przy świętym po
prawej stronie, tuż przy samym ramieniu. Przez te szklane ściany
było widać cale miasto i jeszcze dalej poza miastem. Miasto
było w dole i z góry była ścieżka kręta, ażeby łatwo wyjść na
górę, widzę z góry jak jedna kobieta zawinięta szalem tą ścieżką
śpieszy do tego świętego ażeby się coś zapytać, a miała trzy
3

101

T

�j ) i i n 11 in.; a z l u b a r d z o s z y b k o m i m o t a k i e j s t r o m e j g ó r y i o t w i e r a

między

szklane

schowane

trzy

drzwi, wtem

święty

pytania, kobieta

i odeszła z

odpowiedział

n i c n i e pytała

a

jej

od razu

odpowiodź

na

te

otrzymała

powrotom.

Poprosiłem

Jezusa-

ażeby

umie

d n i a c h zobaczyłem

pokazał

Świętego

J e s t e m w K r a k o w i e , w kościele p r z y g r o b i e
m o d l i ł e m się. W

Narodzenia
miejsce

Szczepana

w lewo j a k b y na

m n i e Święty Szczepan, jest t o młodzieniec p r a w i e dziecko,
około

14 l a t , ładny

chłopczyk,

n a d głową

w k o ś c i e l e aż m n i e

odprowadził

mógł

miał j a k t o

opisać r o g a l i k złoty, przystąpił d o m n i e i zaczęliśmy
od grobowca

używam,

co
i

rozmawiać

przez

cały

swoim

metrów

bo

c h o d z ą ze s z o p k ą . M ó w i d o m n i e , ż e j e s t

metry

kierunku.

jeżeli

W

wejść, j a

dalej.

L u d z i e k r z y c z ą , ż e j a p o s z e d ł e m , a t e n p a n co p i l n o w a ł z b l i ż y ł się
O n jest

Błogosławiony,

jemu

w o l n o . L u d zamilkł, j a idę dalej, widzę w i e l k i k r a j o b r a z z góry(...)
S e n z d n i a 2 9 . V I . 1 9 7 3 r . piątek. J e s t o m w z a k r y s t i i w koś­
Św. Mikołaja w Gdańsku. W i d z ę

diabła licząc l a t

około 16 wielkości naszego młodzieńca chłopca. M i a ł w ręku b a t
batem,

zwierząt

ale m n i e

w

C y r k u i nademną

n i e udorzył. W

wymachiwał

t y m czasie j a k

tym

wymachiwał

b a t e m n a d e m n ą w odległości 6 m . powiedział m n i o , T y

Święty

i n a d głową moją t y m b a t e m zarysował n a d głową t a k i r o g a l i k
j a k świętych malują. Oprócz tego nade mną zarysował potrójnie
kapliczkę.

wyglądało.

Wtem

się

spalę o d p o w i e d z i a ł m n i e : t y n i e m a s z .
poproszę P a n a

Jezusa,

ogniem

Odpowiedziałem:

to ja

miał

aparat

fotograficzny

N a s t ę p n i e ś n i ą m i się
na

wysokości

czteru

dwaj

metrów,

i

robił

zdjęcia.

i zauważyłem Anioła

A n i o ł o w i e , są ż e w
mieli

maleńki

s e k u n d a c h z t e g o k o t a z r o b i ł się c z a r n y

pies, z n o w u p o

kilku

s e k u n d a c h z t e g o p s a p r z e m i e n i ł się w c z a r n ą ś w i n i ę w a g i o k .
5 0 k g i w s z e d ł p o d ł ó ż k o i n a s t ę p n i e p r z e m i e n i ł się w
16 l a t . Z g r a b n a

kobietę

była i ładna, podeszła

m n i e i pocałowała m n i e w usta. J a przez ciekawość

do

obmacałem

c z y miała n o r m a l n e ciało, była n o r m a l n a j a k nasz

człowiek. W i e d z ą c dobrze jaką przemianę przechodziła t a osoba,
o d e p c h n ą ł e m j ą z całą siłą-. W t e m
Następne:

przyśnił

mnie

przy

powietrzu

stoliczek,

s p o ż y w a m środy, piątki i soboty. W

wagę

t y c h d n i a c h j a wcale

n i e jadłem za w y j ą t k i e m s m a l c u do g o t o w a n i a

w

Napoleona

p r z y s z e d ł d o m n i e , p r z e d s t a w i ł się i m ó w i :

Generałem za N a p o l e o n a

czasie

się p r z e b u d z i ł e m .

wojny

pod

Paryżem

Bonapartego,
i

jestem

zostałem

t a m spoczywam,

zabity

powiedział

s w o j e imię i n a z w i s k o , ż o b y m sobie zaraz zapisał t o b y m wiedział,
myślałem

że z a p a m i ę t a m

a jednak

zapomniałem, mówi

dalej:

j a m a m t y l k o czasu jedną minutę n a 100 l a t i w

tej minucie

przyszedł

się

do mnie

ażebym

j a m u pomógł. W t e m

przebu­

dziłem.
Sen

z d n i a 9.1.1977 r . n i e d z i e l a .

Ś n i ł o m n i e się ż e t o b y ł o

n a K a d ł u b i e , w n a s z y m d o m u n a p o d w ó r k u , żo s t o j ę p r z y ł a w c e
i

widzę

małego

ptaszka

k o l o r u popielatego.

Przyglądałem

do p o k o j u t r z y kobiety, po prawej

mnie

s t r o n i e diabła stała

n o r m a l n i e wyglądała, d w i e k o b i e t y stały p o l e w e j

jedna,

po c h w i l i z n o w u go pogłaskałem i powiedziałem do togo p t a s z k a :
t y m n i e się n i e b o i s z ? p t a s z e k o d p o w i e d z i a ł — n i e . P o m y ś l a ł e m
z r o b i ł się t r o s z k ę w i ę k s z y
był troszkę k o l o r o w y
Zapytałem
czy

ptaszek

n i e m a żadnej

kobiety

małego

do papużki i

już

się t e g o p t a s z k a

a h a ! bo t o papużka t o mówi.

z a n i m się p r z e m i e n i ł w

zachowujecie

papużkę,

czystość t z n . życie

bez

O d p o w i e d z i a ł : t a k s a m o . W t y m r o k u d o 1-go w r z e ś n i a

w o j n y n i e b ę d z i e , w o j n a b ę d z i e z a 10 l a t . T a w o j n a t e r a z b ę d z i e
T y zginiesz ( c z y l i j a zginę) jest t a k wskazane. Więcej m ó w i ć n i e
m o g ł a , b o się ś p i e s z y ł a j a k b y m i a ł o r o b i ć się

ciemno.

W z i ą ł e m t e g o p t a s z k a d o r ę k i a t o się p r z e m i e n i ł o w
papużkę. W
ptak,

dalszym

ciągu

stary, mniejszy

mieszkaniu

około

z

z

tej papużki

zrobił

o d gołębia, przyniosłem

tego p t a k a

65 l a t n i e z n a n a

zrobiła

się

do

małą

większy

mieszkania,

się k o b i e t a , m o g ł a

d l a m n i e . C h c i a ł e m się w i ę c e j

liczyć

wypytać

a l e n i e d a ł o m n i e i p o o l i w i l i p r z e b u d z i ł e m się.
Z
i

diabeł a t a d r u g a jeszcze większe, t a k nakręcone j a k b a r a n y .
P r z e m ó w i ł d o m n i o diabeł. D l a Ciebie

podobny

j a k n o r m a l n i e papużka z t y m d z i o b k i e m

u w a s też u p t a k ó w

grzechu?

s t r o n i e diabła,

t a p i e r w s z a p r z y d i a b l e wstała t o miała t a k i e same r o g i j a k t e n

się

j e m u j a k j a d ł . P o c h w i l i z b l i ż y ł e m się d o n i e g o i g o p o g ł a s k a ł e m ,

w

się d i a b e ł , p r z y p r o w a d z i ł

mięsa

i to malo.

N a s t ę p n i e : ś n i ł m n i e się G e n e r a ł P o l s k i z a c z a s ó w

zakręconym. I dalej pomyślałem:

to m i da.

P o c h w i l i p r z e m i e n i ł się w k o t a s z a r e g o , n a s t ę p n i o p o k i l k u

młodą liczącą około

kosą

przebu­

co t o z a p t a s z e k k t ó r y m ó w i ? P o c h w i l i z t e g o p t a s z k a

Odpowiedziałem diabłu żeby ode m n i e odszedł b o go

ją s p e c j a l n i e

i

żyrandolu.

Pjlskim

b y ł o . T e n p a n n i c n i o powiedział że j a idę

j a k do

j a k to wszystko

żyrandolem,

bo niewolno

długi

grzeszna t o u b i e r a m maskę

t y m czasie leżałem n a t a p c z a n i e

Bonapartego,

n a głos:

jost

P o dwóch d n i a c h miałem t a k i s a m sen powtarzający.

widzę, że p i l n u j e j e d e n p a n , ażeby z togo tłumu n i k t n i e wyszedł

i powiedział

dusza

głowę.

wiedziałem

t e g o n i e wiedziałem w c a l e . J a k już odszedłem 3 m o d t e g o tłumu

ciele B a z y l i c e

śmiercią

apteczną i r o b i l i b a d a n i a m o i e l i p o k a r m ó w — i l e tłuszczu i mięsa

J a k wyszedłem z t e g o tłumu t o l u d z i e zaczęli krzyczeć, że j a

tłumu

miała
Bożego

dziłem.

pomyślałem

się p r z e z t o t r z y

wyszedłem i podnieśli ręce d o g ó r y a n i o było w o l n o

do

roślinami

W y c i ą g n ę ł a kosę i maskę śmierci i m n i e pokazała i ubrała

plac

jest w i e l k i plac i jest

z tego tłumu m n i e . Chwilę postałem,

t u b ę d ę stać p o co i przecisnąłem
sobie w

tymi

N a s t ę p n i e : ś n i ł m i się A n i o ł ż e j e s t u m n i e w p o k o j u , s t o i

dużo l u d z i , j a toż b y ł e m w t y m tłumio, a t r z y

idę

za

t ę m a s k ę n a g ł o w ę , b y ł a b a r d z o s t r a s z n a . J a się w c a l e n i e b a ł e m ,

nad
N a s t ę p n i e : j e s t e m z a m i a s t e m w e (...)
ażeby wyjść

i

przeznaczenia.

ścinam

k o ś c i e l n y d o b r a m y , p r z y b r a m i e p o ż e g n a l i ś m y się.

bardzo

przegradzały

Jeżeli d u s z a jest c z y s t a t o j a maskę n i e zakładam i kosę n i c

Szczepana.

Świętego

czasie m o d l i t w y spojrzałem

Świętego

ściany, t o już n i e b y ł a ściana a n a d w o r z e , i w i d z ę j a k i d z i e d o
liczyć

rośliny

k o s y i maskę śmierci j a k o t o w czasie świąt

i c h o d z i p o świecie i z b i e r a dusze n a furę i w i e z i e dużo d u s z n a

Pana

Szczepana, po trzech

nami

tego snu w i a d o m o

mnie

że b ę d z i e w o j n a

w

roku

Sen z d n i a 2 7 . X I I . 1983 r . W t o r e k . Śni m n i e się, że
w

1987

zginę.
dużym mieszkaniu, były

ławki szkolne

jestem

i były d w a pianina,

n a ś w i e c i e , a t e t r z y k t ó r e c i p r z y p r o w a d z i ł e m są z p i e k ł a , z t y c h

trzeba było z k o r y t a r z a przyciągnąć do k l a s y gdzie były ławki.

trzech masz

N a s z n u r k u p r z y c i ą g n ą ł e m d w a p i a n i n a . W t y m czasie już b y ł e m

sobie jedną

wybrać.

Pomyślałem o d r a z u : ponieważ d l a m n i e n i e m a k o b i e t y n a
świecie, t o i n i e p o t r z e b a .
m n i e niepotrzebne,
Następnie:

A c o d o t y c h t r z e c h k o b i e t r ó w n i e ż są

b o są z p i e k ł a . W t e m

jestem

w

kostnicy,

była

się p r z e b u d z i ł e m .
otwarta

i

wszedłem

odwiedzić. W i d z ę d w i e t r u m n y z a k r y t e , o b o k siebie leżały
osoby

nieżyjące.

Pomodliłem

(...)

się z a t ą p i e r w s z ą , k t ó r a

dwie

leżała,

w p l u s z o w y m z i e l o n y m u b r a n i u . W t e m wszedł jeden p a n i m ó w i
d o n a s : żadne k r a j e n a t o n i e zwTacają u w a g i t y l k o w y .
Proszę

się d o m y ś l i ć

We

śnie w i d z i a ł e m

wysokości. Te
światem

p o w o l i i całkiem zeszło, w s t a j e
do mnie i zaczyna

102

t a młoda k o b i e t a i

rozmawiać. Przedstawia

przystąpiła

się, ż e j e s t ś m i e r c i ą ,

czego

ten p a n lo

powiedział:

to

cztery

światy,

jest jeden

nad drugim

i n a d d r u g i m t r z e c i i n a d t r z e c i m c z w a r t y . Odległość była co 20 m

była t o k o b i e t a młoda około 20 l a t z w y g l ą d u j a k b y pochodziła
się

do

do nas.

ze w s i . J a , k s k o ń c z y ł e m się m o d l i ć w i d z ę j a k w i e k o

zsuwa

Wtem

się p r z e b u d z i ł e m .

światy

co w i d z i a ł e m

wszystkie

piękne. J a

d u c h o w y m , a t e n świat- na- k t ó r y m o b e c n i e żyję.

m n i e nie interesuje

i nic obchodzi.

d o b r e g o i n i e m a , -się o co

ubiegać,

żyję
wcale

N.i t y m świecie nic m a nic

�SEKTA HRUSZKI

O Sekcie, i n f o r m u j e n o t a t k a p r a s o w a
Antropologicznej
którogo
przez

prof.

L.

członków

dzony

z posiodzonia

Komisji

2 8 . 1 . 1 9 1 4 г.,

podczas

A k a d e m i i Umiejętności
Wachbołz

Sekty.

i zamieszkały

demonstrował

„Wacław

n a Śląsku

rysunki

wykonane

H r u s z k a , 45 l a t liczący,
a u s t r i a c k i m przybył

w

uro­

jesieni

1912 r o k u d o Błędowic D o l n y c h koło G h r z c n o w a n a z a p r o s z e n i e
Kaszki i Adamczykowej,

a b y szerzyć z a s a d y u t w o r z o n e j

siebie

zebraniu

nowoj

obecnie

sporo

ważnie

czeską

roligii

na

prozelitów

prywatnym.

między

ludnością

na. Ś l ą s k u , M o r a w a c h ,

w

przoz

Hruszka.

robotniczą,

Czechacłi

i

liczy
prze­

Wiedniu.

N o w ą w i a r ę p o c z ą ł g ł o s i ć z n a t c h n i e n i a b o ż e g o n a p a t r z y w s z y się
błędów zakonników z Jasnej
braciszek.

N i o uznaje

głosi b e z w z g l ę d n ą
w

seksualną,

n a w p r a w i a n i u się w s t a n t r a n s u

pomocą
i

czystość

odprawia

podniosłych

t y m stanie

drgawek

m a l o w a n i a akwarelą
cych

śpiewów

i

modłów.

a nadto

uzyskują

z

prozelitami

Niektórzy
zdolność

zwykle

n a Ma.rsie

alegorycznycłi f i g u r i ornamentów. W

stanem transu.

ność

i nieraz

Przedstawione

uderzające

zacięcie

1

rysowania

t y m stanie

rosną­
oraz
piszą

odczytać

r y s u n k i wykazują
artystyczne

za

doznają

i Jowiszu

także „pismem m a r s o w y m " , którego j o d n a k nie mogą
poza

pole­

ich nazwa)

symbolicznych kwiatów, rzekomo

na innych planetach,

innych

(własna

jako

kościelnych,

p r y w a t n y c h m i e s z k a n i a c h wspólne nabożeństwa, któro

gają
w

Góry, gdzie bawił l a t k i l k a

o n i jego prozelici obrazów

popraw­

t a k co d o w y k o ­

religii,

a prof.

Waehholz

Sądu K r a j o w e g o
wszyscy

oni byli

ciężkiej

histerii.

obarczeni
Byli

n a n i a r y s u n k u j a k i jego barwności. Hrnszkę, Raszkę i Ada.m-

i „pismo m a r s o w e "

czykową obwiniła c.k. P r o k u r a t u r a Państwa o zbrodnię

Unwiorsytetu

obrazy

badał i c h s t a n umysłowy z polecenia

d n i a 31-go m a r c a
zaś

1913 r . i przekonał się, że

zwyrodnieniem
płciowymi

umysłu

abstynentami.

w

formie
Rysunki

m i e s z c z ą się w z b i o r a c h m e d y c y n y s ą d o w e j

Jagiellońskiego."

103

�II.

3. Dusza

szczęślhua,

akwarela/papier, wyra. 5 0 x 8 0

o m . I I . 4 . Zle

F o t . : J . Świderski

104

duchy,

akwarela/papier, w y m . 5 0 x 8 0

cm

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10929" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10907">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d739c3138cca66651612f58bca450280.pdf</src>
        <authentication>370a13139ad07135dd1e28c106032f08</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130327">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6400</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130328">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130329">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130330">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130331">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130332">
                <text>Misja Dakar-Dżibuti /Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130333">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.92-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130334">
                <text>Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130335">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130336">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130337">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130338">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130339">
                <text>rasa zasygnalizowała ostateczną datę odjazdu na początku 1931 - Misji Dakar-Dżibuti. Jej
celem jest pokonanie w blisko dwa lata całej
szerokości Afryki: od Oceanu Atlantyckiego aż do
Oceanu Indyjskiego, poprzez Senegal, Sudan francu­
ski, Wybrzeże Kości Słoniowej, Górną Woltę, Dahomej, Togo, Niger, Czad, Kamerun, Francuską Afrykę
Równikową, Kongo belgijskie, Sudan angielsko-egipski, Abisynię, francuskie wybrzeże Somalii. Naczel­
nym celem tej wyprawy - zorganizowanej przez Insty­
tut Etnologii i Muzeum Historii Naturalnej,
patronowanej i subwencjonowanej przez kilka mini­
sterstw i zarządów kolonii i, jednocześnie, przez ważne
organizmy naukowe (między innymi przez Instytut
Francuski i Uniwersytet Paryski) - jest: zgromadzenie
kolekcji dla Muzeum Historii Naturalnej i dla Mu­
zeum na Trocadero, badania licznych ludów, których
zwyczaje są w przededniu znikania (w szczególności
Nuerowie i Szyllukowie, podobnie jak Wohitowie
z okolic jeziora Tana), uchwycenie, w postaci filmów
dokumentalnych i zapisów na taśmach, języków i pie­
śni tych ludów, stworzenie między urzędnikami kolo­
nialnymi i paryskimi jednostkami naukowymi relacji
niezbędnych do rozwoju nauk przyrodniczych i socjo­
logicznych.
N a czele tej misji stoi nasz przyjaciel Marcel Griaule, który wcześniej prowadził misję w Abisynii i który,
poza licznymi notami, opublikował w „Documents”
dwa ważne artykuły (Totemizm abisyński (6/1929) i Ilu­
strowane Legendy królowej Saby (1/1930)); jego nie­
zwykłe studia nad abisyńską magią zostaną wydane
przez Instytut Etnologii (w serii „Travaux et Memoires”) jako Le Livre de recettes d’un dabtara abyssin.

P

Misja Dakar-Dżibuti
(nota)

Członkami personelu wyprawy są również dwaj na­
si współpracownicy: André Schaeffner, pełnomocnik
sekcji Organologii Muzeum Etnograficznego na Tro­
cadero, i Michel Leiris, który towarzyszyć będzie wy­
prawie jako sekretarz-archiwista.
Redakcja „Documents” uznała za słuszne, by po­
prosić tego ostatniego o spisanie wrażeń na temat
przedsięwzięcia, w którym będzie brał udział: pierwszej
o tej skali misji etnograficznej i lingwistycznej.

Georges Henri Rivière, zastępca dyrektora Muzeum
Etnograficznego na Trocadero
*N o ta ta została opublikowana w „Docum ents”
nr 7/1930 (grudzień 1930) i poprzedzała artykuł Michela
Leirisa Oko Etnografa (à propos Misji Dakar-Dżibuti) .

Przełożył Tomasz Szerszeń

M A I 1931
ÉGYPTE

LIBYE
ALGÉRIE

[fíouge'A F R IQ U E
MAURITANIE

*=V

f

SO U DA N

F R A N Ç A IS E

FRANÇAIS

/ T o m b o u c t o u / **« * *
&gt; f N i 9ef ' V

- D a k a r Z SËNËGAL

.K ay e s
-GAR/IBIEGU IN ÉE'
(PORTUGAISE)

O C C ID E N T A L E " l ,

B am ako

E RY TH RÉ E —

TCH AD
Lac
Tchad

M o p tiîC /■/,..
.A
N iajm
e y.T ^ ^
f /~\ ^

HAUTE-

Ó/OLTA'

A sm ara^ s s a o u a
CÔTE
FRANÇAISE
.DES SOMALIS.

K h arto u m '
AN G L O -ÉG Y P T IEN I

.G o n d ar

G a lla b a t ^

F o rt-L a m y ^ ,

Kano^

■ D jibouti

GUINÉE FRANÇ.

M o ra ’
V

SIE R R A LEO N E'

SO UDAN

NIG ER

/ ^ a n g g ^ } \ ___/

l{

CÔ TE

CÔTE-

N IG E R IA

OGOii

^
S O M A L IE
V ^ A N G L A IS E

G a ro u a p
A d d is -A b a b a

.

ÉTHIOPIE

OÙBANGUI-CHARI

c ^ p L'

D'IVOIRE / DE L-Or Î A

Porto;

Jubaj

.5T B a n g u i,

7(O ^

(Y a o u n d é 1

uganda

1“^

GU INÉE'
(e s p a g n o l e ;

Rodolphe
KENYA

Équateur-

■OCÉAN-

-A T L A N T !Q U E-

GABON

MOYEN
CO N G O /

Victoria

CONGO BELG E'

Tanganyika

J
\

■ O C É A N ---- IN D /EN -

TERRITOIRE
DU TANGANYIKA

FE V R IE R 1933

Mission Dakar-Djibouti

Misja Dakar-Dżibuti 1931-1933. Mapa podróży.

107

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10928" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10906">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/11c80566d26187f2c0be57f73e4d64bd.pdf</src>
        <authentication>eae068d4b06d6803bcb28f9c8ed13a55</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130314">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6399</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130315">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130316">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130317">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130318">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5972</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130319">
                <text>Od Dakaru do Dżibuti, od "Afrique" do "fantôme"/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130320">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130321">
                <text>Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130322">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130323">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130324">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130325">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130326">
                <text>TOMASZ SZERSZEŃ

A

fryka jest więc słowem, pretekstem zaled­
wie...” - pisał o L'Afrique fantôme Philippe
Soupault [„Europe”, 1934]. Trudno zgo­
dzić się z autorem Ostatnich nocy paryskich, bo­
wiem dla Leirisa „Afryka” nie jest „słowem zaledwie” ,
lecz „aż słowem”. Przekleństwo tego tytułu polega na
tym, że, podobnie jak dziennik przemierzającego Czar­
ny Ląd etnografa i poety w jednej osobie, mówi on
wszystko i nic. Leirisowi udała się rzecz niebywała:
dwa tytułowe słowa zawierają w sobie całą książkę.
Upraszczając: nie można wymyślić lepszego tytułu dla
tego dziennika. W związku z tym zdecydowałem się
pozostawić tytuł oryginalny - francuski.
Soupault wskazywał na problem z wyrazem Afrique
(Afryka). To jednak nic przy kłopotach, jakie stwarza
człon drugi: fantôme bowiem, to w języku autora
„cień”, „duch”, „widmo”, „mara”, „upiór”, „zjawa” , ale
także „pozór” i „urojenie”... Nie tylko o wieloznacz­
ność słowa tu jednak chodzi. Dopiero złączone razem
(L’Afrique fantôme), zaczynają produkować sensy,
zwodząc interpretatorów i gubiąc tłumaczy.
Po kolei, więc. L ’Afrique fantôme może być czytana
jako opowieść o opętaniu. Badający kulty zâr Leiris
nawiedzany jest przez duchy, demony i obsesje
(fantômes). Podczas pobytu w Etiopii nawiedza go
„najstraszliwszy demon”: zakochuje się w córce ka­
płanki - noszącej tajemnicze imię Emawayish. Zakaza­
na platoniczna miłość etnografa do „przedmiotu”
swych badań nie ma rozwiązania ani dalszego ciągu:
Emawayish jest tak nierzeczywista i niedostępna, że
staje się alegorią. Niczym inne kobiety pojawiające się
u Leirisa, zostaje zredukowana do roli pięknego, ale­
gorycznego posągu. „Zawsze pociągały mnie alegorie,
obrazy pouczające i zagadki do rozwiązania, będące
często kobiecymi postaciami, silnymi własną piękno­
ścią i tym, co ciemne zawsze i niepokojące w symbolu”
- pisał w Wieku męskim.1 Alegorie pojawiające się
w L ’Afrique fantôme wzajemnie się uzupełniają: Emawayish uosabia Afrykę, zaś Afryka (czyli tytułowa
L ’Afrique) jawi się jako kobieta - niedostępna i nierze­
czywista. Również Z. (czyli Zette, czyli Louise Godon
- żona Michela Leirisa), pojawiająca się wielokrotnie
na stronach dziennika jako adresatka listów lub obiekt
marzeń erotycznych, traci cechy żywej osoby, stając
się hasłem, literą po prostu. Nie byle jaką jednak:
„w alfabecie francuskim Z jest egzotyczną literą: przy­
czynia się do efektu starożytności (Zefir) lub też orientalizmu, feeri, erotyki: Zaira, Zelida, Tanzaj...”.2
Leirisowa Afryka jest urojeniem - znika każdego
wieczora, by rano znów się pojawić („sen jest drugim
życiem” pisał Gerard de Nerval; Leiris, miłośnik Syl­
wii, podąża tym tropem: kolejne dni rozpoczynają się
niejednokrotnie opisami snu. Takich zapisów jest
w L ’Afrique fantôme aż 25 - to prawdziwy sennik). Po­
dobnie jak pisanie, które jest procesem rozpoczyna­
nym każdego dnia na nowo. Tytuł jest więc metaforą

Od Dakaru do Dżibuti,
od Afrique do fantôme...

literatury w ogóle - przestrzeń białej kartki papieru
wydaje się równie trudna do wypełnienia jak misja
Dakar-Dżibuti, sam zapis zaś - równie efemeryczny
jak Afryka.
Podróż na Czarny Ląd jest wyprawą w „zaświaty” do krainy naznaczonej śmiercią, podlegającej nie­
ustannemu rozpadowi, znikającej. Odyseja Leirisa
okryta jest żałobą: to nie tylko pożegnanie z „prawdzi­
wą” Afryką („Afryka Livingstone’ów i Stanleyów nie
istnieje...”), czy pozbycie się złudzeń, które wiązały się
z zamorską podróżą w tropiki (poszukiwanie naiwnej
epifanii, męska przygoda, która byłaby zwieńczeniem
kuracji psychoanalitycznej). Michel ociera się
0 „śmierć”, którą jest depresja tak silna, że niemal ni­
welująca „ja”. Śmierć pojawia się również jako atrybut
etnografii. Autor L ’Afrique bada ryty pogrzebowe Dogonów, które stają się równocześnie literacką figurą
pożegnania ze złudzeniami związanymi z badaniami
1 z Czarnym Lądem w ogóle. Figurą pożegnania z Afry­
ką taką, jaką sobie wyobrażał - Afryką z klisz, z kartek
powieści, z lekcji geografii, która wtedy już nie istnia­
ła lub raczej przestawała istnieć (czy istniała kiedykol­
wiek?), grzebiąc zarazem dziecięce marzenia i fantazje
Michela.
„Upiorem” (fantôme) jest również kolonializm
sprawiający, że Afryka nie jest „sobą”. Leiris, pozosta­
jąc szczególnie wyczulonym na detal, tropi absurdy
rzeczywistości kolonialnej. Odnajduje je np. w takich
widmowych instytucjach jak „bufet-dancing-kino-hotel” - dziwaczne efemerydy, zdegradowane karykatury
europejskiego świata. Biali odgrywający swoje role, tu­
bylcy odgrywający swe rytuały specjalnie na użytek
białych... To świat, w którym nikt nie jest u siebie. Po­
czucie wyobcowania staje się doświadczeniem autora
L'Afrique - w tekście z 1935 roku pt. L ’Abyssinie inti­
me, Leiris napisze: „Etiopia jest jednym z ostatnich re­
gionów Afryki, gdzie da się jeszcze podróżować” (te za­
skakująco „aktualne” słowa - przypomnijmy: jest
pierwsza połowa lat 30.! - kontrastują z konstatacją
Claude’a Lévi-Straussa ze Smutku tropików: „Jakieś
dwadzieścia lat temu nie podróżowano wcale...”). Po­
dróż jako próba opuszczenia „własnej skóry” [de-

105

�Tomasz Szerszeń • OD DAKARU DO DŻIBUTI, OD AFRIQUE DO FANTÔME...

pays(peau)ment jak można by powiedzieć, przybierając
strategię wyciskającego słowa niczym cytrynę Leirisa]
- antropologiczna idea zarysowana wyraźnie w artyku­
le Metamorphose - okazuje się niemożliwa do zrealizo­
wania w fantomatycznej, kolonialnej Afryce.
Złudzeniem okazuje się nie tylko Afryka, ale rów­
nież etnografia. Leiris jako pierwszy podkreśla jej uwi­
kłanie właśnie w kolonializm (Marcel Griaule, szef mi­
sji Dakar - Dżibuti, był członkiem rządowej komisji do
spraw kolonii), nudę badań terenowych i, przede
wszystkim, niemożność odsłonięcia najbardziej skry­
tych tajemnic. Ucieczka w etnografię okazuje się roz­
wiązaniem zaledwie pozornym, nie zaś - jak pisał Levi-Strauss w Smutku tropików - „najbardziej krańcową
formą schronienia”...
L ’Afrique fantôme pomyślana została jako wyzwa­
nie rzucone nie tylko klasycznej etnografii, czy kla­
sycznym strategiom narracji z podróży. Parodystyczne
ostrze wymierzone jest również w Georges’a Bataille’a (którego łączyły przecież z Leirisem więzy przyjaź­
ni) i w patronującego dziennikowi „ojca wyznania” Je­
ana Jacques’a Rousseau... Ten polemiczny ton
sprawia, że książka Leirisa jest dziełem absolutnie
„ikonoklastycznym” i dzięki temu do niczego niepo­
dobnym - bezforemnym.
Losy L ’Afrique były równie nieoczywiste jak jej
treść i forma. Dziennik zostaje wydany przez Gallimarda w 1934 roku w serii „Les Documents bleus” - na­
zwa ta skrywa dzieła najbardziej efemeryczne, sytuują­

ce się poza granicami gatunków, dzieła pozostające
problemem (Jak bowiem zaklasyfikować książkę Leirisa? Jako „etnografię” ? „Opis podróży” ? „Literaturę”?
„Dziennik intymny” ? „Powieść przygodową” ?).3 Publi­
kacja L ’Afrique fantôme zostaje uznana za prowokację
przez trzech najważniejszych francuskich etnologów
tamtych czasów: Marcela Maussa, Marcela Griaule’a i Paula Riveta. Oburzony był zwłaszcza Griaule:
konflikt z wpływowym badaczem sprawia, że Leiris po­
zostaje przez wiele lat na marginesie środowiska, zaś
jego dzieło uznane zostaje za sztubacki wybryk. Nie za­
wsze śmieszny, trochę zbyt długi żart.
Pisząc o L ’Afrique fantôme nie sposób pominąć
pewnej nasuwającej się wątpliwości. Cóż bowiem jesz­
cze pozostaje z wyprawy Dakar - Dżibuti, poza prze­
dziwnym dziennikiem Michela Leirisa? Odpowiedź
jest prosta: setki4 zebranych (lub raczej zabranych de­
cyzją władz kolonialnych) obiektów, których przezna­
czeniem stało się muzeum etnograficzne. Prawdziwa
widmowa Afryka.
Przypisy
1
2
3
4

Leiris M. Wiek męski, Warszawa 1972, s. 44
Jean Starobinski Wynalezienie wolności, Gdańsk 2006,
przeł. M. Ochab, s. 29
Dopiero po latach L ’Afrique fantôme wydane zostaje
w tej samej serii co Smutek tropików Lévi-Straussa.
Dokładniej - 3600

Widmowa Afryka. Pocztówka Union Postale Universelle.

106

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10927" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10905">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/30c444d9f2e56d47e208b60d987d7319.pdf</src>
        <authentication>f493ffeee53f005373e94d2de84d6881</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130299">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6404</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130300">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130301">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130302">
                <text>Conrad, Joseph (1857-1924)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130303">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130304">
                <text>Joseph Conrad i "ciemności " afryki Środkowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130305">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.113-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130306">
                <text>Balandier, Georges</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130307">
                <text>Coquery-Vidrovitch, Catherine</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130308">
                <text>Halen, Pierre</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130309">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130310">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130311">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130312">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130313">
                <text>Zapis dyskusji
Silvere Monod: Znalazłem się tutaj zamiast Zdzisła­
wa Najdera, polskiego profesora, wybitnego znawcy Con­
rada, autora jego najlepszej biografii. Profesor bardzo
chciał być dzisiaj z nami, ale niestety nie było to możliwe.
Nie jestem afrykanistą, moja znajomość Afryki ogra­
nicza się do dwóch krótkich misji, kiedy wykładałem
w Abidżanie i w Bangui. Jednak chciałbym powiedzieć,
że aby zrozumieć i poznać postawę Conrada wobec Afry­
ki i kolonializmu, nie wystarczy przeczytać Jądro ciemno­
ści. Trzeba poznać także pewną nowelę, krótką, ale nie­
samowicie gęstą, zatytułowaną Placówka postępu,
w której widzimy bardzo surowy osąd rekrutacji urzędni­
ków wysyłanych do Afryki przez kolonialne mocarstwa.
Mogę przytoczyć kilka chronologicznych faktów dla
rozjaśnienia debaty. Kontakt Conrada z Afryką zaczął
się, kiedy miał osiem czy dziewięć lat. Gdy poszedł do
szkoły, zobaczył mapę Afryki z kolorami oznaczającymi
kraje kolonizatorów i z wielką białą plamą - regionem
jeszcze nieeksploatowanym. Potem opowiadał - nie
wiem, czy to prawda, ale opowiadał wiele razy i być mo­
że siłą opowiadania w to uwierzył - że położył rękę na
tym białym obszarze i powiedział: pojadę tam, kiedy będę
duży. Był to region Konga. Owo zdarzenie miało miejsce
mniej więcej w 1866, kiedy nazywał się jeszcze Józef
Konrad Korzeniowski. Później w latach 1889-90 opano­
wany pragnieniem tej podróży faktycznie udał się do
Konga. Formalności pozałatwiał wykorzystując swoją
znajomość z wdową po dalekim kuzynie, Aleksandrze
Paradowskim. Margueritte Paradowska z urodzenia
Francuzka, mieszkała w Brukseli, i to ona poleciła go fir­
mie, która eksploatowała Kongo. Conrad został zatrud­
niony nie jako agent handlowy, ale jako kapitan statku,
który miał pływać po rzece Kongo. Przybył do Afryki
i przebył długą trasę do Kinszasy, częściowo na piecho­
tę, częściowo będąc niesiony. Tam w końcu objął do­
wództwo małego statku parowego, który nazywał się
Król Belgów, na którym dopłynął do Stanley Falls. Padł
ofiarą dezynterii, wrócił do Kinszasy, a mając podpisany
kontrakt na trzy lata, robił, co mógł, aby go odesłano
z powrotem do Europy, gdzie długo chorował na mala­
rię. W 1895 opublikował swoją pierwszą powieść Szaleń­
stwo Almayera. W 1898 zaczął pisać Jądro ciemności na
zamówienie szefa edynburskiego pisma „Blackwoods
Magazine”, które miało wydać tysięczny numer. Publi­
kacja miała miejsce w 1899, została wznowiona w 1902,
w zbiorze, gdzie Jądro ciemności sąsiaduje z dwoma inny­
mi historiami Młodością i U kresu sił. Mamy więc mło­
dość, w Jądrze wiek dojrzały, a w U kresu sił —starość.
Następnie trzeba przywołać korespondencję z Ro­
gerem Casementem, którego Conrad spotkał w Kon­
gu. To osobowość dosyć złożona, trochę urzędnik, tro­
chę dziennikarz, trochę podróżnik, w 1903 rozniecił
wielką kampanię przeciwko eksploatacji Konga przez
Leopolda II. Conrad poszedł jego śladem, napisał kil­
ka listów, w których wyraził się żywo, a nawet bardzo

S ilvere

G eorges B alandier,
C atherine C oquery-Vidrovitch ,
PlERRE H ALEN, E lIKIA M ’BOKOLO,
M onod , J ean O masombo -T schonda

Joseph Conrad
i «ciemności»
Afryki Środkowej
Zbeletryzowane świadectwo
o Kongu1 czy bajka końca wieku?

ostro przeciwko kolonializmowi belgijskiemu. Jednak
stopniowo przekazał zadanie swojemu przyjacielowi
Cunninghamowi Grahamowi, wielkiemu znawcy
Ameryki Południwej, bardzo zaangażowanemu w licz­
ne kampanie. Przedstawiając Grahama Casementowi,
Conrad powiedział: jest socjalistą, ale nie zwracaj na to
uwagi, nie bój się, to powierzchowne, i rzeczywiście Gra­
ham wsparł kampanię Casementa. Później Conrad
trochę negował swoją przyjaźń z Casementem, gdyż
był on Irlandczykiem zatrzymanym2 w Irlandii na nie­
mieckim statku podwodnym w czasie pierwszej wojny
światowej i został powieszony.
Odnośnie do okresu międzywojennego można by
przywołać Andre Gide’a, który inspirował się Conra­
dem, pisząc Voyage au Congo [Podróż do Konga].
Kolejną ważną datą do zapamiętania jest 1975 konferencja afrykańskiego pisarza Chinuy Achebe,3 który zadeklarował, że Conrad był pieprzonym rasistą (a bloody racist) , a Jądro ciemności okropną i żało­
sną książką. Inni afrykańscy pisarze sprzeciwili się
deklaracjom Chinuy Achebe, było to jednak wielkie
wydarzenie.
Na końcu chciałbym jeszcze zauważyć, że w 1979
Apocalypse Now Francisa Forda Coppoli jest w jakiś spo­
sób interpretacją Jądra ciemności i hołdem dla Conrada.

Elikia M’Bokolo: Będę kontynuował temat afry­
kańskiej lektury, czy raczej afrykańskich lektur Conra­
da. Rzeczywiście uderzyło mnie odczytanie Jądra ciem­
ności Chinuy Achebe. Jednak trzeba przypomnieć, że
Chinua Achebe to nie byle kto. Powiedziałbym, że to
fundator współczesnego powieściopisarstwa afrykań­
skiego, tak jak Senghor jest figurą poety afrykańskie­
go, a Soyinka afrykańskiego dramaturga. I to prawda,
że Achebe rozwija - udowadniając i cytując - ideę, że
Jądro ciemności jest utworem głęboko rasistowskim.
Odsyła on nas do problemu pisarstwa Conrada, a więc
do wymiaru czysto literackiego, do produkcji tekstu,

113

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

która jest problemem ważnym. I dorzuca, że Conrad
nie zadbał o jasne zaznaczenie granicy ochronnej (cor­
don sanitaire) - to jego wyrażenie - między nim, Jose­
phem Conradem, który poznał Kongo, i narratorem,
który opowiada tę niesamowitą przygodę. Wyznam, że
lubię Jądro ciemności i byłem zaszokowany podejściem
Chinuy Achebe, skłaniałem się do sądu, że było ono
niesprawiedliwe. Jednak przeczytawszy tekst ponow­
nie, zobaczyłem, że nie jest on taki niesłuszny. Próbo­
wałem uporządkować fakty, oddając hołd Conradowi,
znanemu jako ten, który był w Kongu w 1890, i jako
ten, który nie wytrzymał życia tamże, gdyż na miejscu
został jedynie sześć miesięcy. Biorąc pod uwagę fakty
w odniesieniu do tekstu, oskarżenie Chinuy nie jest
koherentne.
Pozostaje jednak pytanie - czy nie można sprawić,
żeby tekst przemówił inaczej? Przed chwilą mój po­
przednik rozpoczął od tego, co w istocie będzie stano­
wiło przedmiot mojej wypowiedzi. Nie ujmując nicze­
go Jądru ciemności, sądzę, że nie zrozumiemy nic
z afrykańskiej przygody Conrada i z jego wizji Afryki,
jeśli nie umieścimy obok właśnie tego małego opowia­
dania, które Silvere Monod przed chwilą przywołał,
a które moim zdaniem jest jeszcze mocniejsze niż Jądro
ciemności. Tekst ten nosi tytuł Placówka postępu (The
Outpost of Progress), został napisany dwa lata przed,
a opublikowany rok przed Jądrem ciemności. To opo­
wiadanie, bo tak określił tekst Conrad, zostało opubli­
kowane w zbiorze Opowieści niepokojące (The Tales of
Unrest). Naturalnie, nie jest to powieść, ale coś, co
czyta się raczej jak sztukę teatralną. Czuje się w nim
rodzaj zażenowania pisarza, który chciał coś napisać
i w rezultacie pisze coś innego, co - powiedziałbym na­
wet - czyta się jak sztukę teatru klasycznego, jak tra­
gedię klasyczną. Mówię tu oczywiście o klasycyzmie
francuskim, gdyż Conradowi udało się dzięki niezwy­
kłemu wyczynowi zwięzłości skumulować ogromny
dramat, ulegając trochę - nie wiem, czy był tego świa­
domy czy nie - regule trzech jedności. Jedność miej­
sca: dramat rozgrywa się w zamkniętym miejscu w placówce handlowej - która jest centrum kolonial­
nego przedsiębiorstwa. Jedność akcji: w szybkiej lektu­
rze można pomyśleć, że akcja to jest w rezultacie dra­
mat, który reżyseruje dwóch Białych. Conrad mówi
0 dwóch Białych, a nie o dwóch kolonizatorach - i ci Bia­
li kończą zabójstwem, a następnie samobójstwem.
1 w końcu jedność czasu. A czym jest ten zamorski
czas? Czas tego handlowego okresu kolonializmu, czas
w kolonialnym systemie, który jest jeszcze koloniali­
zmem gromadzenia - przynajmniej w tym opowiada­
niu. To nie jest ten sam czas, co w Jądrze ciemności,
który jest czasem kolonializmu plądrowania, gdzie, li­
czy się każda chwila, każdy dzień - inaczej niż w kolo­
nializmie gromadzenia, gdzie czas jest bardzo rozrze­
dzony. To jest bardzo długi czas oczekiwania, i ci dwaj
ludzie, czekają na coś, co w końcu się nie zdarza.

I chociaż można by powiedzieć, że jest to czas bardzo
długi, gdyż trwa kilka miesięcy, w efekcie jest to czas
bardzo krótki, a w każdym razie bardzo homogeniczny,
zintegrowany.
Ta sztuka wydaje mi się szczególnie ważna. Przede
wszystkim dlatego, że w wielu aspektach zapowiada Ją ­
dro ciemności, a ponadto Conrad sam odczytał ją
w sposób, który należy przedyskutować. W liście do
swojego wydawcy tłumaczył, że opowiadanie jest świa­
dectwem tego, co widział. Mówi: to, co zrobiłem, to
odarłem się ze wszystkiego, z wyjątkiem litości i odrobiny
pogardy dla tych dwóch postaci, zapisując fakty, które do­
prowadziły do katastrofy. Katastrofą jest zabójstwo Carliera przez Kayertsa i samobójstwo tego drugiego.
Skądinąd ten dwumian jest bardzo interesujący, gdyż
rozpoznajemy w nim z całą oczywistością Kayertsa Flamandczyka i Carliera - Walończyka, a więc założy­
cielski dwumian kolonizacji Konga przez Leopolda II.
To, co mam do powiedzenia, układa się w trzy se­
rie, krótko je zreasumuję. N a początku położę akcent
na obraz Białego w tym tekście. Uderza mnie fakt, że
Biali pojawiają się w nim najczęściej anonimowo.
Conrad przedstawia ich jako Białych. Z jednej strony
mamy Białych z kolonii, wszystkich miernych, prze­
ciętnych, z drugiej zaś Białych z metropolii, którzy ma­
ją bzika na punkcie wysyłania do kolonii właśnie ludzi
tak miernych.
Portret Carliera i Kayertsa, to - proszę wybaczyć
sformułowanie - dwóch żałosnych burżujów, z których
jeden pracował w administracji służb telegraficznych,
a drugi był żołnierzem. Conrad mówi szczerze: dwóch
imbecyli, znaleźli się tu w Kongu jak dzieciaki w ciem­
ności, czy jak niewidomi w wielkim pomieszczeniu, nic
nie rozumieją, niczym się nie interesują poza upływem
dni dzielących ich od powrotu parowca. Upływ dni to
jest właśnie ten długi czas, który ostatecznie jest cza­
sem bardzo krótkim. Ludzie ci, którzy biorą się za no­
śnik cywilizacji, są zwykłymi głupkami, ignorantami,
dopiero w oczekiwaniu na parowiec odkrywają Alek­
sandra Dumasa, Honore Balzac’a, i w ich głupocie,
mówi Conrad, biorą D ’Artagnana i ojca Goriot nie za
postaci fikcyjne, ale za ludzi, którzy rzczywiście istnie­
li. Sądzę, że kłóci się to jednak z interpretacją Achebe, gdyż w tym małym tekście portret Białych jest ma­
ło pochlebny, zakreślony bez uprzejmości, mocnymi
słowami i niepozostawiający miejsca na sympatię dla
kolonializmu.
Jednak ważniejsza wydaje mi się obecność Afryki
w tym tekście, gdyż Afryka ukazuje się tu pod postacią
jednostki. Jean Omasombo powiedział przed chwilą, że
u Kapuścińskiego Afrykanie nie ukazują się jako jed­
nostki, a jako kultura. Powiedziałbym, że właśnie taki
jest kolonialny dyskurs czasów Conrada, dyskurs lat
90. Wtedy - w każdym razie w Kongu - jest to kolo­
nializm tryumfujący, leopoldyjski, ale w tym samym
czasie rozgrywa się kampania antyleopoldyjska, w któ­

114

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

rej Conrad brał udział, nawet jeśli rozpoczęła się ona
dwanaście lat wcześniej, niż do niej przystąpił.
W owym czasie nawet ci, którzy sprzeciwiają się kolo­
nializmowi, mówią o Afrykańczykach jak kolonizatorzy
- opisują raczej archetyp niż indywiduum. Tymczasem
Conrad, jak sądzę, jest jednym z pierwszych powieściopisarzy, którzy pisząc o Afryce, ukazują nam jednostki.
Jest tam szef afrykański Gobila - nie mam czasu dłużej
się nad tym zatrzymać - jest para: Makola i jego żona.
Tamtejsi nazywają go Makola, on sam przedstawia się
jako Mr Price, wraz z całym zangielszczeniem, jakie re­
prezentowali Sierraleończycy w tamtym czasie. Kiedy
patrzymy na tę postać i na to, co mówi o niej Conrad,
mamy rzeczywiście wrażnie, jeśli uczynić mały ana­
chronizm, antycypacji tego, co Franz Fanon napisze
w Czarnej skórze, białej masce. Ta postać jest zarazem
Makolą - czarną skórą i Mr Price’em - białą maską.
Jednak jest to bardziej skomplikowane, gdyż u Fanona
figura Czarnego Białego jest figurą istoty wyalienowa­
nej, wykulturowanej, która próbuje się odnaleźć, zaś
Conrad jest dość subtelny i wyrafinowany, aby przed­
stawić nam Price-Makolę raczej jako kogoś, kto gra
podwójną grę. Conrad długo pokazuje jego pogardę dla
Białych i to, że wciąż praktykuje on kult ciemnych bo­
gów lasu i - i to wydaje mi się sercem tej tragedii prawdopodobnie przyrzeka bogom ofiarę z martwych
Białych, aby to bogowie mogli odegrać rolę kolonizato­
rów. Interesujące jest także, że prawdopodobnie po raz
pierwszy widzimy jednostkę kobiecą - panią Makolę.
Jest tu, ma dzieci, gotuje, ale jest także aktorką tego
dramatu, gdyż będzie uczestniczyła w zwrocie stano­
wiącym centrum tej sztuki.
Przechodzę do drugiej sprawy - sposobu, w jaki
Afryka jest przedstawiona jako terytorium, jako natu­
ra, jako kraj. Występują tu raczej zarazem elementy
georafii fizycznej, geografii ludzkiej i prawdopodobnie
geografii handlowej, niż prosty opis o charakterze etno­
graficznym, co było przecież tendencją tamtego czasu.
Powiedziałbym jeszcze, że Conrad przedstawia nam
naturę ludzką Afrykańczyków. Odnajdujemy wielość
Afryki, ale to nie jest wielość Kapuścińskiego, który
przemieszczając się z miejsca na miejsce, odkrywa róż­
ne Afryki. Jest to wielość Afryki w miejscu bardzo za­
mkniętym. Conrad pokazuje nam, że jest to Afryka
gorąca, parząca życiem, Afryka w ruchu. To bardzo in­
teresujące, widzimy raczej grupy społeczne niż etnicz­
ne, grupy społczne, które ukazują różne sposoby
uczestniczenia w świecie. Widzimy na przykład po­
średników handlu europejskiego, widzimy kolaboran­
tów kolonialnego przedsiębiorstwa, ale którzy nie są
takimi znowu kolaborantami, gdyż przy pierwszej oka­
zji, kiedy napięcie staje się bardzo silne, ci - powiedz­
my - kolaboranci uciekną. I mamy jeszcze wszystkie
okoliczne wioski.
Skądinąd dyskurs kolonialny także jest obecny
w tym małym tekście - dyskurs kolonialny, dla które­

go Conrad zakłada ową granicę ochronną (cordon sa­
nitaire). Każe mówić Kayertsowi i Carlierowi zadziwia­
jącymi zdaniami. Posłużę się przykładem dwóch
z nich. Carlier, Walończyk w pewnym momenci mó­
wi: Il est nécessaire d’exterminer tous les Nègres avant de
pouvoir rendre le pays habitable4 [Trzeba koniecznie wy­
tępić wszystkich czarnuchów, aby ten kraj mógł się
nadawać do zamieszkania]. Może nas to zaskoczyć, ale
jest w tym część dyskursu kolonialnego z 1890 roku.
Dyskursu, który nie jest wyłącznie dyskursem leopoldyjskim, ale dyskursem, który słyszymy np. w niemiec­
kim kolonializmie Afryki Południowo-Zachodniej, czy
Tanganiki, czy w niektórych pochodnych koloniali­
zmu francuskiego, wystarczy przypomnieć sobie spra­
wę kolumny Voulet - Chanoine.5
Istnieje jeszcze jedno wyrażenie, na którym chciał­
bym się zatrzymać. Kiedy jeden z tych rzekomych
współpracowników, tragarz z kompanii handlowej na­
leżącej do państwa, które założyło tę placówkę, decy­
duje się zbiec, jeden z dwóch Białych mówi: ah, ces
brutes ingrates, nous prenions soin d’eux comme si c’était
nos enfants6 [Ach, te niewdzięczne bydlaki, opiekuje­
my się nimi, jakby to były nasze dzieci]. To sformuło­
wanie - jeśli mogę tu przywołać moją własną osobę słyszałem wiele razy w 1960, kiedy upadał w Kongu
belgijski kolonializm: Ach, ci niewdzięcznicy, zajmowa­
liśmy się nimi, jakby to były nasze własne dzieci.
Chciałem także powiedzieć słowo o tym, w jaki
sposób rozwija się tragedia, a więc powrócić do proble­
mu pisania. Wydaje mi się, że mamy tu do czynienia
z dwoma możliwymi odczytaniami. Pierwszym, takim
jakie proponuje nam Joseph Conrad, kiedy mówi: za­
pisałem zdarzenia, które doprowadziły do dramatu. Con­
rad kładzie akcent na bohaterów, którzy przez ich wła­
sną głupotę, ale także poprzez nieprzystające do
kontekstu reakcje, przez pasje i namiętności, jakie roz­
budzają, prowokują tragedię.
Chciałbym zakwestionować to odczytanie i zapro­
ponować inne. Dlatego zacząłem, mówiąc, że tę nowe­
lę można by czytać jak tragedię klasyczną. Kiedy czy­
tam ten tekst, mniej wierzę w inicjatywę bohaterów
czy antybohaterów niż w rodzaj fatalizmu, który nad
nimi ciąży. Fatalizmu, który tłumaczy się między inny­
mi poprzez fakt, że miejsce, ta placówka postępu, jest
miejscem zamkniętym. Można więc powiedzieć, że je­
dyną rzeczą obecną w tym miejscu jest śmierć. W tej
placówce handlowej są obecne trzy elementy: dom
Białych, dom Makoli-Price’a i przede wszystkim obraz,
który otwiera nowelę i który ją zamyka - krzyż, na któ­
rym jest powieszony założyciel placówki. Więc od po­
czątku przedsiębiorstwo kolonialne jest przedsiębior­
stwem śmierci, w którym umierają Czarni, ale także
i kolonializatorzy. Nowela zamyka się samobójstwem
Kayertsa, który również zabija się na owym krzyżu. Jest
jeszcze cała seria rzeczy, którym można by się przyjrzeć
szczegółowo: sposób, w jaki są przywołane słońce, wil­

115

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

goć, gorączka. Myślę, że można łatwo stwierdzić i mówi nam to Conrad - że projekt cywilizowania
Afryki, jest projektem skazanym z góry na porażkę. To
bardzo różne od Jądra ciemności.
Jeśli pozwolicie, zakończę w tonie osobistym. Uro­
dziłem się w Kinszasie i kiedy dorastałem, poszedłem
do collègue’u mówiąc w lingala, który jest językiem
mojej edukacji oraz po francusku. Collège mieścił się
w pobliżu końcowej stacji kolei żelaznej Matadi Léopoldville [dziś Kinszasa - przyp. tłum.], wiele pisa­
no o tej linii kolejowej, zanim powstała linia Kongo Ocean. Był to koniec lat 50. Przed dworcem był wy­
rzeźbiony fresk, na którym wyryto napis, którego wów­
czas nie rozumieliśmy: Aperire terram gentibus. Po kil­
ku tygodniach łaciny zrozumieliśmy: Otworzyć ziemię
narodom. Otworzyć ziemię - ziemię dziką, narodom oczywiście cywilizowanym. Muszę podkreślić, że ja
osobiście i wielu z mojego pokolenia, byliśmy zamiło­
wanymi czytelnikami, jednak - i może się to wydać
dziwne - nigdy nie słyszeliśmy o Josephie Conradzie.
Powiedziałbym nawet, że - cóż za paradoks - do dzi­
siaj wielu mieszkańców Konga nigdy nie słyszało jego
nazwiska.
Kiedy przeczytałem Placówkę postępu, wydało mi
się, że kolonializm belgijski, który przejął dziedzictwo
Leopolda II, pozostał wierny owej idei cywilizacji,
a co Conrad pokazywał nam od początku, projekt
ten był z góry skazany na niepowodzenie. W serce te­
go kontynentu ciemności - mówi on, zapowiadając
inne opowiadanie - można było oczywiście wkroczyć,
natomiast z całymi trudami świata, nie dało się go cy­
wilizować. W Afryce albo się umiera, albo się ją
opuszcza, w pewnym sensie, będąc wyrzuconym za
drzwi. To wydaje mi się fundamentalnym sprostowa­
niem tego odczytania Jądra ciemności, którego doko­
nał Chinua Achebe.

Georges Balandier: Dziękuję za to piękne odczy­
tanie. Pokazuje nam Pan, że poprzez pisarstwo aspekt subiektywny, gdyż nie pisze się bez niego - ma­
my dostęp do perspektywy, która długo się formowała
w dziedzinach naukowych dotyczących Afryki. Uwa­
żam, że Conrad daje więcej do myślenia o tym, czym
były stosunki kolonialne w Afryce Środkowej, niż pra­
ce antropologiczne, etnologiczne, socjologiczne aż do
czasów stosunkowo niedawnych, nieprawdaż?
Jednak przede wszystkim uderzyła mnie, kiedy Pa­
na słuchałem, waga, jaką odegrała Afryka Środkowa,
a w szczególności Kongo, w kwestionowaniu [tych sto­
sunków] przez pisarzy. Przywołał Pan Placówkę postępu,
tragedię klasyczną, w tym przypadku francuską. Przy­
pomnę, że Aimé Césaire obrał także Afrykę Środkową
- po tragedii Lumumby7 - za temat dzieła teatralnego,
a nie poezji. Czyż Conrad nie przywołuje również na
myśl Zakrętu rzeki noblisty Vidiadhara Surjprasada Naipaula, w którym odnajdujemy ten sam rodzaj podwa­

żania, kwestionowania, tylko w przeprowadzony w spo­
sób trochę bardziej ckliwy? Ukazuje nam się całe bo­
gactwo debaty, którą rozpoczynamy Conradem.

Pierre Halen: Ponieważ mój starszy brat, Elikia
M ’Bokolo właśnie przywołał jako historyk literaturę
i ponieważ został przywołany status literatury w dys­
kursie o Afryce, wypowiem się z punktu widzenia czło­
wieka parającego się literaturą, gdyż taka jest moja
skromna specjalność. Zadam się jednak troszeczkę na
pole historii, aby przypomnieć dwa elementy kontek­
stu, które muszą zostać przywołane.
Pierwsza rzecz na temat stosunku Conrada do Afry­
ki: byłbym bardzo ostrożny w stwierdzeniu, że Conrad
był jej wielkim entuzjastą, mimo epizodu białej plamy
na mapie, który często opowiadał. Myślę, że Conrad,
kiedy akceptował to stanowisko, musiał się ograniczyć
do przyjęcia go, ale nie było to wcale to, czego chciał.
On widział się raczej jako kapitan wielkich żeglug, któ­
rego jakiś oficer marynarki handlowej ogranicza do
prowadzenia małych, dyszących statków na wodach
rzeki, która przecież nie jest otwartym morzem. I to
właśnie jest częścią jego doświadczenia. Nie jechał tam
z entuzjazmem i wrócił tak szybko, jak się dało.
Drugi element kontekstu historycznego, to że te
dyskursy literackie - jeśli rzeczywiście ich pierwsza na­
tura jest z gruntu literacka - wkraczają jednak w stan
wojny dyskursów. Ten stan wojny przeciwstawia
w tamtym czasie bardzo wyraźnie kraje europejskie,
które oskarżają się wzajemnie o zło kolonializmu. Mię­
dzy Francją a Niemcami bardzo długo trwały oskarże­
nia w stylu: wy jesteście złymi kolonizatorami, my je­
steśmy dobrzy. Za każdym razem, gdy jeden z krajów
kolonizatorów opisywał wstrętną sytuację poza jego
własną strefą, był to oczywisty sposób waloryzowania
samego siebie. Myślę, że jakkolwiek było z intencjami,
jednym z efektów dyskursu literackiego Conrada od­
nośnie Afryki Środkowej było uczestnictwo w wielkiej
wojnie obrazów, które dostarczały sobie systemy kolo­
nialne w tamtym czasie. Szczególnie Wolne Państwo
Kongo i Anglia nie ustawały we wzajemnym oskarża­
niu się o eksploatowanie ludności, o odpowiedzialność
za brutalne, niecywilizowane traktowanie itd. Wszyst­
kie te wypowiedzi miały na celu usprawiedliwienie rę­
ki położonej na nowym terytorium. Myślę na przykład
o sprawie Stokesa - która miała miejsce mniej więcej
w tym samym czasie - który został zatrzymany, gdyż
w końcu znaleziono Anglika, który źle się prowadził.
Każdy z tych krajów był zainteresowany możliwością
powiedzenia czegoś złego o innych, w czasie systemu,
tak różniącego się od tego dzisiaj, kiedy nie wiemy już
za dobrze, jak przebiegają europejskie granice. Jeśli
chodzi o tamten czas, to tkwimy w kontekście nacjo­
nalizmów i trzeba to sobie przypomnieć.
Przywoławszy te dwa elementy historyczne, wrócę
na teren literatury, gdyż uważam przywołaną wcze­

116

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

śniej ideę, aby dostrzec w Placówce postępu aspekt te­
atralny, za bardzo interesującą i trzeba by było zbadać
ją na wskroś. Pierwsza reakcja teoretyka literatury jest
taka: uwaga, to jest literatura! N a przykład, możecie
zestawić ten mały kawałek literatury z Czekając na
Godota. Jest tam coś bardzo nowoczesnego w sposobie
pisania, mamy faktycznie dwie postaci, same, pozba­
wione pokoju, pozbawione prawdy, pozbawione me­
tropolii, na próżno oczekujące pomocy ze strony syste­
mu kolonialnego, które są skazane na siebie. Pierwszy
sens tej tragedii można odczytać bez całego kontekstu,
ona ma swój własny język.
Przypomnę tylko tytułem wstępu, co można zrobić
z tym tekstem w literaturze światowej z punktu widze­
nia komparatystyki. Status Jądra ciemności, i w mniej­
szym stopniu Placówki postępu jest statusem bardzo sil­
nym w historii literatury europejskiej. Jest on tak silny,
gdyż jest to dzieło, jak to zostało już pokazane, ustana­
wiające jakiś rodzaj dyskursu. Ogromna ilość pisarzy
czytała Jądro ciemności i widziała w nim prawdę o Afry­
ce lub prawdę o kolonializmie. Wiara w wartość doku­
mentalną tego świadectwa nie przestaje być odczuwa­
na i dziś. Dzieło jest ogromnie silne i powiedziałbym,
jak każdy założycielski mit, daje słowa i obrazy, które
później zostają podjęte i dyskutowane.
To prawda, że znajdziecie Conrada u Gide’a, który
będzie przechadzał się po Afryce trzydzieści lat póź­
niej, będzie wielbicielem Conrada i wprowadzi go do
Francji lat 20. Przedstawi go jako zbawienie francu­
skiej literatury, gdyż Conrad wnosi odległe kraje, ak­
cję. Więc Gide przechadza się z Jądrem ciemności
w Afryce i dziwi się, że pejzaż nie odpowiada temu
przedstawionemu przez Conrada. Nie odwiedza tych
samych miejsc, jest tam w innym czasie, ale mimo to
dziwi się: jak to się dzieje, że u Conrada wygląda to tak,
a to co widzę, nie jest takie. Znajduje się tysiąc kilome­
trów dalej, ale mimo wszystko to mu nie przeszkadza.
Sądzi, że jeśli afrykański pejzaż, który widzi, nie odpo­
wiada konradowskiemu, to nie Conrad kłamał, ale
pejzaż jest błędny.
Céline w Podróży do kresu nocy również będzie pod
wpływem Jądra ciemności. Są tam oczywiście i inne in­
spiracje, jednak Jądro ciemności odgrywa ważną rolę we
wszystkich epizodach afrykańskich, które pozwalają
przedstawić przygodę à la Kurtz. Kurtz staje się tu Ro­
binsonem, ale w głębi jest to ten sam problem. Później
będzie nam opowiadał Afrykę Moravia w Passegiate
africane [Afrykańskie przechadzki, 1987] iw Kobiecie leopardzie - rzeczy całkiem interesujące. Następnie bę­
dzie Naipaul, będzie Graham Green. Postać Querrego8 u Greena mówi w placówce misyjnej: I have come
to an end. Doszedłem do końca, do kresu ciemności,
do kresu nocy. Jest to wciąż ta sama idea, że Afryka
jest w pewnym stopniu kresem, końcem.
Zostanie to podjęte przez literaturę afrykańską,
gdyż autorzy afrykańscy nie przestają czytać Conrada

i się nim posługiwać. Reutylizują znaki conradowskie,
które skądinąd nie są rzeczą afrykańską, ale to już in­
na kwestia. Bolya Baenga rozpoczyna swoją pierwszą
powieść Cannibale [Kanibal] przykładowym cytatem
z Jądra ciemności, co znaczy, że ten pisarz z Konga wpi­
suje się w pewną linię pokrewieństwa. Komparatystyka może zainteresować się szerzej potomkami tej wizji.
Dlaczego owa wizja jest tak silna, dlaczego opano­
wała nie tylko dyskurs literacki, ale także inne strefy
dyskursu? To byłoby dosyć łatwo pokazać. Dyskurs
Conrada odnajduje się oczywiście w przedstawianiu
Afryki w kinie, w reklamie, w paraliteraturze - powie­
ściach szpiegowskich, kryminałach, komiksach, no
i oczywiście w dziennikarstwie.
Podczas kryzysu kongijskiego dziennikarze stop­
niowo tracą kompetencje, w sensie prawdy scholastycznej, jeśli można powiedzić, prawdy dziennikar­
skiej, i skoro rozumieją coraz mniej z tego, co się
dzieje, i mają coraz mniej informacji na przestrzeni
sześciu miesięcy, snują opowieść o Afryce conradow­
skiej. To zostało pokazane na podstawie najpoważniej­
szych belgijskich gazet. To znaczy, że dyskurs politycz­
ny, decyzje polityczne zostały podjęte według analizy
przeprowadzonej przez kompetentnych i poważnych
ludzi, którzy, nie posiadając dostatecznych informacji,
przedstawili mit na szpaltach gazet. To wydaje mi się
bardzo ważne - wpływ literatury na świat polityki dro­
gą przedstawienia, reprezentacji.
Szkicuję w ten sposób pewną panoramę, która
skłania mnie do postawienia kilku pytań. Podchodzę
do rzeczy trochę na odwrót, niż to zostało przedsta­
wione do tej pory - nie szukam prawdy historycznej
w tekstach literackich, chcę pokazać prawdę literacką
w historii.
To znaczy pokazać, że historia, którą przeżywamy
jako literaturę, to polityka, o której się decyduje na
podstawie powieści. Dlaczego? Ponieważ w głębi rze­
czy zasadniczym pytaniem, determinującym wszystkie
odczytania Conrada, jest: o czym ten tekst mówi? M ó­
wię wciąż o dwóch tekstach afrykańskich. Mówi się
nam, albo: to jest o Afryce i odczytuje się tekst w spo­
sób dokumentalny, z odniesieniami do kolonializmu,
lub: to wcale nie jest o Afryce.
W tym wypadku mają Państwo pośród odczytań
Conrada bardzo piękne prace (myślę zwłaszcza
o książce Joseph Conrad and the Modern Temper), któ­
re sytuują Conrada w kontekście dekadencji, środowi­
ska literackiego i estetycznego, jakie znajdowało się
we Francji czy Anglii w końcu XIX wieku, Huysmansa, Mallarmé’go. Przedstawiają nam oni zwłaszcza
świat w kryzysie, gdzie przedstawianie jest już niemoż­
liwe, gdzie nie istnieje już wiara w postęp, w cywiliza­
cję. Czynią więc z tych dwóch tekstów narzędzie wal­
ki między mieszczaństwem z tendencją do fizjokracji,
które wierzy w postęp, w cywilizację, a co za tym idzie
- w historię, a dekadenckim odłamem estetów, którzy

117

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

mówią postęp ludzkości nie jest już możliwy. Symbol ga­
snącego światła w Jądrze ciemności jest symbolem koń­
ca świata, braku nadziei. Uznaje się, że te dwa afry­
kańskie teksty mówią o dramacie metafizycznym,
który jest brakiem Boga, który jest brakiem wsparcia
między ludźmi, który jest brakiem możliwego języka
i kryzysem przedstawienia. To są parabole dotyczące
innych rzeczy niż Afryka i nie może tam być mowy
o dokumentacji.
Podobnie z innymi dziełami zainspirowanymi przez
Conrada, włącznie z Apocalypse Now czy komiksami,
te teksty obierają Afrykę czy Wietnam za pretekst, by
postawić pytania metafizyczne. Jeżeli rozpatruje się
sprawę z tej perspektywy, znika pytanie, czy Conrad
jest rasistą czy też nie, wówczas wszystko jedno, czy
mówi o Czarnych czy o Białych. To, o czym chce mó­
wić, to koniec ludzkiej nadziei. I jeśli Afrykanie są
przedstawieni jak bydlaki, the funny brutes - zabawne
bydlaki - jak to mówi w Jądrze ciemności, to nie zna­
czy, że mówi o Afryce, ale że przedstawia ludzkość.
W drugiej lekturze, można tekst odczytać bardziej
historycznie i zastanowić się, jak i dlaczego Conrad
mówi o kolonializmie. Myślę, że trzeba tu przypo­
mnieć, że wielu krytyków, nie tylko afrykańskich, są­
dziło, że dzieło to zawiera sporą dawkę rasizmu, nie był
to tylko przypadek Chinuy Achebe i jego artykułu
z 1975 roku. Myślę na przykład o pięknej pracy Luca
Rassona, który porównuje Conrada z Celinem i odrzu­
ca ich obydwóch jako reakcjonistów, których wizje za­
kładają, że każdy ma pozostać na swoim miejscu.
Oto zbiór pytań, które chciałem Państwu zapropo­
nować. Chciałbym w ramach syntezy powrócić do wy­
rażenia kolonializm tryumfujący. Ono właśnie streszcza
ogół moich pytań - czy kolonializm był tryumfujący
pod koniec XIX wieku? W Belgii pewnie nie, Le­
opold II miał duże trudności w zatrudnianiu ludzi. To
skądinąd zadziwiające, że Conrad wybrał imiona bel­
gijskie. Mógl nazwać postaci Hansen czy Nansen, po­
nieważ w tamtym czasie w służbach belgijskich zatrud­
nionych było dużo więcej Skandynawów czy
Włochów niż samych Belgów. To jest wyznacznik po­
kazujący, że kolonializm w samej Belgii nie był wcale
tryumfujący, był trudny i wcale nie miał za dużego po­
klasku. Czy kolonializm jest tryumfujący pośród inte­
lektualistów? Czy Conrad jest raczej rzecznikiem kry­
tyków kolonializmu, czy krytykiem jednego systemu
kolonialnego na rzecz drugiego.
Odnoszę po części wrażenie, że dla ludzi znających
dobrze literaturę kolonialną ten skrajnie negatywny
portret obydwu bohaterów Placówki postępu, ale także
innych postaci Jądra ciemności zakłada pewien pozy­
tyw. Nie istnieje krytyka ani negatywne portrety bez
pewnego pozytywu w głębi. Myślę, że u Conrada jest
nim człowiek akcji w nowym kraju, człowiek energii,
angielski oficer pełen angielskich zalet, w które obfitu­
je Jądro ciemności. Conrad mówi: Ci Belgowie, brak im

powściągliwości.9 Jeśli jest jakieś słowo typowe dla Bri­
tish rule, to jest to naprawdę powściągliwość (restraint).
Myślę, że aspekt dialogowy systemów kolonialnych
daje się zauważyć w pewnych momentach, poza pyta­
niami matafizycznymi, które próbowałem pokrótce
skomentować.

Georges Balandier: Proszę mi pozwolić na przy­
wołanie samego siebie i na odrobinę narcyzmu. Słu­
chając Pana, przypomniałem sobie moje własne od­
krycie Josepha Conrada i Jądra ciemności. W sumie to,
co mnie w nim przyciągało d propos Afryki i d propos
człowieka, to rzeczywiście dekadencja, pogrążenie, ob­
rócenie w drwinę tego, co jest przedstawiane jako
wielka, cywilizacyjna przygoda. Byłem bardziej wrażli­
wy na wszystkie aspekty negatywne, używając Pana
słownictwa, Jądra ciemności niż na jego egzotykę. Trze­
ba zaznaczyć, że Jądro ciemności nie jest tym samym, co
na przykład literatura francuskiego pisarza Victora Segalena. Segalen przepuszcza przez egzotykę wszystko,
co nazywa innym, różnym, a Conrad czyni z serca
Afryki miejsce ludzkiej przygody, w tym wypadku tra­
gicznej, ale zarazem w pewien sposób prześmiewczej.
Jean Omasombo: Nie jestem specjalistą od Con­
rada, nie przeprowadzę analizy, dam pewne świadec­
two. Bardzo zainteresowały mnie te trzy odczytania je­
go dzieła i pytanie, które Conrad byłby sobie postawił:
czy dzieło kolonialne było skazane na porażkę od sa­
mego początku? Nawiązując do filmu dokumentalne­
go Roi blanc, caoutchouc rouge, mort noire10 [Biały król,
czerwony kauczuk, czarna śmierć], w którym Conrad
odgrywa ważną rolę, trzeba powiedzieć, że od lutego
2005 jego imię słyszy się często w Belgii. Uczestniczy­
łem w dziesiątce zebrań w ciągu dwóch miesięcy i pod­
czas każdego zebrania jego imię było przywoływane co
najmniej pięćdziesiąt, sześćdziesiąt razy: Conrad ma
rację, Conrad się myli, Conrad jest kłamcą, był tylko
sześć miesięcy w Afryce i chorował. Dyskusja jest bar­
dzo aktualna i zadaję sobie nawet pytanie, czy mój
starszy brat Elikia M ’Bokolo nie jest synem Conrada,
ze względu na rolę, jaką odegrał w owym filmie doku­
mentalnym... Chciałbym zwrócić uwagę na to, że lek­
tura Conrada sprawia pewien problem. Czy Leopold II
był zły? Jeśli był, to Conrad ma rację, jeśli nie, to prze­
sadził i chcemy pokazać błędy w jego dziele.
Jak profesor M ’Bokolo dobrze powiedział, w Kon­
gu to dzieło zostało schowane i jeśli teraz my, Afrykańczycy, w większości moi koledzy z Konga, czerpiemy
z niego, to jest to trochę prowokacja: oto autor, który
powiedział rzeczy, które przed nami ukryto. Korzystamy
jednak z niego również w sposób, nie powiem ideolo­
giczny, gdyż słowo to się zestarzało, ale w sposób, któ­
ry służy cytowanemu autorowi. I po stronie kolonialnej,
uczestniczę w zebraniach, gdzie Conrad jest jedynie
kłamcą. Z drugiej strony Leopold II to nie był tylko

118

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

kolonializm, to było coś innego niż kolonializm. Jądro
ciemności, nie tylko poprzez treść, ale nawet przez tytuł
pozostaje dziełem ważnym, jednak w moim środowi­
sku zawładnęli nim raczej historycy niż inne dyscypli­
ny. Sądzę, że zatrzymać się jedynie na odzytaniu histo­
rycznym znaczy w pewnym sensie zubożyć to dzieło.

Catherine Coquery-Vidrovitch: Niezależnie od
jakości literackiej i uniwersalności tego tekstu, myślę,
że jednak trzeba być historykiem, aby poprawnie in­
terpretować Conrada. Chciałabym wnieść małe do­
precyzowanie, które wydaje mi się ważne, a nie zosta­
ło jeszcze jasno wyrażone - mam na myśli dane
naukowe. Miałam okazję pogłębić trochę odczytanie
pewnych autorów tamtego czasu dla jednego z roz­
działów Livre noir du colonialisme [Czarna księga kolo­
nializmu], a William B. Cohen11 od roku 1981 robił to
lepiej ode mnie. Tym kontekstem jest rasizm panują­
cy w tamtych czasach. Nie chodzi mi o uogólnione
i powszechne czy opierające się na wrażeniach odczu­
cia, ale o rasizm naukowy. Sądzono, że nauka udo­
wodniła niższość Czarnych, i to było fundamentalne
przekonanie Zachodu między 1880 a 1930. Czasami
jest to trochę pomieszane, gdyż u autorów z Antyli
chodzi o rasizm raczej antyafrykański niż o rasizm wo­
bec ciemnoskórych. Kiedy czytamy René Marana,
który jest antyafrykański, to opisuje on Afrykańczyków jako dzikich.
To brat Aldousa Huxleya Julian Huxley był pierw­
szym naukowcem, który stwierdził w 1933, że darwinizm społeczny, antropologia fizyczna i lekarze końca
XIX wieku, którzy ustanowili to przekonanie, mylili
się, i że ta cała rasistowska historia jest idiotyczna. Nie
musimy więc popełniać anachronizmu. Sądzę, że
w kontekście czasu, biorąc pod uwagę tę naukę Zacho­
du końca XIX wieku, a Conrad nie był ani history­
kiem, ani naukowcem, dzięki swoim literackim prze­
czuciom poszedł dalej, niż było to możliwe.

kretne rzeczy, które oddziaływały na ludzi, na ich
mentalność.
Skądinąd, odnośnie do tego, co powiedziała C a­
therine Coquery do Vidrovitch na temat rasizmu,
Conrad wyraża się tu jasno. W Placówce postępu, kie­
dy opisuje Czarnych, mówi dwie rzeczy. Kiedy opisuje
tych ze wsi, mówi: mają tak doskonałe ciała. Kiedy zaś
mówi o tych z Luandy, czyli tych, powiedzmy kolabo­
rantach, pada takie zdanie: ich naturalna okazałość zo­
stała osłabiona przez kolonializm. Myślę, że porównując
te słowa z innymi tekstami tamtej epoki, nie tylko eu­
ropejskimi, ale i afrykańskimi, dostrzeżemy w nich coś
bardzo ważnego. Kontakt z kolonializmem wycieńcza
Afrykańczyków, podczas gdy pozostawieni sobie, zaj­
mując się własnymi sprawami, mają tak doskonałe ciała
i zdrowy, wolny umysł.
Przełożyła Joanna Pawelczyk
*

Przypisy
1

2

3

Elikia M’Bokolo: Mówiłem tutaj o Placówce postę­
pu , tymczasem Jądro ciemności również można odczy­
tać w sposób historyczny. Do filmu Roi blanc, caout­
chouc rouge, mort noir, zrealizowanego przez Petera
Bate’a, wykorzystaliśmy drogę wytyczoną przez Jądro
ciemności. Starałem się natomiast w tym filmie wyjść
poza przywołany przed chwilą problem: o czym ten tekst
mówi?
Sądzę, że Jądro ciemności nie mówi głównie o Afry­
ce, natomiast Placówka postępu - tak, i podtrzymuję,
że chodzi w niej o kolonializm tryumfujący. Nie
z punktu widzenia Zachodu, ani tego, co o tym myślą
Europejczycy, ale z perspektywy tego, co działo się
tam, na miejscu. Ponieważ w 1890, kiedy Conrad
przybył do Konga, czy w 1896, kiedy pisał, czy w la­
tach 1898-1902, kolonializm leopoldyjski w Kongu to
nie było jakieś zmyślone głupstwo, tam się działy kon­

Zapis dyskusji, która odbyła się 21 października 2004
w Maison des Sciences de l'Homme w Paryżu, w ramach
międzynarodowej konferencji Konstrukcja spojrzenia:
Polska - Europa - Afryka.

4
5

119

W Afryce Środkowej istnieją dwa państwa, Demokra­
tyczna Republika Konga (w XIX wieku tereny koloniali­
zmu belgijskiego, rozpoczętego w 1885 przez Leopol­
da II), w latach 1971-97 nosiło nazwę Zair, dziś znane
także jako Kongo-Kinszasa, od nazwy stolicy, oraz Repu­
blika Konga czy Kongo-Brazzaville, które z kolei było ko­
lonią francuską. Obydwa państwa odzyskały niepodleg­
łość w roku 1960. Conrad przebywał w ówczesnym Kongu
belgijskim. [przyp. tłum.].
Roger Casement był zaangażowany w walki wyzwoleńcze
Irlandii, w tym celu negocjował zakup broni od Niem­
ców, zginął tuż przed wybuchem powstania wielkanoc­
nego w kwietniu 1916. [przyp. tłum.].
Odczyt Chinuy Achebe został wygłoszony w lutym 1975
na University of Massachusetts pod tytułem: An Image
of Africa: Racism in Conrad's "Heart of Darkness", jego
przedruk można znaleźć m.in. w pracy The Norton An­
thology of Theory and Criticism, New York, Norton, 2001,
[przyp. tłum.].
Patrz przekład polski.
Paul Voulet i Julien Chanoine byli młodymi oficerami
francuskimi, dowodzącymi kolonialną misją, która wyru­
szyła w roku 1899 na podbój Czadu - Misja Afryka Środ­
kowa. Odznaczyli się tak wielkim okrucieństwem i masa­
krami na terenach dzisiejszego Nigru, że Ministerstwo
ds. Kolonii postanowiło ich zatrzymać. Zadanie miał wy­
konać kolonel Arsène Klobb, został jednak zastrzelony
przez Vouleta i Chanoina, którzy z kolei polegli z rąk ich
własnej armii (złożonej w większości ze strzelców [tirail­
leur] senegalskich). Afera Voulet - Chanoine, niewy­
godna dla Francji w momencie afery Dreyfusa, została
zamknięta w archiwach i przypisana szaleństwu ofice­
rów. Jacques François Rolland napisał na podstawie ba­
dań archiwalnych książkę dotyczącą tej afery pt. Le Grand
capitaine [Wielki kapitan], wyd. Grasset, 1976. W 2004

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI" AFRYKI ŚRODKOWEJ

6
7

Serge Moati zrealizował inspirowany faktami kolonialnej
historii Vouleta i Chanoina film pt. Les Capitaines des
ténèbres [Kapitanowie ciemności], w 2006 w wyd. Fayard
ukazała się powieść o tym samym tytule. [przyp. tłum.].
Patrz przekład polski.
Patrice Emery Lumumba, pierwszy premier niezależnego
Konga, zamordowany 17 stycznia 1961r. Wcześniej dzia­
łacz ruchów antykolonialnych i prowyzwoleńczych, zało­
życiel Mouvement National Congolais [Narodowy Ruch
Konga]. Sztuka, autorstawa Aimé Cesaire, o której mó­

wi George Balandier, to Une saison au Congo, 1966.
[przyp. tłum].
8 Bohater A Burnt - out case, 1960. [przyp. tłum.].
9 Patrz przekł. polski
10 Reż. Peter Bate, Belgique/UK 2003. [przyp. tłum.].
11 William B. Cohen, 1941-2002, historyk, pionier studiów
nad francuskim kolonializmem, wykładowca Indiana
University. Autor m.in.: Rulers of Empire, 1971, The
French Encounter with Africans, 1980, Urban Government
and the Rise of the French City, 1998. [przyp. tłum.].

Rodzina bogacza z Porto-Novo (Dahomej). Wg.: R. Verneau Les races humaines, Paris (1890)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
