<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=27&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-09-29T21:01:08+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>27</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="9928" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9906">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1b72ecead7a5926ec0ed37814fae7b9d.pdf</src>
        <authentication>6a41dbe5d66925fec7e160025792f560</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118087">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3220</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118088">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118089">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3017</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118090">
                <text>Bratanki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118091">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.164-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118092">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118093">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118094">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118095">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118096">
                <text>Antoni Kroh

BRATANKI

Szwendam się po S ł o w a c j i , naiaioj l u b bardzioj systematycznie,

w i e d z i a ł w s p o s ó b wiolcc c h a r a k t e r y s t y c z n y : „ N i e b r o ń i c h , bo

od dwudziestu k i l k u l a t . Z j e ź d z i ł e m ton k r a j autostopom, rowo-

nie rozumiesz w c z y m rzecz. W y , Polacy, lubicie W ę g r ó w , bo ich

kilo­

nio znacio. N i e z a z n a l i ś c i e ich na w ł a s n e j s k ó r z e . " Tymczasem

m e t r ó w p i e c h o t ą . P a r ę r a z y w y j e ż d ż a ł e m t a m za p a ń s t w o w o pio-

rem,

t r o c k o na nartaoh, samocbotlami p r z y j a c i ó ł ,

sporo

k t o ś , c h c ą c z a ł a g o d z i ć n a s t r ó j , z a i n t o n o w a ł czardasza. Ś p i e w a l i ś ­

n i ą d z o — j a k o etnograf i j a k o t ł u m a c z ich prozy. M i a ł e m t a m

m y c h ó r e m , j a k to jest p r z y j ę t e w tamtejszych lokalach i z n o w u

znajomych z n a j r ó ż n i e j s z y c h k r ę g ó w . W czasach, g d y w y j a z d do

b y ł o dobrze. W ogóle S ł o w a c y bardzo p i ę k n i e ś p i e w a j ą . Czardasz

C z e c h o s ł o w a c j i n i e s t a n o w i ł takiogo p r o b l e m u j a k obecnie, b y ł e m

b y l , w przekonaniu gospodarzy, absolutnie s ł o w a c k i — alo t ę

d o ś ć o s ł u c h a n y z r ó ż n y m i s ł o w a c k i m i d i a l e k t a m i , a sam m ó w i ł e m

z ł o ś l i w ą u w a g ę z a c h o w a ł e m j u ż dla siebie.

na tyle biegle, że b r a l i m n i o za swojaka. S t a r a ł e m się w ó w c z a s

Potem s z l i ś m y n o c n ą B r a t y s ł a w ą , o d p r o w a d z a l i ś m y k o l e ż a n k i ,

p r o w o k o w a ć r o z m o w y na t e m a t y polskie, b y o g l ą d a ć m ó j k r a j

mieszkające w domu akademickim i m . A . Suworowa; odrobinkę

z b o k u , oczyma s ą s i a d ó w . Z takiej p e r s p e k t y w y w i d z i się nie­

w y p i l i ś m y , w i ę c s n u ł e m g ł o ś n e dywagacjo, j a k b y to b y ł o , g d y b y

k i e d y rzeczy z d u m i e w a j ą c o , a ż człowiek n i o w i o , czy ś m i a ć s i ę ,

nasz warszawski a k a d e m i k p r z y u l . L u d w i k a K i c k i e g o n a Pradze

ezy z ż y m a ć . TJczucio n i e p o r ó w n y w a l n e z n i c z y m .

t a k ż o b y l i m i e n i a Suworowa, ale k t o ś p o w i e d z i a ł m i z u p e ł n i o

G d y b y m teraz m ó g ł p o s t a w i ć na stole j a d ł a i n a p i t k i , k t ó r y m i
m n i o w c i ą g u t y c h dwudziestu p a r u lat na Słowacji
wj'dalbym

u c z t ę , nio g o r s z ą od niejednego

s ł u s z n i e , ż e b y m b y l cicłio.

ugoszczono,

g ó r a l s k i e g o wosola.

' l a k o t o , na swój p r y w a t n y u ż y t e k , p r z e s u n ą ł e m o kilkaset
k i l o m e t r ó w na p o ł u d n i e g r a n i c ę terenu, gdzio b y ł e m u

siebie

w domu.

Mój przyjaciel W ę g i e r , r ó w n i e ż humanista, z r e s z t ą c z ł o w i e k
wybitnie
królów

węgierskich;

Koszyce

to

koronacyjne

Kassa, B a r d i ó w

—

B a r t fa,

a cala S ł o w a c j a — t o dla niogo zwyczajnie g ó r n o W ę g r y . L e ż ą
Słowaków

t a m w grobach jego bliscy, s t o j ą t a m z a b y t k i — ś w i a d k o w i e jego

bardzo wiele na t e m a t W ę g r ó w . Same najgorsze rzeczy. N i e zna­

n a r o d o w y c h d z i e j ó w . Istnienie narodu s ł o w a c k i e g o jest f a k t o m ,

W

c i ą g u tego

calogo czasu n a s ł u c h a ł e m się od

lazł się, p r z y n a j m n i e j w m o i m t o w a r z y s t w i e , j a k i ś w s p ó ł c z e s n y

k t ó r y m ó j w ę g i e r s k i p r z y j a c i e l w zasadzie p r z y j ą ł

s ł o w a c k i Szwejk, k t ó r y s t w i e r d z i ł b y pojednawczo: „ n i e

m o ś c i , bo cóż m i a ł r o b i ć , ale stara się tej informacji raczej nio

każdy

Madziar w i n i e n t e m u , że M a d z i a r " ; n a t o m i a s t i owszem, raz po
złota

m y ś l sapera W o d i c z k i :

„krótko

m ó w i ą c , M a d z i a r z y to

h o ł o t a " . A jeżcłi k t ó r y ś W ę g i e r c z y m ś się w s ł a w i ł ,

zapewniano

do wiado­

rozpowszechniać.

raz, w n a j r ó ż n i e j s z y c h w a r i a n t a c h i kontokstach p r z e w i j a ł a się

Po 1918, g d y z a w a l i ł y się madziarskio d ą ż e n i a mocarstwowe,
a k r ó l e s t w o W ę g i e r z o s t a ł o drastycznie okrojono, t r a c ą c n i e m a l
dwie trzecie swego t e r y t o r i u m na rzecz C z e c h o s ł o w a c j i , R u m u n i i ,

m n i e , żo z p e w n o ś c i ą nie b y ł to W ę g i e r : P e t ó f i m i a ł s ł o w a c k i c h

J u g o s ł a w i i , a n a w o t Polski i A u s t r i i , dla n a r o d u

r o d z i c ó w , K o s s u t h s ł o w a c k i e nazwisko ( k o ś ń t to w gwarach po-

n a s t a ł y bardzo t r u d n e chwile. N a drzwiach m i e s z k a ń p o j a w i ł y się

ł u d n i o w o s l o w a c k i c h k a p ł o n — cóż za pole do w s p a n i a ł y c h k o n ­

porcelanowo

N i e ! N i g d y ! ) . W czasach stalinowskich wielo z nich w y t ł u e z o n o ,

— c h o r w a c k i i t d . I n t e r e s u j ą c o , że ludzie, k t ó r z y mnie o t y m prze­

wiele dla b e z p i e c z e ń s t w a pochowano, ale jeszcze n i e k i e d y m o ż n a

konywali

je z o b a c z y ć . Ł a t w o na t e n t e m a t d o w c i p k o w a ć , p a t r z ą c z b o k u ;

(również

historycy,

etnografowio,

literaci)

zawszo,

tabliczki

nietrudno

Rusinów,

Rumunów,

C h o r w a t ó w , S ł o w e ń c ó w , k t ó r z y z g o ł a nie p r a g n ę l i

węgierskiej

lepiej s ł y s z e ć . P r ó b o w a ł e m

opieki i starali się spod niej u w o l n i ć , a skoro i m się to wreszcie

ale

Słowaków,

N e m ! Soha!" ( N i e !

sili glos. Widocznie t o , co m ó w i l i , t a k i m się p o d o b a ł o , że chcieli
parę razy d y s k u t o w a ć ,

racje

„Nom!

ilekroć rozmowa zeszła na W ę g r ó w , o d r o b i n k ę za bardzo podno­
nawet

przedstawić

z napisem

węgiorskiego

c e p t ó w ! ) , H u n y a d y b y ł R u m u n e m , Teleki t o r ó d serbski, Z r i n y i

d a w a ł e m s p o k ó j . „ N i o rozumiesz, bo j e s t e ś P o l a k i e m " — m ó w i o n o

u d a ł o , p ł a k a l i zo szczęścia. M o ż n a t a k ż e w y k a z a ć (post f a c t u m ,

m i w t a k i c h p r z y p a d k a c h i ton argument m n i e p r z e k o n y w a ł , bo

naturalnie) n i e u c h r o n n o ś ć p r o c e s ó w h i s t o r y c z n y c h , k t ó r e dopro­

rzeczj-wiśeie nio r o z u m i a ł e m i r z e c z y w i ś c i e jestem P o l a k i e m .

w a d z i ł y do u p a d k u h i s t o r y c z n y c h W ę g i o r .

Na temat kultury

w ę g i e r s k i e j w i e m niewiole, s t y k a ł e m się

Co nie zmienia f a k t u ,

że w wiejskich

gospodacli o d

Tatr

z n i ą w y r y w k o w o , j ę z y k a niestety nie z n a m , w Budaposzeio b y ł e m

i p r z e ł ę c z TJżoeką po A d r i a t y k w c i ą ż jeszcze u s ł y s z e ć m o ż n a w ę ­

wszystkiego jedon raz. M i m o to na Słowacji nieustannie

gierskie p r z e k l e ń s t w a , a na cmentarzach o d c z y t y w a ć w ę g i e r s k i e

rzucały

m i się w oczy p r z e r ó ż n e węgiorskio śkuby — w k u l t u r z o ludowej,

n a g r o b k i . (Mniej więeej co trzeci W ę g i e r mieszka poza g r a n i c a m i

j ę z y k u , sztuce i s t u i n n y c h dziedzinach ż y c i a . G d y b y m więeej

p a ń s t w a w ę g i e r s k i e g o ) . W n i e k t ó r y c h okolicach, n p . na p o ł u d ­

w i e d z i a ł o W ę g r z e c h , z p e w n o ś c i ą d o s t r z e g ł b y m t y c h ś l a d ó w bez

niowej S ł o w a c j i , m n i e j s z o ś ć w ę g i e r s k a s t a n o w i a b s o l u t n ą w i ę k ­

p o r ó w n a n i a w i ę c e j . Jest to rzecz lutwo w y t l u m a c z a l n a : W ę g r z y

s z o ś ć , t a k ż e dzieci s ł o w a c k i o , c h c ą c b a w i ć się z r ó w i e ś n i k a m i ,

r z ą d z i l i S ł o w a c j ą przez

m u s z ą n a u c z y ć się po w ę g i e r s k u . Podobnie jest na

t y s i ą c l a t , nie r z ą d z ą dopiero od l a t

s i e d e m d z i e s i ę c i u , jasne w i ę c , że na Słowacji wielo k a m i e n i i w i o l u
ludzi

mówi

po

węgiersku,

choćby

nieświadomie

Siedmiogrodu, obocnio w granicach

znacznych
Rumunii.

albo

F a s c y n u j ą mnio zarówno odruchy Słowaków, k t ó r z y wbrew
o c z y w i s t y m f a k t o m w y p i e r a j ą się w ę g i e r s k i c h w p ł y w ó w na s w o j ą

t y m b a n a l n y m s p o s t r z o ż e n i c m ze S ł o w a k a m i , r ó w n i o ż (a m o ż o

k u l t u r ę i s t a r a j ą się, czasom w ż a ł o s n y s p o s ó b , z a c i e r a ć po nioj

przodo

ś l a d y , j a k o d r u c h y W ę g r ó w , k t ó r z y w c i ą ż się d z i w i ą , żo S ł o w a c y

wszystkim) z humanistami.

nawot

przestrzeniach

i w b r e w w ł a s n y m i n t e n c j o m . O t ó ż nic daj B o ż o podzielić się
G d y przed

laty,

siedząc,

w w i n i a r n i z g r u p ą m ł o d y c h b r a t y s ł a w s k i c h e t n o g r a f ó w zwiorzy-

d a j ą sobio j a k o ś boz nich r a d ę , a życie po 1918 r o k u toczy się

łom się m i m o c h o d e m , żo bardzo m i brakuje z n a j o m o ś c i j ę z y k a

dalej i r o d z ą się w c i ą ż nowo pokolenia. Ogromnie to ciekawe dla

w ę g i o r s k i o g o , z m r o z i ł e m eało t o w a r z y s t w o . „ A na co ci węgier­

Polaka, bo m o ż e p r z y j r z e ć się k a ż d e m u

s k i ? " „ B o człowiek p o w a ż n i o i n t e r e s u j ą c y się S ł o w a c j ą nie m o ż o

aberracji z osobna, p o n i e w a ż u nas o b y d w a te g a t u n k i w y s t ę p u j ą

nie z n a ć w ę g i o r s k i e g o . " M ó j s ą s i a d

r ó w n o c z e ś n i e : j e s t e ś m y „ S ł o w a k a m i " wobec N i e m c ó w i „ W ę g r a ­

lekko p r z y b l a d ł .

„Taras,

rodzajowi narodowoj

s o m ń r ! " (pieprzysz, oślo!) z a w o ł a ł w p a t r i o t y e z n o - a l k o h o l o w y m

m i " woboc U k r a i ń c ó w , B i a ł o r u s i n ó w i L i t w i n ó w . N i e trzoba się

uniesieniu. A skoro z a p y t a ł e m go n a j u p r z e j m i e j , czy w i e , ile

u

źródeł do d z i e j ó w S ł o w a c j i pisanych jost po w ę g i e r s k u ,

d o w o d z i ć z ogniem w o k u , żo na Ś l ą s k u nio m a absolutnie ż a d n y c h

164

I

i n t e l i g e n t n y , p a t r z y na te sprawy cokolwiek z innoj

s t r o n y . B r a t y s ł a w a t o dla niego Pozsony, miasto

odpo­

nas

wiele n a c h o d z i ć , a b y

spotkać człowieka, k t ó r y

będzie

�p o z o s t a ł o ś c i k u l t u r y n i e m i e c k i e j . N i o p o w i n n o się r ó w n i o ż u ż y w a ć

P a w ł a z Lowoczy, na p r z y k ł a d . O wiolo j o d n a k

słów t a k i c h j a k r y n o k albo szuflada, bo to g o r m a n i z m y . Ś w i o t n i o ,

gdy spojrzy się z b o k u , jost m y ś l e n i e k a t e g o r i a m i n a r o d o w y m i

t y l k o j a k m a m to z r o b i ć , skoro od czasu do czasu m u s z ę iść na

o p r z y r o d z i e : m a ł o co mnie t a k ś m i e s z y , j a k z w r o t y t y p u „ z ł o t a

r y n e k albo zajrzeć do szuflady * G d y o p o w i o d z i a ł o m k i e d y ś w t z w .

polska j e s i e ń " , „ p o l s k i k s i ę ż y c " , „ w l o s k i o n i e b o " , „ g e r m a ń s k i o

kulturalnym

d ę b 3 ' " ( m o g ą t e ż b y ć s ł o w i a ń s k i e albo litewskie), „ c z e s k i o l i p y " ,

t o w a r z y s t w i o a n e g d o t k ę o p r ó b i e śląskiej o r k i e s t r y

zabawniejsze,

g ó r n i c z e j ( K o l e d z y ! A e h t u n g ! T r u m p e t y do m u n t ó w ! Z a c z y n a m y ,

„ r o s y j s k i o b r z o z y " i t d . O f i a r ą tego dziwacznego przyrodniczego

ajns, cwaj, d r a j : Jeszczo Polska nie zginyylaa...) u s ł y s z a ł e m , że

nacjonalizmu p a d ł y m . i n . t a t r z a ń s k i e s z a r o t k i ; za c z a s ó w gali­

jest to h i s t o r y j k a co p r a w d a zabawna, ale m o ż e b y ć w y k o r z y s t a n a

cyjskich zrywano je masowo i przylepiano do k a r t e k z napisem

przez w r o g ó w , jest w i ę c szkodliwa i nie n a l e ż y jej p o w t a r z a ć . —

„ z polskich g ó r i polskich s k a ł p o l s k i g ó r a l dla nas r w a ł " , a b y

Dlaczogo ? — zawolalom n a i w n i e — przecież t a anegdota w y ­

k r z o p i ł y narodowego ducha. Cóż to m u s i a ł b y ć za dochodowy

chwala polski p a t r i o t y z m Ś l ą z a k ó w , a w p ł y w niemczyzny

interes!

na

g w a r ę ś l ą s k ą to f a k t bezsporny! N i e b ę d ę o p i s y w a ć , co m i na to
odpowiedziano, bo to bardzo

smutno.

To na zachodzie. A na wschodzie... P r z y k ł a d pierwszy z brzegu:
reporterka

znanego warszawskiego

Po 1918 r o k u , g d y E u r o p a wschodnia z o s t a ł a

poszatkowana

g ę s t ą siocią granic, s t a n ą ł t r a g i k o m i c z n y p r o b l e m , k t ó r y

tygodnika wybraV,

się na

. L i t w ę . Zawieziono j ą do wzorowego k o ł c h o z u , w k t ó r y m wszystko

nęka

nas do d z i s i a j : j a k r o z p a r c e l o w a ć m i ę d z y licznych a k ł ó t l i w y c h
spadkobierców

wspólny

majątek

Austro-Węgier,

kulturę ? Do

k t ó r e j n p . z n a r o d o w y c h l i t e r a t u r z a l i c z y ć Franza K a f k ę , praskie­

b y ł o zmechanizowane, a k r o w y o d z n a c z a ł y się r e k o r d o w ą mlecz­

go Ż y d a , p i s z ą c e g o po uiomiecku? A l b o J ó z e f a

n o ś c i ą , lecz d z i e n n i k a r k ę z a i n t e r e s o w a ł o przede w s z y s t k i m t o ,

p r z y k ł a d zagadnienia, k t ó r e g o niepodobna r o z w i ą z a ć , g d y ż jest

że

absurdalnio

przewodniczący

nazywał

się Billevicius,

więc

go

zaczęła

postawione.
raczej

Stawiano w ó w c z a s wielo

kategorycznych

Oto

podobnych

p r z e p y t y w a ć na o k o l i c z n o ś ć , czy nie jest a b y k r e w n y m O l e ń k i

zagadnień,

B i l l e w i o z ó w n y ? S p o j r z a ł t r o s z k ę spode ł b a i o d p o w i e d z i a ł

na

sprzecznych, a w s t r a s z l i w y m r e j w a c h u , j a k i w y b u c h n ą ł na stypie

wszelki w y p a d e k , że nie. Dalsza rozmowa na t e m a t osiągnięć koł­

po nioboszczeo A u s t r i i i w c i ą ż joszczo t r w a , n i k t j a k o ś nie d o r w a ł

chozu j a k o ś n i e z b y t się k l e i ł a .

a

Rotlia?

stwierdzeń

wzajemnie

się do g ł o s u , b y p o w i e d z i e ć , że k u l t u r a jost niepodzielna, z a ś

M y ś l ę , że g d y b y m dzisiaj w y b r a ł się rowerom od Huculszczyz-

dzielenie tego co niepodzielne grozi

schizofrenią.

Czy Slowaoy m a j ą c o p y r i g h t na Janosika? J e ż o l i t a k , to co

n y a ż do samych I n f l a n t , n o c u j ą c po s t o d o ł a c h i j e d z ą c po gospo­
(przedo

p o c z ą ć z Janosikiem p o l s k i m , czy s k o n f i s k o w a ć ? Czy k r a k o w s k i

w s z y s t k i m j ę z y k o w ą ) , u s ł y s z a ł b y m o P o l a k a c ł i w i ę c e j i gorzej,

a r t y s t a , k t ó r y m a l o w a ł b o d i a k i na stepie, s t a ł się przez to mala­

dach

i chałupach,

zachowując

maksymalną

mimikrę

niż n a s ł u c h a ł e m się na Słowacji o W ę g r a c h ; a g d y p i s n ą ł b y m

rzem u k r a i ń s k i m ? A jeśli do tego m i a ł c i o t k ę na Polesiu, k t ó r a

s ł ó w k i e m , żo Polacy ostatocznio coś tam- dobrego w k o ń c u uczy­

w chwilach uniesienia w o l a ł a „ s z c z o b tebo ł y c h o " ? (Nie. s ł y s z a ł e m ,

nili,

również

na

tamtych

teronach,

spotkałbym

się zapewne

b y k t o ś z a s t a n a w i a ł się n a d t y m , czy Aleksander

Giorymski,

m a l u j ą c S e k w a n ę , sfrancuzial).

z r e a k c j ą w r o d z a j u : taras, somar!
M y ś l ę r ó w n i e ż , żo p a t r z y ł b y m na m i j a n ą okolicę, nie m a j ą c

Żył w X I X w i e k u na M i ń s z c z y ź n i e o b y w a t e l ziemski, p a n

c h w i l i o d p o c z y n k u od'swojej p o l s k o ś c i : wszystko k o j a r z y ł o b y m i

W i n c e n t y Marcinkiewicz h e r b u D u n i n . P i s a ł po p o l s k u ( z r e s z t ą

się z l o k t u r a m i , k t ó r y m i n a s i ą k ł e m od d z i e c i ń s t w a j a k impregna­

nienadzwyozajnio) i po miejscowomu, m . i n . p r z e t ł u m a c z y ł

tem,

b i a ł o r u s k i „ P a n a Tadeusza". P r z e k ł a d t e n , w y d a n y w W i l n i e ,

n p . z Trylogią.,

wydarzeniami

z -opowieściami

historycznymi. L i t w o !

rodzinnymi,

z wielkimi

Ojczyzno m o j a ! —

jak

na

t ę p i o n y b y ł przez c a r s k ą p o l i c j ę zo s z c z e g ó l n ą z a c i e k ł o ś c i ą , po­

pisał p o l s k i p o o t a o B i a ł o r u s i . Moja r ó w n i e ż , c h o c i a ż n i g d y w ż y c i u

n i e w a ż zapisany

tam

alfabetu

używać

wielkiej psychicznej ojczyzny, w k t ó r e j t a k mocno t k w i ę , że m i to

Postawa

narodowa

u n i o m o ż l i w i a zwyczajno postrzeganie

b u d z ą w i ę k s z y c l i w ą t p l i w o ś c i : p r z e s i e d z i a ł się w w i ę z i e n i u

nio b y ł e m .

mam

intoresować

Ukraina, Białoruś,

osiągnięciami

Litwa

— regiony

mojej

r z e c z y w i s t o ś c i . J a k ż e się

kołchozu

znad

rzeki

skoro w i e m że Neris to W i l i j a , a W i l i j a to p r z e c i e ż

Neris,

„naszych

Możo b y ł o b y z u p e ł n i e inaczej, m o ż e w ł a ś n i e okazja popatrzenia
obecną

rzeczywistość

naszych

dawnych

kresów

będą

łacińskim

Białorusini,

i poglądy

a kwestia,

dopiero

się

którego

rozstrzygała.

polityczne Marcinkiewicza nie
za

rozprowadzanie w ś r ó d c h ł o p ó w ( w ó w c z a s na o g ó l n i e p i ś m i e n n y c h
z r e s z t ą ) ulotok w j ę z y k u

b i a ł o r u s k i m , pieanych alfabetem

ła­

c i ń s k i m , a g i t u j ą c y c h za Powstaniem S t y c z n i o w y m . Marcinkiowicz

s t r u m i e n i rodzica, dno m a złociste i niebieskie lica"?
na

by] alfabetom

oczyma

b y ł d u s z ą miejscowego ś r o d o w i s k a k u l t u r a l n e g o , p r z y j a ź n i ł się
między i n n y m i z Syrokomla i Moniuszką i b y ł t a k i m samym Biało­

ukraińskimi, b'a'oruskimi i litewskimi pozwoliłaby m i dojrzeć

rusinem j a k ci d w a j , to znaczy b y ł t a k samo B i a ł o r u s i n e m , j a k

rzoezy w ich n o w y m w y m i a r z e , z a s k a k u j ą c y m dla m n i e , a oczy­

K a z i m i e r z Przorwa-Totmajor Podhalaninem, J ó z e f K o r z e n i o w s k i

w i s t y m dla s ą s i a d ó w ? Z a ś zostawienie o b u t y c h w i z j i o d s ł o n i ł o b y

Hucułem, Adolf Dygasiński Pińczowianinem. Gdyby ktoś zapytał

nowe h o r y z o n t y poznawczo. G d y b y t a k p r z y j r z e ć się swojej pol­

pana Marcinkiewicza, k i m się bardziej czujo, B i a l o r u s o m czy

skiej duszy nic t y l k o od ś r o d k a , ale r ó w n i o ż z k i l k u

punktów

P o ł a k i o m , biedak nie p o j ą ł b y sensu takiego p y t a n i a i r o b i ł b y m i n ę

z e w n ę t r z n y c h -— cóż b y to b y ł a za niesamowita k w a d r o w i z j a !

jak

Z oczywistych w z g l ę d ó w u k r a i ń s k i , b i a ł o r u s k i i l i t e w s k i p u n k t

kochasz, m a m u s i ę czy tatusia ? W i n c e n t y D u n i n - M a r c i n k i e w i c z

dziocko, napastowane przez

g ł u p i o c i o t k i : kogo

bardziej

widzenia b y ł b y znacznie bardziej w z b o g a c a j ą c y

niż czeski; ze

zwany jost dzisiaj „ o j c e m l i t e r a t u r y bialoruskioj". Podobnie do

w s c h o d n i m i s ą s i a d a m i b y l i ś m y p r z e c i e ż o wiele mocniej zrośnięci

l i t e r a t u r y b i a ł o r u s k i e j zaliczany jest przez naszych wschodnich
s ą s i a d ó w S y r o k o m l a ; Moniuszko u w a ż a n y jost za k o m p o z y t o r a

i bardziej z a l e ź l i ś m y sobio za s k ó r ę .
G d y b y t a k z e s t a w i ć stosunek S ł o w a k ó w , S ł o w e ń c ó w , R u m u ­
n ó w , C h o r w a t ó w do w ę g i e r s k i e g o w k ł a d u w ich k u l t u r ę , P o l a k ó w
i C z e c h ó w — do niemieckiego w k ł a d u w ich k u l t u r ę , U k r a i ń c ó w ,

p o l s k o - b i a ł o r u s k i e g o , g d y ż niomalo c z e r p a ł z miejscowego

folk­

loru.
O t ó ż r ó ż n i c a m i ę d z y obecnym n a r o d o w y m statusem D u n i n -

B i a ł o r u s i n ó w i L i t w i n ó w — do polskiogo w k ł a d u w ich k u l t u r ę ,

-Marcinkiewicza a statusem Przerwy-Tetmajera

p o w s t a ł a b y rzocz dla naszej samowiedzy bardzo p o ż y t e c z n a , a dla

ich o d m i e n n y m s a m o o k r o ś l e n i u , lecz na t y m , że Podhalanie nie

p r z y s z ł y c h p o k o l e ń arcyzabawna, g d y ż m y ś l e n i e o k u l t u r z e w ka­

w y o d r ę b n i l i się w n a r ó d , z a ś B i a ł o r u s i n i t a k . N i k t nie nazwio

tegoriach n a r o d o w y c h , obecnie

jakże

często w naszym

kącie

nio polega

Tetmajera pisarzem p o l s k o - p o d h a l a ń s k i m , natomiast

E u r o p y , b ę d z i e zapewno k i e d y ś t r a k t o w a n e z t ą s a m ą ż y c z l i w ą

m o ż n a nazwać kompozytorem polsko-białoruskim

w y r o z u m i a ł o ś c i ą , z j a k ą m y dzisiaj odnosimy się do

muzyki

suporna-

na

Moniuszkę

(jośli

wpływ

bialoruskioj na jego t w ó r c z o ś ć jest u d o w o d n i o n y , nio

ukowogo zagadnionia d a w n y c h s t u l e c i : ilo a n i o ł ó w m i e ś c i się na

znam się na t y m , ale bardzo m o ż l i w e ) , g d y ż B i a ł o r u s i n i w c i ą g u

k o ń c u s z p i l k i ? D a w n a i niedawna historia r z ą d z i r ó w n i e ż naszym

X I X w i o k u s t a l i się o d r ę b n y m narodem w nowoczesnym rozumie­

poczuciem h u m o r u i po prostu nio m a m y d o ś ć siły, a m o ż o o d w a g i ,

n i u tego s ł o w a .

by z u ś m i e c h o m p o t r a k t o w a ć s p ó r w k w e s t i i p o ł s k o ś c i - n i o i u i e c kości

Wita

Stwosza

i

słowackości-węgierskości

jego

ucznia,

D z i w n e t o widowisko, g d y k t o ś fałszywie postawi p r o b l e m ,
a i n n i bez c h w i l i zastanowienia p r z y j m u j ą owo b ł ę d n e z a ł o ż e n i e

165

�i s t a r a j ą się j a k n a j m ą d r z o j , j a k najrzotolnioj r o z w i ą z a ć k w e s t i ę

z e s p ó l „ M a z o w s z e " ś p i e w a ł „ K u k u l o c z k ę " , a że p o c i ą g n ą ł za s o b ą

z n a t u r y swojej n i e r o z w i ą z y w a l n ą i b i e d z ą się s t r a s z l i w i e Jeszcze

k o l e g ó w , b y ł a z tego g r o m k a afera). Niwelacja p o d o b n y c h nastro­

dziwniejsze, gdy w i ę k s z a grupa ludzi z o c h o t ą p r z y j m u j e b ł ę d n e

j ó w w znacznym s t o p n i u n a s t ą p i ł a , g ł ó w n i e z p r z y c z y n y rewo­

z a ł o ż e n i e dlatego t y l k o , żo d o t y c z y ono ich n a r o d u i odsuwa na

l u c j i s p o ł e c z n e j , w y ł a n i a n i a się k o l e j n y c h p o k o l e ń

bok logikę, a b y p o p r a w i ć sobie samopoczucie. P r z y g l ą d a ł o m się

0 robotniezo-chlopskim rodowodzie i t d . , alo przocież c z t e r d z i e ś c i

z c i e k a w o ś c i ą , a i z l e k k i m rozbawieniem, g d y s ł o w a c c y przyjacielo

l a t to z b y t m a ł o , b y k w e s t i ę t ę calkowicio z e p c h n ą ć w p r z e s z ł o ś ć .

w bardzo p r y n c y p i a l n y s p o s ó b s t a w i a l i k w e s t i ę , na ile S ł o w a k i e m

Dawny

b y l L a s z l ó M o d n y a n s z k y , w y b i t n y malarz, p o t o m e k szlacheckiego

raz po raz daje o sobie z n a ć . J e s t e ś m y u w a r u n k o w a n i h i s t o r i ą

podział

r-a n a r o d y

„historyczne"

i

„niohistoryczno"

r o d u w ę g i e r s k i o g o znanego od ś r e d n i o w i e c z a , k t ó r y s p o r ą część

1 nie m a co tego f a k t u i g n o r o w a ć , t y l k o s p o j r z e ć na rzecz z pow-

ż y c i a s p ę d z i ł n a r o d z i n n y m Spiszu, m a l u j ą c tamtejszo

pojzażo

r.ego dystansu — t o znaczy n i e w y p i e r a ć się swoich u c z u ć i o d ­

i t y p y ludowo. Co m n i o przede w s z y s t k i m u b a w i ł o , to zapalczy-

r u c h ó w , ale d o d a ć do n i c h z d r o w y r o z s ą d e k i s z c z y p t ę poczucia

w o ś ć , k t ó r a d y s k u t a n t o m m y l i ł a się z p a t r i o t y z m e m , oraz oczy­

humoru.

w i s t a niekonsekwencja w p o g l ą d a c h : ci sami, k t ó r z y g o t o w i b y l i
u z n a ć Mednyanszkiego

za p ó ł - S l o w a k a , p o n i e w a ż m i e s z k a ł

na

Kwest &gt;a „ p s y c h i c z n e j o j c z y z n y " , aczkolwiek t r u d n a do zde­
finiowania,

przocież istnieje. M o j ą p s y c h i c z n ą o j c z y z n ą s ą nio

Spiszu i b y ł s ł a w n y m a r t y s t ą , norwowo zaprzeczali w ę g i e r s k i m

t y l k o tereny, na k t ó r y c h r o z g r y w a się Tryłogia,

w p ł y w o m na k u l t u r ę swojogo n a r o d u . Jasne, żo istnienie wiolkiego

i wiele i n n y c h ks.in.zek, k t ó r o wo i n n i e w r o s ł y , alo i S ł o w a c j a ;

Pan

Tadeusz

z i o m k a , c h o c i a ż W ę g r a , p o p r a w i a ł o i m samopoczucie, л p o n i e w a ż

parę

b y l i z niego d u m n i , w i ę c chcieli go j a k o ś o k i e ł z n a ć , d o s t o s o w a ć

p a t r z a ł e m na T a t r y z jednej s t r o n y i bardzo p r a g n ą ł e m z o b a c z y ć

lat

dzieciństwa

spędziłem

w

Bukowinie

Tatrzańskiej,

do swoich potrzob. Jedne f a k t y z ż y c i a Mednyanszkiego n a d a w a ł y

je z drugiej, alo nie b y ł o m i to w ó w c z a s dane. S ł o w a c j a

się do tego celu, inne nie. W i ę c t a p r z e r a ż a j ą c a ł a t w o ś ć , z j a k ą

dla

natychmiast

posortowano

fakty

na

przydatno

i

mnie tajemniczym przedłużeniom

Podhala,

była

romantyczną,

nieprzydatne

p r z e b o g a t ą k r a u i ą , i s t n i e j ą c ą g ł ó w n i e po t o , a b y nasi w s p a n i a l i

i w z a l e ż n o ś c i od tego p ó ź n i e j jo t r a k t o w a n o . T a k oto dzięki Sło­

z b ó j n i c y m i o l i gdzio r a b o w a ć . W s p o m i n a m dzisiaj z u ś m i e c h o m

w a k o m z o b a c z y ł e m k o m p l e k s y polskie, alo po raz pierwszy w ż y ­

to naiwno spojrzenie dziocka, ale t o m o ż o d z i ę k i n i o m u u k a z a ł o

ciu z dystansu, boz w s p ó ł u c z e s t n i c t w a .

się po latach k i l k a t o m ó w s ł o w a c k i e j p r o z y w m o i m p r z e k ł a d z i e .

Po m i e s i ą c u w r ó c i ł e m do P o l s k i : t r a f oh ciał, że a k u r a t w sam
Historiografia

używa

S ą d z ę , ż e m a m p r a w o n a z w a ć się przyjacielem S ł o w a k ó w i m i ­
ł o ś n i k i e m ich k u l t u r y , szczerze l u b i ę ich j ę z y k , a przocież ś m i e s z y

ś r o d o k s z a l e ń s t w a kopernikowskiego.
niekiedy t e r m i n ó w .

„Nerudy

histo­

m n i e nieustannie,

c ó ż na t o p o r a d z ę , g d y bohaterowie

kostiumowego, subtelni a r y s t o k r a c i z Pustelni

ostrożnością

Woroszycki

p r z y k ł a d , m ó w i ą do siebie po s ł o w a c k u ; r o b i to na m n i o w r a ż e n i e ,

zagadnienia

j a k g d y b y o r d y n a t M i c h o r o w s k i p r o w a d z i ł p r z y stolo k o n w e r s a c j ę

i

licznymi

zasti z e ż o n i a m i ,

w swej z n a k o m i t e j k s i ą ż c e Pod berłem

Henryk

Habsburgów,

„ N a r ó d historyczny" to taki, k t ó r y mial żywą

i d e ę p a ń s t w o w ą , historyczne prawo publiczne,

terytorium,

na­

rodowe symbolo — s ł o w e m t a k i , k t ó r y b y ł p o d m i o t e m h i s t o r i i

gwarą

Parmeńskiej

filmu

r y c z n o " i ,,niohistorycz.no". O k r e ś l o n i a te stosuje, zo z r o z u m i a ł ą

narodowościowe.

na

podhalańską.

Obecne r ó ż n i c e m i ę d z y d a w n y m i n a r o d a m i

„historycznymi"

a „ n i o h i s t o r y c z n y m i " to f a s c y n u j ą c y t e m a t badawczy, n i e k i e d y

p o l i t y c z n e j . N a r ó d „ n i e h i s t o r y c z n y " to n a r ó d bez t r a d y c j i p a ń ­

t r a g i k o m i c z n y , n i o k i e d y p a t e t y c z n y i groteskowy zarazem, zu­

stwowej lub z t r a d y c j ą t a k o d l e g ł ą , żo a ż l e g e n d a r n ą (np. W i e l k i e

p e ł n i e n i e t k n i ę t y przez e t a t o w y c h n a u k o w c ó w , mocno d r a ż l i w y

rzeczy­

i na ogół n i o c e n z u r a ł n y , c z y l i c o ś dla prawdziwego smakosza.

wistej siły p o l i t y c z n e j , n a r ó d boz wykrystalizowanego poczucia

D o p r a w d y t r u d n o orzoc, gdzio opracowanie takiego t o m a t u w y ­

t o ż s a m o ś c i , niezdolny do p r ó b sterowania w y d a r z e n i a m i na s w o j ą

w o ł a ł o b y ż y w s z e reakcjo — czy p o ś r ó d i n t e l o k t u a l n o j e l i t y naro­

korzyść.

du, k t ó r y joszczo sto p i ę ć d z i e s i ą t l a t t e m u b y ł w p o r ó w n a n i u

Morawy,

R u ś Kijowska),

Decydując

aktualnio

się na

znaczne

nie

stanowiący

uproszczenie

powiedzioć

m o ż n a , ż e w naszej części E u r o p y w pierwszoj p o ł o w i e X I X w i o k u

do s ą s i a d ó w pariasem,

istniał

ale proces ten nio z d ą ż y ł joszczo u c u k r o w a ć się w psychice zbio­

wyraźny

podział

na

narody

„historyczne"

(Niomcy,

a teraz ich „ d o ś c i g n ą ł i

prześcignął",

Polacy, W ę g r z y , Rosjanie) i „ n i o h i s t o r y c z n e " ( S ł o w a c y , R u s i n i ,

rowej, czy t e ż w narodzie, k t ó r y przed w i o k a m i s t a n o w i ł euro­

S ł o w e ń c y i i n n i ) . F o r m ę p o ś r e d n i ą m i ę d z y narodem

p e j s k ą p o t ę g ę , a obecnie t w o r z y niewielkie p a ń s t w o , z a ś z nio-

„historycz­

n y m " a „ n i o h i s t o r y c z n y m " przoz pewion czas stanowili

Czesi.

M n i e j w i ę c e j od czasu W i o s n y L u d ó w , z r ó ż n y m n a t ę ż e n i e m
i w r ó ż n y m tempie, n a r o d y „ n i o h i s t o r y c z n e " p r z e i s t a c z a ł y się
w „historyczno". W roku

1918 w i ę k s z o ś ć s p o ś r ó d n i c h

dobiła

się p a ń s t w o w o ś c i . W y t y c z e n i e n r ę d z y n i m i s p r a w i e d l i w y c h , nie­

carstwowości

pozostały

mu

tylko

wspomnienia

i ziomkowie

z obcym obywatelstwem ?
To w s p a n i a ł o , że jestem a k u r a t P o l a k i o m , g d y ż u nas kwestia
ta przedstawia

się n a j c i c k a w i e j ; s y n d r o m

bijącego

i bitego,

k o m p l e k s y niższości i w y ż s z o ś c i t a k misternie s p l o t ł y się ze s o b ą ,

p o d w a ż a l n y c h granic, u w z g l ę d n i a j ą c y c h racje gospodarcze, histo­

że t y l k o s t a n ą ć i p o d z i w i a ć . M a m y w s p a n i a ł o t r a d y c j e o b r o n y

ryczne i etnograficzne wszystkich zainteresowanych

p o l s k o ś e i przed z a b o r c ą i p o c h o d z ą c e z tej samej epoki t r a d y c j e

niemożliwo.

Terytoria

mieszące

stanowiły

stron b y ł o

regułę,

kryteria

1

historyczne n a j c z ę ś c i e j stał ." w s p r z e c z n o ś c i z e t n i c z n y m i .
dziło

Zro­

to liczne k o n f l i k t y , n i e w y g a s ł o w ludzkiej ś w i a d o m o ś c i po

zgoła odmienne. P r z y k ł a d pierwszy z brzegu — dzioci z W r z e ś n i ,
bite za t o , żo uparcie m o d l i ł y się po p o l s k u ; a iluż o b y w a t e l i
najjaśniejszej

Rzeczypospolitej

było bitych

za t o , że m o d l i l i

s ę n i l , po polsku? Dzieci r ó w n i e ż . . .

dziś dzioii.
Po I I w o j n i e ś w i a t o w e j p a ń s t w a E u r o p y ś r o d k o w e j i p o ł u d ­

W X I X w i e k u Polacy stanowili n a r ó d w y z y s k u j ą c y i w y z y s k i ­

niowo-wschodniej, k t ó r y c h wzajemne stosunki jeszcze przed k i l ­

w a n y j e d n o c z e ś n i e Co w i ę c e j , oba to aspekty znakomicie w s p ó ł ­

k o m a l a t y pchli! b y ł y spraw spornych, b u d z ą c y c h silne emocjo,

i s t n i a ł y w zbiorowej m o n t a l n o ś c i i n i k o g o to nio d z i w i ł o . F a k t ,

z o s t a ł y zintegrowano j e d n y m systemem

społeczno-politycznym

i gospodarczym. P o c i ą g n ę ł o t o za s o b ą k o n i e c z n o ś ć

unifikacji

żo p o l s k o ś ć b y ł a m i a ż d ż o n a , a nie d a ł a się z m i a ż d ż y ć , bo w jej
obronie

zdobywaliśmy

s i ę na

największe

ofiary,

znany

jest

ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j n a r o d ó w o o d m i e n n y c h , c z ę s t o sprzecz­

każdemu.

n y c h t r a d y c j a c h , m a j ą c y c h wobec siebie wciąż, n i e w y g a s ł o pre­

dziedziny — m i a n o w i c i e , ż e Polacy woboe U k r a i ń c ó w , B i a ł o r u ­

tensje.

Zabrano

się do tego z w i e l k ą e n e r g i ą , o b i e c u j ą c

Pozostaje

do stwiordzonia d r u g i

fakt

z tej

samej

sobie

s i n ó w i L i t w i n ó w b y l i narodem w y z y s k u j ą c y m . Niepodobna w y ­

z b y t wiele w z b y t k r ó t k i m czasie. ( N p . W ę g r o m u s i ł o w a n o prze­

m i e n i ć t u t a j w s z y s t k i c h p r z y c z y n , d l a k t ó r y c h t r u d n o jest n a m

b u d o w a ć ś w i a d o m o ś ć , głosząc w ś w i ą t e k i p i ą t e k , żo ich k u l t u r a

p r z y j ą ć ten f a k t do w i a d o m o ś c i ze w s z y s t k i m i tego konsekwencja­

b y ł a b y n i c z y m boz w p ł y w ó w s ł o w i a ń s k i c h . I r r a c j o n a l n e n a c i s k i

m i , ale jedno w y d a j e się p e w n o : d o p ó k i się z t ą k w e s t i ą psychicznie

wywołują

irracjonalne reakcje,

i tak m ó j węgierski przyjaciel

j a k o sztubak demonstracyjnie w y s z e d ł z k i n a , g d y na ekranio

1

inteligentów

nie u p o r a m y , s ł o w a „ L i t w o ! Ojczyzno m o j a ! " ,

wypowiadane

w obecnych w a r u n k a c h , b ę d ą b r z m i e ć o d r o b i n ę dziwnie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10049" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10027">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/64ec407f29f2fe9cef92d68bf2569f6b.pdf</src>
        <authentication>1e81741ef9f01fdf994d84b80219d48b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119508">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2896</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119509">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119510">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2700</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119511">
                <text>Starorzecze. Książę. Telefony. Zegar / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119512">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.33-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119513">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119514">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119515">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119516">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119517">
                <text>M

Książę
A N T O N I K R O H

inisterstwo Spraw Wewnętrznych Biuro „C"
Tajne! Informator o nielegalnych antypaństwo­
wych organizacjach i bandach zbrojnych działa­
jących w Polsce Ludowej w latach 1944-1956. Warszawa
1964- (Wznowienie: Wydawnictwo RETRO, Lublin
1993). W dziale Organizacje młodzieżowe (w tym klerykalne) wymienione są, pośród wielu innych, takie oto
sprzysiężenia: Bracia Atomy; Chór Walki z Komuni­
zmem; Eskadra Wyzwolicieli Ziemi Kieleckiej z Komu­
nizmu; Młoda Gwardia Przeciwko Komunizmowi;
Szajka Krajowa; Banda Czerwonego Byka; Kochaj Ry­
zyko; Mściwy Sęp; Tajna Organizacja Patyków; Tajna
Organizacja Wynalazców i Odkrywców. Obok podano
liczbę członków (od kilku do kilkudziesięciu), ich wiek
(12-16 lat), środowisko (najczęściej paczka szkolna,
podwórkowa, przyjaciele z rozwiązanej w 1949 roku
drużyny harcerskiej albo nawet zuchowej, ministran­
ci). Data powstania, data rozbicia, nazwiska, pseudo­
nimy, zastosowane środki.
Skóra cierpnie.

Starorzecze
Książę. Telefony. Zegar

Te ruiny to było nasze królestwo. Walały się tam
książki, połamane meble, kafelki o najwymyślniejszych
kształtach i kolorach, wspaniałych do gry w klasy. Kie­
dyś Zbyszek wygrzebał w gruzach pudło, wyściełane
granatowym aksamitem, pełne dziwnych szybek.
Oglądając pod światło, można było dojrzeć górskie
krajobrazy, jakieś tajemnicze zamki, panów w śmiesz­
nych mundurach z rogatymi czapkami, konie biorące
przeszkody, a nawet rozebrane kobiety. Wejście ma­
skował fortepian bez wieka i przednich nóg, przysypa­
ny śniegiem; można było siąść na teczce i zjechać niby
z górki po obnażonych strunach. Zjazd był wprawdzie
króciutki, ale za to wspaniale hałaśliwy. Aby dostać się
do piwnicy, należało przeczołgać się pod fortepianem,
dorosły nie był w stanie tego dokonać, ani nawet się
domyślić, że jest tu jakieś wejście.

I lekko się robi na sercu, że nie znalazła się na tej l i ­
ście Polska Partia Podziemna (PPP), która działała
w Warszawie na Bielanach w styczniu i lutym 1953 ro­
ku pod moim przywództwem.
Mężczyzna rośnie, krzepnie, poważnieje, jest
ogromnie spostrzegawczy, ma świetną pamięć, dużo
czyta, rozgląda się bystro po okolicy, chłonie i analizu­
je fakty, stawia zasadnicze kwestie, staje się odpowie­
dzialny za siebie i innych - aż nadchodzi dzień, w któ­
rym koniecznie, teraz, zaraz, natychmiast, musi doko­
nać czegoś wielkiego.

W krótkim, zwartym przemówieniu, starannie do­
bierając słowa, zarysowałem plan działania, a także ce­
le organizacji oraz jej strukturę. Ja miałem tytuł księ­
cia, Waldek i Marcin zostali hetmanami, Zbyszek
i Stasiek atamanami. (Uprzejmie dziękuję p. Henryko­
wi Sienkiewiczowi za inspirację). Zbyszek trochę sar­
kał. Obiecałem szybki awans, jeśli zasłuży.
Plan był jasny: rozrzucić ulotki, opanować Spół­
dzielnię Pracy „Metalowiec" na Słodowcu, aby miał
nam kto naprawiać zdobyczne samochody i broń, za­
jąć lotnisko na Chomiczówce, następnie Belweder,
stamtąd wydamy odezwę do narodu, a później się zo­
baczy.
Dysponowaliśmy gumową drukarenką, którą Sta­
siek dostał na Gwiazdkę. Mianowałem go więc atamanem-redaktorem. W niedzielę był z rodzicami na Tra­
sie W-Z, jeździli ruchomymi schodami, tato spotkał
kolegę i mruknął „Stalinie skurwysynie zabierz schody
oddaj świnie", kolega się ośmiał, mama fuknęła, żeby
byli cicho. To by się nadawało na ulotkę.

Ze mną było podobnie.
Niemało czynników złożyło się na powstanie Pol­
skiej Partii Podziemnej: lektura zakazanej książki Ka­
mienie na szaniec, piosenka O, mamo, otrzyj oczy,
Z uśmiechem do mnie mów, ta krew, co z piersi broczy, to
za nasz, za nasz Lwów, fotografia uśmiechniętego chło­
paczka w harcerskim mundurku, dźwigającego torbę
powstańczej poczty, przedwojenna powieść dla mło­
dzieży Zdzich szuka ojca o małym warszawiaku, który
podróżując z wielkimi przygodami przez Gdynię, Oslo
(gdzie wyciągnął ze stawu tonącego chłopca, przypad­
kiem królewicza), Laponię, wyrwał z łap bolszewickich
ukochanego tatusia; lecz bezpośrednim impulsem by­
ło opowiadanie w „Płomyczku", jak to nadwiślański
pastuszek z okolic Połańca uratował życie Tadeuszowi
Kościuszce, za co otrzymał pierścień z napisem „Oyczyzna - Obrońcy Swemu". Pierścień był za duży, zsu­
wał się z palca. - Nie myślałem, że i dzieci będę nim
nagradzać - powiedział wzruszony Naczelnik.

- Nie, „Precz ze Stalinem" lepsze, mniej literek.
- Ale tamto jest do wiersza, łatwiej zapamiętać.
- Nasza partia nie będzie używać brzydkich słów, to
niegodne Polaka. Co innego do kogoś na ulicy, co in­
nego na piśmie. Przecież jak rozrzucimy ulotki w szko­
le, to pierwszaki się dorwą.
- Papier jest, mamy zeszyty, każdy niech da po jed­
nym.

Pastuszek z czy tanki miał dziesięć lat, ja niecałe
dziesięć i pół, niepodobna było zwlekać.
Zebranie organizacyjne Polskiej Partii Podziemnej
odbyło się w piwnicy spalonego domu przy ulicy Ka­
sprowicza róg Babickiej.
33

�Antoni Kro/i • KSIĄŻĘ. TELEFONY. Z E G A R

- Nie ma na co czekać.
Zbyszek zwędził ojcu teatralną lornetkę, niezbędną
do obserwacji lotniska. Przyznałem mu stopień hetma­
na. Ojciec odkrył brak lornetki, ale Zbyszek nie wydał
nikogo. Może dlatego, że ojciec o nic nie pytał, tylko
nakrzyczał i lornetkę odebrał.
Mniej więcej wtedy wybuchła w naszej szkole moda
na miecze i szable, wpinane w klapy marynarek. Ta
moda, przyznaję z żalem, nie zrodziła się w szeregach
PPP choć wyrastała z tego samego ideowego pnia. Na
szpilkę nasadzało się dwa skrawki kolorowej izolacji,
ściągniętej zębami z kabla telefonicznego, to był
miecz. Zakrzywiona szpilka z plastikową klingą prze­
istaczała się w szablę. Wszyscy mężczyźni z młodszych
klas (może i ze starszych, nie umiem powiedzieć) mie­
li takie odznaki. Nauczyciele pieklili się, zabraniali,
odbierali, robiliśmy nowe, aż ni z tego, n i z owego mo­
da przeminęła.

lecz zjednoczenie Polski w 1918 roku, dowiedziałem
się znacznie później. Podobnie było z wielkim budyn­
kiem, który za moich czasów, zaopatrzony w wielką ta­
blicę, nosił dumną nazwę Dom Młodzieży im. Feliksa
Dzierżyńskiego; dopiero potem się dowiedziałem, że
był to słynny „Nasz Dom" Janusza Korczaka.
Sytuacja mnie przerosła. Chodziłem markotny, czu­
łem się jak w labiryncie. Nic mnie nie cieszyło. Starałem
się być jak najdłużej w domu, zaszywałem się w swój ulu­
biony kąt za szafą i popłakiwałem. Któregoś dnia zasną­
łem tam, zwinięty w kłębek; wyczerpany, sterany życiem.
Mama wróciła z pracy jak zwykle, czyli późnym wie­
czorem. Rozebrała mnie, położyła do łóżka.
Następnego dnia była niedziela. Mama kazała zmie­
rzyć temperaturę. Miałem kilka kresek więcej. Ku mo­
jemu zdumieniu i wielkiej radości nie wsadziła z po­
wrotem do łóżka, lecz zaproponowała wspólny spacer.
Świeciło słońce, mróz przyjemnie szczypał w policz­
ki. Zaraz za pętlą tramwajową, pośród rzadkiej sośniny,
wyłaniały się świeże mury, otoczone rusztowaniami.
- Nie wiesz synku, co tu budują?
- Szpital. Tutaj pracują ci, którzy walczyli o Polskę.
- Ze co?
- No, więźniowie. Więźniowie budują ten szpital.
Pilnują ich strażnicy z pepeszami i psami. Chłopaki
chodzą popatrzeć.
- A skąd wiesz, że oni walczyli o Polskę?
- No, jak to? A za co wsadzono by ich do więzienia?
- Może to kryminaliści.
- Co to znaczy kryminaliści?
- No, złodzieje, bandyci, rabusie...
- Za to też wsadzają do więzienia?
Spojrzała na mnie uważnie.
- Nie wiedziałeś o tym?
- Nie. Czytałem tylko o ludziach, którzy w więzie­
niach cierpieli za Polskę. Żołnierze walczą o wolność,
a jak nie polegną, to potem siedzą, a siepacze ich siepią. Jak się mówi, siepią czy siepają?
W Lasku Bielańskim było pustawo. Wtedy rosły
tam jeszcze kilkusetletnie dęby o wspaniale powykrę­
canych konarach, ale za to u wejścia nie było tablicy,
że to rezerwat, resztka Puszczy Mazowieckiej w środku
miasta, unikat na skalę europejską. Minęliśmy skocz­
nię narciarską, przyprószoną świeżym śniegiem. Prze­
szedł ksiądz w czarnej sutannie; machał rękami, wy­
glądał jak wielka wrona. Mama opowiadała o ptakach,
drzewach. Potem zeszło na niedźwiedzie, które śpią
przez całą zimę, ssąc łapę. Bardzo lubią miód.

Obsadzenie spółdzielni Metalowiec nie postępowa­
ło, atmosfera robiła się coraz bardziej paskudna. Doły
partyjne drwiły ze mnie, co absolutnie nie powinno
mieć miejsca. W dodatku Waldek uznał, że styczeń
jest najlepszy na powstanie, czego dowodzi nazwa po­
wstanie styczniowe. Nauczył nas kujawiaczka o drze­
wach w świętokrzyskim lesie, które z czułością witają
partyzantów. I tylko stare wiekowe modrzewie wiedzą,
czego żadne inne drzewo nie wie. Pamiętają bowiem
rok krwawych zamieci, sześćdziesiąty trzeci. Postawił
wniosek, by „sześćdziesiąty trzeci" zamienić na „pięć­
dziesiąty trzeci", a PPP będzie miała hymn. Tylko z po­
wstaniem trzeba się pospieszyć, bo do końca stycznia
zostało niewiele czasu.
Zwlekałem, nie mógł tego znieść, przyszedł do mnie
do domu na zasadniczą rozmowę. - Jak masz na imię,
miły kawalerze? - spytała Babcia. - Waldek. Ze też pa­
ni tak od razu poznała, że nie jestem żonaty. Babcia
była wyższa ponad takie impertynencje. Co ta głupia
Mniszkówna narobiła - mruknęła - teraz co drugi to
Waldek.
Nie miałem wyjścia - obiecałem, że zredaguję ma­
nifest, a u Mamy w biurze skombinuję tusz do stempli.
I oto stanąłem przed najtrudniejszym problemem:
jak sformułować cele i zadania? Nie chciałem narażać
kolegów na niebezpieczeństwo, póki nie nabędę głę­
bokiego przeświadczenia, że ulotka spełni swoje zada­
nie, to znaczy porwie tłumy. Prosta uczciwość wyma­
gała, by żądając od żołnierzy najwyższej ofiary, dać im
przekonującą, szlachetną ideologię.
Dni galopowały, doły partyjne sarkały coraz natar­
czywiej. Dowiedziałem się z poufnych źródeł, że Wal­
dek proponował zdegradować mnie do stopnia atamana, a księciem mianować kogoś odpowiedniejszego.
Moja partia stawała się przedmiotem kpin i złośliwo­
ści, różne plugawe przezwiska wykrzykiwano na mój
widok od ulicy Podczaszyńskiego aż po aleję Zjedno­
czenia. O tym, że nazwa tej ulicy nie upamiętniała
zjednoczenia PPR z PPS, co uważałem za oczywistość,

Staliśmy na skarpie, słuchając kościelnej sygnatur­
ki. Woda w Wiśle była granatowa, prawie czarna.
Spływała kra. Wrony krążyły, przysiadały na lodowych
brylach, płynęły, kiwając śmiesznie ogonami, by po
chwili poderwać się do lotu. Zrobiło mi się jakoś dziw­
nie miękko i ciepło, rozpłakałem się i zacząłem bezład­
nie opowiadać o Polskiej Partii Podziemnej, o strachu,
który siadł na mnie i nie chce odfrunąć, o tym, jak mi­
ło i trudno być księciem.
34

�Antoni Kroh * KSIĄŻĘ. TELEFONY. ZEGAR

Spojrzałem na Mamę i urwałem, bo była jakaś dziwna.
- Chodź - powiedziała - pokażę ci coś ciekawego.
Obejrzeliśmy grób Staszica, domek Wołodyjowskie­
go, bramę, o którą Zagłoba rozbił pustą flaszę.
- Wiesz, kto to był Stanisław Staszic?
- Wiem, był postępowy.
- No, dobrze. A więcej?
- Co więcej? To nie wystarczy?
Dała spokój Staszicowi i zaczęła mówić urywanymi
zdaniami.
- Widzisz, synku, dobry dowódca... no... czy wiesz,
dlaczego upadło powstanie styczniowe? A dlaczego
nie powiodło się listopadowe? Bo było nieprzemyśla­
ne. Musisz sobie zdać sprawę, że Polska Partia Pod­
ziemna nie ma szans na zwycięstwo, żadnych szans. Ja
ci niczego nie zabraniam, przecież jesteś duży i sam
musisz decydować; ale bądź nie tylko odważny, bądź
przede wszystkim mądry. Rozwiąż tę swoją partię. Zrób
to dla Polski.

1 marca 1953. Wstałem, zjadłem śniadanie, dosta­
łem cztery plus z matmy, było zimno, Babcia śpiewała
przy pruciu swetra, poszłem spać. 2 marca 1953. Wsta­
łem, padał śnieg z deszczem, zapomniałem zeszytu
z polaka, pani powiedziała, że mam dziurawą głowę,
wróciłem do domu. Babcia mnie posłała po chleb, jak
wróciłem, to powiedziała, że mnie to tylko po śmierć
posłać. Zrobiła nam kolację, po kolacji czytała Potop,
prosiliśmy, żeby czytała dalej, ale nie czytała, poszłem
spać. 3 marca 1953. Nasza klasa idzie pojutrze do te­
atru na Królową Śniegu, a ja nie, bo przeczytałem w ga­
zecie, że Stalin ciężko chory.
Mama trochę zesztywniała.
- To znaczy, że... że ty uważasz... że nie wypada iść
do teatru, ponieważ Stalin jest ciężko chory?
Roześmiałem się.
- A skąd. Tylko że jak Stalin kipnie, to teatry poza­
mykają i dwa złote za bilet przepadną.
Sprawdziło się co do joty. Czemuż miałbym się nie
pochwalić, że ja jeden z całej klasy to przewidziałem.

Na pętli wsiedliśmy w piętnastkę, jechaliśmy do
śródmieścia, do cukierni.
- Czemu w każdym tramwaju jest napis „Nie pluć"?
Czy to znaczy, że wszyscy plują? Czy Mamusia nie plu­
je w tramwaju, bo tak jest napisane? Mamusiu, a jesz­
cze niedawno w tramwajach były skrzynki z gazetami,
„Sami bierzemy, sami płacimy", czemu je pozdejmowa­
no? Ludzie nie brali czy nie płacili?
Zjadłem dwa wielkie ciastka i obiecałem, że odłożę
konspirację na później.
W poniedziałek zwołałem odprawę. Powiedziałem
(jak mi Mama poradziła), że z Komendy Głównej przy­
szedł rozkaz demobilizacji. Mamy na pewien czas za­
niechać wszelkiej działalności. Zakonspirować się
i czekać na rozkazy, bez rozkazu nie wolno nawet kiw­
nąć palcem w bucie. Spocznij.
- Jak nie chcesz, to łaski bez, możesz do nas nie na­
leżeć - oświadczył Waldek. - Ale my będziemy wal­
czyć dalej.
- Jesteś w wojsku! - krzyknąłem. - Obowiązuje cię
posłuszeństwo! Jak nie, zostaniesz rozstrzelany.
- Mam to w nosie!
- Ale mordę ci przedtem skują i zrobią z nosa pę­
dzel. Nie wiesz, jak wyglądają sądy wojenne?
Nie pamiętam, czy akurat to poskutkowało, ale par­
tia przestała istnieć.
Straciłem jednak czterech najbliższych kolegów.
N i k t nie chciał się ze mną bawić. Byłem ośmieszony,
skompromitowany, beznadziejnie samotny.
- Niedługo wyjedziesz w góry. A teraz pisz pamiętnik.
Dostałem na ten cel obłędną kwotę, nie pamiętam
ile. Kupiłem przewspaniały pamiętnik, z grzbietem
przewleczonym wstążeczką i bukietem czerwonych róż
na okładce.
- N o jak, piszesz? - spytała po paru tygodniach.
- Piszę.
- A możesz m i pokazać?
- Proszę.

Telefony
Na początku okupacji firma telefoniczna z Berlina
otworzyła filię w Warszawie. Na założenie telefonu
czekało się kilka dni, kosztowało stosunkowo niewie­
le. Instalował, kto mógł. Niemcom chyba wtedy ro­
zum odebrało - przecież gdyby nie telefony, konspira­
cja z pewnością nie byłaby tak skuteczna. Firma zgar­
nęła furę pieniędzy, ale jednocześnie położyła ogrom­
ne zasługi dla polskiego państwa podziemnego. Wskaź­
nik aparatów telefonicznych w przeliczeniu na tysiąc
mieszkańców Warszawy w dniu wybuchu powstania
osiągnięto ponownie dopiero na początku lat siedem­
dziesiątych.
Mieliśmy w mieszkaniu telefon, więc żyję. Podobnie
jak wielu warszawiaków.
Mama opowiadała, jak latem czterdziestego drugie­
go roku, mniej więcej na miesiąc przed moim urodze­
niem, umówiła się z kimś na mieście. Już była
w drzwiach, kiedy ten ktoś zadzwonił żeby odłożyć spo­
tkanie, bo na rogu Chełmskiej i Czerniakowskiej śnie­
życa. Niech Mama nie wychodzi, bo się przeziębi. Śnie­
życa w środku lata, taki był język tamtych rozmów te­
lefonicznych. Mama odbierała wiadomości dla Stryja
Tadeusza, żeby wziął trzy najsolidniejsze rakiety oraz
tuzin piłek cytrynowych i w piątek o siódmej był na
kortach, albo że jest zaproszony na spływ kajakowy,
wiosła własne, zbiórka tam, gdzie zawsze, względnie że­
by upiekł czekoladowy tort z migdałami, dodając do
ciasta siedem deko rodzynków i dwanaście ziarenek
pieprzu. - Cóż za dziecinada, przecież to na kilometr
pachnie szyfrem! Jeszcze rozumiem tort z pieprzem, ale
jaki cymbał wymyślił te rakiety, przecież korty są nur
fur Deutsche! - irytowała się Mama. Tadeusz tłumaczył,
że nic na to nie poradzi - u nich w „Parasolu" panuje

35

�Antoni Kroh • KSIĄŻĘ. TELEFONY. ZEGAR

zabobon, że im głupsze albo śmieszniejsze hasło, tym le­
piej akcja się powiedzie. Zresztą to nie zabobon, tylko
najszczersza prawda, sprawdzona doświadczalnie.
W ciągu pierwszych kilkunastu lat Polski Ludowej
nie mieliśmy telefonu, ponie-waż nie mieliśmy samo­
dzielnego mieszkania.
Skoro tylko dostaliśmy nakaz na nowe mieszkanie,
Mama złożyła wniosek. Był to formularz, z którego wy­
nikało, że wnioskodawca chce rozmawiać z domu przez
telefon i gotów jest za to płacić. Czyli nic nie wynika­
ło. Ważniejsze były załączniki, zwane podkładkami,
dziś pogardliwie kwitami. One dawały odpowiedź na
pytanie, kim jest wnioskodawca. Mama zgromadziła,
co się dało: redakcja zapewniała, że musi się ze swoją
pracownicą we dnie i w nocy komunikować; lekarz że
babcia miewa ataki i niedobrze jest wzywać pogotowie
z ulicznego automatu, bo tymczasem może umrzeć.
Nawet Komenda Hufca Mokotów Zachód Związku
Harcerstwa Polskiego łgała w żywe oczy na całą stronę
A4, że bez telefonicznych kontaktów ze mną po prostu
nie da sobie rady, kończąc tradycyjnym: Czuwaj! In­
nych załączników nie pamiętam, ale było ich ogółem
kilkanaście. Odpowiedzieli stereotypowo, że zainstalu­
ją, jak będą mieli moce przerobowe, kable, aparaty
i numery, czyli najwcześniej za lat dziesięć. N o i dobrze
- nikt się przecież nie spodziewał, że od razu. Chodziło
jedynie o zajęcie miejsca w kolejce.

zarejestrowany na niego, miał obowiązek to zgłosić. Te­
lefon wyłączano i zabierano, całkowicie zgodnie z pra­
wem. Zona była bezsilna. Mogła złożyć podanie i cze­
kać od nowa, niekiedy kilkanaście lat. Czasem mąż ro­
bił żonie tę pożegnalną złośliwość, czasem nie.
Gdy abonent przenosił się do wieczności, rodzina
nie zgłaszała tego faktu w urzędzie, słusznie obawiając
się utraty telefonu. Warszawska książka telefoniczna
pełna była nazwisk osób zmarłych, które regularnie
płaciły rachunki. Ministerstwo Łączności świetnie
o tym wiedziało, a chcąc uporządkować kartotekę, co
jakiś czas ogłaszało tak zwaną amnestię telefoniczną.
Okazywało się, że trzydzieści, czterdzieści procent te­
lefonów mieszkaniowych wymagało aktualizacji da­
nych. Niektórzy bali się wychylić, nie ufali w szczerość
intencji ministerstwa. Mama figurowała w spisie abo­
nentów jako Zofia Krok, znajomi radzili jej siedzieć ci­
cho, bo przy tak dobrej okazji mogą zabrać telefon.
Ostatnia taka amnestia była w lipcu dziewięćdziesiąte­
go roku. Można było wtedy (za opłatą) przerejestrować aparat z poprzednika na siebie bez nieprzyjem­
nych konsekwencji.
Termin płatności rachunku wynosił siedem dni, za­
liczek nie przyjmowano, więc po sezonie urlopowym
następował sezon podań o ponowne przyłączenie tele­
fonu do sieci (oraz sezon felietonów gazetowych na
ten temat). Ale nie dotyczyło to ludzi wybitnych.
Przynajmniej niektórych. Na początku lat sześćdzie­
siątych pracowałem u pana Wańkowicza, który miał
powody sądzić, że jego telefon jest na podsłuchu. Ktoś
mu poradził, żeby przestał płacić rachunek. Jeśli na­
prawdę podsłuchują, telefonu nie wyłączą. Gdy się
z nim rozstawałem, był dłużny urzędowi telefonów
większą sumę, twardo nie płacił, a urząd znosił to
z anielską cierpliwością.

Telefon był wtedy dobrem bardziej upragnionym niż
samochód. Gazety zachodziły w głowę, komu jest po­
trzebniejszy: lekarzowi, profesorowi uniwersytetu, pu­
blicyście, a może zasłużonemu emerytowi? (Emeryci
dzielili się na zasłużonych i resztę.) Pewien pan się
przechwalał w towarzystwie, że zobaczył monterów na
swojej klatce schodowej, wyskoczył po pół litra, zapro­
sił i spytał przymilnie, czy nie mogliby przy okazji zało­
żyć również u niego? Odpowiedzieli, że owszem, ale
styki należy posmarować, żeby nie śniedziały. - Ależ
rozumiem, oczywiście, jestem na to przygotowany! Za­
instalowali na poczekaniu, następnego dnia zgodnie
z instrukcją poszedł do urzędu, wywołał panią Hanecz­
kę i uiścił. Pani Haneczka przełożyła wniosek z jedne­
go pudełka do drugiego. Pan potoczył dumnie wzro­
kiem, sprawdzając wrażenie, jakie uczynił, a gdy od­
szedł, ktoś ze słuchaczy westchnął: cóż za wodolejca...

Wyprowadzając się z Warszawy, zgłosiłem rezygnację
z telefonu. Dostałem zaświadczenie, że w nowym miej­
scu zamieszkania należy mi się poza kolejką. Tam obej­
rzeli dokument z wyraźnym zainteresowaniem, po czym
zafrasowali się stanem moich władz umysłowych. Drogi panie, tu nie Warszawa. Złóż pan podanie i cze­
kaj pan spokojnie. Złożyłem, z grubym plikiem załącz­
ników, między innymi z wydawnictwa Iskry (tłumaczy­
łem dla nich książkę). Urzędniczka przejrzała papiery,
zerknęła na mnie uważnie. - Naprawdę pracuje pan
w Iskrach? A może pan załatwić „Sztukę kochania"
Wisłockiej? - Mogę spróbować. Opowiadam o tym
znajomemu, a ten obrzuca mnie takim samym spojrze­
niem jak panienka z okienka i mówi: to załatw dwa eg­
zemplarze. Zona narzeka, że mnie ciągle nie ma w do­
mu, dam jej, niech choć sobie poczyta.

Osoba, której przydzielono telefon, nazywała się
urzędowo abonentem. Aparat i kabel w mieszkaniu był
własnością Urzędu. Aparatów w wolnym handlu nie
było. Podobnie wtyczek. Telefon był zamontowany na
stałe; abonent nie mógł go wyłączyć, jeśli np. przyszła
mu ochota porządnie się wyspać. Co jakiś czas przypo­
minano, że ogłoszenia prasowe: Zamienię mieszkanie,
superkomfort (to znaczy gaz, łazienka i kaloryfery), te­
lefon... są niezgodne z prawem, bo abonent opuszczają­
cy mieszkanie zobowiązany jest zgłosić ten fakt w urzę­
dzie telekomunikacyjnym; pozostawienie aparatu jest
wykroczeniem i podlega karze. Jeśli na przykład mąż po
rozwodzie wyprowadzał się z mieszkania, a telefon był

Mama mieszkała na Muranowie. Obok było przed­
szkole, które chciano rozbudować, więc zaproponowa­
no jej przeprowadzkę. Postawiła warunek: telefon. Ależ oczywiście! Załatwimy! Przenieśli Mamę na Mo­
kotów, obiecali telefon w ciągu miesiąca, czekała spo­
kojnie, a gdy miesiąc minął, okazało się, że termin też
36

�Antoni Kroh * KSIĄŻĘ. TELEFONY. ZEGAR

minął, za późno na pretensje i reklamacje. Urząd Tele­
fonów na Muranowie twierdził, że wszystkie papiery
przesłał na Mokotów, na Mokotowie powiedzieli, że
obietnice złożone przez Muranów ich nie wiążą, a tele­
fonu nie dadzą, bo nie mają. Ale trzeba trafu, zbliżały
się wybory. Usłuchałem rady przyjaciela, który młodość
spędził w radzieckim Lwowie i o komunizmie wiedział
więcej niż my, siadłem do maszyny i wystukałem pismo
do komisji wyborczej: Niedługo wszyscy pójdą głoso­
wać na kandydatów Frontu Jedności Narodu. W kraju
zapanuje radosna atmosfera. Ja niestety na wybory nie
pójdę, nie mogę cieszyć się wraz z całym społeczeń­
stwem, gdyż zostałam oszukana... po czym następował
opis sprawy. Na oryginale podrobiłem podpis Mamy,
kopię schowałem. Minęły trzy dni. Siedzimy z Mamą,
rozmawiamy, aż tu puk puk, komisja. Sumitują się od
progu, pytają, czy Mama łaskawie znajdzie czas, aby ju­
tro wpuścić monterów. Mama uprzejma, choć nieco
zdezorientowana. Komisja wychodzi, kłaniając się,
przepraszając za najście. Wyciągam pismo. Mama czy­
ta. Odkłada i mówi z podziwem:
- Ty idioto.

wtedy nie chodził. Pomyślałam, że go schowam i od­
dam pani dziedziczce, jak się kiedy, co daj Boże, spo­
tkamy, przecie my razem niejedno przeszły, pani dzie­
dziczka dla mnie jak rodzina, wiem, że to jedyna rzecz,
jaką pani miała, wychodząc za pana dziedzica, sama
pani dziedziczka kiedyś przy stole mówiła, że przyje­
chała do Serebryszcz w jednym paltocie i z ciotczynym
zegarem pod pachą. - Proszę, niech Hańdzia nie mó­
wi do mnie „pani dziedziczko". — Dziękuję, chwalić
Boga, nie narzekam. Mamy murowany dom, obejście,
elektryku, wodociąg, z indykami robota świątek i pią­
tek, nie było kiedy tego zegara odwozić, ale zawezwali
mnie tu do Warszawy po linii przodujących drobiarzy,
mają mi wręczać dyplom pochwalny, mówię do męża,
odwiedzę panią dziedziczkę, powspominamy dawne
dzieje. A co pan dziedzic, uchował się? Zdrowy?
A dzieci? Panicz Felcio podobnież na wojnie zginął?
A to kto, wnuczek? Czyj on? Panny Zosi? Boże, jaki
podobny! Przepraszam, trochę brudny, gołębie po nim
chodziły. Wypchałam go sianem jeszcze w Serebrysz­
czach, jak jechalimy na zachód, żeby nie dzwonił po
drodze. Pomyślałam, że i tak nic z niego nie będzie, to
wyniosłam na strych, nie był mi padchadziaszczy, bo
tej wiosny kupiłam nowe meble, a dla pani dziedziczki
to zawsze pamiątka.

Zegar
Gdy Babcia wychodziła za Dziadka Felicjana
w 1909 roku, Ciotka Bobińska z Piotrkowa dała jej ten
zegar na szczęście, bo sama dostała go w ślubnym pre­
zencie od swojej ciotki. Czyli zegar jest w naszej rodzi­
nie od ponad stu lat. Ciemnowiśniowa, profilowana
szafka, ozdobne mosiężne haczyki. Grube, nierówno
walcowane szkło, biała tarcza, na niej rzymskie cyfry,
pośrodku staroświeckie litery LE ROI a PARIS. Teraz
jest mój. Co jakiś czas reguluję według niego timer
w komputerze, który się spóźnia mniej więcej pół mi­
nuty na miesiąc, a stary zegar idzie dokładnie.

- To może następnym razem przywiezie mi Hańdzia
indyka? Tylko żeby był oskubany i wypatroszony. Czę­
sto są te zjazdy w Warszawie?
Mama wróciła z pracy późnym wieczorem. Obejrza­
ła zegar, uśmiechnęła się, wyjęła źdźbło zza tarczy.
- Ciekawe, czy to naprawdę serebryskie siano.
Przetarła szafkę, powiesiła zegar na haku, który
tkwił od poprzednich lokatorów.
Dostaliśmy nakaz na nowe mieszkanie. Mama za­
niosła zegar do naprawy, żeby go nie przewozić z inny­
mi rzeczami i odebrać już po przeprowadzce. Stary ze­
garmistrz rozrzewnił się.
- Chyba wszystko w nim dobre, tylko mechanizm
brudny. Sprężyna pęknięta, trzeba wymienić. Takiej
sprężyny, jak była przedtem, żeby nakręcać co dwa ty­
godnie, nie dorobię, nie mam z czego. Zgadza się pani,
żeby co tydzień? Jeszcze pochodzi, ale niech go pani
daje do czyszczenia mniej więcej co dziesięć lat, tylko
żeby to robił fachowiec. Bardzo panią proszę (tu poca­
łował mamę w rękę, przekrzywił głowę i zrobił słodką
minę z przedwojennych filmów), niechże go pani nie
oddaje do naprawy byle komu. Niechże się pani do­
brze nim opiekuje, jak dzieckiem, żeby nas wszystkich
przeżył. Dziękuję, że mi pani zaufała, dla mnie ta robo­
ta to święto.

Wisiał w Serebryszczach w stołowym. Gdy rodzinę
wyganiano, tykał sobie wesoło jak zwykle.
W parę lat po wojnie n i z tego, n i z owego odwie­
dziła nas w Warszawie Hańdzia, pokojówka. Jak nas
odnalazła, nie wiem. Wpadła, wrzasnęła „dzień do­
bry". Babcia, która właśnie kładła pasjansa, wzdrygnę­
ła się, uniosła ręce niczym Piotr Skarga na obrazie,
rozczapierzyła wyschnięte, powykręcane palce: Wszel­
ki duch Pana Boga chwali! Hańdzia usiadła z impe­
tem, krzyknęła, że nie będzie jeść ani pić (choć nikt
nie zdążył jej zaproponować), śpieszy się, wpadła tylko
na chwilkę. Mieszka na ziemiach odzyskanych, świet­
nie jej się powodzi, ma dobrego niepijącego męża i ho­
dowlę indyków. - A pani jak się miewa, pani dziedzicz­
ko. Jak pani astma? Toż niezdrowo tyle palić. - Proszę,
niech Hańdzia nie nazywa mnie panią dziedziczką. Kiedyś pani dziedziczka nie była taka nerwowa, ale
cóż, nie dziwota. - Niechże Hańdzia mówi ciszej. Przywiozłam zegar, może pani dziedziczce humor po­
prawi. Zdjęłam go ze ściany jak Niemcy uciekli, bol­
szewicy jeszcze nie weszli, a ludzie brali co popadło. Już

Babcia umarła, ktoś starym zwyczajem zatrzymał
zegar, tarczę zasłonił czarną chustką.
Parę lat później Zosia wyszła za mąż. W Warszawie
odbył się ślub, Piotr wrócił do Anglii, a Zosia złożyła
podanie o paszport emigracyjny. Musiała załączyć za­
świadczenie o wymeldowaniu, taki był wymóg. Na
paszport czekała parę miesięcy, na skutki wymeldowa-

7

37

�Antoni Kroh • KSIĄŻE. T E L E F O N . Z E G A R

nia niecałe dwa tygodnie; przyszło pisemko z kwate­
runku, że wedle norm zasiedlenia jeden pokój w na­
szym lokalu to pustostan, więc żebyśmy go w terminie
siedmiu dni opróżnili, bo na ten pokój, z używalnością
kuchni i łazienki, urząd wyda nakaz komuś innemu.
Podstawa prawna taka i taka. Poniżej rytualne strasze­
nie paragrafami, pieczątka, podpis. Okoliczność, że
Zosia wciąż z nami mieszkała, dla urzędu kwaterunko­
wego nie miała znaczenia.
Można było zapobiec kataklizmowi, składając poda­
nie o zamianę mieszkania na dwa mniejsze. Mama
przeniosła się do kawalerki na Muranów, ja do kawa­
lerki na Mokotów, Zosia wyjechała.
Wkrótce wyprowadziłem się z Warszawy.
Minął jakiś czas, wpadłem do Mamy, patrzę, zegar
stoi. Pchnąłem wahadło, idzie. Wpadłem następnym
razem, znowu stoi.
- Zepsuty?
- Nie, czemu? Zatrzymałam. Nie chcę, żeby się zu­
żywał. Zeby trybiki się nie wytarły, zanim będzie wisiał
u któregoś z twoich dzieci.
Żachnąłem się. Pchnąłem wahadło. Ruszył. Wysze­
dłem na miasto, wróciłem po godzinie. Stał.
Zabrałem go, gdy likwidowaliśmy mieszkanie zmar­
łej Mamy. Przy okazji starannie go obejrzałem. Mecha­
nizm był zakurzony, w szafce pełno drobnych dziurek.
Właściciel eleganckiego zakładu przy głównej ulicy
oglądał zegar z lekkim obrzydzeniem.
- Szmelc, nie warto naprawiać. Reperacja będzie
kosztować (cena), a zegar nie jest wart więcej, niż (ce­
na znacznie niższa od poprzedniej). Ostatecznie mogę
go kupić na części. No, dałbym za niego ewentualnie...
Bo ja wiem... (Poprzednio wymieniona cena plus dzie­
sięć procent, w sumie równowartość dwóch takich so­
bie obiadów).
Zaniosłem zegar sto metrów dalej, do innego zakła­
du. Ściany niemalowane od lat. Goła, zakurzona ża­
rówka zwisała na drucie z sufitu. Przytulna bida. Na
jednej ścianie emblemat klubu sportowego Czarni
Lwów i pożółkły wycinek z gazety, oprawiony w ramki.
Na drugiej Pan Jezus, kalendarz z panoramą Tatr, dy­
plom mistrzowski. Pudełka, pudełeczka, przegródki,
szufladki.
Starszy pan się rozpromienił. Stary zegar, a w tak
znakomitym stanie. Wyczyścić, nic więcej.
- Ile to będzie kosztować?
- Panie, ta co się pan boisz. Taż portek panu przez
głowę nie zdejmę.

38

No i dobrze. Tydzień nie minął, znajomi konserwa­
torzy wymordowali drewnojady, uzupełnili ubytki
w zdobieniach, pan zegarmistrz zrobił swoje. Powiesi­
łem zegar nad łóżkiem.
Nadszedł rok 1999, reforma służby zdrowia. Pięć
godzin, potem jeszcze cztery i jeszcze dwie spędziłem
w ZUS; trzeba było się dowiedzieć, jaka jest różnica
między artystą a twórcą i co to jest pozarolniczą dzia­
łalność gospodarcza, bo z notki w gazecie wynikało, że
akurat to uprawiam. Dostałem bezpłatną broszurkę
uświadamiającą. Mam smykałkę do języków obcych,
ale n i cholery nie mogłem zrozumieć. Ostatecznie wy­
czytałem, że miesiąc w miesiąc mam im zanosić czter­
dzieści procent moich zarobków, ale nie mniej niż.
Owo „nie mniej niż" znaczyło, po skrupulatnych obli­
czeniach, że ZUS ma prawo do stu dwudziestu, stu
trzydziestu procent moich ówczesnych apanaży. - Jak
nie, to sprawa sądowa i komornik - wyjaśniła urzęd­
niczka, wręczając mi drugą bezpłatną broszurkę uświa­
damiającą.
- W kasie chorych powiedziano co innego.
- W kasie chorych się nie znają.
Pewnie byłem opryskliwy, bo czekając przed okien­
kiem przeczytałem w gazecie list czytelniczki, która
pytała, czy komornik miał prawo wyjąć jej córeczce
z uszu złote kolczyki, prezent od sąsiadki z okazji
pierwszej komunii. I czy pomocnik komornika miał
prawo wystawić rachunek 120 zł za trzymanie dziecka,
które się wyrywało, a kolczyki wycenić na 90 zł, choć
kosztowały znacznie drożej. Redakcja wyjaśniła, że
owszem, miał takie prawo, lecz na wszelki wypadek
powinien wypowiedzieć się w tej sprawie Rzecznik
Praw Obywatelskich. Potem gazety pisały o przekrę­
tach z komputeryzacją ZUS, że nie wiadomo, gdzie się
podziało ileś tam milionów, prezes przysięgał w telewi­
zorze, że wszystko jest w najlepszym porządku, ale po
paru dniach nie był prezesem, przy czym jedni mówili
to, a drudzy sio. Miał zostać dyrektorem przedsiębior­
stwa Totalizator Sportowy, gazety dowcipkowały, że
niebawem państwo będzie musiało dopłacać do totka,
ale ostatecznie zaczepił się gdzie indziej.
Wpadłem w figlarny nastrój, bo wyobraziłem sobie
komornika, rozglądającego się po moim mieszkaniu.
Ale się nachapie! Jak to dobrze, że nie jestem chciwy
ani dziedzicznie obciążony. Trzeba będzie tylko wy­
nieść zegar. Ale chwilowo niech wisi, może i mnie
przeżyje.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10199" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10177">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/053c11a57a36feeec4c24b197ea92fe7.pdf</src>
        <authentication>8581d1745a55bc89586da7ff50e9368b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121299">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5291</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121300">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121301">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4913</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121302">
                <text>Starorzecze.Krzyżyk z mosiężnej blachy, Piesek puk, Maszyny do pisania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121303">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.90-97</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121304">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121305">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121306">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121307">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121308">
                <text>W

ANTONIKROH

Warszawie za carskich czasów kandydat na

majstra musiał wykonać w obecności komisji
tak zwany majstersztyk. Egzaminowanie mo­

gło trwać tydzień i dłużej. Odbywało się w warsztacie.

Starorzecze

D e l i k w e n t pracował, a komisja, jedząc i popijając na je­
go rachunek, pilnowała, by n i k t m u nie pomagał, oraz
przerzucała się d o c i n k a m i p o d jego adresem. N a noc

Krzyżyk z mosiężnej blachy,
Maszyny do pisania,
Piesek Puk

warsztat starannie plombowano. Dziadek A n t o n i miał
dyplom mistrzowski w dziedzinie blacharstwa i kotłów
gorzelniczych, a krzyżyk, który obecnie należy do mnie,
był jego majstersztykiem, pracą dyplomową. N i e w i e l k i
stojący blaszany krzyżyk, z zamkniętymi obło ramiona¬
m i , u dołu lekko wywinięty na zewnątrz, pusty w środku.

zyty, t a k i był szczęśliwy, tak nie wiedział, jak i c h uho¬

Zagadka polega na t y m , że nie widać jakiegokol¬
spawu. N a j p r a w d o p o d o b n i e j

norować, że nie b y l i w stanie wykrztusić, co i c h spro¬

Dziadek wymodelował go z jednego kawałka blachy.

wadza. Posiedzieli, pogadali, w y p i l i herbatę. Prosił, że¬

A l e jak?

by w p a d a l i częściej. N a d r u g i dzień wzięli się w garść

wiek

śladu łączenia,

i odwiedzili go raz jeszcze.

Pokazałem krzyżyk znajomemu m e t a l u r g o w i , ab¬
solwentowi p o l i t e c h n i k i . Oglądał na wszystkie strony,

Dziadek A n t o n i miał braci i bratanków ustawio¬

przybliżał do lampy, obracał. Zniecierpliwił się, odsta¬

n y c h w życiu, nie chcieli się z n i m kolegować, więc po

wił na półkę, zaczął mówić o czymś i n n y m . Z n o w u się¬

śmierci syna jedyną bliską m u osobą była synowa, czyli

gnął, obejrzał, odłożył.

moja M a m a . N o i w n u k i . Co sobotę przyjeżdżał do nas

Przyszedł po p a r u d n i a c h .

na Bielany, zostawał do niedzieli. Przywoził dzieciom

- Ja do twojego krzyżyka.

cukier - w butelce po oranżadzie, takiej z porcelano¬

Wyjął z teczki reflektorek, jakiego używają laryn¬

w y m kapslem; nie mógł kupować cukierków, bo samot¬

golodzy, umocował sobie na czole, poświecił. Wsunął

n y m emerytom k a r t k i na c u k i e r k i nie przysługiwały.

do wnętrza krzyżyka maleńkie lusterko na t r z o n k u . Pa¬

Trzymał u nas skrzypce, czasem grał i śpiewał Rosła

trzył przez silnie powiększające szkło.

lina z liściem szerokim albo o więźniu, który miał w celi

ka­

- Hm.

przyjaciela-pajączka, to znów o kibitce pędzącej w odle­

Tyle się dowiedziałem.

gły szlak, a dzwonek tylko słychać z oddali jak

Dziadek A n t o n i wcześnie owdowiał, sam wychowy¬

umarłych

pogrzebowy

znak. Czytał Czechowa, Turgieniewa, Gogola,

L w a Tołstoja, Puszkina, mieliśmy to w d o m u . M a m a

wał dzieci: A n t k a (mojego ojca) i A l ę . G d y pokończy­
l i studia, spełnił swoje marzenie: kupił działkę w Zie¬

kupowała rosyjską klasykę, która była wtedy w Polsce

lonce, zbudował d o m e k . A l a była lekarką. Zginęła już

bajecznie tania, starannie wydany t o m kosztował tyle

po upadku powstania, na szosie p o d Pruszkowem.

co dwa przejazdy tramwajem albo mniej, podobno jakiś

Chciała p o m ó c jakiemuś r a n n e m u , o d r u c h o w o wyszła

prywaciarz kupił większą ilość dzieł Stalina oprawnych

z szeregu, w a c h m a n krzyknął i zdjął karabin z ramienia,

w skórkę, którą zużył na produkcję galanterii, a że nie

nie zwróciła na to uwagi. Gdzieś za wczesnego Gomuł¬

znosił marnotrawstwa, zawiózł do składu makulatury

k i , miałem wtedy ze szesnaście lat, poszedłem do punk¬

kilkaset kilogramów odpadów poprodukcyjnych i dostał

t u skupu makulatury, magazynierka warknęła: - Na¬

za to piętnaście lat. Tak p l o t k o w a l i dorośli, myśląc, że

zwisko! A d r e s ! - bo władza musiała mieć czarno na

skoro A n t o ś przykucnął w kącie i b a w i się k l o c k a m i , to

białym, jak się nazywa i gdzie mieszka obywatel, który

nic go nie obchodzi i można swobodnie rozmawiać.

przyniósł do sprzedania piętnaście i pół kilograma sta¬

W czerwcu osiemdziesiątego dziewiątego r o k u , wkrótce

rych gazet. Odwarknąłem t y m samym t o n e m : - K r o h !

po wyborach, które komuniści tak pięknie przegrali,

- i nagle magazynierka rozpromieniła się, zapytała ser¬

wyszły spóźnione o parę tygodni dzieła Lenina w białej

decznie, czy może jestem k r e w n y m p a n i d o k t o r A l i c j i

delikatnej skórce, kaletnicy natychmiast w y k u p i l i cały

K r o h , która pracowała na Sadybie? I czy p a n i doktor

nakład, radio cieszyło się t y m przez k i l k a d n i .

żyje? Jeśli tak, proszę ją koniecznie pozdrowić, H a n n a

Babcia, dziadkowie znali rosyjski z czasów młodo¬

Woźniak jestem, z ulicy Obserwatorów, już p a n i d o k t o r

ści. Babcia, gdy podliczała coś w pamięci, mamrotała

będzie wiedziała. Powiedziałem, że to moja ciotka, nie

po rosyjsku, dopiero w y n i k ogłaszała po polsku. M a m a

żyje. - O J e z u , ona też? Jak zmarła? - Zwyczajnie, Nie¬

chodziła na kursy organizowane przez Towarzystwo

miec ją zastrzelił. Patrzę, a na kwicie dziesięć kilo ma¬

Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. N i e musiała daleko cho¬

kulatury więcej, niż się należało.

dzić, odbywały się u niej w biurze, w godzinach służbo¬

Ojciec zginął w w y p a d k u samochodowym w l i p c u

w y c h , przyjemnie było. Ciocia Jadzia mieszkała p o d

czterdziestego szóstego. Dziadek Felicjan i M a m a po¬

N o w y m Sączem, była nauczycielką w szkole rolniczej,

jechali do Z i e l o n k i zawiadomić Dziadka A n t o n i e g o .

dyrektor kazał jej d o d a t k o w o uczyć rosyjskiego. Za¬

Dziadek A n t o n i t a k się ucieszył z niespodziewanej w i -

skomlała, że rosyjskiego nie zna, na to dyrektor, że nie
121

�Antoni Kroh * STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

przyjmuje t a k i c h dziecinnych wykrętów, przecież i n n i

w dolne gniazdko, bo t a m jest lepszy prąd, w o d a się

nauczyciele też nie znają, a p r o g r a m trzeba realizować.

szybciej zagotuje. - Chyba nie - odpowiadała M a m a

N i e bądźcie aspołeczna, koleżanko L e d n i c k a , w a m

po głębokim namyśle - bo t e n d o l n y prąd m a dłuższą

0 wiele łatwiej, bo znacie francuski i n i e m i e c k i i nie

drogę do przebycia. - Może tak - myślała na głos pa¬

macie dzieci. W i ę c uczyła się sama, wieczorami. Co

n i K w i a t k o w s k a - ale rozpędza się z góry, m a większy

wkuła wieczorem, tego uczyła następnego dnia, wy­

i m p e t , w sumie prędzej grzeje, chociaż m u dalej. Pani

przedzała uczniów o jedną lekcję. Opowiadała o t y m

K w i a t k o w s k a i p a n i K r o h to były jedyne p o l o n i s t k i

przy stole, gdy przyjechała na święta.

w Instytucie Geodezji i K a r t o g r a f i i . K i e r o w n i k zapo¬

M a m a zawołała: Skandal! I d i o t y z m !

minał, z czym przyszedł, żegnał się skwapliwie, rozpie¬

Dziadek Felicjan: Drogie dzieci, h m . Chłopi na Są-

rała go satysfakcja, gdyż dysponował k o l e j n y m niezbi¬

decczyźnie tak czy o w a k nie będą czerpać fachowej

t y m d o w o d e m wyższości i n t e l i g e n c j i technicznej n a d

wiedzy z rosyjskich podręczników a n i czytać Turgie¬

humanistyczną oraz umysłu męskiego n a d k o b i e c y m .

niewa w oryginale. W i ę c na j e d n o wychodzi. Chociaż,

G d y Dziadek A n t o n i którejś soboty nie przyjechał,

prawdę powiedziawszy, też się nie zachwycam t a k i m

zaniepokojona M a m a pojechała do Z i e l o n k i . Usłysza¬

stawianiem sprawy.

ła o d sąsiadów, że p a n K r o h zamknął się w mieszkaniu,
nikogo nie wpuszcza i całymi godzinami głośno śpiewa

Babcia: Biedna Jadziunia. Pomogłabym ci, gdybyś

po polsku i po rusku. Zawołała, poznał j ą po głosie,

mieszkała bliżej...

otworzył, przeprosił za b r a k i w garderobie. Wyjaśnił, że

Jadzia: M o j a droga Zosiu, nie trzeba się obrażać na

czuje się słabo, bo o d p a r u d n i nie jadł, ale po p r o s t u

cały świat, trzeba brać ludzi t a k i m i , j a k i m i są.

nie jest głodny, a poza t y m wiele już w życiu zjadł i po¬

M a m a : W ł a ś n i e biorę ludzi j a k i m i są, a nie moja

w i n i e n odpocząć. Powiedziała, że m u s i wyjść na chwi¬

w i n a , że są i d i o c i .

lę, m a pilną sprawę do załatwienia. Pobiegła na pocz¬

Dziadek mruknął po francusku, żeby nie dawać

tę, sprowadziła pogotowie. Przyjechała karetka, lekarz

dzieciom złego przykładu. A l e już było za późno.
Dorośli wkładali m i do głowy, żebym się pilnie uczył

zdecydował: D r e w n i c a . N i e powiedział „szpital psy¬

rosyjskiego, bo każdy Polak p o w i n i e n znać język naszych

chiatryczny" czy „dom wariatów", tylko użył oczywi¬

śmiertelnych wrogów. W i ę c prosiłem Dziadka Antonie¬

stego eufemizmu. Warszawiacy lewobrzeżni

go, żeby m i czytał opowiadania o zwierzętach z syberyj¬

T w o r k i , prawobrzeżni - D r e w n i c a , K r a k o w i a c y - Ko¬

skich lasów, autorstwa mojego śmiertelnego wroga M i ¬

bierzyn, Poznaniacy - Dziekanka. Wygnańcy ze Lwo¬

chaiła Priszwina. Bardzo go polubiłem i sporo m u za¬

w a używali z w r o t u : - Ta na Kulparków! - c h o ć wie¬

wdzięczam, a także A n t o n i e g o Czechowa, którym wte¬

dzieli, że K u l p a r k o w a także nie zobaczą.

dy nasiąkłem, a teraz wracam do niego, gdy m i smutno.

mówili

G d y dojeżdżali, Dziadek spytał:

W t e d y był t a k i m i l i c y j n y przepis, że w każdym

- A czemuż to nie jedziemy w stronę Warszawy?

mieszkaniu musiał być zeszyt, do którego główny lo¬

Wieziecie m n i e do czubków, czy jak?

k a t o r miał obowiązek wpisywać każdy nocleg osoby

- Tymczasowo, u Dzieciątka Jezus generalny re¬

niezameldowanej na stałe. L p . , nazwisko i imię, sto¬

m o n t - wyjaśnił przytomnie kierowca.

pień pokrewieństwa, data przyjazdu, skąd przyjechał,

Odwiedzała go j a k mogła najczęściej, czyli co dwa

data wyjazdu, dokąd wyjechał, uwagi. Ten zeszyt przy¬

tygodnie.

niósł n a m dzielnicowy. Pouczył, że nocowanie osoby

- Wiesz - powiedział kiedyś - to grubo nie w po¬

postronnej bez wpisania do zeszytu podlega karze (po

rządku, żebyś t a k się męczyła. Myślałem n a d t y m

l a t a c h widziałem w t a r n o w s k i m h o t e l u wywieszkę

wszystkim i doszedłem do w n i o s k u , że kobieta powin¬

„Zabrania się wpuszczania do łóżka osób trzecich").

na być szczęśliwa. Niedługo umrę, spotkam A n t k a ,

M a m a t w a r d o wpisywała: A n t o n i K r o h , teść, data,

p o w i e m m u , niechże coś zaradzi. A l a też pomoże,

z Z i e l o n k i , data, do Z i e l o n k i , A n t o n i K r o h , teść, da¬

przecież to rozgarnięta dziewczyna. N a p e w n o coś

ta, z Z i e l o n k i , data, do Z i e l o n k i i t a k przez parę kar¬

wspólnie wymyślimy, t a k przecież nie może być.

tek, któregoś d n i a powiedziała, że j ą to nudzi, bo sko¬

- N i e c h m u Ojciec powie, żeby się nie martwił, da¬

ro m i l i c j a jej do tej p o r y nie zwinęła za nocowanie te¬

ję sobie radę.

ścia, to bez łaski, więcej wpisywać nie będzie. To był

- Oczywiście, oczywiście, znakomicie dajesz sobie

jej u l u b i o n y greps: gdy pracowała w Instytucie Geo¬

radę, ale napomknę delikatnie, żeby jednak... N i e bój

dezji i K a r t o g r a f i i , kiedyś z nudów powiedziała kie¬

się, nie sprawię m u przykrości.

r o w n i k o w i , że nie będzie się szczepić obowiązkowo

Następnym razem wyznał jej półgłosem, aby szlaf-

przeciw gruźlicy, bo po co: tyle razy się szczepiła, a nie

k a m r a c i nie słyszeli: w jego sprawie obraduje bardzo

zachorowała. Ciasno jej było w Instytucie Geodezji

ważna komisja, c h c ą m u przyznać order i wysoką eme¬

1 K a r t o g r a f i i . Razem z koleżanką, panią Kwiatkowską,

ryturę. Siedzą d r u g i dzień i dyskutują, jeszcze nie

która miała Krzyż W a l e c z n y c h za powstanie, płatały

skompletowali dokumentów. O n sam m a niewielkie

rozmaite figle. G d y k i e r o w n i k niespodziewanie wcho¬

potrzeby, tylko na bieżące w y d a t k i , resztę będzie jej

dził i pytał o coś, p a n i K w i a t k o w s k a mówiła o d nie¬

oddawać. - Dobrze, podzielimy się po połowie. - N i e ,

chcenia: p a n i Zofio, n i e c h p a n i przełoży wtyczkę

nie po połowie. M n i e wystarczy jedna czwarta, nawet
122

�Antoni Kroh • STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

jedna piąta. N i e spieraj się, ja w i e m lepiej, m a m tutaj

niędzmi dziur w d o m o w y m budżecie, bo i tak nie za­

więcej czasu na myślenie. Najwyżej jedna piąta.

tka, lecz kupić coś użytecznego i trwałego. W t e n spo­

Zadzwonili do M a m y do pracy z administracji szpi¬
tala, żeby sobie zabrała

sób O j c i e c bardziej będzie z n a m i . Wysiadła na placu

zwłoki w terminie trzydziestu

sześciu godzin, bo jak nie, to pogrzeb będzie

W i l s o n a , w d o m u t o w a r o w y m stał czarny walizkowy
r h e i n m e t a l l . Kupiła, żeby dzieci uczyły się pisać. Praw­

państwowy.

W t a k i sposób dowiedziała się, że umarł. N a p r y w a t n y

dopodobnie raz dwa rozniosą maszynę na strzępy, ale

pogrzeb nie było jej stać, państwowy wyglądał tak o t o .

jeśli zdążą się przedtem nauczyć, to póki i c h życia, pó-

Był ciepły wiosenny dzień. Wysiadła z c i u c h c i ra-

ty pieniądze za śmierć ojca będą procentować. Zosia

dzymińskiej. Czuła się trochę j a k na wagarach: dosta¬

miała w t e d y k i l k a miesięcy, ja cztery lata, A n i a osiem.

ła dzień wolnego, c h o ć personalna twierdziła, że jej

Uczyłem się pisać na maszynie prawie równocześnie

nie przysługuje, bo ojciec nieżyjącego męża to w myśl

z nauką stawiania liter. Wolałem maszynę, bo nie robiła

przepisów nie rodzina. A l e M a m a napisała podanie,

kleksów i n i k t mnie nie przyrównywał do kury skrobią¬

umotywowała, dyrektor własnoręcznie

cej pazurem. Skutek taki, że sprawniej piszę na klawia­

w drodze wyjątku pójść na

zaparafował:

turze niż ręcznie, a gdy muszę coś napisać hand made,

rękę.

Załatwiła formalności w administracji, gdzie ją po¬

uroczysty list albo własnoręczny życiorys, najpierw stu¬

uczono, żeby nie stawiała wódki grabarzom, bo to rów¬

kam, a p o t e m pracowicie przepisuję. Udaje m i się to za

nież pacjenci, po a l k o h o l u dostaną małpiego r o z u m u

drugim, trzecim razem (pisząc ręcznie, robię zbyt dużo

i k t o będzie odpowiadał.

błędów maszynowych). Hand made to zwrot z polszczy­

Stała p o d kostnicą godzinę, może dwie, n i k t n i c

zny potocznej - tak mówią góralki na targu, zachwala¬

nie wiedział. Wreszcie podjechała f u r m a n k a , na niej

jąc skarpety i swetry cudzoziemskim turystom. Po an¬

trzech mężczyzn w d r e l i c h a c h . O t w o r z y l i drzwi, wy¬

gielsku mówi się by hand, gdyby to kogoś interesowało.

nieśli papierowy w o r e k , t a k i j a k po cemencie tylko

Najgorzej było w liceum. M o j e zeszyty były przed­

trochę dłuższy, rzucili na wóz. Jeden powoził, d r u g i

m i o t e m miażdżącej k r y t y k i , zaś pojednawcze sugestie:

siadł o b o k f u r m a n a , trzeci z tyłu, p l e c a m i do k i e r u n k u

no to może, p a n i profesorko, ja wszystko ślicznie prze­

jazdy. Uśmiechał się do M a m y , która kroczyła za t y m

piszę na maszynie? - jedynie dolewały oliwy do ognia.

karawanem, fajtał nogami, wystawił twarz do słońca

Już lepiej było nie pokazywać zeszytu, zainkasować

i śpiewał na całe gardło przedwojenne szlagiery. Czar­

dwóję i cześć pieśni. N a rozdaniu m a t u r p a n i o d pol¬

nikczemnie.

skiego po raz pierwszy i ostatni w życiu uśmiechnęła się

Wszyscy w krąg się ze mnie śmieją że ja łudzę się nadzie¬

do m n i e mówiąc, że do twarzy m i w krawacie, a poza

ją, a ty nie wrócisz do mnie już.

t y m ogromnie się cieszy, że już nie usłyszy ode m n i e te¬

na Rita szydzi ze mnie, żeś mnie rzucił tak

W j e c h a l i w brzezinkę. Był t a m świeży dół, a obok

go idiotycznego pytania: czy można oddać wypracowa¬

pryzma złotego mazowieckiego p i a c h u . W r z u c i l i w o r e k

nie na maszynie? Czy można przynieść maszynę na kla­

do dołu. K i l k a ruchów łopatą i po wszystkim.

sówkę? Teraz szanowny p a n jest dojrzały, może pisać na

- Pani wsiada. Lepiej marnie j e c h a ć , j a k dobrze

maszynie, ile chce, nawet poematy i listy miłosne.

drałować - powiedział śpiewający w a r i a t i uśmiechnął

W szkole tępiono nie t y l k o maszynopisanie, ale

się życzliwie.

i pióra k u l k o w e , później nazwane długopisami. A l e
postęp nie dawał się okiełznać. I t a k zostało do dziś.

- Dziękuję, przejdę się.
Odwróciła się, poszła w przeciwną stronę, na Rem¬

Tadeusz opowiadał, że jego dziesięcioletni syn dostał

bertów. Pomyślała, że t a k i wiosenny spacer to h o j n y

polecenie o d n a u c z y c i e l k i - za karę przepisać sto ra¬
zy „nie będę przezywał koleżanek", więc siadł do

prezent o d teścia.
Po p a r u miesiącach Prezydium Miejskiej Rady Na¬

k o m p u t e r a , napisał cztery słowa, stuknął gdzie trzeba

rodowej w Zielonce wezwało obywatelkę Zofię K r o h

i w sekundzie miał sto l i n i j e k . Tadeusz zrobił uwagę,

do naprawienia rynny. Odpisała, że nie jest właściciel¬

że nie pisze się kolerzanek

ką, r y n n y naprawiać nie będzie. N a p r a w i l i sami i przy¬

wystukał polecenie „zamień", p o t e m „drukuj" i robo¬

t y l k o koleżanek,

więc syn

słali r a c h u n e k . Odesłała z wyjaśnieniem, że nie jest

ta g o t o w a . - Czyś t y zwariował? - przeraził się Tade¬

właścicielką i płacić nie będzie. Następnej wiosny

usz - przecież to bezczelność! O n a cię z t y m w y r z u c i !

przysłali r a c h u n e k za smołowanie d a c h u . Odesłała

Miałeś przepisać sto razy, a nie wklepać j e d e n raz! -

z wyjaśnieniem, że nie jest właścicielką. Po miesiącu

Tato, coś ty, ona się nie t r o p n i e . - D o b r a , oberwiesz

dostała kolejne pismo, ale go nie otwierała, tylko na¬

to oberwiesz, t w o j a sprawa. N a d r u g i dzień syn wró¬

pisała na kopercie „Adresat zmarł, przesłać nadawcy"

cił ze szkoły rozpromieniony. - Jeszcze m n i e pochwa¬

i wrzuciła do skrzynki. Korespondencja ustała.

liła, że t a k ładnie przepisane, bez jednego błędu.

-

A widzisz, widzisz, j a k chcesz to potrafisz! - powie¬

Maszyny do pisania

działa. - Tato, przecież o n a nigdy w życiu nie siedzia¬
ła za k o m p u t e r e m , mózg by się jej chyba zlasował.

Ojciec stracił życie podczas pracy, M a m i e wypłaco¬

Bardzo chciałem mieć swoją maszynę, zwłaszcza

n o odszkodowanie. J e c h a ł a t r a m w a j e m do d o m u , ści¬

gdy już nie mieszkałem z M a m ą . Oczywiście m a r k i

skała torebkę i myślała, żeby nie zatykać t y m i pie-

R h e i n m e t a l l , j a k moja pierwsza miłość. Były lata
123

�Antoni Kroh * STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

sześćdziesiąte, nie czterdzieste: m o w y nie było, żeby o t

ła, czy aby nie da się czegoś wymontować i użyć po¬

t a k wejść do sklepu i kupić. Rzecz wyglądała o wiele

n o w n i e . Tego d n i a skasowano kilkanaście maszyn,
stare aparaty fotograficzne i coś jeszcze. K a d r y decy¬

romantyczniej.

dują o wszystkim.

Młodość mojej towarzyszki życia upłynęła w Kance­
larii Sejmu PRL. Gdy do Polski dotarły pierwsze maszy­

Jeszcze była Efka. Tak mówili na nią mechanicy,

n y elektryczne m a r k i O l i v e t t i o snobistycznym, m o d ­

uśmiechając się j a k do starej znajomej. - O r a n y , Efka,

n y m k r o j u czcionki, mówiono na nie chyba skoropisy,

gdzie p a n ją podłapał? Świetnie się trzyma j a k na swój

mój r h e i n m e t a l l , jak inne z Kancelarii Sejmu, został

w i e k ! Efka - bo powstała w F K , Fabryce Karabinów na

przeznaczony na złom. Otóż po Sejmie kręcił się, chy¬

W o l i . Produkcję rozpoczęto wiosną, a może l a t e m trzy¬

ba z przyzwyczajenia, dziarski staruszek, przedwojenny

dziestego dziewiątego, na l i c e n c j i Hermes Baby, zdążo¬

socjalista Stanisław Szwalbe,

n o wyprodukować kilkaset sztuk. M o j a Efka miała zbi¬

wicemarszałek

Sejmu

Ustawodawczego w 1947 r o k u , który kładł podwaliny

ty n u m e r fabryczny (he, he, pewnie służyła w A K -

Polski L u d o w e j , a gdy już je położył, we wrześniu 1948

powiedział znajomy, oglądając j ą czule na wszystkie

r o k u wyleciał ze stanowiska przewodniczącego Rady

strony - poręczna, niezawodna, cicha, wszelkie zalety

Naczelnej PPS. N i e b a w e m partie się zlały, powstała

k o n s p i r a t o r k i . W i e l e b y m w t e d y za nią dał). Po w o j n i e

PZPR, tow. B i e r u t poradził Szwalbemu: „wy sobie lepiej

dwadzieścia parę lat leżała nieużywana w k r a k o w s k i m

dajcie spokój z polityką", więc tow. Szwalbe został dzia­

mieszkaniu, jako lokata kapitału p e w n y c h państwa.

łaczem społecznym, między i n n y m i założył Towarzy­

Kupiłem j ą z ogłoszenia. Cóż to była za radość. Zanio¬

stwo i m i e n i a M a r i i K o n o p n i c k i e j (już po Październiku).

słem do mechanika. - Efka! - zawołał -

Był to człowiek starej daty - nie znosił, gdy coś się mar¬

sztuka, zrobię p a n u poza kolejką. Nazwisko, imię, ad¬

nowało. Postarał

res, n u m e r d o w o d u osobistego. - A n t o n i K r o h , M u ¬

się więc, żeby maszyny, zupełnie

wspaniała

sprawne, ale już spisane do kasacji, przekazano Towa¬

zeum Tatrzańskie. - Jak to, mieszka p a n w muzeum? -

rzystwu. Pracował t a m przyjaciel M a m y , zadzwonił, po¬

N i e . - W i ę c proszę podać adres zamieszkania. - N i e

biegłem na Stare M i a s t o , obejrzałem kilkadziesiąt ma¬

m a m mieszkania. - To gdzie p a n mieszka? - Różnie.

szyn, wybrałem najmniej rozklekotaną, zapłaciłem... To

- A gdzie p a n jest zameldowany? - W Warszawie.

znaczy oficjalnie nie płaciłem, byłoby to przestęp­

- A w Z a k o p a n e m gdzie? - Nigdzie. - To co ja p o d a m

stwem; maszynę dostałem za darmo i nielegalnie, bo

na milicji? - zafrasował się m e c h a n i k , człek prosto¬

komisja Towarzystwa też ją przeznaczyła do kasacji -

duszny. - Przecież mogę p a n u niezłego g n o j u narobić.

ale akurat tego samego dnia, wiedziony szlachetnym

Wyznał, że jest zobowiązany podawać m i l i c j i wzory

p o r y w e m serca, z własnej a nieprzymuszonej w o l i wpła¬

czcionek wszystkich n a p r a w i a n y c h przez siebie maszyn

ciłem dwa i pół tysiąca złotych do kasy Towarzystwa

wraz z d a n y m i właścicieli. - Niezameldowany w Zako¬

i m . M a r i i K o n o p n i c k i e j jako członek wspierający. Wy¬

p a n e m , a do tego kupił sobie maszynę. O n i się, nie daj

biegłem ze słodkim ciężarem p o d pachą, zaniosłem na

Boże, zaczną n a d t y m zastanawiać. I będą pióra.

Marszałkowską do prywatnego zakładu, gdzie maszyna

- Dziękuję... Przyjdę kiedy indziej.

została poddana generalnemu r e m o n t o w i za drugie

Zawiozłem Efkę do Warszawy, nie pytano m n i e

dwa i pół tysiąca. Spisana na straty przez dwie komisje,

o n i c , wszystko zrobiono j a k należy. K a d r y decydują

d w u k r o t n i e zmartwychwstała, służyła m i wiernie, a gdy

o wszystkim.

po latach przesiadłem się na komputer, ofiarowałem ją

Efka była wspaniała, ale j a k na moje potrzeby za

Polakowi z Wileńszczyzny, co zresztą także nie było cał¬

delikatna - przyjmowała najwyżej dwie przebitki. Cie¬

kowicie legalne, gdyż ówczesne władze litewskie niemi¬

szę się, że poszła w dobre ręce. Żyje się jej spokojnie,

le widziały na swym t e r y t o r i u m maszyny z polską

obecna właścicielka łagodnie się z nią obchodzi - cza¬

czcionką, że tak to delikatnie ujmę.

sem list, r a c h u n e k , pisemko do administracji.

N i e wszystkie maszyny miały tyle szczęścia. D u n i a

Najśmieszniej było w stanie w o j e n n y m . Pracowa¬

z M u z e u m Tatrzańskiego l a t a m i pisała n a starym wa¬

łem w M u z e u m Okręgowym w N o w y m Sączu, Od¬

l i z k o w y m mercedesie, wypożyczonym z L i c e u m Ke¬

dział w Podegrodziu. Codziennie jeździłem więc do

nara. Któregoś d n i a zadzwonili, żeby i m w te pędy

Podegrodzia. Potrzebna m i t a m była maszyna, mu¬

oddać maszynę, bo ją muszą komisyjnie skasować, ta¬

zeum nie dało służbowej, bo nie miało, poprosiłem

kie m a j ą zalecenie p o k o n t r o l n e . D u n i a c h c i a ł a pła¬

o samochód, żeby przewieźli moją prywatną (miałem

cić, pytała, co zrobią jak, nie o d d a (wytoczą sprawę

w t e d y wielkiego biurowego u n d e r w o o d a ) . Pan Ma¬

sądową i naślą k o m o r n i k a z m i l i c j ą ) , proponowała

r i a n , kierowca, aż się za głowę złapał. Panie A n t o ś ,

h a n d e l w y m i e n n y , rozpłakała się, mówiła, że maszynę

czyś p a n chory? W i e ź ć prywatną maszynę państwo¬

k o c h a , zrosła się z nią, chce na niej skończyć książkę,

w y m samochodem? Jak ja i m to wytłumaczę na sztraj-

a jeśli nie mogą sprzedać a n i dać, to n i e c h przekażą

fie? Toż to przecie gorsze j a k k a r a b i n maszynowy!

do m u z e u m j a k o zabytek. N i c z tego proszę p a n i , po¬

Miał rację - na granicy miasta, przy zabytkowej figu¬

rządek m u s i być! Zebrała się komisja, u s t a w i l i maszy¬

rze M a t k i Boskiej z Dzieciątkiem, była wojskowa ro¬

nę na p n i a k u , p a n Z i u t e k chwycił s i e d m i o k i l o w y

gatka, wszystkich l e g i t y m o w a l i , zaglądali do toboł¬

m ł o t na długim t r z o n k u i walił, a komisja sprawdza-

ków, bagażników. A l e jakieś sto metrów przed rogat124

�Antoni Kroh * STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

ką odbijała o d szosy zwykła p o l n a droga. Przeniósł się

skakał o k n e m z trzeciego piętra, postradał w t e d y o k o .

t a m prawie cały r u c h kołowy. Z r o g a t k i było doskona¬

Krzyknąłem, wrócił. Nosiłem go, trzymając za ucho, to

le widać, j a k w i e j s k i gościniec, używany przez miej¬

znów za ogon, Babcia przyszywała - aby prędzej, t a k i m

scowych z częstotliwością j e d e n t r a k t o r na godzinę,

k o l o r e m włóczki, j a k i miała p o d ręką, rzecz wymagała

nagle zaroił się o d aut. A l e stróżów porządku to nie

natychmiastowej i n t e r w e n c j i . Ślady widać do dziś. Pil¬

obchodziło - rozkazano i m pilnować szosy, to pilno¬

nował m n i e d n i e m i n o c ą w dziecięcym szpitalu na

w a l i , a po sąsiedzku mogłyby jeździć c h o ć b y amery¬

W o l i , wykaraskaliśmy się jakoś. W k r ó t c e zacząłem się

kańskie czołgi. Baliśmy się obaj z p a n e m M a r i a n e m -

go wstydzić. Czekał na dnie szafy przywalony tekstylia¬

nie kary, bo przecież nie popełnialiśmy żadnego prze¬

m i , złego słowa nie mruknął.

stępstwa, tylko przerażającej perspektywy wyjaśnia¬

Przeprowadzał się ze m n ą niezliczoną ilość razy,

nia, co właściwie robimy. Okazało się, że niepotrzeb¬

z anielską cierpliwością. Teraz stoi za m o i m i p l e c a m i

nie. D r o g a p o l n a nie była obstawiona, mogliśmy tam¬

na regale, rozgląda się czujnie po okolicy. Przed paro¬

tędy spokojnie przewieźć Bujaka

ma laty niepostrzeżenie minęły nasze pierwsze i zara¬

z Frasyniukiem,

a cóż dopiero głupiego u n d e r w o o d a .

zem ostatnie złote gody.

Czarna w a l i z k o w a maszyna m a r k i R h e i n m e t a l l ,

Ciocia Terenia przez całą wojnę mieszkała z n a m i

k u p i o n a p o n a d pięćdziesiąt l a t t e m u , jest w ideal¬

na Sadybie. Sadyba była to elegancka dzielnica willo¬

n y m stanie. M a m a , siostry i j a pisaliśmy na niej d l a

wa, jej budowę zakończono tuż przed wojną; nazwę

zarobku i d l a własnych potrzeb. N i e u m i e m określić,

miała symboliczną, gdyż w dawnej polszczyźnie sadyba

ile k a r t e k przez nią się przewinęło - dwieście, trzysta

znaczyło warownia, obóz wojskowy, strażnica na kre¬

tysięcy? K i l k a g r u b y c h książek p a n a W a ń k o w i c z a ,

sach. W latach siedemdziesiątych pola między Sadybą

które przepisywałem z siostrami (pięć p r z e b i t e k , pil¬

a D o l n y m M o k o t o w e m zabudowano b l o k a m i , oficjal¬

n o w a ć kolorów b i b u ł k i ! ) , rozkazy k o m e n d y h u f c a

nie mówi się na to Ursynów, potocznie Usrynów, może

Mokotów

niezbyt w y k w i n t n i e , ale stosownie, bo przecież praw¬

Zachód

(na b l a c h a c h p o w i e l a c z o w y c h ,

trzeba było m o c n o walić w klawisze, żeby się odci¬

dziwy Ursynów to klasycystyczny pałac i park, ongiś

s n ę ł o ) , kilkanaście tomów czeskiej i słowackiej pro¬

własność Juliana Ursyna Niemcewicza, dziś Szkoły

zy w m o i m przekładzie ( p o p r a w i a n i e , p o p r a w i a n i e ,

Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, położony kilkana¬

każda strona po sześć i więcej razy, t r z y s t u s t r o n i c o -

ście kilometrów na południe. Jeden Ursynów, trochę

w a książka to d l a maszyny około dwóch

dalej d r u g i Ursynów. Jeśli tak, to może uchwalmy, żeby

tysięcy

s t r o n ) , audycje M a m y , artykuły, listy, co n a j m n i e j

odtąd każde polskie miasto nazywało się R a d o m .

p i ę ć prac magisterskich, n o t a t k i , chałtury, chałtury,

Ciocia Terenia oficjalnie była uczennicą kursów b u -

chałtury, przepisywania grzecznościowe, bo j a w i e m

chalterii, ale przede wszystkim tkwiła po uszy w konspi¬

co jeszcze. Jeszcze rozmaite próby wytrzymałościo¬

racji. Poszła do powstania, słuch po niej zaginął, nie by¬

w e , d o k o n y w a n e przez troje dzieci, nie licząc P T ko¬

ło w i a d o m o , czy żyje. Wypędzono nas z Sadyby, wędro¬

leżanek i kolegów. Podróże. O t ó ż po półwieczu ta¬

waliśmy p o l a m i , gdzie p o t e m zbudowano osiedle rządo¬

kiej służby maszyna wygląda bez porównania lepiej

we, zwane Zatoką Czerwonych Świń, dalej na południe

niż polskie łuczniki p o rocznej p r a c y n a państwo¬

polami, gdzie jakiś biznesmen chce wznieść buławę So¬

w y m . N i e w i e m , czy f i r m a R h e i n m e t a l l jeszcze ist¬

bieskiego, to znaczy ogromną wieżę w kształcie buławy

nieje, ale gdyby c h c i a ł a ładnie się znaleźć, niechże

z obrotową restauracją na wierzchołku, nie chciałbym

m i zapłaci za t e n h y m n p o c h w a l n y . Wyśpiewuję go

zgadywać, j a k warszawiacy to nazwą, i dalej p o l a m i , na

z pełnym p r z e k o n a n i e m - w odróżnieniu o d a k t o r e k ,

których m a stanąć Świątynia Opatrzności Bożej, ale

które

detergentów

nie w i a d o m o , czy stanie, bo kolejne zwycięskie projek¬

N i e d a w n o musiałem coś na niej napisać. Okazało

wsi W o l i c a . Ostatecznie, po rozmaitych perypetiach

się, że już nie u m i e m . Z a p o m i n a m , że trzeba przesunąć

osiedliśmy w Grójcu. W pierwszych d n i a c h stycznia

ględzą w t e l e w i z j i o zaletach

i biorą za to niezły szmal.

ty są coraz bardziej nie do przyjęcia - aż dotarliśmy do

wózek albo że nie ma co szukać klawiszy control czy alt.

czterdziestego piątego r o k u ktoś zdobył gazetę „Poszu¬

A l e dźwięk maszyny t a k i sam j a k w dzieciństwie. T a k i

kiwanie się Wzajemne", wydanie nadzwyczajne znane¬

sam. I to jest ta sama maszyna. W z n a k o m i t y m stanie,

go szmatławca „Goniec K r a k o w s k i " , który w czasie po¬

gotowa do pracy. Coś niesamowitego.

wstania

publikował

całostronicowe

fotoreportaże

o u r o k a c h lata, obozach H i t l e r j u g e n d w Beskidzie Zy-

Piesek Puk

w i e c k i m i wspaniałych zbiorach jabłek. D o d a t e k miał
cztery k o l u m n y po sześć szpalt nonparelem, nazwiska

N o s i angielskie imię, bo przybył z L o n d y n u . Tuż po

w przypadkowej kolejności, a wśród n i c h : Teresa

w o j n i e , w pierwszej paczce o d C i o c i Tereni.

nicka,

N i e było m u łatwo. G d y wyskoczył z pudła i rzucił

Gefangenennummer

Mählberg/Elbe,

106238,

obóz

Lechjeniecki

szuka matki i sióstr. Babcia długo płaka¬

m i się w r a m i o n a , miał puszystą, pomarańczową sierść.

ła. Parę d n i później do Grójca weszli bolszewicy, kore¬

N i e b a w e m zupełnie wyłysiał, nie ze swojej winy. Bez

spondencja z Rzeszą stała się niemożliwa. Pana Miko¬

szemrania realizował moje wizje, na przykład kiedyś

łaja Pajdowskiego, starego przyjaciela jeszcze z czasów
125

�Antoni Kroh • STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

roboty niepodległościowej sprzed pierwszej wojny, któ¬

Jeszcze przez cały r o k po w o j n i e mieszkaliśmy

ry w Grójcu organizował p o m o c warszawiakom, byliby

w Grójcu, n i m wróciliśmy do Warszawy. Jak Ojciec zała¬

j a k nic rozwalili, bo znaleźli u niego w b i u r k u znaczki

twił mieszkanie na Bielanach, nie w i e m . Skąd wiedzieli¬

pocztowe Generalnej G u b e r n i z H i t l e r e m , ale Pan M i ¬

śmy, że Ciocia Terenia osiadła w A n g l i i , jak zdobyliśmy

kołaj miał schowany na czarną godzinę baniak spirytu¬

jej adres, a ona nasz - nie m a m już kogo spytać. A l e pa¬

su, przeżył, a m y przy okazji, dziś by się powiedziało, że

miętam pierwszą paczkę z L o n d y n u , c h o ć miałem wtedy

przeżyliśmy na krzywy ryj; p o t e m długo pracował w lu¬

cztery, pięć lat. Może zresztą ta pierwsza zlała m i się z na¬

belskim oddziale P T T K , prowadził wycieczki po Rozto¬

stępnymi, a tylko m i się zdaje, że ją pamiętam.

czu. Jesienią 1963 r o k u przemawiał w Poznaniu n a d

Ciekawe, j a k przyszły h i s t o r y k Polski L u d o w e j

trumną Dziadka Felicjana, a gdy skończył, p a n Leon,

oszacuje, ile pieniędzy w p o m p o w a l i do k r a j u emigran¬

facecjonista w d o b r y m , szlagońskim stylu, uścisnął m u

ci, j a k opisze rolę zagranicznych paczek w naszej kul¬

dłoń i rzekł z powagą: Mikołaju, przeszedłeś sam siebie!

turze materialnej i d u c h o w e j , szczególnie w pierw¬

Pan Pajdowski ogromnie był d u m n y z tej pochwały,

szym p o w o j e n n y m dziesięcioleciu, c h o ć później oczy¬

chwalił się M a m i e k i l k a razy.

wiście też. T r u d n o sobie wyobrazić, aby ów t e m a t zo¬

W czterdziestym piątym r o k u w Grójcu Babcia ga¬

stał całkowicie pominięty; już prędzej można wątpić

wędziła z żołnierzami radzieckimi, podobnie j a k w Se-

w powstanie uczciwej i wyczerpującej m o n o g r a f i i cy¬

rebryszczach w r o k u dwudziestym i trzydziestym dzie¬

wilizacji PRL.

wiątym. Świetnie to robiła - uprzejmie, z dystansem.

A l e , na wszelki wypadek, może w a r t o podsunąć

C z u l i przed nią respekt; absolwentka carskiego gimna¬

pewną daleką analogię.

zjum znacznie lepiej czytała i pisała po rosyjsku niż

Tak zwany k u l t cargo narodził się p o d koniec X I X

w i e l u z n i c h . D y k t o w a l i jej listy. Wspominała sierżan¬

w i e k u wśród p i e r w o t n y c h ludów Oceanii, zwłaszcza

ta, który postawił na podłodze skrzynkę buraczanej

N o w e j G w i n e i , ogarnął setki tysięcy wyznawców i t r w a

marmolady, zabraną z magazynu spółdzielni Społem,

do dziś. Tubylcy uznali, że przybycie białych eksplora¬

z kieszeni bluzy wyjął list i poprosił, żeby przeczytać.

torów i misjonarzy to powrót przodków, w i d m o białej

- M o j liubimyj Misza! Codziennie myślę o tobie, ko¬

skórze. Okręty, później samoloty, załadowane towara¬

c h a m cię, rozpowiadam dzieciom, że u n i c h ojciec bo¬

m i ( cargo) tak wspaniałymi, że mogły pochodzić tylko

hater, są z ciebie d u m n e . Jestem c i w i e r n a , Misza, cze¬

z zaświatów, wysyłane były - jakże inaczej - przez du¬

k a m , aż wrócisz, będę k o c h a ć tylko ciebie aż do mogi¬

chy zmarłych Melanezyjczyków bądź Papuasów dla i c h

ły. O g r o m n i e m i ciebie brak, ale w i e m , że musisz wal¬

żyjących potomków, słusznie więc należały się miejsco¬

czyć za naszą radziecką Ojczyznę, za nasze dzieci, nasz

w y m . Przybysze, z biegiem czasu uznani za ludzi (gdy

d o m . D o b i j j a k najprędzej faszystowską gadzinę w jej

wyszło na jaw, że są śmiertelni), wprowadzali chrześci¬

legowisku i wracaj. U nas tego r o k u sroga zima, śnie¬

jaństwo, a zarazem nieustannie odbierali transporty,

gu napadało. O n a s się nie martw. Powrócisz i będzie¬

więc tubylcy doszli do wniosku, że n o w a religia jest,

m y szczęśliwi. Twoja małżonka Natasza. Babcia czyta¬

jakby to powiedzieć, sakralną technologią pomnażania

ła, a żołnierz co chwilę parskał śmiechem, brał się p o d

dóbr m a t e r i a l n y c h . Następowały masowe nawrócenia,

b o k i i machał rękami, jakby się oganiał o d osy. N i e wy¬

po których przyszedł ogromny zawód, skoro wyszło na

trzymała. - Z czego się śmiejecie, co t u śmiesznego?

jaw, że przyjęcie chrztu i uczestnictwo w niedzielnej

Spojrzał, nie rozumiejąc. - Z czego? A n o z tego, że tak

mszy świętej nie zapewnia natychmiastowego dobroby¬

ładnie pisze, a przecie w i a d o m o , bzdury, czepuchu boł-

t u . Czarni starali się ze wszystkich sił, na różne sposo¬

tajet, na p e w n o już kogoś ma, nie było m n i e w d o m u

by, przeniknąć Wielką Tajemnicę, lecz b i a l i wciąż b y l i

cztery lata, co ona myśli, że ja durny, życia nie znam?

górą, towary przychodziły wyłącznie do n i c h . Widocz¬

N i e wierzę w a n i jedno słowo, no, może o śniegu. Pew¬

nie zataili przed czarnymi te najskuteczniejsze zaklęcia.

nie uczycielka jej to pismo pisała, o t . Dopił herbatę,

K i e d y podczas drugiej w o j n y światowej n a d O c e a n i ą

podziękował, Babcia przetarła stół, przygotowała b l o k

przerzucono most powietrzny z A u s t r a l i i i niebo zaroiło

listowy, pióro, kałamarz. - D r o g a Nataszo, moja naj¬

się o d samolotów, k u l t cargo nasilił się; na niedostęp¬

ukochańsza małżonko! U m n i e wszystko w porządku,

n y c h wyżynach Papui-Nowej G w i n e i tubylcy b u d o w a l i

zdrów jestem, nie narzekam, tylko bardzo m i ciebie

z płótna i gałęzi podobne konstrukcje, aby zwabić n i m i

brak. Tęsknię za tobą, często m i się śnisz. W o j n a nie

skrzydlate p t a k i pradziadów wypełnione

wieczorynka, śmierć nie wybiera, ale wierzę, że wrócę

Wyrąbywali, wypalali lądowiska w puszczy, stawiali

do ciebie i będziemy szczęśliwi. Kolegów m a m do¬

wieże k o n t r o l n e , rozpinali kable telefoniczne z l i a n za¬

ładunkiem.

b r y c h , major dla nas słowno ojciec. Z i m a t u łagodniej¬

kończone

sza jak w naszych stronach, Polacy mówią, że sroga,

A skoro to nie skutkowało, znaleźli w sobie dość deter¬

ale gdzie t a m sroga, u nas bywają sroższe. K o c h a m cię

m i n a c j i , aby pójść dalej. D l a j e d n y c h k u l t cargo stał się

słuchawkami

z puszek po

konserwach.

i wierzę, że kiedyś do ciebie powrócę. D z i e c i ucałuj

zaczynem ruchów narodowowyzwoleńczych, i n n i po¬

i dobrze chowaj. M i t i a już pewnie w i e l k i chłopak i nie¬

p a d l i w mistycyzm - cierpliwie czekają, aż zdobędą nie¬

długo popadnie w pioniery. W i ę c e j nie m a m co pisać.

śmiertelność, uwolnią się o d chorób i obowiązku pracy.

Twój na w i e k i sierżant Mikołaj Prochorow.

B i a l i staną się czarnymi, czarni białymi, przodkowie
126

�Antoni Kroh • STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

zmartwychwstaną i powrócą na ziemię. Jak widać, k u l t

złote krążki ze staniolu, k u obopólnej radości, póki

cargo jest spójny, logiczny, konsekwentny, oparty na

ktoś się nie tropnął, że to nie odznaki, lecz egzotyczne

doświadczeniu j e d n o s t k o w y m i zbiorowym,

prezerwatywy. A n i a , córka C i o c i Tereni, zapamiętała,

mocno

osadzony w tradycji, a zarazem o t w a r t y na rzeczywi¬

że goście z K r a j u , przyjeżdżający do n i c h do L o n d y n u ,

stość, zdolny do wchłaniania n o w y c h elementów.

gdy po 1956 r o k u stało się to wreszcie możliwe, nie po¬

O d kiedy pamiętam, wiedziałem - podobnie jak

zwalali wyrzucać opakowań, bo takie piękne. Wyjeż¬

m o i rówieśnicy - że na Zachodzie każdy może sobie

dżając, rozstawali się z n i m i z żalem. Za Gierka w nie¬

kupić na co tylko m a o c h o t ę , pieniędzy t a m j a k liści

j e d n y m p o l s k i m d o m u stały na meblościance b u t e l k i

na drzewach, a w sklepach jest wszystko, na przykład

po peweksowskich alkoholach, świadcząc o d o s t a t k u

pióra k u l k o w e , tak się nazywają, bo zakończone kulka¬

i d o b r y m guście gospodarzy. G d y - mniej więcej za

m i zamiast stalówek, nie trzeba i c h maczać w kałama¬

pierwszej Solidarności - pojawiło się p i w o w puszkach,

rzu, dużo lepsze nawet o d naszych wiecznych. A więc

u znajomego księdza w salonie podziwiałem starannie

dobrobyt zależy wyłącznie o d miejsca p o b y t u . K t o

rozstawione rzędy ekskluzywnych, pustych puszek, na

mieszka w A n g l i i , Francji, A m e r y c e , jest bogaty, po¬

telewizorze, na szafie, napisami do przodu.

nieważ t a m mieszka. Uczyliśmy się w szkole o kapitali¬

Kakao z paczki, jeśli było przeznaczone do kon¬

stycznym m a r n o t r a w s t w i e i wyzysku, ale każdy wie¬

sumpcji w gronie r o d z i n n y m , a nie na sprzedaż, jedli¬

dział, że to bujda, żałosna, jak i n n e szkolne bujdy. Za

śmy z talerzyka, wymieszane z c u k r e m . Każdy oddech,

to realny, c h o ć egzotyczny, a może nawet pochodzący

każde nie w porę wypowiedziane słowo albo, co gorsza,

z zaświatów, był zapach paczek.

kichnięcie, mogło wzniecić kakaowy pył i złorzeczenia
współbiesiadników.

Kiedyś n i z tego, n i z owego dostaliśmy spado¬
c h r o n . Cały pokój wypełnił się białą tkaniną, która nie

Kawa o d C i o c i Tereni nie była napojem, a n i nawet

dała się z p o w r o t e m wcisnąć do pudła. - O j e j k u , jak

przysmakiem,

fajnie. Czy to prawdziwy? K i e d y będziemy skakać?

w pracy.

Z dachu? Z balkonu? Ja pierwszy! - Syneczku, proszę

tylko walutą. M a m a sprzedawała

ją

Rolę w a l u t y pełniły także zagraniczne żyletki. Kra¬

cię, spójrz. O n jest w kawałkach, nie nadaje się do ska¬

jowe

kania. N i e c h ci broń Boże coś do głowy nie strzeli. -

i twórczości satyrycznej.

To po co Ciocia go przysłała? - Żeby z niego poszyć

służyły głównie

do t e m p e r o w a n i a ołówków

C h c ę się golić, więc się mydlę,

b l u z k i i koszule. - Eeee... W czterdziestym siódmym,

ale nożyk nie chce.

czterdziestym ósmym r o k u co druga elegancka warsza¬

To nie nożyk, ale bydlę,

w i a n k a paradowała w j e d w a b i u z wojennego spado¬

nie tnie, tylko ł e c h c e .

c h r o n u . Niektóre starzały się w t y c h kreacjach. Jeszcze

W i ę c skowyczę: oby, oby

za Gierka można było w barze m l e c z n y m spotkać sta¬

wyginęły brakoroby!

ruszkę w pożółkłej, charakterystycznej bluzce.

Pani Muszka przez wiele lat dostawała z L o n d y n u ,

Pomarańcze... Babcia pytała: dzieci kochane, czy

regularnie raz w miesiącu, wyłącznie pończochy, t a k

ewentualnie miałybyście o c h o t ę . . . ? A l b o jeszcze wy¬

zwane nylony. O d narzeczonego, z którym zaręczyła

t w o r n i e j : a może reflektujecie... ? Siadaliśmy w skupie¬

się l a t e m trzydziestego dziewiątego r o k u . Tuż po woj¬

n i u , zaczynało się m i s t e r i u m obierania i sprawiedliwe¬

nie n y l o n y były t y l k o z paczek, ale w takiej ilości, że

go dzielenia, p o d czujną kontrolą trzech par oczu.

aż weszły do m o w y potocznej. Albo cnota, albo nylony

D w i e pomarańcze na sześć talerzyków - zostawić dla

-

p o w i a d a n o w różnych sytuacjach,

niekoniecznie

M a m y , zostawić dla Gosposi, nakryć, żeby nie wyschło

damsko-męskich. W połowie lat pięćdziesiątych poja¬

do wieczora. Potem się jadło. P o w o l u t k u , po troszecz-

wiły się pończochomajtki, wymyślono dla n i c h nazwę

k u . Skórki też były bardzo cenne. Pierwszy raz w życiu

rajstopy,

zobaczyłem pomarańcze w sklepie, o t tak po prostu

c h o ć przecie wynalazek, jeśli w o l n o się t a k wyrazić,

czekające na klientów, na początku lat sześćdziesią¬

nie miał n a myśli stóp. Pierwszy m i l i o n rajstop na uli¬

t y c h w Pradze; zamurowało m n i e ze zdziwienia, że coś

cach p o l s k i c h miast też oczywiście pochodził z pa¬

takiego w socjalizmie jest możliwe.

zręczne

słowo, n a t y c h m i a s t się

przyjęło,

czek, dopiero po dwóch, trzech l a t a c h i nie w i e m i l u

Każda pomarańcz (Babcia mówiła „ta pomarańcz";

naradach na najwyższym szczeblu pojawiły się krajo¬

uważając formę „pomarańcza" za prostacką) była owi¬

we. Te, n i c z y m podziemna rzeka w D o l i n i e Kościeli¬

nięta w białą gofrowaną bibułkę z w y t w o r n y m nadru¬

skiej, wpadały do magazynów G a l l u k s u , znikały, by

k i e m . Bibułki miały wielką wartość kolekcjonerską

wychynąć na bazarze Różyckiego - w cenie uwzględ¬

i były wyznacznikiem prestiżu, więc Babcia wręczała je

niającej p r a w a podaży i p o p y t u . Gazety piętnowały tę

n a m z namaszczeniem, starannie pilnując kolejności,

karygodną spekulację; aby jej przeciwdziałać, rozpro¬

by kogoś nie zranić. N i e tylko my, również dorośli mie¬

wadzano rajstopy przez związki zawodowe w zakła¬

l i słabość do eleganckich opakowań: Pierwszego d n i a

d a c h pracy. Trzyosobowe komisje, listy na tablicy

Festiwalu Młodzieży i Studentów w Warszawie w 1955

ogłoszeń, by uniknąć podejrzeń. Damskie rajstopy

r o k u delegaci z krajów ciemiężonych przypinali w do¬

p o d społeczną kontrolą -

wód przyjaźni przedstawicielom krajów obozu p o k o j u

Warszawy". W l a t a c h siedemdziesiątych po parze raj127

donosiło d u m n i e „Życie

�Antoni Kroh * STARORZECZE. KRZYŻYK Z MOSIĘŻNEJ B L A C H Y , M A S Z Y N Y D O P I S A N I A , PIESEK PUK

stop dawano k o b i e t o m pracującym z okazji D n i a Ko¬

miesiąc wcześniej - mówiono - k r e w n i z zagranicy za¬

biet. N i e oznacza to b y n a j m n i e j , że rajstopy zachod¬

łataliby dziurę paczkami. A więc jeszcze dwadzieścia

nie przestały cieszyć się zainteresowaniem.

pięć lat po w o j n i e paczki z Z a c h o d u wpływały na bieg

Polska odmiana k u l t u cargo czeka na swego dziejo-

wydarzeń w Polsce, ponieważ stanowiły istotna pozy¬

pisa. Listy proszalne do królów, prezydentów, zachod¬

cję w d o m o w y c h budżetach.

n i c h gwiazd ekranu, prezesów koncernów były w latach

Za Gierka weszła w modę i n n a k o n w e n c j a : co ro¬

pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zjawiskiem masowym.

k u na początku grudnia można było przeczytać w ga¬

Panie Ford, tyle p a n tych samochodów produkujesz,

zecie i usłyszeć w d z i e n n i k u telewizyjnym, że płyną

przyślij m i pan jednego, co p a n u zależy. Generale A j -

statki z cytrusami „na nasze świąteczne stoły", już mi¬

zenhałer, melduję się i proszę o nowe dobre radio. Sza¬

nęły duńskie cieśniny, już są na Bałtyku, zdążą na czas,

n o w n y Panie Premierze, ja tak k o c h a m Francję, przy¬

dla wszystkich wystarczy, tyle a tyle t o n .

dałby m i się n o w y garnitur, dla pana to przecież drob¬

O z a g r a n i c z n y c h lekarstwach niewiele m a m do po¬

nostka. W pierwszych słowach mojego listu zapodaję,

wiedzenia. Pan d o k t o r zapisywał, wysyłało się receptę

że będę się modlić za wszystkich pracowników firmy

C i o c i Tereni, przychodziło lekarstwo i tyle.

Fiat, ale przy okazji chciałbym nieśmiało napomknąć...

w aptece wysyłkowej Grabowskiego, L o n d o n , Jakaś-

Może

Adresaci niszczyli te listy, choćby dlatego, że były głów¬

t a m road, przechowują jeszcze nasz warszawski, daw¬

nie po polsku, ale jakąś i c h część przekazywano organi¬

n o n i e a k t u a l n y adres. Kawał h i s t o r i i Polski, apteka

zacjom h u m a n i t a r n y m , a stamtąd, w pękatych worach,

Grabowskiego w L o n d y n i e .

na Mokotowską przy placu Zbawiciela, do centrali Pol¬

Odbiór paczek na poczcie zorganizowany był tak,

skiego Czerwonego Krzyża. N a którymś piętrze tego bu¬

żeby się l u d z i o m w głowach

d y n k u była redakcja pisma „Twoje Dziecko", t a m jakiś

W p i e r w należało opłacić cło. Następnie pokwitować,

czas pracowała M a m a ; przeciskała się między t y m i wo¬

że wszystko jest w porządku i adresat nie w n o s i zastrze¬

rami, zwalonymi na klatce schodowej.

nie

poprzewracało.

żeń. D o p i e r o p o t e m można było zajrzeć do środka. Za¬

Tadek, kolega z ławy szkolnej, pochwalił m i się kie¬

wartość zgadzała się ze spisem albo nie. N i e k i e d y zga¬

dyś, że dostanie skuter. Zdobył adres Szweda, który

dzała się w sposób szczególny, na przykład pozycja „po¬

chce korespondować z rówieśnikami, więc napisze do

marańcze" oznaczała skórki i bibułki, pozycja „sweter"

niego; obieca, że co dwa tygodnie będzie słać listy, je¬

celofanowe opakowanie. Kiedyś deliberowaliśmy n a d

śli t a m t e n przyśle skuter, dla takiego Szweda to prze¬

nadgryzioną czekoladą, ile z niej odkroić. Reklamacje

cież drobnostka. N a przeszkodzie stał p r o b l e m tech¬

na poczcie nie miały sensu - co się pani czepia, ja tego

niczny - Szwed chciał korespondować po angielsku al¬

pani nie zjadłam,

bo po n i e m i e c k u . Tadek poprosił panią profesorkę, że¬

schowała

skąd mam wiedzieć,

albo paczki dostają,

czy sama pani nie

a jeszcze im źle.

by przetłumaczyła list. Widziałem z daleka, j a k coś do

A l e najsilniejsze moje wspomnienie, związane z za¬

niej mówił, wyciągnął kartkę, gestykulował, po c h w i l i

granicznymi paczkami, było innego rodzaju. Warsza¬

zrobił się czerwony, zabrał kartkę. Podszedł do m n i e .

wa, poczta główna, środkowy Gomułka. H o l , zwykle

Długo milczał, aż wreszcie wyksztusił: ale głupia kro¬

pustawy, t y m razem n a b i t y ludźmi. Kolejka do jednego

wa, co jej zależało...

okienka

straszliwie powykręcana,

z kilkaset osób.

Za Gomułki świąteczne łakocie były głównie z pa¬

Przeważały biednie ubrane, starszawe kobiety. Niektó¬

czek. Pamiętam, j a k na początku lat sześćdziesiątych

re siedziały na składanych r y b a c k i c h krzesełkach. Każ¬

„Życie Warszawy" napisało o przedświątecznym zaopa¬

da trzymała otwarte pudełko, osobno papier p a k o w y

trzeniu sklepów, że jest dość mąki, kaszy, słoniny oraz

i sznurek. Zaczepiłem pierwszą z brzegu i co usłysza¬

„innych smakołyków". Pan H e n r y k , człowiek skąd¬

łem: władze radzieckie oznajmiły, że o d pierwszego

inąd kulturalny, gołębiego serca i abnegat w sprawach

przyszłego miesiąca przestaną wpuszczać paczki żyw¬

m a t e r i a l n y c h , dostał a t a k u złości, czytając o t y c h sma¬

nościowe, więc starsze panie chciały skorzystać z oka¬

kołykach, wykrzykiwał straszne rzeczy w miejscu pu¬

zji, może ostatniej, by wysłać na W s c h ó d woreczek ka¬

blicznym, m i a n o w i c i e w e m p i k u na rogu A l e j i Nowe¬

szy, mąki, torbę c u k r u , parę główek czosnku, słoik to¬

go Światu. - N i e c h p a n sobie pójdzie, bo jeszcze ktoś

pionej słoniny z cebulką. Wczoraj pogotowie zabrało

zauważy, że p a n nie pijany i będą kłopoty - poradziła

celniczkę, zasłabła z przepracowania.

bufetowa, a p a n H e n r y k przytaczał wielekroć t e n afo¬

A m n i e dopiero w t e d y przyszło do głowy, że Ciocia

ryzm jako przykład nieugiętego polskiego ducha.

Terenia zaczynała po w o j n i e w L o n d y n i e z dziesięcio¬

Jednym z detonatorów robotniczego gniewu na

m a palcami, w jednej bluzie, bez języka, bez zawodu.

Wybrzeżu 1970 r o k u była okoliczność, że drastyczną

Pewnie dostała z wojska jakąś odprawę na opędzenie

podwyżkę cen żywności ogłoszono niespodziewanie

najpotrzebniejszych wydatków. I chyba za te pieniądze

tuż przed Bożym N a r o d z e n i e m , 12 grudnia. Nagle się

kupiła kawę, herbatę, daktyle, rodzynki, pieska Puka.

okazało, że ludzi nie stać na przygotowanie świąt.

W t e d y w A n g l i i żywność też była na k a r t k i , j a k u nas.

Prawdopodobnie była to bezmyślność, nie celowa szy¬
kana - lecz ludzie poczuli, jakby i m n a p l u t o w wigilij¬
n y talerz. Gdyby podwyżkę zapowiedziano choćby
128

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10218" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10196">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/795cac2871ca7c2cfd34c019bec58051.pdf</src>
        <authentication>0b3799b26cdd2cd16194dc4c7d7bdf50</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121489">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3259</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121490">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121491">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3054</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121492">
                <text>Krakowskie bractwo artystyczno-grobownicze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121493">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.135-144</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121494">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121495">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121496">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121497">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121498">
                <text>И . 1. Cmentarz „ P u s t k i " , Ł u ż n a к . Gorlic, k w a t e r a w ę g i e r s k a . Z t y ł u p o z o s t a ł o ś c i „ G o n t y n y " , stan I V 1986 r.

Antoni Kroh

KRAKOWSKIE BRACTWO ARTYSTYCZNO-GROBOWNICZE

W

latach

1914-18 d z i a ł a ł

w

Krakowie

Wojskowy

Urząd

O p i e k i nad G r o b a m i W o j s k o w y m i . Oficjalnie — Kriegsgrabcra-

chów-Ciężkowice-Łużna-Gorlice-Konieczna

daleko

na

wschód,

aż po linię Sanu, a n a s t ę p n i e jeszcze dalej k u w s c h o d o w i ; na

b t e i l u n g K r a k a u . Wedle zgodnych o p i n i i b y ł a to jedna z najle­

niezliczonych polach b i t e w zachodniej Galicji leżało

piej p r a c u j ą c y c h jednostek a r m i i a u s t r o - w ę g i e r s k i e j . S ł u ż y ł o t a m

s i ą t t y s i ę c y t r u p ó w a u s t r o - w ę g i e r s k i c h , niemieckich i rosyjskich,

kilkadzie­

w i e l u w y b i t n y c h a r t y s t ó w : P o l a c y — J a n Szczepkowski, H e n r y k

pogrzebanych p ł y t k o albo w ogóle nie pogrzebanych. Z oczy­

U z i e m b ł o , Alfons K a r p i ń s k i , S t a n i s ł a w K l i m o w s k i , Czech—Adolf

w i s t y c h p o w o d ó w trzeba b y ł o d z i a ł a ć j a k najenergiczniej i na

Kaspar,

wielką skalę.

Słowak—Dusan Jurkovic, wiedeńczycy—Hans

i J o h a n n Jśiger, b y w y m i e n i ć

tylko najsławniejszych.

Mayer
Mimo,

Major

Rudolf

Broch,

d o w ó d c a Kriegsgraberabteilungu, b y ł

ż e s ł u ż b a w Kriegsgraberabteilungu t r a k t o w a n a b y ł a przez n i c h

n i e p o s p o l i t y m o r g a n i z a t o r e m : jego p o d k o m e n d n i od l a t a

j a k o swego rodzaju azyl, nie m a r n o w a l i czasu — s t w o r z y l i sze­

do jesieni 1918 r o k u z b u d o w a l i w Galicji 365 cmentarzy, bardzo

reg w y b i t n y c h realizacji, i s t n i e j ą c y c h do dziś w terenie, nie wie­

starannie u r z ą d z o n y c h . Wielo z nich

1

dzieć czemu p o m i j a n y c h w opracowaniach h i s t o r y k ó w

sztuki.

W a r t o p r z y j r z e ć się bliżej tej niecodziennej i n s t y t u c j i

artysty­

cznej, c h o ć b y z tego p o w o d u , że m i a ł a ona znaczenie w procesie
k r y s t a l i z o w a n i a się stosunku m a l a r z y i r z e ź b i a r z y do
tradycji

ludowej

plastycznej.

Działalność

krakowskiego

— to p r a w d z i w e

grobownictwa

nabrała

dzieła

sztuki.
Przede

wszystkim

—

zgromadził

znakomitą

kadrę:

s i e d m i u a r c h i t e k t ó w , d w ó c h b u d o w n i c z y c h , sześciu

miał

rzeźbiarzy,

osiemnastu m a l a r z y ; s t w o r z y ł p r a c o w n i ę m o d e l a r s k ą ,
f i c z n ą , o g r o d n i c z ą , g r u p y ewidencyjne, geodezyjne,

wydziału

1915

fotogra­
warsztaty

kamieniarskie, stolarskie, ciesielskie, t a r t a k i . J a k o j e d n ą z pier­

w y j ą t k o w e g o znaczenia od m a j a 1915 r o k u , k i e d y t o po s ł y n n e j

wszych p o w o ł a ł g r u p ę , k t ó r e j zadaniem b y ł o zdobywanie pie­

operacji gorlickiej wojska rosyjskie z o s t a ł y w y p a r t e z l i n i i

n i ę d z y n a t o ogromne p r z e d s i ę w z i ę c i e poprzez p r o d u k c j ę i sprze-

Tu-

33.5

�z n o w u k r z y ż o w y w ę d r o w a ł y i t y l k o m o ż n a się d o m y ś l a ć , gdzio;
i d ą c k i e d y ś przez p o d g o r l i c k ą wieś z a u w a ż y ł e m w p o d m u r ó w c e
nowego

d o m u kamienie z austriackiego

cmentarza. G d y sze­

d ł e m przez t ę s a m ą wieś po r o k u , d o m b y ł j u ż p i ę k n i e o t y n k o w a n y
o p a r k a n i o n y , w o g r ó d k u posadzono srebrne ś w i e r k i , dalie, geor.
ginie oraz gipsowego krasnoludka i sam j u ż nio b y ł e m

pewien

czy to t u .
W

Kriegsgraberabteilungu

k w i t ł o bogate ż y c i e

umysłowe,

p a n o w a ł z d r o w y t w ó r c z y ferment, ś c i e r a ł y się r ó ż n o r a k i e

ten­

dencje artystyczne. N p . pewien a r t y s t a - o g r o d n i k ogłosił d r u k i e m ,
ż e na w o j s k o w y m cmentarzu najodpowiedniejsze s ą k r z a k i czer­
w o n y c h r ó ż ; ich p u r p u r a p o ś r ó d zieleni niechaj b ę d z i e symbolem
przelanej

żołnierskiej k r w i . I n n y

artysta-ogrodnik,

przeciwnie,

zalecał b a r w i n e k , j a k o nio w y m a g a j ą c y p i e l ę g n a c j i , n a t u r a l n i e j szy w g ó r s k i m krajobrazie
B a r w i n e k szybko
zarośnięty

i bardziej s k ł a n i a j ą c y

do

się rozkrzewia, w i ę c po l a t a c h

cmentarzyk

wyglądać

będzie

zadumy.

opuszczony,

romantyczniej,

w p r z y p a d k u n i e p r a k t y c z n y c h r ó ż . I n n y z n ó w autor

niż

ubolewał,

ż e c y p r y s y , j a k ż e s m ę t n o i cmentarne, nio p r z y j m ą się w suro­
w y m karpackim klimacie.
B y ł a nawet w Krakowie,

przeniesiona p ó ź n i e j do

Cieszyna

i i n n y c h m i a s t , w y s t a w a d o k o n a ń , z bardzo starannie w y d a n y m
k a t a l o g i e m p t . „ K u n s t a u s t e l l u n g der Kriegsgraberabteilung

des

k . u n d k . M i l i t a r k o m m a n d o s K r a k a u . Friedhofsprojekte

und

B i l d e v o m Westgalizischen

Kampfgebiet",

1916. Z tej

okazji

„ K r a k a u e r Z e i t u n g " u r a d o w a ł a serca swych c z y t e l n i k ó w spec­
j a l n ą w k ł a d k ą z o b r a z k a m i , n p . Christusfigur
И . 2. Cmentarz

lisiert,

„ P u s t k i " , K w a t e r a rosyjska

ais Krieger

czyli t ł u m a c z ą c na g a l i c y j s k ą p o l s z c z y z n ę , Chrystus

ideawyide­

alizowany na w o j o w n i k a . W y s t a w ę t ę sprowadzono r ó w n i e ż do
Berlina,
go

aby

mogli

sympozjum

ją

obejrzeć

grobowniczego

uczestnicy m i ę d z y n a r o d o w e ­

p a ń s t w centralnych,

zwołanego

d a ż odznak, p a m i ą t e k , w i d o k ó w e k , organizowanie kwest. Wiele

w 1916 r o k u przez niemieckie M i n i s t e r s t w o W o j n y .

z t y c h p a m i ą t e k — to dzisiaj r a r y t a s y dla zbieraczy. Szacowano,

m i a ł a znaczny rezonans, r e c e n z o w a ł y j ą obszernie gazety nie­

że w w a r u n k a c h p o k o j o w y c h dzieło o t a k i m r o z m a c h u

mieckie, a u s t r o - w ę g i e r s k i e , a nawot tureckie. K r a k o w s c y a r t y ś c i

koszto­

w a ł o b y o k o ł o p i ę ć d z i e s i ę c i u m i l i o n ó w k o r o n — ale m a j o r B r o c h
nie c z e k a ł na fundusze,
sująo

dyskretny

k t ó r y c h n i g d y nie b y ł b y u z y s k a ł . Sto-

przymus,

szantażując

moralno-patriotyczną

zbierali z a s ł u ż o n o p o c h w a ł y .
I c h p r o j e k t y z o s t a ł y p a r o k r o t n i o opublikowane, m . i n . w l u ­
ksusowym albumie „ S o l d a t e n g r a b e r und Kriogsdenkmalo", w y ­

f r a z e o l o g i ą b r a ł d a r m o w y cement i ż e l a z o z z a k ł a d ó w przemy­

d a n y m w bardzo solidnej, c z a r n o - ż ó l t e j o k ł a d c e z p a t r i o t y c z n o -

s ł o w y c h , drewno z m a j ą t k ó w ziemskich. P r a c ę w terenie w y ­

militarnymi ozdóbkami.-

konywano r ę k o m a

jeńców,

fraumungskommando

zgrupowanych

w

Schlachtfeldau-

w T a r n o w i e . Ż o ł n i e r z e carscy p r a c o w a l i

bozpośrednio przy zwłokach, a Włosi, pośród k t ó r y c h było wielu
kamieniarzy, r z e ź b i a r z y i o d l e w n i k ó w , w y k o n y w a l i r ó ż n e detale,
znakomicie w s p ó ł p r a c u j ą c z p r o j e k t a n t a m i . R o d z i ł y się artysstyczne p r z y j a ź n i e .
Krakowski

ze s w o b o d ą t w ó r c z ą . Teren Galicji zachodniej
t e i l u n g d z i a ł a ł po W i s ł o k ę )
cmentarnych"

5

M o ż n a więc p o w i e d z i e ć , źe t w ó r c y z krakowskiego K r i e g s ­
graberabteilungu

m i e l i znakomito w a r u n k i do pracy i p o t r a f i l i

jo w y k o r z y s t a ć . L u d z i e , do k t ó r y c h los u ś m i e c h n ą ł sic w t a k
s z c z e g ó l n y s p o s ó b , m i e l i niejodnokrotnio bogato
życiorysy

artystyczne.

Wymieńmy

przedwojenne

niektórych.

H e n r y k U z i e m b l o (ur. 1S79) s t u d i o w a ł w w i e d e ń s k i e j K u n s t -

Kriegsgrabcrabtoilung s t a n o w i ł i n t e r e s u j ą c e ,

bo

rzadkie, a przecież n i e z b ę d n e p o ł ą c z e n i e dobrej organizacji p r a c y
podzielono na

(Kriegsgraberbezirk).

2

(Kriegsgraberab-

dziesięć

geworbeschule,

w krakowskiej A S P (u W y s p i a ń s k i e g o i А х о п -

towicza), n a s t ę p n i e w P a r y ż u , a wreszcie a r c h i t e k t u r ę

„okręgów

N a czoło k a ż d e g o

m o c ą dobrze f u n k c j o n u j ą c y c h

okręgu

s ł u ż b technicznych, a odpowie­

d z i a l n y p o d w z g l ę d e m a r t y s t y c z n y m m . i n . przed... k r y t y k ą a r t y ­
styczną w „ K r a k a u e r Zeitung" lub w piśmie fachowym „Kriegergraber", k t ó r e u k a z y w a ł o się w l a t a c h 1916-18. A r t y ś c i z ca­
łego Kriegsgraberabteilungu

t w o r z y l i ciało doradczo-opiniodaw-

cze, formalnie p o d l e g ł o d o w ó d c y , ale w r z e c z y w i s t o ś c i p r a w i c
niezależne.

Major

B r o c h nic m i a ł k o m p l o k s u niższości,

więc

zwyczajnie p o l e g a ł na z d a n i u f a c h o w c ó w .
T ę d o b r ą r o b o t ę m o ż n a o g l ą d a ć po dziś d z i e ń . K t o c h o d z i ł
po Beskidzie N i s k i m i p r z y l e g ł y m d o ń P o g ó r z u , ton z p e w n o ś c i ą
nie jeden raz w i d z i a ł zapuszczone dziś n i e m i ł o s i e r n i e , ałe p i ę k n i o
z;\projoktowano i starannie- a ż do najdrobniejszych

szczegółów

wykonane cmentarze. N a p r z y k ł a d w Siedliskach k o ł o Tuchowa
jest icli k i l k a ; dwa z nich, m a l e ń k i e , p o w s t a ł y w ten s p o s ó b ,
żo k i l k a n a ś c i e

grobów

ułożono

półkoliścio

wokół

zabytkowej

k a p l i c z k i , a całość otoczono l e k k i m ogrodzeniem. N i e k t ó r o krzy­
ż e w y w r ó c i ł y się i ja&lt;-nc, żo n i k t ich nie p o d ź w i g n i o — m a m y
przecież swoje tragedie, swoich p o l e g ł y c h , po co więc n a m żoł­
nierskie mogiły" 7. w o j n y , k t ó r a w y d a r z y ł a się t a k dawno. l i m o

wnętrz

w A r . g l i i . B y ł autorem w i t r a ż y i mozaik w b u d y n k u I z b y Prze

s t a ł malarz, r z e ź b i a r z l u b a r c h i t e k t , r e a l i z u j ą c y swe wizje z po­

1

Wystawa

I I . 3. Cmontarz „ P u s t k i " , K w a t e r a w ę g i e r s k a

�m y s ł o w o - H a n d l o w e j we L w o w i e , p r o j e k t o w a ł salonik m u z y c z n y

m u , Polacy — reminiscencji z c z a s ó w z a k o p i a ń s k i c h , w szczegól­

w s ł y n n y m z a k o p i a ń s k i m sanatorium D ł u s k i e g o . W r o k u

1911

n o ś c i n a w i ą z a n i a do p o d h a l a ń s k i e j snycerki, z a ś n i e k t ó r z y his­

m i a ł j u ż n i e m a ł ą r e n o m ę , skoro powierzono m u w y k o n a n i e po­

t o r y c y s z t u k i na wszelki wypadek p o d k r e ś l a j ą jedno i drugie.

l i c h r o m i i k a t e d r y wawelskiej. B y ł w s p ó ł z a ł o ż y c i e l e m Towarzys­
twa

„ P o l s k a Sztuka Stosowana".

udziałem

w

niebanalnym,

Z d o b y ł t a k ż e rozgłos s w y m

trzeba

przyznać,

przedsięwzięciu:

w s p ó ł r e ż y s e r o w a l (z W ł o d z i m i e r z e m Tetmajerem) wesele brono-

W w y c z e r p u j ą c y m m o n o g r a f i c z n y m albumie prac Szczepko­
wskiego, k t ó r y koniecznie p o w i n i e n p o w s t a ć (dopomina się o to
6

m . i n . H a l i n a K e n a r o w a ) , nie m o ż e z a b r a k n ą ć realizacji z c z a s ó w
s ł u ż b y a r t y s t y w Kriegsgraberabteilungu.

wickio...w W i e d n i u , wystawione z okazji sześćdziesięciolecia pa­

Z n a l a z ł się t a m , g d y w m a j u 1915 r o k u z o s t a ł c i ę ż k o r a n n y

n o w a n i a cesarza Franciszka J ó z e f a w 1908 r o k u . A więc j u ż w ó w ­

w b i t w i e p o d K r a ś n i k i e m i po mozolnej rekonwalescencji uznano

czas folklor w y k o r z y s t y w a n o do umajenia u r o c z y s t o ś c i p a ń s t w o ­

go za niezdolnogo do s ł u ż b y l i n i o w e j . M i a l s t o p i e ń

w y c h ; t r u d n o j e d n a k nie p o m y ś l e ć , że działo się to w siedem l a t

i odznaczenia

po premierze innego „ W e s e l a " , r ó w n i e ż bronowickiego, i t o na

kroutz

d o b i t k ę z u d z i a ł e m Gospodarza

panie

R e x . Z a p r o j e k t o w a ł o k o ł o t r z y d z i e s t u cmontarzy, m . i n . w B o -

cepeliadę

goniowieach (najlopiej zachowany), Biesnej, B o b o w e j , Ostruszy,

Włodzimierzu...Boy
w „Zielonym

okrutnie

Baloniku".

tamtego woseła. S ł a w a ,

wykpił

tę

wiedeńską

4

I I I klasy oraz t z w . K a r o l a t r u p a , c z y l i Carolus I m p e t

Zborowicach (dwa). S m u t n o dzisiaj

Uziemblo p r o w a d z i ł w Kriegsgraberabteilungu dość sielanko­

kapitana

b o j o w e : Verdicust z mieczami, M i l i t i i r Verdienst-

wyglądają.

Chyba n a j w y b i t n i e j s z y m jego d z i e ł e m z tamtego okresu ( w y ­

we ż y c i e : jego o b o w i ą z k i p o l e g a ł y głownio na m a l o w a n i u słod­

k o n a n y m w s p ó l n i e z D u ś a n e m J u r k o v i c e m ) jest cmentarz

k a w y c h scen b i t e w n y c h oraz w i d o c z k ó w cmentarzy w jesiennej

g ó r z e P u s t k i kolo Ł u ż n e j , na p ó ł n o c n y w s c h ó d o d Gorlic.

lub

zimowej scenerii. Rozprowadzano

je po

całej

na

monarchii

B i t w a o P u s t k i b y ł a j e d n y m z najkrwawszych e p i z o d ó w ope­

w formie w i d o k ó w e k , z r e s z t ą znakomicie w y d r u k o w a n y c h . K t o ś

r a c j i gorlickiej w m a j u 1915 r o k u . Niewielkie, ale d o ś ć stromo

nawet p o d s u n ą ł p o m y s ł , a b y takie kolorowe widoczki w y s y ł a n o

wzgórzo, ś w i e t n i e umocniono, s t a n o w i ł o w a ż n y p u n k t strategi­

na p a m i ą t k ę

czny i b y ł o bardzo t r u d n o do zdobycia. 12 austriacka

rodzinom poległych, z adnotacjami

w

rodzaju:

dywizja

„ M ą ż P a n i l e ż y na t y m oto c m e n t a r z y k u , miejsce s i ó d m e o d

p i e c h o t y , w k t ó r e j z r e s z t ą s ł u ż y ł o w i e l u P o l a k ó w , w y p a r ł a stam­

lewej,

t ą d nieprzyjaciola dopiero po rozpaczliwej walce na

r z ą d trzeci, ł ą c z y m y

wyrazy głębokiego

współczucia",

ale rzecz nie d o s z ł a do s k u t k u z p r z y c z y n o r g a n i z a c y j n y c h .

bagnety.

B i t w a p r z y n i o s ł a znaczno s t r a t y o b y d w u s t r o n o m : na

leśnym

Niebawem a r t y s t a z a c z ą ł m a l o w a ć sceny legionowe. Z n a n y

c m e n t a r z u znajduje się 829 m o g i ł pojedynczych i 46 z b i o r o w y c h .

c y k l jego p ł ó c i e n przedstawia z a ś l u b i n y P o l s k i z m o r z e m . Z m a r ł

W y r ó ż n i a j ą się k w a t e r y w ę g i e r s k i e — z p o m n i c z k a m i , z w i e ń c z o ­

w 1949 r o k u ; nie z d ą ż y ł więc p o p r ó b o w a ć

n y m i k o r o n ą ś w i ę t e g o Stefana (prawdopodobnie Szczepkowski)

Jan

socrealizmu.

Szczepkowski, n i e m a l r ó w i e ś n i k U z i e m b ł y

j a k o czternastoletni

chłopiec

rozpoczął

(ur. 1878),

edukację

artystyczną

w z a k o p i a ń s k i e j Szkole P r z e m y s ł u Drzewnego ( p ó ź n i e j s z e L i ­
ceum K e n a r a ) . U c z y ł się t a m w l a t a c h 1892-96, a w i ę c u s c h y ł k u
d y r e k t u r y Franciszka

się o b e s z ł o . N i e z w y k l e p r a c o w i t y , p e ł e n
p r z y b y ł do Zakopanego

znajduje

się cmentarz, p o ś r o d k u lekko z a k l ę ś n i ę t e , t w o r z y j a k b y a m f i ­
teatr, z w r ó c o n y k u p o ł u d n i o w i . P r o j e k t a n c i znakomicie

wyko-

paskudnie

j a k najlepszej

j a k o d o ś w i a d c z o n y nauczyciel

woli,
przed­

m i o t ó w a r t y s t y c z n y c h i d o b r y organizator. Z o s t a ł p i e r w s z y m
d y r e k t o r e m s z k o ł y , k ł a d ł j e j p o d w a l i n y w pionierskich w a r u n ­
k a c h . N i e k t ó r e d ł u t a z jego c z a s ó w , zdarte do p o ł o w y ,
w i n w e n t a r z u s z k o ł y po dziś d z i e ń .
przecież

krzyżem,

Neużila.

N c u ż i l . Czech, b y ł c z ł o w i e k i e m , z k t ó r y m ż y c i e

znajdował

oraz rosyjska, z p o t ę ż n y m w s e h o d n i o c h r z e ś c i j a ń s k i m
m u r o w a n y m z k a m i e n n y c h ciosów. Zbocze, na k t ó r y m

czas na

5

Ogromnie

niebanalne

II.

•'.

Cmentarz ..I'ic-H.-i", Zwieńczenie- b r a m y w e j ś c i o w e j ,
p r o j . J.ui (fefzrpkowHki. .stan z I V 1086 r.

figurują

zapracowany,

inicjatywy

społeczne,

np. „ p u b l i c z n ą salę r y s u n k o w ą " czyli b e z p ł a t n ą n a u k ę r y s u n k u
dla wszystkich c h ę t n y c h . D y r e k t o r o w a ł ofiarnie przez o s i o m n a ś cio l a t w uruchomionej przez siebie szkole, b y wreszcie dowie­
dzieć się z p u b l i c y s t y k i S t a n i s ł a w a W i t k i e w i c z a , ż e jest elemen­
t e m n i e p o ż ą d a n y m , k t ó r y czyni więcej złego n i ż dobrego, g d y ż
j a k o nic-1'olak nie jest w stanie z r o z u m i e ć naszych n a r o d o w y c h
aspiracji w sztuce. (Chodziło n a t u r a l n i e o t z w . s t y l z a k o p i a ń s k i ) .
Dzisiaj, po latach, w p r o j e k t a c h N e u ż i l a i W i t k i e w i c z a

możemy

się d o p a t r z e ć niejednej w s p ó l n e j cochy. N i c dziwnego: należoli
przecież do tej samej epoki. T y l k o , ż e p a n N e u ż i l m i a ł nieszczę­
ście b y ć Czechem — a C z e c h ó w w Galicji nie l u b i a n o .
M ł o d y Szczepkowski nio z a r a z i ł się g r y p ą z a k o p i a ń s z c z y z n y ,
lecz po.iKodl w ł a s n ą

d r o g ą . Po u k o ń c z e n i u

Szkoły

Przemysłu

Drzewnego s t u d i o w a ł w k r a k o w s k i e j A k a d e m i i , m . i n . u K o n s ­
tantego Laszczki i J a c k a Malczewskiego, p o t e m w P a r y ż u u A u ­
gusta R o d i n a i A n t o i n a Bourdolle'a. N a j s ł y n n i e j s z e jego realizacjo
p o w s t a ł y j u ż po wojnie, w l a t a c h dwudziestych i t r z y d z i e s t y c h :
p ł a s k o r z e ź b y na g m a c h u Sejmu i B a n k u Gospodarstwa K r a j o w e g o
w Warszawie, p o m n i k i B o g u s ł a w s k i e g o i Moniuszki przed Te­
atrem

W i e l k i m w Warszawie

przyniósł m u ołtarz

i inne; sławę

Wniebowzięcie

Matki

międzynarodową

Boskiej,

rzeźbiony w

drewnie, w y s t a w i o n y w 1925 r o k u w P a r y ż u i z a k u p i o n y przez
r z ą d francuski (obecnie w kościele w Bourges, r e p l i k a w war­
szawskim M u z e u m N a r o d o w y m ) . Bardzo c h a r a k t e r y s t y c z n i ' spo­
s ó b w y k o n a n i a o ł t a r z a (powierzchnia p ł a s k o r z e ź b y pozalamywaц а , s k ł a d a j ą c a się z kanciasto zacinanych, niewielkich p ł a s z c z y z n ,
p r z y p o m i n a j ą c y c h k r y s z t a ł k i ) określił p o t e m na d ł u g i e l a t a s t y l
Szczepkowskiego. F r a n c u z i d o p a t r y w a l i się t u w p ł y w ó w k u b i z -

137

�I I . 6. Cmentarz z I w o j n y , R o t u n d a к . Gorlic. „ G o n t y n y " p r o j . D u ś a n J u r k o v i c , s t a n z l a t a 1986 r.

r z y s t a l i t ę k o n f i g u r a c j ę i s t w o r z y l i dzieło idealnie w k o m p o n o w a ­
ne w krajobraz. U p o d n ó ż a n a s t r o j o w y ,

kamienno-drewniany

p ł o t , j a k i e w i d u j e m y w o k ó ł starych, d r e w n i a n y c h k o ś c i ó ł k ó w
albo cerkiewek galicyjskich.

Drewniana bramka,

po

obu

jej

L a t e m o s i e m d z i e s i ą t e g o p i ą t e g o r o k u w i e ż a wraz z k a p l i o ą
nagle

spłonęła.

Cmentarz roztapia się, n i k n i e . Za p a r ę l a t z n i k n i e z u p e ł n i e .
M o g i ł y p r z y k r y j e m ł o d y las, ziemia wessie w s z y s t k o : i te s e t k i

h e r o s ó w w szyszakach

z w ł o k , i w a r t o ś c i o w e dzieło s z t u k i , d z i ę k i n i m p o w s t a ł e . Zos­

(Szczepkowski). G d y j ą m i n i e m y , znajdziemy się n a n i e w i e l k i m

tanie t y l k o tragiczna legenda Pustek, niematerialna lecz obecna,

p l a c y k u . P i e r w o t n i e m i a ł t u s t a ć p o m n i k autorstwa

n i c z y m u ś m i e c h bez k o t a z dziecięcej k s i ą ż e c z k i Alicja

stronach k o l u m n y , z w i e ń c z o n e g ł o w a m i

Szczepko­

wskiego, ale z o s t a ł odrzucony przez k o m i s j ę , g d y ż m i a ł

zbyt

wiele polskich s y m b o l i n a r o d o w y c h . Z tego i z p a r u i n n y c h po­

czarów.

w

krainie

Lecz i ona w k r ó t c e się r o z p ł y n i e . Ś c i e ż k i , schodki po­

zarastano, t a r a s y s p ę k a n e , k r z y ż e w i d a ć j u ż t y l k o gdzieniegdzie,

w o d ó w j u ż w trakcie r o b ó t Szczepkowski z o s t a ł o d w o ł a n y z Pus­

c z ę ś c i ą s t o j ą c e , częścią zwalone, Obok p o m n i k a z r z y m s k ą p ł a c z ­

t e k , a w l i p c u 1917 r o k u z a k o ń c z y ł s ł u ż b ę w Kriegsgraberab-

k ą i n i e m i e c k i m w i e r s z y d e ł k i e m l e ż y ich cala eterta, p o p r o s t u

teilungu.

zebrana w lesie, j a k chrust, n a p o d p a ł k ę .

Za p o m n i k i e m j u ż t y l k o strome, lesiste zbocze, a na n i m j a k
o k i e m s i ę g n ą ć proste

Rzecz n a t u r a l n a — a r t y ś c i , n i z tego n i z owego poprzebie­

drewniane k r z y ż e , ścielące się ł u k o w a t o

r a n i w cesarskie m u n d u r y , t r a k t o w a l i s w ą s ł u ż b ę w K r i e g s g r a -

j a k pokosy n a ł ą c e . T u i t a m m i ę d z y d r z e w a m i w i j ą się ścieżki,

b e r a b t e i l u n g u j a k o zło konieczne. Po wojnie rozeszli s i ę , k a ż d y

eleganckie j a k w p a r k u , miejscami p r z e c h o d z ą c e w r o m a n t y c z ­

w s w o j ą s t r o n ę , i starali się j a k najszybciej z a p o m n i e ć zmarnowa­

ne kamienne schodki, po k t ó r y c h pnie się barwinek. Po drodze

ne l a t a .

p u n k t y w i d o k o w e , m o ż e lepiej b y ł o b y p o w i e d z i e ć tarasy, majs­
tersztyki kamieiiiarki.
S t ą d j u ż niedaleko, szerokimi schodami, na szczyt. Jeszcze
do niedawna s t a l ą t a m g o n t y n a , p r o j e k t o w a n a przez
Jurkovica. Dołem j e d n o p i ę t r o w a kamienna

C h y b a jeden t y l k o c z ł o n e k owego przedziwnego
szenia k o n t y n u o w a ł

podstawa,

Dusana

po

wojnie „ t w ó r c z o ś ć

stowarzy­

grobowniczą".

To

D u ś a n Jurkovic. W a r t o m u poświęcić więcej uwagi, gdyż b y ł to
a r t y s t a n i e p o s p o l i t y , a w Polsce jego nazwisko m a ł o k o m u c o ś

bardzo

m ó w i . Przyjrzenie się t w ó r c z o ś c i J u r k o v i c a r z u c i t a k ż e ciekawe

starannie w y k o n a n a : ciosy w d w ó c l i kolorach, schodki, tarasy,

ś w i a t ł o na nasz t z w . s t y l z a k o p i a ń s k i , o k t ó r y m , z d a w a ł o b y się

b a l u s t r a d y . W e w n ę t r z u k a p l i c a z d r e w n i a n ą r z e ź b ą , przedsta­

wszystko j u ż napisano.

w i a j ą c ą Chrystusa p o d k r z y ż e m . N a d t y m w z n o s i ł a się wieża,,

J u r k o v i c u r o d z i ł się w 1868 r o k u na pograniczu slowacko-

strzelista k o n s t r u k c j a n a planie k w a d r a t u z g r u b y c h d r e w n i a n y c h

m o r a w s k i m , w m i e j s c o w o ś c i T u r a L u k a kolo M y j a v y . S t u d i o w a ł

b a l i , k r y t a gontem, wysoka n a d w a d z i e ś c i a cztery m e t r y , z wew­

architekturę w Wiedniu.

n ę t r z n y m i schodami, w y p r o w a d z a j ą c y m i n a szczyt, s k ą d m o ż ­

się sztuką, l u d o w ą , b y ł pionierem muzealnictwa

na b y ł o p o d z i w i a ć s z e r o k ą p a n o r a m ę .

g o ; jego „ I z b a w a ł a s k a " we Vsetinie i s t n i a ł a j u ż w r o k po za-

138

Od najwcześniejszych lat

pasjonował

skansenowskie­

�I I . 6. Cmentarz z I w o j n y , P r z e ł ę c z Malastowska k . Gorlic. Z w i e ń c z o n i e „ G o n t y n y " p r o j . D u ś a n J u r k o v i e . Obraz m a i . A d o l f Kaspar,
stan z X 1982 r.

ł o ż e n i u sztokholmskiego skansenu. N a wielkiej wystawie etno­
graficznej

u m i e ś c i ć swojo c m e n t a r z y k i w naturalnej krasie dzikiego p i ę k n a

o r a w s k ą , c z i c z m a ń s k ą i w a ł a s k ą . Bardzo d o g ł ę b n i e b a d a ł sło­

s t o k ó w k a r p a c k i c h , j a k g d y b y w y t w o r z y ł y je t a m niewidzialne

w a c k ą a r c h i t e k t u r ę c h ł o p s k ą ; w y n i k i swych prac ogłosił w dziele

r ę c e miejscowej t r a d y c j i

kische

lidu

i urządził

s y p y w a l i ścieżki ż w i r e m , sadzili k r z e w y i k w i a t y , p o s t a n o w i ł e m

chałupę

p t . Prace

w Pradze (1895) z a p r o j e k t o w a ł

naseho (1905—14, t a k ż e po n i e m i e c k u p t .

Volksarbeiten,

Slowa-

w y d . A . Schroll, W i e n 1905-13). Projekto­

w a ł a r c h i t e k t u r ę d r e w n i a n ą o cechach regionalnych, m . i n . schro­
niska turystyczne Pustevny

Za realizację

ludowej."

tego z a ł o ż e n i a D u ś a n

dzieła o d z n a c z a j ą się „ l u d o z n a w c z y m
ny

etap

rozwoju

talentu

t w ó r c z o ś c i s t a n o w i ł o projektowanie m e b l i oraz c a ł y c h

w

ciągu

czterech

galicyjskich

konserwa­

liryzmem".

S ł u ż b a w k r a k o w s k i m Kriegsgraberabteilungu s t a n o w i ł a w a ż ­

k u r a c y j n e w L u h a c o v i c a c h i wiele i n n y c h . W i e l k ą część jego
i n s p i r o w a n y c h s z t u k ą l u d o w ą . Z a j m o w a ł się r ó w n i e ż

J u r k o v i e z e b r a ł wiele

p o c h w a ł . N a z y w a n o go „ p o e t ą d r e w n a " , powtarzano, ż e jego

w Beskidach M o r a w s k i c h , o b i e k t y
wnętrz,

7

Jurkoviea.

Doświadczenia,

lat, artysta

umiał

zebrane

znakomicie

p ó ź n i e j w y k o r z y s t a ć . Od t a m t y c h c z a s ó w a ż do ostatnich mie­

cją i p r z e b u d o w ą z a b y t k ó w ( m . i n . zamek Zbraslav k o ł o P r a g i —

sięcy życia, projektowanie p o m n i k ó w , m a u z o l e ó w i

b y w y m i e n i ć o b i e k t , cz.ęsfco odwiedzany przez P o l a k ó w ) . Podej­

w o j e n n y c h s t a n o w i ł o w a ż n y n u r t jego d z i a ł a l n o ś c i . Mauzoleum

m o w a ł zagadnienie f u n k c j o n a l n y c h i estetycznych osiedli robo­

s ł o w a c k i e g o bohatera narodowego M i l a n a Stefanika,

tniczych (Jaromer, 1906). B y ł t w ó r c ą bardzo p ł o d n y m , o szero­

w latach

kich

Bradlo

zainteresowaniach.

D o K r a k o w a trafił jako niespełna pięćdziesięcioletni mężczy­

dwudziestych

cmentarzy
wzniesione

według projektu Jurkovica

(opodal znanego uzdrowiska P i e ś f a n y

w

na

górze

południowej

Słowacji) do dziś d n i a o k r e ś l a n e jest przez p i ś m i e n n i c t w o sło­

zna, człowiek o w y b i t n e j pozycji artystycznej. Mianowano go

wackie j a k o „ s w e g o czasu n a j p i ę k n i e j s z y m o n u m e n t tego rodza­

naczelnym a r c h i t e k t e m o k r ę g u cmentarnego ż m i g r o d z k i e g o , k t ó ­

j u w ś r o d k o w e j E u r o p i e " , m i m o ż e Stefanik nie jest, o g l ę d n i e

ry obejmował

m ó w i ą c , p o s t a c i ą szczególnie w y c h w a l a n ą przez a k t u a l n ą cze­

teren na p ó ł n o e od granicy

galicyjsko-węgiers­

8

kiej (obecna granica p o l s k o - c z e c h o s ł o w a c k a ) m i ę d z y d o l i n ą g ó r ­

chosłowacką

nej R o p y a g ó r n e j W i s ł o k i po linię U ś c i e Ruskie —• Smeroko-

v e n s k a " podaje c i e k a w ą i n f o r m a c j ę , że J u r k o v i e j u ż w 1943 ro­

h i s t o r i o g r a f i ę . Cytowana

już „Encyklopedia

Slo­

wiec — przełęcz Malastowska —• M a g u r a —• Ż m i g r ó d . N a t y m

k u r o z p o c z ą ł p r a c ę n a d p r o j e k t o m p r z e k s z t a ł c e n i a terenu b i t w y

n i e w i e l k i m , ale w y b i t n i e r o z c z ł o n k o w a n y m terenie J u r k o v i e zre­

stalingradzkioj w w i e l k i skansen-mauzoleum. N i e w i a d o m o , czy

a l i z o w a ł o k o ł o t r z y d z i e s t u cmentarzy. (Encyklopedia Slovenska

a r t y s t a p r ó b o w a ł k o n t a k t o w a ć się w tej sprawie z w ł a d z a m i ra­

I I , B r a t i s l a v a 1978 liczbę t ę podwaja, nie wiem na j a k i e j podsta­

dzieckimi

wie). I c h o g ó l n ą k o n c e p c j ę r e a l i z a c y j n ą określił w n a s t ę p u j ą c y c h

p l i s t w a , z n a j d u j ą c e g o się w konflikcie z b r o j n y m z Z'SHR, od­

słowach:
„ P o d c z a s g d y m o i w i e d e ń s c y koledzy z a k ł a d a l i p a r k i , w y ­

i co m u

odpowiedziano

( b y l przaoież

obywatelem

d z i a ł y s ł o w a c k i e w a l c z y ł y w op3ra3Ji Stalingrad skiej u b o k u N i e ­
miec). F a k t e m je3t, ż e do realizacji nie d o s z ł o .

139

�T u ż po w y z w o l e n i u J u r k o v i c zaprojoktowal p o m n i k i cmen­

czono obraz M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j i napis po niemiecku,

tarz b o j o w n i k ó w S ł o w a c k i e g o Powstania Narodowego w miejsco­

k t ó r y w przekładzie polskim

wości K r e m n i c k a k o ł o B a ń s k i e j B y s t r i c y . Podobnie j a k w re­

tego obejścia, ż e ziemia setki p o l e g ł y c h t u grzebie, co m ł o d o ż y -

alizacjach

cio oddali w potrzebie, by.ścio ż y ć m o g l i dzisiaj w blasku szczęś-

galicyjskich,

d o m i n a n t ę stanowi strzelista

budowla,

s p o c z y w a j ą c a na p o t ę ż n e j bazie z p r o w a d z ą c y m i do niej scho­
d a m i — wszystko z ciosanego kamienia. N i e m a l c a ł ą f a s a d ę po­

brzmi:

„Pomnijcie wchodząc

do

cia .
Ó w obraz M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j p r z y k u w a n a t y c h ­

m n i k a w y p e ł n i a k o m p o z y c j a z trzech p o ł ą c z o n y c h k r z y ż y , sym­

miast n a s z ą u w a g ę , g d y ż w y r a ź n i e n a w i ą z u j e do t r a d y c j i

b o l wojennej golgoty, a na szczycie — metalowa p i ę c i o r a m i e n n a

packiego malarstwa na szkle. Jego s t y l jest, p o w i o d z i a ł o b y się

gwiazda, wedle wszelkiego p r a w d o p o d o b i e ń s t w a dodana p ó ź n i e j .

po czesku, „ z l i d o v 6 ł y " (niestety, po p o l s k u nie m a s ł o w a „ z l u -

J e d n o c z e ś n i e z a ś , rzecz dla niego bardzo

kar­

charakterystyczna,

d o w t a ł y " , a t a k b y się p r z y d a ł o ! ) J e s t e ś m y j u ż s k ł o n n i p r z y ­

s t a r a ł się s ł u ż y ć l u d z i o m w ich ż y c i u codziennym — p r o j e k t o ­

p u s z c z a ć , żo J u r k o v i c w p a d ł na k o l e j n y o r y g i n a l n y p o m y s ł i za­

w a ł t y p o w e elementy

m ó w i ł obraz u j a k i e g o ś miejscowego majsterka,

do m o n t a ż u

t a k bardzo p o t r z e b n y c h po

domków

jednorodzinnych,

wojnie.

aby

cmentarz

„ u l u d o w i ć " , alo nie.

Z m a r ł w 1947 r o k u . Dzisiaj w B r a t y s ł a w i e wznosi się jego

Autorem

malowidła

jest

jednoroczny

ochotnik —

kapral

o k a z a ł y p o m n i k — w s t y l u , j a k b y to p o w i e d z i e ć , socrealistyczne-

A d o l f Kaspar, jeden z n a j w y b i t n i e j s z y c h czeskich g r a f i k ó w książ­

i m p r e s j o n i s t y c z n y m . Ciekawe, co o formio r z e ź b i a r s k i e j

k o w y c h X X w i e k u . Jego sztuka, j a k zgodnie s t w i e r d z a j ą

owego

m o n u m e n t u p o w i e d z i a ł b y jego „ w ł a ś c i c i e l " .
Ową artystyczną konsekwencję

i twórczą pasję

Jurkovica

m o ż e m y p o d z i w i a ć jeszcze dzisiaj, g d y c h o d z ą c po
N i s k i m n a t r a f i m y na k t ó r y ś z jego

kry­

t y c y , s t a n o w i ł a p r z e w r ó t w edytorstwie czeskim. N a z y w a n o go
Beskidzie

pionierem czeskiej ilustracji dziecięcoj. Kaspar przoczekiwal w o j ­
n ę w Kriogsgraberabteilungu j a k o b e z p o ś r e d n i p o d w ł a d n y J u r ­
k o v i c a , k t ó r e m u prawdopodobnie z a w d z i ę c z a ł ó w c u d o w n y azyl.

cmentarzy.

J e d u a z n a j s ł y n n i e j s z y c h galicyjskich realizacji a r t y s t y , R o ­

Z a j m o w a ł się m . i n . m a l o w a n i e m w i d o c z k ó w cmentarzy

i pro­

t u n d a , to cmentarz o k s z t a ł c i o owalu, p o ł o ż o n y na w i e r z c h o ł k u

j e k t o w a n i e m detali. M a t k a Boska C z ę s t o c h o w s k a z p r z e ł ę c z y M a ­

g ó r y , obecnio p o r o ś n i ę t e j ł a s e m , ale w t a m t y c h czasach o d s ł o ­

ł a s t o w s k i e j ś w i a d c z y o t y m , żo A d o l f Kaspar b y ł a r t y s t ą wszech­

niętej.

Rozpościerał

s t r o n y ; cmentarz

się s t a m t ą d

szeroki w i d o k

na

wszystkie

p o ł o ż o n y b y ł niezwykle malowniczo. D r e w ­

niane k r z y ż e , toporne i szlachetno zarazem, n a w i ą z y w a ł y s w ą

s t r o n n y m , m i a ł z n a k o m i t y warsztat

i z n a ł się na pastiszach;

g d y z a s z ł a potrzeba, u m i a ł r ó w n i e ż b y ć „ l u d o w y " i „ p o l s k i " .
J u r k o v i c wraz z Kasparem m y ś l e l i o zorganizowaniu na M a -

f o r m ą do t r a d y c j i ludowej. G r o b y u ł o ż o n o d o o k ó l n i e , a p o ś r o d k u

ł a s t o w s k i o j czegoś w rodzaju wojenno-patriotycznego

p i ę ć strzelistych, d r e w n i a n y c h w i e ż - k a p l i c , ś r o d k o w a o wyso­

na k t ó r y m i a ł o się z ł o ż y ć k i l k a cmentarzy, zachowane z i e m i a n k i

skansenu,

k o ś c i o k o ł o p i ę t n a s t u m e t r ó w , szalowanych gontem i z w i e ń c z o ­

i o k o p y , a m i ę d z y n i m i , mniej więcej t a m , gdzie dziś schronisko

n y c h k r z y ż a m i . Owe k r z y ż e , widoczne o n g i ś na k i l o m e t r y , obec­

P T T K — p r z y t u ł e k dla inwalidów wojennych z niewielką salą

nie zwalone, zaprojektowane

w y s t a w o w ą . D o toj ostatniej realizacji j e d n a k nie doszło, p r a w ­

byte

b y ł y w sposób przodziwny: wyz­

dosłowności, dopuszczały

wielość i n t e r p r e t a c j i . B y ł y

to

dopodobnie z p o w o d ó w k o m p e t e n c y j n y c h : Kriegsgraberabtoilung

k r z y ż e i n i e - k r z y ż e zarazem. K t o c h c i a ł , w i d z i a ł w n i c h symbolo

z a j m o w a ł się t y l k o t r u p a m i , i n w a l i d z i p o d l e g l i j u ż k o m u i n n e m u .

c h r z e ś c i j a ń s t w a , a k t o nie, t e m u j a w i ł y się j a k o przedhistorycz­
ne, s ł o w i a ń s k i e g o d ł a k u l t o w e , cudem wskrzeszone z p r a d z i e j ó w .
Wspomniane w i e ż e - k a p l i c e , zwane przez n i e k t ó r y c h

gonty-

N i o b y ł b y to z r o s z t ą pierwszy n a s t r o j o w o - f u n k c j o n a ł n y
pleks b u d o w l a n y autorstwa J u r k o v i c a . N a r z u c a j ą

kom­

się t u d o ś ć

z a s k a k u j ą c o analogio z z e s p o ł e m a r c h i t e k t o n i c z n y m , , P u s t o v n y "

n a m i , r ó w n i e ż b y ł y wieloznaczne ideowo. Przede w s z y s t k i m —
nie b y ł y p o m y ś l a n e j a k o kaplice, g d y ż nie m i a ł y w n ę t r z a a n i
c h o ć b y niszy, w k t ó r e j m o ż n a b y u m i e ś c i ć sacrum. B y ł y s a m ą
k o n s t r u k c j ą . J e d y n i e „ g o n t y n a " na P u s t k a c h miościła w sobio
k a p l i c ę oraz s ł u ż y ł a j a k o w i e ż a w i d o k o w a , ale jest r z e c z ą dys­
k u s y j n ą , w j a k i m s t o p n i u b y ł a ona d z i e ł e m J u r k o v i c a , a w j a k i m
Szczepkowskiego. W s z y s t k i e inne b y ł y c a ł k o w i c i e
ne, zbudowane

afunkcjonal-

w y ł ą c z n i e w celu d o p e ł n i e n i a k o m p o z y c j i .

Owe

„ g o n t y n y " , g d y p a t r z a ł o się na nie z d o ł u , rzeczywiście m o g ł y
j a w i ć się n i c z y m tajemnicze, p r a s ł o w i a ń s k i e n i t o miejsce k u l ­
towe, n i grodzisko. W k a ż d y m razie — coś starodawnego,

le­

gendarnego. T y m sposobem scenografia D u ś a n a J u r k o v i c a zna­
komicie s p e ł n i a ł a s w o j ą

r o l ę ; w t a k i e j oprawie

bezsensowna

i w s t r ę t n a ż o ł n i e r s k a ś m i e r ć s t a w a ł a się c z y m ś b a j k o w y m , po­
nadczasowym, w y p e ł n i e n i e m nieuchronnego Przeznaczenia. A wo­
k ó ł w s p a n i a ł a beskidzka p a n o r a m a . P e j z a ż , k t ó r y b y ł przed na­
m i i b ę d z i e po nas. W i ę c p o d z i w i a m y t o wszystko — i w t y m
momencie, z u p e ł n i e m i m o w o l i , przychodzi n a m do g ł o w y i d i o ­
tyczna m y ś l , ż e „ p o l e g ł y m b o h a t e r o m

s ł o d k o się t u t a j ś p i " .

Najczęściej zwiedzany przez t u r y s t ó w i bodaj j e d y n y u t r z y ­
m y w a n y w j a k i m t a k i m stanie galicyjski

cmentarz

Jurkovica,

znajduje się na p r z e ł ę c z y M a ł a s t o w s k i e j , t u ż p r z y szosie z Gorlic
do

Gładyszowa.

Podstawowym

budulcem

jest

tutaj

również

drewno, zastosowane z u ż y c i e m t r a d y c y j n y c h t e c h n i k

ciesiels­

k i c h i l u d o w y c h m o t y w ó w zdobniczych, w y k o r z y s t a n y c h w spo­
s ó b nic b e z p o ś r e d n i , lecz u m i e j ę t n i e p r z e t w o r z o n y c h .

Cmentarz

zrealizowany jest na planie d w u n a s t o b o k u , otoczony

parkanem

z o k r ą g l a k ó w , w i ą z a n y c h w klucz i n a k r y t y c h daszkiem z gon­
t ó w . Contralne miejsce zajmuje c z w o r o k ą t n a b u d o w l a z g r u b y c h
b a l i (bez m o ż l i w o ś c i dostania

się do w n ę t r z a ) , t i o e h ę przypo­

minająca ołtarz, a trochę prasłowiańską warownię. Górą ory­
ginalna kompozycja z k r z y ż y , t w o r z ą c y c h a ż u r , przez k t ó r y w i ­
d a ć niebo i n a t u r a l n ą zieleń lasu. P o ś r o d k u tej b u d o w l i umiesz­

140
1

11. 7. Cmentarz R o t u n d a k . Gorlic, stan z l a t a 1985 r .

�I).

8.

Cmentarz, P r z e ł ę c z

Malastowska, K r z y ż . p r o j . DuSan
stan X 1982 r.

.Turkovie,

opodal g ó r y R a d h o ś t w Beskidach M o r a w s k i c h . R a d h o ś t to gó­

dowego w sztuce! (Ciekawe z r e s z t ą , j a k w y g l ą d a ł o b y to w pra­

ra, p e ł n i ą c a u C z e c h ó w f u n k c j ę narodowego s y m b o l u . Podobno

k t y c e ; materiał wyjściowy

w pradziejach czczono t u s ł o w i a ń s k i e g o boga Radegasta;

co

h a l a ń s k a sztuka l u d o w a , m a z o c z y w i s t y c h p o w o d ó w t a k wiele

p r a w d a , wiadomo o t y m m n i e j z w y k o p a l i s k i p r z e k a z ó w , a wię­

w s p ó l n e g o ze s z t u k ą g ó r a l i z p o ł u d n i o w e j s t r o n y T a t r , ż e b u ­

„ s t y l u z a k o p i a ń s k i e g o " , czyli pod­

cej z u t w o r ó w czeskich budzicieli X I X w i e k u . Z R a d h o ś t i po­

dowle w „ s t y l u z a k o p i a ń s k i m " , a więc j a k w ó w c z a s wierzono

chodzi jeden z k a m i e n i w ę g i e l n y c h praskiego T e a t r u Narodowego

prapolskim, byłyby

( m i a ł o t o d u ż e znaczenie symboliczne). N i e p r z y p a d k o w o więc

„ p r a s ł o w a c k i m " . Co w tej s y t u a c j i z r o b i ł b y W i t k i e w i c z i jego

w

apologeci ?)

tym

właśnie

miejscu

Jurkowie

w

ostatnich l a t a c h

XIX

w i e k u wzniósł d w a schroniska t u r y s t y c z n e , k t ó r e w p o ł ą c z e n i u

Ale wracając

n i e m a l identyczne z b u d o w l a m i w

stylu

do b i o g r a f i i J u r k o v i c a : m i a ł , z d a w a ł o b y się,

z z a b y t k o w ą dzwonnicą walaską, b u d o w a n ą równocześnie kapli­

wszelkie dane, b y s t a ć się s ł o w a c k i m W i t k i e w i c z e m .

c ą C y r y l a i Metodego oraz w s p a n i a ł ą p r z y r o d ą (lasy, rozległe

wcześniejszej

młodości

i n t e r e s o w a ł się s ł o w a c k ą

Od

naj­

ornamentyką

w i d o k i , j a s k i n i e ) , u t w o r z y ł y dobrze z a p l a n o w a n ą okolicę, gdzie

i a r c h i t e k t u r ą l u d o w ą , r o b i ł szeroko zakrojone badania terenowe

m o ż n a o d p o c z ą ó , p r z e s p a ć się, zjeść i narodowo p o d u m a ć . ( Ó w

na ten t e m a t , p u b l i k o w a ł . U r z ą d z a ł w y s t a w y etnograficzne, b y ł

kompleks wzbogacony z o s t a ł w r o k u 1931 m o n u m e n t a l n y m po­

w swoim k r a j u p i o n i e r e m idei skansenowskiej — i t o z a r ó w n o

s ą g i e m boga Radegasta, w y k o n a n y m przez A l b i n a P o l a ś k a ; lecz

z powodów artystycznych, jak patriotycznych, które t r a k t o w a ł

p o n i e w a ż a r t y s t a od wielu l a t m i e s z k a ł w A m e r y c e , jego

nierozdzielnie.

Ra-

Projektował

budowle

użyteczności

publicznej

degast wykazuje u d e r z a j ą c e p o d o b i e ń s t w o do s z t u k i I n d i a n pre­

z w y k o r z y s t a n i e m e l e m e n t ó w a r c h i t e k t u r y l u d o w e j . S z t u k ę chło­

kolumbijskich.

p s k ą u w a ż a ł za co n a j m n i e j r ó w n o r z ę d n ą sztuce „ w y ż s z e j " i s ą ­

N a t o j e d n a k J u r k o v i c nie m i a ł j u ż w p ł y w u . ) .

W s p o m n i a n e w y ż e j dwa schroniska, „ L i b u ś i n " i „ M a m e n k a "
k o p i a ń s k i m . J ę z y k czeski nie zna
wpływu

budownictwa

o d p o w i e d n i k a tego p o j ę c i a ,

A do tego b y l c z ł o w i e k i e m w y b i t n i e u t a l e n t o w a n y m w k i l k u dzie­

ludowego

na

w s p ó ł c z e s n ą . Owo w r a ż e n i e s t y l u z a k o p i a ń s k i e g o

architekturę
potęguje

się,

gdy wejdziemy do w n ę t r z a : wszędzie p e ł n o g ó r a l s k i c h ornamen­
t ó w , a na ś c i a n i e , j a k ż e b y inaczej,

na­

r o d o w e j . U z n a w a ł s ł u ż e b n ą rolę a r t y s t y wobec s p o ł e c z e ń s t w a .

namysłu, w stylu

w i ę c p o w i a d a się, ż e schroniska n a Pustevnach s t a n o w i ą cenne
świadectwo

dził, że w i n n a się ona s t a ć g ł ó w n ą siłą n a p ę d o w ą k u l t u r y

za­

są zbudowane, P o l a k p o w i e d z i a ł b y bez

zbójnicy.

dzinach.
Działał jednak w warunkach k r a ń c o w o odmiennych, niż ów­
czesne w a r u n k i polskie.
Przede w s z y s t k i m — n i k t , p r z y j a c i e l czy w r ó g , zwolennik
t a k i e j czy innej orientacji politycznej nie k w e s t i o n o w a ł

faktu,

Uderza d z i w n y f a k t : j a k blisko b y ł J u r k o v i c idei stworzenia

że n a r ó d p o l s k i istnieje. Co do S ł o w a k ó w — jeszcze na p r z e ł o m i e

analogii „ s t y l u z a k o p i a ń s k i e g o " , c z y l i s ł o w a c k i e g o s t y l u naro­

X I X i X X wieku.rzeez nie b y ł a t a k a jednoznaczna. W ś r ó d pe-

Ш

�Wnej części inteligencji

czeskiej, a t a k ż e i s ł o w a c k i e j , p a n o w a ł

M u s i a ł przecież dostrzeo n i e m a ł o analogii m i ę d z y n i m i a s w o j ą

p o g l ą d , że S ł o w a c y nie s t a n o w i ą o d r ę b n e g o n a r o d u , lecz są częś­

twórczością.

cią narodu czeskiego, j a k np. Morawianie, zaś ich j ę z y k jest od­

w s z y s t k i m j a k o p l a s t y k i a r c h i t e k t . Daremnie jednak na bes­

m i a n ą czeszczyzny. , , W s z k o ł a c h doliczali

k i d z k i c h cmentarzach s z u k a ć w p ł y w u naszych p o d t a t r z a ń s k i c h

S ł o w a k ó w do

Cze­

Jurkovic

pisał

niewiele,

wypowiadał

się

przede

c h ó w . T o dobrze, gdy jest nagle n a r o d u o t r z y m i l i o n y w i ę c e j " —

s z a l e ń s t w na t w ó r c z o ś ć S ł o w a k a ; J u r k o v i c d o p r a c o w a ł się w ł a s ­

szydził z takiego stawiania s p r a w y J a r o s ł a w Haszek. I n t e l i g e n c j a

nego s t y l u , oryginalnie t r a n s p o n u j ą c e g o m o t y w y ludowe.

słowacka

( w ó w c z a s stosunkowo nieliczna), nie c h c ą c

popadać

w k o n f l i k t z Czechami, k t ó r z y stanowili dla niej praktycznie je­

S t a n i s ł a w W i t k i e w i c z i D u ś a n J u r k o v i c chodzili po t y m

dynego sojusznika w walce z m a d z i a r y z a c j ą , s t a r a ł a się tego pro­
b l e m u nie

z a o g n i a ć ; spory czesko-slowackie z a c z ę ł y

sa­

m y m lesie, ale k a ż d y s w o i m i d r o g a m i .
Z a s t ę p c ą k o m e n d a n t a krakowskiego Kriegsgraberabteilungu,

narastać

znanego n a m j u ż majora R u d o l f a B r o c h a , b y l k a p i t a n (po nie­

p ó ź n i e j , po 1918 r o k u . W k a ż d y m razie — proces k s z t a ł t o w a n i a

miecku hauptmann) Hauptmann. Hauptmann Hauptmann b y l

się ś w i a d o m o ś c i narodowej S ł o w a k ó w nie b y l jeszcze na p o c z ą t k u

nie t y l k o h a u p t m a n n e m , ale i p o e t ą . D a w n i e j o genialnych sen­

X X wieku całkowicie zakończony.
S ł o w a c y nie m i e l i swojego odpowiednika Zakopanego. Zdro­

tencjach albo w s t r z ą s a j ą c y c h wierszach m a w i a ł o się, że

winny

być ryte w kamieniu. Hauptmann Hauptmann pisywał

tylko

j o w i s k a na p o ł u d n i o w y c h stokach T a t r b y ł y w ó w c z a s w ę g i e r s k i e .

t a k i e . Jego to b o w i e m g ł ó w n i e a u t o r s t w a są inskrypcje na

S ł y s z a ł o się t u r ó w n i e ż j ę z y k niemiecki i p o l s k i , rzadziej czeski.

l i c y j s k i c h cmentarzach. „ N i e p r z y c h o d ź c i e t u z w i e ń c a m i , lecz

ga­

S p o ś r ó d inteligencji s ł o w a c k i e j t y l k o niewielu c h o d z i ł o w ó w c z a s

z otwartymi

w g ó r y dla p r z y j e m n o ś c i . Z t y c h , a t a k ż e z i n n y c h p o w o d ó w

t r o g i . B ą d ź c i e s i l n i i z w a r c i , w d ą ż e n i u uparci, w y z b y c i egoizmu

nie m o g ł o b y ć m o w y , aby przed r o k i e m 1914 p o w s t a ł o s ł o w a c k i e

i t r w o g i ! " (Biesna). „ T u p o ś r ó d ciemnych l a s ó w , ziół p a c h n ą c y c h

z m y s ł a m i , b y w sercu p r z e j ą ć t y c h m o g i ł przes­

i g ó r b ł y s z c z ą c y c h w d a l i , dzielni żołnierze pokonawszy wroga

c e n t r u m u m y s ł o w o p o r ó w n y w a l n e do Zakopanego.
Dla P o l a k ó w zetknięcie z p r z y r o d ą i ludom t a t r z a ń s k i m było

na

spoczynek się u d a l i . "

(Boskidok). „ O t o nagroda, k t ó r a

po

p o ł ą c z e n i o m swojszczyzny i e g z o t y k i : nasze t o ,

wojnie was czeka: z t y s i ę c y m a ł y c h ź r ó d e ł , w godzinie potrzeby,

polskie, ale j a k ż e inno! D l a ó w c z e s n y c h S ł o w a k ó w —• z a r ó w n o

w e z b r a ł y nasze siły j a k p o t ę ż n a rzeka. Nie d o p u ś ć e i o więc n i g d y ,

góry, jak

p r z e n i g d y , a ż e b y ź r ó d ł a te w y s y c h a ł y , bo t y l k o w t e d y ze znoju

interesującym

c h ł o p w sukiennych p o r t k a c h to

najzwyczajniojszo

oraz k r w i waszej wiosna r o z k w i t n i e p o k o j u . " (Magura Malas­

w świecie elementy k r a j o b r a z u .
Ciekawe, że na t e m a t stosunku J u r k o v i c a do „ s t y l u zako­

t o w s k a ) . „ N i e p l ą c z c i e , że l e ż y m y t a k z dala o d l u d z i , a burzo

p i a ń s k i e g o " w i e m y niewiele. W i e l k i a r t y s t a s ł o w a c k i p r z e b y w a ł

j u ż n a m nieraz we z n a k i się d a ł y . Wszak słońce co d z i e ń rano

w Galicji przez cztery lata. W s p ó ł p r a c o w a ł ze Szczepkowskim

t u nas

( k t ó r y ze „ s t y l e m z a k o p i a ń s k i m " m i a ł b e z p o ś r e d n i e

c h w a ł y " ( R o t u n d a ) . „ B y l i ś m y c z ą s t k ą i tchnieniem m i l i o n ó w ,

doświad­

czenia), U z i e m b l o , s t y k a ł się z i n n y m i c z ł o n k a m i „ P o l s k i e j Sztu­
k i Stosowanej" oraz w ogóle z c a ł ą p l e j a d ą w y b i t n y c h

twórców

polskich. W y d a j e się więc r z e c z ą w y k l u c z o n ą , b y o „ s t y l u

za­

k o p i a ń s k i m " nio słyszał i nio m i a l do niego ż a d n e g o stosunku.

wcześniej b u d z i i wcześniej nas

okrywa purpurą

co u c h r o n i ł y o j c z y z n ę od z g o n u " (Smorekowioc).'
B r o c h i H a u p t m a n n w y d a l i w 1918
dengraber

(Zachodniogalicyjskie

0

roku nakładom

t a r k o m m a n d o K r a k a u niebywale dzieło p t .

Westgaliziache

groby bohaterów).

swej

Gdy

MiliHel-

człowiek

Z p e w n o ś c i ą z n a l a z ł czas, b y w y b r a ć się do Zakopanego, obej­

w s p ó ł c z o s n y w e ź m i e w r ę k ę ten i m p o n u j ą c y

r z e ć willę „ P o d J e d l a m i " czy

m a p k i , p l a n y sytuacyjne, widoczki oraz szczegółowe informacjo

k a p l i c ę na

Jaszczurówce.

m o ż e z n a ł to budowlo jeszcze sprzed w o j n y .

Jak

Być

jo o c e n i a ł ?

na t e m a t k a ż d e g o cmentarza — i l u p o l e g ł y c h , z k t ó r y c h

I I . 9. P u s t o v n y , w i d o k

142

b u c h , oniemieje:

ogólny

puł-

�I I . 10. Cmentarz, P r z e ł ę c z Malastowska. P r o j . Dueon J u r k o v i e , stan X 1982 r.

, ' U . 1 1 . Schronisko , , P u s t e v ń a " (fot. lewa u g ó r y ) , p r o j e k t i f r a g m e n t y realizacji D u ś a n a J u r k o v i c a p r z e b u d o w y b u d y n k u

143

�I I , ] . : . "Pustevny, schronisko „ M a m e n k a " , p r o j . D u ś a n J u r k o v i e , w n ę t r z e j a d a l n i ; i l . 13. Schronisko „ M a m e n k a " o r a z j i a d o l n y m z d j ę c i u
dzwonnica i k r ę g i e l n i a , p r o j . D u s a n J u r k o v i e

k ó w , nazwiska p r o j e k t a n t a i g ł ó w n y c h w y k o n a w c ó w oraz c a ł y
szereg i n n y c h

danych. N i e

znam analogicznego

opracowania

z czasów I I wojny światowej.

Podobne w r a ż e n i e odnosimy, z w i e d z a j ą c cmentarze w tere­
nie. Cóż za s t a r a n n o ś ć w y k o n a n i a , j a k i p o z i o m

artystyczny!

A p r z e c i e ż nie musieli — n a p r a w d ę b y ł o dość w a ż n y c h powo­

Niepodobna nie z a u w a ż y ć , że B r o c h i H a u p t m a n n pracowali
nad s w y m d z i e ł e m , g d y j u ż chyba n i k t nie w i e r z y ł w przetrwa­
nie m o n a r c h i i a u s t r o - w ę g i e r s k i e j . A u t o r o m n a j w y r a ź n i e j to

d ó w , b y p r a c o w a ć j a k najpospieszniej i n a j o s z e z ę d n i e j , a

nie

b a w i ć się w s z t u k ę . Ż e t e ż i m się c h c i a ł o !

nie

p r z e s z k a d z a ł o . Po p r o s t u r o b i l i swoje.

To ostatnie zdanie w i ę c e j m ó w i o nas, n i ż o n i c h .

P R Z Y P I S Y

1

N p . Tadeusz Chrzanowski, M a r i a n K o r n e c k i , Sztuka
Krakowskiej,
K r a k ó w 1982

Ziemi

4

B o y , Pobudka.
Piosenki
„Zielonego
Balonika",
Słówka,
K r a k ó w 1983, s. 164
H a l i n a K e n a r o w a , Od zakopiańskiej
Szkoły Przemysłu
Drze­
wnego do IAceum Kenara,
K r a k ó w 1978
K e n a r o w a , op, c i t .
F r a n t i ś e k ?akavec, Dilo Dulana Jurkoviie,
P r a h a 1929
Encyklopedia
Slovenska,
I I , B r a t i s l a v a 1978
R y s z a r d Montusiowicz, Cmentarze wojenne Beskidu
Niskie­
go i Pogórza, M a g u r y 8 1 , w y d . S K P B , W a r s z a w a 1981
Montusiewicz, op. c i t .
5

2

P ó ź n i e j d o s z e d ł jeszcze o k r ę g jedenasty, o b e j m u j ą c y naj­
b l i ż s z e okolico K r a k o w a . P o d l e g a ł b e z p o ś r e d n i o komendzie Fes t u n g K r a k a u , b u d o w ę cmentarzy p r o w a d z i ł p o w o ł a n y specjal­
nie o d d z i a ł , n i e z a l e ż n y od K r i e g s g r a b e r a b t e i l u n g u ; s t a c j o n o w a ł
on w P r ą d n i k u C z e r w o n y m .
3

Soldatengrnber u n d
к. k. Oewerbefórderungsamte,

K r i e g s d e n k m a l e , Herausgegeben
w y d . Schroll, W i e n 1917

F o t . : A . K r o h , i l . 1—8,

vom

6

7

s

9

1 0

10; Valaske M u z e u m v Prirode, R o z n o v p o d RodhoStem, C z e c h o s ł o w a c j a , i l . 9,

11-13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10264" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10242">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6f3a97d0058d44c3671dd7c79fe1368c.pdf</src>
        <authentication>7f935c5d72c2408d66c176035b2dded2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122049">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4444</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122050">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122051">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122052">
                <text>kolekcje etnograficzne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122053">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4133</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122054">
                <text>Kolekcja im.Szymańskich w Zakopanem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122055">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.1-2 ; s.9-12</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122056">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122057">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122058">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122059">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122060">
                <text>Antoni Kroh

KOLEKCJA IM. SZYMAŃSKICH W

Dr Stefan Szymański, lekarz z Warszawy, kupił w 1919 r.
storą chałupę bezrolnego górala-hamernika z Kuźnio, by
umieścić w niej zaczątki swej kolekcji przedmiotów sztuki
ludowej i kultury materialnej Górali Podhalańskich. Odtąd
każde wakacje, wszelki wolny czas spędzał Szymański
w Zakopanem, uzupełniając swojo zbiory. Jego medyczny
zawód znakomicie ułatwiał kontakty z Góralami, był zna­
komitym pretekstom do nawiązywania znajomości, do
wzajemnych odwiedzin, pogawędek.
Eksponaty, w pojęciu Górali „dziady", stanowiły
często honorarium za poradę lekarską, były rewanżem za
ofiarowane medykamenty.
W trakcie swej zbierackiej działalności dr Szymański
zdobywał wiedzę etnograficzną, notow"ał anegdoty i gawędy
podhalańskie, uczył się gwary, grywał nawet na góralskich
weselach.
Skompletowanie wnętrza chaty góralskiej i zaprezento­
wanie zebranych eksponatów w ich kulturowym kon­
tekście — zabytkowym wnętrzu było przedsięwzięciem na
tle ówczesnego muzealnictwa i zbieractwa niezwykle intere­
sującym, wręcz nowatorskim.

ZAKOPANEM

Kolekcjonerska działalność Szymańskiego, przerwana
wybuchem wojny, trwała przez cały okres międzywojenny.
Zaważyło to w sposób zasadniczy na charakterze zbiorów,
które — jak to spróbuję przedstawić — dokumentują nie
tylko kulturę ludową Podhala, ale i (mimo woli twórcy
kolekcji) są bardzo charakterystyczną ilustracją estetyzującego stosunku do góralszczyzny w okresie międzywojen­
nym.
*
Gdy Stefan Szymański zaczął gromadzić swe zbiory,
kolekcjonerstwo etnograficzne na Podhalu miało już długą
i bogatą tradycję.
Od dawna działało, założone w 1888 г., Muzeum Ta­
trzańskie im. Tytusa Chałubińskiego. Muzeum to przejęło
kolekcję Marii i Bronisława Dembowskich, gromadzoną
w łatach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych X I X w.
Zbiory Dembowskich spełniły w swoim czasie niezwykle
doniosłą rolę: korzystał z nich Władysław Matlakowski,
pisząc swe pomnikowe prace: Zdobienie i sprzęt ludu polskiego
na Podhalu i Budownictwo ludowe na Podhalu; korzystał
z nich Stanisław Witkiewicz, kopiując motywy zdobnicze

I I . 1. „TEA" .Fragment izby czarnej.

I mr
9

�2
I I . 2. Dr Stefan Szymański upozowany na Sabałę. I I . 3, 4.
„TE A " .

do swych projektów w „stylu zakopiańskim"; zwiedzali je
Henryk Sienkiewicz, Ignacy Paderewski, Stefan Żeromski,
Tadeusz Miciński i wielu innych.
Jednocześnie istniała, mniej może znana, kolekcja
obrazów na szkle, własność Adama Krasińskiego, przekazana
potem do Muzeum Tatrzańskiego. Prócz tego działało wielu
zbieraczy mniejszego kalibru: Ksawery Prauss, doktorostwo
Dłuscy, rodzina Pawlikowskich i inni. W pierwszych latach
X X w. wędrował po podtatrzańskich wsiach Bronisław
Piłsudski, który zakupił w terenie wiele eksponatów dla
Muzeum.
W latach poprzedzających projektowany plebiscyt
spisko-orawski (1918—19) Komitet Plebiscytowy zebrał na
spornych terenach większą ilość eksponatów etnograficz­
nych, by przy ich pomocy dokumentować związki Spiszą
i Orawy z Podhalem. Zbiory te, po rozwiązaniu się Komi­
tetu, także znalazły się w Muzeum Tatrzańskim.
Stefan Szymański należy już do innej epoki. Gdy zain­
teresował się Podhalem, właśnie „wybuchła Polska". Styl
zakopiański jako sposób narodowościowej propagandy stracił
rację bytu. Idea „narodowego stylu" nie wytrzymała próby
życia. Zainteresowanie kulturą ludową Podhala przestało
mieć charakter patriotyczny, stało się przeżyciem artystycz­
nym, często bardzo płytkim. Zakopane przestało być pol­
skim Parnasem, stało się modnym wczasowiskiem. „Legen­
dowe postacie zakopiańskie": Chałubiński, Stolarczyk,
Witkiewicz, Sabała — dawno już nie żyli. Skończyła się
epoka wielkiej, zakopiańskiej ideologii narodowej; zaczął
się okres patrzenia na sztukę ludową Podhala przede wszyst­
kim w kategoriach estetycznych.
Okres ten był także płodny dla kultury polskiej. Wydał
Szymanowskiego, Skoczylasa, Kasprowicza, Stryjeńska,
Sunderlanda — by wymienić przedstawicieli możliwie naj różniejszych dziedzin sztuki. Dał także — i jest to dla tego

3

20

�okresu najbardziej chyba charakterystyczne •— niezliczoną
ilość „miłośników góralszczyzny", amatorskich „znawców
folkloru". Jednym z najwybitniejszych przedstawicieli tej
grupy był Stefan Szymański.
Jak wielu ludzi w okresie międzywojennym, pozostawał
on pod urokiem zarówno kultury ludowej, jak i inteligenckiej
legendy Podhala, oba te nurty traktując nierozłącznie.
Zachowała się fotografia przedstawiająca go upozowanego
na Sabałę (il. 2) i , rzecz jakże charakterystyczna, ustawił się
w identycznej pozie, co Sabała... na pomniku.
Szymański lubił porównywać się nie tylko z Sabałą,
lecz także z Chałubińskim. Pani Janina Szymańska, opro­
wadzająca po zbiorach, po dziś dzień opowiada zwiedzają­
cym, że doktor nazywany był „Chałubińskim Polski Nie­
podległej". Któż go tak nazywał? Prawdopodobnie przy­
jaciele i rodzina — słowem ludzie, którzy znali t ę jego
słabostkę i chcieli zrobić mu przyjemność. Bo ileż analogii:
obaj lekarze, reprezentujący nawet tę samą specjalność —
ftyzjatrię, obaj miłośnicy Tatr i znawcy podhalańskiego
folkloru, obaj społecznicy, obaj zapaleni górscy turyści.
Różniła ich „tylko" jedna rzecz: u Chałubińskiego zainte­
resowanie Podhalem było pracą organiczną, u Szymańskiego
zaś — pożytecznym, ale przecież prywatnym hobby. Byli to
ludzie z dwóch różnych epok. Jeden był prekursorem, drugi
epigonem. Za czasów Szymańskiego wszystko już się zmie­
niło: hamernicka buda, której progu nie przestąpiłby żaden
szanujący się gazda, stała się reliktem „bajecznego świata
Tatr", została nobilitowana na Muzeum Kultury Ludowej
Podhala. Ta biedniacka chałupa, zakupiona przez Szy­
mańskiego, otrzymała inteligencką nazwę TEA na cześć
matki kolekcjonera, Teodozji Anny •— ale chyba nieprzy­
padkowo nazwa ta brzmi z angielska. Potok Bystrą obu­
dowano idiotyczną kamienną rynną, a biegnącą nad po­
tokiem starą hawiarską drogę przezwano „Bulwarami Sło­

4

wackiego". Wokół stanęły piękne, albo trochę mniej piękne,
wille.
Doktor Stefan Szymański zmarł w 1942 roku. Zbiory
odziedziczył jego brat Tadeusz, który w roku 1951 ofiarował
kolekcję Muzeum Tatrzańskiemu. W rok później ekspozycję
w T E I , przygotowaną przez Edytę Starek, otwarto dla
turystów.
Zwiedzając zbiory, oglądamy eksponaty nie T Y P OW E dla konkretnego wnętrza (biedniacka, robotnicza
rodzina), lecz N A J P I Ę K N I E J S Z E . Szymańskiego
nie interesowała sztuka ludowa od strony semiotycznej;
nie patrzał na wnętrze izby góralskiej jak na zespół znaków,
symboli określających stopień zamożności, pozycję społecz­
ną, stosunki rodzinne, kulturę duchową i wiele, wiele innych
aspektów życia mieszkańców chaty, czy też ogólniej —
twórców kultury podhalańskiej. W jego pojęciu izba była
zgromadzeniem przedmiotów pięknych albo tylko ciekawych,
świadczących, że „nasz l u d " jest niesłychanie utalentowany,
i że ma piękną, h y m ą przeszłość.
Taki stosunek pozostał do dziś. TEA jest, w przekona­
niu zwiedzających, typową chatą góralską, pozostałą z daw­
nych czasów dla ich przyjemności; mało kto potrafi sobie
jednak uzmysłowić, że kolekcja obrazuje także stosunek
inteligenta z miasta do podhalańskiej kultury ludowej.
Dzieła sztuki mają w kolekcji im. Szymańskich ogromną
przewagę nad eksponatami z zakresu kultury materialnej.
Podobna proporcja daje się zauważyć w zbiorach głównych
Muzeum Tatrzańskiego, gdzie istnieje kolekcja prawie
400 łyżników, gdzie przechowuje się wspaniały zbiór kilkuset
obrazków na szkle, ale gdzie nie ma prawie zupełnie ekspo­
natów z zakresu uprawy roli, ludowego transportu, zbierac­
twa, łowiectwa, obróbki drewna itp. W T E I znajdziemy
wprawdzie drewniane widły, rąbanicę, tryfus czy stępkę,
ale przede wszystkim rzucają się w oczy obrazki na szkle

�izbie znajdować się w żaden sposób nio mogły (ii, 1). Na
ścianach koło pieca flinty i rożki na proch. Po pierwsze —
natychmiast by wybuchło, po drugie — któryż gazda
chwaliłby się posiadaniem broni, gdy od tylu dziosięcioleci
„polowacka" była surowo zakazana? Budzi zdziwienie duża
ilość narzędzi i naczyń pasterskich: obońki, drewniane
siodło, beczułka na bryndzę, formy na oscypki i redykałki —
skąd to przedmioty w chacie hamernika ?
Doktor Szymański nie zadawał sobie tych pytań —
nie interesowała go prawda naukowa, realizował swoją
wizję artystyczną, odtwarzał staro, dobre czasy.
Przechodzimy do białej izby, która jest prywatnym
mieszkaniem i państwowym muzeum jednocześnie (ii. 5).
Wśród gęsto rozłożonych eksponatów mieszka p. Janina
Szymańska, opiekunka zbiorów, zasłużona popularyzatorka
kultury podhalańskiej, która już od dwudziestu kilku lat
niestrudzenie oprowadza wciąż nowych i nowych turystów.
Na świętalnym, intarsjowanym stole •—• telefon. Nad łóżkiem
opiekunki zbiorów — obrazki na szkle i rzeźby z kapliczek,
pod łóżkiem — garnek z mlekiem. Na ścianie obok — kosa
spod Racławic i kajdany na zbójnika, nie używane, w dob­
rym stanie. Przypomina się wierszyk Boya:
Jest tam kijek Kościuszki,
Króla Piasta garnuszki
I fajeczka Kopernika
Z której se pan kustosz pyka,
Jak jest w dobrym humorze.
Suwarowa nahaj ka
I Kolumba dwa jajka,
Kierezyja wenecjańska
I dziewica orlijańska •—
Syćko wisi se społem.

I I . 5. , ,TEA''. Fragment izby białej.

okazy snycerki, stolarki czy ceramiki — jednym słowem
rzeczy zebrane przez kolekcjonera głównie ze względu na
ich wygląd zewnętrzny. Dlatego w chacie jest tak pięknie —
i tak nieprawdziwie. W czarnej izbie oglądana wystawiony
na pokaz paradny strój podhalański, łóżko z wysoką stertą
śnieżnobiałych poduszek pięknie haftowanych, malowaną
skrzynię — czyli eksponaty, które w tradycyjnej czarnej

Teraz, w 1975 г., można się uśmiechać, zwiedzając
zbiory im. Szymańskich, Oddział Muzeum Tatrzańskiego,
Zakopane, Bulwary Słowackiego 39; ale powtórzmy jeszcze
raz:
— kolekcja ma dziś ogromną wartość etnograficzną,
a wobec nie najlepszej ekspozycji w Muzeum Tatrzańskim
i ponad dwudziestoletniej impotencji instytucji organizu­
jących skansen podhalański, TEA jest w praktyce jedyną
placówką popularyzującą tradycyjną plastykę góralską
w sposób tek niesłychanie sugestywny.

Fot.: K. Gorazdowska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10646" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10624">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a0ae81067670303420207e57b25ac10b.pdf</src>
        <authentication>090445343451d3d80be0c1b24bb2b6cd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126838">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4453</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126839">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126840">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126841">
                <text>plastyka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="126842">
                <text>Paszyn - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126843">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4142</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126844">
                <text>Paszyński ośrodek plastyki ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126845">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.1-2 ; s.95-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126846">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126847">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126848">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126849">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126850">
                <text>Antoni Kroh

PASZYŃSKI OŚRODEK PLASTYKI LUDOWEJ
W niewielkiej wiosce Paszyn, położonej około dzieHęciu kilometrów na wschód od Nowego Sącza,, tworzy
Urtualnie (tzn. w maju 1974 r.) 26 rzeźbiarzy ludowych.
Gdy artykuł ukaże się w druku, cyfra, ta, będzie już nie­
aktualna. Co miesiąc, co kilka tygodni, pojawia się w Pa­
szynie nowy „twórca ludowy".
Najpełniejszą dokumentację rzeźbiarskiej twórczości
Paszyniaków stanowi kolekcja, miejscowego proboszcze,,
ks. Edwarda Nitki. Kolekcja stale rośnie, aktualnie obej­
mując około pięciuset eksponatów.
Zarówno unikalna z wielu względów kolekcja, jak
i niesłychana aktywność plastyczna, mieszkańców Paszyna —
to fenomeny nie mająco odpowiednika w polskiej współczosnej plastyce wiejskiej.
Istnieją wprawdzie wsie, w których mieszka, kilkudzie­
sięciu twórców ludowych — na przykład Bukowina Ta­
trzańska, Koniaków, Bobowa z sąsiednimi miejscowościami
czy okolice Kadzidła i Tatar w Puszczy Zielonej. Jednak
zasadnicza, różnica między tymi miejscowościami a Paszy­
nom polega na tym, że gdzie indziej sztuka ludowa, mająca
długą i bogatą tradycję, traktowana jest przede wszystkim
jako „przemysł domowy", źródło dodatkowego dochodu —
słowem jako jedna z form działalności gospodarczoj. Ta dzia­

łalność gospodarcza nie mogłaby istnieć bez pozawiejskiego
ośrodka, pełniącego rolę organiza/tora i zleceniodawcy.
W Bobowej zajmuje się tym cepeliowska, spółdzielnia
„Koronka", na Podhalu — Zakopiańskie Warsztaty Wzor­
cowe, cepeliowski skup i w ogóle przemysł pamiątkarski.
W innych regionach Polski sytuacja wygląda podobnie.
Natomiast w Paszynie działają zupelnio inne mecha­
nizmy, dla których nie znajdziemy analogu w innych
ośrodkach kultury ludowej.
Nie ma w Pe,szynie ciągłej, nieprzerwanej tradycji
rzeźbiarskiej. Jeszcze kilkanaście lat temu nie działał w tej
wsi ani jeden plastyk. Piękne kapliczki — drewniane i kamionne, stojące przy paszyńskich drogach co kilkaset metrów,
powstały przoważnie przed I wojną światowi. Jeszcze
piętnaście lat temu miały one funkcję prawie, wyłącznie
kultową; bardzo zmalało ich znaczenie jako wzorca este­
tycznego. Obecnie, gdy porównamy figury wykonane przez
Mieczysława Piwkę czy Andrzeja Głoda z niektórymi kaplicz­
kami, stwierdzimy wyraźny wpływ dawnej rzeźby na
współczesną twórczość ludową.
Nie ma, w Paszynie instytucji o charaktorzo gospodar­
czym, zajmującej się zamówieniami i zbytem rzeźb. Mimo
to — a może właśnie dlatego — nie obserwujemy tu typo-

I I . 1. Młodzi rzeźbiarze paszyńscy ze swoimi rzeźbami.

95

�96

�frych, charakterystycznych zjawisk, towarzyszących nie­
stety— merkantylnie pojętej współczesnej plastyce wiej­
skiej. Dla przykładu: Paszyniacy prawie nie wykonują
replik swoich prac.
Czym można sobie wytłumaczyć powstanie i istnienie
tego unikalnego zjawiska, jakim jest ośrodek plastyki
ludowej w Paszynie? Odpowiedzią na to pytanie niech
będzie przedstawienie paru faktów z historii wsi oraz opi­
sanie dziejów kolekcji sztuki ludowej ks. Edwarda Nitki.
Paszyn, jak to stwierdzają zgodnie wszyscy informa­
torzy , był przez mieszkańców okolicznych miejscowości
uważany za wieś biedną i zacofaną. Gleby są t u o wiele
mniej urodzajne niż w sąsiednich wsiach. Powtarzano
w okolicy przysłowie „paszyńska bieda"; było prawie nie
do pomyślenia, aby Paszyniak ożenił się z dziewczyną
z którejś okolicznej wsi. Lekceważenie okazywane Paszyniakom miało także swoje źródło w fakcie, że była t u spora,
większa niż gdzie indziej, liczba ludzi upośledzonych:
głuchoniemych, chorych psychicznie, kalekich. Ludzie ci,
z natury rzeczy mniej wydajni w pracy, byli ciężarem dla
swych rodzin. Otoczeni pogardą, nie biorący udziału w życiu
społecznym wsi, stali także poza nawiasem życia religijnego;
Chrzest i Ostatnie Namaszczenie — to często jedyny insty­
tucjonalny ich kontakt z Kościołem.
Ten stan rzeczy trwał do wyzwolenia.
Po wojnie sytuacja zaczęła się szybko zmieniać. Prze­
ludnienie zostało zlikwidowane odpływem części ludności
do miast, na Ziemie Zachodnie. Obok rolnictwa doszłc
nowe źródło dochodów — przemysł. Obecnie prawie wszyscy
1

dorośli Paszyniacy, to chłopo-robotnicy. Zorganizowanie
dobrej komunikacji autobusowej z Nowym Sączem przy­
spieszyło ten proces.
A jednak mimo rewolucji społecznej, mimo znacznego
podniesienia stopy życiowej, mimo zniwelowania różnic
materialnych między Paszynem a jego najbliższą okolicą,
pozostał mieszkańcom z dawnych czasów paszyński kom­
pleks niższości.
W roku 1957 przyjechał do Paszyna nowy proboszcz,
Edward Nitka .
Urodzony w 1919 r. w Ropicy Dolnej, pow. Gorlice,
z racji swego chłopskiego pochodzenia dobrze rozumiał
sytuację ludności Paszyna. Znał psychikę ludzi biednych.
Okolica także nie była mu obca. Przed laty był wikarym
w sąsiedniej wsi, Ptaszkowej, a przez dłuższy czas jako
proboszcz przebywał w niedalekim Borzęcinie, pow. Brzesko.
Trudno powiedzieć, by przeniesienie do Paszyna było
dla niego awansem; fara chuda, teren z wielu względów
trudny, niewdzięczny.
Ksiądz Nitka, sprowadzając się do Paszyna, przywiózł
ze sobą trochę obrazów i starych rzeźb sakralnych. Nie
zamierzał kolekcjonować sztuki ludowej — był po prostu
przywiązany do tych przedmiotów, miał je dla upiększenia
mieszkania. Nie przypuszczał, że ten skromny zbiór może
stać się punktem wyjścia do powstania największego w Pol­
sce ośrodka rzeźby ludowej i — zaczątkiem wspaniałej
kolekcji plastyki wiejskiej.
Na plebanię zaglądał często Wojciech Oleksy, brat
kościelnego. Oleksy, zwany we wsi po prostu „Wojtkiem",
2

Andrzej Głód, (1. 15), Paszyn, pow. N . Sącz: i l . 2. Młody rzeźbiarz przy pracy.; i l . 3. Kopernik, drewno polichromowane,
wys. 17 cm. Mieczysław Piwko, Paszyn: i l . 4. Kopernik, drewno polichrom., wys. 32 cm.; i l . 5. Chrystus Frasobliwy, drewno
polichrom., wys. 35 cm.; i l . 6. Rzeźbiarz przy pracy.
5

б

97

�Wojciech Oleksy z Paszyna (il. 7) : i l . 8. Chrystus przed Piłatem, drewno, wys. 36 сщ.

urodzony w 1903 г., głuchoniemy, pomagał czasem bratu
w jego kościelnych obowiązkach: dzwonił, robił drobne
stolarskie naprawy; z tego powodu zachodził często na
plebanię. Rzeźby i obrazy zgromadzone tam przez pro­
boszcza bardzo mu się podobały. Głaskał się wtedy po
sercu i mlaskał.
Po pewnym czasie, by zrobić księdzu przyjemność,
przyniósł pierwsze wykonane przez siebie „prace plastyczne".
Były to bardzo nieporadne i prymitywnie wykonane nie­
wielkie przedmioty z drewna, podpatrzone przez Oleksego
w kościele i na plebanii: monstrancje, kielichy mszalne itp.
Ksiądz nie traktował tych drewienek jako dzieł sztuki,
lecz jako swoistą formę modlitwy głuchoniemego.
Stosunek reszty otoczenia do „Dzieł" Oleksego nie­
trudno przewidzieć. Gospodyni używała na podpałkę skła­
dano przez księdza prezenty, dziwiąc się, że proboszcz
przyjmuje takie „paproki". Odwiedzający plebanię chłopi
także nie rozumieli dlaczego ksiądz Nitka cieszy się z przy­
niesionych przez Wojtka podarunków. Proboszcz tłumaczył,
że cieszy go w tych rzeźbach zaangażowanie autora, prag­
nącego wyrazić w ten sposób swoje religijne uczucia. Forma
zewnętrzna jest natomiast mniej ważna. Ksiądz Nitka
spostrzegał, że okazywanie radości z rzeźb, wylewne dzię­
kowanie i drobne datki w rewanżu sprawiają Oleksemu
wielką przyjemność, podnosząc jego poczucie własnej war­
tości. Po raz pierwszy może w życiu słyszał Wojtek komple­
menty na swój temat. Bardzo mu one były potrzebne.
Ksiądz, udzielając moralnej pomocy pełnemu kom­
pleksów człowiekowi, nie wiadomo kiedy polubił prymi­
tywną formę jego rzeźb. Zaczął je zbierać, przeznaczył
dla nich półkę w swoim pokoju. Nie myślał jednak o zbie­
raniu kolekcji w tym sensie, w jakim się to potocznie ro­
98

zumie. Pasja kolekcjonerska — mieć, posiadać, zebrać jak I
najwięcej — była, jak się wydaje, obca księdzu Nitce.
Doceniał wartość rzeźb Oleksego, lecz widział przede wszyst­
kim moralny, społeczny aspekt zagadnienia. Fakt ten j
sprawia, że kolekcja księdza z Paszyna zaczęła odgrywać
dużą rolę w życiu kulturalnym mieszkańców wsi, a siły
oddziaływania tej „instytucji" mogłoby pozazdrościć księdzu
Nitce niejedno muzeum.
W roku 1966 zaszedł ważny fakt w życiorysie Oleksego.
Przeszedł pierwszą w swym życiu systematyczną edukacje.
W wielu parafiach księża, posługując się językiem gestów,
uczyli głuchoniemych katechizmu, „mówili" kazania, egzaminowali z prawd wiary. Następnie głuchoniemi dostąpili
bierzmowania. Z okazji tej uroczystości przygotowano
wystawę ich prac w sądeckim kościele Jezuitów. Znalazły się
tam i nieporadne figurki Oleksego — była to pierwsza
ekspozycja jego rzeźb. Jedną z nich Wojtek wręczył biskupowi.
Druga „wystawa" nieporadnych Wojtkowych figurek
była na paszyńskiej plebanii, z okazji wędrówki po domach j
obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Na prowizorycznym f
podeście, poniżej obrazu, ksiądz ustawił kilka rzeźb Oleksego, któro miały symbolizować uczucia religijne prostych
ludzi. Nie udało mi się dowiedzieć, jakie wrażenie na miesz- I
kańcach Paszyna zrobiło to bardzo śmiałe zestawienie I
otoczonego kultem obrazu z „paprokami" głuchoniemego
Wojtka.
Wartości plastyczne rzeźb Oleksego docenił Bolesław
Nawrocki z Warszawy, który w połowie lat sześćdziesiątych
penetrował Sądecczyznę, zbierając eksponaty do swej |
kolekcji plastyki wiejskiej. Nawrocki wykupił wtedy wiele I

�Rzeźbił także Zdzisław Orleeki, autor statycznie po­
traktowanych, kamiennych, nie polichromowanych rzeźb.
Orleeki jest obecnie bodaj jedynym w Paszynie człowiekiem
znającym się na rzeźbie w kamieniu. Ongiś było więcej
specjalistów z tej dziedziny — świadczą o tym liczne ka­
mienne kapliczki zdobiące rozstaje dróg, znaczące granice
ról, upamiętniające różne wydarzenia. Wielka szkoda,
że Orleeki po niepowodzeniu na konkursie w 1972 r. za­
niechał dalszej pracy w tym coraz mniej popularnym two­
rzywie.
Ks. Edward Nitka, spiritus movens paszyńskiego
ośrodka rzeźbiarskiego, w trakcie swej pracy społecznej
nad podnoszeniem samoświadomości mieszkańców wsi
stawał się mimowolnie kolekcjonerem i znawcą plastyki
wiejskiej. Do szeroko pojętych celów dydaktycznych,
stawianych zawsze na pierwszym planie, dołączyły się cele
estetyczne. Na plebanii obok rzeźb Paszyniaków znalazły
się figurki wykonane przez twórców z dalszych okolic:
Władysława Chajca z Jasielskiego, Stanisława Hołdę z No­
wego Sącza, Nikodema Bołoza z Łomnicy, pow. Nowy Sącz
czy braci Stanisława i Jana Niewolów z Muszyny. Zebranie
dobrych przykładów współczesnej rzeźby ludowej z innych
okolic stanowiło znakomite uzupełnienie zestawu rzeźb
paszyńskich. Rozrastanie się kolekcji było odzwierciedle­
niem gwałtownego rozwoju paszyńskiego ośrodka plastyki
ludowej.
Na rozrastanie się kolekcji miała także pewien wpływ
znajomość proboszcza z red. Ludwikiem Zimmererem,
jednym z najwybitniejszych w Polsce kolekcjonerów sztuki
ludowej.
Pierwszym publicznym wystąpieniem rzeźbiarzy pa­

ll. 9. W. Oleksy Chrystus Zmartwychwstały, drewno, wys. 43 cm. I I . 10. Stanisław Hołda, N . Sącz - Cołąbkowice. Biczowa
nie, drewno, pakuły, wys, 39 cm.

rzeźb Oleksego z początkowego okresu jego twórczości.
Wywiózł je potem do Genowy, gdzie zamieszkał jako pra­
cownik UNESCO. Swoją kolekcję eksponował Nawrocki
w kilku miastach Europy Zachodniej, popularyzując polską
sztukę ludową, m. in. ośrodek paszyński. Dla mieszkańców
Paszyna nie miały jednak te wystawy większego znaczenia.
Rzeźbiarska działalność Oleksego, wykonywanie przez
niego form nie wypracowanych technicznie, powodowało
stale uwagi Paszyniaków w rodzaju ,,ja bym potrafił zrobić
to o wiele lepiej". — To nie gadajoie, tylko róbcie — odpo­
wiadał niezmiennie ksiądz. Jednak mało kto chciał spróbo­
wać; nie było jeszcze we wsi atmosfery dla rzeźby ludowej,
ludzie bali się narazić na pośmiewisko. Powszechnie uważano,
że rzeźbić mogą tylko „panowie po szkołach", a karyka­
turalne, nieporadne rzeźby wiejskich prymitywów obrażają
Boga.
Mieczysław Piwko, czterdziestokilkuletni rolnik i stra­
żak, odważył się. Trudno obecnie ustalić, w którym roku
przyniósł na plebanię pierwszą wykonaną przez siebie
rzeźbę.
Tematy brał Piwko z życia wsi współczesnej. Skaldowie
z Paszyna — wiejska kapela, grająca przy stole, na którym
stoi butelka. Spowiedź — gruby, dobroduszny ksiądz słucha
spowiedzi pary chłopskiej. Figurki te przypominają swą
formą zewnętrzną (wymiary, stroje ze szmatek) i humo­
rystycznym potraktowaniem tematu — kukiełki szopkowe.
Piwko, który przypomniał sobie zawartą przed laty
znajomość z mieszkającym w sąsiedniej Mszalnicy rzeź­
biarzem, Witkiem — postanowił wykorzystać zdobyte nieg­
dyś od niego informacje, wykonując kapliczki wzorowane
na przydrożnych kapliczkach z Paszyna.
9.9

�szyńskich był konkurs rzeźby ludowej, zorganizowany
w 1971 r. wspólnie — przez Muzeum im. Władysława Orkana
w Rabce i Muzeum w Nowym Sączu. Chociaż rzeźbiarze
paszyńscy nie odnieśli na n m większych sukcesów, spełnił
on jednak doniosłą rolę — zaprezentował szerszej publicz­
ności twórców ludowych z tej do niedawna mało komu
znanej wioski, a Paszyniakom dał okazję do konfrontacji
własnych możliwości artystycznych z osiągnięciami innych
rzeźbiarzy. To ważne wydarzenie pozwoliło paszyńskim
plastykom przygotować się starannie do następnego kon­
kursu, który był dla nich tak pomyślny — Konkursu
Współczesnej Rzeźby Ludowej Karpat Polskich, zorganizo­
wanego latem 1972 r. przez Muzeum w Nowym Sączu.
Wiosną 1972 г., kiedy zbierano eksponaty konkursowe,
we wsi działało już pięciu rzeźbiarzy: Wojciech Oleksy,
Mieczysław Piwko, Zdzisław Orleeki i dwaj uczniowie
szkoły podstawowej: Marian Jasiński i Andrzej Głód.
Wszyscy wystąpili w konkursie sądeckim. U Jasińskiego
zresztą zainteresowanie rzeźbą wkrótce minęło. Natomiast
Głód, korzystając z rad swego bliskiego krewnego, Mie­
czysława Piwki, namówiony przez proboszcza zajął się
bliżej działalnością plastyczną.
Rzeźby paszyniaków, przedłożone na konkurs, były
bardzo zróżnicowane: prymitywne, toporne, malowane
kredkami rzeźby Oleksego; starannie wykonane, nawiązują­
ce do tradycyjnej rzeźby ludowej prace Piwki; poważne,
prawie monumentalne kamienne figury Orleckiego; figurki
Jasińskiego, zbliżone bardziej do sztuki dziecięcej niż
ludowej i wreszcie będące miłą niespodzianką rzeźby Andrze­
;

ja Głoda — wprawdzie wyraźnie inspirowane stylom Piwki,
ale oryginalne, świeże.
Relacjonując przygotowania do konkursu, Telewizja
Krakowska nadała krótki program z Paszyna, prezentując
Wojciecha Oleksego i jego prace rzeźbiarskie. Ten parominutowy reportaż zrobił wrażenie, jakiego prawdopodobnie
nie przewidywali realizatorzy. Po raz pierwszy Telewizja
pokazała Paszyn — a to za sprawą Wojtka! Trudno opisać
zaskoczenie i zdziwienie mieszkańców wsi w tym dniu.
Oleksy z głuchoniemego „bejdoka" wyrósł w niedługim
czasie na „sławnego ziomka". Audycja telewizyjna była
dalszym, ważnym elementem „robiącym atmosferę" w Pa­
szynie wokół rzeźby ludowej.
Na początku lipca 1972 r. odbyło się posiedzenie Sądu
Konkursowego. Oleksy i Piwko otrzymali pierwsze nagrody,
Głód — nagrodę drugą. Sukces Paszyniaków, a szczególnie
zdobycie drugiej nagrody przez czternastoletniego Andrzeja
Głoda (dwa tysiące złotych i zakup rzeźb) miało wielkie
znaczenie propagandowe. Moralny sukces i intratne nagrody
rzeźbiarzy — to przyczyny wybuchu zainteresowania Pa­
szyniaków rzeźbą ludową w 1972 r.
Zainteresowanie to nie zrodziło się, rzecz jasna, auto­
matycznie. Proboszcz namawiał swoich parafian do rzeź­
bienia, a konkurs dał mu w rękę dodatkowy, bardzo ważny
atut: można było mówić o intratności plastyki ludowej,
a także o ogólnopolskiej popularności, jaką można zdobyć
rzeźbieniem. Czternastoletni chłopiec zarobił kilka tysięcy
złotych, był chwalony, opisywany w gazetach, składano
zamówienia na dalsze jego prace! Od tego czasu jego ko­

ił. 11. Grób Chrystusa w kościele paszyńskim, zdobiony rzeźbą ludową. Wielkanoc 1974.

• P T

,

�II, 12. Chrystus Frasobliwy. Dawna rzeźba, na której wzorowali się M . Piwko i A. Głód. I I . 13. Kapliczka z Ukrzyżowanym,
Mszalnica, pow. N . Sącz.

ledzy zaczęli nosić w tornistrach nie tyle buławy marszał­
kowskie, ile dłuta rzeźbiarskie albo zwykłe koziki.
W salach sądeckiego muzeum czynna była jeszcze
wystawa pokonkursowa, kiedy ks. Nitka wpadł na nowy,
świetny pomysł. Rzeźby ze swojej kolekcji poustawiał
w prostych kapliczkach wokół kościoła, tworząc jedyną
chyba w swoim rodzaju plenerową wystawę współczesnej
rzeźby ludowej. Okazją do zorganizowania tej ekspozycji
stalą się wizyta biskupa tarnowskiego w parafii, zapowie­
dziana na koniec sierpnia.
Nie był to pierwszy przypadek „żywego" wykorzysta­
nia paszyńskiej kolekcji rzeźby ludowej.
Od kilku lat, z okazji Wielkanocy, pod kierunkiem
księdza Edwarda Nitki montowany jest grób Chrystusa,
złożony z ustawionych na krzyż, w formie jakby szałasu,
kilkumetrowych palm wielkanocnych. Pod t ą konstrukcją
ustawione są na postumentach najciekawsze eksponaty
ze zbioru proboszcza.
Grób symboliczny na cmentarzu, pomnik Paszyniaków,
którzy oddali swoje życie w czasie I I wojny światowej,
także zdobiony jest rzeźbą ludową: na cmentarnym miejscu
ustawiona jest kamienna figura Chrystusa Frasobliwego,
roboty Zdzisława Orleckiego, zaś na mniejszych postu­
mentach — drewniano aniołki Wojciecha Oleksego.
Co innego jednak rzeźba jako „sprawa wewnętrzna",
a co innego jako powód do dumy, wystawiana z okazji
wielkioj gali. Mimo działających we wsi sześciu rzeźbiarzy
(latem zaczął rzeźbić rówieśnik Andrzeja Głoda, Augustyn
Pogwizd), mimo propagandy prasowo-telewizyjnej, mimo

długoletniej działalności ks. Nitki, wielu jeszcze mieszkań­
ców wsi nie było pewnych; czy wypada pokazywać biskupowi
rzeźby ludowe.
Biskup na szczęście okazał zadowolenie, chwalił pro­
boszcza i parafian za ten oryginalny pomysł, przyjął kilka
figurek i przekazał je do Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie,
gdzie zaprezentowano je na ekspozycji.
Nie znaczy to bynajmniej, by rzeźby paszyńskich
plastyków obracały się wyłącznie w kręgu tematyki sakralnej.
Twórcy ludowi z Paszyna podejmują także chętnie sprawy
świeckie: trud dawnych rolników, sprawy wsi współczesnej.
Nie omijają ich także — rzecz jasna •— zjawiska charakte­
rystyczne dla całej współczesnej polskiej rzeźby ludowej,
np. ostatnio — zainteresowanie
postacią
Kopernika.
„Andrzej Głód ustawił na podstawce rzeźbę Kopernika
z biczykiem w dłoni, popędzającego planety i księżyc,
które biegną na cienkich nóżkach-patyczkach wokół wiel­
kiego słońca zakutego w dyby" . Prastara konwencja
rzeźby ludowej, dopuszczająca w zasadzie tylko tematykę
sakralną, została przełamana.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wszystkie czynniki
niezbędne do animacji sztuki ludowej wystąpiły prawie
jednocześnie: wewnętrzna akceptacja, spowodowana uro­
czystością wizytacji biskupiej, splotła się w 'paradoksalny
sposób z dowodami uznania z powodu pomyślnych wyników
konkursu, notatkami prasowymi, nie mniej ważnym czyn­
nikiem merkantylnym. Jednak najważniejsze były: ogólno­
polski prąd animacji sztuki ludowej, związany z polityką
kulturalną Państwa, i systematyczna praca dydaktyczna
3

101

�miejscowego autorytetu — ks. Edwarda N i t k i , bliskiego
Paszyniakom z raeji swego chłopskiego pochodzenia, tego,
że jest ich krajanem.
W ciągu k i l k u miesięcy rzeźbiarze paszyńscy odnieśli
dwa wielkie sukcesy: „ z e w n ę t r z n y " — na Konkursie Współ­
czesnej R z e ź b y Ludowej K a r p a t Polskich w N o w y m Sączu
i „ w e w n ę t r z n y " — na uroczystości przyjazdu do parafii
biskupa tarnowskiego. Obie imprezy b y ł y t a k ż e wielkim
osiągnięciem proboszcza. Jego argumenty znalazły potwier­
dzenie z k i l k u stron jednocześnie, a jego kolekcja, d o t ą d
uznawana przez n i e k t ó r y c h t y l k o mieszkańców wsi, stała się
powodem do lokalnej dumy. A m b i c j ą P a s z y n i a k ó w stało się
uzupełnienie tej ekspozycji.
P r z y k ł a d e m — historia starego już człowieka, Marcina
Kożucha, ur. 1904 г., od lat ciężko chorego. K o ż u c h przy­
jechał z odległego przysiółka zobaczyć biskupa. Zapoznał się
wtedy z w y s t a w ą plenerową kolekcji księdza Edwarda
N i t k i i oświadczył: „ j a w a m p o k a ż ę j a k się r z e ź b i " . Zdążył
mimo ciężkiej choroby w y k o n a ć k i l k a bardzo interesujących
prac. Zmarł 7 lutego 1973 r. Rzeźbieniem zajęli się dwaj
jego synowie: Jan i Piotr K o ż u c h o w i e , zachęceni p r z y k ł a ­
dem ojca.
Rzeźbi cała rodzina Orleckich. Zdzisław Orleeki, bardzo
zdolny kamieniarz, inspirował do działalności plastycznej
swego brata Józefa Orleckiego. R z e ź b i t a k ż e Helena Orlecka,
córka Józefa i jej brat Stanisław, uczeń czwartej klasy.
Ciekawą postacią w Paszynie jest Stanisław Mika,
zwany „ S t a s i c e k " albo „ D z i a k o n " . Oryginał, znany jest
we wsi z tego, że l u b i nosić chorągiew na pogrzebach.
Z lekceważeniem oglądał kolekcję proboszcza, twierdząc,
że on sam potrafi w y k o n a ć znacznie lepsze prace. W mię­
dzyczasie zaniemógł i b y ł bliski śmierci. K s i ę d z u , odpra­
wiającemu Ostatnie Namaszczenie oświadczył, że nie umrze,
ponieważ nie zrobił jeszcze żadnej rzeźby. Rzeczywiście
po pewnym czasie wyzdrowiał i z d u m ą przyniósł pro­
boszczowi swe pierwsze prace plastyczne.
Zaczął rzeźbić ponad 70-letni Andrzej Drożdż. R z e ź b i
także Jan Skrzypek — sołtys paszyński. Janina Mordarska — t a k ż e utalentowana rzeźbiarka — wstydziła się przy­
znać do autorstwa swych prac, bojąc się ośmieszenia —
przekonana, zgodnie z wioskowym zwyczajem, że rzeźbienie
jest zajęciem wyłącznie m ę s k i m . Jej prace firmował syn
Wiesław, uczeń I V klasy. Mistyfikacja szybko się w y d a ł a ,
obecnie rzeźbi z a r ó w n o * m a t k a , j a k i syn.
Oprócz dorosłych, zaczęli masowo rzeźbić chłopcy
ze szkoły podstawowej. Jednym z najciekawszych jest
Augustyn Pogwizd, k t ó r y obecnie (maj 1974) stara się
o przyjęcie do zakopiańskiego Technikum Plastycznego
i m . Antoniego Kenara. W y b i j a się t a k ż e Alfred Miczołek,
Józef Damasiewicz i i n n i . W 1973 r. w kolorowym filmie
telewizyjnym „Złoto polskich K a r p a t " , realizowanym przez
Telewizję K r a k o w s k ą w reżyserii Zbigniewa Swięcha,
wzięło udział ośmiu rzeźbiarzy — dzieci paszyńskich. W t y m
samym roku chłopcy-rzeźbiarze zrobili sobie p a m i ą t k o w e
zdjęcie, na k t ó r y m widnieją: Piotr P o r ę b a z „ G ó r " , Marian
Głód z „ R z e k " , Marek Szczurek z „ P i ą t k o w e j " , Teofil
Oleksy z „ Z a g ó r z a " , W a c ł a w Gajdosz z „ P o t o k " , Józef
Damasiewicz z „ J o d ł o w e j G ó r y " , J a n Pogwizd z „ P o d mystkowa", Alfred Miczołek z „ Z a g ó r z a " , Augustyn Po­
gwizd z „ R z e k " , A l b i n J a s i ń s k i z „ P o d g ó r " , Eugeniusz
Oleksy z „ G r a n i c " .
W ostatnich miesiącach pojawiają się nowi rzeźbiarze.
Ciekawą, dopiero rozwijającą się indywidualnością artystycz­
n ą jest Tadeusz Setlak, szwagier Augustyna Pogwizda.
Urodzony w Jadamwoli, pow. Limanowa, do Paszyna
sprowadził się z powodu zawarcia m a ł ż e ń s t w a , w 1969 r.
Wiosną 1974 r. przyniósł księdzu swe pierwsze prace rzeź­
biarskie. W y k o n a ł je, b y zaznaczyć s w ą przynależność do
paszyńskiej społeczności wiejskiej. Ta motywacja wskazuje,
102

j a k bardzo w Paszynie popularna jest ostatnio rzeźba
ludowa, j a k wielkie efekty przyniosła działalność ks. N i t k i .
Działalność ta nie ogranicza się do t w ó r c ó w paszyńskich.
Proboszcz u z u p e ł n i a stale s w ą kolekcję pracami rzeźbiarzy
spoza swojej parafii: Stanisława Radzika z Grybowa,
Michała Gurby z G r ó d k a , pow. Gorlice, Stanisława Hołdy
z Nowego Sącza i innych.
Dotychczasowe uwagi na temat socjologicznej ekumeny
paszyńskiego ośrodka p l a s t y k i ludowej trzeba uzupełnić
informacjami o artystycznych efektach p a s z y ń s k i c h rzeź­
biarzy.
Ogólną cechą wszystkich prawie p a s z y ń s k i c h twórców
ludowych jest wielka zdolność do improwizacji, brak —
że się t a k w y r a ż ę — „ a r t y s t y c z n y c h k o m p l e k s ó w " . Twórcy
p a s z y ń s c y (z w y j ą t k i e m Mieczysława P i w k i i Zdzisława
Orleckiego) nie m a j ą właściwie pojęcia o właściwościach
tworzywa, nie m a j ą żadnej wiedzy rzeźbiarskiej, nie dyspo­
n u j ą odpowiednio przygotowanym m a t e r i a ł e m i odpowied­
n i m i n a r z ę d z i a m i . Ten stan rzeczy jest źródłem ich przewag
i klęsk jednocześnie. B r a k artystycznego balastu rodzi
odwagę porywania się na trudne tematy. Mierzenie siły
na zamiary, warunek jakiejkolwiek twórczej działalności,
doprowadza t a k ż e niekiedy do sytuacji nieco groteskowych,
nie zamierzonych przez a u t o r ó w ; grozi ryzykiem przece­
niania swych sił. Granica m i ę d z y świeżością prymitywu
a artystycznym niedołęstwem jest przecież niesłychanie
ł a t w a do przekroczenia.
Świeżość, n i e p o r a d n o ś ć , oryginalne traktowanie tematu,
t o najważniejsze ogólne cechy charakterystyczne rzeźbiar­
skiego ośrodka paszyńskiego. Ogromna większość twórców
ludowych z tej wsi, t o ludzie u p r a w i a j ą c y działalność
a r t y s t y c z n ą zaledwie od roku, d w ó c h lat, od przypadku
do przypadku; jasne, że nie m a j ą żadnego doświadczenia,
że nie orientują się we współczesnych tendencjach i modach,
j a k i m podlegają pozawiejscy animatorzy p l a s t y k i ludowej.
Nie u m i e j ą więc — na szczęście! •— i m się podporządkować.
Trudno powiedzieć, czy t e n stan rzeczy u t r z y m a się długo.
Tak j u ż jest we współczesnej sztuce ludowej, że w miarę
rosnącej sławy, w m i a r ę coraz częstszego uczestnictwa
w wystawach, konkursach, kiermaszach, p r z y j m u j ą c liczne
odwiedziny — amator zamienia się w zawodowca, który
chcąc nie chcąc w mniejszym l u b w i ę k s z y m stopniu za­
czyna się p o d p o r z ą d k o w y w a ć ogólnej modzie. W miarę
powodzenia zmienia się motywacja twórczości — coraz
bardziej dochodzi do głosu czynnik m e r k a n t y l n y .
Prawie wszyscy t w ó r c y p a s z y ń s c y są jeszcze na tym
p o c z ą t k o w y m etapie, gdzie brak w i a r y we w ł a s n e siły,
w w a r t o ś ć a r t y s t y c z n ą swych d o k o n a ń nie pozwala na
traktowanie swej twórczości jako źródła zarobku. Między
i n n y m i dlatego ich r z e ź b y s ą t a k świeże i oryginalne.
Prace rzeźbiarskie uczniów szkoły podstawowej w Pa­
szynie m a j ą charakter odmienny niż prace dorosłych. W gru­
pie młodzieżowej obserwujemy silne wzajemne wpływy.
Jest k i l k u chłopców o silniejszych indywidualnościach
(Andrzej Głód, A u g u s t y n Pogwizd i in.) i cała plejada
rzeźbiarzy słabszych, chłopców, k t ó r z y nie m a j ą c wystar­
czającej w y o b r a ź n i wzorują się na cudzych pracach, Przy­
k ł a d e m Aniołek
Augustyna Pogwizda. Oryginalna forma,
osiągnięta bardzo p r o s t y m i ś r o d k a m i , skłoniła wielu chłop­
ców do n a ś l a d o w n i c t w a — aktualnie w kolekcji ks. Nitki
jest j u ż kilkadziesiąt aniołków wzorowanych na rzeźhie
Pogwizda. K s i ą d z N i t k a stara się wprawdzie pilnować,
b y r z e ź b y b y ł y wykonywane samodzielnie, „z głowy".
Jest to jednak niewykonalne; w p ł y w y m o ż n a nieco ogra­
niczyć, jednak nie da się ich eliminować całkowicie.

�Ezeźby dzieci p a s z y ń s k i c h s ą ciekawym s k r z y ż o w a n i e m
sztuki ludowej i dziecięcej. Ludowe s ą t u wzory ikono­
graficzne, z k t ó r y c h niekiedy k o r z y s t a j ą młodzi rzoźbiarze.
Natomiast rozwiązania plastyczne s ą raczej z k r ę g u sztuki
dziecięcej — ze s w ą nieporadnością połączoną z l a p i d a r n ą ,
często bardzo celną formą rzeźbiarską.
Na prace p a s z y ń s k i c h p l a s t y k ó w ludowych istnieje
spory popyt. Jednak, j a k j u ż w s p o m n i a ł e m , ż a d n a z i n ­
stytucji nie zajmuje się handlem t y m i dziełami sztuki
na większą skalę. R z e ź b y nabywane są do kolekcji m u ­
zealnych (szczególną a k t y w n o ś c i ą odznacza się t u muzeum
sądeckie, z racji swych z a i n t e r e s o w a ń rzeźbą i bliskiego
położenia), a t a k ż e przez zbieraczy i h o b b y s t ó w , bezpośred­
nio od ich twórców. K s . N i t k a zawsze służy r a d ą i p o m o c ą .
Przybywający do Paszyna amatorzy sztuki ludowej w y ­
bierają interesujące ich prace, b ą d ź d o k o n u j ą zamówień.
W Paszynie często k u p u j ą r z e ź b y cudzoziemcy. Jednak,
jak się wydaje, czynnik merkantylny, aczkolwiek istotny,
nie jost t u najważniejszym impulsem do rzeźbienia.
Ta idylla przypuszczalnie nie będzie t r w a ł a długo.
Jeden z rzeźbiarzy o t r z y m a ł np. w zeszłym roku zamówienie
na serię „ K o p e r n i k ó w " . I n s t y t u c j a z a m a w i a j ą c a oriento­
wała się dobrze, że ma do czynienia z kilkunastoletnim
chłopcem, k t ó r y chodzi do szkoły i nie jest w stanie w y k o n a ć
w krótkim czasie sporej ilości r z e ź b ; b y ł a t o instytucja,
któroj przedstawiciele deklarowali wielokrotnie, że w rzeźbie
nie preferują produkcji seryjnej. Cóź, teoria i piękne słówka
sobie, a życie sobie. Pecunia non olet.
Ciekawe będzie prześledzenie historii m ł o d y c h rzeźbiarzy
paszyńskich, k t ó r z y niedługo u k o ń c z ą szkołę p o d s t a w o w ą .
Jak ułożą się ich dalsze „rzeźbiarskie losy"? Można przy­
puszczać, że większość z nich zaniecha pracy artystycznej.
Istnieje jednak uzasadniona nadzieja, że przynajmniej
kilku będzie k o n t y n u o w a ć twórczość rzeźbiarską. Intere­
sujące będzie prześledzenie ewolucji ośrodka paszyńskiego.
Dlatego napiszemy o n i m z n ó w za k i l k a lat.
Kontakty ks. N i t k i z m ł o d y m rzeźbiarzem z Nowego
Sącza, Franciszkiem P a l k ą , s ą szczególnego charakteru.
Znajomość ta t r w a j u ż k i l k a lat. K s i ą d z zainteresował się
twórczością tego młodego mężczyzny, z zawodu technika
skórzanego, k t ó r y od 1969 r. zajmuje się prawie wyłącznie
działalnością a r t y s t y c z n ą , osiągając bardzo ciekawe efekty.
Prócz rzeźby figuralnej zajmuje się Palka rzeźbą ceramiczną,
meblarstwem artystycznym i malarstwem na szkle. Trudno
już powiedzieć, k t o pierwszy w p a d ł na pomysł, b y Palka
wyrzeźbił do kościoła paszyńskiego a m b o n ę i D r o g ę K r z y ­
żową. W k a ż d y m razie b y ł t o p o m y s ł bardzo śmiały, bu­
rzący ustalone kanony plastyczne. N a t o , b y m o ż n a się
zdecydować na t a k ryzykowne przedsięwzięcie, trzeba było
mieszkańców wsi odpowiednio p r z y g o t o w a ć . Rzecz jasna,
Droga K r z y ż o w a w kościele musi spełniać podstawowy
warunek, n i e z b ę d n y do osiągnięcia odpowiedniego efektu —
artystycznego i moralnego. R z e ź b y m u s z ą b y ć komuni­
katywne, zrozumiałe dla P a s z y n i a k ó w .
Najważniejsza
przecież w t y m w y p a d k u jest ich funkcja kultowa.
Ks. N i t k a przygotowuje ludność wsi do tego artystycz­
nego wydarzenia w sobie właściwy, inteligentny sposób.
Namówił m ł o d y c h rzeźbiarzy, b y w y b r a l i się do Palki
obejrzeć jego prace. Wrócili przejęci i zachwyceni — ksiądz
zyskał w ten sposób k i l k u n a s t u zwolenników swego przed­
sięwzięcia.
Franciszek Palka cieszy się coraz większą s y m p a t i ą
w Paszynie, ponieważ został przez ks. N i t k ę zaproszony
jako instruktor na kursie malarstwa na szkle, zorganizo­
wanym przy parafii. K s i ą d z chce, b y Paszyniacy spróbowali
nowej techniki plastycznej. K u r s jest przeznaczony przede
wszystkim dla dziewcząt, k t ó r e (z kilkoma w y j ą t k a m i )
nie chcą b r a ć się do „męskiej r o b o t y " — rzeźbienia. N a kurs

I I . 14. K s . E d w a r d N i t k a , proboszcz
N . Sącz.

z Paszyna, pow.

chodzą jednak t a k ż e c h ł o p c y ; w sumie około dwadzieściorga
dzieci. Dotychczas o d b y ł o się k i l k a lekcji. Palka nie narzuca
swym m ł o d y m uczniom kompozycji, maniery stylistycznej,
sposobu potraktowania tematu. Ogranicza swe zajęcia
do spraw technicznych: sposób robienia k o n t u r ó w , roz­
rabianie farb, przygotowanie pędzli i t p . Kolekcja księdza
wzbogaciła się wiosną 1974 r. o kilkadziesiąt obrazków
malowanych na szkle. B y ć może, gdy a r t y k u ł ten u k a ż e się
w d r u k u , Paszyn będzie ośrodkiem nie t y l k o rzeźby, ale
i malarstwa na szkle.

*
Z historii paszyńskiego ośrodka plastyki ludowej
animator życia kulturalnego na wsi może wyciągnąć dla
siebie szereg bardzo pouczających wniosków. Nasuwa się
t u przede wszystkim k i l k a z n i c h :
— aby możliwy b y ł rozwój sztuki ludowej na wsi
współczesnej, potrzebne jest nie t y l k o zapewnienie jej
egzystencji od strony materialnej, lecz i „zrobienie atmo­
sfery". B r a k odpowiedniej atmosfery wokół twórczości
ludowej w środowisku wiejskim powoduje degenerację,
skostnienie, oderwanie od życia. Wyłącznie merkantylna
motywacja ze strony t w ó r c ó w ludowych jest oskarżeniem,
rzuconym animatorom współczesnej plastyki wiejskiej;
jest sygnałem ostrzegającym, że w tej dziedzinie dzieje się
źle, że obrane metody są niewłaściwe b ą d ź niewystarczające.
Budzenie twórczości ludowej wyłącznie m e t o d ą fiskalną,
to nie reaktywowanie dawnej k u l t u r y w nowych warunkach,
lecz galwanizowanie nieboszczyka;
— gdy chcemy p o b u d z a ć twórczość l u d o w ą o p a r t ą
o dawne tradycje, nie m o ż e m y tego robić m e t o d ą narzu­
cania ludziom (przy pomocy tzw. bodźców ekonomicznych)
103

�dawnych wzorów z muzealnych gablot. Piwko i Głód nie
dlatego zaczęli wzorować się na dawnych kapliczkach,
że jest to ostatnio p o p ł a t n e , lecz dlatego, że b y ł y t o naj­
bliższe i m wzory rzeźby. P o s z u k u j ą c oparcia, plastycy ci
siłą rzeczy zwrócili się do dawnych wzorów. Korzystali
z nich, ale przecież stworzyli prace własne, oryginalne,
nie martwe kopie. Gdyby ks. N i t k a polecił kopiować ka­
pliczki, a nie rzeźbić z głowy, nigdy b y nie uzyskał takich
efektów pedagogicznych;
•— j e d n ą z przyczyn powstania paszyńskiego ośrodka
plastyki wiejskiej jest właściwe, inteligentne podsycanie
ambicji twórców. Służy temu kolekcja ks. N i t k i . F a k t ,
że znajduje się ona w Paszynie, ma pierwszorzędne zna­
czenie — k a ż d y p o c z ą t k u j ą c y rzeźbiarz ma okazję kon­
frontacji, ma nadzieję, że jego prace b ę d ą się w kolekcji
wyróżniać. Zbiór proboszcza ma sens t y l k o przez swoje
istnienie na miejscu, w Paszynie. Gdyby go gdzieś wywieźć,
umieścić w k t ó r y m ś muzeum, p r z e s t a ł b y oddziaływać

bezpośrednio na mieszkańców wsi — kolekcja zmieniłaby się
z Akademii Sztuk P i ę k n y c h w zbiór p i ę k n y c h może, ale
m a r t w y c h klocków. K s i ę d z u Nitce u d a ł o się u n i k n ą ć pier- ;
worodnego grzechu wszystkich m u z e a l n i k ó w i kolekcjo- I
n e r ó w — wyrwania eksponatu ze swego kulturowego коп- i
tekstu;
— najważniejszą jednak p r z y c z y n ą powstania pa­
szyńskiego ośrodka plastyki wiejskiej i d o k u m e n t u j ą c e j ją
kolekcji księdza Edwarda N i t k i jest uparta, konsekwentna,
prowadzona z ogromnym wyczuciem psychologicznym
i t a k t e m praca człowieka, k t ó r y nie bawi się klockami,
j a k n i e k t ó r z y i n n i „miłośnicy sztuki ludowej", lecz w ani- X
mowaniu plastyki wiejskiej widzi jeden ze sposobów dy- 1
d a k t y k i społecznej. Dlatego ksiądz N i t k a , sam chłopskiego
pochodzenia, z n a j ą c y świetnie chłopską psychikę, osiągnął I
rezultaty, k t ó r y c h wypada m u bardzo gorąco pogratulować,
a jego doświadczenia w y k o r z y s t a ć w możliwie największym
stopniu.

LITERATURA PRZEDMIOTU
1. Rocznik Diecezji Tarnowskiej za rok 1967. T a r n ó w 1968.
2. J. Kurkiewicz. Swiątkarz powsinoga, „Głos Młodzieży
Wiejskiej", 1968, nr 7/129 (O Wojciechu Oleksym —
zawiera fotografię i k i l k a danych biograficznych).
3. ,.Berliner Morgenpost" (Berlin Zachodni), 1968, brak
bliższych danych. Fotografia szopki wykonanej przez
Mieczysława P i w k ę , z podpisem: „ B o t s c h a f t der Weihnaeht Friede auf E r d e n " .
4. J. Kurkiewicz, Ludowi
rzeźbiarze beskidzcy, „ P o l s k a
Sztuka Ludowa", R. X X V I , 1972, nr 2, s. 113—121.
6. Zb. Święch, Skrzydlate złoto, „ D z i e n n i k Polski", nr 192
z dn. 13—14 V I I I 1972.
6. Współczesna Rzeźba Ludowa Karpat Polskich,
Katalog
wystawy pokonkursowej. W y d . Muzeum w N o w y m
Sączu, N o w y Sącz 1972. Red. i opr. A n t o n i K r o h . Fot.
Jan Świderski.

7. A . Bujak, Rzeźbiarze ziem karpackich,
„ T y g o d n i k Pow- I
szechny", 42 (1238), 15 X 72. ( K r ó t k i e sprawozdanie |
z konkursu sądeckiego. Liczne b ł ę d y w nazwach miej- I
scowości i w nazwiskach.).
8. E . Nowakowska, Żółty ptak z zielonymi skrzydłami, |
„ K i e r u n k i " , 51/62 (861/862) z dn. 17—24 X I I 1972. i
9. (AS), Konkurs plastyków amatorów zakończony,
„Dzień- I
n i k Polski", nr 81 z dn. 5 I V 73 (wzmianka o wynikach I
konkursu zorganizowanego z i m ą 1973 r. dla plastyków- I
- a m a t o r ó w z pow. N o w y Sącz.).
10. Zb. Święch, Skarby
z d n . 22 I V 1973.

Polskich

Karpat,

„ W i e ś c i " , nr 16 I

11. Zb. Święch, Złoto Polskich Karpat,
„ P o l s k a " 12/232, I
grudzień 1973. T a k ż e k i l k a wersji j ę z y k o w y c h .

PRZYPISY
1

W y w i a d y autora a r t y k u ł u z m i e s z k a ń c a m i Paszyna.
Tekst w y w i a d ó w w posiadaniu autora.
Rocznik Diecezji Tarnowskiej
za rok 1967, T a r n ó w
1968, s. 270.

3

A . Jackowski, Kopernik
w ludowej rzeźbie, „Polska
Sztuka L u d o w a " , R . X X V I I I , 1974, n r 1, s. 40.

2

Tot. A. Kroh — i l . 1, 11—14; J . Świderski — U . 2—10

104

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10725" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10703">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4042dc4753038c4ffb2847e57f7892a7.pdf</src>
        <authentication>998f29249250323afadbe4b6b457606c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127862">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3296</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127863">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127864">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3089</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127865">
                <text>Problemy współczesnej kultury łemkowskiej na przykładzie Muzeum w Zyndranowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127866">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.131-136</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127867">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127868">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127869">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127870">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127871">
                <text>I I . 1. K r z y ż z k o p u ł y spalonej c e r k w i , obecnie M u z e u m Regio­
nalnej k u l t u r y łemkowAkiej w Zyndranowej

Antoni Kroh

PROBLEMY WSPÓŁCZESNEJ KULTURY ŁEMKOWSKIEJ
NA PRZYKŁADZIE MUZEUM W ZYNDRANOWEJ

Jest to m u z e u m ogromnie i n t e r e s u j ą c e , w p e w n y m sensie
nawet u n i k a l n e . N i e z p o w o d u z a s o b n o ś c i , g d y ż m u z e u m w Z y n ­
dranowej jost p l a c ó w k ą s k r o m n ą . A l e co j ą w y r ó ż n i a s p o ś r ó d
wielu i n n y c h m u z e ó w w Polsce, r ó w n i e ż t y c h s ł a w n y c h , dyspo­
n u j ą c y c h w i e l o m i l i o n o w y m i funduszami, zwiedzanych przez
d z i e s i ą t k i i setki t y s i ę c y t u r y s t ó w rocznie — t o rola, j a k ą p e ł n i ,
zakres .społecznych potrzeb, k t ó r e stara się z a s p o k a j a ć . Jest to
bo\v\em m u z e u m ogromnie potrzebne. Ł e m k o m i P o l a k o m . N i e
b y w a t u t a j t u r y s t y c z n a ..stonka", w o ż o n a a u t o k a r a m i — lecz
ludzie, k t ó r z y s z u k a j ą p r a w d y o dawnej i w s p ó ł c z e s n e j Ł e m k o w s z c z y ź n i e , bo t a prawda, jest i m potrzebna, a nie bardzo
m a j ą jak i k t ó r ę d y do niej d o t r z e ć .
Muzeum jest skromno, g d y ż u t r z y m y w a n o jost c a ł k o w i c i e
s p o ł e c z n i e , bez j a k i e j k o l w i e k pomocy z z e w n ą t r z — ani finanso­
w e j , ani organizacyjnej. G d y u ś w i a d o m i m y sobie ten f a k t , a jed­
n o c z e ś n i e p r z y j r z y m y się efektom p r a c y m u z e u m , zrozumiemy,
j a k bardzo godni szacunku są ludzie, k t ó r z y p o w o ł a l i do ż y c i a t ę
p l a c ó w k ę i d ź w i g a j ą c i ę ż a r jej u t r z y m a n i a .
W y d a j e się, że p r z y k ł a d m u z e u m w Z y n d r a n o w e j m o ż e b y ć
i n t e r e s u j ą c y nic t y l k o dla m i ł o ś n i k ó w Ł e m k o w s z c z y z n y , ale
w ogóle dla socjologów k u l t u r y , e t n o g r a f ó w , h i s t o r y k ó w ; szczegól­
nie z a ś dla a n i m a t o r ó w r u c h u regionalnego i k u l t u r y ludowej

z całej P o l s k i . Z w ł a s z c z a c i o s t a t n i m o g ą s i ę t u t a j wiele n a u c z y ć .
W i e ś Z y n d r a n o w a leży na Środkowo-Wschodniej Ł e m k o w s z c z y ź n i e , na p o ł u d n i e od K r o s n a , p r z y samej granicy czechosło­
wackiej, o k i l k a k i l o m e t r ó w od p r z e ł ę c z y D u k i e l s k i e j . Wiedzie
t ę d y w a ż n e p r z e j ś c i e przez K a r p a t y , ongiś jeden z n a j r u c h l i w szych s z l a k ó w h a n d l o w y c h dawnej Rzeczypospolitej. W D u k l i
o d b y w a ł y się s ł y n n e j a r m a r k i , na k t ó r e zjeżdżali t a k ż e R u s i n i
z g ó r n y c h W ę g i e r , czyli ze wschodniej S ł o w a c j i , czyli z P r i a szewszczyzny, zwanej t a k o d m i a s t a Preszowa (Preaov), obecnie
ważnego centrum kulturalnego U k r a i ń c ó w czechosłowackich.
Okolice p r z e ł ę c z y D u k i e l s k i e j to region, gdzie k o n t a k t y m i ę d z y
Rusinami z północy i południowych stoków K a r p a t były od
stuleci bardzo ścisłe i w i e l o p ł a s z c z y z n o w e , w y w i e r a j ą c p r z o m o ż n y
w p ł y w na k u l t u r ę l u d o w ą a w szczególności na s a m o ś w i a d o m o ś ć
e t n i c z n ą . Poczucie, że tereny po obu stronach g ó r s t a n o w i ą
j e d n ą całość a ich m i e s z k a ń c y s ą p o b r a t y m c a m i , b y ł o i jest
w c i ą ż ż y w e . S p r z y j a ł a t e m u r ó w n i e ż o k o l i c z n o ś ć , że l u d n o ś ć
r u s k ą otaczały narody o odmiennym języku, religii, kulturze —
Polacy, S ł o w a c y , W ę g r z y , Ż y d z i .
Podczas pierwszej i drugiej w o j n y ś w i a t o w e j w i e l o k r o t n i e
p r z e t a c z a ł się t ę d y f r o n t . P r z e ł ę c z D u k i e l s k a s t a n o w i ł a k l u c z o w y
p u n k t strategiczny. T o c z y ł y się o n i ą straszliwe zmagania,

131

I

�I I . 2. Teodor Gocz,

1984

I I . 3. , . K ą c i k b r a t e r s t w a ' ' nu terenie M u z e u m w Z y n d r a n o u e j

I

w k t ó r y c h s t r a c i ł y życie setki t y s i ę c y ż o ł n i e r z y r ó ż n y c h a r m i i ,
a

t a k ż e wielu miejscowych. Ponurej s ł a w y

„Dolina

dom.

Śmierci"

t y l k o Ł e m k o w i e od p o c z ą t k u u w a ż a l i te strony za
Bez

zastrzeżeń,

na

przekór

wszystkiemu

i

swój

wszystkim.

m i ę d z y l w i ą a H y r o w ą , jedno z n a j w i ę k s z y c h pobojowisk w tej

D o m , k t ó r e g o nie w y b i e r a m y , a k t ó r y nosimy w sercu przez całe

części E u r o p y , znajduje się niedaleko Z y n d r a n o w e j .

ż y c i e , bo t a k j u ż jest. D l a Ł e m k ó w jest to ziemia łemkowska,,
dla P o l a k ó w — p o ł o m k o w s k a . Cała r ó ż n i c a .

Po r o k u 1945 okolica n i e m a l c a ł k o w i c i e się w y l u d n i ł a . N a j ­

Z t y c h i i n n y c h w z g l ę d ó w Polacy, s p r o w a d z a j ą c y się w B e s k i d

pierw w w y n i k u d z i a ł a ń w o j e n n y c h , p ó ź n i e j r e p a t r i a c j i części
l u d n o ś c i na U k r a i n ę R a d z i e c k ą , p o t e m zaś s k u t k i e m tragicznej

N i s k i i Bieszczady, b y l i p o d

,,Akcji Wisła".

m e n t e m nie n a z b y t a k t y w n y m . N a w e t Podhalanie, m i e s z k a j ą c y

względem kulturotwórczym

ele­

dość z w a r t y m i s k u p i s k a m i w Banici.' kolo I z b , Czarnej, Mochnaez-

G d y od p o l o w y l a t p i ę ć d z i e s i ą t y c h Ł e m k o w i e zaczęli w r a c a ć
w te s t r o n y , Bieszczady i B e s k i d N i s k i o t a c z a ł a świeżej d a t y ,

ee i i n n y c h wsiach, a m a j ą c y

alo mocno j u ż zakorzeniona w s p o ł e c z e ń s t w i e p o l s k i m legenda:

z przystosowaniem się do nowych w a r u n k ó w , w znacznej mierze

legenda ziemi niczyjej,

zatracili swe p o d h a l a ń s k i e cechy w y r ó ż n i a j ą c e .

„ d z i k i e g o zachodu", okolicy

do p r z e ż y c i a r o m a n t y c z n e j , m ę s k i e j p r z y g o d y

sposobnej

w stylu

stosunkowo najmniej

kłopotów

.Tacka

Ł e m k o w i e zaś prawie n a t y c h m i a s t po r o z p a k o w a n i u t ł u m o k ó w

L o n d o n a . P u s t k a , ostry k l i m a t , d r a p i e ż n a zwiorzyna, z a r a s t a j ą c e

r o z p o c z ę l i d z i a ł a l n o ś ć k u l t u r a l n ą . W i d a ć u w a ż a l i j ą za n i e z b ę d n y

pogorzeliska, cmentarze, tajemnicze m o g i ł y — coś j a k
Pola z Ogniem

i mieczem.

а w i ę c fałszywej

D o powstania tej

Dzikie

element swego istnienia jako s p o ł e c z n o ś c i . J u ż

powierzchownej,

roku przy Spółdzielni Produkcyjnoj

legendy p r z y c z y n i a ł y się, niestety, dzieła l i ­

jesienią

„Solidarność" w

nowej p o w s t a ł trzydziestoosobowy zespól

1954

Zyndra­

folklorystyczny,

za­

terackie, f i l m o w e , a r t y k u ł y prasowe — z b y t często o d z n a c z a j ą c e

ł o ż o n y i prowadzony przez Teodora Gocza. Opracowano m . i n .

się

widowisko „ W e s e l e ł e m k o w s k i e " . W

moralnym

daltonizmom.

Modna

była

wówczas

piosenka

o Bieszczadach, w k t ó r y c h m o ż n a sobie „ p o k o w b o i ć " .

1955 r o k u telewizja rze­

szowska n a g r a ł a z t y m zespoleni p r o g r a m „ U Ł e m k ó w w Z y n ­

Ściągali w i ę c t u z całej P o l s k i a w a n t u r n i c y , r o m a n t y c y , tra­

d r a n o w e j " . W Bielan cc, K o m a ń c z y , G r a b i n , Olchowcn, T y l a w i e .

perzy, niespokojne duchy i z w y k l i k r y m i n a l i ś c i — na za,robek,

Polanach k. D u k l i na p r z e ł o m i e lat p i ę ć d z i e s i ą t y c h i sześćdzie­

na przeczekanie, dla malowniczej autokreaeji. Sprowadzali się

s i ą t y c h i s t n i a ł y zespoły p i e ś n i i t a ń c a . W k i l k u wsiach d/.ialaly

t u r ó w n i e ż c h ł o p i z n i z i n , na ogół wiedzeni ż y c i o w y m p r z y m u s e m

chóry

— g d y ż z r ó ż n y c h p o w o d ó w nie b y ł o dla n i c h miejsca w rodzin­

Hajiczowa, Konieczna, Z d y n i a i inne m i e j s c o w o ś c i .

n y c h stronach. A l e że nic i m się nie r o d z i ł o w o b c y m , g ó r s k i m
klimacie, więc po p a r u latach m o r d ę g i najczęściej

zauważymy,

obraz nie

jest b u d u j ą c y .

się

aktywnością:

B a l tue,

że a k t y w n a d z i a ł a l n o ś ć k u l t u r a l n a m a ł e j

grupki
wielu

nowoczesnych n a r o d ó w . W ton w ł a ś n i e s p o s ó b zaczynali się prze­
v

p o c z w a r z a ć Czosi, S ł o w a c y , U k r a i ń c y , R u m u n i , n i e k t ó r e n a r o d y

W i e l u P o l a k ó w się przez Ł e m k o w s z c z y z n ę p r z e w i n ę ł o , niewielu % p o ł u d n i o w o s ł o w i a ń s k i e .

Początki

zostało.

Pierwsi

132

swą,

l u d z i niejednokrotnie s t a w i ł a p o c z ą t e k ś w i a d o m e g o b y t u

n p . s ą d e c k a wieś K a m i a n n a , wspaniale zagospodarowana przez
Lecz o g ó l n y

Wyróżniały

Ś l e d z ą c dzieje E u r o p y wschodniej i p o ł u d n i o w e j X I X w i e k u

uciekali.

O d tej smutnej r e g u ł y i s t n i e j ą dość liczne chlubne w y j ą t k i ,
nowych mieszkańców.

cerkiewne.

Щ działywania

niewielki.

bywały
budziciele

skromne, zasięg
czescy

zbierali

od­
się

�w j e d n y m n i e w i e l k i m p o k o j u ; nad Wełtawą, k r ą ż y ł o powiedzon­

czy, p o ś r ó d

ko, że g d y b y w t y m p o k o j u r u n ą ł strop, dalszy rozwój nowoczes­

Doński,

nego p i ś m i e n n i c t w a , czeskiego s t a n ą ł b y p o d znakiem

zapytania.

Nawiasem m ó w i ą c , Stofanowski p r o w a d z i ł przoz wielo lat w Bie-

Szturowcy (grupa skupiona w o k ó ł L ' u d o v i t a Stura,

pierwszogo

lanco ł e m k o w s k ą i z b ę r e g i o n a l n ą , b o r y k a j ą c się z l i c z n y m i t r u d ­

ideologa s ł o w a c k i e g o ) —

to garstka

romantycznych

młodzień­

k t ó r y c h w y r ó ż n i a l i się P a w e ł Stofanowski, M i c h a ł

Teodor

K u z i a k , a kierowano przez Teodora

n o ś c i a m i . Obecnie izba t a jest n i e d o s t ę p n a dla

Gocza.

zwiedzających;

c ó w . Z w o l e n n i k ó w „ R u s k i e j T r ó j c y " , k t ó r a dala p o d w a l m y pod

ustalono, żo zbiory z o s t a n ą przeniesiono do Z y n d r a n o w o j , g d y

nowoczesną

t y l k o z a i s t n i e j ą w a r u n k i do ich oksponowania.

kulturę ukraińską, t a k ż o m o ż n a było policzyć

na

palcach o b u r ą k . S ł o w e ń c y , z w a n i w ó w c z a s I l i r a m i , zaczynali

Zespół „ Ł o m k o w y n a " i m u z e u m zyndranowskio m a j ą

jedną

od w y d a w a n i a ka,lon d a r z y r o l n i c z y c h i p o d r ę c z n i k ó w pszczelar­

wspólna, cochę, k t ó r a stanowi ź r ó d ł o i c h s i ł y , a zarazem p r z y c z y n ę

stwa.

nieustannych

k ł o p o t ó w , u t r a p i e ń , poczucia n i e p e w n o ś c i . S ą to

N a t u r a l n i e , p i s z ą c to nie m a m -zamiaru s u g e r o w a ć , że ak­

mianowicie i n s t y t u c j e c a ł k o w i c i e s p o ł e c z n e , p o w o ł a n o do ż y c i a

tywność kulturalna Ł e m k ó w możo w podobny sposób konstytu­

i u t r z y m y w a n o przez m a ł ą g a r s t k ę l u d z i , i s t n i e j ą c e d z i ę k i ich

o w a ć i c h ś w i a d o m o ś ć n a r o d o w ą . Procesy, o k t ó r y c h w s p o m i n a m ,

p o ś w i ę c e n i u , h a r ó w c e — - k t ó r a , g d y się j ą obserwuje z z e w n ą t r z ,

m i a ł y p r z e c i e ż miejsce przed p ó ł t o r a stuleciem, w k r a ń c o w o od-

r o b i czasom w r a ż e n i e b e z n a d z i e j n o ś c i , a z p e w n o ś c i ą m a cechy

społecznych, politycznych, ustrojowych.

heroizmu. J e d y n y m m o t o r e m d z i a ł a n i a t y c h ludzi jost w i e r n o ś ć

Chodzi m i t u w y ł ą c z n i e o z w r ó c e n i e u w a g i na w y b i t n i e i n t e g r u j ą c ą

t r a d y c j i ł e m k o w s k i e j . O n i po p r o s t u rozpaczliwio w a l c z ą o ż y c i e ,

i

o istnienie swej s p o ł e c z n o ś c i , o prawo

mionnyeh

warunkach

reprezentacyjną

w grupach

funkcji}

zbiorowej

działalności

kulturalnej

regionalnych, etnicznych, m n i e j s z o ś c i o w y c h ,

któro

p r a g n ą b r o n i ć swojej t o ż s a m o ś e i . W i a d o m o b o w i e m , że d z i a ł a l ­
ność' k u l t u r a l n a s p e ł n i a
w

społecznościach,

(Podhalanie,

także przemożną

nic p r z e j a w i a j ą c y c h

Tyrolczycy),

a tylko

funkcję

dumy.

Lecz s ą to i n s t y t u c j e nie p o w i ą z a n e z t z w . p i o n o m k u l t u r y .

integrującą

P i o n k u l t u r y to z a m k n i ę t y system, w y m y ś l o n y i a d m i n i s t r o w a n y

narodowych

o d g ó r n i e , podobnie j a k n p . p i o n s ł u ż b y z d r o w i a . W s z y s t k o nia

p i e l ę g n o w a ć swą,

t u swoje miejseo, h i e r a r c h i ę , b u d ż e t , p l a n y pracy, e t a t y . Wszyst­

aspiracji

chcących

do plemiennej

K t o j a k k t o , alo Polacy p o w i n n i to z r o z u m i e ć .

o d r ę b n o ś ć . W i a d o m o r ó w n i e ż , że p a t r i o t y z m l o k a l n y nie umniej­

ko jest przewidziane, u j ę t e , a n a s t ę p n i e realizowano i zamykane

sza p a t r i o t y z m u narodowego l u b p a ń s t w o w e g o , a wprost prze­

лу sprawozdaniach.

ciwnie -

d z i a ł a l n o ś ć p o z o r n ą i m o ż e j ą u t r z y m y w a ć , nawet przez d ł u ż s z y

wzbogaca, go i o ż y w i a .

R o z u m i e j ą to np. w ł a d z e X E 1 ) , p o p i e r a j ą c k u l t u r a l n y r u c h

Ó w sy-stern m o ż e z powodzeniem

czas, b y ł o t y l k o z o s t a ł a odpowiednio zaszufladkowana.

tolorować
A l e nie

S o r b o l u ż y c z a i i . Xii, w y o b r a ź n i ę Ł e m k ó w d z i a ł a z a ś szczególnie

m o ż e w ł ą c z y ć w swe s t r u k t u r y zjawiska, k t ó r o nie jest do k o ń c a

przykład Ukraińskiego Muzeum w Svidniku

nazwano i sklasyfikowane.

wacji,

mającego

około

trzydziestu

etatów

na p ó ł n o c n e j

Sło­

merytorycznych,

skansen, k o l e k c j ę i k o n , bogate zbiory etnograficzne,

wydające

prace naukowo i popularne i t d .
Łemkowie,

zamieszkali

w

Z a ś m u z e u m w Z y n d r a n o w e j i w ogóle ł o m k o w s k i e g o r u c h u
k u l t u r a l n e g o , g d y spojrzy się n a ń z u r z ę d n i c z e g o p u n k t u w i ­
dzenia, jednoznacznie

Polsce, m a j ą

obecnie

na

z a k w a l i f i k o w a ć się nie da.

dobrą,

Ł e m k o w i e b o w i e m nie zostali oficjalnie uznani j a k o o d r ę b n a

s p r a w ę t y l k o dwie pozaroligijne i n s t y t u c j e k u l t u r a l n o , s p e ł n i a ­

m n i e j s z o ś ć n a r o d o w a , leoz zaliczono i c h cło n a r o d u u k r a i ń s k i o g o

j ą c e dla n i c h funkcje reprezentacyjne i i n t e g r u j ą c e . S ą t o : Z e s p ó ł

Z r ó ż n y c h p r z y c z y n , o k t ó r y c h w- t y m miejscu p i s a ć nie b ę d ę

P i e ś n i i Tańca, .,Lemko w y n a " z siedzibą, w Bielnnee, w o j . nowo­

wielu Ł e m k o m ó w stan rzeczy nie odpowiada, p o n i e w a ż silnie

s ą d e c k i e (kierownik

artystyczny

J a r o s ł a w Trochanowski) oraz

o d c z u w a j ą s w ą o d r ę b n o ś ć z a r ó w n o wobec U k r a i ń c ó w , j a k Po­

Wojennej

l a k ó w . T o powoduje, że c h o c i a ż U k r a i ń s k i e T o w a r z y s t w o Spo­

w Z y n d r a n o w e j , w o j . k r o ś n i e ń s k i e , z a ł o ż o n e przez g r u p ę działa­

ł e c z n o - K u l t u r a l n o , d z i a ł a j ą c e w Polsce, u w z g l ę d n i a t a k ż e (zgod-

Regionalne Muzeum K u l t u r y Ł e m k o w s k i e j i P a m i ę c i

I I . 4. Tablice p r z y w e j ś c i u do M u z e u m w Z y n d r a n o w e j

133

1

�I I . 5. Zagroda muzealna, ekspozycja

pamiątek

wojennych

p o t r z e b y k u l t u r a l n o Ł e m k ó w , to jednak

nie

Teodor Gocz, jeden z z a ł o ż y c i e l i i od p o c z ą t k u kiorownik

m a j ą oni w łonie Towarzystwa, p e ł n y c h w a r u n k ó w rozwoju.

Po

zoum, w c i ą g u

nie ze statutem)

szesnastu l a t istnionia swej

placówki

mu

poznał

p r o s t u —• c z u j ą się t a m nie w p e ł n i u siebie. N i e m a m t u zamiaru

doskonale wszystkie te t r z y sposoby na w ł a s n e j s k ó r z e . M i e j m y

rozpisywać

n a d z i e j ę , że k i e d y ś spisze i o p u b l i k u j e swoje p r z e ż y c i a . B ę d z i o

się o relacjach

łomkowsko-ukraińskich

w

z w ł a s z c z a że różnio się one k s z t a ł t o w a ł y w c i ą g u
lecia; niemniej

faktem

jost, że w i e l u

działaczy

Polsce,

czterdziesto­
łemkowskich

pozostaje poza T o w a r z y s t w e m . M u z e u m w Z y n d r a n o w e j , dzia­
łające

n i e z a l e ż n i o od U T S - K ,

nie

jest

więc,

traktując

rzecz

rzeczy.

Looz j a k p o m ó c

muzeum

k w e s t i ę dalszego rozwoju

w Zyndranowoj, jak

rozwiązać

tej i n s t y t u c j i ? B o że trzeba

pomóc,

nie m u s z ę chyba u d o w a d n i a ć . Ł e m k o w i o s ą w s p ó ł m i e s z k a ń c a m i

u r z ę d o w o , m u z o u m m n i e j s z o ś c i narodowej.
N i e jest to r ó w n i e ż m u z e u m regionu etnograficznego,
n p . Podhala czy O r a w y , p o n i e w a ż j e d n y m z

to ogromnie i n t e r e s u j ą c y d o k u m e n t ; d o w i o m y się z niogo wielu
zaskakujących

jak

najtrudniejszych

p r o b l e m ó w ł e m k o w s k i c h jest problem s a m o o k r e ś l e n i a .

Podha­

P o l s k i , b i o r ą u d z i a ł w w y t w a r z a n i u narodowego m a j ą t k u ,

mają

w i ę c oczywiste prawo do k o r z y s t a n i a z tego m a j ą t k u , do pie­
l ę g n o w a n i a swej k u l t u r y , j a k m y wszyscy.

lanie, m i m o swej o d r ę b n o ś c i , s ą P o l a k a m i i n i k t tego nie kwestio­

Pomoc, k t ó r a jest n i e z b ę d n a , t y l k o w ó w c z a s j e d n a k

będzie

nuje. N i e k t ó r z y Orawoy czują s i ę P o l a k a m i , i n n i S ł o w a k a m i , alo

m i a ł a sens, g d y nie naruszy samej i s t o t y m u z o u m , to

znaczy

nie istnieje n a r o d o w y p r o b l e m O r a w c ó w . Ł e m k o w i e

s p o ł e c z n e g o charakteru tej p l a c ó w k i .

natomiast,

z o c z y w i s t y c h w z g l ę d ó w , nie u w a ż a j ą się za o d ł a m n a r o d u pol­

W y d a j e się, że najlepszym r o z w i ą z a n i e m b y ł o b y powolanio

skiego, z a ś p r z y n a l e ż n o ś ć do n a r o d u u k r a i ń s k i e g o jest u n i c h

Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Łemkowskiego w Zyndranowej,

k w e s t i ą s k o m p l i k o w a n ą , a nierzadko b o l e s n ą ; t r u d n o w i ę c t r a k ­

organizacji

prawną.

Organi­

t o w a ć Ł e m k o w s z c z y z n ę w y ł ą c z n i e j a k jeden z r o g i o n ó w P o l s k i ,

zacja taka,, k t ó r a s t a ł a b y się f o r m a l n y m właścicielem

muzeum

mającej

o s o b o w o ś ć

j a k n p . Podhale. W t y m sensie m u z e u m w Zyndra,no\voj nie jost

(dotychczas

muzeum

niaUrby n i e z b ę d n y c h p r a c o w n i k ó w , n p . p r z e w o d n i k ó w na, sezon

regionalnym,

lecz c z y m ś więcoj.

zatrud-

J a k ż e więc t ę p l a c ó w k ę z a k w a l i f i k o w a ć ?

t u r y s t y c z n y , z l e c a ł a b y r o b o t y konserwatorskie

itp. Działalność

G d y s p o t y k a m y zjawisko, k t ó r e g o do k o ń c a nie r o z u m i e m y ,

takiego

przez

a k t ó r e b u r z y naszo m y ś l o w e schematy, m o ż e m y p o s t ą p i ć
jeden z n a s t ę p u j ą c y c h

na

sposobów:

— zignorowa,ć, nie p r z y j ą ć do w i a d o m o ś c i jego istnienia;
— w c i s n ą ć w o b o w i ą z u j ą c e r a m y , „ p o d c i ą g n ą ć " p o d znane
schematy;
— p r ó b o w a ć zniszczyć, unicestwić.

134

kwestia ta nie jest w polni uregulowana),

towarzystwa

winna

być

dotowana

państwo,

j a k to się z r e g u ł y u nas dzieje. T o w a r z y s t w o winno p o w o ł a ć
radę naukową, komórkę wydawniczą itd.
Działając

w ten

s p o s ó b , nie n a r u s z y ł o b y

się

społecznego

c h a r a k t e r u m u z o u m , a p o s t a w i ł o b y się t ę p l a c ó w k ę na odpowied­
n i m poziomic m e r y t o r y c z n y m , p r o w a d z ą c j ą zgodnio z zasadami
nowoczesnego m u z e a l n i c t w a .

�Zarówno

w p r z e s z ł o ś c i , j a k obecnio i s t n i a ł y

liczne prece­

czasem w d r a m a t y c z n y c h o k o l i c z n o ś c i a c h . Z w r a c a w ś r ó d
uwagę swą przejmującą

J a n a K a s p r o w i c z a na Harendzie w Zakopanem jest w ł a s n o ś c i ą

p i ę k n i e k u t y w żelazie, dzieło c h ł o p s k i e g o a r t y z m u ; zgiął się,

T o w a r z y s t w a i m . J a n a Kasprowicza. T o w a r z y s t w o i m . F r y d e r y ­

j a k b y w b ó l u , p a d a j ą c z dachu p ł o n ą c e j c e r k w i we w s i Czeremcha

ka Chopina w Warszawie r ó w n i e ż posiada m u z e u m (prócz innej

za J a ś l i s k a m i .

d z i a ł a l n o ś c i ) , n a t u r a l n i e k o r z y s t a j ą c z finansowej pomocy p a ń ­

urodą wschodniochrześcijański

nich

densy takiego r o z w i ą z a n i a sprawy. N a p r z y k ł a d M u z e u m i m .

krzyż,

Po przeciwnej stronie p o d w ó r z a , w stodole, Teodor

Gocz

stwa. J a k w i a d o m o , w dziejach kolekcjonerstwa polskiego nie­

zainstalował w

m a ł ą r o l ę o d e g r a ł y muzoa, z a ł o ż o n e przez Polskie T o w a r z y s t w o

o przełęcz Dukielską, w y s t a w ę

Krajoznawcze, Polskie T o w a r z y s t w o T a t r z a ń s k i e , a

drugi dział m u z e u m w Z y n d r a n o w e j . O g l ą d a m y m u n d u r y

pol­

skie, radzieckie, c z e c h o s ł o w a c k i e

tych

następnie

ich kontynuatora — P T T K . Przykła,dy m o ż n a mnożyć.
Z r e s z t ą w 1968 r o k u , j e d n o c z e ś n i e z otw-arciem etnograficz­
nej części m u z e u m , p o w o ł a n a z o s t a ł a za w i e d z ą i z g o d ą w ł a d z

1969 r o k u ,

w dwudziestą piątą rocznicę
wojennych p a m i ą t e k .
(Łemkowie

walk

Jost

walczyli w

to

armiach), z a r d z e w i a ł ą b r o ń , z n a j d o w a n ą po d z i ś d z i e ń na okolicz­
n y c h polach, nieco w y d a w n i c t w , zdjęcia.

teronowych S p o ł e c z n a R a d a Muzealna. Ciało to, s p e ł n i a j ą c e o d

W t y m miejscu w y p a d a p r z y p o m n i e ć , że wioś Z y n d r a n o w a

siedemnastu l u t swe funkcjo opiniodawcze i n a d z o r u j ą c e woboc

z o s t a ł a odznaczona przez prezydenta L u d v i k a Svobode orderem

m u z e u m , nie jest jednak uznawano j a k o organ

c z e c h o s ł o w a c k i e j Czerwonej G w i a z d y za pomoc ż o ł n i e r z o m cze­

oficjalny.

W k a ż d y m razie wydaje się r z e c z ą o c z y w i s t ą , że m u z e u m
w Z y n d r a n o w e j , aby się r o z w i j a ć , m u s i u z y s k a ć s t a t u t i osobo­
w o ś ć p r a w n ą , m . i n . po t o , aby k o r z y s t a ć

z systematycznych

d o t a c j i p a ń s t w o w y c h — a j e d n o c z e ś n i e m u s i p o z o s t a ć s o b ą , to

c h o s ł o w a c k i m podczas operacji karpacko-dukielskiej.
Silno w r a ż e n i e r o b i ą na z wiedza jacy cłi p r z e d m i o t y , b ę d ą c e
ongiś

własnością

żołnierza

Armii

Radzieckiej I . R .

Plechowa,

k t ó r y u m i e r a j ą c o d r a n na g ó r z e Suchania k . P o l a n z o s t a w i ł

zna,ozy z a c h o w a ć charakter p l a c ó w k i w p o l n i s p o ł e c z n e j i samo­

w butelce list do r o d z i n y . L i s t t e n z o s t a ł znaleziony w z a r o ś l a c h

r z ą d n e j , s t a n o w i ą c e j c e n t r u m i n f o r m a c j i o dawnej i w s p ó ł c z e s n e j

po d w u d z i e s t u p i ę c i u l a t a c h i przyniesiony do m u z e u m . Teodor

Łeiukowszozyźiiie, zaspokajającej

Gocz o d e s ł a ł go w d o w i e , k t ó r a t y m sposobem d o w i e d z i a ł a się

p o t r z e b y k u l t u r a l n o społecz­

n o ś c i ł e m k o w s k i e j w Polsce.

dopiero w 1969 r o k u , gdzie i w j a k i s p o s ó b z g i n ą ł jej m ą ż .

(.!dyby t a k i e decyzje z a p a d ł y , można, się s p o d z i e w a ć , że zbio­

D o m u z e u m n a l e ż y t a k ż e spora parcela p r z y zagrodzie. R o ś ­

r y muzeum od razu p o w i ę k s z y ł y b y się znacznie. W i e ś ć o powsta­

nie t a m wierzba o trzech p n i a c h . Goez d o j r z a ł w t y m s y m b o l ,

niu

pew­

n a z w a ł to miejsce „ k ą c i k i e m b r a t e r s t w a " (napis po polsku i po

n o ś c i ą p o b u d z i ł a b y do ofiarności licznych Ł e m k ó w , rozsianych

ł e m k o w s k u ) , p o d drzewem u s t a w i ł ł a w e c z k ę , а п а trzech k o ­

reprezentacyjnej

placówki

łemkowskiej

z

zoba­

narach, ł ą c z ą c y c h się p r z y samej ziomi, p o u m i e s z c z a ł t a b l i c z k i :

czyć p a m i ą t k i , dzisiaj przechowywane w mieszkaniach p r y w a t ­

Lech, Rus, Czech. O k i l k a n a ś c i e k r o k ó w od „ k ą c i k a b r a t e r s t w a "

n y c h , a pokazywane

z n a j d o w a ł się k i l k u m e t r o w e j w y s o k o ś c i p o m n i k ż o ł n i e r z y A r m i i

po

Polsce i poza

T

jej granicami. M o g l i b y ś m y
tylko najbliższym

w ówczas

— p a m i ą t k i niekiedy

o wielkiej w a r t o ś c i historycznej i emocjonalnej. Nasz k r a j , w y ­

Radzieckiej, p o l e g ł y c h w w a l k a c h o p r z e ł ę c z D u k i e l s k ą , w y k o ­

niszczony przez t y l e w o j e n , niebogaty w z a b y t k i , m i a ł b y j e d n ą

n a n y przez g r u p ę k o m b a t a n t ó w z P o l s k i , Z S R R i C z e c h o s ł o w a c j i

dotkliwą

p r z y w s p ó ł u d z i a l e S p o ł e c z n e j R a d y M u z e u m oraz miejscowego

Łemków

k o ł a T P P R . Towarzysze b r o n i ze S ł o w a c j i ofiarowali granitowe,

b y ł a b y p o w o d e m do s ł u s z n e j , n a l e ż n e j i m o d dawna satysfakcji.

starannie w y k o n a n e tablice w j ę z y k u r o s y j s k i m , p o l s k i m i sło­

więcej
lukę

aktywną

instytucję

kulturalną,

w polskiej samowiedzy;

wypełniającą

instytucję,

która

dla

Obecnie m u z e u m pracuje w b a i d z o s k r o m n y c h w a r u n k a c h .

wackim.

P o m n i k t o n j u ż nie istnieje. Z o s t a ł y po n i m t y l k o

Mieści się w starej, dobrze zachowanej zagrodzie, j a k i c h w terenio p o z o s t a ł o j u ż bardzo niewiele. (Zagroda wpisana jest

do

rejestru z a b y t k ó w przez W o j e w ó d z k i e g o K o n s e r w a t o r a Z a b y t k ó w
w Rzeszowie, obecnie w K r o ś n i c ) . G ł ó w n y b u d y n e k , m i e s z c z ą c y
p o d j e d n y m dachem część m i e s z k a l n ą , o b o r ę i s t a j n i ę , pochodzi
z 1860 r o k u . T a m u r z ą d z o n a jest w y s t a w a etnograficzna,
k t ó r ą s k ł a d a się o k o ł o p ó ł t o r a t y s i ą c a

na

eksponatów.

Zwiedzamy o d t w o r z o n ą t r a d y c y j n ą mieszkalną izbę łemkow­
s k ą z z a b y t k a m i p r z e w a ż n i e z X I X i p o c z ą t k u X X w i e k u . Pier­
w o t n i e b y ł a ona k u r n a ; w 1901 r o k u zbudowano w niej piec
z okupem. Meble, obrazy, naczynia, d r o b n y s p r z ę t kuchenny i inne
elementy dawnego w y p o s a ż e n i a w n ę t r z a eksponowane s ą z po­
szanowaniem i c h pierwotnej f u n k c j i — s p e ł n i a j ą w i ę c n a t u r a l n e
w r a ż e n i e , wielo m ó w i ą c o ż y c i u ł e m k o w s k i c h g a z d ó w sprzed k i l k u ­
d z i e s i ę c i u l a t . Jeden z o l o o d r u k ó w , Seroo M a t k i Boskiej, podziu­
r a w i o n y jest w k i l k u miejscach k u l a m i . S t a n o w i przez to dys­
k r e t n y , a j e d n o c z e ś n i e bardzo w y r a z i s t y s y m b o l ł e m k o w s k i c h
łosów .
Za i z b ą m i e s z k a l n ą druga, mniejsza izba, t z w . d r u h a c h y ż a .
D a w n i e j p e ł n i ł a ona f u n k c j ę kancelarii w ó j t a . W czasie oporacji
karpacko-dukielskiej
dowodzący

stacjonował

t y m odcinkiem frontu.

w

radziecki

generał,

Obocnie znajduje

niej

się t a m

niewielka ekspozycja s t r o j ó w , wydawnictwa, o Ł e m k o w s z c z y ź n i e
( n i e k t ó r e d r u k i bardzo rzadkie i cenne), nieco fotografii, m . i n .
młodzieńczy

portret

Nikifora.

Są takżo

monety,

dokumenty

oraz amatorskie obrazy, przedstawia juce cerkwie, w t y m j u ż nie
i s t n i e j ą c e , malowano przez Teodora K u z i a k a z Bartnego.
Dalsza część ekspozycji etnograficznej

znajduje

się w po­

mieszczeniach s ą s i e d n i c h , o n g i ś gospodarczych (stajnia, boisko,
wozownia). S ą t a m n a r z ę d z i a do u p r a w y r o l i , h o d o w l i
obróbki

produktów

rolnych i hodowlanych,

bydła,

charakterystycz­

n y c h dla dawnej g ó r s k i e j g a z d ó w k i . Jest t a k ż e niewielka w y s t a ­
wa

sprzętu

liturgicznego i p r z e d m i o t ó w

kultu,

uratowanych,

11. 6. Рот nil

Żołnierzu

Armii

Radzieckiej

w Zyndranowej,

obraz

Teodora K u z i a k a , 1983 r .

135

�owe tablice, częściowo

uszkodzone,

korespondencji.

m n i e j s z o ś c i narodowe — aż do t a k i c h , k t ó r z y przyjechali z dru­

Jak

z o r i e n t o w a ć się z olejnego obrazu T .

giej p ó ł k u l i i m a j ą ł z y w oczach. P r z y c h o d z ą t a k ż o ł u d z i e nio

K u z i a k a . Obecnie w t y m miejscu znajduje się drugi p o m n i k ,

w o l n i od a n t y ł e m k o w s k i e g o nacjonalizmu. Trzoba u m i o ć na to

wyglądał, możemy

i teczka

znacznie skromniejszy.

z a r e a g o w a ć spokojnie, z g o d n o ś c i ą . W y j a ś n i a ć . W i o l u zwiedza­

M i ę d z y z a g r o d ą m u z e a l n ą a p o m n i k i e m ż o ł n i e r z y radzieckich

jących

(zwłaszcza. Ł e m k ó w

z ZSRR, Czechosłowacji,

Stanów

stoi n i e w i e l k i obelisk, wzniesiony k u czci ofiar obozu w Taler-

Zjednoczonych, K a n a d y ) chce r ó w n i e ż p o r o z m a w i a ć , usiąść za

hofio

s t o ł e m . Gocz musi z n a l e ź ć na to czas i c i e r p l i w o ś ć . A t u r o b o t a

(miejsce

kaźni

Łemków

podczas

I

wojny

światowoj).

Postawiono go w 1936 r o k u , p i e r w o t n i e w Baniey k . Bartnego —

czoka,; w iadomo, sezon t u r y s t y c z n y p r z y p a d a w okresio n a j p i l ­

w s i , k t ó r a po 1947 r o k u przostala i s t n i e ć . G d y k i l k a l a t t e m u

niejszych prac p o l o w y c h .

budowano t a m szosę, p o m n i k b y l z a g r o ż o n y , więc Gocz prze­
niósł go do Z y n d r a n o w e j .
O kilkadziesiąt

metrów

U t r z y m a n i e m u z e u m kosztuje nie t y l k o sporo czasu i ner­
w ó w , ale t a k ż e p i e n i ę d z y . Podobno w 1985 r o k u m u z e u m w Z y n ­

zagrody stoi n o w y ,

dranowej m a o t r z y m a ć dotacje z M i n i s t e r s t w a K u l t u r y (na razie

o k a z a ł y d o m r o d z i n y G o c z ó w , ciesząc w z r o k c z e r w i e n i ą świeżej

od muzealnej

jest to t y l k o n i e z o b o w i ą z u j ą c a informacja ustna). J e ś l i t a k , b y ­

c e g ł y . O n t a k ż e jest s y m b o l e m : s y m b o l e m moralnej siły Ł o m k ó w ,

ł a b y to pierwsza, k o n k r e t n a pomoc ze strony p a ń s t w a o d siedem­

p r z y w i ą z a n i a do r o d z i n n y c h stron, p r ę ż n o ś c i , z w y c i ę s k i e j w a l k i

nastu l a t .

z p r z e c i w n o ś c i a m i losu.

Teodor Gocz szyjo t a k ż o stroje ludowo dla z e s p o ł u „ Ł o m k o -

Z a ł o ż y ć m u z e u m , g r o m a d z i ć p a m i ą t k i , o p i e k o w a ć się n i m i —
to d u ż a praca. Ale z p e w n o ś c i ą w i ę k s z y m t r u d e m jost ż m u d n e

w y n a " . Jest s t a r o s t ą z e s p o ł u , s o l i s t ą i konferansjerem w jednej
osobie. Spolocznie. rzecz jasna.

p r z y j m o w a n i e wciąż n o w y c h i n o w y c h gości, niezmiennie od siodomnastu lat. Z u ś m i e c h e m , uprzejmie, bezinteresownie. A gościo
są r ó ż n i . O d t a k i c h , k t ó r z y dopiero w Z y n d r a n o w e j d o w i a d u j ą
się k u swemu z d u m i e n i u , żo we w s p ó ł c z e s n e j

Polsco

istnieją

Za s w ą d z i a ł a l n o ś ć Teodor Gocz o t r z y m a ł wiele d y p l o m ó w ,
medali p a m i ą t k o w y c h , listów gratulacyjnych.
W i ę c e j z C z e c h o s ł o w a c j i i Z S R R niż z P o l s k i .

I I . 7. P o m n i k ofiar Talerfhofu, M u z e u m w Z y n d r a n o w f

Fol.: A. Kroh

236'

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11167" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11145">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9212ea4785c1f48d553db140dee18976.pdf</src>
        <authentication>d12e90b790f29bbaf164c94ed8b9a711</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133140">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4758</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133141">
                <text>1970</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133142">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4416</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133143">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1970 t.24 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133144">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1970 t.24 z.3-4; s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133145">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133146">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133147">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133148">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133149">
                <text>o dopasowywaniu w y r o b ó w ludowych
do wulgarnych
u p o d o b a ń bogatych t u r y s t ó w .
Stosunkowo niezbyt liczna grupa d z i a ł a c z y z dziedzi­
ny sztuki ludowej ma w Meksyku ogromne osiągnięcia
w zakresie zapewniania w ł a ś c i w y c h w a r u n k ó w rozwoju
autentycznej ludowej twórczości we wszystkich niemal
regionach k r a j u .
Konsekwentnie organizowane formy w s p ó ł p r a c y m i ę ­
dzy muzeami sztuki ludowej a terenem to nie tylko
atrakcyjne z a m ó w i e n i a , ale t a k ż e pomoc w zdobywaniu
w ł a ś c i w y c h s u r o w c ó w i n a r z ę d z i , m ą d r z e zorganizowana
s p r z e d a ż na specjalnych
targach,
z okazji wystaw,
w sklepach prowadzonych przy muzeach. D u ż ą rolę od­
g r y w a j ą r ó w n i e ż r ó ż n o r o d n e f o r m y propagandy, a prze­
de wszystkim u m i e j ę t n y i n s t r u k t a ż i słowa zachęty. Oto
proste sposoby pobudzania plastycznej twórczości wsi
w dzisiejszym Meksyku. Chodzi t u nie tylko o turystycz­
ną a t r a k c y j n o ś ć k r a j u i eksport inwencji plastycznej. To
t a k ż e konsekwentne dążenie do zapewnienia w koegzy­
stencji k u l t u r należytego miejsca dla k u l t u r y Meksyku.
To r ó w n i e ż czynne przeciwstawienie się kosmopolityzacji, k t ó r a z a g r a ż a ludzkości zubożeniem, prsez l i k w i d a c j ę
p r z e j a w ó w p i ę k n a r ó ż n o r o d n y c h regionów.
Nasz k r a j bogaty jest w plastyczne talenty, często
nie ujawnione, d r z e m i ą c e w zapomnieniu. R ó ż n o r o d n e
mamy d o ś w i a d c z e n i a plastyczne i warsztatowe. Istnieje
możliwość rozmaitych f o r m w ł ą c z a n i a tych niezmierzo­
nych p o t e n c j a ł ó w t w ó r c z y c h w całokształt naszej k u l ­
tury.
Obok autentycznej sztuki ludowej są możliwości kon­
tynuowania chłopskich
doświadczeń w różnorodnych
dyscyplinach r ę k o d z i e ł a artystycznego. We
wzornictwie
p r z e m y s ł o w y m p o w s t a j ą t a k ż e nowe szanse w ł ą c z a n i a
do fabrycznej produkcji plastycznej inwencji nie tylko
chłopskiej, ale i robotniczej — z a r ó w n o ludzi dorosłych,
jak młodzieży i dzieci.
Możliwości są ogromne, ale ich należyte s p o ż y t k o w a ­
nie w sensie społecznym, a t a k ż e i gospodarczym, jest
uwarunkowane s t a ł y m doskonaleniem organizacji i t w o ­
rzeniem elastycznych form w s p ó ł d z i a ł a n i a , r ó w n i e ż szyb­
k i m dostosowaniem a k t ó w normatywnych do wciąż no­
wych sytuacji i potrzeb.
Najpilniejszą jednak s p r a w ą jest problem kadr ludzi
specjalistycznie w y k s z t a ł c o n y c h i w ł a ś c i w i e wychowa­
nych. Ich zadanie to podejmowanie — ze społeczną
p a s j ą — d z i a ł a ń w zakresie u a k t y w n i a n i a i opieki nad
plastyczną twórczością r ó ż n y c h środowisk.
Dla dalszego rozwoju plastycznej inwencji t w ó r c ó w
ludowych, t a k ż e utalentowanych a m a t o r ó w , potrzebne są
dziś zastępy ludzi o głębokiej kulturze plastycznej, umie­
jących p r a c o w a ć zespołowo, z n a j ą c y c h metody maieutycznego o d d z i a ł y w a n i a na osoby z n i m i w s p ó ł p r a c u j ą c e . Kto,
gdzie i j a k ma ich szkolić? Na bazie j a k i c h dyscyplin
podstawowych oparte być winno ich k s z t a ł c e n i e ? Oto są
pytania bardzo istotne przy dyskusji o zapewnianiu dal­
szego rozwoju plastycznej twórczości ludowej.
W wypadku niedoboru działaczy terenowych, u m i e j ą ­
cych p o b u d z a ć twórczość p l a s t y c z n ą wsi, k u r c z y ć się
zacznie działalność objęta terminem „ s z t u k a ludowa".
Rzeczą p i l n ą wydaje się więc p o w a ż n a dyskusja na
temat modelu przyszłej k u l t u r y
z
wyakcentowaniem
w n i m miejsca dla spraw plastyki.
Dążenie do jej integracji z życiem społeczeństwa —
choć jest oczywiste — natrafia nieraz na milczący opór,
zwłaszcza ludzi zafascynowanych obcymi wzorcami k u l ­
t u r o w y m i i to często z lat minionych. Dla takich osób
sprawa planowego zapewniania rozwoju kadr dla reali­

zacji nowych, społecznie w a ż n y c h zadań jest maio zro­
zumiała.
Natomiast dla działalności Cepelii, dla wzornictwa
p r z e m y s ł o w e g o , dla upowszechniania plastycznej kultury
w naszym k r a j u — stała się s p r a w ą szczególnie istotną.

MARCIN CZERWIŃSKI
P o z w o l ę sobie zwrócić u w a g ę , że system, który pani
Telakowska proponuje, będzie się opierał na szkoleniu.
Te analfabetki, ma k t ó r y c h opiera się obecna praktyka,
u s t ą p i ą w k o ń c u miejsca ludziom,
którzy będą mieli
szkołę średnią. Za lat 15 czy 10 wszyscy j a k ą ś szkołę
ś r e d n i ą b ę d ą kończyć.
P o w s t a n ą , już p o w s t a j ą kolektywy szkolone w e d ł u g
i n s t r u k t a ż u p r o b l e m ó w plastycznych. J u ż choćby dla­
tego nie będzie to autentyczna, tradycyjna sztuka ludo­
wa, ta k t ó r ą s t w o r z y ł sam z siebie lud wiejski dla ludu
bez p o ś r e d n i c t w a szkoły, zapisu, programu itp. S k ą d i n ą d
w dziełach tych m o g ą żyć inspiracje i wzory z folklo­
ru. Gdy Cepelii czy i n n y m instytucjom p o w o ł a n y m do
tego, żeby t y m rodzajem twórczości się opiekować, zale­
ca się, aby szukały kadr dla owej uczonej kontynuacji
w z o r ó w sztuki ludowej, należy powiedzieć
wyraźnie,
że twórczość taka jest oderwana od tego czym ludowość
b y ł a i nie ma powodu szukania jej koniecznie na przed­
m i e ś c i u lub na wsi, może się owe kadry znajdzie w k l u ­
bie filatelistów.

ANTONI KRO.H
P o j ę c i a : „sztuka ludowa", „współczesna sztuka ludo­
wa", „ t w ó r c a ludowy", „ s z t u k a jarmarczna" są bardzo
r ó ż n i e pojmowane. N ą w s t ę p i e określę więc,
w jakim
sensie b ę d ę ich u ż y w a ć w niniejszej wypowiedzi.
Pod pojęciem „sztuka ludowa" b ę d ę r o z u m i a ł przed­
mioty sztuki plastycznej, utrzymane w konwencji pow­
szechnie uznanej w k o n k r e t n y m regionie etnograficznym
mniej więcej na p r z e ł o m i e X I X i X X w.
Pod pojęciem „współczesna sztuka ludowa" będę ro­
z u m i a ł przedmioty sztuki plastycznej, n a w i ą z u j ą c e bez­
p o ś r e d n i o w swej formie do sztuki ludowej. P o n i e w a ż
gusty i upodobania ludności wiejskiej zmieniły się w cią­
gu ostatniego półwiecza zasadniczo, współczesna sztuka
ludowa (poza nielicznymi w y j ą t k a m i ) nie zaspokaja gu­
s t ó w ś r o d o w i s k a wiejskiego.
Pod pojęciem „ t w ó r c a ludowy" b ę d ę rozumiał w y ­
twórcę, p r o d u k u j ą c e g o na z a m ó w i e n i e Cepelii lub innej
tego typu instytucji przedmioty współczesnej sztuki l u ­
dowej. W y t w ó r c a wiejski p r o d u k u j ą c y w dawnej kon­
wencji plastycznej dla swego ś r o d o w i s k a jest t a k ą rzad­
kością, że m o ż n a go tu p o m i n ą ć bez obawy popełnienia
większego b ł ę d u .
O k r e ś l e n i e , co rozumiem pod pojęciem „sztuka jar­
marczna", zastąpię w t y m miejscu wyliczeniem. S z t u k ą
j a r m a r c z n ą b ę d ą w i ę c : m a k a t k i , gipsowe f i g u r k i zwie­
rząt; serwetki, Obrazy (jelenie, łabędzie itp.), niektóre
fotografie (zwłaszcza portrety), odznaki z celuloidu, obra­
zy zdobiące strzelnice jarmarczne czy karuzele itd. Sztu­
ka jarmarczna — m ó w i ą c ogólnie — zaspokaja gusty
plastyczne ś r o d o w i s k a chłopskiego i robotniczego.
Wyroby współczesnej sztuki ludowej są natomiast od­
zwierciedleniem g u s t ó w inteligencji. To określa ich cha­
rakter. Muszą m i e ć — choćby pozorną, to nikomu nie
szkodzi — w a r t o ś ć etnograficzną, a jednocześnie m a j ą
161

�162

�26

27

28

Metaloplastyka
i kowalstwo
artystyczne.
11. 21. Zabytkowa
spinka góralska,
wł. Muz. Tatrzańskie,
Zakopane. II. 22.
Spinki mosiężne,
wyk. 1958 r. Franciszek
Bednarz-Gąsienica,
Zakopane. II. 23. Spinki sprzedawane obecnie na ba­
zarach. U. 24. Autentyczna
„kotwiczka"
w oknie szopy, pow. Pińczów i adaptacje współczesne.
II. 25, 28 adaptacje
współczesne
„kotwiczki":
podstawka
do książek,
wyk. Stanisław
Pitek, Trzebunia,
pow. Myślenice,
Świecznik
7-ramienny, wyk. 1966 r. Stanisław
Kawecki
z Kielc na konkurs kowalstwa artystycznego.
II. 26. Tradycyjna
„wykładka" do drzwi, wyk. Jan Krawczyk
z Łagowa, pow. Opatów. Ił. 27. Adaptacja
motywu kogutka na popielniczce,
wyk.
Bronisław
Pietrak,
Gutanów,
pow.
Puławy.
163

�być tak bardzo ludowe w formie, że są często „o wiele
bardziej ludowe"
od swych X I X - w i e c z n y c h w z o r ó w .
P r z y k ł a d e m rzeźby Henryka Zegadły.
Ta moda, te wymagania odbiorców w s p ó ł c z e s n e j sztu­
k i ludowej, zakreślają od razu ramy działalności t w ó r ­
cy ludowego. P o w o ł u j e go do życia nie związek z trady­
cjami plastyki wiejskiej, lecz moda w ś r o d o w i s k u i n t e l i ­
genckim. Często zdarza się — rzecz chyba bez preceden­
su w historii sztuki ludowej — że wyroby nie odpowia­
dają gustom w y t w ó r c y . Dlatego też inicjatywa ze stro­
n y t w ó r c y ludowego ma dla niego na ogół złe skutki.
T w ó r c a ludowy wymaga stałej opieki artystycznej i etno­
graficznej. Etnograf t ł u m a c z y mu, co jest ludowe a co
nie; plastyk go poucza, co jest ł a d n e a co nie.
C e p e l i i więc nie tylko opiekuje się współczesną sztu­
ką ludową, ale jest p o d s t a w ą jej istnienia. Wykorzysta­
nie w ten sposób resztek tradycyjnej wiejskiej k u l t u r y
plastycznej jest rzeczą g o d n ą najwyższej p o c h w a ł y , choć­
by z tego względu, że Cepelia przysparza dewiz, tak po­
trzebnych naszemu p a ń s t w u . Natomiast przekonanie,, że
działalność Cepelii spowoduje r e a n i m a c j ę dawnych gu­
stów wiejskich na wsi współczesnej
—
jest utopijne
i śmieszne.
Eyć może, dla „miłośników swojszczyzny" zdania po­
wyższa nie b ę d ą zbyt miłe. Panuje bowiem przekonanie,
ż s w a r t o ś ć a r t y s t y c z n ą ma tylko sztuka ludowa. W prze­
ciwieństwie do tego sztukę j a r m a r c z n ą określa inteligen­
cja epitetami w rodzaju „kicz", „ s z m i r a " itp. A tymcza­
sem p r a w d z i w ą k o n t y n u a c j ą sztuki ludowej jest w ł a ś n i e
sztuka jarmarczna.
Sztuka jarmarczna
— jak przez całe dzieje Polski
gust ludu — jest u „ w a r s t w w y ż s z y c h " w pogardzie.
Sztuka ludowa m i a ł a swych e n t u z j a s t ó w — ale zawsze
w c h w i l i zaniku, nigdy w momencie szczytowego roz­
woju danej konwencji. Tak samo jest i teraz. Inteligenci
ozdabiają swe mieszkania
przedmiotami współczesnej
sztuki ludowej, ale nie słyszałem jeszcze, aby ktoś z „eli­
ty" manifestując swe uznanie dla wiejskiej estetyki, po­
wiesił w swym pokoju łabędzia czy jelenia, i był prze­
konany, że to dzieło sztuki m u się podoba.
Dopóki między robotnikami i c h ł o p a m i a inteligencją
będą istnieć zasadnicze różnice kulturowe, dopóty nie
może być mowy o adaptowaniu aktualnych gustów jeddnej grupy przez drugą, jako że poglądy estetyczne są
m. in. manifestcją przynależności do danego środowiska.

STANISŁAW BŁASZCZYK
Głosy d w ó c h moich p r z e d m ó w c ó w , dra C z e r w i ń s k i e ­
go i red. Małachowskiego, p o r u s z a ł y problemy, k t ó r e
były tematem ogólnopolskiej sesji naukowej w Pozna­
niu w czerwcu 1969 r. W zasadniczym referacie, w y g ł o ­
szonym na owej sesji, stwierdza prof. Burszta, że szero­
kie upowszechnienie się z a i n t e r e s o w a ń a r t y s t y c z n ą k u l ­
t u r ą ludową, szczególnie folklorem, niesie ze sobą roz­
maite iformy ich zaspokajania. Najczęściej są to impre­
zy i widowiska o charakterze masowym, inscenizacje l u ­
dowych obrzędów i zwyczajów z recytacjami i ś p i e w a ­
m i czy pokazy regionalnych t a ń c ó w w efektownych ko­
stiumach ludowych. Problemy, k t ó r e w y p ł y w a j ą z tych
zjawisk na odcinku folkloru taneczno-muzycznego i na
polu plastyki ludowej, omawiano w d w u dalszych re­
feratach. Starano się w nich — podobnie jak w refe­
racie zasadniczym — w y k a z a ć , że rozliczne formy przed­
stawiania bogactwa folkloru polskiego na użytek w s p ó ł ­
czesnego widza czy też rozbudzania w t ó r n e j działalności
artystycznej w duchu ludowym i uprawiania ludowej

twórczości plastycznej na s p r z e d a ż do miasta różnią się
f u n k c j ą i w znacznej mierze też f o r m ą od tradycyjnego
f o l k l o r u czy tradycyjnej plastyki ludowej. Proponowa­
no ów p r ą d s p o ł e c z n o - k u l t u r a l n y , k t ó r y przynosi nowe
zjawiska z dziedziny k u l t u r y ludowej, określić mianem
folkloryzmu, celem o d r ó ż n i e n i a go od dawnego f o l k l o r u
żywego.
Otóż r ó w n i e ż dr C z e r w i ń s k i posłużył się w swej w y ­
powiedzi terminem folkloryzm na o k r e ś l e n i e nowych zja­
wisk w świecie współczesnej ludowej twórczości pla­
stycznej, k t ó r e nie p o z w a l a j ą u t o ż s a m i a ć jej z tradycyj­
ną plastyką ludową.
Zgadzam się z p o g l ą d e m dra Czerwińskiego, że sztu­
ka ludowa była w y k ł a d n i k i e m określonej kultury, w isto­
cie swej autonomicznej. Obumieranie owej autonomicz­
nej k u l t u r y ludowej w warunkach współczesnego życia
polityczno-społecznego z d e z a k t u a l i z o w a ł o jej w y k ł a d n i k
— s z t u k ę l u d o w ą . Powstaje tedy zasadnicze pytanie,
czy współczesne w y t w o r y artystyczne, k t ó r e są przed­
miotem działalności propagandowej i handlowej Ce­
pelii, m o g ą nadal być zaliczane do sztuki ludowej, sko­
ro — jak m ó w i dr C z e r w i ń s k i — współczesne zjawiska
tak zwanej ludowej twórczości plastycznej m a j ą się tak
do tradycyjnej sztuki ludowej,
j a k imprezy folklorys­
tyczne do oryginalnego, żywego folkloru. Sądzę, że na­
leżałoby z tego stwierdzenia w y c i ą g n ą ć praktyczne wnio­
ski.
J e s t e ś m y — co już p o d k r e ś l o n o — ś w i a d k a m i po­
wszechnego zainteresowania s z t u k ą l u d o w ą . W Polsce
zostało ono szczególnie silnie rozbudzone. N i e m a ł a w t y m
zasługa Cepelii. Przede wszystkim jednak jest to sku­
tek wspomnianego p r ą d u społeczno-kultural.iego, który
nazwany został na sesji p o z n a ń s k i e j folkloryzmem. Ter­
m i n u tego użył po raz pierwszy
Hans Moser,
znany
w Niemczech etnograf i działacz na polu folklorystyki.
N a z w a ł on tak wszystkie zjawiska z w i ą z a n e z wykorzy­
stywaniem zasobów dawnego, w zasadzie już o b u m a r ł e ­
go f o l k l o r u dla potrzeb współczesnego, masowego odbior­
cy. W folkloryzmie m a m y tedy do czynienia nie z ży­
w y m folklorem, tylko z imprezami o charakterze wido­
wiskowym, w k t ó r y c h z u ż y t k o w u j e się wybrane dzie­
dziny dawnego f o l k l o r u dla celów nie m a j ą c y c h związku
z jego b y ł ą „ n a t u r a l n ą " egzystencją. Wskrzeszony w ten
sposób folklor, jego druga, współczesna egzystencja, jest
więc zjawiskiem w t ó r n y m .
W dziedzinie twórczości plastycznej sprawy przed­
s t a w i a j ą się podobnie. Artystyczny dorobek l u d u z okre­
su, kiedy jego k u l t u r a w y k a z y w a ł a najwięcej cech auto­
nomicznych, znalazł się p r z e w a ż n i e w muzeach. Produk­
cja na w ł a s n e potrzeby wsi ustała, bo z a b r a k ł o na nią
odbiorcy we w ł a s n y m ś r o d o w i s k u . A l e pojawił się nowy
odbiorca i to odbiorca bardzo złakniony. Jest n i m miasto.
1 dlatego zapotrzebowanie na s z t u k ę l u d o w ą stale roś­
nie — w m i a r ę coraz powszechniejszego uwielbiania jej
w a l o r ó w przez ś r o d o w i s k o miejskie, czy po prostu w mia­
r ę szerzenia się mody na s z t u k ę l u d o w ą . D o s t a w c ą po­
szukiwanych w y t w o r ó w jest głównie
Cepelia, dążąca
wraz z i n n y m i p o w o ł a n y m i do tego instytucjami do pod­
trzymania z a n i k a j ą c e j , oryginalnej twórczości w środo­
wiskach, w k t ó r y c h sztuka ludowa była do ostatnich dni
ż y w o t n a . Tam zaś gdzie sztuka ludowa j u ż z a m a r ł a , usi­
łuje się j ą p r z y w o ł a ć na nowo do życia. W w y n i k u tych
p o c z y n a ń idących naprzeciw
potrzebom rozbudzonym
przez folkloryzm — t w ó r c y są albo kontynuatorami ży­
wych do niedawna tradycji artystycznych, często jednak
działającymi już pod w p ł y w e m inspiracji, albo nawet
ś w i a d o m y m i n a ś l a d o w c a m i stylu ludowego, w twórczości
figuralnej u p r a w i a j ą c y m i tak z w a n ą t e m a t y k ę ludową.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11299" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11277">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/78393df37a370a4596612499433b1266.pdf</src>
        <authentication>bbe36f2130b9c060821d26576945871b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134676">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4645</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134677">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134678">
                <text>1972</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134679">
                <text>malarstwo na szkle</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134680">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4314</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134681">
                <text>Stary obrazek na szkle z Podlasia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1972 t.26 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134682">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1972 t.26 z.3 ; s.180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134683">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134684">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134685">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134686">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134687">
                <text>Anłoni

Kroh

STARY O B R A Z E K

NA S Z K L E Z

Podczas b a d a ń terenowych na M i ę d z y u c z e l n i a n y m
Obozie Etnograficznym w l i p c u 1971 r. n a t r a f i ł e m we wsi
Niemyje Jarnonty, pow. Bielsk Podlaski, na stary obra­
zek na szkle, p r z e d s t a w i a j ą c y M a t k ę B o s k ą Częstochowiską.*
Obrazek ten, o wymiarach 24,5 x 19,5 cm. (w świetle)
charakteryzuje się spokojną, p a s t e l o w ą t o n a c j ą . G ł ó w n e
kolory to zielony, niebieski, b r ą z o w y i złoty. Złota farba
jest silnie złuszczona, odpada w k i l k u miejscach; poza
t y m m a l d w i d ł o jest w bardzo dobrym stanie.
Najprawdopodobniej pod szkłem podłożony jest drze­
woryt. Trudno jednak to stwierdzić, gdyż obrazek jest
oprawiony w r a m k i kasetowe, zbijane gwoździami, k t ó ­
rych odginanie stwarza
niebezpieczeństwo
stłuczenia
szkła.
Właściciel eksponatu, Franciszek Koc (ur. 1898) nie
u m i a ł p o d a ć ż a d n y c h danych. W e d ł u g niego obrazek w i ­
siał „zawsze" w domu, k t ó r y informator obecnie za­
mieszkuje, a do k t ó r e g o w p r o w a d z i ł się po śmierci po­
przednich właścicieli, ok. r o k u 1934. Sam informator po­
chodzi z pobliskiego Domanowa. S p r o w a d z a j ą c się do
J a r n o n t ó w przywiózł ze sobą sporo s p r z ę t ó w i mebli,
t a k ż e obrazy; twierdzi jednak, że obraz M a t k i Boskiej
Częstochowskiej wisiał j u ż za czasów poprzednich w ł a ­
ścicieli.
* S p o r z ą d z a j ą c niniejszą n o t a t k ę k o r z y s t a ł e m z ma­
t e r i a ł ó w zebranych na M i ę d z y u c z e l n i a n y m Obozie Etno­
graficznym Ciechanowiec w lipcu 1971 przez studentki:

O istnieniu m a l o w i d ł a zapomniano do tego stopnia,
że informator w czasie w y w i a d u powiedział, że „miał
kiedyś stary obrazek na szkle, ale nie wie, co się z n i m
stało, pewnie się stłukł". Gdy okazało się, że eksponat
wisi w alkierzu nad łóżkiem, był szczerze zdziwiony.
W przekonaniu o niskiej wartości obrazka, ofiarował go
chętnie. Malowidło stało się w ł a s n o ś c i ą Muzeum R o l ­
nictwa i m . Krzysztofa K l u k a w Ciechanowcu, o t r z y m u ­
j ą c numer inwentarzowy 1723.
Trudno powiedzieć czy obraz jest pochodzenia m i e j ­
scowego, czy też został zakupiony od w ę d r o w n y c h
handlarzy. Należy jednak chyba p r z y p u s z c z a ć tę d r u g ą
e w e n t u a l n o ś ć — m a l o w i d ł o różni się zdecydowanie od
podlaskich o b r a z k ó w na szkle, opisanych przez Józefa
Grabowskiego (Ludowe
malarstwo
na szkle,
Wrocław
1969). Być m o ż e obrazek został zakupiony w znanym
o ś r o d k u odpustowym Hodyszewo, pow. Bielsk Podlaski;
we wsi Niemyje Jarnonty, jak również w sąsiedniej wsi
Koce Borowe znajduje się sporo w i z e r u n k ó w M a t k i Bos­
kiej Hodyszewskiej. Warto też o d n o t o w a ć , że r ó w n i e ż
D o m a n ó w , skąd pochodzi informator, jest o ś r o d k i e m k u l ­
t u M a t k i Boskiej (Domanowskiej).
Pochodzenie obrazka b y ć może uda się w y j a ś n i ć po
otwarciu ramek i obejrzeniu ewentualnego drzeworytu,
a t a k ż e drogą d o k ł a d n e j analizy ikonograficznej.
B a r b a r ę Goldę i D a n u t ę K a w k ę . K i l k u informacji udzie­
liła m i mgr Wanda Dowlaszewicz z Muzeum Rolnictwa
i m . Krzysztofa K l u k a w Ciechanowcu.

Fot.: Jan Swiderski

180

PODLASIA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11310" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11288">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1a4e46a4983d3409d59454ed822160c0.pdf</src>
        <authentication>8466435d986f6d8e72a1dfb34a5d254c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134787">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2470</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134788">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134789">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2294</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134790">
                <text>I wojna światowa trwa do dziś / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134791">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.147-159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134792">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134793">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134794">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134795">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134796">
                <text>Pierwsza wojna światowa trwa do dziś
Antoni Kroh
Pierwsza wojna światowa definitywnie zamknęła wiek dziewięt­
nasty i rozpoczęła nasze, dwudzieste stulecie. W tym sensie
pierwsza wojna światowa trwa do dziś. Dopiero teraz, po osiem­
dziesięciu latach, zaczynamy powoli, z wielkimi trudnościami,
niwelować niektóre jej konsekwencje. Dotyczy to w stopniu
szczególnym narodów Europy środkowej i wschodniej, które po
dziś dzień obciążone są skutkami tamtego kataklizmu i próbują się
od nich wyzwolić, co jest źródłem nadziei oraz kolejnych tragedii,
aż po tragedię w Jugosławii. Wydaje się, że jeśli chcemy zrozumieć
aktualną sytuację w naszym kącie Europy, aby wpływać na dalszy
bieg wypadków (jeśli to w ogóle jest możliwe), powinniśmy na
chwilę cofnąć się w czasy Wielkiej Wojny i w miarę dokładnie
uświadomić sobie, w jaki sposób wydarzenie to zdeterminowało
kulturę naszego stulecia i na ile jest aktualne.
Pierwsza wojna światowa była wielką próbą generalną, a rów­
nocześnie pierwszym aktem spektaklu, w którym wszyscy po dziś
dzień bierzemy udział. Była gigantycznym poligonem doświad­
czalnym; jej dorobek, to podwalina europejskiej kultury dwudzie­
stego wieku. W latach 1914-1918 wypróbowano i wprowadzono
na skalę masową wiele zdobyczy cywilizacyjnych naszej epoki, jak
obozy koncentracyjne, czołgi, żelbeton, sztuki piękne na usługach
zbrodniczych reżimów, nacjonalizm, komunikaty o wycofywaniu

się na z góry upatrzone pozycje, nieprzepuszczalne granice
państwowe, metodyczne rujnowanie psychiki ludzkiej za pomocą
bezsensownej pracy przymusowej, środki masowego transportu
jako narzędzia zagłady - i tak dalej, i tak dalej.
Pierwsza wojna światowa - i jej logiczna konsekwencja, druga
wojna światowa - były głównym stymulatorem burzliwego roz­
woju techniki dwudziestego wieku, gdyż, jak wiadomo, jedną
z najpotężniejszych sił napędowych postępu technicznego jest
doskonalenie techniki zabijania na skalę wielkoprzemysłową.
Miarą przebytej drogi jest porównanie kosztów wojny i udziału
nauki w zabijaniu w ostatnim stuleciu. Pod koniec dziewiętnastego
wieku zabicie jednego żołnierza na wojnie kosztowało w Europie
kilkadziesiąt dolarów. Dziś koszty idą w setki tysięcy. W dziewięt­
nastym wieku techniką wojenną zajmowała się niewielka grupa
specjalistów. Ich praca - z nielicznymi wyjątkami polegała na
udoskonalaniu narzędzi już istniejących, a nie na technicznym
wizjonerstwie i wprzęganiu odkryć z najróżniejszych dziedzin
ludzkiej wynalazczości na usługi przemysłu zbrojeniowego.
W miarę przygotowań do pierwszej wojny światowej ten stan
rzeczy uległ raptownej zmianie. Od tego czasu, przez cały dwu­
dziesty wiek, każde wybitniejsze odkrycie w dziedzinie nauk

147

�technicznych ma przede wszystkim znaczenie militarne, a dopiero
w dalszej kolejności jakiekolwiek inne.
Wojny dwudziestego wieku o d e g r a ł y zasadniczą rolę w i m ­
p o n u j ą c y m rozwoju medycyny, z w ł a s z c z a chirurgii, a to ze
w z g l ę d u na nieprzebrane m n ó s t w o materiału ludzkiego do dys­
pozycji i pełną s w o b o d ę eksperymentowania bez konsekwencji
prawnych czy moralnych.
W 1918-20 roku na skutek pierwszej wojny ś w i a t o w e j E u r o p a
ś r o d k o w a i wschodnia z o s t a ł a poszatkowana gęstą siatką granic,
pilnie s t r z e ż o n y c h . T o był dramat, z p o c z ą t k u nie u ś w i a d o m i o n y ,
ale m o ż e nawet w i ę k s z y , niż sama wojna; w k a ż d y m razie bardziej
d a l e k o s i ę ż n y . Jego skutki odczuwamy po dzień dzisiejszy i jeszcze
d ł u g o b ę d z i e m y o d c z u w a ć . K a ż d a ze stron w y s u w a ł a roszczenia
terytorialne, z reguły n i e m o ż l i w e do spełnienia. Uzasadniano je
racjami historycznymi b ą d ź etnicznymi, zależnie od potrzeby.
Racje p o s z c z e g ó l n y c h p a ń s t w były nie do pogodzenia ze s o b ą , a na
dodatek były w e w n ę t r z n i e sprzeczne - granice historyczne nie
p o k r y w a ł y się z etnicznymi, terytoria mieszane pod w z g l ę d e m
n a r o d o w o ś c i o w y m s t a n o w i ł y regułę. Granice, wytyczone po pier­
wszej wojnie, nie z a d o w o l i ł y żadnej ze stron. Postanowienia
Traktatu Wersalskiego, które m i a ł y z a p e w n i ć trwały p o k ó j , stały
się w s t ę p e m do kolejnej wojny.
Wiek dwudziesty, który w Europie ś r o d k o w e j i wschodniej
r o z p o c z ą ł się od wybuchu pierwszej wojny ś w i a t o w e j , a k o ń c z y się
wraz z upadkiem komunizmu, s t a n o w i ł k u l t u r o w ą c a ł o ś ć o wyra­
zistych cechach, które w y s t ę p o w a ł y w najrozmaitszych ideo­
logiach - r ó w n i e ż tych, które w a l c z y ł y ze s o b ą na śmierć i życie,
a j e d n o c z e ś n i e w p ł y w a ł y na siebie wzajemnie i z a p o ż y c z a ł y od
siebie p e ł n y m i garściami. Obecnie, pod koniec dwudziestego
wieku, m o ż e m y wreszcie z d o b y ć się na o d r o b i n ę dystansu i przy­
jrzeć się temu zjawisku z perspektywy stulecia.
W y b r a ł e m jeden przykład - m o ż e marginalny, ale charakterys­
tyczny: dorobek austro-węgierskiej i niemieckiej propagandy
militarnej czasu Wielkiej Wojny oraz k o n t y n u a c j ę tego nurtu
w sztuce po dzień dzisiejszy.

Die

—

148

€ $ й е ш ЕШ*

3

Propaganda militarna p a ń s t w centralnych tworzona była na
potrzeby chwili, wedle ściśle o k r e ś l o n y c h k a n o n ó w ideowych.
M i m o to o k a z a ł a się sztuką p o n a d c z a s o w ą , ogromnie p ł o d n ą ,
punktem wyjścia dla niespodziewanie wielu n u r t ó w kultury euro­
pejskiej dwudziestego wieku. Z jej dorobku czerpała m i ę d z y
innymi sztuka w ł o s k i e g o faszyzmu, która z kolei i n s p i r o w a ł a
sztukę Trzeciej Rzeszy i jej m ł o d s z ą siostrę - sztukę radzieckiego
socrealizmu z narodowymi odmianami w p a ń s t w a c h satelickich.
Odrzucenie socrealizmu w Polsce w 1955/56 roku bynajmniej nie
w y m i o t ł o tego kierunku na tak zwany śmietnik historii, przeciwnie
- nurty postsocrealistyczne m o ż e m y z ł a t w o ś c i ą dostrzec obecnie,
na przykład w sztuce sakralnej albo w twórczości o p o z y c j o n i s t ó w
z okresu stanu wojennego.
Wybitni artyści z p o c z ą t k ó w X X wieku, na przykład F r a n z
Lehar, Stefan Zweig, Rainer M a r i a Rilke i wielu innych mniej
znanych, którzy zadekowali się na czas wojny, p r o d u k u j ą c
militarną szmirę, nie mogli przewidzieć, jakie będą skutki ich
działalności. M y j e s t e ś m y w lepszej sytuacji, bo wiemy, co było
dalej. Nie c h c ę przez to p o w i e d z i e ć , że j e s t e ś m y od nich mądrzejsi.
Propaganda militarna czasu Wielkiej Wojny - plastyczna,
muzyczna, literacka, dziennikarska, teatralna, filmowa, propa­
ganda chwacka i ckliwa, o d w o ł u j ą c a się do uczuć erotycznych
i religijnych (czasem j e d n o c z e ś n i e ) , ojcowskich, do męskiej dumy,
propaganda luksusowa i p r z a ś n a , w z n i o s ł a i prostacka, monoton­
na, a przecież pełna inwencji... W e ź m y dla p r z y k ł a d u W i e d e ń s k i
Komitet Artystyczny, działający w latach 1915-1918. Jakże ofiar­
nie się troszczył, aby n a r ó d miał pod dostatkiem wojennych
p a m i ą t e k w dobrym guście, j a k dzielnie w a l c z y ł ze szmirą i j a k
ofiarnie ją p r o p a g o w a ł , firmując najlepszymi nazwiskami... Warto
przyjrzeć się bliżej produkcji, kwitnącej pod patronatem t e g o ż
Komitetu, p o n i e w a ż jest to kicz o d g ó r n y , ś w i a d o m i e zaprog­
ramowany; sztuka dydaktyczna, której g ł ó w n y m zadaniem b y ł o
k s z t a ł t o w a n i e postaw najszerszych mas ludzkich, ale r ó w n o c z e ś ­
nie sztuka, która była n i e ś w i a d o m y m autoportretem ó w c z e s n e j
w ł a d z y , odzwierciedleniem jej p o g l ą d ó w na w o j n ę , patriotyzm i na

�I

rządzenie państwem. To samo przecież możemy powiedzieć
o socrealizmie.
W 1915 roku wspomniany Wiedeński Komitet Artystyczny
rozpisał konkurs na projekty pamiątek, by odznaczały się wyso­
kim poziomem artystycznym oraz ideowym, skąd ja to znam?
Zwycięstwo w swojej kategorii odniosła grafika Święta
Barbara,
patronka kanonierów.
Święta wyobrażona jest w powłóczystej

szacie do ziemi, ale widać że zgrabna bestyjka, w aureoli,
z uśmiechem w miarę uduchowionym i w miarę szelmowskim,
z wieńcem w dłoni, patrzy, kogo by uwieńczyć; obok artyleryjski
pocisk wielkiego kalibru, sięgający jej aż po sam biust, a w tle
moździerz marki Skoda oraz sylwetki odpoczywających żołnierzy.
Jurorzy byli kontenci; autor, niejaki Maximilian Liebenwein,
zapewne również. Ów grafik około 1900 roku eksploatował
motywy, typowe dla fin de siecle'u: śmierć grająca na skrzypcach,
wampiry, utopce, groby na wiejskim cmentarzyku. Z chwilą
wybuchu wojny skończyło się jak nożem uciął zapotrzebowanie na
osmętnicę; wielkie czasy wymagały krzepy i patriotyzmu. Artysta
odpowiedział na to zapotrzebowanie i dobrze na tym wyszedł.
Plonem tego konkursu był również obraz olejny, później
wielokrotnie reprodukowany na pocztówkach. Przedstawia scenę
na leśnej polanie. Pośrodku widzimy żołnierza austriackiego
z krwawiącą piersią; wstrętny Moskal zamierza się bagnetem,
jeszcze sekunda, a przebije rannego herosa. Lecz nadzieje wroga są
daremne; nad rannym czuwa Anioł Stróż, który powstrzymuje
Moskala, a tymczasem drugi żołnierz austriacki, zaczajony
w krzakach, składa się do strzału. Za chwilę Moskal zginie, nasz
chłopiec przeżyje, wszystko obróci się ku dobremu, choć sytuacja
jest poważna. Dobry Bóg posłał anioła, który z pewnością
upilnuje, by na wojnie nie ginęli Austriacy, lecz tylko ich
wrogowie. Jasne przecież, po czyjej stronie stoi Pan Bóg. Po naszej,
jakże inaczej. Hasło ,,Gott mit uns" na ogół kojarzymy z hitleryz­
mem. Niesłusznie, jest to zapożyczenie od propagandzistów z lat
Wielkiej Wojny, którzy stworzyli wiele haseł pokrewnych, jak np.
„Gott straffe England", Gott schutze Ósterreich" i inne.

Propagandowe
PRADZIADKOWIE

karty

pocztowe

SOCREALIZMU:

1. Praga, pocz. XX w., wnętrze gospody. Na suficie czeski lew
w cierniowej koronie, na ścianie robotnik, chłop, inteligent wpatrują się
w koronę św. Wacława.
Żeńska postać ze skrzydłami
to hybryda
Bohemii i Anioła
Zwycięstwa.
2. Cesarze Wilhelm i Franciszek Józef jako kowale. Motyw
kowala i wykuwania świetlanej przyszłości
(szczególnie
śmieszny
w odniesieniu do 80-letniego Franciszka Józefa),
wykorzystywany
w propagandzie militarnej czasu I wojny, powtarza się w sztuce
faszyzmu włoskiego, hitleryzmu i socrealizmu.
3. Plakat węgierski, 1922 r. Horthy miał stopień admirała,
więc
symbolika koła sterowego była o wiele bardziej sugestywna, niż
w znanym polskim plakacie z łat sześćdziesiątych
i
siedemdziesiątych
„Przewodzi
Partia" (kilka wersji). Edward Gierek podczas wizyty
w Stoczni Gdańskiej otrzymał koło sterowe wraz z „komendą"
TAK
TRZYMAĆ,
jako wyraz poparcia łudzi morza dla polityki partii.
Na domu Lecha Wałęsy w Gdańsku wisi koło sterowe, wykorzys­
tywane na fotografiach jako atrybut.
4. Józef Piłsudski jako siewca. Pocztówka polska, łata dwudzieste.
Z ówcześnie wypracowanych wzorów (siewca, oracz, wyścig pracy
i in.) korzystała
propaganda Polski Ludowej, por. znane zdjęcie
Bieruta z łopatą aż do zdjęć członków Biura Politycznego,
sadzących
drzewka na
Wisłostradzie.

HA SŁA -ZAKLĘCIA,
5. Pocztówka
STRAFE

ICH PO TĘGO WANIĘ

austriacka, 1915 r. W1914

ENGLAND,

później

zaczęto

DO

ABSURDU

r. pisano jedynie GO
dodawać

ER

TT

STRAFE

ES.

Hf

149

�Troskliwym mecenasem muz, przebranych w feldgrau, był
Austriacki Czerwony Krzyż. Jego p r o t e k t o r k ą była Maria Waleria, c ó r k a Najjaśniejszego Pana.
Jaki mecenas, takie skutki jego opieki: w k r ó t k i m czasie rynek
został zasypany niezliczonymi z a k ł a d k a m i do książek, medalami,
odznakami, pucharami, kasetkami, s z t u ć c a m i , szklanicami, szczo­
teczkami do z ę b ó w , ręcznikami, serwisami do kawy, n o ż y c z k a m i
itd. W y r ó ż n i a ł y się tzw. Vivatbander, czyli wstążeczki z pat­
riotycznymi motywami i napisami, np. ,.Vivat Kaiser F r a n z
J o s e f . ..Vivat die Befreier von Lemberg", „ V i v a t k. und k.
Gendarmerie" i inne. Vivatbander, j a k nas objaśnia Wojenny
almanach 1914-1915. to „ ż y w y d o w ó d entuzjazmu ludu, jego
miłości ojczyzny i wierności Cesarzowi i Monarchii". U ż y w a n o
ich j a k o zakładek, a także do przystrojenia kapeluszy, k o s z y k ó w ,
bombonier. paczuszek, b u k i e t ó w . Zresztą „nie należy o g r a n i c z a ć
naszych p o m y s ł o w y c h p a ń i panienek w dekoracyjnym wykorzys­
taniu Vivatbander".
Sprężystą pieczę nad wojennym artyzmem s p r a w o w a ł o r ó w n i e ż
с. k. A r c h i w u m Wojskowe w Wiedniu. Jego komendantem b y ł
generał piechoty Emil von Woinowich, tajny radca, c z ł o n e k
korespondent Cesarskiej Akademii U m i e j ę t n o ś c i . A r c h i w u m wy­
d a ł o niezliczone w i d o k ó w k i , ulotki, plakaty, książki, wszystko
z „ p r z y k ł a d a m i n i e z w y k ł e g o m ę s t w a " , które c y t o w a ł Jaroslav
Hasek w Przygodach dobrego wojaka Szwejka.
N a przykład
książka Unsere Soldaten. Episoden aus den Kampfen der osterreiehisch-ungarischen Armee im Weltkrieg 1914/1915, red. porucz­
nik Alois Veltze, Wien 1916. C o kartka, to bohaterski czyn albo
i kilka. K s i ą ż k a ociekająca wojennym kiczem, tylko p ę k a ć ze
ś m i e c h u , póki się c z ł o w i e k o w i nie znudzi. Oto drobna p r ó b k a ,
wybrana na chybił trafił:
„Sztabsfeldfebel Michael Elekes z 39 Pułku Piechoty podczas
natarcia na pozycje rosyjskie z a r y z y k o w a ł atak na k r w i o ż e r c z y c h
Moskali, którzy opanowali umocnione stanowisko, b u d z ą c e
strach. Rosjanie zaczęli wściekle strzelać, t w o r z ą c s t a l o w ą tarczę
z g w i ż d ż ą c y c h kul. Nie b y ł o mowy o przejściu. Elekes ze swoimi
ludźmi został zmuszony do odwrotu. Ale po paru krokach w tył
spostrzegł zagłębienie terenu, gdzie zaległ ze swoim o d d z i a ł e m .
1 oto leżeli teraz W ę g r z y , mocno wgryzieni w sierść rosyjskiego

150

niedźwiedzia. Ale hola, c z y ż b y to b y ł o złudzenie? Z gęstej m g ł y
w y n u r z y ł y się jakieś sylwetki. A c h , to n a d c h o d z i ł o d d z i a ł rezerwy!
Elekes wiedział, co robić. O b j ą w s z y k o m e n d ę p o p r o w a d z i ł wszyst­
kich do o s k r z y d l a j ą c e g o szturmu. Sukces o k a z a ł się w i ę k s z y , niż
m o ż n a b y ł o przypuszczać: ponad trzystu w r o g ó w , w tym czterech
o f i c e r ó w wziętych do niewoli oraz cztery karabiny maszynowe
p a d a ł y ł u p e m W ę g r ó w . Elekes o t r z y m a ł zaszczytne w y r ó ż n i e n i e
w postaci z ł o t e g o medalu."
Autorem tej prozy jest być m o ż e Stefan Zweig. A jeśli nie akurat
tej, to identycznej, z sąsiedniej strony tej samej książki; jego
nazwisko widnieje na tytułowej stronie Unsere Soldaten obok
nazwisk sześciu innych w y r o b n i k ó w . W tej t w ó r c z o ś c i na rozkaz
brali udział artyści ze wszystkich k ą t ó w Monarchii, Polacy
r ó w n i e ż . Po 1918 roku byli j a k znalazł, natychmiast wzięli się do
produkcji literackich i plastycznych d e w o c j o n a l i ó w narodowych,
z w i ą z a n y c h z w o j n ą p o l s k o - b o l s z e w i c k ą . P ó ź n i e j także się przyda­
li, z w ł a s z c z a po 1926 roku, gdy g w a ł t o w n i e w z r o s ł o zapot­
rzebowanie na wizerunki Józefa P i ł s u d s k i e g o . N i e k t ó r e portrety
M a r s z a ł k a z lat trzydziestych czy dziecięce wierszyki z Dziadkiem
w roli g ł ó w n e j d o w o d z ą , że ich t w ó r c y umieli w y s t a r c z a j ą c o wiele,
by znaleźć sobie miejsce r ó w n i e ż w socrealizmie.
Bibeloty z c z a s ó w Wielkiej Wojny są dzisiaj modne i poszukiwa­
ne przez zbieraczy, od K r a k o w a po Pragę, W i e d e ń , Budapeszt
i Triest. W 1918 roku, gdy Polska o d z y s k a ł a n i e p o d l e g ł o ś ć ,
traktowano je z p o g a r d ą , niszcząc, w y r z u c a j ą c na śmietnik.
Wierzono naiwnie, że historia to szkolny zeszyt, z k t ó r e g o m o ż n a
p o w y d z i e r a ć kartki... Nasze pokolenie jest w podobny s p o s ó b
naiwne, niszcząc p a m i ą t k i z c z a s ó w P R L . Wiele z nich się
zmarnuje, nim n a s t ę p n e generacje o c e n i ą je sprawiedliwiej, bo
z w i ę k s z e g o dystansu, w i d z ą c w nich przede wszystkim dzieła
sztuki, lepsze lub gorsze, fragment naszej historii, a nie tylko
zabytki obalonego ustroju. Musi jeszcze m i n ą ć trochę czasu,
zanim k t o ś odkryje o c z y w i s t ą p r a w d ę , że socrealizm nie wziął się
z powietrza i nie przyleciał na miotle z Łysej G ó r y , lecz jest
naturalną k o n s e k w e n c j ą o k r e s ó w wcześniejszych.
I to niekiedy w s p o s ó b b e z p o ś r e d n i . N a p o c z ą t k u lat pięć­
dziesiątych opowiadano szeptem w Pradze, jak to pewien artysta
n a m a l o w a ł scenę alegoryczną: narody świata składają podarki

�6. Viribus Unitis w walce z wrogiem czyli zapowiedź
totalitaryzmów.

Pocztówka
1

7. Niech żyje żandarmeria .
tet Artystyczny,
najbardziej

stulecia

WOJNA

JAKO

ATRAKCJA

EROTYCZNA

austriacka, 1915 r.

1915-1916

znienawidzoną

Tzw. Vivatbander, Wiedeński

Komi­

r. Obok tajnej policji żandarmeria
formacją,

coś jak

ZOMO

była

w stanie

9. Plakat polski wg obrazu Wojciecha Kossaka, 1919 r.
10. Propagandowa fotografia
11. Święta

niemiecka, 1914 r.

Barbara, patronka

artylerii.

Grafika

Maximiliana

Liebenweina, 1914, I nagroda na konkursie Wiedeńskiego

wojennym.
8. Czeskie Budziejowice,
SOVETSKYM

SVAZEM

siedemdziesiątych

zaczęto

1984 r. W 1968-70 pisano jedynie
NA
dodawać

VECNE
A NIKD

ĆASY,
Y

SE

w polowie lat
JINAK.

Artystycznego

na pamiątkę

wojenną,

Komitetu

1915 r.

12. Bogdan Nowakowski, plakat Polskiego Czerwonego

Krzyża,

1921 r.

151

�13

152

Stalinowi z okazji rocznicy urodzin. Zawistny kolega, którego
ominęła chałtura, ujawnił, że dzieło jest prawie dosłowną repliką
obrazu z początku stulecia: narody Monarchii składają życzenia
imieninowe Najjaśniejszemu Panu. Nie jest to fakt jednorazowy,
lecz ilustracja ogólniejszej tendencji. Z braku miejsca służę tylko
kilkoma przykładami. Plakat z lat sześćdziesiątych i siedem­
dziesiątych „Przewodzi Partia", na którym dzielny matros dzierży
koło sterowe w muskularnych dłoniach, jest prawie dosłownym
naśladownictwem plakatu węgierskiego z 1922 roku pt. „ H o r t h y " .
Istotna różnica polega na tymi, że Miklos Horthy, ówczesny
przywódca Węgier, rzeczywiście był admirałem i nieraz stał za
prawdziwym kołem sterowym, więc pojęcie „sternika nawy państ­
wowej" bardziej do niego pasowało. Pojęcie „wyścig pracy",
nadużywane przez propagandę w tak zwanych latach pięćdziesią­
tych, jest cytatem z mowy Piłsudskiego. Hasło „Partia z narodem,
naród z partią", znane z Października 1956 roku, zostało przejęte
z plakatu „On z narodem, naród z nim"; on to Józef Piłsudski,
plakat z lat dwudziestych. Hasło „Byliśmy, jesteśmy, będziemy",
używane przez polskich osadników na Ziemiach Zachodnich, to
również hasło Węgrów siedmiogrodzkich, niemieckich organizacji
ziomkowskich, Francuzów w Alzacji i Lotaryngii, jak również
Niemców w Alzacji i Lotaryngii. Mamy w oczach świetny
radziecki plakat z początku lat dwudziestych, na którym czer­
wonoarmista w czapce-budionnówce wlepia tygrysie ślepia w cie­
bie, we mnie, w każdego z nas, i kierując wskazujący palec na
widza, pyta groźnie: „Ty zapisałsja dobrowolcem?" Pomysł tego
plakatu jest wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przetworze­
niem amerykańskiego plakatu mobilizacyjnego czasu pierwszej
wojny światowej, na którym Wuj Sam, z podobną miną co
krasnoarmiejec, wlepia oczy w widza, tak samo kieruje palec
wskazujący i woła „I want you for the U . S. Army!" Motyw
żołnierza, wbijającego wzrok i palec w widza, wykorzystali

�r ó w n i e ż Polacy, i to parokrotnie: w 1920 roku ukazał się plakat
„ W s t ą p do wojska, broń ojczyzny", a ż o ł n i e r z e m na centralnym
planie tego obrazu jest sam generał Haller. Po wojnie p o w s t a ł y
w Polsce trzy plakaty z tym samym motywem surowego wzroku
i sterczącego palucha: „ D l a c z e g o ty nie jesteś w wojsku?" i „ C o ś ty
zrobił dla odbudowy?" Tadeusza Zakrzewskiego (1944, 1945)
oraz „ C o ś ty zrobił dla realizacji planu?" L u d w i k a J a g o d z i ń s k i e g o
(1953). Tadeusz Zakrzewski jest r ó w n i e ż autorem s ł y n n e g o plaka­
tu „ O l b r z y m i zapluty karzeł reakcji". T r u d n o p o w i e d z i e ć , czy
rysując to łajdackie d z i e ł k o , które n a r o b i ł o w Polsce tyle złej krwi,
autor miał ś w i a d o m o ś ć , że „ z a p l u t y karzeł" jest cytatem z p r z e m ó ­
wienia Józefa P i ł s u d s k i e g o .
Jak j u ż powiedziano, z d o ś w i a d c z e ń militarnej propagandy
czasu Wielkiej Wojny czerpała obficie propaganda Niemiec
hitlerowskich i innych p a ń s t w totalitarnych. Goebbels i jego ludzie
oraz ich radzieccy kontynuatorzy nie zaczynali od zera; od
p o p r z e d n i k ó w różnili się tym, że mieli do dyspozycji znacznie
bogatsze środki techniczne oraz działali w ustroju, który u m o ż ­
liwiał skuteczne z a m k n i ę c i e ust przeciwnikom, czy c h o ć b y tylko
ż a r t o w n i s i o m . S i ę g a n i e do militarnej propagandy czasu pierwszej
wojny ś w i a t o w e j , to p o w r ó t do korzeni kultury p a ń s t w Europy
ś r o d k o w e j i wschodniej.

PLUGAWY

WRÓG

CZYLI

SATYRA

POLITYCZNA

Radziecka satyra polityczna i jej młodsza siostra, satyra polska lal
1949-1956 (na krótko zmartwychwstała
w stanie wojennym) po­
chodzą w prostej linii od satyry politycznej lat I wojny.
14. Okładka

warszawskiego pisma satyrycznego,

1917 r.

15. Plakat polski, 1951 r.
16. Pocztówka
17. Premier

austriacka,
brytyjski

I wojna

Edward

światowa.

Grey,

rysunek

niemiecki

ok.

18. Subtelna gra slow: HOCH znaczy zarówno „niech żyje",
„w górę". Pocztówka
austriacka, I wojna
światowa.

jak

1915 r.

Jako p r z y k ł a d y dzieł przedsocrealistycznych m o g ą służyć gra­
fiki, na których o g l ą d a m y cesarzy Franciszka Józefa i Wilhelma
jako kowali, w y k u w a j ą c y c h n o w ą E u r o p ę . Obrazek groteskowy,
nie tylko dlatego, że Franciszek Józef, w ó w c z a s o s i e m d z i e s i ę c i o ­
letni, był j u ż za stary do k o w a d ł a , z a ś Wilhelm byl kaleką, mial
niewładną rękę. C o innego jest fascynujące w tym dziełku
- o k o l i c z n o ś ć , że dwaj feudalni cesarze na p o c z ą t k u naszego
stulecia zostali uwiecznieni w konwencji socrealistycznej. M i n ę ł o
kilka lat, a kultura c z e c h o s ł o w a c k a z a f u n d o w a ł a sobie c o ś
podobnego portret Tomasza G . Masaryka, pierwszego prezyden-

153

�19. Jeder

Schuss,

Rosjanie, Francuzi,

Ein Russ - początek
Anglicy i Japończycy

przez wojska niemieckie i austro-węgierskie.
I wojna światowa.

1

wierszyka,
zostają

w którym

wybici co do nogi

Pocztówka

austriacka,

20. Wioski but to gówniany
wypastować

kamasz, który

koniecznie

niemieckimi i austriackimi moździerzami".

niemiecka, 1915 r.
21. Pocztówka
austriacka, I wojna

światowa.

trzeba

Pocztówka

�PAN

BÓG JAKO

MILITARY

13. Monstrancja

ST A

22. Pocztówka
Tu kilka przykładów

austro-węgierskich

i niemieckich z I wojny.

Podczas II wojny, gdy Niemcy szturmowali
propaganda stalinowska wprowadziła
wa, święta

słowo „święta"

Ruś), a w Armii Radzieckiej

Y f t T C R .

Moskwę

i

Stalingrad,

(święta

pojawili się kapelani.

U D S C I V 1 9 1 4
v l \ i ' t i &gt;\\Ue 1(1(1 11!Ч- т Н ' Г п ш т и г f.*.

Ai\j ,*Vt и и 4* ŁJ^ iiii&gt;vS)iU%.iif»'iV4'rii(iniul

U V &gt;&gt;-:»&gt;fil h &lt; n l " N . 1 i r i - &gt; \ V n ! K M | : C i 4 i | , l 4 '
ć-.i4.i:m&gt;iiiM&gt;i* rutin-CMiiun
•'n .imackKMlni i n * cviff'i.mi nim iulM
•tr i'(
S ^ n i j * i v t i U\».+&gt; U , K &lt; "
'
s

^\:\Гп«
**Mt

*V*;r f,»)i;*ri!!.Ц1 m u n n i &gt; , i
tii mit ' - V i i . i - *ut&gt; . ! i , - , &gt;
N

i&gt;.-.i&gt; i n i U i ' . ' i n K i l ' u ' N ' i i

\a

»,ч\

4

СЧ&lt;*1чг u . v . ' i i t,.i(.*^

1

v

in

i." и н к t i M ^ i i

•UVl »l&gt; Г&gt;11 HI &gt;vM K . U H [ 4

;nrtl U l ( k i !

spra­

z orłem cesarskim, Słowacja,
austriacka,

I wojna

pocz. XX

w.

światowa.

23. Pocztówka
niemiecka, I wojna
światowa.
24. Ojcze Nasz 1914. Plakat austriacki, w którym słowa modlitwy
przeplatają
się z zapowiedzią
krwawej rozprawy z wrogami.
25. Pocztówka

niemiecka, I wojna

światowa.

�156

�ta, zwanego przez n a r ó d „ t a t i c z k i e m " , r ó w n i e ż za k o w a d ł e m ,
z nagim torsem, z b r ó d k ą i w binoklach.
C e c h ą c h a r a k t e r y s t y c z n ą propagandy militarnej czasu Wielkiej
Wojny było przedstawianie wroga pod p o s t a c i ą zwierzęcia. M y ,
z naszej strony barykady, j e s t e ś m y ludźmi, strażnikami cywilizacji,
natomiast w r ó g , to nie c z ł o w i e k , a zwierzę: n i e d ź w i e d ź , o s i o ł , w ą ż ,
pies, wilk, m a ł p a , wesz, świnia itd. Stary kawał, znany od stuleci,
lecz na dobre osadzony w kulturze dwudziestego wieku przez
militarną p r o p a g a n d ę czasu Wielkiej Wojny.
Obecnym p i ę ć d z i e s i ę c i o l a t k o m w r ó g - z w i e r z ę na o g ó ł kojarzy
się z socrealizmem: Tito - ł a ń c u c h o w y pies imperializmu, hieny
z,,Wolnej Europy", wszy w a m e r y k a ń s k i c h barwach narodowych
itd. Wybitnym o s i ą g n i ę c i e m tego nurtu był rysunek Jerzego
Zaruby z p o c z ą t k u lat pięćdziesiątych. D o redakcji wchodzi pies
i m ó w i od proga: , , Z okazji Tygodnia Opieki nad Zwierzętami
proszę mnie w tym tygodniu nie r y s o w a ć j a k o C z a n g Kaj-szeka!"
Dlatego z wielkim wzruszeniem s t a n ą ł e m przed plakatem wybor­
czym z 1991 r. Przedstawiał on świnie w garniturach i krawatach,
pożerające frykasy. Napis brzmiał „ Ś w i n i e się zmieniły, ale U n i a
Polityki Realnej zlikwiduje koryto!" Plakat ten jest nie tylko
interesującym p r z y k ł a d e m postsocrealizmu, ale i odbiciem cieka­
wej konstrukcji m y ś l o w e j ; wedle autora tego dziełka w ł a d z a to
stado świń, cisnących się do koryta, ale p o n i e w a ż my chcemy także
z d o b y ć w ł a d z ę czyli przecisnąć się do koryta, więc drukujemy
plakat, o b w i e s z c z a j ą c y , że w ł a d z a to stado świń.
Kolejne pokolenia rewidują zastane mity oraz w n i e m a ł y m
trudzie, kosztem znacznych ofiar, tworzą nowe. Ale nowe mity
p o w s t a j ą na w z ó r starych i nimi się ż y w i ą , p o n i e w a ż zostały
u k s z t a ł t o w a n e w e d ł u g podobnych s c h e m a t ó w , wykonane z po­
dobnych s u r o w c ó w , przy użyciu podobnych narzędzi, a tworzone
są przez ludzi, którzy (na o g ó ł bezwiednie) upraszczają sobie
zadanie, ubierając stare schematy w nowe kostiumy. Wielu
r e f o r m a t o r ó w jest przekonanych, że aby p o c z u ć r a d o ś ć w s p ó ł ­
tworzenia nowej epoki, wystarczy tylko czarne n a z w a ć b i a ł y m ,
a białe czarnym. I tak kolejne pokolenia ruszają z posad bryłę
świata, c h o c i a ż o g ó l n e zasady p o z o s t a j ą nienaruszone. T o samo
h a s ł o m o ż e znaleźć zastosowanie u nas i u naszych w r o g ó w , w tym
i w tamtym ustroju, przedwczoraj, dzisiaj i pojutrze. W naszym

32

Шг

baitcn

tren

imB fesst pieainmen

157

�dwudziestym stuleciu nieraz się zdarzało, że walczące strony
używały tych samych haseł i powoływały się na te same racje
moralne, mordując się wzajemnie.
Mity o przeszłości czy stereotypy na temat sąsiadów to przede
wszystkim autoportret pokolenia, które te mity uznało za swoją
własność, projekcja całkiem współczesnych marzeń i tęsknot. Na
przykład w Małopolsce w latach siedemdziesiątych i osiem­
dziesiątych ożył mit Austro-Węgier jako królestwa sprawiedliwo­
ści i dobrobytu pod najmiłościwszym panowaniem dobrego
dziadunia, cesarza Franciszka Józefa, niezmiennie życzliwego
Polakom. Ciekawe, że owe niewinne i dość naiwne ciągoty
znakomicie współistnieją z naszym etosem żołniersko-powstańczym czasu zaborów i całą przebogatą tradycją walki Polaków
0 niepodległość. M i t Najjaśniejszego Pana, spoglądającego na nas
z ojcowską troską albo pogrążonego w modlitwie, znakomicie
współistnieje z oleodrukiem, przedstawiającym Polskę w kaj­
danach. Są to mity przeciwstawne, chociaż nie przeszkadzające
sobie wzajemnie, ponieważ służą jednemu celowi - idealizacji
przeszłości.
Zaś idealizacja przeszłości jest jednym ze sposobów układania
sobie w miarę poprawnych stosunków z teraźniejszością.
Człowiek przebywa w psychicznej klatce. Każdego dręczą
majaki przeszłości, zagubienie w teraźniejszości i strach o przy­
szłość. Dlatego warto jest co jakiś czas spróbować wyjść z tej klatki
1 spojrzeć na naszą epokę, jakby to była farsa, a nie rzeczywistość.
Dziękuję za uwagę. D o zobaczenia w dwudziestym pierwszym
wieku.

158

DZIECKO

W SŁUŻBIE

PAŃSTWOWEJ

26. Dzieciątko

Franciszek

27. Pocztówka

niemiecka, 1914 r.

Józef.

28. Pocztówka

niemiecka, 1914 r.

29. Propagandowa fotografia niemiecka, 1915 r.
30. Pocztówka
niemiecka, I wojna
światowa.
31. Pocztówka
austriacka, 1908 r.
32. Pocztówka

austriacka,

33. Pocztówka

niemiecka, 1914 r.

WŁADCA

JAKO

34. Pocztówka

DAWCA

1908 r.

SZCZĘŚCIA

austriacka, przed 1914 r.

35. Pocztówka
niemiecka, 1914 r.
36. Tkanina na jedwabiu, Tarnów,

1898 r.

�Fot.: Autor - il. 8, 26; J. Derer (Fotoarchiv Slovenskovo narodneho muzea
v Martine) — il. 13; Galeria Narodowa, Budapeszt-il.
3; Pavel Scheufler, Praha
- il. 1; Muzeum okręgowe Tarnów - il. 35.
Repr.: P. Syndoman - 10, 12, 14, 15; pozostałe
Autor

159

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9780" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9758">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/828be62d41dac05496cc4087650065a8.pdf</src>
        <authentication>59fff9d32b7114acd614f3ceaa088c90</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116296">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4695</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116297">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116298">
                <text>Chyżówka - obrzędowość doroczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116299">
                <text>obrzędy doroczne - przemiany</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116300">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4359</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116301">
                <text>Przemiany obrzędowości dorocznej wsi Chyżówki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1971 t.25 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116302">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1971 t.25 z.4; 231-250</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116303">
                <text>Kroh, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116304">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116305">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116306">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116307">
                <text>Magdalena Kroh

PRZEMIANY OBRZĘDOWOŚCI DOROCZNEJ WE WSI CHYŻÓWKI
Praca m a na celu przedstawienie przemian, j a k i m
podlegały
na przestrzeni
ostatnich stu lat o b r z ę d y
i zwyczaje doroczne. Problem b ę d z i e o m ó w i o n y na p r z y ­
kładzie w s i C h y ż ó w k i w pow. l i m a n o w s k i m , w s i b ę d ą ­
cej — w p o r ó w n a n i u z ogromnym tempem przemian
współcześnie z a c h o d z ą c y c h na w s i polskiej — p r z y k ł a ­
dem powolnych p r z e o b r a ż e ń . W z w i ą z k u z t y m k u l t u r a
wsi jest stosunkowo zbliżona do modelu tradycyjnego.
C h y ż ó w k i to w i e ś leżąca w Beskidach, z dala od
szlaków komunikacyjnych, nie zelektryfikowana, leżąca
na terenie nie u p r z e m y s ł o w i o n y m , nie p o s i a d a j ą c a od­
powiedniej drogi. Te w ł a ś n i e czynniki s p o w o d o w a ł y , że
w y b r a ł a m C h y ż ó w k i jako teren moich b a d a ń . Chcia­
łam p r z e d s t a w i ć przemiany z a c h o d z ą c e w o b r z ę d o w o ś c i
na terenie, gdzie u p r z e m y s ł o w i e n i e czy
jakiekolwiek
inne czynniki nie s p o w o d o w a ł y tak g w a ł t o w n y c h zmian
w życiu gospodarczym, a co za t y m idzie w k u l t u r z e
społecznej, j a k to n a s t ą p i ł o na i n n y c h terenach. T y m
samym obraz przemian jest j a k b y bardziej czytelny,
bardziej „ k l a r o w n y " .
Pod o k r e ś l e n i e m „obrzędowość doroczna" rozumiem
w tej pracy wszelkie o b r z ę d y , zwyczaje, a t a k ż e w i e ­
rzenia, zabiegi magiczne itp., z w i ą z a n e z j a k i m ś dniem
lub okresem r o k u .
W zakres obrzędowości dorocznej
wchodzić b ę d z i e r ó w n i e ż sposób obchodzenia ś w i ą t p a ń ­
stwowych, k o ś c i e l n y c h , szkolnych i okolicznościowych.
Określenia „ o b r z ę d o w o ś ć tradycyjna" u ż y w a m w odnie­
sieniu do z w y c z a j ó w l u d o w y c h — z a r ó w n o starych, j a k
i od niedawna we w s i p r a k t y k o w a n y c h . Przy omawia­
niu o b r z ę d o w o ś c i tradycyjnej celowo nie rozgraniczam
„ o b r z ę d u " od „ z w y c z a j u " ze w z g l ę d u na r ó ż n e rozumie­
nie tych o k r e ś l e ń przez poszczególnych a u t o r ó w , a ści­

słe definiowanie t y c h pojęć dla omawianego
nia nie wydaje się konieczne.

zagadnie­

Ramy czasowe pracy to okres od k o ń c a X I X w. do
c h w i l i obecnej, czyli okres, k t ó r y m i e s z k a ń c y wsi obej­
m u j ą swoją p a m i ę c i ą ł u b znają ze słyszenia od po­
przedniego pokolenia.
W Chyżówkach
prowadziłam
badania
terenowe
w latach 1969—1971. Metody badania to w y w i a d i obser­
wacja uczestnicząca. I n f o r m a t o r ó w s t a r a ł a m się tak do­
b i e r a ć , by reprezentowali wszystkie grupy wieku, obie
płcie, by zachodziło z r ó ż n i c o w a n i e zawodowe oraz by
b y ł y reprezentowane wszystkie części wsi. Szczególnie
z w r ó c i ł a m u w a g ę na dobór większej ilości i n f o r m a t o r ó w
starszych, aby na podstawie ich wypowiedzi s t w o r z y ć
sobie obraz obrzędowości w k o ń c u ubiegłego stulecia
i na p o c z ą t k u obecnego. Z e b r a ł a m też konieczne dane
na temat gospodarki, historii, sytuacji społecznej i k u l ­
turalnej wsi. W i a d o m o ś c i te o t r z y m a ł a m od m i e s z k a ń ­
ców wsi a t a k ż e w Prezydium GRN, u sołtysa oraz
w parafii w Jurkowie.
We wspomnianym okresie p r z y j e ż d ż a ł a m do wsi
w czasie wszystkich ś w i ą t istotnych dla r o k u o b r z ę d o ­
wego. O b s e r w o w a ł a m w i ę c zwyczaje z w i ą z a n e z okre­
sem Bożego Narodzenia (m. i n . o g l ą d a ł a m kilkakrotnie
przedstawienia kolędnicze), Wielkanocy, M a t k i Boskiej
Zielnej, z Niedzielą P a l m o w ą itd., b y ł a m t e ż w Chy­
ż ó w k a c h 22 lipca. P o n i e w a ż p r z y j e ż d ż a ł a m do w s i w i e ­
lokrotnie, po p e w n y m czasie nie b y ł a m traktowana
przez m i e s z k a ń c ó w w s i jako obca, szczególnie w nie­
k t ó r y c h domach. U ł a t w i ł o m i to badania i zwiększyło
w i a r y g o d n o ś ć zebranych m a t e r i a ł ó w .

231

�L i t e r a t u r a dotycząca wsi C h y ż ó w k i
jest
bardzo
skromna: k i l k a wzmianek na temat pisowni nazwy wsi
w „Wierchach" i „Światowidzie" \ reportażowe
arty­
k u ł y Zbigniewa T u r k a w „ D z i e n n i k u Polskim" w 1958 r.
Marginesowo o wsi C h y ż ó w k i wspomina praca
Wieś
Dobra w powiecie limanowskim ,
a d o k ł a d n i e j opisuje
wieś z p u n k t u widzenia geografii Maria S i e m i ń s k a
w swojej pracy d y p l o m o w e j . Poza t y m są t y l k o prace
dotyczące n i e k t ó r y c h z a g a d n i e ń całego regionu.
2

3

Ogólna charakterystyka w s i
C h y ż ó w k i administracyjnie należą do pow. l i m a n o w ­
skiego, Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej mieści
się w Jurkowie. C h y ż ó w k i to w i e ś leżąca w Beskidzie
Wyspowym, w dolinie rzeki o tej samej nazwie; w p a ­
dającej do J u r k ó w k i - Ł o s o s i n y (dorzecze Dunajca). Do­
lina ta rozdziela dwa wzniesienia: pasmo Mogielicy,
najwyższego szczytu w Beskidzie W y s p o w y m (1171 m)
i masyw Ł o p i e n i a (951 m). Wieś ma u k ł a d r ó w n o l e ż n i ­
kowy, ciągnie się na przestrzeni ok. 3 k m . Budownic­
two jest rozproszone, wieś s k ł a d a się z 24 osiedli roz­
łożonych na stokach Ł o p i e n i a i Mogielicy. W k a ż d y m
osiedlu znajduje się 2—8 zagród. Obecnie jest we wsi
ok. 70 gospodarstw, dawniej liczba ich p r z e k r a c z a ł a 100.
W C h y ż ó w k a c h zelektryfikowane są t y l k o cztery
osiedla
leżące w b e z p o ś r e d n i m s ą s i e d z t w i e J u r k o w a
(1959 г.). Komunikacja autobusowa PKS od k i l k u lat
łączy J u r k ó w z L i m a n o w ą (dwa razy na dzień), naj­
bliższa stacja kolejowa to Dobra (6 km), leżąca na l i n i i
kolejowej Nowy S ą c z — C h a b ó w k a (istniejącej od 1885 г.).
Szosa asfaltowa dochodzi do J u r k o w a , przez C h y ż ó w k i
biegnie droga gruntowa, m o ż l i w a do przebycia w y ł ą c z ­
nie f u r m a n k ą .
P o d s t a w ą utrzymania m i e s z k a ń c ó w C h y ż ó w e k jest
przede wszystkim rolnictwo i hodowla. P r z e c i ę t n a w i e l ­
kość gospodarstw waha się w granicach 3—6 ha, w t y m
1—1,5 ha ziemi ornej. D u ż ą część gospodarstw s t a n o w i ą
lasy. Plony są niskie ze w z g l ę d u na trudne w a r u n k i
glebowe, ogromne rozdrobnienie g r u n t ó w i n i s k ą k u l ­
t u r ę rolną. Obok rolnictwa i s t o t n ą r o l ę odgrywa ho­
dowla k r ó w , świń i owiec. W C h y ż ó w k a c h wypasa się
owce przez cały sezon po okolicznych g ó r a c h . Organi-

2

232

zaeja pasterstwa jest typowa dla Beskidu Wyspowego,
opiera się przede wszystkim na s p ó ł k a c h pasterskich.
W okresie powojennym zaczęto p r z e w o z i ć owce w Biesz­
czady. Obecnie, dzięki zezwoleniu w ł a d z na wypas na
miejscu, t y l k o część owiec w y s y ł a n a jest na wschód.
Resztę wypasa się w s z a ł a s a c h na Ł o p i e n i u , Ćwilinie
i Mogielicy.
Do ostatniej w o j n y m i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k praco­
w a l i t a k ż e we dworze w Dobrej, a szczególnie w la­
sach dworskich. Obecnie t a k ż e las jest g ł ó w n y m źród­
ł e m prac dodatkowych, z a r ó w n o stałych, j a k sezono­
wych. K i l k u m ł o d y c h pracuje też w sklepach w Do­
brej, w J u r k o w i e , w Sowlinach w z a k ł a d a c h ś l u s a r ­
skich, w warsztatach stolarskich w K a l w a r i i itp. Sezo­
nowo d z i e w c z ę t a i młodzi mężczyźni
wyjeżdżają
w
Bieszczady do prac l e ś n y c h .
C h y ż ó w k i należą do parafii w Jurkowie, k t ó r a po­
w s t a ł a w 1913 r. W okresie w c z e ś n i e j s z y m Chyżówki
były p r z y n a l e ż n e do parafii w Dobrej.
Szkoła w C h y ż ó w k a c h istnieje od 1916 r. Obecnie
po u k o ń c z e n i u szkoły podstawowej część młodzieży uczy
się dalej; aktualnie w szkołach ś r e d n i c h ogólnokształ­
cących l u b zawodowych (co częstsze) uczy się kilkana­
ście osób z C h y ż ó w e k , większość w pow. limanowskim.
Z a r ó w n o w okresie przed o s t a t n i ą w o j n ą , jak szcze­
gólnie obecnie, na terenie wsi istniało k i l k a organizacji,
nie z a o b s e r w o w a ł a m
jednak w i ę k s z e g o w p ł y w u ich
działalności na obrzędy. W C h y ż ó w k a c h jest sklep spo­
żywczy, l u d n o ś ć zaopatruje się poza t y m w Jurkowie,
Dobrej i L i m a n o w e j . O ś r o d e k zdrowia a t a k ż e innego
t y p u instytucje z n a j d u j ą się w Dobrej.
Istotną sprawą
dla
ogólnego rozwoju
Chyżówek
i zmian z a c h o d z ą c y c h w ś w i a d o m o ś c i są migracje. Od
ok. 1900 r. rozpoczęła się s t a ł a i sezonowa emigracja
do A m e r y k i , d o k ą d w y j e c h a ł o ok. 10 rodzin, pojedyncze
rodziny w y j e c h a ł y też do Francji, Belgii, Niemiec itp.
Ogromne znaczenie w życiu wsi m i a ł a emigracja na
Ziemie Zachodnie, szczególnie silna na p o c z ą t k u lat
pięćdziesiątych, ale t r w a j ą c a do c h w i l i obecnej. Na Zie­
mie Zachodnie (szczególnie w rejon Bystrzycy Kłodzkiej
i Zielonej Góry) ogółem w y j e c h a ł o ponad 20 rodzin, co
stanowi ok. 25% m i e s z k a ń c ó w . Założyli oni tam w więk­
szości indywidualne gospodarstwa.
Utrzymują
stały
k o n t a k t z r o d z i n n ą w s i ą ze w z g l ę d u na ścisłe związki

3

�°tLr ^

П.
g 0 S2,P 3. „ O g r a b k i " w y k . dla ozdoby

u

^^^^^

^¿
^

^ „ f Ł £
wiejskich

z Jurkowa.

�rodzinne. K i l k a
w Bieszczadach.

rodzin z C h y ż ó w e k

osiedliło

się t e ż

Rok obrzędowy w Chyżówkach
Przedstawienie — bardzo ogólne zresztą — r o k u
obrzędowego ma na celu zasygnalizowanie o b r z ę d ó w
czy zwyczajów i s t n i e j ą c y c h w C h y ż ó w k a c h , niezależnie
od czasu ich w y s t ę p o w a n i a .
Najbogatsze są obrzędy z w i ą z a n e z okresem zimo­
w y m . Od św. Ł u c j i rozpoczyna się przepowiednie pogody
na cały n a d c h o d z ą c y r o k a t a k ż e w r ó ż b y urodzaju z ga­
łązek leszczyny. Najwięcej z w y c z a j ó w dotyczy dnia w i ­
gilijnego — są to r ó ż n e g o rodzaju nakazy i zakazy, j a k
się tego dnia z a c h o w y w a ć , co robić, j a k p r z y g o t o w a ć
izbę i stół do wieczerzy, j a k się ma o d b y w a ć sama
wieczerza. W i l i a jest też dniem w r ó ż e b n y m z a r ó w n o
jeśli chodzi o gospodarstwo •— urodzaj, dobytek — j a k
i o sprawy osobiste d o m o w n i k ó w , a więc przede wszyst­
k i m zamążpójście, życie l u b ś m i e r ć . W Wigilię i Boże

Narodzenie dzieją się t e ż dziwy i cuda, r ó ż n e zabiegi
magiczne o s i ą g n ą p o ż ą d a n y skutek, np. m o ż n a w y k r y ć
c z a r o w n i c ę i t p . Sw. Szczepan to dzień ś w i ę c e n i a owsa,
o w i ą z y w a n i a drzew owocowych a t a k ż e p o c z ą t e k cho­
dzenia po kolędzie. Od Szczepana do Trzech K r ó l i cho­
dzą r ó ż n o r a k i e grupy k o l ę d n i c z e : z szopką, T u r o ń z Ż y ­
dem l u b Cyganem, ostatnio „ ż y w a szopka" czy po p r o ­
stu chłopcy z g w i a z d ą , a 6 stycznia przebrani za Trzech
K r ó l i . Nowe zwyczaje to przebieranie się za ś w . M i k o ­
łaja oraz za Stary i N o w y Rok.
W d n i u M a t k i Boskiej Gromnicznej
święci
się
g r o m n i c ę dla c e l ó w r e l i g i j n y c h i magicznych, w dniu
św. A g a t y — chleb, sól i w o d ę . Na zapusty w Chy­
ż ó w k a c h p r z e b i e r a ń c y nie chodzili,
z okresem
tym
zresztą nie w i ą ż ą się ż a d n e szczególne zwyczaje. „ W a ­
żenie ż u r u " — o i l e b y ł o wcześniej j a k i m ś zwyczajem —
za p a m i ę c i i n f o r m a t o r ó w jest t y l k o p o r z e k a d ł e m .
Bogate są też zwyczaje wiosenne, przede wszyst­
k i m wielkanocne, począwszy od ś w i ę c e n i a palm, przez

�święcenie jedzenia, wody, ognia, p r a k t y k i magiczne za­
pewniające urodzaje, s k o ń c z y w s z y na P o n i e d z i a ł k u W i e l ­
kanocnym, w czasie k t ó r e g o chodzą po domach przebie­
rańcy: dziady ś m i g u ś n e i Cyganie. B r a k natomiast zwy­
czaju topienia Marzanny, Judasza
i t p . Powszechne
były „ m a j ó w k i " , czyli wieczorne zebrania przy kaplicz­
kach wiejskich, a w późniejszych czasach n a b o ż e ń s t w a
majowe.
O wiele mniej popularne są n a b o ż e ń s t w a
czerwcowe. Znane było zdobienie d o m ó w na Zielone
Święta, p r a k t y k o w a n o zabiegi z w i ą z a n e z B o ż y m C i a ­
łem, święcenie ziół, zbóż i innych r o ś l i n na Wniebo­
wzięcie.
W omawianym okresie p o j a w i ł się we w s i zwyczaj
przystrajania g r o b ó w na Wszystkich Ś w i ę t y c h .
W niniejszym a r t y k u l e zmuszona jestem p o m i n ą ć
zwyczaje rolnicze i hodowlane (szczególnie bogate, j e ­
śli chodzi o m a g i ę p a s t e r s k ą ) . W y j ą t e k z r o b i ł a m jedynie
dla dożynek (dawny „ o g r a b e k " ) .
Osobną g r u p ę s t a n o w i ą zwyczaje z w i ą z a n e ze ś w i ę ­
tami p a ń s t w o w y m i , ś w i ę t a szkolne oraz ś w i ę t a okolicz­
nościowe, j a k Dzień Dziecka, Dzień M a t k i czy Dzień
Kobiet.
Obrzędowość jest częścią s k ł a d o w ą k u l t u r y wsi, pod­
lega więc t y m samym w p ł y w o m i d o k o n u j ą się w niej
te same przemiany, co w całej k u l t u r z e wiejskiej. Prze­
miany te są bardzo r ó ż n o r o d n e i r ó ż n y m i czynnikami
spowodowane. A r t y k u ł jest p r ó b ą przedstawienia tych
przemian na p r z y k ł a d z i e w s i C h y ż ó w k i .
Przy chronologizacji o b r z ę d ó w p o s ł u g u j ę się jako
datami granicznymi przede w s z y s t k i m okresami obu
wojen ś w i a t o w y c h .
Przyczyny s ą d w i e ; po pierwsze
można z a o b s e r w o w a ć w p ł y w wojen na przyspieszenie
przeobrażeń, po drugie jest to n a j ł a t w i e j s z y dla miesz­
k a ń c ó w wsi sposób umiejscowienia z d a r z e ń w czasie.
W tradycyjnej o b r z ę d o w o ś c i dorocznej C h y ż ó w e k —
z p u n k t u widzenia ż y w o t n o ś c i — m o ż n a w y r ó ż n i ć trzy
grupy o b r z ę d ó w i z w y c z a j ó w :
1) obrzędy, k t ó r e z a n i k ł y l u b m a j ą t e n d e n c j ę zani­
kającą;
2) obrzędy nowe, k t ó r e p o j a w i ł y się w C h y ż ó w k a c h
w omawianym czasie;
3) obrzędy
praktykowane
nadal, nie w y k a z u j ą c e
tendencji z a n i k a j ą c y c h lub w y k a z u j ą c e tendencje roz­
wojowe.
Obrzędowość jako całość, jako pozostałość t r a d y ­

cyjnej k u l t u r y wiejskiej, wykazuje tendencje zanika­
jące. Poszczególne zwyczaje l u b n i e k t ó r e ich elementy
p r z e k s z t a ł c a j ą się wolniej, inne szybciej, jeszcze inne
z a c h o w u j ą w z g l ę d n ą n i e z m i e n n o ś ć , a nieliczne się roz­
wijają. Niewiele jest t a k ż e o b r z ę d ó w nowych, k t ó r e na
teren w s i wprowadzono w omawianym okresie.
Zwyczaje, k t ó r e zupełnie zaginęły, to w y j ą t k i . Za­
nikanie o b r z ę d ó w w większości w y p a d k ó w ma charak­
ter d ł u g o t r w a ł e g o , do dziś nie zakończonego procesu.
Tendencja z a n i k a j ą c a przejawia się w r ó ż n y sposób;
dany obrzęd rzadziej w y s t ę p u j e , zmniejsza się ilość
osób p r a k t y k u j ą c y c h go , zabieg przestaje m i e ć uzasad­
nienie magiczne l u b zanika w i a r a w jego skuteczność,
p o j a w i a j ą się zmiany formalne i t p . Tendencja zanika­
j ą c a przejawia się w większości przemian obrzędowości
dorocznej. D o k ł a d n i e j problem ten będzie o m ó w i o n y
dalej.
Jak
w s p o m n i a ł a m , niewiele jest w C h y ż ó w k a c h
o b r z ę d ó w , k t ó r e z a n i k ł y całkowicie, k t ó r e nie są prak­
tykowane przez ludzi z ż a d n e j grupy wieku, a zacho­
w a ł y się jedynie w p a m i ę c i starszych m i e s z k a ń c ó w wsi.
Do t a k i c h z w y c z a j ó w m o ż n a by zaliczyć n i e k t ó r e w i e ­
rzenia i p r a k t y k i magiczne.
W i e l u i n f o r m a t o r ó w ze starszego pokolenia jest
przekonanych o istnieniu czarownic. Zazwyczaj zresztą
dodają: „ t e r a z już ich nie ma". Ostatnia kobieta u w a ­
ż a n a przez m i e s z k a ń c ó w w s i za czarownicę
umarła
przed k i l k o m a laty, a wieś opuściła prawie 20 lat te­
mu. W ś r e d n i m pokoleniu zdania na temat istnienia
czarownic i c z a r o w n i k ó w są podzielone (na 21 wypo­
wiedzi 14 osób w y r a z i ł o p e w n o ś ć lub przypuszczenie, że
istnieją). Gdy k i e d y ś s p y t a ł a m o to, po dłuższym w a ­
haniu p a d ł a o d p o w i e d ź : „musiały być, bo przecież cza­
rownica jest w szopce". Młode pokolenie w ogromnej
większości nie wierzy w to.
1

Działalność czarownic b y ł a skierowana przede wszyst­
k i m przeciwko k r o w o m , zazwyczaj polegała na zabraniu
lub zepsuciu mleka. Działo się to najczęściej w dnie
szczególnie „ d o b r e " do czarowania — wigilię św. W o j ­
ciecha, dzień ś w . Łucji, wigilię Bożego Narodzenia. Z wie­
rzeniami t y m i z w i ą z a n e b y ł y p r a k t y k i magiczne stoso­
wane celem zabezpieczenia się przed czarami oraz w y ­
krycia czarownicy. P r a k t y k tych już się nie stosuje,
z ich opisem s p o t k a ł a m się. t y l k o dwa razy; jeden z i n ­
f o r m a t o r ó w m a j ą c y obecnie 60 lat twierdzi, że jego
babka w y k r y w a ł a czarownice. I n n i starsi ludzie wiedzą,

235

�I I . 9—17. Szopka, 88 X 76 cm i f i g u r k i drewniane z szopki, w y k .

że „coś" się w t y m celu robiło, ale nie p o t r a f i l i do­
k ł a d n i e j o t y m opowiedzieć. W e d ł u g relacji wspomnia­
nego wyżej informatora n a l e ż a ł o w okresie od św. Ł u c j i
(13 grudnia) do w i g i l i i Bożego Narodzenia codziennie
o d k ł a d a ć po jednej szczapce drzewa, w dzień w i g i l i j n y
t y m w ł a ś n i e drzewem rozpalić ogień i w garnuszku go­
t o w a ć szpilki krawieckie. Szpilki te tak k ł u ł y czarow­
nicę, że p r z y b i e g a ł a prosić o litość i odczynić czary.
Trzeba było jednak p a m i ę t a ć o z a m k n i ę c i u wcześniej
drzwi i okien, żeby „nie r o z d a r ł a " ze złości. Szpilek tych
nie wolno g o t o w a ć zbyt długo, bo z a k ł u ł y b y c z a r o w n i c ę
na ś m i e r ć .
Pomimo że w e d ł u g dużej części opinii wiejskiej
jeszcze po wojnie b y ł a na terenie wsi czarownica ( k i l ­
kakrotnie z a n o t o w a ł a m powtarzane z przekonaniem opo­
wiadanie o t y m , j a k diabły ją m ę c z y ł y w c h w i l i śmierci,
a w końcu u r w a ł y jej głowę), nie s p o t k a ł a m się z re­
lacją o j a k i c h k o l w i e k praktykach wymierzonych prze­

12

236

1962

r.

Jan

Bielski,

Pólrzeczki,

pow.

Limanowa.

ciwko niej.
Jest to co prawda trudne do zbadania
z w i e l u p o w o d ó w ; przede wszystkim ze w z g l ę d u na
o b a w ę i n f o r m a t o r ó w przed o ś m i e s z e n i e m , a t a k ż e ze
w z g l ę d u na i n d y w i d u a l n y charakter tego t y p u praktyk
magicznych. M i m o tych zastrzeżeń, sądzę, że należą one
już do przeszłości.
I n n y zwyczaj, k t ó r y z u p e ł n i e zaginął na wsi, to roz­
dawanie b i e d n y m w dzień Wszystkich Ś w i ę t y c h i Za­
duszki specjalnie pieczonych na
blasze „placusiów"
(owsianych lub j ę c z m i e n n y c h ) z p r o ś b ą o m o d l i t w ę za
dusze* z m a r ł y c h .
Zwyczaj
p r a k t y k o w a n y był do ok.
1914 г., w okresie m i ę d z y w o j e n n y m dawano biednym
tego dnia po prostu chleb, czasem coś z odzieży lub
„10 groszy na b u ł k ę " . Po ostatniej wojnie zwyczaj zu­
p e ł n i e z a g i n ą ł („teraz już i d z i a d ó w nie ma"), na co
d e c y d u j ą c y w p ł y w m i a ł y p r z e o b r a ż e n i a gospodarczo-społeczne.
W omawianym

okresie p o j a w i ł o

się we

wsi nato-

�miast k i l k a nowych z w y c z a j ó w . Najbardziej powszech­
ny, dotyczący całej społeczności wiejskiej, z w i ą z a n y jest
właśnie z dniem Wszystkich Ś w i ę t y c h . Cmentarz, tak
jak i kościół, jest w J u r k o w i e od 1913 г.; wcześniej
zmarłych chowano w Dobrej. G r o b ó w wtedy nie ubie­
rano, r ó w n i e ż nie odwiedzano ich zwyczajowo („czasem
kto poszedł, j a k k t o ś b l i s k i u m a r ł " , „telo co zawieźli
i zakopali", „ n a j w y ż e j j a k i k w i a t e k wsadzono, żeby
rósł"). Zwyczaj odwiedzania cmentarza, strojenia gro­
bów, stawiania lampek datuje się z okresu m i ę d z y w o ­
jennego. Bogatsi m i e s z k a ń c y w s i ( k t ó r y c h stać b y ł o na
kupno bibuły) j u ż w k o ń c u l a t dwudziestych zaczęli
w dniu Wszystkich Ś w i ę t y c h p r z y b i e r a ć groby bliskich
kwiatkami i szarfami z b i b u ł y , a t a k ż e z a p a l a ć na
nich świeczki. Wydaje się, że w c z e ś n i e j p o j a w i ł się z w y ­
czaj zapalania na grobach świeczek, a dopiero nieco
później przystrajania g r o b ó w . U p o w s z e c h n i ł się zwyczaj
dopiero po I I wojnie ś w i a t o w e j . Na pytanie, dlaczego
zaczęto stroić groby, informatorzy o d p o w i a d a j ą : „ d u c h o ­
w i e ń s t w o zwróciło u w a g ę , że trzeba, p r z y s z e d ł rozkaz

od biskupa", „To zniewaga dla z m a r ł y c h ludzi nie d b a ć
o g r ó b , bo to może b y ć ś w i ę t y . A poza t y m w ogóle
rodziny p o w i n n y swych k r e w n y c h s z a n o w a ć i księża
się tego t r z y m a j ą " ,
„zaczęto o p i e k o w a ć się grobami,
bo k s i ą d z m ó w i ł , a i r z ą d się nie sprzeciwia. Ludzie nak u p i ą b i b u ł y , żeby p o r o b i ć k w i a t y , j a d ą wszyscy na
groby, to p a ń s t w o zarabia na t y m " , „ t a k a moda weszła
w życie", „ k a ż d y chciał u p i ę k s z y ć swój g r ó b i tych,
co za okupacji zostali zabici" (w Jurkowie jest g r ó b
k i l k u osób zamordowanych przez h i t l e r o w c ó w ) .
Obecnie
w
dzień Wszystkich Ś w i ę t y c h
niemal
wszyscy m i e s z k a ń c y w s i idą do kościoła i na cmentarz.
Przyjeżdżają też k r e w n i z nowego miejsca zamieszka­
nia, czyli przede wszystkim z Ziem Zachodnich; z k a ż ­
dej rodziny przynajmniej jedna osoba, a często po k i l k a .
Oczywiście o d w i e d z a j ą też groby k r e w n y c h ludzie z s ą ­
siednich w s i czy miasteczek. We Wszystkich Ś w i ę t y c h
lub w p r z e d d z i e ń u p r z ą t a się groby i przystraja bardzo
bogato, najczęściej k o l o r o w y m i k w i a t k a m i z bibuły, pa­
pieru, tkaniny, często k w i a t a m i woskowanymi. Z jed-

237

�I I . 18—22. Szopka k u k i e ł k o w a i f i g u r k i z tej szopki. W y k . przed

liny r o b i się w i e ń c e lub przystraja g a ł ą z k a m i . Do k r z y ż a
p r z y w i ą z u j e się szeroką w s t ę g ę z k r e p i n y w r ó ż n y c n
kolorach. Innego t y p u ozdoby, to r o ś l i n y : b i a ł e kuleczki
„śnieguliczki", w i d ł a k i i t p .
Powszechnie
zapala
się
l a m p k i l u b świece. Ludzie przyjeżdżający na groby b l i ­
skich spoza C h y ż ó w e k p r z y w o ż ą ze sobą w i e ń c e k u p o ­
wane w miastach oraz chryzantemy. Ten sposób ubie­
rania grobu u w a ż a n y
jest za „ b a r d z o p i ę k n y " , ale
m i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k nie k u p u j ą ani w i e ń c ó w , ani
chryzantem. Ubieraniem g r o b ó w z a j m u j ą się w y ł ą c z n i e
kobiety, zazwyczaj starsze, p o m a g a j ą i m dzieci. Istnie­
je coś w rodzaju w s p ó ł z a w o d n i c t w a , kto p i ę k n i e j p r z y ­
stroi g r ó b . K a ż d a rodzina stroi „swoje groby" — r o d z i ­
ców, dzieci, w s p ó ł m a ł ż o n k a ; a jeśli nie ma kto się t y m
zająć, to t a k ż e dalszej rodziny. Ogólne zasada: „stroi
g r ó b ten, kto na gruncie siedzi".
M i e s z k a ń c y w s i t w i e r d z ą , że kolor k w i a t ó w i szarf
na grobie zależy od w i e k u z m a r ł e g o . Starszemu r o b i się
k w i a t y czarne, fioletowe lub w i n n y m ciemnym k o l o ­
rze, dzieciom i m ł o d y m ludziom — białe, p o z o s t a ł y m ,
czyli w ś r e d n i m w i e k u — kolorowe: czerwone, niebie­
skie itp. W rzeczywistości jednak nie jest to przestrze­
gane. Ogólnie panuje tendencja do niezwykle barwnego
zdobienia g r o b ó w .
Zwyczaj odwiedzania g r o b ó w , strojenia ich, sta­
wiania lampek p r z e j ę t y został z miasta, częściowo pod
w p ł y w e m Kościoła. I n t e r e s u j ą c e jest, że p r z e j ę t o sam
zwyczaj, natomiast jego strona formalna jest odmienna.
Przede wszystkim inny jest niż w m i e ś c i e sposób stro­
jenia g r o b ó w . Nawet w Dobrej, gdzie większość gro­
b ó w jest przybrana — tak j a k w C h y ż ó w k a c h — sztucz­
n y m i k w i a t a m i , szarfami z k r e p i n y i j e d l i n ą — zdecy­
dowanie p r z e w a ż a kolor czarny lub fioletowy. Charak­
terystyczne też, że pomimo pozytywnego stosunku do
ozdób miejskich ( w i e ń c ó w i chryzantem), n i k t z m i e j ­
scowych nie kupuje ich. Ostatnio księża z J u r k o w a sta­
r a j ą się w p r o w a d z i ć zwyczaj ubierania g r o b ó w ż y w y m i
k w i a t a m i zamiast sztucznych.
Nieznanym d o t ą d we wsi zwyczajem b y ł o chodzenie
po domach postaci przebranych za Stary i N o w y Rok.
K i l k a lat temu d w ó c h c h ł o p a k ó w (ok. 20 lat) wieczorem
w Sylwestra chodziło po domach d w ó c h osiedli w g ó r ­
nej części wsi. Stary Rok w k o ż u c h u wsadzonym k u ­
d ł a m i na wierzch, w masce z d ł u g ą s i w ą b r o d ą , t r z y ­

238

I I wojną

światową,

Chyżówki,

pow.

Limanowa.

m a ł w r ę k u w i e l k ą l a g ę ; Nowy Rok z u m a l o w a n ą twa­
rzą, ubrany za m ł o d e g o c h ł o p a k a , w y p y t y w a ł Starego,
j a k m u się wiodło, czy m u b y ł o dobrze przez ten rok,
na koniec go w y p ę d z a ł . Stary Rok p ł a k a ł , Nowy składał
domownikom życzenia.
Całe to przedstawienie chłopcy u r z ą d z i l i wyłącznie
dla zabawy, nie p r z y j m o w a l i od gospodarzy niczego,
„zrobili to tak j a k o ś sami od siebie".
N o w y zwyczaj w p r o w a d z i ł też inny c h ł o p a k (obec­
nie lat 23), k t ó r y przez k i l k a ostatnich lat przebierał
się 6 grudnia za św. M i k o ł a j a czy też „ d z i a d k a Mroza"
(informator u ż y w a tych o k r e ś l e ń wymiennie). Wkładał
d ł u g ą s t a r ą spódnicę, na to d ł u g ą k u r t k ę , na wierzch
n a r z u c a ł serdak barani w ł o s e m do góry. Na głowę wy­
s o k ą czapę b a r a n i ą z c z e r w o n ą o p a s k ą , b r o d ę robił ze
s k ó r y baraniej, okulary w s a d z a ł na nos, w r ę k ę brał
l a s k ę i s t a r ą t o r b ę z c u k i e r k a m i , j a b ł k a m i , ciastkami.
Głos z m i e n i a ł na „ t r z ę s ą c y " — starczy. Tak przebrany
chodził — zaproszony — do k i l k u d o m ó w , gdzie były
dzieci (w g ó r n e j części wsi).
Raz też u ś w i e t n i ł jako
dziadek M r ó z c h o i n k ę szkolną.
D w a lata t e m u d w ó c h innych m ł o d y c h mężczyzn
(z osiedla w centrum wsi) chodziło przebranych za św.
M i k o ł a j a i Diabła. D i a b e ł był w w ą z i u t k i c h czarnych
spodniach, na t w a r z y m i a ł c z e r w o n ą m a s k ę (z drewna
lipowego i baraniego k o ż u c h a , z r o b i o n ą przez jednego
z p r z e b i e r a ń c ó w ) , na nogach drewniane buty z czasów
okupacji ( „ h u p k a ł y strasznie"), w r ę k u w i d ł y i łańcuch.
D i a b e ł w c h o d z i ł ze św. M i k o ł a j e m do d o m ó w , w któ­
r y c h nie b y ł o dzieci, żeby ich nie s t r a s z y ć .
Wszyscy uczestnicy tych
przedstawień
(Mikołaj,
Stary i N o w y Rok, Diabeł) m a j ą n i e p e ł n e średnie wy­
k s z t a ł c e n i e , przez j a k i ś czas przebywali poza wsią. Skąd
znają te zwyczaje, nie u m i e j ą określić (prasa, książki,
radio, telewizja?).
Wiele dawnych o b r z ę d ó w jest w C h y ż ó w k a c h jesz­
cze obecnie p r a k t y k o w a n y c h ; większość z nich wykazuje
tendencje z a n i k a j ą c e , ale są i w p e ł n i ż y w o t n e , akcep­
towane przez wszytkie grupy w i e k u , m a j ą c e wystarcza­
j ą c e uzasadnienie w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w wsi. Nie­
liczne w y k a z u j ą nawet tendencje rozwojowe. Istotną
r o l ę - w u t r z y m a n i u n i e k t ó r y c h z w y c z a j ó w odgrywa Ko­
ściół, szczególnie jeśli o b r z ę d jest z w i ą z a n y z liturgią
kościelną. Do o b r z ę d ó w czy z w y c z a j ó w nie wykazują­
cych tendencji zanikowych m o ż n a by zaliczyć np. sta-

�•

wianie choinki, ś w i ę c e n i e jedzenia w W i e l k ą S o b o t ę ,
święcenie kredy, wody i j a ł o w c a w dzień Trzech K r ó l i .
Tendencje rozwojowe widoczne są szczególnie w z w y czaju stawiania choinki. Charakterystycznym p r z y k ł a dem zwyczaju bardzo ż y w o t n e g o , podtrzymywanego
przez Kościół, jest procesja w Boże Ciało.
Mimo stałego, ż y w e g o p r a k t y k o w a n i a tych zwyczajów, podlegają one p e w n y m p r z e o b r a ż e n i o m , z a r ó w n o
jeśli chodzi o s t r o n ę f o r m a l n ą , j a k i uzasadnienie stosowania.
Przemiany d o k o n u j ą c e się w dziedzinie tradycyjnej
obrzędowości dorocznej we w s i C h y ż ó w k i s ą bardzo
różnorodne. U w a r u n k o w a n e s ą przede wszystkim zmianami w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w w s i , spowodowanymi
przeobrażeniami w życiu g o s p o d a r c z o - s p o ł e c z n y m i k u l turalnym. Z m i e n i a j ą się zapatrywania ludzi, rozwija się

u m y s ł o w o ś ć . Jest to p r z y c z y n ą zaniku dotychczasowej
t r e ś c i o b r z ę d ó w , zmiany i c h funkcji. Pod o k r e ś l e n i e m
„treść społeczna z w y c z a j ó w " rozumiem rolę, j a k ą odg r y w a j ą one w ś w i a d o m o ś c i badanej zbiorowości w i e j skiej
(uzasadnienie
stosowania
zwyczajów,
motywy
s k ł a n i a j ą c e do ich przestrzegania, oceny skuteczności
i t p . ) . C a ł k o w i t a zmiana t r e ś c i obrzędu, c a ł k o w i t a zmiana f u n k c j i jest w y j ą t k o w a . W ogromnej większości w y p a d k ó w n a s t ą p i ł o jedynie częściowe zatarcie dawniej
z w i ą z a n y c h z o b r z ę d e m treści. N i e k t ó r e obrzędy, ma­
j ą c e w okresie w c z e ś n i e j s z y m r ó ż n o r o d n e funkcje, obecnie spełniają t y l k o j e d n ą z nich, np. są formą r o z r y w k i ,
zabawy l u b też o t r z y m u j ą funkcję w t ó r n ą ,
Z m i e n i ł się też stosunek ludzi do o b r z ę d ó w o cha­
rakterze magicznym, w y r a ź n i e m o ż n a
zaobserwować
proces zanikania w i a r y w s k u t e c z n o ś ć obrzędu, proces
b ę d ą c y często na etapie, k t ó r y n a z w a ł a b y m „ b r a k i e m
4

239

�w i a r y z r ó w n o c z e s n y m b r a k i e m niewiary". S t ą d niejed­
nokrotnie w y s t ę p u j e praktykowanie o b r z ę d ó w , bo „co
prawda nie pomogą, ale i nie z a s z k o d z ą " ; lub po p r o ­
stu dla zachowania t r a d y c j i czy z przyzwyczajenia. Na­
stępuje t u często, przy d ą ż e n i u do zachowania czysto
z e w n ę t r z n y c h form, zanik t r e ś c i zwyczaju lub prze­
kształcenie zespołu w i e r z e ń ze zwyczajem t y m z w i ą z a ­
nych.
B y w a i odwrotnie — ginie zwyczaj, z a n i k a j ą
formy z e w n ę t r z n e , pozostaje natomiast w ś w i a d o m o ś c i
ludzi obawa przed siłami magicznymi, losem, przypad­
kiem, pozostaje p r z e s ą d .
Zmienia się też społeczna ranga o b r z ę d u . Uczest­
nictwo w obrzędzie l u b p i ę k n e wykonanie przedmiotu
obrzędowego' b y ł o ź r ó d ł e m dumy i powodem w y r ó ż n i e ­
nia w społeczności wiejskiej, obecnie ogromnie zawęził
się k r ą g ludzi, dla k t ó r y c h ma to j a k i e ś znaczenie.
Jak już w s p o m n i a ł a m , większość przemian o b r z ę ­
d ó w jest odzwierciedleniem procesu ich zanikania. Wszel­
kie zasygnalizowane wyżej zjawiska zachodzące w ś w i a ­
domości m i e s z k a ń c ó w C h y ż ó w e k są w mniejszym lub
w i ę k s z y m stopniu w y n i k i e m tego procesu. Są one r ó w ­
nocześnie p r z y c z y n ą zmian w samym przebiegu o b r z ę ­
dów, zmian formalnych oraz zmian w składzie osób bio­
r ą c y c h udział w obrzędzie, z a r ó w n o
w
charakterze
uczestnika, j a k i odbiorcy.
Poniżej zestawiam te zmiany zaobserwowane w Chy­
żówkach, należy jednak p a m i ę t a ć , że w poszczególnych
o b r z ę d a c h w y s t ę p u j ą r ó w n o c z e ś n i e przemiany r ó ż n e g o
typu:
— zmienia się częstość w y s t ę p o w a n i a obrzędu, tzn.
z r e g u ł y jest on rzadziej p r a k t y k o w a n y ;
— n a s t ę p u j e zmiana w i e k u u c z e s t n i k ó w o b r z ę d u lub
rozszerzenie w i e k u ludzi, k t ó r z y obrzęd k u l t y w u j ą (naj­
częściej jest to obniżenie granicy wieku);
— w y s t ę p u j e zanik podziału w e d ł u g płci uczestni­
k ó w obrzędu;

23

240

— zmiana pozycji społecznej osób n a l e ż ą c y c h do
grupy o b r z ę d o w e j l u b w y k o n u j ą c y c h p r a k t y k i zwycza­
jowe;
— zmiana o d b i o r c ó w o b r z ę d ó w o charakterze wido­
wiskowym;
— zmiana czasu p r a k t y k o w a n i a zwyczaju;
— zmiana a k c e s o r i ó w o b r z ę d o w y c h (zarówno ma­
t e r i a ł u , j a k i sposobu wykonania);
— zmiana rodzaju o b r z ę d u , czyli np. zamiana j e d ­
nego t y p u w i d o w i s k a na i n n y ;
— zanikanie
n i e k t ó r y c h e l e m e n t ó w o b r z ę d u przy
r ó w n o c z e s n y m p o j a w i a n i u się nowych;
— w y s t ę p o w a n i e nowych e l e m e n t ó w w o b r z ę d a c h
żywotnych;
— w y s t ę p o w a n i e nowych e l e m e n t ó w w o b r z ę d a c h
zanikających.
Jedynym na terenie w s i C h y ż ó w k i
przykładem
c a ł k o w i t e j zmiany t r e ś c i o b r z ę d u wraz ze z m i a n ą f u n k ­
cji jest „ o g r a b e k " . Z a m o ż n i e j s i gospodarze najmowali
kobiety (dziewczęta i m ł o d e m ę ż a t k i ) do żęcia zboża;
często „ s p r a w i e n i e ograbka" b y ł o j e d y n ą przyrzeczoną
f o r m ą z a p ł a t y . „ J a k nie b y ł o s t a ć kogo na zapłacenie
za żęcie, to obiecał, że ograbek sprawi". Żęcie o d b y w a ł o
się najczęściej „przy m i e s i ą c k u " , na z a k o ń c z e n i e dziew­
częta w i ł y ze zboża, k t ó r e żęły, rodzaj w i e ń c a lub, jeśli
nie b y ł o na to czasu, to ostatni snopek u b i e r a ł y pol­
n y m i k w i a t k a m i lub przygotowanymi wcześniej k w i a t ­
k a m i z b i b u ł k i . Snopek ten p r z y n o s i ł y gospodarzowi,
ś p i e w a j ą c : „ I d z i e m a , idziema, ograbek niesiema, jak go
nie przyjmiecie, to go przepijema". Gospodarz często­
w a ł je w ó d k ą , gospodyni w y n o s i ł a kołacz z serem, chleb,
k i e ł b a s ę i t p . ; umawiano się, że za k i l k a d n i gospodarze
u r z ą d z ą z a b a w ę u siebie w domu lub w karczmie. Przez
ten czas kobiety u w i ł y ze snopka „ o g r a b e k " , przy­
stroiły k w i a t a m i , w s t ą ż k a m i , k o g u t k a m i z sera. W u m ó ­
wiony dzień p r z y n o s i ł y go gospodyni ś p i e w a j ą c specjal-

24

�II, 23—25. „Żywa szopka" z Lubomierza, pow. L i m a n o w a (na konkursie o b r z ę d ó w dorocznych organizowanym przez
Muzeum i m . Wł. Orkana w Rabce, 1971 г.).

ne na tę okazję piosenki. P r z y c h o d z i ł a muzyka, scho­
dzili się chłopcy i dziewczęta z całej wsi, a czasem tak­
że z sąsiednich („jak ograbek b y ł na Wilczycach, to
Chyszówki szły"). Dziewczęta, k t ó r e p r a c o w a ł y , po kolei
tańczyły z ograbkiem na głowie, ś p i e w a j ą c okoliczno­
ściowe piosenki, пр.:
A ty, ograbecku,
Bardzoś ty jest ł a d n y ,
Bo cie ta u w i ł y
Te chysowskie panny.
A ty, ograbecku,
Bardzoś ty ubity,
Bo cie ta u w i ł y
Chysowskie kobity.
Gospodyni częstowała (wódka, kołacz, kawa l u b her­
bata, czasem kiełbasa, piwo itp.); p o c z ę s t u n e k dosta­
wały tylko najęte do pracy kobiety, ale t a ń c z y l i wszys­
cy, nigdy nikogo nie wypraszano; za m u z y k ę płacili
mężczyźni („hulali do rana").
Ograbek w tej formie o d b y w a ł się do I I wojny
światowej, ale już w latach trzydziestych b y ł rzadziej
organizowany.
Był on f o r m ą z a p ł a t y za żęcie zboża,
a jednocześnie spełniał rolę zwyczaju towarzyskiego. Na
ograbek przychodził kawaler, k t ó r y „chciał se p o s z u k a ć
dziewkę" i panna, „której kawaler b y ł potrzebny", przy­
chodzili wszyscy, którzy m i e l i ochotę p o t a ń c z y ć . Ogra­
bek sprawiali średnio zamożni gospodarze; informatorzy

t w i e r d z ą , że nigdy ci najbogatsi (bardzo zresztą nielicz­
ni), „ b o g a t e m u żal było pieniędzy". R ó w n i e ż z najbo­
gatszych d o m ó w nie przychodzili tańczyć, „bo i m wstyd
było, że bogacz idzie do biedaka".
Po ostatniej wojnie k i l k a razy s p r a w i a ł ograbek
ksiądz. Zabawa o d b y w a ł a się u k t ó r e g o ś z gospodarzy.
Zaproszeni
byli wyłącznie
ludzie, k t ó r z y pracowali,
z r o d z i n ą . I n n i , nieliczni, jeśli chcieli się p o b a w i ć , pro­
sili o pozwolenie pozostania.
Obecnie o g r a b k ó w „nie sprawia się", natomiast k o ­
biety w i j ą czasem sam wieniec i wieszają w izbie dla
ozdoby.
Od 1965 r. co r o k u organizowane są uroczyste do­
żynki — powiatowe lub rejonowe. O d b y w a j ą się one
w r ó ż n y c h wsiach (1965 — w J o d ł o w n i k u , 1966 i 1968 —
w Jurkowie, 1969 — w Dobrej, 1970 — we wschodniej
części powiatu). Najbardziej uroczyste dożynki — we­
dług
oceny
mieszkańców Chyżówek
— odbyły się
w 1968 r. w Jurkowie. Na p o c z ą t k u uroczystości prze­
wodniczący Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej
p r z y w i t a ł zebranych, wygłosił p r z e m ó w i e n i e ; n a s t ę p n i e
delegacje kobiet z poszczególnych w s i wręczały wieńce
miejscowym w ł a d z o m i przedstawicielom powiatu. K a ż d a
delegacja w r ę c z a j ą c wieniec ś p i e w a ł a ułożone wcześniej
p r z y ś p i e w k i . Na z a k o ń c z e n i e uroczystości przedstawione
zostało widowisko regionalne: wesele Jurkowskie, przy­
gotowane przez Koło G o s p o d y ń Wiejskich z Jurkowa.
R ó w n o c z e ś n i e czynna b y ł a w Jurkowie wystawa r o l ­
nicza: upraw, o g r ó d k ó w kwiatowych
i warzywnych,
z w i e r z ą t hodowlanych i t d .

241

�Wieńce z C h y ż ó w e k p r z y g o t o w y w a ł a 31-letnia obec­
nie kobieta, sekretarz K o ł a G o s p o d y ń Wiejskich. Nigdy
dawniej nie w i ł a o g r a b k ó w . „ T a k sama ze siebie" się
nauczyła, w j a k i e j ś gazecie w i d z i a ł a takie w i e ń c e . Nie­
k t ó r e ograbki przygotowane na d o ż y n k i przez chyżow i a n k i , tak j a k i przez j u r k o w i a n k i , m i a ł y k s z t a ł t zu­
p e ł n i e odmienny od tradycyjnego. P o s i a d a ł y f o r m ę fe­
retronu, zdobione były k w i a t a m i , w s t ą ż k a m i i serkami
owczymi w k s z t a ł c i e k o g u t ó w , jeleni i gołębi. Na szczy­
cie w i d n i a ł orzeł, pomalowany na biało. Szczyt ograbka
z Półrzeczek zdobiła figurka g ó r a l a w stroju p o d h a l a ń ­
skim, z c i u p a g ą . Inne ograbki b y ł y u w i t e w e d ł u g daw­
nych w z o r ó w , jednak w centralnym punkcie m i a ł y m o ­
t y w orła zrobionego z kłosów.
P r z y ś p i e w k i ułożone przez kobiety z C h y ż ó w e k nie
m i a ł y absolutnie nic w s p ó l n e g o z tradycyjnymi. Prześ p i e w k i te ( a u t o r k ą ich b y ł a ta sama kobieta, k t ó r a
w i ł a wieńce), z a w i e r a ł y p o d z i ę k o w a n i a , a r ó w n o c z e ś n i e
p r o ś b y do w ł a d z gromadzkich i p o w i a t o w y c h o takie
inwestycje, j a k budowa drogi czy elektryfikacja w s i .
Oto p r z y k ł a d :
Nie damy spokoju dziś c a ł e m u ś w i a t u ,
W i t a m y też p i ę k n i e tych gości z powiatu.
W y szanowni goście i powiecie drogi,
Byście zobaczyli jakie mamy drogi.
Nie rób nam powiecie tyle n a u m y ś l n i e ,
Niechże na C h y ż ó w k a c h też ś w i a t ł o zabłyśnie.
Ten kochany p o w i a t c h w a l i ć t e ż b ę d z i e m y ,
Za t o co nam zrobią z góry d z i ę k u j e m y .
Jeszcze m y t u dzisiaj k o m u ś z a ś p i e w a m y
I n a s z ą milicję t r o c h ę poruszamy.

242

Kochana w ł a d z u c h n o , rządzisz n a m i ł a d n i e ,
Czasem nam mandacik do kieszeni wpadnie.
Lecz na was i za to k a ż d y dobrze patrzy,
Niech się dobrze wiedzie w waszej trudnej pracy.
W s p ó ł c z e s n e d o ż y n k i s ą tak o d r ę b n e od dawnego
ograbka, że w ł a ś c i w i e m o ż n a by chyba m ó w i ć o cał­
k i e m i n n y m zwyczaju. W y s t ę p u j e t u z u p e ł n y zanik tre­
ści obrzędu, c a ł k o w i t a zmiana jego f u n k c j i , a także
w y p ł y w a j ą c a z tego zmiana a k c e s o r i ó w .
C h a r a k t e r y s t y c z n ą i l u s t r a c j ą przemian w obrzędo­
wości jest zwyczaj k o l ę d o w a n i a . We w s i chodziły po
domach g r u p y k o l ę d n i c z e r ó ż n e g o rodzaju, a w i ę c z szop­
ką, grupy p r z e b i e r a ń c ó w : Ż y d z B y k i e m , Cygan z Kozą,
czasem t a k ż e inne postacie, chłopcy z g w i a z d ą , chłopcy
przebrani za Trzech K r ó l i . Ostatnio — t a k ż e grupa ko­
lędnicza „ ż y w a szopka". Grupy te zaczynały dawniej
chodzić w d z i e ń Bożego Narodzenia, od lat trzydzie­
stych pod w p ł y w e m księży — w dzień ś w . Szczepana
(bo „Boże Narodzenie to strasznie wielkie święto"),
a k o ń c z y ł y w Trzech K r ó l i .
Z a c h o w a ł a się jeszcze w C h y ż ó w k a c h jedna szopka
z kukiełkami.
Chodziło z n i ą k i l k u mężczyzn, często
starszych. Jeden, w ł a ś c i c i e l szopki, „puszczał l a l k i " (by­
ło i c h ponad 20) m ó w i ą c i ś p i e w a j ą c odpowiednie tek­
sty, d w ó c h i n n y c h m ę ż c z y z n p o m a g a ł o . Zawsze towa­
r z y s z y ł a i m muzyka. Przedstawienie szopkarskie odby­
w a ł o się w izbie, najczęściej proszono szopkarzy do
t y c h d o m ó w , gdzie b y ł y m a ł e dzieci. Często, gdy szopkarze d a w a l i przedstawienie, schodzili się ludzie z ca­
łego osiedla. Zwyczaj chodzenia z szopką zaginął. Ostat­
n i raz szopkaree chodzili w czasie okupacji.

�U. 26. Dziady S m i g u ś n e z Dobrej, pow. Limanowa. W y s t ę p na konkursie o b r z ę d ó w dorocznych organizowanym
przez Muzeum i m . W l . Orkana w Rabce. U . 27. „ Ż y w a szopka" ze Szczawy, pow. Limanowa.

Najpopularniejsze do ostatnich lat grupy kolędnicze
stanowili Żyd z B y k i e m , l u b Cygan z K o z ą ; b y w a ł o , że
chodzili także razem. Ż y d m i a ł m a s k ę na twarzy, na
plecach garb, ubrany b y ł w j a k i ś ciemny c h a ł a t , w r ę ­
ku trzymał torbę i „berło". Zawsze m i a ł s k ó r k ę z jeża
(„wszyscy go skubali, to m u s i a ł się czymś b r o n i ć " ) , cza­
sem również z jeża b r o d ę . Cygan b y ł cały wysmaro­
wany, miał psa zrobionego z k o ż u c h a , wypchanego sło­
mą, włóczył go za sobą na ł a ń c u s z k u („nóg to nie m i a ­
ło"). Byk i Koza były „ p i ę k n i e wyszykowane", z k ł a ­
piącą dolną szczęką. Z g r u p ą zawsze szła muzyka (basy,
skrzypce, czasem harmonia). Podchodzili pod okno ś p i e ­
wając kolędy. J e ś l i ich zaproszono do ś r o d k a , zaczynali
przedstawienie. Było ono bardzo r ó ż n e , w dużej mierze
zależało od inwencji a k t o r ó w . Więc np. Ż y d w c h o d z i ł
do izby wciągając Byczka, k t ó r y z p o c z ą t k u nie m ó g ł
się zmieścić, n a s t ę p n i e Ż y d s p r z e d a w a ł r ó ż n e przed­
mioty, lekarstwa, zbierał s k ó r k i z zająca. Cygan wcho­
dził ciągnąc swojego „ n i b y psa", u d a w a ł , że „ t o " nie
może wejść, szarpał tak, żeby poleciało na panny. Koza
wchodziła do domu, wszędzie z a g l ą d a ł a , w s k a k i w a ł a na
piec, na łóżko („jak zgrabny c h ł o p a k był"), b o d ł a co
ładniejsze panny. Ż y d p r o s i ł o wiaderko, doił kozę l u b
byczka. Cygan „ w y z g a r n i a ł " wszystkie panny w jeden
kąt, po czym k o p n i ę t y przez kozę, w y w r a c a ł się na
dziewczęta z w i a d r e m p e ł n y m wody. P r z y n o s i ł z d r u ­
giego pokoju ze skrzyni rzeczy gospodarza i chciał m u
je sprzedawać, Żyd bił go za k r a d z i e ż . Ż y d zachwa­
lając h a n d l o w a ł byczkiem czy kozą, z w i e r z ę zdychało,
Żyd je cucił odczyniając u r o k i i t p .
W skład tej grupy k o l ę d n i c z e j wchodzili mężczyźni
dorośli, kawalerowie i żonaci. Z d a r z a ł o się, że b y l i to

mężczyźni w ś r e d n i m w i e k u . Chodzili po domach od
wieczora przez całą noc. W osiedlu, k t ó r e odwiedzili,
szli „za p o r z ą d k i e m " od domu do domu, nikogo nie
opuszczając, żeby „ d e s p e k t u nie było". Zazwyczaj wie­
dzieli, gdzie gospodarze ich zaproszą, więc szli tam na
k o ń c u . W innych domach ś p i e w a l i k o l ę d y i dawali k r ó ­
ciutkie przedstawienie t y l k o pod oknami. Tam, gdzie
ich wpuszczono, po przedstawieniu t a ń c z o n o do rana.
Zawsze
c z ę s t o w a n o k o l ę d n i k ó w w ó d k ą i jedzeniem,
a t a k ż e wynagradzano ich p i e n i ę d z m i . J e ś l i gospodarz
zaprosił k o l ę d n i k ó w do izby, m u s i a ł i m oczywiście w i ę ­
cej zapłacić niż za przedstawienie pod oknami (pod
oknami 10—20 zł, w domu ok. 50 zł).
W C h y ż ó w k a c h jeszcze przed paroma laty chodziły
takie grupy kolędnicze. Do I I w o j n y ś w i a t o w e j b y ł z w y ­
czaj, że ten sam mężczyzna przez wiele lat chodził „za
Ż y d a " , „pod k o z ę " i t d . Istnieje nawet nazwa „ B a r a n ó w k a " , k t ó r a wzięła podobno swój p o c z ą t e k od prze­
zwiska „ B a r a n " , nadanego gospodarzowi, gdyż stale
chodził po kolędzie „pod barana" (co świadczyłoby o
uczestnictwie takiej postaci w przedstawieniu k o l ę d n i ­
czym). Gospodarz ten u m a r ł ok. 40 lat temu. Żyje na­
tomiast jeszcze mężczyzna, na k t ó r e g o wołają „ C y g a n e k
od Copka", p o n i e w a ż p r z e b i e r a ł się za Cygana (mieszka
na osiedlu „u Copka").
J e ś l i chodzi o ocenę sytuacji społecznej członków
grupy o b r z ę d o w e j , istnieją r o z b i e ż n e zdania. Część i n ­
f o r m a t o r ó w twierdzi, że po kolędzie chodzili t y l k o l u ­
dzie biedni, druga część — że stan m a j ą t k o w y nie m i a ł
ż a d n e g o znaczenia. Żyjący jeszcze członkowie tych grup
czują się nieco u r a ż e n i stwierdzeniem, że chodzili, aby
zarobić t r o c h ę pieniędzy. Jako główny cel p o d a j ą m o ż -

243

�liwość
zabawy, r o z r y w k i , „ p o h u l a n i a " .
Niewątpliwie
jednak r ó w n i e w a ż n y m celem — przynajmniej u nie­
k t ó r y c h grup — było zdobycie p i e n i ę d z y . T y m bardziej
że wszyscy informatorzy zgodnie t w i e r d z ą , że po k o l ę ­
dzie nie chodzili gospodarze najbogatsi ani i c h syno­
wie.
W s p o m n i e ć należy jednak, że przy obsadzaniu po­
szczególnych r ó l w przedstawieniu k o l ę d n i c z y m istotne
znaczenie m i a ł y zdolności aktorskie, a więc odpowiedni
sposób odegrania postaci, zręczność, inwencja, u m i e ­
jętność ładnego śpiewu itp.
Po I I wojnie ś w i a t o w e j ogromnie z m n i e j s z y ł a się
ilość grup kolędniczych. Poza t y m organizowane są one
sporadycznie, nie m a j ą ż a d n y c h cech t r w a ł o ś c i . Cel
tworzenia tych grup jest w y ł ą c z n i e r o z r y w k o w y . W skład
grupy w c h o d z ą t y l k o młodzi mężczyźni (18—30 lat). K o ­
lędnicy i d ą do gospodarzy, k t ó r z y ich wcześniej zapro­
s i l i ; jednego wieczoru o d w i e d z a j ą t y l k o jeden dom. Nie
o t r z y m u j ą wynagrodzenia, są jedynie ugaszczani przez
d o m o w n i k ó w . Muzyce p ł a c ą t a ń c z ą c y . Z m i e n i ł o się t r o ­
chę przebranie a k t o r ó w , t o w a r z y s z ą c a muzyka to akor­
deon i „bobon".
W 1969 r. we w s i chodziła t y l k o jedna grupa k o l ę d ­
nicza. Charakterystyczne, że b y ł a to tzw. „ ż y w a szopka".
Dawniej na terenie C h y ż ó w e k nie było takich grup. Cza­
sami jedynie przychodzili k o l ę d n i c y z „ ż y w ą s z o p k ą "
z innych wsi — z Kamienicy, Szczawy, Zalesia. Była to
zawsze duża grupa (ok. 20 osób), przedstawienie t r w a ł o
„strasznie długo" i trzeba było i m drogo zapłacić. Do
domu więc zapraszali ich nieliczni, najczęściej k r e w n i
lub znajomi.

I I . 28. Dziady Ś m i g u ś n e z Dobrej, pow. L i m a n o w a .
W y s t ę p na konkursie o b r z ę d ó w dorocznych organizo­
w a n y m przez Muz. i m . Wł. Orkana w Rabce 1971 r.

W s p ó ł c z e s n a „ ż y w a szopka" została zorganizowana
przez dwudziestokilkuletniego mężczyznę, k t ó r y pochodzi
z M ł y ń c z y s k (wsi oddalonej o k i l k a n a ś c i e k i l o m e t r ó w ) ,
a „ożenił się do C h y ż ó w e k " . Grupa w z o r o w a ł a się na
dawnych przedstawieniach pokazywanych w M ł y ń c z y skach. J e d n ą z r ó l , n a j w a ż n i e j s z ą a zarazem n a j t r u d ­
niejszą (Żyda), o d g r y w a ł c h ł o p a k z tej w s i , k r e w n y
organizatora.
Prócz
niego w przedstawieniu wzięło
u d z i a ł d z i e w i ę c i u m ł o d y c h mężczyzn (w większości k a ­
walerowie). Sytuacja materialna nie m i a ł a ż a d n e g o zna­
czenia w wyborze a k t o r ó w . W y s t ę p o w a l i t y l k o „ n a za­
proszenie". Uczestnicy t w i e r d z ą , że „ ż y w a szopka" jest
ł a d n i e j s z a , „ m o ż n a coś p o k a z a ć " , dlatego w y b r a l i w ł a ­
śnie to przedstawienie. Wzięły w n i m udział n a s t ę p u ­
j ą c e postacie:
czterej Pastuszkowie, Anioł, M i l i c j a n t -Hetman,
k r ó l Herod, dwaj S ł u d z y - Ż o ł n i e r z e , Żyd,
Ś m i e r ć , Diabeł, Cygan, Cyganka, Czarownica.
P u b l i c z n o ś ć b y ł a liczna, z całego osiedla, a także
s ą s i e d n i c h ; p r z y s z ł o też k i l k u w i d z ó w (znajomych) z i n ­
nych w s i . Reakcja publiczności b y ł a bardzo ż y w a , szcze­
gólnie w miejscach, w k t ó r y c h aktorzy w t r ą c a l i j a k ą ś
u w a g ę dotyczącą kogoś z C h y ż ó w e k . C a ł e przedstawie­
nie, k t ó r e m i a ł o t r a d y c y j n y schemat, w y p e ł n i o n e było
z a i m p r o w i z o w a n y m i ż a r t a m i i dowcipami.
W ostatnim r o k u we w s i nie c h o d z i ł a ż a d n a grupa
kolędnicza, z w y j ą t k i e m „ g w i a ź d z i a r z y " . Uczestnicy ze­
szłorocznego przedstawienia t w i e r d z ą , że „nie ma k t o "
tego r o b i ć , organizator poprzedniej „żywej szopki" prze­
niósł się na Ziemie Zachodnie, inny członek zespołu
ożenił się, jeszcze i n n e m u „coś w y p a d ł o " . Nie są zde­
cydowani, czy w p r z y s z ł y m r o k u b ę d ą p r z y g o t o w y w a ć
j a k i e ś przedstawienie.
Innego t y p u o b r z ę d e m k o l ę d n i c z y m jest chodzenie
po domach c h ł o p c ó w z g w i a z d ą ; chodzą oni po dwóch,
trzech, zbliżają się pod okna i k r ę c ą c rozświetloną
g w i a z d ę ś p i e w a j ą kolędy. Jest to zwyczaj dawny, nadal
p r a k t y k o w a n y , lecz nieco rzadziej. Obecnie chodzą „za
g w i a ź d z i a r z y " chłopcy w w i e k u 9—12 lat, przed w o j n ą
t a k ż e nieco starsi. Daje i m się za to „ze 2 złote", przed
w o j n ą „z 10 groszy". Zwyczaj ten ma charakter w y ­
bitnie zarobkowy: przed w o j n ą „ g w i a ź d z i a r z a m i " b y l i
synowie n i e z a m o ż n y c h gospodarzy, obecnie po prostu
chłopcy, k t ó r z y chcą „ z e b r a ć t r o c h ę grosza". Podobnie
w y ł ą c z n i e zarobkowy charakter m i a ł o dawniej i ma
obecnie przebieranie się 6 stycznia za Trzech Króli
(długie szaty, m a s k i na t w a r z y , b e r ł o w r ę k u ) i śpie­
wanie po domach kolęd z w i ą z a n y c h z t y m ś w i ę t e m . Za
Trzech K r ó l i zawsze chodzili chłopcy w w i e k u szkol­
nym. Obecnie zwyczaj zanika — coraz mniej jest ta­
kich przebierańców.
O b r z ę d y k o l ę d n i c z e są i l u s t r a c j ą r ó ż n e g o t y p u prze­
mian. W y s t ę p u j ą w i ę c rzadziej, z m i e n i ł się czas prak­
tykowania o b r z ę d u , zmienia się w i e k u c z e s t n i k ó w , od­
biorcy w i d o w i s k nie są p r z y p a d k o w i (miejsce w y s t ę p u
jest w c z e ś n i e j uzgodnione), p o j a w i ł y się nowe obrzędy,
j a k „ ż y w a szopka", a r ó w n o c z e ś n i e n i e k t ó r e stare prze­
stano k u l t y w o w a ć (szopka k u k i e ł k o w a ) , z a n i k ł y po­
działy społeczne w grupach k o l ę d n i c z y c h , stroje, maski
i inne akcesoria w w i ę k s z y m niż dawniej stopniu są
kupowane w mieście, a t a k ż e m a t e r i a ł , z k t ó r e g o są
wyrabiane, obecnie jest często pochodzenia miejskiego.
Częściowo z m i e n i ł się t a k ż e cel o b r z ę d u .
Zdecydowanie zaś nie n a s t ą p i ł a zmiana płci w skła­
dzie grup o b r z ę d o w y c h .
Zawsze a k t o r a m i b y l i i są
obecnie mężczyźni l u b chłopcy, bez w z g l ę d u na to, czy
rola jest kobieca, czy m ę s k a . Na pytanie, dlaczego ko­
biety nie chodzą po kolędzie, z r e g u ł y pada odpowiedź
w rodzaju: „gdzie by t a m baby chodziły", „ludzie by
się ś m i a l i " i t p . W jednej z pobliskich w s i natomiast

244

�(Lubomierz) w skład grupy kolędniczej „ ż y w a szopka"
wchodzi dziewczyna, g r a j ą c a r o l ę A n i o ł a i Ż o n y Heroda.
Cel przedstawienia tak przygotowanego b y ł jednak zde­
cydowanie odmienny, z m i e n i ł a się z u p e ł n i e jego f u n k ­
cja, p o n i e w a ż b y ł pokazywany na konkursie l u d o w y c h
obrzędów dorocznych, organizowanych przez Muzeum
im. W ł a d y s ł a w a Orkana w Rabce.
Podobne p r z e o b r a ż e n i a , j a k w o b r z ę d a c h k o l ę d n i ­
czych, m o ż n a też z a o b s e r w o w a ć w zwyczaju „chodzenia
po śmiguście". W C h y ż ó w k a c h w P o n i e d z i a ł e k W i e l k a ­
nocny chodzili p r z e b i e r a ń c y dwojakiego rodzaju: „ d z i a ­
dy ś m i g u ś n e " i Cyganie. B y l i to w y ł ą c z n i e młodzi m ę ż ­
czyźni; najczęściej kawalerowie, ale nieraz t a k ż e ż o ­
naci.
Dziad w k ł a d a ł „ s t a r g a n e spodnie", serdak w ł o s e m
na wierzch, nogi o w i j a ł słomą, nieraz t a k ż e cały się
opasywał p o w r ó s ł a m i , na t w a r z y m i a ł m a s k ę , n a j c z ę ­
ściej z baraniego k o ż u s z k a , na g ł o w i e w y s o k ą c z a p k ę
słomianą, z a k o ń c z o n ą trzema s ł o m i a n y m i warkoczami,
p r z y b r a n ą w s t ą ż k a m i z czerwonej k r e p i n y . W r ę k u k i j
i koszyk o w i n i ę t y słomą, czasami też specjalnie zro­
biona sikawka. Niekiedy D z i a d o w i t o w a r z y s z y ł a Dziadówka, podobnie ubrana, lecz w s p ó d n i c y . Niosła na
r ę k u l u b na plecach dziecko — k u k ł ę ze szmat.
Cyganie też chodzili w maskach, czasem uczernieni
sadzami l u b w ę g l e m . „ J a k z m y ś l n y kawaler b y ł " , to
twarz p r z y k r y ł c i e n k ą s k ó r k ą , w y s m a r o w a n ą czasem
m a z i d ł e m z tłuszczu i sadzy l u b p a s t ą do b u t ó w i po­
tem „ w y c a ł o w a ł panny". Cyganka, tak j a k D z i a d ó w k a ,
niosła dziecko, często m i a ł a w i e l k i brzuch. Czasami
towarzyszył i m „ z i a n d a r " , po I I wojnie ś w i a t o w e j za­
mieniony na M i l i c j a n t a . Gdy Cygan l u b Cyganka coś
ukradli, M i l i c j a n t i c h gonił, ł a p a ł , b i ł i t p .
S m i g u ś n i c y zaczynali chodzić po domach o świcie,
czasem jeszcze w nocy, k o ń c z y l i około godziny 9—10.
Z a r ó w n o Dziady j a k i Cyganie podchodzili pod okno,
czasami wchodzili do izby. Dziady „ t u r c z a ł y " ( t r r r r r r ) ,
prosiły o jajeczko. Domownicy, szczególnie d z i e w c z ę t a ,
polewali ś m i g u ś n i k ó w w o d ą , a s m i g u ś n i c y d o m o w n i ­
ków. J e ś l i było ciepło, to Dziad czy Cygan w c i ą g a ł k o ­
biety do rzeki; „ w y h u l a ł się z n i ą po wodzie", dziew­
czyna p r ó b o w a ł a ś c i ą g n ą ć m u m a s k ę , żeby r o z p o z n a ć ,
kto się p r z e b r a ł . Cyganie u d a w a l i , że k r a d n ą , Cygan
bił C y g a n k ę , potem nad n i ą p ł a k a ł , czasem Cyganka
kładła się do łóżka i u d a w a ł a , że rodzi. „ P r z e d s t a w i e ­
nie" zależało oczywiście od p o m y s ł o w o ś c i ś m i g u ś n i k ó w .
„Największą r a d o ś ć " s m i g u ś n i c y m i e l i , gdy domow­
nicy jeszcze spali. J e ś l i d r z w i nie b y ł y z a m k n i ę t e , to
polewali ich na łóżkach. „ J a k panny b y ł y zuchowate"
i wcześniej wody n a n i o s ł y , to p o w y l e w a l i , „ n i e r a z po
kolana wody w izbie b y ł o " . „Robili despety, w y b r y k i " ,
np. k i e d y ś p o p r z e w i ą z y w a l i psy z jednego osiedla na
drugie. „ U ś m i a ł się człowiek, m ł o d y był, to go cie­
szyło".
Ś m i g u ś n i k o m dawano j a j k a — z a r ó w n o Dziadom,
jak i Cyganom. Z r e s z t ą o n i w c h o d z ą c do domu l u b pod
oknami m ó w i l i : „ m o j a gosposiu, dajcie m i też jajeczko".
Potem dzielili się t y m i j a j k a m i l u b w s p ó l n i e s m a ż y l i
(„mieli m y ś w i ę t a " ) . Nie wszystkie grupy jednak zbie­
r a ł y jajka, n i e k t ó r z y „ t y l k o dla hecy szli", niosąc ze
sobą dziurawy koszyk.
K i l k a l a t temu jeden z m i e s z k a ń c ó w w s i (pracu­
jący sezonowo pod K r a k o w e m ) w p r o w a d z i ł
zwyczaj
przebierania się w P o n i e d z i a ł e k Wielkanocny za Diabła,
k t ó r y t o w a r z y s z y ł Cyganom i M i l i c j a n t o w i .
Obecnie coraz, mniej jest ś m i g u ś n i k ó w i chodzą co­
raz rzadziej. Zdecydowanie zanika zarobkowa funkcja
obrzędu, w y b i j a się natomiast — dawniej zresztą r ó w ­
nież bardzo istotna — funkcja zabawowa. Z a n i k ł a na-

I I . 29. Dziady Ś m i g u ś n e . Dobra, pow. Limanowa, 1912 r.

tomiast j u ż zupełnie magiczna rola o b r z ę d u ; pozosta­
łości jej m o ż n a dostrzec w wypowiedzi 62-letniego i n ­
formatora: „ d a w n i e j j a k nie było Dziada po śmiguście,
to j u ż b y ł zły rok", przewidywano wtedy nieurodzaj.
Jak w s p o m n i a ł a m , p o j a w i a j ą się teraz nowe postacie
w ś r ó d ś m i g u ś n i k ó w , zmienia się nieco ich ubiór i akce­
soria o b r z ę d o w e (maski kupne, obok drewnianych sika­
wek p o j a w i ł y się żelazne). Natomiast tak j a k przy ob­
r z ę d a c h k o l ę d n i c z y c h , nie z m i e n i ł a się płeć uczestników.
Tendencje do zaniku p o d z i a ł u uczestnictwa w e d ł u g
płci w y k a z u j ą takie zwyczaje, j a k święcenie palm
w Niedzielę P a l m o w ą czy ziela w dzień M a t k i Boskiej
Zielnej.
Wykonanie i zaniesienie palmy do kościoła należało
tradycyjnie do mężczyzn, szczególnie zajmowali się t y m
kawalerowie, jeśli jednak nie było w domu c h ł o p a k ó w ,
to gospodarz l u b ojciec gospodarza. Palma b y ł a zrobio­
na z g a ł ą z e k wierzby z baziami („bagniota", „ p a l m y " ) ,
p r z y w i ą z a n y c h do długiego k i j a , u góry ozdobiona p ę ­
k i e m trzciny wodnej. W okresie m i ę d z y w o j e n n y m dla
ozdoby dodawano k i l k a sztucznych k w i a t k ó w i p ę k
w s t ą ż e k , p o c z ą t k o w o z kolorowej bibuły, po I I wojnie
ś w i a t o w e j najczęściej jedwabnych. Całość b y ł a o k r ę c o n a
biczem konopnym l u b l n i a n y m , a od lat dwudziestych
zaczęto t a k ż e u ż y w a ć b a t ó w rzemiennych. Bazie zry­
w a l i chłopcy „po miedzach" l u b hodowali specjalnie
przy domach; t r z c i n ę kupowano na targach w Dobrej,
Skrzydlnej l u b L i m a n o w e j .
Palmy b y ł y różnej długości, od pół metra do ok.
4 m. I m w i ę k s z e , t y m piękniejsze, powszechnie więc
kawalerowie starali się, by sięgały tęczy w kościele.
I s t n i a ł o coś w rodzaju w s p ó ł z a w o d n i c t w a , kto zrobi
p i ę k n i e j s z ą . „ C z y m k t o m a wyższą, to honorniejsze".
Starsi gospodarze nieśli palmy k r ó t k i e , „takie że pod

245

�p a z u c h ę w e ź m i e " , „gdzie by stary takie duże niósł".
W okresie Polski Ludowej coraz więcej m ł o d y c h m ę ż ­
czyzn „wstydziło s i ę " iść z p a l m ą do kościoła, r o b i l i je
mniejsze, często jedynie pod naciskiem starszej gene­
racji. Obecnie bardzo niewielka ilość m ł o d y c h mężczyzn
niesie p a l m ę . Zazwyczaj r o b i ą to starsi gospodarze lub
m a ł e chłopaczki; gdy chłopiec kończy szkołę podstawo­
wą, przestaje nosić p a l m ę , a nieraz i w c z e ś n i e j . Zdarza
się też, że niosą p a l e m k ę (małą wtedy i raczej skromnie
zdobioną) starsze kobiety l u b m a ł e dziewczynki. Coraz
mniej jest w a ż n e , k t o niesie p a l m ę i j a k ona w y g l ą d a .
Starsze pokolenie zachowuje dawny zwyczaj dla celów
magicznych l u b dla tradycji. Młodsze — najczęściej ze
w z g l ę d u na ojca czy m a t k ę .
Oprócz — j a k j u ż w s p o m n i a ł a m — zanikania na­
kazu p r a k t y k o w a n i a o b r z ę d u przez mężczyzn, w y r a ź n y
jest t u proces przemian a k c e s o r i ó w , czyli w t y m w y ­
padku samej palmy. Z n a j w i ę k s z ą dbałością palmy r o ­
bione b y ł y w okresie m i ę d z y w o j e n n y m . Obecnie sam
zwyczaj jest jeszcze ż y w y , ale w c a ł y m kościele t y l k o
k i l k a palm jest rzeczywiście wysokich.
Zanika też powoli zespół w i e r z e ń z w i ą z a n y c h z ma­
gicznymi t r e ś c i a m i obrzędu. Po p r z y j ś c i u do domu p a l ­
m ą uderzano k r o w y , „żeby się d a r z y ł y " . Biczem, k t ó r y m
palma b y ł a o w i ą z a n a , w y p ę d z a n o pierwszy raz b y d ł o
na pastwisko, żeby „nie s k a k a ł o bardzo, nie gziło się",
żeby nic się nie stało b y d l ę c i u ani pasterzowi. Batem
t y m robiono też k r z y ż przed k o n i e m za k a ż d y m razem,
gdy gdzieś m i a ł j e c h a ć . W W i e l k ą S o b o t ę „ g ł o w i o n k i "
z palmy wielkanocnej opalano w p o ś w i ę c a n y m ogniu
koło kościoła, po czym robiono z nich k r z y ż y k i , d o d a j ą c
trzciny i kwiatuszek l u b w s t ą ż k ę . K r z y ż y k i te w k ł a d a n o
w pola, gdzie były zasiane oziminy; m i a ł y one powstrzy­
m y w a ć burze i grady, a t a k ż e s p r a w i a ć urodzaj. W W i e l ­
k ą Sobotę wieszano t a k ż e m a ł e k r z y ż y k i z p a l m na
szczycie domu l u b nad drzwiami, by c h r o n i ć dom przed
piorunem, przed p o ż a r e m („nic nie ma mocy, bo k r z y ż y k
poświęcony", „ k t o m a dom pod s ł o m ą l u b pod gontem,
to r o b i k r z y ż y k i ; m y w zeszłym r o k u p o k r y l i ś m y dach
eternitem, to j u ż nie musimy"). K a w a ł e c z e k palmy (lub
ziela święconego 15 V I I I ) k ł a d ł o się pod p i e r w s z ą skibę.
Większość z p o w y ż s z y c h p r a k t y k jest przez star­
szych gospodarzy nadal stosowana, a często t a k ż e przez
ś r e d n i e pokolenie, t y l k o z mniejszym przekonaniem l u b
zupełnie bez w i a r y w s k u t e c z n o ś ć zabiegów. Natomiast
młodzi rzadko je stosują, w i e l u m ł o d y c h w w i e k u 15—
20 lat w ogóle z w y c z a j ó w tych nie zna.
O ile robienie i zanoszenie p a l m wielkanocnych do
kościoła należało do mężczyzn, o tyle zbieranie r o ś l i n
i zanoszenie i c h do ś w i ę c e n i a w dzień M a t k i Boskiej
Zielnej (15 sierpnia — W n i e b o w z i ę c i e M B ) — do k o ­
biet. M o ż e m y t u o b s e r w o w a ć t a k i sam proces zmian
stosunku ludności do zwyczaju. Dawniej „ziele" do po­
ś w i ę c e n i a niosła dziewczyna; gdy nie b y ł o w domu pan­
ny — kobieta z a m ę ż n a . Dodatkowo m a l u t k i e bukieciki
p r z y g o t o w y w a ł o się dla k i l k u l e t n i c h dziewczynek, jeśii
chciały też nieść ziele. Obecnie (od ok. 20 lat) dziew­
częta w s t y d z ą się iść z zielem, czasem k t ó r a ś w e ź m i e
tylko kwiatek. „ O c i p k ę " (snopeczek ziół) niosą kobiety
starsze i w ś r e d n i m w i e k u , czasem k i l k a r o ś l i n e k niesie
m a ł y chłopiec.
W skład „ziela" w c h o d z ą rozmaite zioła, z k t ó r y c h
najważniejszymi
mają
być: „zwonek"
(dziurawiec),
„ w r o t y c " , „ m a r u n k a " . Dodaje się po k i l k a k ł o s ó w
wszystkich zbóż (czasami w y ł ą c z a j ą c owies, k t ó r y ś w i ę ­
ci się w drugi dzień ś w i ą t Bożego Narodzenia), liście
kapusty, n a t k ę ziemniaka i t d . Do przystrojenia u ż y ­
wa się „geronije", ostatnio t a k ż e inne k w i a t y ogrodowe

246

30

(goździki, nagietki, b r a t k i , p i w o n i e itp.). Dodawano też
j a b ł k a ( k t ó r e w powrotnej drodze z kościoła kawalero­
wie u s i ł o w a l i z a b i e r a ć pannom z b u k i e t ó w ) . Do „ziela"
m o ż n a d o d a ć wszystkie r o ś l i n y ; „ k a ż d a trawa woła
u r w i j mnie, oświeć mnie", ale „ t r z e b a by było w oktuszy na plecach nieść lub furą wieźć".
K a ż d a z polnych r o ś l i n m i a ł a zastosowanie w lecz­
nictwie l u b w e t e r y n a r i i , lecz nawet stare kobiety nie­
wiele j u ż p a m i ę t a j ą . Powszechnie znane jest stosowa­
nie „ w r o t y c u " — po ocieleniu k r o w y do okadzenia jej
i zaparzonego do picia („by nic złego jej się nie stało"),
stosowanie „ z w o n k a " i p i o ł u n u — na żołądek, „marunki
uwarzonej z tłuszczem, gdy się k t o oberwie", babki na
rany. N i e k t ó r e kobiety znają przeznaczenie także in­
nych ziół; częściowo ma ono charakter racjonalny,
częściowo magiczny.
Inne magiczne zastosowanie ziela, obecnie także za­
n i k a j ą c e , to stawianie b u k i e t u po przyjściu z kościoła
do kapusty, „ b y dobrze rosła", w k ł a d a n i e pod pierwszą
skibę, rzucanie na ogień, gdy nadchodzi burza („ziele
jest potrzebne, bo j a k p r z y c h o d z ą burze straszne, to
ziele rzuca się na ogień; M a t k a Boska dzisiaj do nieba
w s t ę p o w a ł a , to wszystkie c h m u r y może rozpędzić").
Zwyczajem odmiennego t y p u b y ł y „ m a j ó w k i " ; przez
cały maj wieczorami schodzili się ludzie pod kaplicz­
k a m i i ś p i e w a l i pieśni do M a t k i Boskiej oraz odmawiali
l i t a n i ę . G ł ó w n i e p r z y c h o d z i ł y kobiety, ale mężczyźni
t a k ż e b r a l i u d z i a ł w m a j ó w k a c h . M a j ó w k i obok roli
k u l t o w e j s p e ł n i a ł y t a k ż e r o l ę zwyczaju towarzyskiego,
b y ł y miejscem s p o t k a ń dziewczyn i c h ł o p a k ó w ; „ka­
walerowie przychodzili do towarzystwa", „wszystkie
panny leciały na m a j ó w k ę , potem c h ł o p a k i przychodzili,
ś m i a l i się, zabawy były". W m a j u f i g u r k i przystrajano
szczególnie bogato: j e d l i n ą , sztucznymi k w i a t a m i , czasem
ustawiano pod k a p l i c z k ą m ł o d e brzózki.

�П. 30, 31. Maska d i a b ł a ś m i g u ś n e g o , w y k . przed
laty S. S m o l e ń , C h y ż ó w k i .

kilku

Po ostatniej wojnie zwyczaj zaczął z a n i k a ć . Obecnie
jeszcze kobiety zbierają się czasami pod kapliczkami,
ale nie jest to zwyczaj powszechny a n i codziennie p r a k ­
tykowany. W dużo w i ę k s z y m stopniu natomiast l u d n o ś ć
wsi (szczególnie kobiety) bierze u d z i a ł w n a b o ż e ń s t w a c h
majowych, zwłaszcza jeśli odległość od kościoła nie jest
zbyt duża. N a b o ż e ń s t w a majowe cieszą się we w s i dużą
popularnością, w p r z e c i w i e ń s t w i e do czerwcowych czy
październikowych.
Jeden z nielicznych z w y c z a j ó w ż y w o t n y c h , r o z w i j a ­
jących się; zwyczajów, w k t ó r y c h dostrzec m o ż n a stale
wprowadzane nowe elementy, to stawianie
choinki.
Oczywiście związane to jest z p o p u l a r n o ś c i ą zwyczaju
na terenie całej Polski.
Fierwsze choinki we w s i stawiane b y ł y w latach
dwudziestych przez i n t e l i g e n c j ę w i e j s k ą , przede wszyst­
kim przez nauczycieli. Powszechnie zwyczaj ten p r z y j ą ł
się po I I wojnie ś w i a t o w e j . Choinka, zwana w C h y ż ó w ­
kach „drzewkiem", w y p a r ł a w c z e ś n i e j s z ą „podłaźniczkę".
Podłaźniczka to w i e r z c h o ł e k j o d e ł k i wieszany czubkiem
na dół nad stołem w i g i l i j n y m . U d o ł u wieszano k u l ę
z opłatków, tzw. „ ś w i a t " (sporadycznie nazywany też
„niebem"). Poza t y m p o d ł a ź n i c a przystrojona b y ł a t y l k o
jabłkami i k ó ł k a m i w y c i ę t y m i z kolorowych o p ł a t k ó w .
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m przyozdabiano czasem pod­
łaźniczkę k w i a t k a m i z b i b u ł k i („wielkie mecyje były,
że kilka k w i a t k ó w na podłaźniczce"). Z a r ó w n o p o d ł a ź ­
niczka, jak i choinka zawsze b y ł y z jodły, nigdy ze
świerka; jodełka u w a ż a n a jest za p i ę k n i e j s z e drzewo.
Jedno uzasadnienie
wieszania
podłaźniczki,
to:
„z dziadka pradziadka ten zwyczaj". Sporadycznie zda­
rza się inne, np. „podłaźniczka jest na t a k ą p a m i ą t k ę ,
że się Pan Jezus narodził, a w stajence też b y ł y k r z a k i " ,
„podłaźniczka d a w a ł a scęście w domu cy j a k " .
Spotykało się we w s i t a k ż e p o d ł a ź n i c z k i s ł o m i a n e ,
lecz nie był to zwyczaj miejscowy i nie spopularyzo­
wał się.
Gdy zaczęto s t a w i a ć c h o i n k ę , to na ogół nie wiesza­
no już podłaźniczki. A l e w n i e k t ó r y c h domach przez
jakiś czas obie te formy w s p ó ł i s t n i a ł y . D u ż o częściej
natomiast zdarzało się, że stawiano c h o i n k ę , a r ó w n o ­
cześnie robiono „ ś w i a t " i wieszano go u p u ł a p u . Spotka­
łam też dom, w k t ó r y m jeszcze 5 lat t e m u wieszano
podłaźniczkę. Gospodyni twierdzi, że nie ma miejsca
na drzewko. Charakterystyczne, że w rodzinie tej nie
ma małych dzieci.
Obecnie choinki ubierane są przede w s z y s t k i m
„bajkami", które podobno zaczęły się p o j a w i a ć j u ż przed
samą ostatnią wojną (kupowane w ż y d o w s k i c h sklepach
w Dobrej) i służyć jako ozdoba p o d ł a ź n i c z e k . P r ó c z
baniek na choince wiesza się cukierki, j a b ł k a , nieraz
orzechy w srebrnych papierkach, ł a ń c u s z k i z koloro­
wego papieru, ciasteczka, nadal o p ł a t k i , ostatnio „włosy
anielskie". Poza t y m czasami postacie a n i o ł k ó w w y c i ę t e
z papieru przez dzieci, k ł a d z i e się k a r t k i pocztowe, k t ó ­
re przesyła rodzina z ż y c z e n i a m i , p r z e d s t a w i a j ą c e żłobek
czy inne sceny z w i ą z a n e ze ś w i ę t a m i Bożego Narodzenia.
Choinka stoi w izbie do Trzech K r ó l i , a czasami
(o ile igiełki nie oblatują) do M a t k i Boskiej Gromnicz­
nej — „pokąd się ś p i e w a k o l ę d y " . Tak samo było z pod­
łaźniczka.
W Chyżówkach wiele jest o b r z ę d ó w o charakterze
magicznym; funkcja magiczna jest albo w y ł ą c z n ą , albo
jedną z wielu. K a ż d a p r a k t y k a magiczna zresztą jest

31

mniej l u b bardziej p o w i ą z a n a z c a ł y m zespołem w i e ­
rzeń i o b r z ę d ó w , d o t y c z ą c y c h o k r e ś l o n e g o dnia czy
okresu. P o d a w a ł a m wyżej j u ż n i e k t ó r e zwyczaje, k t ó ­
r y c h cel ma w y r a ź n i e magiczny charakter, np. stawia­
nie w polach k r z y ż y k ó w z p a l m czy okadzanie k r o w y .
Dalszym p r z y k ł a d e m jest zwyczaj o b w i ą z y w a n i a drzew
owocowych przed ś w i t e m w dzień św. Szczepana. Po­
w r ó s ł a do o w i ą z a n i a robiło się z nieomłóconego snopka
owsianego przyniesionego do domu przed wieczerzą
wigilijną. Drzewa w ten sposób o b w i ą z a n e „lepiej r o ­
dzą". Zwyczaj ginie, zanika motywacja magiczna, np.
jeden ze starszych gospodarzy, do ostatnich lat w y k o ­
n u j ą c y ten zabieg, twierdzi, że j u ż teraz m u się nie
chce chodzić po śniegu. „ T o t y l k o dla p t a s z k ó w , żeby
sobie d z i u b a ł y — drzewa r o s n ą i bez tego". Inny infor­
mator u w a ż a , że zwyczaj m i a ł sens, gdy przy domu
rosło k i l k a drzewek. Obecnie n i e k t ó r z y gospodarze m a j ą
„po 100 i 150 (we wsi — j a k i w c a ł y m regionie —
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m w ogromnym stopniu roz­
w i n ę ł o się sadownictwo), to by musieli cały dzień o w i ą ­
zywać".
Starsi gospodarze, w r a c a j ą c z kościoła z p o ś w i ę c o ­
n y m owsem w dzień ś w . Szczepana, szli na swoje pole,
jeśli b y ł o zachwaszczone, posypywali je m ó w i ą c : „Ucie­
kaj diable z ostem, bo idzie ś w i ę t y Szczepan ze ś w i ę c o ­
n y m owsem". J e ś l i w i e r z y ć wypowiedziom informato­
r ó w , to zabiegi te nie są j u ż praktykowane (często
o k r e ś l a n e są jako głupie). Do dziś natomiast ogromna
większość gospodarzy święci owies i dodaje go do ziarna
przeznaczonego na siew, żeby b y ł urodzaj.
Inne zabiegi magiczne, to np. jedzenie j a b ł e k ś w i ę ­
conych w dzień ś w . Błażeja jako ś r o d e k zapobiegający
bólowi g a r d ł a , mycie się w potoku w Wilię rano, żeby
b y ć z d r o w y m przez cały rok. M y l i się t a k ż e ludzie
chorzy, gdyż woda m i a ł a działać wtedy t a k ż e jako le-

247

�karstwo; po u m y c i u chory z o s t a w i a ł przy rzece s t a r ą
koszulę, odchodząc nie oglądał się, bo choroba m o g ł a b y
się p o w t ó r z y ć . Był też zwyczaj mycia się w wodzie, do
k t ó r e j wrzucano srebrne p i e n i ą d z e , a po wojnie po
prostu bilon, żeby b y ć „ j a k ten p i e n i ą d z zdrowy".
W Boże Narodzenie z kościoła do domu „chłop s t a r a ł
się przyjść przed b a b ą , żeby b y ł chytrzejszy przez cały
rok", w Nowy Rok dawano b y d ł u specjalnie pieczone
placuszki, „żeby na t y m r o k u w i ę d ł o się szczęśliwie".
Przed wieczerzą wigilijną k ł a d z i o n o pod stół r ó ż n e ż e ­
lazne przedmioty, np. części p ł u g a , „żeby p r z y o r a ć k o ­
m u ś k a w a ł e k pola", części wozu, m ł o t e k , s i e k i e r ę . W Bo­
że Narodzenie nie zamiatano izby, bo to „wielkie ś w i ę ­
to", a poza t y m m o ż n a w y m i e ś ć z domu całe bogactwo.
W Wigilię, Boże Narodzenie, Nowy Rok, a szczególnit
w Szczepana b y ł zwyczaj sypania owsem po izbie,
„posuło się owsem po garnkach, po stole, po wszystkim,
żeby dużo tego chleba było". Chleb ze stołu wigilijnego
jedzono po k a w a ł e c z k u k a ż d e g o dnia od W i g i l i i do N o ­
wego Roku, żeby z a p e w n i ć sobie urodzaj. Po wieczerzy
w i g i l i j n e j dzieci p r z y n o s i ł y do izby drzewo, żeby grzyby
się rodziły.
P r z y k ł a d y m o ż n a by m n o ż y ć . Z a b i e g ó w magicznych
jest masa. Są t o zabiegi dwojakiego rodzaju: o charak­
terze z a p o b i e g a j ą c y m i m a j ą c e na celu spowodowanie
czegoś -— urodzaju, zdrowia, p i e n i ę d z y i t p . Bardzo wiele
tych p r a k t y k żyje już t y l k o w p a m i ę c i i n f o r m a t o r ó w ,
inne są nadal stosowane. Różne są przyczyny p r a k t y k o ­
wania z a b i e g ó w magicznych. Część m i e s z k a ń c ó w w s i ,
w szczególności starszych, nadal wierzy w ich skutecz'
ność, i n n i w y k o n u j ą je dla zachowania t r a d y c j i (jeśl'
nic nie stanie akurat na przeszkodzie i jeśli w odpo­
wiednim momencie p a m i ę t a j ą o zwyczaju), jeszcze i n n i
t r a k t u j ą n i e k t ó r e p r a k t y k i magiczne zabawowo (np. m y ­
cie się w wodzie z p i e n i ę d z m i ) . Jeżeli przy czynności
magicznej w y k o r z y s t y w a n y jest przedmiot p o ś w i ę c o n y ,
wtedy dla w i e l u m i e s z k a ń c ó w C h y ż ó w e k w y s t a r c z a j ą c ą
m o t y w a c j ą w y k o n y w a n i a zabiegu jest stwierdzenie: „bo
to p o ś w i ę c o n e " ; dotyczy to ogromnej ilości p o c z y n a ń .
Wreszcie zdarza się też często, że zwyczaj p r a k t y k u j e
się w y ł ą c z n i e ze w z g l ę d u na ojca, m a t k ę czy i n n ą star­
szą osobę.
Nieco odmiennie przedstawia się stosunek ludzi do
wróżb, szczególnie z w i ą z a n y c h z okresem Bożego Na­
rodzenia. Wróżby w dziedzinie spraw osobistych, z w ł a s z ­
cza zamążpójścia czy ożenku, nadal są często praktyko­
wane przez m ł o d y c h , ale j u ż w y ł ą c z n i e jako zabawa
okazja do ż a r t ó w , zalotów. Natomiast w r ó ż b y dotyczące
urodzaju, chowu b y d ł a czy owiec —• znane są tylkb
w starszym pokoleniu i nawet przez ftie niezbyt często
dokonywane. Przepowiadanie pogody na n a d c h o d z ą c y
rok (z d n i od Ł u c j i do Bożego Narodzenia, a czasem do
Trzech Króli) jest nadal praktykowane, i to z a r ó w n o
przez starsze, j a k i ś r e d n i e pokolenie.
Wierzenia dotyczące c u d ó w i d z i w ó w , np. że woda
w noc wigilijną zamienia się w wino, że b y d ł o w Wigilię
o północy m ó w i l u d z k i m głosem, że leszczyna wtedy
k w i t n i e (jakby k t o ś to zobaczył, s p o t k a ł o b y go szczęście),
a pewien gatunek t r a w p ł y n i e pod p r ą d w g ó r ę rzeki,
że w W i e l k ą Niedzielę skarby zakopane w ziemi otwie­
r a j ą się — są przytaczane j a k o legendy, opowieści b a b k i
czy dziadka. N i e w i e l u nawet starszych ludzi wierzy
w ich p r a w d z i w o ś ć .
Przemiany w obrzędowości p r z e j a w i a j ą się t a k ż e
w zmianie osoby p r a k t y k u j ą c e j zwyczaj (pod w z g l ę d e m
wieku, płci, pozycji rodzinnej), np. dawniej przyniesie­
nie snopka owsianego do izby przed w i e c z e r z ą w i g i l i j n ą
n a l e ż a ł o do gospodarza, obecnie nie ma ż a d n e g o zna­

248

czenia, k t o to r o b i ; niejednokrotnie zresztą w ogóle za­
rzucono ten zwyczaj.
M o ż n a r ó w n i e ż z a u w a ż y ć zmiany formalne, prze­
j a w i a j ą c e się w zmianie p o t r a w o b r z ę d o w y c h , np. w i g i ­
l i j n y c h . P o t r a w y tradycyjne to k r u p y , grzyby, karpiele
(brukiew), ziemniaki, galas (kompot), groch, k w a ś n i c a .
Są one częściowo rugowane (szczególnie karpiele) na
rzecz nowych, dawniej nie znanych (przede wszystkim
ryby). Oczywiście z w i ą z a n e to jest w pierwszym rzędzie
ze wzrostem z a m o ż n o ś c i m i e s z k a ń c ó w w s i .
Bardzo c i e k a w y m zjawiskiem jest wprowadzenie
nowych e l e m e n t ó w w o b r z ę d a c h z a n i k a j ą c y c h . P r z y k ł a d
podaję z s ą s i e d n i e j w s i (Szczawa), p o n i e w a ż jest on
niezwykle charakterystyczny. Zwyczaj chodzenia z szop­
k ą k u k i e ł k o w ą jest w Szczawie jeszcze ż y w y , ale w y ­
kazuje silną t e n d e n c j ę z a n i k a j ą c ą . W ś r ó d k u k i e ł e k jed­
nej z szopek znajduje się „ i n w a l i d a wojenny spod
Monte Cassino". Z r o z u m i a ł e , że nie jest to p o s t a ć trady­
cyjna.
Tradycyjne o b r z ę d y doroczne w C h y ż ó w k a c h za­
n i k a j ą , jedne szybciej, inne wolniej, bardzo nieliczne
w y k a z u j ą tendencje rozwojowe. P r z y c z y n ą tego są głę­
bokie p r z e o b r a ż e n i a , j a k i e zaszły w życiu gospodarczym,
s p o ł e c z n y m i k u l t u r a l n y m . D u ż y w p ł y w na zanikanie
o b r z ę d u l u b jego zachowanie m a kościół. Proboszcz,
k t ó r y w parafii w J u r k o w i e przebywa j u ż ponad 40 lat,
m a we w s i ogromny autorytet; ze w z g l ę d u na funkcję,
k t ó r ą sprawuje, a t a k ż e po prostu jako człowiek. Ksiądz
przyznaje, że z n i e k t ó r y m i zwyczajami walczył świa­
domie, np. z chodzeniem po kolędzie, p o n i e w a ż zawsze
z w i ą z a n a b y ł a z t y m „ p o h u l a n k a " , przykre w y b r y k i ,
g ł u p i e ż a r t y . Poza t y m s t a r a ł się w p ł y n ą ć na parafian
(co m u się udało), by nie zaczynali chodzić po kolędzie
w dzień Bożego Narodzenia, t y l k o dopiero na Szczepana.
I n n y zwyczaj, przeciw k t ó r e m u k s i ą d z w y s t ę p o w a ł , to
sypanie owsem w kościele na ś w . Szczepana. Jeszcze po
ostatniej w o j n i e po mszy ś w . w kościele było pełno
ziarna („po kostki"); trudno je potem w y s p r z ą t a ć , skut­
k i e m czego lęgły się myszy i niszczyły szaty liturgiczne.
Obecnie parafianie sypią jedynie „ p a r ę ziarnek" (kilka
garści). N i e k t ó r e o b r z ę d y są z kolei przez kościół po­
pierane, np. ś w i ę c e n i e ziół 15 sierpnia, bo „wyrażają
one cnoty M a t k i N a j ś w i ę t s z e j " , kościół modli się, by
zioła b y ł y skuteczne j a k o lekarstwa.
Pewien w p ł y w na p r z e o b r a ż e n i a obrzędowości tra­
dycyjnej m i a ł a też szkoła, oczywiście stale wzrastające
k o n t a k t y z miastem, w ogromnej mierze migracje. Tak­
że ś r o d k i masowego przekazu, j a k radio (na baterie,
z n a j d u j ą c e się w ponad 50% d o m ó w ) , prasa, telewizja
( o g l ą d a n a przez m ł o d y c h , a w dolnej części wsi także
przez ś r e d n i e pokolenie — w J u r k o w i e lub w zelektry­
fikowanych osiedlach C h y ż ó w e k ) . Nie należy też za­
p o m i n a ć , że stosunek ludzi do o b r z ę d o w o ś c i jest często
s p r a w ą i n d y w i d u a l n ą , z a l e ż n ą od p s y c h i k i i stopnia
rozwoju u m y s ł o w o ś c i .
Na z a k o ń c z e n i e k i l k a spostrzeżeń. Wydaje m i się,
że silniejsza w i a r a w r ó ż n e g o t y p u p r a k t y k i magiczne,
opowiadania o duchach, czarownicach i t p . występuje
w rodzinach bardziej z w i ą z a n y c h z pasterstwem niż
reszta w s i , w rodzinach, w k t ó r y c h zawód bacy był
przekazywany z ojca na syna aż do c h w i l i obecnej.
I n n a uwaga dotyczy stosunku do o b r z ę d ó w mieszkańców
g ó r n e j i dolnej części w s i . O k r e ś l e n i a „ g ó r n a " i „dolna"
część w s i p r z y j ę ł a m umownie, gdyż nie da się oczy­
wiście p r z e p r o w a d z i ć ż a d n e j granicy pomiędzy nimi.
Otóż o b r z ę d y k o l ę d n i c z e w s p ó ł c z e ś n i e praktykowane są
w g ó r n e j części w s i . Za Stary i N o w y Rok oraz za św.
M i k o ł a j a przebierali się chłopcy z g ó r n y c h osiedli, naj­
wyższe p a l m y r ó w n i e ż przez nich są robione. Być może

�przyczyną tego bardziej aktywnego stosunku do o b r z ę ­
dów jest w i ę k s z a odległość od gospody (w Dobrej czy
cd niedawna w J u r k o w i e ) , od telewizji, k l u b u i t p .
Wielokrotnie p r o w a d z ą c w C h y ż ó w k a c h
badania
spotykałam się z s y t u a c j ą , w k t ó r e j m ł o d y c h ł o p a k czy
dziewczyna, b ę d ą c ś w i a d k i e m mojej rozmowy z rodzi­
cami lub dziadkami, pierwszy raz w życiu słyszeli opo­
wieść o dawnych zwyczajach rodzinnej wsi. Nieraz
natomiast u z u p e ł n i a l i t ę (relację w i a d o m o ś c i a m i u s ł y s z a ­
nymi pirzez radio.
Na podstawie dotychczasowych b a d a ń w C h y ż ó w ­
kach nie z g o d z i ł a b y m się z hipotezą, w y s u n i ę t ą co
prawda przy badaniach o b r z ę d ó w r o l n i c z y c h , jakoby
w pierwszym r z ę d z i e z a n i k a ł y zwyczaje stosowane i n ­
dywidualnie, m a j ą c e na celu dobro jednego gospodar­
stwa, na k t ó r e nie m i a ł y w p ł y w u sankcje o p i n i i spo­
łecznej. Np. niemal powszechny jest do dziś w C h y ż ó w ­
kach zwyczaj kropienia w o d ą ś w i ę c o n ą p ł u g a z k o n i e m
przy pierwszej orce, w k ł a d a n i e p o ś w i ę c o n e g o ziela pod
pierwszą skibę i t p .
5

W zupełnie inny sposób niż o b r z ę d o w o ś ć t r a d y ­
cyjną należy r o z p a t r y w a ć zwyczaje z w i ą z a n e ze ś w i ę ­
tami p a ń s t w o w y m i , organizacji s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n y c h ,
szkolnymi, o k o l i c z n o ś c i o w y m i .
Nie m o ż n a oczywiście o b s e r w o w a ć przemian, jakie
zachodziły w sposobie obchodzenia ś w i ą t p a ń s t w o w y c h
na przestrzeni całego omawianego okresu. Nie u d a ł o m i
się niestety z e b r a ć ż a d n y c h danych o ś w i ę t a c h z okresu
sprzed I wojny ś w i a t o w e j . Wszyscy najstarsi gospodarze
albo s t w i e r d z a j ą , że nie obchodzono wtedy ż a d n y c h
świąt tego typu, albo — że po prostu nie p a m i ę t a j ą .
Najbogatszym ź r ó d ł e m do okresu m i ę d z y w o j e n n e g o
jest kronika szkolna prowadzona od momentu powstania
szkoły (1916 r.) do c h w i l i obecnej. W latach 1916—1946
kronika pisana b y ł a stale przez t ę s a m ą osobę — nau­
czycielkę, potem k i e r o w n i c z k ę szkoły — W a l e r i ę Ł a s k ą
(Knapczyk). Wszelkie obchody ś w i ą t czy rocznic p a ń ­
stwowych we w s i w okresie m i ę d z y w o j e n n y m koncen­
trowały się w szkole. G ł ó w n y m ś w i ę t e m b y ł a rocznica
uchwalenia K o n s t y t u c j i 3 Maja. P o n i ż e j cytuję opis u r o ­
czystości z 1924 г., zanotowany w kronice.
„Miesiąc maj z a s ł u g u j e na wybitniejsze miejsce
w tej kronice a to ze w z g l ę d u na obchód K o n s t y t u c j i
w dniu 3 maja z n a s t ę p u j ą c y m opisem: O godzinie 6 r a ­
no w y r u s z y ł y dzieci szkolne p a r a m i ze szkoły w Chy­
żówkach do kościoła w J u r k o w i e . P o c h ó d p o p r z e d z a ł
uczeń Józef M r ó z e k niosący duży sztandar b i a ł o - c z e r ­
wony z o r ł e m polskim. Dzieci w czasie p o d r ó ż y ś p i e w a ł y
piosenki. Przybywszy do kościoła u s t a w i ł y się parami,
a las b i a ł o c z e r w o n y c h c h o r ą g i e w e k , k t ó r e m i e l i ucznio­
wie r o z w e s e l a ł serce polskie. Mszę ś w . o d p r a w i a ł m i e j ­
scowy proboszcz ks. M i c h a ł Chłoń, podczas k t ó r e j dzie­
ci śpiewały. Po Mszy ś w . ks. proboszcz wygłosił p i ę k n e
okolicznościowe kazanie b u d z ą c w sercach słuchaczy
miłość ojczyzny. Po mszy ś w . wszystkie dzieci r u s z y ł y
do nowej szkoły w J u r k o w i e gdzie b y l i obecni przed­
stawiciele gmin, ks. proboszcz, nauczycielstwo i p. poseł
Michał Laskuda. Dzieci o d ś p i e w a ł y p i e ś n i patriotyczne
i o d d e k l a m o w a ł y wiersze. Odczyt w y g ł o s i ł a nauczycielka
z Jurkowa, p. Julia S i d o r ó w n a , o znaczeniu obchodu
wygłosił p r z e m ó w i e n i e ks. proboszcz i p. poseł Laskuda.
O d ś p i e w a n i e m Roty z a k o ń c z o n o obchód."

podniesie n a j w c z e ś n i e j za 4.000 lat."). Liczniejsze grono
u c z e s t n i k ó w jest t y l k o wtedy, gdy święto przypada
w niedzielę.
Inne ś w i ę t o w podobny sposób obchodzone przez
dzieci szkolne to — w g k r o n i k i — 11 listopada (od
1930 г.). Od 1927 r. wprowadzono też w szkole obchody
imienin M a r s z a ł k a , a od 1936 r. — imienin Prezydenta.
W p a m i ę c i m i e s z k a ń c ó w wsi w y r a ź n i e żywy jest
zwyczaj obchodzenia 3 Maja, natomiast o pozostałych
ś w i ę t a c h nie p a m i ę t a j ą (być może nie b r a l i w obcho­
dach tych udziału).
Z organizacji społeczno-politycznych,
działających
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m w C h y ż ó w k a c h , i s t o t n ą r o l ę
o d g r y w a ł o Stronnictwo Ludowe, bardzo silne organiza­
cyjnie w tej części p o w i a t u limanowskiego. Rokrocznie
w drugi dzień Zielonych Ś w i ą t członkowie Stronnictwa
Ludowego jechali do L i m a n o w e j na pochód protestacyj­
ny. Często dochodziło do w a l k z policją. W czasie po­
c h o d ó w ś p i e w a n o specjalne okolicznościowe pieśni, częś­
ciowo u k ł a d a n e przez ludzi z C h y ż ó w e k , b ę d ą c e r e a k c j ą
na wydarzenia. Z a n o t o w a ł a m np. pieśń, k t ó r a p o w s t a ł a
po zabiciu przez policję w Kasinie c h ł o p a k a — działacza
r u c h u ludowego (autorem jest podobno Józef Smoleń,
nieżyjący od 9 lat).
Tam w Kasinie na mogile
k r z y ż zieloniusieńki,
ginie od k u l policyi
chłopiec m ł o d z i u s i e ń k i .
Ginie, ginie chłopiec młody,
ś m i e r ć m u oczy t u l i ,
prosi w ranach brata swego,

I I 32. K r z y ż y k z palmy wielkanocnej w zbożu. Kotów,
pow. Nowy Sącz.

Niemal co r o k autorka k r o n i k i u b o l e w a ł a nad bra­
kiem zainteresowania d o r o s ł y c h m i e s z k a ń c ó w w s i u r o ­
czystością (w 1927 г.: „ G ó r a l e j a k z w y k l e m a ł o w uczest­
nictwie dopisali. Na nic u r o c z y s t o ś ć K o n s t y t u c j i 3 Maja
jak nie będzie co « c h a m k a c » . Dlatego też j a k « j e d e n
m ą ż » [...] sadzili ziemniaki. U takiego l u d u k u l t u r a się

24.9

�by doniósł m a t u l i .
P r z y s z ł a m a t k a zabitego,
zobaczyła syna,
wzięła go w swoje objęcia
i tak p r z e m ó w i ł a :
ty umierasz, synu drogi,
m ó j r ó ż o w y kwiecie,
a j a twoja stara matka
zostaję na świecie.
Ty umierasz, synu drogi,
synu m ó j kochany,
twoich braci policy ja
już kuje w kajdany.
P r o s z ę mamy, proszę bardzo,
ł a d n i e mnie chowajcie,
niech m i wszystkie dzwony d z w o n i ą
i organy grajcie.
Niech mnie t y l k o nie c h o w a j ą
mordercy, ł a j d a k i ,
t y l k o sami kasinianie
dziewczęta, c h ł o p a k i .
Sadźcie róże na m y m grobie,
k t ó r a się rozwinie
na p a m i ą t k ę mojej ś m i e r c i
niewinnyj w Kasinie.
M i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k raczej nie m a j ą aktywnego
stosunku tak do ś w i ą t 1 Maja j a k i 22 Lipca. Opinia
społeczna nie nakazuje ś w i ę t o w a n i a w te d n i , m i m o
to — jeśli nie m a pilnych r o b ó t polowych — jest we
wsi n a s t r ó j „ p ó ł ś w i ą t e c z n y " . Ludzie p r a c u j ą , ale nie
przy zajęciach widocznych dla s ą s i a d ó w i k a ż d e g o prze­
chodzącego („w polu k r ę p u j ą się robić"), najczęściej
p r a c u j ą w lesie („w lesie ś w i ę t o robi"). W szkole na
1 maja odbywa się uroczysta akademia z częścią a r t y ­
styczną,
i
3 maja jest traktowany obecnie jako święto kościel­
ne — K r ó l o w e j K o r o n y Polskiej; „ k t o chce idzie do
kościoła", nie ma nakazu ś w i ę t o w a n i a .
Działalność organizacji s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n y c h jest
nikła, członkowie ich nie o b c h o d z ą ż a d n y c h ś w i ą t . Jedy­
nie istniejące we w s i od 1969 r. koło Zjednoczonego
Stronnictwa Ludowego (wcześniej k i l k a osób z C h y ż ó ­
wek n a l e ż a ł o do k o ł a w P ó ł r z e c z k a c h ) p r ó b o w a ł o zorga­
n i z o w a ć w Zielone Ś w i ę t a ognisko, ale przeszkodził w

t y m deszcz. C z ł o n k o w i e Z S L b r a l i udział w „święcie
l u d o w y m " w Skrzydlnej. Na program o b c h o d ó w złożyły
się: p r z e m ó w i e n i a okolicznościowe, dekorowanie odzna­
czeniami z a s ł u ż o n y c h l u d o w c ó w i część artystyczna,
w k t ó r e j w y s t ą p i ł zespół zorganizowany przy GS w Do­
brej.
Ś w i ę t a szkolne, to przede wszystkim rozpoczęcie
i z a k o ń c z e n i e r o k u szkolnego. Do 1946 r. z tej okazji
dzieci b r a ł y u d z i a ł w uroczystym n a b o ż e ń s t w i e w koś­
ciele w J u r k o w i e , po czym w szkole n a s t ę p o w a ł o przy­
witanie l u b p o ż e g n a n i e dzieci, rozdanie ś w i a d e c t w itp.
Od 1948 r. w d n i u rozpoczęcia 1 z a k o ń c z e n i a r o k u szkol­
nego odbywa się akademia, na k t ó r ą p r z y c h o d z ą —
prócz dzieci szkolnych — ich rodzice, starsza młodzież
i i n n i m i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k . W programie akademii
z n a j d u j ą się okolicznościowe deklamacje,
inscenizacje,
piosenki i t a ń c e .
Od około 6 l a t uczniowie V I I klasy organizują uro­
czyste p o ż e g n a n i e klasy V I I I (przed r e f o r m ą szkolnictwa
odpowiednio V I i V I I klasa). Uczniowie V I I klasy w r ę ­
czają k w i a t e k k a ż d e m u „ ó s m a k o w i " , całują („to ściska­
nie, c a ł o w a n i e nawet m i ł o w y g l ą d a " — j a k m ó w i jedna
z nauczycielek), potem n a s t ę p u j e p o ż e g n a n i e i małe
„przyjęcie": herbata z ciastkiem. Na zakończenie za­
bawa. W czasie zabawy często dziewczęta improwizują
okolicznościowe piosenki.
W 1948 r. pierwszy raz obchodzone było w Chyżów­
kach Ś w i ę t o M a t k i ( u r z ą d z o n o a k a d e m i ę , na k t ó r e j dzie­
ci w r ę c z a ł y m a t k o m k w i a t y ) , a w 1950 — Dzień Kobiet
(również akademia). W ostatnich latach dzieci na lek­
cjach wychowania plastycznego p r z y g o t o w u j ą l a u r k i dla
matek na Dzień M a t k i i Dzień Kobiet, uczą się też
w i e r s z y k ó w , k t ó r e czasami m ó w i ą w domu. Dzień
Dziecka połączony jest z D n i e m Sportu Szkolnego. Dzie­
ci w y k o n u j ą zabawy ruchowe ze ś p i e w e m , gry sportowe
itp. W n a g r o d ę ( t a k ż e za udział) o t r z y m u j ą cukierki,
ciastka, ołówki, długopisy i t p . W domach prywatnych
Dzień Dziecka nie jest obchodzony.
Wszystkie z a u w a ż o n e w tradycyjnej obrzędowości
dorocznej p r a w i d ł o w o ś c i , wszystkie wnioski mogą do­
tyczyć w y ł ą c z n i e C h y ż ó w e k i ewentualnie najbliższej
okolicy. Zagadnienie o b r z ę d o w o ś c i dorocznej Chyżówek
na tle i n n y c h w s i regionu b ę d z i e przedmiotem dalszych
prac.

PRZYPISY
1

Istnieje spór do tej pory nie r o z s t r z y g n i ę t y , czy
nazwa w s i powinna b r z m i e ć „ C h y s z ó w k i " czy „ C h y ż ó w ­
k i " . P r z y j ę ł a m p i s o w n i ę „ C h y ż ó w k i " , p o n i e w a ż tak w ł a ś ­
nie wieś jest zarejestrowana w u r z ę d o w y m spisie m i e j ­
scowości P R L .
Wieś Dobra w powiecie limanowskim.
Wybór
ma­
teriałów
zebranych
przez uczestniczki
V
Instruktorskie­
go Żeńskiego
Obozu Krajoznawczego
w Dobrej, K r a k ó w
1938.
2

Fot.:

250

Jerzy Duda -

3

M . S i e m i ń s k a , Monografia
wsi Chyżówki,
maszy­
nopis pracy dyplomowej wykonanej w I I Studium Nau­
czycielskim, K r a k ó w 1968.
K . K w a ś n i e w i c z , Z badań nad zwyczajami
dorocz­
nymi w społeczności
wiejskiej,
„ E t n o g r a f i a Polska", R.
V I I I , 1965, t. 9, s. 62—102.
Z. Szyfelbejn-Sokolewicz, Plon, obrzęd,
widowisko.
Próba etnologicznego
ujęcia obrzędów
i zwyczajów
rol­
niczych, Ossolineum 1967.
4

5

i l . 23-28; M a g d a l e n a K r o h - i l . 1-3, 6, 18-22, 30, 31; J a n S w i d e r s k i
R e p r : S t a n i s ł a w S t ę p n i e w s k i — i l . 4, 5, 7, 8, 23-25.

-

И. 9-17, 32; b . W ę g r z y n o w i c z -

i l . 29.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10269" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10247">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a951ea49c19eca50c5eb19e8503321c4.pdf</src>
        <authentication>bd3557efc92d7ea868be9f8fecc07410</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122106">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4447</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122107">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122108">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122109">
                <text>kolekcje etnograficzne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122110">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4136</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122111">
                <text>Kolekcja Zofii i Stanisława Chrząstowskich oraz jej znaczenie dla wsi Podegrodzie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122112">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.1-2 ; s.45-51</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122113">
                <text>Kroh, Magdalena</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122114">
                <text>Maszczak, Maria Teresa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122115">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122116">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122117">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122118">
                <text>П. l ' . Stanisław Cbrząstowski na tle swych zbiorów. 1974 r.

Maria Teresa Maszczak,
Magdalena Kroh

KOLEKCJA ZOFII I STANISŁAWA CHRZĄSTOWSKICH ORAZ JEJ ZNACZENIE DLA WSI
PODEGRODZIE

Podegrodzie, duża wieś w powiecie nowosądeckim,
stanowi centrum regionu Lachów Sądeckich, grupy etno­
graficznej o odrębnej, specyficznej kulturzo i o szerokim,
zmiennym pasie pogranicza, w którym elementy kultury
lachowskiej krzyżują się z elementami kultury grup sąsied­
nich.
W okresie międzywojennym osiedlili się w Podegrodziu
Zofia i Stanisław Chrząstowscy. Zofio przybyła tu z Płocko
w roku 1928 i objęła posadę nauczycielki przedmiotów
humanistycznych oraz robót ręcznych w Szkoło Rolniczej.
Ostatnio kierujo Biblioteką Gminną. Stanisław, rodem
ze Lwowa, zamieszkał w Podegrodziu w roku 1930. * Za­
trudniony był kolejno w Małopolskim Towarzystwie Rol­
niczym, Izbie Rolniczej, w pierwszych latach po w ojnio
w przemyślo cukrowniczym, a od niedawna w Bibłiotcco
Powiatowej w Nowym Sączu. Praca obojga pp. Chrząstowskich polegała na kontaktach z wieloma ludźmi; szybko
więc wrośli w nowe środowisko, uczestnicząc w miejscowych
uroczystościach, obrzędach, zabawach, poznając bogate
tradycjo kulturowe regionu. Sami również stali się inicjato­
rami takich imprez, jak widowiska teatralne, zga^duj-zgadulo,
wieczornico. Pani Zofia jest główną organizatorką ludowego
zespołu pieśni i tańca „Podegrodzie", który powstał w 1937 r.
przy ówczesnej Szkole Rolniczej. Ona takżo prowadziła
przy szkoło pozalekcyjne kursy szycia i haftu, na które
przychodziła nie tylko młodzież szkolna, ale i starsze kobiety.
r

Podejmując się prowadzenia zajęć z zespołem łudzi
wychowanych w duchu odrębnej kultury regionalnej, zdecy­
dowała się nawiązać do miejscowych wzorów. Już przed
I I wojną światową gromadziła wspólnie z mężem strój
podegrodzki. Chrząstowscy wypożyczali stroje członkom
„Podegrodzio" na liczne występy , a w roku 1958 już ze
zbicrów własnych mogli mządzić wystawę w Starym Sączu.
Bo tego czasu inne eksponaty trafiały do nich bardzo rzadko,
na zasadzie jjrzypedkowego podarunku.
Właściwy rozwój kolekcji, poszerzonej o przedmioty
użytkowe, przypada na rok 1961. Uroczyście obchodzonym
wówczas w maju — „Najpiękniejszym Dniom Podegrodzia"
towarzyszyła regionalna wystawa etnograficzna, której
przygotowanie powierzono Chrząstowskiemu. Przy pomocy
kilku osób, m. in. Józefa Łatki i Józefa Bliźniaka, zebrał
on od okolicznych gospodarzy sprzęt domowy, narzędzia
gospodarcze, ceramikę, rzeźby, hafty, strojo i wycinanki,
któro wystawiono w sześciu sadach Szkoły Podstawowej.
Przy tej okazji zeprezentowano również pokazowe wesele
podogrodzkie, sztukę tkania na dawnych krosnach demon­
strował Piotr Szabla, a sposób formowania garnków glinia­
nych — Wojciech Błaszczyk.
Przed rozpoczęciem zajęć szkolnych trzeba było zlikwi­
dować ekspozycję. Wtedy większość przedmiotów zwrócono,
a pozostałe, za zgodą właścicieli zatrzymał Stanisław Chi ząstowski, który zaproponował założenie izby regionalnej
r

45

�Zbiory Z. i S. Chrząstowskich: i l . 2. Wyroby gliniane z Podegrodzia i Starego Sącza; i l . 3. Męskie stroje lachowskio.

�yre wsi. Do czasu uzyskania odpowiedniego pomieszczenia
zbiory przeniesiono do domu Chrząstowskich, i tu, na pod­
daszu, udostępniono je zwiedzającym.
W roku 1967, przy okazji otwarcia „Szlaku Kwitnących
Sadów", urządzono Izbę Regionalną w starej chałupie
Stanisława Migacza — „Pawlaka". Dom trzeba było nie­
stety po niedługim czasie rozebrać — i wyposażenie izby
wróciło znowu do Chrząstowskich. Wielka to szkoda,
bo eksponaty oderwane od wnętrza typowej chałupy podogrodzkiej, straciły swą autentyczną wymowę.
W roku 1969 Chrząstowscy uporządkowali nie używaną
już oborę murowejią z pustaków i urządzili w niej prowi­
zoryczną izbę. Jest to oczywiście kompromis między rekon­
strukcją dawnych wnętrz a ekspozycją muzealną.
Ogromne, ilość przedmiotów pozostała na strychu domu
Chrząstowskich. Wydzielono tam dwa, małe wnętrza i wąski
korytarz, w którym umieszczono część zbiorów, porządkując
je tematycznie. Pomieszczenia te jednak ze względu na
małą powierzchnię mają raczej charakter magazynowy
niż ekspozycyjny. Ponadto wiele eksponatów poupychano
w mieszkaniu, na werandzie, a niektóre, jak np. ule —
na podwórku.
Obecnie ukończono w Podegrodziu budowę domu
kultury, w którym planowano urządzić w kilku salach
ekspozycję etnograficzną. Niestety, administracja nowo
utworzonej gminy zajęła dla swoich potrzeb znaczną część
pomieszczeń i muzeum będzie mieścić się tylko w jednej sali,
do której zostanie przeniesiona jedynie izba regionalna.
Wg relacji pp. Chrząstowskich — zamierzają oni w przy­
szłości przekazać swoje zbiory do Muzeum w Nowym Sączu,
pod warunkiem pozostawienia ich w Podegrodziu.
Kolekcja Chrząstowskich liczy obecnie ok. 1400 ekspo­
natów, pochodzących z ponad 30 wsi, należących w X V I I w.
do parafii podegrodzkiej. Najwięcej eksponatów pochodzi

ze wsi leżących niedaleko od Podegrodzia, czyli z centrum
regionu, ale spora część kolekcji została zebrana na terenach
graniczących z innymi grupami etnograficznymi. Interesu­
jące, żo z samego Podegrodzia pochodzi stosunkowo niewiele
obiektów. Chrząstowski twierdzi, że w okresie tworzenia
kolekcji w Podegrodziu było już mało tradycyjnych sprzętów.
Strój ludowy w kolekcji reprezentują ubiory typowo
lachowskie, natomiast inne eksponaty, zwłaszcza z zakresu
kultury materialnej pochodzą również z terenów pogra­
nicznych. Forma ich zresztą w większości nie różni się
od typowo lachowskich.
Zbiór Chrząstowskich — to przedmioty funkcjonujące
w tradycyjnej kulturze Lachów Sądeckich w końcu X I X
i w pierwszych dziesięcioleciach X X wieku. Starsze są
pojedyncze eksponaty, np. piękny obraz olejny na płótnie
z przedstawieniem Matki Boskiej Saletyńskiej. Współczesne
są natomiast wyroby twórców z Podegrodzia i okolicy,
jak rzeźby w drewnie, niektóro hafty, plecionki i przed­
mioty obrzędowe.
Założeniem kolekcji jest możliwie pełne zaprezento­
wanie kultury Lachów Sądeckich. Założenie to zostało
wypracowane już w trakcie uzupełniania, kolekcji, początko­
wo bowiem — jak już wspomniano — przedmioty były
zbierane dość przypadkowo na jednorazową wystawę.
Zbiór zawiera obiekty ze wszystkich niemal dzie­
dzin: od przedmiotów użytku codziennego, poprzez na­
rzędzia rolnicze, narzędzia i wyroby rzemieślnicze, ubiory,
do przedmiotów obrzędowych i plastyki ludowej. Można tu
znaleźć całe tradycyjne wyposażenie domu mieszkalnego
oraz częściowe — budynków gospodarczych.
W zbiorze znajduje się sporo eksponatów cennych
i interesujących, jak np. oryginalnie zdobione „kratki", czyłi
półki na naczynia, czy ryzowana skrzynia sarkofagowa.
Daloj — kilka starych rzeźb drewnianych, piękna, płasko-

I I . 4. Wnętrze izby regionalnej. I I . 5. Zegar rzeźbiony, Czerniec, pow. N . Sącz.

47

�rzeźbiona, polichromowana Pietá (il. 7), dwa pionowe ule
kłodowe z twarzą ludzką, która na jednym jest wyryta,
na drugim zaś wykonana w formie przytwierdzonej
płaskorzeźby (il. 9).
Z ciekawostek ilustrujących chłopski zmysł wynalaz­
czości wspomnieć trzeba niedawno wykonaną pralkę drew­
nianą, działającą na podobnej zasadzie jak fabryczne,
poruszane energią elektryczną, albo przyrząd do formo­
wania pierogów, równocześnie W5'cinający odpowiedni kształt
i ściskający krawędź.
W zbiorze znajdują się przykłady częstej obecnie
adaptacji i stylizacji we współczesnej wytwórczości wiej­
skiej, np. podłaźniczka ozdobiona rzędem „sercówek" —
wzoru zaczerpniętego ze zdobnictwa spodni, szafa ozdobiona
malowanymi motywami hafciarskimi i in.
Kolekcja bardzo dobrze pokazuje tradycyjną kulturę
Lachów Sądeckich, chociaż ma jeszcze luki. Na pewno
dobrze by było, gdyby udało się ją rozbudować, zgromadzić
w miarę możności pełny zostaw typów narzędzi, sprzętów
itd. Stałaby się wówczas naprawdę unikalnym i cennym
dokumentem przeszłości. Ale nie zależy to tylko od dobrych
chęci twórców tej kolekcji, na przeszkodzie stoi bowiem
zarówno brak pomieszczenia na dalsze zbiory, jak i szybki
zanik w terenie dawnych wytworów kultury materialnej.
Zbiory pp. Chrząstowskich nie ograniczają się do
obiektów „czysto etnograficznych". Są t u także modlitew­
niki, zbiory kazań znalezione w wiejskich chałupach, zbiór
monet, głównie austriackich z przełomu X I X i X X w.,
ceramika z wykopalisk prowadzonych na terenie Pode­
grodzia, pamiątki — odznaczenia i dokumenty biograficzna
miejscowych działaczy społecznych, szkolne prace dzieci,
rogi myśliwskie, plakaty, a także inne ciekawostki.

Większość zebranych przedmiotów zarejestrowana jest
w księdze, zawierającej informacje o ich pochodzeniu,
czasem o ich historii, a także ogólną charakterystykę pozwa­
lającą zidentyfikować poszczególne eksponaty. Szczególnie
cenne są kartoteki twórców ludowych z najbliższych okolic
Podegrodzia, zawierające notki biograficzne z uwzględnie­
niem zakresu zainteresowań i fotografie.
W ramach działalności bibliotekarskiej, a także na
użytek prywatny Chrząstowscy — poczynając od okresu
międzywojennego — prowadzą kronikę wszelkich imprez
organizowanych w Podegrodziu. Gromadzą w niej programy
i wycinki prasowe; wydarzenia ilustrują zdjęciami, do
których dodają krótki komentarz.
W bibliotece prywatnej pp. Chrząstowskich znajduje
się m. in. literatura dotycząca regionu zarówno z zakresu
etnografii, jak historii i archeologii. Są też tam egzemplarze
studenckich prac dyplomowych związanych bezpośrednio
z kolekcją oraz z gospodarką i kulturą regionu.
Z. i St. Chrząstowscy są współautorami książki Fol­
klor Lachów Sądeckich, wydanej przez COK (1974 r.) oraz
kilku krótkich opracowań o tematyce lachowskiej.

*
Stosunek mieszkańców Podegrodzia do kolekcji jest
bardzo różny. W rozmowach z mieszkaiicami wsi wyraźnie
ujawnia się dwoistość postaw. W ich świadomości kolekcja
nie ma charakteru „wspólnego dobra", uznawana jest za
prywatną sprawę pp. Chrząstowskich i to niezależnie od
subiektywnego stosunku poszczególnych informatorów do
problemu zachowania kultury ludowej. Ale postawa ta do­
tyczy wyłącznie sytuacji w obrębie własnej grupy. W wypad­
ku wychodzenia na zewnątrz — poza społeczność wiejską —
kolekcja zaczyna funkcjonować jako „nasza, podegrodzka".

I I . 6. Rzeźby ze zbioru Z. i S. Chrząstowskich.

18

�П. 7. Pieta, płaskorzeźba w drewnie, polichromowana, Podegrodzie. I I . 8. Lalki do szopki, wyk. Leon Potoniec, Olszana.

W przeważającej większości wypowiedzi daje się
zaobserwować w mniejszym lub większym stopniu poczucie
dumy z faktu, że „w Podegrodziu jest muzeum".
Szczegółowiej rozpatrując funkcjonowanie kolekcji
w świadomości mieszkańców Podegrodzia, można wydzielić
kilka grap o różnym podejściu do omawianego problemu.
Specyficzną grupę stanowili ludzie bezpośrednio zaanga­
żowani w tworzenie i rozwój kolekcji, ludzie starsi, dla
których istotna jest sprawa zachowania śladów kultury
z czasów ich młodości. Doceniali oni zarówno potrzebę
zachowania dla przyszłych pokoleń tradycyjnej kultury
ludowej, jak i celowość tworzenia kolekcji. Według relacji
Stanisława Chrząstowskiego wszyscy ci ludzie, sercem
oddani kolekcjonerstwu i osobiście zainteresowani zbiora­
mi — już nie żyją.
Jedynym wyjątkiem jest Józef Buźniak, rzeźbiarz
ludowy. Od chwili, gdy padła myśl urządzenia wystawy
z okazji Tysiąclecia Podegrodzia — Buźniak był zaanga­
żowany w zbieranie eksponatów. Od tego też czasu datuje
się szersza jego działalność rzeźbiarska. Przedtem rzeźbił
jedynie sporadycznie (głównie zabawki, szopkę z lalkami),
od roku 1961 zaś, ulegając namowom Stanisława Chrząstow­
skiego, zaczął systematycznie rzeźbić drewniane figurki,
wzbudzając coraz większe zainteresowanie swymi pracami.
Jego rzeźby znajdują się w muzeach w Nowym Sączu,
Krakowie, Warszawie oraz w zbiorach prywatnych. Naj­
wcześniejsze jednak rzeźby są u p. Chrząstowskiego, do­
kumentując rozwój artystyczny twórcy.
Buźniak jest dumny, że jego dzieła znajdują się w „mu­
zeum podegrodzkim", ma do tej kolekcji stosunek bardzo
osobisty, cieszy się z rozwoju zbiorów, z każdej wzmianki
prasowej, audycji radiowej czy telewizyjnej. Wszystkie swe
prace Buźniak przekazał pp. Chrząstowskim w darze,

podkreśla też, że było to wspomniane w publikacjach.
W wypowiedziach Józefa Buźniaka wyraźnie zaznacza
się patriotyzm lokalny. Jest dla niego np. sprawą oczy­
wistą, że mimo niewątpliwej straty finansowej nie sprzeda
malowanej skrzyni wiannej Muzeum Etnograficznemu
w Krakowie, które chciało ją zakupić, lecz przekaże do
kolekcji Chrząstowskich — „żeby została w Podegrodziu".
Rozpatrując postawy mieszkańców Podegrodzia wobec
kolekcji, należy podkreślić sprawę wielokrotnie zaznaczającą
się w wypowiedziach przedstawicieli starszego i średniego
pokolenia wsi (również u Buźniaka) — mianowicie prze­
noszenie na kolekcję swojego stosunku do pp. Chrzą­
stowskich. Dotyczy to zarówno ocen negatywnych, jak
i pozytywnych. Liczne wypowiedzi świadczyły, że jeśli
ktoś szanuje p. Chrząstowskiego jako człowieka, to równo­
cześnie uznaje jego działalność kolekcjonerską za słuszną
i celową. Zdarzało się, że na pytanie o kolekcję odpowiadano:
„Chrząstowski to dobry chłop". W podobny sposób ne­
gatywna ocena osoby Chrząstowskiego rzutuje na stosunek
do jego kolekcji, a czasami także do samej idei zbierania
zabytków kultury ludowej.
Jak wynika z wypowiedzi przedstawicieli średniego
pokolenia — są oni nastawieni do kolekcji Chrząstowskich
obojętnie, bądź wykazują stosunek ambiwalentny. Nie­
jednokrotnie spotyka się ludzi, którzy z jednej strony —
przyznając się tp tego mniej lub bardziej otwarcie — żałują,
że ofiarowali bądź sprzedali Chrząstowskim stare przedmio­
ty, z których wartości dawniej nie zdawali sobie sprawy.
Z drugiej strony, ci sami ludzie cieszą się, że ich rzeczy
„zostaną na pamiątkę". Dla wielu z nich natomiast nie
stanowi różnicy czy przedmioty te znajdują się w izbie
regionalnej w Podegrodziu, czy też poza wsią, np. w muzeum
49

�nowosądeckim. Czasami zdają sobie sprawę, żo gdyby nie
akcja Chrząstowskich, prawdopodobnie owe przedmioty
dawno uległyby zniszczeniu.
U przedstawicieli młodzieży można w większym stopniu
zaobserwować element dumy z istnienia we wsi „muzeum".
Wpłynął na to niewątpliwie fakt, że w okresie tworzenia
kolekcji zaangażowane były do tego dzieci szkolne, obecne
pokolenie od ok. 16 do ok. 30 lat. Zofia Chrząstowska,
z racji swojego zawodu, zachęcała uczniów, by przynosili
różne stare przedmioty, używane niegdyś w gospodarstwie.
Ludzie przed kilku laty bezpośrednio działający przy powsta­
waniu zbioru — choćby to było inspirowane przez szkołę —
zawsze ściślej są z nim związani. Stąd może i skwapliwość
w podkreślaniu istnienia izby regionalnej w Podegrodziu
oraz swojego udziału w jej tworzeniu, często wyolbrzymio­
nego. Ale również postawy tych młodych ludzi nie można
określić jednoznacznie. Częstokroć — jako pracownicy mu­
zeum nowosądeckiego — zakupując w Podegrodziu ekspo­
naty etnograficzne, spotykamy się u przedstawicieli tej
grupy wieku z lekką drwiną i pobłażaniem dla naszych
poszukiwań „starodawnych" przedmiotów i w ogóle z kpią­
cym stosunkiem do „starych dziadów". Zazwyczaj im
młodszy jest przedstawiciel młodego pokolenia, tym mniej­
sze ma zrozumienie dla tradycji.
Świadomość dzieci szkolnych kształtowana jest przez
szkołę w stopniu co najmniej równym wpływom domowym,
jeśli już nie wspominać o innych czynnikach, również
istotnych w procesie formowania poglądów dziecka. Ucznio­
wie w ramach zajęć szkolnych zwiedzają ekspozycję Chrzą­
stowskich, uczą się szacunku dla tradycji we wszelkich jej
przejawach. Trudno ocenić, czy ma to istotny wpływ na
kształtowanie późniejszych postaw. W każdym razie do

wyjątków należy, by młodzi ludzie jeszcze w szkole lub
po jej ukończeniu samorzutnie, z własnej woli chodzili
oglądać eksponaty zgromadzono u Chrząstowskich. Nie
wykazują również chęci pomocy w poszerzaniu zbiorów.
Zdecydowanie pozytywny, niemal bezkrytyczny stosu­
nek do omawianej kolekcji wykazują ludzie pochodzący
z Podegrodzia, a mieszkający obecnie w dużych miastach.
Uważają oni istnienie izby regionalnej za powód do dumy,
uzasadniają takie stanowisko argumentami używanymi
powszechnie w środkach masowego przekazu, wspominają
o skarbach kultury narodowej i ogromnych wartościach
tradycji ludowej. Ich stosunek do kolekcjonerstwa etno­
graficznego (w każdym zakresie) jest jasno sprecyzowany,
a przy t y m jest on wyraźnie kształtowany przez telewizję,
radio i prasę, a zgodny ze współcześnie występującymi
tendencjami w warstwach inteligenckich.
Kto zwiedza izbę regionalną Zofii i Stanisława Chrzą­
stowskich? Przede wszystkim przyjezdni: kolonio, obozy
wędrowne, liczni turyści indywidualni oraz z natury rzeczy
osoby zainteresowane kulturą Lachów Sądeckich.
Natomiast spośród mieszkańców Podegrodzia, kolekcję
Chrząstowskich ogląda przynajmniej raz — niojako obo­
wiązkowo — każdy uczeń, ale w zasadzie na t y m się kończy
kontakt ze zbiorami. Ludzie starsi — z wyjątkiem bez­
pośrednio zaangażowanych, takich jak Buźniek — naj­
częściej nie chodzą oglądać zbiorów. Na zapytanie, czy
zwiedzali izbę regionalną, zazwyczaj odpowiadają „przecież
ja to wszystko znam", „ja to z młodości pamiętam", „córka
opowiadała, co tam jest, ja sam takio rzeczy robiłem",
„niech młodzi oglądają". Z reguły wystarcza tym ludziom
świadomość istnienia takiego muzeum; świadomość, że
przedmioty z czasów ich młodości zostały docenione. Czasem

I I . 9. Ulo kłodowe.
-Si

50

�П. 10. Ul figuralny, wyk. Stanisław Plata z Naszacowic, oraz narzędzia gospodarcze. I I . 11. Jarzma i uprzęże.
wywołuje to zdziwienie i rozbawienie, częściej — zadowo­
lenie i poczucie dumy.
Równie rzadko odwiedzają wystawę ludzie średniego
pokolenia — a i to najczęściej z namowy pp. Chrząstowskich.
Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy przyjeżdżają
do wsi krewni z zagranicy, zazwyczaj ze Stanów Zjedno­
czonych. Emigracja do Ameryki była na Sądecczyźnie
bardzo duża, dotyczy to również Podegrodzia. Często więc
się zdarza, że emigranci, którzy zostali na stałe za oceanem,
przyjeżdżają odwiedzić rodzinny kraj. Jest wtedy regułą,
że prowadzi się ich do Chrząstowskich. Należy to niejako
do „obrzędowości" stworzonej dla takich okazji. Reakcja
emigrantów jest zawsze ta sama — ogromne wzruszenie
na widok starych, niemal już zapomnianych narzędzi pracy,
naczyń, ubiorów itp., używanych w dzieciństwie lub w mło­
dości. Świadkami tego są krewni i znajomi z Podegrodzia,
co niewątpliwie rzutuje na ich stosunek do kolekcji.
Inaczej natomiast reagują Polacy urodzeni i wycho­
wani już na obczyźnie. Zgromadzone sprzęty niewiele
im mówią, nie znają oni ich zastosowania, trudno im sobie
wyobrazić posługiwanie się nimi na co dzień, nie wspomi­
nając już w ogóle o wyglądzie i atmosferze wsi z dawnych lat.
Niestety, ekspozycja w domu Chrząstowskich nie jest
w stanie w ten sposób oddziaływać, zresztą nie spełni chyba
również tego zadania najstaranniejsza choćby i najbardziej
poglądowo opracowana ekspozycja muzealna. Jedyną moż­
liwością jest pokazanie tradycyjnej kultury ludowej w skan­
senie. Przybysz z Zachodu reaguje natomiast na piękne
stroje podegrodzkie, na świątki, zdobione sprzęty itp.
Znaczenie kolekcji Zofii i Stanisława Chrząstowskich
można ująć w trzech aspektach:
•— znaczenie naukowe — jest to najlepsza z istnieją­
cych (największa i najbardziej wszechstronna) kolekcja,

dokumentująca kulturę ludową Lachów Sądeckich; niektóre
eksponaty mają dużą wartość etnograficzną i mogą stanowić
podstawę opracowań naukowych;
— rola popularyzacji tradycyjnej kultury Lachów
Sądeckich przez udostępnianie kolekcji licznym turystom,
prezentowanie jej w radiu, prasie, telewizji oraz przez
organizowanie wystaw na miejscu i wypożyczanie ekspo­
natów na wystawy zagraniczne;
— rola kolekcji we wsi.
Omawiana kolekcja, to największy prywatny zbiór
etnograficzny na terenie Sądecczyzny. Stąd też p. Chrząstowski stał się w opinii działaczy kulturalnych w Nowym
Sączu autorytetem w dziedzinie kultury ludowej Lachów
Sądeckich (bardzo często niesłusznie utożsamianej z kulturą
całej Sądecczyzny), stał się swego rodzaju specjalistą.
Natomiast rola kolekcji na terenie samego Podegrodzia
ma zupełnie inny charakter. Najistotniejsze jej działanie,
to wzbudzanie i utrwalanie poczucia wartości przedmiotów
funkcjonujących w tradycyjnej kulturze ludowej, a często
uważanych obecnie przez Podegrodzian za niepotrzebne.
Nie można też pomijać drugiej funkcji kolekcji — umacniania
wśród mieszkańców wsi więzi nieformalnej, opartej na
poczuciu dumy z istnienia w Podegrodziu muzeum.
Nie spełnia natomiast kolekcja Chrząstowskich roli
czynnika aktywizującego środowisko. Funkcjonowanie jej
w świadomości mieszkańców Podegrodzia w dwóch niejako
płaszczyznach — w obrębie własnej grupy i na zewnątrz —•
to problem 'najistotniejszy przy rozpatrywaniu znaczenia
zbioru dla wsi. Jakie są przyczyny tego stanu rzeczy?
Może zaważyło na tym pochodzenie Kolekcjonerów spoza śro­
dowiska wiejskiego, czy może inne względy ? Trudno odpowie­
dzieć na te pytania bez szczegółowych badań socjologicznych.

Fot.: M.T. Maszczak

51

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="13117" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13749">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/28a8c34ee1c650b503688fbe53a1e669.pdf</src>
        <authentication>0bc9369a2eb4ee5c2b00e64b90074989</authentication>
      </file>
      <file fileId="13750">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4a1c96de01f2a262707b41589bbac85b.pdf</src>
        <authentication>5cf964fbc84417ed4c03c5020de75b54</authentication>
        <elementSetContainer>
          <elementSet elementSetId="4">
            <name>PDF Text</name>
            <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
            <elementContainer>
              <element elementId="52">
                <name>Text</name>
                <description/>
                <elementTextContainer>
                  <elementText elementTextId="156422">
                    <text>Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot.
Gyśihta fu Wymysiöejyn yr wymysiöeryśa śpröh
Wilamowice to piękne, małe miasto.
Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

�Archiwum Etnograficzne
Ethnographic Archives
Tom 67

�Tymoteusz Król

Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot.
Gyśihta fu Wymysiöejyn yr wymysiöeryśa śpröh
Wilamowice to piękne, małe miasto.
Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

P O L S K I E TOWA R Z Y S T WO LU D O Z N AWC Z E
WROCŁAW 2023

�Recenzenci:
dr hab. Katarzyna Marcol, dr hab. Henryk Jaroszewicz
Redakcja „Archiwum Etnograficznego”:
Katarzyna Ceklarz – redaktor naczelna
Anna Engelking, Damian Kasprzyk, Joanna Koźmińska
Projekt okładki:
Adam Konieczny
Skład:
Jadwiga Popowska
Fotografia na okładce: Anna Fox (Lüft), Danuta Kubica (Ćiöe) i Helena Biba (Płaćnik) przed
domem ostatniej z nich w wilamowskich strojach codziennych, 2008. Fot. Gabriel Król

Redaktor naukowy:
dr Maciej Mętrak
Korekta tekstów w języku polskim:
Magdalena Rudnik
Korekta tekstów w języku wilamowskim:
Paweł Szutow
Pomoc przy transkrypcji:
Małgorzata Zejma (Biöeźnjok), Aleksandra Nowak (Niedźjelka),
Michał Smolana (Küćłik)
Copyright by Tymoteusz Król, Instytut Slawistyki PAN
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 2023
ISBN 978-83-64465-62-8
ISSN 0066-6858
Publikacja powstała jako efekt projektu „Reawakening the Wymysorys language in
Wilamowice, Poland”, finansowanego w ramach programu Language Revitalization
Accelerator 2022–2023 przez amerykańską organizację Wikitongues

Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
ul. Fryderyka Joliot-Curie 12, 50-383 Wrocław
tel. (+48) 71 375 75 83
e-mail: ptl@ptl.info.pl, www.ptl.info.pl
Archiwum Etnograficzne

�SPIS TREŚCI
WPROWADZENIE – JĘZYK WILAMOWSKI
JAKO JĘZYK GINĄCY�������������������������������������������������������������������������� 21
Dokumentacja języka wilamowskiego z perspektywy autobiograficznej�������23
Charakterystyka publikowanego materiału i struktura jego prezentacji���������25
Opowieści Wilamowian jako folklor ustny�����������������������������������������������������31
DY FÜRRYD – DY WYMYSIÖERYŚY ŚPRÖH OÜZ Ȧ ŚPRÖH YM
ŚTARWA���������������������������������������������������������������������������������������������������� 37
Dokumentȧcyj fur wymysiöeryśa śpröh fur oütobjogrȧfyśa perspektyw�39
Kȧrȧkterystyk fur gywejza wiöer ȧn dy struktür fur prezentȧcyj ������������ 41
Dy Kistiöeryja fu Wymysiöejyn oüz moüłfolklor������������������������������������ 46
WILAMOWSKOJĘZYCZNE OPOWIEŚCI WILAMOWIAN
GYŚIHTA FU WYMYSIÖEJYN YR WYMYSIÖERYŚA ŚPRÖH�������� 51
Opozycja „swoi”–„obcy”: auto- i heterostereotypy
Dy opozycyj „ynzer łoüt” – „fremdy łoüt”, dos hȧst dy
oüo- ȧn heterostereotypa������������������������������������������������������������������������ 51
[1] Dy Wymysiöejyn kuma fum mjer �������������������������������������������������������� 51
Wilamowianie pochodzą znad morza������������������������������������������������������ 51
https://wikitongues.org/videos/helka_20221215_wym/
[2] Ȧ Wymysiöejer tryft zȧj müter y Amsterdam�������������������������������������� 52
Wilamowianin spotyka swoją matkę w Amsterdamie ���������������������������� 52
https://wikitongues.org/videos/helka_20221216_wym/
[3] Dy Wymysiöejer wün ander łoüt ���������������������������������������������������������� 53
Wilamowianie byli innymi ludźmi���������������������������������������������������������� 53
https://wikitongues.org/videos/helka_20221217_wym/
[4] Uf Wymysoü diöft zih nimyd ny ferwȧjwa������������������������������������������ 53
Do Wilamowic nikt nie mógł się przyżenić �������������������������������������������� 53
https://wikitongues.org/videos/helka_20090202_wym/
[5] Dy Wymysiöejyn köma mejer wi zejwa hundyt jür y dam ���������������� 54
Wilamowianie przybyli ponad siedemset lat temu���������������������������������� 54
https://wikitongues.org/videos/nusa-h%C8%A7la_20090102_wym/

�Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

6
[6]

Dy Wymysiöejyn wün ander łoüt wi dy Ełcnyn�������������������������������� 55
Wilamowianie byli inni niż Hałcnowianie �������������������������������������������� 55
https://wikitongues.org/videos/juza_20120103_wym/

[7]

Dy Ełcnyn ferhyndyn yn Wymysiöejyn���������������������������������������������� 56
Hałcnowianie przeszkadzają Wilamowianom���������������������������������������� 56
https://wikitongues.org/videos/juza_20120104_wym/

[8]

Nimand hot yns ny gan diöh dy śpröh������������������������������������������������ 57
Nikt nas nie lubił z powodu języka�������������������������������������������������������� 57
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221231_wym/

[9]

Dy śpröh wiöe ny derłiöet�������������������������������������������������������������������� 57
Język wilamowski był zakazany������������������������������������������������������������ 57
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20140304_wym-2/

[10] Ȧ Wymysiöejeryn ziöet uf „hołdy-bołdy” o��������������������������������������� 58
Jak jedna Wilamowianka odpowiedziała na „hołdy-bołdy”������������������ 58
https://wikitongues.org/videos/inga-helka_20090102_wym/
[11] Der śwygjerfoter wiöe ȧ Pöła, oder ȧ łjyt zih wymysiöeryś�������������� 58
Mój teść był Polakiem, ale uczył się wilamowskiego���������������������������� 59
https://wikitongues.org/videos/juza_20120105_wym/
[12] Fyrym zih dy łoüt interesjyn myter wymysiöeryśa śpröh���������������� 59
Dlaczego jest teraz takie zainteresowanie językiem wilamowskim������ 59
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20140301_wym/
[13] Der kłop fu Błan ferśtind wymysiöeryś���������������������������������������������� 60
Mąż z Bielan rozumiał po wilamowsku������������������������������������������������ 60
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20090103_wym/
[14] Der Poüermin ziöet, wos ej nojys�������������������������������������������������������� 60
Pauermin mówił o nowinach������������������������������������������������������������������ 60
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120107_wym/
[15] Wen wer kuzta wymysiöeryś, müstwer śtröf coła������������������������������ 61
Za mówienie po wilamowsku trzeba było płacić kary�������������������������� 61
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120108_wym/
[16] Di, wo ferśtinda, łahta�������������������������������������������������������������������������� 61
Ci, co rozumieli, śmiali się�������������������������������������������������������������������� 62
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120109_wym/
[17] Wi dy Pöła ogycün gingja�������������������������������������������������������������������� 62
Stroje Polaków z okolicznych wsi �������������������������������������������������������� 62
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221213_wym/
[18] Dy Wymysiöejyn zȧjn kuma yn kłȧdyn���������������������������������������������� 62
Wilamowianie przybyli w strojach�������������������������������������������������������� 63
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221215_wym/

�Spis treści

[19] Nimyd hot zyty fłȧk, wi wjyr �������������������������������������������������������������� 63
Nikt nie miał takich strojów jak my������������������������������������������������������ 63
https://wikitongues.org/videos/staha_20140301_wym/
[20] Wi zy nöm krig hon ȧ ymertihła gyśtöła�������������������������������������������� 63
Jak nam ukradli po wojnie najładniejszą odziewaczkę�������������������������� 63
https://wikitongues.org/videos/helka_20120107_wym/
[21] Der śmjyrgüst fjym krig���������������������������������������������������������������������� 64
Śmiergust przed wojną�������������������������������������������������������������������������� 64
https://wikitongues.org/videos/helka_20221214_wym/
[22] Wi zy uf dy friöed gingja fjym krig���������������������������������������������������� 65
Jak szli na wesele przed wojną�������������������������������������������������������������� 65
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20090201_wym-2/
[23] Dy ślynćkja ufer friöed������������������������������������������������������������������������ 65
Ślęczki na weselu ���������������������������������������������������������������������������������� 65
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221224_wym/
[24] Dy dinstłoüt ȧn atyn ufer wjytśoft fum foter ������������������������������������ 66
Służący i robotnicy na gospodarstwie ojca�������������������������������������������� 66
https://wikitongues.org/videos/nuska_20220901_wym-2/
[25] Ȧ łöstikjy kistiöeryj fu wymysiöejer handułłoüt�������������������������������� 66
Humorystyczna historia o wilamowskich handlarzach�������������������������� 67
https://wikitongues.org/videos/inga_20090104_wym/
[26] Śüsterpop wiöe ym zuntag ������������������������������������������������������������������ 67
Śusterpop (jajecznica po wilamowsku) była w niedzielę���������������������� 67
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221220_wym/
[27] S’asa ufum opyłys y Wymysdiöf���������������������������������������������������������� 68
Jedzenie na odpuście w Starej Wsi�������������������������������������������������������� 69
https://wikitongues.org/videos/helka_20220602_wym-2/
[28] Wi dy wymysiöejer Jüda fȧjyta sukkot���������������������������������������������� 69
Jak wilamowscy Żydzi świętowali Sukkot�������������������������������������������� 70
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120113_wym/
[29] Wi mih der pot fjyr hołwa liter brantwȧjn oüsgykoüft höt�������������� 70
Jak mnie putek (ojciec chrzestny) wykupił za pół litra wódki �������������� 71
https:// https://wikitongues.org/videos/helka_20120103_wym/
[30] S’kynd bypiśt ȧ sowjetyśa drowa�������������������������������������������������������� 72
Dziecko obsikało radzieckiego żołnierza���������������������������������������������� 72
https://wikitongues.org/videos/nusa_20090103_wym/
[31] Ȧ güter Rüsek hyłft������������������������������������������������������������������������������ 72
„Dobry Rusek” pomaga ������������������������������������������������������������������������ 73
https://wikitongues.org/videos/nusa_20090101_wym/

7

�8

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[32] Dy Rüsa nama s’fad����������������������������������������������������������������������������� 73
„Ruscy” biorą konia ������������������������������������������������������������������������������ 73
https://wikitongues.org/videos/nusa_20090102_wym/
[33] Wi zy yns noma, dy Neuman-Mejł cy feleśa�������������������������������������� 74
Jak nas wzięli do gaszenia młyna Neumanna���������������������������������������� 74
https://wikitongues.org/videos/inga_20090106_wym/
[34] Der jyśty mȧj wymysiöeryś������������������������������������������������������������������ 74
Świętowanie Pierwszego Maja po wilamowsku������������������������������������ 75
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221108_wym/
[35] Ȧ gyśȧjty Wymysiöejeryn bywjet koroln ������������������������������������������ 75
Sprytna Wilamowianka ratuje korale ���������������������������������������������������� 76
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221117_wym-2/
[36] Oüz ȧ jung mȧkja ym pikus���������������������������������������������������������������� 76
Jako młoda dziewczyna w areszcie�������������������������������������������������������� 77
https://wikitongues.org/videos/helka_20090101_wym/
[37] Ȧ bejzer, doüćer śiłer���������������������������������������������������������������������������� 78
Zły niemiecki nauczyciel ���������������������������������������������������������������������� 78
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221103_wym/
[38] Ȧ briw wymysiöeryś gyśrejwa ������������������������������������������������������������ 78
List napisany po wilamowsku���������������������������������������������������������������� 79
https://wikitongues.org/videos/nuska_20070101_wym/
[39] Opyłys y Ałca���������������������������������������������������������������������������������������� 79
Odpust w Hałcnowie������������������������������������������������������������������������������ 79
https://wikitongues.org/videos/helka_20221224_wym/
[40] Dy jyśta Wymysiöejyn wün y Wymysdiöf������������������������������������������ 80
Pierwsi Wilamowianie osiedlili się w Starej Wsi���������������������������������� 80
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221216_wym/
Konceptualizacja przestrzeni i „naszego” miejsca w świecie
Dy konceptuȧlizȧcyj fum fȧld ȧn fu „ynzum” płoc ufer wełt�������������������� 81
[41] Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot������������������������������������������������������������ 81
Wilamowice to piękne, małe miasto������������������������������������������������������ 81
https://wikitongues.org/videos/ruzla_20080101_wym/
[42] Dy jyśta Wymysiöejyn wułda ny błȧjn y Wymysdiöf������������������������ 82
Pierwsi Wilamowianie nie chcieli zostać w Starej Wsi ������������������������ 82
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20140303_wym-2/

�Spis treści

[43] Fyrym hȧsa zy Underum Puś�������������������������������������������������������������� 82
Dlaczego jedna z dzielnic Wilamowic nazywa się Pod Lasem�������������� 83
https://wikitongues.org/videos/pejter_20090101_wym/
[44] Der Jüdaśtȧjg ȧn der Pöłaśtȧjg ���������������������������������������������������������� 83
Jüdaśtȧjg i Pöłaśtȧjg (ścieżka Żydów i Polaków)���������������������������������� 83
https://wikitongues.org/videos/helka_20221222_wym/
[45] Der Bibiöewjec jyśter �������������������������������������������������������������������������� 83
O dawnym Bibowcu ������������������������������������������������������������������������������ 84
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221107_wym/
[46] Wi wiöe s’Biba-Jew cytȧlt�������������������������������������������������������������������� 84
Jak była podzielona Bibowa Rola���������������������������������������������������������� 84
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221212_wym/
[47] Wi yh mih łjyt śwyma bym mjer�������������������������������������������������������� 85
Jak uczyłam się pływać nad morzem ���������������������������������������������������� 85
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221209_wym/
[48] Wi wer zih bym nökwer oüz kyndyn bawjȧta����������������������������������� 85
Jak bawiliśmy się u sąsiada jako dzieci ������������������������������������������������ 85
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221130_wym/
[49] Wo yh hoüt ho gymaht ������������������������������������������������������������������������ 86
Co dziś robiłam�������������������������������������������������������������������������������������� 86
https://wikitongues.org/videos/nusa_20090105_wym/
[50] Der büw mytum ruta hitła ������������������������������������������������������������������ 86
Chłopczyk z czerwonym kapelusikiem�������������������������������������������������� 86
https://wikitongues.org/videos/inga_20090105_wym/
[51] Der toüwuł höt ȧ feter gyfüt yn Świöeca Tȧjh ���������������������������������� 87
O tym, jak diabeł zwodził wujka do Czarnego Stawu���������������������������� 87
https://wikitongues.org/videos/ruzla_20090103_wym/
[52] Fum Ruzła, wo ziöet, do’s zih fu nist ny fjet�������������������������������������� 88
O Ruźle, co mówiła, że się niczego nie boi ������������������������������������������ 88
https://wikitongues.org/videos/nuska_20070104_wym-2/
[53] Dy wawyn fün uf Win�������������������������������������������������������������������������� 89
Tkacze jeździli do Wiednia�������������������������������������������������������������������� 89
https://wikitongues.org/videos/inga_20090102_wym/
[54] Dy śmyd łjyta zih y Win ���������������������������������������������������������������������� 89
Kowale uczyli się w Wiedniu ���������������������������������������������������������������� 90
https://wikitongues.org/videos/staha_20140303_wym/

9

�10

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[55] Der teper cy nökwyś ���������������������������������������������������������������������������� 90
Garncarz po sąsiedzku���������������������������������������������������������������������������� 90
https://wikitongues.org/videos/staha_20140304_wym/
[56] Dy mama ging ufȧ jümyt myt yns ������������������������������������������������������ 90
Mama chodziła z nami na targ���������������������������������������������������������������� 91
https://wikitongues.org/videos/helka_20221221_wym/
[57] Dy tepyn fün myta typa ufȧ jümyt������������������������������������������������������ 91
Garncarze jeździli z garnkami na targ���������������������������������������������������� 91
https://wikitongues.org/videos/staha_20140102_wym/
[58] Ymcyg diöh dy at fum kłopa��������������������������������������������������������������� 91
Przeprowadzki ze względu na pracę męża �������������������������������������������� 92
https://wikitongues.org/videos/nusa_20140102_wym/
[59] Dy rȧz uf Win���������������������������������������������������������������������������������������� 92
Podróż do Wiednia���������������������������������������������������������������������������������� 92
https://wikitongues.org/videos/nusa_20140103_wym/
[60] Fyfikjy śtykla ufer frȧjyt���������������������������������������������������������������������� 93
Żarty podczas zalotów���������������������������������������������������������������������������� 93
https://wikitongues.org/videos/staha-nuska_20140103_wym-2/
[61] Mȧj wymysiöejer friöed ���������������������������������������������������������������������� 93
Moje wilamowskie wesele���������������������������������������������������������������������� 93
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120105_wym/
[62]	�Wi dy dinstmiöed nöm krig cüfełik ziöet, do wer hon ȧ śwȧjn
gyśłaht�������������������������������������������������������������������������������������������������� 94
Jak służąca po wojnie przez przypadek się wygadała, że było
u nas świniobicie������������������������������������������������������������������������������������ 94
https://wikitongues.org/videos/helka_20120105_wym/
[63] Wi dy Rüsa ynzer hyt byśosa�������������������������������������������������������������� 95
Jak „Ruscy” ostrzeliwali nasz dom�������������������������������������������������������� 95
https://wikitongues.org/videos/helka_20120108_wym/
[64] Wi zy ȧ śwöger nöma ys lager by Doüćłand �������������������������������������� 96
Jak szwagra zabrali do obozu za Niemca ���������������������������������������������� 96
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20140102_wym/
[65] W
� i ȧ bykanter fum foter yn oüsgyzidlta Wymysiöejyn hüłf
(ym 1956 jür)���������������������������������������������������������������������������������������� 96
Jak znajomy ojca pomógł wysiedlonym Wilamowianom (w 1956 r.)�������� 96
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20140103_wym/
[66] Der Edward Kennedy ej gyśtiörwa���������������������������������������������������� 97
Śmierć Edwarda Kennedy’ego �������������������������������������������������������������� 97
https://wikitongues.org/videos/nusa-h%C8%A7la_20090101_wym/

�Spis treści

Konceptualizacja czasu, opozycja dawniej–dziś
Dy konceptuȧlizȧcyj fur cȧjt, dy opozycyj „jyśter” ȧn „hoüt”������������������ 98
[67] Dy śül fjym krig wiöe śtreng���������������������������������������������������������������� 98
Przedwojenna szkoła była rygorystyczna���������������������������������������������� 98
https://wikitongues.org/videos/ruzla_20090104_wym/
[68] Fyrym wiöd y Wymysoü dy pönyśy śpröh ȧjgyfüt���������������������������� 99
Dlaczego w Wilamowicach wprowadzono język polski������������������������ 99
https://wikitongues.org/videos/inga-helka_20090101_wym/
[69] Dy baba hoüt zih ym bet�������������������������������������������������������������������� 100
Babcia czepiła się w łóżku�������������������������������������������������������������������� 100
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221203_wym/
[70] Dy bowa, wo gingja bocȧm end wymysiöeryś���������������������������������� 100
Kobiety, które do końca życia chodziły po wilamowsku �������������������� 100
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221204_wym/
[71] Ȧ bow trüg koroln fu böśtan�������������������������������������������������������������� 101
Jedna kobieta nosiła korale z bursztynu ���������������������������������������������� 101
https://wikitongues.org/videos/inga_20090101_wym/
[72] Wi zih ȧ Wymysiöejeryn fjym krig zułd ocin���������������������������������� 101
Jak przedwojenne Wilamowianki się ubierały ������������������������������������ 102
https://wikitongues.org/videos/helka_20221227_wym/
[73] Wosfer hemb jyśter wün�������������������������������������������������������������������� 103
O tym, jakie dawniej były koszule ������������������������������������������������������ 103
https://wikitongues.org/videos/helka_20221228_wym/
[74] Jyśter gusa zy ym śmjyrgüst ny ȧzu wi yta�������������������������������������� 103
Kiedyś nie lali po śmierguście tak mocno jak teraz ���������������������������� 104
https://wikitongues.org/videos/helka_20221206_wym/
[75] Zy śtełta ufum dah ȧ wiöen cyzoma�������������������������������������������������� 104
Jak złożyli wóz na dachu���������������������������������������������������������������������� 104
https://wikitongues.org/videos/helka_20221207_wym/
[76] Ym śmjyrgüst kund’ȧ ny gejn, wi’ȧ hot ahca jür���������������������������� 104
Po śmierguście nie można było iść, jak się nie miało
osiemnastu lat �������������������������������������������������������������������������������������� 104
https://wikitongues.org/videos/staha-nuska_20140104_wym-2/
[77] Jyśter wiöe łöstikjer, wer śłysa dy fadyn������������������������������������������ 105
Kiedyś było weselej, szkubałyśmy pierze�������������������������������������������� 105
https://wikitongues.org/videos/helka_20090201_wym/

11

�12

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[78] Fjym krig go’s ny hefa kroüt y Wymysoü���������������������������������������� 105
Przed wojną w Wilamowicach nie było dużo kapusty ������������������������ 106
https://wikitongues.org/videos/helka_20221210_wym/
[79] Dy śwoümła hon yta ny wos cy frasa������������������������������������������������ 106
Jaskółki nie mają teraz co jeść�������������������������������������������������������������� 107
https://wikitongues.org/videos/inga_20090108_wym/
[80] Jyśter wiöe dy wjytśoft ganc andyśt�������������������������������������������������� 107
Kiedyś praca na gospodarstwie była całkiem inna ������������������������������ 107
https://wikitongues.org/videos/ruzla_20090105_wym/
[81] Yta ej ȧ beser cȧjt wi jyśter��������������������������������������������������������������� 107
Teraz jest lepsza pogoda niż dawniej���������������������������������������������������� 108
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120101_wym/
[82] Dy cökela fjym krig���������������������������������������������������������������������������� 108
Cukierki przed wojną���������������������������������������������������������������������������� 108
https://wikitongues.org/videos/helka_202212123_wym/
[83] Jyśter mahta zy cigln myta henda���������������������������������������������������� 108
Kiedyś robiono cegły ręcznie �������������������������������������������������������������� 109
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221106_wym/
[84] Wi zy s’wejtünikjy kürjyta���������������������������������������������������������������� 109
Jak leczyli bolące miejsca�������������������������������������������������������������������� 109
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221101_wym/
[85] Dy śłykjermyłih kürjyt ȧ brüder������������������������������������������������������ 109
Jak kwaśne mleko wyleczyło brata������������������������������������������������������ 110
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221102_wym/
[86] Kürjyn myt kwaka ���������������������������������������������������������������������������� 110
Leczenie kwakami (brukwią) �������������������������������������������������������������� 110
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221109_wym/
[87] Gest fu Belgjen�������������������������������������������������������������������������������������111
Goście z Belgii���������������������������������������������������������������������������������������111
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20090104_wym/
[88] Wo wer byr müter zocta���������������������������������������������������������������������111
Co sadziliśmy u mamy �������������������������������������������������������������������������111
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221221_wym/
[89] Wos zih os bocȧ mytag ���������������������������������������������������������������������� 112
Co się jadło przed południem �������������������������������������������������������������� 112
https://wikitongues.org/videos/helka_20221211_wym/

�Spis treści

[90] Fanküh gybröht ufs fȧld�������������������������������������������������������������������� 113
Jajecznica przynoszona na pole������������������������������������������������������������ 113
https://www.youtube.com/watch?v=HlRG3aLs2es
[91] Pylyk ȧn woserpip������������������������������������������������������������������������������ 114
Polewka i woserpip (pipa na wodzie)�������������������������������������������������� 114
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120115_wym/
[92] S’Asa byr fȧldat���������������������������������������������������������������������������������� 114
Jedzenie przy pracy w polu������������������������������������������������������������������ 115
https://wikitongues.org/videos/helka_20221230_wym-2/
[93] Wjyr kohta oü ćjyrkja������������������������������������������������������������������������ 116
Gotowaliśmy też zacierkę�������������������������������������������������������������������� 117
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221222_wym/
[94] Ym besta wün gywjemty arpułn ������������������������������������������������������ 117
Najlepsze były zagrzane ziemniaki������������������������������������������������������ 117
https://wikitongues.org/videos/helka_20221226_wym/
[95] Ida tag ȧ śysuł kroüt �������������������������������������������������������������������������� 117
Codziennie miska kapusty�������������������������������������������������������������������� 118
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221110_wym/
[96] S’hemb ������������������������������������������������������������������������������������������������ 118
Koszula ������������������������������������������������������������������������������������������������ 118
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221205_wym/
Wartości obowiązujące w naszym świecie
Dy wata, wo zy y ynzer wełt zȧjn���������������������������������������������������������������� 119
[97] Wi zy dy ciglȧj boüta�������������������������������������������������������������������������� 119
Jak budowano cegielnię������������������������������������������������������������������������ 119
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221105_wym/
[98] Fyrym hȧsa zy cym Taksła���������������������������������������������������������������� 119
Skąd wziął się przydomek Taksła�������������������������������������������������������� 120
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20140302_wym-2/
[99] Dy śwygjermüter kuzt jok wymysiöeryś������������������������������������������ 120
Teściowa mówiła tylko po wilamowsku���������������������������������������������� 120
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221214_wym/
[100] Wo dy mama wje ziöen, wen zy fum grop wje ufśtejn�������������������� 121
Co powiedziałaby mama, jakby wstała z grobu ���������������������������������� 121
https://wikitongues.org/videos/helka_20090102_wym/

13

�14

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[101] Wi kon mȧ dy müterśpröh fergasa? ������������������������������������������������ 122
Jak można zapomnieć matczyny język? ���������������������������������������������� 122
https://wikitongues.org/videos/nusa_20090104_wym/
[102] Dy Siöeboka kuzta wymysiöeryś ������������������������������������������������������ 122
Soboki mówiły po wilamowsku ���������������������������������������������������������� 123
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120106_wym/
[103] Wymysiöeryś ej ȧ śejny śpröh ���������������������������������������������������������� 123
Wilamowski to piękny język���������������������������������������������������������������� 123
https://wikitongues.org/videos/staha_20140302_wym/
[104] Dy atyn łjyn zih wymysiöeryś������������������������������������������������������������ 123
Robotnicy uczyli się wilamowskiego �������������������������������������������������� 124
https://wikitongues.org/videos/nusa_20140101_wym/
[105] Fyrym yh ho ogyfanga cy śrȧjwa wymysiöeryś ������������������������������ 125
Dlaczego zacząłem pisać po wilamowsku�������������������������������������������� 125
https://wikitongues.org/videos/juza_20120101_wym/
[106] Der foter kund ny pönyś kuza ���������������������������������������������������������� 125
Ojciec nie umiał mówić po polsku ������������������������������������������������������ 126
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20090301_wym/
[107] Ym kynd wiöe’s ny derłiöet cy kuza wymysiöeryś�������������������������� 126
Jak zabroniono dziecku mówić po wilamowsku���������������������������������� 126
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la-juza_20090301_wym/
[108] Wysty gryhta wymysiöeryś kuza?���������������������������������������������������� 127
Zaczniesz mówić po wilamowsku?������������������������������������������������������ 127
https://wikitongues.org/videos/inga-helka_20090104_wym/
[109] Wi mȧ dy wymysiöejer fłȧk zo wośa ������������������������������������������������ 128
Jak prać wilamowskie stroje���������������������������������������������������������������� 128
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221228_wym/
[110] Dy kyndyn wün bejz, do wer kuzta wymysiöeryś���������������������������� 128
Dzieci były złe, jak mówiliśmy po wilamowsku���������������������������������� 128
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120110_wym/
[111] Dy müter fur nökweryn kund ny pönyś ������������������������������������������ 129
Matka sąsiadki nie umiała mówić po polsku���������������������������������������� 129
https://wikitongues.org/videos/helka_20120106_wym/
[112] Yhy nyt śwjerery zaha������������������������������������������������������������������������ 129
Szyłam cięższe rzeczy�������������������������������������������������������������������������� 129
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221208_wym/

�Spis treści

[113] Yhy nyt śejny lȧlka (tȧkla)���������������������������������������������������������������� 130
Szyłam piękne lalki������������������������������������������������������������������������������ 130
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221210_wym/
[114] Wer hota myter śwaster zyty nymłikjy rek�������������������������������������� 130
Miałyśmy z siostrą takie same spódniczki ������������������������������������������ 131
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221201_wym/
[115] Dy gywynłikja rek fur müter������������������������������������������������������������ 131
Spódnice codzienne od matki �������������������������������������������������������������� 131
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221202_wym/
[116] Wi’h wymysiöejer blüza wüś ������������������������������������������������������������ 131
Jak prałam wilamowskie bluzki ���������������������������������������������������������� 132
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221229_wym/
[117] Dy śłȧhsta rek wün płesnerrök ȧn kȧljytarök���������������������������������� 132
Najgorsze (najmniej odświętne) były spódnice płesnerrök
i kȧljytarök�������������������������������������������������������������������������������������������� 132
https://wikitongues.org/videos/inga_20090103_wym/
[118] S’kroücła fur müter���������������������������������������������������������������������������� 133
Krzyżyk od matki �������������������������������������������������������������������������������� 133
https://www.youtube.com/watch?v=H1FzVUccQBk
[119] Ym jyśta zuntag gingja zy śyner ogycün������������������������������������������ 133
W pierwszą niedzielę miesiąca ubierały się ładniej ���������������������������� 133
https://wikitongues.org/videos/nuska_20070103_wym-2/
[120] Dy śynsty traht uf Hȧlikjałȧjtnysdunyśtag�������������������������������������� 134
Najpiękniejszy strój był na Boże Ciało������������������������������������������������ 134
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221206_wym/
[121] Mȧj koleżanka fur tancgrüp (Linküś-Ruzła)���������������������������������� 134
Moja koleżanka Linkusiowa Ruzła������������������������������������������������������ 134
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221217_wym/
[122] Ȧ müzykȧlyśy gyśwyster Hȧla-Mockja-Hȧla���������������������������������� 135
Muzykalna kuzynka Hala-Mockja-Hala (Elżbieta Matysiak)�������������� 135
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20140106_wym/
[123] Wer müsta zih külȧn nöm apułzeca�������������������������������������������������� 135
Po zasadzeniu ziemniaków musieliśmy się kulać�������������������������������� 136
https://wikitongues.org/videos/helka_20221229_wym/
[124] Oły śtunda wün gycyłt cyr at������������������������������������������������������������ 136
Wszystkie godziny pracy na gospodarstwie były policzone���������������� 136
https://wikitongues.org/videos/helka_20221212_wym/

15

�16

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[125] Wi zy dy kjywła y Błan mahta���������������������������������������������������������� 137
Jak robili kosze w Bielanach���������������������������������������������������������������� 137
https://wikitongues.org/videos/helka_20221220_wym/
[126] Dy ołda łoüt zöha jok fȧld������������������������������������������������������������������ 137
Starzy ludzie widzieli tylko pole���������������������������������������������������������� 137
https://wikitongues.org/videos/h%c8%a7la_20120116_wym-2/
[127] Śwjery at ufer wjytśoft ���������������������������������������������������������������������� 138
Ciężka praca na gospodarstwie������������������������������������������������������������ 138
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221230_wym/
[128] Wi’h myta myłihzaha uf dy Byłc fü�������������������������������������������������� 139
Jak jeździłam z nabiałem do Bielska���������������������������������������������������� 139
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20090105_wym/
[129] Der gymahty traktor�������������������������������������������������������������������������� 140
Robiony traktor������������������������������������������������������������������������������������ 140
https://wikitongues.org/videos/staha-nuska_20140101_wym-2/
[130] Mjyr gyfuł dy at ym gatła������������������������������������������������������������������ 140
Podobała mi się praca w ogródku (rozsadniku)������������������������������������ 141
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120111_wym/
[131] Gatła köst at���������������������������������������������������������������������������������������� 142
Ogródek kosztuje dużo pracy �������������������������������������������������������������� 142
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120112_wym/
[132] Wi’h wiöe jung, müst yh ata�������������������������������������������������������������� 142
Jak byłam młoda, musiałam pracować ������������������������������������������������ 142
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120114_wym/
[133] Yhy maht ołys ym fȧld ���������������������������������������������������������������������� 143
Robiłam wszystko w polu�������������������������������������������������������������������� 143
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120103_wym/
[134] Wi der foter züht ȧ gyśpon���������������������������������������������������������������� 143
Jak ojciec szukał gyśpon (kogoś do sprzęgania się) ���������������������������� 143
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120104_wym/
[135] Dy at ufer köłagrüw���������������������������������������������������������������������������� 143
Praca na kopalni������������������������������������������������������������������������������������ 144
https://wikitongues.org/videos/juza_20120102_wym/
[136] Der dźjada gyt cy asa yr öema nökweryn���������������������������������������� 144
Jak dziadek dawał jeść biednej sąsiadce���������������������������������������������� 145
https://wikitongues.org/videos/helka_20221225_wym/
[137] Yhy interesjyt mih jok myt at������������������������������������������������������������ 145
Ja interesowałam się tylko pracą���������������������������������������������������������� 145
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221225_wym/

�Spis treści

[138] Mjyr gyfüł inda s’handułn, ȧ ny s’fȧld �������������������������������������������� 145
Mnie podobał się zawsze handel, a nie pole���������������������������������������� 146
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20140101_wym/
[139] Der foter handułt oüz knȧht�������������������������������������������������������������� 146
Mój ojciec handlował jako kawaler������������������������������������������������������ 146
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20140105_wym/
[140] Łöstikjy gyśiht fu ȧr dinstmiöed ������������������������������������������������������ 147
Zabawna historia o służącej������������������������������������������������������������������ 147
https://wikitongues.org/videos/ruzla_20090101_wym/
[141] Łöstikjy gyśiht fum kolandgejn�������������������������������������������������������� 148
Wesoła historia o kolędzie�������������������������������������������������������������������� 148
https://wikitongues.org/videos/ruzla_20090102_wym/
[142] Yhy fiöe śun ny ym rod���������������������������������������������������������������������� 149
Już nie jeżdżę na rowerze �������������������������������������������������������������������� 149
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20120102_wym/
[143] Wi wer dy hyt mojyta������������������������������������������������������������������������ 149
Jak budowaliśmy dom�������������������������������������������������������������������������� 150
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20140104_wym/
[144] S’water śług y dy zoüł ȧn s’fad derśrok�������������������������������������������� 150
Jak piorun uderzył w słup i przestraszył konia������������������������������������ 151
https://wikitongues.org/videos/helka_20221219_wym/
[145] Yhy kund śejn zyngja������������������������������������������������������������������������ 152
Zawsze umiałam ładnie śpiewać���������������������������������������������������������� 152
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221226_wym/
[146] At ym Bibiöewjec ȧn ufer wejz���������������������������������������������������������� 153
Praca w Bibowcu i na łące�������������������������������������������������������������������� 153
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221211_wym/
[147] Wi der kłop mulk dy ki���������������������������������������������������������������������� 153
Jak mój mąż doił krowy������������������������������������������������������������������������ 154
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221218_wym/
[148] Yhy müst błȧjn byr müter ufer wjytśoft������������������������������������������ 154
Musiałam zostać przy matce na gospodarstwie������������������������������������ 154
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221219_wym/
[149] Wi wer s’fłȧś nöm śwȧjnśłahta cytȧlta �������������������������������������������� 155
Jak dzieliliśmy mięso po świniobiciu�������������������������������������������������� 155
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221223_wym/

17

�18

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[150] Awys güt uf dy kroft �������������������������������������������������������������������������� 155
Groch dobry na siłę������������������������������������������������������������������������������ 156
https://wikitongues.org/videos/helka_20221213_wym/
[151] Jyśter zösa oły ufa śymułn ���������������������������������������������������������������� 156
Kiedyś wszyscy siedzieli na stołkach�������������������������������������������������� 156
https://wikitongues.org/videos/inga-helka_20090103_wym/
[152] Wi zy dy tehtyn fur nökweryn wułda nama ufȧ Üral �������������������� 157
Jak córki sąsiadki miały zostać zabrane na Ural���������������������������������� 157
https://wikitongues.org/videos/helka_20120102_wym/
[153] Der direktor fur śül höt Wymysiöejer mȧkja fjym Üral bywjet������ 157
Jak dyrektor szkoły obronił wilamowskie dziewczęta
przed wywózką na Ural������������������������������������������������������������������������ 158
https://wikitongues.org/videos/helka_20120104_wym/
[154] Wi zy mih ȧreśtjyta, koht dy mama kłejzła myt fłoüma���������������� 158
Jak mnie aresztowali, to mama gotowała kluski ze śliwkami�������������� 158
https://wikitongues.org/videos/helka_20120101_wym/
[155] Wi dy Stanecka bowa y dy tancgrüp ȧjłot���������������������������������������� 159
Jak Stanecka zaprosiła kobiety do zespołu������������������������������������������ 159
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221207_wym/
[156] Wi der krig oüsbroh, hüt yh dy ki���������������������������������������������������� 160
Jak wybuchła wojna, pasłam krowy ���������������������������������������������������� 161
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221227_wym/
[157] Der gyfoła gyśwyster kymt ufȧ troüm���������������������������������������������� 161
Kuzyn, który zginął na wojnie, przyszedł na sen �������������������������������� 161
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221104_wym/
[158] Wi zy ȧ batłer ȧn ȧ mȧja śtełta���������������������������������������������������������� 162
Jak stawiali dziada i maja �������������������������������������������������������������������� 162
https://wikitongues.org/videos/helka_20221208_wym/
[159] Faderśłȧjsa������������������������������������������������������������������������������������������ 162
Pierzowiec ������������������������������������������������������������������������������������������ 163
https://wikitongues.org/videos/helka_20221209_wym/
[160] Der köh ufer friöed ���������������������������������������������������������������������������� 163
Kucharz na weselu�������������������������������������������������������������������������������� 164
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221112_wym/
[161] Der friöedaśmjyrgüst ������������������������������������������������������������������������ 164
Śmiergust weselny�������������������������������������������������������������������������������� 164
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221111_wym/

�Spis treści

[162] Zy wułda yn hund ny kłengln������������������������������������������������������������ 164
Jak nie chcieli dzwonić dzwonami psom �������������������������������������������� 165
https://wikitongues.org/videos/helka_20221218_wym/
Pieśni
Dy łidyn �������������������������������������������������������������������������������������������������������� 166
[163] Fu ynzyn rȧjhja fȧldyn���������������������������������������������������������������������� 166
Z naszych bogatych pól ���������������������������������������������������������������������� 166
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20090101_wym/
[164] Wymysiöejer śejny mȧkja������������������������������������������������������������������ 167
Wilamowianki to piękne dziewczyny�������������������������������������������������� 168
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20090102_wym/
[165] O dü mȧj łiwy puterbow�������������������������������������������������������������������� 168
O ty kochana maślarko ������������������������������������������������������������������������ 169
https://wikitongues.org/videos/inga_20090107_wym/
[166] Zȧjt gybata, ny hot frejwuł���������������������������������������������������������������� 169
Prosimy was, nie miejcie pretensji (za kolędę dziękujemy)���������������� 169
https://wikitongues.org/videos/inga_20090109_wym/
[167] Mȧj mȧkja, ku cy mjyr���������������������������������������������������������������������� 170
Moja dziewczyno, chodź do mnie�������������������������������������������������������� 170
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20070101_wym/
[168] Der ołdy Kesuł������������������������������������������������������������������������������������ 170
Stary Kesuł ������������������������������������������������������������������������������������������ 170
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20070102_wym/
[169] Ȧn śrejt weter�������������������������������������������������������������������������������������� 171
Jeden krok w przód������������������������������������������������������������������������������ 171
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20070103_wym/
[170] Ny śyk mih ys pyśła���������������������������������������������������������������������������� 171
Nie posyłaj mnie do lasu���������������������������������������������������������������������� 171
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20070104_wym/
[171] S’möndła śȧjnt������������������������������������������������������������������������������������ 171
Księżyc świeci�������������������������������������������������������������������������������������� 172
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20070105_wym/
[172] Śpacerpolka���������������������������������������������������������������������������������������� 172
Śpacerpolka������������������������������������������������������������������������������������������ 172
https://wikitongues.org/videos/h%C8%A7la_20070106_wym/
[173] Śłöf mȧj kyndła fest���������������������������������������������������������������������������� 172
Śpij moje dziecko mocno �������������������������������������������������������������������� 173
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221114_wym/

19

�20

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[174] Diöt fum hejwuł���������������������������������������������������������������������������������� 173
Tam z górki ������������������������������������������������������������������������������������������ 174
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221115_wym/
[175] Zȧgja, nȧgja���������������������������������������������������������������������������������������� 174
Wyliczanka „Zȧgja, nȧgja” ������������������������������������������������������������������ 174
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221116_wym/
[176] S’wün ȧmöł cwü mykja���������������������������������������������������������������������� 175
Były raz dwa komary���������������������������������������������������������������������������� 175
https://wikitongues.org/videos/nuska_20221113_wym/
ZAKOŃCZENIE ������������������������������������������������������������������������������������ 176
DY ENDRYD�������������������������������������������������������������������������������������������� 178
ROZMÓWCZYNIE I ROZMÓWCY, KTÓRYCH WYPOWIEDZI
ZNAJDUJĄ SIĘ W TEJ KSIĄŻCE
DY KUZERYNA ȦN DY KUZYN, WO ZY Y DAM BIHŁA KUZA �������180
BIBLIOGRAFIA
BIBLIOGRȦFYJ ������������������������������������������������������������������������������������ 185
TEMATYCZNY SPIS TREŚCI
TEMATYŚER RȦJSTER ���������������������������������������������������������������������� 189

�WPROWADZENIE
– JĘZYK WILAMOWSKI JAKO JĘZYK GINĄCY

Spośród około 6 tysięcy języków, którymi mówi się obecnie na świecie, większość używana jest przez niewielkie społeczności (Crystal 2000; Dołowy-Rybińska 2011: 13). Również w Europie występują języki, którymi posługują się
nieliczne osoby. Języki te są zagrożone wymarciem, zwłaszcza gdy pozbawione
są oficjalnego wsparcia państw narodowych.
Do tej grupy należy język wilamowski, którego używanie zostało zabronione w 1945 r. przez przedstawicieli władz lokalnych, w większości wywodzących
się z okolicznych miejscowości. Zakaz ten nie był jednak jedynym powodem, dla
którego Wilamowianie przestali mówić do swoich dzieci w ojczystym języku.
Po wojnie wilamowskość naznaczono piętnem, z perspektywy grupy dominującej
(Polaków) język wilamowski przez długie lata uznawany był za dziwny, śmieszny,
niewart uwagi. Takie negatywne ideologie i postawy językowe wymierzone przeciw językom mniejszościowym „powodują, że ludzie odrzucają swój język, nie
przekazują go dzieciom, nie chcąc narażać ich na upokorzenia i trudności życiowe”
(Dołowy-Rybińska 2011: 19). Mimo to język wilamowski do dzisiaj pozostaje ważny dla tożsamości dużej części Wilamowian. Świadczą o tym liczne wydarzenia organizowane przez Stowarzyszenie na rzecz Zachowania Dziedzictwa Kulturowego
Miasta Wilamowice „Wilamowianie” we współpracy z Centrum Zaangażowanych
Badań nad Ciągłością Kulturową Wydziału „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego, w których odgrywa on ważną rolę (por. Król, Olko, Wicherkiewicz
2017). Młodzi Wilamowianie – new speakerzy1 używają tego języka w rozmowach
między sobą, także tych prowadzonych za pomocą internetowych komunikatorów. Większość Wilamowian, choć sama w języku wilamowskim już nie mówi,
świadoma jest represji, jakie spotykały ich przodków z powodu używania swojego języka, i porusza ten temat podczas rozmów w gronie rodziny i przyjaciół
(por. Neels 2012). Język wilamowski został zarejestrowany przez Bibliotekę
Kongresu USA i otrzymał kod ISO 639-3 „wym”, uwzględniony został także
w Atlasie zagrożonych języków Świata (Atlas of the World’s Languages in Danger)
UNESCO. Od 2013 r. podejmowane sa działania mające na celu prawne uznanie
języka wilamowskiego za język regionalny w Polsce.

1
Osoby, które tego języka nauczyły się nie w domu, ale np. dzięki działaniom rewitalizacyjnym.

�Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

22

Równolegle do działań rewitalizacyjnych i aktywistycznych prowadzone są
badania naukowe. W ostatnich dwóch dekadach powstały prace językoznawcze
(Andrason, Król 2016; Żak 2017), w tym socjolingwistyczne (Wicherkiewicz 2001;
Neels 2012; Wicherkiewicz, Szlachta-Ignatowicz 2019; Borges, Król 2019; Chromik 2019) traktujące o zmianie językowej, kontakcie językowym czy o rewitalizacji2. Dzięki rewitalizacji pojawili się nowi mówcy o zróżnicowanych kompetencjach
językowych. To głównie oni tworzą dziś wspólnotę mówiących językiem wilamowskim. Również ich idiolekty mogą być ciekawym obiektem badań (por. Borges 2019).
Rewitalizacja językowa jest procesem dynamicznym i płynnym, którego cele
zmieniają się w zależności od aktualnej wiedzy oraz sytuacji danej społeczności.
Jednak podstawową motywacją, wspólną dla większości aktywistów na rzecz rewitalizacji językowej, jest chęć kultywowania dziedzictwa swoich przodków (Grenoble 2021: 11), stąd kluczowa jest jego dokumentacja.
Wiele języków nie zostało udokumentowanych i nie został po nich do dzisiaj
żaden ślad (Ahearn 2013: 237). Niestety pandemia COVID-19, a także upływ czasu
spowodowały, że w trzeciej dekadzie XXI w. pozostało przy życiu mniej niż dziesięć native speakerek płynnie mówiących w wymysiöeryś3. Dlatego też w ramach
programu „Language Revitalization Accelerator”, finansowanego przez organizację Wikitongues, zajmującą się wspieraniem dokumentacji i rewitalizacji językowej, powstał projekt „Reawakening the Wymysorys language in Wilamowice,
Poland”. Jego efektem jest 50 godzin nagrań, tym razem w wersji wideo, z dwiema
aktywnymi do dziś native speakerkami – Heleną Bibową fum Płaćnik (ur. 1922)
i Anną Foksową (Foxową) fum Lüft (ur. 1927).
Celem niniejszej publikacji jest zaprezentowanie zróżnicowanego materiału dokumentującego język wilamowski. Stanowiły go nagrania wideo – ze względu na
charakter projektu, który zakłada umieszczenie na stronie Wikitongues filmów dostępnych dla odbiorców dzięki zeskanowaniu kodu QR. Starałem się, by były one jak
najbardziej różnorodne zarówno jeśli chodzi o liczbę opowiadających, tematykę, jak
i czas powstania materiału, choć w przypadku języka o tak małej liczbie jego użytkowników nie było to proste zadanie. Jak pisała amerykańska antropolożka lingwistyczna Laura M. Ahearn, „Próby przechowania całego korpusu sztuki słowa zagrożonych języków są teoretycznie nierealne, nawet przy zastosowaniu współczesnych
technologii, takich jak wideo, skoro bowiem znika język, znikają również praktyki
językowe swoiste dla użytkowników tego języka” (2013: 242). Języki nie mogą bowiem istnieć bez ludzi, którzy ich używają (Crystal 2000: 1). Mam jednak nadzieję, że oprócz dokumentacji, która zawsze jest niedoskonała, publikacja ta wpłynie
pozytywnie na żywotność języka wilamowskiego, zapewniając dodatkowy matePełna bibliografia prac o Wilamowicach z lat 2000–2020 w: Król, Mętrak, Żak 2020,
prace do roku 2000 i uzupełnienia z lat 2020–2022, w: Król, Mętrak, Żak 2022. Na szczególną
uwagę zasługują teksty Alexa Andrasona.
3
„Wymysiöeryś” to określenie języka wilamowskiego w tym języku.
2

�Wprowadzenie – język wilamowski jako język ginący

riał w tym języku dla new speakerów. Historie, opowiadania podawane drogą ustną
były i są do dzisiaj nie tylko jednym ze środków przekazywania języka, ale również
wzmagają poczucie łączności z grupą i chęć podzielania jej światopoglądu (Grenoble
2021: 11–12). Istotne będzie również wzmocnienie obecności mowy wilamowskiej
w Internecie, gdyż jest ona kluczowa dla zmiany negatywnych postaw wobec języka.

Dokumentacja języka wilamowskiego z perspektywy
autobiograficznej

Historia pierwszych opracowań mających na celu dokumentację języka wilamowskiego sięga jeszcze okresu międzywojennego. Wymienić tu należy gramatykę
autorstwa Adama Kleczkowskiego (1920, 1921) czy monumentalny słownik Hermanna Mojmira (1930–1936). Nie brakowało również opracowań amatorskich,
jak słownik i gramatyka w monografii Józefa Latosińskiego (1909) czy folklorystyczne opracowanie Ludwika Młynka (1907). Jak już wspomniałem, w XXI w.
powstały również liczne prace językoznawcze, które dostępne są szerszemu gronu.
Celem tej publikacji nie jest ich zreferowanie, ale udostępnienie tych materiałów,
do których większość zainteresowanych nie ma dostępu.
Jednym z celów mojej pracy – nie tylko tej książki, ale moich działań w ogóle
– jest oddanie głosu członkom grupy, która do tej pory była w dyskursie publicznym marginalizowana. Zdaniem Stacy Holman Jones4 (2014: 210–211) pisząc tekst
autoetnograficzny, badacz powinien przetransformować w swojej pracy to, co osobiste w to, co polityczne. Już sama rejestracja i dokumentacja tych relacji w celu
uchronienia ich od zapomnienia jest działaniem politycznym (Connerton 2012: 59).
Dlatego też jako inicjator stworzenia tego największego korpusu nagrań rozmów
w języku wilamowskim uznałem, że istotne dla zrozumienia tego, w jaki sposób
powstawał i się rozwijał, będzie wprowadzenie z perspektywy autobiograficznej.
Od urodzenia w 1993 r. mieszkałem w Wilamowicach (moi rodzice przeprowadzili się tu siedem lat wcześniej). Do dziś pamiętam dzień, w którym uświadomiłem sobie, jak bardzo niezwykłą sytuacją jest używanie odrębnego języka
w jednym małym miasteczku. Wcześniej wydawało mi się, że skoro w Wilamowicach mamy język wilamowski, to w Dankowicach będzie dankowski, w Hecznarowicach – hecznarowski itd. Mogłem mieć wtedy około 5 lat, od razu jednak
zdałem sobie sprawę, że językiem wilamowskim poza moją przyszywaną wilamowską Babcią (Heleną Rozner fum Böba-Loüzkja) mówi bardzo mało osób. Kiedy mniej więcej dwa lata później Babcia, z którą w dzieciństwie spędzałem wiele
czasu, powiedziała, że język wilamowski wkrótce wyginie, bo nikt nim nie mówi,
ogarnął mnie niepokój. Niedługo później, bo w 2001 r., wydana została interdyscyplinarna monografia gminy Wilamowice pod redakcją Antoniego Barciaka (2001).
4

Australijska badaczka, pionierka podejścia autoetnograficznego.

23

�24

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Kiedy o niej usłyszałem, od razu chciałem ją mieć, co też wkrótce się wydarzyło,
bo kupili ją zarówno moi rodzice, jak i Babcia. Pamiętam papier, w jaki zapakowane były oba egzemplarze. Pomyślałem, że na pewno w tej książce będzie
udokumentowany cały język wilamowski, jednak kiedy ją otworzyłem (i przeczytałem całe 750 stron od deski do deski), okazało się, że nie ma ona charakteru
dokumentacyjnego, a raczej jest to zbiór mniej lub bardziej powiązanych ze sobą
rozdziałów (wielu bardzo wartościowych). Po lekturze szczególnie utkwiły mi
w pamięci słowa Tomasza Wicherkiewicza, który napisał, że całkowite wymarcie
języka wilamowskiego „stanie się faktem zapewne jeszcze w pierwszej dekadzie
nowego stulecia” (Wicherkiewicz, Zieniukowa 2001: 498). To wtedy zapragnąłem
udowodnić, że się one nie spełnią: nie chodziło mi o ambicje osobiste, ale o uratowanie mojego języka od śmierci.
Tak, określenie „śmierć języka” dobrze oddaje moje ówczesne odczucia i do
dzisiaj nie umiem znaleźć lepszego słowa. Bez wątpienia jest to przykład stosowanego przez aktywistów i naukowców zajmujących się językami ginącymi na
całym świecie dyskursu zagrożenia (Dołowy-Rybińska 2017: 481–486) i właśnie
poczucie zagrożenia towarzyszy mi od tego czasu nieprzerwanie, z mniejszym lub
większym natężeniem.
Od razu pomyślałem, że należy działać, i poczułem, że to na mnie spoczywa
odpowiedzialność za przyszłość języka wilamowskiego. Dlatego chciałem go dokładnie udokumentować. Kupiłem niebieski zeszyt i zacząłem spisywać słówka,
które znałem, a o te trudniejsze wypytywałem Babcię. Ku mojemu przerażeniu
okazało się, że zapisane słówka trudno odczytać, jeśli nie jest się zanurzonym w języku wilamowskim. Wtedy wpadłem na pomysł, że najlepiej będzie moje rozmowy
z Babcią nagrywać.
Na Wielkanoc 2004 r. dostałem od rodziców pierwszy dyktafon. To na nim
przeprowadzałem swoje pierwsze nagrania. Babcia śpiewała mi piosenki, mówiła
przysłowia czy wierszyki, dyktowała pojedyncze słówka. Pewnego dnia poszliśmy do przyjaciółki Babci – Ingi Matzner, która nie tylko świetnie mówiła po
wilamowsku (do końca życia był on dla niej językiem prymarnym), ale także była
niezwykle świadoma językowo. To ona tłumaczyła mi, dlaczego, jej zdaniem, neologizmy powinno się tworzyć na podstawie zapożyczeń z niemieckiego, i usiłowała wyplenić polonizmy z idiolektów mojej Babci i mojego. Robiła to jednak bardzo
kulturalnie, by nie zrazić mnie, dziecka, do używania wilamowskiego. Przyszłość
jej matczynego języka5 leżała jej na sercu, podobnie jak większości moich rozmówców, nawet jeśli reprezentowali oni różne ideologie i postawy językowe.
5
Choć jej matka Ewa Matzner pochodziła z Kamienicy (niem. Kamitz), gdzie używano
dialektu języka niemieckiego, Inga rozmawiała z nią po wilamowsku, gdyż ta jako młoda osoba
przybyła do Wilamowic, gdzie później urodziła się jej córka. Ewa Matzner była prawdopodobnie
ostatnią użytkowniczką języka wilamowskiego, która nie nauczyła się nigdy języka polskiego.
Zmarła w 1981 r. w wieku 90 lat.

�Wprowadzenie – język wilamowski jako język ginący

Inga opowiadała mi różne historie, opowieści o utopcach, śpiewała mi pieśni,
również te, które sama ułożyła lub przetłumaczyła z języka niemieckiego. Pamiętam, jak bardzo emocjonujące było dla mnie zapisywanie nieznanych dotąd utworów. Nieznanych mi, to znaczy nieopublikowanych wcześniej w zbiorach pieśni
Władysława Dybczyńskiego (2002) i Józefa Gary (2004). Miałem wrażenie, że robię coś niezwykle ważnego, ratuję coś od zapomnienia.
Wkrótce do grona nagrywanych dołączyły kolejne koleżanki Babci, a także moje sąsiadki, które przychodziły do kapliczki stojącej obok mojego domu
śpiewać pieśni maryjne. Po każdej modlitwie zostawały dłużej i rozmawiały po
wilamowsku, a ja nagrywałem śpiewane przez nie pieśni, opowieści i przysłowia.
I tak metodą kuli śnieżnej w 2009 r. grupa nagrywanych rozrosła się do około
osiemdziesięciu osób (ich nazwiska zostały wymienione w zakończeniu). Wśród
nich było wiele ważnych postaci, ale chciałbym tu wyróżnić Józefa Garę fum Tołer,
wilamowskiego poetę, który również sam dokumentował język wilamowski. Jest
on autorem zbiorów wierszy, pieśni, słowników (w tym Wikisłownika), do swoich
publikacji wykonywał także nagrania (Gara 2004; Gara 2007). Stworzył również
własny system zapisu.
Wróćmy do prowadzonej przeze mnie dokumentacji. Miała ona charakter nie
tyle dokumentacji językowej, co etnografii ratującej (Zhelyazkova 2003): chciałem
zachować nie tylko język, ale jak najwięcej wiedzy Wilamowian. Tej dotyczącej
lokalnej historii, tradycji, zwyczajów, strojów, a także postaw i ideologii językowych. W ramach tego wieloletniego, bo trwającego w latach 2004–2022, działania
powstało ponad 2 tysiące godzin nagrań, głównie audio.
Materiały te, choć we fragmentach opracowywane i publikowane przeze
mnie jako cytaty w pracach naukowych i popularnonaukowych, a także udostępniane w innych projektach6, pozostają w większości niedostępne dla szerszego
grona odbiorców.

Charakterystyka publikowanego materiału i struktura
jego prezentacji

Trzonem tej książki jest 176 wypowiedzi Wilamowianek i Wilamowian w języku
wilamowskim, których zapis wideo trwa łącznie około 3,5 godziny. Nagrania oraz
ich tłumaczenie na język angielski dostępne są na stronie wikitongues.com, dzięki
czemu mogą trafić do grona międzynarodowego. Część z nich powstała na potrzeby tego projektu w roku 2022, a inne zostały wybrane z materiału zgromadzonego
w ramach innych projektów (ich spis znajduje się w zakończeniu).
Wiele nagrań języka wilamowskiego udostępnionych zostało na stronie projektu „Dziedzictwo językowe Rzeczypospolitej”, http://www.inne-jezyki.amu.edu.pl/Frontend/ [dostęp:
1.10.2022].
6

25

�Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

26

Zebrany materiał prezentuję w formie transkrypcji oraz tłumaczenia na język polski. Poszczególnych wypowiedzi nie komentuję, jak to przeważnie bywa
w monografiach antropologicznych. Nie można tu jednak mówić o neutralnej prezentacji, gdyż sam wybór tekstów oraz ich uporządkowanie już jest interpretacją
(por. Clifford 2000: 59). Formę interpretacji ma również tłumaczenie. Wybór ten
tym bardziej nie jest reprezentatywny, ponieważ dotyczy jedynie nagrań wideo,
które stanowią niewielką część całego zarejestrowanego korpusu. Nie bez znaczenia jest również moja pozycja jako aktywisty i badacza insidera, którą opisałem
w poprzednim podrozdziale. Podobnie więc jak w przypadku innych publikacji
prezentujących „surowy” materiał, to ja jestem autorem tego wyboru, który podporządkowany był moim przekonaniom (por. Burszta, Grębecka 2015: 9). Podstawowym kryterium wyboru był język tekstu (język wilamowski, a nie kod mieszany z polskim lub niemieckim), treść, która nie wymagała anonimizacji, a także
przydatność do celów edukacyjnych – nauki języka wilamowskiego oraz poznania
obrazu historii Wilamowian dzielonego przez moje rozmówczynie.
Rozmówczyniami i rozmówcami były osoby w różnym wieku, pochodzące
z różnych warstw społecznych, o zróżnicowanych biografiach językowych7: niektóre chodziły do szkoły niemieckiej, inne zakończyły edukację w polskiej szkole
przedwojennej (te urodzone przed 1927 r.). Są osoby, które musiały z Wilamowic
wyemigrować, i takie, które spędziły w swoim rodzinnym miasteczku całe życie.
Niektóre przeżyły aresztowania, wywózki do obozów, wysiedlenie z własnego
domu na kilkanaście lat, innym udało się uniknąć tych form represji. Te wydarzenia
wpłynęły zapewne na idiolekty poszczególnych osób. Założeniem był wybór materiału, w którym narratorzy mówią wyłącznie po wilamowsku, jednak w prezentowanych tekstach można zauważyć liczne interferencje – wyrazy czy całe określenia
z języka polskiego lub niemieckiego. Cztery osoby – Elżbieta Gandor (Puś-Pejter),
Józef Gara (Tołer), Elżbieta Kacorzyk (Bek-Bȧlcer) i Anna Zejma (Lüft) – urodziły
się i całe życie mieszkały w dzielnicy Pod Lasem, o której mówiono, że cechuje ją
inny dialekt języka wilamowskiego (por. Król 2015).
Jakość nagrań jest też wystarczająca dla większości typów badań lingwistycznych. Możliwość odsłuchania nagrania umożliwia analizę oryginalnego materiału,
a nie transkrypcji, jak to często bywa z udostępnianymi materiałami wilamowskojęzycznymi.
Publikowane transkrypcje stanowią również ciekawy materiał dla socjolingwistek i socjolingwistów, gdyż na podstawie wielu wypowiedzi, które prezentują,
można badać ideologie i postawy językowe. Etnolożki i etnolodzy mogą znaleźć
w tym materiale wiele informacji na temat tożsamości Wilamowian, ról gendePojęcie „biografia językowa” rozumiem za Anną Zielińską jako „historię przyswajania
i używania języków w ciągu całego życia człowieka, uwzględniającą po kolei fazy jego życia
(dzieciństwo, młodość, wiek dojrzały, starość) oraz wydarzenia, które wpłynęły na zmianę języka w rodzinie” (Zielińska 2013: 68).
7

�Wprowadzenie – język wilamowski jako język ginący

rowych czy obrazu innych społeczności żyjących obok Wilamowian. Zawiera on
również liczne informacje przybliżające tematy będące tradycyjnie przedmiotem
etnografii, takie jak obrzędowość doroczna i rodzinna, dawne budownictwo czy
używane sprzęty i formy gospodarowania.
W zgromadzonym materiale znajdują się zarówno teksty folkloru, które funkcjonują bądź funkcjonowały dawniej w obiegu społecznym, jak i wypowiedzi
o charakterze indywidualnym, wywołane podczas wywiadu.
Zebrane opowieści są zróżnicowane tematycznie. Jednak zarówno opowieści
wspomnieniowe o wojnie i powojennych prześladowaniach, te o pracy w polu, jak
i te humorystyczne łączy wspólny obraz świata. Językowy obraz świata definiuję za
Jerzym Bartmińskim jako „zawartą w języku, różnie zwerbalizowaną interpretację
rzeczywistości dającą się ująć w postaci zespołu sądów o świecie” (2007: 12).
Jak pisała Katarzyna Marcol, „Reprodukowanie (powtarzalność) tekstów na
poziomie określonych form czy struktur znaczeniowych świadczy o ich zadomowieniu się w świadomości wspólnoty, a zatem w tekstach folkloru ujawniają się
sądy o świecie, wśród których są także wyobrażenia o przeszłości” (2020: 62).
Jednak owe „sądy o świecie” obecne są nie tylko w tradycyjnie rozumianych tekstach folkloru. W zebranym materiale obok tych pierwszych znajdują się również
te wywołane podczas wywiadów, mające charakter indywidualnych wspomnień.
Również i w nich dostrzec można powtarzalne elementy świadczące o stałości
obrazu świata członków wilamowskojęzycznej wspólnoty komunikacyjnej.
Korzystając z typologii problemów badawczych służącej do analizy językowego obrazu świata zaproponowanej przez Bartmińskiego (2007: 20–21), podzieliłem zebrane teksty na następujące rozdziały:
1) �Opozycja swoi–obcy, czyli autostereotypy i heterostereotypy: w tym rozdziale znalazły się opowieści o tym, co różni Wilamowian od ich sąsiadów –
Polaków i Niemców, o kontaktach z tymi grupami, a także o tym, co narratorzy
uznali za typowe dla Wilamowian.
2) �Konceptualizacja przestrzeni i „naszego” miejsca w świecie: opowieści o różnych
miejscach, zarówno tych znanych, bezpiecznych, jak i nieznanych, niepewnych.
3) �Konceptualizacja czasu, opozycja dawniej–dziś: są to opowieści o tym, co
było dawniej, i jak zmieniało się życie społeczności do czasów współczesnych.
Najczęściej opowieści te cechuje nostalgia za młodością i za tym, co minęło.
4) �Wartości obowiązujące w „naszym” świecie: etos pracy (zarówno gospodarzy, jak i handlarzy), sposób spędzania czasu wolnego, świętowania, prawidłowe (z perspektywy narratorów) postawy i decyzje podejmowane w życiu.
5) �Pieśni, które do dzisiaj stanowią ważny element repertuaru Wilamowian (por.
Małanicz-Przybylska 2019).
Teksty zostały pogrupowane w sposób elastyczny – wiele z nich można by
przydzielić do kilku grup. Decyzja o przypisaniu danego tekstu do konkretnej grupy opierała się na moim długoletnim zanurzeniu w terenie.

27

�28

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Na końcu książki znajduje się również tematyczny spis treści, podzielony na
następujące części:
Wilamowice i Wilamowianie: opowieści związane z mitem pochodzenia Wilamowian, a także teoriami pochodzenia przydomków czy nazw miejscowych.
Znalazły się tu również opowieści o życiu codziennym w Wilamowicach, np.
o przedwojennej szkole czy budowie cegielni, a także o antagonizmach między Wilamowianami a Polakami czy Hałcnowianami, szczególnie w kontekście endogamii, czyli zawierania małżeństw w obrębie jednej społeczności.
Język wilamowski: są tu opowieści, w których największą rolę odgrywa język wilamowski, np. mało znane historie członków społeczności, którzy nie potrafili
mówić w innym języku, a także osób z zewnątrz, które z różnych powodów
nauczyły się języka wilamowskiego – służących czy osób, które weszły w społeczność wilamowską poprzez małżeństwo. Ważnym elementem są też opowieści o prześladowaniach Wilamowian za używanie swojego języka w okresie powojennym, a także o negatywnych postawach mieszkańców okolicznych
wsi, którzy wyśmiewali Wilamowian mówiących w swoim języku. Wśród
opowieści o języku wilamowskim są zarówno historie dotyczące dawnych
czasów, jak i refleksje na temat współczesnej sytuacji tego języka. To w nich
szczególnie widoczne są ideologie i postawy Wilamowian wobec mowy wilamowskiej, a także innych języków.
Stroje wilamowskie: opowieści o strojach wilamowskich, wyglądzie poszczególnych ich elementów, a także zmianach, które je dotknęły, zawierające nieraz
ich ocenę z perspektywy narratorek. Można w nich dostrzec również rozmaite
ideologie i postawy dotyczące stroju: zarówno jego wyglądu, jak i znaczenia
dla wilamowskiej tożsamości. Znajdują się tu również informacje praktyczne,
np. dotyczące prania czy szycia poszczególnych elementów, a także tego, jak
wyglądały stroje na różne okazje.
Tradycje: opowieści o tym, jak obchodzono dawniej wesele czy śmiergust8, a także opisujące zabawy towarzyszące „pierzowcom”, czyli skubaniu pierza. Zawierają one również mnóstwo szczegółów dotyczących tego, jak się ubierano
i co jedzono przy tych okazjach. W opowieściach o wyjazdach na odpusty
w okolicznych miejscowościach widoczne są też postawy wobec ich polskoi niemieckojęzycznych mieszkańców. Znalazła się tu także jedna opowieść dotyczącego świętowania Sukkot przez wilamowskich Żydów.
Pieśni: Wybór pieśni wilamowskich wykonywanych przez Wilamowianki, a także
komentarze do nich. Oczywiście nie jest to pełen katalog tych utworów, a te,
które znalazły się w tym zbiorze, często mają więcej zwrotek, niż przedstawiono. Dzięki nagraniom wideo, dostępnym na stronie Wikitongues, moż8
Obrzęd wielkanocny polegający na odwiedzaniu dziewcząt przez kawalerów w celu polania ich, po to by otrzymać napitek i poczęstunek.

�Wprowadzenie – język wilamowski jako język ginący

na zobaczyć śpiewaczki oraz posłuchać pieśni, wykonywanych niekiedy
z akompaniamentem (gra znany wilamowski akordeonista Jan Rozner). Są to
natomiast praktyczne wykonania, które można porównać do tych „ustandaryzowanych”, zawartych w zbiorach tekstów (Król 2019a; Król 2019b; Król
2021). Jak wszystkie teksty folkloru pieśni cechuje bowiem wariantywność
– wersje prezentowane w tej książce mogą więc różnić się od tych opublikowanych wcześniej.
Gospodarstwo: historie o pracy na roli, a także przemianach, jakie dotknęły wilamowskie gospodarstwa za pamięci moich rozmówczyń i rozmówców. Oprócz
opisów tego, co i w jaki sposób uprawiano, dotyczą one również pracy i życia
służących, tradycji związanych z rolnictwem, a także poświęcenia się uprawie
ziemi, nieraz kosztem innych planów. Są to wątki typowe dla wilamowskiego folkloru, obecne w wielu opowieściach narratorów pochodzących z rodzin
gospodarskich.
Straszydła: opowieści o tym, co Wilamowianki i Wilamowian straszyło. Niektóre z nich mówią o demonach, jak chłopiec z czerwonym kapelusikiem. Inne,
przekazane w konwencji humorystycznej, wyśmiewają osoby, które „nabrały
się” na istnienie tych demonów.
Rękodzieło i handel: opowieści o Wilamowiankach i Wilamowianach, dla których
to nie praca w polu była głównym źródłem utrzymania. Byli to rękodzielnicy,
tacy jak garncarze, tkacze i kowale, którzy swego fachu uczyli się w Wiedniu.
Znajdują się tu także opowieści o handlarzach, często humorystyczne. Zamiłowanie do handlu do dziś jest jednym z często przywoływanych atrybutów
wilamowskiej odmienności.
Jedzenie: opowieści o tym, co, o jakich porach i jak jedzono, w jaki sposób
przynoszono jedzenie do pracy w polu, a także co przy jedzeniu mówiono.
Znajdują się tu również przepisy potraw oraz dokładne opisy ich smaku.
Ważne miejsce wśród nich zajmuje śüsterpop, nazywana jajecznicą po wilamowsku.
Ważne wydarzenia historyczne: opowieści dotyczące ważnych wydarzeń z przeszłości Wilamowic, często przekazywane w konwencji memoratu: o początku
drugiej wojny światowej, wojnie, powojennych wywózkach, wysiedleniach,
aresztowaniach i represjach Wilamowianek i Wilamowian. Znajdują się tu
komentarze dotyczące zarówno historii ogólnej, jak i lokalnej (np. założenia
Regionalnego Zespołu Pieśni i Tańca „Wilamowice”).
Opowieści z życia: opowieści, których nie udało mi się zakwalifikować do innych kategorii. Dotyczą one spraw z życia codziennego: jazdy na rowerze,
wspomnień zabaw z dzieciństwa, nauki pływania, pracy w kopalni. Wiele
z nich opowiada o konkretnych osobach: krewnych czy sąsiadach. Dużą
część stanowią te dotyczące chorób i ich leczenia, a także opowiadania
humorystyczne.

29

�Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

30

Transkrypcję w języku wilamowskim starałem się tworzyć jak najwierniej,
zgodnie ze współczesną ortografią języka wilamowskiego. Pierwsze zapisy języka wilamowskiego pochodzą z I połowy XIX w., jednak dopiero w XX w. pojawiły się próby stworzenia spójnego systemu zapisu. W 1907 r. podjął się tego
polski ludoznawca Ludwik Młynek w swojej broszurze Narzecze wilamowickie
(Młynek 1907). W 1909 r. słownik języka wilamowskiego korzystający z autorskiej ortografii opracował miejscowy nauczyciel Józef Latosiński. Własny
system zapisu oparty na alfabecie polskim stworzył na przełomie XIX i XX w.
wilamowski pisarz Florian Biesik. Pisownię opartą na transkrypcji fonetycznej
stosowali Adam Kleczkowski (1920, 1921), Hermann Mojmir (1930, 1936) i Heinrich Anders (1933).
Na początku XXI w. własną ortografię stworzył wilamowski poeta Józef Gara,
który bazował na polskim alfabecie, uzupełnionym o dodatkowe znaki diakrytyczne (umlauty) oraz dwuznak „ao”, mający oznaczać „a” pochylone.
Wspomniane systemy ortograficzne z różnych powodów się nie przyjęły. Niektóre były zbyt skomplikowane, w przypadku innych sami ich autorzy nie stosowali
postulowanych przez siebie zasad konsekwentnie (por. Wicherkiewicz 2001).
U progu drugiej dekady XXI w. pojawiła się potrzeba stworzenia współczesnej
pisowni języka wilamowskiego związana z działalnością Stowarzyszenia na rzecz
Zachowania Dziedzictwa Kulturowego Miasta Wilamowice „Wilamowianie”. Jako
jeden z działaczy stworzyłem taką pisownię opierającą się na ortografii polskiej,
zawierającą 33 grafemy proste.
Ȧȧ
Ii
Pp
Zz

Aa
Jj
Rr
Źź

Bb
Kk
Ss
Żż

Cc
Ll
Śś

Ćć
Łł
Tt

Dd
Mm
Uu

Ee
Nn
Üü

Ff
Ńń
Ww

Gg
Oo
Xx

Hh
Öö
Yy

A także digrafy (np. dź, dż, ng, iö, oü, öe) i trigraf (iöe).
Pisownia ta nawiązuje do pisowni Gary oraz do tej stosowanej w słowniku Mojmira, ale jest w stosunku do nich bardzo uproszczona – w ograniczony
sposób oddaje bogactwo wilamowskiej fonetyki. Spełnia jednak swoje zadanie, którym jest podtrzymywanie żywotności języka wilamowskiego – została
przyjęta przez starszych użytkowników, sprawdza się w nauczaniu języka wilamowskiego i używana jest przez niemal wszystkich naukowców zajmujących
się współcześnie tym językiem. W 2012 r. zostały na nią przetransliterowane
najważniejsze dzieła literatury wilamowskiej9. Zastosowano ją w publikacji
A grammar of Wymysorys (Andrason, Król 2016), a także w słowniku języka
9
Są one dostępne na stronie projektu „Dziedzictwo językowe Rzeczypospolitej”, http://
www.inne-jezyki.amu.edu.pl.

�Wprowadzenie – język wilamowski jako język ginący

wilamowskiego mojego autorstwa, zawierającym blisko 10 tysięcy wyrazów.
Dziś jest ona jedyną używaną pisownią tego języka. Język wilamowski pod
względem standaryzacji i kodyfikacji jest więc w nieco innej sytuacji niż wiele
innych małych języków, w przypadku których na temat wyboru pisowni prowadzone są ożywione dyskusje.
Jeśli któraś forma gramatyczna czy słowo odbiegało od postaci standardowej10,
umieszczałem po tym wyrażeniu formę standardową w kwadratowym nawiasie.
Dodatkowe wyjaśnienia czy dopowiedzenia umieściłem w nawiasach zwykłych.
Tłumaczenie na język polski starałem się również robić jak najdokładniej, ale dla
komfortu czytelnika pominąłem niektóre powtórzenia czy przejęzyczenia. Dociekliwi mogą skorzystać z wilamowskiej transkrypcji oraz z filmów dostępnych na
stronie Wikitongues.
Celem tej publikacji jest upowszechnienie materiałów zebranych podczas dokumentacji języka wilamowskiego zarówno wśród naukowców, pasjonatów wielojęzyczności, jak i samych Wilamowian, chcących pogłębiać swoją znajomość
języka wilamowskiego.

Opowieści Wilamowian jako folklor ustny

Prowadzone przeze mnie badania terenowe miały charakter klasycznych badań
etnograficznych, składały się więc z obserwacji i wywiadu. Jednym z ich celów
było zebranie pieśni, wierszy i przysłów w języku wilamowskim. Duża ich część
była już publikowana (Król 2019b; Król 2021), przy czym często przygotowując
te utwory do druku, porównywano je do znajdujących się w archiwach materiałów
zebranych przed 1945 r. przez niemieckich badaczy Karla Horaka i Alfreda Karaska (Król 2019a). Niektóre z tych utworów, w wersji przekazanej przez moich
rozmówców, zostały także umieszczone w tej książce.
Opowieści Wilamowian natomiast nie były do tej pory obiektem badań folklorystów, z nielicznymi wyjątkami. Polski zbieracz folkloru Ludwik Młynek opublikował
w swojej broszurze kilkanaście przysłów i opowiadań Wilamowian (1907), natomiast
w przedwojennym zbiorze Podania Niemców Beskidzkich wspomniany już niemiecki
badacz Alfred Karasek zamieścił 61 opowiadań z Wilamowic (Karasek, Strzygowski
1930). Choć badania prowadzone w Wilamowicach w ostatnich dwóch dekadach nigdy nie były zorientowane na gromadzenie materiału folklorystycznego, ich efektem
jest zebranie licznych tekstów, które można by uznać za folklorystyczne.
Zdaniem Piotra Grochowskiego cechą narracji o charakterze folklorystycznym jest to, że „przybierają one [teksty o charakterze folklorystycznym] postać
względnie ustabilizowanych tekstów odwołujących się do określonych formuł
10
Chodzi o formy odbiegające od norm opisanych w Słowniku języka wilamowskiego
(Król 2020).

31

�32

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

poznawczych i stereotypów, które zarazem funkcjonują w żywych, interaktywnych sytuacjach komunikacyjnych” (Grochowski 2017: 239). Takie sytuacje wykonawczo-odbiorcze są charakterystyczne dla folkloru i „konstytuują zarazem
wspólnoty interpretacyjne, które w toku wymiany informacji, poglądów i ocen
negocjują i wypracowują, a następnie utrwalają i rozpowszechniają określone
wzorce rozumienia rzeczywistości oraz adekwatne do nich zasady działania”
(Grochowski 2017: 239).
Należy pamiętać, że sytuacją folklorotwórczą może być nie tylko spotkanie na
weselu czy w karczmie, ale także wywiad antropologiczny czy socjolingwistyczny. Parafrazując słowa Jędrzeja Burszty i Zuzanny Grębeckiej, można powiedzieć,
że „Sytuacja wywiadu etnograficznego staje się przeto po części uczestnictwem
w procesie przypominania, odtwarzania pamięci o przeszłości miasta, z jednej strony w teraźniejszości Wilamowic, która stanowi zawsze punkt wyjścia rozmowy,
a z drugiej nieodmiennie naznaczonym urywkowością, niekompletnością czy też
po prostu niekompatybilnością tego, co umyka pamięci” (2015: 10). Wiele z opowieści zebranych podczas wywiadu etnograficznego pełnych jest powtarzalnych
i społecznie usankcjonowanych elementów, którym folkloryści mogą się przyjrzeć,
analizując teksty mówione, wykonywane w sytuacji naturalnej dla członków danej
wspólnoty (Grochowski 2019: 14). Według pochodzącego ze Śląska Cieszyńskiego
folklorysty Jana Kajfosza:
Zadomowienie się tekstu w świadomości sprowadza się do jego bardziej
lub mniej dokładnego reprodukowania, czyli do powtarzania określonych
form czy struktur znaczeniowych, co przekłada się na jego konwencjonalny i w miarę systematyczny charakter. Z tego właśnie względu za kluczowy
wyznacznik przekazu folklorystycznego uznać można wierność określonym
wzorcom tekstowym (2009: 44).

W analizie typowej dla folklorystyki chodzi o „uchwycenie owych narracyjnych konwencji opowiadania, które traktowane są jako swoisty klucz do zrozumienia kultury, umożliwiający odczytanie sensów (i doświadczeń) o charakterze
społecznym” (Grochowski 2019: 15).
Liczne spośród prezentowanych tu opowieści to memoraty – opowieści
świadka. W niniejszym zbiorze znajduje się wiele tego typu opowieści, np. o wybuchu wojny, powojennych prześladowaniach, sposobach ukrywania drogocennych przedmiotów przed prześladowcami czy powstaniu grupy kobiet przy Regionalnym Zespole Pieśni i Tańca „Wilamowice”. Niektóre z narratorek opowiedziały
je jako swoje własne wspomnienia. Należy jednak pamiętać, że memorat nie jest
obiektywnym opisem rzeczywistości. Cechuje go selektywność, a na sposób opowiadania mają wpływ zarówno własne przeżycia, jak i teraźniejszość (Lehmann
2007: 32), a także chęć przystosowania ich do kolektywnej ideologii cechującej
zbiorowość (Krawczyk-Wasilewska 1986: 27). Memorat powstaje na przecię-

�Wprowadzenie – język wilamowski jako język ginący

ciu indywidualnego i wspólnotowego charakteru opowiadania – przekazywany
jest w określonym kontekście, zawiera typowe dla danej społeczności motywy
i wątki fabularne i ma charakter subiektywny (Hajduk-Nijakowska 2016: 10).
W opinii folklorystki Katarzyny Marcol w opowieściach wspomnieniowych wzorce zachowań i hierarchie wartości nie są omawiane dosłownie, ale „[t]o działania
bohaterów umiejscowione w określonym kontekście ujawniają, co jest dobre i społecznie akceptowalne, a co złe i niedopuszczalne w obrębie grupy” (2020: 223).
Na kształt memoratu wpływa również osoba odbiorcy, a raczej wyobrażenie narratora o jego oczekiwaniach. Dlatego za istotne uznałem zaprezentowanie historii
powstawania nagrań, których zapisy stały się podstawą do wyselekcjonowania
tekstów ujętych się w niniejszym zbiorze.
Jak pisał szwedzki folklorysta Carl Wilhelm von Sydow:
Wiele memoratów może przejść w tradycję, bo inni ludzie uznają je za wystarczająco ciekawe, by je dalej opowiadać. Przy czym na ogół ulegają one mniejszym lub większym zmianom, w zależności od tego, kto je dalej opowiada.
W ten sposób dawniejszy memorat przechodzi w podanie wspomnieniowe,
jednak granica między nimi jest trudno uchwytna (Sydow 1934: 253; za: Simonides 1969: 46).

Opowiadania stają się, zdaniem Simonides „własnością ogółu”, jeśli są „dość
ciekawe”. W takim wypadku memorat „w procesie dalszego przekazywania podlega obiektywizacji, zatracając niektóre cechy osobiste na rzecz ogólnie zrozumiałych
i eksponujących niezwykłość, wyrażającą się najczęściej w preferowaniu sytuacji
transcendentnych” (Simonides 1969: 46). Proces „przerabiania” i dostosowywania memoratu do potrzeb grupy nazywa się fabularyzacją i folkloryzacją (Hajduk-Nijakowska 2016: 65). To, co nie zostało zaakceptowane przez grupę, „wychodzi
z użycia i obumiera” (Bogatyriew, Jakobson 1975: 170).
Wiele z opowieści znajdujących się w niniejszej książce uległo temu procesowi, np. ta o dyrektorze szkoły, który uratował wilamowskie dziewczęta przed
wywózką na Ural, opowieści o „dobrych Ruskach” czy o żartach, które kawalerzy
robili z okazji śmiergustu czy święta 1 Maja (szczególnie to o wozie złożonym
w całości na dachu). Jednocześnie większość, o ile nie wszystkie, zaprezentowana
została jako opowieści „prawdziwe” i „obiektywne”, mające stanowić dowody na
prawdziwość wizji historii przekazanej przez rozmówców.
Fabulatów nie można traktować jako opowieści zupełnie skostniałych, gdyż
ich nieodłączną cechą jest również to, iż występują w wielu wariantach: „ich poszczególne elementy oraz przypisywane im znaczenia w każdym kolejnym wykonaniu mogły ulegać przekomponowywaniu i reinterpretacji. Efektem procesów
folkloryzacji i fabularyzacji jest powtarzalność i zarazem zmienność (wariantywność) opowieści” (Grochowski 2019: 22–23). Takimi elementami fabulatów, których znaczenie mogło się zmienić, są toposy czy „skamieliny językowe”, których
znaczenie zależne jest od wzorców interpretacyjnych akceptowanych przez daną

33

�34

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

grupę. Dlatego czasem tym samym fabulatom, funkcjonującym w różnych wspólnotach pamięci, nadawane są różne znaczenia, zgodne natomiast ze schematami,
obrazami i przywoływanymi skojarzeniami, pochodzącymi z tradycji narratorskiej
danej społeczności (Hajduk-Nijakowska 2016: 65–66). W tym zbiorze starałem się
pokazywać różne opowieści, rezygnowałem więc z prezentowania dwóch wariantów tego samego fabulatu.
W opowieściach Wilamowian widoczne są wyjaśnienia tego, w jaki sposób
zachowywali się ich bohaterowie. Wyjaśnienia te, jak pisała Hajduk-Nijakowska, „bazują często na tradycyjnych mechanizmach rozumienia świata” (2016:
50) i osadzone są „w lokalnym systemie wartości i zbiorowych wyobrażeniach
wzmocnionych emocjonalnie, które współtworzą bramy bezpieczeństwa ontologicznego” (2016: 50). Mechanizmy te, mające na celu „opanować lęki i zrozumieć otaczający świat oraz pomóc w znalezieniu odpowiedzi na dręczące
człowieka pytania” (Hajduk-Nijakowska 2016: 50), można dostrzec nie tylko
w tradycyjnych gatunkach folkloru, takich jak pieśń czy podanie, ale również
w „opowieściach z życia”. Dlatego też opowieści wspomnieniowe Wilamowian
– zarówno te dotyczące wojen i okresu powojennego, jak i opowieści z życia
codziennego: o wypadkach, chorobach, starości czy śmiesznych wydarzeniach
– mogą stać się obiektem badań folklorystów i antropologów. Niektóre z nich
można by zaliczyć do legend miejskich, czyli „opowieści narracyjnych o zdarzeniach aktualnych, cechujących się krótką żywotnością” (Czubala 1999: 191).
Jednak nawet współczesne legendy miejskie miewają „stare korzenie” (Czubala
1999: 194), w związku z tym powinno się je interpretować w kontekście tradycji
folklorystycznej danej wspólnoty.
W przypadku tradycji oralnej wilamowskiej społeczności istotne jest występowanie w niej dwóch etosów – gospodarzy i handlarzy. W tym pierwszym podstawową wartością jest uczciwa praca, w tym drugim praca jest tylko środkiem do
osiągnięcia celu, którym jest zarobek. Etosy te wpłynęły na dwie związane z tymi
grupami zawodowymi konwencje opowiadania. Zwłaszcza wśród Wilamowian
urodzonych przed wojną widoczna była silna świadomość negatywnego stereotypu
Wilamowian handlarzy obecnego wśród mieszkańców okolicznych miejscowości.
W reakcji na te (często pozostające tylko w sferze wyobrażeń) zarzuty powstały
liczne fabulaty mające udowadniać zaradność wilamowskich handlarzy. Jej efektem miał być dobrobyt, za sprawą którego Wilamowice przez lata w oczach moich
narratorów wyróżniały się na tle okolicy. Te odmienne konwencje opowiadania są
wzorami przekazu ustnego, które tworzą kulturę opowiadania Wilamowian (Lehmann 2007: 20).
Wilamowianie, jak każda wspólnota, mają swój repertuar folklorystyczny.
Opowieści przez nich przekazywane przez wiele lat pozostawały pod wpływem
tradycji narratorskiej. Zdaniem folklorysty Daniela Kadłubca „świat folkloru jest
oglądem ziemi i ludzi z lotu ptaka, z dystansu doświadczenia wielopokoleniowego,

�Wprowadzenie – język wilamowski jako język ginący

modelującego rzeczywistość według własnych praw” (Kadłubiec 1999: 69). Opowieści dostosowywano więc do funkcjonujących w danej wspólnocie komunikacyjnej wzorców interpretacyjnych i toposów, przystosowywano do aktualnych
potrzeb. Na te potrzeby wpływ miała również polityka, a także liczni naukowcy
i dziennikarze przybywający do Wilamowic. To, w jaki sposób dana opowieść się
rozwinęła, zależne jest również od tego, do kogo narrator ją adresował. Opowieści
wspomnieniowe, także te sfabularyzowane i sfolkloryzowane, często opowiadane
są w konwencji memoratowej, „jako przeżycie autentyczne, jeśli już nie narratora,
to osoby, którą narrator zna osobiście i na którą może się autorytatywnie powołać”
(Simonides 1981: 35). W opinii folklorystki „[c]hęć nadania opowiadaniu formy
przekazu prawdziwego wydarzenia doprowadza do tego, że znane z tradycji wątki
są coraz częściej opowiadane w konwencji przeżycia autentycznego, jednostkowego. A więc z tradycyjnego fabulatu tworzy się współcześnie coraz częściej memorat” (Simonides 1981: 36). W tekstach folkloru „reprezentacja rzeczywistości
może zlewać się z fikcją, często też zapamiętane z zamierzchłej przeszłości treści
mimowolnie dostosowywane są do obecnie panujących realiów; są niepostrzeżenie
szyte na miarę aktualnego społecznego zapotrzebowania” (Kajfosz 2011: 60). Istotna jest nie tylko sama sytuacja, ale również osoba odbiorcy (Lehmann 2007: 12).
Szczególnie w przypadku historii alternatywnych, czyli „opowieści o podziałach
wewnątrz wspólnoty uwypuklających fakt, że określone emocje, opinie oraz cele
niekoniecznie były podzielane przez wszystkich” (Macdonald 2021: 107–108). Te
nie były przekazywane obcym, a wyłącznie swoim. Być może dlatego to ja, jako
badacz insider, mogłem je zarejestrować.
Dlatego też przedstawione w tej publikacji historie nie mogą być oceniane
z perspektywy prawdy lub nieprawdy. Wiele z nich wzajemnie się wyklucza
lub zawiera odniesienia do błędnych dat lub faktów. Starałem się w to nie ingerować, a jedynie tam, gdzie wydawało się to konieczne, umieszczałem uwagi.
Według antropolożki Joanny Tokarskiej-Bakir „w odróżnieniu od dyskursów
różnych polityk historycznych język potoczny nie kłamie, jest mimowolnie
prawdomówny. Język ten sprawozdaje, jak ludzie widzą świat” (2009: 303). I to
właśnie wizja świata rozmówców, a nie prawda o tym świecie jest przedmiotem
badań folklorystyki.
Jak pisali rosyjscy folkloryści Piotr Bogatyriew i Roman Jakobson, „Istnienie
utworu ludowego zaczyna się dopiero wówczas, gdy zostanie on przyjęty przez
określoną wspólnotę; co więcej, istnieją tylko te jego elementy, które wspólnota
sobie przyswaja” (1975: 169). Autorzy wspomnieli jednak, że tekst, który nie został zaakceptowany przez grupę i poniekąd skazany został na zapomnienie, może
zostać uratowany przez „przypadkowy zapis jakiegoś zbieracza, przenoszący go
z poezji ustnej do literatury pisanej” (1975: 169). Tak też zapewne jest w przypadku wielu opowiedzianych mi historii, które z różnych powodów mogły nie zostać
zaakceptowane przez grupę, ale znalazły się w niniejszej publikacji.

35

�36

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Jak pisał niemiecki folklorysta Albrecht Lehmann, każdy okres historyczny
ma swoją kulturę opowiadania, która zmienia się wraz z generacjami (Lehmann
2007: 13). Zebrane w niniejszej publikacji teksty pochodzą od narratorów urodzonych przed drugą wojną światową. Według Piotra Grochowskiego odbiór przekazów internetowych polega „nie tylko na ich oglądaniu lub czytaniu, ale także
na ocenianiu, komentowaniu, relacjonowaniu własnych doświadczeń, zadawaniu
pytań czy podejmowaniu dyskusji z autorami oraz innymi widzami/czytelnikami”
(Grochowski 2017: 239). Publikacja ta może więc wpłynąć na repertuar młodszych Wilamowian. Treści te otrzymały w końcu dodatkowy pas transmisyjny,
który może zapewnić im znacznie dłuższą żywotność. Być może gdyby nie działania dokumentacyjne, to nie przetrwałyby one do naszych czasów lub w ogóle by
nie powstały, gdyż ich odbiorcami byli właśnie lokalni działacze i naukowcy. Nie
byłby to pierwszy przypadek, kiedy to udział w tworzeniu folkloru mają nie tylko
członkowie danej wspólnoty komunikacyjnej, ale również naukowcy.
Mam nadzieję, że publikacja ta – przygotowana zarówno w wersji papierowej, jak i internetowej – nie tylko pomoże udokumentować język i wilamowską
tradycję oralną, ale również pozytywnie wpłynie na ich żywotność w wilamowskiej społeczności. Internet jest dzisiaj bowiem ważnym medium transmisji języków rzadziej używanych.
Tytuł tej książki zaczerpnąłem z opowieści autorstwa Rozalii Hanusz fum Linküś (1926–2009), wilamowskiej poetki i tłumaczki, która sama ułożyła i przekazała
mi wiele tekstów folkloru.

�DY FÜRRYD – DY WYMYSIÖERYŚY ŚPRÖH OÜZ
Ȧ ŚPRÖH YM ŚTARWA

Undyn 6 toüzyt śpröha, wo zy eta wada yr wełt gykuzt, dy mȧsta zȧjn gybroüht fun
klina grüpa (Crystal 2000; Dołowy-Rybińska 2011: 13). Oü y Yłrop gyt’s śpröha,
wo zy wada gykuzt fu wing łoüt. Di śpröha kyna ȧmöł śtarwa, s’mȧst, wen zy ny
kyna błȧjn underśtyct fun nȧrodowikja łendyn.
Y di grüp gyhjyt dy wymysiöeryśy śpröh, wo zy wiöd ferböta ym 1945 jür diöh
dy lokȧlnikja regjyrana, ym mȧsta wo zy roüsśtompta fun djyfyn ymsrod wo zȧjn
fu Wymysoü. Oder ny nok dos ferböta höt dos gymaht, do dy Wymysiöejyn ufhüta,
cyn kyndyn y jyr müterśpröh cy kuza. Nöm krig wiöe dy wymysiöeryśkȧjt gyśtamt
myt ȧm stigmȧ, fur oüsziht fur dominȧntyśa grüp (Pöła), błȧ dy wymysiöeryśy śpröh
ȧ śmjyśnikjy, łahawaty, unwihtikjy śpröh. Zyty negȧtywnikjy śpröhideologyja ȧn
śpröhśtełnana, wo zy zȧjn ȧjgyśtełt yn klinśpröha ȧtkȧn, „ferürzaha, do dy łoüt zih
fu zer śpröh ohon, zy gan zy y jyn kyndyn ny weter, bo zy weła zy ny łön ungyryht
wada ȧn ymśtend hon” (Dołowy-Rybińska 2011: 19).
Oder dy wymysiöeryśy śpröh błȧjt zuwizu pocy hoüt wihtik fjys cügyhjyn
fum grusa tȧl fu Wymysiöejer. Dos wȧjza hefa iwenta, wo zy wada gyorgȧnizjyt fur
Gyzełśoft „Wymysiöejer”, mytum Centrum fur Gyangażjyta Füśnan fur Kultüryśa Wetercijung fum Tȧl „Artes Liberales” fum Warśawyśa Uniwersytet, wu ej di
śpröh zjyr wihtik (zejh Król, Olko, Wicherkiewicz 2017). Dy junga Wymysiöejyn
– noükuzyn11 – kuza di śpröh yn gyśpryhja undernander, ȧn oü myta internetowikja
komunikȧton. Dy mȧsta Wymysiöejyn, gük zy zoüwer ny kuza wymysiöeryś, hon
ym gydanka dy represyja, wo zy jyr fürfatyn hon gytrofa fjys kuza jyr śpröh. Zy
dyśkürjyn oü fu dam myta frynd ȧn bykanta (zejh Neels 2012). Dy wymysiöeryśy
śpröh wiöd ȧjgyrejestrjyt diöh dy Bibiotek fum USA Kongres ȧn zy krigt ȧ kod
ISO 639-3 „wym”, ȧn oü ym Atlas fun śpröha, wo zy zȧjn ym śtarwa (Atlas of the
World’s Languages in Danger) UNESCO. Ym śpytsta fum 2013 jür priöebjyt mȧ dy
wymysiöeryśy śpröh oüz regjonȧlśpröh y Pöłn ȧjcyrejestrjyn.
Y darnymłikja cȧjt wjyd’s nawan rewitȧlizȧcyjnikja ȧn ȧktywistyćnikja zaha gyfüśt. Yn łecta cwe canjün ȧdśtinda lingwistyśy teksta (Andrason &amp; Król 2016; Żak
2017), under dam socjolingwistyćnikjy (Wicherkiewicz 2001; Neels 2012; Wicherkiewicz; Szlachta-Ignatowicz 2019; Borges &amp; Król 2019; Chromik 2019), wo zy

11
Dy łoüt, wo zy zih dy śpröh ny hon gyłjyt dyham, ok cym bȧjśpil diöhs tün fur
rewitȧlizacyj.

�Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

38

traktjyn fur śpröhenderan, śpröhkontakt oba rewitȧlizȧcyj12. Dank rewitȧlizȧcyj zȧjn
nojy kuzyn, wo zy ferśidnik kyna kuza. Zej zȧjn di, wo zy eta zȧjn di grüp, wo kuzt
wymysiöeryś. Oü jyr idiolekta kyna oüz interesȧntyś gyfüśt wada (zejh Borges 2019).
Dy śpröhrewitȧlizȧcyj ej ȧ dynȧmiśer ȧn fłisikjer proces ȧn jyr cyłn endyn
diöh enderana ym ecnikja wysa oba ecnikjy sytuȧcyj fu ȧr grüp. Oder dy wihtiksty
ürzah, cyzoma fjyr dy mȧsta ȧktywista fjy dy rewitȧlizȧcyj, ej der wyła, dy erbśoft fun fürfatyn weter ym ława cy hałda (Grenoble 2021: 11). Diöh dos ej dos dy
dokumentȧcyj, di ej ym wihtiksta.
Hefa śpröha wiöda ny gydokumentjyt ȧn s’ej et föna kȧ śpür mej (Ahearn
2013: 237).
Ufs ungyłyk hot dy COVID-19-betkrankyt ȧn oü dy ferfłögan cȧjt cy dam gybröht, do ym dryta canjür fum 21-ta hundytjür zȧjn wingjer wi can müterkuzeryna
gybłejn, wo zy perfekt wymysiöeryś kyna kuza. Diöh dos, yn rama fum program
„Language Revitalization Accelerator”, wo’ȧ ej gyfinȧnsjyt fur orgȧnizȧcyj Wikitongues, wo zy underśtyct dy śpröh dokumentȧcyj ȧn rewitȧlizȧcyj, wiöd der projekt „Reawakening the Wymysorys language in Wilamowice, Poland” ufgybröht.
S’zȧjn fönum wejder nojy 50 śtunda ufśpejłnana ȧdśtanda, dos möł yr video-wersyj,
myta cwü bocy hoüt ȧktywnikja native-kuzeryna – Płaćnik-Helka (gyb. 1922) ȧn
Lüft-Nüśka (gyb. 1927).
Der cył fu dam bihła ej dy ferśidnikkȧjt yr dokumentȧcyj fur wymysiöeryśa śpröh fürcyłen. S’wihtiksty kryterum, diöh ȧ kȧrȧkter fum projekt (filma ufer
internetzȧjt fu Wikitongues), wiöe s’oüskłoün fun video-ufśpejłnana. Yhy traht mih
ym dos, do zy zȧjn wi ym ferśidniksta, wen’s zih höt ym coł fun kuzyn, temȧtyk
wi oü dy cȧjt, wi zy zȧjn ȧdśtanda. S’wiöe oder ny łȧjht ym foł fu ȧr śpröh, wo zy
zu wing łoüt kuza. Dy amerykanyśy lingwistyśy antropolożkjyn, Laura M. Ahearn,
śrȧw: „Dy pröba, ȧ ganca kerper fun wjytyn fun śpröha ym śtarwa cy derhałda zȧjn
ju ny mejgłik, zugiöe myter hyłf fun ecnikja teknologyja wi video, bo wen ȧ śpröh
ferśwynt, ferśwynda oü dy śpröhprȧktykja, wo zy zȧjn ekstra fjy dy kuzyn fu dar
śpröh” (2013: 242). Dy śpröha kyna füt ny egzystjyn ony łoüt, wo zy zy kuza (Crystal 2000: 1). Yhy höf oder, do hynder dokumentȧcyj, wo zy nymer ny ej ideȧlnik,
wyt dy publikȧcyj dy łanikkȧjt fur wymysiöeryśa śpröh ȧjfłisa, bo zy wyt gan
ȧ ekstra wiöer y dar śpröh fjy dy noükuzyn. Dy kistiöeryja, fercyłnana, wo zy wiöda
gykuzt weter, wün ȧn zȧjn bocy hoüt ȧ mytuł ny nok śpröh wetercygan, oder zy
śtjekja oü s’śpjyn fum band myter grüp ȧn ȧ wyła, jyr oüsziht uf dy wełt cy ejwernama (Grenoble 2021: 11–12). Wihtik wyt oü zȧjn, do dy śpröh diöh dos bihła wjyd
śtȧkjer gyzan ym Internet. Dos ej ju füt wihtik fjy dy enderan fun negȧtywnikja
ȧjśtełnana yr śpröh ȧtkȧn.

Dy gancy bibliogrȧfyj fun ata fu Wymysoü y jün 2000–2020 y: Król, Mętrak, Żak 2020,
prace do roku 2000 i uzupełnienia z lat 2020–2022 w: Król, Mętrak, Żak 2022. Ym mȧsta zo mȧ
gan öbaht uf dy teksta fum Alexander Andrason.
12

�Dy fürryd – dy wymysiöeryśy śpröh oüz ȧ śpröh ym śtarwa

Dokumentȧcyj fur wymysiöeryśa śpröh fur
oütobjogrȧfyśa perspektyw

Dy gyśiht fun jyśta ata, wo zy hon zułd dy wymysiöeryśy śpröh dokumentjyn, śtama
fun Pöłnscȧjta. Mȧ zełd dö dy gramatyk fum Klećkowskja-Adam (1920–1921) oba
ȧ grus wjytynbihła fum Fliöera-Hermon (1930–1936) nena. S’go ju oü ȧmȧtoryśa
ata wi s’wjytynbihła ȧn dy gramatyk yr monogrȧfyj fum Lȧtośińskja-Jüzef (1909)
oba dy folklorystyśy at fum Młynek-Ludwik (1907). Wi’h śun śrȧw, ȧdśtinda ym
21-ta hundytjür hefa lingwistyśy ata, wo zy fjy mejer łoüt ufa śtejn. Der cył fu dam
bihła ej ny zej cy referjyn, ok dy ufgyśpejłty wiöer wetercygan y dan, wo zy cüner
kȧn cütrejt ny hon.
Ȧs fun cyłn fu mer at – ny nok fu dam bihła, ok giöe mȧj tün – ej, do dy śtym
fun Wymysiöejyn, wo zy wiöe ind ufer zȧjt, zo zȧjn gyhüt. Stacy Holman Jones śrȧw
(2014: 210–211), do wen’ȧ śrȧjwt ȧ etnogrȧfyśa tekst, mü der füśjer s’ȧgja ys polityćnikjy ejwerata. Oü dy rejestrȧcyj ȧn dokumentȧcyj fu dan gykuza zoüwer, wen’ȧ
zy wył bywjen fum fergasa, ej ȧ polityćnik tün (Connerton 2012: 59). Diöh dos oüz
der ośtyfter fu dam grysta ufśpejłnanakerper fun gykuza yr wymysiöeryśa śpröh,
doüht’s mih, do’s wje zȧjn wihtik, do’h zo mȧj oütobjogrȧfyśy perspektyw fürśteła,
do’ȧ zo beser bygrȧjfa, wi dar kerper ej ȧdśtanda ȧn wi’ȧ weter höt cügynuma.
Wi’h uf dy wełt kom ym 1993 jür, wönt yh y Wymysoü (mȧj ełdyn wün dö
köma zejwa jür ejer). Bocy hoüt gydenk yh ȧ tag, wi’h derwiöert, wi zjyr ungywynłik ej dos, do’s y dam klina śtatła ȧ ekstra śpröh gyt. Ejer doüht’s mih, do wen
wer y Wymysoü hon dy wymysiöeryśy śpröh, do müsa zy oü hon y Denkjadiöf ȧ
denkjȧdiöfyśy, y Hylćadiöf – hylćadiöfyśy ȧn zu weter. Yhy kon derzȧnk ymȧ 5 jür
hon gyhot, oder gryhta ys’s mer ȧjkuma, do hynder mȧj cügynyta baba (Böba-Loüzkja-Helka), zełda war kuzt di śpröh. Wi’h ymȧ cwe jür śpyter hüt mȧj Baba kuza,
do dy wymysiöeryśy śpröh wyt bałd ferhejngejn, bo nimyd kuzt zy mej ny, wiöd’s
mer bang. Ny łang śpyter, bo ym 2001 jür hon zy roüsgan ȧ interdyscyplinȧrnikjy
monogrȧfyj fur Gymȧn Wymysoü under redȧkcyj fum Barciak-Antoni (2001). Wi’h
föner hüt, wułd yh zy gryhta hon, wos ny łang kom, bo mȧj ełdyn ȧn dy Baba hon zy
gykoüft. Yhy gydenk s’papjyr, y wyłys bȧdy bihła wün ȧjgypakt. S’kom mer ȧj, do
dy wymysiöeryśy śpröh wyt diöt zȧjn fuł gydokumentjyt. Oder wi’h’s ufgymaht ho
ȧn yh ho dy ganca 750 zȧjta diöhgyłaza, wiöd yh ołdyśt derwiöert, do zy giöe nist ny
dokumentjyt, ok dos zȧjn ferśidnikjy tȧln cyzoma, wo zy mytzoma hon mejer oba
wingjer cy tün (oder hefa föna fum huha wat). Wi’h’s hot gyłaza, błyn mer ym gydanka dy wjytyn fum Wicherkiewicz-Tomasz, wo’ȧ śrȧw, do „der tut wyt uf dy wymysiöeryśy śpröh kuma byśtymt nö ym jyśta canjür fum noüa hundytjür” (Wicherkiewicz &amp; Zieniukowa 2001: 498). To derzȧnk kom’s mer ȧj, do’h zo bywȧjza, do zy
zih ny wan derwejwułn: s’ging mer ny ym mejh, ok yms reta fu mer śpröh fum tut.
Dar bygrejf „ȧ tut fur śpröh” wȧjzt güt dos, wo yhy ho derzȧnk gyśpüt ȧn
bocy hoütnik tags kon yh kȧ beser wüt uf dos ny fynda. Byśtymt ej dos ȧ bȧjśpil

39

�40

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

fum fjetnikja dyskurs, wo’ȧ ej gybroüht fun ȧktywista ȧn gyłiöeta, wo zy ata myta
śpröha fur ganca wełt, wo zy zȧjn ym śtarwa (Dołowy-Rybińska 2017: 481–486),
oder dos fjeta dos ej grod dos, wo yhy śpjy fu dar cȧjt ynȧncik, ok miöehysmöł
śwȧher oba śtȧkjer.
Gryhta kom’s mer ȧj, do’h zo yht kyna maha ȧn do uf mjyr łȧjt dos, uf wos dy
wymysiöeryśy śpröh wyt ȧmöł kuma. Diöh dos wułd yh zy gynoü dokumentjyn.
Yhy koüft ȧ błöw śrȧjwbihła ȧn yh füng o, wjytła, wo’h kant, ufcyśrȧjwa, ȧ ym dy
śwjenera fret yh dy Baba. Yhy wiöe ołdyśt ym strah, wi’h zoh, do’s zih dy ufgyśrejwa wjytyn śwjer łyt diöhłaza, wen’ȧ ny ej yr wymysiöeryśa śpröh dertunka.
Derzȧnk kom’s mer ȧj, do’h zo mȧj gykuza myter Baba ufśpejła.
Uf dy Ustyn ym 2004 jür krigt yh fun ełdyn ȧ jyśta dyktȧfon. Myt ejm ho’h
ym ofang ufgyśpejłt. Dy Baba zung mer łidła, ziöet mer śprejhwjytyn oba gytyhtła. Ȧmöł gingwer cyr gyśpon fu mer Baba – cyr Abda-Inga, wu zy ny nok
güt wymysiöeryś kuzt (bocȧm end fu zer ława wiöe dos jyr prymȧrśpröh), oder
zej wiöe oü myter śpröh yn gydanka. To zej höt mer fürgyłet, fyrym, wi zy dos
doüht, diöft mȧ dy noja wjytyn doüćmesik maha ȧn zy priöebjyt dy pönyśmesikja wjytyn fun idiolekta fu mjyr ȧn fu mer Baba oüscytylgja. Zej maht dos
ju oder zjyr gyhałda, do zy ny zułd mejh, oüz kynd, fur wymysiöeryśa śpröh
wȧgcyśiöehja. Dy cükunft fu jyr müterśpröh hot zy ju tif ym hac, zu wi yn mȧsta
fun łoüta, wo’h myta kuzt, zugiöe wi zy hota ȧjn zih ferśidnikjy śpröhideologyja
ȧn ȧjśtełnana.
Dy Inga fercyłt mer ferśidnikjy kistiöeryja, fun topjelca, zy zung mer łidła,
oü di, wo zy zoüwer ejwerzoct fur doüća śpröh. Yhy gydenk, wi zjyr’s mih frü,
wi’h kund ufśrȧjwa teksta, wo zy ejer nimand ny hot gydokumentjyt. Dos hȧst
zyty, wo zy ny wün ufgyśrejwa yn bihła myta łidła fum Bütlok-Władek (Dybczyński 2002) ȧn Tołer-Jüza (Gara 2004). Mjyr śȧn’s, do’h mah yht wihtikjys,
do’h yhta ret fum fergasa.
Bałd bygȧnt yh ander koleżankja fu mer Baba, wo’h zy ho ufgyśpejłt, ȧn oü
mȧj nökweryna, wo zy köma cyr kȧplic [kaplic], wo zy śtejt by mer hyt, mȧjafasper
cy zyngja. Idys möł nö dam gybat błyn zy łengjer zyca ȧn fercyła wymysiöeryś,
a yhy ho ufgyśpejłt jyr łidła, gyśihta ȧn śprejhwjytyn.
Ȧn zu, myter metod fum śnejkrigla ej dy grüp fun ufgyśpejłta łoüt ym 2009
jür bocy yhta 80 gywahsa (jyr noma ho’h ym end fum bihła oüsgyśrejwa). Under
jyn wün hefa wihtikjy łoüt, oder yhy wje weła dö ȧ Tołer-Jüza ufrüfa, wo’ȧ wiöe
ȧ wymysiöejer tyhter ȧn’ȧ dokumentjyt zoüwer dy wymysiöeryśy śpröh. Har höt
gyśrejwa bend fun gytyhta, łidła, oü wjytynbihła (y dam oü ȧ Wikiwjytynbihła), cy
zen publikȧcyja go’ȧ oü ufśpejłnana cü (Gara 2004; Gara 2007). Ȧ höt gymaht zȧj
ȧgja ufśrȧjwasystem.
Kuwer cy mer dokumentȧcyj cyryk. Zy wiöe ju ny zöfuł śpröhdokumentȧcyj, ok
retetnogrȧfyj (Zhelyazkova 2003): yhy wułd ny nok dy śpröh reta, ok s’gancy wysa
fun Wymysiöejyn. Dos fur gyśiht, trȧdycyj, broühja, fłȧk ȧn oü śpröhȧjśtełnana ȧn

�Dy fürryd – dy wymysiöeryśy śpröh oüz ȧ śpröh ym śtarwa

ideologyja. Y dam łangzuma (s’toüyt yn jün 2004–2022) tün ȧdśtinda ejwer 2000
śtunda fun ufśpejłnana, s’mȧst audio.
Dy wiöer, gük zy gyśtyklt śun fu mjyr gypublicjyt wiöe, oüz cytata yn gyłiöeta
ȧn populȧrnikja teksta, ȧn oü wetergan yn andyn projekta13, błȧjt ym mȧsta ony
cütrejt fjyr hefa łoüt.

Kȧrȧkterystyk fur gywejza wiöer ȧn dy struktür fur
prezentȧcyj

Dos bihła ej underśtyct ufa bałd 200 kistiöeryja yr wymysiöeryśa śpröh fun Wymysiöejeryna ȧn Wymysiöejyn, wo zy cyzoma toüyn ymȧ 3,5 śtund. Dy ufśpejłnana ȧn
jyr ejwerzecnan uf dy englyśy śpröh zȧjn ufer zȧjt wikitongues.com, diöh dos wan
mejer łoüt yr ganca wełt cüna cütrejt hon. Ȧ tȧl föna wiöd ufgyśpejłt ym 2022 jür
ekstra fjyr dos projekt, ȧ ȧ ander tȧl wiöd oüsgykłoüt fur wiöer, wo zy ej cyzomagykłoüt gywiöda yn andyn projekta (der gancy rȧjster ej ym end ufgyśrejwa).
Dy cyzomagykłoüty wiöer prezentjy’h oüz trȧnskrypcyj ȧn ejwerzecnan uf
dy pönyśy śpröh. Dy ekstra cytata komentjy’h ny, wi dos gywynłik ej yn antropologyśa monogrȧfyja. Mȧ kon dö oder ny kuza fu ȧr neutrȧlnikja pozycyj, diöh
dos, do s’oüskłoün fun teksta ȧn jyr öernung ej śun ȧ interpretȧcyj (zejh Clifford
2000: 59). Oü dy ejwerzecnan ej ȧ interpretȧcyj. S’oüskłoün ej y dam mej ny
reprezentȧtywnik, do’s tryft nok dy video-ufśpejłnana, wo zy zȧjn nok ȧ klin tȧl
fum ganca ufgyśrejwa kerper. Wihtik ej oü mȧj pozycyj oüz ȧktywist ȧn hyna-füśjer, wo’h zy byśrȧw ym fłügja tȧl. Ynłik wi byn andyn publikȧcyja, wo zy ȧ
unbyaty wiöer prezentjyn, dos bej yhy, wo’h’ho dos myt men gława oüsgykłoüt
(zejh Burszta &amp; Grębecka 2015: 9). S’wihtiksty kryterum wiöe dy śpröh fum
tekst (dy wymysiöeryśy śpröh, ȧ ny dy śpröh gymengty myt pönyś oba doüć), dos,
wo ynwik, wo diöft ny zȧjn ȧnonimizjyt ȧn do dos ej fjy dy edukȧcyj hyłfzum –
cy łjyn wymysiöeryś ȧn oü cym derkena fum öebroz fur gyśiht fu Wymysiöejyn,
wo’ȧ ej gyhałda fu men gykuzgyśpona.
Mȧj gykuzgyśpona wün ferśidnik ołd, śtomta fu ferśidnikja społećnikja śyhta,
zy hota oü ferśidnikjy śpröhbiogrȧfyja: nymiöehja gingja y dy doüćy śül, miöehja
hon gyent jok dy pönyśy śül fjym krig (di, wo zy wün gybün fjyr 1927 jür). S’zȧjn
oü łoüt, wo zy müsta wȧgfiöen fu Wymysoü ȧn zyty, wo zy hon s’gancy ława y jyr
hamytśtot cügybröht. Miöehja ejwerławta ȧ rest, roüsfjyn y dy lagyn, oüszidln fu
zen ȧgja hyta uf piöeca jür, dy ander kunda ȧdkłoüfa fu dam unryhta. Dy idiolekta
fun ferśidnikja łoüt hota byśtymt myt dan zaha cy tün gyhot. Wo yh wułd maha,
wiöe dy wiöer oüscykłoün, wu dy nȧrrȧton jok wymysiöeryś kuzta, oder yr cyzomagykłoüta wiöer kon’ȧ hefik interferencyja fynda – wjytyn oba gancy bygryfa
13
Hefa ufśpejłnana fur wymysiöeryśa śpröh wiöda gypublicjyt ufer internetzȧjt fum projekt „Dziedzictwo językowe Rzeczypospolitej”, http://www.inne-jezyki.amu.edu.pl/Frontend/.

41

�42

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

fum pönyśa oba fum doüća. Fjyr łoüt: s’Puś-Pejter-Hȧla, der Tołer-Jüza, s’BekBȧlcer-Hȧla ȧn s’Lüft-Nüśka (fur Züg) wün gybün ȧn zy ławta s’gancy ława Underum Puś, wo zy föna kuzta, do zy diöt kuzta y ȧm andyn dialekt fum wymysiöeryśa
(zejh Król 2015).
Dy ufśpejłnana zȧjn gynüg güt fjy dy mȧsta lingwistyśa badȧnöeta. Dos, do
mȧ kon ȧ ufśpejłnan diöhhühja hyłft yr analiz fur oryginȧlyśa wiöer, ȧ ny nok
trȧnskrypcyj, wi dos hefa möł ej myter wiöer yr wymysiöeryśa śpröh.
Dy gypublicjyta trȧnskrypcyja zȧjn oü ȧ interesȧntyśy wiöer fjy dy socjolingwista, bo s’gyt diöt hefa gyśihta, y wyła mȧ kon badȧn śpröhideologyja ȧn ȧjśtełnana.
Dy etnologa kyna y dar wiöer hefa informȧcyja fynda fum cügyhjyn fu Wymysiöejyn, genderowyśy roln oba öebroza fu andyn grüpa, wo zy myta Wymysiöejyn ławta.
S’zȧjn diöt oü hefa informȧcyja, wo zy zȧjn ferbunda myter trȧdycyjnikja etnogrȧfyj
wi jür- ȧn familyjgybroüha, ołd boün oba werkcojg ȧn ander wjytśoftaöeta.
Yr cyzomagykłoüta wiöer zȧjn bȧdy teksta fum folklor, wo zy fungowȧn oba
fungowȧta jyśter ym kesułnikja łoüf, wi oü indywiduȧlnikjy ryda, wo zy wiöda
ufgybröht ym wywjad.
Dy cyzomagykłoüta kistiöeryja zȧjn fu ferśidnikja zaha. Oder dy gydenkja-gyśihta fum krig ȧn fum nömkriggrasjyn, wi oü di fur fȧldat ȧn di
łahawata prezentjyn ȧ kesułnikja wełtöebroz. Dy śpröhöebroz fur wełt bygrȧjf
yh zu, wi der Bartmiński-Jerzy, oüz: „Łanikjy yr śpröh ferśidnik roüsgyziöety
interpretȧcyj fur würikkȧjt, wo zy zih łyt byśrȧjwa yn zespołn fun mȧnana fur
wełt (2007: 12).
Wi dy Marcol höt gyśrejwa, „Dy reprodukcyj fun teksta y jyn fjym ȧn
bydȧjtnanstruktün bywȧjzt dos, do zy zih hon ȧjgyławt yn hiöeta fun kesułłoüt – ȧzu
yn teksta fum folklor wȧjza zih dy mȧnana fur wełt, under wyła zȧjn oü dy fürśtełnana fur ferganga cȧjt” (2020: 62). Oder di „mȧnana fur wełt” egzystjyn ny nok yn
trȧdycyjnik ferśtanda folklorteksta. Yr cyzomagykłoüta wiöer zȧjn ny nok di, ok oü
zyty, wo zy wiöda yn wywjada ufgybröht, wo zy zȧjn indywiduȧlnik gydöht. Oü y
dan kon mȧ derzqn dy elementa, wo zy cyrykkuma ȧn zy boüyn ȧ öebroz fur wełt
ym wymysiöeryśa komunikȧcyjkesuł.
Nör typologyj fun füśnanproblema fur öebroz fur wełt, wo uf zy kom der Bartmiński (2007: 20–21), cytȧlt yh dy teksta uf zyty tȧln:
1) �Dy opozycyj „ynzer łoüt” – „fremdy łoüt”, dos hȧst dy oüo- ȧn heterostereotypa: y dam tȧl zȧjn dy kistiöeryja fu dam, diöh wos dy Wymysiöejyn andyśt
zȧjn wi jyr nökwyn – Pöła ȧn Doüća, fun kontakta myt dan grüpa ȧn oü fu dam,
wo dy narraton hiłda fjys typiś fjy dy Wymysiöejyn
2) �Dy konceptuȧlizȧcyj fum fȧld ȧn fu „ynzum” płoc ufer wełt: dy kistiöeryja
fun ferśidnikja jytyn, fu dan bykanta ȧn zyhjyn, ȧn fu dan fremda ȧn nyzyhjyn.
3) �Dy konceptuȧlizȧcyj fur cȧjt, dy opozycyj „jyśter” ȧn „hoüt”: kistiöeryja fu
dam, wo wiöe jyśter, ȧn wi dos ej bocy hoütnik tags andyśt gywiöda. Ym mȧsta
gyt’s diöh dy nostȧlgyj hyndyn junga cȧjta ȧn hynder dam, wo śun ej wȧg.

�Dy fürryd – dy wymysiöeryśy śpröh oüz ȧ śpröh ym śtarwa

4) D
� y wata, wo zy y „ynzer wełt” zȧjn: etos fur at (fun wjytsłoüt wi oü fun handułłoüt), dy ferbłȧjnikja śtełn, fȧjyn, öntłikjy (fur oüsziht fun nȧrrȧton) ȧjśtełnana
ȧn decyzyja, wo mȧ maht ym ława.
5) �Dy łidyn: zej zȧjn bocy hoüt ȧ wihtik tȧl ym repertuar fun łoüt fum wymysiöeryśa kesuł (zejh Małanicz-Przybylska 2019).
Dy teksta błyn elȧstyćnik gytȧlt – hefa föna kynd mȧ cütȧla cyn andyn grüpa.
Mȧj decyzyj wiöe myt mem łanga ława ym teren underśtyct.
Ym end gyt’s oü ȧn rȧjster fun temata, do dos ej łȧjhter fjy dy nyȧkademyśy
łoüt cy łaza:
Kistiöeryja fu Wymysoü ȧn Wymysiöejer: kistiöeryja fum mit fum roüsśtama
fu Wymysiöejyn, oü myta teoryja fu wu kuma dy śpicnoma oba jytynnoma. S’zȧjn
diöt oü gyśihta fum tagtegłikja ława y Wymysoü, cym bȧjśpil fur śül fjym krig, fur
boü fur ciglȧj, wi oü fu dam, wi zih dy Wymysiöejyn ȧn Pöła oba Ełcnyn funander
ohota, s’mȧst ym kontekst fur endogȧmyj, dos hȧst, fu dam, wi zy zih hon gynuma
jok y ȧr grüp. Dos tȧl, ȧn s’gancy bihła fyngt o myter kistiöeryj fum Linküś-Ruzła
(1926–2009), ȧ wymysiöejer tyhteryn ȧn ejwerzeceryn, wo’s zoüwer höt cyzomagyłet ȧn wetergan hefa folklorteksta. Fur kistiöeryj, wo zy zih ofyngt myta wjytyn
„Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot” śtomt der titl fu dam bihła.
Kistiöeryja fur wymysiöeryśa śpröh: kistiöeryja, wu ym wihtiksta ej dy
wymysiöeryśy śpröh, cym bȧjśpil wing bykanty kistiöeryja fun łoüt, wo zy ny
kunda andyśt kuza, wi oü fun łoüt fu zystwun, wo zy diöh ferśidnikjy zaha zih
hon gyłjyt wymysiöeryś – dinstłoüt oba łoüt, wo zy zih cüwywa y Wymysoü.
Wihtik zȧjn oü gyśihta fum unryhta fu Wymysiöejyn, wo wiöe nöm krig, diöh
dos, do zy kuzta jyr śpröh, wi oü fun negȧtywnikja ȧjśtełnana fun łoüt fun djyfyn
ymsrod wo zȧjn fu Wymysoü, wi zy oüsśpincta dy Wymysiöejyn, wo zy kuzta
wymysiöeryś.
Undyn kistiöeryja fur wymysiöeryśa śpröh gyt’s zyty, wo zy zih hon ym dy
ołda cȧjta, wi oü refleksyja fur ecnikja sytuȧcyj fu dar śpröh. To y jyn ym mȧsta
zit’ȧ dy ideologyja ȧn ȧjśtełnana yr wymysiöeryśa śpröh ȧtkȧn, wi oü yn andyn
śpröha.
Kistiöeryja fu wymysiöejer kłȧdyn: ziöen fu wymysiöejer fłȧk, fu dam, wi dy
ferśidnikja fłȧk oüsśoüta, wi oü fu dam, wi zy zȧjn andyśt gywiöda ȧn dos
ej hefa möł ogyśect fun narrȧtorkja. Mȧ kon oü derzan hefa ideologyja ȧn
ȧjśtełnana yn fłȧk ȧtkȧn ȧjna: oü fu dam, wi zy oüsśoün, wi oü dos, wo zy
bydȧjta fjys cügyhjyn fu Wymysiöejyn. S’zȧjn diöt oü prȧktyśy zaha, cym
bȧjśpil, wi mȧ zo wośa oba nyn dy fłȧk, owi oü wi oüsśoüta dy kłȧdyn uf
ferśidnikjy okȧzyja.
Kistiöeryja fun trȧdycyja ȧn gybroüha: fu dam, wo zy jyśter hon gymaht ufer friöed oba ym śmjyrgüst, wi oü ferśidnikjy ferbłȧjnikjy śtełn, wo zy wün bym
faderśłȧjsa. S’zȧjn diöt oü hefa zaha gyziöet fu dam, wi mȧ zih ocug ȧn wo’ȧ

43

�44

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

os by dam, ȧzu ys’s hefa fun kłȧdyn ȧn fum asa. Yn kistiöeryja fu dam, wi
zy fün uf dy opyłysa, zit’ȧ oü dos, wi mȧ wiöe fjy dy nökwyn, wo zy doüć
oba pönyś kuzta. S’ej diöt oü ȧ kistiöeryj fum Sukkot-hȧltag fu wymysiöejer
Jüda.
Kistiöeryja fur müzik ȧn łidła: łidła wymysiöeryśy ȧn oü kumentan cüna. Miöeha
oü gyśpejłt ufer hȧrmoni (s’śpejłt der Pütelik-Jȧśki). Frȧłik, do dos zȧjn ny oły
łidła, ȧ di, wo zy zȧjn y dam bihła, hon ny ȧmöł nö mejer śtröwa. Ufa ufśpejłnana wada oder gywejza zyty, wo zy zȧjn ynłik cy dan „gystandaryzjyta” yn
łecta publikȧcyja (Król 2019a; Król 2019b; Król 2021). Wi oły foklorteksta,
hon zy mejer warjanta – dy wersyja, wo zy zȧjn y dam bihła, kyna zȧjn andyśt,
wi di, wo wün oüsgydrökt ejer.
Kistiöeryja fur wjytśoft: kistiöeryja fu dam, wi zy hon gyat ym fȧld, ȧn oü fu
dam, wi dy wymysiöejer wjytśoft zȧjn ym gydanka fu men kuzyn, andyśt
gywiöda. Hynder byśrȧjwnana fu dam, wos ȧn wi zy hon ogyboüt, gyt’s oü
zyty fur at ȧn fum ława fu dinstłoüt, trȧdycyja fur wjytśoft, wi oü fu dam,
wi zy hon ołys gyłön, ym fȧld cy ata. Dos zȧjn typiśy twarfadum ym wymysiöeryśa folklor, wo zy zȧjn y hefa kistiöeryja fun nȧrrȧton, wo zy fun wjyt
roüsśtoma.
Kistiöeryja fun śiöehnikja: kistiöeryja fu dam, wo dy Wymysiöejeryna ȧn dy Wymysiöejyn höt gyśiöeht. Miöeha ziöen fun śoüzułn, wi der büw mytum ruta hitła. Dy ander, oüz łahawat wetergyziöet, łaha di łoüt oüs, wo zy zih łisa krigja,
do zy głiöeta, do dy śiöehnikja istnjȧn.
Kistiöeryja fur handwerk ȧn handuł: kistiöeryja fu dan Wymysiöejeryna ȧn Wymysiöejyn, wo zy ny hon gyławt fur at ym fȧld. Dos wün handwerkyn, zyty wi
tepyn, wawyn ȧn śmyd, wo zy jyr fȧh hon gyłjyt y Win. S’zȧjn diöt oü gyśihta
fun handułłoüt, hefa möł łahawaty. Der cug cym handuł ej bocy hoüt ȧ wihtikjer signȧl fu wymysiöejer andyśtkȧjt.
Kistiöeryja fum asa: kistiöeryja fu dam, y wyłer cȧjt ȧn wi mȧ höt gasa, wi bröhta
zy s’asa ufs fȧld ȧn oü fu dam, wo zy hon gykuzt bym asa. S’ej diöt oü dos, wi
mȧ yhta zo koha ȧn oü wi zy śmakta. Wihtik ej diöt śüsterpop, wo ej oü bykant
oüz „wymysiöejer fanküh”.
Gyśihtkistiöeryja fu Wymysoü: kistiöeryja fun wihtikja zaha, wo zy zȧjn gyśan y
Wymysoü, hefa möł wetergyziöet oüz memorȧt: fum ofang fum andyn wełtkrig (1939), nömkrigroüsfjyn, oüszidln, ȧreśtjyn ȧn represyja fu Wymysiöejeryna ȧn Wymysiöejyn. S’zȧjn diöt oü kumyntoża fur wełtkistiöeryj wi oü fur
hjyzikja (wi s’ośtyfta fur Regjonȧltancgrüp „Wymysoü”).
Ławakistiöeryja: kistiöeryja, wo zy cyn andyn kȧtegoryja ny pasta. Zy traktjyn fum
idatagława: rodfiöen, gydenkja fum śpejła fur kyndhȧjt, łjyn fum śwyma, at
ufer köłagrüw. Hefa föna ziöen fun konkretnikja łoüt: fu frynd oba nökwyn.
Hefa zȧjn zyty, wo zy kuza fun krankyta ȧn wi mȧ zy zo kürjyn, wi oü łahawaty
gyśihta.

�45

Dy fürryd – dy wymysiöeryśy śpröh oüz ȧ śpröh ym śtarwa

S’wihtiksty kryterum fum cytȧla wiöe dy tematyk. Ȧbysła andyśt ej dö s’tȧl
Kistiöeryja fur müzik ȧn łidła, wu’s zȧjn oü gyzunga teksta ȧn nȧrrȧcyja föna, wi oü
Ławakistiöeryja, wu’s zȧjn teksta, wo zy cyn andyn tȧln ny pasta.
S’cył fu dam cytȧla wiöe ny dy klȧsyfikȧcyj nöm folklorystyćnikja śłysuł, ok
do’s łȧjhter ej fjy dy łoüt, wo zy dos łaza, do zy kyna fynda di kistiöeryja, wo zy
zȧjn ym mȧsta interesȧntyś fjyr zy. Zu kon mȧ fun fłȧk hühja oü yn kistiöeryja fun
trȧdycyja ȧn gybroüha, ȧ dy granc cwyśa ławakistiöeryja ȧn gyśihtkistiöeryja fu
Wymysoü zȧjn fłisnik. Yhy höf, do dar kompromis wyt y oła wejwułn.
Yhy priöebjyt dy transkrypcyj yr wymysiöeryśa śpröh wi ym gynoüsta cy śrȧjwa,
yr ecnikja wymysiöeryśa ortogrȧfyj ȧnöh. Dy jyśta pröba fum ufśrȧjwa yr wymysiöeryśa śpröh go’s śun yr jyśta hełwt fum 19-ta hundytjür, oder ołdyśt ym 20-ta hundytjür
wün dos pröba fum ośtyfta fun ganca ȧjśrȧjwsystem. Ym 1907 jür höt dos gypriöebjyt
ȧ pönyśer etnograf Młynek-Ludwik y zer brośür „Narzecze wilamowickie” (Młynek 1907). Ym 1909 jür śrȧw der Latosiński-śiłer ȧ wjytynbihła myter wymysiöeryśa
ortogrȧfyj. Oü ȧ wymysiöejer śrȧjwer, der Fliöera-Fliöera, höt ym brüh fum 19-ta ȧn
20-ta hundytjür ogyśtyft zȧj ȧgja śrȧjwsystem, yr pönyśa ortogrȧfyj ȧnöh. Ȧ śrywt yr
fonetyśa transkrypcyj ȧnöh mahta oü der Kleczkowski Adam (1920, 1921), Fliöera-Hermon (Mojmir 1930, 1936) ȧn Anders Heinrich (1933).
Ym ofang fum 21-ta hundytjür śtyft zȧj śrȧjwsystem ȧ wymysiöejer tyhter
Tołer-Jüza, wo’ȧ bȧzjyt ufer pönyśa ortogrȧfyj, oder ȧ gybroüht oü umloüta ȧn ȧ
döpułta signȧl „ao”, wo’ȧ bydȧjt „gynȧgt a”.
Dy gynanta ortogrȧfyśa systema hon zih diöh ferśidnikjys ny ufgynuma. Ȧna
wün cy śwjer, by dan łecta hon dy oüton zy oü ny konsekwentnik gybroüht (zejh
Wicherkiewicz 2001).
Ym ofang fum andyn canjür fum 21-ta hundytjür wiöe ȧ nojy śrywt gybroüht,
diöh dos, do ȧ grüp fu Wymysiöejyn ej uf dos kuma, wo zy wün myter Gyzełśoft
„Wymysiöejer” cyzoma. Oüz ȧner fu dan łoüt ho’h ȧ zyty śrywt gymaht, wo zy ej
ufer pönyśa ortogrȧfyj underśtyct ȧn zy höt 33 łȧjhty grafema.
Ȧȧ
Ii
Pp
Zz

Aa
Jj
Rr
Źź

Bb
Kk
Ss
Żż

Cc
Ll
Śś

Ćć
Łł
Tt

Dd
Mm
Uu

Ee
Nn
Üü

Ff
Ńń
Ww

Gg
Oo
Xx

Hh
Öö
Yy

Ȧn oü digrafa (dź, dż, ng, iö, oü, öe) ȧn ȧ trigraf (iöe).
Di śrywt byrift zih uf dy śrywt fum Tołer-Jüza wi oü cy dar, wo zy ej ym
wjytynbihła fum Mojmir, oder zy ej ju fejł gryngjer gymaht – zy wȧjzt ny ȧ ganca
rȧjhtüm fur wymysiöeryśa fonetyk. Zy wejwułt oder bym derhałda fur wymysiöeryśa śpröh bym ława: zy błȧ ufgynuma fun ełdsta kuzyn, zy błȧjt güt ufgynuma byr
łjyr fur wymysiöeryśa śpröh ȧn zy ej gybroüht diöh bałd oły gyłiöeta, wo zy eta myt
dar śpröh yhta ata. Ym 2012 jür wiöda dy wihtiksta teksta fu wymysiöejer literȧtür

�Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

46

uf zy ejwerśrejwa14. Zy wiöd gybroüht yr publikȧcyj A grammar of Wymysorys
(Andrason &amp; Król 2016) ȧn oü ym wjytynbihła fur wymysiöeryśa śpröh, wo’ȧ höt
bałd 10 toüzyt wjytyn. Hoüt ej zy dy ȧncikjy gybroühty śrywt fu dar śpröh. Dy wymysiöeryśy śpröh, wen’s zih höt ym dy standaryzȧcyj ȧn kodyfikȧcyj, ej andyśt wi
hefa ander kliny śpröha, wu mȧ byśtenik ejwer ferśidnikjy śrywta dyśkürjyt.
Wen jynt ȧ gramatyśy füm oba ȧ wüt andyśt wiöe owi yr standardwersyj15,
śtełt yh nöher ȧ standardfüm ym ekikja wȧndła. Cüzecłik fürłen oba cüziöen śrȧw
yh yn koüłikja wȧndła. Yhy go öbaht, do dy ejwerzecnan uf dy pönyśy śpröh wi
ym gynoüsta ej, oder fjys güty fun łazyn ho’h nymiöehja wejderziöen ȧn ferziöen
wȧggyłön. Dy akurata łazyn kyna myta wymysiöeryśa transkrypcyja ȧn filma ufer
internetzȧjt fu Wikitongues ata.
S’cył fu dar publikȧcyj ej dy wiöer fur dokumentȧcyj fur wymysiöeryśa śpröh
oüscybrȧta, zu fjy dy gyłiöeta ȧn łiwhobyn fu mejśpryhikkȧjt, wi oü fjy dy Wymysiöejyn zoüwer, wo zy weła jyr kena fur wymysiöeryśa śpröh tifer maha.

Dy Kistiöeryja fu Wymysiöejyn oüz moüłfolklor

S’terenbadȧn, wo’h ho gyfüt, wiöe ȧ gywynłik etnogrȧfyś badȧn: s’wiöe ȧ obserwȧcyj
ȧn wywjada. Ȧs fun cyłn wiöe’s łidła, gytyhta ȧn śprejhwjytyn yr wymysiöeryśa śpröh
cyzomacykłoün. Ȧ grus tȧl fu dan teksta wiöe śun oüsgydrökt (Król 2019b; 2021),
hefa möł oü fergłyhja myter wiöer yn arhiwa, wo zy wiöe cyzomagykłoüt fjym 1945
jür fun doüća füśjyn Horak-Karl ȧn Karasek-Alfred (Król 2019a). Miöehja fu dan
teksta, zu wi zy dy kuzyn hon wetergan, hon y dam bihła płoc gyfunda.
Dy gyśihta fu Wymysiöejyn wün bocy yt ny derfüśt fun folklorysta, ok myta klina oüsnama. Der Młynek-Ludwik, ȧ pönyśer folklorkłoüer, höt y zer brośür ȧ piöeca
śprejhwjytyn ȧn kistiöeryja fu Wymysiöejyn oüsgydrökt (1907), ȧ ym band „Sagen
der Beskidendeutschen” höt fjym krig der Karasek-Alfred, wo wer śun fönum śrywa,
61 kistiöeryja fu Wymysoü ufgyśrejwa (Karasek &amp; Strzygowski 1930). Gük s’badȧn
y Wymysoü wiöe yn łecta cwencik jür ni ny ufs cyzomakłoün fum folklor gyryht,
hefa teksta, wo’ȧ zy yn folklor kon ȧjrȧhjyn, wiöda füt oü ufgyśrejwa.
Ym Grochowskja-Piotr ȧnöh, der ocȧha fur folklorystyćnikja narracyj ej dos,
do zy „ufnama ȧ kerper fun gynüg śtȧjda teksta, wo zy zih byrüfa uf gynoüa kenafjym ȧn stereotypa, wo zy fungowȧn yn łanikja, interaktywnikja komunikȧcyjnikja
sytuȧcyja” (Grochowski 2017: 239). Zyty sytuȧcyja, wen ȧ tekst wjyd gykuzt ȧn
ufgynuma, zȧjn fjyn folklor kȧrȧkterystyćnik ȧn zy „konstytjyn interpretȧcyjnikjy
kesułn, wo zy ym oüstoüś fun informȧcyja, oüszihta ȧn ośecnana, miöekja, ata oüs,
Mȧ kon zy diöhśoün ufer zȧjt fum projekt „Dziedzictwo językowe Rzeczypospolitej”,
http://www.inne-jezyki.amu.edu.pl.
15
S’gejt ym dy fjym, wo zy zȧjn andyśt wi dy njym, wo zy wün ym Wjytynbihła fur wymysiöeryśa śpröh byśrejwa (Król 2020).
14

�Dy fürryd – dy wymysiöeryśy śpröh oüz ȧ śpröh ym śtarwa

ȧ nöhta śtjekja ȧn brȧta oüs dy bygrejfmüstyn fur wirklihkȧjt ȧna zyty gyzec fum
tün, wo zy cüna pasa” (Grochowski 2017: 239).
Mȧ zo gydenkja, do ny nok ȧ trof ufer friöed oba ym krȧćum kon zȧjn ȧ folklorśofnikjy sytuȧcyj. Oü ȧ antropologićnikjer oba socjolingwistyćnikjer wywjad kon
dos zȧjn. Yn wjytyn fun Burszta-Jędrzej ȧn Grębecka-Zuzanna ȧnöh „Dy sytuȧcyj
fum etnogrȧfyśa wywjad ej oü y ȧm tȧl ȧ mytmaha ym proces fum ȧjkuma fun gydanka, fur noja ȧjkunft fun ołda gydanka fur fłügja cȧjt fur śtot, fu ȧr zȧjt yr ecnikja
cȧjt fu Wymysoü, wo zy ej inda der punkt fum fłeća ym gykuz, ȧ fur andyn zȧjt ej
zy inda gyśtyklt, nykompletnik ȧna nykompȧtybilnik myt dam, wo ym gydyhtnys
ȧdkłjeft” (2015: 10). Hefa kistiöeryja, wo zy zȧjn ufgyśrejwa yr zyta sytuȧcyj, zȧjn
fuł fun zyta elementa, wo zy wo ȧ wȧjł cyrykkuma ȧn ym kesuł ufgynuma ȧn zy
wada fun folklorysta gybadȧt yn moüłikja teksta, wo zy wada gykuzt yn nȧtjyrłikja
sytuȧcyja fjy dy łoüt fum kesuł (Grochowski 2019: 14). Ym Teśner-Śłyzyśa folklorysta Kajfosz-Jan ȧnöh:
S’ȧjzidln fum tekst yn gydanka hȧst, do’ȧ ej mejer oba wingjer gynoü wetergyziöet, dos hȧst, do miöehja fjym oba bydȧjtnanstruktün wada wejder gyziöet, wos fjyt cy dam, do’ȧ wjyd konwencjonȧlnik ȧn hefa möł systemȧtyćnik.
Grod diöh dos, do ȧ tekst ej troü yn akurata tekstafjym, ej der wihtiksty ocȧha
fum folklorystyćnikja wetergan (2009: 44).

Yr ȧnȧliz, wo zy ej typiś fjy dy folklorystyk, gejt’s yms „uffanga fun
nȧrrȧcyjnikja fercyłkonwencyja, wo zy zȧjn gytraktjyt oüz ȧ śłysuł cym bygrȧjfa
fur kultür, wo’ȧ łyt dy sensa (ȧn s’mytmaha) wihtik fjyr ȧ kesuł ufcyłaza” (Grochowski 2019: 15).
Fu hefa kistiöeryja, wo zy y dam bihła zȧjn gywejza, hefa zȧjn memorȧta
– kistiöeryja fum cȧjgjer. S’zȧjn y dam bihła hefa zyty kistiöeryja, cym bȧjśpil
fum oüsbrȧhja fum krig, nömkriggrasjyn, öeta fum hejnłen fun tojera zaha fjyr
dan, wo zy gygrasjyt hota oba fu dam, wi ȧdśtind dy grüp fun bowa byr Regjonaltancgrüp „Wymysoü”. Miöehja nȧrrȧton fercyłta dos ȧzu, wi wen zej zoüwer
heta dos gydöht. Mȧ djef ju oder gydenkja, do der memorȧt ej kȧ objektywnikjy byśrȧjwnan fur wirklihkȧjt. Ȧ ej oüsgybrokt, ȧn dos, wi’ȧ wjyd fercyłt, höt
mytum ȧgja derława ȧn myter ecnikkȧjt cy tün (Lehmann 2007: 32), wi oü myt
dam, do mȧ dy memorȧta wył cyr kolektywnikja ideologyj fum kesuł cüpasa
(Krawczyk-Wasilewska 1986: 27). Ȧ memorȧt ȧdśtejt cwyśam indywiduȧlnikja
ȧn kesułnikja kȧrȧkter fur fercyłnan – ȧ ej y ȧm kontekst wetergan, ȧ höt typiśy motywa ȧn twarfadum ȧn’ȧ höt ȧ subjektywnikja kȧrȧkter (Hajduk-Nijakowska 2016: 10). Yr folklorystyn Marcol-Katarzyna ȧnöh, zȧjn dy hałdamüstyn ȧn
watkjerȧrhyja ny byrezum bykuzt, „dos ej oder s’tün fu jyn śtȧtün, wo zy zȧjn
gyśtełt y ȧm kontekst, wo wȧjzt, wos ej güt ȧn kesułnik ufcynama, ȧ wos śłȧht ȧn
y ȧm kesuł ny derłiöet” (2020: 223). Der gyśtałt fu ȧm memorȧt höt oü dy persün
fu dam, wo’ȧ cühüht cy tün, ȧ mejer dos, wi’s’um der kuzer fürśtełt, wo’ȧ fönum

47

�48

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

derhiöert. Diöh dos kom’s mer ȧj, do’s wihtik wje zȧjn, dy gyśiht fum kerper fun
ufśpejłnana, wo zy cy dam bihła błyn oüsgykłoüt, fürcyśteła.
Wi ȧ śwedyśer folkloryst Carl Wilhelm von Sydow śrȧw:
Hefa memorȧta kyna y dy trȧdycyj nȧjkuma, bo dy łecta łoüt hon zy fjyr gynüg
intersȧntyś, do zy zy weterziöen. By dam wada zy mejer oba wingjer ferendyt,
dos hȧst, war zy weter kuzt. Ȧzu wjyd fum ołda memorȧt ȧ gydenkjafercyłnan,
oder dy granc dercwyśa ej śwjer ufcyfanga (Sydow 1934: 253; za: Simonides
1969: 46).

Dy kistiöeryja fun łoüt fanga o, wi dos Simonides śrȧw, „cy oła gyhjyn”,
wen zy zȧjn „gynüg interesȧntyś”. Wen’s ȧzu ej, do wjyd der memorȧt „ym proces fum wetergan gyobjektywizjyt ȧn’ȧ feljyt by dam indywiduȧlnikjy ocȧha ȧn’
ȧ nymt uf zyty, wo zy zȧjn ym kesuł bygrȧjfłik ȧn zy wȧjza yht ungywynłikjys. Dy
objektywizȧcyj hełt zih łiwer byn trȧnscendentnikja sytuȧcyja” (Simonides 1969: 46).
Dar proces fum „ejwerata” ȧn cüpasa fum memorȧt cy dam, wo ȧ kesuł djef hon, hȧst
fȧbulȧryzȧcyj ȧn folkloryzȧcyj (Hajduk-Nijakowska 2016: 65). Dos, wo błȧ ny ufgynuma fu ȧm kesuł, „gejt wȧg fum gybroüh ȧn śtjyrwt” (Bogatyriew &amp; Jakobson 1975: 170).
Hefa kistiöeryja, wo zy zȧjn y dam bihła, wün under dam proces, wi cym bȧjśpil
fum śüldirektor, wo’ȧ höt gyret wymysiöejer mȧkja fjym roüsfjyn uf Üral, gyśihta fun
„güta Rüsa”, cy fum cykrigata, wo dy knȧht mahta bym śmjergüst, cy ufȧ jyśta mȧja
(wi cym bȧjśpil ȧ wiöen, wo’ȧ wiöe cyzomagyśtełt ufum dah). By dam dy mȧsta, wen
ny oły kistiöeryja, wün fercyłt oüz dy „wirklih würikja” ȧn „objektywnikja”, wo zy
zuła bywȧjza dy würyt fur oüsziht fun łoüt fum kesuł uf dy gyśiht.
Dy fȧbulȧta kyna ny zȧjn gyhot oüz giöe śtȧjdy kistiöeryja, bo jyr müs-ocȧha
zȧjn oü dy hefa warjanta: „jyr elementa ȧna dos, wi mȧ zy interpretjyt by idum noja
weterziöen kund ejwerat ȧn wejdergyinterpretjyt wada. Dy procesa fur folkloryzȧcyj
ȧn fȧbulȧryzȧcyj maha dy kistiöeryj, do zy ej wejdergyziöet ȧn endyt (höt warjanta)” (Grochowski 2019: 22–23). Zyty elementa fun fȧbulȧta, wo zy kyna myter cȧjt
wos andyśtys bydȧjta, zȧjn toposa cy „śpröhśtȧnikkȧjta”, wo jyr bydȧjtnan höt myta
interpretȧcyjmüstyn cy tün, wo zy y ȧm kesuł wada ufgynuma. Diöh dos miöehysmöł bydȧjta dinymłikja fȧbulȧta, wo zy fungowȧn y ferśidnikja gydankakesułn,
wos andyśtys, oder inda yn skemȧta, öebroza ȧn ȧjkynfta fur nȧrrȧtoryśa trȧdycyj
fu ȧm kesuł (Hajduk-Nijakowska 2016: 65–66).
Yh go öbaht, do’h zo y dam bihła ferśidnikjy kistiöeryja wȧjza, ȧzu łis yh inda
jok ȧ wersyj fu damnymłikja fȧbulȧt.
Yn kistiöeryja fu Wymysiöejyn wjyd fürgyłet, fyrym dy śtȧtün zih zu hon ufgyfüt. Dos fürłen, wi dos Hajduk-Nijakowska śrȧw, „zȧjn hefa möł myta trȧdycyjnikja
mekȧnizma fum wełtbygrȧjfa underśtyct” (2016: 50), ȧn zy egzystjyn ym „lokȧlnikja
watsystem ȧn kesułnikja fürśtełnana, underśtyct fu dam, wo mȧ śpjyt, ȧn dos ołys
boüt brama fur ontologyśa zyhjeran” (2016: 50). Di mekȧnizma, wo zy hyłfa „myta
straha cy regjyn ȧn dy wełt ymsrod bygrȧjfa ȧna hyłfa dy fröga, wo zy ȧ menća

�Dy fürryd – dy wymysiöeryśy śpröh oüz ȧ śpröh ym śtarwa

knjyn, cyrykcyziöen” (2016: 50), kon mȧ derzan ny nok yn trȧdycyjnikja gatungja
fum folklor, wi ȧ łid oba ȧ kistiöeryj, ok oü yn ławakistiöeryja. Diöh dos zu di gydankakistiöeryja fu Wymysiöejyn, wo zy traktjyn fur krigs- ȧn fur nömkrigscȧjt, wi
oü dy kistiöeryja fum ołytagława – fun fołn, krankyta, ołder oba łöstikjy kȧjta, kyna
fun folklorysta ȧn antropologa gybadȧt wada. Nymiöehja föna kyna oüz śtotlegenda
gyzan wada, dos hȧst „nȧrrȧcyjkistiöeryja fun ȧktuȧlnikja kȧjta, wo zy ny łang łanik
błȧjn” (Czubala 1999: 191). Oder zugiöe dy ecnikja śtotlegenda kyna hon „ołdy
wücułn” (Czubala 1999: 194), dyrym djyft’ȧ zy inda interpretjyn ym kontekst fur
folklorystyćnikja trȧdycyj fu ȧm kesuł.
Ym foł fur moüłtrȧdycyj fu wymysiöejer kesuł, wihtik ej dos, do’s diöt gyt
cwej etosa: fun wjyt ȧn fun handułłoüt. Y dam jyśta ej dy öntłikjy at ym mȧsta ogyzan, y dam andyn ej zy nok ȧ mytuł cym cył, dos hȧst cym gywejn. Di cwej etosa
rifa cwü fercyłkonwencyja, wo zy zȧjn ferbunda myta wjyt ȧn handułłoüt. S’mȧst di
Wymysiöejyn, wo zy wün gybün fjym krig wysa, do dy Pöła fun djyfyn ymsrod wo
zȧjn fu Wymysoü hon yn gydanka ȧ öebroz fun Wymysiöejyn oüz wełyśy handułłoüt. Oüz kontra uf dos (gük dos hefa möł ej wür jok yn fürśtełnana fu Wymysiöejyn)
ȧdśtinda hefa fȧbulȧta, wo zy zuła bywȧjza, wi sprytnik dy wymysiöejer handułłoüt
zȧjn. Dos zuł cy dam fjyn, do Wymysoü wiöe rȧjh ȧn diöh dos andyśt wi dy djyfyn
ymsrod. Di ferśidnikja fercyłkonwencyja zȧjn müstyn fum moüłwetergan, wo zy
boüyn dy fercyłkultür fu Wymysiöejyn (Lehmann 2007: 20).
Dy cyzomagykłoüta kistiöeryja zȧjn ferśidnik, wen’s gejt ym dy tematyk.
Oder dy öebroza fu „ynzyn łoüt-Wymysiöejyn” ȧn „fremda” – Doüća, Pöła, Ełcnyn, „Rüskja” cy Jüda – zyca y oła kistiöeryja: y dan fum krig, nömkriggrasjyn, wi
y dan fur fȧldat, owi y dan cym łaha. Der öebroz fu Wymysiöejyn underśȧjt zih yn
ferśidnikja fercyłkonwencyja, wo zy zȧjn ferbunda myta etosa fu Wymysiöejer wjyt
ȧn handułłoüt.
Dy Wymysiöejer, wi ider kesuł, hon jyr folklorystyćnikja repertüar. Dy kistiöeryja, wo zy wetergan, hota łang cy tün myter nȧrrȧtoryśa trȧdycyj. Ym folkloryst
Kadłubiec-Daniel ȧnöh, „dy wełt fum folklor ej ȧ oüsziht uf dy wełt ȧn uf dy łoüt
zu, wi dos dy fygjeła zan, fum dystans fum cwyśagenerȧcyja ejwerława, wo boüyt
dy wirklihkȧjt y jym ȧgja rȧht ȧnöh” (Kadłubiec 1999: 69).
Dy kistiöeryja wiöda cügypast cyn interpretȧcyjmüstyn ȧn toposa, wo zy ym
komunikȧcyjkesuł hon gyfungowȧt, zy wiöda cügypast cy dam, wo’ȧ grod diöft
hühja. Dos hot oü myter polityk cy tün, wi oü myta gykuza myta hefa gyłiöeta ȧn
dźjennikoża, wo zy köma uf Wymysoü.
Dos, wi ȧ kistiöeryj ej weter gywiöda, kymt oü fu dam, cy wam zy wiöe adresjyt. Dy gydenkkistiöeryja, oü di gyfȧbulȧryzjyty ȧn gyfolkloryzjyty, błȧjn hefa möł
fercyłt yr konwencyj fum memorȧt, „oüz würy gyśihta, wen śun ny fum nȧrrȧtor, to
fu ȧm menć, wo’s der nȧrrȧtor zoüwer kant ȧn uf wyłys’ȧ zih kon oütorytȧtywnik
byrüfa” (Simonides 1981: 35). Y dar folklorystyn ȧnöh, „wen’ȧ wył, do dy fercyłnan wjyd wetergyziöet wi yhta, wo wirklih wür ej gyśan, fjyt dos cy dam, do dy

49

�50

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

twarfadum, wo zy zȧjn bykant fur trȧdycyj, wada wejder fercyłt oüz ȧgja ejwerława fu ȧm menća. Ȧzu kymt hoütcytag fu ȧm fȧbulȧt wo ȧmöł mejer ȧ memorȧt”
(Simonides 1981: 36). Yn folklorteksta „kon dy reprezentȧcyj fur wirklihkȧjt zih
myter fikcyj mengja, hefa möł wada dy zaha, wo zy jyśter wün gyśan, cyr hoütnikja
wirklihkȧjt cügypast; zej zȧjn ungywułd gynyt zu, wi mȧ zy hoüt djef hon” (Kajfosz 2011: 60). Wihtik ej ny nok dy sytuȧcyj zoüwer, ok oü der menć, wo’ȧ y dam
cühüht. Ekstra byn ȧlternȧtywnikja gyśihta, dos hȧst yn „kistiöeryja fu dam, wi dy
grüp ynwik ej cytȧlt, wo zy wȧjza, do miöehja emocyja, ahtnana ȧn cyłn wün ny
inda fu oła cügyśtymt (Macdonald 2021: 107–108). Di wün yn fremda ny wetergan,
ok y ynzer łoüt. Fylȧjht diöh dos kund yhy, oüz ȧ hjyzikjer füśjer, zej ufśrȧjwa.
Diöh dos kyna dy kistöeryja, wo zy zȧjn y dam bihła, ny oüz wür oba ny wür
fürgyśtełt błȧjn. Hefa föna śtyma ny cyzoma, oba hon ynwik śłȧhty data oba fȧkta.
Yhy priöebjyt zy ny byrjyn, ok yn jytyn, wu’s mih doüht, do dos ȧ müs ej, ho’h
yhta cügyśrejwa. Yr ȧntropologyn Tokarska-Bakir-Joanna ȧnöh, „dy gywynłikjy
śpröh łoügjyt ny zu, wi dy dyskursa fu ferśidnikja gyśihtpolitykja, ok zy ziöet wür
gütwyłnik. Dy śpröh wȧjzt, wi dy łoüt dy wełt zan” (2009: 303). Ȧn grod di oüsziht
uf dy wełt fun kuzyn, ȧ ny dy wür fu dar wełt ej dos, wo dy folklorystyk zo badȧn.
Wi dy rüsyśa folklorysta der Bogatyriew-Piotr ȧn der Jakobson-Romȧn hon
gyśrejwa, „ȧ folklortekst fyngt zih o ołdyśt y dar cȧjt, wen’ȧ wjyd ufgynuma fu ȧm
kesuł; ȧn wos mej, s’hałda zih bym ława jok di elementa, wo dar kesuł ufnymt”
(1975: 169). Dy oüton śrywa oder folȧjfik, do ȧ tekst, wo’ȧ ny ej ufgynuma fu ȧr
grüp ȧn wo’ȧ ej ufs fergasa gyłön, kon gyret wada fu ȧm „cüfełikja gykrysuł fu ȧm
kłoüer, wo’ȧ’ȧ ejwertrüg fum moüłikja tyhta cyr śrȧjwliterȧtür” (1975: 169). Zu ej
dos byśtymt oü ym foł fu hefa kistiöeryja, wo mȧ mer fercyłt, wo zy diöh ferśidnikjys ny kunda błȧjn ufgynuma fur grüp, oder zy zȧjn y dam bihła.
Ym doüća folkloryst Lehmann-Albrecht ȧnöh, höt idy gyśihtcȧjt jyr fercyłnankultür, wo zy myta generȧcyja andyśt wjyd (Lehmann 2007: 13). Dy cyzomagykłoüta
teksta y dam bihła śtama fun nȧrrȧton, wo zy wün gybün fjym andyn wełtkrig. Wi dos
der Grochowski-Piotr śrȧw: s’ufnama fum internetwetergan hȧst „ny nok s’ośoün oba
s’łaza, ok oü s’ośeca, kumentjyn, dercyłnan fum ȧgja ejwerława, fren ȧn dyśkürjyn
myta oüton oba andyn śoüyn/łazyn” (Grochowski 2017: 239). Dy publikȧcyj kon oü
ȧ repertüar fu jyngjyn Wymysiöejyn ȧjfłisa. Dy kontenta krigta ȧ noja trȧnsmisyjrima,
wo’ȧ kon zy hefa łengjer bym ława hałda. Fylȧjht wen ny dos dokumentȧcyjnikjy tün,
heta zy bocy hoütnik tags ny derławt, oba zy heta giöe ny ȧdśtanda, bo di, wo cühühta,
dos wün grod dy hjyzikja ȧktywista ȧn gyłiöeta. Dos het ny s’jyśty möł gywast, wen
dos wjyn zȧjn ny nok dy łoüt fu ȧm komunikȧcyjnikja kesuł, ok oü dy gyłiöeta, wo zy
hon mytgyat bym ȧdśtejn fum folklor.
Yhy höf, do di publikȧcyj – oüz bihła wi oü oüz internetzȧjt, kon hyłfa ny nok
dy śpröh ȧn dy wymysiöejer moüłtrȧdycyj cy dokumentjyn, ok do zy oü wyt güt
ȧjfłisa uf jyr łanikkȧjt ym wymysiöeryśa kesuł. Der Internet ej hoüt hałt ȧ wihtik
medium fum wetergan fun zełda gybroühta śpröha.

�WILAMOWSKOJĘZYCZNE OPOWIEŚCI
WILAMOWIAN
GYŚIHTA FU WYMYSIÖEJYN YR WYMYSIÖERYŚA
ŚPRÖH
Opozycja „swoi”–„obcy”: auto- i heterostereotypy
Dy opozycyj „ynzer łoüt” – „fremdy łoüt”, dos hȧst dy
oüo- ȧn heterostereotypa
[1]
Dy Wymysiöejyn kuma fum mjer
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Yh wa der wos ziöen, inda kuzt dy Polinskja-müm, wer
zȧjn kuma diöt fu... kymt’s cy ziöen, fum mjer. Bo wjyr
zȧjn... bo ynzer łoüt hon zih gyfüt woser. Zy... nimyd
ny wył ny zȧjn bym mjer, by ȧm fłus, wi hȧst’s?...
– Fłus.
Fłus. Ju. Zy hon zih gyfüt fum woser. No oder zȧjn zy gykłoü... No wifuł jür müsa zy zȧjn
kuma uf Wymysoü, ny? No do Wymysiöejer – zȧjn zy łang śun gywast dö, hon zy zih
gy... myter wjytśoft, no. Oder inda fercyłt zy fu dam, do... wi zy hon fojer gymaht. Myt
ȧm śtȧn, hon zy ȧ śtȧn ufȧ andyn śtȧn gykłopt, do wiöe... wytryskła, kymt’s cy ziöen....
– S’kom woser?
Fojer. No do müst hon güty, güt śtruw, troügjys, do dos gy... höt gybrant, ny?
No wifuł möł müsta zy dos ś... kymt’s cy ziöen... śtrö...
– Śröpa?
Wȧ ny, wi dos hȧst wymysiöeryś.
– Śłön ȧner ym andyn oba śłȧjfa.
No, do fojer roüskymt. No do... oder... kymt’s cy ziöen, śwjer wiöe’s gywast dö. Bo
fȧld wün hefa, fad wün wing, ołys müsta zy maha myta hiöela. Myta hiöela, ȧna do
hon zy gyhakt ȧn hower gyzyt ȧn kün ȧna, s’mȧjsta [s’mȧsts] kün, nöhta śpyter hota
zy wȧs, oder oü gaśt, oü hon zy gyhot. No do fu dam hon zy gyławt.
Wilamowianie pochodzą znad morza
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Coś ci powiem, ciotka Polińska zawsze mówiła, że my pochodzimy tam, przyjdzie
powiedzieć, znad morza. Bo jesteśmy... nasi ludzie bali się wody. Nikt nie chce być
przy morzu, ani przy rzece.
– Rzece?

�52

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

– Rzece.
Rzece, tak. Bali się wody. No ale oni przy... no ile lat musieli iść do Wilamowic,
nie? No to Wilamowianie już tu długo są, to się... zajmowali gospodarstwem, no.
Ale zawsze opowiadała o tym, jak robili ogień. Jednym kamieniem, jednym kamieniem uderzali w drugi kamieni, no to była... wytryskła, przyjdzie powiedzieć...
– Przyszła woda?
Ogień. No to musiałeś mieć dobrą słomę, suchą, że to się zapaliło, nie? Ile razy to
musieli, śtrö...
– Śröpa?
Nie wiem, jak to po wilamowsku.
– Uderzać jednym kamieniem o drugi, albo ocierać.
No żeby ogień wyszedł. No to, ale, przyjdzie powiedzieć, ciężko tu było. Bo pola
było dużo, koni było mało, wszystko musieli robić kopaczkami. Kopaczkami, to
kopali i owies siali i żyto, najwięcej żyta. Potem dopiero mieli pszenicę, albo też
jęczmień, też mieli. No to z tego żyli.
[2]
Ȧ Wymysiöejer tryft zȧj müter y Amsterdam
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Oder h’wa der wos ziöen, yh kuz ok zöfuł, wi mjyr
śrȧw der Biöeźnjok-Jȧśü. Fu, fon [fu] Holandja, z Amsterdamu, do ging’ȧ y dy kjyh, s’wiöe ȧn zuntag, ȧn’ȧ
gejt ȧn’ȧ zit, ȧ wymysiöejer bow gejt, kymt’ȧ ziöen,
„mȧj mama ej kuma gyfiöen uf Holand”. Bo ȧ höt gyśrejwa ȧn briw, ȧna ȧ liöeft [łjeft] dyhemd [byhend], ȧ gejt oü y dy kjyh, ȧn’ȧ łiöeft
[łjeft] dyhemd [byhend], ȧn’ȧ gejt, wi’ȧ ej ȧ piöer met [metyn], ȧ zit, ȧ höt śü fu
hułc. Łódki. „O, dos ej mȧj mama ny”. Oder ȧ gejt ȧdiöh, zy ej ogycün wymysiöeryś. No. „Zy ej ogycün wymysiöeryś, yh gydöht, mȧj mama ej kuma”, niby dy Biöeźnjoćka, bo har hot śun kȧ mama ny, oder ȧ his zy „mama”. No. Ȧna dos ej..., dos
śrȧw’ȧ mer ym briw. No. Dos hȧst, müsa fjyr... ynzer ełdyn fu diöt jynt rȧjnkuma,
wen’ȧ diöt höt gyzan ȧ wymysiöejer bow.
Wilamowianin spotyka swoją matkę w Amsterdamie
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Ale coś ci opowiem, mówię tylko to, co mi napisał Boźniok-Jasiu. Z Holandii, z Amsterdamu, to szedł do kościoła, była niedziela, no i idzie i widzi, że idzie Wilamowianka. Podchodzi do niej i mówi: „Moja mama przyjechała do Holandii”. Bo pisał
list, i leci, on też idzie do kościoła, i leci szybko, i jak jest parę metrów od niej, widzi,
ona ma buty z drewna. Łódki. „O, to nie jest moja mama”. Ale on przechodzi, a ona

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

jest ubrana po wilamowsku. No, „Ona jest ubrana po wilamowsku, ja myślałem, że to
moja mama przyjechała”, niby Boźnioczka, bo on już nie miał swojej mamy, ale on
do niej mówił „mama”. No. I to jest... to mi napisał w liście. No. To znaczy, że nasi
rodzice musieli skądś stamtąd przyjść, skoro tam zobaczył Wilamowiankę (w stroju).
[3]
Dy Wymysiöejer wün ander łoüt
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Wjyr wün ander łoüt, kymt’s cy ziöen, myt ołum andyśt. Mytum ocug, mytum asa, myter at ȧna łöstik zȧjn.
Wjyr zunga hefa y Wymysoü ȧn hefa błimła. Błimła
wün y idum gatła. Dy Wymysdiöfyn, wi zy köma ufȧ
opyłys, do wunda [wundyta] zy zih, do zy zöfuł błimła
hon y Wymysoü. „My se też musimy posadzić”. Yhy gydenk, wi dy Polinskja-müm
hakt di, di fiöenbłimła, wo wer hȧsa klapsy. Hakt zy „No ady se weź z tego i z tego”.
Go zy yn Pöła, do zy zuła zeca dy błimła. No, y Wymysoü wün hefa błimła.
Wilamowianie byli innymi ludźmi
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
My byliśmy innymi ludźmi, przyjedzie powiedzieć. We wszystkim inni. W ubiorze,
w jedzeniu, w pracy i w wesołości. Dużo śpiewaliśmy w Wilamowicach i dużo
kwiatków. Kwiatki były w każdym ogrodzie. Starowsianie, jak przychodzili do nas
na odpust, to dziwili się, że tyle kwiatków mają w Wilamowicach. „My se też musimy posadzić”. Pamiętam, jak ciotka Polinska kopała, te, te, floksy, co nazywamy
klopsy. Kopała, „No ady se weź z tego i z tego”. Dała Polakom, żeby sobie posadzili kwiatki. No w Wilamowicach było dużo kwiatków.
[4]
Uf Wymysoü diöft zih nimyd ny ferwȧjwa
Biöeźnjok-Helka (1924–2014), 2009.
Y Wymysoü diöft zih nimand ferwȧjwa. Fon [fun],
nökwer, fun, no, diöfa [djyfyn].
– Ju, oder dy höst gyziöet, do fu dar zȧjt fu Wymysoü,
fum End?
Ju ju, oder di diöfta zih ny ferwȧjwa y Wymysoü,
fu Śrȧjwadiöf, Ołddiöf, Denkendiöf [Denkjadiöf], Hecznarowice, djyft’ȧ zih...
nok Wymysiöejer mytum Wymysiöejer. Ȧ dy hełwt y Wymysoü, yh wył dos

53

�54

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

ny zjyr ziöen, oder dö zȧjn zu wi inder, ander łoüt, ȧn fum Rynk diöt... wejder
ganc ander. Ju. Fu dar zȧjt, dar hełwta, diöft’ȧ zih ny ferwȧjwa diöt. Ȧn diöt
– dö ny. No ȧzu wiöe’s. Zy hon zih ferwejwa zu unter miteinand, verwandt und
so weiter, so.
Do Wilamowic nikt nie mógł się przyżenić
Helena Gasidło z d. Zejma (1924–2014), 2009.
W Wilamowicach nikt nie mógł się żenić z... sąsiadów, no z wiosek.
– Ale mówiłaś, że z tej strony Wilamowic...
Tak, tak, ale oni nie mogli się żenić w Wilamowicach, z Pisarzowic, Starej Wsi,
Dankowic, Hecznarowic, nie powinni... Tylko Wilamowianie z Wilamowianami.
A ta połowa Wilamowic (zachodnia), nie chcę tego za bardzo powiedzieć, ale tu
są tak jakby inni ludzie, a z rynku tam znowu całkiem inni. Tak. Z tej strony, z tej
połowy, nie powinno się żenić tam. A z tamtej tu nie. Tak było. Oni się żenili tylko
tak między sobą, z krewnymi i tak dalej.
[5]
Dy Wymysiöejyn köma mejer wi zejwa hundyt
jür y dam
H: Taksła-Hȧla (1923–2020), 2009.
N: Taksła-Nüśa (1920–2012), 2009.
H: Zejwa hundyt jür wi zy dö hon...
N: Zejwa, dos ej śun mejer wi zejwa jür, (zejwa hundyt jür).
H: No yta ys’s mejer. Fylȧjht aht.
N: Yh ho niöencik jür ȧn byśtenik hjy’h zejwa ȧn zejwa. S’ej śun aht!
Wilamowianie przybyli ponad siedemset lat temu
H: Elżbieta Sznajder (Schneider) z d. Danek (1923–2020), 2009.
N: Anna Sznajder (Schneider), z d. Danek (1920–2012), 2009.
H: Siedemset lat minęło od czasu jak oni…
N: Siedem, to już jest więcej niż siedem(set) lat.
H: No teraz już jest więcej. Może osiemset.
N: Ja już mam dziewięćdziesiąt lat i ciągle słyszę siedemset i siedemset.
Jest osiemset!

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[6]
Dy Wymysiöejyn wün ander łoüt wi dy Ełcnyn
Tołer-Jüza (1929–2013), 2012.
Dos wiöe ȧzu: dy Wymysiöejer hota myt dan Ełcnyn
nist cy tün, bo dy Ełcnyn hota ȧbysła ander ryd, ȧn dy
Ełcnyn hota zih mejer, do zy Doüćy zȧjn. Zy hota zih,
do zy Doüćy zȧjn, no do, ȧ dy Wymysiöejyn, bo diöt,
y Ałca hot, dos, dos der Latosiński śrȧw, do höt zih ȧ
śiłer ferwejwa y Ałca, diöh dos zȧjn diöt Rosnern; Rosner his’ȧ. Dos śrȧjwt, do dü
konst ju dos łaza. Do hot’ȧ, diöt zȧjn oü Rosnern gywast, y Ałca. No fu dam Wymysiöejer, wu zy diöt [höt] ferwejwa, bo Wymysiöejer hon zih oü ferwejwa, Foxa wün
oü mȧłȧjhtwun y Pöłn, ȧna dö... No ȧna dos hota zy zih ferwejwa. Oder dy Ełcnyn
wün ȧzu, zy hota kȧ, kȧ zyty güty cükunft cy ynzyn, cy ynzyn, cy ynzyn, dos. Bo
zy hota mejer ȧzu, zy hota ȧ doüćy śül diöt y Ałca, ȧ pönyśy śül wiöe ȧn ȧ doüćy
śül. Di kyndyn gingja y dy doüćy śül oba y dy pönyśy, wȧs yh, op nok, oder müsta
oü pönyś (łjyn), wen zy dö, y Pöłn, wün. H’wȧ nist, cy gingja zy y di, y di, oba wi,
wȧs yh ny, oder s’wün cwü śüln [śiln], dos wȧs yh. No ȧna di..., di łoüt wün ȧzu,
ȧbysła ȧzu śtrytyś wün di łoüt. Dy wün ny zyty łoüt, zyty... wi hȧst zih, ȧzu... Dy
Wymysiöejen wün ander łoüt. Fu andym [andum] pokolenie...
Wilamowianie byli inni niż Hałcnowianie
Józef Gara (1929–2013), 2012.
To było tak: Wilamowianie nie mieli z Hałcnowianami nic wspólnego, bo Hałcnowianie mieli trochę inną mowę, i ci Hałcnowianie uważali się bardziej, że są Niemcami. Uważali siebie za Niemców. No to... a Wilamowianie, bo tam w Hałcnowie,
to pisał Latosiński, tam się ożenił nauczyciel w Hałcnowie, dlatego tam jest teraz
nazwisko Rosner. Rosner się nazywał. To pisze..., możesz o tym poczytać. Że tam też
były Rosnery w Hałcnowie. No od tego Wilamowiana, co się tam ożenił, bo Wilamowianie też tam się żenili. Foxowie byli w wielu miejscach w Polsce, i tu... to się żenili.
Ale Hałcnowianie byli tacy, nie mieli dobrego nastawienia do naszych, naszych, to.
Bo oni się uważali raczej za.... oni mieli tam niemiecką szkołę w Hałcnowie, polska
szkoła była i niemiecka. Dzieci chodziły do niemieckiej szkoły albo do polskiej, nie
wiem czy tylko, ale musieli też po polsku, jak byli w Polsce. Nie wiem, czy chodzili
do jednej i drugiej, czy jak, nie wiem. Ale były dwie szkoły, to wiem. No i... ci ludzie
byli tacy, tacy trochę kłótliwi. Oni byli takimi ludźmi, jak to się nazywa, tacy... Wilamowianie to byli inni ludzie. Z innego pokolenia (fali osadniczej).

55

�56

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[7]
Dy Ełcnyn ferhyndyn yn Wymysiöejyn
Tołer-Jüza (1929–2013), 2012.
No, no. Oder, ȧ di wün zyty, di..., di, di kłopa, wu fün
uf dy Bejł y dy at, ufa rydyn fün zy, ny? Bo s’wün kȧ,
kȧ oütabüsa wün ny, ȧni oüta, do fün zy na rowerach.
Fün zy ufa rydyn, ȧ dy ełcner bowa gingja wi der [dy]
śtrös brȧt ej, gingja zy myta, mytum, myt dam, myt
ȧm, myt puter, myt myłih, byłoda gingja zy, zyty taśa hota zy, gingja zy, ȧ di fün,
ȧn di kłenglta, ȧn di cöwta zih ny. Di müsta rundergejn fum rod, di cöwta zih ny,
do zy... Ȧ jyśter wün zyty śtrösa, dos wiöe hefa, hefa wiöe, dos, ufa... wi hȧst?...
Śtoüb, hefa śtoüb wiöe ufer śtrös, bo s’wün zyty śtrösa fu śtȧn, ny? No do wün
śtoüb, wen ȧ oüta fü, to wiöe fuł śtoüb, ȧna uf, hyndyn rydyn maht’s zih oü śtoüb,
oder ny ȧzu hefa. Ȧna – ȧzu fercyłt mer ȧner – nöhta ziöet’ȧ, s’ander möł, no do
hota zy ny diöhgyłön, oder wejder zȧjn zy gyfiöen, bo di, s’mügjys, bo di zȧjn
s’mügjys ganga fu Ałca uf dy Byłc cy ferkiöefa dos. Ziöet’ȧ, hota zy uf dy rydyn
gymaht zyty est, ȧn zyty kliny est gymaht, myt, myt błytyn, cügy..., cügy..., cügybunda bym rod, ȧna gyfiöen, do, fu dan est, to ging, ging, to s’riöehyt nok. Ȧzu
hota zy... ȧ di hota gyfłüht uf zy nöhta.
Hałcnowianie przeszkadzają Wilamowianom
Józef Gara (1929–2013), 2012.
No no, ale oni byli tacy... ci mężczyźni, którzy jeździli do Białej na rowerach,
nie? Bo nie było żadnych autobusów, ani samochodów, to jeździli na rowerach.
Jeździli na rowerach, a Hałcnowianki chodziły tak jak ulica jest szeroka, szły z,
z tym, z masłem, z mlekiem, obładowane szły, takie torby miały, szły, a ci jechali.
I ci dzwonili na dzwonkach, a te się nie odsuwały. I oni musieli zejść z rowera,
a one się nie przesuwały, żeby oni... a kiedyś były takie ulice, że było dużo, dużo,
jak się nazywa, kurzu: dużo kurzu było na ulicy, bo były takie drogi kamieniste,
nie? No to był kurz, a jak auto jechało, to było całkiem zakurzone, a za rowerami
też się kurzyło, ale nie aż tak bardzo. I tak opowiadał mi jeden. Potem powiedział,
na drugi raz, no to też ich nie przepuściły, ale znowu jechali, bo one, rano, one
chodziły rano z Hałcnowa do Bielska sprzedawać to. Powiedział, że zrobili na
rowery takie gałęzie, takie małe gałęzie z liśćmi, (worki z piaskiem) przywiązali
przy kole i jechali, to z tych gałęzi się tylko kurzyło. Tak im zrobili, a te na nich
klęły potem.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[8]
Nimand hot yns ny gan diöh dy śpröh
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Nȧ, nȧ, nimand. Oły diöfyn [djyfyn] hota yns ny gan.
Bo, do wer kuza ganc andyśt wi zej, do wer zȧjn ganc
andyśt ogycün ȧna dos wiöe ołys ny güt. (...) No-no,
bo, do dos ziöe’h der ju, bo zy ferśtinda nist, wu wjyr
kuza. Nöhta ziöet... no s’höt ȧner gyziöet „hołdy-bołdy”, nöhta kuzta śun mejer, wejder mejer, no ȧn dos ej ȧzu uf dar wełt.
Nikt nas nie lubił z powodu języka
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Nie, nie, nikt. Wszystkie wioski nas nie lubiły. Bo, że mówimy całkiem inaczej niż
oni, że jesteśmy inaczej ubrani, i to wszystko się im nie podobało. (...) No to, mówię
ci, bo nic nie rozumieli, co mówiliśmy. Potem mówili, no jeden powiedział „hołdy-bołdy”, potem mówili już więcej, coraz więcej, no i tak to już jest na tym świecie.
[9]
Dy śpröh wiöe ny derłiöet
Taksła-Hȧla (1923–2020), 2014.
Wiöe’s, s’wiöe ny derłiöet. Do dos ej doüć, doüć, ȧn
yta to, yt wyła zy oły kunst zȧjn, oły weła zy zyty, no.
Bo dö, dö, ny dy fu, yhy kuz ny fun... dy łoüt fu, ynz...
ym diöf, di diö... oba wȧ... fum dö, do di łoüt. Oder di
łoüt dö, wu dö by yns ławta, no. Bo wün dy Pöła ȧn dy
Wymysiöejyn. No to... no ȧzu kuzta zy, ny? Ȧzu wiöe’s, ȧzu kuzta...
Język wilamowski był zakazany
H: Elżbieta Sznajder (Schneider) z d. Danek (1923–2020), 2014.
Nie było, nie było dozwolone. Że to jest niemiecki, a teraz to, to chcą wszystko wiedzieć, wszyscy chcą takie... no. Bo tu, tu, nie ci z, nie mówię tu o ludziach z wiosek,
co byli, albo ci, że ci ludzie. Ale ci ludzie, którzy tu koło nas żyli. Bo byli Polakami,
a my Wilamowianami. No to, tak mówili, nie? Tak było.

57

�58

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[10]
Ȧ Wymysiöejeryn ziöet uf „hołdy-bołdy” o
H: Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2009.
I: Abda-Inga (1928–2016), 2009.
H: Oder wȧst, wo ȧ bow ziöet, oder yh gydenk mer dos
ny. „Hołdy-bołdy” hon zy gyrüfa, ȧ di bow ȧzu: „Wen
dy ny wjest kyna pönyś kuza, wjesty müsa była wi ȧ
hund”.
I: No, do dos ziöet yh’ȧ oü śun wifuł möł.
Jak jedna Wilamowianka odpowiedziała na „hołdy-bołdy”
H: Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2009.
I: Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
H: Ale wiesz, co jedna kobieta powiedziała? Ale ja tego już nie pamiętam. „Hołdy-bołdy” wołali, a ona tak: „Jakbyś nie umiała mówić po polsku, to byś musiała
szczekać jak pies”.
I: No, ja to też mówiłam wiele razy.
[11]

Der śwygjerfoter wiöe ȧ Pöła, oder ȧ łjyt zih
wymysiöeryś
Tołer-Jüza (1929–2013), 2012.

Dy bow kund wymysiöeryś, oder dy wułd ny, bo dy
kyndyn wün ȧna wi dy kyndyn klin wün, do kundwer
ny kuza wymysiöeryś, bo dö hotwer zyty, zyty, dö zyty,
wi hȧst’ȧ, zyty komunist hotwer nönd, to kundwer ny
kuza wymysiöeryś, müstwer zih uf, uf pönyś nok kuza.
Zej kund wymysiöeryś, yh kund wymysiöeryś, ȧn wen... to wer müsta pönyś
kuza. Ȧ dö wiöe nö der śwygjerfoter, har wiöe ȧ Pöła. Oder ȧ, fum andum diöf
wiöe’ȧ, fu Hylćadiöf, oder har höt zih dö ferwejwa śun, wȧs yh, y wyłum jür,
ym.. ahtȧncwencikjer. No do müst’ȧ zih wymysiöeryś łjyn. Ȧ kund wymysiöeryś.
No ȧ, dos wiöe ȧzu: wen ȧner, wen zih ȧner dö ferwȧw uf Wymysoü, dos wiöe
ȧzu, no ny ȧzu, oba wiöe’ȧ rȧjh, ȧ müst giełd hon, hefa giełd, oba ȧ zyty miöed nom’ȧ, wu nimyd ny wułd, oba mytum kynd, o, ȧ kynd wen zy hot. Ȧ mȧj
śwygjermüter hot ȧ kynd. Dy kund zih ny oüsgan gryhta, no to hot’ȧ zih oüs...
ferwejwa myter.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Mój teść był Polakiem, ale uczył się wilamowskiego
Józef Gara (1929–2013), 2012.
Moja żona umiała mówić po wilamowsku, ale nie chciała, bo dzieci były i jak
dzieci były małe, to nie mogliśmy mówić po wilamowsku, bo tu mieliśmy takich,
takich, jak się nazywa..., komunistów takich blisko, to nie mogliśmy mówić po
wilamowsku, musieliśmy się na... mówić po polsku. Ona umiała mówić po wilamowsku, ja umiałem mówić po wilamowsku, a jak przyszło co do czego, to
musieliśmy mówić po polsku. A tu był teść, on był Polakiem, ale... Z innej wsi był,
z Hecznarowic, ale tu się ożenił, nie wiem już, w którym roku... w 1928. No to musiał się nauczyć po wilamowsku, umiał mówić po wilamowsku. No a to było tak,
jak któryś, jak któryś się ożenił w Wilamowicach, to to było tak, no nie tak, albo
był bogaty, musiał mieć pieniądze, dużo pieniędzy, albo taką dziewczynę wziął, co
jej nikt nie chciał, albo z dzieckiem, o, dziecko jak miała. A moja teściowa miała
dziecko. Nie mogła wyjść za mąż tak od razu, no to on się z nią ożenił.
[12]

Fyrym zih dy łoüt interesjyn myter wymysiöeryśa śpröh
Taksła-Hȧla (1923–2020), 2014.

Oder andyśt nö, wos ej dos do di, di ryd wymysiöeryśy, do dy łoüt yta zih interesjyn. No. Bo dos ej ny
ȧzu, do... wu zy yns jata, wu zy yns, wu dö wiöe ym
fynfȧnfjycikjer jür wi di, komunizm wiöe, ny? No,
do wiöe’s ju ny derłiöet. Mȧryja, dö ȧn kłopa derśłögyn [derśłüga] zy ȧn wu zy
dö ro... wu zy dö ata myt yns. Ȧn dos wöst nimyd ny, fu wu ynzer łoüt, bo dos
ej ynzer, wu yhy bej roüs fu dan łoüt, ny? Wu zy dö zȧjn kuma. S’wiöe zejwa...
zejwa hundyt jür, s’wyt śun zȧjn aht hundyt jür.
Dlaczego jest teraz takie zainteresowanie językiem wilamowskim
Elżbieta Sznajder (Schneider) z d. Danek (1923–2020), 2014.
Ale jeszcze co innego, co to jest, że ta, ta mowa wilamowska, że ludzie teraz się
tym interesują. No. Bo to nie jest tak, jak nas bili, co nam, co tu było w 1945 roku,
jak komunizm był, nie? No to nie było wolno. Maryjo, tu jednego mężczyznę zabili
i co tu... co tu robili z nami. A tego nikt nie wiedział, skąd nasi ludzie (pochodzą),
bo to jest nasze, co ja pochodzę z tych ludzi, co tu przybyli. Było siedem, siedemset
lat, to będzie już osiemset.

59

�60

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[13]
Der kłop fu Błan ferśtind wymysiöeryś
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2009.
Ȧ fylȧjht, bo yta kuzt mej nimyd ny wymysiöeryś, oły
kuzwer pönyś. Ȧ mȧj kłop wiöe fu Błan, dar kuzt ok
pönyś. Oder ȧ ferśtind ołys. Wjyr kunda nist ny kuza,
bo: „Yhy wȧs ołys, wo jyr kuzt”.
Mąż z Bielan rozumiał po wilamowsku
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2009.
A może, bo teraz nikt już nie mówi po wilamowsku, wszyscy mówimy po polsku.
A mój mąż był z Bielan, on mówił tylko po polsku. Ale rozumiał wszystko. My nie
mogliśmy nic mówić, bo „Ja wszystko wiem, co wy mówicie”.
[14]

Der Poüermin ziöet, wos ej nojys
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.

Ju, no do wen yhta wiöe nojys, no do ging’ȧ śun, ziöet’ȧ yn łoüta śun, byr kjyh, war wył yhta hjyn, do’ȧ
zo kuma ufȧ Rynk, diöt wyt’ȧ kuza.
– Wymysiöeryś cy pönyś?
Wymysiöeryś. No s’wün łoüter Wymysiöejyn, do
kunda zy. Ȧna dy andyn, wo wün, di wün wejder... Di wen zy heta gykund, heta zy
yns gyśtoha. Bo wjyr kuzta wymysiöeryś, ȧ zej ferśtinda nist. No, dos wiöe ȧ zyta
diöf, no ȧzu wi y Ałca, y Ałca kuza zy oü ȧbysła. Enłik, oder ny ganc ȧzu wi wjyr.
Pauermin mówił o nowinach
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2012.
Tak, no to jak było coś nowego, to szedł już, mówił ludziom już, przy kościele, że
kto chce posłuchać, to powinien przyjść na rynek. Tam będzie mówił.
– Po wilamowsku czy po polsku?
Po wilamowsku. No byli sami Wilamowianie, to umieli. A ci inny, co byli, to znowu... Ci jakby mogli, to by nas zadźgali. Bo my mówiliśmy po wilamowsku, a oni
nic nie rozumieli. No to to była taka wioska, tak jak Hałcnów. W Hałcnowie też
mówią trochę. Podobnie, ale nie tak samo jak my.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[15]

Wen wer kuzta wymysiöeryś, müstwer śtröf
coła
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.

Ȧ wymysiöeryś oü, no do dy ałda, di junga kyna ju
nist, mȧj kyndyn kyna wymysiöeryś ny. Yhy, wen yh
yhta kuz myt imanda, nöhta fren zy: „Wos ej dos? Wi
hȧst dos? Wos ej dos?”. Zej wysa nist. Bo jyśter łisa
zy, wjyr kund... wjyr, wȧł yh, wi yhy wiöe jung, do
ziöeta zy nö nist ny. Nöhta wen wer wułda wymysiöeryś kuza, müstwer śtyłnik, ȧ
wen zy imand dertrüg, do wer wymysiöeryś kuza, müstwer śtröf coła. Ȧzu wiöe’s
jyśter. Ȧ yta wjyn zy weła, do oły zuła kuza, ȧna di ałda kyna, ȧ wifuł zȧjn dar
ałdy. Wen śun dos ej ołys gyśtiörwa. Ȧna di junga kyna ju wymysiöeryś ny. Ȧni
ferśtejn zy ny.
Za mówienie po wilamowsku trzeba było płacić kary
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2012.
A po wilamowsku też, to ci starzy, młodzi już nic nie umieją, moje dzieci nie umieją
po wilamowsku. Ja jak z kimś coś rozmawiam, to potem pytają: „A co to jest? Co to
znaczy? Co to jest?”. Oni nic nie wiedzą. Bo kiedyś nie pozwolili, my... dopóki ja,
jak byłam młoda, to nic jeszcze nie mówili. Potem, jak chcieliśmy mówić po wilamowsku, to musieliśmy po cichu, a jak ktoś doniósł, że mówimy po wilamowsku,
to musieliśmy płacić kary. Tak było kiedyś. A teraz by chcieli, żeby wszyscy mówili
po wilamowsku i ci starzy to umieją, a ile jest tych starych. Jak już wszyscy umarli.
A ci młodzi to nie umieją po wilamowsku. Ani nie rozumieją.
[16]

Di, wo ferśtinda, łahta
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.

No oder dö kuztwer – denk yhy – miöehysmöł hota zy
zyty... wi zyty ferȧjna, ny? No do diöt gingwer cyzoma, wünwer miöehysmöł drȧj, fjyr łoüt, miöehysmöł
wiöe jynt ȧ kłop myt... ben yns. No do kuztwer. Ȧn di
andyn, wo ny kunda, hühta. Miöehja, wu ferśtinda, no
do di wösta, wo wer kuza. Ȧ di, wo „wer ny kuza”, ȧna di an... zej łahta: „Fu wos
łaha zej?”. No bo zej ferśtinda nist, ȧna di ferśtinda, do łahta zy. Wymysiöeryś.

61

�62

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Ci, co rozumieli, śmiali się
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2012.
No ale tu mówiliśmy, czasem mieli takie, takie towarzystwa, nie? No to tam szliśmy razem, byliśmy czasem trzech, czterech ludzi, czasami był z nami jeszcze jakiś
mężczyzna. No to mówiliśmy (po wilamowsku). A ci inny, co nie umieli, słuchali.
Niektórzy, co rozumieli, no to ci wiedzieli, co my mówimy. A ci, „o czym oni tam
nie mówią”, a ci, ci się śmiali: „z czego oni się śmieją?”. No bo oni nic nie rozumieli, a ci rozumieli, to się śmiali. Po wilamowsku.
[17]

Wi dy Pöła ogycün gingja
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Oder yh wȧ jok zöfuł, wen zy köma dö fu Wymysdiöf,
fum rand, hota zy, oba fu Denkjadiöf, wi wiöe opyłys y Wymysoü, hota zy dy śü ufum... ny ogycün, zej
köma biöewys ufer śtrös, ȧna nöhta fjyr kjyh cuga zy
o dy śü ȧna köma zy ufȧ opyłys. No ȧn zy hota ȧn zyta
rök, ȧzu wi świöeca rök, ȧn oü zy, ȧ zyty jak, ȧ zyty łangy, ȧn dö wün zyty pufa,
zy wün ganc andyśt gynyt wi wymysiöejer zaha. Ȧna ȧ śjyctüh, no dos wiöe ołys.
Stroje Polaków z okolicznych wsi
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Ale ja wiem tyle, jak przychodziły tu ze Starej Wsi tu z kraja, miały... albo z Dankowic, jak był odpust w Wilamowicach. Miały buty na... nie ubrane, one chodziły na
bosaka po ulicy, a potem przed kościołem ubierały buty i przychodziły na odpust.
No i miały taką spódnicę, taką jakby czarną spódnicę i też taką jaklę, taką długą i tu
były takie pufy. One były całkiem inaczej uszyte niż wilamowskie rzeczy. I fartuch,
no to było wszystko.
[18]

Dy Wymysiöejyn zȧjn kuma yn kłȧdyn
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

No do frȧłik, dos zȧjn ju ganc andyśtyNo di łoüt zȧjn gywys kuma y dan kłȧdyn. Ȧ nöhta hon zy dos fylȧjht ȧbysła
ferbesert [ferbesyt]. Bo fylȧjht, fylȧjht ny ołys, oder di
fün ju do Turcji ȧn fu diöt hon zy oü yhta mytgybröht.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Wilamowianie przybyli w strojach
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
No to pewnie, to są całkiem inne (stroje). No ci ludzie pewnie przyszli w tych
strojach. A potem je może trochę ulepszyli. Bo może, może nie wszystko, ale oni
jeździli do Turcji i stamtąd też coś przywieźli.
[19]

Nimyd hot zyty fłȧk, wi wjyr
Zejma-Staha (1931–2015), 2014.

Nimyd hot zyty ny, ymertihła zyty, zyty śjyctüh, wiöe
ołys. Zjyr śejn. Mama, mȧj müter, zy hot zy. Korola [koroln] hota zy, ołys, ȧna s’jypła ȧna dy hoüa, ołys. Zy
hota zy.
Nikt nie miał takich strojów jak my
Stanisław Zejma (1931–2015), 2014.
Nikt nie miał takich, takich odziewaczek, takich fartuchów, wszystko było. Bardzo
ładne. Mama, moja mama miała. Korale miały, jypły i czepce, wszystko miały.
[20]

Wi zy nöm krig hon ȧ ymertihła gyśtöła
Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2012.

Mhm, s’śynsty ymertihła. Oder wjyr łeta hejn cym
nökwer, ym, yn köła, bo heta zy ołys gynuma.
Jak nam ukradli po wojnie najładniejszą
odziewaczkę
Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2012.
Mhm, najładniejszą odziewaczkę. Ale schowaliśmy (inne rzeczy) u sąsiada, w węglu, bo w przeciwnym razie to wszystko by zabrali.

63

�64

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[21]
Der śmjyrgüst fjym krig
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Wi dy po śmjergüśćje jyśter gingja, to śun ym zȧhs
s’mügjys. Do wjyr oły śtindwer uf, hiöertwer śun,
wen dy śmjergüśnikja koma cym mȧkja, mȧj śwaster
[śwastyn] wün ełder. No do köma zy, no do ȧbyselüćü
bygusa zy yns myt, myt woser. Ider hot ym głaz ȧ hołwa liter woser ȧn ȧzu śprangta zy yns mytum woser. Dos wiöe der po śmjergüśćje.
No do wjyr müsta gan ȧbyselüćü cy asa ȧn wjyr hota hefa wȧjn, bo der tȧta maht
wȧjn, no do byśanktwer źy myt wȧjn, ȧn zy gingja wejder byhend weter, bo...
do zy oły mȧkja kyna byzihja. No do dos toüyt ȧzu bocy, kymt’s cy ziöen, bocym can s’mügjys. Ȧ nöhta gingja zy y dy kjyh, ym can wiöe dy mas. S’mügjys
ym zejwa, nöhta ym can wiöe dy ander mas. Ȧna nöhta ufum Rynk. No ufum
Rynk wiöe wos cy zan, kymt’s cy ziöen. Do dy mȧkja wiöda ȧbyselüćü bygösa,
do ȧner fü mytum wiöen ȧn’ȧ łot uf dy mȧkja ufȧ wiöen, dos wiöe ȧzu myta
dȧjsyzȧl [dȧjsułzȧln], do cwej śmjergüśnikja cuga dan wiöen, ȧna cwej śtusa dan
wiöen. Ȧn uf der heja zosa mȧkja myt śmjergüśnikja. S’wiöe łöstik ȧzu. No ȧna
gyzunga, ȧna gytanct ȧna, wi hałt dy śmjergüśnikja. Ȧbyselüćü bygusa zy dih,
to fotegrȧfjyta [fotogrȧfjyta] zy, no śejn wiöe’s cy zan ym Uster... möntag. Ym
Ustermöntag gingja zy. Jyśter hȧltag ny, oder inda möntag wiöe dos.
Śmiergust przed wojną
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Jak chodzili po śmierguście, to już o szóstej rano. To wszyscy już wstaliśmy, czekaliśmy już, kiedy śmierguśnicy przyjdą do dziewczyn. Moje siostry były starsze.
No to przyszli, trochę nas polali wodą. Każdy miał we flaszce pół litra wody i tak
nas opryskiwali wodą. To było po śmierguście. To musieliśmy dać trochę jedzenia
i miałyśmy dużo wina, bo tata robił wino, to częstowaliśmy ich winem, a oni szli
znowu szybko dalej, żeby mogli odwiedzić wszystkie dziewczyny. No to trwało tak
do, przyjdzie powiedzieć, do dziesiątej rano. A potem szli do kościoła, o dziesiątej
była msza. Rano o siódmej, a potem o dziesiątej była msza. A potem na rynku. No
na rynku było na co patrzeć, przyjdzie powiedzieć. Dziewczyny trochę polewali, to
jeden jechał wozem i załadował dziewczynę na wóz, to było tak z tymi naszelnikami, że dwóch śmierguśników ciągło ten wóz, a dwóch pchało z tyłu ten wóz. A na
górze siedziały dziewczyny ze śmierguśnikami. Było tak wesoło. No i śpiewali
i tańczyli, no jak śmierguśnicy. Trochę polali cię, to robili zdjęcia, no ładnie to
wyglądało, w Poniedziałek Wielkanocny. Chodzili w Poniedziałek Wielkanocny.
W pierwsze święto nie, tylko zawsze w poniedziałek to było.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[22]

Wi zy uf dy friöed gingja fjym krig
Küpsok/Poükner-Hȧla (1923–2010), 2009.

No do gingwer uf dy friöed, wjyr cuga zih śejn o,
wymysiöeryś. Nöhta ging’ȧ cym junkwer oba cyr
junkweryn.
Fu wyhjer zȧjt zȧjwer gybata, ny? No nöhta gingwer
y dy kjyh, nöhta yn krȧćum, nöhta hower... gy... gyasa
diöt, gytanct. Ȧ nöht s’öwyts, gingja zy oły yn ham (fur junkweryn), ȧ diöt gingja
zy wejder ym can, ym ȧlf yn krȧćum, ȧn zu wejder gytanct bocȧ mügja. No, ȧzu
wiöe dy friöed. Dos wiöe śun ojej... fjym krig, no. Ȧzu wiöe’s.
Jak szli na wesele przed wojną
Elżbieta Babiuch z d. Danek (1923–2010), 2009.
No to szliśmy na wesele, ubieraliśmy się ładnie, po wilamowsku. Potem szło się
do pana młodego albo do panny młodej. Zależy z której strony byliśmy zaproszeni,
nie? No to potem szliśmy do kościoła, potem do karczmy, potem tam jedliśmy,
tańczyliśmy. A potem wieczorem wszyscy szli do domu (panny młodej), a potem
znowu szli o dziesiątej, jedenastej do karczmy i tam znowu tańczyli aż do rana. No
takie było wesele. To było już... ojej, przed wojną no. Tak było.
[23]

Dy ślynćkja ufer friöed
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Ȧ, no to di wün ym krȧćum. No to diöt köma mȧkja,
büwa, śtinda oły y dam zȧl [zol]. Ȧn di, di gest, dy łoüt,
wu zy wün ufer friöed, di zösa. Ȧn di ślynćkja śtinda.
Ȧna nöhta, wen dy hotst imanda ȧzu... kant yh cym
bȧjśpil dejh güt, hułt yh dih ȧmöł cym tanca. Ȧn dy
gingst wejder śtejn under dy wand.
Ślęczki na weselu
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
A, no to ci byli w karczmie. No to tam przychodziły dziewczyny, chłopcy, stali
wszyscy w tej sali. A ci goście, ci ludzie, co byli na weselu, ci siedzieli. A ślęczki
stały. A potem, jak miałeś kogoś takiego... na przykład znałam ciebie dobrze, to
poszłam po ciebie raz do tańca. A ty szedłeś znowu stać pod ścianę.

65

�66

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[24]

Dy dinstłoüt ȧn atyn ufer wjytśoft fum foter
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

No no, zej ösa ȧna zy krigta ȧbysła bycołt, no, hefa byśtymt ny. Bo zy ösa ju. No ȧna.
– Ȧ wu śłüfa zy?
No y, yr śtuw. Do hota zy bet, ołys cücydekja ȧzu wi
wjyr, no ȧn zy ösa, ȧn (...). Fylȧjht wösta zy oü ny, fu
wu zy zȧjn. Bo cym foter koma oü bowa fun gybjygja. Oder dos wiöe fjym krig.
Hułfa zy inda wen, wen wiöe, wen zy zecta arpułn, ȧ nöhta wejder wen wiöe... kün,
wȧz ym fȧld, köma zy oü. Ȧn zy fün wejder yn ham. Ferdinta zy piöer giełd, ȧbysła
giełd ȧn zy fün wejder. Ȧna nöhta köma zy wejder ym hjewyst. Bo jyśter mahtwer
ju ołys myta henda, ny? No to hułfa zy ȧ woh ȧn zy fün wejder.
Służący i robotnicy na gospodarstwie ojca
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
No oni jedli i dostawali trochę zapłaty, no, na pewno nie dużo. Bo jedli też. No i...
– A gdzie spali?
No, w pokoju. Mieli łóżka, całą pościel tak, jak my i jedli i (...) możliwe, że nie wiedzieli sami, skąd pochodzą. Bo do ojca przychodziły też kobiety z gór. Ale to było
przed wojną. Pomagały zawsze, jak było, jak sadzili ziemniaki. A potem znowu jak
było żyto, pszenica w polu, to przychodzili też. I jechali znowu do domu. Zarobili
parę groszy, trochę pieniędzy i jechali z powrotem. A potem przychodzili znowu na
jesień. Bo kiedyś robiliśmy wszystko rękami, no nie? No to pomagali przez jeden
tydzień, a potem jechali znowu z powrotem.
[25]

Ȧ łöstikjy kistiöeryj fu wymysiöejer handułłoüt
Abda-Inga (1928–2016), 2009.

Underum Bühhejwuł, wȧst, wu der Bühhejwuł ej? Diöt
wiöe ȧ krȧćum unda [dunda], yta ej’ȧ śun ny. Diöt błyn
zy inda śtejn ȧn diöt gingja zy ufȧ „kölȧś”, zy ziöeta ny
„gülȧś”, ok ufȧ „kölȧś”. Ȧn dercün trunka zy śnops. Ȧn
nöhta, wen zy śun byzöfa wün, fȧta zy zy nöhta ufȧ wiöen, ȧn s’fad wöst, wi cy fiöen yn ham, to – „wjo!”. Ȧn s’fad fjyt zy yn ham, byzöfa.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Humorystyczna historia o wilamowskich handlarzach
Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
Na Bühhejwuł (Kępa Hałcnowska), wiesz gdzie jest Bühhejwuł? Tam była na dole
karczma, teraz już jej nie ma. Tam zawsze się zatrzymywali i szli na „kulaś”, nie
mówili gulasz, tylko „kulaś”. I do tego pili wódkę. A potem, jak byli już pijani, to
wrzucili ich na wóz, a koń wiedział już, jak jechać do domu. To „wio” i koń ich
pijanych sam wiózł do domu.
[26]

Śüsterpop wiöe ym zuntag
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Ȧ śüsterpop to wiöe oü ym zuntag hefa. Do śüsterpop,
do yhy łjyt dos oü fur müter nöhta. No oder jyśter
mahta zy ju ny zu güt wi yta. Yta gan zy wingjer
mał ȧna ȧbysła myłih. Ȧna mejer ȧjyn. Ȧ jyśter wün
hefa mał, hefa myłih ȧn cwe, drȧj ȧjyn, ȧn dos wiöe
śüsterpop. Wȧsty, wi dos, śüsterpop dos ej, ȧ zyter...
pop, wo dy śüstyn hon. Ȧzu his dos. (...) No, wȧsty’s. No oder dos, bo yhy maht
dos inda, ny?... Yhy wȧnt ju nist ny, nom yh ys typła myłih ȧn ȧn łefuł mał ȧna
cwej [cwe], drȧj ȧjyn, no bo h’hot hinyn, oder do wiöe’h śun oüsgan, maht yh dos
y yns, y dyham. Hot yh ȧ kłopa ben mer, ȧ zjyr güta kłopa ȧn ȧ zun wiöe ełder,
ȧ der ander wiöe nöhta y zȧhs, zȧhs jür, wiöe’ȧ jyngjer. No to mahtwer... ȧn dos
ȧbysła, cym bȧjśpil, ȧ łefuł mał, ȧn ȧbysła myłih, fylȧjht wingjer wi ȧn hołwa liter,
ȧna cwe ȧjyn, ȧna rejstwer dos inda ufum fet fum śwȧjn, ny uf kȧr puter, ny uf...
margarin hotwer ny. Dos os yh ny, ȧ h’go dos oü y mem kłopa oü ny, koüft yh ny.
Zyty margarin koüft yh ny. No wen yh maht puter, no to öswer ȧmöł, cwe möł.
Śusterpop (jajecznica po wilamowsku) była w niedzielę
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Śusterpop to był też często w niedzielę. To śusterpop, to ja się tego też nauczyłam
potem od mamy. No ale kiedyś nie robili jej takiej dobrej jak teraz. Teraz dają
mniej mąki i trochę mleka. I więcej jajek. A kiedyś było dużo mąki, dużo mleka
i dwa, trzy jajka i to był śusterpop. A wiesz jak to, śusterpop to jest taka papka, co
szewcy mają. Tak to się nazywało. (...) No wiesz. No ale to, bo ja to robiłam zawsze, nie? Ja nic nie ważyłam, brałam do garnczka mleko i łyżkę mąki i dwa, trzy
jajka, no bo miałam kury, ale to już byłam zamężna, robiłam to dla nas, tu w domu.
Miałam męża, bardzo dobrego męża i jeden syn był starszy, a drugi był potem za
sześć [lat], sześć lat był młodszy. No to robiliśmy, i to troszeczkę, na przykład,

67

�68

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

jedna łyżka mąki i trochę mleka, może mniej niż pół litra i dwa jajka i smażyliśmy
to zawsze na tłuszczu ze świni, nie na maśle, nie na margarynie, tego nie mieliśmy.
Tego nie jadłam (margaryny) i też tego nie dawałam mężowi, nie kupowałam. Takiej margaryny nie kupowałam. No jak robiłam masło, to jedliśmy raz, dwa.
[27]

S’asa ufum opyłys y Wymysdiöf
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

No ȧna uf Wymysdiöf ging yh wejder myter Polinskja-müm ufȧ opyłys. Bo zej hot diöt frynd yhta ym
krȧćum. Diöt, wo yta dy kjyh śtejt, ȧn dunda, wo yta
ej nist ny, ok no park jest, to diöt wiöe ȧ zyty łangy
hyt, oü fu hułc, Krȧćmeryn. Krȧćmeryn his zih dos.
Do diöt wiöe ȧ Wymysiöejeryn, dint zy diöt, ȧ nöhta go zy zih oüs myt dam wjyt.
Bo dy, dy wün gyśtiörwa, ȧn di dinyn, di dineryn, ȧ Wymysiöejeryn wiöe’s, go
zih oüs myt dam, z tym gospodarzem. Ȧn dy Polinskja-müm wiöe frynd myt dam
menćła. Bo dos mü zȧjn oü ȧ öemer menć gywast, wo’ȧ ej ganga ufs dinst cym
krȧćum diöt. Ȧ nöht wiöe zy, nöht gingwjyr ufȧ opyłys diöt myter Polinskja-müm, to inda oswer diöt s’mytagasa. Hoüt gydenk yh, wo wer diöt osa. Dos
wiöe ȧ gülȧś. Dos ej... züp hotwer myt... myt ryź, ind myt ryź, bo’s wiöe kȧ cȧjt
ny cy maha nüduł [nüdułn], oder myt ryź. Züp wiöe myt ryź, kroüt wiöe myt apuł
[apułn] ȧn myt fłȧś, dos było drugie danie, ȧ nöhta śpyter ymȧ cwü oba ymȧ drȧj,
do wiöe gülȧś, niby gülȧś. Dos wiöe gülȧś, ny yta zyta, wi yt ej gülȧś, ej. Dos
wiöe, fo [fu] mytagsfłȧś, bo wiöe ryndera fłȧś ȧn hün oü, dos wiöe... yhy zoh dos
cü, wi zy dos maht, śnȧd zy dos uf kliny śtykla ȧna nöht wiöe cwypuł ȧn puter,
brant zy dos ȧbyselüćü myt... gał wiöd cwypuł. Ȧ nöht gus zy woser, ȧna nöht go
zy s’fłȧś, dos, dos gy... dos fłȧś, wo śun wiöe gykoht. Go zy uf dos. Ȧ nöht güs
[gus] zy roüm, dos bakt zih ȧzu, koht zih y dam roüm ȧbysła, no s’kymt cy ziöen,
can, cwencik minüta, no, nie na gazie, ufum błȧh, no ny? Ȧ nöhta nom zy gydiöerty fłoüma. Gydjerty fłoüma. Ȧn gydjerty fłoüma, no, no ȧzu nom zy fum... ȧn zyta
zȧkla hot zy fu... fu wiöer ȧ zyta zȧkla, nom zy ȧzu myter hand, ȧn y dos śöt zy
nȧj. Ȧzu ȧ cwe möł go zy nȧj. Ȧn dos koht zih cyzoma. Ȧn wi zy wöst, wifuł łoüt
höt zy, gus zy woser, nöht nom zy ȧn liter roüm, ȧna ȧbysła mał, maht zy zakłote,
ȧn zy gus ȧn dos koht zy. To był gulaś śmietankowy, ze śliwkami. H’wa der ziöen,
yhy hoüt wa’h nö gydenkja, wi dos güt wiöe. Ziöe’h, dos wiöe ȧzu zoüwylik, wi
wen dy nö krigtst ȧ zyty fłoüm, wo ym roüm wiöd gykoht, dos wiöe beser wi dos
fłȧś, wo diöt wiöe. Dos oswer myt brut. Cwe śysuł [śysułn] wün, s’wün mejer
łoüt, wo hot frynd fu...

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Jedzenie na odpuście w Starej Wsi
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
No a do Starej Wsi chodziłam znowu z ciotką Polinską na odpust. Bo ona tam miała jakichś krewnych w karczmie. Tam, gdzie teraz stoi kościół i na dole, co teraz
nic nie ma, tylko no park jest, to tam był taki długi dom, też z drewna. Krȧćmeryn
(Karczmarka), Krȧćmeryn się to nazywało. To tam była Wilamowianka, służyła
tam, a potem wyszła za mąż za tego gospodarza. Bo oni tam wymarli, a ta służąca, ta
służąca Wilamowiana pobrała się z tym, z tym gospodarzem. I ciotka Polinska była
krewna z tym człowiekiem. Bo to musiał być biedny człowiek, co poszedł na służbę
tam do tej karczmy. A potem była, potem szłyśmy na odpust tam z ciotką Polinską,
to zawsze jadłyśmy tam obiad. Dzisiaj jeszcze pamiętam, co tam jadłyśmy. To był
gulasz. To jest... zupę miałyśmy z ryżem, zawsze z ryżem, bo nie było czasu zrobić
makaronu, ale z ryżem. Zupa była z ryżem, kapusta była z ziemniakami i z mięsem,
to było drugie danie, a potem później koło drugiej albo o trzeciej, to był gulasz, niby
gulasz. To był taki gulasz, nie taki, jak teraz jest gulasz. To było, co mięso z obiadu,
bo było mięso wołowe i drobiowe też, to było... ja się temu przyglądałam, jak ona
to robiła. Kroiła to na takie małe kawałki, a potem była cebula i masło, okraszała to
troszkę z... cebula robiła się żółta. A potem zalewała wodą, a potem dawała mięso,
to to... to mięso, co było już ugotowane. Dawała na to. A potem zalewała śmietaną,
to się tak piekło, gotowało się w tej śmietanie trochę, no przyjdzie powiedzieć, dziesięć, dwadzieścia minut, no nie na gazie, na blasze, no nie? A potem brała suszone
śliwki. Suszone śliwki. I suszone śliwki, no tak, taki woreczek miała z... z materiału
taki woreczek, tak brała ręką i do tego wsypywała. Tak ze dwa razy wsypywała.
I to się tak gotowało razem. A jak wiedziała ilu ludzi ma, wlewała wodę, potem
brała litr śmietany i trochę mąki, robiła zakłótę, i wlewała to i tak gotowała. To
był gulaś śmietankowy ze śliwkami. Powiem ci, do dzisiaj jeszcze pamiętam, jak
dobre to było. Powiem, to było takie kwaskowe, jak jeszcze dostałeś taką śliwkę,
co była gotowana w śmietanie, to było lepsze niż to mięso, co tam było. To jedliśmy z chlebem. Dwie miski chleba, było więcej ludzi, bo miała też krewnych.
[28]

Wi dy wymysiöejer Jüda fȧjyta sukkot
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.

Ȧzu wi dy Jüda, dy Jüda, di hota oü inda, ȧ dy Jüda,
wen zy bata, do hota zy ȧ zyta, wi kon yh dos ziöen, ȧ
zyta, zyty kliny komer, oder s’dah müsta zy cöwa. Zej
hota inda zyta, zyta jes mahta zy, do zy dos dah kyna
uf dy hej hywa ȧna do zy zȧjn underum hymuł. Zej kunda ny bata, wen, wen wiöe
ȧ dah. Nok s’müst zȧjn głȧjh der hymuł. Ȧzu wiöe dos jyśter, oder ny ider wułd dos.

69

�70

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Jak wilamowscy Żydzi świętowali Sukkot
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2012.
Tak, jak Żydzi, Żydzi też mieli (swoje święto), a Żydzi, jak się modlili, to mieli
taką małą budowlę, ale z otwieranym dachem. Zawsze takie coś robili, żeby
móc dach otwierać do góry, żeby byli pod dachem. Nie mogli się modlić, jak
tam był dach. Musiało być od razu niebo. Tak było kiedyś, ale nie każdy tak
chciał robić.
[29]
Wi mih der pot fjyr hołwa liter brantwȧjn
oüsgykoüft höt
Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2012.
S’wün ju zöfuł oüta... wün ny, jok ynzer straż, hiöer
nok, fȧjerwer, fü mytum wiöen ȧn mytum, diöt, yr mejł
brit, brit s’gytrȧd. No to müsta zy fiöen, no łiöeśa. Ȧn
yhy ging, yhy ging, bo yhy füt mih, do’ȧ wyt łön ȧn
mȧj putek, mȧj pot, kom ȧn’ȧ ziöet mer: „No, Helena” – bo yh hȧs Hela – „No wun
höst dö dih gynuma? Fyrym ȧdkłüfsty ny, fyrym łest dih ny hejn?”. Ȧ y ȧr wȧjł,
nöma zy, ȧ dos wiöe ȧ zyter śtank, ȧna świöec.... fon [fun], s’gytrȧd, ny? Wo’s brit.
Fo [fu] dyhynda, yh mü jüh dos ziöen, fo [fu] dyhynda, ufum öeś. „Jezüs” – ziöet
yh – „yt, yt wȧs yh śun, wu’h dö bej kuma”. Ȧna fjyr ȧn hołwa liter śnops, kiöefta...
koüfta zy mih roüs fu dar mejł. Rüfa zy, bo yh his Figwer, ny? Za... wi’h jung wiöe,
rüfa zy, do’h zo. Ȧ yhy gydöht, do dar höt mih diöt, ferśtejt dy froü? Do’ȧ diöt mih
rift. Ȧ diöt wiöe, wo zy fün yn mejł. Te, Tymuś..., no, co pociąg jedzie, śyna, ejwer
dy, no nöht wöst yh śun. Ym drȧj s’mügjys bröht... fün zy myt mer yn ham, yn drȧj
s’mügjys. No ȧn dö wiöe nimyd ny, ziöet mer dy mama: „Zejh jok, dü, dü byst zu
hałcśtiöek, do dy ny... dy głiöest ny y mjyr, ok y jyn”.
Yhy cug mih oüs, cydyjyśt wüś yh mih, nöht cug yh mih oüs. Ȧmöł kymt dy mama
gyfłün, ȧ s’wiöe dy tjyr ny cügymaht, ȧ mȧj tȧta wiöe y England. U Andersa, bo
har ȧdkłüf fon [fun] doüća drowa ȧn’ȧ ging diöt, ȧ zy, y Belgja, y Belgja gingja
zy cwej. Ȧ wen dy Doüća zy heta gyfanga, to derśłüga zy. Dos wiöe wojna, ny?
Ȧn dy mama ziöet: „Ȧdkłoüfźe, gej ufȧ kjyhüf, gej ufȧ kjyhüf!”. Bo dy śoün hotwer ny, bo s’brit, zy ferbrant, dy jyśty. Ym noünȧndresik [noünȧndresikjer] jür
(1945). Ging yh ufȧ kjyhüf ȧn cwyśa growa [grywyn], groby, no, łot yh mih nejder
ym... yr... dos, ym hembła. Wȧst, ȧzu cötyt yh. Do’ȧ wyt kuma, oder ȧr wöst ni,
ȧ hot mih... ȧ ziht byśtenik. Ȧ dy mama ziöet: „Ȧ wos wyłsty, der foter höt’s śun
gynuma, ȧ dü kymst oü?”. Bo s’wiöe ȧzu. (...) Zy köma fo [fu] Śrȧjwadiöf, bo zy...
na poniemieckie, no. Frasa, trynkja, ȧ nöht, „co moje – to twoje”. Ȧn zu wiöe’s,

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

no. No to ging’ȧ, łis’ȧ mih. Hot yh nöhta rü. Oder wi s’Inga oü, do ziöet’s mer ȧzu:
„Hela, wȧst? Yh mü der dos ziöen, dy Rüsa wün hundyt möł beser wi dy Pöła”.
„Ȧ fyrym?”. „Zy gön yns cy, cy asa, s’mytagasa”. Zu trüga zy, do di hyhjer ny
wysa. No güty łoüt, wo ejweron, y idum dos zȧjn.
Jak mnie putek (ojciec chrzestny) wykupił za pół litra wódki
Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2012.
Nie było tyle samochodów, tylko nasza straż, poczekaj tylko, straż, jechali wozem
i z nim, tam, bo w młynie był pożar, paliło się zboże. No to musieli jechać, no
gasić. A ja szłam, ja się bałam, że mnie zostawią. A mój putek, przyszedł i powiedział mi „No Helena”, bo ja się nazywam Hela, „No skąd się tu wzięłaś? Czemu
nie uciekłaś, czemu się nie schowałaś?”. Za chwilę brali, to był taki smród i czarno
ze zboża, nie? Co się paliło. I z tyłu, muszę wam to powiedzieć, z tyłu, po tyłku
(obmacywali). „Jezus”, powiedziałam, „teraz już wiem, na co tu przyszłam”. I za
pół litra wódki mnie wykupili z tego młyna. Wołali, bo ja się nazywałam Figwer,
nie? Jak młoda byłam, wołali, żebym... A ja myślałam, że ten mnie tam chce, rozumie pani? Że on mnie tam woła. A tam było, co jechali do młyna. Te, Tymuś,
no co pociąg jedzie, szyny, przez te (szyny), no potem wiedziałam już. O trzeciej rano przywieźli... jechali ze mną do domu, o trzeciej w nocy. No a tu nikt
nie przyszedł, powiedziała mama: „Popatrz tylko, ty jesteś taka uparta, nie wierzysz mi, tylko im”. Rozebrałam się, najpierw się umyłam, potem się rozebrałam.
Naraz mama przylatuje, a drzwi nie były zamknięte, a mój tata był w Anglii. U Andersa, bo on uciekł z niemieckiego wojska i poszedł tam, a oni, w Belgii, w Belgii
poszło dwóch. A jakby Niemcy ich chwycili, to by ich zabili. To była wojna, nie?
A mama powiedziała: „Uciekaj, idź na cmentarz, idź na cmentarz!”. Bo stodoły
nie mieliśmy, bo się spaliła, spaliła się pierwsza. W 1939 (1945) roku. Poszłam na
cmentarz i pomiędzy groby, groby, no położyłam się w tym, w koszuli. Wiesz, tak
się trzęsłam. Że on przyjdzie, ale on nie wiedział, on mnie szukał ciągle. A mama
powiedziała: „A co chcesz, twój ojciec ją już wcześniej zabrał, a ty jeszcze też
przychodzisz?”. Bo tak było, (...) przyszli (wysiedlający) z Pisarzowic, bo, na poniemieckie, no. Żreć, pić, a potem co moje, to twoje. I tak było, no. No to poszedł,
zostawił mnie. Miałam potem spokój. Ale jak Inga też, to powiedziała mi tak:
„Hela, wiesz? Muszę ci to powiedzieć, Ruscy byli sto razy lepszi niż Polacy”.
„A czemu?”. „Bo oni dawali nam jeść, obiad”. Tak nosili, żeby ci wyżsi nie wiedzieli. No dobrzy ludzie, co wszędzie, w każdym tym (narodzie) są.

71

�72

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[30]
S’kynd bypiśt ȧ sowjetyśa drowa
Taksła-Nüśa (1920–2012), 2009.
Ȧn dos wiöe ȧzu śejn, wi’s klin wiöe. Ȧn dö cy... wun
der Kowalczyk ej, no do wün... bo dy, di köma, di di...
ȧn dy oficjyn wün oü. Oficjyn wün cym jes... Köma
zy, köma zy cy yns oü ȧn s’Hela hot ȧ jür. Ha ha, do
bȧwjȧt’ȧ’s, ojej, bȧwjȧt’ȧ’s. Ȧ dos wiöe nöhta ȧzu... Yh
wa ziöen, wi’s ej. Ejs... byzȧht’ȧ. Ȧ yhy ziöet’um, yhy ziöet: „Wos höt gymaht”.
Ȧ, har ziöet: „Yhy ho oü zyty, y dyham”. Di oficjyn wün ȧbysła gyśȧjter.
Dziecko obsikało radzieckiego żołnierza
Anna Sznajder (Schneider) z d. Danek (1920–2012), 2009.
I ona była taka ładna, jak była mała. I tu, gdzie jest Kowalczyk, no to byli...
bo ci, ci przyszli, ci, a oficerowie też byli. Oficerowie byli u tego... Przyszli,
przyszli do nas też, a Hela miała rok. Ha ha, to bawił ją, ojej, bawił ją. A ona
była potem taka... powiem, jak jest. Ona go obsikała. A ja mu powiedziałam:
„Co narobiła”. A on powiedział: „Ja też mam taką w domu”. Ci oficerowie byli
trochę mądrzejsi.
[31]
Ȧ güter Rüsek hyłft
Taksła-Nüśa (1920–2012), 2009.
Ȧ nöht hotwer ȧn... ynzer müter kant dan, mȧj müter.
Bo wer hota kȧ rü ny. Ȧzu köma zy s’nahts ȧn ȧzu di,
di... ȧn śisa, ȧn mȧłȧjhtwos maha. Ȧzu kunda zy cykrigata. No to hotwer ȧn oficer, ȧ dy müter, di kund’um
śmȧjhln. Di maht’um inda arpuł [arpułn] ȧna ȧ e,
śług’s, cwe e. E, wiesz co to jest e?
– Ju.
No maht’s’um inda s’öwyts. Ȧ dar wiöe ȧzu fruł, ȧzu śmekt’um dos. Hotwer rü.
Nimanda łis’ȧ ny cü. Do imyd wje kuma ȧn yhta, yhta oüszeca. Nȧ, ȧ łis nimanda
cü. Ȧzu fruł wiöe’ȧ. Ȧzu wiöe’ȧ ȧ ganca mönda, ȧ mönda wiöe’ȧ gywys. No do
nöhta gingj’ȧ. Nöhta, oder nöhta wiöe dos ȧbysła beser, ym śłȧhsta wiöe der, dy...
der ofang, wi zy köma. Wi zy köma wiöe’s ym śłȧhsta.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

„Dobry Rusek” pomaga
Anna Sznajder (Schneider) z d. Danek (1920–2012), 2009.
A potem mieliśmy jednego... nasza matka znała tego, moja matka. Bo nie mieliśmy spokoju. Tak przychodzili w nocy i strzelali i różne rzeczy wyrabiali. Tak
umieli dokuczać. No to mieliśmy jednego oficera, a matka, ona mu umiała się
podlizywać. Zawsze mu robiła ziemniaki i jajko, wbiła dwa jajka. Wiesz co to
jest?
– Tak.
No, zawsze mu robiła wieczorem. On był taki zadowolony, tak mu to smakowało.
Mieliśmy spokój. Nikogo nie dopuścił. Żeby ktoś przyszedł i coś narobił. Nikogo
nie dopuścił. Taki był zadowolony. Tak był, cały miesiąc chyba był. No to potem
poszedł. Potem, ale potem było już trochę lepiej. Najgorszy był początek, jak przyszli. Jak przyszli, to było najgorzej.
[32]

Dy Rüsa nama s’fad
Taksła-Nüśa (1920–2012), 2009.

Mȧj foter, bo har śtiörw jung. Mȧj foter hot fynfȧnzȧhcik jür. Hotwer ȧn zyta jung fad, cwejürikja, ȧ zyta
świöecys. Ȧ zej nöma ołys. Hotwer dos ym ołda, bo
ȧ zyty ołdy, di, di hyt wiöe nö ny. Yr ołda, do diöt, der
foter go jum diöt cy frasa, ołys, diöt wiöe’s cügymaht,
no oder di, di Rüsa hota dos oüsgyjest, do diöt ȧ fad ej. Wi zy weter fün, hisa zy
ufmaha ȧn s’fad nöma zy, ȧn s’wiöe fjetik. Ȧ zyta śejn świöec fad. Wo’s’ȧ gyfełt,
dos noma zy.
„Ruscy” biorą konia
Anna Sznajder (Schneider) z d. Danek (1920–2012), 2009.
Mój ojciec, bo on umarł młodo. Mój ojciec miał sześćdziesiąt pięć lat. Mieliśmy takiego młodego konia, dwuletniego, takiego czarnego. A oni brali wszystko. Mieliśmy
to w starym (domu), bo taki stary, tego domu jeszcze nie było. W starym domu, to tam
ojciec dawał mu jeść, wszystko, tam było zamknięte, no ale ci, ci Ruscy to się wytegowali (dowiedzieli), że tam jest koń. Jak odjeżdżali, kazali otworzyć i konia wzięli
i było po wszystkim. Taki piękny, czarny koń. Co się im podobało, to brali.

73

�74

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[33]
Wi zy yns noma, dy Neuman-Mejł cy feleśa
Abda-Inga (1928–2016), 2009.
Y dy mejł wi zy yns noma, ȧn diöt dar ubowjec, dar
wułd diöhoüs, do yhy mytum gej yn zek diöt jynta.
Ȧ yhy łaht’ȧ oüs, oder diöt wün oü büwa, di müsta
gywast fum AK zȧjn. Di zosa dy gancy naht ben yns,
ȧn zy fercyłta ȧn zy łahta ȧn wjyr oü myta. Ȧn fu dam
cün, do yh ny ging mytum, do go’ȧ mih diöt, bo y zyta rün kom s’gytrȧd, wȧł dy
mejł wiöe undercunda gywast. Ȧn wi zy gyłeśt hota, to kom dos hȧsy gytrȧd nöhta.
Müstwer dos y dy zek nȧjłön ȧn dy zek hywa cym fanster roüs. Zyty gancy cetnan.
Ȧn do go’ȧ mih cy dam łecta rür, wu zytys ganc hȧsys gytrȧd kom. Bocy mügja
kund yh śun kȧ wüt ny ziöen. Fu dam śtoüb.
Jak nas wzięli do gaszenia młyna Neumanna
Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
Do młyna, jak nas wzięli i tam ten ubowiec. On chciał koniecznie, żebym z nim
poszła do tych worków tam gdzieś. A ja go wyśmiałam, ale tam byli też chłopcy, oni
musieli być z AK. Ci siedzieli całą noc przy nas i opowiadali i się śmiali, a my też
z nimi. A z tej złości, że z nim nie poszłam, to dał mnie tam do takich rur, bo w takich
rurach szło zboże, bo ten młyn był podpalony. I jak gasili, to przychodziło potem to
gorące zboże. Musiałyśmy to wpuszczać do worków i te worki podnosić i przez okno.
Takie całe cetnary. No to dał mnie do tej ostatniej rury, gdzie takie całkiem gorące
zboże szło. Do rana nie mogłam już powiedzieć ani słowa. Z tego kurzu.
[34]

Der jyśty mȧj wymysiöeryś
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Gryhta nöm krig, wa’h der ziöen. Ym Rynk wiöe, bo
dos wiöe der jyśty mȧj, höt, höta [hota] di fu komunizm,
höt‘ȧ ym Rynk ȧ zyta erzemlung [trof], fu ciglȧj gingja
oü dy łoüt uf dan Rynk. Ȧ wjyr, jungy Wymysiöejer,
bo dos wün jok Wymysiöejer, ziöeta ȧzu: „Wȧsty wos”
– no wjyr wün jung, ziöeta zy: „Wjyr, wjyr gejn yns yn Bibiöewjec, diöt hower ȧ
ȧkordeon, diöt wawer ȧbysła zyca ȧn zyngja”. Ȧ s’höt dos imynd [imyd] gryhta gyziöet ufum Rynk. No, ny łang wiöe dos dö. Köma gyfłün zyty... no, zyty nygüty
łoüt. Dos wün kȧ Wymysiöejer. Ȧna zy hon yns gyfanga, wȧsty. War wiöe ȧdkłoüfa,
wiöe’ȧ güt, ȧ war, wan zy hon gyfunga [gyfanga], ging’ȧ dy gancy naht uf dy policȧj,

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

diöt zösa zy yr, ym kałer pocy mügja. Ȧn s’mügjys füta zy di junga łoüt, bo y... ufer
Byłc brant der... dy mejł. Füta zy diöt di łoüt y dy at. [...] S’höt dos imynd [imyd] gyziöet ufum Rynk ȧna, di nygüta łoüt zȧjn gryhta kuma ȧn zy hon yns gyfanga. Ȧ yhy
wiöe... yhy ȧdkłüf, ȧna bym Mjeta, diöt wiöe ȧ zyty łȧter undum hoüz. Fjym hoüz.
Yhy cug di łȧter uf mejh, ȧna h’zos under dar łȧter. Wen zy heta kuma, heta zy mih
derwjygt [derwügt].
Świętowanie Pierwszego Maja po wilamowsku
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Zaraz po wojnie, to ci opowiem. W rynku, bo to był pierwszy maja, mieli ci komuniści, mieli w rynku takie zebranie, od cegielni szli też ludzie na ten rynek.
A my, młodzi Wilamowianie, bo to byli tylko Wilamowianie, powiedzieliśmy tak:
„Wiesz co”, no my byliśmy młodzi, powiedzieli: „Idźmy sobie do Bibowca, tam
mamy akordeon, tam trochę posiedzimy i pośpiewamy”. A ktoś to zaraz powiedział
na rynku. No niedługo to trwało. Przylecieli tacy... no tacy niedobrzy ludzie. To
nie byli Wilamowianie. I oni nas łapali, wiesz. Kto uciekł, to dobrze, a kto, kogo
złapali, poszedł na całą noc na policję. Tam siedzieli w piwnicy aż do rano. A rano
wywozili tych, tych młodych ludzi, bo... w Bielsku palił się młyn. Wywozili tam
tych ludzi do pracy. (...) Ktoś to powiedział na rynku i ci niedobrzy ludzie zaraz
przylecieli i nas łapali. A ja byłam... ja uciekłam i u Mjety tam była taka długa drabina pod domem, przed domem. Pociągłam tą drabinę na siebie i siedziałam pod tą
drabiną. Jakby nadeszli, to by mnie udusili.
[35]

Ȧ gyśȧjty Wymysiöejeryn bywjet koroln
Lüft-Nüśka (1923–2010), 2007.

Wen zy köma y dy hyt, ȧn zy zöha, zuhta zy jok dy łod,
wu dy łoda zȧjn. Ȧn wen’ȧ dos ny past, to freta zy: „Ȧ
wun zȧjn dy korol?”. To dy nökweryn dö hot ȧ zyta
grusa dibzak, ym rök, ȧn zy köma oü. No „dy korol”
ȧn „dy korol”. Ȧn zej nom dan boütuł myt dan, myt
dan korol cwyśa dy fis, ȧn zy hüłd dos. Ȧn zej bytofta zy ejweron. Gancy bytofta zy
zy, ȧn dy korol funda zy ny, bo zy hot ȧ zyta twiöegzak. Ȧn zyta twiöegzak hot zy...
ȧjgynyt, y dam rök, ȧ wen yhta kom, wen wer zaha, zyty fyngjela oba üryngla, zyty
zaha hejnłeta, to nom zy jok dan dibzak cwyśa dy fis, ȧn mytum śjyctüh dakt zy zy
cü ȧn zy zös... wösta śun nist. Ȧn zy bytofta zy ganc.

75

�76

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Sprytna Wilamowianka ratuje korale
Anna Zejma z d. Fox (1923–2010), 2007.
Jak przyszli do domu, to widzieli, szukali tylko skrzyni, gdzie są skrzynie. A jak
im to nie pasowało, to pytali: „A gdzie są korale?”. To ta sąsiadka tu, to miała taką
dużą kieszenń w spódnicy, a oni przyszli też. No „korale i korale”. A ona wzięła ten
worek z tymi koralami pomiędzy nogi i trzymała to. A oni ją obmacywali wszędzie.
Całą obmacali, a korali nie znaleźli, bo miała taki worek jak na ser. Taki worek jak
na ser miała zaszyty w tej spódnicy. A jak coś przyszło, takie rzeczy jak pierścionki
albo kolczyki, takie rzeczy jak żeśmy chowali, to ona brała tylko tą kieszeń pomiędzy nogi i fartuchem przykryła i oni już nic nie wiedzieli. A całą ją obmacali.
[36]
Oüz ȧ jung mȧkja ym pikus
Holećkla-Helka (1928–2017), 2009.
Zy köma. To gingja zy ym dy hyta rym ȧn zy... zy zühta, dy mȧkja, dy mȧkja. Wi zy yns derfün, dy mȧkja,
to łeta zy zih śun hejn, miöehja. Ȧ yhy wöst nist ny.
Köma zy mih ȧna myt mjyr... „Zosty kuma” – ziöeta
zy mer. No do ging yh hałt myta myt. „Bo wen ny, to
wyt śłȧht myt’üh zȧjn” – ziöeta zy gryhta, ferhisa zy mer. Yhy füng o cy grenn,
no oder zy noma mih uf dy Bejł, ȧn diöt müstwer łejgja ufum füsbödum. Ȧn, ȧn
śłüfwer ufum füsbödum, bo wjyr wün dresik mȧkja. Mȧśjytwer fu Wymysoü bocy
uf dy Byłc cyfüs. Füt yns nimyd ny. Ȧn wer grynn. Dy mama kund oü nist ny ziöen.
„Bej śun śtył, yh wa kuma cy djyr, yh wa dih diöt byzihja” – kom zy. Kom zy zan,
wo yhy diöt mah. Ȧna oba, wo wer ny maha nist. Miöehysmöł mahtwer nist, ȧ miöehysmöł gingwer, nöma zy yns, dy Rüsa derzȧnk wün ju dö. Do nöma zy yns, do
wer yhta diöt ufroüma zuła, ejweron wu’s’ȧ ym śmüciksta wje... wiöe. To müstwjyr
gejn ȧn wer müsta roüma. Zyty cȧjta hotwer, jungy cȧjta. Wos wiöe, ȧ jung mȧkja
wiöe’h derzȧnk, oder h’müst śun... No do zöswer, cwü woha wiöe dos gywys, ȧn
nöhta müsta zy yns cy asa gan, zöfuł mȧkja wi wün. Diöt nöma zy yns cyr at ufer
Bejł, ȧ njen wośa ȧn öernung maha. Wȧs yh, nö wam dos wiöe? Bo dos wiöe łydik
śun. Ȧna... ȧna wjyr müsta dos ołys ufroüma. Ȧ wi wer ufgyroümt hota, no do gön
zy yns diöt yhta cy asa. Zyty plipzüp [pipzüp], mȧłȧjhtwosfer ȧny, wiöe dos ny güt.
Oder hunger wiöe, do... wjyr hyngjyta, to öswer ołys uf. Wo wer grynn. Ȧ wi zy yns
roüsłisa, cwü woha wiöe dos, zöswer diöt, mjyr śȧjnt’s, oder drȧj woha, śun gydenk
śun ȧni ny gynoü. No do kömwer yn ham, ȧn wer köma diöt, myt jen fȧldyn oła fur
Byłc. Myta fȧldyn, wi zy yns roüsłisa, bo wer głiöeta nö ny, do wer frȧj zȧjn. Do wer
yn ham kyna gejn, do zy yns wejder ny wan huła. Fütwer yns okriöepnje. Oder zy

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

köma ny. Oder dy mȧkja müsta ekstra zyca, ȧ dy ełdyn oü ekstra zyca. Tȧta nöma zy
oü, oü zos’ȧ diöt ym lager, ufer, ufer Był... ufer Bejł wiöe dos. Ȧ zyta ława hotwer,
dos junga ława ȧzu troürik, ȧzu śłymp, ȧzu... Wen yh hoüt fu dam ołum denk, wje’h
ju nö hoüt grenn. Dos wiöe ju śreklik. Wjyr wün ju nimanda nist ny śyłik, zyty
kyndyn, jungy mȧkja wüwer, y dy śül gingwer nö. Ȧna zu yns byhandułn? War höt
dos... Do zy güt myt śejna wjytyn wjyn cy yns kuzta [kuza], oba heta zy gükja y dy
at gynuma, cyr at, oder ȧzu łoütyś. Oder dos wiöe jok ołys ȧzu... mȧłȧjhtwi.
Jako młoda dziewczyna w areszcie
Helena Nowak z d. Nikiel (1928–2017), 2009.
Przyszli. To chodzili po domach i szukali dziewcząt, dziewcząt. Jak się dowiedziały, dziewczyny, to już się chowały niektóre. A ja nic nie wiedziałam. Przyszli
po mnie i ze mną: „Masz przyjść” powiedzieli mi. No to przecież z nimi poszłam.
„Bo jak nie, to będzie z wami źle”, od razu mi powiedzieli, obiecali mi. Zaczęłam
płakać, no ale wzięli mnie do Białej i tam musiałyśmy leżeć na podłodze. I i spałyśmy na podłodze, bo byłyśmy tam trzydzieści dziewcząt. Maszerowałyśmy z Wilamowic aż do Bielska na nogach. Nikt nas nie zawiózł. I płakałyśmy. Mama też
nic nie mogła powiedzieć: „Bądź już cicho, przyjdę do ciebie, odwiedzę cię tam”.
Przyszła. Przyszła patrzyć, co tam robię. I, albo że nic nie robimy. Czasem nic nie
robiłyśmy, a czasem szłyśmy, brali nas, wtedy Ruscy tu byli. To brali nas, żebyśmy
tam coś posprzątały, wszędzie, gdzie było brudno. To musiałyśmy iść i sprzątać.
Takie czasy miałyśmy, taką młodość. Co było, byłam młodą dziewczyną wtedy, ale
musiałam już... No to siedziałyśmy dwa tygodnie to było chyba. No i musieli nam
coś jeść dać, tyle dziewczyn, co nas było. Stamtąd nas wzięli do pracy do Białej,
podłogę myć i robić porządek. Czy ja wiem, po kim to było? Bo to było już puste.
No i my musiałyśmy wszystko sprzątać. A jak już miałyśmy posprzątane, no to dali
nam tam coś do zjedzenia. Taką pipę byle jaką, to było niedobre. Ale głód był, głodowałyśmy, to zjadłyśmy wszystko. Co my się upłakałyśmy. A jak nas wypuścili,
dwa tygodnie to było, siedziałyśmy tam, tak mi się wydaje, albo trzy tygodnie. Już
nawet nie pamiętam dokładnie. No to przyszłyśmy do domu i przyszłyśmy tam,
tymi polami całymi z Bielska. Polami, jak nas wypuścili, bo jeszcze nie wierzyłyśmy, że jesteśmy wolne. Że możemy iść do domu, że po nas znowu nie przyjdą.
Strasznie się bałyśmy. Ale nie przyszli. Ale dziewczyny musiały siedzieć osobno,
a rodzice osobno. Tatę też wzięli, też siedział tam w lagrze. W Biel... w Białej to
było. Takie miałyśmy życie, tą młodość taką smutną, taką złą. Jak dzisiaj o tym
wszystkim myślę, to jeszcze bym dzisiaj płakała. To było straszne. Nikomu nic nie
byliśmy winni, takie dzieci, młodymi dziewczynami byłyśmy, do szkoły jeszcze
chodziłyśmy. I tak nas traktować? Kto to... Jakby mówili do nas ładnymi słowami,
albo by nas wzięli chociaż do pracy, ale tak po ludzku. Ale to wszystko było tylko
tak byle jak.

77

�78

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[37]
Ȧ bejzer, doüćer śiłer
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Stiehr, Stiehr wiöe oü ȧ, ȧ łjyt oü. No to wȧsty wos, har,
mȧj kuzin, der Jüza wiöe ȧzu ołd wi yh. Ȧna wjyr gingja
bȧdy y ȧ śül. Ȧ nöhta, har kund, no, ȧ łjyt zih śłȧhter wi
yh. Bo wȧsty dy mȧkja wün inda beser. Nöhta ziöet’ȧ,
ziöet’ȧ jum ȧzu: cyderjyśt jat’ȧ’an ȧzu mytum, myt ȧm,
taką mioł loske, ȧ nöhta ziöet’ȧ: „Gej y dy aptyk ȧn kiöef mer hau blau!”. Ȧn dos wiöe
ju nist jok „hau blau”, jat’ȧ’an ȧzu, do’ȧ wiöe ganc błöw.
Zły niemiecki nauczyciel
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Stiehr, Stiehr był też, uczył też. No to wiesz co, on, mój kuzyn, Józek, on był w tym
wieku, co ja. I my chodziliśmy razem do jednej szkoły. A potem, on umiał, no uczył
się gorzej niż ja. Bo wiesz, dziewczynki były zawsze lepsze. Potem powiedział,
powiedział mu tak, najpierw go bił tak z, taką, taką miał laskę a potem powiedział:
„Idź do apteki i kup mi hau blau”. A to nie było nic, tylko „hau blau” (bij aż będzie
niebieskie), tak go bił, że był cały niebieski.
[38]

Ȧ briw wymysiöeryś gyśrejwa
Lüft-Nüśka (1923–2010), 2007.

Wi dy Doüća dö wün, wi zy köma dö nȧj, ȧn yh hot
ȧ feter, ȧ feter y Frankrȧjh. Ȧn wjyr kunda ny śrȧjwa
cünum. No to śrȧw yh ȧn briw wymysiöeryś, oder ȧn
grusa briw, bo wer wułda jum gan cy wysa, wo dö zih...
bo har śrȧw, wiöe... wiöe noügjyrik, wos zih dö maht.
Bo dy Doüća diöt ferśidnikjy... zaha mahta zy. Wo dy
Doüća dö maha, op wer ława, dos wszystki, dos ołys fret’ȧ. Ȧn yhy kund nist jum ny
śrȧjwa, bo s’wiöe... dy cenzür wiöe. No to śrȧw yh wymysiöeryś. Yta wi’ȧ dyham
wiöe, śprȧh yh ȧzu: „No, Frana-feter, wos wöster fu dam briw, wo yhy śrȧw [oüh?]
wymysiöeryś?”. „Nist wöst yh, h’hot nö mejer strah ym oüh, wi’s y dam briw ołys
wiöe gyśrejwa, bo’h wöst nist ny derfön”.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

List napisany po wilamowsku
Anna Zejma z d. Fox (1923–2010), 2007.
Jak tu Niemcy byli, jak wkroczyli, a ja miałam wujka, wujka we Francji. A my nie
mogliśmy do niego pisać. No to napisałam list po wilamowsku, ale duży list, bo
chcieliśmy mu dać znać, co tu się dzieje. Bo on pisał, był ciekawy, co się tu dzieje. Bo Niemcy robili różne rzeczy. Co Niemcy tu robią, czy żyjemy, to wszystko,
o wszystko pytał. A ja mu nie mogłam nic napisać, bo była cenzura. No to napisałam po wilamowsku. Teraz, jak był w domu (w Wilamowicach), powiedziałam tak:
„No wujku Franku, coście wiedzieli z tego listu, co do was napisałam po wilamowsku”. „No nic nie wiedziałem, jeszcze bardziej się o was bałem, co w tym liście
wszystko było napisane, bo nic z niego nie wiedziałem”.
[39]

Opyłys y Ałca
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

Do yhy mytum Biöetuł-feter, füwer ju ufȧ, ufȧ, niby
wen wiöe opyłys, do der Biöetuł-feter wiöe y bekjerȧj,
har kund płacła baka zyty... Zyty płacła, wi dos śyseła
ej, wün gybaka ufum... śjywa, no do wiöe’ȧ, drȧj oba
fjyr zyty śjywa büh, no to wün s’kymt cy ziöen, zȧhs,
cwełf zyty... uf ȧm śjywa, myt twiöeg ȧn myt cöker ȧn myt, myter posypka. Do
ferkoüft’ȧ ufum opyłys, ferśtejsty? Ȧn wjyr, kyndyn, füwer ufȧ opyłys myt. Oder
nöhta go’ȧ yns, wi’ȧ ołys ny hot ferkoüft, no do krigtwer oü, wer hota ju kȧ giełd
ny. No gük dos wiöe dö der feter, dy Biöetuł-müm ȧn mȧj baba – dos wün śwastyn,
no ny? Dos wiöe kuzynka, dy Tera-müm, wo ȧ fiöen hot ȧ zun. No do wüwer inda
ufum, do denk yh, wi dy Ełcnyn gingja ogycün.
Odpust w Hałcnowie
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Bo ja z Botuł-fetrem (wujkiem), jechaliśmy na, no jak był odpust, bo Botuł-feter
był w piekarni, umiał piec takie ciastka. Takie ciastka, jak ta miseczka. Były pieczone w formie, to były trzy, albo cztery takie formy piekł. No to były, przyjdzie
powiedzieć sześć, dwanaście takich, na jednej formie. Z serem, cukrem i posypką. To sprzedawał to na odpuście, rozumiesz? A my, dzieci, jechaliśmy na odpust
z nim. Ale potem nam dawał, jak wszystkiego nie sprzedał, to dostawaliśmy też,
no my nie mieliśmy pieniędzy. No chociaż to był wujek, bo ciotka Botłowa i moja
babcia to były siostry, nie? To była kuzynka, ciotka Tera, co miała syna księdza. No
to byłyśmy zawsze na..., pamiętam, jak Hałcnowianie chodzili ubrani.

79

�80

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[40]
Dy jyśta Wymysiöejyn wün y Wymysdiöf
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
No wȧsty wos, ȧzu gynoü wösta zy ju oü ny. Jok oły
ziöeta, wjyr zȧjn „hołdy-bołdy”. Bo nimyd ferśtand
[ferśtind] di śpröh ny. No to müsta zy zȧjn fu jynt
kuma, ny? Ȧn cyderjyśt wün zy y Wymysdiöf, oder
diöt höt’s’ȧ ny gyfoła, dos hon fercyłt di ełder łoüt.
Diöt höt’s’ȧ ny gyfołt, bo s’wün ȧbysła gybjygja. Ny grusy, oder zyty. Ȧn zy köma
wejder dö, ȧn dö fełta zy, bo dö wiöe ejweron puś. Fełta zy di biöem, ȧna zy wönta
wejder dö. No s’mü dos hon gytoüyt łang, do zöfuł nöhta... no, s’wün ju ny hefa.
Pierwsi Wilamowianie osiedlili się w Starej Wsi
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
No wiesz co, tak dokładnie też nie wiedzieli (skąd pochodzą Wilamowianie). Wszyscy tylko mówili, że jesteśmy „hołdy-boldy”. Bo nikt nie rozumiał tego języka. No
to musieli skądś przybyć, nie? I najpierw byli w Starej Wsi, ale tam im się nie
podobało, to opowiadali ci starsi ludzie. Tam im się nie podobało, bo było trochę
górek. Nie duże, ale takie. I przyszli znowu tu, a tu walili, bo tu był wszedzie las.
Walili drzewa i mieszkali znowu tu. No musiało to trwać długo, że tyle później...
no nie było ich dużo.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Konceptualizacja przestrzeni i „naszego” miejsca
w świecie
Dy konceptuȧlizȧcyj fum fȧld ȧn fu „ynzum”
płoc ufer wełt

[41]

Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot
Linküś-Ruzła (1926–2009), 2008.

Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot. Wjyr hon ȧ śejny kjyh,
yr kjyh zȧjn drȧj ełtyn, dy ełtyn zȧjn oüsgykrycułt
ym łyndahułc ȧn der kroücwȧg ej oüsgykrycułt ym
ȧhahułc. Wjyr hon... byr kjyh zȧjn oü nuna. Zy hyłfa yr
kjyh, ȧny śpejłt ufer bejn, ufer ügl ȧna ȧny ej wejder yr
dryskomer, zy ergjyt zih diöt myt dan büwa. Wjyr hon oü ȧ śejna Rynk. Ym Rynk
zȧjn hefa gywełn, wjyr kyna yns ołys ȧjkiöefa, ławamytuł, ocycin. Ufer ek ej oü ȧ
krȧćum, diöt kynwer yns oüstrynkja ȧn śnops ȧna ȧ mytagasa ufasa, ȧna zu ej der
Rynk, ȧ grusy gymȧn ej, ȧ grusy śül, cy dar gymȧn gyhjyn dy djyfyn fu ynzy... ymsrod wu wün y Wymysoü. Błan gyhjyt ok fjym üwer, bo diöt ej ȧ fłus ȧna hynderum
üwer gyhjyt zy śun y dy Śtot. No to gyhjyt cy dar [dam] ynzer Wymysoü Błan, Hylćadiöf, Śrȧjwadiöf, Wymysdiöf, Denkjadiöf. Zawyś gyhjyt śun uf Brejskja. Wjyr
hon oü uf idum, idum mejtwoh ej y Wymysoü ȧ jümyt, ȧ kjymys. Do kon’ȧ yns,
kynwer yns oü ołys kiöefa. Dy łoüt kuma gyfiöen fu wȧjt ȧna zy brengja dy wiöer,
ȧn dy ander łoüt kuma wejder gyfiöen kiöefa. Ȧzu ejwer dos... oły mejtwoh ej, ej
ȧ ben yns ȧ zyter jümyt. Wjyr hon oü śejny pȧhśtrösa. Grusy, brȧty śtrösa. Ȧn by
dan śtrösa zȧjn śejny hyta gyboüyt. Śtekikjy hyta. Hułchyta zit mon [mȧ] oü, oder
zjyr wing. Imyd [ind jynt] tryft zih nö fu hułc ȧ hyt, oder zjyr wing. S’ej ejweron
ufgyroümt, zy, zy... s’zȧjn yn, yn gatła błimła ȧn puśbiöemła gyzoct. S’ej ejweron
öernung, ufgyroümt. Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot.
Wilamowice to piękne, małe miasto
Rozalia Hanusz z d. Nowak (1926–2009), 2008.
Wilamowice to piękne, małe miasto. Mamy piękny kościół, w kościele są trzy
ołtarze. Ołtarze są wyrzeźbione w drewnie lipowym, a droga krzyżowa jest wyrzeźbiona w drewnie dębowym. Mamy... w kościele są też zakonnice. Pomagają

81

�82

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

w kościele, jedna gra na chórze na organach, a jedna jest z kolei w zakrystii, zajmuje
się tam ministrantami. Mamy też piękny rynek. Na rynku jest wiele sklepów, możemy sobie tam wszystko kupić: jedzenie i ubrania. Na rogu jest też karczma, tam
możemy sobie wypić wódkę i zjeść obiad. Tak wygląda rynek. Jest też duża gmina,
duża szkoła. Do tej gminy należą wioski dookoła Wilamowic. Bielany należą tylko
przed brzegiem (Soły – Zasole Bielańskie), bo tam jest rzeka, a za rzeką należą
już do Kęt. No to należą do tych naszych Wilamowic Bielany (Zasole Bielańskie),
Hecznarowice, Pisarzowice, Wilamowice, Dankowice. Jawiszowice należą już do
Brzeszcz. Mamy też w każdą środę targ. To możemy tam sobie też wszystko kupić.
Ludzie przyjeżdżają z daleka i przywożą towar, a inni ludzie przyjeżdżają z kolei coś
kupić. I tak każdej środy jest u nas taki targ. Mamy też piękne asfaltowe ulice, duże,
szerokie ulice. A przy tych ulicach stoją piękne domy, piętrowe domy. Drewniane
domy widać, jeszcze, ale bardzo rzadko. Czasem jeszcze się zdarza drewniany dom,
ale już bardzo mało. Wszędzie jest posprzątane, w ogródkach są kwiaty i iglaki.
Wszędzie jest porządek, posprzątane. Wilamowice to piękne, ładne miasto.
[42]
Dy jyśta Wymysiöejyn wułda ny błȧjn
y Wymysdiöf
Taksła-Hȧla (1923–2020), 2014.
Fylȧjht, fylȧjht, water... water kuma uf dos, do, fu wu dy
łoüt zȧjn, bo... Wen zy wün oü ȧzu, do zy... ny wułda diöt
zȧjn, bo diöt zȧjn... wün zyty groble i takie se to, w Starej
Wsi, no to köma zy uf Wymysoü dö, hota zy zih ȧjgyzidlt.
Pierwsi Wilamowianie nie chcieli zostać w Starej Wsi
Elżbieta Sznajder (Schneider) z d. Danek (1923–2020), 2014.
Być może, być może dojdziecie do tego, skąd ci ludzie pochodzą. Jak byli też tacy,
że... nie chcieli tam być, bo tam były takie groble i takie se to, w Starej Wsi (nierówny teren). No to przyszli do Wilamowic, tu się osiedlili.
[43]
Fyrym hȧsa zy Underum Puś
Puś-Pejter-Hȧla (1930–2017), 2009.
Wi dö wiöe Underum Puś? No güt, no dö wiöe ȧmöł
gywast ȧ puś, wȧst? No. Oder di ołda łoüt hon dos ołys,
dan puś likwidjyt, und zy hon hoüzyn ufgyśtełt. No.
– Ȧn diöh dos ej dö gyhȧsa Underum Puś?

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Underum Puś, bo dö wiöe... yh denk dos ny, yh denk dos ny, oder mȧj, fylȧjht, dy
baba, wje zy dos denkja, do dö wiöe ȧ puś.
Dlaczego jedna z dzielnic Wilamowic nazywa się Pod Lasem
Elżbieta Gandor z d. Fox (1930–2017), 2009.
Jak tu było Pod Lasem? No dobrze, no tu był kiedyś las, wiesz? No. Ale ci starzy
ludzie cały ten las zlikwidowali i postawili domy, no.
– I przez to nazywało się tutaj Pod Lasem?
Pod Lasem, bo tu był.... ja tego już nie pamiętam, ale moja, może moja babcia by to
jeszcze pamiętała, że tu był las.
[44]

Der Jüdaśtȧjg ȧn der Pöłaśtȧjg
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

– Der Jüdaśtȧjg ȧn Pöłaśtȧjg dos wiöe dosnymłikjy?
Dosnymłikjy. Bo Jüdaśtȧjg... nöht wün śun kȧ Jüda ny,
ȧ nöhta gingja dy Denkjadiöfyn, dy Wymysdiöfyn ȧna
dos wün Pöła, ȧ wjyr wün Wymysiöejyn. Ȧn s’his dos
Pöłaśtȧjg. No.
Jüdaśtȧjg i Pöłaśtȧjg (ścieżka Żydów i Polaków)
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
– Jüdaśtȧjg i Pöłaśtȧjg to to samo?
To samo. Bo Jüdaśtȧjg, potem już nie było Żydów, a potem szli tam dankowianie,
starowsianie, a to byli Polacy, a my byliśmy Wilamowianami. No i nazywało się to
Ścieżka Polaków.
[45]

Der Bibiöewjec jyśter
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Nȧ-nȧ, der Bibiöewjec wiöe ny gryser. Ȧ wiöe fylȧjht
nö ȧbysła kliner, oder ȧ wiöe ȧ śejner, kliny puś. Diöt
hota zy ym zumer, wün oü zyty... śpejłta dy, dy... müzik.
Ȧ miöehysmöł kom ȧ junger myter ȧkordeon. Ȧna di
junga łoüt, di mȧkja ȧn dy büwa, diöt wiöe ȧ zyter płoc,
ȧbysła weter fu dȧjner hyt. Diöt wiöe ȧ zyter płoc, diöt wün kȧ biöem, jok ymsrod
wün biöem. Diöt tanctwer, diöt... zöswer ȧn wer zunga ȧna... Oder ny inda, ny inda.

83

�84

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

O dawnym Bibowcu
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Nie nie, Bibowiec nie był kiedyś większy. Był jeszcze może trochę mniejszy, ale
był pięknym, małym lasem. Tam mieli, w lecie były takie... bawili się, no zabawa. A czasami przyszedł jakiś młody z akordeonem. A ci młodzi ludzie, dziewczyny i chłopcy, tam był taki plac, trochę dalej od twojego domu. Tam był taki plac,
tam nie było drzew, tylko naokoło były drzewa. Tam tańczyliśmy, siedzieliśmy
i śpiewaliśmy i... Nie zawsze, nie zawsze.
[46]

Wi wiöe s’Biba-Jew cytȧlt
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

– S’Biba-Jew oba wi?
S’Biba-Jew.
– S’Biba-Jew. Ȧ nöhta wiöe...
No nöhta fu dam Biba-Jew, zy müsta hon dy, dy baba,
no, di gru...

– Di Prȧdźjada.
No, müsta zy hon hefa fȧld, bo nöhta gön zy dos ym Biba-Jȧśkja, ym Biba-Jüza
ȧn ym Zejma-Kȧśka, bo dos, di wiöe śun oüsgan. No to di drȧj wün uf dam jew.
(...) Dos mü zȧjn jyśter gyhot ȧner ȧna, bo di fȧldyn zȧjn ȧzu, wi ȧs fȧld wiöe
fum, fum... fum, no Hȧla-Frana, dos wiöe fum Mjeta, dos wiöe fum Biba-Jȧśkja,
dos wiöe fum Biba-Jüza. Ȧn s’Zejma-Kȧśka, ejs hot fur ander zȧjt śtrös. Di
śtrös, dar rȧja ging poca uf dy, pocam Barda. Dos wiöe ȧ hyt, no, śun ym end
Wymysoü.
Jak była podzielona Bibowa Rola
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
No Bibowa Rola. A potem było... No potem z tej Bibowej Roli, musieli mieć ci, te
babcie, ci pradziadkowie. No musieli mieć dużo pola, bo potem to dali Biba-Jaśkowi, Biba-Józkowi i Zejma-Kaśce, bo ona, ona była już wydana. No tych troje było
na tej roli. (...) To musiało być kiedyś w posiadaniu jednego i, bo te pola są (leżą)
tak, jak jest pole od Hala-Franków, to było od Mjety, to było od Biba-Jaśka, to było
od Biba-Józka. A Zejma-Kaśka, ona miała po drugiej stronie ulicy. Ta ulica, ta miedza szła aż do Bardy. To był dom już na końcu Wilamowic.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[47]

Wi yh mih łjyt śwyma bym mjer
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Yhy wiöe ju njynt, h’wiöe jok y Wymysoü. No to diöt
wiöe’h, ny? Ȧna zej gingja boda. Yhy hot oü ȧn śejna
ocug cym boda, oder ziöeta zy: „Ku myt yns ys woser!”. Wi’h ging myta ys woser, zy hułda mih ȧbysła,
bo wȧsty, yh kund ny śwyma, h’kon hoüt, bocy hoüt
ny śwyma. No oder y dam woser, y dam mjer, ging yh ȧbysła rym. Oder nöhta wiöe
zyty grusy zun, y piöer minüta wiöe’h ganc ferbrant. Ȧn di łoüt hon dos gyzan,
nom’ȧ, fü’ȧ y dy śtot ȧn’ȧ koüft mer zoüwermyłih. Ȧn’ȧ kom wejder ȧn’ȧ go’m
[ȧn’ȧ go mer] dos: „Dü müst dos byśtenik śmjen, bo wen ny, wysty ny oüshałda”.
Jak uczyłam się pływać nad morzem
Anna Foks (Fox) (ur. 1927), 2022.
Ja wcześniej nigdzie nie byłam, tylko w Wilamowicach. No to tam byłam, nie?
I oni poszli się kąpać. Ja też miałam taki ładny strój do kąpania, ale oni powiedzieli:
„Chodź z nami do wody”. Jak poszłam z nimi do wody, oni mnie trzymali trochę,
bo wiesz, ja nie umiałam pływać, dzisiaj nie..., do dzisiaj nie umiem pływać. No ale
w tej wodzie, w tym morzu tak trochę chodziłam. Ale potem było takie duże słońce,
za parę minut byłam cała spalona. A ci ludzie to widzieli, wziął, pojechał do miasta
i kupił mi kwaśne mleko. I przyjechał znowu i dał to: „Musisz to ciągle smarować,
bo jak nie, to nie wytrzymasz”.
[48]

Wi wer zih bym nökwer oüz kyndyn bawjȧta
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Zej hota dö ȧ zyta, ȧ zyta klin hytła, wjyr tancta diöt
inda, bo s’wün hefa, hefa kyndyn ȧn mȧj foter, no dos
wün, zy hota zih gan cyzoma. No ȧna di, di bow, dy, di
ołdy, zy hot inda ȧ kysła ufum hiöet, bo zy hot... s’hiöet tut’er [tot’er] wej, hot zy inda dos kysła.
Jak bawiliśmy się u sąsiada jako dzieci
Anna Foks (Fox) (ur. 1927), 2022.
Oni tu mieli taki, taki mały domek, tam zawsze tańczyliśmy, było dużo, dużo dzieci
i mój ojciec, no to byli, oni się lubili. No ta, ta kobieta, ta stara, ona miała zawsze na
głowie poduszkę, bo miała... głowa ją bolała, zawsze miała tą poduszkę.

85

�86

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[49]
Wo yh hoüt ho gymaht
Taksła-Nüśa (1920–2012), 2009.
Yhy ny, yhy... arpuł [arpułn] fȧt yh, mjen fȧt yh, ołys
cym mytagasa. Nöht ging yh ufȧ rużanjec, grod ent’ȧ
zih śun yta. No ȧn ho’h, ȧ nöht gej’h, gej’h łejgja, gej’h
oły tag uf ȧ śtund.
Co dziś robiłam
Anna Sznajder (Schneider) z d. Danek (1920–2012), 2009.
Ja nie, ja obierałam ziemniaki, marchewkę obierałam, wszystko do obiadu. Potem
poszłam na różaniec, prawie się już teraz kończy. No i... a potem idę, idę się położyć, idę codziennie na godzinę.
[50]
Der büw mytum ruta hitła
I: Abda-Inga (1928–2016), 2009.
H: Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2009.
I: Do inda fercyłt zy fu dam łoühtnikja, ȧn fu dam
büwa mytum ruta hitła. Ȧ ynzer wjytyn fercyłt dos oü.
H: Ȧ mȧj mama ny.
I: Bo byn tȧjhja, wu fejł tȧjhja wün, do, do miöehysmöł
s’fad füng zih o ufcybiöema, ȧn s’wułd ny weter gejn. Ȧn dar jat’s, ȧn zu weter. Ȧn
ołdyśt wi’ȧ nöhta zih gyzȧnt, fług ȧ büw mytum ruta hitła fu, fjym fad wȧg. Oba oü,
wi zy hisa, topielec. Dos wiöe dar büw myt dam ruta hitła.
Chłopczyk z czerwonym kapelusikiem
I: Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
H: Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2009.
I: To zawsze opowiadała o tych błędnych ogniach i o tym chłopczyku z czerwonym
kapelusikiem. A nasza gospodyni też to opowiadała.
H: A moja mama nie.
I: Bo przy stawach, tam gdzie było dużo stawów, to czasami koń stawał dęba i nie
chciał iść dalej. A ten go bił i tak dalej. I dopiero jak się potem przeżegnał, spod
konia wyleciał chłopczyk z czerwonym kapelusikiem. Albo też, jak nazywali, topielec. To był ten chłopiec z czerwonym kapelusikiem.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[51]

Der toüwuł höt ȧ feter gyfüt yn Świöeca Tȧjh
Linküś-Ruzła (1926–2009), 2009.

Mȧj dźjada ȧna zȧj brüder, s’wönt cwej zyty kynstlihjy.
Mȧj dźjada kund ołys maha. Ȧ maht ȧ kjywła, ȧ maht ȧ,
ȧ, ȧ… ȧ śof, ȧ maht, ołys kund’ȧ maha. Ȧ maht oü ȧn hüt
ufȧ, ufȧ zumer uf dy an, fu śtruw. Ȧn’ȧ fłoht dos śtruw
uf aht, myt ahtyn, myt aht yjen. Ȧna nöhta prest’ȧ dos
ȧn’ȧ nyt dos wejder cyzoma, ȧzu kunda zy ołys. Köma zy ym wynter cyzoma ȧn zy
fercyłta. Ȧ dar ander brüder, dar wiöe wejder ȧ zyter, ȧ hołwy dökter. Ȧ ging cyn kija,
wen zy hota s’kołp, wen zy zih zo okełwyn… oba ȧzu, wi yhta krank wiöe, ȧ kund,
ȧ hüłf, no. No, no cy yns kom’ȧ… hiöer ok, mü’h ȧbysła denkja. Ȧna ȧmöł rüfa zy’ȧ
uf Denkjadiöf dö, głȧjh ny, ny wȧjt. Ging’ȧ cyfüs, bo ȧzu do köma zy mytum fad gyfiöen. Ȧna diöt ej ȧ tȧjh, der tȧjh hȧst Świöecy Tȧjh. Ȧ hȧst nö yta Świöecer Tȧjh. Ȧn
diöt wiöe, ȧ har wiöe zjyr tif, dar tȧjh. Diöt hot zih hałt imyd, wiöe diöt imyd derzöfa.
Y jem Świöeca Tȧjh. No ȧ kymt fu dam Świöeca... fu dam okełwyn kymt’ȧ ȧbysła
byzöfa, gejt ȧn’ȧ zyngt’um, ȧn’ȧ gejt ufer śtrös. Ȧmöł błȧjt’ȧ śtejn, zit’ȧ, ȧ śtrös gejt
diöh ȧ tȧh, diöh ȧ tȧjh. „No wos ej dos yta? Wu ej dos yta? Wu ej yta dy śtrös?”. Ȧn’ȧ
wył gejn, o, do ej woser. Ging weter. Wi’ȧ füt zih, dy śü hot’ȧ śun fuł woser, yn śüja.
No, ȧ zos, ȧ zos, ȧ zos ȧn wi’ȧ füng cy fłüha, ufȧ toüwuł ȧzu fłüht’ȧ, dret’ȧ jum. Ȧna
zu kekt’ȧ – „Dü, toüwuł ferwynćter, ferwynćter toüwuł, ga mer rü!” – bo har wöst
do’s der toüwuł ej. Y dam łihtyt’ȧ oüs, y dam wynća, ȧn’ȧ kom cy zejh, ȧn’ȧ zit’ȧ ju,
dos ej ju der mönd. Dos ej ju der mönd, dy śtrös ej diöt, ȧ kruh roüs ȧn’ȧ kom yn ham,
no dy śü hot’ȧ ganc nos, oder ȧ dertrunk ny. No zyfuł wȧs yh.
O tym, jak diabeł zwodził wujka do Czarnego Stawu
Rozalia Hanusz z d. Nowak (1926–2009), 2009.
Mój dziadek i jego brat to było dwóch takich artystów. Mój dziadek umiał wszystko
zrobić. Robił koszyki, robił szafliki, robił, wszystko umiał zrobić. Robił też kapelusze,
na lato, na żniwa, ze słomy. I on plótł tą słomę z ośmiu, w ósemki, ośmioma. A potem to prasował i znowu zszywał, tak potrafili wszystko. Spotykali się w zimie razem
i opowiadali. A ten drugi brat, ten był znowu takim pół lekarzem. Szedł do krów, jak
miały mieć cielę, jak się miały ocielić, albo jak była coś chora, on umiał, pomagał
no. No, no do nas przyszedł... poczekaj, muszę trochę pomyśleć. Raz zawołali go do
Dankowic tu, od razu, niedaleko. Poszedł na nogach, bo tak, to przyjeżdżali konno.
I tam jest staw, ten staw nazywa się Czarny Staw. Jeszcze do dzisiaj nazywa się Czarny
Staw. I tam było..., on był bardzo głęboki ten staw. Podobno ktoś się tam, ktoś się tam
utopił. W tamtym Czarnym Stawie. No on przychodzi z tego czarnego... z tego cielenia przychodzi trochę pijany, idzie sobie i śpiewa sobie, i idzie po ulicy. W pewnym
momencie staje, patrzy, a ulica idzie przez staw. „No co to teraz jest? Co tu się dzieje?

87

�88

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Gdzie teraz jest ulica”. No i chce ruszyć, o, a tu woda. Poszedł dalej. I jak się bał, buty
miał już pełne wody, w butach. No siedział, siedział i jak zaczął kląć, na diabła tak
klął, groził mu. I tak krzyczał: „Ty diable pieroński, pieroński diable, daj mi spokój”.
Bo on wiedział, że to jest diabeł. W tym wytrzeźwiał, przy tym klęciu, przyszedł do
siebie, patrzy, a tak, to jest księżyc. To jest księżyc, ulica jest tam. Wyszedł stamtąd
i przyszedł do domu, no buty miał całkiem mokre, ale nie utonął. No tyle wiem.
[52]

Fum Ruzła, wo ziöet, do’s zih fu nist ny fjet
Lüft-Nüśka (1923–2010), 2007.

Fun śiöehnikja wa’h der fercyła. C’yns wiöe fu... der
nökwer, cy yns, dos wiöe öwyt śun. No, fylȧjht ymȧ
zejwa, aht s’öwyts. Ȧn zy zosa, der Kwaka-Frana, der
kuzyn, s’gyśwyster, der Kocożyk, der Jüza, ȧna nöhta
kom dy nökweryn, di, Śmejd-Ruzła. No, Śmejd-Ruzła
ȧn zy, fercyłta ȧzu fu dam śiöehja. Ȧn s’Śmejd-Ruzła śpryht ȧzu: „Ȧ, jyr duła, yhy
kum s’nahts yn ham, gej’h bym kjyhüf ferhejn, ȧ h’fjet mih ny!”. Ȧn der nökwer, dar
ȧzu: „Wen ejs ȧzu ej, ȧzu śtełt zih fest, do’s zih ny fjet, yh wa jum yta maha”. Kymt’ȧ
cün mer y dy kyh, ȧn’ȧ śpryht mer ȧzu: „Wiysz, wȧsty wos, Nüśa? Ga mer źe dö ȧ
bazum” – no jak sie... – „Ga ȧ bazum, no mietłe, ga ȧ bazum i... bettüh ȧ wȧjsys, yh
wa jum yta wȧjza, op zih ejs ny fjet. Oder yhy gej, oder ny łö’s gryhta roüs hynder
mjyr kuma, ok hałd’s uf!”. Do’h ȧbysła zo fercyła mytum. Ȧn dar dö, cym nökwer
wün zyty fłoüma, biöem. Ȧn dar śtełt undyn dan boüm [under dan boüm] ȧn, dan
bazum ȧn uf dam bazum hot’ȧ dos wȧjsy bettüh. Ȧn dos kymt, s’gejt ȧzu kürȧź gejt’s
ȧn dar myt dam boüm śytułt’ȧ, ȧn dan boüm myt dam tüh kłoüt’ȧ, ȧzu łet’ȧ poma...
ȧmałik ufys. Wi dos kwićt, wi dos kekt. Füng’s zih s’fanster, füng’s kopyt, s’fanster
füng ȧn uf mejh rüf’s: „Nüśa kuźe, Nüśa kuźe, Nüśa kuźe! Bo yh kon kȧn śrejt weter
ny gejn!”. No kom’s nȧj, dy kłopa łahta zu fönum: „No Ruzła, ȧzu wiöesty, do dy dih
ny fjetst ȧni bym kjyhüf ferhejngejn ym cwełf s’nahts”. No, nöht yn ham ging śun’s
ny dö, ok’s ging myt dam, bo wjyr hota cwej droga... cwej wȧg: ȧn dö ȧn andyn diöt.
Ging śun’s ny, ok dö. „Oder byłȧt mih źe, byłȧt mih źe”. (...) Byłȧt yh’s, ȧ’h byłȧt’s
under dy lamp, wun dy lamp łiöeht. Ȧn yh śprȧh ȧzu: „Ȧ, yta wysty śun gejn ȧłȧn.
Dy lamp łiöeht füt”. Ȧna, wi ejs ging diöt runder, yhy śprung ufer śtrös ȧzu, pöht yh
myta fisa, do’h kłoüf, do’h fłig. Ȧn dos fług nö hater yn ham.
O Ruźle, co mówiła, że się niczego nie boi
Anna Zejma z d. Fox (1923–2010), 2007.
O straszydłach, to ci opowiem. U nas był z... sąsiad, u nas, to był już wieczór. No może
koło siódmej, ósmej wieczorem. I siedzieli. Kwaka-Franek, mój kuzyn, Kacorzyk Józek i potem przyszła sąsiadka, ta, Śmejd-Ruzła. No, Śmejd-Ruzła i oni, no opowiadali

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

o tych strachach. A Śmejd-Ruzła mówi tak: „O wy głupcy, ja przychodzę w nocy do
domu, idę koło cmentarza i się nie boję”. A ten sąsiad tak: „Jak ona taka jest, tak się
chwali, to ja jej teraz pokażę”. Przychodzi do mnie do kuchni i mówi mi tak: „Wiesz
co, Nusia? Dajże mi tu miotłę”. No jak się... „Daj miotłę i białe prześcieradło, ja jej
teraz pokażę, czy ona się nie boi. Ale ja idę, ale ty jej nie pozwól iść od razu za mną,
tylko ją zatrzymaj”. Żebym z nią trochę poopowiadała. A ten tu, u sąsiada były takie
śliwki, drzewa. A ten postawił pod to drzewo tą miotłę i na tej miotle to białe prześcieradło. A ta nadchodzi, idzie tak odważnie, a ten tym drzewem trzęsie i to drzewo
z tym prześcieradłem zbiera i tak powoli kładzie na nią. Jak ta kwiczała, jak ta wrzeszczała. Chwyciła się okna, chwyciła, kopyt, chwyciła się okna i na mnie woła: „Nusia
chodźże, Nusia chodźże, Nusia chodźże! Bo już nie mogę zrobić kroku!”. No przyszła
do środka, te chłopy z niej się śmiały: „No Ruzła, taka byłaś, że się nie boisz, ani
przechodzić koło cmentarza o północy”. No, potem do domu nie szła już tędy, tylko
szła tym, bo my mieliśmy dwie drogi: jedną tu, a drugą tam. To nie szła już, tylko tu:
„Ale odprowadź mnie, odprowadź mnie”. (...) Odprowadziłam ją, a odprowadziłam
ją do lampy, gdzie lampa się paliła. I powiedziałam tak: „A teraz już pójdziesz sama.
Przecież lampa się świeci”. A jak ona tam szła na dół, ja tak wyskoczyłam na drodze,
tak tupałam nogami, że uciekam, że biegnę. A ona jeszcze szybciej leciała do domu.
[53]

Dy wawyn fün uf Win
Abda-Inga (1928–2016), 2009.

Ejwerhoüpt dö wün fejł zyty, di wjykta. Ȧn nöhta ufa
wȧn fün zy dermyt uf Win.
Tkacze jeździli do Wiednia
Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
W ogóle tu było dużo takich, co tkali. I potem na wozach jeździli z tym do Wiednia.
[54]

Dy śmyd łjyta zih y Win
Zejma-Staha (1931–2015), 2014.

Ȧn der, der Tomaszczyk, dar kom, wi dö dar Puzoń, bo
di śmyt wiöe dö. No to oü kom’ȧ, fu... har łjyt zih dy, dy
śmyd łjyta zy y Win. Diöt łjyt’ȧ zih. Ȧ wiöe ȧ... wi dar
hȧst, der śmyd? [śmejd]. Śmejd. No har wiöe ȧ śmejd.
Bo dy, dy, dy, dy fad hota zy dö gymaht, ju. Nöhta oü
koma zy, ȧ har koüft, fȧld koüft’ȧ y Denkjadiöf. Bo hot’ȧ dö, der Puzoń, hot dö kȧ

89

�90

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

fȧld. Ȧ śtykla höt’ȧ dö, wo’ȧ dy hyt höt’ȧ śtejn, ȧ nöhta hot’ȧ dö nist. Diöt hot’ȧ y Denkjadiöf. Oü hot’ȧ cwe [cwü] ki, ȧna dö wiöe ȧ śmyt ȧ ołdy, dö ata zy. No to śun łang.
Kowale uczyli się w Wiedniu
Stanisław Zejma (1931–2015), 2014.
A ten Tomaszczyk, ten przyszedł, jak tu ten Puzoń, co była kuźnia. No to też przyszedł z... on się uczył, ci kowale uczyli się w Wiedniu. Tam się uczył. On był...
jak się nazywa, der śmyt? Śmejd. No on był kowalem. Bo konie tu podkuwali, no.
Potem też przychodzili, a on kupił pole w Dankowicach. Bo tu Puzoń nie miał pola.
Kawałek miał tu, co ten dom stoi, a tak, to nie mieli nic. Tam miał, w Dankowicach.
Miał dwie krowy i tu była stara kuźnia, tu pracowali. No to już dawno temu.
[55]

Der teper cy nökwyś
Zejma-Staha (1931–2015), 2014.

Ȧn ȧ teper wiöe diöt, dos kliny hytła, di ej śun ny. Der
dźjada śtełt uf, fu dam ałda, dö wiöe ȧ drzewiano chałpa,
wiöe dö, do diöt śtełt’ȧ uf, ȧ hytła ȧna diöt der teper maht
typa. Zu, yh gydenk nö nö, fjym krig. Zu myta fisa ȧn dö
śejn, zyty myłihtypa mahta zy, no fur ad. No ȧna diöt, wu
s’Nüśa höt dy śoün, diöt wiöe ȧ uwa. Ȧ w tym uwa, dym [dam] uwa diöt wypalali. Dy dy,
dy, dy typa. No. Der dźjada hot dö.
Garncarz po sąsiedzku
Stanisław Zejma (1931–2015), 2014.
I garncarz tu był, tego małego domku już nie ma. Mój dziadek wystawił, z tego
starego, tu była drzewiano chałpa, tu była, to tam postawił domek i tam garncarz
robił garnki. Tak, ja pamiętam jeszcze, przed wojną. Tak nogami i tu ładnie, takie
garnki na mleko robili, no z gliny. No a tam, gdzie Nusia ma stodołę, tam był piec.
A w tym piecu, w tym piecu tam wypalali. Garnki. No, dziadek miał tu.
[56]
Dy mama ging ufȧ jümyt myt yns
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Der tȧta ging ni ny, oder dy mama ging ufȧ jümyt, oder
müst inda y ȧm mȧkja yhta kiöefa, no ȧ wi wjyr wün yr
śül, ferśtejsty... der jümyt wiöe diöt, wun dy śül höt, y
dam rynk wiöe. Ȧn derheja wün dy fad wejder. Bo dy

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

fad hota oü yhta, mȧłȧjhtwos, cy ferkiöefa. Myta wȧn. Ȧn dö wiöe ȧ bün oü, ȧna dö
wiöe der jümyt myta, gyś... ufum njen.
– Dö fjyr pöst ȧzu, fjyr śül?
No, dos wiöe der jümyt myta büda. Ȧn diöt wün dy fad derheja.
– Diöt wu... bym krȧćum diöt?
Ju, bym krȧćum. Dy wȧn śtinda, bo wün, śafła hot’ȧ cy ferkiöefa.
Mama chodziła z nami na targ
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Tata nigdy nie chodził, ale mama chodziła na targ, ale musiała zawsze którejś córce
coś kupić, a jak byłyśmy w szkole, rozumiesz... targ był tam, gdzie szkoła ma, na
tym rynku była. Na górze z kolei były konie. Bo ci, co konie (co przyjeżdżali ma
wozach) też mieli różne rzeczy do sprzedania. Wozami. A tu była też studnia, a tu
był targ znowu z... na ziemi.
– Tu przed pocztą tak, przed szkołą?
No to był targ z budami. A tam były konie na górze.
– Tam gdzie... przy gospodzie?
Tak, przy gospodzie. Wozy stały, bo były, szafliki mieli na sprzedaż.
[57]

Dy tepyn fün myta typa ufȧ jümyt
Lüft-Staha (1926–2021), 2019.

Zej fün myt dan typa y dy Śtot, yr Bejł, śtinda zy, dy
ołys... ufs gyweł güt ferkiöefa zy, bo dö, y Wymysoü,
wiöe cy wenig cy ferkiöefa.
Garncarze jeździli z garnkami na targ
Stanisław Foks (Fox) (1926–2021), 2019.
Oni jeździli z tymi garnkami do Kęt, w Białej stali z tym wszystkim, mogli sprzedać, bo tu w Wilamowicach było za mało, żeby sprzedawać.
[58]

Ymcyg diöh dy at fum kłopa
Tobyś-Nüśka (1930–2022), 2014.

Yhy wiöe, y Nowa Wieś wöntwer cyderjyśt. Ȧ at ufȧ
nakaz y Katowic. Oder dy wönung krigtwer y Nowa
Wieś. Dos ej nönd by... Ruda. Ȧna nöhta, wi’ȧ di jün

91

�92

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

fergingja, ging’ȧ uf dy köłagrüw y zȧj at, no. Ȧn nöht diöt wiöd’ȧ śtȧjgjer. No ȧ
nöht füwer nö uf zahüd, bo diöt wiöe ȧ kolega, ȧn’ȧ bot’ȧ zjyr o. Ging’ȧ wejder
hyhjer. No. Ȧ nöht kömwer dö, bo der foter wiöe śwah śun, dy müter oü. „Kumtźe”
ȧn „kumtźe”, ȧn „kumtźe”, ȧn mȧj ełdyn oü „Kumtźe, kumtźe” – no to kömwer dö.
Przeprowadzki ze względu na pracę męża
Anna Kowalczyk z d. Fox (1930–2022), 2014.
Ja byłam, w Nowej Wsi (koło Katowic) mieszkaliśmy najpierw. Pracował przez
nakaz pracy w Katowicach. Ale mieszkanie dostaliśmy w Nowej Wsi. To jest niedaleko Rudy. I potem, jak te lata przeszły, poszedł na kopalnię, do swojej pracy, no.
I potem tam został sztygarem. No a potem pojechaliśmy jeszcze na zachód, bo tam
był kolega i on go bardzo prosił. A potem znowu awansował. No, a potem przyszliśmy tu, bo ojciec był już słaby, matka też, „Chodźcie” i „chodźcie” i „chodźcie”,
a moi rodzice też „Chodźcie, chodźcie”, no to przyszliśmy tu.
[59]
Dy rȧz uf Win
Tobyś-Nüśka (1930–2022), 2014.
Yhy wiöe myter śwaster ȧn cwü gyśwystyn. Ȧny ławt
śun ny. Mȧj śwaster ławt ny ȧn ȧ gyśwyster. Dy ełdsty
ȧn dy jyngsty ławt ny ȧn s’Böba-Hȧla ȧn yhy ławwer
nö. Oh, wjyr wün cwü woha y Win. Ȧ nöht wiöe’h ekstra oü nö. Oder wjyr wün dy kyndyn śun ny, wüwer śun
ny cyzoma, ejs fü myt zȧj [zer] müter, yh fü myt mȧj [mer] müter, no to fü’h. Bo
wȧsty, s’wiöe wo ȧmöł śtrengjer. Ȧn wen dy yht wyłst brengja, wjyn zy oły gryht
hon byzoma. Ferśtejsty’s? Ȧzu hota zy’s ny byzoma. Zej fü ekstra ȧn wjyr fün ekstra.
Podróż do Wiednia
Anna Kowalczyk z d. Fox (1930–2022), 2014.
Ja byłam z siostrą i dwoma kuzynkami. Jedna już nie żyje, moja siostra nie żyje
i jedna kuzynka. Najstarsza i najmłosza nie żyją, a ja i Boba-Hala żyjemy jeszcze.
O, my byłyśmy dwa tygodnie w Wiedniu. A potem byłam osobno też jeszcze. Ale
my, dzieci nie byłyśmy już razem, ona jechała ze swoją matką, ja jechałam ze swoją
matką, no to jechałam. Bo wiesz, było coraz bardziej rygorystycznie. A jak chcesz
coś przewieźć, to by mieli wszystkie od razu razem. Rozumiesz? A tak, to nie mieli
nas razem. Ona jechała osobna, a my osobno.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[60]
Fyfikjy śtykla ufer frȧjyt
S: Lüft-Staha (1926–2021), 2019.
N: Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2019.
S: Yh wa ziöen, cünum ging ȧ büw, ny?
N: Yhy hot ju hefa frȧjłoüt.
S: Ȧna har hot ȧn hołwa liter, wjyr zoha jum cü, wi’ȧ
kom, hołwa liter śtekt’ȧ ym giöeta diöt hyndum boüm.
Ging ny nȧj. Nöhta wjyr noma dos, trunka dos oüs, do woser guswer’um ȧj. Ȧn har
kom nöhta roüs, nom dos roüs ȧn’ȧ ging nȧj.
Żarty podczas zalotów
S: Stanisław Foks (Fox) (1926–2021), 2019.
N: Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2019.
S: Ja opowiem, do niej chodził taki chłopak, nie?
N: No do mnie się wielu zalecało.
S: No i on miał pół litra, my się mu przyglądaliśmy. Jak przyszedł, pół litra schował w ogrodzie tam pod drzwem. Nie wszedł. Potem my to wzięliśmy, wypiliśmy,
to wodę mu nalaliśmy. A on potem przyszedł, wyciągnął to i wszedł do środka.
[61]

Mȧj wymysiöejer friöed
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.

Wos wa’h fercyła, bo dos, s’mügjys wiöe dy troü,
nöhta wün zy dyham asa, nöhta gingja zy yn krȧćum,
diöt ej ȧ gruser jes (zol) uf der heja, ufum Rynk.
Diöt śpejłta zy, diöt tanctwer, no... ȧzu frȧjyta zih dy
łoüt. Ȧ nöht köma zy yn ham wejder asa ȧn wejder
gingja zy cyryk. Jyśter wiöe dos ȧzu.
Moje wilamowskie wesele
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2012.
Co będę opowiadać, bo to, rano był ślub, potem jedli w domu, potem szli do karczmy, tam jest duży ten (sala) na górze, na rynku. Tam grali, tam tańczyliśmy i tak
się cieszyli ci ludzie. A potem przyszli znowu do domu jeść a potem znowu szli
z powrotem. Tak to było kiedyś.

93

�94

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[62]

Wi dy dinstmiöed nöm krig cüfełik ziöet,
do wer hon ȧ śwȧjn gyśłaht
Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2012.

Hotwer ȧ klina śwȧjn, ȧ kliny śwȧjn. Ȧn dy mama ziöet:
„Wjyr wan śłahta, wawer (hon) yht cy asa” – bo s’wiöe
ym gyśeft śun nist cy kiöefa, ny? „Wawer ȧbysła, cy
bysła nama”. Ȧ güt. Ȧn c’yns wiöe ȧs, ȧ fo [fu] Rzeki
[Rzyki], ȧ dinstmȧkja, wo’s ny hot diöt nist cy asa, do dy ki, do’s kom cyr mama hyłfa.
Ȧn... ȧ zyter wiöe, no oü ȧ śwȧjn, hund, ȧ ruter hund, ging’ȧ uf... y Ałca ging’ȧ
uf dy... fermygja. Ȧn ejs hot gy... „Zisty’s, cün... by yns hösty yht cy asa, ȧ by
jyr y dam Wymysoü y..”, Bobowo, wyster, przezwisko. „Do wjesty nist ny hon”.
Ȧ ejs ziöet: „No wjyr hota ju śwȧjn gyśłaht. Wjyr hota ju yht cy asa”. Dar lüder,
dar, kom’ȧ gyfiöen dö yn gymȧn, ziöet’ȧ: „Der wat hon gryht ołys cy asa. Diöt ej
ȧ śwȧjn gyśłaht”. Ȧn ȧner wiöe for [fur] fryndśoft, oder weter śun, for [fur] Pałośka. Jer wöst ny, ȧ hot gyhüt dos. Ȧ jer wöst ny, wi cy gejn. Ziöet’ȧ ȧzu: „Wyster,
yhy ho mer fergasa s’mügjaasa cy nama. Yt mü’h fłigja”. „No to gejźe, gejźe”.
Ȧ har ziöet yr mam, yr müter. Pałoś śryw’ȧ [śrȧw’ȧ] zih: „Gej gryht cym Nüśa”
– bo mȧj mama Anna – „Do zy wan diöt gejn, bo zy zȧjn ogycejgja, do dy śwȧjn,
s’śwȧjn höt”. Ȧn mȧj putek, mȧj pot, zyt c’ync s’gytrȧd, ȧna...
– Bo dȧj foter wiöe ny dyham, no ny?
Nȧ, der tȧta wiöe y England. Ȧn dy mama ziöet: „Wȧsty’s, fiöeźe” – funfcik kilo
wȧs – „Ȧn wen zy wan dih fanga, ziöe, do dy höst hower” – bo der hower, do’ȧ zyt.
No ging yh, bo het yh gywöst ołys, bo dy... yhy het zy gykant mejer. Har ziöet mer
ȧzu, der pot: „Ȧ zycźe ȧbysła, ȧ nöht wysty gejn”. Yhy kum yn ham, aht kłopa köma
dö, wo wer nist ny hota. Ȧbysła brut ȧn nist mej. Köma zy, ȧn yn köła zühta zy, ym
gyhakys, bo der dźjada höt yns gyhakys gymaht, bo ȧ kü hotwer nö, diöt hakta zy.
Ȧ nöht dy mama ging ufȧ Rynk, ziöeta zy jum ȧzu: „Wȧsty’s, wjyr hon ȧ śand, takie
biedoczki, takie dwie biedoczki”, – no ȧn ȧ klin... der Staha wiöe jung, no, klin: „Jyr
hot nist cy asa”. Ȧ fyrym ej der, fyrym kom’ȧ? Y dam, wo dos... „No musiałem iść,
bo mnie zmuszali”, no.
Jak służąca po wojnie przez przypadek się wygadała, że było u nas świniobicie
Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2012.
Mieliśmy małą świnię, małą świnię. I mama powiedziała: „Będziemy bić, będziemy mieli coś do jedzenia”, bo w sklepie już nic nie było do kupienia, nie? „Będziemy trochę, po trochu brać”. I dobrze. A u nas była jedna, z Rzyków, służąca. Co
tam nie miała nic do jedzenia, że krowy, żeby przyszła mamie pomóc. I był taki,
no, też taka świnia, pies, czerwony pies, co poszedł do Hałcnowa na majątek. I on

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

powiedział: „Widzisz, u nas masz co jeść, a u niej w tych Wilamowicach”, u Bobowej, wiecie, przezwisko, „To byś nic nie miała”. A ona powiedziała: „No my
zabiliśmy świnię. Mieliśmy przecież coś do jedzenia”. Ten pieron, ten, przyjechał
do gminy, powiedział: „Zaraz będziecie mieć wyżerkę. Tam zabili świnię”. I jeden
był z krewnych, ale dalej już, od Pałoszki. On nie wiedział, on to usłyszał. A on nie
wiedział, jak wyjść. Powiedział tak: „Wiecie co, zapomniałem wziąć śniadania.
Muszę lecieć”. „No to idź, idź”. A on powiedział mam..., matce. Pałosz się pisał:
„Idź zaraz do Nusi”, bo moja mama Anna, „Że tam pójdą, bo oni są oskarżeni, że
świnię, że świnię mają”. A mój putek, mój chrzestny, siał u nas zboże.
– Bo twojego ojcia nie było w domu, no nie?
Nie, mój tata był w Anglii. I mama powiedziała: „Wiesz co, jedź”. Pięćdziesiąt kilo
pszenicy, „a jak cię złapią, powiedz, że masz owies”, bo owies, żeby zasiał. No to
poszłam, bo bym była wiedziała wszystko, bo... ja bym ich bardziej poznała. On
mi powiedział tak, ten putek: „A siedź trochę, potem pójdziesz”. Ja przychodzę do
domu, ośmiu mężczyzn przyszło, co nic nie mieliśmy. Trochę chleba i nic więcej.
Przyszli i w węglu szukali, w sieczce, bo dziadek nam zrobił sieczkę, bo mieliśmy
jeszcze jedną krowę. Tam kopali. A potem mama poszła na rynek, powiedzieli jej
tak: „Wiesz co, wstyd nam jest, takie bedoczki, takie dwie biedoczki” no i mały
(brat), bo Staszek był jeszcze młody, no mały. „Wy nie macie co jeść”. A dlaczego,
a dlaczego przyszedł? Tego spytała, co... „No musiałem iść, bo mnie zmuszali”, no.
[63]

Wi dy Rüsa ynzer hyt byśosa
Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2012.

Ȧdkłüfwer cym Kućmierczyk. Dy mama ufum, ufum
ryk mejh (trüg), ȧn... wo ȧ śtykla wün śun, wo zy śusa.
Zy kunda yns derśłön. Ȧ diöt zoswer ym kałer, cwej
tag. Oder zy hota woser, brut ȧn gywys arpuł [arpułn],
no to öswer. Ȧn y cwej tag gingwer dö, no grynn, dy
mama grȧn, no bo dy kü wiöe, ȧ s’wiöe kȧ he ny, kȧ śtruw ny, nist.
Jak „Ruscy” ostrzeliwali nasz dom
Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2012.
Uciekliśmy do Kućmierczyka. Mama na, na plecach mnie i... co kawałek byli już,
co strzelali. Mogli nas zabić. A tam siedzieliśmy w piwnicy, dwa dni. Ale mieli
wodę, chleb i chyba ziemniaki, no to jedliśmy. A po dwóch dniach poszliśmy tu, no
płakaliśmy, mama płakała, bo krowa była, nie było siana, nie było słomy, nic (po
spaleniu stodoły).

95

�96

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[64]
Wi zy ȧ śwöger nöma ys lager by Doüćłand
Böba-Hȧla (1927–2018), 2014.
Dö wiöe oü ȧ ołdy hyt. Oder dö wiöe der zun ȧner
gyśtüdjyt pönyś. Ȧ nawet wiöe’ȧ y Doüćłand ym lagjer. Ȧn der foter dö, der Böba, fü der bocȧm Führer,
diöt, ȧn hot ȧzu gylamyt, ȧn wȧsty’s, dö wün zy doüć
gyśrejwa, ferśtejsty? Doüć, no. To łisa zy’ȧ nöhta, nö
ȧm mönda łisa zy’ȧ roüs, dan Staha, dan gyłjyta.
Jak szwagra zabrali do obozu za Niemca
Elżbieta Figwer z d. Rosner (1927–2018), 2014.
Tu był stary dom. Ale tu jeden syn był wykształcony po polsku (studiował na polskiej uczelni). A nawet był w Niemczech w obozie. I ten ojciec tu, Boba, pojechał
aż do Führere, tam, i tak lamentował, i wiesz, tu byli zapisani jako Niemcy, no nie?
Jako Niemcy, no (Volkslista). No to wypuścili go potem, po miesiącu go wypuścili,
tego Staszka, tego wykształconego.
[65]
Wi ȧ bykanter fum foter yn oüsgyzidlta
Wymysiöejyn hüłf (ym 1956 jür)
Böba-Hȧla (1927–2018), 2014.
No, mȧj foter fü nöhta nö uf Warśaw, ȧna nom’ȧ myt
s’Linküś-Nüśka, diöt, wȧsty, war dos ej, no no no. Bo
ejs wiöe oü ȧ zyter gadać. No to gingja zy cy dan ganca
oüsgyzidlta kłoün giełd, bo dos köst ołys di, di... Ȧn’ȧ
hot diöt ȧn fu Kozy, hot’ȧ ȧn, fu Kiöez wiöe, fu dam
diöf, ȧn bykanta. Y dam ganca... Ȧn diöt maht’ȧ dos oüs, do zy köma, y cwü woha
wün zy cyryk. Y dam sejm diöt, y Warśaw. To dar maht dos ȧzu oüs, dar fu Kiöez.
Jak znajomy ojca pomógł wysiedlonym Wilamowianom (w 1956 r.)
Elżbieta Figwer z d. Rosner (1927–2018), 2014.
No, mój ojciec pojechał potem do Warszawy i wziął Linkusiową Nuśkę, tam, wiesz,
kto to jest, no no. Bo ona była też taka wygadana. No to poszli do tych wszystkich
wysiedlonych zbierać pieniądze, bo to wszystko kosztowało te, te. I on tam miał
potem z Kóz jednego, z Kóz był, z tej wsi, znajomego. W tym całym... I tam to

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

załatwił, że przyszli (odzyskali domy), za dwa tygodnie byli już z powrotem. W tym
sejmie tam, w Warszawie. To ten to tak zrobił, ten z Kóz.
[66]

Der Edward Kennedy ej gyśtiörwa
N: Taksła-Nüśa (1920–2012), 2009.
H: Taksła-Hȧla (1923–2020), 2009.

H: Der Kennedy der Edward ej gyśtiörwa. Wȧsty fu
dam?
N: War?
H: Der Edward Kennedy ej gyśtiörwa.
N: Der Edward ej gyśtiörwa? Har ej śun ołd.
H: Zejwȧnzymfcik jür... Ny, zejwȧnzymfcik jür? Dü kenst, ny?
N: Di Kennedy, der...
H: Kennedy der John, Robert, wu zy derśusa zy, ny?
N: John, Robert i Edward.
H: Ȧn der Edward, der łecty.
N: Ȧ, har wiöe śun ganc, ȧ gru... yhy zoh’ȧ ȧmöł oü.
H: Har wułd ju ny zȧjn kȧ prezydent.
N: Har wułd ny zȧjn. Bo oły bejdy derśisa zy.
Śmierć Edwarda Kennedy’ego
N: Anna Sznajder (Schneider) z d. Danek (1920–2012), 2009.
H: Elżbieta Sznajder (Schneider) z d. Danek (1923–2020), 2009.
H: Edward Kennedy umarł. Wiesz o tym?
N: Kto?
H: Edward Kennedy umarł.
N: Edward umarł? On był już stary.
H: Siedemdziesiąt siedem lat. Nie? Siedemdziesiąt siedem, no nie?
N: Ci Kennedy, ten...
H: Kennedy John, Robert, co go zastrzelili, nie?
N: John, Robert i Edward.
H: No Edward, ten ostatni.
N: A on był już całkiem... raz go też widziałam.
H: On nie chciał być prezydentem.
N: On nie chciał być, bo obydwóch zastrzelili.

97

�98

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Konceptualizacja czasu, opozycja dawniej–dziś
Dy konceptuȧlizȧcyj fur cȧjt, dy opozycyj
„jyśter” ȧn „hoüt

[67]
Dy śül fjym krig wiöe śtreng
Linküś-Ruzła (1926–2009), 2008.
Yr śül, wi yhy ging y dy śül, to wiöe’s zjyr ȧzu śtreng.
Wjyr müsta zjyr gyhühja. Oder zy jata oü, dy śiłyn.
Der śiłer kund s’kynd hoün, ȧn dy ełdyn ziöeta nist ny.
Bo ejs müst zih ołys łjyn, zy müsta ołys kyna. Dy kyndyn müsta zjyr gyhühja. Ny ȧzu wi yta, maha zy, wo zy weła, yr śül. Jyśter wiöe dos
ny. Jyśter wiöe der śiłer gyert. Dos wiöe der śiłer. Oły zumtag gingwer y dy kjyh.
Cy fjyr wüwer y dar... ȧjgyśtełt ȧna wer gingja myta śiłyn y dy kjyh. Oły zumtag cyr
jyśta mas. No ȧn ȧzu łjyta zy oü zyngja, ȧbysła fur wełt. No ołys łjyta zy. Zy łjyta
oü wi... nyn, ȧn yh kon nö yta śtrykja ȧn... dy faś ym, yr zok. Dos łjyt yh mih yr śül.
Dy śiłeryn łjyt yns. Oder s’wiöe güt yr śül. Yhy hot gan dy śül. Güty śiłyn wün oü.
Mejer wȧs yh ny. Yr zejwda klas wüwer zȧhs mȧkja ȧn cwencik büwa. Ołys ging
śun, dy büwa gingja śun weter y dy śül. No ȧn di mȧkja błyn hałt, bo zy wułda oü
enda dy zejwdy klas ȧna, ȧna hyłfa y dyham. Müst’s śun dy ki hita, ołys y dyham
maha. Wi byr wjytśoft.
Przedwojenna szkoła była rygorystyczna
Rozalia Hanusz z d. Nowak (1926–2009), 2008.
Do szkoły, jak ja chodziłam do szkoły, to było bardzo rygorystycznie. Musieliśmy
być bardzo posłuszni. Ale bili też, nauczyciele. Nauczyciel mógł zbić dziecko,
a rodzice na to nic nie mówili. Bo ono musiało się wszystkiego uczyć, musieli
wszystko umieć. Dzieci musiały być bardzo posłuszne. Nie tak jak teraz, że robią
w szkole, co chcą. Kiedyś tego nie było. Kiedyś nauczyciel był szanowany. To był
nauczyciel. Każdą niedzielę szliśmy do kościoła. Czwórkami byliśmy ustawieni i szliśmy z nauczycielami do kościoła. Każdą niedzielę na pierwszą mszę. No
i uczyli nas i śpiewać, trochę o świecie. No wszystkiego uczyli. Uczyli też... szyć,
a ja jeszcze teraz umiem robić na drutach piętę w pończosze. Tego się nauczyłam

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

w szkole. Nauczycielka nas uczyła. Ale było dobrze w szkole. Ja lubiłam szkołę.
Dobrzy nauczyciele też byli. Więcej nie wiem. W siódmej klasie było nas sześć
dziewczyn i dwudziestu chłopców. Wszystko już poszło..., chłopcy poszli już dalej do szkoły. No a te dziewczyny zostały, bo chciały też skończyć siódmą klasę
i, i pomagać w domu. Musiała już paść krowy i wszystko robić w domu. Jak przy
gospodarstwie.
[68]

Fyrym wiöd y Wymysoü dy pönyśy śpröh ȧjgyfüt
I: Abda-Inga (1928–2016), 2009.
H: Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2009.

H: Der Bernstein to mi wytłumacz.
I: Pönyś, wymysiöejer... bursztyn ej pönyś. Ȧ pönyś
kon mȧ dos ny ziöen.
H: No pönyś ny.
I: S’zȧjn ju fejł wjytyn, wo nöhta koma, do hon zy zy ejwerata uf wymysoüś... uf
wymysiöeryś, bo y Estrȧjh gingja zy ju y dy doüćy śül, ȧ ny y dy pönyśy. Pönyśy śül
mahta zy ołdyśt uf, wi der Bilczewski dö dy śül ufboüt. Ȧn zu, to hota zy... koma dy
kyndyn y dy śül, kuzt der śiłer myta wymysiöeryś, bo zy kunda ȧni ny doüć. Nöhta
ołdyśt łjyta zy s’wymysiöeryśy... yyy, s’doüćy, bo s’wiöe jok doüć. Ȧn nöhta ołdyśt
wi der arcybisküp Bilczewski di śül ufboüt, do ziöet’ȧ, zy zeła diöt ȧjfjyn dy pönyśy
ryd, wȧjł zy... ȧ zit wi zjyr ferhast zȧjn dy Pöła uf dy, uf di, wo ȧjgyzidlt zih hota fjyr
aht hundyt jür. Bo har wiöe ju y Lemberg.
Dlaczego w Wilamowicach wprowadzono język polski
I: Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
H: Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2012.
H: Der Bernstein – to mi wytłumacz.
I: Po polsku, po wilamowsku... Bursztyn jest po polsku. A po polsku tego nie można
powiedzieć (w języku wilamowskim).
H: No po polsku nie.
I: Jest dużo słów, które później przyszły i je przerobili na wilamowski. Bo za
Austrii chodzili do niemieckiej szkoły, nie do polskiej. Polską szkołę otworzyli,
dopiero jak Bilczewski (arcybiskup) tu wybudował szkołę. A tak, to przychodziły
dzieci do szkoły i rozmawiały z nauczycielem po wilamowsku, bo nie umiały nawet po niemiecku. Potem dopiero uczyły się niemieckiego, bo był tylko niemiecki. A potem, dopiero jak arcybiskup Bilczewski tą (obecną) szkołę wybudował, to
powiedział, że powinni tam wprowadzić język polski, ponieważ Polacy tak nienawidzą tych ludzi, którzy się tu osiedlili przed 800 laty. Bo on był we Lwowie.

99

�100

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[69]
Dy baba hoüt zih ym bet
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
No frȧłik, zej zoct zih ym bet, zy śtind ny uf, oder
gryhta hoüt zy zih ym bet. No.
– No ȧ fyrym wiöe dos ȧzu, ziöeta zy?
No wȧs yh? Zyfuł zoh yh dyham, no. Zy hoüt zih śun
ym bet.
Babcia czepiła się w łóżku
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
No pewnie, ona siadała w łóżku, nie wstawała, ale od razu czepiła się w łóżku.
– A czemu to tak było?
A czy ja wiem? Tyle widziałam w domu. Ona się czepiła już w łóżku.

[70]
Dy bowa, wo gingja bocȧm end wymysiöeryś
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Y dy kjyh – frȧłik! Oder nöhta, wi’s ȧzu śun wiöe ny
erłiöet, no to gingja zy śun ony hoüa. Oder wymysiöeryś. Wün piöer zyty bowa, wiöe s’Wȧśkl-Kȧrolka,
mȧj müter, ȧna nöhta wiöe fum, fum... no, Kasi Botuł-Mjyrkowej, dy müm ging oü pocy end wymysiöeryś.
Bo dy jungsta, dy jyngsta bowa gingja śun ȧzu, wȧst, s’wiöe ny erłiöet, no to nyta
zy śun ȧ rykla, ȧna gingja zy ȧzu śun.
– Bo ojer śwygjermüter ging oü wymysiöeryś?
Ȧ, di ging pocum tut wymysiöeryś. Zy hot oü cwe, cwe... cwej rek, zej wiöe ȧ
öemy bow, ny? Bo der kłop śtiörw, zy ławt ju ȧni kȧ jür mytum kłopa, ȧn’ȧ śtiörw.
Kobiety, które do końca życia chodziły po wilamowsku
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Do kościoła, pewnie. A potem, jak już nie było dozwolone, to chodziły już bez
czepców. Ale po wilamowsku. Było parę takich kobiet, była Wȧśkl-Karolka, moja
matka, a potem była od od... no Kasi Botuł-Mjyrkowej ciotka chodziła do końca po
wilamowsku. Bo te młodsze kobiety chodziły już tak (nie po wilamowsku), bo nie
było wolno, no to szyły już sukienki i tak chodziły.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[71]

Ȧ bow trüg koroln fu böśtan
Abda-Inga (1928–2016), 2009.

No ȧn dö wün, s’wün gynüg, dy ołda bowa s’mȧst trüga
zy. Oder wȧsty, ȧ bow kant yh nö y Wymysoü, wo trüg
koroln ny fu koroln, oder fu Bernstein.
– Ju?
Gynoü ȧzu gyśnyct wi dy ruta koroln, oder nö by... underwoh ging zy myt dan Bernstein.
– Ju?
Ju.
– Ȧ wyłys wiöe dos?
Dos wiöe fun Zejmyśa. Wu der Frana wiöe, der Böba-Frana ferwejwa. Dy
śwygjermüter.
Jedna kobieta nosiła korale z bursztynu
Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
No a tu były, było dość trochę, najczęściej starsze kobiety je nosiły. Ale wiesz,
jedną kobietę jeszcze znałam w Wilamowicach, która miała korale nie z korala, ale
z bursztynu.
– Tak?
Dokładnie tak uformowane, jak te czerwone korale, ale jeszcze... w tygodniu chodziła w tych bursztynach.
– Tak?
Tak.
– A która to była?
To była od Zejmów. Gdzie Franek był, Boba-Franek gdzie się ożenił. Jego teściowa.
[72]

Wi zih ȧ Wymysiöejeryn fjym krig zułd ocin
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

Cyjyśt höt zy s’hemb. Nöhta hot zy ȧ zyta, kymt’s cy
ziöen, dos wiöe ȧ zyta r... niby podłüćka. Ȧ podłüćka,
dos wiöe... wi’s wiöe wiöem[y], wiöe dos fu filc. Ȧ wi
s’wiöe mȧja, śejn, no to wiöe’s ȧ wȧjsy. Ȧn ȧzu wiöe
dos śtrimik, niby ȧ wiöemy podłüćka. Ȧ nöht wiöe ȧ
rök, ȧn ȧ śjyctüh. Der rök wiöe inda, kymt’s cy ziöen, dyhynda wün fałda, ȧn dy
wün dy... z przodu, fu föna wün zy fu wiöe... wiöer wiöe zöfuł ny, bo diöt wün

101

�102

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

wejder hefa fałda ȧna dö wiöe der... s’śjyctüh dakt zy dos ołys cü. No ȧn ȧ jüpka.
Ȧ śejny jüpka. Ȧn underwoh to wiöe zy ȧzu śejn ny, bo s’wiöe gywynłik jok.
Ȧn ȧzu wiöe myt borta. Y dy kjyh ȧn ȧzu, zyty śejny borta. Ȧ... do dy jüpka śejn
ej. Oder yn krȧćum oba underwoh y dy kjyh, to wiöe śun dos amer ȧbyselüćü. Myt
ander zyty... kymt’s cy ziöen, wȧ nist, wi dos... ȧ hoft.
– Oüsgynyt.
Ju, jyśter. No do wün jüpka śejny, ȧn dos wiöe, ȧna ufs hiöet ȧ tihła wymysiöejer, dy
müst gejn ym tihła. Wjyr, mȧkja, müstwer oü ȧ tihła hon. Oder nöhta, wi’s wiöe wamer, do gingwer śun ony tihła, mȧkja. Oder dy mama, to łang gingja zy yn ymyntihła
[ymertihła] y dy kjyh. Oder nöhta wiöda zy gyśȧjter, by Doüćłand, nöhta dy Doüća ziöeta zu: „S’ej ȧbysła śod y di, niby dy ymyntihła [ymertihła] oüsbłȧha”. No do gingja
zy y dy jüpka [yn jüpkja]. Ołdyśt by Doüćłand gingja zy ony ymyntihła [ymertihła].
– Ȧ ejer to inda wiöe?
Inda müsta zy hon. Cy wiöem, cy kołd, wiöe’s... s’ymyntihła [s’ymertihła] müst zȧjn.
Wen dy wiöest oüsgan śun. Oder ȧzu ȧ mȧkja wi wiöe, to ging zy yr jüpka y dy kjyh.
No ȧ yn krȧćum, no do wiöe wejder ander ocug, amer. Płesnerrök, no to płesnerrök dos
wiöe... z Pszczyny, płesner. No dos wiöe... dü wȧst, wosfer dos rek zȧjn. Zyty śtrimła,
oder ny ȧzu... śejn, oder płesnerrök dos wiöe yn krȧćum ȧna underwoh y dy kjyh.
Jak przedwojenne Wilamowianki się ubierały
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Najpierw miała koszulę. Potem miała taką, przyjdzie powiedzieć, to była taka
niby halka (podłüćka). Halka, to było jak była ciepła, to była z filcu (flaneli). A jak
był maj, ładnie, to biała. A tak, to była w paski, niby ciepła halka. A potem była
spódnica i fartuch. Spódnica była zawsze, przyjdzie powiedzieć, z tyłu były fałdy,
a z przodu były z innego materiału, bo tam było znowu pełno fałd, to fartuch to
wszystko zakrył. No i jupka. Ładna jupka. A w tygodniu to nie była taka ładna, bo
była zwyczajna tylko. A tak, to była z bortami. Do kościoła i tak, takie ładne borty,
żeby jupka była ładna. Ale w karczmie albo w tygodniu do kościoła, to to już było
trochę biedniejsze. Z innymi takimi, przyjdzie powiedzieć... haftami.
– Wyszyte.
Tak, kiedyś. No to były ładne jupki, a to było... i na głowę chustka wilamowska,
musiałaś iść w chustce. My, dziewczyny musiałyśmy mieć chustki. Ale potem, jak
było cieplej, to chodziłyśmy już bez chustek, dziewczyny. Ale mama, to długo jeszcze chodziły w odziewaczkach do kościoła. Ale potem już zmądrzały, za Niemiec,
potem Niemcy powiedzieli tak: „Trochę szkoda tych..., odziewaczki płowieją”.
No to chodziły w jupkach. Dopiero za Niemiec chodziły bez odziewaczek.
– A kiedyś to zawsze była?
Zawsze musiały mieć. Czy ciepło, czy zimno, odziewaczka musiała być. Jak byłaś
już wydana. Ale tak, panienka jak była, to szła w jupce do kościoła. No do karczmy

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

to był znowu inny strój, biedniejszy. Płesnerrök, płesnerrök to było z Pszczyny,
pszczyńska. To było... ty wiesz, które to są spódnice. Takie paseczki, ale nie takie
ładne. Ale płesnerrök to było do karczmy i w tygodniu do kościoła.
[73]

Wosfer hemb jyśter wün
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

Nȧ, jyśter, dy mü[ter]... dy mama, do müsta, dy jemuł
[jemułn] müsta zȧjn bocy dö. Oder nöhta wün zy śun
gyśȧjter, s’ej śod ym dy wiöer ȧna kymt’s cy ziöen, zej
müsta dos... wi kymt’s cy ziöen... obrócili to, ymłen, no
do mahta zy dy jemuł [jemułn] kjycer. No do nytwer dö
yns błimła oüs, owi wjyr, mȧkja. Nöhta hotwer s’hemb myt błimła, do wiöe’s fjyr
ȧ blüzka gryhta ȧna... Oły wüwer öem ogycün. Oder wymysiöeryś, no. Wymysiöeryś,
ym rykla, ym śjyctüh, oder nöhta wün śun rykla fjyr yns, mȧkja, gancy rykla, ny rek,
bo dos wiöe cy wiöem, ys fȧld cy gejn ata.
O tym, jakie dawniej były koszule
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Nie, kiedyś mama, to rękawy musiały być aż dotąd. Ale potem były już mądrzejsze,
szkoda materiału i przyjdzie powiedzieć, musiały to... obróciły to, to zrobiły te rękawy krótsze. No to wyszywałyśmy sobie kwiatki, my panienki. Potem miałyśmy
koszule z kwiatkami, to było od razu jako bluzka. Wszystkie byłyśmy biednie ubrane. Ale po wilamowsku, no. Po wilamowsku, w sukience, w fartuchu, ale potem
były już sukienki dla nas, dziewczyn, całe sukienki, nie spódnice, bo to było za
ciepło do pracy w polu.
[74]

Jyśter gusa zy ym śmjyrgüst ny ȧzu wi yta
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

Hota zy won, do fu hułc wiöe dy won. Cy boda, no do
ȧbyselüćü woser, no oder ny cy fejł, do zu mȧkja wiöe,
kymt’s cy ziöen, myta śü wiöd’s giöe ny nos, bo dos
wiöe ju ołys cy śwjer, oder zy śunta jyr. Ȧ yta s’łen zy
dih nejder y dy... ys woser, yta ys’s ganc andyśt, wi’s
jyśter wiöe. Jyśter gusa zy zih ȧzu ny wi yta.

103

�104

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Kiedyś nie lali po śmierguście tak mocno jak teraz
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Mieli wannę, z drewna była wanna. Do kąpania, no to trochę wody, no ale nie za
dużo, żeby dziewczyna była tak przyjdzie powiedzieć, nawet butów nie miała zmoczonych, bo to było wszystko za ciężkie, ale szanowali je. A teraz kładą je do wody,
teraz jest całkiem inaczej, niż było kiedyś. Kiedyś tak nie lali, jak teraz.
[75]
Zy śtełta ufum dah ȧ wiöen cyzoma
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Oder mȧj tȧta fjyrcyłt [fercyłt], wi’ȧ ging cyr mama
cym Hȧla-Mockja diöt, cym Tobyś, do śtełt’ȧ ȧn wiöen
ufum... ufum dah, ufer śoün. Śtełta zy. Dy büwa kuzta
myter [myta]... ełdyn, ȧn dy andyn śtełta ufum dah ufer
śoün ȧ wiöen cyzoma, no. Konsty ziöen, wi zy jyśter cykrigata, dos wiöe ny cym ziöen.
Jak złożyli wóz na dachu
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Ale mój tata opowiadał, że jak chodził do mamy, tam do Hala-Mocka, do Tobysia,
to postawili wóz na dachu, na stodole. Postawili. Chłopcy rozmawiali z rodzicami
(dziewczyny), a ci drudzy składali na dachu stodoły wóz (drabiniasty). No powiedz,
jak kiedyś robili na złość, to było nie do powiedzenia.
[76]

Ym śmjyrgüst kund’ȧ ny gejn, wi’ȧ hot ahca jür
Lüft-Staha (1926–2021), 2019.

Wi’ȧ hot zymfca jür, kon’ȧ nö njynta ny gejn. Wen’ȧ
höt ahca jür, müst’ȧ kiöefa brantwȧjn, di oły rüfa ȧn
bjyr ȧjkiöefa, nöhta kon’ȧ rymgejn.
Po śmierguście nie można było iść, jak się nie
miało osiemnastu lat
Stanisław Foks (Fox) (1926–2021), 2019.
Jak miał siedemnaście lat, to nie mógł nigdzie iść. Jak miał osiemnaście lat, to
musiał kupić wódkę, wszystkich zaprosić i kupić, to dopiero potem mógł chodzić.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[77]

Jyśter wiöe łöstikjer, wer śłysa dy fadyn
Biöeźnjok-Helka (1924–2014), 2009.

Es wiöe [s’wiöe] zjyr łöstik y Wymysoü jyśter. Wȧł,
cym bȧjśpil, wjyr śłysa dy fadyn, cy yns, yn der kyh
[yr kyh]. Koma oły nökweryn, oła mȧkja. Ȧna dy bowa
oü. No ȧzu... wos kon yh ziöen mejer? Wjyr hon fejł
mytgymaht dö, wȧsty? Wi di Rüsyn [Rüsa], wi koma
dö, uf Wymysoü. Ȧ s’wiöe zjyr śejn, fadyn, für dym krig [fjym krig], dy nökwer
hota zih zjyr gan. Zy gingja c’öwyts inda cyzoma. Uf der bank zasa [zösa] zy, bo
jyśter wiöe kȧ radio, wiöe kȧ, kȧ te... fernzejer wiöe, wiöe nist. Ȧ ołys wiöe güt,
s’wiöe łöstik. Ȧ yta, yta dy łoüt hon fernzejer, hon telefon, zy zȧjn fjyr zejh mejer.
– Ju. Bo jyśter ida zuntag, koma dy bowa.
Frȧłik, oły zuntag, oder undweroh oü. Underwoh s’öwyts. Koma zy oü, gingja zy cy
nökwer. Zy hota zih jyśter zjyr gan. Yta oü, oder ider ej fjyr zejh mejer, wȧst? Wȧł
ider höt, wi yh ziöet, fernzejer, und telefon, und so weiter.
Kiedyś było weselej, szkubałyśmy pierze
Helena Gasidło z d. Zejma (1924–2014), 2009.
Kiedyś było w Wilamowicach bardzo wesoło. Bo na przykład, my szkubałyśmy
pierze, u nas w kuchni. Przyszły wszystkie sąsiadki, wszystkie dziewczyny. I mężatki też. No i tak, co mogę jeszcze powiedzieć. Dużo tu wycierpieliśmy, wiesz?
Jak Ruscy, jak przyszli do Wilamowic. A było pięknie, pierze, przed wojną, sąsiedzi
się bardzo lubili. Wieczorem się spotykali. Wysiadywali na ławce, bo kiedyś nie
było radia, nie było telewizji, nic nie było. A wszystko było dobrze, było wesoło.
A teraz, teraz ludzie mają telewizory, telefony, są tacy więcej dla siebie.
– Tak, bo kiedyś w każdą niedzielę schodziły się kobiety.
Pewnie, w każdą niedzielę, ale w tygodniu też. W tygodniu też, wieczorem. Przychodziły też, szli do sąsiadów. Kiedyś się wszyscy bardzo lubili. Teraz też, ale
każdy jest, każdy jest więcej dla siebie, wiesz? Bo każdy ma, jak powiedziałam,
telewizor, telefon i tak dalej.
[78]

Fjym krig go’s ny hefa kroüt y Wymysoü
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

Yh wa der wos ziöen, wi wjyr by Pöłscȧjt, no to
hotwer inda kroüt, kymt’s cy ziöen, cwencik cȧjł
[cȧjłn], do zectwer kroüt y cwencik cȧjł. Ȧna s’gan-

105

�106

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

cy gywend höt funfcik cȧjł oba zȧhcik cȧjł, no ny? No do can cȧjł zȧjn kroüt
gyzoct, ȧn s’łecty wiöe myt kwaka gyzoct. No do wen dy höst zöfuł kroüt, dü
djefst ju zöfuł ny hon, fjyr dejh, y ȧ bytła, no do s’łecty konsty ferkiöefa. No.
Oder jyśter, kymt’s cy ziöen, war handułt myt kroüt? Wen ider hot kroüt, ider
zoct’um dyham, no, ym gyweł wiöe, yh wȧ nist ny... kymt’s cy ziöen, ufum
jümyt. Na targu, jümyt, ny?
– Ju, jümyt.
Ju. No do ufum jümyt konsty kroüt ferkiöefa, s’bytła hotsty, no do ferkoüfsty uf dy
typła. Fu liter oba ȧ hołp liter wiöd kroüt ferkoüft y Wymysoü, wi wiöe jümyt. Ȧna
uf dy Bejł wi füt’ȧ, no do hota zy ym bytła s’kroüt. Zoüwerkroüt.
Przed wojną w Wilamowicach nie było dużo kapusty
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Powiem ci, jak my za polskich czasów (w okresie międzywojennym), no to mieliśmy zawsze kapusty, przyjdzie powiedzieć, dwadzieścia rządków. To sadziliśmy
kapustę w dwadzieścia rządków. A całe stajanie (pole) miało pięćdziesiąt rządków,
albo sześćdziesiąt rządków, no nie? No to dziesięć rządków było obsadzonych
kapustą, a reszta była obsadzona kwakami (brukiew). No to jak masz tyle kapusty,
nie potrzebujesz tyle dla ciebie, do jednej beczki, no to resztę możesz sprzedać.
No. Ale kiedyś, przyjdzie powiedzieć, kto handlował kapustą? Jak każdy miał kapustę, każdy sobie sadził w domu, no. W sklepie była. Nie wiem, przyjdzie powiedzieć, na targu, nie?
– Na targu.
No. No to na targu możesz sprzedać kapustę, beczkę miałeś, no to sprzedawałeś na
garczki. Na litr albo pół litra sprzedawano kapustę w Wilamowicach na targu. A do
Białej jak jeździli, to mieli w beczce kapustę. Kiszoną kapustę.
[79]
Dy śwoümła hon yta ny wos cy frasa
Abda-Inga (1928–2016), 2009.
Yta hon zy ju dö ny, wos cy frasa. Ȧni dy śwoümła
hon mej... jyśter ym śtoł wün fuł fłigja. Do wün cwe,
drȧj nast [nest] zugiöe ym śtoł. To fługa zy nȧj ȧn
roüs. Ȧn dy łoüt wün fruł, do zy’ȧ dy fłigja roüsfunga [roüsfünga]. (...) C’yns, dö by Nikls ufum Rynk,
do ym fürhoüz hota zy gymaht ȧ zytys koüłikjys wos, ȧn dos wiöe diöt underum
sufit, ȧn... do wün cwe nastła inda. Ȧ wjyr hota, als [oüz] kyndyn hotwer inda
śejny bynzeła, do hot yh miöehysmöł ufum bynzeła oü ȧjgymyst.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Jaskółki nie mają teraz co jeść
Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
Teraz nie mają tu czego jeść. Ani jaskółki, bo kiedyś w chlewie było pełno much.
To były dwa, nawet trzy gniazda w chlewie. To wlatywały i wylatywały. A ludzie
byli zadowoleni, że im wyłapywały muchy. (...) U nas tu, u Niklów na rynku, to
w sieni zrobili takie coś okrągłego i to tam było pod sufitem. To były zawsze dwa
gniazdka. A my miałyśmy, jako dzieci, miałyśmy zawsze ładne wstążeczki, to miałam czasem narobione na wstążeczce.
[80]

Jyśter wiöe dy wjytśoft ganc andyśt
Linküś-Ruzła (1926–2009), 2009.

Jyśter wiöe dy wjytśoft ganc andyśt wi yta. Jyśter wiöe’s
zjyr śwjer. Ołys maht zih myta henda, ołys. S’droś zih
myta henda, ȧ s’zyt zih myta henda, s’nom zih wȧg myta
henda, dos wȧgnama, dos nama... Bundwer zyty giöewa
ȧn wer śtełta zyty bowa, bo dos gytrȧd müst güt oüstroügja. Nöhta fütwer dos nȧj, nö
myta fłygln dröśwer, no. Ołys maht zih myta henda, ołys. Yta maha ołys dy maśinn.
Kiedyś praca na gospodarstwie była całkiem inna
Rozalia Hanusz z d. Nowak (1926–2009), 2009.
Kiedyś praca na gospodarstwie była całkiem inaczej niż teraz. Kiedyś było bardzo
ciężko. Wszystko robiło się ręcznie. Młóciło się ręcznie, a siało się ręcznie, odbierało się (snopki) ręcznie, to odbieranie. Wiązaliśmy takie snopki i stawialiśmy
takie babki, bo to zboże musiało dobrze się wysuszyć. Potem to wwoziliśmy (do
stodoły), jeszcze cepami młóciliśmy, no. Wszystko robiło się ręcznie, wszystko.
Teraz wszystko robią maszyny.
[81]

Yta ej ȧ beser cȧjt wi jyśter
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2009.

Güty cȧjt, zjyr güty cȧjt. Jyśter wiöe’s ȧzu güt ny, wi’s
yta ej. Wi yhy jung wiöe, Mȧryja, wen wer gingja
ufs fȧld, hoün oba wȧs, oba kün, no, no s’gytrȧd. Do
ȧby… ȧ… ȧ bow, cwü hiwa zy, der, der kłop, ȧn yhy
bund dos cü ȧna wer müsta nö byhend zih fjydyn, bo

107

�108

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

s’füng śun cy rȧnn. Ȧ yta ej zyty śejny cȧjt. Ȧ s’höt kȧ, nimand dö, ys [yms] rod kȧ
kü. S’zȧjn kȧ ki, s’zȧjn kȧ, kȧ fad, nist ej mej ny. Yt zȧjn dy mȧśinn.
Teraz jest lepsza pogoda niż dawniej
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2009.
No dobra pogoda, bardzo dobra pogoda. Kiedyś nie było takiej dobrej pogody, jak
teraz jest. Jak byłam młoda, Maryjo, a szliśmy na pole, siec albo pszenicę, albo
żyto, no zboże. To jedną babkę, dwie skosili, mąż, a ja to związałam i musieliśmy
się bardzo spieszyć, bo już zaczynało lać. A teraz jest taka piękna pogoda. A nikt
tu wkoło nie ma krowy. Nie ma krów, nie ma koni, nic nie ma. Teraz są maszyny.
[82]

Dy cökela fjym krig
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

Do cökela wün – o matko! – dos wün zyty ander cökela.
No, kymt’s cy ziöen, ny zyty, wi yta zȧjn. Ȧbyselüćü
apuł, kymt’s cy ziöen, ȧna hung oba cöker gym... gybrant, dos wün, takie miodowe więcej, hisa zy, fu hung
cökela, hungcökela. Ȧ nöhta wün śtolperki śun, śpyter,
dos wün... zejwȧndresikjer jür oba nö ejer, kyndyn wüwer, wün, gingwer. Do dy mama
kund kiöefa fjyr fynf groś, no do krigt zy fynf zyty cökela, no to idys hot ȧ cökela.
Cukierki przed wojną
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Cukierki były, o matko, to były takie inne cukierki. No, przyjdzie powiedzieć, nie takie, jak teraz są. Trochę ziemniaków, przyjdzie powiedzieć i miód albo cukier pieczony, to były takie miodowe więcej, nazywali je, cukierki z miodu, miodowe cukierki.
A potem były już śtolperki, później, to było... w 1937 roku albo jeszcze wcześniej,
dziećmi byłyśmy, to chodziłyśmy. Mama mogła kupić za pięć groszy, to dostała pięć
takich cukierków, to każda miała jeden cukierek.
[83]

Jyśter mahta zy cigln myta henda
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Cyderjyśt mahta zy cigln myta henda. Mȧj hyt ej oü gyboüt fu cigln myta henda. Mȧj nökwer maht di cigln ȧna

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

dos troügta zy ufum płoc, ȧ nöhta ufer heja, dö, wu zȧjn di mȧlina, diöt mahta zy ȧn zyta,
łe... Dos müsty kyna, ny? Di cigln ȧzu, ȧna zy underbranta undyn, ȧna di, dos fojer brant
ȧzu łang, wȧjł di cigln ny zȧjn oüsgybrant. No s’wün nymiöeha wün cy zjyr gybrant, no
to müsta zy dos wȧgwȧfa [wȧgwafa]. Ȧna di śejna boüta zy, boüt mȧj foter mȧj hoüz.
Kiedyś robiono cegły ręcznie
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Najpierw robili cegły rękami. Mój dom też jest wybudowany z ręcznie robionych
cegieł. Mój sąsiad robił te cegły i to suszyli na placu, a potem na górze, tam, gdzie
są te maliny, tam robili taki... To musisz umieć, nie? Cegły tak i podpalali pod tym,
i ten, ten ogień się palił tak długo, aż te cegły się nie wypaliły. No były niektóre, co
były za bardzo wypalone, no to musieli je wyrzucić. A te ładne to z nich budowali,
mój ojciec wybudował mój dom.
[84]

Wi zy s’wejtünikjy kürjyta
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

No, cym dökter gingja zy, ȧ zy kürjyta zih oü ȧłȧn dyham. No mahta zy... wen dy hotst... ȧ, cym bȧjśpil, ȧ füs
wejtünik ȧzu wi yh, nöma zy fur łynd... kore, ȧna fu... fu
ynwik śyłta zy dos mytum maser ȧn zy rejsta dos ufum
roüm, ȧ nöhta łeta zy dos cü. Ȧn dos hułf [hüłf] ołys.
Jak leczyli bolące miejsca
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
No, do lekarza chodzili, ale leczyli się też sami w domu. No robili, jak miałeś..., na
przykład nogę bolącą, jak ja, to brali z lipy korę, i ze środka to tak obierali nożem
i smażyli to na śmietanie, a potem to przykładali. I to wszystko pomagało.
[85]

Dy śłykjermyłih kürjyt ȧ brüder
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Mȧj brüder wiöe zȧhs jür jyngjer fön mer, ȧna wi’ȧ ej
gybün, no do wjyr wün cyderjyśt cwej [cwe] mȧkja.
No wułd der foter hon ȧn zun. Nöhta hota zy, zȧhs jür
wiöe’ȧ jyngjer fön mer, ȧ ej śun oü gyśtiörwa. Ȧn’ȧ

109

�110

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

krigt lungenencundung [płoücencindung]. Nöma zy śłykjermyłih ȧn zy łeta cü
di śłykjermyłih. Dos denk yh, wiöe’ȧ ȧ klin kynd. Hot’ȧ fylȧjht ȧ hołp jür oba ȧ
jür, bo ȧ klin kynd. Ȧn zy łeta di śłykjermyłih cü, do wen’ȧ höt hyc, do dos gejt
dy hyc wȧg. Ȧn’ȧ wiöd gyzund.
Jak kwaśne mleko wyleczyło brata
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Mój brat był sześć lat młodszy ode mnie i jak się urodził, no to my byłyśmy najpierw dwie dziewczynki. No ojciec chciał mieć syna. Potem mieli, sześć lat był
młodszy ode mnie, też już umarł. No i on dostał zapalenie płuc. Wzięli kwaśne
mleko i przykładali to kwaśne mleko. To pamiętam, byłam małym dzieckiem.
Miał może pół roku albo rok, bo małe dziecko. I przykładali to kwaśne mleko, jak
miał gorączkę, żeby ta gorączka odeszła. I wyzdrowiał.
[86]

Kürjyn myt kwaka
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Kwaka, mȧj baba, zej hot zyty bykantśoft.... y dan
łoüta, y zyta... weter nökwyn. Zej wönta diöt... bym
woser (Zöł), ny wȧjt. Ȧ zȧj... mȧj müter wiöd krank,
oder yhy wȧ ny, wi dos hȧst wymysiöeryś. Hemorojde. Ȧna... do wȧsty, dos ej... zyty krankhajt [krankyt],
zyty krankyt ym, ym diöem, ny? Ȧna, oder... dos zȧjn grusy, dos tüt zjyr wej. Ȧ mȧj
müter wiöd ȧzu krank ȧna dy, dy baba ziöet ȧzu: „Hiöer ok Helćü, yhy wa diöt gejn”
– dos wiöe wȧjt, dos wiöe śun ym end Wymysoü – „h’wa fren wi har dos maht”.
Ȧna kom zy yn ham, nom zy di kwaka, maht zy ganc rȧn, bo dos ej fu ad, ȧna śnȧd
zyty śtykla y ȧn amper, ȧn nöhta gus zy kohnik woser uf dos, zy dekt dos ȧbysła
cü, ȧ wen dos ej ȧzu... śun ny ganc wiöem, oder wiöem, to müsty dih... uf dos zeca.
Müsty dih oüscin ȧna wȧsty wos. Dos wiöe jyr güt, ȧn zy wiöd gyzund.
Leczenie kwakami (brukwią)
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Kwaki, moja babcia, ona miała takie znajomości, z takimi ludźmi, takimi dalszymi
sąsiadami. Oni mieszkali tam... przy wodzie (Soła), niedaleko. A jego... moja matka zachorowała, ale nie wiem, jak to się nazywa po wilamowsku. Hemoroidy. I, to
wiesz, to jest taka choroba, taka choroba jelita, nie? I to jest, to są duże, to bardzo
boli. A moja matka tak zachorowała i babcia powiedziała tak: „Czekaj tylko Helciu,
ja tam pójdę”, to było daleko, to był już koniec Wilamowic, „Ja zapytam, jak on to

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

robi”. I przyszła do domu, wzięła kwaki, całkiem je wyczyściła, bo to jest z ziemi,
i kroiła takie kawałki do wiadra, a potem wlała na to gorącą wodę, przykryła to
trochę i jak to jest takie... już nie całkiem ciepłe, ale ciepłe, to musisz na to siąść.
Musisz się rozebrać i wiesz co. To było dla niej dobre i ona wyzdrowiała.
[87]

Gest fu Belgjen
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2009.

Di fu Belgjen, wo köma, wȧsty’s? Wo yhy diöt śłüf. Di
hota mih ȧzu gan wi... di köma dö gyfiöen śtȧjd. Oły
jün köma zy ym zumer gyfiöen, dö, byn [ben] mer,
wȧsty’s? Yhy koht, yhy... zy śłüfa byn [ben] mer, ołys.
Oder derzȧnk ławt nö mȧj kłop, ȧn mȧj mama wiöe oü
łang nö, do hułf [hüłf] zy mer, wȧsty’s?
Goście z Belgii
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2009.
Ci z Belgii, co przyjeżdżali, wiesz? Co ja u nich tam spałam. Oni mnie tak lubili,
jak... oni przyjeżdżali tu ciągle. Każdego roku przyjeżdżali tu w lecie, tu, u mnie,
wiesz? Ja gotowałam, oni u mnie spali, wszystko. Ale wtedy żył jeszcze mój mąż
i moja mama była jeszcze długo, to pomagała mi, wiesz?
[88]

Wo wer byr müter zocta
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Wȧsty wos, wjyr hon gyzoct byr müter jok kroüt, ȧn büroka fjy dy ki ȧn fylȧjht ruty büroka yhta. Ȧna zu hotwer
ju nist mejer. S’wiöe kȧ sałot, s’wiöe kȧ... zyty griny
zaha, cwypułn, no to cwypułn hower byśtymt gykoüft.
Bo ym giöeta wiöe oü ny. Dos wiöe ołys nöhta śpyter.
Co sadziliśmy u mamy
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Wiesz co, my sadziliśmy u mamy tylko kapustę i buraki dla krów i może coś
czerwonych buraków. A tak, to nie mieliśmy nic więcej. Nie było sałaty, nie było
żadnych takich… takiej zieleniny, cebuli, no cebulę na pewno kupowaliśmy. Bo
w ogrodzie też nie było. To wszystko było potem, później.

111

�112

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[89]

Wos zih os bocȧ mytag
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

Wjyr jyśter, wi wer kyndyn wün nö, no do dy mama
śtind inda ym fynf uf, der tȧta oü, bo ym fad ȧjśyta, ȧna
ym hołp zȧhs fün zy śun ufs fȧld, ny? Ȧn dy mama,
wi wjyr wün nö jyngjer, no do müst zy gejn yn śtoł,
ki mȧlkja ȧn śwen ferryhta, ȧn ȧzu wiöe dos, ȧn nöhta
wiöd dy Polinskja-müm, inda wiöe zy bym błȧh, no do brant zy myt śtȧkla, bo hułc
hotwer hefa, bo hota ȧn puś, no do śtȧkla wiöd gybrant. Ȧna s’wiöd inda gymaht
polyk, myt apuł [arpułn], s’mügjys, oba myt ćjyrkja, myt myłih ziser oba myt zoüwermyłih. Myt zoüwermyłih to wün gymaht dy ćjyrkja fu, fu künmał. Ȧna zisy
ćjyrkja do wün myt wȧs. Mąki pszennej.
– Wȧsamał.
Ju, no do wün inda, oder kȧfy wiöe ufȧ, uf mügjaasa [ufs mügjaasa]. Nöhta ym
noün konsty kȧfy asa myt brut. Ȧn ȧzu wiöe inda polyk ȧn apuł [arpułn] ogymaht
myt śpyrkja, oba ufum andum tag [ufȧ andyn tag] gywjemty apuł ufum roüm,
dos wiöe zjyr fȧjn. Ufum roüm, zoüwerroüm. Ȧna apuł [arpułn] fu gestyn, płacła
gyśnyta. Ȧn dos wiöe... ȧzu ruh dos, wi myt puter, kymt’s cy ziöen. Dos wiöe
s’besty asa, ufȧ mügjaasa, myt ćjyrkja. Myt wȧsa, myt ziser myłih. No ȧ nöhta
wiöe ym noün, wi wer ny gingja y dy śül, no do ym noün wiöe nöhta kȧfy myt
brut. Oder wjyr wułda beser apuł [arpułn] hon, myt ziser myłih, myt ćjyrkja, owi
dos brut. No s’brut wiöe troüg, miöehysmöł wiöe’s byśmjet myt twiöeg, oder myt
puter ganc wing, bo dy puter müsta zy ferkiöefa, do zy giełd mahta uf... śtȧjer, yns
ocin, ȧ fu wos hota [zułda] zy s’giełd maha? Dos wiöe, kymt’s cy ziöen, yhy bej
ganc byrysa, kymt’s cy ziöen, bo yhy müst ganc, fu oła mȧkja s’rykla hon. No dos
wiöe śun gyfłykt, kymt’s cy ziöen, byrysa, wi’h śtej myter śoüfuł. Ołys ej byrysa,
kymt’s cy ziöen.
Co się jadło przed południem
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922).
Kiedyś, jak byliśmy dziećmi, to mama wstawała zawsze o piątej, tata też, bo koniowi nasypać i o wpół do szóstej już jechali na pole, nie? I mama, jak byłyśmy jeszcze
młodsze, no to musiała iść do chlewa, krowy doić i świnie odbywać. I tak to było.
No a potem była ciotka Polinska, zawsze była przy blasze, no to paliła patykami,
bo mieliśmy dużo drewna, bo mieliśmy las, no to paliła patykami. I zawsze była
robiona polewka z ziemniakami rano, albo z zacierką, ze słodkim albo kwaśnym
mlekiem. Z kwaśnym mlekiem to była zacierka z mąki żytniej. I słodka zacierka to
była z pszenicą, z mąki pszennej.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

– Z mąki pszennej.
Tak, no to była zawsze, albo kawa była na śniadanie. Potem o dziewiątej możesz
jeść kawę z chlebem. A tak, to zawsze była polewka i omaszczone ziemniaki
ze szpyrką, albo na drugie to odgrzane ziemniaki na śmietanie, to było bardzo
fajne. Na śmietanie, kwaśnej śmietanie. I ziemniaki z wczoraj, pocięte na plasterki. I to było... tak to pachniało, jak z masłem przyjdzie powiedzieć. To było
najlepsze jedzenie, na śniadanie, z zacierką. Z pszenną, ze słodkim mlekiem.
No a potem było o dziewiątej, jak nie szłyśmy do szkoły, no to o dziewiątej
była potem kawa z chlebem. Ale my wolałyśmy ziemniaki ze słodkim mlekiem,
z zacierką, niż ten chleb. Bo chleb był suchy, czasem był posmarowany serem,
albo masłem to tak bardzo rzadko, bo masło musieli sprzedać, żeby zarobić
pieniądze na... podatki, żeby nas ubrać. A z czego mieli zrobić te pieniądze? To
było, przyjdzie powiedzieć, ja jestem całkiem obdarta, przyjdzie powiedzieć,
musiałam całkiem, od wszystkich sióstr mieć sukienki. No to było już połatane, przyjdzie powiedzieć, obdarte, jak stoję z łopatą. To wszystko jest obdarte,
przyjdzie powiedzieć.
[90]

Fanküh gybröht ufs fȧld
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

Wen imyd hot cȧjt, owi dy mama, oba dy Polinskja-müm wiöe, no do maht zy inda fanküh, ferśtejsty?
Do bröhta zy, no fynf ȧjyn, myłih ȧna cwej łefuł
[łefułn] mał ȧn zy mahta, no śpyrkja wün. Fetys wiöe
oü, bo s’śwȧjn wiöe gyśłaht, no do, dos wiöe ȧjgy... ym
kosta ȧjgyzałca, dy śpyrkja, no do wün di śpyrkja, do mahta zy fanküh, do bröht dy
mama ym noün s’mügjys, s’kymt cy ziöen fanküh ȧna ym bȧńka kȧfy, myt myłih,
no do öswer ym fȧld śun, dos śmekt zjyr güt ym fȧld. Konst nö ȧmöł mejer ufasa.
Jajecznica przynoszona na pole
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Jak ktoś miał czas, na przykład mama, albo ciotka Polinska była, to zawsze robiła jajecznicę, rozumiesz? To przynosili, no pięć jajek, mleko i dwie łyżki mąki
i robili, no szpyrka była. Tłuszcz był też, bo świnia była zabita, no to, to było tak
zasolone w skrzyni te szpyrki, no to były szpyrki, to robili jajecznicę. To przynosiła mama o dziewiątej rano, przyjdzie powiedzieć jajecznicę i w bańce kawę z mlekiem. No to jedliśmy już w polu, to smakowało dobrze w polu. Możesz jeszcze
raz więcej zjeść.

113

�114

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[91]

Pylyk ȧn woserpip
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.

Brȧj oü, pylyk kohtwer, pylyk fu śłykjermyłih kohtwer.
Do... müstwer zy ufkoha, nöhta gytwiłer maha, ȧbysła
mał, ȧbysła woser, ȧna zu öswer. Dos wiöe jyśter.
– Ȧ woserpip oü?
Oü kohtwer woserpip. Dy epuł [epułn] śnyta zy, cyśnydwer, oder zy śyłta zih ny. Myt dar fał, kohtwer zy,
nok dy... di kanła, krötwer oüs, do zy ny śwyma, ȧna ȧzu kohtwer ȧna dos nöhta...
rejsta zy śpyrkja, mahta zy dos o ȧn ȧzu ösa zy. Ȧzu wiöe’s jyśter.
Polewka i woserpip (pipa na wodzie)
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2012.
Bryję też, polewkę gotowaliśmy, polewkę z kwaśnego mleka gotowaliśmy. To…
musieliśmy ją zagotować, potem zrobić zacierkę, trochę mąki, trochę wody i tak to
jedliśmy. Tak było dawniej.
– A woserpip (nazwa zupy) też?
Też gotowaliśmy woserpip. Jabłka kroili, kroiliśmy, ale ich się nie obierało.
Z tą skórą gotowaliśmy je, tylko pestki wykrawaliśmy, żeby nie pływały i tak to
gotowaliśmy, i to potem... smażyli szpyrkę, robili to i tak jedli. Tak było kiedyś.
[92]

S’Asa byr fȧldat
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

Wi wer nynder wün, komwer yn ham asa, oder wi
wer wün śun hynder śtrös, do bröhta zy yns s’asa. Do
müsta zy ym cygjer ȧn zy bröhta yns, do wjyr ny kuma
yn ham, do wer yns ȧbysła rün, do bröhta zy yns s’asa
ufs fȧld. No do wiöe ȧ śysuł, ȧn zȧhs oba wifuł, fynf
wi wer wün, fynf łoüt oba zȧhs łoüt, oły oswer fu dar śysuł. S’wiöe ny, do dü höst
ufum tełer ekstra. Do wiöd dos, ufum rȧja zocwer [zöswer] ȧna wer ösa ym fȧld.
Dos wiöe zjyr fȧjn ȧzu cy asa.
– Ȧ dos öwytasa oü, oba...
Nȧ, öwytasa komwer śun yn ham. Oder s’öwytasa, wi wer wün śun ym fȧld, kymt’s
cy ziöen, dy zun ej śun runderganga, ganc. No do derzȧnk wiöda myta hiöela...
– Gykłopt.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

„End dy at”, kymt’s cy ziöen, s’hiöela müsty owośa myta fisa, dy ad, bo dos ej ołys
zu śejn, kymt’s cy ziöen, s’hiöela hot... hełt zih ju kȧ ad ny, bo ejs ej oüsgyat, no
do gingwer yn ham ȧn s’wiöe śun cy... Ȧn ym tȧjh wüśwer dy fis, ȧn dy hend. (...)
Dyham wiöd ok dy ad ȧbyselüću, bo dy mahst dy fis śenklik, ny? No oder wiöest
śun ogywośa. Ȧ wifuł möł wiöe at, wi wer wȧgnöma, to wiöe śun ganc fynster, wen
dy dy bowa śtełst, no do wüśwer zih ym tȧjh, botwer zih ym tȧjh, wiöem woser
wiöe. No do ȧs ej dö, s’ander weter, bo dü mahst mer dö śenklik s’woser. Do wȧsty,
wi wer wün fynf łoüt, to wüwer ym tȧjh. Oder do dy ny ymfełst. Wüśwer zih o ȧna
wer wün śun ogybot.
– Ȧna der zȧjt kuma yn ham, ju?
Wjyr zȧjn kuma yn ham, hotwer s’öwytasa. (...) S’öwytasa hotwer, no inda wiöe, wi
wer wułda brut myt kȧfy. Oder wjyr wułda inda hon apuł [arpułn] ym roüm gybakt.
No do dy Polinskja-müm wöst śun fu dam, no do inda wiöd mejer apuł [arpułn]
gykoht c’öw... mytag. Do wer c’öwyts hota ym roüm gyba... dy gywjemty apuł
[arpułn]. No do, wȧsty, wen dy höst ym roüm gywjemty apuł [arpułn], dos roüht
ȧzu wi puter. Bo dos wiöe güter roüm, no ny? No do myt ziser myłih, dos wiöe
s’besty asa. Ȧ wen dy nöht nö wułdst hon brut, no to kundsty der nama brut, oder
wiöest ogasa myt apuł [arpułn], kymt’s cy ziöen. No do... s’wiöe s’besty asa, ym
roüm gywjemty apuł. Oder roüm zyter, ny wo yta ej, wen dy ȧ zyta roüm gyst, do
dy puter kymt giöe runder, wȧsty? S’roüht ȧzu śejn, no to dy Polinskja-müm, inda
fȧt zy mejer apuł [arpułn] ufȧ mytag, do zy nöhta wjemt yns apuł [arpułn] ufum
roüm. Do inda ziöet zy: „Kȧśü, breng mer ȧn hołwa liter roüm” – no do wiöd cwe...
wi wer wün mejer, no do wułdwer hon beser, no to y cwej rondl. Rondl? Y cwej
rondl [rondln], wȧsty, bo wen wer zȧjn fynf łoüt, do wer hon beser apuł [arpułn]
gywjemty. Dos wiöe s’besty asa. Ȧna miöehysmöł wiöe ȧ e ogykoht. Oder ym fȧld
ym besta, wi wer s’mügjaasa osa, no do hotwer idys ȧ e.
Jedzenie przy pracy w polu
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Jak byliśmy bliżej, to przychodziliśmy jeść do domu, ale jak już byliśmy za ulicą (Starowiejską), to przynosili nam jedzenie. To musieli w koszyku przynosić,
żebyśmy nie szli do domu, żebyśmy sobie trochę odpoczęli, to przynosili nam jedzenie w pole. No to była miska i sześć albo ile, pięć jak nas było, pięciu ludzi albo sześciu ludzi, wszyscy jedliśmy z tej miski. Nie było, żebyś ty miał na talerzu osobno.
To było to, na miedzy siedzieliśmy i jedliśmy w polu. To było bardzo fajnie tak jeść.
– A kolację też, czy...
Nie, na kolację przychodziliśmy już do domu. Albo kolację, jak już byłyśmy w polu,
jak przyjdzie powiedzieć, jak słońce zaszło, całkiem, no to wtedy się kopaczkami...
– Pukało.

115

�116

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

„Skończcie pracę”, przyjdzie powiedzieć. Kopaczkę musisz umyć nogami, ziemię, żeby to wszystko było ładnie, przyjdzie powiedzieć, kopaczka miała... nie
trzyma się jej ziemia, bo jak jest wyrobiona, no to szliśmy do domu i było już...
I w stawie myliśmy nogi i ręce. (...) W domu się tylko tą ziemię trochę, bo sobie
zabrudziłeś nogi, nie? No ale byłeś już umyty. A ile razy była praca, jak odbieraliśmy (przy żniwach), to było już całkiem ciemno, jak stawiałeś babki. No to
myliśmy się w stawie, kąpaliśmy się w stawie, ciepła woda była. No to jedna
jest tu, druga dalej, bo ty mi tu zamulisz wodę. No to wiesz, jak byliśmy pięciu
ludzi, to byliśmy w stawie. Ale żebyś się nie przewrócił. Myliśmy się i byliśmy
już okąpani.
Przyszliśmy do domu, to mieliśmy kolację. (...) Kolację mieliśmy, no zawsze był,
jak chcieliśmy, chleb z kawą. Ale my chcieliśmy zawsze mieć ziemniaki pieczone
w śmietanie. No to ciotka Polinska wiedziała już o tym, no to zawsze było nagotowanych więcej ziemniaków na obiad. Żebyśmy wieczorem mieli w śmietanie zagrzane ziemniaki. No to wiesz, jak masz ziemniaki zagrzane w śmietanie, to pachniało tak jak masło. Bo to była dobra śmietana, nie? No to ze słodkim mlekiem,
to było najlepsze jedzenie. A jak potem jeszcze chciałeś chleb, to mogłeś sobie
wziąć chleb, ale byłeś już pojedzony tymi ziemniakami, przyjdzie powiedzieć. No
to to było najlepsze jedzenie, ziemniaki zagrzane w śmietanie. Ale śmietana taka,
nie taka jak teraz, że jak taką śmietanę dajesz, to masło nawet nie schodzi, wiesz?
Pachniało tak ładnie, no to ciotka Polinska zawsze obierała więcej ziemniaków na
obiad, żeby potem nam zagrzała te ziemniaki w śmietanie. No to zawsze mówiła:
„Kasiu, przynieś mi pół litra śmietany”. No to były dwa... jak nas było więcej, no
to chcieliśmy mieć lepiej, no to w dwóch rondlach. Rondlach? W dwóch rondlach,
wiesz, bo jak nas jest pięciu ludzi, że bardziej lubimy zagrzane ziemniaki. To było
najlepsze jedzenie. A czasem było ugotowane jajko. Ale w polu najlepiej jak jedliśmy śniadanie, no to każda miała jajko.
[93]

Wjyr kohta oü ćjyrkja
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Oder wjyr, wjyr kohta oü, di, di züp myt, myt gryc
fu dan... wi wer hota kełwyn, no. Dos wiöe myt gryc.
Ȧ wen ny, to ufȧ mügja wiöe oü zyta... ȧzu wi dy mahst
ȧ tȧg uf dy nüdułn, ȧ dos wiöe nöhta ȧbysła ufum rejs
gymaht ȧzu klin ȧna ufer myłih gykoht.
– To dos wün dy ćjyrkja?
No, ćjyrkja.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Gotowaliśmy też zacierkę
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Ale my, my gotowaliśmy też, tą zupę z kaszą z tego, jak mieliśmy cielęta, no. To
było z kaszą. A jak nie, to na śniadanie był też taki... tak jak robisz ciasto na makaron, a to było potem trochę usmażone takie małe i na mleku ugotowane.
– To to nazywali „ćjyrkja”?
No, ćjyrkja.
[94]

Ym besta wün gywjemty arpułn
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.

Yhy wułd dos zan yta. Wȧsty wos, wen dy dos wyst
zan owi mȧj wjytśoft, niöencik jür y dam, ȧn yta, ej
ołys ganc andyśt. Śyner, asa beser. Ȧn jyśter wos hotsty? S’mügjys wiöe kȧfy, na drugie danie. S’mügjys
wiöe ćjyrkja ȧn apuł [arpułn]. Gywjemty apuł [arpułn]
ufum roüm. Dos wiöe zjyr güt. Dos ruh ȧzu, bo der roüm wiöe, ȧbysła bekt zih, do
puter gejt roüs, ny? Ȧn yta wjesty hon puter, twiöeg, śynka, nö, nö syry takie.
Najlepsze były zagrzane ziemniaki
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Chciałam to teraz zobaczyć. Wiesz co, jakbyś zobaczył moje gospodarstwo dziewięćdziesiąt lat temu i teraz, wszystko się zmieniło. Ładniej, jedzenie lepsze.
A kiedyś co miałeś? Rano była kawa, na drugie danie. Rano była zacierka i ziemniaki. Grzane ziemniaki na śmietanie. To było bardzo dobre. To tak pachniało, bo
śmietana była, trochę się piekło, żeby masło wyszło, nie? A teraz byś miał masło,
ser, jeszcze, jeszcze sery takie.
[95]

Ida tag ȧ śysuł kroüt
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

O Mȧryja. Ida tag ym mytagasa wiöe ȧ... ȧ śysuł kroüt.
Ȧ ufȧ öwyt wejder ȧ töp kroüt ȧn brut, troüg brut ȧn
kroüt. Ȧ wjyr, by mer müter, ösa ida tag, s’wiöe ȧ zyty
grusy śysuł, bo wjyr wün can łoüt dyham, ȧ, ȧ śysuł

117

�118

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

myt arpułn, ȧn y andum tök [töp]... töp wiöe zoüwermyłih. Ȧna di myłih myt dan
arpułn, oder ider ider łangt mytum łefuł y dan tełer. Wen dy dih ny fjedyst, wen dy
dih... ȧmałik ast, wiöesty.... hungerik. No. Do dos wȧs yh.
Codziennie miska kapusty
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
O Maryjo. Codziennie na obiad była miska kapusty. A na wieczór znowu garnek
kapusty i chleb, suchy chleb i kapusta. A my u mojej mamy jedliśmy codziennie,
była taka duża miska, bo my byliśmy dziesięciu ludzi w domu. A jedna miska była
z ziemniakami, a w drugim garnku było kwaśne mleko. I to mleko z tymi ziemniakami, ale każdy, każdy sięgał łyżką do tego talerza. Jak się nie pospieszyłeś, jak
pomału jadłeś, to byłeś głodny. No. To to wiem.
[96]

S’hemb
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Wȧsty, zej hota zyty hemb gynyty myt jemułn ȧna dö
wiöe’s jok cügy... cy, cy, myt kniöefułn, ȧn cü, mahsty
der ȧzu cü, ȧn s’hemb wiöe łang.
Koszula
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Wiesz, miały takie koszule uszyte z rękawami i to było zapinane na guziki, tak sobie zapinałaś i koszula była długa.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Wartości obowiązujące w naszym świecie
Dy wata, wo zy y ynzer wełt zȧjn

[97]

Wi zy dy ciglȧj boüta
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Mȧj foter höt dos ołys... był kierownik. No, ȧna zy
nöma giełd fum Krzyżanowski, no zy bügta, zy łejn
dos giełd, ȧ yhy wiöe ȧ zyta, ȧ gyśȧjt mȧkja, to inda,
wen zy dos diöfta wȧg... cyrykgan, mȧj foter śökt mih
inda. Diöt boüta zy di... cyderjyśt wiöe ȧ kliny ciglȧj,
nöhta boüta zy dan, dan kumin uf dy hej. No oder yhy wiöe diöt ny, yhy wiöe inda
byr müter dyham. Bo dy müter... wün kliny kyndyn, hułf yh yr müter.
Jak budowano cegielnię
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Mój ojciec to wszystko... był kierownikiem. No i pożyczyli pieniądze od Krzyżanowskiego, no pożyczyli, pożyczyli te pieniądze, a ja byłam taką mądrą dziewczyną, to zawsze jak mieli oddać kolejną ratę, to mój ojciec mnie zawsze posyłał. Tam
budowali... najpierw była mała cegielnia, potem wybudowali do góry ten komin.
No ale ja tam nie byłam, ja byłam zawsze u mamy w domu. Bo mama, były małe
dzieci, pomagałam mamie.
[98]

Fyrym hȧsa zy cym Taksła
Taksła-Hȧla (1923–2020), 2014.

Ȧzu, wȧsty wos, dö wün, hon zy oły, bo s’zȧjn hefa
Foxa, hefa Schneider, do... ȧ c’yns hȧsa zy cym Taksła. Ȧ wȧsty, wo dos wiöe?
– Kynter fercyła.

119

�120

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

No, mȧj dźjada wiöe byr fȧjerwer komendant. Ȧna wen zy hota gymȧśjyt, no bo
wiöe... andyśt wiöe’s, wi yhy wiöe ȧ kynd, oder yhy denk, wi zy mȧśjyta, wi zy wün
ogycün śejn, ny? Ȧn hot, hot’ȧ gyziöet „hałt ȧ takt”. Do zy zuła, wen zy mȧśjyn, do
zy zuła hałda ȧn takt. Ȧ fu dam ej cym Taksła.
Skąd wziął się przydomek Taksła
Elżbieta Sznajder (Schneider) z d. Danek (1923–2020), 2014.
No i tak, wiesz, bo tu było dużo Foxów, dużo Schneidrów, to... a do nas nazywali
do Taksły. A wiesz, o co chodziło?
– Może Pani opowiedzieć.
Mój dziadek był przy straży, komendantem. I jak maszerowali, bo to było... inaczej
było, jak byłam dzieckiem, ale pamiętam, jak maszerowali, jak byli ładnie ubrani,
nie? I on powiedział: „trzymajcie takt”. Że oni mają, jak maszerowali, trzymać takt.
(...) I z tego się wzięło „do Taksły”.
[99]

Dy śwygjermüter kuzt jok wymysiöeryś
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Kom, zej kuzt jok myt mer wymysiöeryś. Nöhta ziöet
mer di śnjyh: „Wȧsty wos, müter, yhy gej cyryk cy mem,
men ełdyn, bo dü kuzt, jyr kuzt fön mer ołys śłȧhty”. Yhy
kuz ju: „Kyndła, wjyr kuza ju nist śłȧhtys, oder zej kuzt
ny pönyś. Zy weł ny, zy wył ny kuza” – bo zej ziöet:
„Yhy bej ȧ wymysiöejer bow, yhy kuz jok wymysiöeryś!”. No.
Teściowa mówiła tylko po wilamowsku
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Przychodziła, to mówiła tylko po wilamowsku. Potem synowa mi powiedziała:
„Wiesz co, mamo, pójdę z powrotem do moich rodziców, bo wy mnie obgadujecie”. Ja jej powiedziałam: „Dziecko, my nic złego nie mówimy, ale ona nie mówi,
nie chce mówić po polsku”. Bo ona powiedziała: „Ja jestem Wilamowianką, ja
mówię tylko po wilamowsku!”. No.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[100]
Wo dy mama wje ziöen, wen zy fum grop wje
ufśtejn
Holećkla-Helka (1928–2017), 2009.
Dy mama mȧjny, wen zy fum grop wje ufśtejn, to wje
zy ziöen: „Mȧkja! Mȧkja!” – wje zy dy hend cyzomałen – „No do łjysty dy kyndyn ny wymysiöeryś kuza?
Dos ej ju ynzer śpröh! War wyt zy łjyn? Wan zy śun
nymer ny łjyn, wan zy śun nymer nist ny kyna!” – ȧzu wje zy mer ziöen. Ojej,
zy kuzt ok wymysiöeryś ejweron. Ȧn der tȧta oü, der tȧta oü, oły. Oder wer füta
yns, bo zy ziöeta, do zy yns ys lager uf Oüswynca wan roüsfjyn. Wen wer wan
wymysiöeryś kuza. Oder dy müstst nist śyłik ny zȧjn, ok kuza wymysiöeryś, to
raus bedzie. Zyta ława hotwer, dy junga jün zyty hotwer. Dos głiöet ȧni nimyd
ny. Do kom... wer grynn dyham, dy mama ȧn ołys. Ȧn ny... „Ny grȧjnt, kyndyn,
ny grȧjnt, fylȧjht water nö beser cȧjta derława” – ziöet zy. No zisty’s, et gejter
zihja dos ołys. Ȧn wen wer yhta kuza, do zȧjter oü fruł, bo, bo dy junga kyna ju
mej nist ny. Ny, dos ny wegja yns, wjyr füta yns, zy wułda yns ys lager nama uf
Oüswynca. Oh... wen yh dos ołys denk. Śod cy kuza fu dam ołum, beser ny, bo
menć wjyd ganc troürik.
Co powiedziałaby mama, jakby wstała z grobu
Helena Nowak z d. Nikiel (1928–2017), 2009.
Moja mama, jakby wstała z grobu, to by powiedziała: „Dziewczyno!”, ręce by
złożyła, „No to nie uczysz dzieci mówić po wilamowsku? To jest nasz język!
Kto je nauczy, już się nigdy nie nauczą, już nigdy nie będą nic umieć”. Tak by mi
powiedziała. Ojej, ona mówiła tylko po wilamowsku wszędzie. A tata też, tata też,
wszyscy. Ale baliśmy się, bo powiedzieli, że nas wywiozą do obozu do Oświęcimia (po 1945), jak będziemy mówić po wilamowsku. Ale nie musiałeś być nic
winny, tylko mówić po wilamowsku, to raus bedzie. Takie życie mieliśmy, taką
młodość mieliśmy. W to nikt nawet nie uwierzy. To przyszliśmy i płakaliśmy
w domu, mama i wszyscy: „Nie płaczcie dzieci, nie płaczcie, może jeszcze dożyjecie lepszych czasów”, mówiła. No widzisz, teraz chodzicie tego wszystkiego
szukać. A jak coś mówimy, to jesteście zadowoleni, bo młodzi już nic nie umieją.
Nie z powodu nas, my się baliśmy, chcieli nas wziąć do obozu w Oświęcimiu. Oh,
jak to wspominam... Szkoda mówić o tym wszystkim, lepiej nie, bo człowiek się
staje całkiem smutny.

121

�122

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[101]
Wi kon mȧ dy müterśpröh fergasa?
Taksła-Nüśa (1920–2012), 2009.
No ȧzu ej dos, ȧzu, wen wer wjyn kuma ȧzu... oły zyca
dyham. Dos zyct dyham, yh dyham, no, s’SiöebaHȧla. Wen wer ȧzu wjyn gejn cyzoma, no do wje dos...
do yh kuz yhta, ejs kuzt, ȧ zo’s źe dos cyzoma ȧjjesa.
Ȧ ȧs... Ȧn der menć... Yhy, wi’h ging y dy śül, wiöe dö
der Latosiński. Dy wyst oü wysa, bo dü wȧst hefa. Dar wiöe, der Latosiński wiöe
kierownik, jer wiöe, wi hȧst ȧ kierownik?
– No kierownik oü.
Kierownik oü? No to... oder wjyr gingja y dy śül fu zȧhs jür. Do kundwer ju nist ny
pönyś, ok wymysiöeryś. Yhy... dy ełdyn, myt yns wun, wan zy zih diöt jesa? Wjyr
gingja y dy śül, oder nimyd ziöet nist ny. Diöt dopiyr...
– Ołdyśt.
O, no, kuztwer, łjytwer zih pönyś. Ȧzu kuztwer wymysiöeryś. I wi kon mȧ dos fergasa?
Jak można zapomnieć matczyny język?
Anna Sznajder (Schneider) z d. Danek (1920–2012), 2009.
No tak to jest, jakbyśmy się tak zeszły razem... wszyscy siedzą w domu. Ta siedzi
w domu, ja w domu, Soba-Hala. Jakbyśmy tak się razem zeszły, to by to było, że ja
coś mówię, ona mówi, razem byśmy coś utegowały. A człowiek... Ja, jak szłam do
szkoły, był tu Latosiński. Będziesz wiedzieć, kto to, bo ty wiesz dużo. Ten Latosiński był kierownikiem, on był... jak się nazywa kierownik?
– No kierownik też.
Kierownik też? No to... ale my chodziliśmy do szkoły od szóstego roku życia. To
nie umieliśmy po polsku, tylko po wilamowsku. Ja... rodzice, z nami, oni się tam
będą tegować? Szliśmy do szkoły, ale nikt niczego nie powiedział. Tam dopiero...
– Dopiero.
No, mówiliśmy, uczyliśmy się polskiego. A tak, to mówiliśmy po wilamowsku.
I jak to można zapomnieć?
[102]
Dy Siöeboka kuzta wymysiöeryś
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.
No, Siöeboka wün hefa, wün. No do, di kanta zih, di...
hüłda zih cyzoma inda, wen zy jynta gingja, do, do ȧner

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

ny, do cwej, drȧj ȧna bowa oü, no do... Ȧ nöhta di andyn wejder fu dan djyfyn: „Wosfer łoüt zȧjn dos, fu wu zȧjn di?”. Wen wer kuzta wymysiöeryś, zy ferśtinda nist.
Soboki mówiły po wilamowsku
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2012.
No Soboków było dużo. Oni się znali, trzymali się razem, zawsze jak gdzieś szli,
to jeden nie, dwóch, trzech i z żonami, no to... A potem ci inni z tych wiosek: „Co
to za ludzie, skąd oni są?”. Bo jak mówiliśmy po wilamowsku, to oni nic nie rozumieli.
[103]
Wymysiöeryś ej ȧ śejny śpröh
Zejma-Staha (1931–2015), 2014.
Medytjyn? No wymysiöeryś, oder wen dy wyst [wȧst],
wi dos hȧst ołys, dos. Dos konsty. Oder dos, śun eta’s... fergasa hower dos. Dos wiöe ȧ śejny śpröh, wiöe’s.
Wen dy konst zjyr güt, har kon güt. Har łjyt zih, bo dö
wiöe ȧner, der Jüza Gara, dar kuzt, dar kon kuza. No ȧn’ȧ
śtiörw oü. Ȧ h’wȧs ny, wos ej jum gyśan. Har wiöe ny ołd.
Wilamowski to piękny język
Stanisław Zejma (1931–2015), 2014.
Myśleć? No myślę po wilamowsku, ale jak wiesz, jak to wszystko się nazywa, to
możesz. Ale to, teraz już dużo tego zapomnieliśmy. To był piękny język, piękny język to był. Jak umiesz dobrze, on umie dobrze. On się uczył, bo tu był jeden, Józef
Gara, ten mówił, ten umiał mówić. No i umarł już też. A nie wiem, co mu się stało.
On nie był stary.
[104]
Dy atyn łjyn zih wymysiöeryś
Tobyś-Nüśka (1930–2022), 2014.
Wjyr hota fu Wymysdiöf, ȧ śtiörw śun, hot
fjyrȧnniöencik cy wifuł jür. Ȧn ȧner fu Denkjadiöf,
śtiörw’ȧ oü śun, no. Zöfuł hotwer.
– Oder wi zy śun dö łengjer wün, to ferśtinda zy wymysiöeryś?

123

�124

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Ojej, dar fu Denkjadiöf, dar kund wymysiöeryś ȧn doüć, ȧn ołys. Bo wymysiöeryś łjyt’ȧ, bo wjyr kuzta wymysiöeryś ȧn pönyś cünum, ny? Bo har ferśtind
ju nist ny. Cünum pönyś. Ȧn cy dam y Wymysdiöf oü pönyś. Dos wiöe ȧ ołder
kłop, oder zy wułda’n roüsfjyn. No to, der foter nom’ȧ uf. No. No ȧn dan wułda
zy oü roüsfjyn, oü nom’ȧ der foter uf. Bo zyst heta zy roüsgyfüt, Göt wȧs, wun.
No. Oder s’wün güty kłopa. Ȧn dar y Denkjadiöf wiöe yht ełder wi yhy. Gywys
cwe jür wiöe’ȧ ełder wi yhy. Oder dar... zjyr güt hiöet hot’ȧ. Ȧ zjyr ȧ güt hiöet.
Har łjyt wymysiöeryś ȧn doüć. Bo yhy ging y dy doüćy śül, yhy müst śrȧjwa, yhy
müst łaza. Ȧn wen yh jum ny ziöet – „Fyrym wyłsty mer ny ziöen?”. „No bo yh
mü ju dos diöhłaza!” – ȧ yhy kund oü nö ny güt. Oder h’kund śun beser. Oder har,
ołys kund’ȧ. Zjyr ȧ güt hiöet hot’ȧ. Ȧ śtiörw y Denkjadiöf ufȧ zawał. (...) Cym
Hȧla-Mockja wiöe ju oü dy Magda. No, zy hot ȧ mȧkja. No to zej, dy ołdy kuzt
ny (wymysiöeryś), oder zy ferśtind. Oder kuza kund zy ny. Oder s’mȧkja kund
śun ołys. Ejs kund pönyś ȧn doüć ȧn wymysiöeryś. Ȧzu wi wjyr. Ju, no bo ȧ klin
kynd ȧn wen dy höst ȧ gydyhtnys hołp ȧ... hołp ȧcwe, no to łjysty. Bo ȧ kynd łjyt
zjyr byhend. No.
Robotnicy uczyli się wilamowskiego
Anna Kowalczyk z d. Fox (1930–2022), 2014.
My mieliśmy ze Starej Wsi, on już umarł, miał dziewięćdziesiąt cztery czy ile lat.
A jeden umarł już też w Dankowicach. Tylu mieliśmy.
– Ale jak tu już byli dłużej, to rozumieli wilamowski?
Ojej, ten z Dankowic, ten umiał i po wilamowsku, i po niemiecku, i wszystko.
Bo wilamowskiego się uczył, bo my mówiliśmy po wilamowsku, a do niego po
polsku, nie? Bo on nie rozumiał nic. Do niego po polsku. A do tego ze Starej
Wsi też po polsku. To był starszy mężczyzna, ale oni go chcieli wywieźć. No
to tata go przyjął. No. No a tego też chcieli wywieźć, jego też tata przyjął. Bo
w przeciwnym razie by ich wywieźli. Bóg wie gdzie. No. Ale to byli dobrzy
mężczyźni. A ten w Dankowicach był trochę starszy ode mnie. Chyba dwa lata
był ode mnie starszy. Ale on... miał bardzo dobrą głowę. On się uczył po wilamowsku i po niemiecku. Bo ja chodziłam do niemieckiej szkoły, musiałam
pisać, musiałam czytać. A jak jemu nie mówiłam, to „Czemu mi nie chcesz
powiedzieć?”. „No bo sama to muszę jeszcze przeczytać”. A ja jeszcze też nie
umiałam dobrze. Ale umiałam już lepiej. Ale on wszystko umiał. Miał bardzo
dobrą głowę. Umarł w Dankowicach na zawał. (...) U Hala-Mocka była też (służąca) Magda. No ona miała córkę. No to ona, stara, nie mówiła po wilamowsku,
ale rozumiała. Ale mówić nie umiała. Ale ta córka umiała już wszystko. Umiała
po polsku, po niemiecku i po wilamowsku. Tak jak my. Tak, bo małe dziecko,
a jak masz jeszcze pamięć pół na pół, to się nauczysz. Bo dziecko uczy się bardzo szybko, no.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[105]
Fyrym yh ho ogyfanga cy śrȧjwa wymysiöeryś
Tołer-Jüza (1929–2013), 2012.
Yhy wiöe krank, yh wiöe ym śpytuł, ym śpytuł wiöe’h,
h’wiöe zjyr krank, ufs hac. Yh wiöe ym śpytuł y Ochojec, wiöe’h. Diöt hon zy mih operjyt. Ym śpytuł hon zy
mih operjyt ȧn y... diöt wiöe’h ȧ mönda, ym śpytuł, bo
yh wiöe zjyr krank, yh wöst ny, op yhy wa der... ejwerława dos, no. Ȧn kom yh yn ham, nöhta, y dyham, ȧzu ȧ hołp jür maht yh nist, ok ȧzu
zos yh, ȧna ȧ telewizor śoüt yh o, ȧn nöhta kom’s mer ȧj, ȧ djyft yhta wymysiöeryś
śrȧjwa. No ȧna nöhta füng yh o cy śrȧjwa, zyty ferśidnikjy... wi hȧst dos, łidła, ȧna
zyty, ȧ łidła nöhta śpyter. Ȧn ȧzu... no śrȧw yh ȧzu, wu mer uf, ufs hiöet kom, no. Zu
śrȧw yh. No ȧ nöhta, nöhta, wȧs yh, nöhta go’h ȧ zyta bihła roüs, dos bihła hoter, ny?
No. Ȧ zyta bihła go’h roüs, diöt ej oü ȧ dos... ȧ wjyrterbüh [wjytynbihła] ej oü diöt.
Dlaczego zacząłem pisać po wilamowsku
Józef Gara (1929–2013), 2012.
Zachorowałem, byłem w szpitalu, byłem w szpitalu, byłem bardzo chory na serce.
Byłem w szpitalu w Ochojcu. Tam mnie operowali. W szpitalu mnie operowali i tam
byłem miesiąc w szpitalu, bo byłem bardzo chory. Nie wiedziałem, czy jeszcze to
przeżyję. I potem przyszedłem do domu, w domu tak przez pół roku nic nie robiłem, tylko tak siedziałem i oglądałem telewizor. No i potem przyszło mi do głowy,
że powinno się coś napisać po wilamowsku. No i potem zacząłem pisać takie różne,
jak to się nazywa, piosenki i takie..., piosenki potem później. I tak, no pisałem, co mi
przyszło do głowy. No a potem, potem, czy ja wiem, wydałem taką książkę, macie
ją, no nie? No taką książkę wydałem, tam też jest słownik.
[106]
Der foter kund ny pönyś kuza
H: Bek-Bȧlcer-Hȧla (1923–2022), 2009.
J: Tołer-Jüza (1929–2013), 2009.
H: No wiöd jyśter, no do war kuzt… mȧj, mȧj foter…
y… wiöe y Win, no, nöht kom’ȧ fu Win…
J: Nöhta ferwȧw’ȧ zih.
H: Ferwȧw’ȧ zih dö, no do kund’ȧ ju ny pönyś kuza.
Jo, jok wymysiöeryś.
J: Oba doüć.
H: Oba doüć, no.

125

�126

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Ojciec nie umiał mówić po polsku
H: Elżbieta Kacorzyk z d. Fox (1923–2022), 2009.
J: Józef Gara (1929–2013), 2009.
H: No kiedyś, to kto mówił... mój, mój ojciec był w Wiedniu, no to przyjechał z Wiednia.
J: Potem się ożenił.
H: Ożenił się tu, no to nie umiał mówić po polsku. Tylko po wilamowsku.
J: Albo po niemiecku.
H: Albo po niemiecku, no.
[107]
Ym kynd wiöe’s ny derłiöet cy kuza wymysiöeryś
H: Bek-Bȧlcer-Hȧla (1923–2022), 2009.
J: Tołer-Jüza (1929–2013), 2009.
H: Ȧ fum, fu mȧjner śwaster… der… zun, ȧ do’ȧ kund
ju nist… pönyś ny kuza. Dy Rüsa koma nȧj, ȧ dar,
jok wymysiöeryś kuzt’ȧ. Ȧn mȧj foter maht’um ȧzu,
do’ȧ nist ny zo kuza, bo zy… „Germany, Germany,
Germany”.

J: Wjyn zy’ȧ ȧjśpjera.
H: No, no do kuzt’ȧ ni, nöhta, ging’ȧ diöt cyr baba, diöt, dö, ȧn’ȧ ziöet ȧzu: „yh śȧjs
cü zyta ława” – wymysiöeryś kuzt’ȧ – „yhy wa ȧmöł yn bün śpryngja”.
J: Der bün wiöe dö ym płoc.
H: Nöht kom’ȧ, nöht kom di baba cy mem foter ziöen dos, no do ziöet’ȧ: „Kuzźe,
wi dy wyłst, s’zo zȧjn, wo wył. Kuz ȧn s’ej”.
– Kon’ȧ wymysiöeryś?
H: Ȧ yta, ȧ nist, ȧ ferśtejt ju giöe nist! Ȧ wiöe klin wi, wi, wifuł jür kund’ȧ hon,
Jüza?
J: No wifuł, zȧhs jür.
H: No.
Jak zabroniono dziecku mówić po wilamowsku
H: Elżbieta Kacorzyk z d. Fox (1923–2022), 2009.
J: Józef Gara (1929–2013), 2009.
H: A od mojej siostry syn, to nic nie umiał mówić po polsku. Ruscy tu wkroczyli,
a ten mówił tylko po wilamowsku. A mój ojciec zrobił mu tak (pogroził palcem),
żeby nic nie mówił, bo oni: „Germany, Germany, Germany”. No to potem już nic
nie mówił, potem, poszedł tam do babki i powiedział tak: „Mam dość takiego
życia”, po wilamowsku mówił „wskoczę do studni”.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

J: Studnia była tu, na placu.
H: Potem przyszedł, przyszła ta babka do mojego ojca, powiedzieć mu to. No to
powiedział: „Mów, jak chcesz, niech się dzieje, co chce. Mów i gotowe”.
– A on umie po wilamowsku?
H: A teraz, nic, on nic nawet nie rozumie. On był mały jak, jak... ile mógł mieć lat,
Józek?
J: No ile, sześć lat.
H: No.
[108]
Wysty gryhta wymysiöeryś kuza?
I: Abda-Inga (1928–2016), 2009.
H: Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2009.
I: Dü, Wymysiöejeryn, wysty gryhta wymysiöeryś kuza?
H: Yhy wȧ nist, wi’h zo ziöen uf zy...
I: Do ȧbysła nöhdenkja ȧn kuza wymysiöeryś.
H: S’wył zih mer ny.
I: No, „wył zih mer ny”. Byst cy bykwym. Dü, wo dy fum klina kynd jok wymysiöeryś gykuzt höst.
H: To ziöe, dü gyśȧjty, wi granatowy, wi hȧsa zy?
I: Di dunkułbłöwa.
H: Dunkułbüwa.
I: Błöwa!
H: Ejs wȧs, wo’h kuz, ȧ dy... Tymüś, dü wȧst?
Zaczniesz mówić po wilamowsku?
I: Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
H: Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2009.
I: Ty Wilamowianko, zaczniesz w końcu mówić po wilamowsku?
H: Ja nie wiem, jak to powiedzieć.
I: To trochę pomyśl i mów po wilamowsku.
H: Nie chce mi się.
I: No, „nie chce mi się”. Jesteś za wygodna. Ty, co od dziecka u was mówiło się
tylko po wilamowsku.
H: To powiedz, jak jesteś taka mądra, jak jest granatowy, jak mówią?
I: Dunkułbłöwa (granatowe).
H: Dunkułbüwa (chłopcy o ciemnej karnacji).
I: Błöwa!
H: Ona wie, co mówię. A ty, Tymuś, wiesz?

127

�128

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[109]
Wi mȧ dy wymysiöejer fłȧk zo wośa
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Dos ho’h ȧłȧn gyłjyt. Bo zy kuzta mer: „Wi wysty dos
wośa di, di... farby, fiöerwa wan ju gejn ganc wȧg!”. Ziöet yh: „Wi wa’h dos wośa?”. Nom yh cyderjyśt ȧn rök,
ȧn s’wün śun di mȧśinn cy wośa. Zyty kliny mȧśin. Ziöet
yh ȧzu: „Yta wa’h probjyn cyderjyśt dan ȧn rök”. Ziöet
yh: „Wos kon yh dö gan y dos wo...” – yhy łjyt dos, yhy maht dos ȧłȧn. Nom yh
ȧbysła załc, ȧn esig ȧn ny ganc wiöemys woser, bo diöt gistwer [guswer] y di mȧśin,
wün zyty mȧśinn, wu dy müst nȧjgisa woser, ny? No to ȧ zyta woser... wiöem, oder ny
hȧs. Wüś yh oüs, dyn [ȧ] rök, har wiöe ȧzu śejn. Ziöet yh: „Yta wa’h śun cwej nama!”
– nöhta drȧj, ȧ nöhta can. Ȧna wüś yh ołys. Dy höst ju gyzan wifuł h’ho gywośa.
Jak prać wilamowskie stroje
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Tego się sama nauczyłam. Bo mówili mi: „Jak to wypierzesz? Te kolory całkiem znikną”. Powiedziałam: „Jak to wypiorę?”. Wzięłam, najpierw jedną spódnicę, były już takie maszyny do prania. Taka mała pralka. Powiedziałam tak: „Teraz spróbuję najpierw
tą jedną spódnicę”, powiedziałam, „co mogę tu do tego dać?”, uczyłam się, robiłam
to sama. Wzięłam trochę soli, ocet i taką letnią wodę, bo tam wlewaliśmy do pralki,
były takie pralki, co musiałeś nalać wody, nie? No to taką wodę, ciepłą, ale nie gorącą.
Wyprałam tą spódnicę, a ona była taka ładna. Powiedziałam: „Teraz wezmę już dwie”,
potem trzy, a potem dziesięć. I wyprałam wszystko. Widziałeś przecież, ile prałam.
[110]
Dy kyndyn wün bejz, do wer kuzta wymysiöeryś
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.
Bo di junga ny, dy junga kunda ny. Zej, wen zy kuzta
wymysiöeryś, di, dy kyndyn, do wün zy bejz, bo zy
ferśtinda nist. Bo zy wün... bo s’wiöe ȧ cȧjt ȧ zyty, wo
zy ny łisa wymysiöeryś kuza. No do di kyndyn kunda
nist. Ȧ wen wer kuzta yhta wymysiöeryś, do ziöeta zy,
„Zy kuza fön yns yhta. Bo wjyr ferśtejn ny, do kuza zy fön yns!”. Zej wün uf (yns?)
bejz, dy kyndyn.
Dzieci były złe, jak mówiliśmy po wilamowsku
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2012.
Bo ci młodzi, ci młodzi nie umieli. Oni, jak się mówiło po wilamowsku, te dzieci,
to były złe, bo nic nie rozumiały. Bo oni byli... bo był taki czas, co nie pozwolili

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

mówić po wilamowsku. No to te dzieci nie umiały nic. A jak coś mówiliśmy po
wilamowsku, to powiedzieli: „Oni mówią coś o nas. Bo my nie rozumiemy, to oni
mówią o nas”. One były złe, te dzieci.
[111]
Dy müter fur nökweryn kund ny pönyś
Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2012.
Ejs wiöe fo [fu] mȧj [mem] jür, oder ejs kuzt mejer doüć.
Ȧ dy mama, zȧj mama kund wog... pönyś ny. S’wułd
ny kuza pönyś. Ȧn s’go zih ny oüs, bo ejs ziöet mer:
„Hela, wo ȧner kom, ȧn’ȧ hüt, do’s kuzt doüć” – no
derzȧnk wiöe’s ȧzu – „kom’ȧ śun s’ander möł ny”.
Matka sąsiadki nie umiała mówić po polsku
Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2012.
Ona była z mojego roku, ale mówiła więcej po niemiecku. A matka, jej matka nie
umiała w ogóle po polsku. Nie chciała mówić po polsku. A ona nie wyszła za mąż,
bo powiedziała: „Hela, co który przyszedł, a słyszał, że mówi się u nas po niemiecku”, no wtedy tak było, „to na drugi raz już nie przyszedł”.
[112]
Yhy nyt śwjerery zaha
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
No, ȧ yhy nyt oü, oder inda zyty śwejerery zaha, wi dy
rek, dos nyt yhy. Bo, wȧsty, dos, dos, wu dy, di fałda wu
zȧjn, dos ej ju... śwjer cy, cy nyn. Müstwer dos oü łjyn,
oder nöhta ging dos ołys. Yhy maht oü zoha, zoka. No
to wȧsty, di wu’h ho dö, ho’h mer ȧłȧn gymaht, kon yh
der dos wȧjza.
Szyłam cięższe rzeczy
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
No a ja też szyłam, ale zawsze takie cięższe rzeczy, jak spódnice, to szyłam ja. Bo
wiesz, te fałdy, co są, to jest ciężkie do szycia. Musiałyśmy się też tego uczyć, ale
potem to już szło. Robiłam też pończochy. No to wiesz, te, co mam, zrobiłam sobie
sama, mogę ci pokazać.

129

�130

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[113]
Yhy nyt śejny lȧlka (tȧkla)
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Yhy müst inda śejn nyn, di blüza wu zy hota, oba di
rek, yh ho ju hefa rek gynyt.
– Ȧna oü śjyctihjyn ȧn zyty zaha.
Ȧ do śjyctih... dos wiöe, zyty at – kliny at. Ym
śłȧhsta wiöe’s cy nyn di rek. Bo di gyśtałt, wiöe’s,
yh wa der, yh wa dos nama, diöt ho’h zöfuł, wo’h nyt di lȧlka. Ȧ yhy nyt dos
ȧzu gan, ȧ di bowa, wu yta nyn, ziöen, hon zy mer dö ym jes gyziöet, ziöeta zy:
„Wjyr weła beser nyn grusy zaha”. Ȧ yhy ziöet ȧzu, „Bowy, ȧ yhy wiöe ȧzu gan,
wi’h nyt, yhy nyt miöehysmöł can lȧlkja”. Dy ocyg. Bo dy lȧlka koüftwer.
Szyłam piękne lalki
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Musiałam zawsze pięknie szyć, te bluzki, co miały, albo spódnice, szyłam przecież
dużo spódnic.
– I też fartuchy i takie rzeczy.
A fartuchy to była taka praca, mała praca. Najgorsze było szycie tych spódnic.
Bo te oplecki były... ja je wezmę, tam mam tyle, co szyłam dla lalek. A ja to
tak lubiłam szyć, a te kobiety, co teraz szyją, mówią, kiedyś mi tu powiedziały: „My wolimy szyć duże rzeczy (dla dorosłych)”. A ja powiedziałam tak:
„Kobiety, a ja tak lubiłam szyć, czasem szyłam dziesięć lalek”. Stroje, bo lalki
kupowałyśmy.
[114]
Wer hota myter śwaster zyty nymłikjy rek
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
To, wȧsty wos, yhy ȧn s’Helka, hotwer zyty łangy rek,
ale plisowane. Wün błöwy rek, ȧn ȧ blüzka. Dos wiöe
fynf jür. Ȧ nist mejer. Inda yr... y dy kjyh ȧn fur kjyh,
byhemd oüscin. Ȧ dyham gingwer ferśidnik ogycün.
Inda yhy myter śwaster, zej wiöe drȧj jür jyngjer, oder
zy wiöe ȧbysła gryser wi yhy. Yhy wiöe inda ȧzu kliner ȧn mager. Ȧn ejs wiöe
ȧbysła gryser, ȧn wer hota inda ȧnikjy rek ȧna dos, ȧn... Ȧzu gingwer fynf jür, bo
dos wiöe ȧzu łang, fun fisa wiöe jok dö ȧbysła zöfuł, ȧ nöhta wen dy wiöest immer,
inda [wo ȧmöł] ełder, no to wiöe dos kjycer, kjycer, kjycer. Piöer jür.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Miałyśmy z siostrą takie same spódniczki
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
To wiesz co, ja i Helka miałyśmy takie długie spódnice, ale plisowane. To były
niebieskie spódnice i bluzka. To było na pięć lat. I nic więcej. Zawsze do kościoła
i z kościoła, a potem szybko rozebrać. W domu chodziłyśmy różnie ubrane. Zawsze ja z siostrą, ona była trzy lata młodsza, ale była trochę większa ode mnie.
Ja byłam zawsze taka mniejsza i chudsza. A ona była trochę większa i miałyśmy
zawsze takie same spódnice. I tak chodziłyśmy pięć lat, bo to było takie długie,
od stóp było tylko trochę, a potem jak byłaś coraz starsza, to to było coraz krótsze
i krótsze. Parę lat.
[115]
Dy gywynłikja rek fur müter
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Dos, ȧn zyta rök, hot zy cwej rek, mejer ny. Oba ym
mȧsta drȧj. Ȧn dos wüś zy inda ȧna... yr woh ging zy
ȧzu ogycün. No ȧn... ym zuntag, wi zy kom fur kjyh,
cüg’s... cug zy dos oü o. Bo di śejna fłȧk gingja y dy
o[mer], yn...
– Y dy łod.
Y dy łod.
Spódnice codzienne od matki
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
To taką spódnicę (codzienną), miała może dwie, więcej nie. Albo najwięcej trzy.
I to zawsze prała i tak chodziła ubrana w tygodniu. No a w niedzielę, jak przychodziła z kościoła, to też to ubierała. Bo te ładne stroje szły do...
– Do skrzyni.
Do skrzyni.
[116]
Wi’h wymysiöejer blüza wüś
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Ȧmöł ho’h, go’h yn töp di, di blüz [jypła], ny? Ȧ h’wułd
zy oüskoha. Ho’h mer fergasa woser cy gisa. Wiöe zy ferbrant ym typa. Oder yh kund nyn, byhemd wiöer ȧn yh
nyt śun wejder.

131

�132

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

– Ȧna wi, bo jyr hot oü gykoht, no ny? Di hoüaśtykla cym bȧjśpil.
No no. No to dos, yn töp, yn töp. Ȧn zaf, ȧn pü... püwer. Proszek, püwer ȧna cyderjyśt
kołd woser ȧna ufs błȧh, bo dos hotwer ju [s’]błȧh jok. Ȧna müst yh gan hefa woser, do
dos ny ferbrit. Nöhta kohtwer dos, nöhta müsty dos hefa möł, cwe möł wejder śpjy...
– Śwafa ju?
No, do dy zaf, ołys wȧggejt, ȧ nöhta wejder yyy... gykoht śtiöek [śtjek]. Ȧn ołys
gyśtiöekt, no dy zühst [zohst] ju, yta ho’h ju oü śejny zaha, konsty nö yta ośoün.
Jak prałam wilamowskie bluzki
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Raz dałam do garnka tą bluzkę (jypłę?), nie? I chciałam ją wygotować. Zapomniałam sobie wlać wodę. Spaliła się w garnku. Ale umiałam szyć, szybko materiał i już
znowu szyłam.
– I jak, bo Pani też gotowała, nie? Te hoüaśtykla na przykład.
No, no. No to do garnka, do garnka. I mydło, i proszek. I najpierw zimna woda,
a potem na blachę, bo mieliśmy tylko blachę. I musiałam dać dużo wody, żeby się
nie spaliło. Potem to gotowaliśmy, potem musisz to wiele razy, dwa razy...
– Płukać?
– No, żeby to mydło wszystko zniknęło. A potem znowu gotować krochmal. I wszystko wykrochmalone, widziałeś, ja do dzisiaj mam piękne rzeczy, możesz oglądać.
[117]
Dy śłȧhsta rek wün płesnerrök ȧn kȧljytarök
Abda-Inga (1928–2016), 2009.
Oder cym bȧjśpil fu Płes koüfta zy oü dy płesnerrek.
Dos wün dy śenkliksty, s’mȧst uf oły tag cuga zy zy o,
zyty gryśtrimty.
– Ju, płesnerrek.
Ȧn der kȧljytarök dos wiöe y Wymysoü myt dan brȧta
gałaśtrima.
Najgorsze (najmniej odświętne) były spódnice płesnerrök i kȧljytarök
Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
Ale na przykład w Pszczynie kupowali też płesnerrök (rodzaj spódnicy). To były te
najgorsze, przeważnie na co dzień nosiły je, takie pasiaste.
– Tak, płesnerrök.
I spódnica kaljytarök to była w Wilamowicach z tymi żółtymi, szerokimi paskami.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[118]
S’kroücła fur müter
Lüft-Nüśka (1923–2010), 2007.
Dy mama hot ufum kroücła ȧ noma, oüsgygrycułt [oüsgykrycułt], gygrycułt [gykrycułt] – Emilia Mika. Idy
hot zȧj... zen noma, ufum kroücła.
– Ȧ war höt dos gymaht ufum kroücła?
No dos koüfta zy śun zyty. No dos... di rek, di tihła, dos
koüfta zy y... fu Win wiöe dos. Fu diöt bröhta zy dos.
Krzyżyk od matki
Anna Zejma z d. Fox (1923–2010), 2007.
Mama miała na krzyżyku imię wygrawerowane, Emilia Mika. Każda miała swoje
imię na krzyżyku.
– A kto to robił na tych krzyżykach?
No to kupowali już takie. No to, te spódnice, chustki, to kupowali... z Wiednia to
było. Stamtąd to przywozili.
[119]
Ym jyśta zuntag gingja zy śyner ogycün
Lüft-Nüśka (1923–2010), 2007.
Ȧ, dos wün, s’wün ferśidnikjy zuntag. Wen wiöe der
jyśty zuntag, s’wiöe der jyśty zuntag, der jyśty zuntag wiöe ind, der jyśty zuntag wiöe ofang. Ofang
ym mönda, der jyśty, jyśty zuntag. No to gingja zy
śyner ogycün. Ȧ nöhta gingja zy śun wejder śłȧhter
ogycün. No do zöfuł ociwerik, wi dö hot idy wymysiöejer bow, dos wiöe füt,
dos ej ny mejglih. Do zyty öemy łoüt zöfuł ociwerik hota.
W pierwszą niedzielę miesiąca ubierały się ładniej
Anna Zejma z d. Fox (1923–2010), 2007.
A, to były, były różne niedziele. Jak była pierwsza niedziela, pierwsza niedziela
to był początek miesiąca. Pierwsza niedziela. No to chodziły ładniej ubrane.
A potem chodziły już gorzej ubrane. No to tyle ubrań, co miała każda Wilamowianka, to to było przecież, to jest niemożliwe. Że tacy biedni ludzie mieli tyle
strojów.

133

�134

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[120]
Dy śynsty traht uf Hȧlikjałȧjtnysdunyśtag
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
No, dy śynsty traht. Boże Ciało, Łȧjt... wi hȧst dos,
Łȧjtnysdunyśtag? No to gingja zy śejn ogycün. No
nöhta śun underwoh ȧbysła andyśt, oder oü ny ym płesnerrök. Ym płesnerrök gingja zy jok wi wiöe... bygrytnys. No. Oba yr fost.
Najpiękniejszy strój był na Boże Ciało
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
No, najpiękniejszy strój. Boże Ciało, jak to się nazywa, Łȧjtnysdunyśtag. No to
szły pięknie ubrane. Potem w tygodniu już trochę inaczej, ale też nie w płesnerrök.
W płesnerrök to szły, jak był pogrzeb. No. Albo w poście.
[121]
Mȧj koleżanka fur tancgrüp (Linküś-Ruzła)
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Ȧ mȧj foter maht’um ym fȧld dy at, bo har hot fad,
ȧna... No to ejs kom wejder c’yns, cym foter oü yhta
maha, do’s ny mü zöfuł coła. Nöhta kentwer [kantwer]
yns. Gingwer inda bȧdy cyr tancgrüp ȧn cyryk kömwer
wejder cyfüs, bo wjyr hota ju nist ny, jok ȧ rod cym
fiöen. Oder wjyr gingja inda cyfüs. Ȧ nöhta, miöehysmöł wiöe’s ȧlf yr naht, ȧn dy
ynzer, dy kjerownićka ziöet... ziöet zy inda: „Błȧjt nö, błȧjt nö” – fercyłt zy, jok yn
bowa, ny? Ferśidnikjy zaha cym łaha ȧn wer zunga, miöehysmöł wiöe’s ȧlf yr naht,
kom yh yn ham. Ziöet yh: „Rüźü, śtej yta dö” – bo yhy müst fłigja fum Gawlik, ejs
ging diöt uf dy hej, ȧ yhy dö. Ziöet yh: „Yhy fjet mih, rüf uf mih!”. Ȧ yhy fług ȧzu
wi ȧ wynd yn ham.
Moja koleżanka Linkusiowa Ruzła
Anna Foks (Fox) (ur. 1927), 2022.
A mój ojciec robił jej w polu pracę, bo on miał konia, no to ona znowu przychodziła
do nas, ojcu też odrabiać, żeby nie musiała tyle płacić. Potem się znałyśmy. Zawsze
chodziłyśmy we dwójkę do zespołu i z powrotem przychodziłyśmy znowu na nogach, bo nie miałyśmy nic, tylko rower do jazdy. Ale chodziłyśmy zawsze na nogach. A potem, czasami była dwunasta w nocy, i ta nasza, ta kierowniczka mówiła,

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

mówiła zawsze: „Zostańcie jeszcze, zostańcie jeszcze”, mówiła, tylko kobietom,
nie? Różne rzeczy do śmiechu i śpiewałyśmy, czasami była jedenasta w nocy, przychodziłam do domu. Powiedziałam: „Róziu, stój teraz tu”, bo ja musiałam lecieć od
Gawlika, a ona szła tu na górę, a ja tu. Powiedziałam: „Ja się boję, wołaj na mnie”.
A ja biegłam szybko jak wiatr do domu.
[122]
Ȧ müzykȧlyśy gyśwyster Hȧla-Mockja-Hȧla
Böba-Hȧla (1927–2018), 2014.
Ejs wiöe okriöepnyś, ejs łjyt, s’jyśty łjyt ejs tanca. Ejs,
s’Hȧla. Bo yhy wiöe nö ȧ zyta mȧkja, junkuśik, no to
nom’s mih śun diöt uf dy hej, uf dy sala, ȧn diöt śun
myt dan piöer mȧkja, dos Hȧla. Ȧzu wiöe’s hynder
dam wymysiöeryśa. Dü wȧst, wi ejs kund zyngja wymysiöeryś ȧn... ȧn tanca ȧn...
Nöhta hot’s oü ȧ zyty śejny bygrytnys, bo ejs s’jyśty maht dos ȧzu cyzoma.
Muzykalna kuzynka Hala-Mockja-Hala (Elżbieta Matysiak)
Elżbieta Figwer z d. Rosner (1927–2018), 2014.
Ona była bardzo..., ona uczyła, ona pierwsza uczyła tańczyć. Ona, Hala. Bo byłam jeszcze taką dziewczyną, młodziutką, to wzięła mnie już tam do góry, na salę
i tam już z tymi kilkoma dziewczynami, ta Hala. Taka była za tym wilamowskim.
Ty wiesz, jak ona umiała śpiewać po wilamowsku i, i tańczyć i... Potem miała też
ładny pogrzeb, bo ona pierwsza tak działała.
[123]
Wer müsta zih külȧn nöm apułzeca
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Yh wa der wos ziöen, wjyr jyśter, wi wer apuł zocta, ȧzu myta, mytum hiöela oba myter ko... myt dar...
H’wȧ nist ny, wi’s zih his.
– Föł.
Föł. Do wi wer zocta, nöhta zoctwer śun ym mejst,
ferśtejsty, do ging’s nö dyhemderer [byhenderer]. Do nöhta, wi zy dos hota
śun ufgyśöt, ny... wiöe kȧ mejst, ny, ok s’wün śun dy cȧjł, no do müstwer zih
külȧn, do dy apuł ȧzu grus wahsa wi wjyr zȧjn. Ny? No. Musimy się pokulać.
No to ȧmöł nom dy śwaster, s’Hȧla, ȧ Łycki. Mȧreja śwjynty, wi zih dar wiöe...
byłȧjdikt, wi dar wiöe bejz, do wer’ȧ hon...

135

�136

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Po zasadzeniu ziemniaków musieliśmy się kulać
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Powiem ci coś, my kiedyś, jak sadziliśmy ziemniaki, kopaczką, albo... nie wiem,
jak to się nazywało...
– Kół.
– Kołem. To jak sadziliśmy, potem sadziliśmy już w gnoju, rozumiesz? To to szło
szybciej. To potem, jak to już mieli nasypane, jeszcze nie było gnoju, tylko były
już rządki, to musieliśmy się kulać, żeby ziemniaki urosły takie duże, jak my. Nie?
Musimy się pokulać. No to raz siostra Hala wzięła Łyckiego. Maryja święto, jaki
ten był obrażony, jaki ten był zły, żeśmy go (chwyciły).
[124]
Oły śtunda wün gycyłt cyr at
Płacnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
No ju, wi wjyr, wi wer gingja ufs fȧld ym zȧhs s’mügjys,
no do nom, hotwer śnytła byśmjet myt śmolc ȧn dy ost
dyham ny. Ufs fȧld wi dy gingst. Dy gejst ȧn dy yst
dos śnytła uf bocy dy kymst ufs gywend. Ȧ nöht wiöe
ołdyśt s’mügjaasa, do wer ny ganc hungerik gejn ufs
fȧld, dy konst śun asa ym wȧg, wen dy gejst. Do, dos kymt cy ziöen, oły śtunda wün
gycyłt cyr at. Oły śtunda. Ym zȧhs s’mügjys śtejsty uf, oba ejer, dy mama müst yn
śtoł, ȧ wjyr, mȧkja, müstwer śun gejn ufs fȧld, no. Dy wȧst ju, wun s’gywend ej ȧn
s’ełder mȧkja wȧs, wo cy maha. Ȧn wifuł mȧkja wün, zöfuł hiöela wün. No. Ȧn
zöfuł rȧhja wün ȧn zöfuł, zöfuł gowuł [gowułn] wün.
Wszystkie godziny pracy na gospodarstwie były policzone
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
No tak, jak my, jak szliśmy w pole o szóstej rano, to braliśmy, mieliśmy kromki
posmarowane smalcem. I nie jadłeś w domu, jak szedłeś w pole. Idziesz i jesz
tą kromkę, aż przyjdziesz na stajanie. A potem dopiero było śniadanie. Żebyśmy
całkiem głodni nie szli w pole, możesz już jeść w drodze, jak idziesz. To, przyjdzie powiedzieć, wszystkie godziny były policzone, do pracy. Wszystkie godziny.
O szóstej rano wstajesz, albo wcześniej, mama musiała do chlewa, a my dziewczyny musiałyśmy już iść w pole. No, ty wiesz, gdzie jest stajanie a starsza dziewczyna
(siostra) wie, co trzeba robić. I ile było córek, tyle mieliśmy kopaczek. No. I tyle
grabi było, tyle i tyle było wideł.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[125]
Wi zy dy kjywła y Błan mahta
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Dy kjywła mahta zy y Błan. Ȧ mȧj tȧta kund oü maha.
Oder wer hota ni di, wi hȧst, wiklin. Bo dy müst kiöefa
fu Błan. No do zułsty kiöefa? No do ȧ nöhta hösty ny
kȧ cȧjt, bo dy höst s’fad, müst ata, no do koüftwer inda
di kjywła y Błan. Fum Ligęza, hynder kjyh wiöe ȧ zyty
ałdy hyt, yh gydenk dos, wi wjyr gingja myter mama, no do derzȧnk wiöe kȧ rod, nö
nist ny. No do dy mama trüg ȧ grus kjywła, bo cym he oba cym... gyhakys. Ȧ wjyr
trüga cwe kjywła cy apuł [apułn] cy haka. Do inda y Błan koüftwer.
Jak robili kosze w Bielanach
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Kosze robili w Bielanach. A mój tata też umiał robić. Ale nigdy nie mieliśmy tej...,
jak to się nazywa... wikliny. Bo musisz kupić w Bielanach. No to masz kupować? No
to potem nigdy nie masz czasu, bo masz konia, musisz robić, no to kupowaliśmy te
koszyki zawsze w Bielanach. Od Ligęzy, za kościołem był taki stary dom, pamiętam
to, jak chodziłyśmy tam z mamą, no to wtedy nie było jeszcze roweru ani niczego.
No mama niosła duży koszyk, bo do siana albo do... sieczki. A my niosłyśmy dwa
koszyki na ziemniaki do kopania. To zawsze w Bielanach to kupowaliśmy.
[126]
Dy ołda łoüt zöha jok fȧld
Taksła-Hȧla (1923–2020), 2014.
Yhy wa jüh ziöen, ołdy łoüt wün andyśt, di zöha ju nist,
ok tego (fȧld). Ȧn dos ej ołys ny... dos gyhjyt ołys ny yns.
Bo wjyr zȧjn jok dö, ȧzu, wi der hot dö... namt y dy hyt
ȧn lokator. Wjyr zȧjn dos nymłikjy. Bo wjyr müsa gejn ȧn
ołys łön. Ȧn dos djyft’ȧ zih, dos djyft’ȧ zih zȧstȧnȧwjȧn,
wi ufum tut, ufer ander wełt nöhta fjyr dos dy łoüt, op diöt yht ej, do fjyr dos müsty bys...
– Yht gütys wyt zȧjn.
Zȧjn güty łoüt ȧn śłȧhty łoüt. Dos ej zȧstȧnȧwjȧn. Dos ej ny mȧłȧjhtwos.
Starzy ludzie widzieli tylko pole
Elżbieta Sznajder (Schneider) z d. Danek (1923–2020), 2014.
Ja wam powiem, starzy ludzie byli inni, oni nie widzieli nic, tylko tego (pole). A to
wszystko nie jest... to wszystko nie należy do nas. Bo my jesteśmy tutaj tylko tak,

137

�138

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

jakbyście wzięli do domu lokatora. My jesteśmy tak samo. Bo my musimy odejść
i wszystko tu zostawić. A to się powinno, to się powinno zastanowić, jak na łożu
śmierci, na tamtym świecie później ci ludzie będą za to... czy tam coś jest, za to
musisz... czy coś dobrego tam będzie. Są dobrzy i źli ludzie. Nad tym się trzeba
zastanowić. To nie jest takie byle co.
[127]
Śwjery at ufer wjytśoft
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Do der kłop, cyderjyśt at’ȧ ufer Bejł, nöhta at’ȧ y ynzer
fabryk. Ȧn diöt wün śłȧhty bycołung. Ȧ fum fȧld hot
yh oü ny hefa. Ȧ nöhta, wi’s ging śun ȧbysła beser,
mahtwer nȧmjot. Ȧna diöt zosw... zoctwer sałot, wjyr
hota zyta güta sałot, no to hot yh śun mejer giełd, no to
müst yh s’nahts nyn wejder. Bo ȧ diöft dö maha, h’hot cwü ki, ferkoüft yh myłih ȧn
puter, ȧn roüm, no ȧzu, ȧzu ho’h hefa gyat. Ȧna zu łang ław yh.
– Ȧ wen hoter gyśłöfa?
No miöehysmöł, wȧsty wos, ȧ śand cy ziöen. Kom mȧj kłop, s’wiöe ȧny s’nahts,
nom’ȧ mih uf dy hend. Ȧn’ȧ ziöet: „Kuźe, bowy, śłöfa”. Ziöet yh: „H’kon ju ny
kuma, bo’h mü dos hon” – „Nȧ!”. Do nom’ȧ mih uf dy hend ȧn ys bet. Śłüf yh cwü,
drȧj śtunda ȧn wejder um, ym fjyr ufgyśtanda ȧn wejder, wjeder yn śtoł, wejder
myta kija wejder. Miöehysmöł ging yh ym drȧj s’nahts ufs fȧld. Ȧna ziöet yh: „Mareja, wen dö imynd [imyd] kymt, ȧna fyngt mih dö ȧ kłop”. Ȧmöł wiöe’h ym fȧld,
oder dos wiöe śun śpyter, fylȧjht fynf s’mügjys. Oder kȧ menć ym fȧld, yhy ȧłȧn. Uf
ȧmöł ȧ, ȧ hoza – „Mȧreja, Mȧreja!”. Gydöht yh der... ȧ kłop kymt uf mejh. Za’h, s’ej
der hoza – „No Göt zȧj dank, do jok der höza [hoza], der hoza!”. No, ho’h hefa gyat.
Ciężka praca na gospodarstwie
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
To mój mąż, najpierw pracował w Białej, potem pracował w naszej fabryce. A tam
były kiepskie pensje. A z pola też nie miałam dużo. A potem jak już szło trochę lepiej, zrobiliśmy tunel foliowy. I tam sadziliśmy sałatę, mieliśmy taką dobrą sałatę,
no to miałam już więcej pieniędzy, no i musiałam w nocy znowu szyć. Bo trzeba
było tu robić, miałam dwie krowy, sprzedawałam mleko i masło, i śmietanę, no tak,
tak dużo pracowałam. I tak długo żyję.
– A kiedy pani spała?
No czasami, wiesz, aż wstyd mówić. Przychodził mój mąż, była pierwsza w nocy,
brał mnie na ręce i mówił: „Kobieto, chodź spać”. Odpowiedziałam: „Nie mogę

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

przyjść, bo muszę to mieć zrobione”. Nie. Wziął mnie na ręce i do łóżka. Spałam
dwie, trzy godziny i znowu o czwartej wstawałam i znowu, znowu do chlewa, znowu z krowami. Czasami szłam o trzeciej w nocy na pole. I mówiłam: „Maryjo, jak
tu ktoś przyjdzie i mi coś zrobi, jakiś mężczyzna”. Raz byłam w polu, ale to było już
później, może o piątej rano. Ale nie było w polu żadnego człowieka, ja sama. Naraz
zając (wyskoczył). „Maryjo, Maryjo”, myślałam, że jakiś mężczyzna mnie atakuje.
Patrzę, to zając. No, „dzięki Bogu”, że to tylko zając. No, dużo się napracowałam.
[128]
Wi’h myta myłihzaha uf dy Byłc fü
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2009.
Ȧ wjyr mytum kłopa, dö wiöe der śtoł. Dö wün dy ki.
Dö wiöe ȧ zyty ałdy komer, wȧsty’s? Wi jyśter... s’kroüt s’gyzoüwyty śtind, dy zek. Dos wiöe dy komer. Ȧn
der... ȧn nö fjyr, yhy myt mem kłopa, ejwerboüywer
[ejwerboüytwer] dos, dö mahtwer śtuwa ȧn dy śtołn
moüytwer diöt dunda, wȧsty’s? Dernawa ej gryhta. Cwü ki, cwü śwen, cwe śwen,
ȧn hinyn. Yhy fü inda uf dy Byłc mytum twiöeg, kyz, wȧsty, myt rom [roüm], myt
ȧjyn. Ys bankn [yn bank], y dy aptyk, diöt hota zy mih ejweron [gan]. Ym bankn
[ym bank], wen yh... Jyśter y Pöłn, wen dy füst hynder dy granc, toüśta zy der
ȧbyselüćü giełd oüs, wȧsty’s? Mark oba diöt... no, zyty s’wün ju... To yhy diöft ni
ny śtejn, mjyr erłydikta zy ołys, oder yhy trüg’ȧ. Ȧna mȧj, mȧj kuzynk hot ȧ grusy
wjytśoft, di śłahta śwen, wȧsty’s? Zy mahta brötwjyśt, wjyśt, leberwüśt. Fün zy myt
mjyr diöt ȧn zy ferkoüfta dos. Ȧ jena wün fruw, bo s’wiöe ȧbyselüćü to... biligjer
[wyłwer]. Ȧna s’wiöe beser. Do hamyśy brötwjyśt ej ju beser wi zyty.
Jak jeździłam z nabiałem do Bielska
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2009.
A my z mężem, tu był chlew. Tu były krowy. Tu była taka mała komora, wiesz?
Jak to kiedyś... stała kapusta kiszona, worki. To była komora. I kiedyś, ja z mężem
przebudowaliśmy to, tu zrobiliśmy pokoje, a chlewy wymurowaliśmy tam na dole,
wiesz? Obok jest zaraz. Dwie krowy, dwie świnie i kury. Ja jeździłam zawsze do
Bielska z twarogiem, serem, wiesz, ze śmietaną, z jajkami. Do banku, do apteki,
tam mnie wszędzie lubili. W banku jak.... kiedyś w Polsce, jak chciałeś jechać za
granicę, to ci wymieniali trochę pieniędzy, wiesz? Marki albo, no takie były. To
ja nie musiałam nigdy stać w kolejce, mi załatwili wszystko, ale ja im woziłam.
A moja kuzynka miała duże gospodarstwo, oni bili świnie, wiesz? Robili kiełbasy,
kiszki, pasztetówkę. Jeździli tam ze mną i sprzedawali to. A oni byli zadowoleni, bo
było trochę taniej. I było lepsze. Bo domowa kiełbasa jest lepsza niż taka.

139

�140

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[129]
Der gymahty traktor
S: Lüft-Staha (1926–2021), 2019.
N: Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2019.
S: Myt dam maht yh ołys.
– Derging’ȧ zih nöhta, ju?
S: Ojej.
N: Dos wiöe ȧ zyter kliny traktor, ȧzu ufs fȧld cy fiöen.
S: Ȧ, ufs fȧld cy fiöen.
N: Yn kija brengja groz, oba büroka nöhta. Nöhta hot’ȧ...
S: Ȧ zyt ym fȧld, ołys maht yh mytum. Tylko w jesieni, dos ej śwjer. Oder zu maht
yh ołys, dy cȧjł [cȧjłn] ȧn ołys mytum.
Robiony traktor
S: Stanisław Foks (Fox) (1926–2021), 2019.
N: Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
S: Nim robiłem wszystko.
– Przydał się później, tak?
S: Ojej.
N: No to był taki mały traktor, żeby pojechać na pole.
S: A, pojechać na pole.
N: Krowom przywieźć trawę, albo buraki potem.
S: Siał w polu, wszystko nim robiłem. Tylko w jesieni, to było ciężko. Ale tak, to
robiłem nim wszystko, rządki i wszystko.
[130]
Mjyr gyfuł dy at ym gatła
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.
No do dos... do cyjyśt müstwer zyn, do dos ufgejt, ȧ
nöhta ryswer, ȧ nöhta gingwer ufs fȧld ȧna wer zocta.
Ym, yn arpuł [arpułn], wo ȧ grȧć wejder. No do arpuł
[arpułn] wün ȧna dos wiöe oü, kroüt. Dos wiöe kroüt.
– Gatła hoter oü, no ny?
No.
– Ȧn dö, wosfer biöem hoter dö?
Woser [wosfer] biöem? No bjyn ho’h, epuł [epułn] ho’h, ȧzu ander ho’h ny. No bjyn
zȧjn cwelȧ. Di dryta, dos biöemła derhułd [derhüłd] ny, h’wȧ nist, oba underfros der...
dy moüz jynta, wȧs yh. Bo s’ferdiöert. Bo yhy, yhy zoct, yhy koüft... y dyham wi’h
wiöe, byn ełdyn, hot yhy ȧ zyta gatła, mahtwer. Ȧn der brüder, dar wiöe jyngjer ȧna

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

har wiöe śtiöek, har koht [maht] oü. Yhy hot ȧ śtykla ȧn har oü, ziöewer ȧ zyta śtykla
wi der tejś. Y dam mah... zoctwer biöemła ufum rȧja, bo wen’s zih hüt dy ki, no do
nom zih yn dibzak epuł [epułn] ȧn mȧłȧjhtwos oswer. No ȧ nöhta fu dan kjenła wühs
zy roüs. Wo dy ki ny byfrösa, no do wen zy wühsa, do ging yh ȧna ym, mytum maser
ysrod ymkrȧjat? [ymśnȧd] yh, ȧna h’kom, yhy bröht dos yn ham, ȧn y dyham zoct yh.
No do dos wühs nöhta, nöhta wün śejny biöemła, bo yhy trȧ zy y dy hej, yhy... Y mjyr
gyfuł dos, yhy at ȧn der brüder, der brüder wiöe jyngjer, der Jüza, wiöe fun cwejnłik,
der Jüza ȧna s’Nüśa, wün cwe kyndyn. Je Nüśa wiöe śwah, oder der büw ej śtȧkjer. No
do dar ȧn yhy, har wiöe jyngjer wi yhy, oder har, ȧ kłop, har hot ȧ gatła, ȧ jes... ȧn yhy
oü. Ȧner ejwyn andyn. Wułdwer... yhy wułd hon beser, ȧ har wułd oü. No müstwer
zeca, ufum rȧja kłoütwer zyty, bo wen’s zih os, wjyft zih ȧ, ȧ opuł, no do fun kjenła
wühsa roüs. Do gingwer ȧna wer ymśnyda, ȧna wer bröhta dos yn ham, ȧna y dyham
zoctwer, yhy hot ȧ zyta płoc, no ȧbysła gryser wi dar tejś. Ȧn der brüder oü, har wiöe
jyngjer. Oder s’wiöe ȧ büw, har wiöe śtiöek. Yhy, yhy fu klinum. Gyfüł mer dos, no.
Podobała mi się praca w ogródku (rozsadniku)
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2009.
No to, najpierw musieliśmy siać, żeby to wzeszło, a potem wyrywaliśmy i potem
szliśmy na pole i sadziliśmy. W ziemniakach, co krok znowu. No to ziemniaki były
i to było też, kapusta.
– Rozsadnik też pani miała, no nie?
No.
– A tu, jakie drzewa pani ma tutaj?
Jakie drzewa? No gruszki mam, jabłonie mam, a tak innych to nie mam. No gruszek
są dwa rodzaje. Te trzecie, to drzewko nie dotrzymało, nie wiem, albo je podżarła
jakaś mysz, czy ja wiem? Bo uschło. Bo ja, ja sadziłam, kupowałam. W domu (jako
panna) jak byłam, u rodziców, miałam taki ogródek, zrobiliśmy. I brat, on był młodszy i był silny, to też robił. Ja miałam kawałek i on też, powiedzmy, taki kawałek jak
ten stół. W tym robiliśmy, sadziliśmy drzewka na miedzy, bo jak się pasło krowy,
to brało się do kieszeni jabłka i byle co jedliśmy. No a potem z tych ziarenek wyrastało. Czego krowy nie zeżarły, to jak rosło, to szłam i nożem wykroiłam i przychodziłam, przynosiłam to do domu i w domu sadziłam. No to to potem rosło, potem
były ładne drzewka, bo ja je prowadziłam do góry. Mi się to podobało, ja pracowałam i brat, brat był młodszy, Józek, on był z bliźniąt, Józek i Nusia, były bliźnięta.
Nusia była słabsza, ale chłopiec był silniejszy. No to on i ja, on był młodszy ode
mnie, ale on, chłop, on miał ogródek i ja też. I jeden przez drugiego: chcieliśmy...
ja chciałam mieć lepiej, a on też. No to musieliśmy sadzić, na miedzy zbieraliśmy
takie, bo jak się jadło, wyrzuciło się jabłko, no to z ziarenek potem wyrastało. No
to szliśmy i wykrawaliśmy i przynosiliśmy to do domu, a w domu to sadziliśmy. Ja
miałam taki plac, no trochę większy niż ten stół. A brat też, on był młodszy. Ale był
chłopcem, był silny. A ja, ja od dziecka. Podobało mi się to, no.

141

�142

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[131]
Gatła köst at
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.
Dos ej, dos köst at. Yhy müst ym... s’wiöe, yhy hot
ju kȧ gatła ny, h’hot kȧ, kȧ jes. No ȧ śtykla fu... nom
yh, roza, ȧ roza byśipt yh fur heja, ȧ nöhta growt yh,
h’ferdryt dos ȧna maht ad, do’h kon zeca yhta. Bo
yhy hot ju kȧ gatła ny. Oder mjyr gyfuł [gyfüł] dos,
yhy at.
Ogródek kosztuje dużo pracy
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2009.
To kosztuje dużo pracy. Ja musiałam, ja nie miałam ogródka, nie miałam żadnych
tych. No kawałek wzięłam, darni, darń obcięłam z góry, a potem ryłam. Obracałam
to i przygotowywałam ziemię, żebym potem mogła coś sadzić. Bo ja nie miałam
ogródka. Ale mi się to podobało, pracowałam.
[132]
Wi’h wiöe jung, müst yh ata
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012
No wi yhy wiöe jung, nö ganc jung. Śwjer kom
mer dos, oder yhy müst, yh go mer kȧ rü ny – „Yhy
müs!”. Yhy growt, yhy... ȧna h’zoct, cyhakt, do ad
mah yh güty, gus yh diöt kanał, do, do dy ad güt ej,
ȧ nöhta zoct yh, cyhakt yh dos, zoct yh biöemła,
ȧ nöhta di biöemła cyzoct yh mȧłȧjhtwun. Ym giöeta. Yh müst ny kiöefa, yh
hot mȧjna.
Jak byłam młoda, musiałam pracować
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2009.
No ja byłam młoda, jeszcze całkiem młoda. Ciężko mi to przychodziło, ale ja
musiałam, nie dawałam sobie spokoju – „Ja muszę”. Ja ryłam, ja... i sadziłam,
rozkopywałam, ziemię robiłam dobrą, lałam tam gnojówkę, żeby ziemia była
dobra, a potem sadziłam, rozkopywałam, sadziłam drzewka, a potem te drzewka rozsadzałam w różne miejsca. W ogrodzie. Nie musiałam kupować, miałam
swoje.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[133]
Yhy maht ołys ym fȧld
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.
No yhy, yhy, yhy cyat mih gynüg. Y dyham hota zy fȧld,
bo diöt wün noün miöergja fȧld, ȧ yhy wiöe s’ełdsty. No
to myt mjyr jeta zy ȧzu wi mytum fad. Oder yhy, yhy
wiöe śtiöek, yhy maht ołys. Yhy hiw, yhy kund ołys.
Robiłam wszystko w polu
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2009.
No ja, ja, ja się dość napracowałam. W domu (rodzice) mieli pole, bo tam było
dziewięć morgów pola, a ja byłam najstarsza. No to mną orali tak, jak koniem.
Ale ja, ja byłam silna, robiłam wszystko. Siekłam, umiałam wszystko.
[134]
Wi der foter züht ȧ gyśpon
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.
Ju, no do di, di ełdyn, do ju, di śponta zih. Har hot ȧ fad
ȧn der foter hot ȧ fad. Der foter züht, mȧj foter züht inda
ȧn zyta, wo höt ȧ güt fad. Bo höt’ȧ ȧ śłȧht fad, ȧ zyta dyrys, do jes cug ny fejł, do müst dos dos ander cin. Do züht
har inda ȧ zyta, wo oü güt oüsśoüt. Ȧ ny ider, s’wün miöehja wjyt, hefa, grusy wjyt.
Jak ojciec szukał gyśpon (kogoś do sprzęgania się)
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2009.
Tak tak, no to ci, rodzice, to tak, ci się sprzągali. On miał konia a mój ojciec też miał
konia. Ojciec szukał, mój ojciec szukał zawsze takiego, co ma dobrego konia. Bo
jak ma złego konia, takiego chudego, to tamten nie ciągnął dużo, to musiał ten drugi
ciągnąć. To zawsze szukał takiego, co dobrze wygląda. A nie każdy, a byli niektórzy
gospodarze, dużo, duzi gospodarze.
[135]
Dy at ufer köłagrüw
Tołer-Jüza (1929–2013), 2012.
Ju, yh kon fercyła, yh ging y dy köłagrüw ym
noünȧnfjycikjer jür. Uf Brejskja, uf Brejskja ging yh,

143

�144

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

ȧna diöt, ȧ yh wiöe, yh łjyt śun, yh wiöe, elektromonter wiöe’h śun dö, y Kęty łjyt
yh. No uczyłem się zawodu, no i potem poszedłem, nöhta ging yh uf dy köłagrüw,
ufer köłagrüw at yh, no at yh, wiöe’h ȧ zyter, wi hȧst’ȧ, ȧ dyżurny, dunda. No ȧna
diöt wiöe’h dyżurny, wiöe’h, no ȧ fynf jür ging yh diöt jynt uf di wend ȧna nöhta,
nöhta hot yh śun beser at, warśtat, ȧna nöhta ander at oü, ȧzu do ho’h, gyłyklik ho’h
diöhgyat dos ołys, bo oü wiöe’s ferśidnik. Oü kund yh diöt błȧjn wi ufer köłagrüw
oü. Oü wiöe dos ȧzu. Yhy ziöet, diöt cwe möł wiöe’h śun ȧzu, do, do, yh zułd ny
śtarwa, ȧn ȧzu ys’s. Yh zuł ława, no. No Jezu, ys’s dos. No ȧ nöhta, fur köła... wi’h
at ufer köłagrüw nöhta, wȧs yh, drȧj jür, to ferwȧw, h’ho mih ferwejwa nöhta, no to
cwe kyndyn hot yh ȧna...
Praca na kopalni
Józef Gara (1929–2013), 2012.
Tak, mogę opowiedzieć. Poszedłem na kopalnię w 1949 roku. Do Brzeszcz poszedłem i tam, a ja byłem, uczyłem się już, byłem elektromonterem już tutaj, w Kętach
się uczyłem. No uczyłem się zawodu, no potem poszedłem, potem poszedłem na
kopalnię, na kopalni pracowałem, no pracowałem, byłem takim, jak to się nazywa,
dyżurnym na dole. No i tam byłem dyżurnym, no pięć lat jakoś chodziłem tam na
te ściany, a potem, potem miałem już lepszą pracę, warsztat i potem inną pracę też,
tak że przepracowałem to wszystko szczęśliwie, bo też różnie było. Też mogłem
tam zostać (zginąć), jak to też na kopalni. Też tak bywało. Powiedziałem, że tam już
dwa razy było tak, że nie miałem zginąć, i tak było. Mam żyć, no. No Jezu, tak to
już jest, no. A potem z kopal... jak pracowałem potem na kopalni, czy ja wiem, trzy
lata, to się ożeniłem, ożeniłem się potem, no to miałem dwójkę dzieci i...
[136]
Der dźjada gyt cy asa yr öema nökweryn
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Ȧn der dźjada nymt’s cyryk: „Kȧśü” – bo his’s oü
Kȧśü – „Kȧśü, ȧ hösty śun gasa? Ny? Zec dih nejder
gryhta”. Ȧn der dźjada ziöet yr bow: „Ziöeśü, hösty
śun gykoht dy ćjyrkja?”. Ȧ wen zy ny höt gykoht,
to der dźjada koht. „Ȧn dü zec dih nejder” – ȧna śun
gist’ȧ [goüst’ȧ] dy ćjyrkja ȧn dy myłih: „Ejs dih cyjyśt o”. Ȧn’ȧ śnet brut ȧna gyt,
ȧn dy baba maht dos ny. Dos fercyłt ind dy Polinskja-müm, wi dy baba gȧjcik wiöe:
„Der dźjada, wi’ȧ kom, go’ȧ oły, oły y yns” – wi zej ziöet zoüwer fjyr zejh – „go’ȧ
yns cy asa. Ȧn dy baba het yns ny gan. Ȧ der dźjada go yns”. Do inda s’Kȧśka kom
ȧzu, wen der dźjada kymt fur kjyh, to wȧ’s fu dam, do’s wyt asa.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Jak dziadek dawał jeść biednej sąsiadce
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
A dziadek jej kazał zawrócić: „Kasiu”, bo też się nazywała Kasia, „Kasiu, a jadłaś już?
Nie? To zaraz sobie usiądź”. I dziadek powiedział żonie: „Zosiu, ugotowałaś już zacierkę?”. A jak nie miała ugotowane, to dziadek gotował. „A ty sobie usiądź” i już wlewa jej
zacierkę i mleko: „Najpierw się najedz”. I kroi jej chleb i daje, a babcia tego nie robiła.
To opowiadała zawsze ciotka Polinska, jaka babcia była skąpa: „Dziadek, jak przyszedł,
dawał wszystkim (robotnikom), nam wszystkim”, jak ona mówiła sama za siebie, „dawał nam jedzenie. A babcia by nam nie dała. A dziadek nam dawał”. To zawsze Kaśka
przychodziła tak, jak dziadek przychodził z kościoła, to wiedziała, że będzie jadła.
[137]
Yhy interesjyt mih jok myt at
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Yhy wiöe jung, mȧj foter wiöe y Rüsland. Ȧ nöhta,
wi’h mih oüsgo: kyndyn ȧn at, ȧn ym fȧld, ȧn wjyr
hota jok dy hyt ȧzu w surowym stanie. Yhy at tag ȧn
naht. S’nahts nyt yh dö cym, cym... nökwer, har wiöe
śnȧjder, yhy nyt wejder fjyr di bowa rek, rek jok. No
to wȧsty, mejh, no s’interesjyt mih dos nist, jok di at, di at ȧn di at. Yhy wułd hon
ȧ śejny hyt.
Ja interesowałam się tylko pracą
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Byłam młoda, mój ojciec był w Rosji (został wywieziony na Ural). A potem, jak
wyszłam za mąż: dzieci i praca i w polu i mieliśmy dom tylko w surowym stanie.
Pracowałam dzień i noc. W nocy szyłam tu u sąsiada, on był krawcem, ja szyłam
znowu dla tych kobiet spódnice, spódnice tylko. No to wiesz, mnie nic nie interesowało, tylko ta praca, ta praca i ta praca. Chciałam mieć ładny dom.
[138]
Mjyr gyfüł inda s’handułn, ȧ ny s’fȧld
Böba-Hȧla (1927–2018), 2014.
Yhy wiöe ȧzu duł, ȧzu hüw yh inda, wi’h wiöe jung,
bo’h füt drȧj gywełn. Dy cukjernia, dy bakśtuw ȧna nö
loda hot yh dö. Ȧn yhy wiöe ȧłȧn. Ȧn ym kłopa gyfüł

145

�146

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

dos ny, der kłop hot zȧhs hektan fȧld, ȧn jok ym fȧld. Dos gyfuł [gyfüł] jum. Ȧ mjyr
gyfüł s’fȧld ny, ok dos. Ȧn yhy hüw ym bek inda zyty, zyty śwjery zek. Di zek hota
zymfcik kilo, ahcik kilo wiöe diöt mał, bo dy łoüt nöma mjyr... mał bröhta zy ȧna
brut nöma zy. Ȧn zy bycołta mer ok fjyr s’baka. Ȧn yta ej śun’s... di ny, bo yta dy
łoüta, yta zyt śun nimyd kȧ kün. Yta zyn zy jok zytys... ander zaha, ȧzu kün ny.
(...) No oder wȧsty’s, bo fȧlȧjht [fylȧjht] di grusa wjytśoft, di grusa fȧlȧjht [fylȧjht].
Bo dö, ym diöf, ȧni hjy’h ny fu kȧm kün, hyhstyns wu andyśt. Bo dö zȧjn łoüter
hȧndlyża y Wymysoü. Dö handułn zy oły, ȧ s’fȧld dos... Wjyr gön zoüwer zȧhs
hektan fȧld ym... dö, ym nökwer.
Mnie podobał się zawsze handel, a nie pole
Elżbieta Figwer z d. Rosner (1927–2018), 2014.
Ja byłam taka głupia, podnosiłam zawsze (ciężkie rzeczy), jak byłam młoda, bo
prowadziłam trzy sklepy. Cukiernię, piekarnię i jeszcze lody tu miałam. I byłam
sama. A mojemu mężowi się to nie podobało, mój mąż miał sześć hektarów pola
i tylko w polu. To mu się podobało, a mi się nie podobało pole, tylko to. I zawsze
podnosiłam piekarzowi takie, takie ciężkie worki. Te worki miały po siedemdziesiąt
kilo, osiemdziesiąt kilo mąki tam było, bo ludzie brali... mąkę przynosili, a chleb
brali. I płacili mi tylko za pieczenie. A teraz już tego nie ma, bo teraz ludzie, teraz
nikt już nie sieje żyta. Teraz sieją tylko inne rzeczy, a żyta nie (...). Ale wiesz, może
te duże gospodarstwa, te duże może. Bo tu na wsi ani nie słyszę o życie, może gdzie
indziej. Bo tu są sami handlarze w Wilamowicach. Tu wszyscy handlują, a pole to...
Sami daliśmy (wynajęliśmy) sześć hektarów pola sąsiadowi.
[139]
Der foter handułt oüz knȧht
Böba-Hȧla (1927–2018), 2014.
No do der foter handułt, no to hot’ȧ giełd. Har wiöe...
dö wiöe y Zawyś, dö wiöe dos ȧ zyta gruser, ȧzu wi dö
Zöł. No to diöt... cöker füt’ȧ diöt, ȧn he – cyryk, y dan,
y dan, wo zy ferkoüfta, wȧsty’s? Wo zy niby śmügljyn
dos hȧsa. Okriöepnje güt ferdint’ȧ, wiöe nö knȧht.
Mój ojciec handlował jako kawaler
Elżbieta Figwer z d. Rosner (1927–2018), 2014.
No ojciec handlował, no to miał pieniądze. On był... tu był w Jawiszowicach
taki duży, jak tutaj Soła (rzeka). No to tam cukier woził, a siano z powrotem,

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

tym, tym, co sprzedawali, wiesz? Co to niby nazywają „szmuglowanie”. Bardzo
dobrze zarabiał, był jeszcze kawalerem.
[140]
Łöstikjy gyśiht fu ȧr dinstmiöed
Linküś-Ruzła (1926–2009), 2009.
No cy yns wiöe ȧ mȧkja, ȧ dinstmiöed ȧn zy hot ȧ kynd,
ȧ kynd. Ȧn dos kynd his Kȧśü. Oder by dam, by dam
wjyta, do müst’s gejn y dy śül, bo s’kund łaza ȧn śrȧjwa
ȧn śejn zyngja. S’zung zjyr śejn. Dos wiöe diöt cym
Bilczewskja. Wi’s diöt wiöe uf der heja ufum rȧja, wi’s dy ki hüt, do hütwyś zyngja
dö uf ynzum rȧja, dos mȧkja. Ȧzu śejn zung’s. Ȧna wjyr y by, dy, dy, by Pöłnscȧjta
gingwer oły, oły zuntag uf dy gorzkie żale y dy kjyh. Dy kjyh wiöe fuł, bo dos wiöe
ka, s’wiöe ny wiöem, oder dy łoüt gingja ȧn zy bata. No ȧna dos mȧkja oü. Ȧn der...
s’wiöe ju kȧ elektryśys ny ȧni s’wün kȧ, kȧ planśa ny, ȧzu wi yta, ok ołys fum bihła.
No do łüzwer fun bihła ȧna zy, dy łoüt zunga. Ȧn dos wiöe, dos mȧkja wiöe nö
ȧzu ny, ny ganc, no jung wiöe’s, s’wöst nö ołys ny, no ȧn diöt wiöe’s ufgyśrejwa:
„Gorzkie żale przybywajcie – dwa razy”. Ȧzu, wiöe dos gyśrejwa, do cwe möł
diöef’ȧ zyngja. Ȧna ejs ȧzu: „Gorzkie żale dwa razy!”. Uf dy gancy kjyh. Dy łoüt
łahta oły, oder der orgȧnista, ȧ zos jyśter yr ołda kjyh mytum ryk kȧm ełter, bo ȧzu
wiöe’s gyboüyt. Dar wiöe ȧbysła głüh, no do nom’ȧ ȧn’ȧ śpejłt weter, ȧn dy łoüt
zunga wejder weter, oder, wi zy gingja fur kjyh, łahta zy nö. Fu dam „...dwa razy”.
Zabawna historia o służącej
Rozalia Hanusz z d. Nowak (1926–2009), 2009.
No u nas tu była dziewczyna i miała dziecko, dziecko. A to dziecko nazywało się
Kasia. Ale przy tym, przy tym gospodarzu, to musiała chodzić do szkoły, bo umiała czytać i pisać i pięknie śpiewać. Bardzo pięknie śpiewała. To było tam u Bilczewskiego. Jak tam była na górce na miedzy, jak pasła krowy, to słyszeliśmy ją,
jak śpiewała tu na naszej miedzy. Ta dziewczyna, tak pięknie śpiewała. A my, za
polskich czasów chodziliśmy każdą, każdą niedzielę na Gorzkie żale do kościoła.
Kościół był pełny, bo to nie było... nie było ciepło, ale ludzie chodzili i się modlili.
No i ta dziewczyna też. I nie było jeszcze prądu ani nie było żadnych plansz, jak
teraz, tylko wszystko z książeczki. No to czytaliśmy z książeczek i ludzie śpiewali.
A ta dziewczyna, nie była jeszcze tak całkiem, no młoda była, nie wiedziała jeszcze
wszystkiego, no a tam było napisane „Gorzkie żale przybywajcie dwa razy”, Tak
to było napisane, że trzeba dwa razy śpiewać. A ona zaśpiewała tak: „Gorzkie żale
dwa razy!”. Na cały kościół. Wszyscy ludzie się zaśmiali, ale organista, on siedział

147

�148

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

kiedyś w starym kościele tyłem do ołtarza, bo tak było zbudowane. On był trochę
głuchy, to wziął i grał dalej, a ludzie śpiewali znowu dalej, ale jak wychodzili z kościoła, to jeszcze się śmiali z tego „dwa razy”.
[141]
Łöstikjy gyśiht fum kolandgejn
Linküś-Ruzła (1926–2009), 2009.
Jyśter, wi der fiöer ging ym koland, no do füng’ȧ o cym
Mözłer ym wynter ȧn’ȧ ent dö, by yns, dö, by ȧm grusa
wjyt, dö wiöe cwencik miöergja fȧld, diöt os’ȧ inda.
Ȧna jyśter gingja ju dy, dy büwa ȧzu ny y dy śül wi yta,
ok zy, zy nöma ȧ, ȧ tüh ȧn ȧ kłengjeła ȧn zy gingja dy
łoüt śiöeha. Do’ȧ śun kymt, der fiöer. Bo wen der fiöer kom, dos wiöe der fiöer, no
dos wiöe, wo ny wiöe. No, cy yns kom oü ȧner, ȧ zyter kolega fu yn... fu mem brüder.
No to kom’ȧ ȧn’ȧ błȧ… ȧ, ȧ maht yns dułyt ȧna... oder ȧ błȧ. Ȧn dy mama, di bröht
runder, der dźjada maht ȧ zyty grusy dźjyź, wu zih brut bekt. Ȧn dy mama bröht di
dźjyź runder, dos his dźjyź. Ȧna zy śöt diöt s’moł, do’s zih derwjemt, do wer kyna
brut baka. Ȧn dos śtind gryhta byr tjyr ȧna dy tjyr wiöe fu, hot ȧ fanster, ȧ, ȧ… głyzera tjyr wiöe dos. Ȧn der büw wiöe nȧjgjerik ȧn’ȧ kükt, ȧ kükt nȧj, wi dar fiöer kom,
ȧn der kjyhabytner zoh’ȧ. Ȧna nöhta der fiöer śtind uf, har gydöht der fiöer kymt y dy
kyh, wułd’ȧ zih cöwa, fuł’ȧ [füł’ȧ] nȧj y dos moł! S’maht ok – „fu”! Der kjyhabytner
zoh dos, dar łaht ȧzu ȧn der fiöer byśtenik fret’ȧ, fu wo’ȧ łaht. Wjyr wösta oü ny, fu
wo’ȧ łaht. No oder ȧ nom zih nöhta, der kjyhabytner, ȧ ging ȧn der fiöer oü, wyt’ȧ
jum dos underwȧgs hon fercyłt ȧn wjyr köma y dy kyh, no do łahtwer oü. (...) Cyjyśt
łahtwer. Wi wer köma y dy kyh, oder nöhta hetwer bałd gygrynn, bo wer müsta ołys
ufs noüy wejder ufroüma. Dy bet ejwercin, ołys, bo ejweron wiöe ȧ moł. Ȧ moł.
Wesoła historia o kolędzie
Rozalia Hanusz z d. Nowak (1926–2009), 2009.
Kiedyś, jak ksiądz chodził po kolędzie, to zaczynał u Moslera, w zimie, i kończył tu
koło nas, tu u dużego gospodarza, bo tu było dwadzieścia morgów pola, tam jadł zawsze. A kiedyś chłopcy nie chodzili tak do szkoły, jak teraz, tylko brali prześcieradło,
dzwonek i chodzili straszyć ludzi. Że już ksiądz przychodzi. Bo jak ksiądz przychodził,
to był ksiądz, no to było, co to nie było. No do nas też przyszedł jeden, taki kolega mojego brata. No to przyszedł i został, zrobił nam psoty, ale został. A mama, ona przyniosła na dół, dziadek robił taką dużą dzieżę, co się piecze chleb. I ona nasypała tam mąki,
żeby się zagrzało, żebyśmy mogli upiec chleb. I to stało zaraz przy drzwiach i drzwi
były z…, miały okno, to były szklane drzwi. I ten chłopiec był ciekawy i tak zerkał
i zerkał do środka, jak ten ksiądz przyszedł, a kościelny go widział. I potem ksiądz

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

wstał, a on myślał, że ksiądz idzie do kuchni, chciał się cofnąć i wpadł do tej mąki. Zrobiło się tylko fu. Kościelny to widział i tak się śmiał, a ksiądz ciągle go pytał, z czego
się śmieje. My też nie wiedzieliśmy, z czego się śmieje. No ale potem kościelny zabrał
się i poszedł, i ksiądz też, na pewno mu to po drodze opowiedział. A my przyszliśmy do
kuchni, to też się śmialiśmy. (...) Najpierw się śmialiśmy. Jak przyszliśmy do kuchni,
ale potem to byśmy nawet płakali, bo musieliśmy wszystko na nowo znowu sprzątać.
Przebierać łóżka, wszystko, bo wszędzie była sama mąka. Sama mąka.
[142]
Yhy fiöe śun ny ym rod
Siöeba-Hȧla (1921–2014), 2012.
No, wi’h wiöe jyngjer, ging yh nö diöt, mytum rod
fü’h. Oder yta fjet yh mih śun mytum rod. S’rod śtejt,
oder yhy fjet mih ufzeca yta, bo’h kon ufum rod, wen
yh ymfoł, to kon yh mih derśłön oü. Do gej’h cyfüs,
oder dos ej cy wȧjt. Yhy gej śun njynt, y dy ander hyt,
weter gej’h ju ny. Ufȧ Rynk ys’s mer śun śwjer gejn. No’h ho ju śun dy jün, ȧ yhy
bej ȧjgykȧmȧt wi ȧ zyta ałd fad. Yhy, y mjyr wiöe dos ny, dos mah, jes mah. Ȧ, ȧ’tȧ
ander: „Yhy kon dos ny”. Yh ferśtej dos ny, wi, wi kon’ȧ dos ny kyna? Wen yh wył,
kon yh ołys. Ȧ wen yh ny wył, kon yh nist.
Już nie jeżdżę na rowerze
Elżbieta Mynarska z d. Balcarczyk (1921–2014), 2012.
No jak byłam młodsza, to jeszcze tam chodziłam, jeździłam na rowerze. Ale teraz
boję się już na rowerze. Rower stoi, ale ja się boję wsiąść, bo mogę, na rowerze jak
się przewrócę, to mogę się zabić też. To chodzę na nogach, ale to jest za daleko,
ja już nigdzie nie chodzę, do następnego domu, dalej nie chodzę. Na rynek już mi
ciężko iść. No mam już lata, a jestem spracowana jak taki stary koń. Ja, mi to nic
nie robiło, zrób to czy tamto. A ktoś inny, to „ja tego nie umiem”. Ja tego nie rozumiem, jak można tego nie umieć? Jak chcę, umiem wszystko. A jak nie chcę, to nie
umiem nic.
[143]
Wi wer dy hyt mojyta
Böba-Hȧla (1927–2018), 2014.
Wjyr hota oü ȧ ołdy hyt. Oder der foter mojyt śun nöhta.
No. Jyśter wün zyty hyta, zyty kliny fȧnstela wün dö, dö
oü. Ojej, ołys ging śun, ołys ging śun, füng śun cy foła.

149

�150

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

S’ej güt, do dy baba, no mȧj, dy... śwygjermüter. Zos dy by [bym] uwa, wjemt zih ȧ
ryk, ȧn dö (füł), ȧ zyter plaster fług der ro. Dos wiöe ȧ gyłyk, do zy diöt ny zos. Wȧsty’s, ołys ging śun ȧzu. Nöhta, wi’h dö kom, der foter mȧjner gryhta go zih cym, cym
mojyn. Mojytwer oły, cydyjyśt ȧ hołwy śtuw, ȧ hołwy hyt, do wer hota, wu cy łejgja
dö, ȧ nöhta gingwer wejder ufs nojy, ȧn wer köma wejder cyryk dö, y dy ander hełwt.
Jak budowaliśmy dom
Elżbieta Figwer z d. Rosner (1927–2018), 2014.
My też mieliśmy stary dom. Ale ojciec już potem murował. No. Kiedyś były takie
domy, takie małe okienka były tu, tu też. Ojej, wszystko już szło, wszystko już szło,
już zaczynało się walić. Dobrze, że babka, no moja teściowa. Siedziała przy piecu,
grzała sobie plecy i tu spadł, taki plaster ci spadł (z sufitu). To było szczęście, że ona
tam nie siedziała. Wiesz, wszystko już tak szło. Potem, jak przyszłam, mój ojciec
był zawsze od razu, że trzeba murować. Murowaliśmy wszys..., najpierw pół izby,
pół domu, żebyśmy mieli gdzie leżeć, tu, a potem szliśmy do nowego, i wróciliśmy
znowu tu, do drugiej połowy.
[144]
S’water śług y dy zoüł ȧn s’fad derśrok
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Yhy wa der wos ziöen: dos wiöe grod, wer hota wȧs
cy fjyn. S’kymt cy ziöen, wi kon mȧ dos ziöen, s’łecty
gytrȧd nöm wȧs. No myt cwü... ȧ fad hotwer jok, ȧn
cwej wȧn. Ȧ wȧn [wiöen] wiöe rundercyłoda, no do
wiöe dy mama, s’Rüźü ȧn der tȧta yr śoün, ȧn yhy wiöe
kućeryn. No do śpung yh ȧj yn andyn wiöen, ȧn der tȧta ziöet ȧzu: „S’gywylk ej
śun ny wȧjt, oder dy wyst nö fiöen hyndyn tȧjhja” – dos ej, wi’s zih s’gywend hȧst
– „Hyndyn Tȧjhja”. „S’Hȧlüś ej diöt, to nejm ȧn rȧha myt, s’zȧjn diöt can bowa nö
ȧna do der wat gryhta nama s’gynys. Nejm ȧ rȧha myt”. No do yhy zoct mih nejder,
dö hösty s’łȧtsuł, ȧ gȧsuł, ȧn ȧ rȧha. No to zos yh ym wiöen. Ȧn s’gywylk kymt śun,
hynder śoün wiöe śun s’gywylk. S’dunyt śun, oder s’wiöe śun nö wȧjt, kymt’s cy
ziöen. Ȧn yhy bej grod, ym Ospik runder fiöe’h, dö ufum rȧja, gejt dy elektryk. Dy
śiła. S’water śług cym Śmejd. Diöt wiöe s’water ȧn dos, dos fojer ym dröt fług diöh
mȧj fad, yhy wiöe grod undyn dan dröta. S’fad derśrok ȧn s’füng cy śpryngja. Yhy
łüs ȧ... rȧha, ȧ h’müst dy łȧtsułn hałda fest, bo s’fad śprung, no gapolym. Yh za mih
ym, ym wiöen zyc yh, op der wiöen ny brit. Bo ȧ fojer wiöe. H’za mih ym, ȧn der
rȧha śtełt zih uf ym... ym brat ȧna łater [łȧter], ej ȧ zyty, ej... kymt’s cy ziöen, wolne
miejsce, yh wȧ nist ny.
– Ȧ łöh, frȧj.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Ȧn der rȧha śtełt zih uf, wi yhy mih ymzoh, krigt yh mytum rȧha dö. No krigt yh
dö, hot yh dö dö nöhta, no yhy wöst nist ny, wos, oder dy cyn tota mer wej ȧn błüt
hot yh fuł. Ȧn yh hałd s’fad, bocum Pöłaśtȧjg uf dy hej śprung dos fad ȧzu. No diöt
wiöe śun’s ȧbyselüćü beser, śun s’fad wiöe śtyłer, no do müst yh nama, h’hot ju
nist ny, s’rykla, ȧna h’wułd mer dos, bo’h hot fuł błüt ym moüł. Ȧn yh fiöe bocum
gywend. Ȧna h’gej, s’fad, wo śtejt ufum gywend, s’Hȧla łot śun, ȧn yhy gej yn
tȧjh ȧna’h, wo mytum woser wułd yh dos oüsśwafa. Bo fuł błüt hot yh ym moüł.
Ȧn der tȧta wöst fu dam, do s’water höt dö gyśłön, kom’ȧ śun ufs fȧld. Ȧn’ȧ ej śun
ufum hejwuł derheja, ȧn yhy bej ym tȧjh dunda śun. Ȧn’ȧ rift mih ȧn’ȧ dret mer
myter hand, do’h dos ny zuł maha, myt woser dö fum tȧjh śwafa, bo... der tȧta wiöe
ȧbyselüćü... ym Ruta Kroüc byn drowa. (...) No to ziöet’ȧ mer ȧzu: „Wos hösty yta
gymaht? Dos wiöe ju ny śejn woser fum tȧjh”. Oder wjyr koma yn ham, ufgyłod
hotwer ołys, no s’wiöe fejł... s’wiöe kȧ fejł rȧn ny.
Jak piorun uderzył w słup i przestraszył konia
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Coś ci opowiem, to było prawie, prawie mieliśmy pszenicę do wożenia. Przyjdzie powiedzieć, jak można to powiedzieć, ostatnie zboże po pszenicy. No dwoma... jednego
konia mieliśmy tylko i dwa wozy. Jeden wóz był do rozładowania, no to była mama,
Rózia i tata w stodole, a ja byłam woźnicą. No to zaprzągłam drugi wóz i tata powiedział tak: „Chmura jest już niedaleko, ale jeszcze zajedziesz za stawy”, to jest, tak się
nazywało „stajanie za stawami”, „Halusia tam jest, to weź ze sobą grabie, tam jest
jeszcze dziesięć babek, no i zaraz weźmiecie mierzwę. Weź grabie ze sobą”. No to ja
siadłam, tu masz lejce, tu masz bat, a tu grabie. No to siedziałam w wozie. A chmura
już przychodzi, za stodołą była już chmura. Grzmiało już, ale była jeszcze daleko,
przyjdzie powiedzieć. A ja jestem prawie (akurat) w Ospiku, jadę na dół tu na miedzy,
idzie elektryka. Siła. Piorun uderzył u Kowola. Tam był piorun i ten ogień na drutach
leciał przez mojego konia, prawie byłam pod tymi drutami. Koń się wystraszył i zaczął skakać, no galopem. Ja się oglądam, na wozie siedzę, czy wóz się nie pali. Bo był
jeden wielki ogień. Oglądam się, a grabie się postawiły... w deskach i drabinach jest
takie, przyjdzie powiedzieć, wolne miejsce. Nie wiem...
– Dziura, wolne.
I te grabie się postawiły, jak ja się obejrzałam, to dostałam grabiami tu. No dostałam
tu, potem tu miałam, no nie wiedziałam, co, ale zęby mnie bolały i miałam pełno
krwi. A ja trzymam konia, aż do Pöłaśtȧjg (Ścieżka Polaków) na górę skakał tak. No
tam było już trochę lepiej, koń już był spokojniejszy, to musiałam wziąć, nie miałam
nic, sukienkę i chciałam to sobie, bo miałam pełno krwi w buzi. A ja jadę aż do stajania. I idę, koń, co stoi na stajaniu, Hala już ładuje, a ja idę do stawu i wodą chciałam
to wypłukać. Bo miałam pełno krwi w buzi. A tata wiedział o tym, że piorun tu uderzył, przyszedł już na pole. I on już jest na górce na górze, a ja jestem już w stawie na
dole. A on mnie woła i grozi mi ręką, żebym tego nie robiła, nie płukała tu wodą ze

151

�152

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

stawu, bo tata był trochę... przy Czerwonym Krzyżu był przy wojsku (...) No to powiedział mi tak: „Co teraz narobiłaś? To była niedobra woda ze stawu”. Ale przyszliśmy do domu, naładowane mieliśmy wszystko. No nie było, nie było dużo deszczu.
[145]
Yhy kund śejn zyngja
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Wȧsty wos, ufa friöeda, do mȧj łiwer foter, mȧj foter,
yhy wiöe śun oüsgan, ziöet’ȧ mjyr inda: „Dü müst ben
yns zyca, bo dü konst śejn zyngja”. Oder wjyr zunga
pönyś. Bo, wȧsty, dy łoüt, gükja dy Wymysiöejyn, ȧ di
łidła, dos zungwer, do zunga zy jok yr tancgrüp. Ȧna
zu „Śłöf mȧj kyndła fest”, no to dos fylȧjht, wi wün kliny kyndyn: „Śłöf mȧj kyndła fest, s’kuma fremdy gest, s’kuma müma ȧna fetyn”. No dü kenst ju dos łidła.
Ȧ mȧjner, har wiöe, no wi, wȧst, wi ȧ junger büw. No to... (ym koland).
Zȧjt gybata, ny hot frejwuł
Do wer dö śtejn undrum hejwuł
Cy oüh müstwer oü ȧjtrata
Ym dos hytła śnej cy knata
S’mȧkja mytnama.
Dos łjyt yhy ju ołys yr tancgrüp. No, bo wȧsty, wi dy Stanecka mih rüf y dy tancgrüp, no to nöhta zungwer diöt di łidła. Ho’h oü ȧbysła diöt gyłjyt.
Zawsze umiałam ładnie śpiewać
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Wiesz co, na weselach, to mój kochany ojciec, ja byłam już mężatką, to mówił mi
zawsze: „Musisz siedzieć koło nas, bo ty umiesz ładnie śpiewać”. Ale śpiewaliśmy
po polsku. Bo wiesz, ci ludzie, chociaż Wilamowianie, a te piosenki co śpiewamy,
to śpiewali już tylko w zespole. A tak „Śłöf mȧj kyndła fest”, no to to może jak
były małe dzieci: „Śpij dziecko mocno, przychodzą obcy goście, przychodzą ciotki
i wujkowie”. No ty znasz tą piosenkę. A mój mąż, on był, no wiesz, jako młody
chłopak, no to (po kolędzie).
Prosimy was, nie miejcie pretensji
Że tu stoimy pod górką
Do was musimy też wstąpić
Wokół tego domku śnieg podeptać
I dziewczynę wziąć ze sobą.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Tego wszystkiego uczyłam w zespole. No bo wiesz, jak Stanecka mnie zawołała
do zespołu, to potem śpiewaliśmy tam piosenki. To sama też się tam nauczyłam.
[146]
At ym Bibiöewjec ȧn ufer wejz
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
No zy fełta oü hułc, ȧna nöhta müsta zy wejder zeca
biöem, ȧn dö wiöe ȧ wejz, gingja oły, fu oła dan hyta,
wu zy hota dan tȧl, gingja zy wejder dos he djera, ȧna
nöhta mahta zy zyty hefła, ȧn zy tȧlta dos. No yta ej
diöt łoüter... biöem zȧjn.
Praca w Bibowcu i na łące
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
No walili też drzewa, a potem musieli znowu sadzić drzewa. A tu była łąka, to szli
wszyscy z tych, z tych domów, co mieli część. Szli znowu suszyć to siano i potem
robili takie kupki i to dzielili. No a teraz tam jest, same drzewa są.
[147]
Wi der kłop mulk dy ki
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Nȧ. Ȧ wiöe ȧ zyter güter kłop, do’ȧ... No h’müst’ȧ, yh
fret’ȧ inda: „Kon yh gejn?”. Cym tanca ȧzu dos wiöe ny
śłȧht, oder ym śłȧhsta wiöe’s, wi wer roüsfün uf ȧ woh.
No to müst yh’ȧ fren: „Kon yh fiöen?” – „No fiöe, fiöe”
– ȧ mȧj müter kom mȧlkja dy ki, bo’h hot cwü ki. Ȧna
nöhta ziöet’ȧ mer, dy müter wiöd krank, zy kund mej ny kuma, bo zy hot dy henda
ȧzu, do zy ny kon wośa myt, myt woser. Nöhta kom, dy kuzinka, dos Kliny Helka,
ȧ mȧj kłop ging y dy at, ny? Ȧna ejs zułd kuma inda, bo har fü ym zejwa y dy at. Ejs
zułd kuma mȧlkja ȧzu, wen der kłop ej dyham. Ȧ nöhta kom’s ȧbysła śpyter, ȧ mȧjner
ziöet ȧzu: „Wȧsty wos, ny hȧs’s kuma, yhy wa gejn mȧlkja!”. Ȧn’ȧ ging yn śtoł
mȧlkja, oder do, yhy wiöe śun oü jynt roüsgyfiöen, mytum... myter tancgrüp. Hot’ȧ
dy myłih ny ym amper, jok ołys wiöe ufa höza. Ziöet’ȧ mer ȧzu, wi’h nöhta kom cyryk, ziöet’ȧ mer ȧzu: „Wȧsty wos? Dy myłih wiöe dy gancy ufa höza. Oder s’ander
möł wiöe śun ȧbysła ym typa. Ȧ s’dryty möł wiöe śun güt”. Nöhta ziöet’ȧ: „Yhy wył
dö nimanda. Yhy wa mer ufśtejn, ȧ h’wa gejn mȧlkja”. Oder ȧ wiöe ȧ zyter güty, do’ȧ
mih ejweron łis. No ȧn wȧsty’s, ławtwer cyzoma drȧjȧnzymfcik jün ony cwej mönda.

153

�154

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Jak mój mąż doił krowy
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Nie. On był takim dobrym mężem, że... No musiałam go, pytałam go zawsze, „mogę
iść?”. Na próby zespołu to nie było tak źle, ale najgorzej było, jak wyjeżdżaliśmy
na tydzień. No to musiałam go pytać: „Mogę jechać?”. „No jedź, jedź”, a moja
mama przychodziła doić krowy, bo miałam dwie krowy. A potem powiedział mi,
mama zachorowała, nie mogła już przychodzić, bo miała takie ręce, że nie mogła
ich myć wodą. Potem przyszła kuzynka, a mój mąż chodził do pracy, nie? A ona
miała przychodzić zawsze, bo on jechał o siódmej do pracy. Ona miała przychodzić
doić tak, żeby on był jeszcze w domu. A potem przyszła trochę później, a mój mąż
powiedział: „Wiesz co, nie każ jej przychodzić, ja pójdę doić”. I poszedł doić do
chlewa, ale to, ja już gdzieś pojechałam z zespołem. Miał mleko nie we wiadrze,
tylko wszystko było na spodniach. Powiedział mi tak, jak potem wróciłam, powiedział mi tak: „Wiesz co? Całe mleko było na spodniach. Ale na drugi raz już było
trochę we wiadrze. A za trzecim razem było już dobrze”. Potem powiedział: „Nie
chcę tu nikogo, wstanę sobie, a pójdę doić”. Ale był taki dobry, że mnie wszędzie
puścił. No i wiesz, przeżyliśmy razem siedemdziesiąt trzy lata bez dwóch miesięcy.
[148]
Yhy müst błȧjn byr müter ufer wjytśoft
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Wi’h wiöe... yhy wiöe śun oüsgan, oder ejer mulk yh
oü, bo dy mȧkja... dy ki hüt yh ny, do hüt mȧj śwaster,
s’Helka. Bo ejs wiöe, wȧsty’s, ȧ zyta, ȧbysła gryser,
ȧbysła śtȧkjer mȧkja. Ejs mu... ejs hüt dy ki. Ȧ yhy
ging wejder yn śtoł mȧlkja, ȧn dy müter ziöet ȧzu:
„Wȧsty wos, gej dih ȧbysła łjyn nyn”. Ȧna ging yh cy ȧr zyta nö... ejs wönt hynterum [hynderum] Rynk, ging yh diöt, ȧbysła łjyt yh nyn. Ȧna yhy kund zjyr śejn
nyn, ejs wiöe zjyr fruw, do yhy, no ȧ nöhta, wi, wi śun wiöe krig, ziöet dy müter:
„Yta müsty błȧjn dyham, bo... yh ga mer kȧn röt”. Bo der foter, wȧsty, ȧ ging ny cyn
drowa, jok ȧ łet zih hejn, no do wiöe’h śun dyham.
Musiałam zostać przy matce na gospodarstwie
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Jak byłam, jak już wyszłam za mąż, ale wcześniej też doiłam, bo dziewczyny... krów
nie pasłam, to pasła moja siostra, Helka. Bo ona była, wiesz, taka, trochę większą,
trochę silniejszą dziewczyną. Ona doiła krowy. A ja szłam znowu do chlewa doić,

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

a mama powiedziała tak: „Wiesz co, idź się trochę nauczyć szyć”. No i poszłam do
takiej jeszcze, ona mieszkała za rynkiem, poszłam się tam trochę uczyć szyć. I umiałam bardzo pięknie szyć, ona była bardzo zadowolona, że ja, no a potem, jak już
była wojna, to mama powiedziała: „Teraz musisz zostać w domu, bo... nie daję sobie
rady”. Bo ojciec, wiesz, nie poszedł do wojska, tylko się ukrył, to byłam już w domu.
[149]
Wi wer s’fłȧś nöm śwȧjnśłahta cytȧlta
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Cyderjyśt gö’h [go’h] dos yr müter, oba yr śwaster,
ȧ wen zej wejder śłaht, to gön zy mer wejder cyryk.
Hower dos ȧzu fertȧlt ȧbysła, ȧn s’łecty, no ny hefa,
gingja y dy, yn bün runder. Y ȧr śysuł ȧna müsty dos
maha, oba y ȧm tiöerba. Ȧna dos wiöe gy... gyłön ym bün. No diöt wiöe’s kołd.
Jak dzieliliśmy mięso po świniobiciu
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Najpierw dawałam to (część) mamie, albo siostrze, a jak ona znowu biła, to znowu
mi oddali. Tak to trochę podzieliliśmy, a resztę, no nie dużo, to szło do studni na
dół. W misce i musisz to tak zrobić, albo w torbie. I to było spuszczone do studni.
No tam było zimno.
[150]
Awys güt uf dy kroft
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
No do ufȧ mytag, apuł [arpułn] ȧna züp, oba awys myt
kroüt, inda. Awys ȧn kroüt wiöe oły tag, ȧn awys maht
hefa siłe.
– Kroft
No, kroft, konsty... awys wiöda inda gykoht. Oba myt kroüt, oba myt... ȧzu wün
awys myt züp, myt pjyćkja, di zjyr fȧjn zȧjn. Awys müsty okoha, wen zy śun wȧh
zȧjn, gysty pjyćkja. Bjyn, epuł [epułn], oba fłoüma oü. Ȧ nöhta kohsty dos myt dam
myt, ȧ nöhta mahsty ȧjbri, myt śmolc ȧna mał gysty ȧbyselüćü, s’rejst ȧzu. Ny uf
świöec, ok zu ȧbyselüćü, wi ȧ fyngjela gał ej. Nöht gisty woser y dos ȧn dy cytwiłyst dos, ȧn dy gist dos y dy züp nȧj, dos ej zyty güty züp, h’wa der ziöen, diöt zȧjn
fłoüma, dö zȧjn epuł [epułn] ȧn awys, dos wiöe dy besty züp, wen zy bröhta ufs fȧld.
Ȧzu, kymt’s cy ziöen, zis, zoüwer, ferśtejsty, ȧn by dam wün awys.

155

�156

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Groch dobry na siłę
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
No to na obiad ziemniaki i zupa, albo groch z kapustą. Zawsze. Groch i kapusta
były codziennie, a groch robi dużo siły. No siły, możesz... groch zawsze był gotowany. Albo z kapustą, albo był taki groch z zupą, z pieczkami, to jest bardzo
fajne. Groch musisz ugotować, jak już jest miękki, dajesz pieczki (suszone owoce).
Gruszki, jabłka albo śliwki też. A potem gotujesz to z tym, a potem robisz ȧjbri
(wkładkę), ze smalcem i dajesz troszeczkę mąki, tak się smaży. Nie na czarno, tylko
tak troszeczkę, żeby był złoty jak pierścionek. A potem lejesz do tego wodę i to rozdrabniasz rogolką (mątewką) i wlewasz to do zupy, to jest taka dobra zupa. Powiem
ci, tam są śliwki, tu są jabłka i groch, to była najlepsza zupa, jak to przynieśli na
pole. Taka, przyjdzie powiedzieć, słodko-kwaśna, rozumiesz, i przy tym był groch.
[151]
Jyśter zösa oły ufa śymułn
I: Abda-Inga (1928–2016), 2009.
H: Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2009.
I: Y Wymysoü jyśter, wen zy osa bym tejś, bo zy hota
ȧn grusa śymuł, ȧzu huh, ȧn zosa oły uf zyta śymułn
uf, myt fjyn fisa. Ȧn do osa zy oły fu ȧr śysuł kroüt, fur
andyn śysuł arpułn.
H: Züp.
I: Oba, oba züp. Ȧn wen imyd nȧjkom… do, wi ziöeta zy?
– Śnȧjt der ȧbysła brut, ny?
I: Nȧ, nȧ, nȧ. Oder…
– Kumt, ast myt.
I: Nȧ. Nöhta di, cy dam’ȧ kom, do ziöet: „Kumt, ast myt”. Ȧn dar, wo nȧjkom ziöet:
„Ast ym Göts noma!”. Bo yhy ken dos, wi wer uf dy Granc gingja cyn Hȧdȧśikja.
Diöt oswer inda fu ȧr śysuł, fu cwü śysułn, ny? No, wen dy müma wün fu Krök to
mahta zy kanapkja. Kanapkja dos ej pönyś.
– Śnytła.
I: No śnytła oü ny, sendwić.
Kiedyś wszyscy siedzieli na stołkach
I: Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
H: Helena Rozner (Rosner) (1928–2015), 2009.
I: W Wilamowicach kiedyś, jak jedli przy stole, bo mieli duży stołek i taki wysoki,
i zawsze siedzieli wszyscy na takich stołkach, przy nogach. I jedli wszyscy z jednej
miski kapustę, z drugiej ziemniaki.
H: Zupę.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

I: Albo, albo zupę. A jak ktoś wchodził... to jak mówili?
– Ukrójcie sobie trochę chleba, nie?
I: Nie, nie, nie, ale...
– Chodźcie jeść z nami.
I: Nie. Potem ci, do których się przyszło, to mówili „chodźcie jeść z nami”. A ten,
co wszedł, mówił: „jedzcie w imię Boga”. Bo ja to znam, jak chodziliśmy na Granicę do Hadasików. Tam zawsze jedliśmy z jednej miski, z dwóch misek, nie? No jak
ciotki były z Krakowa, to robiły kanapki. Kanapkja to jest po polsku.
– Śnytła.
I: No śnytła też nie, sendwić.
[152]
Wi zy dy tehtyn fur nökweryn wułda nama ufȧ
Üral
Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2012.
Ȧn mȧj... dö mȧj nökweryn, hot cwü oü, fo mej [fu mem],
zu ołd wi yhy ȧna ȧny wiöe ełder. Wi zy łȧta, wi dy...
wi dy złodzieje, bandyci. Wi diw. Ufer śtrös, ging zy cyr
kjyh ȧn zy knit wejder fjy dam, wo’ȧ ging myt yns. Yyy... myt jyn, bo yhy wiöe diöt
ny. Do bot’s’ȧ: „No łöźe gükja ȧny. Do nam śun ȧ tohter, oder dy ander łö mer!”. To
hakt’ȧ’s. To gryht fług’s, ȧn dy noz cyjat’s’um. Zyty śürpeta, zyty nygüty łoüt wün dö.
Jak córki sąsiadki miały zostać zabrane na Ural
Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2012.
A moja, tu moja sąsiadka, miała dwie (córki) też, z mojego, w tym wieku, co ja,
a jedna była starsza. Jak je prowadzili, jak złodziei, bandytów. Jak złodziei. Na ulicy, to szła pod kościół i klękła przed tym, co z nami szedł. Yy... z nimi, bo ja tam nie
byłam. To prosiła go: „No zostaw chociaż jedną. Weź już jedną córkę, ale drugą mi
zostaw”. To ją kopnął. To zaraz się przewróciła i sobie nos rozbiła. Takie szurpety,
tacy niedobrzy ludzie tu byli.
[153]
Der direktor fur śül höt Wymysiöejer mȧkja
fjym Üral bywjet
Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2012.
Wjyr hota ȧ śiłer, kierownik. Kierownik... No zu wi ȧ
śiłer, oder kierownik, wo’ȧ...
– Direktor.

157

�158

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Dyrektor, no. Ȧn har kom ȧn’ȧ derfü zih, do zy łoüter kyndyn hon... Fjyca jür, funfca jür, zȧhca jür. Gingj’ȧ y dy gymȧn. Wi jer hot, zu höt’ȧ’ȧ ȧjgykuzt: „Jyr diw, jyr
bandyta, dy kyndyn hoter gynuma? Wen jüh imyd höt gymaht yht cwyśa Doüća, do
nam di, to ziöet yh nist, oder ny zyty kyndyn!”. No to nöht krigta zy ȧ, do cy cwe,
drȧj mȧkja łisa zy, müsa zy, müsta zy yn ham kuma. Bo zy wün zu wi fo [fu] Ałca. Fo
[fu] Ałca fün zy uf Rüs... na Ural. Oder yhy wȧ nist, op diöt ej imyd, to (gyśtiörwa).
Jak dyrektor szkoły obronił wilamowskie dziewczęta przed wywózką na Ural
Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2012.
Mieliśmy nauczyciela, kierownika. Kierownik... no tak, jak nauczyciel, ale kierownik, co...
– Dyrektor.
Dyrektor, no. I on przyszedł i dowiedział się, że same dzieci wzięli. Czternaście lat,
piętnaście lat, szesnaście lat. Poszedł do gminy. Jak on, jak on im tam nagadał: „Wy
złodzieje, wy bandyci, dzieci żeście zabrali? Jak wam ktoś coś zrobił za Niemca, to
weźcie tych, to nic nie mówię, ale takie dzieci”. No to potem wydostali ich, to po dwie,
trzy dziewczyny wypuszczali, musiały, musiały przyjść do domu. Bo one były tak jak
z Hałcnowa. Z Hałcnowa pojechały na Ural. Ale nie wiem, czy ktoś tam, to (zginął).
[154]
Wi zy mih ȧreśtjyta, koht dy mama kłejzła
myt fłoüma
Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2012.
Ȧn mȧj mama koht fu... kłejzła myt fłoüma. Ȧn zy bot:
„Łöt’s, ejs ej... ejs höt nö ny gasa s’mytagasa. Wen’s
wyt kuma... wen’s wyt asa, wyt’s kuma ȧłȧn”. Ȧ dy
mama mȧj wiöe gyśȧjter wi yhy, ȧ yhy wiöe ȧ duł nast
nö. Ȧ zyta jung mȧkja, ny? Yhy füt mih, do zy wan dy mama nama mytum brüder
ufȧ Ural. Yh ziöet: „Nȧ, yhy wa gejn, oder yhy ho ju nist nimanda ny gymaht, to
wan zy...”. No ging yh. Wi’h ging, gryht yn kałer, yn rest śpjerta zy mih ȧj. Ȧn diöt
wün śun drȧj łoüt: „Dü byst oü dö?” – „No, h’bej oü dö” – kuz yh. No, nöht wöst yh
ołdyśt, ziöet yh mer, dy mama hot rȧht, ȧ yhy łis mih zu duł maha.
Jak mnie aresztowali, to mama gotowała kluski ze śliwkami
Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2012.
A moja mama gotowała z... kluski ze śliwkami. I prosiła: „Zostawcie ją, ona jeszcze nie, ona jeszcze nie jadła obiadu. Jak przyjdzie... jak zje, to przyjdzie sama”.
A mama była mądrzejsza niż ja, ja jeszcze byłam głupiutka. Taka młoda dziewczy-

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

na, nie? Ja się bałam, że oni wezmą mamę z bratem na Ural. Powiedziałam: „Nie,
ja pójdę, ale ja nikomu nic złego nie zrobiłam, to nie zrobią...”. No poszłam. Jak
poszłam, to zaraz do piwnicy, do aresztu, zamknęli mnie. I tam było już trzech ludzi: „Ty też tu jesteś?”. „No też tu jestem”, mówię. No, potem dopiero wiedziałam,
powiedziałam sobie, mama miała rację, a ja się tak dałam ogłupić.
[155]
Wi dy Stanecka bowa y dy tancgrüp ȧjłot
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Wȧsty wos, dos wiöe ȧzu, zy höt ȧjgyłoda hefa bowa,
fylȧjht wün funfcik, no dos ej ju ny ȧzu gynoü cy ziöen,
oder hefa. Ȧna wer zȧjn kuma, cwełf bowa. Wȧsty’s,
cwełf, ȧ di łecta wün ny kuma. Ȧna di cwełf bowa, no
uf dos, uf dos jyśty...
– Pröb.
No. Ny pröb, jok... no, uf dy, ziöewer, uf dy pröb. Köma mejer bowa. Oder nöhta
ufs jyśty tanca wüwer jok cwełf bowa. No ȧna mjyr hot dos gyfoła, no oder s’müst
mih nö der kłop łön. Ȧ yhy hot ȧn güta kłopa, ȧn’ȧ ziöet: „Gej!”, ȧna tanct, tanct’ȧ,
yh ho oü gan gytanct ȧn gyzunga. Yta kon yh śun ny, bo der hołc ej krank ȧna kon
yh śun ny zyngja. Ȧna nöhta cwełf bowa, dos wȧs yh bocy hoüt, wyhja bowa wün:
wiöe oü s’Rüźü fum Tiöma-Jȧśkja ȧna mejer, oder dos gejt dih ny o fylȧjht ȧzu. Ȧna
wjyr wün uf ȧner, uf der ander pröb, uf der dryta, ȧn wjyr zȧjn gybłejn. Oły cwełf
bowa wün, wjyr cuga zih śejn o, wi wiöe cym tanca. Ȧna... ȧ nöhta wȧsty’s, oder
łang gingwer, cwełf bowa. Oder nöhta... ȧs, ȧny wiöd krank, ȧny wiöe yr śwang, y
Oüswynca ys’s’er ny güt gymaht, ufer, śun, wi wer hon gytanct. Ȧn wjyr wösta ny,
fyrym, ȧ ejs wiöe gröp. Ziöe’h der dos, wȧsty, wo dos ej. No yr śwange. No ȧ nöhta
gingja aht bowa. Di gingja zjyr, zjyr łang, s’Matyśoćka, di kund zjyr śejn zyngja,
s’Linküś-Rüźa, yhy kund oü, yhy tanct inda s’jyśty. Ȧna oły jün pocy dam jür, wu’h
ho gyent cy tanca, tanct yh ino, inda za... inda s’jyśty. No, dy Stanecka ziöet: „Dü
konst güt fjyn di bowa” – no to tanctwer.
Jak Stanecka zaprosiła kobiety do zespołu
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Wiesz co, to było tak. Ona zaprosiła dużo kobiet, może było pięćdziesiąt, no tego się
nie da dokładnie powiedzieć, ale dużo. I my przyszłyśmy, dwanaście kobiet. Wiesz,
dwanaście, a ta reszta nie przyszła. I te dwanaście kobiet, no na to, na tą piewszą...
– Próbę.
Nie, nie próbę, tylko... no na... powiedzmy, że na próbę. Przyszło więcej kobiet.
Ale potem na pierwszym tańczeniu byłyśmy tylko dwanaście kobiet. No i mi to

159

�160

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

się podobało, ale musiał mi jeszcze pozwolić mąż. A ja miałam dobrego męża,
powiedział mi: „idź”, i tańczyłam, lubiłam też tańczyć i śpiewać. Teraz już nie
mogę, bo mam chore gardło i nie mogę już śpiewać. I potem dwanaście kobiet, to
wiem do dzisiaj, które kobiety były: była też Rózia od Tuma-Jaśka i więcej, ale to
może cię tak nie interesuje. I my byłyśmy na jednej, na drugiej próbie, na trzeciej
i tak zostałyśmy. Wszystkie dwanaście kobiet było, ładnie się ubierałyśmy, jak były
występy. I... a potem, wiesz, ale długo chodziłyśmy dwanaście kobiet. Ale potem...
jedna, jedna zachorowała, jedna była w ciąży, w Oświęcimiu na występie się jej
zrobiło niedobrze, na..., jak już tańczyłyśmy. A my nie wiedziałyśmy czemu, a ona
była w ciąży. Powiem ci, wiesz, wiesz co to jest, w ciąży. No a potem chodziło
osiem kobiet. Te chodziły bardzo, bardzo długo. Matysioczka, ta umiała bardzo
ładnie śpiewać, Rózka Linkusiowa, ja też umiałam, ja zawsze tańczyłam pierwsza.
I wszystkie lata aż do tego roku, kiedy zakończyłam tańczenie, tańczyłam zawsze
pierwsza. No Stanecka powiedziała: „Ty umiesz dobrze prowadzić te kobiety”, no
to tańczyłyśmy.
[156]
Wi der krig oüsbroh, hüt yh dy ki
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Wifuł hot yh? Yhy hot ju cwełf jür, wi der krig ej oüsgyfoła. Do hüt yh dy ki, dö hynderum puś. Ȧn mȧj
müter kom ȧn zy ziöet: „Ku myta kija, kum yn ham,
bo s’ej krig!”. Ȧ cy wjyr wösta, wu dos ej krig? Ȧna
y dyham wiöe, wu zy młócili, wu zy dröśa s’gytrȧd.
Ȧ zyta... kjerot, to yh wȧ ny, wi dos hȧst. Ȧna uf ȧmöł hühtwer, s’fjet yhta. Ziöetwer:
„Ȧ wos ej dos, ȧ wos ej dos?”. Dos hower ju s’jyśty möł gyhüt. „No, europlan” – ziöeta zy – „s’ej krig”. No to wi krig. Ȧna y cwe jür nöma zy śun, wułda, nöma zy śun
ȧ foter cyn drowa. Bo zy ziöeta, do wjyr zȧjn fu Doüćłand, ny flymiśy łoüt. No to,
ȧ der foter wułd ny gejn y dan krig, łet’ȧ zih hejn. No to wȧsty, wifuł yhy, wifuł yhy
müst erława oły zaha. Wifuł möł myter müter fü... bo s’kom der nökwer ȧn’ȧ ziöet:
„Wȧsty wos, hoüt wan zy, wan zy, hoüt wan kuma hefa policȧj, ȧn zy wan zihja di
łoüt”. (...) No to yhy myter müter, yhy wiöe dy ełdsty, ziöet zy mer ȧzu: „Dü gej
s’jyśty” – ȧn ȧ foter cugwer o wi ȧ bow, har ging der ander ȧn dy müter dy łecty.
„Ȧ wen imand wyt kuma, to kek ȧzu: „Mȧryja, yhy ho mih ȧ, yhy ho mih, war ej
dos, ȧ war ej dos?”. Ȧzu do der foter hjyt ȧn’ȧ gejt ȧbysła uf dy zȧjt. Uf Wymysdiöf.
Dos wiöe oü der, der feter dö. Ȧna, s’wiöe zyta fryś he. Ȧna har zos gryhta y dar
śoün. Y dam fryśa he. Wiöd’ȧ krank, ony ferśtand. Wejder dy müm, dy Zejma-müm, zej hot wejder bykantśoft mytum dökter fu, fur, fu Brejskja. Kom wejder der
dökter, ȧn’ȧ ferśrȧw’um wejder... no, ferśidnikjy zaha. No ȧn, to wȧsty, wi dos wiöe.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Jak wybuchła wojna, pasłam krowy
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Ile miałam? Miałam dwanaście lat, jak wybuchła wojna. To pasłam krowy, tu za lasem. A moja mama przyszła i powiedziała: „Chodź z krowami, chodź do domu, bo
jest wojna”. A czy my wiedzieliśmy, co to jest wojna? I w domu była, co młócili, co
młócili zboże. Taki kierat, to nie wiem, jak to się nazywa. I naraz usłyszeliśmy, że
coś jedzie. Powiedzieliśmy: „A co to jest, co to jest?”. Pierwszy raz to słyszeliśmy.
„No, samolot”, mówili, „jest wojna”. No to jak wojna. I za dwa lata brali już, chcieli, wzięli już ojca na wojnę. Bo mówili, że jesteśmy z Niemiec, a nie Flamandami.
No to, a ojciec nie chciał iść na tę wojnę, to się schował. No to wiesz, ile ja, ile ja
musiałam przeżyć różnych rzeczy. Ile razy z mamą... bo przyszedł sąsiad i powiedział: „Wiesz co, bo dzisiaj będą, dzisiaj będą, dzisiaj przyjedzie dużo policji i będą
szukać tych ludzi”. (...) No to ja z matką, ja byłam najstarsza, to powiedziała mi tak:
„Ty idź pierwsza” i ojca ubrałyśmy jak kobietę, on szedł drugi, a matka ostatnia.
„A jak ktoś będzie szedł, to krzycz tak, Maryjo, jak się zlękłam, jak się zlękłam, kto
to jest, kto to jest?”. Tak, żeby ojciec usłyszał i żeby zszedł trochę na bok. Do Starej
Wsi. To był też wujek tam. I, było takie świeże siano. I on siedział od razu w tej
stodole. Na tym świeżym sianie. Zachorował, stracił rozum. Znowu ciotka, ciotka
Zejmina, ona miała znowu taką znajomość z takim lekarzem z Brzeszcz. Przyjechał
znowu ten lekarz, i przepisał mu znowu. No różne rzeczy. No to wiesz, jak to było.
[157]
Der gyfoła gyśwyster kymt ufȧ troüm
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Dy müter ziöet: „Mȧj Jȧśü, wu zo’h dih śtekja? Yhy
ho śun ȧ kłopa, mü’h’ȧ hejnśtekja. Nö dejh”. Ȧn’ȧ fü,
har hot kȧ fyngjyn. Ȧn’ȧ fü yn krig, y Stalingrad, oder
[oba] y Leningrad, y dan cwü... Fuł’ȧ [füł’ȧ]. Har wiöe
byr kyh, wȧsty, ȧ fü [füt] inda s’asa yn drowa. Nöhta
kom’ȧ ym troüm cyr müter, ziöet’ȧ, ȧ mȧj müter ziöet’um ȧzu: „Jȧśü, Jȧśü, bysty
kuma?”. Ȧ har ziöet: „Jȧśü, Jȧśü, Jȧśü, Jȧśü, oder dy höst mih ny hejngyśtekt. Yhy
łejg ym rȧna fȧld underum rȧla”. Zöfuł kon yh der ziöen. No, ȧn’ȧ kom mej ny.
Kuzyn, który zginął na wojnie, przyszedł na sen
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Matka powiedziała: „Mój Jasiu, gdzie cię mam schować? Mam już męża, muszę
go schować. Jeszcze ciebie”. I pojechał, on nie miał palców. I pojechał na wojnę.

161

�162

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

W Stalingradzie albo w Leningradzie, w tych dwóch. Zginął. On był przy kuchni,
wiesz, woził zawsze jedzenie tym żołnierzom. Potem przyszedł do mojej matki na
sen, powiedział, a moja mama mu powiedziała tak: „Jasiu, Jasiu, przyszedłeś?”.
A on odpowiedział: „Jasiu Jasiu, Jasiu Jasiu, ale mnie nie schowałaś. Leżę w szczerym polu pod miedzycką”. Tyle mogę ci powiedzieć. No i nigdy już nie wrócił.
[158]
Wi zy ȧ batłer ȧn ȧ mȧja śtełta
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Oü, frȧłih. Wen yh... yh wa der ziöen. Har wyt cy... dü
wyst cy mjyr kuma, no ny? Yhy wył dih ny. „Yh wa der
śun dos wȧjza, yh wa der śteła ȧn batłer. Yh wa der dos
cykrigata” – no ny? Dos wiöe ȧzu na złość, ȧna mȧja, ȧ
mȧja śtełt zih oü. Wen dü dih wyst ferwȧjwa, cy höst ȧ
frȧj... [frȧjerka], ȧ mȧkja, dy wyst dih ferwȧjwa, no do śtełststy ȧ mȧja. Mȧj tȧta śtełt
ȧ mȧja cym Biba-Jüza. Ȧ wułd zih diöt ferwȧjwa, oder diöt wiöe śun ȧ mȧkja fu w...
dö, fum Płaćnik diöt. No do dy ełdyn wułda zjyr ny, no do nöhta ging’ȧ cym Tobyś,
der tȧta, no do wiöe’ȧ diöt ny, oder ȧ mȧja śtełt’ȧ, ȧ wyt zih diöt ferwȧjwa, ȧ nöhta...
der dźjada wułd ny, do diöt yhta wȧ... ȧ konflikt, diöt wiöe yhta.
Jak stawiali dziada i maja
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
Też, pewnie. Opowiem ci... On przyjdzie... ty będziesz do mnie chodził, nie? Ja ciebie
nie chcę. „Ja ci już pokażę, postawię ci dziada. Zrobię ci na złość”, no nie? To było tak
na złość. A maja, maja się też stawia. Jak ty się będziesz żenił, czy masz dziewczynę,
będziesz się żenił, to stawiasz maja. Mój tata stawiał maja u Biba-Józka. Chciał się
tam ożenić, ale tam była już dziewczyna... stąd, od Płaćnika. No to rodzice za bardzo
nie chcieli, no to potem tata poszedł do Tobysia, to już tam nie był. Ale maja postawił,
że się tam ożeni. A potem... dziadek nie chciał, że tam był jakiś konflikt, coś było.
[159]
Faderśłȧjsa
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
Wi wjyr hota dö, c’yns, hefa śłyswer ganz. Do dy
müsta, dy mȧkja kuma, ȧn dos füng ȧzu ym zȧhs
nömytag, bocum noün c’öwyts śłyswer fadyn. No do
wi wer śłysa fadyn, no do müst inda dy mama gan

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

nöhta cy asa. No do wiöe twiöeg ȧna puter, oba płoc gybaka. Ȧ wen ent ȧna wen
wer śłysa ym zynwyt, no ny? Bo wer śłysa ju oły tag, kymt’s cy ziöen. Do ym
zynwyt köma dy büwa, dy knȧht, knȧht, köma nöhta myter hȧrmeni [hȧrmoni],
nöhta hefa dyhemd [byhend], derzȧnk inda ym zynwyt, wen dy mama wöst, do
zy wan kuma, dy büwa myter hȧrmeni [hȧrmoni], go zy wingjer fadyn, do wer
hefa dos dyhemd [byhend] śłȧjsa. Bo nöhta wawer tanca, ny? No do nöhta müsa
dy tyś kuma wȧg ȧn dy brat, bo dy höst ju zöfuł ny śtil [śtiln]. Dos wiöe ȧ, kymt’s
cy ziöen, uf ȧn śtül, ȧ nöht wiöe ȧ brat under gyzoct, do höst ju zöfuł ny, no bank
wiöe, ȧ bank, ławka, bank. Miöehysmöł gydenk yh.
– No ȧ bank, ȧ bȧnkla.
Wiöd dos ołys nöhta ys hoüz gytriöen ȧn do dy śtuw łydik ej cym tanca.
Pierzowiec
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
No my mieliśmy tu u nas, dużo gęsi szkubaliśmy. To musiały przyjść dziewczyny
i to się tak zaczynało o szóstej wieczór, do dziewiątej wieczór szkubałyśmy pierze.
No to jak szkubałyśmy pierze, to mama zawsze musiała dać coś do jedzenia. No to
był ser i masło i placek upieczony. A jak się kończyło i jak szkubaliśmy w sobotę,
nie? Bo szkubałyśmy codziennie, przyjdzie powiedzieć. To w sobotę przychodzili
chłopcy, kawalerowie przychodzili potem z harmonią, potem szybko, wtedy zawsze w sobotę, jak mama wiedziała, że przyjdą chłopcy z harmonią, to dała mniej
pierzy, żebyśmy szybko to uszkubały. Bo potem będziemy tańczyć, nie? No to potem stoły musiały zostać usunięte i deski, bo nie masz tyle krzeseł. To było, przyjdzie powiedzieć, na jednym krześle, a potem była podłożona deska, bo nie masz
tylu, no ławka była, ławka. Czasem pamiętam.
– No ławka.
Wszystko to było potem wyniesione do sieni, żeby izba była pusta do tańczenia.
[160]
Der köh ufer friöed
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Ȧna wi yhy hot friöed, do der Siöejka-Jaküb, ȧ kłop,
koht. Oder zy kohta ołys dyham, ȧ yn krȧćum gingja zy
jok ȧzu uf cwü, drȧj śtunda ȧbysła tanca ȧna diöt, wen
imand hot fu, wu maht friöed, to bröhta zy yn krȧćum,
oder ȧbysła kanapki, wȧsty, nist wiöemys, nöhta gingja
zy śun yn ham, ösa zy śun dyham.

163

�164

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Kucharz na weselu
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
A jak ja miałam wesele, do Sojka Jakub, mężczyzna gotował. Ale oni gotowali
wszystko w domu, a do karczmy chodzili tylko tak na dwie godziny, trzy, trochę
potańczyć. I tam, jak ktoś miał, z tych co robili wesele, to przynosili do karczmy
coś albo trochę kanapek, wiesz, nic ciepłego. Potem szli już do domu, jedli w domu.
[161]
Der friöedaśmjyrgüst
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Ym möntag, dos wiöe der dryty tag. No to, oder wȧsty,
wos... dos wün ołys di łoüt fur friöed. No to cuga zy
zih o ȧzu, wi imand wułd. Ȧna fün zy mytum... dos
wün piöer, piöer par [piöen] ȧn zy fün cy idum, cy
idum gast ȧna diöt krigta zy ȧ fłoś myt brantwȧjn oba
fylȧjht wȧjn, wu imynd [imyd] hot. Ȧna di nöma dos ołys nöhta uf dy friöed ȧna
diöt hota zy ołys, wu ej gybłejn, ösa zy ȧna dan brantwȧjn trunka zy, dos, wu zy
hon mytgybröht.
Śmiergust weselny
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
W poniedziałek, to był trzeci dzień. No to, wiesz co, to byli wszystko ludzie z wesela. No to ubierali się, jak kto chciał. I jechali... było kilka par, kilka par i oni jeździli
do każdego gościa weselnego i tam dostali flaszkę wódki albo może i wina, co kto
miał. I ci wzięli to potem na wesele i tam mieli wszystko, co zostało. Jedli i tą wódkę pili, którą ze sobą przywieźli.
[162]
Zy wułda yn hund ny kłengln
Płaćnik-Helka (gyb. 1922), 2022.
No do zej hot fȧld. Dos fȧld Kalinowska, dö, wo höt,
der Grabowski śtejt, dos fȧld wiöe bocym... Pöła...
bocyr, pocȧr granc. No do... krepjyta dy hund ȧna
zy wiöe kȧ kȧtöłyśy ny. No do wułd zy, do zy zuła
kłengln, y dy hund. No oder dy łoüt wułda dos fȧld,

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

do zy gyt uf dy kjyh, no ny? Ȧna – „wi wer dos zuła maha?” – no to di wjytśoft,
di wjyt, wo mejer by dam wün, by dar kjyh mejer, do: „Wawer dy głoka ȧjpaka,
wen zy hoün, s’wyt ny gejn”. Nie będzie głośno.
– Der kłang wyt ny gejn.
No, s’wyt dos śtył łoüfa. No, „Widzicie, no dzwonimy, no dzwonią, no nie? No ale
nie bije”. No. Oder s’fȧld go zy, ferśtejsty? No. Uf dy kjyh.
Jak nie chcieli dzwonić dzwonami psom
Helena Biba z d. Danek (ur. 1922), 2022.
No to ona miała pole. To pole Kalinowskiej, tu, co ma, co Grabowski ma dom, to
pole było aż do polskiej... aż do granicy. No to umarły jej psy i ona nie była katoliczką. No to chciała, żeby dzwonili psom (dzwonami). No ale ludzie chcieli to
pole, żeby dała na kościół, no nie? No i „jak to mamy zrobić”, myśleli ci gospodarze, co więcej przy tym byli, przy tym kościele więcej, to „zapakujemy dzwony, że
jak będą biły, to nie pójdzie”. Nie będzie głośno.
– Dźwięk nie pójdzie.
No, będzie cicho szło. No, „widzicie, no dzwonimy, no dzwonią, no nie? No ale nie
bije”. No. Ale pole dała, rozumiesz? No. Na kościół.

165

�166

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Pieśni
Dy łidyn

[163]
Fu ynzyn rȧjhja fȧldyn
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2009.
(Fu ynzyn) rȧjhja fȧldyn
Wo der Göt höt gygan
Brengwjyr oüh hoüt dy giöewa
Nör śun ferenta an
Ȧn grusa kranc fu yjyn
Wȧs, hower ȧna kün
Ȧn błimła fuły śtyjyn
Fu ynzyn wejza wün
Wȧjł ynzer kłopa ata
Ej ju ym łand kȧ nut
Wo ej fu Göt gybata
Fałt ju ym łand kȧ brut.
Z naszych bogatych pól
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2009.
(Z naszych) bogatych pól
Które nam Bóg dał
Przynosimy wam dzisiaj snopki
Po zakończonych żniwach
I duży wieniec z kłosów
Pszenicy, owsa i żyta
I pełne kwiaty stoją
Gdzie były nasze miedze

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Tak długo, jak nasi mężczyźni pracują
Nie ma w kraju biedy
Co od Boga wyproszone
To że nie brakuje w kraju chleba.
[164]
Wymysiöejer śejny mȧkja
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2009.
Wymysiöejer śejny mȧkja
Di kyna zih ju śejn brȧta
Y dy kjyh gejn zy śejn ogycün
Ym krȧćum śtejn zy ind byfür
Dy pobütkla müsa glanca
Do zy beser kyna tanca
S’miöela mü ju zȧjn gyśłosa
Do zy beser kyna pösa
Ufum gyśtałtła śejny ruza
Do zy beser kyna kuza
Ufum hacła zyłwer kroücła
Do zy s’giełd hon śtejn ym macła
Mytum drüźba kumt ȧhynder
Bo wer tanca wi der śynder
Kumt mer ȧ drüźba byśenkja
Do wer yns kyna bydenkja.
Oder:
Kuźe mȧkja, kuźe mȧkja
Dü cy mjyr, dü cy mjyr
Yh wył kuza, yh wył kuza
Yh myt djyr, yh myt djyr
Ynzer müter, ynzer müter
Zoh yns cü, zoh yns cü
Wi wer hüta, wi wer hüta
Ynzer śejny ruty kü.

167

�Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

168

Wilamowianki to piękne dziewczyny
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2009.
Wilamowianki to piękne dziewczyny
One umieją się ładnie wystroić
Do kościoła chodzą pięknie ubrane
A w karczmie stoją zawsze na przedzie
Półbuty muszą się błyszczeć
Żeby lepiej umiały tańczyć
Buzia musi być zamknięta
Żeby lepiej umiały całować
Na gorsecie piękne róże
Żeby lepiej mogły mówić
Na serduszku srebrny krzyżyk
Świadczący o tym, że mają pieniądze w miarce
Chodźcie za drużbą
Bo tańczymy jak diabli
Chodźcie mojego drużbę poczęstować
Żebyśmy mogli wytrzeźwieć.
Ale:
Przyjdź, dziewczyno, przyjdź
Ty do mnie, ty do mnie
Chcę mówić, chcę mówić
Ja z tobą, ja z tobą
Nasza matka, masza matka
Nas widziała, nas widziała
Gdyśmy paśli, gdyśmy paśli
Naszą ładną rudą krowę.
[165]
O dü mȧj łiwy puterbow
I: Abda-Inga (1928–2016), 2009.
H: Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015), 2009.
I: O dü mȧj łiwy puterbow, jupȧjdi, jupȧjda
Wos mahsty diöt bym śof jupȧjdijȧda

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Yh woś dy puter ju śejn rȧn, jupȧjdijajupȧjda
Ȧn tengl mer fu ȧm ufs ander bȧn, jupȧjdijȧda
H: Dos kon nimyd ny.
I: Dos kon nimyd, bo dos ho yhy ejwerłet fu dam byłcer łid.
H: Ȧha, ufs wymysiöeryś.
I: Ufs wymysiöeryś.
O ty kochana maślarko
I: Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
H: Helena Rozner (Rosner) z d. Figwer (1928–2015), 2009.
I: O ty moja kochana maślarko, jupȧjdi, jupȧjda
Co robisz tam przy szafliku? jupȧjdijȧda
Myję masło, żeby było czyste, jupȧjdijajupȧjda
I dreptam z jednej nogi na drugą, jupȧjdijȧda
H: Tego nikt nie umie.
I: Tego nikt nie umie, bo ja to przełożyłam z tej bielskiej piosenki.
H: Aha, na wilamowski.
I: Na wilamowski.
[166]
Zȧjt gybata, ny hot frejwuł
Abda-Inga (1928–2016), 2009.
Zȧjt gybata, ny hot frejwułn
Do wer’üh śtejn undrum gejwuł
Wjyr zȧjn ju śun jungy knȧhtła
Ołys jungys mü rymłoüfa
Ym dy Wȧjnahta
Dü byst ȧ jungys knȧhtła.
Prosimy was, nie miejcie pretensji (za kolędę dziękujemy)
Ingeborg Matzner-Danek (1928–2016), 2009.
Prosimy was, nie miejcie pretensji
Że wam stoimy pod szczytem domu
Jesteśmy już młodymi kawalerami

169

�170

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Starzy, młodzi muszą biegać
W okresie bożonarodzeniowym
Ty jesteś młodym kawalerem.
[167]
Mȧj mȧkja, ku cy mjyr
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2007.
Mȧj mȧkja, ku cy mjyr
Yh wył kuza myt djyr
Nöht wawer yns pösa
Dy müter wyt nist ny wysa.
Moja dziewczyno, chodź do mnie
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2009.
Moja dziewczyno, chodź do mnie
Chcę z tobą mówić (chodzić do ciebie)
Potem się pocałujemy
Mama nie będzie nic wiedzieć.
[168]
Der ołdy Kesuł
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2007.
Der ołdy Kesuł hot zih byzöfa
Cym Hȧla-Mockja undys bejnła gykroha
Dos wiöe ju ȧ zyter kalüś, dar wułd śłöfa mytum Hȧlüś
Underum bejnła.
Stary Kesuł
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2007.
Stary Kesuł się upił
Wlazł do u Hala-Mocka pod ławkę przy piecu
To był taki gagatek, że chciał spać z Halusią
Pod tą ławką.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[169]
Ȧn śrejt weter
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2007.
Ȧn śrejt weter, ȧn śrejt weter, yt błȧjwer śtejn
Ȧn śrejt weter, ȧn śrejt weter, yt kynwer gejn
Yt mah ȧ rod, zu past yns grod.
Jeden krok w przód
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2007.
Jeden krok w przód, teraz stoimy
Jeden krok w przód, teraz idziemy
Teraz zrób koło, tak nam pasuje.
[170]
Ny śyk mih ys pyśła
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2007.
Ny śyk mih ys pyśła, nȧ! lȧlȧlȧlȧlȧ
Biöemła feła wył yh ny, lȧlȧlȧlȧlȧ
S’biöemła wje mih ju derśłön
Wos wje nöht mȧj mȧkja ziöen, lȧlȧlȧ-lȧlȧlȧlȧlȧ.
Nie posyłaj mnie do lasu
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2009.
Nie posyłaj mnie do lasu, nie! lalalalala
Drzewka walił nie będę, lalalalala
Drzewko by mnie zabiło
Co by potem powiedziała moja dziewczyna, lalala-lalalalala.
[171]
S’möndła śȧjnt
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2007.
S’möndła śȧjnt, s’wjyft ȧn śȧjn
S’rumpułt undyn brykja

171

�172

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Yh gydöht, yh gydöht
Der Jȧśü kymt gyryta.
Księżyc świeci
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2009.
Księżyc świeci, rzuca blask
Coś dudni pod mostami
Ja myślałam, ja myślałam
Że to Jasiu przyjeżdża na koniu.
[172]

Śpacerpolka
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), 2007.

Śpacerpolka śejner tanc
War’ȧ ny kon mytśpryngja
Dar zuł zyca ufum bȧnkla
Ȧn ym wynkl mytzyngja.
Śpacerpolka
Elżbieta Matysiak z d. Rosner (1924–2014), 2009.
Śpacerpolka ładny taniec
Kto go nie umie tańczyć
Niech sobie siądzie na ławce
I w kącie śpiewa razem z nami.
[173]
Śłöf mȧj kyndła fest
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Y dyham zungwer dos łidła, byn kyndyn wen wer wułda, do zy zuła śłöfa.
Śłöf mȧj kyndła fest
S’kuma fremdy gest

S’kuma müma ȧna fetyn
Brengja’m kyndła, nysła, epułn
Śłöf mȧj kyndła fest

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

S’kuma fremdy gest
Śłöf mȧj kyndła, śłöf
S’wȧt ym gatła ȧ śöf
Ojyś myt fjyr wȧjsa fisła
Brengja’m kyndła, epuł, nysła
Śłöf mȧj kyndła, śłöf
S’wȧt ym gatła ȧ śöf.
Śpij moje dziecko mocno
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
W domu śpiewaliśmy tą piosenkę, przy dzieciach, jak chcieliśmy, żeby spały.
Śpij moje dziecko mocno
Przychodzą obcy goście
Przychodzą ciotki i wujkowie
Przynoszą dziecku orzechy i jabłka
Śpij moje dziecko mocno
Przychodzą obcy goście
Śpij moje dziecko śpij
W ogródku pasie się owieczka
Wasza z czterema białymi nóżkami
Przynoszą dziecku jabłka i orzechy
Śpij moje dziecko śpij
W ogródku pasie się owieczka.
[174]
Diöt fum hejwuł
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
Diöt fum hejwuł kymt mȧj Jȧśü śun gyryta, ryta
Ejwer ynzer śweła, kliny hoüzła tryt’ȧ, tryt’ȧ
Yh fur frȧjd, śpryng yh roüs, śpryng yh roüs, śpryng
yh roüs
H’łö dih śun fu mjyr ny roüs, łö dih śun ny roüs.

173

�174

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Tam z górki
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Tam z górki jedzie mój Jasiu konno
Przez próg naszego małego domu wkracza
Ja z radości wyskakuję
Już cię nigdy ode mnie nie wypuszczę.
[175]
Zȧgja, nȧgja
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.

Hü cyn uwa
Hü cyn uwa!

Zȧgja, nȧgja
Küśü baka
Mała, zaka
S’ej kȧ mał
S’ej njynt nist

No, wȧsty, dos maht yh, wi mȧj kłop wiöe ȧzu krank. No to ida tag mahtwer dos,
bo dos wiöe ȧzu ȧbysła, do’ȧ myta henda rjyt ȧn do’ȧ zih ȧbysła rjyt, bo ȧzu wułd’ȧ
śun zyca.
Wyliczanka „Zȧgja, nȧgja”
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Ciąć, zginać
Słodycze piec
Mąki, worki
Nie ma mąki
Nie ma nic
Hü do pieca
Hü do pieca!
No wiesz, to robiłam, jak mój mąż był taki chory. To każdego dnia robiliśmy to, bo
to było tak trochę, żeby ruszał rękami, żeby się trochę ruszał, bo tak, to już tylko
chciał siedzieć.

�Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

[176]
S’wün ȧmöł cwü mykja
Lüft-Nüśka (gyb. 1927), 2022.
S’wün ȧmöł cwü mykja
Ufum kjyhüf fłykja
S’hot mih wunder, ejwerwunder
Wi di mykja fłykja
S’wün ȧmöł cwej hoza
Ufum kjyhüf groza
S’hot mih wunder, ejwerwunder
Wi di hoza groza
S’wün ȧmöł cwü fłigja
Ufum kjyhüf wigja
S’hot mih wunder, ejwerwunder
Wi di fłigja wigja.
Były raz dwa komary
Anna Foks (Fox) z d. Nowak (ur. 1927), 2022.
Były raz dwa komary
Które na cmentarzu łatały
Dziwiłem się, bardzo dziwiłem
Jak komary łatają
Były raz dwa zające
Które na cmentarzu jadły trawę
Dziwiłem się, bardzo dziwiłem
Jak zające jedzą trawę
Były raz dwie muchy
Które na cmentarzu się kołysały
Dziwiłem się, bardzo dziwiłem
Jak muchy się kołysają.

175

�Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

176

ZAKOŃCZENIE
Publikacja powstała jako efekt projektu „Reawakening the Wymysorys language in
Wilamowice, Poland”, finansowanego w ramach programu Language Revitalization Accelerator 2022–2023 przez amerykańską organizację Wikitongues, wspierającą rewitalizację i dokumentację zagrożonych języków. To w ramach tego projektu
zrealizowano wszystkie nagrania datowane na rok 2022.
Aby w publikacji – zarówno w jej wersji internetowej, jak i papierowej – znalazły się głosy jak największej liczby osób, korzystałem również z nagrań powstałych
w ramach innych projektów, w tworzeniu których uczestniczyłem. W tym miejscu
chciałbym podziękować:
Dr. Alexowi Andrasonowi za udostępnienie nagrań, które powstały w ramach
naszych badań nad wilamowską gramatyką. Są to wszystkie nagrania z 2009 r.
Prof. Tomaszowi Wicherkiewiczowi za udostępnienie nagrań z jego projektu
„Dziedzictwo językowe Rzeczypospolitej. Baza dokumentacji zagrożonych języków” (NPRH, 2011–2014). Były to nagrania z moją Babcią Heleną Rozner (Böba-Loüzkja), Elżbietą Mynarską (Siöeba-Siöeba) i Józefem Garą (Tołer), wszystkie
z 2012 r. W ich powstaniu uczestniczyli: prof. Beata Mikołajczyk, prof. Alfred Majewicz, prof. Tomasz Wicherkiewicz i dr Marek Dolatowski.
Dziekuję prof. Justynie Olko za udostępnienie nagrań z jej projektu „Endangered languages. Comprehensive models of language revitalization” (NPRH,
2013–2016). Są to wszystkie nagrania z 2014 r. W ich tworzeniu uczestniczył również dr Bartłomiej Chromik.
Wszystkie inne nagrania powstały w ramach mojej pracy dokumentacyjnej prowadzonej od 2004 r.16
W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim Wilamowianom i Wilamowiankom, którzy poświęcili czas i energię, by wspomóc dokumentację językową, ale również mnie osobiście, długimi rozmowami i dobrym słowem. Większość
z nich już nie żyje. Byli to:
Franciszka Bilczewska fum Frycki (1913–2012), Kazimierz Grygierczyk fum
Bjerünjok (1913–2010), Anna Danek fum Pejtela (1916–2015), Zofia Danek fum
Stȧnćü (1917–2012), Anna Bilczewska fum Karol (1918–2012), Franciszek Mosler
fum Mözłer (1918–2011), Helena Danek fum Kwaka (1919–2012), Anna Sznajder (Schneider) fum Taksła (1920–2012), Jan Biba fum Tiöma-Jȧśkja (1920–2011),
Elżbieta Nowak fum Blaśany (1920–2012), Elżbieta Mynarska fum Siöeba-Siöeba (1921–2014), Elżbieta Korczowska fum Kesuł (1922–2015), Matylda Danek
Część nagrań jest efektem pracy naukowej finansowanej przez Ministerstwo Nauki i Edukacji
ze środków budżetowych na naukę w latach 2016–2022 jako projekt badawczy w ramach programu
„Diamentowy Grant” pod nazwą „Góry, pagórki, przykryjcie nas – Wilamowianie wobec powojennych
prześladowań”, afiliowany przy Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego.
16

�Zakończenie

(1922–2022), Anna Foks (Fox) fum Priöeriöek (1923–2011), Elżbieta Kacorzyk fum
Bek-Bȧlcer (1923–2022), Elżbieta Bies fum Ćertok (1923–2014), Anna Zejma fum
Lüft (1923–2010), Elżbieta Babiuch fum Poükner/Küpsok (1923–2010), Elżbieta
Sznajder (Schneider) fum Taksła (1923–2020), Stanisław Szubert (Schubert) fum
Śübert (1923–2016), Elżbieta Matysiak fum Hȧla-Mockja (1924–2014), Helena Gasidło fum Biöeźnjok (1924–2014), Anna Danek fum Küpsela (1924–2021), Józef Sznajder (Schneider) fum Pejter (1924–2013), Rozalia Kowalik fum Poüermin (1925–2016),
Waleria Brzezina fum Cepok (1925–2013), Anna Schilder fum Psyk (1925–2017),
Katarzyna Balcarczyk fum Karol (1925–2013), Jan Formas fum Kürek (1925–2015),
Elżbieta Formas fum Mözłer (1926–2019), Katarzyna Nowak fum Tobyś (1926–2010),
Emilia Mika fum Witła (1926–2022), Maria Nycz fum Wȧligüra (1926–2022), Stanisław Rak fum Raćek (1926–2014), Anna Mika fum Biöetuł (1927–2021), Anna Korczyk fum Kołodźej (1927–2015), Anna Janosz fum Hȧla-Frana-Jȧśkja (1927–2015),
Helena Danek fum Małata (1927–2020), Elżbieta Figwer fum Böba (1927–2018),
Elżbieta Gąsiorek fum Anta (1927–2021), Janina Tempińska fum Böba (1927–2021),
Józef Janosz fum Łycki (1927–2014), Franciszek Biesik fum Pinder (1927–2016),
Bronisława Pyka (1928–2017), Helena Nowak fum Holećkla (1928–2017), Ingeborg
Matzner-Danek fum Abda (1928–2016), Helena Rozner (Rosner) fum Böba-Loüzkja
(1928–2015), Stanisław Danek fum Poükner/Küpsok (1928–2015), Jan Balcarczyk
fum Amerykon (1928–2013), Elżbieta Merta fum Hȧla-Frana-Jȧśkja (1929–2014),
Emilia Biesik fum Raćek (1929–2013), Katarzyna Nowak fum Pejtela (1929–2019),
Elżbieta Nycz fum Śleźok (1929–2007), Józef Gara fum Tołer (1929–2013), Eugenia
Foks (Fox) fum Bröda (1930–2022), Elżbieta Koch fum Mjeta-Jȧś (1930–2013), Elżbieta Gandor fum Puś-Pejter (1930–2017), Hilda Kasperczyk fum Ćiöe (1930–2005),
Emilia Zejma fum Mözłer (ur. 1930), Anna Biba fum Küćłik (1930–2009), Helena
Foks (Fox) fum Fröst (1930–2020), Anna Kowalczyk fum Tobyś (1930–2022), Zofia Kozieł fum Śübert (1930–2016), Stanisław Kuczmierczyk fum Śymek (1930–
2019), Rozalia Danek fum Mjyra-Winca (1931–2021), Rozalia Węgrodzka fum Gȧda
(ur. 1931), Elżbieta Nikiel fum Linküś (ur. 1931), Helena Gacek fum Pȧloż (1931–2020),
Stanisław Zejma fum Zejma (1931–2015), Franciszek Danek fum Pȧća (1931–2020),
Elżbieta Styskała fum Kaspela (1932–2017), Stefania Kuczmierczyk fum Ćiöe
(ur. 1932), Anna Nowak fum Hȧla-Mockja (1932–2011), Emilia Danek fum Biöeźnjok (1933–2020), Kazimierz Foks (Fox) fum Baranła (1933–2020), Eugeniusz Zejma
fum Mözłer (1934–2023), Anna Kuczmierczyk fum Zelbst (1934–2018), Anna Sznajder (Schneider) fum Gȧda (1934–2014), Józef Sznajder (Schneider) fum Hermon
(1936–2022), Bernardyna Zbierowska fum Holećkla (1949–2021), Stanisław Merta
fum Hȧla-Frana-Jȧśkja-Hȧla (1954–2011).
Szczególne podziękowania kieruję do dwóch Wilamowianek – Heleny Bibowej
(Płaćnik-Helka) i Anny Foksowej (Lüft-Nüśka), za to że poświęciły mi w 2022 r. wiele
godzin i cierpliwie odpowiadały na nawet najdziwniejsze moje pytania. Gdyby nie ich
zapał i poświęcenie, nie byłbym w stanie zrealizować tego i wielu innych projektów.

177

�178

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

DY ENDRYD
Dy publikȧcyj ej ȧdśtanda fum „Reawakening the Wymysorys language in Wilamowice, Poland” projekt, gyfinansjyt fum Language Revitalization Accelerator 2022–
2023 program diöh dy amerykȧnyśy orgȧnizȧcyj Wikitongues, wo zy underśtyct dy
rewitȧlizȧcyj ȧn dokumentȧcyj fun śpröha, wo zy zȧjn bydret fum oüsśtarwa. Y dam
projekt ȧdśtinda oły ufśpejłnana ym 2022 jür.
Do’s y di publikȧcyj (ym internet wi oü ym bihła) śtyma fu wi ym mȧsta łoüt
kuma, at yh oü myta ufśpejłnana, wo zy zȧjn ȧdśtanda fun andyn projekta, wu’h
zoüwer bej gywast. Y dam üt wje’h weła danka:
Ym dr Andrason-Alex, do’ȧ go dy ufśpejłnana, wo wer zy cyzoma mahta, wi
wer badȧta dy wymysiöeryśy gramatyk. Dos zȧjn oły ufśpejłnana fum 2009 jür.
Ym profesiöer Wicherkiewicz-Tomasz, do’ȧ go dy ufśpejłnana fu zem projekt
„Dziedzictwo językowe Rzeczypospolitej. Baza dokumentacji zagrożonych języków”, (NPRH, 2011–2014). Dos zȧjn dy ufśpejłnana myt mer Baba – Böba-Loüzkja-Helka, wi oü mytum Siöeba-Hȧla ȧn Tołer-Jüza, oły fum 2012 jür. Bym ufśpejła
wün prof. Mikołajczyk-Beata, prof. Majewicz-Alfred, prof. Wicherkiewicz-Tomasz
ȧn dr Dolatowski-Marek.
Yhy dank yr profesiöeryn Olko-Justyna, do zy go dy ufśpejłnana fu jym projekt „Endangered languages. Comprehensive models of language revitalization”
(NPRH, 2013–2016). Dos zȧjn oły ufśpejłnana fum 2014 jür. Myta hot oü cy tün
der dökter Chromik-Biöetuł.
Oły ander ufśpejłnana ho yhy gymaht oüz dokumentȧcyj, wo’h zy mah fum
2004 jür.
Y dam üt wje’h weła y oła Wymysiöejeryna ȧn Wymysiöejyn danka, wo zy
hon mer gyśankt jyr cȧjt ȧn kroft, do zy hüłfa byr dokumentȧcyj fur wymysiöeryśa
śpröh ȧn oü y mjyr, myta łanga gykuza ȧn myt gütum wüt. Dy mȧsta föna ława śun
mej ny. Dos wün:
Frycki-Francka (1913–2012), Bjerünjok-Mjyra (1913–2010), Pejtela-Nüśka
(1916–2015), Stȧnćü-Ziöeśka (1917–2012), Karol-Nüśa (1918–2012), MözłerFrana (1918–2011), Kwaka-Helka (1919–2012), Taksła-Nüśa (1920–2012),
Tiöma-Jȧśkja-Jȧśki (1920–2011), Blaśany-Hȧla (1920–2012), Siöeba-Siöeba-Hȧla
(1921–2014), Kesuł-Hȧla (1922–2015), Danek-Mȧtylda (1922–2022), PriöeriöekNüśa (1923–2011), Ćertok-Hȧla (1923–2014), Lüft-Nüśka (1923–2010), Poükner/
Küpsok-Hȧla (1923–2010), Taksła-Hȧla (1923–2020), Bek-Bȧlcer-Hȧla (1923–
2022) Śübert-Staha (1923–2016), Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014), BiöeźnjokHelka (1924–2014), Küpsela-Nüśa (1924–2021), Pejter-Jüza (1924–2013),

�Dy endryd

Poüermin-Ruzła (1925–2016), Cepok-Wȧlerka (1925–2013), Psyk-Nüśa (1925–
2017), Karol-Kȧśka (1925–2013), Kürek-Jȧśki (1925–2015), Mözłer-Hȧla (1926–
2019), Tobyś-Kȧśka (1926–2010), Witła-Milka (1926–2022), Wȧligüra-Mȧryśka
(1926–2022), Raćek-Staha (1926–2014), Biöetuł-Nüśka (1927–2021), KołodźejNüśka (1927–2015), Hȧla-Frana-Jȧśkja (1927–2015), Małata-Helka (1927–2020),
Böba-Hȧla (1927–2018), Anta-Hȧla (1927–2021), Böba-Janka (1927–2021),
Łycki-Jüza (1927–2014), Pinder-Frana (1927–2016), Pyka-Bronka (1928–2017),
Holećkla-Helka (1928–2017), Abda-Inga (1928–2016), Böba-Loüzkja-Helka
(1928–2015), Poükner/Küpsok-Staha (1928–2015), Amerykon-Jȧśki (1928–2013),
Hȧla-Frana-Jȧśkja-Hȧla (1929–2014), Raćek-Milka (1929–2013), Pejtela-Kȧśka
(1929–2019), Śleźok-Hȧla (1929–2007), Tołer-Jüza (1929–2013), Bröda-Genjü
(1930–2022), Mjeta-Jȧś-Hȧla (1930–2013), Puś-Pejter-Hȧla (1930–2017), ĆiöeHilda (1930–2005), Mözłer-Milka (gyb. 1930), Küćłik-Nüśa (1930–2009), FröstHelka (1930–2020), Tobyś-Nüśa (1930–2022), Śübert-Ziöeśka (1930–2016),
Śymek-Staha (1930–2019), Mjyra-Winca-Ruzła (1931–2021), Gȧda-Ruzła (gyb.
1931), Linküś-Hȧla (gyb. 1931), Pȧloż-Helka (1931–2020), Zejma-Staha (1931–
2015), Pȧća-Frana (1931–2020), Maksek/Kaspela-Hȧla (1932–2017), Ćiöe-Stefka
(gyb. 1932), Hȧla-Mockja-Nüśka (1932–2011), Biöeźnjok-Milka (1933–2020),
Baranła-Mjyra (1933–2020), Mözłer-Genek (1934–2023), Zelbst-Nüśka (1934–
2018), Gȧda-Nüśka (1934–2014), Hermon-Jüza (1936–2022), Holećkla-Beni
(1949–2021), Hȧla-Frana-Jȧśkja-Hȧla-Staha (1954–2011).
Ym hacta wje’h weła y cwü Wymysiöejeryna danka – ym Płaćnik-Helka ȧn
ym Lüft-Nüśka, fjyr dos, do zy mer hon ym 2022 jür hefa śtunda gan ȧn do zy mer
gydyłdik uf mȧj nawet wyndeliksta fröga hon cyrykgyziöet. Wen ny jyr łöst ȧn wyła
fum śenkja, wje yh dan projekt, wi oü oły ander projekta ny kyna hon gymaht.

179

�180

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

ROZMÓWCZYNIE I ROZMÓWCY, KTÓRYCH
WYPOWIEDZI ZNAJDUJĄ SIĘ W TEJ KSIĄŻCE
DY KUZERYNA ȦN DY KUZYN, WO ZY Y DAM
BIHŁA KUZA

Anna Sznajder (Schneider)
Taksła-Nüśa (1920–2012)

Elżbieta Mynarska
Siöeba-Hȧla (1921–2014)

Fot. z cyfrowego archiwum Stowarzyszenia
„Wilamowianie”

Fot. Alfred Majewicz

Helena Biba
Płaćnik-Helka (ur. 1922)

Elżbieta Kacorzyk
Bek-Bȧlcer-Hȧla (1923–2022)

Fot. Justyna Majerska-Sznajder

Fot. Alex Andrason

�Rozmówczynie i rozmówcy, których wypowiedzi znajdują się w tej książce

Elżbieta Sznajder (Schneider)
Taksła-Hȧla (1923–2020)

Anna Zejma
Lüft-Nüśka (1923–2010)

Fot. Tymoteusz Król

Fot. Tymoteusz Król

Elżbieta Babiuch
Küpsok/Poükner-Hȧla (1923–2010)

Helena Gasidło
Biöeźnjok-Helka (1924–2014)

Fot. Alex Andrason

Fot. Tymoteusz Król

181

�182

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Elżbieta Matysiak
Hȧla-Mockja-Hȧla (1924–2014)

Stanisław Foks (Fox)
Lüft-Staha (1926–2021)

Fot. Alex Andrason

Fot. Alfred Majewicz

Rozalia Hanusz
Linküś-Ruzła (1926–2009)

Anna Foks (Fox)
Lüft-Nüśka (ur. 1927)

Fot. Alex Andrason

Fot. Justyna Majerska

�Rozmówczynie i rozmówcy, których wypowiedzi znajdują się w tej książce

Elżbieta Figwer
Böba-Hȧla (1927–2018)

Ingeborg Matzner-Danek
Abda-Inga (1928–2016)

Fot. Tymoteusz Król

Fot. Tymoteusz Król

Helena Rozner (Rosner)
Böba-Loüzkja-Helka (1928–2015)

Helena Nowak
Holećkla-Helka (1928–2017)

Fot. Alfred Majewicz

Fot. EDYTOR Rafał Klimkiewicz

183

�184

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Józef Gara
Tołer-Jüza (1929–2013)

Elżbieta Gandor
Puś-Pejter-Hȧla (1930–2017)

Fot. EDYTOR Rafał Klimkiewicz

Fot. Tymoteusz Król

Anna Kowalczyk
Tobyś-Nuśka (1930–2022)

Stanisław Zejma
Zejma-Staha (1931–2015)

Fot. Tymoteusz Król

Fot. Tymoteusz Król

�BIBLIOGRAFIA
BIBLIOGRȦFYJ
Ahearn, L. M. (2013). Antropologia lingwistyczna. Wprowadzenie. Kraków: Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Andrason, A., Król, T. (2016). A grammar of Wymysorys. Duke: Duke University.
Barciak, A. (red.) (2001). Wilamowice: Przyroda, historia, język, kultura oraz społeczeństwo miasta i gminy. Wilamowice: Urząd Gminy Wilamowice.
Bartmiński, J. (2007). Językowe podstawy obrazu świata. Lublin: Wydawnictwo UMCS.
Bogatyriew, P., Jakobson, R. (1975). Folklor jako swoista forma twórczości. W: P. Bogatyriew, Semiotyka kultury ludowej. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy,
168–182.
Borges, R. (2019). Rapid Automatized Picture Naming as a Proficiency Assessment for Endangered Language Contexts: Results from Wilamowice. Journal of Communication
and Cultural Trends, 1, 1–25.
Borges, R., Król, T. (2019). The Relationship between Literature and Language Revitalization: „RewiTEATRalizacja” in Wilamowice. Multiethnica, 39, 25–38.
Burszta, J., Grębecka, Z. (2015). Mówiono „druga Moskwa”. Wspomnienia legniczan o stacjonowaniu wojsk radzieckich w latach 1945–1993. Kraków: Libron.
Chromik, B. (2019). Mikro- i makroideologie językowe. Przykład języka wilamowskiego.
Praca doktorska. Warszawa: Wydział „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego.
Clifford, J. (2000). O autorytecie etnograficznym. W: J. Clifford, Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia, literatura i sztuka. Warszawa: Wydawnictwo KR, 29–63.
Connerton, P. (2012). Jak społeczeństwa pamiętają. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.
Crystal, D. (2000). Language Death. Cambridge: Cambridge University Press.
Czubala, D. (1999). „Legendy miejskie” czy „legendy końca XX wieku”?. W: K. D. Kadłubiec (red.), Folklorystyka na przełomie wieków. Cieszyn: Stowarzyszenie „Pro Filia”,
190–196.
Dołowy-Rybińska, N. (2011). Języki i kultury mniejszościowe w Europie: Bretończycy,
Łużyczanie, Kaszubi. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.
Dołowy-Rybińska, N. (2017). „Nikt za nas tego nie zrobi”. Praktyki językowe i kulturowe
młodych aktywistów mniejszości językowych Europy. Toruń: Fundacja na rzecz Nauki
Polskiej, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
Dybczyński, W. (2002). Śpiewnik gminy Wilamowice. Wilamowice: Urząd Gminy.

�186

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Gara, J. (2004). Zbiór wierszy o wilamowskich zwyczajach i obrzędach oraz słownik języka wilamowskiego. Wilamowice–Bielsko-Biała: Stowarzyszenie za rzecz Zachowania
Dziedzictwa Kulturowego Miasta Wilamowice „Wilamowianie”.
Gara, J. (2007). „Wymysöjer śtytła”: Miasteczko Wilamowice oraz jego osobliwości w zbiorze piosenek Józefa Gary. Wilamowice: Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Wilamowicach.
Grenoble, L. A. (2021). What do we revitalise. W: J. Olko, J. Sallabank (eds.), Revitalizing
Endangered Languages. A practical guide. Cambridge: Cambridge University Press,
9–22.
Grochowski, P. (2017). Od strzygoni do wampirów energetycznych. Folklor jako system
praktyk interpretacyjnych. Przegląd Kulturoznawczy, 2(32), 223–242.
Grochowski, P. (2019). Ustne narracje o Holokauście. Między folklorem a historią mówioną. W: P. Grochowski, D. Czubala (red.), O tym nie wolno mówić… Zagłada Żydów
w opowieściach wspomnieniowych ze zbiorów Dionizjusza Czubali. Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, 7–36.
Hajduk-Nijakowska, J. (2016). Doświadczanie pamięci. Folklorystyczny kontekst opowieści
wspomnieniowych. Opole: Uniwersytet Opolski.
Jones, S. H. (2014). Autoetnografia. Polityka tego, co osobiste. W: N. K. Denzin,
Y. S. Lincoln (red.), Metody badań jakościowych, t. 1. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 175–218.
Kadłubiec, K. D. (1999). Między memoratem a fabulatem. W: T. Smolińska (red.), Folklorystyczne i antropologiczne opisanie świata. Księga ofiarowana Profesor Dorocie
Simonides. Opole: Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, 63–70.
Kajfosz, J. (2009). Magia w potocznej narracji. Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu
Śląskiego.
Kajfosz, J. (2011). Folklor jako tekst w obiegu i jego potencjał konstruowania rzeczywistości. W: J. Hajduk-Nijakowska, T. Smolińska (red.), Nowe konteksty badań folklorystycznych. Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, 53–78.
Karasek-Langer, A., Strzygowski, E. (1930). Sagen der Beskidendeutschen. Plauen: Verlag
von Günther Wolff zu Plauen im Vogtland.
Kleczkowski, A. (1920). Dialekt Wilamowic w zachodniej Galicji: Fonetyka i fleksja. Kraków: Polska Akademia Umiejętności.
Kleczkowski, A. (1921). Dialekt Wilamowic w zachodniej Galicji: składnia (szyk wyrazów).
Poznań: Gebethner i Wolff.
Krawczyk-Wasilewska, V. (1986). Współczesna wiedza o folklorze. Warszawa: Ludowa
Spółdzielnia Wydawnicza.
Król, T. (2015). Soziolinguistische Analyse des heutigen Wilmesaurischen. Praca licencjacka obroniona w Instytucie Filologii Germańskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

�Bibliografia

Król, T. (2019a). Zbiór pieśni wilamowskojęzycznych z Sammlung Horak w Volksmusikarchiv des Bezirks Oberbayern w świetle najnowszych badań nad muzyką w Wilamowicach. Literatura Ludowa, 3, 47–66.
Król, T. (2019b). Aneks – zbiór pieśni w języku wilamowskim. W: M. Małanicz-Przybylska, Bez muzyki, bez śpiewu nie ma świata. Muzyka w Wilamowicach. Warszawa: Wydział „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego, 169–228.
Król, T. (2020). Słownik języka wilamowskiego. Maszynopis w archiwum projektu „Dokumentacja językowego i kulturowego dziedzictwa Wilamowic”.
Król, T. (2021). Ynzer łidła – nasze pieśni. Wilamowskojęzyczne pieśni, kołysanki i wyliczanki. Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.
Król, T., Olko, J., Wicherkiewicz, T. (2017). Awakening the Language and Speakers Community of Wymysiöeryś. European Review, 26(1), 179–191.
Król, T., Mętrak, M., Żak, A. (2020). Bibliografia adnotowana publikacji dotyczących kultury Wilamowic i języka wilamowskiego z lat 2001–2020. Adeptus, 16.
Król, T., Mętrak, M., Żak, A. (2022). Bibliografia adnotowana publikacji dotyczących kultury Wilamowic i języka wilamowskiego z lat 1945–2000 i 2020–2022.
Adeptus, 19.
Latosiński, J. (1909). Monografia miasteczka Wilamowic: na podstawie źródeł autentycznych. Kraków: Drukarnia Literacka pod zarządem L. K. Górskiego.
Lehmann, A. (2007). Reden über Erfahrung. Kulturwissenschaftliche Bewusstseinsanalyse
des Erzählens. Berlin: Dietrich Reimar Verlag.
Macdonald, S. (2021). Krainy pamięci. O dziedzictwie i tożsamości we współczesnej Europie. Kraków: Międzynarodowe Centrum Kultury.
Małanicz-Przybylska, M. (2019). Bez muzyki, bez śpiewu nie ma świata. Muzyka w Wilamowicach. Warszawa: Wydział „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego.
Marcol, K. (2020). Toutowie. Język i pamięć w ustanawianiu wspólnoty Wiślan w Banacie.
Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego.
Młynek, L. (1907). Narzecze wilamowickie. Tarnów: J. Pisz.
Mojmir, H. (1930). Wörterbuch der deutschen Mundart von Wilamowice, t. 1, A–R. Kraków: Polska Akademia Umiejętności.
Mojmir, H. (1936). Wörterbuch der deutschen Mundart von Wilamowice, t. 2, S–Z. Kraków: Polska Akademia Umiejętności.
Neels, R. (2012). De nakende taaldood van het Wymysojer, een Germaans taaleiland in
Zuid-Polen. Een socuilinguïstische analyse. Praca doktorska. Leuven: Katolieke Universiteit Leuven.
Simonides, D. (1969). Współczesna śląska proza ludowa. Opole: Powiatowy Instytut Śląski.
Simonides, D. (1981). Memorat i fabulat we współczesnej folklorystyce. W: W. Nawrocki,
M. Waliński (red.), Literatura popularna – folklor – język, t. 2. Katowice: Uniwersytet
Śląski.

187

�188

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Sydow (von Sydow), C. (1934). Kategorien der Prosa-Volksdichtung. In: Volkskundliche
Gaben. John Meier zum 70 Geburtstage dargebracht. Berlin: de Gruyter, 253–268.
Szlachta-Ignatowicz, J., Wicherkiewicz, T. (2019). O teatrze wilamowskim. Postscriptum
Polonistyczne, 23(1), 89–103.
Tokarska-Bakir, J. (2009). Skaz antysemityzmu. Teksty drugie, 1–2, 302–317.
Wicherkiewicz, T. (2001). Piśmiennictwo w etnolekcie wilamowskim. W: A. Barciak (red.),
Wilamowice. Przyroda, historia, język, kultura oraz społeczeństwo miasta i gminy. Wilamowice: Urząd Gminy, 520–538.
Wicherkiewicz, T., Zieniukowa, J. (2001). Język i piśmiennictwo. W: A. Barciak. (red.),
Wilamowice: Przyroda, historia, język, kultura oraz społeczeństwo miasta i gminy.
Wilamowice: Urząd Gminy, 487–578.
Zhelyazkova, A. (2003). Urgent Anthropology: Methods of Crisis Research. International
Centre for Minority Studies and Intercultural Relations (IMIR). https://core.ac.uk/
download/pdf/11872397.pdf [dostęp: 1.10.2022].
Zielińska, A. (2013). Mowa pogranicza. Studium o językach i tożsamościach w regionie
lubuskim. Warszawa: Instytut Slawistyki PAN.
Żak, A. (2017). Wpływ języka większości w procesie standaryzacji języka: przykład obecności polonizmów w materiałach edukacyjnych do nauki wilamowskiego. W: S. Cygan (red.), Język jako świadectwo kultury. Język. Kultura. Społeczeństwo. Kielce: Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, 269–277.

Instrukcja otwierania filmów
Należy zeskanować kod QR, a następnie po otwarciu strony Wikitongues kliknąć „Dropbox.mp4”. Wtedy nastąpi odtworzenie filmu. W razie problemów
prosimy o kontakt na adres e-mailowy stow.wilamowianie@gmail.com.

Instrukcyj fum łön fun filma
Cyderjyśt diöef’ȧ ȧ QR-kod skȧnowȧn, ȧ nöhta wen dy „Wikitongues”-zȧjt
ej śun ufgymaht, diöef’ȧ „Dropbox.mp4”, to wyt der film gejn. Wen’s ny wje
głyngja, to śrȧjwt ufa e-mail stow.wilamowianie@gmail.com.

�Spis treści

TEMATYCZNY SPIS TREŚCI
TEMATYŚER RȦJSTER
Wymysoü ȧn Wymysiöejer
Wilamowice i Wilamowianie
Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot��������������� 81
Wilamowice to piękne, małe miasto������� 81
Dy Wymysiöejyn kuma fum mjer����������� 51
Wilamowianie pochodzą znad morza����� 51
Ȧ Wymysiöejer tryft zȧj müter
y Amsterdam����������������������������������� 52
Wilamowianin spotyka swoją matkę
w Amsterdamie������������������������������� 52
Dy Wymysiöejer wün ander łoüt ����������� 53
Wilamowianie byli innymi ludźmi��������� 53
Uf Wymysoü diöft zih nimyd
ny ferwȧjwa ����������������������������������� 53
Do Wilamowic nikt nie mógł się
przyżenić ���������������������������������������� 54
Fyrym hȧsa zy Underum Puś ����������������� 82
Dlaczego jedna z dzielnic Wilamowic
nazywa się Pod Lasem������������������� 83
Der Jüdaśtȧjg ȧn der Pöłaśtȧjg ��������������� 83
Jüdaśtȧjg i Pöłaśtȧjg (ścieżka Żydów
i Polaków)��������������������������������������� 83
Wi zy dy ciglȧj boüta ���������������������������� 119
Jak budowano cegielnię ������������������������ 119
Der Bibiöewjec jyśter����������������������������� 83
O dawnym Bibowcu������������������������������� 84
Dy jyśta Wymysiöejyn wułda ny błȧjn
y Wymysdiöf����������������������������������� 82
Pierwsi Wilamowianie nie chcieli
zostać w Starej Wsi ����������������������� 82
Fyrym hȧsa zy cym Taksła�������������������� 119
Skąd wziął się przydomek Taksła���������� 120
Dy śül fjym krig wiöe śtreng ������������������ 98
Przedwojenna szkoła była
rygorystyczna���������������������������������� 98
Dy Wymysiöejyn köma mejer wi zejwa
hundyt jür y dam������������������������������ 54
Wilamowianie przybyli ponad
siedemset lat temu��������������������������� 54

Dy Wymysiöejyn wün ander łoüt
wi dy Ełcnyn������������������������������������ 55
Wilamowianie byli inni niż
Hałcnowianie ���������������������������������� 55
Dy Ełcnyn ferhyndyn yn Wymysiöejyn��� � 56
Hałcnowianie przeszkadzają
Wilamowianom�������������������������������� 56
Dy wymysiöeryśy śpröh
Język wilamowski
Dy śwygjermüter kuzt jok
wymysiöeryś���������������������������������� 120
Teściowa mówiła tylko
po wilamowsku������������������������������ 120
Dy jyśta Wymysiöejyn wün
y Wymysdiöf������������������������������������ 82
Pierwsi Wilamowianie osiedlili się
w Starej Wsi������������������������������������ 82
Nimand hot yns ny gan diöh dy śpröh ���� 57
Nikt nas nie lubił z powodu języka���������� 57
Dy śpröh wiöe ny derłiöet������������������������ 57
Język wilamowski był zakazany�������������� 57
Wo dy mama wje ziöen, wen zy fum
grop wje ufśtejn ���������������������������� 121
Co powiedziałaby mama, jakby wstała
z grobu ������������������������������������������ 121
Wi kon mȧ dy müterśpröh fergasa? ������ 122
Jak można zapomnieć matczyny
język?�������������������������������������������� 122
Dy Siöeboka kuzta wymysiöeryś���������� 122
Soboki mówiły po wilamowsku������������ 123
Ȧ Wymysiöejeryn ziöet uf
„hołdy-bołdy” o ������������������������������ 58
Jak jedna Wilamowianka odpowiedziała
na „hołdy-bołdy” ���������������������������� 58
Wymysiöeryś ej ȧ śejny śpröh���������������� 123
Wilamowski to piękny język������������������ 123
Dy atyn łjyn zih wymysiöeryś �������������� 123
Robotnicy uczyli się wilamowskiego���� 124

189

�190

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Fyrym yh ho ogyfanga cy śrȧjwa
wymysiöeryś���������������������������������� 125
Dlaczego zacząłem pisać
po wilamowsku������������������������������ 125
Der śwygjerfoter wiöe ȧ Pöła, oder
ȧ łjyt zih wymysiöeryś�������������������� 58
Mój teść był Polakiem, ale uczył się
wilamowskiego�������������������������������� 59
Fyrym zih dy łoüt interesjyn myter
wymysiöeryśa śpröh������������������������ 59
Dlaczego jest teraz takie zainteresowanie
językiem wilamowskim������������������ 59
Der foter kund ny pönyś kuza���������������� 125
Ojciec nie umiał mówić po polsku�������� 126
Ym kynd wiöe’s ny derłiöet cy kuza
wymysiöeryś���������������������������������� 126
Jak zabroniono dziecku mówić
po wilamowsku������������������������������ 126
Wysty gryhta wymysiöeryś kuza? �������� 127
Zaczniesz mówić po wilamowsku? ������ 127
Ȧ briw wymysiöeryś gyśrejwa���������������� 60
List napisany po wilamowsku������������������ 60
Der kłop fu Błan ferśtind wymysiöeryś������ 78
Mąż z Bielan rozumiał po wilamowsku������ 79
Der Poüermin ziöet, wos ej nojys������������ 60
Pauermin mówił o nowinach ������������������ 60
Wen wer kuzta wymysiöeryś, müstwer
śtröf coła������������������������������������������ 61
Za mówienie po wilamowsku trzeba
było płacić kary������������������������������� 61
Di, wo ferśtinda, łahta������������������������������ 61
Ci, co rozumieli, śmiali się���������������������� 62
Dy kyndyn wün bejz, do wer kuzta
wymysiöeryś���������������������������������� 128
Dzieci były złe, jak mówiliśmy
po wilamowsku������������������������������ 128
Dy müter fur nökweryn kund
ny pönyś��������������������������������������� 129
Matka sasiadki nie umiała mówić
po polsku���������������������������������������� 129
Fyrym wiöd y Wymysoü dy pönyśy
śpröh ȧjgyfüt������������������������������������ 99
Dlaczego w Wilamowicach
wprowadzono język polski�������������� 99

Wymysiöejer kłȧdyn
Wilamowskie stroje
Yhy nyt śwjerery zaha �������������������������� 129
Szyłam cięższe rzeczy���������������������������� 129
Yhy nyt śejny lȧlka (tȧkla)�������������������� 130
Szyłam piękne lalki�������������������������������� 130
Wi dy Pöła ogycün gingja������������������������ 62
Stroje Polaków z okolicznych wsi ���������� 62
Wer hota myter śwaster zyty
nymłikjy rek���������������������������������� 130
Miałyśmy z siostrą takie same
spódniczki�������������������������������������� 131
Dy gywynłikja rek fur müter����������������� 131
Spódnice codzienne od matki��������������� 131
Dy baba hoüt zih ym bet����������������������� 100
Babcia czepiła się w łóżku������������������� 100
Dy bowa, wo gingja bocȧm end
wymysiöeryś��������������������������������� 100
Kobiety, które do końca życia
chodziły po wilamowsku ������������� 100
S’hemb ��������������������������������������������������118
Koszula��������������������������������������������������118
Dy śynsty traht uf
Hȧlikjałȧjtnysdunyśtag����������������� 134
Najpiękniejszy strój był
na Boże Ciało������������������������������� 134
Wi mȧ dy wymysiöejer fłȧk
zo wośa����������������������������������������� 128
Jak prać wilamowskie stroje����������������� 128
Ȧ bow trüg koroln fu böśtan����������������� 101
Jedna kobieta nosiła korale
z bursztynu����������������������������������� 101
Dy Wymysiöejyn zȧjn kuma
yn kłȧdyn ��������������������������������������� 62
Wilamowianie przybyli w strojach��������� 63
Wi’h wymysiöejer blüza wüś��������������� 131
Jak prałam wilamowskie bluzki����������� 132
Dy śłȧhsta rek wün płesnerrök
ȧn kȧljytarök��������������������������������� 132
Najgorsze (najmniej odświętne)
były spódnice płesnerrök
i kȧljytarök ������������������������������������ 132
S’kroücła fur müter�������������������������������� 133
Krzyżyk od matki���������������������������������� 133

�Tematyczny spis treści

Ym jyśta zuntag gingja zy śyner
ogycün ������������������������������������������ 133
W pierwszą niedzielę miesiąca
ubierały się ładniej������������������������ 133
Wi zih ȧ Wymysiöejeryn fjym krig
zułd ocin���������������������������������������� 101
Jak przedwojenne Wilamowianki się
ubierały������������������������������������������ 102
Wosfer hemb jyśter wün������������������������ 103
O tym, jakie dawniej były koszule�������� 103
Nimyd hot zyty fłȧk, wi wjyr������������������ 63
Nikt nie miał takich strojów jak my�������� 63
Wi zy nöm krig hon ȧ ymertihła gyśtöła������ 63
Jak nam ukradli po wojnie
najładniejszą odziewaczkę�������������� 63
Trȧdycyja
Tradycje
Der śmjyrgüst fjym krig�������������������������� 64
Śmiergust przed wojną���������������������������� 64
Jyśter gusa zy ym śmjyrgüst ny ȧzu
wi yta �������������������������������������������� 103
Kiedyś nie lali po śmierguście
tak mocno jak teraz������������������������ 104
Zy śtełta ufum dah ȧ wiöen cyzoma������ 104
Jak złożyli wóz na dachu ���������������������� 104
Wi zy ȧ batłer ȧn ȧ mȧja śtełta �������������� 162
Jak stawiali dziada i maja���������������������� 162
Ym śmjyrgüst kund’ȧ ny gejn, wi’
ȧ hot ahca jür���������������������������������� 104
Po śmierguście nie można było iść,
jak się nie miało osiemnastu lat���� 104
Faderśłȧjsa���������������������������������������������� 162
Pierzowiec �������������������������������������������� 163
Wi zy uf dy friöed gingja fjym krig �������� 65
Jak szli na wesele przed wojną���������������� 65
Jyśter wiöe łöstikjer, wer śłysa
dy fadyn ���������������������������������������� 105
Kiedyś było weselej, szkubałyśmy
pierze��������������������������������������������� 105
Dy ślynćkja ufer friöed���������������������������� 65
Ślęczki na weselu������������������������������������ 65
Opyłys y Ałca������������������������������������������ 79
Odpust w Hałcnowie�������������������������������� 79

Der friöedaśmjyrgüst����������������������������� 164
Śmiergust weselny �������������������������������� 164
Der köh ufer friöed�������������������������������� 163
Kucharz na weselu �������������������������������� 164
Mȧj wymysiöejer friöed�������������������������� 93
Moje wilamowskie wesele���������������������� 93
Wi dy wymysiöejer Jüda fȧjyta sukkot������ 69
Jak wilamowscy Żydzi świętowali
Sukkot���������������������������������������������� 70
Łidła
Pieśni
Yhy kund śejn zyngja���������������������������� 152
Zawsze umiałam ładnie śpiewać������������ 152
Fu ynzyn rȧjhja fȧldyn �������������������������� 166
Z naszych bogatych pól ������������������������ 166
Wymysiöejer śejny mȧkja���������������������� 167
Wilamowianki to piękne dziewczyny��� � 168
O dü mȧj łiwy puterbow������������������������ 168
O ty kochana maślarko�������������������������� 169
Zȧjt gybata, ny hot frejwuł�������������������� 169
Prosimy was, nie miejcie pretensji
(za kolędę dziękujemy)������������������ 169
Ȧ müzykȧlyśy gyśwyster
Hȧla-Mockja-Hȧla ������������������������ 135
Muzykalna kuzynka Hala-Mockja-Hala
(Elżbieta Matysiak)������������������������ 135
Mȧj mȧkja, ku cy mjyr �������������������������� 170
Moja dziewczyno, chodź do mnie �������� 170
Der ołdy Kesuł �������������������������������������� 170
Stary Kesuł�������������������������������������������� 170
Ȧn śrejt weter���������������������������������������� 171
Jeden krok w przód�������������������������������� 171
Ny śyk mih ys pyśła������������������������������ 171
Nie posyłaj mnie do lasu������������������������ 171
S’möndła śȧjnt �������������������������������������� 171
Księżyc świeci �������������������������������������� 172
Śpacerpolka�������������������������������������������� 172
Śpacerpolka�������������������������������������������� 172
Śłöf mȧj kyndła fest ������������������������������ 172
Śpij moje dziecko mocno���������������������� 173
Diöt fum hejwuł ������������������������������������ 173
Tam z górki�������������������������������������������� 174
Zȧgja, nȧgja�������������������������������������������� 174

191

�192

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Wyliczanka „Zȧgja, nȧgja”������������������� 174
S’wün ȧmöł cwü mykja ����������������������� 175
Były raz dwa komary ��������������������������� 175
Ufer wjytśoft
Na gospodarstwie
Fjym krig go’s ny hefa kroüt
y Wymysoü����������������������������������� 105
Przed wojną w Wilamowicach
nie było dużo kapusty ����������������� 106
Wer müsta zih külȧn nöm apułzeca������� 135
Po zasadzeniu ziemniaków
musieliśmy się kulać��������������������� 136
Oły śtunda wün gycyłt cyr at ��������������� 136
Wszystkie godziny pracy
na gospodarstwie były
policzone��������������������������������������� 136
Dy dinstłoüt ȧn atyn ufer wjytśoft
fum foter����������������������������������������� 66
Służący i robotnicy na gospodarstwie
ojca������������������������������������������������� 66
At ym Bibiöewjec ȧn ufer wejz ����������� 153
Praca w Bibowcu i na łące ������������������� 153
Wi wiöe s’Biba-Jew cytȧlt ��������������������� 84
Jak była podzielona Bibowa Rola����������� 84
Wi der kłop mulk dy ki������������������������� 153
Jak mój mąż doił krowy����������������������� 154
Yhy müst błȧjn byr müter ufer
wjytśoft����������������������������������������� 154
Musiałam zostać przy matce
na gospodarstwie ������������������������� 154
Dy śwoümła hon yta ny wos cy frasa����� 106
Jaskółki nie mają teraz co jeść ������������� 107
Wo wer byr müter zocta ������������������������111
Co sadziliśmy u mamy��������������������������111
Wi wer s’fłȧś nöm śwȧjnśłahta
cytȧlta������������������������������������������� 155
Jak dzieliliśmy mięso
po świniobiciu������������������������������� 155
Jyśter wiöe dy wjytśoft ganc andyśt����� 107
Kiedyś praca na gospodarstwie była
całkiem inna��������������������������������� 107
Śwjery at ufer wjytśoft������������������������� 138
Ciężka praca na gospodarstwie������������� 138

Yta ej ȧ beser cȧjt wi jyśter������������������� 107
Teraz jest lepsza pogoda
niż dawniej����������������������������������� 108
Wi’h myta myłihzaha uf dy
Byłc fü ����������������������������������������� 139
Jak jeździłam z nabiałem do Bielska ��� 139
Dy ołda łoüt zöha jok fȧld��������������������� 137
Starzy ludzie widzieli tylko pole����������� 137
Der gymahty traktor����������������������������� 140
Robiony traktor������������������������������������� 140
Mjyr gyfuł dy at ym gatła��������������������� 140
Podobała mi się praca w ogródku
(rozsadniku) ��������������������������������� 141
Gatła köst at ����������������������������������������� 142
Ogródek kosztuje dużo pracy��������������� 142
Wi’h wiöe jung, müst yh ata����������������� 142
Jak byłam młoda, musiałam
pracować��������������������������������������� 142
Yhy maht ołys ym fȧld������������������������� 143
Robiłam wszystko w polu��������������������� 143
Wi der foter züht ȧ gyśpon������������������� 143
Jak ojciec szukał gyśpon
(kogoś do sprzęgania się)������������� 143
Śiöehnikjys
Straszydła
Der büw mytum ruta hitła����������������������� 86
Chłopczyk z czerwonym
kapelusikiem����������������������������������� 86
Der toüwuł höt ȧ feter gyfüt
yn Świöeca Tȧjh����������������������������� 87
O tym, jak diabeł zwodził wujka
do Czarnego Stawu������������������������� 87
Fum Ruzła, wo ziöet, do’s zih fu
nist ny fjet��������������������������������������� 88
O Ruźle, co mówiła, że się niczego
nie boi��������������������������������������������� 88
Handwerk ȧn handuł
Rękodzieło i handel
Wi zy dy kjywła y Błan mahta������������� 137
Jak robili kosze w Bielanach����������������� 137
Jyśter mahta zy cigln myta henda��������� 108
Kiedyś robiono cegły ręcznie��������������� 109

�Tematyczny spis treści

Dy wawyn fün uf Win����������������������������� 89
Tkacze jeździli do Wiednia��������������������� 89
Dy śmyd łjyta zih y Win������������������������� 89
Kowale uczyli się w Wiedniu����������������� 90
Der teper cy nökwyś������������������������������� 90
Garncarz po sąsiedzku ��������������������������� 90
Dy tepyn fün myta typa ufȧ jümyt ��������� 91
Garncarze jeździli z garnkami
na targ��������������������������������������������� 91
Mjyr gyfüł inda s’handułn,
ȧ ny s’fȧld������������������������������������� 145
Mnie podobał się zawsze handel,
a nie pole��������������������������������������� 146
Der foter handułt oüz knȧht ����������������� 146
Mój ojciec handlował jako kawaler ����� 146
Dy mama ging ufȧ jümyt myt yns����������� 90
Mama chodziła z nami na targ ��������������� 91
Dy cökela fjym krig ����������������������������� 108
Cukierki przed wojną��������������������������� 108
Ȧ łöstikjy kistiöeryj fu wymysiöejer
handułłoüt��������������������������������������� 66
Humorystyczna historia o wilamowskich
handlarzach������������������������������������� 67
S’Asa
Jedzenie
Wos zih os bocȧ mytag��������������������������112
Co się jadło przed południem����������������112
Pylyk ȧn woserpip����������������������������������114
Polewka i woserpip (pipa na wodzie)��� �114
Fanküh gybröht ufs fȧld ������������������������113
Jajecznica przynoszona na pole ������������113
Awys güt uf dy kroft����������������������������� 155
Groch dobry na siłę������������������������������� 156
S’Asa byr fȧldat ������������������������������������114
Jedzenie przy pracy w polu��������������������115
Śüsterpop wiöe ym zuntag ��������������������� 67
Śusterpop (jajecznica po wilamowsku)
była w niedzielę ����������������������������� 67
Wjyr kohta oü ćjyrkja����������������������������116
Gotowaliśmy też zacierkę����������������������117
S’asa ufum opyłys y Wymysdiöf ����������� 68
Jedzenie na odpuście w Starej Wsi��������� 69
Ym besta wün gywjemty arpułn������������117

Najlepsze były zagrzane ziemniaki��������117
Ida tag ȧ śysuł kroüt ������������������������������117
Codziennie miska kapusty ��������������������118
Jyśter zösa oły ufa śymułn ������������������� 156
Kiedyś wszyscy siedzieli
na stołkach ����������������������������������� 156
Gyśihtkistiöeryja
Opowieści historyczne
Zy wułda yn hund ny kłengln��������������� 164
Jak nie chcieli dzwonić dzwonami
psom��������������������������������������������� 165
Wi dy Stanecka bowa y dy tancgrüp
ȧjłot����������������������������������������������� 159
Jak Stanecka zaprosiła kobiety
do zespołu ����������������������������������� 159
Wi der krig oüsbroh, hüt yh dy ki��������� 160
Jak wybuchła wojna, pasłam krowy����� 161
Ȧ bejzer, doüćer śiłer ��������������������� 79
Zły niemiecki nauczyciel ����������������������� 79
Der gyfoła gyśwyster kymt ufȧ
troüm��������������������������������������������� 161
Kuzyn, który zginął na wojnie,
przyszedł na sen��������������������������� 161
Der jyśty mȧj wymysiöeryś ������������������� 74
Świętowanie Pierwszego Maja
po wilamowsku������������������������������� 75
Ȧ gyśȧjty Wymysiöejeryn bywjet
koroln��������������������������������������������� 75
Sprytna Wilamowianka ratuje korale����� 76
Oüz ȧ jung mȧkja ym pikus ������������������� 76
Jako młoda dziewczyna w areszcie��������� 77
S’kynd bypiśt ȧ sowjetyśa drowa����������� 72
Dziecko obsikało radzieckiego
żołnierza����������������������������������������� 72
Ȧ güter Rüsek hyłft ������������������������������� 72
„Dobry Rusek” pomaga ������������������������� 73
Dy Rüsa nama s’fad ������������������������������� 73
„Ruscy” biorą konia������������������������������� 73
Wi zy yns noma, dy Neuman-Mejł cy
feleśa����������������������������������������������� 74
Jak nas wzięli do gaszenia młyna
Neumanna��������������������������������������� 74
Der Edward Kennedy ej gyśtiörwa��������� 97

193

�194

Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian

Śmierć Edwarda Kennedy’ego��������������� 97
Wi zy mih ȧreśtjyta, koht dy mama
kłejzła myt fłoüma ����������������������� 158
Jak mnie aresztowali, to mama
gotowała kluski ze śliwkami��������� 158
Wi mih der pot fjyr hołwa liter
brantwȧjn oüsgykoüft höt��������������� 70
Jak mnie putek (ojciec chrzestny)
wykupił za pół litra wódki ������������� 71
Wi zy dy tehtyn fur nökweryn
wułda nama ufȧ Üral��������������������� 157
Jak córki sąsiadki miały zostać
zabrane na Ural����������������������������� 157
Der direktor fur śül höt Wymysiöejer
mȧkja fjym Üral bywjet ��������������� 157
Jak dyrektor szkoły obronił
wilamowskie dziewczęta
przed wywózką na Ural ��������������� 158
Wi dy dinstmiöed nöm krig
cüfełik ziöet, do wer hon
ȧ śwȧjn gyśłaht������������������������������� 94
Jak służąca po wojnie przez przypadek
się wygadała, że było u nas
świniobicie������������������������������������� 94
Wi dy Rüsa ynzer hyt byśosa����������������� 95
Jak „Ruscy” ostrzeliwali nasz dom��������� 95
Wi zy ȧ śwöger nöma ys lager by
Doüćłand����������������������������������������� 96
Jak szwagra zabrali do obozu
za Niemca��������������������������������������� 96
Wi ȧ bykanter fum foter yn
oüsgyzidlta Wymysiöejyn hüłf
(ym 1956 jür) ��������������������������������� 96
Jak znajomy ojca pomógł
wysiedlonym Wilamowianom
(w 1956 r.)��������������������������������������� 96
Ławakistiöeryja
Opowieści z życia
Yhy fiöe śun ny ym rod������������������������� 149
Już nie jeżdżę na rowerze��������������������� 149
Wi wer dy hyt mojyta��������������������������� 149
Jak budowaliśmy dom��������������������������� 150

Wi yh mih łjyt śwyma bym mjer ����������� 85
Jak uczyłam się pływać
nad morzem ����������������������������������� 85
Wi wer zih bym nökwer oüz kyndyn
bawjȧta������������������������������������������� 85
Jak bawiliśmy się u sąsiada
jako dzieci��������������������������������������� 85
Wo yh hoüt ho gymaht ��������������������������� 86
Co dziś robiłam��������������������������������������� 86
Mȧj koleżanka fur tancgrüp
(Linküś-Ruzła)����������������������������� 134
Moja koleżanka Linkusiowa Ruzła������� 134
S’water śług y dy zoüł ȧn s’fad
derśrok ����������������������������������������� 150
Jak piorun uderzył w słup
i przestraszył konia����������������������� 151
Gest fu Belgjen��������������������������������������111
Goście z Belgii��������������������������������������111
Dy rȧz uf Win����������������������������������������� 92
Podróż do Wiednia��������������������������������� 92
Fyfikjy śtykla ufer frȧjyt������������������������� 93
Żarty podczas zalotów ��������������������������� 93
Dy at ufer köłagrüw ����������������������������� 143
Praca na kopalni����������������������������������� 144
Der dźjada gyt cy asa yr öema
nökweryn ������������������������������������� 144
Jak dziadek dawał jeść biednej
sąsiadce ��������������������������������������� 145
Yhy interesjyt mih jok myt at��������������� 145
Ja interesowałam się tylko pracą����������� 145
Wi zy s’wejtünikjy kürjyta������������������� 109
Jak leczyli bolące miejsca��������������������� 109
Dy śłykjermyłih kürjyt ȧ brüder����������� 109
Jak kwaśne mleko wyleczyło brata��������110
Kürjyn myt kwaka����������������������������������110
Leczenie kwakami (brukwią)����������������110
Łöstikjy gyśiht fu ȧr dinstmiöed����������� 147
Zabawna historia o służącej ����������������� 147
Ymcyg diöh dy at fum kłopa ����������������� 91
Przeprowadzki ze względu
na pracę męża��������������������������������� 92
Łöstikjy gyśiht fum kolandgejn ����������� 148
Wesoła historia o kolędzie ������������������� 148

�</text>
                  </elementText>
                </elementTextContainer>
              </element>
            </elementContainer>
          </elementSet>
        </elementSetContainer>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156421">
                <text>67&#13;
&#13;
Z recenzji&#13;
&#13;
dr hab. Henryk Jaroszewicz&#13;
Uniwersytet Wrocławski, Instytut Filologii Słowiańskiej&#13;
Książka Tymoteusza Króla nie jest zwyczajnym zbiorem tekstów zapisanych&#13;
podczas badań terenowych, w rzeczywistości bowiem stanowi swego rodzaju&#13;
świadectwo pamięci zbiorowej Wilamowian, zawartej w ich języku. Tom&#13;
ukazuje barwny, niejednorodny obraz świata utrwalony w materii językowej,&#13;
ujawnia interpretacje rzeczywistości, sądy o świecie oraz społeczne przekonania użytkowników wymysiöeryś, których kres nadchodzi stopniowo wraz&#13;
z przemijaniem pokoleń. Nie jest to jednak epitafium. Podjęta dokumentacja&#13;
jest istotnym działaniem stanowiącym podstawę rewitalizacji wymierającego&#13;
języka i zanikającej kultury. Warunkiem istnienia pamięci, a wraz z nią&#13;
zachowania tożsamości małej grupy etnicznej, jest komunikacja, która pozwala na transmisję wzorów kultury i decyduje o określaniu granic tej grupy&#13;
względem innych wspólnot.&#13;
dr hab. Katarzyna Marcol&#13;
Uniwersytet Śląski, Wydział Nauk o Kulturze&#13;
&#13;
Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot. Gyśihta fu Wymysiöejyn yr wymysiöeryśa śpröh&#13;
Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian&#13;
&#13;
To bez wątpienia niezwykle wartościowa pozycja, która prócz walorów&#13;
czysto naukowych pełni także bardzo ważną funkcję społeczną, dokumentując kształt skrajnie zagrożonego w swoim bycie języka. Nie ulega wątpliwości, że wnikliwe rejestrowanie języka wilamowskiego, pośrednio zaś&#13;
dokumentowanie dorobku kulturowego Wilamowian, może podnieść skuteczność prowadzonych w jego obrębie działań rewitalizacyjnych. Nie&#13;
trzeba zaś przekonywać, że wszystkie aktywności, których celem jest&#13;
ochrona i zachowanie dla przyszłych pokoleń językowego bogactwa dzisiejszej Polski, są wyjątkowo cenne.&#13;
&#13;
Archiwum&#13;
Etnograficzne&#13;
&#13;
Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot.&#13;
Gyśihta fu Wymysiöejyn yr wymysiöeryśa śpröh&#13;
Wilamowice to piękne, małe miasto.&#13;
Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian&#13;
Tymoteusz Król&#13;
&#13;
Tymoteusz Król&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156423">
                <text>Wymysoü ej ȧ śejny, kliny śtot. Gyśihta fu Wymysiöejyn yr wymysiöeryśa śpröh = Wilamowice to piękne, małe miasto. Wilamowskojęzyczne opowieści Wilamowian&#13;
&#13;
&#13;
</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156424">
                <text>194 strony : fotografie, ilustracje, portrety ; 24 cm&#13;
Archiwum Etnograficzne, t.  67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156425">
                <text>Król, Tymoteusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156426">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156427">
                <text>2023</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156428">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156429">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156430">
                <text>wilamowski, polski</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156431">
                <text>kisążka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="156432">
                <text>pamięć zbiorowa, grupy etniczne, folklor, mniejszość językowa, język wilamowski , Wilamowianie, Wilamowice (woj.śląskie)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
    <tagContainer>
      <tag tagId="1248">
        <name>folklor</name>
      </tag>
      <tag tagId="1244">
        <name>grupy etniczne</name>
      </tag>
      <tag tagId="1251">
        <name>język</name>
      </tag>
      <tag tagId="1246">
        <name>język wilamowski</name>
      </tag>
      <tag tagId="1245">
        <name>mniejszość językowa</name>
      </tag>
      <tag tagId="1243">
        <name>pamięć zbiorowa</name>
      </tag>
      <tag tagId="1249">
        <name>Wilamowianie</name>
      </tag>
      <tag tagId="1250">
        <name>Wilamowice (woj.śląskie)</name>
      </tag>
    </tagContainer>
  </item>
  <item itemId="6118" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6098">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/41b3716f62e044d8ed778dd0ff5f1956.pdf</src>
        <authentication>378ac1eb7bfde5d4ec37db1b77fbbd24</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72999">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5608</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73000">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73001">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73002">
                <text>antropologia refleksyjna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73003">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5214</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73004">
                <text>Pojęcie refleksyjności we współczesnej teorii antropologicznej/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73005">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14), s.64-72</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73006">
                <text>Kruszelnicki, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73007">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73008">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73009">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73010">
                <text>Wojciech

Ur. w I 979 r. Ukończy) anglistykę ( 2 0 0 3 ) i kulturoznawstwo ( 2 0 0 6 ) na
Uniwersytecie Wrocławskim. Zajmuje się filozofią współczesną i najnowszymi

KrilSZelnicki

dyskursami w antropologii kultury. Nauczyciel języka angielskiego, autor artykułów
z zakresu współczesnej filozofii francuskiej, pedagogiki i kulturoznawstwa. Redaktor
(wraz z Michałem Kruszelnickim) n u m e r u specjalnego „Forum Oświatowego"
pt. Studia z posthumanistycznej filozofii podmiotu (Warszawa-Wrocław 2008).
Członek redakcji kwartalnika „Kultura - Historia - Globalizacja" przy Instytucie
Kulturoznawstwa U W r . Przygotowuje pracę doktorską poświęconą idei
refleksyjności w e współczesnej teorii antropologicznej. Pracuje w Dolnośląskiej
Szkole Wyższej w e Wrocławiu.

Pojęcie refleksyjności
we współczesnej teorii
antropologicznej
W

coraz obszerniejszej literaturze, która
dotyczy zagadnienia refleksyjności
w naukach społecznych, zazwyczaj
panuje zgoda, ż e zwrot refleksyjny (reflexive
turn) w antropologii nastał w późnych latach
sześćdziesiątych, w z g l ę d n i e na początku lat
siedemdziesiątych . W wielu pracach zwraca
1

1

się uwagę na ten właśnie okres jako na właści­
wy kontekst historyczno-polityczny narodzin
idei antropologicznej refleksyjności. W okre­
sie tym antropologię zaczął obejmować pro­
ces samokrytyki inspirowany zdemaskowaniem
dyscypliny zarówno jako produktu, jak i głów­
nego beneficjenta kolonialnej ekspansji społe-

N . Rapport, J. Overing, haslo: „Autoanthropology", [w:] N . Rapport, J. Overing (red.), Social and Cultural

Anthropology: The Key Concepts, Routledge, London-New York 2000, s. 19.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Pojęcie refleksyjności w e współczesnej t e o r i i a n t r o p o l o g i c z n e j

czeństw zachodnich . Jak twierdzą niektórzy
autorzy, początków nurtu refleksyjnego można
by także upatrywać w okresie nieco później­
szym, w latach osiemdziesiątych, znaczonych
w antropologii innowacyjnymi publikacjami
teoretyków związanych z postmodernistyczną
formacją intelektualną . James Clifford i Geor¬
ge Marcus - postaci emblematyczne dla wspo­
mnianej formacji - w tomie zbiorowym Writing
2

3

Culture: The Poetics and Politics

ofEthnography

zwrócili uwagę na fakt, iż autorytet etnografa,
prezentowane przez niego dane oraz propo¬
nowane wnioski są częściowo determinowane
przez stosowane przezeń techniki pisarskie
czym zapoczątkowali w a ż n a debatę w ramach
nurtu refleksyjnego znana iako the writine cul¬
ture debatę*

Czego dokładnie refleksyjność w obszarze an­
tropologii dotyczy, co czyni swym przedmiotem,
co ma sobą obejmować? Według Charlotte Auli
Davies, refleksyjność to „spoglądanie na samego
siebie, to proces, w którym badacz odnosi się do
siebie samego" . Tak pojęta idea refleksyjności
szczególnego znaczenia nabiera dla antropolo­
gii, a raczej dla jej praktycznego wymiaru, jakim
jest etnografia, gdyż to właśnie w etnografii zwią­
zek badacza z „obiektem" jego badania pozostaje
związkiem najbliższym. Podążając za ogólną
definicją podaną przez Auli Davies, możemy
zatem nieco i a rozwinąć Refleksyiność czy też
auto-antropologiczna świadomość oznaczałaby
tedy próbę zrozumienia roli iaka presupozycie
uprzedzenia i milcząco przyjmowane przez
5

2

Zob. D . Hymes (red.), Reinventing Anthropology,

65

podmiot dane (historyczne, socjokulturowe,
personalne) grają w jego procesie poznawczym,
a ostatecznie w finalnym efekcie jego badania,
jakim jest tekst etnograficzny.
Odniesienie do podmiotu poznaj ącego, wezwa­
nie go do autokrytyki i próba zdania sprawy z roz­
licznych zapośredniczeń i uwarunkowań, jakich
jest on sprawcą w konstrukcji wiedzy antropolo­
gicznej, nie jest jedynym wymiarem refleksyjności.
Podnosi tę kwestię Michael Herzfeld, zauważając,
iż „najbardziej przydatny rodzaj refleksyjności to
nie czyste autobadanie, lecz refleksyjność poda­
jąca w wątpliwość założenia kulturowe etnografa
- refleksyjność wyjaśniająca etnograficzne spot­
kanie wraz z jego ograniczeniami, jako istnieją¬
ce na podstawie niedoskonałego zazębiania się
dwóch różnych kodów z wielością przeróżnych
tożsamości i domysłów'" Występując przeciwko
refleksyjności bedacei iuż to pobłażliwym solip
syzmem" juz to nieprzviemnvm zaieciem sie sa
mym sobą'" Herzfeld upomina sie o refleksyiność
prawdziwie empiryczna" a wiec ten iei rodzai
który mógłby być używany w celu intensyfika c i
analLy" Rozwińmy ten temat. "
6

8

Herzfeld proponuje bardzo użyteczne roz­
różnienie na dwa rodzaje refleksyjności: osobistą
i społeczno-kulturową. Podczas gdy pierwsza
z nich dotyczy jedynie osobowości pojedynczego
antropologa, druga czyni swym przedmiotem
całą empirycznie dostępną „hybrydyczną kul­
turę zawodową" , z jakiej wywodzą się badacze,
umożliwiając „dostrzeżenie własnych praktyk
kulturowych, z uprawianiem antropologii na
9

4

Zob. J. Clifford, G. Marcus, Writing Culture. The Poetics

Pantheon Books, New York 1972; T. Asad (red.),

and Politics ofEthnography, University of California Press,

Anthropology and the Colonial Encounter, Ithaca Press,

Berkeley 1986.

London 1973.
3

5

M . Herzfeld, Antropologia. Praktykowanie teorii

w kulturze i społeczeństwie,

dum. M . M . Piechaczek,

Wydawnictwo UJ, Kraków 2004, s. 76.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

C.A. Davies, Reflexive Etnography, Routledge, London

2002, s. 4.
6

M . Herzfeld, op. cit., s. 77.

7

Ibid, s. 81.

8

Ibid, s. 77.

9

Ibid, s. 81.

�66

W o j c i e c h Kruszelnicki

czele, w kontekście porównawczym" , a tym
samym stając się istotną częścią składową histo­
rycznej samoświadomości dyscypliny. W eseju
tym spróbujemy podążyć w s k a z a n ą ścieżką,
przyjmując do wiadomości, że wymiarów refleksyjności jest wiele. M . Whitaker na przykład
rozszerza spektrum krytycznej refleksji z pola
epistemologicznego na równie wedle niego w a ż ­
ne pole sił politycznych, warunkujących tworze­
nie opowieści etnograficznej . Idąc tym tropem,
możemy jeszcze bardziej powiększyć ów „zbiór
sił" o zewnętrzne czynniki historyczne i społecz­
ne. Zgodnie więc z sugestią Herzfelda, będziemy
twierdzić, że refleksyjność w antropologii doty­
czy nie tylko podmiotu poznającego i nie odsyła
jedynie do jego prywatnej autokrytycznej ak10

11

I

1

Y

I B

1

)&gt;

11

I

tywności intelektualnej lecz stanowi krytyczny
działający w wielu wymiarach teorii i praktyki
metadyskurs którego celem staje się badanie
umwersahstycznych twierdzeń zdrowego rozsadku - n i e wyłączając zdrowego i-ozsądku ja
kim kierują się zachodnie teorie społeczne" .
Wyróżniliśmy dwa typy refleksyjności obecne
we współczesnej teorii antropologicznej. Pierw­
szy z nich skupia się na podmiocie antropolo­
gicznego poznania, pragnąc poddać pod dyskusję
„wzajemny wpływ, jaki mają na siebie jednostka
oraz proces badania, a także proces pisania" .
Podejście to można by nazwać refleksyjnością
w węższym znaczeniu. Drugi, znacznie sze­
rzej rozumiany typ refleksyjności, postulowany
współcześnie, polega na „skierowaniu na samych
12

13

siebie tych szkiełek, przez które interpretujemy
świat" , proponuje refleksyjne spojrzenie na
całość dyscypliny antropologicznej, czyli zwró­
cenie się antropologii ku samej sobie w celu
zapytania o prawomocność i słuszność zarów­
no metodologicznych, jak i epistemologicznych
założeń i ideałów, na jakich wspierał się gmach
tradycyjnej antropologicznej wiedzy.
Zamysł tej szerzej pojętej refleksyjności po­
wstawał w burzliwych latach sześćdziesiątych
i siedemdziesiątych, a stanowił odpowiedź na po­
wtarzające się wówczas wezwanie do „wymyśle­
nia antropologii na nowo" (reinventinganthropo­
logy) , a także teoretyczną reakcję na narastający
w antropologii oraz w innych naukach społecz­
nych kryzys reprezentacji, nękający humanistykę
wątpliwościami co do możliwości adekwatnego,
„obiektywnego" przedstawienia rzeczywistości
kulturowej w dyskursie. Jak pisze Marian Kempny, dla wzrastającej w aurze kryzysu nowej świa­
domości dyscypliny refleksyjność „zaczęła być
hasłem, które czyniło problematycznym nie tylko
metodologiczne schematy niebędące w stanie od­
zwierciedlić nieusuwalnego napięcia pomiędzy
«obserwacją» a «uczestniczeniem» tkwiącego
w terenowych badaniach antropologicznych lecz
wręcz racje istnienia antropologu jako odrębnej
nauki takiej mianowicie która bada «inność»" .
Ten sam autor podkreśla w innym fragmen­
cie że debata wokół problemu reprezentacji
stanowi'ważna cześć wsnółczesnei antronolo
gicznej samorefleksji" a zagadnienie próbie
14

15

16

10

Ibid., s. 78.

14

11

M . Whitaker, haste: „Reflexivity", [w:] A. Barnard and

Press, Walnut Creek 2000, s. 137.

J. Spencer (red.), Encyclopedia of Social and Cultural
Anthropology, Routledge, London 1997, s. 470.
12

M . Herzfeld, op. cit., s. 25.

13

P. Chapman-Sanger, Living and Writing Feminist

Ethnographies: Threads in a Quilt Stitched from the Heart,

15

H . L . Goodall, Writing the new ethnography, AltaMira
Zob. D . Hymes, Reinventing Anthropology, Pantheon

Books, New York 1972.
16

M . Kempny, Antropologia bez dogmatów

społeczna

- teoria

bez iluzji, Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa

1994, s. 89.

[w:] R.P. Clair (red.), Expressions of Ethnography: Novel
Approaches to Qualitative Methods, State University of
New York

P r e s s

.

N

e

w

Y o r k

2003, s. 36.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Pojęcie refleksyjności w e współczesnej t e o r i i a n t r o p o l o g i c z n e j

matyzowania zależności, zachodzącej pomię­
dzy wiedzą antropologiczną a rzeczywistością,
przeniesione zostało ostatecznie w obszar samej
antropologicznej praxis' .
Przytoczone wypowiedzi pozwalają wejść j u ż
w samo centrum interesujących nas pytań doty­
czących przedmiotu szeroko pojętej refleksyjno­
ści. Zauważamy teraz, że zagadnieniem, w któ­
rym ogniskują się wszelkie pytania o praktykę
refleksyjności, jest kwestia reprezentacji, będąca
źródłem twórczego kryzysu w naukach spo­
łecznych. Kryzys ten uzmysławia antropologii
mityczność wiary w „obiektywne" reprezentacje
kultur. Reprezentacje etnograficzne - jak wyka­
zują w swych wywodach refleksyjni krytycy dys­
cypliny - okazują się wsparte na „dość niepew11 y 111 gruncie społecznych odczuć, doraźnych
praktycznych interesów, opacznie interpretowa­
nych humanitarnych nakazów
niepodwa­
żalnego autorytetu «obiektywnego» naukowego
poznania tworzących społeczno-kulturowy kon¬
tekst funkcjonowania tei Par excellence europei
skiej (zachodniej) nauki""'.
11

Tezę głoszącą, iż to właśnie problem repre­
zentacji „przyzywa" do siebie namysł reflek­
syjny, zdaje się potwierdzać Waldemar Kuligowski. W pracy Antropologia refleksyjna autor
wychodzi od zaproponowanego przez Martyna
Hammersleya rozróżnienia na dwa dominujące
współcześnie nurty krytyczne w antropologii:
nurt reinterpretujący i rekonstruujący etnografię
„konwencjonalną". Pierwszy z nich w centrum
zainteresowania umieszcza splot relacji między
teorią a praktyką badawczą. Drugi nurt nato­
miast skupia się wokół kwestii reprezentacji .
Kuligowski sytuuje nurt refleksyjny w antropo­
logii właśnie w tym drugim polu, w „korytarzu
19

reprezentacji", argumentując, iż jest on nową,
stojącą w opozycji do pozytywistycznie zorien­
towanej antropologii orientacją właściwą nauce
doby postmodernizmu, albowiem to właśnie ją
charakteryzuje gotowość do dyskusji nad regu­
łami ją uprawomocniającymi.
Najbardziej spektakularnym frontem debat
toczących się wokół problemu reprezentacji jest
wspominana j u ż wcześniej wnting culture deba­

tę (rozgrywająca się skądinąd w ramach jeszcze
szerszego nurtu, jakim stał się w antropologii
tzw liter aryllinguistic tum). Ogniskuje się ona

wokół problemu tekstu jako medium etnogra­
ficznej opowieści. Wedle Kempnego „reflek­
syjne podejście może oznaczać reinterpretację
pewnych obiektywizujących ujęć teoretycznych
ujawniającą ich tekstualny czy interpretatywny charakter" . Kuligowski także zauważa, że
przedmiotem refleksyjnego namysłu stają się
nade wszystko teksty etnograficzne jako „nie
tylko przekaźniki prawdy, ale także mechanizmy
jej wytwarzania" . Na tekstualny aspekt obej­
mującego antropologię kryzysu przedstawienia
(z którego nurt refleksyiny wyrasta) zwracaia
tez uwagę Michał Buchowski i Marian Kempny
pisząc ze kryzysowi przedstawienia - 1 liniowa
nemu w terminach relacii istmeiacei pomiędzy
rzeczywistością a tekstem etnograficznym lub
inaczei doświadczanym przez badacza życiem
a tekstem reprezentu acym te rzeczywistość towarzyszy odrzucenie ideału noznaiace.ro nod
miotu W nrocesie tekstu al izacii rzeczywistości
dochodzi raczę, do tworzenia sensów w wyniku
intersnhiektvwnvrh nroresów takich iak dialoa
nrzekład i nroiekria niz ich iednostronnean
20

21

n d r z ^ n i . nrziz z ^ n e t r z n J n

Ibid. s. 179.

s. 2; [za:] W. Kuligowski, Antropologia refleksyjna,

18

Ibid, s. 96.

Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2001, s. 13.

19

M . Hammersley, What's Wrong With Ethnography?

20

M . Kempny, op. cit., s. 179.

21

W Kuligowski, op. cit., s. 16.

Methodological Explorations, Routledge, London 1992,

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

r,r^\uL

odczytania przez zewnętrznego, racjonalnego

17

y

67

�68

W o j c i e c h Kruszelnicki

wówczas fundamentalne kategorie epistemologiczne obiektywności i subiektywności, pod­
miotu i przedmiotu poznania, faktu i fikcji,
metody i surowych danych, a wreszcie logiki
i retoryki" .
Jest faktem, że debata wokół problemu tekstu
jako ambiwalentnego medium podkopującego
antropologiczne roszczenia do obiektywnej re­
prezentacji rzeczywistości stanowi jedną z naj­
ważniejszych i najpopularniejszych dyskusji
toczących się współcześnie w antropologii. Po­
dobnie faktem pozostaje to, iż nurt antropologii
refleksyjnej przez wielu badaczy kojarzony jest
najczęściej z praktyką analizy owego „nieredukowalnego napięcia między przestrzenią teorii,
doświadczeniem terenu a przestrzenią narracji.
Samej istoty antropologii, jako wiedzy, upatruje
się w oryginalnym przejściu od doświadczenia
do tekstu" . Jednakże, jak się zdaje, dyskusja
nad zjawiskiem, a raczej postulatem refleksyjności w antropologii, nie musi się skupiać jedy­
nie na problemie tekstu. Nie jest prawdą, jako­
by praktyka refleksyjności czynić miała swym
przedmiotem tylko i wyłącznie problem tekstualnej reprezentacji. Nic nie ujmując wadze
tekstualnego wątku w krytyce konwencjonalnej
antropologii, warto znacznie szerzej pomyśleć
o pojęciu refleksyjności, a przede wszystkim
o jej przedmiocie w teorii antropologicznej.
Intrygujące w książce Kuligowskiego jest
to, że autor upatruje w znamiennym dla post­
modernizmu zainteresowaniu literackością czy
też tekstualnością antropologii jedynego ż y ­
wiołu namysłu refleksyjnego. Zamysł ten staje
się czytelny w trakcie lektury pierwszych stron
pracy, której konstrukcja także zdaje się być
22

23

22

M . Buchowski, M . Kempny, Czy istnieje antropologia

podporządkowana wykazaniu związku pomię­
dzy refleksyjnością a „literaturyzacją antropolo­
gii" . W przekonaniu autora tych słów manewr
ten niepotrzebnie umniejsza w a g ę praktyki
refleksyjności poprzez przypisanie jej zadania
„określenia relacji między różnymi odmianami
rzeczywistości (zewnętrzną i wewnętrzną) a ich
reprezentacjami w postaci tekstów etnograficz­
nych oraz produktem pośrednim, jakim jest
wiedza antropologiczna" . Można by argumen­
tować, że wskazując z emfazą na wymiar tekstualny zarówno antropologicznego doświadcze­
nia, jak i późniejszej jego reprezentacji, autor
Antropologu refleksyjnej w y ś w i a d c z a pojęciu
refleksyjności niedźwiedzią przysługę o tyle,
0 ile pojęcie znacznie bardziej uniwersalne
1 wielopoziomowe, domagające się uhistorycznienia, rezerwuje dla filozofii postmodernizmu,
a czyni to skądinąd dość redukcyjnie, albowiem
do liczących się propozycji teoretycznych, jakie
krytyka postmodernistyczna przedstawiła na­
ukom społecznym (zmuszając je w ten czy inny
sposób do powzięcia większej refleksyjności),
zdaje się zaliczać jedynie owo rozumienie tekstu
jako omnipotentnej metafory całej rzeczywisto­
ści, którą to metaforę wyjaśniać mają na okrągło
praktyki refleksyjne.
Tymczasem w rozważaniach Kempnego od­
najdujemy ważny fragment, tak oto definiujący
misję refleksyjności: „Obecnie wymóg reflek­
syjności narzuca konieczność zbadania relacji
istniejącej pomiędzy antropologiem i obiektem
jego studiów, patrzenia na «Innych», ale i obser­
wowania (niejako w dodatkowym lustrze) sa­
mych siebie patrzących na przedstawicieli innych
kultur" . To obserwowanie siebie - odnotujmy 24

25

26

2 4

A. Zeidler-Janiszewska, O

postmodernistyczna?, [w:] M . Buchowski, M . Kempy

i „literaturyzacji"

{kA.),

Współczesna", 1:1994, s. 53.

Amerykańska

antropologia postmodernistyczna,

Instytut Kultury, Warszawa 1999, s. 12.
23

W Kuligowski, op. cit., s. 17.

współczesnej

„antropologizacji"
humanistyki, [w:] „Kultura

25

W Kuligowski, op. cit., s. 17.

2 6

M . Kempny, op cit., s. 181.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�69

Pojęcie refleksyjności w e współczesnej t e o r i i a n t r o p o l o g i c z n e j

wcale nie oznacza narcystycznego wsłuchiwania
się podmiotu w swe własne odczucia. Obserwo­
wanie siebie to w rzeczywistości antropologiczne
przyglądanie się samej antropologii, traktowanie
wiedzy antropologicznej jako „pewnej formy
symbolicznej stanowiącej w poważnej mierze
produkt społeczeństwa, do którego należy antro­
polog" . Wezwanie do refleksyjnego uczynienia
z samej antropologii przedmiotu badania opiera
się na kluczowym dla współczesnej samoświado­
mości antropologii spostrzeżeniu, iż „wszelkie
formy wiedzy [społecznej] są zawsze kulturowo
specyficzne, historycznie umiejscowione, gene­
rowane społecznie oraz zdefiniowane filozoficz­
nie" , nade wszystko jednak - zdeterminowane
kulturowo. Owo kulturowe uwikłanie poznania
- jak przypomina Jerzy Kmita - każe również
w klasycznie epistemologicznej kategorii pozna­
nia prawomocnego ujrzeć kategorię kulturową .
Widziana od tej strony, refleksyjność miałaby
tedy do zaoferowania antropologii filozoficz­
ny namysł nad kulturowym uwarunkowaniem
wiedzy antropologicznej oraz nad sposobem,
w jaki antropologia konstruuje przedmiot swoje­
go poznania w ramach własnych praktyk kultu­
rowych. Mówiąc precyzyjniej, praktyka szeroko
pojętej refleksyjności miałaby za zadanie badać
wpływ, jaki na kształt wiedzy antropologicznej
wywiera społeczno-kulturowy tudzież jednost­
kowy kontekst, w którym osadzeni są jej twórcy,
często nieświadomi swojego uwikłania. Dyskurs
zajmujący się refleksją nad kulturową kondycją
antropologii Kempny nazwał metaantropologią . Można stąd wnosić, że postawienie znaku
równości między refleksyjnością a namysłem
metaantropologicznym nie powinno razić jako
nadużycie.
27

28

29

30

Wracamy w ten sposób do obserwacji po­
czynionej wcześniej za Herzfeldem. Autor ten
optował za takim rodzajem refleksyjności, który
swym przedmiotem uczyni praktyki „hybrydycznej kultury zawodowej", z jakiej wywodzą
się badacze. Widzimy u Herzfelda ten sam
postulat, jaki odnajdujemy u Kempnego, mia­
nowicie wezwanie do uczynienia przedmiotem
refleksyjnego (metateoretycznego) namysłu sa­
mego procesu (wraz z jego efektami) antropolo­
gicznego poznania jako praktyki zdeterminowa­
nej kulturowo. Oba te stanowiska w przewrotny
sposób korespondują z podejściem do zagadnie­
nia refleksyjności, jakie odnajdujemy w pracach
Pierrea Bourdieu. Mówimy o „przewrotnym
związku" pomiędzy dyskutowanymi stanowi­
skami, albowiem Bourdieu, postulujący uzupeł­
nienie szeroko pojętego dyskursu socjologiczne­
go o „socjologię socjologii", w której widział on
„fundamentalny wymiar epistemologii socjolo­
gii" , zdecydowanie odżegnywał się nie tylko od
refleksyjności pojętej jako „intymne i pobłażliwe
wejrzenie w prywatną osobę socjologa" , lecz
również nie rozpoznawał siebie w refleksyjności
rozumianej jako „obserwowanie obserwatora",
proponowanej przez Marcusa i Fishera, a także
Geertza i Rosaldo. Pojmowanie refleksyjności
przez Bourdieu o tyle jednak zgadza się ze sta­
nowiskami omawianymi wcześniej, o ile fran­
cuski badacz również wskazuje na konieczność
większej uniwersalizacji praktyki refleksyjnej,
z tym że w jego podejściu „jurysdykcja" reflek­
syjności winna obejmować nie tylko antropolo­
gię. Wedle słów jednego z komentatorów, Bo­
urdieu od badaczy świata społecznego wymaga
„stałej kontroli własnej socjologicznej praktyki
badawczej, systematycznej eksploracji zbiorowej
31

32

17

Ibid., s. 182.

3 0

M . Kempny, op. cit., s. 181.

28

Ibid., s. 8.

31

P. Bourdieu, Zaproszenie do socjologii refleksyjnej,

2 9

J. Kmita, Kultura i poznanie, P W N , Warszawa 1985,

s. 6.

1 (14) P009

Oficyna Naukowa, Warszawa 2001, s. 48.
32

BARBARZYŃCA

Ibid., s. 53.

�W o j c i e c h Kruszelnicki

70
podświadomości naukowej, w ostatniej instancji
czyniącej przedmiotem analizy samo pole nauk
społecznych" .
Według Bourdieu, socjologiczna refleksyjność powinna dotyczyć „niewidzialnych uwa­
r u n k o w a ń wpisanych w pozycję uczonego",
skłaniających go do bezwiednego popadania
w epistemocentryzm absolutyzujący i deifikujący własne spojrzenie naukowe i niedostrzegający
własnego uwikłania w obiektywizowaną rze­
czywistość. „Socjologia naprawdę refleksyjna przypomina autor - musi się ciągle mieć na bacz­
ności w obliczu takiego epistemocentryzmu,
tego etnocentryzmu uczonych, który polega na
lekceważeniu wszystkiego, co analityk projektu­
je w swoją percepcję przedmiotu z daleka i z wy­
soka" . W Medytacjach pascaliańskich Bourdieu
zawrze twierdzenie o nadzwyczajnej wadze
dla współczesnej humanistyki podejmującej
się zadania metateoretyzowania: „najbardziej
skuteczna refleksja polega na obiektywizacji
podmiotu obiektywizacji" , czyli obejmowaniu
przez badacza namysłem swej własnej pozycji
i perspektywy, z jakiej występuje.
Oprócz „obiektywizacji podmiotu obiektywi­
zacji" Bourdieu upomina się również o zabieg
nazywany przezeń „obiektywizowaniem obiek­
tywizacji" . Polega on na krytycznej refleksji nad
fundamentem socjologii, w tym antropologii,
jakim jest proces obiektywizowania przedmiotu
badań dokonywany przez badacza w trybie jego
niedającej się w żaden sposób znieść „outsider-owości", czy może raczej odwrotnie: „insider- -owości", pojętej jako jego totalne zanurzenie
w kulturze własnej. Według Bourdieu, „status
33

34

35

36

33

L . Wacquant, Wprowadzenie, [w:] P. Bourdieu, op. cit.,

s. 33.
34

P. Bourdieu, op. cit., s. 50.

35

P. Bourdieu, Medytacje pascaliańskie,

37

38

39

Aby z r e a s u m o w a ć zawarte w tym szkicu
rozważania, wyjdźmy od obserwacji, iż nurt
refleksyjny daje się wyraźnie wyodrębnić spo­
śród rozlicznych we współczesnej antropologii
propozycji teoretycznych. Jego początki datować

Moore, T. Sanders (red.), Anthropology in Theory: Issues in
Epistemology, Blackwell Publishing, London 2006.

Oficyna Naukowa,

Warszawa 2006, s. 20.
3 6

outsidera, który wyabstrahowuje się z sytuacji,
aby móc ją obserwować, implikuje epistemologiczny, lecz także i społeczny rozbrat {break),
subtelnie kierujący aktywnością naukową, która
w momencie, gdy przestaje się ją widzieć właśnie
w tym aspekcie, prowadzi do tworzenia teorii
zapominających o społecznych uwarunkowa­
niach aktywności naukowej" . Znowu wypada
przypomnieć, że demaskacja zachwalanej przez
socjologów/antropologów metody „uczestni­
czącej" z marzeniem o „przylgnięciu" do ba­
danej społeczności w tle nie oznacza destrukcji
idei empirycznego i obiektywnego badania oraz
opisywania danych praktyk. Jak autor pisze da­
lej, „[odwoływanie się] do opcji uczestniczącej
stanowi po prostu kolejny sposób, w jaki unika
się pytania o związek obserwującego z obser­
wowanym oraz jego krytycznych konsekwencji
dla praktyki naukowej" . Konieczny moment
refleksyjności w badaniu socjologicznym musi
wychodzić od uznania tej „nieprzekraczalnej
przepaści", jaka dzieli obserwatora od badanej
rzeczywistości z racji jego wykluczenia z „praw­
dziwej gry praktyk społecznych" i „nieposiadania
miejsca w obserwowanej przestrzeni" , następ­
nie zaś próbować odsłaniać warunki, możliwo­
ści i me-możliwości, jakie ta sytuacja zwrotnie
narzuca prowadzonemu badaniu.

37

Ibid.,s. 171.

38

Ibid, s. 172.

}9

Ibid., s. 171.

P. Bourdieu, Objectification Objectified, [w:] H . L .

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Pojęcie refleksyjności w e współczesnej t e o r i i a n t r o p o l o g i c z n e j

można na lata sześćdziesiąte czy siedemdziesią­
te, będące okresem wstrząsów postkolonialnych,
wraz z którymi w antropologii kulturowej roz­
począł się trwały i do dziś zauważalny proces
samokrytyki.
Era postkolonialna, stanowiąca dla naro­
dzin współczesnej idei refleksyjności właści­
wy kontekst historyczno-polityczny, przyniosła
antropologii bardzo gorzkie i krytyczne oceny
wysiłków poprzednich pokoleń antropologów
pewnych tego, że uprawiana przez nich nauka
angażuje się etycznie i politycznie na rzecz ba­
danych kultur. Dlatego też bezpośrednią kon­
sekwencją politycznych turbulencji tego okre­
su, zmuszających antropologię do zarzucenia
pozytywistycznych ideałów naukowych, było
swoiste odkłamanie jej tradycyjnej metodolo­
gii. W tym celu krytycy podejść bezrefleksyjnie
obiektywizujących zalecali antropologii „negację
wzorców metodologicznych utożsamiających
badania antropologiczne z postawą bezstronne­
go obserwatora, które zastąpiła wizja «antropologii zaangażowanej*" . Na tym podatnym na
zmianę i reorientację gruncie rodziła się idea
refleksyjności jako pożądanej cechy oraz istotnej
strategii etnografii postpozytywistycznej.
Na temat tego, jak należy refleksyjność poj­
mować i jaki wymiar antropologicznego pozna­
nia czynić jej przedmiotem, zdania są podzielo­
ne. Jedni komentatorzy widzą w refleksyjności
jedynie prywatną autorefleksję badacza, na dro­
dze introspekcji zdającego sprawę z własnej po­
stawy i z własnych odczuć podczas etnograficz­
nych poszukiwań oraz starającego się pozyskać
dzięki tej aktywności nowe, intrygujące dane.
Dominującym podejściem do zagadnienia re­
fleksyjności jest podejście szerokie, całościowe,
40

4 0

M . Kempny, op. cit., s. 188.

41

S.A. Tyler, The Unspeakable. Discourse, Dialogue and

Rhetoric in the Postmodern World, University of Wisconsin
Press, Madison 1987, s. 171.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

71

widzące w niej nie tylko introspekcję, lecz ogól­
ny metadyskurs przyglądający się wpływowi,
jaki na kształt wiedzy antropologicznej wywiera
społeczno-kulturowy i jednostkowy kontekst,
w którym osadzeni są jej twórcy, a zatem wszyst­
kie determinowane kulturowo presupozycje,
uprzedzenia i milcząco przyjmowane dane,
jakie do badania wnosi wraz ze sobą j u ż nie po­
jedynczy badacz, lecz cała społeczność - kultura
antropologiczna.
Przykład W Kuligowskiego pokazuje, że
możliwe jest - choć ceną za to jest zgoda na
redukcję złożoności zagadnienia - utożsamie­
nie nurtu refleksyjnego z postmodernistycznym
nurtem tekstualnym spod znaku Jamesa Clifforda i Stephena Tylera. Autorzy ci postulują
uczynienie z krytyki tekstu głównego narzędzia
dyskursu metaantropologii. Przy takim podej­
ściu, sprowadzającym antropologię - wedle słów
Tylera - do „studium mówienia i pisania" ,
praktyka refleksyjności oznacza zapytywanie
o „prawomocność tekstów etnograficznych, o ich
zależność od dyskursów naukowych, ideologii
czy dominującej retoryki", a także zastanawianie
się nad „szansami odciśnięcia w tekście rzeczy­
wistości, nad możliwością przedstawienia dialogiczności świata, nad sposobami przekazania
osobistych doświadczeń, nad pełnoprawnym
w ł ą c z e n i e m w tok narracji innych podmio­
tów" . Refleksyjność, pojęta jako przyglądanie
się procesowi tworzenia etnograficznego tekstu,
stanowi trzeci wyodrębniony przez nas sposób
rozumienia refleksyjności.
Czytając wypowiedzi zarówno zagranicz­
nych, jak i naszych lokalnych komentatorów,
można odnieść wrażenie, że najczęściej tylko
jeden model refleksyjności podlega u nich pro41

42

42

W. Kuligowski, op. cit., s. 25.

�72
mocji, podczas gdy pozostałe jej typy nierzad­
ko ulegają dewaluacji. Zalecałbym badaczom
zainteresowanym eksploracją kategorii refleksyjności w naukach społecznych oraz antropo­
logom pochylającym się nad teoretyczną ofertą
współczesnego dyskursu antropologii refleksyj­
nej unikanie jednostronnej adoracji jednej wy­
branej strategii refleksyjności i przyglądanie się
jej zjawisku równorzędnie we wszystkich trzech
typach. Podejście takie wydaje się uzasadnione,
albowiem te trzy - z pozoru odmienne - spo­
soby pojmowania refleksyjności łączy pewien
wspólny mianownik, jakim jest kwestia repre­
zentacji oraz pytanie o możliwość adekwatnego
opisu zjawisk kulturowych. Uznając istnienie
trzech typów praktyk refleksyjnych, zauważyć
wypada, iż w rzeczywistości wszystkie one, na
najogólniejszym poziomie, uzmysławiają antro­
pologii kulturowej zdeterminowanie poznania
naukowego, a w wymiarze szczegółowym wska­
zują w ten lub inny sposób na różnorakie dyskursywne, podmiotowe i społeczno-kulturowe
przeszkody i ograniczenia stojące na drodze do
wiernej reprezentacji rzeczywistości kulturowej,
na jaką liczono w ramach tradycyjnie w antro­

W o j c i e c h Kruszelnicki

pologii przyjętej epistemologii naturalistycznej
i obiektywistycznej. Antropologię inkorporującą
do swej praktyki refleksyjność w postaci trzech
omówionych tu typów oraz świadomie czyniącą
z niej narzędzie metodologiczne nazywać mo­
żemy antropologią refleksyjną. Można całkiem
zasadnie twierdzić, iż antropologia refleksyjna
- zarówno jako dyskurs teoretyczno-krytyczny,
jak i alternatywna i eksperymentalna praktyka
pisarstwa etnograficznego - stanowi emanację
historycznego procesu refleksywizacji wiedzy
antropologicznej.
Refleksywizacja, którą mam na myśli, jest
o tyle zjawiskiem uniwersalnym, a więc doty­
czącym teorii i praktyki tejże dyscypliny in toto,
o ile nie stanowi przejściowej „mody" związanej
z wciąż silnymi wpływami postmodernizmu
w antropologii, lecz jawi się jako zjawisko za­
gruntowane historycznie, nasilające się w histo­
rii dyscypliny i odzwierciedlające jej długi, choć
w swej najnowszej historii niezwykle dynamicz­
ny, proces krytycznego dojrzewania antropologii
jako nauki społecznej i zyskiwania przez nią
pełnej epistemologicznej i metodologicznej sa­
moświadomości oraz pewności siebie.

The aim of this paper is to explain and situate the discourse of "reflexive anthropology" in the
panorama of the most recent anthropological and sociological theories. I suggest to understand the
term "reflexivity" broadly, in epistemological sense, as an intellectual strategy purpose of which is
to account for manifold cultural factors that govern, determine and limit anthropological cognition
of other cultures. I also try to link reflexivity with the historical process of anthropology's growing
epistemological self-awareness as a human science ("reflexivization") - a science which invents and
constructs its object, situating itself not above, but within cultural processes. Reflexivity is thus posited
here as a necessary procedural step in doing all kinds of sociological/ethnographic research.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6343" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6323">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1e0a17bf19a19176fa5b96f543953388.pdf</src>
        <authentication>e3c86cd8e0375de2b8dc7e383d7d7c0b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75554">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1714</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75555">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75556">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75557">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1586</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75558">
                <text>Wobec "inności" - Europejczycy i Indianie / ETNOGRAFIA POLSKA 2002 t.46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75559">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2002 t.46, s.51-76</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75560">
                <text>Krysińska-Kałużna, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75561">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75562">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75563">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="75564">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75565">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLVI: 2002, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

M A G D A L E N A KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA*
Konin

WOBEC INNOŚCI-

EUROPEJCZYCY I INDIANIE

Ludzie boją się władców, władcy boją się obcych diabłów,
obce diabły boją się ludzi.
(powiedzenie przypisywane dynastii Quing)

Proces kontaktu kulturowego nie jest „bezosobowym" „kontaktem kultur",
lecz spotkaniem żywych ludzi, którzy w swych działaniach kierują się różnego
rodzaju motywacjami i przesłankami. Przeświadczenie o tym, kim jest inny, stosu­
nek do niego p o p r z e d z a j ą c y „poznanie" go, ma bardzo istotne znaczenie
dla przebiegu spotkania „różnych światów", jakimi są kultura izolowanej społecz­
ności indiańskiej i zaawansowanej technologicznie społeczności Zachodu.
Takie spotkania, rozpoczynające proces kontaktu kulturowego, wciąż mają
miejsce w Amazonii. Stosunek do innego jest w tym procesie tłem, jednakże
tłem determinującym jego przebieg. Zadaniem niniejszego artykułu jest wska­
zanie na przesłanki kierujące postępowaniem zachodnich społeczności, a także
tych, które wyrosły na wartościach Zachodu, w ich kontaktach z innym i na
źródła przyjmowanych postaw kształtujących się od czasów Wielkich Odkryć,
kiedy to Europa rozpoczęła projekt podporządkowania sobie świata. W Ama­
zonii to przedstawiciele społeczeństw narodowych są zwykle stroną aktywną,
inicjującą nawiązanie kontaktu i skutecznie kontrolującą jego przebieg, jednak,
oczywiście, istotna jest również postawa przyjmowana przez drugą stronę. Chcia­
łabym więc również przedstawić wyobrażenia dotyczące obcego i innego
w wybranych kulturach amazońskich. W przypadku grup indiańskich, o których
będę pisać, w procesie akulturacji następuje „przyciąganie" przez innego (kul­
turę dominującą) całych społeczności, które tym samym oddalają się od po­
zostających bez kontaktu ze społeczeństwem narodowym współplemieńców.
Te - żyjące w izolacji grupy - stają się dla Indian, mówiących tym samym
językiem, innym ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami.
Swego rodzaju łącznikiem i narzędziem, które może nam pozwolić zinter­
pretować odmienne postawy wobec obcości i zrozumieć procesy zachodzące
* Artykuł ten jest częścią pracy doktorskiej pt. „Proces kontaktu a przetrwanie kultur indiań­
skich w Amazonii", przygotowywanej pod kierunkiem prof. dr. hab. Janusza Muchy.

�52

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

podczas kontaktu kulturowego jest antropologia. Z drugiej strony, jest ona także
efektem rozwoju właśnie specyficznie europejskiej postawy wobec innego.
Antropologiczne badanie kontaktu jest oczywiście uwarunkowane kulturowo
i zależne m.in. od stosunku badacza do innego. Działanie naukowe jest procesem
zwrotnym - interpretacja ogłoszona przez badacza wpływa na dalszy przebieg
procesów zmiany kulturowej. O tym również będzie traktował ten artykuł.
Publikacje dotyczące problematyki innego, czy też obcego są bardzo liczne
(zarówno w literaturze obcojęzycznej, jak i polskiej) i w tekście stawiającym
sobie za cel przedstawienie wybranych postaw wobec innego nie sposób byłoby
ich rzetelnie przypomnieć. Chciałabym jednak - oprócz prac, do których będę
odwoływać się w dalszej części artykułu - przywołać tutaj znany szkic o obcym
Georga Simmla. Potrzebne wydaje mi się bowiem dokonanie rozróżnienia
pomiędzy innym, o którym piszę, a obcym, którego definicja odpowiadałaby
kategorii wyróżnionej przez niemieckiego socjologa. Dla Simmla obcy oznaczał
członka grupy różniącego się od niej w sposób znaczący, np. obcokrajowca. Mnie
zaś interesuje taka wersja „obcości", w której inny nie został (jeszcze) członkiem
grupy, a o której Simmel pisze: „Z drugiej strony, istnieje pewien rodzaj «obcości»,
który z góry wyklucza właśnie wspólnotę na gruncie tego, co ogólne, co łączy
różne kategorie. Typowym jej przykładem jest stosunek Greków do barbarzyńców
oraz wszystkie te przypadki, kiedy odmawia się innym właśnie tych ogólnych
właściwości, które uważa się za specyficznie ludzkie. Wówczas jednak określenie
«obcy» pozbawione jest wszelkiego znaczenia pozytywnego, stosunek do innych
polega właśnie na braku stosunku, obcy nie jest tu zatem członkiem grupy
- taka sytuacja wykracza zaś poza przedmiot naszych rozważań" (Simmel 1975,
s. 510-511). W dalszej części pracy będę posługiwać się terminem inny dla
określenia interesującej mnie kategorii obcości, którą przyjęłam za przedmiot roz­
ważań zakładając, iż stosunek do innego nie jest jedynie „brakiem stosunku".

INNY- RÓŻNE ŚWIATY

Pojęcie „kontakt kulturowy" implikuje spotkanie z innym. Z kimś, z kim nie
możemy/nie chcemy się utożsamiać. Determinanty tej odmienności mogą być
różnie określane (postrzegane) w obrębie tej samej kultury, a nawet w obrębie
jednej jej dziedziny, np. nauki. I tak antropologia może w różnicach kulturowych
widzieć granice nie do pokonania lub - w zależności od przyjętej teorii - uzna­
wać je za stosunkowo proste do rozszyfrowania wersje tego samego systemu
myślenia. Bez względu na to, jak bardzo (lub jak niewiele) wyodrębnione różnice
dzielą nas od innego, można powiedzieć, iż inność rozpoczyna się od każdego,
kto nie jest mną i wynika zapewne z egocentrycznego nastawienia każdego
człowieka. Rozchodzi się ono jak kręgi na wodzie - im dalej od centrum, tym
słabiej obejmuje daną wspólnotę (rodzinę, klan, naród). Co więcej, obszar, którego
kręgi nie obejmują może być uznany za zamieszkały przez istoty, które różnią
się od nas stopniem człowieczeństwa. Wydawać by się mogło, iż tego typu

�53

WOBEC INNOŚCI- EUROPEJCZYCY I INDIANIE

podział na my - ludzie i oni - nie-ludzie był typowy dla kultur tradycyjnych,
a dziś można go spotkać jedynie wśród tych ludów, które nie mają kontaktu
z kulturami narodowymi lub mają go od niedawna. W sprzeczności z takim
wyobrażeniem stoją jednak fakty. Przykładem może być zdziwienie, jakie wyra­
ziło w roku 1989 kilku brazylijskich osadników, gdy odkryli, iż zabici przez nich
Indianie Korubo są takimi samymi ludźmi jak i oni (Humań Rights... 1992, s. 63).
Pisząc o inności stojącej za wszelkim kontaktem kulturowym, a szczególnie
za „pierwszym kontaktem", za spotkaniem z tymi Indianami, którzy dla nas są
„izolowaną grupą", a dla których my jesteśmy nieznanymi istotami, nie-ludźmi,
kanibalami, etc, chciałabym zwrócić uwagę na wspólne źródła postaw wobec
innego wyrosłych na gruncie kultury europejskiej, a także - na podstawie relacji
antropologów - spróbować opisać analogiczne postawy w wybranych kulturach
indiańskich. Niezwykle trudno byłoby opracować szczegółową typologię postaw
wobec innego w kulturze, czy raczej kulturach europejskich i w tych, które rozwi­
nęły się i rozwijają się pod wpływem „świata Zachodniego". Odmienny będzie
stosunek do obcej kultury reprezentowany przez antropologa, przez osadnika,
żołnierza, przedsiębiorcę, turystę. Inaczej - w zależności np. od Kościoła, którego
jest członkiem - będzie do obcego odnosił się misjonarz. A każdy z tych ludzi,
uczestnicząc w procesie kontaktu kulturowego, może mieć istotny wpływ na losy
niewielkich grup indiańskich, z którymi nawiązano kontakt lub które dotychczas
zdołały go uniknąć. Sądzę jednak, że dla dalszych rozważań na temat losów tychże
grup istotne będzie wskazanie na pewne ogólne aspekty europejskiego myślenia
0 innym, które stanowi część generalnie akceptowanych na Zachodzie (przy­
najmniej oficjalnie) wartości, a także na te, które akceptowane - oficjalnie - nie są.
INNY W OCZACH EUROPEJCZYKA

Doszukując się źródeł dzisiejszych postaw i wartości Europejczyków warto
cofnąć się aż do czasów konkwisty, kiedy to Europa zetknęła się z innością,
której istnienia nie przewidywała i wobec której musiała zająć określoną postawę
1 kiedy to prowadzono dyskusje, mające rozstrzygnąć, czy inni - barbarzyńscy
Indianie - są prawdziwymi ludźmi, czy też nimi nie są. Dokonane wówczas roz­
strzygnięcia w istotny sposób wpłynęły na kształtowanie się europejskiej myśli
społecznej. Poza tym: „To właśnie przed 500 laty - pisze Michał Chmara
w przedmowie do Roku 501 Noama Chomsky'ego - położone zostały podwaliny
współczesnego światowego systemu kapitalistycznego z jego podziałem na spo­
łeczeństwa rdzenia - centrum oraz peryferii" (Chmara 1999 s. I I ) .
Według Tzvetana Todorova - którego szczególnie zainteresował okres pod­
boju Nowego Świata właśnie w kontekście stosunku do odmiennej kultury
1

1

Nacisk na fakt, iż to właśnie w X V I w., wraz z powstaniem rynku światowego, rozpo­
częły się zasadnicze zmiany w dynamice rozwojowej poszczególnych krajów, kładą - oprócz
Chomsky'ego i Chmary - m. in. badacze z kręgu skupionego wokół amerykańskiego socjologa
Immanuela Wallersteina i jego „teorii systemu światowego" (world-system theory).

�54

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

- rozważania problematyki inności mogą skupiać się wokół przynajmniej trzech
możliwych osi, tworzonych przez:
1. Sądy wartościujące (plan aksjologiczny - inny jest dobry lub nie, szanuję
go lub nie);
2. Zbliżanie się lub oddalanie od innego (plan prakseologiczny - upodab­
niam się i przejmuję wartości innego lub dostosowuję go do siebie, projek­
tuję na niego mój własny obraz albo też pozostaję obojętny);
3. Znajomość tożsamości innego (plan epistemiczny); (Todorov 1996, s. 205).
Todorov, który analizował postawę Kolumba wobec Indian, stwierdził, że po­
sługując się tym modelem można opisać ją tylko w kategoriach całkowicie nega­
tywnych - nie kocha, nie zna i nie utożsamia się. Tak samo można by określić
postawę wspomnianych brazylijskich osadników. Jednak stwierdzenie, iż nic się
pod tym względem nie zmieniło przez 500 lat, nie byłoby słusznym wnioskiem,
ponieważ zarówno w XVI-wiecznej kulturze europejskiej, jak i w dzisiejszej
latynoskiej, nie można mówić o jednolitości postaw wobec innego. Tak bliskie
Kolumbowi kulturowo i historycznie postacie, jak Kortez i obrońca Indian,
biskup Chiapas, Bartolome de Las Casas, znacznie się od niego różniły swoimi
sądami i stosunkiem do Indian. W sposób oczywisty różniły się także między
sobą. „Las Casas zna Indian gorzej niż Kortez i bardziej ich kocha, ale polityka
asymilacyjna tych dwóch Hiszpanów jest zbieżna. Poznanie nie oznacza miłości
ani na odwrót. Wynikiem żadnego z nich nie jest utożsamienie się z innym, ani
żadne z nich nie jest wynikiem owego utożsamienia" (Todorov 1996, s. 205).
Można powiedzieć, iż Krzysztof Kolumb był typowym przedstawicielem
średniowiecza, nastawionym na interpretowanie przepowiedni i odczytywanie
znaków boskiej Opatrzności (za taki uznał m.in. zatopienie swojej karaweli
w wigilijny wieczór). Był on człowiekiem głęboko wierzącym i pobożnym
- nigdy nie żeglował w niedzielę. Celem jego wypraw oraz kolonizacji Nowego
Świata miało być ostateczne zwycięstwo chrześcijaństwa, nie tylko poprzez jego
szerzenie wśród tubylców, ale także dzięki odnalezieniu wielkich ilości złota
i innych bogactw, które Kolumb zamierzał przeznaczyć na zorganizowanie wy­
prawy krzyżowej i wyzwolenie Jerozolimy.
Kolumb znalazł się w Nowym Świecie w bardzo konkretnym celu. Indianie
interesowali go o tyle, o ile byli istotni dla realizacji jego zamierzeń i pasowali
do jego interpretacji boskich planów. Szczególnie znaczący dla wyobrażenia
sobie, jak Kolumb postrzegał innego wydaje się fakt, iż uważał, że napotkani
przez niego tubylcy nie potrafią mówić. Mowa, którą słyszał była dla niego
tak odmienna, iż odrzucał uznanie jej za język. Wreszcie doszedł do wniosku,
iż mowa, jaką posługują się Indianie, to bardzo zdeformowana wymowa jakie­
goś europejskiego języka. „Kolumb wdaje się w zabawne i urojone dialogi,
z których najczęściej prowadzony dotyczy Wielkiego Chana, celu jego podróży"
(Todorov 1996, s. 38) .
2

2

Szerzej o powiązaniu oceny „innego" z niezrozumiałością jego mowy pisze m.in. Zbigniew
Benedyktowicz (2000).

�WOBEC INNOŚCI- EUROPEJCZYCY I INDIANIE

55

Jakże odmienną postawę przyjął Kortez, który rozpoczął podbój od poszu­
kania sobie tłumaczy i zdobywania informacji (tamże; Diaz del Castillo 1986).
Był on typowym konkwistadorem, przedstawicielem nowoczesnego państwa,
wykorzystującym religię dla legitymizacji swoich poczynań, działającym ze
świadomością, iż bogactwo może otworzyć mu każde drzwi. Działanie Korteza
nastawione było jedynie na skuteczną realizację celu, a nie na wypełnianie prze­
znaczenia. Znał on Indian lepiej niż Kolumb, ale traktował ich znacznie gorzej.
Jeśli odkrywca Ameryk traktował Indian przedmiotowo, to dlatego, iż naprawdę
uważał, że te „chodzące nago istoty" pozbawione są kultury. Można powiedzieć,
iż tubylcy byli dla niego elementem krajobrazu. Kortez natomiast chciał Indian
zrozumieć i podporządkować, reprezentując jakże pragmatyczne i zgoła współ­
czesne podejście do sprawy.
Postawy pierwszych zdobywców determinowane były w sposób oczywisty
przez poglądy panujące w ówczesnej Europie i dominujący na jej obszarze
stosunek do innego. Szczególną rolę odgrywa tu Hiszpania, która w 1492 roku
pozbywa się „wewnętrznego innego", pokonując Maurów i wypędzając Żydów,
a jednocześnie odkrywa „nowego innego" (Parry 1983). Oceniani w tym planie
pierwsi odkrywcy i konkwistadorzy przynależą do „starej Europy", której miesz­
kańcy - podobnie jak inne ludy i kultury - uznają innego za istotę od siebie
gorszą. Dla hiszpańskich zdobywców - i nie tylko dla nich - Indianie właściwie
nie byli istotami ludzkimi: karmiono nimi psy, tłuszcz sporządzony z ich ciał
miał leczyć rany, eksploatowano ich bez opamiętania (Las Casas 1988). Drugi
plan dotyczyłby sposobów komunikowania się ze światem i ludźmi. Europej­
czycy stają się pragmatyczni. Cel może uświęcać środki - podbój zajmuje więc
szybko miejsce przysługujące uprzednio szerzeniu wiary chrześcijańskiej. Na
tej płaszczyźnie konkwistadorzy są już „nowymi Europejczykami". Miejsce,
w którym płaszczyzny te się przecięły było źródłem największych nieszczęść dla
nowo odkrytych ludów, czy też - uogólniając - dla wszystkich innych podbija­
nych przez Europejczyków i to niekoniecznie w czasach konkwisty.
Lecz Europa to nie tylko kontynent, który starał się - z sukcesem - zdomi­
nować i podbić innych. To także obszar, na którym głoszone są idee tolerancji
i braterstwa, miłości bliźniego. Symbolem takiej postawy z czasów konkwisty
jest biskup Chiapas, Bartolome de Las Casas, który przez kilkadziesiąt lat
walczył o poprawę losu Indian i - co istotne dla naszych rozważań - bronił
ich inności przeciwko tym, dla których była ona dostatecznym powodem do
zniewolenia rdzennych mieszkańców Nowego Świata. Las Casas, antycypując
poglądy niektórych relatywistów kulturowych, starał się nawet usprawiedli­
wiać kanibalizm i ofiary z ludzi czynione przez Indian. Uważał, że nie mogą
one być powodem do interwencji zbrojnej chrześcijan, ponieważ są dowodem
głębokiej religijności tubylców, a ponadto przypominają niektóre wątki zawar­
te w religii chrześcijańskiej (Las Casas 1985, s. 248-250). W dyspucie prze­
prowadzonej w Valladolid w 1550 roku z teologiem i kronikarzem cesarza
Karola V, Juanem Ginesem de Sepulvedą, Las Casas przez „pięć dni nieprzer­
wanie" czytał swą „Apologię" broniąc twierdzenia, iż prowadzenie „wojen

�56

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

sprawiedliwych" przeciw Indianom, zwanych conquistas, nie jest przedsięwzię­
ciem słusznym (tamże).
Kortez i Las Casas mogą reprezentować - obecne również współcześnie - ste­
reotypowe postacie zachodniej kultury: zdobywcy oraz misjonarza (dla porówna­
nia różnych postaw współczesnych misjonarzy zob. np. Krysińska-Kałużna 2000).
Z drugiej strony Sepúlveda, dla którego zbawienie jednego „dzikiego" jest uspra­
wiedliwieniem dla zabicia wielu z nich (Sepúlveda 1986, s. 210) - i jego poglądy
na innych, to postawa także niezbyt odległa od tej, jaką zajmowali niektórzy
XX-wieczni misjonarze - fundamentaliści (Lewis 1988).
Zdaniem Leszka Kołakowskiego, konkwistadorzy byli może ostatnimi praw­
dziwymi Europejczykami, którzy „brali na serio swoją chrześcijańską i łacińską
cywilizację i z tej właśnie racji nie mieli żadnych powodów, aby ochraniać przed
zniszczeniem pogańskie bożki, czy też odnosić się z estetycznym dystansem albo
z ciekawością muzeologów do obiektów, które nosiły inny, a więc wrogi sens reli­
gijny" (Kołakowski 1990, s. 11). Jeśli jednak przyjąć - również za Kołakowskim
(tamże; Flis 1994) - iż cechą immanentną kultury europejskiej i jej siłą, jak pisze
Ryszard Kapuściński (2001), była także (i jest) jej zdolność do samokrytyki, a co
za tym idzie otwartość na obce wpływy i idee, to okaże się, iż spektrum postaw
„typowego Europejczyka" wobec innego jest już od dawna bardzo szerokie. Sym­
bolicznymi przykładami takich różnorodnych postaw mogą być trzej niezwykli
bohaterowie, którzy znaleźli się w Nowym Świecie w pierwszej połowie X V I w.
Pierwszym z nich jest Gonzalo Guerrero, który po rozbiciu statku u wybrzeży
Jukatanu w 1511 roku został wzięty do niewoli, nauczył się miejscowego języka,
został ekspertem i doradcą Indian w sprawach wojny, sposobów walki i budowy
umocnień. Ożeniony z Indianką wyższego stanu, z którą miał dzieci, nigdy nie
próbował uciec, a wprost przeciwnie, odmówił przyłączenia się do wojsk Korteza,
kiedy te wylądowały u wybrzeży Jukatanu. „On to przed niespełna rokiem [...]
namówił Indian, aby nas zaatakowali, sam nawet był tam razem z kacykiem owej
wielkiej wsi" (Diaz del Castillo 1986, s. 47). Jego postawa kojarzyć może się
z bohaterem Gawędziarza Mario Vargasa Llosy (Vargas Llosa 1998) i być
symbolem poszukiwań tych Europejczyków, którym odpowiedzi dawane przez
własną kulturę nie wystarczają i bardziej cenią te, które udzielane są przez inne
ludy. Choć Guerrero zapewne nie wyruszył do Nowego Świata z myślą o tym,
by zostać Indianinem, to ostatecznie - gdy poznał innego - w pełni się z obcą
kulturą zidentyfikował, walcząc prawdopodobnie na czele indiańskich jednostek
przeciwko konkwistadorom.
Niezwykłe były też losy Álvara Núñeza Cabeza de Vaca. W 1528 roku wylądował on jako skarbnik królewski w dzisiejszej zatoce Tampa. Jego marsz
w głąb lądu zamienił się wkrótce w ośmioletnią tułaczkę po przedwczesnym od­
płynięciu flotylli. Wraz z trzema innymi towarzyszami dostał się do indiańskiej
niewoli. Cierpiał z powodu głodu i zimna uciekając od jednej grupy indiańskiej
do innej, wreszcie podjął się zawodu hadlarza krążącego pomiędzy plemio­
nami. W pewnym okresie pełnił nawet rolę uzdrowiciela. Wiele lat spędzonych
z Indianami z pewnością wpłynęło na jego politykę wobec nich, gdy wreszcie po

�WOBEC INNOŚCI- EUROPEJCZYCY I INDIANIE

57

powrocie do Hiszpanii nominowany został gubernatorem Rio de la Plata. Jego
łagodny stosunek wobec tubylców sprawił, iż stał się ofiarą buntu podwładnych.
Został uwięziony i odesłany do metropolii. Cabeza de Vaca nigdy w pełni nie
zidentyfikował się z obcą kulturą. Czytając jego wspomnienia odnosi się wraże­
nie, iż z kulturą chrześcijańską, z którą przez tak długi okres nie miał kontaktu,
również nie zawsze się utożsamiał. Z jednej strony chciał pomóc Indianom
w utrzymaniu wolności, z drugiej, w swojej relacji z wyprawy na Florydę, pisze:
,Chciałem tu o tym opowiedzieć, bo niezależnie od tego, że wszyscy ludzie
są ciekawi, jak polują i jak walczą inni ludzie, gdyby ktoś kiedyś na nich się
natknął, będzie powiadomiony o ich zwyczajach i podstępach, które nierzadko
w podobnych przypadkach stosują" (Cabeza de Vaca 1988, s. 102). To pragma­
tyczne podejście, które - pomimo całej sympatii dla Indian - uznaje za normalne
próby ich podporządkowania Hiszpanom, może odpowiadać wielu bardziej
współczesnym postawom: świetnie znającego obcą kulturę antropologa działają­
cego (niekoniecznie świadomie ) w interesie własnego rządu lub tzw. „global­
nych agentów", a nie „badanego" ludu, misjonarza, czy też jakiejkolwiek innej
działającej z jakąś „misją" osoby, która mimo wielu lat spędzonych wśród Indian
własną kulturę uznaje za bardziej wartościową, a indoktrynację (choć metodami
łagodnej perswazji) za naturalną.
Ostatnią postacią - modelem, którym chciałabym się posłużyć, jest Geronimo
de Aguilar. Wraz z Gonzalo Guerrero przeżył on po rozbiciu się statku u wy­
brzeży Meksyku i został sprzedany w głąb kraju jako niewolnik. Po ośmiu latach
udało mu się przyłączyć do wojsk Korteza, gdy ten poszukiwał tłumacza. Jeden
z konkwistadorów, Bernal Diaz de Castillo, tak go opisuje: „Z natury był smagły,
ogolony jak indiański niewolnik, niósł wiosło na ramieniu, stary chodak miał na
nodze, drugi, uczepiony do pasa, okryty był podartą opończą, a jeszcze bardziej
podarte spodenki okrywały jego wstyd. W róg opończy zawinięta była książka
do nabożeństwa [podkreślenie - M . K.-K.], bardzo stara" (Diaz del Castillo 1986,
s. 46). Aguilar został oficjalnym tłumaczem Korteza i oddał mu nieocenione
usługi. Był wojownikiem, który wykorzystał swoją wiedzę o innym, by z nim
walczyć. Tę postawę reprezentują dziś wszyscy, którzy po nawiązaniu kontaktu
z ludnością tubylczą wiedzę, jaką zdobędą na jej temat świadomie wykorzystują
przeciwko niej (choć układ sił oczywiście się zmienił i to raczej Indianie niejedno­
krotnie muszą uciekać z niewoli). Przykładów można by szukać wśród biznes­
menów, wojskowych, polityków, pracowników rządowych agend. O ile Guerrero
należał, być może, jeszcze do pokolenia „ostatnich prawdziwych Europejczy­
ków", o tyle jego naśladowcy kierują się już tym samym pragmatycznym po­
dejściem, które rosło w siłę wraz ze zwycięstwami Korteza, niekoniecznie już
„biorąc na serio swoją chrześcijańską i łacińską cywilizację".
Podsumowując, w okresie wielkich odkryć geograficznych Europa przestała
być egocentryczna, a stała s i ę - j a k pisze Todorov - allocentryczna. Skupienie na
własnej kulturze i jej wartościach, ignorowanie innego, reprezentowane przez
Kolumba, zostało zastąpione przez pragmatyzm konkwistadorów, zainteresowa­
nych innością na tyle, na ile wiedza o niej może być użyteczna. Z drugiej strony,
?

�58

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

rozwinął się nurt tolerancji reprezentowany przez takie postacie jak Las Casas,
czy też jego nauczyciel, Antonio de Montesinos. Problemem uzasadnienia prawa
Hiszpanii do Indii zajęły się najtęższe umysły Imperium, a próby sformułowania
norm rządzących postępowaniem cywilizowanych państw, zarówno wzajemnie
wobec siebie, jak i w stosunku do słabszych ludów, przyczyniły się do powstania
studiów prawa międzynarodowego. Choć dysputa w Valladolid (uważana przez
niektórych za początek drogi, która doprowadziła społeczną myśl europejską
do Deklaracji Praw Człowieka) nie została nigdy oficjalnie rozstrzygnięta
- sędziowie nie przedstawili bowiem końcowego sprawozdania - można jednak
sądzić, iż przegrał w niej Sepúlveda, który nigdy nie otrzymał zezwolenia na
publikację swej pracy, głoszącej słuszność wojen przeciwko Indianom.
Odkrycia i podboje zawsze rodzą cierpienie podbijanych ludów i bogactwo
silniejszych. W przypadku tej konkretnej konkwisty przyczyniły się też jednak
do powstania pewnej nowej myśli w społeczeństwie najeźdźców - refleksji doty­
czącej natury prawa zezwalającego nam na prowadzenie wojny z innymi. Wizja
Chrystusa jako supersuwerena, w którego imieniu można zawładnąć poganami
i ich ziemią, przestała wystarczać. Stało się tak paradoksalnie właśnie głównie za
przyczyną myśli chrześcijańskiej, traktującej każdego człowieka - również innego
- jako osobę, a „my", jako zbiór ogarniający cały świat. Zbawiciel bowiem
zmarł za wszystkich (de Rougemont 1991). Idee chrześcijańskie doprowadziły
do rozwoju poglądów opartych na tolerancji i równości wszystkich - również
innych - ludzi wobec Boga, lecz sposób myślenia, który dawał siłę i legitymi­
zację działaniom i metodom konkwistadorów jest w życiu publicznym obecny,
tak jak i oni sami (Jacórzyński, Krysińska-Kałużna 2001). Jest to szczególnie
widoczne w rejonach świata, gdzie kultura „europejska" zderza się z obcą.
Z czasem trójca złożona z uczonego (etnologa), zakonnika i handlarza, reprezen­
tująca interesy kolonii, zepchnęła konkwistadora - żołnierza na drugi plan.

INNY W OCZACH INDIANINA

Posługując się interpretacjami antropologicznymi, chciałabym teraz przed­
stawić konkretne rekonstrukcje tego, w jaki sposób innych, czyli nie-Indian,
a w szczególności przedstawicieli zachodniej cywilizacji, postrzega druga strona
uczestnicząca w procesie kontaktu - Indianie.
Słowo „Indianin" określa tubylczego mieszkańca Ameryk, który może być
członkiem jednej z setek odmiennych kultur. O ile więc pisząc o innym w oczach
Europejczyka można spróbować odnaleźć wspólne źródła i wspólne cechy po­
staw ludzi Zachodu, o tyle pisząc o Indianach konieczne jest sprecyzowanie,
o jakiej grupie (kulturze) jest mowa. Chciałabym przedstawić koncepcje innego
obecne w dwóch kulturach amazońskich - Cashinahua i Huaorani. Obydwa
ludy zaczęły wchodzić w stałe kontakty ze światem nie-indiańskim w drugiej
połowie X X wieku i istotna (jak można sądzić) część atrybutów przypisywanych
innemu w okresie poprzedzającym kontakt wciąż funkcjonuje w ich kulturach.

�WOBEC INNOŚCI - EUROPEJCZYCY I INDIANIE

59

Dla przedstawienia stosunku do innego u Cashinahua i Huaorani posłużę się
rekonstrukcjami antropologicznymi dokonanymi przede wszystkim przez Barbarę
Keifenheim (Keifenheim 1997) oraz Laurę Rival (Rival 1996).
Cashinahua zamieszkują strefę przygraniczną Peru i Brazylii. Huaorani miesz­
kają we wschodnim Ekwadorze. Obydwie grupy zostały zepchnięte na obszary
marginalne i żyły w izolacji do połowy X X w. (Pierwsze pokojowe kontakty
z nie-Indianami Huaorani mieli w roku 1956, a Cashinahua w 1947, a praktycz­
nie rozpoczęły się one w 1955 roku, gdy po epidemii ospy przeżyła już tylko
1/5 dorosłej populacji.) W przypadku obydwóch ludów niewielkie ich grupy
wciąż żyją w izolacji, unikając kontaktu ze światem zewnętrznym.
Cashinahua należą do rodziny językowej pano, liczą ok. 3,5 tysiąca osób
i zamieszkują górny bieg rzeki Purus oraz jej dopływy. Część grupy zamieszkująca
Peru nie miała wielu kontaktów z narodowym społeczeństwem metyskim.
Wyeksponowani na obce wpływy byli raczej Cashinahua z Brazylii. U grupy peru­
wiańskiej, w której przebywała Barbara Keifenheim, decydujący okres kontaktów
ze światem zewnętrznym rozpoczął się w 1955 roku od przybycia misjonarzy
z Letniego Instytutu Lingwistycznego (SIL) - niedenominacyjnej organizacji pro­
testanckiej o charakterze misyjnym. W jednej ze wsi zbudowano wówczas pas
startowy, stację sanitarną i założono szkołę dwujęzyczną. Misjonarze pośredniczy­
li również w handlu, ograniczając monopol miejscowych handlarzy, ale i kontakty
Indian ze światem zewnętrznym, których zresztą Cashinahua sami konsekwentnie
unikali. Udawało im się to do lat 80., kiedy wprowadzono państwowy system szkol­
nictwa i na obszary zamieszkałe przez Cashinahua przybyło wielu metysów.
W kulturze Cashinahua istnieje, według Keifenheim, model strukturalny, obej­
mujący zarówno sfery duchowości, relacji społecznych, jak i spraw material­
nych. Model ten zakłada istnienie trzech obszarów: jeden odnosi się do „ja",
drugi do „innego" i trzeci do „strefy pośredniej". „Inni" to dla Cashinahua m.in.
duchy zmarłych, Inkowie i - ich następcy - biali. Zarówno Inkowie, jak i biali,
uważani są przez Cashinahua za „właścicieli metalu". Należy unikać kontaktów
z jednymi i z drugimi. Zbliżyć się do nich można jedynie za pomocą strefy po­
średniej, a tę stanowią wszyscy pozostali Indianie mówiący językami pano. Strefa
pośrednia spełniała bardzo ważną rolę umożliwiając zaopatrywanie się w meta­
lowe narzędzia, niegdyś poprzez napady na grupy pozostające w bezpośrednim
kontakcie ze społeczeństwem narodowym, na przykład na Marinahua, a później
- poprzez wymianę. Wszystkie grupy należące do sfery pośredniej i umożliwia­
jące Cashinahua dostęp do atrybutów innego nazywane są przez nich Yaminahua,
co dosłownie oznacza: „ludzie - siekiery z metalu".
Jeden z Indian Cashinahua zetknął się w 1994 roku z izolowaną grupą swoich
pobratymców . To pierwsze spotkanie zakończyło się wzajemnym ostrzeliwa­
niem. W dwa lata później członkowie tej izolowanej grupy rozbili obóz w pobliżu
3

3

Według różnych źródeł, izolowana grupa, o której Cashinahua sądzą, że to ich dalecy krew­
ni, może być jakąś inną grupą mówiącą także językiem pano. Przede wszystkim wymienia się
Amahuaca lub Maxonahua (Cujarenos). Niektórzy sądzą, że są to Mashco-Piro.

�60

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

jednej ze wsi i łupili okolicę. Cashinahua stanęli wówczas przed problemem okre­
ślenia kim są ci ludzie i kim w tej sytuacji są oni sami. Obcych uznali za dziki
lud i nazwali ich Mashiku. Mashiku byli postrzegani przez Cashinahua jako
żyjący przodkowie. O sobie samych natomiast Cashinahua sądzili, iż różnią się
od obcych głównie dzięki przedmiotom, które w zasadzie są atrybutem innego.
Obawiali się, iż w związku z tym mogą być przez Mashiku brani za białych
i zalecali młodzieży chodzenie nago z ciałem pokrytym tradycyjnymi malunkami.
Podczas dyskusji nad tym, jak należy postąpić z Mashiku, młodzi byli zdania, by
walczyć przeciwko „dzikim" razem z wojskiem i policją, a najstarsi się temu
sprzeciwiali. Rozważano, czy należy - postępując tak jak misjonarze - „cywilizo­
wać dzikich" dając im prezenty, czy też raczej pozostawić ich własnej „dzikości".
Prowadząc te wszystkie rozważania Cashinahua uświadomili sobie zmiany,
jakie dokonały się w ich własnym społeczeństwie i zaczęli zastanawiać się, czy
nie przekształcają się w tworzących strefę pośrednią Yaminahua. Barbara
Keifenheim uważa, iż koncepcja strefy pośredniej w kulturze Cashinahua ozna­
cza w praktyce dążenie do oddzielenia innego od jego atrybutów. Świat zewnętrz­
ny może więc wnikać w sferę wewnętrzną poprzez przepływ przedmiotów.
Gdy pojawili się Mashiku, przedmioty białych zaczęły przepływać do nich za
pośrednictwem pozostałych Cashinahua, których Mashiku po prostu okradali (tak
jak to wcześniej czynili Cashinahua z innymi Pano).
Ostatecznie Cashinahua zdecydowali się sami spacyfikować Mashiku. Roz­
ważali dwie koncepcje: Pierwsza z nich zakładała, że „dzicy przodkowie" zosta­
ną „przysposobieni" do bycia szwagrami, a druga - niewolnikami. W pierwszym
przypadku Mashiku mieli zostać włączeni do systemu zawierania małżeństw jako
strona dostarczająca żony. Choć pomysł ten nie zakładał równorzędnego partner­
stwa, był jednak niezwykły, jako że Cashinahua kultywują endogamię lokalną,
w której śluby z osobami z innych osad są źle widziane, a jak pisze Andre Marcel
d'Ans, „w kwestiach rodzinnych można powiedzieć, iż ideologia Cashinahua
sytuuje się na antypodach indywidualizmu" (d'Ans 1975 s. 28). Nowe więzi
pokrewieństwa udostępniłyby jednak nowe terytoria, umożliwiły lepszą obronę
przed Peruwiańczykami i świętowanie zapomnianych rytuałów. Część społecz­
ności opowiadała się jednakże za zbliżeniem ze społeczeństwem narodowym
i uważała, iż „prymitywni dzicy" powinni zostać ucywilizowani. Ich koncepcja
zakładała, że Mashiku będą produkować, a Cashinahua zajmą się resztą. W tym
drugim przypadku związki małżeńskie nie wchodziły w rachubę. Brano nato­
miast pod uwagę zbrojną pacyfikację Mashiku. W obydwóch koncepcjach koszty
pacyfikacji ponosiliby właśnie ci drudzy.
W tej niezwykłej autorefleksji Cashinahua, dotyczącej ich zmieniającej się
pozycji wobec innego w stworzonym przez ich kulturę modelu, wyraża się posta­
wa dwóch grup, które odmiennie reagują na procesy akulturacyjne. Jedna z grup
zbliża się mentalnie do innego, jakim jest biały - „władca metalu". Prawdziwym
innym stają się żyjący w izolacji i „dzikości" współplemieńcy. Dla drugiej grupy
- a są to głównie ludzie starsi - innym jest wciąż biały człowiek, natomiast
Mashiku są na tyle bliscy, iż mogliby zostać krewnymi.

�61

WOBEC INNOŚCI- EUROPEJCZYCY I INDIANIE

Z wyobrażeniem innego reprezentowanym przez Cashinahua chciałabym po­
równać - j e ś l i czynienie porównań jest tu w ogóle zasadne - koncepcje i posta­
wy wobec innego zajmowane przez Indian Huaorani. Obydwu grupom, które
uciekały przed obcymi niosącymi choroby i niewolnictwo (szczególnie w czasie
boomu kauczukowego trwającego od ok. 1860 do 1915 roku) na niedostępne
obszary, stosunkowo długo udało się uniknąć kontaktu ze społeczeństwem naro­
dowym. Poza tym - jak już wspominałam - część Huorani także żyje nadal
w izolacji, a ich wzorzec kulturowy zakładał endogamię lokalną, podobnie jak
miało to miejsce u Cashinahua.
Pokryte lasem deszczowym obszary zamieszkałe przez Huaorani we wschod­
nim Ekwadorze obejmowały jeszcze na początku lat 1960. ok. 20000 ha. India­
nom Huaorani, mówiącym językiem izolowanym i liczącym obecnie ok.
1200 osób, długo udawało się bronić swojej niezależności. Jedną z przyczyn tego
„zatwardziałego izolacjonizmu", bronionego bezwzględnie z pomocą włóczni,
było z pewnością przekonanie, iż wszyscy nie-Huaorani (nie tylko Indianie
Keczua, czy biali osadnicy, lecz także ich dawni sąsiedzi, Indianie Zaparo ) są
kanibalami o antropomorficznych cechach (cohuori) polującymi i pożerającymi
ludzi z ich plemienia. W przeciwieństwie do nich Huaorani napadali tylko dla
obrony oraz w celu pozyskania maczet i siekier. Uważali się za prawdziwych
ludzi, ponieważ: po pierwsze, polują i zjadają zwierzęta nadrzewne, a po drugie,
nie jedzą innych ludzi, kanibali, ani też niebezpiecznych zwierząt, które zabiją.
Huaorani przez dziesięciolecia byli w stanie permanentnej wojny - nie tylko
z cohuori, lecz także pomiędzy sobą, a więc pomiędzy wrogimi grupami zwanymi
huarani. Huarani był każdy, z kim więzi pokrewieństwa były zagubione i nie
można było odnaleźć wspólnego przodka: „Jesteś moim najgorszym wrogiem.
Nie jesteś moją rodziną, nie jesteś taki sam jak ja. Musisz umrzeć" - mówią
słowa starej wojennej pieśni Huao (Rival 1996, s. 54). Wszyscy, którzy nie nale­
żeli do grupy wspólnotowej polującej na tym samym terenie i składającej się
z 2-3 chat komunalnych byli obcy (choć nie w takim samym stopniu, jak cohuori,
którzy byli obcymi nie-Huaorani ) i należało ich wyeliminować. Akt zabicia
obcych definiował, według Laury Rival, ko-rezydencję i pokrewieństwo, odtwa­
rzając związki pomiędzy ofiarami (ci, którzy przeżyli zobowiązani byli dokonać
zemsty) oraz pomiędzy atakującymi. Huaorani wierzyli, iż zmarli odchodzą
za rzekę Napo, by tam kontynuować życie będące lustrzanym odbiciem życia
wiedzionego po drugiej stronie rzeki, łącznie z ponownym umieraniem. Można
4

4

Norman E. Whitten, w artykule „La Amazonia actual en la base de los Andes: una confluen­
cia étnica en la perspectiva ecológica, social e ideológica", zamieszczonym w opublikowanej
przez ekwadorskie wydawnictwo Abya-Yala książce Amazonia ecuatoriana, podaje na str. 36:
„Aktualna liczba mieszkańców Orientu, którzy mówią językiem zaparo, jest trudna do określenia.
Mówi się, że nie ma ich więcej niż siedmiu, lecz ja jestem pewien, że liczba ta jest znaczniejsza.
Jednakże większość lub wszyscy są dwujęzyczni posługując się quichua z Orientu, huaorani lub
achuar". W październiku 2001 roku odnaleziono ok. 200-osobową grupę Indian Zaparo, którym
udało się przetrwać żyjąc w izolacji. Informacje o aktualnej kulturze Zaparo można znaleźć
w Internecie pod adresem: http://abyayala.nativeweb.org/ecuador/zaparo/zaparal.php.

�62

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

Rye. 1. Menieua wyrusza na polowanie (Huaorani), Cononaco, 1991
Fot. M . Krysińska-Kałużna

by więc powiedzieć, iż umarli byli traktowani jako „żywi gdzie indziej", a powra­
cające duchy nie były mile widziane (one też są kanibalami: przychodzą wyssać
krew i zjeść swe ofiary). Jako martwy traktowany był też każdy, kto opuszczał
terytorium wspólnoty. W kulturze Huao, w której małżeństwa były uxorilokalne,
gdy brakowało żon we wspólnocie, zdarzały się małżeństwa z odległymi grupa­
mi. Ci, którzy odeszli, stawali się obcy, a powracając powinni się spodziewać,
iż mogą zostać zabici. Nieobecność i jej ekstremalna forma - śmierć - były więc
także elementami tworzącymi innego. Inny był zawsze związany z agresją
fizyczną, z potencjalnym niebezpieczeństwem wynikającym z relacji z istotami
spoza chaty komunalnej: huarani, cohuori, duchami i zwierzętami.
Koncepcja Huaorani, dzieląca świat na „nas, prawdziwych ludzi", i innych
- „kanibali", należy z całą pewnością do tego obrazu świata, który systematycz­
nie ulega zmianie. Jednak Laura Rival, która prowadziła badania wśród Huaorani
na początku lat 90., pisze: „Młodzi wciąż mają się na baczności przed cohuori,
a w szczególności przed niektórymi z nich. Nie przejmują się tak bardzo Indianami
Quichua, którzy tworzą teraz część ich świata, lecz europejskimi dyrektorami
kompani naftowych. W czasie, gdy realizowałam pracę w terenie krążyły plotki,

�WOBEC INNOŚCI - EUROPEJCZYCY I INDIANIE

63

że europejscy inżynierowie schwytali i zamordowali kilkoro młodych Huaorani,
po czym wysłali ich mięso na inny kontynent, do przerobienia na konserwy dla
domowych ulubieńców" (Rival 1996, s. 72). Niektórzy starcy twierdzą, że dziś
jest po prostu zbyt wielu cohuori - nie da się wszystkich zabić, więc lepiej żyć
w pokoju. Można więc przyjąć, iż tradycyjne widzenie innego w kulturze Huao
jest wciąż obecne. Ma ono wpływ również na stosunek do współplemieńców,
którzy nie są krewnymi (huarani), a szczególnie na stosunek do tych, którzy
nadal żyją w izolacji. Takich unikających wszelkiego kontaktu podgrup Huaorani
jest prawdopodobnie pięć (Smith 1996). Pozostali obawiają się spotkania z nimi,
zawsze bowiem kończy się ono krwawo. Z drugiej strony, „największe niebezpie­
czeństwo dla Taromenga [jedna z izolowanych grup Huaorani - przyp. M.K.-K.]
pochodzi ze strony samych Huaorani, szczególnie od Bebe [jeden z lokalnych
liderów - przyp. M . K.-K.], który próbował już nawiązania z nimi kontaktu
z różnych powodów" (tamże, s. X X V ) . Grupa Bebe starała się przekonać woj­
skowych, by zrzucili bomby na obozowisko Taromenga w 1993 roku.
Myślenie o zbrojnej pacyfikacji żyjących w izolacji członków tej samej grupy
kulturowej pojawia się więc zarówno wśród Huaorani, jak i Cashinahua. W pierw­
szym przypadku wydaje się to być spowodowane tradycyjnie wrogim stosunkiem
do huarani, świeżą wciąż pamięcią o tym, kto i z której grupy był niegdyś sprawcą
śmierci krewnych i na kim w związku z tym należałby wywrzeć zemstę. Młodzi
Huaorani, podobnie jak młodzi Cashinahua, są pod coraz większym wpływem
szkoły i narzucanych przez nią wzorców. Zgodnie z nimi, „dzikich" należy cywili­
zować. Huaorani nie chcą już być Auca - „dzicy", jak nazywali ich sąsiadujący
z nimi Quichua. „Dzikimi" nie chcą też być młodzi Cashinahua. „Dzikim" jest
kto inny - „żyjący przodkowie" Mashiku u Cashinahua, Taromenga, Taromenane
i inne izolowane grupy u Huaorani. Dawny inny - biały, Quichua, Inka, staje się
coraz bliższy, staje się wzorcem dla młodzieży szukającej nowych ścieżek zapew­
niających dostęp do dóbr tego coraz bliższego innego, posiadacza metalu. Wojna,
która kiedyś mogła zastąpić handel nie ma już racji bytu.
W tej sytuacji można zakładać, że dla żyjących w izolacji Huaorani i Cashinahua
innymi są zarówno biali pracownicy firm wydobywających surowce, metyscy osad­
nicy, Quichua, jak i żyjący w kontakcie z tym obcym światem pozostali Huaorani
i Cashinahua. Czy w sytuacji, która wymusiłaby na izolowanych grupach kontakt
ze społeczeństwem narodowym mogliby oni liczyć na pomoc funkcjonujących już
od jakiegoś czasu w tym systemie i społeczeństwie współplemieńców? Z powyżej
przedstawionych postaw wynikałoby, iż pomoc taka nie byłaby sama przez się
oczywista, a w każdym bądź razie, nie bezinteresowna. Tak, czy inaczej - jak
mówi Keifenheim - „to Mashiku ponoszą koszty pacyfikacji".
Nie wszyscy Huaorani i Cashinahua chcą pacyfikować unikające kontaktu
grupy. Są też Indianie, którzy - jak na przykład Matis, sąsiadujący z żyjącymi
w izolacji w Vale do Javarí (dolinie rzeki Javarí) w Brazylii Indianami Korubo
- mówią wprost, iż chcieliby, aby ich sąsiadom udało się uniknąć kontaktu
jak najdłużej. Jedna z peruwiańskich organizacji tubylczych, Federación de los
Nativos de Madre de Dios (FENAMAD) otrzymała w 1996 roku nagrodę

�64

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

- Bartolomé de Las Casas Award za „ nieustające wysiłki w celu obrony swych
indiańskich braci żyjących «bez kontaktu» lub w «dobrowolnej izolacji»" (Indigenous Affairs 1997, s. 6) .
Podsumowując, procesy akulturacyjne trwające wśród Indian żyjących w Ama­
zonii powodują, iż dawny inny - „kanibal" i „władca metalu" - staje im się coraz
bliższy i często łatwiej utożsamiać się z nim, niż z żyjącymi w izolacji Indianami
z ich własnych grup. Z drugiej strony, zaufanie do tychże „kanibali" jest - na co
wskazuje plotka o mięsie w puszkach - żadne. Grupy te stają się - jak explicite
wyrażają to Cashinahua - „strefą pośrednią" pomiędzy innym, a tym kim byli
uprzednio. W zależności od stopnia akulturacji, dawna tożsamość - reprezento­
wana obecnie przez grupy nadal żyjące w izolacji - staje się im coraz bardziej
obca. Kimkolwiek natomiast nie byłby inny - ufać mu nie należy. Posługując się
trzema płaszczyznami służącymi do analizy problemu inności, które proponuje
Todorov, można powiedzieć, iż Indianie, o których mowa, nie kochają innego,
słabo go znają, lecz - w części przynajmniej - się z nim utożsamiają.
Inaczej wygląda sytuacja w przypadku kultur mających swe źródła w Europie.
Zachodnie - oparte na etyce chrześcijańskiej - sądy wartościujące, są „poprawne
politycznie". Wszyscy są równi, inny ma takie same prawa jak my, nawet będąc
kanibalem (oczywiście tylko wówczas, gdy jego kanibalizm jest uwarunkowany
kulturowo). Jednak w sytuacji wciąż trwającego podboju, przeważa pragmatyzm.
Ludzie Zachodu od czasów Korteza poznają innego, ponieważ zdają sobie spra­
wę, iż wiedza taka jest w trakcie podboju bezcenna. Zadziwienie brazylijskich
osadników, o którym pisałam na początku artykułu, świadczyć może, iż bliższa
jest im postawa Indian, o której Claude Lévi-Strauss orzekł, że w porównaniu
z zachowaniami białych, bardziej była godna człowieka: Gdy w X V I wieku
mnisi z zakonu św. Hieronima zadawali kolonizatorom pytanie, czy ich
zdaniem „Indianie byliby zdolni żyć samodzielnie na poziomie wieśniaków
w Kastylii", usłyszeli jedynie odpowiedzi negatywne, z których wyciągnięto
wniosek, iż dla Indian lepiej, by stali się „niewolnikami, niż pozostali zwierzętami
na wolności [...]. W tym samym zresztą czasie na sąsiedniej wyspie [...] Indianie
zajmowali się chwytaniem białych i topieniem ich; następnie tygodniami stawiali
straż przy topielcach, żeby przekonać się, czy ciała ich nie podlegają gniciu. Z tego
porównania ankiet wynikają dwa wnioski: biali powoływali się na nauki społeczne,
podczas gdy Indianie mieli raczej zaufanie do nauk przyrodniczych i gdy biali
głosili że Indianie są zwierzętami, ci ostatni ograniczali się do podejrzenia, że biali
są bogami. Biorąc pod uwagę jednakową niewiedzę, postępowanie Indian było na
pewno bardziej godne ludzi" (Lévi-Strauss 1964, s. 69).
Myślę, iż z kilku powodów warto przyjrzeć się postawie wobec innego właś­
nie w koncepcjach antropologicznych. Pierwszą z przyczyn jest fakt, iż to rozwój
- typowej dla Europy - samokrytycznej wobec innego refleksji, który „zrodził
wysiłek łamania własnego «etnocentrycznego» zamknięcia" (Kołakowski 1984,
5

5

Na temat stosunku Indian do ich izolowanych współbraci zob. też teksty Lva Michaela,
Kacpra Świerka i mój w Tawacine, nr 1 [57], 2002.

�WOBEC INNOŚCI- EUROPEJCZYCY I INDIANIE

65

s. 15) doprowadził do rozwoju antropologii kulturowej, której przedmiotem stało
się właśnie badanie innego i której historia jest „katalogiem ukazującym różne
sposoby przedstawiania Innego" (de Wolf 1995, s. 52). Po drugie, artykuł ten
pisany jest z punktu widzenia antropologa właśnie i - po trzecie - antropolog jest
jednym z agentów kontaktu , a więc postacią, której poglądy i postawa wobec
innego mają wpływ na jego dalsze losy.
6

B A D A N I A N A D KONTAKTEM KULTUROWYM
I ZMIENIAJĄCE SIĘ PODEJŚCIA BADAWCZE

„Antropologowie, jak dotąd, koncentrowali swoje zainteresowania głównie
na tych procesach akulturacji, które następowały w wypadku impaktu kultury
europejskiej na tereny zamieszkałe przez ludy prymitywne. Dla określenia tych
procesów przyjęło się w antropologii używać wygodnego terminu «kontakt kulturowy», jakkolwiek istnieje współcześnie tendencja do zastępowania go termi­
nami «zmiana społeczna» czy «zmiana kulturowa»" (Olszewska-Dyoniziak 2001,
s. 50). Przyjmując powyższe stwierdzenie musimy jednak uznać, iż nie każda
zmiana w kulturze jest wynikiem kontaktu z inną kulturą, choć przyjąć można, iż
każdy kontakt prowadzi do zmiany. Definicja kontaktu kulturowego sformuło­
wana przez Krzysztofa Kwaśniewskiego, znajdująca się w Słowniku etnologicznym, określa ten rodzaj kontaktu jako „zespół stosunków pośrednich lub bezpo­
średnich, fizycznych lub psychicznych, ciągłych lub okresowych, świadomych
lub nieświadomych zachodzących między kulturami. Może on być jednostronny,
ale często bywa dwustronny W wyniku kontaktu kulturowego zanika zjawisko
izolacji kulturowe/' (Kwaśniewski 1987a, s. 177; podkreślenie - M.K.-K.) Ten
sam autor za zmianę kulturową uważa „proces pojawienia się, zaniku lub
restrukturalizacji elementów kultury oraz powstawania i zaniku poszczególnych,
konkretnych kultur" (Kwaśniewski 1987b, s. 381). Można więc uznać, iż „zmia­
na kulturowa" jest pojęciem szerszym, a „kontakt kulturowy" odpowiadałby jej
szczególnemu przypadkowi, a mianowicie „zmianie kulturowej egzogennej".
Terminem o podobnym znaczeniu do zmiany i kontaktu kulturowego jest akulturacja, która oznacza „proces zmian spowodowanych międzykulturową wymianą
lub przepływem treści" (Posern-Zieliński 1987, s. 17). Termin „akulturacja"
bywa używany zamiennie z terminem „kontakt kulturowy", jak i z określe­
niem „transkulturacja". Jednak zdaniem Janusza Muchy, kontakt kulturowy jest
jedynie początkową fazą dłuższego procesu akulturacji, który prowadzi do stanu
6

Wyrażenie „agent kontaktu" używane jest powszechnie w anglo- i hispanojęzycznej lite­
raturze przedmiotu dla oznaczenia osób biorących bezpośrednio udział w procesie kontaktu,
szczególnie w jego fazie inicjalnej, i mających istotny wpływ na przekształcenia dokonujące się
w społeczeństwie (społeczeństwach) będących stroną kontaktu. W literaturze polskiej funkcjo­
nuje też wyrażenie „agent zmiany"; por np. Posern-Zieliński 1987. Używam określenia „agent
kontaktu" dla podkreślenia roli tych osób, które wpływają na zmiany poprzez sposób nawiązy­
wania kontaktu.

�66

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

akulturacji, będącego właściwie zanikiem jednej z kultur. Etap kontaktu kulturo­
wego charakteryzują konflikty społeczne, będące następstwem „spotkania" grup
kulturowych (informacja ustna J. Muchy). Spośród terminów o zbliżonym lub
pokrywającym się znaczeniu wybrałam i umieściłam w tytule tej części artykułu
termin „kontakt kulturowy", ze względu na fakt, iż „kontakt" jest przeciwień­
stwem „izolacji", a właśnie to, co niesie wyjście ze stanu izolacji jest dla mnie
w prześledzeniu procesów zachodzących w Amazonii najistotniejsze. Jednak
ze względu na podobne znaczenie wyżej wymienionych określeń są one często
używane przez antropologów zamiennie, co będzie widoczne w rozważaniach
na temat zmieniających się podejść do badania kontaktu kulturowego, które
chciałabym przedstawić poniżej.
Jak pisze Janusz Mucha: „Zmiana społeczna (czy kulturowa; dalej będę zasad­
niczo używał tych terminów zamiennie) uchodzi za podstawowe pojęcie antropo­
logii społecznej. Lektura uniwersyteckich podręczników antropologii społecznej
i kulturowej, a także wybitnych dzieł reprezentantów tej dyscypliny, nie potwier­
dza wspomnianej tezy, explicite deklarowanej w tych właśnie książkach. Antropo­
logia wydaje się raczej dyscypliną zajmującą się trwaniem niż zmianą" (Mucha
1995, s. 30). Ten sam autor proponuje dokonanie porządkującego rozróżnienia
w obrębie antropologicznej tradycji badawczej poprzez wydzielenie trzech obsza­
rów w ramach zainteresowań antropologii, mianowicie: analizy społeczności trady­
cyjnych, nowoczesnych oraz analizy kontaktu kulturowego. To właśnie ten ostatni
obszar interesowałby nas szczególnie. Badając kontakt kulturowy - twierdzi
Janusz Mucha - znajdujemy się w centrum problematyki zmiany społecznej.
„Współczesne, prowadzone również obecnie, analizy kontaktu kulturowego są
na ogół badaniem zaniku tubylczych kultur pod wpływem społeczeństw nowo­
czesnych. Jest to więc ważna, dramatyczna zmiana społeczna. [...] Analiza kon­
taktu kulturowego i rozmaitych jego konsekwencji ma wielkie znaczenie dla teorii
społecznej. Kontakt kulturowy jest zjawiskiem dotyczącym nie tylko słabszych,
zanikających pod jego wpływem społeczeństw tradycyjnych, ale i silniejszych
społeczeństw nowoczesnych - tych, które są stroną aktywną" (tamże, s. 32).
Nie jest moim zamiarem prześledzenie kolejnych nurtów w antropologii, ze
szczególnym uwzględnieniem koncepcji badania kontaktu kulturowego (takie
omówienia można znaleźć m.in. w: Nowicka 1991; Olszewska-Dyoniziak 2001),
lecz zwrócenie uwagi na pewnego rodzaju „ewolucję", która dokonała się
w ramach antropologii - w jej stosunku do innego i do roli, jaką odgrywa jako
dziedzina nauki, której wyniki badań (szczególnie nad kontaktem kulturowym)
mogą być używane w praktyce. Chciałabym wskazać, jak dalece różni się - czy
też różnić się może, ponieważ nie wszyscy antropologowie wyznają te same
zasady - postawa antropologa - funkcjonalisty z pierwszej połowy X X wieku,
czy pierwszych reprezentantów antropologii stosowanej od tej, jaką może przy­
jąć antropolog dziś. Przykładem tej ostatniej może być pogląd wyrażony przez
wenezuelskiego badacza Daniela Mato: „Taka dyskusja [dotycząca globalnych
agentów i ludów indiańskich - M.K.-K.] służy dwóm głównym celom: (1) wspar­
ciu rozwoju teorii zmiany społecznej w obecnym wieku globalizacji, poprzez

�67

WOBEC INNOŚCI- EUROPEJCZYCY I INDIANIE

krytykę ustalonej praktyki akademickiej polegającej na studiowaniu «lokalnych»
przypadków, jak gdyby faktycznie istniały lub jakby mogły przynajmniej, bez
żadnych znaczących konsekwencji, zostać oderwane od światowego porządku,
w którym uczestniczą; (2) krytyce kolonialnego spadku, który znajduje swój
wyraz w obszarze studiów podejmowanych przez antropologię i inne akade­
mickie dyscypliny badające «Innego» - bardzo często ludy tubylcze - który
to obszar, niezależnie od intencji badacza, przyczynia się do informowania agen­
tów kolonialnych i post-kolonialnych sił; w zamian za to proponuje zdobywanie
wiedzy dotyczącej «globalnych» agentów, ich praktyk, która byłaby potencjalnie
użyteczna dla agentów «lokalnych»" (Mato 2000, s. 343).
Trudno jest jednoznacznie orzec, kiedy należałoby doszukiwać się „prawdzi­
wych" początków antropologii. „Każda odpowiedź - pisze Wojciech Burszta
- na pytanie typu «kiedy się narodziła» nadaje się do obrony, jeśli uprzednio
założymy, że ten lub ów składnik zbioru jest dla naszego rozumienia terminu
«antropologia» konstytutywny; w tym momencie dokonujemy postanowienia
wartościującego. Rację ma więc zarówno Harris wywodząc «prawdziwie naukową» antropologię z Oświecenia, jak i ci z antropologów, którzy pierwocin
«antropologicznego punktu widzenia» poszukują z powodzeniem w Renesansie,
a nawet Średniowieczu" (Burszta 1992, s. 31). Zwykle przyjmuje się jednak,
iż pierwszym w pełni skrystalizowanym nurtem w antropologii był klasyczny,
XIX-wieczny ewolucjonizm zajmujący się badaniem ludów pierwotnych żyją­
cych w „zakrzepłej teraźniejszości" (tamże, s. 31). Opierając się na schematach
porównawczych i umieszczając w nich na różnych poziomach różne ludy, w za­
leżności od tego, w jakim stopniu spełniały one założone przez ewolucjonistów
kryteria, nurt ten próbował stworzyć uniwersalny model rozwoju ludzkiej kul­
tury. Dla ewolucjonistów pojęcie społeczeństwa pierwotnego zawierało w sobie
zaprzeczenie nowożytnego społeczeństwa europejskiego. „Pierwotna umysłowość", magia, promiskuityzm, nomadyzm były to cechy wyróżniające innego
i w tym wypadku ten inny nazwany został „żyjącym przodkiem" . Ponieważ,
według ewolucjonistów, zmiany w kulturze - czyli przejście od jednego etapu do
drugiego - nie były zależne od zewnętrznych uwarunkowań, więc siłą rzeczy
kontakt kulturowy nie leżał w sferze zainteresowań badaczy.
W tym samym jednak czasie i niezależnie od oficjalnego, akademickiego nurtu,
rozwijały się w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych towarzystwa etno­
graficzne, których zamiarem było wpłynięcie na opinię publiczną, celem poprawy
tragicznej sytuacji ludności tubylczej w koloniach (Waligórski 1973, s. 237-241).
A więc, w gruncie rzeczy, obszarem zainteresowań towarzystw była zmiana
kulturowa, a celem - wpływ na jej kształt. Oficjalna antropologia brytyjska
natomiast po raz pierwszy zamierzała wpłynąć na sytuację ludności tubylczej
- z intencją ograniczenia dezintegracji społecznej, wynikającej z zetknięcia
pierwotnych instytucji z o wiele bardziej rozwiniętą cywilizacją - oferując swą
wiedzę na potrzeby praktyki, pod koniec wojen burskich prowadzonych w latach
7

Zauważmy, iż tak samo niektórzy Cashinahua nazywają Mashiku.

�68

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

1899-1902 w południowej Afryce. „Królewski Instytut Antropologiczny w Lon­
dynie przedstawił ministrowi do spraw kolonii program zbierania informacji
na temat praw i instytucji społecznych różnych plemion południowoafrykańskich
w celu stworzenia naukowej podstawy dla «oświeconej administracji)) kolonial­
nej w bliskich już czasach pokojowych" (Mucha 1985, s. 209).
Na szerszą skalę antropologia stosowana, a więc taka, której celem jest stero­
wanie procesami zmian społeczno-kulturowych badanych grup, pojawiła się
w okresie międzywojennym, w bezpośrednim związku z działalnością Bronisława
Malinowskiego. Uważał on, iż jednym z najważniejszych problemów, z jakimi
styka się antropolog w Afryce jest analiza istoty kontaktu kulturowego .
Z jednej strony, badanie praktyki kolonialnej było - według Malinowskiego
- ważne dla rozwoju nauki, która miała okazję brać udział w kontrolowanych
eksperymentach społecznych, z drugiej: antropolog powinien być użyteczny
i przyczyniać się do rozwoju cywilizacyjnego Afryki. Zgodnie z poglądami
Malinowskiego, kolonizacja była naturalnym procesem ekspansji wysoko rozwi­
niętej cywilizacji. W przeciwieństwie do innych antropologów nie traktował on
jednak kolonizacji jako „misji cywilizacyjnej". Bycie przedstawicielem „wysoko
rozwiniętej cywilizacji" nakładało na antropologa obowiązki - udzielania
informacji administracji kolonialnej i dbania o to, by tubylcom „nie działa się
krzywda". Taka postawa różniła Malinowskiego od wielu zatrudnianych wów­
czas na urzędowych posadach antropologów, którzy - wykonując swoje zadania
- uważali, iż nie do nich należy zastanawianie się nad celami (Mucha 1985).
Założony w 1926 roku w Londynie Międzynarodowy Instytut Języków i Kultur
Afrykańskich prowadził badania, które „miały, zupełnie jawnie, na celu bezkon­
fliktowe utrzymanie kolonializmu, ale i podtrzymanie nadal żywych instytucji
tradycyjnych" (Mucha 1985, s. 209) . Kilka lat wcześniej australijskie władze
administracyjne powołały rządowego antropologa w Papui, podobne placówki
powstały też w południowej Nigerii, w Tanganice i w Afryce Południowej (Kuper
1987). W USA, w 1934 roku, założono, w ramach Biura do Spraw Indian,
komórkę zajmująca się antropologią stosowaną, której zadaniem było ułatwienie
adaptacji Indian do życia w rezerwatach, a siedem lat później powołano w tym
kraju Towarzystwo Antropologii Stosowanej. W tym samym okresie (pierwsza
połowa lat 40.) rząd USA zatrudnił antropologów do badań nad ludnością japoń­
ską i mikronezyjską. Począwszy od lat 50. antropologia stosowana, będąca swo­
istą inżynierią społeczną, coraz częściej uprawiana była na obszarach Ameryki
Łacińskiej. Była ona tam wówczas nierzadko wykorzystywana do aranżowania
8

9

8

„Bronisław Malinowski odwiedził Afrykę w roku 1934 i zapoznał się tam z tworzącym się,
jego zdaniem, «nowym społeczeństwem)). Wprowadził do teorii antropologicznej pojęcie kon­
taktu kulturowego. Odnosiło się ono do konfrontacji dwóch odrębnych, całościowych kultur
w obrębie pojedynczego państwa czy kolonii. Te odrębne kultury to tradycyjne (sprzed kontaktu)
kultury plemienne z jednej strony i kultura pochodzenia europejskiego, stale wzmacniana bez­
pośrednimi oddziaływaniami z Europy - z drugiej" (Mucha 2000, s. 15-16).
Ten sam Instytut przekazał jednak cała wiedzę, jaką dysponował przywódcom afrykańskiego
ruchu narodowowyzwoleńczego (Mucha 1985, s. 209).
9

�WOBEC INNOŚCI- EUROPEJCZYCY I INDIANIE

69

procesu kontaktu kulturowego izolowanych grup indiańskich. Często do roli ini­
cjatorów kontaktu zatrudniani byli wtedy misjonarze - antropologowie.
Powtarza się więc historia okresu konkwisty, gdy za zdobywcą pojawiali się
- jak już pisałam - handlarz, misjonarz i naukowiec. To właśnie misjonarz
często zajmował się jednocześnie badaniem tubylczej kultury (np. Diego Durân,
Bernardino de Sahagûn, Diego de Landa). Lecz ta pragmatyczna idea: poznać by
zwyciężyć, była tylko jednym z elementów, który dał początek profesjonalnemu
badaniu innego. Podobnie jak u źródeł zachodniego myślenia o innym, u źródeł
antropologii tkwi też drugi element, jakim jest typowa dla Europy autorefleksja,
zwątpienie w słuszność, a co za tym idzie - wyższość własnych wartości i wyni­
kające z tego zwątpienia przekonanie, iż inny zasługuje na to, by na równi z nami
być bohaterem, podmiotem społecznych procesów.
Jednym z pierwszych nurtów w antropologii, w którym istotnym elementem
działalności naukowej jest partnerstwo pomiędzy antropologiem i badaną spo­
łecznością, jest „action anthropology", czyli „antropologia działająca", opisana
w 1952 roku przez amerykańskiego antropologa Sola Taxa. Nazwa ta określa
proces, w czasie którego prowadzone są zarówno badania z zakresu nauk
społecznych, jak i niesiona jest praktyczna pomoc w rozwiązywaniu bieżących
problemów badanej grupy. Tak sformułowane podejście było wynikiem pracy
Taxa i jego studentów, głównie wśród Indian Mesquakie (Lisów) w latach
1948-1959, a także przyjętej przez nich filozofii. „Hitler, wojna i bomba, wszystko
to odegrało rolę w moim powrocie do tego, co interesowało mnie wcześniej
w działalności społecznej i zagadnieniach filozoficznych, zakładających użycie
teorii antropologicznej dla dobra społeczności, z którą się pracuje. Tak rozpo­
częło się to, co nazwaliśmy «action anthropology))" (Tax 1988, s. 8). Zdaniem
Taxa i jego współpracowników, antropolog powinien w równym stopniu uczyć
się, jak i pomagać. Działania antropologiczne nie powinny ograniczać się l i tylko
do pracy w ramach określonej teorii badawczej. Naukowiec powinien mieć
też świadomość swoich obowiązków wobec grupy, z którą pracuje. Pomagając
określonej społeczności, nie powinien jednakże podejmować decyzji za nią, lecz
respektować nawet te wybrane przez nią kierunki działania, które sam uważałby
za niepożądane. Zdaniem Taxa, antropologowie nie powinni „używać" określo­
nej społeczności do celów, które nie pozostają w związku z jej dobrem i w tym
sensie nie powinni „używać" jej do własnych celów. „Action antropology" różni
się od tradycyjnej antropologii stosowanej zarówno w płaszczyźnie metodolo­
gicznej, jak i - bardziej nas tu interesującej - etycznej, w swoim stosunku do
badanej grupy. „W tradycyjnej antropologii stosowanej badacz sprzedaje swoją
ekspertyzę klientowi. Zwykle ma miejsce umowa na dostarczenie produktu,
np. raportu, czy projektu. Jeśli antropolog nie decyduje się na opublikowanie
teoretycznej pracy opartej na badaniach, odpowiada on wówczas tylko wobec
zleceniodawcy. Odpowiedzialność jest finansowa. Niedostarczenie zakontrakto­
wanego produktu lub usługi (lub ich zła jakość) może być przyczyną utraty
wynagrodzenia, zniszczenia zawodowej reputacji (lecz, co ważne, niekoniecznie
zawodowej antropologicznej reputacji) lub nawet poniesienia konsekwencji

�70

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

prawnych. Jednak nawet w antropologii stosowanej badacz może uniknąć od­
powiedzialności za użycie dostarczonych przez niego informacji. [...] w «action
athropology» badacz musi być odpowiedzialny na dwóch poziomach: wobec
społeczności naukowców i wobec lokalnej społeczności, z którą pracuje. Ponie­
waż «action anthropology» została błędnie - przez wiele osób pracujących
poza jej obrębem - określona jako wariant tradycyjnej antropologii stosowa­
nej, więc ta połączona odpowiedzialność i jej implikacje są zwykle pomijane"
(Rubinstein 1986, s. 270).
Na podstawie przeprowadzonych przez siebie badań nad zmianą kulturową,
Tax doszedł do wniosku, iż nie ma żadnych naukowych przesłanek, by sądzić,
iż plemiona indiańskie w USA ulegną asymilacji. Nie zgadzał się z koncepcją
„tygla", która określała politykę rządów federalnych wobec ludności tubylczej:
„Musiałem stwierdzić, iż nie mamy prawa uważać za przegrany (org. - count out)
żaden z ludów, który jest dzisiaj z nami, że istniejące pojęcia dotyczące akulturacji
i asymilacji są nie tylko krzywdzące, ale, być może, błędne" (Tax 1988, s. 8).
0 tym, że asymilacja Tubylczych Amerykanów nie jest nieunikniona Tax mówił
nie tylko naukowcom (po raz pierwszy w 1952 roku), ale i samym Indianom.
Można powiedzieć, iż antropologia stosowana rozwija się dalej w dwóch kierun­
kach. Pierwszym jest ten, który Robert Rubinstein nazywa „tradycyjną antropologią
stosowaną". W jej ramach badacz sprzedaje swój produkt zleceniodawcy, zamie­
rzającemu uzyskane informacje zastosować w praktyce. Zleceniodawcą może
być w tym wypadku organizacja stawiająca sobie za cel ochronę praw ludności
tubylczej, agenda rządowa, jak i firma nosząca się z zamiarem wykupienia ziemi
indiańskiej. W każdym z tych przypadków końcowy produkt antropologicznych
badań może znaleźć zastosowanie. Drugim nurtem antropologii stosowanej są
działania na rzecz ludności tubylczej podejmowane przez poszczególnych badaczy
lub organizacje, których są członkami. Przykładami mogą być: IWGIA - Interna­
tional Work Group for Indigenous Affairs, organizacja powstała w Kopenhadze
w 1968 roku, mająca na celu „współpracę z ludami tubylczymi na całym świecie
1 pomoc w ich walce o prawa człowieka, samo-stanowienie, prawo do ziemi,
kontrolę nad ziemią i zasobami, integrację kulturową oraz prawo do rozwoju"
(z biuletynu informacyjnego IWGIA). Podobne cele stawiają sobie powstała rok
później w Wielkiej Brytanii organizacja Survival International oraz założona w
USA - Culture Survival. Z każdą z nich współpracują antropologowie. Powstają
też organizacje skupiające jedynie „działających antropologów", jak na przykład
Anthropology in Action, powstała z przekształcenia British Association for
Social Anthropology in Policy and Practice. W przypadku tego nurtu antropologii
zastosowanie wiedzy antropologicznej ma na celu niesienie pomocy ludności
tubylczej. Myślę, że dobrą ilustracją podejścia reprezentowanego przez badaczy
związanych z tym właśnie nurtem mogą być poglądy brazylijskiej antropolog
Alcidy Ramos, związanej z Pro-Yanomami Commission (CCPY). CCPY pow­
stała w 1978 roku jako organizacja działająca na rzecz utworzenia rezerwatu dla
Indian Yanomami. Prowadzi ona projekty edukacyjne, a także zapewnia opiekę
zdrowotną Indianom mieszkającym w 20 wsiach.

�WOBEC INNOŚCI - EUROPEJCZYCY I INDIANIE

71

Ryc. 2. Meniemo z wnukiem (Huaorani), Cononaco, 1991
Fot. M . Krysińska-Kałużna

W artykule zatytułowanym „Rozmyślając o Yanomami: wyobrażenia etno­
graficzne, a pogoń za egzotyką", brazylijska badaczka poddaje krytyce trzy opisy
Indian Yanomami stworzone przez trzech antropologów, którzy spędzili wiele lat
poznając kulturę tych Indian: Napoleona Chagnona, Jacąuesa Lizota i Bruce'a
Alberta (również współpracującego z CCPY); (Ramos 1999). Najbardziej kryty­
kowanym przez Ramos, ale najlepiej też chyba znanym etnologicznym „portre­
tem" Yanomami jest obraz okrutnego i wojowniczego ludu stworzony przez
Chagnona . Lizot tworzy obraz kultury skupionej raczej na erotyzmie, a Albert
- na grze intelektualnej. Ponieważ każdy etnograf konstruuje swój własny całoś­
ciowy obraz Yanomami, a narzędziami są osobiste inklinacje i zestaw metod
antropologicznych - pisze Ramos - „skoro rzeczywistość nigdy nie może być
wyczerpana - niektórzy mówią, że nigdy nie może być nawet przedstawiona,
to wszystko cokolwiek etnograf obiera za przedmiot swego szczególnego zain­
teresowania, niezależnie jak drobiazgowego, jest zawsze wynikiem osobistego
wyboru. Fakty etnograficzne nie istnieją gdzieś tam w oczekiwaniu na zebranie
przez kompetentnego antropologa, lecz są rezultatem złożonego procesu dawania
10

1 0

Na temat kontrowersji wokół publikacji Chagnona por. np. Rabben 1999. W książce Dark­
ness in El Dorado Patrick Tierney oskarża Chagnona i genetyka Jamesa Neela o wywołanie
epidemii wśród Yanomami w latach 60. W związku z faktami przedstawionymi w tej publi­
kacji, American Anthropological Association powołało komisję celem sprawdzenia zasadności
zarzutów Tierney'a.

�72

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

i brania w interakcji pomiędzy obserwatorem i obserwowanym. Inaczej mówiąc,
to dla kogo i o czym pisze etnograf ma bezpośredni wpływ na to, jak pisze"
(Ramos 1999, s. 216). Efektem Fierce People Chagnona był stereotyp ludzi
okrutnych, który przylgnął do Yanomami i zaobfitował licznymi historiami
na temat tych „dzikich Indian", opowiadanymi w filmach i książkach (np.
w pornograficznym filmie „Canibal Holocausto"). Można założyć, iż tak samo
jak Yanomami są egzotyczni dla nas, tak i my jesteśmy egzotyczni dla nich.
Jednak my za naszą wobec nich egzotyczność nie płacimy - jak pisze Ramos
- naszym życiem lub życiem naszych rodaków. „Wzajemne sądy, jakie Indianie
i antropolodzy formułują przy pierwszym spotkaniu, są niewspółmierne. Kon­
sekwencje egzotyzmu mogą być przyjemne dla tych drugich, lecz mogą okazać
się destrukcyjne dla tych pierwszych" (tamże, s. 223). W świecie, w którym
Amazonia ze swoimi naturalnymi bogactwami jest łakomym kąskiem, łatwiej
jest opinii publicznej wytłumaczyć konieczność „ucywilizowania", czy pacyfi­
kacji Indian, jeśli przedstawiani są oni jako okrutni, niemoralni, „bądź jakoś
inaczej niechrześcijańscy". Konsekwencje pisania mogą wykraczać więc daleko
poza to, co zostało pierwotnie przez badacza zamierzone. Zdaniem Alcidy
Ramos, opowiadanie „prawdy" nie może przesłaniać znaczenia społecznej
odpowiedzialności antropologa. „De rigueur dzisiejszej antropologii to nade
wszystko pytanie o sposób etycznego stosunku do wszelkiej INNOŚCI" (Burszta,
Piątkowski 1994, s. 46).
Można zapytać, co ma zrobić antropolog, który odkrywa, iż standardy mo­
ralne badanego przez niego ludu znacznie się różnią od standardów dominującej
zachodniej cywilizacji? Czy powinien ukrywać wyniki swych badań w obawie
przed wyrządzeniem szkody danej grupie? Gdzie przebiega granica, poza którą
nawet najbardziej rzetelny badacz nie powinien się posunąć? Są to pytania, jakie
zadają sobie dzisiaj (przynajmniej niektórzy) antropologowie, badając proste
społeczności i procesy zachodzące w nich w wyniku kontaktu z zachodnią kul­
turą. Czy rozwiązaniem może być proponowane przez Daniela Mato badanie
globalnych agentów celem informowania o nich agentów lokalnych? W takiej
sytuacji, antropologia od postulatu badania „obcego" na użytek własnej kultury
doszłaby do postulatu przeprowadzania badań na użytek kultury obcej (przy zało­
żeniu, iż badacz utożsamia się z kulturą zachodnią i że reprezentują j ą również
globalni agenci), a ogólniej - do postulatu nieprowadzania badań służących
kulturze dominującej. Innymi słowy, do postulatu, który byłby przeciwieństwem
tego, co głosił Malinowski.
Malinowski uważał, iż naukowiec powinien przeciwdziałać krzywdzie tubyl­
ców. Jego opinia dotycząca tej etycznej strony działalności antropologa opierała
się - podobnie jak u Daniela Mato, Sola Taxa i Alcidy Ramos - na tej samej
przesłance, nakazującej antropologowi odpowiedzialność wobec badanej spo­
łeczności. Wiedział on też już doskonale, iż badając naukowo zmianę kulturową
można się do zmian w kulturze przyczynić. Cóż więc się zmieniło? W przeci­
wieństwie do Malinowskiego, Ramos uważa, iż badana grupa jest partnerem
w procesie badawczym. Takie założenie czynili również badacze pracujący zgod-

�WOBEC INNOŚCI- EUROPEJCZYCY I INDIANIE

73

nie z zasadami action anthropology Sola Taxa. W literaturze polskiej propozycje
prowadzenia badań, w których badający staje się partnerem podmiotu badań moż­
na znaleźć np. u Anny Wyki (Wyka 1992). W tym ujęciu, praca naukowca to,
z jednej strony, badania teoretyczne, z drugiej - praktyczna pomoc. Jednak, zgod­
nie z tym, co głosi Alcida Ramos, już sam temat pracy, nastawienie badacza,
sposób przedstawienia wyników - mogą być pomocne dla danej społeczności
lub jej zaszkodzić. „Niezachwiana wiara w to, że można odkrywać prawdę
i tylko prawdę uwalnia od odpowiedzialności i ogranicza zobowiązania" (Ramos
1999, s. 224). Różnica zdań co do przeznaczenia i celowości pracy antropologa
znajduje się więc w odpowiedzi na pytanie, co leży w interesie społeczności
tubylczej, będącej w kontakcie z dominującym społeczeństwem zachodnim. Nie­
ustanna refleksja nad własnymi wartościami w kontekście relacji z innym, ciągłe
kwestionowanie własnych wniosków i szukanie odpowiedzi, które wyjaśnią,
kim jestem „ja" poprzez waloryzowanie odpowiedzi udzielanych przez innego
a - przede wszystkim - założona przez Zachód (przynajmniej teoretycznie) pod­
miotowość innego wpływają na zmianę podejścia badawczego antropologów.
Podejście proponowane przez Mato i Ramos wpisane jest w ten nurt antropo­
logii, która stara się znaleźć taką formułę badań, by ich beneficjentem był inny.
Oczywiście, nie wszyscy antropologowie przyjmują postawę prezentowaną
przez brazylijską badaczkę. Z drugiej strony, jej krytyka podejścia „wielu anglo­
saskich antropologów" nie wydaje mi się do końca uzasadniona. Zgodziłabym
się raczej z Michałem Buchowskim, który w kontekście antropologii stosowanej
pisał, iż „antropolodzy bezpośrednio zaangażowani w procesy mniej lub bardziej
gwałtownych przemian w świecie dzisiejszym stanowią znaczącą część środowi­
ska w skali globalnej" (Buchowski 1995, s. 65).
Przebieg procesów związanych z kontaktem kulturowym zależy - jak już
pisałam - w znacznej mierze od tego, jak strony tego kontaktu postrzegają siebie
nawzajem, od tego, jaki jest ich stosunek do innego. Jeśli jedną stroną kontaktu
jest dominująca kultura zachodnia, a drugą izolowana kultura indiańska, szanse
na przetrwanie tej drugiej zależą od tego, czy dominująca społeczność da po­
słuch pragmatycznemu podejściu „konkwistadorów", czy też - rywalizującemu
z nim w naszym społeczeństwie - podejściu, które widzi w innym takiego same­
go człowieka, osobę, jaką jestem „ja". Szczególną rolę ma w tym procesie do
odegrania antropolog. „Wielkim wyzwaniem dla antropologów jest próbować
zobaczyć innych tak jak widzą siebie i sportretować ich jako ludzi. Jest to strasz­
liwie trudne przedsięwzięcie. Cała nasza wspólna historia stoi pomiędzy nami
i wpływa na nasz sposób rozumienia. [...] Nawet kierowane najlepszymi zamia­
rami wysiłki zmierzające do zrozumienia mogą zostać przez kogoś innego nie­
właściwie użyte. Od czasu do czasu, jednakże, obserwatorzy przedostają się przez
stworzone przez samych siebie przeszkody i przedstawiają postać innego bez
zbyt wielkich zniekształceń. Może się to zdarzyć tylko sporadycznie, niespo­
dziewanie, w kilku paragrafach rozrzuconych w 400-stronicowym tomie. [...]
Wysiłek w celu zrozumienia wciąż trwa, podczas gdy dzieci umierają, giną lasy,
a rtęć zatruwa wodę" (Rabben 1998, s. 40-41).

�74

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA
LITERATURA

B e n e d y k t o w i c z Z. 2000, Portrety „obcego", Kraków.
B u c h o w s k i M . 1995, Zmiana w antropologii, [w:] Antropologia wobec zmiany, J. Kurczew­
ska, E. Tarkowska, R Gliński, W. Zaborowski (red.), s. 60-72, Warszawa.
B u r s z t a W. 1993, Wymiary antropologicznego poznania kultury, Poznań.
B u r s z t a W., P i ą t k o w s k i K. 1994, O czym opowiada antropologiczna opowieść, Warszawa.
C a b e z a de V a c a A . N . 1988, Wędrówki od morza do morza, [w:] Kronikarze kultur pre­
kolumbijskich, T. Garbacik (red.), s. 82-113, Kraków.
C h m a r a M . 1999, Wstęp do wydania polskiego: Chomsky - uczony i dysydent amerykański,
[w:] Noam Chomsky, Rok 501. Podbój trwa, s. 9-23, Poznań.
d' A n s A . M . 1975, La verdadera biblia de los Cashinahua (Mitos, leyendas y tradiciones de la
Selva peruana), Lima.
D í a z d e l C a s t i l l o B. 1986, Pamiętnik żołnierza Korteza, czyli prawdziwa historia pod­
boju Nowej Hiszpanii, Łódź.
F l i s M . 1994, Leszek Kołakowski - teoretyk kultury europejskiej, Kraków.
Human Rights... 1992, Human Rights Violations Against Indigenous Peoples of the Americas,
Amnesty International, Londyn.
Indigenous Affairs 1997, Indigenous affairs, 1/1997, IWGIA, Kopenhaga.
J a c ó r z y ń s k i W., K r y s i ń s k a - K a ł u ż n a M . 2001, Indianie i konkwistadorzy, Etyka,
nr 34, s. 39-52.
K a p u ś c i ń s k i R. 2001, Nasz kruchy świat, Gazeta Wyborcza, 29-30.IX, s. 2-10.
K e i f e n h e i m B. 1996, Futurs beaux-frères ou esclaves? Les Kashinawa découvrent des
Indiens non contactés, Journal de la Société des Américanistes, 83, s. 141-158.
K o ł a k o w s k i L. 1990, Cywilizacja na lawie oskarżonych, Warszawa.
K r y s i ń s k a - K a ł u ż n a M . 1999, Indianie i misje. Misjonarze w procesie kontaktu i zmiany
kulturowej w Amazonii, Lud, t. LXXXIV, s. 11-37.
K u p e r A. 1987, Między charyzmą a rutyną. Antropologia brytyjska 1922-1982, Łódź.
K w a ś n i e w s k i K. 1987a, Kontakt kulturowy, [w:] Słownik etnologiczny, terminy ogólne,
Z. Staszczak (red.), s. 177-178, Warszawa-Poznań.
- 1987b, Zmiana kulturowa, [w:] Słownik etnologiczny Terminy ogólne, Z. Staszczak
(red.), s. 381-383, Warszawa - Poznań.
L a s C a s a s de B. 1985, 12 Réplicas, [w:] Bartolomé de Las Casas. Obra Indigenista,
s. 217-276, Madryd.
- 1988, Krótka relacja o wyniszczeniu Indian, Poznań.
L é v i - S t r a u s s C. 1964, Smutek tropików, Warszawa.
L e w i s N . 1988, The Missionaries. God against the Indians, Londyn.
M a t o D. 2000, Transnational Networking and the Social Production of Representations of Iden­
tities by Indigenous Peoples' Organizations of Latin America, International Sociology,
Vol. 15(2), s. 343-360, Londyn, Thousand Oaks, CA, New Delhi.
M u c h a J. 1985, Antropologia stosowana w ujęciu Bronisława Malinowskiego, [w:] Antro­
pologia społeczna Bronisława Malinowskiego, M . Flis, A . K . Paluch (red.), s. 206-235,
Warszawa.
- 1995, Zmiana społeczna w perspektywie antropologicznej. O pożytkach studiowania antro­
pologii przez socjologów, [w:] Antropologia wobec zmiany, J. Kurczewska, E. Tarkowska,
P. Gliński, W. Zaborowski (red.), s. 28-37, Warszawa.
- 2000, Studenci zagraniczni a sytuacja kontaktu kulturowego, Przegląd Polonijny, t. X X V I ,
nr 1, s. 9-28.
N o w i c k a E. 1991, Świat człowieka - świat kultury, Warszawa.
O l s z e w s k a - D y o n i z i a k B. 2001, Człowiek-kultura-osobowość.
Wstęp do klasycznej
antropologii kulturowej, Wrocław.
P a r r y J.H. 1983, Morskie imperium Hiszpanii, Gdańsk.

�WOBEC INNOŚCI- EUROPEJCZYCY I INDIANIE

75

P o s e r n - Z i e l i ń s k i A. 1986, Akulturacja, [w:] Słownik etnologiczny. Terminy ogólne,
Z. Staszczak (red.), s. 16-19, Warszawa - Poznań.
R a b b e n L. 1998, Unnatural Selection, Seattle.
R a m o s A.R. 1999, Rozmyślając o Yanomami: wyobrażenia etnograficzne a pogoń za egzotyką,
[w:] Amerykańska antropologia postmodernistyczna, M . Buchowski (red.), s. 202-228,
Warszawa.
R i v a l L. 1996, Hijos del Sol, padres del jaguar, Quito.
de R o u g e m o n t D. 1991, List otwarty do Europejczyków (fragmenty), Literatura na świe­
cie, nr 10, tłum. A. Olędzka-Frybesowa, s. 3-42.
R u b i n s t e i n R.A. 1986, Reflections on Action Anthropology: Some Developmental Dyna­
mics of Anthropological Tradition, Human Organization, vol. 3, s. 270-279.
S e p u l v e d a de G. 1985, 12 Objeciones, [w:] Bartolome de Las Casas. Obra Indigenista,
s. 217-276, Madryt.
S i m m e 1 G. 1975, Socjologia, Warszawa.
Słownik Etnologiczny..., 1987, Słownik etnologiczny. Terminy ogólne, Z. Staszczak (red.), Warszawa-Poznań.
S m i t h R. 1996, Crisis under the Canopy. Drama bajo el manto amazonico, Quito.
T a x S. 1988, Pride and Puzzlement: A Retro-introspective Record of 60 Years of Anthropology,
Annual Review of Anthropology , vol. 17, s. 1-21.
T o d o r o v T. 1996, Podbój Ameryki. Problem innego, Warszawa.
W a l i g ó r s k i A. 1973, Antropologiczna koncepcja człowieka, Warszawa.
V a r g a s L l o s a M . 1998, Gawędziarz, Poznań.
W o l f de J. 1995, ZIDJI: Junod's South Africa Novel, [w:] Post-Modernism Anthropology,
K. Geuijen, D. Raven, J. de Wolf (eds.), Assen; Van Gorcum.
W y k a A. 1992, Badacz społeczny wobec doświadczenia, Warszawa.

M A G D A L E N A KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA

I N FACE OF THE OTHERNESS: EUROPEANS A N D INDIANS
Summary
The article discusses the attitude toward the other as one of the essential elements which
determine the process of culture contact. Amazonian Indians cultures and societies which have
developed on the basis of values of the Western culture are the subject of consideration. While
discussing premises that guide behaviours of Western societies in their culture contact with the
other and sources of attitudes adopted, the author focuses on the period of Great Discoveries,
when Europe started a project of conquering the world and when the assumption that the end
justifies the means became an official doctrine. The attitude of contemporary "conquistadors" is
a continuation of this way of thinking. It coexists with the idea based on Christian values that
gives the other the same attributes of humanity and, consequently, the same rights we have. The
Huaorani and the Cashinahua cultures are examples which illustrate Indians' attitude towards the
other and changes occurring in this category in connection with the processes of acculturation.
The author presents also how changing research approaches in anthropology are related with
a researcher's attitude toward the other who is the subject of study.
M.K.-K.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10309" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10287">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dd17b35ab4d842aa684553470cc606c6.pdf</src>
        <authentication>c88a4e3fbbeafbf8b0bf8075460b47d9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122575">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122576">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122577">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122578">
                <text>relatywizm kulturowy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122579">
                <text>prawa człowieka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122580">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2066</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122581">
                <text>Relatywizm kulturowy a prawa człowieka / LUD 1999 t.83</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122582">
                <text>LUD 1999 t.83, s.11-32</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122583">
                <text>Krysińska-Kałużna, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122584">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122585">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122586">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122587">
                <text>I ,ud. t. 83. 1999

Mi\C;[)/\U:N/\

KRYSIŃSK/\

Konin

RELATYWIZM

KULTUROWY

A PRAWA

CZł~OWIEKA

" To slulecie h.l'lo llajgors::e. Ludno,{ć cierpiala :: powodu księży, klórzy nie
ro::wllie./i ,{wiata, kolollis/&lt;Jw, któr::v g}l'(J/cili kobiety. i przedstawicieli rządu.
klór::ypos/Owili prawo na glowie" - Indianin Kogi, Kolumbial.
Uwikłanie antropologa w problemy grupy, którą się zajmuje, jest poniekąd
..z definicji" wpisane w jego zawód, choćby dlatego, iż - podobnie jak każdy
badacz - musi być on zainteresowany
sytuacją przedmiotu
swoich badań.
Oczywiście dla wielu antropologów
nie jest to jedyna przyczyna, która powinna
kierować ich uwagę na problematykę
praw ludności tubylczej. Może być nią
etyka zawodowa.
l3ez względu na to, czy badacz będzie podzielał poglądy
np. Sola Taxa i akceptował jego ..action anthropology"},
czy też w ogóle nie
będzie się angażował w działania na rzecz "podmiotów
swoich badań", powinien zapoznać się z głosami w dyskusji na swój temat, a mianowicie na temat
antropologa.
którego wypowiedzi
są analizowane
i poddawane
krytyce przez
teoretyków i praktyków zajmujących się problematyką praw człowieka.
W artykule tym chciałabym
przedstawić
trzy różne przykłady aktualnie
funkcjonujących
podejść do praw człowieka - uniwersalistycznego,
relatywistycznego i pluralistycznego.
Każ.de z tych podejść, w swojej argumentacji
na rzecz tychże praw. odmiennie
ocenia postawę relatywizmu
kulturowego
i jego wpływ na sposób myślenia o prawach człowieka, a co za tym idzie na ich
przyszłość. Troje autorów. których poglądy chciałabym omówić, jako podstawę
do analizy relacji pomiędzy relatywizmem
w antropologii a prawami człowieka,
opublikowało
swoje at1ykuły w tym samym numerze amerykallskiego
pisma
.,Journal of Anthropological
Researcll"l.
Zamiarem moim jest zwrócenie uwagi na fakt. że antropolog nie musi czuć
się ..moralnie zniewolony"
postawą relatywistyczną
przyjmowaną
przez siebie
na płaszczyźnie
badawczej.
a także przypomnienie,
iż poglądów moralnych
nie można "uprawomocniać
dowodami
naukowymi".
Przy okazji rozważaJ1
na ten temat pojawiają się istotne pytania, takie jak to, czy prawa człowieka
I

Cytat / filmu

.. Indianie

Kogi. I'odrói.

fruma R. Bauera i Jorge I.angera.
2 W 1952 roku la:\
opisal podejście

do krainy

starszych

do antropologii.

brad"

które nazwał

zrealizowanego
"antropologią

przez

Wol-

działąjąeą".

Naz\\&lt;; ty nadał procesl1l\i.
\\ czasie którego prowadIOne
S'I zarówno badania z zakresu nauk
społecznych. jak i niesiona jest praktyczna
pomoc \V rozwi'\7.ywaniu
bie7.'lcyeh problemów
grupy
(Rubinstein.
la:\.19X I: Ruhinslein.19S6:
Tax. 1988).
3 • .Journal
of /\Illhropological
Research".
vol. 53. nr 3. 1997.

�12
sąjedynie
wytworem cywilizacji zachodniej i jakie implikacje wynikają z odpowiedzi na to pytanie. Problematyce tej poświęca się - szczególnie w literaturze anglojęzycznej
- coraz więcej uwagi. Teksty, do których odwołuje się ten
artykuł, stanowią jedynie
bardzo niewielką część publikacji
poświęconych
związkom pomiędzy antropologią
i prawami człowieka, lecz - jak sądzę - część
istotną. Przed przystąpieniem
do przedstawienia
związków pomiędzy relatywizmem a problematyką
praw człowieka, konieczne jest choćby krótkie przypomnienie znaczenia tego terminu w antropologii.
Nie będę tutaj omawiać jego
klasycznych ujęć przedstawionych
już bardzo dobrze w polskiej literaturze.

Relatywizm kulturowy
Najogólniej relatywizm kulturowy można określić jako koncepcję badawczą,
która zakłada, iż adekwatne poznanie obcej kultury i zachodzących
w niej zjawisk wymaga zakwestionowania
uniwersalności
pojęć i znaczer1 istniejących
w kulturze badacza oraz dokonania próby zrozumienia badanej kultury poprzez
jej właściwe kategorie i pojęcia. Ze względu na złożoność zagadnienia relatywizmu kulturowego,
nie mogę sobie tutaj pozwolić na dokładne zrelacjonowanie wszystkich związanych z nim postaw badawczych oraz różnych implikacji
tego pojęcia zarówno dla nauki, jak i epistemologii,
ani też problemów, które
pojęcie relatywizmu
kulturowego
stwarza. Jednakże dla rozważenia
i oceny
związków pomiędzy antropologią
i prawami człowieka ukazanych w ujęciach,
które chciałabym przedstawić, konieczne jest przypomnienie
choćby niektórych
rozróżnier1, jakie można poczynić w jego obrębie, a także umiejscowienie
go
na odpowiednim
poziomie - badawczym lub filozoficznym.
Rozpocznę od drugiej kwestii, bardziej ogólnej, lecz zasadniczej dla zrozumienia problemów, jakie
mogą wynikać z niewłaściwego zastosowania terminu: relatywizm kulturowy.
Relatywizm w antropologii jest koncepcją naukową. stanowiskiem w ramach
metodologii badania naukowego, które ma na celu adekwatne wyjaśnienie zjawisk kulturowych.
Kwestionując
uniwersalność
pojęć własnej kultury, prawdy,
wiedzy, czy zasady racjonalizmu,
pozostaje on w ramach pewnej teorii badawczej przyjętej przez antropologa,
który wypowiada
się na poziom ie języka
przed m iotowego.
Innym poziomem - i odrębną "grą językową" - na którym można wypowiadać twierdzenia o relatywności
prawdy, racjonalności
itd. jest poziom epistemologiczny. Przyjęcie postawy relatywistycznej
na poziomie kulturoznawczym
nie implikuje konieczności utrzymania jej na poziomie filozoficznym (Buchowski, 1990). Antropolog wcale nie musi się wypowiadać
na poziomie teorii poznania, a jeśli to czyni. jego wypowiedzi
nie determinuje
metodologia
badar1
naukowych, której twierdzenia nie mają z założenia uniwersalnej wartości. Innymi słowy, założeniom
poczynionym
w nauce w celu wyjaśnienia
zjawisk
kulturowych nie można przypisać uniwersalnej prawomocności.
Badacz, który jest świadom tego na jakim poziomie toczy się dyskurs,
ma również świadomość
statusu wysuwanych
przez siebie twierdzer1 oraz ich

�13
prawomocności,
do momentu, gdy wypowiada się właśnie jako badacz kultury,
a nie filozof. Taka postawa umożliwia odparcie wielu zarzutów kwestionujących
logiczne podstawy, na jakich opiera się kierunek relatywizmu kulturowego.
Jednym z podstawowych
rozróżnidł, jakie można poczynić w obrębie relatywizmu kulturowego,
jest wyodrębnienie
relatywizmu
etycznego jako tego
aspektu ogólnej tezy relatywistycznej,
który odnosi się do sądów wartościujących oraz relatywizmu pojęciowego, odnoszącego się do aspektu poznawczego.
Z drugiej strony relatywizm etyczny może być traktowany jako część relatywiZIllU poznawczego.
Normy etyczne obowiązujące
w danej kulturze są wówczas
przez badacza traktowane tak, jak i pozostałe czynności i wytwory kulturowe.
Są one bowiem w oczywisty sposób powiązane z jej pojęciami i kategoriami
(Burszta, 1992).
Relatywizm etyczny (moralny) można rozpatrywać również na innej płaszczyźnie, wyróżniając jego "słabą" i "mocną" formę. Relatywizm w "słabej" postaci stwierdza jedynie, iż poszczególne społeczności posiadają odmienne podstawowe wartości moralne. Jego "mocna" forma, obok stwierdzenia, iż nie można
obiektywnie uzasadnić sądów o wartościach,
głosi, że należy wstrzymać się
od wszelkiego
moralnego
osądzania
innych.
Pomiędzy
dwoma
ostatnimi
stwierdzeniami
nie ma zależności logicznego wynikania.
Przyjęcie założenia,
iż nie istnieją obiektywne kryteria, które mogą rozstrzygać o tym, co jest moralnie słuszne, nie implikuje, iż musimy wstrzymać się od osądzania poza badaniami naukowymi. Powstrzymanie
się od jakiegokolwiek
osądzania oznaczałoby bowiem, że musimy się wyrzec własnej hierarchii wartości, pozbyć się jakichkolwiek wartości oprócz "wartości kwestionowania
wartości".
,,Ktokolwiek powiada w Europie, że wszystkie kultury są równe, normalnie
nie miałby ochoty żeby mu odcinano rękę kiedy oszukuje przy podatkach pisze Leszek Kołakowski - albo by mu zaaplikowano
biczowanie publiczne czy ukamienowanie
w wypadku kobiety - jeśli uprawia miłość z osobą, która
nie jest jego legalną żoną (lub mężem)" (Kołakowski,
J 990, s. 20). Relatywizm
kulturowy nic musi być jednak doprowadzoną
do absurdu tolerancją, zgodnie
z którą ci, którzy jej przeczą i z nią walczą, również mają rację. Może on być
koncepcją naukową, postawą i narzędziem
służącym do zrozumienia
obcej
kultury. Kiedy występuje na poziomie epistemologicznym,
również nie oznacza
moralnego nihilizmu.
Ograniczając się jedynie do przedstawienia
aspektów relatywizmu,
istotnych
dla poglądów, które zamierzam omówić w dalszym ciągu tego artykułu, zasygnalizowałam
problematykę
relatywistyczną
bardzo pobieżnie. Tę krótką charakterystykę chciałabym dopełnić cytatem z pracy Wojciecha Burszty bardzo
trafilie - jak sądzę - oddającym sens i założenia relatywizmu etycznego: "Pomijając trudności z logicznym uzasadnieniem
i spójnością tezy relatywizmu
moralnego wydaje się, iż należy ją traktować jako swoistą postawę normatywną, której celem jest zrozumienie innych kultur w ich całokształcie.
Rozumienie
umożliwia dopiero wyjaśnienie. Z postulatu "rozumienia"
nie wynikają żadne
systematyczne
implikacje dla sposobów ujmowania i osądzania innych kultur.

�14
Antropologowie
pragnąc rozumieć stany rzeczy "z punktu widzenia tubylca",
jednocześnie
skłaniają się ku calkowitej akceptacji tychże stanów rzeczy, niekiedy szokujących.
Jednakże rozumienie "od wewnątrz" nie musi wcale implikować "wybaczenia"
i ,.aprobaty", jak to już zauważył Max Weber" (Burszta.
1990, s. 59). Można by dodać: nie musi też oznaczać przyzwolenia.

Prawo a nłcjonalność
W rozważaniach
nad uniwersalnością
praw człowieka należy zadać pytanie,
co stanowi o uniwersalności
bądź względności prawa w ogóle. Zastanawiać się
więc można nad źródłami prawa, teoriami jego obowiązywania,
bądź modelami
tworzenia.
Sądzę, że przybliżenie
tej ostatniej kwestii może ułatwić analizę
poglądów, które zamierzam
przedstawić
w dalszej części al1ykułu. Jednymi
z kilku teorii wyjaśniających
tworzenie prawa są naturalne teorie prawa, oparte
na twierdzeniu, iż prawa ludzkie są słuszne dopóty, dopóki nie wchodzą w konflikty z prawami nadrzędnymi
(boskimi).
Rolą prawodawcy
jest ujawnienie
,,tkwiących
w bycie społecznym
prawidłowości
rządzących
ludźmi" (Sarkowicz, Stelmach, 1996, s. 18). Koncepcja ta - związana z racjonalnością
metafizyczną - sięga w kulturze europejskiej czasów Platona i Arystotelesa. Podobne
podejście istniało i istnieje również w innych kulturach (na przykład w kulturach funkcjonujących
w oparciu o prawo koraniczne).
Teoria racjonalizmu jest wyraźnie powiązana z koncepcją racjonalności
instrumentalnej,
która zaczęła funkcjonować
w XIX wieku. Ta teoria także wskazuje na prawo jako odkrywanie porządku otaczającego nas świata - jednak tym
razem porządku przyrodniczego.
Przekonanie,
iż racjonalność
sama w sobie
stanowi wartość etyczną, ponieważ jest źródłem postępu w realizacji coraz to
wyższych wartości, ..ustępuje \v XX-\viecznej
Europie - po zerwaniu więzów
pomiędzy wiedzą i moralnością - przekonaniu,
iż wiedza jest jedynie neutralnym etycznie instrumentem.
Model racjonalnego tworzenia prawa opracowany
został przez znanego
polskiego
teoretyka
prawa Jerzego
Wróblewskiego"
(Wróblewski,
1984: Michalska, Wronkowska,
1983). "W modelu tym prawodawca zwykle samodzielnie,
bez udziału społeczellstwa
realizuje poszczególne
etapy procesu prawotwórczego
i «władczo» steruje społeczeóstwem.
( ... ) Model
racjonalnego
instrumentalnie
tworzenia
prawa, choć do niedawna
chętnie
wspierany
z jednej strony przez zwolenników
pozytywizmu
prawniczego,
z drugiej przez zwolenników
rozmaitych nurtów socjologicznej
jurysprudencji
i «inżynierii społecznej»,
w ostatnich latach poddany został gruntownej krytyce" (Sarkiewicz,
Stelmach, 1996, s. 120). W teorii racjonalizmu prawo jest jedynie narzędziem realizacji wyznaczonych
"odgórnie" celów.
We współczesnych
koncepcjach
teorii pra\ova, instrumentalne
pojmowanie
racjonalności
wypierane jest m. in. przez idee racjonalności
argumentacyjnej
i konsensualnej.
Z pierwszej z nich - opartej na przekonaniu,
iż w życiu społecznym najważniejszym
zadaniem jest uzyskanie społecznej
akceptacji dla
ustalonych przez dane społeczer'tstwo praw i zasad - wynika, iż racjonalnym

�15
prawodawcą niekoniecznie jest ten, kto wykazuje prawdziwość
wiedzy, na jakiej opiera on swoje normatywne rozstrzygnięcia,
ani ten, kto dowodzi ich skuteczności \v osiąganiu celów, lecz ten, którego argumentacja
skutecznie kształtuje postawy adresatów norm. Racjonalność
konsensualna,
z kolei, oparta jest
na haberrnasowskiej
komunikacyjnej
wizji społeczeóstwa.
Zgodnie z tą koncepcją, najistotniejszymi
ludzkimi działaniami są te, które zmierzają do osiągnięcia
konsensusu
społecznego.
Warunkiem jego osiągnięcia
jest działanie oparte
na intersubiektywnie
akceptowanych
normach społecznych.
E. Kustra, w proponowanym przez siebie rozwojowym
modelu tworzenia prawa, wyróżnia trzy
typy tworzenia prawa: a) woluntarystyczny,
charakteryzujący
się zdecydowaną
dominacją podmiotu stanowiącego
prawo nad jego adresatem, b) legalistyczny,
gdzie prawo nadal jest pojmowanie jako instrument sterowania społeczeóstwem
oraz c) spolcC/ny typ tworzenia prawa, w którym szeroki udział ma społeczel1stwo. Prawo i proces jego tWNzenia stają się zarówno płaszczyzną komunikacji
społecznej, jak i jej wytworem. "Współcześnie
można by wyróżnić trzy idealizacyjne modele racjonalnego
tworzenia prawa ( ... ) model tworzenia prawa racjonalnego instrumentalnie,
model racjonalnyargumentacyjnie
i model racjonalny komunikacyjnie"
(Sarkowicz, Stelmach, 1996 s. 123).
Można więc stwierdzić, iż nie ma obecnie jednego uznanego modelu tworzenia prawa. Nie ma też jednej przyjętej teorii jego obowiązywania.
Zastanawiając się nad tworzeniem prawa, można także rozważać jego wartość moralną
jako pewnego typu instytucji społecznej.
Według Zygmunta
Ziembil1skiego
argumenty najbardziej przekonujące
są "związane zwrotnie z pozyskiwaniem
aprobaty dla systemu społecznego,
któremu prawo ma służyć. Bez przyjęcia
określonej ontologi i istoty ludzkiej, bez założcI1 cschatologicznych
co do tego,
jaki jest sens. cel, zadania życia ludzkiego, jakie jest jego przeznaczenie,
oraz
jeszcze innych założe{l tego rodzaju, wiele sporów o oceny moralne może być
\\ gruncie rleczy nie do rozstrzygnięcia,
czy też przy nieujawnionym
braku
wspólnych
lalożeJ1, może prowadzić
do rozstrzygnięć
jedynie
pozornych"
(ZiembiI1ski. 1995, s. (5).
Prawo jest jedn,\ z dziedzin życia społecznego.
Podobnie jak pozostałe jego
dziedziny. jest uwarunkowane
kulturowo,
a jednocześnie
kształtuje
kulturę
zbiorowości, która się nim posługuje. Tak, jak nie jesteśmy w stanie dowieść,
iż dana hierarchia wartości jest słuszna, a inna nie (Kołakowski,
1990), ani rozstrzygnąć sporów moralnych,
bez przyjęcia
pewnych założeó (Ziembit1ski,
1995), tak i nic jesteśmy w stanie jedynie na drodze logicznego rozumowania
udO\vodnić wal10ść moralną konkretnego systemu prawnego.

Powszechna Deklarac.ia Praw Człowieka
Punktem odniesienia dla rozważat1 na temat praw człowieka
wszechna Deklaracja Praw Człowieka (dal~j -- PDPe), która jest
zaakceptowaną
j&lt;mną. Ogloszona przez Narody Zjednoczone w
wi m. in. o prawic do życia, wolności, pożywienia, schronienia.

pozostaje Poich naj szerzej
1948 roku móPrzyjmuje się,

�16
że zasady tej Deklaracji zaakceptowała
większość
krajów, a status prawny
otrzymały one w szeregu umów międzynarodowych,
a zwłaszcza w Międzynarodowej Konwencji
Praw Cywilnych
i Politycznych
oraz Międzynarodowej
Konwencji Praw Ekonomicznych,
Socjalnych i Kulturowych.
Uchwalenie Deklaracji, która miała reprezentować
koncepcje praw człowieka w takiej formie,
w jakiej są one rozumiane w demokracjach
parlamentarnych,
było bezpośrednią
reakcją na okropności"
wojny światowej, holocaust, procesy norymberskie.
Źródeł koncepcji praw człowieka, które posłużyły do sformułowania
Deklaracji, można doszukiwać się w różnych czasach i kulturach. Afrykanie twierdzą,
iż można je wywieść z tradycyjnych
kultur ich kontynentu, podobnie twierdzą
uczeni z bliskowschodniej
tradycji kulturowej, powołując się na Kodeks Hammurabiego, a Hindusi na króla Aśiokę (Messer, 1997). Wśród źródeł europejskich można wymienić prawo rzymskie, filozofię grecką, chrześcijaJlstwo,
humanizm okresu Reformacj i oraz akty takie, jak Magna Charta z 1215 roku
czy francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1774 roku. Szczególne
znaczenie dla uniwersalnych
w założeniu pojęć użytych do określenia praw
człowieka miała z pewnością teoria społeczna okresu Oświecenia.
Wymienione
powyżej tradycje prawne, które artykułowały
prawa jednostki
w paJlstwie i relacje pomiędzy rządzonym i rządzącym, nie były oparte na zasadzie pełnej równości ludzi. Chroniły one pewne klasy w paJlstwic i były dokumentami prawa wewnętrznego.
Jedynie wyodrębniona
kategoria uczestników
danej kultury była obywatelami,
osobami, które posiadały pełnię praw. Nowatorskim punktem wyjścia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka było rozszerzenie tych praw na wszystkich ludzi.
Warto zwrócić uwagę na pojęcie osoby, które ukształtowało
się w Europie
w oparciu o wartości chrześcijaJlskie.
O szczególnym
znaczeniu tego pojęcia
pisze Denis de Rougemont zwracając uwagę na fakt, iż wielkie Sohory formułując dogmat o Trójcy Świętej wybrały termin "osoba", nadając słowu łaciJlskiernu, zinterpretowanemu
zgodnie z myślą grecką, nową chrześcijaJlską
zawmiość. Stąd wywodzi się nasze pojęcie osoby ludzkiej obdarzonej zarówno
powołaniem
społecznym, jak i duchowym. "Ten człowiek, zarazem wyróżniający się swoim niepowtarzalnym
powołaniem
i powiązany tym właśnie powalaniem z bliźnim i z Ojcem wszystkich ludzi, stanie się prawdziwym źródłem
nowego prawa, poszanowania
człowieka,
zachodnioeuropejskiej
etyki i charakterystycznych
dla Europy instytucji. Zadaniem tych ostatnich jest zapewniać
wolność jednostce,
a zarazem przestrzegać
obowiązków
wobec wspólnoty"
(de Rougemont,
1991, s. 6). Europejskie wartości i ideały - twierdzi de Rougemont - wywodzą się z wprowadzonego
przez chrześcijaJlstwo pojęcia człowieka.
Ukształtowane
tradycją europejską pojęcie praw człowieka ogranicza się dla
wielu europejskich naukowców i filozofów zachodniej polityki liberalnej do praw
cywilno-politycznych.
Odmawiają
oni przyznania
takiego statusu "trudnym
do sformułowania"
prawom ekonomiczno-społeczna-kulturowym.
Na przyjęcie
takiego rozumienia praw człowieka nie zgadzają się \IV większości przedstawiciele pal1stw afrykallskich i azjatyckich argumentując,
iż jest to sprzeczne z ich

�17
tradycją. Liderzy biedniejszych
paóstw afrykaóskich
twierdzą, iż to "Iudom"
(narodom, nie poszczególnym
grupom etnicznym),
a nie jednostkom
przysługują szczególne prawa. Prawa bowiem tych ostatnich mogą być poświęcone
(przynajmniej
na ,.krótki dystans") dla zapewnienia
rozwoju ekonomicznego
i ,.prawa do egzystencji".
Podobne opinie przedstawiają
reprezentanci
Chin czy
Indonezj i, którzy twierdzą, iż indywidualne
prawa polityczne są obce azjatyckiej tradycji wspólnotowej.
Wyraz swoim poglądom dali oni w Deklaracji
z Bangkoku w 1993 roku. która miała być odpowiedzią
na zarzuty Zachodu,
iż państwa te gwałcą prawa jednostek (Messer, 1997). Z kolei Stany Zjednoczone. które podpisały pope, nigdy nie ratyfikowały traktatów o prawach społecznych i ekonomicznych.
Innym, szczególnie dla antropologów
interesującym
problemem, który staje
się coraz ważniejszy \v dyskusji nad prawami człowieka,
są prawa ludności
tubylczej. Są one szczególnym
przypadkiem
praw mniejszości
(szczególnym
choćby z tego powodu, iż ludność tubylcza nie musi stanowić mniejszości
w sensie liczbowym).
Obecna polityczna i prawnicza retoryka w dyskusjach
nad prawam i zbiorowym i podkreśla prawa grup tubylczych do odmienności, jak
i do decydowania o sposobach własnego rozwoju. Przedstawiciele
autochtonów
- przynajmniej ci. których wypowiedzi mogą dotrzeć na arenę międzynarodową
- nie dają rządom pallstw, do których zostali siłą włączeni, moralnego i prawnego autorytetu do ich reprezentowania.
Podćzas dyskusj i nad uznaniem tradycyjnych
praw ludności tubylczej pojawiają się dwie istotne kwestie. Pierwszą z nich jest fakt, iż niektóre kulturowe
praktyki tych ludów pozostają w bezpośrednim
konflikcie z prawami człowieka
uznanymi przez społeczność międzynarodową.
Drugą sprawą jest problem reprezentacji grup tubylczych. Grupy te nie są ani homogeniczne,
ani statyczne
(w znaczeniu kulturowym), co pociąga za sobą różnorodne i sprzeczne interesy.
Natomiast kwestie negocjowane
przez liderów (którzy mogą reprezentować
tylko jedną z fi'akcji) są decydujące dla kultury całej grupy.
Po wstępnym zarysowaniu
problematyki
związanej
z różnymi opiniami
na temat praw człowieka i tego, co prawa te powinny gwarantować,
chciałabym
teraz przedstawić
trzy różne podt:iścia do tego tematu: "uniwersalistyczne",
..relatywistyczne"
oraz "pluralistyczne".
Każde z tych podejść w inny sposób
ocenia rolę antropologa w tworzeniu kultury praw człowieka, a w szczególności
antropologa przyjmującego
założenia relatywizmu kulturowego.
Przedstawiając
te opcje skupię się glównie na ich teoretycznych
założeniach.
Dla przedstawienia podejścia "uniwersalistycznego"
posłużę się artykułami
Elizabeth M. Zechenter, przedstawicielki
tego kierunku.

Podejście uniwersalistyczne
Podstawowym
założeniem tej koncepcji praw człowieka jest stwierdzenie,
iż istnieje zasadnicza jedność rodzaju ludzkiego, uprawniająca
wszystkie jednostki bez względu na ich religię, płeć, bądź jakiekolwiek
kulturowe czy regio-

�18
nalne uprzedzenia - do pewnego podstawowego
minimum praw znanych jako
prawa człowieka (podobne stwierdzenia
wysuwają także pozostałe podejścia,
różnica leży w sposobie ich uzasadniania).
Dla uniwersalistów,
czy antyrelatywistów, koncepcja praw człowieka różni się od innych tradycyjnych
kultur
prawnych. Zajmuje się ona wyłącznie prawami jednostki vis-a "is państwa poza
kontekstem
kulturowym.
Prawa poszczególnych
kultur - choć wartościowe
i chroniące ludzką godność - nie mają statusu "praw człowieka". Poparcie dla
poglądów uniwersalistycznych
E. Zechenter odnajduje w kilku teoriach jurysprudencyjnych: prawa naturalnego, teorii racjonalizmu, teorii pozytywizmu, a także
4
w teorii "ludzkich zdolności", reprezentowan~j m.in. przez Johna Rawlsa .
Jednym z argumentów
wysuwanych
przez Zechenter na rzecz uniwersalistycznego podejścia do praw człowieka jest powołujące się na Ernesta Gellnera
stwierdzenie,
iż nie ma kultur, które podobnie jak języki, byłyby kompletnie nie
dające się pojąć "obcym". Potwierdzeniem
wspólnej ludzkiej natury miałyby
być współczesne badania m.in. z zakresu psychologii, socjobiologii, psychiatrii.
neurologii,
dowodzące
np. genetycznego
uwarunkowania
języka. Także uzasadnienie dla przyjęcia " minimum uniwersalnych
standardów,
które miałyby
zastosowanie
dla wszystkich ludzi" rodzi pytania: Gdyby nauka nie była w stanie wykazać. iż wszyscy ludzie są podobni, gdyby wręcz "udowodniła",
że tak
nie jest, czy wówczas w odniesieniu do owych "innych" prawa te nie musiałyby
być stosowane?
Można też zadać inne pytanie: Jakie miałoby być kryterium
wykazujące dostateczną "wspólność"
rodzaju ludzkiego i jak dalece należałoby
ją dowieść? Czy mieliby więc rację teoretycy apartheidu, gdyby udało się im
obiektywnie
wykazać dostatecznie
istotne (biologiczne?
psychiczne?)
różnice
pomiędzy rasami? Z pewnością nie takie wnioski leżały w zamierzeniach
zwolenniczki uniwersalizmu.
Lecz próby naukowego uzasadnienia praw moralnych
mogą właśnie do nich prowadzić.
Zdaniem Zechenter, zagrożeniem
dla koncepcji praw człowieka jest relatywizm kulturowy, a jego "krytyka nowoczesnego
ustroju praw człowieka jest
w znacznym stopniu nieprawomocna
i działa na niego korumpująco"
(Zechenter, 1997a, s. 17). Dla Zechenter relatywizm kulturowy jest teorią, która utrzymuje, że nie ma absolutnej prawdy, czy to etycznej, moralnej, czy też kulturowej i nie ma też sensownego
sposobu na osądzanie różnych kultur, ponieważ
każdy osąd jest etnocentryczny.
Powyższa definicja oznacza, iż - pomimo że
autorka (raczej w ujęciu historycznym)
pisze o relatywizmie
deskryptywnym,
normatywnym,
a także o reprezentowanym
przez Clifforda Geertza relatywizmie epistemologicznym
- w zasadzie nie czyni rozróżnień pomiędzy współczesnymi podejściami relatywistycznymi,
w szczególności
pomiędzy płaszczyzną badawczą i filozoficzną.
Nie zakłada też możliwości, w której relatywizm

4 Celem Rawlsa jcst wypracOI\anic koncepcji sprawiedliwości.
która by/aby alternatywą wobec utylitaryzmu dominującego w anglosaskiej myśli społecznej . .leg.o teoria sprawiedliwości.
która zakłada m.in .. iż ludzie rodzą się \\ określonych warunkach przypadkowo: złe warunki
..wyjściowe·· powinny zostać zrekompensowane przez społeczeństwo (Rawls. 1994 l.

�19
etyczny byłby jedynie szczególną formą relatywistycznego podejścia w antropologii.
Jednym z argumentów przeciw relatywizmowi ma być stwierdzenie jego
wewnętrznej sprzeczności. Głosząc brak uniwersalnych zasad i praw, jego
przedstawiciele twierdzą, iż należy być tolerancyjnym wobec innych kulturowych praktyk, czyniąc w ten sposób tolerancję zasadą uniwersalną (Zechenter,
1997a, s. 18). Jednakże, jak wiemy, antropolog mówiąc o względności praw
i zasad wypowiada się jako badacz kultury, a nie filozof. Dla Zechenter
wstrzymanie się od oceny zasad moralnych (także na poziomie badawczym)
i stwierdzenie, iż nie można oceniać sądów o wartościach, oznacza etyczny
nihilizm. Innego zdania jest Leszek Kołakowski, gdy pisze: "Sytuacja antropologa nie polega naprawdę na zawieszeniu oceny i jego postawa opiera się
na przekonaniu, że opis i analiza uwolnione od normatywnych przesądów,
są więcej warte niż duch wyższości lub fanatyzmu; jest to wszelako sąd wartościujący w sensie równie mocnym, jak sąd przeciwstawny. Niepodobna naprawdę porzucić wartościowania. To co nazywamy duchem naukowym jest
postawą kulturalną, związaną swoiście z cywilizacją zachodnią i jej hierarchią
wartości" (Kołakowski, 1990, s. 16). Badacz, który próbuje zawiesić swoje
oceny w trakcie postępowania naukowego, nie wyrzeka się tym samym swoich
własnych poglądów i wartości. Próba zrozumienia "innego" nie oznacza utraty
własnej tożsamości.
E. Zechenter zdegustowana jest jednakże wszystkimi relatywizującymi postawami dotyczącymi nauki. Uważa bowiem, iż kwestionując obiektywność
własnych sądów o rzeczywistości w konsekwencji odrzuca się też każdy uniwersalizm, w tym uniwersalizm praw człowieka (Zechenter, 1997b, s. 325326). Stawia ona znak równości pomiędzy dowodem naukowym a racją moralną. Zakłada, iż hierarchia wal10ści człowieka Zachodu musi być kształtowana
przez ocenę możliwości naukowego poznania rzeczywistości. A przecież jak uważa Kołakowski - "nie sposób dowieść - co się zowie dowieść - że tolerancja religijna jest lepsza niż reżym, w którym ludzie są skazywani na śmierć
za chrzczenie swoich dzieci, że równość wobec prawa ma wyższość nad prawodawstwem, które udziela przywilejów określonym kastom, że wolność jest lepsza niż despotyzm itd." (Kołakowski, 1990, s. 19).
Z artykułów E. Zechenter dowiadujemy się, że "wielu relatywistów po cichu
lub wprost usprawiedliwia kanibalizm, dzieciobójstwo, okaleczanie genitaliów,
tortury, przemoc i brutalność wobec kobiet i dzieci, torturowanie zwierząt oraz
inne praktyki, które są niezgodne z ideami międzynarodowych praw człowieka"
(Zechenter, 1997a. s. 18). Ze stwierdzeniem tym - podobnie jak i z zarzutami,
iż wielu antropologów woli unikać osądów, ponieważ tak jest im wygodniej nie mogę się zgodzić. Próba zrozumienia obcej kultury nie jest równoznaczna
z porzuceniem własnej hierarchii wartości, zrozumienie z "wybaczeniem",
a o zawodzie antropologa należy jednak dyskutować głównie jako o profesji,
a nie powołaniu.

�20
Z pewnością należy się zastanowić nad każdą krytyką, także i nad opinią,
że to troska o możliwość przeprowadzenia badar't terenowych i dbałość o to,
by nie narazić się żadnej ze stron powoduje brak zaangażowania i jasnej postawy etycznej ze strony antropologa. Można jednak także wyliczać przykłady
badaczy, którzy takie postawy przyjmowali, choćby Myrnę Mack Chang badającą w Gwatemali sytuację ludności przesiedlonej przez wojsko w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Została ona zastrzelona w 1990 roku zanim
zdążyła zeznawać przed Mi~dzyamerykar'tską Komisją Praw Człowieka (Human Rights ..., 1992; Wilson, 1997).
Elizabeth Zechenter zauważa, iż w ostatnich latach wiele rządów krajów
Trzeciego Świata zakwestionowało uniwersalizm praw człowieka, wykorzystując do tego koncepcję relatywizmu ku Iturowego. Opierają się na niej
w twierdzeniu, iż mogą zawiesić prawa człowieka wobec swoich obywateli
w imię kulturowej suw~renności (Zechenter, l 997a. s. 19). Tego spostrzeżenia,
które także ma dyskredytować relatywizm, nie można jednak policzyć na korzyść uniwersalizmu, nie udzieliwszy wcześniej odpowiedzi na pytania: Gdyby
owi politycy nie mogli odwołać się do relatywizmu kulturowego jako wytłumaczenia swojego postępowania, to czy by je zmienili? Po drugie, czy należy
wnioskować, iż w nauce nie powinno się tworzyć koncepcj i i rozwijać teorii,
które mogą być użyte w "nieetyczny" sposób? Czy w tak samo "nieetyczny"
sposób nie może zostać wykorzystana idea uniwersalności praw człowieka (np.
gdy tyran uzna za "uniwersalne" jakieś "barbarzyr'tskie" prawo)?
Relatywizm kulturowy jest, zdaniem Zechenter, oparty na statycznej, błędnej
koncepcji kultury. Kultura bowiem według niej jest trwającą adaptacją do zmieniającego się środowiska (Zechenter, 1997a, s. 18; 1997b, s. 332). Choć można
oczywiście polemizować z przypisaniem relatywizmowi statycznej koncepcji
kultury, a także z tym, co ma implikować ta bardzo uproszczona definicja kultury przyjęta przez autorkę, należy jednak zwrócić uwagę, iż kwestionując statyczny obraz kultury, podejście uniwersalistyczne przyjmuje, iż inne kultury,
którym dotychczas obce było akceptowanie praw człowieka w sensie zachodnim, mogą zacząć i zaczynająje w takiej formie przyjmować. Gdy w ramach tej
samej kultury zaczynają funkcjonować, bądź funkcjonują od dawna, różne systemy wartości, należy zadać pytanie, który z nich jest dla niej reprezentatywny.
Innym istotnym problemem, który porusza Zechemer. jest kwestia relacji pomiędzy prawami jednostek a prawami grup, które "wykazują skłonność do wykorzystywania jednostek lub pewnych klas, np. kobiet, czy dzieci" (Zechenter,
1997a, s. 19). Skłania ona do zastanowienia, czy gwarantowanie praw grupom
chroni słabsze jednostki. Według tej autorki zbyt mało jest badań i informacji
o wewnątrzkuiwrowej różnorodności, a zwyczaje kulturowe odzwierciedlają
interesy klasy dominującej w obrębie grupy. Zechenter uwaza leż, że niezmiernie trudno jest określić, które zwyczaje są reprezentatywne dla danej kultury.
Czy bowiem założenie, że 100 % osób w danej grupie praktykuje dany zwyczaj
oznacza, że jest on "prawomocny"? Czy możemy przyjąć punkt widzenia więk-

�21
szości? Co w sytuacji, jeśli większość korzysta z danej praktyki kosztem mniejszości? Czy taka praktyka jest wciąż "uprawniona"?).
Autorka stawia także inne pytania - które, jak i powyższe - świadczą,
iż "uniwersalizm" nie jest tak do końca uniwersalny (np. pytanie: "Czy możliwe
jest stworzenie międzynarodowego konsensusu jako kryterium, które mogłoby
być używane do krytycznej oceny kulturowych zwyczajów i ich osądzania?")
(Zechenter, 1997a, s. 21) i nie może udzielić jasnych odpowiedzi na wiele pytań
związanych choćby z faktem, iż problem odmienności kulturowej jest coraz
wyraźniej artykulowany również przez ludy tubylcze. Zechenter w jednym zdaniu przyznaje, i7.odmawiają one rządom moralnego prawa do ich reprezentowania (Zechenter, 1997a, s. 16), lecz na tym poprzestaje, nie wdając się ani
w ocenę ich stanowiska, ani w implikacje, jakie z niego wynikają dla rozważań
na temat praw człowieka. Jej zdaniem "odrzucenie uniwersalizmu na rzecz relatywizmu kulturowego miałoby bardzo znaczące konsekwencje i prowadziło
do brutalizacji życia w imię religii i kultury" (Zechenter, 1997b, s. 341). Podejście uniwersalistyczne jest dla niej jedyną opcją, która umożliwia istnienie praw
człowieka w takiej formie, by chroniły prawa jednostki. Relatywizm kulturowy
- tak jak jest on rozumiany przez autorkę - jawi się jako "zgoda na wszystko"
w imię wyrzeczenia się etnocentryzmu.
Przyjrzyjmy się teraz, jaką postawę wobec praw człowieka przyjmuje przedstawiciel współczesnego nurtu relatywizmu kulturowego w antropologii.
Podejście relatywistyczne
Relatywiści kulturowi (antropologowie) - dla których prawa jednostki nie są
oczywiste same z siebie - argumentują na rzecz takiej koncepcji praw człowieka, która domaga się większego szacunku dla różnic kulturowych, a szczególnie
większej ochrony dla praw ludności tubylczej. Obiekcje relatywistów wzbudza
struktura "zaszczepienia" praw człowieka, ustanawiająca międzynarodowe komisje i instrumenty jako arbitrów globalnej moralności, a prawa międzynarodowe i narodowe stawiająca ponad zwyczajami i wartościami grup kulturowych. ,,Antropologowie nie ulegają prawnej strukturze praw człowieka, która
powierza ich ochronę tym samym paIlstwom, które są głównymi sprawcami
nadużyć. (...) Są także sfrustrowani prawniczymi imerpretacjami, ograniczającymi rodzaje zarzutów lub dowodów, które mogłyby zostać użyte do obrony
praw człowieka, a które czasami - dla własnych korzyści - wykorzystywane są
przez łamiących te prawa" (Messer, 1997, s. 293-294).
Terence Turner, którego poglądy chciałabym przedstawić, jest członkiem
powołanych w ramach Amerykańskiego Towarzystwa Antropologicznego (da-

, Ciekaw;\ lmagl,: c/.yni i\bdullahi A An-Nairn pisząc. iż poparcie dla dyskryminowanej
w danej kulturze grury ze strony ..obcego" i jego twierdzenie. że to właśnie on wie, jaka jest
słuszna wilja Kultury OWl:go spoleczeństwa. nic prowadzi efektywnie do osiągnięcia celu, a mianowicie do porra\\ y sylllal:ji dyskryminowanej grupy (An-Nairn. I992b, s. 20).

�22
lej ATA) Komisji Praw Człowieka, Grupy Zadaniowej Działającej na Rzecz Praw
Człowieka (Task Force on Human Rights) oraz stałego Komitetu na Rzecz Praw
Człowieka utworzonego
w 1995 roku. Sformułowanie
ogólnych deklaracji dotyczących praw człowieka w świetle antropologicznej
wiedzy i teorii, jest jednym z głównych zada6 tych ciał. Poglądy Turnera - jak sam stwierdza - zostały
w znacznym stopniu sformułowane
podczas dyskusji zakOł1czonej wydaniem
przez A TA dokumentu wyjaśniającego
jego problemy teoretyczne i służącego
jako praktyczny przewodnik
dla działa6 antropologa,
stykającego się z przypadkami łamania praw człowieka. Przedstawiając
poglądy Turnera, skupię się
głównie na tym aspekcie jego rozważa!'l, który dotyczy teoretycznego
wymiaru
pracy antropologa.
Koncepcja uniwersalnych
kulturowych
cech lub zasad nie jest - według
Turnera - sama w sobie niezgodna z pewnymi fonnami kulturowego relatywizmu. "Prawa" w szczególnym
sensie nie mogą być uniwersalnymi
atrybutami
"ludzkości"
postrzeganej
antropologicznie,
lecz generalne zasady prawa lub
sprawiedliwości
- mogą. Antropologia
może być w stanie dostarczyć wiedzę
o uniwersalnych
atrybutach ludzkości. Według Elizabeth Zechenter to biologia
miała dostarczyć dowodów na rzecz wspólnej natury człowieka,
na których
można by oprzeć ideę uniwersalności
praw człowieka
(Zechenter,
I997b,
s. 327). Tlirner chciałby, aby uczyniła to antropologia.
Oboje odczuwają potrzebę naukowego potwierdzenia
podstaw uniwersalności
praw człowieka. "Jest
oczywiste - pisze Turner - iż prekulturowa,
psychobiologiczna
konstytucja istot
ludzkich jako jednostek nie może być interpretowana
jako potwierdzenie
czegokolwiek co jest społecznie
i kulturowo utworzone jako «prawo», lecz czy
istnieje jakiś wspólny aspekt społecznej i kulturowej konstytucji ludzi, który
może zostać rozpoznany jako implikujący,
jeśli nie potwierdzający,
prawa
w tym sensie? Odpowiedź
na to pytanie, jak wierzę, brzmi: «tak»" (Turner,
1997, s. 275). Czy z obiektywnej wiedzy -jeśli takąjest antropologia - można
wyprowadzić
moralne lub polityczne zasady? - pyta Turner. Nie odpowiada on
na to pytanie wprost, lecz wydaje się, iż z przekonania, że w ramach koncepcji
relatywistycznej
istnieje potrzeba dowiedzenia
pewnych uniwersaliów,
można
by wnioskować,
iż zakłada, że mogą one służyć jako wzmocnienie
i potwierdzenie praw człowieka. Wniosek ten zilustruje jeszcze jednym cytatem z artykułu Human rights, human difference: "Wolno także sugerować, że jeśli antropologicznie uzasadnione podstawy do obrony praw osób i grup pozbawionych
przywilejów
lub odsuniętych na margines mogłyby zostać określone, zapewniłyby one mocną podstawę do obrony ludzkiego i pragmatycznego
kulturowo
relatywistycznego
podejścia zalecanego przez Hatcha i Greenwooda przeciwko
prawicowym
atakom na kulturową i społeczną różnorodność"
(Turner, 1997,
s.277).
W sugerowanej .- przez wspomnianych przez Turnera, Elvina Hatcha i Davydda Greenwooda
- koncepcji relatywizmu
uważa się go raczej za metodę niż
teorię. Powinien on być traktowany
nie jako w pełni rozwinięte stanowisko
teoretyczne, lecz zobowiązanie
do wstrzymywania
się przed osądem moralnym.

�23
aż do momentu poczynienia wysiłków, w celu zrozumienia
innej kultury w jej
własnym kontekście. Takie podejście - jak uważa Turner - nie kwestionuje
potrzeby teoretycznie ugruntowan~j
międzykulturowej
zasady sprawiedliwości
i równości, zdolnej do tego, by służyła jako podstawa dla praw człowieka.
Uczony- ten zakłada istnienie pewnych "ukrytych,,6 - w przypadkach
prostych
społeczności - zasad: uczciwości,
słuszności, sprawiedliwości
czy równości.
Ponieważ są one ,.ukryte'·, a więc studia porównawcze
nie mogą odkryć uniwersalnej międzykulturowej
zasady, czy zasad praw człowieka.
Powyższe stwierdzenie jest typowym założeniem uniwersalistycznym.
Tak
\vięc w jednej metodzie badawczej mielibyśmy
połączyć zarówno założenia
uniwersalistycznc,
jak i relatywistyczne.
Powstaje pytanie, jak daleko można
rozgraniczyć sfery kultury, których one dotyczą?
Istnienie kulturowych różnic - uważa Turner - nie wyklucza istnienia kulturowych uniwersaliów,
nie bardziej niż różnice pomiędzy językami nie wykluczają istnienia uniwersalnych
cech języka. Podobnie uniwersalna jest ludzka
zdolność do ,,tworzenia
kultury", a "zawartości"
poszczególnych
kultur są
kontekstowo uwarunkowane.
Turner przypisuje atrybut "uniwersalnych
matryc"
procesom społecznej i kulturowej produkcji i reprodukcji, a nie wyabstrahowanym z nich kulturowym cechom, wartościom
i normom. Argumentuje
dalej,
że takie uniwersalne atrybuty mogą być zgodne z pragmatycznym
kulturowym
relatywizmem.
Taki pragmatyczny
relatywizm
byłby rozumieniem
specyficznych kulturowych
różnic jako produktów działa!'l, które zapośredniczają
uniwersalne ludzkie zdolności do kontekstowo zróżnicowanych
okoliczności.
A te
uniwersalne ludzkie zdolności mogą być interpretowane jako podstawy uniwersalnych zasad sprawiedliwości,
równości, czy wzajemności.
Argumentacja
Turnera nasuwa pewne wątpliwości i pytania. Czy "pragmatyczny relatywizm". który stwierdza po prostu, że kultury się różnią ze względu
na ,.kontekstowe okoliczności", jest czymś więcej. niż banalnym stwierdzeniem
stanu rzeczy, że kultury w ogóle się różnią (bo właśnie wszystko można uznać
za "kontekstową
okoliczność")
i czy koncepcję taką można wciąż nazywać
"relatywizmem
kulturowym?"
Po drugie, dlaczego z .,uniwersalnych
matryc" jakimi są procesy produkcj i i reprodukcj i kulturowej - nie można wywieść także szeregu innych uniwersalnie
obowiązujących
zasad. Jeśli nie, to dlaczego
i co stoi na przeszkodzie,
by to uczynić, jeśli zaś można, to koncepcja ta jest
\vedług mnie typową koncepcją uniwersalistyczną.
Jeszcze jedna wątpliwość
dotyczy samcgo pojęcia "uniwersaliów".
"Geettz zastanawia
się, jaki status
ontologiczny
posiadają takie wyróżniane
uniwersalia
- pisze W. Burszta czy nie są to przypadkiem pojęcia puste. ( ... ) Pojęcie «uniwersaliów»
oznacza,
że powinny one posiadać identyczną zawartość, a nie treść specyficznie
kultu-

"Na j.:dnym krar"lCu ..kontinuum zrl)żnicowania
form prawnych"
Turner umiejscawia
,.niektóre proste bcZpallS!WO\\ c spo!cuności
l IV których - M. K.I hrak jest spccyficznych 7.ądań i roszczcń wohcc innych członków spo!cczności
Iuh społeczności
jako całości lub wyróżnianych
spokCl.l1ych Illcchanizll1('l\\ służ&lt;jeych do ich wprowadzenia"
Cfurner. 1997. s. 276).

�24
rową. ( ... ) Geertz nie twierdzi, że nauki o kulturze nie są w stanie formułować
generalizacji o człowieku jako człowieku, przeciwnie - zwłaszcza antropologia
ma tutaj dużo do powiedzenia.
Jednak poszukiwania
uniwersaliów
zgodnie
z modelem Bacona (czy szerzej oświeceniowym),
jest poszukiwaniem
«com,'ensus gentiul11» nie istniejącego
w rzeczywistości
oraz - kiedy nie znajduje się
tego rodzaju substancjonalnych
uniwersaliów - prowadzi do «wirówki» relatywiZlnu kulturowego
z jego wszelkimi
niekonsekwencjami"
(Burszta,
1990,
s.78).
Turner w swoich poglądach - na których kompletne omówienie nie ma tu
niestety miejsca - argumentuje
na rzecz działall antropologów
w obronie ludzkiej różnorodności.
Zgadza się z krytykami zachodniego
indywidualistycznego
podejścia do praw człowieka, iż "społeczellstwo
obywatelskie",
w sensie zakładanym przez zachodnią liberalną filozofię i myśl prawniczą, nigdy nie istniało
i nie istnieje w większości krajów Trzeciego Świata, a zamiar nałożenia jego
prawnych form i standardów na tradycyjne i wspólnotowo
zorganizowane
społeczności może stać się społecznie destrukcyjnym
nadużyciem
prawa. Kryterium ludzkiego zróżnicowania
implikuje
nową koncepcję
roli społecznych
praktyk i instytucji, takich jak pallstwo, jako mediatorów,
arbitrów i regulatorów różnorodnych,
potencjalnie
konfliktowych
kulturowych
tożsamości (Turner, 1997, s. 284-287).
Turner uważa, iż dla odparcia ataków krytyków relatywizmu
kulturowego,
należy well wpisać - poprzez założenie istnienia kulturowych
uniwersaliów uniwersalizm
praw człowieka. Relatywizm w antropologii jest dla niego - podobnie jak dla E. Zechenter - wewnętrznie
sprzeczn/.
Nie odrzuca go jednak,
lecz stara się mu nadać formę, która nie będzie pozostawała
w sprzeczności
z zasadami moralnymi, głoszącymi uniwersalność
pewnych prawd. Nie zauważa przy tym, iż zabieg ten jest zbędny, ponieważ taka sprzeczność nie występuje, jako że antropolog
posługuje się relatywizmem
jako narzędziem
badawczym, nie nadając swoim wypowiedziom
uniwersalnego
znaczenia (o czym
pisałam już na początku tego artykułu). Pomimo, iż Turner pojmuje prawa
człowieka inaczej niż Zechenter, stawiając obok praw jednostki także prawa
grup kulturowych,
to jednak oboje autorów łączy poszukiwanie
"naukowego
uzasadnienia"
dla uniwersalnej
idei tych praw. Czynią to, szukając dodatkowego wsparcia dla idei praw człowieka, którą obydwoje popierają. Niestety, skupiając się w tym artykule na teoretycznym
aspekcie relacji pomiędzy relatywizmem w antropologii,
a poparciem dla tejże idei, nie mogę sobie pozwolić
na wskazanie wielu trafnych spostrzeżeń,
dotyczących
innych aspektów problematyki praw człowieka poczynionych
przez tych naukowców.

7 •• Dyskusia
nad zgodności,! relatywizmu kulturowego L pewnymi empirycznymi.
czy teon&gt;
tycznymi kulturowymi
uniwersaliami
powinna rozpocząć sil,: od stwierdzenia.
iż relatywizm
kulturowy jest. paradoksalnie.
uniwersalnym
twierdzeniem.
co do natury kultury w ogólności.
które zakłada. że wszystkie «kultury» są całościami tego samego rodzaju" (Turner. 1997. s. 278).

�25

Podejście pluralistyczne
Zupełnie
chciałabym

inny punkt widzenia przYJmuJe podejście
pluralistyczne,
które
krótko przedstawić
w oparciu o artykuł Ellen Messer, Pluralist
Approaches lo Human Righls (Messer,1997).
Jest to podejście pragmatyczne,
w ramach którego przyjmuje się, iż prawa człowieka mają źródła w różnych
tradycjach i kulturach. Aby prawa te mogły skutecznie spełniać swą rolę, muszą
zostać zaakceptowane
we wszystkich tradycjach kulturowych. Aby tak się stało,
konieczny jest konsensus. Pojęcie konsensusu odgrywa w tym ujęciu kluczową
rolę. Przedstawiciele
tego podejścia nie zakładają, że prawa człowieka mogą
zostać dowiedzione, czy też uprawomocnione
dzięki nauce. Uznają, iż mają one
"pozaprawne wymiary" i podkreślają ,jedność w różnorodności"
ich współczesnej formy. Rola antropologa w tym ujęciu pozostaje niepoślednia. Jego wkładem jest łączenie kulturowo specyficznych,
wspólnotowych
pojęć i praktyk
z międzynarodowymi
standardami i instrumentami.
Zarówno relatywiści jak i antyrelatywiści
zgadzają się co do faktu, iż prawa
człowieka Narodów Zjednoczonych
(NZ) są szczególnym wyrazem międzynarodowo - międzYPaJlstwowej
kultury prawnej, a kultura polityczna Zachodu
jest ich główną inspiracją. N ie zgadzają się w kwestii, czy są one uniwersalne
i adekwatne dla wszystkich
czasów, miejsc i ludzi. Szczególnie
różnią się
w opinii na temat moralnego autorytetu instrumentów praw człowieka oraz tego,
czy kulturowe pojęcia prawa odpowiadają międzynarodowej
teorii i praktyce.
Podejście pluralistyczne
jest w pewnej płaszczyźnie
podejściem
relatywistycznym, nie uznaje bowiem, iż zachodnia uniwersalistyczna
koncepcja praw
człowieka, traktująca jedynie o prawach jednostki i uznająca ich ponadkulturowy wymiar, jest koncepcją ,jedynie słuszną". Podejście to nie jest jednak koncepcją badawczą - jak jest nią relatywizm kulturowy w obrębie antropologii lecz koncepcją tworzenia szczególnego rodzaju prawa, jakim są prawa człowieka. Jest to więc podejście prawodawcy, który sięga do metod i środków zalecanych przez racjonalność komunikacyjną (konsensualna).
Wykorzystuje do swojego modelu tworzenia prawa m. in. prace antropologów,
zakładając,
iż "jądro
podobiellstw" może zostać odnalezione w różnych kulturach i systemach politycznych (czyni tym samym założenie uniwersalistyczne,
lecz nie na poziomie
badawczym). Punktem wyjścia dla "pluralistów"
pozostaje zachodnia koncepcja praw człowieka.
Zgodnie z pod~jściem pluralistycznym,
źródeł praw człowieka sformułowanych - i wciąż formułowanych
- należy szukać w różnych kulturach i tradycjach w tym także w tradycji socjalistycznej.
Podejście to wspiera założenia
o współzależności
praw ekonomiczno-społeczno-kulturowych
i cywilno-politycznych, próbując łączyć tradycje "Wschodu" z "Zachodem".
(Zdecydowanie
..zachodnie'· stanowisko przyjmują Stany Zjednoczone,
które odmawiają ratyfikacji Konwencji Praw Ekonomicznych,
Społecznych
i Kulturowych, obawiąjąc
się, że "uwolnienie od niedostatku"
mogłoby stać się prawnym obowiązkiem
pallstwa. USA oskarżone są o to, iż są głównym sprawcą nadużyć ekonomicz-

�26
nych praw człowieka poza swoimi granicami). Podobna współzalcżność
istnieje
pomiędzy prawami jednostki, a prawami zbiorowymi,
np. prawami grup kulturowych. Wiele żądaó grup może wchodzić w konflikt z prawami jcdnostek gwarantowanymi w PDPe. O tym, które z nich mają pierwszelistwo,
powinno byćzgodnie z podejściem pluralistycznym
- rozpatrywane przypadek po przypadku.
W ten sposób stwierdzono
na przykład,
iż okaleczanie
genitaliów
kobiet
w kulturach afrykańskich,
nierówny dostęp do ziemi czy pożywienia
nie są
istotne dla przetrwania wspólnoty kulturowej.
Takie pragmatyczne
podejście sprawdzające,
czy dana cecha jest istotna dla
tożsamości kulturowej, czy też leży w interesie jakiejś frakcji, wywołuje krytykę antyrelatywistów
i oponentów
praw zbiorowych.
Ci ostatni domagają się,
by prawa te zostały wpierw zaakceptowane
jako prawa człowieka. Uważają,
iż tożsamość
kulturowa
powinna być chroniona
poprzez wzmocnienie
praw
cywilno-politycznych,
a nie trudnych do sformułowania
"praw do kulturowej
tożsamości".
Uzasadniona wydaje się ich obawa, iż "mnożenie praw człowieka"
może prowadzić do ich osłabienia, wiele zaś grup może deklarować się jako
"ludy", wysuwając swoje żądania. Oczywiste wątpliwości
może też wzbudzać
odpowiedź na pytanie, kto i w jaki sposób ma decydować o tym, które zwyczaje
są ważne dla przetrwania danej kultury. Prawa zbiorowe (w tym prawa ludności
tubylczej),
poprzez które komisje praw człowieka NZ próbują rozwinąć problemy kulturowej
i politycznej
różnorodności,
są przez nie formułowane
w sposób niejasny. Mogą więc być szeroko akceptowane,
ale pozostają też
"szeroko otwarte na interpretacje
i kwalifikacje,
kto jest «osobą» zasługującą
na ochronę" (Messer, 1997, s. 304).
Ta ostatnia kwestia, a więc kto jest uznawany za "uprawnionego"
do ochrony w poszczególnych
kulturach, jest jednym z naj istotniejszych
problemów
do rozwiązania w ramach podejścia pluralistycznego.
Wiele kultur określa "innego" jaką "mniej niż człowieka"
(o brytyjskiej koncepcji "pełnego człowieczellstwa" w kolonialnym Egipcie, zob.: Asad, 1997). W takiej sytuacji zarówno antropologowie,
jak i filozofowie
wysuwają obiekcje wobec założenia,
iż przyjęcie wspólności rodzaju ludzkiego jest samo z siebie oczywiste. Rolą
antropologa,
który bada konkretne p~jęcia kulturowe, porównuje je i analizuje,
miałoby być umożliwienie
"wielokulturowego
spojrzenia" (dla konsckwentnego relatywisty kulturowego jest to sytuacja niemożliwa),
które przyczyniłoby
się m.in. do zrozumienia,
kto w odmiennych
kulturach jest pozbawiony przywilejów (praw) i dlaczego. Praca antropologa miałaby służyć nie tylko teoretycznym rozważaniom,
ale i konkretnym działaniom. np. podejmowaniu
decyzji
o rozdziale żywności, a także (sic!) tworzeniu "efektywnych
materiałów edukacyjnych" dotyczących
praw człowieka.
Podejście plural istyczne zakłada bowiem, iż dopiero przyjęcie i zrozumienie
tych praw przez wszystkie kultury
i warstwy społeczne może zagwarantować
ich skuteczność.
Można stwierdzić.
iż podejście
pluralistyczne
służy wypracowaniu
skutecznych
narzędzi dla
ochrony praw człowieka
bardziej niż filozoficzno
- prawniczym
odpowiedziom, czy takie (uniwersalne)
prawa istni~ją. Oczywiście, by chronić te prawa

�27
wpierw musi zakładać ich istnienie, choć uznaje, iż nie są wyłącznie dziedzictwem Zachodu i w związku z tym powinny być formułowane
przy udziale innych kultur, dając tym samym większą gwarancję, iż zostaną przez nie zaakceptowane.
Podstawą do tej dyskusji pozostają war10ści kultury zachodniej.
Pozostaje pytanie na ile wartości te są "negocjowalne"
i czy w ogóle są, podczas dążącego do konsensusu
procesu tworzenia "nowych praw człowieka",
jak na przykład praw ludów tubylczych.

Podsumowanie
Moim celem było przedstawienie
różnych, rozwijanych
w drugiej połowie
lat 90. podejść do koncepcji praw człowieka, których poznanie powinno być dla
antropologa istotne zarówno ze względu na relację (bądź jej brak) pomiędzy
konkretnym podejściem, a zadeklarowaną
przez naukowca koncepcją badawczą
w ramach antropologii, jak i na przedstawienie
roli, jaką może odegrać antropolog w działaniu na rzecz praw człowieka, tak jednostki, jak i grupy etnicznej.
Jeśli chodzi o pierwszą kwestię, to należy mieć świadomość,
iż relatywizm
kulturowy
w antropologii
nie jest jednoznaczny
z nihilizmem
moralnym,
że zakładając kulturowe zdeterminowanie
wyrzekamy się własnej moralności
i własnej hierarchii wartości. Nasze przekonania nie wymagają żadnych dowodów naukowych,
co więcej, ich słuszność
nie może zostać dowiedziona.
Nie możemy w tym względzie liczyć na pomoc nauki, ale też nie musimy obawiać się, iż postrzegając naukę jako dziedzinę kultury i jeden z wielu sposobów
widzenia świata, będziemy musieli wyrzec się naszych poglądów etycznych.
Różne kultury moglibyśmy przyrównać do ślepców ze staroindyjskiej
przypowieści. Obmacując słonia starali się oni poznać to, czego dotykali. Każdy
z nich mówił co innego: jeden, że to trąba, drugi, że ogon, itd. Nikt z nich
nie potrafił rozpoznać słonia, co nie znaczy, że ich stwierdzenia o ogonie i trąbie nie były prawdziwe. Tak więc różne kultury mogłyby wypowiadać
sądy
prawdziwe, choć ze sobą sprzeczne. By móc odkryć tego "słonia - most międzykulturowy",
trzeba wpierw założyć możliwość jego istnienia. Istnienie takiego mostu może być postulowane
także na płaszczyźnie
poszukiwania
uniwersalnych praw człowieka. Uniwersalnych
w tym sensie, że zaakceptują
go
wszyscy "ślepcy". To chyba postuluje podejście pluralistyczne,
które (pomimo
wielu słabych punktów dotyczących głównie "niejasnych
sformułowal1") chce
wykorzystać relatywistyczne
nastawienie wielu antropologów.
Narzucanie praw
innej kultury potraktowane tu może bowiem być jako zmuszanie do zaakceptowania "cudzej wersji słonia". Posłużmy się przykładem:
"Zdaniem prawnika adivasl praktykującego
w Bastarze, prawo nie-adivasi
(hinduskie) jest narzucane adivasi. Ma on nadzieję, iż w przyszłości adivasi
będą mogli ustanowić swój własny system prawny oparty na tradycyjnej wioskowej sprawiedliwości.
W przypadku, gdy - mówi - czyjś kozioł został skras Adivasi. o kt(lrych mowa w artykule Madhu Ramnatha.

to tubylcza plemienna

ludność Indii.

�28
dziony, typowy sąd nie-adivasi zareaguje karząc złodzieja. Jednakże ten, kto
poniósł stratę, niewiele z tej kary zyska. Przeciwnie, jeśli się ona przeciągnie,
wrogość pomiędzy stronami będzie narastała, prawdopodobnie skutkując złym
nastawieniem pomiędzy ich rodzinami" (Ramnath, ł 997, s. 269). W tradycji
adivasi wioskowa rada wpierw nakaże zwrot kozła lub jego równowartości,
a potem poprowadzi rytuał pojednujący obydwie strony.
Innym przykładem tragicznego wpływu zachodniej kultury prawnej na sytuację ludności tubylczej może być ustawa kongresu USA znana jako Daves General Allotment Act (Indianie ..., 1991). Rozdzielała ona ziemię plemienną pomiędzy poszczególne rodziny i szybko doprowadziła w ten sposób do jej sprzedania, choć celem ustawy było lepsze zagwarantowanie Indianom prawa do
ZiemI.

Z drugiej strony kultura zachodnia ma również "własną wersję słonia", która
określa to, co uznajemy za słuszne. Czy zgodzilibyśmy się, by usprawiedliwić
odmiennością kulturową zabicie kobiety, która idąc z dzieckiem do lekarza
znalazła się na afgańskiej ulicy bez męskiego krewnego? (Oczywiście musielibyśmy wpierw rozstrzygnąć, czy rządy Talibów są reprezentatywne dla afgańskiej kultury). Czy brak znaku określającego "wolność" w chińskim piśmie
możemy przyjąć jako wyjaśnienie, dlaczego w Chinach łamane są podstawowe
prawa jednostki?
Z jednej więc strony możemy wątpić w to, czy wiemy wszystko i szanować
prawdy innych, z drugiej, kwestionowanie własnej hierarchii wartości jest niemożliwe. Nie zakłada tego też relatywizm, który jest próbą poznania i zrozumienia innej koncepcji świata. I jako taki pozostaje w zgodzie z wartością kultury zachodniej,jakąjest
szacunek dla "innego".
Droga do utworzenia międzynarodowego systemu praw człowieka, które
byłoby przestrzegane, wydaje się bardzo długa. Mamy dwa wyjścia, albo uznawać własne tradycyjne prawa za jedynie słuszne i przy nich obstawać (co
w żadnym razie nie daje gwarancji, że będą przestrzegane np. w Chinach) bądź
dopuścić możliwość, że prawa człowieka mogą mieć również swój aspekt kulturowy, o co dopominają się m. in. ludy tubylcze. Negocjowanie praw człowieka może z drugiej strony doprowadzić do osłabienia jednoznacznego odbioru
ich treści. Istota rzeczy leży jednak w tym, by te ustanowione prawa były respektowane, a nie jedynie dyskutowane.
"Po 50 latach prawnicy wciąż zastanawiają się, jak stworzyć i wdrożyć standardy praw człowieka, które położą kres wszystkim formom przemocy; podczas
gdy jednostki, wspólnoty, organizacje pozarządowe oraz religijne i kulturowe
grupy cierpiące z powodu łamania praw człowieka, wciąż mają nadzieję,
że struktura praw człowieka może pomóc im w przezwyciężeniu przemocy
w uniwersalistycznych lub kulturowo-relatywistycznych
terminach" (Messer,
1997, s. 310).

�29
BIBLIOGRAFIA
/-Iuman RighlL
1992
/-Iuman Ri~hls /'iolalions Againsllhe Indigenous Peoples oflhe Americas, Amnesty
International, Londyn.
An-Naim·A. A. (red.)
1992
Iluman Righls in ('ross-Cullural Perspeclive. A Quesl for Consensus, University of
Pcnsylvania Press. Philadelphia.
1992
Toward a Cross-Cull1lral Approach lo Defining International Standards of Human
Rigllls: lhe Meaning ofCruel, Inhuman or Degrading Treatment or Punishment.
Asad T.
On Torl1lre, or Cruel, Inhuman and Degrading Treatment, w: Human Rights, Cul1997
lUre and Comext. Anthropological Perspectives, R. A. Wilson (red.), London, Chicago-Illinois.
Bajor J.
Todav's Concerned Anthropologists on the Subject on Human Rights, "Anthropol1998
ogy in Action" 1/2. s. 28-30.
Bratt-Paulston Ch.
1997a
Language Policies and Language Rights, "Annual Review of Anthropology" 26, s.
73-85.
J997b
Epilogue: Some Concluding Thoughts on Linguistic Human Rights, "International
Journal of the Sociology of Language" 127, s. 187-195.
Ruchowski M.
1990
Racjonalno§ć. translacja, interpretacja, Poznań.
1993
Przeciw skrajnemu relatywi::mowi, "Poznańskie Studia z Filozofii Nauki" 13, s.
113-133.
Buchowski M .. Burszta W.
1992
O ::alo:::eniachinterpretacji antropologicznej, Warszawa.
Burszta W.
Wymiary antropologicznego poznania kultury, Poznań.
1993
Indianie ...
I.
Indianie Stanów Zjednoczonych. Antologia lekstów źródłowych, E. Nowicka
1991
Rusinowa (wyb. i opr.). Warszawa.
Kolakowski L.
1990
Cywilizacja na lawie oskarżonych, Warszawa.
Messer E.
1997
PIwalisI Approaches lo Human Rights, ,Journal of Anthropological Research" 53,
s. 293-317
Michalska A., Wronkowska S.
1983
Zasady tworzenia prawa, Poznań.
1996
WSlęp do prawoznawstwa, Toruń.
Ramnath M.
Plants. People. Politics and Management, "Natural Resources Forum" nr 4, s. 2571997
271
Rawls J.
1994
Teoria sprawiedliwo§ci, Warszawa.
Rival L.
1993
Conji'onting Pelroleulll Development in the teL/adorian Amazon: the Huaorani,
/-Iwnan Rig/lis and Environmenral Proteclion, "Anthropology in Action" 16, s. 1416.
de Rougemont D.
1991
List otwarty do LL/ropejc::yków (fragmenry), "Literarura na świecie" 10, tłum. A.
Olędzka-Frybesowa. s. 3-42.

�30
Rubinstein

R. A.

1986
Rubinstein

Reflections on Action Anthropology: Some Developmental
pological Tradition, "Human Organization"
3. s. 270-279.

Dynamics of an Anthro-

R. A., Tax S.

1981

Literacy, Evolution and Development, w: The Spirit oj'the l:'arth A. Teilhard Centennial Celebration. J. Perlinski (wyd.). Nowy Jork.

Posey D. A.

Provisions and AIechanisms ofthe Convention on Biological Diversity lor Access to
Traditional Technologies and Benefit Sharing for Indigenous and Local Communities Embodying Traditional Lifestyles, "OCEES Research Paper" 6. Oxford.

1996

Sarkowicz

R., Stelmach

J.

1996

Teoria prawa. Kraków.
Stawecki T., Winczorek
D.
1995
Wstęp do prawo::nawstwa. Skrypty Becka, Warszawa.
Yanomami.
Yanomami, Survival International.
Londyn.
1990
Guardians ..
1994
Guardians ofthe Sacred Land. Survival International,
Londyn.
Confederacy. ..
1993
Confederacy ąf Treaty Six First Nations. In Bad Faith Britain, Canada and the
Violation of Indians Rights, Survival International.
Londyn.
Szynkiewicz

S.

1991

Przetrwanie etniczne. "Etnografia

"Tawacin"
1998
Tax S.
1988

.,Tawacin"

Record of 60 }'ears of Anthropology,

17. s. 1-2 I.

of Anthropology"

Ph.

'Return ofthe Indian. Londyn.

S., Shore C.

1993
Wilson

Review

Human Rights, fluman Difference: Anthropology's Contrihution to an f:manc/patO/y Cultural Politics .. ,Journal of Anthropological
Research" 53. s. 273-291.

1996
Wright

1998.

T.

1997
Wearne

l, s. 217-222.

Pride and Pu::zlement: A Retro-introspective
..Annual

Turner

nr 3, jesień

Polska"

Anthropology and the Rights of Indigenous People ... Anthropology

in Action"

16. s.

1-2.
R. A. (red.)

1997

Human Rights, Culture and Context. Anthropological

Perspectives,

Londyn,

Chi-

cago - Illinois.
Wilson

R. A.

1997

Wróblewski

Representing fluman Rights Violations: Social lontext and Subjectivities. w: Human Rights. lulture and Context. Anthropological Perspectives. R. A. Wilson
(red.),
J.

1984

London.

Chicago

Wstęp do prawo::nawstwa. Łódź.

Zechcnter
E. M.
1997a
'ts i\4odern Human
"American

Society

nal of Anthropological

1995

Rights Regime Appropriate
of International

In the Name olCulture:

1997b
Ziembiński

- Illinois.

in LIRht ąj' Human Diversity.

Law" 3, s. 16-22.

Cultural Relativism and t/Je Ahuse olthe Individual, ,,JourResearch"

53, s. 319-347.

Z.

O stanowieniu

i obowiązywaniu

prawa. Zagadnienia podstawowe.

Warszawa.

�31

Magdakna Krysińska
CULTURAL RELATIVISM VS. HUMAN RIGHTS
(Summary)
This tcxt discusses the rclation between different attitudes to the concept of human rights and
cultural relativism in anthropology. Following the assumption that relativism on the level of
cultural studies docs not imply that the researcher has to adopt the relativistic approach on the
philosophical level. the author analyzes examples of the 'universalistic," "relativistic," and
"pluralistic" approach to human rights, indicating a seeming contradiction between the assumption of the universalislic approach to the concept of these rights and of the relativistic approach in
anthropological studies. Assumption of both approaches at the same time requires neither
"adjustment" of the n:lativistic approach on the scientific level, which is suggested by the
"relativistic" approach. nor justitication of the universal character of human rights, whose legitimacy cannot be "proved" (this is what the "universalistic approach" is aiming at), and it does not
demand such an approval cither. The "pluralistic"' approach presented in the text (let not engage
in a discourse combining the scientific and philosophical dimension). seems - despite its weak
points - to enable anthropologists of different methodological views to share the same ideas
concerning human rights or engage in a discussion which will not be forjudged by their scientific
concepts.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11116" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11094">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b4ed137be5658f2970fcb9d122094951.pdf</src>
        <authentication>806b1fcd3a6a13735641cf0a81ef3ae5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132552">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5523</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132553">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132554">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132555">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132556">
                <text>Río Grande - znikający punkt / Obywatelstwo na progu XXI wieku: konteksty prawne i kulturowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132557">
                <text>Obywatelstwo na progu XXI wieku: konteksty prawne i kulturowe, pod red.Macieja Ząbka, s.247-254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132558">
                <text>Krysińska-Kałużna, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132559">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132560">
                <text>Biuro Krajowe UHCR</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132561">
                <text>Miedzynarodowe Centrum Dialogu Międzykulturowego i Międzyreligijnego UKSW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132562">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132563">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132564">
                <text>17

MAGDALENA KRYSIŃSKA-KAŁUŻNA
Uniwersytet Łódzki

RÍO GRANDE – ZNIKAJĄCY PUNKT
Problematyka obywatelstwa i uchodźstwa łączy się na wiele sposobów.
W Ameryce Łacińskiej możemy mówić o sytuacjach, w których to nie brak
obywatelstwa staje się podstawowym problemem, lecz obywatelstwo kraju,
które – wbrew temu, co wiadomo o położeniu i losach żyjących w tym kraju
ludzi – prawie uniemożliwia otrzymanie statusu uchodźcy. Taka sytuacja dotyczy uciekających przed wojną narkotykową Meksykanów, a w szczególności
meksykańskich dziennikarzy. Drugą grupą ludzi, których losy przeplatają się
ze starającymi się o azyl Meksykanami, są migranci z Ameryki Środkowej.
I jedni, i drudzy nadziei na ratunek, poprawę życia, a często – na jego ocalenie, upatrują w przedostaniu się na drugi brzeg Río Grande. „Río Grande”
jest nie tylko nazwą rzeki, lecz także metaforą. „Na północ od Río Grande” to
dla ludzi z Ameryki Środkowej i Meksyku określenie miejsca, gdzie można –
według ich nadziei i wyobrażeń – godnie żyć, a przede wszystkim – przeżyć.
Żeby dobrze zrozumieć sytuację tych dwóch grup ludzi, mianowicie
migrantów z Ameryki Środkowej oraz meksykańskich dziennikarzy, którzy
starają się o status uchodźcy w Stanach Zjednoczonych, należy znać sytuację
społeczno-polityczną w regionie. Pozwolę sobie krótko ją przypomnieć.

Wojna narkotykowa i życie w Ameryce Środkowej
W Meksyku od 2006 roku1 trwa tzw. wojna narkotykowa, która oficjalnie
jest „wojną” z kartelami narkotykowymi. Od tego czasu, czyli przez ponad
6 lat, zginęło w niej ok. 90 tys. osób2. Niektóre źródła – powołując się na
wypowiedź sekretarza obrony Stanów Zjednoczonych, Leona Panetty – po1
Data ta – rozpoczynająca kadencję prezydenta Meksyku Felipe Calderona (grudzień) – najczęściej podawana jest jako początek „wojny” z kartelami narkotykowymi, choć nie wszyscy się,
co do tego zgadzają uważając, że „wojna” (dalej bez cudzysłowu) rozpoczęła się już wcześniej.
2
Zob. np. „Le Monde” z 23 sierpnia 2012: informacje http://www.adnpolitico.
com/2012/2012/08/23/le-monde-en-mexico-el-conflicto-mas-mortifero-en-el-mundo [01.03.2013].

�Magdalena Krysińska-Kałużna

248

dają, że wojna narkotykowa w Meksyku pochłonęła już 150 tys. ofiar3. Wojna
z kartelami przekształciła się w praktyce w zamach stanu, w którym władzę
przejęło wojsko4. Zostało ono wysłane przez prezydenta Meksyku Felipe
Calderona do zaprowadzenia porządku w kraju. Skutkiem tego jest zupełnie
bezkarne terroryzowanie cywilów, a ostatnio także policji. Przy czym policja,
podobnie jak i inne struktury władzy i administracji, od dawna oskarżana
jest o korupcję i współpracę z kartelami, w tym współorganizowanie porwań,
zabójstw i logistyczne wspieranie narcotraficantes5. Obecnie policja w niektórych regionach Meksyku (przede wszystkim na północy) skarży się na terroryzowanie jej przez wojsko (w tym na tortury i gwałty6). Bezradność policji
wobec działań wojska pozwala wyobrazić sobie, w jakim położeniu znajdują
się cywile, których prawa są łamane na masową skalę przez wszystkie strony
narkotykowej wojny.
W kraju działa siedem głównych karteli, które walczą między sobą o strefy wpływów i rynki zbytu (tzw. plazas). Jednym z nich jest kartel Zetas. Jest
to organizacja przestępcza stworzona przez byłych żołnierzy z oddziałów
specjalnych7, którzy wcześniej działali na zlecenie i na rzecz kartelu z Zatoki.
Z czasem stali się odrębną strukturą przestępczą o szerokich koneksjach. Zetas
znani są ze szczególnego okrucieństwa i bezwzględności. Uważa się, że to
przestępcy z tego kartelu zamordowali w sierpniu 2010 r. siedemdziesięciu
dwóch migrantów, w tym ludzi pochodzących z Ameryki Środkowej, którzy
odmówili współpracy z tą organizacją.
Zamordowani migranci byli jednymi z dziesiątków tysięcy osób, które
każdego roku próbują przedostać się do Stanów Zjednoczonych przez MekZob. http://www.prensalibre.com/internacional/Muertos-guerra-Mexico-EE-UU_0_
671333136.html [01.03.2013].
4
Zob. np. Ch. B o w d e n, Mordercze Miasto. Meksykańskie lekcje umarłych, Zakrzewo
2010, w szczególności strony: 240, 136, 104, 102, 226. Na temat bezkarności meksykańskiego
wojska zob. np. raport Amnesty International z 2004 roku Meksyk. Indiańskie kobiety i wojskowa
niesprawiedliwość.
5
Rzeczniczka prezydenta Felipe Calderona, Alejandra de Sota Mirafuentes, w rozmowie
z dziennikarzem, Edem Vulliamym, powiedziała: „Zaczynamy od operacji militarnej, ale dążymy
do tego, by do końca kadencji stworzyć uczciwą i dobrze zorganizowaną policję federalną. Na
początek wysyłamy do walki wojsko, bo nie możemy liczyć na policję miejską i stanową. W wielu
miejscach policję kontrolują handlarze narkotyków. [...]. Wojsko pozostanie tam dopóty, dopóki
będzie to konieczne”, E. Vu l l i a m y, Ameksyka. Wojna wzdłuż granicy, Wołowiec, 2012, s. 63.
6
Ch. B o w d e n, Mordercze Miasto..., dz. cyt., s. 136.
7
Były to oddziały GAFE (Grupo Aeromóvil de Fuerzas Especiales), jednostek wykorzystywanych m.in. do walki z przestępczością narkotykową. Zetas, tworząc przestępcze struktury,
budują m.in. własną sieć telefonii komórkowej (w tym celu porywają inżynierów). Chętnych do
wstąpienia do kartelu rekrutują m.in. wywieszając ogłoszenia albo działając na zasadzie franczyzy.
3

�Río Grande – znikający punkt

249

syk. Pochodzą głównie z państw Ameryki Środkowej: Hondurasu, Salwadoru,
Gwatemali8. W tym regionie w latach osiemdziesiątych XX w. miały miejsce
wojny domowe9. Konserwatywne reżimy, ich armie i paramilitarne bojówki
wspierane były przez rządy USA. Wojny miały niezwykle krwawy i okrutny
przebieg. W każdym z wymienionych powyżej krajów wojny pozostawiły
trwały, wyniszczający struktury społeczne, ślad. Jest on widoczny na różnych
poziomach. Przede wszystkim przejawia się w skali i formach przemocy.
Salwador ma jeden z najwyższych na świecie wskaźników morderstw. Jedna
trzecia mieszkańców tego kraju żyje poniżej granicy ubóstwa. Wszechobecne
w życiu społecznym są gangi Maras 18 i Maras Salvatrucha, które ściągają haracze
od każdego, kto ma choćby najmniejszy dochód. Niedawno zamknięty został
szpital mieszczący się na obrzeżach stolicy Salwadoru, ponieważ gangsterzy
zażądali płacenia haraczu od każdego pracownika grożąc, że w przeciwnym
wypadku zaczną zabijać znajdujących się w nim ludzi. Liczbę członków Maras
Salvatrucha w samej Ameryce Środkowej szacuje się na około 100 tys. osób10.
W Salwadorze szczególnie zagrożeni są obrońcy praw człowieka i dziennikarze11. Poważnym problemem jest również narastająca przemoc wobec
kobiet. Jak wynika z raportu Amnesty International, pomiędzy styczniem
i październikiem 2011 zostało zamordowanych 477 kobiet i dziewcząt. Jest
to o 244 więcej, niż w tym samym okresie w 2008 roku.
Ogromna przemoc wobec kobiet panuje również w Hondurasie12 i Gwatemali. Republika Hondurasu, której populacja liczy ok. 8 milionów mieszkań8
Zob. np. http://www.elmundo.es/america/2010/08/26/noticias/1282827254.html
[01.03.2013].
9
Zob. np. A. G r u s z c z a k, Ameryka Środkowa, Warszawa 2007.
10
Gang powstał w Stanach Zjednoczonych jako odpowiedź Salwadorczyków – którzy uciekli
do USA w związku z niezwykle brutalną wojną domową, w której wielu z nich brało aktywny
udział – na zagrożenie ze strony innych gangów. Deportowani przez władze USA do Salwadoru
i innych krajów Ameryki Środkowej stworzyli tam bardzo groźną organizację przestępczą zajmującą się handlem ludźmi, narkotykami, bronią, zabójstwami na zlecenie. Działają w wielu
krajach poza granicami Ameryki Środkowej i Meksyku, przede wszystkim w USA.
11
Zobacz np. raport Amnesty International oznaczony jako: AMR 29/002/2011.
12
Donosi o tym np. raport Human Rights Watch. Jeden z opisanych przypadków dotyczy
wydarzeń, które miały miejsce w San Pedro Sula w 2009 roku. Zeznań dwóch kobiet wysłuchali
przedstawiciele Biura Wysokiego Komisarza NZ ds. Praw Człowieka (OHCHR) i Między-Amerykańskiej Komisji Praw Człowieka (IACHR). Jedna z nich została zgwałcona przez policjantów,
druga opowiedziała o tym, jak została obnażona od pasa w dół i bita pałkami. IACHR potwierdził,
że policjanci i wojskowi obmacują piersi i narządy płciowe kobiet w aresztach. Kilka osób oskarżyło funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa o rozkładanie nóg kobiet siłą i dotykanie ich genitaliów
policyjnymi pałkami (Human Rights Watch, After the Coup. Ongoing Violence, Intimidation, and
Impunity in Honduras, 2010, s. 15).

�Magdalena Krysińska-Kałużna

250

ców, w 2011 r. miała najwyższy współczynnik zabójstw na świecie13. Według
Komitetu Rodzin Osób Zatrzymanych-Zaginionych w Hondurasie (Comité de
Familiares Detenidos-Desaparecidos de Honduras, COFADEH), między 30 stycznia a 31 lipca 2010 r. miały miejsce dwadzieścia trzy zabójstwa motywowane
politycznie, zamordowano ośmiu dziennikarzy, grożono śmiercią dziewięćdziesięciu dwóm osobom, w tym pięćdziesięciu dziewięciu obrońcom praw
człowieka, a siedemdziesiąt sześć osób zastraszano i prześladowano14.
Zabijani są między innymi członkowie Narodowego Frontu Ludowego
Oporu (Frente Nacional de Resistencia Popular, FNRP)15.
Ogromna przemoc, a także brak nadziei na poprawę sytuacji ekonomicznej powoduje, że wielu mieszkańców Ameryki Środkowej decyduje się podjąć
próbę nielegalnego przedostania się do Stanów Zjednoczonych przez Meksyk.
Migranci podróżują głównie tzw. pociągami śmierci, które nazywają bestias.
Uniknięcie licznych niebezpieczeństw grożących im w Meksyku graniczy z cudem. Napadają na nich bandyci, przede wszystkim z gangu Maras Salvatrucha,
którzy okradają, gwałcą, zabijają lub porywają swoje ofiary. Zagrożeniem są
meksykańscy urzędnicy imigracyjnymi, którzy – oprócz tego, że odsyłają złapanych migrantów do kraju pochodzenia – również napadają i rabują. Policja
umawia się z maszynistami, którzy zatrzymują pociągi w takich miejscach,
w których łatwiej jest schwytać podróżujących na dachach ludzi i sprzedać ich
kartelom narkotykowym. O kartelach, w tym wspomnianych już Zetas, można
powiedzieć, że prowadzą porwania migrantów dla okupu w sposób masowy.
Poza tym również ich torturują i zabijają.
Część migrantów to kobiety i młode dziewczyny. Czasem w podróż zabierane są dzieci. Kobiety – wiedząc, jak duże jest prawdopodobieństwo, że
w drodze zostaną zgwałcone – często przed wyjazdem poddają się sterylizacji.
Jadąc na dachach pociągów i będąc zmuszeni do częstych ucieczek, zmiany
pociągów, szybkiego przemieszczania się, migranci zabierają ze sobą minimalny bagaż. Marzną, są bardzo zmęczeni i głodni. W związku z tym wielu
spada z pociągów, są przejeżdżani albo tracą kończyny16. Niektórzy trafiają do
schronisk na terenie Meksyku. Jednak tam też nie są bezpieczni. Schroniska są
napadane, a migranci porywani dla okupu. Amnesty International informuje
Zob. np. http://www.wiadomosci24.pl/artykul/co_18_godzin_morduja_kobiete_w_hondurasie _przez _narkotyki [01.03.2013].
14
Raport Human Rights Watch, After the Coup. Ongoing Violence..., dz. cyt., s. 46.
15
Tamże, s. 147.
16
Zob. np. Pociąg do Meksyku. Wywiad z Barbarą Prądzyńską, rozm. M. Krysińska-Kałużna,
Le Monde diplomatique – edycja polska, listopad, 2012, wydanie internetowe, http://www.
monde-diplomatique.pl/index.php?id=4_1 [01.03.2013].
13

�Río Grande – znikający punkt

251

o przypadkach, gdy mieszkańców schronisk próbowali uprowadzić policjanci.
Okolice schronisk powinny być – zgodnie z prawem meksykańskim – cały
czas monitorowane przez policję, ale nie są. Zdarzają się napaści i podpalenia
dokonywane przez okolicznych mieszkańców17.
Jeśli migrantom uda się jakimś cudem dotrzeć do granicy ze Stanami
Zjednoczonymi, muszą się przedostać na drugą stronę, co – pod wieloma
względami – jest bardzo trudne i niebezpieczne. Po stronie amerykańskiej czekają na nich patrole straży granicznej i amerykańskich ochotników oraz gangi
wymuszające okup. Część migrantów trafia do ośrodków dla zatrzymanych,
czyli w praktyce – do więzień.
Inną grupą ludzi, którzy – niejednokrotnie ratując w ten sposób życie
– uciekają do Stanów Zjednoczonych, są meksykańscy dziennikarze. Wraz
z obrońcami praw człowieka stanowią grupę ludzi żyjących w szczególnym
stanie zagrożenia życia. W Meksyku ginie „średnio” jeden dziennikarz miesięcznie. Wiele gazet – w obawie o życie pracowników – zaprzestało podawania
jakichkolwiek informacji na temat zdarzeń powiązanych z handlem narkotykami
i korupcją władz. Inni pracują pomimo ogromnej presji i zagrożenia, jak na
przykład pobity prawie na śmierć fotograf prasowy Jaime Murrieta, z Ciudad
Juarez, nieustannie ryzykujący życiem dziennikarze z „El Diario” wydawanego
w tym samym mieście, czy ich koledzy z Tijuany18. Niektórzy dziennikarze,
ratując życie, decydują się na ucieczkę do Stanów Zjednoczonych. Część z nich
prosi o przyznanie statusu uchodźcy. Po złożeniu takiego wniosku osadzani
są w obiektach, które są zakładami karnymi.

Sytuacja uchodźców i imigrantów w USA
Każdego roku w Stanach Zjednoczonych zatrzymywanych jest w więzieniach i obiektach przypominających więzienia ok. 400 tys. osób, które podle17
Zob. np. http://www.amnesty.org/en/for-media/press-releases/mexico-urged-tacklediscrimination-against-migrants-and-indigenous-peoples-2012-02-14; http://www.amnesty.
org/en/news/mexico-migrants-making-dangerous-journey-through-mexico-desperately-needsocks-2012-01-26; http://www.amnesty.org/en/for-media/press-releases/international-migrantsday-mexico-still-failing-protect-migrants-2011-12-15.
18
Zob. np. http://www.elmundo.es/america/2011/12/02/mexico/1322826902.html [01.03.
2013]; http://internacional.elpais.com/internacional/2012/10/16/mexico/1350344717_297600.
html. Jednym z głośniejszych w 2012 r. zabójstw dziennikarzy było morderstwo Reginy Martínez,
dziennikarki ze znanego z bezkompromisowych tekstów pisma „Proceso”. Kilka dni po jej śmierci
zginęli – także w stanie Veracruz – trzej inni dziennikarze, fotoreporterzy Gabriel Huge, Guillermo
Luna oraz Esteban Rodríguez. Byli oni kolegami z pracy Miguela Angela Lópeza Velasco i jego
syna, Michaela Lópeza Solany, którzy zostali zamordowani 20 czerwca 2011 r.

�Magdalena Krysińska-Kałużna

252

gają prawu imigracyjnemu obejmującemu starających się o status uchodźcy19.
Instytucje, które są odpowiedzialne za sytuację i los zatrzymanych, to Wydział
Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Department of Homeland Security, DHS)
oraz Straż Celna i Imigracyjna (Immigration and Customs Enforcement, ICE).
W 2009 r. przedstawiciele tych instytucji potwierdzili, że obiekty, w których
przebywają zatrzymani, mają charakter obiektów przeznaczonych dla zatrzymanych z powodu przestępstw kryminalnych. Organizacja Human Rights First
(HRF) wykazała w swoim raporcie, że w wielu obiektach, w których kary odbywają przestępcy kryminalni, warunki są mniej restrykcyjne, niż w typowych
ośrodkach dla imigrantów. DHS i ICE przyznały, że w rzeczywistości tak jest20.
Ubiegający się o azyl i inni imigranci są nadal w przeważającej większości
(ok. 86%) umieszczani w więzieniach i obiektach posiadających cechy więzień.
Obiekty te są otoczone przez ogrodzenia zazwyczaj zwieńczone drutem kolczastym. Zatrzymani noszą uniformy i żyją w warunkach charakterystycznych dla
zakładów karnych. Ich swoboda poruszania się oraz możliwość kontaktowania
się z osobami z zewnątrz są bardzo ograniczone (odwiedzający są oddzieleni
od bliskich przez bariery z pleksiglasu). Mają niewiele lub w ogóle nie mają
zapewnionej prywatności w toaletach i pod prysznicami21.
Dziesięć lat temu około 10% miejsc dla imigrantów znajdowało się w prywatnych obiektach. W tej chwili jest to około połowa miejsc dla blisko 400 tys.
osób22. Podatnicy amerykańscy w 2012 r. zapłacili za utrzymanie imigrantów,
przebywających w około 250 placówkach, 2 miliardy dolarów. Dzień pobytu
zatrzymanego w takim miejscu nielegalnego imigranta kosztuje ok. 166 dolarów
(w 2004 roku było to 80 dolarów). Trzy firmy, które zdominowały rynek – Corrections Corporation of America, The GEO Group, and Management and Training
Corp., według Associated Press, wydały w ciągu ostatniej dekady przynajmniej
45 milionów dolarów na dotacje kampanijne oraz na lobbing na poziomie
stanowym i federalnym. Dziesięć lat temu około 3300 imigrantów z zarzutami
kryminalnymi było wysyłanych do prywatnych więzień na podstawie dwóch
dziesięcioletnich kontraktów o wartości 760 milionów dolarów zawartych przez
Raport Human Rights Watch, After the Coup. Ongoing Violence..., dz. cyt., s. 1.
Human Rights First, Jails and Jumpsuits. Transforming the U.S. Immigration Detention
System – A Two-Year Review, Waszyngton – Nowy Jork 2011, s. 1.
21
Tamże, s. iii.
22
Human Rights First podaje, że w 2010 było 363 tys. zatrzymanych imigrantów (tamże,
s. iii), a Associated Press podawała w 2012 roku, że w najbliższych latach planowane jest zatrzymywanie rocznie 400 tys. osób (Associated Press, Private prison companies making big bucks
on locking up undocumented immigrants, Thursday, August 2, 2012, http://www.nydailynews.com/
news/national/private-prison-companies-making-big-bucks-locking-undocumented-immigrantsarticle-1.1127465 [01.03.2013]).
19
20

�Río Grande – znikający punkt

253

Federalne Biuro Więziennictwa z jedną z prywatnych firm. Obecnie agencja –
po zawarciu trzynastu kontraktów – płaci prywatnym firmom 5,1 miliarda na
utrzymanie 23 tysięcy imigrantów z zarzutami kryminalnymi23. Prokuratorzy
federalni, celem powstrzymania napływu imigrantów, oskarżają zatrzymanych
o popełnienie przestępstwa polegającego na wielokrotnym przekraczaniu granicy
bez dokumentów. Takie zarzuty zmuszają nielegalnych imigrantów do odbycia
kary w więzieniach specjalnie dla nich zbudowanych24. Według Human Rights
First umieszczanie osób starających się o status uchodźcy i imigrantów w obiektach mających charakter zakładów karnych jest niezgodne z zobowiązaniami
USA: Konwencją dotyczącą statusu uchodźców z 1951 r. i jej Protokołem, jak
również z Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych25.

Przypadek Emilio Gutierreza
Emilio Gutierrez jest dziennikarzem, który od 2008 r. stara się o uzyskanie
statusu uchodźcy w USA. Mieszkał na północy Meksyku. W 2005 r. naraził się
armii meksykańskiej, opisując napad rabunkowy na hotel i restaurację, dokonany przez kilku żołnierzy. Po groźbach, które natychmiast po ukazaniu się
tekstu otrzymał od generała meksykańskiego wojska, nie napisał już niczego,
co mogłoby zagrozić jemu i jego rodzinie. Nie robił tego nawet po inwazji armii
meksykańskiej na północ kraju w 2008 roku. Pomimo to, w 2008 r. był zastraszany przez wojsko. Wkrótce został uprzedzony przez znajomą, która miała
romans z jednym z wojskowych, że żołnierze zamierzają go zabić. Natychmiast
uciekł do USA z piętnastoletnim synem, którego sam wychowywał. Zaraz po
przekroczeniu granicy on i syn zostali aresztowani, rozdzieleni i umieszczeni
w prywatnych więzieniach. Dziennikarz spędził w więzieniu siedem miesięcy,
syn – dwa i pół. Jak pisze Charles Bowden, gdyby Gutierrez wkroczył nielegalnie na teren USA i potem poprosił o azyl, zostałaby wyznaczona kaucja.
Jednak, gdy potwierdził na granicy swoją tożsamość i status prawny, został
umieszczony w więzieniu, ponieważ według Departamentu Bezpieczeństwa
Narodowego nie udowodnił, że nie stanowi zagrożenia dla społeczeństwa26.
W więzieniu – jak opowiadał Gutierrez – Meksykanie traktowani są najgorzej:
Associated Press, Private prison companies making big bucks on locking up undocumented
immigrants, Thursday, August 2, 2012, http://www.nydailynews.com/news/national/private-prison-companies-making-big-bucks-locking-undocumented-immigrants-article-1.1127465
[01.03.2013].
24
Tamże.
25
Human Rights First, Jails and Jumpsuits..., dz. cyt., s. ii.
26
Ch. B o w d e n, Mordercze Miasto..., dz. cyt., s. 237.
23

�Magdalena Krysińska-Kałużna

254

„Prace w więzieniu wykonują Meksykanie i mieszkańcy Ameryki Środkowej.
To ironia losu, nielegalni imigranci zostają aresztowani za pracę, a następnie
wsadza się ich do więzienia i każe im pracować za darmo”27. Dziennikarz
powtarzał, że wytrzymał pobyt w więzieniu ze względu na syna, o którego
bardzo się bał.
Emilio Gutierrez do tej pory nie otrzymał statusu uchodźcy, pomimo starań jego adwokata, wsparcia stowarzyszenia Meksykańscy Dziennikarze na
Uchodźstwie i działań innych grup wsparcia. Charles Bowden pisze: „Żaden
meksykański dziennikarz nigdy nie otrzymał azylu politycznego, ponieważ jeśli
rząd Stanów Zjednoczonych uczciwie spojrzałby na fakty, musiałby przyznać,
że Meksyk nie przestrzega praw człowieka. Jednocześnie USA znalazłyby się
w kłopotach, jeśli miałyby wyjaśnić swoim obywatelom, jak można usprawiedliwić dawanie armii meksykańskiej 1,4 miliarda dolarów w ramach Planu
Merida, który – co najśmieszniejsze – miał walczyć z narkotykami”28.

Wnioski
W USA średnio połowa wniosków o przyznanie statusu uchodźcy jest
odrzucana. W El Paso jeden z sędziów orzekających odrzuca ok. 90% wniosków. Wśród nich są wnioski meksykańskich dziennikarzy, dla których powrót
do ojczyzny oznacza śmierć. Rozpatrzenia wniosku oczekują w więzieniach,
gdzie spotykają się z imigrantami z Ameryki Środkowej – którym udało się
cudem przejechać Meksyk. Obydwie te grupy są poniżane i źle traktowane.
Stany Zjednoczone mają wpływ na sytuację obydwóch grup w ich krajach –
wspierając meksykańską armię, a w niedawnej przeszłości wspierając reżimy
w Ameryce Środkowej, czy ostatecznie akceptując zamach stanu dokonany
w Hondurasie w 2009 roku. USA są więc współodpowiedzialne za nasilenie
przemocy zarówno w krajach Ameryki Środkowej, jak i w Meksyku. Kolejnym
istotnym czynnikiem jest traktat o wolnym handlu (NAFTA), który pogłębił
ubóstwo w krajach Ameryki Środkowej. Towary mogą swobodnie przekraczać
granice, lecz nie mogą tego robić ludzie. Wszystkie te zjawiska wpływają na
wzrost liczby imigrantów, w tym starających się o status uchodźcy w Stanach
Zjednoczonych. Odpowiedzią jest budowa prywatnych więzień, na których
zarabiają amerykańskie firmy, podobnie jak na Planie Merida zarabia amerykański przemysł zbrojeniowy. Río Grande przemieszcza się gdzie indziej
– pytanie tylko, dokąd?
27
28

Tamże, s. 238.
Tamże, s. 237.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11134" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11112">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ec96262204f93ca83bbd2c42e5a34a2a.pdf</src>
        <authentication>6cc1aec9a5c4b13f904fd6a66190a155</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132771">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5033</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132772">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132773">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132774">
                <text>Amazonia - zmiana kulturowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132775">
                <text>Antropologia misyjna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132776">
                <text>Indianie Ameryki Pd.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132777">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4668</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132778">
                <text>Indianie i misje / LUD 2000 t.84</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132779">
                <text>LUD 2000 t.84, s.11-37</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132780">
                <text>Krysińska-Kałużna, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132781">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132782">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132783">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132784">
                <text>Lud, t. 84, 2000

I. STUDIA I MA TERlAL Y

MAGDALI:NA

KRYSIŃSKA-KAUJŻNA

Konin

INDIANIE

I MISJE. MISJONARZE
W PROCESIE KONTAKTU
I ZMIANY KULTUROWEJ
W AMAZONII

Coraz więcej mówi się na temat praw przysługujących
ludom tubylczym.
Są to głosy zarówno ze strony antropologów,
organizacji pozarządowych,
misjonarzy, jak i przede wszystkim przedstawicieli
ludności tubylczej. Te z ludów
tubylczych. które pozostają w kręgu kultur narodowych
od dłuższego czasu,
są w stanie zorganizować
się w sposób umożliwiający
im podjęcie próby obrony własnych interesów na arenie narodowej czy międzynarodowej.
Natomiast
grupy, dla których proces kontaktu z ludnością nietubylczą dopiero się rozpoczyna, są zupełnie - choć to określenie nie najlepiej precyzuje ich stan - zdezorientowane w nowej sytuacji kulturowej. Dalsze losy takich grup uzależnione są
w dużym stopniu od tego, kim są tzw. agenci kontaktu: osoby i/lub instytucje,
które jako pierwsze przekazują prawdy i wartości nowej kultury.
Jednymi z agentów kontaktu byli i w dalszym ciągu są misjonarze, którzy
zajmują się między innymi edukacją niektórych grup indiańskich w Ameryce
Południowej. W przcszłości bardzo często byli oni pierwszymi osobami nawiązującymi kontakt z ludnością tubylczą. Robili to na własną rękę, bądź na zlecenie rządów. Celem niniejszego artykułu jest wskazanie na rolę, jaką odgrywali
misjonarze w procesie nawiązywania
kontaktu, a szczególnie na to, jak ich postawa, wyznawane przez nich wartości i głoszone idee wpływały na losy ludności tubylczej w Ameryce Lacińskiej, ze szczególnym uwzględnieniem
Amazonii. Ponieważ w jednym artykule nie sposób omówić działalność
wszystkich
organizacji misyjnych, które można spotkać na tym obszarze, chcę przedstawić
efekty działań tych, które w ostatnich dziesięcioleciach
odegrały tam najważniejszą rolę: Letniego Instytutu Lingwistycznego
(Summer Institute of Linguistics, dalej SIL)1 oraz obecnych tam nieustannie od SOO lat misji katolickich.
Spośród setek kościołów
i organizacji
misyjnych
prowadzących
działalność
w tej części świata (w samym Ekwadorze od początku wieku do 1972 roku
zarejestrowało
się 30 protestanckich
kościołów
i organizacji wyznaniowych
pochodzących z Ameryki Północnej; Robinson, 1981) wybrałam właśnie SIL I Summer
Imtitute of Linguistic (SIL) zmienił w 1999 roku nazwę na SIL ~ International. Poniewaijednak
artykul ten dotyczy wcześniejszej działalności Instytutu. używam w tekście di:wnej
nazl\)' i skrótu od jej angielskiego zapisu.

�12
niedenominacyjną
organizację protestancką o charakterze misyjnym - ponieważ
obok Misji Nowych Plemion, odegrała ona najważniejszą
rolę w nawracaniu
Indian na protestantyzm,
bardzo często przyczyniając
się do znacznych zmian
kulturowych wśród tych grup, z którymi pozostawała w kontakcie.
By móc przeanalizować
powiązania pomiędzy losami Indian a działalnością
misji i stwierdzić w jaki sposób działania te determinują sytuację grup indiańskich przedstawiam
najpierw postawy misjonarzy katolickich oraz protestanckich misjonarzy-lingwistów
z SIL, cele jakie sobie wyznaczali i wyznaczają,
metody ich działania oraz zamierzone i niezamierzone
rezultaty tych działaó.
Choć sposoby postępowania poszczególnych
misjonarzy z SI L nie są takie same,
to jednak trudno byłoby w poglądach członków Instytutu wyodrębnić konkretne
nurty w oparciu o sposoby ich pracy wśród ludności tubylczej. Myślę, iż - przynajmniej w Ameryce Lacióskiej - można mówić o jednym schemacie pracy SIL.
któly postaram się przedstawić. łnaczej jest w przypadku kościoła katolickiego,
którego misjonarzy, ze względu na ich poglądy dotyczące pracy misyjnej. można
zaklasyfikować
do różnych kategorii.
W takiej sytuacji zdecydowałam
się
na przedstawienie
poglądów i działalności misjonarzy katolickich pracujących
wśród Indian i należących do tych nurtów, które, jak mi się wydaje, w ciągu
ostatnich trzydziestu lat najwierniej reprezentowały
stanowisko episkopatu latynoamerykańskiego
dotyczące
działalności
misyjnej. Ilustrując te rozważania
przykładami, szczególną uwagę poświęcam Indianom Huaorani z Ekwadoru".
Ani Huaorani, ani też inni Indianie nie mieli oczywiście
najmniejszego
wpływu na to, kto pierwszy nawiąże z nimi kontakt, a co za tym idzie, którą
z licznych obcych wizji świata będzie próbowało się im narzucić. Decyzje poszczególnych
rządów krajów Ameryki Łaeióskiej () tym, kto i na jakich zasadach ma nawiązać kontakt z izolowanymi grupami indiallskimi. były zazwyczaj
decyzjami politycznymi. Silne na tym kontynencie powiązania pomiędzy religią
i polityką były często czynnikiem decydującym
o wyborze agentów kontaktu,
np. misjonarzy z SIL.

Polityczny kontekst działalności religijnej
Chcę rozpocząć od wskazania na wzrastającą różnorodność
ruchów religijnych w Ameryce Łacióskiej oraz na związki nowych i działających od dawna
instytucji religijnych z polityką jako na czynnik potencjalnie istotny dla losów
tych grup indiallskich, które dopiero nawiązują lub nawiążą kontakt ze społecznościami nieindiallskimi.
Polityka powiązana jest bowiem z konkretnymi interesami ekonomicznymi,
które w Ameryce Lacióskiej bardzo często - ze względu na zasoby nataralne - koncentrują
się na obszarach zamieszkałych
przez
Indian. W takiej sytuacji zawsze istnieje obawa - uzasadniona, jak to zobaczymy vv przypadku Huaorani - iż wpływy religijne mogą zostać wykorzystane
w celach ekonomicznych
i politycznych.
" Indian lIuaorani
polskich etnologów.

mialam okazję spotkać \\ 1991 roku podczas pohytll \\ Ekwadorze

z grupą

�13
W Boliwii - która nic jest pod tym względem wśród krajów latynoskich
przypadkiem odosobnionym
- w 1993 roku były oficjalnie zarejestrowane
124
grupy religijne. W czasie rządów wojskowych, od połowy lat 60. do początku
gO., P3l1stwo boliwUskie interweniowało bezpośrednio w sprawy religii. Kolejne
rządy, przychy:,je Stanom ~jednoczonym
Ameryki, ułatwiały organizacjom protestal1Ckim o charakterze misyjnym prowadzenie działalności,
która miała być
pomocna w zwalczaniu wpływów teologii wyzwolenia, określanej przez rządy
wojskowych jako komunistyczna.
Podobnie działo się na całym kontynencie.
Obecnie, jak to opisuje Lesley Gili, w La Paz istnieje ogromna "mobilność religijna" (Gili, 1993, s. 181). Kobiety i mężczyźni w ciągu swojego życia są kolejno
członkami różnych kościołów i wyznall. Czasami należą do kilku z nich jednocześnie. Na przykład osoba urodzona i wychowana w środowisku wyznającym
katolicyzm, pr/cchodzi na protestantyzm przyłączając się do Zgromadzel1 Boga3,
później przenosi się do Zjednoczonego
Kościoła Zielonoświątkowego
i ostatecznie powraca do ludowego katolicyzmu. W każdym momencie tego procesu może
ona także konsl.ltować się z yaliri - indial1skim wróżbitą i uzdrowicielem.
W Brazylii - uważanej za największy
religijny tygiel na kontynencie
w ł 993 roku szacowano,
iż protestanci to ł 3% spoieczerlstwa.
Trzy czwarte
brazylijskich protestantów to zielonoświątkowcy
(Stoli, 1993; Freston, 1993).
Podobniejak w Brazyłii, tak i \V innych krajach Ameryki Łacillskiej, kościół ten
4
zdobywa coraz liczniejsze rzesze wyznawców • Jego popularność przypisuje się
szczególnym darom, jakim Duch Św. obdarza członków kościoła - mówieniem
językami, mocą uzdrawiania
i prorokowania,
a także nastawieniem
na pracę
wśród biednych. Choć w samej Brazylii kościoły zielonoświątkowe
nie objęły
dotychczas swym wpływem zbyt wielu wspólnot etnicznych, jednak, jak pisze
Aleksander Posern-Zielillski,
to właśnie idee głoszone przez zielonoświątkowców w najwięLzej
mierze współgrają z tradycyjnymi
fonnami religijności autochtonicznej ("akceptacja
ekstazy i transu jako formy kontaktu z sacrum, powiązanie rytuałów z zabiegami magiczno-leczniczymi,
wspólnotowy
charakter
nowych grup wyznaniowych,
wiara w możliwość
wniknięcia
Ducha Św.
w człowieka wizja zbawienia w wersji millenarystycznej";
Posern-Zielit1ski,
1994, s. 57). Dobrym przykładem na tworzenie kościołów autochtonicznych
V_i oparciu () idee ziclonoświątkowców
są Indianie Toba z argelltYl1skiego Chaco
i ich Iglesia Evangelica Unida (ihidem).
Zielonoswi'ltkowcy
to "czwarta fala" protestantyzmu
w Ameryce Łacit1skiej.
Pierwszą i drugą falę, w XIX i na początku XX wieku, stanowiły kościoły euro, Asamhkas de Dios. Assemhlies of God. tu jedna z największych amerykańskich
kongregacji ewangelicLl1ych. Kościoły te istniej:\ także w innych częściach swiata, np. w Tanzanii jest
ponad 1500 kościo!llll Pentecostal Assemhlies of God i wiele innych Assemhlies of God. z których każdy - podohnie jak w Ameryce Lacińskicj - jest autonomiczny.
4 Kreś:ąc ten ogólny farys sytuacji
wyznaniowej w Ameryce Lacińskiej nie mogę sobie poz\\olić na dokładnicjszy opis hardzo cieka\\ego zjawiska. jakim jest rozwój kościołów zielonoświątkowych. ruchów cr"IIII'S C.wierz:lcych". jak brazylijscy zielonoświątkowcy
sami nazywąją
siebie). czy katolickich ruchllll ch'iryzmatycznych.

�14
pejskich imigrantów, jak np. Niemieccy Luteranie Brazylii oraz niektóre główne wyznania z USA. "Trzecią falę" tworzyły fundamentalistyczne
faith missions. Żadne jednak z tych wyznań nie zdobyło tak wielu wyznawców, co ostatnia fala kościołów zielonoświątkowych!&gt;.
Istotny aspekt związku pomiędzy polityką a religią świetnie przedstawia Rowand Ireland w artykule O-entes z Campo Alewe i religijna konstrukLja brazylijskiej polityki pisząc: "W ciągu mojej dwudziestoletniej
- z przerwami - pracy
w terenie od 1977 do ł 989 roku, księża, agenci reżimów wojskowych, populistyczni politycy, właściciele ziemscy i biznesmeni musieli pracować w i poprzez religijny rynek, aby znaleźć wsparcie i legitymizację dla swoich projektów" (Ireland,
1993, s. 48). Głosy protestantów miały znaczny wpływ na wyniki wyborów prezydenckich w Peru i Gwatemali, a w Brazylii kościoły protestanckie mają silne przedstawicielstwa w parlamencie. Na południu Meksyku to raczej katolicy popierają
rząd, a protestanci, którzy - bywa - są wyrzucani z domów, p~)zostają w opozycji.
Możliwości, jakie stwarza funkcjonowanie kościoła jako instytucji, są często wykorzystywane w celach politycznych. Przykładem może być Uniwersalny Kościół
Królestwa Bożego, należący do "trzeciej fali" brazylijskich kościołów zielonoświątkowych, która rozpoczęła się w kOllcu lat 70. Kościół, liczący około 800 tys.
wyznawców, znany jest m.in. z egzorcyzmów
i agresywnego stylu zdobywania
funduszy, a także z posiadania sieci telewizyjnej. Na początku lat 90. znalazł się on
pod ostrzałem narodowych mediów brazylijskich, a śledztwo policji wskazywało
m.in. na powiązania z kolumbijskimi handlarzami narkotyków. By móc się skutecznie bronić na scenie politycznej (m.in. przed zabraniem koncesji telewizyjnej),
kościół delegował 3 deputowanych do Kongresu, a także deputowanych stanowych
w Sao Paulo, Rio i Bahia. Dla zagwarantowania
odpowiedniego podziału głosów
wiernych, potrzebnego do wyboru dwóch deputowanych
federalnych, kościoły
w stanie Rio zostały odpowiednio podzielone komputerowo (Freston, ł 993).
Oprócz możliwości politycznych, czy też raczej wraz z nimi, działalność religijna stwarza szerokie możliwości ekonomiczne.
Elizabeth Rohr, powołując
się m.in. na rapolt NACLA (North American Congress on Latin America)

, Termin laith mission jesl używany II' odniesieniu
do organizacji
misyjnych.
których pracownicy nic mają pensji. lecz są wspierani Jinansowo przez wysylaj'jcc
ich kościoly. znajomych
i innych wierzących.
Cz,&lt;sto jedną z podstawowych
zasad dzialania takich misji jest nicproszcnie
o \\sparcie
tinansowe.
Misjonarze
nic inliJrmują o s\\lJich potrzl:oach.
eh) oa Żl: zostaną o nil:
zapytani. Faith odnosi si,,; do \\ iary w ooże zaopatrzenie
dla wszystkich potrzeh.
6 Myśl,,;. iż wnioski.
jakie plyną z odpo\\ iedzi na pytanie. dlaczego lak \\·iclu I.atynoamerykanów porzuca kościół katolicki na rzecz kościolów
protestanckich.
są istotne dla rozważań nad
ohecnymi postawami w kościele katolickim.
Przez 20 lat. do poe"-'ltku lat 90 .... post,,;powi·· katolicy sądzili. iż z sukcesem
reti)rmują
swój kościół i odpowiadają
na zapotrzebowanie
hiednych
głosząc teologię wyzwolenia.
David Stoli uważa. iż hyć może \\izja kośl.:io/a hroniącego
społeczeństwa przel.:iw silom dyktatorów
i światowego
kapitalizmu
za\\iodla.
ponieważ kluczową rolą
kościoła.
teologia

dla przeci,,;tnl:go
wyzwolenia

wymi i politycznymi
tliktów społecznych.

Latynosa.

okazałaby

była

mistyfikacja

si,,; wi,&lt;c odrzuceniem

społecznych
mistyki

nier\l\\ności.

pośrednictwa

W praktyce

z wyższymi

~i1ami. które to odrzucenie
unielllożliwilo
kośeiolow i zażegnywanie
a także naraziło go na represje ze strony \\Iad/. państw.o\\yeh.

duchokon-

�15
wskazuje, iż niektóre ugrupowania misyjne otrzymują pomoc od takich firm jak
Coca-Cola, Pepsi-Cola, Mobil Oil czy Holiday Inn. Nie ulega wątpliwości pisze Rohr -- ,.iż konsorcja te ofiarują pomoc ekonomiczną jedynie tym przedsięwzięciom mi'yjnym, które po pierwsze posiadają ideologię zdolną do zmiany grup ludności w "apatyczny blok"; po drugie, osłabiają odpowiedzialność
społeczną kładąc nacisk na przepowiednie
biblijne i odwołując się do zbawienia
na lamtym świecie; po trzecie wiedzą, jak należy działać w interesie politycznych i ekonomicznych
celów Stanów Zjednoczonych;
po czwarte byłyby zdolne
zdyskredytować
tych, którzy krytykują politykę USA" (Rohr, 1997, s. 114).
Trudno oczekiwać. aby organizacja misyjna dotowana przez konsorcjum pozostała bezstronna w przypadku konfliktu interesów swojego darczyńcy i miejscowej ludności. A interesy dużych kompanii zwykle nie pokrywają się z interesami ludów tubylczych. Przykładem może być wspomniany już Mobil, który
w 1996 roku podpisał z rządem peruwia6skim
kontrakt dający mu prawo do
poszukiwania wpy naftowej w tej części rejonu Madre de Dios, w której żyje
kilka izolowanych grup indiańskich (z planów tych Mobil ostatecznie zrezygnował pod naciskiem opinii międzynarodowej)_
Podobna operacja przeprowadzona w Peru przez firmę Shell w latach 80. doprowadziła do śmierci 50-100 żyjących wcześniej w izolacji - Indian Yora (Nahua), którzy zmarli głównie
po zachorowaniu na grypę lub odrę.
Większość grup indiallskich w Amazonii już od dawna ma kontakty ze społecznościami
nieindia6skimi,
a co za tym idzie z przedstawicielami
różnych
kościołów i misji. Z niektórymi grupami kontakt taki został nawiązany w ciągu
ostatnich lat. Są też grupy. które wciąż żyją w izolacji. Mariusz Kairski ocenia,
iż w Ameryce Południowej jest 100 grup izolowanych, w tym w samej Brazylii
88 (Kairski, 19(9). Według szacunków Instituto Socioambiental,
w Brazylii są
53 grupy izolowane.
Departament
FUNAI (brazylijskiej
rządowej
agencji
ds. Indian) zajmujący się izolowanymi grupami, a powstały na przełomie lat 80.
i 90., potwierdza istnienie jedynie 22 z nich. 28 obszarów jest aktualnie sprawdzanych. Przynajmniej 31 izolowanych grup w Brazylii pozostaje na obszarze
wyznaczonym jako ziemia indiallska lub w jakimś stopniu uznawanym za taką
przez agencje rządowe.
Wśród grup żyjących w izolacji można wyróżnić takie, które prawdopodobnie nie miały dotyd1Czas żadnego kontaktu z nie-Indianami;
takie, które kontakt
ten miały w mniej lub bardziej odległej przeszłości (np. na początku XX wieku,
podczas boomu kauczukowego)
i zerwały go przemieszczając
się w mniej dostępne obszary oraz grupy, które miały w ostatnich latach sporadyczne kontakty
ze społecznościami
nieindia6skimi,
lecz unikają nawiązania stałego kontaktu.
W jaki sposób będą się rozwijały relacje pomiędzy tymi grupami a społecze6stwem narodowym zależy od wielu okoliczności.
Jeśli w regionie zamieszkałym przez daną grupę nie ma złóż surowców, nie jest on też w inny sposób
istotny dla interesów pa6stwa (nie leży na szlaku komunikacyjnym
bądź w strefie przygranicznej),
nie zabiegają o niego hodowcy bydła lub duże firmy - moment nawiązania kontaktu może zależeć od Indian. Bywa, że jest on nawiązy-

�16
wany w sposób pokojowy (w Brazylii procesem nawiązywania
kontaktu zajmują się przygotowani w tym kierunku sertal7i"\'ci- znawcy wnętrza kraju), lecz
przeważnie w sposób mniej lub bardziej dramatyczny"
Do niedawna - jak już pisaJam - nawiązywaniem
kontaktu z izolowanymi
grupami indiaJ1skimi zajmowali się głównie misjonarze. Po jego nawiązaniu
kościół lub misja "opiekowały się" daną grupą, zajmując się zarówno edukacją,
opieką zdrowotną, a nierzadko także działalnością prozelityczną. Napisano bardzo wiele, krytykując politykę rządów, które zlecając misjom nawiązywanie
kontaktów
i edukację Indian liczyły na ich szybką i skuteczną asymilację
w narodowych
społeczeJ'lstwach
latynoskich,
a także działalność
misjonarzy,
szczególnie działających w ramach fundamentalistycznych
misji protestanckich.
Niejednokrotnie
krytykowano także kościół katolicki. (Z ważniejszych publikacji krytykujących
działalność misjonarzy można tu wymienić: Is God an American?, red. Hvalkof i Aaby, 1981; Fishers of Men or Founders of Empire?,
Stoll, 1982; Missionaries, Lewis, 1988; artykuly w publikacjach: North American Congress on Latin America, Survival International, Cultural Survival oraz
Royal Anthropological
Institute). Zarówno jednak katolicy, jak i protestanci
w dalszym ciągu pracują wśród Indian.
Kościół

katolicki

wobec odmienności

religijnej

i kulturowej

Kościół katolicki był obecny od pierwszych momentów kontaktu kultur indial1skich z kulturą Zachodu. Z jednej strony wyrażał hierarchię wal10ści tej kultury, z dn;giej był nieodłącznym, nadającym j~j kształt elementem. Reprezentował go zarówno walczący o prawa Indian Las Casas,jak i - zajmujący przeciwne
stanowisko - Sepulveda. OominikaJ1skie, franciszkaJ'lskie i jezuickie misje nawracały Indian i próbowały uczynić z nich "pełnowartościl)wych
ludzi" (zmieniając, czy wręcz zabijając ich kulturę, lecz też niejednokrotnie
ratując im w ten
sposób życie). Prowadzący jedną z jezuickich paragwajskich
redukcji, redukcję
Trzech Króli, żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku Antonius Sepp von Rainegg, zapisał w swym dzienniku: "Niegdyś Jarosowie chcąc okazać żałobę
po zmarłym malowali się ochrą na czerwono lub glinką kaolinową na biało. Dziś
krewni zmarłego w redukcji noszą na twarzy cienki woal. Przejęli to od Hiszpanów. Zapomnieli (, głośnym lamentowaniu i wyciu na pogrz~bach, jakim wyrażali dawniej wielki ból i nauczyli się cicho płakać. Pożegnawszy się ze zmarłym
wracają znów do codziennej pracy. Ludy Guarani, do których nalcżą także Jarosowie, drżały dawniej ze strachu przed demonami, teraz także oznaki żałoby
zmieniły się LI nich na bardziej obyczajne i ludzkie" (Braumann, 1977, s. 69).
Czy można się jednak dziwić urodzonemu w XVII wieku jezuicie, dla którego jedne oznaki żałoby były bardziej ludzkie niż inne, jeśli przypomnieć sobie
o wiele późniejsze
ewolucjonistyczne
koncepcje
etnologów?
Dla jezuitów
i innych misjonarzy działających na odkrytych przez Europejczyków
ziemiach,
nadrzędnym celem było przekonanie tubylców do przyjęcia wiary chrześcijaJ'lskiej i chrztu, co miało ratować ich przed wiecznym potępieniem. To, jak dzia-

�17
łalność misjonarzy i narzucane przez nich wzorce, wplywały na tubylczą kulturę, a co za tym idzie - na przetrwanie danej spoleczności, nie mialo większego
znaczenia w obliczu ostatecznej prawdy i dążenia do szczęścia i życia wiecznego, które misjonarze chcieli Indianom zapewnić.
Podejście kościoła katolickiego
do innych religii i kultur w ciągu 500 lat
znacznie się zmieniło, choć z pewnością nie jest jednolite. Zgodnie z Soborem
Watykańskim li (1962-1965 rok) gloszenie Ewangelii ma priorytet przed każdą
inną działalnością kościoła. Sobór potwierdził "misyjną naturę" kościoła rzymskokatolickiego,
a za ostateczny cel działalności misyjnej zostala uznana ewangelizacja i tworzenie kościola u ludów i grup, wśród których on nie istniał (Ad
genIes divinilus, 1968). Uznano, iż konieczna jest zmiana, z pomocą Ewangelii,
kryteriów sprawiedliwości,
określonych
wartości, sposobów myślenia, źródel
inspiracji oraz tych sposobów życia ludzkości, które pozostają w sprzeczności
ze słowem Bożym i planem zbawienia (Evongelii nuntiandi, 1981, pkt. 19).
Należy zmieniać to, co się oddaliło od Boga, odnowić to, co dobre, lecz nie
kompletnie chrześcijańskie
i przybliżyć ponownie to, co się oddalila (Amodio,
1990, s. 106-1(7). Mówi się także a błędach popełnianych
przez misjonarzy
katolickich. "Bez wątpienia dzielo misjonarzy, w tym co w nim bylo ludzkiego,
nic było doskonałe,
a niektórzy z nich mogli do autentycznego
przesłania
ewangelicznego
domieszać wiele z wlaściwego
ich ojczystemu krajowi stylu
życia i myślenia" (Popu/orum progressio, 1981, pkt. 12, s. 233-235).
Przed Soborem Watykańskim li misjonarz przyjmował zmianę kulturową jako
specyficzny przedmiot swojc:i działalności. Okres późniejszy stał się kryzysem
tożsamości dla wielu misjonarzy katolickich zadających sobie pytanie, czy można
ewangelizować
przyjmując kryteria antropologiczne,
waloryzując kulturę i nie
eliminując jcj (Bottasso, 1990, s. 194). Szczególnego znaczenia może nabrać odpowiedź na to pytanie, gdy uświadomimy sobie, iż kościól rzymskokatolicki
prowadzi dyskurs ekumeniczny z islamem, buddyzmem i innymi "wielkimi" religiami.
Do pozostałych odnosi siC; teoria "zarodków Slowa" (którą przedstawię później)
i nie przysluguje im miano religii, lecz "religijności" (hiszp. re/igiosidad).
Innym istotnym przesłaniem,
jakim ma się kierować misjonarz, a które
z pewnością także nie ułatwia mu dokonywania
rozstrzygnięć
na rzecz gloszenia Ewangclii "wcieląjącej się" w kulturę danej grupy, jest potępienie synkretyzmu. Jest to szczególnie ważne, gdyż większość wspókzesnych
religii indiańskich w Ameryce Lacińskiej to rei igie typu synkretycznego.
Potępienie synkretyZłnu - choć jednoznaczne
- pozostaje jednak w sprzeczności z deklaracją,
iż to, co w kulturzc wartościowe
i "rozjaśnione
światlem Ewangelii" powinno
przetrwać (Ad genIes divinilus, 1968, s. 460).
Odpowicdź, co jest wał10ściowe, a co nie, jest pozostawiona
misjonarzowi.
To on ma o tym rozstrzygać. Wydaje się, że decyzje misjonarzy mogą być pod
tym względem rozbieżne. Juan Bottasso tworzy typologię misjonarzy posoborowych dzieląc ich na tych, którzy:
1. z powodu wieku, odizolowania
lub niskiego wyksztakenia
pozostali
na marginesie debaty;

�18

2. zamknęli się bardziej w swoim konserwatyzmie;
3. poświęcili się analizie problemu. wycofując się z pracy w terenie;
4. prowadzą działalność
typowo .,materialną'·,
krytykując tracenie czasu
na dyskusje;
5. przyjęli postawę pragmatyczną,
skupiając się na niesieniu pomocy organizacjom i ruchom indiańskim, ,Jak gdyby pomijając obecność Kościoła" (Bottasso, 1990, s. 196);
6. utożsamiając
się z reprezentantami
grupy piątej, stawiają też czoło wyzwaniom wynikającym z ustalell teologicznych (ibidem).
Podział ten można przyporządkować
podziałowi dokonanemu przez Emanuele Amodio, który opisuje misjonarzy jako "klasycznych"
lub ,.wcieleniowców"
(hiszp. encamacionolis!as) (Amodio, 1990. s. I 17). Ci drudzy (którzy odpowiadaliby misjonarzom
z grup piątej i szóstej w podziale dokonanym przez
Bottassę) wychodzą z założenia, iż jeśli ludy przyjmują Ewangelię głoszoną
przez kościół, wówczas wciela się on w nie i w ich kulturę.
Omówię teraz działalność tej właśnie grupy misjonarzy katolickich.

Misje katolickie
W kOlleu lat 40. i na początku 50. rozpoczyna się zasiedlanie okolic brazylijskich rzek Juruena i Arinos, w pobliżu których żyją Indianie Rikbakca (Rikbaktsa). Ciągłe konflikty pomiędzy osadnikami a Indianami sprawiają, iż na arenę
wkracza jezuita Joao Dornstauder. Zamierza spacyfikmvać Rikbakca. Nie otrzymuje pomocy od Służby Ochrony Indian. lecz za to dostaje ją od przedsiębiorców, którzy oczywiście nie udzielają jej bezinteresownie.
Po pierwszym pokojowym kontakcie w roku ) 957. na nieznane im dotąd choroby umiera część
Rikbakca. Misja Anchieta zostąje przez Dornstaudera przekazana ojcu Edgarowi Schmidtowi, który obyczaje Indian postrzega jako dziwactwo. W tygodniowym kalendarzu ustanowionym
przez niego w misji. prace polowe zajmowały
pięć dni, sobota miała być przeznaczona
na polowanie i łowienie, a niedziela
na odpoczynek. Misyjna szkoła ignorowała indiaóski język i zwyczaje. W 1971
roku rolnicza firma przekonała ojca Edgara do oddania jej ziemi Rikbakca
(twierdząc, że ma do niej prawo) za niewielką kwotę wypłaconą za chaty i obsadzone pola. Dla Rikbakca pozostąje 1/40 ich tradycyjnego terytorium. Historia Jesuit Missao Ancllieta jest jedną z wielu podobnych historii katolickich
misji wśród Indian (Hahn, 1981).
Na początku lat 70. kościół katolicki, a przynajmniej
część misjonarzy,
uświadamia sobie, iż ,.klasyczny'· sposób prowadzenia
misji zawiódł, nie doprowadzając
do celu. jakim była ewangelizacja
Indian. i że kOllczy się jedna
epoka i należy rozpocząć drug{
7 Dobn) ilustrację ..-:\\angelizacyjn..-:jporażki kościoła kalOlickicgo slam)\\ i ponilSzy fragment
z książki POIY\IIace dlls= d(Jtyczący meksykaliski..-:h Mazatek(m: ..Jcgo świątohliwość biskup
chciałby usłyszeć od każ(!t:go z was. ilu mamy teraz hogów') (... ) Nic jesteśmy co do tego zgodni.
padre. Don Valerio twierdzi. ze nie mamy już żadnego hoga. ho wszyscy go zjedli podczas mszy.

�19
Krytyka działal) misjonarzy, szczególnie fundamentalistycznych
misji protestanckich, a także antropologów jako agentów kontaktu, stała się przyczyną
zorganizowania pod auspicjami kościołów protestanckich konferencji na Barbados w 1971 roku. Jest ona dziś uważana za "moment narodzenia" nowej koncepcji relacji pomi~dzy grupami indiańskimi w Ameryce Łacil1skiej i wysłannikami spo/eczellstwa narodowego, którzy - z różnych powodów -- pracują z Indianami (Warren, 1990, s. 59). Wobec misji oczekiwano refleksji nad ich etnocentrycznym podejściem do tubylczych kultur i religii oraz powstrzymania się
od dziatalności prozelitycznej. Antropologowie
uczestniczący w spotkaniu domagali się wprowadzenia
moratorium na prowadzenie działalności misyjnej
wśród Indian. Mówiono też o zaprzestaniu "walki o dusze" i nie ingerowaniu
przez misje w organizacj~ demograficzno-terytorialną,
społeczną i rodzinną
grup etnicznych. Od antropologów domagano się, by służyli swoją wiedzą pomagając grupom indial1skim, których kultury były tylko obiektem ich badań
(Bottasso, 1990; Headland, 1996).
Lata 70. to także Trzecia Konferencja Generalna Episkopatu Latynoamerykallskiego, która odbyła si~ w Puebli w 1979 roku. Choć, podobnie jak poprzednia Konferencja w Medellin (1968), poświęciła ona niewiele uwagi Indianom, a znacznie więcej "biednym" (posługując się kategoriami socjoekonomicznymi. a nie typu kulturowego czy etnicznego), to jednak wypowiedzi podczas tej konfere'lcji były mniej konserwatywne niż poprzednio. Mówiono, iż nie
należy niszczyć kultury, lecz znaleźć równowagę pomiędzy jej "zachowaniem
i wzmocn ieniem" a "przeobrażającą siłą Ewangeli i" (Amodio, 1990, s. I 14).
Wciąż niedostateczne poświęcenie uwagi kwestii indial1skiej w Puebli, podobnie jak w Medellin, by/o krytykowane przez Consejo Indigenista Misionero (CIMI)
- Misyjną Radę lndianistyczną, związaną bezpośrednio z Konferencją Episkopatu
Brazylijskiego. Pief\\isze spotkanie CIMI odbyło się w 1972 roku. Dało ono początek ruchowi, o którym dokładniej napiszę w dalszej części artykułu.
W tym czasie Amazonia doświadczała
nowego procesu kolonizacji wewnętrznej, która w poważny sposób zagrażała fizycznemu i kulturowemu przeżyciu grup indiaJlskich. W tej sytuacji, która - dla kościoła katolickiego na tym
obszarze - wią7ćlła się z poszukiwaniem
nowych dróg, zarówno w obszarze
teologii, jak i praktyki misyjnej, doszło do Pierwszego Spotkania PanamazoJ1skiego Misji Indial1skich (Primer Encuentro Panamazonico de Pastoral) w Manaus w 1977 roku. ,.Dokument kOllcOWYspotkania w Manaus jest bez wątpienia
jednym z najbardziej oczywistych przykładów na zdolności katolickiego kościoła latynoamerykallskiego
do zebrania i oryginalnego opracowania krytyki
dokonanej przez antropologię radykalną" (Warren, 1990, s. 62). "Dokument"
za fundamentalne cele misji indiaJ1skich w Amazonii uznawał fizyczne i kultu-

I)on Vcnusliano
nalomiasl u\\aja.
je skoro zjedliśmy przcna.iś"i&lt;,:ISZ'I Trójcy. a Maria nie nalcżała do Trójcy. lo loslala Maria . .la z kolci jestem zdania. je zjedliśmy tylko Chrystusa.
a więc
został Bóg Oieiee. Duch Ś\\iYly. czyli I'rzenajświylsza
Dwójca i Maria'· (.Iacórzyński.
Wołowski.

1995. s. (0).

�20
rowe przeżycie ludów tubylczych.
W praktyce miało to polegać na pomocy
w powiększaniu
autonomii
i samorządności
dla organizacji
indiailskich oraz
uświadamianiu
społeczności dominującej i samego kościoła co do systematycznej eksterminacji i marginalizacji,
najaką skazani są Indianie.
Refleksja teologiczna i duszpasterska, jaka tworzy się w tym czasie w Brazylii i obecna jest także w innych krajach Ameryki Laciilskiej, jest owocem
wymiany między "specjalistami"
(antropologami)
a misjonarzami de hase (pracującymi "u podstaw").
Omówię trzy nurty tej refleksji:
I. nurt "zarodków Słowa";
2. teologię wyzwolenia;
3. nurt reprezentowany
m.In. przez brazylijskie elMI
misJe salezjailskie
8
w Ekwadorze .

Nurt "zarodków SIOlva"
Kościół katolicki uznał, iż w każdej kulturze można znaleźć "nasiona Słowa"
czy też "zarodki Słowa" (Evangelii nuntiandi, 53, s. 397; Ad genIes divinitus,
s.445-447),
które się tam ukrywają i mogą być przygotowaniem
do przyjęcia
ewangelii. Kultury - zgodnie z tą koncepcją - zawicrąją "ziarna prawdy" i wartości,
które mogą pozwolić na zbawienie i tworzyć teren, na którym misjonarz umieszcza
następne "nasiona". Z tych nasion mają rozwinąć się kościoły indiallskie (Ad genIes
divinitus, s. 442). "Zarodki" są więc protoewangelią, natomiast "nasiona" są elementami nauczania chrześcijallskiego
wchłoniętymi przez lokalne kultury (czy to
w przypadku kultur indiailskich, czy tzw. religijności ludow~j).
Wątpliwości związane z praktyką misyjną ,.zarodków Słowa" dotyczą tego,
jak misjonarz ma odróżnić ..zarodki'· i "niezarodki".
Podobnie rzecz ma się
z "nasionami".
"Faktycznie,
zostawia się ogromną otwartą przestrzell misjonarzom jako jednostkom,
a oni, wychodząc z własnej historii i kultury, decydują
przy każdej okazji, co należy robić. W ten sposób, wielokrotnie element kultury
danej grupy uważany jest przez jednego misjonarza za posiadający
wartość
chrześcijailską
lub «zarodek Słowa» i w ten sposób waloryzowany.
Ten sam
element przez innego misjonarza rozpoznawany
jest odmiennie i w związku
z tym zwalczany" (Amodio, 1990, s. 110).

Teologia wyzwolenia
Teologia
latynoskiej",

wyzwolenia posiada - według Paulo Suessa - więcej cech "teologii
charakterystycznej
dla Trzeciego Świata niż amerindiailskiej,
za-

8 Zapytany o podobieństwa pomiędzy działalnością elMI i Salajanów.
Juan Bottasso SDB
odpowiedział: .•Moina powiedzieć. że CIMI i misjonarze Salezjanie I.gadzają si.; w swoich zna·
czących celach i kierunkach działania. lecz pracują w inny sposób. Praca CIMljest bardziej poli.
tyczna. z towarzyszeniem i poradą różnych organizacji. Salezjanie Slj bardziej pragmatyczni:
zakladąią szkoly. redagują podręczniki. organizują spółdzielnie. Są hardziej związani z obszarem.
na którym pracują Z wieloma zadaniami. lecz w nie\\'iclkim stopniu obccni w narod(l\\'ych orga·
nizacjach" (in1ormaeja własna. 2000).

�21
równo ze względu na temat rozważal1 teologicznych,
jak i wnioski, do jakich
one prowadzą (Suess, 1990, s. 158). W latach 80. teologowie wyzwolenia zaczęli być jednak coraz częściej proszeni przez misjonarzy o pomoc w stworzeniu "optyki indianistycznej".
Wychodząc z założenia, iż Kościół jest jak Chrystus wcielający się w poszczególne społeczel1stwa, Leonardo Boff - największy
brazylijski teolog wyzwolenia - wypowiada się w obronie synkretyzmu.
Według Boffa synkretyzm jest samą istotą chrześcijal1stwa,
"prawem wcielenia"
kościoła w kultur9. Chrześcijallstwo
jest "wielkim synkretyzmem".
Dla Boffa
istnieją różne typy synkretyzmu,
lecz tylko jeden z nich jest właściwy - "synkretyzmjako
nowa fuzja". Uważa on, iż religiajest synkretycznym
wyrażeniem
wiary, która możc wyrażać się tylko przez nią. Patologią jest sama religia bez
wiary. Przykładem mogą być Stary i Nowy Testament,
które zawierają elementy nie tylko kultury hebrajskiej, lecz różnych kultur śródziemnomorskich.
Gdy fundamentalna tożsamość chrześcijaJlska jest ocalona, wówczas jest to synkretyzm chrześcijal1ski, który należy chronić i rozwijać. W przeciwnym wypadku, gdy to chrześcijal1stwo nawracane jest na inną religię, która nosi tylko pewne
jego cechy, mamy do czynienia z synkretyzmem
niechrześcijal1skim.
Zgodnie
z tym, co mówi Boft~ nie należy go potępiać, lecz tolerować (Bottasso, 1990).
Tu także, podobnie jak w przypadku "zarodków Słowa", misjonarz sam podejmuje decyzję, co warto rozwijać i waloryzować, a co jedynie tolerować.

Nur! repre::en!ol!'uny pr::ez ('onsejo Jndigenis!a Misionero
,,Kto zamierza tworzyć nowe ruiny, by szerzyć chrześcijal1stwo, anatema sit"
- pisze Paulo Suess, jedna z najważniejszych
postaci CIMI (Suess, 1990,
s. 148). Pisze on też, iż misjonarze i antropologowie
muszą dziś legitymizować
swoją obecność wśród Indian. Ci ostatni powinni mieć swobodę podjęcia decyzj i, czy na tę obecność się zgodzić.
Dla powstałego w 1972 roku CIM\, działającego przy Narodowej Konferencji Biskupów Brazylijskich,
istotą i legitymizacją
ich działania pozostaje praca
na rzecz fizycznego i kulturowego przetrwania Indian. Rada liczy obecnie 347
misjonarzy tworzących
112 zespołów w różnych częściach Brazylii. Refleksja
teologiczna CIMI tworzy się w oparciu i w związku z działalnością
misyjną.
Sytuacja Indian walczących o ziemię utożsamiana jest z biblijnym Exodusem
i z boską obietnicą otrzymania
ziemi przodków. Dużo miejsca poświęca się
analizowaniu metod misyjnych, czasowi, osobie misjonarza i problemom, jakie
stwarza. Według Suessa, każda interwencja misjonarza, który chce bezpośrednio głosić Jezusa Chrystusa,
wstrząsa kulturą indial1ską. Głoszenie
BogaMiłości przeciwko Bogu-Mścicielowi
jest, podobnie jak szczepienia, interwencją. W sytuacj i ekspansj i społeczel1stwa narodowego,
zupełna nieinterwencja
jest nierealna. Suess uważa, że należy więc dyskutować nad tym, kto ma interweniować, jak i w czyim interesie.
Realizując "nową misjologię" CI MI (ponieważ dawne misje były - jak mówi Suess ~ klęską ludów indial1skich), misjonarz dąży do tego, by stać się ak-

�22
ceptowanym przez Indian jako jeden z nich. Termin "wcielenie" jest tu synonimem inkulturacji,
która w przypadku misjonarza (podobnie jak antropologa)
nigdy nie jest całkowita.
Misjonarz pozostaje
na "drodze inkulturacyjnej".
Trudność w utrzymaniu równowagi pomiędzy zachowaniem
tożsamości i inkulturacją prowadzi wielu misjonarzy do kryzysu .. JeŚli misjonarz traci swą
tożsamość - twierdzi Suess - staje się przypadkiem
psychiatrycznym"
(Amodio, 1990, s. 137). CIMI głosi, iż należy odróżniać ewangelizacje;; od prozelityzmu, zaś wolność religijna "innego" zasługuje na szacunek i obronę. Opowiada
się też za dialogiem z religiami plemiennymi
Indian, podobnym do prowadzonego z buddystami czy ateistami.
Niektórzy
misjonarze
z CIMI ograniczają
swoją działalność
liturgiczną
i katechetyczną
na rzecz działalności społeczn~j. "Porantim" - biuletyn CIMI koncentruje się na problemach społecznych i politycznych dotyczących Indian.
"Kto walczy o autonomię
polityczną,
walczy też o utrzymanie
się religii.
o zniesienie kolonializmu i/lub paternalizmu religijnego" (Suess, 1990, s. ł 57).
W teologii głoszonej przez CIMI - podobnie jak w dwóch omówionych poprzednio - podkreśla się wagę mitów indiaJlskich jako esencji kultury, która
nie może zostać zniszczona.
"Zniszczyć
mit, czy to za pomocą narzuconej
akulturacji, czy też nieuważną katechezą jest antyludzkie i antyewangeliczne"
(Bottasso, 1990, s. 200). W tym samym tekście Juan Botlasso stwierdza: "Misjonarz, nawet jeśli tego nie chce, to poprzez przedstawianie
pewnej wersji wytłumaczenia świata, przywożenie lekarstw, itp. staje się elementem sekularyzyjącym. ChrześcijaJlstwo,
jako uniwersalna religia zbawienia. wpędza w kryzys
religie plemienne, które są dla danych grup funkcjonalne. ( ... ) Wszystko to daje
nam miarę wyzwania" (Bottasso, 1990, s. 200).
Rozważania prowadzone w obrębie tego nurtu refleksji teologicznej i duszpasterskiej również nie mogą udzielić ostatecznej odpowiedzi.
w jaki sposób
można wprowadzić chrześcijaJlstwo
nie transformując
mitów, choć transformacja ta może być powolna i stopniowa. Wydają się jednak najbliższe idei pozostawiania decyzji samym Indianom.

Letni Instytut Lingwistyczny i "dwa aspekty" jego pracy
SIL został założony przez Williama Camerona Towsenda jako naukowa fasada organizacji misyjnej o nazwie Wycliffe Bibie Translators (WBT) (od nazwiska pierwszego tłumacza Pisma Świętego na język angielski). Za datę powstania SIL przyjmuje się rok 1934, kiedy to Townsend przeprowadził
pierwszy obóz treningowy
dla tłumaczy Biblii na opuszczonej
farmie w Sulphur
Springs w stanie Arkansas.
Townsend, urodzony w prezbiteriallskiej
rodzinie. rozpoczął swoją misyjną
działalność
wśród Majów Cakchiquel
w Gwatemali
w 1917 roku. Pracując
z Indianami nawróconymi
na protestantyzm
tłumaczył na ich język Biblię oraz
eksperymentował
z dwujęzyczną
edukacją. "Niektórym
Majom protestantyzm
oferował wolność od niewolniczej
pracy za długi oraz większe możliwości

�23
przetrwania. Właścicielom plantacji, którzy próbowali przejść od systemu pracy
wymuszonej
do odpłatnej,
zapewniał
lepszych pracowników.
Gubernatorzy
i trzej prezydcnci republiki chwalili jego pracę" (Stoli, ł 98 ł a, s. 25). W 1921
powstała Pionecr Mission Agency. W ramach tej organizacji
w 1933 roku
Townsend zdccydował się na szkolenie tłumaczy Biblii w językach meksykańskich Indian. Jego pierwszy wyjazd do Meksyku w tym samym roku był tak
zniechęcający,
iż po powrocie postanowił o przyjęciu strategii, która zaważyła
na dalszej działalności
misyjnej SIL/WBT, która to organizacja
wyłoniła się
podczas sponsorowanego
rok później przez Pioneer Mission wspomnianego
spotkania na farmie. Townsend zdecydował mianowicie, iż do Meksyku tłumacze powinni pojechać raczej jako lingwiści, niż misjonarze; iż należy wyjaśniać,
że datki dla organizacji pochodzą od "osób indywidualnych"
z USA (pomijając
raczej wzmianki o Pioncer Mission) oraz, iż w Meksyku będzie przedstawiał się
jako zwolennik Rcwolucji Meksykańskiej.
Ta bardzo pragmatyczna
postawa, która przetrwała i stała się istotnym ełementem w funkcjonowaniu
organizacji, była później niejednokrotnie
przyczyną
krytyki skierowanej wobcc SIL/WBT, zarówno ze strony antropologów (Hvalkof,
Aaby, 1981), publicystów z Ameryki Lacińskiej, którzy zarzucali SIL, iż cele
jego operacji w ich krajach znacznie się różnią od tych oficjalnie deklarowanych
(Perez, Robinson, 1983). jak i zc strony samych misjonarzy (Tucker, 1995).
David Stoli wyróżnił trzy fazy w funkcjonowaniu
Instytutu. Pierwsza faza
obejmuje okres od 1945 do 1953 roku. W tym czasie SIL funkcjonował jako
wirtualny fi'ont dla WBT, a wszelkim pogłoskom o związkach pomiędzy tymi
dwoma organizacjami
oficjalnic
zaprzeczano.
Z jednej strony ułatwiało to
wjazd i prowadzcnic działalności w wielu krajach, w których prawo mogło nie
zezwolić na pracę organizacji misyjnej z tubylcami, z drugiej ułatwiało zbieranie datków w macierzystych
krajach misjonarzy, głównie w Stanach Zjednoczonych. "Sądząc z publikacji Wycliffe, wspomagający
organizację krajanie nie
byli informowani, iż ich misjonarze pracują w terenie pod auspicjami Letniego
Instytutu Lingwistycznego,
aż do 1956-1957 roku" (Stoli, 1981 a, s27). Pierwszy rządowy kontrakt podpisał SIL w Peru w 1945 roku. Tam też w 1953, za
przyczyną katolickiego biskupa Buenaventury
Leon de Uriarte, który oskarżył
SIL o prov.adzenie działalności prozelitycznej,
Townsend oficjalnie przyznał,
iż praca Instytutu ma .,podwójny aspekt". W fazie drugiej SIL i WBT przedstawiały się jako organizacje "siostrzane".
Fazę trzecią, gdy ostatecznie okazało
się. iż naukowcy z SIL należą do organizacji misyjnej stawiającej sobie za cel
głoszenie chrześcijarlstwa,
cechuje podkreślanie kompatybilności
nauki i religii,
relatywności systcmu wierzcJl oraz szacunku SIL dla indiaJlskich kultur.
Oprócz rządów Mcksyku i Peru w Ameryce Lacillskiej na współpracę z SIL
zdecydowały się też rządy Ekwadoru, Gwatemali, Hondurasu, Boliwii, Brazylii,
Kolumbii. Panamy, Surinamu, Chile oraz Wenezueli. W większości wypadków
współpraca ta opierała się na podpisaniu kontraktów z ministerstwami
edukacji,
które zlecały SIL prowadzenie
dwujęzycznej
edukacji wśród ludności indiańskiej. Instytutowi - który za cel stawiał sobie przetłumaczenie
Biblii na wszyst-

�24
9

kie języki świata - zależało zarówno na kontaktach z Indianami pozostającymi
od dawna w kręgu kultury narodowej, jak i na nawiązywaniu
kontaktu z grupami izolowanymi.
Pacyfikacja Indian leżała w interesie rządów, które nie ponosząc kosztów tych operacji, spodziewały się szybkiej integracji ludności tubylczej ze społeczeóstwami
narodowymi.
SIL, posłuszne zasadzic, iż co cesarskie
- cesarzowi, nigdy oficjalnie nie przeciwstawialo
się polityce rządowej (choć
poszczególni
misjonarze próbowali wspierać organizacje indi3l1skic w ich dążeniach). Szczególny sojusz istniał jednak pomiędzy Instytutem, który Szatana
utożsamiał z komunizmem, a rządami konserwatywnymi.
Działalność Letniego Instytutu Lingwistycznego
w Amcryce Lacillskiej była, jak już wspomniałam,
oparta na kontraktach rządowych, które zobowiązywały SIL do prowadzenia
edukacji dwujęzycznej
wśród ludności indiallskiej.
Obecność misjonarzy była też zwykle związana z prowadzeniem
opieki medycznej (przynajmniej
w tych okresach,
w których misjonarze
przebywali
w osadach) oraz z pośrednictwem
w handlu z osadnikami.
Instytut decydował
o sposobie prowadzenia nauki, tzn. przygotowywał
materia/y, wybierał spośród
miejscowej
ludności i szkolil przyszłych nauczycieli
indiaóskich.
Misjonarze
lingwiści, mieszkający
zwykle w większych bazach poza wsiami. prowadzili
prace nad tłumaczeniem
Biblii na poszczególne języki tubylcze. Zwykle informatorzy językowi stawali się pierwszymi,
którzy przyjmowali
protestantyzm
i którzy mieli dalej budować kościoły indiaóskie. Misjonarze z SIL mieli zakaz
wygłaszania kazaó, jednakże bez zdefiniowania,
czym jest "kazanie". "My tylko przynosimy Słowo Boże - powiedział pilot z JAARS (Jungle Aviation and
Radio Service - organizacji stanowiącej zapleczc SIL) - Jeśli to jest dekuJturacja, jest to dzieło Boga, my nikogo nie zmieniamy; jedynym kto może zmienić
ludzi jest Bóg" (Stoli, 1981 a, s. 30).
Podobnie jak kościół katolicki, również Letni Instytut Lingwistyczny
za
swój nadrzędny cel uznawał głoszenie Słowa Bożego. Przetlumaczone
na języki
tubylcze miało ono być dla Indian łatwiej dostępne. Tłumaczenie
Biblii na języki indiallskie miało też minimalizować
zabójczy dla tubylczych kultur aspekt
pracy SIL (Moore, 1981). Podobnie również, jak to miało miejsce w przypadku
działalności kościoła katolickiego, także efekty pracy SIL by/y w dużej mierze
uzależnione od postaw poszczególnych
mi~jonarzy. Jednakże krytyka działań
Instytutu była o wiele poważniejsza
(szczególnie
wśród antropologówlo),
co

9 Thomas N. Headland. ohecny koordynalor SIL ds. &lt;lnlropologii. zapylany przeze mnie czy
tłumaczenie Biblii \V dalszym ciągu należy do pryncypiów działalności InsI: tutu odpowiedział:
..Takjesl. Lecz nic na W) marlc języki. czy na takie. którc już maj,! Bihli.,:. hąd; takie. w przypadku których. tłumaczeniem zajmuje się ktoś inny: ani też na lakic. których użytkownicy s'\ do tego
stopnia dwujęzyczni. iż mogą dohrze zrozumiec Bihlię uży\vaj,\c drugiego jqyka" (korcspondencja własna. 2000).
.
10 Allyn McLean Stearman \V swoim artykule Prates/antes jiIl1lIalllr'nta/is/as, ca/o/icos y antropologos wskazuje. iż fakt. że niechęć antropologów częściej skicrO\\ana jcst wohcc misjonarzy
protestanckich niż kalolickich. wiążc się z różnicami \\ stylu życia Iych misjonarzy (prolestanci
są nicdostępni). a co za tym idzie różnych relacji na plaszclyinie osohistej. jakie mąią miejsce

�25
w efekcie doprowadziło
do zerwania kontraktów rządowych w wielu krajach
Ameryki Lacillskiej i do (przynajmniej
formalnego) usunięcia z nich SIL.
Wśród zarzutów 'ivysuwanych wobec SIL były m.in. zarzuty szpiegostwa na
rzecz USA czy współpracy z CIA (Perez, Robinson, 1983; Rodriguez,
1979;
Pereira. 1981). O ile te oskarżenia pozostają jedynie w sferze domysłów, o tyle
dowiedzione wydają się być przykłady na współpracę misjonarzy z wojskami
prowadzącymi
działania
przeciwko
partyzantce
(Che Guevary
i Teoponte
w Boliwii; I.ouis A. Pereira F. cytuje byłego oficera armii boliwijskiej,
który
zachwyca się dokładnością map dostarczonych
przez. SI L, obejmujących obszar
działania partyzantki oraz innych informacji, m.in. tego, które grupy wspomagały pat1yzantów; Pereira, 1981) czy Indianom (Guahibo, Mayoruna)ll.
Dobrze
udokumentowane
są również przykłady wskazujące
na popieranie
interesów
firm amerykallskich
prowadzących
działalność czy też zamierzających
ją prowadzić, na obszarze zamieszkałym
przez Indian pozostających
pod wpływem
bądź "oddanych" przez rządy "pod opiekę" SIL (Huaorani). Innym poważnym
zarzutem wobec SIL był zarzut etnocydu, rozumianego tutaj jako procesy społeczne, które niszczą zdolność grupy do utrzymania niezależności
i możliwości
odtwarzania tradycyjnej kultury. William Merrifield, koordynator SIL do spraw
antropologii,
na oskarżenie to odpowiedział,
iż "etnocyd jest mitem. Ludzie
umierają, kultury - nie; one się zmieniają" (Hvalkof, Aaby, 1981, s. l73t.
SIL swoją pracę wśród Indian rozpoczynał zwykle od prób przemieszczenia
członków danej grupy na jeden obszar o dogodnym dla misjonarzy położeniu.
Tam też budowano pas startowy umożliwiający
przyloty awionetek z baz SIL.
Schemat ten nie zawsze obowiązywał.
Czasami, jak w przypadku Amarakeri,
to misjonarze
dostosowywali
swój sposób życia do warunków
w jakich
romi.;dz)
misjonarz.ami
i pracuj'lcymi
\\ terenie antropologami
(McLean Stearman.
1990). Thomas N. I kadiand
\\skazujc
na inne przyczyny.
które mogą pO\\odowa(
antropologami
w czasie
ich kontaktóll
z misjonarzami.
jak na przykład .Jliech.;ć do \\ lasncj spuścizny
religijnej"' (łkad land. 1996. s. 170)
II

Cuila
12

Należ) tutaj Zall\\ aż) ć. iż Dal id Stoli opisujc rrzyradki
pomagania
w tym czasic
przcz misjonarz)
z Sil. oraz z Misji Nowych PIcmion (StolI. 198Ib).
Thomas

N. lłeadland.

zapytany.

czy

zgadza

si.; ze stwierdzeniem

Indianom

Merrifielda

odparł:

..Faktycznie pal11i.;tam argumenlaei&lt;; Merrilielda.
Przyj 'I! dobry punkt IV idzenia. ponieważ termin
..etnoeyc\"· jcst ligur'lj.;Z) kO\Ią. On ma racj.;. nic można doslo\\llic
zabi(' kultury. ponieważ kultura jest \\ każdym b'ld; r;lzic abstrakcyj mI koncepcją.
a nic biologicznym
organizmem.
Głównym
problemem przy oskarżaniu
kogoś o etnocyd jest lilkI. iż tego metaforycznego
terminu nie można
zddinill\lać
II sposl')b zadowalający
dla obydwu stron. Jeśli \Iprowadzam
umiejętność
czytania
i pisania do jakiejś nicpiśmiennej
społeczności
i jej czlonkowie
akceptują ją jako nową wspólną
Ilartość. pO\lOduj.; zmian.; kulturową.
Czy jest to etnocyd" Kiedy antropolog
Napoleon Chagnon
rozdal setki slallmych
macz.et YanomanHl z ..cpoki kamiennej"
podczas 20 lat pracy w tercnie .
.aby uzyskać ich pomoc. czy był to etnocyd'J Nic powiedziałbym
tego o obydwóch
przykładach.
Lecz kiedy niektórzy

misjonarze

II latach 30. i umieszczali

(nic SIL) porymili

je \\e lliasnych.

clzieci od ich inclialiskich

czy byl to ..etnocyd""

rodz.in

\1

Kolumbii

Tak. był. Lecz Merrifield

odpo-

Iliad'll antropologom.
którzy oskarż.ali misjonarzy
o etnocycl. jeśli ci wprowadzali
Indianom
cokolwiek
[nowegol.
Dzi\\l]e. ponieważ
ci sami antropologowie
także wyjeżdżali
i mieszkali
z Indianami. z. kt()rymi Il!aśnie dopiero nalliąz.ano
konIakt i sami pIaciii błyskotkami
i kocami.
Czy antropologl)\\
ie tab.e nie popełniali etnoeydu')" (korespondencja
własna. 2(00).

�26
mieszkali Indianie, nie zmieniając też struktury terytorialnej,
ani demograficznej (Moore,
1981). Zwykle zmiany terytorialne
doprowadzały
do rozłamu
w grupie, bądź z powodu tradycyjnych animozji, bądź z powodu braku środków
(jeśli nie były one dostarczane
przez misjonarzy) do utrzymania się większej
liczby osób wjednym
miejscu (d'Ans, 1981; Rival, 1996). Z powszechną krytyką spotykał się sposób przygotowywania
przez SIL nauczycieli dwujęzycznych, przeważnie to oni stawali się pierwszymi protestantami
w danej społeczności indiallskiej (choć np. Moore opisuje sytuację wśród Amarakaeri, z którymi pracowali misjonarze z SIL, gdzie dwóch pierwszych nauczycieli z tej społeczności kształciło się w szkole misji dominikaJlskicj;
Moore, 1981).
Nauczyciel
dwujęzyczny,
mający dostęp do zasobów materialnych
"z zewnątrz" i umiejętności
ich zdobywania,
skupiał w rękach większość władzy
i możliwości w danej grupie. Miało to wpływ na zmianę tradycyjnej struktury
społecznej, szczególnie iż misjonarze kładli nacisk na wprowadzenie
i waloryzację indywidualnej
formy własności. Materiały edukacyjne przygotowywane
przez misjonarzy to z jednej strony przetłumaczone
fragmenty Biblii (na przykład odsłuchiwane
przez Indian z magnetofonów
na korbkę, co miałam okazję
obserwować
u Indian Huaorani w 1991 roku), z drugiej materiały do nauki
czytania
i pisania,
które promowały
wartości
cenione
przez misjonarzy.
Do mitów Cuiva przy nauce czytania wprowadzano
postacie Chrystusa i Szatana. Inny tekst - przygotowany
dla tych Indian, którzy czasami zmieniali obozowisko kilkadziesiąt
razy w ciągu miesiąca - jest historyjka o rolniku, który
zapomniał kapelusza. ,,Ta trywialna historyjka wygląda na zupełnie niewinną,
lecz faktycznie
jest jeszcze jednym
wysiłkiem
misjonarzy
zmierzającym
do zmiany stylu życia Cuiva. Przeniesienie
ich do stałyclI osiedli, w których
pozostawią swoje nomadyczne przyzwyczajenia
i będą zależni głównie od rolnictwa, jest wspólnym celem zarówno osadników, którzy chcą ziemi Cuiva, jak
i misjonarzy, którzy chcą ich dusz" (Arcand, 1981, s. 79).
Zastrzeżenia
misjonarzy budziły często tradycyjne rytuały (szczególnie jeśli
były związane ze stosowaniem
roślin halucynogennych),
tradycyjne śpiewy,
tallce, chodzenie nago (Lewis, 1988). Efektem tej postawy było odrzucanie
przez młodzież - kształconą
przez misjonarzy,
a jednocześnie
pozbawioną
w tym czasie tradycyjnych
metod edukacji dotyczącej np. sposobów tropienia
zwierzyny czy też rozróżniania jadalnych i leczniczych roślin - własnej kultury.
"Powiedział,
że starsi ludzie, jak on, już nie opowiadają historii, ponieważ tak
wielu innych śmieje się z nich lub oskarża o kłamstwo lub wymyślanie historii.
Wielu młodych Amuesha przypisuje teraz swoją «biedę, zacofanie i brak cywilizacji» temu, że kiedyś wierzyli w te historie. Ta sama grupa zwykle podkreśla,
iż Amuesha powinni uczyć się «prawdziwej»
historii opisanej w Biblii i książkach" (Smith, 1981, s. 126).
Trzecia faza działalności SIL, wyróżniona przez Stolla, cechuje się - jak już
pisałam - podkreślaniem
szacunku dla kultur indiallskich, relatywności systemu
wierzell oraz kompatybilności
nauki i religii. "Podczas, gdy niektórzy mówcy
z SIL odmówili uznania etnocydu jako kategorii (00')' SIL wypowiada się teraz

�27
na rzecz "indiarlskiego
samostanowienia"
i "wyzwolenia"
(Hvalkof,
Aaby,
1981, s. 174). Autorzy artykułu "No Tobacco, No Hallelujah", z którego pochodzi powyższy cytat, analizują
wystąpienie
misjonarzy
SłL pracujących
w Peru na Kongresie Amerykanistycznym
w Paryżu w J 976 roku. Zdaniem
misjonarzy każda kultura ma zarówno cechy pozytywne, jak i negatywne i rozwój jedynie tych pierwszych powinien być wspierany. Według autorów referatu, zabijanie dziev,czynek,
praktykowane
w niektórych grupach, ma zarówno
negatywne, jak i pozytywne aspekty. Negatywne,
ponieważ stanowi morderstwo, tworzy konflikty z innymi grupami itp. Pozytywne, m.in. dlatego że "zapewnia źródło genetycznej różnorodności
dla niewielkiej społeczności"
(Loos
er al., 1976, s. II), daje upust ludzkiej agresji, wspomaga kontrolę społeczną,
pomaga utrzymać adaptację ekologiczną. "Uważamy - piszą autorzy artykułu iż ich kategoryzacje są tak mgliste, że sąjedynie
kamuflażem dla prawdziwych
działań SIL. N iewielu misjonarzy - i niewielu antropologów
- mogłoby nawet
tolerować takie standardy relatywizmu
kulturowego w swoich analizach, jeszcze mniej - robić z n ich użytek" (Hvalkof, Aaby, 1981, s. 174)13.
Schemat działania SILlWBT we wszystkich grupach był podobny, nie wszędzie jednak prowadził do takich samych rezultatów. Na przykład według Thomasa R. Moora, pracującego wśród Indian Amarakaeri,
obecność SIL wśród
części tych Indian nie doprowadziła do zalamania kultury, jak to miało miejsce
wśród Amarekaeri z misji dominikańskiej.
Ci ostatni wyśmiewali się z zacofania swoich pobratymców,
wśród których pracowali misjonarze
z SIL, tzn.
na przykład z tego, że mieszkają w tradycyjnych chatach komunalnych.
W tym
przypadku Instytut nie współpracował
również z firmami poszukującymi
na obszarze zamieszkałym przez Amarakaeri ropy naftowej (Maore, 1981). Czasami,
jak to mialo miejsce w przypadku Aguaruna, Indianie walczyli przeciwko wydaleniu SIL (jak twierdzą niektórzy, z obawy przed powrotem armii peruwiańskiej).
Najważniejsze
zarzuty
wysuwane
wobec
Instytutu
można
zamknąć
w stwierdzeniu, iż działał jako przedłużenie
ramienia rządów państw Ameryki
Lacióskiej, dążących do ostatecznej pacyfikacji i integracji Indian, i świadomie,
czy też nie, politykę tę wspierał.
Przypadek

Huaorani

Mógłby zostać uznany za klasyczny przykład nawiązywania
kontaktu przez
misjonarzy katolickich i protestanckich
z grupą indiaóską, która takiego kontaktu ze społeczellstwem
narodowym nie ma. Przebieg tego długotrwałego
procesu, w przypadku Huaorani, powiązany był, jak to zazwyczaj ma miejsce,
z interesami narodowymi
i międzynarodowymi
zaangażowanymi
na obszarze
zamieszkałym tradycyjnie przez Huaorani, tj. pomiędzy rzekami Puyo i Curaray
przecinającymi ekwadorską Amazonię.

[; Na r~tanić jak oććnia ty tćoriy misjonarzy z SIL l. N. Headland odpowiedział
..Mógłhym siy /.god/.ić / t,\ teorią. Lćcz w praktyce nie przyz\\alalbym
na to" (ihidem).

m.in.:

�28
Pierwsze informacje o Indianach Huaorani - którzy są izolowaną grupą językową - pochodzą z ok. 1850 roku. Spotkania z nimi - najczęściej krwawe
potyczki - staly się częstsze w czasie boomu kauczukowego
na początku stulecia. W tym czasie, we wschodniej części kraju, porośniętej lasem deszczowym,
rozwijają się duże haciendv należące do mi~j i katol ick ich, do peruwiaJlskich
i ekwadorskich
handlarzy i do cal/chero.\'. W poszukiwaniu ziemi coraz częściej
migrują do selvy Indianie Quichua z ekwadorskiego
Oriente, a wojsko zakłada
tam swoje
posterunki.
Szczególne
zainteresowanie
wladz ekwadorskich
wschodnią częścią kraju, zamieszkałą
przez wojowniczych
Indian, wiąże się
z początkiem poszukiwaJl ropy naftowej na tym obszarze na początku lat czterdziestych. Wtedy też rozpoczyna się współczesna historia Huaorani.
Indianie ci nie utrzymują
w tym czasie pokojowych
stosunków
z nieHuaorani, których uważają za co!JlIori - kanibali. "Zabijali. aby pomścić swych
zmarłych, aby ukarać najeźdźców
i aby ukraść ich narzędzia" (Rival. 1996,
s.73).
Ich wzorzec kulturowy,
oparty na systematycznej
negacji wymiany
i handlu, nie dawał innej sposobności na uzyskanic metalowych siekier i maczet
niż wojna. Narzędzia zrzucane z samolotów, czy też umieszczane na ścieżkach
przez pracowników
Sheila, mogły jedynie podsycać pragnienie ich posiadania,
wśród tych, dla których ich zabrakło.
W 1956 roku nad rzeką Curaray zginęlo z rąk Huaorani pięciu północnoamerykańskich misjonarzy, którzy zjawili się tam w nadziei nawiązania pokojowego kontaktu. W 1958 roku udalo się SIL zalożyć misję na terytorium Huaorani.
Dokonały tego siostra oraz żona zabitych nad Curaray mężczyzn - Rachel Saint
oraz Elizabeth Eliot - przy pomocy Dayumy, Indianki Huaorani, która w obawie przed śmiercią uciekła od swojej grupy toczącej wewnętrzne walki i znalazła schronienie wśród Quichua.
Podobnie jak w innych krajach, również w Ekwadorze
SI L, w związku
z podpisaniem
kontraktu rządowego,
zajął się edukacją Huaorani. Otrzymał
pozwolenie na stworzenie Protektoratu wokół swojej misji w Tihueno. Na niewielkim obszarze pod wpływem SIL osiedliła się znaczna część żyjących dotąd
na ogromnym
obszarze
Huaorani.
"W podobnych
warunkach
pogranicza,
dziadkowie amerykaJlskich
misjonarzy spacyfikowali
Dziki Zachód i umieścili
«Indian»
w rezerwatach.
Teraz ich wnuki, w służbie tego samego XIXwiecznego Boga zaproponowali
reservas dla SlllIarów i Auca [Huaorani]. Wyobraźmy sobie ekwadorską
narodową reservas, legalną jednostkę,
faktycznie
administrowaną
przez misjonarzy SIL; sto lat później sprawy wyglądają tak
samo" (Robinson, 1981, s. 47).
Gdy w 1970 roku na tereny Huaorani weszły pierwsze kompanie naftowe.
misjonarze nie zareagowali.
W 1974 roku Texaco, jedna z największych
firm
wydobywających
tam ropę, weszła w głąb terytorium Huaorani. SIL przeprowadziła wówczas drugą akcję przesiedlellczą.
Używając helikopterów
należących do kompanii naftowych zrzucała maczety, a później radia "przez które
nawróceni Huaorani mogli rozmawiać ze swoimi bezbożnymi braćmi pozostającymi głęboko w lesie. Większość pozostałych Huaorani została zwabiona 600

�29
km na zachód, do Protektoratu.
Od tego czasu ich ziemia była kradziona,
a kultura niszczona" (Rival, Lewis, 1990). W procesie wydobywania
ropy naftowej zostało zniszczonych
ponad 20 milionów akrów ziemi, zatruto wodę,
ziemię i powietrze. Wraz z wycinaniem lasu i budową naftociągów pojawili się
koloniści. Nastąpiła militaryzacja regionu, pojawiła się prostytucja, alkoholizm,
przemoc. Zniszczeniu środowiska naturalnego towarzyszy bieda, złe odżywianie i choroby nie tylko wśród Huaorani, lecz 200 tysięcy Indian amazOłlskich.
Równolegle z protestanckimi
misjonarzami-lingwistami
o nawiązanie kontaktu z Iluaorani staraJi się misjonarze katoliccy. Misja kapucynów została założona na terenie wschodniego Ekwadoru w 1954 roku. Wcześniej obejmowała
ten obszar swym działaniem misja jezuicka. Od początku istnienia misji, kapucyni starali się doprowadzić
do nawiązania pokojowego
kontaktu z Huaorani.
W swych usiłowaniach nie otrzymywali żadnej pomocy od rządu ekwadorskiego. Starania nawiązania
kontaktu uzasadniali
powtarzającymi
się napadami
Huaorani na osadników znajdujących
się w pobliżu ich terytorium. Napady
Indian prowadziły do odwetowych wypraw i eskalacji konfliktu. Ponieważ zapiecze techniczne kapucynów było o wiele słabsze niż miało to miejsce w przypadku SIL, do nawiązania pierwszych kontaktów doszło później. Nadzieją misjonarzy katolickich była w 1964 roku Onkay - młoda kobieta Huaorani - która
postrzelona przez osadników
została "przekazana"
katolickim
misjonarzom.
Jednakże po interwencji Rachel Saint i na rozkaz dowódcy oddziału wojskowego stacjonującego w Pastaza, Onkay poleciała do Protektoratu.
Zamiary kapucynów, dążących do spacyfikowania
żyjących poza Protektoratem Huaorani, były od 1976 roku wykorzystywane
przez pracujące na terytorium Indian eGG (Compania Geof~sica General) oraz CEPE (Consorcio Estatal
Petrolero Ecuatoriano),
które w przypadkach
konfliktów z Huaorani zwracały
się do misjonarzy o pomoc. Dużą rolę w relacjach misjonarzy
katolickich
z indianami odegral biskup Alejandro Labaca, który w 1987 roku zginął, próbując nawiązać stosunki z Tagaeri, żyjącą w izolacji grupą Huaorani. Labaca ..zaadoptowany'·
przez rodzinę Huaorani - starał się łagodzić napięcia pomiędzy Indianami i pracownikami kompani naftowych. Można powiedzieć, iż należał do nurtu "zarodków słowa" - z wszystkimi jego zaletami i słabościami a także do kręgu tych biskupów, którzy w Manaus w 1977 roku wyznaczali
misjom katolickim nowe cele. "Myślę, że zanim nałożymy na nich krzyże, medaliki i obce przedmioty religijnego kultu, powinniśmy przyjąć od nich wszystkie «zarodki slowa» ukryte w ich realnym życiu i w ich kulturze, gdzie mieszka
nieznany Bóg" (Labaca, 1988, s. 109). Stosunki Labaki z Indianami, nastawione
na akceptację ich kultury, dobrze ilustruje cytat z jego dziennika: "Za każdym
razem, gdy do ekipy przyłączają się nowi misjonarze, pojawiają się te same
obawy dotyczące naszych pierwszych kontaktów z amazońską kulturą «nagiego
człowieka». ( ... ) Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że misjonarz nie powinien
czekać, aż zostanie rozebrany, lecz lepiej jest wyprzedzić to działanie, aby dać
dowód poważaniu i szacunkowi dla kultury Huaorani" (Labaca, 1988, s. 150).
Wypowiadanie
takiej opinii przez katolickiego dostojnika i misjonarza z pew-

�30
nością wymagało
odwagi i może świadczyć
o tym, iż bezkompromisowo
przyjmował
ideę "wcielenia"
kościoła w kulturę. Jednak postypowy Labaca
i wspomagający
go misjonarze,
którzy nie mieli wsparcia logistycznego
czy
choćby struktury, jaką tworzy w tej chwili eIMI, niewiele mogli zmienić
w sytuacji I-Iuaorani zdeterminowanej
międzynarodowymi
interesami. W 1976
roku Labaca zaproponował
utworzenie na terenie zamieszkałym
przez tę grupę
Parku Narodowego,
którego istnienie mogloby umożliwić jej przetrwanie.
Jednakże I-Iuaorani jeszcze długo musieli czekać na otrzymanie prawnych
gwarancji do użytkowania
przynajmniej
części własnej ziemi. W tym czasie
zostali zdziesiątkowani
przez chorobę I-Ieine-Medina i grypę, a ich kultura uległa znacznym zmianom. W większości zostali przesiedleni na obszar, na którym
do początku lat osiemdziesiątych
żyli pod prawie wyłącznym wpływem misjonarzy z SIL, od których też otrzymywali
wszystkie potrzebne artykuły. Misjonarze tłumaczyli Biblię, stworzyli alfabet, spisali gramatykę języka I-Iuaorani
oraz opracowali program nauczania dla dorosłych. W końcu lat 70. 20% I-Iuaorani mieszkających
w Protektoracie umiało czytać i pisać. W zamian oczekiwano od nich, iż porzucą wędrowny tryb życia, przestaną zabijać, zaprzestaną
celebrowania
tradycyjnych
świąt i śpiewania tradycyjnych
pieśni oraz, iż będą
żenić się tylko zjedną kobietą. Gdy program SIL wśród I-Iuaorani dobiegł kOIlca, pracę misyjną, edukacyjną i opieki zdrowotnej kontynuowała
Rachel Saint
a od jej śmierci w 1994 roku robi to jej siostrzeniec. Zarówno SIL,jak i sama
Saint (która wystąpiła z Instytutu) zaprzecza/a związkom z kapitałem amerykat'tskim, który inwestował
w wydobycie
ropy, lecz nie ulega wątpliwości,
iż poczynania misjonarzy pozostawały
w związku z polityką rządu ekwadorskiego oraz kompanii naftowych (Kane, 1998). "Rachel Saint jest silnie powiązana z Maxusem (jedna z firm wydobywających
naftę na terenach zamieszkałych przez I-Iuaorani). Przewodniczący
tej firmy, William ł lutton, jest ewangelikiem z tego samego kościoła. Dzisiaj właśnie to przedsiębiorstwo
zajmuje się
edukacją i oświatą zdrowotną na tych terenach. Porozumienie
ż ewangelikami
zapewnia im kontrolę nad poczynaniami
I-Iuaorani" (Avirgan, Walker, 1993).
W 1993 roku sfilmowano w Toiiampare w Protektoracie ceremonię włączenia
I-Iuaorani do administrowania
Parkiem Narodowym Yasuni (będącym tradycyjną ziemią I-Iuaorani). Kilka miesięcy wcześniej I-Iuaorani, a raczej niektórzy ich
reprezentanci,
podpisali porozumienie
z Maxusem, zgadzając się na jego obecność i eksploatowanie
ich ziemi przez tę firmę. Podczas ceremonii córka prezydenta Ekwadoru, Alicia Duran Ballen, zdjęła i wręczyła matce przedstawiciela
organizacji Huaorani swoje zlote kolczyki mówiąc po angielsku: "Czy waszym
zdaniem to była dobra wymiana?" Mark Witznitzer, doradca polityczny z ambasady USA odpowiedział:
"Stosując tę samą metodę zdobyliśmy kiedyś Manhattan" (ibidem; Kane, 1998).
O ile można doceniać nakład pracy misjonarzy protestanckich i samej Saint,
która poświęciła I-Iuaorani całe życie, o tyle znacznej części rezultatów tej pracy
nie można oceniać pozytywnie:
zmian struktury społecznej, które uniemożliwiły odtwarzanie się tradycyjnej kultury I-Iuaorani, współpracy z rządem i fir-

�31
mami wydobywczymi,
które doprowadziły
do utracenia przez Huaorani znacznej części tradycyjnych
ziem i do katastrofy ekologicznej
w rejonie. W przypadku misji katolickiej, przypadło jej znów, tak jak w przedsięwzięciu
Missao
Anchieta, odegranie roli pośrednika w kontaktach pomiędzy dwiema kulturami.
Tym razem jednak katolicy, choć znów nie otrzymali poparcia rządu, nie szukali sojuszników wśród przemysłowców.
Pozostali niezależni, lecz ich wpływ
na realną sytuację Iluaorani był niewielki.
Jeśli kontakt, to w czyim interesie?
Kościół katolicki jest obecny we wszystkich
krajach Ameryki Łacińskiej,
a Letni Instytut Lingwistyczny
oficjalnie działa w Brazylii, Meksyku, Gwatemali, Peru, Kolumbii i Surinamie. Obydwie instytucje deklarują pomoc dła
Indian. Pomimo tak wielu krytycznych opinii o działalności
misji, można zakładać, iż misjonarze działają w głębokim przekonaniu co do słuszności swojego postępowania
i choć - w zasadzie - nie ma żadnych obiektywnych
kryteriów, by rezultaty ich pracy ocenić (kryteria te zależne są bowiem od podzielanej hierarchii wartości) nie można tego nie zrobić. Nie brak przykładów na "realną" pomoc ze strony SIL, a także innych misjonarzy ewangelickich
(Olson,
1993) i katolickich. W niedawnym ataku - w lutym 1999 roku - właścicieli
ziemskich i ich pracowników
na Indian Macuxi, został zaatakowany
przez napastników nożem misjonarz z CIMI. Sądzę, iż pod deklaracją programową tej
organizacji mogłaby z czystym sumieniem podpisać się większość antropologów. Jednakże kościół katolicki, to nie tylko CIMI i inni "postępowi"
misjonarze. Ostatnio hierarchia katolicka obróciła się przeciwko wysiłkom zmierzającym do demokratyzacji
swoich władz. "Współczujący
biskupi zostali zastąpieni
konserwatywnymi
wyznaczonymi
przez Rzym. Postępowi, którzy uważali się
za przyszłość kościoła katolickiego,
tworzą teraz w oczywisty sposób opozycyjny układ, głównie na średnim i niższym poziomie hierarchii duchownych"
(StolI. 1993, s. 6). Ilustracją tego coraz bardziej widocznego rozłamu pomiędzy
konserwatywnym
i postępowym
odłamem kościoła katolickiego
w Ameryce
Lacillskiej może być pogrzeb arcybiskupa
Don Heldera Camary w 1999 roku,
na którym msz~ miał odprawiać jeden z "konserwatywnych"
biskupów. Współpracownicy Don Heldera nie zgodzili się. Odbyły się dwie uroczystości pogrzebowe (Artur Domosławski,
kontakt osobisty, 1999). CIMI działa przy Kcnferencji Episkopatu Brazylijskiego.
Trudno jest przewidzieć,
czy i jaki wpływ
na działalność CI M I będzie miała zmiana opcj i wśród biskupów. Patricio Warren pisząc o konieczności "powrotu do Manaus" wskazywał, iż "w «dialektyce
dominacji» pomiędzy pallstwem i mniejszościami
etnicznymi, misje katolickie
w dalszym ciągu zajmują pozycję pośrednią, dwuznaczną
i zmienną, co często
kończy się przeistoczeniem
ich obecności i działania w elementy obiektywnie
funkcjonalne dla wewnętrznego
kolonializmu" (Warren, 1990, s. 75).
Pomimo zmian w sposobach
pracy Letniego Instytutu Lingwistycznego,
dyskusje wśród antropologów
na temat roli, jaką odegrał i odgrywa SIL pracu-

�32
jąc wśród Indian, ciągle trwają. W 1997 roku w pIsm Ie ..Anthropology
Newsletter"
publikowanym
przez American
Anthropological
Association
(AAA) Instytut został ponownie oskarżony o genocyd (wcześniej miało to miejsce w 1975, rok później Committee on Ethics AAA uznal oskarżenia za bezpodstawne).
Odpierając
ten zarzut, Thomas
. ~lcadland - konsultant SI L
ds. antropologii - oraz językoznawca
Kenneth L. Pike, który jest czlonkiem SIL
od 1935 roku, napisali m.in.: "Wszystko to nie znaczy, iż SIL nigdy nie popełniał błędów. Jesteśmy pewni, że były takie okresy i miejsca, gdzie członkowie
SIL mogli byli zrobić więcej dla praw człowieka. Lecz nieprawdą jest, iż nie
zrobili nic. Osobiście znamy przypadki,
kiedy ludzie z SIL interweniowali.
Niektórzy przez wiele lat pracowali, by zapewnić Indianom tytuły do ziemi.
Członkowie
SIL ratowali z niewoli dzieci, kobiety trzymane w obozach wojskowych w celach seksualnych,
ludzi niesłusznie przetrzymywanych
w więzieniach, innych - od głodu, ratowali bliskie wymarciu grupy" (korespondencja
własna z T. N. Headlandem, 2000). Czytając jednak w innym tekście Headlanda
pochwały wobec misjonarzy z Misji Nowych Plemion (New Tribe Mission,
dalej NTM) można nabrać podejrzełl, iż kryteria stosowane przez misjonarzy
i antropologów
w ocenie tego, co jest korzystne dla Indian, a co nie, znacznie
się różnią. Headland pisze, iż życie paragwajskich
Ache znacznie się poprawiło
ekonomicznie
w porównaniu
z tym, jak wyglądalo 25 lat temu - kiedy to
na nich systematycznie
polowano, zabijano, porywano dzieci - a to dzięki pracy
misjonarzy z NTM. Dziś można ich zobaczyć, jak "prowadzą własne traktory,
noszą ubrania (sic!) oraz hodują uprawy na sprzedaż" (Headland, ihidem). Autor tej wypowiedzi nie wspomina wcale, iż gdy po międzynarodowym
skandalu,
wywołanym
informacjami
o tym, co spotyka Achć. kierowanie rezerwatem.
w którym zostali umieszczeni,
przejęli misjonarze ".I. NTM. zdaniem antropologów, sytuacja się nie poprawiła. Pisal o tym Mark Mi"lnzcl w raporcie z 1974
roku "The Ache: Genocide Continuous in Paraguay". Na uwagę zasługuje fakt,
iż w 1973 roku w obozie Ache było 25 Indian oraz 30 misjonarzy z rodzinami.
Rok później odwiedził to miejsce Norman Lewis, który opisuje fatalną kondycję psychiczną i fizyczną przebywających
tam Ache. Pisze m.in.: "Te trzy kobiety i chłopiec zostali złapani w ostatniej obławie w lesie. trzecia kobieta została postrzelona, gdy próbowała uciec" (Lewis, 1988. s. 159). W tej sytuacji
trudno jest się zgodzić z Head landem.
Sytuacja Huaorani była lepsza. a od początku lat 90. w swoich staraniach
o niezależność mogą liczyć na pomoc szeregu organizacji pozarządowych.
Jednak nie można powiedzieć, aby - szczególnie ci Huaorani, którzy zamieszkiwali
w Protektoracie - mieli realną możliwość wyboru stylu życia. Zaakceptowanie
pokoju z obcymi, przyjęcie materialnych
i niematerialnych
(edukacja) dobrodziejstw ich cywilizacji wiązało się z przyjęciem chrześcijaJlstwa
i zarzuceniem
tradycyjnego
stylu życia. Dziś modele kulturowe w społeczellstwie
Huaorani
adaptowane są za pośrednictwem - opłacanych już przez pallstwo - nauczycieli,
z narodowej kultury ekwadorskiej.
To nauczyciel jest wzorcem kulturowym,
określa co jest właściwe, a co nie. "Być cywilizowanym"
oznacza być eduko-

�33
wanym w szkole. Mundurki dla uczniów, teksty, ołówki i torby są dwa razy
do roku dostarczane przez misję ewangelicką.
Uczniowie muszą wtedy recytować indywidualnie
po hiszpallsku wersety Nowego Testamentu (Rival, 1996).
Gdy w 1991 roku byłam w Cononaco leżącym poza Protektoratem,
młode małżeństwo Huaorani przekonywało
nas, że są "dobrymi Indianami". Potwierdzeniem tego miało być noszone przez nich kompletne ubranie oraz magnetofon
na korbkę, z którego z przejęciem odsłuchiwali
przetłumaczonych
na IlUaorani
hymnów Starego Testamentu. Nie mieli pojęcia, że - gdyby to było możliwe to my byśmy ich chętnie przekonali, iż wielu jest cohuori, którzy na co dzień
nie czytają Pisma Świętego, a i z wieloma, którzy je czytają, można się zaprzyjaźniać wciąż śpiewając tradycyjne pieśni Huaorani.
Huaorani, podobnie jak inne indiańskie ludy, nie mieli alternatywy.
Wraz
z pokojem, na który się zgodzili, przyjęli od obcych narzucony styl życia. Aby
schemat ten przestał obowiązywać, trzeba - jak mówi Paulo Suess - dyskutować,
kto, kiedy i w czyim interesie interweniuje. Lecz dyskusje nie wystarczą. Aby
decyzja wyboru własnej drogi i możliwość podejmowania
decyzji niezależnych
stały się dla społeczności indiańskich faktem, reguły nawiązywania
kontaktu jeśli są one w danej sytuacji w ogóle konieczne - powinny być określone międzynarodowymi
przepisami,
a sam proces jego nawiązania
poddany ocenie
i kontroli zespołu złożonego z osób aktywnie działających na rzecz praw ludności
tubylczej (antropologów,
misjonarzy, organizacji pozarządowych,
a w tym samych Indian). Decyzja nawiązania kontaktu nie jest nigdy w oczywisty sposób
słuszna, nawet jeśl i podejmowana w naj lepszych intencjach (tak jest na przykład
w sytuacji Sydneya Possuelo, którego próba ochrony brazylijskich Korubo przed
ostateczną eksterminacją ze strony osadników, poprzez nawiązanie stałego kontaktu, była krytykowana m.in. przez Indian Matis, żyjących w pobliżu Korubo
i mówiących podobnym do nich językiem). Nie można liczyć na to, iż poszczególne misje czy organizacje będą w swych działaniach obiektywne czy niezależne. Podobnie rzecz ma się z antropologami. Lecz to już całkiem inna historia.

BIBLIOGRAFIA

.~dgenIes divinilus
1968
.-Idgellles divinilus. w: Sobór lVa(vkański II. konslylucje. dekrely. deklaracje. Poznań.
Alisendo P. el al.
1981
El InslilulO !.illgiiislico de I·erono. Mćxico.
Amodio E.
1990
Teologia de la Iiherocion. evangeli::acion y culturas indigenas en el Brasil,
w: Misioneros y anIropologos. frente ajrente. Quito, s. 103-147.
Arcand B.
TlI(' (uiva Band. \\: 01O/lenging Anlhropology. cd. D. H. Turner. G. A. Smith.
1979
Toronto. s. 214-228.
God is all .·/mericall. w: Is God an American? cd. S. Hvalkot: P. Aaby. Copenha1981
gen. s. 77-85.
Avirgan T.. Walker Ch.
1993
Trinkels and Beads. tilm dokumentalny,
Sunnyside Productions.

�34
Bottasso J., cd.
1990
Misioneros y an/ropologas, fien/e aFente. Quito.
Botlasso .I.
C'ris/ianismo y religion!!s indigenas. IV: Misioneros y antropologos. frente a frente.
1990
ed.1. Bottasso, Quito. s. 189-203.
1997
C'hr::e.\:cijw1stwoa religie /uhylce ... W drodze" nr J (28 I). s. 7-14.
Braumann F.
1989
Wśród Indian Cuarani. Warszawa.
Burska E., cd.
1994
Wspólnoty kO.\:cielne. nie::ale::ne grupv religijne. sekty
na pr::.l'klad::ie Ameryki
Lacińskiej, Warszawa.
d'Ans A. M.
1981
£ncounter in Peru. w: Is God an American:&lt; cd. S. IlvalkoL P. Aaby. Copenhagen.
s.145-163.
de las Casas B.
1988
Kró/kn relacja o lrynis::c::eniu Indian. Poznań.
Elliot E.
199 ł
IV cieniu Ws::echmogącego. Warszawa.
Evangelii nun/iandi
1981
Evangelii nun/iandi. w: r_·ncvkliki. Warszawa. s. 359-437.
£ vangelicos ..
1995
Evangelicos en America La/ina ... Iglesia, Pueblos y Culturas·'. Numero Monografico. 37-38.
Frcston P.
1993
Bro/her l 'o/es for Bra/her: The New Politics ojPro/es/an/ism in Bra::il. w: Re/hinking Protestantism in La/in America, ed. V. Garrard-Burnett. D. Stoll. Philadelphia
s.66-111.
Garrard-Burnett V .. Stoll D .. cd.
1993
Relhinking Protestantism in La/in America. Philaddphia.
Garcia Jordan P.
1988
Las misi(mes orien/ales pel'1lanas: ins/rllln!!11I0 de pacijicacion. con/rol y/u/ela
indigena (/8.JO-1915) ... Canadian Journal of Latin Amcrican and Caribbean Studies" XIII. 25. s. 85-105.
Gili L.
Religious Mohili/y and the Many Words 0/ Cod in La Pa::, Bolivia. w: Rethinking
1993
Protestantism in Latin America. cd. V. Garrard-Burnett. D. Stoll. Philadelphia.
s. 180-199.
Hahn R. A.
1981
Missionaries and Frontiersmen as Agents 0/ Social Change among the Rikbakca.
w: Is Cod an American?, cd. S. Hvalkof. P. Aaby. Copenhagen. s. 85-109.
Headland T. N.
1996
lvlissionaries and Social Justice: Are They Part oj'the Prohlem or Part ofthe Solution?, ..Missiology" XXIV, 2. Scottdale. s. 167-178.
Hojman D. E.
1987
7he Dutch Disease as a Challenge 10 the Conventional Structtwalist - Dependency
Paradigm: Oil, Minerals and Foreign Loans in Latin .Imerica ... I3uletin de Estudios
Latinoamericanos y dcl Caribe" 42. s. 39-53.
Ilvalkof S" !\aby P.. cd.
1981
Is Cod an American:), Copenhagen.
HvalkofS .. Aaby P.
1981
.. No Tohacco, No Halle/ujah", w: /s Cod an American? cd. S. Hvalkof. P. Aaby.
Copenhagen. s. 173-188.

�35
Ireland R.
1993

Jaeórzyński
1995
Kairski M.
1999

fhe Crentes olCampo A/egre and the ReligiOlIS Construction a/Brazilian PoiiIies,
w: Rl'lhinking Protestantism in Latin America. cd. V. Garrard-Burnett.
D. Stoll,
Philadelphia. s. 45-66.
W .. Wolowski D.
POIywacze dlls::. Warszawa.

Indianie Aml'l'yki .Ś:rodkowej i Połlldniowej. Demograjia, ro::mieszczenie, sytllacja
etno-kll/tllrowa. t. 1-2. Warszawa - Poznań.
Kairski M .. Wołollźko M.
1997
Misjonar:: i antropolog
twar::ą w twar::. "W drodze" nr 1 (2SI). s. 15-25.
Kane J.
IJ::icl'. Warszawa.
1995
Labaca L.
19S9
('ronica HlIaorani. I'ompeya.
Loos E .. Davis P .. Wise M.
1976
F/ camhio cll/tllra/ y c/ desarol/o integra/ de /0 pl'l'sona: Exposicion de /0 ji/osojia
y los metodos dc/lnstitllto Ungiiistico de "el'{IIIOen e/ Perli. PucalIpa.
Marzec Z.
1992
Te%gia lI'y::wo/enia Ro::mowa:: ks. prof Beniaminem Forcano, "Przegląd Religioznawczy" nr 11163. s. J 59-166.
McLean Stearman 1\.
1990
Protestantes, FlIndamentalistas, Catolicos y Antrop%gos.
w: Misioneros y antrop%gos. /rente o/rente. ed. J. Bottasso. Quito. s. 203-220 .
.\!issionories ..
1996
,\!issionories, .Inthrop%gists. and 1I1ImanR(r;hts. "Missiology" XXIV. 2. Scottdale.
Moore Th. R.
19S I
sIr and ,,\ell' FOllnd 7i·ihe"· Tlze Amarakaeri h;perience. IV: /s God an Ameri·
can:). cd. S. lIvalko!: P. Aaby. Copenhagen. s. 133-145.
Ochoa Zazueta J. !\.
1975
FI Institllto Ungiiistico de /'erano. Mćxico.
Olson B. E.
1993
Bruchko. Warszawa.
Ortiz de Villalba J. S.
1991
I,os lI/timos 1!1Iaorani. Quito.
Pereira F. L. !\.
1981
(Ja Forth to Fl'l'ly Part ofthe War/d and Make .'1// Nations Ml' Discip/e. The Bolivian
Instance. w: Is God an American?, ed. S. HvalkoL P. Aaby. Copenhagen, s. 109-121.
Perez G .. Robinson S.
19S3
La misicm detras /0 mision. Mćxieo.
Popll/orum progressio
1981
Popll/orum progressio. w: Encykliki. Warszawa. s. 227-281.
"Porantim"
1999
"Porantim". I\no XXI. nr219. 220. 221. Brasilia- DF.
Posern-Zielióski A.
1993
Alanipll/acje w .~wiecie lItopii: nowe idee religijne w Ameryce indiańskiej, w: Nowe
religie i sekty wy::waniem d/a Kościoła. Pieniężno. s. 47-68.
Richardson D.
1988
D::iecko pokojll. Warszawa.
1993
Wieczno-\:('IV ich sercach. Lublin.
Rival L.
1996
Hljos de/ Sol, padres de/jagllar. Quito.

�36
Rival L., Lewis D.
1990
Stilllife in oil .. ,BBC Wildlife". December. London. s. 834-836.
Rodriguez N. J.
1979
Apl/ntes para la intelpretacion de lina transnacionallllisionera:
el coso dellnstitllto
Ungiiistico de f"erano (iLlj, w: Imperialismo y descoloni=acion. t. I, Mexico.
s.397-433.
Rohr E.
La destrllcción de los simbolas clllturales indigenas. ,&lt;iectas F/lndamentalislas.
1997
sincrelismo e idenlidad indigena en ell:.;cllador, Quito.
Schafer H.
1988
Religion dualislo cal/sada por antagonismos sociales. Tras(ondos sociales del
prolestanlismo en Cenlroamerica ... Bolctin dc Estudios Latinoamericanos
y dcl Caribc" 45. s. 69-87.
Smith R. Ch.
1980
The Slimmer Instilute of Linguislics: Ethnocide /)i'\"f~/lisedas a Blesing, w: Is God
an American? ed. S. Hvalkot: P. Aaby. Copenhagen. s. 121-133.
Stoll D.
Words CCI/1 Be Used In So Many Ways. IV: Is God an ;·Imerican:'. cd. S. HvalkoL
1981a
P. Aaby. Copenhagen, s. 23-41.
1981 b
Higher Power: H':vclif}e's Colomhicm Advance. w: Is God an American:), cd. S. lIvaIkoL P. Aaby. Copenhagen. s. 63-77.
Inlroduction: Rethinking Pro/eslan/ism in Lalin America. w: Rethinking Pro/esla1993
nism in Lalin America, ed. V. Garrard-Burnett.
D. Stoll. Philadelphia. s. 1-20.
Tucker R. A.
1995
Slawni i nie=nani. Nie=1~ykleposlaci = historii misji. Warszawa.
Wallis E. E.
Aucas Downriver. Dayuma 's SIOły Today. New York.
1971
Warren P.
Barbados, ManoliS y encllenlros posteriores. IV: Misioneros y antropologos frente
1990
a frente. ed. 1. Bottasso. Quito, s. 59-81.
Whitten N. E.
1978
Ama=onian EC/lador: An Ethnic Intelji:tce in f:'(:ological. Social and Ideological
Perspectives, Copenhagen.
Zimoń H .. red.
1990
Religie po=achr=eścijańskie It' procesie pr=elllian ... Materialy i Studia Księży Werbistów" t. 35. Warszawa.

Magdalena

Krysińska-Kalużna

INDIANS

AND MISSIONS. MISSIONARIES
IN THE PROCESS OF CONTACT
AND CULTURAL CHANGE IN THE AMAZON REGION
(Summary)

The article deals with the role of Catholic and Protestant missionaries (especially from the
Summer Institute of Linguistics) in the process of contacting the indigenous groups in the Amazon region. The author analyses the way in which the missionaries'
attitudes. the values they
share, the ideas they propagate and also the strong links between religion and politics in Latin
America determine the situation ofthe native peoples in the region. The case study ofthe Huarani
of eastern Ecuador is discussed as an example. The author suggests that the process of contacting
the indigenous groups be controlled by an independent international organisation.
Tłum. Autorki

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10360" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10338">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3a76ccd228ae6492adafd57b1bd4ee28.pdf</src>
        <authentication>14f8abeffa5eb0f96166b4f2b3235e5a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123227">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2485</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123228">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123229">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2308</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123230">
                <text>Człowiek Złotego Wieku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123231">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.45-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123232">
                <text>Krzak, Zygmunt</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123233">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123234">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123235">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123236">
                <text>Człowiek Złotego Wieku
Zygmunt Krzak
Bogowie wędrowali
niegdyś pośród ludzi.
Friedrich Hólderlin
Pierwsza ludzkość, jak opowiadają mity greckie, należała do
tak zwanego pokolenia złotego. Ludzie żyli beztrosko, nie znając
pracy, żywiąc się jedynie żołędziami, dzikimi owocami i miodem,
który ściekał z drzew, pijali mleko owiec i kóz, nigdy się nie
starzeli, tańczyli i często się śmiali. Śmierć nie była dla nich
straszniejsza od snu (Graves 1968, s. 44 п.).
To Złoty Wiek, który przypadał na starszą epokę kamienną.
Czy w tej charakterystyce nie rozpoznajemy pierwszych zbiera­
czy płodów natury, których w rozległych krajach strefy ciepłej
było aż nadto? Archeologia wzbogaca ten etap znajomością
łowiectwa. Antropolodzy już odkryli, że dzień pracy łowców
- zbieraczy liczył wtedy, a i do niedawna, tylko dwie czy trzy
godziny dziennie, tygodniowo ledwie kilkanaście godzin. Jeśli
Czytelnik w to nie wierzy, przytaczamy ustalenia dla Buszmenów z pustyni Kalahari: dziewiętnastogodzinny tydzień
pracy, a nawet 10-15 godzin (Harris 1985, s. 125). Resztę czasu,
jakże wielką, szczęśliwcy ci przeznaczali na życie rodzinne,
obrzędy, tańce, śpiewy i przeżywanie szamańskich stanów
transowych, zgodnie z tym, co mówią mity o Złotym Wieku.
Tylko w peryferyjnej strefie zimnej życie było surowe.
Następnie pojawił się „lud srebrny", zjadacze chleba. Mężczy­
źni we wszystkim słuchali się matek i nawet jako stuletni starcy
nie śmieli wypowiadać im posłuszeństwa. Był to lud kłótliwy
(wszak rządziły kobiety) i ciemny. Ludzie nie wojowali między
sobą. Zeus zniszczył ich wszystkich. „Zjadacze chleba" to
przecież neolityczni wynalazcy rolnictwa i hodowli. Potwierdza
to archeologia. Potwierdza nawet to, że w okresie tym ideologią
panującą była religia matriarchalna. Pierwsza połowa młodszej
epoki kamiennej to w Starym Świecie okres religii Wielkiej
Matki. Zeus ich wytracił, bo to przecież patriachalny panteon
bogów zapanował po upadku religii Wielkiej Bogini. Mity
i archeologia zgodnie potwierdzają ten przełom źródłami.
Ludzie srebrni, ludzie wczesnego neolitu, żyli bez wojen, ich
osady nie mają umocnień. Epoka ciągłych wojen i agresji zaczęła
się wraz z panowaniem mężczyzn. W niej do dziś żyjemy.
Następnie przyszedł „lud brązowy". Uzbrojony był w oręż
z brązu. Ludzie jedli mięso i chleb, a jako okrutni i bezczelni
znajdowali przyjemność w wojnach. To przecież epoka brązu,
epoka pierwszych większych i mniejszych państw, epoka gro­
dów i wojen. Czwarty lud był również brązowy, ale składał się
z ludzi szlachetniejszych i bardziej uczynnych. Walczyli oni
wspaniale w obronie Teb, w wyprawie argonautów i podczas
wojny trojańskiej. Zostawali herosami. Mity narodów świata
mówią o królach - herosach, których przedstawicielem był
między innymi Tezeusz. Żył w epoce brązu. A sama epoka
brązu? Po mitologicznym trzeba było dopiero drugiego, tym
razem naukowego, geniuszu Duńczyka Christiana Jurgensena
Thomsena, który w latach trzydziestych X I X wieku wyróżnił
w pradziejach ludzkości trzy epoki: kamienia, brązu i żelaza.
Podział ten obowiązuje do dziś.
Piąty, obecny lud, jest „żelazny". Są to niegodni potomkowie
czwartego ludu. Zdegenerowani, okrutni, niesprawiedliwi, złoś­
liwi, pożądliwi i zdradliwi. Przyjrzyjmy się dzisiejszej epoce...
Człowiek epoki kamiennej stał mocną stopą na ziemi, o czym
przekonują nas niezliczone dane archeologiczne. Człowieka tego
cechował mocny, praktyczny racjonalizm zdroworozsądkowy,
przejawiający się w bardzo udanej działalności instrumentalnej,
bytowej, co znalazło wyraz w wytwórczości narzędziowej,
budowlanej i organizacyjnej. Doskonała znajomość świata
przyrody, surowców narzędziowych, roślin itd. O tym należy
pamiętać, gdy dalej będziemy mówić o sferze odmiennej od
praktyki materialnej, tj. o sferze światopoglądowej, tej, która

odnosiła się do modelowania obrazu świata, Sferę praktyczną
znają archeolodzy bardzo dobrze, gdyż nią przede wszystkim się
zajmują. My natomiast zajmiemy się tym, co można określić
jako nadbudowę ideową, światopoglądową, religijną, myślową.
Nie bez głębokiej racji człowiek został nazwany „homo sa­
piens". Tym, co wyróżniało go od świata zwierząt, był rozum.
Ale rozum dopiero rodzący się, przebiegający, jeszcze uwięziony
w sferze myślenia rozumowi przeciwnego, od rozumu w znacze­
niu „ratio" odmiennego. Człowiek epoki kamienia to przede
wszystkim „homo religiosus" głęboko pogrążony w przeżywa­
niu stanów podświadomości.
Przyjrzyjmy się strukturze myślenia człowieka epoki kamien­
nej, człowieka Złotego Wieku.
Starożytne mity chińskie i , co trzeba podkreślić, na poły
historyczne i historyczne źródła chińskie (a więc nie przekazy
poetyckie) podają, że zaraz jak tylko na ziemi pojawili się ludzie,
niebo było z nimi w łączności. Inaczej mówiąc, ziemia i niebo
były blisko siebie. Rano i wieczór ludzie mogli podnosić się do
nieba, rano i wieczorem mogli z nim rozmawiać. Istniała droga
między niebem i ziemią, a ludzie swobodnie mogli z niej
korzystać. Innymi słowy: bogowie mogli przebywać między
sobą. Gdy ludziom było ciężko, po prostu udawali się do nieba
i przedstawiali swoje prośby bogom, z kolei bogowie również
w dowolnym czasie schodzili do świata ludzi. Rozgraniczenie
między ludźmi a bogami nie było nieprzekraczalne. To połącze­
nie między niebem i ziemią jak pisze znawca mitów chińskich
Juan Ke, było rozumiane dosłownie i konkretnie: mówi się, że
ludzie mogli podnosić się do nieba, a bogowie opuszczać na
ziemię, a nawet, że niebo było tak blisko ziemi, iż przeszkadzało
rolnikom tłuc ryż, a wołom i świniom chodzić, gdyż zawadzały
0 nie grzbietami. W Chinach jest też mit mówiący o istnieniu na
początku jednej pary ludzkiej: dziewczynki i chłopca, które
często brały się za ręce i wchodziły po drabinie w górę, by bawić
się w niebiańskim pałacy, gdyż wrota niebieskie były zawsze
otwarte. Chińskie przekazy na ten temat znamy zX wieku p.n.e.,
z V wieku p.n.e. i z czasów późniejszych. W dosłownym
tłumaczeniu brzmi to tak: „W tamtych czasach między niebem
1 ziemią istniała droga i ludzie mogli swobodnie podnosić się do
nieba". Są to słowa dostojnika Guan Sze-fu wypowiedziane do
księcia Czao-wana, przy czym opowiadający mówi, że czytał
o tym w księdze Dzieje Czou. Cytat ten pochodzi z historycznego
działa pt. Mowy królestw (Go juj) z V wieku p.n.e. A więc
0 sprawach tych opowiadano sobie na dworach książęcych
1 cesarskich (Janszina 1984, s. 137 п., Jewsjukow 1985, s. 56 п.,
1988, s. 40 п., Juan Ke 1987, s. 44 п., 70 п., Taskin 1987, s. 258
п.).
Analogiczne opowieści znamy u wielu ludów Azji i z wysp
Oceanii. U Koriaków w mitycznych dniach Wielkiego Kruka
ludzie mogli łatwo osiągać niebo i niemniej łatwo zstępować do
świata podziemnego. Podobny mit znamy u Semangów. Według
mitów filipińskich niegdyś niebo wisiało tak nisko nad ziemią, że
dzieci mogły sięgać do niego rękami. Podobnie według legendy
Udmurtów na początku niebo znajdowało się bardzo blisko
ziemi i ludzie często chodzili z prośbami do boga, a on naradzał
się z nimi. Również Toradiowie z Celebesu znają podobne
opowieści. W legendach tubylców Tajwanu mówi się, że dawno,
dawno temu nieba wisiało bardzo nisko i prawie dotykało
szczytów gór.Na Nowej Zelandii też opowiada się o bliskości
nieba i ziemi. Na Nowych Hybrydach było ono tak nisko, że
kobiety uderzały w nie tłuczkami, gdy przygotowywały potrawy.
Na Roti w Indonezji w dawnych czasach ludzie mogli udawać się
do nieba i schodzić z nieba na ziemię, podobnie opowiadano
w Luzon, a na wyspie Nias kiedyś niebo było tak blisko, że
kapłani mogli sięgać do niego za pomocą drabiny. Podobne
opowieści znamy u ludów Lao i Thai w południowo-wschodniej
Azji, a także u mongolskiego ludu Miaotse zamieszkującego

45

\

�okolice południowych Chin (Eliade 1959, s. 255 п., Frazer 1919,
t. I I , s. 52 п., Haavio 1979, s. 377 п., Holmberg 1964, s. 381,
Jewsjukow 1985, s. 56 п., 1988, s. 40 п.).
Wiele mitów na ten temat zanotowano w czasach nowożyt­
nych w Czarnej Afryce. Motyw bliskości nieba i bogów wy­
stępuje tu w większości tych opowieści. I tak w micie ludu Mande
jest mowa o tym, że bezpośrednio po stworzeniu świata bóg stale
spotykał się z ludźmi i wysłuchiwał ich próśb. Pamięć o przeby­
waniu boga wśród ludzi zachowali też Pigmeje. Z kolei według
Jorubów na początku między niebem i ziemią było wiele
połączeń, a bóg Ol-Orun schodził do ludzi. Fanowie opowiada­
ją, że w zaraniu ludzkości bóg schodził do wioski i przechadzał
się, odbierając należne mu hołdy, a wódz Ndun gościł w swoim
domu. Również według Aszantiów dawno, dawno temu bóg
Onyankopong żył na ziemi i był bardzo bliski ludziom. Lud
Baluyi z nad rzeki Zambezi opowiada o bogu Nyambe, który
przebywał kiedyś na ziemi, a był pochodzenia niebiańskiego. To
znów Basubigowie znali wysokiego boga Lezę, który przebywał
między ludźmi pod dużym drzewem. Podobnie opowiada się
0 bogu Mulungu u ludu Yao, o bogu Bumbie u ludu Bushongo
w kraju Kasai, o bogu Wulbari u ludu Kraczi na wschodnim
brzegu Wolty itd. W Afryce zachodniej ludzie opowiadają, że
niebo było tak nisko, że nawet dzieci mogły sięgać do niego
rękami, a kobiety gotując polewkę z prosa i mieszając ją
w garnkach zaczepiały o nie. Dinkowie z Sudanu mówią, że
w dawnych czasach niebo było tak blisko, iż ludzie musieli
uważać, aby orząc ziemię czy uprawiając ją kopaczkami, albo
tłukąc mąkę, nie uderzyć boga. To znów Fadżulowie opowiada­
ją, że u zarania istniały dwa światy: boski i ludzki, a ich
mieszkańcy odwiedzali się wzajemnie (Eliade 1959, s. 255 п.,
Frazer 1919, t. I I , s. 52 п., Jewsjukow 1985, s. 56 п., Piłaszewicz
1978, s. 145 п., 1986, s. 31 п., Sokolewicz 1986, s. 48 п., Werner
1964, s. 124 п.).
Mity o bliskości nieba i ziemi w zaraniu dziejów i o przebywa­
niu bogów na ziemi poświadczono też dla przedkolumbijskich
ludów Meksyku: Tolteków i Majów. Mówi się o pierwszym raju
czy królestwie, w którym pierwotna para bogów i ich dzieci żyli
w doskonałej harmonii (Graulich 1983, s. 575 п.).
Podobnie jak w Chinach wątek ten ma starożytną metrykę
także na Bliskim Wschodzie i we wschodnim Śródziemnomorzu.
Tu należy biblijna opowieść o pierwszych ludziach w raju. Adam
1 Ewa mieli możność kontaktowania się z Jahwe, inaczej
mówiąc, bóg był obecny między nimi na codzień (Biblia 1982,
„Genesis" I Księga Mojżeszowa, I I : 8 п.). A starożytny poeta
i mitograf Hezjod napisał (Orygenes 1983, s. 234):
„Były bowiem wówczas wspólne biesiady i wspólne siedzi­
by Bogów nieśmiertelnych i śmiertelnych ludzi."
Podobne mity znamy u wielu innych ludów różnych części
świata. Nasza lista nie jest pełna.
Wszędzie mówi się, że były to czasy szczęśliwe.
Należy podkreślić, że opowieści te mówią o pierwotnym
okresie kiedy to wszystkie istoty ludzkie mogły wstępować do
nieba i mieć kontakt z bogami.
Co oznaczają te mity? Co to znaczy, że niebo było blisko ziemi
dostępne dla wszystkich ludzi? Co to znaczy, że bogowie mogli
przebywać na ziemi pośród ludzi, a oni mogli łatwo się z nimi
kontaktować?
Otóż we wszystkich opowieściach na ten temat, na całym
świecie, mówi się o tym, że nagle, gwałtownie, w wyniku
pewnego wydarzenia, powszednia i codzienna łączność z niebem
i bogami została przerwana. Jak opowiadają mity i na wpół
historyczne przekazy chińskie, odtąd z niebem i bogami mogli
komunikować się tylko szamani, natomiast zwykli ludzie zostali
tego pozbawieni. Szamani i szamanizm... Tu leży sedno mej
interpretacji przytoczonych mitów. Albowiem to przede wszyst­
kim szamani byli i są tymi wybrańcami, którzy mogą udawać się
do nieba (i do świata podziemnego) i komunikować się z boga­
mi, duchami i innymi nadnaturalnymi istotami. Najczęściej
dzieje się to w czasie inicjacji szamańskiej. Umożliwia to stan
ekstatyczny, wizyjny. Np. szamani Teleutów komunikują się
z różnymi bogami w poszczególnych strefach nieba. I tak
w najwyższym niebie mieszka Tengere Kaira Кап (Miłosierny
Cesarz Nieba), na trzech niższych poziomach przebywają trzej

46

wielcy bogowie: Bai Ulgan jest w szesnastym niebie na złotym
tronie na szczycie góry, Kysugan Tengere (Bardzo Potężny)
przebywa w dziesiątym niebie, Mergen Tengere (Wszystkowie­
dzący) jest w siódmym niebie, gdzie znajduje się słońce, a na
innych poziomach są inni bogowie. Szaman dostaje się do nich
po drzewie z nacięciami. Drogami umożliwiającymi szamańską
podróż do nieba były przede wszystkim: góra kosmiczna,
drzewo kosmiczne i słup kosmiczny, ale można też było tego
dokonać za pomocą sznura, łańcucha, schodów, drabiny, liany
i innych roślin pnących, pajęczyny, tęczy, latawca, promienia
słonecznego, nitki, szalika, łańcucha strzał lub korzystając
z ptaków jako pojazdów, ewentualnie lecąc na bębnie. Jak piszą
Mircea Eliade i Siergiej A. Tokariew, ze zjawiskiem szamanizmu
spotykamy się, lub do niedawna spotykali się badacze, na
wszystkich kontynentach nie wyłączając Australii. M . Eliade
i inni badacze wykazali, że szamanizm ma głębokie korzenie
w przeszłości, a jego początki trzeba odnosić do starszej epoki
kamiennej (Eliade 1974, s. 3 n„ Wasilewski 1979, s. 5 п.).
Z jaskini La Madeleine we Francji pochodzi wizerunek smoka
z późnego paleolitu, istoty wizyjnej, która jest świadectwem
transów szamańskich (Hoernes 1925, ryc. 4 na s. 158).
W doznaniach szamańskich chodzi o podróże duchowe. Dla
Ałtajczyków poświadczono seanse ekstatyczne udawania się
szamanów do nieba, do bogów. W czasie seansu szaman wzywa
wielkie i małe duchy i rozmawia z nimi oraz z rodziną Bai
Ulgana. Przebieg transu jest bardzo skomplikowany. W decydu­
jącym momencie szaman zaczyna wkraczać do kolejnych stref
nieba. Swą podróż relacjonuje otaczającym go świadkom.
Wkracza do nieba po nacięciach na drzewie i w kolejnych
strefach spotyka zamieszkujące je istoty. W piątym niebie ma
długą rozmowę z potężnym Yayutśi (Najwyższym Stwórcą),
który udziela mu sekretów o przyszłości. Dociera wreszcie do
dwunastego nieba. Tam obcuje z Bai Ulganem, który udziela mu
pouczeń dotyczących plemienia (Eliade 1974, s. 3 n„ Wasilewski
1979, s. 5 п.).
Szaman może też zstąpić do świata podziemnego.
Podróż do nieba przeżył chiński król Mu pod przewodnict­
wem czarownika, pisał o tym Lie-tsy. Czytamy, że król chwycił
czarownika za rękaw, po czym obaj udali się do różnych stref
nieba oglądając różne bajeczne rzeczy. Królowi wydawało się, że
przeżył w niebie kilkadziesiąt lat, toteż kiedy czarownik sprowa­
dził go na ziemię, król zmieszany zapytał swoich dworzan, skąd
przybył i usłyszał w odpowiedzi: wasza królewska mość milcząc
tu siedział, a czarownik objaśnił: odbyłem z tobą, panie,
wędrówkę duchem (Kunstler 1981, s. 267 п.). W artykule brak
jest miejsca na podanie większej liczby przykładów z innych
rejonów świata.
A jak odbywa się zstępowanie bogów i przybliżanie nieba ku
ziemi, zobaczymy na przykładzie Wiliama Blake'a, Emanuela
Swedenborga.
Byłoby błędem, gdybyśmy zjawisko podróży w zaświaty oraz
komunikowania się z bogami i duchami wiązali tylko z szamana­
mi. Nosicielami tych stanów bywały także jednostki inicjowane,
założycielskie religii (Mojżesz, Mahomet i inni), kapłani i kap­
łanki, magowie, niektórzy królowie (np. babiloński Etana),
prorocy ( np. Ezechiel ze Starego Testamentu), alchemicy (np.
legendarny chiński Huang-ti), tzw. nieśmiertelni chińscy oraz
wielu mistyków i świętych wszystkich religii, a nawet bywają
obecnie niektórzy zwykli ludzie w stanie nawiedzenia, jak
również niektórzy psychotycy. Można ich objąć szerszym mia­
nem ekstatyków, a zjawisko duchowego odrywania się od ciała
- ekstatyzmem.
Stan ekstatyczny, wizyjny można osiągnąć za pomocą róż­
nych środków i technik. Metodą najprostszą jest zażycie halucynogenu roślinnego (porównaj doświadczenia Stanisława I . Wit­
kiewicza). Człowiek pierwotny znał wiele takich roślin, nadto
można wymienić niektóre gatunki grzybów. Szamani posił­
kowali się też używkami tytoniowymi. Stan taki może pojawić
się spontanicznie. Środkiem wywołującym szczególnie bogate
wizje jest LSD. Ale nie tylko to. Asceza, długi post, bezsenność,
umartwienia także należą do repertuaru technik wizyjnych.
Może to być także taniec. Wizje występują również w snach.
Z pamiętników dzisiejszych żeglarzy samotników (Krzystof

�Baranowski, Robert Manry i inni) dowiadujemy się, że w czasie
żeglugi doznawali oni wizyj wskutek zmęczenia i oddziaływania
monotonii morza. Doznania te są niezwykłe i sprawiają wraże­
nie autentycznych widzeń. Wspomniany R. Manry pisze, że
w czasie doznawania wizji przedmioty rzeczywiste i przedmioty
wyimaginowane widzi się obok siebie bez możliwości rozróż­
nienia ich charakteru, a rzeczywistość realna i imaginacja
splatają się wzajemnie. Ostatnio w ośrodkach naukowych
zjawisko to jest przedmiotem badań eksperymentalnych. Wy­
wołuje się wizje u badanych osób, odcinając je od wszelkich
bodźców zmysłowych przez umieszczenie w odpowiednio skon­
struowanym pomieszczeniu. Badani doznają deprymacji sen­
sorycznej, przeżywają halucynacje wzrokowe i słuchowe itd.
W wizjach mających miejsce w otoczeniu naturalnym zachodzi
zmieszanie się dwu rodzajów doznań: 1) realnych, zmysłowych,
2) ekstatycznych, wizyjnych, które łącznie zlewają się w rzeczy­
wistość postrzeganą jako jedność. Jest to jakby śnienie na jawie
(Baranowski 1984, s. 106, Dajczer 1984, s. 3 п., Grof 1985, s. 26
п., Huxley 1991, s. 7 п., Manry 1976, s. 100 п.).
W tym kontekście mity o przebywaniu pierwotnej ludzkości
w raju wśród bogów i w łączności z niebem, moim zdaniem,
należy zaliczyć do świadectw mówiących o panszamanizmie
pierwotnym. Podkreślmy: kiedyś do nieba i do bogów mógł
dostać się każdy człowiek, a dopiero później przywilej ten mieli
tylko szamani i im podobni. Innymi słowy, uważam, że chodzi
o Złoty Wiek, raj, w zaraniu dziejów ludzkich z panszamanizmem jako głównym paradygmatem poznawczym. Pogląd o wy­
stępowaniu doznań ekstatycznych u dawnych ludzi nie jest
nowy. Pisał o tym Andrzej Wierciński (1981, s. 132 п.). Nowa
natomiast w mym artykule jest interpretacja mitów o raju,
Złotym Wieku, w kategoriach panszamanizmu jako głównego
paradygmatu poznawczego.
W ewolucji myśli ludzkiej, poczynając od epoki kamiennej,
można wyróżnić kilka faz i strukturalnych przeobrażeń manifes­
tujących się jako zmiana paradygmatu poznawczego (Krzak
1993a, 1993b). Faza najstarsza dająca się wyróżnić w sferze
mitologicznej, jak sądzę, charakteryzowałaby się jakby wrodzo­
ną, spontaniczną, naturalną i niejako psychologiczną skłonnoś­
cią ludzi do popadania w stany transowe, niekoniecznie tylko
w warunkach zmęczenie i głodu czy wskutek zażycia środków
halucynogennych, choć i te stymulatory były stosowane. Paleo­
botanicy wykryli dotychczas trzy przypadki używania halucynogenów przez ludzi epoki kamiennej (Grof 1980, s. 25, Keys
1992):
1) w grobach kapłanek w Catal Huyuk (Turcja) datowanych
na V I I tysiąclecia p.n.e.
2) w grobie neandertalczyka w jaskini Szanidar (Irak) dato­
wany na czasy co najmniej 30 000 lat temu,
3) w grobowcu megalitycznym La Hogue Bie na wyspie
Jersey w Kanale La Manche, datowanym na neolit.
Wartość i znaczenie wizyj bywają różne, od widzeń o znacze­
niu epizodycznym do objawień o znaczeniu ogromnym.
Czym były w szerszym i głębokim aspekcie wizje szamanów,
ekstatyków, założycieli religii i innych jednostek? - to temat do
innego artykułu. Tu warto jedynie wspomnieć, że wiążą się one
z archaicznym językiem czy sposobem poznawania i kodowania
rzeczywistości wewnętrznej (człowieka) i zewnętrznej (świata),
który leżał u podstaw światopoglądu, który nazywam archety­
pem, światopoglądu o logice odmiennej, niż uznawana w dzisiej­
szej nauce. Ten język ujawnia się w psychice ludzkiej także dziś,
w X X wieku, lecz wskutek reorientacji ideowej ludzi cywilizacji
naukowo-technicznej jest ignorowany i niedopuszczany do
praktyki społecznej jako system sterujący, niegdyś żywy i stawia­
ny na pierwszym planie.
Jeśli chodzi o neurofizjologiczne wyjaśnienie spontanicznych
stanów transowych ludzi archaicznych, to istnieje pogląd Julia­
na Jaynesa, zgodnie z którym pierwotne myślenie wiązało się
z aktywnością obu półkul mózgowych, a współczesna świado­
mość powstała stosunkowo późno (około 2000 roku p.n.e).
Wcześniej istoty ludzkie nie były całkowicie świadome swego
istnienia, przypominały automaty, którymi kierowały głosy
wewnętrznych bogów zlokalizowane w prawej półkuli mózgu. J.
Jaynes dodaje, że od czasu, gdy świadomość powstała na

ruinach umysłu o dwóch niezależnych półkulach, dochodzą do
nas te głosy jako tęsknota za dawnym światem (Jaynes 1976, s.
In.).
Okres Złotego Wieku jest trudny do wydatowania. Jak
wspomniałem, mówi się o nim w źródłach chińskich sprzed dwu
i trzech tysięcy lat. Niemniej starożytny jest biblijny mit o raju.
Przy tym już wtedy okres rajski umieszczany był w odległej
przeszłości. Podobne mity w Afryce zanotowano znacznie
później, już w dobie nowożytnej. Wiemy, że mity jako opowieści
święte były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Z najwięk­
szą ostrożnością można przyjąć, że w Azji Złoty Wiek przypa­
dałby na młodszy paleolit lub młodszą epokę kamienną, nato­
miast w Afryce sięgałby czasów późniejszych, w każdym razie
później się zakończył.
Myśl człowieka epoki kamienia zdominowana przez doznania
ekstatyczno-wizyjne nie była pozbawiona tego, co nazywamy
poznaniem racjonalnym opartym na doznaniach zmysłowych.
Człowiek pierwotny dobrze radził sobie z materialnym otocze­
niem, a jego zachowanie gospodarcze, techniczne, instrumental­
ne poświadczone danymi archeologii, jak pisaliśmy wyżej,
świadczą o dobrze wykształconej, a właściwie coraz bardziej
wykształcającej się świadomości, która w ciągu tysiącleci unie­
zależniała się od treści dostarczanych przez podświadomość.
Gdy oglądamy narzędzia ludzi neandertalskich, przekonujemy
się o dużym techniczno-produkcyjnym znawstwie surowca
krzemiennego. Z kolei solutrejskie groty oszczepów wytwarzane
przez wczesnego „homo sapiens" wykonane są po mistrzowsku,
a sekrety ich formowania i obróbki są trudne do odgadnięcia.
Następnie młodszą epokę kamienną cechują liczne zdobycze
techniczne, technologiczne, architektoniczne, medyczne, geo­
logiczne, organizacyjne, wywołujące podziw badaczy (Siemienow 1957, s. 5 п.).
Czy można zawierzyć mitom i dopatrywać się w nich rzeczy­
wistości historycznej? Jest pewne, że nie zawsze należy pojmo­
wać je literalnie. Są to utwory przedziwne. Nierzadko operują
alegorią i symbolem. W każdym razie są to opowieści ważne
i poważne. Mit to dawny sposób opisywania świata i człowieka,
niejako odpowiednik dzisiejszej filozofii i teorii naukowych. Za
A. Wiercińskim (1981, s. 133) można przyjąć, że mity są
utworami wieloaspektowymi obejmującymi:
1) odwzorowania kosmiczne,
2) biologiczne,
3) społeczne,
4) odbijają procesy rozwoju osobniczego świadomości i pod­
świadomości,
5) odwzorowania etnogenetyczne i historyczne.
Przykładami mitów ostatniego rodzaju są między innymi:
opowieść o wojnie trojańskiej, skandynawskie mity o Wanach
i Asach, dzieje wczesnego cesarstwa Japonii zawarte w „Kojiki"
i wiele innych. Toteż wolno nam ujmować jako historyczne mity
o raju i bogach wśród ludzi, nie zapominając o tym, że są to
zarazem jakby opowieści filozoficzno-kulturowe.
Paradygmat panszamanizmu Złotego Wieku załamał się.
Mity mówią o zmianie gwałtownej. W mitach chińskich opowia­
da się, że stało się to wtedy, gdy w niebie pojawił się złu duch
imieniem Cz'y-jou. Potajemnie opuścił się na ziemię i zaczął
podjudzać ludzi do buntu. Spowodował, że zbuntował się lud
Miao, by pomóc Cz'y-jou w zawładnięciu tronem najwyższego
boga. Jednak najwyższy władca pokonał złego ducha, a lud
Miao został pobity. Dla zapobieżenia w przyszłości podobnym
wystąpieniom najwyższy bóg polecił duchowi Czunowi (Wiel­
kiemu) i Li (Czarnemu) przeciąć drogę między niebem i ziemią,
aby ludzie nie mogli dostawać się do nieba, a duchy opuszczać na
ziemię. Po przecięciu połączenia między niebem i ziemią duchy
niebiańskie mogły czasami schodzić na ziemię, lecz ludzie nie
mogli już dostawać się do nieba. Odtąd podnosić się do nieba
oraz opuszczać z nieba na ziemię mogli tylko bogowie, nieśmier­
telni i szamani, a więc nie wszyscy, lecz tylko wybrani (Janszina
1984, s. 137 п., Jewsjukow 1985, s. 56 п., 1988, s. 40 п., Juan Ke
1987, s. 70 п.).
Toradiowie z Celebesu opowiadają, że bóg opuścił ziemię
w wyniku złego zachowania się ludzi. Na Sumatrze Batakowie
znają opowieść o wysokiej skale z drzewem sięgającym nieba

47

�umożliwiającym spotykanie się z bogiem, z którym łączność
została przerwana wskutek tego, iż pewien mężczyzna splunął na
drzewo rozgniewany tym, że jego żona udała się do nieba
i pozostawiła go samotnym. To znów w Roti (Indonezja) mówi
się o niegrzecznym zachowaniu się bardzo wysokiego mężczyz­
ny, Laikomaha, który głową sięgał nieba i nie mógł chodzić
w pozycji wyprostowanej. Zażądał od nieba, aby się podniosło,
za co niebo rozgniewało się i oddaliło od ziemi tak, że nawet
ptaki nie mogły go osiągnąć. Z kolei u ludu Manobo z Mindanao
(też Indonezja) niebo oddaliło się w wyniku uderzenia go
tłuczkiem przez pewną starą kobietę. U indonezyjskiego ludu
Tagolog bóg odsunął niebo, gdyż ludzie rzucali w nie kamienia­
mi. Wreszcie uderzenie nieba przez pewną rozzłoszczoną kobietę
było powodem oddalenia się go na wyspie Nias. Na Tajwanie
zanotowano legendy mówiące o podniesieniu się nieba wzwyż
po tym, jak heros Oadzymy strzelił z łuku do słońca. Również na
Nowych Hybrydach niebo rozgniewało się i podniosło w górę,
gdyż kobiety uderzały w nie tłuczkami, gdy przygotowywały
potrawy. U ludów ałtajskich mamy opowieść podobną do
biblijnej: bóg zabrania ludziom jeść owoców z drzewa, a ludzie
popełniają grzech z namowy diabła i węża, który najpierw skusił
kobietę. Swoiste wątki na ten temat mamy w południo­
wo-wschodniej Azji. U ludu Lao należącego do grupy Thai
łączność między niebem i ziemią uległa przerwaniu, gdy zostało
ścięte drzewo figowe, gdy została ścięta liana i gdy wywiercono
otwory w dwu dyniach, które to rośliny umożliwiały kiedyś
kontakt z niebem. Według legendy Umdurtów niebo podniosło
się wysoko i połączenie z nim stało się niemożliwe, kiedy pewien
człowiek, straciwszy doń wszelki szacunek, położył na nim
kawałek chleba powalany łajnem (Frazer 1919, t. I I , s. 52 п.,
Haavio 1979, s. 377 п., Holmberg 1964, s. 381, Jewsjukow 1985,
s. 69 п., 1988, s. 40.).
Podobnie mity afrykańskie wiążą koniec raju i Złotego Wieku
ze złymi czynami ludzi. Pigmeje opowiadają, że bóg oddalił się
od ludzi wskutek niesnasek i kłótni między nimi. Według
Aszanitów stwórca Onyankopong opuścił ludzi po tym, jak
kobiety ubijając jedzenie w moździerzu zirytowały się obecnoś­
cią boga, który stał obok nich; powiedziały mu, aby odszedł,
a następnie pobiły go tłuczkami. Oto jedna z opowieści o odejś­
ciu boga. Dawno, dawno temu Onyankopong żył na ziemi i był
bardzo blisko ludzi. Pewna stara kobieta zwykła tłuc swe „fufu"
(zacier z jamu) i tłuczkiem ciągle uderzała Onyankoponga.
Wtedy bóg powiedział do niej: Dlaczego ciągle mnie uderzasz?
Ponieważ to czynisz, oddalę się do nieba. Co też uczynił. Ale
potem, kiedy ludzie nie mogli zbliżyć się do Onyankoponga,
stara kobieta rzekła swym dzieciom, aby pozbierały moździerze
i ustawiły je jeden na drugim aż dosięgną do miejsca przebywa­
nia Onyankoponga. Dzieci uczyniły to, ustawiły moździerze
w postaci stosu, ale góra nie sięgnęła do Onyankoponga. Nie
mogły znaleźć kolejnego moździerza, a wtedy ich babka powie­
działa: Weźcie moździerz ze spodu stosu i umieśćcie go na
szczycie. Zrobiono to i wtedy wszystko zawaliło się i upadło na
ziemię, powodując śmierć wielu ludzi. Dodajmy, że chodzi tu
0 motyw góry kosmicznej z moździerzy (odpowiednik Wieży
Babel). W grupie Mande bóg opuścił ziemię i udał się do nieba,
gdyż ludzie stali się leniwi i sądzili, że nie muszą sami nic robić,
a tylko żądali od niego coraz to nowych rzeczy. Odtąd obwiesz­
czał im swoją wolę za pośrednictwem góry i snów. U ludu Yao
bóg Mukungu opuścił ziemię z powodu okrucieństwa ludzi
wobec zwierząt. W zachodniej Afryce opowiada się, że niebo
oddaliło się od ziemi, gdyż często zdarzało się, że kobiety
w czasie pracy uderzały w nie tłuczkami od stęp, a jedna z nich
któregoś dnia tak się rozzłościła, że uderzyła niebo specjalnie
1 łyżka przeszyła je na wylot. Bóg odszedł i odtąd ludzie mieli
poważne kłopoty z porozumieniem się z nim. A więc powodem
odejścia boga były albo ludzka chciwość i brak umiarkowania,
albo złość kobiet i ich nieostrożność. Także grzech pożądliwości
rzeczy zakazanych. Chciwość kobiet była powodem odejścia
boga u Dinków z Sudanu. Również w innych mitach stwierdza
się, że bóg oddalił się z ziemi wskutek błędów popełnionych

48

przez człowieka. Plemieńcy Fernado Po opowiadają, że bogowie
pozostawili ludzi samym sobie, obawiając się ich inwazji w nie­
bie, gdy ci próbowali udać się tam po drabinie. U ludu Ewe
istnieje opowieść mówiąca, że główne bóstwo niebiańskie prze­
stało przychodzić do ludzi, gdyż nabrali oni brzydkiego przy­
zwyczajenia wycierania o niebo brudnych rąk. Jedno z plemion
z nad górnego Zambezi zostało opuszczone przez boga Nimbwe,
gdyż ludzie chcieli go zabić. Fadżulowie opowiadają, że łączność
między bogami i ludźmi została przerwana, gdyż hiena przegryz­
ła linę łączącą ziemię z niebem (Frazer 1919, t. I , s. 59 п.,
Jewsjukow 1985, s. 69 п., 1988, s. 41 п., Piłaszewicz 1978, s. 145
п., 1986, s. 31 n„ Sokolewicz 1986, s. 160 п., Werner 1964, s. 124
п.).
Także w dawnym Meksyku powodem zerwania łączności
z niebem było wykroczenie. Wymienia się niebaczne zerwania
kwiatów przez kobietę o imieniu Ixnextli - odpowiedniczkę
biblijnej Ewy. W innej wersji mówi się o grzechu polegającym na
zjedzeniu owocu z drzewa. To znów wspomina się o winowaj­
czyni imieniem Itzpapałotl, która zjadła czy ścięła „róże"
w ogrodzie, wskutek czego z drzewa wyciekły soki o doszło do
jego zniszczenia. Mity o zniszczonym drzewie znane są też
z Ameryki Południowej (Graulich 1983, s. 575 п.).
I wreszcie grzech i wykroczenie przeciwko bogu mamy
w Biblii (Biblia 1982, Genesis, I Księga Mojżeszowa, I I I : 1 n.,).
Adam i Ewa zostają wypędzeni z raju na skutek zerwania
i spożycia jabłka z drzewa wiadomości złego i dobrego. Doszło
do tego z namowy szatana, odpowiednika chińskiego Cz'y-jou.
Wątek ten doczekał się wielu komentarzy myślicieli i teologów.
Przytoczone przykłady stanowią zaledwie część opowieści
znanych u bardzo wielu ludów świata.
Jak należy rozumieć bunt, grzech i wykroczenie przeciwko
bogu, w wyniku których opuszcza on ludzi i zostaje przerwana
powszednia łączność z niebem? Moim zdaniem, chodzi tu
0 zmianę paradygmatu poznawczego, o zmianę w strukturze
myślenia dawnej ludzkości. Przy tym swoistość mitologicznego
opisu tej zmiany tłumaczy się tym, iż człowiek archaiczny,
którego można określić mianem „homo religiosus", wszelkie
zjawiska i procesy w świecie zewnętrznym i wewnętrznym
ujmował w kategoriach teistycznych (pogląd, że bogowie nie
rządzą światem zrodził się nie tak dawno). Panszamanizm
Złotego Wieku (raju) i w ogóle szamanizm elitarny czasów
późniejszych - to zjawisko zdominowania psyche przez treści
podświadomości o archetypowym charakterze ( o roli pod­
świadomości w myśleniu archaicznym pisał między innymi Carl
Gustaw Jung). W dobie Złotego Wieku świadomość też jest
obecna, a przetrwanie danych zmysłowych i oparte na nich
myślenie racjonalne mają swój udział w procesie poznania
1 działalności człowieka pierwotnego. Jednak, jak byśmy powie­
dzieli, ogólne, swego rodzaju „teoretyczne" modelowanie obra­
zu świata, słowem to, co nazywamy światopoglądem, jest bardzo
silnie zdominowane przez treści archetypowe, treści i obrazy
ekstatyczne - wizyjne, krótko mówiąc, przez doznania wy­
twarzane w podświadomości, które odgrywają pierwszoplano­
wą rolę w modelowaniu obrazu świata. W wyniku tego człowiek
archaiczny ujmuje istotę świata i samego siebie jako rzeczywis­
tość zdeifikowaną, owładniętą przez bogów i duchy, którym
przypisuje sprawstwo zjawisk naturalnych i kosmicznych.
W tym kontekście odejście bogów i przerwanie kontaktu
z niebem (i światem podziemnym) rozumiem jako zmianę
paradygmatu panszamanizmu na paradygmat inny, w którym
znacznie silniej dochodzą do znaczenia treści świadomości,
a jednocześnie następuje znaczne zredukowanie doznań co­
dziennych wytwarzanych przez podświadomość. Było to rodze­
nie się świadomości i było to zarazem pierwsze odczarowanie
świata, drugie zaś odczarowanie miało miejsce później, w okresie
przełomu greckiego. Nie znaczy to, że podświadomość przestała
istnieć i oddziaływać na świadomość. Do tego nie doszło i chyba
nigdy nie dojdzie. Wypędzenie z raju to akt zubożenia codzien­
nych doznań podświadomości. Panszamanizm kończy się, a na
jego miejscu zostaje szamanizm elitarny. Odtąd z niebem

�i bogami (oraz światem podziemnym) kontaktują się przede
wszystkim jednostki wybrane, choć jeszcze niemało jest innych
ludzi, którzy mogą doznawać stanów ekstatyczno-wizyjnych
(np. w Starym Testamencie znajdujemy około 85 ekstatyków
wymienionych z imienia, a w pewnym miejscu czytamy, że jeden
z królów zgromadził ich czterystu). Nie jest to już jednak
zjawisko powszednie i powszechne. Nadal uważa się, że bogowie
rządzą światem i ludźmi, ale łączność z nimi i z niebem jest dla
zwykłych śmiertelników utrudniona i nierzadko wymaga znajo­
mości tajemnych praktyk i metod. Paradygmat poznawczy
ludzkości po skończeniu się Złotego Wieku ogranicza się do
animizmu. Taką odnajdujemy ludzkość, gdy wkracza ona w erę
źródeł pisanych i taką widzimy niemal do naszych dni, tam gdzie
zachowały się tzw. kultury pierwotne. Natomiast obecnie, o ile
wiem, nie są nam nigdzie znane społeczności o charakterze
panszamanistycznym. Ten etap od dawna należy do przeszłości.
Interpretacja nasza przypomina pogląd Immanuela Kanta,
który grzech biblijny interpretował jako narodziny rozumu,
i przekroczenie progu wolności (Kant 1973, s. 472 п.).
Jak mówi się w większości mitów, inicjatorkami grzechu czy
buntu przeciwko bogu, czyli w naszym rozumieniu, inicjator­
kami przełomu umysłowego, były kobiety. To ważny fakt.
Próbując schronologizować ten przełom, należałoby go chyba
wiązać z okresem matriarchatu, z religią Wielkiej Matki (VII
- I I I tysiąclecie p.n.e.) i przewagą kobiet w ideologicznym
sterowaniu społeczeństwami wczesnego neolitu, a może nawet
już późnego paleolitu.
Ciekawe, że myśl podobną do tezy zawartej w niniejszym
artykule wypowiedział już w X V I I I wieku Emanuel Swedenborg, któremu z autopsji znane były przeżycia ludzi Złotego
Wieku, o czym będzie mowa niżej (Swedenborg, br. r.., s. 76 п.).
Czytamy u tego mistyka: „Nauczony zostałem z nieba, że
najstarsi na naszej ziemi, którzy byli ludźmi niebieskimi, myśleli
według samych zgodności i że przyrodzone świata przedmioty,
które mieli przed oczyma, służyły im jako środki takiego
myślenia; że, dalej, ponieważ byli takimi, obcowali z aniołami
i rozmawiali z nimi, i że w ten sposób niebo za ich pośrednictwem
zostało połączone ze światem. Dlatego to czas ten został
nazwany złotym wiekiem, o którym i starzy pisarze mówią, iż
niebianie zamieszkiwali między ludźmi i łączyły ich przyjaciels­
kie stosunki. Nauczono mnie dalej, że jednak po czasach tych
ludzie nastali inni, których nie według samych zgodności, lecz
według ich znajomości myśleli, i że łączność nieba z człowiekiem
i wtedy istniała, lecz nie tak ścisła; czasy tych ludzi są to te, które
nazywają się srebrnym wiekiem. Potem nastali ludzie, którzy
wprawdzie znali zgodności, lecz według znajomości ich nie
myśleli, a to dlatego, iż trwali w dobru przyrodzonym, nie zaś jak
poprzedni, w duchowym. Czasy tych ludzi nazywały się wiekiem
miedzianym. Wreszcie po czasach tych ludzi człowiek stopniowo
stawał się coraz bardziej zewnętrzny, a wreszcie cielesny, i że
wtedy zupełnie została zatracona znajomość zgodności, a z nią
znajomość nieba i wielu rzeczy, które należą do nieba. To, że
nazywano poprzednie wieki według złota, srebra i miedzi
pochodziło także ze zgodności, albowiem złoto znaczy według
zgodności dobro niebieskie, w którym trwali najstarsi; srebro zaś
znaczy dobro duchowe, w których po tamtych trwali starzy;
miedź, dobro przyrodzone, w którym trwało najbliższe potomst­
wo; żelazo natomiast, według którego nazywany został wiek
ostatni, znaczy twardą prawdę pozbawioną dobra".
I dalej. „W takim to połączeniu z aniołami trwali najstarsi
ludzie na tej ziemi, których czasy nazwane zostały wiekiem
złotym. Ci, ponieważ uznali Bóstwo pod człowieczą postacią,
a zatem Pana, rozmawiali z aniołami niebieskimi jak ze swoimi,
i niebo i świat stanowiły w nich jedność. Po tych czasach jednak
człowiek stopniowo wydalił się z nieba, a to dlatego, że umiłował
siebie ponad Pana i świat ponad niebo, co w konsekwencji dało,
że zaczął uczuwać przyjemność miłości własnej i miłości świata,
które są odrębne od przyjemności niebieskich, a w końcu doszło
aż do tego, że nie wiedział, czy co innego jest przyjemnością.
Wtedy zamknęło się wnętrze, które otwarte było ku niebu

i zewnętrzność została otwarta ku światu; co, gdy tak się dzieje,
sprawia, że człowiek trwa w świetle pod względem wszystkiego,
co należy do świata, w ciemności zaś pod względem wszystkiego,
co do nieba należy. Po tamtych czasach rzadko już kto
rozmawiał z aniołami niebieskimi..."
Wypędzenie z raju, czyli zmiana paradygmatu myślenia,
wymagałoby wyjaśnienia w kategoriach naukowej filozofii
kultury. Należałoby wykazać, czy zmiana ta, przełomowa, ale
czy rzeczywiście nagła jak mówią mity, miała uwarunkowania
biologiczne, socjologiczne, kulturowe, gospodarcze, czy też
polegała ona na swoistej dla myślenia przemianie autonomicz­
nej. Jest to temat do odrębnej pracy.
Zaprezentowałem Czytelnikowi tezę tłumaczącą mity o raju
jako świadectwie panszamanizmu Złotego Wieku proponując
podejście historyczne. Takie wydaje mi się najbardziej słuszne.
Tym niemniej można wysunąć interpretację alternatywną. Nie
jest wykluczone, że mity te są osobniczym wspomnieniem
przebywania w łonie matki odniesionym do dzieciństwa ludzko­
ści. Jednak kto wie czy nie mamy tu do czynienia i z jednym
i z drugim. Pozostawałoby to w zgodzie z poglądami tych
badaczy, którzy utrzymują, że ontogeneza człowieka odpowiada
jego filogenezie.
Ważne wyniki odnoszące się do fenomenu myślenia człowieka
Złotego Wieku przyniosły badania Stanislava Grofa.
Od lat sześćdziesiątych uczony ten prowadzi badania nad
podświadomością ludzką, które po osiągnięciach Zygmunta
Freuda i C. G. Junga stanowią w tym względzie znaczący krok.
Z badań tych wynika, że w człowieku zakodowana jest cała
przeszłość biograficzna, doznania okołoporodowe, cały okres
przebywania człowieka jako płodu w łonie matki, doznania
zapłodnieniowe oraz, najbardziej niezwykłe, doznania przedzapłodnieniowe i pozaosobowe zwane transpersonalnymi, któ­
re odnoszą się do całego rozciągającego się poza człowiekiem
świata ciał nieożywionych oraz roślin, zwierząt i ludzi. Dla
naszego zagadnienia ważne są niektóre z tych wyników. Rzucają
one światło na te sfery podświadomości, w których zakodowana
jest pamięć o Złotym Wieku. Pozwalają one dotrzeć do warstw
i doznań odnoszących się do biologicznej, psychologicznej,
społecznej, rasowej i duchowej przeszłości osobnika i gatunku
ludzkiego oraz dotrzeć do rzeczywistości opisywanej przez mity
i wielkie tradycje mistyczne i religijne, słowem, i do ontogenezy
i do filogenezy człowieka. Zreferujemy to, co bliżej wiąże się
z naszym zagadnieniem. Otóż S. Grof wzbudził między innymi
doznania, w których występują postacie, sytuacje i świat znany
z mitów i legend starożytnych. Są tu doznania nie tylko ludzkich
postaci, ale także postaci czysto wizyjnych, jak Uroboros,
Tyfon, centaur, Cerber, sfinks, różnorodne smoki, elfy, gnomy,
trolle itd. oraz, co jest dla nas ważne, postacie bogów zła i dobre,
takie jak szatan, Lucyfer, Hades, Aryman, Huicilopocztli, Kali,
Lilith, Rangda, Koatlikus, Moloch, Pluton, Ozyrys, Persefona,
Attis, Adonis, Kecalkoatl, Dionizos, Wotan, Balder, Chrystus,
Matka Boska, Apollo, Afrodyta, Izyda, Ahuramazda, Lakszmi
itd. Jest też doznanie spotkania z demiurgiem świata, tj. bogiem
kreatorem, a nawet identyfikacja z nim. S. Grof jest w stanie
prowadzić doznania ludzkie ku tym postaciom i sytuacjom
przeszłości, postaciom z mitów i religii (Grof 1975, s. 1 п., 1985,
s. 1 п., 1988, s. 1 п., 1990, s. 3 п.).
Trzeba dodać, że u przeszłych i dzisiejszych społeczeństw
pierwotnych ludzie umieli wprowadzać się w stany umoż­
liwiające im spotkania z boskimi i demonicznymi postaciami.
Wielka wiedza i precyzyjne techniki psychiczne służyły tym
celom, które zrealizowano - jak wspominaliśmy - przede
wszystkim dzięki różnorodnym halucynogenom czyli substanc­
jom psychodelicznym. E. Bourgignon stwierdziła wśród przeba­
danych przez siebie 488 pierwotnych społeczności świata aż 90%
takich, w których instytucjonalnie praktykowano wprowadze­
nie się w psychodeliczne stany świadomości (Noll 1985, s. 447).
Przykład: przebywając w Oklahomie w 1849 r. J. Rave - twórca
pejotystycznego kultu u Indian Winnebago - doznał wizji pod
wpływem pejotlu; opisał je następnie antropologowi Paulowi

49

�Radinowi: „Zobaczyłem człowieka z rogami i długimi szponami
oraz z dzidą w ręku..., o północy zobaczyłem boga". Można
zobaczyć postacie świata niebiańskiego jak też świata podziem­
nego. Jak pisze Herodot (1959, t. I , s. 173), faraon Rampsymit,
zstąpiwszy żywcem do Hadesu, grał z boginią Demeter w kości.
To znów u Wergiliusza czytamy o Eneaszu, jak schodząc do
Tartaru, zobaczył centaury, Scyllę dwukształtną, Bryjareja o stu
ramionach, gada z bagnisk Lerny, Chimerę zbrojną w płomień,
Gorgony, Harpie i Geriona o trójkątnym cielsku oraz różne
dzikie widziała, a potem dotarł do świata zmarłych i rozmawiał
z nimi (Publius Vergilius Maro 1987, s. 179 п.).
Ale wróćmy do S. Grofa. Jego badania polegały na pobudza­
niu z pomocą LSD lub metodą oddechową pamięci indywidual­
nej i gatunkowej u człowieka, wyzwalającą treści i doznania
spoczywające w podświadomości. Z badań tych, podobnie jak
z badań C. G. Junga, wynika, że podświadoma część psyche
zawiera elementy strukturalizujące, tworzące i odpowiedzialne
za mity, inaczej mówiąc, że starożytne mity były tworzone przy
silnym udziale podświadomości, która - moim zdaniem - od­
grywała w myśleniu ludzkim tym większą rolę, im wcześniej
cofamy się w historię i prehistorię człowieka. Jej najsilniejsza
dominacja cechowała ludzi Złotego Wieku, by z czasem maleć
na korzyść wzrostu świadomości i rozumu.
Jak wspomniano, ontogeneza człowieka odpowiada jego
filogenezie, co znalazło potwierdzenie w badaniach S. Grofa.
Otóż doznania raju leżą też u początku życia osobniczego
w łonie matki. Jakie główne doznania ma osobnik przebywający
w łonie matki? S. Grof pisze, że jest to doznanie kosmicznej
jedności. Jest przekroczona dychotomia subiekt - obiekt, ma
miejsce niezwykle mocne wzruszenie i odczucie przyjaźni, spo­
koju, pogody i szczęśliwości, szczególne odczucie świętości,
transcendensji czasu i przestrzeni, odczucie swego istnienia oraz
odczucie związku z kosmosem. Osoby opisujące ten stan mówią
0 kontakcie z nieskończonością, o całkowitym zaniku poczucia
ja, ich świadomość jest poszerzona i obejmuje całe uniwersum.
Mają odczucie niezwykłej mocy, a nawet (niektóre osoby)
identyfikacji z bogiem. Doznają wglądu w prawdziwą istotę bytu
1 egzystencji. Chodzi tu o ekstazę doznania kosmicznej jedności,
którą można określić jako oceaniczną. Świat wydaje się w niej
niewyrażalnie piękny i promieniujący jasnością. Zdroworozsąd­
kowe myślenie i potrzeba racjonalnej analizy doznają znacznej
redukcji, a uniwersum przedstawia się jako tajemnica, która
dopiero musi być rozwiązana. Świat przedstawia się jako miejsce
przyjazne, a zło wydaje się nieważne, przelotne i nie istniejące.
Ma miejsce subiektywna identyfikacja z wszechświatem. Ma się
wizje najrozmaitszych bóstw. Ma się też wizje demonów różnego
rodzaju oraz złych bóstw, co związane jest z zakłóceniami ciąży
odnoszącymi się do organizmu matki, a tym samym i płodu.
Dobre bóstwa wiążą się tu z doznaniami organizmu pozytyw­
nymi, a złe z negatywnymi i przyjmują one postacie znane
z różnych kultur (Grof 1975, s. 1 п., 1985, s. 1 п., 1988, s 1 п.,
1990, s. 3 п.).
Innymi słowy: w tej najważniejszej fazie rozwoju człowieka
występują doznania związku z oceanem lub różnymi akwatycznymi formami życia lub z kosmosem. Jest to odczucie przebywa­
nia w niebie i raju, opisywane w różnych dawnych mitach.
Chodzi tu o coś wspaniałego, występują piękne kwiaty, soczyste
owoce, egzotyczne ptaki, blask złota, srebra i drogocennych
kamieni oraz strumienie i fontanny z wodą życia. Doznania te
mają aspekt numeniczny. Czuje się kosmiczną jedność i mistycz­
ną unię z całym światem nie mającym granic oraz uwielbienie
i miłość do wszystkiego. Występują uczucia odprężenia, satys­
fakcji, bezpieczeństwa, spokoju. Chodzi tu o idealny (czasami
tylko zakłócony) stan symbiozy biologicznej i emocjonalnej
pomiędzy matką i dzieckiem. Odczuwanie tego wszystkiego ma
zabarwienie sakralne i święte.
Złoty Wiek był dawno i skończył się, a od tamtego czasu
zaszły istotne zmiany w strukturze myślenia ludzi. Rozejrzyjmy
się: rozwija się racjonalizm, a za pierwszoplanowy światopogląd
uważa się ten oparty na nauce, która współzawodniczy z religią.

50

Ale te sfery podświadomości, które były najaktywniejsze w epo­
ce kamiennej, przebijają się u niektórych jednostek, a nawet
całych grup ludzkich poprzez stulecia, a także w naszym okresie
nowożytnym. Ciągle rodzą się dzieci Złotego Wieku. W dzie­
jach, poczynając od czasów starożytnych, wiele było jednostek,
które przeżywały wizje nieba, świata podziemnego, obcowały
z bogami, duchami, aniołami, demonami itp. postaciami, ale
jedno jest charakterystyczne: niewiele było takich, które ogląda­
ły bogów i rozmawiały z nimi. Ten najgłębszy rodzaj doznań
bezpowrotnie skończył się wraz ze Złotym Wiekiem, a z czasem
zaczęto nawet twierdzić, że bezpośrednie spotkanie z postacią
boga prowadzi do śmierci (porównaj słowa Jahwe skierowane
do Mojżesza: „Nie możesz oglądać oblicza mojego, gdyż nie
może mnie człowiek oglądać i pozostawać przy życiu"). Historia
dostarcza wielu nazwisk większych i mniejszych wizjonerów,
0 których jest mowa w źródłach i dziełach z naszego kręgu
kulturowego i kręgów innych. O kilku postaciach będzie teraz
mowa.
Jedna z najznaczniejszych to Mahomet (ok. 570-632). Już od
wczesnej młodości zdradza! on cechy mistyka, wcześnie miewał
dziwne widzenia i miał wiele cech wspólnych z tzw. „kahinami"
czyli ludźmi o skłonnościach wizyjnych i prorokowania. Wi­
dział, słyszał, odczuwał rzeczy niedostępne dla zmysłów innych
ludzi. Znane jest najważniejsze wydarzenie z jego życia: ob­
jawienie wiary w Allaha zawarte w „Koranie". To archanioł
Gabriel dyktował mu prawdy „Koranu". Widzenia te były tak
niezwykłe, iż Mahomet chwilami nie był pewien czy nie popadł
w obłęd, a mówi o tym arabskie słowo „medżnun", które
oznacza opętanie przez diabła. Można tu mówić o szaleństwie
kontrolowanym, gdyż Mahomet bardzo dokładnie rozróżniał
to, co pochodziło z objawienia, od tego, co było jego sądem.
Podobno podczas objawień czasem padał na ziemię, a na jego
ustach pojawiała się piana. Krytyka europejska usiłowała
dopatrzyć się w tym patologicznego charakteru wystąpień
proroka. Dowodzono, że Mahomet cierpiał na epilepsję, his­
terię, a nawet dopuszczano możliwość stanów paranoicznych
1 schizofrenii. Tłumaczenia te są błędne (Gaudefroy - Demombynes 1988, s. 43 п., Hrbek, Petraćek 1971, s. 41 п., Rodinson
1991, s. 42 п.).
Tradycja, legendy, pisma i częściowo „Koran" mówią o wnie­
bowstąpieniu Mahometa, które miało mieć miejsce, gdy liczył
około 55 lat. Podróży do nieba miało być trzy. Prorok osiągnął
kolejne siedem niebios i dotarł do boskiego tronu. Po niebie
oprowadzał go archanioł Gabriel, a towarzyszyli im aniołowie.
Oprócz boga i aniołów miał tam widzieć też dawne zmarłe
osobistości. Odbył też podróż do piekieł. Oto słowa Mahometa:
„Zrobiła się dziura w dachu mego domu, kiedy byłem w Mekce.
I Gabriel zszedł przez nią. Rozciął mi pierś i obmył ją wodą
z Zamzanu. Potem przyniósł dzbanuszek ze złota napełniony
mądrością, „hikuną", i wiarą i wlał mi je w pierś; potem znów ją
zamknął. Następnie wziął mnie za rękę i uniósł w niebo".
Według pewnej tradycji A'iszy tylko sam „uruh" (dusza)
proroka wprowadzony został do nieba, gdy ciało spoczywało
w łóżku; inna wersja mówi, że była to także podróż cielesna.
Można przypuszczać, że wszystko to pochodziło z jego wnętrza,
świadkowie bowiem niczego nie widzieli.
William Blake (1757 - 1827). W encyklopedii naukowej
czytamy o nim: myśliciel, poeta, artysta, mistyk. Natomiast inni
pisali o nim: „gość był więcej niż pomylony", a więc szaleniec
o szaleństwie kontrolowanym. Jego fenomen był szczególny,
gdyż takim był od urodzenia. Już jako czteroletni chłopiec miał
pierwszą wizję mistyczną: do jego pokoju zajrzał przez okno
bóg, spotkał boga, a w krótkim czasie potem miał obraz drzewa
aniołów. I takie rzeczy widywał ciągle i żył nimi przez całe życie.
Bez przerwy niemal odwiedzali go mieszkańcy innych światów:
aniołowie, prorocy, wróżki, elfy, czarodzieje, giganci itp. Gdy
miał trzydzieści lat, odwiedził go duch zmarłego brata. Pośród
tych postaci. W. Blake czuł się doskonale. Zdominowały one
całe jego życie i całą twórczość poetycką i artystyczną, bo jaką
inną? Najbardziej natchnieni poeci są przecież dziećmi Złotego
Wieku. Pod dyktando tych istot W. Blake pisał swe poematy,

�a nawet prywatne listy. Wszystkie utwory, jakie wyszły spod
pióra tego poety, uważa się za mistyczne. Wszystkie były
natchnione i napisane z inspiracji świata duchowego. Uwielbiał
E. Swedenborga, swego brata duchowego (Kozubska, Tomkowski 1993, s. 5 п.).
Innym wybitnym dzieckiem Złotego Wieku był właśnie
Emanuel Swedenborg (1688-1772). Ten mistykiem stał się
dopiero w drugiej połowie swego życia, a przedtem był trzeźwo
myślącym fizykiem, matematykiem i inżynierem. Gdy miał 57
lat, ukazał mu się w gospodzie po wieczerzy bóg pod postacią
człowieka, a potem ukazał mu się w nocy i oznajmił zdumione­
mu inżynierowi, że jest Panem, stworzycielem świata i od­
kupicielem, i że wybrał Swedenborga do objawienia ludziom
duchowego sensu Pisma Świętego, i tej samej nocy otworzył
przed nim świat duchów oraz niebo i piekło. Taki był początek.
E. Swedenborg napisał o tym wiele dział. Przez resztę życia na
jawie i we śnie obcował z aniołami i duchami zmarłych. Pisał:
„Pozwolono mi widzieć je zupełnie na jawie, czyli wtedy, gdy
znajdowałem się zupełnie przy zmysłach cielesnych i w stanie
jasnego rozumienia". A więc znów szaleństwo kontrolowane.
Wielokrotnie spotykał też samego boga. Z postaciami tymi, jak
pisze, rozmawiał jak z ludźmi na ziemi. Miał też wizje przebywa­
nia w niebie i piekle. Rozmawiał z tymi istotami w domu, na
ulicach, na polach, rozmawiał z nimi godzinami, przez całe
tygodnie i miesiące, a nawet lata (Swedenborg, brak г., s. 7 п.).
Wreszcie postać bliższa naszemu wiekowi: święty Jan Bosko
(1815-1888). Jego doznania wizyjne, a były to głównie nocne
sny, zaczęły się jeszcze w okresie szkolnym. Doznawał nie­
zliczonych wizji przez całe życie, które było niezwykłe, i które
opisał w 20 tomach „Pamiętników biograficznych". Wizjom
towarzyszyły głosy boże, głosy diabelskie itd. Spotykał niezwyk­
łe postacie ziemskie, niebiańskie i piekielne: aniołów, Matkę
Boską, zwierzęce demony i różne tajemnicze osoby splecione
z postaciami z jego otoczenia życiowego (Sny 1989, s. 7 п.). Św.
Jan Bosko wypowiedział o sobie znamienne słowa: „Wiele osób
uważało mnie za niespełna rozumu i wierzyło głęboko, że jestem
chory umysłowo".
Podobnych ludzi Złotego Wieku było w przeszłości dalszej
i bliższej niemało. Jest o nich mowa w literaturze mistycznej
i religijnej całego świata. Obfitowało w nich średniowiecze.
W miarę postępów racjonalizmu było ich coraz mniej. Wiz­
jonerów nie brak też w naszym X X wieku. Należy do nich
między innymi ojciec Pio, dzieci z Fatimy oraz mnóstwo innych
postaci, które dzięki takiemu natchnieniu wniosły wartości do
kultury, a listę można wzbogacić o postacie pomniejsze i całkiem
małe, będące pacjentami szpitali psychiatrycznych.
Jednak najbardziej spektakularnym powrotem ludzi dzisiej­
szych do myśli Złotego Wieku, moim zdaniem, był artystyczny
prąd surrealizmu. Surrealiści odkryli Złoty Wiek w człowieku
i nadali swemu odkryciu rangę programu dla ludzkości. Pojmo­
wali sztukę jako ekspresję podświadomych treści psychicznych.
Było to zanegowanie przewodniej roli rozumu, racjonalizmu,
zdrowego rozsądku i logiki. Tę ostatnią uznali za formę
myślenia sprzeczną z naturalnymi skłonnościami umysłu. Od­
rzucali naukę typu kartezjańskiego, świadectwa wiedzy pozyty­
wnej, ciasny praktycyzm, szereg tabu moralnych, słowem - za­
kwestionowali myślowe podstawy współczesnej cywilizacji. Sta­
wiali natomiast na niczym nie skrępowaną wyobraźnię i pod­
świadomość, które - jak pokazaliśmy wyżej - były dominujący­
mi cechami myślenia ludzi Złotego Wieku. Było to kolejne
przebudzenie się podświadomości, która z niezwykłą siłą opano­
wała umysły przedstawicieli tego kierunku. Gdybyśmy nie znali
mitów o Złotym Wieku, wystarczyłoby poznać program i działa­
lność surrealistów, by mieć obraz myślenia ludzi z tamtej epoki.
Tożsamość jest zupełna. Program i założenia ideowe surrealiz­
mu najpełniej ujął i przedstawił ideolog tego ruchu Andre
Breton. Co głosili i co postulowali? Na miejsce rozumu jako
pierwiastka wiodącego miała stanąć wyobraźnia, której rozum
miał być podporządkowany. Pociągały ich sny na jawie i do­
znania cudowności objawione w życiu codziennym. W ich
obrazach miało miejsce zmieszanie człowieka ze światem zwie­

rzęcym, roślinnym i nieożywionym. Głosili apoteozę dziecięctwa
i dzieci, o których pisali, że są dławione przez tresowników.
Cenili halucynacje i przeżywanie iluzji. Uprawiali twórczość
wyzwalającą czysty automatyzm psychiczny i dyktowanie myśli
wolnej od wszelkiej kontroli. Wierzyli w nadrzędną rzeczywis­
tość pewnych form skojarzeniowych i wszechpotęgę marzenia
i wyobraźni. Dążyli do absolutu i stanu przeżywania „coniunctio oppositorum", głosili bowiem , że istnieje pewien punkt
w umyśle, z którego życie i śmierć, rzeczywistość i urojenie,
przeszłość i przyszłość, rzeczy możliwe i niemożliwe do przeka­
zania, góra i dół przestają być postrzegane jako przeciwstawne,
i uważali, że można znaleźć ten punkt w człowieku. Oto jeden
z postulatów A. Bretona: „Szaleństwo i rozum, marzenie
i działanie, reprezentacja mentalna i percepcja fizyczna są
pochodną przeciwieństwa między światem wewnętrznym a ze­
wnętrznym. Te antynomie trzeba znieść i dokonać generalnej
rewizji sposobów poznania". Na miejsce rozumu proponowano
„prawa serca". Ale najczęściej używanym słowem u surrealistów
było słowo „wolność". Miała ona polegać na absolutnej niezale­
żności myśli i całkowitej swobodzie działania, przy czym wol­
ność miała realizować się poprzez wyobraźnię, której przypisy­
wano doniosłą funkcję poznawczą. Pisali: „Postrzeganie i wyob­
rażenie, które zwykłemu dorosłemu człowiekowi wydaje się
radykalnie przeciwstawne, należy traktować jako produkty
rozszczepienia władzy jedynej, pierwotnej, którą reprezentuje
obraz ejdetyczny i której ślad odnajdujemy u człowieka pierwo­
tnego i u dziecka". Zauważmy, że jest to apoteoza myślenia
człowieka archaicznego, człowieka Złotego Wieku, u którego
rozszczepienie poznania jeszcze nie zaistniało. A. Breton pisał, iż
„rzeczywistość absolutna czyli nadrzeczywistość („surrealite"),
do której uchwycenia zmierzają wszystkie wysiłki surrealistów,
ma godzić podstawową antynomię ludzkiego umysłu i wyobra­
źni oraz przedmiotów i zjawisk istniejących niezależnie od
podmiotu." Jak pisze Krystyna Janicka, cały wysiłek badawczy
tego ruchu zmierzał do obalenia i zatarcia granic dzielących
świat natury, przedmiotów fizycznych, wrażeń zmysłowych,
konkretu, od świata ludzkiego, świata przedmiotów wyob­
rażonych, abstrakcji. Należy przywrócić człowiekowi nieantynomiczny kontakt z naturą - postulowali. Twierdzę, że z tego
wynika, iż surrealiści na swój sposób odkryli strukturę i zasady
świata myśli człowieka Złotego Wieku. Byli tym odkryciem
urzeczeni i oczarowani i zamierzali je narzucić całej ludzkości.
Byli bliscy odkrycia zasad działania podświadomości, co uczynił
dopiero w ostatnich latach S. Grof. Stąd pozytywny stosunek
surrealistów do marzeń sennych, do myślenia małych dzieci, do
myślenia ludzi pierwotnych i . . . do chorób umysłowych i obłędu.
Przedstawicieli tych ostatnich uznawali za bliskich sobie. Sur­
realiści byli entuzjastami swych odkryć. A. Breton pisał: „Wie­
rzę, że w przyszłości te dwa stany, marzenie senne i jawa, na
pozór tak przeciwstawne, stopią się w jeden rodzaj rzeczywisto­
ści absolutnej, w nadrzeczywistość". Moim zdaniem, chodzi tu
0 utopię. Ten stan, ta rzeczywistość już była w przeszłości,
skończyła się i nie ma do niej powrotu w szerszej skali społecznej.
Ten stan jest przywracany i przypominany na skalę małą,
indywidualną na drodze poetyckiej i mistycznej, którą dobrze
znamy. Michel Carrouges pisał, że wszystko to jest zgodne
z mitem raju utraconego, w czym trzeba mu przyznać rację.
Teoretyk ten twierdzi, że człowiek żył niegdyś w doskonałej
harmonii z siłami natury i energiami boskimi, ale doszło do
tajemniczej ruiny i upadku człowieka, i należałoby to naprawić,
tj. ponownie wprowadzić człowieka do raju. Wierzył w tę
możliwość utopista A. Breton, ale z czasem stwierdził, że drogi
nauki i sztuki nie mogą się zbiec (Bachelard 1975, s. 25 п.,
Baranowska 1984, s. 7 п., Durand 1986, s. 6 n„ Janicka 1988, s.
12 п., Ważyk 1976, s. 12 п.).
Wszystko to jest niegasnącą od tysięcy lat tęsknotą za rajem
1 Złotym Wiekiem.
Niniejszy artykuł omawia najstarszy dający się wyróżnić etap
rozwoju myśli ludzkiej, której pełny obraz ewolucyjny Czytelnik
znajdzie w mym artykule na temat ewolucji myśli ludzkiej
(Krzak 1993a, 1993b).
57

�BIBLIOGRAFIA
Bachelard G.
1975 Wyobraźnia poetycka, Warszawa
Baranowska M .
1984 Surrealna wyobraźnia i poezja, Warszawa
Baranowski K.
1984 Praktyka oceaniczna, Warszawa
Biblia
1982 Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu,
Warszawa
Dajczer T.
1984 Inicjacje i ich wymiar kosmiczny u ludów Kalifornii, Warszawa
Durand G.
1986 Wyobraźnia symboliczna, Warszawa
Eliade M .
1959 The Yearning for Paradise in Primitive Tradition, „Daedalus",
s. 255-267
1974 Shamanism. Archaic Techniques of Ecstasy, Princeton
Frazer J. G.
1919 Folk-lore in the Old Testament, London, t. I , I I
Gaudefroy - Demombynes M .
1988 Narodziny islamu. Warszawa
Graulich M .
1983 Myths of Paradise Lost in pre-Hispanic Central Mexico,
„Current Anthropology", t. 24, nr 5, s. 575 - 588
Graves R.
1968 Mity greckie, Warszawa
Grof S.
1975 Realms of the Human Unconscious, New York
1985 Beyond the Brain, New York
1988 The Adventure of Self-Discovery, New York
1990 The Holotropic Mind, San Francisko
Grof S. i С.
1980 Beyond Death, London
Haavio M .
1979 Mitologia fińska, Warszawa
Harris M .
1985 Krowy, świnie, wojny i czarownice, Warszawa
Herodot
1959 Dzieje, Warszawa t. I , I I
Hoernes M .
1925 Urgeschichte der bildenden Kunst in Europa, Wien
Holmberg U.
1964 Finno-Ugric, Siberian, (w:) C. J. A. MacCulloch (red.), The
Mythology of All Races, New York, t. IV
Hrbek I . , Petraćek К.
1971 Mahomet, Warszawa
Huxley A.
1991 Drzwi percepcji. Niebo i piekło. Warszawa
Janicka K.
1985 Światopogląd surrealizmu, Warszawa
Janszina E. M .
1984 Formirowanije i razwitije driewniekitajskoj mifologii, Moskwa
Jaynes J.
1976 The Origin of Consciousness in the Breakdown of the Bicameral
Mind, Boston
Jewsjukow W. W.
1985 Kosmogonija kitajskogo nieolita po izobrażienijam na kieramikie

52

1

kultury Janszao, (w:) W. J. Łaricziew (red.). Driewnije kultury
Kitaja. Paleolit, nieolit i epocha mietalla, Novosibirsk, s. 56-86
1988 Mifologija kitajskogo nieolita, Novosibirsk
Juan Ke
1987 Mify driewniego Kitaja, Moskwa
Kant I .
1973 Domniemany początek historii ludzkiej, (w:) Filozofia niemiec­
kiego Oświecenia, Warszawa, s. 472-478
Keys D.
1992 Stone Age temple discovery offers scientificfirst, „Independent"
z 27 lipca
Kozubska E., Tomkowski J.
1993 Mistyczny świat Wiliama Blake'a, Milanówek
Krzak Z.
1993a From panshamanism to panrationalism. An outline of evolution
of human thought from the Stone Age to the twentieth century,
„Archeologia Polski", t. XXXVIII, z. 1
1993b Od panszamanizmy do panracjonalizmu. Zarys ewolucji
myśli ludzkiej od epoki kamiennej po wiek XX, „Nauka
Polska", nr 6
Kunstler M. J.
1981 Mitologia chińska, Warszawa
Manry R.
1976 Tinkerbelle, Gdańsk
Noll R.
1985 Mental Imagery Cultivation as a Cultural Phenomenen: The
Role of Visions in Shamanism, „Current Anthropology", t. 26,
nr 4, s. 443 -461.
Orygenes
1983 Przeciw Celsusowi, Warszawa
Piłaszewicz S. P.
1978 Afrykańska księga rodzaju, Warszawa
1986 W cieniu krzyża i półksiężyca, Warszawa
Publius Vergilius Maro
1987 Eneida, Warszawa
Rodinson M .
1991 Mahomet, Warszawa
Siemienow S. A.
1957 Piervobytnaja tiechnika, Moskwa
Sny
1989 Sny - wizje Świętego Jana Bosko apostola młodzieży, Warszawa
Sokolewicz z.
1986 Mitologia Czarnej Afryki, Warszawa
Swedenborg E.
br. w. O niebie i jego cudach również o piekle według tego co słyszano
i widziano, Warszawa
Taskim W. S. (tłum.)
1987 Go juj (Rieczi carstw), Moskwa
Wasilewski J.
1979 Podróże do piekieł, Warszawa
Ważyk A. (red.)
1976 Surrealizm. Teoria i praktyka literacka, Warszawa
Werner A.
1976 African, (w:) C. J. A. MacCulloch (red.), 77ie Mythology od AU
Races, New York, t. VII
Wierciński A.
1981 Antropogeneza - Ewolucja cywilizacji, Warszawa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10551" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10529">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e0c480c5cd824cfba0b7f430f8e26aa6.pdf</src>
        <authentication>0d33428d62fcc14b01b6951e850d57e5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125618">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:873</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125619">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125620">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125621">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:803</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125622">
                <text>Garncarstwo ludowe w dolinie Alto Chicama w północnym Peru / ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125623">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1, s.185-214</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125624">
                <text>Krzanowska, Roma; Krzanowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125625">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125626">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125627">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125628">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125629">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X : 1976 z. 1

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J KRZANOWSKI •

GARNCARSTWO LUDOWE W DOLINIE ALTO CHICAMA
W PÓŁNOCNYM PERU
Dolina Alto Chicarna leży w północnym Peru, w centralnej części ma­
sywu andyjskiego. Nazwą Alto Chicarna określany jest górny bieg rzeki
Chicarna, spływającej do Pacyfiku. Administracyjnie region ten należy
do prowincji Otuzco w departamencie La Libertad. W jednym z dystryk­
tów tej prowincji, Usquil, leży ośrodek garncarski Caulimalca, zaopatru­
jący całą dolinę Alto Chicarna (rye. 1). Caulimalca jest niewielką wsią
położoną na lewym zboczu doliny, na wysokości 2500 m n.p.m. Niedawno
została ona przecięta drogą łączącą Usquil z Huaranchal. Wieś liczy około
300 mieszkańców, utrzymujących się głównie z uprawy roli, a ponadto
zajmujących się garncarstwem. Z uwagi na wyspecjalizowanie się w t y m
rzemiośle Caulimalca słynie szeroko jako wieś garncarzy. Taka specjali­
zacja nie jest zresztą czymś nadzwyczajnym, gdyż np. sąsiednie Cuyuchugo to wieś plecionkarzy, a Coina — handlarzy. W samej Caulimalca w y ­
rabia się też, ale na małą skalę, gliniane, suszone na słońcu cegły do bu­
dowy domów oraz dachówki. Kilka rodzin zajmuje się również tkactwem.
W trakcie naszego pobytu w Alto Chicarna w 1973 r. (maj—grudzień)
przeprowadziliśmiy badania nad rzemiosłem, skupiając się głównie na
garncarstwie w Caulimalca. Region ten pod względem etnograficznym
nie był dotąd badany. Tak więc wszystkie materiały służące za podstawę
niniejszego opracowania zostały zebrane przez autorów bezpośrednio w te­
renie. Wykorzystano również ceramikę znajdującą się w bogatej kolekcji
prywatnej dr. O. Kaufmanna
W Caulimalca odwiedziliśmy większość garncarzy, a z dziewięcioma
wybranymi przeprowadziliśmy szczegółowe wywiady, posługując się kwe­
stionariuszem z zestawami pytań testowych . Pozwoliło nam to na uzy­
skanie, jak sądzimy, pełnego i reprezentatywnego obrazu garncarstwa
w Caulimalca.
2

1

Dr Oswald Kaufmann jest założycielem szpitala i dyrektorem Fundación M é dico-»Social, utrzymującej na zasadach charytatywnych wiejski ośrodek zdrowia
w L a Huaca, w bezpośrednim sąsiedztwie Caulimalca.
Kwestionariusz został opracowany przez autorów z uwzględnieniem specy­
ficznych w a r u n k ó w miejscowych.
2

�186

Rye. 1. Mapa północnego Peru z zaznaczonymi ośrodkami garncarskimi

Proces wyrobu ceramiki składa się z szeregu etapów: zebranie surow­
ca, przygotowanie masy garncarskiej, wyrób naczyń, suszenie i wypalanie.
Glina nadająca się do wyrobu naczyń nie występuje w obrębie wsi
Caulimalca. Wydobywa się ją około 1 km na północny wschód, w pobliżu
wsi Coina. Kopanki gliny leżą więc na polach, należących do mieszkań­
ców Coina, iktórzy jednak ceramiki nie w y r a b i a j ą . Tak więc Oaulimalca
to wieś garncarzy, którzy (poza nielicznymi wyjątkami) nie mają własnych
źródeł surowca. Zdobycie go stwarza pewne trudności z uwagi na to, że
prawie wszystkie złoża gliny leżą na polach uprawnych i ich właściciele
z Coina niechętnie zgadzają się na eksploatację. Glinę oczywiście odstę­
pują nie bezinteresownie. Według relacji garncarzy surowiec kupują oni
3

Jedyny wyjątek to garncarka w L a Fundición, przysiółku Coina.

�GARNCARSTWO LUDOWE W P E R U

4

187

5

płacąc po 10 do 20 s o l ó w za saco , przy czym zapłatą może być też
kilka wykonanych przez nich garnków. Przynoszenie gliny z daleka i jej
stosunkowo wysoka cena to duże utrudnienia dla garncarzy z Caulimalca,
na które też niejednokrotnie narzekali w rozmowach.
Glina nadająca się na ceramikę występuje w ściśle określonych miej­
scach w formie tzw. vetas (żyły, pokłady). Jak mogliśmy się przekonać,
jest to glina powstała ze zwietrzenia skał magmowych, intruzywno-wylewnych, typu andezytowego. Mimo że intruz je andezytowe występują
dość często na obszarze A l t o Chicarna, to jedynie okolice Coina dostar­
czają glinki garncarskiej. Być może przyczynia się do tego domieszka
zwietrzałych iłołupków, które są przecięte intruzją.
Z tych samych okolic, co glinę, przynosi się też kamień (zwietrzały
andezyt), który następnie jako tłuczeń służy do schudzania gliny.
Przyniesioną glinę suszy się, a następnie rozdrabnia i przesiewa. Roz­
drabniania dokonuje się specjalnym, tylko do tego celu używanym, 'drew­
nianym młotem, zwanym masu (ryc. 2). Jest to walcowaty tłuczek dużych
rozmiarów (całkowita d ł u g o ś ć 1—1,3 m) wykonany z jednego kawałka
6

Ryc. 2. Ubijanie gliny z tłuczniem
Fot. A. Krzanowski
4

1 dolar U S A = 43,38 solów.
Rozpowszechniona w Sierra Norte miara towarów sypkich, głównie kuku­
rydzy, ziemniaków, itp: Saco (hiszp.), to worek dawniej tkany z w e ł n y , obecnie
coraz częściej nylonowy, o wymiarach 80 X40 cm.
Przy wszystkich lokalnych nazwach związanych z garncarstwem zastosowano
pisownię hiszpańską.
5

6

�188

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

drzewa eukaliptusowego. Masu jest używany także do rozbijania kamieni
i przygotowywania odpowiedniego- tłucznia. Rozdrabnianie gliny i ka­
mieni odbywa się na specjalnym placu, zwanym huetron (ryc. 2). Jest
on okrągły, o średnicy około 2 m, w całości brukowany płytami kamien­
nymi i wgłębiony w ziemię na około pół metra. Huetron znajduje się zaw­
sze blisko domu i posiadają go wszyscy stele trudniący się garncarstwem.
Glinę po rozdrobnieniu przesiewa się, odrzucając większe grudki i ka­
mienie.
Następnie glinę i tłuczeń miesza się razem, zwykle w stosunku 2 : 1
(ale także 1 : 1), przy czym proporcje te nie są zbyt ściśle przestrzegane.
Na huetronie formuje się stożek z tak przygotowanego' surowca i dodając
stopniowo wody tworzy masę garncarską. Glinę miesza się ugniatając
rękami lub nogami i tak przygotowaną przenosi do ocienionego miejsca,
gdzie (stale uzupełniana wodą) jest przechowywana przez okres 15 do
30 dni. Tak długo przechowują glinę tylko niektórzy garncarze, prze­
ważnie ci, którzy mają opinię najlepszych. Zwykle gliny używa się już
po 2—3 dniach lub wręcz od razu po- zmieszaniu z wodą i ugnieceniu.
Wszystkie naczynia wykonuje się z form. Jest to' reguła, od której nie
ma żadnych wyjątków. Garncarze nie wiedzą nawet o istnieniu innych
sposobów produkcji ceramiki. Formy, którymi się posługują, umożliwiają
tworzenie naczyń o ograniczonej ilości typów kształtów i do' pewnego
stopnia także typów wzorów zdobniczych. Nie wytwarza się nowych ro­
dzajów form — będące w użyciu służą wielokrotnie w procesie wyrobu
naczyń, a gdy ulegną zniszczeniu, reprodukuje się je na podstawie istnie­
jącego naczynia danego typu. Garncarze nie pamiętają przypadku stwo­
rzenia nowego rodzaju formy, a zapytani wprost, nawet nie wyobrażają
sobie takiej możliwości.
Formy są gliniane i wykonywane z tego samego surowca, co naczynia.
Tworzy się je w następujący sposób: zewnętrzną powierzchnię naczynia,
z którego ma powstać forma, owija się dokładnie cienką tkaniną, co ma
zapobiec przywarciu gliny; następnie oblepia się naczynie w a r s t w ą gliny
0 grubości mniej więcej 2 cm, rozcinając ją po krótkim suszeniu na dwie
symetryczne części, przy czym cięcie prowadzi się tak, aby jeśli naczynie
posiada ucha lub inne elementy wystające, przechodziło ono przez nie.
Po dalszym, parugodzinnym suszeniu rozwiera się obie połówki formy,
wygładza ich wewnętrzne powierzchnie usuwając ślad odbitej tkaniny
1 ewentualne uszkodzenia, po czym żłobi się negatywowy rysunek wzoru
zdobniczego. Tak przygotowaną formę suszy się i wypala identycznie,
jak naczynia.
Przy wyrobie naczyń poza formą używane są następujące narzędzia:
chungo — otoczak rzeczny, najczęściej z twardego kwarcytu; caZZo (calZúa) — płaski, wygładzony kawałek drewna eukaliptusowego, wydłużony
w kształcie, z jednej strony okrągły, z drugiej ostro zakończony; bavana —
kawałek miękkiej skóry, najczęściej cielęcej i niewielki metalowy nożyk.

�GARNCARSTWO LUDOWE W PERU

189

Ryc. 3. Wylepianie połówki formy. Wokół garncarki naczynia podsychające w formach
Fot. A. Krzanowski

Wyrabianie naczynia rozpoczyna garncarz od włożenia grudy gliny
do wnętrza połówki formy trzymanej na kolanach. Grudę t ę uklepuje na
placek i rozprowadza po całej powierzchni brzuśca. Następnie formuje
z gliny wałki wkładając je w miejsce uch (jeśli naczynie takowe posiada).
Dalej nakłada i rozprowadza glinę na kołnierzu, wypełniając ostatecznie
całą formę (ryc. 3). Teraz wygniata i ubiją silnie glinę palcami oraz wygła­
dza ją z grubsza dłonią. Po skropieniu wodą dokładnego wygładzenia do­
konuje posługując się chungo (ryc. 4). Nadmiar gliny wystającej poza for­
mę obcina nożykiem. W identyczny sposób wypełnia też drugą część for­
my. Następnie obie połówki ł ą c z y ze sobą, wygładzając starannie od
wewnątrz miejsca spojenia .
Po 2-3-godzinnym podsuszeniu (ryc. 3) formę rozwiera się i wyjmuje
surowe naczynie. W miejscach spojeń wygładza się jego powierzchnię ze­
wnętrzną za pomocą chungo, a używając callua nadaje się ostateczny
kształt brzegowi kołnierza. Końcowego wygładzenia dokonuje garncarz
używając namoczonej w wodzie bavany. Tak przygotowane naczynie
ustawia się na 3 godziny na rosca (ryc. 4), czyli krążku uplecionym
7

8

7

Przy dużych naczyniach prawidłowe połączenie połówek form ułatwiają znaj­
dujące się na nich nacięcia.
Jeśli naczynie posiada ujście tak małe, iż niemożliwe jest w ł o ż e n i e doń dłoni,
wygładzenia dokonuje się używając nabitego na patyk małego jabłka.
8

�190

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

Ryc.

5. Wypalanie naczyń
Fot. A. Krzanowski

�GARNCARSTWO LUDOWE W P E R U

191

z trzciny, szmat i skóry. Ma to zapobiec wypaczeniu naczynia podczas su­
szenia. Teraz następuje ostateczne polerowanie przy użyciu chungo ca­
łej powierzchni naczynia wolnej od zdobień. Następnie naczynie suszy
się około dwóch dni na zmianę: raz w cieniu, raz w słońcu.
Kolejnym etapem jest wypalanie wysuszonych naczyń. Dokonuje
się go w specjalnie przygotowanym ognisku. Naczynia układa się w ko­
piec tak, by otwór jednego naczynia przytykał do półokrągłego brzuśca
drugiego. Na kopiec ten składa się nieraz 'kilkadziesiąt naczyń, przy czym
większe znajdują się zawsze u spodu, natomiast na nich spoczywają
mniejsze. Całość otoczona jest wieńcem starych, potłuczonych i wypalo­
nych garnków, które oprócz osłony od wiatru, ułatwiają również wła­
ściwe ułożenie materiału służącego do wypalania. Składają się n a ń szcza­
py drewniane, wysuszone odchody krowie lub ośle i sucha trawa. Tak
przygotowany stos, zwany hogata, podpala się równocześnie ze wszy­
stkich stron i utrzymuje ogień przez cały dzień (ryc. 5).
Ten sposób wypalania wymaga starannego ułożenia zarówno naczyń,
jak i materiału opałowego, gdyż wiele naczyń pęka w żarze ogniska, lub
też są wypalone nierównomiernie, z czarnymi albo szarymi, plamami.
Wypalanie kończy proces wyrobu naczyń, gotowych już teraz do użyt­
ku (ryc. 6).
Cechą wyróżniającą ceramikę Alto Chicarna spośród innych, sąsied­
nich ośrodków garncarskich, jest całkowity brak malowania. Wszystkie

Ryc. 6. Ś w i e ż o wypalone naczynia
Fot. A. Krzanowski

�192

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

wyroby rnaja naturalny kolor wypalonej gliny, to jest ceglasto- lub
kremowoczerwony, a skutkiem nierównomiernego wypalenia posiadają
często •nieregularnie szare lub czarne plamy. Glina jest gruboziarnista,
a grubość ścianek wynosi średnio 5 mm, przy dużych naczyniach osiąga­
jąc 12—15 mm. Powierzchnia zewnętrzna naczyń jest gładzona, a cza­
sem nawet polerowana do połysku, przy czym nie dotyczy to miejsc po­
krytych reliefową dekoracją, które są nierówne i porowate, tzn. takie,
jakie pozostały po odjęciu formy.
W Caulimalca wytwarzane są naczynia różnych typów, w obrębie
których część jest czasem zdobiona. Tak typy naczyń, jak! i motywy
zdobnicze mają swe nazwy, wyłącznie z nimi związane, którymi precy­
zyjnie posługują się zarówno garncarze, jak i użytkownicy. Ponadto po­
szczególne rodzaje naczyń mają określony zakres zastosowań. W trakcie
naszych badań w dolinie Alto Chicarna stwierdziliśmy, iż obecnie oraz na
przestrzeni ostatnich kilkunastu lat wytwarzana była ceramika o 39 róż­
nych kształtach. Kształty te, a także przeznaczenie naczyń, wzięliśmy
za podstawę podziału na następujące typy (tab. 1): garnki,
callanas,
misy, dzbany, kubki, urpus, tinajones, naczynia figuralne, inne.
Tab. 1

Typy ceramiki

Ilość odmian
w obrębie
typu

Przeznaczenie

do gotowania
do prażenia i smażenia
do jedzenia i mycia się

75
9
7

do przechowywania pły­
nów
do picia
do fermentacji i przecho­
wywania chicha
do przechowywania pły­
nów lub ziarna

5

garnki
callanas
misy

3
3
4

dzbany

7

reliefowa rzadko brak
brak
brak wyjątkowo relie­
fowa
reliefowa czasem brak

kubki
urpus

4
3

brak rzadko plastyczna
brak

tinajones

1

brak

naczynia
figuralne
inne

10
4

Udział
w produkcji
w 1973 r.
w%

Dekoracja

plastyczna rzadko naci­
nana lub reliefowa
plastyczna reliefowa
odciskana

2
1,5
0
0,5

?

0

G a r n k i . Są to naczynia najczęściej wyrabiane i stanowią około
75% bieżącej produkcji. Wytwarzają je wszyscy bez wyjątku garncarze.
Spowodowane jest to przede wszystkim powszechnością zastosowania tych
9

9

Dane te są przybliżone i zostały oszacowane na podstawie ilości naczyń, które
były produkowane w warsztatach w trakcie badań terenowych oraz o wielokrotne
obserwacje dokonywane na targach w Coina i Usquil.

�193

GARNCARSTWO LUDOWE W PERU

naczyń w gospodarstwie domowym. Gotuje się w nich i przechowuje je­
dzenie. W typowej kuchni takich naczyń znajduje się około 10, a częste
używanie powoduje szybkie ich niszczenie. Dlatego też popyt na te na­
czynia jest nieustanny i największy. W Alto Chicama opisywane garnki
określa się nazwą olla , a od niej wszystkich garncarzy nazywa się
oZZereros.
OZZa (ryc. 7: 1-3) ma brzuisiec elipsoidalny, przy czym jego średnica
jest zawsze większa od wysokości mniej więcej o V . Szerokie ujście jest
obrzeżone niezbyt wysokim kołnierzem rozchylonym na zewnątrz. Przy
zbiegu kołnierza z brzuścem umieszczone są symetrycznie po obu stronach
naczynia niewielkie ucha. Mniejsze garnki robione są również bez uch.
Przy zachowaniu wyżej opisanego kształtu i proporcji, garnki wytwa­
rzane są w całej gamie rozmiarów. Największe mają średnicę brzuśca
około 50 cm, a najmniejsze około 8 cm (ryc. 8), przy czym głównie produ­
kowane są garnki o rozmiarach pośrednich. Wśród nich, posiadaniem i n ­
dywidualnej nazwy wyróżnia się garnek cabelata. Jest to potoczne skró­
cenie określenia cabe una lata de agua na naczynie o pojemności jednej
puszki .
Inna szczególna odmiana to oZZa con tapa, czyli garnek z pokrywką
(ryc. 7: 3; 8). Naczynie i pokrywkę wykonuje się w osobnych formach,
których pojedyncze egzemplarze ma tylko jedna garncarkia. Oprócz posia­
dania pokrywki, naczynie to wyróżnia się nieco innym kształtem oraz
wypukłym, pionowym żeberkowaniem brzuśca.
Większość garnków (ok. 90%) ma brzuśce ozdobione reliefową dekora­
cją. Zdobienie wypełnia płaszczyzny identycznego kształtu, umieszczone
symetrycznie po obu stronach naczynia. Wzory dekoracyjne występują­
ce na garnkach są bardzo różnorodne (ryc. 15). Stwierdziliśmy, iż właśnie
na naczyniach tego typu występuje blisko 90°/o wszystkich wzorów stoso­
wanych przez garncarzy w Caulimalca. Owe reliefowe zdobienia, a także
różne Wielkości garnków, są właściwie jedynymi cechami, które różnicują
wewnętrznie ten typ naczynia. Kształty ich są niemal identyczne, nie
tworzą odmian, a tylko oZZa con tapa zasługuje na specjalne wyróżnienie
jako jedyne (nie tylko w tym typie, ale wśród wszystkich z Caulimalca)
posiadające pokrywkę.
Callanas.
Naczyń tego typu wytwarza się stosunkowo mało (ok.
9% bieżącej produkcji), ale są one popularne i powszechnie używane.
W gospodarstwie domowym służą do przygotowywania cancha (prażonych
ziarn kukurydzy, fasoli, bobu, kawy) oraz churrasco (smażonych kawałków
mięsa). Można więc powiedzieć, że spełniają one funkcję patelni.
10

3

1 1

12

1 0

Olla (hiszp.) — garnek, kocioł.
Cabe una lata de agua (hiszp.) — mieści jedną puszkę wody.
Popularna w całej sierra peruwiańskiej miara objętości płynów, zwłaszcza
wody lub benzyny, mierząca ok. 20 1. Do odmierzania używa się na ogół tej samej
wielkości puszek po olejach czy oliwie, stąd nazwa.
11

1 2

13 — Etnografia Polska, XX/1

�194

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

Opr. R. Krzanowska
Ryc. 7. Typy n a c z y ń produkowanych w Caulimalca:
1-3 — garnki; 4 — callanas; S-S — misy; 9-15 — dzbany. Powierzchnie zakreskowane w orygi­
nale pokryte są wzorem

�195

GARNCARSTWO LUDOWE W PERU

Ryc. 8. Dwie odmiany garnków o wysokości 7,5 i 13 cm
Fot. M. Doktor

Ten typ naczyń rozpowszechniony jest w całej peruwiańskiej sierra
i wszędzie nosi tę samą keczuańską nazwę — callanas. Mają one kształt
elipsoidalny (ryc. 7:4), przy czym wysokość stanowi /з średnicy naczy­
nia. Ujście o kształcie owalnym znajduje s .ę w górnej połowie naczynia,
nieco z boku (ryc. 9). U góry, powyżej ujścia, umiejscowione jest ucho.
Forma służąca do wyrobu callanas nie uwzględnia ucha, dlatego wiele na­
czyń tego typu jest go pozbawionych. Do innych, już po wyjęciu naczynia
z formy, ucho dolepia się prostopadle lub równolegle do ujścia. Wszystkie
callanas mają jednakowy kształt i różnią się między sobą tylko położe­
niem ucha lub jego brakiem oraz rozmiarami. Największe mają 28 cm
średnicy, a najmniejsze 8 cm. Te ostatnie są produkowane właściwie jedy­
nie jako zabawki dla dzieci.
Cechą charakterystyczną tego typu naczyń w rejonie Alto Chicarna jest
brak jakichkolwiek zdobień.
M i s y. Podobnie jak callanas misy są popularne i powszechnie u ż y ­
wane w gospodarstwie domowym. Służą one do jedzenia, przygotowywa­
nia potraw i mycia się.
Misy o dnie Zaokrąglonym mają średnicę od 10 do 34 cm (ryc. 7: 5, 7).
Misy o dnie płaskim (ryc. 7: 6) mają średnicę 20 cm i wykonuje je tylko
jedna garncarka. Wśród mis wyróżnia się tzw. cazuela (ryc. 7: 8) o dnie
lekko spłaszczonym, posiadająca na obrzeżeniu dwa płaskie uchwyty,
2

;

1 3

1 3

Cazuela (hiszp.) — rondel.

�196

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

Ryc. 9. Callanas o w y s o k o ś c i 10 i 15 cm
Fot. M. Doktor

umieszczone naprzeciw siebie. Cazuela jest wyrabiana w kilku wielko­
ściach, od 20 do 34 cm średnicy.
Zasadniczo misy nie są zdobione. Spotkaliśmy się tylko z jednym w y ­
jątkiem — reliefową dekoracją zewnętrznej powierzchni dna najmniejszej
miski (ryc. 7: 7).
D z b a n y . Są to naczynia bardzo popularne, aczkolwiek nie używa
się ich w gospodarstwie domowym w takiej ilości, jak garnków czy mis.
Służą do przechowywania różnych płynów, a zwłaszcza wody. Spośród
innych typów naczyń wyróżniają się bogactwem kształtów, (których (nie
licząc odmian w rozmiarach) zarejestrowaliśmy aż siedem (ryc. 7:9-15).
Najczęściej produkowane są dzbany o dużym, lekko elipsoidalnym brzuścu
(ryc. 7:9, 10) i wyraźnie zaznaczonym wysokim kołnierzu, mniej lub bar­
dziej rozchylonym. Na ogół posiadają jedno ucho, czasem mogą mieć dwa,
w sporadycznych zaś przypadkach są uch pozbawione. Dzbany te produ­
kowane są w różnych rozmiarach, od 11 do 32 cm wysokości.
Od opisanych wyżej, wyraźnie różnią się dzbany o smukłym kształcie,
cechujące się łagodnym przejściem kołnierza w brzusiec oraz płaskim
dnem (ryc. 7: 13-15). Stwierdzono występowanie trzech odmian tych
dzbanów, w t y m jeden bez ucha.
Ponadto zarejestrowano występowanie dwóch rodzajów dzbanów (ryc.
7:11, 12), które wydają się być formami przejściowymi pomiędzy
opisanymi już odmianami. Mają one wyraźnie odznaczające się, niewielkie
.kołnierze, nieco wydłużone brzuśce i płaskie lub lekko wklęsłe dna.
Dzbany o elipsoidalnym brzuścu w zasadzie (poza nielicznymi wyjątka-

�Opr. R. Krzanowska
Ryc. 10. Typy naczyń p r o d u k o w a n y c h w Caulimalca:
1-4 — kubki; 5-7 — urpus;

8 —

tinajones

�198

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

mi) są pozbawione dekoracji. Natomiast pozostałe z reguły ją posiadają,
przy czym, co charakterystyczne, powierzchnia pokryta zdobieniem relie­
fowym ma kształty zróżnicowane, całkowicie odmienne od typowych,
występujących na garnkach.
K u b k i . W Caulimalca zarejestrowaliśmy wytwarzanie kubków
w 4 odmianach. Są to naczynia stosunkowo' rzadko produkowane (ok. 2°/o
ogólnej produkcji). Są one małe, o wysokości od 8 do 12 cm (ryc. 10: 1-4).
Trzy z nich mają kształty proste o brzegach nieco rozchylonych ku górze,
przy czym mogą być one bez ucha, z uchem z boku iub z pałąkowatym
uchwytem. Kubki te nie są zdobione, choć w jednym przypadku w dol­
nej części występują drobne rowki (ryc. 10: 3).
Nieco odmienny od wyżej opisanych jest kubek z dzióbkiem, który
kształtem przypomina nieco dzbanek. Wyróżnia się on ponadto posiada­
niem na brzuścu wypukłej aplikacji przedstawiającej najprawdopodobniej
lamę (ryc. 10:4).
Urpus.
Są to największe z obecnie produkowanych naczyń i przezna­
czone wyłącznie do przygotowywania chicha . Wytwarza się ich niewie­
le, chociaż produkcja nie ma charakteru zanikającego. Wprost odwrotnie,
mają one stały zbyt. W całej zresztą peruwiańskiej sierra ten typ naczyń
służy do wyrobu chicha i wszędzie nosi keczuańską nazwę urpu.
Produkowane w Caulimalca mają prawie kulisty kształt brzuśca i dość
wysoki, rozchylony kołnierz (ryc. 10: 5, 6), u podstawy którego dodawany
jest czasem pogrubiający wałek. Jedynie jego posiadanie lub brak różni
między sobą naczynia, gdyż wielkość jest zawsze stała (47 cm wysokości
i 42 cm średnicy brzuśca).
W niektórych domach wsi Caulimalca spotkać można jeszcze inny
typ urpu (ryc. 10: 7), cechujący się brakiem kołnierza oraz posiadaniem
pary uch na górnej części brzuśca. Aczkolwiek pojedyncze egzemplarze
tego rodzaju naczynia są ciągle używane, to obecnie już się go- nie w y ­
twarza. Urpus nie są zdobione. Czasem powleka się je natomiast żywicą
z krzewu tayu, co nie ma na celu ozdobienia ich, lecz zapewnienie więk­
szej szczelności.
W Caulimalca urpus robią tylko nieliczni garncarze, gdyż wytwarzanie
ich uznane jest powszechnie za trudne. Duża wielkość naczynia wymaga
znacznego nakładu pracy i dobrej znajomości rzemiosła podczas samego
procesu wyrobu, a i wypalanie nie jest łatwe, gdyż wiele urpus pęka
w ognisku.
Tinajones.
Typ ten jest reprezentowany przez naczynie, którego
jedyny będący w użyciu egzemplarz, spotkaliśmy w Caulimalca. Obecnie
tinajones
nie są już produkowane. Przeznaczone one były na magazy­
nowanie wody lub przechowywanie ziarna czy innych produktów.
u

1 5

14

Chicha (keczua) — alkoholizowany napój w rodzaju piwa, produkowany ze
sfermentowanej kukurydzy.
Tinajón (hiszp.) — wielki dzban, balia.
15

�199

GARNCARSTWO LUDOWE W P E R U

Tinajón, który t u opisujemy (ryc. 10: 8), jest największym ze stwier­
dzonych przez nas naczyń. Posiada owoidalny brzusiec o średnicy 54 cm,
przechodzący w szerokie ujście z prostym kołnierzem. Całkowita wysokość
naczynia wynosi 63 cm. Pozbawione jest ono jakichkolwiek dekoracji.
N a c z y n i a f i g u r a l n e . Wyróżniliśmy ten typ ze względu na
kształt naczyń, będący odwzorowaniem głównie zwierząt. Są one pokazane
na tyle realistycznie, na ile pozwala technika ich produkcji. Przedstawiają
przede wszystkim kaczki (ryc. 11:1-4) oraz inne ptaki. Ponadto za wzór
dla kształtu naczynia posłużył w jednym przypadku byczek oraz w jed­
nym prawdopodobnie pancernik. Tak charakterystyczne kształty naczyń
wymagają szczegółowego omówienia.
1

0

5

i

1

10 cm
i

Opr. R. Krzanowska
Ryc.

1:1. Typy naczyń produkowanych w Caulimalca:
1-10 — naczynia figuralne; 11-14 — inne

�200

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

Spośród kaczek dwie są faktycznie naczyniami posiadającymi niewiel­
kiej średnicy ujście zaopatrzone w stosunkowo wysoki kołnierz (ryc.
11: 1,2). Dwie pozostałe są natomiast skarbonkami. Otwór wrzutowy na­
dający im tę funkcję wycina się już po wyjęciu figurki kaczki z formy.
Skarbonka przedstawiona na ryc. 11:3 wyróżnia się posiadaniem uchwytu
strzemieniowegO', tak charakterystycznego dla przedkolumibijskich naczyń
kultur Chimu czy Mochica. W tamtych jednak naczyniach strzemię to
było zarazem i uchwytem i ujściem, podczas gdy w kaczce z Caulimalca
jest to tylko uchwyt, pełny w środku.
Inne ptaki (ryc. 11:5-7) trudno zidentyfikować, wyjąwszy naczynie
zwane perdeztita (ryc. 11: 6).
Figurka byczka (ryc. 11:8; 12) została przystosowana do funkcji naczy­
nia poprzez wymodelowanie ujścia na zadzie oraz ucha na grzbiecie.
Istnieją odmiany byczków, różniące się niewielkimi szczegółami, takimi
jak umieszczanie reliefowego zdobienia z obu stron tułowia lub dodawa­
nie jarzma na rogach. Niewielka figurka prawdopodobnie pancernika
(ryc. 11:9; 12) posiada ujście w grzbiecie, nadające jej symboliczną funk­
cję naczynia (faktycznej zaprzecza zbyt mała pojemność).
Ostatnim, czyli dziesiątym ze spotkanych przez nas naczyń figuralnych,
jest tzw. huaco (ryc. 11:10), które zachowując uproszczony kształt ptaka
(owalny brzusiec z wymodelowanym zarysem skrzydeł oraz domniemany
ogon zamieniony w ujście) posiada głowę o ludzkich rysach. Huaco to
zniekształcona nazwa keczuańska , stosowana dziś w języku hiszpańskim
na oznaczenie figurek lub naczyń przedkolumbijskich, zwłaszcza o ce­
chach kultowych.
Przeznaczenie naczyń figuralnych jest niejasne. Garncarze w zasadzie
nie wyrabiają ich obecnie, choć do większości z nich posiadają formy.
Twierdzą, że nie ma na nie zbytu. Większość z tu opisanych pochodzi z ko­
lekcji dr. K¡aufmanna.
I n n e . Do żadnego z poprzednich typów nie mogła być włączona zgru­
powana t u ceramika. Z czterech jej rodzajów tylko jeden jest naczyniem
(ryc. 11:11; 13), a mianowicie dzbankiem o dość prostych kształtach. Od
opisanych już dzbanków wyróżnia się posiadaniem na brzuścu modelowa­
nej ozdoby w postaci kotopodobnego zwierzęcia. Głowa, łapy i ogon są
wyraźnie widoczne, aczkolwiek pozbawione szczegółów, natomiast roz­
płaszczony tułów zaledwie zamarkowany występem wokół kołnierza. Brzu­
siec ozdobiony jest również obustronnie oryginalną dekoracją reliefową,
wykonaną taką samą techniką, jak na garnkach i innych dzbanach. Jed­
nakże, co jest rzadkością, reliefy po obu stronach nie są — mimo zacho­
wania ogólnego schematu — identyczne. Poza tym również wzór różni się
1 6

17

18

16

Perdeztita (hiszp.) — przepiórka.
Uzyskanie od w y t w ó r c y informacji na ten temat nie było możliwe, gdyż na­
czynie to pochodzi z kolekcji dr. Kaufmanna i nie jest obecnie produkowane.
Od huaca — miejsce lub przedmiot kultu.
1 7

1 8

�GARNCARSTWO LUDOWE W P E R U

201

Ryc. 12. Naczynia figuralne: byczek, wys. 14 cm; pancernik (?), wysokość 6,5 cm
Fot. M. Doktor

zasadniczo od spotykanych na innych naczyniach. Dzban ten nosi nazwę
huaco, podobnie jak wcześniej już opisane naczynie figuralne.
Pozostałe rodzaje ceramiki pochodzą z kolekcji dr. Kaufmanna. Nie są
one obecnie wyrabiane i nie znamy ich przeznaczenia. Żadne nie jest na­
czyniem.
Figurka (ryc. 11: 12; 13) przedstawia w sposób uproszczony postać ko­
biety w długiej sukni z rękoma wspartymi na biodrach. Zaznaczone są
Wyraźnie piersi oraz — odciśnięte prawdopodobnie za pomocą patyczka
lub trzciny — oczy i usta. W kolekcji dr. Kaufmanna znajdują się trzy
takie figurki, o różnych rozmiarach i proporcjach. Największa ma 17,5 cm
wysokości, średnia 16 cm, a najmniejsza 10,5 cm. Tułów figurki jest peł­
ny, natomiast stożkowata część dolna (spódnica) pusta, ale zasklepiona
u spodu płaskim dnem. Odmienne proporcje figurek oraz pewne szczegóły
techniki wykonania wskazują, iż zostały one ulepione, a nie wyproduko­
wane z form. Technika lepienia i odciskania jest wyjątkowa i obecnie
w Alto Chicarna nie stosowana. Opisane figurki były naj prawdopodobniej
zabawkami.
Trzeci rodzaj tej nietypowej ceramiki to przypuszczalnie kadzielnica
(ryc. 11: 13). Ma ona kształt ściętego stożka otwartego u góry i zaopatrzo­
na jest w cztery niewielkie otworki służące być może do jej zawieszania.
Ostatnim egzemplarzem w tej grupie jest ceramika (ryc. 11: 14), której
przeznaczenia z uwagi na dziwny kształt trudno' się nawet domyślać (być
może była to grzechotka lub skarbonka). Pusty w środku, nieregularny
stożek ma z boku podłużny, niewielki otwór.

�202

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

Garncarze z Alto Chicarna ozdabiają niektóre ze swych wyrobów sto­
sując różne techniki (tab. 1). Zasadnicza jest dekoracja reliefowa, nato­
miast inne, takie jak odciskanie, nacinanie i modelowanie, występują
bardzo rzadko.. Te trzy ostatnie nie są nigdy stosowane dla tworzenia sa­
modzielnych motywów zdobniczych, a jedynie wyodrębniają lub podkre­
ślają pewne elementy na naczyniach figuralnych.
Dekoracja reliefowa powstaje równocześnie z naczyniem, dzięki wzo­
rom wyżłobionym na wewnętrznej powierzchni formy. Efektem stosowa­
nia takiej techniki jest otrzymanie lekko wypukłego (na ok. 1-2 mm) wzo­
ru. Reliefowe zdobienie występuje zasadniczo tylko na dwu typach na­
czyń, t j . garnkach i dzbanach, a ściślej na ich hrzuścach. Wyjątkami są:

Ryc. 13. Huaco o wysokości 17 cm i laleczka o wysokości 17,5 cm
Fot. M. Doktor

jedna odmiana misy, ze wzorem reliefowym na dnie, byczek zdobiony
w ten sposób na bokach swego tułowia oraz dzbanopodobne naczynie,
zwane huaco.
Dekoracja reliefowa obejmuje symetryczne powierzchnie po obu stro­
nach brzuśca. Prawie zawsze mają one jednakowy kształt i identyczny
wzór. Jeśli już w jakimś przypadku wzór ten różni się po obu stronach
naczynia, to jedynie pojedynczym motywem, przy zachowaniu ogólnego
tematu i układu. Ozdobione powierzchnie mają w uproszczeniu najczę­
ściej kształt prostokąta o lekko zaokrąglonych bokach lub półkola, zwró­
conego łukiem k u dołowi (ryc. 15). Takie właśnie są typowe dla wszy­
stkich zdobionych garnków. Na dzbanach zdobienie umieszcza się na po­
wierzchniach o innych kształtach, bardziej nieregularnych (np. ryc. 7:15).
Kształt ozdobionej powierzchni nie wydaje się mieć związku z motywami

�203

GARNCARSTWO L U D O W E W P E R U

dekoracyjnymi, gdyż identyczne wzory spotyka się zarówno na powierzch­
niach „prostokątnych", jak i półkolistych. Są one często podzielone liniami
poziomymi (np. ryc. 15: 3, 12) lub rzadko łukowatymi (ryc. 15: 11) na pola,
w obrębie których występuje jeden lub kilka motywów, ułożonych r ó w ­
nież poziomo. Przy braku podziału na pola (25% przypadków) poszczeTab. 2

Grupy motywów

motyw 1
motyw 2
motyw 3
motyw 4
motyw 5
motyw 6
motyw 7
motyw 8
motyw 9
motyw 10
motywy geometryczne
motyw 11
motyw 12
motywy fitomorficzne
motyw 13
(zoomorficzny)

Ilość odmian w grupach
w stosunku do całkowitej
ich liczby w %
3
11
6
1
18
5
3
13
16
1
76
11
11
22
1

Częstotliwość stoso­
wania motywów we
wzorach w %
5
14
6
poniżej
29
9
poniżej
9
10
poniżej
83
14
3
17
poniżej

1

1

1

1

gólne użyte do dekoracji motywy zachowują ową poziomość (ryc. 15:2).
Taki układ jest jedną z głównych cech. charakterystycznych zdobnictwa
ceramiki z Caulimalca.
Ogółem stwierdzono' 64 odmiany motywów podstawowych, z których
wiele posiada wspólny rdzeń lub cechy zbliżone, pozwalające na połącze­
nie tych motywów w 13 grup (ryc. 14). Najbardziej zróżnicowane są moty­
w y geometryczne, obejmujące 76% wszystkich odmian (tab. 2). Dużo
mniejszą różnorodnością cechują się motywy fitomorficzne, natomiast brak
odmian jedynego stwierdzonego motywu zoomor licznego. Na ogół propor­
cjonalna do ilości odmian w grupach jest częstotliwość stosowania poszcze­
gólnych motywów we wzorach (tab. 2). I tlak motywy geometryczne, naj­
bardziej zróżnicowane, są stosowane najczęściej (83%).
Składają się one z elementów podstawowych, takich jak: kropki, linie
proste, zygzakowate i faliste, łuki oraz proste figury geometryczne. Wiele
motywów powstało dzięki kombinacji kropek z innymi elementami pod­
stawowymi. W grupie 1 (ryc. 14) znajdują się wyłącznie kropki, których
układ pozwolił na wyodrębnienie dwóch motywów. Kropki w dekoracjach
są licznie reprezentowane, ale jako odrębny motyw występują one dość
rzadko, a jeśli, to najczęściej w postaci rzędu. Grupa 2 to motywy złoża1

�204

BOMA KRZANOWSKA, ANDRZEJ

KRZANOWSKI

ne z prostych kresek. Na uwagę zasługują t u motywy 2c-e zbudowane
z krótkich, pionowych lub ukośnych kresek. Prawie zawsze występują
one jako jedyny motyw na danym naczyniu, pokrywając całą dekorowaną
powierzchnię (ryc. 15: 1). Naczynia tak ozdobione mają swoją nazwę —
ollas de piedra (garnki z kamienia). W trakcie prac terenowych nie udało
się nam ustalić pochodzenia tej nazwy.
W grupie 2 najczęściej stosowany jest motyw ukośnych kresek (ryc.
14: 2f). Znacznie rzadziej występuje jego kombinacja z kropkami (ryc.
14 : 2g), mimo iż posiada własną nazwę: palitos (patyczki) lub fósforos
(zapałki).
Grupę 3 tworzą motywy powstałe z przecinających się l i n i i prostych,
budujących w ten sposób siatkę kwadratów lub rombów. Często stanowią
one jedyną dekorację naczynia i mają też własne nazwy, пр. За i 3b —
cuadrángulos (czworokąty) oraz 3c — coco. Ta ostatnia nazwa wymaga
wyjaśnienia, gdyż nie chodzi t u bynajmniej o owoc palmy kokosowej,
lecz o popularną zabawę dziecięcą, polegającą na przeplataniu palcami
sznurowej pętli. Tworzą się wtedy różne figury geometryczne, a jedna
z nich przypomina właśnie „coco",
Najpopularniejszą (tab. 2) grupę stanowią motywy oparte na l i n i i zyg­
zakowatej (ryc. 14: 5). Przez garncarzy z Alto Chicarna jest ona nazywa­
na qenqu .
W grupie 8 umieszczono motywy powstałe na bazie łuków, prawie
zawsze połączonych ze sobą w szereg, przy czym mogą one być zwrócone
wypukłościami w górę lub w dół.
Ostatnią ważną grupę (9) motywów geometrycznych stanowią linie fa­
liste. Nazywane są one przez garncarzy cerros (góry) lub qenqu. To
ostatnie określenie używane jest również dla zygzakowatych motywów
grupy 5. Jak mieliśmy okazję się przekonać, niektórzy garncarze traktują
te dwie grupy jako identyczne, nie uważając za istotną różnicę pomiędzy
ostrymi załamaniami linii zygzakowatej a łagodnym przebiegiem l i n i i
falistej. Mogłoby to sugerować, że zróżnicowanie tych grup nastąpiło sto­
sunkowo późno w ewolucji motywów.
Motywy fitomorficzne zostały podzielone na dwie grupy (11 i 12).
Podstawowym elementem grupy 11 jest schematycznie narysowane drzew­
ko (Ha), do którego dodawane są czasem jakby „doniczki" ( l i b , с, g) oraz
kropki na gałązkach, mogące imitować kwiaty i owoce (lld-g). Motywy
grupy 11, mimo niemal identyczności, są wyraźnie dzielone przez garnca­
rzy z Alto Chicarna na palmitas
(bez kropek) i alverjitas
(z kropka­
mi). Od grupy 11 wyraźnie wyodrębniają się pozostałe motywy fitomor­
ficzne (grupa 12). W zdobnictwie pojawiły się one niedawno i dopiero
19

2 0

19

2 0

Qenqu (keczua) — linia zygzakowata.
Palmita (hiszp.) — dosłownie palma, liść palmy; przenośnie drzewko lub ga­

łązka.
21

2 1

Alverjita

(hiszp.) — bób.

�205

GARNCARSTWO LUDOWE W PERU
Motyw
g

1

O O O O O O O

o o

o „

o

0

o
g

f
Motyw
a

с

j
d

2
9

111111
111 I I

J

I M i I I
M M I I
M M I I

1

M M I I

'.V,
V i , ,'iV
1

" I I I

II

e

'//V/V/'

f

/ / / / / / / / / / /

g rrrrrrrnr
Motyw

! ¿ % ^ £ ^ ^

3

Motyw
a

6

Х Х Х Х Х Х Х Х

b O
с O
Motyw
a

Motyw

10

Motyw

11

a

ii

b

d

tú

f
7

/2\

g

a

Motyw

Motyw 8
V_y v ^

^£

v_y

b

a ¿T*

Motyw

k

Motyw

5

12

\f

&lt;&lt;&lt; &lt;

о

Л Л А А

ьA A M
с A A A A

Motyw
S

13

7
Opr. К. Krzanowska

Ryc. 14. Zestawienie m o t y w ó w zdobniczych ceramiki z Caulimalca

�206

KOMA K R Z A N O W S K A , A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

zaczynają zdobywać popularność. Znani są ich autorzy, którzy też stale
tworzą nowe odmiany tych motywów. W odróżnieniu od palmitas i alverjitas, nazywane są one flores . Generalnie uwidacznia się t u tendencja
ku bardziej realistycznemu przedstawianiu roślin (np. 12d, e, g).
Jedynym reprezentantem motywów zoomorficznych jest schematyczny
rysunek ptaka (motyw 13). Spotkaliśmy go tylko na jednej formie naczy­
nia, należącej do garncarki, która motyw ten stworzyła.
Oprócz motywów powyżej wymienionych i pokrótce opisanych oraz
zamieszczonych na ryc. 14, w kilku przypadkach stwierdziliśmy umie­
szczanie we wzorze pojedynczych liter alfabetu, takich jak A, d, M i N
(ryc. 15: 7). Litery te nie mają żadnego specjalnego znaczenia, nie są ani
znakami garncarskimi , ani też inicjałami nazwiska garncarza. Są one
traktowane wyłącznie jako motyw zdobniczy, a wybrano- te właśnie dlate­
go, że w zasadzie ich lustrzane odbicie jest takie samo, co upraszcza w y ­
konanie formy.
Wszystkie wyróżnione motywy dekoracyjne są niemal dowolnie łą­
czone w różne kombinacje, których przykłady pokazano na ryc. 15. Nie
zauważono żadnej świadomej tendencji w dobieraniu motywów przy
kompozycji wzorów, których ogółem zarejestrowano 97. Liczba ta obej­
muje zapewne większość, choć nie wszystkie z aktualnie stosowanych,
gdyż autorzy w czasie prac terenowych nie mieli możliwości odwiedzenia
każdego garncarza. Zaobserwowano natomiast, że niektórzy wytwórcy sto­
sują kilka zaledwie wzorów, inni wielokroć więcej; u jednych wzory są
proste, oparte na dwóch, trzech motywach podstawowych, u innych skom­
plikowane, komponowane z wielu różnych elementów. Można tu więc,
aczkolwiek z pewną ostrożnością mówić o „stylach" poszczególnych garn­
carzy. Oni sami też widząc rysunki wzorów potrafią określić, który z nich
wykonuje naczynia tak ozdabiane. Wśród garncarzy z Alto Chicama w y ­
różniają się ci, którzy są autentycznymi twórcami nowych motywów
(ryc. 14:12, 13) i wzorów (ryc. 15:9, 13), choć oczywiście inspirowanych
napływającymi z zewnątrz wyrobami fabrycznymi, jak emaliowane ma­
lowane naczynia czy drukowane tkaniny. Jednakże ci właśnie garncarze
wprowadzają i narzucają nowy styl. Tym niemniej garncarzy takich jest
zaledwie kilku, stosunkowo mało w porównaniu z dużą grupą, która
posługuje się jakby machinalnie tradycyjnymi motywami i wzorami. Nie
umieją oni odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak właśnie zdobią swe na­
czynia, a czasem ich odpowiedzi są niejasne. Na przykład naczynie zwane
olla de piedra jest uważane za lepsze, mimo że ani kształtem, ani techno­
logią produkcji nie różni się od innych. Ozdobione jest ono natomiast
wzorem (ryc. 15:1), który kiedyś prawdopodobnie był związany ze specjal22

23

1

2 2

Flor (hiszp.) — kwiat.
Stwierdziliśmy tylko jeden przypadek używania znaku garncarskiego. Miał on
kształt niewielkiej palmita nacinanej w świeżej glinie na brzuśeu niektórych naczyń,
produkowanych przez jedną rodzinę.
2 3

�GARNCARSTWO LUDOWE W P E R U

207

••¡¡:¡¡;¡;¡¡¡¡:¡¡'8

10

11

12

ZZZZZZZZZZZ2

13

\1£

л\\\\\\\\\\у\\

Орг. R . Krzanowska

Ryc. 15. Przykłady w z o r ó w zdobniczych ceramiki z Caulimalca

�208

ROMA KRZANOWSKA, ANDRZEJ KRZANOWSKI

nym typem naczynia — do dziś przetrwała tylko tradycja motywu zdob­
niczego.
Tym bardziej silne wydaje się trwanie przy tradycji, iż przy wykony­
waniu nowej formy z naczynia, jej wewnętrzna powierzchnia zostaje w y ­
gładzona i odbity wzór zatarty, co t y m samym wymaga wyżłobienia nowe­
go. Ta więc faza wyrobu formy daje możliwość wytworzenia nowego
wzoru, stwarza pole dla popisu fantazji i umiejętności garncarza. Korzy­
stają z niej wspomniani przez nas twórcy motywów zdobniczych. Więk­
szość jednak garncarzy kopiuje stare wzory, a jeśli już tworzy nowe, to
używając ciągle tych samych, tradycyjnych motywów.
Tak więc można sądzić, że geneza tych motywów sięga dość odległych
czasów. Poszukując paraleli wśród dawnej ceramiki peruwiańskiej, najwyraźniejsze znaleźliśmy w zdobnictwie inkaskim. Z 11 wyróżnionych
przez nas grup motywów „tradycyjnych" (1—11) aż 10 jest identycznych
z inkaskimi. Bierzemy tu pod uwagę tylko te rodzaje naczyń inkaskich,
których zasadniczymi elementami zdobniczymi były malowane wzory
geometryczne, występujące w ogromnej ilości odmian i r o d z a j ó w . Oczy­
wiście zespół motywów zdobniczych z Caulimalca jest znacznie uboższy.
Tym niemniej bardzo istotne jest, że wszystkie one wchodzą w skład ze­
społu motywów inkaskich. Mówiąc o identyczności mamy na myśli grupy
motywów, co nie znaczy, że wszystkie odmiany w grupach znajdują swe
starsze odpowiedniki. I tak na przykład wszystkie odmiany motywów
z grupy 3 znajdujemy na ceramice inkaskiej, natomiast z grupy 5 tylko
cztery (ryc. 14: 4a, b, d, i) z wszystkich jedenastu. Trzeba t u wyjaśnić, że
tak klasyfikacja grup motywów, jak i t y m bardziej odmian, jest trudnym
problemem. Dostępna nam literatura , klasyfikująca malowane motywy
zdobnicze ceramiki inkaskiej, nie jest pełna i zawiera duże rozbieżności .
Klasyfikacja stosowana przez autorów do zdobnictwa Caulimalca również
może być dyskusyjna. Z obu tych przyczyn trudno przeprowadzać porów­
nania, zwłaszcza w zakresie odmian i czasem mogą one nie odzwierciedlać
24

25

26

2 4

J . F . B a c a, Motivos de Ornamentación
de la Cerámica
Inca-Cuzco, t. I,
L i m a 1974.
F . K a u f f m a n n D o i g , Manual de Arquelogía
Peruana,
Lima
1973,
s. 561; B a c a , op. cit.; D. В o n a v i a, R. R a v i n e s , Influence inca sur la cote
nord du Perou, „Bulletin. Societě suisse des Américanistes", No 35: 1971, s. 12.
Podane przez K a u f f m a n n a (op. cit.) zestawienie 27 m o t y w ó w inkaskich
nie może być w ogóle brane pod uwagę przy szerszej analizie porównawczej. Są one
w z i ę t e tylko z jednego typu naczyń (aryballi), bez żadnego uporządkowania czy
próby klasyfikacji, a na dodatek stanowią zaledwie niewielką część w ogóle w y s t ę ­
pujących. B o n a v i a i R a v i n e s (op. cii.) prezentują 19 grup motywów, wy­
dzielonych na zasadach zbliżonych do tych, które stosowaliśmy dla ceramiki z Cauli­
malca. Jednakże zestawienie to ma poważne luki, co widać w y r a ź n i e w porównaniu
z najnowszą publikacją dotyczącą m o t y w ó w zdobniczych ceramiki inkaskiej ( B a c a ,
op. cit). W swej książce Baca zamieszcza katalog prawdopodobnie wszystkich zna­
nych dotąd m o t y w ó w geometrycznych, obejmujący 735 odmian (w tym także kolo­
rystycznych). Ogromna ta praca zawiera jednak wiele braków i niejasności w za­
kresie klasyfikacji i wyjaśnienia genezy poszczególnych m o t y w ó w .
2 5

2 6

�209

GARNCARSTWO L U D O W E W P E R U

stanu faktycznego. Także trzeba wziąć pod uwagę, że na przykład tak
popularne motywy grupy 5 mogły z biegiem czasu ulec rozbudowaniu,
zresztą stosunkowo prostemu (przez dodawanie kropek), i to właśnie jest
przyczyną znalezienia małej ilości bezpośrednich odpowiedników w zdob­
nictwie irikaskim. Z kolei odmiany 2c-e, mogły zostać wydzielone sztucz­
nie i różniąc się jedynie wizualnie są t y m samym motywem wykonanym
raz mniej, raz bardziej dokładnie . I dlatego też na zwykle bardzo staran­
nie zdobionych naczyniach inkaskich znajdujemy tylko odmianę 2c.
Zastanawia brak w zdobnictwie inkaskim odpowiedników ósmej gru­
py motywów. Mogły się one pojawić później bądź też wywodzą się z i n ­
nych, nieinkaskich tradycji.
Osobnego omówienia wymaga wzór umieszczony na dzbanopodobnym
naczyniu, zwanym řiuaco (ryc. 11 : 11; 13). Elementy, z których się składa,
nie zostały przedstawione na ryc. 14, z uwagi na znaczną odmienność
i trudność wyodrębnienia ich z wzoru. Wydaje się, iż całość nie ma
związku stylistycznego z innymi motywami z Culimalca, ani też żadnych
wyraźnych paraleli ze zdobnictwem jakiejkolwiek ceramiki przedhiszpańskiej. Można by więc to zinterpretować jako powstały niedawno, sponta­
niczny wytwór jednostkowy.
Niewątpliwie jednak grupy motywów 1—7 i 9—11 mają odpowiedniki
w zdobnictwie inkaskim. Tak więc pod względem motywów zdobniczych
garncarstwo z Caulimalca można traktować jako wywodzące się z trady­
cji inkaskiej.
Analizując natomiast typy kształtów naczyń dochodzimy do wniosku,
że brak wyraźnych paraleli genetycznych z ceramiką inkaską. Jedynie
callanas mają kształt zbliżony do janccana (kankana) , popularnego na­
czynia w czasach Inków, z tym, że są pozbawione nóżek. Ich przeznacze­
nie było i jest identyczne. Odmiennie rzecz ma się z naczyniami typu
urpu: istnieje zgodność przeznaczenia i nazwy, brak natomiast podobień­
stwa kształtu.
Naczynia figuralne wydają się nawiązywać kształtami do tradycji
garncarskich przedhiszpańskich kultur północnego wybrzeża, Chimu,
a może nawet Mochica. Za tymi związkami przemawia jeszcze silniej sa­
ma technika wyrobu i zdobnictwa naczyń z Caulimalca. Tu i tam stoso­
wano formy i dekorację reliefową.
Powyższe uwagi nasuwają wstępny wniosek, że garncarze z Caulimalca
są spadkobiercami k i l k u tradycji dawnego garncarstwa peruwiańskiego,
a w każdym razie na pewno inkaskiego i Chimu . Sami garncarze, a tak27

28

29

2 7

Potwierdza to fakt nierozróżniania przez garncarzy tych odmian, określanych
jedną n a z w ą — olla de piedra.
L . A. P a r d o , Clasificación
de la cerámica
cuzqueña
del Antiguo Imperio
de los Incas, [w:] Historia y Arqueología
del Cuzco, t. I I , Cuzco 1957, s. 575, 580.
Problem powiązania stylu i technologii garncarstwa Caulimalca z dawnymi,
przedhiszpańskimi kulturami Peru, będzie przedstawiony szczegółowo w przygotowy­
wanym przez autorów artykule.
2 8

2 9

14 — Etnografia Polska, XX/1

�210

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

że inni mieszkańcy wsi, nie sięgają ani pamięcią, ani legendą czasów,
w których nie lepiłoby się garnków w Caulimalca. Ten rodzaj rzemiosła
t k w i więc głęboko w ich własnej tradycji (niezależnie od ulegania takim
czy innym wpływom, trudnym na razie do sprecyzowania), wskazując na
zapewne wielowiekowe wykonywanie go właśnie w Caulimalca.
Wieś liczy około 50 gospodarstw i właściwie w każdym wykonuje się
gliniane naczynia. Garncarstwem zajmują się całe rodziny, bez względu
na płeć i wiek. Wszyscy, z którymi przeprowadziliśmy wywiady sądzą, że
łatwo nauczyć się tej pracy. Dlatego też zapewne nierzadko spotyka się
dzieci 10-letnie lepiące garnki, oczywiście niewielkich rozmiarów. Wyko­
nanie dużych naczyń wymaga znacznie większego nakładu pracy i siły
fizycznej. Także transport gliny i tłucznia do domu, rozdrabnianie, ubija­
nie i ugniatanie z wodą nie należą do lekkich czynności. Z tych też praw­
dopodobnie przyczyn nasi rozmówcy uważali w sumie swą pracę za nużącą
i męczącą. Nie można też wykonywać naczyń przez okrągły rok, a ściślej,
efektywne wypalanie możliwe jest jedynie w miesiącach letnich (czer­
wiec—grudzień), gdy nie pada deszcz.
Mimo iż wszyscy właściwie w Caulimalca parają się garncarstwem,
widoczne są znaczne różnice w poszczególnych warsztatach. Tylko niewie­
lu garncarzy ma osobne pomieszczenie do pracy, a większość wykonuje
garnki po prostu przed domem. Jedni mają wszelkie potrzebne narzędzia
i wielką ilość form, innym brak huetronu do ubijania gliny, ubijają ją
więc na płaskim kamieniu; jeszcze inni mają niewiele form lub w ogóle
ich nie posiadają i pożyczają od sąsiadów. Wiąże się to ze znacznymi róż­
nicami w ilości naczyń wykonywanych przez poszczególnych garncarzy
(od k i l k u do stukilkudziesięciu na miesiąc). Obecnie zaznacza się tendencja
do skupiania produkcji w rękach kilku rodzin. Wytwarzają one większość
ceramiki powstającej w Caulimalca, z t y m że zainteresowanie ich skupia
się przede wszystkim na tych typach naczyń, które mają szeroki zbyt.
I tak na przykład żaden z tych garncarzy (testowanych przez nas) nie pro­
dukuje naczyń figuralnych, mimo iż posiada czasem do nich formy. Na­
czynia takie wykonują natomiast nieliczni, drobni wytwórcy, a i ci też
tylko kilka egzemplarzy rocznie. W ogólnej produkcji w 1973 r. stanowiły
one zaledwie 0,5% (patrz tab. 1) i prawdopodobnie w ciągu najbliższych
k i l k u lat przestaną być wytwarzane. W trakcie badań terenowych nie
udało się nam ustalić, czy naczynia te mają lub miały jakieś specjalne
przeznaczenie, gdyż w gospodarstwie domowym raczej nie znajdują prak­
tycznego zastosowania. Przeciwnie inne typy, a zwłaszcza 1—4 (tab. 1), są
stale i przez wszystkich używane, co też znajduje odzwierciedlenie w wiel­
kości produkcji. Poza dzbanami charakteryzują się one ubóstwem odmian
kształtów. Ilość odmian podana w tabeli 1 daje właściwie pozorny obraz
zróżnicowania w obrębie typów, gdyż na przykład garnki czy callanas
mają w zasadzie zawsze ten sam kształt. Różnica polega jedynie na braku
lub posiadaniu uch czy pokrywki, a w przypadku callana również na

�GARNCARSTWO LUDOWE W PERU

211

Ryc. 16. Garncarki z Caulimalca sprzedające naczynia
na targu w Coina
Fot. A. Krzanowski

położeniu ucha względem osi symetrii naczynia. Zachowanie kształtu nie
przeszkadza różnicowaniu wielkości naczyń, które pod względem rozmia­
rów tworzą całą serię ogromnej ilości egzemplarzy o zmiennej wielkości.
Mała produkcja kubków (2%) związana jest z faktem, że te naczynia są
traktowane raczej jako przedmiot zbytku, gdyż powszechnie do picia uży­
wa się tykw. Natomiast z zupełnie innych przyczyn produkuje się w nie­
wielkich ilościach urpus (1,5%). Jak już mówiliśmy naczynie to służy
wyłącznie do- fermentacji i przechowywania chicha, który to napój produ­
kuje stosunkowo niewiele osób. Mimo' iż wykonanie urpit wymaga dużego
wysiłku oraz dodatkowych zabiegów nie stosowanych przy innych naczy­
niach (uszczelnianie żywicą), nie zauważyliśmy zaprzestawania lub zmniej­
szania się produkcji.
1

�212

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

Wytwarzane przez garncarzy naczynia przeznaczone są bądź na własne
potrzeby, bądź na sprzedaż i wymianę. Wytwórców produkujących tylko
dla siebie jest niewielu. Pozostali zaopatrują swymi wyrobami obszar
doliny Alto Chicama i regiony przyległe. Garncarze nie korzystają w zasa­
dzie z pośrednictwa handlarzy, aby sprzedać swe wyroby. Na targ wybie­
ra się z towarem zawsze ktoś z rodziny. Sprzedaż ma miejsce głównie
na targach odbywających się w większych miejscowościach raz w tygod­
niu, przy czym w najbliższej okolicy dni te nie pokrywają się, pozwalając
wędrować od targu do t a r g u . Garncarze z Caulimalca sprzedają swe
naczynia głównie w Coina (ryc. 16) i Usquil, a także Huaranchal, Lucma
i Chuquizongo. Czasem wyprawiają się dalej (w promieniu ok. 100 km od
Caulimalca) do Otuzco, Quiruvilca, Santiago de Chuco i Huamachuoo
(patrz ryc. 1). W sporadycznych wypadkach nabywcami większych partii
naczyń są handlarze, którzy podobno wożą je na sprzedaż na wybrzeże.
30

Specyficzną formą handlu jest wymiana, która ma jednakże ograniczo­
ny charakter. Zajmują się nią przede wszystkim drobni wytwórcy, którzy
z niewielkimi ilościami naczyń wędrują do małych osad i odosobnionych
zagród w górach, aby wymienić je na żywność. Docierają oni aż do Julcán
na południu i Celendin na północy.
Caulimalca jest jedynym w dolinie Alto Chicama ośrodkiem garncar­
skim, nie licząc kilku pojedynczych garncarzy w innych wsiach, którzy
produkują znikome ilości naczyń, wyłącznie na swoje potrzeby. Jedyną
bezpośrednią konkurencję stanowią garncarze z Mollepata, których w y ­
roby docierają bardzo daleko. Jak mieliśmy okazję się przekonać, były
one również sprzedawane na targu w Coina, wsi sąsiadującej z Caulimal­
ca oraz w stolicy dystryktu, Usquil. Ceramika z Mollepata pod względem
zdobnictwa i techniki wyrobu jest bardzo zbliżona do tej z Caulimalca,
a wyróżnia się znacznie większym urozmaiceniem kształtów oraz bardzo
charakterystycznym, nieregularnym malowaniem zieloną polewą. Przeciw­
nie, ceramika z Cajamarca, drugiego sąsiedniego ośrodka garncarskiego ,
jest zupełnie inna i w niczym nie przypomina naczyń z Caulimalca czy
Mollepata. Przede wszystkim jest robiona techniką lepienia z wałeczków,
a zdobnictwo opiera się głównie na malowaniu.
1

Trudno przeprowadzić bardziej dokładne porównanie trzech wymienio­
nych ośrodków garncarskich, jak&gt; że Mollepata jest zaledwie wspominana
w bardzo ogólnych pracach , a o Cajamarca nie znaleźliśmy żadnej
wzmianki. Niemożliwe jest też ukazanie Caulimalca na tle całego współ­
czesnego garncarstwa p e r u w i a ń s k i e g o , gdyż nie było ono dotychczas
31

32

8 0

L . E . V a l c á r c e l , Indian markets and fairs in Perú, [w:] Handbook of
South American Indians, t. I I , Bureau of American Ethnology, Smithsonian Institu­
tion, bull. 143, Washington 1946, s. 477-482.
B. M i s h k i n ,
The contemporary Quechua, [w:] Handbook of South Ame­
rican Indians, s. 433.
Bierzemy tu pod u w a g ę jedynie tę część Peru, która należy do tzw. andyj8 1

3 2

�213

GARNCARSTWO LUDOWE W P E R U

prawie w ogóle badane. Nie można bowiem brać pod uwagę różnych
drobnych p r a c o charakterze ogólnym, a poza t y m natrafiliśmy jedynie
na kilka artykułów , bardziej szczegółowo zajmujących się pojedynczymi
ośrodkami w różnych regionach Peru.
Taki stan badań nad współczesną ceramiką peruwiańską jest t y m
bardziej niepokojący, że rozpowszechniają się naczynia metalowe i plasti­
kowe, wypierając z użycia gliniane .
W Caulimalca uważa się powszechnie, że naczynia gliniane są nieza­
stąpione. Niektórzy garncarze na pytanie, czy ich garnki będą zawsze po­
trzebne, odpowiadają bez wahania: „oczywiście, a w czym byśmy jedli?".
Opinia o nowych naczyniach przywożonych przez handlarzy nie jest za­
chęcająca. Uważa się je za gorsze argumentując, iż jedzenie się w nich
psuje i traci smak. Są one też zbyt drogie, co podkreślali wszyscy roz­
mówcy, ale tylko nieliczni orientowali się, ile rzeczywiście k o s z t u j ą .
Garncarstwo ludowe powinno jak najprędzej stać się przedmiotem sze­
rokich badań, zanim nie zaniknie zupełnie w obecnej formie, przeradza­
jąc się w sztukę pamiątkarską. Przy okazji zaś badań obrazu współcze­
snego, można będzie zapewne prześledzić zasięgi dawnych wpływów k u l ­
turowych (jak to próbujemy ustalić dla Caulimalca), dostarczając niemało
ciekawego materiału dla studiów etnohistorycznych.
33

34

3 5

36

Roma Krzanowska, Andrzej Krzanowski
ALFARERÍA P O P U L A R E N E L V A L L E A L T O C H I C A M A
EN PERU SEPTENTRIONAL
E l valle Alto Chicama está situado en Perú septentrional, en la parte central
de macizo de Andes (departamento L a Libertad). Esta región no era objeto de estu­
dios bajo el aspecto etnográfico hasta hoy. Durante su estancia en el Alto Chicama,
los autores llevaron a cabo las investigaciones sobre la artesanía, concentrándose
skiego kręgu kulturowego, nie uwzględniając peruwiańskiej montanii i nizin ama­
zońskich. Na temat tych ostatnich istnieje kilka dobrych (w tym również polskich)
opracowań.
L. C a s t a ñ e d a
L . , Arte popular del Perú, Lima 1971; F . S t a s t n y ,
Folklore у arte colonial del Perú, Lima 1970; A. J i m é n e z В., Arte popular Peru­
ano, L i m a 1970.
F . E n g e l , Céramistes
á l'oeuvre dans la gorge de Chilca, Perou, „Bulletin.
S o c i e t ě S u i s s e des Américanistes", No 35; 1971, s. 21-26; R. R a v i n e s ,
Investiga­
ciones arqueológicas
en el Perú: 1965-1966, „Revista del Museo Nacional", t. X X X I V :
1969, s. 247-249. Wyjątkiem jest książka J . С. S p a h n i — La cerámica popular del
Perú, L i m a 1966 — w której opisuje on w sposób jak dotąd najpełniejszy 4 ośrodki
garncarskie w Peru.
Szybkie tempo tego procesu podkreśla na przykład R. E b e r s o l e w swej
socjologicznej pracy — L a artesanía del Sur del Peru, México 1968, s. 78.
Ceny naczyń glinianych zależą
niemal wyłącznie o d wielkości naczynia
i wahają się od 2 do 30 solów, natomiast garnków metalowych od 100 do 200 solów.
3 3

3 4

8 5

3 8

�214

ROMA KRZANOWSKA, A N D R Z E J K R Z A N O W S K I

especialmente en la alfarería. E l único centro de alfarería en esta región lo es la
aldea Caulimalca (dibujo 1), donde casi todos los habitantes se ocupan de la
producción y la venta de la cerámica.
E l proceso de producción de la cerámica consta de una serie de las etapas. L a
arcilla fresca está secada, luego desmenuzada con el martillo especial, de madera
masu sobre la plaza redonda que se llama huetron (dibujo 2). Del mismo modo se
procede con la piedra machacada (la roca volcánica) sirviendo como temperante de
la arcilla. Después de mezclar la arcilla con la piedra machacada (de costumbre en
proporción 2 :1) se añade la agua y a l amasar se forma la masa cerámica que
después de unos días de conservar sirve para producir la cerámica.
Todos los recipientes se producen de los moldes, que son de arcilla y constan
de dos partes simétricas. E l alfarero distribuye la arcilla en cada parte del molde
separadamente (dibujo 3-4), luego las u ñ e y deja para secar durante algunas horas.
Después de abrir el molde se deja el recipiente fresco para secar durante unos
días. Para quemar los recipientes se los dispone en las hogueras, se cubre con los
recipientes Viejos y el combustible. E l hogar así preparado se quema (dibujo 5) por
todo el día, después los recipientes están preparados para usar (dibujo 6).
E n Caulimaca está producida la cerámica de varios géneros y de 39 diferentes
formas, entre las cuales se puede distinguir los tipos sigientes:
— Ollas: de varios tamaños, son lo m á s frecuentemente
producidas (dibujo
7 :1-3 y 8)
— callanas: de varios tamaños, muy populares (dibujo 7 :4 y 9)
— escudillas: varios tamaños y formas, popularos (dibujo 7 : 5-8)
— cántaros: muchos tipos y tamaños, populares (dibujo 7 : 9-15)
— vasos: varios formas, poco producidos {dibujo 10 : 1-4)
— urpus: varias formas, los m á s grandes de los recipientes producidos, dado su uti­
lización limitada — solo para la producción de l a chicha (dibujo 10 :5-7)
— tinajones: actualmente no producidos (dibujo 10 :8)
— recipientes figurativos: actualmente no producidos (dibujo 11 :1-10 y 12)
— otros (dibujo 11 :11-14, 13).
E l rasgo distinctive de la alfarería de Alto Chicama es su falta total de la
pintura. L a decoración está exclusivamente de relieve (sólo los recipientes figurati­
vos la tienen de plástico o incisa) y aparece sólo en las ollas, más raramente en los
cántaros y esporádicamente en las escudillas. L a decoración en relieve está estam­
pada del molde en la producción del recipiente y ocupa las superficies rectangulares
o semicirculares, simétricamente en los flancos de los vasos. L a s superficies están
cubiertas por el dibujo, que es la combinación de los motivos geométricos (en parte
predominante), vegetales o excepcionalemente animales. E n total, se ha notado
hasta 64 modificaciones (13 grupos) de motivos (dibujo 14) y 97 modelos (ejemplos
en el dibujo 15).
L a cerámica de Caulimalca parece demostrar acusadas relaciones genéticas con
l a cerámica prehispánica en su forma y decoración. Diez grupos de motivos decora­
tivos de Caulimalca tienen sus correspondientes en la decoración incaica. L a s formas
de los recipientes demuestran las relaciones o con l a cerámica de los Incas (por
ejemplo: callanas) o también con la cerámica de Chimu (especialmente los recipien­
tes figurativos). E l probléme de las relaciones genéticas con Caulimalca exige sin
embargo un estudio más detallado que están preparando los autores.
Traducción

Emilia

Kunawicz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9607" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9585">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/50ae3ff38a12accee392a556a37c4368.pdf</src>
        <authentication>63be749e6cd0f81b812875a6e008a753</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114387">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1091</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114388">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114389">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114390">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114391">
                <text>Peruwiańska ceramika ludowa / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114392">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1, s.173-202</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114393">
                <text>Krzanowska, Romana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114394">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114395">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114396">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114397">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114398">
                <text>„Etnografia Polska", t.
I S S N 0071-1881

XXVII,

z. 1

ROMANA K R Z A N O W S K A

PERUWIAŃSKA CERAMIKA LUDOWA
"The more information we have
making techniques in Peru, the
interpret ancient ceramics."

on the modern pottery
better will be able to
J . H . Rowe

1

"aunque la agropecuaria sea la principal actividad
econó­
mica, las artesanías
de carácter
utilitario y artístico
de­
sempeñan un papel notable en la economía rural."
L . Zeballos M .

1

W obrębie Republiki Peru wyróżnić można trzy zdecydowanie od­
mienne krainy geograficzne: pustynny pas nadpacyficznego wybrzeża
(costa), szerokie pasmo andyjskich łańcuchów górskich wraz z rozgałę­
zionym systemem dolin rzecznych i kotlin (sierra) oraz należące do do­
rzecza Amazonki nizinne tereny pokryte tropikalną dżunglą (selva). Od
najdawniejszych okresów historii człowieka na obszarze dzisiejszego Pe­
ru, costę i sierrę cechował inny przebieg rozwoju kulturowego niż selvę
i zaliczane są one do odmiennych tradycji kulturowych . Dlatego też
zajmując się peruwiańską ceramiką ludową, której tradycja sięga tak
daleko wstecz dziejów tego kraju, nie sposób łączyć mechanicznie w jed­
ną całość wyrobów garncarskich z costy i sierry oraz selvy. Poniższe
rozważania dotyczą więc ceramiki z wybrzeża i gór jako najbardziej
dla Peru charakterystycznej.
Tak rozumiane współczesne garncarstwo peruwiańskie nie doczekało
się jak dotąd żadnego kompleksowego opracowania i artykuł ten stano­
w i właściwie pierwszą próbę przeanalizowania oraz podsumowania da3

1

Z przedmowy J . H . Rowe'a jako edytora czasopisma „Nawpa Pacha", do
zamieszczonego tam a r t y k u ł u L . O ' N e a l e (Notes on Pottery Making in Highland
Peru, "Ñawpa Pacha", No. 14: 1976, s. 41-60).
L. Z e b a l l o s
M i r a n d a , Protección
y desarrollo de las artesanías
nativas, [w:] Anales. Primera Reunión de Antropología
de lis Países del Grupo Andino, L a Paz 1976.'
* G. R. W i 11 e y, An Introduction to American Archeology. Vol. 2. South America, New Jersey 1971, s. 17-24.
2

�174

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

nych opublikowanych w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, a także ze­
branych bezpośrednio przez autorkę podczas badań terenowych prowa­
dzonych w latach 1973 i 1978 *. Niestety podstawowy materiał informa­
cyjny jest bardzo zróżnicowany, tak pod względem czasu zebrania da­
nych, ich zakresu, jak i ilości. Ponieważ jednak generalnie literatura
przedmiotu jest nader szczupła , nie pominięto żadnej, nawet wzmiankowo ujętej informacji, o ile tylko zasługiwała na wiarygodność . Po­
nadto, na podstawie tezy Fostera i mając konkretne dowody na jej
potwierdzenie w przypadku peruwiańskiego garncarstwa ludowego , przy
analizie wzięto pod uwagę dane odnoszące się do znacznego okresu:
praktycznie od początku naszego wieku do 1978 r. Oczywiście starsze
informacje dotyczące poszczególnych ośrodków garncarskich mogły się
już obecnie w pewnej mierze zdezaktualizować, lecz nie na tyle, jak s ą ­
dzę, by zmienić zasadniczo ogólną charakterystykę peruwiańskiej cera­
m i k i ludowej: pod względem technik stosowanych przy jej produkcji,
zdobnictwa, rodzaju wyrobów. Zgeneralizowanie zaś tych danych było
właśnie celem niniejszego artykułu.
Najpełniejszego materiału źródłowego dostarczyły w y n i k i indywidu5

6

7

8

4

Dodatkowe uzupełnienie stanowiły informacje ustne uzyskane dzięki uprzej­
mości mgr M. Zachorowskiej (Państwowe Muzeum Etnograficzne w Krakowie),
•która prowadziła badania w Peru w latach 1973-1974, oraz dr. A. Krzanowskiego,
który prowadził badania w latach 1972-1974 i 1977, 1978.
Poza tutaj cytowanymi inne publikacje zawierające istotną informację na
temat peruwiańskiej ceramiki ludowej nie są znane autorce, co oczywiście nie
wyklucza ich istnienia. Często- są one trudne do wyśledzenia, ponieważ cenne ba­
dania w y k o n u j ą nierzadko specjaliści innych dziedzin i publikują rezultaty na mar­
ginesie odległych tematycznie opracowań. Np. archeolog peruwiański R. Ravines
opublikował dane o ośrodku Huancas w Noticias. Investigaciones
Arqueológicas
en
el Perú: 1965-1966, "Revista del Museo Nacional", t. X X X I V : 1965-1966, s. 247-254.
« Na przykład B. M i s h k i n (The Contemporary Quechua, [w:] Handbook of
South American Indians, vol. 2, Bureau of American Ethnology, Smithsonian I n ­
stitution, bull. 143, Washington 1946, s. 433) i H. C a s t r o P o z o (Nuestra comu­
nidad indígena, L i m a 1924) wymieniają tylko ośrodki garncarskie, przy niektórych
podając bardzo ogólnikowo lokalizację. W związku z tym nie wszystkie można
odnaleźć na mapie.
G. F o s t e r (The sociology of pottery, [w:] Ceramics and men. Viking Fund
Publications in Anthropology, vol. 41: 1965, s. 43-61) wykazał, iż garncarstwo l u ­
dowe to rzemiosło bardzo konserwatywne, opierające się innowacjom. W efekcie
technologia produkcji ceramiki może bez wielkich zmian przetrwać długie okresy.
« Np. H. H. B r ü n i n g (Moderne Töpferei
der Indianer
Perus, "Globus",
No. 35: 1898, s. 259-160) i J . S a b o g a l W i e s s e (Siete sitios cerámicos
en la re­
gión Piura, L i m a 1978) w odstępie prawie stu lat stwierdzili niemal identyczną tech­
nologię i profil produkcji ceramiki w Olmos. Także R. Krzanowska
uzyskała
w 1978 r. informację, że jeszcze kilkanaście lat temu wyrabiane były naczynia
identyczne (są przechowywane i u ż y w a n e przez wieśniaków) z tymi, których pro­
dukcję udokumentował w 1915 r. E . G o d e t (Monographie de la Région de Huancavelica (Département
de Junin). Pérou., "Bulletin de la Société Neuchateloise de
Géographie", t. X X V I I : 1918, s. 121-182).
5

7

�PERUWIAÑSKA

C E R A M I K A

175

L U D O W A

10

1 2

alnych badań J. C. Telia », R. Ravinesa , L . O'Neale
D. Lavallée
F. Engela , D. C o l l i e r a J . C. S p a h n i e g o « oraz autorki *, a także
prace M . Luny B . ' , J. Sabogala W .
i A. Inafuku Y. , wykonane
w ostatnich latach na zlecenie peruwiańskiego Ministerstwa Pracy ( M i ­
nisterio de Trabajo) . Poza tym wykorzystano szereg innych publikacji,
nie poświęconych specjalnie garncarstwu ludowemu .
Na podstawie zebranego materiału sporządzono zestawienie (tab. 1)
obejmujące 63 ośrodki wyrobu ceramiki wraz z ich charakterystyką. Nie
jest to na pewno pełna lista i widoczne na mapie (ryc. 1 ) zgrupowania
r

13

1

17

1 8

19

20

21

2 2

2 3

» J . C. T e l l o , Tecnología
y morfología
alfarera y la cerámica
Máchica, [w:J
Tecnología Andina, L i m a 1978, s. 415-432.
" R a v i n e s , op. cit.; t e n ż e , Cerámica
actual de Ccaccasiri,
Huancavelica,
[w:] Tecnología
Andina, Lima 1978, s. 447-466.
O'N e a 1 e, op. cit.
D. L a v e l l e e , La poterie de Acó (Andes centrales du Pérou), "Objects et
Mondes", t. V I I , fase. 2: 1967, s. 103-120.
i» F . E n g e l , Céramistes
á l'oeuvre dans la gorge de Chuca, Pérou, "Bulletin
de Société Suisse des Américanistes", No. 35: 1971, s. 21-26.
D. C o l l i e r , Pottery stamping and molding on the North Coast of Peru,
Actas del X X X I I I Congreso Internacional de Americanistas, San José, 20-27 julio
1958, t. I I , San José 1959, s. 421-431.
J . C . S p a h n i , Lo cerámica popular del Perú, Lima 1966.
R. K r z a n o w s k a ,
A. K r z a n o w s k i ,
Garncarstwo ludowe w, dolinie
Alto Chicama w północnym
Peru, "Etnografia Polska", t. X X : 1976, z. 1, s. 185-214.
M. L u n a B a l l o n , Algunos apuntes acerca de la cerámica
en el distrito
de Pucará, L i m a 1976; t e n ż e , Algunos apuntes acerca de las principales artesa­
nías de la ciudad de Ayacucho, L i m a 1977.
S a b o g a l W i e s se, op. cit.
A. I n a f u k u Y a g u i , La población
artesanal de valle del Mantaro, aspec­
tos cuantitativos y cualitativos, necesidades, posibilidades y metodología
adecuada
para su capacitación,
t. I I I : La cerámica en distrito de Acó., L i m a 1975.
° Prace na temat regionu ¡Piura i Ayacucho wykonane zostały według ujedno­
liconego systemu zbierania i opracowywania informacji, zgodnie z postanowienia­
mi I V Konferencji Ministerstw Pracy P a ń s t w Andyjskich (IV Conferencia de M i ­
nisterios de Trabajo del Grupo Andino), która odbyła się w Medellin (Kolumbia)
w 1976 r.
Poza uprzednio cytowanymi także: C. B. D o n n a n , Antiguos marcas de
alfarero y su interpretación
a través de analogía etnográfica,
[w:] Tecnología
An­
dina, L i m a 1978, s. 439-446; R. P. E b e r s o l e , La artesanía
der Sur del Peru,
México 1968; J . F e r n á n d e z B a c a , Motivos de ornamentación
de la
cerámica
Inca-Cuzco, t. I , L i m a .1973; S. L i n n é , The Technique of South American Ceramies, Göteborgs Kungl. V e t e n s k a p s = o c h = V i t t e r h e t s = S a m h ä l l e s Handlingar, F j ä r de Följden, Band 29, No. 5: 1925; J . S a b o g a l , El toro en las artes populares del
Perú, Lima 1949.
W rubryce 11 tabeli obok nazwiska autora podano w nawiasie rok, w k t ó ­
rym prowadzone były badania terenowe lub zaznaczono znakiem zapytania brak
tego typu danych; data poza nawiasem to rok publikacji, a jej brak oznacza infor­
mację ustną. Wszystkie prace, na które powołuje się tabela, są cytowane w tekście.
« Numer ośrodka na mapie odpowiada kolejnej pozycji w tab. 1, gdzie poda­
na jest jego nazwa. Ze względu na lokalne skupienia kilku ośrodków garncarskich
1 1

1 2

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2

2 1

2 2

2

�176

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

ośrodków w poszczególnych regionach Peru są efektem raczej przypad­
kowego skoncentrowania badań, niż szczególnej preferencji garncarstwa
w tychże regionach. Przypuszczalnie w każdej niemal prowincji istnie­
je lub istniał do niedawna jakiś ośrodek garncarski, lecz brak systema­
tycznego przebadania pod tym kątem ogromnego obszaru sierry i costy
peruwiańskiej.
Według aktualnie posiadanych informacji technologia produkcji ce­
ramiki ludowej przedstawia się następująco (w podziale na charaktery­
styczne etapy):
SUROWCE I PRZYGOTOWANIE MASY G A R N C A R S K I E J

Podstawowym surowcem do wyrobu ceramiki jest oczywiście glina.
Jednakże tylko w wyjątkowych przypadkach jej własności fizyczne
i skład chemiczny są takie, że wystarczy wydobytą glinę zmieszać z wo­
dą i powstaje masa dająca się łatwo formować oraz nie pękająca przy
wypalaniu. W takiej wygodnej sytuacji są garncarze z górskich dystryk­
tów w departamencie Piura — z Olleros, Sondorillo, Soącha, Shayango
i Sondor oraz z Checca Pupuja (dept. Puno) i Santo Domingo de los
Olleros w prowincji Huarochiri (dept. Lima). Eksploatują oni przypusz­
czalnie jedne z tych nielicznych w Peru złóż glinek ceramicznych.
W większości jednak przypadków garncarze korzystają z glin wietrzelinowych o znacznie gorszych parametrach, wymagających korekcji przy
pomocy tzw. schudzacza. Na ogół schudzaczem jest piasek (na wybrzeżu
lub w dolinach wielkich rzek górskich, jak np. Mantaro) lub tłuczeń
skał magmowych czy osadowych . Może to być zwietrzały andezyt
(Caulimalca), margiel (Caaccasiri), łupek tabliczkowy (Yauya, Llumpa,
Piscobamba i Chacas) i inne. Kiedy indziej masę garncarską stanowi
mieszanina dwóch lub nawet trzech rodzajów gliny. I tak na przykład
w regionie Pucara eksploatuje się złoże zlokalizowane na prawym brze­
gu rzeki, zbudowane z dwóch warstw: górnej, barwy szarej, o większym
udziale materiału ilastego, i dolnej, barwy czerwonej, z dużą domieszką
piasku. Owe dwa rodzaje glin nazywane są odpowiednio "plastyczna"
2 4

25

i konieczność posłużenia się podkładem o stosunkowo małej skali, zaniechano wpi­
sywania nazw na mapę.
Z uwagi na konieczność częstego p o w o ł y w a n i a się na to samo źródło, przy
podawaniu informacji dotyczących konkretnych ośrodków garncarskich nie będzie
dalej cytowana literatura — poza kilkoma wyjątkami. Referencje można znaleźć
w rubryce 11 tab. 1, gdzie ośrodki zestawiono w kolejności alfabetycznej, a dane
bibliograficzne we wcześniejszych przypisach.
* L i , n n e (op. cit.) podaje za E . N o r d e n s k i 6 I d e m (Comparative
Ethnografical Studies, vol. 3, Góteborg 1924), że w ośrodku garncarskim Tirapata u ż y w a ­
no jako materiału schudzającego sproszkowanych skorup ceramicznych. Ponieważ
jednak jest to przypadek odosobniony, a informacja pochodzi z początku wieku,
nie uwzględniono go w ogólnej charakterystyce schudzaczy.
M

5

�P E R U W I A Ń S K A

C E R A M I K A

177

L U D O W A

Ryc. 1. Rozmieszczenie ośrodków produkcji ceramiki na terenie Peru:
1

—

granice

Peru,

2

—

granice

garncarskie

12 — E t n o g r a f i a P o l s k a

departamentów,

(numer

XXVII/1

odpowiada

3

—

stolice

kolejnej

departamentów,

pozycji

w

tab.

1)

4

—

ośrodki

�178

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

i "antyplastyczna", a miesza się je w stosunku 3 : 1. Można by więc po­
wiedzieć, że glina czerwona pełni rolę schudzacza. Podobną metodę sto­
suje się w dolinie Marcapata, przy czym podstawowym surowcem jest
glina wietrzelinowa ze złóż łupkowych (chuda), którą miesza się ze
sproszkowaną czerwoną glinką (o własnościach uplastyczniających). Na­
tomiast w Quinua miesza się naprzód w równych proporcjach dwa ro­
dzaje gliny tłuściejszej (z różnych miejsc), a następnie dodaje trzecią
część gliny zapiaszczonej, wydobywanej w Tantaniyocc.
Złoża gliny, jak i różnego rodzaju schudzaczy, znajdują się na ogół
w bliskim sąsiedztwie ośrodków garncarskich. Odległości do eksploato­
wanych kopanek wynoszą najwyżej kilkanaście kilometrów i tylko na
wybrzeżu bywają większe — np. garncarze z Mórrope korzystają ze złóż
oddalonych o 30 k m od swej wsi. Podkreślić jednak należy, że w danym
ośrodku stosuje się zawsze surowce pochodzące z tych samych źródeł,
polegając na wypróbowanej ich jakości i wierząc, że są najlepsze w oko­
licy. Na ogół tereny, na których znajdują się kopanki, nie są własnością
poszczególnych rzemieślników czy też wspólnot wiejskich, w których
zamieszkują. Tak więc zmuszeni są płacić albo za prawo do eksploata­
cji (np. wspólnota L l i k i Llaka wspólnocie Matara), albo za konkretny
urobek (np. w Caulimalca za każdy worek gliny), albo też "od osoby",
jak to ma miejsce w Sondorillo, gdzie złoże należy do cofradii « przy lo­
kalnym kościele. Wydobywaniem gliny (a także schudzaczy) zajmują się
sami garncarze, używając przy t y m łomów i kilofów. Urobek ładuje się
do płacht lub worków i transportuje bądź na własnych plecach, bądź na
grzbietach osłów. Jednorazowo wydobywa się na ogół większą ilość su­
rowca, wystarczającą na dłuższy czas codziennej produkcji i od razu od­
powiednio przerabia na masę garncarską, która właściwie zabezpieczona
stanowi podręczny zapas.
Przygotowanie masy garncarskiej we wszystkich udokumentowanych
ośrodkach przebiega podobnie, choć ilość wykonanych czynności i czas
ich trwania są różne i zależą istotnie od rodzajów stosowanych surow­
ców. Na ogół bryły gliny są rozdrabniane za pomocą kamiennego tłuka
lub drewnianego młota na płycie kamiennej, skórze rozpostartej na zie­
mi lub w wyłożonym kamieniami dole. Zanieczyszczenia, czyli większe
okruchy, usuwa się ręcznie lub przesiewając przez sito czy tkaninę. Tam,
gdzie stosowany jest schudzacz, poddaje się go podobnej procedurze.
Następnie glinę miesza się ze schudzaczem i wodą, co odbywa się na
2

28

Cofradía
(z hiszp.) — stowarzyszenie ludzi świeckich w celu ćwiczenia się
w praktykach religijnych, służby na rzecz kościoła, sprawowania pieczy nad ma­
jątkiem kościelnym. W Peru kongregacje takie przetrwały jeszcze gdzieniegdzie
w formie niezmienionej od czasów wczesnokolonialnych. Cofradía (a ściślej patron
kościoła, przy którym została utworzona) posiadać może ziemię, bydło i inne dobra,
pochodzące niegdyś z "dziesięcin" i ofiar. Dochód z gospodarowania tym majątkiem
przeznaczony jest na potrzeby kościoła.

�PERUWIAŃSKA

C E R A M I K A

179

L U D O W A

ogół w dole wyłożonym kamieniami, cebrzyku lub też na skórze. W za­
leżności od własności lokalnych surowców proporcje gliny i schudzacza
wahają się od 3 : 1 (Simbila) do 1 : 2 (Huancas). Nie zawsze są one ściśle
przestrzegane, a czasem nawet, jak to stwierdziła 0'Neale w Mito Alto,
garncarze nie orientują się, ile właściwie dodają materiału schudzającego. Jakość masy sprawdzają na bieżąco, rozcierając ją w palcach lub na
języku i w zależności od wyniku badania zaprzestają lub kontynuują do­
sypywanie piasku. Czasem glina nie wymaga uprzedniego rozdrabnia­
nia i od razu zalewa się ją wodą (Mito Alto, Santo Domingo de los Olle¬
ros, Simbila), ręcznie usuwając zanieczyszczenia i pozostawiając na pe­
wien czas dla odpowiedniego nawilgocenia. Plastyczną konsystencję uzys­
kuje się wyrabiając rękoma i często nogami, a następnie formuje stożek
lub kopiec, czy to w dołku, w którym odbywało się mieszanie, czy też
na ziemi, w pobliżu właściwego warsztatu pracy. Jest to w każdym ra­
zie miejsce ocienione, zapobiegające wysychaniu masy. Depozyt zabez­
piecza się dodatkowo okrywając go wilgotnymi tkaninami.
Tak przygotowanej masy garncarskiej na ogół nie używa się natych­
miast do produkcji. "Dojrzewa" ona co najmniej kilkanaście godzin,
a zwykle kilka dni (w Caulimalca nawet 15-30 dni).
T E C H N I K I FORMOWANIA

Przed przybyciem Hiszpanów koło garncarskie nie było znane na te­
renie obecnego Peru — zresztą nie znano tam żadnego technicznego za­
stosowania koła. Co ciekawe, po konwiście również wynalazek ten nie
upowszechnił się na ziemiach dawnego państwa Inków i ceramikę w y ­
konywano według dawnych metod. Dopiero w ostatnich latach — i to
zaledwie k i l k u garncarzy w takich wyspecjalizowanych ośrodkach, jak
Pucara i Quinua — zaczęto stosować koło garncarskie. Produkują oni
zresztą głównie wyroby typu pamiątkarskiego: popielniczki, wazony,
itp.

Ryc. 2. Plato-molde u ż y w a n e w Huayhuas. Górny dysk ceramiczny służący
formowania spoczywa na mniejszym, ułatwiającym obrót
Wg

L . O'Neale,

do
1976

�r

Tab. 1. Zestawienie ośrodków

gancarskich w Peru

Cd
O

Lokalizacja
I

Nazwa
ip.

departa -

ośrodka

prowincja

tuent

i-;

4

3

Technika

Surowce

formowania

podstawowe

dystrykt

Technika

Sposób

zdobienia

wypalania

Rodzaje

I

5

wyrobów

Ż r ó d i o informacji

10
I

I

J un in

Aco

Concepción

: Mito

«lina

¡

plato-molde

f

p.aiek

łcezkuwanicm

{1 :2)

formy
pełne

2

Acopia

Cuzco

3

Andaiaj

Aretiuipa

Ammayn
¡ Cor.de-

7. w a - i a n g o b a ,

Acopia

?

Andaray

i

?

I

wzór,

drewniane

malowany

w

piecu

d u ż e dzbany (tinajas, po-

zamkniętym

aplikacja

rongos), m a ł e

A , Inafuku Y . (1975),

miniaturki i zabawki

plastyczna; po­

(wewnętrzne)

D . L a v a l l é e ( 1 9 6 5 ) , 1967;

figurki,

Í975; L . 0'Ncale
(1931),

lewa

(plato-molde)

malowany wzór,

1976

M . Znhorowska(1974)

?

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

suyos
4

A yac ucho

AyacLicho

lluamanga

Ayacuclio

glina 1

formowanie

piasek
glina

-

ręcme

angoba

w piecu

( + p l a t o - m o l d e ?&gt;
formowanie

zamkniętym

ręczne

malowanie

w piecu

krze­

; naczynia kuchenne,
j

L . O'Neale (1931),

1976

miniaturki i z a b a w k i , ?
figurki-gwizdki

M . L u n a B . ( 1 9 7 7 ) , 1977

zamkniętym

S

ï
%

mionka
5

Caulimalca

La
;

Otuzco

Liber-

Usquil

e'ina

tad

(2:1)

i
Ccaccasiri
1

Huanca-

Hnaneu­

vélica

ve l i c a

Acorio

glina

8

J

mii ren

1

C.U7CO

;

Cuzco

CLI/I'Ù

pukły

wy­

w piecu

odciskany

otwartym

z formy

plato-mulde i w a -

angoba,

łeczkowaniem

(ognisko)

malowany

w piecu

wzór

otwartym

naczynia

kuchenne,

figuralne,

R.

figurki

o

1976

i zabawki
naczynia

Krzanowska,
A . K r z a n o w s k i (1973),

kuchenne,

R . Ravines (1966),

1978

inne wyroby (piecyk)

*
m

(ognisko)

?

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

i

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

P?

ma rca

Concep '

9

C o l q ne­

vilcas

; Junin

C7onii.LS

Chumbi-

w z ó r reliefowy

dwuczęściowe

(1 : 2 )
i

J

Coique-

formy ceramiczne

(zewnętrzne)

+

maigiel

1
7

+

tłuczeń

•&gt;

Comas

eiôn
Cuzco

Cuíco

formowanie

ręczne

figurki,

A . Krzanowski

rzeźby ceramicz­

(1977)

ne

Chacas

Ancash

1

H na ri

Chacas

glina

r

plato-molde

bez

przedhiszpanskich

nacinanie, w z ó r re­

lupek

waleczkowania

liefowy

!

tabli:z-

(paletkowanie)

żłobiony

1

kowy

J . F e r n a n d e z P&gt;. ( ? ) , 1973

kopie i imitacje n a c z y ń

!

i
1 0

w piecu

wypukły

naczynia

kuchenne,

J . C . T e l l o ( 1 9 1 9 ) , 197S

7

otwartym
(ognisko)

(2:1)
1 1

Chccca

:

Puno

'] L a m p a

Pupiija

Pucará

glina

•

plato-mulde z wa­

nacinanie, aplikacja

w piecu

naczynia

kuchenne,

J . C . S p a h n i ( ? ) , 1966

ł e c z k o w a u ieni

plastyczna, ango-

otwartym

figuralne,

figurki,

J . S a b o g a l ( ? ) , 1949

za-

IO
I

ba, wzór malowa­

(ognisko)

M.Luna

bawk

B.Ü977),

1977

ny, c z ę ś c i o w a p o iewa
iï

ChulLieu-

Piara

Morropon

nas

| Chuluca-

formowanie

glina

nas

ręczne

w

polewa

piecu

z paletkowaniem,

otwartym

formy

(dołowy)

ceramicz­

naczynia kuchenne

J . Sabogal W . (1975),
1978

ne ( ? )
13

tncantada

Pura

Morropon

glina

j Cfuduca-

formowanie

w

ręczne

14

Huaillay

J u n it.

Pasco

piecu
zamkniętym

nas
Blina

łfuayllay

Ł

+

formowanie

ręczne

aplikacja plastyczna,

piasek

wzór

w

piecu

miniaturki,

figurki,

J . Sabogal W . (1974,
I

popielniczki
naczynia

kuchenne

1978

R . Krzanowska

otwartym

malowany

1977),

E . G o d e t (1915),

1918
(1978)

(ognisko)
15

! Huancas

Amazonas

Chacha­

g l i n a -i-

Huancas

poyas

tluczcń

p l a t o - m o l d e bez w a - ! n a c i n a n i e , a p l i k a c j a
ieczkowania

(1:2)
16
17

, Huariaca
Huarmaca

|

w

piecu

plastyczna, m a l o ­

otwartym

wanie

(ognisko)

malowanie, ?

Junin

Pasco

Huariaca

Piura

Huanca-

Huarmaca

naczynia

R . R a v i n e s ( ? ) , 1 9 6 5 - 66

kuchenne,

M.

figuralne

naczynia kuchenne,

1

E . Godet (1915),

Huarón

Junin

Paseo

1978
Huayllay

glina

+

formowanie

ręczne

piasek

aplikacja plasiyczna, wzór

w

Huayhuas

Ayacucho

Huant»

Huanta

glina

+

piasek

(ognisko)
w

plato-molde z w a -

! Huaylacucho

II

Llapo
Lliki

Llaka

Huancave-

Huancave-

piecu

kuchenne,

figuralne, s p e c j a l n e

Ancash

Palasca

Llapo

Lima

Huarochiri

Santo D o .

1918

R . K r z a n o w s k a (197S)

(lampki)
naczynia

kuchenne

L . O'Neale (1931),

1976

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

R . Ravines (1966),

garnki, ?

lica

£ . Godet(1915),

(ognisko)

Acoria

liea

1978

H . Castro Pozo ( ? ) , (924

mingo
los

naczynia

otwartym

łeczkowanicm

I
20

piecu
(otwartym

malo­

wany
19

1918

I . Sabogal W . (1977),

bambu
13

Z a h o r o w s k a (1974)

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

plalo-molde

glina

bez

w piecu

walcczkowania

de

otwartym

g a r n k i do
duże

gotowania,

dzbany

F . Engel (1969),
A . Krzanowski

1971

2
a
*
I
&gt;
0
fi
V

&gt;

1

r
c
u
o
&gt;

(1977)

(ognisko)

Olle¬

ros
23

Llumpa

Ancasl

Luzuriaga

Llumpa

glina

~

plato-molde

bez

łupek

walcczkowania

tablicz­

(palelkowanic)

n a c i n a n i e , w z ó r re¬
' liefowy

w piecu

wypukły

naczynia

kuchenne

J . C . Tello ((919),

1978

otwartym

żłobiony ręcznie

(ognisko)

kowy
(2:1)
24

. Mallas

Ancash

Huari

Huari

25

i Marcapata

Cuzco

Quispi-

Marcapata

canchis

7

2 rodzaje
gliny

H . Castro Pozo 0 1 , 1 9 2 4
plato-moldc

bez

walcczkowania

malowanie

w

piecu
otwartym

naczynia kuchenne, ?

I.

C . Tello (1931),

1978

1

iCo
i-i

�3

2

4

6

5

7
I

(drewniane

GO

10

8

(ognisko)

kształtowniki)
26

Milo Alio

Junín

Concep-

Mio

Alio

glina

ción

plato-molde

+

piasek

z wa-

w z ó r ryty lub m a l o ­

łeczkowaniem

w piecu

wany, aplikacja
plastyczna

27

; Mollepata

i

La

S a n t i a g o dVi M o l l e p a t a

Libe-

Chuco

rtad

glina

!

-

Hueven

pukły

dwuczęściowe

wy­

w

odciskany

. L . 0 ' N e a l c (1931),

zabawki

piecu

naczynia kuchenne, ?

R . Krzanowska,

otwartym
I

z formy, c z ę ś c i o ­

(zewnęlrzne)

wa
28

Tvfórrope

Lambaye-

Lambayc-

Mórrope

I

wyklepywanie palet­
ką

que

que

na

29

i Muya

]

Huamanga . Quiniia

Ayacucho

I Muquí

Junín

Jauja

31

' Olmos

Lambaye-

Lambaye-

que

' Muqui

?

Olmos

que

z

•

D . Collier (1956).

?

• naczynia

•y

7
7

ręczne

kuchenne,

specjalne

w piecu

paletkowaniem

i

J . C . S p a h n i {'.•), 1966

(miednice)
i

I naczynia

otwartym

(wyklepywaniepa-

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

kuchenne,

J . S a b o g a l W . (1976),
1978

miniaturki

(dołowy)

H . H . Brüning (1889),

lelka na kamieniu
+
32

, Olleros

Piura

Ayabaca

Ayabaca

w

7

piecu

naczynia kuchenne, ?

J . Sabogal W . (1976),
1978

(ognisko)
Pampa

34

Ancash

Huaraz

Pampas

?

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

Lima

Chancay

Pacelio

7

naczynia

kuchenne

R , K r z a n o w s k a (1978)

j Pari

Junín

Pasco

Huayllay

7

naczynia

kuchenne

E . G o d e ł (1915),

36

! Paria-

Ancash

Carhuaz

Paría-

7

|

?

Huánuco

Maranon

Piura

7

j

?

Cuzco

Cal ja

Pisac

?

| miniaturki -

&lt;

huanca

37

i Piura

38

Pisnc

angoba,

malowane

i

pańskiej,
Luzuriaga

Ancash

Pisco-

glina

bamba

bamba

+

, plato-moldc

lupek
tablicz-

bez

w

nacinanie, wzór

piecu

walcczkowania

reliefowy w y p u k ł y

otwartym

(paletkowanie)

żłobiony

(ognisko)

ręcznie

' H . C a s t r o P o z o ( ? ) . 1924
imitacje

ceramiki przedhisz-

I
¡ Pisto-

1918

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

huanca

wzory
39

5&gt;

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

35

Paran

»

wałeczkowanie

otwartym
33

&gt;
3

1898

p l a l o - m o l d e , 'J

glina

1958

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

(dołowy)

1

formowanie

naczynia kuchenne, ?

otwartym

nego

I

30

w piecu

stempla ceramicz­
¡

•&gt;

1976
H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

n i ^ w z o r u ze

kowanie

A , K r z a n o w s k i (1973),

(ognisko)

polewa

nacinanie, odciska -

formie-

- g a r n k u -f- w a l e c z -

1976

figuralne, m i n i a t u r k i , ! H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

(ognisko)

w z ó r reliefowy

formy ceramiczne

naczynia kuchenne,

otwartym

' A . K r z a n o w s k i (1977)
i

popielniczki

naczynia kuchenne, ?

i. C . T e l l o ( 1 9 1 9 ) ,

figurki,

J . C . Spahni ( ? ) , [966

1978

kowy
1

(2:1)
40

; Pucará

Puno

Lampa

Pircara

2 rodzaje

I
! formy gipsowe d w a -

1

i

aplikacja plastyczna,

w

piecu

rzeźby ceramiez-,

10

gliny

+

piasek

c z ę ś c i o w e (zew­

malowanie, pole­

nętrzne),

wa

kolo

M . L u n a B . ( 1 9 7 6 ) , 1976

ne, popielniczki, w a ­

zamkniętym

zony

garncarskie
41

:

42

Puyalli

Ancash

Quiniia

Ayacucho

Pallasca
I Huamanga

Quinua

H . C a s t r o P o z o &lt; ? ) , 1924

7

Pampas
3 rodzaje
Bliny
(1 :1 : 1 )

plato-molde, formo - • a p l i k a c j a plastyczna
wanie

ręczne, kolo .

garncarskie

malowanie,
lowane

naczynia

w piecu

:

figurki,

zamkniętym

ma-

J.

figuralne,

Sabogal

(?),

1949;

A.Krzanowski{1977);

miczne, popielniczki,

wzory

C . S p a h n i ( ? ) , 1966;
J.

rzeźby cera­

wazony

R . K r z a n o w s k a (1978)

Urcos

H . C a s t r o P o z o ( 7 ) , 1924

Carhuaz

Paria-

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

Victor

Sacsa-

43

Kaechi

Cuzco

Quispican-

44

Recuay

Ancash

45

Sacss-

Ayacucho

chis
huanca

46

San Jeró.

47

San Marcos

Apurimac

Andahti-

Caja marca

Cajamarca

nimo
n a c z y n i a figuralne, ?

malowanie, aplika­

San Marcos

cja plastyczna, ?
San Miguel

48

I San Miguel

de P a l l a -

ques

I

ques

Lima

lluarochiri

Domingo

I

de

I

los

50

Santo

51

Shayango

C'UÏCO

Tomas

plato-molde

z wa-

łeczkowaniem

los

odciskanie patykiem

piecu
otwartym

goba,

(ognisko)

malowane

'

[ J . C . T e l l o ( 1 9 2 2 ) , 1978

1

j F . Engel (1969),

dzbany, ?

Simbilá

Piura

Piura

?

Sondor

piasek

I

53

Socha-

Piura

bamba
54

g l i n o -I

Sonche

Amazonas

Huanca-

Huanca -

bamba

bamba

Chacha-

formowanie

ręczne

nacinanie, odciska-

w piecu
I

z palelkowanicm,

n i e w z o r u ze

formy

stempla ceramicz-j

ceramiczne

dwuczęściowe

nego, malowanie,

(zewnętrzne)

malowane

otwartym
(dotowy)

i J . Sabogal W . (1977),

naczynia kuchenne,
imitacja ceramiki przedhiszpańskiej

1978

Sondor

i Piura

Huanca-

&gt;

J . Sabogal

W.

(1977),

1978
D . Collier (1956),

1959

wzory
H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

Sonche

Sondor

r
tí
ö
o

• J . C . S p a h n i ( ? ) , 1966

poyas
55

&gt;

1971

j H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

I
Catocaos

»

s
?

bamba
52

O

I garnki do gotowania,

I

Tomas

&gt;

M , Z a h o r o w s k a (1974)
M . Z a h o r o w s k a (1974)

,
I

i C h u m b . v i l - : Santo

Huanca-

w

paznokciem, an- j
wzory

Olleros

cas
Pirna

glina

Domingo
de

1

Olleros

Santo
!

A . K r z a n o w s k i (1973)

naczynia kuchenne, ?

nacinanie, 7

San Miguel

I

Santo

49

Cajamarca

de P a l i ­

&gt;

H . C a s t r o P o z o ( 7 ) , 1924

San Jeró­

aylas

nimo

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924
I

marca

Fajardo

marca

11
M
W
C

i glina

filiżanki,

lalerze, dzban- . J . Sabogal W . (1977)

M
Co
Os

�3

&gt; I

4
i
l

56

'' S o n d o r i l l a

Píura

bamba

Huanca-

!

Sondor

glina

formy c z ę ś c i o w e ( ? )
I

bamba

57

Soqcha

Pjiira

Hnanea-

St?ndor

ibrmy

glina

bamha

5S

Talayera

I Apurimac
i

59

60

i Taricá

! Anda-

ceramiczne

d w u c z ę ś c i o w e (7)

Talayera

huaylas
Ancash

T L ra pata

Huaraz

Taricá

A z a n g a tro

Tírapata

fiíina

+

malowany

wzór

nacinanie,

wzor

p l a î u - m û l d e bez w a -

sproszko-

leczkowania

wane

{drewniane

skorupy

kształtowniki)

ceramiczne
Concep-

Vicsos

glina

ción
62

Yacyu

Ancash

63

Y a u ya

Ancash

Huari
¡ Luzuriaga

4-

piasek
Huari
; Yauy¡.

glina

-f

reliefowy

tablicz­

(palctlcowanie)

biony

(2:0
przypisy

22-24.

bei

wałec?kowania

kowy

Patrz

plato-molde

łupek

żło­

�Go

10

zamkniętym

ki, cukierniczki, imi­
tacje c e r a m i k i p r z e d hiszpanskiej

w piecu

naczynia kuchenne, ?

J . Sabogal W . (1977),
1978

otwartym
(dołowy)
w piecu

naczynia kuchenne, ?

J . Sabogal W . (1977),
1978

otwa rtym
(dołowy)

H . C a s t r o P o z o ( 7 ) , 1924

naczynia kuchenne,
miniaturki, zabawki

R. K r z a n o w s k a ( 1 9 7 8 )
C , B , D o n n a n (1966),
1971

frj
0

H . C a s t r a P o z o ( ? ) , 1924
naczynia kuchenne, ?

S.

L i n n e ( ? ) . 1925

&gt;
2

E.

Nordenskiold (?),

&gt;

1924

»

&gt;
w pte^i

naczynia kuchenne, ?

L . C N c a l c ( ( 9 3 1 ) ) , 1976

naczynia kuchenne, ?

J . C , Tello (1919),

zamkniętym
H . C a s t r o P o z o (?&gt;, [ 9 2 4
w piecu
otwartym
(ognisko)

(978

O

w
SU

&gt;

�PERUWIAŃSKA

C E R A M I K A

L U D O W A

185

Najczęściej natomiast stosowanym przy produkcji ceramiki urządze­
niem jest tzw. plato-molde
które można by nazwać "fałszywym ko­
łem garncarskim". Plato-molde to lekko wklęsły dysk (talerz) ceramicz­
ny, czasem zaopatrzony u spodu w dodatkową wypukłość (krótką nóżkę-podstawkę), która pasuje do wgłębienia na płaskim kamieniu leżą­
cym na ziemi i służącym za "stół modelarski". Niekiedy nóżkę-podstawkę zastępuje drugi talerz o mniejszej średnicy (ryc. 2). Na dysku układa
garncarz bryłkę gliny, kciukami wyrabia zagłębienie i obracając powoli
dysk formuje palcami dno oraz dolną część ścianek (do ok. 1/3 wyso­
kości naczynia). Jest to pierwsza faza formowania przy zastosowaniu
plato-molde, identyczna we wszystkich udokumentowanych ośrodkach,
w których stwierdzono użycie tego urządzenia (por. tab. 1). Faza druga,
w której nadaje się naczyniu pożądany kształt i wielkość, różni się w za­
leżności od znajomości techniki lepienia z wałeczków. W takich ośrod­
kach, jak Aco, Ccaccasiri, Checca Pupuja, Huayhuas, Mito Alto i Santo
Domingo de los Olleros, do uformowanej uprzednio dolnej części naczy­
nia dokleja się kolejno kilka utoczonych w dłoniach wałeczków (ryc. 3),
wygładzając spoiny wilgotną dłonią i jakimś pomocniczym narzędziem —
kawałkiem tykwy, płaskim kawałkiem drewna, otoczakiem, wilgotną
szmatką, itp. Garncarz pracuje w ten sposób, że lewą dłonią obraca dysk
i kształtuje zewnętrzną powierzchnię naczynia, a p r a w ą wygładza w n ę t ­
rze i ewentualnie wypycha ścianki na zewnątrz, gdy naczynie ma być
bardziej pękate. Dalsze czynności zależą od ostatecznie pożądanego
kształtu naczynia. Przy garnkach lub misach wykańcza się brzeg mokrym
paskiem tkaniny, patykiem (odginanie kołnierza) lub metalowym noży­
kiem. Przy zamkniętych dzbanach dokleja się dodatkowe wałeczki
zmniejszające średnicę i na koniec szyjkę-kołnierz. Szyjka powstaje albo
ze spłaszczenia jeszcze jednego, grubszego wałeczka (np. Aco, Mito A l ­
to), albo przez doklejenie osobno uklepanego paska gliny (Santo Domin­
go de los Olleros), albo poprzez nałożenie bryłki, w której wyciska się
otwór (np. Huayhuas). Osobno formowane są też ucha. Gotowe naczynie
pozostawia się na dysku do przesuszenia co najmniej na kilka godzin
(do kilku dni), a następnie ostatecznie wykańcza i wygładza powierzch­
nię. Dlatego też garncarz posiada na ogół cały szereg dysków, dostoso­
wanych średnicą do wielkości różnych naczyń. Czasem dla ułatwienia
obrotu dysk smarnie się u spodu tłuszczem (Ccaccasiri) posypuje sprosz¬
kowaną suchą gliną (Santo Domingo de los Olleros) lub piaskiem (Quinua).
Lepienie ścianek z wałeczków nie wszędzie jest jednak stosowane.
W Huancas i L l i k i Llaka do uformowanej z podstawowej bryłki dolnej
części naczynia dokleja się sukcesywnie dalsze kawałki i dłońmi nadaje
i m pożądaną grubość oraz kąt nachylenia. Wałeczkowanie nie jest zna" Z hiszp. plato — talerz, dysk; molde — forma.

�186

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

Ryc. 3. Nadbudowywanie ścianek naczynia przez doklejanie w a ł e c z k ó w gliny (Aco)
Wg D. Lavallee, 1967

ne również w regionie Huari-Pomabamba (ośrodki Chacas, Llumpa, P i scobamba, Yauya). Jak zanotował J. C. Tello przy nadbudowywaniu ścia­
nek naczynia używa się drewnianej paletki, którą wyklepuje się spoiny,
ścienia doklejony placek do pożądanej grubości i wyrównuje go.
Najbardziej natomiast oryginalną odmianę techniki plato-molde
stwierdzono na początku naszego wieku na wschodnich stokach Andów,
w południowej części Peru. Otóż w Marcapata i Tirapata przy nadbudo­
wywaniu ścianek posługiwano się drewnianymi kształtownikami wkła­
danymi do wewnątrz naczynia. Te swoiste formy przeciwdziałały zapa­
daniu się doklejanych kawałków gliny, ułatwiały ich łączenie i nadawa-

�187

PERUWIAŃSKA C E R A M I K A L U D O W A

ły odpowiedni kształt ściankom. Naczynia wykonywano etapami, przesu­
szając po doklejeniu każdej części za pomocą odpowiedniego kształtow­
nika.
Zupełnie odmienną techniką formowania jest stosowanie dwuczęścio­
wych form zewnętrznych. Jak dotąd udokumentowano ich użycie tylko
w dwóch ośrodkach: Caulimalca i Mollepata. Są to formy ceramiczne, sy­
metryczne, a płaszczyzna łączenia przebiega pionowo przez oś symetrii
naczynia. Wyrób polega na wylepieniu wnętrza osobno każdej połówki
formy (ryc. 4), następnie połączenia ich i po kilkugodzinnym przesusze­
niu oddzieleniu od formy. Wykończenie sprowadza się do wygładzenia
spoiny i wypolerowania powierzchni wolnej od zdobień.

Ryc. 4. Rozprowadzanie gliny w e w n ą t r z połówki formy ceramicznej. Przed
carką l e ż y druga połówka, już wypełniona i wygładzona (Caulimalca)
Fot. A.

garn-

Krzanowski

Formy zewnętrzne gipsowe dwu- i wieloczęściowe stosuje się w Pucara do wyrobu niektórych figurek i rzeźb ceramicznych (np. słynnych
kościółków). Postępowanie jest podobne, jak w przypadku form cera­
micznych. Wydaje się jednak, że zastosowanie tych form to sprawa
ostatnich kilkunastu lat. Przy masowej produkcji na użytek turystów
usprawniły one i przyspieszyły wyrób figurek i rzeźb modelowanych
dawniej ręcznie. Podobnego typu usprawnienie wprowadzono też w Aco.
Do produkcji miniaturek i zabawek używa się tam bądź form drewnia­
nych wewnętrznych (pełnych), na których wyklepuje się np. miseczki
i talerzyki, bądź też zewnętrznych, połówkowych, w których wylepia się

�188

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

figurki. Formy d w u - i wieloczęściowe stosowane są też powszechnie
przez kopistów i imitatorów ceramiki przedhiszpańskiej (np. w Simbilá).
Garncarze specjalizujący się w produkcji naczyń figuralnych, figu­
rek, rzeźb ceramicznych lub miniaturek (np. w Quinua) nierzadko kształ­
tują je ręcznie, bez użycia form czy plato-molde. Taka najbardziej "pier­
wotna" technika produkcji nie jest już chyba jednak nigdzie stosowana
w odniesieniu do naczyń użytkowych. E. Godet zanotował ją w okoli­
cach Jez. Huarón w początkach naszego wieku, lecz — jak już wspom­
niano — ośrodki tam istniejące przypuszczalnie zaprzestały produkcji
w latach 1950-1960.

Ryc. 5. Wyklepywanie ścianek naczynia drewnianą paletką (Simbilá)
Wg J . C. Spahni, 1966

�P E R U W I A Ń S K A

C E R A M I K A

189

L U D O W A

Osobnego omówienia wymaga technika stosowana przez garncarzy
na północnym wybrzeżu Peru. O ceramice stamtąd pochodzącej mówi się
•paleteada (paletkowana), gdyż głównym narzędziem używanym przy
wyrobie naczyń jest drewniana paletka. W Simbila, Olmos i Chulucanas
formuje się naprzód w dłoniach dno i zaczątek ścianek, następnie dokle­
ja wałeczki i rozklepuje je paletką (od zewnątrz), podkładając od wew­
nątrz otoczak (ryc. 5). W Mórrope natomiast paletkowanie stosuje się
również w fazie początkowej, rozklepując bryłkę gliny na odwróconym
dnem do góry garnku, służącym za f o r m ę . Dalsze postępowanie jest
identyczne jak w Simbila.
Jak wynika z powyższego opisu wszystkie narzędzia stosowane przy
różnych technikach formowania są stosunkowo proste. Garncarze wyko­
nują je sami w miarę swoich potrzeb. W fazie wykańczania i wygładza­
nia używa się dodatkowo całego szeregu nie opisanych tu, drobnych
przedmiotów, takich jak skorupy, kawałki tykw, blaszki, nożyki, patyki,
kołki, szmatki, kawałki skóry, otoczaki, wyłuskane kaczany kukurydzy,
itp. Ich ilość i rodzaj zależy często od indywidualnego wyposażenia da­
nego warsztatu.
Podobnie zmienna jest ilość i czas trwania kolejnych przerw w pra28

Ryc. 6. Wypalanie ceramiki metodą ogniskową (Caulimalca)
Fot. A. Krzanowski
2 8

Jak zanotował B r ü n i n g (op. cit.) podobnie postępowano z końcem ubieg­
łego wieku w Olmos, z tym że formą-podstawą do rozklepywania był obły k a ­
mień.

�190

ROMANA K R Z A N O W S K A

cy związanych z koniecznością przesuszenia naczynia. Zależą one od tech­
niki kształtowania, właściwości masy garncarskiej, aktualnych warun­
ków atmosferycznych lub nawet terminu sprzedaży (gdy istnieje możli­
wość szybkiej sprzedaży skraca się znacznie proces produkcji, nawet
kosztem większych strat przy wypalaniu). Suszenie pośrednie i końco­
we (przed wypalaniem) odbywa się na ogół w miejscu ocienionym lub
na zmianę, raz w słońcu, raz w cieniu.
TECHNIKI ZDOBIENIA

W udokumentowanych ośrodkach garncarskich zanotowano nastę­
pujące techniki zdobienia: nacinanie i żłobienie (ryc. 8b), odciskanie wy­
pukłego wzoru reliefowego z formy (ryc. 8c, 9d) lub przy użyciu drew­
nianego stempla, aplikację plastyczną (doklejanie większych elemen­
tów — ryc. l l b ) , angobowanie, malowanie (ryc. 8a, 9e) i nakładanie
szklistej polewy (ryc. 8c, 12d-f).
Stosunkowo niewiele jest takich ośrodków, w których stosuje się
tylko jedną technikę zdobienia. Należą do nich te z prowincji Huari
i Pomabamba, gdzie ozdabia się naczynia nacięciami i żłobionymi wzo­
rami wykonywanymi małym kamiennym nożykiem. Także w Caulimalca występuje wyłącznie jedna technika zdobienia: wzór jest wyżłobiony
w formie, z której wykonuje się naczynie, i zostaje odciśnięty już w trak­
cie jego wyrobu. Na gotowym egzemplarzu jest to lekko w y p u k ł y relief.
W Mórrope i Simbila podobny wzór uzyskuje się odciskając na gotowym
naczyniu drewniany, wgłębnie żłobiony stempel. Jednakże, jak zanoto­
wali Collier i Spahni, stemple takie wychodzą już z użycia i stosują je
tylko wyjątkowo niektórzy garncarze. Inni pozostawiają swe wyroby bez
jakiejkolwiek dekoracji.
Na ogół jednak stosuje się dwie lub kilka technik zdobniczych, przy
czym zaobserwować można prawidłowość, że im bogatszy jest asorty­
ment wyrobów produkowanych w danym ośrodku, tym bardziej zróżni­
cowane są sposoby ich zdobienia. I tak na przykład w Checca Pupuja
stosuje się nacinanie, żłobienie, aplikację plastyczną, malowanie i częś­
ciową polewę, a wszystkie techniki spotkać można na jednym naczyniu.
W Aco zaś duże dzbany są najpierw angobowane, a następnie ozdabiane
malowanym wzorem (ryc. 7). Czasem dodatkowo dekoruje się je przy
szyjce doklejanymi wałeczkami wygniatanymi w łańcuszek. Natomiast
miniaturki i zabawki pokrywa się polewą (tzw. mleczkiem hutniczym),
ale nie tworzy ona na ogół jednolitej, wysoko szlistej, błyszczącej po­
wierzchni. Często są to tylko maźnięcia, z zaciekami i nieregularnymi
powierzchniami raz o grubszej, a kiedy indziej o cieńszej warstwie po­
lewy, dość chropowate. Wynika to po pierwsze z oszczędnego stosowa­
nia roztworu, do którego składniki kupuje się po stosunkowo wysokich
cenach, po drugie z braku doświadczenia w stosowaniu tego typu tech-

�191

PERUWIAŃSKA C E R A M I K A L U D O W A

Ryc. 7. Wyjmowanie wypalonych naczyń z pieca garncarskiego w Aco
Wg D. Lavallće, 1967

n i k i zdobienia. W innych ośrodkach (Checca Pupuja, Pucara i Mollepata) polewę stosuje się w podobny sposób: tylko na określonych elemen­
tach naczynia lub figurki (ryc. 12a-f) albo nieregularnymi maźnięciami
na całej powierzchni (ryc. 8c).
W żadnym zresztą z udokumentowanych peruwiańskich ośrodków
garncarskich nie produkuje się naczyń polewanych całkowicie (na błysz­
cząco), jakie wyrabia się choćby w regionie Cochabamba w Boliwii. Na­
leży jednak podkreślić, że stosowanie polewy wprowadzone zostało do­
piero po przybyciu Hiszpanów, a — jak to wynika z wielu uprzednio
podanych faktów — peruwiańskie garncarstwo ludowe wyjątkowo po-

�192

ROMANA K R Z A N O W S K A

woli i opornie poddawało się przemianom, pozostając przy odwiecznych
technikach i metodach produkcji. Dlatego też tradycyjnie stosuje się do
angobowania i malowania naturalne barwniki mineralne (np. ochrę i kao­
l i n w Aco), choć obecnie są one już często kupowane na targu w goto­
wej, sproszkowanej formie.
Wzory i motywy dekoracyjne są charakterystyczne dla danego regio­
nu, ośrodka garncarskiego, a nawet określonego typu naczynia. Wśród
nacinanych, żłobionych, odciskanych i malowanych przeważają proste
elementy geometryczne i ich kompozycje oraz motywy roślinne, na
ogół mocno stylizowane lub wręcz schematycznie uproszczone. Techniką
aplikacji wykonuje się proste dekoracje w rodzaju wałeczka czy łań­
cuszka albo też bardziej skomplikowane, przekształcające np. prosty
dzban w naczynie figuralne (ryc. l l b ) czy wręcz naczynie rzeźbę (ryc.
12b).
SPOSOBY W Y P A L A N I A

Zdecydowana większość wśród udokumentowanych ośrodków garn­
carskich stosuje ogniskową (tzw. w piecu otwartym) metodę wypalania
naczyń. Garnki układa się w kopiec tak, by otwór jednego przytykał do
brzuśca innego i zachowując kolejność od największych do najmniej­
szych egzemplarzy. Całość otacza się wieńcem starych, potłuczonych
i wypalonych naczyń, a na nich układa się opał (czasem jego warstwę
kładzie się też na spód). Mogą to być drewniane szczapy, chrust, wysu­
szone odchody bydlęce i trawa. Tak przygotowany stos podpala się rów­
nocześnie z kilku stron i utrzymuje ogień przez kilkanaście godzin
(ryc. 6).
Pokrewną metodą jest ogniskowo-dołowy sposób wypału, stosowany
wyłącznie na północy Peru (np. w Simbilá, Sondorillo, Soqcha). Głębo­
kość dołów nie przekracza na ogół kilkudziesięciu centymetrów, a spo­
sób przygotowania i prowadzenia wypału jest podobny, jak przy meto­
dzie ogniskowej.
Piece garncarskie zamknięte stwierdzono natomiast tylko w k i l k u
ośrodkach. Reprezentatywnym przykładem może tu być Aco, gdzie bu­
duje się pionowe, kominowe piece z cegieł adobe (ryc. 7). Składają się
one z dwóch komór: dolnej na opał i górnej, w której umieszcza się
gotowe do wypalania naczynia — początkowo wkłada się je otworem
bocznym, a następnie szczytowym. Ogień utrzymuje się przez ok. 2 godz.,
a zakończenie wypału sygnalizuje ukazanie się płomieni w górnym otwo­
rze. Naczynia wyjmuje się po kilkugodzinnym przestygnięciu. Poza Aco
i niedalekim Vicsos podobne piece stosowane są właściwie tylko w tych
ośrodkach, gdzie masowo produkuje się ceramikę ozdobną (np. Pucará,
Quinua) lub naczynia w stylu fabrycznej zastawy stołowej (np. Encan­
tada).

�i
1

Ryc. 8. Przykłady naczyń kuchennych wyrabianych w Peru:

;

a — malowany garnek do picia z Tarica, wys. 10 cm; b — zdobiony żłobieniami garnek do
gotowania z San Miguel de Pallaąues, wys. 14,5 cm; c — dzban z Mollepata, wys. 24 cm —
na reliefowy, odciśnięty z formy wzór nałożono maźnięciami cienką warstwą ciemnozielonej
polewy; d — butla z Huarón ozdobiona pętlowym, czerwono malowanym wzorem, wys.
19 cm; e — dzbanek z Huarón, wys. 19 cm; f — garnek do gotowania z L l i k i L l a k a , wys.
ok. 24 cm; g — duże ; naczynie zasobowe z pokrywką z L l i k i Llaka, wys. ok. 76 cm.
Fot. J . Kubiena (a, b), M. Doktor (c—e), wg F . Engel, 1971 (f, g)

i

13 — Etnografia Polska X X V I I / 1

i
'
i
•

)

�194

ROMANA K R Z A N O W S K A

R O D Z A J E WYROBÓW G A R N C A R S K I C H

Wprawdzie wytwarzana obecnie w Peru ceramika ludowa nie pre­
zentuje tak bogatego wachlarza form i odmian, jak to miało miejsce
w czasach przedhiszpańskich, ale i tak różnorodność wyrobów jest znacz-

e
Ryc. 9. Przykłady naczyń kuchennych wyrabianych w P e r u :
a — praźnica, wys. 14 cm; b — dzbanek, wys. 16 cm; c — dzban u ż y w a n y przy produkcji
chichy (piwa z kukurydzy), wys. 47 cm; d — garnek do gotowania, wys. 22 cm (a-d —
Caulimalca); e - malowana na biało i brązowo misa z Acopia, średnica 31 cm. Fot. M. Dok­
tor (a, b), A. Krzanowski (c, d), J . Kubiena (e)

�PERUWIAŃSKA

C E R A M I K A

195

L U D O W A

na. Przede wszystkim są to wszelakiego rodzaju i wielkości naczynia k u ­
chenne (ryc. 8-10): garnki, dzbany, misy, prażnice, kubki, butle, duże
naczynia zasobowe (tzw. tinajas, porongos) oraz specjalnego, aczkolwiek
również gospodarczego przeznaczenia, takie jak miednice czy gliniane
piecyki-podstawki osłaniające ogień i służące do gotowania w polu (Ccaccasiri). Produkcją tego typu wyrobów zajmują się liczne górskie ośrod­
ki garncarskie, od Olleros na północy począwszy, poprzez Caulimalkę
i Mollepatę, Tarikę, L l i k i Llakę, Mito Alto, Ccaccasiri, a na Checca Pupuja na południu, nieopodal jez. Titicaca skończywszy (szczegółowe dane
tab. 1). Niektóre z nich ograniczyły "w ostatnich latach produkcję do
określonego typu naczyń cieszących sie naiwiekszym Dooytem Na nrzvkład w Aco iak zanotowała Layallee jeszcze ok 50 lat temu wytwa­
rzano różne odmiany sarnków i dzbanów a obecnie orodukuie sie w y ­
łącznie duże tinaias i voronaos Równocześnie rozwinięto i wzbosacono
nowvmi formami wvrób miniaturek i zabawek dawniei stanowiących
margines produkcji
Podobne ukierunkowanie produkcji na duże naczynia zasobowe oraz
drobne wyroby pamiątkarskie lub kopie czy imitacje ceramiki przedhiszpańskiej cechuje ośrodki z północnego wybrzeża Peru, takie jak np.
Simbila, Mórrope, Olmos.
Specyficzną grupę stanowią naczynia figuralne, figurki i rzeźby
(ryc. 11, 12), które można by określić mianem ceramiki artystycznej,

Ryc. 10. Zestaw naczyń kuchennych wyrabianych w Caulimalca. Świeżo wykona­
ne naczynia suszą się przed wypalaniem na specjalnych krążkach
Fot. A.

Krzanowski

�196

ROMANA K R Z A N O W S K A

z tym że zachowała ona liczne cechy tradycyjne, ludowe. Wyroby tego
rodzaju spotyka się praktycznie niemal w każdym, a zwłaszcza górskim
ośrodku garncarskim. W zasadzie przestały już one spełniać dawną rolę
kultowo-obrzędową, a funkcjonują jako przedmioty ozdobne lub pamiąt­
k i dla turystów. W produkcji tego typu wyrobów wyspecjalizowały się
takie ośrodki, jak Quinua, Pucara i Checca Pupuja. Inwencja poszcze­
gólnych garncarzy na podstawie starych form i motywów tworzy co­
raz to nowe odmiany naczyń figuralnych i figurek, z których najsłyn­
niejsze to byczki i kościółki (ryc. 12d, e), dwu- i wielogłowe naczynia-lamy (ryc. 12c) lub naczynia-świeczniki (ryc. 12b), karykaturalne posta­
cie muzykantów oraz wiele innych.
W ostatnich latach pojawiają się coraz liczniej produkowane dla t u ­
rystów kopie i imitacje ceramiki przedhiszpańskiej. Ich jakość i walory
artystyczne są na ogół mierne, aczkolwiek zdarzają się kopiści wyjątko­
wo sumienni i obdarzeni talentem, jak np. Ignacio Bustamante z Cuzco ». Na osobną uwagę zasługuje indywidualna, współczesna, choć głę­
boko osadzona w ludowej tradycji rzeźba ceramiczna w rodzaju grotesko­
wych postaci i scenek autorstwa Edilberta Meridy Rodrigueza (ryc. 12g)
z Cuzco i licznych jego naśladowców.
Niestety szczupłe ramy tego artykułu nie pozwalają na dokładniejsze
omówienie poszczególnych ośrodków garncarskich, ani też na należyte
rozwinięcie wniosków płynących z analizy zebranych informacji.
Reasumując więc pokrótce stwierdzić należy, iż peruwiańską cera­
mikę ludową cechuje głęboka tradycyjność, tak pod względem metod
produkcji, organizacji pracy, jak i rodzajów produkowanych wyrobów.
Choć z niezwykłą ostrożnością podchodzić należy do analogii etnograficzno-archeologicznych
to w rozważanej dziedzinie peruwiańskiego garn­
carstwa ludowego są one w szeregu przypadkach bezdyskusyjne. I tak
na przykład badany przez autorkę ośrodek w Caulimalca niewątpliwie
kontynuuje właściwą dla kultury Chimu ( X - X V I w. n.e.) technikę pro­
dukcji z form oraz stosuje nadal wzory i motywy zdobnicze charakte­
rystyczne dla ceramiki inkaskiej . Potwierdzeniem odległego, przedhiszpańskiego rodowodu plato-molde są znaleziska archeologiczne (np.
na stanowisku Ayapata kultury Huari — V I I - X w. n.e.) . Stosowanie
w czasach przedhiszpańskich wypalania ogniskowo-dołowego oraz w pie­
cach zamkniętych potwierdzają natomiast znaleziska na stanowisku To2

3 0

32

3S

»Fernández
B a c a , op. cit., s. 33.
*&gt; K r z a n o w s k i , op. cit.
Por. A. P o s e r n - Z i e 1 i ń s k i, J . O s t o j a - Z a g ó r s k i , Etnologiczna in­
terpretacja i analogie etnograficzne w postępowaniu
badawczym archeologii i pra­
historii, "Slavia Antiqua", No. X X I V : l!977, s. 31-71,
"2 K r z a n o w s k a , K r z a n o w s k i , op. cit., s. 208-209.
R. R a v i n e s , Excavaciones en Ayapata, Huancavelica, Perú, "Ñawpa P a cha", No. 15: 1977, s. 71, lam. X X V I I I , figs. 61a-c.
8 1

8 8

�PERUWIAŃSKA

C E R A M I K A

197

L U D O W A

Ryc. 11. Przykłady naczyń ozdobnych wyrabianych w niewielkich ilościach w ośrod­
kach garncarskich specjalizujących się w produkcji naczyń kuchennych:
a — naczynie z jaguarem (wylew
dzban w postaci ludzkiej sylwetki
piórki z Caulimalki, wys. 11 cm;
14 cm. Fot.

na grzbiecie zwierzęcia) z San Marcos, wys. 12 cm; b —
z Huancas, wys. 17 cm; c — naczynie w kształcie prze­
d — naczynie w kształcie byczka z Caulimalki, wys.
M. Doktor (a, c, d), J . Kubiena (b)
M

ma Luz (na południe od Ica) . Przykłady mniej lub bardziej szczegóło­
wo udokumentowanych analogii można by mnożyć, a w wielu przy­
padkach brak jedynie należytego porównania materiałów archeologicz­
nych ze współczesnymi. Jednakże szereg badaczy* sygnalizuje daleko
idącą zbieżność przedhiszpańskich rodzajów wyrobów i zdobnictwa z ak­
tualnie stosowanymi przez garncarzy w t y m samym regionie peruwiań­
skiej sierry.
Ponadto długie istnienie wielu ośrodków garncarskich i niezmienny
charakter ich produkcji dokumentują liczne źródła historyczne, od cza5

" G. P e t e r s e n G., Minería y metalurgia en el Antiguo Perú,
No. 12: 1970, s. 38-39.
Np. L a v e l l é e , op. cit., . 120; R a v i n e s , op. cit, s. 466.
M

s

"Arquelógicas",

�198

]

ROMANA K R Z A N O W S K A

Ryc. 12. P r z y k ł a d y ceramiki dekoracyjnej o charakterze p a m i ą t k a r s k i m :

]
j'
j
j
;

]
t

i

a — okaryna w kształcie grającego zespołu muzycznego, dł. 25 cm; b — naczynie-świecznik,
wys. 26 cm; c — naczynie w kształcie figurki d w u g ł o w e j lamy, wys. 15 cm; d — figurka
byczka, wys. 12 cm; e — model kościółka, wys. 22 cm; / — dzbanek z szyjką w kształcie
ludzkiej postaci, wys. 18 cm; g — groteskowa figurka flecisty, wys. 16 cm (a-c — Quinua;
d, e — Pucara; f — Checca Pupuja; g — Edilberto Merida z Cuzco). Fot. M. Doktor

�P E R U W I A Ń S K A

C E R A M I K A

L U D O W A

199

sów wczesnokolonialnych począwszy. Za przykład niech posłużą t u uwa­
gi poczynione w X V I I I w. przez Cosmę Bueno w Geografía del Perú
virreinal »• na temat ośrodka w Huaylacucho (prowincja Huancavelica),
który po dziś dzień istnieje i produkuje naczynia kuchenne.
Stwierdzenie odległego rodowodu, kontynuacji dawnych metod pro­
dukcji i generalnie tradycyjnego charakteru peruwiańskiej ceramiki l u ­
dowej nie wyklucza oczywiście ciągłego procesu stopniowych przemian.
Zasadnicza zmiana w profilu produkcji przedhiszpańskich ośrodków garn­
carskich nastąpiła w okresie kolonialnym « , kiedy to wraz z postępują­
cą chrystianizacją ustawało zapotrzebowanie na wykwintną ceramikę
dla celów kultowych. Jednakże dzięki wykształceniu się specyficznej,
o synkretycznym charakterze obrzędowości religijno-magicznej i zacho­
waniu wielu tradycyjnych elementów w obrzędach świeckich, przetrwa­
ła w niektórych ośrodkach produkcja ceramiki ozdobnej, w rodzaju na­
czyń figuralnych, figurek, miniaturek i zabawek. Obecnie tylko wyjąt­
kowo spotkać się można z magiczno-obrzędowym użyciem wyrobów garn­
carskich — w zasadzie pełnią one funkcję ceramiki dekoracyjnej lub
pamiątek dla turystów. Niektóre ośrodki garncarskie wyspecjalizowały
się w tego typu produkcji, a skrajny przykład stanowi Quinua, gdzie po­
za zaspokajaniem w niewielkim zakresie własnych potrzeb gospodar-_
skich garncarze w ogóle zaprzestali wyrobu naczyń kuchennych.
Przemiany tego rodzaju mają wyraźnie podłoże społeczno-ekonomicz¬
ne ». Otóż z punktu widzenia roli, jaką garncarstwo pełni w strukturze
gospodarczej regionu, można je obecnie podzielić na "wiejskie" i "miej­
skie". Garncarstwo wiejskie cechuje się tym, iż rzemieślnik dzieli swój
czas pomiędzy pracę na roli i wytwórczość dodatkową, a dochód płynący
z tej ostatniej nie stanowi podstawy utrzymania, a jedynie jego uzupeł­
nienie. Takie garncarstwo reprezentuje większość górskich ośrodków
w rodzaju Ccaccasiri, L l i k i Llaka czy Caulimalca. Z garncarstwem typu
miejskiego mamy natomiast do czynienia w przypadku Quinua lub Pu­
cará, gdzie rzemieślnik w zasadzie cały swój czas poświęca na produkcję
3 8

3

s

« C. B u e n o , Geografía
del Perú virreinal (siglo XVIII),
Lima 1951, s. 73.
»' Według podziału chronologicznego zaproponowanego przez R. L a r c o H o yl e ' á (Cronología
Arqueológica
del Norte del Perú, Buenos Aires 1948) dla stylów
ceramicznych od czasów przedhiszpańskich do obecnych, ograniczenie produkcji
do form u ż y t k o w y c h i obniżenie jakości wyrabianej ceramiki wyznacza okres
pośredni (zwany ollería)
pomiędzy wczesnokolonialnym, kiedy to z niewielkimi
zmianami kontynuuje się bezpośrednio tradycja przedhiszpańska, a współczesnym
okresem garncarstwa ludowego.
Na przykład autorka zanotowała w 1978 r. we wsi Huacho Sin Pescado
(prowincja Cajatambo, dept. Lima) tradycję umieszczania małego dwojaczka pod
dachówkami przygotowanymi dla wypalania. Naczynie napełniane dwoma rodzajami
alkoholu chronić miało dachówki przed pękaniem.
» Por. R. K r z a n o w s k a ,
Spoleczno-ekonomiczna
pozycja garncarstwa
lu­
dowego w Peru, Materiały z Sesji Naukowej "Mieszkańcy A n d ó w i ich. środowi­
sko", Kraków 1981, s. 25-37.
! S

s

�200

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

ceramiki i utrzymuje się z niej. Postępujący rozwój gospodarczy Peru
sprawia, iż maleje coraz bardziej popyt na gliniane naczynia. Z użycia
wypierają je sukcesywnie wprawdzie droższe, ale trwalsze wyroby me­
talowe i plastikowe. Poza tym dla ludności wiejskiej otwierają się coraz
to nowe możliwości pracy, znacznie bardziej dochodowej i mniej uciążli­
wej niż wyrób ceramiki. Tak więc garncarstwo wiejskie, produkujące
głównie naczynia gospodarskie, przeżywa swój upadek. Redukuje się
asortyment wyrobów, czego dobitnym przykładem jest Aco, lub wręcz
zmniejsza się drastycznie ilość garncarzy, jak np. do jednego w Sondor
(1977 r.), niegdyś słynnym i licznym ośrodku. W pełni natomiast rozwija
się garncarstwo typu miejskiego jako drobny przemysł pamiątkarski,
doskonale prosperujący w kraju czerpiącym przecież znaczne zyski z t u ­
rystyki.
Ubolewać jedynie należy, że nieuchronnemu procesowi zaniku naj­
bardziej tradycyjnych metod produkcji, dawnych kształtów naczyń i wzo­
rów zdobniczych, nie towarzyszy szeroko zakrojona dokumentacja etno­
graficzna, która utrwaliłaby i zabezpieczyła często unikalne już egzem­
plarze peruwiańskiej ceramiki ludowej.

Romana Krzanowska
L A CERÁMICA P O P U L A R P E R U A N A
Resumen
E l articulo presentado es la primera prueba de análisis y recopilación de los
datos sobre la cerámica popular del P e r ú publicados en los últimos decenios y reu­
nidos por la autora durante las investigaciones de campo realizadas en los años
1973 y 1978. E l material recogido permitió la preparación de la comparación sintética (tab. 1) que abarca 63 centros de producción de cerámica en la zona de la
costa y la sierra peruana (dib. 1),. A base de los datos concernientes a respectivos
centros se elaboró una descripción generalizada del transcurso y las condiciones
de producción de la cerámica, comenzando desde la extracción y preparación de
materias primas pasando por la característica de las técnicas de modelado y decoración, modos de la cocción hasta la revista de las clases de productos alfareros.
E l análisis de las informaciones reunidas permite sacar unas cuantas conclusiones generales. Sobre todo, se debe afirmar la profunda tradicionalidad de la
alfarería popular, tanto en la esfera de los métodos de producción y organización del trabajo, como también en la esfera de clases de productos cerámicos. L o
más llamativo ejemplo es la inadmisión del tomo alfarero (desconocido antes de
Ita conquista) y la duración hasta hoy — en excepción de algunos — de las
técnicas prehispánicas como plato-molde o moldes cerámicos bipartidos. L a s diferencias tecnológicas, que surgen entre respectivas regiones del P e r ú se continúan desde el antiguo pasado y muchas formas de vasijas o elementos decorativos anotados en la actualidad tienen sus correspondientes en la cerámica
arqueológica. L a larga existencia de algunos centros alfareros y el invariable ca-

�PERUWIAŃSKA

C E R A M I K A

L U D O W A

201

rácter de su producción adicionalmente documentan las fuentes históricas del
coloniaje.
Los cambios graduales, que pueden ser observados a través últimos decenios,
tienen una definida base socioeconómica. E l desarrollo económico del Perú causa
la disminución y estrechez de la producción de vasijas domésticas, como poco
calculable y perdiendo los mercados de venta. A l mismo tiempo se desarrolla la
producción de objetos menudos de carácter recordable, con las nuevas tecnologías
y modelos.
A l observado proceso de desaparición de los métodos de producción más
tradicionales, de los antiguos modelos de valijas y adornos, debe acompañar
una amplia documentación etnográfica, que permitiera adecuadamente guiar el
desarrollo de la alfarería popular moderna en E l Perú: para conservar los valores
culturales más valiosas incluidos en esta esfera de obra manual, garantizando a los
artesanos un mínimo de efectos económicos.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11156" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11134">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c66bfb1caf7cca0b5ad49ca70836057b.pdf</src>
        <authentication>100a0e1e6da5cdb4711132960d112ecd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133022">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2326</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133023">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133024">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133025">
                <text>J . Lipman, T. Armstrong, American Folk Painters of Three Centuries / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133026">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2, s.61-62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133027">
                <text>Krzysztofowicz-Kozłowska, Stefania</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133028">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133029">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133030">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133031">
                <text>Stefania K r z y s z t o f o w i c z - K o z a k o w s k a
J . Lipman, T. Armstrong, American Folk Painters of Three Centuries
W 1980 r. wydana została w Nowym Jorku monumentalna
publikacja poświęcona trzem wiekom amerykańskiego malarst­
wa ludowego , towarzysząca wystawie zorganizowanej w no­
wojorskim Whitney Museum, której sponsorem był David Roc­
kefeller. Zarówno miejsce ekspozycji, jak i nazwisko sponsora
odegrały istotną rolę w historii amerykańskiej sztuki ludowej,
bowiem w Whitney Studio Club Museum odbył się w 1924 r.
pierwszy pokaz sztuki ludowej, natomiast rodzina Rockefellerów
związana jest z kolekcjonerstwem tej sztuki i fundacją muzeum
sztuki ludowej w Williamsburgu. Redaktorem publikacji był obok
Toma Armstronga - kolekcjoner, czynny badacz, autor szeregu
prac - Jean Lipman, zaś tekst książki, to kilkadziesiąt monografii
malarzy ludowych XVIII, XIX w., pióra nie tylko wspomnianych
autorów, lecz także wielu innych autorytetów tego problemu,
w tym Mary Black i Niny Fletcher Little. Każdy z monograficznych
artykułów uzupełnia barwna dokumentacja oraz bibliografia,
niezależna od odrębnego wykazu bibliograficznego na temat
stanu badań sztuki ludowej w Stanach Zjednoczonych. Całość
uzupełniają noty biograficzne - krótkie dossier autorów tekstów.
Pojęcie amerykańskiej sztuki ludowej nie zostało do dziś
zdefiniowane, zaś stosowane określenie „sztuka ludowa" w lite­
raturze fachowej, muzealnictwie, kolekcjonerstwie, na pewno
nawiązujące do tradycji „starego kontynentu" zawiera jednak
materiał zdecydowanie odbiegający od europejskiej sztuki ludo­
wej. Pojęcie „ludu", „chłopa", a tym samym i amerykańskiej
„sztuki ludowej", nie jest i nie może być adekwatne do tego
pojęcia w wydaniu europejskim. Nie odpowiada amerykańskim
realiom. Próby sprecyzowania pojęcia amerykańskiej sztuki ludo­
wej podjęto z początkiem 1930 r. w następstwie powstania
pierwszych kolekcji. Uznano już wówczas określenie „ludowy"
za najlepiej odtwarzające charakter dzieła, niemniej jednak szuka­
no innych alternatyw-„naiwna", „prymitywna", „prowincjonal­
na", „popularna", „nieakademicka". Obok określenia „sztuka
country" wyłoniło się pojęcie „sztuki pionierskiej" również niezaakceptowane, z racji faktu, iż idea pionierstwa była zjawiskiem,
które pojawiło się i zniknęło w różnych stanach Ameryki Północ­
nej, w pewnych określonych ramach czasowych.
Historia „odkrycia" amerykańskiej sztuki ludowej jest w poró­
wnaniu ze sztuką europejską krótka, a dokonali tego w latach
dwudziestych XX w. kolekcjonerzy. I tak, między innymi Abby
Aldrich Rockefeller poświęciła się zbieractwu amerykańskiej
sztuki ludowej od 1920 r.., by już w latach 1930-1931 udostęp­
nić swój zbiór na wystawie w Museum of Modern Art w Nowym
Jorku. W 1935 r. kolekcja Abby Aldrich Rockefeller stanowiła
trzon pokazu sztuki ludowej w Williamsburgu, mieście, któremu
1

2

rodzina Rockefellerów ofiarowała swoją kolekcję sztuki ludowej
w 1939 г., by następnie w 1957 r. wybudować muzeum zawiera­
jące dziś ponad 2000 obiektów i zajmujące się również infor­
matyką i propagandą na temat sztuki ludowej.
Electra Havemeyer zainteresowała się sztuką ludową już
w 1910 r. inwestując w zbiory majątek swego męża J . Watsona
Webb'a, a następnie w 1947 r. zakładając Shelburne Museum.
Siostry Eleonora i Mabel Van Alstyrie przekazały swoje zbiory
sztuki ludowej Smithsonian Institution w 1964 г.; właścicielami
imponujących zbiorów są rodziny Williama i Bernice Chrystler
Garbisch, Peterów Tillon, Williama E. Wiltschire'a i innych.
Kolekcjonerstwo stworzyło pretekst oraz warunki do pokazów
wystawienniczych amerykańskiej sztuki ludowej, również opóź­
nionych w porównaniu ze sztuką europejską. Pierwszy publiczny
pokaz odbył się we wspomnianym Whitney Studio Club w 1924
r. Trzy lata później miała miejsce wystawa ze zbiorów Isabel
Carlton Wilde, zaś w 1930 r. w Harvard Society for Contemporary
Art - duża ekspozycja malarstwa ludowego.
Książka American Folk Painters of Three Centuries podzieliła
bogate amerykańskie malarstwo ludowe na trzy rozdziały prezen­
tujące trzy zespoły artystyczne XVIII, XIX i XX w. poprzez
omówienie najwartościowszych i najbardziej charakterystycz­
nych indywidualności artystycznych poszczególnych epok.
Pełne usamodzielnienie amerykańskiego malarstwa ludowego,
zwłaszcza portretu nastąpiło w XVIII w. Portret przestał być
wyłączną własnością warstwy uprzywilejowanej, prominentów
wielkomiejskich, zamożnego patrycjatu, budząc zainteresowania
średniego mieszczaństwa z prowincjonalnych miast, docierając
nawet do ludności z małych osad, rzemieślników, farmerów, zaś
sam konterfekt stał się nie tylko studium psychologicznym, lecz
pierwszorzędnym dokumentem historyczno-socjologicznym.
The Beardley (czynny w rejonie Nowej Anglii i Nowego Jorku
w latach 1785-1800) stworzył wzór intymnego portretu amery­
kańskiego obywatela ukazanego na tle swego dorobku życiowe­
go, w swym mieszkaniu, u boku małżonki i dzieci. Schemat ten
podjęli współcześni mu malarze, a to John Brewster, Winthrop
Chandler, Rufus Hathaway, Pieter Vanderlyn.
Malarstwo XIX w. będącego okresem wielkiego rozkwitu
ludowego malarstwa Stanów Zjednoczonych poszerzyło się
o szereg nowych, fascynujących malarzy tej epoki - tematów.
W dalszym ciągu artyści wędrujący od domu do domu, od fermy
do fermy malują portrety, lecz już bardziej rozbudowane, bogate,
czego przykładem jest między innymi portret zbiorowy rodziny
Joseph'a Moore'a (1839 r.) pędzla Erastus'a Salisbury Field'a
(1805-1900). Jacob Mantel (1763 ? - 1863) z kolei przed3

ггт
ММРР
Edward Hicks, Arka Noego, 1846

61

1

�Georges A. Hayes, Na gole pięści, ок. 1860

stawiał swych na błękitno ubranych portretowanych w błękit­
nych wnętrzach, deformując ich proporcje poprzez stosowanie
podwyższonego punktu widzenia. Lecz XIX w. to również
malarstwo krajobrazowe, w tym niezwykle charakterystyczna
tematyka mórz i rzek, które w historii młodej społeczności
amerykańskiej pełniły szczególną rolę; przez morza przepływali do
Stanów emigranci, rzeki przekraczali posuwając się na Zachód
osadnicy, uważając każdorazowe ich przekroczenie za ważne
życiowe wydarzenie. Najpopularniejsi malarze tego tematu to
Jurgan Frederick Huge (1809-1878) oraz bracia James
(1815-1897) i John (1815-1856) Bard'owie autorzy „portre­
tów" statków pływających po rzekach Hudson i Mississipi.
Amerykańskie malarstwo ludowe XIX w. rozpowszechniło
również motyw ogrodu Edenu, biblijnego raju i królestwa pokoju,
których spokój i szczęście szczególnie odpowiadały mentalności
młodego amerykańskiego społeczeństwa. Do tematu szczęścia
i wzajemnego zrozumienia powracał kilkanaście razy Edward
Hicks (1780-1849) z Pensylwanii, jedna z najciekawszych
osobowości amerykańskiej sztuki, a ludowej szczególnie; cykl
„Peaceable Kinghdom" - królestwa pokoju powstał w myśl
religijnego programu Kwakrów, głoszących hasła współżycia
wszystkich ras na kontynencie amerykańskim. Temat ogrodu
Edenu podjął z kolei Erastus Salisbury Field, autor sugestywnej
ilustracji tekstu Księgi Rodzaju. Równocześnie coraz większą
popularnością cieszyło się malarstwo krajobrazowe barwnie
dokumentujące schludne miasteczka (Jurgan Frederick Huge
- 1809-1878, Joseph H. Hidley - 1865-1872 ?), bogate po­
siadłości (Charles C. Hofmann 1821-1882), dostatnie fermy
(E. Hick).
Amerykańskie malarstwo ludowe, w odróżnieniu od europejs­
kiego, nie było zainteresowane ikonografią religijną, co powodo­
wane było zarówno różnorodnością religii i sekt czynnych
w Stanach Zjednoczonych, jak i zdominowaniem umysłowości,
tak malarzy, jak i odbiorców ich prac, problemami świeckimi,
ilustracją sukcesu i zadowolenia. Jednym z wyjątków był po­
chodzący z Nowego Meksyku Jose Rafael Aragon (ok.
1795-1862) - autor ekspresyjnych w swej deformacji, pozba­
wionych trzeciego wymiaru, malowanych nasyconą gamą kolo­
rystyczną obrazów o treści religijnej, znanych między innymi
z kościoła w Santa Cruz.
Wiek XX - to kolejne indywidualności malarstwa ludowego,
spośród których zwraca uwagę; Henry Church (1836-1908)
„odkryty" w 1930 r. przez Sama Rosenberga autora tekstu
w omawianej pracy. Church, pracujący w młodości podobnie jak
jego ojciec jako kowal, usamodzielnił się artystycznie w wieku lat

czterdziestu, malując charakterystyczne martwe natury z owoca­
mi, powtarzając ze szczególnym zamiłowaniem motyw kawonu,
oraz małp demolujących starannie ułożone przedmioty martwych
natur. Około 1878 r. wybudował swoje studio wraz z galerią
sztuki - „Church Art Museum - Art Museum", niewielką budkę
pokrytą z zewnątrz malowidłami o motywach zoomorficznych.
W dalszym ciągu artyści ludowi malują portrety (Olof Krans
1838-1916), lecz opierając się nie na modelu, lecz na jego
fotografii; powstają również widoki rozwijających się miast
i miasteczek (John Kane 1860-1934); Joseph Pichett
1848-1918), inspirujące do dziś swoją formą i specyficznie
interpretowaną tematyką artystów ludowych.
Praca amerykańskich badaczy sztuki ludowej American Folk
Painters of Three Centures oparta została na doskonale dobranym
i przeselekcjonowanym materiale charakteryzującym trafnie bo­
gactwo amerykańskiego malarstwa określanego jako „ludowe".
W doborze materiału nie zabrakło ani jednego nazwiska malarzy
trzech wieków, istotnego w historii sztuki ludowej w Stanach
Zjednoczonych. Selekcja została dokonana w uzależnieniu od
wartości artystycznych, a raczej różnorodnych propozycji
formalnych, oraz w aspekcie bogatego programu tematyczne­
go, ilustrującego życie Stanów Zjednoczonych kolejnych wie­
ków. Nazwiska poszczególnych artystów omówione zostały
w formie artykułów wyczerpujących pod względem informacji,
analizy formalnej i materiału ilustracyjnego, uzupełnionych bib­
liografią.
Kończąc tę krótką refleksję na temat jednej z wielu publikacji
poświęconych amerykańskiej sztuce ludowej, budzącej coraz
żywsze zainteresowanie współczesnych badaczy i teoretyków
sztuki, interesujące zdaje się być przypomnienie, skrajnie od­
miennej od dzisiejszych, opinii dotyczącej malarstwa ludowego
w Stanach Zjednoczonych pióra Mark'a Twain'a, opublikowanej
w autobiograficznej powieści Życie na Mississipi z 1883 г.:
„W wielkiej złoconej ramie olejny paszkwil na całą rodzinę: tatuś
trzymający książkę (Konstytucję Stanów Zjednoczonych), gitara
z niebieskimi wstążeczkami powiewającymi przy szyjce, oparta
o mamusię, młode panny jako dzieci w pantofelkach i długich
majteczkach w ząbki, jedna obejmująca wypchanego konia,
druga kłębkiem włóczki wabiąca kotka, przy czym obie mdło
uśmiechające się do mamy, która również mdło uśmiecha się do
nich. Wszystkie te osoby świeże, surowe i czerwone, praw­
dopodobnie odarte ze skóry. Naprzeciw, w złotych ramach
dziadek i babcia, kiedy on miał trzydzieści a ona dwadzieścia dwa
lata - sztywni, staromodni, z wysokimi kołnierzami, bufiastymi
rękawami majaczącymi blado na tle ciemnej, egipskiej nocy...".

PRZYPISY
1

Jean Lipman, Tom Armstrong, American Folk Painters of
Three Centuries, Hudson Hill Press, Inc. New York, 1980,
Whitney Museum of American Art. Exhibition organized by the
Whitney Museum of American Art New York, February 2 6 - May
13, 1980; stron 233, 142 reprodukcje barwne.
62

2

What is American Folk Art? - A Symposium, May 1950
(przedruk w) Folk Art in America, Painting and Sculpture, New
York, b.d., s. 14-21
Folk Art in America, op. cit., s. 7-8
3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6000" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5980">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1a14ca407c1e8f7ff58c2dd035188054.pdf</src>
        <authentication>ee13cca3f54c190e7a46860445e0a7b8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71579">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4944</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71580">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71581">
                <text>Kraków</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71582">
                <text>malarstwo nieprofesjonalne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71583">
                <text>dewocjonalia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71584">
                <text>obrazki wotywne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71585">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4583</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71586">
                <text>Obrazki wotywne z kościoła Bożego Giała w Krakowie/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71587">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1; s.33-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71588">
                <text>Krzysztofowicz, Stefania</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71589">
                <text>Śnieżyńska-Stolot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71590">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71591">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71592">
                <text>П. 1. Obrazek
wotywny
Piotra
Komorowskiego,
ol. pł., 56 X 52
cm.
1. pol. XVIII
w.
Kościół
Bożego
Ciała,
Kraków.

Stefania^Krzysztofowicz,

Ewa

Śnieżynska-Stolot

/

OBRAZKI WOTYWNE Z K O Ś C I O Ł A B O Ż E G O C I A Ł A W KRAKOWIE
W

kościele

nagrobka
obrazki
nie

n a terenie

XVIII

Ciała

których

klasztoru

Zespół

w

Krakowie,

Kazimierczyka,

w o t y w n e z

klauzurą).
i

Bożego

Stanisława

jeden

znajduje

kanoników

t e n powstał

w

pobliżu

wionych

się 22

bogata

l i t e r a t u r a opisująca c u d a d o z n a n e

się o b e c ­

czyną,

z której

zachowały

regularnych

n a przestrzeni

w . i był w y n i k i e m r o z w o j u

kultu

(za
XVII

Stanisława

Kazimierczyka.
Stanisław
ków

(1433—1489),

regularnych

dzieją

i lektorem

Matki

Boskiej

w

zakonnik

Krakowie,

zakonnym,

klasztoru

kanoni­

był w y b i t n y m

miał

szczególny

i r a n Chrystusa. Literatura

kazno­
kult

do

dewocyjna

miasta

W

roku

tórnie

Boskiej

i św. Stanisława

sława

Kazimierczyka

Ciała,

przed

w

ołtarzem

jego grobie
jego

Marii

cie

Magdaleny,

„ojcowie

obwiódł" , W roku
4

kościoła

sługi bożego o s o b a

opublikowane

po raz drugi
Pozycje

8

cudów

autorów:

Bożego

Kazimierczyka

gdzie obok

ołtarza

Stanisław
n y , chociaż

wymienia

wystawił

mimo

żelazną
prałat
w

g o Katalog

spisy

Wojciecha

Grabowskiego .
9

Powyższe

oczu

oraz

opisy

cudów

ofiarowywania

wspominają
do g r o b u

licznych w o t w postaci
tablic

wotywnych

wielokrotnie

Stanisława

jest

staremi

(wspomniane

literami

pisane"

zarówno

srebrnych, j a k

„ k a p ł a n j e d e n . . . długo i ciężko c h o r u j ą c "
wałoby,

że o b r a z k i

wotywne

10

znajdowały

malowanych
„wotum
ofiarował

, co w s k a z y ­
się j u ż p r z y

p i e r w s z y m n a g r o b k u Stanisława K a z i m i e r c z y k a
b i t e r i u m kościoła B o ż e g o
Z

kolei

między

opisy

rokiem

w

prez­

Ciała.

wymieniają
1660 i

Kazi­

s r e b r n y c h r ą k , nóg,

powstałe

1702 m a l o w a n e

przypuszczalnie
wota:

fundacji

Stanisława

bocznej,

m a s z a ; n i e z n a n e j b i a ł o g ł o w y za s z c z ę ś l i w y poród, b r a t a
Albina

Kłosa

mieszczanina

Mstowskiego

i Szymona

kazimierskiego,
Orłowskiego .
u

ks. To­
Według

opisu — o s t a t n i z obrazków przedstawiał f u n d a t o r a l e ­

że umarł
świętych

i

i

szczątki

m u nagrobek,

jednak

Gorczyńskiego

1533, k t ó r e

5

n i e jest

Michała

pow­

Stefana

żywoty

z roku

habi­

roku

zostały

1660 r . p r z e z

t e uzupełniają

Ranotowicza)

się t a m t a b l i c a .

Kazimierczyk,
święty,

nawy

w

spisał

przez

dozna­

przy­

z

które

tablic

stalle

przeniósł

do p ó ł n o c n e j

św. Krzyża

znajdująca

p r z e z opinię j a k o

Ciała,

Łoniewski

Kazimierza,

wejścia

była w

stawiając

z

z wymienionych

kamienny

p . p . J o r d a n kratą

regularnych,

Stanisława

co upamiętnia

grób

wydanie

1 m a l o w a n y c h . Najstarszą

z g r o b u gdzie był p o ­

1632 k s . M a r i a n K ł o c z y ń s k i ,

kanoników

prezbiterium

obok

jest

za j e g o

Bożego

o cudach

n a d ciałem

zakonnym... które miejsce

generalny

kościoła

się w i e ś c i

podnieśli...

(ustawili), n a którym

Stani­

2

3

chowany...

Matki

b i s k u p a . Pochowano
prezbiterium

d o z a k r y s t i i . P o rozejściu
nych przy

widzenia

Stanisława

Ranotowicza .

mierczyka

n a Skałce

najwcześniejsze

1616 k s . K r z y s z t o f

cuda

oraz

kościele

jednak

е

7

0 zwyczaju

w

1609 . I s t n i e j e

1609 pióra M a r c i n a B a r o n i u s z a .

w s p o m i n a , ż e u p r a w i a ł ż y w o t a s c e t y , b i c z o w a ł się często
miewał

z roku

Krakowa,

uznawany

błogosławio­
i

błogosła­

ż ą c e g o n a łożu i klęczącą o b o k żonę, k t ó r y m
z c h m u r Stanisław

Kazimierczyk.

Także

błogosławi

jeden

r ó w s p i s u cudów, Michał Gorczyński, zawiesił

z auto­
u grobu

33

�podobną
actu

tablicę

wotywną,

o r a n d i " i napisem:

Wszystkie
ne,

jak

wyżej
i

ze

swym

„Clamavi

wymienione

malowane,

wizerunkiem

et e x a u d i v i t

tablice

uległy

zarówno

zniszczeniu

„in

me"

1 2

.

srebr­

przypusz­

chmurach.
i

Środek

klasztoru

cmentarz
mi

oraz

obrazu

zajmują

przylegający

kościelny, o t o c z o n y

do

budynki
nich

kościoła

czworoboczny

murem z dwiema

brama­

i pięcioma b a s z t a m i . N a c m e n t a r z u w i d o c z n y c h

czalnie w czasie p i e r w s z e g o n a j a z d u s z w e d z k i e g o w l a ­

siedem

t a c h 1655—1657 l u b d r u g i e g o , n a początku w i e k u X V I I I ,

kiej,

n a co w s k a z u j e

środkowej baszcie, w m u r z e północnym umieszczony

n o t a t k a u Gorczyńskiego

13

.

O b r a z k i , k t ó r e z a c h o w a ł y się w kościele B o ż e g o Ciała
w

liczbie

wotami
fundacji,
społy
ciała

22

1 4

, j a k większość

dziękczynnymi.
można

związane
i duszy,

wśród

nich

z cudownym
szczęśliwym

od k a t a k l i z m ó w
Najliczniejszą

tego

Biorąc

typu

z e s p o ł ó w , są

p o d uwagę

wyróżnić

następujące

uzdrowieniem

porodem

przyczynę

oraz

z

uratowaniem

grupę

(12) stanowią

obrazki

obrazek

wotywny

Piotra

Komorowskiego

1 5

oczu,
( i l . 1),
roku

n a p i s u p o k r y w a się z o p i s e m

cudu z a w a r t y m w dziele Ranothowicza

16

. Obrazek

przed­

r e g u l a r n y c h , który
i

wał
wa

z kolei

Adam

otrzymane
się

34

do

łaski, o r a z

Stanisława

klęczącego

Kazimierczyka

w o t a n t a , który
ukazującego

za

modli
się

w

LaterańskiemuNa
Komorowski

w uroczystym

wotum

Bosowski,

IV, wraz

tywnego
z roku
szącym

i

następnych
stroju

składa się z b i a ł e j
o podobnej

dworzanin

z małżonką

jest

odziany
Kazi­

obrazkach
kanoników

sutanny, rokiety

pokrywa

się t u z

1631 p r z y t o c z o n y m
się

do

Adama

Władysława

brzmieniu

nazwiska

d a t (1631—1651)

tematyce

królewicza

za u z d r o w i e n i e

k t ó r e j „...krwie z o c z u szły..."

w

Komorowskiego

Korczak.

jest
Bos­

mucetu.

królewicza

fundacją

—

w o t y w n y c h , występuje

s t a w i a kościół i k l a s z t o r k a n o n i k ó w r e g u l a r n y c h w S u ­
dziękczynną

św. J a n o w i

Matki

j e s t w żupan i podbitą f u t r e m k i e r e z j ę . S t a n i s ł a w

chej,

będący

i

Komorowskich

Drugie
dotyczące

który, j a k w y n i k a z n a p i s u , został u z d r o w i o n y w
1630. T r e ś ć w s p o m n i a n e g o

Salwatorowi

uroczystościom

mierczyk, t a k j a k na wszystkich

(zarazy, pożaru i w o j n y ) .

c h o r o b y . K i l k a pośród n i c h w i ą ż e się z c h o r o b a m i
np.

ze­

choroby

herb

k a p l i c poświęconych

№

ofiaro­

Władysła­

córki

Jewusi,

( i l . 2). T e k s t , n a p i s u w o ­
jednym

przez

z

opisów

Ranotowicza ,
1 Э

Wierzchowskiego,
I V . Zachodząca
(Bosowski

—

cudów
odno­

dworzanina

t u niezgodność
Wierzchowski)

w y n i k a z t e g o , ż e istniejący

obecnie

napis w o t y w n y n i e jest a u t e n t y c z n y , ale powstał o w i e l e

�I I 2 Obrazki
wotywne
(zestaw
II):
Adama
Bosowskiego,
nieznanego
kanonika
regularnego,
dwóch
nieznanych
kobiet,
ol. deska,
55,5 X 28 cm, 1. pol. XVII
w., Kośc. Bożego
Ciała,
Kraków.
II. 3. Obrazki
wotywne
(zestaw
Ul):
Katarzyny
z Kleparza,
Anny
Segnicowej,
opętanego,
wielu
chorych,
ol. pl., 48 X 75 cm, pol. XVII
w. i 1. pol.
XVIII
w., Kośc.
Bożego
Ciała, Kraków.
II. 4. Obrazek
wotywny
Aleksandra
Manikowskiego,
ol. pl., 52 X 54 cm,
1. pol.
XVIII
w., Kośc.
Bożego
Ciała,
Kraków.
II. 5. Obrazki
wotywne
(zestaw
I): Anny
Jagodynki,
czterech
kalek,
ks. Czartoryskiej,
ol. pl., 55 X 46 cm, 1. pol. XVII
w., Kośc. Bożego Ciała, Kraków.
II. 6. Obrazek
wotywny
ks. Jana Brodowskiego,
ol. pl., 51 X 55 cm, 1. pol. XVIII
w. Kośc. Bożego Ciała,
Kraków.

A MDG и M I K &gt; &lt; « / M tm клощч №k\ к*лкч4
ч\ш us iwoti&lt;H4.&gt; /мм№ и.ШШ lico Й Ш
вот м / i * * * V*. tmm \VMC&gt;«\W

•ЮР\\\

W W

Ц

К

ВО»'

»

*

.

P S V * 'l, Ж *

ч

т

к

\

Ш

ы

&gt;!«Ł

№

»

(1Л

Mi I

MS'* V J

BBJtT^wJi/iw
ШШШ
&gt; ТГ 7ШЮ ММДМУЛ MWft*KA М Н Ш Н

�W.?) na miejscu

później ( X I X
źle

zachowanego.

wotant

nosi

wa

IV

do

Adama

.

2 0

tytuł

Wynika

się

starego,

dworzanina
stąd, że

Stanisława

zresztą

królewicza

i

pochodzi
z żoną

fakt,

z

odnosi

Święty

i córką

modlą­

który

ukazuje

Kazimierczyka,

zwraca

się

do

Madonny,

z Dzie­

wskazując

ręką n a klęczącą Jewusię. O j c i e c j e j u b r a n y j e s t w
n y żupan o z d o b i o n y
pielatą

opończę

złotymi g u z i k a m i i pasem

zwaną

się

r o k u 1631.

się w c h m u r a c h , w t o w a r z y s t w i e M a t k i B o s k i e j
ciątkiem

że

Władysła­

tablica w o t y w n a

ona w o t a n t a w r a z

do

przypuszczalnie

1651 w y k l u c z a

Wierzchowskiego

Przedstawia
cych

Datę

kopieniakiem.

czar­

oraz p o ­

Klęcząca

żona m a n a s o b i e czarną suknię i b i a ł o - c z a r n y

obok
kołpak,

a c u d o w n i e u z d r o w i o n a J e w u s i a białą, atłasową s u k i e n ­
kę, z d ł u g i m i r ę k a w a m i i k r y z ą p o d szyją.
W

roku

1673 r a j c z y n i

( i l . 3) złożyła

wotum w

krakowska

Anna

postaci o b r a z k a

Segnicowa

2 1

przedstawia­

j ą c e g o ją samą m o d l ą c ą się d o S t a n i s ł a w a

Kazimierczy­

ka, w i d o c z n e g o w c h m u r a c h p o n a d ołtarzem. S e g n i c o w a
klęczy

n a t l e w n ę t r z a kościelnego, k t ó r e o ś w i e t l a

dujące

się w

szlachcianki,

głębi o k n o . M o d l ą c a
złożony

u b r a n a jest w

z purpurowej

sukni

spod

Podobnie

której
jak w

widoczny

dwóch

jest

koronkowy

poprzednich

strój

wykończonej

czarną koronką, białej p e l e r y n k i z kapuzą o b s z y t e j
rem,

znaj­

fut­

czepiec.

wypadkach,

przy-

I I . 7. O b r a z e k wotywny
Teresy
Nantcli,
ol. pł., 42 X 30
cm, 1. pol. XVIII
w. II. 8. Obrazki
wotywne
(zestaw
IV):
ks. Mikołaja
i dziesięciu
umierających.
Sceny
z życia
Stanisława
Kazimierczyka:
wizja
w kościele
na
Skałce
i biczowanie,
ol. pł., 48 X 75 cm, poł. XVII
w. II. 9.
Obrazek
wotywny
za uratowanie
od zarazy,
ol.
pł.,
56 X 82 cm, 1. poł. XVII
w., wszystkie
z kośc.
Bożego
Ciała,
Kraków.

7

czyną
ski

2 2

w o t u m było
wymienia

czową,

która

uleczenie

wotantkę,

22 c z e r w c a

z choroby

pannę

oczu.

Gorczyń­

Emerencjanę

1672 r . „ s r e b r n e

Sygni-

za

przyro­

d z o n e o c z y d o g r o b u (Stanisława K a z i m i e r c z y k a )
Aleksander
ofiarował
gorączki

Manikowski,

w

1665 r . w o t u m

siebie

Gorczyński
nazwisko

2 4

mieszczanin

i

swojej

za

uzdrowienie

pasierbicy

z

Agnieszki

ciężkiej
( i l . 4).

2 3

opisuje te d w a cudy oddzielnie, p r z y

wotanta,

cyrulika

kazimierskiego,

czym

występuje

t u w nieco i n n e j f o r m i e (Mańkowski), a jego
nosi imię

oddała".

kazimierski,

pasierbica

Jadwiga.

Obrazek,

większego

f o r m a t u od poprzednich,

przed­

s t a w i a w n ę t r z e b o g a t e g o mieszczańskiego d o m u , z u r z ą ­
dzeniem charakterystycznym dla w i e k u X V I I . Na p i e r w ­
szym

poduszkach

pod czer­

w o n y m p r z y k r y c i e m , leży biało u b r a n a c h o r a

p l a n i e , n a łożu, n a t r z e c h

Agnieszka.

Obok

klęczy

matka,

ubrana w

białą

bluzkę,

brązowy

s t a n i k i c i e m n o c z e r w o n ą spódniczkę z b i a ł y m f a r t u c h e m .
Nieco dalej — sam M a n i k o w s k i w

ciemnobrązowym

p a n i e , c z a r n y m płaszczu i c z e r w o n y c h
oświetlone jest

trzema

n i e w i e l k i m i oknami, pod

który­

m i s t o i ł a w a i stół, p r z y k r y t y ciemną tkaniną. N a
flakon
i

z

kwiatami,

o t w a r t a książka.

Z

cynowy
prawej

dzban,
strony

żu-

butach. Wnętrze

Kubek,
obok

stole

spodek

kamiennego

p o r t a l u z d r e w n i a n y m i , l e k k o u c h y l o n y m i d r z w i a m i stoi
wysoki

bufet.

czerwoną

Blat

kratą,

oraz

k t ó r y c h ilość ś w i a d c z y ł a
uzupełnia

postać

górne

wypełnione

jego

są

półki,

zamknięte

cynowymi

talerzami,

o bogactwie

Stanisława

właścicieli.

z Kazimierza

Obraz

i napis

wo­

tywny.
Za

uleczenie

z

kaszlu

i

choroby

piersi

ofiarowała

w r o k u 1671 o b r a z e k w o t y w n y d o g r o b u S t a n i s ł a w a K a ­
zimierczyka
(u

„jejmość

Gorczyńskiego
Klęczy

Anna

Jagodynka"

2 5

( i l . 5)

2 6

ona na tle fasady

talem oraz d w o m a

36

panna

Jagodyńska) .
domu

z widocznym

o k n a m i i m o d l i się d o

por­

błogosławią-

�cego z c h m u r S t a n i s ł a w a . U b r a n a , j a k ó w c z e s n e
c i a n k i , w podwójną
atłasu, p r z y k r y w a
wierzchniej

suknię; spodnią, z
wierzchnia,

obrazka

jest

z datą

rzędem

(u Gorczyńskiego K a n t e l i )

Stanik

1672 d o w i a d u j e m y

( i l . 6) i

regularnych,
nawiedzonym,

z prośbą

o

członkiem

uzdrowienie

klasztornym
chorzy

infirmarium,

kobiety,

mszę

szlachecki,

gdzie

zazwyczaj

przez d w a zakratowane
się

do

składający

obok

łoża m a ł y

chłopiec p o d a j e

cho­
dwo­

głębi o k n a m i . N a t l e c z e r w o n e j ,

ce-

wykończone

, trzymająca

3 1

stole, p r z y k r y t y m ciemnobrązową

książkami.

tkaniną, s t o i

Na

wysoki,

c z a r n y k r u c y f i k s , k l e p s y d r a , o t w a r t a książka i k a ł a m a r z

bionej

kapą

kwiatami, cynowy

kubek

głębi, z l e w e j

kościelnej

Kazimierczyka,
z leżącą

z

jest płaskorzeźba

i

dwie

strony

obrazu, w
nym

dwoma
Boskiej

tych

niewielkie

obrazków

srebrne wota

obrazki

nasuwają

w formie

postacią.

wspomina

Ranotowicz

i
w

Małe
że

trzech

Gorczyński .
2 8

uzdrowio­

poduszce,

sznuro­

jest

jest

ozdo­

f a r t u c h e m , a jasnobrązowy,
n a białą

bluzkę

białoczerwony
wspomniany

się

jeszcze

z nich

takiż

wymienionych

z cudownym

3 2

przykrytym

z Dzieciątkiem,

z

długimi

czepiec. N a osi

w

napisie

wotyw­

trzy

to obrazek

ofiarowany

ręce

trzyma

i

zacho­

nie

datowane.

przez

Katarzynę

ją leżącą n a s z e r o k i m

draperią,

c z e p i e c . N a d nią

prawej

wotywnych

z choroby,

skromniejsze

( i l . 3). W i d z i m y
czerwoną

obrazków

uleczeniem

ubraną

nachyla
płonącą

się

w

białą

Stanisław,

świecę.

Jest

to

łożu
szatę
który
jeden

z n a j w c z e ś n i e j s z y c h c u d ó w o p i s a n y w r . 1609 p r z e z B a r o -

rozmiary

n i u s z a . Z o b r a z k a w y n i k a , że Stanisław p r z y n o s i c h o r e j

były

świecę,

postacią o f i a r o d a w c y ,
i

We

kolumnami, w i ­

przypuszczenie,

wyżej

z Kleparza

t a b l i c z e k z klęczącą p r z e d

nisławem K a z i m i e r c z y k i e m
rych

wotywne.

Oprócz

Jeden

1632,

na czerwonej

ciemną

głębi klęczy

związanych
wały

zdobi k o ­

bernardyn L u d w i k Latocki.

roku

p o n i ż e j k t ó r e j , n a d postacią S t a n i s ł a w a , w i s z ą w
rzędach

strój

Spodnia

ona w

s t a n i k nałożony

nagrobkiem

po

na sarkofagu

Matki

oprawne

przedstawiono

widocznym

powstałym

wnęce r e t a b u l u m , f l a n k o w a n e j
doczna

sukni.

kwiatem. Druga z kobiet

z k o r o n k a m i . Odziana

spódnicę z b i a ł y m

z g ę s i m p i ó r e m . N a b l a c i e d r e s s o i r u —- f l a k o n z b i a ł o -

ołtarza

dwie

chmurach

n a rękach c u d o w n i e

1 t z w . d r e s s o i r , o półkach w y p e ł n i o n y c h

formie

w

są koronką. G ł o w ę

niemowlę, k t ó r e ' l e ż y

rękawami. N a głowie —

o

się

z podwójnej

r o n k o w y czepiec z c z e r w o n y m

wany

nawy

ukazującego

się

g l a s t e j p o s a d z k i rysują się c i e m n e m e b l e , f r a g m e n t stołu

Stanisława

światłem,

o k n a , klęczą

prze­

wsparty

r e m u o t w a r t ą książkę. I n f i r m a r i u m o ś w i e t l o n e j e s t

fragment

Stanisława.

żółtym

k i e rękawki

zimierza.

skórę księgi. W

z klasztoru

grobie

r ó ż o w a , p r z y k r y t a j e s t w i e r z c h n i ą , popielatą o r ó ż o w y m

ne

w

Latocki

przy

Stanisława. W y ż s z a , T e r e s a N a n t e l a , u b r a n a j e s t w

to m a m k a

czerwonymi

r a j c z y n i k r a k o w s k i e j ( i l . 7),
Ludwik

wnętrzu, oświetlonym

modlące

0 p o d u s z k i s i e d z i c h o r y i m o d l i się d o S t a n i s ł a w a z K a ­

ma widocznymi w

odprawił

ciemnym

wpadającym

ojciec

2 3

w z o r z e k w i a t o w y m . G ł ę b o k i e w y c i ę c i e p o d szyją i k r ó t ­

z a k o n n i c y , s t o i łoże, n a k t ó r y m

Stojący

intencji

3 0

wota

woskowe

w p o s t a c i rąk i nóg.
W

którego
W

się, że k s . J a n

ofiarował Stanisławowi K a z i m i e r c z y k o w i

bywali

w

bernardynów

ż e p r z e z p ó ł r o k u z łóżka n i e w s t a j ą c ż a d n y m
2 7

ręka­

koronek.

b y ł „ o d P a n a B o g a n a z d r o w i u t a k ciężko
nie m ó g ł "

w o t y w n y o d n o s i się do u z d r o w i e n i a

różowa.

B r o d o w s k i , z a k o n n i k k l a s z t o r u kanoników

władnąć

obrazek

„prawie umierającego" Antoniego, syna Teresy N a n t e l i

s u k n i , o g ł ę b o k i m w y c i ę c i u i długich

wach, wykończony
Z

krótsza,

Kolejny

szlach­

ciemnozielonego

to
Sta­

o któ­

33

którą

ona

obiecała

ofiarować

do

jego

czego ze w z g l ę d u n a s w o j e u b ó s t w o n i e m o g ł a
Następny
ilustruje

z

obrazek

opisanych
wotywny

przez

Baroniusza

ks. Mikołaja

3 5

grobu,

dokonać.
3 4

cudów

( i l . 8). T a k

37

�jak poprzednie,

przedstawia

on wnętrze z szerokim

ż e m i w s p a r t ą o p o d u s z k i postacią c h o r e g o ,
nachyla
jego

się

Stanisław

Kazimierczyk

ło­

n a d którym

i kładzie

ręce n a

głowie.

Trzeci
waniem

za

obrazek

uzdrowienie

wnętrzu.

jest

3 6

wielu

Na

pierwszym

zbiorowym

chorych

podzięko­

n a ból

t u tłum l u d z i

planie

zębów,

stojących

brodaty

s t r o n y siedzi n a g i starzec

draperią. W

z nogami przykrytymi

g ł ę b i Cłum złożony

z kobiet,

s t a r c ó w i k a l e k ze w z n i e s i o n y m i w
nisław

Kazimierczyk

występuje

tłumie c h o r y c h , d r u g i
Należy

prze­

młodzieńców,

górę głowami.

Sta­

t u dwukrotnie, raz

r a z błogosławi

t u również wymienić

w

z chmur.

obrazek

pierwszym
grób,

ksiądz

przykrytą

wspartego

kulach

niemego,

na

którym

oraz

wznoszącego

towarzyszy

siedzący

w

na

górę

ręce

ziemi

ślepy,

skiego

wersytetu

Jagiellońskiego.

wydarzenia

wygłosił

dziękczynną
chowany

obrazków

wotywnych

ciała

zachował

związanych

się

także

zgodnie z tekstem R a n o t o w i c z a ,

jest

3 8

za

uwolnienie

od

złego

ducha

den

błogosławiący

z nich

Aby

przedstawiony

został

Stanisław

podkreślić
w

który

podziękowaniem

u k a z u j e się

10)

on
Je­

3 9

błagalnie

jego

stan

ręce k u

wewnętrzny,

podartym, niebieskim

w p o s z a r p a n y c h , białych s p o d n i a c h i

żupanie,

boso.

ny

w

urodzeniem

dziecka. Opatrzone napisem, p r z e d s t a w i a wnętrze

miesz­

k a l n e z d w o m a o k n a m i , g d z i e z g r u p o w a ł o się k i l k a

osób

postacie

szlachty,

dworskie.

ubranej w
Katedra
na

z e n t " . U b r a n a j e s t o n a w b r ą z o w ą suknię z
latą p e l e r y n ą
tem.

Z

oraz w

przeciwnej

sltrony k l ę c z y

z położnej, u b r a n e j w
pelerynę
dwóch
nym

ze

Te

stanikiem o

podobnie

jak i

g r u p a kiotrieft

długą, popielatą

z kapuzą, służebnej w

szlachcianek.

suknie,

(jasnopopie-

b i a ł y czepiec z c z e r w o n y m

ostatnie

mają

rękawy

krótką

na głowie
n a sobie

wycięciu,

—

złożona

suknię i

czepcu

głębokim

kwia­

koronką;

oraz

długie

wykończo­
na

szyi

—

scenę.

stall

różnego

rodzaju

zarazy, w o j ­

n y i pożaru.
Do

pierwszej

z nich

należą

trzy

obrazki, z

których

d w a to podziękowania zbiorowe, trzecie — i n d y w i d u a l n e .
W l a t a c h 1677—1679 n a K a z i m i e r z u w
nowało m o r o w e

powietrze,

Krakowie

które zdziesiątkowało

kańców miasta. J a k w y n i k a z n a p i s u w o t y w n e g o
czonego
obojej

na j e d n y m

obrazków

( i l . 9)

umiesz­

„wiele

ludzi

płci t a k d u c h o w n y c h , j a k o i ś w i e c k i c h , udało się

o pomoc

d o Stanisława K a z i m i e r c z y k a ,

szego p r z y p r o w a d z i ł
•znane

z

4 2

pa­

miesz­

łaski

(ich) z d r o w i a " .

W

który do p i e r w ­

księży

kontusze

i krótkie

jest

kościołów

38

stroje

tureckim

Bożego

dywa­

Stanisława

Ciała

i

Ofiarami

dziesięciu

umierają­
o d d a l i się

w

zarazy

opiekę

jest

Stanisławowi

( i l . 8) p r z e d s t a w i a
nach,

zapewne

leżących

na

którym

Kazimierczykowi.

dziesięciu m ę ż c z y z n
dziesięciu

w

obok

siebie

Kazimierczyk.

W r o k u 1667, j a k w y n i k a z n a p i s u w o t y w n e g o
tu

Gorczyńskiego ,

w

46

Andrzej

czasie

wojny

obrazy
w

cudowne

oraz

kościołach

nawiedzać

groby

kościele

i

Bożego

Ciała

zakonników:

pięć

Bożego

Literackiego

na

Kazi­

Ciała

złożonych

bernardynów,

pod

Sta-

z obrazków

i podległych i m b r a c t w : Szkaplerznego,
bractwa

wotyw­

z

Obok

klęczących

kobiet,

dominikanów

św. A n n y ,

wezwaniem

oraz

Niepokalanego

Poczęcia M a r i i P a n n y p r z y kościele B o ż e g o Ciała, R ó ż a ń ­
cowego

oraz

kanów.

Członkowie

Męki

czerwonym

Pańskiej
bractw

przy

klasztorze

o k r y c i są

i białym .

Uczestnicy

4 a

Francisz-

charaktedystyczkolorach

czar­

procesji

pod­

trzymują f e r e t r o n y z w i z e r u n k a m i M a t k i B o s k i e j , s z t a n ­
dary,

krucyfiksy

Centralnie

okryte

umieszczony

stułą

oraz

kościół

berła

Bożego

j e s t o d s t r o n y p ó ł n o c n e j , z częściowo
zachodnią,

dwiema

kruchtami

i

procesyjne.

Ciała

pokazany

widoczną

Ogrójcem

fasadą

przylegają­

c y m do wieży. T ł u m klęczących n a p l a c u postaci, między
którymi

widoczni

są w y c i ą g a j ą c y

ręce

żebracy,

zwraca

się w stronę n a g r o b k a S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a ,

który

d l a podkreślenia c e l u p r o c e s j i został p r z e z t w ó r c ę

obraz­

ka

zaznaczony

na zewnątrz

północnej

ściany

kościoła.

O b o k obrazków w o t y w n y c h o t e m a t y c e zarazy i w o j ­

kanocny"

mężczyzn

koś­

wiernych

żaru, j a k i w y b u c h ł w K a z i m i e r z u „ w p o n i e d z i a ł e k

wiernych.

in­

beati

na cmentarzu przy

procesji

karmelitów,

msze,
i bło­

Między

„sepulchrum

( i l . 11), p r z e d s t a w i a j ą c y

4 7

ciele

biskup

świętych

krakowskich.

także

m i e r z u . F a k t t e n upamiętnia j e d e n
nych

i teks­

tureckiej

T r z e b i c k i polecił o d p r a w i ć w t e j i n t e n c j i

nawiedzać

4 5

cału­

ustawionych

błogosławi

Obrazek

białych

święte,

modlą­

św.

c y c h , j a k i c h określa n a p i s w o t y w n y , k t ó r z y

o f i a r o w a l i o n i do jego g r o b u msze

d o c z n y m w głębi kościołem B o ż e g o Ciała i t ł u m

wi­

główną

n y z a c h o w a ł się j e d e n

wota.

dwa

nawę

za d o -

W s p o m n i a n y obrazek w o t y w n y przedstawia plac z w i ­
się

i

której

podzięce

liczne świece oraz s r e b r n e i w o s k o w e

cych

okna

oraz

nym,
przedstawiających

4 1

wnętrzu

zakonników,

n y m i k a p t u r a m i z o t w o r a m i n a oczy, w

obrazków

za­

Ciała

We

gotyckie

s z n u r y pereł, w u s z a c h — w i s z ą c e k o l c z y k i , n a r ę k a c h —
Wśród

Krakow­

Bożego

kokardki.
k a t a k l i z m y w y r ó ż n i a się g r u p a o t e m a t y c e

tego
mowę

Wawrzyńca.

Casimiritani" w

pre­

przez

długie

tle

nislai

Gorczyń­

„srebrny

Uni­

Obrazek

n e m , n a d nią zaś w i s i o b r a z , p r z e d s t a w i a j ą c y
Kazimierczyka

z p o r ę c z a m i , s i e d z i C z a r t o r y s k a , która w e d ł u g
Stanisława

klasztoru

udekorowana

polecił

grobie

Akademii

zakonów.

profesorów,

nymi

przy

rocznicę

stoi k a t e d r a po b o k a c h

gosławionych

złożyła

pierwszą

doktorów

zaznaczonym
kolumn,

(u Gorczyń­

profesor

wymienioną

w o k ó ł kołyski, n a d którą u n o s i się w obłokach Stanisław

4 1

wspomnianej

i

różnych

krużgankach

z K a z i m i e r z a . N a p r a w o o d k o ł y s k i , n a w y s o k i m krześle
skiego

dwóch
zarazy,

kościele B o ż e g o Ciała

strój p r o f e s o r s k i . Ł a w k i

łóżkach,

( i l . 5) z w i ą z a n e j e s t ze s z c z ę ś l i w y m

4 0

zwłoki.

d o c z n e są s t a l l e . Z k a t e d r y p r z e m a w i a G o s ł a w s k i , u b r a ­

W o t u m p f i a r o w a n e w r o k u 1672 p r z e z księżnę C z a r t o ryską

obecności

przedstawia

fragmenty

ponad

Kazimierczyk .

t o opętany, w y c i ą g a j ą c y

Stanisławowi.

ulecze­

( i l . 3). P r z e d s t a w i a

klęczących dwóch mężczyzn, którym
ołtarzem

z

jeden,

w

na

i

chorób

ziemi

czasie

filozofii

W

on w

i przedstawicieli

cem w

Oprócz

na

Na

kopią­

następną o f i a r ę

doktor

4

wypełniają

niem

grabarza

1678 b y ł Ł u k a s z G o s ł a w s k i

— Osławski '),

z białą przepaską n a d o c z a m i i głucha k o b i e t a z r ó ż a ń ­
rękach.

leżące

Jednym z wielu uratowanych w
zarazy w r o k u

kościelnym,

wnętrzu

błogosławi

obok

posta­

całunem.

całunem.

S t a n i s ł a w o w i ukazującemu się w c h m u r a c h . W e

chromego

przykryte

m ę ż c z y z n niosących n a n o s z a c h

(il.

p o r t a l e m stoją c z t e r y p o s t a c i e :

zmarłych,

p l a n i e — od l e w e j —

j ą c y g r u p ę złożoną z c z t e r e c h k a l e k ( i l . 5), d z i ę k u j ą c y c h
z zaznaczonym

i

Chłopiec z d z w o n k i e m w ręku o z n a j m i a p r z y b y c i e

skiej

przedstawia­

3 7

są l e ż ą c e n a z i e m i p o w y g i n a n e

konających

mężczyzna

w k r ó t k i e j , b i a ł e j s z a c i e w s p i e r a się n a k u l a c h . Z
ciwnej

dzieci widoczne

cie
cego

z kolei

oczy i g o r ą c z k ę ( i l . 3). W i d z i m y
we

i

w

roku

4 9

( i l . 12) z p r z e d s t a w i e n i e m

1623. J a k w y n i k a

nego i t e k s t u Gorczyńskiego
„wszystek

Kraków

oświecił

z napisu

po­
wiel­

wotyw­

pożar był t a k w i e l k i ,

5 0

a

wiatr

niósł

palące

g ł o w n i e z m i a s t a ż y d o w s k i e g o ąż n a Z w i e r z y n i e c " ,

że
się

Prze-

�rażeni z a k o n n i c y u d a l i się p o d o p i e k ę d o o j c a
i „ d z i w n a rzecz, z a r a z w s z y s t e k

Stanisława

w i a t r , k t ó r y niósł ogień

n a k l a s z t o r i kościół obrócił się z n o w u n a m i a s t o
skie".

Wspomniany

obrazek

otoczonego

murem

pierwszym

planie. N a

jest

obronnym

z

doczny

jest

cmentarnym. Na prawo

rynku

Bramą

osi obrazu,

murem
nia

kościół

widokiem

i

klasztor

kazimierskiego

Bożego

Ciała

o d niego

Na

cmentarzu

je

klęczy

osób, k t ó r y m u k a z u j e się w
jeszcze

zidentyfikowanie

dwa

być

i przechodzą

ponad

Ranothowicza

kanonika

Bożego

Ciała,

zarażoną

mając

nisława...
u

i

grobu

jednego

znak

zawiesił".

przedstawiającym

pozwalające

c u d u ze

Boskiej

opisanych

i

kaznodziei

głowy

i

z

paraliżem

się o p i e c e p o b o ż n e g o
drugim

ojca

odmalowane

(częściowo

Omawiany

zachowanym)

Stanisława K a z i m i e r c z y k a ,
cykl

w

kościele
Matka

jego

na

zamykają

n i c bliższego

dwa

obrazki

z

kiedy

biskupem

wraz

z

i scenę

5 5

( i l . 8). T e n o s t a t n i o b r a z e k

scenami

składa

wymie­

one wizję

w

ukazuje

się

Stanisławowi

Dzieciątkiem

św. S t a n i s ł a w e m

ze

wielokrotnie

żywotach. Przedstawiają

Skałce,

Boska

obra­

widoczny

( i l . 2).

5 !

z życia S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a ,
nianymi

Sta­

wotum

d w i e k o b i e t y m o d l ą c e się p r z e d

nie można p o w i e d z i e ć

5 2

przez

kościoła

rękę

z e m M a t k i B o s k i e j z D z i e c i ą t k i e m , za k t ó r y m i
jest w i z e r u n e k

na

i o d n o s i się d o k s . T o ­

5 3

wdzięczności

O

na

względu

Matce

cudów

„...część

polecił

na

wzgórza.

poleca

z

regularnego

który

się

Kazi­

( i l . 2) z k l ę c z ą c y m k a n o n i k i e m ,

i Gorczyńskiego

masza,

modlących

nie

przedstawionego

może

pło­

c h m u r a c h Stanisław

którego Stanisław K a z i m i e r c z y k
dotyczy

—

do z a ­

parę

obrazki

b r a k podpisów. O b r a z e k

zabudowa­

dochodzą

m i e r c z y k . D a l e k i e tło t w o r z ą z i e l o n e
Istnieją

na

5 1

otoczony

—

z ratuszem, na lewo

k l a s z t o r n y c h , omijają

kościołem.

Glinianą

na wzniesieniu w i ­

nąca d z i e l n i c a ż y d o w s k a . J ę z y k i o g n i a
budowań

żydow­

Kazimierza

jego

z dwóch

przed

ołtarzem

przemawiającego
głębi poza

z

Chrystusa Ukrzyżowanego

katedry

do

tłumów,

pł.,
regu­

5 6

części:

w y o b r a ż a j ą c e j K a z i m i e r c z y k a biczującego się w e w n ę t r z u
kaplicy

ol.

patronem

samobiczowania

się

II. 10. Obrazek
wotywny
Łukasza
Goslawskiego,
90 X 58 cm, 1. poł. XVIII
w. klasztor
kanoników
larnych
przy
kośc. Bożego
Ciała,
Kraków.

oraz

zebranych

w

kolumną.

Z

tematem

wień: jeden
rowym
z

zarazy

związane

ukazuje zazwyczaj

powietrzem

umieszczonymi

miasta,

63

przedsta­

dotkniętego

względnie

na d r u g i m planie

zaś — w n ę t r z e z r z ę d e m
rający

są d w a t y p y
widok

jego

mo­

fragmenty,

zwłokami ,

drugi

6 2

łóżek, n a k t ó r y c h

leżą

umie­

.

W ś r ó d o m a w i a n y c h o b r a z k ó w z kościoła B o ż e g o Ciała
O b r a z k i z kościoła B o ż e g o Ciała p o w t a r z a j ą
pozycji

scen

przedstawień
wodem

rozpowszechnione
wotywnych

fundacji '. W

się o n e d o p o k a z a n i a
w

jej

z

licznych

jednocześnie
i

we

w

postaci
5 8

fundacyjnych.
występujących

obrazków

woskowych

Scena

z

wotywnych

lenia",

z

odbiega

go b o w i e m

postaciami

ust, ale w m o m e n c i e

typy

szatanów

Wota

mogą

zaczerp­
ona

niego
rąk,

o tematyce

macierzyństwa

kompozycyjnego
jawia
(il.

się

nóg,

itp., zazwyczaj

chwili

„wyzwo­

Tomasza

sta­

szaty.
do

jest

w otoczeniu

wotywny

Łukasza

powtórzeniem

klęczących

rodziców

i rodziny,

którzy

dziękują

kiem

XV

miejsce

nau­

kościoła

św.

Grzegorza

czterech

czy

Goslawskiego

i

św.

pięciu

postaci

uczniów

s t a l l e z t ł u m e m słuchaczy, z a c h o w u j ą c
katedry

z

baldachimem,

i Magister

której

graficznym

c u m discipulis a

w o t y w n y m świadczy
Sohne

z

najlepiej

z l a t 1507—1516

jest

W

wprowa­
przy t y m
przemawia

typem

omawianym
koloński

Acciobraz­

drzeworyt

rodzonego

t u z w i ą z k i n i e ograniczają się j e d y n i e d o o g ó l n e g o

6 5

roz­

schematu.

Quentella

.

6 4

tanti

postaci

za s z c z ę ś l i w y p o r ó d i m o d l ą się o z d r o w i e d l a n o w o n a ­
61

po­
w.

„Accipies

wspomnianego

piens

czeniu

końca

zakonników. T y p t e n zwią­

ikonografią

orator. O analogiach pomiędzy

6 0

od

typ zwany

jak

na łożu

dzięk­

schematu

c u m d i s c i p u l i s " , który

oto­

leżącej

przedsta­

świętego, b i s k u p a , d o k t o r a

z

wy­

z Akwinu.

Obrazek

motyw

obrazek

cudownego

zapewne o

miniaturze

lub —

położnicy

to

trakcie

rocznicę

s a n c t i " , który w

także

budowanym
miejsce

i

w w y p a d k u C z a r t o r y s k i e j — kołyski z d z i e c k i e m w

przedstawienia

w

ale upamiętnienie o w e j

„Magister

wprowadza

jest

dzono
się

w

Chodziło w i ę c

odmianą

czyciela

jego

mowy

zarazy,

grafice

doctoris dogmata

zany

sprowadzają

w

13). J e g o

utartego
z

od zarazy.

t y p . Jest

Goslawskiego

c z y n n e j m o w y , stąd t w ó r c a sięgnął d o s t a r e g o

od

wylatujących

podarte

dziękczynnej

daru

dziękczynnej m o d l i t w y — t a k j a k
jedynie

głaszania

Łukasza

wienie nie samej

p r z y u l e c z e n i u z i n n y c h chorób. O j e g o p o p r z e d n i m
n i e świadczyć

s t a n o w i zupełnie o d r ę b n y

ocalenia

Niemczech

oczu,

nieco

tomiast

przedstawiający

i napisu

Stanowi
w

d w a nawiązują do w s p o m n i a n y c h schematów, t r z e c i n a ­

klęczącej

rozbudowana

przez

nie w
5 9

po­

wprowadzających

złożonego

lub srebrnych

opętanym

typu. Przedstawiono

łóżku

postaci

której kompozycję

obrazów

w o t a n t a wyobrażenie

płuc .

kom­

sprowadzają

modlitwy. Bardziej

odpowiednik

Włoszech

obok

w

względnie

jest tablica K o m o r o w s k i e g o ,
nięto

choroby

p o s t a c i leżącej

stan,

c h w i l i dziękczynnej

w

Europy

związanych z określonym

przypadku

5

wyjaśniającego

na terenie

( i l . 14). Z a c h o d z ą c e
sche-

39

�11

matu,

ale także

zawieszony
z
i

wojną

odnoszą

się d o d e t a l i , j a k n p . d y w a n

na przedpiersiu
unikają

ograniczają

katedry.

Obrazki

bezpośredniego

się z a z w y c z a j

jej

związane

przedstawienia

do p o j e d y n c z y c h

l u b zbio­

r o w y c h p o d z i ę k o w a ń za s z c z ę ś l i w y p o w r ó t z w o j n y ,
czenie

z odniesionych

ran lub uratowanie

od

ule­

śmierci.

ma

Bosowskiego

nika

kobiet

( i l . 2). Są t o n a j b a r d z i e j

się

maksymalnie

nym

przed­

się t u j e d y n i e

obraz­

postacie

z

kościoła

Bożego

udały

czyka z polecenia
tencji

ocalenia

Ciała,

się

ukazującego

do g r o b u

biskupa Andrzeja

od w o j n y .

takie

ale upamiętnieniem

p e w n e przyczyniło

w in­

nakazano

do

grobów świętych i bło­

g o s ł a w i o n y c h ; w y n i k a stąd, że o b r a z e k
dziękczynnym,

pro­

Kazimier­

Trzebickiego

Procesje

wszystkich na terenie K r a k o w a

liczne

Stanisława

n i e jest

zdarzenia,

się d o s p o p u l a r y z o w a n i a

wotum

które

za­

kultu

Ka­

Wszystkie

wymienione

odnoszą

mierza,

powyżej

się z a w s z e

który

do osoby

występuje

jako

średnio i n t e r w e n i u j ą c y . W

przedstawienia
Stanisława

orędownik

pierwszym

p l e c a m i k l ę c z ą c e g o w o t a n t a i kładąc
m i e n i u poleca
to

widzimy

go ukazującej
na

przedstawienia
Madonnie
rach.

licznych
sięga

jako

rękę
a

średniowiecza.

za

na jego r a ­

tradycja

Niekiedy

które w s k a z u j ą

i

razem

tego

być m o ż e pochodzą
wskazywałyby

Wprawdzie
rok

otaczające

Kazimierczyka,

z malarstwem

barokowym.
Wydaje

z zachowanych

z pierwszej

również

połowy

obrazków

XVII

w., n a

tu

stroje .

występujące

napisie pod pierwszym

data

neutral­

t o n a c j i szaroczarnej.

z nich

się w y k a z a ć ,

m

występuje

jest

1631. P r z y p u s z c z a l n i e

to

wotywne

względem
z

z

stylowym
nich

trzy

stanowią

jako

w a ł o b y , że k u l t
ugruntowany.
przy

jego n i e był wówczas

Obrazki

pierwszym

te

mogły

nagrobku

Stanisława

bardziej

zazwyczaj

tworzą

pod

obecnie w

oprawne
Ada­

dwie

rozgrywającą

względem

teryzuje
nych,

oddzielne
się

perspektywy

stacie m o d e l o w a n e

dziej
obrazki

się

Kazimierczyka,

N a następną grupę składa się s i e d e m

zycją,

Ciała

pełni

znajdować

w prezbiterium.

się o n e o d p o p r z e d n i c h

Bożego

inter­

jeszcze w

więc

Kazi­
sam

po­

Stanisław

bezpośrednio

chmu­

grupy.
trzy

występuje

jednak

cudotwórcę, który

kościoła

nie

mylnie

powyższe

w e n i u j ą c y , a l e j a k o o r ę d o w n i k u b o k u M a r i i , co w s k a z y ­

z nią w

w s p ó l n ą ramą, d o k t ó r y c h n a l e ż y w o t u m f u n d a c j i

40

w

Kazimierczyk

malowane

Pierwszą

w

1651, a l e , j a k s t a r a n o

przepisana

ków, nieco
Obrazki

na związki

u t r z y m a n a jest

że są t o n a j w c z e ś n i e j s z e

co

i

Wyróżniają

chmury

Stanisława

tych

p r z y c h o d z i d o łoża c h o r e g o w z g l ę d n i e b ł o g o s ł a w i z n i e b a .

pod

i

wszyst­

Charakteryzują

kompozycją

poleca

przedstawia

bezpośredniego

Kazi­
bezpo­

Boskiej, tak j a k

obrazkach,

obrazków

z

albo

cu­

w y p a d k u stoi

się M a t c e

wotantów, występując

Większość

mierczyka

prymitywne z

ukształtowane

Boskiej

kano­

klęczących

t w i e r d z a f a k t , że n a w y m i e n i o n y c h o b r a z k a c h

zimierczyka.
dów

dwóch

są płasko, p o b i e ż n i e .

bogato

Matki

Całość
się,

uproszczoną

tłem. M a l o w a n e

W o j n a s t a n o w i t u w i ę c j e d y n i e o g ó l n e tło całego

cesje, k t ó r e

nie znanego

(ks. T o m a s z a ) o r a z

k i c h o b r a z k ó w z kościoła B o ż e g o Ciała.

s t a w i e n i a . T o samo można zauważyć w w y p a d k u
ka

(Wierzchowskiego),

regularnego

jaśniejszy

się p r z e w a g ą

wykazują

barokowym

obrazków

rozbudowaną
na

tle

wykreślonych

wprawną

od wyżej
barw

formalnie

powiązania

1. poł. X V I I

kompo­

prawidłowo
wnętrz.

Po­

w

ruchu,

ręką. K o l o r y t

obraz­

wspomnianych, charak­

zimnych. Obrazki
od poprzednio
z

uję'

( i l . 3, 8). R ó ż n i ą

światłocieniowo, p o p r a w n e

są s z k i c o w o ,

wykształcone

ramy

cechowym

w . Wspólną

te, b a r ­

wymienio­
malarstwem

łączącą

je:cechą

�II. 11. Obrazek
wotywny
za
urato­
wanie
od wojny
tureckiej,
ol.
pl.,
51X78,5
cm, 1. pol. XVIII
w., kośc.
Bożego Ciała, Kraków.
II. 12.
Obra­
zek wotywny
za uratowanie
od po­
żaru
kościoła
i klasztoru
Bożego
Ciała, ol. pl., 54X54 cm, po 1778 г.,
kośc. Bożego Ciała,
Kraków.

12

jest

motyw

nym

kształcie
żego
co

kartusza

poniżej

z łacińskim

sceny

głównej,

do występującego

Ciała.

Stalle

nasuwałoby

wotywne

są

powstać

one

z

dziełem

jest

z kościoła

około

że

około

umieszczo­

zbliżony

na stallach

pochodzą

przypuszczenie,

mogły

wątpliwie

te

napisem,

który

roku

jednego

67

obrazki

meą,

Kunegundą,

Janem

Kantym, Kazimierzem

i

n i s ł a w e m K o s t k ą . T e w ł a ś n i e r y c i n y stały się
„gotowymi
artyści

wzorami",

cechowi

które

powielali

wieku X V I I . Znane

Sta­

niejako

6 9

mniej

zdolni

są m i ę d z y

innymi

o b r a z y , k t ó r e b e z p o ś r e d n i o m o ż n a odnieść d o w s p o m n i a ­

w.

Nie­

nych

który

być

n e g o w M ę c i n i e ( 1 . poł. X V I I w . ) i św. S t a n i s ł a w a

XVII

twórcy,

Bo­

162 9 ,

wspomniane

połowy

w

rycin,

n p . św. J a n a

Kantego

z kościoła

parafial­
bis­

zatrudnionych w

koś­

k u p a w K u n o w i e (2. poł. X V I I w . ) o r a z c y k l ze

c i e l e B o ż e g o Ciała, g d z i e w t y m czasie p r o w a d z o n o

licz­

z życia św. K i n g i z kościoła K l a r y s e k w S t a r y m Sączu

n e p r a c e m a l a r s k i e i r z e ź b i a r s k i e . P a k t , że są o n e

dzie­

Ta

m o ż e należał d o k r ę g u a r t y s t ó w

łem j e d n e j
zostały
są

ręki, m a j ą j e d n a k o w e

nalepione

to

obrazki

z n i c h należy

na

dyktę,

wotywne.
odrzucić

sceny

z

życia

sceny

zbiorowych

wymiary

nasuwa

Wydaje

się,

że

uzdrowień,

starsze

—

ze s p i s a n y c h

wielu

cudów

to

ciny

Jana

dzy

innymi

w

tekstach

j a k się

innych

wydaje,

jako

(Katarzyna

z

naj­

Kleparza,

7 1

ich pierwotne

przeznaczenie?

ze s c e n y
tego

w

W

wieku XVII, a

się r y c i n y

głównej, przedstawiającej
otoczeniu

cudów,

skimi,

X V I spotyka
szeregu

opatrzonych

ujętymi

małych
w

scen

kartusze.

z

jego

napisami
Jedną

niejszych tego t y p u r y c i n jest p r z e d s t a w i e n i e

życia
łaciń­

z

wcześ­

św. F l o r i a ­

n a (1590) i św. J a c k a (1594), z a c h o w a n e w M u z e u m
rodowym

w

Krakowie

6 8

.

Do typu

się

m o d l ą c e g o się ś w i ę ­

wyjaśniającymi

zazwyczaj

nawet

składające

tego

należy

Na­

też k o -

lońska s e r i a r y c i n z l a t 1605—1606, z w i ą z a n y c h z p o l s k i ­
m i świętymi i błogosławionymi: F l o r i a n e m ,
Andrzejem
mi,

Swieradem,

Stanisławem

Pięcioma

Braćmi

Wojciechem,
Męczennika­

b i s k u p e m , Czesławem, J a c k i e m ,

Salo­

mię­

miał

również

ze

Stanisła­

n i e znaną, r y c i n ę

ne s c h e m a t y k o m p o z y c y j n e
n y c h t y c h r y c i n : scena
kazania

zarazę,

którzy

Charakter
wych

stanowiły
nej,

one

w

wielu

szeregu

z przedstawieniem
omawianych
(38X26 cm)

niegdyś

św. J a n a

obrazków

pozwala

część

umierających

łożach,

dużej

wspomnianych

o

jak na
Kantego.
jednako­

przypuszczać,
kompozycji

obrazów,
Wymiary

wynosiłyby

wielkości w s p o m n i a n e g o
Wśród

omawianych

stępowały

rycin

że

złożo­

i

obrazu

wypadku

na

bocz­

szatana,

ze s c e n y ś r o d k o w e j i dziesięciu s c e n b o c z n y c h .
tego

jak w

uzdrowienia

leżą

siedmiu

wymiarach

występujące w scenach

biczowania, wypędzenia

do w i e r n y c h ,

rycinie Gorczyna

więc

Gorczyn

P o m i ę d z y w s p o m n i a n y m i r y c i n a m i a o m a w i a n ą grupą

było

Jakie

być r y ­

o b r a z k ó w zachodzą duże zbieżności. P o w t a r z a j ą się p e w ­

ją

opętanego).

bliżej

mogą

przedstawiające

2

na

(uzdrowienie

.

Kazimierczykiem ' .

swo­

wymowę

dowodem

Gorczyna,

św. J a n a K a n t e g o .

wykonać, niestety
wem

w . , czego

Aleksandra

k s . M i k o ł a j ) o r a z szczególnie w a ż n e ze w z g l ę d u n a

już p o d koniec

i

spośród

—

я

s e r i a r y c i n oddziałała r ó w n i e ż n a współczesną

g r a f i k ę polską X V I I

ogólnikowymi

odpowiednika

cudów. W r e s z c i e t r z y o s t a t n i e to sceny,
—

Dwa

bowiem

Dwa

opatrzone

czy

nie.

Kazimierczyka.

n a p i s a m i , k t ó r e n i e znajdują
wybrane

wtórnie

od r a z u , przedstawiają

Stanisława

celowo

oraz

wątpliwość

sama

scenami

1 5 2 X 1 0 4 c m , co
obrazu z K u n o w a

r y c i n sceny

zawsze po l e w e j ,

z życia

odpowiadałoby
(140X100 c m ) .
świętego

a cuda po p r a w e j

co p o z w a l a

na zrekonstruowanie

mieszczenia

zachowanych

wy­

stronie,

przypuszczalnego

siedmiu obrazków wokół

n y g ł ó w n e j z postacią S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a
M o ż n a domyślać się, że z c z a s e m s a m o b r a z uległ

roz­
sce­

( i l . 15).
znisz-

41

�13

I I . 13. Miniatura
f r a n c u s k a , Wykład
teologii
na Sorbonie,
pocz.
XVI
w. (wg
Schreibera).
II.
15. Rekonstrukcja
11. 16. Widok
Kazimierza,
fragm.
ryciny
z wizerunkiem
czyńskiego).
c z e n i u , а ocalałe s c e n y zostały w y c i ę t e i w t ó r n i e

opra­

wione.
Przejdźmy

do o m ó w i e n i a g r u p y t r z e c i e j

szej. O b e j m u j e
zanych

ona przedstawienia

z wojną

Mańkowskiego,

turecką,

i

sceny

o

cią p o s t a c i

najciekaw­
zwią­

Brodowskiego,

Segnicowej,

kalek oraz tablic

( i l . 1, 4 — 7 , 9—12).

charakterze

ł o w a n i e do p r z e d s t a w i e n i a
dzaju

Nanteli,

czterech

Gosławskiego

rozbudowane

ks. Jana

Czartoryskiej,

g o d y n k i , wyobrażenie
rowskiego

wot

i

zarazy, procesji

scen

Ja-

Komo­

Łączą

narracyjnym,

je

zami­

zbiorowych

z dużą i l o ś ­

zapełnione

różnego r o ­

oraz bogate wnętrza

sprzętami. P o m i e s z c z e n i a ,

w

których

rozgrywają

się s c e n y , są c i e m n e , m i m o z a z n a c z o n y c h w głębi o k i e n .
Chętnie

przedstawiano

(portale,
Bożego
jak
i

fasady

Ciała. U j ę c i e

i widoków

sufit

Bożego

tu

domów,

fragmenty

filary)

a r c h i t e k t u r y , jest

wnętrz,

prymitywne.

Podłoga

są

przedłużenie

stanowi

postaci

pionowo,

i wnętrz

szczególnie

kościoła

zarówno

przedstawione

wość i p r e c y z j a ,

widoki

perspektywiczne

Ciała

Modelunek

architektoniczne

oraz

a

fasada

kościoła

elewacji

północnej.

charakteryzdje

drobiazgo-

w

przedstawianiu

strojów.

P o s t a c i e o o k r ą g ł y c h , p e ł n y c h t w a r z a c h , ujętych w
wójne obwódki, j a k b y
ją

jeden,

załzawionych

powtarzający

się

oczach

wielokrotnie

typ

fizyczny.

K o l o r y t c i e m n y , o dużej ilości b r ą z ó w i g ł ę b o k i e j
ożywiony

jest

terystycznego,
mienionych

wprowadzeniem

łamanej

powtarzającego

się

obrazkach

płasko, p r z y c z y m
stycznienia
dzanie

przez

nych

obrazków

obwódki,

przedmioty
łączy

Stanisława
i

i

zieleni
charak­

wszystkich

Obrazki

cień.

mającej

z

sposób p o t r a k t o w a n i a

niejednokrotnie

w

rozbijający

wprowa­
rzu­

wymienio­
postaci

wieńcu

cechy

charakterystyczne

d l a całej

kompozycję
grupy

napis

czasie i w y s z ł y

spod

pędzla

wy­

nasuwają

myśl, że o b r a z k i t e , m i m o r ó ż n y c h d a t , p o w s t a ł y w
nym

sa­

kolistych

majuskułą, ujęty w c y n o b r o w ą r a m k ę . W y m i e n i o n e
żej

są

upla­

oznaczać

Wszystkie

Kazimierczyka

wy­

malowane

t a k p o s t a c i , j a k i sprzętów, p r z e z

cany

chmur

we

bieli

z a u w a ż a się p r y m i t y w n e p r ó b y

szaroczarnej

mego

cynobru.

pod­

reprezentu­

jednego malarza.

jed­
Na

XV w. II. 14. Q. Sohne,
Dysputa religijna, drzeworyt,
obrazu.
Sceny
z życia i cudów Stanisława
Kazimierczyka.
Stanisława
Kazimierczyka,
pocz.
XVIII
w. (wg
Gor­

podstawie

strojów,

urządzenia

wnętrza

tektonicznych

można

Najpóźniejsza

z występujących

należałoby
na

więc

przełomie

datować

przypuszczać,

XVII

i

i

detali

j e n a 2. poł. X V I I
obrazki

w.

lub

te

być

i

na

nich

o

wiele
daty,

później
nie

Prawdopodobnie
ilustracje
kultu

niż

wskazywałyby

więc

fundowali

spisanych

i znaczenia

są

wotami

je

cudów

powstały

Stanisława

celu

w
cza­

występujące

indywidualnymi.

kanonicy

w

1 3

może

1. poł. w i e k u X V I I I . P o n i e w a ż p o w s t a ł y w j e d n y m
sie

w. .

t u d a t t o r o k 1681 —
że

XVIII

archi­

regularni

jako

spopularyzowania

z Kazimierza.

O

wyborze

t e m a t u powyższych obrazków decydowała zapewne

waż-

�ność

wydarzenia

Kazimierczyka
w

wypadku

się

(np.

w

obrazków

przypuszczalnie

osób, w ś r ó d

procesja

grobu

Stanisława

z wojną

turecką).

Natomiast

postacią

wotanta

kierowano

związku
z

pozycją

do

społeczną

przedstawionych

których

występuje

między

Czartoryska,

Teresa

Nantela

Segnicowa

krakowskie,

Piotr

kanoników

i

Komorowski

regularnych

w

—

Suchej

innymi

księżna

a

malarstwem
autorem

nawet

Zwyczaj

ks. Jan

Brodow­

trzema

odmienny

Kazimierza,
Widok

operowanie

miejscowy

który

grupami

w

w

dziele

( i l . 16). G o r c z y ń s k i

„zakonnicy...

na

tablicę zawiesić
z

na

woty
widoki

wspomnianej

późnobarokowa

z poprzednio

prawdopo­
Kazimier­

cud

potem

z

roku

wspomina,
odmalowaną

kościoła
rycinie

wałoby

t o , że o b r a z e k
starego,

zie,

17 7 8 .
75

archi­

występu­
o

od

której

Wskazy­

musiał p o w s t a ć p o t e j d a c i e ,

w

z n i s z c z o n e g o p r z e z S z w e d ó w . R o k 1773

s t a n o w i jednocześnie t e r m i n a d q u e r n d l a t r z e c i e j

grupy

wzięta

ziemską

wieszania

obrazków w o t y w n y c h s p o t y k a

różnych

kulturach

i w

epokach,

czego

się
do­

w

od­

świętych.

się

z

zagad­

tablicy

erekcyjnej,

l u b świętego.
osoby

ze s z t u k i

i

się

8 0

postaci
hiera­

adorującego

średniowiecznej,

wotach

i niebiańską

świętej

obok
Zasada

która

, zanika po r o k u

podział

z postacią

na

8 !

dwie

świętego

w

wy­

1500 .
strefy,

chmurach.

W k o n s e k w e n c j i t e g o podziału p o j a w i a się w t l e pejzaż,
który

z

czasem

przekształca

ilustrującą n a p i s

nych

w

narracyjną

scenę

z różnych terenów i różnych

atmosfera

wypływająca

nieszczęścia

tematów

się

wotywny.

Obrazki wotywne

nastrój

i

choroby.

z

Mimo

t y c h obrazków

epok

ogólnoludzkich
przedstawio­

nie jest

ponury,

p o n i e w a ż mają

one c h a r a k t e r dziękczynny. T w ó r c y i c h ,

których

szukać

należy

ludowych,
językiem

zwłaszcza
lapidarnym

tywności. Twórczość

wśród

od

pocz.

w

celu

rzemieślników
wieku

XVII

8 2

zwiększenia

i

malarzy

,

operują

komunika­

i c h j e s t s p o n t a n i c z n a i pełna

eks­

p r e s j i . W y n i k a ł o t o często z f a k t u b e z p o ś r e d n i e g o i p r a ­
wie

i n t y m n e g o k o n t a k t u między twórcą w o t a

tem,

który

spraw
ka

Zwyczaj

grobami

wiąże

obrazu

Boskiej

wytwarza

83

zwierzał

mu

się

z

najbardziej

a wotanosobistych

.

Najliczniejsze

*
różnych

lub

przedstawiania

problemów

obrazków,

wotywnych

pojętego

Matki

Jednocześnie

obrazków.

w

epitafium

Ciała

sygnaturka, odmienna

wymienionych

wizerunkami i

pielgrzymek,

czyli

Bożego

różnica w

7 8

naj­

obra­

łączy w s p ó l n a

d a c h u kościoła

śmierci .

w i z e r u n k u f u n d a t o r a na f u n d o w a n y m przez siebie

prze­

obrazkach

obra­
dwóch

okresie k o n t r r e f o r m a c j i i

się z m i e j s c a m i

obrazków

jako

oraz

się b y ć

fundacyjnego,

podczas i n k u r s y j e j

niewiedzieć

się z k o ń c e m

wydaje

u r a t o w a n y c h od k a r y

stępuje w e w c z e s n y c h

Gorczyńskiego
ten

łącząc

szeroko

fundatora

w i a d o m o , że została w y k o n a n a w r o k u
miejsce

nieniem

pożar

r o k u 1623.

Stanisława

,

cudownymi

przedstawiający

o b r a z k u z a z n a c z a się p e w n a

je t u b o w i e m

7 i !

Geneza

tycznego

zarazy i procesji z w i d o k i e m na t y m

t e k t u r z e kościoła. N a k a l e n i c y

pustów,

jeden

dobrodziejstwa

k a z a l i , która
inszemi

z przedstawieniem

znanej

lub

XIX

jeszcze

opisując

znak

Porównując

występujące
ostatnim

myśl,

rzemieślnik

został t u z a c z e r p n i ę t y

publikowanej

74

nasuwa

pojawiają

starożyt­

.

z o k . 1400 г., f u n d a c j i

w i ę k s z y r o z w ó j osiągnął w
wieku

7 7

t e n u t r w a l i ł się j e d n a k o k o ł o r o k u 1500, a

Chrystusa,

się w

czyka,

padła" .

i

istnieje

kolorycie,

wydarzył

Kazimierza

szwedzkiej

czasu
formą

z r y c i n y przedstawiającej

że

regularnych. Brak

tego

dobnie
1702

praco­

z braci klasztornych.

tymi

obrazek

był

W Europie obrazki wotywne
zek m i s t r z a u m b r y j s k i e g o

ich w

w Japonii

wieku X I V ; jednym z pierwszych
nie z n a n y c h mężczyzn

i

występowania

i u buddystów

raj czynie

obrazkami

zapóżnioną

obrazków

jeden

Poza

i

przykłady
7 6

klasztoru

wspomnianymi

krakowskim

sprymitywizowaną
że

między

będą

Rzymie

—

wał więc na zamówienie kanoników
powiązań

nym

fundator

s k i — członek k o n w e n t u . T w ó r c a t y c h o b r a z k ó w
głębszych

wodem

s k u p i s k a obrazków

się w e W ł o s z e c h ,

z kolei w

wotywnych

Niemczech,

F r a n c j i , H i s z p a n i i i P o r t u g a l i i , a także n a t e r e n i e
ryki

84

. W

Polsce zwyczaj

t e n był

o wiele

spoty­

Szwajcarii,
słabiej

Ame­
roz-

�II. 17. Obrazek
wotywny,
ol. pł., 1. poł. XVII
w.
Kaplica
św. Stanisława
bpa, Piotrawin.
II. 18. Obrazek
wotywny,
ol. pł., 1. poł. XVII
w. Kaplica
św. Stanisława
bpa,
Pio­
trawin.
II. 19. Obrazki
wotywne,
ol. pł., ok. 1680 r. Kośc.
Klarysek,
Stary
Sącz. II. 20. J . Bieszczad,
obrazki
wo­
tywne,
ol. pł., 1867 r. Kalwaria
Pacławska.

obrazków

wotywnych,

do

których

należą

94

tablice

z k a p l i c y M a t k i B o s k i e j z kościoła B e r n a r d y n ó w w
szowie

(po

Magdaleny
(1780)

1766)

8Э

w

Rze­
Marii

. Z t e g o s a m e g o czasu

obrazek

wotywny

z

kościoła

T u r s k u (pow. Pleszewo, w o j . poznań­

,

g r u p ę stanowią, r ó w n i e ż l u d o w e ,

M.Boskiej

w

zachowane

kościele

w

liczbie

z cudami obrazu M a t k i
go

S 3

z kaplicy

.

z kaplicy
90

z l a t 1778—1794

ludowy

Najpóźniejszą
lach

i

w Puszczy Sokalskiej

pochodzi

św. A n d r z e j a
skie)

0 7

w

Kalwarii

Do

9 1

wymienionych

obrazki

z kościoła

85

Boskiej

Pacławskiej,

B i e s z c z a d a w r o k u 1867

Dominikanów
oraz

27

z Kamieńca

Krakowa.

c y j n a , począwszy
Kazimierczyka

przez

kowskimi:

zespołów

należą

i

krakowskie

Ciała.

Siedemnastowieczna
od B a r o n i u s z a

Izajaszem
XV, w

zjawiska

literatura

wymienia

0 2

na

dewo-

Stanisława

z pięcioma

innymi

świętymi

kra­

Bonerem,

Janem

Kantym,

Szy­

monem z Lipnicy, Gedroyciem
kowa, a wiek

Jana

( i l . 20).

Bożego

wraz

Gid­

obrazków
Podolskie­

malowanych

N i e stanowiły one j e d n a k odosobnionego
terenie

wota

w

i Ś w i ę t o s ł a w e m ze

którym wszyscy

c i święci

Sław­
wystę­

pują, o k r e ś l a n y j e s t m i a n e m f e l i x s a e c u l i — c z y l i szczęś­
liwym

wiekiem.

17 ś w i ę t y c h

18

powszechniony
nie
na

i d o n i e d a w n a sądzono n a w e t , że w

istniał. N a j l i c z n i e j s z e
Śląsku, o c z y w i ś c i e

wpływy

niemieckie

i

Śląskie).

Bardo

Najstarszym
obrazki

z

wotywne

zespoły

ze

obrazków

względu

(wymienić

ogóle

spotykamy

n a docierające

t u można

tam

Wambierzyce

zachowanych

polskich

zespołów

z

(obecnie

jest

i c h 55),

z nich

prawdo­

Piotrawina

pochodzące z l a t 1610—1661. W i ę k s z o ś ć

są

p o d o b n i e została w y k o n a n a p r z e z m a l a r z a M a r c i n a B a s z kowskiego

8 5

pochodzi

wspomniany

w

kościele

3

obrazki

( i l . 17, 18). Z
Klarysek
z

kościoła

już
w

przełomu

XVII

zespół

cudami

Starym
św.

z

Sączu

Stanisława

i XVIII
bł.

(il.
w

19)

oraz

Lublinie

Z k o l e i należałoby wymienić osiemnastowieczne

44

w.

Kingi
S 6

.

zespoły

jeden

Mimo
tylko

że

spośród

Jan Kanty

6

wymienionych

został

kanonizowany

i t o d o p i e r o w r o k u 1768, a S z y m o n

z Lipnicy —

fikowany

wielkim

(1685),

cieszyli

się

oni

beaty­

kultem

w

w i e k u X V I I , co w i ą z a ł o się ze w z m o ż o n ą w

t y m czasie

pobożnością i k o n t r r e f o r m a c y j n y m

do

dążeniem

wyszu-

�kiwania

coraz t o n o w y c h

narodowych

świętych.

cudów w s z y s t k i c h w y m i e n i o n y c h świętych
wspominają
ich

Spisy

wielokrotnie

o obrazkach w o t y w n y c h zawieszanych

przy

grobach.
O n a j s t a r s z y m z n i c h — I z a j a s z u B o n e r z e — ( z m . 1471)

pierwszym

planie,

leży

w

pościeli

w c h m u r a c h u k a z u j e się I z a j a s z
klęczy

mężczyzna,

czyna.

W

nachyla

głębi
się

którego

n a łożu

taż

sama

dziecko,

podtrzymuje
spoczywa

dziewczyna.

Chodzi

o uzdrowienie względnie wskrzeszenie

Kulsjusz

opi­

go

zna­

jawiającej

Fulgenty

Dryjacki

s u j e , że p r z y g r o b i e I z a j a s z a
ków

łaski

Bożej...

świadectwa",

czego

które

w

obrócił" . W y m i e n i a

(167 0) .

B o n e r a „wiele... było

były

roku

lowanych tablic z w i e k u X V I I
W

zbiorach

chowało

się

pisane
„1556...

jednak wiele

8 4

Muzeum

Dryjacki

93

i

wymalowane

w

popiół

srebrnych i

Narodowego

w

Krakowie

olejno

na

desce,

z

których

obrazków,

dwa

jeszcze

pod koniec X I X w . (wg relacji Łuszczkiewicza)
dowały

się

przy

(prawie

jednakowych

nie, częściowo

grobie

Izajasza

Bonera.

rozmiarów)

przemalowane,

o

w

za­

znaj­

9 6

Obrazki

bardzo

złym

zniszczonych

te
sta­

napisach,

za

przyczyną

Izajasza

rodzicom

wskazała

dziew­

nad
tu

nowo

a

którą

zapewne

narodzone­

poradą

się d w u k r o t n i e d z i e w c z y n y ,

nieszczęśliwym

owej

która

do kogo

po­

być

może

mają

udać

się p o łaskę.

13 m a ­

.

э з

pięć, n i e p u b l i k o w a n y c h dotąd

malowanych

ogień

dziecka

dziecka

stojąca

kobieta,

w s p o m i n a B a r o n i u s z , z k o l e i ż y w o t j e g o spisał A u g u s t y n
i

nad n i m

( i l . 24). O b o k

1 0 0

Ostatnia

z tablic, fundacji

Anny

Krzyżanowskiej

1 0 1

( i l . 25) o f i a r o w a n a

za u z d r o w i e n i e córki M o n i k i , z r o k u

1663 m a c z y t e l n y

n a p i s , co p o z w a l a

ją

zidentyfikować

z j e d n y m z cudów

opisanych przez Dryjackiego,

wspomina

o

również

o f i a r o w a n i u przez

„odmalowanej

tablicy"

datach

1665)

(1663,

względnie
cyjnie

1 0 2

.

Występującą

należy

przemalowaniem

nie odbiega

od

tu

tłumaczyć
napisu.

różnicę

w

poprawieniem

Wotum

przedstawień

który

Krzyżanowską

kompozy­

dziękczynnych

za

co u t r u d n i a i c h p r a w i d ł o w e o d c z y t a n i e , w y k a z u j ą o w i e l e

u z d r o w i e n i e . K r z y ż a n o w s k a w r a z z córką klęczą

modląc

niższy p o z i o m o d zespołu z kościoła B o ż e g o

się

wieńcu

Dwa

z nich

pochodzą

z roku

s t a w i a p o p i e r s i e m i e s z c z k i m o d l ą c e j się d o
cego z c h m u r I z a j a s z a

Ciała.

1607. P i e r w s z y

przed­

błogosławią­

( i l . 21). D r u g i l e ż ą c e g o n a łożu

9 7

do

Izajasza

Bonera,

ukazującego

z chmur. Ciekawym

elementem

żej

fragment

postaci

świętego

się

kościoła

św.

k a m i z kościoła B o ż e g o Ciała j e s t , j a k już

z klęczącą

bez p o r ó w n a n i a

łoża żoną m o d l i się d o

się z c h m u r I z a j a s z a
tu

wspomniane

nych,

długich

czynie

na

którego

( i l . 23). S z c z e g ó l n i e

9 8

postacie

lekarzy

płaszczach

luszach, z których
urynę.

wychylającego

i

jeden

ciekawe

żydowskich,

w

wysokich, filcowych

są

czar­
kape­

trzyma charakterystyczne na­

Podobnie

napis f u n d a c y j n y

wygląda

trzecie

n i e zachował

wotum,

się. O b o k

łoża

z c h o r y m klęczy n a p i e r w s z y m p l a n i e k o b i e t a z rękami
wyciągniętymi
nistej

budowaną
z

b ł a g a l n i e d o ukazującego

a u r e o l i Izajasza

Bonera

scenę p r z e d s t a w i a

nieczytelnym

prawie

9 9

kolejny

napisem.

się w

promie­

( i l . 22). B a r d z i e j
Na

obrazek,
osi

roz­

również

obrazka,

na

poni­

Katarzyny.

Poziom w s p o m n i a n y c h obrazków w zestawieniu z obraz­

m ę ż c z y z n ę , o d k t ó r e g o odstąpili l e k a r z e , a o n w s p ó l n i e
obok

w

jest t u w i d o c z n y

dzą z poł. X V I I w . , n a co w s k a z y w a ł b y
mieszczki

na j e d n y m z

Pozostałe
XVII

powiedziano,

niższy. B y ć m o ż e d w a p i e r w s z e

trzy

w . , chociaż

strój

pocho­

nieznanej

nich.

obrazki

można

przemalówki,

datować

zwłaszcza

na
na

2.

poł.

przedsta­

w i e n i u z c h o r y m i klęczącą o b o k łoża kobietą o w y c i ą g ­
niętych rękach, utrudniają
wstania. W
Ciała

są

mówienie

ściślejsze p o d a n i e

odróżnieniu o d o b r a z k ó w

to

przypuszczalnie

uzdrowionych,

nych dawno

a

wota,
nie

czasu

z kościoła
malowane

jako

po­

Bożego
na

ilustracje

za­

spisa­

cudów. P o z i o m i c h j e s t n i e j e d n o l i t y . O b o k

prymitywnych

„bohomazów"

d w a przedstawiające

cho-

45

�r e g o , o d k t ó r e g o odstąpili l e k a r z e
wydają

się

względem

o

był zmarły
wota

bardziej

kompozycji,

Kolejnym
spisane

wiele
z

w

po r a z p i e r w s z y

woskowe
w

znakach"

oraz

Jedną

takich

z

której
„on

według
się

Kazimierczyka

1475 г., w y m i e n i a j ą

i cuda

jego

malowanych
Sebastian

opisu
przy

Jana

n i e zachował do c h w i l i obecnej.

scen

świętego.
Kantego
nie w
resy

i cudów,

Natomiast
zachowało

w

miał

roku

był

z

zgrupowanych

czasów

i

cuda

się,

kościoła

, na

które

żaden

się

świad­

Aleksandra
18 m a ł y c h
wokół

kanonizacji

św.

zawieszonych

wizji
Jana
obec­

odnoszących
Oleksowicza,

Gawlickiej

i

11 s c e n

Jadwigi

się
Te­
Pa-

Podobny

Podobnie

jak

t u wota

nie

wzory

,

obraz

grobie

w

jest

s t a c i a m i fundatorów
sześciu

12 s c e n
u góry

XVI

miu

M 0

,

a Wiwijani w

obrazkach

cenie

mieszczki
życia

z

z życia

i

podpisem

roku

wotywnych

jego

m

możemy

„Felix

spisywano

błogosławionego
już w

Szymona

wieku XV

1 0 7

.

W

m u n t a I I I d o P a w ł a V z 1609 r . w s p r a w i e

21

22

Tl. 21. Obrazek,
wotywny
z
kośc.
św. Katarzyny,
Kraków,
ol.
deska,
38 X 27 cm, pol. XVII
w. Muz.
Nar.
Kraków.
II. 22. Obrazek
wotywny
~z kośc. św. Katarzyny,
Kraków,
ol.
pl., 38 X 25 cm, 2. pol. XVII
w. (?).
Muz.
Nar. Kraków.
II. 23.
Obrazek
wotywny
z kośc. św.
Katarzyny,
Kraków,
ol. deska,
25 X 42 cm, pol.
XVII
w. Muz. Nar.
Kraków.

z

Lipnicy

liście

Zyg­

beatyfikacji

mansjonarzu
zmarłym

w

Baroniusz

ш

przy
roku

.

cudów.

,

które

wspom­
seculi"

już w

1655 w s p o m i n a

o

wie­
sied­

znajdowały

się

z n i c h m i a ł o być w o t u m

krakowskiej z roku

martwemu

Najmniej

( z m . 1485 r.)

o n w c e n t r u m wizję

i kwaterą przedstawiającą

świętych

przy jego grobie. Najstarszym
Anny,

o wy­

n a p i s e m , a u dołu p o ­

Ż y w o t i cuda Michała G e d r o y c i a
ku

głównej
otoczeniu

niewątpliwie oparty

Michała G e d r o y c i a

otoczeniu

uzupełniony

nianych

z

w

graficzne.

w kościele św. M a r k a . P r z e d s t a w i a
Obraz

złożony

świętego

w
cha­

o b r a z , z a p e w n e z 1. poł. X V I I w . ( i l . 28), z a ­

c h o w a ł się p r z y
Gedroycia

grobowca

na Stradomiu wisi

w.
1 0 9

1 0 8

obecnego

wizję

z życia i c u d ó w

(jego)
świadki

.

obok

dla X V I I

jako

wspomniane

Bernardynów

przedstawiającej

mienione wyżej

zawiesza"

Kantego,

natomiast

cały p o m o c y
jego,

noworodkowi

powiedzieć

1521 za
1 1 2

przywró­

.

o ostatnim z

n i o n y c h sześciu ś w i ę t y c h — Ś w i ę t o s ł a w i e ze

( z m . 1482) s p i s y w a n o

46

.

( i l . 26).

1 0 6

Żywot

Marianny

1 M

przedstawiony

O ich wyglądzie

się 6 o b r a z k ó w

l e 5

obrazków,

uzdrowienia Antoniego

Chylińskiej,

skówny

kaplicy

zawiesić

1640

Kantego,

p r e z b i t e r i u m kościoła św. A n n y

do c u d o w n e g o

liczne

„woskowych

z 2. poł. X V I I w . , p r z e d s t a w i a j ą c a

z j e g o życia

zachowały

sceny,

czyć m o ż e j e d y n i e w s p o m n i a n a r y c i n a J a n a
Gorczyna

dobrodziejstw
Jana

wypadku

cuda,

tabliczkach

nagrobku

w

rakterystyczny

o

się, że „lud

na

otrzymanych

Opato-

z dzfatkami". Z
grobie

tabliczki

Kantego,

ш

tabliczek

Opatowiusza

dowiadujemy

błagając...

Jana

również

Cyrus

Szymona

grobie .

wielebnego

srebrnych i drewnianych

s a m i żona j e g o

znajdowały

w

1632 г., w s p o m i n a

g r o b u świętego

pod

malowania.

Stanisława

zawieszone przy

wydanym

dziecka

zarówno

1473 św. J a n K a n t y , k t ó r e g o

w i u s z w d z i e l e Żywot

u

j a k i sposobu

towarzyszy
roku

i uzdrowienie

ciekawe,

kościele

Mariackim

w

1489, m i m o

że ż y w o t

jego

wymie­

Sławkowa,
Krakowie,
spisał

już

Z a p e w n e i p r z y jego g r o b i e znajdowały

się

�23

kiedyś

podobne

slawa

Macieja

obrazki

wotywne.

Ubiszewskiego

W

utrzymany w tradycjach wymienionych
rycin

i

obrazków

ze

sceną

wizji

Swięto-

żywocie

zachował

się

drzeworyt

XVII-wiecznych

świętego

i

pięcioma

Gros

z

zachowanych

wotywnych
i

fundowane

stanowią
przez

polskich

właśnie

owe

duchowieństwo

zespołów
wtórnie

obrazków
powstałe

obrazki-ilustracje

cudów.

m n i e j s z y m i s c e n a m i z j e g o życia i cudów, g d z i e p o j a w i a
się

wizerunek

Kantego,

pięciu

z L i p n i c y ( i l . 27). W

Swiętosława:

towarzyszy

Kazimierczyka,

Gedroycia,

Krakowie

Bonera

i

Jana

istniało o c z y w i ś c i e

i n n y c h m i e j s c c u d o w n y c h z n a n y c h dzięki o p i s o m
cza

I 1 4

,

przy

grobów
blice

miały

szenia
toru

których

sześciu

zawieszano

wspomnianych

znajdować

Najświętszej
Augustianów

się

jeszcze

Marii

Panny

oraz

1 1 5

liczne

w

Oprócz

malowane

przy

obrazie

klasz­

Matki

Boskiej

B o l e s n e j p r z y kościele F r a n c i s z k a n ó w . T e o s t a t n i e
jedynie

są

dzięki

rysunkom

J.

ta­

Pocie­

n a krużganku

kaplicy

wiele
Prusz­

wota.

świętych

znane

Wojnarowskiego

1 1 6

( i l . 29, 30).

że

Kończąc

powyższe

rozważania

zwyczaj

wieszania

obrazków

s c a c h c u d o w n y c h istniał w
wieku

XVI. W

większości

należy

stwierdzić,

wotywnych

w

miej­

Polsce p r z y n a j m n i e j
wypadków

już o d

prawdziwe

wota,

z n a n e z p r z e k a z ó w p i ś m i e n n y c h zaginęły, z a p e w n e g ł ó w ­
n i e w czasie z a w i e r u c h y s z w e d z k i e j

l u b uległy

natural­

n e m u z n i s z c z e n i u , k t ó r e ze w z g l ę d u n a i c h p r y m i t y w n ą
technikę w y k o n a n i a musiało n a s t ę p o w a ć b a r d z o

szybko.

F a k t zastąpienia z n i s z c z o n y c h o b r a z k ó w n o w y m i w z g l ę d ­
nie

z i l u s t r o w a n i a cudów

nych

na zamówienie

Bożego
skich

Ciała, n i e j e s t
zespołów.

Puszczy

To

w

postaci

zakonników,
odosobniony

samo

Sokalskiej,

miało

Gidlach

i

ważnym

argumentem

w

wotyw­
kościele

wśród

innych pol­
w

Kalwarii

O b r a z k i w o t y w n e j a k o świadectwa
bardzo

obrazków

tak jak w

miejsce

Rzeszowie,
Pacławskiej.

cudów były

procesach

o

bowiem

kanoniza­

cję, j a k o t y m ś w i a d c z y w s p o m n i a n y l i s t Z y g m u n t a I I I .
Stąd

w

względnie

miejsce
obrazy

zniszczonych
z apoteozą

z j e g o życia i c u d ó w .

wieszano

świętego

oraz

PRZYPISY

Szymona

nowe
ze

cykle
scenami

O b r a z k i z kościoła B o ż e g o Ciała n i e m a j ą m o n o ­
g r a f i c z n e g o o p r a c o w a n i a , chociaż w y m i e n i a n o j e k i l k a ­
k r o t n i e . Dotąd z n a n e b y ł y j e d y n i e t e , które w i s i a ł y
w pobliżu n a g r o b k a . Opisał j e A . Błachut w r ę k o p i s i e
Catalogus
Auctorum,
qui de Beato
Stanislao
Casimiritano Ordinis
Canonicorum
Reg. Lat. Confessore.
IV
Ima­
gines et tabullae
votivae
1902, 1918, k l a s z t o r k a n o n i k ó w
r e g u l a r n y c h p r z y kościele B o ż e g o Ciała, f o l . s. 346 o r a z
w a r t y k u l e Nieznany
czciciel
Matki
Bożej,
Stanisław
Kazimierczyk,
Warszawa
1903, o d b . z
„Kwartalnika
T e o l o g i c z n e g o " , s. 6. Z k o l e i w s p o m i n a l i o n i m W .
Ł u s z c z k i e w i c z ( K o ś c i ó i Bożego
Ciała, jego
dzieje
i za­
bytki,
„ B i b l . K r a k . " V , K r a k ó w 1898, s. 37; W 500 rocz­
nicę
założenia
klasztoru
Bożego
Ciała,
K r a k ó w 1905,
s. 70), K . E s t r e i c h e r (Kraków.
Przewodnik
dla
zwiedza­
jących,
K r a k ó w 1938, s. 272), T . W i d e ł k a
(Przewodnik
po kościele
Bożego
Ciała
w Krakowie,
K r a k ó w 1947,
s. 42) o r a z T . D o b r o w o l s k i (Sztuka
Krakowa,
Kraków
1959, w y d . 2, s. 420). P o j e d y n c z e z n i c h
wymieniają:
J . S z a b ł o w s k i (Zabytki
sztuki
w Polsce.
Inwentarz
to­
pograficzny,
t . I I I , p o w . ż y w i e c k i , W a r s z a w a 1948, s. 166),
J . B i e n i a r z ó w n a (Elementy
ludowe
w urządzeniu
izby
uboższego
mieszczaństwa
krakowskiego
w. XVII,
„Pol.
Szt. L u d . " , R. X , 1956, s. 107) i S. S w i s z c z o w s k i
(Miasto
żydowskie
na Kazimierzu
w świetle
nowych
badań,
„ B i u l e t y n K r a k o w s k i " , I I , 1960, s. 56).
1

S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...
Kraków, druk.
S. L e n c z e w s k i e g o . . . 1660, s. 1 4 — 1 6 ; A . Błachut,
Nieznany
czciciel...,
w y d . c y t . , s. 3.
S. R a n o t h o w i c z , Casimiriae
civitatis
urbi
Cracoviensis...
(ad a 1693), R k p . B i b l . Jagiellońska, n r 3742,
s. 143; tenże, Jasna
Pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 22; T . W i ­
dełka, o p . c i t . , s. 4 1 .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 22.
T a m ż e , s. 2 3 — 2 4 . N a p i s n a t a b l i c y o b o k
grobu
Stanisława K a z i m i e r c z y k a b r z m i : D . O . M . Beatae m e ­
m o r i a e D. S t a n i s l a i C a s i m i r i t a n i , ad hanc C a n . Reg.
S. A u g u s t i n i E c c l e s i a m C a n o n i c i , P r o f e s s i
Presbyteri,
pietate d u m i n h u m a n i s ageret
s i n g u l a r i , ac
post
2

3

4

5

47

�I I . 24. Obrazek
wotywny
z kośc. św.
2. pol. X V I I w. Muz. Nar.
Kraków.

Katarzyny,

mortem, quam Anno Domini M C C C C L X X X I X . Die I I I
M a j i o b i j t votis f i d e l i u m , sua m e r i t a m a g n a
devotione
atque solatio i m p l o r a n t i u m , continuis, i n praesentem
usque
diem
conspicui. M a r t i n u s Kloczyński,
J.V.D.
P r a e p o s i t u s c u m suo c o n v e n t u e r e x i t , c u i u s c o r p o r i s
integras reliquias ad sinistrum C h o r i anterioris a n g u l u m , j u x t a f e r r e a m c r a t e m , s u b saxo i n ligneo l o c u l o
o l i m depositas, i n t h e c a m stannea collegit, et concavo
petreae
huius
tumbae
conclusit.
Anno
Domini
M D C X X X I I Mens. A u g . die I X .
W y s t ę p u j e p o d pozycją 24.
M . B a r o n i u s z , Vita gesta et miracula
Beati
Stanislai
Polonie,
Casimiria
ad Cracoviam...,
Cracoviae i n officine
B . S k a l s k i 1609.
К . Ł o n i e w s k i , Żywot,
sprawy
i cudowne
boskie
wstawienie
pobożnego
kapłana,
Stanisława
Kazimier­
czyka,
K r a k ó w , d r u k a r n i a Ł a z a r z o w a . . . 1617, S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . cyt.
A . M . G o r c z y ń s k i , Żywy
wzór apostolskiej
dosko­
nałości,
b. Stanisław
Kazimierczyk,
Kraków w
druk.
A k a d e m i c k i e j . . . 1702; W . B . G r a b o w s k i , Cnotliwy
i cu­
downy
żywot wielkiego
sługi bożego b. Stanisława
Ka­
zimierczyka,
K r a k ó w w d r u k . A k a d e m i c k i e j . . . 1763.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
Pochodnia...
w y d . c y t . , s. 7 1 .
T a m ż e , s. 77, 71 i A . M . G o r c z y ń s k i , o p . c i t . , s. 95,
96, 97, 108, 124.
T a m ż e , s. 147.
T a m ż e , s. 107—108.
W ś r ó d w y m i e n i o n y c h o b r a z k ó w istnieją o b o k p o ­
j e d y n c z y c h c z t e r y z e s t a w y : d w a ( I o w y m . 55 X 46 c m ,
I I o w y m . 55,5 X 28 c m ) , złożone z t r z e c h i d w a ( I I I
o w y m . 48 X 75 c m , I V o w y m . 48 X 75 c m ) , złożone
z c z t e r e c h o b r a z k ó w m a l o w a n y c h n a płótnie, w t ó r n i e
p r z e n i e s i o n y c h n a n o w ą deskę l u b d y k t ę . P u s t e m i e j s c a
pomiędzy o b r a z k a m i , będące w y n i k i e m różnicy w w y ­
m i a r a c h , z a m a l o w a n o czarną farbą.
O l . pł.. n a desce, 56 X 52 c m . N a p i s n a o b r a z i e
b r z m i : R o k u P a ń s k i e g o 1630 Jaśnie W i e l m o ż n y J . M . P .
P i o t r K o m o r o w s k i c o m e s i n L i p t ó w et O r a w a s t a r o s t a
o ś w i ę c i m s k i będąc c h o r y b a r d z o a o s o b l i w i e n a o k o
k t ó r e m u b y ł o z g ł o w y w y s z ł o n a w i e r z c h , że go p o d w i e z o w a ć musiał t e n będąc w K r a k o w i e w k a m i e n i c y
s w o i e y w e śnie okazał się m u B ł o g o s ł a w i o n y O c i e c
S t a n i s ł a w w h a b i c i e s w o i m z a k o n n y m a o c k n ą w s z y się
8

7

3

8

1 0

1 1

1 2
13

1 4

15

48

Kraków,

ol.

deska.

34 X 41

cm,

poznał, że m u się z a r a z n a z d r o w i u p o l e p s z y ł y n a o k u
n i e c o b o l u p o w i ę k s z e y części zanikło, z a r a z n a z a i u t r z
kazał się nieść, ieszcze słaby, d o G r o b u i e g o a t a m o d ­
p r a w i w s z y swoie nabożeństwo z J . M . X . Proboszczem
B o ż e g o Ciała n a t e n czas M a r c i n e m K ł o c z y ń s k i m , p o ­
czął m ó w i ć ze s t r o n y f u n d a c y e y a b y t a m t y c h Z a k o n n i ­
ków to iest canonicos Regulares w swoiey
dziedziczney
maiętności w S u c h e y n a z w a n e y d w i e m i l e za K a l w a r y ą
w górach у z t e y o k a z y i n a p a m i ą t k ę d o b r o d z i e y s t w a
d o z n a n e g o w c h o r o b i e s w o i e y uczynił dotacyą o c z y m
iaśniey w E r e k c y e y t e g o k o n w e n t u w z m i a n k ę czynią
tego d o b r o d z i e y s t w a p r z e z zasługi B ł o g o s ł a w i o n e g o S t a nisł. K a z i m i e r c z y k a .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 77.
J . S z a b ł o w s k i , o p . c i t . , s. 166.
Z e s t a w I I a, w y m . 34 X 27 c m , o l . d e s k a (z t y ł u
d y k t a ) . N a p i s n a o b r a z k u : 1651 d i e 10 S e p t e m b r i s T o t u m
1° M c i P a n a A d a m a B o s o w s k i e g o d w o r z a n i n a K r ó l e w i ­
cza 1° M c i W ł a d y s ł a w a у M a ł ż o n k i i e g o d o g r o b u S t a ­
nisława K a z i m i e r c z y k a
z m o d l i t w ą u c i e k l i się p r z e z
d n i półczwarta у t r z y noczy a l b o w i e m k r w i e z oczu
szły czóreczce i c h J e w u s i t e g o d n i a z kościoła B o ż e g o
Ciała z K a z i m i e r z a w r ó c i w s z y się z a s t a l i z d r o w ą z łaski
m i ł e g o P a n a za p r z y c z y n ą t e g o B ł o g o s ł a w i o n e g o S t a ­
nisława
Świętygo
Kaźmierczka
za czo P a n u
Bogu
m i ł e m u n i e c h b ę d z i e w i k u i s t a cześć i c h w a ł a .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 77-73.
W ł a d y s ł a w I V k o r o n o w a n y b y ł n a króla p o l s k i e g o
w 1632 r .
Z e s t a w I I I c, o l . pł. z tyłu — d y k t a , w y m . 38 X 24
cm. N a p i s n a o b r a z k u b r z m i : l e y Mość P a n i E m e r e n i
у A n n a Segnicova Rayczyna K r a k o w s k a na oczu chore
o z d r o w i a ł a za p r z y c z y n ą b ł o g o s ł a w i o n e g o
Stanisława
K a z i m i e r c z y k a A n n o D o m i n i 1673 D i e V i g i s i m a S e c u n d a
M e n s i s i u n y za co n i e c h b ę d z i e P a n B ó g p o c h w a l o n y .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 129.
O l . pł. n a desce, w y m . 52 X 54 c m . N a p i s n a o b r a z ­
k u b r z m i : ( N ) a ciężką g o r ą c z k ę b a r d z o
zachorowała
Panna
imieniem Agnieszka
w
leciech
dziewiętnastu
sławetnego Pana A l e x a n d r a M a n i k o w s k i e g o M i e s c z a n i n a
Kazimierskiego
pasierbica
a potem Yanny
małżonki
i e g o córka t a k ż e iuż b y l i z w ą t ( p ) i l i o i e y z d r o w i u r o d z i c y w k t ó r e y będąc z w ą t l o n a у o d g o r ą c z k i s p a l o n a
l e d w i e mówić mogąc у oley święty n a n i e włożono i a k
1 6

1 7

18

19

2 0

2 1

2 2

23

�s k o r o o f i a r o w a l i ią r o d z i c y d o g r o b u b ł o g o s ł a w i o n e g o
O y c a S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a ze mszą S.Y. ze ś w i e ­
c a m i k t ó r e u b o d z y w rękach p r z y m s z e y S.klęcząc t r z y ­
m a l i z a r a z się i e y polepszać n a z d r o w i u poczęło, у o z d r o w i a ł a za pomocą bożą w k r ó t c e a t o w R o k u P a ń s k i m
1665 d n i a 4 ( L ) i p c a , p o t y m w k r ó t c e w k i l k a n i e d z i e l
r o z c h o r o w a ł się t a k ż e ( n ) a g o r ą c z k ę у s a m p o m i e n i o n y
P a n M a n i k o w s k i a g d y się t a k ż e o f i a r o w a ł ze M s z ą S
z d r ó w został.
S. R a n o t h o w i c z ,
Jasna
pochodnia...,
w y d . cyt.,
s. 121—122.
Z e s t a w l a , w y m . 31 X 25 c m , o l . pł. n a l e p i o n e n a
d y k t ę . N a p i s n a o b r a z k u b r z m i : R o k u P a ń s k i e g o 1671
jeymość p a n n a A n n a J a g o d y n k a chorowała n a p i e r s i
c i e r z k o d o czego p r z y s t ą p i ł у k a s z e l nieznośny a t e n
ból t r w a ł p r z e z c z t e r y l a t a у d a l e y a g d y się o f i a r o ­
w a ł a d o g r o b u B ł o g o s ł a w i o n e g o Stanisława K a ź m i e r c z y k a у t a m m s z y ś w i ę t e y nabożnie słuchała t e n ból
g a l e ustąpił j a k o b y go ręką odiął czego w d z i ę c z n a będąc
t a k i e p i s a n i e j a k o t o j e s t posłała.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 128.
O l . pł. n a desce, w y m . 51 X 55 c m . N a p i s n a o b r a z ­
k u b r z m i : A . M . D . G . et S a n c t o r u m E i u s H o n o r e m R o k u
P a ń s k : 1672 X i ą d z ł a n B r o d o w s k i Z a k o n n i k k l a s z t o r u
tego będący od P a n a Boga n a z d r o w i u t a k cieszko n a ­
w i e d z o n y m ż ( e ) p r z e z puł r o k a z łoszka n i e w s t a i ą c
ż a d n y m c z ł o n k i ( e m ) w ł a d n ą ć n i e m ó g ł b o go k a r m i ć
у poić k t o i n s z y m u s i . Spać d l a b o l u , p r a w i e n i g d y n i e
m ó g ł g d y się d o G r o b u B . S t a n i s ł a w a
Kazimierczyka
p r z e z M s z ą ś. o d i e d n e g o kapłana t e g o ż z a k o n u o d p r a ­
w i o n a у przez ręce у n o g i z w o s k u ofiarował zaraz p o ­
p r a w ę n a z d r o w i u s w y m uczuł a p o t y m d o z d r o w i a
całe pszyszłszy t e tablicę m a l o w a n e n a w i e c z n ą p a m i ę t k ę za d o b r o d z i e i s t w o uznał o d t e g o B ł o g o s ł a w i o n e ­
go Sługi B o ż e g o z ( a ) w i e s i ł . T e k s t c u d u w y m i e n i o n y p r z e z
A . M . G o r c z y ń s k i e g o , o p . c i t . , s. 130.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 72,
73, 76, 78, 96, 97, 99, 100, 101, 102. P r z y k ł a d e m t a k i e g o
w o t u m m o ż e być t a b l i c z k a s r e b r n a pochodząca z P r o ­
szowic, zachowana w M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m w K r a ­
k o w i e , n r i n w . 26069.

O l . pł. n a desce, 42 X 30 c m . N a p i s n a o b r a z k u
b r z m i : А . Й . 1681 D i e 2 M a i J . M . P a n i T e r e s a N a n t e l a
Rayczyna
K r a k o w s k a synaczka
Antoniego
przyniosła
do G r o b u B . S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a u s i l n i e omszą(!)
św. prosząc a b y p r z y n i e y za d o b r o d z i e y s t w a
doznane
że s y n a s w e g o p r a w i e u m i e r a j ą c e g o z d r o w e g o o t r z y m a ł a
P. B o g u p o d z i ę k o w a ć m o g ł a toteż n a t e n c z a s M s z ę św.
kapłani d o m o w i p o o d p r a w i a l i b y l i i e d n a k d o O O B e r ­
n a r d y n ó w posłano p o kapłana. P r z y s z e d ł t e d y O c i e c
L u d w i k L a t o c k i w i e k u s ę d z i w e g o у zeznał iż się k i l k a
r a z y d o M s z y S. w y b i e r a ł a a n i e m ó g ł o d p r a w i ć z a w s z e
go y a k i e zachodziły trudności aż d o p i e r o w kościele t u t e c z n y m B o ż e g o Ciała z d r o w e dziecię o b a c z y w s z y s o b i e
d o b r z e z n a i o m e z p o d z i w i e n i e m m ó w i ł i e s t za co P. B o g u
p o d z i ę k o w a ć . T e t o dziecię o d e m n i e
wczona
widziane
IUŻ umieraiące t u do G r o b u B . Stanisława o f i a r o w a n e
z d r o w e zostało. S i t . n o m . D n i . B e n e d .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s.
131—132.
T a m ż e , s. 1 3 1 .
Z e s t a w I I I a, o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 40 X 22 c m .
Napis na obrazku b r z m i (w kartuszu): Catherinae Clep a r d i e n : S i c u m c a n d e l a i n f i r m a e a p p a r v i t et e a m
sinavit.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 22.
T a m ż e , s. 15.
Z e s t a w I V a, o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 38,5 X 25 c m .
Napis na o b r a z k u (w kartuszu) b r z m i : F. N i c o l a u m
i n f i r m u m visibiliter amorte liberavit.
Z e s t a w I I I d , o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 26 X 37,5 c m .
Napis na obrazku (w kartuszu) b r z m i : A. D e n t i u m doloribus capitis o c u l a r u m t u m febricitantes ex voto sanati innumeri.
Z e s t a w I b, o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 37 X 22 c m .
Napis na obrazku (w kartuszu) b r z m i : Surdaster c l a u d i cans m u t u s a t q u e caecus p r i s t i n a e r e s t i t u t i s u n t s a n i t a t i
voto ad b e a t u m Stanislaum C a s i m i r i t a n u m facto.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 72.
Z e s t a w I I I b, w y m . 39 X 26 c m , o l . pł. n a d y k c i e .
N a p i s n a o b r a z k u b r z m i : Obsessus d a e m o n i b u s l i b e r a t u r
voto ad sepulchrum Beati Stanislai C a s i m i r i t a n i facto.

II. 25. Obrazek
XVII
w. Muz.

św. Katarzyny,

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

wotywny
Anny
Nar.
Kraków.

Krzyżanowskiej

z

kośc,

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3
3 4

3 5

3 8

3 7

3 8

3 9

Kraków,

ol. deska,

30,5X45,5

cm,

2.

poł.

�Z e s t a w I с, o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 19 X 47 c m .
N a p i s n a o b r a z k u b r z m i : Xięźna ieymość C z a r t o r y i s k a
podkomorzyna
k r a k o w s k a prędkie у l e k k i e w y d a n i a
miała n a ś w i a t s y n a c z k a za p r z y c z y n ą b ł o g o s ł a w i o n e g o
Stanisława K a z i m i e r c z y k a k t ó r e m u ią b y ł o o f i a r o w a n o
g d y czas p o r o d z e n i a nadchodził A n n o D o m i n i 1672.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 130.
O l . pł. n a desce, w y m . 55 X 82 c m . N a p i s n a o b r a z ­
k u b r z m i : P o d czas m o r o w e g o p o w i e t r z a w mieście
K a z i m i e r z u p r z y K r a k o w i e t r z y l a t a panuiącego t o iest
r o k u P a ń s k i e g o 1677, 1678, 1679 w i e l e l u d z i o b o i e y płci
t a k d u c h o w n y c h i a k o у ś w i e c k i c h uciekaiących
się
0 r a t u n e k pociechę у p o m o c d o g r o b u b ł o g o s ł a w i o n e g o
Stanisława K a z i m i e r c z y k a p r z e z przyczynę iego у za­
sługi P a n Bóg m i ł o s i e r n y n i e t y l k o p o w i e t r z o n y c h z d e s ­
perowanych
konaiących
umieraiących
do pierwszego
przyprowadził z d r o w i a i a k o p o t e m s a m i d o b r y m ze­
z n a l i s u m n i e n i e m k i e d y za u z n a n i e d o b r o d z i e y s t w a d o
g r o b u tegoż b ł o g o s ł a w i o n e g o S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a
ze m s z a m i ś w i ę t y m i у ś w i e c a m i częścią s r e b r n e częścią
w o s k o w e o d d a w a l i w o t a za co n i e c h P a n u B o g u w m i ­
łosierdziu n i e p r z e b r a n e m u b ę d z i e w i e k u i s t a cześć
у
chwała. — W s p o m n i a n a z a r a z a w y b u c h ł a 18.IV.1677 r .
w K r a k o w i e a w p a ź d z i e r n i k u tegoż r o k u n a K l e p a r z u
1 K a z i m i e r z u . W 1678 z a r a z a w y g a s ł a n a K l e p a r z u i w
K r a k o w i e a n a K a z i m i e r z u t r w a ł a bez p r z e r w y d o l u t e ­
go 1679 r . (S. N a m a c z y ń s k a , K r o n i k a klęsk
elementar­
nych
w Polsce
i w krajach
sąsiednich
w latach
1648—
1696, L w ó w 1937, s. 92, 94—96, poz. 1079—89, 1095—1101,
1114—1120).
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 132.
O l . pł., w y m . 90 X 58 c m . N a p i s n a o b r a z k u b r z m i :
(L)ucas Gosławski, p h i l o s o p h i a e doctor "et
professor,
A l m a e Academiae Cracoviensis w w i e l k i m niebespiec z e ń s t w i e p o w i e t r z a m o r o w e g o zostaiąc za p r z y c z y n ą
N.Panny
у zasługami B.Stanisława K a z i m i e r c z y k a
do
k t ó r e g o się n a o n czas o f i a r o w a ł w o l n y m o d z a r a z y
m o r o w e y został у p o t e m A : D : 1 6 7 8 w d i e c z e n o ( ! ) d o b r o ­
d z i e y s t w a ad l a u d e m D : 0 : M : et B . S t a n i s l a i C a s i m i r i t a n i
honorem, i n aniversaria die obit ipsis 3 M a i j occurrente
i n praesentia m u l t o r u m v i v o r u m d o c t o r u m a Crac: et
Religiosorum diversi ordinis, turn quoque studiosorum
a p r a n d y s , p u b l i c e h a c i n ecclesia S S M I C o r p o r i s C h r i s t i
Casimiriae ad Crac: habita orationem.
4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

27

Z e s t a w I V d , o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 37 X 26 c m .
Napis na obrazku b r z m i : Agonizati m o r i b u m d i per
v o t u m a d i p s i u s s e p u l c h r u m s a n a t i 10.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 124.
O l . pł. n a desce, w y m . 51 X 78,5 c m . N a p i s n a
o b r a z k u b r z m i : R o k u P a ń s k i e g o 1667 p o d czas n i e bespieczeństwa w o y n y t u r e c k i e y p r z e c i w k o P o l s c z e o b wieszczoney у inszych rozruchów
domowych
I.M.X.
b i s k u p k r a k o w s k i A n d r z e y T r z e b i c k i g d y rozkazał przez
d r u k o w a n y m a n d a t swoy po wszystkiey dyecezyey k r a k o w s k i e y a o s o b l i w i e w K r a k o w i e różne s u p p l i k a c y e
p o kościołach у g o d z i n y d z i e n n e z w y s t a w i e n i e m n a ś w i e t s z e g o s a k r a m e n t u у p o s t y w każdą sobotę p o p u l o
et c l e r o i n p a n e e t a t q u a e t u n o о р е г е у p r o s t r a t i o n e s
i n f a c i e m c l e r o w każdą środę p o d czas s u p p l i k a c y i r o s k a zał też n a w i e d z a ć o b r a z y c u d o w n e w kościołach k r a ­
k o w s k i c h każdy o b r a z p e w n e g o d n i a także g r o b y ś w i ę ­
t y c h у błogosławionych w K r a k o w i e będących. Między
i n s z y m i rozkazał s e p u l c h r u m b e a t i S t a n i s l a i C a s i m i r i ­
t a n i w kościele B o ż e g o Ciała n a K a ź m i e r z u n a w i e d z a ć
D o m i n i c a p a s s i o n i s p o p u l o e t c l e r o czego a u t e n t y k i e s t
p o d pieczęcią p o d p i s a n y m a n u s u r r o g a t i i u d i c i s p e r i l l u s t r i
et a d m o d u m r e v e r e n d i d o m i n i J o a n n i s C h r y s o s t o n i B o d zanta iuris utriusque doctoris canonicis
cracoviensis
i n sacrario z a c h o w a n e między p r a w a m i kościelnymi a d
f u t u r a m r e i m e m o r i a m et b e a t i S t a n i s l a i C a s i m i r i t a n i
canonici regularis lateranensis H o n o r e m
et G l o r i a m
sempiternam.
'
' . ; I *. !,,;
4 5

4 8

4 7

J . S t . B y s t r o ń , Dzieje
obyczajów
w dawnej
Polsce,
w wieku
XVI—XVIII,
t . I , W a r s z a w a 1932, s. 318 —
w s p o m i n a o i s t n i e n i u t y c h b r a c t w podobnie j a k A . Bła­
c h u t , Nieznany
czciciel...,
w y d . c y t . , s. 1.
4 8

O l . pł. n a desce, w y m . 54 X 54 c m . N a p i s n a o b r a z ­
k u b r z m i : R o k u P a ń s k i e g o 1623 z a r a z p o p o w i e t r z u
k t ó r e w K r a k o w i e . W p o n i e d z i a ł e k W i e l k a n o c n y stało
się w i e l k i e z a p a l e n i e m i a s t a ż y d o w s k i e g o w K a z i m i e r z u
p r z y K r a k o w i e t a k d a l e c e , że ogień się paląc w s z y t e k
K r a k ó w o ś w i e c i ł iż opuł n o c y patrząc n a K r a k ó w w i ­
dać b y ł o l u d z i w s z ę d z i e n a s w y c h d o m a c h siedzących
у o d o g n i a broniących. P o w s t a ł у t a k i w i a t r że g ł o w n i e
o p a l o n e z m i a s t a ż y d o w s k i e g o aż n a Z w i e r z y n i e c l e ­
ciały. N a t e n czas będąc w w i e l k i m n i e b e s p i e c z e ń s t w i e
k l a s z t o r у kościół B o ż e g o Ciała k t ó r y k l a s z t o r ieszcze
4 9

26

П. 26. Obrazek
Kośc. św. Anny,
Swiątosława
ze
(wg Ubiszewskiego).
chała Gedroycia,
Kraków.

50

wotywny,
ol. deska,
2. pol. XVIII
w.
Kraków,
II. 27. Sceny
z życia i cudów
Sławkowa,
drzeworyt,
1. pol. XVII
w.
II. 28. Sceny
z życia i cudów
Mi­
ol. pł., 1. pol. XVII
w. Kośc. św.
Marka,

�28

wiele. Miał b u d y n k u drewnianego,
a wiatr
wszytek
ogień n a kościół у k l a s z t o r obracał p r z e s t r a s z e n i t a k i m
p r z y p a d k i e m z a k o n n i c y w i d z ą c że bronić t r u d n o : i e d n i
b r o n i l i dachów d r u d z y p o b i e g l i do g r o b u Błogosławio­
n e g o O y c a S t a n i s ł a w a prosząc P a n a B o g a p r z e z zasługi
l e g o a b y i c h o d t e g o pożaru o g n i o w e g o z a c h o w a ł . D z i w ­
n a r z e c z , z a r a z w s z y t e k w i a t r , k t ó r y niósł ogień n a
k l a s z t o r у kościół obrócił się z n o w u n a m i a s t o ż y d o w ­
s k i e у n a W i s ł ę у t a k za p o m o c ą Bożą w o l n y kościół
у k l a s z t o r został. Z a co p o t e m d r u g i e g o d n i a z a k o n n i c y
у m i a s t e m w s z y t k i m u c z y n i l i dzięki P a n u B o g u w o t y w ę solenną z g r o d e m
odprawiwszy.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s.
107—108.
S. S w i s z c z o w s k i , o p . c i t . , s. 4 1 , 45.
Z e s t a w I I b, o l . deska, w y m . 2 0 , 5 X 1 3 , 5 c m .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s.
7 1 , 95.
Z e s t a w I I c, o l . d e s k a , 20,5 X 13 c m .
Z e s t a w I V c, o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 37 X 23,5 c m .
Napis na obrazku b r z m i : Oranti B. Virgo M a r i a c u m
S. S t a n i s l a o a p p a r v i t .
5 0

5 1

5 2

T a m ż e , i l . 47, s. 44.
M . G u t k o w s k a , Historia
ubiorów,
Warszawa-Lwów
1932, s. 79—82. K o ł p a k , k t ó r y n o s i żona A d a m a B o s o w s k i e g o , w s z e d ł w m o d ę o k . 1620 r .
T . D o b r o w o l s k i , o p . c i t . , s. 436.
N r i n w . R. 3846, R. 3855.
M . M a c h a r s k a , Kolońska
seria
rycin
świętych
pol­
skich
z lat 1605—1606 j a k o wzór d l a s z t u k i
cechowej
XVII
w., o d b . ze „ S p r a w o z d a ń z P o s i e d z e ń K o m i s j i O d ­
działu P A N " w K r a k o w i e , l i p i e c - g r u d z i e ń 1964, s. 4 3 2 —
435.
Katalog
Zabytków
Sztuki
w Polsce,
t . V . z. 4,
i l . 96, s. 28, t . I , z. 7, i l . 26, s. 18, t . I , z. 10, s. 40.
Historia
sztuki
polskiej,
t . I I , K r a k ó w 1962, s. 257.
E . R a s t a w i e c k i , Słownik
rytowników
polskich,
Poz­
nań 1886, s. 120.
6 5

6 0

6 7
68

6 9

70

71

7 2

Z e s t a w I V b , o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 38,5 X 25 c m .
N a p i s n a o b r a z k u b r z m i : I n dies c r e b r i s f l a g e l l i s r e t r o a c tae v i t a e maculas A.B.stergit.

S. T o m k o w i c z , Domy
i mieszkania
w
Krakowie
w 1 poł. XVII
w., L w ó w 1922, s. 37, 42—43, 6 1 , 62, 6 6 ;
J . Ptaśnik, Miasta
i mieszczaństwo
w dawnej
Polsce,
W a r s z a w a 1949, w y d . 2, s. 403; A . K e c k , Wnętrza
domu
zamożnego
mieszczaństwa
na przełomie
XVII XVII
w.,
„ S t o l i c a " R. V I I I , 1953, n r 4, s. 1 1 ; S. S i e n i c k i ,
Historia
architektury
wnętrz mieszkalnych,
W a r s z a w a 1954, s. 113,
118, 119; J . B i e n i a r z ó w n a , o p . c i t , s. 106, 109; M . G u t ­
k o w s k a , o p . c i t . , s. 7 9 — 8 2 .

Obrazki wotywne
o m a w i a j ą : R. A n d r e e ,
Votive
und
Weihegaben,
Braunschweig
1904; A . C i a r r o c c h i ,
E. M o r i , Les petits
tableaux
votifs
italiens,
U d i n e 1960;
L. Kriss-Rettenbeck,
Das Votivbild,
M u n c h e n 1961;
tenże, Bilder
und Zeichen
religiósen
Volksglaubens,
M u n c h e n 1963.
L . K r i s s - R e t t e n b e c k , Das Votivbild,
w y d . c y t . , s. 82.
T a m ż e , i l . 65, p o r ó w n a j o b r a z e k w kościele ś w .
M i k o ł a j a w T o l e n t i n o (1511 г.).
T a m ż e , i l . 70, p o r ó w n a j o b r a z e k w W e i h e n l i n d e n
(1640 г . ) .
T a m ż e , i l . 75, p o r ó w n a j o b r a z e k z S a n t a M a r i a
d e l M o n t e , E m i l i a ( o k . 1470 г . ) .
T a m ż e , i l . 7, p o r ó w n a j o b r a z e k z N i e d e n b u r g u .
T a m ż e , i l . 8, p o r ó w n a j o b r a z e k z S a m m e r e i (1745 г.).
W . L . S c h r e i b e r , P. H e i t z , Die deutsche
„Accipies"
und Magister
cum Discipulis-Holzschnitte,
„Studien z u r
D e u t s c h e n K u n s t g e s c h i c h t e " , Strassburg 1908, s. 22.

S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 107.
J . L e p i a r c z y k , Architekt
Franciszek
Placidi,
„Rocz.
K r a k . " , X X X V I I , s. 119.
L. Kriss-Rettenbeck,
Das Votivbild,
w y d . cyt.,
s. 88.
R. A n d r e e , o p . c i t . , s. 168.
L. Kriss-Rettenbeck,
Das Votivbild,
w y d . cyt.,
s. 1 0 9 — 1 1 1 .
T a m ż e , s. 109; A . C i a r r o c c h i , E . M o r i , o p . c i t . , s. 20.
P o r ó w n a j o b r a z e k z W i l t o n , 1490 L . K r i s s - R e t t e n ­
b e c k , Das Votivbild,
w y d . c y t . , i l . 145.
T a m ż e , s. 130.
T a m ż e , s. 135, 142; A . C i a r r o c c h i , E . M o r i , o p . c i t ,
s. 2 1 .
L . K r i s s - R e t t e n b e c k , Das Votivbild,
w y d . c y t , s. 135.
A . C i a r r o c c h i , E . M o r i , o p . c i t . , s. 23.
W ł . Łuszczkiewicz,
„Sprawozdania
K o m . Hist.
S z t u k i " , V I I , 1906, s. X X X V I , Posiedzenie z d n . 23.111.

5 3

5 4
5 5

5 6

5 7

58

5 8

6 0

6 1

6 2

6 3
6 4

7 3

7 4
7 5

7 6

7 7

7 8

7 9

8 0

8 1

8 2

8 3

8 4

8 5

51

�29

II.

29. 30. Obrazki

wotywne

z kaplicy

M. B. Bolesnej

1899; Katalog
Zabytków
Sztuki
w Polsce,
t . V I I I , z. 13,
s. 28.
J . A . W a d o w s k i , Kościoły
lubelskie
na
podstawie
źródeł archiwalnych,
K r a k ó w 1907, s. 254.
8 6

J . P ę c k o w s k i , Dzieje
miasta
Rzeszowa
do
w., R z e s z ó w 1913, s. 102.
J . A . Czerepińscy, Osiemnastowieczny
strój
biłgorajski
na obrazach
wotywnych
w Puszczy
skiej,
„ P o l . Szt. L u d . " , R. X V , 1961, s. 84.
8 7

końca

Katalog
s. 2 1 , i l . 62.
88

Zabytków

Sztuki

w

Polsce,

A . K u n c z y ń s k a - I r a c k a , Malarze
„ P o l . S z t . L u d . " , R. X I X , 1965, s. 89.
8 8

Katalog
ski, r k p . w
81

Т.

ludowi

V,
z

ludowy
Sokal-

(wg: Przeździecki,

Rastawiecki).

W ł . Ł u s z c z k i e w i c z , Kościół
ś. Katarzyny
z
klasz­
toru OO.Augustianów,
„ B i b l . K r a k . " , V I I I , K r a k ó w 1898,
s. 78.
M ( u z e u m ) N ( a r o d o w e ) K ( r a k ó w ) , n r i n w . 5685, o l .
d e s k a , w y m . 38 X 27 c m .
M N K , n r i n w . 5683, o l . d e s k a , w y m . 25 X 41 c m .
M N K , n r i n w . 5684, o l . pł. d e s k a , w y m . 38 X 25 c m .
M N K , n r i n w . 5686, o l . d e s k a , w y m . 34 X 41 c m .
M N K , n r i n w . 5682, o l . d e s k a , w y m . 30,5 X 45,5 c m .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 92.
A . O p a t o w i u s z , Żywot
i cuda
wielebnego
Jana
Kantego,
K r a k ó w , d r u k . A . P i o t r o w c z y k 1632, s. 49, 52.
T a m ż e , s. 147.
T a m ż e , s. 140.
Katalog
Zabytków
Sztuki
w Polsce,
m.
Kraków,
maszynopis
w
Inst. Hist. Sztuki U.J. w
Krakowie,
s. 13—14.
C. B o g d a l s k i , Błogosławiony
Szymon
z
Lipnicy,
K r a k ó w 1909, s. 115..
W . S e r w a t o w s k i , Książka
do nabożeństw
zawiera­
jąca żywot i cuda bł. Szymona
z Lipnicy,
K r a k ó w 1864,
s. 73.
K . K a n t a k , J . Szabłowski, J . Żarnecki,
Kościół
i klasztor
OO.Bernardynów
w Krakowie,
„Bibl. K r a k . " ,
X C V I , K r a k ó w 1938, s. 137.
ino p P ę k a l s k i , o p . c i t . , s. 159.
G . W i w i j a n i , Żywot
pobożny...
bł. Michała
Giedroycia,
K r a k ó w w d r u k . Ł. K u p i s z a , 1655, s. 46, 47, 49.
T a m ż e , s. 46.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 59.
P. H . P r u s z c z , Morze
laski
bożej, K r a k ó w w d r u k .
S. L e n c z e w s k i e g o
1662; tenże, Klejnoty
stołecznego
miasta
Krakowa,
K r a k ó w 1861.
T e n ż e , Klejnoty...,
w y d . c y t . , s. 135.
. T e n ż e , s. 2 6 ; A . P r z e ź d z i e c k i , E .
Rastawiecki,
Wzory
sztuki
średniowiecznej,
S. 1, W a r s z a w a - P a r y ż
1853—1855.
P r a g n i e m y złożyć s e r d e c z n e p o d z i ę k o w a n i e za w i e ­
le cennych u w a g d r J a n o w i S a m k o w i .
9 6

9 7

9 9

1 8 8
1 8 1

1 8 2

z. 19,
Gidel,

Zabytków
Sztuki
w Polsce,
pow. przemy­
Inst. Hist. Sztuki U.J. w Krakowie.

M . B a r o n i u s z , o p . c i t . , s. 12; M .
Ubiszewski,
Żywot
bł. Stanisława
z Sławkowa,
K r a k ó w 1609; P. H .
P r u s z c z , Forteca
duchowna
Królestwa
Polskiego,
Kra­
k ó w w d r u k . S. L e n c z e w s k i e g o 1662, s. 147, 1 5 1 ; S. R a n o t n o w i c z , Ja*na
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 1 1 ; P. P ę k a l s k i ,
Żywoty
świętych
patronów
polskich,
K r a k ó w 1862, s. 25
p o d a j e l e g e n d ę o k o s z u z j a b ł k a m i , k t ó r y sześciu w y ­
m i e n i o n y c h świętycn przekazywało sobie po k o l e i w d o ­
w ó d w z a j e m n e j m i ł o ś c i ; A . Błachut, o p . c i t . , s. 7.
8 2

M . B a r o n i u s z , op. c i t . , s. 12; A . K u l s j u s z , Vita
et
miracula
beati
Esaiae,
Cracoviae iii ишсша N. L o b i i
1610; F . D r y j a c k i , Żywot
pobożny
sługi bożego b.
Iza­
jasza
Bonera,
K r a k ó w , d r u k . B . Ł u n i e c z k o w i c a 1670.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 78.
8 3

8 4

Wota: Krzysztofa
P r a w i ń s k i e g o 1607, A n n y N i e dzielanki,
Hieronima
Lazarowskiego
1607,
Szymona
m i e s z c z a n i n a k l e p a r s k i e g o 1607, W o j c i e c h a m i s t r z a r z e ­
miosła s z e w s k i e g o , A n n y S p e r c z y n y , A n n y
Czapikows k i e j , A u g u s t y n a Stokłosy, S t a n i s ł a w a S u ł k o w i c z a 1608,
Józefa T y r a ń s k i e g o 1609, K a t a r z y n y i J a n a Z l a h a n k a ,
W a w r z y ń c a Szafrańca 1621, A n n y K r z y ż a n o w s k i e j 1665
(F. D r y j a c k i , o p . c i t . , s. 78, 8"0, 8 1 , 8 2 — 8 5 , 87, 88, 90, 92).
9 5

Kraków

3 8

XVIII

8 8

30

w kośc. Franciszkanów,

1 8 3

1 8 4
1 8 5

186

1 0 7

1 8 8

1 0 9

1 1 1

1 1 2

1 1 3

1 1 4

1 1 5
116

Fot.:
Ewa Kozłowska-Tomczyk
—• il. 28; ks. St. Kruczek
— il. 19; Jerzy
Langda
— il. 3—6, 8, 26; Monika
Moraczewska
— il. 1; Łukasz
Schuster
— il 21—25;
Fr. Stolot
— il. 10; Jan Swiderski
— i l . 2, 7, 9, 11, 12, 17, 18.
II. 13 repr.
z: T'. Rasłanowski,
Mistrzowie
i scholarze,
Świat, XVI,
1966, Nr 17. II. 14 — r e p r . z: W. L.
Schreiber,
P. Heitz,
Die 'deutsche
„Accipies"
und Magister
cum Discipulis
— Holzschnitte,
Strassburg
1908. II. 16 —
repr.
z: A. M. Gorczyński,
Żywy
wzór, Kraków,
1702. II. 27 — repr.
z: M. Ubiszewski,
Żywot
bł.
Stanisława
ze Sławkowa,
Kraków
1662. II. 29, 30 — repr.
z: A. Przeździecki,
E. Rastawiecki,
Wzory
sztuki
średniowiecz­
nej,
S. 1, Paryż
— Warszawa
1853—1855.
II.
15 — rys.
Maria
Czarnecka.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9981" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9959">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8fe688df1fc64aad7e39380ecbd202c9.pdf</src>
        <authentication>60765d67d4f6f001d650ce675a757472</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118758">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4742</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118759">
                <text>1970</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118760">
                <text>ikonografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118761">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4400</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118762">
                <text>Upadek Chrystusa pod krzyżem - źródła ikonograficzne i ich interpretacja w sztuce ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1970 t.24 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118763">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1970 t.24 z.2; s.81-90</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118764">
                <text>Krzysztofowicz, Stefania</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118765">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118766">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118767">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118768">
                <text>Ogrodzieniec

\
miechów

(

e Olkusz

.

'J

\
i
i
i

Ichrzanów

Szczurowa

0

TARNÓW
KRAKÓW

oswiecim
!

O

o grojec

r

j&lt;r2eczow
l^ocon
«1ąkaw)ca . „
%
Z
«as
•

/'
y'""
I
\
;

s u c n

l o w l c e

rvrhwaTri 9 '

.,

v. •

kojszdwka
•
Jspiwne 'osielec
&lt;ftrskow podh.

gr-zechinia . .

s o p o t

JHv,
'
'
/

m

a

- \

a

\

"zabomia
r

\

0

a b k a

jabłonka

czarny
dunajec

i.

^

l u k ó w ice

niedźwiedź
°
c k

^ 2

o nowy sącz

podgrodzie
stary sącz
czaczów

nowy targ

nicdziCd

0

\.S-

C' '*-•'

«
limanowa
dobra
•
dln.

&lt;Tok,c,ny
ordzawka
• klikuszowa
\

pólrzeczki
o iwkowa

wiśniowa

mszana

a

s
i
s'

otoniowa

u

T^wlec
'lachow.ce
trzebinia
• Jeleśnia
°
zawo)a
(jrzyfckow

.
żabnica
Kamesznica
.-'
"milSwka^.

brzesko

o wola radziszowska
yvadowice .brody
• Zakliczyn
gof zeń
/kalwaria zebrzydowska
bugaj
myslenice
°Stryszów
+„,„~,.,
•rzyki
£• „ .™ trzemiesma
szcz^r»/c
, °strvszow
byana

""••bestwina
i
kety

'

o

bochnia

osie k

f

Szczepanów

grodkowice

Taosze , k a c w m — » .
oni5nep-—./
\

'N
J

o obfezy ryterskie
torynica
piwniczna
.^.^
;
;
/
!

,mafe ciche
jurgow /

\

•zakopane '

..

i

U. 1. Mapa rozmieszczenia
kowskiego.

Stefania Krzysztof

U P A D E K

rzeźb

z wyobrażeniem

Chrystusapadającego

pod krzyżem

na terenie

obecnego

woj.

kra­

owicz

C H R Y S T U S A

P O D

K R Z Y Ż E M

ŹRÓDŁA IKONOGRAFICZNE I ICH INTERPRETACJA W SZTUCE LUDOWEJ

W polskiej sztuce ludowej znany jest typ ikonogra­
ficzny Upadku Chrystusa pod k r z y ż e m , rozpowszech­
niony g ł ó w n i e w rzeźbie drewnianej i kamiennej oraz
grafice. W malarstwie l u d o w y m natomiast nie odegrał
on większej r o l i .
Badania topograficzne nad w y s t ę p o w a n i e m tego t y Pu ikonograficznego w y k a z a ł y , że jako nieznany bądź
też sporadycznie p o j a w i a j ą c y się na terenach Polski p ó ł ­
nocnej, ś r o d k o w e j i wschodniej — w y r a ź n i e spopulary­
zował się na terenach p o ł u d n i o w e j Polski, w z d ł u ż dróg
P r o w a d z ą c y c h do K a l w a r i i Zebrzydowskiej od Żywca
Poprzez S u c h ą , Wadowice, M a k ó w P o d h a l a ń s k i , od P i w ­
nicznej przez Stary i Nowy Sącz, L i m a n o w ą , Myślenice
oraz od Rabki i od Mszany Dolnej ( i l . 1).
J

2

Wśród znanych p r z y k ł a d ó w w y r ó ż n i a j ą się dwie pod­
stawowe odmiany: Chrystus p a d a j ą c y pod k r z y ż e m
w otoczeniu jednej, d w ó c h l u b grupy osób oraz Chrystus
samotnie u p a d a j ą c y pod c i ę ż a r e m d ź w i g a n e g o krzyża.
Jako p r z y k ł a d pierwszej, wielopostaciowej odmiany
w y m i e n i ć należy rzeźbę d r e w n i a n ą , p o c h o d z ą c ą z Ł ą c k a
koło Nowego Sącza ( i l . 4), w k t ó r e j nad p a d a j ą c y m
Chrystusem pochyla się zgięta p o s t a ć Ż y d a w cylindrze.
W rzeźbie z muzeum
przy klasztorze OO C y s t e r s ó w
w Szczyrzycu koło Limanowej — Chrystusa p a d a j ą c e g o
pod k r z y ż e m flankuje Chusta ś w i ę t e j W e r o n i k i i dwie
płaczące niewiasty.
Wypadkiem bez precedensu jest
drewniana rzeźba
z Muzeum i m . Orkana w Rabce,
w której na plecach upadającego pod k r z y ż e m Chrystu-

82

��WyRAZENIE PANA JEZWA POTRZ

l&amp;

CVDAM «Ł7NA_^a
NA KALUft,
CT1 C R / M I L E OJ/HTKRAKOWA

sosc wiuteanecŁywoiewci*
IPOWSTC NIEMOCE m

T W E * ŁASKI

Em
MDRUZWEM P O C T Z E O E V PACtyf
U*Urvy MKIE PROSZK A.JT * T A » I * H M W

1 PMBTAC ZGRZtOUNT? F&gt;ZD*SCl NAROGJI

I K H TwoyVpAB» Z u H o i e NAŁOGI I
. 'Niszczy Dorzcz&amp;rrzACO CHNUJC CHIEE

BBEDK NA "iEHi'A.PoryM ywNiEBiE:A:f

Upadek Chrystusa
pod krzyżem.
II. 2. Drzeworyt,
wyk.
Aleksander
Ceglencki.
II. 3. Drzeworyt
barwny.
II. 4.
Rzeźba drewniana, wym. 22 X 15 cm. Łącko, pow. Nowy
Sącz. II. 5. Drzeworyt.
II. 6. Rzeźba drewniana.
Wł. Muz.
im. Orkana, Rabka. 11. 7. Rzeźba drewniana.
Wł.
Klasz­
toru PP Klarysek,
Stary Sącz, pow. Nowy
Sącz.

83

�sa umieszczona została Pasja z Chrystusem U k r z y ż o w a ­
n y m oraz M a r i ą i Janem. T ę s a m ą w i e l o p o s t a c i o w ą od­
m i a n ę t y p u ikonograficznego p r e z e n t u j ą g r a f i k i ludowe.
Znany jest drzeworyt, w k t ó r y m nad p a d a j ą c y m C h r y ­
stusem n a c h y l a j ą się dwie postacie oraz g r a f i k i przed­
s t a w i a j ą c e cały c y k l pasyjny z wyeksponowaniem po­
przez osobną s c e n ę i odpowiedni napis momentu upadku
Chrystusa pod k r z y ż e m .
W drzeworycie p o c h o d z ą c y m
z roku 1729 i sygnowanym przez Aleksandra Ceglenckiego, na bogato rozbudowanym tle przedstawiony zosta)
Chrystus, k t ó r y pada pod ciężarem d ź w i g a n e g o krzyża
(il. 2). Znane są r ó w n i e ż grafiki ludowe w y o b r a ż a j ą c e
Chrystusa
p a d a j ą c e g o pod k r z y ż e m , umieszczonego na
podstawie w formie mensy o ł t a r z o w e j , flankowanej przez
postać M a r i i i Jana, nad k t ó r ą rozpostarty jest barokowy
baldachim i korona podtrzymywana przez dwa p u t t a (il. 3).
3

Znacznie liczniej reprezentowana wydaje się odmiana
samotnego Chrystusa p a d a j ą c e g o pod k r z y ż e m , w y s t ę ­
p u j ą c a w grupie d r z e w o r y t ó w ( i l . 5) oraz we wszyst­
k i c h niemal p r z y k ł a d a c h
rzeźby, tak drewnianej jak
i kamiennej. Przedstawia ona Chrystusa, k t ó r y przygnie­
ciony c i ę ż a r e m d ź w i g a n e g o k r z y ż a pada na zgięte ręce
i nogi. Rzeźba ludowa różnicuje jedynie u k ł a d samej
postaci Chrystusa, k t ó r y jest b ą d ź to p ł a s k o r o z c i ą g n i ę ­
ty na ziemi ( i l . 7), b ą d ź t e ż nieco wzniesiony ponad pod­
s t a w ą ( i l . 6). Najstatyczniejszy u k ł a d p r z y j m u j ą figury,
wsparte na p r o s t o k ą t n i e zgiętych nogach i r ę k a c h ( i l . 9).
Drzeworyty ludowe p r z e d s t a w i a j ą c e Chrystusa p a d a j ą ­
cego pod k r z y ż e m u z u p e ł n i a j ą niekiedy scenę w ł a ś c w ą
tekstami m o d l i t w i w e s t c h n i e ń , umieszczonych niekiedy
t a k ż e na ramionach krzyża.
;

Ś w i a t ł o na problem datowania i n t e r e s u j ą c e g o nas t y ­
pu ikonograficznego, j a k i m jest Upadek Chrystusa pod
k r z y ż e m , rzuca szereg o b i e k t ó w datowanych, z a m y k a j ą ­
cych się w obrębie od 60-tych lat X V I I I wieku do k o ń ­
ca X I X . * W ś r ó d prac wykonanych w X X w. u w z g l ę d n i ć
należy drzeworyty J ę d r z e j a W o w r y p o w s t a ł e pod w p ł y ­
w e m inspiracji Emila Z e g a d ł o w i c z a oraz rzeźby, auto­
ryzowane i sprzedawane na k a l w a r y j s k i c h
odpustach
jeszcze w 50-tych latach przez niejakiego M a r t w i n ę .
5

8

interpretacji typu w kategoriach historycznych, b a z u j ą ­
cych na narracji, k t ó r e j nie m o ż n a w i ą z a ć bezpośrednio
z ż a d n y m o k r e ś l o n y m opisem z Pisma Ś w i ę t e g o , ani
z k o n k r e t n y m i p r z e s ł a n k a m i l i t e r a c k i m i . Jest to jedynie
w y n i k pewnej historii i zdarzenia, k t ó r e mogło zaistnieć.

6

G e n e z ę rozwoju t y p u ikonograficznego Upadku C h r y ­
stusa pod k r z y ż e m , podjętego przez p o l s k ą s z t u k ę ludo­
w ą , należy r o z p a t r y w a ć na tle polskiej sztuki oficjalnej,
a ściślej m ó w i ą c w k o n t e k ś c i e c y k l i pasyjnych, k t ó r e
niekiedy włączały sceny z upadkiem. P o t w i e r d z a j ą
to
m. i n . czternastowieczne fragmenty polichromii z k o ś ­
cioła parafialnego w Czchowie czy też, odkryte w 1961 r.,
a pochodzące z lat 14B9—1500, sceny pasyjne w k r u ż g a n ­
kach kościoła OO. B e r n a r d y n ó w w Przeworsku, w ś r ó d
k t ó r y c h osobną scenę stanowi Upadek Chrystusa pod
k r z y ż e m , w y o d r ę b n i o n y r ó w n i e ż w szesnastowiecznym
obrazie z Jurkowa w powiecie b r z e s k i m ' . Sceny w y ­
o b r a ż a j ą c e Chtystusa p a d a j ą c e g o pod k r z y ż e m i otoczo­
nego t ł u m e m osób t o w a r z y s z ą c y c h m u w z d ł u ż całej dro­
gi na Golgotę rozpowszechniły się ostatecznie na prze­
strzeni X V I I I w., kiedy to pod w p ł y w e m n a b o ż e ń s t w a
głoszonego przez f r a n c i s z k a n ó w , b e r n a r d y n ó w i refor­
m a t ó w zaczęto masowo z a k ł a d a ć drogi k r z y ż o w e w pol­
skich kościołach .
7

s

10

Analogiczne, wielopostaciowe u k ł a d y stosowała polska
grafika
dewocyjna
ilustrująca teksty pasyjne, pieśni,
r o z m y ś l a n i a , m o d l i t w y . Znane są szesnastowieczne „Roz­
m y ś l a n i a m ę k i Pana Naszego..." , p r z e d s t a w i a j ą c e scenę
z Chrystusem p a d a j ą c y m pod k r z y ż e m w otoczeniu t ł u ­
mu, oraz X V I I - w i e c z n a „ K a l w a r y a albo Nowe Jeruza­
lem..." , gdzie p o j a w i ł a się analogiczna scena.
n

12

pod

84

Wspomniane przedstawienia
Chrystusa p a d a j ą c e g o
k r z y ż e m , otoczonego t ł u m e m osób, są p r z y k ł a d e m

Popularna w rzeźbie i grafice ludowej odmiana sa­
motnego Chrystusa u p a d a j ą c e g o pod k r z y ż e m , będącego
symbolem słabości i osamotnienia, stanowi k o n t y n u a c j ę
nielicznych p r z y k ł a d ó w , k t ó r y m i dysponuje sztuka ofi­
cjalna. R e p r e z e n t u j ą je m. i n . trzy rzeźby z trzech kaplic
Upadku Chrystusa pod k r z y ż e m z K a l w a r i i Zebrzydow­
skiej, p o c h o d z ą c e z lat 1632—1641 i 1724
oraz rzeźba
wykonana przez Gabriela Padwaniego w roku 1664 dla
klasztoru Klarysek w Starym S ą c z u .
Fakt podjęcia
przez s z t u k ę l u d o w ą popularyzacji tej w ł a ś n i e odmiany
typu ikonograficznego Upadku Chrystusa pod krzyżem,
m a j ą c e j charakter
dewocyjny,
świadczy o stosunku
emocjonalnym t w ó r c y i odbiorcy, p r z e z n a c z a j ą c y c h te
figury dla celów prywatnego, kameralnego k u l t u .
Bezpośredniego
źródła
ikonograficznego ludowych
w y o b r a ż e ń Chrystusa
p a d a j ą c e g o pod k r z y ż e m należy
p o s z u k i w a ć w K a l w a r i i Zebrzydowskiej, o ś r o d k u k u l t o ­
w y m i centrum pielgrzymek czynnym już w pierwszych
latach X V I I w., a nie mniej ż y w o t n y m do dnia dzisiej­
szego.
K a l w a r i a Zebrzydowska, k t ó r a jest p i e r w s z ą polską
k a l w a r i ą , p o w s t a ł a jako fundacja Mikołaja Zebrzydow­
skiego na wzór k a l w a r i i europejskich oraz w oparciu
o rozprawy Christiana A d r i a n i Crumpa czyli Androchomiusa z Delft, k t ó r y w roku 1584 w y d a ł dwie prace:
„ J e r u z a l e m sicut tempore Christi floruit..." oraz „ T h e a t r u m Terrae et bibliocarum historiarum....", w k t ó r y c h
wyróżnił, obok innych stacji, trzy stacje Upadku C h r y ­
stusa pod k r z y ż e m . W roku 1604 p r z y b y ł do K a l w a r i i
1 3

14

15

18

�85

�Upadek Chrystusa
pod krzyżem.
II. 12, 13. Rzeźba
drew­
niana, polichr. Całość i fragm., wys. 61 cm, dł. 135 cm.
Kamesznica, pow. Żywiec. II. 14. Rzeźba drewniana,
wys.
12 cm, dł. 29 cm. Obłazy Ryterskie,
pow. Nowy
Sącz.
II. 15. Rzeźba
drewniana,
wys. 8 cm, dł. 17,5 cm. Wł.
Muz. Etnograf.,
Kraków.
Jest to kaplica Pierwszego Upadku — Primus Lapsus
z p o s ą g i e m w y o b r a ż a j ą c y m Chrystusa p a d a j ą c e g o pod
c i ę ż a r e m krzyża, p o c h o d z ą c y m z lat 1632—1641, kaplica
Drugiego Upadku, zwana B r a m ą Z a c h o d n i ą — Porta
Occidentalis z barokowym p o s ą g i e m U p a d a j ą c e g o pod
k r z y ż e m . W kaplicy Trzeciego U p a d k u — Tercius L a p ­
sus znajduje się rzeźba Chrystusa p a d a j ą c e g o pod k r z y ­
żem, z r o k u 1724.
Rzeźba p r z e d s t a w i a j ą c a Upadek pod k r z y ż e m i po­
chodząca z kaplicy Trzeciego U p a d k u już w k i l k a lat po
jej ustawieniu w kaplicy zyskała miano „ c u d o w n e j " , sta­
jąc się, obok obrazu M a t k i Boskiej, celem pielgrzymek
i przedmiotem specjalnego k u l t u . Zachowany fragment
książeczki do n a b o ż e ń s t w a p o c h o d z ą c y z p r z e ł o m u X V I I I
na X I X w., pod r y c i n ą p r z e d s t a w i a j ą c ą Chrystusa pada­
jącego pod k r z y ż e m ,
cytuje
następującą
informację:
„... około Roku P a ń s k i e g o 1740 na t y m mieyscu Pan Bóg
począł r ó ż n y m i dobrodzieystwy k o n t e n t o w a ć . . . " . Dowo­
dem dalszego wzrostu k u l t u Figury z kaplicy Trzeciego
U p a d k u są ofiarowywane wota, o k t ó r y c h w y c z e r p u j ą c e
informacje n o t u j ą akta b e r n a r d y ń s k i e
p o d a j ą c e jako
p i e r w s z ą w i a d o m o ś ć , że
Anno D n i 1752 A d Capellam
3ty Lapsus Salwatoris W o t u m srebrne znaczne i n firme
Ingantis pannis i n v o l u t i z Ł a ń c u s z k a m i srebrnymi od
W... Pani Moszczyńskiej z Barwalduf?)..." ofiarowano,
podobnie zresztą jak i „... Eodem Anno Serce Srebrne
na... Imie Jezus do trzeciego upadku P. Jezusa od I m ć .
Pana Sowińskiego..." zawieszono.
Dalsze w i a d o m o ś c i
p o d a j ą zanotowane przez b e r n a r d y n ó w zapiski o funda­
cjach wot w latach 1753—1767.
Ostatecznym
utwierdzeniem
cudowności
figury
z kaplicy Trzeciego U p a d k u w K a l w a r i i Zebrzydowskiej
było jej p o ś w i ę c e n i e w r o k u 1823 przez biskupa t a r ­
nowskiego Grzegorza Tomasza Z i e g l e r a . R ó w n o l e g l e ze
wzrostem p o p u l a r n o ś c i cudownej figury z Kaplicy Trze­
ciego Upadku coraz liczniej p o j a w i a ł y się w y d a w n i c t w a
p o ś w i ę c a n e r o z m y ś l a n i o m , modlitwom,
opisom Drogi
K r z y ż o w e j w K a l w a r i i Zebrzydowskiej. P o p r z e d z i ł y je
takie dzieła jak: Abrahama Rozniatowskiego „ P a m i ą t k a
Krwawey
Ofiary
Pana Zbawiciela",
Grochowskiego
„ H i m n y o Męce P a ń s k i e j do o b r z ę d ó w Kalwariey Zebrzydowskiey y do tamecznego n a b o ż e ń s t w a należące..."
z r o k u 1611, Franciszka P ę k a l s k i e g o
„ V i a r u m Redemptionis nostrae..." z 1620 r. oraz wydana w 1669 r. „ K a i warya albo Nowe Jeruzalem na Polach Zebrzydowskich
zasadzone, a przez oyca Franciszka Dzielowskiego... w y ­
powiedziane...". W X I X w. książki poświęcone K a l w a r i i
Zebrzydowskiej drukowali m. i n . Zygmunt J e l e ń , Józef
Pisz z Tarnowa, K a r o l Osiowski i Pokorny z Wadowic,
Franciszek Orzeł z F r y d k a ; są to takie pozycje jak:
„Droga k r z y ż a Pana Jezusowego..." wydana w latach
1844 i 1864 w K r a k o w i e ,
„Droga krzyża..."
wydana
w 1863 r. w Wadowicach oraz p o c h o d z ą c a
również
z Wadowic „Księga K a l w a r y j s k a . U w a g i i m o d l i t w y sto­
sowne do pobożnego r o z p a m i ę t y w a n i a . . . przez W. O.
Paschalisa" zebrane w r o k u 1864. Nie m n i e j s z ą popular­
nością cieszyły się pieśni kalwaryjskie, k t ó r e m i ę d z y i n ­
n y m i wydano w latach 1848 i 1861 w Bochni, w 1859 r.
w Wadowicach. U z u p e ł n i e n i e m tych jakby oficjalnych
w y d a w n i c t w o b e j m u j ą c y c h teksty pieśni i m o d l i t w były
drukowane przez klasztor b e r n a r d y n ó w w K a l w a r i i Ze­
brzydowskiej przewodniki d r ó ż k o w e , zwane „ K s i ą ż k a m i
K a i w a r y j s k i m i " , k t ó r e powielano r ó w n i e ż i w j ę z y k u sło19

20

21

22

13

Zebrzydowskiej Ojciec Capranica, k t ó r y znając Jerozo­
l i m ę udzielał w s k a z ó w e k przy z a k ł a d a n i u tak zwanych
„dróżek kalwaryjskich",
natomiast roboty b e z p o ś r e d n i o
prowadził
matematyk
i teolog Szymon Ż e b r o w s k i
Pierwsze pielgrzymki zanotowano już w r o k u 1609, dal­
sze informacje o nich p o w t a r z a ł y się przez cały wiek
X V I I , a nieco późniejsza, konkretna notatka z 1730 r o k u
podaje, że w t y m r o k u p r z y b y ł o do K a l w a r i i Zebrzydow­
skiej 20—30 tysięcy p i e l g r z y m ó w , k t ó r y c h celem było
nawiedzenie cudownego obrazu M a t k i Boskiej oraz od­
bycie Drogi K r z y ż o w e j .
Jak już wspomniano, w ś r ó d kaplic kalwaryjskich w y ­
s t ę p u j ą trzy kaplice Upadku Chrystusa pod k r z y ż e m ,
i n t e r e s u j ą c e z r a c j i z n a j d u j ą c y c h się w e w n ą t r z rzeźb.
1 7

18

86

2 3

�14

wackim, co p o t w i e r d z a j ą dwie pozycje wydane we F r y d k u w latach 1902 i 1911 pt.
„Obchody kalwarske ćili
k n i ż k a k u konani pobożnosti...", przeznaczone dla cze­
skich i s ł o w a c k i c h p i e l g r z y m ó w .
24

O m ó w i o n e i fragmentarycznie
wymienione w y d a w ­
nictwa dewocyjne — książki do n a b o ż e ń s t w a z tekstami
modlitw, pieśni, r o z m y ś l a ń wielokrotnie u z u p e ł n i a n e by­
ły ilustracjami, w p r o w a d z a j ą c y m i — obok innych scen
pasyjnych — sceny trzech u p a d k ó w Chrystusa pod k r z y ­
żem. Znana jest r ó w n i e ż k s i ą ż k a do n a b o ż e ń s t w a spe­
cjalnie p o ś w i ę c o n a cudownej figurze Chrystusa p a d a j ą ­
cego po raz trzeci pod k r z y ż e m , z a t y t u ł o w a n a „ S e r d e c z n e
westchnienie duszy p o b o ż n e y do Pana Jezus po trzecie
z k r z y ż e m u p a d a i ą c w K a l w a r y i Zebrzydowskiey przy
Krakowie..." i ilustrowana sceną z Chrystusem samotnie
p a d a j ą c y m pod k r z y ż e m ' . W a r c h i w u m b e r n a r d y ń s k i m
zachował się r ę k o p i s z a t y t u ł o w a n y „ K a l w a r y i s k i e nabo­
ż e ń s t w a czyli Obchody K r w a w e y Drogi u m ę c z e n i a Pana
Jezusa Chrystusa" z a w i e r a j ą c y zbiór wierszy, w k t ó r y m
opis Trzeciego Upadku rozpoczyna się od słów:
2

„Już to po trzeci raz pod k r z y ż e m upadasz
Zraniony strudzony, nic sobą nie w ł a d a s z
O Jezu cudowny, w t y m trzecim u p a d k u "
Nie
mniejszą
rolę w popularyzacji k u l t u
figury
z kaplicy
Trzeciego U p a d k u pod k r z y ż e m w K a l w a r i i
Zebrzydowskiej o d e g r a ł y obrazki dewocyjne produkowa­
ne masowo i b ę d ą c e rodzajem ł ą c z n i k a i p o ś r e d n i k a po­
między s z t u k ą oficjalną i l u d o w ą . Odbijane na jedwabiu
lub papierze, ł a t w e do kolportowania, kupowane były
przez p i e l g r z y m ó w jako jedna z p a m i ą t e k odpustowych.
Stąd pochodziły charakterystyczne napisy, w dosłownej
bądź też nieco zmienionej postaci powtarzane na grafi­
kach ludowych. Są to takie teksty jak: „ W y o b r a ż e n i e Obra­
zu cudownego U p a d k u I I I Zbawiciela naszego JEZUSA
CHRYSTUSA na górze K a l w a r y i u OO B e r n a r d y n ó w
zakonu OO Franciszka" , „Effigie miraculosa Christi
D n i sub Cruce tertio Lapsi i n Calvaria Zebrzydoviana
existens apud PP Franciscanos" (il. 8), w z g l ę d n i e w j ę ­
zyku niemieckim: „ G n a d e n b i l d auf dem Halfariberg /!/
in P o l e n " .
Obrazki te p r z e d s t a w i a ł y
widok w n ę t r z a
26

27

28

-(MMI •»*;,&lt;•,

87

�kaplicy trzeciego upadku w K a l w a r i i Zebrzydowskiej, ze
specjalnym wyeksponowaniem samej figury Chrystusa
otoczonego postaciami M a r i i i Jana oraz pod baldachi­
mem b a r o k o w y m i k o r o n ą , p o d t r z y m y w a n ą przez dwa
putta.
Z tych w ł a ś n i e w z o r ó w k o r z y s t a ł a grafika i rzeźba
ludowa, p o w i e l a j ą c typ Upadku Chrystusa pod k r z y ż e m
w wersji przede wszystkim dewocyjnej. Odrzucone zo­
stały dodatkowe atrybuty, co pozwoliło na wyekspono­
wanie samej figury padającego. I s t n i e j ą r ó w n i e ż przed­
stawienia, k t ó r e zostały u z u p e ł n i o n e napisami komentu­
j ą c y m i g e n e z ę wizerunku. Za typcwy p r z y k ł a d posłużyć
może r z e ź b a z Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie, w
k t ó r e j na k r z y ż u umieszczono napis: „ T S E C I ( R S ) P O T K S Z Y Z E M DOLORES — P A N JEZU... U P A D A " , w z g l ę d ­
nie grafika .podpisana: „ W Y R A Ż E N I E P A N A JEZUSA
PO TRZECIE Z K R Z Y Ż E M U P A D A J Ą C E G O CE K T Ó ­
RY C U D A M I SŁYNĄ C I NA K A L W A R Y I CTIERY
M I L E OD K R A K O W A " .
Wymienione obrazki dewocyjne, p e ł n i ą c e dla t w ó r ­
ców ludowych f u n k c j ę w z o r n i k ó w oraz sprzedawane na
kalwaryjskich odpustach g r a f i k i i rzeźby, były rozpro­
wadzane przez p i e l g r z y m ó w . Załączona mapa ilustruje
rozmieszczenie rzeźb ze sceną Upadku Chrystusa pod
2 9

k r z y ż e m na terenie obecnego w o j . krakowskiego, co po­
k r y w a się z g r a n i c ą terenu n a j w i ę k s z e j
popularności
K a l w a r i i Zebrzydowskiej jako o ś r o d k a pielgrzymek. Typ
przedstawienia Chrystusa p a d a j ą c e g o pod k r z y ż e m zna­
ny jest r ó w n i e ż z t e r e n ó w Słowacji, gdzie rozpowszech­
nił się w rzeźbie jako odmiana samotnie p a d a j ą c e g o pod
k r z y ż e m Chrystusa oraz w malarstwie na szkle, w for­
mie całych dróg k r z y ż o w y c h , r ó w n i e ż
eksponujących
scenę upadku pod k r z y ż e m . Logiczne p r z e s ł a n k i , pozwa­
lające w i ą z a ć te rzeźby z K a l w a r i ą Z e b r z y d o w s k ą na
podstawie jej p o p u l a r n o ś c i jako o ś r o d k a pielgrzymowego na Słowacji i w Czechach, p o t w i e r d z a j ą słowaccy
badacze sztuki l u d o w e j .
30

Kończąc p o w y ż s z e k r ó t k i e r o z w a ż a n i a należy jeszcze
raz p o d k r e ś l i ć , że p o p u l a r n o ś ć figury Chrystusa Upada­
jącego pod k r z y ż e m oraz jej k u l t r o z w i n ę ł y się w k r ę g u
działania K a l w a r i i Zebrzydowskiej, a b e z p o ś r e d n i m źród­
ł e m t y p u ikonograficznego, podjętego w sztuce ludowej
w odmianie dewocyjnej, jest uznana za c u d o w n ą figura
z kaplicy Trzeciego Upadku Chrystusa pod K r z y ż e m .
Jeszcze w c h w i l i obecnej na kalwaryjskich odpustach
sprzedawane są figury Chrystusa p a d a j ą c e g o pod krzy­
żem, lecz jako wyroby gipsowe produkcji masowej nie
podlegają i n t e r e s u j ą c y m nas konwencjom artystycznym.

PRZYPISY
1 L . R è a u , Iconographie
de l'art chrétien,
Paris 1956,
T. I I , s. 465-467.
2 Rzeźby drewniane i kamienne,
przedstawiające
Upadek Chrystusa pod k r z y ż e m , o w y m i a r a c h od 20 do
150 cm, ustawiano w e w n ę k a c h kaplic, na s ł u p a c h p r z y ­
d r o ż n y c h , w fasadach d o m ó w . W czasie opracowywania
niniejszego k o m u n i k a t u przejrzano przeszło 150 przy­
k ł a d ó w z n a j d u j ą c y c h się w terenie oraz w dokumentacji
fotograficznej I n s t y t u t u Sztuki P A N .
3 K . Piwocki, Drzeworyt
ludowy w Polsce, Warsza­
wa 1934, ryc. 53.
4 W ś r ó d drewnianych rzeźb ludowych p r z e d s t a w i a j ą ­
cych
Upadek pod k r z y ż e m znane są m i ę d z y i n n y m i
obiekty datowane na r o k 1716 z Trzebini, 1822 z Muzeum
i m . Orkana w Rabce (nr i n w . MOR/27). Rzeźby kamienne

datowane są n a s t ę p u j ą c o : 1778 — Wadowice, 1779 — Si­
dzina, pow. M y ś l e n i c e . 1791 — Sucha, 1796 — Gilowice,
pow. Ż y w i e c (fundatorem był M i c h a ł Copia), 1798 — Zabłoczna, pow. Ż y w i e c , 1805 — Kobernica, pow. Biała,
1808 — Tarnawa Din., pow. Wadowice, Zembrzyce, pow.
Wadowice, 1810 — Krzeszowa, pow. Ż y w i e c , 1821 —
Moszczenica, pow. Żywiec, 1822 — R y c h w a ł d , pow. Ży­
wiec, 1823 — Ż y w i e c , 1826 —• J e l e ś n i a , pow. Ż y w i e c ,
1829 — Radziechowa, pow. Ż y w i e c , 1830 — Zembrzyce,
pow. Sucha, Grójec, paw. Biała, 1833 — M i l ó w k a , pow.
Ż y w i e c , 1842 — Ż y w i e c , 1848 — K o j s z ó w k a , pow. M y ś l e ­
nice, 1863 — Spiwne, pow. Wadowice. 1869 — Wietrzy­
chowice, pow. D ą b r o w a Tarnowska ( w y k o n a ł Jakub
K r a k o w s k i z Zakliczyna) 1872 — M i e c h ó w , 1884 — Marc ó w k a , pow. Wadowice.
16

88

�17

Upadek Chrystusa
pod krzyżem.
II. 16. Rzeźba kamienna, polichr., wys. 34 cm, dł. 82 cm. Milówka
pow.
Żywiec,
n. 17. Rzeźba drewniana,
polichr., wym. 34 X 48 cm. Wł. Muz. Diecezjalne,
Tarnów. II. 18. Rzeźba
drewniana,
polichr., wys. 31,5 cm. Wł. Muzeum,
Cieszyn.

�5 T. Seweryn, Swiątkarz
Powsinoga,
Warszawa 1963,
s. 130.
6 Informacji udzielił art. r z e ź b i a r z B r o n i s ł a w Chro­
my z K r a k o w a .
7 Katalog Zabytków
Sztuki
w Polsce,
t. I , z. 3;
J. Gadomski, M a l o w i d ł a ścienne z X I V w i e k u w Czcho­
wie, „Folia Historiae A r t i u m " , I I , K r a k ó w 1965.
8 W. Smereka, Studium
pasyjne,
rys
historyczny
i teksty Drogi Krzyżowej,
K r a k ó w 1968, s. 73—74.
9 Katalog Zabytków...,
t. I , z. 3.
10 W. Smereka, op. cit., s. 102.
11 Rozmyślania
męki Pana naszego Iezusa
Kryslusa
z modlitwami...
w Krakowie, w d r u k a r n i Ł a z a r z o w e y ,
Roku P a ń s k i e g o 1594.
12 Kalwarya
albo Nowe Jeruzalem
na Polach
Ze­
brzydowskich
zasadzone, a przez Oyca Franciszka
Dzielowskiego...
wypowiedziane
w Kazimierzu
przy
Krako­
wie... 1669.
13 Katalog Zabytków...,
t. I , z 14; J. Ł e p k o w s k i , Kal­
warya Zebrzydowska
i jej okolica, K r a k ó w 1850, s. 76;
C. Bogdalski, Święta
Kalwarya
Zebrzydowska
na pod­
stawie kronik, dokumentów...
K r a k ó w 1910, s. 47; K . D ą ­
browski, Kalwaria
Zebrzydowska,
Kalisz 1933, s. 27—23;
Jerzy Szabłowski, A r c h i t e k t u r a K a l w a r i i Zebrzydowskiej
(1600—1702), „Roczn. K r a k . " X X I V , 1933; H . E. Wyczawski, Dzieje
Kalwarii
Zebrzydowskiej,
K r a k ó w , 1947,
s. 180.
14 Katalog Zabytków...,
t. I . z. 10.
¡15. L . K a l i n o w s k i ,
Geneza Piety
średniowiecznej,
„ P r a c e K H S " , X , 1953.
16 J. Ł e p k o w s k i , op. cit., s. 75; C. Bogdalski, op. cit.
s. 123—124; K . D ą b r o w s k i , op. cit., s. 27—28; H . E. W y czawski, op. cit. s. 6; J. Szabłowski, op. cit., s. 5; E. Roth,
Der volkreiche
Kalvarienberg
in Literatur
und
Kunst
des Spätmittelalters,
B e r l i n 1958, s. 141; K . Nowacki,
Misterium
w K a l w a r i i Zebrzydowskiej,
„Kwartalnik
Teatralny", I X . -i960, z. 3—4, s. 456—462; W. Smereka,

Fot. Stefania Krzysztofowicz
— U. 1—3, 5, 6, 8, 9; Jan
ski — U. 18; Anna Kunczyńska-Iracka
— il. 19.

II. 19. Upadek
manowa.

Chrystusa

pod krzyżem,

rzeźba

op. cit., s. 19—29, 68—109; A r c h i w u m OO B e r n a r d y n ó w
w Krakowie, I V - a - l , s. 472—474.
17 H . E. Wyczawski, op. cit., s. 5—6; W. Smereka,
op. cit., s. 24, 76. Wzorem przy z a k ł a d a n i u drogi krzy­
żowej w K a l w a r i i Zebrzydowskiej były kalwarie w D u ­
senbach w Alzacji, Varallo koło Mediolanu, Koblencji,
Zgorzelcu, Bambergu, Averdopie, Norymberdze, F r y b u r ­
gu. (H. E. Wyczawski, op. cit., s. 3,4.). Na wzór K a l w a r i i
Zebrzydowskiej p o w s t a ł y kalwarie na Suwalszczyźnie,
w Gordach, w Wejherowie, pod Radzyniem, w P a c ł a w i e ,
w Wólce G ó r s k i e j , w Wilnie, Krzeszowie, Wambierz&gt;cach, na Górze Ś w i ę t e j Anny, w G ł u c h o ł a z a c h (W. Sme­
reka, op. cit., s. 29, 30, 76).
18 K . Nowacki, op. cit., s. 457.
19 P a ń s t w o w e A r c h i w u m m. K r a k o w a . Teka Gra­
bowskiego, T. 56, ryc. 1623.
20 A r c h i w u m OO B e r n a r d y n ó w w Krakowie, I V - a - l ,
s. 188.
21 T a m ż e , s. 188, ł89, 191, 317, 318, 763.
22 Encyklopedia
kościelna,
Włocławek,
1933,
t.
X X X I I I , s. 207; J. Ł e p k o w s k i , op. cit., s. 76; A r c h i w u m
OO B e r n a r d y n ó w w Krakowie, I V - a - l , s. 151 ( „ A
Dni
1823 die 9 Junii conseciata a Capelle 3 Lapsus... Dno
Dno Dno Gregorio Thomas Ziegler, Ep. Tyn...").
23 H . E. Wyczawski, op. cit., s. 197.
24 T a m ż e , s. 189.
25 P a ń s t w o w e Archiwum..., ryc. 1323.
26 A r c h i w u m OO B e r n a r d y n ó w w Krakowie.
27 P a ń s t w o w e Archiwum..., ryc. 610.
28 P a ń s t w o w e Archiwum... ryc. 1324, 1325.
29 Ż a b n i c a , pow. Ż y w i e c , wł. Muzeum w Ż y w c u , nr
inw. JE/343/MŻ.
30 E. O k ä l o v ä , Ludove
drevene sośky, M a r t i n , 1964,
s. 11, 56, ryc. 55; S. Kovacevicova, Ludova
plastika
na
Slovensku,
Bratislava 1967, s. 3—4; V. H a s a l o v ä , Die
m ä h r i s c h e Hinterglasmalerei, „ E t h n o g r a p h i c a " ,
Brno,
V I I — V I I I , 1965—1968, s. 38—39.
n o

n

Swiderski

drewniana,

ci

— U. 4, 10—16; CAF — U. 17; Stefan

dl. 40 cm. Muz. Opactwa

Cystersów,

Szczyrzyc,

Deptuszew-

pow.

Li­

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10387" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10365">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5c4b9562f679bcde7e88cff7fb1815bd.pdf</src>
        <authentication>e1b36de03d80d4204664c9486dd610cc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123532">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4827</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123533">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123534">
                <text>biografie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123535">
                <text>malarstwo</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123536">
                <text>Mazurkiewicz, Jędrzej - malarz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123537">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4480</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123538">
                <text>Malarz Jędrzej Mazurkiewicz/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123539">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1965 t.19, z.4; s.201-204</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123540">
                <text>Krzysztofowicz, Stefania</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123541">
                <text>Śnieżyńska-Stolot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123542">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123543">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123544">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123545">
                <text>Ewa

Śnieży

ńska-Stolot,

M A L A R Z

Stefania

Krzysztof

owicz

J Ę D R Z E J

M A Z U R K I E W I C Z
W czasie przeprowadzanej w e w r z e ś n i u 1960 roku
inwentaryzacji z a b y t k ó w pow. leżajskiego z ramienia
w o j e w ó d z k i e g o konserwatora z a b y t k ó w przy W R N w
Rzeszowie, z w r ó c o n o u w a g ę na p o l i c h r o m i ę trzech k a ­
pliczek. Z n a j d u j ą się one na terenie d w u s ą s i a d u j ą c y c h
ze sobą wsi — W o l i Zarczyckiej i Hucisk, położonych
w odległości około 14 k m na p ó ł n o c n y z a c h ó d od L e ­
żajska.
Z b l i ż o n e daty powstania m a l o w i d e ł , ich forma oraz
sygnatura malarza J ę d r z e j a Mazurkiewicza p o z w a l a j ą
z w i ą z a ć je w j e d n ą o d r ę b n ą g r u p ę .
M a l o w i d ł a , wykonane t e c h n i k ą k l e j o w ą , w e wszyst­
kich trzech kapliczkach łączy analogiczna kompozycja.
S k ł a d a się ona ze stojących postaci ś w i ę t y c h rozmiesz­
czonych na w e w n ę t r z n y c h ś c i a n a c h kapliczek, ponad
k t ó r y m i biegnie pas o r n a m e n t ó w , napisu fundacyjnego
umieszczonego nad d r z w i a m i i m a l o w i d e ł na suficie.
W y j ą t e k stanowi kapliczka z W o l i Zarczyckiej, gdzie
m a l o w i d ł a p o j a w i a j ą się na w e w n ę t r z n y c h i z e w n ę t r z ­
nych ś c i a n a c h .
Najwcześniejsze ze wspomnianych m a l o w i d e ł znajduje
się w kapliczce tzw. Gorylowej ze wsi Huciska ( i l . 3).
Kapliczka Gorylowa założona jest na planie o ś m i o b o ku, nakryta k o p u ł k ą z gontu i z w i e ń c z o n ą l a t a r n i ą
W sześciu w n ę k a c h dzielących ściany kapliczki umiesz­
czono n a s t ę p u j ą c e m a l o w i d ł a : (od wschodu) „ M a t k a Boska
Bolesna", scena uszkodzona (na skutek wybicia okienka),

i

II. 1, 2. Sw. Mikołaj,
św. Jakub, fragmenty
z kapliczki Gorylowej.
II. 3. Kapliczka
tzw.
Huciska, pow.
Leżajsk.

polichromii
Gorylowa.

201

�„ Ś w i ę t y M i k o ł a j " (ił. 1), „Św. Barbara", scena nieczy­
telna (ze wzgl. na wybicie okienka) oraz „Św. Jakub"
(ił. 2). U nasady k o p u ł k i umieszczono fryz r o ś l i n n y
z kartuszami i m o t y w a m i ludzkich masek na osi, p o ł ą ­
czonych w s t ę g a m i , z k t ó r y c h s p ł y w a j ą kampanulle. Po­
nad fryzem, na osi okienek namalowano dwa tonda
w obramieniach roślinnych. Tondo na ścianie wschod­
niej silnie zniszczone przedstawia św. M i c h a ł a A r c h a ­
nioła w walce z d i a b ł e m . Znaczne zniszczenie drugiego
tonda nie pozwala na odczytanie jego treści. Nad ołta­
rzem umieszczono kartusz z napisem ( m a j u s k u ł a ) : „ W s p o ­
m o ż e n i e wiernych" .
Bardziej zniszczone są m a l o w i d ł a w drugiej kaplicz­
ce ze wsi Huciska,, później datowane.
Kapliczka ma plan p r o s t o k ą t a o ściętych od w e w n ą t r z
narożnikach
( i l . 4). Na
ścianie zachodniej malarz
umieścił postacie św. Antoniego i św. Mikołaja, a na
wschodniej — figury: niezidentyfikowanej zakonnicy,
t r z y m a j ą c e j k a r t k ę z napisem ,,Amavi crucificum", i ś w .
M i c h a ł a z napisem u d o ł u : „Quis ut Deum".
2

Na ściętych n a r o ż n i k a c h namalowano postacie św.
Wojciecha, św. J ó z e f a , t r z y m a j ą c e g o Dzieciątko, św.
Barbary i niezidentyfikowanego świętego. Ponad posta­
ciami świętych, na ściętych n a r o ż n i k a c h i ponad okien­
kami z n a j d u j ą się kartusze podobne do o r n a m e n t ó w ro­
kokowych. Ściany zwieńczone są fryzem patronowym,
a na suficie namalowano postać M . B. Niepokalanego
Poczęcia w ś r ó d chmur.
Najpóźniejszą d a t ę noszą m a l o w i d ł a kapliczki z W o l i
Zarczyckiej, r ó w n i e ż założonej na planie p r o s t o k ą t a
i przykrytej dachem dwuspadowym. Na fasadzie ka­
pliczki, w d w ó c h niszach f l a n k u j ą c y c h drzwi, namalo­
wano postacie św. Piotra i P a w ł a ( i l . 5), a w szczycie —
Oko Opatrzności, adorowane przez a n i o ł ó w . Ponad
drzwiami umieszczono napis z tekstem m o d l i t w y . Na
3

4

5

202

ś c i a n a c h w e w n ę t r z n y c h namalowano t e c h n i k ą k l e j o w ą
sześć postaci ś w i ę t y c h : (od p o ł u d n i a ) J ę d r z e j a , Wojcie­
cha, Szymona, Tomasza ( i l . 7), Jana Nepomucena i K a ­
tarzyny, a poniżej okienek — św. A n n y z M a t k ą Boską
(il. 6) i ś w . M a r i i Magdaleny. Ponad postaciami ś w i ę ­
tych umieszczono fryz z kartuszy zbliżonych do orna­
m e n t ó w stylu r é g e n c e , w y p e ł n i o n y c h k r a t k ą i z a k o ń ­
czonych kampanullami. O t w ó r drzwiowy f l a n k u j ą dwa
wazony z bukietami k w i a t ó w . Na dole całość obiega
fryz patronowy. Polichromia sufitu jest silnie zniszczo­
na i zaklejona papierem. W każdej ze wspomnianych
kapliczek w y s t ę p u j e , j a k w y ż e j wspomniano, napis f u n ­
dacyjny umieszczony ponad drzwiami, u j ę t y w r o ś l i n n y
kartusz z m o t y w e m putt. W y j ą t e k stanowi druga ka­
pliczka ze wsi Huciska, gdzie napis fundacyjny u j ę t o
jedynie w p r o s t o k ą t n ą r a m ę .
Napis fundacyjny z kapliczki
ciska podaje:

Gorylowej

we wsi

Hu­

„(Kap)lica Fundowana. Roku 1835
F(u)ndatora Wojciecha Szu(r)daka
(r)e(stau)rowana (w).... 187... przez Re
S t ę p n i a Gosp(oda)rzy z
Wsi Huciska
" ( i l . 8).
Podobnej treści napis fundacyjny znajduje się w
giej kapliczce ze wsi Huciska:

dru­

„TĘ K A P L I C Ę ( F U N D O W A Ł ) SIWIEC Z Ż O N Ą K A ­
T A R Z Y N Ą ORAZ Z M A T K Ą K A T A R Z Y N Ą S I W C O W Ą
Z R E A L N O Ś C I PO SP. WOJCIECHU SIWCU.
Muiiował A n t o n i K i e ł b . M a l o w a ł J. Mazurkiewicz. Dnia
31 lipca Roku P a ń s k i e g o 1880.
S. Jana F... M i c h a ł Sulikowski od P... 185... p... zaś
przez W S..sk w (r. 1880)" ( i l . 9).
Ciekawy jest fakt pojawienia się podpisu
J. Mazurkiewicza, którego nazwisko w y s t ę p u j e

malarza
również

�6

na wschodniej ścianie kapliczki z W o l i Z a r c z y c k i e j ,
obecnie zasłonięte obrazem o ł t a r z o w y m ( i i . 11).
Kapliczka z W o l i Zarczyckiej ma r ó w n i e ż napis funda­
cyjny n a s t ę p u j ą c e j t r e ś c i :
„Ta kaplica fundowana przez Szymona Ruszaka w roku
1851, a zaś poprawiona w r. 1862, znowu restaurowana
i odmalowana kosztem fundatora z żoną M a r y j a n n ą m a ł ­
ż o n k ó w w r. 1881" ( i l . 10).
Jak już nadmieniono, opisane wyżej m a l o w i d ł a z trzech
s ą s i a d u j ą c y c h ze sobą kapliczek w y k a z u j ą dużo cech
w s p ó l n y c h , z a r ó w n o pod w z g l ę d e m formy, j a k i pro­
gramu ikonograficznego.
Sztywne postacie świętych, ustawione w trzech czwar­
tych, na tle neutralnym, potraktowane płaszczyznowo,
t w o r z ą jednostajny r y t m . Spłaszczone głowy pochylo­
ne są w bok. Typowe są szerokie twarze, pozbawione
głębszego wyrazu. Wielokrotnie pojawia się typ fizyczny
o d ł u g i m nosie (linia nosa łączy się z linią b r w i ) , ma­
łych ustach i wyrazistych oczach z ciemnymi, d u ż y m i
t ę c z ó w k a m i . Analogiczny typ r e p r e z e n t u j ą twarze ś w i ę ­
tych z malarstwa ikonowego s ą s i e d n i c h p o w i a t ó w .
7

Naiwne ruchy postaci ograniczają się do podtrzymy­
wania a t r y b u t ó w i w y k o n y w a n i a prostych gestów. Sza­
ty, z w y j ą t k i e m s t r o j ó w pontyfikalnych i zakonnych,
s k ł a d a j ą się z sukni i narzuconego na ramiona płasz­
cza, k t ó r y — na skutek podtrzymywania r ę k ą — tworzy
wielokrotnie p o w t a r z a j ą c y się fałd w kształcie ucha.
Podzielone są one pionowymi f a ł d a m i i podobnie jak
całe postacie obwiedzione ciemnym konturem. Obok
prymitywnych
zestawień
kolorystycznych,
złożonych
z błękitu, czerwieni, żółci i zieleni, p o j a w i a j ą się w du­
żej ilości kolory b r ą z o w y i różowy.
Prostota kompozycji, p r y m i t y w i l u d o w o ś ć postaci
świętych kontrastuje z ornamentami, pozostającymi pod
w p ł y w e m o r n a m e n t ó w rokokowych o p r z e m y ś l a n e j kom­
pozycji i delikatnym rysunku.
Program ikonograficzny wprowadza obok popularnych
postaci świętych — j a k św. M i k o ł a j , Wojciech, Barbara
itp. — postacie niezidentyfikowanej zakonnicy (Brygida?),
Tomasza, Antoniego, Szymona i św. J ę d r z e j a — patrona
autora polichromii — J ę d r z e j a Mazurkiewicza.
Z a s t a n a w i a j ą r ó w n i e ż częste napisy łacińskie, towa­
rzyszące postaciom świętych.
A u t o r e m trzech polichromii byl J ę d r z e j Mazurkiewicz,
którego podpis w y s t ę p u j e w drugiej kapliczce z Hucisk
i w kapliczce z Woli Zarczyckiej. Miejscowa t r a d y c j a
łączy r ó w n i e ż nazwisko Mazurkiewicza z m a l o w i d ł a m i
kapliczki Gorylowej, co też potwierdza forma tej po­
lichromii.
Napisy fundacyjne w s k a z u j ą , że Mazurkiewicz malo­
w a ł kapliczki w latach 1879, 1880, 1881. Księgi parafial­
ne z Woli Zarczyckiej podają, że J ę d r z e j Mazurkiewicz
u m a r ł 26.1.1886 roku, w wieku lat 52. Pochodzi on ze
wsi K r z e s z ó w za Sanem,, pod d a w n y m zaborem rosyj­
skim, i był o r g a n i s t ą w W o l i Zarczyckiej . Ponadto
p r o w a d z i ł w o r g a n i s t ó w c e szkolę i dzięki temu zyskał
sobie przezwisko „ b a k a ł a r z " . Oprócz malowania zajmo­
w a ł się r ó w n i e ż r z e ź b i e n i e m ś w i ą t k ó w ".
8

9

10

P o w y ż s z e dane o J ę d r z e j u M a z u r k i e w i c z u - o r g a n i ś c i e
t ł u m a c z ą styl jego m a l o w i d e ł , łączących w sobie elemen­
ty sztuki ludowej i m a ł o m i a s t e c z k o w e j . Był on a r t y s t ą
ludowym, samoukiem, który uległ zapewne w p ł y w o w i

11. 4. Kapliczka
Huciska,
pow. Leżajsk.
11. 5—7.
menty polichromii
z kapliczki w Woli Zarczyckiej,
Leżajsk. Sw. św. Piotr i Paweł, św. Anna z Matką
św. Tomasz.

Frag­
pow.
Boską,

203

�8

ś r o d o w i s k a artystycznego j a k i m był w X I X w., a t a k ż e
w c z e ś n i e j Leżajsk. S t ą d też zapewne charakter ornamen­
tów, p o j a w i a j ą c y c h się w jego polichromiach. Stanowi­
sko organisty, jakie z a j m o w a ł , w y j a ś n i a stosowanie przez
niego wzbogaconej ikonografii oraz n a p i s ó w ł a c i ń s k i c h .
Mazurkiewicz nie był j e d y n y m malarzem w y k o n u j ą ­
cym p o l i c h r o m i ę kapliczek w okolicach Leżajska. O p r ó c z
w i e l u innych działał tu r ó w n i e ż Franciszek Ksawery
Stankiewicz, t w ó r c a polichromii w kapliczce we wsi
Giedlarowa .
Na terenie samego L e ż a j s k a z a c h o w a ł y się dwie ka­
pliczki; jedna na tzw. Zmuliskach, druga w p ó ł n o c n o zachodniej części miasta. W obu z n a j d u j ą się m a l o w i d ł a
ścienne, k t ó r e przemalowane z u p e ł n i e straciły pierwotny
charakter. K a p l i c z k i dekorowane m a l o w i d ł a m i p o j a w i a j ą
się na terenie pow. leżajskiego jeszcze we wsiach W ó l k a
G r o d z i s k a (dwie) i W ó l k a N i e d ź w i e d z k a . M a l o w i d ł a te
są jednak bardzo dalekie od prac J ę d r z e j a Mazurkie­
wicza.
Twórczość Mazurkiewicza nie jest w i ę c odosobniona,
ale ściśle w i ą ż e się z w y s t ę p u j ą c ą na tych terenach
t r a d y c j ą , k t ó r a stanowi być m o ż e dalekie echo s ł y n n y c h
polichromii Stroińskiego.
I2

13

}

" 3if *****'
PRZYPISY
1

W 1961 r. kapliczka została n i e w ł a ś c i w i e odnowiona
przez właściciela, k t ó r y p o k r y ł j ą n o w y m dachem z papy.
M a l o w i d ł a zostały przemalowane. P r z e m a l ó w k i w i ­
doczne są szczególnie w postaci św. M i k o ł a j a i w tłach
pozostałych ś w i ę t y c h .
P o n i ż e j postaci napisy ł a c i ń s k i e : „S. Adalbert, S. Josephus".
M a l o w i d ł a obecnie przemalowane. Ponad postaciami
ś w i ę t y c h Piotra i P a w ł a istniały napisy łacińskie, obec­
nie nieczytelne, k t ó r e zamieniono imionami
świętych
w j ę z y k u polskim.
„ P o d T w o j ą obronę... C.". W tle widoczny jest napis
łaciński, obecnie nieczytelny.
1881 — 13 sierpnia.
J ę d r z e j Mazurkiewicz ( i l . 11).
K . Piwocki, Drzeworyt
ludowy w Polsce, W-wa 1934,
str. 137.
Informacji udzielił Kazimierz P i e c h o ń s k i , organista
z W o l i Zarczyckiej.
W pierwszej p o ł o w i e X I X wieku K r z e s z ó w był o s a d ą
m i e j s k ą (1088 m i e s z k a ń c ó w ) w pow. biłgorajskim, k t ó r ą
San oddzielał od Galicji. Należał do ordynacji Zamoy­
skich. Słownik
geograficzny
Królestwa
Polskiego,
t. I V ,
pod r e d a k c j ą F. Sulimowskiego. Warszawa 1883, str. 787.
10 -yj W o l i Zarczyckiej pod koniec X I X w . działało
k i l k u miejscowych a r t y s t ó w , o czym ś w i a d c z y fakt, że
znaleziono tam m i ę d z y i n n y m i klocek drzeworytniczy
z s y g n a t u r ą L R (F. Kotula, Klocek
drzeworytniczy,
„ P o l s k a Sztuka Ludowa", 1949, R. I I I , str. 243). W J a ś l e
w 1878 r. wydana została k s i ą ż k a pt. Wola
Zarczycka,
k t ó r e j autorem jest współcześnie żyjący z M a z u r k i e w i ­
czem ks. Marian P o d g ó r s k i , miejscowy proboszcz. W e d ł u g
informacji K . Piechońskiego, na terenie W o l i Zarczyc­
kiej istnieje t r a d y c j ą , że J ę d r z e j Mazurkiewicz p r z e t ł u ­
m a c z y ł brewiarz na język polski.
Informacja K . P i e c h o ń s k i e g o .
Stefania Krzysztofowicz, Ewa Śnieżyńska, Mieszczań­
scy malarze leżajscy X I X wieku, „Polska Sztuka Ludo­
wa", R. X V I I , 1963, str. 162.
Obie po lewej stronie drogi z Wólki Grodziskiej
do Grodziska G ó r n e g o .
2

^•"A. Aft" ".Ci";M- " 7 • \ j A A ' ^ « &gt; • • . V '
i

J,

3

4

5

8

7

10

8

9

1 1
12

13

Napisy fundacyjne:
II. 8. Kapliczka
tzw. Gorylowa,
II. 9.
Kapliczka
ze wsi Huciska.
II. 10. Kapliczka
z Woli Zar­
czyckiej.
U. 11. Sygnatura
J. Mazurkiewicza,
kapliczka
z Woli
Zarczyckiej.

Fot.:

or.torok

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10855" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10833">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1069e90579173e465af441d87e22ebfe.pdf</src>
        <authentication>018716197c6271f10c99050eed94a696</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129449">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4890</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129450">
                <text>1968</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129451">
                <text>ikonografia etnograficzna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="129452">
                <text>"Oko Opatrzności" - ikonografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129453">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4536</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129454">
                <text>Źródła ikonograficzne przedstawień "Oka Opatrzności" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1968 t.22 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129455">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1968 t.22 z.3 ; s.121-126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129456">
                <text>Krzysztofowicz, Stefania</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129457">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129458">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129459">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129460">
                <text>Stefania

Krzysztofowicz

ŹRÓDŁA

IKONOGRAFICZNE

W grupie l u d o w y c h o b r a z ó w religijnych
kilkanaście
z terenu

przedstawień

niemal całej

„Oka

PolskiWprowadzają

schemat k o m p o z y c y j n y , złożony

z górnej
na

sugeruje

oraz

„ziemską".

tego

Oka,

Strefę

górną

umieszczonego

otoczonym

chmurami,

roślą lub g ł ó w k a m i
ręce

podział

wysypują

jeden

i dolnej

strefy

niebiańską"

motyw

promieniującym

wieńcem

kwiatów,

putt; w y s u w a j ą c e

bochenki

znanych
one

„strefę

wypełnia:

w

chleba

Grupy

z a c h o w a ł o się

Opatrzności",

obrazu,

który

PRZEDSTAWIEŃ

otwar­
trójkącie

winną

się z chmur

i ziarno,

sugerują

tego t y p u

przedstawień.

I.

przez

pow.

pojawia

lewej

cych

się

padają

okrągłe

ziarna. U z u p e ł n i e n i e m

są ziarna. U z u p e ł n i e n i e m
zów są napisy
OPACZNOŚC

chleby,

na

SIĘ

Y

NADN

PIEC

(BOŻE.

TYSIĘCY.

menty
rąk

DWIEMA.

„strefy
jak

dziobiącym
obrazu
adoracji

11. 1. Oko
ol., lektura.

część

ziarno;

pozwalają
Oka

KTÓRYŚ.

się

natomiast
obrazów

z

OPATRZN...,

„strefy

różnice
wyróżnić

zachodzące
kilka

grup

w

wzrok

BÓG

stronę

promieniującego

II.

w

adoracji

Oka

po­

zaliczyć

należy

Opatrzności
również

Muzeum

otwartego

umieszczony

wędrowiec
i

obraz

Etnograficznego,

niebiańską"
kiju,

przez
i

został,

skierowujący
4

promieniującego

grupę typologiczną

na
na

stanowią

Oka .

obrazy z bar­

rami i winną

ele­

ptactwem
części

Opatrzności.

l a t o r o ś l ą g ł ó w k a m i pufct i o b o k

dziobiących

ziarno

modlących

wieśniaków

oraz

niezmienne,

oraz

tłumu

a) N a j l i c z n i e j s z a
pow.

Sucha

5

grupa

na

szkle z p o d k l e j o n ą
Zakopanem

Kobryń ZSRR,
Kraków

i

wl.

Muz.

i

Etn.

obrazy:

Małych,
7

Kraków.

pow.

z Muzeum

II.

nieco

2.

z

Zawoi,

Pińczów

( i l . 3), o r a z

kompozycjach

klęczącej,

pary

mieszczan.

obejmuje

grafiką

( i l . 5). W

zostały

z k o b i e t y i dziecka,

pow. Siemiatycze

w

niezmien­

przedstawione

zakonnic

(il. 2), M ł o d z a w

4), Perlejewa,

(il.

ptaków

się, złożone

się niezmiennie p o s t a ć

pow.
Etn.

3

się

„strefą

Drugą

Trójkąta.
Zambrów ,

został m o t y w modlącego

podróżnym
stronę

której
kobiety,

CHLE-

typologicznych

Opatrzności,
ol., p i . Andronowa
Zawoja
pow. Sucha,
wl. Muz.

(ił. 1), n a
klęczącej

dziej r o z b u d o w a n ą s c e n ą adoracji. P o d o t o c z o n y m i c h m u ­

tym

dolnej

postać

WIDZI,

trójkąta
z

strony

krakowskiego
na

grupy

ziemskiej"

z

pod

SWOYĘ.

pozostają

grupy

którym

OPATRNŚCIE.
motywem

ZSRR

w

postacie

wsparty

nie

chmur

Do

blasze

ZMIŁUY

zestawie

głowę

Opatrz­

kompozycja

Kobryń,

gdzie z k o l e i w p r o w a d z o n y

NAKARMIŁ.

PIEC. W
z

obra­

i brzmiące:

BÓG WSZYSTKO

NASZA,

niebiańskiej"
i

treść

RYBAMI

MEZOW.

wysuwających

podobnie

bliżej

PAN

PAN BÓG OPATRZNOŚĆ
BAMY

ptaki

modlą­

kompozycji omawianych

określające
NASZA,

na

kompozycji omawianych

2

zestawu

Oka

się

Z b l i ż o n y do n i e j j e s t o b r a z z S z u m o w a , p o w .

klęczących
Na

adoracji

wyróżnia

zwracającej

chłopa.

ptaków.

pojedyncze

bogatszego

lato­

jedyncze

ziarno

z

dużo

ze s c e n ą

osobę

z Andronowa,

ziemię. W strefie dolnej natomiast z n a j d u j ą s i ę przedsta­
stado d z i o b i ą c y c h

jedną

się

n i e k i e d y przez

istnienie

W grupie obrazów

w i o n e na tle p e j z a ż u
o s ó b oraz

reprezentowane

przykłady

ności

OPATRZNOŚCI"

dwie

spadające

jedna, dwie lub w i ę c e j

te

„OKA

6

obraz

Tatrzańskiego
tych

powtarza

odwróconej

Oko

ko-

Opatrzności,

2

121

�II. 3. Oko Opatrzności,
Pińczów.

dl., deska. Perlejewo

pow. Siemiatycze. 11. 4. Oko Opatrzności, ol., pł. Młodzawy

biety oraz widocznej od tyłu, również klęczącej, dziewczynkL
Bogatszy w treści jest obraz z muzeum w Łodzi
(okładka), na którym pomiędzy „strefę niebiańską"
i „ziemską" wprowadzony został motyw pięciopłetwej
ryby, z której paszczy wyciągana jest boską ręką postać
męska. Poniżej ryby klęczy na tle pejzażu i architektury
kobieta z dziewczynką (zwrócone profilem), które modlą
się do promieniującego Trójkąta z motywem otwarte­
go Oka.
b) Omawianej grupie typologicznej podporządkowa­
ny jest drzeworyt z Radecznicy pow. Zamość (il. 11),
na którym powtórzony został schemat wspólny dla tej
grupy; różnica polega jedynie na wprowadzeniu, za­
miast modlącej się kobiety i dziewczynki, pary klęczą­
cych wieśniaków, obok których leży izwiązany snopek.
c) Nieco odmienny charakter ma obraz z krakow­
skiego Muzeum Etnograficznego, na którym, pod otoczo­
nym winną latoroślą trójkątem oraz pod banderolą
z napisem
(il. 6), umieszczone zostały dwie postacie
kalek, wyciągające ręce po chleb wysypywany przez
dłoń wynurzającą się z chmur.
d) Ostatnią grupę obrazów z wyobrażeniem zbiorowej
sceny adoracji Oka Opatrzności stanowią jedynie dwie
znane m i kompozycje, a to z klasztoru Klarysek w Sta­
rym S ą c z u (il. 8) oraz z Gorzenia Dolnego , na któ­
rych występują grupy zakonnic i mieszczan, klęczące
pod promieniującym Trójkątem oraz pod rękami wysy­
pującymi chleb i ziarna.
Omówione obrazy z wyobrażeniem Oka Opatrzności,
zaliczane do grupy malarstwa ludowego i pochodzące
5

9

10

11

122

12

Małe pow.

z 2.poł. X I X wieku, mogą służyć jako jeden z przykła­
dów przenikania wzorów i typów ikonograficznych ze
sztuki oficjalnej do sztuki ludowej. Odpowiednie trans­
pozycje ikonograficzne wyrażone odmienną formą za­
decydowały o specyfice malarstwa ludowego, które przy­
czyniło się do kontynuacji tradycji wzorów sztuki ofi­
cjalnej przez cały niemal wiek X I X .
Kult Boskiej Opatrzności rozpowszechnił - się na te­
renach Polski na przestrzeni X V I I wieku i utrzymał
się, spopularyzowany przez papieża Klemensa X V , po­
przez wiek X V I I I i następnie X I X . Wyrazem tego jest
szereg pozycji literackich, które zapowiedział Traktacik,
o boskiej Opatrzności, Alberta St. Radziwiłła z roku
1652.
W roku 1718 Kazimierz Narmąc wydał
Cytharę *
związaną tematycznie z kultem Opatrzności, zaś w roku
1745 pojawiły się Nowe Ateny Benedykta Chmielow­
skiego , wprowadzającego do swego dzieła długi wstęp,
będący apoteozą Boskiej Opatrzności, której dedykuje
swoją pracę: „... Wielmożney... wszystko mogącey Jaśnie
Wieknożney... Jaśnie Oświeconey... Nayjaśniejszey... Niewyczerpaney, na wszysko patrzącey, wszystkich opatrującey, Nayświetszey... Opatrzności (która)... iesteś TOTUS
OCULUS... TOTUS MANUS... hoyne sypiąc Dobrodzieystwa. Totus PES... SUCCURRIS... całego siebie exinanicyą
rzucam, zapisuię konsekruię, będąc Twey OPATRZNOŚCI
w millionowych okurrencyach subjectum...".
Z kolei należy uwzględnić dzieło Adama Naramowskiego Opatrzność Boska w cudownych rządach z lat
1749—1752, Opatrzności Boskiej dowód, pracę anonimo­
wego autora pochodzącą z roku 1771 oraz Adama Na­
ruszewicza Głos przy założeniu kamienia z roku 1792.
13

14

1

ls

�Równolegle wydawane były

zbiory

k a z a ń , obligacji,
1 7

pustów, służące k u l t o w i Boskiej O p a t r z n o ś c i .
dalszego p o p u l a r y z o w a n i a
na

przełomie

żeństwa,
1800
18

nią

roku
,

XVIII

których

i X I X wieku

przykładem

Godzinki

zbiór

do

pojawia

ujętego

w

Droulersa

wszechmoc i w s z e c h w i e d z ę ,

ramy

trójkąt określała Opatrzność opiekującą
Forma

trójkąta,

bolizująca
ni

oświetlonego

T r ó j c ę Św., r o z p o w s z e c h n i ł a

XVII

wieku

Jutrz­
litanii,

i

utrzymywała

i X I X . Towarzyszył

jej

on

się

okiem

przez

wielokrotnie

boską

i

tem

M o t y w boskiego oka

spopularyzował

się

jako

wiek

motyw

XVIII

wysuwają­
i

czuwającego

barokowy

stał

i XVIII
się

2 I

wieku ,

częstym

a

ną

motywem

nad

1700,

1735

2 2

sytetu

Jagiellońskiego ,

czuwa nad

XVIII

dekoracyjnym

w

w

23

przez

Opera

poetica
2 4

Kędzierskiego ,

Chmielowskiego itp., w
się m o t y w y
Motyw

Boskiej

rąk

wysypujących

II. 5. Oko
Opatrzności,

trójkąt z Okiem

i

ziarno,

drzeworyt
Muz.
Etn.

podpisany:
Pod

„OBRAZ

jest

D:OMN:VI"

oka

umieszczonych
symbolizują

pod

du­
w

scena

Sączu
wspar­

unoszą

jeleń,

woły

dwoma

się

dzieci,

oraz

się

płynąca

dobny charakter ma
2 S

rycina

tekstu

Godzinek

,

1798".

„OCULUS
czuwającego

dziobiących

stojącymi
na

ziarno,

morzu

pod

zachowana w
Boskiey

Boskiej,

sfalowanym

posiadająca
o

2 7

Krakowie ,

anioła

ptaków
po

kolorowa­

w

chmurami

postać

para

mężczyznami

skiej

jest r ó w n i e ż

Czartoryskich

i otoczonym

pojawiła

dwojgiem

łódź,

żaglami.

Po­

Bibliotece

Jagielloń­

rewersie

fragment

Opatrzności...

na

Jutrznią...

( i l . 10). R y c i n a , o t o c z o n a o r n a m e n t e m a k a n t o w y m , p r z e d ­
stawia
kąt

w

górnej

z otwartym

dwiema
niżej

części

kompozycji

promieniujący

okiem

i chmury

z wynurzającymi

się

które

wysypują

chleb

Po­

rękami,

umieszczona

postać

klęczącej

biące

ziarno.

została

Boskiej

na

tle

kobiety, trojga

Rycina

do

Ateny

którym

OPATRZNOŚCI,

promieniującym

nad
z

związany

z Muzeum

żona

otwartego

podklejony
Kraków.

oficjalną

miedzioryt

zebrane

Nowe

które

Ze s z t u k ą
ny

zbiorem

trójkącie.

formie

dowodem

nad

i

wieku

( i l . 7).

cymi

w promieniującym
w

cielesny

XVIII

oraz dwie r ę c e w y s y p u j ą c e chleb i ziar­

Zu­

pojawiają

oraz poniżej

czego

z kielichem,

identycznych

winiety

trójkącie

krzyż

stanowi

już

jako

kuli

ności...

wymienione

chleb

na

wieku

Judyt,

Ester,

pokarm

przestrzeni

oficjalnej,

świec­

i

których

Opatrzności

Opatrzności,
ol., pł., wł.

Opatrzności

S. S w i r s k i e g o , Kazania

otwartego Oka

w promieniującym

polskim
Uniwer­

kościelnych

k i c h . Z k o l e i n a l e ż y u w z g l ę d n i ć Xięgi
zanny... ,

Oko

wieku

pochodzące

Promocji

których

insygniami dostojeństw

archi­

przełomie

przestrzeni

i l u s t r a c j e Ksiąg

świa­

element

drukarstwie. Świadczą o tym między innymi
z l a t 1675,

Boga

błogosła­

t e k t u r y o ł t a r z y , b a l d a c h i m ó w , a m b o n , s t a l l na
XVII

.

przestrze­

Ojca, oznaka boskiej p o t ę g i , s p r a w i e d l i w o ś c i
2 0

w

sym­

cych s i ę z c h m u r r ą k , s t a n o w i ą c y najstarszy symibol
wieństwa.

ty

w

otaczająca

się na

na

na s u p r a p o r c i e w k l a s z t o r z e K l a r y s e k w S t a r y m

się ludzkością

otwartym

się

Fresk ten przedstawia dwie zakonnice adorujące

promieniującego

symbolizował

i wstrzemięźliwość,

pojawia

około

sztuce

zaś strefa c h m u r

,

nabo­

oraz

się w

2 5

malarstwie sztuki

no

Opatrzności

według

chowy

z
na

antyfon

miłosierdzie

do

pochodzące

biblijne.

Boskiej

trójkąta;

wydawane

Opatrzności...

hymnów,

otwartego oka

formie

są

książeczki

są

Boskiej

modlitw,

opartych o teksty
Motyw

się tegoż k u l t u

od­

Wyrazem

ta

ilustrację
modlitw,

scen na

pochodząca
Godzinek

antyfon,

Opatrzności

z

Zawoi,

z

o

pejzażu

oraz ptaki

dzio­

końca

XVIII

Boskiey

Opatrz­

wspomnianymi,
litanii,

obrazach l u d o w y c h

jewa, Muzeum w

ziarna.

górzystego

dzieci

z uprzednio

i

trój­

z

oraz

zbli­

przedstawieniem

Młodzaw

Łodzi, obrazu na

będą­

jest

Małych,

szkle z

Perle­

Zakopanego,

na k t ó r y c h obok O k a O p a t r z n o ś c i , r ą k w y s u w a j ą c y c h
z. c h m u r , p t a k ó w d z i o b i ą c y c h z i a r n o p o w t a r z a s i ę
klęczącej

kobiety, widocznej

przedstawionej

obraz na

szkle,

wł.

z profilu oraz

od t y ł u . R y c i n a

Muz.

Tatrzańskie

i wzorujące

Zakopane.

się

motyw

dziewczynki
s i ę na

niej

II.

Oko

6.

6

223

�7

obrazy

ilustrują

teksty

29

Opatrzności...

hymnu

brzmiące:

z

Godzinek

Sieroty,

o

Boskiey

wdowy

w s z y s t k i e m i s i ę o p i e k u j e s z . . . " , o r a z l i t a n i i : „... B o ż e ,
na

swoię

Opatrzność

bierzesz...

posiłek

karmione

boską

„... T w o i e y

rękę

rzęta...
cym

ręką

żywność

Twoiey...

żywisz ptactwo
Zachowana
o

ilustruje

Boskiey

sierotę

daie

i

Ptactwo

dalsze

teksty

modlitw:

wszystkie

wróbla

nie

zapomina...

niebieskie..."
niestety

jedna

ilustracja

sugeruje

n y c h scen o d p o w i a d a j ą c y c h

Godzinek

istnienie

właściwym

wielu

in­

tekstom, zaś

po­

Godzinek...

grafią

Opatrzności

ludowych

padające

z wnętrzności
dniach
na

obrazów

z Okiem
między

wieloryba,

wyprowadził...",

obrazie z M u z e u m w

rytu

RYBAMI.

NAKARMIŁ.
OPATRNŚCIE

ŻÓW.
że

z kolei

PIEC"

„... B o ż e ,

Twoią

ZMIŁUJ

zgodny

jest

któryś

Opatrznością

z

We

wspomnianych
na

można

doszukać

w

Jutrznią

tekstem

Y

książkach

do

koncepcji,

modlitwy

litanii

nadzielą
y w

tym,
jest

złym

o

124

chorują

stroskanych,
określeniem

Opatrzności

rowca,

trzech
drzewo­

DWIEMA.
BOŻE.
MĘ­

mówiącym,
i

kilką

parę

y

z

poprzez

do

Gwiazdą,

ludo­

wszystkie
błądzących,

którzy

żeglują..,

zaprzedanych...

być właściwym

obrazów

z

iko­

przedstawieniem

przez d w i e

mieszczan.

Biblii

ilustracje

malarstwa

odkupieniem

adorowanego

wieśniaków,

Opatrz­

i myśli

„... p r o s i m y , a b y ś

się

na

jednym

twórcy

z

jakim
przez

na

ludowego

Kult

jest

ilustracje

pod

możliwości
Boskiej

przykładów

XI

prawo

Opatrzności

zowany

innych

przez w ł a ś c i w e

z modlitwami,
dzane
wzór

przez

obrazki
handlarzy

malarzom

dostarczony

im

odpustów

ośrodków
książki

3 0

po

całej

.

do

jak

i

pod

formalnego.
prawdopo­

się w o k ó ł
bractwo

papieża
Stamtąd

odpustowych,

dewocyjne,

ludowym,
schemat

od

inter­
Boskiey

mentalności

treści,

istniało

otrzymało

pojęcia

o

promieniował

przy k t ó r y m

wy­

Sposób

odpowiadał
względem

wypowiedzenia

nadawania
do

kultu

Godzinek

dobnie z Grodna, gdzie s k o n c e n t r o w a ł

przenikał

i rękami

chleb i ziarno,

„opatrzność".

Jutrznią...
tak

okiem,

otwierasz

błogosławieństwem..."

Opatrzności

nielicznych

podjęty

względem

zwierzęta

Okiem

rękę

się z chmur, k t ó r e w y s y p u j ą

abstrakcyjnego,
pretacji,

z

wszystkich

z otwartym

Polsce

odpowiednio

i

Bos­

Klemensa
kult

ten

populary­

nabożeństwa,
oleodruki,

klasz­

ulotki

rozprowa­

służące

jako

interpretującym

kompozycyjny.

tysięcy

Boskiey

które

razie opatruiesz..." m o g ą

nograficznym
Oka

co

nurzającymi
są

wszystkie

ludowe

Opatrzności, które

pięć

szkodliwe rzeczy oddalił... T y ś W o d z e m jest
Lekarzem

Obrazy

kiej

nakarmił

zwroty

dotarły

wego. P e ł n e oddania zwroty:

napełniasz

„... J o n a s z

TYSIĘCY.

swoią

Godzinkach

cytujących
się

i

Benedyktynek,

po

powtarzające

to „... p o s i ł e k . . . k t ó r y O p a t r z n o ś c i T w o i e y

toru

nasycił..."

ności...

i ziarna,

inne

NADN

PIEC

M ę ż ó w pięcia chleba i d w i e m a r y b a m i
rybami

są

znany z

SIE

ikono­

zilustrowane

„CHLEBAMY

SWOYE

z

że

zostało

Łodzi. Tekst

z Radecznicy głoszący:

KTÓRYŚ.

innymi,

Opatrznością
co

chleby

obrazach, jako u z u p e ł n i e n i e T r ó j k ą t a

Opatrzności...

tylko

Opatrzności...

litanii

zwie­

wzywają­

twierdzeniem treściowych powiązań
zwroty

wdowę

ciału...".

i kurczętom

i jednego

który

daie

otwierasz i napełniasz

bydlętom

Opieki

przychodniego,

wszystkiemu

liczne

ratuiesz...

kaleki,

Natomiast

węd­

symbo­

P R Z Y P I S Y
1 Ludową
interpretacją
motywu
Oka
Opatrzność'
z a i n t e r e s o w a ł s i ę R. R e i n f u s s , Malarstwo
ludowe,
Kra­
k ó w 1962, s. 87, 97, o r a z A . K u n c z y ń s k a - I r a c k a :
Obrazy
częstochowskie,
P o l . Szt. L u d . 1966, n r 2, s. 85, 91.
Z n a n y c h m i j e s t 12 p r z e d s t a w i e ń , s t a n o w i ą c y c h j a k n a ­
l e ż y p r z y p u s z c z a ć część i s t n i e j ą c y c h tego t y p u k o m p o ­
z y c j i ; s ą to o b r a z y z Z a w o i , p o w . S u c h a , M ł o d z a w M a ­
łych, pow. P i ń c z ó w , Perlejewa, pow. Siemiatycze, A n d r o nowa, pow. K o b r y ń (ZSRR), J a s t r z ę b i a , pow.
Radom,
Szumowa, pow. Z a m b r ó w , Gorzenia Dolnego, pow. W a ­
dowice, Starego S ą c z a , pow. N o w y
Sącz, z Muzeum
w Ł o d z i , d w a obrazy z K r a k o w a , d r z e w o r y t z Radecz­
n i c y , p o w . Z a m o ś ć , g r a f i k a p o d k l e j o n a p o d o b r a z na
szkle, Zakopane, p o l i c h r o m i a w kapl., A n d r y c h ó w .
2 Ol. pł. wł. M u z e u m Etnograficzne, K r a k ó w ,
nr
inw. MEK/7867.

�3 O l . deska — feretron, w g opisu dokonanego w
czasie b a d a ń t e r e n o w y c h p r z e z p r a c o w n i k ó w
ISPAN
w
Krakowie.
4 Ol. blacha, w ł . M u z e u m Etnograficzne,
Kraków,
n r i n w . MEK/31407.
5 Ol. tektura, wł. M u z e u m Etnograficzne, K r a k ó w ,
nr i n w . MEK/21588.
6 Ol. pł.
7 O l . deska — f e r e t r o n , napis: „ B ó g
Opaczność
Nasza".
8 O l . p ł . , w ł . M u z e u m w Ł o d z i , n r i n w . 6509, n a p i s :
„Opatrz...".
9 Drzeworyt, wł. M u z e u m Etnograficzne,
Kraków,
nr inw. MEK/1723; napis: „ C h l e b a m y y dwiema r y b a m i
n a k a r m i ł zmiłuj się n a d n / B o ż e k t ó r y ś opatrnście s w o y ę
pięć tysięcy m ę ż ó w pięć...".
10 O l . p ł . , w ł . M u z e u m E t n o g r a f i c z n e , K r a k ó w ,
nr
inw. MEK/8866.
11 O l . p ł .
12 O l . p ł . , w ł . M u z e u m E m i l a Z e g a d ł o w i c z a w
Go­
rzeniu D o l n y m pow. Wadowice.
13 „ P a p i e ż K l e m e n s X I (1700—1721) z a s ł y n ą ł z p o ­
b o ż n o ś c i i m i ł o s i e r d z i a ; m i ę d z y i n n y m i w 1705
roku
z a ł o ż y ł s p i c h l e r z d l a b i e d n y c h ; w 1721 r o k u w czasie
g ł o d u n a k a r m i ł 8.000 o s ó b , a w 1720 r o k u w o k r e s i e
p a n o w a n i a zarazy w M a r s y l i i p o s ł a ł t a m zapasy z b o ż a
przeznaczone dla u b o g i c h i c h o r y c h " . M . N o w o d w o r s k i ,
Encyklopedia
kościelna,
W a r s z a w a 1877, t . X , s . 441,
Podręczna
encyklopedia
kościelna,
Warszawa
1910,
t.
X X I — X X I I , s. 137.
14 K . E i s t r e i c h e r ,
t. X X I I I , s. 371.

11. 7. Supraporta
w klasztorze
Klarysek,
Stary
II. 9. Tekst
Godzinek
o Boskiej
Opatrzności...
Godzinki...
(awcrs),
Gab. Ryc.
BJ.

4 «*/

ąr -JmO ęnmimka

mewom imm^ni^urmimi

dtitł

%
1

te%ł

dl., pł.,
10. Oko

Klasztor
Klarysek,
Opatrzności,
rycina

Kraków

Stary

1910,

Sącz.
ilustrująca

iiłrf ' Ł M i l f l h i

»*ą

J U T U j&amp;NIĄ.

t t ) naywyzusago B O G A O p a t r z n o ś c i ,
owca Jego p a i t w l ł k a .

• # • • » 1 * o t w ó r * wargi
m

Opatrzności,
Ryc. BJ. II.

polska,

ręk lumieh Kcci ? 5.

N A
ttMtay

Sącz.
II. S. Oko
(rewers),
Gab.

Bibliografia

A mm.

mo|p,

mota b f 8 f wielbi* c h w a ł ę

Two(|.

T. B
a
t
a ka w i pcmc-aufttti memu w e y ż r t y i ,
P
»
n
e
l ka ratunkowi metan pnapiajz «f|,
1. C
h
w
a
a
ł O
y
t
u
, I Synowi, t Dachowi S w i c t « » a »
• » Jako b y ł a as

początku
H

Y

M

&amp;c
N

.

(

D | 7 l M K M y i l u { d c o Niebfeakłego, K o l n , k t ó r y l a k
W

Wnymkoi * w o r z y ł
• § «

Twa

moiooicia,

t akta.

T a k tac

rta*

Opatrznością.

9hM»głodna r u t t a
c h k b o w gdy

d a w f , G d y »ic z Toto) t r z y dat
ażywa,

na c h ł e b k , I s t r a w i e

P
a
s
t
e
r
z
a proz.
^Jy/. "łfe t r w o c c k *ie

coda,

I na

bawL

coda «f« zdaaalf w*,

Opatraieiz T y l a i k a w i * .
N a k a r m i w i z y wfek ł a d a .

m o w l a c , co

będzlaro

tsśc,

•fl|ik&lt;IBipt4 albowiem O y c k c waaz Mebla*ki wic

albo
esa»

| » fotTMbniecie. '•

tfc.3Uto* »a P a — tttasala twofc, a O a cła w y a ł a c b a ,
|t t
&lt;
t
ed
o
p
a
ś
c
i aa w i t k i zachwiania »prawf«dHweas«»
. P
a
n
*
i w
y
a
t
a
t
h
a
y m a d ł i t w e tnsia, 9 . A. w o ł a n i * * c »
Módlmy
D 02-2,

aif.

k
t
d
t
a
a
j
a OpaCaoaaśi d
a
t
w
y
l
ł rif, w $Wha

wrr|.

325

�II.

11. Oko

Opatrzności,

drzeworyt.

Radecznica

pow.

Zamość,

15 K . E s t r e i c h e r , o p . c i t .
16 Nowe
Ateny
a l b o Akademia
Scyencyi
pełna
na
różne
tytuły
iak
na
classes
podzielona,
mądrym
dla
Memoryału,
idiotom
dla Nauki,
Politykom
dla
Praktyki,
Melancholikom
dla Rozrywki...
Xiedza Benedykta Chmie­
lowskiego, erigowane we L w o w i e , w d r u k a r n i Pawia
L o s e f a G o l c z e w s k i e g o . . . R... 1745.
17 K . E s t r e i c h e r , o p . c i t .
18 Godzinki
o Boskiey
Opatrzności
nie mow
przed
Aniołem
niemasz
Opatrzności,
aby
snąć
rozgniewany
Bóg
przeciwko
mowom
twoim,
nierozrzucił
wszystkich
dzieł rąk twoich
ECCL:5
na Jutrznią,
W a r s z a w a , o k . 1800.
19 E . D r o u l e r s , Dictionnaire
des attributs,
allégories,
emblèmes
et symboles,
T u r n h o u t 1949, s. 184.
20 L . R è a u , Iconographie
de
l'art
chrétien,
Paris
1956, t . I I , v . I , s. 7, 14—18.
21 W . B r a n f e l s , Die
heilige
Dreifaltigkeit,
Düsseld o r f 1954, s. I I I ,
22 E . C h o j e c k a , Dekoracja
malarska
Ksiąg
Promotionum
i Diligentiarum
Uniwersytetu
Jagiellońskiego
XVI—XVIII
wieku,
„Zeszyty Naukowe
Uniwersytetu

Fot:
Stefan
Deptuszewski
8; Jan
Świderski
—
U.

—
1—i;

U. 11; Józef
il, 9, 1Q —

Grabowski
mikrofilm

wl.

Muz.

Etn.

Kraków.

Jagiellońskiego", Prace z Historii Sztuki, K r a k ó w
1965,
s. 42—43, 74, 112.
23 Xięgi
Ester,
Judyt,
Zuzanny,
z pisma
świętego
wybrane...
w d r u k . C o l l e g i i Soc. J e z u . R . 1747.
24 Kazania
na różne
święta
całego
Roku
uroczyste
y nieuroczyste...
przez X . B a r n a b ą K ę d z i e r s k i e g o . D r u k .
L w o w s k a F r a n c i s z k a n ó w R . 1772.
25 E . D r o u l e r i s , o p . c i t . , s. 165.
26 „ K a t a l o g z a b y t k ó w s z t u k i w P o l s c e " , W a r s z a w a
1951, t . I , z. 10, s. 39.
27 O k o O p a t r z n o ś c i , m i e d z i o r y t k o l o r o w a n y , w l . G a b .
R y c i n , M u z e u m C z a r t o r y s k i c h , K r a k ó w , n r i n w . 3773.
28 G a b . R y c i n B i b l i o t e k i J a g i e l l o ń s k i e j , 26 D e w o tionalia; r y c i n a na rewersie posiada p o c z ą t e k m o d l i t w y
do Boskiej O p a t r z n o ś c i identyczny z początkiem
Godzi­
nek
o Boskiey
Opatrzności,
op. c i t .
29 Godzinki
cit.

o

Boskiey

Opatrzności...

na

Jutrznią...

op.

30 Godzinki
cit.

o

Boskiey

Opatrzności...

na

Jutrznią...

op.

— t l . 5; Roman
z Biblioteki

Reinfuss
—
Jagiellońskiej,

U. 6; Franciszek

Stolot

—

U. 7,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11129" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11107">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c3bf146e7f0968c14f919a658c63396d.pdf</src>
        <authentication>00fff67255d71dc6a9353e49e3408155</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132717">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1754</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132718">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132719">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1624</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132720">
                <text>Problemy integracyjne niemieckich przesiedleńców z Rosji w Niemczech / ETNOGRAFIA POLSKA 2004 t.48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132721">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2004 t.48, s.197-220</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132722">
                <text>Książek, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132723">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132724">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132725">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132726">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132727">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L V I I I : 2004, z. 1-2
PLISSN 0071-1861

JOANNA KSIĄŻEK
Tybinga ( N i e m c y ) / T o r u ń

PROBLEMY INTEGRACYJNE NIEMIECKICH PRZESIEDLEŃCÓW
Z ROSJI W NIEMCZECH*

Począwszy od siedemnastego wieku mieszkańcy Niemiec, z różnych powo­
dów niezadowoleni z warunków bytu w państwie, zaczęli masowo emigrować
do Rosji, w której kuszące warunki i zapewnienia cara oferowały im lepsze
życie. Lepsze życie niebawem się skończyło, a zaczęło się takie, które - pod
względem nieszczęścia i ubóstwa - z sytuacją w opuszczonym kraju nie mogło
nawet konkurować. Niestety dla większości z tych ludzi droga powrotu została
odcięta, co skazało ich na życie w państwie obcym i nieprzyjaznym. Pozbawie­
nie własności, wolności, dyskryminacja, masowe deportacje, pokutowanie za
czyny faszystowskie swoich rodaków, to niektóre klęski, które ich dotknęły.
Rosyjscy Niemcy, mimo wszystko, próbowali kultywować swoją tradycję i pie­
lęgnować wiarę, zakładali rodziny i tworzyli nowe generacje, które daremnie
starały się wrócić do kraju swojego pochodzenia. Kiedy w końcu w latach osiem­
dziesiątych za rządów Michaiła Gorbaczowa otrzymali taką możliwość, zaczęli
masowo wyjeżdżać do Niemiec - swojej starej, jeszcze nigdy nie widzianej, ale
upragnionej ojczyzny. Ten napływ rosyjskich Niemców, który od lat dziewięć­
dziesiątych przybrał gwałtownie na sile, stał się dla Niemiec problemem.

KRÓTKA HISTORIA ZBYT DŁUGICH PODRÓŻY

Tylko do roku 1774 do Rosji napływa 30 tysięcy niemieckiej ludności, która
osiedla się głównie na terenach dolnej części Wołgi, a także na Krymie. Stosun­
kowo korzystne warunki panujące na nowych obszarach, jak sprzyjający krym­
ski klimat, żyzna ziemia oraz ulgi podatkowe i wsparcie finansowe sprawiają, że
nowi osadnicy korzystnie aklimatyzują się na nowych terenach, uprawiają pola,
zakładają winnice, wprowadzają wiele przywiezionch ze sobą ulepszeń w dzie­
dzinie hodowli i rolnictwa, budują swoje kościoły, zakładają religijne wspólnoty.
Ta korzystna sytuacja zaczyna się jednak dość szybko zmieniać. Kontynuując
politykę kolonizacyjnąpo śmierci carycy Katarzyny jej wnuk - car Aleksander I ,
wydaje w roku 1804 manifest ograniczający znacznie dotychczasowe swobody
* A r t y k u ł jest s k r ó t e m pracy dyplomowej (licencjat), napisanej pod kierunkiem dr. W. Olszew­
skiego w Katedrze E t n o l o g i i U M K w Toruniu w 2002 roku.

�198

JOANNA KSIĄŻEK

kolonistów, którzy od tej pory zobowiązani są złożyć przysięgę wierności caro­
wi. Teoretycznie mają oni prawo opuszczenia Rosji, praktycznie jednak wiąże
się to z kłopotami finansowymi, koloniści muszą bowiem przed wyjazdem nie
tylko spłacić długi i kredyty, ale i uiścić podatek w wysokości 20% wartości
majątku, który po upływie 10 lat zmniejsza się o 10%.
W przededniu wybuchu pierwszej wojny światowej rosyjscy Niemcy sta­
nowili gospodarczo i społecznie stosunkowo mocną oraz lojalną wobec caratu
grupę. Ich pozycja zmieniła się diametralnie w roku 1914, gdy - postrzegani
jako potencjalni sprzymierzeńcy wrogów Rosji - mieszkańcy terenów położo­
nych przy zachodniej granicy państwa zostali przesiedleni do wschodniej części
kraju. Koloniści z innych obszarów w wyniku wojny, rewolucji i w końcu wojny
domowej potracili swoje społeczne pozycje; krok po kroku tracili też swoje
majątki. Pewną ulgę i polepszenie warunków bytu niemieckich osadników
przynosi ustanowienie po rewolucji październikowej w 1917 roku rządu, który
zaczął prowadzić liberalną politykę narodowościową, na której skorzystali także
Niemcy - niemiecka prasa, zrzeszenia i związki znowu mogły egzystować, a ich
tożsamość narodowa wsparta została utworzeniem w 1924 roku Niezależnej
Republiki Nadwołżańskiej oraz innych niemieckich okręgów. Jednak polepsze­
nie to okazało się tylko chwilowe. Między styczniem a kwietniem 1930 roku
miała miejsce kolektywizacja. Mimo oporów ze strony ludności proces ten
postępował i już w roku 1934 skolektywizowano 75% rolnictwa.
Najgorszym skutkiem kolektywizacji był - panujący za państwowym przyzwo­
leniem - głód, powstały w latach 1932-1933 na skutek pobierania od kołchozów
olbrzymich należności ze zbiorów na rzecz państwa i na potrzeby industrializacji.
Zboże było eksportowane, a przyjmowanie pomocy organizacji zagranicznych
ograniczone. W sierpniu 1933 odmówiono przyjęcia zebranych przez niemiecką
organizację „Briider in Not" pieniędzy i paczek dla rodaków w Rosji, a nieliczni
odbiorcy przesyłek poddani zostali nadzorowi organów bezpieczeństwa.
Od roku 1934 kontakty Niemców rosyjskich z zagranicą podlegają obserwacji.
W kolejnych latach wzrastają represje wobec Niemców pod zarzutem szpiego­
stwa, nielegalnych kontaktów z zagranicą, szerzenia antyrosyjskiej propagandy,
rozprowadzania zakazanej literatury, rozsiewania plotek. Aresztowania i deporta­
cje odbywają się pod byle pretekstem. W latach 1938-1939 zlikwidowane zostają
niemieckie szkoły na Ukrainie, język niemiecki zastąpiono rosyjskim. Wraz z roz­
poczęciem wojny niemiecko-rosyjskiej (1941) Niemcy rosyjscy zostali jednoznacz­
nie uznani za wrogą nację. Republika Nadwołżańska została rozwiązana, a prawie
wszyscy Niemcy, którzy nie zamieszkiwali terenów właśnie zajętych przez
niemieckie wojska, zostali deportowani z Ukrainy, Republiki Nadwołżańskiej,
Gruzji i Azerbejdżanu do Azji Centralnej - Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu
oraz na Syberię, gdzie czekały ich długie lata pobytu w specjalnych obozach.
Wszyscy Niemcy między 17 a 50 rokiem życia wcieleni zostali do armii pracy
(trudowaja armija). „Trudarmistów" obowiązywały zasady panujące w gułagach
- przy głodowych racjach żywności, pod stałym nadzorem wojskowym, pra­
cowano przy rozbudowie dróg, kolei, w kopalniach, w lasach. Niemcy, którzy

�N I E M I E C C Y PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W N I E M C Z E C H

199

już wcześniej zostali przesiedleni na Syberię i do Kazachstanu, poddani byli nad­
zorowi komendantury, tzn. musieli się regularnie meldować w oddziałach NKWD
i nie mogli bez zezwolenia opuścić miejsca pobytu.
Po przegranej bitwie pod Stalingradem, wraz z odwrotem niemieckich wojsk
z Ukrainy, rozpoczęła się ucieczka rosyjskich Niemców przed zbliżającą się Armią
Czerwoną. Droga wiodła poprzez Węgry i Bułgarię do Niemiec. Część z ukraiń­
skich uciekinierów osadzona została w Kraju Warty, część z nich osiadła w Kraju
Sudetów oraz na Dolnym i Górnym Śląsku. Pod koniec wojny 200 000 Niemców
w Kraju Warty i w rosyjskiej strefie okupacyjnej Niemiec zostało pojma­
nych i poddanych „repatriacji" na tereny ZSRR. To samo stało się z połową
spośród 150 000 rosyjskich-niemieckich uciekinierów w zachodniej strefie oku­
pacyjnej Niemiec, wydanych władzy radzieckiej przez zachodnich aliantów.

W A L K A PO

WOJNIE

Wraz z końcem wojny sytuacja rosyjskich Niemców niewiele się zmieniła.
Jeszcze dziesięć lat po zakończeniu wojny ludzie ci żyli w specjalnych obozach
poddani reżimowi komendantury, który dopiero w 1955 roku został rozwiązany.
Wtedy też wydano dekret o zniesieniu ograniczeń dotyczących prawnego statusu
Niemców wraz z członkami ich rodzin. Po wizycie kanclerza Niemiec Konrada
Adenauera w Moskwie we wrześniu 1955 roku i nawiązaniu kontaktów dyplo­
matycznych z ZSRR warunki Niemców uległy poprawie: rozproszeni po całym
kraju zaczęli szukać swoich krewnych i osiedlać się w innych jego rejonach.
Od 1957 roku powracają niemieckie szkoły i lekcje niemieckiego w szkołach
rosyjskich, jednak brak kwalifikacji nauczycielskich i podręczników opóźnia
proces zdobywania i nadrabiania wykształcenia. Znów mogą działać niemieckie
media, wydawane są gazety, książki, nadaje radio i telewizja. Od nowa rejestro­
wane są parafie kościelne. W ramach rehabilitacji rosyjskich Niemców Związek
Radziecki oferuje pomoc w zakładaniu nowych osiedli, zniesiono ograniczenie
w wyborze miejsca zamieszkania, ale obciążający niemieckich osadników zarzut
kolaboracji z wrogiem nie zostaje cofnięty. Podejmuje się starania przywrócenia
niezależnej republiki Niemców rosyjskich. Od roku 1970, zawarty w ramach
nowej polityki wobec Wschodu „Układ Moskiewski" między rządem Niemiec
i ZSRR ułatwia Niemcom opuszczenie kraju. Już w roku 1957 w sowieckich
urzędach złożono ok. 100 000 wniosków o wyjazd do Niemiec. W 1958 pierwszy
tysiąc opuścił kraj. W kolejnych latach decyzje rosyjskich urzędów o pozwole­
niu na wyjazd zależne były zawsze od aktualnej sytuacji w stosunkach rosyjsko-niemieckich, dlatego na początku lat osiemdziesiątych rocznie nie mogło opuścić
ZSRR więcej niż 1000 osób.
Wraz z nastaniem pierestrojki, w wyniku ustępstw poczynionych przez
Michaiła Gorbaczowa, przemilczane dotąd fakty dotyczące deportacji, obozów
pracy, a także tendencji autonomicznych Niemców rosyjskich wychodzą na jaw.
Podjęte zostają rozmowy w sprawie przywrócenia Autonomicznej Republiki

�200

JOANNA KSIĄŻEK

Nadwołżańskiej. Warunki otrzymania pozwolenia na wyjazd zostają zliberalizo­
wane, przez co z roku na rok zwiększa się liczba wyjeżdżających. Wraz z ustano­
wieniem w 1987 prawa dotyczącego przesiedleńców dochodzi do gwałtownego
wzrostu liczby osób uprawnionych do wyjazdu do Niemiec. Od 1989 roku
- według nowej ustawy - prawo do wyjazdu przysługuje każdemu, a nie - jak
dotychczas - głównie tym, którzy ubiegali się o nie w celach scalenia rodziny.
14 listopada 1989 roku parlament Związku Radzieckiego wydał deklarację,
w której deportacje i postępowanie wobec ludności cywilnej podczas wojny
zostały uznane za niezgodne z prawem i ocenione jako czyny przestępcze.
W tym samym roku poczyniono próby przywrócenia Autonomicznej Republiki
Nadwołżańskiej, na co zamieszkująca tam obecnie rosyjska ludność zareagowała
protestami. W 1991 roku sporządzono „Ustawę o rehabilitacji narodowości
represjonowanych" i zaproponowano utworzenie „niemieckiej autonomii kultu­
ralnej bez terytorium". Projekt został odrzucony przez delegatów Nadzwyczaj­
nego Kongresu organizacji Niemców rosyjskich „Wiedergeburt" (Odrodzenie).
Zgoda na przywrócenie Republiki Nadwołżańskiej została cofnięta. W ten
sposób większość Niemców rosyjskich nadzieję na lepszą przyszłość wiązała już
tylko z wyjazdem do swojej niegdysiejszej ojczyzny. Wzrost liczby opuszcza­
jących Związek Radziecki Niemców wyglądał następująco: w roku 1986 wy­
jechało 758 osób, w 1987- 14 000, w 1988-ok. 47 000, w 1989-ponad 98 000,
na przełomie lat 1990/91 - 147 000 osób.

„CHCEMY M Ó C ŻYĆ JAK NIEMCY MIĘDZY N I E M C A M I "

Takimi słowami deklarują swoje życzenie niemieccy przesiedleńcy przed wy­
jazdem do upragnionego kraju i jest to - zdaniem średniego i starszego pokolenia
- główny motyw emigracji przesiedleńców do Niemiec. Tęsknota za wolnością
i wyzwoleniem spod językowej, zawodowej, religijnej i społecznej dyskrymina­
cji, chęć ucieczki przed ciągłym strachem i niepewnością wobec przyszłości
oraz obawa przed powtórzeniem się dramatów deportacji i czystek sprzed lat,
i przed możliwymi konfliktami etnicznymi w państwach WNP, to główne przyczy­
ny emigracji. Gospodarcze zubożenie kraju, złe warunki materialne i mieszkaniowe
dodatkowo potęgują marzenie o udziale w zachodnim standardzie życia.
Emigracja do Niemiec nie jest jednak wcale prosta. Aby otrzymać status prze­
siedleńca należy - oprócz potwierdzenia swojego pochodzenia - przedsta­
wić wiarygodne dowody ukształtowania swojej osoby przez niemiecką tradycję
i kulturę, przede wszystkim poprzez język niemiecki i wychowanie, a także przy­
należność do niemieckiej narodowości aż do momentu wyjazdu . Dzieci prze­
siedleńców urodzone po 1.1.1993 oraz nie-niemieccy małżonkowie późnych
1

1

Tak w i ą c w przypadku posiadania w rosyjskim dowodzie w p i s u o nie-niemieckiej narodo­

w o ś c i , m i m o , ż e faktycznie jest ona niemiecka - co nierzadko p r a k t y k o w a n o w obronie przed
p r z e ś l a d o w a n i a m i i d y s k r y m i n a c j ą - warunek ten uznany zostaje za n i e s p e ł n i o n y .

�N I E M I E C C Y PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W NIEMCZECH

201

przesiedleńców (ale tylko jeśli małżeństwo trwało co najmniej trzy lata w kraju,
z którego przyjechali) otrzymują status „Niemców z prawem do przyznania oby­
watelstwa". Na opracowanie wniosków o przyjęcie do Niemiec jako Spataussiedler i decyzję ze strony Niemiec oczekuje się najczęściej kilka lat. Wliczając
czas potrzebny na szukanie i zbieranie potrzebnych dokumentów oraz załatwia­
nie formalności, aby w ogóle móc złożyć wniosek, od momentu podjęcia decyzji
o wyjeździe do przyjazdu do Niemiec upłynąć może 5, a nawet 7 lat. Wszyscy
ubiegający się o status przesiedleńca są zobowiązani poddać się testowi z języka
niemieckiego. Zdarza się, że proces zbierania potrzebnych dokumentów w Rosji
przeciąga się lub, że część rodziny może wyjechać wcześniej, a część musi
jeszcze zostać. W przypadku, gdy sytuacja wymaga rozdzielenia małżonków,
taka emigracja na raty jest częstą przyczyną rozpadu małżeństwa - kiedy mąż
lub żona dojeżdżają po pięcioletniej przerwie, bywa że jedno z nich, lub oboje,
mają już innych partnerów. Członkowie rodziny - cudzoziemcy (nie Niemcy,
lecz na przykład Rosjanie, czy Kazachowie) mogą wjechać do Niemiec z wizą
tymczasową i starać się o pozwolenie na pobyt stały.
Osobom, które przeszły wstępne procedury i które otrzymały pozytywną od­
powiedź od władz niemieckich przydzielony zostaje kraj związkowy, do którego
będą mogli się udać i rozpocząć nowe życie . W miejscach przyjęcia znajdują się
do ich dyspozycji punkty udzielające porad i pierwszej pomocy socjalnej. Podróż­
ni otrzymują bilet do miasta docelowego, a po przybyciu na miejsce zostają tym­
czasowo zakwaterowani w mieszkaniach przejściowych (Ubergangswohnheime),
gdzie pozostają do czasu zorganizowania własnego mieszkania. Od tej chwili
rozpoczyna się żmudny proces przystosowywania do nowych warunków życia:
rozpoczęcie kursu językowego, podjęcie nauki w szkole, poszukiwanie mieszka­
nia i pracy oraz składanie wniosków o różnego rodzaju świadczenia socjalne.
2

GDY SPRAWY Z A S Z Ł Y Z A D A L E K O :
OGRANICZENIE NAPŁYWU PRZESIEDLEŃCÓW

Czas od zakończenia zimnej wojny, kiedy to każdy „odbity" przesiedleniec
ze Wschodu stanowił zwycięstwo nad komunizmem, dawno minął. Euforia
z powodu zjednoczenia, nie tylko ze swoimi braćmi i siostrami z NRD, ustąpiła
już po kilku miesiącach. W 1989 roku, kiedy upadł mur, do Niemiec Zachodnich
napłynęło 377 055 imigrantów (w 1988 były to 202 673 osoby, rok wcześniej
78 623), do tego znaczna liczba azylantów. W 1990 roku padł rekord i Niemcy
przyjęły 397 093 przesiedleńców z różnych krajów. Wtedy to państwo niemiec­
kie „pociągnęło za hamulec bezpieczeństwa" i postanowiło zacząć kontrolować
napływ migrantów.
2

K a ż d y n i e m i e c k i kraj z w i ą z k o w y posiada d o k ł a d n e w y t y c z n e d o t y c z ą c e g ó r n e j granicy

liczby p r z y j m o w a n y c h o s ó b , k t ó r e z k o l e i z o b o w i ą z a n e s ą (od 1996 r o k u ) do pozostania w przy­
d z i e l o n y m i m „ l a n d z i e " przez o k r e ś l o n y czas, chyba że do zmiany miejsca s k ł o n i j e u d o w o d ­
niona propozycja pracy, lub k o n i e c z n o ś ć zmiany w celu k s z t a ł c e n i a .

�202

JOANNA KSIĄŻEK

W grudniu 1992 roku, w ramach Aussiedleraufnahmegesetz, czyli prawa
0 przyjmowaniu przesiedleńców, ustanowiono nowe reguły Kriegsfolgenbereinigunggesetz (ustawy o likwidacji skutków wojny), dzięki którym możliwe stało
się zastosowanie swoistego „kontyngentu" przyjmowanej grupy migrantów.
Według nowego prawa, Sptitaussiedler byli teraz przedstawiciele narodu niemiec­
kiego tylko z krajów byłego ZSRR , urodzeni przed 1.1.1993, zaś ich przynależ­
ność narodowa miała zostać potwierdzona przez spełnienie o b i e k t y w n i e
p o t w i e r d z o n y c h takich kryteriów jak: pochodzenie niemieckie, repre­
zentowanie przekazanych przez krewnych cech, takich jak niemiecki język, wy­
chowanie i kultura, oraz przyznawanie się do niemieckiej narodowości w kraju
wcześniejszego pobytu. W praktyce oznaczało to ostateczny „wyrok": żadne
niemieckie wartości kulturowe w stopniu umożliwiającym ich potwierdzenie
nie mogą zostać przekazane b e z z n a j o m o ś c i j ę z y k a . Wymaganie umie­
jętności językowych stało się w pewnym sensie sposobem dokonywania selekcji
wśród rosyjskich Niemców ubiegających się o status przesiedleńca (30% osób
piszących test z języka jeszcze przed przyjazdem - wg ustawy z 1996 r. - nie zdaje
go) . Zmiany w postępowaniu administracyjnym prowadziły często do tragedii
rodzinnych: rosyjska żona przesiedleńca została zarejestrowana i mogła otrzy­
mać obywatelstwo niemieckie, otrzymała pieniężną pomoc integracyjną i prawo
do kursu języka, bo przecież nie znała niemieckiego; małoletnie dzieci do 16 lat
zostały wpisane do dowodu ojca. Tylko 19-letni syn bez znajomości niemiec­
kiego otrzymał odmowę przyznania mu statusu przesiedleńca, pozostał bez
prawa do obywatelstwa, zapomogi integracyjnej i kursu języka, przez cały czas
grozi mu deportacja, i to po tym jak cała rodzina otrzymała zgodę na wjazd
1 zerwała wszystkie kontakty w Rosji. Kolejnymi postanowieniami w ramach
ustawy było ustalenie maksymalnej liczby przyjmowanych przesiedleńców
z Europy wschodniej i krajów byłego ZSRR na 225 000 rocznie.
W latach 1996, 1997 i 1998 po raz pierwszy od połowy lat osiemdziesiątych
zaobserwowano spadek liczby przybywających przesiedleńców, w dużej mierze
na skutek wprowadzonego w 1996 roku wymogu zdania testu językowego jesz­
cze w kraju pochodzenia.
3

4

3

Parlament n i e m i e c k i d o s z e d ł do w n i o s k u , że stosunki polityczne w R u m u n i i i Polsce znor­
m a l i z o w a ł y się do tego stopnia, ż e niemieckie m n i e j s z o ś c i narodowe nie s ą w i ę c e j p r z e ś l a d o ­
wane, lecz s ą p o l i t y c z n i e i kulturalnie respektowane j a k o c z ę ś ć s p o ł e c z e ń s t w a danego kraju.
W z w i ą z k u z t y m prawo do roszczenia d o t y c z ą c e g o uznania za „ w y g n a ń c ó w " m a j ą t y l k o c i c z ł o n ­
k o w i e m n i e j s z o ś c i niemieckiej, k t ó r z y s ą w stanie u d o w o d n i ć , że z p o w o d u swojej p r z y n a l e ż ­
n o ś c i narodowej s ą p r z e ś l a d o w a n i i d y s k r y m i n o w a n i . Na skutek tego postanowienia, i p o n i e k ą d
t a k ż e wyczerpania się p o t e n c j a ł u emigracyjnego z tych p a ń s t w , emigracja z Polski i R u m u n i i
z o s t a ł a praktycznie wstrzymana.
4

J e d n o c z e ś n i e p o d j ę t e z o s t a ł y na terenie Rosji i Kazachstanu d z i a ł a n i a w e d ł u g planu, m a j ą ­
cego w s p o m ó c k u l t y w o w a n i e niemieckiej tradycji i j ę z y k a , j a k sądzi w i e l u - planu m a j ą c e g o
z a t r z y m a ć m o ż l i w i e n a j w i ę k s z ą l i c z b ę rodzin rosyjskich N i e m c ó w tam, gdzie s ą teraz. W ramach
tego planu ma z o s t a ć z w i ę k s z o n a oferta k u r s ó w j ę z y k o w y c h . Stan realizacji planu na rok 1998
to: oferowanie kursu j ę z y k o w e g o w 327 miastach 58 o k r ę g ó w Federacji Rosyjskiej i 119 mia­
stach 17 r e g i o n ó w w Kazachstanie oraz w sumie 300 d z i a ł a j ą c y c h Begegnungsstatten
- miejsc
organizowania s p o t k a ń i w s p ó l n y c h p r z e d s i ę w z i ę ć rosyjsko-niemieckich.

�NIEMIECCY PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W NIEMCZECH

203

ORGANICZENIE ŚWIADCZEŃ SOCJALNYCH

Według programu z 1976 roku, struktura środków wspierających przesiedleń­
ców gwarantowała im zapewnienie mieszkania i sprzętów domowych, zagwaran­
towanie kursów języka, przyspieszonego trybu uznania przebiegu kształcenia,
pośrednictwo w znalezieniu odpowiadającej kwalifikacjom pracy, kompetentne
doradztwo, a także specjalne środki wspierające integrację młodzieży, wzmoc­
nioną indywidualną opieką nad rodzinami, oraz apelowanie do społeczeństwa
o zrozumienie dla problemów i trudnego położenia przesiedleńców. Od czasu
ustanowienia specjalnego programu rządu z 31 sierpnia 1988 roku środki te,
a zwłaszcza pomoc materialna, aby - według ówczesnych wyjaśnień - uniknąć
faworyzowania przesiedleńców względem społeczeństwa miejscowego, są stop­
niowo redukowane. I tak, do roku 1994 wprowadzono następujące zmiany:
dotychczasową zapomogę integracyjną (Eingliederungsgeld), którą otrzymywali
wszyscy przesiedleńcy, zmieniono na zasiłek dla bezrobotnych, pobierany naj­
wyżej przez sześć miesięcy (możliwość przedłużenia czasu wypłaty zapomogi
w przypadku, gdy trwa jeszcze nauka na kursie języka zostaje zlikwidowana).
Skrócono czas trwania kursów językowych z 10 do 8, a potem do 6 miesięcy. Od
tej pory także przybyli otrzymują zwrot kosztów podróży, ale nie transportu
sprzętów domowych, co oznacza, że muszą je stopniowo od nowa organizować.
Nie otrzymują już tzw. Überbrückungshilfe - zapomogi związanej ze zmianą
miejsca życia, jedynie 1000 euro na pierwsze potrzeby, przy czym późni prze­
siedleńcy z krajów byłego ZSRR, urodzeni przed 1956 rokiem, otrzymują w ra­
mach Eingliderungshilfe prawo do jednorazowej wypłaty tzw. kwoty wyrównu­
jącej szkody moralne w wysokości 2000 euro, urodzeni przed 1946 - 3000 euro.
Jako że pozycja startowa przesiedleńców na rynku pracy od lat dziewięćdzie­
siątych jest o wiele gorsza niż w latach poprzednich, ograniczenia środków inte­
gracyjnych przesuwają praktycznie ciężar finansowy związany z przyjmowaniem
przesiedleńców na pomoc socjalną. Skrócenie kursów językowych z 12 do
6 miesięcy to polityka raczej bezsensowna, bo ograniczenie wydatków na kursy
wiąże się ze wzrostem liczby bezrobotnych z powodu braków językowych,
którzy ubiegać się będą o zasiłek dla bezrobotnych.
Mimo ograniczeń finansowych państwo niemieckie przeznaczyło w roku 1997
3 miliardy marek na środki wspomagania integracji przesiedleńców, w tym
255 milionów marek dla młodocianych.

KWESTIA JĘZYKA

Zadziwiające, jak odmiennie kwestia języka postrzegana jest przez obie „stro­
ny" - ustanawiających kryteria przyjęcia przesiedleńców i samych zaintere­
sowanych. Podczas gdy znajomość niemieckiego stanowi jeden z najbardziej
znaczących warunków otrzymania statusu przesiedleńca, jej brak postrzegany jest
przez przesiedleńców jako oczywisty skutek I I wojny światowej. Przesiedleńcy

�204

JOANNA KSIĄŻEK

mogą przyjeżdżać do Niemiec na podstawie ustawy o likwidacji skutków wojny
(Kriegsfolgenbereinigungsgesetz), pomyłką zatem jest, że wymaga się od nich
posiadania czegoś, co wskutek wojny utracili i co - zdaniem niektórych - spo­
wodować powinno tym większe zobowiązania państwa niemieckiego wobec nich
(por. Schatz, http://www.zarskie-nemzi.ru/Politik/das_duell.htm).
Dzieci i młodzież z rodzin rosyjskich Niemców gnębi niemały dylemat. Na
podstawie definicji politycznych są uznani za Niemców i na każdym kroku
spotykają się z oczekiwaniem, że zrezygnują ze swojej „rosyjskiej części", że
będą mówić i myśleć po niemiecku, bo dla kultury w i ę k s z o ś c i - „niemiec­
kie" to „pozytywne". Jednocześnie oferta kursów językowych została ograniczona
do połowy tej oferowanej wcześniej. Z kolei, mimo że młodzi przesiedleńcy zaraz
po przyjeździe do Niemiec i podczas nauki nowego języka mówią, myślą i marzą
po rosyjsku, używanie rosyjskiego określa się jako złe i skierowane przeciwko
integracji. To spostrzeżenie oraz niepewność w obcym otoczeniu, jaką odczuwa­
j ą młodzi przesiedleńcy, powodują ucieczkę i zamknięcie się we własnym środo­
wisku - grupie rosyjskojęzycznej młodzieży z tym samym problemem. Sytuacja
odosobnienia wskazywana przez obie strony (przesiedleńców i „tubylców") jako
efekt niepożądany w procesie integracji, zostaje potwierdzona i spotęgowana.
To, że dzieci i młodzież w szkołach nie otrzymują dostatecznego wsparcia
w nauce niemieckiego, a rosyjski pozostaje w ogóle zaniedbany, powoduje
swego rodzaju językową degenerację, co z kolei oddziaływuje na ich zdolność
komunikowania się i poczucie własnej wartości. Rozwój językowy i emocjonal­
ny warunkują się wzajemnie i wpływają na kształtowanie tożsamości. W prze­
ciwieństwie do lat ubiegłych ponad połowa przyjezdnych rodzin jest „dwuetniczna" - przeważnie niemiecko-rosyjska lub niemiecko-kazachska - i z tymi
rodzinami młodzi ludzie kształtujący swoją osobowość się identyfikują. Dlatego
w przypadku, gdy w celu zyskania akceptacji każe im się odrzucić owo rosyj­
skie, czy kazachskie dziedzictwo, z którym przyjechali i którym po części są
sami, powstaje niełatwy do przezwyciężenia dysonans, który spowodować może
blokadę uczenia się niemieckiego. W przeciwieństwie do dzieci innych imigran­
tów, które zachęcane są do pielęgnacji swego języka ojczystego, dzieci prze­
siedleńców z Rosji widzą, jak ich język i kultura jest nie tylko ignorowana, ale
uchodzi za niegodną. Także to, że rodzice takich dzieci otrzymują znacznie mniej
możliwości nauki niemieckiego wprowadza niecodzienną sytuację w rodzinie:
znać niemiecki znaczy móc więcej i musieć pomagać rodzicom w wielu sytua­
cjach, które tego wymagają. Ciągłe zażenowanie w obliczu bezradnych języ­
kowo rodziców, a także poczucie wykorzystywania przez rodziców, rodzić może
nie tylko świadomą lub podświadomą odmowę nauki języka, ale może trwale
przyczyniać się do konfliktu pokoleń.
Niektórzy komentatorzy powyższych problemów twierdzą, że przesiedleńcy
przeceniają znaczenie języka, że mają tendencję do tłumaczenia i racjonalizo­
wania w ten sposób wszystkich problemów związanych z integracją w społe­
czeństwie (Kornischka 1992, s. 49), lecz język, jako najsilniejszy wyznacznik
przynależności etnicznej, jest zarazem najwyraźniejszym znakiem rozpoznaw-

�NIEMIECCY PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W NIEMCZECH

205

czym i przyczyną akceptacji lub odrzucenia w danym środowisku. Zasygnali­
zowanie przyjaznego nastawienia i życzliwości podczas pierwszego kontaktu
- chociażby samo pozdrowienie - jest związane z użyciem języka i jest w tym
przypadku często niepożądaną manifestacją obcości. Ma to związek ze ścisłą
zależnością między obcym jązykiem a ksenofobią: jak dowodzą niektóre badania
ktoś, kto włada językiem w bardzo ograniczonym stopniu, lub chociażby mówi
w obcym dialekcie albo z obcym akcentem, jest kwalifikowany jako obcy o wiele
częściej niż ktoś, kto posiada cechy zewnętrzne ewidentnie świadczące o jego
obcości, lecz mówi poprawnie w danym języku (por. Kornischka 1992, s. 80).

WOLNOŚĆ I INDYWIDUALIZACJA
- PLUSY I MINUSY NOWEJ RZECZYWISTOŚCI

Z wywiadów przeprowadzonych w 1990 r. wśród przesiedleńców przybyłych
do Niemiec w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych (por. Dietz, Hilkes
1994, s. 56) wynika, że najbardziej podobają im się w Niemczech materialne
warunki życia oraz wolność społeczna i osobista. Są też tacy, którym podoba się
wszystko. Wśród udzielających odpowiedzi: najbardziej podoba mi się życie
wśród Niemców, której udzieliło 7% pytanych, najsłabiej reprezentowana była
grupa najmłodszych (poniżej 40 roku życia) - 0,8%. Zapytani o to, czego najbar­
dziej im brakuje, pytani odpowiadali najczęściej: osobistych kontaktów, precyzu­
jąc, że chodzi o kontakty z krewnymi i przyjaciółmi, którzy zostali w Rosji, ale
także o towarzyski dystans w kontaktach z Niemcami, którzy jawią się im jako
ludzie zimni, zamknięci i myślący w kategoriach konkurencji. Często powtarzała
się opinia: tutaj nie ma takich przyjaźni, jakie mieliśmy tam.
Migranci przybywający z Rosji, obserwujący zwyczaje i tryb życia społe­
czeństwa niemieckiego, czują się często zagubieni i zniesmaczeni. To, co zastają
przybywając do Niemiec, to wysoki standard życia, demokratyczne struktury
i wysoko zindywidualizowane relacje społeczne. Stosunkowo pewne materialne
zabezpieczenie i społeczne bezpieczeństwo, w powiązaniu z niezobowiązujący­
mi, daleko zdystansowanymi formami komunikacji i obchodzenia się z ludźmi,
jest dla przybyszy z byłego ZSRR niepojęte. Szczególnie nieswojo czują się
wobec postępującej indywidualizacji, która wyraża się - jak sami to określają
- w odrzuceniu wiary oraz dających pewność, historycznie ugruntowanych,
tradycyjnych form współżycia w społeczeństwie (por. Dietz, Hilkes 1994, s. 76).
Nieufność przesiedleńców wobec zastanego porządku społecznego budzi
pluralistyczna struktura niemieckiego społeczeństwa oraz utrata autorytetów
i tradycyjnych wartości, które się z tym wiążą. W odpowiedziach na pytania
0 największe problemy w życiu codziennym wymieniane są podobnie: trud­
ności towarzyskie i społeczne, wśród nich bezbożność, degeneracja młodzieży,
pośpiech, niesprawiedliwość społeczna, odrzucenie ze strony społeczeństwa
1 - co ciekawe (najczęściej wymieniana) obecność obcokrajowców. „Życie jak
Niemcy pomiędzy Niemcami" okazuje się, dla wielu przesiedleńców - zwłaszcza

�206

JOANNA KSIĄŻEK

w regionach Niemiec o dużej liczbie cudzoziemców - niestety, niemożliwe. To
irytuje przesiedleńców, wśród których akceptacja cudzoziemców jest mniejsza
niż wśród społeczeństwa miejscowego.
Zmiana „opcji" społecznej i przyzwyczajeń, wraz z innymi problemami, sta­
nowią dla przesiedleńców działające stale lub przez długi czas czynniki stresu.
Autorka badań z 1978 roku dowodzi, że przesiedleńcy stanowią grupę, u której
pychiczne i fizyczne dolegliwości związane ze złym samopoczuciem występują
o wiele częściej niż u reszty społeczeństwa, przy czym wśród przesiedleńców
z całej Europy środkowo-wschodniej właśnie imigranci z ZSRR wykazują naj­
większy wskaźnik symptomów chorobowych (por. Barbaśina, Brandes, Neutatz
(wyd.) 1999, s. 114). Jako winne tego stanu wymienia się najczęściej nie tyle
działania uboczne samej emigracji, lecz iluzjonistyczne nastawienie oraz zbyt
wysokie oczekiwania i nadzieje związane z przyjazdem do Niemiec. Im większy
rozdźwięk między wyobrażeniami a rzeczywistością, tym większe niebezpie­
czeństwo wystąpienia dolegliwości zdrowotnych. Autor jedynej chyba pracy
o psychicznych problemach przesiedleńców, wśród typowych dolegliwości
w tej grupie badanych wymienia przeciętne objawy stresu w ponadprzeciętnym
wymiarze i częstotliwości np. bóle głowy, czy wrzody żołądka, ale także nad­
mierną drażliwość, stany depresyjne, poczucie winy i spadek poczucia własnej
wartości (Kornishka 1992). W większości przypadków delegliwości te nie są
leczone, co zwiększa jeszcze wymiar problemu.

PUNKT WIDZENIA

Po przeprowadzeniu w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych badań
dotyczących opinii publicznej na temat przesiedleńców (dane dotyczą przesie­
dleńców z całej środkowo-wschodniej Europy) stwierdzono konieczność prze­
zwyciężenia obaw, przesądów i negatywnego nastawienia wobec nich, czemu
służyć miałoby zwiększenie w mediach oferty programów informacyjnych o tej
grupie i jej problemach. Jak się bowiem okazało, większość społeczeństwa
niemieckiego właściwie nie przyjmuje spraw dotyczących przesiedleńców do
wiadomości, co wyraża się w postawie: nie jesteśmy wprawdzie „przeciw", ale
i nie „za". Fakt, że dużej liczbie mieszkańców Niemiec problemy przesiedleń­
ców są obce powoduje brak zrozumienia w postrzeganiu ich potrzeb, motywa­
cji wyjazdu i chęci zostania w Niemczech. Według ankiety przeprowadzonej
w Hamburgu w 1978 roku 30% Niemców opowiedziało się przeciw przyjazdowi
przesiedleńców, 40 procentom nie robiło to żadnej różnicy, a reszta, czyli 30%,
była za przyjazdem Spataussiedler. Według wyników innego badania (1980)
59% zapytanych przesiedleńców stwierdziło, że społeczeństwo tutejsze pełne jest
przesądów wobec nich, z czego 49% zostało z tego powodu urażonych. W więk5

5

Instytut Badania O p i n i i Publicznej G E W O S . Te w y n i k i , j a k i inne, omawiane w t y m roz­
dziale w y n i k i b a d a ń p o d a j ę za: K o r n i s c h k a 1992.

�N I E M I E C C Y PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W NIEMCZECH

207

szóści przypadków chodziło o określenia typowe wobec obcokrajowców, jak:
Polacken, Ruskis, Russen-Schweine, Kanaken, Scheiß-Pollacken i podobne.
Gorzej jeszcze prezentuje się sytuacja na terenach byłej NRD, gdzie w porów­
naniu z resztą Niemiec żyje znikomy procent przesiedleńców i obcokrajowców,
a gdzie panuje przysłowiowa wręcz nienawiść do nich.
Jako powód złego nastawienia wobec przesiedleńców wśród społeczeństwa
miejscowego wymienia się między innymi tzw. motyw „wyparcia": rosyjscy
Niemcy przypominają Niemcom o Trzeciej Rzeszy, wojnie i jej skutkach, czyli
o ich własnej przeszłości, którą chcieliby wymazać ze swojej świadomości. Igno­
rowanie przesiedleńców jest próbą usunięcia przyczyn złych wspomnień, wyrzu­
tów sumienia, poczucia klęski i poczucia napiętnowania przez zbrodnie hitle­
rowskie. Do innych powodów zalicza się postrzeganie przesiedleńców jako
konkurentów na rynku pracy, stawiających mniej wymagań i gotowych praco­
wać poniżej swoich kwalifikacji. Do końca lat osiemdziesiątych Niemcy mieli
zapewne więcej powodów do narzekań jeśli chodzi o - ich zdaniem - bogate
świadczenia socjalne należne przesiedleńcom, niż dzisiaj. Społeczeństwo nie­
mieckie wyrażało opinię, że o warunkach typowych dla grupy marginesowej oraz
0 dyskryminacji przesiedleńców na polu socjalnym i pod względem uprawnień
nie może być mowy. W niektórych wypadkach obywatele niemieccy czuli się
wprost pokrzywdzeni, kiedy np. dzieci Niemki i obcokrajowca musiały ubiegać
się o obywatelstwo w skomplikowanym procesie, podczas gdy potomstwo Niem­
ców rosyjskich z Rosjankami lub Rosjanami otrzymuje obywatelstwo po przy­
jeździe do Niemiec w większości bez problemów. Do napięć doprowadziła też
sytuacja na rynku mieszkań, kiedy to w związku z deficytem mieszkań wśród
przesiedleńców grupa ta przez jakiś czas była faworyzowana względem innych.
Wedle wymagań politycznej poprawności przesiedleńcy są „mile widziani"
w Niemczech, z drugiej strony wiadomo, że próbuje się ograniczyć ich napływ.
Podobnie dwuznaczne stanowiska spotyka się wśród społeczeństwa niemieckie­
go, ale szala przechyla się raczej w jedną stronę. Społeczeństwu niemieckiemu
ciężko przychodzi akceptacja tak odmiennej grupy ludzi, która - mierzona wedle
zachodnich wartości - nie wypada zbyt atrakcyjnie i która w dodatku śmie rościć
sobie prawa do niemieckiego obywatelstwa. Z tym ostatnim nie mają kłopotów
zwykli obcokrajowcy, „gastarbeiterzy", azylanci, którzy nie mają pretensji do
niemieckości i nie są postrzegani jako obcokrajowcy chcący stać się Niemcami
1 z tej perspektywy patrząc - mają też łatwiej. Bycie postrzeganym jako obcokra­
jowiec, cudzoziemiec (Ausländer) należy, według niektórych analiz, do najwięk­
szych trudności, jeszcze przed problemami z językiem, urzędami i pieniędzmi,
z którymi spotykają się przesiedleńcy. Stanowienie niemieckiej mniejszości naro­
dowej w ZSRR nie pozostawiło w pamięci przesiedleńców zbyt wielu pozytyw­
nych doświadczeń, zapewne więc także dlatego są oni na tym punkcie szczegól­
nie wrażliwi. Przyjechali przecież do Niemiec, by mniejszością więcej nie być.
Dlatego czują się dotknięci, gdy nadal jak mniejszość się ich traktuje. Prawie
połowa zapytanych o to, czy czuli się kiedykolwiek źle potraktowani, pokrzyw­
dzeni lub odrzuceni przez członków niemieckiego społeczeństwa, odpowiedziała

�208

JOANNA KSIĄŻEK

„tak", przy czym 7% dodało „często" (Dietz, Hilkes 1994, s.84). Ze złym trakto­
waniem przesiedleńcy spotykają się przeważnie w kręgu sąsiedztwa, w miejscu
pracy, ale także w urzędach, w szkole i przedszkolu. Na pytanie: „Czy mają
Państwo wrażenie, że przesiedleńcy są przez społeczeństwo niemieckie mile wi­
dziani?", „tak" odpowiedziało 7,7% pytanych, „i tak i nie" - 54,8, „nie"- 36,7%.
Nie pozostaje zatem wątpliwość, że ludzie ci nie łudzą się co do przyjaznego
nastawienia reszty społeczeństwa wobec nich.

PROBLEMY INTEGRACYJNE MŁODZIEŻY

Spośród wszystkich grup wiekowych przesiedleńców najwięcej problemów
wydaje się stwarzać grupa młodzieży, która stanowi spory odsetek, bo aż 38%
społeczności przesiedleńców (podczas gdy odsetek osób pomiędzy 14 a 25 rokierm życia w społeczeństwie niemieckim wynosi 21%). Chcąc nie chcąc sta­
nowi ona często element reprezentujący całą społeczność przesiedleńców. To
właśnie najczęściej młodzi są odpowiedzialni za zachowania i czyny niezgodne
z przyjętymi zasadami (chodzi przede wszystkim o czyny przestępcze), a te,
jak wiadomo, stanowią najłatwiejszą sposobność do wartościowania innych.
Często bywa tak, że najmłodsi spośród członków rodzin Niemców rosyjskich
nie byli inicjatorami wyjazdu do „nowej ojczyzny", lecz przekonywani przez
starsze pokolenie podporządkowywali się w końcu jego woli i emigrowali wraz
z całą rodziną. Większość z nich była silnie związana z krajem swojego dzie­
ciństwa i opuszczając Rosję czy Kazachstan musiała zrezygnować z kontaktów
z najbliższymi przyjaciółmi, znajomymi, dalszą rodziną. Młodzi przesiedleńcy,
w przeciwieństwie do starszych, nie mają emocjonalnego nastawienia do ojczy­
zny ich przodków, lecz, co oczywiste, związani są z krajem, w którym wyrośli.
Można zatem pokusić się o paradoksalne stwierdzenie, że spora część przy­
byłych do Niemiec przesiedleńców nie uczyniła tego z własnej inicjatywy, żeby
nie powiedzieć - z własnej woli. Nic dziwnego, że od samego początku w kręgu
młodzieży brakuje motywacji, która nadaje sens emigracji i jest tak bardzo
potrzebna w procesie aklimatyzowania się i zakorzeniania w nowym kraju. Bez
niej młodzi ludzie znajdują się od początku na słabej i niepewnej pozycji i m.in.
dlatego cierpią bardziej niż ich rodzice i dziadkowie z powodu zerwanych
kontaktów i trudności w nawiązywaniu nowych, z powodu izolacji i wykorze­
nienia oraz problemów związanych z własną tożsamością i orientacją wśród
nowych wartości. Zapytana przez dziennikarza Larysa odpowiada: „Nie wiem
kim jestem, jestem jakoś pomiędzy". Jej paszport mówi jej, że jest Niemką, ale
gdy mówi o Niemcach ma na myśli kogoś innego: tych, do których nie chce
należeć, jeśli „przynależeć" oznacza „poddać się", jeśli być Niemcem oznacza
nie śnić już więcej po rosyjsku. Larysa nie szuka już przyjaciół wśród Niemców,
ale „być może - mówi - oni będą szukać kiedyś mojej przyjaźni. Jeśli to się
stanie, to się stanie, jeśli nie - jest mi to obojętne" (Keiser, www.zeit.de/2000/14/
200014_aussiedler_3.html).

�N I E M I E C C Y PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W N I E M C Z E C H

209

Powszechnie sądzi się, że młodzi ludzie dysponują większym potencjałem,
ułatwiającym przystosowanie się do nowych warunków, niż starsi. Są bardziej
elastyczni i chłoną nową kulturę wraz z dojrzewaniem. Dlatego uważa się ich
za grupę, która ma najlepiej odnajdywać się w nowej sytuacji życiowej i przez
to wypadać w bilansie całej rodziny najkorzystniej. W rzeczywistości okazuje
się jednak, że typowa dla młodego wieku mobilność i duże możliwości przy­
stosowywania się do zmian nie wystarczają, żeby proces integracji młodych prze­
siedleńców przebiegał sprawnie. Nie ulega też wątpliwości, że zmniejszające się
od początku lat dziewięćdziesiątych przywileje oraz pogarszające się warunki
finansowe i socjalne wpływają niekorzystnie na proces integracji młodych w no­
wym środowisku. Również deficyt językowy, znacznie utrudniający „pokojową"
konfrontację z mentalnością niemieckiego społeczeństwa i w ogóle kontakt
z niemieckimi rówieśnikami, a w pierwszym rzędzie utrudniający naukę i zdo­
bycie zawodu - należy do głównych czynników stresu i problemów, z jakimi
muszą sobie radzić młodzi. Także konflikty w samej rodzinie powodują dodatko­
we sytuacje stresowe: wraz z przesiedleniem się cała rodzina nierzadko zostaje
wystawiona na ciężką próbę. Najpierw jest to trud porozumienia między rodzi­
cami i dziećmi w sprawie decyzji wyjazdu, które najczęściej kończy się zgodą
tych ostatnich na kompromis, a owocuje potem często rozczarowaniem zastaną
sytuacją i żalem do rodziców. Innym podłożem nieporozumień jest fakt, że rodzice
i dziadkowie, często skarżący się na panujące w Niemczech zbytnie swobody
obyczajowe, krytykują je i odrzucają. Z kolei dzieci zmuszone są je akceptować
i stosować, jeśli nie chcą zostać odrzucone przez większość np. kolegów w kla­
sie. Normy i wartości niemieckich osadników w Rosji, przywiezione przez nich
z Niemiec i kultywowane przez wiele lat, nie ewoluowały tak szybko jak te same
normy w społeczeństwie niemieckim, właściwie stały w miejscu. Powodowany
przez odosobnienie od reszty społeczeństwa niemieckiego strach przed utratą
tradycyjnych niemieckich wartości i obyczajów prowadził do kurczowego się
ich trzymania. Stałość norm była podporą dla społeczeństwa i służyła zacho­
wywaniu jego tożsamości, ich zmiana była zagrożeniem i traktowana była jako
zdrada wobec ideałów narodowych. Trwałość i niezmienność zasad szła w parze
z religijnością przesiedleńców, która stanowiła swego rodzaju łączność z krajem,
a zarazem budowała poczucie więzi w ramach danej wspólnoty. Dlatego w porów­
naniu z normami obyczajowymi w Niemczech, zmieniającymi się wraz z po­
stępem nowoczesnego, zachodniego świata, zasady obyczajowe przesiedleńców
wydają się dzisiejszym Niemcom staroświeckie, skostniałe i zacofane, a w naj­
lepszym wypadku zbyt konserwatywne. Splot tych, i innych, problemów, obec­
nych w przeciętnej rodzinie przesiedleńczej, często powoduje, że zintegrowanie
się z resztą społeczeństwa staje się zadaniem ponad siły młodej osoby.
Od początku lat dziewięćdziesiątych do roku 2000 napłynęło do Niemiec
ponad 350 000 młodych przesiedleńców. Ze sprawozdań pracowników socjal­
nych pracujących z młodzieżą wypływa przekonanie, że problemy z nią związa­
ne wzrosły od momentu upadku Związku Radzieckiego. Młodzież i dzieci, które
wraz z tym przełomem przeżyły upadek wartości, jakimi żyli i jakie wpajali

�210

JOANNA KSIĄŻEK

im ich rodzice, przyjeżdżając do Niemiec przeżywają tragedię rozczarowa­
nia tym, że nie liczy się to, czego uczono ich wcześniej, że ich rodzice, szuka­
jąc pracy, znajdują tylko zajęcie, że właściwie wszystko wygląda inaczej, niż
sobie to wyobrażali.

PRZESTĘPCZOŚĆ

Najczęstszym problemem poruszanym w związku z młodzieżą przesiedleń­
czą jest jej przestępczość oraz nadużywanie alkoholu i narkotyków. W jednym
z największych w Niemczech więzień dla młodocianych przestępców, niedaleko
Heilbronu, wyroki odsiaduje ok. 450 młodych mężczyzn. Na początku lat
dziewięćdziesiątych procentowy udział przesiedleńców wśród nich wynosił 2%,
w roku 1999 - aż 14%. W całych Niemczech co dziesiąty młodociany zatrzy­
many przez policję to przesiedleniec.
Badania przeprowadzone między 1990 a 1995 rokiem w Dolnej Saksonii (por.
Pfeiffer, Brettfeld, Delzer 1997) wykazały, że przestępczość w miejscowościach
o wysokiej liczbie przesiedleńców wzrasta znacznie szybciej niż w miejsco­
wościach o względnie małej liczbie przesiedleńców. Chodzi przede wszystkim
0 włamania na tle rabunkowym do sklepów i mieszkań. Jeśli chodzi o pobicia
1 napaści - statystyki wyglądają mniej więcej tak samo w obu przypadkach.
Analizując wnioski z badań podkreślano, że wzrost przestępczości związanej
z kradzieżą cudzej własności idzie w parze z kryzysem gospodarczym kraju
i zredukowaniem wielu form pomocy przysługujących do roku 1992 rodzinom
przesiedleńców. Sytuacja ta, wraz ze wzrostem bezrobocia, prowadzi do znacz­
nego zubożenia rodzin, co z kolei dla młodzieży mającej z jednej strony kłopoty
integracyjne, z drugiej całkiem inne wyobrażenia i oczekiwania wobec kraju,
w którym się znalazła, stanowi impuls prowadzący do chęci zawłaszczenia cu­
dzego mienia. W państwie tak dalece nastawionym na konsumpcję jak Niemcy,
dla wielu - w tym, dla przesiedleńców - możliwość posiadania dóbr konsump­
cyjnych jest znacznie ograniczona, a to ograniczenie sięga dalej niż świado­
mość braku pieniędzy. Ograniczone zostały znacznie możliwości prowadzące do
legalnego ich zdobycia - szanse kształcenia, nauki języka i wykonywania zawo­
du. W społeczeństwie, gdzie przepaść między bogatymi i biednymi rośnie, a re­
klamy producentów zwracają się tak samo do jednych, jak i do drugich, rośnie
też ryzyko zapewniania sobie dostatku w nielegalny sposób. Zwłaszcza mło­
dym przesiedleńcom, których rodzice opuścili swój kraj, by żyć w dobrobycie,
trudno jest zaakceptować fakt konieczności ograniczania swoich wydatków do
kwot wypłacanej pomocy socjalnej. Niemcy miały być krajem „czekolady i bana­
nów", czyli dostatku, ale dostatku porównywalnego z tym „tutejszym" nie ma,
a w dodatku bilboardy i sklepy oferują produkty znacznie bardziej kuszące niż
czekolada i banany. W społeczeństwie, w którym wartość człowieka w dużej
mierze zależy od zasobności jego portfela, według powiedzenia „hast du was,
bist du was - hast du nichts, bist du nichts" (jesteś kimś jeśli coś masz, jeśli nie

�N I E M I E C C Y PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W N I E M C Z E C H

211

masz nic jesteś nikim) pokusa jest duża i krok do przestępstwa mały. To właśnie
młodzi przesiedleńcy, których tożsamość, tak samo rosyjska, jak i niemiecka,
zostaje zakwestionowana, mają najwięcej problemów z udowodnieniem, że są
kimś. Ich pochodzenie i pozycja społeczna nie dają im takiej możliwości, więc
chcą zapewnić sobie, jeśli nie uznanie, to chociaż uwagę poprzez manifestację
możliwości posiadania. Za czyny przestępcze swoich „rodaków" cierpi cała spo­
łeczność, która skarży się na przedwczesne podejrzewanie przesiedleńców o
wszystkie przestępstwa popełnione w okolicy i na nienormalnie częste, ich zda­
niem, kontrole policji na osiedlach przez nich zamieszkiwanych. Kontrole te spo­
wodowane są z kolei następnym problemem w środowisku młodocianych, który
stanowią młodzieżowe gangi oraz ich częste bijatyki i rozróby, przede wszystkim
w starciach z gangami tureckimi, których członkowie należą do pierwszej co do
wielkości grupy cudzoziemców żyjących w Niemczech. Nikt nie ukrywa, że obie
grupy nie lubią się wzajemnie, bo obie czują się obecnością tej drugiej zagrożone
- Turcy widzą w przesiedleńcach zwykłych obcokrajowców, emigrantów, którzy
z jakichś niejasnych powodów czują się Niemcami i dlatego uważają się za lep­
szych od nich, przesiedleńcy natomiast widzą w Turkach grupę konkurentów
i czują się sami dodatkowo sfrustrowani, że jako Niemcy traktowani są przez
niemieckie społeczeństwo na równi z Turkami. Jest to tylko częściowe wytłuma­
czenie, bo do sedna konfliktu trudno jest dojść - obie grupy, tureckiej i przesie­
dleńczej młodzieży, pytane o powody bijatyk, odpowiadają, że to reakcja na za­
czepki i prowokacje tych drugich. Nieprawdą też jest, że wszyscy młodzi
przesiedleńcy czują się Niemcami. Wręcz przeciwnie, zapytani odpowiadają,
że mimo, iż w ich dowodzie tożsamości wpisane jest obywatelstwo niemieckie,
są Rosjanami. Niektórzy z nich otrzymali wraz z przyznaniem im obywatelstwa
zmienione imiona, brzmiące bardziej niemiecko niż rosyjsko, np. Jurij jest teraz
Jurgenem, ale 16-letni Jurij nie reaguje na imię Jurgen, manifestując w ten spo­
sób swój sprzeciw wobec nagłej i przymusowej zmiany tożsamości.

ALKOHOL I NARKOTYKI

Sfrustrowani, zdeprymowani, zrezygnowani, bo nie widzący dużych szans na
przyszłość młodzi ludzie z rodzin przesiedleńczych próbują zapomnieć o swoich
troskach pijąc alkohol i próbując twardych narkotyków. W statystykach dotyczą­
cych ich nadużywania młodzi przesiedleńcy przodują zdecydowanie. Pracow­
nicy socjalni i pedagodzy pracujący w poradniach narkotykowych twierdzą,
że to reakcja na „wyrwanie" młodych przesiedleńców z ich dotychczasowego
środowiska, że heroina ma zastępować ojczyznę, łagodzić skutki jej utraty. Nie­
którzy nie sięgają po alkohol lub narkotyki, lecz wiodąc - wydawało by się
- spokojny żywot, cierpią na zaburzenia psychiczne i emocjonalne i popadają
w depresję. Nie leczą się, gdyż należą jeszcze do społeczeństwa, które szukanie
u innych pomocy psychologicznej uważa za żenujące. Jak podkreśla Mario Kaiser,
dziennikarz Die Zeit, komentujący samobójczą śmierć młodego przesiedleńca

�212

JOANNA KSIĄŻEK

z Karagandy (Kaiser, www.zeit.de/2000/14/200014_aussiedler_3.html), młodzież
przesiedleńcza czuje się zwabiona w dwojaką pułapkę: nie może pozwolić sobie
na niepowodzenie, bo wtedy „obciąża kieszeń podatników", ale nie może też
odnosić sukcesów, bo wtedy staje się konkurencją na rynku pracy. Pod wpływem
takiego napięcia załamują się czasem nawet ci, którzy dysponują najlepszymi
warunkami: w ich rodzinach mówi się po niemiecku, oni sami przynoszą do domu
dobre oceny i znajdują zatrudnienie obiecujące im rychły dobrobyt. I wtedy pew­
nego dnia po prostu skaczą z okna.
Nadzieja, wyrażana zarówno przez organy zajmujące się problemem integra­
cji przesiedleńców, jak i przez rodziców młodych przesiedleńców, że przystoso­
wanie się to kwestia czasu, nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Według
badań przeprowadzonych już w latach 1980-1984 bardzo pozytywne nastawie­
nie wobec niemieckich rówieśników, panujące zaraz po przyjeździe i na począt­
ku pobytu w Niemczech zmienia się po kilku latach drastycznie: 80% pytanych
po 6-7 latach nie identyfikuje się już z tutejszą młodzieżą, a 90% odpowiada
„nie" na pytanie - „Czy jest coś, co cenisz i podziwiasz spośród cech twoich
niemieckich kolegów?" (por. Kornischka 1992, s. 79). W obliczu tych okolicz­
ności nie dziwi fakt, że młodzi wyrażają często chęć powrotu do kraju, z którego
przybyli. Najczęściej jednak spełnienie tych postanowień pozostaje w sferze ma­
rzeń, bo po przeciwnej stronie stoi przecież reszta rodziny, bez której życie po
powrocie nie byłoby w żadnym wypadku takie samo. Liczby dotyczące tendencji
do powrotu przesiedleńców są bardzo różne.Niektórzy przypuszczają, że poten­
cjalnych chętnych do wyjazdu jest wśród populacji przesiedleńców aż 30%.

PYTANIE O TOŻSAMOŚĆ

„Zwischen den Stuhlen" (dosłownie: między krzesłami) - tak określa się
często położenie, w jakim znaleźli się przesiedleńcy. Oznacza to bardzo nieko­
rzystną pozycję „pomiędzy", spowodowaną nie dającą się sprecyzować i jedno­
znacznie określić przynależnością etniczną, wpływającą nie tylko na sytuację
prawną i społeczną dotkniętych tym problemem, ale i na ich ogólne samopoczu­
cie. Ta trudna, dwuznaczna sytuacja nie tylko wprowadza zamęt wśród społe­
czeństwa próbującego sobie wyrobić opinię na temat przesiedleńców, lecz po­
zwala decydentom przeróżnej maści - politykom, adminstratorom, urzędnikom
(i tutaj pasowało by określenie - „między stołkami") - interpretować ową dwu­
znaczność wedle własnego uznania i płynących z tego korzyści. Paradoks
podwójnego wyobcowania - w Rosji postrzegano i dyskryminowano prze­
siedleńców jako Niemców, w Niemczech, z kolei, jako Rosjan - znajduje swój
ciąg dalszy w innych sferach życia. Dla przykładu: rosyjskim Niemcom w Rosji
oferuje się kursy niemieckiego, bo są przecież Niemcami, ale sporej części
z nich nie wpuszcza się do Niemiec z powodu nieznajomości tego języka, bo
zaprzecza ona, według ustawy, ich niemieckości. Będąc już w Niemczech prze­
siedleńcy postrzegani są przez prawo jako Niemcy, ale przez społeczność - jako

�N I E M I E C C Y PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W NIEMCZECH

213

obcokrajowcy. Bycie narzędziem gier politycznych utrudnia jeszcze bardziej
i tak już trudne dla wielu stwierdzenie lub potwierdzenie własnej tożsamości,
która nie może znaleźć równowagi w chaosie własnych uczuć, wymagań i oczeki­
wań społeczeństwa przyjmującego oraz decyzji prawnych państwa niemieckiego.
Przesiedleńcy często znajdują się w sytuacjach towarzyskich, kiedy pytani
0 to kim są, zmuszeni są przedstawiać szeregi argumentów, dlaczego właściwie
czują się Niemcami. Padają wtedy zdania o pochodzeniu przodków i przypomi­
nane są fakty historyczne świadczące o cierpieniu rodzin niemieckich z powodu
swojego pochodzenia, ale im dalej wstecz, tym słabsze wydają się te argumenty
słuchającym. Wtedy trzeba sięgnąć po świeższe i nie bazujące na doświedczeniach dyskryminacji, lecz na czynach popełnionych dla własnego narodu.
Argumenty te stanowią jednak dość perfidną pułapkę - przecież to, że ojciec
1 wujowie jako Niemcy zostali wcieleni do Wehrmachtu i tam zginęli walcząc po
stronie niemieckiej i dla Niemiec stanowi raczej niechlubny moment w historii
rodziny, którego należy się wstydzić i najlepiej nikomu go nie przypominać.
Niemałą rolę w określeniu swojej tożsamości odgrywa nomenklatura używa­
na w odniesieniu do przesiedleńców, zwłaszcza przez najbardziej wpływowych
polityków. W publikacji internetowej z 2002 roku Viktor Schatz - redaktor
strony internetowej rosyjskich Niemców - wyraża swoje oburzenie po debacie
telewizyjnej dwóch kandydatów na kanclerza Niemiec - Gerharda Schrödera
i Edmunda Stoibera, w której ten pierwszy, przytaczając liczby napływających
do Niemiec imigrantów, o przesiedleńcach z byłego ZSRR wyraża się „przy­
bysze z Rosji nie mówiący słowa po niemiecku" . Schatz uznaje, że wyrażenia
„Aussiedler" (przesiedleńcy), albo „Rußlanddeutsche", choć i tak już posiada­
jące negatywne konotacje, brzmiałyby zbyt pozytywnie (drugie z nich zawiera
w sobie słowo „Deutsche" i mogłoby zwiększyć wśród wyborców akceptację clla
tej grupy ludności oraz poparcie dla przeciwnika politycznego), dlatego Schröder
świadomie wybiera określenie nacechowane pejoratywnie.
Jako protest przeciwko negatywnie kojarzonym albo „bezimiennym" okreś­
leniom przesiedleńców np. jako „przybysze z Rosjii" oraz w wyniku niechęci do
określana się jako „Niemcy", na co nieoficjalnie nie chce wyrazić zgody społe­
czeństwo tubylcze uważając to za nadużycie, postuluje Schatz stworzenie odręb­
nej grupy o odrębnej, stworzonej przez swoich członków nazwie: „Zarendeutsche" czyli „Carscy Niemcy". Chęć stworzenia odrębnej grupy społecznej,
rezygnującej ze wszystkich dotychczasowych określeń, jest buntem przeciwko
kwalifikacji odgórnej, przeciwko odgórnemu przydzielaniu statusu i - co za tym
idzie - tożsamości. „Określenie Niemcy jest dla nas tak samo za szerokie, jak dla
tych, którzy nazywają się Reinländer, Bonner, czy Kölner - twierdzi Schatz
- a wszystkie inne zostały nam przypisane przez innych". Na redagowanej przez
Schatza stronie internetowej, na której widnieje napis „Wypędzeni! Łączcie
się!", wypisane są zasady przynależności do „Zarendeutsche": mogą nazywać
się nimi wszyscy Niemcy rosyjscy, wraz ze swoimi rodzinami, pod warunkiem,
6

6

http://www.zarskie-nemzi.ru/Politik/das_duell.htm

�214

JOANNA KSIĄŻEK

że rodzina posiada niemieckie nazwisko. Schatz wzywa także do udziału w stwo­
rzeniu stolicy „Carskich Niemców" w Bonn, z siedzibą w byłym Bundestagu, do
tworzenia własnego rządu, organów administracyjnych oraz udziału w ogranizowanym konkursie na projekt własnej flagi .
Jeśli zgodzić się, że wszyscy intuicyjnie dzielimy środowisko, w którym funk­
cjonujemy na swoich i obcych, i że mechanizm fundujący i wspierający naszą
tożsamość polega w dużej części na odgraniczaniu sią od innych, na zdefiniowa­
niu kim się nie jest, to sytuacja Niemców rosyjskich w trybach tego mechanizmu
pełna jest paradoksów. Rosyjscy Niemcy w obliczu ciągłego zagrożenia swojej
egzystencji jako mniejszości narodowej, chcąc odgraniczyć się od mieszkańców
Rosji, pragnęli połączyć się wreszcie ze swoimi braćmi i przynależeć do ich
wspólnoty, z którą przez lata się identyfikowali. Jednak po przyjeździe do Nie­
miec okazuje się, że ta wspólnota nie chce ich przyjąć, co powoduje sytuację
paradoksalną: odrzucający stosunek dawnych rodaków nie tylko hamuje całko­
wicie możliwość i chęć przynależności do tej grupy, ale i sprawia, że poprzednia
tożsamość rosyjskich Niemców zostaje zniszczona: Jak mogę nadal uważać się
za Niemca, skoro tak naprawdę nikt inny mnie za niego nie uważa, a niemieckie
społeczeństwo traktuje mnie lekceważąco? W tej sytuacji nie mogę i nie chcę
być jednym z nich. Na miejsce starej powstaje nowa tożsamość, która opiera się
teraz - i tu kolejny paradoks - na manifestacji dystansu wobec Niemców, ale nie
tylko. Przesiedleńcy, jakby pozbawieni możliwości jednoznacznego określenia
się, powiedzenia kim są, chcąc koniecznie potwierdzić swoją tożsamość, czynią
to przez pokazanie kim nie są. Przesiedleńcy z Rosji manifestują często swoją
odrębność w stosunku do przesiedleńców z innych krajów, a jeszcze częściej
wobec obcokrajowców, ale na tym nie koniec. Zadziwić może fakt, że zauważa
się wśród nich wrogie nastawienie także wobec własnej grupy - rozgraniczenia
na „prawdziwych" i „nieprawdziwych" przesiedleńców funkcjonują w jej obrę­
bie na porządku dziennym. Trudno stwierdzić na czym polega ten fenomen wro­
gości, czy rzeczywiście jest to rodzaj tworzenia nowej tożsamości. Najczęściej
interpretuje się go jako niechęć wobec konkurentów, ale można by się pokusić
o hipotezę, że dyskryminowani przez wiele lat w ZSRR, teraz sami nieszczęśli­
wie przenoszą ten mechanizm na swoich sąsiadów albo że nadal czując się dys­
kryminowanymi przez tutejsze społeczeństwo, poszukują kogoś, kto im z kolei
mógłby służyć za ofiarę.
7

Nowa tożsamość przesiedleńców nie może już opierać się na przynależności
narodowej (rezygnacja z niej nastąpiła - znowu paradoksalnie - po przyznaniu im
od nowa obywatelstwa niemieckiego) nie może też stanowić proponowanej przez
dyplomatów Unii Europejskiej alternatywnej, tzw. europejskiej tożsamości regio­
nalnej, bo ideał kraju niemieckiego odpłynął wraz z przyjazdem do niego, a Rosja,
z którą duża liczba przesiedleńców czuje się emocjonalnie związana, leży setki
kilometrów stąd i w większości poza granicami Europy. Dlatego tożsamość
przesiedleńców stanowi teraz zupełnie inna jakość, napiętnowana tzw. egzystencją
7

zob. f i l e : / / A : \

Wer%20ist%20ein%20Zarcndeutscher.htm

�NIEMIECCY PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W NIEMCZECH

215

„pomiędzy", rozdwojeniem i utratą, jest tożsamością imigranta z całą jego historią,
z całą historią rosyjskich Niemców, łącznie z ich najnowszymi doświadczeniami.

DYSKUSJA

Siódmego czerwca 2003 roku gazeta Frankfurter Allgemeine Zeitung podała,
że liczba napływających do Niemiec przesiedleńców z Rosji i Kazachstanu
nadal spada, wzrasta jednak wśród nich udział tych, którzy jako nie-niemieccy
członkowie rodziny przyjeżdżają bez znajomości języka niemieckiego. Liczba
wszystkich napływających przesiedleńców do końca maja tegoż roku wynosiła
6101 osób i jest najmniejszą, zarejestrowaną od czasu wprowadzenia nowej pro­
cedury postępowania od początku lat dziewięćdziesiątych. Odsetek osób nie-niemieckiej narodowości, zatem zwolnionych z testu językowego, wzrósł o 80%.
W związku z tym - relacjonuje FAZ - konieczne są zmiany w dotychczasowej
ustawie dotyczącej imigrantów: wprowadzenie obowiązku zdawania testu języ­
kowego również dla osób nie ubiegających się o status przesiedleńca oraz
zapewnienie także i tym osobom zapomogi integracyjnej, która do tej pory im
nie przysługiwała (FAZ 07.06.2003, s.2). Jak widać, próba powstrzymania fali
przesiedleńców udała się rządowi niemieckiemu; kryteria przyjmowania człon­
ków rodzin przesiedleńców mają się jeszcze zaostrzyć. Chociaż na razie nie
słychać o zniesieniu reszty ograniczeń wprowadzonych w latach dziewięćdzie­
siątych (zwłaszcza tych zmniejszających możliwości kształcenia szkolnego i za­
wodowego oraz naukę niemieckiego) strategia zdaje się wyglądać tak: mniej
przesiedleńców, zwłaszcza tych bez znajomości języka, za to większa możliwość
udzielania wszystkim pomocy integracyjnej. Samo poszerzenie kręgu uprawnio­
nych do zapomogi integracyjnej niewiele jednak zmieni w sytuacji migrantów,
bo pieniądze to nie jedyny i nie najważniejszy problem przesiedleńców. Póki co,
konieczne jest wypracowywanie nowych strategii postępowania zwiększającego
integracyjne szanse przesiedleńców.
Integracja przesiedleńców jest dla Niemiec niełatwym problemem. Od czasu
do czasu powstają nowe propozycje jego rozwiązania. Jak sugeruje Lena Khuen-Belasi prawdziwą szansę integracji oferowałaby tylko taka polityka, która jasno
i wyraźnie uznaje i gwarantuje prawo do zachowania rosyjskiej części tożsa­
mości imigrantów, akceptuje ją i honoruje jej znaczenie dla rozwoju osobowości,
a jednocześnie zapewnia dostateczne wspieranie nauki języka niemieckiego
(Khuen-Belasi 1998, s. 10-23, 20) . Belasi, krytykując manipulacje polityków,
wykorzystujących obojętność i brak zainteresowania społeczeństwa sprawami
przesiedleńców, zaprzecza jakoby wyborcy nie chcieli znać prawdy - tak myślą
tylko ci politycy, którzy nie chcą przyznać się do bezradności i omylności włas­
nej i innych i zachowują się tak jakby faktycznie mieli wszystko pod kontrolą.
8

8

W : Sprache

A E B a d Boll.

zur Mitsprache

- Zur Integration

jugendlicher

Spcitussiedler.

Tagung in der

�216

JOANNA KSIĄŻEK

Puste hasła w mediach i demagogia wyborcza nie doprowadziły do niczego
dobrego. Wszystkie dotychczasowe ataki na azylantów, uciekinierów, obcokra­
jowców i przesiedleńców czerpią swoje uprawnienie, swoją legitymizację, z tego
właśnie milczącego „przyzwolenia od góry", poprzez które dręczące uczucie,
że coś jednak jest nie w porządku zostaje zawoalowane i pozbawione znaczenia.
Dziś nie może nikt powiedzieć „nie wiedziałem" - pisze Belasi - każdy poseł,
każdy dziennikarz, każdy nauczyciel i w ogóle każdy dorosły człowiek jest tą
wiedzą „obarczony" i od tej odpowiedzialności nie można się uchylać. Do wspie­
rania procesu integracji należy nie tylko polityczna dyskusja na temat odpowied­
nich środków i narzędzi dla jego rozwoju, na temat jego kosztów i skutków
w przypadku gdy proces ten się nie powiedzie. Konieczne jest podjęcie otwartej
debaty społecznej dotyczącej stanowiska i strategii wobec imigracji w ogóle.
Debaty tej nie należy pozostawiać ani radzie miasta, ani parlamentowi. Obojęt­
nie czy i jak zmieniają się rząd i koalicja, ogólna i szczera dyskusja musi się
zacząć natychmiast i to przy udziale wszystkich - imigrantów i społeczeństwa
kraju przyjmującego. W takiej dyskusji respektować należy cały szereg punk­
tów widzenia i perspektyw, a także ludzkich uczuć i motywów kształtują­
cych nastawienie i działania imigrantów. Jest ona możliwa - twierdzi Belasi
- i może okazać się owocna jeśli zdobędziemy się na obustronny respekt i go­
towi będziemy słuchać się wzajemnie zamiast się wzajemnie szufladkować i wy­
pędzać (por. tamże, s. 20).
Według Klausa Geigera sama dyskusja o integracji nie wystarczy, trzeba mia­
nowicie spojrzeć szerzej i zadać sobie pytanie czym jest owa całość, w której
poszczególne części mają się zintegrować, lub inaczej, do jakiego niemieckiego
społeczeństwa, do jakiej jego części, obcokrajowcy i przesiedleńcy powinni
się dopasować? Przecież nie do tych, którzy poprzez alkohol i prawicowy ekstremizm próbują zagłuszyć strach przed konkurencją i utratą swego statusu. To
pytanie otwiera z kolei pole do dyskusji, jakiego społeczeństwa życzą sobie
Niemcy, mając na uwadze wszystkie efekty globalizacji, czyli także podziały,
frakcje i różnice (nie tylko powszechne działanie McDonaldsa) oraz na ile plura­
lizmu w swojej kulturze chcą sobie pozwolić, a w jakim stopniu chcą stanowić
jednorodną i niepodzielną wspólnotę. Jeśli chodzi o postępowanie wobec mło­
dzieży Geiger powołuje się na apel autorki dysertacji o problemach integracyj­
nych, która sama pochodzi z rodziny emigrantów (Kalapka 1986). Jej zdaniem,
integracja, która oznacza dla niej przede wszystkim zdolność do działania w no­
wym środowisku, jest możliwa bez konieczności całkowitej asymilacji przez nie­
miecką kulturę. Potrzebny do tego jest wysiłek zrozumienia i akceptacji tradycji,
w której ta młodzeż wyrosła oraz pomoc w radzeniu sobie z sytuacją nacisku
„albo-albo", która „produkowana" jest nieustannie przez otoczenie. Praca z mło­
dymi ludźmi musi wspierać ich wyobrażenia na temat własnych dróg i musi
dać im do ręki narzędzie umożliwiające zdolność do działania w sensie komuni­
kowania się ze wszystkimi grupami społeczeństwa i artykułowania swoich po­
trzeb dotyczących wykształcenia, pracy, czy udziału w politycznych i społecz­
nych instytucjach. W tej wizji zawarty jest obraz społeczeństwa, które się różni,

�NIEMIECCY PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W NIEMCZECH

ale zdolne jest do kooperacji między poszczególnymi grupami i do dialogu,
w którym grupa przesiedleńców nie jest traktowana jedynie jako przedmiot dys­
kusji, lecz jako podmiot i jej aktywny uczestnik. W owej dyskusji należałoby
uzgodnić, na jakim obszarze i w jakim stopniu pluralistyczny model kultury jest
możliwy i pożądany, a w jakim nie.
W tym miejscu nasuwa mi się pewne spostrzeżenie, że właściwie niemiecka
ideologia polityczna lansuje o wiele bardziej liberalny i pluralistyczny model
kultury niż oczekiwałoby tego społeczeństwo. Wydaje się, że Niemcy już od
wielu lat pouczani przyczynami i skutkami drugiej wojny światowej, jakby pre­
wencyjnie oduczani są wrogości do obcokrajowców, tak, że każdy, kto otwarcie
przyzna się do niechęci wobec nich, zostaje publicznie napiętnowany Mieszkań­
cy Niemiec wyczuleni są na polityczną poprawność swoich poczynań i wypo­
wiedzi i pod tym względem znajdują się nieoficjalnie pod stałą kontrolą całej
Europy, dlatego nikt w Niemczech oficjalnie nie może być przeciwny obcokra­
jowcom. Ale ludzie w Niemczech, tak samo jak w innych krajach, funkcjonują
i wartościują społeczeństwo w kategoriach „swoi" i „obcy". Wystarczy spojrzeć
(i tu pozwalam sobie na uogólnienie) na animozje między mieszkańcami krajów
związkowych, na czele ze sławetnym poczuciem wyższości Bawarczyków
i Szwabów, uważających się za jedynie prawdziwych Niemców, ich niechęcią
do całej reszty i tendencją do jej lekceważącego traktowania. Zwyczajność spo­
łeczeństwa z jednej strony i sugerowana, na wyrost pozytywna wobec obco­
krajowców, polityka z drugiej, nie tylko odbierana jest w wielu kręgach jako
hipokryzja, lecz powoduje, że społeczeństwo, z różnych powodów jeszcze
nieprzygotowane na przyjmowanie tak wielu zmian kulturowych, wraz z imigrującymi do jego kraju Turkami, Grekami, Włochami, Hiszpanami, czy przesie­
dleńcami ze wschodniej Europy, wzmacnia jeszcze swoją negatywną, nieoficjal­
ną reakcję. Przypomina mi to relacje moich znajomych Niemców, którzy - będąc
uczniami - bombardowani przy każdej okazji faktami z fatalnej historii ich kraju
oraz przykazaniami „wielbienia" obcokrajowców, w końcu reagowali na przekór
- wręcz odwrotnie. Istnieje rozdźwięk pomiędzy propagowaną i pożądaną
ideologią polityków, a emocjami reszty społeczeństwa i dlatego potrzebne było­
by szczere i uczciwe uzgodnienie stnowisk obu stron, by uniknąć dwulicowości
wobec tych, których te emocje dotyczą. Ta sama dwulicowość dotyczy oficjalnej
polityki, według której przesiedleńcy są „mile widziani" i faktycznych działań,
w rzeczywistości ograniczających ich napływ oraz środki wspomagające ich
integrację. Z pewnością dałoby się znaleźć uczciwsze wyjście z sytuacji, mniej
drastyczne niż komunikat: „nie możemy was więcej przyjmować, bo mamy
akurat kryzys w kraju".
Jeśli w hipotezie o przenoszeniu na innych skutków swojej własnej dyskry­
minacji jest choćby odrobina prawdy, to państwo i społeczeństwo niemieckie
powinny postarać się zrobić wszystko, żeby ten łańcuch w końcu przerwać. Jak­
kolwiek - jak twierdzi wielu prognostyków - problemy związane z integracją
przesiedleńców rozwiążą się wraz z nastaniem kolejnego pokolenia i w przy­
padku przesiedleńców z Rosji, źródło ich napływu w końcu się wyczerpie, to do

�218

JOANNA KSIĄŻEK

Niemiec przybywać będą stale kolejni imigranci, których dotyczyć będą podob­
ne problemy i kwestie, dlatego tak ważna jest umiejętność radzenia sobie z nimi.
Być może, na skutek wejścia Polski do Unii Europejskiej problem imigracji
będzie dotyczył także i naszego kraju. Być może wtedy Niemcy na tyle dobrze
i mądrze będą potrafili radzić sobie z tym zjawiskiem, że będziemy mogli bez
przeszkód skorzystać z doświadczeń naszego sąsiada.
LITERATURA

Barbasina

E., D .

Brandes,

D. N e u t a t z .

und Deutschland, Forschungen

1999, D i e R u ß l a n d d e u t s c h e n in R u ß l a n d

zur Geschichte

und Kultur

der Rußlanddeutschen

9, zeszyt

specjalny, Essen.
Boll

K . 1993, Kulturwandel

Brake

der Deutschen

K . 1998, Lebenserinnerungen

aus der Sowjetunion,

rußlanddeutscher

Marburg.

Einwanderer.

Institut für Volkskunde,

Universität Hamburg.
Claus

W. 1994, Probleme

der Integration

der Spätaussiedler

in der Region

Südniedersachsen,

Göttingen.
Dietz

B . , P. H i l k e s .
siedler
-

1994, Integriert

in der Bundesrepublik

1992, Unbekannte

Eisfeld

oder isoliert?

Deutschland,

im Osten,

Zur Situation

rußlanddeutscher

Aus­

Ostdeutscher

Kultur­

München.

München.

A . 1992, Die Rußlanddeutschen,

Studienbuchreihe

der Stiftung

rat. B d . 2, M ü n c h e n .
F r i c k J. 1997, Sozialhilfe als Integrationshilfe für Zuwanderer nach Deutschland, [ w ] :
Institut für
Ingenhorst

Wirtschaftsforschung.
H.

Wochenbericht,

1997, Die Rußlanddeutschen.

Deutsches

nr 48.

Aussiedler

zwischen

Tradition

und

Moderne,

Frankfurt am M a i n .
Integration...

1996, Integration junger A u s l ä n d e r in die Schul- und Berufsausbildung ver­

läuft langsamer [ w : ] Deutsches

Institut

für

Wirtschaftsforschung.

Wochenbericht,

nr 2 1 ,

s. 3 7 0 - 3 7 7 .
Kalapka

A . 1986, Handlungsfähigkeit

Lebensbedingungen
K a 1isk e

statt „Integration".

und Entwicklungsmöglichkeiten

D . , K . F. G e i g e r .

Schulische

griechischer

und

außerschulische

Jugendlicher,

München.

1999, Fremd als Deutsche i n Deutschland. Zur Integration von

A u s s i e d l e m , Hofgeismarer

Vorträge.

B d . 16.

K 1 ö s H . P. 1992, Integration der Einwanderer aus O s t / s ü d o s t e u r o p a in den deutschen Arbeits­
markt, [ w : ] Sozialer
Klötzel

Fortschritt

4 1 , s. 2 6 1 - 2 7 0 .

L . 1999, D i e R u ß l a n d d e u t s c h e n zwischen A u t o n o m i e und Auswanderung,

- Studien,
Kornisch

ka

J. 1992, Psychische

Pfeiffer

C,

K. B r e t t f e l d ,

und soziale
I. Delzer.

Probleme

von Spätaussiedlern,

Pfaffenweiler.

1997, K r i m i n a l i t ä t in Niedersachsen 1985

1996. Eine Analyse auf der Basis der Polizeilichen K r i m i n a l i s t i k , KFN
berichte

Osteuropa

B d . 3, Mamburg.

-

bis

Forschungs­

nr 60, Hannover.

Spätaussiedler...

1998, S p ä t a u s s i e d l e r in Deutschland - rechtliche Situation, offizielle P o l i t i k ,

öffentliche Debatte der letzten Jahre [ w : ] Sprache
dlicher

Spätaussiedler.

zur Mitsprache

- zur Integration

jugen­

Tagung v o m 03 bis 05. Dezember 1997 in der Evangelischen

A k a d e m i e Bad B o l l , Protokolldienst 15.
Strobl

R.,

schancen

W.

K ü h n e 1. 2000, Dazugehörig

jungen

Aussiedler,

und

ausgegrenzt.

Analysen

zu

Integration­

München.

Weniger Aussiedler, mehr A n g e h ö r i g e . Welt: U n i o n soll Einwanderungsgesetz zustimmen,
furter

Allgemeine

Zeitung

07.06.2003, s. 2.

Frank­

�219

NIEMIECCY PRZESIEDLEŃCY Z ROSJI W NIEMCZECH
A d r e s y stron internetowych:
file://A:\Wer%20ist%20ein%20Zarendeutscher.htm
http://www.russlanddeutschegeschichte.de
http://www.zarskie-nemzi.ru/Politik/das_duell.htm
Keiser, M a r i o , Deutsch,

aber nicht ganz,

Schatz V i k t o r , Das Duell

auch gegen

.www.zeit.de/2000/14/200014_aussiedler_3.html
Rußlanddeutsche.

http://www.zarskie-nemzi.ru/Politik/

das d u e l l . h t m

JOANNA KSIĄŻEK
T H E I N T E G R A T I O N P R O B L E M S OF T H E G E R M A N I M M I G R A N T S
FROM RUSSIA I N G E R M A N Y
S um mary
Integration o f the Germans c o m i n g from Russia i n Germany is determined by many different
factors: expectations o f the new country the newcomers have previously had, the attitudes o f the
German society, but also legal regulations and p o l i t i c a l decisions defining procedures concerning
ways o f their integration. People o f German nationality c o m i n g from Russia meet

numerous

obstacles on their w a y to adjustment: problems w i t h finding employment and recognition o f their
former education. Language problems. N o less important are troubles i n accepting the mecha­
nisms o f a modern democratic state and society, not familiar to them previously. This leads to the
crisis i n the emigrants' value systems.
Some o f their problems are typical i m m i g r a n t s ' problems. There are also other ones, those o f
that particular group, i.e. a m b i g u i t y o f their national identity. I n Russia they were considered
"Germans", n o w in Germany they are referred to as "the Russians" and in effect they don't k n o w
where they actually stand. The situation o f being " in between' can by no means help those people
to stand on their feet again i n the new society It often leads to social conflict, tendency to social
isolation, j u v e n i l e delinquency, alcohol and drug abuse, disturbances i n physical and mental health.
The official German attitudes to the problems and strategies o f the i m m i g r a n t s ' integration
have been changing w i t h i n the last few years. The author studies the process t a k i n g those changes
into consideration and referring to the most recent opinions i n the debate on solving the problems
o f adjustment o f the "Russian Germans".
Translated

by Anna

Kuczyńska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6113" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6093">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fe5f28f8bacd9bf113207303f3224991.pdf</src>
        <authentication>fefd467bc28876820f82c870250ae7d9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72943">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5605</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72944">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72945">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72946">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5211</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72947">
                <text>Głodomór w krainie pieczonych gołąbków/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72948">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14), s.34-45</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72949">
                <text>Kubat, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72950">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72951">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72952">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72953">
                <text>Katarzyna
Kubat

doktorantka Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie ukończyła
gender studies oraz etnologię i antropologię kulturową. Absolwentka studiów
I

p o d y p l o m o w y c h z zakresu zarządzania projektami i funduszami UE. Obecnie zajmuje

|

się pozyskiwaniem środków na działalność organizacji pozarządowych.

Głodomór w krainie
pieczonych gołąbków
- o k u l t u r o w y c h znaczeniach j e d z e n i a

D

ostarczanie składników pokarmowych
to najbardziej podstawowa i oczywista
funkcja jedzenia, a w potocznym rozu­
mieniu odżywianie się jest czynnością natural­
ną. Szeregi znaczeń wykraczających poza sferę
związaną z fizjologią przenoszą jednak banalną
czynność spożywania w szerszy system komuni­
kacji : „Jedzenie jest czymś więcej n i ż odżywką
[...], jego wytwarzanie, przygotowywanie i kon­
sumowanie stwarzają rytuały i zachowania ma­
giczne, w miarę jak czynność jedzenia staje się
aktem irracjonalnym albo nadracjonalnym" .
1

2

Obfitość jedzenia to nieodzowny element
ziemskiego raju . Dostarczanie czy obdarowy3

1

Por. B. Bednarek, Kwalifikatory uczty. Przyczynek do

sympozjologii, [w:] P. Kowalski (red.), Oczywisty urok

wanie pożywieniem ma być demonstracją uczuć,
sympatii, oznaką bliskości: „Ciężkie, słodkie po­
karmy kojarzą się z miłością, troskliwością i cie­
płem. W wyobraźni babunie i przyjęcia wiążą się
z ciasteczkami i tortami, nie z marchewką. Stra­
wa uczuciowa jest związana ze strawą w sensie
fizycznym" . Jedzenie łączy się z matczyną opie­
ką, spożywanie przez osobę obdarowaną sym­
bolizuje wzajemność: „Zaopatrzenie w żyw­
ność jest w naszej kulturze podstawową oznaką
troski, dzielenie się jedzeniem podczas posiłku
uważane jest za jedną z głównych form kontak­
tu społecznego. Nakaz kulturowy nakłada na
matkę obowiązek zapewnienia wystarczających
4

historia jedzenia, tłum. M . Ryńska, Wydawnictwo
Książkowe Twój Styl, Warszawa 2003, s. 15.

biesiadowania, Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki

3

Ibid., s. 189.

Wrocławskiej, Wrocław 1998, s. 10-11.

4

M . Pipher, Ocalić

2

F. Fernandez-Armesto, Wokół tysiąca stołów,

czyli

Ofelię,

tłum. B. Horosiewicz, Media

Rodzina, Poznań 1998, s. 223.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

35

ilości jedzenia, a na jej kochająca córkę czy syna
obowiązek spożycia tego pokarmu" .
Jedzenie może wywoływać skojarzenia z uro­
czystą atmosferą, radosnymi wydarzeniami, aurą
spokoju i odprężenia. Odwieczna idea biesia­
dowania, gdzie dzielenie się jedzeniem ma być
podstawową formą wymiany darów i głównym
spoiwem wspólnoty, w dalszym ciągu pełni swoje
funkcje - g ł ó w n i e rekreacyjną i towarzyską. Spo­
żywanie jedzenia w pewnych okolicznościach,
np. przy świątecznym stole, wyraża przynależ­
ność do określonej grupy manifestuje przywią­
zanie do konkretnej tradycji i wartości, wiąże się
z prestiżem, pozycją społeczną czy gościnnością.
5

Owo kolektywne jedzenie [ ] nie stanowi aktu
biologicznego zwierzęcego lecz jest wydarzęmem społecznym" .
Słowem kluczowym dla analizy sensów zo­
gniskowanych wokół jedzenia jest pojęcie „die­
ty". W dawnych czasach rezygnacja z doznań
zmysłowych miała zabarwienie religijne i zwią­
zana była z ascezą , spożycie niektórych pokar­
mów prowadziło z kolei do zażyłości z bogami .
W latach dwudziestych X X wieku, kiedy pro­
dukcja żywności nabrała szczególnego tempa,
a jedzenie coraz częściej kojarzyło się wyłącznie
z przyjemnością, termin „dieta" po raz pierw­
szy został odniesiony do regulacji stanu zdro­
wia i kontroli wagi ciała. Wraz z poszerzeniem
asortymentu produktów spożywczych określenie
6

7

8

5

S. Abraham, D . Llevelyn-Jones, Bulimia i anoreksja,

należące wcześniej do dyskursu medycznego,
z w i ą z a n e z leczniczym czy profilaktycznym
sposobem odżywiania się , zostało wchłonięte
przez kulturę masową. Odtąd „bycie na diecie",
które jest szczególnym przypadkiem szerszego
zjawiska - dyscyplinowania ciała staje się jed­
nym ze sposobów budowania wizerunku i kre­
owania własnej tożsamości . Dyskurs diety
idzie w parze z dyskursem szczupłej sylwetki
i stanowi podłoże dla kulturowo uwarunkowa­
nych „afektywnych panik" .
9

10

11

12

Odwołując się do założeń społecznego kon­
struktywizmu, można wskazać, jak informacje
dotyczące sposobów konsumowania współtwo­
rzą powszechnie obowiązującą wiedzę o rzeczy­
wistości. Popkultura, pełniąc funkcję metanarracji, „naturalizuje" - posługując się terminologią
P. Bourdieu - określoną wizję kulinarnych za­
chowań, która narzucona w procesie symbolicz­
nej przemocy, uzyskuje status tego, co oczywiste
i normalne. Jedzenie pozbawione swych pier­
wotnych biologicznych konotacji staje się osią,
wokół której narastają kolejne ciągi skojarzeń
i z n a c z e ń żywieniowe ograniczenia zostają
włączone w system kontrolowanych mikrozwyczajów dnia codziennego . W ten sposób dieta
analizowanie składu pokarmów czy spożywanie
syntetycznych produktów staie się swoistym
emblematem kultury i znaczy samodyscyplinę
oraz zdrowie Swobodne przyjmowanie darów
13

10

A. Giddens, Nowoczesności

tożsamość,

tłum.

tłum. W Rolski, M . Rolska, Pruszyński i S-ka, Warszawa

A. Szulżycka, PWN, Warszawa 2002, s. 145.

2001, s. 55.

11

6

M . Bachtin, Twórczość

ludowa średniowiecza

Franciszka Rabelais'go a kultura

i renesansu, tłum. A. i A. Goreniowie,

Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975, s. 395.
7

Z. Melosik, Tożsamość,

ciało i władza.

Teksty kulturowe

jako (kon)teksty pedagogiczne, EDYTOR, Poznań, Toruń
1996, s. 153.
8

F. Fernandez-Armesto, op.cit., s. 67.

9

Por. W Kopaliński, Słownik

wyrazów

obcych, Rytm,

Warszawa 2006.

1 ( 1 4 ) nn

Pojęcia „dyskursu" używam tutaj w rozumieniu, które

zaczerpnęłam z pracy Z. Melosika Tożsamość,
i władza.

Wykorzystuję także następujące sformułowania tego
autora: „dyskurs diety", „dyskurs szczupłej sylwetki",
„dyskurs użycia", „dyskurs ascezy".
12

Z. Melosik, op.cit., s. 139-140.

13

Por. A. Gromkowska, Kobieta w kulturze globalnej.

Rekonstrukcje i reprezentacje, Wydawnictwo Wolumin,
Poznań 2002, s. 6.

BARBARZYŃCA

ciało

Teksty kulturowe jako (Kon) teksty pedagogiczne.

�Katarzyna K u b a t

36
natury" stanowi natomiast dowód braku woli
i zdecydowania. Jednocześnie dietę propaguje
się jako bardzo atrakcyjny sposób konsumpcji,
który nie ma nic wspólnego z fizjologicznym
głodem; teksty kulturowe wywołują wręcz wra­
żenie, że restrykcje mogą być wyrafinowaną
formą przyjemności .
W kulturze Zachodu obecne są paradoksal­
ne postawy związane z kwestią jedzenia. Obok
dyskursu diety funkcjonuje też dyskurs użycia,
który zachęca do ulegania cielesnym rozko­
szom i czerpania z nich maksimum zadowole­
nia - co kwestionuje dyskurs ascezy. Ilustracją
mogą być kolorowe pisma, w których reklamy
środków odchudzających oraz informacje o die­
tach przeplatają się z ilustracjami kalorycznych
potraw i przepisów kulinarnych. Jedzenie to
pokuszenie, dieta w tym momencie ma być
wybawieniem . Ponadto - przenosząc się na
poziom mitu - niejedzenie należy potraktować
iako symboliczny powrót do czasu początku
kiedy to człowiek wolny był od jakichkolwiek
biologicznych uwarunkowań Post woisuiac sie
w sekwencję pur yfikacyi n vch rytów ma umozliwiać obcowanie ze sferą zaświatowi odtworze­
nie porządku in Mo
14

15

Z dwu sprzecznych typów przekazów wyłania
się wizerunek osoby, która je bez ograniczeń, a jed­
nocześnie pozostaje szczupła. Odbiorca zostaje
więc uwikłany w grę sprzecznych komunikatów
„jedz - nie jedz", skazany na ciągłą oscylację po­
między hedonizmem i ascezą : „Obok książek
kucharskich, jak ich cień nieodłączny, recepty na
cudowne diety odchudzające, rzeczowe i drobia­
17

zgowe przepisy na autotresurę i ascezę - inwen­
tarze rozkoszy, jakich należy ciału odmówić. Te
drugie książki pouczają, jak zaleczyć rany zada­
ne przez pierwsze i usunąć z ciała nieczystości
przez nie pozostawione. Drugie książki powiadają
o tym, jak samoumartwiać się w imię tego, by ciało
zdolne było przeżyć zachwyty, jakich wywołaniu
służą książki pierwszego typu" .
Istotną kwestią jest różnica pomiędzy „ko­
biecym" i „męskim" stosunkiem do problemu
jedzenia oraz diety. Posługując się Goffmanowską
metaforą teatru, można przyjąć, że powściągliwość
w okazywaniu apetytu jest standardowym środ­
kiem wyrazu, służącym kobiecie do budowania
fasady podczas scenicznego występu. Przedsta­
wienia, które utożsamione jest ze stałą obecnością
grupy obserwatorów wyposażonych w określoną,
ujednoliconą wiedzę o tym, jak to przedstawienie
ma wyglądać. Umiarkowanie w jedzeniu i kon­
trolowanie gestów związanych z odżywianiem,
manipulowanie ekspresją są nieodłączną częścią
społecznie tworzonei stereotypowei roli kobiety
- w odniesieniu do cobowiązującego s posobu my
ślemai oczekiwań publiczności
18

19

Biesiadowanie mężczyzn jest rzeczą zwy­
czajną . Brak ograniczeń i ogromny apetyt ko­
jarzą się z męskością oraz ekspansywnością,
dlatego postrzegane są jako naturalne i oczy­
wiste. Jedzenie jest czystą przyjemnością, a nie
stresem, mężczyzna je wszystko to, na co ma
ochotę, i posiada społeczne przyzwolenie na
ostentacyjne zachowania . Można obecną sy­
tuację porównać z epoką wiktoriańską, kiedy
to mężczyźni z wyższych warstw społecznych
20

21

14

Z. Melosik, op.cit., s. 150-153.

19

15

Ibid., s. 153-157.

tłum. H . Datner-Śpiewak i P. Śpiewak, Wydawnictwo

16

P. Kowalski, Kilka uwag o poszczeniu. Wprowadzenie do

Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Warszawa 2000,

problematyki biesiadnej, [w:] P. Kowalski (red.), Oczywisty

Por. E. Goffman, Człowiek

w natrze życia

codziennego,

s. 52-65.

urok biesiadowania, Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki

2 0

Z. Melosik, op.cit., s. 145.

Wrocławskiej, Wrocław 1998, s. 20-23.

21

S. Bordo, Unbearable Wright: Feminism, Western Culture

17

Z. Melosik, op.cit., s. 156-157.

18

Z. Bauman, Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesnosci,

and the Body, Berkeley, Los Angeles, London 1993, s. 108.

U M K , Toruń 1995, s. 99.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

bezkarnie oddawali się kulinarnym uciechom,
a kobiety - wciąż kontrolowane i strofowane jadły tylko tyle, ile niezbędne było do przeżycia:
„Od czasów najdawniejszych przez cały okres
trwania kultury patriarchalnej przygotowywanie
i podawanie tych zbytkowych potraw i napojów
było obowiązkiem kobiet, a konsumowanie ich przywilejem szlachetnie urodzonych mężczyzn
[...]. Kobieta jako rzecz należąca do właściciela
powinna konsumować tylko tyle, ile to jest po­
trzebne do utrzymania się przy życiu" .
22

37

już wiele r a z y u s i ł o w a ł a ś z r z u c i ć z b ę d n e kilogra­
my, ale p o z a l i c z e n i u k o l e j n e j d r a k o ń s k i e j
w s z y b k i m t e m p i e d o c h o d z i ł a ś do
wagi" ,
2 4

„Pamiętasz, jak

wadze kilka kilogramów,

głodziłaś

ale

diety

poprzedniej

się, t r a c i ł a ś na
wal­

uczucie radości

c z y ł o z c o r a z w i ę k s z ą c h ę c i ą z a s p o k o j e n i a apety­

tu" . Bohaterkami p r a s o w e g o a r t y k u ł u pt. Jedze­
niejak narkotyk^, są k o b i e t y Bożena c o d z i e n n i e od
20 lat jada c z e k o l a d ę : „Kiedy nie mam jej w z a s i ę ­
gu r ę k i , r o b i ę się n e r w o w a " . Anna, u z a l e ż n i o n a
od s ł o d y c z y , o b j a d a ł a się, by u s p o k o i ć nerwy po
pracy i p o d k r a d a ł a s ł o d y c z e c ó r c e . „Raz z d a r z y ł o
mi się s t r a c i ć f i l m [...], to b y ł o t o t a l n e o b ż a r s t w o
lody ciasteczka batoniki
Dla Magdy z k o l e i
25

2 6

To właśnie do kobiet skierowana jest bogata
dietetyczna oferta, pojęcie kuracji odchudzającej
oraz problemy z odżywianiem w sposób oczywi­
n a r k o t y k i e m j e s t ser o b ż e r a ł a się nim i u t y ł a dwa
sty łączą się z wizerunkiem kobiety. Świadczą
o tym nie tylko kolorowe magazyny dla p a ń k i l o w c z t e r y dni Urzędniczka z d u ż e i f i r m y
oraz portale internetowe, w których informacje Dorota n a i o i e r w e ł o d u i e a potem sie opycha
Nieraz o r z e z m i e s i ą c i a d e t y l k o na t w a r o ż k a c h
o zabiegach wyszczuplających zamieszczane
i
k e f i r z e A potem p r z y c h o d z i k r y z y s — c h o ć b y ob
są w działach „kobieta" (Interia/Kobieta, Onet/
l
a
n y e g z a m i n na n r a w o i a z d y Wówczas w y s t a r c z y
Kobieta itp.). Smukła kobieca sylwetka widnieje
i m n u l s Ktoś n o c z e s t u ie m n i e c u k i e r k i e m i i u z
na opakowaniu płatków śniadaniowych w wersji
w
p a d a m w c i ą g Jak a l k o h o l i k !
detalu przecho
„fitness" znanej firmy. Wizerunek płaskiego ko­
dze
na
h
u
r
t
dwa
t
a
l
e
r
z
e
b
i
g
o
s
u
4
k a w a ł y ciasta 3
biecego brzucha pojawia się na pudełkach prepa¬
ratów wspomagających odchudzanie. Kampania J L f n r a wędlin Ch\eh L n r h l e h . " ^ M n t ™
reklamowa dietetycznego pieczywa wykorzystu- z r a z y , r u r a w ę o n n . ^ n i e o , a u z o c n i e n a . M o t y w
ie motyw kobiecego niezadowolenia zwiazaneeo ż a r ł o c z n o ś c i m r o ź n a . t u t a j p o t r a K t o w a c j a K o o d w o ­
z koniecznością pokazania sie na plaży- Nad¬ ł a n i e s i ę
stery z w i e r z ę c e j c z t o w i e K a , K u l t u r o w o
chodzi lato - nie da się ukryć! Zresztą jakuikryć
ujarzmianej natury
do c h r o n i c z n e g o a s p e K t u
coś bez okrycia? Jeśli obawiasz się o swój wydad K o b i e c o ś c i , K t ó r y , r e p r e s j o n o w a n y i t ł u m i o n y , m u s i
w stroi u kąpielowym zastosui nasza metodę Od p o z o s t a ć w u k r y c i u .
razu zrobi Ci się l ż e j ' - me tylko na duszy" .
Kobieta m o ż e c z a s e m p o t a j e m n i e u c z t o w a ć ,
p
r
ó
b
u j ą c w ten s p o s ó b r o z ł a d o w a ć stres i frustra­
Większość tekstów dotyczących odchudzania
cję.
Natychmiast
j e d n a k p o j a w i a się motyw w i n y
odnosi się bezpośrednio do kobiet, w tych pozornie
i
w
s
t
y
d
u
.
Amanda,
b o h a t e r k a f i l m u Woodyego
„neutralnych" płeć odbiorcy można ustalić choćby
na podstawie rodzaju czasownika: „Wprawdzie Allena Życie i cała reszta, g r a n a p r z e z Christinę
Ricci, p o n i e u d a n y m castingu u r z ą d z i ł a s o b i e ku2 7

28

Z

-

23

2 2

T. Vehlen, Teoria klasy próiniaczej,

tłum. J. Frentzel-

-Zagórska, Muza, Warszawa 1998, s. 58-59.
2 3

2 4

„JOY", 4/2007, s. 1.
http://zdrowie.onet.pl/147,„„szczescie_sprzyja_

wytrwalym,psychozabawy.html 28.06.08.
2 5

http://www.odchudzanie.beep.pl/ 28.06.08.

2 6

,VITA", 6/2006, s. 115.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

27

Ibid., s. 117.

28

Ibid., s. 117.

2 9

„Claudia", 2/2007, s. 46.

3 0

Por. S.B. Ortner, Czy kobieta ma się tak

jak„natura

do kultury"?,

rodzi się kobietą,

d

o

mężczyzny

[w:] T. H o l ó w k a (red.), Nikt nie

Czytelnik, Warszawa 1982, s. 118-124.

�Katarzyna K u b a t

38
linarną sesję, którą przypłaciła chandrą: „Mam zły
humor, nie poszło mi dzisiejsze przesłuchanie...
sama jestem sobie winna... nie złość się, ale j u ż
jadłam... byłam strasznie głodna po tym przesłu­
chaniu, więc zjadłam kawałek sernika, a potem
jeszcze jeden. Kiedy j u ż zacznę, nie mogę prze­
stać. W końcu zjadłam cały. A potem pomyślałam
«co tam»i zjadłam spaghetti z lodówki, potem ho­
mara, potem podgrzałam kurczaka. - Meble też
zjadłaś? - Jestem taka gruba i obleśna... byłam
taka zła, że zawaliłam, nie mogłam się powstrzy­
mać" (cytat z filmu). Podobny problem ma boha­
terka książki Smażone zielone pomidory Evelyn
Couch: „. .nie mogę przestać jeść [...]. Próbuję
i próbuie codziennie budzę sie i myślę sobie że
tym razem będę się trzymać diety i codzienniemi
się nie udaje Chowam batoniki po całym domu
i garażu. Nie wiem co sie ze mna dzieje
r n
Szkoda że me mam odwari zupełnie sie roztvo
i mieć to z głowy albo na tyle silnei woli zeby
stracić na wadze i n anrawde schudnąć Czúie ze
utknęłam, dokładnie pośrodku" . '
Zapełnianie emocjonalnej pustki jedzeniem,
szukanie zapomnienia w biesiadowaniu dotyczy
prawdopodobnie w równym stopniu mężczyzn
i kobiet, niemniej jednak to właśnie kobieta przy­
łapana na obżarstwie jest szczególnie ekspono­
wana. Z jednej strony sugeruje się, że to problem
ściśle związany z płcią, z drugiej zaś wskazuje
dobitnie, że jest rzeczą naganną i wstydliwą. I
podczas gdy kobiece obżarstwo przywołuje mo­
ralne czy estetyczne skojarzenia, to w przypadku
mężczyzn zwraca się uwagę przede wszystkim
na zdrowotne konsekwencje nieumiarkowanego
jedzenia i picia. Potwierdzeniem tej tezy może
być film Super Size Me Autor i bohater paradokumentu przez miesiąc żywił się jedzeniem
serwowanym w amerykańskich fast foodach 31

31

F. Flagg, Smażone

zielone pomidory, tłum. A. Biała,

Zysk i S-ka, Warszawa 2004, s. 63.
32

problemy (otłuszczona wątroba, wzrost pozio­
mu cholesterolu i soli, spadek kondycji), które
pojawiły się w wyniku eksperymentu, zostały
z a u w a ż o n e i zdefiniowane przez dietetyków
oraz lekarzy. Należy zaznaczyć, że w dominu­
jącym dyskursie pojawiają się komunikaty do­
tyczące męskiej diety, niemniej to kobieta jest
odpowiedzialna za przeprowadzenie oraz efekt
końcowy przedsięwzięcia. Relacja idealnie wpi­
suje się w koncepcję matriarchatu domowego
będącego obszarem władzy „gastronomicznej
matki", która decydując o tym, co i kiedy będzie
można zjeść, w niezauważalny sposób instrumentalizuje m ę ż c z y z n ę . 1 tak jedno z pism dla
32

pań w artykule pt Menu dla twoiego Casanovy

doradza iak odchudzić partnera nie odbieraiac
mu przyjemności iedzenia- Mv proponujemy
dietę o obniżonei iczbie kalorii ale pełna DO
traw bez których O N nie wyobraża sobie życia
W menu iest nawet przekąska która można sie
delektować o dowolnej porze dnia"
33

Kobieta, która oddaje się kulinarnym rozko­
szom, jest przede wszystkim sfrustrowana i żało­
sna - taki wizerunek jest kreowany i utrwalany
przez kulturowe komunikaty. Ewa, która bierze
udział w akcji odchudzającej jednego z dzienni­
ków, przyznaje, że nie jest łatwo zgubić zbędne
kilogramy. Stale liczy kalorie, co wieczór sieka
warzywa na sałatkę, prawdziwą próbę charak­
teru przeszła podczas świąt: „Jak zwykle mama
z siostrą upiekły na Wielkanoc przepyszne mażurki, babki, serniki. Ślinka mi cieknie na samo
wspomnienie. Złamałam się i spróbowałam.
Dręczyły mnie potem straszne wyrzuty sumie­
nia. Śniło mi się, że przytyłam 20 kilogramów
i nie mieszczę się w żadne ciuchy" .
34

Niektóre media z upodobaniem przedsta­
wiają informacje o dietetycznych porażkach bo-

3 3

„Claudia Diety", 1/2007, s. 88.

3 4

„Fakt/Kobieta", 41/2007, s. 12.

S. Walczewska, Damy, rycerze i feministki,

Wydawnictwo eFKa, Kraków 1999, s. 164-165.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

haterek popkultury, podkreślając w ten sposób
ogromną wagę problemu. Demaskując i obna­
żając słabości, jednocześnie oceniają i kpią. I tak
np. piszą o Chelsea Clinton: „Ona płacze i tyje,
tyje i płacze. 26-letnia córka byłego amerykań­
skiego prezydenta Billa Clintona ciężko przeżyła
ubiegłoroczne rozstanie z synem kalifornijskie­
go milionera łanem Klausem, łan [...] uznał,
że miłość na odległość nie ma sensu. Chelsea nie
potrafiła tego zaakceptować. Wróciła do dawne­
go stylu życia i dawnej diety. Co, niestety, widać
na załączonym obrazku" . Brytyjska piosenkar­
ka Geri Halliwell peka w szwach" bo wróciła
juz do rozmiaru sprzed kuracji odchudzającej
i nie zdążyła ieszcze zainwestować w nowa gar­
derobę. Wizerunek szczupłej i wysportowanej
Geri pora włożyć do lamusa" . Emma Bunton
którei nowy solowy album nie odniósł sukcesu
„wróciła do jedzenia ulubionych pączków i na'
brała ciała"
35

36

37

Informacje zamieszczone w pismach, poradni­
kach i dodatkach mają niewątpliwie perswazyjny
charakter. Pozornie niezaangażowany i referencyj­
ny język, oparty na powszechnych wyobrażeniach
i popularnych mitach, w istocie zawiera element
emotywności i ewokacyjności - tego typu strategie
i środki, znane ze studiów nad rytuałem czy magią,
są typowe między innymi dla propagandy . Rady,
informacje, sugestie, odnosząc się do sfery norm
i wartości, wpływają na stan mentalny adresatek,
oddziałują na emocje i mają stymulować pożądane
38

39
postawy. Komunikaty opisujące wybrane wycin­
ki rzeczywistości konstruują jednocześnie wokół
nich określone sensy, wyrażają kategoryczne sądy,
a tym samym w sposób finezyjny i zakamuflowany
n a r z u c a j ą - u z n a n ą za jedynie słuszną i oczywistą
- wizję porządku, manipulują i wywierają presję
na odbiorcy .
Przede wszystkim należy podkreślić fakt, że
teksty zwracają się wprost do czytelniczki, wy­
powiedzi sformułowane są w drugiej osobie, co
stwarza wrażenie bliskości odbiorcy z nadawcą
i wzmacnia siłę komunikatu : „Jedz to samo,
ale w wersji mniej kalorycznej. Wybierz to, co
nie odłoży się na biodrach czy udach" . „Żeby
spalić dwa jajka sadzone i dwa tosty (czyli ok. 350
kalorii) musisz przez 60 minut pływać w basenie
stylem klasycznym" , „Kupuj tylko małe porcje
ciasteczek czy lodów. Nie przesadzisz nawet
wtedy gdy zjesz całe opakowanie" . C ó ż pew­
nie wpadłaś w jedną z żywieniowych pułapek.
Zanim więc wvruszvsz w podróż przeczytaj
nasze porady. Dzięki n i m wrócisz z wakacii
bez « n a d b a g a z u »
Dodatkowo zwrot może
orzvi ać postać pytania retorycznego — to ieszcze
bardzie, notesie i e
moc wywołuiac efekt
podporządkowania i wrażenie bycia obserwo
wana : Wiecznie eiodna i wściekła. Znasz
to skądś?'" - sadzisz że odstawiaiac alkohol
39

40

41

42

43

44

TO

45

46

łatwiei wriśniesz sie w hikini?" - A mnze od
lar hez.knterznie w , l r z v , z z t ł n 4 r v v 1 d e m ?" 47

48

M

CIb

J. Bralczyk, język

bl

na sprzedaż,

3 5

http://gala.onet.pl/7,1318911,gwiazdy.html 28.06.08.

40

3 6

http://gala.onet.pl/5,1146130,gwiazdy.html 28.06.08.

Gdańsk 2004, s. 19, 101.

3 7

http://gala.onet.pl/5,1128785,gwiazdy.html 28.06.08.

41

„Filipinka", 5/2006, s. 48-49.

3 8

J. Barański, Socjotechni\a, między

42

„Dziewczyna", 6/2006, s. 26.

magią

a

analogią,

"

43

„VITA", 7/2008, s. 17.

2001, s. 26.

44

„Uroda", 7/2008, s. 106.

45

J. Bralczyk, op.cit., s. 113.

46

..Cosmopolitan", 5/2007, s. 225.

Por. B. Kudra, A. Kudra, Między

a perswazją

manipulacją

(o funkcjonowaniu antroponimów

w

tekście

prasowym), [w:] P. Krzyżanowski, P. Nowak (red.),

47

„VITA", 6/2006, s. 14.

Manipulacja w języku,

48

„Przyjaciółka", 11/2007, s. 20.

Wydawnictwo UMCS, Lublin

2004, s. 95.

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

y^ m

&gt;

Wydawnictwo Gdańskie,

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
3 9

u s z c z

�Katarzyna K u b a t

40
bie górę kanapek? Po sprzeczce z mężem obja­
dasz się lodami?" ; „tęsknisz za pizzą, frytkami
albo kawałkiem szarlotki?" .
Ważnym zabiegiem manipulacyjnym jest uży­
wanie kwantyfikatorów czy wreszcie odwoływanie
się do wyników badań : „Odkrycie australijskich
dietetyków nie jest dietą męczarnią, a raczej no­
wym stylem życia, dzięki któremu cała Australia
chudnie" . „Jakim cudem bogate kobiety są za­
wsze szczupłe? Odpowiedź na to pytanie znala­
zła lekarka Jana Klauer z Nowego Jorku [...]. Jej
klientami są zamożni ludzie sukcesu. Zabiegani,
bardzo zajęci, a jednak - szczupli. Dzięki jej pora­
dom schudniesz o j eden rozmiar w trzy dni" . „Ni­
gdy więcej liczenia kalorii i drakońskich diet! Nowa
teoria dietetyczna głosi, że jeśli chcesz pozbyć się
nadmiaru kilogramów, powinnaś zwracać
na ładunek ghkemiczny tego co iesz"^ Do magii
iezykowei zaliczyć można również eufemizmy
i zdrobnienia- Nadużywanie słodyczy od których
brzuszek szybko obrasta w nieestetyczne «oponki».
Może sie iednak zdarzyć że nie będziesz iadła ani
49

50

51

52

53

Jorku gwarantuje piękne ciało w dwa tygodnie:
„Sezon plażowy nieubłaganie się zbliża, a ty
myślisz, jak zrzucić kilka kilo i poprawić wygląd
strategicznych miejsc?" . Wrogiem numer jeden
jest nadmierny apetyt: „Przyjemność, z jaką po­
chłaniasz kolejne przekąski, z czasem zamienia
się w przymus jedzenia, bo czynność ta, podob­
nie jak np. praca, potrafi uzależnić. Stan taki wy­
maga kompleksowego działania oraz specjalnej
strategii. [...] Zadaniem diety jest zmniejszenie
ilości zjadanych przez ciebie kalorii, okiełznanie
nadmiernego apetytu który nie jest głodem
i podkręcenie przemiany materii" . Rozwiąż
nasza psychozabawe a przekonasz sie czy j u ż
wpadłaś w sidła uzależnienia od słodyczy"
(podkreślenia autorki)
61

62

63

Monstrualnym i szczególnie eksponowanym
problemem jest nagły i mimowolny powrót do
wagi sprzed kuracji odchudzającej, zwany często
efektem jo-jo: „Wokół jest dużo pokus, z który­
mi musisz walczyć. Nie oznacza to jednak, że do
końca życia powinnaś odmawiać sobie wszyst­
l
^ : „ . , 'u
he enadery kiego, na co masz ochotę. Ale też nie oznacza,
iak balon"
Ich ziarenka pobudzaia przemianę że teraz możesz sobie na wszystko pozwolić.
Głównym wrogiem, z którym musisz się zmie­
materii i owarantnia nłasld hrzmzek \ 1 nw,
rzyć po kuracji odchudzającej, jest tzw. efekt jon e n a n o f l hrJrnKnhnś"
Tesz iak L . z e k
jo. [...] Jeśli ciężar ciała utrzymuje się na stałym
a mimo to wciąż przybierasz na wadze?"
O perswazyjności tekstów mogą świadczyć poziomie prowadź normalne życie ale nie trać
hiperbole oraz metafory związane z grą czy czujności" . Stosowanie diety to dla Ciebie
jazda ekstremalna. Gdy zrzucisz trzy kilogramy
walką , np. Dieta Strażników Wagi , Kaloryczne
pułapki . Rewolucyjna metoda prosto z Nowego uważasz walkę za zakończoną. Jednak na razie
m

m

J

a

d

k

o

7

m

j

m

J

o

55

ra7

5 6

57

64

58

59

60

49

http://zdrowie.onet.pl/2658,1234838„„dlaczego_ciagle_

jem,dartykuly.html 28.06.08.

58

Por. J. Bralczyk, op.cit., s. 33.

5 9

„Twist", 4/2006, s. 42.

50

„JOY" 4/2007, s. 18.

6 0

51

J. Bralczyk, op.cit., s. 33.

html 28.06.08.

52

„Cosmopolitan", 6/2006, s. 139.

61

„Claudia", 5/2007, s. 80.

53

„Uroda", 4/2007, s. 56.

62

http://dlazdrowia.pl/index.php?dzid=38&amp;did = 686

54

„Claudia Diety", 1/2007, s. 18.

55

http://www.boutique.com.pl/tekst_archiwum.

php?id = 593 28.06.08.

http://kobieta.wp.pl/kat,26381,wid,8232301,wiadomosc.

28.06.08.
63

http://zdrowie.onet.pl/149,„„slodkie_

zycie,psychozabawy.html 28.06.08.

56

„Bravo Girl", 25 V 2006, s. 24.

64

57

„Fakt radzi", 1/2007, s. 8.

schudlam-i-co-dalej/ 28.06.08.

http://www.kobieta.pl/zdrowie/diety/zobacz/artykul/

BARBARZVSCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

wygrałaś tylko bitwę. Teraz gra toczy się o to, by
znowu nie utyć" . „Efekt jo-jo (...) to zmora
odchudzających się" (podkreślenia autorki).
Popularnym i często stosowanym trikiem jest
powoływanie się na autorytety - tutaj gwiazdy
popkultury, które swoimi postawami mają za­
świadczać o prawdziwości i słuszności przed­
stawianej wizji świata: „Dietę amerykańskiego
kardiologa pokochały gwiazdy, m.in. Catherina
Zeta Jones" . Na pytanie o to, czy czuje się pod
presją, by być szczupłą, młoda gwiazdka Hilary
Duff odpowiada: „Kiedyś przeczytałam w ma­
gazynie «Star», że jestem pulchna! Przestraszy­
łam się: « 0 rany, czy jestem gruba? Może jestem
brzydka?» [...] Nie jadłam makaronów, pieroż­
ków ani chleba" . Doskonała sylwetka ciemno­
skórej gwiazdy Halle Berry - o czym donosi ma—
.
gazyn Fakt" - nie iest wyłącznie' darem natury
„Halle Berry stosuje rygorystyczną dietę" .
65

66

67

68

69

Podobnie jak wszelkie wpadki, z wielką skru­
pulatnością odnotowuje się starania oraz osiąg­
nięcia, co - zdaje się - ma wzmocnić motywację
u adresatek komunikatów. Zakamuflowane sądy
wartościujące zawarte w tych pozornie informa­
cyjnych tekstach mają wywołać określoną reak­
cję. I tak dzięki odpowiednim zabiegom notka
0 aktorce Melanie Griffith staje się bardziej suge­
stywna: „kolejna dieta uchroniła przed nieszczę­
ściem smukłą figurę [...]. Jak wiele sławnych
1 całkiem zwyczajnych kobiet, Melanie znacznie
przytyła podczas ciąży i miała duże problemy ze
zrzuceniem tej nadwagi. Dlatego też postanowi­
ła całkowicie zmienić swój sposób odżywiania.
Przestała jadać tłuste mięsa: baraninę, wieprzo­
winę, skórkę z drobiu" .
70

41
Modelka Heidi Klum

dwa miesiące po uro­

„Brzu­

d z e n i u syna p r z e c h a d z a się po wybiegu:

szek po d z i e c k u z n i k n ą ł j a k zaczarowany! Jed­
nak

to n i e m a g i a , l e c z t w a r d a d y s c y p l i n a [ . . . ]

David Kirsh

«trener

z

do walki

bezlitośnie wykreślił z jadłospisu
(cukier, m a k a r o n , r y ż i chleb) "

Lopez z n a

7 1

. Z kolei Jennifer

n a p a m i ę ć tabele k a l o r y c z n e

o b u d z o n a w ś r o d k u n o c y potrafi
wartości

tluszczem»,

węglowodany

„i

nawet

wyrecytować

1000 p r o d u k t ó w ! ! ! " . Pączki
d w i e „sekretne s ł a b o s t k i " Beyonce

ponad

7 2

i b a t o n i k i to
Knowles - c o j a k i ś

c z a s u w i d a c z n i a j ą s i ę n a jej

biodrach piosenkarka

pociąga wtedy

za hamu­

bezpieczeństwa i b ł y s k a w i c z n i e p o z b y w a s i ę
10 k i l o g r a m ó w . Szybkie rezultaty t o
e f e k t d i e t y South Beach" . Aktorka Elizabeth
Hurlev z w v k l a m a w i a ć ż e z a b i l a b v s i e e d v b v
b v l a tak" g r u b a i a k Marilvn Monroe W c i ą ż y
i e d n a k s o o r o przytyła w i e c PO u r o d z e n i u s y n a
lec

nawet do

73

1

1 ż y w i ł a sie n i e m a l w y ł ą c z n i e

na

narze rybami i b r ą z o w y m

kilku

mieslcy

zanhiła

nonad

notowanymi

ryżem

75

W

ciL,

kilogramów

Od tej p o r y o s t r o p i l n u j e w a g i . Nie p r z y t y ł a a n i
grama"

7 4

Komunikaty dotyczące

jedzenia generowane

p r z e z Kulturę m a s o w ą w p i s u j ą się w całą siatKę
z n a c z e ń sKupioną woKol cielesności i Kobiecości.
KestryKcje ż y w i e n i o w e są j e d n y m z w i e l u spo­
sobów

dyscyplinowania ponowoczesnego

spo­

łeczeństwa, elementem zaplanowanego i wyratinowanego przymusu, który w n i k a j ą c w k a ż d ą
częsc ciała jednostki, wyrabia o k r e ś l o n e nawyki
oraz

automatyczne przyzwyczajenia,

kontroli wszystkie naturalne c z y n n o ś c i
jest z b i o r o w y m w y t w o r e m , k s z t a ł t e m

poddaje

Ciało
odcismę-

6 5

„Samo Zdrowie", 7/2008, s. 70.

7 1

6 6

„Kwartalnik Super L i n i i " , 1/2007, s. 48.

7 2

„Twist", 4/2006, s. 41.

6 7

„Dobre Rady", 5/2007, s. 58.

7 3

„JOYEKSTRA-dodatek", 6/2006, s. 8.

6 8

„Cosmopolitan", 6/2006, s. 25.

7 4

http://gala.onet.pl/5,1112203,gwiazdy.html. 28.06.08.

6 9

„Fakt radzi", 1/2007, s. 46.

7 5

M . Foucault, Nadzorować

7 0

http://zdrowie.onet.pl/200,9392„„dieta_melanie_

griffith,diety.html 28.06.08.

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

„JOYEKSTRA-dodatek", 6/2006, s. 4.

i karać, dum. T. Komendant,

Aletheia-Spacja, Warszawa 1998, s. 131-137.

�Katarzyna K u b a t

42
tym przez obowiązujący dyskurs. Zwłaszcza
ciało kobiece, przeżywane i doświadczane „dla
innego", będące emblematem kobiecości utożsa­
mionej z byciem widzianą . Zewnętrzność staje
się powierzchnią zdarzeń, wygląd, wizualność są
nie tylko najprostszym i najczęściej stosowanym
kryterium oceny, ale przede wszystkim podsta­
wowym elementem tożsamości .
Atrakcyjność fizyczna skojarzona ze szczupłą
sylwetką konotuje siłę woli i dyscyplinę, sukces,
zdrowie i brak kompleksów . Ponieważ instru­
menty do walki z nadwagą są łatwo dostępne,
otyłość przywodzi na myśl lenistwo i brak samo­
kontroli. Szczupłe ciało ma być ponadto wyrazem
„męskiego" panowania nad apetytem i żądzami .
Utrzymanie ciała w ryzach wymaga czujności
i samozaparcia, restrykcje żywieniowe dominują
w kobiecym arsenale, a to potwierdza przekonanie
Susan Bordo o romantycznej mistyfikacji diety
będącej jednym z elementów sztuki kobiecości .
Jedzenie jest zakazaną rozkoszą. Przeciętna ko­
bieta bombardowana informacjami na temat diet
i środków dietetycznych je niewiele - przynaj­
mniej publicznie dumienie apetytu postrzega jako
normę głód traktuie iako obca natarczywa sileKobieta nie może DO Drostu sie najeść gdy jest
głodna, lecz powinna okazać, ze me m i apetytu
i że wcale go nie zaspokaja"
76

77

78

79

80

81

Ograniczając jedzenie i kontrolując dietę, kie­
ruje się głównie strachem przed przybraniem na

76

Należy podkreślić, że „praktyki tresury cielesnej",

wadze, co według komunikatów dostarczanych
przez kulturę masową jest równoznaczne z klę­
ską i kompromitacją. Monitorowana przez siebie
samą, równocześnie obserwowana jest z zewnątrz,
przez nadzorców, którymi są inne kobiety oraz
mężczyźni, dysponujący wiedzą o tym, jak powin­
no wyglądać idealne ciało. Sytuacja przywodzi na
myśl koncepcję panoptyzmu, wedle której niewie­
lu poddaje kontroli wszystkich, a spojrzenie ma
dyscyplinujący charakter . Kobiecość manifestuje
się przede wszystkim przez urodę, sugeruje się, że
piękna kobieta „jest bardziej" kobietą niż kobieta
brzydka Celem kobiety jest bycie pożądana
a ponieważ panuje powszechne przekonanie, że
każda kobieta może rzeźbić" swoją fizyczność
i mieć w dużym stopniu takie ciało iak chce ta
która me spełnia określonych standardów, musi
pozostać na marginesie Ma się wrażenie że
kobieta która nie iest niekna młoda szcziinła
i wysoka powinna sie tego wstydzić. A kiedy iei
82

83

-

sie to nie udaie nowirma mieć «noczucie nieade
kwatności»" 4
8

P

Szczupły wygląd był do niedawna wyłącz­
nym atrybutem modelek, dziś jest to dominujący
image j u ż na poziomie szkoły średniej. „Zawsze
byłam na diecie. Od kiedy poszłam do 6. klasy
szkoły podstawowej" - zwierza się piosenkar­
ka Gwen Stefani. W jednym z magazynów dla
osób chcących skutecznie schudnąć, pani ekspert
proponuje specjalna „dietę 1500 kcal dla dziew85

78

N . Etcoff, Przetrwają

najpiękniejsi,

tłum. D . Cieślak,

w tym nacisk na modelowanie sylwetki, dotyczą

Wydawnictwo Cis, Warszawa 2002, s. 68-69.

również mężczyzn. Obecnie obserwuje się wzrost

7 9

zainteresowania męską cielesnością, odgrywa ona coraz

8 0

S. Bordo, op.cit., s. 99.

większą rolę w kontekście kulturowego konstruowania

81

E. Kaschak, Nowa psychologia kobiety.

męskości. Głębsza analiza zjawiska, a także znaczeń

P. Bourdieu, op.cit., s. 80.

przypisywanych męskiemu ciału wykracza jednak poza

Gdańskie, Gdańsk 2001, s. 109.

ramy niniejszego tekstu. Por. S. Bordo, The Male Body:

82

A New Look At

M

e

ni

n

Public and Private, Nowy Jork

1999.
77

P. Bourdieu, Męska dominacja, tłum. L . Kopciewicz,

Oficyna Naukowa, Warszawa 2004, s. 79-82.

Podejście

psychologiczne, tłum. J. Węgrodzka, Wydawnictwo
M . Foucault, op.cit., s. 191.

83

Z. Melosik,o/&gt;.«V.,s. 79.

M

Ibid., s. 81.

85

http://www.polki.pl/?page = zycie_gwiazd_

plotkiiploteczki_artykul&amp;cmn_id = 10003010 28.06.08.

BARBARZVSCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

czyn" . „Brokuły wysmuklają sylwetkę - taką
informację podaje pismo skierowane do nasto­
latek - zjadłabyś coś słodkiego? Zjedz brokuły.
Występujący w nich chrom zmniejsza ochotę na
słodycze. Dodatkowo ogranicza odkładanie się
tłuszczów i - co za tym idzie - przeciwdziała
powstawaniu otyłości" . Specjalny jadłospis dla
osób niepełnoletnich, które pragną wyszczupleć,
pojawia się w kolejnym kolorowym magazynie,
86

87

dietetyczny informator Nastolatka kontra kilo­

gramy opatrzony jest zdjęciem smukłej, młodej,
kobiecej sylwetki .
88

Wskazuje się, że wizerunek kobiecego cia­
ła traci krągłości i masę wówczas, gdy kobiety
uzyskują niezależność oraz swobody polityczne
czy obywatelskie . Wyzwolone z kieratu mał­
żeństwa i macierzyństwa kobiety mają urządzać
sobie nowe więzienie, tym razem we własnym
ciele: „Dzisiejsze kobiety odrzuciły wprawdzie
paraliżujące restrykcje [...] poprzednich poko­
leń, ale dawną tyranię zastąpiły nową - ścisłą
dietą. Przeprowadzając nienaturalne kuracje
odchudzające, redukują obwód w pasie poprzez
« k a n i b a l i z m » popełniany na własnej tkance
tłuszczowej" .
89

90

Warto zwrócić uwagę na fakt, że wokół proble­
mu jedzenia koncentrują się objawy niektórych
zaburzeń, niekonwencjonalne zachowania ży­
wieniowe są środkiem ekspresji dla anoreksji, bu­
limii - aberracji psychicznych uznanych za typo­
wo kobiece. Wszelkie ambiwalencje, powszechne
obsesje, sprzeczne komunikaty dostarczane przez
kulturę masową związane z pozornie banalną
kwestią jedzenia znajdują swoje odzwierciedlenie
na poziomie patologii. Teksty kulturowe dostar­
czają wątków, za. pomocij których manifestują

43
się intrapsychiczne problemy. Pierwotnie fizjo­
logiczna czynność otoczona systemem znaczeń,
przeniesiona z poziomu natury na poziom kul­
tury, przybiera postać monstrualnego problemu,
a w końcu chorobowego symptomu .
Niespójność komunikatów na temat jedzenia
znajduje odbicie w mechanizmach tworzących
tzw pograniczną strukturę osobowości - border¬
line, występującą m.in. u osób z zaburzeniami
łaknienia. Wśród wielu obserwowanych tutaj
tzw. rozszczepień - obok ambiwalencji związa­
nych z recepcją własnego ciała oraz jego relacji
do umysłu - pojawia się rozszczepienie doty­
czące pokarmu. Pożywienie przed zjedzeniem
go jest obiektem dobrym, natomiast po wchło­
nięciu staje się czymś złym i wymaga usunięcia
z organizmu . Najbardziej czystą ekspresją tej
sprzeczności jest zjawisko bulimii, która z jednej
strony wyraża pragnienie nieskrępowane konsumpcii z drugiej zaś głęboka potrzebę kontrolowaniaciała
91

92

93

A n a l i z u j ą c system kulturowych z n a c z e ń
związanych z czynnością jedzenia, nie sposób
pominąć zjawiska, jakim niewątpliwie jest N i gella Lawson. Gwiazdę brytyjskiej telewizji,
autorkę wielu kulinarnych książek, które oku­
pują listy bestsellerów, oglądać można w kil­
ku polskich stacjach. Nigella ucztuje, który jest
kontynuacją emitowanego wcześniej programu
Nigella gryzie, cieszy się ogromną popularnością
i jak się powszechnie uważa, międzynarodowy
sukces nietuzinkowa kucharka zawdzięcza spe­
cyficznemu stylowi bycia. W każdym odcinku
przedstawia przepisy na nieskomplikowane da­
nia których przyrządzanie może być wspania¬
łą zabawą, pokazuje, jak celebrować jedzenie

8 6

„Super Linia/wydanie specjalne", 1/2007, s. 22.

91

8 7

„Bravo Girl", 9 I V 2007, s. 47.

„ALBO - albo. Problemy psychologii i kultury", 4/2004,

88

„Claudia Diety", 1/2007, s. 72.

s. 45.

8 9

Z. Melosik, op.cit., s. 164.

92

9 0

D . Morris, Magia ciała, tłum. B. Ostrowska, Split

„pogranicznej"

Tranding, Warszawa 1993, s. 191.

BARBARZYŃCA

antropologicznym,

A. Jakubczyk, C. Żechowski, Anoreksja jako przejaw
(borderline) struktury osobowości,

Medycyna", 17/1996, s. 19.
93

1 (14) P009

K. Moskwa, Zaburzenia w ujęciu

Por. Z. Melosik, op.cit., s. 144-157.

„Nowa

�Katarzyna K u b a t

44
i cieszyć się ze wspólnych posiłków z rodziną
czy przyjaciółmi. Absolwentka Oxfordu, żona
milionera, przykładna gospodyni i matka uwiel­
bia gotować, mimo iż nie zna wyrafinowanych
technik kuchennych i jak się często podkreśla,
nie potrafi wypatroszyć ryby, a podczas gotowa­
nia nieomal demoluje kuchnię .
Z antropologicznego punktu widzenia Nigella, określana często mianem „domowej bogini",
jest postacią intrygującą ze względu na sposób,
w jaki porusza się w kuchennej przestrzeni i na
to, jak bardzo lekceważy kulturowe nakazy oraz
ograniczenia nakładane na kobiety. Najbardziej
lubi pieczonego kurczaka z tłuczonymi ziemnia­
kami, obce są jej wyrzuty sumienia spowodowa­
ne nadmiernym łakomstwem. Nigella, podkre­
ślając, jak bardzo kocha jeść i jak wielki wpływ
na jej życie wywiera dobre jedzenie, zadaje kłam
teoriom, wedle których kobiecy apetyt musi być
nieustannie monitorowany i tłumiony. Deklaru­
je otwarcie, że gotowanie i jedzenie są jej pasją:
„po prostu jedzenie wzbudza we mnie zbyt wiele
emocji, za bardzo lubię jeść (i gotować)" - tym
samym podając w wątpliwość łańcuch skojarzeń
przypisanych czynności jedzenia oraz koniecz­
ność ciągłego kontrolowania apetytu i dyscy­
plinowania ciała. Wydaje się, że ma całkowity
dystans do swej powierzchowności, potrafi być
autoironiczna i nie widzi nic niestosownego
w zakradaniu się nocą do lodówki .
Można się zastanawiać, czy Nigella jest tym
wyjątkiem, który potwierdza regułę, czy może
w dyskursach diety i kobiecości są szczeliny, w któ­
rych mogą się pomieścić zjawiska na pierwszy rzut
oka nielogiczne. Pani Lawson jest niekwestiono­
94

95

96

94

Por. http://www.polki.pl/?page = zycie_gwiazd_

znaniilubiani_artykul&amp;cmn_id = 10002178 28.06.08.
95

N . Lawson, Nigella Gryzie, dum. J. Hodyńska,

Wydawnictwo Filo, Warszawa 2006, s. 7.

waną gwiazdą kultury masowej, ajej popularność
wciąż rośnie. Niewątpliwie bezpretensjonalność,
sposób, w jaki przyrządza potrawy, a także warto­
ści, które wyznaje - kult macierzyństwa i domo­
wego ogniska - sprawiają, że spotyka się z ogrom­
nym uwielbieniem i jest wzorem dla wielu kobiet.
Niemniej jednak jest jeszcze inny element, który
może się przyczynić do wyjaśnienia tego fenome­
nu. Wystarczy zwrócić uwagę na sposób, w jaki
utalentowana kucharka jest opisywana i odbierana
przez wielbicieli.
To wysoka, atrakcyjna brunetka o ponętnych
kształtach i obfitym biuście. Podkreśla się, że na
liście najpiękniejszych kobiet Wielkiej Brytanii
zajęła trzecią pozycję, magazyn „People" z kolei
zaliczył ją do grona pięćdziesięciu najpiękniej­
szych osób na świecie. Jest osobą bardzo zmy­
słową, sposób, w jaki przesypuje mąkę i zagniata
ciasto, może działać na wyobraźnię. „New York
Times" napisał: „Oglądanie, jak Nigella gotuje,
to jak obserwowanie preludium orgii" . W tym
miejscu warto ponownie przywołać słowa Susan
Bordo, która po szczegółowej analizie popkulturowych przekazów stwierdziła, że kobiecy
apetyt nabiera pozytywnego znaczenia jedynie
wtedy, kiedy zostaje skojarzony z seksualnością
- zachłanność staje się wówczas metaforą sek­
sualnej żądzy . Przypadek Nigelli Lawson jest
dobrą ilustracją tej koncepcji. Apetyt urodziwej
kucharki gubi swoje negatywne konotacje, zosta­
je dowartościowany przez odniesienie do sfery
seksu. Wykonywane przez Nigellę gesty wywo­
łują niemalże erotyczne napięcie: „Stała się bo­
ginią jedzenia, ale również boginią seksu, choć
o seksie nie pada w jej programach ani słowo.
97

98

9 6

C. Brunsdon, The Feminist in the Kitchen: Martha,

Martha and Nigella, [w:] R. Mosley (red.), Feminism in
popular culture, Oxford, New York, s. 51-52.
9 7

Za: L . Talko, Bogini oblizuje palce, „Gazeta Wyborcza/

Wysokie Obcasy", 7 I V 2007, s. 27.
98

S. Bordo, op.cit., s. 110.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

Ale w tym, jak Nigella oblizuje palce, jest więcej
seksu niż w całym filmie erotycznym" .
Afirmacja jedzenia czy seksu jest w rzeczywi­
stości ekspresją radości i pochwałą życia._Gryząc
i przełykając, próbując wszystkiego z lubością,
reprezentuje ten aspekt kobiecości, który wydaje
się nieobecny w dominującym dyskursie. Tym
samym demonstruje - jakby powiedział Bachtin
- najważniejsze przejawy życia „groteskowego
ciała". Ciała, które w kontekście potocznych wy­
obrażeń i kulturowych konstrukcji płci wydaje się
zarezerwowane: dla mężczyzn: „Właściwości tego
ciała to jego otwartość, niewykończenie, współ­
oddziaływanie z otaczającym światem. W akcie
jedzenia uwidacznia się to w sposób całkowicie
namacalny i konkretny: ciało przekracza swe gra—
nice połyka pożera i szarpie świat wchłania eo
w siebie/bogaci się, rośnie jego kosztem" .
99

100

Można zaryzykować stwierdzenie, że powo­
dzenie Nigelli wynika z tego, że jej wizualność
idealnie spełnia wymogi wzrokocentrycznej kul­
tury, a sposób, w jaki krząta się po kuchni, per­
fekcyjnie realizuje kulturowe zapotrzebowanie
na spektakl. Pasja i radość jedzenia dzięki połą­

45
czeniu z nieprzeciętnym seksapilem i urodą nie
tylko znajdują swoje uzasadnienie, ale przede
wszystkim ustanawiają nową jakość. Apetyt ko­
biecy dowartościowany przez odniesienie do sfe­
ry seksu staje się zjawiskiem pozytywnym i jak
najbardziej pożądanym. Można się zastanawiać,
na ile działania te są wystudiowane i konstru­
owane świadomie, w jakim stopniu mogą być
grą czy pozą. Jest faktem, że miła dla oka go¬
sposia przełamuje pewien stereotyp, wskazując,
jak dalece można ignorować sztywne społeczne
zalecenia. Swoją postawą udowadnia, że ciężar
kulturowej presji i siła kulinarnego terroru są raczei przeszacowane W rzeczywistości i ednostki
zachowuia własna'podmiotowość i decyduia
samodzielnie o tym które ze standardów chcą
realizować - świadomie współkonstruuj ąc czy
modvfikuiac obowiazuiacvdyskurs Nip-ellaoo
trafi ł a c J ć t o co nainieknieisze w kuchni- zmv
słowość i praktyczność Ponadto, w tym zwano-

wanvm świecie k t ó r v c a ł v c z a s noddaie sie coraz
hardziei
uaruzaej hezsen'sownvm
uez.seiisowiiyin trendom
ireiiuoin i fohiom
louioin dietę
uiclc
rvrznvm ipst tn ndważnv crłos m ó w i a r v ipm bn

The article presents the question of nourishment in cultural perspective as a phenomenon which is
shaped and constructed by pop culture text which plays the role of dominant discourse. The basic
aim is to point at different patterns of eating behaviour related to gender and to put emphasis on a
women's model of being on a diet and reducing weight as a part of the stereotypical women's image.
The analysis of magazines, advertisement and films proves the existence of women's pattern of eating
and moreover leads to the conclusion that it is based on persuasive strategies characteristic of rituals
and propaganda. However, the most important issue is a woman as a subject who, despite of symbolic
restrictions, stays an aware and independent being and is able to select information and make her
own decisions whether to follow the imposed rules.

99

100

L . Talko, op.cit., s. 27.
M . Bachtin, op.cit., s. 394.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

101T. Capponi-Borawska, op.cit., okładka.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11322" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11300">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5a9e8f729ea18b9b7aaf421fe63e2b92.pdf</src>
        <authentication>9f420870812403615ba64222bfee3d3d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134913">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5645</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134914">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134915">
                <text>gender</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134916">
                <text>antropologia ciała</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134917">
                <text>antropologia jedzenia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134918">
                <text>jedzenie - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134919">
                <text>bulimia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134920">
                <text>anoreksja</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134921">
                <text>antropologia płci</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134922">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5248</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134923">
                <text>Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy / Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134924">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134925">
                <text>Kubat, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134926">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134927">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134928">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134929">
                <text>Katarzyna
Kubat
B

Doktorantka W y d z i a ł u Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie ukończyła
gender studies oraz etnologię i antropologię kulturową. Absolwentka s t u d i ó w
podyplomowych z zakresu zarządzania projektami i funduszami UE. Obecnie zajmuje
się pozyskiwaniem ś r o d k ó w ma działalność organizacji p o z a r z ą d o w y c h .

Zaburzenia jedzenia jako
fenomen kulturowy
nformacje o śmierci nikomu wcześniej nie­
znanej urugwajskiej modelki Luisel Ramos
obiegły świat, wywołując konsternację i obu­
rzenie. W sierpniu straciła przytomność podczas
pokazu, lekarze nie zdołali uratować jej życia.
Aby utrzymać linię, żywiła się wyłącznie liśćmi
sałaty - takie dane podaje internetowa encyklo­
pedia . Kolejna tragedia wydarzyła się w listo­
padzie w szpitalu w Sao Paulo, gdzie zmarła
21-letnia Ana Carolina Reston. Karierę modelki
rozpoczęła w trzynastym roku życia, nowe kre­
acje prezentowała w Japonii, Turcji i Meksyku,
a przez ostatnie miesiące życia jadła jedynie po­
midory i jabłka. W chwili śmierci przy wzroście
174 cm ważyła zaledwie 40 kg. Temat podjęli
nie tylko publicyści, sprawą zajęli się również
1

1

2

http://pl.wikipedia.org/wiki/Luisel_Ramos.
B M I (ang. Body Mass Index) jest to wskaźnik będący

ilorazem masy ciała liczonej w kilogramach i kwadratu

poważni urzędnicy państwowi, którzy domagają
się, aby dziewczęta o „rozmiarze zero" przestały
się pojawiać na wybiegach. Władze Madrytu za­
kazały miejscowym kreatorom zatrudniania na
wybiegu kobiet bez właściwego zaświadczenia
lekarskiego oraz z BMP wskazującym na znacz­
ną niedowagę . Kolejne doniesienia o niebez­
piecznej chorobie, która szaleje w świecie mody,
systematycznie potęgowały nastrój grozy. Do
krucjaty włączyły się gwiazdy srebrnego ekranu
- jedna z aktorek przyznała, że czasopisma ze
zdjęciami chorobliwie chudych dziewcząt ukry­
wa przed sześcioletnią córką.
Tajemnicza przypadłość dotyka kolejne oso­
by. Problem dostrzeżono w szkołach, pedago­
dzy robią wszystko, aby mu zapobiegać . Jeden
3

4

3

4

http://wiadomosci.onetpl/1384102,2678,kioskart.html.
„Gazeta Olsztyńska", 2A0.2007, http://wiadomosci.

wp.pl/kat,31314,wid,8665437,prasaWiadomosc.html.

wzrostu podanego w metrach (przyp. red.).

BARBARZYŃCA

PDQ8

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy
z poradników dla kobiet w rubryce „gorący
temat" alarmuje, że wśród uczennic szkół ponadgimnazjalnych zapanowała dziwna moda
na grupowe odchudzanie. Kilka nastolatek po­
stanawia zgubić „dodatkowe" kilogramy, infor­
mują o swoim pomyśle koleżanki - te następnie
dołączają do zespołu. Po kilku tygodniach poja­
wiają się rywalki - na początku w klasie, później
w sąsiedniej szkole. Dziewczęta, dopingowane
do osiągania coraz lepszych wyników, rywalizują
i prześcigają się w wymyślaniu własnych diet.
Wspólnie się ważą, po czym porównują rezulta­
ty. I chociaż chudną, to uważają, że ciągle zbyt
mało . Podobny problem mają kobiety, które pra­
cując na odpowiedzialnych stanowiskach i wy­
chowując dzieci, muszą nieustannie dbać o swój
wygląd. Należą do pokolenia wychowanego na
supermenki i wydają się mieć idealnie ułożone
życie. Doskonale radzą sobie w trudnych sytu­
acjach, lecz w chwilach słabości, kiedy nikt nie
widzi, objadają się tylko po to, aby za moment
móc wszystko zwrócić. W ten sposób funkcjo­
nują przez lata, nie budząc żadnych podejrzeń
wśród najbliższych .
Autorstwo terminu anoreksja przypisuje się
dwóm osobom, które niemal równocześnie opi­
sały podobny zespół fizycznych objawów. Jed­
nym z badaczy jest William Guli, angielski
lekarz, drugim - francuski neurolog Charles
Lasegue. Bulimia od samego początku kojarzo­
na była raczej z moralnym, a nie medycznym
wymiarem żarłoczności. Wczesne przypadki
głodzenia wyrażały pogardę i wstręt do ciała oraz
5

6

5

„Tina", 16-18.04.2007, s. 20.

6

J. Podgórska, „Polityka", 7.10.2006, s. 106.

7

Por. S. Kurowski, Od ascezy do obżarstwa,

7

8

9

10

11

12

9

[w:] Oczywisty

Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej, Wrocław 1998, s. 52.
R. Przybylski, Pustelnicy i demony, Znak, Kraków 1994,

s. 77.

jego biologicznych funkcji. Ciało jako byt niedo­
skonały stanowiło siedlisko zła oraz przeszkodę
w wyzwoleniu dla duszy, zasługiwało zatem
na agresję. Asceza miała w sposób symboliczny
wyobrażać walkę z Szatanem i być potępieniem
grzesznego świata . Zjawisko umartwiania ciała
obecne było na początku chrześcijaństwa i w ca­
łym średniowieczu. Anachoreci, dążąc do zba­
wienia, poddawali się rozlicznym torturom, mię­
dzy innymi głodowali: „Niektórzy jadali bowiem
co drugi dzień, chociaż byli i tacy, którzy przyj­
mowali pokarm co piąty" . Osiemnastowieczni
medycy podobne praktyki będące demonstracją
pobożności i wyrzeczeniem się potrzeb zmysło­
wych określali mianem anorexia mirabilis .
R. Bell w swojej książce Święta anoreksja
przedstawia kronikę przypadków osób, które
świadomie rezygnowały z jedzenia i narzucały
sobie długotrwałe posty. Przypuszcza się, że na
anoreksję i bulimię chorowała między innymi
Joanna d'Arc. Święta Katarzyna z Sieny tortu­
rowała ciało, aby ujarzmić niższą część swojej
natury - przepasana łańcuchem nabitym gwoź­
dziami spała godzinę co dwa dni . Żywiła się
jedynie łyżką ziół dziennie, a kiedy zmuszana
była do spożycia czegoś więcej, wkładała patyk
do gardła i wymiotowała . Prawdopodobnie
chciała się w ten sposób zbuntować przeciwko
rodzinie, która zmuszała ją do małżeństwa.
Odmawiała jedzenia córka węgierskiego króla Małgorzata. Podobnie jak w historii Katarzyny,
głodówka miała być wyrazem sprzeciwu wobec
postanowienia ojca o wydaniu jej za m ą ż .

10

BARBARZYŃCA

Gdańskie

J.N. Vuarnet, Ekstazy kobiece, słowo/obraz terytoria,

Gdańsk 2003, s. 63.
11

J.R. Bemporad, Cultural and Historical Aspects of

Eating

Disorders, [w:] Eating Disorders, New York 1995, s. 407.
12

nu

M . M . Jablow, Anoreksja, bulimia, otyłość,

Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2001, s. 30-31.

urok biesiadowania, red. P. Kowalski, Towarzystwo
8

61

Ibid., s. 406.

�62

Katarzyna Kubat

O d m o w ę jedzenia u t o ż s a m i a n o
z wielką siłą woli, głodujące osoby
adorowano i podziwiano. Niektóre,
jak Katarzyna czy Małgorzata, uzna­
ne zostały za uosobienie pobożności
i wyniesione do godności świętych.
Wierzono, że rezygnacja z cielesnych
przyjemności i umartwianie stano­
wią jedyną słuszną drogę godnego,
religijnego życia oraz prowadzą do
nieśmiertelności i przynoszą wieczną
chwałę. Dzięki wynalazkowi druku
rozpowszechniło się w Europie wiele
legend o „cudownych pannach" żyją­
cych bez jedzenia. Podobne przypadki
zostały odnotowane również po dru­
giej stronie Atlantyku, gdzie purytanie natknęli się na sprawę czarownic
z Massachusetts - donoszono, że su­
rowe głodówki sprawiały tym kobie­
tom „dziwną przyjemność" . Między
X V I a X V I I I wiekiem barwne historie
o pierwszych anorektyczkach zostały
wchłonięte przez kulturę ludową.
Niektórzy lekarze, podobnie jak du­
chowni, poddawali poszczące dziew­
częta wnikliwej obserwacji, chcąc do­
ciec, czy one rzeczywiście nie jedzą.
Znany jest przypadek jednej z „cu­
downych panien", którą przyłapano
na potajemnym jedzeniu, a następ­
nie stracono . Anoreksja przybierała
postać coraz bardziej jarmarczną FOT. HUBERT FRANCUZ
wygłodzone niewiasty prezentowano
na dworach i odpustach, składano im
wizyty i obsypywano podarkami. Sensacyjne towały wychudzone ciała swoich córek i sióstr
informacje o głodujących kobietach rozbudzały za odpowiednią opłatą. Jednym z takich przy­
ogromną ciekawość, dlatego rodziny prezen- padków była Sara Jacob, dziecko angielskiego
13

14

13

M . M . Jablow, op.cit., s. 32.

1 4

A. Gromkowska, Kobiecość

w kulturze globalnej.

Rekonstrukcje i reprezentacje, Wydawnictwo Wolumin,
Poznań 2002, s. 180.

BARBARZYŃCA E(1E|

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy
farmera - rodzice czerpali zyski z pokazywania
córki gapiom dopóty, dopóki dziewczyna nie
umarła z wycieńczenia . W X I X wieku termin
„poszczące dziewczęta" wszedł do powszechne­
go obiegu oraz zadomowił się na dobre w euro­
pejskich czy amerykańskich słownikach i leksy­
konach. Poszczące panny ciągle były obiektem
zainteresowania i podziwu, a opisy ich sylwetek
przedstawiano w prasie. Wielka popularność
„niejadków" inspirowała coraz więcej kobiet
i stymulowała do naśladowania podobnych za­
chowań .
Epoka wiktoriańska jest momentem, kiedy
wśród elit pojawia się nowy ideał kobiecego
piękna i stylu życia. Idealna dama, zamknięta
w czterech ścianach bawialni, miała ucieleśniać
delikatność, słabość i podległość. Dziwne zacho­
wania przypominające zaburzenia jedzenia tłu­
maczono wyjątkową podatnością na załamania
nerwowe. Typowym problemem była sitofobia
- chorzy odmawiali przyjmowania pożywienia,
które rzekomo było zatrute. Kolejna jednostka
chorobowa to chlorosis (blednica), odznaczająca
się brakiem apetytu, ogólnym zmęczeniem oraz
anemią - w potocznej świadomości kojarzyła
się z niezaspokojeniem płciowym i miała wy­
stępować u ludzi zamożnych . Kwestią, która
wydaje się szczególnie interesująca, jest stosunek
objawów do obowiązującego wówczas pojęcia
kobiecości oraz ideału urody. Symptomy chlorozy odbijały się w modelu kobiecego piękna
utożsamianego z „mdlejącym urokiem", bla­
dością i kruchością. Popularnym schorzeniem,
które pod wieloma względami mogło przypomi­
nać dzisiejszą anoreksję, była przede wszystkim
histeria .
15

16

17

18

63
Sposoby przejawiania się zaburzeń jedzenia
oraz ich rozumienie są historycznie zmienne
- wszelkie interpretacje odzwierciedlają głów­
ne poglądy i wierzenia obowiązujące w danej
epoce. Problem został ostatecznie opisany w ka­
tegoriach medycznych i zdiagnozowany jako
choroba psychosomatyczna. Oznaki pobożno­
ści zaczęto postrzegać jako objawy chorobowe.
Głodówki przeniesiono ze sfery religijnej do
świeckiej, następnie poddano medycznej obrób­
ce. „Właściwa" anoreksja rozpowszechniła się
wraz ze zmianą standardów urody w latach trzy­
dziestych X X wieku, kiedy pojawiły się mody na
rozmaite diety będące nową formą manifestacji
określonego stylu życia .
Bulimia nie doczekała się tak barwnego
i szczegółowego opisu jak anoreksja, chociaż
jej obecność została odnotowana j u ż w I I w. n.e.
przez Galena, który użył słowa bulimis do opisu
jednostki chorobowej objawiającej się nienatu­
ralnie dużym apetytem. Na przestrzeni dziejów
termin bulimia sporadycznie pojawia się w pi­
śmiennictwie medycznym, mimo iż indukowa­
ne wymioty były przez wieki znane jako druga,
obok upuszczania krwi, technika odtruwająca
organizm .
Problem został jednoznacznie zdefiniowany.
Poza oficjalną wiedzą medyczną funkcjonuje
„drugi nurt" - pełna niespójności i ąuasi-teoretycznych uproszczeń wiedza potoczna. Kultura
popularna jest głównym źródłem danych na
temat obydwu chorób, zwykle są to informacje
pobieżne i fragmentaryczne, stanowią kompila­
cję obiegowych opinii, plotek, dawnych wierzeń
i wątków medycznych. Mamy tutaj także do czy­
nienia z pewnym przetworzeniem naukowych
19

20

15

J.R. Bemporad, op.cit., s. 403.

18

A. Gromkowska, op.cit., s. 180-182.

16

M . M . Jablow, op.cit., s. 32.

19

A. Giddens, Nowoczesności

17

M . Pilecki, Historia zaburzeń

odżywiania

się, [w:] Ano­

reksja i bulimia psychiczna, red. B. Józefik, Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1996, s. 17.

{]{){]) P D 0 8

BARBARZYŃCA

2002, s. 145.
20

M . Pilecki, op.cit., s. 18.

tożsamość,

P W N , Warszawa

�Katarzyna Kubat

64

sądów, które umożliwia racjonalizację fenomenu jak gwiazdy filmowe. Najpierw zaczynają
Uczyć
na poziomie „zdroworozsądkowego myślenia" kalorie. Potem szukają diet. W końcu zaczynają się
i zredukowanie jego złożoności. W takiej formie głodzić i chorują . Dzieje się tak dlatego, że w na­
wyobrażenie o anoreksji i bulimii jest powszech­ szej kulturze atrakcyjność fizyczna jest większym
nie przyswajalne, a zjawisko staje się czymś oczy­ atrybutem kobiet niż mężczyzn.
Przedstawiane
wistym. Za przykład mogą posłużyć fragmenty przez media sylwetki chudych kobiet są dla wielu
tekstu zamieszczonego w pewnym portalu in­ nastolatek synonimem urody i atrakcyjności
sek­
ternetowym: Anoreksja [...] jest jedną z nowych sualnej ^. Dziewczęta
chcą za wszelką cenę zyskać
chorób cywilizacyjnych [...] Osoby
wykazujące figurę top modelki (• • - j . A wszystko zaczyna się
zaburzenia łaknienia zwykle charakteryzują
się tak niewinnie. Kilka nastolatek zauroczonych fi­
takimi cechami osobowości,
ja\ perfekcjonizm, gurą znanych z telewizji modelekpostanawia się
wysoki poziom aspiracji i ambicji [...] Uważa się, odchudzić. Cóż w tym
złego?
że anoreksja może być objawem schizofrenii lub
Przedstawione poglądy odzwierciedlają kul­
choroby afektywnej. [...] Bulimia (bulimia ne­
turowy mechanizm - zagadkowe i niepokoją­
rvosa) to odwrotność
anoreksji [...] Waga chorych ce zjawisko zostaje wytłumaczone i przez to
waha się. Od wyniszczenia stosunkowo szybko do­
oswojone. Mamy tutaj do czynienia z czymś, co
chodzi do patologicznej otyłości. [...] Chorzy na
Peter L . Berger i Thomas Luckmann określili
bulimię są głodni zaraz po zjedzeniu. [...] Często
mianem „terapii" - zastosowaniem takich me­
objadają się w nocy. [...] To dążenie do idealnego chanizmów pojęciowych, które umożliwiają za­
wyglądu jest naturalne dla naszego gatunku. Od chowanie aktualnych czy potencjalnych dewian­
tysięcy lat stawiano wyżej walory fizyczne nad
tów w obrębie ustalonej definicji rzeczywistości.
umysłowymi.
Mężczyźni
zawsze oglądali się za
Dewiacja zostaje zracjonalizowana przez „nie­
pięknymi kobietami [...] W ten sposób rodzi się fachowców" w ramach obowiązującej potocznej
fobia. Kobiety posiadają bardziej złożoną
psychikę wiedzy o świecie i włączona do symbolicznego
niż mężczyźni [.. J .
uniwersum, co gwarantuje jego trwanie. Na
Komunikaty preparowane przez kulturę ma­ „poziomie ekspertów" stworzona zostaje teoria
sową przedstawiają zaburzenia jedzenia jako dewiacji, aparat diagnostyczny i system lecze­
zjawisko dziwne i niezrozumiałe. Przyczyna nia . Ponadto potwierdza się tutaj przekonanie
Susan Sontag o tym, że choroby najbardziej ta­
chorób - w dalszym ciągu nie do końca j asna dla
profesjonalistów - w odniesieniu do najprost­ jemnicze, czyli uważane na gruncie medycznym
szych skojarzeń znajduje poręczne wyjaśnienie. za wieloprzyczynowe, niosą w sobie ogromny
Nadmierna koncentracja na wyglądzie, ciągłe potencjał jako metafory zła moralnego czy spo­
odchudzanie oraz zapatrzenie na celebrytów łecznego .
popkultury to podstawowe składniki zdrowo­
Z jednej strony choroby przedstawione są
rozsądkowej etiopatologii: Marzą, by
wyglądać jako bardzo niebezpieczne, z drugiej otacza się
22

2

24

25

2 1

26

27

21

22

23

http://prace.sciaga.pl/50481.html.
„Rzeczpospolita", 14.04.2006.
http://www.słowo.com.pł/?dod=3&amp;id=5881.

24

„Zdrowie", 3/2007, s. 54.

25

„Tina", op.cit., s. 20.

2 6

P.L. Berger, T. Luckmann, Społeczne

rzeczywistości,
2 7

tworzenie

PIW, Warszawa 1983, s. 179-183.

S. Sontag, Choroba ja\o metafora. AIDS

i jego metafory,

PIW, Warszawa 1999, s. 65.

BARBARZYŃCA

EDD8

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy
je aurą sensacji. Podobnie jak kiedyś „cudowne
panny", tak dzisiaj kobiety z oznakami anoreksji,
zwłaszcza gdy należą do „wyższych sfer", wzbu­
dzają niezdrowe zainteresowanie połączone
z fascynacją: Zapadnięte policzki, wystające
żebra
i łopatki- Tak dziś wygląda jedna z sióstr Olsen,
Mary-Kate. W dorosłość weszła ze 150 milionami
dołarów na koncie, była szczęśliwie
zakochana
[...] W prasie zaczęły się pojawiać
pierwsze ko­
mentarze dotyczące problemów,
jatye Mary-Kate
ma z jedzeniem. Reporter jednej z gazet tak
'
cjonowal kolację jednej z sióstr Olsen w modnej
restauracji: „Zamówiła
pomidora. Pokroiła go
na sześć części i bardzo powoli, kawałek po ka­
wałku, starała się go zjeść. Widać było, że sprawia
jej to trudność. W końcu jedna\ńc udało. To było
wszystko, co zjadła tego wieczoru" . Anoreksja
jest jednym z najmroczniejszych sekretów
świata
mody. Teraz jej ofiarą może paść wielki koncern
projektancki. To, o czym do tej pory
plotkowało
się w sieci, teraz podano w formie oficjalnej infor­
macji: Allegra Versace, 20-letma cóĄa Donatelli
i spadkobierczyni imperium Versace, jest chora na
anoreksję Opisy prezentujące zjawisko bulimii wywo­
łują raczej negatywne skojarzenia. Sama nazwa
„wilczy apetyt", wskazując obecność niepoha­
mowanych impulsów, w sposób jednoznaczny
odwołuje się do wyobrażeń o zwierzęcej naturze
człowieka. Choroba poprzez metaforyczne „odczłowieczenie" postrzegana jest jako bardziej
złowroga . Jedna z młodych gwiazdek show-businessu, Lindsay Lohan, wyznała, że była do
tego stopnia chora i obolała, że nie miała siły się
u m y ć . Znajomy cierpiącej od 16. roku życia na
r e l a

29

29

30

31

28

http://katalog.bizz.pl/index.

php?engine=tekst&amp;nid=5892&amp;cid=118.
29

http://zyciegwiazd.onet.pl/1409398,l,allegra_krolewna_

anoreksji,artykul.html.
30

S. Sontag, op.cit., s. 125.

nu

BARBARZYŃCA

65
bulimię Britney Spears opowiada, jak objadała
się chipsami, lodami, słodyczami i colą, po czym
z poczuciem winy zmuszała się do wymiotów .
Z wyniszczającą chorobą zmagała się Jane Fon¬
da: Byłam bułimiczką
prawie trzydzieści
łat.
Zwracałam
niemał każdy posiłek, k y
zjadłam.
Kiedy to się zaczęło, nie było jeszcze nazwy na
tę chorobę. A ja przez wszystkie te łata nie po­
wiedziałam
o tym nikomu. Ta\ strasznie się tego
wstydziłam.
Uważałam,
że jestem obrzydliwa.
Wiem też, że ze względu na chorobę rozpadały się
moje związki .
Sam sposób, w jaki mówi się o znanych ko­
bietach dotkniętych chorobą, wywołuje ambiwa­
lentne odczucia. Zwłaszcza anoreksja przestaje
być traktowana jako coś złego - w otoczeniu
dworów, fleszy i czerwonych dywanów nabiera
atrakcyjności, zaczyna być postrzegana jako eks­
kluzywna forma kreacji, model tożsamości wyra­
stającej ponad przeciętność. Co istotne, choroby
przedstawia się obok wiadomości o środkach
odchudzających i dietach oraz zdjęć wychudzo­
nych modelek. To wprowadza dziwne napięcie
i dodatkowo neutralizuje negatywne skojarze­
nia związane z anomalią. Kontekst, w jakim
podaje się informacje o chorobach - nacisk
na modelowanie ciała połączony z prezentacją
arsenału narzędzi koniecznych do osiągnięcia
idealnego wizerunku, komunikaty utożsamiają­
ce powodzenie ze szczupłą sylwetką - sprawia,
że zaburzenia jedzenia mogą zostać uznane za
środek umożliwiający stworzenie pożądanego
image. Media, przedstawiając groźne zjawisko przy równoczesnym lansowaniu patologicznego
piękna oraz nacisku na autokreację - dostarczają
32

tór

33

31

http://wwwAinomaniak.pl/ploAi/ploAi/ploAa.

php?p=3992.
32

http://muzyka.onet.pI/l

33

„Twój Styl", 12/2006, s. 47.

0172,1501975,plotki-html.

�Katarzyna Kubat

66
pewnego wzorca ułatwiającego osobom o okre­
ślonych predyspozycjach ekspresję intrapsychicznych problemów
Objawy bulimiczne i anorektyczne prezen­
tuje się coraz częściej na łamach książek. Na
anoreksję cierpi, stworzona przez M . Gretkowską, Sandra K. - pracownica agencji reklamowej,
która po kolejnej kuracji odchudzającej odkrywa
w sobie dar jasnowidzenia, następnie staje się
etatową wieszczką przepowiadającą notowa­
nia giełdowe. Ważne miejsce zajmuje literatura
dydaktyczna dla nastolatek, która z założenia
powinna zniechęcać i odstraszać - opisy kon­
kretnych przypadków, oprócz funkcji ilustracyj­
nej, mają stanowić potwierdzenie teorii o przyczynowo-skutkowym związku kultu szczupłej
sylwetki i autodestrukcyjnych zachowań. Jed­
ną z bardziej popularnych pozycji jest książka
W Lachowicz Przeklinam cię, ciało. Jak można
się domyślić, jest to tekst o nastolatce, u której
burza dojrzewania wyzwala patologiczne skłon­
ności - bohaterka głodzi się, potem sięga po
narkotyki, zapada na anoreksję, później bulimię.
Kolejnym przykładem jest książka H . Hassemuller W sidłach anoreksji. Tutaj znowu młoda
i delikatna dziewczyna przeżywa kryzys zwią­
zany ze zmianami zachodzącymi w jej ciele.
Postanawia je kontrolować, pragnie schudnąć,
w efekcie doprowadza się do anoreksji.
Anorektyczki zostają ikonami masowej wy­
obraźni - przykładem mogą tu być słynne bliź­
niaczki Samanhta i Michaela - „współczesne
święte anoreksji". Siostry obiecały sobie, że tak
długo będą się odchudzać, dopóki jedna z nich
nie umrze. Ich przerażające zdjęcia obiegły cały

34

Por. M.F. Rogers, Barbie ja\o i\ona kultury,

Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2003, s. 139.
35

3 6

34

36

- człowiek

maszyna, red. A. Celińska, K. Fidler

Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury",
Kraków 2005, s. 201.

http://porcelanowe.lap.pl/site/pro.php.
Por. K. Moskwa, www.obsesje.kompulsje.manipulacje.com,

Anoreksja i bulimia w sieci, [w:] Człowiek

świat. Podobne znaczenie przypisuje się postaci
Karen Carpenter, zmarłej na anoreksję w 1983
roku wokalistki The Carpenters, popularnego
duetu z lat 70. Kontrowersyjny reżyser Todd
Haynes nakręcił fdm krótkometrażowy Super¬
star: The Karen Carpenter Story, opowiadający
0 umieraniu piosenkarki. Niezwykłość projektu
polegała na tym, że w fdmie zagrały lalki Barbie
- reżyser zestawił chorobę z lansowanym pato­
logicznym ideałem piękna .
Prawdziwą „kopalnią" - nietrwałych wpraw­
dzie, ale atrakcyjnych z punktu widzenia an­
tropologa - tekstów są internetowe pamiętniki
anorektyczek i bulimiczek oraz strony „pro-ana"
propagujące alternatywny sposób odżywiania:
Pro-ana to styl życia, dążenie do
doskonałości,
perfekcji, panowanie nad sobą i nad własnym
ciałem*. Błogi są relacjami z prywatnych wojen
toczonych codziennie z własną cielesnością,
autorki informują o wykonanych ćwiczeniach
1 składzie przyjętego pokarmu. Czytając swoje
dzienniki, dziewczyny kontrolują się i dopingują
nawzajem, śledzą sukcesy i porażki towarzyszek,
wymyślają nowe strategie w walce ze wspólnym
wrogiem. Ujawniając publicznie wstydliwe se­
krety, świadomie narażają się na krytykę i ka­
rzące spojrzenia, co ma zwiększać motywację
do kolejnych zmagań oraz skuteczność wykorzy­
stywanych technik. Dziewczynom przyświeca
ten sam cel : musze być chuda musze po prostu
musze;] a z waszą pomocą i moją motywacją
na
pewno się to uda;) nie mogę zawieść siebie dość
użałania się;) czas zacząć prawdziwą
wałkf o to
co kocham ... kości... chudość... :) do zobaczenia
moje
siostrzyczki:*:*:™

37

http://chuda-bede.blog.onet.pl/.

zwierzę

BARBARZYŃCA

EDD8

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy

Fora internetowe pełnią funkcję centrów
informacyjno-doradczych, gdzie każdy może
zgłosić problem lub zwrócić się z zapytaniem,
a poruszona kwestia jest poddawana dyskusji.
Najczęściej konsultuje się sprawy diet, środków
odchudzających oraz innych wypróbowanych
metod redukowania wagi. Bywalczynie forów czy
blogów tworzą w sposób spontaniczny zwarte gro­
no i afirmują patologiczny sposób bycia - niektóre

38

E. Goffman, Piętno.

nU

Rozważania

o zranionej tożsamości,

BARBARZYŃCA

67

rzeczywiście są chore, niektóre do tego aspirują.
Posługują się slangiem, konstruują własne stereo­
typowe wzorce zachowań, mają silne poczucie
przynależności do grupy i są przekonane o jej
elitarnym charakterze. Odwołując się do Goffmanowskiej klasyfikacji dewiantów, podobne subspołeczności można by określić mianem sekciarskich
- ze względu na kolektywne i demonstracyjne
zaprzeczanie społecznemu porządkowi . Warto
38

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk2005, s. 186-188.

�Katarzyna Kubat

68
jednak zwrócić uwagę, że chociaż negują niektó­
re tradycyjne wartości - takie jak życie i zdrowie,
przez co muszą ukrywać swoją działalność - to
jednak doprowadzają do skrajności ideały akcep­
towane w kulturze dominującej, takie jak orien­
tacja na sukces, szczupła sylwetka.
Istotny jest sposób, w jaki chore postrzegają
siebie i swoje zaburzenia. Anorektyczki są z sie­
bie zadowolone - w ich własnym mniemaniu
anoreksja jest manifestacją skrajnego perfekcjonizmu i siły charakteru: ty NIE
POTRZEBU­
JESZ jedzenia [...] głodowanie
jest
przykładem
siłnej wołi [...] medowaga odpowiada perfek­
cyjnemu ciału . Wychudzone ciało i sterczące
kości symbolizują triumf nad popędami i wy­
mykającą się spod kontroli cielesnością oraz
apetytem, tym samym gwarantują sukces i dobre
samopoczucie: będziesz mogła zobaczyć
swoje
piękne, piękne kości [...] kości są czyste i gładkie/
wyraźne. Tłuszcz jest brudny i wisi na tobie jak
spadochron . Masz kości „na wierzchu", a to jest
piękne".
Bulimiczki uważają swoje praktyki za dys­
funkcjonalne i wstydliwe, czują wstręt do sie­
bie. Żyją z poczuciem porażki: Ja wałczę z tym
ścierwem juz kupę czasu ciągłe powtarzam sobie
ze to ostatni raz ałe zawsze wychodzi inaczej :(
nie potrafię sobie z tym poradzić jest to bardzo
uciążłiwe
[...] mam przez to baaaardzo niska
samoocenę
popadam w stan monotonni i małej
depresji nic mnie nie cieszy tak jak kiedyś bo nie
czuje się ładna atrakcyjna tylko jak hipopotam
z opuchniętym
gardłem" .
Anoreksja postrzegana jest w tym kontek­
ście jako najlepsza metoda pozwalająca osią­
i9

40

2

39

40

http://www.umierajaca-dusza.blog.pl/.

d

http://porcelanowe.lap.pl/site/dlaczego.php.

42

http://users.nethit.pl/forum/read/necrosa/4096116/.
http://Ąsiegi.emix.net.pl/wyswietl.php?user=bulimia.

m

43

44

45

46

44

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.

html?f=11181&amp;w

Ibid.

41

43

gnąć wymarzoną sylwetkę - nie tylko szczupłą,
ale wręcz chudą: ja chce schudnąć!
nienawidzę
swojego odbicia w lustrze, przy wzroście 164
mam 67 kg masakra ...każdego dnia czuje się jak
ohydna świnia!!! przez ostatnie kilka
byłam
na głodówce,
ale niestety miałam napad-a raczej
kiłka-me
mogę juz tak żyć....ja chce mieć anę,
marze o tym codziennie i nic nie wychodzi... ,
ja na prawdę chcę schudnąć!!!!!
pomóżcie
mi. co
mam zrobić?? ja też chcę być taka jak wy -Ano­
rektyczki- chudość jest piękna a me takie zwały
tłuszczu jak ja mam. przy wzroście 170 ważę 61
kg jestem grubą
Świnią .
Niewłaściwe zachowania żywieniowe mogą
być w odczuciu osób chorych źródłem rzeko­
mych korzyści, co sprawia, że trwanie przy nich
staje się wygodne . Przede wszystkim zarówno
anoreksja, jak i bulimia stanowią znakomity
sposób na sterowanie otoczeniem i unikanie
sytuacji trudnych. Należy tutaj powtórzyć za
Goffmanem, nawiązując do jego teorii piętna,
że możliwość usprawiedliwiania swoich niepo­
wodzeń stanowi wprawdzie drugorzędną, ale
jednak konkretną korzyść dla nosiciela skazy.
Dodatkowo doświadczenie męki, w kontekście
powszechnych przekonań o związku cierpienia
z życiową mądrością, ewokować może wyobra­
żenia ukrytego błogosławieństwa . Manipulacje
jedzeniem zasadniczo wypełniać mają emocjo­
nalną pustkę, ucieczka w jedzenie lub „niejedzenie" pozwala odizolować się od problemów
i otaczającego świata. Wypowiedzi zaburzonych
internautek odzwierciedlają jednak jeszcze inne,
szersze zjawisko, które dotyczy całej kultury
ponowoczesnej, a mianowicie problem z okre-

45

= 42128842.

S. Abraham, D . LIeveIlyn-Jones, Anoreksja

...op.cit.

[TA PRACA N I E BYŁA CYTOWANA], s. 104.
4 6

E. Goffman, op.cit., s. 41-42.

BARBARZYŃCA

PD08

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy
śleniem własnej tożsamości i nieustanny trud jej
konstruowania .
Materiały zamieszczone w sieci jednoznacz­
nie wskazują, że patologię można potraktować
jako jedną z wielu ofert dostępnych na szerokim
rynku image ow . Wszelkie niekonwencjonalne
zachowania żywieniowe, dając poczucie nie­
powtarzalności i kontroli, stają się tym samym
elementem kreacji i pozwalają skonstruować
atrakcyjny dla niektórych osób wizerunek .
Charakterystyczny wygląd czy sposób bycia po­
zwala wyróżnić się spośród innych, daje złudze­
nie bycia oryginalnym i przekonanie o wyjąt­
kowości własnej osoby. Jednocześnie znajduje
potwierdzenie i uzasadnienie w systemie obo­
wiązujących w grupie norm i wartości. Przej­
mując aprobowane i stypizowane wzorce za­
chowań, identyfikując się z resztą „plemienia",
jednostka realizuje gotowy projekt tożsamości
- nieustające manipulacje jedzeniem oraz cia­
łem są elementem rozpaczliwej walki o to, aby
tę tożsamość utrzymać.
Rozpatrując zjawisko z a b u r z e ń jedzenia,
należy przede wszystkim przywołać koncepcje
reakcji społecznej. W przeciwieństwie do teorii
etiologicznych nie koncentrują się one na przy­
czynach patologii, kładą za to nacisk na procesy,
podczas których dochodzi do uznania konkret­
nych jednostek za dewiantów . Wedle założeń
interakcjonizmu symbolicznego, gdzie zwykle
wykorzystuje się metaforykę zaczerpniętą z te­
atru, rzeczywistość społeczna utożsamiona jest
47

48

49

50

4 7

Por. J. Barański, Socjotechnika, między

magią

a

analogią,

69
z nieustannym działaniem, którego istotą jest
ciągła definicja sytuacji. I co szczególnie ważne
w kontekście tych rozważań, elementem central­
nym interakcji jest wyobrażanie sobie tego, jak
jest się widzianym z perspektywy drugiej osoby.
W konsekwencji stabilizuje się lub modyfikuje
własną rolę, wykorzystując zestawy gotowych
identyfikatorów, i dostosowuje ją do oczekiwań
grupy^ .
Odwołując się do powyższych ustaleń, moż­
na przyjąć, ze teksty kultury definiują rolę,
dostarczają środek, za pomocą którego osoby
0 pewnych predyspozycjach mogą demonstro­
wać wewnętrzny problem, równocześnie redu­
kując rzeczywistość do granic własnej słabości .
Wypreparowany wzorzec - ściśle powiązany
z systemem znaków i symboli, określając i na­
rzucając społecznie aprobowane ramy ekspresji,
powoduje, ze patologia przejawia się w taki, a nie
inny sposób. Tworzy powszechnie zrozumiałą
1 czytelną fasadę szaleństwa, stereotypowe wy­
obrażenie choroby umożliwiające klasyfikację.
Jest składnikiem zarówno subiektywnego, jak
i obiektywnego świata. Mechanizm ten został
opisany przez Bergera i Luckmanna: Opętanie
mieszkańca
haitańskiej
wioski, który zinternalizujepsychologię
voodoo, zaczyna się od momentu
odkrycia pewnych dobrze zdefiniowanych oznakPodobnie nerwica nowojorskiego intelektualisty,
który zinternalizuje psychologię
freudowską,
za­
czyna się od stwierdzenia pewnych dobrze znanych
symptomów .
1

52

53

Wydawnictwo Fundacji Humaniora, Poznań 2000,

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków

s. 78-81.

2001, s. 136-137.

50

48

49

Ibid.

1993, s. 261-262.

Por. I . Wojciechowska, Kiedy ciało ma decydujący

w sprawie wartości
tożsamości

człowieka

- drogi prowadzące

glos
do

anorektycznej, [w:] A. Suchańska, Podmiotowe

ispoleczno-kulturowe uwarunkowania anoreksji,

W)

A. Siemaszko, Granice tolerancji, PWN, Warszawa

PD08

BARBARZYŃCA

51

Ibid., s. 268-269.

52

R. Bastide, Socjologia chorób

psychicznych, PWN,

Warszawa 1972, s. 368.
53

P.L. Berger, T. Luckmann, op.cit., s. 270.

�Katarzyna Kubat

70
Choroba jest społecznie wytwarzana, powsta­
je w procesie komunikacji, oddziaływań pomię­
dzy jednostką a otoczeniem w odniesieniu do
zbiorowych wyobrażeń i obowiązującej wiedzy.
Objawy przekształcają się w przekazy, chory
odgrywa swoją rolę według przygotowanego
scenariusza, który będąc częścią symbolicznego
uniwersum, odzwierciedla powszechne wartości
i niepokoje . Kultura popularna, dostarczając
informacje na temat obydwu chorób, nie tyl­
ko proponuje gotowy sposób na demonstrację
wewnętrznego konfliktu, ale daje gwarancję,
że zostanie on poprawnie odczytany, ponadto
umożliwia racjonalizację zjawiska. Włączenie
go w system wiedzy potocznej sprawia, że de­
wiacja przestaje zagrażać spójnemu obrazowi
świata i tym samym umożliwia jego trwanie.
Komunikaty o zaburzeniach jedzenia z jednej
strony odzwierciedlają niespójności i kulturo­
we ambiwalencje, z drugiej poddają dewiację
kontroli .
Warto zwrócić uwagę, że problem przeraża
i budzi strach, ale również fascynuje. Element
chaosu, irracjonalność kojarzona z patologią od
wieków wywołują pewną ekscytację. Tym, co przy­
ciąga, jest ciemna strona psychiki, element tajem­
nicy związany z obcością. Dewiacja, należąc do
innego porządku, wieloznaczna i przepełniona
symboliczną głębią, pociąga i odpycha jedno­
cześnie. Wyzwala emocje będące połączeniem
podziwu i trwogi, zaciekawienia i niechęci. Ta
ambiwalencja jest odzwierciedleniem nie tylko
stosunku do obcości . Przede wszystkim przy­
pomina postawę wywołaną obecnością sacrum .
54

55

56

57

54

R. Bastide, op.cit., s. 366-367.

55

K. Moskwa, Zaburzenia jedzenia w

ujęciu

antropologicznym, [w:] Problemy psychologii i kultury,
„ALBO albo", 4/2004, s. 51.
56

Por. Z. Benedyktowicz, Portrety „obcego".

Już Stary Testament tłumaczy pojawienie się sza­
leństwa boską ingerencją, choroba psychiczna
greckich herosów miała być karą zesłaną przez
rozgniewanych bogów, koncepcję „boskiego sza­
leństwa" można odnaleźć w pismach Platona .
Chorobie przypisuje się więc znamiona świętości,
nieziemski - czasem boski, czasem demoniczny charakter dewiacji powoduje, że lęk i groza w jej
obliczu przeplatają się z chęcią zbliżenia. Dziw­
na, niebezpieczna i niesamowita stanowi swoisty
ekwiwalent sacrum - tym należy tłumaczyć jej
siłę oddziaływania, ciągłą obecność i niezmienne
zapotrzebowanie na szaleńców.
Przenosząc problem na poziom psychologii
kultury, można się dopatrzyć związku dewiacji
z doświadczeniem ofiary i opisać zjawisko we
właściwych mu kategoriach. Istotą tego zbioro­
wego i uniwersalnego w swym wymiarze rytuału
jest poświęcenie jednostki dla jakichś wyższych
celów - zwykle przebłagania sił nadprzyrodzo­
nych. Postać kozła, wokół której koncentruje się
cykl ofiarniczy, powinna być personifikacją ar­
chetypowego, transkulturowego pod względem
formy i treści syndromu cienia. Ofiara, której wy­
bór ma publiczny charakter, konfrontuje jednost­
ki z doświadczeniem granicznym - tematami
śmierci, cierpienia, życia czy lęku, odpowiadając
tym samym na najbardziej pierwotną ludzką
potrzebę. W figurę kozła ofiarnego wpisywać się
mają najbardziej destrukcyjne tendencje tkwiące
w kulturze. Spośród wielu następujących kolejno
sekwencji procesu szczególnie ważny wydaje się
tutaj moment demonizowania ofiary, kiedy to na
wytypowaną jednostkę przerzucane są zbiorowe
58

59

57

Ibid, s. 160.

58

W A . Brodniak, Choroba psychiczna w

społecznej,

świadomości

Oficyna Naukowa, Warszawa 2000,

s. 65-83.
Od stereotypu

do symbolu, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,

5 9

Por. M . Sznajderman, Zaraza. Mitologia dżumy,

cholery

i AIDS, Semper, Warszawa 1994, s. 5-7.

Kraków 2000, s. 148-150.

BARBARZYŃCA

PD08

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy
winy, lęki i nieszczęścia. Kolejnym etapem jest
unicestwienie, dzięki któremu społeczność inte­
gruje się i odradza na nowo .
Kozioł ofiarny staje się ważną figurą wy­
obraźni zbiorowej, cykl ofiarniczy odtwarza
proces stworzenia kosmosu, oczyszczenia i od­
nowy. Projekcja elementów chaosu na zidentyfi­
kowany uprzednio obiekt umożliwia zbiorowo­
ści uwolnienie i zneutralizowanie potencjalnie
dezintegrujących składników. I chociaż związki
z archetypowym jądrem uległy degradacji, to
w pozornie niewinnych zachowaniach, takich
jak plotkowanie czy publiczne poniżanie, moż­
na się dopatrzyć archaicznych śladów - podob­
ne reakcje mają wyrażać kolektywną tęsknotę
za doświadczeniem granicznym . Należy tutaj
wspomnieć również o figurze błazna, roli odgry­
wanej zwykle przez małomiasteczkowego pijaka
czy wiejskiego idiotę . Stabilizacyjną funkcję
dewiacyjnych zachowań podkreśla K.T. Erikson.
Zapotrzebowanie na aberracje wiąże się z ko­
niecznością nadawania systemowi większej spój­
ności i wyrazistości, o uznaniu pewnych postaw
za patologiczne decyduje widownia społeczna,
kierując się swoim kapryśnym i selektywnym
zainteresowaniem. Co szczególnie istotne, celem
formalnych instytucji kontroli nie jest wbrew
pozorom zwalczanie nietypowych zjawisk, ale
utrwalanie i utrzymywanie ich na stałym po­
ziomie .
Egzemplifikacją przedstawionych powyżej
teorii mogą być wydarzenia związane z włoskim
tygodniem mody, kiedy to na ulicach miast poja­
wiły się billboardy przedstawiające zdjęcia nagiej
anorektyczki - francuskiej aktorki Isabelle Caro.
Założeniem kampanii promującej jedną z firm
60

61

62

63

6 0

Z.W Dudek, A. Pankalla, Psychologia kultury, Eneteia,

Warszawa 2005, s. 272-281.
61

Ibid., s. 283-288.

W)

PD08

71
odzieżowych było, obok celów marketingowych,
uczulenie na problem zaburzeń odżywiania
wśród młodych kobiet. Zwierzenia bohaterki
projektu, która - jak podkreślano - zna pięć
języków, jest specjalistką w jeździe figurowej
na lodzie i gra na skrzypcach, zamieszczono
we włoskim wydaniu magazynu „Vanity Fair",
0 cierpieniu i trudnym dzieciństwie informo­
wała dodatkowo na swojej stronie internetowej.
Kontrowersyjna akcja wywołała falę dyskusji,
mimo że uzyskała oficjalne poparcie włoskiego
ministerstwa zdrowia. Podawano w wątpliwość
zasadność projektu, alarmowano, że jest bez­
użyteczny, a nawet szkodliwy. Napięcie wzmoc­
nił fakt, że autorem przedsięwzięcia był fotograf
1 prowokator Oliviero Toscani, który wsławił
się użyciem w kampanii reklamowej Benettonu
zdjęć skazańców czekających na wyrok śmierci
i mężczyzny umierającego na AIDS .
64

# # # #

Jak widać, antropologiczna analiza dostarcza
argumentów, które uniemożliwiają redukcję fe­
nomenu zaburzeń jedzenia jedynie do parame­
trów medycznych. Systemy znaczeń i symboli
skoncentrowanych wokół zagadnienia, a także
mechanizmy, które je generują i utrwalają, po­
zwalają ulokować zjawisko w porządku m i ­
tycznym - bardziej n i ż w lekarskim rejestrze.
Aberracje nie tylko stanowią element kultury.
Są przede wszystkim specyficznym sposobem
komunikacji i pełnią ważną funkcję społeczną.
Można więc stwierdzić, że szaleństwo - będąc
wspólnym wytworem - rozgrywa się tak samo
w psychice chorego, jak i w wyobraźni całej
zbiorowości.

62

Por. E. Goffman, op.cit., s. 184.

63

A. Siemaszko, op.cit., s. 283-292.

64

BARBARZYŃCA

http://www.tvn24.pl/'-2,1522526,wiadomosc.html.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6554" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6534">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d66a619dc4bf44e36be98c6bdeea1e4c.pdf</src>
        <authentication>d320d9254532b58ce8478aebfdc9d2c3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78040">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2915</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78041">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78042">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78043">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2719</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78044">
                <text>Sztuka New Age / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78045">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.202-210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78046">
                <text>Kubiak, Anna E.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78047">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78048">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78049">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78050">
                <text>niemal w każdej dziedzinie: od paranaukowych koncep­
cji przez społeczne utopie po nowe inspiracje w sztuce.
Współczesne, pojemne rozumienie metafory New Age
spopularyzowała Marylin Ferguson w wydanym w 1980
roku bestselerze The Aquarian Conspiracy. Dzisiejsze ro­
zumienie Ery Wodnika dobitnie wyraża Lazaris: „New
Age jest osobistym doświadczeniem. Nie czekaj na żadną
specjalną astrologiczną datę. Nie czekaj, aż inni powiedzą
ci, kiedy się zacznie. W samym środku twojej Starej Ery
inni odnaleźli swoją Nową Erę. Pojawia się ona dla każ­
dej osoby indywidualnie. Nie czekaj!" (Lazaris 1987, 9).

NEW AGE

A N N A

E.

K U B I A K

Sztuka New Age

New Age

A

by przybliżyć się do pojęcia sztuki New Age, na­
leży sobie odpowiedzieć na pytanie: czym jest
New Age? A pytanie to nie należy do łatwych
i dających odpowiedzi jednoznaczne, zacznijmy od tego,
że pojęcie Nowej Ery ma bardzo stare tradycje. Używane
tutaj zamiennie z „Erą Wodnika" wiąże się ze starożytny­
mi astronomicznymi obserwacjami. Zjawisko precesji
punktów równonocy polega na cofaniu się w pasie zodia­
ku punktu wschodu Słońca w czasie wiosennego i jesien­
nego zrównania dnia z nocą. Postrzegany z Ziemi pełny
obieg zodiaku przez punkty równonocy trwa około 25
700 lat i zwany jest rokiem Platona. Późniejsze teorie
astrologiczne i ezoteryczne stworzyły historiozofię er, któ­
rym patronują znaki zodiaku. Już samo wyznaczenie po­
czątku ery Wodnika wywołuje różnice zdań. Jedni twier­
dzą, że już wkroczyliśmy w Nową Erę, inni, że nastąpi to
w przyszłości. Wystarczy przypomnieć sobie dyskusje nad
dużo prostszym do wyznaczenia początkiem nowego X X I
wieku, by ze zrozumieniem odnieść się do historiozofii
operującej archetypami kultury. Zmiany cywilizacyjne
dokonują się stopniowo. Większość zwolenników tych
koncepcji zgadza się, że żyjemy w czasach przejścia. Judeochrześcijańska charakterystyka Nowej Ery została wzbo­
gacona o wątki orientalne - dalekowschodnie - w pra­
cach ruchu teozoficznego. Popularyzacja oczekiwania
Ery Wodnika na masową skalę dokonała się w okresie
młodzieżowych ruchów kontestacyjnych. Idee New Age
wyszły poza elitarne kręgi, a towarzyszyła temu twórczość

* Artykuł jest częścią redagowanej książki pt. New Age. Tekst
ten powstał podczas pracy nad scenariuszem wystawy Sztuka New
Age przygotowywanej ptzcz autorkę, Roberta Andrzeja Dula i Mał­
gorzatę Just. Wystawa jest planowana w Państwowym Muzeum Et­
nograficznym w Warszawie. Wysrawa ma być uzupełniona o muzy­
kę New Age. Charakterysryczna dla niej jesr reperycyjność inspiro­
wana utworami Erica Satie oraz: morywy oraz insrrumenty etniczne
(przede wszystkim bębny), motywy muzyki dawnej (np. „Officium"
Jana Garbarka), odgłosy narury, elektroniczne utwory. Osobnym
nurtem są kasety z tekstami nurru „pozytywnego myślenia". Bada­
nia autotki byty wspierane przez Research Support Scheme of the
Open Society Suppott Foundation, grant no.: 1150/1998

202

New Age w najszerszym rozumieniu to nieodrodne
dziecko współczesnej kultury, zwanej przez niektórych
ponowoczesną lub postmodernistyczną. New Age bywa
nazywany śmietnikiem wszystkich wieków. Opisy kultu­
ry Nowej Ery sięgają porównań do teologii negatywnej.
Manifestacje kulturowe korzystają bowiem z moderni­
stycznych tęsknot, by doprowadzić je do skrajności, jak
również ujawniają i podnoszą do potęgi te tendencje,
które moderna usiłowała kamuflować. Są to: przypadek,
ambiwalencja, eklektyzm, pluralizm, zacieranie granic,
burzenie klasyfikacji, anarchizm, płynność, zmienność
jako esencja rzeczywistości, autonomiczność elemetów,
które nie składają się na spójną całość, ale raczej uczest­
niczą w grze dyskursów, przewaga obrazu nad słowem,
efemeryczność, niekonsekwencja, niekonkluzywność.
New Age nie mieści się w żadnej z dotychczasowych ka­
tegorii socjologicznych ani antropologicznych. Charak­
teryzuje ją surrealistyczna, wybuchowa intertekstualnymi odniesieniami mieszanka obecna we współczesnej
kulturze. Nowa Era znosi kulturowe podziały między
różnymi tradycjami, religiami, między kulturą elitarną
a popularną, dziedzinami takimi, jak: nauka i religia, re­
ligia, psychoterapia i medycyna, między kulturą Wscho­
du i Zachodu, tym, co materialne i duchowe, tym, co
wewnętrzne i zewnętrzne. „Czyste produkty" (Clifford
1988,5) kulturowe stały się drobnymi elementami
współczesnej hybrydy. Dyskurs New Age jest klasycz­
nym przykładem mieszania gatunków, tworzy bricolage
pojęć antycznych, średniowiecznych, współczesnego ję­
zyka fizyki, psychoterapii, Internetu. New Age nie jest
kulturą alternatywną ani subkulturą. Jeśli już szukać
określenia, to jest raczej kulturą komplementarną, prze­
nika bowiem takie środowiska, jak polityczne, wojsko­
we, kręgi biznesu, profesjonalne ośrodki psychoterapii,
ośrodki pomocy społecznej, ośrodki edukacji. Można się
spodziewać, że podobnie jak w Stanach Zjednoczonych
i Europie Zachodniej coraz częściej będzie w Polsce znaj­
dować swój lokalny wymiar globalnych zmian. Katego­
rie przywołujące pojęcia przestrzenne (takie jak „środo­
wisko kultowe") czy tworzące wrażenie stałego i określo­
nego kanonu (jak ideologia czy światopogląd) mijają się
z duchem Nowej Ery dziewięćdziesiątych lat. W sposób
radykalny nieuchwytność zjawiska kultury Wodnika sta­
wia Bochinger (1994,35): (Termin)„«New Age» obec­
nie używany jest fantomem - ale fantomem, który zosta­
wił ślady w rzeczywistości!". Proponuję, by mówić raczej

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

o klimatach Ery Wodnika, w znaczeniu, w jakim używa
go dzisiejszy żargon młodzieżowy. W ramach klimatu
możliwych jest wiele odmian, klimat jest zmienny, prze­
nika on różnorodne formy krajobrazowe.
2

Szukając konkretnych przejawów kultury New
Age, można to pojęcie rozumieć jako termin „parasol"
obejmujący różnorodne, współczesne, to jest rozwija­
jące się od drugiej połowy siedemdziesiątych lat, zjawi­
ska kulturowe, jak: rozwijanie zainteresowań niekon­
wencjonalnymi terapiami i humanistyczną
psychoterapią, praktyki parapsychologicz
ne, wróżebne, astrologiczne, praktyko­
wanie w sposób ponad wyznaniowy rei
gijno-filozoficznych tradycji Wschodu
(np. taoizmu, buddyzmu, sufizmu, jo­
gi) i Zachodu (np. teozofii, antropo
zofii, różokrzyżostwa, nauk Gurdżijewa), tradycji Indian Ameryki Pół­
nocnej, szamanizmu. To, że owe
zjawiska łączą się w pewną (choć
chaotyczną) całość, świadczy ich
współobecność podczas festiwali
wzorowanych na londyńskim fe­
stiwalu Mind, Body and Spirit, na
łamach czasopism specjalizują­
cych się w podobnej tematyce,
odwoływanie się do tak szerokiego
spektrum zainteresowań przez we­
wnętrznych teoretyków.

mi innymi elementami. Podstawowym kryterium wy­
borów są osobiste doświadczenia, duchowa biografia
jednostki. W kontekście współczesnej duchowości mó­
wi się również o psychologizacji religii. Jest to wpływ
rozwoju teorii psychologii humanistycznej, od psycho­
analizy po Gestalt, psychologię transpersonalną, psy­
chologię zorientowaną na proces. Wouter Hanegraaff
(1996) zwraca uwagę na wpływ psychologii Junga
w wydaniu europejskim i ruchu Nowej Myśli w wyda­
niu amerykańskim. Amerykańska psycholo­
gia stworzyła kult „pozytywnego myślenia"
rozwijanego w podręcznikach samopomo­
cy oraz próbowała łączyć religię i psy­
chologię w koncepcjach nieświadomo­
ści Williama Jamesa. W jego koncep­
cji „podprogowego ja" (subliminal self)
Hanegraaff widzi zarys wodnikowego
Wyższego Ja. Nawiązując do ezote­
rycznego dziedzictwa, psychologia
głębi oddała mu, co należne: doko­
nała psychologizacji współczesne­
go ezoteryzmu (Hanegraaff 1996,
482).

W kontekście duchowości New
Age mówi się o religii a la carte.
Trzydzieści lat temu Thomas
Luckmann przewidział konse­
kwencje tego procesu: „Dzisiaj
«autonomiczna» jednostka staje
przed specyficznie religijnym mo­
delem również jako konsument.
Duchowość Nowej Ery
Inaczej mówiąc, model taki jest
jednym z możliwych wyborów jed­
Podstawową cechą odróżniają­
nostki" (Luckmann 1996, 136).
cą duchowość Nowej Ery jest saKonsument
uwolniony od obowią­
moreligijność. Pojęcie to zapropo­
zujących
wersji
świętości sam za­
nował Paul Heelas (1996), wska­
pełnia
swój
prywatny
kosmos. Jed­
zując na otwarcie sakralny status
nocześnie
jednostka
ma
do czynie­
„ja": przekonanie o pierwotnej
nia
z
postępującym
różnicowaniem
pełni i doskonałości osoby, zwanej
się modeli religijności. Na „ducho­
Wyższym Ja. W kręgu New Age
wym
bazarze" dostępne są książki,
dokonuje się rozróżnienia między
kursy
i wskazówki przewodników
„ja" codziennym, zaprzątniętym
Zdjęcie obrazu Jarosława M a r k i e w i c z a
już nie tylko z tradycji europej­
doraźnymi sprawami materialny­
Fot. Krzysztof Sabak
skich, wzbogaconych wznawianymi
mi, a „Ja" duchowym, nazywanym
pracami okultystów, astrologów, wróżbitów, ale i Dale­
czasem wewnętrznym głosem. Transcendencja, pozba­
kiego Wschodu (buddyzm, taoizm), Dalekiego Zacho­
wiona konotacji przestrzennych (wewnątrz-zewnątrz),
du (magia Kahunów) i Południa (wiedza tajemna Dooznacza duchową podstawę świata, mającą swój wy­
gonów). Pojęcie niewidzialnej religii w odniesieniu do
miar jednostkowy. Ów wewnętrzny głos jest jedynym
współczesnej duchowości zaproponował Luckmann.
oparciem dla jednostki. Owa samoreligijność odmawia
Stwierdził on też, że New Age jest jej dobrym przykła­
posłuszeństwa jakimkolwek zewnętrznym autorytetom.
dem. W literaturze socjologicznej mówi się również
Jedynym źródłem prawdy jest „wewnętrzny głos". Za­
o religijności ukrytej, wewnętrznej, rozproszonej (Ci­
miast o wierzeniach czy dogmatach mówi się w kultu­
priani 1989), subiektywnej (Grotowska 1999). Religia
rze Wodnika o wewnętrznych doświadczeniach. Reinstaje się niewidzialna nie tylko dlatego, że zanika
terpretując tradycję New Age proponuje religijność
w
publicznych instytucjach. Chodzi raczej o brak sze­
globalną i indywidualną zarazem. To od osobistych
roko,
publicznie podzielanego symbolicznego uniwerupodobań zależy dobór elementów prywatnych mitolo­
sum.
Święty
kosmos jest tkany jak osobisty pachwork.
gii, jeśli tylko mogą pozostawać w dialogu ze wszystki3

203

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

Drugą cechą niewidzialnej religii jest fakt, że zupełnie
nowe sfery stają się elementem indywidualnego ko­
smosu. Konsekwencją prywatyzacji religii jest „kurczą­
ca się transcendencja" (Luckmann 1990): z tradycyj­
nego punktu widzenia symboliczne uniwersum staje
się mieszanką sacrum i profanum. Religia przemieszcza
się z instytucji pierwotnych do wtórnych (o niskim
stopniu instytucjonalizacji), jak: kluby, fundacje,
ośrodki zdrowia holistycznego, ośrodki edukacji. Opi­
sywane wcześniej: nacisk na doświadczenie, demon­
strację umiejętności, nabywanie magicznych przed­
miotów (пр.: talizmanów, kamieni szczęścia, wahade­
łek, wietrznych dzwonków) sprawia, że trudno zgodzić
się z luckmannowskim określeniem „niewidzialna reli­
gia". Jest to raczej religia inaczej i gdzie indziej widzial­
na. Bliżej jej do ośrodka naturalnej medycyny i kursu
jogi niż do Kościoła.
4

Ważną cechą owej duchowości jest idea świętości:
przewaga pierwiastka immanencji. Pada tu wiele pro­
pozycji w reinterpretacji tradycji: uwewnętrznienie na­
uk Jezusa, idea boskiego Ja (przywołuje się tu indyjskie
pojęcie atmana), kontakt z Wyższym Ja lub Wewnętrz­
nym Głosem. Differentia specifica kultury Wodnika to
lokowanie (zdechrystianizowanej) Transcendencji paradoksalnie - w osobie, jak i wewnątrz naturalnego
porządku. Może on być rozumiany w kategoriach Matki-Ziemi zwanej Gają lub - szerzej - w kategoriach ko­
smicznych, nienegujących wartości materialnych. Jest
to więc religia „z tego świata", mówiąca o „wewnętrz­
nym królestwie niebieskim". Boskość człowieka utożsa­
miana jest z wewnętrzną Jaźnią (rozmaicie pojmowa­
ną), która jest wrodzoną cechą natury ludzkiej, zapo­
mnianą, zdeformowaną w kulturze nowoczesnej,
a więc wymagającą „transformacji świadomości" w ce­
lu powrotu do źródłowej doskonałości. New Age od­
rzuca pojęcie grzechu pierwotnego odwołując się czę­
sto do teologii pelagiańskiej lub buddyjskiej. Pojęcie
„duchowość" zamiast religia wyraża przekonanie o jed­
ności leżącej u podstaw wszystkich religii. Zwane przez
socjologów „perenializacją" kultury (Heeelas 1996a;
od tytułu książki Aldousa Huxleya The Perennial Philo­
sophy, wydanie polskie 1989), jest jednym z czynników
wpływających na stosunek do tradycji.

Tradycje w New Age
W ten sposób uczestnik New Age opisuje nowe
miejsce tradycji w kulturze Wodnika: „Pierwszą rzeczą,
która mnie uderza, kiedy myślę o New Age, jest to, jak
trudno znaleźć w tej idei cokolwiek nowego. Czarownictwo, różdżkarstwo, chiromancja, astrologia, geomancja, chińskie feng shui, szamanizm, projekcja
astralna, piramidy i kamienne kręgi, istoty pozaziem­
skie i elfy, neolityczne wspólnoty rolnicze, buddyzm
tybetański, sufizm, zen, kabała - cóż jest nowego
w tym wszystkim? Jeśli chodzi o zawartość - niewiele,
lecz jeśli chodzi o strukturę, w której owa zawartość
204

się mieści - wszystko jest nowe. Pierwszym etapem
New Age jest tak naprawdę planetyzacja ezoteryki.
Jest ona wyzwoleniem «tajemnego ustnego nauczania» spod władzy średniowiecznych społeczeństw
i wrzuceniem go w świat kieszonkowych książek i mu­
zycznych płyt rockowych. Pierwszy etap planetyzacji
ezoteryki, lub - jak Freud mógłby powiedzieć - «powrót wypartych treści», zmierza do unieważnienia l i ­
niowego, racjonalnego panowania zachodniej cywili­
zacji z jej naiwnym dwuwartościowym i upraszczają­
cym rozszczepieniem między przyrodą a kulturą, ko­
biecością a męskością, nieświadomym a świadomym,
świętym a powszednim, ciałem a umysłem (...). Tak
więc zaczynamy doświadczać przesunięcia, zmiany,
metanoi, w kierunku, który dotychczas był przeczuwa­
ny jedynie w fantastyce naukowej, na przykład
w utworach Artura C. Clarke'a czy Stanisława Lema.
Obecnie znajdujemy się w sytuacji, w której technolo­
gia jest strukturą, a duchowość jest zawartością; atoli
jesteśmy świadkami zwrotu, którego istotą będzie to, iż
technologia stanie się zawartością, zaś struktura bę­
dzie kosmicznym życiem, gdzie kosmiczne życie jest in­
nym określeniem (...) duchowości. Ten zwrot jest do­
kładnie tym, co możemy zobaczyć w filmie Tarkowskiego-Lema - Solaris lub filmie Kubricka-Clarcke'a Odyseja Kosmiczna 2001 (...). Stąd archaiczna zawar­
tość New Age jest podobna do staroświeckiego małe­
go miasteczka z 1910 roku, które zaprasza nas do elek­
tronicznego świata Disneylandu. Zawartość jest ka­
muflażem dla struktury" (Spangler, Thomson 1989;
tłumaczenie za: Szewczyk 1996).
Osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte lata są czasem
ożywiania wielu różnych tradycji. Potrzebę, wręcz gar­
nięcie się do nich, wyraża serial Przystanek Alaska.
Znamienna dla naszych rozważań jest scena, w której
dwójka postkontrkulturowych bohaterów (podstarza­
łych hipisów): Adam (kwakr, chiropraktyk, kucharz)
i Ewa (która wierzy w leczenie Biblią, ale - jak mówi „nie jest ortodoksyjna", bo zadręcza również doktora
Fleishmana, lekarza konwencjonalnego) ma zadecy­
dować, jaki wziąć ślub. Adam powiada: „Powiem ci,
czego nie chcę. Nie życzę sobie, żeby to był ślub na od­
wal się. Chcę tradycji i rytuału. Chcę się poczuć jak
mąż (...). Muszę ci przypomnieć, że eksperymenty z lat
sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zakończyły się
klapą. To przez nie staliśmy się duchowo jałowi, puści
i wyalienowani". New Age to próba wyciągnięcia
wniosków z kontrkultury, to na swój sposób pójście na
kompromis. W końcu kulturę Wodnika tworzy poko­
lenie kontrkulturowe, które dorosło, założyło rodziny
i obrosło w garnitury, samochody i domki letniskowe.
Próbują oni znaleźć trzecią drogę: miniinstytucje, mi­
nimum przepisów, jasne reguły gry, zgodne z prawem
zasady działania oraz tradycje i rytuały, które dając
„ugruntowanie" (popularne pojęcie w New Age) nie
ograniczają ich rozwoju. Paul Heelas (1996a) nazywa
ten stosunek do kultury detradycjonalizacją, przez co

�Атш Е. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

205

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

rozumie przesunięcie autorytetu: z zewnętrznego auto­
rytetu tradycji do autorytetu jednostki.
New Age jest przeciwieństwem nostalgicznego oglą­
dania się na przeszłość, załamywania rąk nad „zanie­
czyszczeniem" tradycji, apokaliptycznej wizji końca. Kul­
tura Wodnika jest praktyczna i optymistyczna. Uczest­
nik mógłby za Cliffordem (1988, 5) powiedzieć, że „czy­
ste produkty zawsze szaleją", są w ciągłej transformacji.
Na trądycjonalistyczne próby łapania oczek w starej
pończosze odpowiada grą wyobraźni, humorem i ironią.
Tradycje stają się narzędziami dla osiągania takiego
„małego szczęścia", jak: zdrowie, szczęśliwy związek,
kariera zawodowa, materialny dobrobyt. Centrum no­
wego symbolicznego uniwersum stają się: troska
0 zdrowie i środowisko oraz relacje międzyludzkie. Na
ten kierunek miały wpływ: ekologia, psychologia hu­
manistyczna, Ruch Ludzkiego Potencjału i wzrost za­
interesowania cielesnością w kulturze ponowoczesnej.
Niebagatelny wpływ miała również antropologia kul­
tury. Książki np. Eliadego czy Castanedy zyskały wielu
czytelników spoza kręgu akademickiego.
Drogą, na której rozpowszechniane są metody du­
chowego rozwoju, jest konsumpcja. Wtajemniczenia
dostępne są za pośrednictwem pieniędzy, bez nich nie
można mieć książek, magicznych przyrządów, jeść
zdrowej żywności, uczestniczyć w kursach, warszta­
tach, festiwalach. Jak mawia Paweł Macura, „w New
Age wpisana jest komercja". Owo urynkowienie religii
jest szczególnie wyeksponowane podczas ezoterycz­
nych festiwali, gdzie sprzedawane są remedia medycy­
ny niekonwencjonalnej, psychotroniki, feng sfiui,
wróżby. Michael York w ten sposób rozumie konsumeryzm nowej duchowości: „W religijnym pluralizmie,
który charakteryzuje zachodnie społeczeństwo, religij­
ny wybór nie jest już dłużej zastany, ale jest przestrze­
nią różnych i różnie rozumianych możliwości. Sama ta
sytuacja powoduje ograniczenie wiary w absolutną
prawdę, a jednocześnie popiera niespotykaną dotąd
indywidualną i społeczną wolność, która z kolei po­
zwala religii przetrwać w trakcie «konsumowania»
a nie narzucania" (York 1996, 58).

Sztuka New Age
Sztuka New Age nie jest zjawiskiem jednorodnym.
Trudno jest nieodrodne dziecko kutury ponowocze­
snej wciskać w sztywny gorset łatwych klasyfikacji
1 wygodnych pojęć. Przyglądając się temu, co rozumia­
ne jest jako sztuka w środowiskach samych uczestni­
ków tego kręgu, zwróciłam uwagę, że pojęcie to jest
z jednej strony tak szerokie, że obejmuje właściwie
każdą dziedzinę życia. Edukacyjne programy New Age
zachęcają do kreatywnej zmiany życia: uczą sztuki ży­
cia. Element twórczości: osobistej innowacji, intuicji,
wyobraźni, towarzyszy każdej działalności. Można mó­
wić o sztuce terapii, sztuce projektowania wnętrz,
sztuce oddechu. Piękno - rozumiane w kontekście i n ­
207

dywidualnego smaku - jest wartością, która powinna
towarzyszyć każdemu momentowi życia. Dostrzeganie
piękna duszy drugiego jest kontinuum widzenia pięk­
na materialnego i natury. Panestetyczne podejście
obejmuje nie tylko troskę o siebie, bliskich, otoczenie,
ale również narzędzia pracy. Uczestnicy kręgów Nowej
Ery kierują się upodobaniem w wyborze wahadełka,
zapachu olejku do aromaterapii, akcesoriów feng sfiui sztuki aranżacji wnętrz.
Za kryteria wyodrębnienia sztuki New Age uznałam:
związek artysty ze środowiskami Wodnika lub przynaj­
mniej podzielanie zainteresowań New Age, reprezento­
wanych poprzez cztery ścieżki korzeni Nowej Ery. Jak
pisze autorka pracy o sztuce New Age: „(...) na zalicze­
nie do niego wpływ ma nie tylko ostateczny kształt form
plastycznych, ale również cały proces ich tworzenia,
który zaczyna się już w samej osobowości artysty, jego
światopoglądzie i działaniach, wpisujących się w ideolo­
gię New Age. Czynniki te rzutują na sposób kreacji
dzieła, co ma później konsekwencje w jego ostatecz­
nych funkcjach i kształcie. Dopiero te wszystkie ele­
menty razem wzięte pozwalają ustalić, czy dany wytwór
artystyczny można uznać za New Age'owy" (Just 2001).
Podobnie jak o samym zjawisku, trudno mówić
o sztuce New Age całościowo, gdyż linie demarkacyjne są tu płynne. Można jednak pokusić się o wskaza­
nie pewnych tendencji, wynikających zarówno z cha­
rakteru kultury ponowoczesnej, jak i wodnikowych
idei krążących w środowiskach New Age. Są to:
- brak ostrych granic sztuka/nie sztuka
- mieszanie konwencji i motywów, totalny eklektyzm
- korzystanie z wszelkich stylów: realizm, abstrak­
cja, surrealizm
- humor i zabawa z konwencją
- nieawangardowość, pastisz: sztuka New Age chce
przekazać stare prawdy, sięgając do tradycyjnych mo­
tywów i konwencji; jej nowość polega na niespotyka­
nym na taką skalę efekcie globalizacji: czerpaniu
z wielu naraz tradycji i tworzeniu własnych „widzimi­
się" bricólageów konwencji i motywów
- inspiracje wieloma tradycjami kultur archaicz­
nych, motywy etniczne
- sięganie do wątków tradycji ezoterycznych, moty­
wy okultystyczne
- elementy sztuki ludowej, jarmarcznej, odpustowej
- przedstawianie bardzo indywidualnych wizji we­
wnętrznych: amorficzne formy i przesiania psycholo­
giczne
- poetyka reklamy, elementy kultury popularnej
- poetyka „naturalna", „ekologiczna": wykorzysta­
nie surowców wtórnych, naturalnych (drzewo, papier,
kamień, muszelka, zasuszone rośliny)
- ulubione motywy natury: woda (wodospad, oce­
an, świat podwodny, rzeka), delfin, wieloryb, ogród
- ważne motywy religijne: anioł, Budda, mandala,
boskie wizerunki wschodnich i zachodnich religii
- przesłania ważnych egzystencjalnych idei: jedność

�Anna E. Kubiak * SZTUKA NEW AGE

it Щ

9.

Sztuka jarmarczna.
Targi egzotyczne,
Łódź 1998. Fot.
A n n a E. K u b i a k

10. Sklep „ M e t a b r a m a "
G d a ń s k . Fot. A n n a
SHO-Ti»

Л,Мд

E. K u b i a k
1 1 . Sklep Targi

ц

egzotyczne, Łódź
1998. Fot. A n n a
E. K u b i a k

mikro- i makrokosmosu, wizje zaświatów po doświad­
czeniach śmierci klinicznej, reinkarnacja, związek
z naturą, mistyczna antropologia (aura, czakramy),
oświecenie
- pragmatyzm, sztuka służąca „Bogu rzeczy ma­
łych": zdrowiu, poprawieniu standardu materialnego,
związkom z najbliższymi.

Cztery ścieżki New Age
Sztukę New Age można przybliżyć, oswoić, zrozumieć
poprzez pokazanie jej korzeni. Chciałabym zaprezento­
wać współczesną sztukę lat 80., 90. i przełomu wieków
w kontekście czterech istotnych dla niej dróg idei. Są to
„ścieżki": kultur Innego, kultury zakazanej, kontrkultury
i kultury na sprzedaż. Nie jest to próba typologii, bowiem
wiele dzieł ma mieszane inspiracje, ale próba zrozumie­
nia fenomenu poprzez cofnięcie się do źródeł.

Ścieżka kultur Innego
Sztuka New Age czerpie garściami z wszelkich ob­
cych kultur. Często mówi się, że nie ma nic nowego
w New Age. Poniekąd to prawda. Chodzi jednak o to,
aby dawne mity i symbole odświeżyć i na nowo odczy­
tać. Uczestnicy kręgu Wodnika zgadzają się, że różne
kultury przekazują te same treści, gdyż natura człowie­
ka i świata jest jedna. Jedynie zewnętrzna forma różni
ważne wspólne wątki mityczne, wyrażające wewnętrz­
ne przemiany człowieka od narodzin przez inicjację,
sakrament miłości, śmierć. Sięganie do obcych symbo­
li pozwala odnowić spowszedniałe opowieści własnej
kultury i przeżyć na nowo misterium. Sztuka New Age
odkrywa kultury starożytne: Celtów, Sumeru, Egiptu,
kultury Orientu: Indii, Tybetu, Chin, Japonii, Indian
obu Ameryk. Jest to próba często śmiałych i kontro­
wersyjnych odczytań symboli, tak aby stały się drogo­
wskazem do ponowonego odkrycia ścieram przez czło­
wieka Zachodu. Przykładem są prace Justyny Kiewisz,
Axela Greya, Haliny Szejak, Elżbiety Doniec. Czy mi­
tologia planetarna, czerpiąca ze zbiornicy symboli
wszystkich kultur, ma szansę użyźnić ziemię jałową

208

I

współczesnego myślenia o sprawach ostatecznych? Na
to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Antro­
polog kultury nie może autorytatywnie osądzać współ­
czesnej religijności. W sztuce inspirowanej kulturami
Innego dominującym motywem jest mandala. Stała
się ona jednym z najważniejszych symboli wyrażają­
cych relację między indywidualnością (o której zacho­
wanie walczy ponowoczesny wędrowiec) a globalną
kulturą, widoczną szczególnie okiem internauty.

Ścieżka kultury zakazanej
W obrębie naszego kręgu kulturowego zawsze istnia­
ły ukryte nurty kultur utraconych (pogańskich), zakazy­
wanych (sabaty czarownic), marginalizowanych (gnostyczne ścieżki poznania: hermetyzm, astrologia, alche­
mia, kabała, teozofia, Tarot). Ścieżki Magów, dzisiaj do­
stępne poprzez literaturę i kursy, inspirują artystów do
tworzenia nowych kart Tarota, okultystycznych rysun­
ków, akcesoriów współczesnych rytuałów. Sztuka New
Age na nowo odczytuje symbole ezoterycznych praktyk.
Jedną z najbardziej znanych artystek jest Janina Kraupe
z Krakowa. Jej rysunki i obrazy są inspirowane astrolo­
gią, Kabałą, spirytyzmem. Autorka tworzy je pod wpły­
wem przeżyć medytacyjnych. Tak pisze o jej pracy Anto­
ni Szoska (w: Kraupe 1991): „Prostą ilustracją tego (me­
dytacji - A K ) jest bycie medium, które z jednej strony
jest niejako absolutnym poddaniem się nieznanym mo­
com z zewnątrz, z drugiej zaś pokazywaniem «ich» woli
innym, jak to ma miejsce podczas seansu spirytystyczne­
go. Dodajmy, nie tylko. Tak więc medytujący nie narzu­
ca swej woli światu, lecz pozwala, by rytm świata, a tak­
że jego obraz (sic!) przejawiały się w całej okazałości".

Ścieżka kontrkultury
Okres młodzieżowych ruchów 60. lat na Zachodzie,
a w Polsce 70. lat, przyniósł na niespotykaną dotąd
skalę popularyzację kultur Orientu, Indian obu Ame­
ryk, wraz z religiami Innego, jak również rewolucję
w dziedzinie obyczajów i społecznych koncepcji. Cho­
ciaż większość propozycji społecznych utopii zakoń-

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

czyła się klęską (odrzucono twarde narkotyki, lewico­
we poglądy i koncepcje społecznych komun), to
kontrkultura przyniosła wiele artystycznych propozy­
cji: (obok inspiracji kultur Innego) parateatr, inspiro­
wane wizjami po LSD malarstwo psychodeliczne, idee
medytacyjnych i onirycznych doświadczeń, jako temat
sztuki i poprzez owe wizje zgoda na subiektywne, oso­
biste opisywanie świata w sztuce. Przykładem są tu ob­
razy powstałe po eksperymentach prowadzonych przez
Stanisława Grofa, a przede wszystkim: powtórne prze­
życie narodzin. Przykładem są prace prezentowane
w książce Grofa (1999), prace Sławomira Kolo, Graży­
ny Cebo, Krystyny Gołaszewskiej, Elizabeth Poll-Sokołowskiej, Alicji Ziętek, Antoniego Przechrzty.

Ścieżka kultury na sprzedaż
Najwięcej zarzutów sztuka New Age zbiera pod
pręgierzem elitarnych spojrzeń rodem ze Szkoły
Frankfurckiej. Sztuka New Age jest nieodrodnym
dzieckiem zarówno jarmarcznej czy odpustowej kultu­
ry ludowej, jak i najbardziej współczesnej, budzącej
gorące spory kultury popularnej. New Age jest komer­
cyjny. Przykładem są szablonowe, produkowane maso­
wo gadżety psychotroniki, feng shui i inne dekoracyjne
przedmioty. Mają one przede wszystkim pragmatyczną
funkcję uzdrawiania i kierowania „energiami" (najbar­
dziej popularne pojęcie New Age). W sklepikach New
Age'owych (ale również i innych: pamiątkarskich, po­
dróżniczych i „gabinetach osobliwości") można kupić:
świece i kominki do olejków zapachowych (np. firmy
Neo Spiro z Częstochowy), lampki solne, fontanienki,
witrażyki, dzwonki, talizmany, aniołki, karty Tarota,
„łapacze snów", piramidy, symbol in-jang, pierścienie
i krzyże Atlantów, podróbki papirusów egipskich, wa­
hadełka, przyrządy do masażu, poduszki medytacyjne,
minerały, pomoce do aromaterapii, kubki i termosy
„magnetyczne", kryształowe kule, „cylindry fara­
onów", „świece Indian Hopi", przyrządy do pomiaru
bioenergii.
Cztery prezentowane ścieżki sztuki New Age poka­
zują jej symboliczne znaczenie: gnozę, drogę we­
wnętrznej wiedzy wiodącej do pełni, drzewa życia i po­
znania. Uczestnik New Age nie chce bowiem rozdzie­
lać tych dwóch członów. Pragnie oświecenia, ale nie
za cenę rezygnacji z korzystania z uroków życia. Uwa­
ża drogę poznania za równie — w dzisiejszych czasach egzoteryczną stronę jak samo życie. Chce żyć tak, jak
rozumie siebie i świat. Odrzuca więc opozycję: rozum
czy wiara. Zwraca się w kierunku antypodów nauki,
odkrywających mistyczną stronę rzeczywistości oraz
w kierunku form religijności akcentujących wewnętrz­
ne doświadczenie jako źródło wiedzy o rzeczywistości.
Cztery prezentowane ścieżki nie wykluczają się wza­
jemnie. Nie jest to, jak już pisałam, propozycja typolo­
gii. Stanowią one dopełniające się akcenty drogi wodnikowej gnozy. Droga ta wiedzie poprzez: czerpanie

209

z zachodniej ezoteryki, inicjację w kulturach Innego,
wewnętrzne poszukiwania, w których dzisiaj korzysta
się z psychoterapii, psychologii głębii transpersonalnej
oraz... poprzez pieniądze.
Symbolicznym środkiem, do którego prowadziłyby
owe cztery ścieżki, mogłaby być złota jabłoń. Symboli­
zuje ona zarówno drzewo poznania, jak i drzewo życia.
Jabłoń jest tu również newage'owa parafrazą mitu
chrześcijańskiego. Gdy tradycyjnie stała się symbolem
owocu zakazanego, tu jest z jednej strony odzyskana
i niewinna, ale w podejrzany sposób kiczowata.
Wybrana literatura
Bochinger Christoph
1994
„New Age" und modernę Religion: Religionswissenschaftliche Untersuchungen, Gutersloh, Chr. Kaiser
Brzezińska A n n a , Bondyra Krzysztof, Wycisk Jowita
1999
New Age - nowe oświecenie?, Poznań, Fundacja Huma­
niom
C l i f f o r d James
1988
The Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethnogra­
phy, Literature, and Art, Cambridge, Harvard University
Press
C i p r i a n i Roberto
1989
Diffused Religion and new Values in Italy, w: J. A. Beckford, T. Luckmann (eds.) The Changing Face of Religion,
Sage, London
Dobroczyński Bartłomiej
1997,
New Age, Kraków, Znak
Dobroczyński Bartłomiej
1992
Psychologia Ery Wodnika, „Znak", nr 447
Dobroczyński Bartłomiej
1991
Proteuszouie oblicze Wodnika, „Znak", 434
D o k t ó r Tadeusz
1993
Co to jest Neu&lt; Age?, „Społeczeństwo Otwarte", 12,
s. 22-25
D o k t ó r Tadeusz
1996
Światopogląd „New Age", w: Doktór T. (red.), Ruchy po­
granicza religii i nauki jako zjawisko socjopsychologiczne,
tom 5, Warszawa, UW, s. 167-216
Drury Levi
1995
Psychologia transpersonalna, Poznań, Zysk i S-ka
Encyklopedia Nowej Ery. New Age
1996
red. Stefan Bednarek, Wrocław, Astrum
Ferguson M a r i l y n
1982
The Aquarian Conspiracy. Personal and Social Transforma­
tion in Our Times, London, Paladin
F i n c h e r S u s a n n e F.
1994
Kreatywna Mandola, Ravi, Łódź
G o ł a s z e w s k a M a r i a (red.)
1995
Oblicza nowej duchowości, Kraków, UJ
Grof Stanisław
1999
Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychote­
rapii, Kraków, Wydawnictwo A
Grotowska Stella
1999

Religijność subiektywna, Kraków, Nomos

H a n e g r a a f f W o u t e r J.
1996

New Age Religion and Western Culture. Esotericism in the
Mirror of Secular Thought, Leiden, New York, Koln, E. J.
Brill

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

H e e l a s Paul
1996
The New Age Movement. The Celebration of the Self and
the Sacralization of Modernity, Oxford, Blackwell
H e e l a s Paul
1996
Detraditionalisation of Religion and Self: the New Age and
Postmodemity, in: K. Flanagan, R Jupp (eds.) Postmodernity, Sociology and Religion, London, Macmillan
Huxley Aldous
1989

Filozofia wieczysta, Pusty ОЫок, Warszawa

1993

Mandala. Symbolika człowieka doskonałego, Poznań, Bra­
ma
Just M a ł g o r z a t a
2001
Sztuka przebudzonych — Między magią i transcendencją.
Ezoteryczna twórczość plastyczna w kręgach New Age, Pra­
ca magisterska, Katedra Etnologii i Antropologii Kultu­
rowej, UW, Watszawa
Kraupe Janina
Signatura rerum, Grupa Krakowska, Kraków

Kubiak A n n a E .
1995

New Age niejedno ma imię, „Społeczeństwo Otwarte" 1,
s. 17-21
Kubiak A n n a E .
1995
New Age — zjawisko kultury ponowoczesnej, w: M. Goła­
szewska (ted.) Oblicza nowej duchowości, Uniwersytet Ja­
gielloński, Kraków, s 301-322
Kubiak A n n a E .
1996,
Ciało w nowych ruchach religijnych, „Nomos", nr 14,
s. 105-116
Kubiak A n n a E .
1996
Duch na sprzedaż, czyli Festiwal NEW AGE w Krakowie,
„Nomos", nr 14, s. 129-139
Kubiak A n n a E .
1996
Co przyniesie Nowy Wiek?, „Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze", 8, s 2-6
Kubiak A n n a E.
1997
Klimaty New Age - strefy, pogranicza, prognozy, „Przegląd
Religioznawczy", 4/186, s. 129-142
Kubiak A n n a E .
1998
Kosmologia i antropologia uzdrawiania, „Promocja zdro­
wia", Instytut Kardiologii, Warszawa, nr 14, s. 40-53
Kubiak A n n a E .
1999
Le Nouvel Age, conspiration postmodeme, „Social Com­
pass", vol. 46 no. 2, s. 135-143
Kubiak A n n a E .
1999
O ponowoczesności New Age raz jeszcze, w: M. Kempny,
G. Woroniecka, Religia i kultura w globalizującym się świe­
cie, Kraków 1999, Nomos, s. 71-78
Kubiak A n n a E .
2001
Syn marnotrawny. Tradycje w New Age, w: A. Jawłowska
(red.), Wokół problemów tożsamości, Uniwersytet Warsza­
wski, ISNS wyd. LTW, Warszawa
Kubiak A n n a E.
2001
The Prodigal Son, w: M. Kempny, A. Jawłowska (red.),
Identity in Transformation. Postmodemity, Postcommunism
and Globalisation, Praeger Publishers
Lazaris
1990

fragment książki w: „1. Miesięcznik Trochę Inny", nr 3,
s7-9

Luckmann Thomas
1990
Shrinking Transcendence, Expanding Religion?, „Sociological Analysis" nr 50 (2), s. 127-38
Luckmann

(1967) Niewidzialna religia, Kraków, Nomos

M a c i e j k o Paweł
1994
Bóg New Age, „Społeczeństwo Otwatte", 3
M a c u r a Paweł (wybót i tłum.)
1993
New Age, Ktaków, Nomos
O l e c h n i c k i Ktzysztof
1998
New Age. Kościół wobec wyzwania Wodnika, Watszawa,
Oficyna Naukowa
P r o k o p i u k Jerzy

Jung С . G .

1991

1996

Thomas

210

1990

New Age Movement, „I. Miesięcznik Trochę Inny", nr 3

P r o k o p i u k Jerzy
1999

Labirynty herezji, Warszawa, Muza

P r o k o p i u k Jerzy
2000

Ścieżki wtajemniczenia. Gnosis aetema, Warszawa, Prze­
gląd Religioznawczy 1997 nr 4/186, Warszawa
Przybysz Piott Jan
1997
Źródła estetyki nowej duchowości, Ptzegląd Religioznawczy
nr 4 (186), s. 19-30
Spanglet D a v i d , T h o m p s o n W i l l i a m Itwin
1989
Reimagination of the World. A Critique of the New Age,
Science, and Popular Culture, Santa Fe, New Mexico, Be­
at &amp; Company
W h i t e John
1996
Swit Ery Wodnika. Spotkanie ducha i nauki, Bydgoszcz,
Limbus
Suliga Jan Witold
1994
Tarot magów. Pierwszy krąg wtajemniczenia, Watszawa,
Dettot
Suliga Jan Witold
1997
Wielcy magowie świata. Dzieje ezoterycznej tradycji Zachodu,
Warszwa, Sic
Szewczyk Wiesław
1996
Postmodernizm a New Age we wspólnej przestrzeni, praca
magisterska, Instytut Socjologii U W
York M i c h a e l
1996
Postmodemity, Architecture, Society and Religion: A Heap
of Broken Images' or 'A Change of Heart'w: K . Flanagan, P.
C . Jupp (eds.), Postmodemity, Sociology and Religion,
London, Macmillan Press, s. 48-63

Przypisy
1

2

3

Szerzej na temat New Age — patrz bibliografia.
Na przykład: White 1996, Spanglet 1988, Fetguson 1982
Z punktu widzenia uczestnika kultury New Age raczej odwrot­
nie: transcendencja rozszerza się, obejmując sfery uznane dotąd
za należące do profanum.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6652" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6632">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d04670ffd48d19149fd2b3146760a0c4.pdf</src>
        <authentication>ed58c93ec6c619340cbecc56a79a10d2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79297">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2717</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79298">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79299">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79300">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2528</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79301">
                <text>Brudne misie czystych relacji, czyli rzecz o nostalgii w kulturze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79302">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.167-169</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79303">
                <text>Kubiak, Anna E.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79304">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79305">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79306">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79307">
                <text>Brudne misie czystych relacji,
czyli rzecz o nostalgii w kulturze
A n n a E. K u b i a k
Strata jest magiczną ochroną
Ewa Hoffman

Przechadzając się po Covent Garden w Londynie w po­
godny, wiosenny weekend, wyląduję zawsze na pchlim tar­
gu. Uwielbiam też Camden Lock, gdzie znajdują swoje przy­
tulisko klimaty New Age (Kubiak 1997): można zamówić
swój horoskop, umówić się na spotkanie z uzdrawiaczem.
Poetyka tych miejsc przypomina odpusty, gdzie s'wiete
obrazki dewocyjne, medaliki i figurki Matki Boskiej sąsia­
dują z gumowymi pająkami, kolorowymi wiatrakami i pi­
szczącymi gadżetami. Szperając w starych metalowych dro­
biazgach, zegarkach, łańcuszkach, maskotkach, podziwiając
piękne miniaturowe przedmioty dla kolekcjonerów, cudow­
ne cynowe garnki, odkrywam stoisko ze starymi, brudnymi
misiami. Brudne misie są z przeszłości, czego dowodzi ich
wygląd: wyleniałe, naprawdę brudne, niektórym brakuje
ucha, innym oka. Są indywiduami ze swoją historią i jedyny­
mi egzemplarzami. Ich bracia i siostry dawno zginęły na
śmietnikach, strychach, w ogniskach i pożarach. Patrzę na
nie z nostalgią, przypominając sobie swoje dzieciństwo. Mo­
je próby kupienia w Warszawie prawdziwego misia z trocin,
który ruszałby łapkami i nóżkami, nie byłby australijskim
misiem koala ani misiem pandą, ani chińską kopią misia
z Disneylandu, tylko miniaturą polskiego niedźwiedzia, spa­
liły na panewce. Pytam więc o cenę tych misiów i okazuje
się, że kosztują kilkadziesiąt funtów. Cena tylko dla boga­
tych kolekcjonerów. Dziś prawdziwych misiów już nie ma myślę sobie - i dlatego te, jak się okazuje pochodzące z Ro­
sji, Polski i Anglii są tak cennymi, bo ostatnimi egzempla­
rzami. Brudne misie zawsze znajduję na pchlim targu, który
po angielsku jest targiem muszym (fleamarket), albo sprze­
dażą w garażu w USA (garage sale) albo sprzedażą z samo­
chodów w Anglii (car sale). Nie wiem, od jak dawna kwitną
starzyzną targi w Nowym Jorku, Kopenhadze i Londynie, ale
w Warszawie były chyba zawsze, tylko teraz jest ich więcej.
Obok tak sławnych targów jak na Kole, są i małe targi, jak
grzyby po deszczu rozwijające się z wiosną obok handlo­
wych hal. W maju pod Halą Mirowską, niedaleko Wall Stre­
et Warszawy, ustawiają się staruszkowie ze swoimi małymi
kramikami rodzinnych resztek z serwisu, młynków do mie­
lenia kawy, świeczników. Sprzedają też stare ubrania, kon­
kurując ze sklepami zwanymi: „ciuszek", „odzież zacho­
dnia", „odzież używana", „second hand", „grzebalnia",
w których grzebią bynajmniej nie tylko jakieś skromnie
ubrane starowinki, ale i modnie odziane nastolatki i zamoż­
nie wyglądające czterdziestolatki.
Pchli targ jest opozycją supermarketu, gdzie rzeczy są se­
ryjnie anonimowe, kupowane w dużych ilościach. Metafora
supermarketu odsyła do wyobrażenia kultury jako systemu
sprawnie zorganizowanego, o jasnych przejrzystych regu­

łach, kontrolowanego przez „górę", systemu dystrybucji
i wymiany dóbr. Na pchlim targu - przeciwnie - można, a na­
wet trzeba się potargować, a w niektórych miejscach świata na przykład w Hongkongu, jak miałam okazję niedawno się
przekonać - nawet zaproponować połowę ceny. Jest to rów­
nież miejsce pogawędek i nostalgicznego przypominania so­
bie o istnieniu - dziś już niepotrzebnych, czy też „inaczej po­
trzebnych" - starych rzeczy.
Pchli targ jest również opozycją wobec muzeów, które w przeciwieństwie do tego pomieszanego świata dostojeń­
stwa i kiczu - prezentowane są jako świat uporządkowany,
usystematyzowany, skatalogowany. Tak pisze o tym Renato
Rosaldo: „Na konferencji w 1980 roku na temat kryzysu
w antropologii, Cora Du Bois, emerytowana profesor Harvardu, mówiła o dystansie, jaki czuła wobec «złożoności
i zamętu tego, co kiedyś znałam jako zrozumiałą i wymaga­
jącą dyscyplinę... To jest jak przejście od znakomitego mu­
zeum sztuki klasycznego okresu do teraźniejszej sprzedaży
w garażu». Wyobrażenie muzeum dla okresu klasycznego
i sprzedaży w garażu dla teraźniejszości uderza mnie trafno­
ścią, ale ja oceniam je trochę inaczej niż Du Bois. Ona czu­
je nostalgię za znamienitym muzeum sztuki ze wszystkim na
swoim miejscu, ja zaś widzę to jako relikt kolonialnej prze­
szłości. Ona nie znosi chaosu garażowej sprzedaży, a ja wi­
dzę, że dostarcza on dokładnego obrazu dla sytuacji postkolonialnej, gdzie kulturowe artefakty krążą między różnymi
miejscami i nic nie pozostaje święte, stałe lub opieczętowa­
ne" (Rosaldo 1993, 44).
Wracając jednak uparcie do misiów, to w Anglii i Danii
odkryłam renesans (który zaczął się już i w Polsce): „misia
z przeszłości". Ów Teddy Bear from the past - jak głosi do­
łączona karteczka „w starym stylu" - jest już „produkowa­
ny" tak, jakby przeszedł niejedną dziecięcą zabawę. Sierść
ma nierówną i łapki nieco wykręcone. Są w Anglii czaro­
dziejskie sklepiki z misiami ręcznie robionymi, z których
każdy ma niepowtarzalną osobowość. Zastanawiające jest
też ponadkulturowe ponowne odczytywanie przygód Kubu­
sia Puchatka. Ich „taoistyczna" wersja jest kultową książką
New Age. Łatwo ulec przekonaniu, że misie musiały być za­
wsze.' A więc jest nostalgia w kulturze. W nurcie „niuejdżowym" półki sklepów dekorowane są w nastrojowe anielskie
świece, świeczniki, serwety, a sojowe kotlety (z proszku o zgrozo!) nazywane są „kotletami babuni". „Niuejdżowe"
powroty nie są jednak reprodukcją tego, co było, ale produ­
kują świat odwołujący się do znaków odczytywanych okiem
turysty (Culler 1981, za: Steward 1988, 233). Tak jak całują­
ca się para na ulicy Paryża jest znakiem wiecznego „roman­
tycznego Paryża", tak produkty wymienione wyżej tworzą

167

�atmosferę czarodziejską, którą rządzą: magia, ezoteryczne
inicjacje i tajne stowarzyszenia - dziś oddane turyście,
a więc każdemu, kto tylko może sobie na to finansowo po­
zwolić. Nostalgiczny paradygmat jest jednym z nurtów
współczesnej kultury. Na ulicach Londynu, Kopenhagi, War­
szawy, Krakowa odnajdujemy piekarnie z „tradycyjnym pie­
czywem", sklepy z „domowym jedzeniem", uliczne sprze­
dawczynie lnianych serwet i firanek, renesans ołówka - i po
fali automatycznych - ołówka, który trzeba temperować
(w dobie komputerowej!). A powrót komody, toaletki (eta­
żerki) i starych okuć i skrzyń? Przypominam też sobie, jak
czarowały mnie również ręcznie robione lalki ubrane w suk­
nie z dawnych wieków w sklepiku w Quebec City. Tę listę
można by powiększać bez końca.
Wojciech Burszta (1994, 54) przypomina etymologię po­
jęcia „nostalgia": „Grecki termin nóstos (=powrót) w połą­
czeniu z algos, co oznacza „cier­
pienie", tworzą łącznie pierwotny
sens pojęcia nostalgii jako gorą­
cego pragnienia ujrzenia ojczy­
zny czy nawet choroby powstają­
cej w wyniku tęsknoty za krajem
rodzinnym. Uczucie nostalgii od­
nosiłoby się zatem do czegoś, co
było i jest w nas samych, ale cze­
go zewnętrzne atrybuty nie są
w danej chwili dostępne". Dodaj­
my, że niedostępność owych atry­
butów może wynikać z dystansu
przestrzennego, jak i czasowego.
Ten pierwszy rodzaj nostalgii
pięknie opisuje Ewa Hoffman:
„Dom, ogród, kraj. które straciłaś,
pozostają na zawsze takie, jakimi
je pamiętasz. Nostalgia - to naj­
bardziej liryczne uczucie - kry­
stalizuje się wokół tych wyobra­
żeń jak bursztyn. Zatrzymane we­
wnątrz nich: dom. przeszłość, są
jasne, żywe, uczynione piękniej­
szymi przez medium, które je
trzyma i poprzez jego bezruch"
(Hoffman 1990, 115). Ten drugi
rodzaj nostalgii to melancholijne
Fot. Anna
zapatrzenia w przeszłość. Ulegają
jej również antropologowie. W dyskusji nad tradycjami
w New Age pojawiło się stanowisko reprezentowane na przy­
kład przez Marion Bowman. Wyraża ona obawę, że „ludzie
widząc, jak to, co uważają za swoje tradycje, zostaje pocięte
i pozlepiane (w kulturze New Age - AK) mogą nie być za­
chwyceni końcowym produktem" (Bowman 1995, 146). Na
podobne zastrzeżenia można odpowiedzieć, że jest świadec­
twem nostalgii za autentycznymi, czystymi kulturami, orga­
nicznymi całościami, kultywującymi ich unikalne tradycje.
Nostalgia ta jest sama w sobie zjawiskiem kulturowym i sta­
nowi jedną z mityzacji kultury. Pojawiają się również propo­
zycje odróżniania autentycznych tradycji od niuejdżowych.
Są antropolodzy, którzy twierdzą, że mają kryteria rozróżnie­
nia między rdzennymi, autentycznymi tradycjami szamani­
zmu i nowymi formami szamanizmu.' Wydaje się jednak, że
w konkretnym przypadku nie jest to takie proste. Donald Joralemon wyciąga inne wnioski: „obsesja 'tradycją' zaciemnia
właściwą dynamiczną jakość kultury (...) idea. że badacz mo2

168

że orzekać o autentyczności zmieniających się tradycji (...)
jest paternalistyczna" (Joralemon 1990, 117). Rzeczy same
w sobie nie są towarami bądź prawdziwą tradycją, to raczej
kontekst kulturowy, w jakim istnieją, o tym decyduje. Jest
wiele przykładów współczesnego sięgania do obcych trady­
cji, mieszania ich, a jednocześnie tworzenia czegoś nowego
i niezamykania w twierdzy czy to 'ezoteryki', czy 'Orientu'.
Są na przykład grupy muzyków, takie jak „Atman", „Trebu­
nię Tutki", „Deep Forest". „Atman" korzysta z instrumentów
z wielu kultur: m.in. cymbałów, gitary 12-strunowej, fletu,
australijskiego didgereedoo, metalowych trąb z pogranicza
nepalsko-tybetańskiego, czegoś w rodzaju indonezyjskich
grzechotek, tabli, bębnów: nala, damaru z Nepalu, bębnów
ramowych z Ameryki Północnej, bajanu, własnej produkcji
instrumentów, пр.: nazwanego 'obój X' - połączenia paster­
skiej ligawy z indyjskim obojem shahnai i trąbką, naszyjnika
z muszelek, grzechotek (Atman
1995). Tatrzańska kapela „Trebu­
nię Tutki" eksperymentuje nagry­
wając koncerty wspólnie z пр.:
rastafariańską
grupą reggae
„Twinkle Brothers". Uczestnicy
grupy „Atman" w ten sposób
mówią o swoich działaniach kon­
certowo-teatralno-warsztato­
wych: Gadająca Łąka to poszuki­
wanie prawdziwych więzi i na­
szej tożsamości (...) Chodziło
nam o twórczość rozumianą jako
część życia, a nie coś specjalnie
celebrowanego. Nie interesował
nas pałac kultury, lecz normalny
dom na skraju wsi lub w środku
miasta, w którym się je, pracuje,
rodzi dzieci, a gdy przychodzi na
to czas, to słucha się muzyki,
tworzy się uczestnicząc w jakiejś
tradycji. I absolutnie nie chodziło
nam o jakąś ludowość lub coś
podobnego. Interesowała nas
sztuka u samych źródeł, szczera
i prosta, a nie 'konceptualna' czy
podporządkowana jakiejś idei.
Uderzenie w gong musi być kon­
E. Kubiak
sekwencją jakiegoś narastania,
naturalnym rozbłyskiem nagromadzonej energii, a nie wydu­
manym misterium ogłuszania publiczności" (Atman 1995,
38-39). Ten cytat pokazuje, że sztuka korzystająca z tradycji
nie musi wznosić murów tożsamości, tworząc własną odręb­
ność powstającą poprzez mieszanie nie tylko gatunków (jak
zauważał Geertz), ale i tradycji.
Wojciech Burszta zwraca uwagę na jeszcze jedną formę
nostalgii, jaką jest indywidualne, bolesne pamiętanie. Tutaj
współczesne zjawiska, również te z kultury popularnej, stają
się w indywidualnej pamięci nostalgicznym wspomnieniem.
Pamiętanie nie ma bowiem charakteru ani masowego, ani
popularnego, ani zuniformizowaego. Podobnie Bielik-Robson (1997. 10) pisze o nostalgii za ocenzurowanym Klossem.
Nostalgia może równie stać się częścią postmodernistycznej
kultury, np. w zjawisku nostagia films (Burszta 1994, Jame­
son 1983).
Bryan S. Turner wyjaśnia, dlaczego głos krytyków kultu­
ry popularnej jest z konieczności nostalgiczny. Krytycy mu-

�szą oglądać się na przeszłość w poszukiwaniu kultury wyso­
kiej (w opozycji do kultury niskiej), w poszukiwaniu abso­
lutnych wartości, podzielanych przez społeczność w sytua­
cji, gdy społeczna rzeczywistość będąca odniesieniem war­
tości została rozproszona, a podziały kultury straciły sens.
„Nostalgia jest patrząc historycznie główną chorobą melan­
cholijnych uczonych" - zauważa Turner (1994, 117). Za
przykład głosu polskich melancholijnych intelektualistów,
spoglądających na kulturę popularną z elitystycznego punk­
tu widzenia, mogą służyć wypowiedzi Stefana Morawskiego
(por. пр.: 1996).
Detradycjonalizacja wyrażająca się w zaniku centrum odniesienia do wielkiej narracji, będącej fundamentem danej
kultury - jest niezależnie od utyskiwań tradycjonalistów
pewnym stanem kultury. „Jeśli autentyczne tradycje, czyste
produkty, wszędzie poddają się bezładowi (mieszaniu) i bez­
celowości, wybór nostalgii utracił powab. Nie ma dokąd po­
wracać, nie ma żadnej esencji do uratowania" - twierdzi Clif­
ford (1988, 4). Tak mówi o tym Paul Ricouer: „Kiedy odkry­
wamy, że jest kilka kultur zamiast po prostu jednej i konse­
kwentnie w czasie, gdy uświadamiamy sobie koniec pewne­
go typu kulturowego monopolu, czy to iluzorycznego czy
rzeczywistego, jesteśmy uderzeni zagładą naszego własnego
odkrycia. Nagle staje się możliwe, że są tylko obcy, że my sa­
4

5

mi jesteśmy 'obcymi' pośród obcych. Kiedy znika całe zna­
czenie i celowość, staje się możliwe przechadzanie się po­
przez cywilizacje jak po szczątkach i ruinach. Cała ludzkość
przemienia się w muzeum wyobraźni: dokąd pójdziemy
w ten weekend - odwiedzić ruiny Angkor czy na spacer do
Tivoli w Kopenhadze?" (Ricoeur 1965). Kathleen Stewart
(1988) pokazuje, jak nostalgiczne pragnienie tworzenia „czy­
stych produktów" prowadzi do powstawania muzeów, disneylandów, skansenów, sztucznych światów, w których nie mo­
żemy być już dłużej uczestnikami, lecz tylko konsumentami,
turystami (por. też Bauman 1994, Urry 1990).
Dlaczego my, dorośli, nadal, albo ponownie, lubimy mi­
sie? Przypominają oczywiście dzieciństwo lub jego rajski ar­
chetyp, ale wyrażają też klimat intymności, ciepła, czułości,
ufności. Dlatego w walentynki pojawiają się misie z sercami
i napisami: / love you. Misie znajdują swoje miejsce na pół­
kach, przy toaletkach i na kuferkach i zostają tam (nieco
przykurzone i wyleniałe), nawet gdy kochankowie się rozsta­
ną. Są symbolem przeszłości, przypominają o „czystych rela­
cjach". Anthony Giddens nazywa tak dzisiejsze, późnonowoczesne związki, które trwają tylko dopóty, dopóki istnieje
w nich intymność (Giddens 1992, 62). Potem zostają tylko
misie, melancholijne, zasuszone bukiety róż i nostalgiczne
rozpamiętywanie.

PRZYPISY
1

Z tym mitem rozprawia się Stomma 1992
Jest ona bardzo obecna w polskiej etnografii. Por. Robotycki, Wę­
glarz 1983, Burszta 1994
Np.: Johnson 1995, Geertz 1993. Zdaniem Armina Geertza część
„winy" spada na popularyzatora szamanizmu: Mircea Eliade. Sztanda­
rowymi przykładami niuejdżowego szamanizmu stały się prace: Carlo2

3

sa Castanedy, Michaela Harnera (np. The Way of Shaman), Lynn Ander­
son.
Turner również zauważa, że nostalgia jest charakterystycznym mo­
tywem Szkoły Frankfurckiej, szczególnie w wydaniu Theodora Adorno.
Por. szerzej na ten temat pracę: Heelas Paul, Lash Scott, Morris
Paul (eds.) 1996
4

s

BIBLIOGRAFIA
Atman
1995
- w rozmowie z Anną Nacher, „Pracownia" Promocja Kultury
Ekologicznej, Nowy Sącz.
Bauman Zygmunt
1994
Dwa szkice o moralności ponowoczesnej, Instytut Kultury, War­
szawa.
Bielik-Robson Agata
1997
Straceni inaczej, „Nowa Res Publica", 11 (110), 6-13
Bowman Marion
1995
77ie Noble Savage and the Global Village: Cultural Evolution in
New Age and Neo-Pagan Thought, „Journal of Contemporary
Religion", vol. 10, no 2, 139-149
Burszta Wojciech
1994
Yes. Nostalgiczne strefy pamięci,
„Konteksty", 1994 1-2,
54-56
Clifford James
1988
The Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethnography,
Literature, and Art, Cambridge, Harvard University Press.
Culler Jonathan
1981
Semiotics of Tourism, „American Journal of Semiotics", 1,
127-140
Geertz Armin
1993
Archaic Ontology and White Shamanism, ..Religion", 23, nr 4,
369-372
Giddens Anthony
1992
The Transformation of Intimacy, Love and Eroticism in Modern
Societes, Polity Press, Cambidge UK.
Heelas Paul, Lash Scott, Morris Paul (eds.)
1996
Detraditionalisation.
Critical Reflections on Authority and Iden­
tity, Oxford, Blackwell.
Hoffman Eva
1990
Lost in Translation. A Life in a New Language, Penguin Books.

Jameson Fredric
1983
Postmodernism and Consumer Society, w: H. Foster (ed.) The An­
ti-Aesthetic Essays on Postmodern Culture, Washington, 11-125
Joralemon Donald
1990
The Selling of the Shanmn and the Problem of Informant Legiti­
macy, „Journal of Anthropological Research", vol. 46, no 2
Johnson Paul C.
1995
Shamanism from Equador to Chicago: a Case Study in New Age
Rimal Appropriation, „Religion", 25, 163-178
Kubiak Anna E.
1997
Klimaty New Age, „Przegląd Religioznawczy", 4/186
Morawski Stefan
1996
Mitologiczne aspekty postmodernizmu, „Konteksty", 1/2
Ricoeur Paul
1965
Civilisations and National Cultures, in: History and Truth, Evanston, III., Northwestern University Press.
Robotycki Czesław, Węglarz Stanisław
Chłop potęgą jest i basta. O mityzacji kultury ludowej w nauce,
„Polska Sztuka Ludowa", 1-2, 3-8
Rosaldo Renato
1993
Culture &amp; Truth, Routledge, London.
Steward Kathleen
1988
Nostalgia - A Polemic, ..Cultural Anthropology", vol. 3, no 3,
227-241
Stomma Ludwik
1992
Antropologia kultury, historia i Kubuś Puchatek, „Konteksty",
3/4, 123-124
Turner S. Bryan
1994
Orientalism, Postmodernism and Globalisation, Routledge, Lon­
don and New York.
Uny John
1990
The Tourist Gaze. Sage.

169

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6319" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6299">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f8701de5b9c04a9b9b5fe5588ed38a1f.pdf</src>
        <authentication>f000509aa90ffe0d3f3ca7463d45b902</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75306">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5362</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75307">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75308">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75309">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75310">
                <text>Nostalgia i konfluentne wspólnoty / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75311">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.1-2; s.40-43</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75312">
                <text>Kubiak, Anna Eleonora</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75313">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75314">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75315">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75316">
                <text>ANNA ELEONORA KUBIAK

Głównym motywem nostalgii jest zniesienie prze­
paści miedzy naturą i kulturą. M om ent kryzysowy sym­
bolu, wyłaniający się między znaczonym a znaczącym,
między żywym a zapośredniczonym doświadczeniem

Nostalgia i konfluentne
wspólnoty

jest zaprzeczony w nostalgicznej utopi. To, co jest opi­
sywane to osobista przestrzeń (Stewart 1984, 5).
N ic nie jest nostalgiczne same w sobie. Kultura jest
uwodzicielska tylko z punktu widzenia tego, który od­
powiednio rekonstruuje szyfry ‘daw nego’ świata.
W praktyce nostalgicznej przebija pragnienie oczysz­
czenia, zreifikowania i zminiaturyzowania społecznego
świata aby w rezultacie uczynić z siebie giganta. N o­
stalgiczna narracja dramatyzuje akt oddzielenia od ‘in­
nego świata’. Pojawia się tu niebezpieczeństwo po­
chłonięcia przez obrazy, które są „większe niż życie”
lub mają „swoje własne życie” (Stewart 1988, 228).

W litanii strat odtwarzają brzmienie opowieści - moc kreowania
światów
Kathleen Stewart 1988, 239

N ie jesteśmy bezpiecznie zadomowieni w świecie, który chcemy
zrozumieć
Rainer Maria Rilke 1993, 185

Nostalgiczny paradygmat kultury
Obrazy, rzeczy odsyłające do minionego świata
tworzą iluzje. Skażone są Rousseau’owskim odchyle­
niem. Są znakami budującymi miraże. Kreują nawet
całe miniświaty. N a przykład kulturowe parki z ich
wiejskimi domkami mają być - jak pisze Stewart
(1988, 231) - znakami stylu życia czytanymi jakby od
wewnątrz. Są jednak tylko im itacją tego, co jest ste­
reotypową reprezentacją przeszłości. „Dokładność jest
lustrem ale nie świata, a jego wyobrażenia” (Stewart

Nostalgia
Nostalgia to tęsknota za swojskością, za zadomo­
wieniem. Pisze o tym Ewa Hoffman: „Pamięć potrafi
stosować retrospektywne taktyki jako kompensację lo­
su. Strata jest magiczną ochroną. Czas zatrzymuje się
w miejscu rozłąki i żadne późniejsze wrażenie nie zamą­
cą obrazu, który masz w umyśle. Dom, ogród, kraj, któ­
re straciłaś pozostają na zawsze takimi, jakim i je pamię­
tasz. Nostalgia - to najbardziej liryczne uczucie - kry­
stalizuje się wokół tych wyobrażeń jak bursztyn. Zatrzy­
mane wewnątrz nich: dom, przeszłość, są jasne, żywe,
uczynione piękniejszymi przez medium, które je trzyma
i poprzez jego bezruch” (Hoffman 1990, 115)1.

1984, 5 ). Nostalgiczny paradygmat kultury wciąż za­
kłada istnienie takich kategorii, jak: przeszłość i przy­
szłość, kultura wysoka i niska, O rient i Okcydent, kul­
tura europejska i amerykańska.
Nie istnieje tylko jedna wersja nostalgicznej kultu­
ry. Jak pokazuje Kathleen Stew art (1988) mogą być
różne formy nostalgii: klasy średniej i klasy pracującej,
masowej kultury i kultury lokalnej. „Nostalgia jak
ekonomia, z którą się zazębia, jest wszędzie. Jest to jed­
nak kulturowa praktyka, a nie określona zawartość; jej
formy, znaczenia i efekty zmieniają się wraz z kontek­
stem - zależy to od tego, gdzie stoi obserwator w pej­
zażu współczesności. N a pewnym poziomie nie ma już
żadnego miejsca dla nikogo i nostalgia staje się po­
wszechną funkcją dostarczającą rodzaj kulturowej for­
my. Przyjmując założenia „kiedyś” w relacji do „teraz”
kreuje porządek znaczeniowy, środki udramatyzowanych aspektów wzrastającej płynności i bezimienności
społecznego życia” (Stewart 1988, 227).

Nostalgiczna opowieść powstaje dzięki dwóm zało­
żeniom - pisze Susan Stewart. N arracja oferuje trans­
cendencję, ale brak jej autentyczności żywego do­
świadczenia, a także autentyczności głosu autora. Sam
proces zakłada, że żywe doświadczenie było bardziej
‘realne’. Drugie założenie mówi, że narracja może dać
jed nak wgląd dzięki swej cnocie transcend encji.
W tym procesie nostalgicznej rekonstrukcji teraźniej­
szość traci rację bytu, którą przyznaje się przeszłości.
Może ona jednak być osiągnięta tylko poprzez ową
narrację. Nostalgia jest zawsze mityczna: przeszłość,
którą opisuje nigdy nie istniała. Tak więc nieobecna,
owa rekonstruowana przeszłość ciągle odnawia się po­
przez jej odczuwany brak. To pragnienie, które tęskno­
ta wzbudza jest w rzeczywistości nieobecnością, która
wzbudza ową energię pragnienia. Realizacja obiektu
tęsknoty to narracyjna utopia uruchamiana poprzez
swoją cząstkowość, ułomność, brak trwałości i blisko­
ści. „Nostalgia jest pożądaniem pożądania” (Stewart

Nostalgia i kłopoty z kulturą
Nostalgia staje się częstą kulturową praktyką w sy­
tuacji, gdzie kultura staje się coraz bardziej rozproszo­
na, coraz bardziej - jak to się mówi w młodzieżowym
żargonie - kwestią ‘feelingu’. Można w sposób radykal­

1984, 22-23).

28

�Anna Eleonora Kubiak • NOSTALGIA I KONFLUENTNE WSPÓLNOTY

ny powiedzieć, że nie ma dziś dla nikogo pewnej pozy­
cji, z której by mówił. Tak więc wysiedleni mówcy są
zmuszeni tworzyć dystans, który zanika w kulturze
zmąconych gatunków, spłaszczonych dystynkcji, za­
niechanych opozycji (Stewart 1988, 2 27). W owym
świecie doświadczanym jako nierzeczywisty (czy jak
chce Baudrillard hiperrzeczywisty), nostalgia staje się
ważnym „chimerycznym, parodystycznym przywróce­
niem wszystkich utraconych układów odniesienia”
(Foster 1985, 90). „Nie jesteśmy bezpiecznie zadomo­
wieni w świecie, który chcem y zrozumieć” - mówi po­
eta i zdanie to bardziej niż kiedykolwiek ma swoją waż­
kość. „Jesteśmy turystami, którzy wiedzą, że są turysta­
mi lub post-turystami” (Stewart 1988, 231). Post-turysta wie, że „nie jest podróżnikiem w czasie, kiedy
wchodzi w świat historii, ani szlachetnym dzikim gdy
stoi na egzotycznej plaży, ani niewidzialnym obserwa­
torem kiedy odwiedza tubylcze osiedle. Zdecydowanie
‘realistyczny’ nie może uciec od swej kondycji outside­
ra” (Feifer, za: Urry 1987, 7). Znaki produkowane
przez turystyczny przemysł uwodzą, ale uwieść nie m o­

ści je podzielającej. Jednak odkąd obie zaniknęły, to
stanowisko krytycznej teorii jest z konieczności nostal­
giczne. Turner pokazuje główne założenia dotyczące
dawnej kultury i obecnie krytykowanej kultury popu­
larnej, tkwiące u podstaw nostalgicznych teorii. Są to
w skrócie następujące opozycje: organiczne relacje
między społecznością i jej wytworami - produkty prze­
mysłu oraz masowa produkcja i dystrybucja, organicz­
ne dla wspólnoty wartości wyrażane przez sztukę - sty­
m ulacja fałszywych potrzeb (Turner 1994, 118-129).
Nostalgiczny paradygmat zawiera - zdaniem Turnera
(1994, 120-121) - wręcz ontologiczne założenia: poję­
cie historii jako ciągłego upadku od czasów złotego
wieku, pluralizację, sekularyzację i fragmentację spo­
łecznych systemów, utratę indywidualności i indywi­
dualnej autonomii, utratę prostoty, autentyczności
i spontaniczności jednostek rządzonych przez biuro­
kratyczny świat.
Krytyka kultury popularnej powoduje - jak pisze
Bryan Turner - odsunięcie m elancholijnych intelek­
tualistów od współczesnej kultury, a więc (dodajmy)
i od możliwości badania jej. W arto tu wspomnieć, że
lepiej radzą sobie z tą problematyką etnografowie, któ­
rzy przyglądają się jej zgodnie z najlepszymi tradycjami
nauk Jana Stanisława Bystronia. Kulturę popularną
można potraktować zgodnie z zaleceniami tego uczo­
nego dotyczącymi ludoznawstwa. „Ludoznawstwo in ­
teresuje się też pewnemi treściami kulturalnemi, będącemi własnością grup społecznych nie dających się
podciągnąć pod określenie ‘ludu wiejskiego’, a nawet
‘ludu’ w ogóle” (Bystroń 1926, 3 ). Treści kulturowe
wyróżnione na podstawie kryterium dystrybutywnego,
a nie kolektywnego (Tokarska-Bakir 2000, 17) nie
mogą być już tak łatwo oceniane z wyżyn zasady Kantowskiego ‘dobrego smaku’. Wymaga to bowiem kate­

gą. W spółistnieją bowiem z innymi w hybrydalnej plą­
tanie współczesnej kultury, która częściej odsyła do
wizji przyszłości z kultem M atrixa na czele2.

Interpretacja kultury popularnej
z nostalgicznego punktu widzenia
We współczesnej debacie nad kulturą przewija się
stanowisko, które można nazwać nostalgicznym. W y­
raża ono tęsknotę za autentycznymi, czystymi kultura­
mi, organicznymi całościami, kultywującymi ich uni­
kalne tradycje. Nostalgia może być kulturową prakty­
ką wyrastającą z pragnienia odniesienia kłopotliwej
teraźniejszości do ‘innego’ świata. W tej praktyce te­
raźniejsze kulturowe obiekty mogą być po dawnemu
oglądane, oceniane. Bryan S. Turner wyjaśnia dlacze­
go głos krytyków kultury popularnej jest z konieczno­
ści nostalgiczny. Krytycy muszą oglądać się na prze­
szłość w poszukiwaniu kultury wysokiej (w opozycji do
kultury niskiej), w poszukiwaniu absolutnych warto­

gorii sensus communis. Bez owego oparcia we wspól­
nocie podzielanych wartości kulturę popularną można
analizować na równi ze wszelkimi zjawiskami. Takie
badanie wnosi więcej do zrozumienia tego fenomenu,
a przykładami mogą być teksty W iesława Szpilki, D a­
riusza Czai, Jacka Olędzkiego czy Czesława Robotyckiego, publikowanymi na łam ach Kontekstów.

ści, podzielanych przez społeczność w sytuacji, gdy
społeczna rzeczywistość będąca odniesieniem wartości
została rozproszona, a podziały kultury straciły sens.
„Większość socjologicznych badań nad kulturą maso­
wą, zwłaszcza tych prowadzonych z Marksistowskiej
lub krytycznej teorii perspektywy, stają się elitystyczne
w ich kulturowych i politycznych przesłankach. Ich

Nostalgia i pokrewne stany duszy
Naszkicujmy tu tradycje traktow ania nostalgii
w europejskiej kulturze. Najbardziej znany jest zwią­
zek nostalgii z m elancholią i starożytną teorią czterech
soków ustrojowych (Dybel 1999). Według Hipokratesa „pojęcie m elancholii ma oznaczać pełen smutku
i zniechęcenia stan duszy” (Drue 1999, 123). Po raz
pierwszy związek miedzy m elancholią a ludźmi sztuki,
filozofii i poezji rozwijany był u Teofrasta (Drue 1999,
123). W średniowieczu, m elancholia interpretowana
demonologicznie, była postrzegana jako grzech lub je ­
go następstwo. W okresie renesansu, na przykład
u Petrarki „właśnie zwrócony ku światu, a zwłaszcza

kulturowy elityzm opiera się na pozycji wysokiej kultu­
ry, wymagającej dyscypliny i ascetyzmu, który może
być osiągnięty tylko przez profesjonalnego intelektu­
alistę przez lata odsuniętego od klasy pracującej i co­
dziennej rzeczywistości” (Turner 1994, 117). Podsta­
wą krytyki kultury popularnej jest więc założenie spój­
nego systemu wartości jak również pewnej społeczno­

29

�Anna Eleonora Kubiak • NOSTALGIA I KONFLUENTNE WSPÓLNOTY

obdarzony geniuszem człowiek narażony jest na m e­

globalistyczne. M ają swoje miejca: fundacje, puby, squaty, centra sociale. Ważnym źródłem komunikacji jest
dla nich Internet, a od czasu do czasu międzynarodo­
we zloty, jak te antyglobalistyczne w Seattle, Genui,
Pradze czy w Porto Alegre. Uczestnicy tego ostatniego
forum sięgnęli po nostalgiczne symbole: zdjęcia Che
Guevary, muzykę bolero, Międzynarodówkę. Proponu­
ję, aby to poczucie Lebenswelt, kreowane przez wspo­
mniane grupy, nazwać mianem konfluentne wspólnoty.
Pojęcie konfluentne wspólnoty zostało zainspirowane
rozważaniami A nthony Giddensa, poświeconymi ponowoczesnym związkom miłosnym. W książce z 1992
roku, T h e Transformation o f Intimacy, Love and Eroti­
cism in M odern Societes, autor pisze, że miłość konfluentna kłóci się z tak doniosłymi sformułowaniami, jak:
„na zawsze”, „jedyny/na”, będącymi składnikami mo­
delu miłości romantycznej. Giddens (1992, 61-64)
kontynuuje tę myśl: „im bardziej miłość konfluentna
konsoliduje się jako realna możliwość, tym bardziej od­
nalezienie ‘tej jedynej osoby’ ustępuje i tym bardziej li­
czy się ‘wyjątkowy związek’. (...) M iłość konfluentna

lancholię” (Drue 1999, 124). Interesująca jest wy­
kładnia włoskiego filozofa M arcello Ficiniego, którego
zdaniem ostateczne źródła m elancholii mają związek
z Saturnem . Zjawisko m elan ch olii ma początek
w „nieredukowalnej dysharmonii w samej naturze rze­
czy, tkwi w doświadczanej w ich obliczu niepokojącej,
zawsze otwartej możliwości, że własne życie może przy­
brać postać fatum, ułożyć się w zamknięty krąg nie­
szczęśliwych zdarzeń, od których nie można uciec.
Czymś porażającym, obezwładniającym w tym pozna­
niu jest właśnie sama ta możliwość, która, wpisana
w byt, nie daje się w żaden sposób zagospodarować,
oswoić, zmienić. Ale też zarazem doświadczenie tej
możliwości ma w sobie coś pozytywnego. Może ono
bowiem stać się źródłem głębokiego wglądu w naturę
wszechrzeczy i zaowocować kreacjam i noszącymi zna­
miona geniuszu” (Dybel 1999, 146). O d siedemnaste­
go wieku nostalgia była uważana za pozytywną moral­
ną wartość wrażliwej jednostki, która w obliczu okrop­
ności świata odsuwała się w stan melancholi. Wyraża­
ła tym samym swą wolność i ludzką godność. Ludzie
stają się m elancholijni ze względu na ich głęboką świa­

zakłada równość w em ocjonalnej wymianie. (...) M i­
łość rozwija się tutaj dopóty, dopóki dzieje się tak z in­

domość śmierci i historii. Jest to ontologiczna wykład­
nia nostalgii wyrażająca alienację istot ludzkich jako
konsekwencję świadomości swoich ograniczeń i skończoności. Idea ta była rozwijana przez Friedricha N ie­
tzschego i M artina Heideggera, gdzie stan niezadomowienia jest wyeksponowany jako esencja ludzkiej egzy­
stencji (Turner 1994, 120). W dziewiętnastym wieku
pojawiają się pierwsze teorie depresji.
Doświadczenie Weltschmerzen, chociaż nie sposób
przed nim uciec, wzbudza nostalgię, ale może ona
przybrać różne postaci. Jedną z nich - nazwijmy ją
apollińską - to „Durerowska skrzydlata postać zapa­
trzona tęsknie w dal, żyje wyłącznie własnym życiem,
niezdolna do jakiejkolwiek ekspresji siebie na ze­
wnątrz, do podjęcia jakiejkolwiek kulturowej aktyw­
ności” (Dybel 1999, 148). Druga - powiedzmy dionizyjska - to przezwyciężająca fatum, buntownicza, m ie­
rząca się z negatywnością bytu postać wyrażana na
przykład w pieśniach flamenco. Tu żal za tym, co nie­
dostępne lub utracone, poprzez swój wyrażony nostal­
giczny i żarliwy śpiew pozwala wyrazić niezgodę
i uwspólnić jednostkowe doświadczenie. Dochodzimy
tu do istotnej kwesti, jaką jest przezwyciężanie nega­
tywnych stron nostalgi poprzez udział we wspólnocie.

tymnością, dopóki każdy z partnerów jest gotowy do
okazywania troski, wyjawiania swoich potrzeb i bycia
wrażliwym wobec drugiej osoby”. Wyróżniam nastepujące aspekty konfluentnych wspólnot:
1. R elacje między uczestnikami są stale negocjowane
i wymagają em ocjonalnego zaangażowania.
2. Jak długo utrzymuje się stan zaangażowania uczest­
ników i jak długo istnieje zgoda co do wspólnego
celu, tak długo trwa społeczność. Potem uczestnicy
znajdują bardziej satysfakcjonujące relacje. Tak
więc konfluentne wspólnoty są płynne, stale zmie­
niają swój skład, adres, nazwę.
3. Pojęcie konfluencji oddaje ciągły dopływ nowych
uczestników z różnych m iejsc i środowisk. Nie jest
to tylko inkluzywność, ale właśnie konfluencja. N o­
wi uczestnicy traktowani są podobnie jak starzy
i m ają wpływ na charakter grupy. W rezydencjach
grup nowicjusze są zachęcani do czucia się jak
‘w domu’ i wciągani do zajęć codziennego życia.
Konfluencja dotyczy również tradycji, symboli, do
których odwołuje się społeczność. Chodzi tu o róż­
norodność, wielość i zmienność adaptowanych mi­
tologii. Istnieje również konfluencja z pejzażem
w rezydencjach grup. Przestrzeń zostaje wypełniona
symboliką związaną z grupą.
4. Z zewnątrz, grupy przypominają Gesellschaft. Są to
fundacje, stowarzyszenia, kluby.
5. To, co się dzieje podczas spotkań, przypomina bar­
dziej G em einschaft, communitas w terminologii Victora Turnera. Atmosfera communitas budowana jest
poprzez nacisk na otwartość, bezpośredniość, bycie
‘tu i teraz’. Uczestnicy zwracają się do siebie po
imieniu. Zawiadomienia o spotkaniach idą ‘pocztą
pantoflową’.

Konfluentne wspólnoty
„Żyjemy w strukturze, ale tęsknimy za wspólnotą” pisał Victor Turner. Można zaryzykować stwierdzenie,
że dziś prawdziwych wspólnot już nie ma. Jednak no­
stalgia za opisywanym przez Turnera stanem communitas istnieje. Powstają różnego rodzaju grupy: niuejdżowe, feministyczne, psychoterapeutyczne, ekologiczne,
samopomocowe i, szczególnie interesujące dziś, anty-

30

�Anna Eleonora Kubiak • NOSTALGIA I KONFLUENTNE WSPÓLNOTY

Stewart Susan

6. Charakter kom unikacji ma silny komponent ciele­
sny: obejmowanie się, tańce, śpiewy, zabawę.
7. Ważnym aspektem jest kreacja przestrzeni, np.:
świece, kwiaty, muszle, kamienie, dzwonki, obrazy,
muzyka.
8. Istotną różnicą w porównaniu z communitas jest in ­

1984

Baltimore and London
Tokarska-Bakir Joanna
2000

dywidualizm uczestników. Uznaje się za oczywiste,
że każdy jest inny i każdy ma swoją, unikalną dro­
gę życia.
9. Pojecie konfluentnych wspólnot zawiera wiekszość
aspektów pojęcia bund (Urry 2000, 142-147). Gru­
py typu bund są jednak bardziej mobilne. Chociaż
uczestnicy konfluentnych wspólnot dużo podróżują,
są jednocześnie zainteresowani tworzeniem swoich
m iejsc aby czuć się jak ‘w domu’.
10. Konfluentne wspólnoty uczestniczą w sieci siatek
innych grup i jednostek na całym świecie. Często
organizują międzynarodowe spotkania, zloty. Łą­
czą tym samym swój lokalny charakter z global­
nym wymiarem.

O braz osobliwy. hermeneutyczna lektura żródeł etnograficz­
nych. W ielkie opowieści, Kraków, Universitas

Turner S. Bryan
1994

Orientalism, postmodernism and globalisation, Routledge,
London and New York

U rry John
1987

Cultural Change and Contemporary Holiday-Making, maszynopis

U rry John
1990

T he Tourist Gaze, Sage

U rry John
2000

Sociology Beyond Societies. Mobilities for the twenty-first centu­
ry, Routledge, London, NY

Przypisy:

Bibliografia

1

Nie udało mi się uniknąć kilku drobnych powtórzeń z tekstu
Kubiak 1998, za co czytelnika w tym miejscu przepraszam.

Bystroń Jan Stanisław
1926

On longing. Narratives o f the Miniature, the Gigantic, the So­
uvenir, the Collection, The John Hopkins University Press,

2

Wstęp do ludoznawstwa polskiego, Lwów

W poprzednim tekście pisałam o dwóch modelach kultury. Tę
dawną można przedstawić za pomocą metafory muzeum, zaś

Drue H ermann
1999

obecną prezentuje pchli targ (Kubiak 1998).

O d przypuszczeń na temat melancholii do nauki o depresji, w:
Dybel Paweł (red) Sumienie W ina M elancholia, IFiS PAN,
Warszawa, 123-137

Dybel Paweł
1999

(red.) Sumienie Wina Melancholia, IFiS PAN, Warszawa

Dybel Paweł
1999

M elancholie społeczne —melancholia jednostki. Uwagi o książ­
ce W olfa Lepenisa M elancholie und Gesellschaft, w: Dybel Pa­
weł (red) Sumienie W ina M elancholia, IFiS PAN, Warszawa,
138-149

Foster Hal
1985

Recodings: Art, spectacle, Cultural Politics, Port Townsend,
Wash.: Bay Press

Giddens Anthony
1992

T he Transformation o f Intimacy, Love and Eroticism in Modern
Societes, Polity Press, Cambidge UK

Hoffman Eva
1990

Lost in Translation. A Life in a N ew Language, Penguin B o­
oks

Kubiak Anna E.
1998

Brudne misie czystych relacji, czyli rzecz o nostalgii w kulturze,
„Konteksty”, 3/4, 167-169

Rilke Rainer Maria
1993

Elegie duinejskie, w: Poezje, Wydawnictwo Literackie, Kraków

Steward Kathleen
1988

Nostalgia - A Polemic, „Cultural Anthropology”, vol. 3, no
3, 227-241

31

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11414" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11392">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c87cc79f19425a55f2fb861761be1456.pdf</src>
        <authentication>34f0004adb3354fbfa4e7793c8c57193</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135933">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5437</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135934">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135935">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135936">
                <text>Olędzki, Jacek (1933-2004)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135937">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5055</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135938">
                <text>Jacek / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135939">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.244</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135940">
                <text>Kubiak, Anna Eleonora</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135941">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135942">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135943">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135944">
                <text>ANNA E. KUBlAK

Jacek
Egotyzm jest darem
Jacek

B

Olędzki

ył

mistrzem w badaniu obcości tego, co znajduje się zbyt blisko nas, by tę obcość łatwo było
dostrzec, problematyzować. Był również świet­
nym nauczycielem drwiny i autoironii. Jego umiejęt­
ność rozwinięcia opowieści na temat drobnego szczegółu (znane wszystkim gadulstwo Jacka) było świadec­
twem ciekawości świata, przymusu ciągłej interpretacji. W Murzynowie stworzył muzeum żywe, miejsce
wielu rozmów. Jacek tępił jak nikt pojęcia 'informator'
i 'wywiad'. Pisał w książce Murzynowo. Znaki istnienia

i tożsamości kulturalnej mieszkańców wioski nadwiślań­
skiej XVIII-XX w. (UW, Warszawa 1991): "Przyjąłem
dewizę, że badając innych, badam również siebie. Badając innych, przyzwalam na nieskrępowaną ingerencję również w moje zachowania, zajęcia i zainteresowania". Był autorem trzech książek i kilkudziesięciu
materiałów filmowych. W latach sześćdziesiątych, gdy
jeździł z profesorem Dynowskim do Mongolii, na wła­
sną rękę brał ze sobą kamerę. Władzom mongolskim
tłumaczył, że wozi niezbędną mu bezprzewodową golarkę. Gdyby żył w innych czasach na pewno wybiłby
się w etnograficznej kinematografii.
Tępił wszelkie przejawy pompatyczności, oficjalności. Narażał tym samym często swoje kontakty zawo-

dowe. Należał do ludzi, którym- mówiąc jego słowa­
mi - było dane. Poznanie i szacunek wobec innych wizji świata dzięki wyprawom do Afryki i Mongolii szły
w parze z tropieniem zaściankowości, ksenofobii. Pisał
w książce Ludzie wygasłego spojrzenia (Dialog, Warszawa 1999): "( ... ) to, co ludy te wyróżnia, w żadnym wypadku nie jest egzotyzmem. I dalej, że owego egzotyzmu, w drugim znaczeniu tego słowa, częściej nieraz
można doświadczyć pośród swoich, a nie obcych, pośród rodaków, niekoniecznie w ostępach naszego kraju. Przeciwnie, tuż przed własnym domem, kiedy z tłu­
mu na placu Krasińskich w Warszawie słyszę: Polska
dla Polaków".
Był etnografem w życiu, na co dzień. Ciągle coś badał , interpretował. Trzeba było stale mieć się na baczności, by czegoś nie palnąć. Inaczej narażał się czło­
wiek na szyderstwo straszne. Był często nieznośny.
Chciałoby się uciekać, gdyby nie potrafił jak nikt rozśmieszyć. Uwielbiał indywidualne rytuały. Wszystkie
ważne chwile musiały mieć swoją oprawę: muzyka,
trociczki, dobrane słowa. Mierziła go zwyczajność. Że­
by podtrzymać jego sympatię, trzeba było stale go zadziwiać lub przynajmniej uważnie słuchać.
Określany metodologicznie jako 'nieświadomy fenomenolog', 'pogrobowiec duperelnych zainteresowań', 'syn marnotrawny', sam siebie nazywał etnologiem-perypatetykiem. Chodził zawsze swoimi drogami. Chronił swoją niezależność, nawet za cenę bolesnych awantur i w końcu rozstań. Bronił się do końca.
Jeszcze w hospicjum, wbrew rygorom, wychodził sam
na dziedziniec. Kiedy w końcu, w ostatnich dniach,
siadał na wózek, mówił: "Myślałem, że jestem wolnym
człowiekiem". Jego ostatnie zdanie, które od niego
usłyszałam to: "Najważniejsza jest świadomość".
I umarł świadomie. Na dzień przed śmiercią wiedział,
że następnego dnia umrze, i chciał uciekać na Długą.
No i uciekł.

Krajobraz.
Fot. Jacek
Olędzki

244

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6097" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6077">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e853f896bd0d30dc7ea14a99f6171abc.pdf</src>
        <authentication>459a0ef192870add62f09693c5954de5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72752">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2413</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72753">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72754">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2241</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72755">
                <text>"regardy" Colette - uwagi uczestnika ze wschodu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72756">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.219-221</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72757">
                <text>Kubiak, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72758">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72759">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72760">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72761">
                <text>„Regardy" Colette - uwagi
uczestnika ze wschodu
Krzysztof Kubiak

Niestety, w y g l ą d a na to, że latem tego r o k u o d b y ł o się
w D a n i i ostatnie seminarium Colette P i a u l t „ R e g a r d s sur les
socićtćs e u r o p ć e n n e s " . J ę z y k i e m seminarium był angielski,
m i m o to m ó w i o n o „ R e g a r d s o f Colette", a nie „ L o o k i n g at
European Societes", c h o ć nazwa ta w y s t ę p o w a ł a w wielu
tekstach. Było to przedsięwzięcie niezwykłe, g d y ż w k r ó t k i m
stosunkowo czasie 10. d n i d a w a ł o s p o s o b n o ś ć zapoznania
się z k i l k u d z i e s i ę c i o m a filmami najnowszej zazwyczaj p r o d u ­
kcji, poznania i c h t w ó r c ó w , zaprezentowania w ł a s n y c h
filmów, wzięcia u d z i a ł u w d ł u g o t r w a ł e j dyskusji i w y s ł u c h a ­
nia k r y t y k i na swój temat. Colette n a z w a ł a seminarium
nomadycznym, g d y ż za k a ż d y m razem o d b y w a ł o się ono
gdzie indziej. W 1983 r. we Francji, w 85. w A n g l i i , w 86.
w Szwecji, n a s t ę p n i e d w u k r o t n i e w 87. r o k u i 90. w Budape­
szcie i teraz, w 92. w D a n i i . G r u p a u c z e s t n i k ó w liczyła zwykle
ok. trzydziestu o s ó b . N i e p r z y p o m i n a ł o to zwykłej sesji
antropologicznej ze sztywnymi w formie referatami, ani
m a ł e g o festiwalu filmowego, na k t ó r y m rozdawanoby na­
grody. Po o t r z y m a n i u lakonicznych uwag w p r o w a d z a j ą ­
cych, k a ż d y m ó g ł rozwijać je i m n o ż y ć w ą t p l i w o ś c i swoje
i innych. S ł o w e m spotkania te p o l e g a ł y na dyskusjach.
Podczas k a ż d e g o z nich mieliśmy z a p r e z e n t o w a ć filmy na
o k r e ś l o n y temat, lecz nie po to, by p o r ó w n y w a ć ich t r e ś c i o w ą
z a w a r t o ś ć , lecz by m ó c z a s t a n o w i ć się nad r ó ż n y m i strategia­
m i filmowymi, k t ó r y c h u ż y w a m y do zobrazowania w y ­
branych t e m a t ó w . W Beaconsfield w A n g l i i były to mniejszo­
ści narodowe i etniczne, w B i s k o p s - A r n ó w Szwecji były to
filmy o rodzinie, w. Budapeszcie najpierw zastanawiano się
j a k filmować r y t u a ł , a potem prezentowano cykl filmów nt.
pamięci.
1

W Sandbjerg w D a n i i temat seminarium b r z m i a ł : „ j a k
w y r a ż a ć wiedzę a n t r o p o l o g i c z n ą w filmie dokumentalnym?"
Program k a ż d e g o spotkania dzielono p o m i ę d z y projekcje
i dyskusje. C z ę s t o k o ń c z y l i ś m y po p ó ł n o c y , a gdy p o w s t a ł
video-bar, w k t ó r y m m o ż n a b y ł o o dowolnej porze obejrzeć
dodatkowe filmy przywiezione przez u c z e s t n i k ó w , w y b ó r
p o m i ę d z y snem a seansem stał się n a p r a w d ę trudny. Osoba­
m i zapraszanymi byli w większości etnografowie, k t ó r z y
sami r o b i ą filmy, oraz zawodowi d o k u m e n t a l i ś c i zainter­
esowani o p t y k ą a n t r o p o l o g i c z n ą . Część u c z e s t n i k ó w stano­
w i l i zawsze studenci albo osoby b ę d ą c e u p r o g u kariery
naukowej l u b filmowej. M o ż n a było p r z e d s t a w i a ć filmy nie
s k o ń c z o n e , b ę d ą c e w trakcie k r ę c e n i a albo jeszcze nie do
k o ń c a zmontowane: „ w o r k i n progress" — i na i c h temat
o t r z y m a ć pomocne uwagi. O g l ą d a l i ś m y też filmy fabularne
i niedokumentalne, o celu artystycznym i t a k i c h ż e , u ż y t y c h
ś r o d k a c h , po to by lepiej p o z n a ć k u l t u r ę filmową kraju,
w k t ó r y m o d b y w a ł o się w ł a ś n i e seminarium. K a ż d y film był
omawiany osobno. N i k t nie w y c h o d z i ł nie pytany o swój
film, bez uwag i bez konstruktywnej k r y t y k i ; s ł o w e m były to
spotkania ludzi zainteresowanych w t y m , aby poprzez
zadawanie p y t a ń i n n y m o t r z y m a ć r ó w n i e ż o d p o w i e d ź na
w ł a s n e w ą t p l i w o ś c i i pytania. D l a mnie, uczestnika z kraju,
gdzie m i l i e u e t n o g r a f ó w realizujących w ł a s n e filmy liczyło do

niedawna k i l k a o s ó b , było to n i e z w y k ł ą s z a n s ą . Była ona
r ó w n i e ż t a k ą dla nas wszystkich z E u r o p y Wschodniej, nie
m a j ą c y c h poprzednio praktycznych m o ż l i w o ś c i uczestnicze­
nia w życiu ś r o d o w i s k a zainteresowanego a n t r o p o l o g i ą
w i z u a l n ą . M . i n . dzięki t y m spotkaniom w Katedrze Et­
nologii i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j U W z n o w u m o g ł y po­
w s t a w a ć filmy. W r a c a ł o się s t a m t ą d zawsze z ł a d u n k i e m
n o w y c h p o m y s ł ó w i ze świeżą e n e r g i ą do dalszej pracy. T a m
często p r z y c h o d z i ł y p o m y s ł y na nowe filmy, czy r o z w i ą z a n i e
j a k i e g o ś problemu, k t ó r y s p o w o l n i a ł d o t y c h c z a s o w ą p r a c ę .
M o ż n a p o w i e d z i e ć , że była grupa s t a ł y c h u c z e s t n i k ó w
seminarium, tych przyjeżdżających najczęściej. P a n o w a ł a
w ś r ó d nich ż a r t o b l i w a k o r d i a l n o ś ć , nie u t r u d n i a j ą c a zara­
zem adaptacji n o w y m osobom. W r a c a ł o się z tych s p o t k a ń
r ó w n i e ż z uczuciem prawdziwego przewentylowania, t y m
bardziej, że wolne one były o d tych wszystkich polskich
k o m p l e k s ó w , słabości, p e ł z a c t w a i zazdrostek.
Szczegółowe tematy dyskusji d o t y c z y ł y zawsze zasad
filmowania,
metod k r ę c e n i a filmu i m o n t o w a n i a go, zgody
i kooperacji o s ó b filmowanych, o b e c n o ś c i realizatora filmu
w jego filmie, wreszcie r o l i p u b l i c z n o ś c i , czy też s t a ł e g o
pytania o to do jakiej p u b l i c z n o ś c i film jest adresowany?
( R z e c z ą c h a r a k t e r y s t y c z n ą , w y r a ż a j ą c ą szacunek dla o s ó b
filmowanych,
nieprzedmiotowe i c h traktowanie, b ę d ą c e
uznaniem ich prawa d o autoryzacji, b y ł o dla mnie spost­
rzeżenie, iż wiele filmów pokazywano t y m osobom. C z ę s t o ,
sekwencje z pierwszych p o k a z ó w s t a w a ł y się częścią właś­
ciwego filmu.) Dyskusje o d b y w a ł y się zawsze w k r ę g u ;
podczas pogody na trawie, a w Budapeszcie w m i ę k k i c h
fotelach, bo trawy nie b y ł o . Pobyty były zorganizowane tak,
by z a p e w n i ć n a m j a k największą i n t e n s y w n o ś ć projekcji
i dyskusji. W ciągu tych lat dystans dzielący nasze sypialnie
i restauracje o d sali projekcyjnej, liczony w kilometrach,
zmniejszył się tak, że m o g l i ś m y z a c z ą ć liczyć go w metrach.
K u l u a r o w a filiżanka herbaty lub k a w y była więc d o b r y m
pretekstem do dyskusji, a ó w bezpieczny dystans o d k u c h n i
(właściwie nas nie oddzielający) c h r o n i ł nas przed zapom­
nieniem się w turystycznych z a p ę d a c h , rozchodzeniem się
i czekaniem na kolejnych wszystkich. Ostatni m i t y n g w D a ­
nii przypisał Colette logo — sporej wielkości dzwonek
(dzwon?) sygnalizacyjny, k t ó r y m w z y w a ł a nas na sesje
i posiłki, g d y ś m y k o n t e m p l o w a l i niezwykle rzadkie chwile
s a m o t n o ś c i . Jak zwykle w takich razach, m o ż n a m ó w i ć o,
swego rodzaju, kombatanckiej atmosferze, łączącej uczest­
n i k ó w tych s p o t k a ń .
P o c z ą t k o w o , gros pokazywanych filmów d o t y c z y ł a , zgod­
nie z n a z w ą seminarium, spraw europejskich. Było to
o d p o w i e d z i ą na brak tego t y p u tematyki w spotkaniach
a n t r o p o l o g ó w wizualnych, zainteresowanych, w dużej czę­
ści, k u l t u r a m i społeczności dalekich i egzotycznych. Jednak­
że poszerzające się grono u c z e s t n i k ó w z r ó ż n y c h k r a j ó w
zmieniło to tak, że m o g l i ś m y obejrzeć filmy z A u s t r a l i i ,
A m e r y k i , A z j i , A f r y k i , P o l i - i Melanezji. Kolejne spotkania
seminarium omawiane były w r ó ż n y c h , najczęściej europejs-

219

�kich, czasopismach antropologicznych. C h c i a ł b y m zapreze­
n t o w a ć tutaj swoje, nieco chaotyczne refleksje falka z Polski.
O t o one:
— F i l m y m o ż n a r o b i ć wszędzie i k a ż d y m typem kamery.
Narzekanie, b ą d ź usprawiedliwianie p o z i o m u swego filmu
s ł a b ą j a k o ś c i ą s p r z ę t u l u b m a t e r i a ł ó w jest nie na miejscu
— wszak na p o c z ą t k u wieku też k r ę c o n o j u ż filmy i nie były
one złe.
— T o co wzbudza zainteresowanie tutaj, „ t a m " się nie
musi p o d o b a ć i odwrotnie, albo też: to co nieciekawe
i z b ę d n e nawet dla naszych e t n o g r a f ó w , „ t a m " m o ż e b y ć
ciekawe nie t y l k o z p o w o d ó w tematycznych, ale też ze
w z g l ę d u na s p o s ó b realizacji. U n i k a j wszystkich g r a j d o ł ó w .
— „ T a m t e " filmy kupowane są często przez r ó ż n e miejs­
cowe telewizje, nawet jeśli zrobione są np. w technice V H S ,
a n i e k t ó r e i c h ujęcia czy całe sekwencje z o s t a ł y b y u nas
zdyskwalifikowane z p o w o d ó w technicznych l u b warsz­
tatowych.
— J a k i e ś lokalne instytucje w r ó ż n y c h krajach (np. we
Francji) finansują a nawet s p r z e d a j ą t u r y s t o m filmy etno­
graficzne o swoim r e g i o n i e — i nie s ą to p l ą s y p r z e b i e r a ń c ó w ,
a filmy o uprawie l u b wyrobie czegoś t a m , o miejscowym,
w ł a ś n i e z l i k w i d o w a n y m p r z e m y ś l e (tkactwo, kopalnie). N i e
znaczy t o , ż e zdobycie funduszy na film jest ł a t w e .
— Są entuzjaści zainteresowani e t n o m u z y k o l o g i ą w wyda­
n i u w i z u a l n y m . S t a r a j ą się w i z u a l i z o w a ć m u z y k ę (np. H u g o
Zemp).
— D Ź W I Ę K ! —jest o n r ó w n i e w a ż n y j a k obraz ( b y w a ł o ,
że film b y ł przedstawiany przez d ź w i ę k o w c a , a nie reżysera
czy operatora, a d ź w i ę k b y ł t w o r z y w e m r ó w n o r z ę d n y m ,
w stosunku do obrazu, a nie jego np. n a s t r o j o w y m u z u p e ł ­
nieniem). „ O n i " m ó w i ą . „ O n i " p o t r a f i ą m ó w i ć — d ź w i ę k
powinien należeć do o s ó b i sytuacji filmowanych — wszak
dokument świadczy o prawdzie. D z i a ł a n i a inne w k r a c z a j ą
j u ż na teren etyki i trzeba je u z a s a d n i ć (np. celami artystycz­
n y m i ) l u b się z nich w y t ł u m a c z y ć , ale wtedy nie jest to j u ż
d o k u m e n t (np. w filmie H u g o Zempa Glattalp b ę d ą c y m
p r z e k o n y w u j ą c ą inscenizacją, wymieszaniem w ą t k ó w w cza­
sie, przypisywaniem g ł o s ó w jednych ludzi d r u g i m osobom
— na k o ń c u wielkie tłumaczenie!).
K o m e n t a r z , jeśli w o g ó l e w y s t ę p u j e , ograniczony z o s t a ł d o
m i n i m u m ( w y j ą t k i e m n i e k t ó r e filmy niemieckie czy austriac­
kie). G ł o s z z e w n ą t r z , l u b nadmiar komentarza dla wielu
b y ł b y naruszeniem „ d o g m a t u " . D o t y c z y t o z a r ó w n o spad­
k o b i e r c ó w Jean Roucha, j a k i szkoły z Beaconsfield.
— D o k u m e n t t r a k t o w a n y jest (na o g ó ł ) bardzo wery stycz­
nie. D u ż o jest R o u c h o w s k i c h p l a n sequances, gdzie 10-minutowa szpula filmu z u ż y w a n a jest za j e d n y m n a c i ś n i ę c i e m
spustu kamery, a „ f i l m o w a n y " wtenczas d ź w i ę k należy d o
t u b y l c ó w . Zainspirowana i d e o l o g i ą oraz technikami t r e n i n ­
g o w y m i szkoły z Beaconsfield w A n g l i i jest d b a ł o ś ć o przed­
stawienie c z y n n o ś c i o d samego jej p o c z ą t k u do k o ń c a . W g
D a v i d a M a c D o u g a l l a ujęcie dłuższe niż 5 sekund powoduje
znudzenie, ale jeśli p o t r w a ono d u ż o dłużej, t o zmusza t o
widza do refleksji n a d i s t o t n o ś c i ą i znaczeniem takiego
ujęcia. W pokazywanych przeze mnie filmach, r ó w n i e ż
zawodowych d o k u m e n t a l i s t ó w , dla wielu u c z e s t n i k ó w semi­
n a r i u m m o n t a ż b y ł za szybki. M ó w i l i wtedy — g ł o w a n a m
lata.
— D o k u m e n t to dokument. O l b r z y m i a większość filmów
pozbawiona b y ł a metafor i symboliki (zwłaszcza tej tańszej),
z n a m i o n u j ą c y c h l u d o m a ń s t w o albo inteligencką, n a i w n ą
idealizację tego co wiejskie i tego co tubylcze. W i d a ć za to
d u ż y szacunek dla autorstwa, dat, miejsc, u c z e s t n i k ó w ,
s p o n s o r ó w i t p . N p . gdy projekcja filmów z a w i e r a j ą c y c h
tajemnice j a k i e g o ś plemienia m a n a s t ą p i ć na t e r y t o r i u m tego

220

plemienia l u b na terytoriach o ś c i e n n y c h , wymaga t o konsul­
tacji z naczelnikami plemion (Australia).
— O b e c n o ś ć filmującego antropologa staje się częścią
filmu,
t w o r z ą c fragment kontekstu sytuacji
filmowanej.
M o ż e się t o u j a w n i a ć np. w postaci g ł o s ó w zza kamery, nie
eliminowanych podczas m o n t a ż u g e s t ó w i fraz kierowanych
w s t r o n ę ekipy oraz pozostawianie w o b r ę b i e filmu i n n y c h
interakcji. O b e c n o ś ć o s ó b filmujących jest często manifes­
towana, co r o d z i ć m o ż e odczucie manipulowania dystansem,
j a k i nas dzieli o d o s ó b filmowanych. W dystansie przecież
ujawnia się nasz psychologiczny i k u l t u r o w y balast. Dystans
bywa często ś w i a d e c t w e m rzeczywistego stosunku etnografa
do ludzi, k t ó r y c h bada i stać się m o ż e zarazem najbardziej
p r a w d z i w ą częścią filmu. F i l m A l i s o n i M a r k a J a b ł o n k o pt.
To find the Baruya story o pracy Maurice'a Godelier'a,
p o k a z u j ą c y jego dystans wobec nowogwinejskich t u b y l c ó w ,
s p o w o d o w a ł d u ż y spadek p o p u l a r n o ś c i tego badacza i swego
rodzaju p o t ę p i e n i e go t a m , gdzie znany był jedynie z literatu­
ry, a nigdy nie o g l ą d a n o jego filmów.
— Bywają sytuacje, w k t ó r y c h efekt pracy antropologa
m o ż e zależeć o d o p i n i i t u b y l c ó w . S t o p i e ń tej zależności
w i d a ć w filmie Barbary L u e m Faka nanumaga, gdzie w więk­
szym stopniu filmowani Polinezyjczycy reżyserowali film,
c h c ą c p o k a z a ć z a r ó w n o a n t r o p o l o g o w i , j a k i potencjalnym
w i d z o m z z e w n ą t r z swoje widzenie w ł a s n e g o życia. W filmie
H u g o Zempa Music of Georgia. The festival of Talmar and
Lashari w i d a ć r ó w n i e ż bardzo silne o d d z i a ł y w a n i e o s ó b
filmowanych
na p r a c ę operatora, a t y m samym na k s z t a ł t
filmu. Zatem pytanie brzmi: j a k bardzo m o ż n a zbliżyć się do
grupy, k t ó r ą się filmuje by nie stracić własnej t o ż s a m o ś c i ; by
nie p a t r z e ć na nich w s p o s ó b „ e n t o m o l o g i c z n y " ; by wiedzieć
co się r o b i i co się chce z r o b i ć , nie ulegając iluzji bycia
„ s w o i m " i by nie p o k a z y w a ć tych sztucznie w y g l ą d a j ą c y c h
relacji.
— F i l m dokumentalny m o ż e b y ć d ł u g i , nawet bardzo
d ł u g i , tzn. t r w a ć i k i l k a godzin (np. t r w a j ą c y 4 godziny film
l a n a D u n l o p a z A u s t r a l i i p t . Djungguwan at Gurka'wuy
objaśniający mitologiczne znaczenie p u n k t ó w , t w o r z ą c y c h
granice t e r y t o r i u m plemienia, p o k a z u j ą c y c e r e m o n i a ł o d ­
nowienia prawa i ostatnie p o ż e g n a n i e u m a r ł y c h . N i e z w y k ł y
to p r z y k ł a d nie narzucania filmowanym tematom r y t m u
białego c z ł o w i e k a .
— P o r ó w n u j ą c f i l m y z p r z e g l ą d ó w Colette i z Ł o d z i
o d n o s z ę w r a ż e n i e , ż e te pierwsze d a j ą odczucie większej
r ó ż n o r o d n o ś c i , przede wszystkim w doborze miejsc akcji,
o s ó b , g r u p . Więcej t u miasta, w s p ó ł c z e s n o ś c i , z w y k ł e g o
życia, ż y w e g o s ł o w a i z w y k ł y c h s z u m ó w , c o d z i e n n o ś c i .
W filmach z p r z e g l ą d u w Ł o d z i w i d a ć fascynację skansenem,
u m i e r a j ą c y m ś w i a t e m , misją ratowania g i n ą c e g o , l u d o m a ń s k ą n o s t a l g i ą . S ł o w e m , poza w y j ą t k a m i , p o z i o m drugiego
p r z e g l ą d u daje d u ż o mniej satysfakcji. Podczas „ R e g a r d s . . . "
nie w i d z i a ł e m ż a d n e g o filmu r e k o n s t r u u j ą c e g o o b r z ę d l u b
t e c h n o l o g i ę , gdzie uczestnicy u b r a n i byliby w kuriozalne,
ludowe, staroalbumowe stroje. Z perspektywy wschodniego
Europejczyka (?) d o b ó r t e m a t ó w i r ó ż n o r o d n o ś ć s p o s o b ó w
filmowania
ciągle z a s k a k u j ą , zwłaszcza na p o c z ą t k u , c h o ć
przecież nie odczuwa się tego w naszej a n t r o p o l o g i i po­
sługującej się tekstem.
— M o ż n a filmować m i t ! Oczywiście chodzi o jego opowia­
danie l u b przedstawianie.
— Spora jest r ó ż n i c a p o m i ę d z y filmami k r ę c o n y m i w tech­
nice video i na t a ś m i e optycznej. Te ostatnie s ą o wiele
bardziej staranne. C i ą g ł o ś ć wielu ujęć d o k o n a n y c h k a m e r ą
video przypomina często niestaranne śledzenie i daje efekt
telewizyjnej transmisji, podczas gdy ujęcia na t a ś m i e optycz­
nej, ze swej natury j a k b y , w y m a g a j ą ś w i a d o m e g o w y b o r u

�w stosowaniu j ę z y k a f i l m u . E k i p a p r a c u j ą c a na t a ś m i e
optycznej liczy 2 osoby (kamera i d ź w i ę k ) , na wideo wystar­
cza j u ż 1 osoba. 3 osoby t o ekipa ciężka.
— U w z g l ę d n i a j ą c zapotrzebowania w i d z ó w ( p o t w i e r d z a j ą
t ó r ó w n i e ż moje polskie d o ś w i a d c z e n i a ) , właściwie p o w i n n o
się z tego samego m a t e r i a ł u m o n t o w a ć k i l k a filmów, k a ż d y
dla innego t y p u p u b l i c z n o ś c i .
C h c i a ł b y m jeszcze p r z e d s t a w i ć k i l k a filmów, k t ó r e szcze­
gólnie m i się p o d o b a ł y lub k t ó r e mocniej we mnie „ p o z o s ­
t a ł y " . Z b r a k u miejsca m u s z ę p o m i n ą ć wiele innych, d o b r y c h
i ciekawych filmów. M a m j e d n o c z e ś n i e nadzieję, że przynaj­
mniej część z nich uda się k i e d y ś z o b a c z y ć w Polsce.
D o ś w i a d c z e n i e m niezwyczajnym była m o ż l i w o ś ć obejrzenia
całej serii filmów s t u d e n t ó w i nauczycieli z N a t i o n a l F i l m
and Television School o f Great-Britain w Beaconsfield.
Ciepły i o s z c z ę d n y film H e r b di G i o i a People from Vermont,
w k t ó r y m czując, że znajdujemy się na d u ż o w i ę k s z y m
terytorium nie opuszczamy, w czasie filmu, tej samej izby.
F i l m Susi A r n o t t Lightermen o zbieraczach śmieci na
Tamizie czy film M o l l y Dineen Home from the hill, b ę d ą c y
portretem emerytowanego p u ł k o w n i k a o p u s z c z a j ą c e g o K e ­
nię, w k t ó r e j spędził w i ę k s z o ś ć swego życia. W filmie t y m jest
ś w i e t n a dramaturgia, wariacki bohater i skierowana k u
niemu, silna sympatia realizatora. Bardzo się t o dobrze
o g l ą d a ł o . Polecam też stary, bo z 1968 r o k u , u r o k l i w y film
The village Paula Hockingsa i M . M c C a r t h y ' e g o z Chicago,
o regresie k u l t u r y celtyckiej na jednej z irlandzkich wysepek.
S p o ś r ó d filmów skandynawskich: Ester and Gustaw — na­
strojowy portret dwojga starszych ludzi, żyjących na j a k i m ś
szwedzkim bezludziu, zrealizowany przez Jonny Persson.
K n u t E k s t r ó m z r o b i ł k i l k a lat temu bardzo ciekawy, ant­
ropologiczny film o A r m i i Zbawienia w Szwecji. I wreszcie
p r z e p i ę k n y film U l l i B.Rasmussen 1700 meters from the
future, pokazywany na n o r m a l n y c h seansach k i n o w y c h
w Kopenhadze, film o wiosce Gasadalur w archipelagu
Faroe Islands, izolacji jej m i e s z k a ń c ó w i oczekiwaniach na
b u d o w ę tunelu.
Z a ł a m a n i e budzi s k o s t n i a ł o ś ć naszej telewizji nie chcącej
z a i n t e r e s o w a ć się f i l m a m i Jacqueline Veuve ze Szwajcarii.
C h o ć b y La mort du grand-pere ou le sommeil du juste, k t ó r y
pokazuje na p r z y k ł a d z i e m a l e ń k i e g o warsztatu narastanie
ducha kapitalizmu i powstanie fabryki z e g a r k ó w . F i l m o w a
ilustracja do М а х а Webera. A dlaczego by nie Les lettres de
Stalingrad — film skonstruowany j a k o ilustracja do listów
żołnierzy niemieckich spod Stalingradu, d e m i t o l o g i z u j ą c y
wojenny heroizm i p o k a z u j ą c y ludzki w y m i a r nieprzyjaciela.
Ciekawe i pierwszy raz przeze mnie widziane były filmy
z Estonii, np. M a r k a Soosaara, organizatora festiwalu
w Paarnu, Miss Saarema o byłej miss p i ę k n o ś c i p r z y w o ł u j ą ­
cej, przedwojenny świat. W miejscu i czasie, w k t ó r y c h film

p o w s t a w a ł , był on t w o r e m p a t r i o t y z m u i kontestacji wobec
sowieckiego okupanta. T a d o r a ź n o ś ć nie p o z b a w i ł a go
p i ę k n a . M ł o d z i — Renita i Hannes L i n t r o p w filmie Cogito
ergo sum pokazali portret c z ł o w i e k a w y k s z t a ł c o n e g o , k t ó r y
zostaje, z w ł a s n e g o w y b o r u , pustelnikiem by nie p o d p o r z ą d ­
k o w a ć się w ł a d z y radzieckich o k u p a n t ó w . P o d o b n y m jest
ich film o kobiecie pracującej na wieży olbrzymiego s k ł a d o ­
wiska p o p i o ł u i żużlu. I l y a Frez z M o s k w y p o k a z a ł , poza
szalenie interesującymi m a t e r i a ł a m i nt. sekty chrześcijańs­
kiej, żyjącej gdzieś p o d K a u k a z e m , film Leo Dodin, his
brothers and sisters o pracy reżysera teatralnego, b ę d ą c e g o
energetycznym w a m p i r e m , p o s i a d a j ą c y m z b ó r w y z n a w c ó w .
R ó w n i e ciekawy był pokazywany przez E l e n ę N o v i k film
Pietachok o moskiewskim, niedzielnym miejscu s p o t k a ń
i m i g r a n t ó w wiejskich. Ludzie ci b ę d ą c razem o d t w a r z a j ą
osobliwie a t m o s f e r ę wiejskiego, niedzielnego p o p o ł u d n i a .
Pachnie t u c z y m ś n i e z a l e ż n y m , niezaprogramowanym od­
g ó r n i e — ot t a k i moskiewski H y d e Park, z zachowaniem
stosownych proporcji. F i l m Alexandra Keresztessy'ego
z Brukseli Cries from the heart: street chorus jest j e d n y m
z tych filmów, w k t ó r y c h w y j ą t k o w o mocno odczuwa się
s y m p a t i ę , ciepło i z n a k o m i t y k o n t a k t z f i l m o w a n y m i osoba­
mi.
Polecić w a r t o też węgierski film Dusi et Jeno Petera
Forgacsa. Jest on skonstruowany z m a t e r i a ł ó w postaci
t y t u ł o w e j — Jeno, k r ę c o n y c h o ś m i o m i l i m e t r o w ą k a m e r ą
j a k o rodzaj dziennika, prowadzonego o d 1936 do 1966 r o k u .
Pies, ż o n a , wakacje, Budapeszt. M a ł o , a r o b i d u ż e w r a ż e n i e .
S p o ś r ó d filmów J u d i t h i D a v i d a M a c D o u g a l l z A u s t r a l i i
w y b r a ł b y m ich ostatni film pt. Photo Wallahs (Indian
photographers) — p r z e p i ę k n y film, k t ó r y p o k a z u j ą c foto­
g r a f ó w p a m i ą t k o w y c h zdjęć w indyjskim kurorcie M u s sourie, zastanawia się nad r ó ż n o r o d n y m i znaczeniami foto­
grafii np. idealizacją, aspektem k r o n i k a r s k o - p a m i ą t k o w y m ,
fantazjami i w y o b r a ż e n i a m i . . .
G a r y Kildea Valencia diary — dziennik 6. tygodni na
fermie ryżowej w wiosce na wyspie M i n d a n a o na Filipinach.
K a t o l i c y z m , rolnictwo, uciskający d y k t a t o r , k o n t e s t u j ą c y
księża, zdrowy lud o b a l a j ą c y reżim. Wiele analogii do naszej
sytuacji, więc p o w i n n o się ten film u nas p o k a z a ć . K o n s t r u k ­
cja filmu p o m y ś l a n a j a k o wiejski dziennik, lecz przez t o że
w k r a c z a j ą do niej w y p a d k i o wielkiej, p a ń s t w o w e j skali, staje
się, po części, K r o n i k ą kraju. M a ł a historia staje się t u
H I S T O R I Ą . C h c i a ł b y m też kiedyś m ó c p o k a z a ć starszy
filmy Gary'ego Trobriand cricket — o t y m j a k T r o b r i a n d czycy przetworzyli kształt tej angielskiej gry, u ż y w a j ą c
w ł a s n y c h d o ś w i a d c z e ń historycznych i d o s t o s o w u j ą c go do
struktury społecznej wysp.
N a t y m k o ń c z ą się uwagi uczestnika ze wschodu, mozolnie
b u d u j ą c e g o mosty p o m i ę d z y t ą częścią ś w i a t a a zachodem.

PRZYPISY
1

Doktor Colette Piault jest przewodniczącą Societć Francaise
d'Anthropologic Visuelle et Directeur de Recherches w CNRS
w Paryżu. Zorganizowała wieloletnie seminarium „ Regards sur les
societes europeennes" (1983—1992). Badania terenowe i filmowanie

zaczęła w Afryce Zachodniej i Francji, by w 1974 roku poświęcić się
pracy w Grecji, gdzie nakręciła 6 filmów na temat rodziny,
codziennego życia, migracji. Była członkiem jury wielu festiwali
filmowych o profilu antropologicznym.

221

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6159" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6139">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/184c1ab65e3f3a6142733e626d1a8fdd.pdf</src>
        <authentication>3fd81c95c356265b1d0aa8633f5cbe5d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73417">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3532</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73418">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73419">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3309</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73420">
                <text>O strażach przy grobie Chrystusa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73421">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2, s.89-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73422">
                <text>Kubiak, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73423">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73424">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73425">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73426">
                <text>Krzysztof Kubiak

O STRAŻACH PRZY GROBIE CHRYSTUSA
„We wsi Topola K r ó l e w s k a pod Łęczycą do dziś
dnia z a c h o w a ł się zwyczaj stawiania na straży przv
grobie Chrystusa zmieniających się co dwie godziny
„rycerzy", rekrutowanych spośród młodzieży wiejskie .
Strój
takiego
rycerza
stanowią:
odświętna
kapota,
z przepasanym przez r a m i ę b i a ł y m , d ł u g i m r ę c z n i k i e m ,
kask u ł a ń s k i , sklejony z kolorowego papieru, na g ł o ­
wie, w r ę k u lanca drewniana z c h o r ą g i e w k ą i długie
buty. „ R y c e r z y " bywa zazwyczaj dwunastu z dowódcą
trzynastym na czele. Cały ten z a s t ę p rekrutuje się
z młodzieży nieposzlakowanej konduity, u w a ż a się bo­
wiem za zaszczyt s t r ó ż o w a n i e przy grobie Chrystusa.
Zazwyczaj kandydaci sami oceniają moralne przymioty
swych t o w a r z y s z ó w , u s u w a j ą c ze swego grona niegod­
nych, często też dają się słyszeć w y r o k i w rodzaju
podobnego:
Wicek! t y ś na jesieni k r a d ł gruszki k s i ę ­
dzu proboszczowi! Nie możesz p i l n o w a ć grobu Chrystu­
sowego!" Od Wielkiego P i ą t k u rozpoczyna się służba
rycer zy przy ^jrob i ^
;

Skromny jest kościółek Topolski, skromny
tam
i g r ó b Chrystusa — reprezentuje go krucyfiks, leżący
w prezbiterium, nawprost wielkiego ołtarza. Nad t y m
krucyfiksem, s k r z y ż o w a w s z y lancę o lancę, t r z y m a j ą
straż żywi rycerze. N i e ś w i a d o m y jednak
zwyczajów,
wszedłszy do kościoła wypadkiem, wziąłby ich za f i ­
gury martwe, t a k i majestatyczny
zachowują
spokój,
s t a r a j ą c się przez całą s w ą w a r t ę aż do zmiany nie
d r g n ą ć nawet...
Zazwyczaj d w ó c h stoi przy grobie, co dwie godziny
zmienia ich n a s t ę p n a para. Z m i a n ę tę zaprowadza do­
w ó d c a ; on to, z p u n k t u a l n o ś c i ą z e g a r k o w ą , co d w i e go­
dziny, wchodzi na czele d w ó c h rycerzy, doszedłszy przed
prezbiterjum, komenderuje: „Bogu ukłon!" Podkomen­
d n i i sam d o w ó d c a s k ł a d a j ą głęboki u k ł o n przed w i e l ­
k i m o ł t a r z e m . „Na prawo!" — jeden z rycerzy staje po
prawej stronie krucyfiksu. „Na lewo!" — d r u g i rycerz
zajmuje p r z e c i w n ą stronę. Wtedy poruszają się dawni
w a r t o w n i c y i na p o d o b n ą ż k o m e n d ę , również z u k ł o ­
nem Bogu, opuszczają kościół za dowódcą. Ten jednak
nie zapomina o pozostawionych na s t r a ż y i co czas
jakiś zagląda do kościoła, p a t r z ą c , czy się co nie stało,
i w m i a r ę potrzeby obciera s w ą c h u s t k ą nosy rycerzy.
Nie licuje to z p o w a g ą ś w i ą t y n i i zmusza obecnych w
kościele do mimowolnego u ś m i e c h u . Podczas rezurekcji
przy grobie stoją wszyscy 12-tu z d o w ó d c ą na czele
co tworzy dość i m p o n u j ą c y w i d o k "
1

Autor tego d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n e g o opisu kończy
swój komunikat propozycją zbierania i p o r ó w n y w a n i a
m a t e r i a ł ó w na ten temat. Apel ten okazał się skutecz­
ny, gdyż w kolejnych tomach „Wisły" znajdujemy sze­
reg większych opisów i drobnych informacji dotyczą­
cych tego zwyczaju. P o j a w i a j ą się one również we
wczesnych, dwudziestowiecznych periodykach o profilu
etnograficznym.
Zwyczaj „ b u d o w y " Grobu Chrystusa jest u nas
r ó w n i e popularny, jak stawianie w kościołach szopki
b o ż e n a r o d z e n i o w e j . M i e s z k a ń c y pobliskich parafii kon­
k u r u j ą ze sobą w zdobnictwie, „scenografii" i wielkości,
z a r ó w n o Grobu P a ń s k i e g o j a k i jasełek. Przy grobie
Chrystusa, od Wielkiego P i ą t k u do rezurekcji, wysta­
wiane są straże. Najczęściej ubiór ich s k ł a d a się ze

z w y k ł e g o uniformu strażackiego. Na g ł o w a c h m a j ą od­
ś w i ę t n e , m o s i ę ż n e kaski. T r z y m a j ą c w a r t ę dzierżą oni
w dłoniach s t r a ż a c k i e toporki. Wartownicy ci b y w a j ą
też ubrani w o d ś w i ę t n e garnitury, a na g ł o w a c h m a j ą
kaski motocyklowe. Niekiedy noszą tradycyjne stroje
ludowe b ą d ź ubiory, k t ó r e są j u ż t y l k o w y o b r a ż e n i e m
stroju ludowego .
2

Sens „liturgiczny" tego zwyczaju wydaje się jasny.
Rycerze przy grobie Chrystusa m a j ą w y o b r a ż a ć żoł­
nierzy rzymskich, postawionych na p r o ś b ę a r c y k a p ł a ­
n ó w przez P i ł a t a u grobu Jezusa. Straż ta m i a ł a za­
bezpieczać ciało Jezusa przed ewentualnym porwaniem
przez jego u c z n i ó w , k t ó r z y t y m sposobem mogliby
p r z y c z y n i ć się do głębszego zakorzenienia się i roz­
powszechnienia k u l t u człowieka — Boga.
5

Akcja obrzędu inscenizowanego przez współczesnych
s t r a ż n i k ó w grobu Chrystusa n a w i ą z u j e do ewangelicz­
nego modelu, choć często też wykorzystywane t u są
motywy apokryficzne czy też lokalna inwencja. W i ę k ­
szość X I X - w i e c z n y c h zbieraczy „rzeczy ludoznawczych",
p o n a w i a j ą c swe apele o n a d s y ł a n i e m a t e r i a ł ó w na te­
mat straży grobu P a ń s k i e g o , s u g e r o w a ł a , że obrzęd ten
może być pozostałością zapomnianych misteriów. Po­
d o b n ą opinię w y r a ż a Karczmarzewski pisząc: „zwyczaj
straży grobowych wywodzi się z dawnych m i s t e r i ó w
wielkopostnych, k t ó r e zaginęły z p o c z ą t k i e m
XVIII
wieku, pozostawiając t y l k o nieliczne ś l a d y " . „Zwyczaj
ten, utrzymany w starej kolegjacie w Ł a s k u , mieście
powiatowym gub. Piotrkowskiej, sięga n i e p a m i ę t n y c h
czasów i drogą tradycji u t r z y m a ł się dotychczas S t r a ż
składa się z 15 osób* jednego
kapitana" 2 rotmis­
t r z ó w " i 12 żołnierzy T r z y m a j ą oni straż podczas na­
bożeństwa od W P i ą t k u do Rezurekcji i trzykrotnie
tj podczas Ewangelji Podniesienia i Agnus Dei pre¬
zentują b r o ń a kapitan i rotmi strze obn aża j ej miecze
żołnierze zaś k r z y ż u j e halabardy i dzidy Te same ho
nory oddają, podczas uroczystej c h w i l i ^dy k a p ł a n i n
tonuje p i e ś ń
Chrystus z m a r t w y c h w s t a ł " W tej c h w i l i
dwai żołnierzG " n a d a ł a
4

-

T*I3

7i

firnie

gelii ś w Mateusza
a i d boiaźn
tró
!
"
szeni s ą ' i stali się jakoby u m a r l i " *
'
Nie jest wykluczone, że ów zgodny z t r a d y c j ą ewan­
geliczną fragment obrzędu jest pozostałością jego w i ę k ­
szej i istotniejszej części teatralnej. Niewykluczone też,
iż motyw wystawiania straży grobowych b y ł częścią
dawnego misterium pasyjnego, bądź osobnego mister­
ium Zmartwychwstania. Nieco informacji
na
temat
dawnych m i s t e r i ó w okresu wielkanocnego znajdzie czy­
telnik we w s t ę p i e Jana Okonia do Historyji
o chwa­
lebnym zmartwychwstaniu
Pańskim'.
Z opracowania tego wynika, iż misteria, pomimo
zakazów kościelnych, mogły o d b y w a ć się w n i e k t ó r y c h
kościołach, bądź na cmentarzach już w X I V wieka,
a p r z e t r w a ł y prawdopodobnie do wieku X V I I . Nie roz­
w i ą z a n y pozostaje jednak problem czy misteria pasyj­
ne inscenizowano w całości, czy też istniały osobne
przedstawienia, oparte jedynie na ubarwionych i roz­
budowanych w ą t k a c h Zmartwychwstania. Autor
ten
wspomina również o licznych motywach komediowych
w y s t ę p u j ą c y c h w „Grach Rezurekcyjnych". Nie zachot

a

89

I

�II.

1. Pokaz musztry, Gntewtczyna, w o j . przemyskie.

wały się ż a d n e m a t e r i a ł y p r z e d s t a w i a j ą c e te motywy.
M o ż e m y jednak przypuszczać, że reliktem ich są owe
w ą t k i ludyczne, z k t ó r y m i spotykamy się j u ż w pier­
wszym X I X - w i e c z n y m opisie s t r a ż y grobowych.
Dość dużo informacji na temat pozostałości daw­
nych m i s t e r i ó w pasyjnych znajdujemy u J ę d r z e j a K i towicza w r o z d z i a ł a c h : O pasyjach i kapnikach i O re­
zurekcji za Augusta III .
Dowiadujemy się z nich o ist­
niejącym jeszcze wówczas fragmencie inscenizacji Męki
P a ń s k i e j i o uroczystym zwyczaju obchodzenia g r o b ó w
Chrystusa. W większych miejscowościach t ł u m n i e cho­
dzono od kościoła do kościoła, s k ł a d a j ą c datki na me­
talowych tacach, przygotowanych przez osoby asystu­
j ą c e przy grobie.
7

Kapnicy (ludzie k t ó r y m naznaczono p o k u t ę pub­
licznego biczowania się podczas Wielkiego Tygodnia),
t w o r z y l i często zespół „ a k t o r ó w " obrazujących Drogę
Krzyżową. Przedstawiano zwykle Chrystusa niosącego
ogromny k r z y ż , żołnierzy, Cyrenejeżyka. Po wizytacji
g r o b ó w o d b y w a ł o się osobne n a b o ż e ń s t w o wieczorne
(bez procesji) dla k a p n i k ó w i bractw religijnych. Przy
grobach wystawiano straże. Stali więc, jak pisze K i t o wicz: „... w kościele kollegialmym drabanei k r ó l e w s c y ,
u panien benedyktynek w kościele Ś w i ę t e j Trójcy artylerystowie k o r o n n i od wstawiania do grobu C h r y s t u ­
sa aż do rezurekcji trzymali w a r t ę . Gdziekolwiek zaś
przed p a ł a c a m i lub w koszarach s t a ł y szyldwachy żoł­
nierskie, wszędzie przez ten czas mieli karabiny r u r a ­
m i na dół a k o l b a m i do góry o b r ó c o n e i żaden bębeu

90

żołnierski l u b kapela po ten czas nie d a ł a się sty&amp;zee,
stosując się do smutku kościelnego, k t ó r y kościół ka­
tolicki na p a m i ą t k ę śmierci Chrystusowej w te dni oz­
nacza". Dopiero podczas mszy rezurekcyjnej z a c z y n a ł a
się palba: „(...) Strzelano z moździerzów, z harmatek,
z o r g a n k ó w , t j . k i l k u lub kilkunastu r u r w jedno łoże
osadzonych ... albo też z ręcznej strzelby, pod k t ó r ą
w n i e k t ó r y c h miejscach stawali żołnierze, gdzie m i e l i
konsystencję, a gdzie nie było żołnierzy mieszczamkowie z różnych cechów lub na wsiach parobcy" (s. 53).
Ceremonia, k t ó r ą opisuje Kitowicz, o d b y w a ł a się
w asyście g w a r d i i k r ó l e w s k i e j , „ D r a b a n c i (...) we dwa
rzędy uszykowani, tył k r ó l e w s k i sobą z a s ł a n i a j ą c szli
wraz z procesją obok Sanotissimum, nad k t ó r y m b a l ­
dachim nieśli senatorowie lub u r z ę d n i c y koronni orde­
r o w i " (s. 53). Obrazek ten przypomina sceny z daw­
nych opisów straży grobowych i odpowiada temu, co
jeszcze s p o t k a ć m o ż n a w terenie. Do archaicznych przed­
s t a w i e ń zgodnych z naszą l u d y c z n ą t r a d y c j ą k o l ę d n i ­
czą, której p o d p o r z ą d k o w u j ą się r ó w n i e ż w s p ó ł c z e s n e
straże grobu P a ń s k i e g o , n a l e ż a ł y r ó w n i e ż opisane przez
Kitowicza przedstawienia organizowane w K w i e t n ą Nie­
dzielę . C i e k a w ą jest rzeczą że uzbrojenie straży grobu
Chrystusa w b r o ń p a l n ą wymieniane jest we wszyst­
k i c h redakcjach wzmiankowanej j u ź Historyji
o chwaIcbTiyTH
ZmctTtwycłfwstcnfu
Pańskim "
Wyposażenie
straży w rusznice jest zapewne gestem na rzecz daw­
nej tradycji Wielkanocnej H a ł a s j a k i w y w o ł y w a ł y kj
cjy^ w y s t r z a ł y s a m o p a ł ó w i w s p ó ł c z e s n e eksplozje k3
8

�II.

2. O d d z i a ł

turków

uzbrojonych

lichlorku n a ś l a d u j ą odgłos przemiany kosmicznej, jak
d o k o n a ł a się w c h w i l i Zmartwychwstania Chrystusa.
Fakt uzbrojenia legionistów rzymskich w b r o ń p a l n ą
może być też powodowany -chęcią „ u w s p ó ł c z e ś n i e n i a "
pierwotnej wersji m i t u , wg. tej samej zasady, na jakiej
d a w n i malarze przedstawiali sceny z życia Jezusa czy
świętych, u b i e r a j ą c ich samych i t o w a r z y s z ą c e i m pos­
tacie w stroje ze swojej epoki i ze swego regionu.
Stroje X I X - w i e c z n y c h i w s p ó ł c z e s n y c h s t r a ż n i k ó w
grobowych różnią się, jak to już zaznaczyłem, między
sobą. S i ę g n i j m y do p r z e k a z ó w etnograficznych. Przed­
s t a w i a j ą nam one nie t y l k o r ó ż n e odmiany stroju i ek­
w i p u n k u ale też i r ó ż n e sposoby prowadzenia musztry
i sprawowania wart, oraz inne pozareligijne funkcje
p e ł n i o n e przez te formacje. Jeden z takich opisów,
sporządzony przez M i c h a ł a Rawicz-Witanowskiego, w a r t
jest zacytowania, m i ę d z y i n n y m i dlatego, że zwraca
u w a g ę na hipotetyczne pochodzenie zwyczaju. Czytamy
w n i m : „Zwyczaj ten u nas zapewne jest tak dawny,
jak d a w n y m jest zakon Bożogrobców. Sprowadzeni w
r. 1153 do Miechowa przez uczestnika w y p r a w y krzy­
żowej Jana J a k s ę herbu G r y f ci S t r ó ż e Grobu Chrys­
tusowego" s p e ł n i a j ą c r e g u ł ę zakonu od dawien daw
na ubierali w w i e l k i p i ą t e k j a k najwspanialej
Grób
P a ń s k i a liczne rzesze pobożnych g r o m a d z ą c e się do
kościoła n a ó w c z a s o t r z y m y w a ł y odpowiednie odpusty
P i ę k n y ten zwyczaj ubierania i odwiedzania g r o b ó w
Chrystusowych w w i e l k i m tygodniu z I^Iiechowa i i*i
kościołów Bożogrobców (w K r a k o w i e Sier&amp;dzu Gnie2-

w

szable,

Gniewczyna.

nie) przeszedł do kościołów parafialnych i zakonnych
całej Polski, i nigdzie z r ó w n ą w y s t a w n o ś c i ą , j a k u nas,
nie był praktykowany. Nie wszystkie jednak kościoły
m o g ł y z r ó w n y m przepychem u r z ą d z a ć ten g r ó b Chrys­
tusa Pana. Ś w i ą t y n i e wiejskie w b r a k u odpowiednich
środków, s t a r a ł y się ś w i e r k a m i i i n n ą zielenią zastąpić
kosztowne „szpalery" (dywany — K . K . ) . Ubieranie ta­
kie b r a ł a zazwyczaj na siebie młodzież wiejska, pod
k i e r u n k i e m doświadczonego w t y m względzie organis­
ty. Zamiast figur drewnianych, m a j ą c y c h
wyobrażać
uzbrojonych Rzymian, chłopcy wiejscy, poprzebierani
za żołnierzy, stawali na warcie.
Zwyczaj ten zachowany jest dotychczas w staro­
ż y t n y m kościele t u m s k i m pod Łęczycą, tudzież w sa­
m y m mieście. Przez część Wielkiego P i ą t k u i całą so­
botę, parobcy z okolicznych wiosek w swych sukmanach
granatowych, przepasani b i a ł e m i „ r a ń t u c h a m i " na ukos,
w czapkach papierowych, n a ś l a d u j ą c y c h kaski u ł a ń s k i e ,
stoją nieruchomie, t w a r z ą z w r ó c e n i k u sobie, t r z y m a j ą c
włócznie z c h o r ą g i e w k a m i , s k r z y ż o w a n e nad w e j ś c i e m
do grobu. S t r a ż ta, s k ł a d a j ą c a się zazwyczaj z czterech
szeregowców i oficera, zmienia się co godzina, przy­
czyni słychać k o m e n d ę w o j s k o w ą : „ P r e z e n t u j b r o ń !
„Pokłon Bogu!" itp. (...) W o d l e g ł y m o 5 m i l Brdowie,
s ł y n n y m klasztorem p o p a u l i ń s k i m fundacji
Warneń­
czyka, zwyczaj ten t r w a dotychczas w całej sile. S t r a ż
ową zowią t u „ T u r k a m i " , gdyż s k ł a d a j ą 12 chłopców
w zawojach na głowie n a k s z t a ł t t u r b a n ó w z szablami
krzy^vemi w r ę k u Oficer czuwa nad p o r z ą d k i e m .

91

I

�W m . Kole s t r a ż owa s t a w a ł a przy grobach w oby­
d w u kościołach, i f a r n y m i p o - b e r n a r d y ń s k i m . Od cza­
su jednak, gdy
d o w o d z ą c y młodzieżą
rzemieślniczą
szewc, p o w r a c a j ą c do domu w noc c i e m n ą , podchmie­
lony, spadł z urwistego brzegu rz. Warty i utopił się,
zwyczaj ten przez dziekana miejscowego został skaso­
wany, około r. 1891. W sąsiednich jednak parafiach
wiejskich, jak w B i a ł k o w i e , Kościelcu i innych, po­
mimo zakazu l u d n o ś ć wieśniacza, p r z y w i ą z a n a do tego
zwyczaju, p a m i ę t a o jego zachowaniu. W Kościelcu j e d ­
nak strój owej s t r a ż y różni się od innych. Przypomina
on nieco u n i f o r m żołnierzy Napoleońskich, k t ó r y m w i e ś ­
niacy mogli się p r z y p a t r z y ć w czasie przejść wielkiej
a r m i i w r. 1812. Obuwie ich s t a n o w i ą p ł y t k i e t r z e w i k i ,
włożone na pończochy sięgające kolan. K r ó t k i e k u r t k i
Drzepasuia Dąsami r ó ż n o k o l o r o w e m i Na s ł o w a c h nos'M
czapki papierowe, rod z aj da w n y o h b e rm y c grenadier'
skich, przystrojone sznurkami p a c i o r k ó w w k i l k a n a ś c i e
rzędów^ Bywa ich 2;azwyczaj d z i e w i ę c i u z d z i e s i ą t y m
oficerem Szable drewniane w r ę k u n a d a j ą i m marso¬
w ą p o s t a ć " ^"
A u t o r opisu t ł u m a c z y ten zwyczaj importem od
Bożogrobców. Podobne stanowisko zajmuje
Kotula
pisząc o analogicznych zwyczajach z terenu d. wojcw ó d r t w a rzeszowskiego. Podaje on, iż od roku 1394
do 1577, m i ę d z y L e ż a j s k i e m a Przeworskiem obsadzono
t y m i zakonnikami 7 parafii. Był to zakon o tradycjach
rycerskich — s t ą d , jak t w i e r d z i Kotula, zlokalizowano
ich na terenach n a r a ż o n y c h na najazdy T a t a r ó w . Za­
konnicy ci stali się założycielami lokalnych organizacji
samoobrony. W X V I I w i e k u tradycje te b y ł y dobrze
już utrwalone skoro m o ż n a mówić o swego rodzaju
pogotowiu antytatarskim; wybierano nawet dowódcę,
i organizowano w s p ó l n e ćwiczenia. W wielu wsiach
nazywano te s t r a ż e
T u r k a m i " m i m o iż często u b i ó r
ich nie p r z y p o m i n a ł ani tureckich ani tatarskich stro­
jów
Pierwotnie przy Grobie o d b y w a ł o się t y l k o mod­
litewne czuwanie, w k t ó r y m uczestniczyli przedstawi­
ciele organizacji miejskich i kościelnych. Nie było j e d ­
nak zwyczaju n a k a z u j ą c e g o noszenie broni, czy dziw­
nych p r z e b r a ń , choć m o ż l i w y m jest, że przedstawiciele
cechów miejskich w y s t ę p o w a l i w całej okazałości swych
strojów. Bożogrobcy, którzy b y l i zakonnikami-rycerzami
(mogli więc nosić broń) uczestniczyli, j a k przypuszcza
Kotula „w czuwaniu m o d l i t e w n y m , co stało się z w y ­
czajem. Sąsiedzi być może n a ś l a d o w a l i ich i w t y m ,
stąd ten zwyczaj r o z p r z e s t r z e n i ł się. I tak w r ó s ł w
p a m i ę ć społeczną, że t r w a do d z i ś " . Niestety t ł u m a ­
czenie takie nie może nas zadowolić, a w pewnym
stopniu jest ono tak samo zmitologizowane jak po­
dane przez tegoż autora ludowe w y t ł u m a c z e n i e zwy­
czaju . Pisze on też że G e n e r a ł Bożogrobców m i a ł
przywilej
mianowania
członków
świeckich
stróżami
Chrystusowego Grobu I dalej'
może świeccy Bożo
grobcy m i e l i pierwotnie p e ł n i ć zadania obrony przed
wrogami kościoła i religii? A takimi w ł a ś n i e b y l i ma¬
hometanie?" Trudno jest s k o m p o n o w a ć w logiczną ca
łość t ł u m a c z e n i e w y j a ś n i a j ą c e fakt wystawiania w a r t
1 2

13

iako kontv macie 7wvcv&lt;ii
żoerobców
nr
'Znac
asyście onWahS
* ™ ^ ^
n

r
y

^
™

r

0

ń
w

a
w

a
y

.

z
ą

u
0

n

p

o

e

g

O

™

a

n

i

.

p r Z e Z

u

.™

T 6 J

u w a ż a Kotula
Vnł
P1 • ^ • , ^ nazywanycn
^
T
oiu a „ Zvn^
wrogów 1
Koscioia
i rengn
przez Zagłobę dosadnie — „psimi synami .
II.
3. Oddział
zbrojny
w
karabiny,
Gniewczyna.
11. 4. S t r a ż grobowa przed kościołem w Leżajsku, w o j .
rzeszowskie. I I . 5. C z ł o n k o w i e G w a r d i i
Narodowej,
Majdan Zbydniowski, woj. tarnobrzeskie. Tl. 6. „ T u r ­
ka" — uczestnicy święcenia j a d ł a . Na pierwszym pla­
nie ofiara dla księdza i t o w a r z y s z ą c y c h m u „tutrków".
Białobrzegi, w o j . rzeszowskie.

92

Nie ulega w ą t p l i w o ś c i , że Bożogrobcy mogli mieć
w p ł y w na fakt powstania s t r a ż y grobowych, ale t r a ­
dycja ta nie jest zapewne tak spójna, jak to sugeruje
Kotula. Można się jednak d o p a t r z e ć jej reminiscencji
np. w formacjach zwanych k r z y ż a k a m i ( w y s t ę p u j ą m.in.
w okolicach P r z e m y ś l a ) . Nie jest to bowiem echo b i t -

�wy pod Grunwaldem, czy wcześniejszych z m a g a ń z za­
konem krzyżackim. T y l e k r o ć już cytowany K i t o w i c z w
rozdziale O stanie duchownym,
pod h a s ł e m „ K r z y ż a c y "
podaje: „... z czerwonymi k r z y ż a m i na sukni wierzch­
niej, k t ó r z y się piszą „ S t r ó ż a m i Grobu B o ż e g o " « , dalej
n a s t ę p u j ą znane nam informacje o pochodzeniu zakonu
Bożogrobców i o ich stroju, do k t ó r e g o
nawiązują
ubiory straży spod P r z e m y ś l a .
Fakt ubierania straży grobowych w kostiumy „ T u r ­
k ó w " i nazywanie ich t y m mianem mieści s i ę również
w lokalnej, choć nieco szerszej niż poprzednia tradycji.
R o z p a t r y w a ć j ą można w kategoriach opozycji swój —
obcy, gdzie nazwa „ T u r c y " nie o z n a c z a ł a b y konkretnej
n a r o d o w o ś c i , lecz po prostu obcych, i n n o w i e r c ó w , po­
gan. W X V I I , a nawet X V I I I wieku Turek czy Tatar
byli synonimami „pogan", a określenia te stosowano
wymiennie. Należy p r z y p o m n i e ć , że w e d ł u g św. M a ­
teusza poganami byli legioniści, k t ó r y c h w y s t a w i ł Piłat,
na p r o ś b ę a r c y k a p ł a n ó w żydowskich, aby pełnili straż
przy grobie Jezusa. N i e k t ó r e apokryfy podają, iż w re­
zultacie cudu, k t ó r y zobaczyli, n a w r ó c i l i się oni i pier­
wsi zawiadomili lud o wydarzeniu, k t ó r e g o byli ś w i a d ­
kami .
Nadanie
strażom
grobowym p o g a ń s k i e g o
miana
„ T u r k i " , poparte orientalnym ubiorem tych żołnierzy,
stanowi symboliczne przeniesienie czasu i miejsca, w
k t ó r y c h dokonało się Zmartwychwstanie Jezusa Chrys­
tusa do czasu i obszaru, na k t ó r y m odbywa się w ł a ś ­
nie misterium z u d z i a ł e m s t r a ż y grobowych zwanych
„ T u r k a m i " . Zabieg ten przypomina w s p o m i n a n ą już
p r a k t y k ę m a l a r s k ą , k t ó r a osoby świętych przyobleka
w realia w s p ó ł c z e s n e t w ó r c o m dzieł, s p r a w i a j ą c , że
przedstawione
postacie i wydarzenia
przenoszą
się
z czasoprzestrzeni mitycznej do współczesności.
Możliwe są też inne w y j a ś n i e n i a genezy nazwy
„ T u r k i " . J u ż w trakcie redagowania tego tekstu z w r ó ­
cił m o j ą u w a g ę prof. Zbigniew Raszewski na fakt, iż
w n i e k t ó r y c h parafiach s t r a ż e grobowe p e ł n i o n e b y ł y
zapewne przez oddziały wojsk u t r z y m y w a n y c h przez
różnych m a g n a t ó w , k t ó r e to wojska, niekiedy fantazyj­
nie ubrane, nazywano „ T u r k a m i " .
P r z e j d ź m y teraz do opisu strojów i d z i a ł a ń straży,
15

zwanych T u r k a m i . W nieocenionym źródle wszystkich
m a t e r i a ł ó w etnograficznych, w „Wiśle"; czytamy na
p r z y k ł a d : „W Wielki P i ą t e k od godziny 3-ej po p o ł u d ­
niu, zbiera się na plebanii komplet cały s t r a ż y przy
Grobie, s k ł a d a j ą c y się z 12-tu żołnierzy (tak zwanych
„ T u r k ó w " ) i jednego dowódcy. U n i f o r m żołnierza sta­
nowi: 1) na głowie zawój (turban) biały z k i t ą nie­
bieskiego koloru; 2) bluza niebieska, k r ó t k a , do kolan
ze szlifami; 3) pas skórzany, szeroki, biały, od barku
prawego przez p i e r ś do lewego boku; 4) szabla w poch­
wie blaszanej na b i a ł y m pendencie w pół ciała; 5)
szarawary szerokie, czerwone; 6) buty z cholewami do
kolan lakierowane.
U n i f o r m dowódcy podobny, ale ozdobniejszy: kita
przy zawoju złota, szlify z frendzlą złotą, mundur k r o j u
huzarskiego, z żółtemi z t y ł u guzikami, szabla z ozdobniejszą rękojeścią. Cała ta komenda, m a j ą c księdza na
czele, wyrusza do kościoła, po czym d w u zostaje przy
grobie, reszta zaś wraca na p l e b a n i ę . Co dwie godzi­
ny dowódca z dwoma żołnierzami podąża do kościoła
dla zmiany w a r t y i p o z o s t a w i a j ą c d w u przyprowadzo­
nych w a r t o w n i k ó w , zabiera tych, co już wystali swoje
2 godziny. Zmiany te p o w t a r z a j ą się aż do rezurekcji.
Na rezurekcji cały oddział z d o w ó d c ą asystuje na­
b o ż e ń s t w u i uczestniczy w procesji. Po skończeniu na­
b o ż e ń s t w a , na czele straży ustawia się kapela w ł o ś c i a ń ­
ska i gra marsza, i tak o d p r o w a d z a j ą księdza z kościo­
ła na plebanię, gdzie dzielą się jajkiem i spożywają
święcone. To przyjęcie u proboszcza, zasiadanie do
wspólnego stołu z patrycjatem z miasta jest ogromnym
zaszczytem, dlatego też zaciągnięcie się do tej straży
jest utrudnione p e w n y m i w a r u n k a m i : przyjmuje się
do niej tylko młodzież wzorowego prowadzenia się
z p o m i ę d z y synów m i e s z c z a n - r o l n i k ó w i r z e m i e ś l n i k ó w ,
dobierając odpowiednich wiekiem, wzrostem i okazałą
p o s t a w ą . S t r a ż ta w tych samych ubiorach w y s t ę p u j e
też podczas procesji w święto Bożego Ciała Obroty,
prezentowanie broni
o d b y w a j ą się na k o m e n d ę pod­
ł u g reguł wojskowych. Podczas świąt wspomnianych
dla większego u ś w i e t n i e n i a n a b o ż e ń s t w a
w różnych
punktach miasta wyrostkowie strzelają z możdzierzów
i k l u c z ó w nabojami z prochu itp

o

93

I

�I I . 7. Kopia

najstarszego (prawdopodobnie z 1896 r.) zdjęcia

W wielu kościołach w okolicy Kutna, Łęczycy, Unie­
jowa w y s t ę p u j ą podobne straże przy Grobie Chrystusa,
ale umundurowanie ich jest i n n e " .
Jak z a n o t o w a ł pod koniec ub. stulecia Hieronim
Ł o p a c i ń s k i w Rychwale (ówczesny paw. k o n i ń s k i ) jest
tam zwyczaj, że „w W i e l k i P i ą t e k od godz. 5 pp. straż
przy grobie Chrystusa pełni 14 m ł o d z i e ń c ó w z ofice­
rem na czele, z m i e n i a j ą c się po k i l k u co p a r ę godzin,
a i do Wielkiej Niedzieli. Ubiór ich s t a n o w i ą czarne t u żurki z naszytymi papierowymi naramiennikami, b i a ł e
dolne ubranie z czerwonym lampasem, czapki czerwo­
ne, n i e o k r e ś l o n e j formy i stare płaszcze; zowią się oni
„ T u r k a m i " . Dotychczas wszystko dobrze — z a u w a ż a Ł o ­
paciński — ale co znaczy tych 14 d r a b ó w podczas su­
my w Wielką Niedzielę? Stoją oni 2 r z ę d a m i na ś r o d k u
kościoła w czapkach i t y l k o p r z e s z k a d z a j ą m o d l ą c y m
się, gdyż pan oficer od czasu do czasu komenderuje na
cały g ł o s : „ p r e z e n t u j b r o ń , prawe kolano skłoń, do
pochwy b r o ń " i t p . "
P r z e n i e ś m y się jednak na teren Rzeszowszczyzny,
gdzie tradycja s t r a ż y grobowych była i jest bardzo ży­
wa i barwna. „W Przeworsku, w kościele OO. Bernar­
d y n ó w , jest zwyczaj, że na p a m i ą t k ę dawnego zdarze­
nia „ T u r c y " p e ł n i ą służbę przy „Bożym grobie". Re­
k r u t u j ą się oni pośród p a r o b c z a k ó w najbliższych wiosek,
z Burdasza i Mokrej Strony. S t r ó j z w y k ł y uzupełniają
p r z e p a s k ą w p o ł o w i e ciała i idącemi od niej ukośnie
ku ramionom przez piersi i plecy pasami p ł ó c i e n n e m i .
Na głowę w d z i e w a j ą u ł a n k i a w r ę k u dzierżą broń —
dzidy staroświeckie. Na n i e m i e c k ą k o m e n d ę jednego
z mieszczan, ubranego w strój czerwony, niby po t u recku sporządzony, w y k o n y w a j ą
w kościele podczas
mszy r ó ż n e ziwroty i ruchy b r o n i ą . W W i e l k ą Niedziele
obchodzą przy odgłosie b ę b n a miejskich dygnitarzy:
burmistrza, wiceburmistrza, k i l k u zamożniejszych r a d ­
nych i nie radnych, w celu otrzymania d a t k ó w . Przy
podziale zebranej kwoty dochodzi nieraz do smutnych
zajść, gdy k t ó r y z ognistych „ T u r k ó w " zapragnie za bo­
haterskie swe czyny większej od drugich n a g r o d y " .
16

1 7

18

94

„Kilińszozaków"

z

Pruchnika,

woj.

przemyskie.

Mieszkańcy R a d o m y ś l a nad Sanem, gdzie T u r k ó w
nazywa się też „ b u ł g a r a m i " , początki tego o b r z ę d u lo­
kują w czasach odsieczy w i e d e ń s k i e j . W e d ł u g powszech­
nie znanej w tej miejscowości opowieści R a d o m y ś l a nie, b ę d ą c y w wojsku Jana I I I Sobieskiego, wracali
spod Wiednia, objuczeni ł u p a m i wojennymi, w ś r ó d k t ó ­
rych z n a j d o w a ł y się broń i ubiory tureckie. Czas ich
powrotu p r z y p a d ł na dzień Wielkanocy. Tuż przed
wejściem do miasteczka poprzebierali się w owe stroje,
gdyż, jak głosi jedna z wersji, ubiór m i e l i j u ż bardzo
zniszczony, j a k m ó w i zaś druga
p o n i e w a ż chcieli
w y w o ł a ć szczególny efekt swym pojawieniem się. Miesz­
k a ń c y miasteczka na widok „ T u r k ó w " uciekli w po­
płochu, oddział zaś w z w a r t y m szeregu p o m a s z e r o w a ł
do kościoła, by podziękować Matce Boskiej za szczęśli­
w y p o w r ó t , żołnierze zaś widząc, że przy grobie nie
ma ż a d n e j s t r a ż y , sami zaciągnęli w a r t ę . Niektórzy
informatorzy t w i e r d z ą , że stało się to w W i e l k i P i ą ­
tek, inni, że w W i e l k ą Niedzielę, podczas rezurekcji.
Pierwsza wersja uzasadnia zwyczaj trzymania straży
przy grobie Jezusa, druga
możliwość asystowania
„ T u r k ó w " w czasie reaiurekcji i ich późniejsze radosne
parady.
Strój w s p ó ł c z e s n y c h „ T u r k ó w " z R a d o m y ś l a ( i l . 10)
s k ł a d a się z czerwonych „ s z a r a w a r ó w " , niebieskiej k u r t ­
k i d w u r z ę d o w e j o wojskowym k r o j u , z efektownymi
epoletami. Przepasani są b i a ł o - c z e r w o n y m i szarfami (w
pasie i na skos przez p i e r ś i plecy). Po lewej stronie
od epoletu odchodzi współczesny, ozdobny sznur wojs­
kowy. Na głowach m a j ą o k r ą g ł e czapki bez: daszków,
ozdobione k o r a l i k a m i i cekinami. Z przodu, z p ę k u ko­
gucich piór, wystaje k i l k a dłuższych, bażancich. Tuż
pod t y m umieszczają dystynkcje s k ł a d a j ą c e się z gwiaz­
dy i półksiężyca, r ó ż n i ą c e się k s z t a ł t e m w zależności
od rangi. Na czele ich stoi „basza", choć raczej panuje
on, niż dowodzi. Pomaga mu dwóch a d i u t a n t ó w — „ k o ­
gutów". Dawniej było ich czterech, w y s t ę p o w a ł też
„ d o r a d c a " — kwatermistrz, k t ó r y do swojej manierki,
czyli „ferflaszy" zbiera! rozmaite t r u n k i , przy czym

�mieszał je ze sobą p r z y g o t o w u j ą c „ t u r e c k i " n a p ó j , k t ó ­
r y m częstował p r z e c h o d n i ó w " .
Przygotowanie musztry rozpoczynano dawniej na
długo przed Wielkanocą. Dowódcą s t r a ż y z o s t a w a ł , jak
w większości wsi gdzie zwyczaj ten jest znany, pod­
oficer rezerwy. Okres k i l k u tygodni w y s t a r c z a ł
na
sprawdzenie możliwości nowych k a n d y d a t ó w i szlifo­
wanie umiejętności całego o d d z i a ł u . Wielu „ T u r k ó w "
z obecnej formacji
pracuje poza R a d o m y ś l e m , nie­
mniej jednak na czas p r z y g o t o w a ń do uroczystości bio­
rą oni u r l o p y i uczestniczą w obrzędzie. B y w a że przy­
jeżdżają n a ń chłopcy, którzy przenieśli się do innych
miast, chcą jednak b r a ć udział w paradach i czuwa­
niu przy Bożym Grobie. Publiczne w y s t ę p o w a n i e
ddzialu rozpoczyna się j u ż w Wielką Sobotę (rezurekcja
odbywa się w R a d o m y ś l u tego dnia wieczorem). „ T u r k i " uczestniczą jako asysta proboszcza przy święceniu
jadła, ognia i wody. Podczas rezurekcji strzelają z moź­
dzierzy. Nad ranem w Niedzielę W i e l k a n o c n ą b u d z ą
księdza, k t ó r y przyjmuje raport od dowódcy. Z o d k r y ­
t y m i g ł o w a m i i o b n a ż o n y m i szablami uczestniczą w
porannym n a b o ż e ń s t w i e , by po n i m odwiedzić probosz­
cza na wielkanocnym śniadaniu, po czym obchodzą po­
bliskie wsie i domostwa w R a d o m y ś l u .
Nie bez znaczenia przy uczestnictwie w tych o b r z ę ­
dach jest motywacja finansowa. K a ż d y gospodarz, przed
domem którego czynią pokazy musztry, poczuwa się
do obowiązku d a ć i m przynajmniej 100 zł zgodnie
z powszechnym przekonaniem, że wszystko co poniżej
tej sumy to „nie pieniądz". „Basza" składa przy tej
okazji k a ż d e m u z o f i a r o d a w c ó w rymowane powinszo­
wanie, początkowo zindywidualizowane, później, gdy
w y p i t y alkohol da z n a ć o sobie — stereotypowe .
W pobliskiej Woli Rzeczyckiej zwyczaj ten w p r o ­
wadzono ok. 1914 r. Miejscowe „Tumki" p o c z u w a j ą się
t u do konkurencji z „ w o j s k i e m " R a d o m y ś l a . Sposób
musztry jest t u o wiele bardziej rygorystyczny, na m o d ­
łę p r u s k ą . „ K o g u t y " w czarnych strojach strażackich,
w spiczastych czapach „ u t k a n y c h " z papierowych k w i a ­
tów p r z y p o m i n a j ą „ d o c h t o r ó w " z R a d o m y ś l a . Podobnie
20

II.

8. „Kilińszczacy",

w cywilu

jak tam, t a ń c z ą oni z szablami z w r a c a j ą c na siebie u w a ­
gę p r z e c h o d n i ó w . Gdy cichną dźwięki orkiestry od­
działy w o b y d w u wsiach p o r u s z a j ą się spokojnym, luź­
nym krokiem. W Woli Rzeczyckiej w t a ń c a c h uczest­
niczy też „basza" w swej tureckiej kapie. Obydwie
wsie m a j ą też poczty sztandarowe.
„ T u r k i " w Gniewczynie Przeworskiej i Ł a ń c u c k i e j
z a c h o w a ł y swe miano m i m o strojów p r z y p o m i n a j ą c y c h
uniformy
z czasów K s i ę s t w a Warszawskiego. Jeden
z o d d z i a ł ó w uzbrojony jest w szable ( i l . 1, 2, 3), d r u g i
w k a r a b i n y ( i l . 3). Po sumie, na wygonie przed ple­
b a n i ą w Gniewczynie Przeworskiej, dają oni pokaz
musztry. W y g r y w a ten oddział, który zbierze najwięcej
o k l a s k ó w . F i g u r y musztry są t u tak skomplikowane,
że p a t r z ą c y ma w r a ż e n i e , iż znajduje się na egzotycz­
n y m wschodnim stadionie, podczas w a ż n e j uroczystości
p a ń s t w o w e j . D o w ó d c a zwycięskiego oddziału prowadzi
potem obydwie grupy w t r i u m f a l n y m marszu wokół
kościoła, popisując się w o l t a m i swej szabli.
Dawniej w obydwu wsiach istniało 5 „partii T u r ­
k ó w " . Do dzisiaj z a c h o w a ł y się t y l k o dwie. Obecny strój
wprowadzono przed 60 laty. Poprzedni m u s i a ł zapewne
p r z y p o m i n a ć ubiory straży z Woli Rzeczyckiej i Ra­
domyśla.
W Starej
Sarzynie zwyczaj straży przy grób;?
Chrystusa znany jest zaledwie od k i l k u lat. W p r o w a ­
dził go miejscowy proboszcz, u m i e j ę t n i e w y k o r z y s t u j ą c
dziecięcą k o n k u r e n c j ę p o m i ę d z y miejscowymi dziew­
czynkami i c h ł o p c a m i . Najstarsi z tej straży m a j ą ok.
14 lat, n a j m ł o d s i ok. 5-ciu. Liczba ich zmienia się k a ż ­
dego roku, ale zawsze jest ich t y l u , że w y p e ł n i a j ą p r z y ­
najmniej 5—6 wozów, gdy j a d ą asystować księdzu p r z /
ś w i ę c e n i u j a d ł a . Najstarsi chłopcy ubrani są w stroje
n a ś l a d u j ą c e pancerze legionistów P i ł a t a ( i l . 9). Papie­
rowe ich h e ł m y pokryte są s r e b r n ą farbą. Zbroje s k ł a ­
dają się z metalowych łusek pomalowanych f a r b ą te­
go samego koloru. Wszyscy m a j ą szerokie tasaki, dość
topornej roboty, ale wykonane ze stali kwasoodpomej
(bliskość COP-u, ciekawy p r z y k ł a d w p ł y w u uprzemys­
łowienia na rozwój polskiego folkloru). Młodsi chłopcy

skarbnik

i kronikarz

oddziału.

95

I

�I I . 9. Najstarsi

chłopcy

ze straży

grobowej, Stara

są ubrani w niebieskie, u ł a ń s k i e uniformy z okresu na­
poleońskiego. W dłoniach dzierżą lance z b i a ł o - c z e r w o ­
nymi proporczykami. Dziewczynki
w y s t ę p u j ą w bia­
łych, długich sukienkach, jak do k o m u n i i . Na g ł o w a c h
m a j ą w i a n k i z bukszpanu lub barwinka. Wzory s t r o j ó w
u ł a ń s k i c h podpatrzono w sąsiednich wsiach. Pozostałe
projektowano w s p ó l n i e z k s i ę d z e m .
Wszyscy t r z y m a j ą s t r a ż przy grobie Jezusa. Z m i e ­
niają sie. na k o m e n d ę najroślejszego chłopca ubranego
w strój legionisty Piłata. Razem z k s i ę d z e m u d a j ą się
wozami do wszystkich miejsc, w k t ó r y c h odbywa się
święcenie j a d ł a . W i e r n i o d k ł a d a j ą część święconego dla
oddziału. Dzieci o r g a n i z u j ą sobie potem w s p ó l n ą ucztę.
Podczas święcenia j a d ł a jeden z chłopców ubranych
w strój legionisty trzyma księdzu naczynie z wodą ś w i ę ­
coną.
Po drugiej stronie Sanu, niemal na wprost Rado­
myśla, znajduje się wieś Majdan Zbydniowski, z k o ś ­
ciołem parafialnym w Zaleszanach. Miejscowa straż na­
zywa się tam „wojskiem K o ś c i u s z k o w s k i m " lub „ K r a ­
kusami". W 1926 roku we wsi tej obchodzono podobno
80-lecie założenia tej formacji. Jeden z najstarszych
m i e s z k a ń c ó w wsi Jan Madej (ur. w 1891 — zm. w 1977),
twierdził, że oddział p e ł n i ą c y straż w kościele w Zale­
szanach został sformowany w 1818 roku. T w ó r c ą od­
działu miał być pradziad informatora. Znaczyłoby to,
że historia miejscowej straży liczy sobie 162 lata.
Z w y w i a d ó w wynika, iż dawniej były tam 3 d r u ­
żyny etatowe, liczące razem 60 ludzi. P i e r w s z ą t w o r z y ­
l i karabinierzy ubrani w „ p l ó c i a n k i " (?). Na g ł o w a c h
nosili o k r ą g ł e czapki p r z y p o m i n a j ą c e francuskie dekla.
Karabiny mieli wykonane z drewna, lufy
malował:
s r e b r n ą farbą. Broń b y ł a „dobrze wyrobiona, tak że
ludzie myśleli że to prawdziwe". Pozostałe dwie d r u ­
żyny składały się z k o s y n i e r ó w ubranych w sukmany
i rogatywki, uzbrojonych w kosy oprawne na sztorc.
Przed wojną w oddziale było już t y l k o 26 osób i tyle
liczy do dzisiaj. Mają bluzy wojskowe oraz rogatywki
z daszkiem. Dodają do nich b a ż a n c i e i pawie pióra.
Uzbrojenie s k ł a d a się z szabel różnego pochodzenia

96

Sarzyna, woj. rzeszowskie.

(podczas I wojny ś w i a t o w e j front austriacko-rosyjski
z n a j d o w a ł się na l i n i i Sanu).
Wszyscy „ p o w o ł a n i " do oddziału musieli wcześniej
odbyć służbę w o j s k o w ą . Dowódcą z o s t a w a ł zawsze pod­
oficer rezerwy. Ćwiczenia rozpoczynano zwykle na 2
tygodnie przed Wielkanocą. Do o d d z i a ł u wybierano m ę ż ­
czyzn nawet 70-letnich, jeśli zachowali s p r a w n o ś ć i od­
znaczali się o d p o w i e d n i ą a p a r y c j ą . Dowódcą zostawał
człowiek starszy, na ogół już siwy. Przed w o j n ą „żoł­
nierze" musieli mieć wąsy, gdy k t ó r y ś ich nie m i a ł ,
doklejano mu je. „Z w ą s a m i , mówili, żc to p e ł n y żoł­
nierz, dojrzały". Przed n o w y m zaciągiem d o w ó d c a od­
działu robił m u s z t r ę i tych, którzy nie odpowiadali
jego wymaganiom, o d r z u c a ł . Przed Wielkanocą robiono
specjalną listę k a n d y d a t ó w p r z y s t ę p u j ą c y c h do takiego
egzaminu. Stroje zamawiano w pobliskich miastach,
a po ostatniej wojnie m a t e r i a ł na nie sprowadzano
z Lodzi.
Oddział „ K r a k u s ó w " wyrusza z Majdanu w Wielki
Piątek ok. godz. 14-ej, maszeruje 7 k m do kościoła w
Zaleszanach, gdzie po nieszporach obejmuje
wartę.
Dawniej stało się całą noc, teraz tylko doputy, dopóki
w kościele są j a c y ś ludzie. W Wielką Sobotę straż trzy­
mana jest od rana. K a ż d a zmiana stała dawniej ok.
godziny, teraz tylko 20 m i n u t „bo młodziki nie w y ­
t r z y m u j ą tak długo".
Wierni już w kościele o d k ł a d a j ą k a w a ł e k święconego
dla straży. Przed w o j n ą zbierano jajka „na proch dla
wojska". Po wojnie zostało to zabronione jako przejaw
ż e b r a c t w a . Od tego czasu zdyscyplinowani wojacy cho­
dzą tylko do tych d o m ó w , do k t ó r y c h ich uprzednio
zaproszono. Przed wojną zbierano też proch na potrze­
by oddziału. Nabijano n i m moździerze by dać z ni=h
salwę podczas rezurekcji. Oddział odwiedzał też poblis­
k i m a j ą t e k H o r o d y ń s k i c h , k t ó r e g o właściciel
ofiarowawszy „ w o j s k u " b e c z u ł k ę piwa, sam b r a ł szablę i w y ­
d a j ą c komendy s p r a w d z a ł s p r a w n o ś ć oddziału. Podczas
wszystkich tych odwiedzin adiutant dowódcy s k ł a d a ł
k a ż d e m u z odwiedzanych rymowane powinszowania (na­
w i ą z u j ą c zawsze do tematu Zmartwychwstania).

�II.

10.

Poczet

sztandarowy, z prawej „basza", z lewej
n/Sanem, w o j . tarnobrzeskie.

Kłopoty oddziału zaczęły się podczas okupacji
zakopano wówczas m u n d u r y i szable, a w pierwszych
latach po wojnie obawiano się je p r z y w d z i a ć . W póź­
niejszym okresie członkowie oddziału postanowili swe
barwne widowisko u d o s t ę p n i ć nie tylko parafianom Za­
leszan, u ś w i e t n i a j ą c s w ą p a r a d ą (wielokrotnie) p a ń s t w o ­
we święto 1 maja w Rozwadowie i Stalowej Woli.
Ostatni raz b y l i tam 5 lat temu. Proponowano i m w ó w ­
czas wyjazd do Warszawy, ale o d m ó w i l i gdyż nie zgo­
dzono się by w y s t ą p i l i ze sztandarem o d d z i a ł u .
Tradycje k o ś c i u s z k o w s k i e m i a ł y w p ł y w na k s z t a ł t
m u n d u r ó w straży w Pruchniku k o ł o J a r o s ł a w i a . Od­
dział utworzono w roku 1894, w stulecie Insurekcji
Kościuszkowskiej i * . Z roku 1896 pochodzi najstarsze
zdjęcie tej formacji ( i l . 7). Popularnie nazywa się ich
„Kilińisaczaikaimi" lub Grobowcami, a oficjalnie Hono­
rową Strażą Bożego Grobu. S t r a ż grobowa istniała w
Pruchniku jeszcze przed rokiem 1894. Strój ich b y ł
„mieszczański", na g ł o w a c h mieli czamary. Ubiór obo­
wiązujący do dzisiaj (kontusze) uszyto na wzór tego
jak nosił Kiliński ( i l . 8). P o m o c ą służył ówczesny k s i ą d z
kanonik Grzegorczyk. Inicjatorem całego p r z e d s i ę w z i ę ­
cia był cech szewski, którego bractwo religijne m i a ł o
najsilniejszą pozycję pośród innych s t o w a r z y s z e ń cecho­
wych. Ufundowali nawet o ł t a r z w kościele, „Ołtarz św.
K r y s p i a n ó w " , p a t r o n ó w zawodu. W czasie gdy f o r m o w a ł
się nowy profil straży grobowych w miasteczku było
ponad 50 rodzin szewskich. Na pierwszym zdjęciu od­
działu znalazło się dziesięciu szewców i trzech bedna­
rzy. Pierwszym prezesem i skarbnikiem był Michał
Gryziecki. Stracił on swój kontusz podczas I wojny
światowej. Odjechał w n i m kozak stacjonujący u niego
na kwaterze.
Kontusze zamawiano u k r a w c ó w w Pruchniku i Ja­
rosławiu, a n i e k t ó r e części w y p o s a ż e n i a i ubioru spro­
wadzano ze Lwowa. Kontusz przekazywano z ojca na
syna a jeśli nie m i a ł o się męskiego potomka — n a j ­
bliższemu sąsiadowi. Wszyscy członkowie straży uzbro­
jeni są w przedwojenne szable u ł a ń s k i e . N i e k t ó r e z nioh
81

„kogut".

Radomyśl

b y ł y odtwarzane k i l k a lat temu. Robota ich jest zna­
komita, n i k t jednak nie zdradzi gdzie i przez kogo b y ł y
wykonane (czyżby z n ó w folklorogenny w p ł y w COP-u?).
Jedwabne chusty pod szyją noszą oni spięte spinkami
z wizerunkiem o r ł a - g o d ł a p a ń s t w o w e g o . Część z nich
została przez zapobiegliwych u ż y t k o w n i k ó w pozbawiona
koron d w a d z i e ś c i a k i l k a lat w c z e ś n i e j .
Wszyscy członkowie straży o p o d a t k o w u j ą się do­
browolnie. Ze s k ł a d e k tych t w o r z ą fundusz przezna­
czony na utrzymanie kontuszy. By go p o w i ę k s z y ć , od­
wiedzali dawniej pobliskie f o l w a r k i i gospodarstwa,
k t ó r y c h właściciele ofiarowywali i m niewielkie sumy.
W wielu wioskach Rzeszowszczyzny spotyka się
podczas Wielkanocy różnie ubrane s t r a ż e grobowe.
„ Ż o ł n i e r z e " s p r a w u j ą w a r t y w kościele w Leżajsku
(il. 4); dojeżdżają d o ń z pobliskich wiosek na rowerach,
p r z e d s t a w i a j ą c niecodzienny widok, zwłaszcza gdy uz­
brojeni są w lance i halabardy o n i e w i e l k i c h ostrzach.
Zwyczaj s t r a ż y grobowych w i ą ż e się napewno, jak
to p r z e d s t a w i ł e m na początku, z d a w n y m i misteriami
okresu Wielkanocy. P o r z ą d e k u t r z y m y w a n y przez nich
można odnieść do tradycji ewangelicznej. Dawniej, na­
śladując rzymskich żołnierzy, p e ł n i ą c y c h s t r a ż przy gro­
bie Jezusa, padali na ziemię po s ł o w a c h „ C h r y s t u s
Z m a r t w y c h w s t a ł " (czytamy to już w didaskaliach w i e ­
lokrotnie cytowanej Historii o chwalebnym
Zmartwych­
wstaniu
Pańskim).
Potem odwiedzali najpierw przed­
stawicieli elity miasteczka i samego k a p ł a n a , a n a s t ę p ­
nie wszystkich m i e s z k a ń c ó w okolicy, p r z y n o s z ą c swymi
r y m o w a n k a m i wieść o Z m a r t w y c h w s t a n i u , tak jak czy­
n i l i to apokryficzni legioniści P i ł a t a (por. przyp. 15).
Wszystkie oddziały uczestniczą też we mszach odpra­
wianych w tych dniach, oraz a s y s t u j ą księdzu przv
święceniu j a d ł a , wody i ognia.
Z m i a n y strojów o d d z i a ł ó w straży grobowych doko­
n y w a ł y się zapewne w e d ł u g k r y t e r i ó w estetycznych
i emocjonalnych. Najwięcej zespołów przywdziewa m u n ­
dury n a w i ą z u j ą c e do u n i f o r m ó w z o k r e s ó w : Insurekcji
97

�Kościuszkowskiej, K s i ę s t w a Warszawskiego, Powstania
Listopadowego, Wiosny L u d ó w .
Nie ma chyba podstaw do przypuszczeń, iż wyda­
rzenia historyczne w p ł y n ę ł y na sens tego obrzędu. Na­
leży sądzić, iż n a r u s z y ł y one t y l k o jego dotychczasową
„scenografię", tak jak to m i a ł o miejsce z „ t u r k a r n i "
z Gniewczyny, k t ó r y c h m u n d u r y w niczym nie przy­
p o m i n a j ą orientalnych, choć sama nazwa oddziału nie
uległa zmianie.
Większość przedstawionych opisów straży grobo­
wych pochodzi z t e r e n ó w Rzeszo wsaczyzny. Znane są
jednak teksty p o ś w i a d c z a j ą c e istnienie tego obrzędu w
Polsce centralnej — w Ł ó d z k i e m i na Mazowszu czy
też na Ż m u d z i i w K r a k o w s k i e m . Fakt, iż n a j w i ę k s z a
ilość opisów o b r z ę d u dotyczy Rzeszowszczyzny wynika
z egzotycznej b a r w n o ś c i tamtejszych zespołów straży.
Przykład Starej Sarzyny, w której obrzęd ten został
wprowadzony zaledwie k i l k a lat temu, sugeruje, iż
na terenie t y m m o g ą zachodzić analogiczne zjawiska.
Spore znaczenie dla żywotności tego o b r z ę d u musi m i s ć
również motywacja w s p ó ł z a w o d n i c t w a zespołów z po­
bliskich wsi. Nie u d a ł o m i się znaleźć m a t e r i a ł ó w pot­
w i e r d z a j ą c y c h istnienie tego zwyczaju na terenach Pol­
ski P ó ł n o c n e j , W a r m i i , Białostocczyzny, Śląska, P o z n a ń ­
skiego, co nie znaczy, że nie był on tam znany a cał­
kiem możliwe, że z a c h o w a ł się do dzisiaj. Warto b y ł o ­
by, wzorem X I X - w i e c z n y c h
zbieraczy
zwrócić
sie
z apelem do wszystkich m i ł o ś n i k ó w folkloru o zbiera­
nie danych dotyczących tego o b r z ę d u
2 3

24

PRZYPISY
1

K . Hofman, „Rycerze"
przy Grobie
Chrystusa,
„Wisła" t. 11, 1896, s. 224.
A . Karczmarzewski, Obrzędy
i zwyczaje
doroczne
wsi rzeszowskiej,
Rzeszów 1972, s. 61.
Ewangelia wg. św. Mateusza, 27; 62—66.
A. Karczmarzewski, op. cit., s. 61 — oraz Z. de
Bondy, Słownik
rzeczy
i spraw
polskich,
Warszawa
1934, s. 294: „poczynając od średniowiecza i niemal do
końca X V I I I w i e k u w W i e l k i m Tygodniu odgrywano
po miastach i wsiach polskich misterja, k t ó r y c h t r e ś ć
z a c z e r p n i ę t a b y ł a z historii Męki P a ń s k i e j " .
H . Łopaciński, Rycerze
przy grobie
Chrystusa,
„Wisła" t. 14, 1900, s. 311.
« Historyja
o chwalebnym
Zmartwychwstaniu
Pań­
skim, W r o c ł a w — Warszawa 1971, s. X I I I — X V I , tam
też na s. C I I I — C V I znajduje się bibliografia dotycząca
teatru i dramatu liturgicznego.
J. Kitowicz, Opis obyczajów
za panowania
Au­
gusta III, W r o c ł a w — Warszawa 1972, s. 40—50 i 53—54;
również ciekawe informacje w rozdziale O
Kwietnej
Niedzieli, s. 50—52.
t a m ż e , s. 51—52.
Historyja...,
o p cit., s. 132.
M . Rawicz-Witanowski, Rycerze
przy
Grobie
Chrystusa,
„Wisła" t. 12, 1898, s. 288—289.
F. Kotula, Echo minionych
stuleci czyli
„turki",
„Magazyn K u l t u r a l n y " , r. 1979, nr 1, s. 50—53.
" t a m ż e , s. 53.
» t a m ż e , s. 52/53 — jeden z i n f o r m a t o r ó w K o t u l i
twierdzi, że s t r a ż w Gniewczynie Ł a ń c u c k i e j datuje
się od czasu napadu tatarskiego, k t ó r y n a s t ą p i ł pod­
czas Wielkanocy. S t r a ż przy grobie t r z y m a l i w ó w c z a s
Turcy i dlatego teraz tak się to nazywa. Kotula: „ t r u d ­
no jednoznacznie w y j a ś n i ć , co to może oznaczać; czyż­
by straż t r z y m a ł a j a k a ś dworska służba, z turecka prze­
brana?" Był też Kotula w miejscach, gdzie w a r t ę trzy­
m a j ą strażacy. Pisze o n : „zrodziło to we mnie m y ś l
że owe w s p ó ł c z e s n e straże to po prostu dalekie echo
pogotowia pirzeciwtatarskiego i że jest to dzieło Bo­
żogrobców, k t ó r z y powołali rodzaj samoobrony społecz­
nej od z e w n ę t r z n e g o n i e b e z p i e c z e ń s t w a "
J. Kitowi.cz, op. c i t , s. 136.
por. Żywot
Pana i Boga Naszego Jezusa
Chrys­
tusa..., Częstochowa 1830, s. 259.
2

3

4

5

7

8
9

1 0

31

1 1

1 5

Fot.

14

Drobiazgi
ludoznawcze,
R. Orczykowski,
Opis
straży
przy Grobie Pana Jezusa,
„ W i s ł a " t. 15, 1901,
s. 645—€46.
» H . Łopaciński, Do art
„Rycerze
przy
grobie
Chrystusa",
„ W i s ł a " t. 12, 1898, s. 522—523, przedruk
z „ K u r i e r a Porannego" nr 106 z dn. 18IV1898, b ę d ą c y
k o r e s p o n d e n c j ą z R y c h w a ł u w pow. K o n i ń s k i m
gub.
Kaliskiej.
" A . Saloni, Lud Przeworski,
„Wisła", t. 12, 1898,
S. 55—56.
» A . Karczmarzewiski, op. cit., s. 67.
*&gt; informacje u z y s k a ł e m w 1978 i 1979 r. od miesz­
k a ń c ó w R a d o m y ś l a , ks. Proboszcza Niziołka, jego gos­
podyni Zygmunta R a c z y ń s k i e g o , będącego faktycznym
organizatorem o b r z ę d u i im
i informacje Edwarda Jurczyka i B r o n i s ł a w a L a ­
tawca. Wvwiady w dyspozycji Katedry Etnografii U.W.
Ten pierwszy b ę d ą c obecnie „ l e k a r z e m " oddziału opi­
sał w y g l ą d dawnego m u n d u r u „lekarza": bluza biała
z 'czerwonymi wypustkami i l a m ó w k a m i tegoż koloru
na r ę k a w a c h patkach i klapach. Obecny strój nie róż­
ni się niczym od „ w o j s k o w e g o " , poza o p a s k ą i chleba­
kiem turystycznymi z czerwonym krzyżem.
te i n a s t ę p n e informacje u z y s k a ł e m w 1979 r.
od W ł a d y s ł a w a J a r z ą b k a , obecnego skarbnika i k r o n i ­
karza oddziału.
*» o t y m ostatnim patrz a r t y k u ł F. K o t u l i , Dębo¬
wieckie
wojsko,
„ M a g a z y n K u l t u r a l n y " , r. 1978 nr 2,
s, 62—64. Jest tam opis ,'ukrycia" się uniformu G w a r d i i
Narodowej, z tego okresu, w stroju straży grobowej.
Autor opisuje też zmiany j a k i m p o d l e g a ł ten strój w
okresie ostatnich kilkudziesięciu lat. J a k i ś jego ele­
ment &lt;np. nakrycie g ł o w y ) uległ c a ł k o w i t e j zmianie,
tylko dlatego że (można było w ł a ś n i e k u p i ć stroje z de­
mobilu, lub po r ó w n i e niskich cenach z innych źródeł.
Opisy s t r a ż y grobowych znaleźć można, poza cy­
t o w a n y m i w y ż e j publikacjami,
w : M . Wołonezewski,
Biskupstwo
zmudzkie,
K r a k ó w 1898, s. 228. „ D a w n i e j
k u końcowi Wielkiego Tygodnia kilkudziesięciu m ł o d y c h
c h ł o p c ó w p r z e b i e r a ł o się po żołniersku, uzbrajali się
w szable i strzelby i strzegli grobu Zbawiciela. Gdy
na warcie s t o j ą c y m godzina m i n ę ł a , obrany spomiędzy
nich d o w ó d c a rozkazawszy jednemu u d e r z y ć w b ę b e n
wchodził p o w a ż n y m marszem do kościoła i z m i e n i a ł
warte Tak czynił co rodzina aż do c h w i l i z m a r t w y c h ­
wstania Chrystusa z grobu". '
Drobiazgi
ludoznawcze.
Rycerze
przy grobie
Chrys­
tusa, „Wisła" t. 17, 1903, s. 510 — opis s t r a ż y ; „W k o ś ­
ciele parafialnym w e wsi Kunczyn, w pow. Mazowiec­
kim
gub Ł o m ż y ń s k i e j (...) chłopcy od 18 do 20 lat
mający... stoją na s t r a ż y po dwóch, jeden z jednej,
drugi z drugiej strony grobu. U b r a n i są w papierowe
h e ł m y na głowie, w r ę k a c h mają toporki".
W. Flaczyńskd, Rycerze przy grobie Chrystusa,
„Wis­
ła", t. 11, 1897, s. 416— „(...) podobny zwyczaj prze­
c h o w a ł się na trakcie z Łodzi do Kalisza, w mieście
powiatowym
Ł a s k u w gub. Piotrkowskiej.
„Rycerze"
w y s t ę p u j ą t a m w strojach stylowych, w pancerzach
i h e ł m a c h z grzebieniami z piór, i uzbrojeni są w ha­
labardy. Jest ich 12Jtu. Dowódca ich (...) w y r ó ż n i a się
p u r p u r o w y m płaszczem, złotym h e ł m e m z d ł u g i m p i ó ­
ropuszem, oraz szerokim mieczem. Prócz strzeżenia gro­
bu (po czterech na z m i a n ę ) , a s y s t u j ą w komplecie przy
mszy w pierwszy i d r u g i d z i e ń Wielkie] Nocy, oraz
po d w ó c h z d o w ó d c ą na czele p r z e p r o w a d z a j ą księdza
do kazalnicy i z powrotem. Jaskrawe stroje, c h r z ę s t
zbroi i ceremonialne woltv tych „ r y c e r z y " p o c h ł a n i a j ą
cała u w a g ę zebranych
Rycerze" r e k r u t u j ą s e
wy­
łącznie ze sfery rzemieśLni.czej",
K r ó t k i e informacje o s t r a ż a c h grobowych znaleźć
m o ż n a w art. Różne loiadomości
— Straż przy
grobie
Chrystusa
Pana, „Wisła", t. 17, 1903, s. 127; O. K o l ­
berg, Mazowsze I , s. 134, Krakowskie
I , s. 280,
Kalis­
kie, cz. I , seria X X I I I — w y d . I , s. 82; M . Rawicz¬
- Wilanowski, Obchód
grobu Chrystusa
Pana, „Tydzień
Piotrkowski", t. X X I I , s. 11; „Gazeta Kaliska", R. 1897,
nr 32; „Orli L o t " , t. 9, s. 192; t. 10, s. 158; t. 14, s. 43.
W latach 1978—1980 w czasie b a d a ń terenowych
organizowanych przez P a ń s t w o w e Muzeum Etnograficz­
ne w Warszawie z e b r a l i ś m y w s p ó l n i e z Krzysztofem
Chojnackim m a t e r i a ł y dokumentacyjne (fotografie
fil­
my) o ,:turkach" z R a d o m y ś l a
Woli
Rzeczyckiei
i Gniewczyny.
"
'
fi

2 4

;

autor

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6853" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6833">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/529edfdecbfe9d883f2227b337d50992.pdf</src>
        <authentication>0903b4aa4017ea3a77d7bd8af8802387</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81708">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3246</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81709">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81710">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3042</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81711">
                <text>Wokół fotografii nagrobnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81712">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.69-82</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81713">
                <text>Kubiak, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81714">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81715">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81716">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81717">
                <text>Krzysztof Kubiak

W O K Ó Ł FOTOGRAFII

NAGROBNEJ

F o t o g r a f i a , „zdjęta z kogoś", j a k mówiono w dziewiętnastym

doskonalsze, są często w złym stanie; mają r y s y , zacieki, p l a m y ,

w i e k u , jest p r z e d m i o t e m silnie działającym n a wyobraźnię, p r o ­

spękania. W p ł y w n a te defekty m a nie t y l k o pogoda ale i ludzie.

wokującym

do i d e n t y f i k o w a n i a j e j z osobą

fotografowanego.

Ostatnio

słyszy

się o kradzieżach

co bardziej

atrakcyjnych

„Pewnego d n i a , już dość dawno t e m u wpadła m i w ręce fotografia

zdjęć z nagrobków. Czasami kończy się n a próbie kradzieży,

ostatniego

Powiedziałem

k i e d y n i e w p r a w n a ręka złodzieja kaleczy fotografię i wówczas

sobie w t e d y ze zdziwieniem, które nie opuszcza m n i e do d z i s i a j :

już n i e opłaca m u się j e j wyjmować. T a k i e zdjęcie pozostaje n a

oglądam oczy, które widziały cesarza."

p o m n i k u . N a t o m i a s t w zdjęciach nowszych często widać rękę

b r a t a Napoleona,

Jerome'a

(1852).
1

W k u l t u r z e l u d o w e j fotografia a m a t o r s k a rozpowszechniła
dię dopiero w l a t a c h p o w o j e n n y c h . Przed wojną istniało niewiele
zakładów fotograficznych, zdjęcia były kosztowne.

Najczęściej

Wyraźnie rośnie liczba f o t o g r a f i i w l a t a c h siedemdziesiątych,

fotografo­

k i e d y rozpowszechniają się n a wsiach i w małych miasteczkach

korzystano z usług fotografów o b j a z d o w y c h . Dzisiaj
wanie stało się zwyczajem
świąt

i

uroczystości.

przyjętym, n i e o d z o w n y m

Można

wyodrębnić

fotografa a m a t o r a — zdjęcia te są technicznie niechlujne, z w y k l e
nieostre, najczęściej d o t y c z y t o zdjęć w plenerze.

elementem

właściwą

fotografii

n a g r o b k i l a s t r i k o w e (dotyczy

t o głównie w s i ) . Przedstawiam

3 w y k r e s y obrazujące tendencje w z r o s t u liczby f o t o g r a f i i w cza­

chłopskiej estetykę, elementy m i t o l o g i i , zespół wierzeń o charak­

sie ( i l . 2 — 4 ) . L i n i e pierwszego w y k r e s u prezentują

terze m a g i c z n y m .

wzrostową zdjęć n a czterech cmentarzach prawobrzeżnej Wisły,

tendencję

ludowej

w okolicach Opola Lubelskiego. Są t o t r z y cmentarze małomias­

późno, później niż pamiątkowe zdjęcia ślubne, czy z i n n y c h uro­

teczkowe (Opole L u b . , Chodel i R y b i t w y — f a k t y c z n i e cmentarz

czystości. P r z y c z y n tego jest wiele. T r a d y c y j n a k u l t u r a naszego

Józefowa n/Wisłą). J e d y n y m p r a w d z i w i e w i e j s k i m jest c m e n t a r z

l u d u n i e znała przedstawień zmarłych t y p u m a s k i {efigies).

Naj­

w K a r c z m i s k a c h . Obszar p o drugiej stronie Wisły przedstawiony

popularniejsza f o r m a g r o b u — mogiła z d r e w n i a n y m krzyżem,

jest n a wykresie d r u g i m . Również i t u t a j t r z y pierwsze miejsco­

Fotografia

n a g r o b n a przedostaje

się do k u l t u r y

nie sprzyjała u s y t u o w a n i u f o t o g r a f i i . D o c h w i l i pojawienia się

wości t o małe miasteczka — największe t o L i p s k o , p o t e m Soleo

n a g r o b k a lastrikowego fotografie nagrobne n a cmentarzach wiej­

n/Wisłą, Ciepielów. Pawłowice t o duża wieś.

skich i małomiasteczkowych występowały sporadycznie, zazwy­
czaj n a grobach ziemian i bogatszych

mieszczan.

Dane

o ilości zdjęć n a g r o b n y c h , zwłaszcza w

dekadach

wcześniejszych, n i e są w pełni w i a r y g o d n e . W i e l e zdjęć zostało

W o s t a t n i c h l a t a c h wygląd cmentarza zmienił się r a d y k a l n i e .

umieszczonych dużo później, g d y r o d z i n a stawiała k a m i e n n y n a ­

Można mówić o postępującej u r b a n i z a c j i — aleje, chętnie asfal­

grobek

towane, często oświetlone, g r o b y stawiane są w szeregach, zaś i c h

d a n y c h s t a t y s t y c z n y c h , lecz tendencję w z r o s t u liczby zdjęć, bez

f o r m a ewoluuje w k i e r u n k u grobowców. U r b a n i z a c j a osiąga stan,

liczenia procentów i stosunków nagrobków ze zdjęciami d o n a ­

l u b odnawiała s t a r y . N i e prezentuję t u więc ścisłych

w którym ilość „żywej z i e m i " zmniejsza się błyskawicznie. Jest

grobków bez zdjęć ( t y m zajmę się w innej p r a c y ) . N a dwóch w y ­

ona z a b u d o w y w a n a płytami grobów, asfaltem alejek, i t p . Coraz

kresach widać różnicę pomiędzy s k r a j n y m i k r z y w y m i . Różnica

częściej k o n t a k t z ziemią o d b y w a się za pośrednictwem doniczek

t a n a p i e r w s z y m wykresie może być wyjaśniona skalą miejsco­

l u b specjalnych k o r y t e k . P o j a w i a się za t o cala sfera mnemonicz-

wości. T r z y wysoko podniesione linie odnoszą się do zdj^ć z cmen­

na, n i e występująca w t a k i e j formie d a w n i e j . G r o b y

wiejskie

t a r z y m i e j s k i c h . K a r c z m i s k a — t o t y p o w a wieś. A zatem istnieje

zaczynają mieć trwałe i n s k r y p c j e , p o t e m zaś p r z y c h o d z i zdjęcie.

wyraźna różnica pomiędzy m i a s t e m a wsią p o d względem ilości

Właściwie nie p r z y c h o d z i a „ o p a d a " , przejęte z k u l t u r y wysokiej

zdjęć n a g r o b n y c h . Podobnie jest n a wykresie t r z e c i m , gdzie p o ­

i teraz już rozsiadło się wygodnie i pewnie n a dłużej, stając się

między „metropolią", jaką jest Łańcut, a stale podupadającą

również częścią k u l t u r y l u d o w e j ; cmentarze wiejskie stają się

Sieniawą istnieje kolosalna różnica w ilości zdjęć n a g r o b n y c h .

a l b u m a m i najbliższej o k o l i c y .

Różnice pomiędzy c m e n t a r z a m i p r z e d s t a w i o n y m i n a wykresie I I

Pojawienie się zdjęć n a cmentarzach każe odpowiedzieć n a

nie są t a k duże, czego łatwo wyjaśnić się nie da. Cmentarz w Paw­

k i l k a pytań. P o pierwsze — k i e d y zwyczaj umieszczania foto­

łowicach jest dosyć s t a r y (najstarsze g r o b y datowane n a Jata

g r a f i i n a cmentarzach m i e j s k i c h stał się powszechnym? J a k foto­

70-te X I X w i e k u ) . Wspólną cechą w s z y s t k i c h wykresów jest

g r a f i a c m e n t a r n a i pogrzebowa przyjęte zostały n a wsi?

załamanie l i n i i obrazującej wzrost ilości zdjęć w l a t a c h 70-tyoh

Czym

ludzie motywują potrzebę umieszczania w i z e r u n k u zmarłego n a

XX

grobie ? Dlaczego istnieje t y l e różnic w sposobach przedstawiania

u j a w n i a się wcześniej, pobieżne penetracje i n n y c h

zmarłego n a f o t o g r a f i i cmentarnej ?

zwłaszcza w i e j s k i c h , wskazują n a łata siedemdziesiąte j a k o n a

w . I choć n a niektórych cmentarzach tendencja t a n i e
cmentarzy,

Pierwsze spostrzeżenia potwierdziły, żo j a k k o l w i e k istnieją

okres przełomowy d l a zwyczaju umieszczania zdjęć n a nagrob­

różnice w sposobie przedstawiania osoby zmarłej n a f o t o g r a f i i

k a c h . Dlaczego a k u r a t ten okres ? N a przekonywującą odpowiedź

nagrobnej, t o jednak zdjęcia standardowe

ogromną

trzeba będzie trochę poczekać, ale niewątpliwie wiąże się t o ze

większość, t a k że ujęcia niezwykłe są s t a t y s t y c z n y m i wyjątkami.

wzbogaceniem społeczeństwa i z rozbudową pierwiastków pamię­

Wyróżniają jednak grób, przykuwają naszą uwagę.

c i o w y c h n a cmentarzach ( p o m n i k i , i n s k r y p c j e , fotografie).

stanowią

Żeby dowiedzieć się k i e d y wprowadzono pierwsze

fotografie

Zdjęcia umieszcza się niezależnie o d t y p u n a g r o b k a . Zdarzają
n a c m e n t a r z u i w j a k i m czasie umieszczanie f o t o g r a f i i n a n a ­ się fotografie umieszczane n a grobach w formie mogiły (kopiec
g r o b k a c h stało się popularne, zdecydowałem się zliczać ilość n a ­
ziemny z krzyżem d r e w n i a n y m l u b m e t a l o w y m ) , i l . 18. N a ­
grobków ze zdjęciami w poszczególnych dekadach.
grobek k a m i e n n y , najczęściej l a s t r i k o w y opanowuje cmentarze,
Jakość techniczna r e p r o d u k o w a n y c h zdjęć nie zawsze jest

również wiejskie, w l a t a c h sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

dobra. Jest t o t y l k o po części moją winą. Zdjęcia stare, z reguły

Ciekawe są f o r m y pośrednie, sprawiające wrażenie „ogniw ewo69

�giem zdjęć spotykamy się również przy przedstawieniach zmar­
łego w trumnie. Chodzi t u zazwyczaj o fotografię jednej osoby —
pierwsza fotografia przedstawia tę osobę żyjącą, druga, zwykle
usytuowana poziomo, pokazuje postać leżącą w trumnie.
N a grobach z krzyżami drewnianymi również zdarzyło m i
się spotykać fotografie. Były to groby stare, do których domontowano zdjęcia n a skutek pojawienia się mody n a fotografie.
mogiłach z solidniejszego

materiału, np. posiadających

Na

krzyż

żelazny, zdjęcia umieszcza się w obrębie tabliczki z tekstem.
N a niektórycli cmentarzach spotkałem zdjęcia

montowane

jeszcze za życia człowieka, którego przedstawiają. Niekiedy były
to same fotografie n a gołej płycie, częściej występowały wszelkie
konieczne inskrypcje z wyjątkiem daty śmierci i zdjęcie przed­
stawiające przyszłego zmarłego (il. 25). Miejscem gdzie wystę­
puje szczególnie dużo zdjęć „żywych zmarłych" jest cmentarz
w Chodlu, małym miasteczku n a trasie z Opola Lubelskiego do
L u b l i n a . Naliczyłem tam 48 zdjęć osób jeszcze żyjących oraz
10 miejsc n a zdjęcia n a nagrobkach stawianych jeszcze za życia
człowieka.
Większość fotografii

nagrobnych

m a kształt elipsoidalny,

odpowiadający (bez próby komentowania i pogłębiania tych ana­
logii) formie imago

clipeata,

charakterystycznej m.in. dla por­

tretu trumiennego. F o r m a t a , wraz z wizerunkiem w kształcie
koła czy owalu, zarezerwowana była w X V I I I wieku dla osób
zmarłych. Fotografia portretowa
międzywojennym,

w Polsce, jeszcze w okresie

zwłaszcza n a prowincji,

chętnie

stosowała

formę imago clipeata do portretowania osób żywych. Ciekawym
natomiast jest t u fakt, że aż do czasów nam najbliższych, gdy
fotografia rodzinna i portretowa zarzuciły ten kształt, utrzymał
się

on jako

najbardziej

właściwy dla fotografii

Formę imago clipeata spotyka się także przy

cmentarnej.

przedstawianiu

1

II.
l u c y j n y c h " , przy przechodzeniu od najpopularniejszej
n a wsi mogiły do nagrobka

2, 3, 4, tabele: tendencje w z r o s t u
w latach 30—70-tych na badanych

liczby
fotografii
cmentarzach

dawniej

trwałego, z kamienia. N a starym

cmentarzu w K a r c z m i s k a c h koło Opola Lubelskiego groby z lat
trzydziestych, czterdziestych i częściowo pięćdziesiątych mają
formę, którą można nazwać „przejściową". Są to niskie, wystające
najwyżej 20 c m ponad ziemię, betonowe „blejtramy", u szczytu
których zainstalowane są drewniane, a później żelazne krzyże.
Oczywiście n a t y m cmentarzu jest mniej fotografii niż n a tzw.
c m e n t a r z u p o w y m , gdzie każdy niemal nagrobek jest lastrikowy.
W ostatnich również latach n a wsi pojawiły się olbrzymie, ce­
mentowe grobowce rodzinne. Zawierają one całkiem liczne kolekoje fotografii poszczególnych członków rodziny, często nawet
tych, którzy jeszcze nie zmarli (il. 26).
Miejscem najlepiej sprzyjającym instalowaniu fotografii n a
nagrobku kamiennym jest prostopadła płyta z nazwiskiem zmar­
łego i epitafium. G d y napisy pomieszczono n a poziomej płycie
przykrywającej grob, zdarza się, że zdjęcie usytuowane jest po­
ziomo. Niekiedy w takiej samej sytuacji zdjęcie umieszcza się
n a szczytowym gzymsie grobu, tak by było widoczne (il. 14). Są
też płyty z napisami i fotografiami

umieszczonymi n a płasz­

czyźnie skośnej w stosunku do płaszczyzny grobu. Zetknąłem się
też z oprawionymi i oszklonymi nekrologami zawieszanymi n a
grobowcach.

P o d szkłem, n a nekrologu umieszczano

odklejono

z jakiegoś dokumentu zdjęcie zmarłego. Spokrewnione teclmicznie
z t y m typem przedstawień są tablice z Przeworska, gdzie zdjęcie
i napis umieszczone są w płytkiej, przykrytej szkłem niszy.
Niezwykłym zupełnie zestawem, gdzie n a kompozycję dawnej
ikony nałożono nową treść, jest obraz Chrystusa wiszący n a jed­
n y m z grobów n a starym cmentarzu w Jarosławiu (il. 23). N a
obrzeżach obrazu, t a m gdzie zazwyczaj znajdują się sceny z życia
postaci przedstawionej w centrum, umieszczono fotografie zmar­
łego z różnych okresów jego życia. J e s t to jakby próba stwo­
rzenia ciągu narracyjnego z fotografii nagrobnej.

70

Z mini szere­

"w-tt

50-łt

io-h

to-lt

�&lt;L

ko-k

5o-{t

Ъ

l i

i

3
u

O

Чек

Sou

tó-tt

1

Sole*-

S*

6

5c-ft-

tof*

Tof.

зс

ST-

АО

AO

IZ

H

?

AS

IZ

i

3

Я

i

5

G

41

So'it.

At

-10-k

46

Ъ

-tone-

Зо-łt

3

9o

5о+

Ьо-к

ło-Ь.

33

%

АЪ

4?

fo-h
54

4Ь5

ЪО

Ił

71

�72

�7

momentów uroczystych z życia człowieka l u b zdjęć pamiątko­

niespotykana dotychczas sugestywność pierwszy cli dagero typów

w y c h ; bywają t o fotografie małego dziecka, zdjęcia ,,od pierwszej

i i c h n i e s p o t y k a n a wierność wobec n a t u r y . "

K o m u n i i " , ślubne i t p . Jest t o wyraźna stylizacja proponowana

g r a f t r a k t o w a n y był, szczególnie w początkowym okresie r o z w o j u

2

Również sam foto­

przez fotografów, którzy w t e n sposób realizują zapotrzebowanie

f o t o g r a f i i , j a k o pół-czarownik, oszust, m a g , zaprzedany diabłu,

n a modę „ r e t r o " . Fotografie te t r a k t o w a n e są j a k o szczególnie

c u d o w n y p r e s t i d i g i t a t o r , wróż, demoniczny wynalazca. T e n t y p

uroczyste, ważne, trwałe.

postaci częściowo przeniknął do l i t e r a t u r y , a ze sposobem t r a k ­

F o t o g r a f i a , bardziej niż j a k i e k o l w i e k inne pamiątki, pozwala

t o w a n i a go j a k o pół-anioła, pół-demona do dziś zetknąć się można

przypomnieć sobie więcej szczegółów z życia zmarłego. Umożli­

w niektórych wsiach P o l s k i . F o t o g r a f jest więc osobą posiadającą

w i a unaocznienie sobie jego Osoby. J a k t w i e r d z i w i e l u i n f o r m a ­

pewną władzę n a d śmiercią. W książce Stojśina, Sawa-fotograf

torów zmarły „staje przed o c z y m a " , „patrzy n a n a s " , „można

pokonuje własną śmierć, utrwalając ją za pośrednictwem k a m e r y

r

z n i m porozmawiać". M o t y w a c j e nieumieszczania zdjęcia zmar­

i pokazując ze swego p u n k t u widzenia (patrzenia). „ W y d a ł i m

łego n a grobie wiążą się również z t y m s a m y m wrażeniem obec­

się podejrzany przez swój w y s o k i wzrost i a p a r a t y fotograficzne,

ności zmarłego. Sam fotograf z a m y k a „osobę w momencie, w

których nie chciał oddać m i m o wszelkich namawiań, próśb,

c h w i l i " , sprawia, że staje się ona n i e m a l nieśmiertelna, a w każdym

a w końcu i gróźb. W y p r o w a d z i l i go n a polankę (...) i w y c e l o w a l i

razie przywrócenie obrazu zmarłego jest sprawą jednego spojrze­

w niego k a r a b i n y . (...)

n i a n a fotografię. Wierzenie o swego rodzaju życiu i s t o t zamknię­

chciał unieść i swój aparat i sfotografować i c h , k i e d y będą do

t y c h w kadrze f o t o g r a f i c z n y m podaje B e n j a m i n w s w y m z n a k o m i ­

niego strzelać. Powiedział jeszcze: — Te fotografio staną się

t y m eseju o h i s t o r i i f o t o g r a f i i : „początkowo nie śmiano dłużej

częścią h i s t o r i i światowej."

przypatrywać się w y k o n a n y m przez niego (Dageurro'a) zdjęciom.
Wyrazistość t y c h l u d z i wzbudzała lęk; patrzący na nie miał

Wymagania

Ponieważ nie opuścili karabinów, w u j e k

3

stawdane jeszcze niedawno f o t o g r a f o w i

były

bardzo duże. Musiał o n „ o ż y w i ć " osobę zmarłą. Działo się t a k ze

wrażenie, że te małe d r o b n i u t k i e twarze n a zdjęciu mogą czło­

zdjęciami l u d z i , którzy z m a r l i nie zdążywszy zrobić sobie foto­

w i e k a n a w e t widzieć, t a k oszałamiająco oddziaływała n a każdego

g r a f i i . Zapraszano wówczas fotografa, b y t o n wykonał p o r t r e t

73

�nieboszczyka i wyretuszował go tak, by sprawiał wrażenie żywego

się zna może czasem poznać, że to zdjęcie tego co już umarł,

Opowie­

a nie żywego." W istocie n a cmentarzu w R y b i t w a c h obok Józe­

dział m i o t y m 64-letni fotograf z Józefowa nad Wisłą — Józef

fowa n/Wisłą jest spora ilość tak retuszowanych zdjęć z charak­

człowieka. Zdjęcie takie umieszczało się n a nagrobku.

Pilichowski. „Jak nieboszczyk jest w trumnie, to biorę samą

terystycznymi mgiełkami różu i błękitu. Przypatrując się i m

twarz nieboszczyka, dorabiam oczy, ubiór, tło, uszy. Wstawia się

bliżej z łatwością można spostrzec, że są to zdjęcia zrobione już

to wszystko t a m gdzie powinien ich mieć." Celem lepszego „oży­

po śmierci, zdjęcia które zostały „ożywione". Najlepszym przy­

w i e n i a " zmarłego można było zażyczyć sobie zrobienie modelacji

kładem takiego pośmiertnego retuszu jest kobiece zdjęcie z tegoż

portretowej. Tą metodą wytwarzano słynne monidełka, nie tylko

cmentarza, zrobione z żabiej perspektywy. Osoba t a m a uszy n a

zresztą z przeznaczeniem nagrobnym.

wysokości stawów żuchwowych, czego nie można wytłumaczyć

Pilichowski t a k o t y m

mówił: „to się nazywa modelarstwa doróbka, modelarstwo por­
tretowe, albo modelacja. D o dziś jest chyba w Lublinie spółdziel­

jedynie zastosowanym skrótem perspektywicznym (il. 16).
Powróćmy teraz do tematów i kompozycji samych zdjęć.

nia „Zorza" co to robi. Wzmacnia się co trzeba, najpierw usta.

Fotografie,

Przysłania się przy robieniu powiększenia, tak żeby tło było białe

nieliczne i w praktyce ograniczone do zawodów „mundurowych".

i człowiek wychodzi j a k żywy. Najgorzej jest zrobić uszy. T e n co

Naturalnie najczęściej występują zdjęcia żołnierzy i oficerów w

według których można rozpoznać zawód osoby są

16

15

14

MAiZONKUWIE
WSZAK D i STANISŁA

tt/tochmtj
co/eace

ŁAT

Jasi

L A T 22

ŁUKASIEWICZ

Ш1ШАК

и щ у

Штщ

тмшсщ w КШАИ

WlJłY SM И-УМЙ411.
.

vri. 15-11 196^
w 11 wiośnie życia
STROSKANI RODZICE

21

К

Лт^пеТаб mm zoczą Щ
lecz х Ъегса niac/y

и н ц з

Шит
u m

ZDROWAŚМША

Ш Ш Ш Ш Г
итпш

RYSIEMU ZE STASM

mmr

икошк

POZOSTAWILIŚCIE W SERCACH NASZYCH

8iL.rAl.t2Y l SWE IRfiSK TWARZE
*вОУ Ш IIEZAPffMKiAliE
IMKUMtU ВИШМ»

1ИШ«

74

�'щяшшшшшшшяшш»

st
KRUCZEK
P

MATEUS7

MICHAŁ

&lt; " 2 8 . n . ! ? 7 3 t ZO V I I . 1^73

ROGALA

POWIĘKSZYŁ m

m m m m

t i l l s

mundurach (il. 30). Uderzająco duża jest liczba młodych, zmarłych

wiedzi: „wojskowi powinni mieć zdjęcia w mundurze, bo mundur

tragicznie, m. inn. podczas pełnienia służby wojskowej.

to jakby część ich s a m y c h . " Bardzo często spotyka się fotografie

zmarłego w mundurze armii przedwojennej

Zdjęcio

lub Polskich Sił

4

księży (różnych wyznań) w sutannach.

Zbrojnych n a Zachodzie jest bardziej nobilitujące dla rodziny.

Fotografiami zupełnie szczególnymi są dwa zdjęcia z cmen­

Żołnierze to również kategoria jedyna osób, wobec których więk­

tarza w R y b i t w a c h . Prawe to portret mężczyzny, lewe fotografia

szość informatorów deklaruje możliwość pozostawienia czapki

Krzyża Grunwaldzkiego I I I klasy (il. 19). Jest to przykład nie­

n a zdjęciu. Poza wojskowymi widziałem również zdjęcia osób

zwykły dlatego, że o t y m nie m a ani słowa n a tablicy nagrobnej.

w uniformach kolejarzy czy leśników, w strojach pielęgniarek.

T a k wyrażona informacja, że zmarły otrzymał (a może powinien

Bardzo rzadkie są zdjęcia milicjantów w mundurach. Z n a m też

był otrzymać?) wysokie odznaczenie, nie może umknąć uwadzo

k i l k a zdjęć lotników, n a których przedstawieni są oni z samolo­

przeohodnia.

tami (il. 28 ). Specyfika grobu lotniczego ze śmigłem, pozwala­

Mówi Pilichowski: ,,na nagrobki to przeważnie biusty dają.

jąca od razu zidentyfikować zawód i rodzaj śmierci leżącego t a m

Nikt nie uważa żeby nogi były ważno. A poza t y m to (zdjęcie)

ozłowieka, odpowiada

specyfice samego zdjęcia, przedstawiają­

jest małe, pół-pocztówki albo pocztówka i mrówka byłaby n a

cego człowieka z maszyną n a której pracował. Oto kilka wypo­

n i m . " 42-letnia kobieta z Sieniawy powiedziała: „na zdjęciu n a -

75

�20

g r o b k o w y m jest t y l k o t w a r z , bo t w a r z t o jest streszczenie czło­

czarno-białej: p o pierwsze

w i e k a . " J e d n a z i n f o r m a t o r e k t w i e r d z i , że n a zdjęciu n a g r o b n y m

drugie lepiej h a r m o n i z u j e z sytuacją cmentarza. O t o k i l k a o p i n i i

jest ona bardziej

wiarygodna,

po

nie zmieściłaby się cała osoba. I n n a t w i e r d z i , że n a t a k i c h zdję­

na t e n t e m a t : „najlepiej pokazuje fotografia czarno-biała, bo

ciach są t y l k o twarze, „bo t w a r z jest najważniejsza w człowieku."

nic t u nie upiększone jest, t a k j a k n p . w k o l o r o w a n e j . "

6

„Tylko

n a ogól l u d z i

czarno-biała nic nie fałszuje, oczywiście nie może być retuszo­

zmarłych śmiercią naturalną, zwykłe w podeszłym w i e k u . N a ­

wana, k o l o r zaś dodaje, oczywiście też oddaje prawdę, ale jest

Zdjęcia portretowe-nagrobne

przedstawiają

t o m i a s t osoby zmarłe śmiercią gwałtowną, zmarłe młodo, częściej

to bardziej ładny obrazek, niż zapis f a k t u . "

niż inne kategorie zmarłych przedstawiane są w pełnej sylwetce,

grafa —

7

„Załęży o d foto­

jeden p o d k o l o r u j e , w z m o c n i , ale t y l k o czarno-biała

j a k g d y b y „nie zasłużyły" sobie jeszcze n a t y p p l a n u zdjęciowego

mówi p r a w d ę . " „Czarno-biała n i c nie u b a r w i a , pokazuje j a k jest

przysługujący zmarłym, odchodzącym w sposób n a t u r a l n y i w po­

naprawdę." „Czarno-biała raczej jest p r a w d z i w a . K o l o r o w a t o

deszłym w i e k u . Zdjęcia dziecięce są tego najlepszym przykładem.

fotograf p o d k o l o r u j e , o t a k j a k n a t y m zdjęciu, czy m y t a k

Często występują t u fotografie reportażowe, z tłem p l e n e r o w y m ,

z mężem w y g l ą d a m y ? "

zdjęoia w r u c h u . Wiele z n i c h pokazuje całą postać dziecka. Jest

czarno-białe, bo t a k i e jest żałobne, bardziej p a s u j e . "

to zresztą t e n rodzaj zdjęć gdzie wszelkich odchyleń o d d o m i ­

dziwsze jest zdjęcie czarno-białe. K o l o r o w e jest ładniejsze i od­

nujących ujęć jest najwięcej.

mładza."

5

W o b e c możliwości pojawienia

się w najbliższych

latach

8

9

12

10

„Zdjęcie na grób p o w i n n o być owalne,
11

„Praw­

„Fotografia czarno-biała jest bardziej p r a w d z i w a niż

k o l o r o w a — k o l o r y są sztuczne, ludzie chcą mieć zdjęcia kolorowe

zdjęć b a r w n y c h n a n a g r o b k a c h pytałem również i o tę sprawę.

ze s n o b i z m u . "

Wszyscy n i e m a l i n f o r m a t o r z y podkreślali d w a aspekty f o t o g r a f i i

w i e r n a . K o l o r o w a tego t a k nie przedstawia. O r e t u s z u n i e może

76

1 3

„Czarno-biała t o fotografia najbardziej uczciwa,

�być n j o w y , jest to w t e d y t a k j a k b y t o b y l zamazany

obraz."

„Wierniejsza jest fotografia czarno-biała, bo jest t u gra c i e n i . "

1 4

s t o p n i u niż dawniej stała się p r z e d m i o t e m pamięci, podczas g d y

1 5

w k u l t u r z e t r a d y c y j n e j obowiązywał n i e m a l zakaz żałoby po

Jest rzeczą charakterystyczną, że n a w e t c i i n f o r m a t o r z y ,
którzy twierdzą, iż fotografia k o l o r o w a w ogóle jest
p r a w d z i w a , l u b wolą ją ze względów estetycznych,

bardziej
wybierają

zdjęcia czarno-białe j a k o najbardziej nadające się n a nagrobek.
W y p o w i e d z i n a t e m a t zdjęć n a g r o b n y c h dzieci są zróżnico­
wane. J e d n i twierdzą, że f o t o g r a f i i t a k i c h nio p o w i n n o się za­
mieszczać, i n n i podają dość dokładne k a n o n y t a k i c h zdjęć. „Dzie­

d z i e c k u . Znana powszechnie

legenda

opowiadająca

o

matce,

która w d n i u W s z y s t k i c h Świętych, n a n o c n y m nabożeństwie
zmarłych s p o t y k a swoje dziecko z dzbanem pełnym lez m a t c z y ­
n y c h , uniemożliwiających oderwanie się o d świata

ziemskiego,

najlepiej wyraża d a w n y nakaz zapomnienia.
Zdjęcia umieszczane

jeszcze za życia człowieka

się z dezaprobatą większości osób, z którymi

spotykają

rozmawialiśmy.

ci? N i e p o w i n n o się umieszczać i c h zdjęć n a grobach. Są j a k b y

„Jest to uśmiercanie się za życia niegodne człowieka. Jest t o d l a

za małe, n i e n a t u r a l n e i t a k i e niewinne w s t o s u n k u do t a k poważnej

m n i e wstrętna zapobiegliwość."

s y t u a c j i cmentarza. Jest t o miejsce przeznaczone w g m n i e d l a

zdjęcia jeśli dana osoba jeszcze żyje, bo może żyć jeszcze długo,

l u d z i w sile w i e k u . T a k i c h nie s z k o d a . "

może się zmienić. T a k się nie r o b i . "

16

„Małym dzieciom też

19

„ N i e p o w i n n o się umieszczać
„Człowiek nie idzie n a

2 0

można dawać zdjęcia (nagrobne). N i e daje się t y l k o n o w o r o d k o m ,

cmentarz żeby widział siebie w grobio. L u d z i e robią t o pewnie

bo wszystkie małe dzieci są podobne: nie widać n a i c h t w a r z a c h

dlatego, bo są s a m o t n i . Boją się, że ślad zaginie po n i c h . "

przeżycia; ze zdjęcia nio widać o s o b y . "

„Ludzka logika nie pozwala, b y człowiek za życia dawał sobie

17

„Noworodkom nie

daje się zdjęć, b o z w y k l e noworodków nie fotografuje się, b o n i e

zdjęcie n a g r o b i e . "

wychodzą dobrze n a zdjęciach."

robić zdjęcia n a zapas. Spowoduje

18

Należy t u wspomnieć o dość

2 2

a l

„ T a m gdzie n i k t n i e leży n i e p o w i n n o się
t o szybszą śmierć. Jest t o

rozpowszechnionym wierzeniu zakazującym z b y t częstego foto­

p r o w o k o w a n i o śmierci."

grafowania małych dzieci p o d groźbą i c h śmierci. I n n e opinie

Nie spotkałam. Sama t o b y m się b a l a . "

mówią, że zdjęcia dzieci umieszcza się o d w i e k u 5—0 l a t . Jeszcze

p o w i n n o się wieszać zdjęć, bo t o jest przeciw B o g u . "

i n n i twierdzą, że dzieci n a zdjęciach p o w i n n y być uśmiechnięte

że jest t o nierozsądne, dziwią się, że za życia ktoś myśli o śmierci;

23

„Fotografia nagrobna zawczasu?
2 4

—

„ P r z e d śmiercią t o nie
2 5

I n n i mówią,

i częściej widać n a n i c h całą postać. Sporą partię stanowią w y p o ­

jest t o przejaw

w i e d z i o t y m , że śmierć dziecka jest czymś t a k bolesnym, nieocze­

nastawienia

k i w a n y m i n i e s p r a w i e d l i w y m , że t y m b a r d z i e j , b y nie potęgować

testament, dyspozycje dotyczące pogrzebu i s t y p y były rzeczą

u b l i s k i c h bólu p o stracie dziecka, nio należy umieszczać n a

nie t y l k o umierających, lecz często l u d z i z d r o w y c h , w sile w i e k u

grobie jego w i z e r u n k u . Istnieje rozbieżność pomiędzy istnieniem

pamiętających zwyczajnie

dużej ilości dziecięcej f o t o g r a f i i nagrobnej

a opiniami na ten

t e m a t i możliwości i c h stosowania. Jest j e d n a k f a k t e m , że ostat­
n i o , poczynając o d l a t 7 0 - t y c h , rozpowszechniły się n a w i e l u ,
w t y m i w i e j s k i c h cmentarzach, kamienne n a g r o b k i dziecięce,
w które w m o n t o w a n o zdjęcia. Śmierć dzieci w dużo większym

charakterystycznego

n a materialną

dla k u l t u r y

doczesność

—

w-spółczesnej

jeszcze

niedawno

o swojej śmierci.

Oczywiście pomiędzy w y p o w i e d z i a m i o f o t o g r a f i i nagrobnej
instalowanej zawczasu

a f a k t a m i n a c m e n t a r z u istnieje duża

rozbieżność, t z n . m i m o deklarowanej niezgody n a t e n t y p zdjęó
i stwierdzeń o i c h niewystępowaniu, jest i c h dość dużo.
Odpowiedzi n a t e m a t zdjęć n a g r o b n y c h przedstawiających

77

�78

�3QZEX

PREJS
ZYŁ

IM

POKÓJ

ii

I

JEGO:

DUSZY

25

I
-J

i i i штж.

�80

�osoby w t r u m n i e były zgrupowano wokół dwóch, n i e z b y t odda­

i n n y c h . Proszą w t e d y o zdjęcie (wyretuszowanie — p r z y p . K . K . )

l o n y c h biegunów. Oto o b y d w a z n i c h : „osób w t r u m n i e na zdjęciu

c z a p k i . T a k i e zdjęcie t o j a k w kościele."

n a g r o b n y m ? ! Z t a k i m i się nie spotkałem, t o c h y b a jakiś półwariat."

32

Z c y t o w a n y c h w a r t y k u l e w y p o w i e d z i informatorów można

„Zdjęć w t r u m n i e nie p o w i n n o się umieszczać n a gro­

byłoby odczytać dwie przeciwstawne tendencje r o z w o j u f o t o g r a f i i

bach, dlatego, że nie p o w i n i e n być u t r w a l o n y t e n t r a g i c z n y obraz

n a g r o b n e j : idealistyczna (dążenie, b y osoba przedstawiona była

n a zdjęciu, ponieważ jest t o z b y t bolesne d l a najbliższych."

taka, j a k „wypada", t j . j a k wymaga

2 6

27

tego powaga

miejsca)

Następną grupę tworzą w y p o w i e d z i n a t e m a t m i m i k i , u b i o r u

i realistyczna (dążenie do przedstawienia zmarłego t a k i m , j a k i m

i nakryć głowy osób n a fotografiach n a g r o b n y c h . „Człowiek n a

był za życia). Operacji tej przyporządkować można i n n e : h i e r a -

zdjęciu p o w i n i e n być s p o k o j n y , a n i wesoły, a n i s m u t n y . U b r a n i e

tyczność — naturalność; powaga — uśmiech; m u n d u r l u b c i e m n y

jest obojętne, alo lepiej żeby było t a k i e , w j a k i m t e n człowiek

g a r n i t u r (często z „doretuszowanymi" odznaczeniami)

z w y k l e chodził, bo t o bardziej szczerze. T y l k o w o j s k o w i p o w i n n i

„ s w o b o d n y " ; t y l k o t w a r z — cała postać; b r a k tła — wyraźne

być w m u n d u r z e , b o t o b u d z i szacunek. I n n i ludzie p o w i n n i być

tło.

bez c z a p k i , bo t o śmierć, a cmentarz t o miejsce

uroczyste."

28

—

strój

Cmentarz stał się a l b u m e m portretów lokalnej społeczności.

„Człowiek n a zdjęciu m a być bez c z a p k i , bo t a k jest bardziej po­

D l a w i e l u l u d z i jest t o najlepszy łącznik ze zmarłymi, przycho­

d o b n y . P o w i n i e n być raczej wesoły, b y było m n i e j żal, żo go nie

dzą o n i n a cmentarz, a b y porozmawiać za pośrednictwem zdjęć

ma."

z t y m i , którzy już n i e żyją.

2 9

„Najlepsze jest zdjęcie z młodszych l a t , w o d p o w i e d n i m ,

odświętnym u b r a n i u . Najczęściej człowiek n a zdjęciu jest s m u t n y ,
bo mało k t o n a f o t o g r a f i i w y c h o d z i w e s o ł o . "

Trwały k a m i e n n y nagrobek, zaopatrzony w zdjęcie, u s y t u o ­

„Jacyś m u n d u r o ­

w a n y w n o w e j , zurbanizowanej przestrzeni cmentarza, każe i n a ­

w i t o mają czapki n a głowie, ale i n n i raczej n i e . M i n y raczej po­

czej spojrzeć n a rolę c z y n n i k a pamięciowego we współczesnej

ważne, czasami w i d z i się twarze uśmiechnięte — t o raczej osoby

k u l t u r z e . Dokładniejsze b a d a n i a pozwoliłyby sformułować teore­

młode."

tyczne uogólnienia, n a j a k i e nie m a miejsca w n i n i e j s z y m szkiou,

31

30

„Czasem ludzie przynoszą zdjęcia w kapeluszach, albo

czapkach, żeby zrobić z n i c h zdjęcie nagrobne, j a k nio mają

będącym j e d y n i e sygnałem p r o b l e m a t y k i .

81

�PEŻ Y P l S Y

* R. B a r t h e s , La chambre claire, s. 13
W . B e n j a m i n , Twórca jako wytwórca, Poznań 1976, s. 3 1 ,
z eseju Mała historia
fotografii.
2

V . S t o j s i n , Kino w pudełku od zapałek, Warszawa 1983,
s. 90. W książce tej fotograf zjawia się znikąd, opowiada fantas­
tyczne p r z y g o d y o s w y m pobycie za granicą, u b r a n y jest w w y ­
soki kapelusz i długi, połatany płaszcz, walczy z d u c h a m i , spro­
wadza liczne, często n a d n a t u r a l n e klęski n a miasteczko, k o n s t r u ­
uje nieprawdopodobne m e c h a n i z m y , m . i n . największy k a r a b i n
świata, jest u w i e l b i a n y przez dzieci a dorośli traktują go j a k
demona.
3

4

K o b i e t a , l a t 57, W o l a Węgierska, w o j . przemyskie.

O problemie p l a n u filmowego por. przykłady ze ss. 78—79
Semiotyki filmu J . Łotmana, Warszawa 1983. „ K i e d y widzowie
u j r z e l i pierwszy f i l m , w którym zastosowano zbliżenie, b y l i
p e w n i , że stali się o f i a r a m i k p i n . P o j a w i e n i u się n a ekranie t a k i c h
zdjęć towarzyszyły o k r z y k i : „Pokażcie n o g i ! " . Por. też każdą
prawie książkę n t . h i s t o r i i k i n a w części poświęconej G r i f f i t h o w i .
5

6
7
8
9

B y ł y w o j s k o w y , l a t 65, Łańcut.
Nauczyciel, l a t 63, Przeworsk.
K o b i e t a , l a t 73, Sieniawa.
Chłop, l a t 57, Kramarzówka.

1 0
1 1
1 2
1 3
1 4
1 5
1 6
1 7
1 8
1 9
2 0
2 1
2 2
2 3
2 4
2 5
2 6
2 7
2 8
2 9
3 0
3 1
3 2

K o b i e t a , l a t 65, Kramarzówka.
K o b i e t a , l a t ok. 40, Jarosław.
K o b i e t a , l a t 52, Łańcut.
F o t o g r a f zawodowy, l a t 60, Łańcut.
Wróżka, l a t o k . 50, Jarosław.
Poszukiwacz
n a f t y , Kramarzówka.
Poszukiwacz n a f t y , Kramarzówka.
K o b i e t a , l a t 57, W o l a Węgierska.
K o b i e t a , l a t ok. 4 0 - t u , Jarosław.
Starsza k o b i e t a , Przeworsk.
K o b i e t a , l a t , 57, W o l a Węgierska.
K o b i e t a , l a t o k . 50, Łańcut.
Mężczyzna, l a t ok. 70, Jarosław.
K o b i e t a , l a t o k . 40, Wiszownica.
K o b i e t a l a t 73, Sieniawa.
Pielęgniarka, w i e k średni, Przeworsk.
Nauczyciel, l a t 63, Przeworsk.
Pielęgniarka, wiek średni, Przeworsk.
K o b i e t a , 42 l a t a , Sieniawa.
K o b i e t a , l a t 57, W o l a Węgierska.
Mężczyzna, l a t 75, Łańcut.
K o b i e t a , l a t 44, Sieniawa.
Fotograf, l a t 60, Łańcut.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8609" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8588">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3b55a87340da5e01b786772d6cdceb6a.pdf</src>
        <authentication>1f851a47621f92f1cb2900b0a6c49093</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102823">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3369</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102825">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102827">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102829">
                <text>dzień narodzin Głowy. Przyczynek do badań nad problematyką świętojańską / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102831">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.175-184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102833">
                <text>Kubiak, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102835">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102837">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102839">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102841">
                <text>Krzysztof Kubiak

DZIEŃ NARODZIN GŁOWY
PRZYCZYNEK DO BADAŃ NAD PROBLEMATYKĄ ŚWIĘTOJAŃSKĄ

Kalendarz ś w i ą t c h r z e ś c i j a ń s k i c h z a w i e r a ł znacznie
więcej dni p o ś w i ę c o n y c h osobie ś w . Jana Chrzciciela
niż m o g ł o b y się to obecnie w y d a w a ć . Wiele z tych
ś w i ą t nie jest j u ż obchodzonych, wiele w y p a d ł o z ka­
lendarza lecz ich elementy o d n a l e ź ć m o ż n a w o b r z ę ­
d o w o ś c i tych d n i ś w i ę t o j a ń s k i c h , k t ó r e obchodzi się do
dzisiaj. Sw. Jan jest j e d n ą z tych nielicznych postaci,
(wraz z Jezusem i M a t k ą Boską), k t ó r e j dzień narodzin
umieszczony został w c h r z e ś c i j a ń s k i m kalendarzu. Ś w i ę ­
tość Jana jest szczególnego rodzaju: jest on poprzed­
n i k i e m Chrystusa, heroldem z w i a s t u j ą c y m jego p r z y j ś ­
cie a zarazem p o s ł a ń c e m p r z y g o t o w u j ą c y m je. Aby pod­
k r e ś l i ć tę jego rolę u ż y w a n o 'mion Prodromus i Praecursor D o m i n i . Sam Jan był spokrewniony z Jezusem
a do ich pierwszego k o n t a k t u doszło j u ż w ł o n a c h m a ­
tek. Obydwoje rodzice Jana pochodzili z rodu k a p ł a ń ­
skiego, od Aarona. Oboje b y l i starzy i żyli bez grzechu.
N i e z w y k ł o ś ć b r z e m i e n n o ś c i Elżbiety była więc przede
wszystkim s p r a w ą j e j w i e k u ; s ą a z o n o też o niej, że
jest b e z p ł o d n a . Podczas s k ł a d a n i a ofiary kadzenia u k a ­
zał się Zachariaszowi A r c h a n i o ł G a b r i e l (ten sam, k t ó r y
potem z w i a s t o w a ł M a r i i ) z a p o w i a d a j ą c przyjście na
świat J a n a . Zachariasz nie potrafił u w i e r z y ć i pozostał
niemy aż do dnia obrzezania swego syna, kiedy to
dziecku n a d a w a ł o się imię i g ł o ś n o je w y p o w i e d z i a ł .
Zwiastowanie narodzin Jana, ciąża E l ż b i e t y i wreszcie
same narodziny były wydarzeniami c u d o w n y m i .
Ł a c i ń s k i e imię Johannes v . Joannes pochodzi z he­
brajskiego Jechochanan v . Jochanan co znaczy „Bóg
jest ł a s k a w " lub „Boża ł a s k a " . U w a ż a n o też, że Jan
był p i e r w s z y m c z ł o w i e k i e m o t y m i m i e n i u , a zostało
m u ono nadane przez samego B o g a .
K o l e j n ą , n i e z w y k ł ą cechą ż y w o t a ś w . Jana jest fakt,
iż jego p i a s t u n k ą b y ł a przez pewien czas sama M a r i a ,
matka Jezusa. Pierwsze lata swego dzieciństwa s p ę ­
dzali razem. R ó w n i e ż Jan i E l ż b i e t a uciekali przed
rzezią n i e w i n i ą t e k , chociaż miejsce ich pobytu było
znacznie oddalone od B e t l e j e m . P o d k r e ś l a ł o to zbież­
ność losów o b y d w u p o s t a c i . W o p i n i i ludu Jan i Jezus
b y l i u w a ż a n i za mlecznych braci. K o l e j n y m faktem
w s k a z u j ą c y m na n i e z w y k ł y z w i ą z e k o b y d w u tych osób
jest powitanie ś w . Rodziny po powrocie z Egiptu.
Pierwszym c z ł o w i e k i e m , k t ó r y tego dokonuje jest ś w .
Jan.
On też daje ś w i a d e c t w o o Chrystusie, a sam
przez w i e l u jest u w a ż a n y ma Mesjasza. Wreszcie Jan
chrzci Zbawiciela w Jordanie. Jest więc c z ł o w i e k i e m
w p r o w a d z a j ą c y m Jezusa w d r u g ą , niezwykle w a ż n ą
część jego p o s ł a n n i c t w a . Gdy Jan zostaje u w i ę z i o n y
przez Heroda w i e l u jego u c z n i ó w zostaje uczniami Je­
zusa; w y s y ł a i c h sam ś w . Jan. N i e z w y k ł e wydarzenia
t o w a r z y s z ą r ó w n i e ż ś m i e r c i ś w i ę t e g o . Podobnie j a k w
c h w i l i ś m i e r c i Jezusa i tutaj mamy do czynienia z
symptomami
katastrofy
kosmicznej.
Również
po
ś m i e r c i Jan nadal w y p e ł n i a s w ą misję poprzednika
Zbawiciela. P o c z ą w s z y od I I w i e k u zaczyna p o j a w i a ć
się m o t y w ikonograficzny p r z e d s t a w i a j ą c y ś w . Jana
u s t ó p K r z y ż a K a l w a r y j s k i e g o . Często święty prezento­
wany jest t u ze s w ą g ł o w ą na m i s i e . Jan poprzedza
1

2

3

4

5

8

7

8

9

10

11

12

13

14

też Chrystusa u b r a m piekielnych o z n a j m i a j ą c p r o r o ­
kom ich r y c h ł e uwolnienie z o t c h ł a n i .
Owa szczególna rola przypisywana temu ś w i ę t e m u
znalazła swoje odbicie r ó w n i e ż w r o k u l i t u r g i c z n y m .
Obchodzono w i ę c ś w i ę t o poczęcia, narodzin, ś m i e r c i
i ...„trzeciego odnalezienia g ł o w y " P r o r o k a .
Jest rze­
czą c h a r a k t e r y s t y c z n ą , że w kulturze ludowej zauwa­
ż a n e są jedynie 2 fakty z. życia ś w . Jana: chrzest w
Jordanie i ścięcie g ł o w y . Bardzo często t e r m i n y tych
z d a r z e ń umieszczane są przez i n f o r m a t o r ó w w dniu na­
rodzin świętego, m i m o iż owe trzy ś w i ę t a i s t n i e j ą do
dziś (w kościele p r a w o s ł a w n y m i greckokatolickim) a
dzieli je w kalendarzu dość długi okres czasu. W tej
pracy c h c i a ł b y m przede w s z y s t k i m p o k a z a ć j a k i e ele­
menty ś w i ę t a odnalezienia głowy i ścięcia Proroka zo­
stały przeniesione na d z i e ń p o ś w i ę c o n y jego narodzi­
nom, ściślej j a k i e wierzenia i o b r z ę d y z dnia narodzin
m o ż n a w y t ł u m a c z y ć z w i ą z k a m i z głową ś w i ę t e g o .
Gdy osoba świętego jest tak znaczna i gdy ilość
dni jej p o ś w i ę c o n y c h jest w kalendarzu redukowana,
staje się rzeczą p r a w d o p o d o b n ą , że pewne elementy
ś w i ą t redukowanych zostają „ w c h ł o n i ę t e " przez to ś w i ę ­
to, k t ó r e z o w y m i elementami j w i ą z k u b e z p o ś r e d n i e g o
nie m i a ł o . Nie dają się one przeto t ł u m a c z y ć poprzez
m i t nowego ś w i ę t a .
Łącznikiem
u m o ż l i w i a j ą c y m to
w c h ł o n i ę c i e staje się w ó w c z a s osoba ś w i ę t e g o . M o ż e ­
my więc p r z y p u s z c z a ć , że w dniu narodzin ś w . Jana
o d b y w a j ą się takie a k t y magiczne i w y s t ę p u j ą takie
wierzenia, k t ó r e p o w i n n y w ł a ś c i w i e o b o w i ą z y w a ć w
d n i u ścięcia tego Proroka lub w d n i u odnalezienia jego
g ł o w y , gdyby takowe święto jeszcze i s t n i a ł o .
W kościele k a t o l i c k i m j e d y n y m ś w i ę t e m obchodzo­
n y m do dziś i z w i ą z a n y m z osobą ś w . Jana jest d z i e ń
jego narodzin. Ś w i ę t o ścięcia Proroka, uznawane przez
kościoły p r a w o s ł a w n y i grecki zanika i często ma j e d y ­
nie lokalne znaczenie. R ó w n i e ż w t r a d y c j i ludowej j e ­
d y n y m ś w i ę t e m kalendarzowo z w i ą z a n y m ze ś w . Janem
jest w praktyce dzień jego narodzin. S t ą d z a r ó w n o ele­
menty ścięcia j a k i odnalezienia g ł o w y z n a l a z ł y się
w n a p r a w d ę n a j w a ż n i e j s z y m dniu ś w i ę t o j a ń s k i m ; d n i u
jego narodzin. Bohaterem akcji i legend o b y d w u nie
i s t n i e j ą c y c h j u ż w ł a ś c i w i e ś w i ą t jest g ł o w a ś w . Jana
uznawana w ogóle za g ł ó w n ą r e l i k w i ę ś w i ę t o j a ń s k ą .
P r o w a d z ą c badania nad o b r z ę d o w o ś c i ą
świętojańską
nigdy nie słyszałem, aby k t o k o l w i e k 24 czerwca w i ą z a ł
z narodzinami świętego, najczęściej m ó w i o n o iż jest
to d z i e ń chrztu Zbawiciela w Jordanie (święto to p r z y ­
pada 6 stycznia starego stylu w kościele p r a w o s ł a w ­
n y m i g r e c k o - k a t o l i c k i m i nosi n a z w ę Jordanu).
Z d n i e m narodzin ś w . Jana z w i ą z a n y c h jest w i ę k ­
szość w i e r z e ń na temat w ł a ś c i w o ś c i wody (a w p e w n y m
stopniu i ognia), pewnie stąd b r a ł a się u i n f o r m a t o r ó w
chęć p o w i ą z a n i a akwatycznych w ł a ś c i w o ś c i
świętego
z dniem jego narodzin, poprzez przeniesienie na ten
czas faktu chrztu w Jordanie. M i a ł o b y to w s k a z y w a ć
na ewidentny z w i ą z e k tej postaci z w o d ą . Owa wielość
e l e m e n t ó w akwatycznych c h a r a k t e r y z u j ą c y c h
obrzędo­
w o ś ć ś w i ę t o j a ń s k ą znajduje swe w y j a ś n i e n i e w pismach
15

18

175

I

�w c z e s n o ś r e d n i o w i e c z n e j sekty ,,chrześcijan św. Jana".
W e d ł u g apokryficznych t e k s t ó w c e n t r a l n y m ś w i ę t e m
z w i ą z a n y m z tą postacią była uroczystość u p a m i ę t n i a ­
j ą c a pokonanie niebezpiecznego, wodnego potwora. M o ­
t y w ten m o ż e m y o d n a l e ź ć na wschodnich ikonach, w
kulturze, k t ó r a p r z e c h o w a ł a do dziś nawet w oficjalnej
l i t u r g i i wiele apokryficznych w ą t k ó w . A b y skończyć
z n i e i n t e r e s u j ą c y m nas w ł a ś c i w i e w tej pracy m o t y ­
w e m wody, trzeba dodać, że zapewne elementy tej apo­
kryficznej h i s t o r i i a zatem i dawnego ś w i ę t a zostały
„ p r z e c h o w a n e " przez k u l t u r ę l u d o w ą w o b r z ę d o w o ś c i
ś w i ę t o j a ń s k i e j ; konkretnie w dniu narodzin Proroka.
M a m y tu zatem do czynienia z w c h ł o n i ę c i e m treści
innego ś w i ę t a przez dzień narodzin św. Jana. S p r ó b u j ­
my prześledzić aspekty „ w c h ł a n i a j ą c e " tego ś w i ę t a na
bardziej i n t e r e s u j ą c y c h nas p r z y k ł a d a c h , w k t ó r y c h
g ł ó w n y m elementem będzie głowa Jana. Otóż badania
przeprowadzone przez łódzką K a t e d r ę Etnografii
w
k w i e t n i u 1977 r o k u w p o ł u d n i o w e j części dawnego w o ­
j e w ó d z t w a łódzkiego Ujawniły c i e k a w ą m o t y w a c j ę pa­
lenia ogni ś w i ę t o j a ń s k i c h .
Podczas okupacji
chłopi
izwrócili się do w ł a d z niemieckich z p r o ś b ą o pozwole­
nie k o n t y n u o w a n i a tego zwyczaju, w y j a ś n i a j ą c że r o b i ą
to na p a m i ą t k ę . . . ścięcia ś w . Jana Chrzciciela. Pozwo­
lenie o t r z y m a l i .
Nie w i d a ć było najmniejszej w ą t p l i ­
wości z a r ó w n o w postawie p r o s z ą c y c h j a k i u d z i e l a j ą ­
cych zezwolenia, że przedstawiona motywacja jest w i a ­
rygodna, tak j a k gdyby tego rodzaju w y j a ś n i e n i e było
r z e c z ą p o w s z e c h n ą . Z k o l e j n ą w e r s j ą w i ą ż ą c ą dzień na­
rodzin św. Jana z dniem jago ścięcia spotykamy się
na Kaszubach w zwyczaju ścinania k a n i . O b r z ę d ten
p r a k t y k o w a n y był zazwyczaj w wigilię narodzin ś w i ę ­
tego. Wg Rompskiego uzasadnienia takie nie b y ł y na
Kaszubach powszechne. Pisze on: „ z u p e ł n i e w y j ą t k o w o
w S ł a w u t o w i e , pow. Wejherowo (...) n a p o t k a ł e m w a r i a n t
w i d o w i s k a , w k t ó r y m w y s t ę p o w a ł ś w . Jan. Przedsta­
wienie p r z y b r a ł o tam f o r m ę w i d o w i s k a religijnego,
obchodzonego na p a m i ą t k ę ścięcia św. Jana, patrona
tamtejszego kościoła. W przedstawieniu w ł a ś n i e św. Jan
p o c z ą t k o w o ma zostać ścięty, p r z y b y w a jednak p o s ł a ­
niec z wieścią, że zamiast ś w . Jana ścięta ma być
kania".
W istocie p r z y k ł a d ten nie był w y j ą t k i e m ,
gdyż nawet na t y m samym terenie spotykamy typ
przedstawienia, w k t ó r y m pojawia się św. Jan i m o t y w
ścięcia. M o w a tu o opracowanym przed w o j n ą przez
Szczepana Tarnowskiego t e k ś c i e w i d o w i s k a przeznaczo­
n y m w g z a m i e r z e ń autora dla nauczycieli szkół w i e j ­
skich i kaszubskich z e s p o ł ó w amatorskich. Sołtys roz­
p o c z y n a j ą c y to przedstawienie m ó w i zaraz na p o c z ą t k u :
17

18

Za n a m o w ą żony k r ó l a Heroda
Jan został ścięty w w i ę z i e n i u
P r z y c z y n ą była c ó r k i uroda,
A lud to p r z y j ą ł w milczeniu.
(...) U nas by uczcić dzień ścięcia Jana
W ś r ó d licznie tutaj zebranych gości
Zostanie ścięta drewniana kania
Dla ś m i e c h u ludzi i w e s o ł o ś c i .
19

Przypominam, że przedstawienie o d b y w a ł o się w wigilię
narodzin ś w i ę t e g o , mimo to uzasadnienie m ó w i ą c e , iż
chodzi o u p a m i ę t n i e n i e jego ścięcia o k a z a ł o się w i ę c e j
niż w y s t a r c z a j ą c e z a r ó w n o dla autora scenariusza j a k
i organizatorów, wykonawców i uczestników obrzędu.
Pomostem ł ą c z ą c y m obydwa ś w i ę t a są wierzenia
o r o ś l i n a c h r o s n ą c y c h w g ł ó w k a c h lub m a j ą c y c h k u l i s ­
t y k s z t a ł t owocu. W dniu ścięcia św. Jana „nie t y l k o
nie ścinają kapusty, ale nawet nie p r z e s t ę p u j ą jej za­
gonów".
Znamy niewiele zapisów na temat tego ś w i ę ­
ta ale n i e m a l w k a ż d y m znaleźć m o ż n a zakazy z w i ą ­
2 0

176

zane z t y m typem r o ś l i n . Na Polesiu Rzeczyckim w y ­
k o n y w a ć m o ż n a było wszystkie prace w t y m d n i u
„byle nie u ż y w a ć topora i innych n a r z ę d z i . W domu
w y s t r z e g a j ą się krajania wszystkiego, co przypomina
głowę, np. kartofle, dynia i t p . D z i e w c z ę t a w t y m dniu
nie r o z c z e s u j ą warkoczy. (...) W t y m dniu nie m o ż n a
nawet m y ć głowy a ż e b y nie w y w o ł a ć k o ł t u n a , p a r c h ó w
lub chronicznego bólu g ł o w y " . Podobne wierzenia do­
tyczące r o ś l i n w y s t ę p o w a ł y na H u c u l s z c z y ź n i e : „w dzień
H ł a w o s i k u (...) nie wolno jeść kapusty, cebuli, czosnku,
maku, ani w ogóle nic takiego, co r o ś n i e w „ g ł ó w k a c h " .
Nie wolno też tego dnia iść w sad bo t a m czart w po­
staci węża czyha na drzewie i g o t ó w z a w i e s i ć się na
głowie c z ł o w i e k a " .
W y s t ę p u j ą c e w t y m dniu zakazy
w r ó w n y m stopniu więc dotyczą g ł o w y ludzkiej jak
i roślin „ k u l i s t y c h " , t r a k t o w a n y c h w ó w c z a s jako od­
wzorowanie głowy. Najbardziej g ł o w i a s t a z tych roślin
stać się może niemal ż y w y m o d p o w i e d n i k i e m głowy
świętego w t y m dniu. „ K a p u s a z w i ą z a n a jest z losem
św. Jana. Nie godzi się Kapusty ścinać, a niemal na­
wet d o t y k a ć się jej, boby k r e w z niej p o p ł y n ę ł a " .
2 1

22

ł

25

W y s t ę p u j ą c e w t y m dniu wierzenia d a d z ą się ł a t w o
w y t ł u m a c z y ć , zdziwienie w y w o ł u j e jednak fakt, że te
same r o ś l i n y w y s t ę p u j ą r ó w n i e ż w magii z w i ą z a n e j
z dniem narodzin św. Jana. Na pierwszym miejscu w
cytowanych wierzeniach plasuje nam się kapusta. Jej
głowiastość jest dla wszystkich
ewidentna.
Dbałość
o z a w i ą z a n i e g ł o w o p o d o b n e g o k s z t a ł t u tej r o ś l i n y prze­
jawia się już w magii t o w a r z y s z ą c e j jej sadzeniu, kiedy
to kobiety d o t y k a j ą w ł a s n e j głowy a potem kapusty;
w y s t ę p u j e przy t y m zakaz drapania się w głowę by nie
zepsuć k s z t a ł t u r o ś l i n y .
R ó w n i e ż w wigilię narodzin
św. Jana dokonywano czynności m a j ą c y c h
zapewnić
k a p u ś c i e kulisty k s z t a ł t . K w i n t e s e n c j ą tych d z i a ł a ń jest
opinia jednego z i n f o r m a t o r ó w : „na św. Jan okopy­
wano k a p u s t ę bo św. Jan g ł o w y w i ą ż e " .
Ta k r e a c y j ­
na działalność świętego t w o r z ą c e g o g ł o w y roślin, a
ujawniona już w tytule tej pracy, odnosi się r ó w n i e ż
do głów ludzkich. Wiele a k t ó w magicznych dokonywa­
nych w t y m dniu ma na celu zabezpieczenie przed b ó ­
lem głowy lub zapewnienie zdrowego funkcjonowania
tej części ciała. Powszechnym w całej Polsce było w i e ­
rzenie m ó w i ą c e , iż uczestnictwo w sobótce chroni przed
b ó l e m g ł o w y . Oto wersy jednej z najbardziej popular­
nych p i e ś n i ś w i ę t o j a ń s k i c h :
24

2 5

kto na sobótce nie będzie
g ł o w a go boleć wciąż będzie.

2 0

R ó w n i e ż woda spod w i a n k ó w ś w i ę t o j a ń s k i c h u ż y w a n a
b y ł a celem zabezpieczenia przed b ó l e m g ł o w y . W t e k ś ­
cie kaszubskiego o b r z ę d u ś c i n a n i a kani pojawia się zda­
nie m ó w i ą c e o sposobach zabezpieczenia się przed b ó l e m
g ł o w y w wigilię św. Jana C h r z c i c i e l a .
M o t y w ziół
leczących ból g ł o w y w y s t ę p u j e w p i e ś n i a c h kupalnych.
Zioła te zbiera się w ł a ś n i e w wigilię narodzin świętego
ze w z g l ę d u na moc, k t ó r e j w ó w c z a s n a b i e r a j ą .
W
Grecji o b r z ę d o w a kreacja głów ludzkich o d b y w a ł a się
przy ogniach ś w i ę t o j a ń s k i c h z zastosowaniem kamienia,
k t ó r y poprzez z e t k n i ę c i e z g ł o w ą m i a ł p r z e k a z a ć jej
swe w ł a ś c i w o ś c i . „Na Lesbos zazwyczaj zapala się po
3 ognie ś w i ę t o j a ń s k i e , a ludzie p r z e s k a k u j ą je t r z y ­
krotnie z kamieniem na g ł o w i e m ó w i ą c przy t y m :
„skaczę przez zajęczy ogień, moja głowa z k a m i e n i a " .
W r a c a j ą c jeszcze do r o ś l i n o kulistych k s z t a ł t a c h godzi
się p o w i e d z i e ć , że podobne zabiegi w y k o n y w a n o przy
czosnku i cebuli, d o k o n u j ą c w wigilię narodzin św. Jana
czynności
umożliwiających
tym
roślinom
uzyskanie
okrągłego k s z t a ł t u . &gt;
2 7

28

2 9

30

3

�3

I I . 2, 3. G ł o w a św. Jana na misie, K ł o d z k o , ok. 1500.
Wł. Muzeum Nar. w Warszawie

W dniu ś w . Jana p o j a w i a j ą się też r e k w i z y t y zwane
wprost ś w i ę t o j a ń s k ą głową. I znowu nie byłoby nicze­
go dziwnego w t y m zdarzeniu gdyby nie fakt, iż jest
to dzień narodzin ś w i ę t e g o a nie dzień jego ś m i e r c i ,
kiedy to ścięto mu g ł o w ę . „W d z i e ń ś w . Jana C h r z c i ­
ciela (24.VI) s z u k a j ą
d w ó c h kłosów
żyta
zrosłych
razem, znalazłszy w y k o p u j ą te źdźbła i n a t r a f i a j ą na
k o r z e ń z czystego srebra, m a j ą c y p o d o b i e ń s t w o z u p e ł n e
do ludzkiej głowy. T o się zowie ś w i ę t o j a ń s k ą głową,
kto j ą ma i chowa, ten ma szczęście w e w s z y s t k i m za­
pewnione przez całe ż y c i e " .
Wierzenie m u s i a ł o b y ć
dość powszechne skoro spotykamy je j u ż w „ N o w y c h
Atenach" Chmielowskiego: „ten to l u d prosty sądzi,
że m a ł e srebrne p i e n i ą ż k i znajdywane w ziemi od lat
tysiąca kilkuset leżące, z g ł o w ą na jednej stronie w y ­
o b r a ż o n e , są p i e n i ą ż k a m i ś w . Jana Chrzciciela, a głowa
na nich oznacza uciętą głowę ś w i ę t e g o przez Heroda.
P i e n i ą ż k i te znaleźć m o ż n a (...) w życie tam, gdzie trzy
razem w y r a s t a j ą kłosy. W noc ś w i ę t o j a ń s k ą posiał je
sam św. J a n " .
32

33

Nie koniec na t y m z w i ą z k u dnia ścięcia ś w i ę t e g o
z d n i e m jego narodzin, czy jak chciałoby się p o w i e ­
dzieć dnia ścięcia g ł o w y z dniem narodzin głowy, lub
z dniem jej odnalezienia. Pozostaje n a m jeszcze do
o m ó w i e n i a w tej pracy rola ł o p i a n u i b y l i c y ; r o ś l i n
nie m a j ą c y c h co prawda kulistego k s z t a ł t u , lecz za to
niezwykle popularnych w t y m czssie, a j a k się w k r ó t c e
o k a ż e , r ó w n i e ż z w i ą z a n y c h z losem głowy Proroka.
Oba te zioła m a j ą z w i ą z e k z n a j w a ż n i e j s z y m i elemen­

t a m i o b r z ę d ó w ś w i ę t o j a ń s k i c h i z p r a k t y k a m i magicz­
n y m i stosowanymi w t y m okresie. Tak więc bylica
i ł o p i a n zabezpieczają przed czarownicami, odpowied­
nio stosowane c h r o n i ą zbiory przed szkodnikami, w y ­
s t ę p u j ą w pieśniach ś p i e w a n y c h przy kojarzeniu par,
nie dopuszczają zarazy do umajonych n i m i d o m ó w ,
u ż y w a n e b y w a j ą we w r ó ż b a c n m a ł ż e ń s k i c h , m a j ą z w i ą ­
zek ze ś w i ę t o j a ń s k i m i harcami słońca, zatykane w
strzechy z a p e w n i a j ą ponadto szczęście l u b c h r o n i ą przed
nieszczęściem, s p r o w a d z a j ą p o ż ą d a n e deszcze i c h r o n i ą
od burz, służą do leczenia krost i n a r o ś l i i wreszcie
zastosowanie najbardziej nas tu i n t e r e s u j ą c e — zabez­
pieczają przed b ó l e m głowy i leczą go. W wigilię na­
rodzin ś w . Jana zioła te są powszechnie zatykane w
strzechy, d r z w i , okna, p ł o t y , w w i e l u regionach Polski,
szczególnie na wschodzie, ś w . Jan Chrzciciel zwany jest
Ł o p u c h a t y I w a n , I w a n Ł o p u s z n i k , I w a n lub Jan
Ł o p u s z y s t y bądź Ł o p u s z n y .
W centralnej Polsce po­
pularna jest piosenka s o b ó t k o w a z a c z y n a j ą c a się od
słów:
3 5

3 6

hejże ino ś w i n t y Jonie
co t a m robisz w t y m ł o p i o n i e ?

37

Liście ł o p i a n u zerwane w wigilię narodzin świętego
służą jako środek przeciw bólowi g ł o w y .
„Duże liście
tej r o ś l i n y zerwane w p r z e d d z i e ń Kupalnoho Iwana
(24.VI) o b w i e s z a j ą dookoła chaty „szoby umajanaja b u ­
ła", n a s t ę p n i e liście te ususzone p r z e c h o w u j ą się na to
ażby później rozmoczone w wodzie lub barszczu służyły
3 8

177

I

�3 9

za lekarstwo do o k ł a d a n i a g ł o w y w razie b ó l i . W w i e ­
l u d z i a ł a n i a c h ś w i ę t o j a ń s k i c h bylica upodabnia się s w y m
znaczeniem do ł o p i a n u , a szczególnie t a m gdzie idzie
0 zapobieganie i leczenie b ó l u głowy. „W wigilię ś w .
Jana w okolicach K u t n a u m a j a j ą c h a ł u p y „belicą" t j .
o b t y k a j ą w k o ł o pod dach, potem z b i e r a j ą i u ż y w a j ą j a ­
ko lekarstwa na ból g ł o w y " .
Powszechnie w y s t ę p u j e
wierzenie m ó w i ą c e , że „bylica leczy b ó l g ł o w y , k r z y ­
żów i p l e c ó w " .
W Czarownicy powołanej
znajdujemy:
„wigilią ś w . Jana wieniec z bylicy noszono aby g ł o w a
przez r o k nie b o l a ł a " .
4 0

41

42

Jest rzeczą oczywistą, że z a r ó w n o bylica j a k i ł o ­
pian u z y s k u j ą swe znaczenie w ł a ś n i e w dniu narodzin
św. Jana. W ś r ó d w i e l u i c h z a s t o s o w a ń na czoło w y b i j a
się w ł a ś c i w o ś ć leczenia i zapobiegania bólowi głowy.
Skoro w i ę c takiego znaczenia n a b i e r a j ą w ł a ś n i e w dniu
narodzin ś w i ę t e g o (w praktyce b ę d ą c e g o j e d y n y m dniem
p o ś w i ę c o n y m temu P r o r o k o w i ) , to powinno i s t n i e ć w y ­
r a ź n i e j s f o r m u ł o w a n e p o w i ą z a n i e tych ziół z g ł o w ą ś w .
Jana Chrzciciela i ewentualnie z f a k t e m ścięcia ś w i ę ­
tego (ból głowy b y ł b y t u zatem l u d o w ą , e u f e m i s t y c z n ą
m e t a f o r ą ścięcia). Otóż i takowe uzasadnienie: „ w i e ś ­
niaczki m n i e m a j ą , iż bylicy i ł o p i a n u u ż y ł a N a j ś w i ę t ­
sza Panna M a r i a , chcąc, aby głowa św. Jana n a p o w r ó t
do ciała p r z y r o s ł a " .
Mamy t u zapewne do czynienia
z nieznanym n a m w ą t k i e m apokryficznym, w y j a ś n i a ­
j ą c y m zastosowanie tych ziół w leczeniu b ó l u g ł o w y .
Nie uzyskujemy j e d n a k ż e
wyjaśnienia
tłumaczącego
użycie ł o p i a n u i bylicy w ł a ś n i e w dniu narodzin ś w i ę ­
tego.
43

Wierzenia z a w i e r a j ą c e w ą t e k z w i ą z k u ściętej g ł o ­
w y Proroka z ziołami popularne są szczególnie w cen­
tralnej Polsce; z kolei zastosowanie t y c h ż e ziół w iden­
tycznym celu na terenie d u ż y c h p o ł a c i S ł o w i a ń s z c z y z n y
w s k a z y w a ł o b y na rozpowszechnienie tego apokryfu i
gdzie indziej. Oto kolejna wersja tej o p o w i e ś c i : „ m ó w i ą ,
że j a k ś w i ę t e g o Jana ścięli, to g ł o w ę jego w r z u c i l i do
ł o p i a n u , a Pan Bóg d a ł tak, że ta g ł o w a p r z y s z ł a do
ciała i zrosła się. Od tego czasu ł o p i a n pomaga na b ó l
głowy. Z b i e r a ć go t e ż trzeba w wiliją ś w . Jana, i usu­
szywszy, liście suszone, p o k r o p i ć w ó d k ą i do głowy
przykładać".
Wszystkie wspomniane p r a k t y k i magicz­
ne m a j ą c e c h r o n i ć przed b ó l e m g ł o w y l u b leczyć go
o d b y w a j ą się jednak w d n i u narodzin ś w . Jana, nie
zaś w dniu jego ścięcia, b ą d ź w dniu odnalezienia g ł o ­
wy, co b y ł o b y na pewno r z e c z ą o wiele bardziej l o ­
giczną.
4 4

Najczęściej obchodzonym dniem ś w i ę t o j a ń s k i m jest
p a m i ą t k a narodzin Proroka. W kościele p r a w o s ł a w n y m
1 g r e c k i m obchodzi się r ó w n i e ż święto ścięcia ś w . Jana,
a dawniej obchodzono też dzień p o w o ł a n i a Proroka
i „trzeciego odnalezienia głowy".
O k s z t a ł c i e nie tylko l i t u r g i c z n y m ale i l u d o w y m
ostatniego ś w i ę t a nie w i e m y p r a w i e nic choć u d a ł o
m i się znaleźć i n f o r m a c j ę opisującą perypetie z w i ą z a n e
z odnalezieniem tej n a j w a ż n i e j s z e j r e l i k w i i ś w i ę t o j a ń ­
skiej.
M ó w i ą c o ś w i ę t a c h n i e i s t n i e j ą c y c h obecnie w
kalendarzu l i t u r g i c z n y m i t a k ż e o tych, k t ó r y c h ż y ­
w o t n o ś ć s ł a b n i e , w s k a z y w a l i ś m y na fakt przenikania
e l e m e n t ó w tych ś w i ą t do k u l t u r y ludowej.
Możemy
p r z y j ą ć że wiele w ą t k ó w apokryficznych b ę d ą c y c h w
przeszłości fundamentem poszczególnych d n i ś w i ę t o ­
j a ń s k i c h zostało niejako adoptowanych przez o b r z ę d o ­
w o ś ć dnia narodzin ś w . Jana. Eiementem u m o ż l i w i a ­
j ą c y m tę h i p o t e t y c z n ą a d o p c j ę b y ł a zapewne p o s t a ć
św. Jana, osoby, jak t o j u ż p r z e d s t a w i l i ś m y , szczegól­
nej w panteonie c h r z e ś c i j a ń s k i c h ś w i ę t y c h . Redukcja
i s t n i e j ą c y c h dawniej d n i , p o ś w i ę c o n y c h w a ż n y m w y ­
4 5

178

darzeniom z życia tego Proroka d o p r o w a d z i ł a do prze­
jęcia w a ż n i e j s z y c h e l e m e n t ó w tych ś w i ą t przez o b r z ę ­
d o w o ś ć dnia narodzin ś w . Jana. By p o p r z e ć tę tezę
zamieszczamy poniżej t a b e l ę m a j ą c ą i l u s t r o w a ć „ w c h ł a ­
n i a j ą c ą " w ł a ś c i w o ś ć tego ś w i ę t a .
Nie c h c ą c p o p r z e s t a ć jedynie na zagadnieniu z w i ą ­
zanym z g ł o w ą ś w i ę t e g o , staramy się r ó w n i e ż p o k a z a ć
elementy tych ś w i ą t , o k t ó r y c h zaledwie w s p o m n i e l i ś ­
my w tej pracy, a k t ó r e r ó w n i e ż uległy „ a d o p c j i " przez
dzień narodzin ś w . Jana. Do takich
świąt
należą:
chrzest Jezusa w Jordanie czy też apokryficzny m o t y w
pokonania potwora wodnego. Oba te p r z y k ł a d y po­
winny stanowić dodatkową ilustrację „pochłaniających"
w ł a s n o ś c i dnia narodzin ś w . Jana. Przy p o r ó w n y w a n i u
dnia narodzin z dniem ścięcia mamy p o c z ą t k o w o do
czynienia z elementami p r z e c i w s t a w n y m i sobie. Spo­
wodowane to jest stosunkowo d o b r y m zachowaniem
o b r z ę d o w o ś c i dnia ścięcia na terenach p r a w o s ł a w n y c h
czy greckokatolickich, co j a k w i d z i e l i ś m y nie przeszko­
dziło (w z w i ą z k u z jednak p o s t ę p u j ą c y m zanikaniem
tych świąt) b y jego elementy r ó w n i e ż i t a m uległy
przechodzeniu do o b r z ę d o w o ś c i dnia narodzin św. Jana.
Na terenach z a ś gdzie święto ścięcia j u ż nie w y s t ę p u j e
mamy zachowane jego elementy w o b r z ę d o w o ś c i po­
święconej
narodzinom Р г о г о к а . P o r ó w n u j ą c te dwa
ś w i ę t a w aspekcie w i e r z e ń d o t y c z ą c y c h g ł o w y ś w . Jana,
z a u w a ż y m y , że w dniu narodzin mamy do czynie­
nia z k r e a c y j n ą działalnością świętego ( z a w i ą z y w a n i e
g ł o w i a s t y c h k s z t a ł t ó w r o ś l i n , tworzenie zdrowych g ł ó w
ludzkich itp.), w dniu z a ś jego ścięcia p r z e w a ż a m o t y w
bezruchu oraz destrukcji (zakaz z b l i ż a n i a się do r o ś l i n
g ł o w i a s t y c h , zakaz krojenia, pojawienia się k r w i na
n a r z ę d z i a c h do krojenia i na r o ś l i n a c h g ł o w i a s t y c h , k o ł ­
tun, b ó l głowy).
Z e s t a w i a j ą c w ą t k i „ ś w i ę t a trzeciego
odnalezienia
G ł o w y P r o r o k a " z dniem, jego narodzin mamy do czy­
nienia z elementami n i e m a l identycznymi — z odnaj­
dywaniem g ł o w y l u b przedmiotu tak nazywanego. Owa
„ g ł o w o t w ó r c z a " w ł a ś c i w o ś ć ś w . Jana oraz fakt, iż p r o ­
blem g ł o w y pojawia się w ł a ś n i e w dniu jego narodzin
s p r a w i a j ą , że mamy prawo n a z w a ć to święto „ d n i e m
narodzin g ł o w y ś w . Jana". To nowe ś w i ę t o b y ł o b y za­
tem efektem synkretyzmu d o p r o w a d z a j ą c e g o do umiesz­
czenia e l e m e n t ó w d w ó c h ś w i ą t , w k t ó r y c h w y s t ę p u j e
głowa (ścięcie i odnalezienie głowy) w terminie jedy­
nego w praktyce zachowanego
dnia
świętojańskiego
i nadania m u znaczenia kreatora głów, co jest t y m
bardziej z r o z u m i a ł e , że dzień ten p o ś w i ę c o n y jest na­
rodzinom, a w i ę c wszelka symbolika kreacyjna czy i n i ­
cjalna jest t u j a k najbardziej na miejscu.
Zaprezentowane
wyjaśnienie
nie jest oczywiście
c a ł k o w i t e tzn. t ł u m a c z y ono k o m p i l a c j ę t y l u w ą t k ó w
w i e l k o ś c i ą i w a ż n o ś c i ą postaci ś w i ę t e g o . P o s t a ć ta,
d z i ę k i s w y m szczególnym
właściwościom,
umożliwia
w i ę c p o ł ą c z e n i e w i e l u , często niezbyt p a s u j ą c y c h do sie­
bie m o t y w ó w w j e d n y m ś w i ą t e c z n y m t e r m i n i e .
W
wypowiedziach dotyczących
święta
narodzin
ś w . Jana w y s t ę p u j ą opinie w s k a z u j ą c e na i r r a c j o n a l n ą
k o n i e c z n o ś ć uzasadniania pewnych w ą t k ó w (ścięcie i
woda) zdarzeniami, k t ó r e przez tych samych ludzi, w
rozmowie o nieco i n n y m k o n t e k ś c i e , umieszczone zo­
stają w terminach zgodnych z t r a d y c y j ą k o ś c i e l n ą . Ta
w t ó r n a (lub dalsza) racjonalizacja jest w r z e c z y w i s t o ś c i
z n a k o m i t y m p r z y k ł a d e m mityzacji, m a j ą c e j na celu w y ­
j a ś n i e n i e sensu o b r z ę d u p o p r z i z wskazanie na uzasad­
n i a j ą c y go m i t . N a j w a ż n i e j s z a dla udzielającego w y ­
j a ś n i e ń jest t u suma e l e m e n t ó w . I c h wzajemne p o w i ą ­
zania, ewidentne niespójności zdają się nie r o b i ć na
informatorach najmniejszego w r a ż e n i a . W ten sposób

�u k a z u j ą nam się dwa p o r z ą d k i : p o r z ą d e k m i t u i p o r z ą ­
dek o b r z ę d u . N a l e ż a ł o b y teraz p o w i e d z i e ć , że w t y m
w y p a d k u obrzęd nie jest lub j.^st w n i e w y s t a r c z a j ą c y m
stopniu m i t e m w akcji, a raczej nie t y m m i t e m w tej
a k c j i . A b y w y j a ś n i ć znaczenie r y t u a ł ó w dnia narodzin
ś w . Jana zaprezentowany m i t nie wystarcza. O b r z ę d
ten uzasadniany jest przez z u p e ł n i e inny m i t n i ż ś w i ę ­
t o j a ń s k i . Spośród rodziny tych m i t ó w n a j w i ę c e j w y j a ś ­
nia m i t wspomnianej sekty m a n d e j c z y k ó w . Z jednej
strony w i ę c a n a l i z u j ą c g ł ę b i e j c b r z ę d o w o ś ć dnia naro­
dzin św. Jana m u s i e l i b y ś m y dojść do innego m i t u niż
ś w i ę t o j a ń s k i , z drugiej zaś n a t r a f i l i b y ś m y na zestaw
m o t y w ó w , opozycji czy kategorii podobny do ś w i ę t o j a ń ­
skich. Zatem analizowana w t y m t e k ś c i e „głowiastość"
jest tylko szczegółowym w a r i a n t e m cechy „ o k r ą g ł o ś c i "
— w y s t ę p u j ą c e j jako forma s ł o w n a , przedmiot oraz
konstrukcja społeczna w o b r z ę d o w o ś c i ś w i ę t o j a ń s k i e j .
W t y m w y p a d k u na podstawie analizy e l e m e n t ó w ob­
r z ę d u m o ż e m y dojść do o r g a n i z u j ą c e g o go m i t u czy m i ­
t ó w . N a r z u c a j ą się tu s ł o w a Prazera: „mit b o w i e m się
zmienia, natomiast niezmienny pozostaje obyczaj; l u ­
dzie c z y n i ą nadal to, co czynili ich ojcowie, chociaż
powody, k t ó r y m i k i e r o w a l i się ojcowie, dawno już ule­
gły zapomnieniu. Historia r e l i g i i jest d ł u g o t r w a ł ą p r ó b ą
pogodzenia starych z w y c z a j ó w z n o w y m i uzasadnie­
n i a m i , znalezienia r o z s ą d n e j t e o r i i w y j a ś n i a j ą c e j absur­
dalną praktykę".

Święto odnalezienia
głowy Proroka

Święto pokonania po­
twora wodnego —•
uwolnienie wód

PRZYPISY
1

Encyklopedia
kościelna,
t. 8, Warszawa, s. 414
Moment spotkania M a r i i i E l ż b i e t y brzemiennych
jest c z ę s t y m m o t y w e m sztuki, z w ł a s z c z a gotyckiej. Po­
stacie Jana i Jezusa namalowane są lub w y r z e ź b i o n e
wprost na brzuchach o b y d w u kobiet, w n i e w i e l k i c h
w n ę k a c h . Por. też Żywot Pana i Boga Naszego
Jezusa
Chrystusa...
C z ę s t o c h o w a 1850, s. 24—26
t a m ż e , s. 26
Ł u k a s z (I;20)
Ł u k a s z (I;57—64)
Encyklopedia,
op. cit., s. 414, hasło — „ J a n (imię)".
O i m i e n i u : „ k t ó r e takowe m u sam Pan Bóg w nie­
bie p r z e z n a c z y ł , a k t ó r e przed narodzeniem ś w i ę t e g o
Jana, j a k ś w i a t ś w i a t e m pierwej znane nie było, czyli
że n i k t się pierwej tak nie n a z y w a ł " . T . L . [ k r y p t . Teo­
f i l a Lenartowicza], Żywot
św. Jana Chrzciciela...
War­
szawa 1860, s. 5
Żywot
Pana, op. cit., s. 26—27. Dla p o d k r e ś l e n i a
szczególnej
świętości
Jana
Chrzciciela
ikonografia
wschodnia przedstawia świętego z anielskimi s k r z y d ł a ­
m i — por. A. Maseron, Saint Jean Baptiste dans 1'art,
A r t h a u d 1957, s. 50
„Przed E l ż b i e t ą gdy z Janem u c h o d z i ł a , góra cu­
downie się rozdzieliła, ona w n i ą weszła, a Pan Bóg
posłał tam anioła na s t r a ż . " fragment Protoewangelii
Jakuba; cytat za Encyklopedią
kościelną,
t. 1, W-wa,
s. 316. M o t y w góry p r z y j m u j ą c e j Jana i Elżbietę po­
pularny jest w sztuce wschodniej: w Kapadocji, Grecji,
B u ł g a r i i , por. Masseron, op. cit., s. 57—61
2

3

4

5

6

7

8

9

Święto chrztu Jezusa
w Jordanie

Jan chrzci Jezusa
w Jordanie
św. Jan pokonuje
potwora wodnego
uwalniając wody
uświęcenie wody
ostateozne odnale­
zienie głowy św.
Jana

Święto ścięcia św. Jana

Święto narodzin
św. Jana

zakaz lozplatania
i dotykania włosów

nakaz rozplatania
włosów

zakaz dotykania
roślin głowiastych

nakaz zajęcia się
pewnymi roślinami
celem zapewnienia
głowiastego kształtu

nieprzestrzeganie
pewnych zakazów
może doprowadzić
do bólu głowy lub
tp. konsekwencji

powszechne wystę­
powanie czynnośoi
magicznych chronią­
cych przed bólem
głowy

by lica i łopian miały
kontakt ze ściętą,
głową św. Jana

bylica i łopian uży­
wane celem zabez­
pieczenia przed
bólem głowy

ścięcie św. Jana

lud uważa, że jest
to dzień ścięcia Św.
Jana (potwierdzone
w wierzeniach i ob­
rzędach)
lud uważa, że jest
to dzień chrztu
Jezusa w Jordanie
wierzenia i obrzędy
wskazujące na uwol­
nienie wód

uświęcenie wody

uświęcenie wody
znajdowanie „świę­
tojańskich głów"

379

1

�I I . 4. Ścięcie głowy Jana Chrzciciela, obraz na szkle, Rumunia, X I X w .

10 Encyklopedia...,
t. 1, s. 316, por. też Masseron,
op. cit., s. 57—68 i ilustracje 54—67. Bardzo w i e l u egzeg e t ó w u w a ż a ł o też że Mesjaszem p o w i n i e n być św. Jan.
Ś w i e t n ą a n a l i z ę p o d o b i e ń s t w i p r z e c i w s t a w i e ń postaci
Jana i Jezusa daje E.R. Leach w Structuralism
in So­
cial antropology,
[w:] Structuralism
An
Introduction
Oxford 1972
Żywot Pana..., s. 55—56, 62
„ P o s e l s t w o do niego wszyscy k a p ł a n i , biskupi i
uczeni w y p r a w i l i , za Mesyasza go i k r ó l a oczekiwanego
znać, w światłości się jego takiej doczesnej, jak Pan
m ó w i nie czekając w i ę k s z e j , r a t o w a ć i zostać chcieli".
Piotr Skarga Żywoty
Świętych
K r a k ó w 1899, s. 332.
Por. też Ł u k a s z (3, 15—17)
u Żywot
św. Jana...
op. cii., s. 104—105: „ziemia
Jerozolimska oto stała się czczą i n i k c z e m n ą , i na nie­
bie z a b r a k ł o światłości, i góry i p a g ó r k i się zatrwo­
żyły, i odleciało wszystkie ptactwo niebieskie i opusto­
szał K a r m e l , i wszystkie miasta od oblicza P a ń s k i e g o
i nie o d n a l e ź ć gdzieżby były groby k r ó l ó w Izraela".
Por. też scenę anomalii
w
naturze
towarzyszących
ś m i e r c i Chrystusa, Żywot
Pana..., s. 24
Eduard Trech, Dictionaire
des symboles
christiens, Neuchatel 1972, s. 90—91
Encyklopedia...,
t. 1, s. 324 oraz Ignacy R a d l i ń s k i ,
Apokryfy
Judaistyczno-Chrześcijańskie
w polskich
prze­
róbkach,
Warszawa 1911, s. 89—90: „i zbliżył się niby
pustelnik. Zapytany kto jest, o d r z e k ł : Jestem, głos i p r o ­
rok N a j w y ż s z e g o , poprzednik Jego, by m u p r z y g o t o w a ć
drogę Jego. O c h r z c i ł e m Go w Jordanie, i w i d z i a ł e m
Ducha Ś w i ę t e g o , zlatującego na niego. I teraz w y p r z e ­
1 1

1 2

14

15

180

dzam go i z s t ą p i ł e m o b j a w i ć wam, że on jest już w
bliskości".
„Na 6 miesięcy przed B o ż y m Narodzeniem ob­
chodzi kościół Narodziny św. Jana Chrzciciela. Jest to
święto jedno z najdawniejszych, gdyż już ś w . Augustyn
m i e w a ł o n i e m mowy pochwalne, n a z y w a j ą c je ś w i ę ­
tem z podania apostolskiego. (...) Kościół (...) trzy t y l k o
ś w i ę t a narodzenia obchodzi: Boże Narodzenie, Naro­
dzenie N a j ś w i ę t s z e j M a r i i Panny i Narodzenie św. Jana
Chrzciciela. (...) Prócz narodzin św. Jana obchodzi się
i drugie święto 29 sierpnia, ścięcia (Decollationis) te­
goż św. Jana, a n i e g d y ś i trzecie Poczęcia 24 w r z e ś n i a ,
wymieniane w dawnych kalendarzach i wspominane
w martyrologiach do drugiej p o ł o w y X V w. Grecy aż
d o t ą d o b c h o d z ą to ostatnie ś w i ę t o : Conceptio venerandi
ас gloriosi Prophetae, Praecursoris et Baptistae 23
w r z e ś n i a . (...) W kościele ł a c i ń s k i m ś w i ę t o narodzin
św. Jana obchodzi się r y t e m pierwszej klasy. (...) N i e ­
gdyś przed Narodzeniem, św. Jana, jak i przed B o ż y m
Narodzeniem, obchodzono post 40. dniowy
(quadrogesima),'potem już tylko trzytygodniowy, nareszcie zo­
stała sama w i g i l i a a i ta dziś u nas i prawie powszech­
nie bez postu". Encyklopedia...,
t. 8, s. 417—418; por.
też A n t o n i J. Nowosielski, Wykład
liturgii
kościoła
ka­
tolickiego,
Warszawa 1893, s. 141, 149, 152, 170, 172.
Nie p o d a j ę t u n u m e r ó w a r c h i w a l n y c h w y w i a d ó w
gdyż informacje te o t r z y m a ł e m od s t u d e n t ó w p r o w a ­
d z ą c y c h badania na t y m terenie. Lokalne wierzenia
m ó w i ą , że w dniu t y m puszcza się w i a n k i i pali ognie
na p a m i ą t k ę u t o n i ę c i a Wandy, k t ó r a nie c h c i a ł a N i e m ­
ca; stąd „ c h y t r a " postawa chłopów. Zwyczaj ten był
1 8

1 7

�П. 5. Ścięcie głowy Jana Chrzciciela, obraz na

wprowadzony przez N i e m c ó w podczas okupacji na tych
terenach Polski, k t ó r e ogni w t y m czasie już nie pa­
m i ę t a ł y ; por. A . Szyfer, Zwyczaje,
obrzędy
i
wierzenia
Mazurów
i Warmiaków,
Olsztyn 1975, s. 67—68
Jan Rompski, Ścinanie
kam, T o r u ń 1973, s. 36.
Święto o d b y w a ł o się w wigilię narodzin Świętego Jana.
przygotowania z a c z y n a ł y się na k i l k a tygodni w c z e ś ­
niej, miały f o r m ę k o n k u r s u s p r a w n o ś c i o w e g o miejsco­
wych pasterzy. Osoby w y g r y w a j ą c e o t r z y m y w a ł y naj­
bardziej zaszczytne role w w i d o w i s k u — kata lub soł­
tysa. W ł a ś c i w y obrzęd rozpoczynano p a r a d ą przez całą
wieś aż do placu gdzie o d b y w a ł a się egzekucja. Jeszcze
w X I X w. ś c i n a n o żywego ptaka, niekiedy k a n i ę za­
s t ę p u j ą c k u r ą lub k r u k i e m . W X X w. ś c i n a n o k a n i ę
z drewna lub gliny, w y p e ł n i a j ą c f i g u r k ę k r w i ą . R ó w n i e
często u r z ą d z a n o p a r a d ę nie ла w s t ę p i e , lecz na z a k o ń ­
czenie egzekucji.
Teksty w y g ł a s z a n e podczas widowska
pozwalają
z a k l a s y f i k o w a ć p o s t a ć kani do r z ę d u figur niszczonych
jako symbole ś m i e r c i czy k o ń c a r o k u . Sama kania
mieści się w systemie w i e r z e ń z w i ą z a n y c h z w o d ą (por.
wierzenie o kani w o ł a j ą c e j dżdżu). U w a ż a n o że ścięcie
ptaka powoduje z m i a n ę pogody — suszę, gdy p a d a j ą
deszcze lub opady, gdy jest sucho.
t a m ż e , s. 87—88
Oskar Kolberg, Dzieła wszystkie,
t. 49,
Sanockie-Krośnieńskie,
s. 299. Dzień ten zwany jest H ł a w o s i k -kapustu posik (10.IX nowego stylu, 29.VIII starego sty­
lu).
C z e s ł a w Pietkiewicz, Kultura
duchowa
Polesia
Rzeczyckiego,
Warszawa 1938, s. 148. W wigilię narodzin
1 8

1 9

2 0

2 1

szkle, Rumunia, koniec X I X

w.

św. Jana, odwrotnie niż w dniu ścięcia, powinno się
mieć rozplecione włosy i zalecenie to było n i e g d y ś pow­
szechnie stosowane. Por. Szczęsny — J a s t r z ę b o w s k i ,
Sobótka
we wsi Mikułowice,
„Wisła" R. 1891, t. 5, s. 40:
,.w dniu w i g i l j i św. Jana d z i e w c z ę t a r o z p l a t a j ą włosy
zabezpieczając je t y m sposobem od móla, molika, co
we w ł o s a c h siedzi i podgryza je p o m a ł u " . Por. r ó w n i e ż
w t y m samym tomie „Wisły" pytania d o t y c z ą c e roz­
platania w ł o s ó w w kwestionariuszu s o b ó t k o w y m Ra­
fała Lubicza.
W ł o d z i m i e r z Szuchiewicz, Hucułszczyzna,
t. 3, K r a ­
k ó w 1904, s. 290
L u d w i k Hodoly, Mały przyczynek
do wierzeń
i
podań łudowych
o zwierzętach
i rośłinach,
„Zbiór W i a ­
domości do Antropologii K r a j o w e j " , R. 1882, t. 6, s. 321
W ł a d y s ł a w K o s i ń s k i , Materiały
etnograficzne
ze­
brane w różnych
okolicach
Galicji
Zachodniej,
„Ma­
t e r i a ł y Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne",
r. 1904, t. 5, s. 44: „podczas sadzenia kapusty trzeba
się c h w a t a ć za g ł o w ę i k r z y c z e ć na całe g a r d ł o , aby
się wielka kapusta zrodziła"'. Na B i a ł o r u s i zaś „sadziaczu kapustu n i m u o ż n o h a ł a w y drać, kab kapusta
ni kałołasie, n i r a ź d z i r a ł a s i e " , Michał Federowski, Lud
białoruski...,
t. 1, K r a k ó w 1897, s. 374
W y w i a d (w dyspozycji autora) przeprowadzony
w marcu 1975 r. z Janem B ź d z i u c h e m (wówczas 62 let­
nim) we wsi Podlas, w o j . zamojskie. Por. też
Poszuki­
wania — Sobótka,
„Wisła", R. 1892, t. 6, s. 924: „ k a ­
pusta jeżeli przed św. Janem me jest opielona z chwa­
stów, to w wigilię św. Jana koniecznie trzeba zacząć
pielenie chociaż k i l k u k r z a c z k ó w kapusty, gdyż w prze2 2

2 3

2 4

2 5

282

�I I . 6. O b r z ą d św. Jana u Ł e m k ó w , T u r z a ń s k , w o j . rzeszowskie

c i w n y m razie kapusta się nie urodzi. W ł a ś n i e tego dnia
u kapusty g ł ó w k i się z a w i ą z u j ą " . Por. też Józefa M o ­
szyńska, Kupajło...,
Z W A K , R. 1881, t. 5, s. 42: „na
U k r a i n i e po z a k o ń c z e n i u zabaw ś w i ę t o j a ń s k i c h ł a m i ą
k u p a j ł y c i u (drzewko ś w i ę t o j a ń s k i e ) u n o s z ą ze sobą k a ż ­
da po trochu tych s z c z ą t k ó w i r o z r z u c a j ą je na g r z ę ­
dach kapusty, aby dobrze się głowy w i ą z a ł y , albo na
kartofle". Por. też S t a n i s ł a w D w o r a k o w s k i ,
Kultura
społeczna
ludu wiejskiego
na Mazowszu i nad
Narwią,
B i a ł y s t o k 1964, s. 110; „ k o b i e t y o k o p y w a ł y w t y m dniu
kapusty, ażeby porosły duże g ł o w y (powszechne)". Por.
też w y w i a d terenowy (w dysp. aut.) przeprowadzony
w listopadzie 1975 r. z B r o n i s ł a w ą O r l i k (wówczas 48
lat) we wsi W y w ł o c z k a , w o j . zamojskie: „dnia tego oko­
p u j ą k a p u s t ę (we w i l i j e ) albo tak r o b i ą żeby na Jana
b y ł a choć zaczęta bo główki ł a d n e będą, kapusta duża
b ę d z i e " . Por. też Kolberg, Dzieła,
t. 33,
Chełmskie,
s. 149: „w ten także dzień, gospodynie w y c h o d z ą do
o g r o d ó w i tam s k ł a d a j ą , ściskają do ś r o d k a l i s t k i ka­
pusty po t r z y k r o ć , aby się w i ą z a ł y w g ł ó w k i " .
Poszukiwania
— Sobótka,
„Wisła", R. 1899, t. 13,
s. 684. Tekst słowacki tej pieśni b r z m i :
29

„kto na sobotku nie pridze
do r o k u ho hlawa bolec b u d z ę " .
Tekst polski podaje r ó w n i e ż Zygmunt Gloger w
Ency­
klopedii Staropolskiej,
t. 4, Warszawa 1972, s. 257.
Moszyńska, op. cit., s. 27: „wodą zaczerpniętą
spod w i a n k ó w m y j ą się n i e k t ó r e dziewki dla zabez­
pieczenia się od b ó l u gołwy".
Rompski, op. cit., s. 79—80, podobny tekst r ó w ­
nież na s. 83. Sołtys (jedna z w y s t ę p u j ą c y c h w t y m
w i d o w i s k u postaci) m ó w i :
2 7

2 8

„ m a m trunek t r o j a k i :
jeden od g ł o w y bolenia
drugi od brzucha bolenia,
a ten trzeci od bogactwa miewania
a kto te trzy t r u n k i z y ż y w a
ten wszelkie bogactwa miewa".
2 9

M o s z y ń s k a , op. cit., s. 42:
Iwane, Iwasyczku
„Posiju tebe w horodyczku

182

Z i j d u z tebe t r y ziliiczka,
Perwe zile lubystoczek
Druhe zile w a s y ł o c z e k
Tretie zile barwinoczek.
Za h o ł o w u barwinoczek
Dla zapachu w a s y ł o c z e k
Dla praznyczuk lubystoczek".
3 0

James George Frazer, Ztota Gałąź,
Warszawa
1969, s. 483; na tej samej stronie podaje on p r z y k ł a d
z innych okolic Grecji: „w Kalimnos (...) ludzie t a ń c z ą
i ś p i e w a j ą w o k ó ł ognisk z k a m i e n i a m i na głowie, a po­
tem s k a c z ą przez p ł o m i e n i e lub ż a r z ą c e się w ę g l e " .
Z w i ą z e k kamienia z g ł o w ą zachodzi t a k ż e w magii
t o w a r z y s z ą c e j sadzeniu kapusty: „gdy k a p u s t ę sadzą,
z a k o p u j ą wraz z n i ą k a m i e ń z p o k r z y w ą , aby g ł ó w k i
były twarde jak k a m i e ń " , K o s i ń s k i , op. cit., s. 44. W a r ­
to jeszcze z a s y g n a l i z o w a ć że w s ł o w i a ń s k i c h zwycza­
jach z w i ą z a n y c h z pierwszym grzmotem często poja­
w i a ł a się c z y n n o ś ć uderzenia lub p r z y k ł a d a n i a kamie­
nia do głowy, co m i a ł o z a b e z p i e c z a ć przed b ó l e m gło­
w y . By jednak w y j a ś n i ć te akcje m u s i e l i b y ś m y od­
w o ł a ć się do n i e i n t e r e s u j ą c e g o nas w tej pracy k o n ­
tekstu.
3 1

Zwyczaje te były powszechne w c a ł y m k r a j u ;
O r l i k , op. cit.; „ z a w i ą z y w a ł o się r ó w n i e ż łodygi czosn­
k u , żeby ł a d n e b y ł y " . D w o r a k o w s k i , op. cit., s. 110:
„ k o b i e t y (...) w i ą z a ł y t a k ż e węzły na szczypiorze ce­
b u l i , aby cebule lepiej się w i ą z a ł y (w główki)". W i t o w t ,
K i l k a p r z e s ą d ó w ze wsi Turowa,
„Wisła", R. 1901, t. 15,
s. 177: „przed ś w . Janem w i ą ż e się czosnek, aby rósł
w g ł ó w k i " . Często m o t y w a c j ą tych c z y n n o ś c i było też
zabezpieczenie się przed „ u c i e c z k ą " g ł ó w e k tych roślin
do ziemi.
3 2

Kolberg, op. cit., t. 34, Chełmskie,
s. 260; p r z y k ł a d
ten pochodzi z Hrubieszowskiego; w wierzeniach ludo­
w y c h z r o ś n i ę t e k ł o s k i ż y t a w r ó ż ą szczęście (powszechne).
Benedykt
Chmielowski, Nowe Ateny,
Kraków
1961, s. 270—271. W X V I i X V I I wiecznych i n w e n t a ­
rzach m a j ą t k o w y c h i aktach s ą d o w y c h nazwa „główki
ś w . Jana" w y s t ę p u j e jako zwrot potoczny o k r e ś l a j ą c y
p e w n ą k a t e g o r i ę monet: „ n a j p i e r w tedy było w t y m
depozycie M o c h i l a n k i
i jej p r z y j a c i ó ł k i Logofetowej
około 70 000 d u k a t ó w w g o t ó w c e , a mianowicie w czer­
wonych złotych, w portugalach, monetach w a ż ą c y c h
3 3

�11. 7. O b r z ę d św. Jana u Ł e m k ó w , T u r z a ń s k , w o j . rzeszowskie

k a ż d a po 15 d u k a t ó w , w „ g ł ó w k a c h św. Jana" t j . za­
pewne w wykopanych złotych monetach rzymskich".
Walery Ł o z i ń s k i , Prawem i lewem, t. 2, K r a k ó w 1957,
s. 54
Kolberg, Dzieła..., t. 3, Kujawy, s. 217: „w wigilię
św. Jana Chrzciciela (23 czerwca) wieczorem, u j r z e ć
można na wszystkich dachach c h a ł u p , ponad drzwiami
w c h o d o w y m i narzucone liście ł o p i a n u , k t ó r e przeleżeć
m a j ą przez dzień n a s t ę p n y . M i m o rozpytywania się na
j a k ą to czynią p a m i ą t k ę , w ł o ś c i a n i e nie umieli albo
nie chcieli dać w y j a ś n i e n i a . "
•' Kolberg, Dzieła..., t. 29, Pokucie, s. 201
Z b a d a ń terenowych przeprowadzonych przeze
mnie w 1976 na Roztoczu L u b e l s k i m . I m i ę to powszech­
ne jest we wsiach na w s c h ó d od Tomaszowa L u b e l ­
skiego.
Jan Piotr Dekowski, Obrzędy
i zwyczaje
święto­
jańskie
w piotrków skiem, „Łódzkie Studia Etnograficz­
ne", R. 1962, t. 4, s. 134. Z w i ą z e k św. Jana z ł o p i a n e m
potwierdza r ó w n i e ż n a s t ę p u j ą c e
opowiadanie:
„razu
pewnego św. Jan w ę d r u j ą c po ziemi s c h r o n i ł się w cza­
sie ulewy pod olbrzymi liść ł o p i a n u . S i e d z ą c pod n i m
z a u w a ż y ł na jego dolnej części stoczone miejsce. Zafra­
sował się nie lada i zaczął u b o l e w a ć nad podniszczo­
n y m liściem. Zobaczywszy to Chrystus r z e k ł : „ J a n i e
czemu tak p ł a c z e s z ? "
— „Mistrzu — odpowiada u c z e ń — a to ten
piękny
liść zielony został zniszczony przez tego robaczka."
— „ J a n i e , dziwię się że tak płaczesz nad t y m n ę d z n y m
liściem, gdy tymczasem suchym okiem patrzysz na
c z ł o w i e k a grzesznego, k t ó r e g o większy i s t o k r o ć po­
tworniej szy robak toczy". J.P. Dekowski, Sw.
Jan,
.Prace i M a t e r i a ł y Etnograficzne", R. 1947, t. 6, s.
207—208
Poszukiwania
— Sobótka,
„Wisła", R. 1893, t. 7,
s. 391
Kolberg, Dzieła, t. 34, s. 190—191; por. t a m ż e ,
t. 33 s. 149
Poszukiwania
— Sobótka,
„Wisła", R. 1893, t. 7,
s. 391
B r o n i s ł a w Gustowicz, Podania,
przesądy,
gadki
i nazwy ludowe w dziedzinie przyrody, Z W A K , R. 1882,
t. 6, s. 205
3 4

5

3 3

3 7

38

3 9

19

4 1

4 2

Np. Kolberg, Dzieła, t. 15, Wielkie Księstwo
Poz­
nańskie,
s. 68. Por. też Gustowicz, op. cit., s. 227: „ w i a ­
nek z bylicy noszony w dzień św. Jana Chrzciciela,
chroni od bólu g ł o w y przez cały rok".
A d a m Podymowicz, Botanika
dla pici
pięknej,
Warszawa 1834, s. 56. Por. też Kolberg, Dzieła... t. 19,
Kieleckie,
s. 194: „w wigilię św. Jana zatyka się w
s t r z e c h ę r ó ż n e r o ś l i n y : ł o p i a n i p o d b i a ł (na wrzody),
belicę (na k ł u c i e lub uderzenie się), k w i a t bzowy i l i p o ­
wy (na kaszel), rumianek (na gorączkę), c y n t o r y j ę (na
febrę), ato na p a m i ą t k ę tego, iż od czasu gdy ścięta
św. Jana g ł o w a w p a d ł a w podobne zioła takowe sku­
teczne się stały przeciw licznym chorobom."
Stefania Ulanowska, Niektóre
materjaly
etnogra­
ficzne
we wsi Łukówcu
(mazowieckim),
Z W A K , R.
1884, t. 8, s. 293. Por. też Kolberg, Dzieła... t. 20, Ra­
domskie, s. 307: „w parafii Mniszek (pod Wolanowem)
blisko Radomia, panuje mniemanie u w i e ś n i a c z e k , iż
ł o p i a n u i bylicy u ż y w a ł a Panna Marya, aby p r z y r o s ł a
ścięta głowa św. Jana".
Święto trzeciego odnalezienia g ł o w y było obcho­
dzone na p a m i ą t k ę jej ostatecznego odnalezienia, gdyż
później j u ż nie g i n ę ł a . Oto perypetie g ł o w y : „głowę
do Pokoiu przyniesiono dla widzenia у do cieszenia,
czy p r a w d z i w i e go stracono у iego w ł a ś n i e , a nie iakiego innego substytuta, tam po k ł u c i u ięzyka Herodias
s c h o w a ć k a z a ł a w zamku M a c h e r o ń c i e , mieyscu ścięcia.
Ale B. Ioanna Chusai, n a y w y ż s z e g o Herodowego R z ą d c y
у prawie Wice-Reia żona, skryta C h r z e ś c i j a n k a , na
F o l w a r k u swoim w Ieruzalem tę głowę p o c h o w a ł a . L e ­
żała tam lat 373, aż D w o r z a n i n Konstantyna W . Ce­
sarza kupiwszy F o l w a r k Ioanny w Ieruzalem у tam
f u n d a c y ą Klasztora kopiąc fundamenta dzban znalazł
gliniany, m a r m u r o w ą n a k r y t y tablicą z pismem Hebrayskim ś w i a d c z ą c y m , że to G ł o w a ś.Iana Syna Zacharyasza; ten drogi depozyt ó w wynalazca u siebie konser­
w o w a ł . A że b y ł hoyny dla p o d r ó ż n y c h , M n i c h ó w d w ó c h
m i a ł u siebie na noclegu, i d ą c y c h do Ieruzalem; t y m
Ś.Jan przez sen o b i a w i ł , iż tam był, у żeby go z sobą
wzięli, I a k o ż z nią w m a n t y ą alias w płaszcz o w i n ą w ­
szy uszli. Nie m i a ł a ta bowiem Ś w i ę t a Relikwia po dro­
gach od nich poszanowania, więc się garncarz z Egiptu
do nich p r z y w i ą z a ł , towarzysz p o d r ó ż y ; dali m u n i e ś ć
4 3

4 4

4 5

183

�te zawinienie, nie r e w e l u i ą c , co by tam było. ł a n ś.
we śnie sam garncarzowi reweluie o swoiey Głowie
w t y m z a w i n i e n i u ; z n i ą od tey k o m p a n i i aby sią
oddalił, perswaduie. Złożył w swoim domu ten skarb
Garncarz i p o w o l i bogacić począł. U m i e r a j ą c siostrze
swey o d k a ż a ł ten Ś w i a t y Depozyt z r e l a c y ą , zkąd у iak
go dostał. Ta sama życie swe k o ń c z ą c o d d a ł a m ę ż o w i
у r e w e l o w a ł a okoliczności; tak przez sukcessyą G ł o w a
S. szła w o w y m domu garncarza, aż sią d o s t a ł a Stefa­
n o w i K a p ł a n o w i A r i a ń s k i e j sekty, a ten w g l i n i a n y m
naczyniu z a k o p a ł w i e d n y m Monastyrze; cuda sią tam
działy. Wygnany za H e r e z y ą г klasztoru Stefan G ł o w y
z sobą w z i ą ć nie mógł. K o k u tandem 760 za Konstan­
tyna Kopronima, Cesarza Heretyka, Ihumen, albo Su­
perior Klasztoru Marcellus widzenie m i a ł przez sen,
to bramy klasztorne dobrowolnie o t w i e r a j ą c e się, to
r z e k ą , to z a k o n n i k ó w gromadami, to P a ł a c e i a k i e ś , to
Cerkwie, przed k t ó r e m i C e r k w i a m i osoby z P a ł a c ó w
w y c h o d z ą c e s k ł a n i a ł y sią. Widział d w ó c h Z a k o n n i k ó w
dastyngwowanych w C e r k w i d a i ą c y c h B ł o g o s ł a w i e ń s t w o ;
po k t ó r e у Marcellus tę w i z y ę m a i ą c y zdał się przy­
s t ę p o w a ć , etc. O c k n ą ł się Marcellus nad snem t a k i m
z d u m i a ł y , gdy N i e s z p ó r nazaiutrz odprawuie у przyszło
do kommemoracyi S.Iana, ogień się w drzwiach Cer­
kiewnych p o k a z a ł B r a t u . Dnia p i ą t e g o na M o d l i t w i e
Marcellus trzy razy dotykany у okrzykniony, że się

G ł o w a ś.Iana Chrzciciela w a m obiawi, у kazano aby
szedł za g w i a z d ą , k t ó r a go z a p r o w a d z i ł a na mieysce
za w i e l k i m O ł t a r z e m , tam p a d ł z a d o r a c y ą , m o d l i ł się,
kadził, k o p a ł ze strachem; w y k o p a ł dzban p r z y k r y t y
t a b l i c ą m a r m u r o w ą , odkrywszy uczuł w o n n o ś ć , w i d z i a ł
G ł o w ę Ś w i ę t e g o , zapalił przy niey świece, poszedł
w Cerkiew Bogu d z i ę k o w a ć . W t y m Brat Gennadius
n a d s z e d ł do C e r k w i e r e l a c y ą czyniący o swoim widze­
niu, k t ó r e g o Marcellus u k o n s o l o w a ł pokazaniem S.Głow y Ianowey. Wokowany у Cyriak Postnik t a k o w e ż
widzenie m a i ą c y , iak Gennadius namieniony. Donie­
siono to U r a n i u s z o w i A m e ń s k i e m u , czyli E m e z i e ń s k i e m u Biskupowi, k t ó r y z d u c h o w i e ń s t w e m przybywszy
po G ł o w ę S. był spektatorem cudu, bo Malchus Za­
konnik d u b i t u i ą c y aby G ł o w a Ś. lana m o g ł a się przez
760 lat aż do o w y c h czasów k o n s e r w o w a ć , p o s i ę g n ą l
w dzban ó w , ieno się w ł o s ó w d o t k n ą ł na G ł o w i e , r ę k a
mu uschła у do dzbana p r z y r o s ł a , aż za m o d l i t w ą Bis­
kupa i ludu r ę k a puszczona iest, ale chora. Wyniósł
tedy Biskup ten święty skarb у w skarbcu Cerkiew­
n y m l o k o w a ł . Cerkiew w y m u r o w a ł S. lana imieniem,
do niej p r z e n i ó s ł głowę S. l a n a 24 lutego, wtedy aż ów
Malchus w ą t p l i w y na r ę k ę caie o z d r o w i a ł , gdyż m i a ł
w o b i a w i e n i u od S.Iana wtedy r ę k i swoiey ozdrowienie,
gdy iego G ł o w a będzie przeniesienie". Chmielowski,
op. cit., s. 47—49

Fot.: к . Kubiak, il. 4, 5; J . Swiderski, il. 1—3, 6, 7

Obraz reprodukowany na il. 4 pochodzi ze zbiorów M. Hoffmana, Sibiu; obraz na il. 5 z Muzeum Sztuki Ludowej w Bukareszcie

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9914" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9892">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0d69359bcc3a1ebbffae6f695250aaa8.pdf</src>
        <authentication>fd94a29dcfd870a93a805d03373c4de2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117948">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117949">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117950">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2765</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117951">
                <text>Kilka uwag na marginesie... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117952">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.50</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117953">
                <text>Kubiak, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117954">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117955">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117956">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117957">
                <text>Kilka uwag na marginesie...
Krzysztof Kubiak
W maju 1993 zorganizowaliśmy z Terencem Wrightem tydzień
etnograficznychfilmówbrytyjskich. Po raz pierwszy w Polsce pokazali­
śmy tak dużą różnorodność szkół, podejść metodologicznych i okresów
historycznych w filmie etnograficznym. Udało się dokonać projekcji
kilkudziesięciu filmów. Tekst Terence'a Wrighta publikowany poniżej
był wypowiedzią zamykającą nasz przegląd. Zorganizowaliśmy go, aby
pokazać to, co było dotychczas nieznane; zwłaszcza że obecny czas
sprzyja antropologii wizualnej, a coraz więcej osób deklaruje zaintere­
sowanie filmem etnograficznym.
Wielka Brytania jest krajem gdzie istnieje „rynek" tego rodzaju
filmów, a co za tym idzie mają one swą klientelę. Telewizja pokazuje
cykle filmów etnograficznych.
W tej chwili w Polsce nie odbywa się żaden cykliczny festiwal filmów
etnograficznych, podczas gdy np. we Francji mamy kilkadziesiąt
przeglądów i festiwali tego rodzaju rocznie. W praktyce osoby chcące
obejrzeć antropologiczny, bądź „antropologizujący" film dokumental­
ny muszą zdać się na telewizję, gdzie, tego rodzaju programy pojawiają
się sporadycznie. Nie daje to możliwości usystematyzowania gatunku
choćby dla własnych potrzeb. To, co pokazaliśmy podczas naszego
przeglądu było bardzo różnorodne; dobre ale i złe, przykuwające uwagę
i, dla wielu, nudne, muzyczne i mówione, obiektywne i subiektywne,
surowe i starannie zakomponowane...
Etnografia i antropologia jeśli mają mieć sens muszą służyć toleran­
cji, budując ją również wśród nas samych - badaczy. Tak samo jak
antropolog odkrywa, że „oni" - tubylcy mają dusze, tak też etnograf
robiący filmy potrzebuje otwarcia się na inne, niż nasza własna, tradycje
dokumentu filmowego. Przykładem tego „innego" był choćby telewi­
zyjnyfilmThe Kawelka: Ongka 's Big Moka pokazujący Papuasa Ongkę
wydreptującego i wykłócającego się ze współplemieńcami o zor­
ganizowanie monstrualnej uczty zwanej Wielką Moką. Jest to opowieść
snuta od strony Ongki - wodza, a zarazem, organizatora uroczystości
będącej darem dla innych plemion. Film jest spokojny. Jego problem to
sprostanie honorowej powinności, którą jednak można odwlekać w cza­
sie na wiele, wiele lat. Film oddaje atmosferę mozołu, mordęgi
w dreptaczym trudzie Ongki, by uzyskać kontrybucję wszystkich na
rzecz uroczystości. Udaje się. Moka może się odbyć. Czujemy się tak
jakby był to również nasz sukces. I wtedy, po blisko 2. godzinach filmu
ukazują się napisy mówiące, że Moka odbyła się. I k o n i e c . Film
pokazuje Papuasa przezwyciężającego trudności i kłopoty jako zwyk­
łego człowieka, bliskiego nam wszystkim. Pod względem oglądalności
był to największy sukces serii „Dis-appearing World" z Granada
Television. Kolejnym „innym" był piękny, głęboko humanistyczny
film Two girls go hunting, zrealizowany w Etiopii. Autorka (Lydall)
prawdziwie i wiarygodnie ukazuje przygotowania do małżeństwa
widziane z perspektywy kobiety. Opowiadają o tym - młoda dziew­
czyna, chłopiec i starsza kobieta. Każde z nich przedstawia swój obraz
małżeństwa; obawy, zalety, samotność każdego w podejmowaniu
decyzji o założeniu rodziny. Widzimy, że to są l u d z i e , tacy jak my
i zaczynamy wstydzić się naszych, stereotypowych wyobrażeń o Mu­
rzynach.
Aby zobaczyć człowieka w innym należy, opisując jego kulturę,
próbować ją zrozumieć. Znaczy to spróbować wykroczyć poza swoje
własne, kulturowe ograniczenia. Odkryciem antropologiii wizualnej,
dokonanym w wiele lat po udźwiękowieniu pierwszych filmów, było
spostrzeżenie, że „oni" też mówią i co więcej mają coś do powiedzenia.
Słowem przedstawiając inną, niż nasza, kulturę możemy zrezygnować
z głosu narratora („colonial voice"), będącego wyniosłym i obojętnym
objaśniaczem, na rzecz ich własnego głosu i języka. Daje się im
wówczas prawo do wypowiadania poglądów na temat ich własnego
życia, językiem ich własnych słów, pojęć, idiomów. Może to wzbogacić
i nasze rozumienie świata. Ta rezygnacja z filtru kulturowego, będącego
przecież w każdym antropologu, sygnalizowana jest choćby w tytułach
filmów, takich jak The Kawelka: Onga's Big Moka czy Dor, Low is

better. Jest to zabieg znany w reportażu, polegający na tym, że
umieszcza się w tytule i tekście oryginalne wyrażenia. Podkreśla to
egzotykę sytuacji i opisuje pozycję narratora, który pochodząc z nasze­
go świata przybliża nam nieznaną i nieosiągalną dla nas strefę.
W reportażu, zwykle potem, następuje ostry, zewnętrzny język opisu.

50

Zaś w wielu pokazanych przez nas filmach opis nie jest ostry
i spuentowany, jak często bywa w reportażu. Ukazywanie niespieszności rytmu życia poprzez tempo filmu jest zabiegiem ryzykownym
i wymaga od widza, zarówno treningu w takiej tradycji, jak i - przede
wszystkim - chęci zrozumienia i „wczucia" się w obcą kulturę.
Oglądając zwykłe życie wraz z jego rytmem, jakby kapaniem chwil
czasu, mamy często wrażenie obcowania z czymś prawdziwszym niż
tylko fragmentaryczność artystycznej impresji czy chłodny, naukowy
opis.
Sprzyja temu zestawienie mowy z tym co asemantyczne, jakimś
„ple,ple", mającym służyć, nie tyle, przekazaniu treści, co raczej
podtrzymaniu kontaktu z drugim człowiekiem (np. Raju and his friends
(Banks) Home from the hill (Dineen). Potrzeba dowiedzenia się
„wszystkiego" o obyczajach, systemach pokrewieństwa, budownict­
wie, klasyfikacjach i taksonomiach, jest zgodna z naszą tradycją
badawczą zrodzoną z kultury pisma. Zaś nasza tradycja filmowa
pozwalałaby ujrzeć tych samych ludzi w egzotycznym jazgocie rytual­
nych tańców i mało jasnych, pogańskich obrzędów. W filmach jakie
pokazaliśmy często nie ma opisu społeczeństwa. Jest za to dialog, dzięki
któremu badacz-filmowiec zaprzyjaźnia się z Osobą(ami). Społeczeń­
stwo jest schowane za osobą.
Pokazaliśmy też kino „obiektywne", gdzie obraz oddzielony jest od
dźwięku a głos należący do zachodniego, europejskiego narratora
opowiada i wyjaśnia co „oni" robią i jak żyją (The Trobriand Islanders
- Powell). Taki zabieg nie dziwi nas przy oglądaniu telewizyjnych
newsów, gdzie obraz nie jest ilustracją dźwięku i odwrotnie. I o ile
wydaje się to być dopuszczalne w filmie przyrodniczym, to w naszym
zestawie zabrzmiało to jak obcy dźwięk.
Filmy Granada TV z serii „Disappearing World" bywają różne.
Czasem dyskretny komentarz nie tylko nie razi, ale wydaje się w ogóle
nie istnieć (np. The Kawelka...), czasem nie ma go wcale (The Eskimos of
Pond Inlet Grisby), bywa też zupełnie konwencjonalny jak w filmie
Baka: People of the Rainforest (Agland). Pokazaliśmy też prace
filmujących etnografów - Raju... (Banks), Dor... (Boonzajer), Re­
claiming the forest (Henley), uzupełniające i rozwijające ich prace
pisane, oparte na badaniach terenowych. Wspomniana seria „Disapearing World" podaje zawsze dwa nazwiska autorów - reżysera i ant­
ropologa, najczęściej autora książki lub cyklu artykułów o prezen­
towanej kulturze. Seria ta ma swoją stałą widownię w Wielkiej Brytanii.
Czy w Polskiej TV jest szansa na zaistnienie takiegofilmuetnografi­
cznego? Dobrze by było. Niestety duża część telewizyjnej produkcji
inspirowana jest płytkim, powierzchownym rozumieniem etnografii.
Łatwiej doszukać się antropologicznej prawdy w filmach nie mających
etnografii w tytule i deklaracjach ich twórców. Sami zresztą przy­
czyniamy się do trwania stereotypowego obrazu etnografa w mediach.
Dla dziennikarzy, również telewizyjnych, etnograf to specjalista od
różnych świąt (wtedy zwykle wzywa się go by wypełnił jakąś część
programu), stroju i tańca ludowego, strzechy, dłubanych łodzi i kanibali­
zmu. Nie ma tu miejsca na próbę takiego opisu świata, by służył on jego
zrozumieniu. Jest za to fascynacja innością i egzotyką. Uczucia te legły
jako fundament naszej dyscypliny, lecz od tego czasu dokonała ona
olbrzymiej refleksji, również nad sobą samą. Robiąc więc programy dla
telewizji powinniśmy próbować wyjść poza dziennikarski stereotyp
naszej dyscypliny. Magia i moc telewizji sprawia, że dociera ona do
niewyobrażalnej (w tekście drukowanym) ilości odbiorców. Powinien
to być dla nas argument „Za". Na razie „natura" naszej telewizji nie
daje szans na emisję antropologicznych „dokumentów" o długości
filmu fabularnego (jak niektóre filmy z serii D.W.), ale nie próbowaliś­
my wystarczająco wytrwale.
Skoro akcent kultury przesuwa się na jej stronę wizualną (obecność
TV w życiu codziennym, ofensywne plansze reklamowe na ulicach
i drogach, przyrost ilości pism ilustrowanych) etnograf powinien
tworzyć własne filmy i programy TV posługując się językiem filmu
i telewizji. Przy powszechności techniki video może to wkrótce stać się
faktem. Mam nadzieję, że wówczas będziemy musieli znaleźć sposoby
dystrybuowania takiej produkcji, a problemem będzie wykształcenie
widowni chcącej oglądać filmy i programy dające możliwość „ant­
ropologicznego" zrozumienia różnorodności świata.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10746" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10724">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/800054766ee9f1869774d0e444a83081.pdf</src>
        <authentication>27374dbfe38b51b14bc5560d91b45d53</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128084">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2535</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128085">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128086">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2355</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128087">
                <text>Mowa słów pisanych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128088">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.193-197</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128089">
                <text>Kubiak, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128090">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128091">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128092">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128093">
                <text>Mowa słów pisanych
Krzysztof Kubiak
Prawda,
dzieci,
samotni

siara
młodzieży,
ludzie,

lipo. że nie lak znów
starców
drzewa,

ani

ważne

jedno

samotności

—

zwierzęta,

rośliny

pokolenie
są

tylko

i że nie
różni

ma

różnie

i kamienie'.'
Janusz K o r c z a k

Zdarza się tak, że gdy stykamy się z czymś niezwykłym, prostym i zarazem autentycznym doznajemy dziwnego uczucia,
któremu towarzyszy gęsia skórka. Rudolf Otto twierdzi, że może to być jeden z objawów przeżycia numinotycznego. „Gęsia
skórka jest czymś 'nadprzyrodzonym'" - pisze. Dla mnie jest to jedno z kryteriów autentyczności. Wyraża nie strach, lecz
emocję zetknięcia z prawdą.
Artykuł ten jest próbą poradzenia sobie ze zwyczajnością i z niezwykłością jednocześnie. Ściślej mówiąc, szuka dla nich
formy.
Trzy lata temu poznałem Otylię Zachurę i przeczytałem jej kilkustronicowe wspomnienia z dzieciństwa. W zeszycie, który
mi wówczas pożyczyła znajduje się również spis członków jej rodziny, z datami urodzin, oraz przeróżne wypadki jej dzieci,
nazwane przez nią przygodami. Ponadto było lam kilka uwag na temat pogody w czasie odwiedzin dzieci lub ich ślubów i na
temat jej własnego, świetnego nastroju w tych dniach. Była to właściwie dość sucha i monotonna wyliczanka. Ale podobną
lakoniczność i prostotę spotykało się w literaturze j u ż nieraz. Ot. choćby ten, monotonny, rytm: „Abraham był ojcem Izaaka;
Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był
ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salomona:
Salomon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem..." Przeglądając notatki Otylii Zachury i słuchając jej słów
pojąłem, że przeznaczone są one do filmu.
1

K a m e r a pokazuje krajobraz. Ł a g o d n e jazdy. P r a c a kamery i to co jest

O t y l i a Z a c h u r a . G l o s z off-u: „ T a t a u r o d z i ł s i ę 1910 15 I I I . M a m a

p o k a z y w a n e daje w r a ż e n i e c i s z y i spokoju. D u ż o planu o g ó l n e g o . Mato

w 1914 I I V O t y l i a urodzona 5 I V 1935 A n t e k w R o k u 1937, 7 V I Julia

z b l i ż e ń ; co n a j w y ż e j d r z e w o , k a m i e ń , w o d a , w z g ó r e k , s ł o w e m to. co

urodzona 1941, 2 4 X I I M a r i a 15 V I I I 1943 F r a n i a 12 X I 1947. J ó z e f

n a l e ż y od „ z a w s z e " do tej okolicy i o z n a c z a trwanie.

9 X I I 1949. C z e s ł a w a 3 I X 1953 T o j e s t zpis R o d z i n y

Motowidlów

a teraz R o d z i n a m o j a Z a c h u r o w i e E d w a r d urodzony w R o k u 1933 3 V I I
i dzieci"

2

Rzecz polegała na tym, iż zanim ujrzałem tekst, został mi on przeczytany przez autorkę. Od tej chwili nie mogłem go sobie
wyobrazić bez brzmienia. Ten tekst m ó w i ł . Aby go nie kaleczyć postanowiłem zarejestrować całość za pomocą kamery.
Wśród różnych rodzajów nieudolności, np. językowych, bywają i takie, które sprawiają, że sam tekst i opisywany przezeń
świat wydaje się być prawdziwy, bliski naszemu odczuwaniu, widzeniu i rozumieniu. Bywają też takie teksty, a ten jest
najlepszym tego przykładem, które tracą przy transkrypcji drukowanej. Żyje w nich żywe słowo należące do konkretnej
osoby. Taki tekst poddaje się tylko odręcznemu zapisowi, bowiem natura wypowiadającej go osoby zawarta jest przecież
i w charakterze pisma, i w potoczności zdań czy wyrazów, i we wszelakich błędach i nieudolnościach, i w samej, co bodaj
najważniejsze, stronie wizualnej kartki papieru, jej grafice i kompozycji. Tekst taki całym sobą wspiera opowieść osoby;
może nawet więcej - zawiera i oddaje jej wizerunek poprzez swoją graficzną naturę. Tymczasem druk sprowadza tę postać
i jej opowieść do samej treści wydarzeń, do akcji właściwie, pozbawiając nas. kto wie, czy nie najważniejszych informacji.
Wspomnienie spisane przez Otylię Zachurę jest tak niezwykłe, zarazem proste i dosadne w swej lakoniczności, że trudno
jest odpowiedzieć sobie na pytanie, czy robić o tym reportaż, czy film dokumentalny? Czy zadawać pytania i czekać
odpowiedzi, pokazać i opowiedzieć jak rodziła się ta literatura ukazując przeszłość bohaterki, jej doświadczenia życiowe,
ambicje i motywy, które skłoniły j ą do złapania za pióro? Czy też poprzestać na odczytaniu przez nią własnych wspomnień,
traktując je jako rodzaj frazy muzycznej wypełniającej dźwiękową przestrzeń filmu? Ostatnie rozwiązanie pozbawiłoby nas
zapisków o najważniejszych chwilach w życiu członków jej rodziny i ustaleń kto do jakiej rodziny należy. A są to przecież,
notatki istotne, mogące być wstępem do sagi rodzinnej, lub rodzajem pamięciowej mantry przekazywanej następnym
pokoleniom. Gdyby po jakiejś pożodze świata, wśród nielicznych, ocalałych rękopisów pozostał ten właśnie, byłby on
przechowywany w muzealnej gablocie a jego fragmenty znalazłyby się w dziecięcych czytankach obrazując jak działo się
ludziom w Beskidach.
Wspomnienia Otylii Zachury nie są dziennikiem ani pamiętnikiem. Spisane zostały w ciągu jednego dnia, już wiele lat po
wojnie. Autorka twierdzi, że było to z piętnaście lat temu. Napisała je po to, aby jej własne dzieci i potem ich dzieci wiedziały
jak było. Gdy spisała już swe dziecięco-wojenne wspomnienia spostrzegła, że umieszczone są w pustce. Postanowiła podać
imiona i daty urodzenia swoich najbliższych. Bez tego jej opowieść nie miałaby początku i adresata.

193

�Dawna historia zajmowała się wyłącznie wielkimi wydarzeniami, będącymi zwrotnymi punktami dziejów oraz osobami
mającymi strategiczny wpływ na losy świata Potem przyszło zainteresowanie dniem codziennym, lokalnością i zwykłym
człowiekiem. W ó w c z a s to zapiski, takie jak Otylii Zachury, stają się źródłem historycznym. Etnograf dużo dawniej zajmował
się tym co zwyczajne i powszednie. Z naszej, dzisiejszej perspektywy dużo ciekawsze jest ukazanie wpływu wielkich
wydarzeń dziejowych na życie jednostek i , zarazem, spojrzenie na Wielką Historię oczami zwykłych ludzi po to, być może.
by zastanowić się nad paradoksem uwikłania w Dzieje.
Rodzice Otylii Zachury do dziś obchodzą uroczyście rocznicę ucieczki ojca, Leona Motowidło, z więzienia w Nowym
Targu. Było to najważniejsze wydarzenie w życiu rodziny, uważane przez nich za cud. Życiorys Leona, podyktowany komuś
z przyjezdnych, jest przechowywany w drewnianej skrzyni w ich domu. Jego syn, pożyczając mi tę dwustronnie zapisaną
kartkę papieru powiedział żebym jej nie zgubił, gdyż jest to dla niego, „jak dowód, no dowód tożsamości ".Jeszcze kilka lat
temu gdy Motowidłowie sadzili ziemniaki na polu pod lasem Leon spędzał jesienne noce w skleconym wśród drzew na kępie
kamieni, szałasie odstraszając podchodzące dziki. On sam i wszyscy wokoło żartowali, że żyje jak wtedy, gdy ukrywał się
w lesie podczas wojny. Przytaczam fragmenty tego wspomnienia dla porównania z wojenną wizją córki.
„ W dniu I 9.1939 udali my się w kierunku granicy, ale my nic zdążyli, bo wróg był prędzej. (...) Strzymywalim wroga od
granicy od zachodu na wschód będąc j u ż koło Rzeszowa, pod koniec października ze zględu na brak amunicji zmuszeni my
byli podać się do niewoli." Niedługo potem ucieka z pociągu i wraca do domu. Do 1943. pracuje w lesie. „Ja mieszkałem
i mieszkam pod samym lasem na pasie granicznym gdzie była gubernia i żesza." Za przeprowadzenie przez granicę
partyzantów zostaje osadzony w więzieniu w Nowym Targu. „Razem ze mną siedział więzieniu w stopniu porucznik on jakoś
się dowiedział że nas mają rozestrzelać a resztę do Oświęcimia wywieź, natomiast my się umówili że dnia 24.08.1943
nastąpiła ucieczka z więzienia, ale bramy były pozamykane na placu było koło 150 ludzi ale uciekło 12. musielim skakać
przez ogrodzenie więzienia nogi pozrywałem. Ktoś mi powiedział że jeszcze jest jedna ulica wolna do ucieczki w kierunku
rzeki, doleciałem kolegę niemcy strzelali we trzech do nas ale o losie kolegi do dziś niewiem. (...) Ja do domu nie wracałem,
bo w obawie że spalą dom i całą wioskę, bo mojego kolegę spalili a dziecko jak uciekało to wrzucili w ogień. Ja się nawet nie
ukazałem własnemu Ojcu bo żem postanowił żeby za mnie nikt nie zginął, i założyłem żywot w lasach na grzybach. (...)
Przychodziło mnie nieraz do dziwnego że nawet na drzewie gałęziach przebywałem (by) nie dać po sobie śladów (...) i w tak
trudnych i ciężkich warunkach doczekałem się ukochanej w o l n o ś c i . "
3

Jest rzeczą zadziwiającą, żc te właśnie osoby, ojciec i córka, zechciały spisać swoje przeżycia. Musiały być one niezwykle
ważne, skoro zrobił to człowiek nie potrafiący pisać. Dyktuje przeto swe wspomnienie, lakoniczne niczym podanie do
urzędu, osobie władającej pismem. Jego córka, będąca, jak sama mówi „tylko pięć tygodni w analfabetycznej szkole" też
chwyta za pióro - narzędzie obce jej codziennemu doświadczeniu. Sądzę, że zostało to spowodowane przez przekonanie
0 niezwyczajności ocalenia ojca, ba, o oczywistej cudowności tego wydarzenia. W odczuciach członków rodziny
kwalifikowało się ono bardziej do porządku mirakulów niż do porządku historii.
Każda niemal wiejska rodzina w Beskidach posiada zwykły zeszyt szkolny z przepisanymi pieśniami maryjnymi.
Zauważalne jest pokrewieństwo pomiędzy zeszyłem Otylii Zachury a częstymi na wsi zeszytami, w których spisuje się teksty
pieśni maryjnych śpiewanych podczas majówek przed kapliczkami. Jest to ten rodzaj tekstu pisanego ręcznie, z którym
wszyscy stykają się od dziecka. Wspomnienia Zacburów mówią o cudownym ocaleniu. I tak jak to, co należy do porządku
religijnego, znalazły się one w identycznym zeszycie co i pieśni maryjne. Aspekt religijny takiego pisania jest rzeczą
niewątpliwą. Jest on głębszy lub bardziej ukryty, niż wynikałoby to z wykrzykników w rodzaju: „przeżyliśmy z pomocą Bożą
w o j n ę " . Ten rodzaj pisania jest ś w i a d e c t w e m . Jego naturę stanowi wewnętrzne przekonanie o uczestnictwie
w przeżyciu religijnym. Podczas świętowania rocznicy ucieczki z więzienia zawsze padnie, brzmiące jak oczywistość,
zdanie, że to dzięki Opatrzności Bożej lub szczególnej opiece Matki Boskiej rodzina spotyka się w komplecie.
Otylii Zachurze trudno przychodzi wyjaśnić powody, dla kórych zaczęła pisać. „Zapisywałam przygody swoich wnuków
1 dzieci, tak żeby jakoś pamiętało się. Miałam trochę czasu w zimie, to tak jak mogłam spisywałam troszeczkę. Takie młode,
może dzieci przeczytają, może wnuki. Takie tam różne..."
Spytałem - „Przecież nie zawsze zdarza się, żeby ktoś spisywał swoje życie. Co Panią popchnęło żeby to z r o b i ć ? "
bo mi to bardzo utkwiło w pamięci, a po drugie jestem taka już. że każdą chwilę pamiętam, nawet z młodych lat.
Z młodych dziecinnych lat."
4

PRZYPISY
' R. Otto Świętość, Warszawa 1968, s. 45
Z zeszytu Otylii Zachury. Zachowana została wiernie pisownia autorki.
' Fragmenty rękopisu będącego w posiadaniu Leona Motowidło ze Szczurkówki w Zawoi. Pisownia
zgodna z oryginałem.
Fragment rozmowy przeprowadzonej przeze mnie z Otylią Zachurą na Piwowarach 30.04.1994 r. Taśma
magnetofonowa i maszynospis tekstu w posiadaniu autora.
Być może motywem pisania była też dla Otylii Zachury samotność; spowodowana przeprowadzką do
odludnego miejsca, innym niż dawniej stylem życia, zanikiem więzi, a w każdym razie, tradycyjnych form ich
wyrazu. Brakowało jej tych gromadnych posiadów wieczornych. W nowym miejscu żyła w samotnej chałupie
obok lasu. wysoko nad drogą, z daleka od większości domów. Chciała z kimś porozmawiać, kogoś posłuchać.
Zaczęła spisywać swoje życie. Wyglądało to tak, jakby to ktoś inny opowiadał jej swoją własną historię.
2

4

Poniżej drukujemy scenariusz i w całości Zeszyt Otylii Zachury. Numery w nawiasach kwadratowych
ułatwiają wstawienie odpowiednich fragmentów Zeszytu w odpowiednim miejscu scenariusza.

194

�SС E N A R 1 U S Z
Mata. beskidzka wieś. Długa, wąska dolina otwarta na zachód, z pagórami zamykającymi horyzont. Na
pobliskich zboczach las. Nieliczne chałupy. Na kępach kamieni, wśród poletek, rosną trześnie, czasem buki lub
jodły. Nisko krzewy - głóg lub czerwony bez. Domostwo Otylii Zachury położone jest wysoko na stoku. Rola
nazywa się Piwowary lub Pijawory. W pobliżu nie ma innych zabudowań. Obok domu rosną rahityczne śliwy
i olbrzymia trześnia. Z jej gałęzi zwiesza się długi łańcuch huśtawki. Poniżej niewielka kapliczka własnej
roboty. Pomiędzy dwoma śliwkami wisi drewniana huśtawka dla młodszego dziecka. Zachurowie mieszkają
razem z córką, zięciem i wnukami.
Ze względu na malownicze usytuowanie i rodzaj światła film należy realizować późną wiosną, w porze
kwitnienia drzew, lub jesienią.
100%
Kontrującc światło. W oddali kwitnące, pojedyncze drzewa. Długi obiektyw. Powolna jazda z transfokacją.
Ukazuje się „ w i ę c e j " krajobrazu. Widać dolinę i góry dookoła. Jazda zatrzymuje się na domostwie, przed
którym siedzi starsza, szczupła kobieta. Przy niej dwoje dzieci, chłopiec i dziewczynka.
chłopiec mówi: „babciu to będzie tak, jak w telewizji. Ty się masz nie
przejmować kamerą. Możesz nawet nie zwracać uwagi."

Krajobraz pokazywany łagodnymi jazdami. Cisza, spokój.
trwanie, odwieczność. Ewentualnie po kilkudziesięciu sekundach przenikanie na kartkę zeszytu. Bardzo bliski detal. Właś­
ciwie makro. Kamera „ g r y z m o l i " kulfony w zeszycie. Jest lo
asemanlycznc. Widzi się plastykę linii tworzących litery.
Powrót do krajobrazu.

Głos Otylii Zachury-off: „Tata urodził się 1910 15 I I I ..."do
..Cześka brała ślub 1977 23 I X " . W r a ż e n i e „biblijnego"rytmu,

100% efekty
Przeciwstok. Rozświetlone delikatną bielą kwiatów i mglistą świeżością zieleni drzewa. Na polach pracują
ludzie. Jazda do planu amerykańskiego na siedzącą Otylię Zachurę.
100% efekty
Zbliżenie. Otylia Zachura wyciąga okulary z futerału. Zakłada. Detal. Dłoń Otylii „ w y c h o d z i " z kadru. Po
chwili wraca z zeszytem.
Półzbliżenie. Otylia siedzi. Przewraca kartki zeszytu. Rozkładą na pierwszej stronie. Poprawia okulary. Zaczyna czytać.

Otylia Zachura 100% czyta od: „Moje dziecinne życie
a zaczęło się ono w Roku 1935..."do: „jakby byzczejszy." [1]

Zeszyt Otylii Zachury
[1] Moje dziecinne Życie A zaczęło się ono W Roku 1935.
Nie wiele pamiętam S pierszej pięcio łatki tak troche Lubiłam
Dziadka i BaBke i tam byto mi wesoło i donich uciekałam zdomu bo
mieszkali 2 kilo metry dalej od mojego domu Były tam ciotki Mamy
siostry Panny i Wujek 7 lat odemnie starszy pasłam krowy znim on
murował piec z kamieni a ja pilnowałam by krowy niewyżondziły
szkody Wujek Zrobił Huśtawkę Robił mi zabawki umiał dużo żeczy
zkonstrułować.
Była unas Dziewczina sierota Mama ją wzięła do pasienia krów
i pilnowała nas małych to znaczy mnie i Brata 2 lata młodszego bo
ja byłam pierwsza chodziliśmy na grzyby a było ich dużo.
Dziadziuś mi zmar miałam lat 5 był chory na Asme Z pierwszej
wojny byłam na pogżebie z Rodzicami.
W roku 1939 wybuchła wojna I tu sie zaczęło
Moje zpokojne Życie dziecinne zpłyneło na bużliwe lale. Ta
sama zima i te same kwiatki i to samo słońce A jakże smutniejsze
życie, mały moj rozum stał się wyoszony jak by byzczejszy
[2] Męszczyźni Zostali powołani do wojny Pierwszego wzesnia
1939 pasłam krowy ztą dziewczyną sierotą zdała od domu wtem
przybiega chopiec sąsiada i mówi żeby pędzić krowy ale bardzo
szybko bo z tatą się pożegnaj idzie na Wojnę Więnc biegliśmy
razem gdym do biegła do domu Tatuś jusz wychodził musiał się
spiszyć by zdążyć gdzie czekały Ałta
Mamusia go odprowadziła wróciła płakała Wieczorem jakieś
ognie widzieliśmy Na Niebie i ludzie jacyś przyśli ztobołami było
bardzo smutno Wojna się rospoczęla i trwała 5ć lat
Polska została zazprzedana
Z Robiła sie nędza i głud śmierć i rozpacz to zostało polsce to
Niemcy na polskę najechali. Tatuś wrócił zwojny nie długo cały

i zdrowy Niebyło gdzie zarobić grosza okupant brał bydło dla
wojska na mięso nam zabrali krowę zoztala nam jedna plony się
nierodziły niemcy brali owiez ziemniaki.
W 3ci Rok Wojny urodziła się mi sioztra czas płynął równym
rytmem A jednak wrażenia, co raz to inne Ludzie mówili kto sie na
niemca przepisał jak były łapanki młodych Ludzi do Niemiec na
przymusowe roboty Ciotką Wójka zabrali po n a s z ą Dziewczinę
sierotę rozkaz przyszedł aby jechała do Niemiec, do roboty
płakaliśmy Mama jej szykowała kufer drewniany Zpoczebnymi
żeczami I Zesmutkiem myją pożegnali.
[3] Niewolno było ż a d n e g o uboju robić ajkoś Żyć sie musiało
Tatuś zabił niedużego śfiniaka. Mamusia dała zkilo męsa
i kawałek słoniny S ą s i a d c e a sąsiadka miała w Rodzinie fojdociera
tak sie nazywał Polak przepisany na niemca. I dzieci wygadały
sąsiadczene i fojdocier zgłosił Żandarma to znaczy Gestapow­
cach I przyszli i zabrali słoninę i mięso i Tatusia do więzienia.
Mamusia jeździła doniego i co mogła to woziła dojezenia był
w Nowym Targu
Poparu tygodniach pobytu więzieniu szczęściem udało mu się
zbiec.
Wrucił do domu ale nam dzieciom sie nie Zaraz pokazał
moglibyśmy wyzdradzić jak by nas niemcy bili ale nas niebili tylko
sie wypytywali o Tatusia.
Mamusia mu jeść nosiła a mówiła Że Babci nosi mleko a on
pzebywal wlesie. Niemcy nas nachodzili często poszukiwali ojca.
Nie spalili nas dlatego Że niebyli pewni czy do domu wrócił bo jak
uciekali to sie zposczegli i zczelali i dużo zginęło. Mama mówiła że
nie powrucił. Pojakimś czasie żadziej nas rewidowali i po upływie

795

�Zeszyt ze stroną tytułową. Przewracane kartki. Zwolnione
tempo. Powolne jazdy po stronach. Detale słów. Kamera
analizuje je obrazowo skłaniając zarazem do refleksji nad
kaligrafią tekstu, tak, by przekazać i mozół czynności pisania,
i indywidualność samego pisma.

Otylia Zachura off od: „Męszczyźni zostali powołani do
wojny...",do: „i ze smutkiem my j ą p o ż e g n a l i " . [2]

Wiosenna gorączka pracy na polach. Coś kopią, dłubią
motykami. Koń. W ó z . Worki. Pług. Brona. Ruch.

Otylia Zachura off od: „Nie wolno było żadnego uboju
r o b i ć . . . " , d o „ktura się nam między czasie urodziła." [3]

Dzieci na huśtawce. Różne plany. Huśtawka zostaje po­
rzucona przez dzieci, które wychodzą z kadru. Pusta huśtawka
pojawia się i znika w kadrze kołysząc się siłą bezwładu.

Otylia Zachura off od: „Zabrali nam drugą krowę to jusz
ostatnią...", do „z drutu kolczastego". [4]

Wnuk Otylii bawi się, niezwykle sumiennie, łukiem i strzała­
mi. Zakłada strzałę, napina cięciwę, mierzy, strzela, szuka
strzały. Znowu ją nakłada itd.

Otylia Zachura off od: „Niemcy rzadziej nachodzili nasz
dom...",do: „i nie bende miała mogiły ale tak się niestało".[1]

Otylia Zachura idzie na pole. Niesie jakieś kołki. Związuje je
drutem. Robi stracha na wróble. Wbija go w ziemię. Dzieci
przynoszą stare ubrania i kończą ubierać stracha. Otylia owija
go jeszcze srebrzystą taśmą. Wygląda teraz niczym jakiś
kosmiczny prezent albo nowoczesna rzeźba.

Otylia Zachura off od: „Miały mięsce różne zajścia" do: „a
więc Tata był uratowany." [6]

Otylia Zachura podnosi motykę z ziemi i zaczyna zagrzebywać ziemniaki. W tle, a czasem na pierwszym planie
świeżo postawiony strach.

Otylia Zachura off od: „Czas powoli słodził na róznch
wrażeniach...", do: „było nas czworo R o d z i ę s t w a . " [7]

Dzieci na huśtawce. Młodsza dziewczynka jest huśtana przez
brata. Po chwili chłopiec pomaga siostrze zejść na ziemię.
Odchodzą gdzieś razem. Kamera rozpoczyna jazdę. Zatrzymuje
się w półzbliżeniu na Otylii trzymającej otwarty zeszyt.

Otylia Zachura off od: „przyszła w o l n o ś ć . . . " do: „przeżyliś­
my z pomocą Bożą w o j n ę . " [8]
100% Otylia Zachura czyta z zeszytu „ W o d a płynie...",do:
„dobra wcale. O t y l i a " [9]

100% efekty
Scena z łagodnie kołyszącą się, pustą huśtawką zawieszoną
na długich łańcuchach.

czasu Tata nam sie pokazał a zwłaszcza kcał zobaczyć siostrę
ktura sie nam mięjdzy czasie urodziła.
[4] Zabrali nam drugą krowę to jusz ostatnią a przidzielili nam
litr mleka z mleczarni i ja poto mleko 4 kilometry chozttam a buty
miałam kiepskie i odzienie liche.
A Zima była ostra i długa czasem było ślisko i mleko mi się
wylało. W takim wypatku czeba było sie do Rodziny udać i omleko
prosić dla dziecka a nie było to wcale łatwe gdysz nik dużo nie miał
Podługiej Zimie przyszła wiosna i lato co sie nam dzieciom
poweseliło zostały nam jeszcze dwie owce i cielak i pasaliśmy
Hodziliśmy na grzyby na poziomki a było tego bardzo dużo ino
był wtym problem że sie kończyła Zawoja Stryszawą i nie całe sto
metrów była granica chodziła ztrasż graniczna i pilnowali bo
Stryszawa należała do Żeszy a Zawoja był to protektorat a myśmy
mieszkali w Zawoji
I grzyby były w lesie a las był za granicą i czeba było mieć sie na
baczności i ukratkiem zbierać bo jak by zobaczyli niemcy to by
zasczelili
Chociasz dziecinne lata s ą bez troskie to nam się jednak ten
smutny czas udzielał do Szkoły my nie chodzili bo nie było nauki
Wszkole A tam gdzie się chodziło do Kościoła to Niemcy założyli
Zasieki z drutu kolczastego
[5] Niemcy rzadziej nachodzili nasz dom chyba uwierzili Że
Tata nie wrócił Zwiezienia do domu
Tatuś ukrywał się wiedzieli onim Rodzina i ja jako najstarsa
z jego dzieci poczebował mojej pomocy musiałam stać na Straży
gdy on kciał w domu się umyć albo sie posilić bo nie mieszkał
w domu
Tylko się wpolu ukrywał był to Rok 1943 dwa lata przed
zakończeniem wojny
Rodzina tesż dopomagała donosili oniemcach jak tylko widzieli

196

że wjakimś kierónku idą Bo niemcy przeprowadzali rewizje
podomach szukali Partyzantów
Pewnego razu dano nam znać Że Niemcy prześli na drugie
Siedlisko odnas i ciekawo nam było dokąd oni idą i zaczem może
spisująbydło a myśmy mieli cieliczkę nie pisanąi chowaliśmy ją i ja
poszłam że się coś może dowiem i biegnę szybko A tu halt Niemcy
i pies Zaraz Koło pierwszego domu przeprowadzali tam Rewizje
po domach i Zabrali dwuch Chopaków uznali Że s ą Partyzantami
męczyli ich bardzo mieli około dwudziestu lat jak się puzni okazało
było tam Niemców cała masa mnie obtoczyli cterech wypytywali
si&lt;ąd i gdzie i poco ide gdym Została Zazkoczona wienc nie bardzo
wiedziełam co powiedzieć mówiłam wprawdzie że do ciotki po
jabka ide było to dzień przed wigilią Bożego Narodzenia Rozkazali
mi iść znimi zawiedlimie dojednego zdomów i tam kazali czekać
a oni sobie pośli Wienc nie czekałam ino chyłkiem do potoka
i krzaków i zapagurek dodomu ale tego dnia nie byli unas ino ja
myślałam ż e mie pies Niemiecki rozszarpie i nie bende miała
mogiły ale tak sie niestało.
[6] Miały mięsce różne Zajścia
Naprzykład ten od samego rana Niemcy chodzili podomach nie
wiadomo czego szukali. Pod wieczór pobiegłam zjednych kierun­
ków zkturego myśmy sie ich zpodziwali czy idą i okazało sie ze s ą
jusz blisko więc zawruciłam bo oni mnie nie zobaczyli przibiegłam
i Mama mówi ganiaj gęsie i uciej znimi ja rozczęsiona niewiem
w kturą stronę mam uciekać las był zdołu i zgóry
Zdecydowam dogóry musze napisać ż e gęsie były niepisane co
groziło nawed zato śmiercią, ojca nie było od wczesnego rana
w domu i nic s o b ą nie miał do jeżenia bo ludzie dali nam wiadomoś
ze Niemcy c h o d ą to Tata musiał się ukryć. I ja ztymi gęsiami
biegnę i widzę ojca wychodzi zlasu wstrone domu ja mówię Tato
bo Niemcy idą nie wiedział wpierwzem momencie uciekać czy do

�Kamera towarzyszy dzieciom obserwując spokojnie ich
kolejne zabawy. Podchodzą do innej zupełnie huśtawki, takiej
na równoważni i zaczynają się huśtać. Podchodzi Otylia i staje
nad nimi. Po chwili dzieci nudzą się zabawą i schodzą
z huśtawki. Wałęsają się nie wiedząc czym się zająć. Wchodzą
do szopy i taszczą stamtąd konia na biegunach własnej roboty
i znowu zaczynają się huśtać.

Otylia Zachura off od „Czesia jak mała b y ł a " , do: „i wbił
sącka d o c z o ł a . " [10]

Otylia Zachura idzie z dziećmi po łące, w stronę lasu. Do
koszyka zrywa jakieś kwiatki, zioła. Dzieci znudzone latają
dookoła. Trochę kamery subiektywnej.

Otylia Zachura off od: „Moje urodziny o b c h o d z i ł a m . . . " , d o :
„i mamy tysz małego Sebastyjanka takiego Kochanego." [11]

Wnętrze domu. Przy stole siedzi Otylia. Przed nią jej zeszyt.
Podchodzi jej córka z własnym zeszytem. Kamera pokazuje
tytuł: „Wiersze własnej kompozycji".

100% efekty

Przelatuje kilka kartek. Zatrzymujemy się nad jedną z podtytułem „Najważniejsze wydarzenia w moim ż y c i u " .
„12 lutego 1984 w drodze do internatu w pociągu na trasie S u c h a - Ż y w i e c poznałam swoją pierwszą i ostatnią
miłość, chłopca o imieniu 'Zbyszek'z którym związałam swe życie na dobre i złe dni".Potem kamera pokazuje
dalszą część zeszytu, w którym Ewa, najmłodsza córka Otylii zapisuje ważne wydarzenia ich życia.
100% efekty
Dom Zachurów. Zbliża się wieczór. Najpierw wychodzi Otylia, potem Ewa, za nią dzieci. Kobiety mają
w rękach zeszyty. Jedna z nich niesie kwiaty. Podchodzą do kapliczki. Robią drobne porządki. Stawiają kwiaty.
Zaczynają śpiewać jedną z. pieśni maryjnych. Kamera odjeżdża. Krajobraz - kilka ujęć. Dom wśród drzew.
Widać poruszających się ludzi. Wyglądają z daleka właściwie jak ludziki. Jazda pokazująca dolinę i góry
dookoła.
Napisy końcowe.

lasu czy zagranice tą kturą Niemcy pilnowali nie było wyboru
czmychnął zagranece bo tesz tam był las i ja stymi gęsiami do lasu
jak sie puzni okazało Niemcy byli bardzo szybko wdomu i prze­
prowadzili rewizje i pośli a więc Tata był uratowany.
[7] Czas powoli słodził na róznch wrażeniach wojna się toczyła
dalej a my wciąż zastraszeni i walka ożycie.
I wrescie przyszło to czegośmy tak bardzo pragnęli wojna się
kończyła
Niemcy uciekali słychać było dniem i nocą huk i widać było łuny
ogni Był Rok 1945
była to zima jedzenia bardzo mało bo się nie urodziły plony nie
mieliśmy butów sukienki i wogule ubranie mieliśmy z płutna co
Rodzice sami hodowali i siali len a potem prządli nici i byli tkacze
zwani Knapami i ztego szyli ubrania
Dzieci nie miały rajtuzów ani małe białych pieluszek było nos
czworo Rodzięstwa.
[8] Przyszła Wolności i Wiosna szła robiło się coraz cieplej
i Radość niesamowita Ludzie się cieszyli Kto dożył i my także tym
bardziej że my mieli ojca.
Mimo żeśmy mieszkali w górach a jednak nas żołnieże Radziec­
cy odwiedzili zradością my nanich paczili. Naszej Rodzinie los był
łaskawy z przymusowych robót z Niemczech Wójek z Ciodką
Wrucili i nasza Dziewczyna sierota i cali izdrowi a więc przeżyliśmy
zpomocą Bożą wojną.
[9] Woda Płynie
Ludzie giną
Nasze lata szybko Miną.
Woda szumi biją fale Wojna nie jest dobra wcale.
Otylia
Zpisałam Roki urodzin
[A] Tata urodził się 1910 15 III
Mama w 1914 1 IV
Otylia urodzona 5 IV 1935
Antek w Roku 1937, 7 VI
Julia urodzona 1941, 24 XII
Maria 15 VIII 1943
Frania 12 XI 1947.
Józef 9 XII 1949
Czesława 3 IX 1953
To jest zpis Rodziny Motowidtow a teraz Rodzina moja

Zachurowie Edward urodzony w Roku 1933 3 VII
i dzieci Czesława 20 VII 1955
Lucyna 11 IV 1961
Ewa 13 II 1967 i Ireneusz 18 VII 1972
Rodzina Staroniów czyli czesina
Janusz urodzony 12 X 1953
Rafał 5 VI 1978
Piotr 27 V 1981
Paweł 27 V 1981
Cześka brała Ślub 1977 23 IX
(...)

[10] Cześka jak mała była
Przygody Czeski: wylękała się. Kamienia jak wracała od stopy
wieczór Krowa ją zbodła jak miała 3 lata.
(...)
Przygody Lucynki jak mała była: Cześka ze Szczurkówki
popchnęła ją na kępą kamieni i Lucynka zemdlała
Innym razem biegła i upadła straciła przytomność innym razem
wypadła oknym na kamienie to znów zpadła ze ztrychu a jak
poszła z C z e ś ą na hala to sie owce wyztraszyły i biegło w ich
kierunku i aż Lucynka jechała na jednej znich.
Przygody Ewy jak mała była:
bała się bardzo indyków a były one u i wycierpiała nie mało
zpowodu nich
A ona tak się wystraszyła że chora była miała gorączki 39 St
i wciąż te psy ją atakowały.
Kogut ją zdziobał
Przygody Irka awięc zkulał się z kamieniami z kępy. Sztangla
żelazna zpadła naniego Tabletek zjadł 14 naraz i tzeba było do
spitali znim jedzcie obojczyk złamał gdy ganiał zdziećmi i znów
spital i Sankami wjechał na żerdzi i wbił sącka doczoła.
[11] Moje urodziny obchodziłam w Roku w 1982 Zdrowo i był
bardzo czas ładny i pogodny
Lucynka nas od wiedziła z Rafałkiem i było mi wesoło
Lucynka wyszła za Mąż
Brata ślub 11 wżeśnia Roku 1982
Była piękna jesień i był piękny dzień
Ewusia brała ślub 18 października
Była piękna jesień i było ciepło był Rok 1986 i Mamy Zbyszka
Kturegośmy bardzo polubili i mamy tysz małego Sebastyjanka
takiego Kochanego

197

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11352" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11330">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8d623c0910ba3de4d15a504b1ce00cd6.pdf</src>
        <authentication>91a34d582e209c7b6994f9db21a19a4a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135260">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135261">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135262">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:903</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135263">
                <text>Wyróżniki obcości w bajce białoruskiej. Cechy boskie i diabelskie "swego" i "obcego" / ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135264">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.2, s.185-194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135265">
                <text>Kubiak, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135266">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135267">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135268">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135269">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135270">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I I I z. 2
I S S N 0071-1861

KRZYSZTOF

KUBIAK

WYRÓŻNIKI OBCOŚCI W BAJCE BIAŁORUSKIEJ.
CECHY BOSKIE I DIABELSKIE „SWEGO" I „OBCEGO"
Spróbujmy zebrać w skrócie najbardziej typowe cechy stereotypu
„obcego" podane przez Bystronia w Megalomanii narodowej *. Tak więc:
— „obcy" nie żyją na terytorium będącym środkiem świata. Zamie­
szkują przestrzeń niezorganizowaną; chaos. Dzieje się to w wyniku ja­
kiegoś mitycznego przewinienia względem bóstwa grupy „swojej". Naj­
częściej chodzi t u o kontakt z diabłem. Podobnie określone są cechy
podane niżej.
— Bóg grupy „obcej" jest gorszy od Boga grupy „swojej". Często
bóstwo „obcego" jest szatanem lub złym demonem.
— „obcy" są czarownikami, wróżbitami.
— język grupy „obcej" jest w najlepszym wypadku zabawnym beł­
kotem.
— „obcy" posiadają liczne deformacje fizyczne.
— „obcy" odznaczają się przykrym zapachem.
— potrawy „obcych" są obrzydliwe. „Obcy" często bywają ludożer­
cami. „Obcy" równie często, aby przyrządzić jakąś potrawę musi popeł­
nić grzech — złamać normy grupy „swojej".
— „obcy" są niskiego pochodzenia.
— „obcy" jest zazwyczaj głupszy od przedstawiciela grupy „swojej".
Wstępna analiza bajek zebranych przez Michała Federowskiego i na­
szych materiałów terenowych wydaje się potwierdzać wnioski Bystro­
nia. Cechy przypisywane przedstawicielom grupy „obcej" i jednocześnie
diabłu formułowane są w t y m samym religijnym języku. Cechy te rów­
nież odpowiadają sobie lub są do siebie podobne. Postanowiliśmy więc
porównać bajki o głupim diable (diable oszukanym, przegrywającym)

1

J . S. В у s t r o ń, Megalomania narodowa, Warszawa 1935.

�186

KRZYSZTOF

KUBIAK

z bajkami o głupich sąsiadach. Pierwsze oznaczone są w klasyfikacji
Krzyżanowskiego T1000-1199, drugie T1200-1349 .
W naszej pracy stosujemy podział wprowadzony przez Federowskiego
w Ludzie białoruskim .
Zatem jako „narodowości" traktować będziemy
Mazurów, Polaków, Białorusinów, Poleszuków, Rosjan, Niemców, Ży­
dów itp. Nie chcielibyśmy dyskutować w niniejszej pracy o tym, czy
granice między t y m i grupami są wystarczająco ostre. Podział ten po­
krywa się z klasyfikacjami ludowymi na tym terenie. W obydwu typach
bajek ukoronowaniem opowieści jest sformułowanie jakiejś cechy w y ­
stępujących tam postaci, będących przedstawicielami różnych grup et­
nicznych. Federowski klasyfikując je robi to wg ich cech, np. „Niemiec
[...] a) chytrość, b) niewstrzemięźliwość" i t p . Naturalnie wiele z nich
nie mieściło się w naszym podziale. Wybraliśmy te, które odpowiadały
lub mogły być porównywalne z cechami „diabła przegrywającego". Właś­
ciwością naczelną diabła była tu głupota. Podporządkowanych jest jej
wiele innych cech, np. łatwowierność, chciwość, umiejętności czarodziej­
skie. Formułowanie ich w badanych przez nas bajkach następuje w w y ­
niku zetknięcia się dwóch zwykle osób, będących reprezentantami prze­
ciwnych grup. Jest to sytuacja konkurencji, sytuacja „transakcyjna".
Konkurujące ze sobą strony przeprowadzają transakcję, w wyniku któ­
rej następuje sformułowanie określonych cech.
Przedstawiamy plan synchroniczny bajki Michała Federowskiego Dia­
belski kontrakt o duszę . W bajce tej chłop zwycięża podstępem diabła.
Porządek jej jest następujący:
1) pijak zobaczył diabła suszącego pieniądze,
2) pijak mówi, że gdyby miał trzecią część tych pieniędzy, to pohulałby
przez rok, a potem oddał duszę diabłu,
3) diabeł upewnia się i przyjmuje propozycję,
4) po roku przychodzi chłop obwieszony szkaplerzami i różańcami,
5) diabeł prosi go o zdjęcie ich,
6) chłop proponuje diabłu, żeby sam to zrobił,
7) diabeł rzuca kontrakt i ucieka.
Spróbujmy przenieść to w układ diachroniczny zastosowany przez
Lévi-Straussa w analizie mitu Edypa . Układ ten interesuje mnie t u
jako forma graficzna.
2

3

4

5

6

2

J . K r z y ż a no w s k i, Polska
bajka ludowa w układzie
systematycznym,
Wrocław 1963, t. 2, s. 9-25 („O głupim potworze (diable)", s. 26-48 („Kawały o głu­
pich sąsiadach").
Przykład podziału na „narodowości i plemiona" — M. F e d e r o w s k i , Lud
białoruski
na Rusi Litewskiej, K r a k ó w 1902, t. 3, cz. 2, s. V.
Tamże, cechy Niemców.
M. F e d e r o w s k i , Diabelskie skrzypce, Warszawa 1973, s. 100.
' C . L é v i - S t r a u s s , Antropologia strukturalna,
Warszawa 1970, s. 294-295.
8

4
s

�187

WYRÓŻNIKI OBCOŚCI W B A J C E BIAŁORUSKIEJ

I

II

III

IV

1) pijak zoba­
czył diabła su­
szącego pienią­
dze,
2) pijak powie­
dział, że gdyby
miał trzecią część
tych pieniędzy, to
pohulałby
przez
rok, a potem od­
dałby duszę diab­
łu,
3) diabeł upew­
nia się i przyj­
muje propozy­
cję,
4) po roku przy­
chodzi chłop ob­
wieszony szkaplerzami i różań­
cami,
5) diabeł prosi o
zdjęcie ich,
6) chłop propo­
nuje diabłu, że­
by sam to zro­
bił,
7) diabeł rzuca
kontrakt i ucie­
ka.
Spróbujmy porównać ten układ diachroniczny z takimż samym ba­
jek „narodowościowych", czyli bajek o głupich sąsiadach. Przedsta­
wimy również plan słowiańskiego mitu kosmogonicznego. Analizujemy
tu 10 bajek. Posiadają one ten sam lub bardzo zbliżony do siebie plan
akcji. Przedstawiają różne sytuacje, ale wszystkie nawiązują do jedne­
go jej przebiegu i do tego samego rezultatu (patrz tab. I ) .
Tabelę tę rozpoczyna mit kosmogoniczny, w k t ó r y m zwierającymi
się mocami są Bóg i Diabeł. Mimo że mit ten nie występuje wyraźnie na
Białostocczyźnie, to ślady owego dualizmu są nader widoczne. Umiesz­
czenie dwóch bajek z Sébillota stanowić miało łącznik doprowadzający
poprzez sytuację chłop — diabeł do konfliktu „swój — obcy". Zesta-

�188

KRZYSZTOF

KUBIAK

wienie to jest jednocześnie potwierdzeniem religijnego języka, w jakim
konflikt ten bywa wyrażany.
Kolumny poprzedniego podziału przenosimy w układ poziomy. Akcja
rozwija się z góry na dół. Kolejność faktów odczytujemy tu w sposób
następujący: czytamy z góry na dół, najpierw pierwsze akapity w każ­
dej kolumnie, potem drugie. Jeśli w kolumnie I V jest jeden akapit,
a w innych więcej, to te z kolumny I V odczytujemy na końcu.
Kolumna I odpowiada sytuacji spotkania, kontraktu. Druga (II) to
sytuacja propozycji. W trzeciej (III) zawierają się różne formy akcep­
tacji (mieści się również nieakceptacja oraz różne formy uników będące
w efekcie nieakceptacja). Kolumna czwarta (IV) obrazuje efekt układu
propozycji-akceptacji. Wszystkie 10 bajek zbudowanych jest wg jednego
wzoru. Plan akcji jest wszędzie jednakowy. Kilkakrotne powtarzanie
niektórych sytuacji wzmacnia tę konstrukcję nie zmieniając sensu czyn­
ności powtarzanych. Grupa „swoja" nie zawsze jest tu wyraźna, ale
grupa „obca", jako ulegająca temu samemu losowi, co diabeł w począt­
kowych bajkach, jest wystarczająco mocno prezentowana. W dziewięciu
przedstawionych bajkach pokonany zostaje przedstawiciel grupy „obcej".
Wyjątkiem jest tu Cygan. Pokazaliśmy również ten rodzaj bajki, w któ­
r y m „obcy" okazuje się bardziej sprytny, czyli mądrzejszy, by wska­
zać, że typ ten jest też reprezentowany, choć bajek tych jest znacznie
mniej. Opowieści o zwyciężającym Cyganie są w znacznej przewadze
nad bajkami o Cyganie pokonanym. Jest to jedyna grupa „obca" tak
prezentowana w bajkach.
Zwycięzcą bywa czasem i. Mazur, niekiedy Rosjanin. Również inne
grupy powinny mieć swoich zwyciężających reprezentantów. Przykładów
na to należy szukać w ostatnio ukazujących się zbiorach baśni i bajek
białoruskich.
Ze względu na ograniczoną wielkość pracy zrezygnować musieliśmy
z prezentacji innych grup narodowościowych, czyli (jeśli ktoś woli) et­
nicznych, np. Słowaków czy Węgrów. I choć pojawiali się oni na tych
terenach oraz zdołali wejść do ludowego stereotypu, bajek z ich przed­
stawicielami jest bardzo mało. Sposób przydawania cech tym narodo­
wościom, jak i same cechy, były identyczne jak w wypadku grup już
przedstawionych.
Osoba zwyciężająca posiada cechy, jakie przynależne są Bogu w jego
konflikcie z Diabłem. Zwycięża ona dzięki wiedzy (w wypadku Boga
dzięki wszechwiedzy), dzięki sprytowi, przebiegłości, dzięki umiejętnoś­
ciom przewidywania posunięć swego przeciwnika. Osoby te zostają zwy­
cięzcami nawet w znaczeniu symbolicznym (jak w bajce o Mazurze),
gdyż posiadają przewagę intelektu i zdrowego rozsądku. Stosując proste
konstrukcje logiczne i używając swej wiedzy psychologicznej mogą
ograniczyć się jedynie do zainicjowania kierunku konfliktu, pozostając
pewnym rezultatu końcowego. Ich postępowanie przypomina wyszuki-

�WYRÓŻNIKI

189

OBCOŚCI W B A J C E BIAŁORUSKIEJ

wanie luk w istniejących przepisach prawnych tak, aby wykorzystując
je przeciwnicy sami doprowadzili do swej klęski. Odnosimy wrażenie,
że postępowanie zwycięzców nie jest w pełni uczciwe choćby dlatego,
że mając wiedzę, mają jednocześnie świadomość, iż ich sugestie zostaną
opacznie lub nie zostaną wcale zrozumiane przez przeciwnika.
Zwyciężeni zaś, związani z Diabłem, reprezentują moc woli, posia­
dają zdolność tworzenia lub posiadają różne dobra, które można i m
odebrać. Uczciwość ich graniczy z naiwnością. Są pewni siebie, ponieważ
konsekwentnie stosowane przez nich i , jak mniemają, uznawane przez
przeciwnika zasady powinny doprowadzić do zwycięstwa. Wydawałoby
się, że mając przewagę możliwości fizykalnych powinni panować nad
sytuacją, gdy tymczasaÉfetíekty ich pracy, ich dobrej woli i uczciwości
są im odbierane.
Federowski tak pisze o diable: „dyabeł jest durnowaty. Lud mniema
że lubo dyabeł jest mocny, silny, chytry atoli jest on nieco durnowaty,
a do tego myśli ludzkich nigdy odgadywać nie może, stąd człowiek
byle tylko przebiegły, byle dowcipny i przytomny zawsze go z łatwoś­
cią oszukać poradzi" .
Ten stosunek do diabła, a wg naszych sugestii i do pokonanego,
czyli „obcego", spostrzec można w relacjach z terenu całej Polski, a na­
wet Europy. Seweryn Udziela tak o t y m pisze: „to znowu snują cu­
downe wydarzenia i walki ze smokami, z potężnymi czarownikami, za­
targi z diabłem, którego zawsze chłop wyprowadza w pole" . Podobnie
i Paul Sébillot: „diabeł, którego chłopi przedstawiają w swych opowia­
daniach, jest zwykle poczciwcem. Przychodzi, gdy się go wzywa i spisuje
kontrakt. I wydawać się to może dziwnem, ale najczęściej jest złośliwie
oszukany przez tych, z k t ó r y m i kontrakt zawarł, a łup jego odbierają
mu egzorcyzmy księży" .
Opinie te możemy odnieść do każdego z naszych pokonanych. Gubi
ich niewiedza, niemożność odgadnięcia rzeczywistych posunięć przeciw­
nika. Nawet gdy raz przegrają, nadal stosują tę samą strategię co po­
przednio. Ich rozumowanie jest proste i bezpośrednie. Nie potrafią sku­
tecznie reżyserować wydarzeń, posiadając nawet doświadczenia z po­
przednich utarczek z tym samym przeciwnikiem. Spójrzmy na tabelę
zrobioną wg Ludu białoruskiego (tab. I I ) . Oprócz bajek uwzględniliśmy
t u również przysłowia.
Miejsca puste oznaczają brak cechy, miejsca zakreskowane jej w y ­
stępowanie. K r a t k i czarne znajdują się poza podziałem. Znaki zapytania
określają sytuacje, w których ilość informacji była zbyt mała lub spo7

8

9

7

F e d e r o w s k i , Lud białoruski...,
t. 1, K r a k ó w 1897, t. 1, s. 29.
S. U d z i e l a , Krakowiacy, K r a k ó w 1924, s. 106.
P. S é b i l l o t , Traditions
et superstitions
de la Haute-Bretagne,
Paris
t. 1, s. 177 ( t ł u m a c z e n i e autora).
8

s

1882,

�190

KRZYSZTOF

KUBIAK

Tabela I I . Porównanie cech postaci „swego" i „obcego", Boga i Diabła

1

M . F e d e r o w s k i , L u d b i a ł o r u s k i n a R u s i L i t e w s k i e j , t. 1, K r a k ó w 1897, s. 20-29.
'Tamże,
s. 29-34; t e n ż e , L u d b i a ł o r u s k i . . . , t. 2, cz. 1, K r a k ó w 1902, s. 211-226; t e n ż e ,
D i a b e l s k i e skrzypce,
W a r s z a w a 1973, s. 100, 106-167, o r a z b a d a n i a t e r e n o w e p r z e p r o w a d z o n e
przez K a t e d r ą Etnografii U . W . w Olszanicy, w o j . b i a ł o s t o c k i e ; W . S z u e h i e w i c z ,
Buculs z c z y z n a , L w ó w 1908, t. 4, s. 10, t a k m ó w i o w ł a ś c i w o ś c i a c h D i a b l a i B o g a : „ c z o r t to j e p o s ł u ż n y k , Y r o d , to j e p e r w o w y c z n y j j y k B o h ; Y r o d n o n e z n a j e h a d o k B o ż y c h , B o h z n a j e t
u s i z a m y s ł y r o d a . Y r o d ne z n a j e h a d o k c z o l o w i k a , s u m l m i y , d o k y w ne z a h o w o r y t, a B o h
znajet uvse".
'
'
'
•
'

F e d e r o w s k i ,
Lud białoruski...,
t. 1, s. 195-196, 238; t. 2, s. 239-240.
T e n ż e , Lud białoruski...,
t. 1, s. 234; t. 3, c z . 2, K r a k ó w , 1902, s. 204-208.
Tamże,
s. 208-216; t e n ż e , L u d b i a ł o r u s k i . . . , t. 1, s. 94.
T a m ż e , s. 130-131, 231-232; t e n ż e , Lud białoruski...,
t. 3, cz. 2, s. 188-191.
T e n ż e , Lud białoruski...,
t. 1, s. 236-237.
Tamte,
s. 232-233; t e n ż e , L u d b i a ł o r u s k i . . . , t. 2, cz. 1, s. 204; t. 3, cz. 2, s. 191-203.
• T e n ż e , L u d b i a ł o r u s k i . . . , t. 1, s. 234-236; t. 3, cz. 2, s. 216-221.
" T e n ż e , L u d białoruski...,
t. 2, cz. 1, s. 149-165.

8

�WYRÓŻNIKI

OBCOŚCI

W

BAJCE

BIAŁORUSKIEJ

191

sób sformułowania był za słaby, by dać odpowiedź potwierdzającą. Ta­
bela odpowiada cechom, jakie ówczesny narrator zauważa u grup „ob­
cych". Grupy posiadające pełny zestaw t e c h związanych z Diabłem, są
tymi, z którymi kontakt był najczęstszy i bazował na inicjalnej różnicy
pozycji. Z podziału wyłamują się Cyganie posiadający równocześnie
z dosyć dużą siłą oprócz właściwości określających Diabła i te, które
służą określaniu Boga, a zatem i grupę „ s w o j ą " . Pozostałe grupy
posiadają nieliczne dystynkcje mogące wiązać je z Diabłem.
Znając tekst Bystronia i powyższe sugestie, powiedzieć możemy, że
„obcy" przedstawiany jest często jako ten mający kontakt z Diabłem,
jako posiadający cechy zewnętrzne oraz inne właściwości diabelskie.
Sam Diabeł występuje również z atrybutami „obcego", np. w stroju
niemieckim, pańskim itp. Sama obcość prezentowana jest w kategoriach
związku z Diabłem, przeciwstawienia się Bogu lub świętemu. Takie za­
barwienie może otrzymać każdy wytwór grupy obcej, każdy fakt tam
zaobserwowany, każde niezrozumiałe słowo. Wystarczy, że jest ono inne
niż w grupie własnej, niezrozumiałe, a więc z szatanem jakoś powiąza­
ne. Grupa „swoja" posługuje się zrozumiałym językiem, jej wytwory
są dobrze uzasadnione ich przydatnością, jej religia jest najprawdziw­
sza i jakiekolwiek zmiany bądź próby zmian tego porządku, danego na
pewno od Boga, mogą być tylko dziełem szatana lub istot z nim współ­
pracujących. „Swojskość" zatem widziana jest w kategoriach pierwot­
nego kontaktu z Bogiem.
Jednocześnie większość grup „obcych" posiada cechy, które zaliczyć
wypada do szeregu właściwości służących określaniu Boga i grupy „swo­
jej". Świadczy to o możliwości minionego kontaktu z Bogiem. Niemcy
na przykład stali się tacy, jacy są od czasów Marcina Lutra, „który
zdurnieł od nauki" . Tatarzy tylko przez przypadek nie zetknęli się
z prawdziwym Bogiem, gdyż byli za daleko i Pan do nich nie d o t a r ł .
Żydzi stali się naprawdę nieczyści dopiero po ukrzyżowaniu Chrystu­
sa . Mazur po stworzeniu świata w bójce z Diabłem stracił zęby i dla­
tego teraz tak mówi (związek z Bogiem pokazano tu jako przeciwsta­
wienie się Diabłu) . Cyganie zgodnie z powszechną opinią stali się źli
z chwilą, gdy w y k u l i gwoździe, którymi ukrzyżowano Chrystusa. Cza­
rownicze zaś właściwości Poleszuków wiązać można z bagnami, których
tereny zamieszkują. Zostały one stworzone przez Diabła bez winy Po­
leszuków, którym przyszło tam mieszkać. „Ruskich wiara" powstała co
prawda sama z siebie, ale o t y m samym Bogu mówi i ludzi dużo gru10

u

12

13

w

10 F e d e r o w s k i , Lud białoruski...,
t. 3, cz. 2, K r a k ó w
przegrywający).
T e n ż e , Lud białoruski
t. 1, s. 234.
Tamże, s. 236.
»» Tamże, s. 238.
Tamże, s. 232-233.
11

12

14

1902,

s. 189 (Cygan

�192

KRZYSZTOF

KUBIAK

I s

puje, więc „Rusak idzie do nieba jak husák" . I odlegli Francuzi byli
dobrymi katolikami, dopiero teraz „tam same masony", zatem istoty
z diabłem związane, a w każdym razie mocno nieczyste .
Widać z tego, że u wielu grup „obcych" związek z Bogiem istniał
lub byłby zaistniał, ale na skutek różnych okoliczności nastąpiło zbliżenie
do Diabła. Również szatan był na początku bardzo blisko Boga, lecz
zbuntował się i został pokonany.
Wizerunek grupy „obcej" jest zatem swoiście zrównoważony. Jego
większość tworzą elementy ujemne, bardzo niewielką zaś część dodat­
nie. Podobnie zrównoważony powinien być obraz grupy „swojej". W jej
wizerunku należałoby odnaleźć elementy służące jednocześnie określe­
niu Diabła i grupy „obcej". Nie znaleźliśmy opinii formułującej expli­
cite ten związek. Istnieją jednak bajki, w których pokonanym i głu­
pim jest przedstawiciel grupy „swojej". Najwyraźniej widać to w zło­
żeniu „swój" — Cygan. Częste są opowieści o Poleszukach-wiedźmarach
pokonujących „swego". Podobnie Żyd czy Rosjanin pokonują tego, kogo
Federowski nazywa Białorusinem. Bywa, że niezdarny i głupi Mazur
popisze się jakimś celnym rozwiązaniem. W myśl zatem naszych wcześ­
niejszych ustaleń, kiedy pokonany zostaje członek grupy własnej, „swo­
j e j " nabywa on cech Diabła, Diabła przegrywającego, głupiego. Nie
znaczy to, że członek grupy „swojej", z chwilą przegrania przejmuje
diabelskie deformacje fizyczne, język, potrawy itp. Chodzi nam t u o te
wewnętrzne cechy postaci Diabła, które sprawiają, że w konfrontacji
z Bogiem lub „swoim" zostaje pokonany. Bo czyż można zrezygnować
z niektórych właściwości tak typowo diabelskich? Czyż nie są one rów­
nie atrakcyjne? Czy lepsze są wartości intelektu, umiejętność komplek­
sowego rozumowania i analizowania możliwych rozwiązań, czyli moż­
ność przewidywania przyszłości (wiedzy wciąż nie posiadanej), czy też
uczciwość, możność tworzenia i radość stąd płynąca, płodność, moc woli
i impet działania?
Rzeczywistość ludowa jest na swój sposób konsekwentna, algebra­
icznie pełna. Zawiera elementy dodatnie i ujemne, zarazem boskie i dia­
belskie. W wizerunku grupy swojej pozytywy stanowią olbrzymią więk­
szość, lecz cechy negatywne są na tyle atrakcyjne, że zostają przemy­
cone do środka tego obrazu. Ta potoczna, szeroka konstrukcja, wska­
zująca na prosty podział: „swój" związany jest z Bogiem, a „obcy"
z Diabłem, uwidacznia się w najpłytszych warstwach zaprezentowanych
bajek i opinii o grupie „swojej" i o grupach „obcych". Każda taka k o n ­
strukcja powinna posiadać pewien walor praktyczny, powinna być re16

« Tamże, s. 236.
*« Tamże, s. 232 i 80: „do tej kategorii istot demonicznych, przede wszystkim
należą: wiedźmy, wiedźmary, i potempleńcy (v. masony albo chfarmazony). Wszyscy
oni pozostają w mocy czarta i rozwijają nie i n n ą jak tylko zgubną w z g l ę d e m czło­
wieka działalność".

�WYRÓŻNIKI

OBCOŚCI

W BAJCE

BIAŁORUSKIEJ

193

alizowalna. Takie przynajmniej jest zapotrzebowanie na nią w kulturze
ludowej. Wizerunek grupy własnej nie może być zatem podporządkowa­
ny tylko jednej wartości albo dodatniej, albo ujemnej. To samo dotyczy
grupy „obcej". Musi on tworzyć pełną i żywą całość. Grupuje więc
w sobie zarówno elementy dodatnie, jak i ujemne, choć te ostatnie by­
wają często w przewrotny sposób ukrywane, jak to spostrzegliśmy
w bajkach, w których „swój" zostaje pokonany. Zatem bystroniowska
ambiwalencja typu „swój"- dobry i biały, a „obcy"- zły i czarny znaj­
duje w naszej pracy tylko częściowe potwierdzenie. Walor całej kon­
strukcji jest jednak zachowany. W wizerunku „obcego" przeważającą
część stanowią wartości ujemne, ale nie są one jedynymi. Pewien nie­
wielki fragment tego schematu zajmują również cechy wartościowane
dodatnio. Podobnie rzecz się ma z grupą „swoją". I tutaj w olbrzymiej
przewadze są właściwości dodatnie, ale i ujemne stanowią drobną część
konstrukcji. Gdybyśmy grupę swoją zechcieli przedstawić jako koło,
jego drobny wycinek stanowiłyby własności ujemne, część pozostałą zaś
dodatnie. Odwrotnie rzecz miałaby się z grupą „obcą".
Krzysztof Kubiak
DISTINCTIVE CHARACTERISTICS OF FOREIGNESS
IN B Y E L O R U S S I A N F O L K T A L E S .
D I V I N E A N D D E V I L I S H A T T R I B U T E S O F "OUR" A N D " A L I E N "
Summary
The author presents an analysis of several Byelorussian folktales to demon­
strate the valuation of the attributes with which the figures of "ours/one of us"
and of "foreign/alien" are endowed. The grup of "ours" is the true model con­
sidered as a sacrally confirmed heir of the divine attributes of man. Stereotypes
on the subject of the "foreign/alien" group point to the contrary and indicate its
connection with the devil. Table I presents the scheme of the story in folktales i n
which the antagonists are God and the Devil, a saint and the devil and, lastly,
"one of ours" and various categories of "foreign/alien". The scheme of all these
tales is nearly identical — the defeated figury is the Devil or a representative
of the „foreign/alien" group. The victorious person has the attributes proper to
God in his conflict with the Devil. The author also draws attention to the exis­
tence of a smaller group of tales in which the losing figure is a representative
of "our" group. Table I I provides a partial confirmation of such contention. The
author has included in it common characteristics of the ethnic groups appearing
in the tales which have been analyzed. The author suggests that the postulated
division into "our, one of us" as a figure connected only with God and a "fore­
igner/alien" connected solely with the Devil cannot be maintained and invokes, as
a proof, the existence of the second group of tales in which the losing figure is
one of "ours". Both groups possess, therefere, ambivalent characteristics. The de­
monstrated attributes of the devil and, in a indirect sense, of a "foreigner/alien"
are too attractive to be eliminated from the image of "our" group. With regard to
the "foreign/alien" group an analogous situation exists — its members possess
some traits which characterize the figure of God and, therefore, one's own group.
13 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X X I I I , z. 2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10276" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10254">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/855919f9e24fc5d56dd7d2bdf5e2af17.pdf</src>
        <authentication>57c5a3f24609365ec41a3780432fbf64</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122182">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4352</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122183">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122184">
                <text>sanktuaria</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122185">
                <text>pielgrzymki</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122186">
                <text>Kalwaria Zebrzydowska - Misterium Męki Pańskiej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122187">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4050</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122188">
                <text>Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1978 t.32 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122189">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1978 t.32 z.3-4; s.143-160</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122190">
                <text>Kubiakowie, Irena i Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122191">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122192">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122193">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122194">
                <text>Krzysztof

i Ireno

Kubiakowie

MISTERIUM MĘKI PAŃSKIEJ W KALWARII ZEBRZYDOWSKIEJ

Historia Kalwarii Zebrzydowskiej
Na pielgrzymkę do Z i e m i Świętej, tak popularną
w okresie k o n t r r e f o r m a c j i niewielu mogło sobie pozwo­
lić. Zaczęto więc budować jej namiastkę w postaci k a l ­
w a r i i w całej niemal Europie. P i e r w o t n y m wzorem w y dcje się być założona w połowie X V w i e k u k a l w a r i a
koło К or dob у w Hiszpanii. W Polsce podobne budowle
powstają od początków X V I I w i e k u , przeważnie z f u n ­
dacji wojewodów i biskupów. Przestrzegano reguły, aby
topografia terenu i odległość między kaplicami odpo­
wiadały
poszczególnym
miejscom w Ziemi Świętej.
K a l w a r i a Zebrzydowska była pierwszą w Polsce.
Początkowo Mikołaj Zebrzydowski, jak głosi legen­
da, po objawieniu m u się trzech jaśniejących krzyży
nad górą Żar, postanowił zbudować t u kaplicę — p u ­
stelnię i osadzić w niej bernardynów. Ale zakon ten
chciał właśnie, wzorem jezuitów, wprowadzić efekty
dramaturgiczne do l i t u r g i i . Pustelnia nie leżała więc
w jego interesie, podobał i m się natomiast pomysł ulo­
kowania miejsca odpustowego na skrzyżowaniu dróg
do Czech, Węgier i na Śląsk.
1

W t y m czasie Hieronim Strzała, dworzanin Zebrzy­
dowskiego, przywiózł z pielgrzymki do Jerozolimy dwa
gipsowe modele kaplic. Wojewoda zdecydował się wów­
czas na budowę kościoła u podnóża góry Żar. Po jego
ukończeniu w 1602 г., podjął ostateczną decyzję w y b u ­
dowania całej drogi krzyżowej wraz z kościołem i k l a ­
sztorem ojców bernardynów. Prace budowlane zostały
jednak na jakiś czas przerwane na skutek rokoszu Ze­
brzydowskiego przeciwko królowi Z y g m u n t o w i I I I . K a l ­
warię rozbudowywali również następcy i sukcesorzy w o ­
jewody, np. jego syn Jan ufundował dróżki M a t k i Bo­
skiej, na których odbywa się co r o k u , w pierwszy pią­
tek po 15 sierpnia, Pogrzeb M a t k i Boskiej.
Początkowo zakonnicy największą uwagę przywią­
zywali do kazali, podczas gdy kolejne odgrywane sce­
ny stanowiły do nich ilustrację lub tworzyły przerwy
między h o m i l i a m i . Pieśni pątnicze stanowiły opisy mę­
k i Chrystusa a niektóre z nich miały nawet formę d i a ­
logu. Przy klasztorze u t r z y m y w a n o także stałą kapelę
dającą muzyczne tło scenom.
Apostołów g r a l i przewodnicy grup pątniczych. W
czasie rozbiorów dzielono role według następującego
schematu: po dwóch apostołów ze Śląska Górnego, A u ­
striackiego, M o r a w i O r a w y . Czterech było z G a l i c j i ,
ale jeśli przyszła pielgrzymka z Królestwa Polskiego,
Galicja oddawała jej dwa miejsca. Na apostołów w y ­
bierano osoby starsze, pobożne, moralnie bez zarzutu.
Klasztor nadzorował wybór kandydatów do r o l i C h r y ­
stusa i M a t k i Boskiej. O stroje w y k o n a w c y troszczyli
się sami.
Obecnie przygotowaniem strojów zajmują się kle­
rycy. Sprawia i m to dużo kłopotu, gdyż trudno jest zna­
leźć odpowiednie wzory. Jedynie 5 strojów żołnierskich
w y k o n y w a n y c h jest przez samych aktorów z najłatwiej
dostępnych i m materiałów. Stąd prawdopodobnie wziął
się „import" kasku hokejowego z napisem ..P M " . A n i
zakonnicy, ani „żołnierze" nie potrafią powiedzieć co
znaczy ta „inskrypcja".

Najstarszymi są stroje „Apostołów" w kolorze ciem­
nozielonym i matowo-wiśniowym. Nie ma na nich żad­
nych zdobień. Nie udało nam się dowiedzieć jak dawno
zostały wykonane. Sądząc jednak po stopniu zużycia,
musiały być wykonane po wojnie. Stroje Sanhedrynu,
według relacji zakonników, są bogatsze od tych d a w ­
nych, bardziej kolorowe. Tkanina jest t u często p o k r y ­
ta popularnym wzorem perskim lub t u r e c k i m . Stopień
ozdobności zatem w y d a j e się być k r y t e r i u m w ocenie
wieku ubioru, a w każdym razie przy porównywaniu
k i l k u kostiumów pozwala stwierdzić, który z nich jest
starszy.
Podobno w posiadaniu klasztoru są również r e k w i ­
zyty odkupione od jakiegoś teatru. Do nich należą dwa
żołnierskie pancerze i blaszane hełmy. Stare kaski żoł­
nierskie wykonane są z malowanego szarą i czarną f a r ­
bą płótna i drewna. Są również dawne kaski strażackie
i hokejowe. Jako pióropuszy używa się miotełek do o d ­
kurzania. Broń: miecze i halabardy różnej wielkości
wykonane są z drewna. Ostrza maluje się srebrną f a r ­
bą. Stroje przechowywane są w jednej dużej szafie
w klasztorze. Niektóre z nich projektował o. Chadam,
powojenny reformator, a właściwie wskrzesiciel M i ­
sterium.
Przy opracowywaniu ubiorów Sanhedrynu klerycy
korzystają z 2. Księgi Mojżesza i z Księgi Liczb, oraz
z dostępnych przekazów ikonograficznych, stąd w i e l ­
ka różnorodność strojów i pewna ich umowność za­
razem.
Próby odbywają się k i l k a razy do roku. Biorą w
nich udział „Apostołowie" i klerycy grający różne role
w Misterium. Najważniejszą jest oczywiście próba przed
kulminacją obchodów w W i e l k i Czwartek i Piątek. Po­
nadto odbywają się próby przed M i s t e r i u m Wniebo­
wzięcia Najświętszej M a r i i Panny oraz podczas Zielor y c h Świątek. Spośród grających jedynie św. Piotr ma
wcześniejsze doświadczenia aktorskie. Jeszcze przed w o j ­
ną był członkiem stowarzyszenia „Młodzież K a t o l i c k a "
w Tychach. Występował wówczas w k i l k u przedstawie­
niach organizowanych przez kościół parafialny. Po raz
pierwszy był na pielgrzymce mając 8 lat. Potem został
przewodnikiem kompanii. W M i s t e r i u m gra od 9 lat.
Wszyscy zresztą a k t u a l n i aktorzy b y l i pierwszy raz na
k a l w a r y j s k i e j pielgrzymce jeszcze w w i e k u dziecięcym.
A k t o r grający do 1973 r o k u rolę Jezusa pierwszy raz
przybył do K a l w a r i i w w i e k u 11 lat. Działał w radzie
parafialnej. Po p e w n y m czasie został przewodnikiem
kompanii a stąd droga już bliska do kalwaryjskiego
„świata aktorskiego".
Udział w drodze krzyżowej umożliwiano również
pielgrzymom, którzy przychodzili do K a l w a r i i w inne
d n i r o k u . Wydawano liczne dewocyjne książeczki z na­
u k a m i i opisami do każdej stacji, w kaplicach umiesz­
czono obrazy (np. w kaplicy Ukrzyżowania obrazy:
Ukrzyżowanie, Chrystus na Krzyżu, Zdjęcie z Krzyża)
i rzeźby — np. św. W e r o n i k i . Pątnik otrzymywał w ten
sposób i l u s t r o w a n y zapis wydarzeń.
W d a w n y m M i s t e r i u m nie było tak dużej liczby ak­
torów. Nie miało ono również charakteru widowiska
teatralnego. Występowały postaci Jezusa, ogłaszającego

143

�w y r o k i Szymona Cyrenajczyka. B e r n a r d y n i starali się,
by obchody te pozostawały w ramach liturgicznych. Na
gruncie l i t u r g i c z n y m pozostają teraz jedynie 2 momen­
ty M i s t e r i u m — scena obmywania nóg (ceremonia l i t u r ­
giczna, lecz właściwa jedynie katedrom — nie wiadomo
kiedy B e r n a r d y n i K a l w a r y j s c y otrzymali indult na jej
urządzanie), oraz wielkopiątkowa msza Praesanctificat o r u m („Msza uprzednio poświęconych darów" — nie
ma w niej ofiarowania ani konsekracji, gdyż używa się
hostii uprzednio w t y m celu konsekrowanej).
Od połowy X V I I w i e k u możemy już mówić o sce­
nariuszu widowiska, gdyż znana jest kolejność kaplic,
do których przychodziła procesja w t y m okresie. W y ­
mienia ją w swym Summariuszu
Męki Pańskiey
Abra­
ham Rożniatowski, jeszcze w 1618 r o k u . Podobny sce­
nariusz znamy z 1886 г., znajduje się on w A r c h i w u m
Bernardyńskim w K r a k o w i e . W 1945 ówczesny przeło­
żony klasztoru o. Augustyn Chadam ułożył nowy sce­
nariusz, który obowiązuje do dziś.
Nie można się więc zgodzić z twierdzeniem K a z i ­
mierza Nowackiego, który w pracy o misterium w K a l ­
w a r i i Zebrzydowskiej w y m i e n i a jako jedną z charakte­
rystycznych cech misterium brak opracowanego scena­
riusza . Drugą z nich miałoby być ograniczenie a k c j i
do Męki Pańskiej, a przecież są i takie sceny jak Wjazd
do Jerozolimy
czy Wypędzenie
przekupniów
ze
świąty­
ni. Również kolejna cecha — brak pojęć „scena" i „wi­
d o w n i a " — jest nie do utrzymania, gdyż wiele scen
dzieje się w ogóle na podestach, np. Umycie nóg. Poza
t y m ludzie tworzący tłum jerozolimski a zarazem w i d o ­
wnię, często odchodzą nagle na bok, aby coś zjeść czy
wypić. Pozostaje t y l k o zgodzić się z t y m , że grają sami
amatorzy i że zasadniczy zrąb widowiska nie zmienia
się.
2

s

144

Misterium
Misterium Wielkanocne w K a l w a r i i Zebrzydowskiej
t r w a k i l k a d n i . Pierwsze sceny odgrywane są w P a l ­
mową Niedzielę. Przedstawienie rozpoczyna się około
trzeciej po południu wjazdem do Jerozolimy. Chrystus
jedzie na osiołku otoczony Apostołami, którzy podpie­
rają się długimi, jakby pasterskimi laskami. Tłum l u ­
dzi, przede wszystkim dzieci, rzuca palmy tak, że po
c h w i l i droga usłana jest zieloną choiną i k w i a t a m i . Ale
w porównaniu z t y m , co będzie potem, ludzi nie ma
zbyt dużo. Najwięcej pielgrzymów przyjeżdża b o w i e m
w W i e l k i Czwartek. Na razie, w Palmową Niedzielę,
klerycy odgrywają jeszcze wypędzenie przekupniów ze
świątyni. Stoją długie, wysłane suknem stoły, baran
i k l a t k i z gołębiami, które będą wypuszczone w k u l m i ­
nacyjnym momencie. Obie te sceny są barwne, wesołe;
nic nie zapowiada mającej się t u rozegrać w i e l k i e j t r a ­
gedii. Następny dzień M i s t e r i u m to Wielka Środa, kie­
dy to wieczorem odgrywana jest uczta u Szymona
i zdrada Judasza. Ludzie stoją w m r o k u . Następuje
monolog Judasza. Sypią się s r e b r n i k i .
Następny dzień, W i e l k i Czwartek, to pierwszy
z dwóch najważniejszych d n i Misterium. Zaczyna się
ono dopiero o drugiej, ale od rana tłum przelewa się
przez kościół, gdzie nieustannie odprawiane są msze.
Ludzie wypełniają dziedziniec, gdzie g r u p k i pielgrzy­
mów odmawiają własne m o d l i t w y , plac, gdzie stoją
stragany z dewocjonaliami, słodyczami, pamiątkami i za­
b a w k a m i . T u właśnie można kupić t y p o w e dla połud­
niowej Polski różowe serca z piernika, różnej wielkości,
z r o z m a i t y m i napisami i ozdobami. Za kościołem, na
dziedzińcu klasztornym, zakonnicy sprzedają herbatę;
tego dnia p r a w i e wszyscy jedzą to samo; bułkę ze śle4

�dziem, czasem wyjątkowo dziecko dostanie kawałek
ciasta.
Cały dziedziniec zaśmiecony jest papierami, pusz­
k a m i po konserwach, słoikami. Ludzi ciągle przybywa,
zajmują pokoje w domach leżących wzdłuż drogi do
klasztoru, potem na dole w samej K a l w a r i i , a potem
w pobliskich wioskach. Większa część pielgrzymów nie
m a r t w i się jednak o nocleg. Jedni zamierzają czuwać
cały czas w kościele, i n n i zajmą miejsca w którejś
z szop, gdzie od zakonników można pożyczyć materace.
Około południa tłum zaczyna zapełniać plac za klaszto­
rem, pod lasem, gdzie zbudowano podest. Na początku
t y l k o jakiś ksiądz prowadzi z książeczki śpiewne m o ­
d l i t w y . Nagle rozlegają się trąby, znak, że M i s t e r i u m
rozpoczęte. Trębacze występują w strojach „rzymskich"
— białe powłóczyste suknie, kaski hokejowe z docze­
p i o n y m i pękami piór czyli czubkami miotełek do o d k u ­
rzania. Po trębaczach występuje prologus w jaskrawych
szatach i takimż makijażu. Dopiero kiedy kończy wcho­
dzi 12 Apostołów; wszyscy mają p e r u k i i grube, zielo­
ne l u b wiśniowe szaty. Siadają na stołkach, a przeor
klasztoru m y j e irn po jednej nodze w złotej misce. W
t y m czasie czytany jest u r y w e k Ewangelii o u m y c i u
nóg podczas Ostatniej Wieczerzy. Potem jest krótkie k a ­
zanie. N a u k i różnych księży, często przyjezdnych, prze­
widziane są po każdej scenie.
Kiedy z podestu schodzi przeor, pojawia się za n i m
Chrystus. Jest to już trzeci po w o j n i e aktor grający tę
rolę. Ten obecny jest k l e r y k i e m . P r a w d z i w a legenda

otacza pierwszego, który pełnił tę funkcję z całym o d ­
daniem przez 30 lat. Był on r o l n i k i e m spod K a l w a r i i .
Podobno został pustelnikiem, miewa widzenia i wystą­
piły m u stygmaty. Czasem t y l k o pojawia się w klaszto­
rze. Inna natomiast wersja głosi, że po prostu znikł on
którejś jesieni zostawiając żonę i k i l k o r o dzieci na ł a ­
sce losu. Pojawił się dopiero przed W i e l k i m Tygodniem
aby, j a k co r o k u , zagrać swoją rolę. Tymczasem zanie­
pokojeni i zgorszeni ojcowie bernardyni zdołali już
przygotować nowego Chrystusa. Ostatecznie rozstrzyg­
nął kustosz klasztoru; Chrystusa zagrał k l e r y k . Stary
aktor wrócił do żony i dzieci. Większość k a l w a r y j s k i c h
bywalców uważa jednak, że on grał najlepiej, a legenda
o jego błogosławionych stanach krąży po okolicy.
Z Apostołów odróżnić można św. Piotra, bo siwy,
św. Jana, bo młody i Judasza, bo rudy. Reszta jest nie­
określona. Nawet sami aktorzy nie bardzo wiedzą któ­
rego apostoła grają. Dla a k c j i zresztą nie ma to żadnego
znaczenia. Grupka aktorów otoczona tysięcznym tłu­
mem idzie od kaplicy do kaplicy, gdzie odgrywane są
kolejne sceny, a po nich kazanie. W czasie kazań tłum
rozsiada się na trawie, a zawieszone na drzewach głoś­
n i k i umożliwiają słuchanie ich nawet z dużej odległo­
ści. Po scenie w Ogrójcu Chrystus jest związany i p r o ­
wadzony przez dwóch żołnierzy. Od tłumu oddziela go
kordon mężczyzn trzymających się pod ręce i wspoma­
ganych d r e w n i a n y m i mieczami i halabardami żołnierzy.
Jest to bardzo trudne zadanie dla aktora, bo ścisk jest
w i e l k i i ciągle ktoś usiłuje dostać się do środka. Jeden

I i . 1. Widok dróżek K a l w a r i i w g l i t o g r a f i i z 1902 г. I I . 2. Najstarszy zachowany plan

\

Kalwarii

&gt;№TM(.ł ЩЧШ SUAZI POLAKAi-*

&lt;.ЛГ,, JA Lv W-ALA

'•l6QQr

-

~~&gt;чк

ШОг.

145

�П. 3. Rzeka Cedron w K a l w a r i i Zebrzydowskiej. W niej szukają k a m i e n i pielgrzymi. „Lud ziemi k r a k o w s k i e j
przypisuje magiczno-lecznicze własności k a m y k o m znajdującym się w cudownej rzeczułce, która przepływa u stóp
K a l w a r i i i . (...) K t o będzie pierwszy raz na K a l w a r i i , znaj dzie t a k i kamyczek i nosi go ze sobą przez cały odpust,
ten zabezpieczy się przed wszelkimi chorobami na cały r o k " . (Franciszek Gawełek, Dwie legendy, L u d 1908/XIV,

z Apostołów prowadzi przez tubę
litanie, m o d l i t w y
i śpiewy. Wielu pielgrzymów ma aparaty fotograficzne
i magnetofony.
K a l w a r i a ma również swojego pustelnika; chodzi
w koszuli z szarego w o r k a przepasanej sznurem, ma
długą brodę i włosy. W rękach t r z y m a duży różaniec
i podobno sypia w trumnie. Jest mały, siwy i ma bar­
dzo dobrą t w a r z .
Jedna ze scen to przejście przez Cedron. Główna
grupa z Chrystusem przechodzi mostkiem, na którym
odbywa się scena, ale w trakcie kazania tłum, głów­
nie kobiet, wchodzi do wody. Myją oni ręce i twarze,
albo t y l k o oczy i usta, obmywają buzie dzieciom, na­
bierają wody do butelek i wybierają z dna k a m y k i ,
wierząc, że mogą się w nich ukazać narzędzia męki
lub t w a r z M a t k i Boskiej. Woda posłuży celom leczni­
czym, a w każdym razie, używana w gospodarstwie,
może sprowadzić pomyślność.
Inna stacja, już ostatnia tego dnia, Sąd u
Kaifasza,
skończy się wtrąceniem Chrystusa do ciemnicy. Sanhe­
d r y n jest ubrany wyjątkowo barwnie, a arcykapłan
ma dziwne, rogate nakrycie głowy. W trakcie tej sce­
ny żołnierz policzkuje Chrystusa, co wywołuje lekkie
poruszenie w tłumie. W ogóle ludzie reagują różnie,
np. w scenie zdrady Judasza, j e d n i są oburzeni a na­
wet rzucają za n i m kamieniami, i n n i śmieją się z jego
m i m i k i l u b z podziwem mówią „ale szpekulant".
K i e d y kończy się przedstawienie jest już ciemno.
Część pątników idzie do klasztoru na posiłek, część po­
zostająca w miasteczku b a w i cię całą noc. W lesie nao­
koło klasztoru przez całą noc słychać odgłosy miło­

146

snych igraszek. Jest jeszcze możliwość spędzenia nocy
w kościele, gdzie nieustanne m o d l i t w y trwają do piątej
rano. W Piątek o szóstej zaczyna się dalszy ciąg, w
miejscu, gdzie poprzedniego dnia przerwano przedsta­
wienie. Odnosi się wrażenie, że tempo wydarzeń, w p o ­
równaniu z W i e l k i m Czwartkiem, narasta. Odbywa się
sąd u Annasza, wizyta w pałacu Heroda i w końcu
w y r o k Piłata z wypuszczeniem Barabasza. Jezus bierze
na ramiona rzeczywiście olbrzymi krzyż. Niektórzy pąt­
nicy całują go przedtem l u b dotykają s w y m i m e d a l i ­
kami. W tłumie narasta napięcie, śpiewy i m o d l i t w y
stają się j a k b y żarliwsze. T r z y upadki pod krzyżem
wywołują strzały reporterskich migawek. Św. W e r o n i ­
ka ociera Chrystusowi t w a r z i rozpościera chustę z je­
go wizerunkiem. Za krzyżem idą Matka Boska, M a r i a
Magdalena i św. Jan. Wszyscy są już zmęczeni. Niektó­
rzy żołnierze usypiają w czasie kazań podpierając się
halabardami. Z boku Apostołowie „w c y w i l u " spokoj­
nie palą papierosy. Chrystusowi pomaga Szymon Cyrenajczyk, człowiek w d z i w n y m kapeluszu.
Golgota jest w y s o k i m wzgórzem i podejście jest
rzeczywiście dość trudne. Ukrzyżowanie, podobnie j a k
przedtem
biczowanie, rozwiązano w ten sposób, że
Chrystus wchodzi do kaplicy, a narrator — przy stuku
młotków — opowiada co się dzieje. Ostatnie kazanie
л-ygłasza zawsze przeor, mszę zaś celebruje biskup
(msza p o n t y f i k a l n a ) . To już właściwie koniec miste­
r i u m , nawet większość straganów jest już zwinięta.
Pielgrzymi pędzą teraz w dół, na przystanek, aby w y ­
walczyć miejsce w autobusie l u b pociągu.
Bezwzględne określenie granic przestrzeni świętej
w K a l w a r i i podczas m i s t e r i u m jest przedsięwzięciem

�bardzo t r u d n y m . Trudność największą sprawia w y o d ­
rębnienie kategorii przestrzeni jako osobnej właściwości.
Do badań nad kulturą ludową kategorii tej nie da się
prawdopodobnie stosować. Właściwiej byłoby
mówić
o czasoprzestrzeni i tak chyba l u d nasz te zawiłości w y ­
miarów odbiera. Mówiąc w skrócie — przestrzeń, aby
stać się świętą, musi zostać wypełniona odpowiednim
czasem. Obu tych kategorii rozdzielić nie sposób. Czas
święty przywrócić można bardzo oszczędnymi środkami,
kreując go w sposób właściwy psychice
ludzkiej.
„Współwystępujący z przestrzenią czas sakralny ma trzy
zasadnicze cechy: periodyczność, powtarzalność, wiecz­
ną teraźniejszość" . Czas świecki ma natomiast cha­
rakter sumarycznie l i n i o w y .
Będąc odwzorowaniem Jerozolimy, K a l w a r i a jest
miejscem o szczególnym nasyceniu świętością. Poza M i ­
sterium Męki Pańskiej odbywa się t u sierpniowe M i ­
sterium Wniebowzięcia Najświętszej M a r i i Panny. W
kościele znajduje się jej cudowny obraz. Dwie ostatnie
sprawy mają również znaczny wpływ na charakter k a l waryjskiego sacrum, zważywszy na stosunek l u d u do
M a t k i Boskiej. Ponadto każda kaplica zawiera kasetę
z najprawdziwszą Ziemią Świętą.
Uczestnicy M i s t e r i u m przyjeżdżając t u odbywają
trzy rodzaje dróżek. Pierwsze z nich znaczone są k a p ­
liczkami Męki Pańskiej, drugie wiodą przy kapliczkach
M a t k i Boskiej. Ponadto odbywa się tzw. dróżki za d u ­
sze zmarłych. Ruch pątników zawiera w sobie model
podporządkowany
regule osiągania centrum. Każda
5

z trzech rodzajów Нт-А* к tworzy pewną formę okrą­
głą. Pątnicy wyruszają spod klasztoru, by dotrzeć do
Golgoty, góry ponad klasztorem, gdzie znajduje się k a ­
plica Ukrzyżowania i jedna z kaplic M a t k i Boskiej.
Potem pielgrzymka zstępuje do klasztoru.
Owe trzy rodzaje dróżek tworzą rodzaj spirali.
Wspólne są zawsze ich początek i koniec. Są również
pewne p u n k t y na drodze, bądź jej całe odcinki, które
się ze sobą pokrywają. Sam klasztor, droga Jezusa
i droga Pogrzebu M a t k i Boskiej, same w sobie k o n ­
stytuują obszar o największym nasileniu sacrum. Wszak
cała K a l w a r i a , jako odwzorowanie miejsca
śmierci
Zbawiciela, jest Ziemią Świętą, permanentnie zanurzo­
ną w czasie, w którym żył t u i konał Chrystus. G r a n i ­
ca ta jest jednak przekraczalna w obydwie strony. Pąt­
n i k może równie dobrze odbywać swą pielgrzymkę w
j a k i m k o l w i e k bądź dniu r o k u i będzie to dla niego po­
ruszanie się w tej samej czasoprzestrzeni, która istnieje
podczas M i s t e r i u m Wielkanocnego i która istniała już,
gdy żył Pan i jego Apostołowie. Ten sam pątnik może
również wyłączyć się spod panowania owej czasoprze­
strzeni, w j a k i m k o l w i e k dniu r o k u i dowolnej porze
dnia. Tak dzieje się na przykład z ludźmi odchodzący­
m i wypić coś do pobliskiego sklepu, idącymi pogadać
z dawno nie w i d z i a n y m znajomym i t p .
е

Powiedzieliśmy poprzednio, że dla pątnika pora
p i e l g r z y m k i nie ma znaczenia, gdyż będąc odwzorowa­
niem Jerozolimy obszar ten jest święty. Jest on rów­
nież pogrążony w świętym czasie mitycznym. Dzieje się

s. 300). I I . 4. Niektórzy z pątników przywdziewają przy Gradusach k o r o n y cierniowe z gałęzi jeżyn l u b lipy,
które pozostawiają później w kaplicy Serca M a r i i . Niektórzy idą w koronach aż do kościoła Ukrzyżowania. Ił. 5.
Tłum otacza podest na którym zaczyna się scena mycia nóg apostołów. Umycia dokonuje przeor klasztoru, po­
czerń na scenę wchodzi Jezus.

147

�tak, gdy operujemy jakościami. Patrząc na to ze strony
przeciwnej, usiłując „zliczyć" nasilenie sacrum, pątnik
p o t r a f i powiedzieć jaką wartość ma pobyt podczas z w y ­
kłego odpustu, czy podczas obu Misteriów. Wtedy czas,
w którym odbywa swe dróżki, nie jest bez znaczenia.
Pobyt na odpuście podczas Misteriów jest czymś peł­
niejszym niż w inne d n i r o k u . Odbycie dróżek i przy­
pomnienie Męki Pańskiej jest czymś więcej niż uczest­
nictwo w mszy świętej w e własnym kościele p a r a f i a l ­
nym.
Obszar sakralny wyodrębnia się więc poprzez do­
świadczenie czasoprzestrzeni świętej przez w i e r n y c h . W
K a l w a r i i Droga Krzyżowa staje się zmysłową rzeczy­
wistością. M i s t e r i u m jest t u czymś więcej niż obrzędem
pojętym jako mit w akcji. O n o
samo
jest
tu
wzorcem
mitu.
Prawdopodobnie dawniej olbrzymia większość ludzi
przybywających na M i s t e r i u m była jego p r a w d z i w y m i
uczestnikami. Dla w i e l u to, co widzieli, pozbawione b y ­
ło teatralnej konwencji. Odbierali tok a k c j i naprawdę,
uczestniczy w rzeczywistej Męce Pańskiej.
Przeprowadzając w e wrześniu 1976 r o k u badania
nad religijnością ludową na Roztoczu Lubelskim, stwier­
dziliśmy, że większość naszych respondentów podawała
Kalwarię Zebrzydowską jako rzeczywiste miejsce śmierk i Z b a w i c i e l a . W ich opinii Jerozolima była jednym
z w i e l u świętych miejsc.
Powtórzenie zatem drogi Chrystusa w jego ostat­
nich chwilach na Ziemi staje się w K a l w a r i i konsekra­
cją pielgrzyma. Pątnik stara się odbyć to w scenerii
j a k najbardziej odpowiadającej tamtej, z początków
naszej ery. Jednocześnie pątnik ten, odbywając swoje
6

dróżki i uczestnicząc w Misterium, upodabnia się do
postaci Chrystusa. Wysiłek j a k i wkłada pielgrzym w
powtórzenie Drogi Krzyżowej pozwala m u odczuć i zro­
zumieć p r z y n a j m n i e j część Męki Pańskiej. Od G r a d u sów część pątników niesie na głowach korony ciernio­
w e zrobione z krzaków jeżyn, a czasem z roślin niekolczastych, np. z l i p y . Podchodząc pod Golgotę w n o ­
szą ze sobą kamienie, które rzucają na schodach pod
kaplicą I I - g o Upadku. Kamienie te są odwzorowaniem
krzyża niesionego przez Jezusa, a ściślej symbolem cię­
żaru, z j a k i m zmagał się wchodząc na górę. Dawniej
zakonnicy nocami znosili te kamienie do podnóża góry.
Obecnie sprząta się je na bok, gdzie tworzą spore
sterty.
Niektórzy wchodzą na górę klęcząc. Największe na­
silenie takich zachowań dokonuje się podczas zbliżenia
do świętej góry. „Góra, będąc p u n k t e m styku nieba
z ziemią, znajduje się w „centrum świata" i oczywiście
jest najwyższym punktem na świecie. Toteż obszary
konsekrowane — „miejsca święte", świątynie, pałace,
święte miasta — są upodabniane do „gór" i również sta­
ją się „centrami", tzn. stają się w magiczny sposób i n t e ­
gralną częścią szczytu góry kosmicznej. (...) Palestyna,
„ziemia święta", uważana za najwyższe miejsce świa­
ta, nie była dotknięta potopem. (...) Dla chrześcijan G o l ­
gota znajduje się w centrum świata, jest bowiem szczy­
tem góry komisznej oraz miejscem, na którym został
stworzony i pochowany A d a m " .
Spróbujmy zweryfikować tę opinię w w y p a d k u K a l ­
w a r i i . Otóż teren ten jest odpowiednikiem Z i e m i Ś w i ę ­
tej. Wg funkcjonującej zasady więcej nawet niż odpo­
w i e d n i k i e m , gdyż p u n k t y konstytuujące ten obszar za­
1

8

l i . 6. Jeden z „Apostołów" w czasie drogi w y k r z y k u j e pierwsze wersety m o d l i t w . „Pójdź na Kalwarię w dziewi­
czym wieńcu (Panno mewinna, czysty młodzieńcze) Niechaj ten welon, co skroń spowija (Czysty zostanie jak l i l i j a )
(...) Pójdź na Kalwarię młody sokole (Kształtować serce hartować wolę) Patrz na Jezusa wzór doskonały (Niech
on się stanie t w y m ideałem)." (Pieśń...,
s. 44).
43

�7. Trębacze oznajmiają

początek misterium. I I . 8. Najpierw pojawia się narrator by wypowiedzieć r y m o w a n y
prolog. Na t y m kończy się jego rola.

149

��I I . 9. „Jezus": „gdy zaproponowano m i tę rolę, długo myślą łem czy mogę ją przyjąć. Odgrywać Boga t o zaszczyt,
nie wiedziałem, czy jestem godny. A l e to pragnienie drgało we mnie. Przed pierwszym występem poprosiłem o bło­
gosławieństwo. Wtedy weszła we m n i e siła i pewność, że podołam. Gdy szedłem grać nie napiłem się nawet w o ­
dy, byłem całkiem na czczo, aby uczcić Jezusa". ( D a t k o , s. 60—61). I I . 10. „Miły Jezus umywszy wszystkim nogi,
wziął p o t y m na się swe odzienie i począł mówić do Apo stołów te słowa (...) A dlatego żem ja umył nogi Wasze
Mistrzem i Panem waszym będąc, i w y macie umywać ie den drugiemu, bo w t y m dałem w a m przykład, aby iakc
ia czynię w a m , wyście także d r u g i m czynili". (Żywot ..., s. 153). I I . 11. W drodze do Ogrójca. Przy Chrystusie św.
Piotr. A k t o r grający tę rolę mówi: „najbardziej przeżywam drugie zaparcie się Piotra. Wiem, że jestem zwykłym
człowiekiem i kocham Jezusa i nie chcę się go zaprzeć, ale jako św. Piotr muszę to zrobić. I to jest dla mnie
w i e l k i e cierpienie i potem nie daje m i to spokoju. Wiem, że to nie jest p r a w d z i w y Jezus, ale to wszystko tak
wzrusza się, że zapominam że to teatr i czuję się jak p r a w d z i w y św. Piotr w Jerozolimie". (Datko, s. 61).
21

44

151

�12

I I . 12. Po osądzeniu u Kaifasza następuje odprowadzenie Jezusa do więzienia. T y m kończą się wydarzenia W i e l k i e ­
go Czwartku. I I . 13. Kaifasz odróżnia się od innych członków Rady Żydowskiej n a k r y c i e m głowy i tablicą na
szyi . I I . 14. Annasz i Kaifasz. Sceny u Heroda i u Kaifasza należą do najbarwniejszych.
з т

wierają samą Ziemię Świętą . Plac pod klasztorem, któ­
ry stoi po drugiej stronie Golgoty, nazywany jest R a j ­
skim. W nazwie tej jest więc element związany ze stwo­
rzeniem świata, człowieka, z prarodzicami. Jest to j e d ­
nocześnie miejsce t r i u m f u i klęski szatana. Wg Eliadego
obszary czy miejsca święte mają charakter osiowy. Są
łącznikiem między niebem — światem bogów, ziemią
— światem ludzi, i piekłem — królestwem szatana. Je­
śli miejsce takie związane jest z początkiem świata,
powinno również, ze względu na swój osiowy charak­
ter, wykazać związki z końcem świata.
Na murze klasztoru, przytwierdzone doń łańcucha­
m i , wiszą dwie olbrzymie kości. Jedna z w e r s j i mówi,
że kość większa jest żebrem Adama, mniejsza zaś że­
brem E w y . Jest to drugie potwierdzenie związku ze
stworzeniem świata i człowieka. Legenda mówi, że k o ­
ści i c h , wiszące na murze klasztornym, wykruszają się
z każdym rokiem. K i e d y łańcuchy pozostaną puste, n a ­
stąpi koniec świata.
Zbierzmy podstawowe wątki tego m i t u :
— występują t u istoty żyjące onegdaj w niezgodzie
z Bogiem i za to ukarane,
— kości i c h p r z y k u t e są w centralnym punkcie świę­
tego obszaru,
— uwolnienie się ich z łańcuchów związane jest z koń­
cem świata.
Przedstawione t u wątki m i t u odpowiadają elemen­
tom słowiańskiego m i t u o końcu świata i łańcuchu L u ­
cyfera. Tenże, istniejąc jeszcze przed człowiekiem i ucze­
stnicząc w stworzeniu świata, za przeciwstawienie się
Bogu zostaje strącony na Ziemię i p r z y k u t y łańcu9

10

152

c h e m . Łańcuch w ciągu r o k u staje się bardzo cienki,
grożąc zerwaniem. Z chwilą wypowiedzenia słów „Alle­
l u j a " , podczas resurekcji, łańcuch odzyskuje swój p o ­
przedni rozmiar. Jednakże grubość jego zmniejsza się
niezauważalnie z każdym rokiem, aż wreszcie któregoś
dnia łańcuch nie będzie mógł odzyskać swych rozmia­
rów, L u c y f e r u w o l n i się i nastąpi koniec świata.
Porównajmy to teraz z mitem „kalwaryjskim". K o ­
ści Adama i E w y czy też kości wielkoludów, j a k mó­
wią inne wersje, są częściami istot będących już przed
stworzeniem ludzi żyjących obecnie. Podobnie j a k w
nacie o Lucyferze „przedstawiciel" wielkoludów, czy
też jego część, przykuta jest łańcuchem w centralnym
punkcie świata (na osi niebo—ziemia—piekło). Od u w o l ­
nienia się z łańcucha i Lucyfera i kości wiszących w
K a l w a r i i uzależniony jest koniec świata.
Nie jest również przypadkiem, że kości te wiszą
w miejscu, gdzie słowa „Alleluja" słychać t a k wyraź­
nie, w miejscu, które jest równocześnie s a n k t u a r i u m
M a r i i , która stoi na głowie węża oplatającego swoim
cielskiem świat.
Przedstawione legendy prezentują n a m Kalwarię j a ­
ko miejsce na pewno położone na osi niebo—ziemia—pie­
kło, miejsce będące środkiem świata. I choć nie spot­
kaliśmy opinii mówiących o t y m explicite, s t r u k t u r a
przestrzenna K a l w a r i i charakter ten potwierdza.
Obszar „osiowy" o takich możliwościach nasycenia
świętością powinien cechę tę manifestować jeszcze w y ­
raźniej. Przejawem tego może być duża ilość źródeł
i wód cudownych o szczególnych właściwościach lecz­
niczych. Wszak w pewien sposób K a l w a r i a jest również
n

�częścią Palestyny, ziemi nie tkniętej potopem, więc w o ­
dy jej p o w i n n y zachować właściwości szczególne. T a k
więc w samym środku klasztoru mieści się źródło M a t k i
Boskiej, z którego woda pomaga na choroby uszu, gło­
wy, narządów wewnętrznych, skóry .
Obok drogi znaczonej stacyjkami, w kaplicy Anioła
Stróża znajduje się ocembrowane źródełko zwane Betsaidą. Zawiera wodę doskonałą, leczącą wszelkie do­
legliwości. P o t r a f i jednak uleczyć jedną tylko osobę
w ciągu r o k u i to w j e d n y m t y l k o m o m e n c i e .
Przy kaplicy Wniebowzięcia Najświętszej M a r i i Pan­
ny w y t r y s k u j e krynica. Woda stąd stosowana jest ze­
wnętrznie w chorobach skóry.
Przy kaplicy D o m u Kaifasza jest podobno źródełko.
Wodę z niego stosuje się w dolegliwościach wewnętrz­
na ch.
Woda z rzeki Cedron posiada swe właściwości przez
cały r o k . Zwielokratnia je w c h w i l i przejścia C h r y s t u ­
sa przez mostek nad r z e k ą .
Szereg przedmiotów przywiezionych z K a l w a r i i ma
moc szczególną. Czy to kamienie, czy woda, czy r o ­
ś l i n y , czy dewocjonalia. Do szczególnych należą opłitI i . Otrzymać je można na wewnętrznym dziedzińcu
12

1S

14

15

klasztornym. Wśród pątników panuje przekonanie, iż są
sKutecznym środkiem na rany, hamują bowiem upływ
k r w i . Podaje się je również choremu bydłu. Podob­
nych rekwizytów można by wymienić prawdopodobnie
więcej.
O „osiowym" charakterze K a l w a r i i świadczy rów­
nież następująca opinia: „kto umrze na odpuście (np.
w K a l w a r i i , Częstochowie itp.), idzie prosto do n i e b a " .
Trudno o bardziej jednoznaczne wyrażenie zasady owej
osi.
l e

t7

W K a l w a r i i dopełniane są nie t y l k o rzeczy święte.
Jest to również miejsce spotkań towarzyskich, wspól­
nego picia, miejsce przelotnych miłostek. Podczas M i ­
sterium jest to również spore centrum handlowe. Cha­
rakter przedmiotów sprzedawanych na straganach od­
nieść można również do czasoprzestrzeni sakralnej.
Ustawiane są one w kształt trójkąta, podstawą swą
przylegającego do Rajskiego Placu. Najostrzejszy kąt tej
f i g u r y tworzą k r a m y i sprzedawcy zgrupowani za pier­
wszą kapliczką Męki Pańskiej. Najbliżej klasztoru l o ­
kują się ci, którzy rozprowadzają śpiewniki kościelne
i d r u k i dewocyjne bite na powielaczach, żebracy, f o -

153

�l i . 15. Żołnierzy grają mieszkańcy K a l w a r i i i okolicznych wsi, k i l k u pochodzi z okolic Nowego Targu, k i l k u p r a ­
cuje w Szczyrku. Są oni na równi a k t o r a m i jak i w i d z a m i misterium. 11. 16. Pod koniec drugiego dnia wszyscy
są już bardzo zmęczeni. Poza pięcioma s t r o j a m i żołnierskimi, wszystkie inne w y k o n a l i klerycy w klasztorze. O n i
też przechowują stroje. Widoczny kask hokejowy z l i t e r a m i P M został ofiarowany przez młodego hokeistę. Sensu
liter n i k t nie umiał wyjaśnić, mogą to być inicjały gracza lub drużyny.

tografowie sprzedający zdjęcia scen z M i s t e r i u m . T w o ­
rzą oni podstawę tego trójkąta. Jeden z jego boków
stanowią stragany ustawione przed podcieniami d a w ­
nych domów pątniczych. Najbliżej klasztoru lokują się
k r a m y prowadzone przez zakonników i zakonnice. K u ­
pić t u można medaliki, szkaplerze, k r u c y f i k s y , m o d l i ­
t e w n i k i , świece, różańce i t p . przedmioty. Dalej w dół,
k u kapliczce św. Rafała (1 stacja Męki Pańskiej), usta­
wione są stragany z podobną do poprzedniej zawartoś­
cią, ale posiadające już plastikowe i drewniane zabawki
dla dzieci, lusterka, pistolety na kapiszony, w i s i o r k i ,
breloczki i t d . T u w i z e r u n k i nagich kobiet na odwrocie
lusterek sprzedawane są z d o m a l o w a n y m i m a j t k a m i
i stanikami. W dół k u szczytowi trójkąta rozkładają się
sprzedawcy ciupag, plastikowych kwiatów, grzybków
do cerowania, c u k r o w e j w a t y , lodów.
Po przeciwnej stronie, w l i n i i kładącej się pod
najostrzejszym kątem w stosunku do klasztoru i nie
stykającej się z n i m bezpośrednio, stoją k r a m y ze sło­
dyczami. Bliżej klasztoru odpustowe różańce z ciasta,
l u k r o w a n e serca, „kaczuszki obrzędowe" i inne rzeczy.
Dalej od klasztoru sprzedawcy pocztówek, lusterek, bre­
loczków i wisiorków z zespołami muzycznymi, nagimi
kobietami, a k t o r a m i i a k t o r k a m i f i l m o w y m i . W t y m za­
b a w k i dla dzieci: trąbki, p u k a w k i , gumowe węże, k r o k o ­
dyle, nietoperze. Blaszane zegarki, baloniki piszczące
i syczące, gipsowe koty, szklane r y b y i inne w y r o b y
do ulokowania na szafie, w serwantce bądź w k r e ­
densie.
Porządek ten zakłócają sprzedawcy pojawiający się

154

później. Zapełniają oni l u k i pomiędzy straganami. Obec­
nie harmonia tego ustawienia nie jest już tak pełna.
Owe niepisane podziały nie są tak mocno przestrzegane.
Przypuszczać można jednak, że d a w n i e j były one obo­
wiązującą normą .
Różnorodność towarów skorelowana jest z w i e k i e m
klientów. Ludzie starsi chętnie kupują dewocjonalia,
10-letni chłopcy p l a k i e t k i i lusterka z podobizną W i n netou i Janosika, chłopcy 14—16-letni breloczki z n a g i m i
paniami, zaś dziewczęta w t y m samym w i e k u pierścion­
k i z napisem „Love" lub p l a k i e t k i z inicjałami ukocha­
nych .
Plan ustawienia straganów odpowiada temperatu­
rze miejsc, z których i do których idą pielgrzymi. Sta­
n o w i on swojego rodzaju krzywą odzwierciedlającą na­
rastanie nastroju idących. Pielgrzymi idący do klasz­
toru m i j a j ą n a j p i e r w k r a m y „świeckie" by zbliżyć się
potem do tych z dewocjonaliami. Zaś pątnicy w y c h o ­
dzący z kościoła „studzeni" są n a j p i e r w różnorodnością
dewocjonaliów, by potem przejść w sferę przedmiotów
świeckich.
Podczas
sierpniowego
Misterium
Wniebowzięcia
Najświętszej M a r i i Panny jak też i w czasie M i s t e r i u m
Wielkanocnego, jeśli dopisze pogoda, k a l w a r y j s k i w i e ­
czór staje się porą miłosnych igraszek. Stąd mieszkań­
cy K a l w a r i i nazywają często odpust „rozpustem". Po­
dobną rolę musiała spełniać K a l w a r i a i dawniej, jako
miejsce zetknięcia się tak dużej ilości ludzi. „Na m i e j ­
sca odpustowe, jak np. na Kalwaryę zakazują chodzić
kobietom bez czepca, gdyżpy po śmierci musiały za to
1S

l s

�pokutować. I tak jedna kobieta wybrała się razu pew­
nego na odpust, zapomniawszy czepca w domu; gdy
umarła, ukazała się swemu mężowi, opowiedziała m u
swą pokutę, -oraz wskazała sposób, w j a k i toy ją mógł od
niej uwolnić. Gdy nadszedł czas odpustu na K a l w a r y i ,
chłop ów wdział czepiec na głowę, poszedł na miejsca
święte i przez cały czas w n i m chodził, tłumacząc się
natrętnym, że dlatego ma głowę zawiązaną, bo go bar­
dzo boli. Gdy powrócił do domu, znów m u się ukazała
żona i dziękowała, że ją od p o k u t y wybawił" .
20

Opowieść ta pochodzi z drugiej połowy X I X w i e k u .
Odpusty, a szczególnie K a l w a r i a , jawią się t u jako
miejsca rozluźnienia n o r m obyczajowych. Dlatego też
przyjście t a m bez czepca małżeńskiego stwarza sytua­
cję szczególnego narażenia na pokusy przekroczenia
tychże norm. Sytuacja pojawienia się bez czepca mał­
żeńskiego jest odpowiednikiem równie dwuznacznego
fektu,
j a k i m jest współcześnie nie zabranie obrączki
ślubnej w delegację służbową.
Organizacja K a l w a r i i tak, aby zgodnie z dogmatem
odtworzyć symbolicznie wzór, który się historycznie do­
konał umożliwia w i e r n e m u dojście do odpowiednich
wzruszeń; takich, że nie odróżnia on swych przeżyć od
tych, j a k i c h doznałby będąc świadkiem rzeczywistej m ę ­
k i Jezusa. Pielgrzymi pragną uzyskać t u pełnię ducho­
wą poprzez doświadczanie systemu wartości absolut­
nych. Czują się t u szczęśliwi i dobrzy: „tutaj mogę się
naprawdę wzruszyć i coś przeżyć", „gdy przyjadę zaraz
„est m i inaczej — lekko, dobrze i przyjemnie", „tu jest
tak pięknie i człowiek naprawdę przeżywa mękę Je­

zusa na M i s t e r i u m " . Równocześnie z chęcią przeżycia
wzruszeń występują i inne cele pielgrzymek, a t o : i n ­
tencja, ślubowanie, podziękowanie za łaski. Dotyczy to
głównie takich spraw jak uratowanie życia, w y z d r o ­
wienie, uleczenie bezpłodności, wyleczenie z alkoholiz­
mu, wypuszczenie z więzienia, zbawienie d u s z y .
Pielgrzymi ślubują często, iż będą przybywać do
K a l w a r i i przez całe życie, ale i ci, którzy nie ślubo­
w a l i , po pierwszym razie przyjeżdżają t u stale, gdyż
czują się t u szczęśliwi. „Gdy zbliża się W i e l k i Tydzień
czuję, że muszę t a m pojechać", „nie ma mowy żebym
siedziała w domu, kiedy jest K a l w a r i a " , „chyba, że b y ­
łabym ciężko chora, to b y m nie p r z y j e c h a ł a " . „Gdy
t u przyjadę, to nie obchodzi mnie dom i kłopoty, o t y m
nie myślę, bo jest t u pięknie a ludzie są dobrzy", „tu
jest m i dobrze, długo w nocy rozmawiamy, nie muszę
myśleć o gospodarce" .
O emocjonalnej atrakcyjności K a l w a r i i
stanowi
również poczucie wspólnoty i integracji z grupą. ,,W
K a l w a r i i wszyscy jesteśmy zżyci, n i k t nie jest ważniej­
szy, przyjeżdżam t u jak do swego domu", „jestem t u ­
taj jak w rodzinie, mogę się zwierzyć ze zmartwień
i n i k t mnie nie wyśmieje, a wszyscy w s p ó ł c z u j ą " .
Spokój i zadowolenie sprzyja odbiorowi treści r e l i g i j ­
nych. „Wiarę do tej pory brałem m a r t w o , dopiero w
K a l w a r i i podniosłem się na duchu, t u t a j zobaczyłem,
że wiara jest piękna i daje szczęście", „na siły ludzkie
nie ma co liczyć, w K a l w a r i i wchodzi w e mnie siła
i jestem przez długi czas szczęśliwa bo zostawiam t u
swoje z m a r t w i e n i a " , „człowiek chce być dobry i mo­
ralny, gdy w i d z i jak się Jezus męczy. Trzeba to przeżyć
2 1

22

2S

M

25

26

l l . 17. „Powrozami Go skrępowawszy, Przenayświętsze Ręce Jego tak potężnie na opak związali, że aż K r e w Nayświętsza Jego za paznokcie zaskoczyła (Żywot..., s. 176). „Tak w i e l k i m pędem wiedzion do Annasza Pociecha nasza"
(Pieśni ku czci Matki Bożej..., s. 56). I I . 18. Fragment Drogi Krzyżowej. „Jezus": „Jezus jest miłością dlatego trzeba jego postać przedstawiać z uczuciem. (...) Podczas miste r i u m nie widzę nikogo, wzrok m a m skierowany w zaświaty. Z każdym rokiem to się potęgowało, to uczucie zapatrzenia. (...) K i e d y upadam pod krzyżem, cierpię
razem z Jezusem, czuję jak jest we m n i e " . (Datko, s. 61—62).

is

155

�i także cierpieć, ale potem jest radość i w sumieniu
czuję spokój" .
w

Wszystko o czym była mowa jest szczególnie mocno
odczuwane przez pielgrzymów grających w Misterium.
Prawie wszyscy znają Kalwarię od dziecka. Wszyscy
doceniają odpowiedzialność i wyróżnienie jakie na nich
spada w r a z z rolą. Niektórzy uważają, że zostali w y ­
b r a n i przez osobę świętą, którą przedstawiają.
Dla
wszystkich rola jest sprawą najważniejszą w życiu,
zjednuje i m szacunek sąsiadów i poczucie własnej w a r ­
tości. Przygotowują się do występu, starają się zrozu­
mieć postać jaką grają, wzbudzić w sobie odpowiednie
uczucia. Potrafią pracować nad rolą jak zawodowi
aktorzy, tyle że z większym zaangażowaniem emocjo­
nalnym.
Św. P i o t r : „taka rola to wyróżnienie i uznanie.
Muszę się dobrze przygotować, bo to duża odpowie­
dzialność być za ś w i ę t e g o " .
28

J u d a s z : „staram się grać jak najlepiej, bo M i ­
sterium musi wzruszać ludzi. Trzeba być odważnym
i umieć pokazywać uczucia, muszę wiedzieć w j a k i m
słowie okazywać jakie uczucie. Dlatego czytam dużo
historię świętą i staram się zrozumieć Judasza, kiedy
źle zrobił" .
iB

M a g d a l e n a : „moja rola wymaga samokrytycyz­
m u , trzeba umieć żałować za grzechy, trzeba umieć się
upokorzyć. Więc trzeba się przygotować psychicznie, aby
dobrze
wypaść na scenie i umieć
przedstawiać to
z uczuciem. Nie można zawieść ludzi. Rola Magdaleny
jest trudna, ze względu na to, co przedstawia ta oso­
ba — jest jawnogrzesznicą. Miałam przed przystąpie­
niem do tej r o l i pewne opory. A l e to idzie na chwałę
Bożą i trzeba grać szczerze" .
so

Matka
B o s k a : „gdy mnie wybrano nie chcia­
łam przyjąć tej r o l i , bo nie czułam się jej godna. W s t y ­

156

dziłam się po prostu odgrywać osobę świętą, bo czło­
wiek jest ułomny, grzeszny, a to w i e l k i zaszczyt. A l e
n a m a w i a l i mnie i ofiarowuję to na chwałę Bożą. T y l k o
zawsze rozmyślam, dlaczego M a t k a Boska wybrała mnie
do przedstawiania Jej osoby"
W najbardziej dramatycznych, k u l m i n a c y j n y c h mo­
mentach aktorzy identyfikują się z sytuacjami i po­
staciami które przedstawiają. J u d a s z : „wiem, że to
teatr i muszę dobrze zagrać swoją rolę. A l e wewnętrz­
nie człowieka pobudza. Czuję się tak jakby ktoś w e ­
wnętrznie w e mnie władał. Chwila zdrady i pocałunku
jest najtrudniejsza dla mnie, uczucia same wychodzą
z człowieka w tych momentach. Wtedy jest tak j a k ­
bym wszystko robił naprawdę, bardzo cierpię w t e d y
bo kocham Jezusa a muszę go z d r a d z i ć " .
M a g d a l e n a : „największe przeżycie mam w pią­
tek, gdy idę za Jezusem i kiedy o b m y w a m M u nogi
olejkiem. Wtedy odczuwam autentycznie postać M a g ­
daleny i widzę nie człowieka, ale Jezusa prawdziwego.
Często nawet staram się sobie wytłumaczyć, że to nie
p r a w d z i w y Jezus, aby nie wzruszać się za bardzo i pa­
miętać o swojej r o l i " .
A k t o r z y zdają sobie sprawę z tego, że ich rola w
M i s t e r i u m podnosi ich prestiż w miejscowości, w której
mieszają. Sw. P i o t r : „cała parafia w i e , że jestem
św. Piotrem. Wszyscy mają do mnie szacunek. Żeby być
Apostołem, trzeba być człowiekiem o dobrej opinii, m o ­
ralnym, dobrym" .
J e z u s : „to zaszczyt dla mnie i dla p a r a f i i . Nawet
całowano mnie po rękach w podzęikowaniu, gdy Miste­
r i u m się skończyło. Było nawet tak, że ludzie nawraca­
l i się, gdy upadałem jako Jezus" .
Płacząca
n i e w i a s t a : „to dla mnie wielkie
przeżycie. Ludzie przychodzą do mnie, znają mnie, j e ­
stem potrzebna. Moja rola jest mała, ale w p a r a f i i
wszyscy o t y m w i e d z ą " .
S2

3 S

s4

S5

ae

�II

19. Od kaplicy Płaczących Niewiast (w tle) zaczyna się podejście na Golgotę. I I . 20 Pątnicy.

Wszystkie te wypowiedzi świadczą o głębokich prze­
życiach aktorów, o wielowarstowości ich podejścia do
M i s t e r i u m i odgrywanych ról. Jednocześnie
obrzęd
kształtuje normy i zachowania, oddziałuje jeszcze długo
po zakończeniu widowiska. Daje możliwość
pełnego
uczestnictwa w Misterium, gdyż widz jest jednocześnie
aktorem — tworzy tłum jerozolimski, a ponadto może
sam wcielić się w postać Chrystusa lub jakąkolwiek i n ­
ną postać. Doprowadza to do potwierdzenia jednostki
poprzez grupę, t y m bardziej, że wszyscy przyjeżdżają
w t y m samym celu. Co więcej, K a l w a r i a jest dla w i e l u
nadal w z o r e m przyswajania i przeżywania treści r e l i ­
gijnych.

K a l w a r i a Zebrzydowska jako ośrodek k u l t o w y jest
obiektem szczególnym, mającym w i e l o w a r s t w o w e zna­
czenie. Jest miejscem, w którym możliwe jest naoczne
przeżycie Męki Pańskiej. Jest również j e d n y m z waż­
niejszych centrów k u l t u maryjnego w Polsce.
Utworzenie K a l w a r i i dało w i e l u ludziom możliwość
odwiedzenia Ziemi Świętej, umożliwiając jednocześnie
inne spojrzenie na samą Jerozolimę i Golgotę, które
odbierane były dotychczas jako odległe symbole i nieLiańskie alegorie.
W K a l w a r i i następuje unaocznienie symbolu, jego
konkretyzacja. Sens mszy świętej odnajdywany jest w
barwnym widowisku.

PRZYPISY
O historii f u n d a c j i K a l w a r i i Zebrzydowskiej i dziejr.ch pielgrzymek do niej patrz: Bożena Zboińska-Daszyńska, W Kalwarii
Zebrzydowskiej
przed
pięćdziesię­
ciu laty, Rocznik K r a k o w s k i 1975, s. 36—39.
A. Rożniatowski, .Summariusz Męki Pańskiey
wedle
mieysc świętych
Hierozolimskich
nad
Zebrzydowicami
wykonterfektowanych,
Kraków 1618.
K . Nowacki, Misterium
Męki Pańskiej
w
Kalwarii
Zebrzydowskiej,
„Pamiętnik Teatralny", R. 1960, nr 3—4,
s. 453—482.
1

2

3

B. Zboińska-Daszyńska opisuje jedynie dwa ostat­
nie d n i misterium, tamże, s. 43—45.
M . Eliade, Traktat
o historii
religii,
Warszawa
1966, s. 387. Problem przestrzeni „kalwaryjskiej" p o r u ­
sza zaś Hanna M i t k o w s k a w a r t y k u l e Kompozycja prze­
strzenna Kalwarii
Zebrzydowskiej,
„Kwartalnik A r c h i ­
tektury i U r b a n i s t y k i " , R. X X , 1975, nr 2, s. 157.
Materiały te znajdują się w a r c h i w u m Katedry
Etnografii U W i nie zostały jeszcze skatalogowane.
K o r o n y te są zostawiane w kaplicy Serca N a j 5

8

7

157

�świętszej M a r i i Panny, k i l k a stacyjek przed Golgotą
i t y l k o niekiedy wnoszone na szczyt góry.
M . Eliade, op. cit., s. 102.
W ścianę każdej kaplicy w m u r o w a n a jest kaseta
z Ziemią Świętą.
Wersje pozostałe:
kość większa:
żebro wielkoluda
żebro wielkoluda
żebro wielkoluda
żebro wielkoluda
Kość mamuta
kość mniejsza:
żebro „wielkoludki"
palec wielkoluda
żebro „dziecka w i e l k o l u d a "
kość palca dłoni wielkoluda
kość mamuta
„Wielkoludy to były dawne ludzie jeszcze przed n.imi.
Kiedy stały na dwóch górach, to mogły podać sobie
ręce, podawały sobie też siekiery. Wielkolud mógł re­
giment wojska schować we własną chusteczkę do nosa.
Ale nie przestrzegały bożych przykazań dlatego Pan
Bóg musiał stworzyć człowieka". (Z rozmowy z j e d n y m
z pielgrzymów. Ze względu na specylicmy charakter
miejsca, w czasie badań terenowych w K a l w a r i i , zrezyg­
nowaliśmy z pytania o wiek informatora i o miejsce
zamieszkania. Większość informatorów, z którymi rozma­
wialiśmy pochodziła z terenów dawnego województwa
krakowskiego l u b ze Śląska). Wg niektórych potop skie­
rowany był właśnie przeciw wielkoludom. W z m i a n k i
materiałowe o wielkoludach podają: S. Ciszewski, L u d
rolniczo-oórniczy okolic Sławkowa
w powiecie
о1кич'kim, Kraków 1887, s. 151; A. Petrow, Lud Ziemi
Dob­
8

9

1 0

rzyńskiej...
„Zbiór Wiadomości do Antropologii K r a j o ­
w e j " , R. I I , 1878, s. 126.
W f i l m i e Paradżanowa pt. „Cienie zapomnianych
przodków", w jednej z ostatnich scen śpiewana jest bal­
lada o wielkoludach, którzy za nieprzestrzeganie bożych
przykazań zostają zgładzeni potopem. Petrow podaje
w cytowanym a r t y k u l e opinię, mówiącą o t y m , że w i e l ­
kie kości znajdowane w rzekach pochodzą od nosoroż­
ca, którego bezskutecznie ocalić chciał Noe podczas po­
topu: „Noe biorąc do a r k i rozliczne zwierzęta, chciał
też wziąć jednoroga, ale ten t a m nie chciał wejść, mó­
wiąc, że on przez cały czas potopu będzie pływał. Nie
mógł jednakże przetrzymać bez jadła i spoczynku, i w
głębokościach wody znalazł śmierć. Kości jego często
znajdują się na dnie rzek", (op. cit., s. 130).
Kości mamuta uznawane są przez l u d za kości w i e l ­
koluda. Słowo m a m u t jest zatem synonimem słowa
wielkolud. Pisze o t y m L . Hodoly w „Zbiorze Wiado­
mości do Antropologii K r a j o w e j " , R. V I , 1882, s. 319. Po­
dobnie i Ciszewski, lecz ten podaje również odpowied­
nik k a l w a r y j s k i e j legendy o końcu świata: „kości ma­
muta, są to kości z „poroniętego wieżgoluda". Z kości
takiego wielkoluda, ktćra w i s i na Wawelu w K r a k o ­
wie, co rok odpada kawałeczek wielkości ziarna gro­
chu. Jak ostatni kawałeczek odpadnie — będzie koniec
świata. Po skończeniu świata, będą znowu n o w i ludzie,
lecz tak małego wzrostu, że czterech będzie w stanie
młócić w chlebowym piecu". (S. Ciszewski, Lud
rolni­
cze- górniczy...,
s. 153).
Różne wersje słowiańskiego m i t u kosmogonicznego przedstawiają i analizują J. i R. Tomiccy w swej
książce Drzewo życia, Warszawa 1975. s. 21—60, oraz
R. T o m i c k i , Słowiański
mit kosmogoniczny,
„Etnogra­
fia Polski", t. X X , z. 1, 1976, s. 47—99.
1 1

I i . 21. „Weronika": „jak wybrano mnie do Misterium, to wielkie szczęście na mnie spadło. Nie oddałabym mojej
t o l i za nic. (...) To jest piękne, bo jest tak jak naprawdę. Widać, że to niby człowiek, ale cierpi jak p r a w d z i w y
Pan Jezus kiedyś. To wszystko przeżywam w sumieniu. Gdy wychodzę z chustą to cała jestem napięta i wtedy
czuję jak gdyby p r a w d z i w y Jezus stał przede mną". (Datko, s. 60, 61).

�I I . 22. „Cyrenajczyk": „przed rolą staram się skupić i myśleć o Męce Pańskiej. Potem uczucia same wychodzą.
Wiem jak m a m zagrać, ale gdy widzę Jezusa z krzyżem, to coś mnie pobudza i w y r y w a m się i biegnę aby po­
móc, bo widzę Go jak prawdziwego. Wtedy zapomina się że to przedstawienie, bo wszystko jest prawdziwe dla
mnie. (...) Wszyscy wiedzą, że jestem Cyrenajczykiem. Wszyscy mnie znają w p a r a f i i . W K a l w a r i i m a m dużo
przyjaciół, zakonnicy też dużo ze mną rozmawiają. Gdy dobrze zagram, ludzie przychodzą dziękować m i " . (Datko,
s. 62).

Jedna z pątniczek opowiedziała nam legendę o
jego o d k r y c i u : „jedna pani dużo dawała na klasztor.
Była w ciąży i mówiła, że jeśli tak dużo daje, to dziec­
ko będzie miała najpiękniejsze. A l e urodziło jej się
dziecko w kratkę. Pani ta modliła się bardzo i we śnie
ukazała jej się M a t k a Boska i poradziła przemyć dziec­
ko wodą ze studni wewnątrz klasztoru. K i e d y to zro­
biła k r a t k a znikła. Dziecka było już normalne. B y ł t a k i
obraz o t y m w klasztorze, ale teraz go zdjęli. Wszystko
to jest opisane w specjalnej księdze w klasztorze".
U sklepienia kapliczki zawieszona jest drewniana
figura anioła z wiosłem. Tafla wody jest t u idealnie
nieruchoma. Na Wielkanoc ze skrzydeł anioła o d r y w a
się pióro, które spadając na lustro wody burzy na c h w i ­
lę jego idealną harmonię. Wtedy to należy wskoczyć do
środka, zanurzając się całym ciałem. D a w n i e j przed
Wielkanocą czekały t u tłumy kalekich i chorych. P r z y ­
noszono t u nawet chorych na noszach. Opowieść ta jest
zgodne z Wielkanocnymi wierzeniami l u d o w y m i o cu­
downych właściwościach wody w t y m okresie.
Pielgrzymi nabierają t u wody do butelek, w y ­
bierają k a m y k i , niektórzy przechodzą rzekę boso, i n n i
obmywają oczy, czoła, bądź całe twarze. Woda ta „po­
maga na wszystko", powoduje nawrócenia, stosowana
bywa również w chorobach bydła. Jej obecność w do­
mu zapewnia pomyślność.
Obiektem szczególnego pożądania jest roślina zwa­
na „łzami M a t k i Boskiej" (Spirantes spiralis = kręezynka jesienna). Zbiera się ją głównie podczas sierpniowego
Misterium M a t k i Boskiej, ale i w w i e l k i m Tygodniu w i ­
dzieliśmy pielgrzymów wykopujących całe rośliny, żeby
1 2

1 3

1 4

1 5

przenieść je do własnego ogródka. „Ta mała roślinka
storczykowata (...) jest przedmiotem marzeń pielgrzy­
mów, przybywających na odpust w e Wniebowzięcie
N.M.P. (15 V I I I ) w K a l w a r i i Zebrzydowskiej. Istnieje le­
genda, że dróżkami k a l w a r y j s k i m i szła Matka Boska z
siedmioma mieczami w sercu, łzy boleści spadały jej
z twarzy i wsiąkały w ziemię. Z nich wyrosły te małe
roślinki. Podczas pogrzebu M.B. t j . 13 V I I I po południu
Łzy M a t k i Boskiej wychylają swe szypułki z t r a w , aby
popatrzeć na M.B. niesioną do grobu. K t o je odnajdzie
w morzu t r a w jest szczęśliwy. Łzy te mają uleczyć ból
wszelki, a głównie zębów. Od orszaku pogrzebowego
odrywają się tłumy pielgrzymów, którzy po zielonej
m u r a w i e poszukują tej cudownej rośliny. W pałąk zgię­
te postacie z oczami u t k w i o n y m i w ziemię błądzą jak
w malignie — dzieci, dziewczęta, kobiety dorosłe, star­
cy. Niektórzy znalazłszy ją, wycinają bryłę ziemi wraz
ze Łzami M.B. aby roślinę tę hodować u siebie w ogród­
k u przed domem. Podobno n i k t długo nie cieszył się
jej widokiem, gdyż Łzy M.B., jak mówią, rosną t y l k o
na łączkach przy drodze, którą idą tłumy pielgrzymów
za trumną z drewnianą statuą M.B.". T. Seweryn, Iko­
nografia Etnograficzna,
PTL, Wrocław 1947, s. 31 (prze­
d r u k z 37 tomu „Ludu").
Opłatek-chleb mistyczny; ciało Chrystusa osiąga
„pełnię" podczas k o n t a k t u z krwią. Stąd jego zastoso­
wanie jako środka hamującego upływ k r w i . Istotnym
jest również to, iż jedynie opłatek otrzymany w K a l ­
w a r i i może być skuteczny.
Władysław Kosiński, Materyaly
etnograficzne
ze­
brane w różnych
okolicach
Galicyi
Zachodniej,
„Mate1 6

1 7

159

�głowie, więc mówi: „Jakiś ty dziwny mój Boże z r o ­
gami". „Nie ja dziwny, rzekł Pan Bóg, lecz t y Mojże­
szu z w o l i mojej d z i w n y m będziesz, bo ci też rogi uros­
ną". Jakoż wyrosły zaraz Mojżeszowi dwa świecące róż­
k i na głowie — co do dziś dnia Żydzi uważają i m o d ­
ląc się w święta, z czego bądź na głowie r o g i sobie r o ­
bią na tę pamiątkę. Od tego czasu dużo razy Mojżesz
rozmawiał z Panem Bogiem, i anieli z nieba z posył­
k a m i do niego przychodzili, że się ze wszystkiem w
łcsce Boskiej ufundował i najstarszym kapłanem został
ludu żydowskiego". (O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 7.
Krakowskie
Ш, Wrocław 1962, s. 14, 15).
Szaty w y k o n y w a n o zgodnie z opisem z a w a r t y m
w Starym Testamencie (2. Mojżeszowe,
rozdz. X X V I I I ) :
4. A teć są szafy, które urobią: Napierśnik i nara­
miennik, i płaszcza i suknia haftowana, czapka i pas.
I urobią te szaty święte A a r o n o w i b r a t u t w e m u
i synom jego, aby m i kapłański urząd sprawo­
w a l i . (...)
9. I weźmiesz dwa kamienie onychiny i wyryjesz na
i ich imiona ' -'nów Izraelskich;
10. Sześć imion i t u na j e d n y m kamieniu, a imion sześć
drugich na d r u g i m kamieniu, według narodzenia
ich.
11 Robotą snycerzów, którzy kamienie rzeza, wyryjesz
na obu kamieniach imiona synów Izraelskich, i osa­
dzisz je w złote osadzenie.
12. I położysz te obydwa kamienie na wierzchnich k r a ­
jach naramiennika, kamienie pamiątki dla synów
Izraelskich, i nosić będzie A a r o n imiona ich przed
Panem na obu ramionach swych na pamiątkę. (...)
15. Uczynisz też napierśnik sądu robotą haftarską, w e ­
dług roboty naramiennika urobisz go; ze złota, z n i ­
jacy ntu, i z szarłatu, i z karmazynu dwa kroć f a r ­
bowanego, i z białego j e d w a b i u rkęconego uczynisz
go. (...)
17. I nasadzisz weń pełno kamienia, cztery rzędy kamie­
nia, t y m porządkiem: sardyjusz, topazyjusz i szma­
ragd w pierwszym rzędzie.
18. W d r u g i m zasię rzędzie: karbunkuł, safir i jaspis.
19. A w trzecim rzędzie: l i n k u r y j u s z , achates i ametyst.
20. A w c z w a r t y m rzędzie: chryzolit, onychin i b e r y l ;
te będą wsadzone w złoto w rzędzie swoich.
21. A tych k a m i e n i z i m i o n a m i synów Izraelskich bę­
dzie dwanaście według i m i o n ich, tak jako rzeza
pieczęci, każdy według imienia swego będą, dla
dwunastu pokoleń. (...)
29. I będzie nosił A a r o n imiona synów Izraelskich na
napierśniku sądu, na piersiach swych, gdy będzie
wchodził do świątnicy, na pamiątkę ustawiczną
przed Panem.
30. Położysz też na napierśniku sądu U r i m i T u m m i m ,
które będą na piersiach A a r o n o w y c h , gdy wchodzić
będzie przed Pana, i poniesie Aaron sąd synów
Izraelskich na piersiach przed Panem ustawicz­
nie. (...)
36. Uczynisz też blachę ze złota szczerego, a wyryjesz
na niej robotą tych co pieczęci rzeza: Świętość
Panu.
37. Tę przywiążesz do sznuru hijacyntowego, i będzie
na czapce; na przodku na czapce będzie...
38. A ta będzie nad czołem Aaronowem, aby nosił
A a r o n nieprawość poświęconych rzeczy, któreby po­
święcali synowie Izraelscy przy wszystkich darach
poświęconych rzeczy swych; a będzie nad czołem
jego ustawicznie, aby i m zjednał łaskę u Pana. (...)
40. Synom także A a r o n o w y m poczynisz szaty; i poczy­
nisz i m pasy, i czapki i m poczynisz na cześć i na
ozdobę. (...)
42. Urobisz i m też ubiory lniane, dla zakrycia nagości
ciała; od biódr aż do udów będą".
43. Pieśń ku czci Matki Bożej Cudownej..., Kraków, d r u k
powielany, kupiony na odpuście w 1975 r.
44. Żywot Pana Boga Naszego Jezusa Chrystusa...,
Czę­
stochowa 1830 r.
3 8

i l . 23. Przy wejściu do klasztoru rozłożyli swój towar
sprzedawcy.

riały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne",
K. 1904, s. 84.
Spostrzeżenia te dotyczą lat 1973—1977.
I n f o r m a c j e uzyskane w rozmowach ze sprzedaw­
cami.
W. Kosiński, op. cit., s. 84—85.
A. Datko, Struktura
miejsca
świętego
na
przy­
kładzie
Kalwarii
Zebrzydowskiej
w czasie
Misterium
Męki Pańskiej.
Praca magisterska pisana w katedrze
E t n o g r a f i i U W pod k i e r u n k i e m prof. A . K u t r z e b y - P o j narowej, nr arch. 159, s. 57. Warszawa 1975.
22 tamże, s. 55.
£3 tamże, s. 56.
21 tamże, s. 58.
35 tamże, s. 58.
2fl tamże, s. 59.
27 tamże, s. GO.
28 tamże, s. 60.
29 tamże, s. 60.
30 tamże, s. 60.
SI tamże, s. 61.
82 tamże, s. 61.
33 tamże, s. 61.
31 tamże, s. 62.
33 tamże, s. 62.
Sfi tamże, s. 62.
N a k r y c i e m głowy Kaifasz zwraca uwagę w i e l u
pielgrzymów. Wykonano je wzorując się na popularnych
przedstawieniach ikonograficznych. L u d z'emi k r a k o w ­
skiej p o t r a f i uzasadnić kształt tej czapki: „pewnego r a ­
zu Mojżesz pasł bydło i ujrzał krzak gorejący i w n i m
na oczy swoje zobaczył samego Boga. Upadł na kolana,
widziało mu się, że Pan Bóg ma dwa świecące rogi i l i
1 8
1 9

2 0

2 1

3 7

Fot.: Л. Grodnicki, i l . 1, 2; K. KubLak, i l . 3—23.

160

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5985" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5965">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8f1e1a3c26031890fa1cef86ce9780ed.pdf</src>
        <authentication>3846d7cae1ddc1b820a4f3b537fcb1b6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71400">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1827</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71401">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71402">
                <text>biografie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71403">
                <text>Malinowski, Bronisław (1884-1942)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71404">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1693</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71405">
                <text>Bronisław Malinowski - szkic biograficzny / LUD 1982 t.66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71406">
                <text>LUD 1982 t.66, s.61-100</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71407">
                <text>Kubica - Klyszcz, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71408">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71409">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71410">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71411">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71412">
                <text>GRAZYNA KUBICA-KL YSZCZ

BRONISŁAW MALINOWSKI -

Lud, t. &amp;0, 1982

S~IC

BIOGRAFICZNY

RoZJpO'C'zęcie
prz'ez PWN edycji Dzieł Bronisława Ma1linOlWskiego spo~woduj,e zapewrne wz·rootzainteresowania
jego 1wórcz,ością. Z inic'jatyiWą
w tej drz:iedZJi'l1ie
!Wyszło krakowsk:ie środowisko socjologie'zrne 0lPracO\Wując lmiążlkę pit. Antropologia społeczna B7'onisława Malinowskiego pod. redakcją A. K. P.alucha i M. Flis. W 1I9i81r. wydano monogra[ię o Malinowskim na'Pisaną przez ,A. K. Palucha dla serii "Myl§li i Ludzie"
wydanej \przez Wiedzę Powszechną. Wymienione QlPTacolwamiaomaw~ają
głóvm1e tlwórcYlJośćnaukową M.alinowskiego, mniej mieljlsca 'POOwięcając
jemu samemu. JaJk dotychczas, brak oIoS'zeI'Ill'iejszeji zadaIWałającej mografli Malinowskiego, choć probleunaty\ką tą za,jmolWało się już S1pocobadaczy 1. Nilniejszy szkic stanQwi !podsumowanie ddtychc,zasowe'j wiedzy
Malinowski
Browisław
Kasper, w: Polski Slownik
BioW;I1ocłaJw 1'974, s. 332 - 330; E. HOIl1aw1Ska,Lata polski'ej młodości Bronisława
Malinowskiego,
praca magisterska
1971, Uniwersytet
Jagielloński; Commemoration
of Professor Malinowski,
"Bulletin of the Polish Instit'ute of
Arts and Scien-c·e5 'of Amer:i-ca" 1942 - 3, t. 1, s. 18'7- 2.12; R. F.i:rlth, Bronislaw
M.alinowski,
w: S. S'ilvermam (ed.), Totems and Teacherr.~. Perspectives
on the History of Anthropology,
New Y·aI1k: 1981, s. WO - 137; tenŻie, Professor BronisLaw Malinowski,
"Man" 1942, t. XVII, s. 661 - 662; tenże (ed.), Man and Culture.
An
Eval.uation
of the Work of Bro,nislaw
Malinowski,
LOII1.dOirl
W5·7; F. GrOls.s, Bronisław Malinowski,
"Lud" 1'948, t. XXXVIII, s.. ',.,'77~ 288; P. Ka.berry, Bronislaw
Malinowski
a Citizen of the Worrld, "Social HmLwnls"
1943, s. 91; A. K'ar:diner,
E. PirebIe, They Studied Man, Cle'V'el.a:nid 1961, 5. 160 - 1,86; C. Klu~kho'hn, Bronislaw
Malinowski,
1884 - 1942, "Jol\.l'I~na,lof American
F'O~ądore" 1943, t. LVI, s.
208 - 219; E. KoitalT:ska, Joyce antropologii,
"K()D{ty;nenity" 1~}i73,nr 1;1, Ś. 26; A.
Kuper, Anthropologist
and Anthropology.
The British
School
1922 - 1972; L(){J1dan 19'7,3; C. M. Law:rEll1!ce, Wspomnienie
o Bronistawie
Malinowskim,
"Wiadomości" 1951, '!1ll'13, s. 2; E. R. LeaJch, Int'Toduction, w: B. Mwlioo!WlSlki.,
Coml Gardens and Their Magic, t. 1, B1oominghton
"1965, wy.d. II, s. VII - XVII; M. F. A.
Mon1a.gu, Bronislaw
Malinowski
(1884 - 1942), "II5is" 1942, t. XXXIV, s. 145 - 150;
G. P. MUJrIdacik,Bronislaw
Malinowski,
"Amer.i!can A.nthr:o!pal.OIgisit"1'943, t .. XLV,
s. 441- 451; A. K. Paluch, Malinowski,
War,szawa 1981; tenże., Wstęp, w: B. Malinowski, Dzieta, t_ l, Wall1SizalWia
1980; L. PaJSi7Jkows,J&lt;ll,
Malinowski
i Witkacy
w Australii,
"Wiadomości" 1972, r. XXVII, nr 41, s. 2 i nr 43/44, s.5;
Piotr, książę
Grecji i Danii, Wspomnienie
o Bronislawie
Malinowskim,
"Wiadomości"
1953, r.
VIII, nr 25, s. 1; Professor Bronislaw
Malinowski.
An Account
of the Memorial
Meeting Held at the RoyaL Institution
in London on JuJy 13th 1942, London 1943;
A. RLchalf'ds, Bronislaw
Kasper Malinowski:
Born 1884 Died 1942, "Ma:n" 1'943,
t. XLIII, s. 1 - 4; K. Syunm'0'IlIs-SYl!TI'onoI,ew.1cz,
Bronislaw
Malinowski:
Formative
1

Por. np.: W. Armon,

graficzny,

t. XIX,

�62

GRAZYNA KUBICA-KL YSZCZ

o życiu i osobowo'sci Bronisława Malinowskiego, wykorzystuje także no_
woodikryfte materiały archi!walne. Z tego ipdWodu SI1;OSlUiIlkOlwo
więcej
mi'ejsca poświęcono poilskiej młodości Mahn:owskiego oraz jego kootaktom z poilSkoimiucwnymi po QPuszcze'Iliukraju.
S'ZJ~icniiIliejszy ma 'na celu IprzY1b:Hżenie
polslkiemu czyte1nikowi postaci BronilsłalWaMalil11,owsbegoi 'POIdlkreśl:enie,że warta jest uwagi nie
tylko jego twórczość, lecz również ks~talłtująca ją i wywierająca lwieLki
wpływ na QI1;oczelni'e
osobowość tego /Uczonego.
PrOf.esOlr anljn-opooogjjspołeczJnej Uniwersytetu
Londyńskiego i Uniwensytetu Yale IW New Hav'en, twórca kierunIku funlkrcjonalneg:o JW antropologii, wyJbitmy badacz społ'elCzeństw piel'lwotnych - Bronisław Malinowski, urodził się w Krakowie 7 IV 1884 w rodzirri1e językoznawcy,
profesQira U~).'iJwersytetuJa.giellońskiego - Lucjana Malinowskiego i Józ,efy z Łąckich.Wychowywał
się w atmasferze młodolp()llskiegoKrakowa i Zakopanego w kręgu Stanisława
Ignacego Witbewicza,
Leona
Chwis1:ika,Józefa Litwi!nis'zyna, młodość spędził z Jerzym i ZJ"gmuntem
Zuławs.kilmi, Janem Kasprowiczem, Tadeuszem Boyem Zeleńskim, Tadewszem Szymberskim, Tadeuszem Nalepiń:skim i innymi. W biografii
Chwisltka, pióra Karola EoSJtreichera,znajdujemy taki oto ohraz Malinowskiego i jego stoSJun'kÓtwz kolegami - Chwils1kiem i Witikacym:
"Bronisław Malinowski, wątle,go zdrOlwia, ,był synem młodo zmarłego
Lucjallla Mahnow:~kiego (... ). Bronisla:w był pilnym, nie dbdarwnym
fantazją ch1Olpcem, uczącym się dobrze, ale z trudnością o'bjaJwiającym
swe 'zamiary. (... ) Malinowski nie mówił CoO
myś:h, był Qstrożny, by później postąJpić siaJnowczo, zrzucając z siebie od!pCJlwieJdz,ialność.
Dochodziło
do częstych kiOOlfhMów.(... ) Wszyscy trzej czytah sobie .nawzajem dramaty, wiersze lub pisali wyimaginowane traktaty naukOlwe. Tak opowiadał to ChJWliJst'ek
.w trzydzieści łat później. 1.. .1 Literacka imaginacja
chł-otpców była pobudzona, ;podniecona zmieszana z eroty~mem o typie
młodopolskim, będącym wtedy 'li szczytu triumfu. Sny IQ !pOiWonzeniu,potędze, sławie łąc:zyły się ~zma~enia'ffii o miłoś'ci, do'ść naiwnie pojmo-,
wanej, jako.o 'ZmY'slOlwym
:szaler1l&lt;&gt;t!wie"
2.
and Thęoretical
Evolution
"The Polish Review" 1959, t. IV, nr 4, s.
17 - 45; tenże, Bronislaw
Mal·inowski:
Individuality
as a Theo.nest,
.,The Po. !ish Review" 1960, .t. V, nr 1, s. 53 - 65; tenże, Bronislaw
Malinowski:
An Intelectual
Profile,
"The Polish Review" 1958, t. III, DIr 4, s. 53 - 76; tClnrie, Bronislaw
Malinowski
in the Light
of His Diary,
"The Polish Review" 1967, t. XII, nr 3, s.
67 - 71; A. Waligórski, Poslowie do przekładu
polskiego, w: B. Malinowski, Argonauci Zachodniego
Pacyfiku,
w: Dziela, t. 3, WarS'zruwa 19;81, s. 605 - 645; M. L.
Wax, Tenting with Malinowski,
"Ameri.caJn SOiciolog;icaJ Review" 1972, t. XXXVII,
s. 1 - 13; C. Znamierowski, Etnograf i socjolog, "Marchołt" 1936, r. III, t. 3, s. 539- 543,.
2 K. Estreicher,
Leon Chwistek
biog.rafia artysty, Kraików 1971, s. 7 - 8.
Influences

�Bronisław

Malinowski

~

szkic biograficzny

63

Naybhższa przyjaźń łączyła Malinowskiego z Witkacym, który przebywając rw Kraik{)lwi'eczęsto mieszkał u MaHnowskich, co Illie'~byt podoba'ło się Stanisławowi Witkiewiczorwi :re w.zglęidów "hiJgienicmlych", choć
i on ten dom {)Idwiedzał3. Wakacje spędzali przyjaciele najczęściej razem
w Zakopanem. Ich wzaJemne stosunki były dla nich czymś bardzo ważnym, s.prruwądo kJtórej przytwią'z)'lwali duże znaczenie. DOiwIOdem
tego może być list Stanisława Witkiewicza do syna: "W jednym ,z listów piJsałeś
ż,ebym Ci coś pOIwiedział w kwestii Bronia. Ściśle biorąc, ja go znam
bardzo p{)lwi€!rzchownie.~nam zewnętI'lZną fOO'TI1ę
jego inteHigencji,. oriootUją'cą się łaibwo w bar!d:zJoróżnych s:pra:wach i pol5ługującej się ba,rdzo
S'pra,wną dialelktyką. Rohi on wrażenie człowi,~ka, który zachowuje zupełną niezależmość myśli i wymowy' i od wpływówzewnęrt:r:znych, i od
wplywó,w samego siebie, swoich uczuć, tego ja, które s'ię nalrzuca i ta,k
często pods1;a'wiasię pod słowa i (... ) myśli, bez ~wiadounOiŚCi
tego który
mówi. Oto są zelwnętrzne wrażenia. Po.za tym znam parę cynicznych
IistÓIW z Afryki. Ten cY'ni~m u C'złowielkataibego, jak się Bronio wydaje
pOlwi
er wholwnie, może być również czystą diałelk.'tyką,k1tóra jemu nie zawadzi w życiu pojętym jako pewna suma dohrobytu. (... ) Ja, wi'esz, jak
poiważnie szanuję Twoje przywią'zania i jak dbam o to, żeby ich nie
naruszyć, więc i na Twoją sympatię do Bronia patrzę z szacunkiem.
'l.. ,) Jeżeli Wasza harmonia i bliskość ,poJe:gana Z&lt;godnoś:ci
wyższych potrzeb .duszy, ll1awspólności dążeń umyslo.wych,ria podobnym tonie uczuć
- zawsze wyższej skali, tym ,lepiej i niech ta harmonia trwa ... " 4.
O taki właśnie model przyjaźni im zap€lwnecihodzilo. Witlkacy problem
ten podjął w SIWejmłodzieńczej, autobiograficznej pOIWa:eści
622 upadki
Bunga, czyli demoniczna kobieta, pisanej w laltach 19D9 - B. Jest to
w warstwie fabularnej zaJpj,swielikJiejnamiętności do "demonic~ej" pani
Akne - Ireny Solsk1ej, a także dokument e!P'OIki
-'- życia klrakow3lkiej
b0hemy i aS'pirującej ku niej młodzieży. Wśród gł6wny!dh bohaterów
p()lwieści odnajdujemy: satmelgo Witkac(O'go (Bungo), Chfwistika (baron
Brummel) i Malinowskiego (Książę Nevermore), a {)Itofragment opi:sujący tego ostat:nieg.o: "Nevermore .zapaliwszy cY'ga~orozglądał się po pokoju. Głowę miał ostrzy.żoną krótko maszyil1iką; twierdził, że z tą fry3 S, Witkiewicz,
Listy
do syna, opracowały
B. Danek-Wojnowska
i A. Micińska, WarslZa,'W,u1'969, s, 83 'i 87. DezarproJbatę Stalt1isŁa.W1aWiltkiewiJClZa dla mie~
szkallria lVlahnolWlsIkJichilu!s/trują na'stępujące
f'rwgm€lnty li:g~ólWdo sylt1a: "Bafldw
mnJie niepokoii to, ż,eś zamie5lzka'ł u BI'on'ia. Boję się telgo domu" BalI1dzo, bairdizo
Cię PI'O!5'zę.uwa;L,.aj iI1U siebie, a za na'jlżej'Szym ś}adem niezd;rolWia ulc.iekaj do
Zakopahego"
(list z Zakopanego
z 30 I /1903), "U Bronia byłem, Orgia smrodu
i bunza brodu" (li3itz Kr:allrow.a z 29 V 1903). Te Q/sibreSJformuł'owam!ia mo'gły być
r~zej
wynikiem tY!PClwej dla Slcho'I"owamych ludzi "higienicznej
matrui'i" niż opisem rzeczywistego stanu rzeczy.
• Ibid., s. 280 - 282, list z 17 VI 1905.

�64

GRAZYNA KUBICA-KL YSZCZ

najWiększe robił WTai.enie na kobiety, szczególnie w kLra1jachpołudniowych. Jego zielone, zimne j'aik u gada oczy, p:r7;eszytwające szikła siedemnasboidri.opitl'iowych binokli staiIlJowiły nie\Pd~ojący kontrast z dzieciJl'lnym uśmiechem ogromnych, czerwonych, pmeiŚlicznie zarysolWanych
waug. (... ) Brummell patrZ)"ł wylupionymi ocza!Ini, stara;jąc się na prÓŻno znaleźć zasadniCiL)' ton swoioh po1lworni!e zaJWiqyc!huczuć i zapanQwać
nad komp1ilkującą się sytuacją (... ). S:postr:z.egł, że Bunrgo ~ócz
!tego,
że miał monopol na wY1prowadmnie ~ięcia z równOlWagi przy pomocy
naJPrędce ~nsceni.Wwan~h przeżyć artys.ty,C7lIlych, znalazł wreszcie sposób istoUnegiDzachiwiania tym :pr:z.edzi1wnymmechani'ZInem do wyilJWar.zanm siły żyrciolWej,jalkim był poiJerany przez siedettn chronire.:z.nychchorób
Nevermore" 5. W iiIIDyrehmi'ejsctWh 1lIlajidujemy również następującą ciharaJkJte,rystyk.ę: "Nev.emIDore \Wypięty jaik struna, booo (lIlog.i. miał jaik
u gredkich JPOSągów),w kakowych spodniach i SZJty1llpach,
stąpa'ł pewmym,
miamwym Ikrdkirem i patTZył w dal, pdkonU!jąc astyg'matyZlIIl lekkim
ptr:ZIegięciemgł,owy, a bwalI"zjego, pełlna stifaSlZ1iiwewoli,
1j
wyrażała tęsknotę za nasyc€1Illiean W'szys1JkilChajpetyrtów życiowyicli, CIZIe'ffiU sprz.eciJWiało
się jeg{) nadiw,!!1J1oneod 'trzydzi1e'Sl;.usześciu iPOOt!oleńzdirawie" (s. 7.5).
"Książę miał chrolIliczną chorobę ocZ/u, jedno ·Z najpotwK&gt;'1'niejszych widm,
z ktÓlI"ymi walczył" (s. 78). "Książę si,edzia! na łmnapie, TIOiZlWtl'lOIIlY
z tą
nieuchwytną nO'nsm1.ancją, :ktÓlI"ąbez skutku staralii. się lIlaśladować preedstalwiciele wy:z:sz,egotowarzystwa. NaJWet,w tej pO'zie nie trr-acił 0IIljednak
wy;g.~ądu pewrnej S1iebi,esiły i rdbił wmżenie odipolCzywa'jącego tygrysa"
(s. !ilJ7). "Sceptycmly~ią'żę
nauczył się nawet Ułpadać swiadomie. Zboczenia jego z raz powziętej drogi były jedyrnie świadomym OIt!wierani·eIffi
weIIltylru bezpi'ooze'ńSltWla,kiedy lIlieistotna żądza żyreia pOd Zibyt wySOlkim
znajdo!Wała się oiśnieniem" (s. 88). Witkacy scharaikterylzowa'ł talkże łąazące ich wzajem uczucia: "Przy'jaźń ich, umooniona wallJką, wyma'gała
trwalszych, baro z:iej iidealnylC.n pieczęci. NevarmOTe !poza tytrn, że był
przyjaciełem Bunrga, Móry dopełniał jego natuiię, tak jak kolor czer;wony
dOipełrniaodipolWi'edniziel&gt;OIly,wywte:rał dotąd zasadniczy wpływ lIla jego
życi;OIW€poglądy i Bunrgo, mim'O ciągłych kłótni z Edgarem, był z nim
au fond coraz lelplie'j.Umiał bra'ć z nie:go to, 00 by'lo w nim na'jlepszego,
ponieważ kochał go naprat~dę. Kl5iążę był dla niego najisrt:otniejszy;m
'd~pingiem' w chwilach życiowej depresji i symlboliziO!Wałw tej wake
wewnę1;rzmej BUIIl!gaelement dążenia do jednolirtlości w życiu." (s. 76),
71Ull'ą

5 (Z k,ry:tycznoliterackiego
punktu
w1dzenia nie można tej powieści traktować jako dokumentu,
jednakże
wszystko
wydaje
się świadczyć
o tym, iż była
ona sfabularyzowanym
pamiętnikiem
a zawarte w niej opisy bohaterów
odpowiadały OlpilnJiW:1'tkaJcego.na temat jego przyj'&lt;łlciół)
S, L WlitkLe'W'ilC'Z,
622 upadki Bunga czyH demoniczna koiJieta,
opr,acOlwa1a A. Micińska, W:aIl1SIZalWa
197:8, s.. 6&lt;1.

�Bronislaw

Malinowski

-

szkic biograficzny

65

"BUJrlgowierzył be'llW:aglę!dniew spryt życiowy i niew71l':uszonądiaJektyikę księcia." (s. 67). W pQWie&amp;:iznajdujemy także orpi1shomoseksualnego aktu Bunga ,z Nervermorem 6, który poflJOĆmiał mdejsce w rzeczywistO'ści i który wedbug autoriki wstępu - Alllny Micińlskiej - był nie
"wyzwani'em arJtyLsrty,lecz jednorazowym eksperymentem psychologicznym" i. Porwieść Witkacego w wa:rsfwie pozmfaibularnej jest glóiwlI1ie
obrazem młodzieńczych r:o:zterek bohaterów, p:vezentorwaniemróżnych postaw w kwes1Ji,isensu życia, samookreślenia się, szulkania swej tożsamości. Jalka była postawa Malinowskiego wohec tylch prQblemó1w? Stał
on na stanowisku, że mOŻlnai należy świadomie !kształtować 3wiat mocą
włal'lnej woli i eneTlgii "tworząc niejako życie z siebd'e samego, w sobie
samym odkryrwrając źródło potęgi i mocy, a w ni!ch o!dnajdując wartości
nadrzędne, ceil i środelk zarazem - osiąga w re21u1tacJie(... ) upragnioną
'jedność w wielości': cel niedosięimy dla inm.ych" 8. Stan ten nie był
kJwestią wI'QIdwnyoh pmdyspozyICji Malinowskiego, lecz efektem wytęŻOinejIpracy nad sobą, lO czym świadczą np. W!spomnienia Ka:zJimiery Żułarwskiej o zalkopiańskiej młodoślci MalinOIWsldelgo',
spisane przez póżniejszego jego uc:zmia- prof. Walilgórskiego: "cechą wąHego Mali&lt;nOlWsikiego
był~ wyrabianie ,w soibie siły i spralW!lliośd,siły woli p["zede wszystkim,
naw)'Ików niemal jogistycznych, co osiągnął wspinając się sam na niebezpi'eczne skaił:ki czy kominy. Toteż (... ), gdy Mahnow,ski miał wyznaczony czas na pracę, nie było ta!kiej siły, która by go ~ 1'gła oderwać.
Te narwyki, w)'iroib~'Orne
podczas młodości .zakopiańskiej, oddały nielWą,tpliwie nie'jedną us1ugę etnografowi podczas jego wypraw Kula, na które
udawał się 'WII'azz kraj-awcami."9 Również Wi'iJkacy .w swej IPowi'eści w rozmowie BUinga z księci'em -zwracał
uwaigę na :listnienie "tej siły
twórczej, którą tytiworzysz przy pomocy pr:zJeZlWy:cięŻJalnia
siebie i ciągłej drobiazg:orwejpracy nad sobą ( )" (s. 79) omz w słowach Tym!beu~
sza (Tadeusza Szymberskiego): ,,( ) jest to człowieik piękny. Nie jest
figurą dramatu, jest napra1wdę TYM, który móghby tworzyć życie. Tworzyć z Niczego (... )" (s. 65). Młodzieńcza powieść Witikacego t.o także
próba zajęcia sta'll{)rwcłs!ka
w istotnych k:westiach filozoficznych ogniskujących się wokół problemu jednmst1kiludzJkiej. Polemikę m~ędzy Malinowskim i Wittlkacym w tej kiwe!stii można naj'ogólniej przedstarwić jako
polemiikę uC7Jcmego
i art)'lsty - pierwszy wid:zJialzalws:zejednostkę w jej
kontekście spoleClznym, drugi nat'Omiast skłaniał się kuindylwidua1i:zJIDowi. Iillnym spolmylIDproiblemem była rola i znaczenie sz:tukli w życiu

:;

8

Pat,~z iib'1d., s. 149 - 152.

7
8

A. Midńska,
Ibid., s. 32.

9

A. WalLgór"ki, op. cit., s. 675.

.,Lud"

-

tom

66

Wstęp,

w: ibid.,

s. 37.

�66

GRAZYNA KUBICA-KL YSZCZ

cZ!łowieka, dla Witkacego ibyła ona czymś zupełnie od życia ddeTlWanym,
dla Malinowskiego była "środkiem do Z!dobyciasiły -życiowej" (s. Wił).
Nie wEW'omniialIlo
dio tej POTYo .za'interesowaniach naulkolWychprzysz~
łego UCZOOle&lt;gO.
Proces ich :ksztalł1taWlalIlia
nie był prosty i na sylwetkę
naukową Malinowskiego złożyło się wiele czynn~ków_ Głównym były
niewątpliwie studia w Uni:wersyteci'e Jagiellońskim, które podjął po
ukończeniu gimtnazj:u:mim. Sobieskiego i elkS'term.i&amp;tyciZłnym
zdaniu matury z wyróżne:niem w W02 roiku (do szkoły nie mógł UCzęsDczaćnormalni'e ze w.zglęidJuna stan zdrowia, przez .pewielIl okres czasu nie mógł
nalWet nic czytać, ,wtedy mart;ka służyła mu pomocą jako lektor'ka). Ma1inow~i ipOCijąłstudia na Wydzia1leFil1ozofi'Cznymwybierrają:c jako przedmiot główny nauiki ścisłe, a z bi·egi'em lat posw.ięcał coraz więcej czasu
naukom humaIllistyczmym. Na Uniwersytecie Wy1kładali w owym czasie
uczeni wie1Jki,'egoformatu, tacy jak: K. Żorawski i S. Zaremba - matematycy; A. Witkowski i W. Na,talTISon- fizycy; S. Heirurich - psycho'~org;L. Kuczyński - pedagog; S. Tarnowski i S. WindakJi€lwiczhistorycy ht'erartrulryoraz M. Stra,szewski i S. PalW1ic!ki- filowforwie.
Na kształtowanie się postawy
naUlkolwej Ma1lilI1Owskieg
o szczególny
Wipływ miał ks. Stefan Pawlicki (:pozytywilStai teolog), prowadzący wykłady i seminaria z historii fi1ozo:fiii,w ,których uczestniczyli Malinołwski i ChWli.stek.Ot:rzymaili oni tam nie tylko sDeroką wiedzę his-toryc7illą,
lecz taikże u\WTażlJ..iwiienie
na 'szukanie :prawdy. O zainteresowaniach filozoficznych Ma'1ino'\\7'Ski'ego
moliiemy .się dowiedJzieć z jego listów do
milst'rza - ks. Pawlicikiego: "Ja prz,erabirum obeonie piłnie historię fi10'Zofii.O Arystotelesie czytam z książki Piata, którą mi Oj'ciec polecił
i pożyc,zył. Przeglądam też ZeHera. Czekam jelclmalkna Ojca, pragnąc
rozjaśnić sobie parę punktów wątpliwych, których nigdzie nie znajduję
wyraźnie sfOlrffiuł01wanych.Poza tym czytam Schopenhauera w oryginale, co sprawia mi 'Wieliką przyjemność i z ·trudnością pT'Zeciskam się
poprzez Grundriss Uelberwe:go. Uczony Niemiec potrafi z ka:7Jdejrzeczy
~robić coś talk nudnego, jałowego, niestrawnego!" 10, "Z wiel1ką niecierpliJwością oczekuję chlWili, kiedy Ojciec na stałe już do na'S !powróci
.i kiedy będę mógł moje fi1ozoficZill'ewą1Jp1Jiw.ości
i niepokoje u żródła zaspokoić. Na razie oddaję się pr:zy:czynowości, c.zyitając Kausalproblcm
10 List
z 1 IX 1'906 (i następne Hs:ty do PawliiCIki,e,go)Bilbho-ie'ka .Jagielloń;.o;,k,a.
sygn. R:kp 8698, t. 3 (Cytowane niżej Hslty, pI"Zy których nie podano miejSlca opublikowania, pomieszczone są w zebranej i opracowanej przeze mnie korespondencji Malinowskiego
w aneksie do Antropologi
społecznej
Bronisława
Malinowskiego, pod red. M. Flis i A. K. Palucha
(w druku)). Malinowski pisał w tym
l,iśde o na5-tęputiący;ch pOIZy;cjach: C. Piat, Les grands philosophes, Paris 19{)3; E.
Zeller, Die Phi1osophie der Griechen in ihrer geschichtlichen
Entwicklung,
Til,bingen 1856 - 1-1162; F. UebeI'weg, Grundriss
der Geschichte
der Philosophie,
[3eTl~n 1-876 - 1880.

�Bronislaw

Malinowski

-

szkic biograficzny

67

Langa omz ostatnie dzieŁo Macha, z którego praglnę Ojcu zdać dQkładnie
spraiWę. DowiadylWalem się nadto, !kto będzie brał udział w tegmocZil1ym
seminarium. Kilku kolegów l'o,z,ebrało między siebie parę pierwszych
il"ozdziałówHume'a (... ), talk, że pieT!wS'zeposie:dz,enia będziemy mieli
zapełnione." 11 Zaint'eresowania fi'loz'ofi.czne MalinowSkiego oscylowały
,woikółIlJtu,tuziWa.negiO
empil'i'OIkrytycyzrnem,o czym świadcrzy .jego praca
doktorska pit. O zasadzie ekonomii myślenia 12, stan-awiąca krytyikę poglądów Avenari.usa i Macha.
.
Malinow!ski :plozostalWałtakże pod znacznym wpływem ,przyjaciół ojca, ppof'esorów: L. Darguna, S. Estreichera (praWlIliJk6w)i K. Potkańskiego (historyrka). Ich wspólną cechą było zainter,ooowanie etnologią i socjologią, iktórymi starali się wzbogacić badania pra!Wllicz,e:i histOTyczne.
Wśród mistrzów Malinowskiego naJeży wymienić również W. Matlakowskri.ego (lekarza i etnografa), M. ZdzieoholWskietgo (slawistę) oraz
K. Ni,tscha i J. M. RexlIwadowskiego(języko'znarwców).Gdy czyta się biografie tych wiełkich uczonych, .nieodparcie na,rzuca się sikojarzenie, że
Malinowski nie tylko pozosta'wa:ł pod ich wpływem intelektualnym, lecz
że jako człc)lwieiki jako uczony mał się do nich bardzo podobny, ślwiadczy o tym zalrólWnogłęboka wiedza, jak i wysdka kultura osobista, któru
ich cechowała. O wpłYJwie tym pisał .po latach sam Malinowski:
"W pamięci staje mi Slzer,eguczony,ch, p~sarzy, artystólW. Wspomnę tu
tyłkJo tych, z kJtórrymida!nYJillmi było zetkinąć S'ię osdb~cie i zaczerpnąć
tych pralWrdziw!iewielkich wartości kulturalnych, jakie reprezen.tolWali:
talkie Po;91;acie,jak prof. WitkowsIki, Karol Potkański, Marian Zdziechowski, St. Witlkiewicz, Ks. Pawlicki, Matlaikow.ski. DZJiś,patrząc z pelWnej
perspektyrwy, widzę, jak wielką i jak napralWdę dobrą była ta poilska
kultura, sklulP'iającasię na tym lIliewielkim odain(lm życia narodo'we'go." 13
Momentem przełom'OiwYJm
w za'irnteresowaniach naukoJ\.vych Malinolwskiego było przeczytanie Złotej gałęzi Frarzera w latach 11904 - 1B05, co
wspominał w 1:925 roku w przeanówieniu wygłoswnym ku czci sir Jamesa F.razera na Uni:weTSYJteciew Liver.poolu: "Gdybym posiadał moc
wskrzeszam.iaipTzeszlości,chcia'~bym przenieść Pana o jalkieś dwadzieścia
lat wstecz, do starego słowiańskiego. miasta unrnwersyteckieg.o - mam
tutaj na myśli Kraików, dawillą stolicę Polski oraz sied~iibę najsta'rs.zego
11 List z 1 XI 1906. W tym liście Malinowski
pisał o następujących
książkach:
A. Lang, Das Kausalproblem,
Koln 1904 i prawdopodobnie
o: E. Mach, Erkenntnis
und Irrtum,
Skiźzen zur Psychologie
der Forschung,
Leipz.ig 1905.
l! Po
ra:z pieTiwszy wydana zo/:iJtała drukiem dopiero w obecnej edy,cji Dziel
w tom.ie 1, WaJrsJZawa'1'980,s. 359 - 39,h
13 B.
M:J!lilnoiw:slki,Przedmowa
do wydania
polskiego,
w: Zycie
seksualne
dzikich,
w: DZiela, t. 2, Wmszawa
109'80,s. 109 - HO. Tekst t,en pochodzi z 1937
roku.

�GRAZYNA KUBICA-KL YSZCZ

68

uniwersyltetu w Europie \WSchodniej. Mógłbym wórwczas wskazać Panu
pewnego studenta opuszerza'jącego jeden Ze średniOlWiecznych budynków
kolegium. Młody człowiek, 2lllaijid'Ująicysię w stanie w!iJdocz.negoprzygnębienia, ni'estie pod lP'alCihą
lklsią'2ikębędącą jego jedyną pociechą w strapiem.iu - trzy 'Z'ie1Jone
.tomy z talkznanyrn złotym nadrukiem i pięknym
rysUlI1kiremjemioły - symbolem The Golden Bough. Wówczas bowiem
z powoidu mego stanu zdrowia kazano mi pr~e1"Waćna jakiś czas studia
w zakresie fizy1ki i chemii. POOlWdlonomi j'ednaik kontynuować moje
uiLuibionestu:dlium uiboczne, toteż postanowiłem dokonać pielriWszejpróby
prz.eczyrt;allliawaryginale
angieUskiego ancydzieła z tej dziedziny. (... )
Mbowiem &amp;kiOTO tylko T'OZJpocząłemczytać to wi€liki'e dzi'eło porwało
mnie i zniewolilo .bez reszty. ZrOlzumiał'em wÓWIC'Zas,
że antropologia.
tak jak ją pTlZedstawia Sir James Frazer, jest wielką nauką, go'dną takiego samego oddatnia, jak któreikolwi,etk ze :,iarszychi bardziej od niej
ści:słychSltud.iów pokrewnych. Talk to wstąJ,pilem na służbę frazeT'Olwskiej
an1:rqpo:log.ii."14. Analizując ,przyczyny zmiany zainiteresowań narUikiowych
Ma'hnorwskiego na'leży wziąć pod uwagę rÓW1nieżosohisty wrpływ jego
nauczyrcieli i znajomych profesorów, wśród których tego typu problematyka była barid2lOpopularna, oraz sytuację społeczną, w jalkiej wzras.tał.
Sytuację tę stlwoT!zyły:z jednej skony bra!k nieza'leżności państwowej
narodu 15, a z driU;giej- pozycja społeczna samego Malinows'kiego, umożliwiająca mu oh6€llwowani·e różnych klas i waTSItwspołecznych: od ziemiaństwa i arySl1iolkracji,poprzez inteligencję i bohemę artystyczną, !pO
egzotyczną góralszczyznę. Wszystkie te Iczynniki razem wzięte mogły zrodzić potI'1Z€bęs'ocjologicznej i antropo,logicznej ,refle'kJs'ji,któr:ej teoretyczny wyraz znalazł Malinowski w dziele Fraz·erra.
Wracając do biografii: pracę doktorską ulmńc1zył MalilllOlwislkiJUż
w Hl06 roiku, zaraz po ukończeniu studiów. Promotorem w przewodzie
doktorskim był Stefan Paw,:hcki.Opiniowali: Pawlicki i Shaszewstki, uznając ją za znakom!i,tą. Podobnie {lC·enionotakże rJ71gorJ71za
z filozofii ścisłej
i fizyki, odbyte 5i 10 X 1906. ObT'OOlępra:cydolkto'l'Sikiejmusiał jednak
Malinowski odł.o'żyćaż do 1908 roku ze wZlględuna stan zdrowia. W międzyczasie prwbywał z matką na Wyspach KanaryjSkich, skąd donosi!
ks. Pawlickiemu: "Oddaję się teraz mianowicie zupełnie kuracyjnemu
trybowi życia, przede wszystkim więc dużo jem i śpię, 'poza tym biorę
kąpiele morskie i słoneczne, cały dzieil siedzę nad brzegiem morza, jed14

;"Iit

F.ra.gme-nit tego

w psychologii

wykladu

ludów

jako

pierwotnych,

dedykacja
zam~'e6zczorny Z (}"tJ.l w książce
(wyd. pol.) w: B. Malinowski, Szkice z te-

WaTsza:w:a 1958, s. 469.
Co znalazło wy,raJz np. w spo:s.obie podejśC"ia do problematyki
nar.octu i oddzielanie jej od pojęcia pal1stwa, patrz B. Malmows.ki, Freedom and Civilization,
New York 1944, s. 252 - 263.
orii

kultury,

15

�Bronisław

Malinowski

-

69

szkic biograficzny

nym słowem jesi'eIillspOkojny, szczęśliwy i próżnujący. Mieszkam z mamą w małej wini, ładnie nad .br:zeg,ielillmorza, za miastem połioiżonej.WarunJki z.naleźliśmy tu idealne: klimat doskOl11ały,nieporówna.ni'e ;równiejszy i c.i€iplle'jtszy
n'iJżna wyłJlr,z,eżalCh
Morza Śród~i:elIDnego;wieillki spokój,
00 CUdZOZ1ecrncÓW,
p'olza nami, na całej wyrspie absollutnie nie ma, ludność zaś m~ejscowa, talk, jak jest cofnięta
jakie 100 la'\; pod względem kulitury, tak z ,drugiej strony odznacza się oralkiem z,wpeiłnym temperamentu i życia, nie jest więc deneI"lwującym środoiwiskiem." 16
Po powrocie MalinQwskiego do KraikpJWa,odbyła się jego uroczysta
promocja na srtorpieńddkto:ra filO71ofiisub aUiSpic!iisIm:pff'a,toris (7.xU908)
- co stanowiło wielkie lwyróżnienie dla dokt'oTanta 17. Z tej oikaz.ji świeżo
upiecwny dolkitnr wydał bal dJla prnyjadół, opiSalllY pr~ez WJirtJkacego
w 622 uplLdkach Bunga 18. PraJWdo!podJoibrrie
nie udał się on zbytnio,
o czym świadozy opis stanu ducha Malinowskiego po jego zakończ,eniu:
"Stalowy ks'iążę był ,w sialllie talkiego raztrzęSliernia, że Bu.ngo poznać go
prawie nie mógł, Neverm,ore wynagradzał sorbi'e wszystJkie sku!pienia
i aske,zy w sposób spotęgowany." (s. 146). Jedną z przy'~Y1n tego stanu
były s/kom!plilkiowallle
,,1ove affairs". Na ich ślad napoltyikamy w :pamiętniku :pall1J1yHeleny Czerwijowski'ej, której Malinowsiki w tym czasie
pomagał w nauce: "Po palI"lUwizytach młodego fi'lozo.fa 'zauwa,żyłam, że
cel jego pomocy w mej pracy leży w młodej i pięk:ne:jżorri'e muzytka,
Mórą u mnie widuje. (... ) Na szczęście talk ,się zl{)1żyło,Ż€ pięikna dama
muSliała wyjechać do Warszalwy, a fHo,zofna daliS1Ze
studia do Lipska." 19.
Ową damą była prawdopodobIllie żona pianisty i dyrygenta Karola Szustera - Felicja Ciszewsika. Po kilku lata'oh w il.iśiciedo panny Hedeny
uspra,wiedliwiał się ze swego ,pO!stępowania: "Ja obecnie j-estem znacznie
przY1Woitrszyduchowo niż wrtenez,as, kiedy mnie Pani znała. Były to
smutne czasy wewmękzne:gollipadJku." 20. MalindWSki zaltem, chcąc uciec
bid swych probdemÓ!W,poszedł w ślady co :zkldlniej\Szychaibsoliwen:tów
krakowskiej wszechnicy i udał się na da'lsze sltJUdiaza'gralllicę. Decyzja
ta nie spotkała się jedlllak z a,pTtobatąks. Pawlickiego, na co w~azuje
list Malinowskiego z LiJpska: "KO'chany OJcze, radzi mi Ojciec abym zdał
egzamin profesorSki i zaczął uczyć w g,imnazjum. Niewą:tphwie mam zacrnialTtalk zrobić i zrobię talk w przyszłośd, aile otwRr'Cie się przyznaję,
że wolałbym, aby to byŁo tylko począ,tkiem mojej kariery, a to ponie-

°

11
17

LLsrt z 4 I 1907.
p.allrz A. H'i's, Krakowski

doktorat

Bronislawa

Malinowskiego,

w:

Antro-

polo,gia ....
18 S. I. Witkiewicz,
op. cit., s. 141 - 145.
l' F~agmet1lty w: Listy Stanisława
Ignacego
Witkiewicza
do Heleny
Czerwi;owskie;,
OIpIiaJc.OfWała B. Dane:k-WQljm)lwska, "TwóJX'ZOŚć" 1971, nr 9, &amp;. 46.
ze Lis.i z 12 VIII 191'1 w: j,bri'd., s. 46 - 47.

�GRAŻYNA KUBICA-KL YSZCZ

70

waż 'zajęcie to jest .bardzo męczące, a ja mam bardzo slaby 'głos i ciężko
ani durżomówić. Waiżnym jest ta~że do tego, aby móc mieć dobry iWipływ
na mł'Odzież,aby samemu być wykształconym i UIffi'iećwi~€'j lIliżdotychczas urnie iPrzeciętny nauczyciel galicyjski. Chciał,e'ill też konieC!Zlniechoć
na rok pojechać do Anglii, gdyż tam o ile mi się zdaje kultura jednak
najwyżej stoL" 21. Co też zresztą w!krótce uczylIlił po spędzeniu trzech semestrów w Lipsiku, gdzie słuchał wykładów W. WundJta (fiIl'Ozofai psychologa) i K. Biichera (€Ikonomisty) i pozostając w kon:ta'!ct;achz Feliksem Kri.1gecr-em(ucz:niem Wund:ta, p.r:zeds.taJWicielem
tz:w. psychologii postaci) zajmował się głównie psychOllogią, nie Z3Ipiominająco naukach ścisłych. W cytowalIlym wyżej liście prosił talkż,eMalino'wsikiiks. Palwlicikiego o poparcie w uzyskaniu stypendium habilitacyjnego, krt;óre, po początkowych nieptorolzumieniach, otrzymał i pobierał je w latach 19'10- 109,14
wniewieJ:kiej kwocie 600 koron rocznie 22.
List z LipSIka z 5 I 1910.
Dokumenty dotyczące pobierania
przez Malinowskiego stypendiów
znaJdują
się w zbiolra&lt;ch Anch~wum UJ syg·n. WF II - 94 i 96. MalimolWski raz;polCzął \ch
pobieranie będąc na II roku studiów w 1905 roku, było to stypendium szla che ckLe z fuondacji Poitockiego w kwocie 315 kotr.en Te,cznie, w n.as:tQpnY'm f(~ku zamieniono je na stypendium
szlacheckie z fundacji Barczewskiego z 600 koronami roczn:ie. któne pobierał t'a:kż·e w 1907. p.o pOlwroóe z Wysp Kan:aryjskkh
starał się o nie ponoWInie w 1909roku,
jednak Wydzial Kr.ajo'wy (wykonawczy organ galicyjskiego
Sejmu Krajowego),
który był dysponentem
tego stypendium,
nie przyznał mu go 1U'zaJ5alc!'niając,
że Malinowski ".nie jest już obc."Cn:ieuczniem
(. .. ) Uniwersytetu,
uk'ończył bowiem '(... ) przepisany
okres 4 letnich studiów
filOiZOfic.znyoh w raku szkolnym 1'90617, jako ilaś dalWlniejszy sitYlpClnidy.st.a
z tej
fundacji utl'ac.ił prawo pobiel'ania
stypendiiUm z pow·oelu zani,edbania zglo:.izenia
się z początkiem roku szkolnego 1907/8 o pozostawienie
mu tego stypendium na
czas habilitacji.
(... ) nie mógł uzyskać w myśl ogólnych przepisów żadnego ze
stypendiów
obec:nie przez Wydział Ka-ajowy p_ad:awamY'ch" (piSImo z 31 III 1909).
.Mimo takiej decyzji Grono. PTofesorów Wydziału Filozoficznego
na posiedzeniu
3 XII 190B ponoiWnie wY'typowało Broni's'lal\'I7.aMa,Linolwslkic'Wo,"który już n'i,egdyś posiadał stypendium
szlacheckie z funelacji śp. Barczewskiego i tylko z powodu przerwy wywołanej
chorobą je utracił. Dziś wedlc załączonego świadectwa lekarskiego
jest już zdrów i odznacza się wybitnymi
zdolnościami (o czym
świad.czy promocja sub auspiciis)". Wydział KrajOl\vy przychylil
siG. do de&lt;2y:zj'i
Wydziału (pismo z 10 I 1910). lntel'Wencja ks. PawHc,kicgo o:kaza-ła siG n:i'epo:tnebna. Malinowski pobierał to stypendium aż do roku 1914. W 1910 wystąpił a podwyższenie jego kwoty, lecz Wydział Krajowy nie mógł tej prośby zrealiz(}wać "dla
bra,kuodpowiedniego
f.unduszu" (piJsmo z 18 II Hlll). Op.rócz sILtu·,ni.a s'iq o stypendium
Barczewslkiego,
MalinQJW,s.ki wystąpił
w 1909 ro:ku o pI'zyzrunic
mu
stypendium
"z fundacji jubileuszowej
im. Cesarza Franciszka Józefa II (w Archiwum UJ zachowało się podanie Malinowskiego
w tej sprawie). Było to bardzo
wysokie (2 tys. koron), roczne stypendium
dla absolwentów
uczelni galicyjskich
na studia za,graniczne. Rocznie przyznawano
tylko dwa, ó&gt;tąd b'l.rdzo s.iln:l kon.kurencja, .w wyniku której kandydaturę
MalinowsIkiego odrzucono.
21

22

�Bronisław

Malinowski

-

szkic biograficzny

71

Jeszcze w 1910 rOlktu,po krótJkicrnpobycie w kraju, MalinOiw~i wyjechał do Londynu i tam rOZlpocząłsię nowy okres w jego żyeilU współpraca z London School of Economics and PIoli:ticaI Science (częśclią
Un~wersyrt;'et:uLondyńskiego). NajpteTW WY1stępowałjako "pos1:-~adJualte
student" (do 19112), !pracując pod kierunkiem E. A. Welstermarcka (socjologa, f.iloz'Oifa
i a1n11I'OIpo'loga,
wykładowcy L.S.E. i Uniiwensytetu w He':Lsinkach), a w latach 1'913 - 14 był łektiorem przeclmi,01ów specjalnych, wykładał za,gardini1enia
socjologii rełigii i psy,cholagii społecznej.
Malinowski nie od razu pr:zy7.1wycza.ił
się do Aing1i'ii jej mie.srzikańcÓ'W,
ezęsbo cwł się sam'otny i opuszczony, po:zostawał mu wtedy ty~o korespondemcyjny k'OI1tak,tz przyjaciółmi, pisy.wał t,eż naJWeil:do niezbyt bliskich mu lud z'i, aby dać upust swej melanchoJiJi. Ef€lktem tego był liJsit
do Heleny Czepwij'owskiej, której udzielał kiedyś ikoreqYetycji: "Ja dziś
właśnie cielI'pię na atalk silnej ,nas1alg.i,i,kitóra dawniej calikiem mi nie
znana, tera'z eOTazezęś:eiej zaczyna się pojawiać. (... ) Niech Pini mi wybae;zy, że piszę talk dużo i talk bez;wSitydnie o sobie. Ale c,zasElillnajbardziej skryty i dyskretny C'złowielk(a tym ja nie jestem!) cZiuje po&lt;tlI'z€lbę
wynurzenia się przed kimś. Ja wówczas Iprzypominam s'obie jalkieg:ośdalelkiego przyjaciela - naprawdę pr:zyjacielai naprawdę da1eikiegto;w tym
wy,padku można być szClzerym nie nara'żając się ani na pewne :ziwichnięcie s&lt;tosunków,kt6ry sprowadza nagły wybuch poufałości zezłOIwiekiem,
którego się wildzrico dzień, ani na 'śmiesznlQśći Iwewnęibr'ZiTIe
zawstydzenie, które się odczuwa dając siebie zbyt laitwa. Na koniec uci'eklerrn
z Londymu i 'od paru Idni jestem już nad mcu-z'emi iwypoczy(wam. (... )
Cale wybrzeże IwprlOs:tusiane kąpielowcami, kitórzy, gdy słońce zaświeci, ;wyłażą jalk kraby, alby się wygrzefWać. Ja j·es&lt;temtIU IZJulPełnii€
sam
i zwłaszcza wobec wielkiej sZity,wności Anglilków CZiUjęsię dosyć 0!Samotniony, a raczej właśnie opuszczony nie mając dosltatecz,nej samotności. (... ) Na jesieni będę mo:Ż€ w kraju. Tęsknię do tego, aby być
w górach oWZakopanem. Jest to jedyne miejsce, oWktórym czuję się naprawdę dobrze" 23. W dalszym ciągu utrzymywał bhskie kontakty z Witkacy:m i w 19,'1!l zapraszał go do Londynu: "Przyj'eżdżaj więc albo natychmiast mi 'Odpisz, kiedy przyjedziesz. Obecnie jestem trochę wolniejszy i nauka minie stoi w ,dir1odze,co zaś do '!kohi,ety' to by to nie
było zawadą, z,r,esztą nie ma niestety nic! PrzyjecŻdżaj za tydzień lub
dwa (.. } Będę się starał dać Ci najwięcej czasu ile mogę" 24. Witlkacy 'Skorzystał 'z tego zaproszenia, odwiedził przyjadela w Londynie w połowie lipca i SlpędZiiłtam dwa tY1godnie.W tym samym czasie był tam
2~
N

Cyt. list w: Listy

Stanisława Ignacego Witkiewicza ... , s. 47.
List z 16 VI 1911, Muzeum TGitT'z:ańskre,sygn. AR/No W-l!.

�72

GRAZYNA

KUBICA-KL YSZCZ

rówm.ież ich wspólny kolega - poeta Tadeusz Na'1€1pińskioraz matlka
MaJ.inO!Wski'ego
25.
W lutym 19!1i2roku Malinows!ki Iprzyjechał do kraju i przebywał
tu cały rok - dio ma:rca 1913. Podczas tego potby1Juspędzał wi,ele czasu
z Wi1Jkacym w Zakopanem. Tych hraters1kJichstosunków nie była w stanie Z!buTtzyćnalwet iklohieta, ktma pojawiła się w życiu oibu przyjaciół.
Była nią wZIIl1ianilmwanajuż He!lena CzertwijQlws1ru,urt:r!zymującado tej
pory hliJsk,ieslbosunlki'z Wi:ttkacytm.Po przy'jeź,clJzieMalinowskiego przerZilUciłanań swe uczucia 26.W li:ście doWi1Jkacego, mspralWiedhiwiającsię,
pisała: "Za Panem 'był BI'onio"27,co mogłoby świadczyć o lWieHtim
wpływie, jaki na niegto wywierał Malinowski, a co stalWało się lWidoczne, gdy bliżej poznawa'ło się ich obu. Ta skomplikowana syituacja nie
trwała zbyt dł1wgo, gdyż zainteresowanie "B["onia" było tylko przel'otne. ZnoM7uIWróc'iłymiędzy nim a' "Stasiem" dalwne stosUIll'ki,które
jednak przechod:zJiły lTóżne koleje losu, ponieważ WirtJkacy w· stlo'SunKu
do swycih iplI'!Zyjaciółbył zmienny 'w uczuciach. P.odobini,e jak !parę lat
wcześniej Stanisław Witllkiewicz rad:z;ił syn'Owi 'wspraM7ach osobistych:
"Poza Twoją twórcz.ością obchodzi mnie bail'"dJZiO
T,wój stosunek do ludzi.
Na przyikład to, co mówisz ,o Broniu. Czy moiletszsformułolwać, na czym
opiera się T,woje przeświadezenie,ile
to jedymyTwój
istotny przyjaciel, i jak teraz Ci się przedstawia iSltota ~ud:zjkaBronia. On był na pochyłości do zupełnego utonięcia w zupełlny:m egoiZJIl1ie.Jego antyspołeczne teorie były i ciasne jako 'pojrmlowalnieży1Cia,
iWYlTażały ciasnotę własnych jego !Uczuć. Co lSię z niego ostate'cznie wyrobiło? Jaką jest jego
umysłowość? ,(... ) Bronio inteI'esuje mnie jako zagaidnienie życiowe, ale
głównie dlatego, że Ty maszgto za IPTzyjaciela" 28, Tę niezbyt p~zychylną
opinię można chyba wytłumaozyć intrOlwertye~nym naSltalWieniemMalinowskiego, ja[m neurotJllcznym 'zajmowaniem się własną osobą i własym
,wnętrzem, co przesłaniało mu resztę Śiw,iata'i moigło rodzić opinie jak
powyższa. Również Witkacy 'dostrzegał w Maliinowskitm celchy, które
go raziły, mimo iż dalej miał do nielgo wiei]ki sza'Cunek i przyjaźń. Ambiwalencję tę dobrze ilusItrują :llls.tydo H. Czerwijolwsikiej ('już po oktresie nief.ortlUnnego trójkąta): "BrOlnio jeden ma 'W s·obie wJllższe wartości
i nie ma tegozyciiowego rchałujlst:Wa,którym ordznaczają się robi iruni
25 S. Witkiewicz,
Listy do syna, s. 507 - 510. List z 15 VII 1911 to pierwszy
list adresowany
do Londynu, ostatni pochodzi z 24 VII 1911.
20 Ni,e był
to w życiu pIiZyjaiCliół pier'WslZy 't.rójkąt tego md~ajru. Podobna sytU'aicja miała mie'jlslce w 1'906 !l1oku i dOltyrC'zyłaZod'ii Dem:JJbowyskiej.P:atr:z fr3!gmenity
l1stów DembolW'sk:iej do MalimiO'W1S'kiego
w: E. C. Ma:rrtJinek, Wstęp, w: S. L WWkiewicz, Listy do BTonis~awa MaUnowskiego, Wa,nszatw.a 19'81, s. 13 - 16.
27 Cyt.
za: Listy Stanislawa Ignacego Wit'kiewicza ... , li:slt z 5 V 191,2, s. 25.
28 S. WitkievTicz, Listy do Syna, list z 10 XII 11'912,s. 571 - 572.

�BronisŁaw

MaLinowski

-

szkic

biograficzny

73

'przyjaciele'" 29, "Bronia jest nadZJwyazajny" ,(s. 3(0), "Btrooio, w istotnych rz.€Czacih głęboki, cza-sem C'OŚ talk oibrzyclliwego zrobi (a małeg,o)
i talkie coś pdkaże, że wstręt :mnie 'W\Str:ząsa" {s. 32), "Jest 'tu Bronia
i 'WzdYJChateraz lIla \kanapie da1jąt mi dozrozmmienIa,
ż,e mu spać nie
daję. Są 'W nim dr'obne rzeczy, które mnie peszą, a poniewatŻ, stosując
się do jego żądania, :stCJISuję
do ni,ego j'ego ,włalSną metodę, więc mnie Va
trochę w stosunIku do niego zatruwa" (s. 3i3). Było to zapewne efektem,
charaktery3tyoznego dla nich obu, 'POIdwyższania sobie i i1nnyIDpoprzeczki - rówmież w pTacy nad sobą. MaliJnowski w tym ceil'llstoso'wał metodę wn1'khwej anaili:zy własne&lt;go 'Postępowania li jego mOity'wów, aby wynajdy,wać swe słabe strony i wa1C'zyć z nimi, co cza:salITlirobiło wraż'enie
cynizmu ,posuniętegG do najdalszych ,granic - 'własnej 19iod:noŚiCi.
J,edJnak
zar6wno dla artyst6w, jak i dlauczonY'Ch, ,kltórzy za przeldmiot swoich
badań mają czł'owielka, tego t)'lpu "wiwilsekcja" jest ni'8Zibędna jalko Inarzędzie poznania. Właśnie metodę infu'o!srpeikcyjnąwyk!or,zysltał Malinowski w Wierzeniach pierwotnych, allla!li:zującge1nezę rel&lt;irg'ii.
W okresie pobytu 'w Anglii Ma'lino,wski uitrzymywał talkż,e kontakty
z Akademią Umiejęj;no'ści w Kralkowi'e, na której 'PO'sie!dzeIll'iacih,
w c'zasie odwiedzin 'W ikrajiu, 'wygłosił dwa referaty: Plemienne związki mężczyzn w Australii (18 III 1912) ,i Stosunek wierzeń pierwotnych do form
organizacji społecznej. Teoria totemizmu (12 X 1(913) 30. W HlrH roiku
rozpD&lt;:zął puhh!lrowalllie w "Ludzi~/' swej pierwszej TO'z;pTa:wyTotem.izm
i egzogamia, będącej krytycznym stTes'Z!czeniem dm,eła FTezera \POd tym
samym tytułem 31. W cza'sie jej o.praco'Wy:wa.niapisał do ;redalktora "Ludu" Adama Fischera: "PrzY'PusZiczam, że ido tego czasu II część mojego
artykuŁu jest już wydrukowallla. Jeżeli tak, to będę W\dzię'clZnyje'Ż&lt;81li
mi
ją Pan zechce przysłać. Obecnie iDrpracoiwujęIII część i mam ją już prawie cabkJiem goVOIwą.Aile 'W trakcie ,roQbOlty
odjęitość jej \tak się zwięk!s~yła, że przypuszczam trzeba ją ibędzie druk&lt;owa&lt;:wv 2 luib 3 porcjach, chyba żeiby Sz. Pan zechciał poświęcić jej !Znaczną część Z!eszyrtlu'ptr"ZylSzłego.
PrzY1Puszczam, że będzie ,około 1:20 stron dTu!ku, moiŻe nawelttmchę
więcej. C:zęść ta pOl'&gt;iadajednaJk niepoT6w.nanie ,wię\ksze znaczenie teoretyczne, niż to co dotąd druikowanebyło.
Jest to próba posrtawienia i TOZ,wiązania rpIiOiblemutotemiiZimu nazUipełnie innej drodze .niż to dotychczas robiQlllo, (... ) czy mógŁbym mieć nardZlieję w)'ldJ:'lukowania tego w to
przeciągu 6 miesięcy. Gdyby Sz. Pan nie 'Chciał mi tego giwarallltOlWać,
u Listy StanisŁawa
Ignacego
Witkiewicza
... ,
Ja Stre&amp;'?Jczenia tych odczy:tów
ukJazaly S'ię w
Posiedzeń Akademii Umiejętności w Krakowie"
1913, t. XVIII, nr B, s. B- IB.
11 "Lud"
1911, t. XVII, z. 2, s. 3'1 - 5,6; 1'912, t.
s. 163 - 17'1.

s. 31, list z pa:£dzier:nika 10912.
"S~a\Wo'l;daJl1I~adh z CiZY;nT1lOści
1912, t. XVU, nr 13, s. 5 - 13;
XVIII,

s. 14 -

5q;

HH3, t. XIX,

�74

GRAŻYNA KUBICA-KLYSZCZ

3 c,zęść slkrócę (;zamieszczę krytykę Fcr.-a'Z€Ta
i og. zarys mojej teorii)
A !resztę ogqoszę gdzie indziej. Wolałbym jednak pozostać wiernym ,Ludowi'. Gdyby S. Pan wolał możnaby tę 3część drukować w ,Ludzie'
osobno pod nowym !tytułem" 112. Ostateczme tTz.ecia C'l.ęść mieściła ty1lko
k!ry;tyikę FTaz.era, a !w pa"zy;pisi'eMalitnowski wspominał, że jego punkt
widJzenia :zmajdzie C'zyte'lrriik.w pracy o "wier:zieniach pierwortnych i różnirc:zkowaniu ;pierwotnym". o zamiarze habili,tacji na jej piodsrtalwiepisał
do swego dawnego lkiar€lpetytora, przyjaciela ojca, pI'ofelSOra Kazimierza
N:itLscha:"Moja Mama miałaby ochotę, abym jaik :najprędzej habilitował
się wv Krakowie. Otóż mam już :gotl0WYrpol:skimanus.kTyJpi !pt. Pierwotna
religia i zróżniczkowanie
społeczne. Studium o wierzeniach i organizacji
totemicznej.
Tyrt:uł ten przetłumaczyłem 'z angi'eils1kiego Primitive religion and social differentiation.
A study of totemic beliefs and its social
organization. {. .. ) Jast to rzecz, która wy:nikla ·.Z TO:zJSzerzanianieOigranicwnego 3:. crzęści arlytkułu do "Ludu". A:ż na koniec 7)dec~clJOiwałem
się :przec,iąć w peiWU1ytrn
miejscu Illi,ć łączącą ,te dwa niesklooTJdynowva.ne
hliź..niacze płody mojoeg,oducha, !ku ,zobopólrrej ilch !korzyści. Sam jestem,
do pewnego stlorpnia, ;zadowolony z tej rzeczy :i 'Uważam ją 'Za fit fm
pubhcation i chcę rprzet'1umaczyć na alllgie:I!.c:;ki
'piol1Rm"
33.
Nie'St'ety do
hahilitac ji Mal:jJnow~kie:gow Uniwersytecie Jag:i,eH1ońs.lktim
lIligldy ni'e doszłQ, !nie rprzertłJu:maczył,t'eż ~wej ksiąŻ!ki na angielSlki. Po rpolisiku!Ukazała się ona wv roiku 1/91t5nakładeim A:lka:demiiUmiejętności i nasiła tytlJuł
Wierzenia pierwotne i formy ustroju społecznego 34. Pra'cę redakcyjną
l korektę przerprowadzH prof.
Stanisłam
E'st.re'i'CIher.W liście doń
z czerWiCa 11911(4 ł10ku Malinowski pisał: "Wyjeżdżam {JibeClDlie
na Nową
Gwineę celem ba·dańetnografilClzny:ch na przeciąg mrnie'j 'więcej dwóch
lat. PratglIląłbym '!bardzo, ażeby pra'Ca moja pollJs.ika,tkltÓ'rąPan Pr'OfeSOT
zna z referatu w :Akademii Uimiejętn'ości, została wy1dr'lllkowa1nateraz
zaraz, gdyż za rpowrcx1emnie będę mógł zapeWU1'ezająć się jej druikliem,
mając :materiały do {)Ipra'oowania. Druk 'odwle1ka'~bysię nieotg'raniczenie
i IffiIO,ż,e
ZlUipełnielIlie doszłoby do Sk,'u:1!ku"
115.
Deibiut lksią~ko,wy MahnCiwskiiego nastą!pił jesZicze Iwcześniej - w T'O-ku 191.3, był lIlim The Family among Australian Aborigines, monografia uikQńC'zanajuż IW1:gn.:1 ;r,ok'll,Qpa.nta 'wyłąQZlni'ena źródłach zastanych
('raporty, 'Oipilsy),w której autor Iwystąlpił przec-iiwko tezi,e o hraiku in32 Li,sil; z 29 V
1913, AirchiW1Um Pols:kiego T{)'W.aJ1zy.siltw.a
Ludoznaiw~"zc,go we
WrC'cł.:llwiu,nr irnw. 578,
33 List
z 30 VI 1913 (i następne
do K. Nitscha) Oddział Archiwum
PAN
w Krakowie, sygn. K III - 51, jedno 197.
34 Praca
ta została przedrukowana
w pierwszym tomie Dziel.
35 F,ragmemt
liJ9tu z 7 VI 1:.114 z.najdującegu s,ię w an:hiwum l'od;zinnym prof.
K. EJ31ureiche:ra,podaję za: W,alilgó.rslki,op. cit., s. 678 - 679.

�Bronislaw

Malinowski

-

75

szkic b.iograficzny

styttu:jonalne'j To!d~iny wśród !pierwotnychplemion
Austrałii. K!sią'ż,ka
,ta spotkała się z wiewkim umalTIiem ze strony autoryteaJt6w naukowych,
o czym pisał sam Malino'wlski do p~of. Jana Rozwadowśkiego: "Załączam
revie!W:mojej ikJsią~ki,Ikltóry lukazał się w najibaiI"dziejmia:ro!da'jnym piśmie angielis!k'im'Atheneum'. Pisamy j'elst pJ'lzez Frofesora MaTetbta'z OxfO!r'du(zastępca na ka,tedrze antropologii socja'lne:j Edwarda B. Ty'lora).
Revie!W jest balT!dzodobry, taik że myśla'ł'em że facet nie miał w ręku
książki. Ale !Wczoraj byłem w OxfOTdzie i ,pokazywał mi ikisiąŻlkęcałą
poznaczoną - widać czytał! poza tym miałem parę reviews w 'prasie
dzienne j, lpodolbno,bardzo dobre ale s.am ich nie wid!ziałem" 36. Do pracy naid
tą książ,ką nawiązywał Ma'linowSki IWiele lat ,późmoiejw ,przedmo!Wie do
mOITIografui
s,wego uczn-ia - Feliiklsa Grossa : "Ja równie'ż !bylem :ZJwiąizany ni'egdyś z na'szym sta,rym Uniwersytetem JargieHoń'S1kim.Ja również
jak dr Gross Ibyłem !W mej 'pracy lns,pir'owany naukami i osobistymi
wskazówlkarni prof. Stanisława Estre~chera. Ja ró!Wnież rozip'o'cząłem swe
studia nad prymitylwnymi :społeC'zeńS'1Jwami
,w h~blJi.i()Itęlce
i dOlPi,eropóźnj'ej wYT'U'Szyłem
iW teren" 37.
Było to ko11&gt;kI"etniew 1914 roku. Wyjazd. do Auskałii iPOprz·edziły
prace przygotowa'~ze, w których wydatnie 'pomógł Ma'linO!WlSlkiemu
prof'esor ertmologii Uniwersytetu Londyńskiego C. G. Sehgman. Wyprawę
zdecydował się z.f'inans:ować przemysłowiec Roib€rt Momd, praJwdopodobnie pod wpłylwem Se&lt;bgmana I(który już wC1Ze:Ś'niej
hewwocnie starał
się znaleźć fundusze na iWY'pra:węMalinowskiego :do Sudanu). Samą podróż uła1:wHo mu British Association ·for the Advancement of Science, które w 191M ,roiku miało swój :kongres 'w Melibourne 38. Mahino'WsKl
został członlkiemtego
towarzystwa dzięki lpopaa-ciu Marii Czap~ickiej,
która wykładała wówczas etnografię w Oxfordzie, a ja'ko SJe'kretarzowi
kieTownilka sekcji antropologj'cznej - R. R. Matretta, przysługUwał mu
wolny prz'eja:dd .na koozt rządu Austra1hi 39. W ,pOIdrÓżytowariy!SZył mu
Stanisła!W Ignacy Witkiewicz,kJtóry taJkż·e został c'złonkiem TOłWarzY'stwa,
Bezpośrednią oprzyczy,ną.wyjaZJdu Witikaceg'o była samobójcza śmierć
j'ego narzeczonej, Jadwigi Janczewskiej. Fakt ten tak nim W 8itI1ząsnął,
że prz2z lki'l:kamiesięcy nie OIpusz.czałag.o chęć pozbwwieniasię życia.
Chcąc przyjść 'z pomocą (przyjacielowi, Ma'linowski pod~unął
projekt
wspólnej wyprawy do Au:stra:lii (być może ,za nalffi'Ołwą
ma,tIkiiWit!ka,cego).
I

mu

36 List
z 18 VII 1913 (i następne
do J. Rozwadowskiego)
Biblioteka
PAN
w Krakowie, sygn. 2571, t. L
87 B. Malinowski,
WS,tęp, w: F. Grass, Koczownictwo,
\Varszawa
1936, s. X.
38 Pabrz R. Firth, Introduction,
w: B. Mahnowski,
A Diary in the Strict Sence
of the Term, LOIrud,on1967, s. XIII.
89 R. R. Marett,
w: Professor Bronislaw Malinowski ...• S. 'l.

�GRAZYNA KUBICA-KL YSZCZ

76

Cały ten okres naj::Lepiejilustrują liisty W1t1kacegodo Ma1ih~sIk.iego pochodzące z 19'114 TIO!ku:"Kochany Broniu: Spotkało mnie na:jsiraszmiejsize nieszczęście, jakie być może. Nies:zJczęlslIla
panna Jadwiga popełJniła
samobójstwo.Wie[e było IW tym, co zasZJl0od początku tego roku, mojej winy. Czułem się ib. zle, ona brała tlo '&lt;iosiebie i wy:niJkłystąd rzeczy, krtólre [przy fatalnym zbiegu dkoliezn:ości doprowadziły ją do tego.
Gdyby nie MartJkajuż bym dawno nie żył. (... ) Widzenie się z Tobą
byłolby dla mni'e iSzczęsc1emw ItymokrOlpnym apUlSzeZJeniu"
40. "Jestem
bardz.o głęboko !W:zlruszonyTwoimi hstami. Ta myś'l, że jesteś~e !lnną,
i to w talki sposób, jest dla mnie ,czymś InieZiffiiernieważnym" (s. 5(7),
"Stan mój z dniem karżdym eorarz okrOlpniejs'zy. Nie mogę się opanować
wobec Matlki, !dila!której niby 'żyję, a k:tórejżycie zatruwam i niszczę
2Jdrorwie.(... ) J,edy11iiemyślI o 'Podróży z Toibą IW jalkiś :kraj dziki coś
przedstawia. Jakaś 21miana tak rady:karlna, Żelby wszy:stko w)'lwrócić do
góry nogami" {:s. 57), "Napisz, i'le trzeba t'eraz, a :potem ile mniej więcej miesięcznie. Czy nie mógłbym ,pełnić funk1cj:ifotografa i rysownika?
Rysuję szybk,o i podoibnie" (s. 7 0), "Co do ja'zdy trzecią !klasą to niemożliwe. Muszę :się tą podróżą odrestaurować, abY'm do czegoś był
ZJdolnyna miejscu. (. .. ) Chciałbym jechać razem 'z Tobą. Nie narzucałbym Ci się już z moimi stalIla!mi psychi:c2mymi, ale mOigliJbyśmymówić
po angielsku, 'czytał!bylm'coś takiego, co mogłoby mnie wykształcić w kierunku pomocy dla Ciebie. Nieodirzelkam się od tej pomocy i wszystko,
co będzie w mojej mocy, zrohił!bym, aby Ci tam być pożytecznym"
1

(s. 7(2).

Przyjac.iele wyjechali w SIWą,wielką podróż w czerwcu HU4 roiku
z Londynu. Writ'kacy pełnił funikJcję fotogiI'afa i 'Tysowniikaekspedycji.
Po drodze zatrzymali się ,na Cejloini'e. O tym, że Witkacemu podróż ta
nie na wiele się zdała, świadczy list do władz Cejlonu, w którym uspra_
wiedlilwia się z decyzji odebrania sobieżyCli:a (na szczęście list nie mUJsiał
zostać dCX5ltarc.zony
ofdresaltom): "Ja jednak widzę, że poidróżolWaniezamiast poprawiać mój stan spra'W1iami {)kropn~ cierpie:nrie. (... ). Piszę ta
z pełną odpowi,ed:zialnośdą, :Żelbymój najdr'o'żsizy \przyjacid dr Malinowski nlie :miał :żadnych iJ.doportĆffl
IW Z!wią!2'!ku
'z moją śmriercią (... )" H.
Do Austiralii dJotarli 21 1iJpca l~M Iroku i wysiedh ze srtatiku "Orontes"
w porcie Frema.nt[e wra,z z kiillkunast'&lt;jmainnymi uczesrtnri!kamikongresu. PI~zyjaciele SpędZl1liraze:m tYlko kilka tygodni hiorąlc udział w kongresie: Ulcq;es,tnic'ząc
w ofilcjalny:ch banlkietach, słucharjąc wykładów, po·
dróżując li. ~wieidzając tereny zamie'szkalłe przez pierwoli;nych twby[ców u.

40
41
41

S. L Wi:tkJietWiJcz,Listy do Bronisława
Ib~d., s,. 77'Paltrtz Pasrz1k{)wski, op. cit.

MaLinowskiego,

s. 52.

�Bronislaw

MaUnowski

-

szkicbzografi,czny

77

Oficjailmie7.ja·:zrlzakończył się 19 sierpnia. 25 tego miesiąca Małi:n&lt;JIWski
wygłosił odcz)'lt na Uniwer:sy;1Jeci'e
·w Sydney pt. Fundamental Problem
of Religious Soc.iology 43.
1 lWcr"iZ€śnri.a
drogi przyjalCiół się rozeszły, pawOO€lffibył wyibuch WOJny";~iatowej.
Witkacy piootanowił .wracać, 'O c:zym d!OlIlmsił
rodzicom:
"Dziś otrzymaliśmy wAlbarny fata'1ne wiad'OU11ości
co do wojny. Jeśll
to 'O!ka~ się \pll"alWaą,
to ,wracam zaraz z Frerrna'l1'Uerpie!f!\VlSlZY1mpaTffiVcern. Jeszcze jedyna foo-ma, w jakiej mogę być uiyrt;eeznym i coś 'zrobić" 44. Decyzję o rpolwroci'emogło .przyspieszyć ochłodzenite się iPTzyjaciet1sich si1;osuIlIkówz MahnOlWskim (("Bronio jest cora,z ibairldziej obcy
dla mnie" (s. 7190; "Rady Bronia, pozornie dobre, ,wychodzą zawS'Z€ na
źle" (s. gil)) oraz niespełnienie pokładanych w wyprawie nadziei ({"Zmusiłem się gwałit·errndo tej podróży, a j·echałem eią:gl€ z myślą o śmierci"
(s. 83)). W końcu doszło do osta;teczmej sprzoo~i i zerwania stoounków.
Be:zJp'ośrediniąprzyczyną mogla być nalstęJPująca sytuacja: Mahnawski,
jako poddany a'llJStriacki,czyli oIbywa1telwrogiego ,państwa, miał :poc'zątkowa kłopoty, ,w których p;rawdopod.obnie chciał mu porrn&lt;'&gt;cWit!kacy.
sugerując przyjęcie obywate1sbwa brytyjskiego .i wszC'zynając IW tym
'kierUJlllku pewne staramia u znanego fizyka sir OlivieTa Lodrge'a. Mallinowski ll1iec!hciał !przystać na tę prop'oozycję i uznał ją .za afront. Jest
to tylko hiporteza. Równie dobrze powodem Elprzeczki mogło być coś
innego (np. pieniądz'e) 4;;. W kaildym razie dr'agi przyjaciół lSIięrozeszły.
chociaż o:baj tego ża'łowa1i. Witkacy ro~ał !Się :z. Mahnowskim 1 września, a piątego wsiadł na \State!k"Morea". Już 2 IX pisał: "OkJwestii ,naszego stosunJku .nie piszę, bo (dodać nic nie mogę) na razie nie mam me
do pOłWied:oenia.W Papui będziesz miał :Wlie'1'eczasu na Tomnyśla.nia
i moi'e wiele :r:zeczy zrozumiesz, jak cię na nie z dalerka ri z samO'tności
popatrzysz. Jeśli nie będzie ,zapó7mo i jeśli mnie będziesz lubił rnapra,wdę (czego 1eTa'zdQpatrzyć się nie mogłem), może kiedyś na OIczy będziemy i'naczej o tyrrn mówić. Chciałbym bardzo, abyś sięmnienil,
zanim Cię źy'oie nauczy różnych rizeczy w .sposób hardziejokrultny '!liż dotąid. Za 'Pewne rzeczy mam :dla Ciebie głębo!ką wd~ię:czność. Jeśli nie
byłó skutku, to dla tego, że jestem człowiekiem koOil11'P'letnie
'załamanym,
którego jedynie śmierć uleczyć może." 46, a w dwa tygodnie później
"Chcia1byrmabyś się zastanowił mad SWONn charakterem. Nie dla mnie.
43 Streszczenie
tego odczytu ukazało się w; "Reports
of the British Association for the Advancement
of Science" 1914, t. XXXIV, s. 534 - 535.
« S. 1. Wilt'bewicz, Listy do Bro'Tllis/,awa Malinowskiego,
s. 79.
u hllterpreitalcje talk'ie pnOlP()ln'l.ljePaszkO'WIski, op. cit .
•e S. 1. WitkiewiJcz, Listy do Bronisława
Malinowskiego,
s. 95. Olcza to obecnie
dzielnica Zakopanego.
Matka
Malinowskiego
posiadała
tam
lub
wynajmowała dVlIn, w kJtórym spt;:dzali wa'kacje.

�GRAŻYNA KUBlCA-KL YSZCZ

78

tylko dua sLeiOO'e
samego. Może Ci ,być Ikiedyś baTidzo przyikro. Można
popełniać błędy i staiI"aćsię je o:dpokutQwać. A'le lIlie ffi'o'ż'nana samego
siebie patTz,eć z cynizmem. Droga do pra'Wldy Je:sl1W1tedyzamknięta. Muszę się prizyznać, !Żena ra:zie nie iWieTzęw Ciebie" (s. 9'7). "M~mo IWszystko mam lW)'lTzu:ty:sum~,enia,że tam sam zostaleś. Ale postępowanie
T:wo'Jeze mną nie (byłozac'hęcające. Piszę do 'Dwoj.ego dawnego ducha.
Malinowski lIlie istnieje dla mnie zUlpełnie i muszę pr'zyznać,że allli raw ·za nim lIlie tęsknił'e:m. Tęslmilffin będąc .z TClibąza Broniem i teraz
myślę o naszych dawny,ch dobrych czasach, kiedy dIalektyka pustki
i hełkotanie 'i&amp;totnych 'kłamstw 'zakrywa'łonędzę ,czynu. (. .. ) Jaikże Ty
st&lt;raIszniekłami'el'&gt;zmówią'c,że ja Ciebie nauczyłem cynizmu. To Ty mnie
nauczyłeś patrzenia na wszystkb i na lsieibie z cynizmem. P.omyśl .nad
tym chwilę. StalIlowiSko wygodne zupe}nego hrailm 'wia'1'y 'W jakJj'ekolwiek szlacheitne \porywy i Twój zimny uśmieszeik, i to &gt;przekona'nie, że
na dnie Jest zaIW13zepodłość. Jeśli się chce talk widzieć życie, to jest
bardzo łatwo. Na błocie rosną 'kJwia:ty.Moż,na :paikzeć na nie a nie !Wtykać no'S 'W .błato. {. .. ) Wybacz 10, 00 piszę. Nie myśl,że Cię ni'enalWidzę. Ty]Jk,oMalilIlo~.i nie istniej&lt;e 'dla minie zupełnie. Piszę do Bronia
o Mahnowskiim :i o tym, !który przestał być 8rtalsiem, a nie stał się niczymi.nnym" (s. 1:02 - 104). Nat'omia1'3tMahnowslti 'W pierwszej notatce
swelgo australijskiego dziennika zapisał: "Pierws'zy września 'zapoczątkował :nolWąepolkę ,w IDDim życiu, ca~kOlwiciesamodzielną wypra1wę w tropiki. We wtorelk 1..09.14 d::&gt;tarlem (Z Bry1;yj'skim Towarzystwem aż dD
ToolWo'Om:ba.
Poznałem sir Oliviera i lady Lodge. Pogadałem z nimi, a on
zaofiarował pomoc. Fałszywość mojego położenie i próba ze strony Stasia, by 'to wyjaśnić', mOj'eroz,stanie z Desire Dickinson, moja złość na
Stasia, która się \przerodziła w głęboką urazę, niewygalSłą !po dziś dzień
- Wls.zysvk,o
to należy do mi:nionej epoki (... t 47. "Dręczy mnie problem
stasia. Jego zachowanie w stolSunku do mni'e było dopra"vVdynie dopuszczalne. W OibercnościLodge'a nie powi'e'dzialem 'ni'Ctaikiego; nie ;po,winien mnie poprawiać. J'ego zarrzuty są bezpo&lt;istalwne, a sposób wyrażania !Wyklucza 'WISze'1ką
możliwość ,~gody. Finis am'icitiiae. Zakopane bez
Stasia. Niet~sc:he zrywający w Wagnerem. Szanuję ,1 podz:iwiam je-go
inteligencję, CZc.zęi!11łdyw~dualnO'ść,
ale cha,ra'kberu "niieść nie mogę" 48.
"Li!st Stasia stra&amp;znie mine ziry.1:o'Wał.Jednocześnie robiłem sobie wy~
rzuty, ż.e nie zachowałem się całkiem nie nagannie, a jego zachowanie
w st'Olsunikudo mnie budziło głębdką n.iechęć i urazę. Swoim lis.tem niemal
do szczętu zniszczył me uczucie. Nie widzę 'pralwie żaidnej moż1iwo~ci
pogodzenia. Wiem te~, że n1-eJZa'leżnie
od 'li'czby POipełnionych przeze mnie
47
48

Ma1ilrLo,wlSiki, A Diary ...• s. 3, iIlJo,tallJka
Ibrd., s. 34, notatka
z 2 XI 1914.

Z

20 IX 1914.

�Bronislaw

Malinowski

-

szkic

biograficzny

79

błę&lt;iów .postępował !Z&lt;emną bardzo bezwzględnie; sta!l'e .pr.zyibiera g'esty
i ,pozy prześ.ladowanej wielkości moralizuje sławami przepojonymi głęboką, dojrzałą moralnością. Odnosił się do mnie bez cienia życzliJwości.
Nie, obiektYIwnie &lt;rzecz biorąc, !Szala dobra i 'zła przechyliła się na jego st'ronę... Jestern okropnie zide:prymowa:ny i pITzyibitybankr:uctwem
najlniezbędniejsz,ej dla mnie przyjaźni. Górę bierze pierwszy odruch winienia siebie za wszystko i C'zuję capitis diminutio -człowiek
:pusty
:o ;pomniejszonej wartości. Przyjaciel nie jest jedynie wielkością dodaną, jest czynnikiem, pomnaża naszą wartość jednostkową. Stra:szna s~oda - winę za zerwant.ie pono:si 'w :pieT!wszymr:zędzie jego lnieustępliwa
duma, jego bez:pzględn'O:ść,niezdo1ność do wybaczenia czegokolwiek innym, chociaż sobie bardzo dużo potrafi wybaczyć" 49.
Nawet po zacytowaniu tych obszernych fragmentów listów i zapisków trudno orzec, co właŚ!C'twieostatecznie zadecydował.o o zeTlwaniu.
Pew,ną możliJwość i'n:ter.pretacyjną nasuwa porównani'e z Nietzschem
i Wagnerem. Wszakże mogło to ibyćcoś więcej &lt;niżtyLko powierzchowna
metafora obrazująca zerwanie dwóch widbch przyjaciół. Warto może
się zastanowić, czy lnie ma tu głębszych analogii .. Nietmchezarzucał
Wagnerowi m. in. nacjonalizm, ahsolutyzację wartości jedn€lgo narodu
oraz dekadencję w sztuce i w życiu, postalwę pozbaiwi,ooąstałych miernilków i trwalszych kry:teriów walTt.ośc
i, co rodzi ta'kie przesadne pr;zy;pisywanie znaczenia pewnym Slpra'wom50. Witkacy w swyrrn stanie ducha
popadł na pewno ,w euforię palt:ri'otYiCZOą
i chęć udziału w vlojnie przesłoniła mu inne :spra'wy, któl'e akurat d.la 'pcr-zyjacielabyły Tównie ważne
lub 'nawet waŻlI1u.ejsze.
Trzeba wziąć pod Jl\iwagętakże nastęopujące okohczności: Malinowski planował swą wyprawę na okdło diwa lata, a w
mQll1lencie'wybuchu wojny jeszc:ze :nawet nie rozpoczął badań - w tej
sytuacji lPolWróts1a'nawilby ka:ta:strofędla jego przedsięwzięcia; poza tym
był poddalnym aU3tria'ckim, czyli obywatelem wrolgiego kraju i dlatego
nie mógł wyjechać z .Ńu:strahi - UlWażał·za,pewn'eza OIporotuni'Zllzmia!Tlęobywatelstwa 'w takiej sytuacji; trzecia okoli,czność to zdrowie - a
raczej jego bmk, które Uiniemo:żJl~W'iało
MahnowSikiem'Usensowny udział
rw woJni,e. Czynniiki te na pewno głę;boilw różmiły przyjaciół: Witkacy
nie był be:z;pośrednioi pro£esjona'lnie związany z ekspedycją Malinowskiego - miał mu tylko pomagać; 'był poddanym rosyjskim - kraju sojusznicZiego Wie'Ekiej Brytanii; zdl'owie ,po'Zwala&lt;łomu Ina Cizynną wallkę.
Uczepił się tej ewentua'lnoŚ!Ci 'Z determilnacją czł'owi'eka pnzibawionego
poczucia SH11Iso'VJlIlości
swego istnienia. "Przyszedł czas, że O'£OIbisterzeczy ,trzeba by odłożyć, wyrzec :się myśli samobójezyoh, które są głup49

Ibid.,

50

Po'r. Z. KuderQwi'C'z,

s. 219- :30, notUJtka

z 29 X 19]4.

Nietzsche,

WaJr.szawa 197H, s. 24 - 25.

�GRAZYNA KUBICA-KLYSZCZ

80

s.twem wo.bec teg,o co się Idzieje, i Mobić nareszcie coś ze swego życia,
rz. resztiki sił, ,które Z{)IStaly"
51 pisał ido I'ddziców. SfonnułolWania takie jak "Og;ląd.a:niemśhneik. aUlstrallijski'ch,kiedy tam wy:padJkiitak straszme,ż.aidJnegosensu nie ma" (s. 19 - 80) - musia'ły ,ranić MałiJnawslkiego,
dla którego mo~e nie oglądanie ro:śliJnek, ale praca naukowa w ogóle
miała wielkie :nnamenie. Różriice te spotęgowaJy rodzący się między nimi dystalIlS. Dawno mi:nęły ezalSy,!kiedy ich osobowośc'i dopebniały się
wzajemnie, Z czasem stawali się wielkimi indywidualnościami: artysty
i uczonego, zby!\:może wIelkimi, aby się nawzajem znieść. Rozstanie nastąpilOlby,wcześnJ.ejczy późmiej.
Mimo nieforrtullllI1egoepilogu wspólnej wyprawy mia'la ona dla obu
wie1kile zmaozenlie.Wspomnienia z tej podróży opublilk.Qlwał Witkacy
w "Echu ZaIkQIriańSki:m"w 19;19 rdku 52 a jej ślady moima także znaa.eżć:
w trz'ech jego ISztuka,ch:Mister Price czyli Bzik Tropikalny,
1920; Bezimienne dzieło - cztery akty dość przykrego koszmaru poświęcone Bronislawowi Malinowskiemu,
19.21; Metafizyka
dwugłowego
cielęcia. Tropikalno-australijska
sztuka w trzech aktach, 119121. W tym o.:rtatnim
utwo:rzeZlna'jidu'jemy taką oto kwestię doty!czącą Malinow:skiego hezpośredinio, IWYlPowiaidaną
przez !króla klanu ApaiI"Ura:"Mój przyjaciel
umiera. W'ci go na swoje łono, Iwiclka złocista żabo Kapa-iKa1pa.To nic,
że zbaldał na.s Malinowski, ten 'PI'zeiklęty anglez'owany, niepoSkromiony
marrz:ycieJ.Totemy są prawdą. Wszystko jedno, eo piszą o nich uczenli" 53. Fragment ten ulkazuj-estoounek Witkacego do poglądórw Ma!linowsiki.egona temat religiJi. Polemika mi~dzy nimi dotyczyła głównie problemu genezy religii. Witkacy zna'ł poglądy MaliJnowskiegow tej kwestii
zawarte w Wierzeniach
pierwotnych
(w 'Przedmowie Malinowski dziękuje mu za korektę rę.kopisui uwagi krytyczne). Au:tor WierZe1L ...
utrzymywał, ż,e ,,-elementarne akty wiary" tkwią w .postawie emocjonalnej wywoła.nej ;waflUJIlikamiżycia,nat'omiastWitikacy twierdził, że pierwotne uc,zucia religijne pojawiły siię wraz z r·ef;leiksją fi1o'Z'Oficznąpnez uświaidOiillien~esobie przez jednostkę własnej odrębności w świecie 54. M.imo ł'ozluzni'enia się kont'aiktów między przyjaciółmi Witkacy
talk pisał po la'tach o wpływie, jaki nań mieh Ohwistek i Malinowski:
"Ale co s:zJkoidzi
mnie np. (... ) przyZ'llać wyżs:wść intelektualną nad sobą takiemu np. LeOlI1owiChwistkowi, którego estetyki li teorii wieloścl
.1

S. L Wiltkiewi!cz, Listy

PJ'IZe!druk w: Bez
w~ 1976, s. 48:5 - 493.
52

do BronisŁawa

kO'tnpromisu,

~3 S. L Wii:kioawic'z, Dramaty,

pisma

Malirwwskiego,
krytyczne

5l

81.

i publicystyczne,

War.sza-

t. l, Wa['sJLalWa 1972, wyd. II, s. 553.
S.. L Wiiliew!i'Cz, O stosunku
religii
do filozofii,
przedruk
w: Bez
kompromisu
... , s. 68 - 73. SZeI"Ziej na temat tej po1em'iJkJi w mojej rocen:z.j'i z Listów do BronisŁawa
Malinowskiego,
S. L Witkiewicza,
"Kultura
i Spolc'C'Zeństwo"
1982, nr 1.
54

Piatrz

�Bronislaw

MaHnowski

-

szkic

biograficzny

81

rzecrzyrwistości nie UJzmajęi z którą, mimo całego pddzi:wu dla tego wspaniałego mózgu, !Walczy~bym (... ) do 'Uipadłeg? - albo 'U'Zmaćwy7i5zość takiego Broni\5łalWaMalino:W'skiiego (obecnie j~
docentem londyńSkiego
UIIliwersytetu), Ilctórego teorię :powstawania uczuć re'li&lt;g.i'jnychziWalozałbym bezmiłosiernie, gdY'bym mógł się z 'nim zmierzyć. Mimo, że są to
wrogowie, szczęśliwy jest'em, że z nimi to spędz.iłem ,pierwszą mł·odość,
i wiem, ile tym pierwlSz·Oldaoowym łbom 'za!Wldzi~zam, wi'em, w ilu
ciem!nych lzakamaI1ka'Chmyśli błądziłbym
jeszcze, gdylby nie &lt;mi" 55.
WipłylWMahno:wskiego .na !przyjaciela opisywał również J. M. Rytard:
,,(... ) walkacje HlJ1'4roku spędził Wi:tikacy w tak zwanych przez siehie
'l1Jropikach' (... ). Poldróż ;tę ,odbywał w towarzystwie swego przyjaciela
profesora Bronisława MahnOlWskiego. Był 'on już wówczas jednym z asow (... ) angie1:skiego śWJiata nau!kQW'eg'o.MallinOlWlskiperegrynując po
najdzikszych ostępach 'izaikamarikach globu ·zbi'e.rał materiały do badań
nad ipierwOltnymi kultami religijnymi, 'pasjonując się w wygrZiebywan.iu IPraan:haicznych pojęć i f.orm,zacholwa:nych jesZiCz'edo dzisiejszego
dlrria wśród szczepów, stojących na najni:ższym stopnriJu rozwoju cy.wilizacyjno..Jkulturalnego. Sądząc z teg,o, co mi ni'ejednokrotnie wspominał
o nim Witlkacy, :przyjaźń ta odegrała dużą rolę IW fo:rTIl'OlWa:niu
się jego
inteiektu, wpłytwa'jąc niezawodnie lIla rozległość i wrrelolSttl'OIIlIIlOŚĆ
artystycznych, naUJlkowych i ś:wiatopogl~dowych zailllteI"es-owań.Gdy poznałem
Małilnowsbego iW jakiś ezas .późni,ej po -opisywalIlych tu wydarzeniach,
roUlSZęrzeozywiście tprzy:zmać, że c2'Jlowiek ten mógł 'iJStatnie 'Wy:wierać
w:płytw na!Wet na taik wyibitną i'n:dy'Widua1Jność,jaką był W,iitlkiew~C'z"
56.
Powróómy jednak do hi,ografii io\bu aus.tra'1ijski:ch peregrynatorów:
'Witkacy iPrzedosta'wlSzysię do Petersburga, wstąpił do woska rosyj'skiego, o c.zymzalWia!damiał Malinowskiego: "Od dwóch dni Jestem w 'Petrogradzie' i roibię starania o przy!j~i'e mnie do wQljSlka(... ). Był'em sam
w moich my'Ś'ladh lORosji li :k'o:niecznościwalc::z.e.niaz nią pl"ze.ci1W
Niemoom (... ). Teraz ruah sbrzelecki iW Galicji iklalpnął 'zupe'łnie i Ilm~dy Polaik moż·e z czystym sumieniem iść prl"z'ecilW
tna1SZe\IIl'U
jeidy;neIlliuisto1:nerou wrogowi, przeciw Niemc0In" 57.
NatomiaSIt Ma1inow.ski pozostał w tTO'pilkachi kontynuował swe studia i PQldróże. 1i2 wr.wśnia !Wylądował na Nowej GAAninei
'W Port Moresby. Na:stępny miesią1c spędził na :nawiązywaniu ikonta~tólW ,z hia'łymi
55

O poLemice

i wrogach,

M J. M. Ryt:amd, Witkacy

przedruk

w: Bez kompromisu
... , s. 333.
po drugiej
strQ&lt;Tl,ie rozpaczy,
w: Sta-

czyLi o życiu

nislaw
Ignacy Witkiewicz,
człowiek
i twórca, WaI''i'JZarwa 1957, So 2179- 28{). Malin&lt;JIW5kin~e był Wltedy jesZlcze prmesorem, iW L. S. E. pelnił fł\ltIlikJc!je
wykładowcy
Hecturer), przes.aJdą jeSlt talk71e stlwieI1di:z.enie,że był jednym z asó!w - tym stlał się
dopiero po pOlwrOlc'iez Anlty!podów.'
57 S.
L Witktiewi'cz, Listy
do Bronisława
Mali1Wwskiego,
s. 101. Decyzja ta
spOltkała się z de=pmba:tą StarrfułaJWa W:'iltlkiewic~'
41 "Lud"

-

tom

66

�GRAZYNA KUBICA-KLY'SZCZ

82

i czarnoskórymi mieszkańcami osady oraz na nauce jęzYka tubylców
Motu, 116 października dopłynął do wytS'py Mailu, gdzie Slpędził .ponad
trzy mielSiące, bardzo duto w tym czasie podróżował, zwiedzając wyspę
i jej okolice. 24 styc~nia odpłynąło:d :Portu Moresby, a stamtąd 27 lut~go do AustraLii, IWmiędzyczasie prz-eprowaldził jeszc~e badania wśród
krajowców w górach Rigo orazZJwi,edzał wytbrzeże NO:we'jGwilllei58. Tak
zakończyła się p1erwsza wyprawa Malinowskiego, pierwsze dłużS'zewtknięóe się ;z ludami, Iktóre stanowiły przedmiot jego badań. O tym, ja:k
trudne były te po/c!ząrtJki,
pisał Ipó.Ź'niejIWArgonautach Zachodniego Pacyfiku: "Wyobraź sobie czyte.1ni'ku, że ~nala,złeś się nagle z całym ekwipUlIlkiem, sam na ,tropika:l.nej pla'Zy w pobliżu wioSki tubylczej, podczas
gdy statek czy łódź, która cię tu przywiozła, o!dpłYiwaiznilka na widnokręgu. Boni€!Wa!żzapewne zamies~asz w domu jakiegoś białego cztowielka, kupca ozy misjonarza, nie pozostaje ci 'nic innego, jak przystąpić
od razu do swoje'j et:nografic:nnej Ipracy. Wyobraź sobie ponadto, że jesteś badaczem tpiocząitikująicym,nie masz żadnych uprzednich doświadczeń aniniclZego, co m'Qglaby ci służyć jako prz·ewadnik, am ntkogo,
kto mógłby ci pomóc, biały człowiek jest ,chiwlilowo:nieobecny, lub też
ni,e może, czynie ,chce, poświęcić ci ani dlwi'li czasu. Talk właśnie wyglądały początki mojej pracy terenowej. Doskonale parrniętam &lt;owedł\fg[e wi.zyty, w !pOIszcizegó1nych
wi'OISkaehpodczals pierwszych tygodni, to
U'c~ucj,ebeZiIladziejności i rozpaczy po wielu uporczywych usiłowaniach,
które wcale nde dOiPI'O'wadziłydo nawiązania rzeczyJWistego kontaktu
z tubylcami, ani też niie dostarczyły rrni żadnego materia'łu. Miałem okresy zniechęceIllia, !kiedy to pngrążałeun się w czyrtaniu :powieści ja1k czi'Owiek, który zaczyna ,pić w napadzie tropikalnej depresji i apatii. Wyobraź sobie dalej, że wkraczasz po raz pierwszy do wioski, sam lub
w tawar:zySt1wie tiwojego białego przewodnika. Niektórzy tubylcy tłoczą
się wokół cliebie, zwłaszcza jeżeli tp'oezują tytoń. Inni, bardziej dosto'jni
i starsi Ipozosta'ją na swoich miejscach. T,wój biały towaJI"zysz ma już
swój T'utym{iWanysposób trakt'awania tUibylców i nie rozumie ani .też
2'Jbytnionie int'er'e:suje go sposób, w jarki ty, jako etnograf, będu,esz do
nich lPoddholdzil. Ta pierwsza 'wizyta pO'zostawia ci pdne ,nadziei uczucie, ż·e kiedy wrócisz tu sam, wszystko pójdZJie ła:tlwiej. Taką prilynajmniej nadzieję miałem ja. PowiTócilem ,zgodnie z planem, i 'wlkrótce zebrała się wokół mnie grupa ikra;jOlwców.Kilka .1wmpł'emell1Jtów
w pidgin-E1nglish z obu stiI'o!n,trochę tytoIl!i.uwymienianego z rąk do rąk s'tworzyło atmosferę wzajemlll~j ZycZJ1iwości"
59. POZJwolilaona Mahnawsbemu na we'j-śic.iew baldane śroidowi:s1ko,jegooibser'wację, co dostarcza'ło
P:aiŁr:zPaszkow:ski,
op. cit.
B. ,MalinoQlWski, Ar~wnauci
wa 19811.s. 31 - 312.
6S

50

Olraz

Ma1i11JolWs,'ki,A Diary ....
Pacyfiku.
w: DzieŁa, t. 3, Warsza-

Zachodnie{)o

�Bronislaw

MaUnowski

-

szkic biograficzny

83

coraz bogatszego mater,iału i coraiZ ,bardziej wartościowego. Na tej podsta'wie pOlWS1;ała
monografia The Natives of Mailu 60, ibędąca pier.wszym
studium krajowców Mailu.
Następną wyJ)rawę podjął w czer,wcu 1'915 r&lt;Jku. Jej celem ,były Wyspy TrobriaIllda, a bazą - wieś OmaTatka:nawpół'l1'ocnej części najwi~szej wyspy arch~pe1agJu- K'iriwiny. Przebywał tam niemal rok - do
maja 19,16 r. Z :początkiem czerw.ca po:wróci'ł do MelhoUI'!le i powstał
tam ,cały roik następny, oprac:Qwując materiały praoując iW Bitbli'Otece
PwbhcZlnej i MUlzeum. W Melbou:me pOlzna'łswą przyBzlą ŻIOnę- Elsie
Masson, pielęgn,iaI"lkę, cór.kę profesora chemii :tamtejszego uniwersytetu DaiWida OTme Ma'ssona. Za,p:r~yjaźnił się ró'wnież z aiUs'bria'Ckimmałżeństwem - Paulem i Hedwigą Khunerami. We wstępie do ,Argonautów pisał, że wiele skorzystał z krytycznych uwag SlWelgo"przyjaciela,
pana Khurnera z Wiednia, będącego zarówno Slpecjalistą w k'westiach
praktycznych nOiWoczesnegoprzemysłu, jak też wysO'ce kompeten.tnego
myśliciela w zakre'sie teoretycz,nyoh problemów ekolIlomii" 61. 27 październjlka 19116 roiku został powołany przed ikomisję do ~raiW hamldIu na poluidniOlw)'lmPacyfiiku, gdzie opisy\wał zachowanie, zwyczaje i pracę kra~
joW'cówna ,plantacjach 62.
19 września }9,1'7 wytruszył w swoją trzecią eik:s;pedycję,2 grudnia
wylądował znowu na Trobria'11:dalCh,
gdzie przebY'wał do marca .19118 w tym czasie węUrował od wioski do 'Wioski, f.otografował i obserwował
tubylców, uikładał sł{),wn~k1l1arzec,za.1.3 .marca odipłynął do arch~pelagiU
Amphle:tt, gdzie przez trzy tygodni'e intensywnie prowadził sweobserwacje. W kw.i.'e.t!lJiu
P'Cllwrr-óciłnaWyspy Tr()lbria'l1ldai przebywał tam następne pięć miesięcy do września 119118.Październiik 5pędzi'ł w Samari na
N'ow'ej Gwinei. W hs:topadzie powTócił do Melbourne ;i pozostał tam
przez 16 mies,ięcy. 6 marca 1~U:9 oiJenił się z Elsie, Mórej rodzice prawdopodobnie nie byli tym zachwyceni 63. Ki1kanaśnie miesięcy w Melbourne Sipędził MaililIli()iw~ki
na opracowywa'Il~u· wyników
'elkispe:dycji,
przyg'otowywaniu do drulm ma:teriiałów Ora'Z ikoIlliPleitowa.niuekspozycji dla National Museum of Vict'orr"'ia.Pracę tę ukończył 20 lutego 1920
roku. Ko'le/keja liczy 97 przedmiotów i 33 fotografie, część tych pTz~dmiotów jest wySita'Wiamado dJzrilsiaj.Z dyreiktolI"'eilllmuzeum Jamesem
60

B. Malinowski,

The Natives

of Mai/u.

Preliminary

ResuLt of the Robert

Mond

"Transactions
and Proceedings
of the
Royal 80iciety of SoUJth Aifriica" 1915, t. XXXIX, SI 494-706,
11 Malinawski,
Argonauci ... , s. 24.
12 Relacja
ta uJk3lzała s'ię dru!ltiem w "Brit1sh a;nd Aus&lt;tr.aliJalll Trade in the
Sou:th RacJfiJc", Ra,port 11'0. 66, 1918.
13 P.attr.z Pas.zlmwsi1D,
o,p. cit. Ze 2'JWiązku teg.o miał Mall.m'O!WSik:i trzy córki:
Józefę, Wandę i Helenę.
Research

S·

Work

in

British

New

Guinea,

�84

GRAZYNA KUBICA-KL YSZCZ

Kershaw bliżej się zazna1jomil, o czym świadczą li:sty wysyłane Juz :po
wyjeździe Malinowskiego z Australii, który nastąlpi1ł28 iliut'ego192064•
Lata f'ą)ęidzoneiW AUiStraJ.i'ii Nowej Gw~nei miały dla iMalli.rl!Owsikiego
znaczeruie zasaldni'OZe.Nie tyJ!ko zresztą dla niego samego. Chociaż :przesadą jest sąd (głÓwnie inspirowany przez samego Mal~nowskiego), że
antrotpologia społeczma nal'odJziła się na Trobrian!dach, to jednak !tam
właśnie miał począrt,eiklIl'owy tJ'1Pprowadzenia badań terenowych, który
iW istocie zrewolucjouiwwał
ant!r,~ologię, socjologlię i et1nograiię. Uczeń
Mailinowski€lgo, Edmund. R. Leach (którego jednak nie mOlŻnaposądzać
o stronniczość w stosUi11iku
do mtsbrza) tak poTÓWIIlywałjego wpły'w na
dortychczasOIwą'llaufkę: "Badania MahnCiW,s'kiegona Wyspach Trabrianda
zmieniły to wszystiko. Najoor:dziejzasad'll'rczą innowacją było to, że on
naprawdę ustawił swój namiot w śriodIkuwioski, naruazył s.ię języka krajowców w jego forunie potocznej i zaczął obserwować bezpośrednio, jak
jeigO sąsied:z,i tr'Oibriandcy zachowują się w ciągu dwudziestu cZlterech
godzin codziennego życia i pracy. Zaden Europejcz)'lk nigdy przedtem
nic talkiego nie JZrofbiłi etnografia, iktóra z tego \powstała, była czymś
zUlpełnie nowym. S1;a,łasię ona antropologią Slpołeczmą,tj. socjologią systemów /'W0łecznych o małej skali" ?5. Z drugiej strony niezmiernie ważna była prawrdziwie humanistyczna ,peropek1tywa z jakie1j MahnowSlki
podejmował baldan'ia nad "dz!i:kim", a co najlepiej 'wyraża następujący
fragment pamiętnika badacza: "Co jest najgłę:bszą istotą moich badań?
O&lt;::1kryćjaikie są jego 'główne pasje, motywy jego zachowania, jego cele ... Jego istotny, 'lla'jgłębszy spdsó:b myślenia. W tym punikcie konkontujemy się z naszymi, własnymi 'Pl'Olblemami:Co jest isltoltnegow nas samych?" 66. Pamiętnilk talkże mówi o tym, jak trudny był to dla niego
okres, jest on z:alPi's'emżycia Iwewnętrznego badacza oidcięteg.o'od swego
otoezenia, żY'jąc'egow tTludnych waruIljka~h, CJlbira.caljącego
się w "ma'leńkim światku niezb)'lt ciie'kawych białych i bal'~O prymitywnych siemnoskórych mieszJkańców wysp" 67 jak p'isa.ł Lech Paszlkowsiki. ZwrócH on talkże uwagę na inny fakt: "Bronisław Malinowski miał wietkie
dane by stać się wybitn)'IID profesorem, ale jed}'lll~edzięlki :przypadkowi
'internowania' go na zaigubionych wyspach Pa.cyfilku :za1wdzięczaswoją wyjątkową po'zycję w antr~ologicznej literaturze świata. Czy w normalnych warunkach, ze swoją !kapryśną i dmżliwą naturą, wytrzymałby trzy lata między dzikusami - jest mocno Wątpliiwe" 68. Być może
rzeczywiście dzięlki \PI'Zypadkowizrodził się 'zupełnie TI'owysposób upraIbidem.
es E. R. Leach, ap, .cit., s. IX.
M MaHnolWski,
A Diary ... , s. 119.
e7 P.aJSlzk'()(wSlki, op. cit.
es Lbidem.
M

�Bronislaw

MaUnowski

-szkic biogra!icznll

S5

wiam:ia a'IlitTQPO'logii.
Ma'Hnowsiki począ1Jkowo zamierzał spęJdzić na antypodach tylko około dwóch lat i nic nie wskazuje na to, że wyjechał
z Anglii z postanowieniem zrew'ołucjiQiIli::mwaniaantrOtpoUogi'ii pokrewnych dysc)'lpdin. Wydaje się ra'ozej, że miała to .być talka sarna wYlPmwa
jalk inne, coraz częściej wówc'zalS podjecrnQlWane{\powodem było często
stanowisiko rządów państw za,interesowanych coraz szernzyrrn sprawowaniem kontrolli naid podległymi koloniami) . .DQlpiero na mie'jscu Malinowski st'wierdził, że zdobywanie materiału źródłQlWegotradycyjną metodą nie spełnia wymogów dobrego warsztat!u naulkowego (do te1jostrości sądów przyczym.ilo się zapewne jego' pozy:tYIWiStycznenastawienie
wyniesione z ikraikowskiej wszeohni&lt;:y). iPrzErlbuiJanie się pobytu dało
możliwość gT1IDtowniejszego poznania badanych społec:lID'Ości,wstępnego opracowania zebranego mate:riału i 'Uzwpelni.enia
.
luk. Tej m1ożliwości pozbaiW,ieni bylli badacze, kltórzy opracowytWali materiał z dala od
badanych społecxnoślci :bez szansy spraiwdzenia czy dopracowania zebranych źródeł. Talk więc faiktycznie mozna mówJć o przypa:dlku, lecz
nie ZI1l1IIliejsza
to j€ld!nalkznaczenia .uzyskanych pI'zez MalinOWl'5lkiegowyników i dalsze'j jego 'e'W'olucjitwórczej.
W końcu jeid..naik nadszedł koniec wypra'wy. BT'onisłaiW Mai],iJnowski
wraz z żoną 28 lutego 11920 l'oIku lila statku "Borda" opuścili Melibourme
i AJmrtraJię na zawsze 69. Z palIniętników i koresponidencji wynilka, że
MalinOIWSiki
chJcia'ł wrócić do 'krra:ju. W liście .z Melbourne do swej cilOitki Józefy Łąc'kiej pisał: "Ja oczywiście pragnę jak na'jtprędzef wTócić do
kraju i p!rawfdopOdo:bniebędę mógł tam zaWitać w lecie (eurapej3kim)
roiku !przyszlego. Ale obecnie trudności !paszportowe, koszt podróży morskiej i koszt ~ia w Europie są talk odstraszające, 'ż,ewyidaj'e mi się IOZsądinie'j ,trochę poczekać. Z moich wiadomości mam cioiC'ido doniesienia, że ożeniłem się pT'zed paru miesią:cami z Miss Elsie Masson - której ojciec jest .pl'orfesorem chemi'i w tutejiSzym Uniwersytecie. Mamy zamiar osta:tecZIDieosiąść ,w Polsce. Poza tym wiodło mi się :w mej pracy
i ,w spraiWach pi'eniężnych 'nieźle, gdy.ż moglem odbyć trzy wyIPrawy
lI1auikowedo Nowej Gwinei z rloolronałym rezultatem naukowym (mówiąc .bez fałszyiwej skTomnośc'i), a .był'em i jestem finans'owany .z Anglii
- quite comforlta,bly" 70. Równi,eż w i'P'amiętrr~kuznajdujemy de~larację
,powrotu do kraju {"W:rócę przecież do Polski i moj,e dzieci będą Polakami"; "W Polsce miolgę7JTealiizowaćmoje ambicje lepiej lIliż gdziekolwieik i,oozi'ej"). Potwierdzeniem tyoh słów był,o rozpoczęcie wstępnych
pertraktacji z Uniwersytetem Jagiellońskim. Jednak ,gdy Ma~inorwskiemu
m'proponowano ikatedrę etnologii i etnografii, odmówił. Powody tej deIt

Ibidem.

7' Liist z 6 III 1919, cyt. za: ibidem.

�GRAZYNA KUBICA-KLYSZCZ

86

cyZJji'PrzeiClstawilł
w liście dod.zieikana Wydziału Filozoficznego UJ: "Przed
paru tygodniami dowiedziałem się, że Wydział Filowficzny ,był tak dobry
i przedstawił mnie Ministerstwu Oświaty jako kandydata na nadzwyczajnego profesora etnologii. Przede wszystkim pragnę wyrazić, jak głęboiko
wdzięcznym i wzruszony'm jestem tym zaszczytnym uznaniem mojej, bardzo sze'ZUJPłejjeszcze, pra'cy naukowej. Z prawdziwymżale'm tedy mu:szę
oświadczyć, że żadnych nowych obowiązków nauczycielskich obecnie przyjąć nie mogę, gdyż mam bardzo duży zapas materiałów etnograficznych,
,kJtóremuszę bez .ZJwłokiopracować. {... ) Z drugiej strony (. .. ) pngnąłbym raz jeszcze odbyć wyprawę (... ). Wobec teg.o żadnych nowych obowi~ków lnie mogę IPnyjąć, poza skromną pozycją a raczej syneikurą,
:którą posiadam w Lemdynie jalko 'lecturer in Social Anthropology' (... ).
Pozycja ta zabiera mi bardzo mało czasu, gdyż wykładam ty1Jkoprzez
9 tygodni roczni'e, a dochód z :niej wy&amp;taI1Czami na skromne całoroc:me
utTzymanie :się za 'granicą. (... ) Na zaikończenie chcia'~bym wszalkże zaznaczyć, że odmowa moja nie jest powodowa'na niechęcią powrotu z krainy funtem i P€'ill3eIll 'płynącej do ,bądź co bąidź rozcieńczonych st'Osunków materialnych w Kraju. Na dowód tego lW)lImienię,że w kwietniu
bieżącego roiku ofiarowano mi - i to nalwetni'e bez pressji - stałą
poz)lIcję w LondynLie z pełną płacą i całoroczmym zajęciem, i że oferty
tej nie przyjął'em 'z wymienionych tu powodów" 71. Jednak po pewnym
czasie, jak donosił w liści'e do Kazimierza Nitsc:ha: "Z LondY\l1uofiarowano mi jesienią Readerschip (odpowiada katedrze nadzwyczajnej) postawił-em ten sam lWaTuneikco w Kraikowie, tzn. że dO\Pieroza dwa la-.
ta zacznę wykłady - a także inne warUnJki (finansowe i co do liczby
wykładów i urlopów). Przyjęli więc i ja przyjąłem" 7~.
Trudno obecnie orzekać o tym, jakie były rzeczywiste przyczyny
wybrania przez Mahnowskiego "angielskiej", a nie "polSkiej" drogi życia. Jedną z haJ"dz:iejistotnych była na pewno śmierć jego matki w 1918
!roku. Ma:tka była bowiem dotąd nabliŻ5zą oso:bą, 'kttóra łączyła go z !krajem. Gd)'lby żyła w momen.cie jego powrotu z antypotdów, prawdopodobnie zdecydowałby się ostatecznie na osiedleni,e IW' Polsce. I.nną pTZyczyną mógł być wpływ' jego angielskich przyjaciół i współpracowników.
Hipotezę tę~daje się potwierdzać fragment 'listu Mailinowskiego do Ja:na RozwadowSkiego: "Gdy wysłałem ostatni list do Pana równocześnie
napisałem dó mego przyjaciela, helfra i impresaria po'ur a,insi dire Seligmana. Żyd angie1Jslkii.,
pJ'ofesor etno'logii w Londynie i na-j'przYZlwoit'Szy facet pod słońcem, dla mnie zaś przez cały czas naszej znajomości
był jak starszy .brat. Seligman tll'ochę się speszył moim polskim planem
71
72

List z 12 IX 1922, Archiwum
List z 18 VII 1923.

UJ, sygn. WF II -

133.

�Bronisław

Malinowski

-

87

szkic( biograficzny

i :prosił mnie nic nie postanowić przed jego powrotem do Londynu
w maju tego raku, kiedy się z nim zobaozę i rOl:lJffiówię"
73. Wydaje się
całJkiem ,prawdopodobne, że S~liigman pnelktoo1ał Malinowskieg,o i ten
ooecydowal się pozostać w London Scho:oI of Economics. Skądinąd wia,dorrno,że Seligman usi1nie () to za1biegał u rektora tej ucz.elni o,Harawując nawet część swych poborów w celu u1Jworzenia stałego miejsca dJla
Mahnowskiego 74. Inną przyczyną mOigłabyć również ,obawa przed ogromem pracy ,w organizowaniu katedry i w:pływie t'egoiŻna własne badaInia. Mal'i'nows:ki pisał o tym w cytowanym wyżej liście do RozwadowSkiego: "W spralWie 'kateciTy, serdecznie dz.ięk!uję za zajęcie się tą sprawą. Jeżeli jeszcze 'kiwestia nie roztTzy.gnięta na Wytdzia~e, chciałJbYlffi
iPanu 'Przypomnieć szczegóły, w moim poprzednim liście wymieni,one:
,ja obecnie wciąż jeszcze pracuję nad obmbieniem mego materiału i dopÓlk,inie skończę Magnum Opus, nie mógłbym podjąć się pracy, która
by wymagała prawie wszystkioh mych sil, gdyż niewątpliwie trzeba
by zOI'lgani1zowaćkurs studiów pT()lpeid€lutyc:mw-ibumall1istycznych.
'Zor~
gan:i'rować' - eufernistycZJne wyrażenie, które thy trzeba po prostu sformułować: ja sam. Będę musiał obkuć się porządni'e, gdyż jakik'o1wie:k
praca etnologiozna sama w sobie trochę mi we łbie rozjaśni!ła; jak!kolwiek pracowałem nad teorią (... ) - niemniej trzeba by to W'szystlkoodpucować, bo tu i ówdzie bardzo zardzewiałe" 74. \Vreszoie ostatnia hiJpoIl:eil:yc;;ma
dkohcZJlloŚĆ- mOŻe odwiedziwszy Poilskę w, lecie 1922 roku,
r07.C'zarowalsię ,do swej wolnej i :lJupełnie innej Ojczyzny niż ta, kiórą
OIpusz'Czałw 19Ji4 roku. Może jeszcze ten .pogląd wzmocniony zostal
(ZłymsamQPocZJUci:em
w tym czasie, bo jak pisał do N:i,tscha: "Ca'ła moja
ipO'Ckóż
do Polski i Iwlzyta w Kraju popsuta była brakiem zdrowia. Czułem się fatalnie i dQpiero teraz trochę zaczynam się popraiwiać" 76. Na
decyzję związania się z Anglią QddziałaJy zalPewne po trochu wszystkie wymiendone tutaj okoliczności. Trudno ocenić, czy w o:.9tatec'ZiIlym
rozrachunku zadecydowały motywy działania dla dobra nau'ki, czy partylkular.ne dążenie do ,ka'Tiery, jedll1ó'jest raczej pewne - motywy te
były ZlWiąza'ne'z nauką.
W owym czasie, wyjąwszy pobyt w kraju jesienią 1922 roku i krótkl€ wyjazdy do Londynu na wy1kłady, Malrnowski oddaje się bez reszty
opracowywaniu materiałów z wyprawy: najpierw na Wyspach Kana73

Lis,t z 7 I 1922.

a Patrz wspomnienie
SłcL.". Malinowski.,.,
s.

o Malim:aw:s:kim sir W. Beveridge'a
w: Professor
Broni5. Posadę
dla l'v1alinOlWskioego,utworzono
bez k,on1ecz-

nose] ofiary ze S:Lrony Seligmana,
w)'Ieh d ota,cj i.
7~ Cyt. list z 7 I 1922.
76 Li.;t z 10 XI 1922.

gdyż L. S. E, po wojnie

OltnymaŁa sporo

no-

�GRAZYNA

88

KUBICA-KL YSZCZ

ryjskich, późnie!j w południowej Francji, a od końca 1922 roku w półnoonych Włoszech, ~dzie kupił dotmeik,w którym ,spędzał wszystkie waikacje. W 19t21 r. ulkończył swe pierwsze d:nieło, któr,e ulkazało się drukiem
w l"oku następnym - Argonauts of the Western Pacific ze wstępem
samego F,razera. Później na:stępowały dalsze: Crime and Custom ih :';avage Society, 19126; Sex and Repression in, Savage Society, 19Q7; Sexual Life of Savages in North-Western
Melanesia, 19~9; Coral Gardens
and Their Magie, 193'5. Po ukończeniu Argonautów tak piiSał do ROZlwadowskiiego: ,,(... ) mam zamiaer na przyszły roik p'O'święcićcały czas pracy lIlad mat'eruałelm, Móra to praca, jak ':nwykle przedłuża się bezlkreśnie.
Miałem nadzie1ję, że skończę dzieło pod koniec 1,922ale teraz myślę, że
może i 11923 nie WY'staTczy!Biszę niezmiernie szybko dylkbując ilonie,
Móra także mój styl poprawia - nie tyle kiepską a:ng,iellSzczyznę,gdyż
jęzYlkioemtJ'lffi władam obecnie dość dobrze - iJ.ezawi!kłany sposób myślenia i wysławianlia się, który także chaTalMeryz.owa'łmój styl kiedy
pisałem po poiJ.sk,u"77. W dkreśleniu terminu ukończ·enia Siwego dzieła
pomylił się o 10 lat, gdJ'IŻostaitnią, i jego zdaniem najIepszą, monOigra:fiię- Coral Gardens - ukończył dopiero w 1'93,4roku.
Chociaż w i]JÓźniej:szymokresie Malin'owski nie był z Pi()1sikązwiązany be~erliniio,
jednak kontakty między nim a i,nnyrrniuczonymi polSkimi oraz Polską Akademią Urmiejętości nie wYlgasły. Prowadził korespondencję m. in. z Kazimierzem Nitschem, Janem RO'zwadowskim,
SitefalIlemEtTeichereIIl, Stalll'iisłaiwemKutTZ€lbą,Adamem Fischerem. W roku Hl126 nawo utwoTlZDIIla
KomiSja Etno.grafie'zna ,pAU mianowa,ła Malinowskiego swoim !WSlpółtpracownikiem,w 1931 r. został członkiem koreS1poI1JdentemPAU, w 1938 - członkiem czynnym. KillkalkTotm.iereprezentował Alkademię na kongl'esach ,zagranicznych, a plI'Opozycjew tym
zakresie prz'eważnie wychodziły od niego. W liście do Rozwadowskiego
pisał: "W przJ'lSzłyan roiku jest jubileusz uni'wersyrteJtiuw NeapoJu. Ja
chciałbym tam :pojeohać - OCZYiWiście
na mój własny kosz,t. Bez trudności także mógłbym zostać wyznaczony przedstaw,icielem Uniw. Londyńskiego. Ale wolalbym pojechać jako Polak" 78. Oprócz konta1któw naukowych Mahuawskiego warta podkreślenia jest również jego troska
a przyjaciół i xnajO'ffiych w kra'ju, także pod względem matelf'ialnym 711.
Jak wSlpomilnał Felikis GToss: "Mimo pozorów Malinowski siln~e był
związany z Polską. (... ) Kraju ani tej przyjaciół nie zapomniał i rni.e
77
78

Cyt. lislt z 7 I 1922.
List z 7 VII ,1'923. W tym

przypadku

nie

~kolrzysiano

z oferty

1\1a1i:n;lIW-

••kiego.
71 Jak
wynika z listów do Nitlsicha i ROlzwadOlwsikiego,Malinowski pomagał
p. BrooislaJWlOIwej Św1der.skbej, lecz rue udało się nieStte!ty ustalić kim byłajla
MalinQWslJd'ego ta "stara kQbiety w nędzy".

�Bronislaw

Malinowski

-

szkic biograficzny

89

porzucił w u:ezuciach swoiah. W domu jego w lJondynle •.na Oppi.daJn.s
Road 6, jeden jedyny obrazek zdoibił ściany - 'Tani€C Zbójnicki' Stryjeńskiej. Przypominał mu on starego Tebmaijera z Brcmowic, starego Witkiewicza, a przede wszystkim Tatry i Zakapane. (... ) Rozmowy też łondyń.sk.iezaczynały się od spraw dotyczących lkiraju i przyjMiół, a wię&lt;:
d-opytywał się o Stanisława Estreichera, o Zygmunta Żuławskiego (... )
i ,tu zaczynał 'Wspomnienia, na przemian - ra'z krakowskie, to znów zakopiańskie, wspomnienie minionych czasów, dyskusji i ludzi. Brześć
i Berezę odczuł dotkliwie. Nie mógł pogodzić tej rzeczywistości ze
wsporni·eniami świetnego 'środoWiska polskiego, k;tóre znał przed .pierwszą wojlną światową" 80. Mahm)wsiki odwiedził Polskę jeszcze 'W 1913iO
roku. Obywatelstwo brytyjL5kie przyjął dopiero w 1913'581. W .rakm 1&lt;938
PQlska Akademia Umiejętności, a konkretnie Iprof. Kukzeba, }ej sekretarz Generalny, pomogła MatliuowSkiemuw ba:Ddzo przykrej sytuacji.
Otóż w tymże roiku we włoskim 'piś'mie "Gmr!iera delIa Sera" ukazał
się artykuł prof. L. Ciprianiego Z-aitytułowany n problema semitico,
w którym znalazł się następujący passus: "DZilwnezjawisiko, że problemy
życia seksualnego są aktualnie badane prawie wyłącznie JPTZ'€'Z Żydów:
Fl1"eud, Adler, MalinoWSki (... )". Na monity samego Mahnoiwi.s\lciego
redaJkcja nie od!po,wiadała,wohec czego prof. Kutrz€lba, po konsultacji
z profesOTem antropologii fizycznej K. Stołyhwo, wystosował liSt do
Akadem~i Włoskiej, w któ'Tym prosił Q wpłynięcie na redaikiCję"Corriel1"e
della Sera", aby opuhliikowała ~prOiStowa·'llie.
Akademia Wło~ka prue.słała Est do MinisteT'stwa Kultury i dopiero wobec takiego nacisku redaktor tego pisma opu:blikował notę wyjaśniającą
w numen,e z 27. X.
19:38 82. W tym samym l'oku MaEnowski zwracał się do seikr-eta["zageneralnego prof. Kutr~eby i prezesa PAU .prof. Wróblewts'kiego także
w i.nJnejs:pra,wie, już nie dotyczącej go osobiście, lecz związanej z przyjacielem z lat mł'odości Tadeusz'em SzymbeTs:killm,
poetą, który pracował
GrOlSls,Bronislaw Malinowski, s. 2:&amp;.,)
- 286.
Z liniorma'cji u zy.skanej od pr-of. F. Gross-a wy:nika, że bezpośred:nią
pl'ZYozy:ną zmiany obyw.aJte}stw:a było h:'k,ceważąc'e i bliurok:ra,tyczne portrek'tuwan~e
Malinowskiego w ambasadzie polskiej w Rzymie. Fakt ten tak go zirytował, że
natychmiast
udał się do ambasady
brytyjskiej,
gdzie złożył podanie a nadanie
mu ·oby,watełstw,a a,ngielskiego.
82 Patr:z na ten temat
kO'I'espondell1JCjiz PAU, Odidz:ial Archi,wum PAN w Krakowie, sy~.
tymcz. PAU I 167. StOSlllTlek MaliJnOlW1Slkiego
do falS:zyrmnu był
jednoznaczny .. ,Jako liberał i humail1lista (. .. ) był niepiI"Zejedn.alrlym w.f1Ogiem narodowego socjalizmu, czemu dawał wyraz w wielu swych publikacjach
czy wystąpi€Jniach. Jego książk!i znajdowały
się na GoebbelsolWlS'kim indeks'ie, a pocliCz:aiS
Kongresu Arut.ropologicznego w Kope;nh&lt;l&gt;dzew 1938 r. - ja:k z raidoś&lt;cią opow:iadał - uczeni niemieccy unikali go jak trędowatego."
- pisał prof. Waligórski,
op. elL, s. 652.
80

81

�GRAŻYNA KUBICA-KL YSZCZ

90

Old Hl31 roku jako bilbh&gt;otekarzw Bibliotece Po~skiej w Paryż,u, będącej placówką PAU. Fasadę tę pmwdopodOlbnie otrzymał za wstawiennictwem Mahnow'sikiego, z k!tórym w tym oikl'esie był na powrót w bardzo blislkJimkonta~cie. Mallinowski dedykował mu polski przekład Zycia seksualnego dzikich, 'Móre ukazało się w Po:Lsoew 19316 roiku, a we
w,stępie pisał: "Pamiętam Go jalko świetnego mówcę, który swym darem słowa, bystrą .i 'subtelną inteHgencją, talentem literackim, szczerością przeikoInań omz umiejętnością wczucia się w psychikę ludzką wybija'ł się w naszej młodzieńczej społeozmości akademickiej. Jego dwa dzieła poeityoki'e: Atessa i Sądy - ostatnie wydane zaledwie parę miesięcy
temu, ni'e doczeka'ły się jeszcze takiego uznania, jakim nie1wąr1:pliwieobdarzą je nalStępne pokolenia. Wytrącony wojną z normalnego tmu pracy
twórczej, dziś zmuszony jest zarabiać w warunkach bardzo utrudniających Mu tę działalność a,rtystyczną. Niech ta dedytkacja będzie słabym
wyrazem uznania i pooziękowan'ia za to, co ja o:sobiślilie,grono Jego
najbliższych przyjaciół OiTalZ
całe społeczeństwo Mu zawdzięeza" 83. Twórczość Szymbolr'skiiegorównież u następnych poko'leń nie znalazła zrozumienia. NiewykluczcJIlle, że Ma'l,inowski napisał tę dedylkację, chcąc
podtrrzymać na duchu sfrustrowanego brakiem powodzenia przyjaciela.
Stan ten na pewno pogłębiło ,zwolni,enie go z posady w Bibliotece PoJskie:j, gidy z początkiem 19,318 roku ze wZJględulila coraz bardziej naiptlętą
sytuację mięązynaToidową odwołano całą obsadę Biblioteki. Właśnie w tej
sprawie Mailin()(Wskiinte!I'fWelniowałw PAU, chcąc spowodować ponowne przyjęcie Szymbeirskiego. W odtpowiei&lt;lziseKretarz genera:Lny zapewniał, ż,e jeżeli stosunki międzynarodowe ulegną pOilepszeniu, ZJewszystkimi 'Pracownikami Biblioteki zostaną podpisane nOlwe kontrakty 84,
do czego oczywiście nie dOBZło.Nie wiadolffioO,
co Szymberski robił w czasie wojny, zmad w 11943 \foku.
Lecz wróćmy do kariery naukowej Malinowskiego w Londynie. Jeszcze w czasie jego pobytu w A:ustralii, w 19i16 roku, Uniwersytet Londyński przyznał mu stopień doktora (D. Sc.) na podsItawie plI'acy o rodzinie australijskiej i The Natives of NIailu. W 1923 r., co już wzmiankowano, został Realderem w tejże uczeLni. W 1'9';27 ot!I'zymał tytuł profesora i specjalnie dla niego ut'WOT'wuąkatedrę antro!p&lt;Ylogiispołecznej
(katedrę etnologii zajmował jego przyjaciel prof. Seligman). O okolicznościach erygowania tej katedry pisał :sir BeveT~dge:,,(... ) kiedy w 1926

Ma;hnoiwsiki, Dzieła, t. 2, s. 110.
Doikumen,ty dOltyczące tej spralwy w Oddziale Archiwum
PAN w Krakowie, sygn. tymclZ,. PAU 1 - 167. W kwestii kont.aJk:tów Malino'wsk'iego z PAU
pa:trz mój artykuł pt. Malinowski
i Akademia
Umiejętności,
"Przegląd Humanisty'czny" (zgłoszone do druku).
8~

84

�Bronisław

Malinowski

-

szkic biograficzny

91

Fundacja Rockefellera ofiarowała Szkole wspaniałą dotację, jednym
z pierwszych użytków zrobionyoh z tej dotacji, .było st'wo!l"zenieKat€id.ry
Antropologii SpołelCzneji mialIlawanie na nią Mali:nows'kiego" 85. W 19'26 r.
po raz .pierwszy wyjechał do Stanów Zjednocwnych na :zaipl'osze:nieFundacji Rockef.ellera, wykładał wteldy na Uniwersytec~e Kahf.orni'jSkiJffioraz
odwiedził Indian Hopi. W roku a'kademidkim 1.9131/32 spędził raczmy urlqp
od zajęć dydalktycznych (tzw. sahbaJtical year) w TamaIris w południ'Clwej Francji. W Hl33 wyjechał ponownie do Stanów Zjednoczonych z cyklem odczytów, które wygłos,ił w Cornell University w Ithaca. W 1934 T.
przebywał w Afryce południowej i wschodniej, .gdzie odwiedził swych
uczniów i proiwadził własne badania wśród plemiOiJlSwazi, Bem!ba, Dżaga,
Massajów, Kikujów i MarangaUi. W 1936 reprezentował PAU na uroczyst'ościacn setnej roc'Znicy Uniwersytetu Londyńskiego, w tym samym
roku został zaproszony na obchody 3'OO-leciaUniwersytetu Harva'rida, na
których wy:srtępował jako delegat Uniwersy&lt;tetu Londyńskiego i PA U,
otrzymał wtedy doktorat honorowy Uniwersytetu harvardzkiego. W 1,93,3
wygłosił odczyty na II Kongresie Na'wk AntrOlpolog'icznych i Einologicznyeh w Kopenhadze oraz w Rzymie na VII Kongresie "Volta" poSwięconym sprawO'm afTykJcłlllistyczmym.
Lata trzydzieste stanowią trzeci etap w rO'~oju naUtkowym Malinowskiego. Pierwszy - do roku 1!U4 - mo:źma by nazwać ,,przygotowawczym" (studia, rooibywanie wiedzy, pierwsze własne koncepcje). DrugI
etap - "empiryczny" (zbi'eranie materiałów i ich opracowywanie) to lata spędwne w Austrii i Nowej Gwi:nei oraz kilka la,t po powrocie do
Euwpy. Następny 'Cl'kres,który moima W)'ITó:źmić
w rozwoju nauikoWych
zainteresowań Malinowskiego, to o.kres "teoretyc:zny". "Prace Malinowskiego ostatnich lalt :mają chara!k.ter syntetyczdy, poświęcone są problemom teoretyC'znym w zwiąlzku z wypraco.waną przez niego teor'ią kultury,
której U'siluje on nadać szersze, fi~ozoficzne znaczenie. Jest to ,problem
nauikowejhumanistyki, ~zawierają:cejsię w pytaniu, czy mo'ŻQiwajest taka
prawdz,iwie naukowa humanisty1ka - pytanie, jakie stawiało i nadal staWla niemal kaŻJdepokolenie badaczy. Ale ,podczas gdy poprzednie polkolema szukały na ,nie odpowiedzi w historii pojętej jatko historia magistra,
Malilnow~k,iszuka jej w szer'oko pojętej humanilstycznej Nauce 00 Człowieku, rozbudowanej wokół kluczowego pojęcia 'kultury'" 86. O teorii
kultury MaJ.inowsikipisał m. in. w: Culture as a Determinant of Behaviour 87 oraz opracowanym przez siebie haśle Culture w Encyklopedii NaBeveridge, c,p, dt., s, 5,
Wahgórs,ki, a,p. cit., s. 656 - 657.
87 Artykuł
w: E. D. Adriam i in. (ed.), Factors Determining
Human
BehavUYI.r, Cambridge, Ma~s., 1-937,Humaczenie polskie: Kultura
jako wyznacznik
zach(;:vani,a się, "Ruch Prawniczy,
Ekonamic.zny i Socjologiczny" 1936.
~5
M

�92

GRAZYNA

KUBLCA-KL YSZCZ

uk Społecznych 88. NajopełniejSiZYwykład swej teorii zaJprezento.wał
w A Scientific Theory of Culture 811.
Opróc'z pracy naUJkowej MalinOlW\Slki
poświęca'ł się głównie dydaktyce,
wYkształcił wielu uczniów i stworzył szkołę. Jego studentka i w~półpmcownica, Marg'ery C. LawI1ence, ,tak wspominała ten oikT'e'S:
"W ciągu lat
swej profesury w London School of Economics Malinowski I"'za1dlko
wykładał. (... ) Thacę profesorską prowadził w swoim seminarium, które odbywało się diwa ralzy tyg'Oldniowo.(... ) Ta'lent towarzyski Mahnowskiego
był jednym z jego wie1lk,ichdarów i on niewątpliwie pomógł' mu łączyć
w jedną grupę tę róż'11orodnąmieszaninę stuidEmCiką,
która uczęszczała na
j,ego semina:rium. Na naczelnym miejscu przy długl;m stole zasiadał MalinowSiki, otoczony ścisłym gronem swych wSlpóbprac'owniików,zło\żonym
głównie z przymłych .badaczy w terenie i asystentów. Wzdłuż ściall1stały
pI"'zygotowane rzędy krze:seł dla inylch słuchaczy. 'C ... ) Byli to ad:ministratOlI'Zykolonialni, misjoMlfze, socjologowie itp, Wi'ele narodów i ras miało
tu swoich przeds1:awibeli. (... ) Im więcej narodowości było relPrezentowanych, tym bardziej był profesor zadowoLony, gdyż wiedział najlepiej,
iż jego przedmiot badall1ia jest talk rozległy jak ludzkość i czuł, iż z tego
bogactwa indywidlualności może zawsze wydobyć w dyskusji coś waTtościowego.' {... ) Cały zespół żywo reagowal na niezwytk1le:bystry i ootry
zmysł humoru Malinowskiego" 90. Seminarium Malinowskiego opisywał
również inny jego uczestnik książę Grecji i DaJI1ii- Pi-ok: "Zasiadłszy
u góry diłitligiegostorłu, łustrowa-ł nalS oc:zyma kro1Jkowidza, by po chwili
obrzucać swych słuchaczy stekiem obraźliwych uwag w rodzaju: Moje wykłady przeznaczone są tylko dla rozwiniętych i dojrzałych umysłów, jestem pew,ien, iż niektórzy z was nie mają warunków, aby się
tu znajdować. A potem znac'ząco rozglądał się dodkoła, wymownie zatrzymując wzrolk na jakiejś nieiszczęśhwej ofierze. (... ) Zazwyczaj .ktoś -odczytywał jalkieś klfótlkie opracowanie, po czym przez dwie godziny rozwijaŁa
się nad nim swobodna dyskusja. MalinowSki tu i ówdzie wtrącił jakąś
uwagę, ale prze'Cle'Ws-zystkimkierował dyskusją, wzywając tego lub tamtego, aby coć do niej donucił, posumo1wując jej wyniki na zakończenie. Roz.koszował się atakowaniem tych z nas, którzy studiowali dawniej u iII1nych profesorów należących do szkoły ewol'Ucjon~stycz;nejczy
dyfuzjonistycznej (historycznej). (... ) Pospolity kij do kOlPania był jego
wuPiJony1ffioikaOZ€m
etnograficzny1ffi; opisywał nam, jak zmiell1iała się
jego isi-01:a,zaielŻnie od czy,nn-ościktóre spełniał. N:i:bymagik przemieniał
Encyclopaedia
of the SociaL Sciences, N~
Yo:.rk 1931, t. IV, s. 621 - 646
P:.raica wyidalI1!a pośmiertnie
w: A Scientific
Theory
of CuLture and Other
Essays, Chapell HiJI 1,944, pallski,e tłum·alczemie w: Szkice z teorii kuLtury,
Wa~·;.za88

Sf

WIa

1958.

" Lawrence, op. cit.

�Bronislaw

Malinowski

-

93

szkic biograficzny

go przed naszymi zd.umionymi oczami z narzędzia db kapania w laskę
do pOdpaTCia, żerdź do wiosłowania, ca&lt;rO'dziejską.różdżkę dootojeI1stwa,
broń, spnęt ceremlonialny, lub WI'eszoi,ezwykły eksipOl11art
w muzIeum" Dl.
"Styl pracy seminarium wynikał ocz)'lwiście ze szcrególnej konstytucji
psyohofi'zycznej Malinowsikiego, uOZJonego dbdamonego
niestpotykaną
sprawnością umysłową, szybkością oralnego refleksu i parnię,ci słuchowej. (... )"92. "Seminarium miało chara!kter terenowy, a więc wYIPmc'Owywano tu podstalwy meiodologic'zue techniki badań w społeczeństwach
prostszych, metJody analizowania, klasyfi'kacji oraz budowania konstrukcji
opisu naukowego na podstawie ma,terria'łu teren'wego. Czyniono to zawsze pod Ikątem i:stniejąoej t'eor,i,iantropologicznej, którą materiały te alibo
potw iel"'d m ły, albo uZJUJpełniałyna pewn)'lCh odcinkach" 93 - pisał prof.
Wahgórski. Materia/łu empirycznego dostarc'zał na początJku sam Ma1in.owski ze swych dośiwiadczeń trobriandJ1Jkich, a z biegiem czasu cora'z wlięiksza
gru:pa uczniów mających za sobą doś'wia!dczenia terenowe (,których MalinOlWS!ki
nazywał "ma.ndalTynami"), a także inni etnologowie i afryłkaniśCii
uczestniczący w seminarium, atdminilStratorzy, Mry'kanie i Aimery1kanie.
Ta różnorodność doślwiadcZJeńba'dawczych pochodzących z I'OZJffiaitychkultUr umożliwiała szerolkie porównywanie oma wil:łnegioma1eriału. Z kolei
uchodżcy z Niemiec, którzy mieli doskonałe p1iZylgotowanie fi'lozof.iczne
i soc'jooog,iczne, w:zJbtogacaliserninari'um pod względem teoretycznym.
"Nowa antrOlpologia zało:żonapr~e:z Polaka w nieikonwencjona'lne1j London School of Econlomics iPrzyeiąignęła niezwyikły zbiór studentów. Domi'nowali obcoJkrajowcy, którzy byli w większości ekspertami w innych
dziedzinach i już byli uznanymi, dojrzałymi uczonymi" 94. Z .9em~narium
Malinowrskiego wyszli m. in.: R Firth, M. Fortes, S. F. Nadel,. L Schapera, A. I. RichaI"1dJs,
L. Mair, M. Willson, R. P~d:dington, E. R. Leach,
J. Kenyatta, prZJez'Pe'Wtienczas brali w nim również udział: E. E. Evan:s-Pr,1tcharo, T. Parsons, C. K. Ogiden, Weste:rmamn, Lahour€it, KOppers.
W seminarium du:ż,eznaczenie odgrywali Po'lacy, zaTówno uczniowie Malinowskiego: F,eliks GrOo""'S,
Józef Obrębski (\któremu wY'je1dnałstypendium
RockefeHera na !pobyt w Anglii) i A.nidrzej Wa1iJgómki, jak ,i i,nn.i rpO'1s'Cy
uczeni: Kazimierz DohrowolSki, Miłria i Stanisław Ossowtsey, J. Kmyłowicz. ,,(... ) Polacy, ucz~sZJczający na jego wylkłady i seminaria, należe1i zawsze dio tych .niewielu, którzy cieszyli się przywilejem zaprooZJeń
do Primorse Hill na prywatne, swobodne ro'zmowy" 95. Tych ,niewielu,
Ol

Pioltr, olp, &lt;:11;,

D2 Wali'gÓlI1ski,

oa Ibiid"

S,

Op.

ciit.,

&amp;.

667.

666.

OIl). cit., :s. 90.
alP. cit., na Pdmome
Ma'lLTlIolw:s:lclego,.
04

Ku.per,

05 Piotr,

Hilll pnz.y ulicy Oppiidal!1ls iI1Ir6

mieśdl

się dom

�GRAŻYNA KUBICA-KL YSZCZ

94

stanowiących najbliższy krąg uczniów i wspóbpTaicownikówMailiniowskie.•
go, łączyły z nim bardzo bhsikie stolsuniki, które następująco scharakteryzował j'ego ch~ńfs'kistudent: "Mailinowski jest jalk orientalny nauczyciel - jest ojcem dla swych uczniów. Ma nas w swym domu, używa
nas do PJ"izesyłania wiadomości, czasami nawet gotujemy dla niego.
I my lubimy towszyst:ko dla niego robić" 96. Jego uczni'O'wie spędzali
z nim nawet wa:kaicje.Gdy Malinowski bawił w swym tyroLskim domku,
oni pracowali w g'QIsp10dzie,
a wieczorem brali udział w nieformalnych
seminariach. Co do tego skłaniało tych ludzi? "Sekrete'In charyzmy Malinowskiego było to, że myślałeś, iż dano ci zupełnie nową rewelację,
o której wiedzą ty]ko nieliczni uprzywilejowani i która rozwiąże wszystJ:kie,p,mbilemy - możesz poprawiać ekspertów w każdej dziedzinie" 97.
Jaki był więc :profesor Malinowski? Określenie sylwetki na uko1wej
Malinowskiego i wskazanie głównych cech jego osohowo\Ści jest zadaniem niezwykle trudnym. Był bowiem indywidualnością wielce kontrowe:rsyjną i wzhudzającą często sprzeczne opinie: od uznania do niechęci,
od zachwytu po pogardę. W każdym razie każJdy, kto się z nim zetknął,
!'lie mógł pozostać wobec nielgo obojętnym, był pod jego urokiem lub
z nim walczył. Wielu spośród jego uczniów i znajomych orpublikowalo
przy różnych olkazjaich wspomnienia o Malinowskim. Spróbujmy więc
odtiworzyć z nich jego wizerunek. Na początek Udajmy się z iPierwszą
wizytą na OiPpidans Road z cytowanym już wyżej księciem. Po krótikim
oczekiwaniu gości w salonie "wszedł profesor. Byl śr'edniego wzrostu,
gladlko wygolony, o del,ika1mych rysach - pamiętam, uderzyła mnie filigranowość jego nosa. Nosil dkulary o grubych szkłach, zdradzające
krótkowtdza, i byl lysy - łysy w calym słowa znaczeniu. - Niech
panowie usiądą - powiedział bez ślaldu akcentu w wymowie - i napiją
się heTlbaty. Proszę wybaczyć Że nie będę wam towarzyszyl, ale ja wolę
mójSlpecjalny rodzaj pożywienia. I - podczas gdy my angie,1skim zwyczajem piliśimy hmbatę - on zabrał się do wyc'iągu z jarzyn, który jadl
IYŻJkąWlp["ostze sł:oiika, i wyc.iągu z wątroby, który pil z but ełki , nie
używając szklan'ki. Było to eks'centryczne, ale mial on w sobie pewien
'styl', który pozwalał mu zrobić podobne rzeczy, ibez narażania się na
śmłeszność. Po helI'bacie zaczęliśmy mówić o wykładach i organizacji studiów w {)Igóle.BOPrQ'silem o program, chcąc się d!owielcizi,ećczego będę
się uczyl w pi'erwl'5zymsemestrze. Kiu memu zdumłenjju, Malinowski wyda,l się obrn,żony - Program - Izawoła'l - Nie mamy tu nic taikiego!
Będziemy razem prneowa1i i razem będziemy się uczylli jeden od drugiego. Niech Pan nie myśl,i że cała na!Ukabędzie pochodzila ode mnie. Dam
98

za: R. Firtth, Malinowski
as a Scientist
and as Man,
s.9.
Wypowiedź Lucy Mair, cyt. za: Kuper, op. cit., s. 36.

Cyit.

and Culture,
!11

w: Firth,

Man

�Bronisław

MaLinowski

-

szkic

95

biograficzny

Panu wSlkazówki zgodnie z tym co wiem, rzec'zą Parm będzie iść za niml l uczyć mnie tego czego jeszcze nie wieo:n w pewnydi dziedzinach.
Jakże mogę z góry wiedzieć, do jakich studiów się Pan nadaje? Dowiem
się tego, pracując z Panem, a jeśli ,nie U's1JoSlunllmje
się Pan pozytywnie
do mego kierownictwa, tym gorzej dla Pana. - Bylem naprawdę pod
wrażeniem. Zu:pełnie :rue w ten sposób pracowano na wydziale prawa
w Paryżu" 98. Czyli cechy MalJ;nO'w,skiego,które narzucały się 00 razu,
to ekscenltyczność i niepoddawanie się schematom. Lecz z drugiej strr-ony:
"Ma1inows bemu brakowało tej surowej dyscYIP1i:ny,którą odznaczał się
Boas '" Był on naprawdę często nieodpawie:dzialny w swych pismach
i często talkże .w sposób j'eszcze bardziej denerwują!cy na zebraniach naukowych. Mógł wyJmzywać przec:wł'enie, być kłó&gt;Vli\vy,błyszczeć i;IlJteligericją lub pOZi09tawaćw sprzecznośCi ze samym sobą. Był on czasami
zbyt szczodry w ,pochwałach dla prac swoich sbudentów i przyjaciół, ZJb:yt
zawzięty w dysputach, zbyt zdolny w p:mktyko'waniu aklI'obaltyki logicznej. W sumie brakowało mu niezaehwianej równowagi uC"ZJuciowej"
99
- pisał Clyde Kluckhohn. Mamy ,więc następne cechy jego OIsobov{'Ości:
niezrÓow;noważeniei brak obiektywizmu w wypO'Wia:danychsądach. Z tą
oceną koresponduje wYiPowie.dźgłównego antagonisty Malinowskiego A. R. Radcliffe-Bro'wna: "Profesor Malinowski pozwala sobie niekiedy
na zabawę budowania chochoła, aby mieć przyjemnO'ść 'wyśmiania go
i zniszczenia. Ozasem nazywa tego chochoła 'Elrriile Durkheim'. Tym razem :'taLwal go 'RadcliffE:-Brown'. Podobieiu~two tego chochoła do jego
:lruE:m,ika Jest mniej więcej tak bliskie, jak pomiędzy kukłą paloną
w dniu ;) listopada, a historycznym Guy Fowksem" 100. Manierę tę tłumaczy prof Symor..olewic'Z-Symmon.s pewnymi cechami stylu polemicznego IV!alin-o',v:;klcgo8,
zasaodzaj'icymi się 100 potrzebie uWYlpuklenia omawianych poglądów, co często ro1dz:iloprzerysowania 101. N a inny aspekt
tej sprawy zwracał uwagę E. R. Leach "Fun!kcjonahzm w ręku Malinowskiego stał się czymś w rodzaju kultu religijnego. (... ) MalinOiWski
miał wiele c-ech proroka, był on liderem oharyzmatycznym, ~aś ta.cy ludzie zaWSLewyrażają swą wiarę w sloganach (... ). Uważał się za twórcę
nowej zu,pełnie dyscypliny naukowej. Całe pokolenie jego zV/lolennikÓ'w
było wychowanie na wierze, że antTopQllogiaspolłecmla zac1zę-łasię na Wyspach Trobrianda w r. 1914" 102. Z t0g0 opisu lwylania się postać Ma111

98
99
100
tOt

PioJUr,op. cJrt.
K1uckhohm., op. ci:t., s. 21'1.
A. R. Radcliffe-Brown,
Primitive
Law, "Man" 1935, t. XXXV,
K. Symmons-Symvno!ewicz,
Osobistość
twórcza
Bronisława

go, w: AntropoLogia

s. 47.
MaLinowskie-

...

t02 E. R. Lealch, The
EpistemoLogicaL
w: F.i:rih, Man and CuLture, .s. 124.

Background

of Malinowski's

Empiricism.

�96

GRAŻYNA KUBICA-KL YSZCZ

nowskiego nie uczonego, lecz ideologa z całym dobrodziejstwem inwen,tarza. A oto wYlp.owledżkrańcowo odmienna Czesława Znamierowskie'glO:
"Dopiero od lalt mn.tej więcej pięódziesięciu badania terenowe prowaidrzą
ludzie przygotowani nauk.owo. Wśród nich Malinowskri zajął przodujące
stanoW\is1&lt;.oz pa,::u różnych racji. Po pierwsze przygotoi\vanie matematyczne i filozoficzne dało mu wysUibtelnioną precyzję myśli i jaooą ŚWliadomość metod01lQlgiJclzmych
zamlierzeń. Tę ku!lturę filoZioficzną widZ'i:my
na każdym kroikJu w jego !pismach; ujawnia się ona między innymi
w wie'1kim powŚiCią,gui ostrożności, z jaką wchorlm w sferę uogólnień syntetycznych. Po drugie - wa,żnym regulatO'I',em w reflelkisji Malinowskiego jest jego 7Jd:rowyrozsądeik, nie dający się wo:dz,ićna mano~e. Nauka,
według jego wyraźnej wypowiedzi, jest tworem zx:łrowegorozsąidku, wysubtelni&lt;:mego i doprowadwnego do na'joo!ej idącej jasności ipojęciowe'j.
Po ff1zecie - kult 'zdrowego rOZlSądlk,u
wiąże się u MalinowSk..i,ego,a może WlI"ęczwyn~k:a, z jego artysty,azmej .postawy wobec badanej rzeczy_ w:istości. Jest to wie'lka pochwa'ła dla uczonego, je'żeli mama o nim powiedzieć, ż,e wirdzi rzeczywistość nie popI'zez schematy parpiemwej konstrukcji, lecz w plastycznym aglą&lt;izie, w jakim poznaje je artysta" 103.
Mamy tutaj z kolei Ma1i'now'Skiego jako pozytywistycznego nalUk&lt;YWca
z artystYCZlIlą duszą. Niektórzy wracali UJWa,gęna inny nieco rys jego
osobowości i poczymań ha'U!kowych, np. uczeń ~ kontynuator Malinowski'€go - RayrrncmdFmth pisa,ł, iż "nie był on systematykiem", miał "niewielkie zali'I1Jtereso'wani,e
dla dr{)l1)iazgowychbadań iPorownawczych", niecierpliwił się "scMurd'nymi defirrtcjami słoWlnymi" i wolał "znaJeźć pię!kno swoich naulrowych tez w nieregularności, gdyby regularność mia'ła
O'znaczać wtłaczanie jego wiedzy !rub intuicji w jakieś sZJtuczne formy" 104. W'iąlŻesię to z przY'2JnalWall1ym
mu powszechnie talentem lite.rackiun, który uanailiwia'ł mu op:i:sywanie najbaTtdziej te'chmc:zmy,ch prac
w sposób interresująlcy i nadający im posmak ,przygody. Poido!bnie całe
badania w jego relacji U'zytSkiJwałySWIOlistą
dramaturgię. Talent ten birał
się z geniusza posialdalllego zaz'Wyc.zaj przez ludzi sZ'tu1kioraz umiejętnmki "dojlI"'zewania i UitOŻlSamieniapowszechnośc~ w zjaw'iskach jednostkowych" 105 piisał Robert Redfield. Często zwracaTIiOuwagę na jego
pol1lskiepacho/drenie jalko iLSt~ny element jego osolbowości: "Urodzony
w Krakowie, za rządów alU1Sftriarckieh,
pewnie głęibolkocierpiał z powodu
t€igo stanu rzeczy. Ujawnialo się ,to wyraźnie 'W je-g,oskłonności do traktowania wSlzystkich plemiQln s~CZiepowychjaklo uci'śniooych mnieJszości
i oikazyiwaiIliaim sympatii pcmaid mvykłą mialI"ę.Kto wie? Może to właloa ZlllJalmrerOlWlsk.i,
QP. dt., S. 54l.
104 Firth, Professor
Bronislaw
Malinowski,

s. 66l.
R. Redifllie'l'd, Intr·oductiton,
w: B. Malrnows.ki,
and Other Essays, Bos.ton 1,948, $. VII.
105

Ma,gic,

Science

and

Religion

�Bronisław

Malinowski

-

szkic biograficzny

97

SIlle był&lt;l :istotnym początkiem jego antropo1ogiCZllelgo powołania. Choe
p:rrzyjął oJby.wait1elSit'wo
brytyjlSkie, w głębi serca powstał Polalkiem. Nawet sposÓlbbycia, mający w sdbie coś z 'grand seilgneura', :zm.atdmł jego
narodowość" 106. "Byk&gt; coś specyfiCznie p&lt;&gt;lSkiegow jego geniuszu, powściągniętym iście angielską lronlkretmością ujmowania spraw i rzeczy.
Intelektualmie był on dOSkona-łą mi€lSmni'l1ą diwóch kul-tur. (... ) CzuŁo
się nieral'L, jak swe gorące uC7JUlCia
ob}eka'ł w k\s~tałt zamnej, berzosobowej teorii" 107. Ozyli obrazu diQpebnia:pewna dwoistość mająca swe źródło w oddziaływaniu na osobowość Malinowskiego dwóch, 'zupełnie różnych kultur. Natomiast inny jego uczeń, G. P. Murdock, upatrywał tych
źródeł w warstwie psychologicznej: "Klucza do zrozumienia osobowości
Malinowskiego jak również jego twórczości naukowej szukać należy w jego wysoce wrażliwej naturze. Zasadniczo skl-omny, Ipdd :powierzchnią próżności szukał cxnciepła i u:zmania i mW'S'zebył gotów QdipO'Wieidz~eć
na nie
tym samym. Było mu trudno jednak ści€'llPieć niepr:zyja,:zmą .krytykę.
Cecha ta wplątywała go czasami w zajadłe dy~puty" 108. Jednak najbardziej chyba trafnie ocemł sylwetkę MalinO!Wskiego, jalko czloM'elka
i naukowca, książę Pi,otr, który zriOzumiał go bodaj najlepiej (czyżby
odegu-ało tu rolę szlacheckie pochodzenie Malino~i'ego,
czy raczej psychoanalityc:zmy talent księcia?): "Kiedy wsp.omlin:am mego miStrza (... )
nie mogę niJgdy oprzeć się uc~uciu, że w granicach swojej specjalności
lZaJW{)Iaowej
ujawnił on błysk genius:lJU. Był to neurastenik i dziwak,
mający swoje koniiki i man~e, depresje i nagłe wyibwohy sza leńlstiwa, któ:re ni,eraz każą się dziwić, jak mógł z tak'im (powodzeniem stworzyć sobie imię w wJ'lbra&lt;ll€'jprzez sieme dz'ied:z;inie.Aile wiidać talkJiwłaśne jest
grunt, na którym geniusz rozkiwita. Człowiek 'nor:rna1!ny' nigdy nie doszedłby tak daileko i mo'że właśnie ta ekscentryczność natury 9tala się
przyczymą jego or)'lgi!na,lne:gomY'ślenia i twórc'Zośc,i, urrnie1jętnoiŚ:Ci
współczucia i rozumienia, jego O'dwagi'i UJporuIW szerzeniu własnych idei wbrew
sil!nej opozycji kół bardziej konserwatywnych
i ortodoksyjnych" 109.
W ocenie Malli nowskiego należy również wziąć pdd. uwagę, ~e cale życie
walczył z roz1ic:zmymichOTOibam
i, a od 1:927 roiku z nieuiJecza'1ną chor&lt;lbą
żony, zakończoną jej śmiercią w 1'9315 rokJu. Dodajmy do tego lic:zmewypra(Wy (Afryka, Ameryika PółnO'cna i Ś!rodkowa, a wcze1ŚiniejA'Ust'rarlia),
illb.ał w kolnferencjach i kongr~ach, oddanie Slię pracy dydaktycznej
ora~ imponujący dorobek naukowy, 'a będziemy mie'1i pelny obraz tej postaci. Trudno uwierzyć, że ten schorowany człowiek miał tyle energii,
l

1.. Piotr,
117
liS

I"

,

alp. ci,t.
Law:renc e, op. dL
,MurdClick, O!p. cit.,
P.iotlr, op. cit.

,,l&gt;ud" -

tom ••

;j.

442.

�GRAŻYNA

98

KUBICA-KL YSZCZ

aby przeciwS&lt;ta'Wiiać
się lasowi, który - jak pisał Firth - "dając mu
kielith powodzenia, wypełnił go jednocześnie goryczą" 110. Czyż nie widać tutaj jego młodzieńezej pasji, waH i siły w kształtowan.iu siebie,
a zarazem stwarzania świata?
Pr,zeżyW15zyw;ięikszość życia w :E1wapi-e,dok'ończyć mu je przyszło
w Ameryce, dokąid wyjecłill.ł w llł38 rok'll. Miał tam Stpędzićroczny ur'lap od zajęć dydak'tycznych, lec'z wytbuch wojny przedłu'Żył jego pobyt
,w Stanach Zjedlll'oooOlI1ych.
W 1[940 r. oż-enił się po 1'3'Z wtóry - z małaTkę Violelttą B\l'ante (pseudonim alrtystyczny Swann). Pmcował
w Yale Universifty, najp~eTWjako Vilsiti'll!g-Professor,później ja!ko BiSkop
Museum Vlisiting Profesor, normalny etat profeosonsikimiał otrzymać
w jesieni 1942 roku. Ten Amery1kańsiki okres w żylCiu Malinowskiego
opisywał Feliks Gross: "Ze Stanów wbił częste wypady do Meksyku,
tam t€'Ż,prowaidził badania nad górskimi szczepami indiańskimi. Zdrowie
jego nie było wówClzas najtęisze. Kiedyś. w rOZlffiowiedotlknąłem tej
sprawy, na!ppmlkmą'łem,że góry w Meksyku znacznie wy'ŻSzeniż Tatry,
bo przecież swlica - Meksyk jest bodaj na wysokości Gietwo'll!tu,że
może nie jetst wskazane by na wakacje do owego meksytkańskiego ZakOipalI1€1go
wY'j'e~dżałi drapał się po przepaś'Ci&gt;sty.chmelksykańskiJChperciach. Chw1lę wówczas Malinowski podumał - uśmiechnął się: 'IJubię
Mekisylk - powiedział - b~ mi tę starą Galkję pTlzypomina. Talk ,właśnie Galicję. Inidiani'e jak chłopi - miasteczJka ma1e, star'e jak nasze.
No i wreszcie bk&gt;to, pralwdziwe błoto, a nie te cholerskie, nudne asfalty" 111.
Od moment'll wybuchu wojny Mahnowsk i wiele cza'su i energii poświęcał ojczyźnie, nastąpiło w nim ja'kby odrodzenie pa'tr'i'otyzmu. Pisał
o tym Firth: "Zachow:ując za'Wiszeuczuciowe sentymenty
dla Polski
j życzliwe Slpo'j:r'Zlenie
na sprawy polskie, Mal1inowski nigdy nie wydawał się być szczególnie świadomy swej polskości w sensie po'htycZJnym
i narodowym. Brutalne wy.dar:zenia II wojny śWia.towej jakby obudziły
w nim nowe zainteresowania w)"wolane według wszelkiego prawdopodobieństwa przez wyraźną identyczność interesów PQl}slkichz intere:sami
ca,łe-gowolnego świata. Jego żona WSlpominała,że napaść na PoJskę dotknę1a go bardzo ho'leŚIlie oraz 7ida!Wałasię w~budzać w nim na nawo
poczucie całkawitej soHldarności z narodem polskim. By'ł on bardw czynny we wstępnych ,pracach Polskiego Instytutu w USA i okazywał wiele
pomocy znajdującym się na Wyignaniu ,polskim uC1zonylffi.
Był to jeden
ze sposobów w jaki mógł i chciał on ,popierać t'O co odczuwał, że było
naj1stotn~e,j!sząsprawą wolności i cywilizacji wszystkich narodów" \12.
110
111
112

R. :F1irth, w: Professor Bronislaw Malinowski
Gross, Bronislaw Malinowski,
s. 286.
Finth. Introduction
... , s. 14.

... , s. 21.

�Bronislaw

M ahnowski

-

99

szkic, biograficzny

Podobnie wspornihał Gross: "Na Si~awy ,pol!Sk:iepatrzył Malinowski
zalWSzepoprzez sprawy świata. Polska była dla ni'ego częścią cał'ości,
nigdy zaś krajem zamikniętym, proble.rnem samym dla siehie. SpralWy
p&lt;llskiierro'~trytwał w świetle ,piI"{)I1Jlemów
SwiartJowych,nie w;idział tej
mO'Ż1iw&lt;Jści
zapewnienia kiraj&lt;Jw'ibeiz;pieczeństwa bez radykalnego uporządkowania stosun!ków międzynarodowych. Malinowski był ;przede wszystik'im wielkim humanistą, gralIlii&lt;:ejednego kraju za ciasne były dla
jego szerokiego poglądu. Rozumiał człowieka, i to równie dobrze polskiego góraJa, jak Me'lanezyj'czy!ka i Murzyna Bantu z połuldniowej Afryki,
Amerykanina czy Indianina Meksyku. (... ) Na dnie duszy tklwiło przy
tym zawsze głęiholkoprzywiązanie i selThtymentdo kTaju rodz'ilIluego i rodzinnych miejlsc" 113. Sam MahnowSki swój stosunek do kraju przedstawił na5!tępując&lt;J:"Pracować mi pr'zyszl0 w obcym środowlis'ku i nauce
!polskiej służyć tylkio pośrednilo. Czyż jednak przeistałem jej służyć rzucając swą twórczość nauikową na te['en międzynarodowy i pracując w warunkach pozwalających 'mi &lt;Jsiągnąć pomyślniejsze r€'zul~aty? Nie sądzę. Służyłem polskiej nauce zawsze, nie mniej niż inni, tylko inacz'ej.
I ta'kich usług na obczyznie wymagała ona. Po'łakieun zaś nigdy czuć się
nie przestałem i zawsze, jeśli zaszła tego potrzeba, p&lt;JtITaf'iłemto podkreślić" 114.
)
Malinowski zmarł nagle 115, w dzień po pieTlW'szymzebraniu Po~kiego Insttytutu NauJk i Sztuk i wybralItiu go pieTWmym je:go prezelS'eirn16 maja 1942 ro}w w New Haven w Stanach Zje:dnoczcmych, przeżywszy 58 lat. Do ostatniej chwili intensywni'e pra:Cdwał. Pozostawił wi·e:le
rękopiJSów,które .po jego Ślm~erciwstały wydane wpOOtalCi następujących ks.iążek: A Scientific Theory of Culture, 1'944; Freedom and Civilization, 1944; The Dynamic of Culture Change, 1\9'45 oraz pisana razem
z J. de la Fuente, La Economica de nu Sistemade
Mercados en Mexico,
196!7.
Dla uc,zcze'Iliajego pamięci od 19;5'9 roku w LOI!ldonSchool ,of Ec&lt;Jnomks odbywają się coroczne wykłady pt. "Malinowski Meunoria'1Lecture".
113
114
115

~a.

7"

GrOISs, Bronislaw

Malinowski,

s. 2&amp;7 - 288.

Malinowski, Przedmowa do wydania polskiego, s. 109,.
I3io,grafo,wie podają dwie różne przyczyny zgonu: udaif

mózgu

atak

ser-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7870" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7851">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/894c472b0cab79f92ce0ac450abd08a8.pdf</src>
        <authentication>e4084ec4413d9f0bc90e57a8d947723a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94169">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94170">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94172">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2811</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94174">
                <text>Wstęp do dzienników Bronisława Malinowskiego 1908-1913 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94178">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1, s.91-92</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94180">
                <text>Kubica-Heller, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94183">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94186">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94189">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94197">
                <text>Wstęp do d z i e n n i k ó w Bronisława
Malinowskiego 1908-1913
Grażyna K u b i c a - H e l l e r
Mniej więcej rok temu można było obejrzeć w Muzeum
Narodowym w Krakowie (w towarzystwie dużej liczby lekko
znudzonych uczniów szkół średnich) wystawę Koniec wieku.
Pokazano wtedy wiele obrazów, grafik i elementów sztuki
użytkowej: secesyjnych i zakopiańskich mebli, sreber, wazo­
nów, a także ubrań (długie suknie z upiętym trenem noszone
oczywiście na gorset, surduty z prążkowanej wełny etc). Wy­
brałam się na tę wystawę w złudnej nadziei zanurzenia się
w atmosferę, którą w latach swej młodości oddychał Broni­
sław Malinowski. Atmosfera to jednak jest to, co się ulatnia
najszybciej. Sztuka zaś z tego okresu wydała mi się cokol­
wiek zwietrzała: nie porusza, nie jątrzy, nic nowego nie jest
chyba w stanie powiedzieć. Ale - cokolwiek by o niej mówić
-jest to sztuka nowoczesna. I tu rodzi się pewna refleksja: ar­
tyści ówcześni malowali swe modernistyczne na wskroś
obrazy ubrani w zdecydowanie XIX-wieczne ubiory. I taki
jest też Malinowski: jakkolwiek „nowoczesny" by był, jest
ciągle dzieckiem XIX wieku, z jego wiarą w naukę, postęp,
nieograniczone możliwości ingerencji człowieka w przyrodę
i samego siebie.
Prezentowane tutaj dzienniki najlepiej o tym świadczą. Są
zapisem heroicznej walki o stworzenie siebie, ukształtowanie
swego charakteru, a nawet zmienienie fizjologii za pomocą
pracy nad sobą, kształtowania woli, żelaznej konsekwencji. Są
świadectwem wiary w możliwości człowieka, ale jednocze­
śnie pokazują, że ta walka z samym sobą jest walką nieustan­
ną, że człowiek nigdy nie może zaprzestać tych wysiłków
i powiedzieć: oto jestem taki, jaki chciałem być. Wszystkie
kolejne zeszyty zapisywane przez Malinowskiego miały słu­
żyć zaświadczaniu tej ustawicznej walce, być wiwisekcją, ra­
chunkiem strat i zysków. Żeby to osiągnąć, musiał być sam
przed sobą szczery w sposób absolutny, musiał się obnażyć,
żeby dokonać tych rozrachunków. Był jednocześnie podmio­
tem i przedmiotem eksperymentu. Musiał uczciwie zdać spra­
wę ze swych postępów czy recesji. To ustawiczne grzebanie
się w sobie i wytyczanie sobie celów, do których miał zmie­
rzać, może być obecnie cokolwiek śmieszne, naiwne lub ekshibicjonistyczne. Dlaczego reakcje są teraz takie? Dlaczego
patrzy się z politowaniem na jego wysiłki? Skąd bierze się
przekonanie o ich bezcelowości? Może dlatego, że utraciliśmy
pozytywistyczną wiarę w nieograniczone możliwości czło­
wieka, w doskonałą plastyczność ludzkiej osobowości i do­
wolne jej kształtowanie. W utraceniu tej wiary, gdy chodzi
o osobowość człowieka, największą rolę odegrała chyba psy­
choanaliza oraz włączenie pewnych jej elementów do ogólnej
wiedzy człowieka XX wieku. To ta wiedza powoduje, że zda­
jemy sobie sprawę z bezcelowości zamiarów ukształtowania
siebie zgodnie z jakimś apriorycznym modelem. Wiemy, że
jedyne co możemy zrobić, to poznać samych siebie i starać się
zminimalizować trudności, które napotykamy, funkcjonując
w świecie, poznać źródła tych trudności i starać się je ograni­
czyć. Raczej zdajemy sobie sprawę ze swych ograniczeń, niż
wierzymy - jak Malinowski - w możliwość dowolnego „prze­
programowania" samych siebie.
1

2

*

*

Bronisław Malinowski oprócz tego, że jest autorem kilku­
nastu książek i niezliczonej liczby artykułów, przez dobrych
kilka lat swego dorosłego życia pisał dzienniki, a przez całe
życie - ogromną liczbę listów: zarówno oficjalnych, jak i pry­
watnych. Tej jego „scriptomanii" zawdzięczamy możliwość
wejrzenia w jego prywatność, bycia z nim, sekundowania je­
go walce z samym sobą, wejrzenia do jego alkowy, poznania
jego kobiet, przyjaciół, fascynacji; wejścia poza wygładzony
świat antropologa z Argonautów Zachodniego Pacyfiku
w dzień-po-dniu pisaną historię zmagań z codziennością pra­
cy terenowej; możemy drobiazgowo poznać historię jego
małżeństwa z niezwykłą kobietą, jaką była Elsie Masson.
Czytając to wszystko, trudno się oprzeć refleksji, jak bar­
dzo nasza kultura jest różna od tamtej. W świecie Malinow­
skiego i Elsie był czas na pisanie dzienników, pamiętników
i listów, był czas na czytanie ich, potrzeba ich gromadzenia,
pakowania w kolejne kufry przy kolejnych przeprowadzkach.
Ile wysiłku dawkowanego codziennie wymagało zapisanie ta­
kiej masy papieru!
3

4

5

*
Publikowane poniżej dzienniki pochodzą ze zbiorów bi­
blioteki London School of Economics and Political Science
w Londynie, gdzie zostały zdeponowane przez Helenę Wayne,
córkę Malinowskiego. Pisane były po polsku, choć zawierają
wiele wtrąceń: pojedynczych słów czy zwrotów, a także całych
fragmentów pisanych po niemiecku, angielsku, a także francu­
sku, hiszpańsku i włosku. Transkrypcji dokonałam z kserogra­
ficznych kopii zmikrofilmowanych oryginałów zamówionych
w LSE przez Instytut Sztuki PAN. Zapiski były prowadzone
ołówkiem lub piórem, co wpływało na możliwości odcyfrowania. Trankrypcja wymaga jeszcze porównania z oryginałami.
Z potrzeby pewnej autentyczności zachowana została
ortografia i interpunkcja oryginału, poza wypadkami, kiedy
wymagało tego zrozumienie treści. W tym celu także rozwi­
nięto skróty, gdyż dziennik odznaczał się wielką lakoniczno­
ścią stylu. Nawiasy kwadratowe oznaczają ingerencje redak­
torki, znak [?] - nie odczytane słowo.
Poszczególne zeszyty opatrzone były inskrypcjami biblio­
tecznymi zawierającymi prawdopodobne daty ich napisania,
gdyż Malinowski miał zwyczaj zaznaczania tylko dnia i mie­
siąca, ale nie roku. Te prawdopodobne daty są w większości
wypadków błędne. Moje ustalenia w tej mierze są nadal hi­
potetyczne, choć bardziej zbliżone do rzeczywistości, oparte
na analizie zawartości samych dzienników, oraz mojej
wiedzy dotyczącej biografii Malinowskiego.
Prezentowane niżej dzienniki zostały poddane jedynie wstęp­
nej obróbce edytorskiej, co - mam nadzieję - czytelnicy mi wy­
baczą. W pełriym opracowaniu ukażą się w wydaniu książko­
wym. Nie wiadomo jednak na razie kiedy to nastąpi ani w jakim
wydawnictwie. Miejmy nadzieję, że nie podzielą losu czekają­
cych od kilku lat na wydanie w PWN kolejnych tomów Dzieł.
91

�*
*

#

Zeszyt pierwszy, pochodzący z 1908 roku, Malinowski
zapisywał podczas swego pobytu na Wyspach Kanaryjskich,
gdzie spędził razem z matką około półtora roku w latach
1906-1908 w celu poratowania zdrowia. Było to świeżo po
ukończeniu studiów na Wydziale Filozoficznym Uniwersyte­
tu Jagiellońskiego, zdaniu rygorozów (5 i 10 X 1906) i przed­
stawieniu pracy doktorskiej O zasadzie ekonomii myślenia.
Mieszkali na wyspie La Palma w małej miejscowości Breña
Baja blisko głównego miasta Santa Cruz de la Palma.
Niżej prezentowane fragmenty listów ilustrują okres po­
bytu na Wyspach Kanaryjskich i uzupełniają obraz przedsta­
wiony w dzienniku. List do Stefana Pawlickiego (księdza,
profesora filozofii UJ):
„Canary Islands (via London) Santa Cruz de la Palma,
4 stycznia 1907, [...] Oddaję się teraz mianowicie zupełnie
kuracyjnemu trybowi życia; przede wszystkiem więc dużo
jem i śpię, poza tym biorę kąpiele morskie i słoneczne, cały
dzień siedzę nad brzegiem morza, jednym słowem, jestem
spokojny, szczęśliwy i próżnujący. Mieszkam z Mamą w ma­
łej willi, ładnie nad brzegiem morza, za miastem położonej.
Warunki znaleźliśmy tu idealne: klimat doskonały, nieporów­
nanie równiejszy i cieplejszy niż na wybrzeżach Morza Śród­
ziemnego; wielki spokój, bo cudzoziemców, poza nami, na
całej wyspie absolutnie nie ma, ludność zaś miejscowa, tak
jak jest cofnięta o jakie 100 lat pod względem kultury, tak
z drugiej strony odznacza się brakiem zupełnym tempera­
mentu i życia, nie jest więc denerwującym środowiskiem.
W ogóle panują tu niezmiernie prymitywne i hiszpańskie
stosunki. Przed paru tygodniami wybuchła w tutejszej stolicy
Santa Cruz de Tenerife jakaś zaraza, jak wszyscy prywatnie
twierdzą, dżuma, jakkolwiek b[ardzo] lekka. Otóż przede
wszystkim władze nic oficjalnie nie ogłosiły, a raczej twier­
dzą urzędowo, że nic nie m[a], ażeby nie 'psuć opinii' wy­
spom. Na skutek tego wywiązała się wojna między wyspami.
Mieszkańcy Teneryfy chcieli uciekać na inne wyspy. Guber­
nator wysp, tam zamieszkały, wysłał rozkaz, ażeby wszędzie
otworzono porty. Inne wyspy na to się nie zgodziły. W Las
Palmas otworzono kwarantannę, w której pokutujących nie­
miłosiernie zdzierają. U nas na Palmie, gdzie nie ma odpo­
wiednich urządzeń, całkiem nie przyjmują pasażerów i towa­
rów. Delegatura gubernatora i eskortujących go karabinierów
przyjęto ołowiem; żandarmi z brzegu podnieśli broń przeciw
żandarmom z łodzi '¡Cosas de España!'. Widziałem to na
własne oczy. Teraz jesteśmy odcięci od świata i tylko listy do
nas dochodzą.

92

Ja teraz poduczyłem się po kastylijsku i czytam już 'Don
Quijote', ale prawie zupełnie zapomniałem po włosku. Te 2
języki nie mogą podobno istnieć w jednej głowie.[...j"
Drugi list napisał Malinowski do swego kolegi gimna­
zjalnego i przyjaciela - Józefa Litwiniszyna, wówczas stu­
denta Akademii Górniczej w Leoben w Austrii. „S=ta Cruz
de la Palma 22/1.908 [...] Obecnie prowadzę ostateczną
struggle for life - walkę o byt. Warunki mam tu doskonałe;
spędzam tu w towarzystwie mej Matki, zresztą zupełnie sa­
motnie, już drugą zimę. Niezmiernie równy, ciepły klimat,
morze, bfardzo] piękne krajobrazy. Ja staram się, systema­
tyczną gimnastyką mięśni i nerwów dojść do pewnej równo­
wagi - do stanu 'silnej woli' w którym bym mógł z całym
spokojem i pogodą rozwijać wewnętrzne życie myślowe; na
tę drogę bowiem ostatecznie się zdecydowałem. (Przed 11/2
rokiem na jesieni zdałem doktorat, celująco i podałem się
0 'sub auspiciis' - do października nie miałem jeszcze odpo­
wiedzi) [...]'"
Prezentowany dziennik ilustruje pewien ważny okres
w życiu Malinowskiego, kiedy to po skończeniu pewnego
etapu, jakim były studia uniwersyteckie, powinien poczynić
plany względem swej przyszłości. Wydaje się, że jest już
wtedy przekonany o tym, że powinien się poświęcić nauce
1 że najlepsze predyspozycje ma w kierunku fizyki. Okres
pobytu na Wyspach Kanaryjskich to jest czas, który posta­
nowił przeznaczyć na pogłębianie swej wiedzy, wypracowa­
nie najbardziej efektywnych technik jej zdobywania, ale
przede wszystkim na ukształtowanie siebie, na wtłoczenie
swej bogatej osobowości w sztywny gorset rutyny, w swój
„system minimum". Można sobie wyobrazić młodego czło­
wieka w bajkowej scenerii nadmorskiej, cichej i spokojnej
mieściny, który w surowej izbie swej małej willi oddaje się
studiom matematycznym, potem ćwiczy mięśnie i system
nerwowy, nie czyta gazet, nie oddaje się życiu towarzyskie­
mu, chodzi na spacer zawsze w to samo miejsce, bierze ką­
piele słoneczne i morskie, potem wraca i znów pracuje
z ołówkiem w ręku nad zadaniami z termodynamiki itd. Ro­
bi sobie wyrzuty, że za bardzo się zmęczył podczas spaceru,
że zamiast radosnego spokoju odczuwa nudę i zniecierpli­
wienie. Jest ten dziennik zapisem walki z samym sobą, cza­
sami niezrozumiałym, zbyt osobistym, a czasami irytują­
cym powtórzeniami. Jest to jednak zapis wielkiej determi­
nacji, siły woli, niepoddawania się zwątpieniu. Jest to ilu­
stracja wiary we własne możliwości: mogę wszystko, trze­
ba tylko wiedzieć jak.
6

*
* *

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9541" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9519">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ca57aeceab4c40b9c7fd75d4dfbbea2f.pdf</src>
        <authentication>21e24ff76f954599b196ebccc0a655ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113667">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3695</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113668">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113669">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3472</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113670">
                <text>Rozmowa z Michaelem Youngiem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113671">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.149-153</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113672">
                <text>Kubica-Heller, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113673">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113674">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113675">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113676">
                <text>Paluch planował wydanie Dziel, ostatnim tomem mial być
Dziennik. Oczywiście po zredagowaniu, ponieważ są to
krótsze lub dłuższe fragmenty. Z tego powodu profesor Paluch
był u mnie w Cambridge, aby przejrzeć to wszystko, zrobić
notatki. Pokazałam także tę pełną wersję Dziennika profesoro­
wi Ernestowi Gellnerowi, z tego samego powodu. Chciałam
wiedzieć, co on na ten temat myśli. Był tak uprzejmy, że
przeczytał i powiedział, iż jest cudowny, i pewne rzeczy były
niezwykle interesujące, lecz poszczególne zeszyty nie tworzą
koherentnej książki. Wymagałoby to specjalnego przeredago­
wania dla angielskojęzycznych czytelników. Dlatego nie
sądził, że byłaby z tego niezależna książka. Taka była jego
opinia. Dziennik stanowi część biografii, którą pisze Michael
Young.

GKH: Myślę, że przyczyniły się do tego problemy z pierw­
szym wydanym po angielsku tomem „Dzienników".
H W : To było źle zaprezentowane, źle przetłumaczone
i zredagowane. Zawieszone w próżni. I dlatego uważam, że
dobre opracowanie może zmienić ten materiał w interesującą
książkę, o co należy zapytać Michaela Younga. Należałoby to
zrobić razem z ponownym opracowaniem już opublikowane­
go dziennika.
G K H : Kiedy przyjedzie Pani do Polski z dłuższa, wizyta, nie
tylko na kilka dni?
HW: Bardzo bym chciała, ale są w życiu każdego
człowieka pewne okoliczności...
GKH: Zapraszamy.
Grażyna Kubica-Heller

Rozmowa z Michaelem Youngiem
G K H : Jakie były powody Pana zainteresowania biografią
Bronisława Malinowskiego? Czy było to spowodowane jego
malowniczą osobowością czy też podobnym doświadczeniem
w pracy terenowej?
M Y : To zainteresowanie bierze swój początek w moich
studiach w University College w Londynie we wczesnych
latach sześćdziesiątych, kiedy to jedną z moich nauczycielek
była Phylis Kabery, jedna z uczennic Malinowskiego. Wy­
kładała ona o Malinowskim, a pierwszą monografią, którą
czytałem, było Życie seksualne dzikich, a zaraz po niej
Argonauci Zachodniego Pacyfiku. I ten romantyzm antropolo­
gii od razu mnie oczarował. W latach sześćdziesiątych można
było zostać oczarowanym, teraz już nie. Właśnie wtedy jako
młody człowiek, wróciłem z podróży na morza południowe.
Byłem na Nowej Zelandii, Tahiti, widziałem te miejsca, ale
nie byłem na Nowej Gwinei. Można powiedzieć, że przejąłem
trochę tego romantyzmu Malinowskiego. Przypominało to
nieco sytuację opisywaną przez niego, kiedy to przyciskając
do piersi Złotą Gałąź mówił, że przeszedł na służbę ant­
ropologii Frazera. Ja przyciskałem do piersi, idąc ulicą do
University College w Lodynie, Argonautów Zachodniego
Pacyfiku. Później zamierzałem zrobić badania terenowe w Af­

ryce, lecz dla różnych powodów nie mogłem. Podobnie
Malinowski zamierzał pojechać do Afryki i nie mógł. Phylis
Kabery wysłała mnie do australijskiego National University,
gdzie zrobiłem doktorat. I stało się oczywiste, że jedyną
rzeczą, którą mogę zrobić, jest praca na Nowej Gwinei, co też
zrobiłem. Musiałem być pod wrażeniem wizerunku mórz.
południowych stworzonym przez Malinowskiego (panny
z obnażonymi biustami, ubrane tylko w krótkie spódniczki
z trawy, stojące na wydmach, itd.), ponieważ wybrałem
wyspę bardzo blisko Trobriandów. Później z różnych powo­
dów nie poświęcałem Malinowskiemu zbyt wiele czasu ani
myśli. Lecz gdy byłem już w Cambridge, poproszono mnie
o napisanie czegoś w rodzaju „Readers Digest" o etnografii
Malinowskiego, co zostało później, razem z moją przed­
mową, opublikowane przez Rutledge. To był pierwszy krok
do czytania prac porównawczych, w których o nim mówiono,
oceniano jego teorie, było trochę informacji biograficznych,
które mogłem znaleźć, ale byl to esej raczej powierzchowny.
Potem wróciłem do Australii, gdzie pracowałem i znowu nie
myślałem zbyt wiele o Malinowskim aż do czasu, kiedy
zaczęliśmy korespondować z Heleną [Wayne] na temat
możliwości ponownego opublikowania pierwszego zapom-

Michael Young i Helena Wayne na cmentarzu

149

�nianego eseju Malinowskiego, napisanej po angielsku mono­
grafii The Mailu, jego pierwszego opisu etnograficznego,
który ukazał się w ciągu pierwszych kilku miesięcy jego
pobytu na Nowej Gwinei w 1914-15. Wtedy to napisałem
pokaźny wstęp do tej monogafii i bardziej zainteresowałem się
tym tematem, ponieważ analizowałem go na o wiele głębszym
poziomie, na przykład pracując w australijskich archiwach.
Później napisałem jeden czy dwa artykuły i stałem się kimś
w rodzaju eksperta od Malinowskiego i ludzie prosili mnie,
abym napisał hasło w encyklopedii lub biografię do słownika
itp. Ale bomba wybuchła, kiedy (było to na początku 1991
roku) Helena napisała do mnie: „chciałabym abyś się zabrał za
napisanie pełnometrażowej biografii mojego ojca". To mnie
zupełnie zaskoczyło. .Zostałeś wybrany" - pokazał na mnie
wielki palec. Odpowiedziałem, że muszę mieć czas do
namysłu, ponieważ mam wiele innych obowiązków: dydak­
tyka, własne badania, mam dokorantów i nie mogę tak po
prostu tego rzucić. Lecz był to ten rodzaj propozycji, której nie
można odrzucić. Jest to wielka praca i musi być traktowana
poważnie, więc ją zaakceptowałem. Gdy odwiedziłem Helenę
po raz pierwszy pokazała mi sofę zasłaną papierami, doku­
mentami, które dla mnie przygotowała. Później pracowałem
nad dokumentami Malinowskiego w London School of Economics, gdzie jest ok. 200 pudeł, dużych pudeł, wydaje mi się
że jestem dopiero w 3/4 drogi. Ale pracując wtedy nad tymi
materiałami miałem wrażenie, że będę musiał poświęcić temu
resztę mojego życia. Dałem sobie na to 5 lat, i one właśnie
mijają a ja nie skończyłem jeszcze zbierania materiału.
Zacząłem pisać wstępną wersję książki. Nauczyłem się iść na
skróty, doszedłem do wniosku, że nie każdy kawałek papieru
jest istotny, że nie każda myśl Malinowskiego musi zostać
zanotowana czy jest warta wzmianki, nie wszystko co napisał
było wartościowe.
G K H : Z tego co wiem, jest to Pana pierwsza dłuższa wizyta
w Polsce?
M Y : Tak. Pierwszy raz byłem w Polsce z okazji konferen­
cji, kiedy to spędziłem dwa dni w Warszawie, pięć dni
w Krakowie i 2-3 w Zakopanem, było to razem ponad tydzień.

G K H : Co chciał Pan znaleźć w Polsce podczas tej wizyty,
a co Pan znalazł?
MY: Zdawałem sobie w pełni sprawę z tego, że nie mówię
po polsku, ani nie potrafię czytać po polsku. Niewątpliwie jest
to pewne ograniczenie. Peter Skalnik napisał, że żaden
biograf Malinowskiego nie zajdzie daleko bez nauczenia się
polskiego. Ja nie znam polskiego. Aby odpowiedzieć na Pani
pytanie: przyjechałem żeby przezwyciężyć swoją obawę,
dotyczącą niewiedzy o jego polskim pochodzeniu, pomimo
tego, że lak wiele na ten temat opublikowano. Obawiałem się,
że te publikacje stanowią coś w rodzaju wierzchołka góry
lodowej, a poniżej jest to, co wszyscy wiedzą na ten temat,
lecz jeszcze nie zostało to opublikowane. Teraz upewniłem
się, że w szufladach nie ma zbyt wiele rzeczy. Być może wiem
tyle co Pani polscy koledzy, choć nie znam np. polskich
listów, które Pani opracowała.
Chciałem poza tym zobaczyć miejsca, które odwiedzał
Malinowski, zanurzyć się w tę atmosferę, chociaż jest ona
zupełnie inna, tamta już minęła. Wysilić swoją wyobraźnię:
Malinowski zrobił to, poszedł tam. Poszukać adresów w War­
szawie, Zakopanem. Z prawie religijnym nabożeństwem
odwiedzaliśmy każdy z domów wymienionych w Dzienniku.
G K H : Wydaje mi się, że dużą zaletąjest to, że Malinowski
żył właśnie w Krakowie, ponieważ może Pan oglądać to
miasto właściwie niezmienione. W Warszawie mógł Pan mieć
kłopoty ze znalezieniem właściwych miejsc. W Krakowie może
się Pan rzeczywiście czuć jak w mieście Malinowskiego, czy
odczuwał Pan tę atmosferę, czy ona już rzeczywiście odeszła ?
MY: Myślę, że odeszła. To wymaga żywej wyobraźni, aby
usiąść w takim miejscu jak Mały Rynek, pić piwo i zastanawiać się jak to było gdy Bronio tutaj mieszkał. Będąc
w restauracji rozmawialiśmy o tym i staraliśmy się sobie
wyobrazić co on jadał ze swoją matką. Prawdopodobnie nie
był to stek z frytkami, raczej chleb czy kapusta.
G K H : Czy są jeszcze jakieś problemy dotyczące młodości
Malinowskiego, które pozostają dla Pana tajemnicą?
M Y : Tak, sąjeszcze duże luki. Ciągle za mało wiem o jego
dzieciństwie, w co się bawił, z kim się bawił, o jego szkolnych

M-M
.

Fragment rękopisu B. Malinowskiego

150

VwoA..
U— ¿'L

*j'.v.

i~-L ik.

t

UÍKI

*.\

-7.3fe.ri/•&gt;&lt;v^_ j

l...

^ _.

.yH.

^

ta

^

J-J

^

Rękopis B. Malinowskiego ze szkicem domu (Brudos)

.
!
i

j

�kolegach. Jakie było jego dzieciństwo? Jak traktował go
ojciec? Jak traktowała go matka? Możemy to sobie oczywiście
wyobrazić, ponieważ są krótkie opisy w listach jego matki lub
w jego listach do żony Elsie, gdzie opisuje Boże Narodzenie,
Wigilię, choinkę, w jaki sposób było podawane jedzenie.
Jednak wiele jeszcze trzeba zrobić. Jest wielu jego krewnych,
których nie znamy, nie wiemy jacy byli, czy byli wysocy czy
niscy.
G K H : Czy uważa Pan, że przyjaźń z Witkacym stanowiła
pewną pomoc? Napisano wiele książek o Witkacym.
M Y : Tak, o wiele więcej napisano o Witkacym niż
o Malinowskim. Z tego można wyciągnąć wiele materiału
odnoszącego się do Malinowskiego, oddającego atmosferę.
Nie sądzę, aby można było się tak wiele dowiedzieć o Młodej
Polsce, Zakopanem, nawet o przełomie wieków, bez książek
0 Witkacym. Tak więc to pomaga. A także jego własne
portrety, rysowane i pisane w Bungu [622 upadki Bunga albo
demoniczna kobieta], jego obrazy, zdjęcia.
G K H : Czy jest coś, co uderza Pana w biografii Malinows­
kiego, co było dla Pana dziwnego?
M Y : Tak, przeżywa się pewien szok czytając dzienniki
z czasów zakopiańskich, szok kulturowy. Czytając go nie
mogłem sobie wielu rzeczy wyobrazić, teraz jest mi łatwiej,
ponieważ tam byłem. Widziałem te wille, byłem w tych
willach. Widziałem drewniane meble, drewniane łóżka, mam
lepszy obraz tego, jak jedli, jak siadali do stołu. On nie
opisywał wszystkiego, pisał np. „Obiad w aptece". Odkryliś­
my, że apteka w Zakopanem służyła jako restauracja, poczta,
jako miejsce spotkań z przyjaciółmi. Tak więc jedzenie
w aptece, jak to przetłumaczył nasz tłumacz, ma sens.
G K H : Czy może Pan sobie wyobrazić Malinowskiego
jadącego do Anglii, jak on się tam czuł? Czy między Anglią
1 Polską była wtedy duża różnica kulnirowa?
M Y : Myślę, że jemu się tak wydawało. On przedtem wiele
podróżował, był także w Anglii. Lecz sposób, w jaki opisuje,
w bardzo długim i opisowym liście do Anieli Zagórskiej, jak
przebiegła jego pierwsza podróż, był zainspirowany pewnymi
wizjami angielskiej cywilizacji, najmodniejszej wtedy kultury
w całej Europie. Sądzę, że on wtedy rzeczywiście chciał się
stać częścią tego świata. Lecz w dzienniku, gdy wspomina
swoją podróż, przekazuje też nieco ze swojego oszołomienia
z przejazdu pociągiem, gdy nie mógł znaleźć swej przyjaciółki
Anny Bronton. Jest zakłopotany, zdenerwowany, idzie ulica­
mi. Myślę, że szedł do mieszkania Seligmana, ponieważ nie
wiedział gdzie indziej mógłby pójść. Czyli jest to ten rodzaj
obcości podczas pierwszego przejazdu pociągiem, obce miejs­
ca, nie wiadomo dokąd pójść...
G K H : Mając całą tę wiedzę o życiu Malinowskiego, może
Pan zatytułować jego biografię jednym słowem tub zwrotem ?
MY: Mam pewne pomysły co do chwytliwego tytułu, ale
nie wiem czy to się uda, bo mogą być mylące. Jeden to:
A Divided Life (Podzielone życie), ale to nie ujmuje wszyst­
kiego, ponieważ w pewien sposób był on wielkim integ­
ratorem różnych części swojego życia. Było to jego intelek­
tualnym celem, funkcjonalnym celem, aby integrować różne
sprawy. Zdawał sobie jednak sprawę, ze swych wewnętrznych
podziałów. Inny ewentualny tytuł to: Niezwykle szczery
człowiek. Wymagał tego od innych, w stosunku do siebie jego
szczerość była nawet bolesna. Czasami wiedział, że za­
chowywał się jak drań, i mówił sobie: „wiem, że byłeś

Helena Wayne (Malinowska), 1992

draniem". Jak napisała to gdzieś o nim Audrey Richards:
w stosunku do siebie był szczery aż do bólu. Ale znów to nie
była jedyna rzecz, którą można o nim powiedzieć. Próbowa­
łem zastanawiać się nad kluczowym podziałem na to, co
fizyczne, i to, co duchowe, co jest prawie manichcjskic. Nie
wiem, jak ta sprawa wyglądała w późniejszym okresie, gdyż
Malinowski nie pisał już wtedy pamiętników, a w listach był
coraz mniej szczery. Z upływem lat jest coraz mniej naprawdę
osobistych listów. Nic było ludzi, przed którymi się otwierał.
Dlatego staje się bardziej odległy.
!

G K H : Cz) jest coś w biografii Malinowskiego co może być
istotne dla nas teraz, co może nas inspirować, nas jako
uczonych i nas jako ludzi?
M Y : Dla nas antropologów na pewno jego badania
terenowe, jakość jego badań zawsze będzie znana. W ubieg­
łym roku spędziłem kilka tygodni na czytaniu jego notatek
z badań. Byłem dość przerażony, gdyż nie mogłem znaleźć do
nich klucza. Te notatki były wszystkie związane razem. One
nie są zbyt dobrze skatalogowane. On starał się je skatalogo­
wać, ale potem ktoś to pomieszał. Zrobiłem coś w rodzaju
ponownego uporządkowania dla moich celów. Zaczynam
widzieć sens i sposób w jaki to zrobił. Ta praca przechodzi
pewne etapy, im bliżej końca jego notatki stają się coraz
bardziej krótkie, lakoniczne, prawie zupełnie w języku
Kiriwina, którego nie umiem odczytać.
Tym, co rzeczywiście zrobiło na mnie wrażenie (w mniej
więcej środkowym okresie) był fakt, że on zapisuje wszystko
a jego obserwacje są niezwykle wnikliwe, rejestruje małe,
drobne sprawy, których większość ludzi nawet by nie do­
strzegła, i w końcu drobiazgowe pytania. Drobny przykład:
sposoby siedzenia. Trobriandczycy mają różne sposoby sie­
dzenia: na skrzyżowanych nogach, w kucki, z wypros­
towanymi lub zgiętymi plecami. Trobriandczycy mają nazwy
na każdy z tych rodzajów. Myślę, że zajęło mu sporo czasu
zaobserwowanie, że oni mają te nazwy. Dużo czasu zajmuje
samo zauważenie tych różnic. Potem się zaś pyta: dobrze,
a kiedy siedzisz w ten sposób, a kiedy w tamten? Buduje się
rodzaj socjologii siedzenia i on to robi. Nigdy tego nie

151

�Bronisław Malinowski na Trobriandach

opublikował, ale to jest jego sposób podejścia, formułowanie
pytań. To nie przychodzi od razu, to wymaga dużego treningu,
aby do tego dojść. Jego praca terenowa jest rodzajem lekcji dla
nas.
G K H : A Malinowski dla nas ludzi?
M Y : Jego antynacjonalizm, dostrzegał niebezpieczeństwo
nacjonalizmu. Był nie tylko kosmopolitą, ale w pewnym
sensie multinacjonalistą. Nie wierzył w tę głupią rzecz
nazywaną państwem narodowym, którą trzeba jakoś przeżyć.
Sądzę, że mógł nie przewidzieć katastrofalnego końca II
wojny światowej, i tego, że świat będzie podzielony na dwie
części, przystawiające sobie broń jądrową wzajemnie do
głowy. Byłby tym przerażony.
Lecz teraz jest to częściowo rozwiązane. Jest nowa szansa,
aby podążać w tym kierunku i on by nas do tego zmuszał
i ponaglał do zwiększenia pokoju. Był wielkim pacyfistą
i wielkim myślicielem. Sądzę że nie był zbyt wyrafinowanym
politologiem, ale w tym zakresie jego serce było rzeczywiście
po właściwej stronie. Myślę, że była to pewnego rodzaju
lekcja.
G K H : Czy przyczyną tych poglądów była jego biografia,
czy też był to światopogląd czysto intelektualny?
M Y : Wydaje mi się, że pod koniec życia, a także wcześniej,
poświęcał wiele myśli swojemu pochodzeniu z Monarchii
Habsburskiej i jak Pani wie, często mówił, że był to niemal
idealny porządek, gdzie Galicja miała zapewnioną wewnętrz­
ną wolność i nie musiała się martwić o walki, wojny w swoim
imieniu. Była wolność prasy, poszanowanie mniejszości
narodowych. Sądzę, że on trochę zawsze idealizował to co się
działo przed I wojną światową i len rodzaj federacyjnej
dyscypliny, ten rodzaj łagodnej dominacji, trochę patriarchalny, protekcjonalny, ale mimo wszystko byliście poddanymi
Austrii, Wiednia. Wygląda na to, że młodość Malinowskiego
przypadała na okres tych łagodnych rządów i on to doceniał.
Chciałby widzieć świat, w większej skali, rządzony w laki
sposób. Byłby to rodzaj „uniwersalnej monarchii". Wydaje mi

się, że jego idee dotyczące cywilizacji rzeczywiście biorą się
z jego wcześniejszego doświadczenia.
G K H : W tym kontekście moż/ta powiedzieć, że nie był
Polakiem, ale raczej Galicjaninem?
M Y : Tak, Galicjaninem, nie był nacjonalistą. Jednak kiedy
Malinowski był za granicą, w Europie czy Ameryce, nie
mówił o Galicji, nikt by nie wiedział o czym mówi. Wtedy
określał siebie: jestem Polakiem. Raczej był dumny ze swego
polskiego pochodzenia.
G K H : Czy ma Pan jakiś termin, w którym zamierza Pan
zakończyć pracę nad „Dziennikami"?
MY: Chciałbym skończyć w ciągu dwóch lat, ale nie sądzę,
żeby mi się udało, raczej trzech lat, ponieważ ugrzązłem
w polskim okresie jego życia, który jest tak interesujący.

152
Elsie Masson

�Ciągle myślę o koncepcji dwóch tomów, co się bierze z czystej
trudności podołania tym wczesnym dziennikom, które nie
były opublikowane. A wczesny etap jego życia jest inte­
resujący i wydaje mi się, że jest niezwykle ważne pokazać, jak
on się rozwijał do momentu, kiedy stał się sławnym ant­
ropologiem. Jest to coś w rodzaju wieloaspektowego, wieloproblemowego rozwoju, który pokazuje geniusz jego życia,
rozwijania wielu aspektów siebie samego, w tym samym
czasie, włączając w to jego życie miłosne. W końcu jak on dał
radę napisać Życie seksualne dzikich. Coś w tym rodzaju. Co
więcej złożenie tego wszystkiego razem zajmuje sporo czasu,
ale jego wczesne dzienniki są tak bogate, psychologicznie
bogate. Mówią o nim bardzo dużo, tak że ogólnikowe tylko
opracowanie byłoby rodzajem świętokradztwa. Jeżeli bym
tego nie zrobił dokładnie, ktoś później mógłby powiedzieć:
ach ten Young, zmarnował okazję. Już za pierwszym razem
chcę to mieć zrobione dobrze.

G K H : Wiem, że z Polski jedzie Pan do Anglii, czy będzie
tam Pan dalej pracował nad biografią?
MY: W przyszłym miesiącu mam w planie inny projekt
związany z Malinowskim. Podpisałem kontrakt z University
of Chicago Press, aby zrobić książkę z niepublikowanych
dotąd zdjęć Malinowskiego z badań terenowych, 200 zdjęć
z tekstem opisującym, na co mam rok czasu.
G K H : Czy ten zbiór jest duży?
M Y : To jest ok. 800 zdjęć, 200 już było opublikowanych,
ale kontrakt mówi, że tych nie mogę wykorzystywać, czyli
mam ok. 500-600 z których mogę wybierać. Książka jest
częścią serii University of Chicago Press o niepublikowanych
fotografiach sławnych antropologów.
G K H : Życzę więc powodzenia.

Grażyna Kubica-Heller

Wpływ kobiet na życie i dzieło
Bronisława Malinowskiego*
Helen Wayne (Malinowska)
Mój ojciec, Bronisław Malinowski, przez całe życie pozo­
stawał pod dużym wpływem kobiet: swojej polskiej matki,
dwóch brytyjskich żon, swoich uczennic oraz kobiet, które nie
były uczennicami lecz łączyła go z nimi intelektualna przyjaźń
i kobiet różnych narodowości, które kochał. Miał także trzy
córki, z których ja jestem najmłodsza.
Zależał od kobiet w niezwykłym stopniu i sądzę, że ta
zależność ma swój początek w jego związku z matką. Należała
do rodzaju kobiet, które zawsze w ciągu dziejów stały za
wybitnymi mężczyznami: wspierających i poświęcających
się.
Nazywała się Józefa Łącka, a w roku 1883 w wieku lat 35
poślubiła Lucjana Malinowskiego, profesora filologii sło­
wiańskiej uniwersytetu w Krakowie, w południowej Polsce.
Było to w czasie, kiedy Polska była pod zaborami, a ta część
kraju - Galicja - stanowiła na pół autonomiczny kraj monar­
chii austro-węgierskiej.
W rok po ślubie, tej parze, będącej już niemal w średnim
wieku, urodziło się jedyne dziecko - Bronisław Kasper,
zdrobniale Bronek lub Bronio.
Broniowi (tego zdrobnienia używał przez całe życie)
bliższa była rodzina matki niż Malinowscy, tak jak nieporów­
nanie bliższa mu była matka niż ojciec. Bronio rzadko
opowiadał angielskim przyjaciołom o ojcu, chociaż był on
* Artykuł drukujemy za uprzejmą zgodą Autorki. Pierwodruk
.Journal of the Anthropological Society of Oxford" V o l . X V , no.
3 Michaelmas 1984

wybitnym uczonym w dziedzinie filologii słowiańskiej, czło­
wiekiem z którego można być dumnym. Naówczas był dobrze
znany w polskich i niemieckich kręgach akademickich, nie
tylko jako filolog lecz również jako etnograf badający Śląsk.
We współczesnej nauce polskiej jest doceniany zarówno on,
jak i jego dzieło.
Audrey Richards opowiadała mi, że Bronio często wyrażał
się o ojcu lekceważąco, mówiąc, że był on surowy, sztywny
i nie próbował zrozumieć swego syna. Trudno mi się do tego
ustosunkować, gdyż nic pamiętam żeby kiedykolwiek, gdy
byłam dzieckiem, wspominano mojego polskiego dziadka; na
pewno o nim mówiono, ale ja tego nie pamiętam; natomiast
polska babcia była naprawdę „obecna" w naszej rodzinie.
Nigdy jej nie znałyśmy, ponieważ zmarła na rok przed ślubem
naszych rodziców.
Była kobietą o wybitnym intelekcie, wielkiej determinacji
i całkowitym poświęceniu dla swego uzdolnionego syna. Jak
ukazują zdjęcia, była przystojną, młodą kobietą o wąskiej,
spiętej gorsetem, talii i kręconych włosach. Z wiekiem utyła,
siwe włosy nosiła gładko zaczesane w ciasny kok, lecz
zachowała swą wyprostowaną postawę, piękną twarz, grube
brwi, przenikliwe oczy i duże, ładnie wykrojone usta.
Lucjan Malinowski zmarł na skutek ataku serca w wieku 58
lat, kiedy Bronisław (który zresztą miał umrzeć w ten sam
sposób w tym samym wieku) miał 14 lat. Rodzina Malinows­
kich mieszkała na terenie krakowskiego uniwersytetu lecz
wdowa i syn musieli opuścić ten dom i później mieszkali
w różnych mieszkaniach w centrum Krakowa.' Mieli ciągłe

153

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9542" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9520">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0adb27cd25fbe354b40506dac41a350a.pdf</src>
        <authentication>1b2797b4601d813275262e839691da3f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113677">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3693</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113678">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113679">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3470</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113680">
                <text>Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiegoi jego biografem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113681">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.143-145</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113682">
                <text>Kubica-Heller, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113683">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113684">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113685">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113686">
                <text>Bronisław Malinowski

Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiego
i jego biografem
Grażyna Kubica-Heller
Moich rozmówców, Helenę Wayne-Malinowską i prof.
Michaela Younga z Uniwersytetu w Canberrze, poznałam
ponad dziesięć lat temu podczas konferencji z okazji 100-lecia
urodzin Bronisława Malinowskiego, którą na Uniwersytecie
Jagiellońskim zorganizowaliśmy pod kierownictwem prof.
Andrzeja Palucha. Było to, jak na owe czasy, gigantyczne
przedsięwzięcie. Zaprosiliśmy antropologów ze wszystkich
znaczących ośrodków naukowych, a także uczniów Malinow­
skiego (Sir Raymonda Firtha i Lucy Mair) oraz jego trzy córki
z rodzinami.
Zespół nasz przygotował na tę konferencję serię wykładów
dotyczących życia i twórczości Malinowskiego, potem wyda­
nych w Polsce i Wielkiej Brytanii. Mnie w udziale przypadło
opracowanie biograficzne dotyczące jego polskiej młodości.
1

Wiązało się to z niemal detektywistycznym poszukiwaniem
materiałów archiwalnych; zagłębianiem się w atmosferę
Krakowa początku naszego wieku, z jego salonami pań
profcsorowych, ale także z kawiarnianym życiem bohemy.
Bardzo w tym była pomocna autobiograficzna powieść
Stanisława Ignacego Witkiewicza 622 upadki Bunga, czyli
demoniczna kobieta, w której jego przyjaciel - Bronisław
Malinowski, jest sportretowany jako jedna z ważniejszych
postaci.
Zainteresowana twórczością swego ojca jest także Helena
Wayne. Helena urodziła się w południowym Tyrolu we
Włoszech, gdzie jej rodzice mieli dom. Była reporterką
magazynu „Life", edytorem książek, producentką telewizyjną
w BBC. W 1984 roku na zaproszenie Cross Cultural Research

143

�Rodzina Bronisława Malinowskiego, Oberbozen 1926. Od lewej: Józefa, Wanda, Bronisław, Elsie i Helena

on Women opracowała tekst Bronisław Malinowski: the
Influence of Various Women on His Life and Works. [którego
tłumaczenie zamieszczamy obok - przyp. red.].
Ostatnio Helena Wayne wydała dwa tomy listów swych
rodziców (The Story of a Marriage) . Jak czytamy na okładce:
„Listy (...) były pisane przez Malinowskiego i jego żonę, Elsie
Masson, od roku 1916 do jej śmierci w 1935. Stanowią one
kronikę ich spotkania, ich późniejszego nadzwyczajnego
małżeństwa, pokazując Malinowskiego w nowym świetle, nie
jako nauczyciela i uczonego, lecz jako męża, ojca i przyjacie­
la. Jego żona, jak dotąd szerzej nieznana, ukazuje się jako
kobieta obdarzona poczuciem humoru, odważna i utalen­
towana." Przeglądając te dwa grube tomy zauważyłam, że
Malinowski w czasie swego pobytu na Nowej Gwinei często
powraca wspomnieniami do swej matki, Zakopanego, przyja­
ciół, np. w liście z 17.XI.1917: „Byłem dzisiaj usposobiony
bardzo metafizycznie, szczególnie wieczorem. Poszedłem na
spacer wokół wyspy o ósmej. Jest silna południowa bryza,
i palmy kokosowe szeleszczą liśćmi w charakterystyczny
suchy sposób jak deszcz padający na blaszany dach. Byłem
bardzo smutny i samotny, i szeptałem twoje imię w ciemność
nocy i mówiłem wicie słodkich słów do ciebie po polsku.
Często zastanawiam się jak i kiedy zaczniemy uczyć się
polskiego. Niebo jest piękne: jest Wenus na zachodzie i Jowisz
wschodzi zaraz po siódmej, a Orion pojawia się po ósmej i to
jest najpiękniejsze niebo w całym roku. W Polsce to jest
zimowe niebo i tak dobrze pamiętam Orion i Syriusz wysoko
na niebie ponad pokrytymi śniegiem polami w Zakopanem.
Witkiewicz był specjalistą od konstelacji i imion gwiazd i miał
dobrą wiedzę astronomiczną i często rozmawialiśmy o gwiaz­
dach i podziwialiśmy niebo. Niebo, jak morze, ma tę doskona­
łą niezmienność i trwałość." Z listów do przyszłej żony
wynika także, że cały czas brał pod uwagę osiedlenie się
2

4

5

144

w Polsce: „O wiele bardziej chciałbym pracować w miejscu
takim jak Australia czy Polska, które wymaga pomocy, niż
w wielkim kraju takim jak Anglia czy Nicmcy." „Według
wszelkiego prawdopodobieństwa, jak tylko wojna się skoń­
czy, powinienem znaleźć jakieś akademickie stanowisko,
które będzie bardzo marnie opłacone (profesor nadzwyczajny
w Krakowie dostaje mniej niż 400 funtów rocznie) lecz my
oboje nie mamy nic przeciwko życiu w biedzie, niepraw­
daż?" Po śmierci matki pisał: „Połączenie między moją
przeszłością a teraźniejszością zostało złamane, i teraz moje
życie będzie niekompletne.(...) Przez mój umysł przelatują
kawałki i strzępki mojego poprzedniego życia i wydaje się, że
wszystko zmieniło swe oblicze. Moja matka była niezwykle
istotnym elementem w moim życiu, mimo że nie czułem tego
wyraźnie. To jest ta przeklęta cecha mojego charakteru, aby
przyjmować za rzecz naturalną to co się ma i tęsknić za czymś
czego się nie ma. Czuję się odcięty od mego kraju, od
wszystkiego co jest stabilne i trwale, od ziemi niemal.
Ostatnio wydawało mi się coraz bardziej, że chciałbym
wrócić z tobą do Polski i że nasz obowiązek a także szczęście
są z tym związane. Teraz przeraża samo myślenie o powrocie
do kraju. To już nigdy nie będzie to samo." Po powrocie
z Australii spędzili rok na Wyspach Kanaryjskich (gdzie
Malinowski pisał Argonautów Zachodniego Pacyfiku) prob­
lem powrotu do Polski ciągle był rozważany. Tym razem to
Elsie sugerowała: „Uważam, że jesteś na rozstajach dróg,
Broniu, i że to jest ten punkt, kiedy się podejmuje ważne
decyzje. Jeżeli odrzucisz krakowską propozycję w nadziei na
coś lepszego, bardziej nęcącego lub przynoszącego więcej
kudos, sądzę, że później będzie ci się to wydawało jedną
z tych 'zdrad',o których mówi Conrad, i że staniesz się kimś
w rodzaju Conrada i będziesz musiał porzucić tę fikcję, że
kiedyś znowu będziesz Polakiem..."
fi

7

8

9

�Malinowski z córkami: Wandą i Heleną

Kwestia ewentualnej katedry dla Malinowskiego w Uniwer­
sytecie Jagiellońskim była jednym z problemów, które starał
się rozwikłać prof. Michael Young. Z mojej kwerendy
w Archiwum UJ wynikało, że to Malinowski po powrocie
z Australii napisał do prof. Jana Rozwadowskiego list sugeru­
jący, że chciałby objąć katedrę etnologii, gdyby UJ chciał
takową powołać. Rada Wydziału Filozoficznego, po zasięg­
nięciu opinii specjalistów, „na posiedzeniu 10.111.1922 r.
zgodnie postanowiła zwrócić się do ministerstwa o mianowa­
nie dr. Malinowskiego profesorem nadzwyczajnym etnologii
i etnografii począwszy od 1.X.1922 r. z obowiązkiem prowa­
dzenia wykładów z tego przedmiotu przez pięć godzin
tygodniowo, jak również ćwiczeń z uczniami przez dwie
godziny tygodniowo'"". W czasie swojej wizyty w kraju
jesienią 1922 roku Malinowski ostatecznie zdecydował się nie
przyjąć katedry, o czym donosił dziekanowi Dziewońskiemu:
„Przede wszystkim pragnę wyrazić jak głęboko wdzięczny
i wzruszony jestem tym zaszczytnym uznaniem mojej, bardzo
szczupłej jeszcze, pracy naukowej. Z prawdziwym żalem tedy
muszę oświadczyć, że żadnych nowych obowiązków nau­
czycielskich obecnie przyjąć nie mogę, gdyż mam bardzo
duży zapas materiałów etnograficznych, które muszę bez
zwłoki opracować. Materiały te, zebrane podczas trzech
wypraw do Nowej Gwinei 1914-1918, obejmują wszystkie
zakresy etnologii: materialną kulturę, socjologię, ekonomię,
wierzenia i rytuały, a także teksty językowe. Z jednej strony
materiał ten musi być jak najprędzej ujęty w formę skończoną,
gdyż z każdym rokiem i miesiącem świeżość wrażeń i ścisłość
wspomnień się zaciera. Z drugiej strony, jako etnograf
terenowy, pragnąłbym raz jeszcze odbyć wyprawę, ale nie
mogę nowej pracy rozpocząć przed obrobieniem materiału
z Nowej Gwinei. Wobec tego żadnych nowych obowiązków
nie mogę przyjąć, poza skromną pozycją, a raczej synekurą,
którą posiadam w Londynie jako 'lecturer in Social Anth-

ropology' przy London School of Economics and Political
Science, będącej częścią Uniwersytetu Londyńskiego. Pozy­
cja ta zabiera mi bardzo mało czasu, gdyż wykładam tylko
przez 9 tygodni rocznie, a dochód z niej wystarcza mi na
skromne całoroczne utrzymanie się za granicą. (...) Na
zakończenie chciałbym wszkże wyraźnie zaznaczyć, że od­
mowa moja nie jest powodowana niechęcią powrotu z krainy
funtem i pensem płynącej do bądź co bądź rozcieńczonych
stosunków materialnych w kraju. Na dowód tego wymienię,
że w kwietniu bieżącego roku ofiarowano mi - i to nawet nie
bez presji - stałą pozycję w Londynie z pełną płacą i całorocz­
nym zajęciem i że oferty tej nie przyjąłem z wymienionych tu
powodów,"" Nie wiem jak ostatecznie Michael Young
zinterpretuje ten cały splot powodów, dla których Malinowski
wybrał „brytyjską" a nie „polską" drogę kariery, nie będzie to
na pewno zadanie łatwe. Mam jednak nadzieję, że ostatnia
wizyta w Polsce pozwoli mu na głębsze zrozumienie „pol­
skiego tla" swego bohatera.
Biograf interesował się jednak nie tylko Malinowskiego
życiem naukowym, ale w większej nawet mierze, jego życiem
prywatnym. Staraliśmy się, na przykład, odtworzyć kalen­
darium życia i podróży z okresu wczesnej młodości Broni­
sława. Okazało się, że jako piętnastolatek, z powodów
zdrowotnych, był już dwa razy w Egipcie. Do gimnazjum
regularnie uczęszczał tylko przez rok - do IV klasy, a pozo­
stałe zaliczał jako ekstern. Później, pod koniec studiów, odbył
podróż do Włoch, a następnie, po rygorozach, na dłużej osiadł
na Wyspach Kanaryjskich. Te wszystkie podróże zorganizo­
wała, ogromnym zapewne wysiłkiem, jego matka, wdowa po
profesorze UJ, aby ratować zdrowie syna.
Jednak najbardziej intrygujące były oczywiście nasze
poszukiwania dotyczące kobiet w życiu młodego Malinows­
kiego. Był on nieodrodnym dzieckiem swej epoki, a jego
„młodopolskość" w tym zakresie była najmniej problematy-

145

�czna. Michael Young chciał dowiedzieć się czegoś więcej
o kobietach, na których ślad natrafił w młodzieńczym dzien­
niku. Udało nam się ustalić nazwisko bardzo ważnej przyja­
ciółki, mianowicie Żeni Zielińskiej. Była to malarka, war­
szawianka, którą Malinowski poznał przez Żuławskich, któ­
rych była krewną lub znajomą. Była mężatką, ale nie udało
nam się ustalić kim był jej mąż. Inną kobietą była, występująca
w pamiętnikach jako „Toska", żona Retingera, konsula pol­
skiego (1913-1914), która znała Conrada i zabrała doń
Malinowskiego do Kentu. Wcześniej, dzięki opracowaniu E.
C. Martinka , wiedzieliśmy o istnieniu innych kobiet: Heleny
Czerwijowskiej i Zofii Dembowskiej. Przyjaźń z obiema
Malinowski „dzielił" z Witkacym, co nie sprzyjało bezkon­
fliktowemu rozwojowi ich stosunków. Michael Young zauwa­
żył, na podstawie dzienników, że młody Bronio wlókł te swoje
„love-affairs" w nieskończoność, nie potrafiąc ich definityw­
nie przerwać. Nieraz był uwikłany w kilka na raz.
Dzienniki właśnie są nieocenioną pomocą w opracowaniu
bigrafii Malinowskiego. Pisane były po polsku, lecz niestety
nieznane są zupełnie polskiej publiczności. Wczesne dzienniki
pochodzą z lat 1909-1914, pisane były głównie w Zakopanem,
ale także w Krakowie i Warszawie. Dają, wedle słów prof.
Younga, złożony obraz jego ówczesnego życia. Głównym
tematem są plany związane z jego pracą nad sobą, szczegółowe
opisy cierpień spowodowanych przez kolejne miłości, spotkań
z przyjaciółmi takimi jak S.I. Witkiewicz, czy Tadeusz Nalepiński; pobieżne notatki z tego co czytał i pisał. Dzienniki późniejsze,
pisane przez Malinowskiego podczas jego badań terenowych,
zostały wydane w 1967 roku przez jego drugą żonę, a wznowione
w 1988 z nowym wstępem Sir Raymonda Firtha.
12

13

Podczas swej wizyty w Polsce Helena Wayne starała się
przybliżyć biografowi ojca nie tylko związane z nim
miejsca, ale i ich ducha. W tym celu odwiedziliśmy między
innymi Cmentarz Rakowicki. Jak to ujęła później w liście:
„Nasza wizyta na starym cmentarzu była niezwykle inte­
resująca. Byłam tam już drugi raz, aby odwiedzić grób
dziadków oraz trochę pospacerować, ale teraz po raz pierwszy
odczułam jego spokój i ponadczasowość. Cieszę się, że M.Y.
to zobaczył (...), ponieważ takie miejsce daje szybką lekcję
o tych aspektach historii społecznej jak: co jest znaczące
w postawach wobec śmierci, a przez to o wierzeniach
religijnych... itd." Pisała także, nawiązując do mojej z nią
rozmowy: „Ostatnie pytanie twojego ze mną wywiadu,
dotyczyło kwestii, czy chociaż byłam już w przedtem w Kra­
kowie, jako mieście swego ojca, czy odczułam, że jest to także
'moje' miasto, i jak Ci odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że
dopiero podczas tej wizyty, poczułam, że jestem w domu,
miałam poczucie przynależności do tego miasta. To wielka
rzecz dla mnie!" .
Rozmowy, które przeprowadziłam, zogniskowałam wokół
spraw polskich, gdyż to było głównym powodem przyjazdu
moich rozmówców. Inną kwestią, o którą pytałam, były
powody ich zainteresowania się postawą i twórczością Broni­
sława Malinowskiego. Helena Wayne jako jedyna z jego
córek zajmuje się tą problematyką od wielu lat. Co zaś do
profesora Younga wydawało mi się, że jako Anglik zamiesz­
kały w Australii ma z Malinowskim pewną wspólnotę
biografii.
Rozmowy przeprowadziłam 30 maja 1996 w Domu Goś­
cinnym UJ.
14

PRZYPISY
' Między dwoma światami: Bronisław Malinowski, G. Kubica i J.
Mucha (eds.), PWN, Kraków 1985; Malinowski Between Two Worlds, R.
Ellen, E. Gellner, G. Kubica, J. Mucha (eds.), CUP, London 1988
„JASO", vol.15, nr 3. 1984. s. 189-203
Tamże, s. 189
The Story of a Marriage: the Letters of Bronisław Malinowski and
Elsie Masson, opr. Helena Wayne, Routledge 1995
Tamże, s. 59
Tamże, list z9.XII.1917. s. 59
Tamże, list z 14.V.1918, s. 147-148
* Tamże, list z I1.VI.1918, s. 159
2

3

4

5

6

7

9

Tamże, list z 20.VIH.1921. t. I I , s. 21
Listy Bronisława Malinowskiego, oprać. G. Kubica, w: Antropologia
społeczna Bronisława Malinowskiego, M.Flis, A. K. Paluch (eds), PWN,
Warszawa 1985, s. 275
" Tamże, s. 276-277
E. C. Martinek, Wstęp, w: S. I . Witkiewicz, Listy do Bronisława
Malinowskiego, PIW, Warszawa 1981, s. 5-43
" B. Malinowski, A Diary in the Strict Sense of the Term, 1 wyd, New
York 1967; I I wyd. Athlone 1989
List z 12.VI.1996 w moim posiadaniu.
10

12

14

Rozmowa z Heleną Wayne (Malinowską)
G K H : Jak to jest mieć za ojca taką postać? Jak Pani się
Z tym

czuje?

HW: Pewne sprawy w życiu przyjmuje się za oczywiste
same przez się. [...] Jednak jest to interesujące, a czasami
nawet ekscytujące.
G K H : Dlaczego zainteresowała się Pani biografią swojego
ojca ?
H W : Szczerze mówiąc,.wiąże się to z moją pierwszą wizytą
w Polsce. Wcześniej nigdy nie zamierzałam napisać niczego
o moim ojcu, ponieważ zbyt mało o nim wiedziałam, chociaż
wiele lat temu moi angielscy przyjaciele, gdy opowiadałam im
o ojcu, namawiali mnie, abym coś napisała. Ale odpowiada­

146

łam - nie żartujcie. Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do
Polski w 1970 roku w wywiadach dla radia, telewizji, prasy,
często pytano mnie, czy przyjechałam tutaj, by zgromadzić
materiał do biografii, gdy mówiłam że nie, nikt mi nie wierzył.
Gdy wróciłam do domu i opowiadałam to mojemu mężowi,
spytałam co sądzi na temat pisania biografii. Nie potrafię
napisać biografii, nie wiem niczego istotnego czy ważnego.
Nie wiedziałam niczego o Polsce, ani o polskiej młodości
mojego ojca, etc. Lecz kiedy rozmawiałam o tym z innymi,
jak np. Raymond Firth, doszłam do wniosku, że mogłabym,
skoro byłam dziennikarką i redaktorem, rozmawiać z ludźmi,
którzy byli jego uczniami, przyjaciółmi, a z których wielu

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11294" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11272">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8f4f1175c07c0d1a33ac46cf21a5ef54.pdf</src>
        <authentication>7becee3d37460cadd5ae387efa8707d4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134626">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3694</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134627">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134628">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3471</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134629">
                <text>Rozmowa z Heleną Wayne (Malinowską) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134630">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.146-149</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134631">
                <text>Kubica-Heller, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134632">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134633">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134634">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134635">
                <text>czna. Michael Young chciał dowiedzieć się czegoś więcej
o kobietach, na których ślad natrafił w młodzieńczym dzien­
niku. Udało nam się ustalić nazwisko bardzo ważnej przyja­
ciółki, mianowicie Żeni Zielińskiej. Była to malarka, war­
szawianka, którą Malinowski poznał przez Żuławskich, któ­
rych była krewną lub znajomą. Była mężatką, ale nie udało
nam się ustalić kim był jej mąż. Inną kobietą była, występująca
w pamiętnikach jako „Toska", żona Retingera, konsula pol­
skiego (1913-1914), która znała Conrada i zabrała doń
Malinowskiego do Kentu. Wcześniej, dzięki opracowaniu E.
C. Martinka , wiedzieliśmy o istnieniu innych kobiet: Heleny
Czerwijowskiej i Zofii Dembowskiej. Przyjaźń z obiema
Malinowski „dzielił" z Witkacym, co nie sprzyjało bezkon­
fliktowemu rozwojowi ich stosunków. Michael Young zauwa­
żył, na podstawie dzienników, że młody Bronio wlókł te swoje
„love-affairs" w nieskończoność, nie potrafiąc ich definityw­
nie przerwać. Nieraz był uwikłany w kilka na raz.
Dzienniki właśnie są nieocenioną pomocą w opracowaniu
bigrafii Malinowskiego. Pisane były po polsku, lecz niestety
nieznane są zupełnie polskiej publiczności. Wczesne dzienniki
pochodzą z lat 1909-1914, pisane były głównie w Zakopanem,
ale także w Krakowie i Warszawie. Dają, wedle słów prof.
Younga, złożony obraz jego ówczesnego życia. Głównym
tematem są plany związane z jego pracą nad sobą, szczegółowe
opisy cierpień spowodowanych przez kolejne miłości, spotkań
z przyjaciółmi takimi jak S.I. Witkiewicz, czy Tadeusz Nalepiński; pobieżne notatki z tego co czytał i pisał. Dzienniki późniejsze,
pisane przez Malinowskiego podczas jego badań terenowych,
zostały wydane w 1967 roku przez jego drugą żonę, a wznowione
w 1988 z nowym wstępem Sir Raymonda Firtha.
12

13

Podczas swej wizyty w Polsce Helena Wayne starała się
przybliżyć biografowi ojca nie tylko związane z nim
miejsca, ale i ich ducha. W tym celu odwiedziliśmy między
innymi Cmentarz Rakowicki. Jak to ujęła później w liście:
„Nasza wizyta na starym cmentarzu była niezwykle inte­
resująca. Byłam tam już drugi raz, aby odwiedzić grób
dziadków oraz trochę pospacerować, ale teraz po raz pierwszy
odczułam jego spokój i ponadczasowość. Cieszę się, że M.Y.
to zobaczył (...), ponieważ takie miejsce daje szybką lekcję
o tych aspektach historii społecznej jak: co jest znaczące
w postawach wobec śmierci, a przez to o wierzeniach
religijnych... itd." Pisała także, nawiązując do mojej z nią
rozmowy: „Ostatnie pytanie twojego ze mną wywiadu,
dotyczyło kwestii, czy chociaż byłam już w przedtem w Kra­
kowie, jako mieście swego ojca, czy odczułam, że jest to także
'moje' miasto, i jak Ci odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że
dopiero podczas tej wizyty, poczułam, że jestem w domu,
miałam poczucie przynależności do tego miasta. To wielka
rzecz dla mnie!" .
Rozmowy, które przeprowadziłam, zogniskowałam wokół
spraw polskich, gdyż to było głównym powodem przyjazdu
moich rozmówców. Inną kwestią, o którą pytałam, były
powody ich zainteresowania się postawą i twórczością Broni­
sława Malinowskiego. Helena Wayne jako jedyna z jego
córek zajmuje się tą problematyką od wielu lat. Co zaś do
profesora Younga wydawało mi się, że jako Anglik zamiesz­
kały w Australii ma z Malinowskim pewną wspólnotę
biografii.
Rozmowy przeprowadziłam 30 maja 1996 w Domu Goś­
cinnym UJ.
14

PRZYPISY
' Między dwoma światami: Bronisław Malinowski, G. Kubica i J.
Mucha (eds.), PWN, Kraków 1985; Malinowski Between Two Worlds, R.
Ellen, E. Gellner, G. Kubica, J. Mucha (eds.), CUP, London 1988
„JASO", vol.15, nr 3. 1984. s. 189-203
Tamże, s. 189
The Story of a Marriage: the Letters of Bronisław Malinowski and
Elsie Masson, opr. Helena Wayne, Routledge 1995
Tamże, s. 59
Tamże, list z9.XII.1917. s. 59
Tamże, list z 14.V.1918, s. 147-148
* Tamże, list z I1.VI.1918, s. 159
2

3

4

5

6

7

9

Tamże, list z 20.VIH.1921. t. I I , s. 21
Listy Bronisława Malinowskiego, oprać. G. Kubica, w: Antropologia
społeczna Bronisława Malinowskiego, M.Flis, A. K. Paluch (eds), PWN,
Warszawa 1985, s. 275
" Tamże, s. 276-277
E. C. Martinek, Wstęp, w: S. I . Witkiewicz, Listy do Bronisława
Malinowskiego, PIW, Warszawa 1981, s. 5-43
" B. Malinowski, A Diary in the Strict Sense of the Term, 1 wyd, New
York 1967; I I wyd. Athlone 1989
List z 12.VI.1996 w moim posiadaniu.
10

12

14

Rozmowa z Heleną Wayne (Malinowską)
G K H : Jak to jest mieć za ojca taką postać? Jak Pani się
Z tym

czuje?

HW: Pewne sprawy w życiu przyjmuje się za oczywiste
same przez się. [...] Jednak jest to interesujące, a czasami
nawet ekscytujące.
G K H : Dlaczego zainteresowała się Pani biografią swojego
ojca ?
H W : Szczerze mówiąc,.wiąże się to z moją pierwszą wizytą
w Polsce. Wcześniej nigdy nie zamierzałam napisać niczego
o moim ojcu, ponieważ zbyt mało o nim wiedziałam, chociaż
wiele lat temu moi angielscy przyjaciele, gdy opowiadałam im
o ojcu, namawiali mnie, abym coś napisała. Ale odpowiada­

146

łam - nie żartujcie. Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do
Polski w 1970 roku w wywiadach dla radia, telewizji, prasy,
często pytano mnie, czy przyjechałam tutaj, by zgromadzić
materiał do biografii, gdy mówiłam że nie, nikt mi nie wierzył.
Gdy wróciłam do domu i opowiadałam to mojemu mężowi,
spytałam co sądzi na temat pisania biografii. Nie potrafię
napisać biografii, nie wiem niczego istotnego czy ważnego.
Nie wiedziałam niczego o Polsce, ani o polskiej młodości
mojego ojca, etc. Lecz kiedy rozmawiałam o tym z innymi,
jak np. Raymond Firth, doszłam do wniosku, że mogłabym,
skoro byłam dziennikarką i redaktorem, rozmawiać z ludźmi,
którzy byli jego uczniami, przyjaciółmi, a z których wielu

�Melbourne, styczeń 1919 r. Od lewei - B. Malinowski, Hede Khuner, Elsie, Mim Weigal

jeszcze żyło, i uzyskać coś w rodzaju portretu wspomnienio­
wego, który ja bym jedynie zredagowała. Zaczęłam nad tym
pracować i odkryłam bardzo szybko, że wiem zbyt mało, żeby
wiedzieć, o co pytać i muszę popracować nad papierami mego
ojca. No i tak to się zaczęło.
Ci KI I: Kilka lat temu opublikowała Pani artykuł o roli
kobiet w życiu Pani ojca. Rola ta wydaje się być bardzo ważna.
Dlaczego? Które kobiety miały duże znaczenie w jego życiu?
HW: Przede wszystkim trzeba powiedzieć o roli jego matki.
Była ona niezwykle interesującą, uzdolnioną i inteligentną
kobietą, Bronio był jej jedynym dzieckiem, a od kiedy zmarł
jego ojciec, matka była bardzo ważną osobą w jego życiu i vice
versa. Robili wiele rzeczy razem, razem podróżowali, poma­
gała mu w lekcjach, aż do okresu studiów. [BM byl zagrożony
ślepotą i matka sama uczyła się wszystkich przedmiotów
gimnazjalnych, by potem mu je przekazać w ciemnościach
pokoju, [przyp, GKH] Również później miała ona na niego
wielki wpływ intelektualny. Był więc przyzwyczajony by
mieć obok siebie inteligentną kobietę. Na tym poziomie wielki
wpływ odgrywała jego matka. Jeśli zaś chodzi o jego przy­
jaźnie z kobietami, to było coś w nim, w jego naturze, a także
wpływ jego przyjaciół z czasów młodości, jak Witkiewicz, ich
wychowania, ich postaw, to była część ich świata.
G K H : Które kobiety, oprócz matki, odegrały szczególną
rolę w jego życiu?
HW: Myślę, że Michael Young może odpowiedzieć na
pewne pytania lepiej niż ja. Jestem przekonana, że przynaj­
mniej jedna z jego współpracownic, z którą rozmawiałam,
Audrey Richards, odegrała ważną rolę. Lecz oczywiście moja
matka miała również olbrzymi wpływ na niego. W czasach
młodości wpłynęło na niego także kilka Polek. Była również
pewna Brytyjka, którą spotkał w Lipsku, gdy studiował po
uzyskaniu doktoratu w Krakowie. To ona skłoniła go do
wyjazdu do Anglii i stworzyła mu tam dom. Związek ten trwał
dość długo.
G K H : Opublikowała Pani ostatnio dwutomowy zbiór lis­
tów między Pani matką a Pani ojcem. Czy trudno było go
Zredagować?
HW: To nie było łatwe, ponieważ przede wszystkim listów
było ogromnie dużo i wydawcy nalegali na poczynienie
skrótów. Wymagało to ciągłego podejmowania decyzji, ale
jednocześnie było to proste, ponieważ oboje pisali dobrze.
Mieli jednak różne style i postawy. Czasami było to trudne dla
mnie jako córki, lecz nie tak często jakby można sądzić.

GKH: Czy odkryła Pani coś szczególnie interesującego czy
ciekawego podczas pracy nad tym zbiorem? Czy było lam coś
nowego dla Pani?
HW: Tak, wiele rzeczy. Szczególnie jeśli chodzi o ich
wzajemny związek, ich charaktery. Zwłaszcza gdy chodzi
o moją matkę. Gdy zmarła, miałam 10 lat. Nie znałam jej zbyt
dobrze. To nie znaczy, że jej nie znałam w ogóle, ale było to
doświadczenie dziecięce. Wiedziałam także to, co mi o niej
mówili później inni ludzie, którzy bardzo ją podziwiali,
ponieważ była wspaniałą kobietą. Nigdy nie była szerzej zna­
na ze względu na swoją chorobę, która rozwinęła się gdy była
jeszcze młoda. Zmarła również młodo. Jeśli chodzi o mego
ojca, często natrafiałam na jego cechy charakterystyczne czy
charakterystyczne zachowanie, które znałam wcześniej. To
był właśnie on. Wszystko to stawało się rzeczywiste, dawało
pełny obraz dwojga ludzi, których nie znałam w pełni,
GKH: A teraz dość osobiste pytanie: czy czuje się Pani
w jakimś sensie w połowie Polką? Czy jest coś w Pani
osobowości, co może być związane jakoś z Polską?
HW: Ciężko mi na ten temat coś powiedzieć. Myślę, że
bardzo ważny dla mnie był przyjazd do Polski w 1970 roku.
Mój ojciec nie przeciął swoich więzi z Polską, ponieważ nie
był emigrantem. Nie słyszałam zbyt wiele o Polsce, mimo że
nie byl to temat skrywany, 1 nagle zjawiłam się tutaj i stało się
to rzeczywistością. Było to bardzo ekscytujące i pobudzające.
Jednak nie odpowiedziałam na Pani wcześniejsze pytanie:
tak, ja rzeczywiście mam pewne cechy, postawy, które można
czasem uchwycić, ponieważ moje wychowanie było w poło­
wie polskie, jako dziedzictwo mojego ojca.
G K H : Co spowodowało,że zdecydowała się Pani przyje­
chać do Polski wtedy po raz pierwszy?
H W : Właściwie zawsze chciałam przyjechać, ale nikogo
tutaj nie znałam. Nie wiedziałam, od czego zacząć. Był to dla
mnie problem nie do pokonania. Jakby wspinanie się pod górę
bez wskazówek, jak dotrzeć na szczyt. Jednak po pewnym
czasie zaczęłam korespondować z kuzynem ojca (wyemig­
rował później do Australii), który napisał do mnie z obozu
w Palestynie, gdzie spędził ze swą żoną prawie całą wojnę (w
obozie Czewonego Krzyża). I tak się to zaczęło. On właśnie
skontaktował mnie z ludźmi w Polsce, którzy potem przyjeż­
dżali do Anglii, do Paryża itd. I tak zaczęłam ich spotykać,
a w końcu moja młoda kuzynka, która mieszka w Warszawie,
przyjechała do nas do Londynu i prosiła abyśmy ją odwiedzili
w Polsce. Co zrobiliśmy kilka miesięcy później.

147

�Matka Bronisława Malinowskiego, Józefa, ok. 1900 r.

G K H : Wiąże się z tym kolejne pytanie: czy może Pani sobie
wyobrazić siebie jako Polkę. Mogłoby tak wszak być, gdyby
Pani ojciec przyjął katedrę etnologii na Uniwersytecie Jagiel­
lońskim ?
HW: Tak, mogę to sobie wyobrazić, ponieważ co prawda
moja matka była Brytyjką, ale jednak nie wychowałabym się
w angielskim otoczeniu. Z pewnością odebrałabym bardziej
polskie wykształcenie. Nie byłabym pewnie tak zupełnie
Polką, gdyż na pewno podróżowałybyśmy z ojcem do Anglii,
czy do Australii aby odwiedzić rodzinę mojej matki. Jednak
mogę sobie spokojnie wyobrazić, że moje siostry i ja stałybyś­
my się Polkami.
G K H : Czy było coś w osobowości Pani ojca. co można by
określić jako polskość?
HW: Tak, myślę, że jego wylewność, jego... Mówię często
na ten temat, lecz gdy teraz Pani o to pyta i muszę być bardzo
ścisła, to jest to bardzo trudne. Michael będzie mógł powie­
dzieć więcej na lemat, ponieważ nie jest w połowic Polakiem,
ani jego krewnym.
G K H : Lecz patrząc oczami dziecka, którym Pani wtedy
była, czy było coś w Pani ojcu co określiłaby Pani wtedy: on
jest Polakiem ?
HW: Tak, myślałam wtedy, że on się różni od innych ludzi,
których znałam. Nie przypominał ojców moich przyjaciół.
Mogłam się z nim droczyć, mogłam żartować z jego nazwiska.
Nazwałam go kiedyś Profesor Mobski i według niego było to
zabawne. Dla angielskich ojców nie byłoby to zabawne. Myślę
też, że wypełniał sobą całą scenę - wchodził do pokoju
i przejmował inicjatywę. Był dobrym ojcem w wielu sytuac­
jach, delikatny w stosunku do nas, choć nie zawsze dla innych.
Zauważałam to. To robiło na mnie wrażenie. I myślałam
wtedy: to jest obce. Czułam czasami, że on jest obcy, ponieważ
ja byłam tak bardzo angielska. Lecz chyba nic myślałam, że to

148

było polskie, ponieważ nie wiem co wtedy uważałam za
polskie.
G K H : Być może to, co mogła Pani określać jako polskie,
było efektem jego osobowości?
HW: Tak, chociaż odkąd jestem w Polsce, szczególnie tym
razem, kiedy mam więcej czasu na myślenie i patrzenie,
ponieważ moje poprzednie wizyty były na zasadzie: szybko,
szybko, miałam tylko powierzchowne wrażenia. Teraz widzę,
że on był rzeczywiście bardzo polski. Widzę, jak stawał się
tym, kim później został. Widzę, że to jest jego kraj, chociaż on
uważał się za kosmopolitę. Stawał się coraz mniej polski
w miarę upływu lat.
G K H : A teraz pytanie dotyczące Pani obecnej wizyty
w Krakowie. Czy widzi Pani jakieś zmiany w swoim stosunku
do Polski?
HW: Tak, to co powiedziałam wcześniej może być
odpowiedzią na to pytanie. Za pierwszym razem było to dla
mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Byłam przytłoczona.
Kolejna wizyta: przyjazd na konferencję jubileuszową to
fascynujące doświadczenie, ale zupełnie inne, choć także
bardzo intensywne. Tym razem przyswoiłam sobie o wiele
więcej na temat Polski. Widzę teraz to zupełnie inaczej. To nie
ma nic wspólnego ze zmianami politycznymi, lecz dotyczy
ludzi i miejsc, ogólnej atmosfery.
G K H : Czy ma Pani może to wrażenie, że do pewnego
stopnia Kraków jest Pani miastem, nie Pani ojca, lecz Pani
własnym ?
HW: Tak, w pewnym sensie tak. Z moich trzech wizyl teru/
poczułam to po raz pierwszy.
G K H : Czy jest szansa na opublikowanie pełnej wersji
„Dziennika w ścisłym znaczeniu tego słowa"?
HW: Ma Pani na myśli nie ten, który już był opublikowany
w 1967 roku? Tak, może być opublikowany. Gdy profesor

�Paluch planował wydanie Dziel, ostatnim tomem mial być
Dziennik. Oczywiście po zredagowaniu, ponieważ są to
krótsze lub dłuższe fragmenty. Z tego powodu profesor Paluch
był u mnie w Cambridge, aby przejrzeć to wszystko, zrobić
notatki. Pokazałam także tę pełną wersję Dziennika profesoro­
wi Ernestowi Gellnerowi, z tego samego powodu. Chciałam
wiedzieć, co on na ten temat myśli. Był tak uprzejmy, że
przeczytał i powiedział, iż jest cudowny, i pewne rzeczy były
niezwykle interesujące, lecz poszczególne zeszyty nie tworzą
koherentnej książki. Wymagałoby to specjalnego przeredago­
wania dla angielskojęzycznych czytelników. Dlatego nie
sądził, że byłaby z tego niezależna książka. Taka była jego
opinia. Dziennik stanowi część biografii, którą pisze Michael
Young.

GKH: Myślę, że przyczyniły się do tego problemy z pierw­
szym wydanym po angielsku tomem „Dzienników".
H W : To było źle zaprezentowane, źle przetłumaczone
i zredagowane. Zawieszone w próżni. I dlatego uważam, że
dobre opracowanie może zmienić ten materiał w interesującą
książkę, o co należy zapytać Michaela Younga. Należałoby to
zrobić razem z ponownym opracowaniem już opublikowane­
go dziennika.
G K H : Kiedy przyjedzie Pani do Polski z dłuższa, wizyta, nie
tylko na kilka dni?
HW: Bardzo bym chciała, ale są w życiu każdego
człowieka pewne okoliczności...
GKH: Zapraszamy.
Grażyna Kubica-Heller

Rozmowa z Michaelem Youngiem
G K H : Jakie były powody Pana zainteresowania biografią
Bronisława Malinowskiego? Czy było to spowodowane jego
malowniczą osobowością czy też podobnym doświadczeniem
w pracy terenowej?
M Y : To zainteresowanie bierze swój początek w moich
studiach w University College w Londynie we wczesnych
latach sześćdziesiątych, kiedy to jedną z moich nauczycielek
była Phylis Kabery, jedna z uczennic Malinowskiego. Wy­
kładała ona o Malinowskim, a pierwszą monografią, którą
czytałem, było Życie seksualne dzikich, a zaraz po niej
Argonauci Zachodniego Pacyfiku. I ten romantyzm antropolo­
gii od razu mnie oczarował. W latach sześćdziesiątych można
było zostać oczarowanym, teraz już nie. Właśnie wtedy jako
młody człowiek, wróciłem z podróży na morza południowe.
Byłem na Nowej Zelandii, Tahiti, widziałem te miejsca, ale
nie byłem na Nowej Gwinei. Można powiedzieć, że przejąłem
trochę tego romantyzmu Malinowskiego. Przypominało to
nieco sytuację opisywaną przez niego, kiedy to przyciskając
do piersi Złotą Gałąź mówił, że przeszedł na służbę ant­
ropologii Frazera. Ja przyciskałem do piersi, idąc ulicą do
University College w Lodynie, Argonautów Zachodniego
Pacyfiku. Później zamierzałem zrobić badania terenowe w Af­

ryce, lecz dla różnych powodów nie mogłem. Podobnie
Malinowski zamierzał pojechać do Afryki i nie mógł. Phylis
Kabery wysłała mnie do australijskiego National University,
gdzie zrobiłem doktorat. I stało się oczywiste, że jedyną
rzeczą, którą mogę zrobić, jest praca na Nowej Gwinei, co też
zrobiłem. Musiałem być pod wrażeniem wizerunku mórz.
południowych stworzonym przez Malinowskiego (panny
z obnażonymi biustami, ubrane tylko w krótkie spódniczki
z trawy, stojące na wydmach, itd.), ponieważ wybrałem
wyspę bardzo blisko Trobriandów. Później z różnych powo­
dów nie poświęcałem Malinowskiemu zbyt wiele czasu ani
myśli. Lecz gdy byłem już w Cambridge, poproszono mnie
o napisanie czegoś w rodzaju „Readers Digest" o etnografii
Malinowskiego, co zostało później, razem z moją przed­
mową, opublikowane przez Rutledge. To był pierwszy krok
do czytania prac porównawczych, w których o nim mówiono,
oceniano jego teorie, było trochę informacji biograficznych,
które mogłem znaleźć, ale byl to esej raczej powierzchowny.
Potem wróciłem do Australii, gdzie pracowałem i znowu nie
myślałem zbyt wiele o Malinowskim aż do czasu, kiedy
zaczęliśmy korespondować z Heleną [Wayne] na temat
możliwości ponownego opublikowania pierwszego zapom-

Michael Young i Helena Wayne na cmentarzu

149

�nianego eseju Malinowskiego, napisanej po angielsku mono­
grafii The Mailu, jego pierwszego opisu etnograficznego,
który ukazał się w ciągu pierwszych kilku miesięcy jego
pobytu na Nowej Gwinei w 1914-15. Wtedy to napisałem
pokaźny wstęp do tej monogafii i bardziej zainteresowałem się
tym tematem, ponieważ analizowałem go na o wiele głębszym
poziomie, na przykład pracując w australijskich archiwach.
Później napisałem jeden czy dwa artykuły i stałem się kimś
w rodzaju eksperta od Malinowskiego i ludzie prosili mnie,
abym napisał hasło w encyklopedii lub biografię do słownika
itp. Ale bomba wybuchła, kiedy (było to na początku 1991
roku) Helena napisała do mnie: „chciałabym abyś się zabrał za
napisanie pełnometrażowej biografii mojego ojca". To mnie
zupełnie zaskoczyło. .Zostałeś wybrany" - pokazał na mnie
wielki palec. Odpowiedziałem, że muszę mieć czas do
namysłu, ponieważ mam wiele innych obowiązków: dydak­
tyka, własne badania, mam dokorantów i nie mogę tak po
prostu tego rzucić. Lecz był to ten rodzaj propozycji, której nie
można odrzucić. Jest to wielka praca i musi być traktowana
poważnie, więc ją zaakceptowałem. Gdy odwiedziłem Helenę
po raz pierwszy pokazała mi sofę zasłaną papierami, doku­
mentami, które dla mnie przygotowała. Później pracowałem
nad dokumentami Malinowskiego w London School of Economics, gdzie jest ok. 200 pudeł, dużych pudeł, wydaje mi się
że jestem dopiero w 3/4 drogi. Ale pracując wtedy nad tymi
materiałami miałem wrażenie, że będę musiał poświęcić temu
resztę mojego życia. Dałem sobie na to 5 lat, i one właśnie
mijają a ja nie skończyłem jeszcze zbierania materiału.
Zacząłem pisać wstępną wersję książki. Nauczyłem się iść na
skróty, doszedłem do wniosku, że nie każdy kawałek papieru
jest istotny, że nie każda myśl Malinowskiego musi zostać
zanotowana czy jest warta wzmianki, nie wszystko co napisał
było wartościowe.
G K H : Z tego co wiem, jest to Pana pierwsza dłuższa wizyta
w Polsce?
M Y : Tak. Pierwszy raz byłem w Polsce z okazji konferen­
cji, kiedy to spędziłem dwa dni w Warszawie, pięć dni
w Krakowie i 2-3 w Zakopanem, było to razem ponad tydzień.

G K H : Co chciał Pan znaleźć w Polsce podczas tej wizyty,
a co Pan znalazł?
MY: Zdawałem sobie w pełni sprawę z tego, że nie mówię
po polsku, ani nie potrafię czytać po polsku. Niewątpliwie jest
to pewne ograniczenie. Peter Skalnik napisał, że żaden
biograf Malinowskiego nie zajdzie daleko bez nauczenia się
polskiego. Ja nie znam polskiego. Aby odpowiedzieć na Pani
pytanie: przyjechałem żeby przezwyciężyć swoją obawę,
dotyczącą niewiedzy o jego polskim pochodzeniu, pomimo
tego, że lak wiele na ten temat opublikowano. Obawiałem się,
że te publikacje stanowią coś w rodzaju wierzchołka góry
lodowej, a poniżej jest to, co wszyscy wiedzą na ten temat,
lecz jeszcze nie zostało to opublikowane. Teraz upewniłem
się, że w szufladach nie ma zbyt wiele rzeczy. Być może wiem
tyle co Pani polscy koledzy, choć nie znam np. polskich
listów, które Pani opracowała.
Chciałem poza tym zobaczyć miejsca, które odwiedzał
Malinowski, zanurzyć się w tę atmosferę, chociaż jest ona
zupełnie inna, tamta już minęła. Wysilić swoją wyobraźnię:
Malinowski zrobił to, poszedł tam. Poszukać adresów w War­
szawie, Zakopanem. Z prawie religijnym nabożeństwem
odwiedzaliśmy każdy z domów wymienionych w Dzienniku.
G K H : Wydaje mi się, że dużą zaletąjest to, że Malinowski
żył właśnie w Krakowie, ponieważ może Pan oglądać to
miasto właściwie niezmienione. W Warszawie mógł Pan mieć
kłopoty ze znalezieniem właściwych miejsc. W Krakowie może
się Pan rzeczywiście czuć jak w mieście Malinowskiego, czy
odczuwał Pan tę atmosferę, czy ona już rzeczywiście odeszła ?
MY: Myślę, że odeszła. To wymaga żywej wyobraźni, aby
usiąść w takim miejscu jak Mały Rynek, pić piwo i zastanawiać się jak to było gdy Bronio tutaj mieszkał. Będąc
w restauracji rozmawialiśmy o tym i staraliśmy się sobie
wyobrazić co on jadał ze swoją matką. Prawdopodobnie nie
był to stek z frytkami, raczej chleb czy kapusta.
G K H : Czy są jeszcze jakieś problemy dotyczące młodości
Malinowskiego, które pozostają dla Pana tajemnicą?
M Y : Tak, sąjeszcze duże luki. Ciągle za mało wiem o jego
dzieciństwie, w co się bawił, z kim się bawił, o jego szkolnych

M-M
.

Fragment rękopisu B. Malinowskiego

150

VwoA..
U— ¿'L

*j'.v.

i~-L ik.

t

UÍKI

*.\

-7.3fe.ri/•&gt;&lt;v^_ j

l...

^ _.

.yH.

^

ta

^

J-J

^

Rękopis B. Malinowskiego ze szkicem domu (Brudos)

.
!
i

j

�kolegach. Jakie było jego dzieciństwo? Jak traktował go
ojciec? Jak traktowała go matka? Możemy to sobie oczywiście
wyobrazić, ponieważ są krótkie opisy w listach jego matki lub
w jego listach do żony Elsie, gdzie opisuje Boże Narodzenie,
Wigilię, choinkę, w jaki sposób było podawane jedzenie.
Jednak wiele jeszcze trzeba zrobić. Jest wielu jego krewnych,
których nie znamy, nie wiemy jacy byli, czy byli wysocy czy
niscy.
G K H : Czy uważa Pan, że przyjaźń z Witkacym stanowiła
pewną pomoc? Napisano wiele książek o Witkacym.
M Y : Tak, o wiele więcej napisano o Witkacym niż
o Malinowskim. Z tego można wyciągnąć wiele materiału
odnoszącego się do Malinowskiego, oddającego atmosferę.
Nie sądzę, aby można było się tak wiele dowiedzieć o Młodej
Polsce, Zakopanem, nawet o przełomie wieków, bez książek
0 Witkacym. Tak więc to pomaga. A także jego własne
portrety, rysowane i pisane w Bungu [622 upadki Bunga albo
demoniczna kobieta], jego obrazy, zdjęcia.
G K H : Czy jest coś, co uderza Pana w biografii Malinows­
kiego, co było dla Pana dziwnego?
M Y : Tak, przeżywa się pewien szok czytając dzienniki
z czasów zakopiańskich, szok kulturowy. Czytając go nie
mogłem sobie wielu rzeczy wyobrazić, teraz jest mi łatwiej,
ponieważ tam byłem. Widziałem te wille, byłem w tych
willach. Widziałem drewniane meble, drewniane łóżka, mam
lepszy obraz tego, jak jedli, jak siadali do stołu. On nie
opisywał wszystkiego, pisał np. „Obiad w aptece". Odkryliś­
my, że apteka w Zakopanem służyła jako restauracja, poczta,
jako miejsce spotkań z przyjaciółmi. Tak więc jedzenie
w aptece, jak to przetłumaczył nasz tłumacz, ma sens.
G K H : Czy może Pan sobie wyobrazić Malinowskiego
jadącego do Anglii, jak on się tam czuł? Czy między Anglią
1 Polską była wtedy duża różnica kulnirowa?
M Y : Myślę, że jemu się tak wydawało. On przedtem wiele
podróżował, był także w Anglii. Lecz sposób, w jaki opisuje,
w bardzo długim i opisowym liście do Anieli Zagórskiej, jak
przebiegła jego pierwsza podróż, był zainspirowany pewnymi
wizjami angielskiej cywilizacji, najmodniejszej wtedy kultury
w całej Europie. Sądzę, że on wtedy rzeczywiście chciał się
stać częścią tego świata. Lecz w dzienniku, gdy wspomina
swoją podróż, przekazuje też nieco ze swojego oszołomienia
z przejazdu pociągiem, gdy nie mógł znaleźć swej przyjaciółki
Anny Bronton. Jest zakłopotany, zdenerwowany, idzie ulica­
mi. Myślę, że szedł do mieszkania Seligmana, ponieważ nie
wiedział gdzie indziej mógłby pójść. Czyli jest to ten rodzaj
obcości podczas pierwszego przejazdu pociągiem, obce miejs­
ca, nie wiadomo dokąd pójść...
G K H : Mając całą tę wiedzę o życiu Malinowskiego, może
Pan zatytułować jego biografię jednym słowem tub zwrotem ?
MY: Mam pewne pomysły co do chwytliwego tytułu, ale
nie wiem czy to się uda, bo mogą być mylące. Jeden to:
A Divided Life (Podzielone życie), ale to nie ujmuje wszyst­
kiego, ponieważ w pewien sposób był on wielkim integ­
ratorem różnych części swojego życia. Było to jego intelek­
tualnym celem, funkcjonalnym celem, aby integrować różne
sprawy. Zdawał sobie jednak sprawę, ze swych wewnętrznych
podziałów. Inny ewentualny tytuł to: Niezwykle szczery
człowiek. Wymagał tego od innych, w stosunku do siebie jego
szczerość była nawet bolesna. Czasami wiedział, że za­
chowywał się jak drań, i mówił sobie: „wiem, że byłeś

Helena Wayne (Malinowska), 1992

draniem". Jak napisała to gdzieś o nim Audrey Richards:
w stosunku do siebie był szczery aż do bólu. Ale znów to nie
była jedyna rzecz, którą można o nim powiedzieć. Próbowa­
łem zastanawiać się nad kluczowym podziałem na to, co
fizyczne, i to, co duchowe, co jest prawie manichcjskic. Nie
wiem, jak ta sprawa wyglądała w późniejszym okresie, gdyż
Malinowski nie pisał już wtedy pamiętników, a w listach był
coraz mniej szczery. Z upływem lat jest coraz mniej naprawdę
osobistych listów. Nic było ludzi, przed którymi się otwierał.
Dlatego staje się bardziej odległy.
!

G K H : Cz) jest coś w biografii Malinowskiego co może być
istotne dla nas teraz, co może nas inspirować, nas jako
uczonych i nas jako ludzi?
M Y : Dla nas antropologów na pewno jego badania
terenowe, jakość jego badań zawsze będzie znana. W ubieg­
łym roku spędziłem kilka tygodni na czytaniu jego notatek
z badań. Byłem dość przerażony, gdyż nie mogłem znaleźć do
nich klucza. Te notatki były wszystkie związane razem. One
nie są zbyt dobrze skatalogowane. On starał się je skatalogo­
wać, ale potem ktoś to pomieszał. Zrobiłem coś w rodzaju
ponownego uporządkowania dla moich celów. Zaczynam
widzieć sens i sposób w jaki to zrobił. Ta praca przechodzi
pewne etapy, im bliżej końca jego notatki stają się coraz
bardziej krótkie, lakoniczne, prawie zupełnie w języku
Kiriwina, którego nie umiem odczytać.
Tym, co rzeczywiście zrobiło na mnie wrażenie (w mniej
więcej środkowym okresie) był fakt, że on zapisuje wszystko
a jego obserwacje są niezwykle wnikliwe, rejestruje małe,
drobne sprawy, których większość ludzi nawet by nie do­
strzegła, i w końcu drobiazgowe pytania. Drobny przykład:
sposoby siedzenia. Trobriandczycy mają różne sposoby sie­
dzenia: na skrzyżowanych nogach, w kucki, z wypros­
towanymi lub zgiętymi plecami. Trobriandczycy mają nazwy
na każdy z tych rodzajów. Myślę, że zajęło mu sporo czasu
zaobserwowanie, że oni mają te nazwy. Dużo czasu zajmuje
samo zauważenie tych różnic. Potem się zaś pyta: dobrze,
a kiedy siedzisz w ten sposób, a kiedy w tamten? Buduje się
rodzaj socjologii siedzenia i on to robi. Nigdy tego nie

151

�Bronisław Malinowski na Trobriandach

opublikował, ale to jest jego sposób podejścia, formułowanie
pytań. To nie przychodzi od razu, to wymaga dużego treningu,
aby do tego dojść. Jego praca terenowa jest rodzajem lekcji dla
nas.
G K H : A Malinowski dla nas ludzi?
M Y : Jego antynacjonalizm, dostrzegał niebezpieczeństwo
nacjonalizmu. Był nie tylko kosmopolitą, ale w pewnym
sensie multinacjonalistą. Nie wierzył w tę głupią rzecz
nazywaną państwem narodowym, którą trzeba jakoś przeżyć.
Sądzę, że mógł nie przewidzieć katastrofalnego końca II
wojny światowej, i tego, że świat będzie podzielony na dwie
części, przystawiające sobie broń jądrową wzajemnie do
głowy. Byłby tym przerażony.
Lecz teraz jest to częściowo rozwiązane. Jest nowa szansa,
aby podążać w tym kierunku i on by nas do tego zmuszał
i ponaglał do zwiększenia pokoju. Był wielkim pacyfistą
i wielkim myślicielem. Sądzę że nie był zbyt wyrafinowanym
politologiem, ale w tym zakresie jego serce było rzeczywiście
po właściwej stronie. Myślę, że była to pewnego rodzaju
lekcja.
G K H : Czy przyczyną tych poglądów była jego biografia,
czy też był to światopogląd czysto intelektualny?
M Y : Wydaje mi się, że pod koniec życia, a także wcześniej,
poświęcał wiele myśli swojemu pochodzeniu z Monarchii
Habsburskiej i jak Pani wie, często mówił, że był to niemal
idealny porządek, gdzie Galicja miała zapewnioną wewnętrz­
ną wolność i nie musiała się martwić o walki, wojny w swoim
imieniu. Była wolność prasy, poszanowanie mniejszości
narodowych. Sądzę, że on trochę zawsze idealizował to co się
działo przed I wojną światową i len rodzaj federacyjnej
dyscypliny, ten rodzaj łagodnej dominacji, trochę patriarchalny, protekcjonalny, ale mimo wszystko byliście poddanymi
Austrii, Wiednia. Wygląda na to, że młodość Malinowskiego
przypadała na okres tych łagodnych rządów i on to doceniał.
Chciałby widzieć świat, w większej skali, rządzony w laki
sposób. Byłby to rodzaj „uniwersalnej monarchii". Wydaje mi

się, że jego idee dotyczące cywilizacji rzeczywiście biorą się
z jego wcześniejszego doświadczenia.
G K H : W tym kontekście moż/ta powiedzieć, że nie był
Polakiem, ale raczej Galicjaninem?
M Y : Tak, Galicjaninem, nie był nacjonalistą. Jednak kiedy
Malinowski był za granicą, w Europie czy Ameryce, nie
mówił o Galicji, nikt by nie wiedział o czym mówi. Wtedy
określał siebie: jestem Polakiem. Raczej był dumny ze swego
polskiego pochodzenia.
G K H : Czy ma Pan jakiś termin, w którym zamierza Pan
zakończyć pracę nad „Dziennikami"?
MY: Chciałbym skończyć w ciągu dwóch lat, ale nie sądzę,
żeby mi się udało, raczej trzech lat, ponieważ ugrzązłem
w polskim okresie jego życia, który jest tak interesujący.

152
Elsie Masson

�Ciągle myślę o koncepcji dwóch tomów, co się bierze z czystej
trudności podołania tym wczesnym dziennikom, które nie
były opublikowane. A wczesny etap jego życia jest inte­
resujący i wydaje mi się, że jest niezwykle ważne pokazać, jak
on się rozwijał do momentu, kiedy stał się sławnym ant­
ropologiem. Jest to coś w rodzaju wieloaspektowego, wieloproblemowego rozwoju, który pokazuje geniusz jego życia,
rozwijania wielu aspektów siebie samego, w tym samym
czasie, włączając w to jego życie miłosne. W końcu jak on dał
radę napisać Życie seksualne dzikich. Coś w tym rodzaju. Co
więcej złożenie tego wszystkiego razem zajmuje sporo czasu,
ale jego wczesne dzienniki są tak bogate, psychologicznie
bogate. Mówią o nim bardzo dużo, tak że ogólnikowe tylko
opracowanie byłoby rodzajem świętokradztwa. Jeżeli bym
tego nie zrobił dokładnie, ktoś później mógłby powiedzieć:
ach ten Young, zmarnował okazję. Już za pierwszym razem
chcę to mieć zrobione dobrze.

G K H : Wiem, że z Polski jedzie Pan do Anglii, czy będzie
tam Pan dalej pracował nad biografią?
MY: W przyszłym miesiącu mam w planie inny projekt
związany z Malinowskim. Podpisałem kontrakt z University
of Chicago Press, aby zrobić książkę z niepublikowanych
dotąd zdjęć Malinowskiego z badań terenowych, 200 zdjęć
z tekstem opisującym, na co mam rok czasu.
G K H : Czy ten zbiór jest duży?
M Y : To jest ok. 800 zdjęć, 200 już było opublikowanych,
ale kontrakt mówi, że tych nie mogę wykorzystywać, czyli
mam ok. 500-600 z których mogę wybierać. Książka jest
częścią serii University of Chicago Press o niepublikowanych
fotografiach sławnych antropologów.
G K H : Życzę więc powodzenia.

Grażyna Kubica-Heller

Wpływ kobiet na życie i dzieło
Bronisława Malinowskiego*
Helen Wayne (Malinowska)
Mój ojciec, Bronisław Malinowski, przez całe życie pozo­
stawał pod dużym wpływem kobiet: swojej polskiej matki,
dwóch brytyjskich żon, swoich uczennic oraz kobiet, które nie
były uczennicami lecz łączyła go z nimi intelektualna przyjaźń
i kobiet różnych narodowości, które kochał. Miał także trzy
córki, z których ja jestem najmłodsza.
Zależał od kobiet w niezwykłym stopniu i sądzę, że ta
zależność ma swój początek w jego związku z matką. Należała
do rodzaju kobiet, które zawsze w ciągu dziejów stały za
wybitnymi mężczyznami: wspierających i poświęcających
się.
Nazywała się Józefa Łącka, a w roku 1883 w wieku lat 35
poślubiła Lucjana Malinowskiego, profesora filologii sło­
wiańskiej uniwersytetu w Krakowie, w południowej Polsce.
Było to w czasie, kiedy Polska była pod zaborami, a ta część
kraju - Galicja - stanowiła na pół autonomiczny kraj monar­
chii austro-węgierskiej.
W rok po ślubie, tej parze, będącej już niemal w średnim
wieku, urodziło się jedyne dziecko - Bronisław Kasper,
zdrobniale Bronek lub Bronio.
Broniowi (tego zdrobnienia używał przez całe życie)
bliższa była rodzina matki niż Malinowscy, tak jak nieporów­
nanie bliższa mu była matka niż ojciec. Bronio rzadko
opowiadał angielskim przyjaciołom o ojcu, chociaż był on
* Artykuł drukujemy za uprzejmą zgodą Autorki. Pierwodruk
.Journal of the Anthropological Society of Oxford" V o l . X V , no.
3 Michaelmas 1984

wybitnym uczonym w dziedzinie filologii słowiańskiej, czło­
wiekiem z którego można być dumnym. Naówczas był dobrze
znany w polskich i niemieckich kręgach akademickich, nie
tylko jako filolog lecz również jako etnograf badający Śląsk.
We współczesnej nauce polskiej jest doceniany zarówno on,
jak i jego dzieło.
Audrey Richards opowiadała mi, że Bronio często wyrażał
się o ojcu lekceważąco, mówiąc, że był on surowy, sztywny
i nie próbował zrozumieć swego syna. Trudno mi się do tego
ustosunkować, gdyż nic pamiętam żeby kiedykolwiek, gdy
byłam dzieckiem, wspominano mojego polskiego dziadka; na
pewno o nim mówiono, ale ja tego nie pamiętam; natomiast
polska babcia była naprawdę „obecna" w naszej rodzinie.
Nigdy jej nie znałyśmy, ponieważ zmarła na rok przed ślubem
naszych rodziców.
Była kobietą o wybitnym intelekcie, wielkiej determinacji
i całkowitym poświęceniu dla swego uzdolnionego syna. Jak
ukazują zdjęcia, była przystojną, młodą kobietą o wąskiej,
spiętej gorsetem, talii i kręconych włosach. Z wiekiem utyła,
siwe włosy nosiła gładko zaczesane w ciasny kok, lecz
zachowała swą wyprostowaną postawę, piękną twarz, grube
brwi, przenikliwe oczy i duże, ładnie wykrojone usta.
Lucjan Malinowski zmarł na skutek ataku serca w wieku 58
lat, kiedy Bronisław (który zresztą miał umrzeć w ten sam
sposób w tym samym wieku) miał 14 lat. Rodzina Malinows­
kich mieszkała na terenie krakowskiego uniwersytetu lecz
wdowa i syn musieli opuścić ten dom i później mieszkali
w różnych mieszkaniach w centrum Krakowa.' Mieli ciągłe

153

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6152" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6132">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ea400fa73d078ba5dbe5501091d8dd6a.pdf</src>
        <authentication>7ee5497eab8de4d88c544bbef4694a71</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73350">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2847</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73351">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73352">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2654</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73353">
                <text>A selection of works devoted to the life and work of Bronisław Malinowski=Wybór prac poświęconych życiu i twórczości Bronisława Malinowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73354">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.440-445</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73355">
                <text>Kubica, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73356">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73357">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73358">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73359">
                <text>Grażyna Kubica • A SELECTION O F WORKS D E V O T E D T O T H E LIFE A N D WORK O F BRONISŁAW MALINOWSKI

G R A Ż Y N A

Poland's PWN scientific publishers but the project was
unfottunately stopped after volume seven. Three
further volumes (8 through 10) were ready for print but
the political - and resulting economic - changes in the
country, albeit of a different natute this time, again
foiled the undertaking. Since 1990 P W N has claimed to
be unable to publish a single volume of the collection
without subsidies for editing and ptint, which, it further
said, it could not get for the Works project. This year,
however, things seem to have changed and two volumes
are to come out.
Bringing Bronisław Malinowski's writings closer to
Poland's scientific milieu and broad readership should
not only be seen as a debt repaid to the country's
eminent son but, first and fotemost, as an attempt to fill
in a certain educational gap i n contemporary Poland.
For instance, Poles have had no opportunity to tead
Freedom and Civilisation, a classic on totalitarianism
whose ttanslation has been lying in PWN's vaults fot
decades. Neither are they acquainted with Malinowski's
intimate field journal, whose candidness and lack of
hypocrisy shocked a whole generation of anthropologists
and inspired debates on the basic role of anthropology.
They are also oblivious of many of his othet writings
(books, articles, journals, lettets). Konteksty has been
publishing fragments of the foumal since 1998, a book
edition has been promised for next yeat by the
Wydawnictwo Literackie (Litetary Publishers) provided they manage to get subsidies for it.

K U B I C A

A selection of works
devoted to the life
and work of
Bronisław
Malinowski

B

ronisław Malinowski has not stopped intriguing
researchers and readers as a personage of world
science - chiefly, of course, anthropology. Even
before Malinowski's death his works were translated
into German, French, Italian, Spanish, Chinese - and,
finally, even Polish - thus placing him among the
classics as a paradigm of field research. Public interest
in his research has not died down - publishers bring out
both his heretofore unissued works and reedited
vetsions of earlier publications. Among those to appear
in recent years were a collection of early works (R.
Thornton, P Skalnik 1993) and The Natives of Mailu,
Malinowski's first field monograph, edited by M . Young
(1988). Young also prepared a collection of heretofote
unpublished photogtaphs. Malinowski's daughter
Helena Wayne, has edited two volumes of her parents'
letters, entitled The Story of a Marriage (Wayne 1995)
and Routledge is planning a new edition of the Collected
Works of Bronisław Malinowski.

The following selection of works devoted to
Bronisław Malinowski is an annex to a similar list which
I compiled in 1985, to be found in Antropologia
społeczna Bronisława Malinowskiego (Bronisław
Malinowski's Social Anthropology), a collective work
edited by Mariola Flis and Andrzej К. Paluch.

Malinowski's wotks also raise intetest outside the
English-speaking wotld - best evidence of this is a
Catalan translation of of his Ph.D. dissertation edited by
Joan Bestard Camps (Sobre el principi de I'economia del
pensament, Icaria, Barcelona 1995).
Publications of the outstanding researcher's work in
his mothet language were a different story. After the
war Malinowski's works could not be ptesented to
Polish teadets for political reasons - although for
specialists he always remained one of the 20 Century's
leading European thinkers. Broader access to the
eminent anthropologist's writings was only possible in
the late 1970s, mainly thanks to Andrzej Waligórski
and, latet, Andrzej К. Paluch, whose commitment led to
the foundation of an Editing Committee to watch over
the publication of a thirteen-volume collection of
Malinowski's Works, to contain thematically-segtegated
translations of all published books and major articles by
Malinowski. The collection was to be brought out by
th

440

�Grażyna Kubica • WYBÓR PRAC POŚWIĘCONYCH ŻYCIU 1 TWÓRCZOŚCI BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

W

nauce światowej, a oczywiście w największym
stopniu w antropologii, postać Bronisława
Malinowskiego, nie przestała interesować ba­
daczy i czytelników. Jeszcze za swego życia doczekał się
przekładów na niemiecki, francuski, włoski, hiszpański,
chiński i w końcu także - polski. Wszedł do kanonu kla­
syków. Stał się paradygmatycznym badaczem tetenowym.
Nie maleje zainteresowanie jego twórczością. Wydaje się
zarówno materiały oryginalne, jak i opublikowane wcze­
śniej lecz w nowym opracowaniu. W ostatnich latach
ukazały się min. jego wczesne prace [R.Thornton, P. Skal­
nik 1993]; pierwsza monografia terenowa The Natives of
Mailu w opracowaniu M . Younga [1988]; tenże przygoto­
wał zbiór niepublikowanych dotąd fotografii; córka Mali­
nowskiego - Helena Wayne opracowała dwa tomy kore­
spondencji swoich rodziców The Story of a Marriage, [Wa­
yne 1995]. Routledge zamierza wydać nowy wybór Col­
lected Works of Bronisław Malinowski. Zaintetesowanie to
nie dotyczy tylko kręgu anglojęzycznego, o czym może np.
świadczyć katalońskie tłumaczenie rozprawy doktorskiej
Malinowskiego w opracowaniu Joana Bestarda Campsa
[Sobre el principi de I'economia del pensament, Icaria, Bar­
celona 1995].
Zupełnie inaczej przedstawia się funkcjonowanie do­
robku naukowego wielkiego uczonego w jego ojczystym
języku. Po wojnie prace Malinowskiego nie mogły być
prezentowane polskiemu czytelnikowi ze względów poli­
tycznych, choć oczywiście dla fachowców był on zawsze
jedną z najważniejszych postaci europejskiej myśli XX w.
Dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych stało się możli­
we szersze udostępnienie dorobku wielkiego antropologa.
Główna w tym zasługa Andrzeja Waligórskiego a potem
Andrzeja K. Palucha, który swym zaangażowaniem do­
prowadził do powstania Komitetu Redakcyjnego Dziel
Bronisława Malinowskiego i rozpoczęcia przez P W N trzynastotomowej edycji, która miała zawierać tłumaczenia
wszystkich opublikowanych książek Malinowskiego oraz
ważniejszych artykułów zebranych w poszczególne tomy
jednolite tematycznie. Zatrzymała się ona wszakże na to­
mie siódmym. Trzy kolejne tomy Dziel (8-10) zostały przygotowane do druku, ale zmiany polityczne (a co za tym
idzie i gospodarcze) znowu, choć tym razem w inny spo­
sób, źle wpłynęły na całe przedsięwzięcie. Wydawca Dziel:
PWN od 1990 roku nie był w stanie wydać ani jednego
nowego tomu, twierdząc, że nie może tego zrobić bez do­
tacji na naukowe opracowanie i druk, a tych na edycje
Dziel nie jest w stanie zdobyć. W tym roku jednak coś się
zmieniło i wydane zostaną dwa tomy.

G R A Ż Y N A

K U B I C A

Wybór prac
poświęconych życiu
i twórczości
Bronisława
Malinowskiego
lisation - klasyczną pozycją na temat totalitaryzmu, któta
od dziesięciu lat leży przetłumaczona w P W N ; nie zna in­
tymnego dziennika terenowego, który swoją szczerością
i brakiem hipokryzji skonfundował całe pokolenie antro­
pologów i stał się inspiracją do dyskusji nad rolą tej pro­
fesji; nie zna wielu innych jeszcze prac (książek, artyku­
łów, dzienników i listów). Dzienniki są od 1998 roku pu­
blikowane we fragmentach w „Kontekstach", a w przy­
szłym roku wydanie książkowe obiecuje Wydawnictwo Li­
teracki (o ile zdobędzie dotacje).
Poniżej prezentuję wybór prac poświęconych Broni­
sławowi Malinowskiemu, wybór, który jest uzupełnieniem
takiej listy sporządzonej przeze mnie w 1985 roku a za­
wartej w pracy zbiorowej pod redakcją Marioli Flis i A n ­
drzeja K. Palucha, Antropologia społeczna Bronisława Ma­
linowskiego.

Udostępnienie polskiemu środowisku naukowemu,
a także szerszemu kręgowi czytelników,, twórczości Broni­
sława Malinowskiego jest nie tylko długiem płaconym pa­
mięci wielkiego rodaka, ale przede wszystkim zapełnie­
niem pewnej luki w wykształceniu współczesnego Polaka.
Nie miał on np. okazji zaznajomić się z Freedom and Civi-

441

Bibliografia
Atdener E . Social anthropology and the decline of modernism,

w: J.

Overing (ed.), Reason and morality, London, Tavistock,

1985.

A r m o n W. Malinowski

Bronisław

Kasper, w: Polski słownik

biogra­

ficzny, t.19, Wrocław 1974, s. 332-336.
Baker S. Witkiewicz

and Małinowski:

Pure Form of Magic,

The

Science and Religion,"The Polish R e v i e w " 1973, t. 18, nr 1-2,
s. 77-111.
Barnes J. A . Introduction,
Australian

Aborigines;

w; B. Malinowski
A Sociological

The Family Among the

Study, wyd. 2, N e w York

1963, s. X I - X X X .
Bestard I C a m p s J. Despudes de Malinowski.
demidad

en la Antropologia

Antropologia,

Tenerife
Meeting

don on July 13th 1912,
Bidney D . Theoretical

Modemidad

у posmo-

del V I Congreso

de

1993.

Beveridge V et al. Professor
of the Memorial

actual, Actas
Bronisław

London

Anthropology,

Borowska E . Polskie prace

Malinowski. A n Account

Held at The Royal Institution

in Lon­

1943.
N e w York 1935.

Bronisława

Malinowskiego,

"Zeszyty

Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Etnograficz­
ne" 1976, z. 9, s. 95-104.

�BIBLIOGRAPHY

Buchowski M . , 'Welcome to Poland', ..Anthropology Today", -

C e c h К.

Malinowski: Edgar, Duke of Nevermore,

„Journal of the

Anthropological Society of Oxford", 1981, t.xii, nr 3, s. 177183.
Chalasiński J. [recenzja z: В. Malinowski:

Sex, Culture and Myth,

N e w York 1962, "Przegląd Socjologiczny" 1963, t. 17, s. 144-

-

w: R. Ellen e

Second Introduction, w: B. Malinowski, A D i a r y . . . , Standford
Univ. Press 1989.

Fletcher R . The

Making of Sociology. A Study of Sociological The

ory; t. 2, L o n d o n 1971.
Flis A .

Koncepcja człowieka w antropologii Bronisława Malinow­

skiego, "Kultura i Społeczeństwo" 1983 [druk. 1984], t. 27,

146 ( t o ż w : "Przegląd Socjologiczny" 1976, t. 28, s. 301-304].
Clifford J.

Malinowski in the history of social anthropology,
al, Malinowski

1986, 2 (3), 24-5.

Writing Culture. The Poetics and Politics of Ethnography,-

J. Clifford, G . E . Marcus (eds.), University of California Press,

nr 4, s. 241-261.
Bronisław

Malinowski's Sociology and Social Anthropology,

w

Masters of Polish Sociobgy, R Sztompka (ed.), Wrocław 1984,

Berkley, Los Angeles, L o n d o n 1984.

s. 164-182.

- On Ethnographic Self-Fashioning: Conrad and Malinowski, w:- Filozofia krakowska początku XX wieku i kształtowanie się po­
The Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethnography, glądów naukowych Malinowskiego, w: M . Flis, A . K . Paluch,
Literature, and Art, Harvard Univ. Press, Cambridge, Mass.,
Antropologia...
L o n d o n 1988.

-

C o h e n RS. Modem Social Theory, London 1969.

w wielkości (Nowe materiały do życio­
rysu prof. Bronisława Malinowskiego), „Kultura" (Paryż), 1968,

Danilewiczowa M . Malos'c'
nr 243/244, s.211-224.
Davie M . R. et al.

Commemoration of Professor Malinowski,

"Bul­

letin of the Polish Institute of Arts and Sciences in A m e r i ­
ca" 1942-1943, t. 1, s. 187-212.

Krakowski doktorat Bronisława Malinowskiego, tamże.

- Cracow philosophy of the beginning of the twentieth century an
theriseof Malinowski's scientific ideas, w: R. E l l e n et al, Mali­
nowski...
-

Bronisław

Malinowski's Cracow doctorate, tamże.
Antropologia społeczna Bronisława

Flis M . , A . K . Paluch (eds.)

Malinowskiego, P W N , Warszawa 1985.
Fortes M . Malinowski and the Study of Kinship, w: R. Firth, M a n

and Culture, s. 151-188.
Darrah A . C . Trobriand Fields Forever in DEPTH, The Digital
Frazer J. G . Preface, w: B. Malinowski Argonauts of the Western
Ethnographic Project: the Trobriand Helix (Internet).
Pacific; A n Account of Native Enterprise and Adventure in the
De Waal Malefijt A . M . Images of Man: A History of Anthropo­
Archipelagoes
of Melanesian New Guinea, L o n d o n - N e w York
logical Thought, New York 1974.
1965.

Malinowski in Mexico, 1982.
tradycji rodzinnej, "Tygodnik Powszechny",

s. 1-XXXI.

Geertz C .

Drucker-Brown S.
Dubowski A . Z

1922,

Studia nad życiem społecznym i kulturą, Wroclaw

Dobrowolski К.

1984,

8 kwietnia.

Under the Mosquito Net,

"New York Review of Bo­

oks", 1967, 14 Sept., s.12-13.

- Works and Lives: the Anthropologist as Author,

Standford

Univ. Press, Standford 1988.

stituico da realidade: um estudo sobre a obra etnografica de Bronisław Malinowski, Sao Paolo, Editora Atica, Gellner

Durham E.R. A

E. On

Malinowski,

"Universities Quarterly" 1958, t. 13,

s. 86-92 [toż. w: E . Gellner Cause and Meaning in the Social
Sciences, London 1973, s. 1 3 8 - 1 4 3 ] .

1978.

reflections on the contemporary image of- Malinowski go home, "Anthropology Today", 1985, 1(5), 5-7.
Malinowski in his homeland, "Anthropology Today", 1985, - Malinowski and the dialectic of past and present, " T h e Times

Ellen R. Poles apart: some
1(1),

24-5.

Literary Supplement", 1985, nr 4 (288).

- Malinowski between Two Worlds. The Polish Roots of an Anth­- Original sin. On the legacy of Bronisław Malinowski and the fu­
ropological Tradition, R. Ellen, E . Gellner, G . Kubica, J. M u ­
ture of anthropology, " T h e Times Higher Education Supple­
cha (eds.), Cambridge Univ. Press 1988.

-

ment", 1986, t.10, nr 10.

Preface, tamże.

-

The political

thought of Bronisław Malinowski,

"Current A n t h ­

ropology", 1987, t.28, s.557-59.
Fardon R.

Malinowski's Precendent: The Imagination of Equality,-

„Man" 1990, t.25, nr 4, s.569-87.

'Zeno of Cracow' or 'Revolution at Nemi' or 'The Polish reven
ge: a drama in three acts', w: R. Ellen et all, M a l i n o w s k i . . .

- Language and Solitude, Cambridge Univ. Press, Cambridge,
Ethnographic Analysis and Language with Reference to
1998.
Malinowski's Views, w: R. Firth, Man and Culture, s. 93-118.
Firth R . Professor Bronisław Malinowski, " N a t u r e " 1942, t. 149, G l u c k m a n M . Malinowski's «Functional» Analysis of Social Chan­
Firth J. R ,

s. 661-662.
-

ge, "Africa" 1947 , t.17, nr 2, s. 103-121.

Function, w: Current Anthropology, W. L . T h o m a s , Jr. (ed.),
Chicago, 1956, s. 237-258.

-

An

Analysis of the Sociological Theories of Bronisław Malinow­

ski, L o n d o n 1949.

Evaluation of the Work of Bro­ Goldfarb D . A . , Argonauts of the Western Pacific: S.I. Witkiewkz
nisław Malinowski, L o n d o n 1957.
and Bronisław Malinowski, A A A S S C o n v e n t i o n , 1994 (Inter­
net).
- Introduction: Malinowski as Scientist and as Man, tamże, s. 1Goldstein L . J. The Logk of Explanation in Malinowskian Anthro­
14.
- The Place of Malinowski in the History of Economic Anthropo­ pology, "Philosophy of S c i e n c e " 1957, t. 24; nr 2, s. 156-166.
logy, tamże, s. 209-228.
Goodfellow D : M . Elementy ekonomii w etnologii, tłum. Tamara
Obrębska, "Przegląd Socjologiczny ", 1946 t. 8 s. 73-83.
- Introduction, w: B. Malinowski, A Diary in the Strict Sense of
the Term, Routledge and Kegan Paul 1967.
Gross F. Bronisław Malinowski, „Lud" 1948, t. 38, s. 277-288
[toż. w: F. Gross O wartościach spokcznych. Studia i szkke,
- A n Appraisal of Modem Social Anthropology, " A n n u a l Review
Firth R. (ed.)Man and Culture. A n

New York 1961, s. 73-80].

of Anthropology" 1975, t. 4, s. 1-25.

442

�Grażyna Kubica • BlBLICXiRAFIA
-

Young

Malinowski and his later years,

"American Ethnologist", -

1986, t . l 3 ( 3 ) , 556-570.
Haberland H . , Godt

Peer Gynt ar halve verket,

Roskilde Univ.

1984.

Listy Bronisława Malinowskiego, w: M . Flis, A . K . Paluch, An­

tropologia...
- Między dwoma światami - Bronisław Małinowski. Materiały
Z międzynarodowej sesji naukowej upamiętniającej stulecie uro­
dzin Bronisława Malinowskiego, Kraków 25-27 września 1984,

The Rise of Anthropological Theory. A History of Theo­
ries of Culture, N e w York 1968.
Hays H . R . Explorers of man; five pioneers in anthropology, N e w
York, C r o w e l l - C o l l i e r Press, 1971.
Herskovits M . J. Man and His Works: The Science of Cultural An­ thropology, N e w York 1948.
Heydzianka-Pilatowa J. Problemy językowe w pracach Bronisława

G . Kubica, J. M u c h a (ed.) .Wydawnictwo U J , Kraków 1985.

Hogbin H . I. Anthropology as Public Service and Malinow­

( R C H o S , I S A ) to be published.

Harris M .

Bronio i Staś.

Dzieje przyjaźni Bronisława Malinowskiego i Wit­

kacego, „Kraków", 1986, nr 3, s.3-5.

Malinowski's Years in Poland, w: R . E l l e n et al, Malinowski...
Six letters from Malinowski, tamże.
[recenzja z: H . Wayne (ed.) The Story of a Marriage], Jour­
nal of the History of the Behavioural Sciences", 1998, vol.34(2),
s.91-2.
Malinowskiego, "Rocznik Polskiego Towarzystwa Naukowego
- Wstęp do dzienników Bronisława Malinowskiego 1908-1913,
na Obczyźnie" (New York) 1956, r. 7, s. 96-102.
„Konteksty", 1998, t . L I I (1), s. 91-92.
Hoebel E . A . The Trobriand Islanders: Primitive Law as Seen by
Bronisław Malinowski, w: The Law of Primitive Man, C a m ­ - The Birth of an Anthropologist. Out of the Spirit of An. Broni­
sław Małinowski and His Early Diaries, conference paper
bridge, Mass. 1954, s. 177-210.
ski's Contribution to It,

w: R . Firth, M a n and Culture, s. 245-

Kubik J. O

pojęciu funkcji w antropologii Malinowskiego,

w: M .

Flis, A . K . Paluch, Antropologia...

264.

and Ritual: The Theories of Malinowski Kuper A . Anthropologists and Anthropology. The British School
1922-1972, L o n d o n 1973.
"American Anthropologist" 1941, t. 43,
Kutrzebianka A . Rozwój etnografii i etnologii w Polsce, Kraków
s. 164-172.
Honigmann J. J. Handbook of Social and Cultural Anthropology, 1948.
Homans G . C . Anxiety

and Radcliffe-Brown,

Chicago 1973.

London School of Linguistics: A Study of the
Linguistic Theories of B. Malinowski and ]. R. Finh, Cambrid­

Lagendoen D . T. The

Anthropobgist as Reluctant Imperialist,
and the Colonial Encounter, T . A s a d (ed.),

James W. The
pology

w: Anthro­
London

ge, Mass. 1968.

1973, s. 41 -69.

Lawrence С . M .

Jarvie I . C . The Revolution in Anthropology, London 1964-

Dorobek profesora Bronisława Malinowskiego,

" W i a d o m o ś c i " ' (London) 1958, nr 5(618), s. 3.

- Rationality and Relativism: In Search of Philosophy and History
L e a c h E . R. L e a c h E . R. The Epistemological Background to Ma­
linowski's Empiricism, w: R. Firth, M a n and Culture, s. 119of Anthropology, L o n d o n , Routledge and Kegan Paul, 1984.
Jershina J. Polish culture of modernism and Malinowski's personali­ 138.
- Frazer and Malinowski. On the 'Founding Fathers', " E n c o u n ­
ty, w: R. Ellen et all, Malinowski...
Judenko K . Wstęp, w; В. Malinowski Szkice z teorii kultury, War­

ter" 1965 , t. 25, nr 5, s. 24-36 [toż. (oraz dyskusja nad tym
artykułem z udziałem: C . Jarvie'ego, E . Ardenera, J. H . M .

szawa 1958 , s. V - X X X I

Beattie'ego, E . Gellnera, K . S. Mathura) w: " C u r r e n t A n t h ­

Malinowski's Contribution to Field-work Methods and
the Writing of Ethnography , w: R. Firth, M a n and Culture, -

Kaberry E

s.71-92.
Kempny M . 0

ropology" 1966, t. 7, nr 5, s. 560-567].

Coral Gardens and Their Ma­
gic. A Study of the Methods of Tilling the Soil and of Agricultu­
modelu antropologii społecznej Bronisława Malinow­ ral Rites in the Trobriand lslands,t. I, wyd. 2, L o n d o n 1965, s.
Introduction, w: B. Malinowski

I-XLV.

skiego, "Studia Socjologiczne" 1979, nr 3(74), s. 81-99.

- Koncepcja potrzeb w funkcjonałizmie Malinowskiego, w: M . Flis,- On the founding fathers, "Current Anthropology" 1966, 7,
A . K . Paluch, Antropologia...

- Malinowski fifty years later,

560-7.
„The Polish Sociological Bulle­ Lombard

tin", 1992, nr 1.

E.

LAnthropologie britannique contemporaine,

Paris

1972.

- Czy wszystko, co ważne, powiedziano już o Bronisławie Mali­ Lowie

R. The History

of Ethnological Theory,

N e w York 1937.

nowskim?, „Kultura i Społeczeństwo" 1997, rok X L I , nr 3,

Bronisław Malinowski i Claude Levi-Strauss, czyli o na­
turze pewnej kontrowersji w antropologii społecznej, "Studia So­

s.213-221.

Mach Z.

K l u c k h o h n C . Bronisław

Malinowski, 1884-1942, "Journal

of

cjologiczne" 1979, nr 3 ( 7 4 ) , s. 101-113.

A m e r i c a n Folklore" 1943, t. 56, s. 208-219.
Krzyżanowski J. Z

zagadnień socjologicznych państwa pierwotnego,-

intensywnych badań terenowych w historii antropologii
społecznej, w: M . Flis, A . K . Paluch, Antropologia...
Profile', M c L e i s h J. The Theory of Social Change. Four Views Considered,
Metoda

"Przegląd Socjologiczny" 1930-1931,1.1, z. 2; s. 210-263.
-

A

postscript to 'Bronisław

Malinowski, A n Intellectual

„The Polish Review", 1959, 4(1-2), 156-8.
Kubica G . [recenzja z: S.I. Witkiewicz, Listy

linowskiego,

Warszawa

1981]

L o n d o n 1969.

do Bronisława Ma­

"Kultura

Mair L . A n

i Społeczeństwo"

1982, nr 1-2, s. 279-283.

Man and Culture, s. 229-244.

- Bronisław Małinowski - szkic biograficzny, " L u d " 1982, t. 66, Martindale

D . The-Nature

and Types of Sociological Theory,

Bo­

ston 1960.

s. 61-100.

- Małinowski i Akademia Umiejętności,

Introduction to Social Anthropology, Oxford 1965.
the Study of Social Change, w: R. Firth,

Mair L . Malinowski and

"Przegląd Humanistycz­ Matuszewska-Kohutnicka B. Zbiory

Bronisława Malinowskiego

w Anglii, " L u d " 1969, t. 53, s. 298-301.

ny" 1982, nr 3-4,. s. 147-161.

443

�Grażyna

Kubica • BIBLIOGRAPHY

Oedipus in the Trobriands, 1982.
Piddington R . Malinowski's Theory of Needs, w: R. Firth, M a n
Interpretazioni sociologiche delia letteratura: un saggio in-and Culture, s.33-52.
troducttivo, Messina, D ' A n n a , 1974.
Pignato C . L'approccio linguistico di Bronisław Malinowski: evoluMoore J.D., Visions of culture: an introduction to anthropological zione, rapponi con la teoria culturale, spunti attuali, 1979.
theories and theorists, Walnut C r e e k , Calif., A l t a M i r a Press, Pine F. Funkcjonalizm Malinowskiego w tradycji brytyjskiej antro­
1997.
pologii społecznej, w: M . Flis, A . K . Paluch, Antropologia...
Montagu M . F. A . Bronisław Malinowski (1884-1942), "Isis"
Melford E .
Mollia F.

1942,
M u c h a J.

t. 34, s. 145-150.

Radcfcliffe-Brown A . R. A Note on Functional Anthropology,

Antropologia stosowana w ujęciu Bronisława Malinow­

" M a n " 1946, t. 46, nr 30, s. 38-41.

skiego, w: M . Flis, A . K . Paluch, Antropologia...

-

- Malinowski and the problems of contemporary civilisation, w: R.
Ellen et al, Malinowski...

Functionalism: A Protest, "American Anthropologist" 1949, t.
51, s, 320-323.

founding fathers of social science, Baltimore,

Raison T. The

- Problems of Freedom, Democracy and Peace in Bronisław Mali­

Pengu-

ine Books, 1969.

nowski's Anthropology, " T h e Polish Sociological Bulletin", Rapport N . 'Surely everything has already been said about Malinow­
1992,

1 (97), s.69-82.

ski's diary. ', "Anthropology Today", 1990, t. 6, nr 1, s.5-9.
1

-

Murdock G . R Bronisław Malinowski, "American Anthropolo­
gist" 1943, t. 45, s. 441-451.

'Dear Elsie', 'Dear Bronio',

"Anthropology Today", 1996, t.12,

nr 1, s.2-6.

Redfield R. Introduction, w: B. Malinowski Magic, Science and
N a d e l S. F.

Malinowski on Magic and Religion,

Religion and Other Essays, Glencoe, 111. 1948, s. V I I - X I I .
Malinowski und die Ethnologie, w: B. Malinowski Fi­
ne wissenschaftliche Theorie der Kultur und andere Aufsatze,

w: R. Firth, M a n

and Culture, s. 189-208.

Reinwald R

- The Foundation of Social Anthropology, L o n d o n 1969.
Norick F.A. A n analysis of the material culture of the Trobriand Zurich 1949, s. 7-19.
Islands based upon the collection of Bronisław Malinowski, Rex J. Discvering Sociology. Studies in Sociological Theory and Me­
P h . D . thesis, Univ. of Calif., 1976.
thod, L o n d o n 1972.
Richards A . I. Bronisław Kaspar Malinowski: Вот 1884 - Died
Obrębski J. [recenzja z: В. Malinowski Coral, Gardens and The­
1942, " M a n " 1943, t. 43, s. 1-4.
ir Magic. A Study of the Method of Titling the Soil and of Agri­ Richards A . I . The Concept of Culture in Malinowski s Work, w:
cultural Rites in the Trobriand Islands, L o n d o n 1935, 2 t],
R. Firth, M a n and Culture, s. 15-32.
"Przegląd Socjologiczny" 1936, t. 4, s. 224-229 [toż. w:
Rosengren K . E . Malinowski's Magic: The Riddle of the Empty
"Przegląd Socjologiczny" 1976, t. 28, s. 304-309].
Cell, " C u r r e n t Anthropology", 1976, t.17, nr 4, s.667-85.
Okiński W. [recenzja z: B. Malinowski Sex and Repression in Sa­
vage Society, L o n d o n - N e w York 1927]; "Przegląd Socjolo­ Schapera I. Malinowski's Theories of Law, w: R. Firth, M a n and
giczny" 1935, t. 3, s. 316-322.

Culture, s. 139-150.

Funkcjonalny model kultury w świetle Sekiguchi T. O n Bronisław Malinowski's Diary, "Slavia O c c i d e n ­
niektórych osiągnięć współczesnej antropologii i socjologii, "Etno­ t a l Iaponica" 1986, s.77-95 [art. po japońsku, abstrakt po

Olszewska-Dyoniziak B.

grafia Polska" 1966, t. 10, s. 31-60.

angielsku].

- Bronisław Malinowski: twórca nowoczesnej antropologii,

Zielo­S h a c k W . A .

tion,

na Góra, W S P 1996.

The Kula: a Bronisław Malinowski centennial exhibi­

Berkeley, Calif., Robert Lowie Museum of Anthropolo-

Bronisława Malinowskiego - Dziennik w ścisłym gy,1985.
znaczeniu tego słowa, "Studia Socjologiczne" 1970, nr 2(37), Skalnik R Bronisław Malinowski (1884-1942). Een argonaut uit

Ossowska M .
s. 29-33.

Kraków, w: G . Banck, B. v a n Heijningen (eds.), Beroep an­

tropolog. Vreemde volken, visies en vooroordelen, AmsterdamKonflikt, modernizacja i zmiana społeczna. Analiza Brussels, Intermedial, 1982.
i krytyka teorii funkcjonalnej, Warszawa 1976.
- Malinowski on war, nationalism and the state, w: S. Bonk (ed.)
- Wstęp, w: B. Malinowski Dzieła, 1.1, Warszawa 1980, s. 11-50.
Ideen zu einer Integralen Anthropologic, M u n i c h , B B Verlag,
- The Philosophical Background of the Classical Functionalism in 1991, s.545-69.
Social Anthropology, "Reports on Philosophy" 1980, nr 4, s.
Sredniawa B. The Anthropologist as a young physicist: Bronisław
25-37.
Malinowski's apprenticeship, "Isis", 1981, t.72, nr 264, s.613Paluch A . K .

-

Malinowski, Warszawa 1981.

620.

- The Polish Background to Malinowski's Work,

" M a n . T h e Jour­-

s. 276-285.
-

Bronisława

Studia uniwersyteckie Bronisława Malinowskiego,

Sterly J. Das

Malinowskiego rozumienie kultury,

Kulturkonzept Bronisław Malinowski. Eine kritische

Prufung;, "Anthropos" 1967, t. 62, s. 815-822.

w: M . Flis, A . K .

Paluch, Antropologia...

Stocking G.W.Jr.

- Introduction: Bronisław Malinowski and Cracow anthropology, ness, "Journal
w: R. Ellen et al, Malinowski...

of the History of the Behavioral Sciences",

- The ethnographer's magic: fieldwork in British anthropology from
Tylor to Malinowski, w: History of Anthropology, t . l , Univ. of

Parsons Т . Malinowski and the Theory of Social Systems, w: R.
Firth, M a n and Culture, s. 53-70.

Malinowski's Style, "Proceedings

Empathy and Antipathy in the Heart of Dark­

1968, vol. 4, s . l 89-194.

- Malinowski's theory of culture, tamże.
Panoff M . Bronisław Malinowski, Paris 1972.

Payne H . C .

w: M . Flis,

A . K . Paluch, Antropologia...

nal of the Royal Anthropological Institute" 1981, t. 16, nr 2,

Wisconsin Press, 1983.
-

of the A m e r i c a n

Philosophical Society", 1981, t.125, nr 6, s.416-440.

the Science of the Irrational: Malinowski's en­
counter with Freudian psychoanalysis, w: History of Anthropolo­

Anthropology and

gy, t.4, Univ. of Wisconsin Press, 1986.

444

�Grażyna

Strathern M . Out

Kubica •

BIBLIOGRAFIA

of context: the persuasive fictions of anthropolo­Uberoi

gy, "Current Anthropology, 1987, 28(3), 251-81.
Strenski I.

Malinowski and the work of myth, 1992
Malinowski's tragic ethnography,

Strenski R . M .

J.RS.

Politics of the Kula Ring: An Analysis of the Findings

of Bronisław Malinowski, Manchester 1962.

The Foundations of
Faith and Morals. An Anthropological Analysis of Primitive
Beliefs, and Conduct with Special Reference to the Fundamental

"AnthropologyWaligórski A . [recenzja z: В. Malinowski

and H u m a n i s m Quarterly", 1984, 9(4), 22-5.

Bronisław Malinowski: An Intellec­
tual Profile, " T h e Polish R e v i e w " 1958, t. 3, nr 4, s, 55-76.
- Bronisław Malinowski: Formative Influences and Theoretical
Evolution, " T h e Polish R e v i e w " 1959, t. 4, nr 4, s. 17-45.
Symmons-Symonolewicz K .

-

Bronisław Malinowski; Individuality as a Theorist, " T h e Polish

-

The

Problems of Religion and Ethics, London 1936], "Przegląd So­
cjologiczny" 1937, t. 5, z. 1-2, s.472-474.
[recenzja z:

Methods of Study of Culture Contact in Africa,

L o n d o n 1938], "Przegląd Socjologiczny" 1938, t. 6, s. 548-

Review," 1960, t. 5, nr 1, s. 53-65.

550.

Origin of Malinowski's Theory of Magic,

" T h e Polish R e ­

view" 1960, t. 5, nr 4, s. 36-44.

- Bronisław Malinowski in the Light of His Diary, " T h e

Polish

- Posłowie do przekładu polskiego, w: В .Malinowski Argonauci
Zachodniego Pacyfiku. Relacje o poczynaniach i przygodach kra­
jowców z Nowej Gwinei, Warszawa 1967, s. 605-645 [toż. (pt.

Review" 1967, t. 12, nr. 3, s. 67-71.

Bronisław Malinowski) w: "Przegląd Socjologiczny" 1976,

- The Ethnographer and his savages. An intellectual history of Ma­ t.28, s. 268-300; B. Malinowski Dzieła, t. 3, s. 652-694].
linowski's diary, " T h e Polish Review", 1982, t . X X V I I , nr 1-2, - Antropologiczna koncepcja człowieka, Warszawa 1973.
s.92-98.
- Malinowski w trzydzieści lat później, "Studia Socjologiczne"
-

Osobowość twórcza Bronisława Malinowskiego, w: M . Flis,
A . K . Paluch, Antropologia...

1974, n r 2 ( 5 : i ) , s . 5-26.

Bronisław Malinowski: the influence of various women
on his life and works, "Journal of the Anthropological Socie­
- Bibliografia prac Bronisława Malinowskiego, tamże.
- A comprehensive bibliography of the writings of Bronisław Mali­ ty of O x f o r d " , 1984, t.15, nr 3, s.189-203.
- Foreword, w: Ellen et all, Malinowski...
nowski, w: R. Ellen et all, Malinowski
- The Story of a Marriage. The Letters of Bronisław Malinowski
Szacki ] . Malinowski and the development of Polish social science,
and Elsie Masson, H . Wayne (ed.), Routledge, L o n d o n and
w: R. Ellen et al, Malinowski...
Wayne H .

Szczepański J. [recenzja z: В. Malinowski, Zycie seksualne dzikich

New York 1995.

w północno-zachodniej Melanezji. Miłość, małżeństwo i życie ro­ Wax M , L . Tenting with Malinowski, "American Sociological Re­
dzinne u krajowców z Wysp Trobrianda Brytyjskiej Nowej Gwi­ view" 1972, t. 37, s. 1-13.
nei, Warszawa 1938], "Przegląd Socjologiczny" 1937 [wyd.
Witkiewicz S.I. Listy do Bronisława Malinowskiego, PIW, Warsza­
1938], t. 5, z: 3-4, s. 799-802 [toż. w:. "Przegląd Socjologicz­

wa, 1981.

Antropolog jako artysta: fotografie Malinowskiego z Trofunkcjonalna w socjologii i antropologii spo­ briandów, „Konteksty" 1997, nr 1-2, s.181-186.
łecznej (Studium analityczne), Wroclaw-Warszawa-WroclawYoung M . W The Ethnography of Malinowski. The Trobriand
Gdańsk 1971.
Islands 1915-18, Routledge ck Kegan Paul, London, Boston
- System and Function. Toward a Theory of Society, New York
ny" 1976, t. 28].

Wright Т.

Sztompka R Metoda

and Henley 1979.

1974.

Merton: a case-study in the transmission of - A n intensive study of a restricted area, or, Why did Malinowski
go to the Trobriand Islands?, "Oceania", 1984, t.55, 1-26.
ideas, w: R. Ellen et al, Małinowski...
- Malinowski among the Magi, The Natives of Mailu, Routledge,
Szymura J. Bronisława Malinowskiego 'etnograficzna teoria języka',

-

From Malinowski to

L o n d o n and N e w York 1988.

w: M . Flis, A . K . Paluch, Antropologia...

- Young Malinowski, "Canbera Anthropology", 1994, nr 2.
T h o r n t o n R.J. 'Imagine yourself set down: Mach, Conrad, Frazer, - Malinowski's Kirivina. Fieldwork Photography 1915-1918,
Malinowski and the role of imagination in ethnography, " A n t h ­ Univ. of Chicago Press, Chicago and L o n d o n 1998.

The

ropology Today", 1985, 1(5), 7-14.

- If libraries could read themselves,

"Anthropology Today", 1988,Zegarliński S.

- The Chains of Reciprocity,
The Early

135-154; t. 133, s. 196-211; t. 134, s.327-345.

" T h e Polish Sociological Bulletin",

Znamierowski C . Etnograf i socjolog, "Marchołt" 1936 [wyd.

1992, nr 1.
-

Writings of Bronisław Malinowski,

1937], r.3, t.3, nr 4(12), s.539-543.

R.J. T h o r n t o n , R

- Przedmowa,

Skalnik (eds.), Cambridge Univ. Press 1993.

Turnau I. [recenzja z: В. Malinowski The Dynamics of Culture

Change: An Inquiry info Race Relations in Africa,

New H a v e n :

1945], "Przegląd Socjologiczny" 1947, t. 9, s. 504-506.

-

Powstanie przekonań i obrzędów religijnych według

Malinowskiego, "Przegląd Powszechny" 1916, r. 33, t. 131, s.

4(2), 20-2.

[recenzja z: В. Malinowski Freedom and Civilization, New
York 1944], "Przegląd Socjologiczny" 1948, t. 10, s. 705-707.

445

w: B. Malinowski

Prawo, zwyczaj, zbrodnia w spo­

łeczności dzikich, Warszawa 1939, s. V I I - X .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11266" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11244">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/322ead5018678417915aee84248e3b9d.pdf</src>
        <authentication>6dd35185863b73c6c8909f630a1f9db5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134220">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5462</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134221">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134222">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134223">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134224">
                <text>narracje biograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134225">
                <text>Śląsk Cieszyński - narracje biograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134226">
                <text>pamięć spoleczna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134227">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5079</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134228">
                <text>Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe - II wojna światowa w śląskich narracjach biograficznych / Dziedzictwo kulturowe jako klucz do tożsamości pogranicza polsko-czeskiego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134229">
                <text>Dziedzictwo kulturowe jako klucz do tożsamości pogranicza polsko-czeskiego; pod red. Haliny Rusek,Agnieszki Pieńczak i Jacka Szczyrbowskiego, s.196- 216</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134230">
                <text>Kubica, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134231">
                <text>pol</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134232">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134233">
                <text>cz.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134234">
                <text>Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134235">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134236">
                <text>Grażyna Kubica
Uniwersytet Jagielloński
Instytut Socjologii

Pamięć społeczna
i dziedzictwo kulturowe
- II wojna światowa w śląskich
narracjach biograficznych
(wstępne wyniki badań prowadzonych w Ustroniu w 2009 roku)

Jestem zwolenniczką refleksyjnego podejścia do własnych badań1, dlatego rozpocznę od zaprezentowania nie tylko swojego teoretycznego stanowiska, ale także
pewnych istotnych fragmentów genealogii, które mogą mieć wpływ na prowadzony
przeze mnie projekt.
Jestem Ślązaczką Cieszyńską, pochodzę z Ustronia, urodziłam się w autochtonicznej rodzinie ewangelickiej, znam język śląski w jego cieszyńskiej odmianie i staram
się go używać, gdy odwiedzam rodzinne strony. W czasie II wojny światowej zginęli w obozach koncentracyjnych obaj moi dziadkowie, Józef Kubica i Jan Błaszczyk,
aresztowani na wiosnę 1940 roku w czasie akcji, która miała oczyścić z propolskich
działaczy tereny wcielone do Rzeszy. Zmuszone okolicznościami wdowy podpisały
niemiecką Volkslistę nr trzy (dla Ślązaków), wskutek czego ich synowie trafili do Wehrmachtu. Mieli dużo szczęścia, że przeżyli.
W jednym ze swoich tekstów, pt. Milczenie i dominacja, zajmowałam się problemem przemilczeń w kontekście wielokulturowości2. Analizowałam tam przypadki
1 Zob. B. Sholte: Toward a Reflexive and Critical Anthropology. W: Reinventing Anthropology. Ed. D. Hymes. Ann Arbor 1999, s. 430-455.
2 Zob. G. Kubica: Milczenie i dominacja. Przemilczenia międzykulturowe w perspektywie
socjologicznej i antropologicznej. W: Przemilczenia w relacjach międzykulturowych. Red. J.
Goszczyńska, G. Szwat-Gyłybowa. Warszawa 2008, s. 95-109; G. Kubica: Śląskość i protestantyzm. Antropologiczne eseje o Śląsku Cieszyńskim, proza, fotografia. Kraków (w druku).

�Grażyna Kubica: Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe ...

197

pochodzące z mojego doświadczenia badawczego oraz osobistego. Jednym z nich
było przemilczanie przez Ślązaków wojennej historii swych rodzin w kontaktach
z obcymi3. Dawałam tam przykład mojego wuja, który służył w Wehrmachcie i który przemilczał ten epizod swej biografii przed żoną, nie będącą Ślązaczką. Ich synowie (mieszkający od lat w Kanadzie) dowiedzieli się o tym ode mnie już po śmierci
obojga rodziców.
Pod względem teoretycznym opieram się na koncepcji przemocy symbolicznej Pierre’a Bourdieu oraz teorii grup niemych Edwina Ardenera. Ten drugi autor twierdzi, że
w danym społeczeństwie wiodącą rolę odgrywają modele świata generowane przez grupę dominującą. Ten dominujący model może utrudniać wolność wyrażania alternatywnych modeli przez grupy mniejszościowe lub nawet blokować ich tworzenie. A zatem
grupa jest „niema”, ponieważ nie stanowi części dominującego systemu komunikacyjnego społeczeństwa, wyrażanego przez dominującą ideologię. W koncepcji Ardenera
przemilczenia wiążą się z niewyartykułowaniem grup mniejszościowych4.
Na gruncie socjologii problematykę dominacji badał m.in. Pierre Bourdieu.
W jego ujęciu przemoc symboliczna to narzucanie znaczeń jako uprawomocnionych przy jednoczesnym ukrywaniu sił leżących u podstaw tego uprawomocnienia i narzucania. Podstawowymi mechanizmami dominacji kulturowej jest system
prawny i edukacyjny. Narzucają one kulturę prawomocną wszystkim klasom (obywatelom), ale przyjmują ją jako swoją tylko dominanci, zaś przedstawiciele mniejszości dowiadują się w szkole, która kultura jest uprawomocniona przez państwo5.
Zatem w istocie przemilczenia dokonywane przez mniejszość ugruntowują dominację większości.
Innym pojęciem, które wymaga tutaj omówienia jest pamięć zbiorowa. Klasycznym dziełem dotyczącym tej problematyki są Społeczne ramy pamięci Maurice’a Halbwachsa. Autor twierdzi, że
To właśnie w społeczeństwie człowiek normalnie nabywa wspomnienia, rozpoznaje je i lokalizuje.
Policzmy wspomnienia wywołane w ciągu jednego dnia z okazji naszych bezpośrednich lub pośrednich
kontaktów z innymi ludźmi. Zobaczymy, że najczęściej sięgamy do naszej pamięci jedynie po to, aby
odpowiedzieć na zadawane przez innych pytania, lub na pytania, które, według naszego mniemania,
mogliby nam postawić. (...) W takim właśnie rozumieniu istniałaby pamięć zbiorowa i społeczne ramy
pamięci i tylko w miarę, jak nasza myśl indywidualna umieszcza się w tych ramach i bierze udział w tej
pamięci, będzie zdolna do wspominania6.

Zatem zbiorowości uzgadniają jak pamiętać, a zależy to od obecnego kontekstu,
czyli od teraźniejszości.
3 Innymi przykładami było zatajanie przez ewangelików z diaspory (czyli spoza Śląska
Cieszyńskiego) swego wyznania, czy przypadki skrywania swej tożsamości przez Żydów
w okresie międzywojennym oraz gejów i lesbijek współcześnie. Zob. G. Kubica: Milczenie
i dominacja. Przemilczenia międzykulturowe w perspektywie socjologicznej i antropologicznej. W: Przemilczenia w relacjach międzykulturowych. Red. J. Goszczyńska, G. Szwat-Gyłybowa. Warszawa 2008, s. 95-109.
4 Zob. S. Ardener: Introduction. W: Perceiving Women. Red. S. Ardener. London 1975, s. xii.
5 P. Bourdieu: Męska dominacja. Tłum. L. Kopciewicz. Warszawa 2004, s. 47.
6 M. Halbwachs: Społeczne ramy pamięci. Warszawa 1969, s. 4-5.

�198

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

Współcześnie na gruncie polskim pamięcią zbiorową zajmuje się wielu badaczy
i badaczek, by wymienić socjologów: Barbarę Szacką, Andrzeja Szpocińskiego, Piotra
Tadeusza Kwiatkowskiego, Lecha Nijakowskiego, a także antropologów: Katarzynę
Kaniowską i Jacka Nowaka7. Dla moich poszukiwań przydatne jest pojęcie „wspólnoty pamięci” używane przez Lecha Nijakowskiego, który określił je następująco: „Jest
to agregat osób (niekoniecznie grupa), które łączy określone doświadczenie biograficzne, nie zawsze o charakterze traumatycznym, oraz ich potomknów, którzy przejęli
pamięć rodzinną”8. Autor rozważa w tym kontekście interesujący mnie tutaj szczególnie problem „dziadków w Wehrmachcie” na terenach wcielonych do niemieckiej
Rzeszy.
Na temat Ślązaków służących w niemieckim wojsku napisano już kilka prac historycznych i wspomnieniowych9, w regionalnych mediach problem ten czasami się
pojawia10, na kanałach dokumentalnych można obejrzeć filmy na ten temat11, a ostatnio nawet przeczytać w ogólnopolskiej gazecie12, czy w internecie13. Jednak jak pisze
Lech Nijakowski „Pamięć polskich Ślązaków nie była i nie jest jednak przez władze
Rzeczpospolitej – trzeciej i ‘czwartej’ – uznawana”14, o czym według niego świadczy
nieobjęcie przez byłego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego patronatu nad obchodami 85
rocznicy przyłączenia Śląska do Polski.
7 Zob. m.in. B. Szacka: Czas przeszły, pamięć, mit. Warszawa 2006; A. Szpociński, P.T.
Kwiatkowski: Przeszłość jako przedmiot przekazu. Warszawa 2006; P.T. Kwiatkowski: Przemiany pamięci zbiorowej społeczeństwa polskiego w okresie transformacji. Warszawa 2008;
L.M. Nijakowski: Polska polityka pamięci, esej socjologiczny. Warszawa 2008; K. Kaniowska: Antropologia i problem pamięci. „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty” 2003, nr 3-4, s.
57-66; J. Nowak: Mapy pamięci. Antropologia pamięci zbiorowej. Kraków (w druku).
8 L. M. Nijakowski: Polska polityka pamięci…, s. 145.
9 Zob. np. I. Sroka: Górnoślązacy w Wehrmachcie. W: Górny Śląsk i Górnoślązacy w II
wojnie światowej. Red. W. Wrzesiński. Bytom 1997, s. 116-130; R. Kaczmarek: Górny Śląsk
podczas drugiej wojny światowej. Między utopią niemieckiej wspólnoty narodowej a rzeczywistością okupacji na terenach wcielonych do Trzeciej Rzeszy. Katowice 2006; L. Olejnik:
Zdrajcy narodu? Warszawa 2006; R. Hajduk: Pogmatwane drogi: Warszawa 1976; B. Fabiańska, W. Filipek: Rekruci. „Karta”. T. 10, s. 7-25; A. Lysko: Losy Górnoślązaków przymusowo
wcielonych do Wehrmachtu. „Biuletyn IPN” 2004. T. 6-7, s. 64-79; J. Kisza: Z Cieszyna do
Olsztyna. „Kartki Mazurskie. Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie”, 2006, nr 9 (39); P. Rakocz, J. Wódz: Jak się żyło i jak się żyje Ślązakowi na Śląsku.
Katowice 1996; J. Wódz: Ślązaków problemy z samoidentyfikacją społeczną – socjologiczna
i antropologiczna analiza jednego życiorysu. W: Eseje socjologiczne. Red. W. Jacher. Katowice 2001, s. 55-65.
10 Ukazywały się artykuły w „Dzienniku Zachodnim”, audycje w Radiu Katowice oraz programy w TVP Silesia (np. wywiad Szołtyska z Alojzym Lysko wyemitowany 7 maja 2010).
11 Oprócz przywoływanego już filmu „Kolumbowie w mundurach feldgrau”, wyprodukowano także film „Dzieci Wehrmachtu”, o poszukiwaniach grobu ojca przez Alojzego Lysko.
12 M. Redzisz: Najlepsza pogoda w całych Czechach. „Gazeta Wyborcza. Duży Format”
04.11.08 (biografie kilku Ślązaków z Jabłonkowa na Zaolziu); A. Klich: Został z nich Maras.
„Gazeta Wyborcza” 14.01.2010 o filmie „Dzieci Wehrmachtu”.
13 Zob. strony: „W znienawidzonym mundurze. Losy Polaków przymusowo wcielonych
do wojska niemieckiego w okresie II wojny światowej” (istnieje od 2008 roku) http://www.
wehrmacht-polacy.pl A także: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=1016&amp;st=30
14 L. M. Nijakowski: Polska polityka pamięci…, s. 156.

�Grażyna Kubica: Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe ...

199

Jacek Nowak zauważa, że państwo narodowe ma ciągle monopol na interpretowanie przeszłości, ale dają się zauważyć ostatnio procesy reorganizacji pól pamięci.
Z jednej strony dotyczy to zmarginalizowanych grup mniejszościowych, które starają
się włączyć swoje narracje do dominującego dyskursu, a z drugiej – kosmopolityzacja
pamięci zbiorowej. Ponadto pamięć jest traktowana jako podstawa tożsamości jednostek i społeczeństw, porządkuje ludzkie doświadczenia i pozwala na interpretacje
rzeczywistości15.
Jacek Nowak prowadził badania terenowe na Ukrainie i w południowo-wschodniej
Polsce – tych doświadczeń dotyczy jego najnowsza książka. Postanowiliśmy razem
przyjrzeć się problemowi pamięci zbiorowej Ślązaków dotyczącej II wojny światowej,
a także sprawdzić czy mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw. post-pamięci, czyli obecności w narracjach następnych generacji doświadczeń antenatów. Badania terenowe
przeprowadziliśmy we wrześniu 2009 roku w Ustroniu razem z grupą studentów
socjologii UJ. Zostali oni przez nas wcześniej przeszkoleni nie tylko pod względem
warsztatowym i teoretycznym, ale także historycznym, w odniesieniu do lokalnego
kontekstu. Służyły temu moje wykłady oraz spotkania z ekspertami16, oraz obserwacja uczestnicząca nabożeństwa w jednym z ustrońskich kościołów protestanckich.
W ten sposób, mimo iż nie należeli do wspólnoty pamięci ze swymi rozmówcami,
dysponowali wiedzą, która pomagała im nawiązać z nimi kontakt i rozumieć kontekst
opowieści.
Uzyskaliśmy ogółem ponad 70 wywiadów. Z rozmówcami pamiętającymi II wojnę
światową z własnego doświadczenia prowadziliśmy narracyjne wywiady biograficzne
według modelu Fritza Schützego17, czyli najpierw swobodna wypowiedź rozmówcy
opisująca jego lub jej własne życie, następnie pytania doprecyzowujące zadawane
przez badacza oraz zestaw pytań dotyczących interesujących nas spraw: Volkslisty,
służby w Wehrmachcie, a także kwestii tożsamościowych. Z młodszymi rozmówcami
prowadziliśmy wywiady pogłębione zawierające pytania o wojenną historię rodzin
oraz zestaw kwestii tożsamościowych. Rozmowy zostały stranskrybowane i poddane
wstępnej analizie. Prezentuję tutaj jedynie pewien aspekt problemu dotyczący sposobu prowadzenia narracji.Z wywiadów z najstarszymi rozmówcami wyłania się dramatyczny obraz ich własnych przeżyć podczas II wojny światowej oraz doświadczeń ich
rodzin. Oddaję głos samym narratorom, aby opowiedzieli o tym własnym głosem18.
Tutaj Niemcy zrobili taką [akcję, że] 80% brali dorosłych ludzi co mieli 21 lat i dawali do podpisania
Volkslisty. Ci, co byli proniemieccy, to mieli pierwszą, drugą grupę, a trzecią dostali ci, co tutaj stale mieszkali. I to tak groźnie nie wyglądało [na początku]. Ale tak perfidnie zrobili, tak teraz analizuję, że na przykład
podpisali rodzice, to dzieci do 21 roku życia dostawały powołanie do wojska, do Wehrmachtu. Początkowo,

15 J. Nowak: Mapy pamięci…, (w druku)
16 Spotkaliśmy się z: Lidią Szkaradnik, dyrektorką Muzeum Ustrońskiego, Małgorzatą Kiereś,
dyrektorką Muzeum Beskidzkiego w Wiśle; Janem Olbrychtem, socjologiem i politykiem, obecnie euro-posłem; Wojsławem Suchtą – socjologiem i redaktorem „Gazety Ustrońskiej”; Andrzejem Drobikiem, młodym historykiem prowadzącym w Ustroniu badania historii mówionej.
17 Zob. K. Kazimierska: Wywiad narracyjny jako jedna z metod w badaniach biograficznych, „Przegląd Socjologiczny” 2004, nr 1.
18 Pominęłam powtórzenia, dygresje i mniej istotne wątki co zaznaczyłam nawiasem okrągłym (...). Dopisałam [w nawiasach kwadratowych] słowa, które pozwalają zrozumieć treść.

�200

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

jak rozesłali te powołania, to strach zrobili. Dużo tutaj w okolicy było [ludzi] co nie podpisali [powołania].
Za tydzień byli w Oświęcimiu, a za miesiąc przyszło pismo, że nie żyją. Taki terror był. Ja potem w 42 roku
zostałem powołany [do wojska], no to początkowo nas w Austrii przeszkolili. Insbruk w tych okolicach.
A potem byłem na froncie wschodnim. Ja trzy lata byłem na froncie wschodnim na pierwszej linii. Jakie ja
miałem szczęście, że nic mi się nie stało, bo przecież kojarzycie, jak ktoś podpadł, to go na front wschodni
wysyłali. Bo tam było straszliwie niebezpiecznie. Potem do niewoli się dostałem i przez rok byłem na Uralu
w obozie, chorowałem tam nawet na malarię19.
Jak wojna wybuchła to miałam trzynaście lat. No. I to chodziłam zaroz do niemieckiej szkoły, czyli pięć
klas zrobiłam polskich a szóstą niemiecką. (...) To ten jeden rok zrobiłam tej szkoły, niemieckiej i w grudniu
miałam czternaście lat, bo jestem w grudniu urodzona, no to mnie zabrali Niemcy na przymusowe roboty.
Wtedy się to nazywało Waldenburg. (...) U takiego bauera wielkiego byłam. (...) Oni strasznie dużo mieli
pola i bydła. I jo tam byłam najmłodsza, (...). A jo na przykład musiałam ziemniaków naobierać i ogień
robić i baniaki po mleku przywozić, a byłam taka malutka, czternaście lat. Strasznie tęskniłam tam za
mamą. Płakałam okropnie. (...) Ja, moi rodzice mieli Volkslistę. Dlatego jo po roku czasu, jak ja u tego bauera byłam, dlatego mogłam jechać do domu. A ci którzy nie mieli Volkslisty to zostali. (...) [Brat starszy] był
na robotach przymusowych, w jakiejś fabryce szkła. I stamtąd go zabrali prosto do wojska. Chyba tam był ze
dwa lata i zginął. On pisoł taki list, gdzieś koło Francji to było. Jak Niemcy kajś gdzieś wylądowali i tam była
straszna walka. To on tam zginął. (...) To ja potem po roku czasu wróciłam do domu, pomagałam mamie.
Potem chodziłam do pracy do niemieckiej fabryki. Nawet w fabryce granatów pracowałam20.
Była wojna i to wszystko zmieniło. Trzeba było później do niemieckiej szkoły chodzić, no a potem do
wojska, no i dość burzliwe były te lata tak że, nie bardzo lubię to wspominać, ale to każdy przechodził. (...)
Jak się wojna zaczęła, to byłem w harcerstwie przed wojną, tośmy mieli takie spotkanie w centrum Ustronia
w strażnicy. To nas posegregowali, ci starsi szli do Górek, ci harcerze, niby bronić Górek, a ci młodsi tośmy
zostali w domu, trzeba było pochować ten strój harcerski, wszystko do skrzyni i pod gruszkę. To tam dziadek
pochował. W pierwszym dniu wojny to narobili rzeczy, że będą strzelać z Górek i będzie straszna wymiana
tego [ognia], aż tam pod Czantorię [poszliśmy], myśmy tam spali (...) jedną noc. A jakeśmy wstali, patrzyli,
to Niemcy już szli, nie było sensu uciekać,. Znaczy brat uciekł na wschód z kolegami jeszcze innymi. A ja zostałem przy mamusi, nie byłem przecież dorosły jeszcze aż tak, żeby uciekać. (...) Matka umiała po niemiecku, bo do austriackiej szkoły chodziła i z tej racji dostała Volkslistę numer dwa, a tak to [inni Ustroniacy]
mieli trzy, albo by było „P” [czyli Polak]. Ona „dwa” dostała listę, a ja, bo byłem niepełnoletni, automatycznie dostałem „dwa”. Ale to pomogło bratu, który siedział w koncentraku w Dachau. Mój brat, zaraz go zamknęli w trzecim dniu wojny. Przyszło gestapo, wzięło mi brata. Siedział dwa lata tam, w Dachau. Zbierali
wszystkich Polaków, bo oni do polskiej szkoły chodzili (...). No i to tak, ale później się to przydało, napisała
mama do Hitlera przez adwokatów i zwolnili [brata] po dwóch latach. I tak to było, ten okropny rozdział.
(...) Dostałem się do niewoli amerykańskiej z niemieckim wojskiem. (...) Tam w dużym obozie, gdzieś osiem
tysięcy nas było. Przeżyłem tam dużo, dużo rzeczy nieprzyjemnych. No to jak przyjechałem, matka miała
Volkslistę numer 2 to, to jeszcze rehabilitacja ją czekała, bo trzeba było się zrehabilitować21.
No a później wybuchła wojna. Uciekałem aż do Tarnopola. (...) No a później przychodziłem spadki.
(...) To my musieli dwa tygodnie ustępy myć, łazienki na gminie, za karę, że my uciekali. No, ale później
my pracowali w Goleszowie, ale musiałem pojechać do Niemiec, bo nie miałem Volkslisty. I nie można było

19 Wywiad nr 1.
20 Wywiad nr 53.
21 Wywiad nr 21.

�Grażyna Kubica: Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe ...

201

pracować tam Polakom w cementowni. Pojechałem do tych Niemiec. Pracowałem w Brzegu u Kubana. (...)
No i później tata podpisał Volkslistę w 42 roku na wiosnę i zaroz mnie wzięli do wojska. Bo tatę chcieli wysiedlać. Powiedzieli mu, że jak nie podpisze Volkslisty, to go wysiedlą. Do Niemiec wywiezą na roboty. Tata
się boł no i podpisał tę Volkslistę. Jak mnie wzięli do wojska, to byłem w takiej austriackiej armii. Nazywała
się „Schi-Jagerbrigade” – narciarska brygada. No w tej narciarskiej brygadzie byłem długo, długo, aż się
złożyło, że chciałem uciec, no [ściszony głos]. No i uciekłem. No uciekłem i tak się ukrywałem, aż przyszła
ta polsko armia. I później musiałem się zgłosić do polskiej armii, bo tam na zachodzie to się krzywo patrzyli
na tych, że w niemieckiej armii byli22.
Chodziłam do szkoły, już potem niemieckiej podczas wojny, no i w czterdziestym trzecim w lutym został
mój ojciec zabrany do Oświęcimia, więc żyłyśmy dalej z matką. (...) [Ojciec był później] w MauthausenGusen, a zmarł w Linzu i tam jest pochowany. W czterdziestym piątym w maju. Akurat do wojny, do końca
wojny dożył, ale dalej nie przeżył, za bardzo był zaawansowany stan chorobowy. Wiadomo, po obozie, to
co można się było spodziewać23.
Jeszcze w 39 roku ojciec opuścił dom i poszedł, ponieważ ewakuowano kuźnię. (...) [potem] pracy już
w kuźni nie otrzymał, bo tutaj byli Niemcy. (...) Najpierw pracował w lesie ciężko, ja tam obiady nosiłam
pod Czantorię a potem został zmuszony do wyjazdu [na roboty], bo było: albo wyjedzie, albo do obozu, bo
mój ojciec był zdecydowanym socjalistą (...). Ojciec pojechał do Niemiec w Wittenberdze pracował pod Berlinem, spali w takich ogromnych salach jak Prażakówka, jeden obok drugiego na betonie. Był bardzo chory,
ale to już później. Ja miałam 3 braci i jedną siostrę. Kiedy mój drugi z kolei brat nie ukończył nawet 18 lat,
została mamusia wezwana do urzędu i po prostu podpisać musiała tą Volkslistę „do odwołania” [czyli nr
3], nie minął miesiąc i go zabrali. To był rok 42, pracował przez rok, to znaczy nie pracował tylko tak był
folksdinst? czy jakoś tak to się nazywało. A później był na froncie jako tak zwane gebelgstjeger, umiał na
nartach dobrze jeździć i tam w Tyrolu ćwiczył w Austrii, potem był we Włoszech, w Chorwacji, ale w wieku
lat 20 zginął. I zaczęła się tragedia. Ojciec miał do matki pretensje, że ona podpisała [Volkslistę], a z kolei
ona była tu bezradna, myśmy mieli [jako Polacy] wszystkie kartki [żywnościowe] obcięte, nie było masła,
niczego na kartkach, nawet słodyczy. Ja z młodszym bratem zachorowałam na szkorbut. Ojciec, pamiętam
jak przysyłał kiełbasę z konia, to jak myśmy się cieszyli że dostaliśmy kawałek tej kiełbasy! (...) Ojciec wrócił
w 44 schorowany i dzięki tu takiemu panu doktorowi Śniegoniowi który uznał to, że on nie chciał już tam
wracać, to dostał zaświadczenie, że musi się dalej leczyć i tak tata został24.
Oprócz szkoły podstawowej, która wypadła na okres wojny, kończyłem niemiecką szkołę podstawową.
(...) Mój ojciec przed wojną był w armii polskiej, skończył szkołę podoficerską. W stopniu kaprala wyszedł
z wojska, brał udział w wojnie przeciwko Niemcom, później do niewoli się dostał i po 2 czy 3 latach go
znowu wcielili do Wermachtu. (...) A znalazł się we Francji, i tam nawiał do partyzantki i do armii polskiej
się dostał. (...) No różne te stosunki niemieckie były, była straszna dyscyplina. Myśmy mieli gospodarstwo,
matka sama gospodarowała. No więc wszystko było wyliczone, trzeba było rozliczać się ze wszystkiego.
Zboże zebrało się. Tak że wyliczyli ile na chleb, resztę trzeba było odstawić. Świniaka jak się ubiło, no to
też wyliczyli według systemu kartkowego ile na pół roku, czy na jak długo, wystarczyło. A nawet żarna
pozamykali żeby nie można było mielić sobie coś tam na chleb czy czy mąkę mieć. Separatory, maselnice
to zamykali, to zaplombowali i to była plomba założona żeby nie można było sobie masła zrobić bo mleko
trzeba było odstawiać. No to czasem zebrał ktoś tę śmietanę z góry no i jakieś troszkę masła mógł zrobić.

22 Wywiad nr 34.
23 Wywiad nr 52.
24 Wywiad nr 5.

�202

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

(...) I były kontrole. Przychodził policjant od czasu do czasu i patrzył czy plomba nie zdjęta z maselnicy,
z separatora czy żarna te, różne młynki ludzie mieli na wsiach czasem takie. A jak to było [naruszone] no
to straszne kary były25.
W czterdziestym Niemcy mnie wywieźli do Hanoweru [na roboty przymusowe] i tam to była fabryka
akumulatorów. (...) To była paskudna robota. Bo to była taka duża hala, tam wkładało się te płyty do akumulatorów, (...) i tam wychodziły te jakieś złe [wyziewy], co szkodziło dla zdrowia. (...) tak potem z Urzędu
Miejskiego tu w Ustroniu tam do dyrekcji, gdzie pracowałem, dali wiadomość, że mnie mają wysłać do
domu podpisać Volkslistę. Ja tu przyjechałem, nie wiem, ile miałem tego urlopu, czy dwa, czy cztery dni.
Volkslisty nie podpisałem, powiedziałem „Ja nie jestem [Niemcem]”, pisałem się Polakiem. Bo Ślązaków
brali zaraz do wojska Niemcy. (...) Pojechałem [potem] do Berlina, bo tam byli też ustroniacy. (...) W Berlinie z początku zamiatałem baraki i potem robiłem na holtzplacu. (...) Mieszkaliśmy w barakach, blisko
było do fabryki, może pięć-siedem minut. (...) W Berlinie też robiłem jako fizyczny z początku, a tam śmy
dostawali lebensmittelkarte, czyli karty żywnościowe dla obcokrajowców i tam były papierosy. A my nie
palili. Tak, ten jeden urzędnik (...) z tej firmy, gdzie pracowałem, to bardzo dużo palił papierosów, dobry
człowiek to był – to przychodził zawsze, no i nam zawsze zapłacił [za te papierosy]. Robiłem jako pracownik
fizyczny, a potem kolega mnie zdradził, ale na dobrze [ze śmiechem], zdradził: powiedział, że ja pracowałem w biurze w Polsce i obliczałem zarobki dla pracowników fizycznych. Tak, on [ten urzędnik] mnie wziął
do biura. (...) Pracowała też tam ze mną Fraulein Kubasch. To była panna. Ona tam miała jakiegoś, zdaje
się, amanta, a on poszedł do wojska. (...) Szykowna panna. Ale ja jako Polak się bałem [z nią bliżej poznać],
że mnie rozstrzelają, bo tam w razie czego to rozstrzelali Polaków [co współżyli w Niemkami]26.
[Przed wojną] skończyłem tylko jeden rok gimnazjum w Cieszynie. Nastąpiła wojna, wróciłem do domu.
(...) Rodzina cała była polska, moi bracia starsi oczywiście nie wyrazili zgode na przyjęcie Volkslisty. (...)
No a ja przez różne perturbacje wojenne dostałem się do Francji. We Francji byłem w wojsku polskim, tak
zwane Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie. [Najstarszy brat] musiał uciekać, bo jednocześnie związany był
z AK, musiał uciekać przed aresztowaniem i dostał się do Guberni. I tam przebywał. Natomiast dwaj młodsi
bracia: jeden został na gospodarstwie, po ojcu gospodarstwo przejął i miał spokój, no ktoś tam musiał robić,
pracować żeby nie upadło [i produkowało żywność]. Drugi brat przeszedł na gospodarstwo również, siostry
swojej, ponieważ jej mąż został powołany do wojska niemieckiego i zginął na froncie i też miał spokój,
ponieważ ktoś tam też musiał prowadzić, [bo Niemcy] pilnowali, żeby ta żywność była pod dostatkiem,
i pewne ulgi dla Polaków, ewentualnie były, jeżeli ktoś zajął się takim zawodem. (...) Perturbacje [ze mną]
były takie, że moja mamusia w związku z tym, że została wdową [i miała] to gospodarstwo, a że dzieci pełnoletnie odeszły z domu to miała Volkslistę numer 3, czyli taką, jaką tutaj na Śląsku wszyscy otrzymywali,
za wyjątkiem tych, którzy ewentualnie mieli tam jakieś koneksje niemieckie, czy coś, to ci dostali wyższą
klasę, czyli drugą, bo jedynki tutaj chyba nie było. I w związku z czym synek [chłopiec] mając siedemnaście
lat podlegał w dalszym ciągu pod tą Volkslistę swojej mamy, a tym chłopcem byłem ja. I w związku z czym
mając niecałych osiemnaście lat ściągnięto mnie przymusowo do wojska niemieckiego. I przebyłem w nim
dwa lata. Z kolei udało mi się przedostać do armii polskiej we Francji i tam byłem aż do tego 48 roku, kiedy
wróciłem do kraju27.
Przeżywało się okropnie, przecież bracia byli w wojsku. Mój brat miał 18 roków i już szedł do wojska, bo
ojciec przyjął Volksliste, a mama nie [przyjęła], była Polka. Brat był małoletni i należał pod ojca, tak więc

25 Wywiad nr 12.
26 Wywiad nr 48.
27 Wywiad nr 18.

�Grażyna Kubica: Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe ...

203

też zawezwali go do wojska a on był wysoki bardzo przystojny synek no i oni brali takich do wojska jako
[do kompanii honorowej], musiał był freinger, to taki, że się zgadza, że idzie do wojska dobrowolnie. (...)
I on już wiedział, co to będzie. I powiedział, że nie weźmie pióra do ręki, nie podpisze co będą chcieć, (...)
i powiedział: „nie idę do wojska bo mama by zgineła, że jeszcze jo był szeł freiliger do wojska a potem to
mówili ze my świnie, nadali nam” (...) I oni nie wiedzieli, co z nim zrobić. I posłali go z powrotem do domu,
i przyjechoł do Cieszyna, szczęśliwy taki. No ale tak. Był 3 miesiące w domu i zaś go wzięli z powrotem do
wojska (...). No i on mówił, że ten front już był tu koło Katowic w tym miejscu jego wysłali w samym najbardzej wysuniętym froncie. I jego wysłali bo to miała być walka najbardziej ostra. Niemcy z Ruskimi. No
i on widział, że nie przeżyje, bo te okopy były takie coraz bardziej, a on był najbardziej wysunięty na tego
nieprzyjaciela. I mówił, że tak w nocy myślał, że niektórzy palili papierosy, no i mioł papierosy bo oni dostowali papierosy no i mówił że te naboje co mioł tu na ten atak nastąpić. To te naboje wyrzucił a te naboje
naładował papierosami. Bo miał zamiar że będzie uciekoł do Rusów. Bo nie ma innego ratunku. No i mówił
ze tak księżyc świecił a takie krzaki były no i tak się czołgoł i jak był gdzieś za krzakiem to zaś bardziej lecioł
i tak dolecioł do tego frontu rosyjskiego. I mówi że jak skoczył do okopu rosyjskiego, i tak po rusku, bo on
troche po rusku umioł, że on jest brat „nie strzelaj my są bracio”, no i tak go zrozumieli po rusku, i zostawili
go i potem go wzieli i go odprowadzili na komende ruską, i on był rany czy coś i jak widział [jakiś żołnierz
rosyjski] z tej złości, bo on był jeszcze w mundurze niemieckim i „jak mnie uderzył w twarz, to mi zaroz
czopka spadła z głowy” a ten, co go prowadził to zaroz mówi; „nie wolno ci go bić to jest nasz brat” i tak się
wyratował. A mówił, że ich szef, co był major jakiś, to był prawdziwym Niemcem, nie umioł po polsku. To
go zastrzelili. I potem [brat] wrócił z tej niewoli, nie był długo czy coś. Na takiej robocie na dworcach tam
coś robił. Aż my się dowiedzieli, i potem go zwolnili i przyszedł28.

Przytaczam te narracje, aby pokazać jak różne były przeżycia najstarszych Ślązaków, jak bardzo dramatyczne, a także – w jaki sposób o nich opowiadają. Zebraliśmy
jeszcze kilka innych wywiadów z osobami, które pamiętały wojnę z własnego doświadczenia. Narracje te były bardziej obszerne i bogatsze w szczegóły, ale trudno je
w krótkim artykule przytoczyć w całości. Jedna z nich dotyczyła służby w niemieckich
oddziałach pomocniczych przy kopaniu rowów, a pod koniec wojny krótkiego epizodu frontowego, który skończył się dezercją. Inny rozmówca służył w Wehrmachcie
jako telegrafista. Jeden z naszych interlokutorów opowiadał o swej współpracy z partyzantami. Były też opowieści kobiece, mówiące o wojennej codzienności i utracie
bliskich.
W ostatnich latach opublikowano kilka autobiografii ustroniaków, w których autorzy wspominają swoje wojenne doświadczenia. Pierwszą taką książką były Wspomnienia z minionego wieku Jana Małysza29, który nie przyjął Volkslisty i był wywieziony na
roboty do Niemiec. Paweł Małysz w swej autobiografii Życie pełne bożych cudów30
opisywał podobne doświadczenia swej wysiedlonej rodziny. Bogusław Heczko na kartach Rozmyślań w cieniu lipy31 opowiedział o losach swych bliskich: próbach matki
uwolnienia brata z obozu koncentracyjnego, przyjęcia przez nią Volkslisty nr 2 oraz
swej służby w Wehrmachcie jako sanitariusza. W „Kalendarzu Ustrońskim” ukazywały się kolejne wspomnienia: zapiski wojenne ks. Pawła Nikodema32, Józefa Balcara
28
29
30
31
32

Wywiad nr 58.
J. Małysz: Wspomnienia z minionego wieku. Cieszyn 2001.
P. Małysz: Życie pełne bożych cudów. Ustroń 2003.
B. Heczko: Rozmyślania w cieniu lipy. Ustroń 2002.
A. Dorda: Zapiski ks. Nikodema. „Kalendarz Ustroński 2002”, s. 58-63.

�204

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

wspomnienia z robót przymusowych w Niemczech33; Ottona Windholza-Wineckiego
o losach wojennych jego rodziny34; Adama Heczki, który był w Wehrmachcie w służbie wartowniczej (opowiadał również o swoich doświadczeniach w filmie dokumentalnym)35; oraz Ludwika Lipowczana o początkach wojny oraz o losach ustroniaków
wcielonych do niemieckiego wojska (w internecie dostępna jest jego relacja ze służby
w Wehrmachcie)36.
Ważną pozycją jest książka o wojennych losach ks. Andrzeja Wantuły, w której
zamieszczono jego opowiadania obozowe o doświadczeniach w Mauthausen-Gusen
oraz listy do żony o służbie jako sanitariusza w Wehrmachcie37. Z kolei wiedzy na
temat tułaczki wrześniowej oraz późniejszego życia w Ustroniu dostarczają wspomnienia Jana Wantuły38. Niedawno opublikowane dzienniki Jana Szczepańskiego relacjonują okres jego pracy przymusowej we Wrocławiu i Wiedniu39. Są to materiały
powstałe bezpośrednio w okresie dziania się wydarzeń, które opisywały i dlatego nie
zostały przeze mnie poddawane analizie, a służyły jedynie jako ilustracja.
W moim archiwum posiadam nagrania wywiadów historii mówionej, które prowadziłam m.in ze Stanisławem Wantułą, zasłużonym rolnikiem i społecznikiem (synem Jana, a bratem Andrzeja). Pan Wantuła opowiadał o własnych doświadczeniach
wojennych, a także przeżyciach swoich najbliższych. Razem z córką opracowałyśmy
zbiór wojennej korespondencji i wspomnień dotyczący naszej własnej rodziny, gdzie
znajdują się listy mojego dziadka, Józefa Kubicy, z obozu w Mauthausen-Gusen, z którego już nie wrócił, a także – ojca, Tadeusza Kubicy oraz jego brata Jana, z czasu ich
służby w niemieckim wojsku40. Kilka transkrypcji wspomnień wojennych różnych
osób znajduje się także w archiwum Muzeum Ustrońskiego41.
Istnieją dwa całościowe opracowania historyczne dotyczące interesującego mnie
okresu. Pierwszym z nich jest broszura Józefa Pilcha pt. Ustroń 1939-1945, której
drugie wydanie (poprawione i rozszerzone) zostało opublikowane w 1978 roku, oraz
rozdział monografii Ustronia autorstwa Krzysztofa Nowaka pt. Lata okupacji hitlerowskiej (1939-1945) z 2005 roku.
33 J. Balcar: Moja młodość w czasie okupacji. „Kalendarz Ustroński 2002”, s. 82-85.
34 G. Kubica: Opowieść o dwóch fiakrach. „Kalendarz Ustroński 2000”, s. 100-110 (pierwotnie reportaż ten ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 17/18. 07. 1999). Biografię Ottona
Windholza-Wineckiego pt. Kangur z Ustronia autorstwa jego żony, Krystyny opublikowało
w tym roku Muzeum Ustrońskie.
35 A. Michałek: Adama Heczko wojenne wspomnienia. „Kalendarz Ustroński 2006”, s. 224229; wypowiedź w filmie dokumentalnym pt. Kolumbowie w kolorze feldgrau z 2000 roku,
autorstwa Pawła Woldana i Włodzimierza Filipka.
36 L. Lipowczan: Z wojennych zapisków ustroniaka. „Kalendarz Ustroński 2002”, s. 48-51;
Tenże: Przemilczany temat. „Kalendarz Ustroński 2007”, s. 92-95; Wspomnienia Ludwika
Lipowczana W: http://www.wehrmacht-polacy.pl/relacja19.html
37 Losy wojenne ks. Andrzeja Wantuły. Red. B. Żyszkowska. Cieszyn 2005 (opowiadania
Z doliny cienia śmierci były wcześniej opublikowane w Londynie w 1947 roku).
38 J. Wantuła: Tułaczka wrześniowa (fragment nieopublikowanego pamiętnika). „Kalendarz
Ustroński 2010”, s. 182-189; J. Wantuła: Wspomnienia wojenne (1939-1945). W: Wybór źródeł do dziejów Ustronia. T. 2. Red. K. Nowak. Cieszyn-Ustroń 1998, s. 103-148.
39 J. Szczepański: Dzienniki z lat 1935-1945. Red. K.D. Kadłubiec. Ustroń 2009.
40 J. Heller, G. Kubica: Wojenne losy rodziny Kubiców z Ustronia, maszynopis.
41 W archiwum znajduje się relacja m.in. partyzanta Michała Gomoli.

�Grażyna Kubica: Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe ...

205

Zasługą pierwszego z autorów jest zestawienie listy ofiar okupacji hitlerowskiej
(w tym także „obywateli polskich pochodzenia żydowskiego”) oraz więźniów politycznych, którzy przeżyli wojnę. Tekst broszury jest poświęcony głównie opisowi
martyrologii ludności Ustronia oraz działalności partyzantów. Problem Volkslisty
i Wehrmachtu jest jedynie wzmiankowany, choć należy to docenić, pamiętając o istniejącej wówczas cenzurze. Pilch zdobył się na także na następującą wypowiedź:
Przedstawiając alfabetycznie sylwetki ofiar [okupacji hitlerowskiej], zdajemy sobie sprawę, że to tylko
część tragedii jaka dotknęła naszą miejscowość. Ile cierpień, ile ofiar, ile łez kosztowała „Volkslista” tak
zwanych „Volksdeutchów”, to jest mieszkańców, którzy przyjęli, a raczej zostali zmuszeni do przyjęcia
listy narodowościowej, lub też jako młodociani otrzymali ją bez pytania za rodzicami, a zostali Polakami,
trudno opisać i opowiedzieć. Stali się masą ludzi bez praw i przywilejów poza jednym: służenia Niemcom
wytężoną pracą i służbą wojskową.
Z powołanych, a właściwie przymusowo wcielonych do wojska niemieckiego około 110 obywateli
Ustronia – według dotychczas zebranych danych – zginęło na frontach jako żołnierze 54 osób. Wielu
z nich zginęło w czasie ucieczki „do wroga”, były wypadki rozstrzelania za dezercję, a nawet pierwszym
otrzymanym nabojem popełniono samobójstwo. Sprawa ta wymaga osobnego opracowania. Czym innym była Volkslista w Generalnej Guberni, a czym innym na Śląsku i w naszym Ustroniu. Bez zrozumienia tej różnicy nie potrafimy pojąć rzeczywistości okupacyjnej w tak skomplikowanych warunkach,
jakie zaistniały na Śląsku42.

Przez lata PRL, a także i później, były to jedyne opublikowane słowa, które opisywały doświadczenia większości obywateli Ustronia. W opracowaniu Pilcha można znaleźć także ich wymiar statystyczny. W spisie powszechnym, który odbył się
w Ustroniu 17 grudnia 1939 roku (nazywanym „palcówka”, gdyż na formularzu należało wykonać odcisk kciuka) kiedy na różne sposoby zniechęcano mieszkańców
Ustronia do deklarowania polskości, rezultaty były następujące: 71% Ślązacy, 22%
Polacy, 6% Niemcy. Później prowadzono akcję Volkslisty i zmuszano do jej przyjęcia.
W kwietniu 1943 Polaków bez Volkslisty było już tylko 514 (na 6004 mieszkańców
od 5 do 70 roku życia, czyli ok. 9%)43. Na całym Śląsku Cieszyńskim takich osób było
w tym czasie prawie 40%44. Najwyraźniej lokalne władze w Ustroniu wykazywały się
większą inicjatywą w nakłanianiu lokalnych mieszkańców do przyjęcia niemieckiej
listy narodowościowej, a ci mieli dużo do stracenia jako właściciele gospodarstw.
Pilch pisał, że sprawa Volkslisty i służby w Wehrmachcie „wymaga osobnego opracowania”, ale sam się tego zadania nie podjął. Niestety nie zrobił tego również Krzysztof Nowak w swoim rozdziale w monografii Ustronia. Autor dotarł do wielu cennych
źródeł, obszernie cytuje wojenne wspomnienia Jana Wantuły, ale opisuje rzeczywistość okupacji w Ustroniu z polonocentrycznego punktu widzenia. Najlepiej to widać
w następującym zdaniu: „Zdecydowana większość ‘Ślązaków’ wywodziła się oczywiście z ludności etnicznie polskiej”45. Zatem autor uważa, że tożsamość autochto42 J. Pilch: Ustroń 1939-1945 (przyczynek do dziejów ludności miasta w okresie wojny
i okupacji). Ustroń 1978, s. 41-42.
43 Tamże, s. 12-13.
44 Zob. J. Bahlcke: Śląsk i Ślązacy. Warszawa 2001, s. 185.
45 K. Nowak: Lata okupacji hitlerowskiej (1939-1945). W: Ustroń 1305-2005. T. 1. Ustroń
2005, s. 446.

�206

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

nicznej ludności da się określić „obiektywnie” jako polską etniczność, a ewentualne
deklaracje śląskości można jedynie opatrzyć cudzysłowem. Jest to dość anachroniczne podejście do problemu, gdzie pojawiają się ukryte założenia i przed-sądy zamiast
rzeczowej refleksji.
Autor nie rozważa problemu Ustroniaków wcielanych do Wehrmachtu, a jedynie
na samym końcu swego tekstu umieszcza poległych w niemieckim wojsku w „bilansie
ofiar”:
Według dostępnych informacji, w latach II wojny światowej (...) w sumie zginęło ponad 200 Ustroniaków, w tym ponad 70 narodowości żydowskiej. Wiadomo również, że z ponad 200 osób powołanych do
wojska niemieckiego z Ustronia, Hermanic, Lipowca i Nierodzimia zginęła połowa, przede wszystkim na
froncie wschodnim, we Włoszech i Francji46.

A zatem w wojsku niemieckim straciło życie około 100 osób, co stanowi trzecią
część wszystkich ofiar poniesionych przez ludność Ustronia i okolicznych wsi w czasie
wojny i okupacji (z czego trzecią część stanowiła ludność żydowska). Współczesny
historyk nie poświęca jednak poległym w Wehrmachcie żadnej uwagi poza samą konstatacją, że takie ofiary miały miejsce.
Z materiału autobiograficznego (pochodzącego z naszych badań, ale także istniejących publikacji) można wysnuć kilka wstępnych wniosków na temat sposobu prowadzenia narracji. We wszystkich opowieściach dotyczących wojny pojawiają się struktury procesowe nazywane przez Schützego „trajektoriami”. Termin ten oznacza „ciągi
zdarzeń biograficznych o strukturze sekwencyjnej, zdeterminowane przez czynniki
zewnętrzne, niezależne od jednostki”47. Dobrze to ilustruje następujący fragment:
„Była wojna i to wszystko zmieniło. Trzeba było później do niemieckiej szkoły chodzić, no a potem do wojska, no i dość burzliwe były te lata tak że, nie bardzo lubię to
wspominać, ale to każdy przechodził”48. Nie we wszystkich narracjach pojawiają się
całe sekwencje charakterystyczne dla trajektorii, ale wszechobecne jest poczucie utraty możliwości wpływania na własne życie.
Pojawiają się także „przesłonięcia”, czyli „częściowe lub całkowite pominięcia czy
też luki w relacji doświadczeń biograficznych”49. Dotyczą one przede wszystkim służby w Wehrmachcie. Najlepiej owo przesłonięcie widać w jednym z wywiadów, kiedy to rozmówca opowiadając o swoim życiu zupełnie pomija pobyt w niemieckim
wojsku, a informacja o tym pojawia się dopiero pod wpływem pytań badaczy. Ale
przesłonięcia pojawiają się także w narracjach nie ukrywających faktu wcielenia do
Wehrmachtu. Na przykład: „A potem byłem na froncie wschodnim. Ja trzy lata byłem na froncie wschodnim na pierwszej linii. Jakie ja miałem szczęście, że nic mi się
nie stało (...)”50. To jest wszystko co rozmówca mówi o swej służbie i co bardzo swą
lakonicznością kontrastuje z innymi fragmentami opowieści. Podobne przesłonięcie
46 Tamże, s. 484.
47 M. Prawda: Biograficzne odtwarzanie rzeczywistości (O koncepcji badań biograficznych
Fritza Schutze). „Studia Socjologiczne” 1989. T. 115, nr 4, s. 86.
48 Wywiad nr 21.
49 K. Kazimierska: Wywiad narracyjny jako jedna z metod w badaniach biograficznych,
„Przegląd Socjologiczny” 2004, nr 1, s. 82.
50 Wywiad nr 1.

�Grażyna Kubica: Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe ...

207

można zauważyć i w innych narracjach, na przykład: „No w tej narciarskiej brygadzie
byłem długo, długo, aż się złożyło, że chciałem uciec”51. Wojenne opowieści mojego
ojca niemal zupełnie pomijały okres pobytu na Krecie kiedy służył w Wehrmachcie,
natomiast były bardzo szczegółowe i anegdotyczne w odniesieniu do późniejszego
pobytu w Palestynie w szkole junackiej armii Andersa.
Najbardziej obszerne i bogate w szczegóły są opowieści dotyczące pobytu Ustroniaków na robotach przymusowych czy w obozach koncentracyjnych (zarówno samych
rozmówców, jak i ich najbliższych), a także w niemieckim wojsku, ale bez udziału
w walce (a jedynie w służbie medycznej, wartowniczej, pomocniczej, łączności).
Obecny jest we wszystkich tych narracjach motyw cierpienia, choć wprost mówią
o tym głównie kobiety: „Strasznie tęskniłam tam za mamą. Płakałam okropnie” (o robotach przymusowych); „Przeżywało się okropnie, przecież bracia byli w wojsku”.
Wszyscy rozmówcy, bez względu na to czy ich rodziny podpisały Volkslistę czy nie,
usprawiedliwiali decyzje o przyjęciu niemieckiej listy narodowościowej i uważali za
uzasadnione sytuacją. Poniższa wypowiedź dobrze to ilustruje:
No i [Niemcy] wymyślili tak zwane Volkslisty, listy narodowościowe, które można było albo podpisać
albo zabrali gospodarstwo, albo na roboty wywieźli, albo do pracy, tak że ludzie byli w rozterce. (...) Ludzie
Niemcami nie byli, jak napisał [na spisie, że jest] Polakiem no to wtedy [miał] problemy (...). No to wymyślili jeszcze Schlesier, że jest Ślązakiem. No to ludzie na to poszli, bo to ani Niemiec, ani Polak, będzie miał
spokój do końca wojny. No ale Niemcy sobie nie przewidzieli, że tak dużo się opowie jako Ślązacy. [Potem]
był dekret fuhrera Hitlera, no i tych Ślązaków uznali jako, że to są Niemcy. No i te Volkslisty, potem były:
listy narodowe. Były pierwsza, druga, trzecia, czwarta. Pierwsza to był Reichsdeutsche czyli ci co z Niemiec
pochodzili, byli rodowitymi Niemcami. Druga grupa to byli Volksdeutsche, (...) mieli jakieś tam korzenie,
a trzecia grupa to byli ci wszyscy Ślązacy, którzy dostali grupę trzy (...) „do odwołania”. (...) Na podstawie tej
Volkslisty dzieci musiały do szkoły chodzić, były porządki niemieckie, trzeba było ich przestrzegać i ludzie
zdolni do służby wojskowej byli wcielani do Wehrmachtu52.

Motywy podpisania Volkslisty były różne, np. obawa przed wywłaszczeniem, co
było istotne szczególnie w przypadku właścicieli gospodarstw; próba uniknięcia wysłania na roboty przymusowe; czy chęć pomocy bliskim: mężowi lub synowi w obozie
koncentracyjnym, czy areszcie. Żaden z naszych rozmówców nie uznawał podpisania
Volkslisty za coś nagannego moralnie. Uważa się je za działanie wymuszone sytuacją
i usprawiedliwione chęcią ochrony rodziny i jej majątku. Choć trzeba jednocześnie
zauważyć, że strategia ta okazała się tak samo ryzykowna jak nieprzyjęcie Volkslisty,
a może nawet bardziej (zginęła połowa wcielonych do Wehrmachtu).
Z niemal powszechną dezaprobatą spotykała się natomiast działalność miejscowych partyzantów, których oskarżano o to, że ograbiali mieszkańców a także sprowadzali na nich niebezpieczeństwo, gdyż okupanci stosowali odpowiedzialność zbiorową. Tłumaczy to jeden z rozmówców:
Jak jest ratusz, jak jest park, to tu jest pomnik tych Polaków co to [ich Niemcy] rozstrzelali, ale to jest
największa głupota tych [partyzantów]. To już cały Ustroń i okolice, wszyscy podpisali te Volkslisty. (...)
A było parę takich, co nie podpisze, bo on się czuje Polakiem, miejscowy Ustroniak, on nie podpisze Volkslisty. Do partyzantki [poszli]. (...) I co zrobili? Tacy chuligani po prostu. Bo chodzili nocami, kradli byle co

51 Wywiad nr 34.
52 Wywiad nr 12.

�208

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

i w lesie siedzieli. Tu był policmajster, tam gdzie policja teraz. Starszy policjant (...) to był starszy chłop, tak
pomalutku chodził, dość przy sobie taki. I napad zrobili na niego, ta ustrońska partyzantka. Napad, pobili
go, broń mu zabrali. Co Niemcy mieli zrobić? Na postrach parę tych Polaków wystrzelali i do Oświęcimia
[wysłali]53.

Innym działaniem, które spotykało się ze zdecydowanie negatywną oceną naszych
rozmówców było donosicielstwo. Dla tego typu działalności nie znajdowano wytłumaczenia. Trudnili się tym procederem, według naszych inretlokutorów, głównie
Niemcy, lub „proniemieccy” mieszkańcy: „Dużo było tej zdrady takiej, z naszej strony, ze strony naszych ludzi”54.
Zatem na infamię zasługiwały przede wszystkim czyny wymierzone przeciwko
członkom własnej społeczności, zaś usprawiedliwiano wymuszone groźbami koncesje na rzecz okupanta, czyli podpisanie Volkslisty. Niepodpisanie jej nie uznawano za
czyn chwalebny, czy patriotyczny, a raczej za inny sposób radzenia sobie z sytuacją.
Ogólnie rzecz biorąc wszyscy rozmówcy ujmują własne doświadczenia wojenne,
a także przeżycia swoich najbliższych w kategoriach trajektoryjnych, opowiadają o sobie jako o ofiarach tego czasu: zarówno ci, którzy stracili bliskich w obozach koncentracyjnych, czy niewolniczo pracowali na przymusowych robotach, jak i ci, którzy służyli
w Wehrmachcie, czy postradali tam ojca czy brata. Często zresztą oba scenariusze dotyczyły tej samej rodziny. Wszystkie opowieści są narracjami ofiar. Jest jednak pewna różnica: cierpienie i śmierć Ślązaków służących w niemieckim wojsku są nieobecne
w sferze publicznej, a pamięć zbiorowa przesłania tę część swego dziedzictwa.
Pamięć grupy jest utrzymywana świadomym wysiłkiem jej członków i grupowymi
instytucjami55. W przypadku Ślązaków Cieszyńskich (nie tylko ich zresztą) nie było
przez lata ani świadomego wysiłku pamiętania ani grupowych instytucji. Wspólnota
była pozbawiona autentycznej reprezentacji, która potrafiłaby „przetrawić” pamięć
zbiorową, opowiedzieć doświadczenia i poddać interpretacji. Instytucje, które działały na tym terenie (głównie szkoły i podmioty polityczne), realizowały polską politykę pamięci historycznej z jej martyrologią i walką z okupantem. Za czasów PRL
bohaterami byli partyzanci (szczególnie komuniści lub ludowcy) i ofiary hitlerowców w obozach koncentracyjnych, za III RP – członkowie AK i żołnierze Polskich Sił
Zbrojnych na Zachodzie. Widomym tego przejawem są miejsca pamięci w przestrzeni
publicznej. Najważniejszym punktem jest pomnik w sąsiedztwie ratusza wzniesiony
w roku 1949 dla uczczenia „Pamięci tych, którzy polegli w obronie Polski podczas
najazdu hitlerowskiego: złożyli życie w walce, zostali zamęczeni w więzieniach i obozach koncentracyjnych”. To przy nim kończą się obecnie wszelkie publiczne rutuały
i składane są kwiaty56. Innymi miejscami pamięci są jeszcze pomniki: „Poległym partyzantom 1939-1945” z 1977 roku; kompozytora Jana Sztwiertni, który zginął w obozie koncenracyjnym, z 1995 roku; Jana Cholewy, bohaterskiego lotnika RAF, z 1997;
53 Wywiad nr 46.
54 Wywiad nr 28.
55 Zob. K. Nowak: Lata okupacji hitlerowskiej…
56 Zob. G. Kubica: Tradycja, krajobraz i nowa lokalność. Kulturowa historia tworzenia
publicznych rytuałów w śląskiej społeczności. W: Tworzenie kultury. Tradycja jako wymiar
zmian społecznych. Studia z dziedziny antropologii społecznej. Red. M. Lubaś, G. Kubica.
Kraków 2008, s.125-167.

�Grażyna Kubica: Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe ...

209

oraz upamiętniający miejsce, gdzie znajdowała się synagoga, z 1997 roku. Ponadto są
jeszcze tablice: pamięci mieszkańców Ustronia rozstrzelanych 9 listopada 1944 oraz
Jana Szczepańskiego, znanego socjologa i polityka.
W lokalnych publikacjach również dominowała narracja partyzancko-martyrologiczna (vide broszura Pilcha). Dopiero od końca lat 90. XX wieku zaczynają się pojawiać teksty o innej pamięci dzięki działalności Muzeum Ustrońskiego i Towarzystwa
Miłośników Ustronia, a także odwadze kilku najstarszych mieszkańców, którzy starają się opowiedzieć swe wojenne doświadczenia i upublicznić te opowieści.
W czasie naszych badań zapytalismy rozmówców czy nie należałoby jakoś upamiętnić
Ustroniaków poległych w niemieckim wojsku. Dla wszystkich było to zaskakujące pytanie.
Do tej pory w ogóle nie rozważali takiej ewentualności. Te ofiary były nieobecne w przestrzeni publicznej. Odpowiedzi były dość zróżnicowane, choć większość pozytywnie się
odniosła do takiego pomysłu. Obawy budziło ewentualne upolitycznienie tego gestu
i przyjęcie go przez innych. W tej części wywiadu najbardziej dał się zaobserwować tzw.
efekt badacza: niektórzy studenci uzyskiwali tylko odpowiedzi pozytywne, a inni tylko
negatywne. Zatem sposób zadania tego pytania mógł decydować o odpowiedziach, szczególnie, że nasi interlokutorzy nigdy się przedtem nie zastanawiali nad tym problemem.
Do niedawna problem wojennych doświadczeń Ustroniaków (a szczególnie służba
w niemieckim wojsku) był obecny tylko w przestrzeni prywatnej, jedynie w rodzinach i wśród najbliższych znajomych poruszano te tematy. Niektórzy przedstawiciele pokolenia urodzonego już po wojnie nie tylko dobrze znają okupacyjne przeżycia
swych bliskich oraz ich historyczny kontekst, ale można w odniesieniu do nich mówić
o istnieniu post-pamięci. Doświadczenia ojców i matek „żyją” dalej w pamięci dzieci, szczególnie poczucie krzywdy, straty najbliższych, cierpienia. Ale spotkaliśmy się
i z takimi przypadkami kiedy syn, czy córka znali tylko ogólne fakty dotyczące wojennych losów ojca, a szczegółów dowiadywali się np. przy okazji odwiedzin kolegi z wojska, czy od dalszych krewnych. Najmłodsze pokolenie ma zupełnie znikomą wiedzę
na ten temat. Nikt z kilkorga najmłodszych rozmówców (19-25 lat) nie wiedział, co to
była Volkslista. Nawet jeżeli znali jakieś fakty dotyczące wojennych doświadczeń swej
rodziny, nie potrafili ich umieścić w lokalnym kontekście historycznym, ponieważ go
nie znają. W szkole uczą się historii polskiej martyrologii i do niej usiłują dopasować
informacje, które im opowiedziano w gronie rodzinnym. Dobrze ten problem ilustruje następujący fragment rozmowy:
B: A słyszałaś coś o Wermachcie? O sytuacji w Ustroniu związanej z Wermachtem?
R: Nic nie słyszałam na ten temat.
B: A słyszałaś coś o wcieleniach ludzi, którzy tu mieszkali, do wojska niemieckiego?
R: Osobiście nie słyszałam nic takiego wśród bliskich, ale przypuszczam, że większość ludzi na tym
terenie jeżeli miała słabą wolę i się nie czuła Polakiem to przystępowała właśnie. Problem jest taki, że ci
byli-Polacy, którzy wyprowadzili się w czasie II wojny światowej do Niemiec, wracają właśnie. Mają siedemdziesiątkę lub osiemdziesiątkę i wspominają jak kiedyś mieszkali w Polsce i ta sytuacja zmusiła ich żeby
wyjechać i czasem takie osoby można spotkać57.

57 Wywiad nr 56.

�210

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

Pamięć o wojnie była i ciągle jeszcze jest jednym z istotniejszych kryteriów odróżniania autochtonów, czyli ludzi „stela” od tych „nie-stela”, którzy osiedlili się
w Cieszyńskiem po 1945 roku. Rodzinne opowieści Ślązaków zasadniczo różnią się
od pamięci innych mieszkańców. Jednak narracje Ślązaków nie istniały w przestrzeni
publicznej, nie można było nabyć o nich wiedzy uogólnionej i zinterpretowanej w kategoriach lokalnej społeczności. Kontekst rozumienia zdarzeń wojennych stanowiła
wspólnota doświadczeń autochtonicznych mieszkańców. Oni je rozumieli, ponieważ
wszyscy przeszli to samo. Ludzie „nie-stela” mieli inne doświadczenia i nie potrafili
zrozumieć śląskiego kontekstu.
W jednym z wywiadów, kóre przeprowadziłam przed kilkoma laty z osobą, która
co prawda urodziła się na tym terenie, ale jej rodzina pochodziła skądinąd, usłyszałam następującą uwagę:
Mój ojciec, będąc oficerem polskim do `45 roku, nigdy po wojnie nie chciał mieć do czynienia z tym bagnem związanym z lokalnymi zbowidowcami, bo brzydził się podawać rękę ludziom, którzy służyli w Wermachcie. Nasza rodzina była bardzo nękana po wojnie58.

Wojenne historie Ślązaków nie były rozumiane przez innych, dlatego trudno się
dziwić, że nie chcieli się nimi dzielić.
Ludzi „stela”, Ślązaków Cieszyńskich, łączy wspólnota pamięci oraz język śląski
(gwara), jednak znaczenie tych czynników nie jest przez autochtonicznych mieszkańców rozpoznane jako ważne, nie uważają oni, że należy kultywować to dziedzictwo.
Najmłodsze pokolenie nie zna wojennych doświadczeń swoich przodków, ani ich historycznego kontekstu, rozumie śląski, ale się nim nie posługuje. Hegemonia polskiej
kultury uwidacznia się tutaj najpełniej. Ślązacy Cieszyńscy czują swoją odrębność, ale
uznają polską kulturę za normę i się na to godzą. Można w tym widzieć przejaw hegemonii kulturowej w rozumieniu Antonio Gramsciego, czyli wytwarzania sposobów
myślenia i postrzegania oraz wykluczania alternatywnych wizji i dyskursów59, czy dominujący model świata, blokujący alternatywne modele z teorii grup niemych Edwina
Ardenera. Dobrze opisuje tę sytuację także koncepcja Pierre’a Bourdieu przemocy
symbolicznej. Ślązacy dowiadują się w szkole, która kultura jest uprawomocniona i się
na to godzą.
Jednak widać pewne oznaki podważania hegemonii. Dotyczy to przede wszystkim
pamięci zbiorowej i pojawiania się śląskiej wersji wydarzeń II wojny światowej, w której Ślązacy byli ofiarami bez względu na okoliczności i własne decyzje. Jest to przejaw
łamania monopolu państwa na kształtowanie pamięci historycznej przez zmarginalizowaną grupę mniejszościową. Na razie ma miejsce pojawianie się przemilczanych
dotąd opowieści w lokalnej przestrzeni publicznej, co może zapoczątkować proces
włączania śląskiej narracji do dominującego dyskursu.

58 Transkrypcja wywiadu przeprowadzonego w 1999 roku, w moim archiwum.
59 Zob. T.J.J. Lears:, The Concept of Cultural Hegemony: Problems and Possibilities, „The
American Historical Review” 1985. T. 90, nr 3, s. 567-593.

�Grażyna Kubica: Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe ...

211

Bibliografia:
Ardener S.: Introduction. W: Perceiving Women. Red. S. Ardener. London 1975
Bahlcke J.: Śląsk i Ślązacy. Warszawa 2001
Balcar J.: Moja młodość w czasie okupacji, „Kalendarz Ustroński 2002”, s. 82-85
Bourdieu P.: Męska dominacja. Tłum. L. Kopciewicz. Warszawa 2004
Dorda A.: Zapiski ks. Nikodema, „Kalendarz Ustroński 2002”, s. 58-63
Fabiańska B., Filipek. W.: Rekruci, „Karta”. T. 10, 1993, s. 7-27
Hajduk R.: Pogmatwane drogi. Warszawa 1976
Halbwachs M.: Społeczne ramy pamięci. Warszawa 1969
Heczko B.: Rozmyślania w cieniu lipy. Ustroń 2002
Heller J., Kubica G.: Wojenne losy rodziny Kubiców z Ustronia (maszynopis)
Kaczmarek R.: Górny Śląsk podczas drugiej wojny światowej. Między utopią niemieckiej wspólnoty narodowej a rzeczywistością okupacji na terenach wcielonych do
Trzeciej Rzeszy. Katowice 2006
Kaniowska K.: Antropologia i problem pamięci. „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”
2003, nr 3-4, s. 57-66
Kazimierska K.: Wywiad narracyjny jako jedna z metod w badaniach biograficznych, „Przegląd Socjologiczny” 2004, nr 1, s. 71-95
Kisza J.: Z Cieszyna do Olsztyna, „Kartki Mazurskie. Biuletyn Mazurskiego Towarzystwa Ewangelickiego w Olsztynie”, 2006, nr 9 (39), http://diec.mazurska.luteranie.
pl/pl/biuletyn/MTE_2006_09_39.htm
Klich A.: Został z nich maras, „Gazeta Wyborcza” 14.01.2010, http://wyborcza.
pl/1,75515,7450538,Zostal_z_nich_maras.html
Kubica G.: Milczenie i dominacja. Przemilczenia międzykulturowe w perspektywie
socjologicznej i antropologicznej. W: Przemilczenia w relacjach międzykulturowych.
Red. J. Goszczyńska, G. Szwat-Gyłybowa. Warszawa 2008, s. 95-109
Kubica G.: Opowieść o dwóch fiakrach, „Kalendarz Ustroński 2000”, s. 100-110
Kubica G.: Śląskość i protestantyzm. Antropologiczne eseje o Śląsku Cieszyńskim,
proza, fotografia. Kraków (w druku)
Kubica G.: Tradycja, krajobraz i nowa lokalność. Kulturowa historia tworzenia publicznych rytuałów w śląskiej społeczności. W: Tworzenie kultury. Tradycja jako wymiar zmian społecznych. Studia z dziedziny antropologii społecznej. Red. M. Lubaś, G.
Kubica. Kraków 2008, s. 125-167
Kwiatkowski P.T.: Przemiany pamięci zbiorowej społeczeństwa polskiego w okresie
transformacji. Warszawa 2008
Lears T.J.J.: The Concept of Cultural Hegemony: Problems and Possibilities, „The
American Historical Review” 1985. T. 90, nr 3, s. 567-593
Lipowczan L.: Przemilczany temat, „Kalendarz Ustroński 2007”, s. 92-95
Lipowczan L.: Z wojennych zapisków ustroniaka, „Kalendarz Ustroński 2002”, s. 48-51
Losy wojenne ks. Andrzeja Wantuły. Red. B. Żyszkowska. Cieszyn 2005
Lysko A.: Losy Górnoślązaków przymusowo wcielonych do Wehrmachtu, „Biuletyn
IPN” 2004. T. 6-7, s. 64-79
Małysz J.: Wspomnienia z minionego wieku. Cieszyn 2001
Małysz P.: Życie pełne bożych cudów. Ustroń 2003
Michałek A.: Adama Heczko wojenne wspomnienia, „Kalendarz Ustroński 2006”, s. 224-229

�Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

212

Nijakowski L.M.: Polska polityka pamięci, esej socjologiczny. Warszawa 2008
Nowak K.: Lata okupacji hitlerowskiej (1939-1945). W: Ustroń 1305-2005. Praca
zbiorowa. T. 1. Ustroń 2005, s. 437-487
Nowak J.: Mapy pamięci. Antropologia pamięci zbiorowej. Kraków (w druku)
Olejnik L.: Zdrajcy narodu? Warszawa 2006
Pilch J.: Ustroń 1939-1945 (przyczynek do dziejów ludności miasta w okresie wojny
i okupacji). Ustroń 1978
Prawda M.: Biograficzne odtwarzanie rzeczywistości (O koncepcji badań biograficznych Fritza Schutze), „Studia Socjologiczne” 1989. T. 115, nr 4
Rakocz P., Wódz J.: Jak się żyło i jak się żyje Ślązakowi na Śląsku. Katowice 1996
Redzisz M.: Najlepsza pogoda w całych Czechach, „Gazeta Wyborcza. Duży Format”
04.11.08,http://wyborcza.pl/1,76842,5874639,Najlepsza_pogoda_w_calych_Czechach.html
Sholte B.: Toward a Reflexive and Critical Anthropology. W: Reinventing Anthropology. Ed. D. Hymes. Ann Arbor 1999, s. 430-455
Sroka I: Górnoślązacy w Wehrmachcie. W: Górny Śląsk i Górnoślązacy w II wojnie
światowej. Red. W. Wrzesiński. Bytom 1997, s. 116-130
Szacka B.: Czas przeszły, pamięć, mit. Warszawa 2006
Szczepański J.: Dzienniki z lat 1935-1945. Red. K. D. Kadłubiec. Ustroń 2009
Szpociński B. A, Kwiatkowski P.T.: Przeszłość jako przedmiot przekazu. Warszawa 2006.
Wantuła J.: Tułaczka wrześniowa (fragment nieopublikowanego pamiętnika), „Kalendarz Ustroński 2010”, s. 182-189
Wantuła J.: Wspomnienia wojenne (1939-1945). W: Wybór źródeł do dziejów Ustronia. T. 2. Red. K. Nowak. Cieszyn – Ustroń 1998, s. 103-148
Wódz J.: Ślązaków problemy z samoidentyfikacją społeczną – socjologiczna i antropologiczna analiza jednego życiorysu. W: Eseje socjologiczne. Red. W. Jacher. Katowice
2001, s. 55-65
Źródła internetowe:
www.historycy.org/index.php?showtopic=1016&amp;st=30
www.wehrmacht-polacy.pl

Shrnutí
Společenská paměť a kulturní dědictví – II. světová válka ve slezských
biografických příbězích (předběžné výsledky výzkumu prováděných
v Ustroni v roce 2009).
Tento text obsahuje předběžné výsledky zkoumání společenské paměti na téma II. světové války prováděných v Ustroni na území Těšínského Slezska v září 2009. S respondenty z generace,
která si období války pamatuje z vlastních zkušeností, byly provedeny biografické rozhovory, s
respondenty z druhé a třetí generace podrobnější rozhovory. K analýze byly použity zveřejněné autobiografie a vzpomínkové články.

�Grażyna Kubica: Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe ...

213

Území Těšínského Slezska (a také i ostatní západní území II. Polské republiky) bylo zařazeno do německé Říše a platilo zde úplně jiné právo než v Generální gubernii. Slezané byli
nuceni k podepisování německého občanství (Volkslisty), což následně způsobilo okamžitý
nástup do Wehrmachtu. V Ustroni tak muselo nastoupit do německé armády kolem 200 osob,
z kterých polovina zahynula. Tyto oběti nemají nikde svůj památník. Místa paměti uctívají
pouze pozůstalí obětí, které zahynuly z německých rukou.
Rozhovory občanů Ustroně o pobytech na nucených pracích, nebo v koncentračních táborech (které se zapisují do polských martyrologických vyprávění) jsou široké a bohaté na
podrobnosti, obdobně jako nakonec i ty, týkající se služby ve Wehrmachtu, ale pouze na „bezpečných“ místech, jako je ostraha, zdravotnická služba nebo kopání zákopů. Aktivní účast v
bezprostředním boji je zamlčována.
Zajímal nás rovněž problém post-pamětí, to znamená přítomnosti zkušeností starší generace ve vyprávění potomků. Druhá generace má určité penzum vědomostí ohledně zážitků
rodičů, ale třetí – ve velmi omezeném rozsahu. Obecně řečeno, neznají také ani kontext válečných událostí.
Slezská skupinová paměť uchovává zejména tu část prožitků, která je v souladu s dominující polskou historickou pamětí. Je možno v tom vidět projev kulturní hegemonie v ponímaní
Antonia Gramscia.

Summary
Social remembrance and cultural heritage – World War II in Silesian biographical
narrations (preliminary results of the studies conducted in Ustroń in 2009)
The text comprises preliminary results of the research into group remembrance concerning
World War II, which was conducted in Ustroń (situated in Cieszyn Silesia) in September 2009.
Biographical interviews were carried out with respondents who remember the war from experience and in-depth interviews – with respondents from the second or third generation. The
analysis was also based on autobiographical publications and commemorative articles.
Cieszyn Silesia (as the other Western territories of the II Republic of Poland) was incorporated into the German Reich and was subjected to different law than in the General Government. Silesians were often forced to signing the German nationality list, which resulted in the
necessity to join the Wehrmacht. In Ustroń, about 200 people were taken to the German army,
of which a half was killed. These casualties are not commemorated anywhere. Memorials remind only of those who were killed by Germans.
The narrations of the residents of Ustroń, which focus on their forced labour or stays in
concentration camps (they constitute a part of Polish martyrological tales), are extensive and
rich with details. This also refers to the stories concerning the Wehrmacht service but in “safer”
places such as the guard, medical service or at digging ditches. Active participation in war actions is left unsaid.
The issue of post-remembrance (the presence of the older generation’s experience in the
narration of their descendants) was also explored. The second generation has a certain knowledge of their parents past experiences; however, the third generation is familiarized with this
experience to a very limited extent and in most cases they do not know the context of war
events.
Silesian group remembrance stores mostly this part of experience which “suits” the dominant
Polish historical commemoration. This might be a symptom of cultural hegemony in Antonio
Gramsci’s understanding.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11491" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11469">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a0d3ab69c2c6dec825e6f0e0d0b18d6b.pdf</src>
        <authentication>150419c144d37033954f8e7762880222</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136891">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2838</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136892">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136893">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2645</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136894">
                <text>Staś Witkiewicz in the Diaries of Bronisław Malinowski=Staś Witkiewicz w Dziennikach Bronisława Malinowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136895">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.306-331</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136896">
                <text>Kubica, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136897">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136898">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136899">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136900">
                <text>Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ IN T H E DIARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

(SELECTED A N D PREPARED
GRAŻYNA
KUBICA)

BY

Staś Witkiewicz
in the Diaries of
Bronisław
Malinowski

-

-

-

an interpreter of behavior and emotional reactions;
an astronomy teacher;
an empathizer;
a demystifiet of erotic infatuations;
a coworker in photographing and developing prints;
a person unaware of evoking an obligation to come
to his aid;
a reveler;
an alter ego who is often right, though M . refuses to
admit it;
a ttavelling companion (also in the metaphorical
sense);
a student of ethnography who needs to be trained
and engaged;
a fellow tourist experiencing the same stimuli;
the object of envy ovet his artistic talents (even in
music);
a troublesome companion (lamenting and not doinj
the right thing);
a patty to a dramatic sepatation;
a representative of a world from which M . had
already taken leave, but not without some feelings of
guilt;
the cause of longing for his company;
the subject of laments over the loss of a real friend
seen as a factor augmenting personal value;
a disfunctional element in everyday routine;
an impossible petsonality;

-

T

-

a possible reason for a spoiled date;
a frequent cause for discomfort;

-

he earliest diaries, written by the young scholar
while on the Canary Islands, primarily
constituted a self-analysis and his friend appears
not even once. Staś Witkiewicz is also rarely
mentioned in the Leipzig diaries, but becomes
a constant element of Bronisław Malinowski's life in
Zakopane, and runs through his recollected memories
while in New Guinea.
In his friend's notes, Witkiewicz appears as
a character whose roles are many. Here I present these
aspects in order of appearance:
- a confidant in mattets of erotic conquest;
- a comrade in partying and joking;
- a dreamtime spectre;
-

-

-

-

a gossip-monger on the subject of mutual friends;
the ideal of a nonconformist - an artist convinced of
his own worth, snubbing the rest of the world - and
sometimes subject to criticism for this;
a sketch and portrait artist;
a sparring partnet (in wrestling);
an adversary in fights and quarrels;
an artistic demobilizer;
an interlocutor in "essential" conversations (on
metaphysics, philosophy, art, women, or the "real"
values one possesses, drama theory, the influence of
knowledge on cteativity, on sociology and its
attitude towards practical opinions);
a pacifier of emotional needs;
a catalyzer of fears whether this very friendship
would be either, due to the separate directions of
their development, enriching or trivializing;
the object of admiration;
the subject of affection;
a measure of M.'s perceived creative infertility;
a genius;
a personality precluding complete openness;
the exponent of a postulate of striving for selfimprovement and individual progress;
the authot of novels which tecall things past;

306

-

an advocate of the concept that one should take
advantage of any potential source of inspiration;
- the friend betrayed.
This inventory illustrates the intensity of their
friendship, its depth and psychological meaning for both
of these developing personalities. It also explains the
reason why the friendship could not ptevail once both
their individual characters had been shaped. Bronio and
Staś could be friends; Malinowski and Witkacy could
not.
Following this introduction are those fragments of
Malinowski's diaries in which he refers to his friend,
Staś Witkiewicz, mentions him, or quotes his ideas.
13.12. [1909]*
The entire Kraków affair was a physiological
excrescence on my life. Motives of self-infatuation were
what dir[ectly] pushed me to achieve - better yet,
singular motives of "achieving"; thus my heated
excitement just before reaching the finish line.
* T h e fragments of diaries written in Leipzig after the
graduation ceremony of his doctoral degree, in Kraków at the
end of 1909. Regards a certain brief love affair

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W DZIENNIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

W

najwcześniejszych zapiskach, będących głów­
nie autoanalizą, a sporządzonych przez młode­
go uczonego na Wyspach Kanaryjskich, poitać przyjaciela nie pojawia się ani razu. Rzadko bywa
wzmiankowana w dziennikach pisanych w Lipsku, nato­
miast Staś jest stałym elementem życia zakopiańskiego,
a na Nowej Gwinei powraca we wspomnieniach.

(WYBÓR I O P R A C O W A N I E
GRAŻYNA
KUBICA)

Witkiewicz w notatkach przyjaciela jest postacią speł­
niająca, wiele ról, które niniejszym prezentuję w kolejno­
ści pojawiania się: powiernik erotycznych podbojów;
kompan w zabawach i towarzysz kpin; mara senna; obgadywacz wspólnych znajomych; ideał nonkonformisty (ar­
tysty przekonanego o swojej wartości, lekceważącego re­
sztę świata), którego się czasami za to krytykuje; portreci­
sta malarski i rysunkowy; sparingpartner (w mocowaniu
się); adwersarz w kłótniach i awanturach; obiekt demobilizujący attystycznie; interlokutor w rozmowach „istot­
nych" (o metafizyce, filozofii, sztuce, kobiecie, warto­
ściach „prawdziwych", które ma się w sobie, teorii drama­
tu, wpływie nauki na twórczość, myśleniu magicznym, so­
cjologii i jej stosunku do praktycznych zapatrywań);
przedmiot zaspokojenia potrzeb uczuciowych; katalizator
obaw, czy ta przyjaźń ze względu na rozbieżne kierunki ich
rozwoju będzie wzbogacająca czy przeciwnie - banalizująca; przedmiot podziwu; obiekt czułości; miara własnej ar­
tystycznej jałowości; geniusz; osoba uniemożliwiająca
pełne otworzenie się przed nią; eksponent postulatu pra­
cy nad sobą, walki i postępowania naprzód; autot powie­
ści, która jest przypomnieniem dawnych rzeczy; ewentu­
alny powód zepsucia randki; częsta przyczyna speszenia;
intetptetator zachowania i reakcji uczuciowych; nauczy­
ciel astronomii; współodczuwacz; demistyfikator erotycz­
nych zauroczeń; współpracownik w fotogtafowaniu i wy­
woływaniu zdjęć; nieświadomy powód obligacji pomocy
sobie; współbiesiadnik; alter ego, które ma rację, mimo iż
M. się do tego nie chce przyznać; towatzysz podróży (tak­
że jako metafory życia); adept etnogtafii, którego trzeba
przyuczyć i zaintetesować pracą; współodbiorca wrażeń
turystycznych; przedmiot zawiści o artystyczne talenta
(nawet w muzyce); kłopotliwy towarzysz (bo rozpacza
i nie robi tego, co trzeba); strona dramatycznego rozsta­
nia; reprezentant świata, z któtego M . już wyszedł, ale ma
z tego powodu wytzuty sumienia; powód tęsknoty za swo­
im towarzystwem; przedmiot żalu za stratą prawdziwego
przyjaciela, który jest współczynnikiem pomnażającym
wartość indywidualną; element dysfunkcjonalny w co­
dziennej rutynie; osobowość niemożliwa do zniesienia;
zwolennik koncepcji, że należy wykorzystywać każde po­
tencjalne źródło natchnienia; zdradzony.
Spis ten ilustruje intensywność tej ptzyjaźni, jej głębo­
kość i psychiczne znaczenie dla obu kształtujących się in­
dywidualności. Tłumaczy także niemożliwość trwania tej
sytuacji w okresie, kiedy indywidualności te się już skry­
stalizowały. Bronio i Staś mogli się przyjaźnić, Witkacy
i Malinowski już nie.

Staś Witkiewicz
w Dziennikach
Bronisława
Malinowskiego
Poniżej ptezentuję te fragmenty dzienników Bronisła­
wa Malinowskiego, w których odwołuje się on do swego
przyjaciela, wzmiankuje go lub przytacza jego myśli.
13X11

[1909]*

Cała sprawa krakowska była fizjologiczną narością na
mojem życiu. Bezpośrfednio] do osiągnięcia pchały mnie
motywy miłości własnej - lepiej specyficzne motywy
„osiągania"; stąd gorączkowe podniecenie przed samem
dojściem do mety. Nieostrożność. Potem zupełne, patolo­
giczne zatracenie (attofia) odporności indywidualnej.
Zgadzam się na przyjazd do Lipska etc. (Swoją drogą po­
stawiłem to tak, że au fond byłem zupełnie zabezpieczony
i wówczas wyrzucałem sobie małostkowe Krumergefuhll).
Fakty: Spotkanie u Botk[owskich]. U Sauera idę oświad­
cza mi się; moja attitude: złośliwa chęć nabierania mnie,
aby wydać na łup mężowi. Nie umiem pojąć naiwności.
Wawel. Oświadczenia form[alne] i przyrzeczenia u Bizanca. Opowiem to sobie ze St[asiem] Witkiewiczem]. D u ­
ma nie pozwala mi uzależniać się od takich powodzeń.
- U Staszewskich (ciągle nie ufam) Wieczór (?) Na drugi
dzień u Heli po południu w hotelu wieczór burzliwy
(z Tymbeuszem). Na drugi dzień z Helą ich szukam znaj­
duję u Sauera ze Stasiem - pokłócenie (Botkowski: każ­
dy po jednym sztosie). Po obiedzie u mnie i u Kwietniew­
skiego. Choroba i 2 sztosy u nich. Promocja, biby, znuże­
nie; ostatni po promocji na drugi dzień. Psychicznie czu­
ję [że] nie jest niczem dla mnie, a że jej pożądam; ptzykro
mi to.(...)
21 I I
Wczoraj. W łóżku podniecony ogólnie opanowuję się
i zasypiam porządnie. Śnię o przystawianiu się do p. Bali'
szeckiej, Tadzio Smol. i St[aś] Witkfiewicz] - koncert ka­
meralny Beeth[ovena]. Słuchamy analitycznie]: brak

307

* Pisane w Lipsku po uroczystej promocji doktorskiej, która
miała miejsce w Krakowie pod koniec 1909 roku. Dotyczy pew­
nego krótkotrwałego romansu

�KJrażyna Kubica

• STAŚ WITKIEWICZ IN T H E DIARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

Heedlessness. Then complete, pathological loss
(atrophy) of individual immunity. I agree to go to
Leipzig, etc. (Anyway, I left it in such a way that I was
au fond completely shielded, and then blamed myself fot
petty KrurnergefuhV. Facts: A gathering at the
Bork[owskis). A t Sauer's, I go, she entices me; my
attitude: a vicious urge to deceive me so that she can
deliver me as quarry for her husband.
Can't comprehend naivety. Wawel. Form[al]
declarations and pledges at Bizanc. - We'll chat about
this with St[asiem] Witkiewiczem]. Pride doesn't let
me become dependent upon such successes. - A t the
Staszewskis (still distrustful). Evening (?) The next day
at Hela's in the afternoon in the hotel, stormy evening
(with Tymbeusz). The next day, with Hela, go looking
for them, find them at Sauer's with Staś - quarreling
(Borkowski: each takes a hit). After lunch at my place
and at Kwieniewski's. Nausea and 2 hits at their place.
Promotion, booze, exhaustion; the last hit after my
graduation on the second day. Psychologically I feel that
she's nothing to me but I want her; feeling bad about
that. (...)
21.2. [1910]
Yesterday. In bed, generally aroused, get myself
undet control and fall asleep soundly. Dream about
hitting on Mrs. Baliszecka, Tad Smol. and St[a ]
Witk[iewicz] - chamber concert of Beeth[oven].
Listening analytically: lack of differentiation of
intervals] and harmony. We're playing more directly
but not [??] the culmin[ating] octet, a marvelous thing!
Later weaker. Get myself under control: a real int[ernal]
success (a propos, Nalep[iński]'s saying {through
a conversation with M[om] about if I had lost my urge
to work}). (...)
15.03. [1910]
(...) But I don't yet have a brutal enough resistance
and splendid nonchalance so as to ignore the moods of
others (s[uch] a[s], for instance, Staś). If I'm boring and
bore others, out of some stupid desire to bow before
them, I can still break through ['enceinte sacre of
individuality (sense of self) and fall in with the herd
[herd instinct].

Olcza 25.9.11*
I'm here to gain strength and get focused (...). Staś
comes. Nonessential conversations. We go together.
Beautiful mountains, made picturesque by the fog

creeping up onto the peaks. I take the high road;
highlander children, amused by the fact that
I don't have a hat, discomfit me. Go down to the circle;
go to dinner. Tadzio; we talk about Staś (childishness
and cynicism). The need to write a diary. Walk with
him along the road.
Wednesday 27.9.11
(...) Eat lunch; feeling stimulated by arsenic;
learning Arabic; Staś, Tadzio, and Mrs. Biedrzycka come
over. Go roundabout with them, through the mill. (...)
Eavesdrop on Tadzio and Staś' funny conversation.
Then dinner; conversation about Chwistek; his hatred
towards me, and Wasserberg's. This disconcerts me
a bit. In the evening I ruminate about that, feel
a sadness and need to turn to objective things. A t times
a desire to just spit on that Kraków garbage dump... but
no.
Thursday 28.9.11
(...) Staś comes; I go to Mrs. Solska's. Feel ill at ease:
font, a rather refined and handsome brunette. (...) Go
up Antal[ówka]; Staś and others are there, brief.
Returning, meet Tadzio and go to the circle.
Conversation about Staś ; about the value of ethical
principles.
Saturday 30th.
(...) Tadzio at home; tells me that Staś was at
S[olska]'s.
O n Sunday, 1.10.
Rain pouring since morning. (...) Later above the
waterway to Zakop[ane], lunch at Mrs. Witk[iewicz's].
Staś makes faces. Feel uncomfortable there. (...) Go
with M [ o ] m to Mrs. Witk[iewicz's]; making excuses for
Staś. Later go to the Pharm[acy] and come back for
dinner. Bola talks a lot. Escort her to the railway station
with Staś. Coming back we talk about his father and
Mrs. Demb[owska's] attitude toward art. In the evening
we talk some more about Tadzio and make fun of him
a bit. Sleep poorly.
O n Mond[ay].
Tired. Rise slowly. Read Simmel. Then Staś.
Breakfast. He starts to draw me. Tadzio. "Pikiert" is my
"pimp." (...)
Tuesday 3rd.
(...) Briefly Arabic, Tadzio, cold, Staś . Go to
Kuźnice and try to concentrate. Go home. Sleep at 10.

* Brief journal written in Zakopane over the course of two
weeks in September of 1911

Wednesday 4th.
(...) Breakfast at home; Staś comes. After washing

308

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W Di

rozróżniania interw[ałów] i harmonii. Gramy bardziej
bezpośrednio, ale nie [?.'] oktetu kulmin., bajeczna rzecz!
Dalej słabiej. Opanowuję się: wewn[ętrzne] powodzenie
rzeczywiste (apropos powiedzenia] Nelep[ińskiego] {po­
przez rozmowę z M[amą] o tem, czy straciłem szwung do
pracy})- (•••)
15 I I I
(...) Ale nie mam jeszcze dość brutalnej odporności
i wielkopańskiej nonszalancji, ażeby ignorować nastrój
innych (t[ak] j[ak] np. Staś). Jeżeli się nudzę i innych nu­
dzę, potrafię przez głupią chęć nagięcia się przełamać l'enceite sacri indywidualności (poczucie siebie) i wpaść
w stado.
Olcza 25 IX 11*
Jestem tu, aby się wzmocnić i skupić. (...) Przychodzi
Staś. Rozmowy nieistotne. Idziemy razem. Śliczne góry,
uplastycznione mglą, która zachodzi na szczyty. Idę gótą;
peszą mnie góralskie dzieci, które radują się, że nie mam
kapelusza. Schodzę do kółka; idę na kolację. Tadzio;
mówimy o Stasiu (dziecinność i cynizm). Potrzeba pisania
dziennika. Idę z nim po szosie.
Środa 27 IX 11
(...) Jem obiad; czuję się podniecony arszenikiem; ro­
bię arabski; przychodzi Staś, Tadzio i pani Biedrzycka. Idę
z nimi naokoło, przez młyn.(...) Podsłuchuję Tadzia i Sta­
sia zabawną rozmowę. Potem kolacja; rozmowa o Chwist­
ku; jego do mnie nienawiść i Wasserberga. To mnie tro­
chę peszy. Wieczór to przeżuwam, czuję smutek i potrze­
bę zwrócenia się do rzeczy objektywnych. Chwilami chęć
plunięcia na ten krakowski śmietnik... ale nie.
Czwartek 28 IX 11
(...) Przychodzi Staś; ja idę do p. Solskiej. Czuję się
skrępowany: font, brunet dość wytworny i przystojny. (...)
Idę na Antał(ówkę); tam Staś i inni, krótko. Wracając
spotykam Tadzia i idę do kółka. Rozmowa o Stasiu; o war­
tości zasad etycznych.
Sobota 30=tego
(...) W domu Tadzio; mówi mi że Staś był u S = ej.
W Niedzielę 1.Х. deszcz leje od rana.(...) Potem po­
nad wodociągiem do Zakopfanego] u pani Witk[iewiczowej] obiad. Staś robi miny. Czuję się tam speszony. (...)
Idę z M = m ą do pani Witk[iewiczowej]; wyjaśnienia za
Stasiem. Potem do Apt[eki] i wracam na kolację. Bola
dużo gada. Odprowadzamy ją na kolej ze Stasiem. Wraca­
jąc mówimy o jego ojcu i stos[unku] p. Demb[owskiej] do

•INIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

twórczości. Wieczór jeszcze gadamy o Tadziu i ośmiesza­
my go trochę. Śpię źle.
W Poniedziałek]. Zmęczony. Wstaję powoli. Czytam
Simla. Potem Staś. Śniadanie. Zaczyna mnie rysować. Ta­
dzio. „Pikiert" moim „rajfurem". (...)
Wtorek 3=go. (...) Krótki arabski, Tadzio, zimno,
Staś. Idę do Kuźnic i staram się skupić. Do domu. Spać
0 10=tej.
Środa 4=tego. (...) W domu śniadanie; przychodzi
Staś. Po umyciu się et cet. idę na rydze. Dzień pogodny,
a słońce tak dopieka, że oczywiście głowa mnie zaczyna
lekko boleć. Kąpiel słoneczna. Długa ewakuacja, wracam
do domu. Tam obiad ze Stasiem, potem malowanie i lek­
cja arabskiego równocześnie. Mocuję się ze Stasiem; przy­
chodzi Saski. Potem herbata i idę ku Murzasihlu.(...)
Dziś Czwartek 5 = tego.(...) Obiad ze Stasiem. Piję
herbatę, potem pozuję mu. (...)
Dziś Piątek 6=ty. (...) Czytam powieść (!) Potem Staś,
idę z rydzami do p. S. Haneczka [córka Solskiej] bawi się
klockami, a my na nią patrzymy.(...) Ze Stasiem przed
wyjściem kłótnia a propos jego uwagi o „kanalii". Myślę
nad tem i nad ułożeniem tych spraw. Przed obiadem spo­
tykam go, rzucamy kamienie, przychodzi Tadzio. Rysowa­
nie (...)
Niedziela 8=ego. (...)Przez Bachledzki Wierch do
Apteki. Tam obiad, potem Staś i pani Witk[iewiczowa],
Mama i damy osobno, a my w aptece. Potem na kolej.
Z Anielcią na Olczę. Rozmowa istotna; wyjaśnienie interpretacyi - TS. [Tadeusza Szymberskiego?] naszego stosun­
ku. Postawienie nowego programu: żadnych wyjaśniań
1 sztucznych sytuacyi; tylko rzeczy istotne. Konstatujemy
brak wypuszania się nad innych i przyznawania uznanych
wyższości - stąd wzajemny szacunek. Potem do Tadzia
cudna noc księżycowa. Ja tite a tete z ZB. wściekły (rysun­
ki Goi). Gromadzi to we mnie pewną energię. Rozchodzę
się ze Stasiem i idąc myślę o mojej przyszłości i jej nie­
płodności. Nie można było nic zrobić. Teraz chodzi o uło­
żenie [?] rzeczy przyszłych na podstawie tego, co było. (...)
11 V I I I 12*
Wczoraj był Staś. Byłem zmęczony i głowa słabo funkcjonfowała]. Przyszedł o 6 = tej, około 7=mej poszliśmy
brzeżkiem nad kółkiem aż do szczytu. Potem na Gawla­
ków z powrotem. Z początku mowa o dram[acie]
Nal[epińskiego] i o jego możliwościach metafizycznych].
Potem o stos[unku] do kobiet - w kierunku czystej przy­
jaźni. ,,Kob[ieta] posiada intuicję chwili, ale nie posiada

* Obszerny manuskrypt pisany w Zakopanem jesienią
* Krótki dziennik pisany w Zakopanem przez dwa tygodnie

tych zapisków jest Zenia Zielińska, malarka

we wrześniu 1911 roku

309

1912

roku, którego transkrypcji jeszcze nie ukończyłam. Bohaterką

�.х«^и.и - Ы AS WITKIEWICZ IN T H E DIARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

up etc., go to pick mushrooms. Nice day and the sun is
so strong that naturally my head starts to ache a bit.
Sunbathing. Prolonged evacuation, go home. Lunch
there with Staś, then painting and an Arabic lesson
simultaneously. Grapple with Staś; Saski comes. Then
tea and I head towards Murzasichle. (...)

Later about Litw[iniszyn] and his nontecognition of ar
and recognition only of life itself. My metaph[ysical]
theory delineates vitality. Does Staś see me from the
ins[ide]? That's what is important to me. Fot the time
being, this is an Existent/rage for me - that is, that
I myself don't see myself from the ins[ide]! A n d that is
the way it is. Exactly what I am looking for here is
something that grants an int[ernal] order of values.
I don't have this now. Have I lost this because of my
affair with N? Did the playing out, concentrating on
those experiences draw my en[ergy] from the summits
of the spirit? Will I still be able to find the spring in
myself now? Need to discern some tr[ue] values in
things past - check out what among them was bluster
and trumpery - and segregate that from the essential
values. - Tonight I decided to tecall my dreams
according] to Staś' rec[ipe] and indeed I dreamed an
entite series: my last conversation with Znamierowski].
(...)

Today Thursday 5th.
(...) Lunch with Staś. Drink tea, then pose for him.
(...)
Today Friday 6th.
(...) Read a novel(!) Then Staś, take mushrooms
over to Mrs. S[olska's], little Hanna [Solska's daughter]
plays with blocks and we observe her. (...) Just before
leaving a quarrel with Staś over his comments about
"riff-raff." Think this over and a way of settling these
matters. Meet him before lunch, we toss stones, Tadzio
comes. Sketching. (...)
Sunday 8th.

13.8.12

(...) Ovet Bachleda Ridge to the Pharmacy. Lunch
there, then Staś and Mrs. Witk [iewicz]. Mom and the
women by themselves and we in the pharmacy. Then to
the train. Go with Aniela to Olcza. Essential
conversation; explanations of interpretations - and our
attitude to T.S. [Tadeusz Szymberski?]. Establish a new
program: no explanations and artificial situations; only
the essential things. Ascertain a lack of getting ruffled
up over others and of accepting recognized values thus mutual respect. Then to Tadzio's, beautiful moonlit
night. I rite a tete with ZB., furious (Goya's drawings).
This rallies a certain energy in me. Leave Staś and,
while walking, think about my future and its infertility.
Nothing could have been done. Now it's a matter of
settling [?] future matters on the basis of what has been.

Now I must get oriented in my proper direction (as
Staś very rightly observed, this direction has to
effloresce out of me after all) and concentrate strength
in this d i r e c t i o n ] . Moreover, I have to see my goal and
that wellhead at the goal from which the fortifying
water of life vigot flows. Inasmuch as I'm moved by
some mechanical drive - with some impression that
now is the best it can be - then, with my
psychological] constitution, I won't get far.
(...) Brief gathering these few days in Olcza: (...) I n
Zakop[ane] the abs[ence] of Hel[ena] and Staś at the
station disturbs me. Go to Ślimak, Tadzio is there, then
to the Phar[macy]. Letter from N - Later the three of
us go to Olcza. (...)
O n Mond[ay] morning Soimenbad, then a little work
(don't remember very well already), then via Solska and
Antal[ówka] to Zakopane at Staś', the Pharmacy and
return home by wagon with Tadzio. (...) O n Thutsday
I go to Zakop[ane], nothing inter(esting) there, but
Zakop[ane] itself (aha! on Mond[ay] I also met with
the Zagórskis, and on Thursday Kamiński was at the
Witkiewicz's]) has a horrible effect on me. O n Tuesday
I had the feeling that uncoordinated] soc[ial]
expansion of enetgy (just as, e.g., it always was with
Boren[ius] in Lond[on] cave .) simply uses up my finest
strengths and warps the mind. (...)

(...)
11.8.12*
Staś was here yesterday. I was tired and my head
was barely function[ing]. He came at 6, about 7 we
went along the edge over the circle all the way to the
summit. Then up Gawlaków on the way back. A t the
beginning talk about Nal[epiński's] drama and its
metaph[ysical] possibilities. Then about attitudes]
towards women - in the direction of pure friendship.
A wom[an] possesses momentary intuition but
isn't capable of the transitory integration of a p[erson].

1

14.8.
(...) Pers[onal] relationship] with Staś compl[etely]
fulfills] my emotional needs - and even so, I am full of
content. A woman is completely unnecessary for me
now, especially [?]. A n d yet I spont[aneouslv] rejoice at

* Extensive manuscript written in Zakopane in the
autumn of 1912, whose transcription I have not yet
completed. T h e heroine of these notes is Żenią Zielińska,
a painter

310

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W DZIENNIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

źródło u celu, z którego płynie krzepiąca woda sił życia.
0 ile będę szedł jakimś mechanicznym popędem - jakimś
uznaniem, że teraz jest najlepiej - to przy mojej konstytucyi psychicznej] nie zajdę daleko.
(...) Krótkie zebranie tych paru dni na Olczy:
(...)W Zakop[anem] peszy mnie nieob[ecność] Hel[eny]
1 Stasia na stacyi. Idę do Ślimaka, tam Tadzio, potem do
Apt[eki]. List od N . - potem jedziemy we trzech na
Olczę. (...)
W Poniedziałek] rano Sonnenbad potem trochę pra­
cy (nie pamiętam dobrze już), potem via Solska, A n ­
tałówka] do Zakop[anego], u Stasia, Apteka i powrót do
domu z Tadziem furką.
(,..)We Czwartek idę do Zakop [anego], tam nic cie­
kaw [ego], ale samo Zakop, (aha w Poniedz. jeszcze spo­
tkałem się z Zagórskiemi, a we Czwartek był Kamiński
u Witkiewiczów]), działa na mnie fatalnie. We Wtorek
miałem wrażenie, że poprostu nieskoordynowane] to­
warzyskie] wydawanie energii (tak jak np. stale z Boren[iusem] w Lond. cave!) wyczerpuje moje najlepsze si­
ły i paczy mózg.(...)
14 V I I I
(...) Stos[unek] osob[isty] ze Stasiem zapeln[ia] zu­
pełnie] uczuciowe potrzeby - a i tak pełen jestem treści.
Kobieta jest mi teraz zupełnie zbędna, zwłaszcza zaś [?].
A jedna[k] spontanicznie] raduję się na myśl, że ona tu
będzie, że ją jutro zobaczę. (...)U Stasia [?] gór. i Tadzio.
(...)

Bronisław Malinowski w pokoju Stanisława I. Witkiewicza,
Zakopane, ok. 1912. Ze zbioru E . Franczak i S. Okolowicza

Malinowski in Stanisław I. Witkiewicz's room,
Zakopane, ca. 1912. The collection of E. Franczak and
S. Okolowicz

Bronisław

zdolności zcałkowania czasowego czł[owieka]. Potem
o Litw[iniszynie] i jego nieuznawaniu sztuki i uznawaniu
tylko czystego życia. Moja teorya metafizyczna] wyzna­
cza życiowość. Czy Staś widzi mnie od wewn[ątrz] ? Mnie
o to chodzi. Chwilowo jest to dla mnie Existen?/rage - to
zn[aczy], że ja sam się od wewn[ątrz] nie widzę! i tak jest.
Właśnie szukam tu tego czegoś, co nadaje wewn[ętrzny]
porządek wartości. Tego teraz nie mam. Czy utraciłem to
poprzez aferę z N.? Czy przeżywanie się, koncentrowanie
się na tamtych przeżyciach odciągało moją en[ergię] od
wyżyn ducha? Czy potrafię jeszcze teraz znaleźć w sobie
sprężynę? Trzeba będzie w rzeczach przeszłych doszuki­
wać się wartości prawdz[iwych] - przejrzyć to, co było
w nich blagą i blichtrem - i odgrodzić od wartości istot­
nych. - Dziś w nocy postanowiłem przypomnieć sobie sny
wedł[ug] rec[epty] Stasia i rzeczywiście śniłem cały sze­
reg: ostatnia rozmowa ze Znamierowskim]. (...)
13 V I I I 12
Teraz muszę koniecznie zorjentować się w moim wła­
ściwym kierunku (jak Staś b. słusznie zauważył, kierunek
ten musi ze mnie wykwitać zresztą) i w tym kier[unku]
skoncentrować siły. Co więcej, muszę widzieć swój cel i to

15 V I I I Matka Boska Zielna
(...) Spotykam Z. b[ardzo] jestem ekspansywny mówię dużo o Stasiu; opowiadam] anekdotkę o drama­
cie u Nalep[ińskiego]. Ona skręca na swój dram[at]. Ja­
kież przykre uczucie. Karola Zag[órska], idziemy do ko­
ścioła], jestem także dość ekspans[ywny] - pewien sno­
bizm chodzenia bez czapki. Oglądamy górali. Obiad
w Apt[ece], gdzie staram się [?] tę hołotę głównie [?] mo­
ją rodziną i cyframi etc. Potem u Stasia, Mic[iński] i Borain - Zenia.(...)
U Stasia główny temat - drzemka Mic[ińskiego] tro­
chę o Bergsonie i Simmlu. (...)
16 V I I I 12
Moja reakcja silnej woli w stos[unku] do St[asia]. Jak
duży wpływ neg[atywnej] formy współzawodnictwa] przeciwstawienia sile wspól[nej] czegoś, co jest siłą dosto­
sowaną do mojej indywid[ualności] ? W zetknięciu z ludź­
mi o bezwar[unkowo] niższej i n t e l i g e n c j i ] , wobec
których [??] i z łatwością wytwarza się coś całkiem inne­
go. Ale de facto tylko wobec wyb[ranych] jednostek moż­
liwe jest skuteczne integr[owanie] i zakreślenie swojej in­
dywidualności. Naprawdę może trochę zanadto następo­
wała reakcja zbanal[izowania] - zamiast rozwoju natural­
nego w kier[unkach] rozbieżnych.(...)

311

�^ o r BRONISŁAW MALINOWSKI

Щ
sc
Si

blu.
ope
the
cel;
she

tl
si
tt

Мг

yet
far.

c u e win be here, that I will see her
tomorrow. (...) A t Staś' [?], mountains. A n d Tadzio. (...)
15.8. Feast of the Assumption
(...) Meet with Z. I am v[ery] demonstrative - speak
a lot about Staś; tell an anecdote about the drama at
Nalep[iński's], She turns towards het dram[a]. What
a dismal feeling. Karola Zag[órska], we go to chu[rch],
I am also rather demonstrative] - a certain
snobbishness i n going without a cap. We observe the
highlanders. Lunch at the Pharm[acy] where I try [?] to
mainly [?] that rabble with my family and numbers, etc.
Then at Staś, Mic[iński's] and Borain - Zenia. (...)
A t Staś' the main subject of Mic[iński's] nap, a bit
about Bergson and Simmel. (...)

sp
J9
su
st;

16.8.12

d;
1Г

le
d
о
d
E
s
г
V
\

\

My strong-willed reaction towatds Staś. What
a great neg[ative] influence are forms of comp[etition]
- opposing shar[ed] sttength. Something that is
a strength adapted to my individuality]? In contacts
with people of an unconditionally] lowet intel[ligence]
towards whom [??] and with whom it is easy to create
something quite different. But, in fact, it's only with
regards to selected] individuals that effective
integt[ation] and delineation of one's own individuality
is possible. Really, perhaps an excessive reaction of
banal [ization] took place - instead of natural
development in varied directions], (...)

[??] Din[ner]. [?] Staś. O n the ver[anda]. - I return
[??] A t home I read Bazylisa - interesting but [??]
dram[atic] force. I don't like things so broken up[?
Think about Z. [?] burning, intolerable physical] pa
like a toothache - can barely repose. Doze off.
20.8.
(...) Go to Zakop[ane] [??] via Staś ([?]) to the
Phar[macy]. Then via Staś, see Zenia with St[aś]
Zieliński], he came to [?], later with P[?], via Staś to
the Phar[macy] (Langier), then Poller, Langier, Staś.
Then Zenia. Terrible strength; I maintain. After
din[ner] I want to teturn, am awfully happy. Din[ner]
at the Witkiewicz's]. Go to Z[enia]; someone is playi
on the pia[no]. A Swede. Then upstairs there's a slightly stiff teaction against metaphysics.
Home with Staś. I tell him about friendship!?]; then he|*
explains some childishness. Later we talk about
misundetstanding. [??] I tell him about my regression;
the reason lying partly in his state at the time, in [?] thel
life experience he was undergoing. Later on the road, heL
reformulated his letter to Warsaw. Comp[osure] on the
surface - resignation - untouched content [?], the
content of deepet things. Fitting - I justify myself in my
work technique and i n the layout of my life and venting
in mari[tal] rel[ations] in Lond[on]. But now I must
unconditionally] get back to myself [??].
(...) Staś and the creative possibility come to mind
again. Beside him I feel too clearly the lack of strength
and contrast, my artistic] barrenness. Zenia - for
a moment I was compfletely] alone. Can one, in such
a state of mind - and such a state - the possibility of
such states is a nec[essary] requisite for productive]
work - The problem of strength. The crux of the
accusation which Staś made against me yesterday a perfectly just accusation, is that I have given up
battling with myself, getting tired, going forward. By far,
I can only work when focused, and here again I have to
pay for that with unrelenting battle [?]. Now a perilous
future stands before me and the woman whom I love
madly is to be with me. What matters is not to bend
with each stronger gust of passion but to create
something grand and beautiful. So that it would not
thrust us both into a quagmire, but so that it would
create i n us a strong foundation fot furthet growth, for
endurance in times of battle and temptation; so that it
would transform the prostitute's instinct into the purity
of the immaculate virgin.

18.8. (...) Dinner at Staś' who is magical and glittery
in style. (Kornilowicz [?] yestetday i n Bystre.) Return
with St[a ] . Talk about Nal[epinski's] dram[a]. Count
T. Latet via Solska, we say nothing, I am full of sadness,
even fondness for Staś, but he discomfits me a bit. A t
home I want to read Wundt, but my eyes are tired.
This morning at 7:15 and I compose poems in my
head for Z[enia] - failures, of course. Last night I was
thinking about the possibility of writing a play [?] - but
I just don't see it. Feeling undet the influence of some
vexing feeling of inferiority compared to Staś. His style
- on the one hand [??], I can't resist his influence that's the minor reason, but I have a sense of my own
[?] inferiority which is annoying. So I maintain an
ostrich pose a bit - hide my head - am not capable of
opening up to him.
19.8.
(...) Later Staś at Zag[6tska's], at firfst] I'm in
a shell, then we go towatds Huty - I come out of my
shell a bit feeling like a guide. Then the moon,
wonderful evening, we go through Bachl[eda] Ridge tell a st[ory] from Hannover. Feel that I am coming out
[of my shell] and suddenly the beauty, the poetry of the
evening evokes a ctazy heartache and longing for Z. -

Today I am well exercised - free of hysteria. I should
persist in such a regimen and with constant wotk I will
achieve that which I desire.

i i s Okolowicza
. , 900. Ze zbioru
m i K z a k nd S. Okobwic
.,
W c y Witkiewicz^ środku), Tatry,
1900. The collection oj с r
Stanisław Ignacy w
Tatra Mountains, ca
Stanisław LWitHewiadn the m,ddl

E^f

o U

ch
życ, wieczór cudowny, idziemy przez Bahl[edowy] Wier
- opowiadam hist[orię] z Hanovru. Czuję, że się rozkrochm[alam] i nagle piękno, poezja wieczoru wyciąga ze
с
który jest bajeczny w stylu i W y
mnie szalony żal i tęsknotę za Z. - [??] Kol[acja] [?] Staś
r[andzie]. - Wracam [??] W domu czytam Bazyli,
szczacy (Komilowicz VA w « °
^ , ^
o Y HrarzeNa
wen
f??]. silą
lubię
my o dramie^"-,
- ,
,
rsc w w ^ dram[aryczną].
m i a ^ " " » - Nie
.
StlasiemL Mówimy
nieznoSolska, milczymy, ja jestem pełen
_ .
, ale - I
ВД
,
prabiaT.Potem v i a^"
dla Stasia, ale mnie trochę |
^
, l oLi
^
_ ^
hwilami nawet czułości
LŁI
ft,U;r7.nVl
pOQODIl&gt;
"
ból fizlyczny] PO'
ku
c' W domu chcę czytać Wundta, ale oczy zmęczone.
peszy.
sny
Zasypiam.
Dziś rano o 7 V i układam w myśli wiersze dla Z[eni]
wie wyleżyć
- oczywiście nieudane. Wczoraj wieczór namyślałem się
Staś ЦП) d°
20 V I I I
nad możliwością napisania dramatu[?] - ale jej nie widzę.
via
(...)
Idę
do
Zakop[anego]
[??]
Czuję się pod wpływem gryzącego jakiegoś poczucia niż­
Apt[eki]. Potem via Staś, Żenię wid
szości od St[asia]. Jego styl - z jednej strony [??] nie mo­
lińskim], przyjechał do [?], potem z P[?] via
gę się oprzeć jego wpływowi - to mniejsza, ale mam po­
Apt[eki] (Langer) potem Poller, Langer, Staś. Potem Zeczucie własnej [?] niższości, co jest przykre. Wobec tego
. Potworna siła; ttzymam się. Po kol[acji] chcę wrócić
do
trochę zachowuje metodę strusia - chowam głowę - nie
nia
Hesze. Kolfacja] u Witkiewiczów]. Idę ^
s i l e n i e ] się cieszę, K U U - I górze
rwam na eó
jestem w stanie otworzyć się przed nim.
1 8

V

W

1

g

m u t

(...) One of the characteristic] moments of my life

312

a r a

L

n t e r e s u ] ą c e

[ Ц

M

p i e k ą c y

s

m

Q

g

ę

4

n

p

. e s t troch,
19 V I I I
( ) rw«»
Potem Staś
Stas u Zag[ótskiej]
jestem
H uzt ypocz[ątku]
- trochę sięroz. Potem księkorupie, potem idziemy na
oprowadzającego.
w s
ktochmlalaml w uczuciu
m

21.8.

fl

313

r e ^ P P*

n

a

„psma

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ IN T H E DIARIES OK BRONISŁAW MALINOWSKI

here is the subject of human metaphysics taken up by
Staś. "Art as the metaphysical reflection of the essence
of the world."

cloudy surface of dir[ect] contact. The leather hat does
not become her - that also discomfits me. A m afraid
that Staś will come. (...)

22.8.
(...) To always have before me what I am to do and
only be engr[ossed] in that, is not here - that
doesn't trouble me too much. - hop[ing] to see Staś
soon, photographing Pils[udski], Karol Z., the
Pharmacy.

Wednesday 28.8.
(...) A t half 7 I go out. Pharmacy, letter from Isobel
Fry. Then Staś, disturbs me with his not very polite
behavior. (...)

29.8.
(...) A t Staś', explain to him and
yesterday's discomfort passes. (...)

Evening. St. Witk. hasn't come by to see me. (...)
24.8.
(...) A t times I push myself and sink into darkness.
Oscillate between strength - concentration on
schol[arly] creativity. A t [?], I as a kind of center knowledge, depth. Near [?] some murky memories pull
me that way - a longing for things begun in sketches or
outlines and extracted with Staś' tale. (...)
25.8.
Yesterday I was clearly feeling tired. After a nap at 5,
Simmel, eyes weak[ened], poor light; read outside, at 7
Staś in a nonessential mood. The scandal about
winning Zer[omski's] lover away. About Mic[iński], "let
your hair down." The whole time I am tir[ed] and do
not have the strength to concentrate. Dinner. Staś
pretends to be an incoming fellow. A l l in all we play at
various mischief. We m[eet] Kom[ilowicz] who speaks
about Eug[enia] Ziel[ińska's] flirting!?]. Staś mimics
Korn[iłowicz's] profile. I have some deep portion for her
- the grey existence of a music teach [er], she seemed
dauntless, loving the soul's beauty and here death has
come to bestow the halo of granite heroism. A n d
something is pulling me like crazy towards the
mountains. Later I tell Staś about Tadzio's dram[a]. I t is
significantly more difficult for me to express what I told
Tad[zio] almost inspirationally. But I force myself and
put everything into words tout curement. Staś assumes
that a person functioning] regfardless] of the situation
must be alive, must have their own drama. A n d
I operate under the same situations, but I also want to
see the drama in them captured in situations. Today,
however, I have the feel[ing] that where nothing is
happening, there can be no drama. - Coming back from
Staś, sentimentalism, stand under her windows, sit on
a bench - suddenly I get up and go on to the stream via
Bystre. (...)

Saturday 31 August
(...) Extr[emely] upset and irritated, get dressed.
Piłsudski, Staś, Solska, quips with Nalepiński. (...)
Today, on Wednesday (4.)
(...) Pick up a letter from Staś and Zagórska. (...)
Now (after 2) I wait impatiently. Hold a bit of a grudge
that she didn't come, a bit afraid that she might
suddenly leave one day. Take off to go to visit her and
other people (Solska, Staś, the Zagórskas, Pharmacy).
(...) Got to S[ol]ska's with a prescription via the
Zuł[awskis], the Zag[órskas], Phar[macy], Staś. Find
out there about the move from Slimakówka. Tell Staś
sub rosa about what is happening. For the whole time
I press on with energy focused on physical effort. W i t h
Staś (talk about Mirta Noel's [?]) via Solska (dinner
with Solski) to . (...)
Sleep today (Friday) until 10, significantly stronger,
calm. A t 11:30 sit down to work (finish this diary).
Nalepiński with Solska and talk about me on
Antałówka. Have a grudge against Staś and so want to
tell him that in principle today and won't spend the
evening with him. - (...)

Tuesday 27.8.
(...) Coming up the road - instinct tells me that it is
her - want to dash and call out, don't dare. A m as if
crushed; she returns. Joy. Lose my head at first.
Excitement. Talk nonsense - so as to wash away the

314

(Saturday)
(...) Later [?] Zakopane, Pharmacy, Staś - quarrel;
I'm disturbed. Go quickly to Z. Sees my distress, asks
me what's wrong. Tell her what I did, then the whole
story with Nalep[iński], Staś and Zielewicz. Zenia takes
Staś' side, orders me to expiate, etc. - (...)
(Sunday 8.)
Yesterday (on Saturday) morning Staś woke me at
10, gives me one more detail (about his conversation
with Nalep [iński]). Later he wrongly accuses me of
"formalism" - analyzes me, my emotional reaction and
the reason for its intensity. A n understanding is reached
but with a negative] uncertainty on Staś' part. (...)

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W DZIENNIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

I lanej dziewicy.
Dziś jestem silny, wygimnastykowany - wolny od h i steryi. Powinienem trwać w takim regime, a ciągłością
pracy zdobędę to, czego pragnę.
21 V I I I
(...) Jednym z charakterystycznych] momentów mo­
jego życia tu jest temat metafizyki życiowej, poruszony
przez Stasia. „Sztuka jako odbicie metafizycznej istoty
świata".
22 V I I I
(...) Mieć jasno przed [1] zawsze, co mam zrobić i tyl­
ko tem być zaabsotbfowanym] Z. nie ma - niebardzo
mnie to peszy. - nadź[ieja] zobacz[enia] wkrótce Staśfia],
fotografowanie] Piłs[udski] Karola Z., Apteka.
Wieczorem. Czy St. Witk. do mnie nie zaszedł. (...)
24 V I I I
(...) Chwilami gnę się i zapadam w ciemność. Oscylu­
ję miedzy siłą - skupieniem się na twórczości nauk [owej].
U[?] ja jako pewien środek - wiedza, głębia. Koło [1] cią­
gną mnie tamtędy jakieś mroczne wspomnienia - tęskno­
ta za rzeczami poczętemi w szkicu czy zarysie i wydobytemi powieścią Stasia (...)
Stanisław Ignacy Witkiewicz nad potokiem w Tatrach, ok.
1900. Ze zbioru E . Franczak i S. Okolowicza

Stanisław 1. Witkiewicz, Tatra Mountains. Ca 1900.
The collection of E. Franczak and S. Okobwicz
[11] ja mu mówię o mojem cofaniu się; przyczyna częścio­
wo w jego stanach wówczas, w [1] życiowych, którym on
podlegał. Potem na szosie on reformułuje swój list do
Warszawy. Uspok[ojenie] na powierzchni - rezygnacja nieporuszanie treści [1] treścią rzeczy głębszych. Słuszne
- tłom[aczę] się w technice pracy i w układzie życia i wy­
ładowaniu w pozbyciu] małż[eńskim] w Lond[ynie]. Ale
teraz muszę bezwzgl[ędnie] powrócić do siebie [??].
(...) Staje mi w myśli znów Staś i możliwość twórcza.
Przy nim zbyt wyraźnie czuję brak sił i kontrast mojej art.
jałowości. Zenia - przez chwilę byłem zup[ełnie] sam. Czy
w takim stanie duszy - a taki stan - możliwość takich sta­
nów jest niezb[ędnym] warunkiem do pracy produkt[ywnej] = Problem siły. Istotą zarzutu, który mi robił Staś
wczoraj - zarzutu całkiem słusznego, jest to, że zrzekłem
się walki ze sobą, męczenia się, iścia naprzód. Ja stanow­
czo pracować mogę tylko w skupieniu, a to znowuż muszę
opłacać nieustanną walką [?] Teraz stoi przede mną gro­
źna przyszłość i kobieta, którą kocham szalenie, ma być
przy mnie. Chodzi o to, aby nie giąć się pod każdym sil­
niejszym podmuchem namiętności, ale żeby stworzyć coś
wielkiego i pięknego. Ażeby to nie wtrąciło nas oboje
w bagno, ale ażeby stworzyło w nas silną podstawę pod
dalszy rozwój, pod wytrwanie w chwilach walki i pokusy;
ażeby zmieniło instynkty prostytutki w czystość niepoka-

25 V I I I
Wczoraj wyraźnie czuję się zmęczony. Po drzemce,
0 5 — tej Simmla, oczy osł[abione], światło marne; czytam
na boisku o 7=ej Staś w nastroju nieistotnym. Afera
z odbijaniem koch[anki] Zer[omskiego]. O Mic[ińskim]
„rozpuść włosy". Jestem przez cały czas zmęcz[ony] i nie
mam sił się skupić. Kolacja. Staś udaje faceta wchodzące­
go. Wogóle bawimy się różnemi kawałami. Spotyk[amy]
Korn[iłowicza], który o zalecaniu!?] się Eug[enii] Zieliń­
skiej]. Staś daje sylwfetkę] Korn[ilowicza]. Mam dla niej
jakąś głęboką cześć - szara egzystencja naucz[ycielki]
muzyki, wydała się odważna, kochająca piękno dusza
1 oto śmierć przyszła dać jej aureolę granitowego bohater­
stwa. I mnie coś szalenie ciągnie do gór. Potem mówię
Stasiowi o dram[acie] Tadzia. Znacznie mi trudniej przy­
chodzi sformułować to, co Tad[ziowi] mówiłem prawie że
w natchnieniu. Ale się przemagam i wypowiadam wszyst­
ko tout curement. Staś wychodzi z założenia, że osoby
dział[ające] niez[ależnie] od sytuacyi muszą być żywe,
muszą mieć swój dramat. I ja operuję temi samemi sytua­
cjami, ale chcę też widzieć w nich dramat sytuacyjami
ujęty. Dziś jednak mam wrażfenie], że tam, gdzie nic się
nie dzieje, tam dramatu być nie może. - Wracając od Sta­
sia sentymentalizm, idę pod jej oknami, siedzę na ławce znagła zrywam się i idę dalej nad potokiem via Bystre.(...)
Wtorek 27 V I I I
(...) Idzie drogą w górę - instynkt mi mówi, że to ona
- chcę lecieć i wołać nie śmiem. Jestem jakby złamany;

315

�Grażyna Kubica • STAS WITKIEWICZ IN T H E DIARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

(Monday)
(...) Staś W. (1st visit at "Nosal", two highlander
farmers; talk with St[aś] about Nalep[iński], about my
present).

27.9.
After arriving, directly, i.e., for the first couple of
days, I had a feeling as though I'd unexpectedly suffered
little. Since Tuesday I've started working at Solska's.
Met up with Staś who, temporarily, devalued these
things a bit for me. (...)

Today (Tuesday) morning breakfast at 10, write; am
a bit relaxed. (...) Plan to go to Staś' but don't go, feel
good. (...)

28.9. 29.9.

Morning (11. Wednesday) rise at 9, St. W. comes Discuss Nalep[ińki], points out a few things to me. We
go together. (...)
O n Thursday go to lunch. (...) Along the stream,
Kornilowicz, head towards Staś - three at 11; turn back,
wait until 12 among the lanes [?], batter against
reactions of despondency and lamentations of the
depravity of the last hours. I'm cold and feel bad
physically. Whistle from the road; Staś is coming and
Nalepiński. (...)
Sunday 15.9. evening.
(...) Have toiled over Simmel rather long; thinking
about the need to do psychology, astronomy with Staś,
Bergson, Wundt, etc. Push myself like the devil to work.
(...)
17.9.
(...) Dinner at Staś'; Nalep[iński's] rumors. The
latter gives me a letter from Lewicka. Pharmacy,
nothing from Z. Return to St. Scheming!?].
Nalep [iński], Staś, rumors from the start; then I tell
him about Z.; so we quip about definitions of chance
and experience - experiencing the ext[ernal] form of
decline but without chance. This disturbs me; will have
to comment to Staś about that. Later we talk about
artists, about tales [?] which do not contain das
erlósende Wort. Staś believes in Szymberski. A t the end,
about getting entangled; about the impossibility of
finding a woman with whom one could settle down.
I on. The 1st complete person, person as the synonym
of boredom. Stay in bed long in the morning, old Mrs.
Witkiewicz is indelicate. I rise and leave without
breakfast. We talk about yesterday's things; later about
Ozimina. Yesterday Staś with appreciation for my
poem. A t home read Staś' novel, he returns, talk
about nonessential things and feel some uneasiness
in ourselves. Read my diary in order to concentrate.
(...)
Friday 20.9.
(...) Start to write about Ozim[ina], Staś comes and
Nal[epiński]. Explain things with St. Feel emotionally
pacified. Return [?] and I'm reading again. (...)

(...) A t noon I read Nietzsche and talk with Tad[zio]
about Staś and the influence of knowledge on creativity.
A l l in all should eliminate serious conversations with
Tadfzio]; or assume a comp[letely] different emotional
tone i n them and not disguised superiority. I n the
evening decide to go to Solsk[a's] for only 5 minutes but end up sitting there for over an hour, then via
Witkiewicz, go to the Pharm[acy]. Letter from
Boren[ius], Gardiner and a card from .
30.9.
(...) Sleep at Staś'; he chats with me. The old
woman indelicate. Go back for cigarettes, "beast, beast,
beast, beast." Z. packs; gives me milk. Fatigue and a bit
of a katzenjammer; almost not sentimentalism. Go via
Burdel - pack and "get changed," to the Pharm[acy] at
lunch; escape, flowers; by carriage to Z., telegrams [?],
she isn't there; butter, Witkiew[icz] (with Piłsudski);
then meet with Z. in a carriage. (...)
Read Staś' novel i n the cawidge. In Poronin, Z.
enters. We sit in the corridor. Fog winds its way over the
fields. We read the novel. About Donna Quercia. (...)
2.10.
(...) O n Sund[ay] evening Staś sketches me.
Ret[umed] home at 1 and started writing octets.
Actually, I had already arranged, for instance, the
content and a few rhymes and sayings. Had a feeling of
heightened int[ernal] inten[sivity] and expanded power
because I'd never imagined myself writing verse before.
(...)
Saturday 5.
(...) A rather unpleasant scene at Staś': he tugs at
Nal[epiński] and makes pessimistic] comments about
our relationship.
Monday 7.
(...) But at times I have rather considerable
fluctuations: yesterday, going to Witk., I started by
thinking, thinking aloud in Eng[lish] and as a result
crossed over to an association about advertising myself
with a book and lectureship i n Polish magazines. (...)
Wednesday 9.
(...) Return via Zywczańskie, Ślimak, and the usual

316

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W DZIENNIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKII.i * i

ona wraca. Radość. Z pocz[ątku] tracę głowę. Podniece­
nie. Plotę głupstwa - ażeby zmyć mętną powierzchnię
bezpośredniego] zetknięcia się. W kapeluszu z[e] skóry
nie jest jej do twarzy - to mnie też trochę peszy. Boję się,
że Staś przyjdzie. (...)

trochę rozprężony. (...)Wybieram się do Stasia, ale nie
idę, dobrze mi. (...)
Rano (11 Środa) wstaję o 9 = tej przychodzi St[aś]
W[itkiewicz]. - Obmawiamy Nalep[ińskiego], robi mi
parę uwag. Idziemy razem.(...)

Środa 28 V I I I
(...) O Vi 7=ej wychodzę, Apteka, list od Isobeli Fry.
Potem Staś, peszy mnie swoim zachowaniem się mało
uprz[ejmym]. (...)

W Czwartek idę na obiad(...) Potokiem, Korniłowicz,
idę ku Stasiowi - trzy na jedenastą; zawracam czekam aż
do 12 = tej wśród spłodków, walę przeciw reakcyi zniechę­
cenia i żalowi zepsucia ostatnich godzin. Zimno mi i źle f i ­
zycznie. Gwizdam z szosy; Staś idzie i Nalepiński. (...)

29 V I I I
(...). U Stasia tlomaczę mu i speszenie wczorajsze mija.C)
Sobota 31 Sierpnia
(...) Szal[enie] zdenerwowany i rozdrażniony ubieram
się. Piłsudski, Staś, Solska wice z Nalep. (...)
Dziś we Środę (4.)
(...) Odbieram list od Stasia i Zagórskiej, (...) Teraz
(po 2.) czekam niecierpliwie na Z., trochę mam preten­
sje, że nie przyszła, trochę się boję, żeby nie wyjechała na­
gle którego dnia. Wybieram się do niej i do innych ludzi
(Solska, Staś, Zagórskie, Apteka). (...)Idę do S[ol]skiej
z receptą via Zulfawscy], Zagfórskie], Aptfeka], Staś.
Dowiaduję się tam o przeprowadzce z Ślimakówki. Mówię
Stasiowi sub rosa o tem, co się dzieje. Przez cały czas pę­
dzę z energią skupioną na wysiłku fizycznym. Ze Stasiem
(mówimy o [?] Mirty Noel) via Solska (kolacja z Solskim)
do Ż. (...)
Śpię dziś (Piątek) do 10=tej, silniejszy znacznie, spo­
kojny. O 11 Vi siadam do roboty (kończę ten dziennik).
Nalepusz z Solską i gadanina o mnie na Antałówce. Mam
żal do Stasia i wobec tego chcę mu dziś powiedzieć zasa­
dniczo i nie spędzę z nim wieczoru. - (...)
(Sobota) (...) Potem [?] Zakop[ane], Apteka, Staś awantura; jestem speszony. Idę szybko do Z. Speszenie
moje znać, pyta mnie, co mi jest. Mówię, co robiłem, po­
tem całą historję z Nalep fińskim] Stasiem i Zielewiczjem]. Zenia bierze stronę Stasia, każe mi ekspiować
itd. - (...)
(Niedziela 8.)
Wczoraj (w Sobotę) rano o 10=tej budzi mnie Staś,
podaje jeszcze jeden szczegół (rozmowę swoją z Nalep[ińskim]). Potem robi mi zarzut „formalizmu" niesłuszny analizuje mnie, moją uczuciową reakcję i powód jej intenzywności. Następuje porozumienie ale z negatyw­
nym] wahaniem u Stasia. (...)
(Poniedziałek)
(...) Staś W. (1.[pierwsza] wizyta w nosalu [„Nosalu"],
dwaj gazdowie; mówimy ze St[asiem] o Nalep[ińskim],
o moim prezencie).
Dziś (Wtorek) rano o 10=tej śniadanie, piszę; jestem

Niedziela 15 IX, wieczór.
(...) Simmla dość długo męczę; myśląc o potrzebie ro­
bienia psychologii, astronomii ze Stasiem, Bergsona,
Wundta itp. dupinguję się morowo do pracy. (...)
17 IX
(...) Kolacja u Stasia; plotki Nalep [ińskiego]. Ten da­
je mi list od Lewickiej. Apteka, niema nic od Z. Wracam
do St. Intryguję[?] Nalep[iński], Staś, z poczfątku] plot­
ki; potem mówifę] mu o Z.; robimy wice a propos defini­
cji wypadku i przeżycia - przeżycia o zewn[ętrznej] formie
upadku, ale bez wypadków. Peszy mnie to; będę musiał
zrobić o to uwagę Stasiowi. Potem mówimy o artystach,
o powieści w[?], która nie zawiera das erlósende Wort .
Staś wierzy w Szymberskiego. Na koniec o zawikłaniu się;
o niemożliwości znalezienia kobiety, z którą możnaby się
ustalić. Ja, że Z. 1. [pierwszy] człowiek pełny, człowiek ja­
ko synonim nudy. Rano późno leżę, stara Witk[iewiczowa] niedelikatna. Wstaję i bez śniadania idę. Mówimy
0 wczorajszych rzeczach; potem o Oziminie. Staś wczoraj
z uznaniem o moim poemacie. W domu czytam powieść
Stasia, on wraca, mówimy rzeczy nieistotne i czujemy
w sobie niepokój. Czytam dziennik, ażeby się skupić.(...)
Piątek 20 IX
(...) Zaczynam pisać o Ozim[inie], przychodzi Staś
1 Nal[epiński]. Wyjaśnienie ze St[asiem]. Czuję się uczu­
ciowo zaspokojony. Wracam [?] i czytam znowuż.(...)
27 IX
Po przyjeździe, bezpośrednio, tzn. przez parę dni
pierwszych, miałem uczucie, jakbym nadspodziewanie
mało cierpiał. Od Wtorku zacząłem pracować u Solskiej.
Widywałem się ze Stasiem, który mi te rzeczy trochę
odwartościował, chwilowo.(...)
28 IX 29 IX
(...) W południe czytam Nietzschego i rozmawiam
z Tad [ziem] o Stasiu i o wpływie nauki na twórczość.
Wogóle poważne rozmowy z Tad [ziem] wyeliminować; al­
bo przyjąć w nich zup[ełnie] inny ton uczuciowy, a nie
ukrytej wyższości. Wieczotem postanawiam iść do
Solsk[iej] na 5 minut tylko - tymczasem siedzę tam prze­
szło godzinę, potem via Witkiewicz idę do Apt[eki]. List

317

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ IN T H E DIARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

road. Walk quickly and strain my heart a bit. A t Staś'
I was already in terrible condition; exhausted heart is in
the foreground. Then something dreadful happens;
I'm starting to get visible shivers, longing for Z. I tell
him about this, that in some "unknown chamber of the
soul" or rather " i n the black hull of the universe" which
surrounds that single point of light, there [?], terrible
things are happening. Dinner; enjoy M [iss]
Jancz[ewska] quite a bit, she is gracious to me; I am
nice and Staś doesn't discomfit me; I feel good
(disastrous!) - clearly feel that this has plucked me from
the learned chasms and has leveled things. In the
evening I do Ozimina about which I work out a brief.
Then I transcribe a poem for Z. and that takes me
about I ' / hours time. O n Wednesday I get up listless. A rare mood at first.
Write a powerful letter to Z. Then F.d.C. goes
shamefully; mad longing; want to go to her a tout prix.
Read Wundt, brain [?] poorly functioning. - Get ready
to go out for lunch (at 4 determined to go through the
fotest) when Bogdański and Nal[epiński] come,
interrupting my writing to Z. Bogd[ański] about Staś'
paintings; roars and babbles cruel absurdities about
women. - We go along Bachleda Ridge; view of Olcza
gorgeous. Apachej?] songs. Expedite letter to Z., Tadzio
versus Staś. In the Pharm[acy] read corrections and
write letters; dinner. Go to the Borkowskis, Staś. A t first
we talk about formalisms and Tadzio. Then he about his
novel; I about my longing, my difficulties. Then we talk
about att[itude] towards women. The principle of
idealizing friendship; they are placed on the same level
as a woman. Funny when it comes to effecting,
justifying one's situation with regards to a friend.
2

tragedy. Easy integration. Culmination point. - But
above all conversion of these dir[ectly] titillating
abominations into some other material. Steeping the
whole plot in a mystical atmosphere and mythical
compulsion. Fatum in the Greek ttagedy.
Via the Pharmacy, above the stream, to "Nosal"; we
speak about sociology; I ptesent my general model of
the rel[ationship] sociology] to other sciences. These
are questions which matter less to St. M[ore] the
rel[ationship] of sociology] to practical] views and
doctrines. - A t home after din [ner] write a short letter
to. We read Bork[owska's] poetry and I don't go home
unt[il] 10 and don't finish Fustel. Read the last few pages of my diary. Perhaps the
most impottant and most fettile was that moment
during that walk to Poronin when I saw inside a certain
depth; when I felt that I should exist at the deepest
current of my soul. - This morning feel not too bad,
rather strong, calm. The thing is not to allow oneself to
be derailed by the accessibility and pleasures of certain
things; yesterday, for instance, I went to Witk. at noon.
Satutday 12.
(...) Later by the wat[erway], Ślim[ak], towards
Zywczańskie. Tadzio reads a letter; we go for a walk; we
talk about Staś and his and my attitude] towatds
Nal[epinski]. (...) - A t the Borkfowskis] a quarrel with
Staś. I go alone: once one thing, then another. This
quarrel is a passing thing which life will flush away.
With Z., too, the tel[ationship] is ultimately
undamaged. So it's only a mattet of momentary
perseverance. (...)
Sunday 13.

11.10.12

Yesterday the day was pleasant, sunny; am poisoned
with despair, longing for Z., the distress of that quar[rel]
with Staś. (...)

Yesterday I rose rather late; i n the morning read
Wundt and F.d.C. (poorly because actually I'm not
thinking). Leave at 3:30 fot St. A t first my heart is
exhausted], then all right. We go along the tf[acks],
the way I went with. - The gentians have alteady
withered. I tell him about priests singing a sentimental
song - he about a pt[iest] in Lovtana. Father Faust.
A beech dressed in purple leaves. I talk about Greek
tragedy; express myself quite explicitly and concisely.
Definition of mythical thinking. Dogmatic and
analytical thinking. Both as antittagici[?]. The process
of intellectual adaptation as a natutal reaction to the
horror and tragic nature of human misfortune. (Tragedy
itself is only a substitute] spiritual need, is the
fundamental moment of artistic creativity; only the
articulation of that gen[eral] tragic] nature [?] [?]
produces the stage tragedy.) Therefore, human events
must be projected onto some other screen. In addition,
not every tragic] conception is suited to the stage

Monday 14. morning.
Yesterday I took up Simmel at half 11. Nal[epiński]
with his dog, we go through Burdel; I needlessly tell him
about falling out with St. (...)
Tuesday 15. morning.
(...) Staś comes, brings drawings and photos. We talk
about details, then about sociology]; later
Nal[epiński's] verses; then a few words of explanation.
The situation, for me, completely smoothed out. (...) To
Zag[órska's], talk thete about Nalepliński], look over
photos of Staś' paintings. Decide to have a party.
Coming back with St[aś]: about Nalepiński and his
attitude] towards Mrs. Zag[órska]. About my ethical
dreams and about Staś' terrible dream. (...)

318

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W DZIENNIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

od Boren[iusa], Gardinera i kartka od Ż.
30 IX
(...) U Stasia śpię; on gada ze mną. Stara niedelikat­
na. Wracam po papierosy „bydle, bydle, bydle, bydle". Z.
pakuje się; daje mi mleko. Zmęczenie i trochę katzenjam­
meru; prawie że nie sentymentalizm. Idę via Burdel - spakowuję się i „przebieram", do Apt[eki] przy obiedzie;
uciekam, kwiaty; dryndą do Z., telegramy [?], jej nie ma;
masło, Witkiew[icz] (z Piłsudskim); potem spotykam Z.
w dryndzie. (...)
Czytam w wag[onie] powieść St[asia). W Poroninie Z.
wchodzi. Siedzimy w korytarzu. Mgły wleką się nad pola­
mi. Czytamy powieść. O Donnie Quercii. (...)
2X
(...) W Niedz[ielę] wieczór Staś mnie rys[uje].
Wróć [iłem] o 1. do domu i zacząłem pisać oktawy. Przed­
tem już układałem sobie wprawdzie np. treść i parę ry­
mów i powiedzeń. Miałem uczucie podniesionej i n ­
tensywności] wewn[ętrznej] i rozszerzonej władzy, bo
przedtem nigdy nie mogłem sobie pomyśleć siebie piszą­
cego wiersze. (...)
Sobota 5
(...) U Stasia dość niemiła scena: on siepie się na
Nal[epińskiego] i robi pesym[istyczną] uwagę o naszych
stosunkach.
Poniedziałek 7
(...) Ałe mam chwilami dość duże wahnienia: wczoraj,
idąc do Witkiewicza], zacząłem od myślenia, mówienia
głośno po ang[ielsku] i przeszedłem w rezultacie na aso­
cjację reklamowania się z książką i lecturship w krajowych
pismach. (...)
Środa 9=tego
(...) Wracam przez Zywczańskie, Ślimaka, i zwykłą
drogą. Idę szybko i trochę męczę serce. U Stasia już stan
fatalny; zmęczenie serca występuje na 1. plan. Poza tem
coś strasznego się dzieje; już mnie widocznie dręczy tęsk­
nota za Z. Mówię mu o tem, że w „niewiadomej komna­
cie duszy", a raczej „w czarnej łupinie wszechświata",
która otacza ten jedyny świetlny punkt, tam [?] dzieją się
rzeczy straszne. Kolacja; p[anna] Jancz[ewska] dość mi
się podoba, jest dla mnie uprzejma; ja jestem miły i Staś
mnie nie peszy; czuję się dobrze (fatalne!) - wyraźnie czu­
ję, że mnie to wyciągnęło z uczonych otchłani i spłyciło.
Wieczorem robię Oziminę, do której ułożyłem szkic. Po­
tem przepisuję poemat dla Z. i t * mi zabiera około 1 Vi go­
dziny czasu. W Środę wstaję niewyspany. Nastrój z pocz[ątku] by­
czy. Piszę do Z. silny list. Potem F.d.C. idzie haniebnie;
szalona tęsknota; jechać do niej a tout pńx. Czytam
Wundta, mózg [?] słabo funkcjonuje. - Zabieram się do

obiadu (zdecydowany o Ą—tej iść pod regle) kiedy przy­
chodzą Bogdański i Nal[epiński], przerywając mi pisanie
do Z. Bogd[ański] o obrazach Stasia; ryczy i gada głup­
stwa brutalne o kobietach. - Idziemy Bachledzkim; widok
na Olczę cudowny. Pieśni Apaczów]?]. Ekspedjuję list do
Z., Tadzio versus Staś. W Aptfece] czytam korekty i piszę
listy; kolacja. Idę do Bork[owskich], Staś. Z początku
mówimy o formalizmach i Tadziu. Potem on o powieści
swojej; ja o mojej tęsknocie, o trudnościach życiowych.
Potem mówimy o stos[unku] do kobiet. Zasada idealizacji przyjaciół; stawia ich na tym samym poziomie co ko­
bietę. Zabawne jak chodzi o to, ażeby przeprowadzić,
usprawiedliwić swoją sytuację wobec przyjaciela.
11 X 12
Wczoraj wstaję dość późno; rano Wundt i F.d.C. (sła­
bo, bo właściwie nie myślę). Wychodzę o 3 Vi do St[asia].
Z pocz[ątku] serce zmęczfone], potem all right. Idziemy
drogą żel[azną], tam którędy z Z. - gencjany już przekwi­
tły. Mówię mu o księżach śpiewających pieśń sentymen­
talną - on o ks[iędzu] w Lovranie. Ksiądz Faust. Buk
w purpurowych liściach. Mówię o tragedyi greckiej; for­
mułuję się dość eksplicytnie i ściśle. Definicja myślenia
mitycznego. Myślenie dogmatyczne i analityczne. Oba ja­
ko antytragiczne]?]. Proces przystosowania intelektualne­
go jako reakcja naturalna na okropność i tragizm wypad­
ków życiowych. (Tragizm wogóle jest tylko zas[tępczą] po­
trzebą ducha, jest momentem podstawowym twórczości
artystycznej; wypowiedzenie tego og[ólnego] tragizmu]
[?] [?] daje dopiero tragedję sceniczną.) Dlatego wypadki
życiowe muszą być przeniesione na jakiś inny ekran.
W dodatku nie każda tragiczna] koncepcja nadaje się do
trag[edii] scenicznej. Łatwość integracji. Punkt kulmina­
cyjny. - Ale ptzedewszystkiem przetworzenie tych
bezpfośrednio] nas łaskoczących okropności na jakiś inny
materiał. Zanurzenie całej akcji w atmosferze mistycznej
i mitycznej konieczności. Fatum w tragedji greckiej.
Via Apteka, nad potokiem, do Nosala; mówimy o so­
cjologii; ja podaję mój ogólny schemat stos[unku] socjo­
logii] do innych nauk. To są punkty, które St[asia] mniej
obchodzą. B[atdzi]ej stos[unek] socjologii] do
prakt[ycznych] zapatrywań i doktryn. - W domu po
kol[acji] piszę krótki list do Z., czytamy poezje
Borkfowskiej] i wracam do domu dopjero] na 10=tą
i nie kończę Fustela. Przeczytałem parę ostatnich stron dziennika. Może
najważniejszym i najpłodniejszym był moment podczas
owego spaceru do Poronina, kiedy widziałem wewnątrz
pewne głębie; kiedy poczułem, że istnieć powinienem
w najgłębszym nurcie duszy. - Dziś rano czuję się nieźle,
dość silny, spokojny. Grunt, ażeby nie dać się wykoleić ła­
twości i przyjemności pewnych rzeczy; wczoraj np. na po­
łudnie poszedłem do Witkiewicza].

319

Sobota 12
(...) Potem koło wod[ociągu], Ślim[aka] na Żywczan-

�orazyna

Kubica • STAŚ WITKIEWICZ IN T H E DIARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

Wednesday 16. evening.
(...) - Want to go to Borkowska's so she'll read me
her poems; tell her something; problem: why do we
need other people, the kind who would undetstand us
in some way when we are feeling very bad. Would like
to be with Staś; repulsion towards these biddies. (...)
(...) Dinnet at Staś'. Elzenbetg. A t times I'm sorry
that he is m[ore] [?] (old Janczewska) - Then we go
downstairs, Elzenberg piques my nerfves]; tell Staś
about my dteam: Does Irfenka] appear in it because
I was with her a lot and then suddenly cut off? Is it
substitution; ot do I fancy het? (...)
Thursday. 17.10.
Dream: with Mom and Nalep[iński], room in
a hotel; looking for a ttain from Linz or Salzb[urg] to
Munich. M o m leaves the room; Nal[epiński], I go after
her (M[om] went to the W C , I tell Nal[epiński]:
don't go - his indiscretion and [?]). Nal[epiński] gives
the serv[ant girl] a tip of l ' / marks. Mom delighted
with Nal[epiński]. I talk, Staś has in his little finget 10
times as much poet[ic] talfent] as Nal[epiński] and in
his little fingernail as much gen[eral] talent. (...) Some
woman (Mrs. Limanowska?), her husband, sister,
painter[?], and Staś. St. woos her, then she and she
winks at me. (...)
2

10/2

Ventnor 1914*
19.4.14. London.
Yesterday after returning found a lot of letters. (...)
Very downcast letter from Staś. Understood that this
alteady may really be the end with him. Dreamed of
him tonight. W i l l have to do everything to wrest some
funds for him and get him to go with me. (...)
Zakopane 3 May.
Sad mood during this farewell visit through Poland.
(...)
In Warsaw. (...) Then to Staś Zielfinski's]. Zenia is
a bit tired. Talk about nothing (was preparing for an
essential conversation with her!), always feel that she
rises to the occasion of whatever I am saying. Find out
that she is pregnant. This discomfits me. Tell her about
my plans. She advises me to take Staś. Leave early,
relieved. Have freed myself from her direct charm. (...)
Kraków. 6.5.14. Description of Zakopane stay.
Gorgeous weather; the ait unusually clear.
Everything covered with a festive emptiness; the
emptiness of things celebrating, resting, aimless. I am
* Notes written in the period preceding his trip to
Australia: his stay in Ventnor on the Isle of W h i t e [Wight], in
London, farewell visit in Poland, arrival of Staś Witkiewicz in
U i n d o n and a journey together in the tropics

[18)99. Ja z Foką i rewolwerem. Czas mglisto-słoneczny,

godz. 1 po pol., Stanisław I. Witkiewicz, Zakopane,

1899.

Ze zbioru E . Franczak i S. Okolowicza
10/2 f I8J99. Me with Seal and a gun. Weather misty-sunny,
I p.m., Stanisław I. Witkiewicz, Zakopane, 1899. The collection
of E. Franczak and S. Okolowicz

with Staś a lot. Very despondent over his condition; feel
that closing life off from that side, that his destruction is
the undoing of one of my ideals. I believed and still
believe in Staś, in his genius and individuality; he is for
me the spiritual incarnation of the superiority and
uniqueness of the Polish spirit. In this whole think I see
that he is also the embodiment of its worst sides and
weaknesses. A t times I had a positive feeling that his
bankruptcy is the confirmation of my aesthetic views, is
a horrible symptom of the danger which lies in the total
casing of the sources of artistic inspiration and the will
to live. - A t times I try to forget about Staś. Run away
from him. I don't go into the depths of his condition,
simply [?] out of an egoistic self-preservation instinct.
Typical psychic state, escape from the unpardoning
hand of fate, running aground on that [?]ity. I try to
convince him with atguments whose triviality and
paucity I sense myself. There is nothing, only death. But
I cannot, have not the obligation to go farther, follow
a friend until the very gates of Hades, unless it were to
turn him back, to return.

320

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W DZIENNIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

sicie. Tadzio czyta list; idziemy na spacer; mówimy o Sta­
siu i jego i moim stos[unkuj do Nal[epińskiegoJ (...) U Bork[owskich] awantura ze St[asiem]. Idę sam: naprzemian to jedno, to drugie. Ta awantura to rzecz prze­
mijająca, którą życie splucze. Z Z. także ostatecznie
stos[unek] nie zniszczony. Więc to chodzi tylko o chwilo­
we przetrzymanie. (...)
Niedziela 13
Wczoraj dzień pogodny, słoneczny; zatruty rozpaczą,
tęsknotą za Z., przykrością tej aw[antury] ze Stasiem. (...)
Poniedziałek 14 rano
Wczoraj zabrałem się do Simmla a Vi na 11. Nal[epiński] z psem, idziemy przez Burdel; ja jemu niepotrzebnie
mówię o poróżnieniu się ze St[asiem]. (...)
Wtorek 15 rano
(...) Przychodzi Staś, przynosi rysunki i fotos. Mówimy
o detalach, potem o soc [jologii]; potem wiersze Nalfepińskiego]; potem parę słów wyjaśnienia. Sytuacja, dla mnie,
całkiem wygładzona. (...) Do Zag[órskiej] tam o Nalep,
przeglądamy foto's z ptac Stasia. Umawiam się na biby.
Wracając ze St[asiem]: o Nalep[ińskim] i jego stos[unku]
do p. Zag[órskiej]. O moich etycznych snach i o śnie Sta­
sia strasznym(...)
Bronisław Malinowski śpi w pokoju Stanisława I. Witkiewicza,

Środa 16 wieczór
(...) - Chcę iść do Borkowskiej, ażeby mi przeczytała
swoje wiersze; coś jej powiedzieć; problem: dlaczego po­
trzebujemy innych ludzi, takich którzyby nas w pewien
sposób zrozumieli, kiedy nam jest b. źle. Chciałbym być ze
Stasiem; wsttęt do tych bab. (...)
(...) - Kolacja u Stasia. Elzenberg. Chwilami przykro
mi jest, że on jest b[ardzi]ej [?] (stata Janczewska) - Po­
tem idziemy na dół, Elzenberg mi daje [na] ner[wy];
opow[iadam] Stasiowi sen: czy Ir[enka] występ[uje] dla
tego, że byłem z nią dużo, a potem suddenly cut off! Czy
substytucja; czy mi się podobała? (...)

Czwartek 17 X
Sen: z Mamą i Nalep[ińskim] pokój w hotelu; szukam
pociągu z Lincu czy Salzb[urga] do Monachjum. Mama
wychodzi z pokoju; Nal[epiński], idę po nią (M[ama] po­
szła do W C . ja mówię Nal[epusz]owi: nie idź - jego nie­
takt i [?]) Napiwek 1 Vi marki Nal[epiński] daje
służ[ącejj. Mama zachwycona Nal[epińskim]. Mówię,
Staś ma w małym palcu 10 razy tyle zdoln[ości] poetfyckich] co Nal[epiński], a w małym paznokciu tyle ogólne­
go] talentu. (...)Jakaś kobieta (pani Limanowska?), jej
mąż, siostta, malarz[?] i Staś. Stfaś] się przystawia, potem
ona i do mnie oko robi. (...)
19 IV 14 Londyn*
Wczoraj po powrocie zastałem dużo listów. (...) List b.

Zakopane, ok. 1900. Ze zbioru E . Franczak i S. Okolowicza

the Stanisław 1. Witkiewicz's
room, Zakopane, ca. 1900. The collection of E. Franczak
and S. Okołowicz

Bronisław Malinowski sleeping in

przygnębiający od Stasia. Zrozumiałem, że to już rzeczy­
wiście, być może, koniec z nim. Śnił mi się dziś w nocy.
Będę musiał zrobić wszystko, ażeby wydostać dlań pienię­
dzy i żeby pojechał ze mną. (...)
Zakopane 3 Maja
Smutny nastrój podczas tej pożegnalnej podróży po
Polsce.(...)
W Warszawie.(...) Potem do Stasia Ziel[ińskiego]. Że­
nią trochę zmieniona. Rozmowa o niczem (zbierałem się
na rozmowę istotną z nią!), czuję zawsze, że stoi na wyso­
kości tego, co ja mówię. Dowiaduję się, że jest pregnant.
Peszy mnie to. Mówię jej o moich planach. Radzi mi
wziąć Stasia. Wychodzę wcześnie, z ulgą. Uwolniłem się
od bezpośredniego jej uroku. (...)
Kraków. 6 V 14 Opis pobytu w Zakopanem.
Pogoda cudowna; powietrze niebywale przezroczyste.
Wszystko pokryte odświętną pustką; pustką rzeczy świę-

* Notatki spisywane w oktesie poprzedzającym wyjazd do
Australii: pobyt w Ventnor na wyspie W h i t e , w L m d y n i e , po­
żegnalna wizyta w kraju, przyjazd Stasia Witkiewicza do L o n ­
dynu i wspólna podróż w rropiki

321

�yjrazyna

Kubica • STAŚ WITKIEWICZ IN T H E DIARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

(...) Past Chab[ówka] I look out the window; look
through the Femseher. Think about what I am to say to
Staś; put pressure on him to make him go.
Staś at the station; he looks bad, we go to "Nosal".
I talk to him about the possibility of going; he talks [??]
about death; about his desperate state. This same mood
a year ago was the apogee of his greatest happiness. A t
"Nosal" Mrs. Witk. gteets me with tears in her eyes. We
go down to Zakopa[ne]. Pharmacy, no letters.
Konstantynówka; [?] return on foot through the stream.
Staś tells me the whole story. (...); dissatisfaction; trip to
Lovrana; return. Karol. Duality and their mutual
bidding. Mrs. Witk. and Helena [Czerwijowska] speak
with me in the evening. Then Staś tells me everything
to the end in the evening; the phase of despair and the
phase of disgust.
The day after [?] phase of disgust and relative
strength. In the morning we sit at home, only a walk to
Koziniec. St. has an urge to travel to N[ew] Guinea.
After lunch, to Zakop[ane]; he to Irenka [Solska], I to
the Pharm[acy], to the Zulawskis and to
Konst[antynówka], in the evening Aniela [Zagórska],
at "Nosal." We return with Staś along the road. Sad
and empty evening. Evening of developed plates. Red
light.
Friday, good weathet in the morning, aftern[oon]
clouds coming. We go to the Ziel[ińskis] in Olcza.
I recall Z[eni], all the things past. Sit in a room at
Ziel[ińska's] and look at the mitror, look through the
window at the very familiar view by wh[ich] I worked
so many times, and in wh[ich] I drowned my sorrows
so many times. Mountains enshrouded, only reveal
themselves in places. A storm over Gubałówka. We go
over Bachl[eda] Peak to Zakopane. To the Pharm[acy],
Staś to Ju[?]. I eat dinner in the Phatm[acy]. Then go
by foot. To that we also eat din [net] in Nosal. (Aha,
there's also Marja Bułhak with wh[om] we walked
down on Thursday to Zakop[апе]. Later we develop on
paper my photogtaphs from Lang[ier] and photographs
made the preceding] day. Saturday. Cool and rainy
day. Morning - Aftern[oon] to Zakop[ane]. A t [?] with
Aniela and the Zuławsk[is] about "woman." Latet go
up Bachl[eda] Ridge. Awfully short-breathed and
a cold. Don't at all feel good in Zakop [апе]. In the
evening 2 ladies and the Swieżawskis come. Go to bed
early.
Sunday. Good weather in the morning. We head for
Olcza. Take photographs of Hruby and 2 cottages. Then
at the Ziel[ińskis]. We leave the camera. I n the
aftern[oon] with filters[?] head for Olcza, without
a coat. Photographs: Giewont, the mountains from the
porch and the precipice. Later I go alone to Zakop [апе]
for din[ner] at the Tabeaus; just before that stop in at
Aniela's for a moment. Ride with a farmer]?] to Olcza.

322

Developing with Langier. Photographs come out
perfect. - That night sleep poorly.
On Mond[ay] absolutely gorgeous weather. Dream
of swimming but feel dreadful. Head for Olcza to the
Ziel[ńskis]. There we talk about inanities with St. Then
ret [urn]. A m very weakened. Farewells at Lang[ier's]. A t "Nosal" I don't eat anything for lunch. Aftet l[unch]
fatewells, packing. Episode with Uncle Świeżawski. (...)
Sunday 17.5.14. London.
(...) Wotrying and also thinking a bit that the
Conr[ads] are at the Reting[ers]. The affair with Staś'
voyage. A t times I have flashes of despicable envy and
antipathy, but all in all I would like him to go; especially
when pain attacks me, or when I really begin to
disengage myself.
Thursday 21.5.14
(...) In the evening I write letters; receive a letter
from Staś; go to Bor[enius]. (...)
14 June, on deck.
Currently I am already on my way. After the tiring
and ravaging preparations, after numerous swings of
emotions with regards to T. - after the distress and
oscillations regarding Staś, I'm travelling with him and feel, generally speaking, horrible; though perhaps
not. Feeling rather wretched at this particular moment.
A l l in all I'm feeling not bad. I experienced a great
touristic enrapture visiting Paris and Naples. The ship
and 2nd class rather don't agree with me since to quite
a large degree this hinders direct contact with the sea;
but I hope I'll overcome this. My relationship with St. is
very good in genetal and I am immeasurably gratified
that someone is with me for his own sake.
Monday 15.6.14
(...) Setting down the events of the most recent
times in London.
O n Saturday 23 (...)
- Mom at Oxf[otd] Circ]us] talks to me of Staś;
I am very glad; this picks up my mood. (...)
Sunday 24. Staś atrives. Kasia comes at 12. Meeting
with Westerm[arck] in [?]. Lunch at the Singers;
Torday[?]; exhaustion and congestion. Ride with Kasia
towards Marble Arch; a few paces around the Park; at
Isobel Kirkwood's. Ride to Graham Wallace's. Dinner.
Later they read poems to me, perfect in their essence.
Later tram home.
Mond[ay] 25. W i t h M[?] and Staś at Gamaga's. The
whole day and then I tun around with Staś. In the
evening a meeting with Seligm[an] and Westermarck at

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W DZIENNIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

tujących, odpoczywających, bezcelowych. Jestem bardzo
dużo ze Stasiem. B. przygnębiony jego stanem; czuję, że
zamknięcie życia z tamtej strony, że zniszczenie jego jest
upadkiem jednego z moich ideałów. Wierzyłem i do dziś
dnia wierzę w Stasia, w jego geniusz i indywidualność; jest
on dla mnie wcieleniem duchowej wyższości i odrębności
ducha polskiego. W tej całej sprawie widzę, że jest on też
wcieleniem najgorszych stron i słabości. Miałem chwila­
mi pozytywne poczucie, że jego bankructwo jest potwier­
dzeniem moich poglądów etycznych, jest strasznym
symptomem niebezpieczeństwa, które tkwi w zupełnym
nieocembrowaniu źródeł artystycznego natchnienia i wo­
li do życia. - Chwilami staram się zapomnieć o Stasiu.
Uciec od niego. Nie wchodzę wgląb jego stanu, po prostu
[?] przez egoistyczny instynkt samozachowawczy. Typowy
stan psychiczny ucieczki przed nieubłaganą ręką losu, na
mielizny [?]ciowości tamtej. Staram go się przekonać ar­
gumentami, których płytkość i marność sam odczuwam.
Niema nic, tylko śmierć. Ale ja nie mogę, nie mam obo­
wiązku iść dalej, iść za przyjacielem aż do samych wrót
Hadesu, chyba żeby go sprowadzić napowrót, z powro­
tem.
(...) Za Chabfówką] patrzę przez okno; patrzę Femseherem. Myślę o tem, co mam powiedzieć Stasiowi; wy­
wrzeć nacisk, żeby wyjechał.
Staś na stacyi; wygląda źle, jedziemy do Nosala.
Mówię mu o ewentualności pojechania; on mówi [??]
0 śmierci; o swoim stanie rozpaczliwym. Ten sam nastrój
rok temu był dekoracją jego największego szczęścia.
W Nosalu p. Witk[iewiczowa] przyjmfuje] mnie ze łzami.
Schodzimy do Zakopa[nego], Apteka, niema listów. Konstantynówka; [?] wracamy piechotą przez potok. Staś
opowiada mi całą historię. [?]; niezadowolenie; wyjazd do
Lovrany; powrót. Karolek. Dwoistość i licytacja ich wza­
jemna. P Witk[iewiczowa] i Helena [Czerwijowska] wie­
czorem mówią ze mną. Potem Staś wieczorem opowiada
mi do końca; faza rozpaczy i faza obrzydzenia.

łhak, z kt[órą] schodziliśmy we Czwartek do Zakop[anego]). Potem wywołujemy na papierze moje klisze od
Lang[iera] i klisze zrobione poprz[edniego] dnia. Sobota.
Dzień deszczowy i chłodny. Rano - Popoł[udniu] do Za­
kopanego]. U Dzi[?] z Anielą i Żuławskimi] o „kobie­
cie". Potem przez Bachl[edowy] Wierch. Straszna zadyszka i przeziębienie. Wog[óle] nie czuje się dobrze w Za­
kopanem]. Wieczorem przyjeżdżają 2 damy i Swieżawscy. Idę wcześnie spać.
Niedziela. Rano pogoda. Idziemy na Olczę. Zdjęcie
Hrubego i 2 chałup. Potem u Zielińskich]. Zostawiamy
kamerę. Popoł[udniu] z filtrami[?] na Olczę, bez płaszcza.
Zdjęcia: Giewontu, gór z ganku i brzeżka. Potem ja idę
sam do Zakop[anego] na kol[ację] do Tabów; przedtem
na chwilę do Anieli. Jadę z gazdą[?] na Olczę. Wywoły­
wanie z Langierem. Klisze udają się doskonale. - W nocy
śpię kiepsko.
W Poniedziałek] cudna wprost pogoda. Gorąco. Ma­
rzę o kąpieli, ale czuję się fatalnie. Na Olczę do Ziel fiń­
skich]. [?] Mówimy ze Stfasiem] o głupstwach u niej. Po­
tem z powrfotem]. Jestem b. osłabiony. U Langiera] po­
żegnanie. - W Nosalu nic nie jem na obiad. Po obfiedzie]
pożegnanie, pakowanie. Epizody z wujem Swieżawskim.(...)
Niedziela 17 V 14 Londyn
(...) Męczę się też trochę myślą, że Konr.fConradowie]
są u Reting[erów]. Afera jazdy Stasia. Chwilami mam
przebłyski podłej zazdrości i niechęci, ale w ogóle chciał­
bym, żeby pojechał; zwłaszcza albo kiedy mnie przyciśnie
ból, albo kiedy zaczynam naprawdę się wydobywać.

Nazajutrz [?] faza obrzydzenia i względnej siły. Pogoda.
Rano siedzimy w domu, tylko spacer na Kozieniec. St[aś]
ma ochotę na jazdę do N[owej] Gwinei. Po obiedzie do
Zakop[anego], on do Irenki [Solskiej], ja do Apt[eki] do
Zuł[awskich] i do Konst[antynówki] wieczorem. Aniela
[Zagórska], Wym. w Nosalu. Wracamy ze Stasiem szosą.
Smutny i pusty wieczór. Wieczór wywoływanie klisz.
Czerwone światło.
Piątek, rano pogoda, popoł[udniu] chmury zachodzą.
Idziemy do Ziel fińskich] na Olczę. Przypominam Z[eni]
wszystkie dawne rzeczy. Siedzę w izbie u Zielińskich]
1 patrzę na łóżko, patrzę przez okno na dobrze znany wi­
dok, przy kt[órym] tyle razy pracowałem, w kt[órym] ty­
le razy topiłem tęsknotę. Góry przysłonięte, tylko miej­
scami się odsłaniają. Nad Gubałówką burza. Idziemy
przez Bachl[edowy] Wierch do Zakopanego. Do Aptfeki]
Staś do Juf. ]. Jem kolację w Aptfece]. Potem piechotą.
Jemy jeszcze kol[ację] w Nosalu. (Aha, jeszcze Marja Bu­
7

323

Czwartek 21 V 14
(...) Wieczorem piszę listy; dostaję list od Stasia; idę
do Borfeniusa], (...)
14 Czerwca, na pokładzie
Obecnie jestem już w drodze. Po meczących i pusto­
szących przygotowaniach, po licznych wahaniach uczucia
do T. - po niepokoju i wahaniach w sprawie Stasia, jadę
z nim - i czuję się, w ogóle mówiąc, fatalnie; choć może
nie. Czuję się dość marnie w tej właśnie chwili. W ogóle
czuję się nieźle. Przeszedłem duże upojenie turystyczne
zwiedzając Paryż i Neapol. Okręt i 2. klasa dość mi się nie
podoba, gdyż utrudnia w dość dużym stopniu bezpośre­
dnie zetknięcie się z morzem; ale mam nadzieję, że to
przezwyciężę. Stosunek ze St[asiem] b. dobry na ogół i je­
stem niezmiernie zadowolony, że jest ze mną ze względu
na samego siebie.
Poniedziałek 15 V I 14 (...)
Spisanie wypadków ostatnich czasów z Londynu.
W Sobotę 23 (...)
- Mama w Oxf[ord] Circ[us] mówi mi o Stasiu; bar­
dzo się cieszę; to podnosi mój nastrój. (...)

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ IN T H E DIARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

the School. Staś goes to Wa[?], I to a Seminary where
there is talk of Bergson. Proseminar, Seligman,
Lewiński, Appelberg.
(...) Sunday. Late morn[ing] go to Dr. Strong who
shows us his Papuan curiosities; lunch at home, then we
go with Staś to Seligm[an's], to Bluml. where Misha[?],
her husband and 2 German women; later to
Reting[ers]. Card tricks; poking fun at each other with
Kasia; I am very unkind. Return home. Nonplussed by
Staś.
Monday 1.6. Morning, writing, etc. Aftern[oon]
Kasia and T. come over; Staś and Zulfawski] leave for
Heath. Escort T. up to the corner of Englands Lane;
arrange for a walk in the evening; the question of
a money loan. Staś with me at Miss Fry's. Conversation
with her, she has an elevating effect on me. (...)
Tuesday 2. In the afternoon Kasia and T. come by.
Staś. Escort t [?] but without real sentiment.
On Wednesday 3. A t noon an episode with Staś who
ruins my mood fot a while because ultimately I have to
admit that he is right to a certain degree. - Aha, have
forgotten to write about a walk with Т.; think it was
Tuesday the 26th. Staś was with me and we stopped by
the School where I met with Seligm[an], then went to
pick up a paintbox from the metalworker, then met up
with Ret[inger] and put him in contact with Staś. (...)
Friday. 5. In the aftern[oon] I'm photographing her.
Her husband comes; disconcertion; don't invite him for
the evening. Developing photographs. In the evening,
Kasia, suffragist; T , Memcia and her sister. We arrange
r[endez] v[ous] on Woburn Square. Staś comes over.
(...)
Monday. 8. Last day in London. My teeth are aching
horribly and distressing me. In the morning, go with
Staś to the Anthropological] Institute], to the Bank,
to the Museum, return home; photographing M a [Memcia, Mom?], break the tripod. (...)
Tuesday 9. Last morning. Strong toothache; dim
outlook for the future. Feelings of complete
senselessness of this journey. Wake Staś, go once more
to take leave of our garden. Look for a taxi, A t
Westermarck station, Memcia. - The ride to Folkestone
is sad. Suddenly feel that I am left to my own fate
shared with Staś.
A t the Zul[awskis] a conversation with Kazia who
looks very smart. Later dinner; then with Staś through
the Avenue de l'Observatoire, Boulevard, rue Denfert
Rochereau, to the Strugs. Tadzio there. (...)
O n the 2nd day to the Zul[awaskis], then place de
la Concorde, the Champs Elysees where we observe the
Avenue de l'Etoile and automobiles. Joyful mood,
intoxicated with the city; Kazia tells me of her stay in
Paris and expresses her feelings about Staś. A t the
Louvre, Gioconda and ancient Egyptian. Staś shows

signs of uneasiness. Kazia and I remain; then we go to
lunch where there is a discussion about suffragists.
Buying an umbrella, we go again to place du Theatre,
then through Avenue de l ' Opera to the Cafe de la
Paix. From there by bus to Notre Dame; some ancient
tower on the plaza, Saint Chapelle, Notre Dame. We
keep going along the Quai of the second-hand
booksellers. We part on the Boul[evard] Michu and
through the Quai d'Orsay go to G[are] d[e] L[yon].
The woods near Paris are beautiful, Fontainebleau;
would like to visit France again sometime.
Wednesday 17.6.14
(...) As to my present position, must, despite the
heat-wave and indisposition slowly but surely work
purposefully. Above all pull Staś into it.
18.6.14
Yesterday and today feel significantly better; resigned
to my fate and virtually acclimatised on the ship. Day
before yesterday, arrival at Port Said. (...)
Happy with the memories this brings back;
experiencing the newness of this together with Staś.
Miserable night; go through the Canal. (...)
Saturday 19-20.6.14
(...) Life on board: In the morning around 7 they
wake me for bathing. Get dressed, then go for breakfast.
Conversation with the French woman and the
Australian family sitting across from us. Then go on
deck and in the late morning write my diary, read a bit.
But often make breaks, take walks, talk and play sports.
Lunch; then the sun comes round to the right side,
change decks and read something else. The teading
goes slowly, poorly. Rummage in notes and Queries.
Talk with Staś a bit, though less now than before;
yesterday Staś was rather glum.
Sunday 21.6.14
(...) Staś composed a very nice melody yesterday
evening; disconcerted me a bit as my artistic impotence
has always bothered me. As much in attitudes towards
women as i n attitudes towards life this is something
which it is very difficult for me to get through. (...)
Mandauh ck Lavalla - Saturday 4- July.
(...) - Hotel in Colombo; broad veranda, canopied
yard; open dining room; then the corridor and
bedrooms. Sleep a bit better than on the ship under
a mosquito-net the 1st night. Staś doesn't sleep; gets
up and turns on the light. (...)
O n the 2nd day we go around 11 to the small lake,
near the restored dagoba to a new dagoba which
I haven't seen as yet. A grove of mimosa or acacia and

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W DZIENNIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Niedziela 24. Przyjazd Stasia. Kasia przychodzi
0 12 = tej. Spotkanie z Westerm[arckiem] w [?]. Lunch
u Singerów; Torday[?]; przemęczenie i kongestya. Jazda
z Kasią ku Matble Arch; parę kroków po Parku; u Isobel
Kirkwood. Jazda do Grahama Wallasa. Kolacja. Potem
czytają mi wiersze, doskonałe w istocie. Powrót tramem
do domu.
Poniedz[ialek] 25. Z M = [. ] i Stasiem u Gamage'a.
Cały dzień potem latam ze Stasiem. Wieczorem spotkanie
z Seligm[anem] i Westermarckiem w School. Staś idzie
do Wa[?], ja na Seminarjum, gdzie mowa o Bergsonie.
Partseminarjum, Seligman, Lewiński, Appelberg.
7

(...) Niedziela. Przedpołudnie] do D = r a Stronga,
który pokazuje nam swoje kurjoza papuańskie; obiad
w domu, potem idziemy ze Stasiem do Seligmfana], do
B l u m l , gdzie Misza[?] jej mąż i 2 Niemeczki; potem do
Retingjetów]. Sztuczki katciane; przekomarzanie się
z Kasią; jestem b. niesympatyczny. Powrót do domu. Spe­
szenie przez Stasia.

nue de l'Observatoire, Boulevard, rue Denfert Rochereau do Strugów. Tam Tadzio. (...)
Na 2 dzień do Zuł[awskich], potem place de la Con­
corde, Pola Elizejskiego, gdzie obserwujemy av. de 1'Etoile i automobile. Nastrój tadosny, upojenie miastem; Ka­
zia opowiada mi o swoim pobycie w Paryżu i wyraża się
o Stasiu. W Luwrze Gioconda i starożytności egipskie.
Staś okazuje znaki niepokoju. Sami zostajemy z Kazia; po­
tem idziemy na lunch, gdzie dyskusja o sufrażystkach. Ku­
pienie parasola, idziemy znów na place du Theatre, po­
tem przez Avenue Opera do Cafe de la Paix. Ztamtąd busem do Notre Dame; wieża jakaś starożytna na placu, Sa­
int Chapelle, Notre Dame. Idziemy jeszcze wzdłuż Quai
bukinistów. Zegnamy się na Bul. Michu i przez Quai
d'Orsay do G[are] d[e] L[yon]. Laski pod Paryżem ślicz­
ne, Fointainbleau; pragnąłbym jeszcze zwiedzić Francję.

Poniedziałek L V I . Rano pisanie etc. Popoł[udniu]
przychodzą Kasia i Т.; Staś i Zuł[awski] wychodzą na He­
ath. Odprowadzam T. aż do rogu Englands Lane; układa­
my spacet na wieczór; kwestya pożyczki pieniędzy. Staś ze
mną u Miss Fry. Rozmowa z nią, działa na mnie podno­
sząco. (...)
Wtorek 2. Popołudniu Kasia i T. przychodzą. Staś.
Odprowadzam T. [?] ale bez prawdziwego sentymentu.
We Środę 3. w południe zajście ze Stasiem, które psu­
je mi humor na pewien czas, bo ostatecznie muszę przy­
znać, że ma on do pewnego stopnia rację. - Aha zapo­
mniałem napisać jeszcze o jednym spacerze z Т.; zdaje mi
się we Wtorek 26. Staś był ze mną i wstąpiliśmy do
Scliool, gdzie widziałem się z Seligm[anem] potem po pu­
dełko do blacharza, potem natknąłem się na Ret|ingera]
1 spiknąłem go ze Stasiem.(...)
Piątek. 5. Popoł[udniu] fotografuję ją. Przychodzi
mąż; speszenie; nie zapraszam go na wieczór. Wywoływa­
nie. Wieczór Kasia, sufrażystki; Т., Memcia i siostra.
Układamy r[ende?Ji'[ousj[ ] na Woburn Square. Staś
przychodzi. (...)
7

Poniedziałek. 8. Ostatni dzień w Londynie. Zęby mę­
czą mnie sttasznie i niepokoją. Rano idę ze Stasiem do
Anthrop[ological] Institute], do Banku, do Museum, wra­
cam do domu; fotografując M = ę [Mamę'] łamię statyw
fotograficzny. (...)
Wtorek 9. ostatni ranek. Silny ból zębów; ponura per­
spektywa na przyszłość. Wrażenie zupełnej bezsensowno­
ści tej podróży. Budzę Stasia, raz jeszcze idę się pożegnać
z naszym ogródkiem. Szukam taxa. Na stacyi Westermarck, Memcia. - Jazda do Folkestone smutna. Czuję na­
gle, że jestem pozostawiony swojemu losowi na współkę
ze Stasiem.
U Zuł[awskich] rozmowa z Kazia, która wygląda b.
efektownie. Potem kolacja; potem ze Stasiem ptzez Ave­

325

Środa 17 V I 14
(...) Co do mojej obecnej pozycji, to muszę, pomimo
upałów i niezdrowia, powoli, ale systematycznie pracować
celowo. Przedewszystkiem wciągnąć w to Stasia.
18 V I 14
Wczoraj i dzisiaj czuję się znacznie lepiej; pogodzony
z losem i właściwie zaaklimatyzowany na statku. Przed­
wczoraj wieczór dojazd do Port Said.(...)
Cieszę się wspomnieniami, jakie to przywodzi; przeży­
wam nowość tego razem ze Stasiem. Kiepska noc; jazda
ptzez kanał. (...)
Sobota 19, 20 V I 14
(...) Zycie na statku: rano koło 7 = ej budzą mnie na
kąpiel. Ubieram się, potem idę na śniadanie. Rozmowa
z Francuzką i z rodziną australską siedzącą naprzeciwko
nas. Potem idę na pokład i ptzedpoludniem piszę dzien­
nik, trochę czytam. Ale przerywam często, spaceruję, ga­
dam i gram w sporty. Lunch; potem słońce przechodzi na
prawą stronę, zmieniam pokład i czytam coś innego. Czy­
tanie idzie mi powoli kiepsko. Grzebię się w hlotes &amp; Querries. Trochę rozmawiam ze Stasiem, chociaż mniej tetaz,
niż przedtem; wczoraj Staś był dość ponury.
Niedziela 21 V I 14
(...) Staś wczoraj wieczór skomponował b. ładną melodję; speszyło mnie to trochę, gdyż moja impotencja ar­
tystyczna zawsze mi dolega. Zarówno w stosunkach do
kobiety, jak i w stosunku do życia jest to rzecz, poprzez
którą b. trudno mi się przedostać.(...)
Mandauh ćk Lawalla [?] - Sobota 4 Lipca.
(...) - Hotel w Colombo; weranda szeroka, przykryte
podwórza; otwarte pokoje jadalne; dalej korytatz i poko­
je sypialne. Śpię trochę lepiej niż na sratku pod moskitierą 1. [pierwszą] noc. Staś nie śpi; wstaje i zapala światło.
(...)

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ IN T H E DIARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

Wednesday's quarrel which drives me into a fury.
Dinner; poor sleep in the night. - (...)

rubber plants; trees rare, without undergrowth; ground
covered with dried leaves; to the left an oblong pond;
evidently a bathing pool for elephants, or perhaps for
people, priests, too. To the right a dagoba, i n the [?]
overgrown grass; Staś on the platform with huge, flat
stones. (...) - Staś is having a terrible day; doesn't see,
despairs, speaks of s[uicide?]. Was meant to be writing
an article.
(...) Return to the pond; beautiful view of the hills;
monkeys fly overhead along the way. Meet Staś. Rest of
the time in the Rest House; conversation with a Tamil;
diary writing; Staś is starting the article, very good. (...)

Sunday 26.7. (...) The drive to the Cussacks, Staś
sits in front. A t the Cussacks I have a long talk with
him. Next is tea. Get wommera and churinga[l]; both
good. Return, late evening. Conversation in wh[ich] St.
attacks me and upsets me so that I have a [?] night;
although I behave peacefully towards him.
Monday 27. (...) We arrive late; dinner; Staś leaves
early (and makes a scene that day and not the previous
one as I had noted).
Tuesday 28. (...) Long conversation with the
governor and his wife. Conversation with the vicegovernor] and Sir John Forest. Walk i n the garden;
taking Staś away; return home. Evening at home.

6.7.14
(...) Packing; breakfast; have a moral katzenjammer
due to the keeper's mistake and the fact that Staś
didn't register i n the book. In the evening it turns out
that the keeper has cheated us of 2 rupees.
Buddhas in the 1st, very small cavern, he is carved
out of the rock, wonderful facial expression, in robes of
beautifully carved folds. - (...)
O n the sea, from Fremantle to Adelaide, Wednesday
5.8.
Description of sojourn in Western Australian
Generally very nice, cheerful, frivolous mood. Lack
of fascination with a unilateral emotional stimulus.
Interest primarily in objective facts; flora of West[ern]
Australia]; animals in the garden; also some
ethnological problems. A scientific mood par excellence.
Towards the end I'm beginning to feel a bit worse due
to a quarrel with Staś, general fatigue and, at the very
end, news of the war:
21.7.
(...) Fremantle as a series of houses without any
character in the distance. Long wait for Le Soeff and for
Dakin; uncertainty with regards to Staś. L.S. comes;
large, disorderly, solid chap. Gambols Polish-style.
Delight that I am a guest, that I don't have to think
about everything and pay for everything.
(...) We put Staś in the Hostel; it's getting dark; we
drive back. (...)

Port Moresby, September 20, 1914.*
September 1 " began a new epoch in my life: an
expedition all on my own to the tropics. O n Tuesday,
9.1.14 I went with the British Association as far as
Toowoomba. Met Sir Oliver and Lady Lodge. I chatted
with them and he offered his assistance. The falseness
of my position and Staś' attempt to "set i t right", my
taking leave of Desire Dickinson, my anger with Staś
which became a deep resentment that persists even now
- all this belongs to the previous epoch, the trip to
Australia with the British Assoc. I went back to
Brisbane alone i n a parlor car reading the Australian
Handbook. A t Brisbane I felt quite deserted and had
supper alone. Evenings with [Fritz] Grabner and
Pringshaim, who hope to be able to go back to
Germany; we talked about the war. The lobby of the
Hotel Danieli, its cheap furniture, its staircase in full
view, are closely bound up with my recollections of this
period. I recall morning visits to the museum with
Pringsheim. Visit to Burns Phelp; a visit to the
goldsmith; a meeting with [A.R. Radcliffe-]Brown. (...)
O n Thursday night I went to see Dt. Douglas, to say
good-bye to the Goldings and to give Mrs. Golding
a letter for Staś. I returned books to her. (...)

O n Wednesday 22.7. go take a swim i n the morning,
beside wild animals, lions and tigers. Breakfast at which
we talk for a long time. About 12 I go alone to Perth.
Staś isn't there. Staś and L.S. come after a quarter hour
of my waiting. (...) In the evening dinner; escort Staś to
the Watsons; quarrel at the hotel. (...)
In Kalgoorlie (Friday 24.) cold; clean, clear and
sharp air. (...) We're almost late. Buy a sleeper for Staś
and myself. - Staś leaves with a grudge about

Monday, 10.5. (...)
Dream of settling permanently in the South Seas;
how will all this strike me when I'm back i n Poland?
I think of what is going on there now. O f Mother. Selfreproach. Occasionally I think of Staś, with increasing
bitterness, missing his company. But I am glad he is not
here.(...)
Wasted all day Saturday 17 and Sunday 18 waiting
for Saville, and reading Vanity Fair and i n my

* Already translated as A Diary in the Strict Sense of the

Term

326

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W DZIENNIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Na 2. dzień idziemy kolo l l = t e j nad jeziorkiem, koło
restaurowanej dagoby do nowej dagoby, której dotąd je­
szcze nie widziałem. Gaj mimoz czy akacyi i fikusów; drze­
wa rzadkie, bez podszycia; ziemia pokryta liściami ze­
schłymi; na lewo staw podłużny; widocznie kąpiel dla sło­
ni, a może i dla ludzi, kapłanów. Na prawo dagoba, w [?]
porosła trawą; Staś na platformie z olbrzymich, płaskich
kamieni.(...) - Staś ma fatalny dzień; nie patrzy, rozpacza,
mówi o sb. [samobójstwie?]. Miał pisać artykuł.
(...) Wracam nad stawkiem; śliczny widok na gótki;
małpy przelatują po drodze. Spotykam Stasia. Resztę cza­
su w Rest Housie; rozmowa z Tamilem; pisanie dziennika;
Staś zaczyna artykuł b. dobtze. (...)
6 V I I 14
(...) Pakowanie; breakfast; mam kota motalnego z po­
wodu omyłki keeper i tego, że Staś się nie wpisał w książ­
ce. Wieczorem okazuje się, że keeper okradł nas o 2 rupie.
Buddy. W 1. pieczarze, b. małej, jest on wykuty ze ska­
ły o cudownym wyrazie twarzy, w sukni o ślicznie wyrzeź­
bionych fałdach. - (...)
Na morzu, z Fremantle do Adelaide, Środa 5.VIII.
Opis pobytu w Zachodniej Australii.
Ogólnie b. miły, pogodny, lekkomyślny nastrój. Btak
zafascynowania jakąś jednostronną podnietą uczuciową.
Zainteresowanie się głównie objektywnymi faktami; ro­
ślinnością Zach[odniej] Austr[alii]; zwierzętami w ogro­
dzie; trochę też problemami etnologicznymi. Nastrój par
excellance naukowy. Pod koniec zaczynam się czuć trochę
gorzej z powodu kłótni ze Stasiem, ogólnego zmęczenia i ,
na samym końcu, wiadomości o wojnie.

21 V I I (...)
Fremantle jako szereg domów bez charakteru w odda­
li. Długie czekanie na Le Sonifa i na Dakina; niepewność
co do Stasia. L.S. przyjeżdża; duże, nieporządne, solidne
chłopisko. Bryka w polskim stylu. Radość, że jestem go­
ściem, że nie muszę o wszystkiem myśleć i za wszystko
płacić.
(...) Umieszczamy Stasia w Hostel; zciemnia się; je­
dziemy z powrotem.(...)
We Środę 22 V I I rano idę do kąpieli, koło dzikich
zwierząt, lwów i tygrysów. Śniadanie, przy którym długo
gadamy. Koło 12 = tej idę sam do Petth. Stasia niema.
Przychodzi Staś i L.S. po kwadtansie mojego czeka­
nia. (...) Wieczorem kolacja; odprowadzamy Stasia do
Watsonów; kłótnia w hotelu. (...)
W Kalgoorlie (Piątek 24) zimno; czyste, przejrzyste
i ostre powietrze.(...) O mało co nie spóźnieni. Kupuję
sleeper dla siebie i Stasia. - Staś wyjeżdża z pretensjami
o Środową kłótnię, co mnie przyprowadza do wściekłości.
Kolacja; źle przespana noc. -

(...) Niedziela 26 V I I (...) Jazda do Cussacków, Staś
siada na froncie. U Cussacków mam długą rozmowę
z nim. Następnie herbata. Dostaję wommerę i churinge[?]; obie dobre. Powrót, późnym wieczorem. Rozmowa,
w ktfórej] St[aś] napada na mnie i peszy mnie, tak że
mam noc [?]; choć odnoszę się do niego pacyficznie.
Poniedziałek 27. (...) Przyjeżdżamy późno; kolacja;
Staś wychodzi wcześnie (i robi m i awanturę tego dnia,
a nie poprzedniego jak zanotowałem).
Wtorek 28 (...) Długa rozmowa z gubernatorem i jego
żoną. Rozmowa z vicegub. i Sir Johnem Forestem. Spacer
po ogrodzie; zabranie Stasia; powrót do domu. Wieczór
w domu.
Port Moresby, 20 Września 1914*
1. Września rozpoczyna się nowa epoka w moim życiu:
samodzielna i samotna wyprawa w tropiki. We Wtorek,
1.IX.14 odprowadziłem Brit. Ass. Do Toowoomby. Roz­
mowa i zaznajamianie się z Sir Oliwerem i Lady Lodge;
ofiarowanie mi pomocy przez tegoż; moje fałszywe poło­
żenie i „sprostowanie" przez Stasia. Pożegnanie z Desire
Dickinson; wściekłość na Stasia, która przerodziła się na
głęboki żal, trwający do tej chwili - to wszystko należy do
poprzedniej epoki, do wizyty z Brit. Assem w Australii.
Wróciłem sam do Brisbane wagonem salonowym; czyta­
łem po drodze Handbook australski. W Brisbane poczucie
opuszczenia i samotności. Samotna kolacja. Wieczorami
rozmawiam z Grabnerem i Pringsheimem, którzy mają
nadzieję, że będą mogli wrócić do Niemiec; mówię z nimi
o wojnie. Otwarty na sień, tandetnie umeblowany salon
hotelu Danieli wiąże się ściśle z tą epoką. Pamiętam wizy­
tę rano w muzeum, dokąd Ptingsheim mnie odprowadza.
Wizytę u Burnsa Philpa; wizytę u złotnika. Spotykam
z Brownem, w Piątek rano, który idzie tego dnia na lunch
do Mayo ow. We Czwartek wieczór jadę do D r = a Dou­
glasa, ażeby pożegnać się z Gol[d]ingami i dać Goldingowej list do Stasia oraz oddać jej książki.
W Poniedziałek 5 X (...)
Marzenia o stałym osiedleniu się w S[outh] Seas;
o tern, jak będę patrzał na te rzeczy po powrocie do kra­
ju. Myśli o tern, co się tetaz w kraju dzieje. O matce. Wy­
rzuty sumienia. Chwilami myślę o Stasiu, z cotaz mniej­
szym rozgoryczeniem. Z żalem za jego towarzystwem.
Chociaż jestem rad, że jego tu niema. (...)
Dziennik moich przeżyć na Mailu:
(...) Całą Sobotę 17 i Niedzielę 18 marnuję czekając
na Saville'a i na zabój czytam Vanity Fair - zupełne stu-

* O d t ą d zaczyna się następny zeszyt, a zarazem opubliko­
wana w języku angielskim część dzienników pt. A Diary in the
Strict Sense

327

of the Term

�Grażyna

Kubica

• STAŚ WITKIEWICZ IN T H E П1 ARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

desperation - complete obfuscation, I simply forgot

dejected by the novel and Stas's letter. In the evening

where I was. I had begun to read V.F. at Zakopane,

I felt very disturbed; nevertheless I prepared a plan of

having borrowed it from Dziewicki that spring when

campaign with S[aville] and went to the village to get
Kavaka and Papari. After long parleys I got them out,

I spent six days there in May; Staś was in Brittany, I was

and I came back home. A t last the mystery of the
names of the months is being clarified. Went to sleep

staying with the Taks. Now the fate of Becky Sharp and
Amelia did not awaken my memories of old times. (...)

without reading.(...)
10.29.(...)
11.2.

Elated, humming a tune, I walked to the village.

(...) Was not seasick. Landed feeling broken; did not

Fairly fruitful talk with Kavaka. Watched lovely poetic
dances and listened to Suau music. A small ring of

lie down at once; had breakfast and looked through the

dancers; two dancers facing each other with raised

newspapers with illustrations about the war. Looked for

drums. The melody reminded me of Kubain laments.

something about Poland - there was nothing. Very tired.

Went back home where I wasted time leafing through

Right after dinner, went to bed. Slept from 2 to 5. I did

Punch. Vision of T. Occasionally I think of Staś with

not feel too well afterward. I sat by the sea - no fit of

real friendliness; principally the melody he composed on

dejection. The Staś problem torments me. In fac t his

the way to Ceylon.

conduct toward me was impossible. There was nothing
wrong about what I said in Lodge's presence; he was

10.29. (Written on the 30

th

wrong to correct me. His complaints are unjustified,

in the afternoon)

and the way he expresses himself precludes any

Was up before 8 in the morning and wrote my diary.
Was busy writing when S. brought my mail. Letters from

possibility of reconciliation. Finis amicitiae. Zakopane

N . (5) and a number of letters from Australia.

without Staś! Nietzsche breaking with Wagner I respect

Charming, friendly letters from the Mayos and [Le

his art and admire his intelligence and worship his

sones] gave me real pleasure. Also an extremely nice

individuality, but I cannot stand his character.(...)

letter from Mrs. Golding. Stas's letter deeply annoyed

Sunday 28. Morning - ? Read a little of [Newton]. In

me. A t the same time I reproached myself for not

the evening I thought about Staś and began a letter to

having behaved i n a petfectly unimpeachable way and

him. A t moments I was very exalted; I have been in

I felt deep resentment and hatred for his behavior

N.G., I have accomplished a good deal. I have prospects

toward me. My feeling for him was almost completely

of far better work - fairly certain plans. A n d so -

ruined by his letters. I see almost no possibility of

It's not as hopeless as I thought when I arrived here.

reconciliation. I also know that however many faults

Moreover I don't feel a bit worse than when I came.

I have committed, he acted very ruthlessly toward me;

I am a better sailor and I walk much better - the

all the time having gestures and airs of persecuted

distances no longer terrify me. - Gazing at the sea

greatness and moralizing in accents of deep, mature,

1 have a strong feeling of happiness. True, it is not all

objective wisdom. There was not a trace of friendliness

over yet; but i n the light of old fears and uncertainties

in his conduct towards me. - No, objectively, in the

I have decidedly won a victory.(...)

scale of rights and wrongs the platter dips down on his
side... I am terribly dejected and dispirited by the

Sunday, Oct.28, 1917, on the Tropic of Capricorn.

bankruptcy of my most essential friendship. The first

(...)

reaction of holding myself responsible for everything

Wednesday uneventful - I made friends with a navy

predominates, and I feel capitis dirninutio - a worthless

officer, read, wrote a little. I was slightly seasick.

man, of diminished value. A friend is not merely an

Thursday: around 4 p.m. we sailed into Moreton Bay.

added quantity, he is a factor, he multiplies

Peaceful trip. I did not look around enough, I talked too

one's individual value. Too bad - the responsibility for

much. I looked at the river in moonlight, and recalled

the break lies primarily i n his unrelating pride, i n his

the British Assoc., Staś, Mackaren, and Miss Dickinson.

lack of consideration, his inability to forgive others for

Gloom of deserted wharves; enormous gray transports.

anything, though he can forgive himself a great deal. -

Message from the Mayos; drive; telegram o E.R.M.(...)
r

Then I read N.'s letters, which are the only thread
linking me with the past, and the Times, which Mrs.

Tuesday, 11.13.

Mayo sent me. I visited the village depressed.

(...) A t 10.30 went to B.R and asked Burton to look
for Stas's lost box.(...)

Conference with Kavaka in his house, about the burial
rites; analysis of the sago spade. In the afternoon
I began to read Bolski and did not put the book down
until 5. Went to the village for half an hour, feeling very

328

Friday, 12.21.
Awoke late, at 7. Dreams in which S.I.W. [Stanisław

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ W DZIENNIKACH BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

manienie; zapominam wprost, gdzie jestem. V[anity]
F[air] zacząłem czytać, pożyczywszy od Dziewickiego,
w Zakopanem; owej wiosny, kiedy byłem tam przez 6 dni
w Maju, Staś był w Bretanii, ja mieszkałem u Tabów. Te­
raz losy Becky Sharp i Amelii nie wzbudziły żadnych
wspomnień o przeszłości. Tamta epoka była też epoką zu­
pełnego otumanienia. (...)
29 X
(...) W? rozchandrzony, nucąc, do wioski. Dość wydaj­
na rozmowa Kawaką. Obserwuję śliczne, poetyczne tańce
i słucham muzyki Suau. Małe koło tancerzy; dwuch na­
przeciw siebie tańczy z podniesionymi bębnami. Melodya
przypomina kubańskie zawodzenia. - Wracam. W domu
tracę czas na feuilletowanie Puncha. Wizja Т. - O Stasiu
myślę chwilami z prawdziwą serdecznością; głównie melodja przez niego skomponowana w drodze do Cejlonu.
Dzień 29 X (pisane 30 X popoł.) Rano wstaję przed
8 = ą i piszę dziennik. Jestem zajęty pisaniem, kiedy S. da­
je mi mail. Listy od N . (5) i szereg listów z Australii. B. mi­
łe i serd[eczne] listy od May'ów i Le Souefów robią mi
serd. przyjemność. Tak samo niezmiernie miły list od Goldingowej. List Stasia peszy mnie głęboko. Odczuwam
równocześnie silne wyrzuty sumienia, że nie postępowa­
łem w sposób zupełnie unimpeachable, równocześnie od­
czuwam głęboki żal i nienawiść za jego odniesienie się do
mnie. Sentyment prawie całkiem zduszony tym listem.
Nie widzę prawie możliwości porozumienia. Wiem także,
że, jakkolwiek było wiele win z mojej strony, on postępo­
wał b. bezwzględnie w stosunku do mnie; przez cały czas
zachowując gesty i minę uciśnionej wielkości i motalizując mnie z akcentem głębokiej, dojrzałej i objektywnej
mądrości w głosie. Nie było cienia życzliwości w jego za­
chowaniu się w stosunku do mnie. - Nie, objektywnie,
szala nieprawości przechodzi na jego stronę... Niezmier­
nie mnie peszy i przygnębia bankructwo mojej najistot­
niejszej przyjaźni. Pierwsza reakcja brania odpowiedzial­
ności za wszystko jest przeważająca i czuję się „capitis diminutis"; człowiekiem bez wartości, o zmniejszonej warto­
ści. Przyjaciel nie jest tylko dodatkiem - jest on współ­
czynnikiem; wartość indywidualna staje się pomnożoną.
Trudno - wina zerwania leży przedewszystkiem w jego
nieubłaganej pysze i bezwzględności, która nic nie umie
przebaczyć innym, a b. wiele samemu sobie. - Potem czy­
tam listy n, które są jedyną nicią wiążącą mnie z przeszło­
ścią i „Times"a, którego Mayowa mi przysłała.
Idę do wioski speszony. Konferencja z Kawaką w jego
domu o obrzędach pogrzebowych i analiza łopaty sago­
wej. Popołudniu zaczynam czytać Bolskiego i nie odkła­
dam książki aż o 5 = tej. Idę na Vi godziny do wioski, moc­
no zdemoralizowany czytaniem powieści i listem Stasia.
Wieczorem czuję się b. histerycznie. Pomimo to przygoto­
wuję plan kampanii z S. i idę po Kawakę i Papari'ego do
wioski. Po długich pour parler wydobywam ich i wracam.

Nareszcie tajemnica nazw miesięcy się wyświetla! Idę
spać zaraz bez czytania. (...)
2 X I (...) Unikam choroby. Wysiadam jak zbity; nie
kładę się od razu; jem śniadanie i przeglądam gazety ilu­
strowane o wojnie. Szukam czegoś o Polsce - nic niema.
Jestem b. zmęczony, zaraz po objedzie idę spać - śpię od
2 = ej do 5 = tej. Nie czuję się świetnie potem. Siedzę nad
motzem. Chandra nie przychodzi. Problem Stasia mnie
męczy. Faktycznie on postępował w stosunku do mnie
niemożliwie. Moje powiedzenie wobec Lodge'a nie było
nic złego. Jego sprostowanie było. Jego pretensje są nieu­
zasadnione, a sposób, w kt[óry] je wyraża, przecina z góry
możność porozumienia się. Finis amicitiae. Zakopane bez
Stasia! Nietzsche zrywa z Wagnerem. Bezwzględnie uzna­
ję jego sztukę; podziwiam inteligencję i wielbię indywidu­
alność, ale nieznoszę charakteru.
Niedziela 28. Rano - ? Czytam trochę Newtona. Wie­
czorem myślę o Stasiu i zabieram się do napisania listu do
niego. Mam chwilami silną egzaltację: byłem na N.G.;
zrobiłem dość dużo względnie. Mam przed sobą widoki je­
szcze znacznie lepszej pracy - plany dość pewne. A więc
- nie jest tak beznadziejnie, jak myślałem jadąc tutaj. Pozatem nie czuję się bynajmniej gotzej, niż kiedy jechałem
tutaj. Znoszę lepiej chorobę morską i znacznie lepiej cho­
dzę - przestrzeń nie przedstawia mi się w tak odstręczają­
cej formie. - Patrzę na morze i doznaję silnego uczucia
szczęścia. Jeszcze nie po wszystkiem - prawda; ale w świe­
tle obaw i niepewności poprzednich mam za sobą stanow­
czo tryumf.
Poniedziałek] 25.3.(...) Księżyc nad wzgórzem, poły­
ski blade na lśniących liściach. Kolacja, jem powoli, leni­
wie, będąc zmęczonym. Myśli? Jadę dinghą po kolacyi.
Patrzę na gwiazdy: S[outhern] Cross, E.R.M. Staś, Atwood (Semolina Pudding); Syriusz, Canopus - 2 największe
gwiazdy „poor show"! Wracam, śpię.(...)
Środa 11/4
1. połowa dnia w Gusawecie; normalna rutyna: wsta­
ję późno i po kiepskiej nocy; rozmowy z Billem o fotogra­
fii etc. Oglądam filmy po śniadaniu, czyszczę i [?] kame­
rę, kończę wywoływanie. Myję się i myję głowę. Koło
l=szej gotów do odjazdu, deszcz, piszę list do E.R.M. Ca­
ły ten ranek jestem energiczny, czuję się nieźle i kocham
się w E.R.M. - Popołudniu na łódce zamiast czytać po­
wieści lub branzlować czas, czytam mój dawny dziennik.
Refleksje: stawiam sobie kwestie, czy obecne życie odpo­
wiada maksimum intensywności, którą mogę wydobyć
z mego zdrowia i dobrego stanu nerwów. Nie: doktryna,
że najlepszą pracę się robi w leisure hours, przetłomaczyłem na doktrynę spadania po linii najmniejszego oporu,
taking it easy. Wątpliwości a la St.I.W.: czy watto elimino­
wać płodne źródła natchnienia (które niewątpliwie każdy

329

�Grażyna Kubica • STAŚ WITKIEWICZ IN T H E DIARIES O F BRONISŁAW MALINOWSKI

Ignacy ("Staś") Witkiewicz and old W [Staś' father] are

Wednesday, 4.18 [sic]

mixed up. Also, Judge Herbert, and others.(...)

(...) Dream about St.I.W. and N.S. Feeling of having
wronged, deceived her.(...)

Monday 24(...) Completely forgot it was Christmas Eve. But just
now, this very morning, when I couldn't sleep, Mother
was thinking of me and was missing me. My God, my
God, how terrible it is to live in a continuos ethical
conflict. My failure to think seriously about Mother,
Staś, Poland - about their sufferings there and about
Poland's ordeal - is disgusting!
Monday, 3.25.(...) The moon above the hills makes
pale reflections on the glistening leaves. Supper; I ate
slowly, lazily, being tired. Thought? - Took out the
dinghy after supper. Gazed at the stars: S[outhern]
Cross - E.R.M. Staś. Atwood (Semolina Pudding);
Sirius, Canopus - the two largest stars a "poor show"!
Came back, and to bed.(...)
Wednesday, 4.11 [sic]
First half of day in Gusaweta; normal routine: got up
late after bad night, had conversations with Bill about
photography, etc. Examined films (after breakfast),
cleaned camera, finished developing. Washed and
shampooed. A t 1 ready to leave; rain; wrote E.R.M. A l l
morning I was energetic, felt well, in love with E.R.M. In the afternoon, instead of reading novel or idling,
I read my old diary. Reflections: I asked myself whether
my present life achieves the maximum of intensity
obtainable in view of my health and good nervous
condition. No. I interpreted the doctrine that best work
is dome during leisure hours as doctrine of following a
line of least resistance, as taking it easy. Doubts a la
S.I.W. [Stanisław I . Witkiewicz] - is it worth while to
eliminate fruitful sources of inspiration (which every
thinker and artist will find by following the line of least
resistance) ? But it is a fact that when you eliminate one
form of inspiration you gain another, and that to
eliminate line of least resistance is above all to
eliminate pure waste of time (reading novels, sitting
extra long in company, etc.). (...)

6.30.18.
(...) A t night, sad, plaintive dreams, like childhood
feelings. I dreamed about Warsaw, about our apartment
in the boarding school, about some apartment with
a bathroom (Zenia and Staś) in Warsaw. Everything
permeated with Mother.(...)
7.18.18.
O n the theory of religion. My ethical position in
relation to Mother, Staś, E.R.M. Twinges of conscience
result from lack of integrated feelings and truth in
relation to individuals. My whole ethics is based on the
fundamental instinct of unified personality. From this
follows the need to be the same in different situations
(truth in relation to oneself) and the need,
indispensability, of sincerity: the whole value of
friendship is based on the possibility of expressing
oneself, of being oneself with absolute frankness.
Alternative between a lie and spoiling a relationship.
(My attitude to Mother, Staś, and all my friends was
strained). - Love does not flow from ethics, but ethics
from love. There is no way of deducing Christian ethics
from my theory. But that ethic has never expressed the
actual truth - love your neighbor - to the degree
actually possible. The real problem is: why must you
always behave as if God were watching you?
7.18.18.
(...) A l l the tender feeling of my childhood came
back: I feel as when I had left Mother for a few days,
returning from Zwierzyniec with Father. - I go back in
my thoughts to Anna Bt. - how utterly everything has
vanished from my life! - Stas's betrayal, and N.S. Truly
I lack real character.

330

Translated by Annamaria

Orla-Bukowska

�Grażyna Kubica • STAS W I T K I E W I C Z W D Z I E N N I K A C H BRONISŁAWA M A L I N O W S K I E G O

myśliciel i artysta znajdzie obficie na linii najmniejszego
oporu)? Ale faktem jest, że za jedną formę natchnienia
uzyskuje się inną i że eliminując l.n.p. eliminuję przede
wszystkiem czystą stratę czasu (czytanie powieści, przesia­
dywanie extra long w towarzystwie już wyjalowionem
itp.).(-)
Środa 18/4
M

- Sen o St.Ign.W. i N.S. Uczucie skrzywdzenia,

oszukania jej.(...)
Niedziela. 30/6/18
(...) - W nocy sny smutne, żałosne, jak uczucia z dzie­
ciństwa. Śnię o Warszawie, o naszem mieszkaniu w Bur­
sie, o jakiemś mieszkaniu z kąpielą (Zenia i Staś) w Warsz.
Wszystko przeniknięte Mamą i budzę się co chwila. Nad
ranem zatopiony w smutku. Idę na drogę i płaczę. - Na­
głe przebłyski zrozumienia, wizje przeszłości. Zycie prze­
szyte strzałą żalu, wyrzutów sumienia, rzeczy niepowrotnych.(...)
17/7/18
(...) Wszystkie czułe uczucia dzieciństwa wracają; czu­
ję jak wtedy, kiedy rozstałem się z Matką na parę dni,
wracając ze Zwierzyńca z ojcem. - Wracam też myślą do
Annie Br. - jak kompletnie wszystko znikło z mojego ży­
cia! - Zdrada Stasia i N.S. Nie jestem naprawdę prawdzi­
wym charakterem.
Do teoryi religii. Etyczne stanowisko w stosunku do
Mamusi, Stasia, E.R.M. Wyrzuty sumienia: wynikają
z braku jednolitości uczuciowej i prawdy w stosunku do
indywidualności. Cala etyka moja opiera się na podsta­

wowym instynkcie jednolitości osobistości. Z tego wynika
potrzeba bycia tymsamym w różnych sytuacjach (prawda
w stosunku do samego siebie), potrzeba koniecznej szcze­
rości: cała wartość przyjaźni oparta na możliwości wywnętrzania się, bycia samym sobą w zupełnej szczerości.
Kłamstwo zatruwa stosunek osobisty. Alternatywa mię­
dzy kłamstwem a rozszarpaniem stosunku. (Mój stosunek
do Mamy, Stasia i wszystkich przyjaciół był poszarpany).
- Miłość nie wypływa z etyki, lecz etyka z miłości. Etyki
chrześcijańskiej nie sposób wyprowadzić z mojej teoryi.
Ale etyka ta nigdy nie wyrażała istotnej prawdy. Miłuj bli­
źniego swego - o ile to możliwe. Istotny problem: dlacze­
go musisz postępować zawsze tak, jakby Cię Bóg widział.
Ten problem [urwane]
Piątek 21/12 [17]
Budzę się późno o 7=ej. Sny, w których S.I.W. i stary
W[itkiewicz] zmieszani. Także judge Herbert i inni. (...)
Poniedziałek 24 [12.17]
(...) Zapominam zupełnie o wilii Bożego Narodzenia.
Ale właśnie teraz, właśnie dziś rano, kiedy nie spałem,
Mamusia tam myślała o mnie i tęskniła za mną. O Boże,
Boże, jakież marne jest życie w ciągłym rozdźwięku etycz­
nym. Ten brak myśli głębszych o Mamie, o Stasiu, o kra­
ju i tem, co oni wszyscy cierpią i co Polska cierpi - jest
czemś wstrętnem. (...)
Wtorek 13 11.[17]
(...) О Ю'Л idę do B.R i proszę Burtona, żeby mi po­
szukał zaginionej kiesy Stasia. (...)

331

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6800" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6780">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6ef028267650577d57f024cae674d015.pdf</src>
        <authentication>85d1934bb5d08b4266b628ce8e254e23</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80952">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5470</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80953">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80954">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80955">
                <text>Śląsk Cieszyński - dziedzictwo kulturowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80956">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5087</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80957">
                <text>Obraz Śląska Cieszyńskiego na łamach "Płomyka"( 1917-1939) / Dziedzictwo kulturowe jako klucz do tożsamości pogranicza polsko-czeskiego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80958">
                <text>Dziedzictwo kulturowe jako klucz do tożsamości pogranicza polsko-czeskiego; pod red. Haliny Rusek,Agnieszki Pieńczak i Jacka Szczyrbowskiego, s.302-318</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80959">
                <text>Kucharska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80960">
                <text>pol</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80961">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80962">
                <text>cz.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80963">
                <text>Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80964">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80965">
                <text>Małgorzata Kucharska
Uniwersytet Opolski
Zespół Szkół Ogólnokształcących w Strzegomiu

Obraz Śląska Cieszyńskiego
na łamach „Płomyka”1 (1917-1939)

„Płomyk” okresu międzywojennego był zdecydowanie najpoczytniejszym periodykiem adresowanym do czytelników w wieku „(…) od lat dziesięciu do piętnastu”2.
Wychodząc pod auspicjami Związku Nauczycielstwa Polskiego, pełnił rolę służebną
wobec szkoły, uzupełniając lub często wręcz zastępując, ówczesny brak podręczników. Docierał do różnych środowisk, stanowiąc cenne źródło informacji zarówno dla
młodych czytelników, jak i dla dorosłych. Dogłębna analiza materiału rzeczowego
czasopisma pozwala stwierdzić, iż na jego łamach mocno zaznaczyła swą obecność
tematyka dotycząca historii, kultury oraz walorów krajobrazowych Śląska Cieszyńskiego. Różnorodnych wypowiedzi na wspomniany temat odnaleźć można w „Płomyku” wiele. Są to zarówno teksty znanych autorów, jak i wypowiedzi anonimowe czy
skreślone ręką samych czytelników. Stanowią je materiały wyraźnie publicystyczne,
drobne informacje, sprawozdania, korespondencja, przyczynki historyczne, notki
biograficzne, programy radiowe, a także utwory o wyraźnie literackim charakterze.
Barometrem nastrojów społecznych, dotyczących skomplikowanej sytuacji Śląska Cieszyńskiego są publikacje odnoszące się do rewindykacji terytorialnych i ich historycznych
uzasadnień3. Potwierdza to np. marcowy numer „Płomyka” z 1919 roku, w którym S. Podhajna pisze o podłożu antagonizmów czesko-polskich i niemiecko-polskich, dotyczących
Śląska Cieszyńskiego. Autorka rozwiewa mit demograficzny, pisząc m.in.:
1 „Płomyk” – najpopularniejsze ilustrowane czasopismo dla dzieci i młodzieży, wydawane
w latach 1917-1939 oraz 1945-1991, w okresie międzywojennym adresowane głównie do
dzieci ludu, proletariatu miejskiego i części mieszczaństwa. Pierwszym wydawcą był Związek Polskiego Nauczycielstwa Szkół Powszechnych, a od roku 1930 Związek Nauczycielstwa
Polskiego. Por. J. Z. Białek: Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1918-1939. Warszawa
1979, s. 194.
2 Por. Płomykowe kroniki w wyborze. Lata 1922-1939. Wybór: M. Kochanowska. Warszawa 1984, s. 5.
3 Por. M. Kucharska: Tematyka śląska na łamach „Płomyka” (1917-1939), „Kwartalnik
Opolski” 2004, nr 4, s. 137-153.

�Małgorzata Kucharska: Obraz Śląska Cieszyńskiego na łamach „Płomyka” (1917-1939)

303

Mylą się jednak Czesi, kiedy mówią, że ich jest najwięcej: bowiem na każdą setkę mieszkańców Śląska
Cieszyńskiego przypada 61 Polaków, 24 Czechów i 15 Niemców i Żydów,

a niższy status społeczny rodowitych Ślązaków uzasadnia tym, iż ludność stanowią:
(...) przeważnie włościanie ciemni, nieoświeceni, a szlachta, która by mogła była lud polski oświecać,
wyginęła albo zniemczała zupełnie4.

Wyrazem spontanicznych reakcji na przełomowy okres powstań i plebiscytowych
rozstrzygnięć są artykuły A. Janowskiego: ujęta w formę paraboli odezwa do młodych
Polaków o konieczności obrony zachodnich granic5 oraz artykuł wtajemniczający
młodzież w trudne kwestie „z obszarów plebiscytowych”6:
Czesi i Niemcy – pouczał autor młodych czytelników – próbują to biciem, to przekupstwem zyskiwać
sobie głosy ludności plebiscytowej, nasze poglądy ślicznie wypowiedział Naczelnik Państwa do wycieczki
ze Spisza: &lt;&lt;Głosujcie, jak wam sumienie nakazuje: jeżeli czujecie się Polakami, głosujcie za Polską, jeżeli
nie czujecie po polsku, nic nam po was, idźcie tam, gdzie was serce ciągnie&gt;&gt;7.

Dzięki rubryce To i owo czytelnicy mogli śledzić aktualia dotyczące sytuacji regionu, jak choćby stosunku Ligi Narodów do sprawy ustalenia granic8, ilości pieniędzy
zebranych na akcje pomocowe dla Ślązaków. Na łamach magazynu zamieszczono
też listy darczyńców. Redakcja „Płomyka” oferowała teksty dotyczące kultury i pejzażu śląskiego, m.in. Legendę o świętej Barbarze9, mówiącą o patronce górniczej braci i początkach chrześcijaństwa na Śląsku oraz impresje księdza Macoszki na temat
beskidzkiego krajobrazu10. Z kolei M. Konopnicka w swych wierszach zapowiadała
powstanie zbrojne ludu śląskiego, określanego tutaj mianem Łazarza (Już przyszedł
czas) lub odzwierciedlała narastającą potrzebę identyfikacji narodowej oraz rozbudzania w młodym pokoleniu świadomej przynależności do śląskiego kręgu kulturowego (A jak Ciebie)11.
Bieżące wydarzenia i sytuacje inspirowały M. Wysznacką, wypowiadającą się w literackiej formie na temat piastowskich korzeni Śląska, wyników traktatu pokojowego i zbliżającego się plebiscytu12. Charakterystyczne dla pisma było przenikanie się
problematyki śląskiej i świątecznej. Motyw narodzin Jezusa zestawiono np. z odro4 S. Podhajna: O Śląsku, „Płomyk” 1919, nr 5, s. 84.
5 Aljan [A. Janowski]: Granice Polski, „Płomyk” 1919, nr 9, s. 167-170.
6 Aljan [A. Janowski]: Plebiscyt, „Płomyk” 1920, nr 9, s. 68.
7 Tamże, s. 70.
8 Por. To i owo. Dzieci na plebiscyt, „Płomyk” 1921, nr 3, s. 23; To i owo. Sprawa Śląska,
„Płomyk” 1921, nr 13, s. 99; Ze świata. Podział Śląska, „Płomyk” 1921, nr 16, s. 134; [Anonim]: Uznanie granic wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej przez mocarstwa europejskie,
„Płomyk” 1923, nr 7, s. 76-77.
9 Por. Legenda o św. Barbarze według „Z biegiem Wisły”, „ Płomyk” 1919, nr 5, s. 85-86.
10 Por. Źródła Wisły według ks. Macoszki, „Płomyk” 1919, nr 5, s. 86-87.
11 M. Konopnicka: Już przyszedł czas..., „Płomyk” 1919, nr 5, s. 81 i 86; A jak Ciebie...,
„Płomyk” 1919, nr 15, s. 281.
12 M. Wysznacka: Rocznice, „Płomyk” 1919, nr 15, s. 278.

�304

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

dzeniem się regionu, natomiast trudną sytuację „bytową” świętej rodziny z ówczesną
sytuacją tamtejszego ludu13.
Interesujący nas problem stał się niezwykle aktualny w roku 1938. W związku z powrotem prastarej polskiej ziemi do Macierzy przybliżano młodym czytelnikom skomplikowaną historię regionu i wyraźnie eksponowano starania Polaków o zachowanie
tożsamości narodowej:
(…) ludność tej prastarej dzielnicy nie zgermanizowała się w trzywiekowej niewoli, zachowała swój
język i swą odrębność narodową.

Wspominano nastroje społeczne towarzyszące formowaniu się granic:
Źle się czuli Polacy pod panowaniem czeskim. Ciężko było żyć synom wolnego narodu na tej ziemi
swojej, od wieków swojej, a zakutej w więzy obcej przemocy14.

Reakcją na nową sytuację było również natychmiastowe pojawienie się w „Płomyku” tekstów o charakterze apelatywnym. Kierowano za ich pośrednictwem prośby
o pomoc dla rodaków zza Olzy. Proponowano organizowanie wiosennych wyjazdów na Śląsk Cieszyński, zaproszenie dzieci z Zaolzia do zwiedzania innych regionów kraju. Zachęcano do nawiązania korespondencji, wysyłania na Śląsk Cieszyński
książek, fotografii, czy charakterystycznych dla różnych regionów drobiazgów, m.in.
artystycznych wyrobów ludowych i lalek. „Płomyk” pośredniczył w przekazywaniu
adresów i stał się katalizatorem wielu przedsięwzięć pomocowych. Na jego kartach
zamieszczono adresy szkół znajdujących się na Śląsku Zaolziańskim15. Chwalono przy
tym siłę duchową mieszkańców przywróconych ziem, wyrażając nieskrywaną radość
z faktu, iż do Polski wraca:
(…) ziemia śliczna i bogata, że wraca z nią razem dzielny lud, co tak nieugięcie marzył o wolności i tak
ofiarnie krew za nią przelewał16.

Już na początku lat 30. XX wieku dzieci z Cieszyna aktywnie uczestniczyły w akcjach
organizowanych przez redakcję „Płomyka”. Pod kierunkiem nauczyciela A. Cienciały przygotowały dla rodaków zamieszkałych na obczyźnie album, stanowiący m.in.
zbiór pięknych widoków i fotografii Cieszyna oraz okolic17, a dla koleżanek zza Olzy
– lalki w strojach regionalnych18.
O radości z powodu powrotu reszty Śląska Cieszyńskiego do Polski pisał W. Burek.
Dowodząc polskości tych ziem, powoływał się na najstarsze dokumenty, a kreśląc rys
historyczny regionu, chwalił postawę mieszkańców:
Lud śląski, twardy i dzielny, nie zapomniał polskiej mowy i obyczaju.

13
14
15
16
17
18

[Anonim]: Kolęda górnośląska, „Płomyk” 1921, nr 20, s. 65.
[Anonim]: Z dziejów Śląska Cieszyńskiego, „Płomyk” 1938, nr 7/8, s. 170.
Por. Adresy, „Płomyk” 1938, nr 13, s. 282.
[Anonim]: Pamiętamy o rówieśnikach zza Olzy, „Płomyk” 1938, nr 9, s. 178.
L. Ron.: Albumy dla rodaków na obczyźnie, „Płomyk” 1934, nr 40/41, s. 972-973.
Z. Charszewska: Gałgankowe lalki, „Płomyk” 1938, nr 13, s. 280-282.

�Małgorzata Kucharska: Obraz Śląska Cieszyńskiego na łamach „Płomyka” (1917-1939)

305

Wspominał o organizowanych w całym kraju manifestacjach na rzecz powrotu Zaolzia, o wystąpieniu zbrojnym ludu śląskiego przeciw obcemu panowaniu i ofiarności
młodzieży, na tle której wyróżnił postawę W. Regera - komendanta Związku Harcerstwa Polskiego w Cieszynie. Nakreślił sytuację panującą w oswobodzonym mieście
i okolicach, konstatując:
Wróciła do Polski piękna ziemia śląska i jej bohaterska ludność. Wygasł sąsiedzki spór, który przerodzi się w trwałą przyjaźń dwóch bratnich narodów19.

Interesująca nas tematyka przenikała także do drobnych tekstów o charakterze informacyjnym. I tak w roku 1934 odnotowano, iż pod miejscowością Olza ustalono
metę ósmego marszu „Szlakiem powstańców nad Odrę”20, a w 1938 zalecano czytelnikom przygotowującym obchody rocznicy odzyskania niepodległości wykorzystanie
pieśni patriotycznych i żołnierskich znanego muzyka i pedagoga – K. Hławiczki21.
O Wiśle, najpiękniejszej miejscowości uzdrowiskowej na Śląsku Cieszyńskim, ulubionym miejscu wypoczynku I. Mościckiego, opowiadali m.in. M. Owczarek oraz G.
Morcinek. Pierwszy z nich krótko odniósł się do wydarzeń z roku 1938, a następnie
skupiając uwagę na walorach turystycznych, opisał uroki górzystej okolicy Czarnej
i Białej Wisełki, stylowy zameczek myśliwski i jego otoczenie22.
Drugi doceniał walory krajobrazowe i turystyczne Beskidów, przypominając legendę górali śląskich, którzy na temat proweniencji owych gór mawiali:
A Beskidy powstały z Boskiego uśmiechu. Są bowiem tak piękne, jak nic innego na świecie23.

Sugestywnie Morcinek odmalował widok doliny, szum Wisełki oraz zapach beskidzkich lasów. Pisał o stosunku wiślańskich oraz istebniańskich górali do prezydenta, nazywanego przez nich „roztomiłym Gazdą”. Tekst dopełnił apelem o wsparcie
finansowe na rzecz Funduszu Szkolnictwa Polskiego Zagranicą24.
Obraz regionu wyłaniał się z kart monograficznego numeru „Płomyka” z 1926
roku25, w którym pisano m.in. o bogactwach naturalnych i postawach dzielnych
mieszkańców Śląska Cieszyńskiego. Przypominano położenie geograficzne regionu, ukształtowanie terenu. Wiele uwagi poświęcono walorom turystycznym i historii dzielnicy przodującej niegdyś zamożnością i zaludnieniem, a nade wszystko siłą
charakteru mieszkańców, którzy utrzymali, zachowali swą narodowość i nie zatracili
ani języka, ani wiary ojców. Wymieniono nazwiska takich zasłużonych działaczy czy
19 W. Burek: Śląsk Zaolzański, „Płomyk” 1938, nr 10, s. 202.
20 [Anonim]: W 15-tą rocznicę pierwszego powstania śląskiego, „Płomyk” 1934, nr 3, s. 56.
21 W. Rodziewicz: Stańmy do wyścigu pracy przed dwudziestą rocznicą odzyskania niepodległości, „Płomyk” 1938, nr 6, s. 122-123. Chodzi o śpiewniki Karola Hławiczki: Leć pieśni
w dal oraz I zanućmy pieśń wesoło.
22 M. Owczarek: Tam, gdzie Pan Prezydent odpoczywa, „Płomyk” 1939, nr 21, s. 456-457.
23 G. Morcinek: Najmilszy gazda w Wiśle, „Płomyk” 1935, nr 21, s. 222.
24 G. Morcinek: Z bliska i z daleka. O szkołę polską na obczyźnie, „Płomyk” 1935, nr 21, s.
225-226.
25 J. Prażmowski - kierownik Szkoły I w Wełnowcu, „Płomyk” 1926, nr 24, s. 369-376.

�306

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

poetów śląskich, jak: J. Londzin, K. Miarka, P. Stalmach, kowal – J. Ligoń, ks. N. Bończyk, ks. K. Damroth, ks. Przywara, ks. Lubecki, ks. Gregor, E. Borys, ks. Skowroński,
J. Kupiec, Jaroń i Kołodziej.
W historii tego regionu edukowała dzieci i młodzież M. Iwanicka. Odnosząc się
do opisu aktualnych nastrojów społecznych, wracała pamięcią do wydarzeń z 28 października 1918 roku i eksponowała dokonania wiernego pasterza Ślązaków – ks. J.
Londzina.
Losy młodego zecera złożyły się na fabułę opowiadania, dzięki któremu Iwanicka
przypomniała historię „Gwiazdki Cieszyńskiej” oraz jej rolę w walce o zachowanie
rodzimego języka i kultury. Podnosiła zasługi P. Stalmacha i A. Cienciały oraz wyjaśniała przyczyny nieudanej próby przeprowadzenia plebiscytu26.
Nad nieszczęsną decyzją Krzywoustego i polityką jego syna Władysława, które
sprawiły, iż „Śląsk wciśnięty między Niemcy i Czechy był odtąd na długie, długie wieki stracony”, ubolewał w swych historycznych reminiscencjach K. Konarski. Wartość
tej dzielnicy określiła następująco:
Kołodziej Piast, kiedy Polskę budował, różne krainy polskie, jak owe dzwona na kole, razem do kupy
mocował. A wśród tych krain jedną z najpiękniejszych było dzwono śląskie27.

W swych peregrynacjach A. Janowski rozwiewał wątpliwości młodych odbiorców,
mylnie kojarzących Śląsk wyłącznie z lasem kominów i hukiem fabryk. Doceniał walory krajobrazowe i turystyczne Śląska Cieszyńskiego i wyrażał podziw wobec mówiącego śliczną polszczyzną ludu, którego silne wpływy obce nie potrafiły wynarodowić.
Opisywał obronne zamczysko w Cieszynie, z którego nie zostało nic prócz wyniosłej
wieży i okrągłej kaplicy, uznawanej za budynek bliźniaczy ze słynną kaplicą w skrzydle zamku na Wawelu. Podkreślał, że o ile wieża, wzniesiona wolą piastowskich książąt, stanowi dokument naszej potęgi w dorzeczu Odry i ważną pamiątkę świetnej
przeszłości, o tyle dokumentem obecnej woli mocarstwowej w tej krainie jest zamek
prezydenta w Wiśle28. „Oczy Ślązaków, skoro oderwą się od pracy, lubią na piękne rzeczy patrzeć”29 – czytamy w anonimowym artykule poświęconym sztuce ludowej. Pracowitości i poczucia estetyki tamtejszego ludu dowodzą – jak zapewniano – stojące
przy drogach figury, krzyże, rzeźby przedstawiające Chrystusa frasobliwego – dzieła
rąk wiejskich „świątkarzy”, potrafiących wyrzeźbić ul w kształcie świętego apostoła,
przystroić szafę pięknymi gzymsami albo malowaniem, wykonać czerpaki (ponoć od
podhalańskich ładniejsze), ozdobić „ryzowaniem” ławy i stołki, wykonać obrazy na
szkle czy pakowne, „malowaniami kwietnymi” przystrojone skrzynie i piękny przyodziewek, który opisano dokładnie w „Płomyku” z 1934 roku, zwracając uwagę, iż
(…) Ślązaczka spod Skoczowa, czy Strumienia, w świąteczny dzień siedem spódnic kładzie i jeszcze
zapaskę jedwabną. Stroju tego dopełnia rodzaj gorsetu &lt;&lt;broszlik&gt;&gt;30.

26
27
28
29
30

M. Iwanicka: W walce o piastowską ziemię, „Płomyk” 1937, nr 13, s. 386-391.
K. Konarski: Co się kiedyś na Śląsku działo, „Płomyk” 1934, nr 10, s. 216.
Aljan [A. Janowski]: Wieża Piastowska w Cieszynie, „Płomyk” 1934, nr 10, s. 219-220.
Anonim: Sztuka ludowa na Śląsku, „Płomyk” 1934, nr 10, s. 220.
Tamże, s. 221.

�Małgorzata Kucharska: Obraz Śląska Cieszyńskiego na łamach „Płomyka” (1917-1939)

307

Obraz Śląska odzwierciedlał też G. Morcinek, autor tekstów o charakterze publicystycznym, wśród których na szczególną uwagę zasługuje obszerna peregrynacja
pisarza Od Połomu po Odrę31, stanowiąca pochwałę tamtejszego krajobrazu i będąca
wyrazem radości z odzyskania zaolziańskiej części Śląska Cieszyńskiego. Odnajdziemy w niej opisy znanych miejsc oraz polskich szkół. Podziwia również gościnność
i przywiązanie mieszkańców do polskości.
W iście reportażową relację z wędrówki wtapia Morcinek opowieści o legendarnym
wężu Złotogłowcu, utopcach i jaroszkach. Prezentuje Jabłonków, hutniczy Trzyniec oraz
największą na Śląsku czytelnię dla dzieci. Odbywa też modlitewną pielgrzymkę do Cierlicka, gdzie polegli Żwirko i Wigura. Dociera do starego piastowskiego Frysztatu, odwiedza
rodzinną Karwinę oraz Bogumin. Przeszedłszy cały region, znajduje jedynie garstkę czeskich dzieci, a wszędzie słyszy polską mowę i rozpoznaje radujące się wolnością serca.
Pod tekstem wymieniono nazwiska kilku artystów – malarzy i grafików ze Śląska
Cieszyńskiego, m.in. J. Kidonia, J. Wałacha z Istebnej, G. Firlę z Orłowej, do najzdolniejszych zaliczając P. Stellera z Beskidów Śląskich, autora nagradzanych w Polsce i za
granicą drzeworytów sławiących Śląsk, jego przyrodę, kopalnie, huty i ludzi, co potwierdzono wzbogacając tekst o reprodukcje drzeworytów z tzw. „Teki Śląskiej”.
W artykule Książki pisane „od serca”32 wymieniono nazwiska zasłużonych artystów
(J. Lompa, J. Ligoń, K. Miarka, J. Kupiec, K. Damroth, czy autor pięknych poematów
o Beskidzie Śląskim, jego życiu, garncarzach, rzeźbiarzach i świątkarzach – E. Zegadłowicz). Zamieszczono też biografię G. Morcinka, informacje o jego utworach oraz
wyjątek Z niemieckiej szkoły33. W innym numerze zapowiadano publikację opowieści,
której początek będzie nosił tytuł Uśmiech na drodze34. Zamieszczono biogram skreślony ręką samego Morcinka. Swe pisarskie credo zawarł artysta w słowach:
W swych książkach piszę o Śląsku, o górnikach i o szkole, bo jestem Ślązakiem, byłem górnikiem,
a obecnie jestem nauczycielem w szkole powszechnej35.

We Wspomnieniu opowiadał o odwadze, jaką odznaczał się, gdy w chwili ukończenia Szkoły Powszechnej domagał się wydania świadectwa w języku polskim. Opowiadał o swej pracy, inkrustując tekst zasłyszanymi od górników opowieściami o Skarbniku. Z wdzięcznością wspominał pana Tomosza, wozacza i bibliotekarza, który zaszczepił w nim miłość do książek (głównie Sienkiewicza i Kraszewskiego), inspirował
do pisania. Wyjaśniał, jak należy rozumieć legendy36.
G. Morcinek podnosił też w „Płomyku” zasługi ks. J. Londzina, który w chwili ważnej:
(...) zwołuje zgromadzenia, budzi lud swój z narodowego uśpienia, mówi mu o jego słusznych prawach, uczy, jak się ich można domagać, zakłada towarzystwa polskie, pisze książki, redaguje najstarsze
pismo polskie na Śląsku &lt;&lt;Gwiazdkę Cieszyńską&gt;&gt;37.

31
32
33
34
35
36
37

G. Morcinek: Od Połomu po Odrę, „Płomyk” 1939, nr 21, s. 461-464.
[Anonim]: Książki pisane „od serca”, „Płomyk” 1934, nr 10, s. 218.
G. Morcinek: Z niemieckiej szkoły. W: Wyrąbany chodnik, „Płomyk” 1934, nr 10, s. 217-218.
Por. Z bliska i z daleka. Pan Morcinek i „Płomyk”, „Płomyk” 1934, nr 13, s. 291.
G. Morcinek: Gustaw Morcinek, „Płomyk” 1937, nr 29, s. 770.
Tenże: Wspomnienie, „Płomyk” 1937, nr 29, s. 771-773.
Tenże: O wielkim Ślązaku, „Płomyk” 1929, nr 38, s. 892-893.

�308

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

Podkreślał jego zasługi w organizowaniu polskich szkół, zakładaniu burs, współpracy z mecenasem A. Osuchowskim, walce o prawa ludu śląskiego.
W „Płomyku” zamieszczano utwory, które wyszły spod pióra Morcinka, m.in.: Jezuskową pierzynkę (legendę o świętej rodzinie i bajkowej proweniencji śniegu), Przecież tam są ludzie, Wyrąbany chodnik i W zadymionym słońcu. Redakcja zalecała lekturę Historii węgla Morcinka, a w jednym z numerów podano też adres zamieszkania
pisarza38.
Bogatej tradycji ludowej Śląska dowodzi żartobliwe opowiadanie o zabawie w Judasza39 oraz utwór Narodziny serca40, którego akcja rozgrywa się m.in. na Buczu. Czterotygodniowy pobyt harcerzy w Beskidach Śląskich staje się oto prawdziwą szkołą życia i sprawdzianem postaw etycznych, a opis przygód stanowi pretekst do prezentacji
pochwały uroków beskidzkiego krajobrazu, opisu strojów ludowych, gadek i wierzeń.
W trakcie kilkudniowej wycieczki młodzież poznaje okolicę, zdobywa sympatię górczan, zgłębia historię regionu i słucha opowieści o zbójniku Ondraszku oraz innych
śląskich „bojek”.
Zalety ludu śląskiego (pracowitość, pobożność, przywiązanie do ziemi i ojczystej
mowy) eksponowała też B. Rodziewiczówna41. Do ciekawych i oryginalnych tradycji zaliczyła m.in.: zwyczaj chodzenia z „marzanką”, obchód „latka”, „maik”, palenie
ognisk w czasie Zielonych Świąt, oprowadzanie „niedźwiedzia”, urządzanie w Wielki Czwartek „dyngusa” albo „śmigusa”, lanie ołowiu na Świętego Andrzeja, obchody
święta Trzech Króli, czy zachowany w pewnej miejscowości zwyczaj wróżenia z igieł.
Wspominała o wyjątkowym szacunku wobec chleba, konieczności hojnego obdarzania biednych w czasie Bożego Narodzenia, zwyczajach związanych z Niedzielą Palmową, kulcie św. Barbary oraz krążących między górnikami legendach, podaniach,
przesądach i zabobonach.
Malowniczemu urokowi Śląska Cieszyńskiego uległa I.W. Kosmowska42, która poświeciła obszerny artykuł opisowi źródeł Wisły, inkrustując go fragmentami legend.
Głosiła pochwałę walecznego i stroskanego o chleb powszedni ludu. W baśniowym
stylu nakreśliła historię owej piastowskiej ziemi. Pisała o działających na jej mieszkańców wpływach niemieckich i czeskich, a wyróżniając góralską osadę Jabłonków, przez
którą przepływała istna wędrówka narodów, przytoczyła fragment starej góralskiej
piosenki:
W Jabłonkowej som Jackowie,
rozumiejom w obcej mowie,
bo wandrujom z Węgrem, Turkiem
śli na śańce z Brandeburkiem.

38 G. Morcinek: Jezuskowa pierzynka, „Płomyk” 1931, nr 16/17, s. 367-368; Przecież tam
są ludzie, „Płomyk” 1938, nr 25, s. 776-779; Wyrąbany chodnik, „Płomyk” 1936, nr 24, s.
95-96; W zadymionym słońcu, „Płomyk” 1936, nr 15, s. 405-406; Por. Poczytajmy sobie,
„Płomyk” 1936, nr 24, s. 109; Listy od redakcji, „Płomyk” 1935, nr 7, s. 194
39 G. Morcinek: Judasz, „Płomyk” 1938, nr 30/31, s. 946-950.
40 Tenże: Narodziny serca, „Płomyk” 1931, od nr 1, s. 11-14 do 1932, nr 21, s. 502-504.
41 B. Rodziewiczówna: Obyczaje i zwyczaje ludu śląskiego, „Płomyk” 1937, nr 13, s. 391-393.
42 I. W. Kosmowska: Na Śląsku Cieszyńskim, „Płomyk” 1930, nr 35, s. 801-808.

�Małgorzata Kucharska: Obraz Śląska Cieszyńskiego na łamach „Płomyka” (1917-1939)

309

Pisała o dumnych i radosnych Ślązakach, których mowa stanowi wierne echo odległych
czasów, a odwieczny strój podobny jest (choć bogatszy i piękniejszy) do zakopiańskiego.
Wspominała o zamku królującym nad włościami hrabiego Larisza oraz historii Kultyczki
i następstwach odkrycia przez niego głębokiego pokładu węgla. Tłumaczyła przyczyny
roszczeń Czechów do Śląska Cieszyńskiego. Podnosiła znaczenie związku „Siła”, pod auspicjami którego wydawano pismo „Oświata” oraz 44 stowarzyszeń śpiewaczych. Miłość
młodzieży do tej ziemi potwierdzała jej zaangażowaniem w akcje naprawiania górskich
szlaków, regulowania rwących potoków i budowania schronisk (jak na Stoczku).
Prezentowała dane na temat liczby mieszkańców zaolziańskiej części Śląska (na 560
000 ludności polskiej było tylko 126 338 Czechów). Opisywała malownicze położenie
Cieszyna i wieżę zamkową. Przypomniała dzieciom legendę o założycielach grodu
i powstaniu Studni Brackiej. Tolerancji mieszkańców dowodziła w słowach:
Katolicy i protestanci żyją w zgodzie obok siebie, pracując w instytucjach dobra ogólnego. W dzień
świąteczny, po nabożeństwach, wspólnie udają się na rynek, gdzie wzniesiono dom ludowy43.

Ubolewała nad sytuacją mieszkańców podzielonego Cieszyna, tłumacząc ich materialne problemy odcięciem od fabryk i ogrodów. Za starania o zachowanie polskości chwaliła patriotów (J. Cienciałę i P. Stalmacha), redakcję „Gwiazdki Cieszyńskiej”
i stowarzyszenie „Znicz”. Wspominała wiec ludowy, który odbył się w 1869 roku we
wsi Sibicy pod Cieszynem w proteście przeciwko niemieckiemu uciskowi.
Tematyka związana ze Śląskiem Cieszyńskim znalazła się w kręgu zainteresowań S.
Dmochowskiego, J. Urwicza, W. Malickiej, A. Lorka i wielu innych.
Pierwszy uczynił bohaterami literackiej personifikacji parę „bohaterskich”, solidnych
butów, które powstały na Śląsku Cieszyńskim44. Dla drugiego osią konstrukcyjną stylizowanego na śląską gwarę opowiadania stało się spotkanie górnika Kubaloka ze Skarbnikiem, który ratuje go przed tragiczną śmiercią w kopalni, nagradzając za pracowitość,
pobożność i udział w walkach o Cieszyn. Dzięki Skarbnikowi Kubalok spotyka legendarne zjawy oraz hufiec rycerzy poległych pod Legnicą. Razem podziwiają kontury Beskidów, światła hut trzynieckich i podzielony kordonem granicznym Cieszyn45.
Śląsk Cieszyński wymieniany jest jako miejsce śmierci polskich lotników Żwirki
i Wigury, których uroczystości pogrzebowe stanowią temat opowiadania Antka –
narratora i jednocześnie uczestnika wydarzeń46, a w miejscu, gdzie „śliczna Wisła na
Śląsku wytrysła” rozgrywa się akcja reklamowanej w „Płomyku” książeczki M. Konopnickiej W domu i w świecie47.
Jako apologeta beskidzkiego krajobrazu dał się poznać A. Bruski, zachęcający odbiorców do wędrówek po górach i dolinie Istebnej48, z którą związany był również J.
Wałach – autor ilustracji do wierszy: A. Świrszczyńskiej, Z. Krzepkowskiej oraz H.
Ceysingerówny49.
43
44
45
46
47
48
49

Tamże, s. 807.
S. Dmochowski: Historia pary butów, „Płomyk” 1928, nr 12, s. 273-275.
J. Urwicz: Hufiec nad Olzą, „Płomyk” 1937, nr 13, s. 393-396.
M. Iwanicka: Testament Żwirki i Wigury, „Płomyk” 1937, nr 12, s. 354-357.
Por. O książkach, „Płomyk” 1931, nr 32, s. 748.
A. Bruski: Beskid, „Płomyk” 1936, nr 3, s. 66-67.
Ilustracje J. Wałacha do wiersza A. Świrszczyńskiej: Życzymy Ci wszystkie zdrowia, „Pło-

�310

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

Okruchy wiedzy o Śląsku Cieszyńskim przenikały do obrazków scenicznych – propozycji repertuarowych skierowanych do amatorskich teatrzyków dla dzieci i młodzieży. I tak dzieci dziękujące za wyzwolenie całego śląskiego ludu odnajdziemy w obrazku wydrukowanym z okazji imienin marszałka E. Rydza-Śmigłego50 i utworze W.
Malickiej, wzbogaconym cennymi uwagami na temat kostiumów wzorowanych na
autentycznych regionalnych strojach51.
U źródeł Wisły rozpoczyna się podróż będąca osnową obrazka A. Kitschman52,
a z wnętrza chaty śląskiej rozlega się pocieszna śpiewka córki Kłaptoczy, w żartobliwym tonie opowiadającej o tym, jak się Kędziora z cieszynianką „ożynił”:
Powiedział mi wczora chłopiec,
że nie umiem chleba dopiec,
Cieszyn, Opawa, Frydek, Morawa.
chleba dopiec53.

Alegoria Śląska jest jedną z centralnych postaci obrazka historycznego J. Duszyńskiej (Król Łokietek)54. Tym samym zabiegiem posłużyła się też M. Bogusławska, kreując postaci Czarnej i Białej Wisełki – bohaterek utworu zawierającego wyraźne aluzje
do rewindykacji terytorialnych. W objaśnieniach podpowiadano, jakie stroje regionalne mają przygotować dzieci do odegrania ról i zamieszczono ilustrację55.
Na Śląsku Cieszyńskim rozwijał się skauting. Udział drużyn z tego regionu w pierwszym w Polsce Narodowym Zlocie Harcerstwa odnotowała M. Przyborowska, a A.
Kamiński chwalił dwóch harcerzy z Cieszyna, przybyłych pieszo na zlot zorganizowany pod Poznaniem. Zapowiadano również międzynarodowy zjazd harcerzy, który
odbędzie się na Śląsku Cieszyńskim w 1932 roku, a w którym udział zadeklarował
generał Robert Baden-Povell56.

myk” 1933, nr 28, s. 634, 636. Ilustracje na s. 635, 637; do wierszy Heleny Ceysingerówny:
„Polały się łzy me czyste, rzęsiste… Na moją młodość górną i chmurną”, „Płomyk” 1933, nr
25, s. 564-567.
50 J. B. Ciżyński: Panu Marszałkowi wszyscy winszujemy dzieci z całej Polski z serc swych
pieśń niesiemy, „Płomyk” 1939, nr 27, s. 608-613.
51 W. Malicka: Fartuszek Marysi, „Płomyk” 1930, nr 23, s. 529-530; nr 24, s. 552; nr 25,
s. 579-581; M. Ch.: Opis kostiumów oraz nuty do obrazka scenicznego „Fartuszek Marysi”,
„Płomyk” 1930, nr 26, s. 607.
52 A. Kitschman: Od Beskidów do Bałtyku. Podróż z flisakiem od gór do morza, „Płomyk”
1936, nr 8, s. 214-226.
53 [Anonim]: U Kłaptoczy, „Płomyk” 1936, nr 8, s. 211.
54 J. Duszyńska: Król Łokietek, „Płomyk” 1931, nr 4, s. 92-93; nr 5, s. 117-118.
55 M. Bogusławska: W pałacu króla Bałtyku, „Płomyk” 1926, nr 32, s. 487-490; nr 33, s. 509511; nr 34, s. 525-528; M. Gerson-Dąbrowska: Objaśnienia do obrazka scenicznego „W pałacu
króla Bałtyku”, „Płomyk” 1926, nr 38, wewnętrzna strona przedniej i tylnej okładki.
56 M. Przyborowska: Pierwszy w Polsce Narodowy Zlot Harcerstwa, „Płomyk” 1924, nr 1,
s. 3-5. Odbywał się on od 3 do 9 lipca 1924 roku pod Warszawą; A. Kamiński: Zlot harcerzy,
„Płomyk” 29, nr 1, s. 4-9. Zorganizowany w lipcu 1929 roku; Z bliska i z daleka. Baden-Povell przyjeżdża do Polski, „Płomyk” 1932, nr 31, s. 727.

�Małgorzata Kucharska: Obraz Śląska Cieszyńskiego na łamach „Płomyka” (1917-1939)

311

W czasopiśmie zamieszczano aktualia i ciekawostki dotyczące regionu. Informowano m.in. o skutkach mrozów57, pisano o powodzi z października 193058, odnotowano
udział dzieci śląskich w konkursie, na który nadesłano również „lalki Ślązaczki”59. Informowano o adresach szkół zawodowych i proponowanych tam kierunkach kształcenia60; przed okresem wakacyjnym podawano wykaz szkolnych schronisk młodzieżowych, określając stan ich wyposażenia61. Zamieszczano również dane statystyczne
(na temat liczby ludności miejskiej62 oraz przyrostu naturalnego63).
Jedną z form upowszechniania wiedzy na temat interesującego nas regionu była bogata korespondencja. Wynika z niej, że „Płomyk” docierał do dzieci z Cieszyna, Skoczowa, Morawskiej Ostrawy, Ustronia, Białej, Bielska, Karwina, Goleszowa, Pruchnej,
Międzybrodzia Bialskiego, Orłowej, Jabłonkowa, Kawiny, Frysztatu, Bystrzycy nad
Olzą, Straconki i wielu innych.
Redakcja na różne sposoby okazywała zainteresowanie życiem czytelników, którzy
dzielili się m.in. obawami na temat losów ich „małej ojczyzny”, prezentowali piękno
swych rodzinnych miejscowości, pisali o przymusie nauki w czeskich szkołach, planach wyjazdu do Polski, akcji pomocowych na rzecz ubogich oraz sierot po poległych,
zbiórki na Gdynię, rozwoju teatrzyków amatorskich64.
Dzieci ze Skoczowa nadesłały sprawozdanie i zdjęcie z wycieczki na wzgórze Skoczowskie („Kaplicówkę”)65. W jednym z listów opisano zwyczaj chodzenia z „goiczkiem”, wzbogacając go zdjęciem dziewczynek z Ustronia oraz tekstem piosenki66,
w innym omówiono zwyczaj obchodzenia 6 grudnia67.
Wydrukowano rysunki T. Kubalskiego oraz interpretację piosenki Nad Olzą, uzupełnioną rozważaniami na temat: piękna Istebnej, bogactw naturalnych, ekonomicznych przyczyn napływu Czechów i Niemców oraz ich wpływu na wynaradawianie
Polaków, dokonań poety J. Kubisza, efektów budowy polskich szkół oraz zmian w postawie ludu, tłumaczonych słowami przypominającymi biblijną przypowieść:
Ziarenka rzucone przez Stalmacha, ks. Świeżego, ks. Londzina i doktora Michejdę zaczęły kiełkować68.

57 Por. Z bliska i z daleka. Wilki na Śląsku Cieszyńskim, „Płomyk” 1929, nr 26, s. 608.
58 Por. Z bliska i z daleka. Powódź na Śląsku, „Płomyk” 1930, nr 12, s. 286.
59 Por. „Płomyk” 1937, nr 8, s. 252.
60 Por. „Płomyk” 1929, nr 39, s. 917-918; nr 41, s. 970. Por. Szkoły zawodowe dla dziewcząt.
Adresy Szkół Zawodowych Żeńskich, „Płomyk” 1929, nr 39, s. 917-918. Por. Adresy Szkół
Zawodowych Męskich, „Płomyk” 1929, nr 41, s. 970.
61 Por. Wykaz szkolnych schronisk noclegowych i schroniska górskie, „Płomyk” 1928, nr
40, wewnętrzne strony przedniej i tylnej okładki.
62 T. Radlińska: O Polsce, „Płomyk” 1922, nr 9, s. 98-102.
63 Por. Z bliska i z daleka. Jak rozrasta się naród Polski?, „Płomyk” 1922, nr 10, s. 113.
64 Por. Listy od redakcji, „Płomyk” 1937, nr 19, s. 599; 1929, nr 42, wewnętrzna strona
przedniej okładki; 1926, nr 36, wewnętrzna strona tylnej okładki; 1931, nr 6, wewnętrzna
strona tylnej okładki.
65 Por. Gmina w Szkole Powszechnej w Skoczowie: Co u nas słychać, „Płomyk” 1928, nr
11, wewnętrzna i zewnętrzna strona okładki.
66 Uczniowie kl. III Szkoły Powszechnej w Ustroniu: Gaiczek, „Płomyk” 1926, nr 38, s. 580-581.
67 P. Duda - ucz. kl. III wydz. w Skoczowie: Co u nas słychać, „Płomyk” 31, nr 22, s. 510-511.
68 S. Zahrajówna: Piosenka ludowa „Nad Olzą”, „Płomyk” 1937, nr 36, s. 964-965.

�312

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

Za cenne uznała redakcja zamieszczenie w „Płomyku” m.in.: recenzji książki G.
Morcinka Ludzie są dobrzy69, w której czytelniczka ze Skoczowa wyjaśniała genezę
utworu; sprawozdań z przebiegu zorganizowanych w Morawskiej Ostrawie obchodów
rocznicy dziesięciolecia niepodległości Polski70, czy informacji o pogrzebie, jaki wyprawił Cieszyn poecie, dzielnemu obywatelowi i żołnierzowi – śp. por. J. Łyskowi71.
Uczennica szkoły we Frysztacie wypowiadała się na temat trudnej sytuacji młodzieży polskiej na Śląsku czechosłowackim, tak w sferze życia rodzinnego, jak i szkolnego.
Akcentowała znaczenie miesięcznika „Nasze Pisemko”, licznych drużyn harcerskich
(m.in. „Sokół”, „Siły”) i innych związków72.
Śląsk Cieszyński rozsławiał znany cieszynian, autor ilustracji muzycznych – W. Macura, który zasłynął jako autor oprawy muzycznej do audycji czy słuchowisk H. Nowocieniowej, J. Porazińskiej, B. Hertza, E. Szelburg-Zarembiny, M. Modrakowskiej,
W. Tatarkiewicz, L. Krzemienieckiej, M. Konopnickiej i wielu innych.
W „Płomykowym” nekrologu tego wielkiego przyjaciela dzieci, przypomniano jego
biografię, dokonania, zamieszczono zdjęcie, tłumacząc, iż:
W tej tęsknocie do ziemi rodzinnej zbierał artysta ludowe pieśni śląskie i innych uczył te pieśni
kochać.

Jego pamięci poświęcono audycję, wzbogaconą piosenkami i tańcami opracowanymi przez samego artystę73. O tym, iż radio służyło pochwale krajobrazu, tradycji
i historii Śląska Cieszyńskiego świadczą tytuły m.in. takich programów, jak Byliśmy
na Baraniej Górze czy Radiowa wycieczka na Baranią Górę, Gronie nase, gronie, hej!
(z cyklu Cudze chwalicie, swego nie znacie), Kilof bije, węgiel pryska, W malowanej
skrzyni, Na Zielonym Śląsku, Pieśni i tańce śląskie74. Radiowe „wycieczki” do źródeł
Czarnej i Białej Wisełki, starego Cieszyna i zamku prezydenta w Wiśle, urozmaicone
prześlicznymi pieśniami górali beskidzkich, prowadzili m.in. H. Ładosz, A. Janowski,
K. Ćwierk i G. Morcinek. Wiedzę o regionie upowszechniały „Kukiełki śląskie” (Śląskiem na przełaj) i Teatr Wyobraźni, w którym nadano m.in. słuchowiska Z. KossakSzczuckiej.
Obraz Śląska Cieszyńskiego wyłaniający się z kart przedwojennego „Płomyka” zachwyca swą różnorodnością. Podejmowana na łamach pisma problematyka budziła
wiele emocji, przenikała nie tylko do publicystyki, ale stanowiła też wdzięczne, choć
69 S. Farużanka, ucz. kl. VII SZ II w Skoczowie: „Ludzie są dobrzy”, „Płomyk” 1937, nr 36,
s. 972-974.
70 Por. W. Machowska: Co u nas słychać, „Płomyk” 1929, nr 25, s. 585. Uroczystość odbyła się 28 listopada 1928 roku. Czytelniczka dołączyła do listu fotografię ostatniego żywego
obrazu zaprezentowanego podczas uroczystości.
71 Por. Listy od redakcji, „Płomyk” 1930, nr 26, dodatkowe kartki z przodu czasopisma.
72 E. Zagórska - uczennica IV kl. Szkoły Wydziałowej we Frysztacie: Dzieci Polskie w Czechosłowacji, „Płomyk” 1935, nr 23, s. 279.
73 H. Ł. [H. Ładosz]: Zgon artysty-muzyka, „Płomyk” 1935, nr 14, s. 390; Nasze radio,
„Płomyk” 1935, nr 16/17, s. 465.
74 Por. Radio program, „Płomyk” 1934, nr 2, s. 37; nr 5, s. 99; Nasze radio, „Płomyk” 1935,
nr 4, s. 105-106; H. Ładosz: Kilof bije, węgiel pryska, „Płomyk” 1935, nr 8, s. 218; Nasze
radio, „Płomyk” 1936, nr 9, s. 254; nr 40, s. 538; „Płomyk” 1938, nr 38, s. 1176; „Płomyk”
1937, nr 11, s. 349; nr 13, s. 414.

�Małgorzata Kucharska: Obraz Śląska Cieszyńskiego na łamach „Płomyka” (1917-1939)

313

trudne tworzywo literackie. Współpracownicy magazynu, jakimi byli także czytelnicy, na bieżąco śledzili losy regionu, na różne sposoby dając wyraz swego zainteresowania jego historią, kulturą i malowniczym położeniem, a nade wszystko zaletami jej
mieszkańców.

Bibliografia:
[Anonim]: Kolęda górnośląska, „Płomyk” 1921, nr 20, s. 65
[Anonim]: Książki pisane „od serca”, „Płomyk” 1934, nr 10, s. 218
[Anonim]: Pamiętamy o rówieśnikach zza Olzy, „Płomyk” 1938, nr 9, s. 178
[Anonim]: Sztuka ludowa na Śląsku, „Płomyk” 1934, nr 10, s. 220-221
[Anonim]: U Kłaptoczy, „Płomyk” 1936, nr 8, s. 209-214
[Anonim]: Uznanie granic wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej przez mocarstwa
europejskie, „Płomyk” 1923, nr 7, s. 76-77
[Anonim]: W 15-tą rocznicę pierwszego powstania śląskiego, „Płomyk” 1934, nr 3, s. 56
[Anonim]: Z dziejów Śląska Cieszyńskiego, „Płomyk” 1938, nr 7/8, s. 170
Adresy Szkół Zawodowych Męskich, „Płomyk” 1929, nr 41, s. 970
Adresy, „Płomyk” 1938, nr 13, s. 282
Białek J. Z.: Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1918-1939. Warszawa 1979
Bogusławska M.: W pałacu króla Bałtyku, „Płomyk” 1926, nr 32, s. 487-490; nr 33,
s. 509-511; nr 34, s. 525-528
Bruski A.: Beskid, „Płomyk” 1936, nr 3, s. 66-67
Burek W.: Śląsk Zaolzański, „Płomyk” 1938, nr 10, s. 202
Ch. M.: Opis kostiumów oraz nuty do obrazka scenicznego „Fartuszek Marysi”, „Płomyk” 1930, nr 26, s. 607
Charszewska Z.: Gałgankowe lalki, „Płomyk” 1938, nr 13, s. 280-282
Ciżyński J. B.: Panu Marszałkowi wszyscy winszujemy dzieci z całej Polski z serc
swych pieśń niesiemy, „Płomyk” 1939, nr 27, s. 608-613
Dmochowski S.: Historia pary butów, „Płomyk” 1928, nr 12, s. 273-275
Duda P.: Co u nas słychać, „Płomyk” 31, nr 22, s. 510-511
Duszyńska J.: Król Łokietek, „Płomyk” 1931, nr 4, s. 92-93; nr 5, s. 117-118
Farużanka S.: „Ludzie są dobrzy”, „Płomyk” 1937, nr 36, s. 972-974
Gerson-Dąbrowska M.: Objaśnienia do obrazka scenicznego „W pałacu króla Bałtyku”, „Płomyk” 1926, nr 38, wewnętrzna strona przedniej i tylnej okładki
Gmina w Szkole Powszechnej w Skoczowie: Co u nas słychać, „Płomyk” 1928, nr
11, wewnętrzna i zewnętrzna strona okładki
Iwanicka M.: Testament Żwirki i Wigury, „Płomyk” 1937, nr 12, s. 354-357
Iwanicka M.: W walce o piastowską ziemię, „Płomyk” 1937, nr 13, s. 386-391
Janowski A.: Granice Polski, „Płomyk” 1919, nr 9, s. 167-170
Janowski A.: Plebiscyt, „Płomyk” 1920, nr 9, s. 68
Janowski A.: Wieża Piastowska w Cieszynie, „Płomyk” 1934, nr 10, s. 219-220
Kamiński A.: Zlot harcerzy, „Płomyk” 29, nr 1, s. 4-9
Kitschman A.: Od Beskidów do Bałtyku. Podróż z flisakiem od gór do morza, „Płomyk” 1936, nr 8, s. 214-226
Konarski K.: Co się kiedyś na Śląsku działo, „Płomyk” 1934, nr 10, s. 216-217
Konopnicka M.: A jak Ciebie..., „Płomyk” 1919, nr 15, s. 281

�314

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

Konopnicka M.: Już przyszedł czas..., „Płomyk” 1919, nr 5, s. 81 i 86
Kosmowska I.W.: Na Śląsku Cieszyńskim, „Płomyk” 1930, nr 35, s. 801-808
Kucharska M.: Tematyka śląska na łamach „Płomyka” (1917-1939), „Kwartalnik
Opolski” 2004, nr 4, s. 137-153
Legenda o św. Barbarze według „Z biegiem Wisły”, „ Płomyk” 1919, nr 5, s. 85-86
Listy od redakcji, „Płomyk” 1926, nr 36, wewnętrzna strona tylnej okładki
Listy od redakcji, „Płomyk” 1929, nr 42, wewnętrzna strona przedniej okładki
Listy od redakcji, „Płomyk” 1930, nr 26, dodatkowe kartki z przodu czasopisma
Listy od redakcji, „Płomyk” 1931, nr 6, wewnętrzna strona tylnej okładki
Listy od redakcji, „Płomyk” 1935, nr 7, s. 194
Listy od redakcji, „Płomyk” 1937, nr 19, s. 599
Ładosz H.: Kilof bije, węgiel pryska, „Płomyk” 1935, nr 8, s. 218
Ładosz H.: Zgon artysty-muzyka, „Płomyk” 1935, nr 14, s. 390
Machowska W.: Co u nas słychać, „Płomyk” 1929, nr 25, s. 585
Malicka W: Fartuszek Marysi, „Płomyk” 1930, nr 23, s. 529-530; nr 24, s. 552; nr
25, s. 579-581
Morcinek G.: Gustaw Morcinek, „Płomyk” 1937, nr 29, s. 770
Morcinek G.: Jezuskowa pierzynka, „Płomyk” 1931, nr 16/17, s. 367-368
Morcinek G.: Judasz, „Płomyk” 1938, nr 30/31, s. 946-950
Morcinek G.: Najmilszy gazda w Wiśle, „Płomyk” 1935, nr 21, s. 222-224
Morcinek G.: Narodziny serca, „Płomyk” 1931, od nr 1, s. 11-14 do 1932, nr 21, s. 502-504
Morcinek G.: O wielkim Ślązaku, „Płomyk” 1929, nr 38, s. 892-893
Morcinek G.: Od Połomu po Odrę, „Płomyk” 1939, nr 21, s. 461-464
Morcinek G.: Przecież tam są ludzie, „Płomyk” 1938, nr 25, s. 776-779
Morcinek G.: Wspomnienie, „Płomyk” 1937, nr 29, s. 771-773
Morcinek G.: Wyrąbany chodnik, „Płomyk” 1936, nr 24, s. 95-96
Morcinek G.: Z bliska i z daleka. O szkołę polską na obczyźnie, „Płomyk” 1935, nr
21, s. 225-226
Morcinek G.: Z niemieckiej szkoły. W: Wyrąbany chodnik, „Płomyk” 1934, nr 10, s.
217-218
Morcinek M.: W zadymionym słońcu, „Płomyk” 1936, nr 15, s. 405-406
Nasze radio, „Płomyk” 1935, nr 16/17, s. 46
Nasze radio, „Płomyk” 1935, nr 4, s. 105-106
Nasze radio, „Płomyk” 1936, nr 40, s. 538
Nasze radio, „Płomyk” 1936, nr 9, s. 25
Owczarek M.: Tam, gdzie Pan Prezydent odpoczywa, „Płomyk” 1939, nr 21, s. 456-457
„Płomyk” 1929, nr 39, s. 917-918
„Płomyk” 1929, nr 41, s. 970
„Płomyk” 1937, nr 8, s. 252
Płomykowe kroniki w wyborze. Lata 1922-1939. Wybór: M. Kochanowska. Warszawa 1984
Poczytajmy sobie, „Płomyk” 1936, nr 24, s. 109
Podhajna S.: O Śląsku, „Płomyk” 1919, nr 5, s. 84
Prażmowski J.: Śląsk, „Płomyk” 1926, nr 24, s. 369-376
Przyborowska M.: Pierwszy w Polsce Narodowy Zlot Harcerstwa, „Płomyk” 1924,
nr 1, s. 3-5

�Małgorzata Kucharska: Obraz Śląska Cieszyńskiego na łamach „Płomyka” (1917-1939)

315

Radio program, „Płomyk” 1934, nr 2, s. 37
Radio program, „Płomyk” 1934, nr 5, s. 99
Radlińska T.: O Polsce, „Płomyk” 1922, nr 9, s. 98-102
Rodziewicz W.: Stańmy do wyścigu pracy przed dwudziestą rocznicą odzyskania
niepodległości, „Płomyk” 1938, nr 6, s. 122-123
Rodziewiczówna B.: Obyczaje i zwyczaje ludu śląskiego, „Płomyk” 1937, nr 13, s.
391-393
Ron. L.: Albumy dla rodaków na obczyźnie, „Płomyk” 1934, nr 40/41, s. 972-973
Szkoły Zawodowe dla dziewcząt. Adresy Szkół Zawodowych Żeńskich, „Płomyk”
1929, nr 39, s. 917-918
To i owo. Dzieci na plebiscyt, „Płomyk” 1921, nr 3, s. 23
To i owo. Sprawa Śląska, „Płomyk” 1921, nr 13, s. 99
Uczniowie kl. III Szkoły Powszechnej w Ustroniu: Gaiczek, „Płomyk” 1926, nr 38,
s. 580-581
Urwicz J.: Hufiec nad Olzą, „Płomyk” 1937, nr 13, s. 393-396
Wykaz szkolnych schronisk noclegowych i schroniska górskie, „Płomyk” 1928, nr 40,
wewnętrzne strony przedniej i tylnej okładki
Wysznacka M.: Rocznice, „Płomyk” 1919, nr 15, s. 278
Z bliska i z daleka. Powódź na Śląsku, „Płomyk” 1930, nr 12, s. 286
Z bliska i z daleka. Pan Morcinek i „Płomyk”, „Płomyk” 1934, nr 13, s. 291
Z bliska i z daleka. Baden-Povell przyjeżdża do Polski, „Płomyk” 1932, nr 31, s. 727
Z bliska i z daleka. Jak rozrasta się naród Polski?, „Płomyk” 1922, nr 10, s. 113
Z bliska i z daleka. Wilki na Śląsku Cieszyńskim, „Płomyk” 1929, nr 26, s. 608
Zagórska E.: Dzieci Polskie w Czechosłowacji, „Płomyk” 1935, nr 23, s. 279
Zahrajówna S.: Piosenka ludowa „Nad Olzą”, „Płomyk” 1937, nr 36, s. 964-965
Ze świata. Podział Śląska, „Płomyk” 1921, nr 16, s. 134
Źródła Wisły według ks. Macoszki, „Płomyk” 1919, nr 5, s. 86-87

Shrnutí
Obraz Těšínského Slezska na stránkách časopisu „Płomyk“ (1947 – 1939)
Redakce časopisu „Płomyk“, v meziválečném období dvaceti let nejpopulárnějšího časopisu pro děti a mládež, mnoho pozornosti věnovala propagování vědomostí týkajících se
tématiky Těšínského Slezska. V období obrody polské státnosti uvedený časopis nahrazoval absenci školních učebnic, ale byl také cenným zdrojem informací pro dospělé, proto
také, mezi jeho funkce v době obrozování se nového státu, byla zapsána potřeba šíření
ideje regionalismu, a „Płomykové“ výpravy do různých zákoutí Polska se týkaly taktéž
Těšínského Slezska.
Toto téma bylo probíráno na stránkách uvedeného časopisu v různých literárních a publicistických formách. Tvořily je výpovědi známých autorů, ale také texty podepsané pseudonymy anebo kryptonymy. Jednalo se o články, relace, informační nóty, prózu, poetické výtvory,
scénické obrázky, zprávy, reportáže, legendy, oznámení týkající se rozhlasových programů,
ale také korespondence čtenářů magazínu, a dokonce i zajímavosti. Po věcné stránce materiál
zahrnuje mezi jinými publikace týkající se revindikace územní, kultury a slezské krajiny, běžných událostí, skautského hnutí anebo života ve školách. Zvýšený nárůst zájmu o turistickokrajinné hodnoty, kulturu, zvyky, víru anebo dějiny regiónu na stránkách časopisu byl zazna-

�316

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

menán ve dvacátých a třicátých letech. Výsledkem toho byla monografická vydání „Płomyka“,
věnovaná lidem, kteří se velmi zasloužili o Těšínské Slezsko a osobitostí tohoto regiónu.
Mezi autory, kteří se této, pro nás zajímavé problematice věnovali, mezi jinými patří: Gustaw Morcinek, Stanisława Podhajna, Aleksander Janowski, Józef Włodarski, Irena Wanda Kosmowska, Aleksander Kamiński, Henryk Ładosz, Julia Duszyńska, Wanda Malicka, Kazimierz
Konarski, Maria Gerson-Dąbrowska a celá řada jiných.
Bohatý literární a publicistický materiál byl obohacen grafickou úpravou magazínu: fotografiemi, reprodukcemi prací známých autorů (mezi jinými Jana Wałacha, Pawła Stellera) anebo ilustracemi (např. autorů z řad obyvatel tohoto regionu).

Summary
The image of Cieszyn Silesia in the pages of “Płomyk” (1917-1939)
The editors of “Płomyk”, the most popular magazine for children and youth in the interwar
times, paid a lot of attention to promoting the knowledge of Cieszyn Silesia. In the period of
reconstruction of the Polish state, the magazine was a substitute for lacking school course
books and a precious source of information for adults. Therefore, the formula of the magazine,
which came into being along with the rebirth of the state, included the need for spreading the
idea of regionalism and “Płomyk” trips to different parts of Poland also comprised Zaolzie.
The subject of Zaolzie was undertaken in the magazine in various literary and press forms.
These were statements of famous authors or texts written under pen names and they included
such forms as: articles, reports, information notes, literary fiction, poems, short stage forms,
reportages, legends, announcements of radio programmes, readers’ correspondence, or even
merely interesting facts and hot news. The subject matter comprises, among other things, publications concerning the territorial regaining, Silesian culture and landscape, current issues,
the skauting, or school life. The interest in the tourist and scenic values, culture, customs,
beliefs or history of the region increased in the magazine in the twenties and thirties. This was
manifested in monographic issues of “Płomyk” which praised the achievements of people associated with Cieszyn Silesia and specificity of the region.
The authors who explored the issues which are focused on in this study were: Gustaw
Morcinek, Stanisława Podhajna, Aleksander Janowski, Józef Włodarski, Irena Wanda Kosmowska, Aleksander Kamiński, Henryk Ładosz, Julia Duszyńska, Wanda Malicka, Kazimierz
Konarski, Maria Gerson-Dąbrowska, and many others.
Valuable literary and press material was enriched with the graphic layout of the magazine –
with photographs and reproductions of the works of famous artists (e.g. Jan Wałach or Paweł
Steller), as well as illustrations (often made by the inhabitants of the region).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
