<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=22&amp;sort_field=Dublin+Core%2CTitle" accessDate="2026-09-28T16:50:20+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>22</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="11458" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11436">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a7d6e08f11ef70450725e9ee4a43043a.pdf</src>
        <authentication>28fd5dec133d5e24452934c38e8aea0b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136503">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2595</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136504">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136505">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136506">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2412</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136507">
                <text>Jacek Malczewski - artysta pogranicza dwu kultur / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136508">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.135-137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136509">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136510">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136511">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136512">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136513">
                <text>Jacek Malczewski - artysta pogranicza dwu kultur
Seweryn A. Wisłocki

W Muzeum Śląskim w Katowicach miała miejsce wyjątkowo
ważna i znacząca wystawa. Od czerwca do końca września 1996
roku prezentowano dzieła Jacka Malczewskiego ze zbiorów
Lwowskiej Galerii Obrazów. Zaistniało więc w Katowicach
udostępnienie polskiej publiczności znaczącej części dorobku
artystycznego jednego z najwybitniejszych polskich malarzy,
wyłączonego od ponad półwiecza z naszej świadomości kul­
turowej.
Lwowska kolekcja dzieł Malczewskiego jest zbiorem boga­
tym, obejmującym wszystkie okresy jego twórczości. Tworzy ją
68 obrazów oraz 18 rysunków i akwarel. Uprzednio znajdowały
się one w Ukraińskim Muzeum Narodowym we Lwowie,
Muzeum Lubomirskich, w zbiorach Leona Pinińskiego, Kon­
stantego Brunickiego, Bolesława Orzechowskiego, a pojedyn­
cze prace w kolekcjach innych znawców. Warto przypomnieć,
iż podstawą zbiorów Ukraińskiego Muzeum Narodowego we
Lwowie była kolekcja obrazów Malczewskiego zakupionych
i sprezentowanych narodowi ukraińskiemu przez Romana
Aleksandra Marię hrabiego Szeptyckiego, arcybiskupa lwows­
kiego, kościoła grecko-katolickiego. Ten gest wykonany przez
wytrawnego polityka, zawierał w sobie całą świadomość jego
doraźnych znaczeń spektakularnych jak i znaczeń na przy­
szłość. Miał on, w intencji Szeptyckiego, określić, czy wręcz
przypisać Jacka Malczewskiego i jego dorobek artystyczny do
kultury ukraińskiej. Nie należy także zapominać, że jest w nim
również odbicie postawy donatora, jako wyrafinowanego znaw­
cy sztuki.

W świadomości polskiej twórczość Malczewskiego jest perłą
w dorobku naszej współczesnej sztuki. Potwierdza to choćby
ostatnie zdanie noty biograficznej artysty w czterotomowej
Encyklopedii
Powszechnej P W N 1994: „Twórczość M . jest
zaliczana do najwybitniejszych zjawisk nowoczesnej sztuki
polskiej."'
Prawda leży gdzieś w okolicach środka. Sam artysta miał bez
wątpienia pełne poczucie przynależności do narodu polskiego,
co zresztą znajduje dobitne odzwierciedlenie w cyklach obra­
zów o tematyce związanej z polską martyrologią po powstaniu
styczniowym (Niedziela w kopalni 1882, Na etapie 1883,
Wigilia zesłańców 1892), nawiązujących bezpośrednio do twór­
czości Juliusza Słowackiego i Artura Grottga a. Z drugiej strony
jego naturalne związki z Podolem, rodzinne, a raczej rodowe są
oczywiste i bezdyskusyjne.
Ziemie ukraińskie odegrały rolę nie do przecenienia w roz­
woju wczesnej sztuki Słowian Wschodnich. To właśnie tutaj od
końca X wieku, w Rusi Kijowskiej rozwinęła się architektura
monumentalna w bezpośrednim powiązaniu ze sztuką Bizanc­
jum (np. Cerkiew Dziesięcinna X w „ oraz cerkwie w Kijowie
i Czernihowie), a także malarstwo monumentalne i miniaturo­
we. Od X I V wieku sztuka Rusi Czerwonej (w odróżnieniu od
Rusi Czarnej sąsiadującej bezpośrednio z ziemiami litewskimi,
Białorusi oraz obszarem wpływów księstwa suzdalsko-moskiewskiego, czyli późniejszej Rosji), kształtowała się wpływem
sztuki zachodniej. Podole, ziemie halickie i wołyńskie znalazły
się w polskim obszarze artystycznym. Przemiany stylowe

135

�И. 3. Jacek Malczewski, „Rycerz i muza", 1903, olej, płótno 49 x75 cm

II. 4. Jacek Malczewski, „Przed modelem", ok. 1960, olej,
płótno 74,5x97.5 cm

znaczone są przez gotyk, renesans i manieryzm {vide: architek­
tura, rzeźba i malarstwo zaistniałe we Lwowie), barok (np.
klasztor w Poczajowie), rokoko (reprezentatywny przykład to
ratusz w Buczaczu) oraz klasycyzm i eklektyzm. Wpływy
kultury i sztuki polskiej sięgały także na pozostałe ziemie
ukraińskie, będące poza polskim terytorium państwowym.
Sztuka ukraińska rozwijała się jednak w oryginalnym, sobie
właściwym wymiarze duchowym i formalnym, kontynuując
własne tradycje ruskie, nawiązując jedynie do elementów
stylów zachodnich, czego znamiennym przykładem jest „barok
ukraiński" - oryginalny, dekoracyjny styl odzwierciedlony np.
przy rozbudowie Ławry Peczerskiej, w Bramie Zaborowskiej
w Kijowie, w ikonostasach itd. W X V I I I wieku na terenie Rusi
Czerwonej rozwinął się pokrewny sarmackiemu - portret
i grafika.
W pierwszej połowic X V I I wieku wpisali się na trwałe do
skarbnicy literatury polskiej dwaj lwowscy mieszczanie: Szymonowicz i Szymon Zimorowicz. Ich poezje, a szczególnie
sielanki są wybornym przykładem stopu kultur polskiej i rus­
kiej. Na początku X I X stulecia zaistniała tzw. ukraińska szkoła
poetów. Nazwa ta określała poetów romantycznych południo­
wo-wschodnich kresów dawnej Polski podejmujących w twór­
czości tematykę związaną z folklorem i dziejami Ukrainy.
Należeli do niej m.in. Antoni Malczewski, Seweryn Goszczyń­
ski i Józef Bogdan Zaleski, tworząc, jak ich ówcześnie nazywa­
no, „trójcę mniejszych w i e s z c z ó w " (w odróżnieniu od M i c ­
kiewicza, Słowackiego i Krasińskiego). Bez wątpienia naj­
wybitniejszym poetą był wśród nich Antoni Malczewski (głoś­
na, kunsztownie napisana powieść poetycka Maria).

w wyprawie archeologicznej do Azji Mniejszej, zorganizowanej
przez Karola hrabiego Lanckorońskiego. Artysta od 1897 roku
był członkiem i współzałożycielem Towarzystwa Artystów
Polskich „ S z t u k a " , w latach 1896-1900 oraz 1912-1921
profesorem ASP w Krakowie, a od 1912 roku piastował godność
rektora Akademii.
Znaczące sukcesy artystyczne osiągnął szybko. Na Pierwszej
Wielkiej Wystawie Sztuki w Krakowie w roku 1887 otrzymał
nagrodę Polskiej Akademii Umiejętności za obraz Na etapie.
W 1891 roku na Międzynarodowej Wystawie Sztuki w Berlinie
otrzymał Złoty Medal I I klasy za obraz Introdukcja,
w rok
później również. Złoty Medal I I klasy na Międzynarodowej
Wystawie Sztuki w Monachium za obraz Śmierć na etapie,
a w osiem lat później Srebrny Medal za Melancholię w Paryżu.
W 1903 roku odbyła się pierwsza indywidualna „Wystawa
Stu Dzieł Jacka Malczewskiego" zorganizowana przez Towa­
rzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie, a następnie
prezentowana w Krakowie i Warszawie.
Jacek Malczewski po śmierci pochowany został w krypcie
kościoła O.O. Paulinów na Skałce w Krakowie, w miejscu
wiecznego spoczynku wybitnych i zasłużonych Polaków.
Artysta uznawany jest za jednego z głównych przedstawicieli
Młodej Polski w jej symbolicznym nurcie sztuki. Nie należy
jednak jego dorobku sytuować wyłącznie w estetyce i filozofii
modernistycznej. Malczewski początkowo malował wiejskie
sceny rodzajowe inspirowane w znacznej mierze folklorem
i pejzażem podolskim, później stworzył cykl obrazów związa­
nych tematycznie z walką o niepodległość Ojczyzny. Były
prace realistyczne, tworzące pełen ekspresji dokument artj*
tyczny martyrologii narodowej po upadku powstania stycz­
niowego. Około 1890 roku zwrócił się w stronę symbolizmu
tworząc własny, odrębny styl. Symbolizm i ekspresja przekazu
zasadzały się na baśniowości, wizyjności mitycznej łączonej
z realizmem detali i poszczególnych m o t y w ó w oraz na opero­
waniu żywą gamą kolorystyczną o dysonansowych zestawie­
niach.

Sytuując twórczość Jacka Malczewskiego na takim, z konie­
czności nader szkicowo zarysowanym tle, można rozumieć
i odczytywać motywy malarskie wywodzące się z tradycji
kulturowej Podola, ich specyficzne znaczenia symboliczne
i metaforyczne wpisane w większość dzieł malarskich tego
artysty.
Studiował w Krakowie w Szkole Sztuk Pięknych u Włady­
sława Łuszczkiewicza, Feliksa Szynalewskiego i Jana Matejki.
To właśnie on pierwszy dostrzegł wielki talent Malczewskiego,
który ostatecznie przeniósł się do jego pracowni. W 1876 roku
artysta wyjechał do Paryża, gdzie przez rok kształcił się w Ecole
des Beaux-Arts u Ernesta Lehmanna. Po powrocie studiował
ponownie u Matejki.
Zgodnie z duchem czasu Malczewski odbył wiele podróży
artystycznych do Włoch. W 1884 r. uczestniczył jako rysownik

136

10

mll|L

W dziesięć lat później kształtuje się ostatecznie i /a.l
stałe miejsce w twórczości Malczewskiego portret. Arty
również w tym przypadku wypracował własną formułę eks
presyjno-filozoficzną. W skrócie można ją określić jako И* '
wanie (najczęściej) półpostaci na tle krajobrazu, z zastoso*^
niem kontrastu nie tylko kolorów, lecz przede wszys^
nastroju w wizerunkach przyrody i człowieka. Człowiek i N
ra. Pogodny pejzaż tworzy kontrast dla powagi człowieka, J -

sla

1

atL1

�melancholijnych rozważań. Tak są traktowane liczne autoport­
rety malarza, na których przedstawia się w różnych strojach
i z różnym rekwizytorium znaczących symbolicznie atrybutów.
Lubił przedstawiać się w otoczeniu muz, aniołów, faunów,
rusałek i harpii. Byty fantastyczne na jego płótnach współist­
nieją z bytami realnymi na równych prawach, tworząc amal­
gamat znaczeń nadrealnych, asocjacji kreujących „krajobraz
duchowy" artysty (w przypadku autoportretu), bądź port­
retowanego modelu. W takim samym sztafażu symbolicznym
malarz starał się przekazywać idee, duchowe posłania właściwe
dla czasu, dla epoki, a jednocześnie ponad czasowe, uniwersalistyczne.
Świat ducha i świat materii kreowane są jako jeetność
w osobistej, antropologicznej perspektywie, w wizjach malars­
kich czerpiących jednocześnie z tradycji polskiej, ukraińskiej
i europejskiego dziedzictwa historyczno-kulturowego. Szcze­
gólną rolę odgrywa w nich kobieta personifikująca wielość
znaczeń od metafor potocznych, wręcz banalnych do skom­
plikowanej symboliki metafizycznej. Można domniemywać, że
było to zgodne z duchem sztuki modernistycznej, z jej fascyna­
cją, filozofią i sztuką indyjską, szczególnie tantrą, choć w malar­
stwie Malczewskiego nie ma bezpośrednich, formalnych nawią­
zań do sztuki indyjskiej. M o ż n a jedynie mówić w tym przypad­
ku o pewnym powinowactwie w obrębie ideii kreujących sztukę
na gruncie europejskim w tamtym czasie.
Dla porównania, szczególnie w odniesieniu do sztafażu
symbolicznego wywodzącego się z kultury i mitologii greckiej,
odwołam się do Stanisława Wyspiańskiego. Mam na myśli
projekt kurtyny do teatru im. J. Słowackiego, który Wyspiański
zgłosił na konkurs, a który nie znalazł uznania. Otóż koncepcja
artyslyczno-filozoficzna tego dzieła (zachował się projekt na
kartonie) opierała się na misterium eleuzyńskim, na jego istocie,
czyli micie o śmierci i odrodzeniu w rocznym cyklu procesów
przyrody. Wyspiański jednak w tym przypadku, jak i w innych
dziełach, szczególnie literackich, nie czerpał bezpośrednio

U. 5. Jacek Malczewski, „Trzej aniołowie z Tobiaszem", 1906, olej.
tektura 32.2 x 24,4 cm

11. 6. Jacek Malczewski. „Rycerz". 1904. olej, płótno 182 x 122 cm

z mitologii i filozofii starożytnej. Po odpadnięciu przy eg­
zaminach w państwowej Akademii Sztuki w Paryżu, zapisał się
do „ a k a d e m i i " prywatnej, gdzie Paul Serusier wykładał filozo­
fię propagując Platona i mistrzów szkoły aleksandryjskiej:
Filona oraz Hermesa Trismogistosa, a szczególnie od roku 1889
nową wersję hermetyki głoszoną przez Edourda Schure, autora
dzieła Wielcy wtajemniczeni. Książka ta stała się wręcz Biblią
epoki symbolizmu.
Tadeusz Sinko w swoim czasie wyraził przekonanie, iż.
światopogląd Wyspiańskiego opierał się na trzech źródłach:
doktrynie hermetycznej Schurego, kulturze greckiej i filozofii
Fryderyka Nilzschego. Tak więc wspomniany projekt kurtyny
zawierał posłania symboliczne nawiązujące do greckiego mitu,
ale w duchu interpretacji mającej źródło w Wielkich wtajem­
niczonych.
W tym samym czasie Jacek Malczewski, zafascynowany
również, kulturą grecką, jej przekazem symbolicznym, a także
hermeneutyka głoszona przez Edouarda Schure, wprowadza do
swoich obrazów postacie alegoryczne w rozbudowanych kon­
tekstach symbolicznych. Rebusy symboliczne sytuował w kra­
jobrazie, w architekturze, bądź w ich wybranych elementach,
z terenu zachodniej Ukrainy. Budował przy ich użyciu klimat
obrazu, klimat nostalgii, melancholii, a raczej melancholijnej
autorefleksji tak specyficznej i jedynej w swoim rodzaju, iż.
kojarzy się bezpośrednio ze smutkiem stepowym i ukraińską
dumką.
Eksponowane w Muzeum Śląskim obrazy pochodziły ze
wszystkich okresów twórczości artysty i prezentowały prawie
wszystkie istotne dla niej motywy i oraz wątki tematycznosymboliczne. Ich wybór dokonany przez Igora Chomycza,
kustosza Lwowskiej Galerii Obrazów posiadał bardzo ważną
cechę: był dopełnieniem dzieł Malczewskiego, które są w kraju,
w polskich zbiorach muzealnych i prywatnych. Nie można mieć
pełnego przekonania o wielkości tegoż artysty, bez zapoznania
się ze znakomitą kolekcją Lwowskiej Galerii Obrazów.
Katowickiej wystawie towarzyszył katalog wydany na euro­
pejskim poziomie edytorskim i merytoryczin m. co je-st w znacz­
nej części autorską zasługą Igora Chomycza a także Muzeum
Śląskiego.
Jacek Malczewski Malarstwo, ze zbiorów Lwowskiej Galerii
Obrazów, Muzeum Śląskie, Katowice, czerwiec - wrzesień
1996 r„ komisarze wystawy: Roman Fedyna, Izabela Kanta,
Zofia Krzykowska, aranżacja przestrzenna: A . Cioska, M .
Madej, M . Paluchiewicz.

137

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9923" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9901">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e2e244b4ea4f45cf8a808e34e6f4d2a3.pdf</src>
        <authentication>1841e3fe41dc51eecafb281361828494</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118037">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2683</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118038">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118039">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2494</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118040">
                <text>Jacka Malczewskiego "Finis Poloniae", "Rewolucja 1905" czy wyznanie miłosne? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118041">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.8-10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118042">
                <text>Grzybkowska, Teresa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118043">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118044">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118045">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118046">
                <text>z przybytkami laski i miłości. Przygotował grunt dla nowego
traktatu o namiętnościach, który czerpałby natchnienie
z prawdy tak oczywistej i tak bardzo zapoznanej przez na­
szych pięknoduchów: kochamy kobietę, ponieważ jest miła."
Była de Beauvoir miła i Sartre wybrał ją.
Rzecz intencjonalnie wyosobniona, mentalnie wyodręb­
niona ze swego fizycznego tła, sensualnie wyrwana ze swego
percepcyjnego otoczenia, potraktowana w sposób emocjonal­
ny lub estetyczny, a nie wyłącznie praktyczny lub epistemiczny zostaje zawieszona w swoim byciu-w-świecie i wyzwala
się z radykalnej absurdalności egzystencji, znamionującej
rzeczywistość, jak to głosi początkujący filozof w ostatnich
zdaniach Wyobrażenia z roku 1939: „W tym wypadku każdy
może w sobie skonstatować coś w rodzaju odwroiu od
przedmiotu konteplowanego, który prześlizguje się do nico­
ści. Gdyż od tego momentu już nie jest postrzegany; funkcjo­
nuje jako analogon samego siebie, a oznacza to, iż nierzeczy­

wiste wyobrażenie tego, czym jest, objawia się nam przez je­
go aktualną obecność. (...) Przedmiot podający się za taki, jak
gdyby był za samym sobą, staje się niedotykalny, jest poza
naszym zasięgiem; stąd ten bolesny brak zainteresowania
w stosunku do niego. W tym też sensie można powiedzieć:
niezwykła piękność tej kobiety zabija pożądanie, jakie się
względem niej odczuwa. Nie możemy się bowiem zaraz
umieścić w płaszczyźnie estetycznej, gdzie jawi się to nieza­
wisłe 'ona sama', które podziwiamy, i w płaszczyźnie urze­
czywistniającej fizycznego posiadania. By jej pożądać, trze­
ba zapomnieć, że jest piękna, gdyż pożądanie jest pogrąża­
niem się w sercu egzystencji, w tym, co ma ona najbardziej
przypadkowego i absurdalnego."
Te stwierdzenia „piękność tej kobiety zabija pożądanie",
„by ją pożądać, trzeba zapomnieć, że jest piękna", najlepiej
po wzięciu w nawias wiarygodności filozofa uważać s i ł ą
r z e c z y za własne.

JACEK MALCZEWSKI

Jacek Malczewski, Na jednej strunie. 1908

7

�99

Jacka Malczewskiego
Finis Poloniae", „Rewolucja 1905
czy wyznanie miłosne?
Teresa G r z y b k o w s k a

Jacek Malczewski prawie nigdy sam nie nadawał tytułów
swoim obrazom, czynili to przyjaciele oraz późniejsi interpretatorzy jego dzieł. Artysta zostawiał wszystkim wolną rę­
kę, nigdy niczego nie prostował. Jego postępowanie pozwala
wnioskować, że pilnie strzegł tajemnicy ich prawdziwego
przesłania. Pytany po wielekroć o znaczenie obrazów, odsy­
łał najczes'ciej rozmówcę do profesora Jana Bołoz-Antoniewicza, organizatora wystaw oraz autora katalogów. Ten histo­
ryk sztuki nadawał tytuły pojedynczym obrazom i całym ze­
społom. Podobnie nieco później czynił Jerzy Mycielski. Wy­
myślane przez tych uczonych tytuły narzucały pojęcia, które
mogły skrywać rzeczywistość.
W 1914 roku w Lusławicach w rozmowie z dziennika­
rzem S. Nowińskim artysta powiedział: „moje wizje to moje
życie... Najlepiej malować dla siebie i nikomu nie pokazy­
wać... pisz pan tak: Jacek jest zdrów, ma się dobrze i maluje
historyjki, których nikt nie rozumie. Artysta strzegł pilnie
istotnych treści swoich obrazów, nie chciał ujawniać ukry­

tych w nich uczuć będących tajemnicą jego życia. A to, że
malował uczucia, wiemy także z jego deklaracji złożonej
w liście do ojca pisanym z Paryża wiosną 1876 roku: „... swo­
je uczucia będę pokazywał publiczności". Tak więc obrazy
stawały się dobrem publicznym, ale przemilczane znaczenia
pozostawały nadal jego osobistą własnością.
Również obraz noszący dwie daty: przed sygnaturą 1905,
a po niej 1906, nie zyskał autorskiego komentarza. Znajdują­
ce się obecnie w warszawskich zbiorach prywatnych płótno
było fotografowane mniej więcej z czasem powstania. Foto­
grafię podpisano: Wśród drogi. W katalogu wystawy jubile­
uszowej w 1925 roku obraz zatytułowano Rewolucja 1905 ro­
ku. Jako Finis Poloniae zaś figurował na wystawie w 1977 ro­
ku w paryskim Grand Palais. W katalogu tej ekspozycji ro­
mantyzmu polskiego jej autor Marek Rostworowski dał pa­
triotyczną eksplikację obrazu. Zdaniem tego wybitnego orga­
nizatora wystaw płótno miało przedstawiać alegorię upadku,
odrodzonej rewolucją 1905 roku nadziei na odzyskanie przez

Jacek Malczewski, Portret hrabiego Aleksandra Wielopolskiego.

8

1903

�Jacek Malczewski. Finis Połoninę zwana też Rok 1905 (1906). czy też Apoteoza artysty i jego M«;v?

Polskę niepodległości. Zdaniem Rostworowskiego artysta
prowadzi ku wolnos'ci kobietę symbolizującą Polskę i białego
Pegaza. Ale ich marsz powstrzymują dwie kobiece harpie
personifikujące Prusy i Austrię, które niegdyś' - wspólnie
z Rosją - rozgrabiły Polskę. Tłem tej sceny jest rozległy pej­
zaż od Tatr po Morze Bałtyckie.
Już Agnieszka Ławniczakowa odnosiła się sceptycznie
do tej interpretacji. Ta zasłużona badaczka twórczości Mal­
czewskiego uznała, że nie ma powodu, by w dwóch nagich
harpiach widzieć symbole zaborczych państw, dostrzegła
w nich raczej figury libido-uwodzącej mocy zmysłów, rado­
ści i pokus życia, siły antagonistycznej wobec duchowego
posłannictwa artysty. Biały Pegaz może wyrażać inspirację
twórczą artysty płynącą z całej polskiej ziemi. Patronuje ca­
łości smutna Muza, a nie Polonia. W konkluzji Ławniczako­
wa uznała, że obraz wyraża „romantyczny konflikt wartości
ukazany w obrazie opozycji: życie prywatne-społeczne obo­
wiązki".
Sugestia tej patriotyczno-społecznej tradycyjnej interpre­
tacji była tak silna, że ulegając jej, zamieściłam obraz
w dziale Ojczyzna w moim Świecie obrazów Jacka Malczew­
skiego. Jednak ponowne, długie i dokładne przyjrzenie się
obrazowi, jego studiowanie zmusiło mnie do rewizji daw­
nych poglądów.
Wydarzenia roku 1905 na pewno oddziałały na wrażliwe­
go artystę. Jednak nie powstało w związku z tym żadne wy­
bitne dzieło. Natomiast właśnie wówczas Malczewski nama­
lował kilka najlepszych swoich płócien, w których główną
bohaterką była zmitologizowana postać Marii Balowej. Prze­
życia osobiste chyba tym razem zdominowały politykę, bo­
wiem przyglądając się interesującemu nas płótnu nie dostrze­
gamy w nim śladu jakichkolwiek patriotyczno-rewolucyjnych aluzji. Natomiast w tym wypadku polityczna interpreta­
cja sygnalizuje to, co Joseph Campbell nazywa patologią mi­

tu - wykorzystaniem sfery duchowej, jaką jest mit, do celów
politycznych. Obraz jest bliski kompozycyjnie powstałemu
trzy lata wcześniej Portretowi Aleksandra Wielopolskiego
z Muzeum Narodowego w Warszawie, nazwanego też w ra­
mach tej samej patologii „Hamletem Polskim".
Ostatnio Witold Dobrowolski przekonywająco udowodnił
dawną sugestię Kazimierza Wyki, określającego Wielopol­
skiego jako Heraklesa na rozstajnych drogach. Przyjaciel ar­
tysty stał się współczesnym Heraklesem-bohaterem mitologiczno-moralizatorskiej opowieści znanej z fragmentów Wo­
ra/ Polikleta z Kos zacytowanej przez Ksenofonta. Wielopol­
ski, jak niegdyś Herakles, stoi w rozległym pejzażu między
dwoma kobietami. Młodą, kuszącą rozkoszą Eudajmonią
i starszą, poważną Arete-Cnotą.
W obrazie z 1906 roku miejsce Wielopolskiego zajął sam
artysta. Stoi pośrodku rozległego pejzażu, też między dwoma
kobietami. Obie są piękne i młode. Malczewski przyciska le­
wą dłonią do piersi jakby własną głowę, bo nie jest to cza­
szka. Gest jednak jest teatralny: artysta jak Hamlet trzyma
ową głowę niczym czaszkę Yorika. Głowa ta została pokaza­
na z góry tak, że oglądamy lśniącą łysinę, starczący nos z roz­
dętymi chrapami. Drugą dłonią malarz trzyma za uzdę stoją­
cego tuż za nim Pegaza. Obok skrzydlatego konia melancho­
lijna Muza w wieńcu na głowie obejmuje czułym gestem łeb
narodzonego z krwi Meduzy zwierzęcia. Po obu bokach arty­
sty, na tle ogromnych skrzydeł Pegaza, stoją dwie ujęte do pa­
sa nagie kobiety. Po chwili orientujemy się, że obie są jedną
i tą samą osobą - zmultiplikowanym wizerunkiem Marii Ba­
lowej. Pióro we włosach upodabniają do wizerunku z 1905
roku, na którym została pokazana jako Chimera strzegąca Za­
trutej Studni. Wygięte niczym pręty barokowej kraty węże uj­
mują nagie piersi kobiety w mocne sploty. Gady tworzą orna­
ment zarówno na ciele kobiety, jak i w przestrzeni wokół niej.
Jeden z węży dotyka piersi artysty. Tak wyeksponowane wę9

�Jacek Malczewski. Rusałki. Opętany.

że stają się atrybutem kobiety. Oba wcielenia Marii Balowej
dominują nad artystą, który, niższy, został dosłownie zam­
knięty w uścisku ich ciał. Kobiety spod spuszczonych powiek
patrzą z góry na zadumanego malarza, ich twarze są łagode,
piękne, spokojne. Artysta ukazał siebie nie tyle jako zdomi­
nowanego przez kobietę, ile widzianego z jej perspektywy.
W małym skrawku pejzażu oglądamy kwintesencję ziemi:
niebo, wodę, góry.
Na tym obrazie więc Malczewski prowadzi przez świat
ukazany w sumie żywiołów Pegaza i Muzę. Przeciska się
z tymi towarzyszami przez swoistą Skyllę i Charybdę, ale
w przeciwieństwie do mitu nie grozi mu z ich strony niebez­
pieczeństwo. Maria Balowa, której podwojone ciało stwarza
specyficzną szczelinę, ukazana została jako piękna Chimera
lub równie piękna Meduza-matka Pegaza. W tym kontekście
można też zastanawiać się nad pozytywną interpretacją węży,
które były również atrybutami Asklepiosa-patrona sztuki le­
karskiej. Węże reprezentowałyby tu dynamikę życia. Wąż
zrzuca skórę, by się odrodzić, co symbolizuje samą istotę ży­
cia. Dotyk węża w sztuce greckiej oznaczał wyleczenie. Wąż
symbolizował więc energię wewnętrzną, przekształcanie ży­
cia. A wszak miłość nie tylko zmienia życie ale także leczy.
Kobiety, czy raczej Maria Balowa, zajmują najwięcej
miejsca w obrazie, podobnie jak na powstałym rok później
płótnie Chwila tworzenia. Harpia we śnie. I tu Balowa wy­
pełnia swoją postacią cały świat artysty. Stała się zarówno je­
go Eudajmonią, jak i Arete. W każdym razie te przeciwień­
stwa mają dla niego jedną twarz ukochanej kobiety.
Ta śmiała kompozycja zamknięta w ciasnym kadrze stło­
czonych postaci przypomina monumentalnym rozmachem
weneckie freski z XVIII wieku, zwłaszcza Tiepola. Efekt ten
wzmaga jasny, radosny koloryt i cienko, „freskowo" kładzio­
na farba. Sporo w tym obrazie innych nawiązań do malar­
stwa włoskiego, również XV i X V I wieku. Naga opleciona
wężami Maria Balowa dominująca w pejzażu na tle nieba
w oczywisty sposób narzuca skojarzenia ze znanym portre­
tem Simonetty Vespucci Pierra di Cosima z Chantilly. Wąż
układający się w delikatny biżuteryjny klejnot na ciele flo­
renckiej piękności oplata Balową stalowym splotem. Nato­
miast sama postać sławnej z urody modelki Malczewskiego,
charakterystyka jej ciała, a zwłaszcza włosów, falujących,
spiętych modą findesieclową, obfitych, ciężkich nad kar­
kiem, wywodzi się z tradycji jasnowłosych bogiń stworzo­
nych przez Tycjana, Tintoretta i Tiepola. Bohaterowie
10

1887

płócien Tintoretta posłużyli artyście za model własnej posta­
ci. Mężczyzn o czaszkach łysych, gładkich i lśniących zna­
my choćby z wiedeńskiej grupy Zuzanny i starców. Schemat
kompozycyjny - umieszczenie głównej postaci pośrodku
z adorantami po bokach - nawiązuje do najpopularniejszego
renesansowego tematu Sacra Conversazione spełnianej
w idealizowanym pejzażu. Schemat ten zastosował Mal­
czewski po raz pierwszy w portrecie Wielopolskiego jako
Heraklesa, a wykorzystywał potem wielokrotnie. Zwłaszcza
w autoportretach z nagimi kobietami, najsławniejszy z nich
powstał w 1916 roku. Z biegiem lat kobiety utraciły rysy
Marii Balowej, pozostając jednak nosicielkami erotycznej
życiodajnej energii, strzegły studni, z których artysta czerpał
wodę życia.
Obrazy Malczewskiego, jak wiele dzieł malarzy renesan­
sowych i barokowych pracujących dla dworów królewskich,
nie poddają się jednoznacznej interpretacji. Uniwersalny ję­
zyk mitologiczny pozwalał na skrywanie pod pretekstem ale­
gorii politycznych osobistych emocji władcy, a czasem same­
go artysty. Na zamku hradczańskim w Pradze na zlecenie ce­
sarza Rudolfa I I tworzono liczne apoteozy tego władcy.
Odzianego monarchę, najczęściej zakutego w zbroję, otacza­
ły nagie niewiasty personifikujące różne cnoty. Ich mitolo­
giczne imiona pozwalały na spełnienie ważnej roli w propa­
gandzie politycznej. „Patologia mitu", jak widać, ma długą
tradycję. Obrazy oficjalnie głoszące pochwałę męstwa i spra­
wiedliwości cesarza jednocześnie zadowalały jego erotyczne
gusta łagodną pornografią.
Wiele obrazów Malczewskiego nie różni się w swym istot­
nym przesłaniu od tych dzieł manierystycznych. Mitologiczne
postacie na wielu płótnach artysty służyły politycznej propa­
gandzie. Można jednak sądzić, że interesujący nas obraz jest
od niej wolny, można to płótno nazwać Apoteozą artysty i je­
go Muzy. Oglądamy tu obok samego malarza mitologiczne
personifikacje sztuki-Pegaza, Muzę-idealną służebnicę Apollina oraz współczesną kobietę-Muzę artysty-źródło bezpośre­
dniej inspiracji twórczej. To właśnie dzięki tej Muzie, objętej
szczególną opieką skrzydeł Pegaza-symbolu sztuki, dokonała
się w tym obrazie apoteoza artysty i jego Muzy. To dzięki Mu­
zie sztuka artysty osiągnęła doskonałą pełnię. Mitologia, która
spełniała w twórczości Malczewskiego fundamentalną rolę,
po raz kolejny okazała się inspiratorką jego sztuki. Mit bo­
wiem pozwolił artyście ponownie spojrzeć na życie jak na po­
ezję, w której sam uczestniczył.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10232" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10210">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0d0813ce2542bba4566f76400b328fba.pdf</src>
        <authentication>bf7c094745b29525832d22e354c8d186</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121630">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3190</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121631">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121632">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121633">
                <text>Jackowi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121634">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121635">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121636">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121637">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121638">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121639">
                <text>Ludwik Stomma

JACKOWI

należy

s ł o n i k i — m a l e ń k i e i r ó ż o w e . . . Wybaczcie p a ń s t w o , ale c h y b a

jako takiego, p o w i a d a fenomenolog. N i e m a s ł o n i „ j a k o t a k i c h " ,

P o w r ó ć m y jeszcze do t e o r i i s ł o n i a . S ł o n i a p o z n a w a ć

sami rozumiocio, żo to wszystko a n i fenomenologa, a n i s t r u k -

odpowiada s t r u k t u r a l i s t a , są. t y l k o

t u r a l i s t y o b c h o d z i ć nio m o ż e .

ż e n i a . Dlaczego s ł o ń m a
Jacek

Olędzki

ich u s p o ł e c z n i o n o

t r ą b ę ? — z a p y t y w a ł na

(przynależność

metodologiczna

wyobra­
egzaminie

nieokreślona)

Dlatogo

i z a r ó w n o fenomenolog, j a k i s t r u k t u r a l i s t a o k a z y w a l i się bozr a d n i wobec t a k p e r f i d n i e s f o r m u ł o w a n e g o p r o b l e m u . —

Dla­

czego s ł o ń m a t r ą b ę ? — ż e b y się F r e u d d z i w i ł . S k ą d i n ą d f a k t o m
jest jednak, że s ł o ń t r ą b ę r z e c z y w i ś c i e posiada.

Ma

duży

słoniom

a d r e s o w a ć się do

Aleksandra

D o m e n ą Jacka jest sztuka (jak j ą z w a ł , t a k j ą z w a ł — niomaly

tu

istniojo m ę t l i k

terminologiczny) n a i w n a .

r ó ż n i się ona o d s z t u k i o k r e ś l a n e j najczęściej

również

d w a k ł y z k o ś c i s ł o n i o w e j , o d s t a j ą c e uszy, jest bardzo

radziłbym

Jackowskiego.

fesjonalnej",

Tym

mianem

iż o ilo t a druga realizuje n a j c z ę ś c i e j

toorotyczne l u b o m i t u j e

znaki,

których

zaś

„pro­

założenia

interpretacja

pozo­

i dlatego rzuca się w oczy. A j a k j u ż w oczy kolo, to spokoju nie

stawiona

zazna. P r z y j d ą

swojej istocie o p o w i e ś c i ą . J a k o t a k a m o ż e b y ć o c z y w i ś c i e w y ­

fenomenolog

zo s t r u k t u r a l i s t a , p o t o m

joszczo

zostaje o d b i o r c y , sztuka

n a i w n a jest w

najgłębszej

t a k i O l ę d z k i ( p r z y n a l e ż n o ś ć metodologiczna n i e o k r e ś l o n a ) i za­

dana n a ż e r s t r u k t u r a l i s t y i fenomenologa. J a c k o w s k i i n n ą w y ­

czną deliberować.

b r a ł jednak

W Afryce jest s ł o ń symbolem siły, p o m y ś l n o ś c i , d ł u g o w i e ­

dyrektywę metodologiczną. Postanowił

opowieści

po p r o s t u w y s ł u c h a ć . S ą s ł u c h a n i a i s ł u c h a n i a . P o m i ę d z y n i m i

c z n o ś c i i m ą d r o ś c i , ale r ó w n i e ż g w a ł t o w n o ś c i i b r z y d o t y (u n i -

s ł u c h a n i e r o z u m i o j ą c e jest s ł u c h a n i e m ogromnie r z a d k i m . N i e

geryjskich

niezgrabność

w i e m , czy się Jacek z darem t y m u r o d z i ł , czy w y p r a c o w a ł go

(słoń w sklepie z p o r c e l a n ą ) , w A z j i przeciwnie, w y c h w a l a się

w mozole i w gruncie rzeczy niewiele m n i e to obchodzi. Czekam

jego o s t r o ż n o ś ć i s t a b i l n o ś ć . S ą o s ł o n i a c h rozliczne p r z y s ł o w i a :

t y l k o n a chwile, g d y o d k ł a d a swoje naiwne cacka i t o co u s ł y ­

Ibo). W

E u r o p i o przypisuje m u

się

1

„ K t o s ł o n i a na uczte. p r o s i , g ł ó d do d o m u w p r o w a d z a " , „ S ł o ń
2

3

m y s z y nie c h w y t a " , „ B u s z od s ł o n i a s i l n i e j s z y " , „ N i e h a ń b a
4

u c i o k a ć przed s ł o n i e m " , „ I s ł o ń p o ś l i z g n i e s i ę n a r ó ż y "

5

etc.

szał :
„ G ł o ś n o i dzieciom i sobie p o w t a r z a .
A w i a t r kołysze zielonymi

liśćmi

S ł o ń wspiera glob, s ł o ń t r z y m a w t r ą b i e k o r o n ę , s ł o ń a sprawa

I

polska. S ł o ń t u i t a m .

Słoń w y s ł u c h a n y i z r o z u m i a n y przostajo b y ć n i e z g r a b n ą

A co na to s ł o ń ! ?
Zapytywać

c ę t k i ś w i a t ł a b i e g a j ą po t w a r z a c h . "

6

górą

szarego m i ę s a . Staje się s ł o n i e m , do k t ó r e g o m a s i ę stosunek,

słonia, jakim

jest, s t a n o w i o c z y w i ś c i e

próżny

stajo się s ł o n i e m p o d m i o t o w y m . N i o znam się n a teoriach t y ­

t r u d . Słoń m a male oczka osadzone z p r z o d u . W i d o k od t y ł u

c z ą c y c h się s z t u k i n a i w n e j . N i e p o t r a f i ę r o z r ó ż n i ć ucha R e i n -

z a s ł a n i a j ą m u uszy. Co gorsze

fussa od nosa K u n c z y ń s k i o j

nie m a na świecie t a k

dużego

—

Irackiej.

Wiem

natomiast

iż

d z i ę k i J a c k o w i dziwno Chajcowo p o t w o r y , szopki

Pioluszcza-

więc, j a k i m jest i n i g d y się nie dowie. Słoń nio d o m y ś l a się nawet,

k o w e , kopie

Ociepkowe

że jest organizmem w i e l o k o m ó r k o w y m , bo k o m ó r k i — j a k na­

k7*asnoludy w t a r g n ę ł y nie t y l k o do mojego ż y c i a . Ze d o s t a l i ś m y

p i s a ł E l i a d e — w i d a ć dopiero w m i k r o s k o p i e , a słoń m a za d u ż e

o d e ń w prezoneio n o w y w v m i a r rzeczy.

zwierciadła

łapy,

ż e b y się s ł o ń m ó g ł w n i m p r z e j r z e ć . S ł o ń nie w i e

żeby

manipulować

tak

subtelnym

aparatem,

Więckowo,

widoczki

Nikiforowe

czy

O c z y w i ś c i ? , o p o w i a d a j ą c , zmuszeni j e s t e ś m y do

więc

nazywania

nie m o ż e sobie n a s t a w i ć o s t r o ś c i . P r z e c i ę t n y s ł o ń nie w i e t a k ż e ,

a w i ę c k l a s y f i k o w a n i a , do p r z e k ł a d a n i a z j ę z y k a na j ę z y k . Sta­

dlaczego m a t r ą b ę i n i g d y nie c z y t a ł F r e u d a . P y t a n i o „ a eo na

je w i ę c Jacek przed t y m s a m y m p r o b l e m e m a d e k w a t n o ś c i , k t ó r y

to

s p ę d z a sen

słoń"

jest

więc

właściwie

czystym

przykładom

retoryki,

g d y ż z g ó r y w i a d o m o , że nie s ł y s z a ł o n nic o symbolach, ani
fenomenologii, ż e w i ę c p o p r o s t u nie m a z n i m o c z y m g a d a ć .
zapewne o p o w i e d z i e ć ,

ż e wczoraj p o d r a p a ł

struktu­

się o t y m za k a ż d y m razem, k i o d y sam z n a l a z ł e m się w s y t u ­

się w

gdy k o i ł a m n i e magia Jackowego s ł u c h a n i a . S ł u c h a n i a dobrego.

buszu, że jego m ł o d a (studwudziestoletnia — u słoni t o s i ę ina­
czej liczy) kochanka p u ś c i ł a go k a n t e m , żo n a j p i ę k n i e j s z ą

Goodenough'a,

acji s ł o n i a — niowysluohanogo, ze s m u t k a m i na s ł o n i o w ą m i a r ę ,

B o co w ł a ś c i w i e m a s ł o ń do powiedzenia ?
Mógłby

z p o w i e k Levi—Straussa,

r a l i s t y i fenomenologa. J a k go r o z w i ą z u j e ? — P r z e k o n y w a ł e m

rzeką

T o p r a w d a , że wprowadzenie do n a u k i p o j ę c i a d o b r o c i i to
jeszcze dla zdefiniowania m o t o d y jest zabiegiem nio t y l k o r y ­

jest L u a n g w a (wprawdzie k u z y n wołi L i m p o p o , ale on się nio

z y k o w n y m , ale przede w s z y s t k i m n a i w n y m , Lecz m o ż e t u w ł a ­

zna), ż e k i e d y n a d K i l i m a n d ż a r o błyszcza, g w i a z d y c h w y t a go

ś n i e klucz do t a j e m n i c y ? M o ż e dla zrozumienia s z t u k i zwanej

czasami j a k a ś cholerna, n i e w y t ł u m a c z a l n a t ę s k n o t a za

n a i w n ą potrzobna b y ł a t a d o b r o ć , k t ó r ą t a k c z ę s t o z w y k l i ś m y

innym,

n i e s ł o n i o w y m ż y c i o m , że od czasu de czasu, wieczorem dopada
r

też za n a i w n ą p o c z y t y w a ć , a k t ó r a jest t a k w i e l k ą J a c k a s i ł ą ;

go duszn3 strach przed c h o r o b ą , s t a r o ś c i ą , s a m o t n o ś c i ą i ś m i e r ­

S ł o n i pocieszeniom, s z t u k i n a j g ł ę b s z y m odczuciem, naszym nie­

c i ą , że n a j w s p a n i a l s z ą r z e c z ą na świecie s ą dopiero co narodzone

spłaconym

długiem.

P R Z Y P I S Y

1

Nowa Księga przysłów polskich,
"tamże
Proverbes, sentences et maximes,
ekie).
3

Warszawa 1972, t . 3, s. 321

4

5

Paris 1980, s. 469 (nigeryj-

6

t a m ż e , s. 237 (syjamskie),
t a m ż e , s. 189 (perskie).
Czoslaw Miłosz, Przy piwoniach,

wers 10—12.

5
I

�Stanisław Mossakowski

ANTYCZNE I RENESANSOWE WZORY DEKORACJI WAWELSKIEJ
„PORTA TRIUMPHALIS"

Nie

negując

cześnie

ogólnej

pozostawiając

do

słuszności t y c h

ideowych jakie b y ł y , względnie m o g ł y
wianym

dziołem

przez

wypowiedzi

osobnego o m ó w i e n i a

i jedno­

sprawę

być, wiązane

króla-fundatora

oraz

treści

z oma­

projektującego

a r t y s t ę , p r a g n ę z a j ą ć się t u t a j pochodzeniem m o t y w ó w

boga­

tej dekoracji wawelskiego p o r t a l u , a w szczególności r o z p o z n a ć
te z n i c h k t ó r e p o w s t a ł y , j a k się zdaje, w n a w i ą z a n i u do k o n k r e t n y o h dzieł s t a r o ż y t n y c h .
J e ś l i p r z y j m i e m y , ż e zamierzeniem t w ó r c ó w b y ł o r z e c z y w i ś ­
cie

naśladowanie

na

Wawelu

form

antycznej

bramy

trium­

falnej, to uproszczona redakcja j e j jednoprzelotowego schematu
z p i l a s t r a m i zamiast k o l u m n , o trzonach w y p e ł n i o n y c h p ł a s k o ­
r z e ź b ą , bardzo l u ź n o n a w i ą z u j e do r z y m s k i c h ł u k ó w
nych, p e w n ą analogię znajdując

triumfal­

jedynie w pilastrowym

łuku

Septimiusza Sewera na r z y m s k i m F o r u m B o a r i u m , k t ó r y z n a n y
jest p o d n a z w ą 1'Aroo degli A r g e n t a r i . * P o w t a r z a ona n a t o m i a s t
rozpowszechniony j u ż p o d ó w c z a s
W

typ

zakresie dekoracji stosunkowo

renesansowego p o r t a l u .
najodleglejsze

od

wzo­

r ó w a n t y c z n y c h s ą kandelabrowe o r n a m e n t y niewielkich p ł y c i n
w ościeżach arkady, a t a k ż e p o m y s ł wypełnienia cokołów
p i l a s t r a m i przez postacie a m o r k ó w - t a r o z o w n i k ó w ,

które

pod
tutaj

t r z y m a j ą owalne tarcze z h e r b a m i P o l s k i i L i t w y ( i l . 1, 7). M o ­
t y w t e n s t a n o w i w y r a ź n e n a w i ą z a n i e do t r a d y c j i j a k a u k s z t a ł ­
t o w a ł a się p o d konieo X V i na p o c z ą t k u X V I w i e k u w a r c h i ­
tektonicznych
ków.

5

obramowaniach

zwłaszcza

rzymskich

nagrob­

Poza a m o r k ó w , o r o z s t a w i o n y c h nogach i podniesionych

s k r z y d ł a c h , a t a k ż e fizjonomia

upodabniają

je do jednego z

d w ó c h p u t t ó w z t a r c z a m i h e r b o w y m i j a k i e p o w s t a ł y we
renckim
a

1613

warsztacie

Benedetta

da

Rovezzano

flo­

(między

1506

r . ) z przeznaczeniem dla mauzoleum ś w . J a n a

Gwal-

6

b e r t a w B a d i a d i Passignano ( i l . 8 ) . N a t o m i a s t plastyczne k o ­
s m y k i i c h b u j n y c h w ł o s ó w z d a j ą się ł ą c z y ć cechy f r y z u r
tycznych

rzymskich

posągów:

młodocianego

i A n t i n o u s a , p r z e c h o w y w a n y c h p o d ó w c z a s we F l o r e n c j i .
formy

draperii,

pleców,

charakterystycznie

zdradzają

znajomość

rozwianej

an­

„Oktawiana"
na

7

Także

wysokości

podobnie p o t r a k t o w a n y c h

szat

postaci przedstawianych n a p ł a s k o r z e ź b a c h s t a r o ż y t n y c h , szcze­
Okazale obramowanie a r k a d y w e j ś c i a do k a p l i c y

Zygmun-

g ó l n i e s t u d i o w a n y c h przez a r t y s t ó w renesansowych. M a m

t o w s k i e j , o detalach r z e ź b i a r s k i c h c z ę s t o m a ł o c z y t e l n y c h w s k u ­

m y ś l i z w ł a s z c z a p e r s o n i f i k a c j ę Lata

t e k u b y t k ó w spowodowanych rozpadem n i e t r w a ł e g o k a m i e n i a

sće C o n d ó w C h a n t i l l y

piaskowcowego,

się w R z y m i e ( i l . 9 ) .

równocześnie

słabo

widoczne

spoza

laskowania wysokiej k r a t y z b r ą z u , w n i e w i e l k i m
p n i u z w r a c a ł o d o t ą d u w a g ę badaczy ( i i . 1—3,

gęstego

t y l k o sto­

7, 1 0 — l l ) .

1

Jego

na

z c o k o ł u kandelabra w M u -

(1 w.n.e.), k t ó r y p i e r w o t n i e

znajdował

8

R z y m s k i r o d o w ó d a n t y c z n y m a r ó w n i e ż p a r a k a p i t e l i ozdo­
bionych głowami b a r a n ó w , k t ó r y c h rogi stanowią

zawieszenia

schemat a r c h i t e k t o n i c z n y w postaci p a r y p i l a s t r ó w n i e o r t o d o k s y j -

dla g i r l a n d y o w o c ó w u j ę t e j w s t ę g a m i . Jak

nego p o r z ą d k u k o m p o z y t o w e g o , u s t a w i o n y c h n a w y s o k i c h

n a i n n y m miejscu z a z n a c z y ć , ich rzadko s p o t y k a n a forma sta­

kołach i dźwigających

belkowanie k o r y n c k i e z i m p o s t a m i

osiach p o d p ó r , n a s u n ą ł n i e g d y ś L e c h o w i
jarzenie z ł u k i e m t r i u m f a l n y m

Kalinowskiemu

o j e d n y m przelocie.

j ą c do tego s p o s t r z e ż e n i a a u t o r p r a c y o w ą t k u

2

co­
na
sko­

Nawiązu­

triumfalnym

w t r e ś c i dekoracji b u d o w l i , J e r z y K o w a l c z y k , d o s z e d ł z k o l e i
do w n i o s k u
nej

jest

mauzoleum

władcy-imperatora,

k t ó r y b y ł „ c e s a r z e m w s w o i m k r ó l e s t w i e " (...). W
z n a l a z ł y się geniusze c h w a ł y z p o c h o d n i a m i na
łuków triumfalnych:

króla,

przyłuczach
podobieństwo

T y t u s a , T r a j a n a czy Septimusza Sewera

w R z y m i e " a „ n a pilastrach... repertuar i n s t r u m e n t ó w i n a c z y ń

t e l i d a t o w a n y c h na
występującymi
dnie o ł t a r z y

okres wczesnego cesarstwa z

często

na

da Sangallo.

które rysował m.in.

Ze s t a r o ż y t n o ś c i w z i ę t y jest t a k ż e nie
w t ó r z o n y niomal

t y l k o sam

arkady

lecz r ó w n i e ż ich specyficzna stylizacja, k t ó r ą J a n

Antoniewicz

po­

d o s ł o w n i e na wejściowoj ścianio w n ę t r z a k a p ­

wywodził

z

renesansowej

rzeźby

Bołoz

padewskiej,

a

J u l i a n Pagaczewski z p ł a s k o r z e ź b Agostina d i Duccio w Perugii
i w Rimini.

n a ś l a d o w a n e j przez f i g u r ę po p r a w e j stronie, z o s t a ł a

3

motyw

( i l . 2—3),

związanych z o b r z ę d e m triumfalnym...: panoplia, misy i dzbany,
w kapitelach".

wzglę­
Giuliano

9

u s k r z y d l o n y c h postaci w p r z y ł u c z a c h
licy,

kapi­

motywami

postumentach k a n d e l a b r ó w ,

a n t y c z n y c h , dzieł

tarcze z g ł o w ą M e d u z y , r o g i o b f i t o ś c i , g ł o w y b a r a n ó w , z w i e r z ą t
ofiarnych

okazję

n o w i p o ł ą c z e n i e w z o r ó w z a c z e r p n i ę t y c h z pewnego t y p u

że „ P o r t a l wejściowy w kształcie b r a m y triumfal­

zapowiedzią

już miałem

z

1 0

O g ó l n a k o m p o z y c j a lewej postaci, m n i o j udolnie

płaskoraeźby

zdobiącej

lewe p r z y ł u c z e

elewacji

przejęta
północnej .

�P o r t a l k a p l i c y Z y g m u n t o w s k i e j : i i . 1. P o m i a r F . P o k u t y ń s k i e g o z r. 1865; i i . 2. F r a g m e n t części l e w e j ; i l . 3.
F r a g m e n t części p r a w e j

ł u k u K o n s t a n t y n a w R z y m i e , co jest widoczne z a r ó w n o w u k ł a ­
dzie szat j a k t e ż w u j ę c i u g ł o w y i t y p i e uczesania ( i l . 4 ) .
wet

owalne f o r m y

szerokich r ę k a w ó w j a k i c h

nie

Na­

znajdujemy

na reliefach ł u k u K o n s t a n t y n a (zbliżone do szarf
k o r p u s y t a r c z o w n i k ó w na

1 1

Vendramin

deł stylu

Załozieckiego

reliefów

do

poszukiwania w W e n e c j i
12

wawelskich ), stanowią

d o b n y c h r ę k a w ó w postaci w p r z y ł u c z u p o r t y k u
zwanej P o r t i c o dei Caccabari. R u i n y

źró­

przetworzenie
krypty

toj antycznej

po­

Balbi

rzymskiej

b u d o w l i , d z i ś j u ż nio i s t n i e j ą c e , znano s ą z ó w c z e s n y c h r y s u n k ó w

Lata

w R z y m i e , a obecnie znajduje się w zbiorach Palazzo dei Cons e r v a t o r i na K a p i t o l u ( i l . 5 ) .
Trzony

oplatających

nagrobku doży Andrea

— о к . г. 1495, dziele b r a c i L o m b a r d i c h — co n i e g d y ś s k ł o n i ł o
Włodzimierza

p ó ź n o a n t y c z n y ł u k z w a n y 1'Arco d i Portogallo p r z y v i a

jak

pilastrów

1 5

wewelekiej

„porta

triumphalis" zostały,

j u ż m ó w i l i ś m y , w y p e ł n i o n o p ł a s k o r z e ź b a m i w formie

wieszonych

na

wstęgach

zestawów

uzbrojenia

(il.

za­

10—11).

D e c y d u j ą c się na t a k ą d e k o r a c j ę p r o j e k t a n t k a p l i c y

Zygmun­

towskiej n a w i ą z y w a ł m o ż e nie t y l e do s k r o m n y c h p ł a s k o r z e ź b
panopliowych
Argentari,

na

pilastrach

fasady

rzymskiego

ГАгсо

co do d z i e ł m u w s p ó ł c z e s n y c h , t a k i c h n p . j a k

portale a p a r t a m e n t ó w p a ł a c u książęcego w Urbino

degli
trzy

(ok. 1472—

m . i n . Giuliana da Sangallo, a i c h s t r u k t u r a i dekoracja szeroko

1482, zapewne A m b r o g i o B a r o c c i ) , w s p o m n i a n a P o r t a Capuana

o d d z i a ł a ł y na r e n e s a n s o w ą s z t u k ę w ł o s k ą , w t y m na

w N e a p o l u czy s z c z e g ó l n i e bliskie p o d w z g l ę d e m t y p o l o g i c z n y m ,

Bramantego i Rafaela.
Figury
i na

bo z p a n o p l i a m i na t r z o n a c h p i l a s t r ó w , portale n e a p o l i t a ń s k i c h

13

przedstawione n a

portyku

krypty

Z reguły trzymają

twórczość

rzymskich

łukach

triumfalnych

B a l b i t o personifikacje V i c t o r i i

one

wojenne trofea n a

długich

(Nike).

żerdziach,

k a p l i c : r o d z i n y Carafa d i San Severino w kościele

S. Domenico

Maggiore (1508, 1512—1516, R o m o l o d i A n t o n i o da Senttignano)
i r o d z i n y Teodosi w katedrze (pocz. X V I w . ) .

1 6

Wreszcie

nie

sztandary, w i e ń c e laurowe, p a l m y czy g i r l a n d y . T a k i e w ł a ś n i e ,

m o ż n a z a p o m n i e ć , że podobne dekoracje panopliowe znane j u ż

wzorowane na

były

antycznych,

trofea

na

żerdziach

znalazły

w r ę k a c h V i c t o r i i w p r z y ł u c z a c h P o r t a Capuana w
wzniesionej z polecenia k r ó l a F e r r a n t e I

się

Neapolu,

aragońskiego

przez

Giuliana d a Maiano (ok. r . 1484), jednej z najokazalszych rene­
sansowych b r a m
tektonicznym

triumfalnych,

szczególnie bliskiej

w

ogólnym
portalowi

schemacie
kaplicy

archi­

Zygmun­

w

Krakowie,

wprowadzone

przez

Franciszka

Florent-

c z y k a n a p i l a s t r a c h niszy n a g r o b k a k r ó l a J a n a O l b r a c h t a i w
o b r a m i e n i u jednego z o k i e n t z w . D o m u K r ó l o w e j (1502—1506).
We
mentów

wszystkich t y c h
starożytnego

dziełach panoplia składają
uzbrojonia

rzymskiego

17

się z ele­

(oddawanych

z m n i e j s z ą l u b w i ę k s z ą w i e r n o ś c i ą ) locz n a j c z ę ś c i e j przeplatane

t o w s k i e j ( i l . 6 ) . ' * F i g u r y k r a k o w s k i e u n o s z ą j e d n a k nie

trofea

lecz zapalone pochodnie. E l e m e n t ten r ó w n i e ż m o ż n a

wiązać

d a t o r ó w ) . N i c więc dziwnego, żo nie u d a ł o się w ś r ó d n i c h odna­

są motywami współczesnymi,

renesansowymi

(m.in. herbami fun­

z o d d z i a ł y w a n i e m dzieł a n t y c z n y c h . M y ś l ę t u t a j nie t y l e o t a k

leźć identycznego l u b podobnego j a k w k a p l i c y Z y g m u n t o w s k i e j

częstych

na

Geniusza

Snu

rzymskich
(Somnus)

sarkofagach
lub Śmierci

chłopięcych

postaciach

zestawu b r o n i s t a r o ż y t n e j , k t ó r a na

z odwróconą

pochodnią,

szczególną erudycję

lecz przede w s z y s t k i m o uskrzydlonej ż e ń s k i e j
Aeternitas

na

płaskorzeźbie

wyobrażającej

personifikacji

apoteozę

wej Sabiny, ż o n y H a d r i a n a , dziele k t ó r e do r .

1662

naszym portalu

zdradza

antykwaryczno-archeologiczną.

J u ż Jerzy Kowalczyk

z w r ó c i ł u w a g ę na

kolisty

medalion

cesarzo­

w i d o c z n y n a p ł a s k o r z e ź b i e lewogo p i l a s t r a ( i l . 10-b), z p r z e d

zdobiło

stawieniem t r i u m f u i m p e r a t o r a s i e d z ą c e g o na r y d w a n i e zaprze-

�g n i ę t y m w p a r ę k o n i i s t w i e r d z i ł jego z w i ą z k i z p o d o b n y m i przed­
s t a w i e n i a m i na

numizmatach rzymskich. Bliższe

rozpoznanie

t y c h z w i ą z k ó w u t r u d n i a j e d n a k s ł a b a c z y t e l n o ś ć zniszczonego
reliefu.

18

Wzmiankowana

przez

tegoż

autora

ozdobna

misa

i dzban, w i d n i e j ą c e n a tej samej w y s o k o ś c i na pilastrze p r a w y m
( i l . 11-a), u j a w n i a j ą

p o d o b i e ń s t w o do p r z e d s t a w i e ń r z y m s k i c h

n a c z y ń o f i a r n y c h w y r z e ź b i o n y c h na m e t o p a c h nie i s t n i e j ą c y c h j u ż
dzisiaj s z c z ą t k ó w Basilica A e m i l i a na F o r u m R o m a n u m , studio­
w a n y c h m . i n . przez Giuliana da S a n g a l l o
z I

19

oraz na

sarkofagu

w.n.e., n i e g d y ś w zbiorach rzymskiego Palazzo

Cafarelli

(obecnie w Berlinie), b ę d ą c y c h p r z e d m i o t o m r y s u n k u w kode­
ksie E e k u r i a l s k i m .
Łatwiejsze

do

20

rozpoznania

eharaktorze m i l i t a r n y m .

są

pierwowzory

Nałoży przy t y m

motywów

zaznaczyć, że

o
po­

w t a r z a j ą się one t y l k o w y j ą t k o w o . Oba p i l a s t r y r ó ż n i c u j o t a k ż e
f a k t , iż w ś r ó d p a n o p l i i lewego i g r a j ą nagie p u t t a u j ę t o w uroz­
I I . 4. V i c t o r i a , p ł a s k o r z e ź b a

z łuku

Konstantyna w

Rzymie

m a i c o n y c h p o l a c h i p o d t r z y m u j ą c e rozwiane k o ń c o szarf, czogo
b r a k na pilastrze j ' r a w y m . M i m o to p ł a s k o r z e ź b y obu p i l a s t r ó w
zachowują

równowagę

kompozycyjną,

siedom n i e m a l r ó w n y c h c z ę ś c i .

21

gufrowanymi

na

szarfami,

które

dając

się p o d z i e l i ć

na

S ą one p o w i ą z a n o o z d o b n y m i
pilastrze l e w y m

trzyma

ustach l i ś c i a s t y maszkaron (z g a t u n k u t y c h jakie pod
s z t u k i r z y m s k i e j — z w ł a s z c z a dekoracji

w

wpływem

wewnętrznych

gzym­

s ó w ł u k u Septimiusza Sewera na F o r u m R o m a n u m —

rozpo­

22

w s z e c h n i ł y się w ornamontyco nio t y l k o
pilastrze p r a w y m zawieszone s ą na

renesansowej, )

muszli ujętej

a

przez

na

parę

delfinów.
Rozpoznanie

antycznych

perwowzorów

naszych

panoplii

u ł a t w i a f a k t , że w g r ę wchodzi, j a k się zdaj o, policzalna g r u p a
dzieł p l a s t y k i r z y m s k i e j okresu cesarstwa, k t ó r e b y ł y s z c z e g ó ­
ł o w o studiowane przoz a r t y s t ó w p r z e ł o m u

X V i X V I wieku.

W

czworobocznych f i ­

t y m kontekścio nałoży wymienić parę

larów

z

czasów

Domicjana,

bniej z t z w . A r m i l u s t r i u m

na

Rzymianie składali poświęcony
obecnie we florenckich

pochodzących
Awentynie,
oręż

najprawdopodo­

budowli, w

( i l . 12).

której

Przechowywane

U f f i z i a c l i , f i l a r y te z n a j d o w a ł y się pier­

w o t n i e , co n a j m n i e j o d k o ń c a
S. Sabina na A w e n t y n i e .

X V stlucia, w p o b l i ż u

kościoła

B o k i każdogo z nich wypełniają

pła­

s k o r z e ź b y p r z e d s t a w i a j ą c e o k o ł o 1450 r o z m a i t y c h o k a z ó w b r o n i
d a j ą c y c h się p o d z i e l i ć na
znano wielu a r t y s t o m

106 t y p ó w . R z e ź b y t o b y ł y dobrzo

renesansowym.

23

Przorysy

fragmontów

ich dekoracji znajdujemy m . i n . na

k a r t a c h t z w . kodoksu

kurialskiego, w z o r n i k a

w warsztacie

używanego

Sangallo, i (w l u s t r z a n y m odbiciu) na m i e d z i o r y t a c h
niego A n t o n i a da Brescia ( i l . 1 3 ) .
Pośród

Es-

Giuliana

da

Giovan-

24

masy uzbrojonia j a k i e

zostało

tam

przedstawione

z ł a t w o ś c i ą m o ż n a o d n a l e ź ć szereg o k a z ó w , k t ó r e w wersji nieco
przestylizowanej
I I . 5. Apoteoza cesarzowej Sabiny z 1'Arco d i Portogallo w R z y m i e

znalazły

się

również

na

pilastrach

wawel­

skiej „ p o r t a t r i u m p h a l i s " . Są to przede w s z y s t k i m : zbrojo t y p u
torsowego z charakterystycznie z w i ą z a n ą p r z e p a s k ą (L-3,

P-7),

znane z r e s z t ą t a k ż e z p r z e d s t a w i o ń na roliefach z c z a s ó w T r a j a n a
umieszczonych w ł u k u K o n s t a n t y n a i z 2 ' l a s k o r z e ź b y
dzącej

z nieistniejącego

pocho­

j u ż ł u k u M a r k a Aureliusza, przenie­

sionej przez Leona X w r. 1515 z k o ś c i o ł a S. M a r t i n a n a K a p i ­
tol;

2 5

owalne tarcze

zdobne o r n a m e n t o m p a l m e t o w y m z ro-

zotą l u b g ł o w ą S ł o ń c a p o ś r o d k u (L-5, P - 5 ) ;
d e k o r a c j ą w formie liści l a u r u ( P - 7 ) ;

27

2 6

kolisto tarcze z

tarczo z g ł o w a m i M e d u z y

(L-6, P-2), c h o c i a ż nie t a k ostro z a k o ń c z o n o j a k na
w y g i ę t e tarcze p r o s t o k ą t n e ( s c u t u m ; L - 5 ) ;
dzwonie,

wąskiej

ochronie p o l i c z k ó w

2 9

Wawolu,

2 8

hełmy o półkolistym

i wygiętym

nakarczku,

czasem zdobne s k r z y d ł a m i p t a k ó w ( L - 7 , P-4, P-6); wreszcie pro­
s t o k ą t n e k o ł c z a n y ze s t r z a ł a m i

( m . i n . L-,'ł) i k r ó t k i e

paradne

miecze o zoomorficznycli r ę k o j e ś c i a c h (element bodaj n a j c z ę s t s z y
w dekoracji p i l a s t r ó w wawelskich) oraz k r z y w o

kordy i topory

(L-4).
Bardziej s k o m p l i k o w a n ą g e n e z ę u j a w n i a j ą
t y m nakarezku, opatrzone z p r z o d u m a s k ą

hełmy o wygię­
antropomorficzną.

M o ż n a się d o m y ś l a ć , że ta forma h e ł m u na naszym reliefie (L-2)
I I . 6. G. da M a i a n o , P o r t a Capuana w N e a p o l u

to w y n i k przestylizowania p i ę k n e g o h e ł m u j a k i widnieje na

zna-

�I I . 7. A m o r e k - t a r c z o w n i k z lewego c o k o ł u p o r t a l u k a p l i c y Z y g ­
m u n t o w s k i e j ; i l . 8. B . da Rovezzano, a m o r e k - t a r c z o w n i k z k o ś ­
cioła w B a d i a d i Passignano; i l . 9. Personifikacja l a t a z c o k o ł u
kandelabra w M u s ó e C o n d ó w C h a n t i l l y . R y s u n e k z Codex
Coburgensis ( f i . 134), fragment

nej p l a s k o r z e ź b i o rzymskiego sarkofagu ze s c e n ą z d z i e j ó w A c h i llosa, w m o n t o w a n e j n i e g d y ś w b o k s c h o d ó w k o ś c i o ł a S.
i n Aracoeli w R z y m i e (obecnie w W o b u r n A b b e y ) ,
częstych

studiów

artystów

ronosansowach.

30

Maria

przedmiotu

Osobną

uwagę

zwraca h e ł m z b l i ż o n e g o t y p u ozdobiony g ł o w ą b a r a n i ą na
karczku i wspaniałym
skiego sfinksa

pióropuszem

w s p a r t y m na

na-

figurze

żeń­

( P - l ) . P i ó r o p u s z t a k i w y w o d z i się — j a k

wia­

domo •—• z h e ł m u p o s ą g u A t e n y Parthenos Fidiasza

(Pauza-

niasz, I , 24, 5). N a ś l a d o w a ł go m . i n . h e ł m r z e ź b y Marsa TJłtora
w

świątyni

na

rzymskim

Forum

Augusta, znanej od

końca

X V w i e k u d z i ę k i replice (obecnie na K a p i t o l u ) u w a ż a n e j p o d ­
ówczas

za

wizorunek

Pyrrusa.

31

Równoczośnie

pióropuszami

na sfinksie ozdabiali RzjTnianie szczególnie c z ę s t o innego nieco
kształtu

hełmy

(pozbawione masek), k t ó r e

a t r y b u t e m personifikacji

stały

się

niemal

R z y m u . Tak właśnie wyglądają h e ł m y

bogini R o m y na reliefach z c z a s ó w Trajana i M a r k a Aureliusza,
wmontowanych wtórnie w łuk Konstantyna,

3 2

i t a k prezentuje

się jej h e ł m na p i ę k n e j p ł a s k o r z e ź b i e c o k o ł u k o l u m n y A n t o n i n u s a
Piusa, k t ó r a
skoro

musiała

dostarczyła

działającemu

w

być

wzoru

latach

c h y b a znana
monogramiścio

1500—1506

w omawianej
I.B.,

(il. 14—15).

epoce

rytownikowi
33

Personifi­

k a c j a R z y m u w y o b r a ż o n a na jego miedziorycie m a h e ł m szcze­
g ó l n i e b l i s k i w a w e l s k i e m u , bo ozdobiony z p r z o d u m a s k ą , a na
n a k a r c z k u g ł o w ą barana. B y ć m o ż e iż nasz a r t y s t a p o s ł u ż y ł się
w ł a ś n i e t y m sztychem.

I

��figury puttów-amorków (il. 16).
welski

zaczerpnął

sowej p o m y s ł

unikalny

33

w

wyobrażenia

Stąd być może artysta

dekoracyjnej

puttów

rzeźbie

igrających

wa­

renesan­

między

pano-

p l i a m i lewego p i l a s t r a . M o g ł y go do tego d o d a t k o w o

skłonić

także płaskorzeźby

niektórych rzymskich sarkofagów

nych, takie jak ta

odrysowana w kodeksie E s k u r i a l s k i m ( f o l .

44 verso), p o d ó w c z a s z n a j d u j ą c a

antycz­

się w k o ś c i e l e Santa Cecilia

w R z y m i e (obecnie w B r i t i s h Museum) gdzie g r u p a a m o r k ó w
b a w i s i ę c z ę ś c i a m i uzbrojenia dla zaznaczenia, iż n a w e t Mars
ulec m u s i p o t ę d z e m i ł o ś c i ( i l . 1 8 ) .
Większość

motywów

36

panopliowych występujących

na

pi-

lastrach p o r t a l u powraca jeszcze w p a r t i a c h d e k o r a c j i s t r o n y
zewnętrznej

i

wnętrza

kaplicy

podejmujących

ciowy z a p o c z ą t k o w a n y przez „ p o r t a t r i u m p h a l i s " .

wątek
3 7

treś­

Na zewnątrz

m o t y w y te z n a j d u j e m y w o ś c i e ż a c h i p r z y ł u c z a c h o k i e n t a m b u r u .
W e w n ę t r z u n a t o m i a s t s t a n o w i ą one g ł ó w n y s k ł a d n i k dekora­
3 8

c j i czterech s p o ś r ó d p ł a s k o r z e ź b strefy c o k o ł o w e j , w s z y s t k i c h
par w ą s k i c h p ł y c i n z d o b i ą c y c h ościeża a r k a d , czterech p i l a s t r ó w
wnętrza tamburu,
23).

4 0

3 9

oraz s z e ś c i u p r z y ł u c z y o k i e n n y c h ( i l . 20, 22,

N a cokołach i pilastrach m o t y w y panopliowe są najczęściej

zawieszone m i ę d z y p ę k a m i o w o c ó w , co o p r ó c z posiadania od­
p o w i e d n i k ó w w ó w c z e s n e j r z e ź b i e dekoracyjnej, b y
tylko

ścianę

wejściową

biblioteki

wspomnieć

Piccolominich

s i e n e ń s k i e j (ok. 1615, zapewne Lorenzo Marcina),
43

się r ó w n i e ż z p l a s t y k i

antycznej . Repertuar

w

katedrze

4 1

wywodzi

występujących

t u p a n o p l i ó w n i e m a l nie odbiega o d tego, k t ó r y z n a m y z deko­
r a c j i p o r t a l u . C z ę s t o , z w ł a s z c z a na z e w n ą t r z k a p l i c y , elementy
uzbrojenia antycznego s ą uproszczone i przestylizowane.

No­

w y c h wprowadzono niewiole. N a l e ż ą do n i c h : h e l m z p i ó r o p u ­
szem w t y p i e h e ł m ó w p r e t o r i a ń s k i c h , n i e k i e d y w ujęoiu en
ce,

43

fa­

h e ł m ozdobiony r o g a m i barana — a t r y b u t e m boga A m o n a

wiązanym

także

z Aleksandrem

cza o ś c i ę t y c h n a r o ż a c h

4 5

Wielkim,

4 4

prostokątna

i t z w . tarcza A m a z o n e k .

46

tar­

Wszystkie

one z a c z e r p n i ę t e z o s t a ł y t a k ż e ze s z t u k i a n t y c z n e j .
W sumie c a ł y a p a r a t m o t y w ó w p a n o p l i o w y c h zastosowany

lud

w

П . 10, P ł a s k o r z e ź b y lewego p i l a s t r a
a. m o t y w y L - l ,
b. m o t y w y L - 4 ,
c. m o t y w y L - 5 ,
(i. m o t y w L - V ;

kaplicy Zygmuiitowskiej:
L-2, L-3;
L-5;
L-ti;

dekoracji

logiczną
rzadko

kaplicy

dekoracją
spotykaną

początku

Zygmuntowskioj,
innych

zabytków

wiernością

X V I wieku

porównywany

archeologiczną.

ozdobionych

z

renesansowych
tego

Wśród

typu

ana­

uderza
dzieł

z

ornamentacją

bodaj w j e d n y m t y l k o znajdujemy podobne bogactwo elemen­

I I . 11. P ł a s k o r z e ź b y prawego pilastra k a p l i c y Z y g m u i i t o w s k i e j :
a. m o t y w y P - l , P-2, Г - 3 ; '
b . m o t y w y P-4, P-5, P-B;
c. m o t y w y P-6, P-7

t ó w antycznego uzbrojenia. M a m

t u na

myśli

dwie

i f r y z belkowania w s p a n i a ł e g o k o m i n k a z Palazzo
we F l o r e n c j i

płyciny

Borgherini

(obecnie w Museo Nazionale del Bargello) a u t o r ­

stwa r z o ź b i a r z a ze s z k o ł y Giuliana da Sangallo, a zarazem w s p ó ł ­
pracownika
(przed
dziej

Andrea

1514

Sansovina
47

г., i l . 2 1 , 1 7 ) .

plastycznych

roliefów

—

Benedetta

da

Rovozzano

F o r m a l n i o d o ś ć odległe o d bar­
krakowskich,

z

t y m i w j o d n ą m a s ę (wzorem z n a n y c h n a m

panopliami
rzymskich

zbi­

filarów

z A w e n t y n u ) z a w i e r a j ą one prawie wszystkie olementy uzbro­
jenia, k t ó r e z n a l a z ł y się na W a w e l u . N i e p r z y p a d k o w o t e ż chy­
ba w i n n y m dziele w a r s z t a t u Rovozzana, p r z y k t ó r e g o

reali­

zacji b y ł — j a k m o ż n a p r z y p u s z c z a ć — z a t r u d n i o n y p ó ź n i e j ­
szy p r o j e k t a n t k a p l i c y
ukończonym

Zygmuiitowskiej,

mauzoloum

św.

Jana

a mianowicie w
48

Gwalborta ,

nie-

spotykamy

g ł o w y l w ó w i g ł ó w k i a n i o ł k ó w u ż y t e w charakterze z a c z o p ó w
N i e m o ż n a j e d n a k z a p o m i n a ć , że h e l m z p i ó r o p u s z e m

na

dekoracji n a p i l a s t r a c h t a k j a k t o jest wo w s z y s t k i c h ozdobio­

sfinksie widnieje r ó w n i e ż n a jeszcze j e d n y m dziele s t a r o ż y t n y m ,

nych

k t ó r e b u d z i ł o c i e k a w o ś ć a r t y s t ó w w dobie Renesansu. Chodzi t u

19).

o s ł y n n ą p a r ę k o l o s a l n y c h r z e ź b z c z a s ó w D o m i c j a n a , przez
A l e k s a n d r a Sowora w t ó r n i e u ż y t y c h do dekoracji N y m p h a e u m
Aquao

Iuliao

na

Eskwilinie,

przedstawiających

trofea

typu

antropomorficznogo. R z e ź b y te w czasach n o w o ż y t n y c h znane
pod n a z w ą

„Trofei di Mario",

placu kajiitolińskiogo.
„Trofei
tku

di Mario",

od

r. 1590 z d o b i ą

widać

na

naszej

kaplicy

Przeprowadzona analiza p o r t a l u w e j ś c i o w e g o , na tlo
s k ł a d n i k ó w d e k o r a c j i wawelskiej b u d o w l i , w k t ó r y c h
wano m o t y w y

(il.

innych
zastoso­

panopliowe, p o t w i o r d z a zatem w c z e ś n i e j

n i ę t e przypuszczenie co do pochodzenia a r t y s t y c z n e j
Berrocciogo i jego krakowskiego w a r s z t a t u z
skioj s z k o ł y Sangalla i R o v o z z a n a .

dziś j u ż bardzo zniszczono, na
który

d e k o r a t o r ó w p o r t a l u naszej k a p l i c y .
dawniejszych

uzbrojenia u w i j a ł y

wnętrza

wysu­

formacji

florencko-rzym-

34

X V I w i o k u joszcze z a w i e r a ł y element,

frapować

balustradę

panopliami płaskorzeźbach

49

rysunkach,

się t a m ,

dziś

wśród

p r a w i e nie

począ­

mógł

Jak

to

50

Przede w s z y s t k i m j e d n a k

p o t w i o r d z a ich grunto^yn.ą z n a j o m o ś ć m o t y w ó w antycznej r z e ź b y

za-

r z y m s k i e j , c e c h u j ą c ą ten w ł a ś n i e k r ą g t w ó r c ó w , a zarazem za­

dobrze

ś w i a d c z a , że f u n d a t o r dzieła — k r ó l Z y g m u n t p r a g n ą ł w s p o s ó b

nagromadzonego

szczególny

do

Wawelu odrodzić piękno i wielkość sztuki s t a r o ż y t n e g o R z y m u .

rozpoznania,

w

swym

grobowym

mauzoleum

na

krakowskim

11

I

�P R Z Y P I S Y

1

S u m a r y c z n y opis dekoracji p o d a j ą S. Cercha i F . K o p e r a ,
Nadworny rzeźbiarz króla Zygmunta Starego Giovanni Oini z Sieny
i jego dzieła w Polsce, K r a k ó w 1916, s. 50—61
2

L . K a l i n o w s k i , Treści artystyczne i ideowe kaplicy
Zygmuntowskiej, „ S t u d i a do d z i e j ó w W a w e l u " , t . 2, 1960, s. 56, p r z y p i s 1.
K o m p o z y t o w y p o r z ą d e k p o r t a l u o m a w i a S. Mossakowski, Pro­
weniencja artystyczna twórczości Bartłomieja
Berrecciego w świetle
dekoracji
kaplicy ZygmuntowsJciej,
„Biuletyn Historii Sztuki",
t . 48, 1986 (w d r u k u ) .
3

J . K o w a l c z y k , Triumf i sława wojenna ,,alł'antica"
w Polsce
XVI
w. (w:) Renesans. Sztuka i ideologia.
Warszawa 1976,
s. 305—307. O k r e ś l e n i o k r ó l a jako „ c e s a r z a w s w o i m k r ó l e s t w i e "
n a w i ą z u j e do tez p r a c y A . Gieysztora, Non habemus
caesarem
nisi regem. Korona zamknięta
królów polskich w końcu XV
wieku
i w wieku XVI
(w:) Muzeum i twórca. Studia z historii
sztuki
i kultury ku czci Prof, dr Stanisława
Lorentza,
Warszawa 1969,
s. 277—292. W s p o m i n a j ą c ł u k T r a j a n a m i a ł a u t o r n a m y ś l i
zapewne t e n z n a j d u j ą c y się w Benewencie.
4

M . P a l l o t t i n o , L'Arco
degli Argentari,
R o m a 194G; P. P r a y
Bober i R . R u b i n s t e i n , Renaissance
Artists and Antique
Sculpture,
Handbook of Sources, L o n d o n 1986, s. 213—214 (poz. 180).
5

Por. n a g r o b k i : B a r t o l o m e a Roverella (zm. 1476) w kościole
S. Glemente; P i o t r a R i a r i o w kościele SS. A p o s t o l i ; A n t o n i a R i d o
w kościele S. Francesca R o m a n a , a t a k ż e , c h o ć z t a r c z o w n i k a m i
nie na cokole, F i l i p p a delia Valle w kościole S. M a r i a i n A r a c o e l i .
R z y m s k i e pochodzenie r e d a k c j i tego m o t y w u pierwsza z a u w a ż y ­
ł a : A . M i s i ą g - B o o h e ń s k a , Bernardinus
Zanobi de Gianotis
Somanus i refleksy dekoracji rzymskiej w kilku dziełach
krakowskich
Berrecciego. „ S p r a w o z d a n i a P o z n a ń s k i e g o T o w a r z y s t w a P r z y j a c i ó ł
N a u k " , 1 (58), 1960, s. 63—64. Nioliezne poza R z y m e m r z e ź b i o n e
p u t t a - t a r c z o w n i c y s ą p r z e w a ż n i e bezskrzydle i n a j c z ę ś c i e j m a j ą

I I . 12. P ł a s k o r z e ź b a f i l a r u /• A r m i l u s l r i u m w R z y m i e ,

12

I

fragment

�1]. 14. P ł a s k o r z e ź b a c o k o ł u k o l u m n y A n t o n i n u s a Piusa w R z y m i e ; i l . 15. Personifikacja R z y m u , m i e d z i o r y t
monogramisty I . B .

f o r m ę f i g u r w o l n o s t o j ą c y c h (por. n a g r o b k i : Cal la M a r s u p p i u i
w kościele S. Croce wo F l o r e n c j i , dzieło Dosideria da Settignano
z 1455 r. oraz A n t o n i a Roselli w bazylice S. A n t o n i o w Padwie,
dzieło P i e t r a L o m b a i d o z r. 1467). D o w y j ą t k ó w n a l e ż ą a n i o ł k i -tarczowniey na c o k o ł a c h pilaf.trów r e t a b u l u m o ł t a r z a B o ż e g o
Ciała w katodrze w Oesena, dzieło P i e t r a L o m b a r d o , ok. r. 1481.
E . L u p o r i n i , Benedetto da Rovezzano, M i l a n o 1964, s. 128,
i l . 211—212; A . Luchs, A relief by Benedetto da Rovezzano
in
the National
Gallery of Art in Washington,
„ M i t t o i l u n g e n des
K u n s t h i s t o r i s c h e n I n s t i t u t e s i n F l o r o n z " , t . 18, 1974, s. 365,
il. 3
G.A. Mansuelli, Oalleria degli Uffizi.
Le sculture,
cz. 2,
R o m a 1961, s. 51 (poz. 39), 90—91 (poz. 98); K . F i t t s e h e n , Sul
ruolo del ritratto antico nell'arte italiana (w:) Memoria
deU'antico
nell'arte italiana, t . 2, T o r i n o 1985, я. 395—396, i l . 363; Bober
i R u b i n s t e i n , op. c i t . , s. 163 (poz. 128).
Bober i R u b i n s t e i n , op. c i t . , s. 94 (poz. 57). Por. t a k ż o reliof,
obecnie w L u w r z e , znany p o d n a z w ą „ T a n c e r k i Borgbese"
( t a m ż o , s. 95, poz. 59-B).
Mossakowski, op. cit., i l . 15—16
J . B o ł o z A n t o n i e w i c z , O rzeźbie figuralnej
kaplicy
Zygmun­
towskiej na Wawelu, „ P r a c e K o m i s j i H i s t o r i i S z t u k i " , t . 1, 1919,
s. X X I I I ; — S. Pagaczewski, Jan Michałowicz
z
Urzędowa,
„ R o c z n i k K r a k o w s k i " , t . 28, 1937, s. 67, p r z y p i s 1. P o g l ą d Pagaczewskiogo p o w t ó r z y l i : A . B o c h n a k , Kaplica
Zygmuntowska,
Warszawa 1953, s. 16 i ostatnio L . K a l i n o w s k i , Die
Sigismundkapelle im Waweldom zu Krakau
(w k a t a l o g u w y s t a w y : )
Polen
im Zeitalter der Jagiellonen
1386—1572, Schallaburg 1986, s. 134
Z o b . Mossakowski, op. c i t . , i l . 63—64
W . R . Zaloziecky, Studie zur figuralen
Ausschmuckung
der
Jagielłonenkapell
( Siegmundkapelle)
in Krakau,
,,Belvedere", t . 5,
1924, s. 167
S. B o r s i , Giuliano
da Sangallo.
I disegni di
architettura
e deli'antico,
R o m a 1985, s. 53—59; P . N . Pagliara ( w : )
Raffaello
architetto, M i l a n o 1984, s. 417 (hasło 3.2.3.).
W a r t o p r z y p o m n i e ć , że fundator b r a m y k r ó l F e r r a n t e
b y ł p r a d z i a d k i e m k r ó l o w e j B o n y , k t ó r e j uroczyste z a ś l u b i n y per
procura z Z y g m u n t e m I o d b y ł y się 6 g r u d n i a 1517 r. w s t o j ą c y m
opodal p a ł a c u Castel Capuano (zob. W . Pociecha, Królowa
Bona,
t . 1, P o z n a ń 1949, s. 53, 205—211).
6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

B o b e r i R u b i n s t e i n , op. c i t . , s. 227—228 (poz. Ш - А ) .
Por. t a m ż e , s. 69, 88, 144. Zob. t a k ż e A . M a r k h a m Schulz, Anto
nio Rizzo. Sculptor
and Architect, P r i n c e t o n 1983, s. 109—110,
i l . 199—200, w z w i ą z k u z f i g u r a m i V i c t o r ! podobnie u n o s z ą c y m i
pochodnie na p ł a s k o r z e ź b a c h Scala del C i g a n t i w wonockim
p a ł a c u D o ż ó w (Andrea Rizzo, 1487—1501).
Zob. P. R o t o n d i , The Ducal Palace of Urbino,
London
1969, s. 74—76, i l . 110—115, 266—270, 287—290; Napoli e dintorni. Guida d'Italia
del Touring
Club Italiano,
M i l a n o 1976,
s. 248, 143, 242. Obok b r a m i p o r t a l i , do k t ó r y c h w y p a d a d o d a ć
t a k ż e schody Scala dei G i g a n t i w Palazzo Duealo w Wenecji
( M a r k h a m Schulz, op. cit., s. 98—113, i l . 166, 174—184), dok o r a c i a t a k a p o j a w i a się czasem r ó w n i e ż n a pilastrach n a g r o b k ó w
i r e t a b u l ó w o ł t a r z o w y c h . W ś r ó d pierwszych t y t u ł o m p r z y k ł a d u
w y m i e n i ć trzeba nagrobok H e k t o r a Carafa ( a n . 1511) w kościole
S. Domenico Maggioro w Neapolu, a p o ś r ó d drugich m a r m u r o w e
o ł t a r z e : Św. H i e r o n i m a w t y m ż o kościele n o a p o l i t a ń s k i m (zap.
Tommaso M a l v i t o , 1515) oraz c z ę s t o p o w o ł y w a n y j a k o analogia
do dekoracji k a p l i c y Z y g m u n t o w s k i e j od c z a s ó w p r a o y M . So­
k o ł o w s k i e g o (Die italienischen KunstUr der Renaissance in
Krakau,
„ R e p e r t o r i u m fur K u n s t w i s s e n s c h a f t " , t . 8, 1885, s. 416—417)
o ł t a r z g ł ó w n y k o ś c i o ł a d i Fontegiusta w Sionio (Loronzo M a r r i n a
i Simone d i Michelo Cioli da Settignano, 1509—1517; p i l a s t r y
umieszczone w tle w o l n o s t o j ą c y c h k o l u m n ) .
A . Fischingor, Nagrobek Jana Olbrachta i początki
rzeźby
renesansowej w Polsce [ w : ] Renesans,
op. cit., s. 457
K o w a l c z y k , c c , s. 307, i l . 21—22
E . Nash, Bildlexikon
zur Topographic,
des aatiken
Rom,
Tubingen 1961, t . 1, s. 178, i l . 195—196; — Borsi, op. c i t . , я.
144—146
D . E . Strong, Roman Imperiał
Sculpture,
L o n d o n 1961,
s. 92, i l . 43; H . Egger, Codex Escurialensis.
Ein Skiszenbuch
ans
der Werkstalt Domenico Oliirlandaios,
W i e n 1905—1906, s. 105
(fol. 36 verso).
B ę d z i e m y je oznaczali s y m b o l a m i ł ą c z ą c y m i l i t o r y dla
oznaczenia p i l a s t r ó w ( L = l e w y i l ' - p r a w y ) z liczbami ozna­
c z a j ą c y m i k o l e j n o ś ć w y s t ę p o w a n i a p o c z y n a j ą c od g ó r y .
R . B r i l l i a n t , The Arch of Septimius
Sevens
in the Roman
Forum,
R o m a 1967, s. 80—82, t a b l . 25-b (tzw. m o t y w g ł o w y
Silvanusa). O t r w a n i u tego m o t y w u w sztuce p o a n t y c z n o j :
1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

13

�I I . 16. „ T r o f e i d i M a r i o " w R z y m i e , r y s u n e k z t z w . s z k i c o w n i k a R i p a n d y w Oksordzie ( f o l . 3 7 ) ;
i l . 17. B . da Rovezzano, k o m i n e k z Palazzo B o r g h e r i n i , f r a g m e n t ; i l . 18. P ł a s k o r z e ź n a antycznego
sarkofagu z K o ś c i o ł a Santa Cecilia w R z y m i e , r y s u n e k z Codex Escurialensis (fol. 44 verso, fragment
i l . 19). B . da Rovezzano, f r a g m e n t y p i l a s t r ó w m a u z o l e u m ś w . J a n a G w a l b e r t a : i l . 20. Pilaster z w n ę ­
t r z a t a m b u r u k a p l i c y Z y g m u n t o w s k i e j (nr 8) i p r z y ł u c z a o k i e n (nr 7 i 9 ) ; i l . 2 1 . B . da Rovezzano,
k o m i n e k z Palazzo B o r g h e r i n i we F l o r e n c j i , fragment

�I

�I I . 22. P ł a s k o r z e ź b y w o ś c i e ż a c h a r k a d w n ę t r z a k a p l i c y Z y g m u n t o w s k i e j : a. lewa ś c i a n y nagrob­
k o w e j ; b . lewa ś c i a n y o ł t a r z o w e j ; c. p r a w a ś c i a n y w e j ś c i o w e j ; d. p r a w a ś c i a n y t r o n o w e j

I I . Wegner, Blattmasken
( w : ) Adolph
Goldschmidt zu seinem
siebenzigsten Gcburtstag am 15. Jamiar 1933, B e r l i n 1935, s. 45—
50
J . W . Crous, Florentiner
Waffenpfeiler
und
Armilustrium,
„ M i t t e i l u n g e n des Deutschen Archaeologischen I n s t i t u t e " , , , R ó mische A b t e i l u n g " , t . 48, 1933, s. 1—119; G.Ch. P i c a r d , Les Tro­
phies remains, contribution a l'art triomphal de Rome, Paris 1957, s.
353—354; Mansuelli, op. eit., cz. 1, R o m a 1958, s. 25—27, i l .
2 — 3 ; Bober i R u b i n s t e i n , o p . eit., s. 206 (poz. 175).
E g g e r , op. eit., s. 72—73 (fol. 12 r e c t o ) ; A . M . H i n d , Early
Italian
Engraving,
L o n d o n 1938—1948, t . 5, s. 50, t . 6, t a b l .
654 (nr 42—43).
Bober i R u b i n s t o i n , op. c i t . , s. 191—192 (poz. 158-1),
196—197 (poz. 163). Renesansowym d o d a t k i e m s ą t u naramien­
n i k i w formie l w i c h g ł ó w , element k t ó r y s p o t y k a m y t a k ż e w i n ­
n y c h a n t y k i z u j ą c y c h d z i e ł a c h o p o k i , п р . na w a t y k a ń s k i c h
p o d w o j a c h F i l a r e t a (por. F i t t s c h e n , o p . eit., s. 391, i l . 347).
W z o r ó w do tarcz o w a l n y c h , c h o ć z nieco i n n ą o r n a m e n t a c j ą ,
d o s t a r c z a ł y a r t y s t o m ronesansowym t a k ż e p ł a s k o r z e ź b y c o k o ł u
k o l u m n y Trajana i zaginiono dziś o z d o b y ł u k u triumfalnego
Dioklecjana p r z y v i a L a t a , zwanego A r c u s N o v u s (zburzonego
w 1491 r . ) — z o b . B o r s i , o p . c i t . , s. 112—116; Bober i R u b i n s t e i n ,
op. c i t . , s. 192—194 (poz. 159); Egger, op. c i t . , s. 78 (fol. 18).
Szczególnie o k a z a ł a k o l i s t a tarcza z o t o k i e m z w i e ń c a
laurowogo widnieje na cokole k o l u m n y A n t o n i n u s a Piusa, obecnie
na W a t y k a n i e (zob. niżej p r z y p i s 33).
M o t y w t e n , genetycznie w i ą ż ą c y się z e g i d ą A t e n y - M i n e r w y ,
b y ł bardzo p o p u l a r n y . Por. p ł a s k o r z e ź b ę c o k o ł u wspomnianego
Arcus N o v u s , obecnie w Giardino doi B o b o l i wo F l o r e n c j i (Bober
i R u b i n s t e i n , op. c i t . , s. 197, poz. 164).
Znane t a k ż e z d o l n y c h p a r t i i reliefów o p l a t a j ą c y c h k o ­
l u m n ę Trajana ( t a m ż e , op. c i t . , s. 192—194, poz. 159).
2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

16

3 0

T a m ż o , s. 151 (poz. 121). Por. t a m ż e , s. 205—206 (poz
174-B, t z w . T r o f e i d i M a r i o ) .
P. Zanker, I I Foro di Augusto, R o m a 1984, s. 18, i l . 48—
49; Bober i R u b i n s t e i n , op. c i t . , s. 66—67 (poz. 24).
T a m ż e , s. 191—192 (poz. 158), 214—217 (poz. 182-D).
S t ą d h e ł m ze sfinksem, czasem bez p i ó r o p u s z a , t r a f i ł do n i e k t ó ­
r y c h d z i e ł p l a s t y k i renesansowej k o ń c a X V w . , j a k n p . p a n o p l i i
p o r t a l u Sala dolla Jole p a ł a c u k s i ą ż ę c e g o w U r b i n o i obramienia
ś r o d k o w e j a r k a d y w e j ś c i a Scala doi G i g a n t i w Palazzo Ducale
w W e n e c j i . Z o b . R o t o n d i , op. c i t . , s. 76, i l . 110, 112, 114; P . Paol e t t i , L'Architettura
e la seultura del Rinascimento
in
Venezia,
Venezia 1893, t . 2, s. 155—156, t a b l . 82 — gdzie sugestia p ó ź n e g o
(na ł a t a 1554—1556) datowania reliefów weneckich, p r z y j ę t a
przoz l i t e r a t u r ę ( M a r k h a m Schulz, o p . c i t . , s. 89, 146) c h o ć nie
z n a j d u j ą c a uzasadnienia w ź r ó d ł a c h (zob. u w a g i P . L . R a m b a l d i ,
La Scala dei Giganti nel Palazzo Ducale di Venezia, L ' A t e n e o
vento, t . 33—2, 1019, s. 26).
H i n d , o p . c i t . , t . 5, s. 255, t . 7, t a b l . 834 (4). Omawiana
p ł a s k o r z e ź b a uchodzi powszechnie za o d k r y t ą dopiero w r . 1703.
Zob. W . A m e l u n g , Die Sculpturen
des vaticanischen
Museums,
t . 1, B e r l i n 1903, s. 883—893 (poz. 223); C. Vermeulo, The Goddess
Roma in the Art of the Roman Empire,
Cambridge Mass. 1959,
s. 89, t a b l . X - 3 ; N a s h , op. c i t . , t . 1, s. 270—275, i l . 322
P i c a r d , op. c i t . , s. 349—352; G. Tedesolii G r i s a n t i , /
„Trofei
di Mario".
I I ninfeo dell'Acqua
Giulia
sull'Esquilino,
Roma
1977, z w ł a s z c z a s. 49—60
Bober i R u b i n s t e i n , op. eit., s. 205—206 (poz. 174-b-c).
Eggor, op. eit., s. 117—118 (fol. 44 verso). Dlatego t e ż
a m o r k i b a w i ą c o się b r o n i ą Marsa z n a l a z ł y się na fryzie ś w i ą t y n i
Venus Genetrix na F o r u m Cezara w R z y m i e (R. B i a n c h i - B a n d i n e l l i , Roma. L'arte romana nel centro del potere, M i l a n o 1969,
s. 409, i l . 290). O i n n y c h a n t y c z n y c h przedstawieniach a m o r k ó w
3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

�Z b r o n i ą zob. M . de Vos, La ricezione delia pittura antica fino
alia scoperta di Ercolano
e Pompei
( w : ) Memoria
dell'antico,
op. c i t . , t . 2, s. 355, a o symbolice togo t y p u p r z e d s t a w i e ń w dobie
Renesansu: E . W i n d , Pagan Mysteries
in the Renaissance,
New"
Y o r k 1968, s. 89—91
Osobny p r o b l e m to z w i ą z e k t y c h m o t y w ó w z p a n o p l i a m i
w i d n i e j ą c y m i na baldachimie nagrobka k r ó l a
Władysława
J a g i e ł ł y w katedrze k r a k o w s k i e j (1519—1524). Zob. K . Estrei­
cher, Grobowiec
Wlady•sława.
Jagiełły,
„Rocznik
Krakowski",
t . 33, z. 1, 1953,
41—45, i l . 65, 78—82, 85—86, 89—90; K o ­
w a l c z y k , op. cit., s. 298 -305
Są to mocno uszkodzone i wielokrotnie restaurowano p ł a s k o ­
r z e ź b y : druga od lowej na ś c i a n i e w e j ś c i o w e j , pierwsza o d lewej
i ostatnia po p r a w e j i a ści;,nie nagrobkowej oraz pierwsza od
lewej na ścianie o ł t a r z o w e j . ' l a ostatnia jest b y ć m o ż o w całości
owocem ,,rekor'.stt4ik"ji" pv;,opiowadzonoj w X V I I I w i e k u , zob.
S. Mossakowski. Zmiany &gt;&gt;' kamiennej dekoracji kaplicy
Zygmuntomskiej te X [III
i XIX wieka, „ K w a r t a l n i k L r b a n i s . y k i i A r c h i ­
t e k t u r y " t . 3 1 , z. 3—4, 1983 s. 245, i l . 9.
S ą t o p i l a s t r y , k t ó r e zgodnie z zasadami p r z y j ę t y m i w w y ż e j
cytowanej p r a c y oznaczane' u u m o i i i m i : 2, 4, 8, 12
P r z y ł u e z a okien (wg oznaczenia w p r a c y j . w . ) : 3 (prawe
dolne), 7 (lewo g ó r n e i prawe dolne), 9 (lewe dolne i prawo g ó r n e ) ,
15 (prawe g ó r n o ) .
Z . H o r n u n g , Mauzoleum
kr.'.la Zygmunta
1 iv
Katedrze
Krakowskiej.
„ R o z p r a w y K o m i s j i Яislorii K u l t u r y i Sztuki To­
w a r z y s t w a N a u k o w e g o Warszaw skiego", t. 1, 1949. s. 84, i l . 10.
P ę k i o w o c ó w nv'cdzy p a n o p l i a m i s p o t y k a m y r ó w n i e ż we w s p o m ­
n i a n y c h dekoracjach Scala dei G i g a n t i w Wenecji.
Por. a n t y c z n ą zapewne p l a p k o r z o ź b ę w Museo C h i a r a m o n t i
na W a t y k a n i e — A m o l u n g , op. c i t . , t . 1, s. 725 (poz. 613-D),
t a b l , 77
3 7

3 8

4 3

P ł y c i n y a r k a d y ś c i a n y t r o n o w e j ; we w n ę t r z u t a m b u r u :
pilaster nr 8 i przyluczo okna n r 9
P ł y c i n y a r k a d y ś c i a n o ł t a r z o w e j i nagrobkowej oraz d r u g i
od lewej c o k ó ł na ś c i a n i e w e j ś c i o w e j . W t a k i m h e ł m i e i antycznoj
lorica squamata przedstawiony z o s t a ł k r ó l Z y g m u n t w medalio­
nie u d o ł u lewej p ł y c i n y a r k a d y nagrobkowej — zob. K o w a l c z y k ,
op. c i t . , s. 309—312; t e n ż e , Polskie portrety all'antica
w plastyce
renesansowej ( w ; ) Treści dzieła sztuki, W a r s z a w a 1969, s. 122—
128
L e w a p ł y c i n a a r k a d y ś c i a n y tronowej oraz w tamborze
pilaster n r 4
W o w n ę t r z u t a m b u r u przyluczo o k n a n r 9
4 4

4 5

4 6

4 7

L u p o r i n i , op. c i t . , s. 116—117, ił. 69—77. Jest r z e c z ą
c h a r a k t e r y s t y c z n ą , że wśród panopli zdobiących inny s ł y n n y
k o m i n e k florencki, w Palazzo C o n d i , dzieło Giuliana da Sangallo
( m i ę d z y 1497 a 1501), w y r a ź n i o j zaznacza się o b e c n o ś ć e l e m e n t ó w
uzbrojenia renesansowego i d o m i n u j ą herby f u n d a t o r a , zob.
A . T ó n n e s m a n n , Der Palazzo Gondi in Florviiz, W o r m s 198:',,
s. 60—62, i l . 80, 83—84).

3 9

4 0

4 1

4 2

I

4 8

Zob. Mossakowski, Proweniencja,

op. cit.

4 9

S. Padovani, S. M o l o n i T r k u l j a , Ił Cenaeolo (li Andrea dcl
Sarto a San Salvi.
Guida deł Museo,
Eironze 1982, s. 44—45,
i l . 20. M o t y w glow}' lwa alVantica u ż y t y w analogiczny s p o s ó b
s p o t y k a m y t a k ż e w dekoracji Scala doi G i g a n t i w Wenocji oraz
na pilastrach o ł t a r z a k o ś c i o ł a d i Fontegiusta w Sienie. O szczegól­
nej p o p u l a r n o ś c i m o t y w u lwiej g ł o w y w d z i d a c h z w i ą z a n y c h
z o s o b ą p a p i e ż a Leona X zob. N . Oaeos, Le logge di
Raffaello,
R o m a 1977, s. 56; Я . B u r n s , Raffacllo e ,,gucll'&lt;intiqua
architeciura" (w:) Rajjaello
architetto. op. c i t . , s. 384; Borsi, op. cit., s.
482—483
5 0

Mossakowski, Proweniencja,

op. c i t .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6446" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6426">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a772473bf584a2740cfe6c65eebc61ce.pdf</src>
        <authentication>c801e6361e445b04457c287ba4dd1faa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76742">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76743">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76744">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2771</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76745">
                <text>Jackowi Olędzkiemu w odpowiedzi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76746">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76747">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76748">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76749">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76750">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76751">
                <text>którzy w ogóle nie pytają, bo nie zamierzają częstować, by nie sprawić
przykrości drugiej osobie. Oto w Murzynowie, częstowany bez
pytania herbatą lub kawą, wzbrania się przed jej wypiciem. Zapytany
dlaczego się wzbrania, odpowiada: - Nie chcę, bo to tak jakbym dług
zaciągnął.
W Afryce czy Azji ludy tamtejsze nigdy cię nie pytają, czy byś się

czego napił. To co mają - bez obłudnego pytania - stawiają ci przed
nosem. Ludy koczownicze, ludy obydwu tych kontynentów, ludy
stepów i pustyń - gdzie woda jest prawdziwym skarbem - to kapłani
ceremonii życzyliwości. Nawet jeśliś niczym sobie nie zasłużył,
filiżankę lub czarkę herbaty otrzymasz podaną dwoma rękami na tacy
albo wstędze błękitnego jedwabiu...

PRZY PISY
' Por. Ludwik Stomma, / : 0 Czyli ludzie jak bogowie, „ K o n l c k s l y " , Rok X L V : 1991, nr 3-4
(214-2155), s. 141-142
Tenże, s. 142
Rozmowa w drodze na Powązki w dniu 23 czerwca 1994 roku
Ludwik Stomma, op. cit., s. 142
Miałem okazję bliżej się tym zabiegom terapeutycznym przyjrzeć w czasie dwuletniego
pobytu w Dakarze, jako stażysta w s ł a w n y m Institut Foundamcnlal d'Afrique Noire.
Charakterystyczne, że obrządki władania sobą przeniknęły do nowoczesnych osiedli Dakaru.Co
jakiś czas w takim osiedlu gromadzą się pod w i e c z ó r ludzie przy piaskownicy. Dlatego przy
piaskownicy, p o n i e w a ż jednym z e l e m e n t ó w zbiorowego transu będzie padanie na piasek
plecami oraz tarzanie się w nim...
' Jacek Olędzki. Gesty nadziei, „ K o n t e k s t y " , Rok X L V : 1991. nr 1 (212), s. 45
W gwarze złodziejskiej sikor = zegarek, wilk = przyrodzenie, glan, glony - buty.
2

3

4

1

P.S. Przez długie lala wielkim mym pragnieniem było, aby etnografowie nic ograniczali się do
analizy cudzych filmów lecz - korzystając ze swej oryginalnej i słabo spopularyzowanej wiedzy
- robili swoje własne. Wreszcie, aby filmujący clnografowie nie ograniczali się do surowych
zapisów, trafiających do a r c h i w ó w muzealnych, ale ż e b y zaistnieli, przede wszystkim
w telewizji. Jeśli się to udawało w latach sześćdziesiątych, dlaczego nic m o g ł o b y nowe,
scmiotyczno-strukturalislycznc, czy fenomenologiczne m y ś l e n i e filmowe zaistnieć w latach
w i ę k s z y c h s w o b ó d i lepszych m o ż l i w o ś c i technicznych? C z y musimy być niewolnikami złych
g u s t ó w i wątpliwych zainteresowań masowego odbiorcy, który w części męskiej - jak
w Murzynowie - interesuje s i ę tylko meczami piłki nożnej, boksem i transmisjami ze świąt? No
i wreszcie d o ż y ł e m chwili satysfakcji i prawdziwej radości. Przyjmij Ludwiku - proszę - słowa
podziękowania i gratulacje za fascynujące, rewelacyjne formalnie i intelektualnie Historie
o historii Brawo!

7

Jackowi Olędzkiemu w odpowiedzi
Ludwik Stomma
Brawo Jacku! - Z jakąż łatwością wywiodłeś bezpośredni związek
między piłką nożną a glanowaniem bliźnich lub biciem syna
młotkiem po głowie (acz w drugim tym przypadku chodzić powinno
raczej, chyba że ojciec trzymał narzędzie chwytnymi palcami
kończyn dolnych, o piłkę ręczną). Nie będę się rewanżował przy­
kładem tatusia, który po obejrzeniu przegranego przez „naszych"
meczu, zrozumiał znikomość swych zachcianek, zrobił rachunek
sumienia i tegoż wieczora, po raz pierwszy od lat wykąpał bobasa
i ucałował żonę. Nie chcę bowiem licytować się w trywialności.
Niepotrzebnie Jacku napracowałeś się nad tak długim tekstem.
Wszystkie jego tezy zawierają się wszakże w dwóch twoich zdaniach:
„Pewnym osobom nie wygasły ciągoty stadne a innym wygasły. Ktoś
siedzenie na twardej ławce przez dwie godziny śpiewając lub
gwiżdżąc i tupiąc, skandując jakieś jedno słowo uzna za sytuację
bliską rajskiej, natomiast mój przyjaciel, tłumacz literatury współ­
czesnej pisanej w hindi, syn trenerki sportu szkolnego, tak wyobraża
sobie epizod w scenerii piekła." - Jest tu już wszystko: i deter­
minujące wnioski opozycje i opis.
Zacznijmy od opozycji. Nikogo Jacku nie obchodzi, i wiesz od tym
doskonale, że jest twój przyjaciel tłumaczem z hidi, czy też synem
trenerki. Jeżeli umieszczasz te informacje, to znaczy, że mają
znaczenie. Ciąg logiczny jest tu taki: Przyjaciel wywodzi się ze
środowiska sportowego więc „wie w czym rzecz''. „Wiedząc w czym
rzecz", a więc z pozycji kompetencji uważa mecz piłki za „epizod
w scenerii piekła". Jednocześnie jest człowiekiem wyrafinowanym
(literatura + współczesność i egzotyczne języki), czyli po polsku
mówiąc „kulturalnym". Tu swoją kulturę przeciwstawia (a raczej ty
dając go za przykład przeciwstawiasz), wciąż „wiedząc w czym
rzecz" chamstwu oglądaczy piłki. Ową opozycję prymitywizm
- prawdziwa cywilizacja wzmacnia rozróżnienie ewolucyjne między
neandertalami, którym „ciągoty stadne nie wygasły" (znamiennie
darwinowskie pojęcia: „stado" i „wygasły") a homo sapiensami,
którzy są już na wyższym etapie, a do których należysz ty i tłumacze
literatury hindi. W tym momencie i tak wszystko jest już przesądzone.
Następuje jednak ilustracyjny opis, o tyle tylko nie powalający
przeciwników na kolana, iż: 1. fałszywy, 2. nieuczciwy.:
Ad. 1. a. „Twarde ławki" - na stadionach, które oglądałeś w TV
(wnoszę po cytowanych meczach) nie ma żadnych twardych ławek,
tylko plastikowe, wygodne krzesełka, w droższych rzędach miękko
wyściełane.
b. „Skandując jakieś jedno słowo" - w ten sam sposób można by
o twórcach ludowych: „bazgrząc jakieś bohomazy". Folklor kibiców
to dzisiaj rozbudowany system obejmujący strój, muzykę, rytuał,
muzealnictwo, kolekcjonerstwo, swoistą literaturę etc. etc.
c. „Gwiżdżąc i tupiąc'' - jak wyżej, lecz dodajmy jeszcze, że pobyt
na meczu wiąże się również z konsumpcją (nieraz wielodaniowych
obiadów), występami tancerek, pokazami sztucznych ogni, spot­
kaniami przyjacielskimi etc. etc.

80

Ad. 2. Wszystko to Jacku doskonale widziałeś, pomijanie więc
wszelkich owych aspektów i redukcja interakcji społecznych na
meczu do twojego „opisu" musi być niestety odebrana, jako
naginanie z góry rzeczywistości do twojego a priori. Tym gorzej dla
prawdy.
Zapewnianie, że nie masz pojęcia o przedmiocie swojej pracy,
istotne dla ciebie, gdyż pozwalające ci na dowolnie beztroskie
wrzucanie „faktów" do worków „prymitywizmu" lub „prawdziwej
cywilizacji", jest o tyle smutne, że całkowicie odpowiada prawdzie.
Gest ma też swój kulturowy kontekst, bez znajomości którego ani
rusz. Jeden tylko, jedyny przykład:
Piszesz o Koreańczyku, który nie okazał radości strzeliwszy
Niemcom gola. Otóż strzelił go on przy stanie 0:3, radości
okazywać więc po prostu nie mógł, gdyż w oczach publiczności,
jak i kolegów z drużyny odebrane by to zostało jako defetyzm.
Wystarcza oto 1 :3 do uciechy... W przeciwieństwie do Ciebie
oglądam mecze setkami i NIGDY nie widziałem uciechy po
strzeleniu bramki, która nie zmieniałaby merytorycznie faktu
beznadziejnej sytuacji zespołu (chyba, że w dobroczynnej
pokazówce lub konfrontacji III-ligowca z mistrzem, gdzie tylko
o honor chodzi, a zwycięstwo jest poza najśmielszymi ambic­
jami). Tak więc, co dla ciebie jest „komparatystyczną" ciekawo­
stką wynika najbanalniej z międzynarodowej litery rytuału.
Elementarne mój Watsonie!
A dlaczego jeden tylko przykład? Bo przecież i tak groch o ścianę.
Masz Jacku na to co ci wygodne i niewygodne dwie odrębne miary.
Gdy ja, przez przejęzyczenie, zamiast „plemienny" (gdyż tak! Milla
odtańczył element ZNANEGO tańca) piszę „narodowy" poświęcasz
temu pięć oburzonych akapitów, sugerujących nawet „glanowanie".
Gdy ty natomiast przekręcasz dowolnie słynne nazwisko, rzecz to
śmiechu, a nawet kpiny godne, bo mawiają na cię „Łolejski". Może
i mawiają, ale nie piszą tak w naukowych pracach, bo i siebie by
kompromitowali i nikt by nie zrozumiał.
Ale dość o detalach. Smutne jest jeszcze, że do interpretacji
zjawiska o zasięgu światowym, swoistego signum temporis naszych
czasów, wystarczy delirka chłopa z Murzynowa i paradoks uroczego
skądinąd Ryszarda Ciarki. Doprawdy nie jest dobrym przykładem dla
studentów (może dlatego czytałem na twoich zajęciach gazetę, acz
wtedy nie była to jeszcze - acz doceniam subtelność aluzji - „Trybuna
Ludu") mówienie: nie znam się na sprawie, ale i tak ją rozwikłam, bo
tezę założę z góry, jak żyletką po oczach. Wtedy bowiem zaczynają
nam cywilizację zakładać kosmici, kształt dachów pagód udowadnia
związki Chin ze starożytnym Egiptem, Jezus przeżywa i poprzez
Templariuszy zakłada masonerię...
Być może, tego zanegować nie mogę, świat jawi się wtedy
łatwiejszy. Ale czy to my właśnie mamy sprowadzać do trywialności?

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10359" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10337">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/80b123e409952f8b447f94e907eb8737.pdf</src>
        <authentication>2fed03db265e7aeddc2c27dceff68a69</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123217">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3275</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123218">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123219">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3070</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123220">
                <text>Jadwiga. Wspomnienie o Jadwidze Jarnuszkiewiczowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123221">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.253-254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123222">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123223">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123224">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123225">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123226">
                <text>Aleksander Jackowski

JANINA

Tego a r t y k u ł u o sobie j u ż nie p r z e c z y t a ł a . Proces d r u k u t r w a
d ł u g o , a g d y się m a 93 l a t a k a ż d y m i e s i ą c jest j a k d a r o w a n y .

ORYNŻYNA

d y s t y n k c j a , k u l t u r a b y c i a , p r z y w i ą z a n i e do t r a d y c y j n y c h

zwy­

c z a j ó w (a nawet p o t r a w ) .

Z m a r ł a 3 l u t e g o . Pochowano j ą skromnie, bez r o z g ł o s u , na cmen­

Jeszcze w l a t a c h w i l e ń s k i c h z e t k n ę ł a się z gronem dzialaczok,

t a r z u w K u t n i e . O d p r o w a d z a ł o j ą w tej ostatniej ziemskiej w ę ­

z a j m u j ą c y c h się propagowaniem s z t u k i l u d o w e j . Z d a w a ł a sobie

d r ó w c e niewiele o s ó b , w s p ó ł m i e s z k a ń c y D o m u O p i e k i S.S.

s p r a w ę z tego, że o r g a n i z u j ą c z b y t l u d o w y c h p r z e m y s ł ó w

Alber­

nie

t y n e k w K u t n i e , ż y c z l i w e Jej Siostry, k i l k a d a w n y c h w s p ó ł p r a ­

t y l k o p r z y c z y n i a się do podniesienia k u l t u r y estetycznej miejs­

cowniczek z „ C e p e l i i " . Z a b r a k ł o w i e ń c ó w , p r e z e s ó w ,

k i c h n a b y w c ó w , ale i pomaga materialnie t y s i ą c o m l u d z i na w s i .

dygnita-

r z y z resortu k u l t u r y , n a s t ę p c ó w , h o n o r ó w , na k t ó r e z a s ł u ż y ł a

Tej sprawie poświęciła się c a ł k o w i c i e . A l e g d y z a c z y n a ł a t ę dzia­

j a k m a ł o k t o . P r z y p a d e k ? Zapewne, w i a d o m o ś ć n a d e s z ł a w os-

ł a l n o ś ć m i a ł a jeszcze do czynienia ze w s i ą w z n a c z n y m stopniu

t a t n i o j c h w i l i , wszyscy b y l i z a j ę c i , p o u m a w i a n i , pogoda

była

z i n t e g r o w a n ą , k o r z y s t a j ą c ą z w ł a s n e g o d o r o b k u , w k t ó r e j nie­

o k r o p n a . A l e p r z y p a d k i b y w a j ą z a d z i w i a j ą c o l o g i c z n e . P a n i Ja­

m a l k a ż d a k o b i e t a t k a ł a czy h a f t o w a ł a . W c h o d z ą c do M i n i s t e r ­

n i n a p r z e ż y ł a s w ó j czas, n a l e ż a ł a do e p o k i , k t ó r a o d e s z ł a .

stwa P r z e m y s ł u i H a n d l u — w dwudziestych latach — z d a w a ł a

U r o d z i ł a się w W i l n i e , 24 czerwca 1893 r . T a m się w y c h o w a ­

sobie s p r a w ę z p r z e m i a n , k t ó r e z a c h o d z i ł y , ale nie s ą d z i ł a zapewne,

ł a , t a m z a c z ę ł a p i s a ć , i n t e r e s o w a ć się ż y c i e m i t w ó r c z o ś c i ą l u d u .

że jeszcze za j e j ż y c i a z a j d ą n a wsi t a k ogromne z m i a n y , że

P o t e m , w dwudziestych l a t a c h p r z e n i o s ł a się do W a r s z a w y , ale

p r z e k s z t a ł c i się nawet p o j ę c i a s z t u k i l u d o w e j czy t w ó r c y ludowe­

jej p r o w e n i e n c j ę z d r a d z a ł a zawsze ś p i e w n o ś ć m o w y , s z c z e g ó l n a

goByła już ostatnią spośród wielkich działaczek

zajmujących

się s z t u k ą l u d o w ą . C z ę s t o w r o z m o w a c h w s p o m i n a ł a l u d z i , z k t ó ­
r y m i się s t y k a ł a , z k t ó r y m i p r a c o w a ł a — Zofię S t r y j e ń s k a ,

Ce­

zarie B a u d o u i n de Courtenay J ę d r z e j e w i c z o w ą , H e l e n ę Sohram ó w n ą , W a n d ę S c h r e i b e r ó w n ą , Jerzego W a r c h a ł o w s k i e g o , Eleo­
n o r ę P l u t y ń s k ą , Zofię C z a s z n i c k ą , A n t o n i e g o K e n a r a . P r z e ż y ł a
I I . 5. J . O r y n ż y n a , Papież
narodowym
Kardynałów
w

Jan Paweł
Warszawie,

I I w otoczeniu
między­
akwarela, 29,5 x 20om

ich w s z y s t k i c h . P r z e ż y ł a l a t a fascynacji l u d e m , m o d y n a c h ł o p s k ą
s z t u k ę i czasy, w k t ó r y c h t r z e b a b y ł o na nowo w a l c z y ć o p r a w o
tej s z t u k i do istnienia.
W c i ą g u Jej

życia odszedł w niepamięć krajobraz lat mło­

d z i e ń c z y c h , d w u k r o t n i e z m i e n i a ł się k s z t a ł t k r a j u , z m i e n i ł a rad y k a l n i o wieś, z m i e n i a ł y p r o b l e m y z w i ą z a n e ze s z t u k ą l u d o w ą .
T o , co n i e g d y ś b y ł o ż y w e — s t a ł o się wzorcem, n a s t r a ż y k t ó r e g o
s t a n ę l i etnografowie, przekaz p o k o l e n i o w y z a c z ę l i

zastępować

i n s t r u k t o r z y , „ s z t u k a " s t a l ą się „ p a m i ą t k ą " a m ą d r e r ę c e c z ł o wioka

z a c z ę ł a z a s t ę p o w a ć maszyna,. N a w e t „ C e p o l i a "

połowy

l a t o s i e m d z i e s i ą t y c h niowiele m a w s p ó l n o g o z t ą , k t ó r ą organi­
z o w a ł a p . J a n i n a i k t ó r e j t y l e l a t ż y c i a p o ś w i ę c i ł a . Ze s m u t k i e m
w s p o m i n a ł a „ r o m a n t y c z n y " okres „ C e p e l i i " , k i e d y to a u t o n t y c z na, s z t u k a l u d o w a w y z n a c z a ł a

jeszcze a r t y s t y c z n ą

rangę

tej

instytucji.
P o z n a ł e m p a n i ą J a n i n ę , gdy

pracowała w jednym

pokoju

z m o i m ojcem, w Ministerstwie P r z e m y s ł u i H a n d l u . B y ł o

to

przed 60 l a t y . . . P a m i ę t a m j ą dobrzo z t a m t y c h lat. P ó ź n i e j , po
wojnie, p o ł ą c z y ł o nas w s p ó l n e zainteresowanie — a g d y p .

Ja­

n i n a o d e s z ł a na e m e r y t u r ę , o d w i e d z a ł e m j ą , s ł u c h a ł e m o p o w i e ś ­
ci o czasach i l u d z i a c h . C h o d z i ł a j u ż z t r u d e m , ale b y ł a w y t w o r n a ,
zadbana, p e ł n a smutnego u r o k u . P ó ź n i e j s t r a c i ł e m z n i ą k o n t a k t .
Dopiero po k i l k u l a t a c h z n ó w o N i e j u s ł y s z a ł e m — j a k o o malar­
c e W y r z u c a m sobie, że w i e d z ą c w j a k i c h z n a l a z ł a się w a r u n k a c h
zapomniana przez i n s t y t u c j ę , k t ó r e j tyle sił p o ś w i ę c i ł a , nie po­
t r a f i ł e m j e j p o m ó c . Nie p o j e c h a ł e m do N i e j . B o i co m ó g ł b y m
Jej p o w i e d z i e ć , c z y m p o c i e s z y ć ?
P a t r z ę n a j e j o b r a z k i . Czy s ą naiwne ? O t y l e , o ile n a i w n ą
jest d o b r o ć , szczera, serdeczna wiara, m i ł o ś ć do l u d z i , p t a k ó w
i r o ś l i n . Uderza mnie w t y c h akwarelach ich s k r o m n o ś ć , ich de­
l i k a t n o ś ć . S ą o s t a t n i m ś l a d e m w z r u s z e ń i m y ś l ą . Jest w n i c h
smutek, ale i Nadzieja.

fot. J .

252

Świderski

�Aleksander Jackowski

JADWIGA
WSPOMNIENIE O JADWIDZE JARNUSZKIEWICZOWEJ

O r z e ź b i e w i e d z i a ł a d u ż o . Z a r ó w n o o dawnoj j a k i w s p ó ł c z e s n e j .

B y ł a przez ć w i e r ć w i e k u częścią naszej r e d a k c j i , k i m ś b l i s k i m ,
w a ż n y m , do kogo m o ż n a się b y ł o z w r ó c i ć w k a ż d e j

sprawie,

M i a ł e m o k a z j ę k i l k a razy o g l ą d a ć z n i ą muzea i w y s t a w y , d a ł o

w i e d z ą c , że się uzyska pomoc. S ą ludzie, do k t ó r y c h g a r n ą się

mi

i n n i : s ł a b i , w r a ż l i w i , pozornie m o c n i , a w ś r o d k u p ę k n i ę c i . Ś m i a ­

wrażliwość

to

wiele,

cechowała

Pamiętam

irytację

l i ś m y się, że w y s t a r c z y , a b y sama z o s t a ł a z k i m ś w p o k o j u , a j u ż

jednej z naszych k o l e ż a n o k , g d y i d ą c u l i c a m i F l o r e n c j i

Jadwiga

z a c z y n a ł y się zwierzenia, otwieranie duszy. B u d z i ł a

zaufanie,

nagle z a w o ł a ł a — o! D o n a t e l l o . Gdzie ? N o t u , te dwie r z e ź b y !

m i a ł a w sobie c i e p ł o , n a l e ż a ł a do l u d z i , k t ó r z y d a w a l i coś z siebie

S k ą d wiesz ? — z d e n e r w o w a ł a się k o l e ż a n k a , h i s t o r y c z k a s z t u k i .

i wynikająca

ją

bowiem rzeczywiście

z niej

intuicja.

wyjątkowa

i n n y m . O p o w i a d a ł a m i o s w o i m o j c u , nauczycielu, k t ó r y b ę d ą c

P r z e c i e ż t u s ą cztery r z e ź b y ! T o oczywiste! z d z i w i ł a się J a d w i g a ,

j u ż na emeryturze

p r z e c i e ż to dwie s ą z u p e ł n i e inne.

szedł do s z k o ł y a b y u s ł y s z e ć h a ł a s na k o ­

r y t a r z a c h w czasie p r z e r w y . I l u jest dziś t a k i c h nauczycieli?

D o n a t e l l a z r e s z t ą w i e l b i ł a , co nie p r z e s z k a d z a ł o j e j entuzjaz­

B y ł a u r o d z o n y m pedagogiem, l u b i ł a m ł o d z i e ż , w ł a ś c i w i e dopiero

m o w a ć się s z t u k ą w s p ó ł c z e s n ą , z w ł a s z c z a Pevsenerem, Ipouste-

w t e d y się w p e ł n i r e a l i z o w a ł a , g d y m o g ł a d y s k u t o w a ć z m ł o d y m i

gry'm,

l u d ź i p i o i c h p r a c y , o sztuce, o n a j w a ż n i e j s z y c h sprawach ż y c i a .

d z i a ł a l n o ś ć warszawskiej

K i c n h o l z e m , Baconom,

Giacomettim.

Bliska

g r u p y „ R e p a s a g g e " , nieraz

jej

była

zwracała

Sama k o r z y s t a ł a nie m n i e j z t y c h k o n t a k t ó w , o t w a r t a na nowo

m i u w a g ę n a j a k ą ś szczególnie c i e k a w ą i m p r e z ę j a k n p . a r a n ż a c j ę

p r o b l e m y , nowe zjawiska. U m i a ł a s ł u c h a ć , a ł e i co joszczo rzadszo

K a l i n y i K o w a l s k i e g o g r o b u wiolkanocnego w kościele ś w . K r z y ż a ,

— p a t r z e ć . T a k , p a t r z e ć , a b y w i d z i e ć t o , co nowe, i n n e ; p a t r z e ć

czy

od ś r o d k a , od samej rzeczy w ł a ś n i e a nie przoz j e j p r z y r ó w n a n i e

Romana

t e ż bliskie istocio ludowej

ekspresji

widowisko

pasyjne

Woźniaka.

do c z e g o ś , co j u ż istnieje. T y m się w ł a ś n i e o d z n a c z a ł y j e j k r y t y k i ,

W sztuce, t a k j a k i w ż y c i u nie u z n a w a ł a k o m p r o m i s u , w o l a ł a

recenzje w y s t a w , w s t ę p y do k a t a l o g ó w — n a p i s a ł a ich niewiele,

o d e j ś ć n i ż r o b i ć czy m ó w i ć coś, czego nio a k c e p t o w a ł a . R ó w n i e ż

ale d o c i e r a ł a w n i c h do sedna rzeczy, p o t e m d z i ę k o w a n o jej —

o r g a n i z u j ą c w y s t a w y nie u l e g a ł a presji m o d y , czy t o w a r z y s k i c h

Pani

u k ł a d ó w . B y ł y to w y s t a w y odkrywcze i konsekwentne,

zrozumiała

t o , co n a j w a ż n i e j s z e ,

co c h c i a ł e m

wyrazić.

że w y ­

Obca j e j b y ł a „ n a u k o w o ś ć " p o l e g a j ą c a na t o m , że rzecz n o w ą

m i e n i ę c h o ć b y „ R z e ź b ę w ogrodzie" ( S A R P , W - w a 195G) ,,14-tu

wpasowuje się w j u ż i s t n i e j ą c ą s i a t k ę p o j ę ć i k l a s y f i k u j e ,

r z e ź b i a r z y " ( Z a c h ę t a , Warszawa 1968). P r z y g o t o w a ł a d o s k o n a ł y

usta­

w i a j ą c a r t y s t ę w kolejce — ton za M o o r e m , t a m t e n za Giacomet-

zostaw polskiej r z e ź b y powojennej n a m i ę d z y n a r o d o w ą w y s t a w ę

t i m , A r p e m czy Cesarom. S z u k a ł a w ludziach i sztuce tego, co

w P a r y ż u , b y ł a w s p ó ł a u t o r e m w a ż n e j ekspozycji „ R z e ź b a polska

autentyczne i w ł a s n e , co s t a n o w i ł o n a w e t t y l k o zarodek nowego.

1944—1948" w p o z n a ń s k i m B W A (1984). Znakomicie r o z w i ą z a ł a

M o ż e dlatego w ł a ś n i e t a k cenili j ą , j a k o k o n s u l t a n t k ę , studenci

t r u d n y p r o b l e m w y s t a w y , o b r a z u j ą c e j dorobek i p r o b l e m a t y k ę

Wydziałów Rzeźby i Wzornictwa Przemysłowego ASP w War­

25 l a t d z i a ł a n i a naszego pisma

szawie. P r o w a d z ą c teoretyczne

się t a k ż e w inne w y s t a w y , p r z y g o t o w y w a n e w P r a c o w n i S z t u k i

kając

w intencje autora,

prace d y p l o m o w e u m i a ł a , w n i ­

r o z s z e r z y ć jego h o r y z o n t

( P M E , W - w a , 1972). A n g a ż o w a ł a

myślenia,

Nieprofesjonalnej, że w y m i e n i ę t u c h o ć b y w y s t a w k ę t o w a r z y s z ą c ą

z w r ó c i ć u w a g ę na niedostrzegane k o n t e k s t y i u w a r u n k o w a n i a .

konferencji na t e m a t k i c z u i s z t u k i j a r m a r c z n e j . M i a ł a z r e s z t ą

253

�n a tej konferencji z n a k o m i t ą w y p o w i e d ź , u m i a ł a b o w i e m p o d e j ś ć

t e ż i siłę, z j a k ą p r z e b i j a ł o się t o , co b y ł o i s t o t ą j o j o s o b o w o ś c i ,

do zagadnienia nie szablonowo, w i d z ą c je w aspekcie k u l t u r y ,

jej p o w o ł a n i e m . T w o r z y ł a w o k ó ł siebie a t m o s f e r ę ,

a nie t y l k o t r a d y c y j n i e p o j m o w a n e j s z t u k i .

dawała

wiele a r t y s t o m . B y ł a

czułym,

środowisko,

wrażliwym

i

mądrym

N a t o m i a s t do dawnej s z t u k i ludowej p o d c h o d z i ł a z szacun­

k r y t y k i e m ; przyjacielem i d o r a d c ą . „ C a ł e jej ż y c i e p r z e n i k n i ę t a

k i e m n a l e ż n y m k a ż d e j p r a w d z i w e j sztuce. N i e b y ł o w niej czu-

b y ł o poszukiwaniem n a j g ł ę b s z y c h w a r t o ś c i d u c h o w y c h , a ż y c i u

łostkowości,

miłośników

sztuki o d d a w a ł a cały swój niepowtarzalny entuzjazm" napisali

niektórych

w „ T y g o d n i k u P o w s z e c h n y m " Jej

t y l k o

tak

charakterystycznej

sztuki ludowej,

dla

wielu

czy zawodowej g o r l i w o ś c i

działaczy „ n a polu k u l t u r y " . Mierzyła dzieła sztuki ludowej t a k ą

Chorowała

przyjaciele.

d ł u g o i c i ę ż k o . Ś m i e r c i się nie

bala.

Wierzyła

s a m ą miarą, jak twórczość środowisk elitarnych. Nie u z n a w a ł a

b o w i e m mocno i g ł ę b o k o . Nieobecni są n a j b l i ż e j nas,

a r g u m e n t ó w w rodzaju „ j a k na garbatego, t o on jest bardzo

w j e d n y m ze s w y c h wierszy k s i ą d z T w a r d o w s k i . Pewnie t a k jest,

p r o s t y " , z a c h w y c a ł y j ą dawne r z e ź b y , d r z e w o r y t y , obrazy. N a

gdy

ś c i a n a c h w p o k o j u w i s i a ł y — niepodal ulubionego p e j z a ż u J a c k a

P ó k i p a m i ę t a m y — s ą w ś r ó d nas. Czasom j a k o p a m i ę ć przesz­

S e m p o l i ń s k i e g o i l i n o r y t u Gielniaka — N i k i f o r , a n a d tapczanem

łości, czasem — j a k o p u n k t odniesienia.

obrazy na

szkle A d a m a

Słowińskiego

i Leokadii

L u d o w a r z e ź b a ceramiczna z S a r d y n i i ś w i e t n i e

Plonkowej.

Ludu

Polskiego"

wypełnić.

U r . 9.03.1918 w Warszawie, u k o ń c z y ł a w 1935 g i m n . „ W s p ó ł ­

Z wdzięcznością wspominam wielomiesięczną wspólną pracę
albumem „ S z t u k a

daje się

*

harmonizowała

z n i e w i e l k i m i b r ą z a m i j e j m ę ż a — Jerzego Jarnuszkiewicza.
z J a d w i g ą nad

l u k a spowodowana i c h o d e j ś c i e m nie

napisał

(Arkady,

p r a c a " i w s t ą p i ł a n a U n i w e r s y t e t W a r s z a w s k i , gdzie s t u d i o w a ł a
polonistykę.

Przed

wybuchem

wojny

zdążyła

jeszcze

zrobić

W - w a 1967). J e ź d z i l i ś m y po muzeach, p r z e g l ą d a l i ś m y i s t n i e j ą c e

a b s o l u t o r i u m . W czasie o k u p a c j i b r a ł a u d z i a ł w t a j n y m naucza­

a r c h i w a , z n o s i ł e m jej zdjęcia w y b r a n e z p o ś r ó d

n i u , od 1943 u k r y w a ł a się. Po p o w s t a n i u z o s t a ł a wywieziona do

t y s i ę c y — a ona,

kilkudziesięciu

j a k r e ż y s e r , k o m p o n o w a ł a je n a

planszach

t w o r z ą c s w o i s t ą s a g ę o sztuce l u d o w e j .

obozu rozdzielczego w Spellen, s t a m t ą d

wysłana

do

fabryki

„ F e r r u m " w Sosnowcu. Po w y z w o l e n i u p r a c o w a ł a j a k o nauczy­

Do „Polskiej Sztuki Ludowej" wniosła Jadwiga swą wrażli­

cielka w g i m n a z j u m i m . St. Staszica w Sosnowcu. J e s i o n i ą 1945 r.

w o ś ć i s p r a w n o ś ć o r g a n i z a c y j n ą . M o ż n a b y ł o b y ć s p o k o j n y m , że

p o w r ó c i ł a do W a r s z a w y , r o z p o c z ę ł a p r a c ę w referacie p r a s o w y m

po j e j a d i u s t a c j i t e k s t nadaje się do d r u k u , po korekcie

Biura

nie

O d b u d o w y Stolicy i j e d n o c z e ś n i e z a c z ę ł a studia h i s t o r i i

zostanie wiele b ł ę d ó w , p r z y p i s y z o s t a n ą ujednolicone, ilustracje

s z t u k i . M u s i a ł a je p r z e r w a ć w z w i ą z k u ze s p r a w a m i o s o b i s t y m i .

trafnie wyeksponowane. B y ł a sekretarzem r e d a k c j i ,

W 1951 k o ń c z y studia polonistyczne, p i s z ą c p r a c ę m a g i s t e r s k ą .

grafikiem,

p ó ź n i e j z a s t ę p c ą r e d a k t o r a naczelnego. Jej inspiracji z a w d z i ę c z a m

Rozpoczyna p r a c ę z l e c o n ą dla I n s t y t u t u B a d a ń L i t e r a c k i c h —•

rozszerzenie z a i n t e r e s o w a ń t a k ż e na t w ó r c z o ś ć N i k i f o r a i i n n y c h

pisze o g ó l n ą c h a r a k t e r y s t y k ę m a l a r s t w a polskiego 2. p o l . X I X w .

„ n i e p r o f e s j o n a l n y c h " , p o g ł ę b i e n i e stosunku do l u d z i , do a r t y s t ó w .
A l e w i e d z i e l i ś m y dobrze, ona i j a , ż e redakcja nie jest miejscem,

W

1953 rozpoczyna p r a c ę w P a ń s t w o w y m I n s t y t u c i e S z t u k i ,

p o c z ą t k o w o j a k o sekretarz r e d a k c j i „ P r z e g l ą d u A r t y s t y c z n e g o " ,

w k t ó r y m m o g ł a b y się n a j p e ł n i e j r e a l i z o w a ć . Т а к się j e d n a k po­

p ó ź n i e j Sekretarz Sekcji h i s t o r i i s z t u k i X I X i X X w . O d

t o c z y ł o jej ż y c i e , ż e po r ó ż n y c h p e r t u r b a c j a c h z g o d z i ł a się w

w r e d a k c j i „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " . Po 1978 r. w s p ó ł p r a c u j e

1958 r. p r z e j ś ć do naszej r e d a k c j i . T e n k r o k p o c i ą g n ą ł za s o b ą

z A k a d e m i ą Sztuk P i ę k n y c h w Warszawie. Z m a r ł a 7.11.1986.

n a s t ę p n e , o d d a ł a n a m 20 l a t swego a k t y w n e g o ż y c i a . C ó ż ! w y ­

Wydala

dwie

b i e r a m y m y , ale i los w y b i e r a za nas. N i e c h c ę a n a l i z o w a ć t y c h

W-wa

spraw, z r e s z t ą nie

(PWN, W-wa

wiem,

czy

zdołałbym

to obecnie u c z y n i ć ,

1960,

f a k t e m jest, ż e p r a c u j ą c w r e d a k c j i z a w ę ż a ł a pole i n n y c h swych

Polskiego

książki:

wersje

Polaka

obcojęzyczne)

rzeźba
oraz

współczesna
Pomnik

1975). B y ł a w s p ó ł a u t o r e m a l b u m u Sztuka

d z i a ł a ń . N i e d o s t a w a ł o jej b y ł o z d r o w i a , siły przebicia, u m i e j ę t ­

k i l k a n a ś c i e recenzji, w s t ę p ó w do k a t a l o g ó w
teoretycznych, m . i n . Sztuka,

z r e a l i z o w a ć w p o l n i swych t a l e n t ó w , u c z y n i ł a

1979

p r z e j ś c i u n a e m e r y t u r ę . P a t r z ą c teraz na Jej

dopiero

życie m o ż n a

po
do­

strzec w n i m z a r ó w n o niezrealizowane obszary m o ż l i w o ś c i , j a k

nr

(PWN,
Mickiewicza
Ludu

( A r k a d y , W - w a 1967, w y d a n i a o b c o j ę z y c z n e ) , n a p i s a ł a

n o ś c i zabiegania o w ł a s n e interesy. D a j ą c wiele n a m nie m o g ł a
to

1958

27;

Granice

pojęcia

„przezroczysta"
rzeźby

wystaw,

[ w : ] Rzeźba

1984 [ k a t a l o g ] , Galeria B W A „ A r s e n a ł " , P o z n a ń
1984 ( w y d a n y w 1980].

tekstów

„Kultura", R.
polska

17,

1944—.

20.IX—21.X.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5905" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5885">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/01663dfbddb033920f2caed9dc41feb6.pdf</src>
        <authentication>f7d04813a104fc33e0d3f7058dece5ad</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70412">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5197</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70413">
                <text>PIA</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70414">
                <text>licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70415">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70416">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4822</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70417">
                <text>Jak cie widzą / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70418">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t.49, s.17-29</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70419">
                <text>Kowalska, Jolanta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70420">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70421">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70422">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70423">
                <text>A

R

T

Y

K

U

Ł

Y

„Etnografia Polska", t. XLIX: 2005, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

JOLANTA KOWALSKA
Instytut Archeologii i Etnologii PAN
Warszawa

JAK CIĘ WIDZĄ...

1. ALICJA W KRAINIE BANAŁU
1

W pamiętnikach Alicji Iwańskiej , jednej z wielu z grona polskich inteligen­
tów, którzy po I I wojnie światowej, nie widząc dla siebie miejsca w kraju zde­
cydowali się na emigrację, znalazłam opis „zderzenia kulturowego", należącego
do tej kategorii faktów, którym poświęcony będzie niniejszy artykuł, a więc
formom i środkom autoprezentacji.
Początki życia w nowym kraju nie były łatwe i jakkolwiek naszej bohaterce
udało się otworzyć przewód doktorski na Columbia University, to proza życia:
zabiegi o zapewnienie sobie utrzymania, były przedmiotem jej nieustannej troski.
Jesienią 1954 roku, gdy nie udało się jej uzyskać zatrudnienia na Wydziale
Socjologii Wellsley College sprawy przedstawiały się na tyle niedobrze, że gotowa
była przyjąć pracę recepcjonistki w firmie przy Wall Street. A oto jak relacjonuje
przebieg spotkania, które obecnie nazwane zostałoby rozmową kwalifikacyjną:
„W sportowej letniej sukni widzę się na którymś tam piętrze lśniącego wieżowca.
Rozmawia ze mną wysoka, trochę starsza ode mnie, kobieta w czarnej, bardzo
obciśniętej szacie. D o b r z e m i i d z i e ta r o z m o w a . Nie wymagają
pisania na maszynie, «bo od tego są maszynistko). Francuski, niemiecki włoski.
Doskonale. Prócz Zielonej Karty nie mam żadnych papierów. To nie będzie
u nich przeszkodą... Wyższe wykształcenie? Tak, to jest dla nich ważne [...]
Polski akcent? - Każdy akcent to atut, a zresztą pani akcent jest francuski...
1

Niesłychanie ciekawa, barwna i bogata postać, filozof (magisterium w 1941 r. na tajnym
Uniwersytecie Warszawskim), socjolog (doktorat w 1957 na Columbia University w Nowym Jor­
ku), dzięki pomocy UNRR-y, w roku 1946, wyjechała z Polski do Stanów Zjednoczonych i z ośrod­
kami naukowymi tego kraju związała prawie całe swe zawodowe życie. Wykładała socjologię
w kilku uniwersytetach poczynając od nowojorskiego Columbia University, przez przeznaczone
dla młodzieży murzyńskiej - było to jeszcze w okresie obowiązywania segregacji rasowej - Atlanta
University i Talladega College w Albany, po State University of New York. Prowadziła badania
w Meksyku w ramach interdyscyplinarnego Chiapas Project oraz w Chile z ramienia UNESCO.
Współpracowała z najbardziej „gorącymi" nazwiskami z grona amerykańskich socjologów i antro¬
pologów kultury, w pamiętnikach dając ich - niekiedy bardzo niepoprawne politycznie - portrety.
Za zwrócenie uwagi na osobę Alicji Iwańskiej dziękuję doc. dr hab. Ryszardowi Tomickiemu.

�18

JOLANTA KOWALSKA

- uśmiechnęła się słodko i już, już się podnosiła na znak chyba, że interview
zakończone. - Od kiedy zaczyna się praca? - zapytałam. - Ależ żadnej pracy
pani nie zaofiarowałam - uśmiechnęła się znowu. - Nie spełnia pani jednej
z wymaganych kwalifikacji [...] - C h o d z i n a m o « d o b r z e p r e z e n ­
t u j ą c ą s i ę r e c e p c j o n i s t k ę ^ , przecież to wyraźnie napisane. - I z tym
samym słodkim, ale niecierpliwiejącym uśmiechem wzięła mnie za rękę i zapro¬
wadziła do długiego lustra przy drzwiach wejściowych. - Niech pani się sobie
dobrze przyjrzy - powiedziała - własne pani odbicie w lustrze da lepszą niż
ja odpowiedź" (Iwańska 1993, s. 423-424, podkr. J.K.).
Co było przyczyną błędu? Odpowiedź wydaje się prosta: n i e d o s t o s o ­
w a n i e f o r m y a u t o p r e z e n t a c j i do o c z e k i w a ń p r z y s z ł e g o
p r a c o d a w c y . Nie spieszmy się jednak z udzielaniem jej, a zwłaszcza pocze­
kajmy z wyrażeniem zdumienia, że przyszła profesor socjologii okazała się rów¬
nie mało przewidująca. Lektura wcześniejszych stron pamiętnika ukazuje nam j ą
jako bystrą, inteligentną obserwatorkę, ciekawą ludzi i świata, otwartą, choć zara­
zem nie stroniącą od ferowania ocen, niekiedy dość bezpardonowych. Czy osoba
o podobnych predyspozycjach nie była zdolna przewidzieć skutków własnej non¬
szalancji? I oto kilkadziesiąt stron dalej Iwańska opowiada historię badań, które
- już po uzyskaniu stopnia doktora - przeprowadziła na zlecenie Kellogg Founda­
tion wśród farmerów stanu Waszyngton. Formy autoprezentacji okazały się tu
istotnym elementem zarówno technik badawczych, jak i przedmiotu badań.
Celem prac było ustalenie powodów niechęci farmerów wobec rad udziela¬
nych im przez agro-ekspertów fundacji. W przeciwieństwie do „niedopracowa¬
nej" rozmowy kwalifikacyjnej, tym razem nasza bohaterka troskliwie zadbała
o właściwy wygląd: „Jechałam na ów podbój «Good Fortune» w szarej spódnicy,
niebieskiej bluzce i z miękką torbą podróżną, w której omnia mea. Gdy autobus
zatrzymał się przy głównej ulicy miasteczka, od razu spostrzegłam, ż e w y ¬
g l ą d a m « t a k j a k w s z y s c y » » . Nikt mi się nie przyglądał ani na ulicy, ani
potem w drugstorze" (Iwańska 1993, s. 455, podkr. J.K.).
Starania te nie wzięły się z nikąd. Roboczą tezę co do przyczyn niepowodzeń
ekspertów Iwańska sformułowała po pierwszym z nimi spotkaniu, stwierdziw¬
szy, że: „eksperci są elegancko, formalnie ubrani. Mężczyźni w trzyczęściowych
garniturach, z krawatami lub muszkami. Kobiety przeondulowane, na obcasach"
(Iwańska 1993, s. 454). Zatem strojem i zachowaniem dowodzili farmerom
swej wyższości, pozycji tych, którzy wiedzą lepiej i - jakkolwiek zapewne nie
zostało to nigdy wyrażone werbalnie - stanowiło treść klarownego, czytelnego
dla farmerów przekazu .
2

3

2

Do badań zostały wyselekcjonowane dwie skontrastowane społeczności, żyjące w odmien­
nych warunkach. Pierwszą, z zachodniego, zalesionego i na pół dzikiego krańca stanu Waszyng­
ton, obsługiwało miasteczko, któremu dla celów badawczych nadano kryptonim „Good Fortune".
Drugą stanowili mieszkańcy jednego ze wschodnich, stepowo-pustynnych powiatów, którego sto¬
licą było miasteczko w materiałach z badań określane jako „Gwenburg".
Ktokolwiek obejrzał film Stevena Soderbergha „Erin Brockovich" z pewnością zapamiętał
scenę, w której prawniczka z firmy adwokackiej, odziana w kostium, pantofle na obcasie, uczesana
3

�19

JAK CIĘ WIDZĄ...

Wyniki badań tezę tę potwierdziły, jednak nie zostały dobrze przyjęte przez
najbardziej zainteresowanych, czyli pracowników Kellogg Foundation. „Dobrze
pamiętam oburzone twarze agro-ekspertów, gdy mówiłam o przyczynach ich
niepopularności" - notuje Iwańska. „Nie przerywali mi, nikt z nich nie opuścił
sali, nietrudno jednak było odgadnąć ich myśli. Gdy skończyłam n i e b y ł o
żadnej dyskusji. Długa chwila tylko złowrogiego mil­
c z e n i a " (Iwańska 1993, s. 462).
Gdy porównamy te dwie sytuacje: chybionej autoprezentacji w trakcie starań
0 pracę i poprawnej podczas badań terenowych, zwrócimy uwagę na odmien¬
ność postaw Iwańskiej wobec grup odniesienia. W pierwszym przypadku naszej
bohaterce nawet przez głowę nie przeszło, by zapoznać się z obowiązującymi
konwencjami i zastosować do nich. Lektura pamiętników dowodzi, że lubiła
starcia - tytułowe 'potyczki', a jeśli 'przymierza' to najchętniej na własnych
warunkach. W danej sytuacji jej zachowanie mogło, i zapewne było, odczytane
jako lekceważące, niestosowne, a w konsekwencji uznana została za osobę nie
budzącą zaufania, nie ryzykowano zatem zatrudnienia jej. Na odrzucenie zarea­
gowała irytacją , a więc podobnie jak krytykowani przez nią później eksperci
Kellogga. W drugim przypadku jednak, starała się w miarę możliwości odgad¬
nąć oczekiwania farmerów wobec osoby przybywającej z zewnątrz - naukowca
prowadzącego badania na zlecenie koncernu zbożowego i cudzoziemki - i wyjść
im naprzeciw. Kilkakrotnie wspomina o dostosowaniu do okoliczności ubioru
4

1 zachowań, o wyjaśnieniach dotyczących jej sytuacji życiowej mających na celu
zyskanie akceptacji informatorów, wreszcie o satysfakcji, gdy przyjazd męża
słowa jej potwierdził. Co więcej na obraz wiejskiego życia w stanie Waszyngton
nałożyły się wspomnienia wiejskiego dzieciństwa w Polsce, najwidoczniej stę¬
piając ostrze jej krytycznego oglądu amerykańskiego społeczeństwa. W rezulta¬
cie kontakt jej z farmerami niósł stosunkowo mało nieporozumień , natomiast
relacje z przedstawicielami miejskiej, a szczególnie mieszczańskiej części spo¬
łeczeństwa, w które - nie akceptując go - musiała się wżyć, przebiegały się nie
bez potknięć . W roli „petenta", studentki, pracownika naukowego popełniała
nierzadko gafy i niezręczności, zachowywała się nie tak jak tego oczekiwano od
emigrantki, studentki potrzebującej pomocy finansowej, czy młodego członka
5

6

w gładki koczek stoi przy płocie i usiłuje przywołać do siebie farmera; ten ignoruje j ą i oddala się
miarowym krokiem pozwalając jej podziwiać jedynie swoje plecy. Arogant ów jednak rozmawiał
z Erin noszącą się jak inne ślicznotki ze środkowego zachodu, jeżdżącą rozklekotanym wozem,
często - z konieczności - z trójką dzieci i zawsze grzecznie pytającą o zgodę na rozmowę. Ona,
w przeciwieństwie do wymuskanej prawniczki, była właśnie „jak wszyscy".
„Wściekła byłam na siebie, że się tak pozwoliłam zaprowadzić przed lustro. Jak mogłam
tak stracić głowę i nic jej nie odpowiedzieć? Wpaść aż w takie osłupienie?" (Iwańska 1993, s. 424)
„Co dwa tygodnie przenosiłam się na inną farmę [...] Jeździłam z farmerskimi rodzinami na
zakupy, urodziny i rocznicowe obchody. Zabierali mnie ze sobą na szkolne mecze siatkówki
i koszykówki, do swoich protestanckich kościołów, przykościelnych klubów, na zebrania rol¬
nicze, kombatanckie, masońskie, na jarmarki" (Iwańska 1993, s. 460).
We wspomnieniach po wielokroć powtarza się utyskiwanie na infantylizm życia w Ameryce,
odbarwiającego i tandetyzującego przybyszy z Europy (por. zwłaszcza s. 328).
4

5

6

�20

JOLANTA KOWALSKA
7

kadry naukowej . Inaczej mówiąc role te grała w sposób niezgodny z konwencją,
w jakiej przyszło jej funkcjonować.
„Błędy" podobne do opisanego nie zdarzają się raczej nikomu spośród kan­
dydatów zabiegających współcześnie o zatrudnienie na stanowiskach, z którymi
związany jest wymóg dobrej prezencji. Świadomość jego istnienia jest normą,
przy czym nie sposób zaprzeczyć, że „właściwe zachowanie i wygląd" nie są
wymysłem jedynie nieznośnych amerykańskich pracodawców. Czymże innym
były i są zasady dobrego wychowania, etykieta w zhierarchizowanych grupach
ludzkich, przepisy co do stroju, zachowania, wzajemnych relacji? Z drugiej strony
rozmowa kwalifikacyjna z rzadka do niedawna łączyła się z ryzykiem zderzenia
wzorów kulturowych, a nie jedynie prywatnych poglądów i zapatrywań.
W ciągu ostatnich dziesięciu-piętnastu lat świat „zmalał" i doświadczenie bez­
pośredniego kontaktu z 'innym', które było udziałem nielicznych staje się coraz
powszechniejsze. Uczymy się zatem języków obcych a także owego wspólnego
nam wszystkim języka ciała, który - wbrew temu co sądzili, a niekiedy nadal
twierdzą, idealiści - nie jest bynajmniej jednoznaczny. Obok gestów, ruchów
i zachowań rzeczywiście wspólnych nam wszystkim, warunkowanych biologią,
budową ciała i wynikającą stąd motoryką ruchu, istnieją nie mniej liczne, walentne
kulturowo . By nie odwoływać się do cytowanych w literaturze przedmiotu
dyżurnych przykładów błędnych zastosowań gestów i zachowań, sięgnę po epi¬
zod z życia naszej dyplomacji. Oto, przed kilku laty podczas jednej z podróży
prezydenta Kwaśniewskiego do południowej Azji, towarzyszący mu filmowiec
uchwycił moment, powitania czy też pożegnania z miejscowymi dygnitarzami,
gdy z charakterystycznym gestem złożonych dłoni dotykających czoła (zacho­
wanie poprawne), pan Prezydent zwrócił się do dziecka pochylając się przy tym
w głębokim ukłonie (błąd, głębiej kłania się osoba stojąca niżej w hierarchii).
Mogę jedynie przypuszczać, że do miejscowego gestu powitania dołączył przy¬
jętą w Europie formę kontaktu dorosły-dziecko, znajdującą wyraz w pochyleniu
się nad dzieckiem (wyraz opieki), pochyleniu w kierunku dziecka (sygnał goto¬
wości wysłuchania i pomocy), a zważywszy okoliczności nie wykluczam, że za¬
chowanie to miało mieć - mając na uwadze wszelkie stosowne formy - charakter
ludyczny, może żartobliwy. Jakkolwiek by nie było, jedno nie podlega dyskusji
- wydział protokołu w biurze prezydenckim nienajlepiej odrobił lekcję.
8

7

„Dobrze pamiętam jeden peszący incydent. Bert Hoselitz o czymś długo peroruje, a potem
nam wszystkim stawia jakieś pytanie i ja natychmiast na nie odpowiadam. - Dlaczego pani odpo­
wiada pierwsza? - on na to. - Chyba dlatego, ze jestem kobietą. Jestem do tego przyzwyczajona.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, po zebraniu jednak Sydney Slotkin, antropolog, podszedł do
mnie [...] jako specjalista od kultur chciałby m i wyjaśnić, że w amerykańskiej kulturze nie płeć
ma pierwszeństwo, lecz akademicki status. A ponieważ mój status jest najniższy, więc „dla włas­
nego dobra" nie powinnam nigdy pierwsza zabierać głosu" (Iwańska 1993, s. 364).
Wśród doświadczeń cytowanej tu Iwańskiej najbardziej dramatyczne wiązało się z egzami¬
nami przed dopuszczeniem do pracy nad tezą doktorską. Po egzaminie przedmiotowym, widząc
profesora Mertona, przewodniczącego Komisji, wznoszącego dłoń o złączonych palcach tworzą¬
cych kółko, była przekonana, że pokazuje w ten sposób 'zero', a więc, że nie zdała, podczas gdy
w USA gest taki znaczy ' O K ' , ' W porządku' (Iwańska 1993, s. 343).
8

�JAK CIĘ WIDZĄ...

21

Współcześnie obieg informacji odbywa się w sposób zasadniczo odmienny
od tego, z którym mieliśmy do czynienia przed trzydziestu laty. Internet ułatwił
dostęp do nich w sposób wówczas niewyobrażalny (jakkolwiek jakość informacji
i forma, w jakiej są upowszechniane niejednokrotnie pozostawiają wiele do
życzenia), czy jednak owa łatwość sprzyja zdobywaniu wiedzy? Faktem jest,
że wyniki prac dostępne w pełni fachowcom dysponującym stosownym przygo¬
towaniem docierają praktycznie do wszystkich i stają się elementami zbanalizowanej - jak literatura piękna w brykach dla licealistów niezdolnych przedrzeć się
przez Bułhakowa - wiedzy, a właściwie wiedzy-pop. Proces taki stał się m.in.
udziałem kinezyki (inaczej body language, czyli języka ciała) i komunikowania
niewerbalnego. Obecnie terminy stanowiące nazwy tych dziedzin wiedzy należą
niewątpliwie do modnych i nadużywanych - słyszymy je w telewizyjnych reality¬
-show, czytamy o nich w kolorowej prasie, znajdujemy na stronach interneto¬
wych firm trudniących się poradnictwem zawodowym oraz w rozpowszechnia¬
nych tąże drogą kompilacjach danych, pozbawionych niejednokrotnie wszelkich
odniesień do źródeł, z których prezentowane w nich informacje zostały zaczerp¬
nięte. Pytanie zatem czy mamy tu do czynienia z gadżetem kulturowym, czy też
jednak poszerzyła się nasza wiedza o nas samych.

2. JĘZYK CIAŁA

Kiedy w połowie lat siedemdziesiątych zaczynałam własne prace na temat
symboliki ruchu terminy takie jak 'komunikowanie niewerbalne', 'antropologia
ciała', 'kinezyka', 'proksemika' - na dobrą sprawę dopiero wchodziły do użytku
i dość często byłam proszona o wyjaśnienie jakiego rodzaju fenomenów, bądź
kierunków badawczych dotyczą. W świecie znane były już wówczas prace
Edwarda Halla, Ray'a Birdwhistella, Michaela Argyle, Umberto Eco i licznych
innych badaczy koncentrujących swe zainteresowanie na tej tematyce, w naszym
kraju z przyczyn oczywistych niedostępne. Halla przetłumaczono na język polski
dopiero w roku 1976 (była to praca The Hidden Dimension, nosząca polski tytuł
Ukryty wymiar), pierwsze prace Eco w 1972 (Pejzaż semiotyczny), a Argyle i Birdwhistell do chwili obecnej znani są tylko w oryginale wąskiemu gronu specjalis¬
tów. Przypomnijmy w kilku słowach czym są kinezyka i proksemika, zaintereso¬
wanych szczegółami odsyłając do ujęć oryginalnych oraz opracowań Elżbiety
Goździak (1987a, 1987b) i mego własnego (Kowalska 1995, s. 29-31, 33-34).
Pod pojęciem kinezyki rozumie się „badania nad systemem komunikowania
niewerbalnego (określanego czasem także jako język ciała - body language),
który posługuje się gestykulacją i innymi ruchami ciała" (Goździak 1987, s. 170).
Za twórcę kinezyki uważany jest wspominany tu wcześniej Ray Birdwhistell,
a data wydania jego pierwszej pracy poświęconej tej tematyce - Introduction
to Kinesics, opublikowanej w roku 1952 - wyznacza zarazem narodziny tego
kierunku. Początki zainteresowań Birdwhistella znakowym aspektem ruchu ciała
są sześć lat wcześniejsze. W roku 1946 podczas terenowych badań na temat

�22

JOLANTA KOWALSKA

pokrewieństwa, prowadzonych wśród Indian Kutenai w zachodniej Kanadzie
(Kolumbia Brytyjska), dokonał on ważnego spostrzeżenia. Oto jak do niego
doszło: „...intrygowały mnie wzajemne relacje pomiędzy słowem i mową, oraz
słowem i zachowaniami społecznymi [...] uświadomiłem sobie, że m o i r o z ­
m ó w c y z p l e m i e n i a K u t e n a i p o r u s z a l i się inaczej, gdy
m ó w i l i w s w o i m r o d z i m y m j ę z y k u , inaczej zaś gdy posłu¬
g i w a l i s i ę a n g i e l s k i m [... ] Moje wstępne przypuszczenie, że Indianie
ci -zachowywali się jak» biali ludzie umożliwiło mi dokonanie odkrycia, że
występuje tu trwały związek pomiędzy komunikatem słyszanym i widzianym,
oraz że funkcjonują one jako współzależne systemy językowe" (Birdwhistell
1973, s. 31, 34-35; podkr. J.K.). Prowadzący badania wysnuł stąd wniosek, że
zaobserwowana przezeń „dwujęzyczność" odnosi się w równej mierze do języka
mówionego, jak i języka ciała.
Problem ten zainteresował go na tyle, że z końcem lat 40-ych X X wieku po¬
djął systematyczne badania nad komunikacyjnym aspektem ruchu ciała. Wycho¬
dząc od konstatacji faktu, że podstawowe uczucia jak strach, radość, pożądanie
seksualne są wspólne wszystkim ludziom wysunął hipotezę, zgodnie z którą
posiadają one swój - równie uniwersalny - ekwiwalent ruchowy. W rezultacie
badań Birdwhistell doszedł do ustaleń, które w jego przekonaniu hipotezę tę
obaliły, jakkolwiek ma ona nadal swoich zwolenników. Skonstatował natomiast,
że podobnie jak użytkownicy języka naturalnego, tak i posługujący się mową
ciała dysponują wiedzą, która umożliwia im interpretację „komunikatów" prze¬
kazywanych za pośrednictwem tego szczególnego języka, zarówno wówczas,
gdy występuje on jako autonomiczny środek porozumiewania się, jak i wów¬
czas, gdy stanowi element zachowań towarzyszących mowie.
Birdwhistell z grupą badaczy reprezentujących trzy dyscypliny (antropologię,
językoznawstwo i psychologię) podjął w 1956 roku próbę stworzenia modelu
opisu zachowań kinezycznych. W dalszej perspektywie zmierzał do opracowania
systemu zapisu ruchów ciała człowieka wykonywanych w czasie interakcji spo¬
łecznych. U podstaw tego zamierzenia leżała hipoteza, że „zachowania kinezyczne
konstruują system komunikacyjny analogiczny do języka naturalnego, a metody
lingwistyczne są stosowalne do badań nad językiem ciała ponieważ system kinezyczny strukturyzuje zachowania cielesne człowieka w sposób zbliżony do tego,
jak system językowy strukturyzuje strumień mowy w dźwięki, słowa, frazy i zda­
nia" (Goździak 1987, s. 171). Wyniki pierwszego etapu prac zdawały się potwier¬
dzać tę hipotezę. Jednakże, w późniejszej ich fazie Birdwhistell doszedł do przeko¬
nania, że o ile potrafi wyodrębnić „słowa" języka ciała, o tyle nie jest w stanie
określić jego gramatyki, jakkolwiek nie wycofał się całkowicie z prób jej ustalenia.
9

Ponad dekadę później niż kinezyka wyodrębniony został drugi ważny nurt
badań w łonie refleksji poświęconej komunikowaniu niewerbalnemu - proksemika
9

Byli wśród nich: antropolog George Bateson, językoznawcy - Charles Hockett, Norman
McQuown, George L. Trager i Henry L. Smith, oraz psycholodzy - Henry Brosin, Frieda Fromm-Reichmann i William Austin. Za: Birdwhistell 1973, s. 111).

�23

JAK CIĘ WIDZĄ...

określana, jako studia nad postrzeganiem przez człowieka przestrzeni i posługi¬
waniem się nią, jako szczególnym wytworem kultury. Prekursorem owego nurtu
i twórcą jego nazwy był Edward T. Hall, który wprowadził go do literatury an­
tropologicznej w roku 1963. Początkowo przedmiotem jego zainteresowania była
kultura w całym swym bogactwie, definiowana przezeń jako „język bez słów".
W swych dociekaniach proksemicznych Hall szukał odpowiedzi na dwa podsta¬
wowe pytania: Czy użytkowanie przez ludzi przestrzeni w trakcie interakcji spo¬
łecznych jest różne w różnych kulturach. W jakim zakresie?; W jakim stopniu
czynniki społeczne i indywidualne mają wpływ na zmiany form i sposobów jej
użytkowania, w obrębie jednej kultury? Podczas gdy Hall skoncentrował się
przede wszystkim na typologii (wyróżnił rodzaje przestrzeni i kategorie dystansu),
na sformułowane przez niego pytania odpowiedzieli dwaj inni badacze ludzkiej
przestrzeni Robert Sommer (1969) i Michael Watson (1970, 1972). Wykazali
oni, że sposoby posługiwania się nią, jako szczególną formą komunikowania
niewerbalnego różnią się znacznie w zależności od kultury. Stwierdzili ponadto,
że w obrębie jednej kultury użytkowanie przestrzeni odznacza się wariantywnością uzależnioną od czynników społecznych i osobistych. Sam Hall natomiast
skonstatował istnienie zasadniczych różnic w zachowaniach proksemicznych
stanowiących element interakcji pomiędzy przedstawicielami odmiennych płci.
Obecnie termin 'proksemika' stosowany jest w pracach przedstawicieli wielu
dyscyplin, zwłaszcza w dokonaniach semiotyków i teoretyków komunikowania
się, językoznawców i psychologów. Zarówno kinezyka, jak i proksemika bliskie
są pewnym tendencjom badawczym w antropologii kulturowej. Wiążą się one
z zagadnieniem pojmowania przez człowieka otaczającej go rzeczywistości.
Stosunek człowieka do otaczającego go świata, sposoby konstruowania przezeń
swoistej „niszy kulturowej", jej typy i szczególne kwalifikacje stanowią domenę
refleksji filozoficznej.
Szkic powyższy, jakkolwiek zarysowany w największym skrócie, pozwala
zorientować się, z jak skomplikowaną materią mamy do czynienia wkraczając
w obszar niewerbalnych form porozumiewania się. Przedstawione tu kierunki
badawcze zarazem, nie są bynajmniej narzędziem w pełni wycyzelowanym,
raczej propozycją, pewną opcją interpretacyjną, siecią, do której Nowalis po¬
równywał hipotezy.

3. KLUCZ CZY WYTRYCH?
10

Mistrz japońskiego tańca butoh Min Tanaka rozpoczął swe wystąpienie
na barcelońskim kongresie poświęconym teatrowi stwierdzeniem: „ We live with
our bodies and we percieve the world by keeping the eyes of our bodies open"
1 0

Uczeń Tatsumi Hijikaty, twórcy tego kierunki. Butoh powstał w krótki czas po I I wojnie
światowej, jako wyraz buntu zarówno wobec sztuki Zachodu, jak i rodzimych tradycji. Jest to
taniec improwizowany, wykonywany na pustej scenie, w którym najistotniejsze są maksymalna
ekspresja tancerza i nieomal intymny jego kontakt z widzem.

�24

JOLANTA KOWALSKA

[Istniejemy poprzez ciało i przez nie postrzegamy świat] (1986, s. 97), należą¬
cym do gatunku prowokacyjnie oczywistych. Rzeczywiście - ruchowy aspekt
wszelkich form ludzkiej aktywności jest faktem niezaprzeczalnym, ale też zarazem
niezauważanym. Posługujemy się ruchem, emitujemy go, za jego pośrednictwem
przekazujemy szereg sygnałów i znaków, które stanowią ważny element spo¬
sobów porozumiewania się - jako tzw. p o m o c n i c z e ś r o d k i
mowy
wspomagające zasadniczy przekaz językowy (Guiraud 1974, s. 103; Birdwhistell
1952), bądź też jako „komunikacyjne aspekty wyuczonego i ustrukturyzowanego
zachowania się poruszającego się ciała" (Birdwhistell 1952). Jednakże, kto z nas,
użytkowników tego najpowszechniejszego medium zastanawia się nad logiką
jego funkcjonowania i znaczeniem artykułowanych za jego pośrednictwem
informacji w sposób głębszy niż incydentalne rozważanie przyczyn, dla których
np. pani X odwróciła się demonstracyjnie plecami do pani Y, a pan Z wstał
z krzesła, gdy weszliśmy do pokoju okazując nam tym samym szacunek? Myślę,
że bez wielkiego ryzyka popełnienia błędu można przyjąć, że nie czyni tego
nikt, bądź czyni niewielu, jakkolwiek nawet tak konwencjonalne konstatacje
jak przytoczone wyżej wskazują, że określone zachowania łączone są z funkcją
wyrażania pewnych treści. Niemniej, nie sposób kwestionować niepisane prawo
codzienności by ruch, równie naturalny jak oddech, traktować także jako fakt
naturalny, wiążąc go przede wszystkim z biologią - nie z kulturą, z mechaniką
ciała - nie ze strukturami myślenia.
Trafne uwagi na temat skutków niedoceniania komunikacyjnej funkcji ruchu,
zachowań, sposobów bycia, jak również ich aspektu aksjologicznego, zawarł
Edward Hall we wstępie do The Silent Language. Posłużył się on tam przykła¬
dem swoistego fiaska Amerykanów w kontaktach z innym narodami, którzy
- jego zdaniem - jakkolwiek pełni najlepszych chęci, biorący udział w licznych
programach pomocy dla zagranicy, nie zyskali bynajmniej tą drogą sympatii
w oczach reszty świata. „W wielu krajach Amerykanie są serdecznie nie lubiani,
w innych zaledwie tolerowani" konstatuje Hall (1987, s. 21). Szukając przyczyn
takiego stanu rzeczy wskazuje na przekaz emitowany drogą komunikatu niewer¬
balnego. Stwierdza: „wrogość cudzoziemców wywoływana jest w znacznej mie¬
rze przez zachowanie się Amerykanów. Nie bez kozery można nas winić za
skłonność do etnocentryzmu. W wielu naszych programach pomocy dla zagrani¬
cy, w stosunkach z tamecznymi narodami, mamy ciężką rękę. Upieramy się by
postępowali na naszą modłę [...] Nie tylko pogrążeni jesteśmy w totalnej niewie¬
dzy na temat tego, czego sobie życzą inne kraje, lecz jesteśmy równie nieświa¬
domi tego, co m ó w i i n n y m n a s z e w ł a s n e z a c h o w a n i e s i ę "
(Hall 1987, s. 21, podkr. J.K.) . Stwierdzenia Halla odnoszą się do sytuacji
11

1 1

E. Hall niezależnie od dociekań stricte naukowych i obowiązków nauczyciela akademic¬
kiego, część swego czasu poświęcił także swoistej edukacji kulturowej. W latach pięćdziesiątych
X X w. kierował rządowym programem kształcenia inżynierów i pracowników administracji,
a także biznesmenów i tych wszystkich, których praca wymagała bezkolizyjnych kontaktów z przed¬
stawicielami innych kultur. Przygotowywał ich do pracy poza granicami Stanów Zjednoczonych
ucząc właściwej interpretacji cech obcych kultur i umiejętności poruszania się w ich ramach.

�JAK CIĘ WIDZĄ...

25

zderzenia kulturowego. Wówczas to - z natury rzeczy - na plan pierwszy wpły­
wają różnice we wszystkich dziedzinach, nie tylko w zakresie sposobów po­
sługiwania się ciałem. Skutkiem różnic są błędy we wzajemnej ocenie, niekiedy
tak poważne, że decydujące o odrzuceniu.
Jak przenikliwe były to uwagi dowodzi najnowsza historia. Żołnierze ame­
rykańscy kierowani do Iraku, jechali tam wyposażeni w bardzo szczegółowe
instrukcje dotyczące sposobów kontaktowania się i porozumiewania z miejscową
ludnością. I oto po raz kolejny trafiali na mur niechęci i wrogości. Sytuacja jest
tu nieporównanie bardziej skomplikowana niż w przypadku wizyt ekspertów,
czy wszelkiego rodzaju misji, bowiem jakkolwiek poprawnie by się nie zacho¬
wywali, żołnierze pozostają ludźmi z karabinem, a obie strony są uczestnikami
zderzenia kulturowego w jego ekstremalnej formie - wojny.
Zastanówmy się zatem czy zdobywszy pewną wiedzę na temat kodów nie¬
werbalnych, a przede wszystkim świadomość ich istnienia, potrafimy się nią
posługiwać. W jakich dziedzinach i w jaki sposób jest ona wykorzystywana? Moje
rozeznanie w tej materii rysuje obraz niezbyt zachwycający. Jego bodaj najtraf¬
niejszą metaforą jest papierowa podkładka zabezpieczająca tacę przez zabru¬
dzeniem, którą otrzymałam w madryckim barze sieci Pans&amp;Company. Na ogół
na takich podkładkach drukowana jest oferta dostępnych dań, bądź informacje
o atrakcjach dla najmłodszych. Ku mojemu zaskoczeniu tym razem zobaczyłam
24-punktowy, nieco żartobliwy wokabularzyk języka gestów ilustrowany zdję¬
ciami. Jest to oferta bardzo zbliżona do poradników licznie publikowanych
w ilustrowanych magazynach, informujących np. co myśleć o człowieku, w trak¬
cie rozmowy z nami składającym dłonie w rodzaj daszku, którego kalenicę sta¬
nowią stykające się czubki palców, a co o kobiecie zakładającej nogę na nogę
w taki sposób, że górna oplata dolną jak liana. Sytuują się one gdzieś pomiędzy
cotygodniowym horoskopem a plotką z życia nowych elit. Czytelnicy podob¬
nych publikacji mogą z niedowierzaniem przyjąć wiadomość, że to co traktują
jako rodzaj poradnika towarzyskiego niezupełnie serio, stanowi wyabstrahowa¬
ny element dociekań z zakresu psychologii, socjologii czy antropologii kultury,
których wyniki znajdują zastosowanie m.in. w psychiatrii, terapeutyce, socjotechnice. Na ogół jednak większość z nich słyszała o Piotrze Tymochowiczu,
któremu przypisuje się wykreowanie „cywilizowanego" wizerunku przywódcy
Samoobrony, Andrzeja Leppera, a termin 'body language' nieustannie trafia do
ich uszu jeśli śledzą etapy Idola, audycje autorskie koryfeuszy telewizji, bądź
są widzami muzycznych stacji w rodzaju M T V czy Viva.
Kolejnymi dziedzinami życia, w których wiedza na temat języka ciała i ko¬
munikowania niewerbalnego znajduje współcześnie zastosowanie są biznes i po¬
lityka (zob. Wołowik 1998). Wspomniany tu przed chwilą Piotr Tymochowicz
prowadzi firmę specjalizującą się w edukacji menadżerskiej, doradztwie organi¬
zacyjnym i personalnym. „Firma ICCE Greenpol Piotr Tymochowicz - czytamy
na stronie www - [...] jest prekursorem na rynku polskim w dziedzinie Body
Language. Zajęcia szkoleniowe realizowane są w oparciu o autorską Teorię
Wywierania Wpływu [... ] Co nas wyróżnia? Siła kreacji, udowodnione sukcesy

�26

JOLANTA KOWALSKA

medialne, w y k o r z y s t y w a n i e p o z y t y w n e j s t r o n y m a n i p u l a ¬
c j i , niekonwencjonalność [...]" (podkr. J.K.) . Oferta tego rodzaju szkoleń jest
obszerna ale i zainteresowanie nimi duże.
Odkąd na polski rynek weszły zachodnie firmy, przynosząc własne zasady
funkcjonowania, w tym rekrutacji pracowników, kodeksy tyczące wyglądu (nie¬
kiedy bardzo wyśrubowane) chcemy wiedzieć i chętnie uczymy się jak należy
przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej, jak j ą prowadzić, jak wreszcie
odczytywać pewne sygnały zawarte w języku ciała rozmówcy i jak panować nad
emisją własnych.
Tym co zwraca uwagę, zarówno w przypadku, gdy wiedzą z dziedziny body
language posługują się firmy, biznesmeni czy politycy, jak i wówczas, gdy
sięgają po nią dla swych celów Kowalscy i Nowakowie, jest faktyczny zakres
jej zastosowań, wąski i mieszczący się pomiędzy manipulacją, jak chce pan
Tymochowicz p o z y t y w n ą , a śledzeniem reakcji i zachowań naszych partne¬
rów w intencji odsłonięcia ich skrytych motywów. Potraktowana w ten sposób
wiedza o „ruchu, innym nurcie mowy" zamiast kluczem umożliwiającym posze¬
rzenie wiedzy o nas samych, staje się zaledwie wytrychem.
12

4. WYGLĄD I RUCH JAKO AUTODEFINICJA I ETYKIETA

Rolę porównywalną do tej, jaką w badaniach Birdwhistella odegrała obser¬
wacja zachowań Indian Kutenai, w moich własnych pracach spełniła konstata¬
cja, iż na podstawie zachowania potrafię za granicą wyłowić z tłumu rodaków.
Było to dla mnie niemałym zaskoczeniem. Podczas pobytu w Budapeszcie
w 1983 roku zanotowałam: „Na placyku koło Baszty Rybackiej doznałam [... ]
iluminacji poznawczej. W moim kierunku, ale znacznie jeszcze ode mnie oddalo¬
na, szła grupka składająca się z czterech osób, dwóch kobiet i dwóch mężczyzn.
Nie wydawali się zainteresowani urodą miejsca ani dnia, nie oglądali niczego,
nie cieszyli się tym, że tu są, ani nie byli po prostu. Oni grali światowców, którzy
bawią się w zwiedzanie. Kiedy zrównaliśmy się usłyszałam, że mówią po polsku" . W późniejszych mych doświadczeniach elementami zachowań stanowią¬
cymi sygnał, że oto być może ponownie mam do czynienia z przedstawicielami
własnej nacji był pewien nadmiar w gestach, przesada w celebrowaniu własnej
osoby, swojego rodzaju permanentna gra z otoczeniem mająca wiele ze złego
aktorstwa. Był to jednak test sprawdzający się do przełomu w roku 1989, do
kiedy to wyjazdy za granicę nie były sprawą łatwą ani prostą. Z czasem oswoiliś¬
my się ze światem i gra w światowca przestała być potrzebna. Pojawiły się nato¬
miast nowe formy ruchu i sposoby posługiwania się ciałem demonstrujące nowe
cechy - nabywane, wypożyczane od innych, wyuczane, bądź „z nas".
13

1 2

Za stroną internetową: www.kadry.info.pl/firmy
Notatki z dziennika obserwacji uczestniczącej Budapeszt 1983, w posiadaniu autorki
artykułu.
1 3

�JAK CIĘ WIDZĄ...

27

Za najsilniej zaznaczającą się tendencję uważam zwiększającą się swobodę
autoprezentacji i autoekspresji, realizowanych w pełni świadomie. Przed wspom¬
nianą tu cezurą czasową, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, cudzoziemcy
przyjeżdżający do Polski nieodmiennie wyrażali swoje zdumienie dlaczego ludzie
spotykani na ulicach i w środkach komunikacji nie uśmiechają się, robią wraże¬
nie wyizolowanych, zamkniętych w sobie, podczas gdy w warunkach domowych
pokazywali inną twarz. Rzeczywiście tak to wyglądało, przyczyny tego stanu
rzeczy były aż nadto oczywiste - po traumie stanu wojennego, pozadomowa
zewnętrzność z pewnością nie była właściwą sceną dla swobodnej ekspresji. Były
to raczej warunki sprzyjające tworzeniu środowisk niszowych ewoluujących
w dwóch kierunkach. W pokoleniu uczestników Sierpnia - emigracji wewnętrznej
realizowanej na bardzo zróżnicowanych poziomach, od apatii, przez wycofanie
się w małą stabilizację, po „samotność intelektualisty". W pokoleniu młodych
- buntu znajdującego wyraz w muzyce (był to okres bezprecedensowego boomu
w polskim rocku, festiwalu w Jarocinie) i działań - takich jak akcje Pomarań¬
czowej Alternatywy - umożliwiających wyrażenie ironicznego dystansu wobec
rzeczywistości, na którą „skazywało" miejsce urodzenia. Byliśmy społeczeń¬
stwem nie tyle zamkniętym (w znaczeniu braku otwartości na odmienność) co
zatrzaśniętym w pułapce historii.
Przełom roku 1989 i 1990 obchodziłam dzięki wyjazdowi stypendialnemu
w Hiszpanii, w Walencji. Pamiętam, z jaką zazdrością obserwowałam tłumy
bawiące się na ulicach: małżeństwa z maleńkimi dziećmi, osoby starsze, nasto¬
latków - tańczących, odpalających fajerwerki, odliczających jednym głosem
uderzenia zegara o północy, a potem bawiących się do bladego rana. Brakowało
mi ich swobody, entuzjazmu, chęci zabawy. Myślałam: „Ach, gdyby tak u nas!",
pesymistycznie nie wierząc by było to możliwe. Tymczasem, w sylwestra
następnego roku, stojąc w rozbawionym tłumie, liczyłam uderzenia zegara na
Zamku Królewskim.
Obecnie swoboda autoekspresji i autoprezentacji przybiera niekiedy formy
ekstremalne. Kwestii tej zamierzam poświęcić więcej uwagi w dalszych bada¬
niach. W Polsce powojennej bardzo dużo „nie wypadało", „nie było wolno",
a przede wszystkim człowiek rozsądny starał się nie wyróżniać. Oczywiście,
w każdych warunkach trafią się postaci barwne i szalone, tym barwniejsze
i bardziej dziwaczne, im sztywniejsze są obowiązujące reguły, ciaśniej zasznu¬
rowany gorset powinności. W tym przypadku obserwowane współcześnie zmia¬
ny niekoniecznie oznaczać muszą różnicę w proporcji pomiędzy 'barwnym',
'szalonym, 'normalnym', raczej zwiększenie liczby ról do wyboru i swobodę
tworzenia własnych form wyrażania siebie, definiowania własnej roli w życiu.
Ważnym elementem współczesnej obyczajowości jest tendencja do tworzenia
nowych wzorów zachowań środowiskowych, zwłaszcza wynikających z roz¬
warstwiania się społeczeństwa (na temat rozwarstwienia po roku 1989 por.
Wnuk-Lipiński 1995). Z jednej strony mamy, więc do czynienia z kodami zacho­
wań naszych własnych celebrities, sezonowych idoli, przedstawicieli grup tzw.
„nowych" i „starych" pieniędzy, dawnych i nowych elit, układu władzy, byłej

�28

JOLANTA KOWALSKA

Solidarności, ubożejącej inteligencji, obrastających w dobrayuppies i coraz licz¬
niejszych w młodym pokoleniu zwolenników dobrego, wyważonego życia, nie
zamierzających realizować się jedynie w pracy. Z drugiej strony środowiska tzw.
blokersów, bezrobotnych (najsłabiej chyba zintegrowane) i bezdomnych.
Prezentowane tu rozważania zamknijmy przykładem obecności w naszym
współczesnym życiu ekskluzywnych środowisk, w których zachowanie i wygląd
należą do najważniejszych kryteriów wyróżniających ich członków. W roku
2002, w jednym z sierpniowych numerów Wysokich Obcasów, sobotnio-niedziel­
nego dodatku do Gazety Wyborczej ukazał się reportaż Wojciecha Orlińskiego
Plastików nie wpuszczam w żadnych okolicznościach, poświęcony modnej for¬
mie spędzania czasu, zjawisku tzw. clubbingu. W zależności od fantazji i upo¬
dobań bawiących się osób, wieczór spędza się w jednym miejscu, bądź wędruje
od lokalu do lokalu. Istnieje tylko drobny problem: selekcja. Nie każdy wszędzie
zostanie wpuszczony. Clubbing, w Polsce stosunkowo nowy, na Zachodzie
dobrze już wrósł w obyczajowość. Dobór gości ma gwarantować bywalcom, iż
nie będą narażeni na towarzystwo osób nie pasujących do pozostałych, w myśl
deklaracji selekcjonerów - niekulturalnych, bo w rzeczywistości kryteria są
już mniej jasne. Jak wyjaśniła reporterowi jedna z osób parających się selek¬
cją, obok tytułowych „plastików" czyli dziewczyn wystrojonych przesadnie, na
prowincjonalną manierę, nie są wpuszczani dresiarze (agresywna, prymitywna
subkultura młodzieżowa), „krawaciarze" (samotni, konwencjonalnie ubrani męż¬
czyźni) i „studenci" (ci z ich grona, którzy nie są odpowiednio tj. modnie ubrani,
bądź wykazują braki obycia, naturalnie z punktu widzenia klubowej society).
Z rozmów przeprowadzonych przez Orlińskiego wynikło jednak, że nie wpusz¬
cza się także osób niepełnosprawnych, brzydkich, zakompleksionych a nawet
nieśmiałych, ponieważ w klubie wszyscy mają być młodzi, zdrowi, modni,
uśmiechnięci i odprężeni.
Po opublikowaniu tego artykułu przez łamy czasopisma i jego internetowe
forum przetoczyła się potężna dyskusja (zob. Plastików nie wpuszczam...), której
zasadniczym motywem była selekcja i jej kryteria. Zwolennicy niepełnego dla
wszystkich dostępu do klubów dowodzili prawa do bawienia się bezpiecznie,
w gronie osób sobie znanych i podobnych. Przeciw wytaczano argumenty od
Deklaracji Praw Człowieka, po ironię i kpinę. Rzeczą cenną wydaje mi się,
iż wielu korespondentów analizowało sprawę z dużą bezstronnością, powiedzia¬
łabym nawet dystansem, traktując j ą jako rodzaj sezonowej mody. Czy będzie
nią rzeczywiście, podobnie jak szereg innych zjawisk obserwowanych pilnie
przez piszącą te słowa - czas pokaże.

LITERATURA
Argyle Michael
1972, Non-verbal Communication in Human Social Interaction, [w:]
R.A. Hinde (ed.) Non-verbal Communication, s. 243-267, Cambridge (Cambridge Univer­
sity Press).
- 1975, Bodilly Communication, London (Methuen and Co. Ltd.).

�JAK CIĘ WIDZĄ...

29

B i r d w h i s t e l l R a y 1952, Introduction to Kinesics, Louisville (offset, Univ. of Louisville
Press).
- 1973, Kinesics and Context. Essays on Body Motion Communication, New York
(Ballantine Books).
- 1975, Background Considerations to the Study of the Body as a „Expression", [w:]
J. Benthall, T. Polhemus (eds) The Body as a Medium of Expression. Essays Based on
a Course of Lectures Given at the Institute of Contemporary Arts in London, London
(Allen Lane, Penguin Books Ltd.).
C i o ł e k T a d e u s z M . 1975, Human communicational behaviour, „Sign Language Studies",
t. 4: 6, s. 1-64.
C o l l i n s A n d y 1997, Język ciała, gestów i zachowań: psyche i soma, Warszawa.
E c o U m b e r t o 1999, Semiologia życia codziennego, Warszawa (Czytelnik).
E i b l - E i b s e s f e l d t I r e n a u s , Similarities and Differences between Cultures in Expressive
Movements, [w:] R.A. Hinde (ed.) Non-verbal Communication, s. 297-311, Cambridge
(Cambridge University Press).
F a r n e l l B r e n d a (ed.) 1995, Human Action Signs in Cultural Context. The Visible and the
Invisible in Movement and Dance, New York &amp; London (The Scarecrow Press Inc.)
G o ź d z i a k E l ż b i e t a 1987a, Kinezyka [w:] Z. Staszczak (ed.), Słownik etnologiczny. Ter­
miny ogólne, s. 170-172, Warszawa-Poznań (PWN).
- 1987b, Proksemika, [w:] Z. Staszczak (ed.), Słownik etnologiczny. Terminy ogólne, s. 296,
Warszawa-Poznań (PWN).
H a l l E d w a r d T. 1959, The Silent Language, New York.
- 1963, Proxemics: A Study of Man's Spatial Relationship, [w:] I . Galdstone (ed.) Man's
Image in Medicine and Anthropology, New York.
- 1966, The Hidden Dimension, New York. Cytaty pochodzą z polskiego wydania tej
pracy, Warszawa 1987.
I w a ń s k a A l i c j a 1993, Potyczki i przymierza. Pamiętnik 1918-1985, Warszawa (Geberthner i Ska).
K o w a l s k a J o l a n t a 1995, Koło bogów. Ruch i taniec w mitach i obrzędach, Biblioteka
Etnografii Polskiej t. 50, Warszawa (Instytut Archeologii i Etnologii PAN).
L a m b W a r r e n , W a t s o n E l i z a b e t h 1979, Body Code, the Meaning in Movement, Lon¬
don (Routledge and Kegan Paul).
M i n T a n a k a 1986, Tradiction of the Body and Avant-Garcle Dance, [w:] Jordi Coca (ed.)
Congres Internacional de Teatre a Catalunya, Actes vol. II, s. 97-103, Barcelona.
M o r r i s D e s m o n d 1977, Manwatching: A Field Guide to Human Behaviour, London (Jona¬
than Cape),
- 1994, Bodytalk, London (Jonathan Cape).
O r l i ń s k i W o j c i e c h 2002, Plastików nie wpuszczam w żadnych okolicznościach, Wysokie
obcasy, nr 179, (także: www.2.gazeta.pl).
Plastików nie wpuszczam w żadnych okolicznościach. Dyskusja nt. artykułu Wojciecha Orliń¬
skiego, Wysokie Obcasy, R. 2002, nr 182, s. 46-48 (także: www.2.gazeta.pl).
S o m m e r R o b e r t 1969, Personal Space, Englewood Cliffs.
W a t s o n M i c h a e l O. 1970, Proxemic Behavior: A Cross-cultural Study, [w:] T.A. Sebeok
(ed.) Approaches to Semiotics, The Hague.
- 1972, Symbolic and Expressive Uses of Space. A n Introduction to Proxemic Behavior,
Current Topics in Anthropology, t. 4.
W o ł o w i k W a d i m 1998, Język ciała w biznesie, polityce i życiu publicznym, Kraków.
W n u k - L i p i ń s k i E d w a r d 1995, After Communismus: A multidisciplinary approach to
radical Social Change, Warszawa.

�30

JOLANTA KOWALSKA

JOLANTA KOWALSKA
TO BE SEEN...
Summary
M i n Tanaka, the master of the Japanese dance butoh began his address at the Barcelona con­
gress dedicated to dance with the following words: We live with our bodies and we perceive the
world by keeping the eyes of our bodies open (1986, s. 97). The statement is provocative in it
obviousness. The "movement" aspect of all forms of human activity is undeniable, yet it is rarely
noticed. We move, i.e. use movement, we emit movement, movement is a means of transmission
of many signals and signs, significant as elements of human communication. They are the
a u x i l i a r y m e a n s of speech, supportive to the basic language transmission (Guiraud 1974,
s. 103; Birdwhistell 1952) or the "communicative aspects o f the learnt and structurized behaviour
of a moving body" (Birdwhistell 1952).
When, in the mid 1970s, the Author started hers studies on movement symbolism, terms such
as "non-verbal communication", "anthropology of the body" "kinesics", or "proxemics" were, as
a matter of fact, only coming into use. She was often asked to explain the phenomena or study
orientations they referred to. Works by Edward Hall, Ray Birdwhistell, Michael Argyle, Umberto
Eco and other scholars dealing with the subject had been already known in the world, in our
country they were not available for obvious reasons. The Hidden Dimension by Edward Hall was
translated into Polish in 1976, the first works of Umberto Eco in 1972. Books by Argyle and
Birdwhistell are known only in original versions and to narrow circles of specialists t i l l now. Both
kinesics and proxemics are close to particular approaches in cultural anthropology. They all concern
the problems of human understanding of the surrounding world and human self-reflection.
Within the recent 10-15 years the world has "shrunken". Coming into touch with "the others"
which earlier was experienced only by the minority, now is more and more common. We learn
foreign languages, we also learn the "body language" which,being the common feature of all
human beings, is by no means unequivocal, contrary to what was believed and is sometimes still
believed. Besides the gestures and movements which are really universal being determined by the
body build, there are also some, as numerous as the former ones, which are culture-related.
The article deals with the role o f forms and means of self-presentation in contemporary
culture. Most interesting is the problem if, having gained particular knowledge on non-verbal
codes as well as the awareness o f their existence, we know how to use them. A t this stage
of studies the Author concentrated on the scope of the usage of body language. Quite narrow as
a matter of fact, focused on manipulating people and watching their reactions and movements in
order to reveal their hidden motives. Knowledge o f "movement, another area of speech" treated
in this way, instead of being the key to the cognition of man becomes no more than a picklock.
Translated by Anna

Kuczyńska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10989" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10967">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4cf90ab346c738549ba4679a8949025a.pdf</src>
        <authentication>4f1214a2254f97e9722266a9eb87a4cc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131018">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131019">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131020">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131021">
                <text>mniejszości etniczne i narodowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131022">
                <text>Cyganie - Romowie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131023">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4644</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131024">
                <text>Jak Cyganie świat zdobywali.../ Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131025">
                <text>Kilka uwag,kilka pytań, kilka refleksji</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131026">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131027">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.293-137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131028">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131029">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131030">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131031">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131032">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131033">
                <text>NA TARGOWISKU
RÓŻNOŚCI

��Lech Mróz
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW

Ryszard Tomicki
Instytut Archeologii i Etnologii PAN

Jak Cyganie świat zdobywali...
Kilka uwag, kilka pytań, kilka refleksji

O d dłuższego już czasu Cyganie, żyjący w różnych krajach Europy uczestniczą
w procesie szybkich i dla wielu z nich nieoczekiwanych przeobrażeń. O b o k wspól­
noty rodowej lub lokalnej, będącej przez dziesięciolecia podstawową formą ich or­
ganizacji, poczucia więzi i lojalności, od lat 70. X X w. powstawać zaczęły struktury
ponadlokalne, których głównym promotorem jest nowa, bo wcześniej właściwie nie­
istniejąca, warstwa cygańskiej inteligencji. Inicjatywa wyszła od Cyganów żyjących
w Europie Zachodniej, co niewątpliwie miało związek z ich znacznie lepszą sytua¬
cją, a narodzinom tego zjawiska sprzyjał postępujący od dawna proces sedentaryzacji - czasami wymuszonej, czasami dobrowolnej - i większy niż kiedykolwiek
wcześniej udział w edukacji. Musiało upłynąć wiele lat, zanim przybrało ono charak¬
ter pancygańskiego ruchu, obejmującego coraz liczniejsze społeczności na coraz
większym obszarze Europy Niezmiernie istotnym bodźcem były przemiany p o l i ­
tyczne i ekonomiczne w Europie Środkowo-Wschodniej, a następnie rozszerzenie
U n i i Europejskiej. W zdemokratyzowanych państwach wśród wielu organizacji po¬
zarządowych pojawiły się też organizacje cygańskie, chętnie korzystające z progra¬
mów pomocy i innych form wsparcia tożsamości kulturowej. Można powiedzieć, że
C y g a n i e z a c z ę l i na n o w o o d k r y w a ć E u r o p ę , całkowicie odmienną od tej,
którą znali i w której dotychczas żyli: troszczącą się o mniejszości etniczne, tworzą­
cą prawa chroniące marginalizowane etnosy i kultury Na ten okres przypada począ¬
tek formowania się nowej klasy liderów politycznych - działaczy i aktywistów ru¬
chu o charakterze etnicznym. Jednym z ich najważniejszych celów stała się walka
o prawa i godność, w t y m m.in. o przekonanie polityków i społeczeństw krajów,
w których mieszkają, że określenie „Cyganie" ma charakter pejoratywny i - zgodnie
z zasadami poprawności politycznej - należy je zastąpić mianem „Romowie" (cho­
ciaż nie jest ono uznawane za nazwę własną przez wszystkich Cyganów). Jednocześ¬
nie od kilku lat trwają próby stworzenia, czy raczej wymyślenia, narodu romskiego.
293

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

Zmierzające k u temu działania podejmują najczęściej liderzy rozmaitych organiza¬
cji, wspierani przez niemałą już grupę inteligencji - ludzi wyedukowanych, swobod¬
nie poruszających się po urzędach i salonach politycznych Europy Przede wszyst¬
kim właśnie Europy, t u bowiem, w ponadpaństwowym organizmie U n i i Europej¬
skiej, w której kwestie narodowe, obywatelstwa i praw mniejszości etnicznych na¬
brały wielkiej wagi, potomkowie niegdysiejszych wychodźców z Indii stanęli po raz
pierwszy w swych dziejach wobec możliwości bycia podmiotem, a nie tylko przed­
miotem prawa. Cyganie/Romowie znajdują się wszakże w szczególnej sytuacji. N i e
tylko nie mają własnego państwa. N i e mogą nawet - w przeciwieństwie d o innych
rozproszonych geograficznie mniejszości - odwołać się d o krzepiącej wiedzy, że
gdzieś tam w Europie, czy na innym kontynencie, są większością i że istnieje jakieś
państwo, czy choćby region, w którym stanowią grupę dominującą. W odpowiedzi
na tę niedogodność narodziła się wśród cygańskich/romskich liderów politycznych
i d e a n a r o d u n i e t e r y t o r i a l n e g o . N i e bezpaństwowców, b o ci są kojarzeni
z ludźmi niemającymi obywatelstwa żadnego państwa, a właśnie narodu nieterytorialnego, którego członkowie mają rozmaite obywatelstwa, lecz poczuwają się d o
wspólnoty ponadpaństwowej, i to w granicach nie tylko Europy ale i całego świata.
Projektowi towarzyszy intensywne odkrywanie przeszłości, a mówiąc ściślej: jej
tworzenie, gdyż znajomość źródeł jest niedostateczna albo całkowicie ich brakuje.
Wspólne pochodzenie odgrywa tu swoją rolę, chociaż Indie - Baro Them, czyli W i e l ­
ki Kraj, jak wyedukowani Romowie czasem nazywają swoją praojczyznę - nie stały
się krajem czy państwem, z którym należałoby się identyfikować . N i e one też są
najmocniejszym spoiwem. W powstającej mitologii etnicznej początki Cyganów
z reguły sięgają wprawdzie Indii i wiązane są z klasą kszatrjów, lecz t y m , co ich na¬
prawdę łączy, jest „odwieczny" tryb życia: wędrowanie.
1

Idea wspólnoty, obejmującej wszystkich Cyganów/Romów, jest elementem histo¬
rii wymyślonej. Nawet powierzchowna znajomość przeszłości i kultury tej zbiorowoś¬
ci pozwala odnieść się do niej nieufnie. Podobnie jest z ideą wędrowania, wiadomo
bowiem, że tylko część europejskich Cyganów była, i gdzieniegdzie jest nadal, n o ­
madami. Natomiast wizja romantycznych włóczęgów to w znacznej mierze stereoty­
powe, niecygańskie wyobrażenie, na tyle jednak chwytliwe, że oddziałuje na samych
Cyganów. Tak bardzo i tak skutecznie, że nawet grupy które o d 300 lat prowadzą
życie osiadłe (i t o na jednym miejscu), odwołują się d o rzekomej „tradycji wędro¬
wania". W Polsce d o b r y m tego przykładem są żyjący na południu kraju - w G o r ­
cach, na Spiszu, Podtatrzu, w Beskidach - tzw. Cyganie Karpaccy jak określa się ich
w literaturze.

1

Świadomość pochodzenia z I n d i i , dla w i e l u bardzo niedawna, jest głównie inspiracją dla zespo­

ł ó w f o l k l o r y s t y c z n y c h , które przejmują pewne e l e m e n t y ubiorów h i n d u s k i c h c z y maniery choreogra­
ficzne, podpatrzone u wykonawców tamtejszych tańców.

294

�Jak Cyganie świat zdobywali...

Nie oznacza to, że przemieszczanie się z miejsca na miejsce, z kraju do kraju,
z kontynentu na kontynent nie odgrywało w historii Cyganów znaczącej roli. Poka­
zuje to najwyraźniej dzisiejsza mapa ich rozprzestrzenienia i charakter zróżnico­
wania kulturowego i dialektalnego. Czasem ich wędrówki - ze względu na zasięg i nie­
jasny czy raczej trudny do zrozumienia, cel - wywołują zdumienie. Częściej skła­
niają do pytań całkiem przyziemnych: z jakich powodów je podejmowano, czy były
wymuszone, czy dobrowolne, a także czy to, czego dowiadujemy się z takich czy
innych źródeł, d o t y c z y Cyganów czy jakiejś innej społeczności? Na część z tych
pytań nie ma, jak dotąd, przekonujących odpowiedzi, chociaż dotyczą nieraz pod¬
stawowych kwestii cygańskiej przeszłości i współczesności.

Wędrowcy, koczownicy?
O d końca X V I I I stulecia, gdy po raz pierwszy dostrzeżono podobieństwo języka
Cyganów europejskich do języków indoaryjskich i na tej podstawie wysunięto hipo¬
tezę, że ich praojczyzną są Indie, szczególnego znaczenia nabrało jedno z najbar¬
dziej oczywistych skojarzeń łączących się z Cyganami od wieków: wędrowne życie,
zamieszkiwanie w szałasach lub innych, łatwych do przenoszenia domostwach,
używanie jako środka transportu wozów lub po prostu jucznych zwierząt. W kon­
sekwencji określenie „Cyganie" zaczęło być stosowane wobec rozmaitych grup
prowadzących wędrowny tryb życia. Przeglądając współczesną literaturę antropo¬
logiczną dotyczącą Indii, łatwo się przekonać, że wiele społeczności koczowniczych,
rozrzuconych po całym niemal subkontynencie - niezależnie od ich cech antropo¬
logicznych, języka, specjalizacji zawodowej, rejonów przebywania - sklasyfikowa­
nych zostało przez badaczy (przede wszystkim brytyjskich) jako Cyganie. Objęci
wspólną nazwą Gyypsies, byli i są opisywani w urzędowych raportach i rozprawach
naukowych jako „indyjscy Cyganie", a jedynym chyba odstępstwem od tej reguły były
nomadyczne grupy pasterskie, trwale związane z hodowlą zwierząt i określonymi
rejonami wypasowymi, najczęściej w stepowo-pustynnych lub górskich częściach
północno-zachodnich Indii. Inaczej mówiąc, indyjskich koczowników podzielono
na dwie kategorie: pasterzy oraz Cyganów, do których zaliczano niemal wszystkie
grupy niepasterskie (Baines 1976, s. 100).
Używanie słowa „Cyganie" (Qypsies) jako obiegowego równoważnika terminu „ko¬
czownicy" doprowadziło do tego, że współcześni badacze (nie tylko ci, którzy zaj¬
mują się Cyganami) mają nieraz sporo kłopotów, kiedy chcą ustalić, o jaką grupę czy
społeczność naprawdę chodzi. Ta niejasność dotyczy przede wszystkim Indii, ale
nie ogranicza się do tego kraju ani nawet d o sąsiedniego Pakistanu, którędy rzeczy¬
wiście prowadziły szlaki migracyjne praprzodków Cyganów europejskich. „Cyga¬
nami" nazywane są półnomadyczne grupy myśliwych z Cejlonu (Sri Lanka),
posługujące się językiem należącym do drawidyjskiej rodziny językowej, oraz roz¬
maite grupy z Azji Centralnej, Azji Mniejszej, Kaukazu i Półwyspu Arabskiego, głów­
nie ze względu na tę samą co w przypadku Indii cechę: wędrowanie. Nawet żyjące
295

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

na wybrzeżu Borneo, Sumatry Celebesu i na kilku innych wyspach południowo¬
-wschodniej Azji niewielkie grupy półkoczowniczych rybaków określono w litera­
turze angielskiej (a za nią i w innej) mianem „Cyganów M o r s k i c h " (Sea Qypsies).
Również w Europie słowo „Cyganie" (jego odpowiedniki w różnych językach)
odnoszone bywa do rozmaitych grup prowadzących życie wędrowne, mimo że róż­
nią się pochodzeniem, cechami antropologicznymi, językiem. To żyjące głównie
w Wielkiej Brytanii, Skandynawii i krajach niemieckojęzycznych stosunkowo nie­
wielkie wspólnoty potomków cyrkowców lub chłopów, którzy utracili ziemię i mu­
sieli udać się na wędrówkę (tak przynajmniej literatura współczesna wyjaśnia ich
genezę). W najnowszej literaturze owi wędrowcy są już wyraźnie odróżniani o d
Cyganów; zwie się ich po prostu Podróżującymi (Travellers, Reisende itd.), ale o po¬
trzebie precyzyjnego rozdzielenia dwóch różnych desygnatów terminu Qypsy
- wspólnot wędrowców lub trudniących się handlem nomadów, niezależnie od ich
pochodzenia i języka, oraz grup, których język jest jednym z dialektów romani wciąż się mówi (Matras 2004).

Eksodus
Dlaczego praprzodkowie „prawdziwych" Cyganów opuścili północno-zachodnie
Indie (bo wydaje się wielce prawdopodobne, że stamtąd pochodzą) i kiedy t o na­
stąpiło? Nadal nie ma co do tego jasności. Czas, który spędzili w Azji, zanim pojawi­
li się w Europie, jest całkowicie mrocznym okresem cygańskich „pradziejów". Auto¬
rzy podejmujący ten problem, próbujący opisać czas pomiędzy wyjściem z Indii
a pojawieniem się w Europie, usiłują ułożyć w jakąś w miarę wiarygodną całość roz­
maite strzępy informacji, opowieści zarejestrowane przez kronikarzy i nieliczne d o ­
kumenty bizantyjskie. Przeważa opinia, że najazdy Arabów na Półwysep Indyjski (za­
początkowane w drugim dziesięcioleciu V I I w.) i zagarnięcie znacznej liczby jeńców
niewolników, o czym wspominają różne zapiski kronikarskie, mają bezpośredni
związek z pojawieniem się Cyganów w Europie. Ale jeśli t o Arabowie byli czynni¬
kiem sprawczym, dlaczego w języku cygańskim nie ma arabizmów, są zaś silne wpływy
greckiego (wędrowali przez ziemie leżące w granicach imperium bizantyńskiego,
lecz czy jest to wyjaśnienie wystarczające?) i - co jeszcze bardziej zadziwiające - ar­
meńskiego?
N i e jest też bynajmniej pewne, kiedy Cyganie pojawili się w Europie. W wielu
publikacjach powtarzana jest opinia, że pierwsze ślady ich p o b y t u na t y m kontynen­
cie pochodzą z X I w . Jest jednak bardzo prawdopodobne, że sąd ten wynika w y ­
łącznie z „niefrasobliwego stosunku do źródeł". Błąd tkwi zapewne w tym, że dla au¬
tora czy autorów tej tezy - trudno dziś ustalić, k t o ją sformułował pierwszy - jej
podstawą był XIII-wieczny przekład wcześniejszej o dwa wieki kroniki, znajdującej
2

2

Patrz np. Soulis 1961. W i ę k s z o ś ć autorów podejmujących t o zagadnienie opiera się na opraco­

waniach, a nie badaniach źródłowych.

296

�Jak Cyganie świat zdobywali.

się w klasztorze Iviron na górze Athos. Późny łaciński przekład, na dodatek sporzą¬
dzony zapewne na podstawie przekładu greckiego, to nie to samo co gruziński ory¬
ginał. Na kwestię tę zwrócono uwagę stosunkowo niedawno (Mróz 1992, s. 44-45),
a choć do oryginału nadal nikt nie dotarł, już sama pogłębiona analiza treści zapisu,
znajdującego się w łacińskiej wersji owej gruzińskiej kroniki, rodzi poważne wątpli­
wości, czy dotyczy on Cyganów. Tak więc pytanie o czas ich pojawienia się w Euro¬
pie pozostaje otwarte.
Skoro zaś tak niewiele wiemy o ich wczesnych dziejach, a informacje, możliwe
do powiązania z ludźmi znanymi dzisiaj pod tą nazwą, pojawiają się dopiero w Euro¬
pie, kwestią zasadniczą jest: kiedy niegdysiejsi wychodźcy z Indii stali się Cyga­
nami? C z y mogło t o nastąpić stosunkowo późno, już na terenach imperium bizan¬
tyjskiego? Istnieją argumenty przemawiające za taką tezą. O uformowaniu się na
t y m obszarze zbiorowości, posługującej się w kontaktach ze światem zewnętrznym
jedną nazwą własną, świadczy to, że jej członkowie od początku wędrówek po Euro¬
pie określani byli mianem brzmiącym w różnych językach bardzo podobnie do p o l ­
skiej nazwy Cyganie: gr. Taiyydvoi(Jsmganoi), tur. Cingeneler, r u m . Jigani, węg. Cigdnyok, czes. Cikdni, niem. Zigeuner, franc. Tsiganes, wł. Zingari, port. Ciganos . Wszystkie
te słowa zdają się mieć związek z gr. axaiyyavoi (atsinganoi) lub a6iyyavoi (athinganoi), a choć znaczenia i desygnaty domniemanych terminów wyjściowych rodzą
liczne kontrowersje, tak jednorodna terminologia wskazuje przynajmniej na jedno:
że grupy napływające z rejonu Bałkanów do środkowej i zachodniej Europy musiały
posługiwać się taką samą autodenominacją, z której wywiedzione zostały - przynaj­
mniej w części na pewno niezależnie o d siebie - wymienione określenia. Zatem,
choć przodkowie Cyganów nie wywędrowali z Indii jako jedna społeczność, oni sa­
mi, już w okresie poprzedzającym europejskie peregrynacje, musieli stanowić jakie­
goś rodzaju wspólnotę, przejawiającą się (między innymi?) w używaniu owego
etnonimu (pierwotnie będącego z pewnością egzoetnonimem), bez względu na to,
jak brzmiał on „w oryginale" i jaki był jego źródłosłów. Innymi słowy, wygląda na to,
że odrzucaną dziś nazwę „Cyganie" upowszechnili sami Cyganie.
3

Ekspansja
C o sprawiło, że na początku X V w. liczne (jak bardzo - t o osobne pytanie) grupy
cygańskie zaczęły opuszczać ziemie Bizancjum i rejon Bałkanów i przemieszczały
się w głąb Europy? O t o kolejna kwestia, która nie znalazła satysfakcjonującego
wyjaśnienia. Europa nie zapewniała w t y m czasie spokojnego i szczęśliwego życia.
Konflikty lokalne były zjawiskiem częstym, toczono wojny o zasięgu ponadlokalnym, niekiedy obejmującym znaczne obszary, zdarzały się lata nieurodzaju i głodu,

3

Z a n i m słowo „Cyganie" stało się najpowszechniej używanym e t n o n i m e m , pojawiały się także

inne. Najwięcej z nich kojarzy się z E g i p t e m ; o d przekonania o egipskim r o d o w o d z i e p o c h o d z i naj­
popularniejsze d o dziś określenie - angielskie Gyypsies.

297

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

a ubóstwo nie było przypadłością jedynie warstwy chłopskiej. Pierwsze migrujące
grupy mogły o t y m nie wiedzieć, ale czy t o wystarcza, by ruszać w nieznane?
N i c nie wskazuje an to, żeby czynnikiem sprawczym było przeludnienie. Wpraw­
dzie nie wiemy jak liczną zbiorowość stanowili wówczas Cyganie, lecz w południo­
wo-wschodniej Europie na pewno nie było takiego przyrostu ludności, który można
by uznać za powód migracji. A przy t y m , jak należy sądzić na podstawie zachowa­
nych dokumentów, egzystencja i ekonomiczne podstawy ich bytu związane były ściśle
z nie-Cyganami. Środków do życia dostarczał im handel, rzemiosło, bawienie umie­
jętnościami cyrkowymi, działalność, by tak rzec, usługowa, w t y m wróżbiarska.
Inna możliwość to zagrożenie tureckie: najazdy na Dobrudżę, Wołoszczyznę
i Siedmiogród, a także Serbię, wielokrotne na tych ziemiach w ostatnim 20-leciu
X I V w., a potem nasilona od początku X V w. ekspansja. W 1408 r. Turcy podbili A l ­
banię, następnie Czarnogórę, w 1415 najechali Wołoszczyznę, zmuszając hospoda­
ra d o płacenia haraczu, a r o k później spustoszyli Węgry W 1422 r. oblegali
Konstantynopol - miasta wprawdzie nie zdobyli, lecz właściwie było ono ostatnim
mocnym punktem oporu wielkiego niegdyś Bizancjum. Chronologiczna zbieżność
tych wydarzeń z migracją Cyganów w kierunku Węgier i dalej, k u środkowej Euro¬
pie, jest wyraźna, ale czy t o wystarcza, żeby ustanowić między nimi relację przyczynowo-skutkową? Wprawdzie grupa, która na początku 1425 r. dotarła d o A r a gonii, przedstawiała się jako uchodźcy z Małego Egiptu, zmuszeni d o ucieczki
przez „niewiernych", a m o t y w Turka ciemiężyciela pojawiał się w cygańskich opo­
wieściach także później, gdy eksponowano raczej pokutne m o t y w y wędrówki-pielgrzymki (Szászdi León-Borja 2005, s. 215-216), ale wygląda to bardziej na wygodną
legendę niż opis rzeczywistości. Podobnie jak opowieści grupy przybyłej w 1427 r.
do Paryża, która oprócz „saracenów" obwiniała o agresję wobec siebie, t y m razem
za odstępstwo od chrześcijaństwa, także „cesarza Niemiec, króla Polski i innych
panów" (Sánchez Ortega 1994, s. 324-325). C z y więc rzeczywiście Turcy stali się
zasadniczym impulsem uruchamiającym wędrówkę grup cygańskich? Wątpliwości
jest sporo. Wiążą się one przede wszystkim z t y m , że bardzo wielu Cyganów pozo¬
stało na ziemiach powiększającego swój obszar imperium otomańskiego, a ich sytu¬
acja - jak wiemy z dokumentów, prawda, że zwykle późniejszych - była tam lepsza
niż w krajach Europy Środkowej i Zachodniej (zob. np. Barany 2001).
Trudno też ustalić, kiedy ruch ten się zaczął. N a pewno nie było t o zjawisko jed¬
norazowe, raczej rozciągnięty w czasie trend migracyjny, mający zmienną dyna¬
mikę, który być może już na przełomie X I V i X V w. przywiódł niewielkie (zapew­
ne) grupy cygańskie do ówczesnej Rzeczypospolitej. Ich najwcześniejszym śladem
zdaje się pochodzący z roku 1401 wpis do ksiąg miejskich Kazimierza (dziś dzielni­
cy Krakowa), informujący że niejaki Matiasz Cygan opłacił należny podatek. W po¬
czątkach X V stulecia określenie „Cygan" przy imieniu pojawia się wielokrotnie
w dokumentach z południa Rzeczypospolitej. XIV-wieczne akta z miast południo¬
wo-wschodniej Europy zaświadczają, że oprócz wędrownych gromad istniały także
298

�Jak Cyganie świat zdobywali...

skupiska Cyganów osiadłych w miastach. Wydaje się prawdopodobne, że zapiski
z Kazimierza i nieco późniejsze ze Lwowa dotyczą takich osób, będących z pocho­
dzenia Cyganami (Mróz 2004).
Wyraźne nasilenie migracji z południowo-wschodniej Europy nastąpiło w pierw­
szych trzech dekadach X V w., kiedy t o obecność Cyganów jest już poświadczona
od Węgier, Czech i Polski po Hiszpanię. Jeśli nawet początkowo wiązały się z turec­
kim zagrożeniem, co sprawiło, że miały tak wielki zasięg? Dlaczego niewielkie na
ogół grupy nie bały się zapuszczać w coraz dalsze, zupełnie sobie nieznane rejony,
z czasem także do Skandynawii i na W y s p y Brytyjskie, dokąd przecież nie mogli d o ­
trzeć lądem, wsiadając zaś na statki, ryzykowali, że powrót może nie być łatwy?
W Europie Cyganie podawali się najczęściej za wychodźców z Egiptu, a swoje
wędrówki przedstawiali jako pokutne pielgrzymki - czasem miała to być pokuta za
nieudzielenie schronienia Świętej Rodzinie. Jest intrygujące, skąd tak dobrze znali
opowieści biblijne i wiedzieli, jak je wykorzystać. Wszak nie byli to ludzie wykształ­
ceni; ich wiedza wynikała przede wszystkim z praktyki, z tego, co przynosiły kolejne
dni i co można było zaobserwować w trakcie drogi i pobytów w kolejnych miastach
czy krajach. Wprawdzie niektórych przywódców wędrujących gromad podejmo¬
wały wówczas gościnnie osoby szlachetnego urodzenia i wysokich godności (z do¬
kumentów niemieckich, hiszpańskich, polskich wiemy o takich sytuacjach), lecz więk­
szość z nich miała kontakty jedynie z ludźmi prostymi. Jak to więc tłumaczyć? Inną
zagadkową kwestią jest dość powszechne posługiwanie się listami przewodnimi,
a nawet żelaznymi, zwłaszcza papieży i królów (np. w 1540 r. jakaś grupa okazywała
w Hiszpanii zdezaktualizowany list Zygmunta Starego; Szaszdi León-Borja 2005,
s. 221 przyp. 25). Pozostawmy kwestię prawdziwości dokumentów, ale jak doszło
do wypracowania tej strategii i stosowania jej przez grupy bardzo odległe od siebie
w przestrzeni i czasie?
Kiedy w latach 20. X V stulecia pojawili się na Półwyspie Apenińskim, ich przy­
bycie odnotowano w aktach miejskich. Kronikarz Forli zapisał, że przybysze mówi­
li, iż pochodzą z Indii (Vaux de Foletier 1970, s. 34). Z Indii, a nie z Egiptu. Czyżby
tak długo, przez kilka wieków, zachowała się u prostych, niewykształconych ko¬
czowników pamięć o ich praojczyźnie, i to nie jakiejś lokalnej, ale o Indiach właśnie?
Każdy etnolog uzna taką możliwość za mało prawdopodobną. Zapewne więc
gdzieś po drodze - raczej w portowych oberżach czy kupieckich kramach niż p o d ­
czas konwersacji z uczonymi - usłyszeli o dalekim, bogatym kraju i postanowili do¬
dać sobie splendoru. Ale dlaczego wspomnieli o Indiach, a nie o Egipcie, co bar¬
dziej pasowałoby do ówczesnego sposobu myślenia?
Na Półwysep Iberyjski przywędrowali Cyganie w latach 30. X V w. Przybyli - jak
uważają dzisiejsi badacze - od strony Francji, po przemierzeniu południa Europy;
wskazują na t o zarówno przekazy historyczne, jak i ślady zapożyczeń językowych.
Nasuwa się jednak pytanie: czy nie mogli docierać tam wcześniej, przez Afrykę Pół­
nocną? Był t o obszar o d połowy V I I w. opanowany przez Arabów, którzy w 711 r.
299

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

rozpoczęli także podbój Półwyspu Iberyjskiego i w ciągu kilku lat zajęli go niemal
w całości. O d tego czasu aż do X V w. w ich rękach znajdowały się terytoria od pół­
wyspu po Azję Przednią i dalej na wschód; jedynie Bizancjum jeszcze i m nie uległo.
Jeśli przyjąć, że Arabowie byli przyczyną pojawienia się przodków dzisiejszych Cy­
ganów poza Indiami, najpierw w A z j i Przedniej, a potem w Europie, t o czy nie jest
możliwe, że przemieszczali się oni wraz z Arabami również na kontynent afrykański,
a stamtąd za Cieśninę Gibraltarską?
Jeszcze d o lat 70. X X w. w różnych opracowaniach mowa jest o dwóch drogach
migracji Cyganów na Półwysep Iberyjski: wcześniejszej, północnym wybrzeżem A f ­
ryki, i późniejszej, południem Europy (np. Clebert 1961, mapa na s. 48). Dopiero now­
sze prace, odwołujące się m.in. d o opinii niektórych językoznawców, odrzucają ten
arabsko-afrykański wariant; argumentem jest brak wpływów języka arabskiego na
dialekty Cyganów europejskich, w t y m hiszpańskich. Mogłoby t o sprawę przesą¬
dzać, tyle że stajemy wobec problemu, z którym nie potrafimy się uporać. Najazdy
Arabów, zagarnięcie wielu tysięcy (jak wynika ze źródeł) niewolników i pognanie
ich ku krajom Azji Przedniej - to możliwe wyjaśnienie pojawienia się Cyganów, tak¬
że w Europie. Analiza językowa, niestwierdzająca wpływów arabskiego na język cy¬
gański, zdaje się jednak wykluczać tę hipotezę. N a tej podstawie część lingwistów
wnosi, że migracja z Indii musiała nastąpić wcześniej, przed V I I w. Jednak w źród¬
łach historycznych nie ma o t y m jakichkolwiek wiadomości. Spór o czas opuszcze¬
nia Indii przez cygańskich przodków trwa zresztą wśród samych językoznawców,
gdyż z kolei analiza procesu ewoluowania języków nowoindyjskich (do których na­
leży romani, czyli cygański) skłania d o przyjęcia właśnie późniejszej daty eksodusu
(Pobożniak 1986, s. 115).

Afryka
Jak wspomnieliśmy, wędrujący przez kontynent europejski cygańscy nomadzi do¬
tarli na jego zachodnie krańce w X V w. - do Hiszpanii w trzeciej dekadzie tego stu¬
lecia, do Portugalii zapewne w drugiej połowie. Z obu tych krajów stosunkowo szyb¬
ko wyruszyli za morza i oceany niekoniecznie z własnej woli. Najpierw do Ameryki,
„towarzysząc" Krzysztofowi Kolumbowi (do tego rozdziału cygańskiego „odkrywa¬
nia" świata wrócimy dalej), nieco później d o A f r y k i , gdzie znaleźli się za sprawą
Portugalczyków, którzy począwszy o d X V I w., deportowali ich tam za rozmaite
przestępstwa, podobnie jak innych skazańców, ale też za trwanie przy zakazanych
zwyczajach.
Czy owi zesłańcy byli pierwszymi Cyganami w Afryce? N a t o pytanie trudno
jednoznacznie odpowiedzieć. Według niektórych językoznawców po opuszczeniu
indyjskiej praojczyzny drogi poszczególnych grup wychodźców się rozeszły. K u
Europie powędrowała większość (ale jest t o tylko domniemanie, wynikające z li¬
czebności Cyganów żyjących t u obecnie), inni natomiast przemieścili się przez
Syrię k u Półwyspowi Arabskiemu, Egiptowi i północnym wybrzeżom afrykańskim.
300

�Jak Cyganie świat zdobywali...

Śladem tej migracji mają być n i e k t ó r e g r u p y k o c z o w n i k ó w s y r y j s k i c h ,
i r a c k i c h i a f r y k a ń s k i c h (Kenrick 1976, s. 5), lecz zbyt mało o nich wiadomo, by
móc z przekonaniem przystać na twierdzenie, że są to Cyganie.
Informacje o afrykańskich Cyganach pojawiają się również w rozmaitych pub­
likacjach, zwłaszcza z okresu międzywojennego (nie zawsze są to prace o ambicjach
naukowych), nie wiemy jednak, czy rzeczywiście chodzi o jakaś dawną falę migra­
cyjną, jak sądził Clebert (1961, s. 259), doszukując się ich w Egipcie, Etiopii, Suda­
nie i południowej Afryce, czy może o niedawnych przybyszów z Europy A l b o - co
jest chyba bardziej prawdopodobne - o koczowników, którzy ze względu na spo¬
sób życia i pewne elementy wyglądu kojarzą się z Cyganami.
Friedrich Ratzel, jeden z XIX-wiecznych autorytetów antropologicznych, infor­
mował w swojej Völkerkunde (1885-1888) o Cyganach spotykanych na Saharze, zwa¬
nych Radżarie, mówiących po arabsku i zajmujących się drobnymi pracami kowalskimi . Z tego samego czasu pochodzą informacje autora notatki zamieszczonej
w „Journal of the Gypsy Lore Society", Roberta W Felkina, który spotkał Cyganów
w delcie N i l u - niezbyt licznych, wyrabiających kotły i patelnie, handlujących końmi
4

- a potem w Darfurze widział dwie kilkudziesięcioosobowe grupy a także dwie
wioski cygańskie i małą karawanę wędrującą na południe. Wędrowcy wyraźnie różni­
li się od ludności miejscowej i od Arabów,mieli jaśniejszą karnację. Mężczyzn cenio­
no za znajomość koni, osłów, wielbłądów, mułów; uznawano, że znają się na leczeniu
koni. Autor przypuszczał, że do Egiptu przybyli z A f r y k i Zachodniej (Felkin 1889).
Jeszcze pełniejszy opis, z połowy X X w., znajdujemy w książce brytyjskiego
podróżnika Lawrence'a G. Greena. Autor opisuje wieczór spędzony wśród Cyga­
nów na N i l u - w pływającym domu zwanym kabara. Jedna z Cyganek wykonała ta¬
niec brzucha w r y t m wschodnich melodii. Egipskich Cyganów - twierdzi Green
- można rozpoznać na pierwszy rzut oka. Kobiety noszą naszyjniki z czerwonych
paciorków lub złotych monet i miedziane kolczyki; często także się tatuują. N a
kairskim bazarze wielbłądzim wielu kupców w czerwonych fezach to Cyganie.
Z wielbłądami robią to samo co z końmi: odnawiają i m zęby; potrafią sprawić, by
zwierzę nie kulało wówczas, kiedy jest wystawiane na sprzedaż. Mieszkają w namio­
tach, jeżdżą od jarmarku do jarmarku i zajmują się drobnym handlem. W całym
Egipcie napotykamy krzewy z zawieszonymi na nich nierzucającymi się w oczy przed¬
miotami, pokrytymi rysunkami, które świadczą o tym, że tędy przechodził cygański
tabor. Wydarzenia w życiu taboru, każdy godny uwagi szczegół dotyczący okolicy
mogą być opisane za pomocą patyków i kamyków pozostawionych na skrzyżowa¬
niu dróg i w miejscach postoju taboru (Green 1966, s. 7 6 - 8 1 ) .
5

C z y Green mówi rzeczywiście o Cyganach? Głównie podobieństwa zewnętrzne
skłaniają go do takiej opinii. N i e wiemy, skąd wiedział o wróżbiarskich talentach

4

5

T u t a j posługujemy się rosyjskim w y d a n i e m tego dzieła: Ratzel 1901, t. I I , s. 507.
T y t u ł oryginału: Old Africas

Last Secrets, L o n d o n 1961.

301

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

i znakach pozostawianych innym wędrującym grupom. Podobny sposób przekazy­
wania wiadomości znany jest w Europie, w t y m Polsce. Tutaj miało to sens praktycz¬
ny: pomagało krewnym czy innym członkom grupy w wyborze drogi, odnajdowaniu
innych taborów, które wcześniej tędy wędrowały dostarczało informacji pozwalają¬
cych uniknąć zagrożenia lub wskazujących możliwość zarobku. C z y w Afryce wę¬
drowały tak liczne tabory cygańskie - należy powątpiewać. Zatem t o raczej jakieś
strzępy wiedzy o Cyganach europejskich, wsparte obserwacjami poczynionymi
w Afryce i skojarzeniami widzianych obrazów z t y m i znanymi z Europy lub z litera¬
tury, stały się podstawą wnioskowania i przedstawienia tych ludzi jako Cyganów
afrykańskich.
Paradoksalnie: najpewniejszymi informacjami o Cyganach w Afryce są więc wspo¬
mniane najdawniejsze doniesienia, wiążące się z polityką wewnętrzną Portugalii
i zapoczątkowanymi w 1526 r. próbami pozbycia się ich z kraju lub nakłonienia d o
zmiany stylu życia. Już o d roku 1538 można było stosować wobec opornych karę
zsyłki do różnych afrykańskich kolonii - do Angoli, na W y s p y Zielonego Przylądka,
Wyspę św. Tomasza i Wyspę Książęcą (Coelho 1892, s. 230-231). Z 1589 r. pocho¬
dzi wiadomość o ucieczce jednej z trzech Cyganek skazanych na trzy lata zesłania
do Angoli za kradzież osłów. Jeżeli kobiety te dotarły do miejsca przeznaczenia, co
nie jest potwierdzone, mogły być w ogóle pierwszymi Cygankami, które przybyły
tam z Europy (Lopes da Costa 1999, s. 64). Więcej wzmianek o cygańskich zesłań­
cach pochodzi z X V I I , a zwłaszcza X V I I I w., kiedy to w Angoli - dokąd przewożeni
byli również z Brazylii - ich liczba była znacząca, często przebywały tam całe rodzi¬
ny (Pantoja 2004, s. 120). N a miejscu, po odbyciu ewentualnej kary, prowadzili
w miarę normalne życie. Z dokumentu datowanego na rok 1731 dowiadujemy się,
że niektórzy trudnili się handlem niewolnikami; w t y m też czasie nakazano lokal¬
nym władzom, żeby nie pozwalały włóczyć się Cyganom w głębi kraju. Ale, co cie¬
kawe, w połowie tego stulecia gubernator Angoli dwukrotnie zwracał się do metro¬
polii z propozycją przysłania Cyganów jako osadników, wraz z żonami, argumentując,
że mieli największe kwalifikacje, by stać się kawalerzystami, a przy t y m znosili miejs¬
cowy klimat lepiej niż inni i „nie stwierdzono, żeby zachowywali się nagannie",
w przeciwieństwie d o białych Portugalczyków, wśród których było mnóstwo zło¬
dziei, ludzi bez honoru, nieposłusznych i leniwych (Lopes da Costa 1999, s. 67-68).
Podkreślmy: sugestia nie dotyczyła jednostek występnych, skazanych na zesłanie.
To nadzwyczaj intrygująca kwestia: „cywilizowanie" afrykańskich posiadłości za po¬
średnictwem Cyganów, odróżniających się o d Portugalczyków uczciwością i god¬
nym zachowaniem. Uboga jest nasza wiedza o Cyganach w Afryce . Ale nawet przy¬
toczone t u informacje prowokują d o stawiania dalszych pytań, na które nie znamy
6

6

N i e zdołaliśmy d o t r z e ć do artykułu Cariosa Cauto, Presenca cigana na colonizacao de Angola, „Boletim

do I n s t i t u t o de Investigacao Científica de A n g o l a " , Luanda, 1971, v o l . 8 (2), s. 137-144; p r z e d r u k w :
Studia, Lisboa, 1973, nr 36, s. 107-116.

302

�Jak Cyganie świat zdobywali.

odpowiedzi. C o stało się z deportowanymi? C z y udało i m się wrócić d o Europy,
czy wymieszali się z ludnością miejscową lub raczej - jak to było w amerykańskich
koloniach - z innymi przybyszami z metropolii?
Na pewno odwiedzali Cyganie kontynent afrykański w czasach współczesnych.
W archiwum we Lwowie przechowywany jest pisany po polsku list, opatrzony datą
4 sierpnia 1937 r., wysłany z Johannesburga do rezydującego we Lwowie metropoli¬
ty Kościoła greckokatolickiego: „Nie posiadając adresu niedawno ukoronowanego
przez Jego Eminencję, Króla Cyganów, Janusza Kwieka, pozwalam sobie załączyć
przy niniejszym list do niego zaadresowany, z uprzejmą prośbą o łaskawe odesłanie go
na odpowiedni adres, który jest niechybnie Jego Eminencji znany Z góry najuprzej¬
miej Jego Eminencji dziękując, pozostaję z wysokim szacunkiem, Leo John" .
7

Z akt lwowskich wynika, że list przesłany został z Lwowa do Warszawy d o met­
ropolitalnej cerkwi prawosławnej na Pradze - można przypuszczać, że wraz z dołą¬
czonym listem adresowanym d o Janusza Kwieka - Leo John nie wiedział, że to
właśnie zwierzchnik praskiej cerkwi dokonał aktu koronacji. D o k u m e n t ten prowo¬
kuje d o postawienia przynajmniej kilku pytań, zaczynając o d podstawowego: jak
Leo John dowiedział się w Afryce Południowej o koronacji Kwieka? W jaki sposób
komunikowały się cygańskie grupy - za pośrednictwem poczty czy kuriera? Z e
wspomnień Yoorsa (1973) wiemy że w Europie często korzystali z telefonów, ale
musieli wiedzieć, gdzie i kiedy zastaną osoby, z którymi chcą się kontaktować.
W t y m przypadku raczej było t o niemożliwe. A wreszcie: k i m był autor listu, wła¬
dający przy t y m językiem polskim (chyba że ktoś wyręczył go w pisaniu po pol¬
sku), i skąd wziął się na południowym krańcu Afryki? C o go tam zagnało? Był sam
czy z rodziną, a może z większą grupą ziomków? I jak potoczyły się dalej jego losy
- pozostał w Afryce czy przemieścił się d o innego kraju?

Azja
Jeszcze więcej wątpliwości budzą doniesienia o C y g a n a c h a z j a t y c k i c h , np.:
„Na Cejlonie żyje kilkaset rodzin Cyganów. To wychodźcy z Indii Południowych,
posługują się językiem telugu. Mieszkają w szałasach krytych liśćmi palmowymi,
ich tabory pozostają na jednym miejscu kilka dni, potem wędrują dalej" (Narody...
1963, s. 878). I o tej samej wyspie: „pokaz kobr i tresowanych małp jest głównym
źródłem utrzymania Cyganów, kobiety zajmują się wróżeniem. Prócz tego Cyganie
sprzedają amulety polują i łowią r y b y " (Koczniew 1965, s. 140). N i e sposób się zo¬
rientować, czy przytoczone informacje odnoszą się rzeczywiście do Cyganów. Tryb
życia związany ze zmianą miejsca pobytu, wróżenie, pokazywanie tresowanych
małp, nie wystarcza, b y uznać, że chodzi właśnie o nich, a nie jakąś inną grupę ko¬
czowniczą. Także żyjące w A z j i Przedniej rozmaite grupy koczownicze nazywane

7

C e n t r a l n y j Derżawnyj Istoryćnyj A r c h i v m . Lviv, F o n d nr 408, opis nr 1, sprawa nr 619.

303

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

są Cyganami. Mechanizm skojarzeń, jak wynika z prac dotyczących Iraku, Iranu,
Syrii, jest podobny (Haditi 1979, s. 19; Trubeckoj 1966, s. 113-114).
Z drugiej strony istnieją wiarygodne świadectwa cygańskich wędrówek po t y m
ogromnym kontynencie, których zasięg i rozmach wprawia w zdumienie. W jakim
celu bowiem zapuszczali się w niekiedy bardzo odległe i mało gościnne okolice?
Dziś wiemy że choć na ziemiach polskich pojedynczy Cyganie pojawili się już
na początku X V stulecia, wiadomości o wędrujących grupach pochodzą dopiero
z pierwszej połowy X V I w. Najwcześniej, w 1533 r., ich obecność odnotowano na
ziemi połockiej, położonej na dalekich peryferiach Rzeczypospolitej. Przez ziemie
polskie część przybyszów wędrowała dalej ku wschodowi. Naleciałości z języka
niemieckiego w języku Cyganów rosyjskich oraz chronologicznie późniejsze z ję¬
zyka polskiego wskazują na trasę peregrynacji.
Europejska część Rosji nie stała się kresem wędrówek. W 1721 r. szkocki dyplo¬
mata, lekarz i podróżnik John Bell odnotował obecność Cyganów w Tobolsku,
w zachodniej Syberii. Wędrowali całymi rodzinami, wraz z dziećmi, bagaże prze¬
wozili na koniach. M i e l i przybyć z Polski, a zmierzali d o . . . C h i n . Rosyjskie władze
nie zezwoliły na kontynuowanie podróży z powodu braku paszportów i grupa mu¬
siała zawrócić . Jest to pierwsza informacja, którą znamy o obecności Cyganów na
Syberii, chociaż mogli się tam pojawić i wcześniej. Nasuwa się pytanie: co ich skło¬
niło do podjęcia wędrówki? Czy rzeczywiście kierowali się do Chin, a jeśli tak, to po
co? C z y zdawali sobie sprawę z trudów podróży? Syberia nie była w t y m czasie o b ­
szarem sprzyjającym wędrowaniu ani też nie przyciągała atrakcyjnością nielicznych
miast. Leżący nad Irtyszem, dopływem O b u , Tobolsk znajduje się około 2500 k m
na wschód od Moskwy,- w czasach Bella żyli tam głównie Czuwasze, sieć gościńców
nie była zbyt rozwinięta, a wędrówka zapewne nie zawsze bezpieczna. Dlaczego
więc ruszyli w drogę?
8

Tysiąc kilometrów dalej na wschód położone jest miasto Tomsk, nad Obem. W jed­
nej z okolicznych wsi urodził się autor wydanej w 1978 r. po polsku książki Z plemie­
nia Cedru . Aleksander Szełudiakow - jak podaje notka biograficzna - spędził dzie9

8

„During our stay in T O B O L S K Y [sic], I was informed, that a large t r o o p of gipsies had been lately

at that place, t o the number of sixty and upwards, consisting of men, w o m e n , and children. T h e R U S ­
S I A N S call these vagabonds tziggany T h e i r f o r r y baggage was carried on horses and asses. T h e arrival
of so many strangers being reported t o Mr. P E T R O F F S O L O V O Y the vice governor, he sent for some
of the chief of gang, and demanded w h i t h e r t h e y were going? t h e y answered h i m , t o C H I N A , u p o n
w h i c h he t o l d t h e m , he c o u l d n o t p e r m i t t h e m t o proceed any farther eastward, as t h e y had no pass­
p o r t , and ordered t h e m t o r e t u r n t o t h e place whence t h e y came. It seems these people had reamed,
in small parties, during the summer season, cross the vast countries between P O L A N D and this place,
subsisting themselves on what t h e y could find, and on felling trinkets, and telling fortunes t o the c o u n t r y
people. But T O B O L S K Y , being the place of rendezvous, was the end of their long journey eastwards, and
they, w i t h no small regret, were obliged t o t u r n their faces t o the west again" (Bell 1763, t. I I , s. 157-158).
9

Tytuł oryginału: Jz plemieni Kiedra.

304

�Jak Cyganie świat zdobywali.

ciństwo pośród Ewenków i Chantów, zamieszkujących te okolice jeszcze przed p o ­
jawieniem się Rosjan. W książce znajdujemy opowieść o miejscowym malarzu i na¬
malowanym przez niego obrazie, przedstawiającym stojące nad brzegiem rzeki
czumy, przewrócone d o góry dnem łodzie, suszące się sieci i ogniska, przy których
siedzą palący fajki Ewenkowie i Cyganie. Malarz opowiadał autorowi, że na Syberii
„niejednokrotnie spotykał się w swoich podróżach z żeglującymi Cyganami".
Wspomniał też opowieść pewnego starego Cygana, dotyczącą czasów sprzed rewo¬
lucji październikowej:
na w i o s n ę k o c z o w a l i ś m y na ł o d z i a c h p o leśnych p u s t k o w i a c h w ślad za ajentami
s k u p u j ą c y m i f u t e r k a . [ . . . ] Z a h a n d l a r z a m i podążała i nasza b r a ć , b o g d y C y g a n k i szamaniły E w e n k o m , w r ó ż y ł y d o b r e życie, p o m y ś l n e ł o w y t a m c i raz p o raz w r z u c a l i
w r ó ż k o m d o w o r k ó w t o s k ó r k ę gronostaja, t o p o p i e l i c y . W lecie C y g a n i e p r z e n o s i l i
się na łowiska n a d r z e c z n e b y s t r z y n y na z a r o b e k ( S z e ł u d i a k o w 1978, s. 2 1 3 - 2 1 9 ) .

Trudno powiedzieć, w jakim stopniu autor odwoływał się do zasłyszanych opo¬
wieści, w jakim zaś wymyślił te sceny. Analizując treść książki, odnosi się wrażenie,
że wszystko nie mogło być tworem wyobraźni. Jeżeli więc przyjąć, że jest tu odbi¬
cie rzeczywistych sytuacji, to znów zadać trzeba pytanie: skąd wzięli się tam Cyga­
nie i po co zawędrowali tak daleko w głąb Syberii?
Na wschód od Kamczatki, na M o r z u Beringa, około 250 k m od wybrzeży pół­
wyspu, położony jest archipelag W y s p Komandorskich. Około 1825 r. na nieza¬
mieszkałych wyspach Kompania Rosyjsko-Amerykańska osiedliła Aleutów; celem
była eksploatacja futrzarska wysp. „Później osiedlono t u także Aleutów z wysp A n drejanowskich, Prybyłowa, Eskimosów z wyspy Kodiak, i innych - Rosjan, K o m i - Z y rian, Cyganów" (Narody... 1956, s. 987). W cytowanej pracy nie podano, jak należy
rozumieć określenie „później" - czy było to jeszcze przed rewolucją bolszewicką,
czy już w czasach radzieckich. N i e wiemy też, jaki był charakter tego osiedlenia
- karne zesłanie czy dobrowolna emigracja. Ale niezależnie od tego, znów nasuwa
się pytanie: skąd przybyli ci Cyganie, jakimi drogami wędrowali i po co wybrali się
w tak odległe rejony świata, aż na Daleki Wschód? C o skłoniło ich do osiedlenia się
na wyspach, jeśli była to migracja dobrowolna?
W trakcie badań prowadzonych na początku lat 70. X X w. w Mongolii jeden ze
stołecznych, ułanbatorskich współpracowników polskiej ekspedycji stwierdził, że
niedługo po zakończeniu I I wojny światowej, prawdopodobnie p o d koniec lat 40.,
północną częścią kraju przewędrowała z Rosji na wschód grupa Cyganów. Podobno
odnotowała to prasa, ale doniesienia nie udało się potwierdzić. O b e c n o ś ć Cy¬
ganów w Chinach sygnalizował Clebert (1961, s. 259), a choć nie były to wiado¬
mości pewne, podobne można znaleźć także w innych opracowaniach. Niestety,
brakuje dokładniejszych informacji na ten temat, chociaż akurat w przypadku gru¬
py wędrującej przez Mongolię należy sądzić, że chodziło nie o jakichś tubylczych
koczowników, lecz o wyraźnie różniących się od miejscowej ludności (m.in. antro305

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

pologicznie) Cyganów. C i byliby więc znacznie bliżej C h i n niż grupa zatrzymana
w Tobolsku w latach 20. X V I I I w. C o ich tam pognało, w jakim celu podjęli wędrów¬
kę do kraju o tak odmiennej kulturze i trudnej d o pokonania barierze językowej?

Ameryka
Pojawienie się Cyganów w Ameryce miało całkowicie odmienny charakter, chociaż
pod wieloma względami przypominało powstawanie cygańskiej diaspory w afry¬
kańskich posiadłościach Portugalczyków, było bowiem rezultatem polityki państw
europejskich kolonizujących N o w y Świat. Należała d o nich również Portugalia, o d
początku X V I w. dysponująca ogromnym obszarem na kontynencie południowo¬
amerykańskim i korzystająca z niego tak samo jak z posiadłości w Afryce. Podobnie
- jako miejsca deportacji, będących zarówno karą, jak i formą zasiedlania - trakto¬
wały później zamorskie terytoria Anglia, Francja i inne państwa. Dopiero od X I X stu¬
lecia można mówić o migracjach Cyganów do Ameryki podejmowanych z własnej
woli, wraz z tysiącami innych ludzi z różnych krajów, szukających tam możliwości
lepszego życia.
Historia odkrywania Nowego Świata przez Cyganów zaczyna się jednak w Hisz¬
panii, która nie różniła się zbytnio od reszty zachodniej Europy, jeśli chodzi o zmia¬
nę stosunku d o „pielgrzymujących Egipcjan", ale prowadziła całkowicie odmienną
niż Portugalia, czy potem Anglia, politykę kolonizacyjną. Pierwsi Cyganie dotarli
zresztą z Hiszpanii na Antyle, zanim wprowadzono skierowane przeciw nim re¬
strykcje, już w 1498 r., poniekąd przypadkowo, ratując własną skórę. Było t o dwóch
mężczyzn i dwie kobiety, których wymieniono na liście pasażerów jednego ze
statków wchodzących w skład trzeciej wyprawy Krzysztofa Kolumba. Antón, M a cias, Catalina i Maria (wszyscy „z Egiptu") znaleźli się w grupie dziesięciu osób,
określonych jako homicianos (Gil 1985, s. 5, 102). N i e byli zesłańcami, jak czasem się
sądzi. Nazwą homiciano określano człowieka winnego kryminalnego czynu, który
wykupywał się od kary, najczęściej odbywając przez pewien czas i na własny koszt
służbę wojskową, na przykład w jakimś granicznym zamku. W zamian uzyskiwał
przebaczenie, a zarzuty wobec niego były anulowane na mocy specjalnego doku¬
mentu, jaki mu wystawiano (Szaszdi León-Borja 1992a, s. 589; 1992b, s. 327). Taką
procedurę, mającą na Półwyspie Iberyjskim dawną tradycję, zastosowano podczas
pierwszej wyprawy Kolumba, aby zaradzić kłopotom ze skompletowaniem załogi.
Trzecia wyprawa, której celem było dostarczenie na Hispaniolę (dzisiejszą Haiti)
dużej liczby osadników, rodziła się w jeszcze większych bólach. N a ratunek po¬
spieszyli hiszpańscy monarchowie, Izabela i Ferdynand, ogłaszając 22 czerwca 1497 r.
dwa dekrety. Jeden nakazywał sądom, by zesłaniem na Hispaniolę zastąpić dotych¬
czasową karę zesłania na jakąś wyspę lub d o pracy przy pozyskiwaniu metali szla¬
chetnych, a także banicję okresową i bezterminową. D r u g i dokument był aktem
łaski dla wszystkich, którzy d o dnia jego ogłoszenia dopuścili się różnego rodzaju
przestępstw, głównie zabójstwa lub spowodowania obrażeń cielesnych w postaci
306

�Jak Cyganie świat zdobywali...

ran; formą zadośćuczynienia było dobrowolne udanie się na Hispaniolę i okresowa
służba na własny koszt pod rozkazami Kolumba. C i , których uczynki zasługiwały na
karę śmierci, mieli pozostać na wyspie przez dwa lata; zagrożeni mniej surowymi
karami - przez rok. Po t y m okresie mogli wrócić do kraju i uzyskać całkowite o d ­
puszczenie ujawnionych win (Fernández de Navarrete 1954, t. I , nr 116, s. 425-426;
nr 120, s. 428-430).
Czworo „Egipcjan" skorzystało z królewskiego indultu i jeśli szczęśliwie dotarli
do celu (bo o ich dalszych losach nic nie wiadomo), byli nie tylko pierwszymi, lecz
być może jedynymi Cyganami, albo jednymi z nielicznych, którzy popłynęli z Hisz¬
panii do Indii Zachodnich (Szászdi León-Borja 1992b, s. 332), gdyż hiszpańscy
monarchowie zrezygnowali dość szybko ze zsyłania tam przestępców (formalnie
w 1505 r.) - nie mówiąc o „naborze" homicianos, ogłaszanym w wyjątkowych sytuacjach
- i zastąpili te incydentalne w sumie przedsięwzięcia polityką ścisłej kontroli
pasażerów, co miało uchronić Indie przed napływem „niepożądanych elementów".
Poza t y m od października 1499 r. obowiązywał w Kastylii (a nieco później także
w Aragonii) zakaz przebywania na jej terytorium Cyganów nietrudniących się zaję¬
ciem uznawanym za pożyteczne i niepodlegających jakiemuś panu. C i , którzy nie
spełniali tych warunków, powinni byli w ciągu 60 dni opuścić królestwo p o d groźbą
surowych kar i przymusowej ekspulsji.
Nie były to - co warto podkreślić za Marią Heleną Sánchez Ortegą (1994, s. 335)
- akty antycygańskie, analogiczne do tych, jakie nieco wcześniej spowodowały ekspulsję Żydów, a wiele lat później Morysków. Odnosiły się wyłącznie do Cyganów
wędrownych; pozostali, umiejący w taki czy inny sposób przystosować się do w y ­
mogów prawa, cieszyli się swobodą, a ich egzotyczne zwyczaje chętnie oglądano na
przykład podczas świąt religijnych w Granadzie w 1531, Almerii w 1589, Lorce
w 1601, Rondzie w 1615 (Martínez Martínez 2000, s. 91, przyp. 2). Dla nich droga za
ocean najprawdopodobniej nie była zamknięta, musieli jedynie, podobnie jak wszys¬
cy inni, uzyskać od urzędników królewskich zgodę na wyjazd. Wiemy np., że w pod¬
boju Meksyku uczestniczyła Cyganka, żona niejakiego Cristóbala, służącego jako
herold Hernána Cortesa (Cervantes de Salazar 1971, t. I I , s. 30). Istnieją też infor­
macje (choć wymagają one sprawdzenia) o niejakim Jorge Lealu, Cyganie kowalu,
który w 1602 r. otrzymał pozwolenie wyjazdu na Kubę. Podobne, pojedyncze ślady
pochodzą z X V I I I w. (Gómez Alfaro 1999, s. 30), lecz nic nie wskazuje na to, żeby
„ucywilizowani", a więc niewędrujący Cyganie pojawili się w hiszpańskich koloniach
w większej liczbie. Wyrażana czasem opinia, że w X V I w. „istniało nielegalne, stałe
przenikanie ze starego kontynentu w kierunku Nowego Świata, gdzie karawany cy­
gańskie mogły bez przeszkód kontynuować wędrowanie" (Torbágyi 2003, s. 140),
to tylko urojenie, wynikające z nieznajomości historycznych realiów.
O d końca X V w. wędrowni Cyganie stali się w Hiszpanii uosobieniem plagi włó­
częgostwa, co dobrze pokazuje kolejny skierowany przeciw nim dekret, z 1539 r.,
w którym zaznaczono, że razem z „Egipcjanami" włóczy się po kraju „wielu innych,
307

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

zarówno mieszkańców naszych królestw, jak też [ludzi] innych nacji, którzy przy­
jęli ich język, zwyczaje i sposób życia" (Reales Ordenanzas 1987, s. 5k). W Indiach
Zachodnich, d o których o d początku zakazano wstępu Żydom i konwertytom,
Maurom, ludziom podejrzanym o herezję i skazanym przez inkwizycję, a także ich
potomkom, Cyganie nie mieli co szukać ani wcześniej, gdy uważano ich jeszcze za
pielgrzymujących cudzoziemców (chyba że byli homicianos lub przestępcami skaza¬
nymi na zsyłkę), ani później, gdy usiłowano pozbyć się tych spośród nich, którzy
nie podporządkowali się akulturacyjnym dekretom. Być może nieufność w stosun­
ku do wszystkich „Egipcjan" była zresztą większa, niż mogłoby się zdawać (zwłasz¬
cza że wędrujących grup nie powstrzymywały kolejne zakazy i drakońskie kary),
skoro ogłoszonym 1 lutego 1570 r. dekretem stanowiono, że d o Indii nie może
popłynąć żaden (sic!) Cygan ani jego dzieci, ani słudzy a gdyby się tak stało,
należało ich stamtąd bezzwłocznie wydalić (Recopilación... 1943, t. III, s. 313).
Tę decyzję interpretowano czasem opacznie, przypuszczając, że wcześniej takie
podróże były możliwe, a nawet częste. N i e ma na to dowodów. Pierwszy ślad „nie¬
legalnych" Cyganów w hiszpańskiej Ameryce pochodzi z 15 lipca 1568 r. i łączy się
z Portugalczykami. Jest t o skierowane do wicekróla Peru rozporządzenie, w którym
monarcha informował, że według jego wiedzy w tamtejszych prowincjach przeby¬
wała duża liczba Portugalczyków i Cyganów, którzy dostali się tam bez pozwolenia
„przez Portugalię i inne obszary". Władca nakazywał wicekrólowi odesłać ich pierw­
szym statkiem d o Hiszpanii (Encinas 1945, t. I , s. 451-452) . Rezultatów tej ope¬
racji nie znamy, ale po kilkunastu latach historia się powtórzyła. 11 lutego 1581 r.
król skierował d o władz hiszpańskich w całych Indiach Zachodnich podobne roz¬
porządzenie. Tym razem źródłem niepokoju było przekonanie, z pewnością oparte
na jakichś doniesieniach, że d o Indii „przedostali się i przedostają" Cyganie oraz
włóczędzy, używający ich ubiorów i języka, którzy żyją na swój „zepsuty sposób"
wśród Indian i łatwo ich oszukują ze względu na przyrodzoną tubylcom łatwowier¬
ność. W związku z t y m nakazywano wicekrólom, przewodniczącym królewskich
audiencji, gubernatorom i wszystkim innym urzędnikom odpowiedzialnym za
przestrzeganie prawa, aby sprawdzili, czy na podległych i m terenach są „jacyś Cy¬
ganie albo [inni] leniwi włóczędzy niemający zajęcia, którzy chodziliby w ich ubio¬
rach, mówili ich językiem, wykonywali właściwe i m rzemiosła i praktykowali złe
zwyczaje, kradzieże i kłamstwa", a gdyby takich znaleziono, należało ich odesłać
przy pierwszej okazji do Hiszpanii razem z żonami, dziećmi i sługami, w przyszłoś­
ci zaś nie pozwolić i m p o d żadnym pozorem na przebywanie w Indiach ani na przy­
ległych wyspach (Recopilación...,
1943, I I , s. 360). Znamy tylko jedną odpowiedź
w tej sprawie - uspokajającą; na obszarze dzisiejszej Boliwii nie stwierdzono obec­
ności niepożądanych „gości" ( C D I A O 1864-1884, t. 18, s. 138-139).
10

10

Portugalczykom zakazano wstępu na t e r y t o r i a hiszpańskich I n d i i już w 1564 r. (Encinas 1945, t . I ,

s. 4 5 0 - 4 5 1 ) .

308

�Jak Cyganie świat zdobywali...

W Hiszpanii dopiero w X V I I I w. pojawiły się projekty aby wysłać w jakiś rejon
Ameryki przestępców, w t y m stale wędrujących po kraju Cyganów, ale - inaczej niż
w Portugalii czy Anglii - nie zyskały one aprobaty „Hiszpańskie weto dla obecności
Cyganów w N o w y m Świecie" (Gómez Alfaro 1999) traciło swą moc stopniowo w X I X w. - wraz z rozpadem hiszpańskiego imperium.
Niewykluczone, że w pogłoskach z 1568 r. było coś na rzeczy gdyż Portugalczycy
w przeciwieństwie d o Hiszpanów, traktowali swe zamorskie posiadłości jako miejs­
ca zsyłki już od końca X V w., a w następnych stuleciach mieli d o dyspozycji całą
sieć takich miejsc w Azji, Afryce i Ameryce.
Cyganie, którzy dotarli d o Portugalii najprawdopodobniej w drugiej połowie
X V w., znaleźli się na liście potencjalnych zesłańców kilkadziesiąt lat później. O d
marca 1526 r. obowiązywał ich zakaz przekraczania granic królestwa, a znajdujący się
w kraju mieli go opuścić p o d groźbą surowych kar. Zakaz wstępu i wędrowania p o ­
wtórzono w 1538 r., t y m razem objęto nim także wszystkich włóczących się „jak Cy­
ganie", niezależnie od nacji. Wprowadzono ponadto rozróżnienie na obcych, któ¬
rych po ukaraniu miano wydalać poza granice królestwa, i swoich, czyli poddanych
portugalskiego króla, którym groziło zesłanie na dwa lata d o A f r y k i . W 1557 r. po¬
nownie ogłoszono zakaz wstępu Cyganów na teren królestwa (bynajmniej nie os¬
tatni), t y m razem pod groźbą skazania na galery Tę ciężką karę chętnie wymierzano
za różne przestępstwa, ale skazani mogli odwoływać się od wyroku. Dzięki powsta­
łym w takich sytuacjach dokumentom wiadomo, że już w t y m okresie wysyłano Cy­
ganów d o Ameryki. W 1562 r. niejaki Joao Giciano, pochodzący z „królestwa grec­
kiego", mający żonę i 14 dzieci, a skazany na galery za kradzież osłów, uzyskał w ra­
mach łaski zamianę kary na kilka lat zesłania d o Brazylii. W 1574 r. inny Cygan, Joao
de Torres, po schwytaniu i skazaniu na pięć lat galer prosił króla o umożliwienie mu
natychmiastowego opuszczenia kraju lub wyjazdu do Brazylii na zawsze, razem z ż o ­
ną i dziećmi. Król zamienił karę na pięć lat zesłania i dał zgodę na zabranie rodziny
(Coelho 1892, s. 232; Lopes da Costa 1999, s. 61). Zaskakująca chęć spędzenia za
oceanem reszty życia zdaje się świadczyć, że proszący wiedział, choćby w przybli¬
żeniu, czego może się spodziewać w N o w y m Świecie. Dla niektórych była t o nawet
perspektywa kusząca, bowiem p o d koniec X V I w. żyli w Brazylii Cyganie, którzy
wyjechali tam dobrowolnie (Donovan 1992, s. 40).
Trudno powiedzieć, ilu Cyganów trafiło d o Brazylii w X V I i X V I I w. Musiała to
być liczba znaczna, gdyż ustawy, mające na celu pozbycie się ich z kraju lub przy¬
najmniej zmuszenie d o rezygnacji z wędrowania, poruszania się w grupie, mieszka­
nia blisko siebie, do porzucenia odrębnego języka, ubioru i stylu życia (łącznie z upra­
wianiem wróżbiarstwa, magii i żebractwa), ponawiano co jakiś czas. Ustawy przewi¬
dywały także zesłanie d o A f r y k i , jednak chyba najwięcej zesłańców przyjmowały
rozległe portugalskie terytoria na kontynencie południowoamerykańskim (w 1686 r.
zaczęto tam zsyłać kierowanych wcześniej do A f r y k i „synów i wnuków Portugalczy­
ków", noszących cygańskie ubiory i żyjących na ich sposób; Coelho 1892, s. 252).
309

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

Jeśli ktoś był skazany przez sąd, po odbyciu kary odzyskiwał wolność; inni od razu
urządzali się tam, jak mogli. W 1591 r. około 50-letnia Cyganka, Briana Fernández,
pochodząca z Lizbony mieszkała w mieście Salvador i prowadziła stragan ze sta­
rzyzną. W 1603 r. rada miejska Sao Paulo zatrudniła Cygankę Franciskę Rodrigues
jako sprzedawczynię (Lopes da Costa 1999, s. 72-73). Znaczący przyrost cygań­
skiej populacji w Brazylii nastąpił po roku 1718, gdy zapadła decyzja o wyłapywaniu
i zsyłaniu Cyganów, gdzie tylko się dało - od Indii, przez Afrykę, po Brazylię . N a
t y m ostatnim obszarze miały się wówczas pojawić całe cygańskie wspólnoty ( D o ­
novan 1992, s. 39). N a początku X V I I I w. o d k r y t o złoto w Minas Gerais i wydano
zakaz wstępu na ten obszar cudzoziemcom, do których zaliczono też Cyganów.
Zakaz okazał się nieskuteczny do tego stopnia, że rozważano możliwość wyłapania
ich i przetransportowania do Rio de Janeiro, a stamtąd do Angoli. Takie samo roz­
wiązanie problemu Cyganów, niechcących się dostosować d o „normalnego" życia
(osiedlić się, wykonywać konkretnego zawodu, ewentualnie zajmować się gospo¬
darstwem rolnym), zalecał w t y m czasie władzom Recife sam król. Byli i tacy którzy
za jedyne wyjście uważali odesłanie ich z powrotem d o Portugalii (Lopes da Costa
1999, s. 74-77, 83). Niemniej już w latach 60. tego samego wieku zauważono, że
spora część Cyganów, od których nie oczekiwano nic ponad to, „żeby żyli jak Por¬
tugalczycy poddani Jego Królewskiej Mości", skłonna była przystosować się d o
„porządnego życia, gdyż [w przeciwnym razie] wszędzie byli chwytani i więzieni".
Niektórzy z nich dorobili się znacznych majątków, podobno głównie na handlu nie¬
wolnikami, mimo że był on zabroniony Cyganom od 1760 r. (Coelho 1892, s. 274).
11

Przesiedlenie do A m e r y k i niekoniecznie oznaczało utratę tożsamości etnicznej
czy choćby jej ukrywanie. W 1761 r. atrakcją serii festynów w Rio de Janeiro był p o ­
kaz „tańców cygańskich", a w roku 1810 Cyganów zaproszono d o udziału w publicz¬
nym świętowaniu zaślubin córki księcia regenta z hiszpańskim infantem. Według
bardzo ostrożnego szacunku Donovana (1992, s. 43) w okresie poprzedzającym
uzyskanie niepodległości (1822 r.) żyło w Brazylii od 4 do 7 tysięcy Cyganów. To naj­
prawdopodobniej pierwsza i jedyna w t y m czasie tak duża zbiorowość cygańska na
zachodniej półkuli. Pod koniec X I X i w pierwszej połowie X X w. przybyły tam rów­
nież, na fali gigantycznej imigracji z Europy i Azji, inne grupy cygańskie.
Cyganów wysyłano do kolonii także z kilku innych krajów europejskich: Anglii,
Francji, Niderlandów. N a Wyspach Brytyjskich, gdzie w 1598 r. zamorskie teryto¬
ria umieszczono na liście najstosowniejszych miejsc zsyłki „hultajów, włóczęgów
i niepoprawnych żebraków", w połowie wieku X V I I wzmogły się akcje skierowane
przeciwko kobietom lekkiego prowadzenia, kryminalistom, włóczęgom, a wśród nich
i Cyganom. Pochwyceni, wysyłani byli za ocean jako siła robocza. Tym sposobem

11

Indie jako miejsce zesłań wskazane zostały wówczas, jak się zdaje, po raz pierwszy, czy f a k t y c z ­

nie dotarli tam Cyganie, nie w i a d o m o , gdyż brak na t o źródłowego p o t w i e r d z e n i a (Lopes da Costa,
1999, s. 60). G d y b y tak było, powróciliby w niezamierzony sposób d o swojej p r a o j c z y z n y

310

�Jak Cyganie świat zdobywali...

w 1655 r. pojawili się na plantacjach Barbadosu i Jamajki. W 1715 r. deportowano ze
Szkocji grupę Cyganów do Wirginii i jest wielce prawdopodobne, że czyniono to już
wcześniej (Brown 1929, s. 149-150). W 1648 r. rozważano w parlamencie szwedz­
kim projekt deportacji „Tattare" do N o w e j Szwecji - kolonii w Ameryce Północnej,
nad rzeką Delaware - niemniej, jak się zdaje, nie został on wprowadzony w życie
(Heymowski 1969, s. 83). W latach 1686-1689 grupy Cyganów wysyłano z Francji
do A m e r y k i Północnej na podstawie decyzji króla Ludwika XIV, który zgodził się
złagodzić karę niektórym skazanym na galery p o d warunkiem że do końca życia
pozostaną w Ameryce. Później, w 1715 r., gdy po śmierci tego króla omawiano na
forum Stanów Generalnych sprawy posiadłości francuskich za oceanem, postano¬
wiono dla przyspieszenia kolonizacji Luizjany załadować na statki i przewieźć do
Ameryki włóczęgów, żebraków i tych, na których ciążyły wyroki sądowe. Niekiedy
też sędziowie orzekali wyrok zesłania zamiast ciężkich robót w więzieniu kra¬
jowym; np. w Caen skazano grupę Cyganów, za napad na dyliżans, na zesłanie na
wyspy francuskie w Ameryce. W i a d o m o też, że w 1724 r. sąd w Poitou nakazał de­
portację grupy Cyganów na Martynikę, zaś do Luizjany wysyłano kobiety z parys¬
kich przytułków, a wśród nich i Cyganki, którym proponowano przesiedlenie do
Ameryki w charakterze żon dla osadników. W 1 7 8 8 r. władze francuskie rozważały pro¬
jekt stworzenia zamorskiej kolonii cygańskiej; prowadzono nawet rozmowy z przy¬
wódcami grup Cyganów, koczujących w lasach Lotaryngii, i podobno wyrazili oni
gotowość pozostania w służbie państwa, w prowincjach zamorskich, pod warunkiem
nieograniczania tam ich swobody Urzędy administrujące koloniami zaproponowały
Gujanę, ale projekt cygańskiej kolonii w Ameryce w końcu upadł (Clébert 1961, s. 92,
108; Vaux de Foletier 1970, s. 55-57).
Wysyłka na zamorskie terytoria praktykowana była przez wiele państw, choć tyl¬
ko trzy z nich, Portugalia, Anglia i Francja, uczyniły z deportacji istotny element
polityki społecznej wobec Cyganów. Zjawisko nasiliło się około połowy X V I I I stu­
lecia. Źródła portugalskie świadczą, że sytuacja Cyganów w koloniach nie zawsze
i nie wszędzie była nędzna. D o k u m e n t pochodzący z roku 1760 zobowiązuje d o ­
rosłych mężczyzn d o służby w wojsku lub pracy za wynagrodzeniem przy robotach
publicznych, a zabrania i m noszenia broni, handlu końmi i handlu niewolnikami.
Tymczasem jeszcze w pierwszej połowie X I X stulecia brazylijscy Cyganie trudnili
się t y m , co zabronione - mieli renomę dobrych i zręcznych handlarzy niewolników
i koni (Quintana, Floyd 1972, s. 19, 21).

Australia
Niewiele wiadomo o pierwszych Cyganach w Australii, chociaż można stwierdzić
z całą pewnością, że i tam nie pojawili się dobrowolnie. Kolonizowanie tego konty¬
nentu rozpoczęli skazańcy. W pierwszym transporcie wysłanym z W y s p Brytyj¬
skich, który wylądował w 1788 r., przynajmniej jeden człowiek uważany był za Cy­
gana. Pierwszy transport na Tasmanię wysłano w roku 1803, a wśród deportowa311

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

nych znajdował się niejaki Robert Cooper - Cygan skazany na siedem lat za zło¬
dziejstwo, który po odbyciu kary otrzymał 12 ha ziemi i zajął się hodowlą bydła (Sil¬
lers Floate 1999, s. 117). Deportacje trwały do 1868 r. i , jak się szacuje, objęły 162 ty¬
siące osób, w t y m 24 tysiące kobiet. D o tego należałoby doliczyć nieznaną liczbę
osób, które dobrowolnie udały się w ślad za skazanymi, brytyjskie prawo dawało
bowiem możliwość łączenia małżeństw, a wówczas transport współmałżonka d o
Australii opłacało państwo. Jak wielu Cyganów było wśród deportowanych - nie
wiadomo, gdyż w dokumentach sądowych nie przewidziano rubryki dotyczącej
przynależności etnicznej i wskazujące na nią informacje pojawiają się raczej przy¬
padkowo. Żmudne badania, m.in. ówczesnej prasy lokalnej, pozwalają ustalić dane
personalne i losy zaledwie części z nich (Sillers Floate 1999, s. 114-127). Pokazują
one jednocześnie, że deportacja i znalezienie się pośród wielu innych, również kar¬
nie deportowanych osób, które nie były Cyganami, prowadziło zazwyczaj do utraty
tożsamości etnicznej (Sillers Floate 1999, s. 129). Inaczej wyglądało t o zapewne
później, gdy cygańskie grupy dobrowolnie migrowały do Australii.

Wielka emigracja
Jest paradoksem, że w czasach, gdy niewolnictwo w Ameryce postrzegane było co­
raz bardziej negatywnie przez rozmaite kraje i gdy ścigano handlarzy niewolników,
w Europie istniało legalne niewolnictwo Cyganów. Tak było w Rumunii, gdzie jego
likwidacja nastąpiła dopiero w połowie X I X stulecia, na mocy aktu z 1855 r., znoszą­
cego definitywnie (przynajmniej od strony prawnej) ten proceder (Serboianu 1930,
s. 53). Wiele gromad cygańskich porzuciło wówczas osiadły tryb życia i rozpoczęło
wędrówkę, często po prostu z przyczyn ekonomicznych, w poszukiwaniu możli¬
wości zarobkowych. Jak jednak wytłumaczyć to, że po bardzo długim okresie życia
osiadłego rumuńscy Cyganie podjęli wędrówkę w nieznane, b o przecież ich wiedza
0 innym świecie niż ten, w którym dotąd żyli, była żadna? Skąd wiedzieli, jaki kieru¬
nek najlepiej obrać i co może ich czekać np. w Ameryce, dokąd część z nich nie¬
bawem ruszyła? Zapewne początkowo nie mieli większego pojęcia, gdzie się udają;
być może chcieli jedynie opuścić Rumunię. W ciągu kilku, kilkunastu lat ich gro¬
mady rozprzestrzeniły się po całej Europie (w latach 80. obserwowano ich także na
ziemiach polskich), a żywiołowość i znaczna liczebność tej fali powoduje, że w li¬
teraturze określa się ją jako „inwazję" (Salo, Salo 1977, s. 8 i n.). Dopiero na nowych
terenach zamieszkania musieli poznać potoczne wyobrażenia o możliwościach
1 nadziejach wiązanych z N o w y m Światem w wielu krajach europejskich, w których
schyłek wieku X I X był okresem niezwykłej społecznej ruchliwości. To wtedy najin­
tensywniej rozwija się trwający aż do wybuchu I wojny światowej masowy ruch emi­
gracyjny do Ameryki, a później i Australii. W t y m samym czasie opuszczają Rumu­
nię coraz nowe grupy cygańskie, aby wkrótce potem pojawić się w obu Amerykach
wraz z innymi emigrantami, wśród których nie zabrakło Cyganów zadomowionych
od wieków w środkowo-wschodniej i zachodniej Europie. Ta wielka migracja schyłku
312

�Jak Cyganie świat zdobywali...

X I X i początków X X stulecia ma w przypadku Ameryki Południowej także polskie
akcenty W wielu numerach „Gazety Polskiej w Brazylii" z lat 1910-1913 można zna­
leźć wzmianki o Cyganach, a we wspomnieniowej książce Polskie korzenie. Opowieść
o życiu polskich emigrantów w Brazylii (Wachowicz 1980, s. 189) opisano spotkanie jed­
nego z bohaterów z Cyganami i transakcję wymiany koni o tyle ułatwioną, że dwóch
z owych Cyganów mówiło po polsku.
Zagadką pozostaje, kiedy Cyganie zaczęli samodzielnie migrować d o Australii.
Niewykluczone, że stosunkowo niedawno, chociaż na ten temat wiadomo bardzo
mało. Pośród internetowych w i t r y n rozmaitych cygańskich stowarzyszeń, a działają
ich obecnie dziesiątki, znajdujemy także strony prowadzone przez Cyganów z Perth.
Kłopot z nimi polega na t y m , że podobnie jak w przypadku wielu innych grup et­
nicznych prezentujących się w Internecie, przedstawiana tam „wiedza historyczna"
jest raczej wyrazem tworzonej współcześnie mitologii etnicznej, a nie opisem dzie¬
jów. N a stronach wspomnianego stowarzyszenia możemy zobaczyć rysunki poka¬
zujące sceny z dawnego życia na kontynencie australijskim, w t y m grupy wędrujące
z wozami, nieróżniącymi się o d tych, jakie oglądano na drogach Francji i Niemiec
na początku X X w. Żadna praca historyczna czy etnologiczna nie potwierdza tych
odkryć. Wydaje się, że dopiero na przełomie lat 70. i 80. minionego stulecia Cy¬
ganie stali się w Australii bardziej zauważalni i zaczęli tworzyć większe skupiska.
Byli wśród nich także przybysze z Polski, którzy dotarli tam przez N i e m c y , trudnili
się nielegalnym handlem złotem . Czy pozostali w Australii - nie wiemy, być mo¬
że ich pobyt tam był tylko czasowy.
12

W roku 1970 ukazała się w periodyku cyganoznawczym notatka, której autor
- podający się za jedynego Cygana żyjącego na stałe na N o w e j Zelandii - wspomi­
na o spotkaniu z innym Cyganem, członkiem rosyjskiego zespołu Mojsiejewa, przy¬
byłego d o Aukland na występy. Przy okazji napisał, że kontakty z innymi Cyganami
ma tylko przypadkowo, jeśli jacyś przejeżdżają przez Nową Zelandię (Barnes 1970,
s. 1). Ale w jakim celu przyjeżdżają? Skąd przybywają i dokąd się kierują? Z n o w u
te same, natrętne pytania.

Pytania
Kwestie, które nas intrygują, pytania, które postawiliśmy, są zupełnie innej natury
niż te, które mogą interesować cygańskich aktywistów. Próba stworzenia czy też
wymyślenia nieterytorialnego narodu romskiego, wynalezienia jego historii i trady¬
cji nie wymaga rozwiązania zasygnalizowanych przez nas problemów, ponieważ od¬
wołuje się d o całkowicie odmiennych metod i procedur tworzenia wiedzy o prze¬
szłości. Nas interesuje rzeczywisty przebieg procesu „powstawania" Cyganów, ich

12

W i a d o m o ś ć uzyskana o d p r a c o w n i k a ambasady Australii w Warszawie. O konsultację zwróciła

się d o Lecha M r o z a ambasada tego kraju, w związku z pojawieniem się sporej l i c z b y przybyszów - C y ­
ganów - z Europy.

313

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

formowania się jako wspólnoty bardzo szczególnego rodzaju oraz europejskie i p o ­
zaeuropejskie dzieje tej zbiorowości. Być może nigdy nie znajdziemy dobrze uza­
sadnionych odpowiedzi na pytania, kiedy przodkowie Cyganów wywędrowali z In¬
dii, jaka była przyczyna migracji, jak przebiegała droga d o Europy. Odległe dzieje
zazwyczaj mają wiele momentów niejasnych, będących przedmiotem sporów ba¬
daczy. Ale z kolejnym etapem cygańskiej historii nie jest lepiej. Dlaczego wyruszyli
z matecznika w południowo-wschodniej Europie? Jakie czynniki decydowały o kie­
runku wędrówki? W jaki sposób dochodzili do wiedzy o bardzo odległych czasem
ziemiach? Dlaczego wybierali takie kierunki wędrówki, które nam nie wydają się ani
korzystne, ani atrakcyjne, np. Syberię? Czy decydował o t y m tylko przypadek? A jeśli
nie, to co? Jak szybko byli w stanie osiągnąć p o z i o m kompetencji umożliwiający i m
życie na nowo zajmowanym obszarze? W jaki sposób dowiadywali się niezbędnych
rzeczy, skoro o d tubylców lub o d tych, za sprawą których znaleźli się na ziemiach
wcześniej nieznanych, dzieliły ich wszelkie możliwe bariery - językowa, kulturowa,
społeczna, psychologiczna? I jak układały się stosunki migrantów przybywających
w X I X - X X w. z Cyganami zasiedziałymi już w Ameryce i Australii? W i e m y dziś
o Cyganach sporo, ale to, czego nie wiemy, warto sobie uświadamiać i co jakiś czas
przypominać w nadziei, że być może ktoś kiedyś, zainspirowany wyraźnie zaryso¬
wanymi białymi plamami, znajdzie przynajmniej na niektóre z pytań odpowiedź sa¬
tysfakcjonującą lub dającą nowy impuls d o dalszych badań.

Bibliografia
Baines A .
1976

Ethnography (Castes and Tribes), Delhi

Barany Z .
2001
The East European Qypsies in the imperial age, „Ethnic and Racial Studies", vol. 24
(1), s. 50-63
Barnes R.
1970

Gypsies in New Zealand, „Journal of the Gypsy Lore Society", v o l . X L I X ,
cz. 3 - 4

Bell J.
1763

Travels from St. Petersburg in Russia, to diverse parts of Asia, t. II, Glasgow

Brown I .
1929
The Qypsies in America, „Journal of the Gypsy Lore Society", nr 4
CDIAO
1864-1884

Colección de documentos inéditos, relativos al descubrimiento, conquista y colo­

nización de las posesiones espanolas en América y Oceania, cz. 42, M a d r i d
314

�Jak Cyganie świat zdobywali...

Cervantes de Salazar E
1971

Crónica de la Nueva España, red. M . Magallón, t. 2, M a d r i d

Clébert J.-P.
1961

Les Tziganes, Paris

Coelho A .
1892

Os Ciganos de Portugal com um estudio sobre o calao, Lisboa

Donovan Bill M .
1992

Changing Perceptions of Social Deviance: Gypsies in Early Modern Portugal and Brazil, Journal of Social History", t. 26 (1), s. 33-53
Encinas Diego de
1945
Cedulario indiano, recopilado por... Reproducción facsimil de la edición única de 1596
con estudio eíndices de A. García Gallo, t. 4, M a d r i d
Eelkin R . W
1889

Central African Gypsies, Journal of the Gypsy Lore Society", vol. I (4), s. 220-222

Eernández de Navarrete M . (red.)
1954

Colección de los viajes y descubrimientos que hicieron por mar los espanoles desde fines del
siglo XV. I. Viajes de Colón. Almirantazgo de Castilla, w: Obras de Don Martín Fernández de Navarrete, red. C. Seco Serrano, t. I , M a d r i d

G i l J.
1985

El rol del tercer viaje colombino, w: Historiografía y Bibliografía Americanista, t. 29
(1), s. 83-110

Gómez A.A.
1999

Veto espanol a la presencia de gitanos en el Nuevo Mundo, w : G ó m e z A . A . i i n .
1999, s. 9-42

G ó m e z A . A . i in.
1999

Deportaciones de gitanos, M a d r i d

Green L.G.,
1966
Poslednie tajny staroj Afriki, Moskwa
Haditi Taha Hamadi A l
1979
Al-Gagar wa-Al-Qaragfi-l-Iraq,

Bagdad

Heymowski A .
1969

Swedish Travellers and their Ancestry, Uppsala

Kenrick D
1976

A Contribution to the Early History of the Romani People, „Occasional Paper of the
Romany Institute" (London), nr 3
315

�Lech Mróz, Ryszard Tomicki

Koczniew V. I .
1965

Naselenie Cejlona, Moskwa

Lopes da Costa E.
1999

El pueblo gitano y el espacio de la colonización portuguesa, w : G ó m e z A . A . i i n .
1999, s. 43-86

Martínez Martínez M .
2000

Qitanos y moriscos: una relacion a considerar, w: Los marginados en el mundo medieval
y moderno, red. M . Desamparados Martínez San Pedro, Almería, s. 89-99

Matras Y
2004
The Role of Language in Mystifying and de-Mystifying Gypsy Identity, w: The Role
of the Romanies, red. N . Saul, S. Tebbutt, Liverpool, s. 53-78
Mróz L .
1992

Geneza Cyganów i ich kultury, Warszawa

2004

Dzieje Cyganów-Romów w Rzeczpospolitej, XV—XVJJJ,

Warszawa

Narody...
1956
1963

Narody Sibirii, Moskwa
Narody Jużnoj Azii, Moskwa

Quintana B.B., Floyd L . G .
1972

¡Qué Gitano! Gypsies of Southern Spain, N e w York

Pantoja S.
2004

Jncjuisicao, degredo e mesticagem em Angola no século XVJJJ,
Ciencia das Religioes", r. III, nr 5-6, s. 117-136

„Revista Lusófona de

Pobożniak T.
1986

Języki cygańskie, w: Języki indoeuropejskie, t. I, Warszawa

Ratzel F.
1901

Narodowiedienie, t. I I , S. Peterburg

Reales Ordenanzas...
1987 [1567] Reales Ordenanzas y Pragmáticas (1527—1567), reprint, red. E. González
Díez, Valladolid
Recopilación.
1943

Recopilación de Leyes de los Reyes de las Jndias, t. 3, M a d r i d

Salo M . T , Salo S.M.G.
1977

The Kalderas in Eastern Kanada, Ottawa

Sánchez Ortega M . H .
1994
Los gitanos espanoles desde su salida de la India hasta los primeros conflictos en la penín316

�Jak Cyganie świat zdobywali...

sula, „Espacio, T i e m p o y Forma", seria IV, H i s t o r i a M o d e r n a , t. 7,
s. 319-354
Serboianu Popp C.J.
1930

Les Tsiganes, Paris

Sillers F.S.
1999

Deportación de gitanos desde Inglaterra, 1614-1868, w : G ó m e z A . A . i in. 1999,
s. 87-129

Soulis George C.
1961

The Qypsies in the Bizantine Empire and the Balkans in the Late Middle
„Dumbarton Oaks Papers", v o l . 15

Ages,

Szászdi León-Borja I .
1992a „Omyzianos" - final de una política penal indiana, el gobierno del Comendador Lares,
w: Homenaje a Ismael Sánchez Bella, red. J. Salcedo Izu, Pamplona, s. 587-608
1992b

Destierro y perdón en las Indias (1492-1498), w: Proyección histórica de Espana en sus
tres culturas: Castilla y León, América y el Mediterráneo. I. Historia e historia de Amé­
rica, red. E.L. Sanz, Valladolid, s. 321-336

2005

Consideraciones sobre las cartas de seguro húngaras e hispanas a favor de los egipcianos,
„En la Espana Medieval", t. 28, s. 213-227

Szełudiakow A .
1978

Z plemienia Cedru, Warszawa

Torbágyi P.
2003

Qitanos húngaros en América Latina, „Acta Hispanica" (Szeged), t. 8, s. 139-144

Trubeckoj V.V.
1966

Bachtiary (osedlo-koczewyje plemena Irana), Moskwa

Vaux de Foletier F
1970

Mille ans d'histoire des Tsiganes, Paris

Wachowicz R.
1980

Polskie korzenie. Opowieść o życiu polskich emigrantów w Brazylii, Warszawa

Yoors J.
1973
Cyganie, Kraków

317

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11326" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11304">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eeac96093b620b33647e8ae2c418b29c.pdf</src>
        <authentication>6dc07394b86e9c2db173528a0223e140</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134960">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2659</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134961">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134962">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2472</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134963">
                <text>Jak nie umiera królewna Schiffer / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134964">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.60-61</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134965">
                <text>Cibor, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134966">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134967">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134968">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134969">
                <text>Jak nie umiera królewna Schiffer
Kilka słów o śmiercionośnej reklamie
Krzysztof Cibor
The situation has literally become definitive - not finite, infinite, or defined but definitive
J. Baudrillard, L'illusion de la fin: ou La greve des

evenements

(cytat z sieci Internetu)
Ahmedowi

Śmierć w reklamach jest. Pojawiła się jakiś' czas temu i, jak są­
dzę, będzie pojawiała się coraz czes'ciej. Kiedyś'jej nie było, ale już
jest (absolutna nowość!!!
- wołają jak zwykle reklamowe
slogany.)Trudnos'ci, jakie wiązały się z zawłaszczeniem śmierci
przez topikę tej najbardziej ekspansywnej Gebrauchkunst, są stosun­
kowo proste do określenia. Lęk przed śmiercią i próby jego przezwy­
ciężenia to najbardziej elementarne i uniwersalne atomy kultury.
Skoro każdy może go zrozumieć, skoro zapładnia on ludzką wyobra­
źnię od zawsze, cóż bardziej oczywistego nad wykorzystanie śmier­
ci w reklamie?! Agencje marketingowe unikały jednak długo tego te­
matu, zdając sobie sprawę, że straszenie plamą na bluzce, niepowo­
dzeniem u dziewcząt, czy nawet niepewną przyszłością dzieci posia­
da ciężar gatunkowy zupełnie nieporównywalny z tym, jaki ma stra­
szenie śmiercią. Oczywiście sformułowanie „straszenie" użyte jest
tu zdecydowanie na wyrost. Reklamy nie są straszakami, nie terrory­
zują swoich odbiorców, sygnalizują jedynie, że pewne potrzeby mo­
gą być zaspokojone za pomocą reklamowanych produktów. Ukazu­
ją w tym celu reklamowego everymana w sytuacji braku czy straty,
po czym dostarczają mu idealny środek, absolutną nowość, rewela­
cyjny preparat i od tej pory wszyscy (którzy staną się posiadaczami)
żyją długo i szczęśliwie. Reklamowy raj nie jest jednak rajem nie­
śmiertelnych. Nie można obiecywać wieczności tym, którzy kupią
pastę do zębów. Śmierć jest nieunikniona i ostateczna. Nie da się re­
klamować samochodów wołając memento mori, dlatego też lepiej
nie mówić na ten temat nic. Wystarczą zdrowe zęby, lśniące włosy,
zgrabna sylwetka i zadowolona z margaryny rodzina.
Śmierć jednak w reklamach jest. Zakamuflowana, przezwycię­
żona, na niby, ale jest. Chciałbym tu pisać o trzech spotach, które
obejrzałem niedawno w TVP. Pierwszy z nich, z najbardziej oczy­
wistymi odniesieniami, to reklamówka batoników Mars. Oto ponu­
ry, skalisty i odludny krajobraz. Widzimy dwóch smutnych Indian starego i młodego - wspinających się na jakieś wzniesienie. „Wspa­
niały dzień na śmierć, synu" - mówi w pewnym momencie starszy
do młodszego. Jego słowa wypowiedziane „po indiańsku" rozumie­
my dzięki podpisom - jak w dobrym etnograficznym filmie nie ma
tu lektora. Następna scena również odwołuje się do uniwersalnego
etnograficznego backgroundu - stary Indianin leży z zamkniętymi
oczyma, młody przygotowuje mu podróż do krainy wiecznych ło­
wów, tańczy, śpiewa, wznosi modły. Przejście właśnie ma nastąpić,
gdy nagle z kieszeni młodego wypada charakterystyczny batonik.
Martwy już, wydawałoby się, stary Indianin łypie w jego kierunku
okiem, po czym informuje młodszego, że zapragnął spotkania
z Białym Kwiatuszkiem - najprawdopodobniej wioskową piękno­
ścią. Uroczysta ceremonia zostaje przerwana, dwaj wciąż żywi In­
dianie schodzą z góry, lektor informuje nas, że „Mars krzepi".
Drugi spot opowiada historię współczesnego bonvivanta, który
żując gumę mknie eleganckim kabrioletem przez wspaniałe gór­
skie przełęcze. Historia nie jest zbyt długa („żyj szybko, umieraj
młodo" - chciałoby się powiedzieć). W pewnym momencie hamul­
ce odmawiają posłuszeństwa (już wiemy, że nie jest to reklama sa­
mochodu) i wóz naszego bohatera zaczyna mknąć w stronę przepa­
60

Thomalaque

ści. Młodzieniec smutnieje. Lektor bezbłędnie odczytuje jego tro­
ski w ostatniej chwili ekskluzywnego życia: „szkoda - jeszcze tak
wiele smaku, a tak mało czasu". Chodzi oczywiście o gumę do żu­
cia, której wartości smakowe mogą przeżyć swojego konsumenta.
Na szczęście, jak w kreskówkach, okazuje się, że tuż pod skalną
krawędzią rosło solidne drzewo, na którym osiadłszy bohater rekla­
my może spokojnie dożuć do końca gumę, która „smakuje dłużej".
I wreszcie ostatnia reklamówka. Znowu odludzie, tym razem
pustynia, jakiś doświadczalny poligon. Wokół samochodu kręcą się
ludzie w białych kombinezonach, gdy nagle pojawia się Ona ubrana w kosmiczno-erotyczny strój Claudia Schiffer. Wsiada do
pojazdu, pokazując nam swoje najdłuższe nogi i rusza po czymś, co
przypomina pas startowy. Nagle z przeciwka wyjeżdża inny samo­
chód, następuje zderzenie (CrashV.). Widzimy skrzywioną (w nie­
pewności raczej niż w rozpaczy) twarz Operatora Eksperymentu
i zwolnione zdjęcia ze środka samochodu, gdzie wzbudzające po­
żądanie ciało supermodelki otulane jest ze wszystkich stron pneu­
matycznymi poduszkami. Następna scena: królewna wychodzi ze
zmiażdżonego samochodu bez szwanku (żadne, nawet mikrosko­
pijne, ziarno grochu nie uwierało jej podczas tej kilkusekundowej
śmierci), Operator Eksperymentu uśmiecha się do niej promiennie,
głos z offu wykłada przesłanie: „Citroen Xsara - żyć nie umierać".
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie są to jedyne reklamówki
odwołujące się do śmierci. Należałoby wspomnieć jeszcze cho­
ciażby o plakatach Benettona, reklamie, w której pluszowy króli­
czek umiera (co przeraźliwym piskiem sygnalizuje nam jego
EKG), po czym, dzięki wymianie baterii zostaje wskrzeszony
i z miejsca gotowy jest do charakterystycznej dla elektrycznych
króliczków nadaktywności, czy wreszcie o przewrotnym spocie,
w którym stary i obleśny kowboj zabija w pojedynku kowboja mło­
dego, atrakcyjnego i noszącego do tego reklamowane dżinsy. Swo­
je zainteresowania zmuszony jestem jednak ograniczyć do przed­
stawionych powyżej filmów. Takiego, a nie innego wyboru doko­
nałem ze względu na fakt, że wszystkie trzy reklamówki są do sie­
bie podobne w bardzo charakterystyczny sposób.
Po pierwsze ich scenariusze, tak przecież różne w szczegółach,
są do siebie zbliżone, jeżeli chodzi o podstawowe założenia. Oto
główny bohater (stary Indianin, młody utracjusz, czy plastikowa
piękność) w sposób definitywny dąży ku śmierci. Właściwie w każ­
dym filmie tę śmierć już-już widzimy. Jednak dzięki cudownemu ar­
tefaktowi zostaje ona przezwyciężona i odsunięta daleko poza gra­
nice konsumpcji. Ów magiczny eliksir jest nie tylko środkiem, dzię­
ki któremu możliwy jest powrót z Krainy Zmarłych. Jest to również
cel, dla którego się wraca. Tak jak Królewna Śnieżka ożywa, by
związać się z najwspanialszym z książąt, tak Claudia Schiffer wra­
ca po swojej symulowanej śmierci, by móc ż y c z Citroenem.
Druga ważna kwestia to świat przedstawiony. Reklamy batoni­
ka i samochodu w ten sam sposób przenoszą nas do nie-świata. I tu
i tu widzimy jałową ziemię, której nie pokaże nam żaden inny spot.
Nawet Camel umieszczając swoich dzielnych bohaterów w dzikiej
dżungli umieszcza ich raczej w dziewiczym Raju, nawet młodzież

�z reklam Golden Americanów,
która jedzie wzdłuż tych samych
pustynnych gór, na których stary Indianin miał umrzeć, jedzie tam­
tędy na radosne spotkanie z hedonistycznym mitem bitników. Jało­
wa ziemia, o której mówię, nie jest ani Rajem, ani zaproszeniem do
szampańskiej zabawy w oryginalnym otoczeniu... To przedsionek
Tartaru. Surowe pustkowie, na którym poza karłowatymi roślinka­
mi i s'mialkiem-bohaterem nie istnieje już żadne życie, zawsze bę­
dzie kojarzyło się z drogą do Krainy Śmierci. To pas graniczny, na
który ten s'wiat już, a tamten jeszcze nie ma wpływu, to geograficzno-symboliczne przedstawienie agonii. W takiej wlas'nie agonii po­
ruszają się czerwonoskórzy i Lalka Schiffer. Jest to oczywis'cie
agonia złagodzona - w pierwszym przypadku przez quasi-etnograficzny dystans, w drugim przez telewizyjny erotyzm bohaterki, nie
zmienia to jednak faktu, że krajobrazy tych dwóch spotów w inte­
resujący sposób kontrastują z innymi.
Już na przykład reklamówka gumy do żucia, którą także się zaj­
muję, jest zupełnie odmienna. Zarówno krajobraz, fauna, flora jak
i sam bohater są tu ols'niewajaco „piękni". Napisałem ten przymiot­
nik w cudzysłowie, gdyż nie wiem, czy może on odnosić się do
piękna, generowanego komputerowo, a taka wlas'nie jest rzeczywi­
stość omawianego filmu. Nie tyle odczuwamy, ile wiemy o wspa­
niałości przedstawionego s'wiata - to co cyfrowe nie może zawieść,
nie zawodzi aseptyczny compact disk, czy kablowe radio. Panowa­
nie nad zdygitalizowanym s'wiatem jest szalenie proste, każdą cho­
robę, wyrwę, czy skazę likwiduje się za pomocą klawisza Delete.
Bit nie pozostawia nam wyboru - zerojedynkowosć jest piękna.
Jednak zarówno skrajna soczystość drugiej reklamy, jak skraj­
na suchość pierwszej i trzeciej jest nienaturalna i to je do siebie
zbliża. Nie musi to być nienaturalność Wysp Szczęśliwych - rekla­
ma nie ogranicza się już obecnie do epatowania nas kolorowymi
obrazkami i wesołą muzyczką. Jestes'my po prostu (?) gdzieś' in­
dziej - obraz zdaje się nam mówić: „za górami, za lasami, za sied­
mioma morzami". W ten to sposób dobrnąłem do bas'ni. Analogie
pomiędzy nią a reklamą wyrażane już nawet w potocznych intui­
cjach i wykorzystywane przez copywriterów
doczekały się także
opisów naukowych. W pierwszym numerze Kontekstów z 1995 ro­
ku zamieszczony jest artykuł Janusza Barańskiego, w którym to au­
tor przeprowadza między innymi analizę porównawczą kilkunastu
filmów reklamowych i bajki magicznej. Z trzydziestu jeden mitologemów Proppa w spotach można odnaleźć najwyżej pięć, ale są
to te najważniejsze (szkoda, otrzymanie magicznego s'rodka, walka
z antagonistą, likwidacja szkody, wesele).
Analiza proppowska jest analizą składniową, unikającą starcia
ze znaczeniem. Wydaje mi się, że dopiero rozpatrując symbolikę
bas'ni możemy dojść do jej cech dystynktywnych. Jeżeli tego nie
zrobimy, nawet najprostszą kreskówkę, reklamę płynu do zmywa­
nia, czy przyśpiewkę kibiców będziemy mogli interpretować w ka­
tegoriach bajki magicznej. Analiza znaczeniowa potrzebna jest
również mnie. Zbliżyłem omawiane spoty do bas'ni przede wszyst­
kim po to, aby pokazać, że zbanalizowanie s'mierci, o którym czę­
sto mówi się przy okazji mediów, a szczególnie wlas'nie reklam,
charakterystyczne jest również dla tej tradycyjnej i szeroko opie­
wanej formy.
Banał, odstraszenie s'mierci ma polegać na jej nienaturalności,
na możliwości jej przezwyciężenia, na ukazaniu jako odwracal­
nych procesów, które odwracalnymi nie są. Śmierć staje się więc
tylko wydarzeniem, czymś', co ma swoje miejsce w strukturze opo­
wieści na tej samej zasadzie jak uroczysta uczta weselna, czy polo­
wanie. Przyjrzyjmy się s'mierciom Czerwonego Kapturka, bohater­
ki bas'ni o Braciszku i Siostrzyczce, czy wreszcie potrójnemu zgo­
nowi Królewny Śnieżki. Czym różnią się ich bajkowe i przezwy­
ciężane zejścia od s'miertelno-nies'miertelnej kraksy Claudii Schif­
fer? Formalnie rzecz biorąc niczym. Myślę wręcz, że kolejny
z wielu trybutów, jaki kultura tradycyjna ptaci kulturze masowej,
polega włas'nie na tym, że dzięki bas'niom stało się możliwe takie
pokazywanie s'mierci, jakby jej nie było. Reklama może więc szu­
sować w kierunku kolejnych tabu po ścieżkach wydeptanych przez
mądrość ludową. Może po nich szusować ze spokojem bonvivanta
żującego gumę, która smakuje dłużej.

Przy tych wnioskach mógłbym się zatrzymać, zwróciłem jed­
nak już wczes'niej uwagę na konieczność objas'nienia symboliki.
Autorem, który dokonał takiej znaczeniowej analizy baśni jest Bru­
no Bettelheim. Jego wywód oparty na podstawowych założeniach
psychoanalizy w jakiś czarodziejski sposób nie kastruje cudowno­
ści, dzięki czemu staje się jeszcze bardziej atrakcyjny. Bettelheim
wprowadza ostry podział na baśnie i współczesne, tzw. bezpieczne
opowieści dla dzieci i młodzieży. Te pierwsze operują nieprzezro­
czystymi symbolami, te drugie - jasno określonymi znakami. Wi­
dząc zaangażowanie autora w desperacką obronę baśniowości, za­
kładam, że ten sam święty gniew, który kazał mu skrytykować mo­
ralizatorskie bajki, czy filmy Disneya, które „w niefortunny sposób
przydają znaczenia krasnoludkom" (Bettelheim, 1996; 312), spra­
wiłby, że odrzuciłby on jakiekolwiek próby porównania bajki ma­
gicznej z reklamą.
Siła baśni dla Bettelheima leży w jej sugestywności, ale i taje­
mnicy. Nie dopowiedziana akcja, nie nazwane postacie pozwalają
dziecku kształtować swoje wyobrażenia tak, aby miały one jak naj­
większą moc, która niezbędna jest człowiekowi w „staniu się pa­
nem własnego oblicza" (tamże, 539). Artefakty występujące w re­
klamie nie pozwalają złagodzić lęków czy rozwiązać konfliktów.
Są one oczywiste i samowystarczalne, nie są już żadną pomocą, sa­
me rządzą „naszymi obliczami". Reklama korzysta wprawdzie
z bogatej symboliki (chociażby pustkowie, o którym pisałem), jed­
nak za pomocą reklamowego hasta i cyfrowego sumienia usuwa
w cień wszelką wieloznaczność. Jest dokładnie tak, jak pisał Baudrillard: „nie chodzi już ani o imitacje, ani o podwojenie, ani tym
bardziej o prawdę. Chodzi o podstawienie w miejsce rzeczywisto­
ści znaków rzeczywistości, to znaczy o operacje, gdzie zamiast re­
alnego procesu na pierwszy plan wysuwa się jego operacyjny so­
bowtór, homeostatyczna maszyna znakotwórcza, bezgrzeszna, pro­
gramowalna, która oferuje wszystkie znaki rzeczywistości i w krót­
kim spięciu wszystkie jej perypetie" (Baudrillard, 1997; 177).
Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której zadane symbole
baśni zostają przetworzone na dane znaki reklamy. „Gdyby
Królewna Śnieżka nie przeżyła i nie opanowała wiążących się z do­
rastaniem niebezpieczeństw, to nie połączyłaby się z królewiczem"
(Bettelheim, 330). Spokojnie możemy dodać, że nie połączyłaby
się z nim również wtedy, gdyby nie umarła, śmierć jest bowiem
niezbędna do rites de passages. Pozorne przejście każdego z boha­
terów omawianych przeze mnie reklam jest tylko powrotem do
konsumpcji, ich śmierć zaś - niepotrzebną przerwą.
Nie ma więc śmierci w reklamie, tak jak nie ma w niej zmar­
łych, członków społeczności, którzy są już gdzie indziej, którzy nie
potrzebują z tego świata żadnych materialnych dóbr, a kiedy
w snach proszą nas o jedzenie czy ubranie, proszą nie o produkty
PepsiCo czy Benettona, ale o modlitwę i ofiarę. Nie ma w reklamie
świata, który jej nie potrzebuje, świata wartości prawdziwych, czy­
li niejasnych. Nie wypada mówić o ofierze tam, gdzie poświęce­
niem zajmują się wyspecjalizowane jednostki ratownictwa. Wybór
między zasadą przyjemności a zasadą rzeczywistości, o którym
mówiła baśń, przestaje istnieć - przyjemność jest twoim obowiąz­
kiem, „urodziłeś się po to, by być bogatym", urodziłeś się po to, by
w swoim bogactwie „żyć, nie umierać".
Śmierć w reklamie jednak jest, bo „pewność oznacza śmierć"
(Bauman), a pewność zdigitalizowana oznacza śmierć przemnożo­
ną, wielokrotną, każdorazową. Jak słusznie zauważa Bettelheim,
zakończenie baśni nigdy nie sugeruje wieczności. Dzięki temu da­
je się żyć. Żyć można bowiem jedynie tam, gdzie możliwa jest
śmierć i błędny wybór. Bajka ukazując przekroczenie śmierci daje
do zrozumienia, że istnieje coś, co może złagodzić ból związany
z krótkością naszego życia (chociażby X X X I mitologem Proppa).
W reklamie śmierć zostaje przekroczona, aby jej ostateczność za­
stąpić definitywną ogólnodostępną Utopią Produktów. Zla Królo­
wa przebrana za wieśniaczkę kusiła Śnieżkę zaczarowanym grze­
bieniem mówiąc: „chodź, uczeszę cię pięknie raz na zawsze"!
Podobnie bezgrzeszna i omnipotencjalna „maszyna znakotwór­
cza", dając nam wszystkie ewentualności, zabija nas z częstotliwo­
ścią pięćdziesięciu herców w eleatycznym świetle monitora.
61

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6429" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6409">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4b84022ccc99395c94c534d258a85510.pdf</src>
        <authentication>56e4a5daf7d06e074a8660ffe3106059</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76579">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3652</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76580">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76581">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3429</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76582">
                <text>Jak rozumieć "Ziemię Ulro"? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76583">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.48-51</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76584">
                <text>Mencwel, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76585">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76586">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76587">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76588">
                <text>Jak rozumieć „Ziemię Ulro"?
Ziemię Ulro wybrali sami studenci. Była to książka samorzutnie skupiająca uwagę czołówki
Warszawskiego
Koła Polonistów. Sympozjum mające na celu wszechstronną
dyskusję nad tym esejem Czesława
Miłosza
przygotowywano ponad rok. we współpracy merytorycznej i organizacyjnej z Katedrą Kultury Polskiej UW.
Odbyło się ono w ośrodku MKiS,,Wigry''
nad jeziorem Wigry (dawny klasztor kamedulów) i trwało od 11 do 13
listopada 1993 roku. Uczestnicy sympozjum odbyli pięć sesji dyskusyjnych na następujące tematy: ,.Jak czytać
Ziemię Ulro.' - wyznaczniki gatunkowe utworu" (zagajenia Paweł Rodak i Marcin Piasecki); „Czym jest
Ziemia Ulro - diagnoza negatywna" (zagajenia Magdalena Rud i Aneta Gómicka-Boratyńska);
..Kryzys
i światopogląd"
(zagajenia Paweł Maciejko); „Ziemia Ulro a Rodzinna Europa" (zagajenie Paweł Rodak);
..Mistycyzm Miłosza - mistycyzm Ziemi Ulro (zagajenie Krzysztof
Chlipalski).
Opracowany zapis tych dyskusji liczy 174 strony. Przedstawiamy tutaj niewielki (około jednej dz.isiątej
zapisu), lecz reprezentatywny fragment dyskusji na lemat ..Kryzys i światopogląd",
którą zagajał
Paweł
Maciejko.

PAWEŁ M A C I E J K O : Zaczniemy od kryzysu. „ K r y z y s " po­
chodzi od greckiego słowa „ k r i n o " , które znaczy dosłownie
„dzielić", „ o s ą d z a ć " bądź „mierzyć się** i wjęzyku greckim jest
czy leż było używane w trzech sensach. W sensie medycznym,
to znaczy jako określenie tego momentu choroby, w którym
dochodzi do przesilenia i albo pacjent umiera, albo zdrowieje;
w sensie teologicznym, tak jak jest używane w Nowym
Testamencie, w grece nowolestamcntowcj, gdzie oznacza po
prostu Sąd Ostateczny: i wreszcie w sensie logicznym, w którym
to sensie kryzys oznacza mniej więcej tyle samo, co dysjunkcja
czy też ostra alternatywa. Taka formuła, w której należy wybrać
jedną z dwóch możliwości, ale nigdy obydwie naraz. Oznacza
więc formułę „albo - albo". Tak to wygląda w grece. Następnie
to słowo zaczyna być używane w językach nowożytnych
i użycie logiczne zwykle w ó w c z a s ginie, natomiast pozostają
metaforyczne użycia sensów teologicznego i medycznego.
Określenia „ k r y z y s " zaczyna być przenoszone na płaszczyznę
historii, w ostateczny sposób zostaje związane z dziejami przez
idealizm niemiecki, gdzie „ k r y z y s " będzie oznaczał jedną
z trzech możliwości rozumienia historii. Pierwsza możliwość
jest laka, że kryzys i historia czy też dzieje - a przekładając na
współczesną filozofię, kryzys i kultura, tak będzie u Heideggera
- to jest dokładnie to samo. Nie można mówić o kryzysie
w historii czy w kulturze, gdyż. historia jako taka jest kryzysem,
co w niemieckiej kulturze idealistycznej najpełniej się wyraziło
u Friedricha Schillera w takiej formule, że „dzieje świata są
sądem nad ś w i a t e m " . Drugie historiozoficzne rozumienie
słowa „ k r y z y s " , to rozumienie, w którym oznacza ono pewien
cyklicznie powtarzający się przełom w historii. Zmiany jednej
formacji na drugą, odejście starych wartości i zastąpienie ich
nowymi, pewną radykalną zmianę formacji kulturowych, która
w historii co jakiś czas się dokonuje. I trzecie historiozoficzne
rozumienie słowa „ k r y z y s " to sekularyzacja tego użycia Nowolestamcntowcgo. Kryzys oznacza tutaj koniec historii czy też.
koniec dziejów. I to jakby najpełniej wyraziło się w wykładach
Kojcvc'a, słowo to pojawia się w tym sensie, jako koniec
historii.
Tak mniej więcej wygląda pole semantyczne słowa „ k r y z y s " .
Słowo „światopogląd" z kolei jest kalką niemieckiego słowa
„ W c l t a n s c h a u u g " . „ W c l t " t o t y l e , co „ ś w i a t " , „ A n s c h a u u g " jest
słowem znacznie ciekawszym. To jest słowo Kaniowskie, które
w polskim przekładzie Krytyki czystego rozumu jest tłumaczone
jako „ n a o c z n o ś ć " bądź. jako „ o g l ą d " i oznacza tyle, co zarazem
akt poznania i treść aktu poznania. Kant dokonuje dedukcji
transcendentalnych kategorii, czyli warunków możliwości naj­
pierw naoczności empirycznej, to znaczy czasu i przestrzeni,
a potem naoczności myślnej, to znaczy kategorii czystego
inelcktu, warunków, pod jakimi możemy najpierw coś poznać.

48

a potem pomyśleć. Światopogląd to nie jest tylko obraz świati
wprawdzie założenie, że mamy jakieś obrazy świata, tam sit
pojawia, ale nic można sensownie mówić o światopoględzjt
odrywając jego kategorie od dychotomii podmiotu i przed­
miotu. To znaczy, że ludzie mają światopoglądy tylko o tyle,
o ile człowieka sproblematyzujcmy jako podmiot, świat zai,
w tym i innych ludzi, jako przedmioty poznania.
Tu zamierzam wyłożyć pierwszą mocną tezę mojego zagaje­
nia. Otóż. chciałbym pojęcie kryzysu światopoglądu wyostrzyć,
rozumieć lulaj kryzys w pierwszym z tych idealistycznych
rozumień, o których mówiłem wcześniej - a zatem stwierdzić,
ż e światopogląd jako taki jest oznaką kryzysu Fakt. że
człowieka, że świat prohlcmatyzujcmy w len sposób, że ludzie
mają pewien światopogląd, mają pewien pogląd na świat, czy
leż ż e świat jawi im s i ę jako pewna naoczność - sam len fałd
w sobie jest wyrazem kryzysu. Nic ma więc sensu mówić
0 kryzysie światopoglądu naukowego bądź świalopogladi
religijnego. Jest światopogląd i to właśnie jest znak kryzysu
Coś takiego, jak sądzę dochod/i do glosti w Ziemi Ulro.
niezależnie od tego, czy Miłosz zdaje sobie z lego sprawę, czy
nic. M o i m zaś zdaniem w dużej mierze mc zdaje sobie z tego
sprawy.
Cała nasza dyskusja przedpołudniowa |na temat: Czym jat
„Ziemia Ulro" - diagnoza negatywna - red. ] mówiła o katego­
riach relacyjnych. Dyskutowaliśmy o tym, jaki charakter IM
relacja między ogólnym a szczególnym, między Miłosze**
a d z i e ł e m Miłosza, między diagnozą kulimy a diagnozą własne?I
osoby. Sam fakl, że taka relacja istnieje, nie /osial w lej dyskus"
poddany w wątpliwość i został przyjęty jako rzecz naturalH
1 oczywista, podczas gdy nic jest to r / c c / ani naturalna, *
oczywista. Nawet jeśli pojawiały się głosy, /e relacja ta je"
tożsamościowa, to nadal jest to relacja. Dla mmc icdnak to W
jest oczywiste i proponowałbym jaku pierw s/y punkt w
dyskusji: czy w ogóle można o tym mówić sensownie, a jeśli U*
lo jak.' Jako pierwszy chciałbym powiedzieć is Iko lylc, że jeż**
/achod/i tutaj jakieś warunkowanie, lo warunkowanie W
obustronne. To znaczy istotne jest lo, że M i l o s / czy też nodm*
mówiący w jego książce tyleż daje jakąś diagnozę świf*!
swojej osoby czy rzeczywistości, ile sam jest w y i w o ^ j
Innymi słowy, kiedy mówi o kryzysie kultury europejswj
a mówi o tym niewątpliwie, to nie należy /upominać, że Mi^J
nie jest niczym innym, jak produktem teiże kultury. I h y ć n * * !
wracam do tego połączenia kryzysu i światopoglądu, właśni* I
tym polega „ziemia U l r o " , że taka relacja /uczy na się P°j* ,1
Magda Rud wprowadziła do dyskusji pojęcie Pana Boga. ja''*!
mogę powiedzieć tylko tyle: w moim pr/ekonaniu •• "*\|
U l r o " wyraża się najpełniej nie tylko w tym. /e taśmo*
produkowane samochody czy komputery, ale i w tym
|
a

I C Ł

�taśmowo został wyprodukowany Czesław Miłosz i Pan Bóg
także To znaczy „ziemia U l r o " nie polega na niczym innym, jak
a taśmowym produkowaniu rozmaitych form świadomości.
! tyle. Dziękuję.
MAGDALENA RUD: Powiedziałeś o taśmowym produkowa­
no Pana Boga. Ja sobie zdaję sprawę, że użycie takiego
sformułowania miało być pewnego rodzaju prowokacją - widać
tona kilometr. No więc j a d a ł a m się sprowokować i proszę, abyś
wyjaśnił.
ANDRZEJ M E N C W E L : Jeśli wyjaśnił nam pan, co należy
rozumieć przez światopogląd, to nic wyjaśnił pan jednak, jaka
jest relacja światopoglądu naukowego i religijnego.
PAWEŁ M A C I E J K O : Odpowiadając na pańskie pytanie: w mo­
jej perspektywie jest to dokładnie wszystko jedno. U Miłosza
natomiast to nic jest wszystko jedno. Fakt, że Miłosz buduje taką
opozycję, mówi, że i religia, i nauka to są światopoglądy - ten
fakt czyni jego książkę samozaprzeczną. W moim przekonaniu
to przeciwstawienie jest przeciwstawieniem pozornym. Jeżeli
i naukę, i religię sproblematyzujemy jako pewne formy świado­
mości, no to w zasadzie...
MATEUSZ W E R N E R : ...dokonujemy za każdym razem tej
samej operacji.
PAWEŁ M A C I E J K O : ...to w zasadzie jest to samo. To znaczy,
kryzys nie polega na tym, że są dobre formy świadomości i złe
formy świadomości. To jest pozorne rozwiązanie, to, co Miłosz
proponuje. I teraz odpowiadając Magdzie Rud. Odpowiedź.
0 seryjną produkcję Pana Boga jakby też jest w tym zawarta.
Bóg jest rozumiany w określony sposób. I kategorie, w których
Bóg jest rozumiany, są znowu kategoriami świadomościowymi
czy kategoriami kulturowymi. W gruncie rzeczy kategoriami,
w których nie ma zasadniczych różnic. Nic ma zasadniczych
różnic między kategoriami, w których rozumiesz telewizor czy
samochód, a tymi, w których rozumiesz Pana Boga.
KRZYSZTOF C H L I P A L S K I : Z jakiego miejsca ty myślisz?
1 jeszcze jedna ważna rzecz. Wydaje mi się, żc w tym, co
mówisz, jest zarzut, jest to wyraźnie wartościujące. Powiedzmy
to w ten sposób: ty się z tym nie zgadzasz. Ty uważasz, żc to jest
pogłębianie „ziemi U l r o " .
PAWEŁ M A C I E J K O : Z jakiego punktu ja mówię? Można
powiedzieć tak: w tej książce jest pewna diagnoza stanu
rzeczywistości, są wyrażone - w sposób świadomy czy nie
- sady: czym jest rzeczywistość i czym rzeczywistość być
powinna. Tc sądy, w moim przekonaniu, są wyrażone z. perspek­
tywy absolutyzacji pewnej formy świadomości. Teraz jest
pytanie, czy nawet jeżeli te sądy były prawdziwe, to czy one są
nadal prawdziwe. Czy diagnoza, którą stawiał Miłosz, jest
Jeszcze wciąż aktualna. Bo nic jest bynajmniej rzeczą oczywis•ł. że taka newtonowsko-kartezjańska nauka, z którą Miłosz
Polemizuje, jest nauką, która istnieje obecnie i która rządzi
j^zym światem. Pierwszy przykład z brzegu. Współczesna
''*yka z fizyką newtonowską ma niewiele wspólnego. Jest tak
wdzo antynewtonowska, jak tylko można sobie wyobrazić.
wzeze dwa zdania. Otóż. w moim przekonaniu, rzeczywistości
"oecnej tu i teraz nie da się ująć ani zrozumieć w kategoriach
atopog|ądowych. W kategoriach dychotomii podmiotu
Przedmiotu, relacji: podmiot - przedmiot. Niezależnie od tego,
sobie tę relację zdefiniujemy i jak będziemy ją określać. Ta
• czywisiość to dekonstrukcjonizm, lo New Age w religii, to
p mnóstwo takich historii.
. WEL KODAK: T y , Pawle, powiedziałeś, że kiedy się
^awia słowo ..światopogląd", lo musi nastąpić rozszczepie' * ^ ' &lt; - p r z e d m i o t . Musi pojawić się problem intersubieky " ° * ' - problem kultury, tak jest zbudowana ta książka, takie
ksi ^ " " k ujmuje Miłosz. Zgoda, tak jest zbudowana ta
a. ale Miłosz zdaje sobie z tego sprawę. Z tego, co ty
n

t 0

t 0

wi

m

0

tyw

c

0

-

Z

s

c

m

u z

t c n

^SzczrT ^ y
^ J
światopogląd, że j u ż to
zepienie - to „ziemia U l r o " . To jest jej konstytutywna

cecha - to rozszczepienie. On pisze tę książkę chcąc wyjść
z Ulro - i to rozszczepienie potwierdza. Ale zdaje sobie z tego
sprawę. Moje pytanie teraz jest takie: słowem kluczowym
w Miłosza książce jest „ w y o b r a ź n i a " . Czy wyobraźnia to jest
świadomość, czy wyobraźnia to naiwna, prymitywna, tak samo
naiwna jak naiwni byli ci greccy filozofowie przedsokratejscy.
z podobnym lypcm naiwności, naiwna, ale jednak próba wyjścia
poza lo. co jest przedmiotowe i podmiotowe, poza to, co jest
kulturowe, poza to właśnie, co ty nazywasz świadomością?
Poza to rozszczepienie? Czy wyobraźnia nic jest taką szansą?
To słowo jest tutaj zupełnie kluczowe.
PAWEŁ M A C I E J K O : Tak. Ja uważam, żc tak jak dychotomia
religii i nauki, tak dychotomia rozumu i wyobraźni jest
nakreślona z tego samego poziomu. Z poziomu światopoglądu.
Wyobraźnia jest tutaj określana poprzez negację rozumu. Albo
jako drugi człon relacji, której pierwszym członem jest rozum.
I le kategorie kulturowe dotyczą wyobraźni dokładnie w takim
samym stopniu, w jakim dotyczą rozumu. To nie jest tak. że
istnieje wyzwolona wyobraźnia, która może dosięgnąć ab­
solutu. A jeżeli istnieje, to posiadają ją mistycy, no a mistycy,
jak sam powiedziałeś, nie piszą Ziemi Ulro, tylko Drogę na górę
Karmel.
PAWEŁ R O D A K : Ja powiedziałem, że to jest naiwne.
P A W E Ł M A C I E J K O : Jeżeli ktoś pisze taką książkę, książkę
dyskursywną; książkę, w której operuje pewnym aparatem
pojęciowym, to wypowiada się z perspektywy świadomości
i rozumu.
MARCIN P I A S E C K I : Czy uważasz, że jesteśmy skazani na
takie książki?
PAWEŁ M A C I E J K O : Czy jesteśmy skazani na „ziemię Ulro"?
MARCIN PIASECKI: Tak

PAWEŁ M A C I E J K O : Uważam, że lo jest tak - że wracając
znowu do tego, co mówiła Magda - Pana Boga do dyskursu
wkleić się nie da. Do dyskursu można wkleić pojęcie Pana Boga.
A w momencie, w którym zaczynamy operować pojęciem Pana
Boga, pakujemy się w „ziemię U l r o " .
A N E T A GÓRNICKA: Tylko jedno zdanie. T o doświadczenie
mistyczne, które też nic wiem, czy może być opisane, jest
jakimś sposobem w tym twoim rozumieniu. Czy to przeżycie
nie może być intersubiektywne?
PAWEŁ M A C I E J K O : Ja nie wiem, co może być sposobem. Ja
wiem. żc to nie jest sposobem. Ja tyle powiedziałem.
PAWEŁ R O D A K : Ja myślę, żc dość ważna jest tu scena, którą
Miłosz opisuje, ta scena widzenia Oskara Miłosza.
PAWEŁ M A C I E J K O :

Uhm.

PAWEŁ R O D A K : Oskar Miłosz zapisuje swoje widzenie. Że
właśnie, j u ż nie pamiętam jak to jest. że Bóg Abrahama, Izaaka.
Jakuba, a nie Bóg filozofów. Widzenie, może widzenie, ale ja
nic wiem, czy w ogóle widzenie jako widzenie, czy widzenie
opowiedziane, to j u ż nic...
PAWEŁ M A C I E J K O : Tak, ale... Zobacz, Czesław Miłosz idzie
jeszcze dalej. Nie tylko, żc nic opisuje widzenia, ale opisuje opis
widzenia, które miał Oskar Miłosz. Jeszcze schodek dalej.
PAWEŁ R O D A K : Ja wiem.

ANDRZEJ M E N C W E L : Ja się na razie powstrzymywałem, bo
to, co powiedział Paweł, budzi we mnie straszliwą ambiwalcncję i czuję narastającą we mnie agresję.
PAWEŁ R O D A K : Który Paweł?
ANDRZEJ M E N C W E L : Paweł Maciejko powiedział szereg
rzeczy słusznych i do pewnego momentu j a się z nim zgadzam.
Znaczy, z określeniem trzech znaczeń kryzysu, z definicją
światopoglądu, prawdę mówiąc to są takie bezdyskusyjne
orzeczenia. Natomiast ton apodyktycznej refutacji. jakiej zo­
stało poddane to dzieło, pozostaje w zaskakującej dysproporcji
do tych elementarnych ustaleń, jakie na początku podał P a w e ł
Widzę dość mały zapas racji uzasadniających tę refutację.
wprowadzona na początku kategoryzacja tę apodyktyczną

49

�refutaeję uzasadnia dość słabo, by nic rzec, że nic uzasadnia jej
wcale. Po drugie, tojcsi rzeczywiście kwestia emocjonalna i nie
zdążyłem jeszcze sobie sam wyjaśnić, przeczekując kolejne
fazy głosów, że mnie to dotyka. Ta rcfutacja mnie dotyka, choć
nic jestem wyznawcą klęczącym tej książki, ani w ogóle lego
autora.
Więc spróbujmy sobie wyjaśnić, co właściwie się stało. Jak ja
rozumiem to, co Paweł mówił? Najkrócej rzecz biorąc, zostało
dokonane, nieuprawnione, moim zdaniem, utożsamienie pew­
nych operacji logicznych z pewną analizą historyczną. T o są
inteligentne uwagi, ale w pewnym sensie są lo operacje
formalne, których prawic zawsze można dokonać, właściwie
w odniesieniu do każdego tekstu, jakkolwiek by on był
przedstawiony, a jedynym osiągnięciem jest lo. żc rzeczywiście
doskonale dcslruują przedmiot dyskusji. Podczas gdy możliwy
przedmiot dyskusji wygląda zupełnie inaczej. A jeśli nic
zupełnie, to przynajmniej w dużej mierze. Inaczej jest położony,
prawda? On jest rzeczywiście położony historycznie. Jeżeli ta
książka ma jakiś sens, to ma sens historyczny. Ma ten sens
spleciony, bo jest tyleż historią osobistą, co historią kultury,
o czym była mowa. Można j ą odrzucić - lecz nie ma mocy
Operacji logicznej, tak mi się wydaje, zresztą ona w ogóle nic
występuje w lej konkurencji i autor parę razy mówi: j a nic
jestem filozofem, ja w ogóle inaczej jestem usytuowany.
Jak jest usytuowany? Usytuowany jest na granicy kryzysu
światopoglądu naukowego. I przedstawia pewne racje. Jest taki
kryzys czy nie? „Jest" - odpowiada. Opis „ziemi U l r o " jest
opisem światopoglądu naukowego. Światopogląd naukowy
wytworzył tę ziemię. Otóż na tej ziemi, pan powiada, nic można
dokonać rozróżnienia: subickt-ohiekt. Nic podobnego! Właśnie
na tej ziemi to rozróżnienie zachodzi. Ta ziemia jest ukon­
stytuowana przez to rozróżnienie. Jest ukonstytuowana w ten
sposób, że utworzyliśmy wokół siebie laki oto świat matematyczno-przyrodniczy i że on nam samym przedstawia się jako
obiektywny. W świecie mitycznym, owszem, nie ma takiego
rozróżnienia. Ale my nic jesteśmy w świecie mitycznym.
W świecie mistycznym też prawdopodobnie nie ma, ale my nie
jesteśmy w tym świecie. Dopóki jesteśmy tu, czy chociaż na lej
granicy, to mamy prawo przemawiać lak, jak ten autor przema­
wia. A powiem jeszcze mocniej: on znalazł wiarygodny sposób
przemawiania z tej granicy. Z tej granicy, która jest granią
jednocześnie. Tak się usytuował. Bo gdyby on przemawiał
w kategoriach obiektywnych, to dokonywałby fałszu, a gdyby
przemawia) w kategoriach subiektywnej relacji mistycznej...
PAWEŁ RODAK: Ja mam dużą wątpliwość, ale wypowiem ją.
Wydaje mi się, że analizując tę książkę w pewnym momencie
Paweł Maciejko doszedł do takiego stwierdzenia, którego tu nic
wypowiedział, a które byłoby konsekwencją jego wypowiedzi
Jeśli jest prawdą wszystko to. co powiedziałeś o lej książce, to
należy sobie zadać pytanie o status słowa drukowanego w Ziemi
Ulro. Nie wiem, czy byłby tutaj kres twojego myślenia, czy
nowy etap, aleja lo tak widzę. I to jest pytanie do pana Andrzeja
Mencwcla. Miałem wrażenie, żc pan przemknął wobec prob­
lemu podslawowcgo, który Paweł postawił.
A N D R Z E J M E N C W E L : Jakiego?

PAWEŁ R O D A K : Właśnie chcę powiedzieć. Konsekwencja
takiej interpretacji lej książki byłaby następująca: kwintesencją
„ziemi U l r o " jest biblioteka; kwintesencją „ziemi U l r o " jest
uniwersytet. Tak lo rozumiem, taka jest konsekwencja lego, co
powiedział Paweł Maciejko.
K R Z Y S Z T O F C H L I P A L S K I : T o jak inaczej, jak inaczej o tym
mówić, jeśli nie w bibliotekach? Gdzie jest napisane tak, jak ly
byś chciał?
PAWEŁ M A C I E J K O : Ja na razie nic mówiłem ani słowa, jak j a
bym chciał. Ja mówię, że to, co robi Miłosz jest samozaprzecznc. Bo usiłuje pokazać granicę światopoglądu naukowego, sam
siedząc w tym światopoglądzie. To jest lo, co ja powiedziałem.

50

A N D R Z E J M E N C W E L : M o ż n a powiedzieć z pewnego punktu
widzenia, że stany mistyczne, albo może lepiej etnograficznie
szamańskie lewitacje są prawdziwym wyjściem z „ziemi Ulro"
Nic należy w ogóle mówić ani pisać, tylko należy rzeczywiście
ulec lcwilacji. Uruchomić lakie siły, najlepiej bez słowa
w których to by się mogło dokonać. Ale, niestety, powtarzając
za Schillerem, dzisiaj jest możliwy światopogląd sentymentaj.
ny, naiwny j u ż nic jest możliwy. A w sentymentalnym ewokuje
się naiwność jako pewną wartość i nikt niczego innego w tyrg
świecie nie robi. I w tym sensie j a nie widzę u Miłosz
smozaprzeczenia. T o co, ma odtańczyć taniec? Co ma zrobić?
Co to są za zarzuty? Uświadomienie sobie granic pewnej
sytuacji intelektualnej może być wyrażone w podaniu intelek­
tualnego adresu. Nic musi być inaczej wyrażone. Może by{
wyrażone tańcem. M o ż e być wyrażone dokonaniem operacji
cielesnej, jakiej dokonywał Grotowski. Tylko to jest inny typ
działań. Wtedy trzeba powiedzieć albo lak, j a k to robił Artaud,
ż c słowo jest całe znicprawionc przez len świat. Używanie
języka jest j u ż stanem choroby. Choroby, która lulaj jea
nazywana „ziemią U l r o " . T u ł a j mamy do czynienia z autorem,
który mówi nam, żc nie mamy dokonywać operacji na ciele.
M ó w i . że mamy dokonać pewnych operacji na umyśle. I mówi
to za pomocą środków przystosowanych do umysłu. To jea
w porządku.
K R Z Y S Z T O F C H L I P A L S K I : Wczoraj s i ę z tym nie zgodziltf.
my. To nie jesi żadna recepta.
A N D R Z E J M E N C W E L : Ja nie m ó w i ę , żc lo jest recepta.
Recepta lo jest golowy przepis. T o jest co innego. Ja tylko
mówię, ż c to jest wiarygodne, nie m o ż n a lemu postawie
zasadnie zarzutu, ż c to znosi samo siebie, jak to powiedział
Paweł Maciejko. Moim zdaniem, nie znosi i jestem w stanie tego
bronić. C z y nas to wyprowadza, czy me, to jest juz inny poziom
dyskusji. Natomiast w ramach swoich założeń to jest spójne. Nie
było tu mowy o żadnych bibliotekach.
PAWEŁRODAK: A l e j a mówiłem o tym. co powiedział Paweł
nie o Ziemi Ulro. Ja nie stawiam nowych zarzutów Miłoszowi,
tylko j a mówię w tej chwili o t y m . co powiedział Paweł. Nit
wiem, dlaczego. Pawle, s i ę nie zgadzasz, że taka jest konsek­
wencja tego, co ty mówisz. Jeśli s i ę mówi. żc nawet samo
uświadomienie sobie światopoglądu naukowego nic niedaje.no
to żadna książka, żadna biblioteka, żaden uniwersytet.
A N D R Z E J M E N C W E L : W o g ó l e ż a d n e .samouświadomienie

PAWEŁ R O D A K : Żadne samouświadomienie. l a k a musi bu
konsekwencja i o to mi chodziło.
PAWEŁ M A C I E J K O : Jest pytanie: ..co lo znaczy - uświado­
mienie sobie światopoglądu naukowego'"' Otóż mi w tej
książce brakuje ruchu w drugą stronę. Miłosz l e ż jest podległy
temu światopoglądowi, w gruncie rzeczy poza ten światopogW
nic wychodzi.
PAWEŁ R O D A K : Pisze, sto razy to zaznacza.

PAWEŁ M A C I E J K O : Realnie znaczy lo tyle. że w grunc*
rzeczy kategorie Miłosza i kategorie Jacqucsa Monoda są u*
same. Tylko ż c Miłosz nie chce albo nic umie sobie z t e g o ż *
sprawy.

1

A N D R Z E J M E N C W E L : Do pewnego stopnia. Ponieważ *

Monoda, o ile pamiętam, cala kwestia sprowadza się do reW
pomiędzy residuum animizmu i hipertrofią racjonaliz**
A u Miłosza to nie jest residuum animizmu. to jest wyobrazi"'
religijna.
PAWEŁ M A C I E J K O : A co to jesl wyobraźnia religijna, P "
3

profesorze?
*
A N D R Z E J M E N C W E L : Powiedzieć mogę tera/ tyle. że
Miłosza to jest to. co widział Swedcnborg. To jest l°ucieleśnia Sedcnborg. On lam był. on to widział. To F
wyobraźnia religijna. To jest realne bycie duchowe w ś#i*j*
nadzmyslowym czy nadprzyrodzonym To jest wyobraź"
religijna.

�p ^ W E t M A C I E J K O : To są Marzenia
jasnowidza.
ANDRZEJ M E N C W E L : Dokładnie to sic nazywa Marzenia
jasnowidzącego*.
MATEUSZ W E R N E R : Myślę, że możemy j u ż zostawić wyeks­
ploatowany wątek samozaprzcczności, bo...
K R Z Y S Z T O F C H L I P A L S K I : ...jutro do niego wrócimy.
MATEUSZ W E R N E R : Jest to pewien zarzut stawiany przez
pawła Maciejkę, bardzo zresztą zgrabnie. Powiedzieliśmy
sobie, że jest to zarzut raczej formalny. Ja chciałem zwrócić
uwagę na inny zarzut, który pojawił s i ę już. poza zagajeniem, ale
także wyszedł z ust Pawła, i który jest być może ciekawszy
j lepjcj można w niego uderzyć z perspektywy pana Andrzeja
Mencwela. Ty mówisz, że b y ć może cała diagnoza Miłosza
przestała być aktualna, te sposoby uchwyiywania rzeczywisto­
ści, opisy tej rzeczywistości są nieadekwatne. Twierdzisz, że
współczesna fizyka, współczesne przejawy postaw religijnych
nic odpowiadają lej siatce pojęć, którą stosuje Miłosz. Rozu­
miem, że jest to siatka pojęć wynikająca z dychotomii
obiekt—subiekt, która jest przez ciebie negowana jako właśnie
kryzysogenna. M a m do ciebie pytanie: czy masz coś w zanad­
rzu? Nie możesz chyba pałać taką bezinteresowną nienawiścią
do wszystkich formuł intelektualnych. Nic wierzę w to. Czy
masz rzeczywiście w zanadrzu jakiś inny sposób opisu tej nowej
rzeczywistości kulturowej, która nas dotyczy w dzisiejszym
Jwiecie? Ziemia Ulro została wydana mniej więcej dwadzieścia
lat temu, czy to się już. lak zdezaktualizowało?
PAWEŁ M A C I E J K O : J a nic pałam nienawiścią, o ile mi
wiadomo, do niczego. I jeżeli czegoś nic lubię, to nic jest to
bezinteresowne. Nielubicnie nic jest nienawiścią. Co do adek­
watnych opisów nowej rzeczywistości, to j a ich oczywiście nic
mam. Natomiast nic udaję, ż e mam. Usiłuję tylko pokazać, ż e te
są nieadekwatne. Mateusz, pierwszy z brzegu przykład: katego­
ria relacji. Z n o w u , nic precyzując, jaka lo jest relacja, czy to jest
antynomia, czy dychotomia. W odniesieniu do fizyki kwan­
towej nadaje się na śmietnik. Tylko żc to jest materiał na d ł u g ą
dyskusję i nie wiem. czy w tej chwili jest sens j ą podejmować.
MATEUSZ W E R N E R : Ja się zastanawiam, czy rzeczywiście
świat oparty na fizyce kwantowej tak bardzo różni się od świata
opartego na fizyce newtonowskiej, jeżeli patrzeć na to z per­
spektywy Miłosza.
KRZYSZTOF C H L I P A L S K I : Powiem tak: są takie rzeczy w tej
książce, które bardzo irytują. Szczególnie wtedy, kiedy mówi
sie o historii. Czy nie uderzające jest to, ż e Miłosz umieszcza
moment kryzysu w pewnym określonym punkcie? To pytanie
nie jest bezzasadne, bo postrzeganie pewnego momentu kryzysu
* którymś momencie oznacza, ż e kiedyś przed kryzysem b y ł o
lepiej i mam na to ironiczne pytanie: „Byli szczęśliwsi daw­
niejsi poeci?". Sprawdzić tego nic można, to raz, a po drugie
-co nam to daje? Co b y ś chciał z tego wydobyć? O taką prostą
W z mi tutaj chodzi. Chodzi t e ż o problem aktualności Ziemi
wro. On także istnieje w sferze pewnej historii. I to nic tylko
* historii takiej, którą m o ż n a określić datą wydania tej książki,
™ ja lej książki wtedy nic przeczytałem. Byłem za młody
pytałem j ą o wiele później. Dlaczego ta książka jest
"'aktualna?
ANDRZEJ M E N C W E L : Najpierw, jak rozumiem, pan powie,
J c s t nieaktualna?
KRZYSZTOF C H L I P A L S K I : Nie. taki g ł o s się pojawił, więc j a
" Pytam. Dlaczego uważasz, że la książka jest nieaktualna?
rmW" ^ ^
J
'
„ a k t u a l n o ś ć " bądź „nieaklual• Otóż sugeruje się, że w pewnym momencie ktoś się
poraj z pewnym problemem, nauka dwudziestego wieku
w L . ' '• £ p i m Newtonem i w związku z tym żyjemy
Jakościowo zupełnie innym świecie. I ta książka jest tak
do muzeum. Tak? Każda epoka, mówił przeciwnik
r

1

/ c

1 0

a

t u t a

r

o

z

u

m

e

r

n

K

S

ł

£Ja

C

t u

*u^
polemicznego wobec Swedenborga pisma linmanuela Kania
* M u u •'''•"'""'"/"((teto objaśnione przez marzenia metafizyki, lluinaczyl
* M. Kozłowski. Lwów IK99
ri|(

ł

, M a

Hegla, Sorcn Kierkcgaard, załatwia swoje problemy sama.
A mówiąc bardziej radykalnie, każdy sam sobie załatwia
problemy, które stawia przed nim epoka. Nic ma czegoś takiego,
jak „zestarzenie s i ę " jakiegoś momentu. Sądzę, że cały czas
stoimy wobec konieczności przeformulowania pewnego pojęcia
myślenia historycznego, historyczności, które to przeformułowanic ta książka umożliwia. I chciałbym, abyśmy mówiąc
o kryzysie właśnie pomyśleli nad tym przeformułowaniem. To
dla mnie jest niezwykle problematyczna sprawa, żc akurat
w osiemnastym wieku Miłosz umieszcza swój kryzys. I co lo za
sobą pociąga? Czy on rzeczywiście go umieszcza w osiemnas­
tym wieku i co jest w gruncie rzeczy przed osiemnastym
wiekiem? A jeżeli jest inaczej, lo na czym ta inność polega?
Jakościowa inność? I jak my to sprawdzimy?
A N D R Z E J M E N C W E L : Ja myślę, że nadszedł czas, aby
zobaczyć to z wysokości średniej, a nie - jak dotąd - z wysoka.
Oczywiście, żc absolutyzacje historyczne, głoszące, że coś
zaczyna się od Franciszka Bacona, a kończy się na fizyce
kwantowej, są cokolwiek naciągane, są tylko pewnymi punk­
tami orientacyjnymi, nic mają żadnego waloru absolutnego.
Ważne, że są między nimi różnice. I nagrani, jak powiedziałem,
tej różnicy, usytuowana jest la refleksja. Od Oświecenia datuje
się laki nurt myślowy w Europie, który charakteryzuje się tym.
żc można obyć się, że nie tylko m o ż n a obyć się. że należy obyć
się bez iranscendencji. T o jest światopogląd naukowy, on się
kształtuje, to znaczy jego zaczątki są rzeczywiście u Bacona,
jego inicjacja jako światopoglądu w oświeceniu, a jego apo­
geum w pozytywizmie, który wytwarza koncepcję światopo­
glądu naukowego. Co to znaczy światopogląd naukowy? To
znaczy laki pogląd na świat, ugruntowany na nauce rozumianej
w scjentyficzno-pozylywistyczny sposób, któremu nic więcej
nie trzeba. I to panuje, naprawdę, daję wam słowo. Biblioteka
Uniwersytetu Warszawskiego pełna jest książek, w których taka
świadomość była wyrażana. T o była realność historyczna. Cały
marksizm Trzeciej Międzynarodówki, w kręgu którego ja
przynajmniej spędziłem kawałek życia, jest niczym więcej niż
rc-przybycicm, jeśli tak m o ż n a powiedzieć, re-intronizacją tego
anachronizmu. Jeżeli rodzi się taka świadomość, żc tamto się
wyczerpało, której Miłosz przecież pierwszy nie wyraża,
oczywiście, ona naprawdę rodzi się na przełomie dziewiętnas­
tego i dwudziestego wieku. To jest zdarzenie istotne w mental­
ności europejskiej, na miły B ó g ! Pięć wieków rozwoju tej
świadomości zostało zachwiane, tu się siały bardzo poważne
rzeczy. Świat, w którym żyjemy, jest jeszcze zbudowany na
zasadach fizyki mechanicznej. T o wszystko, na przykład ten
budynek, to nic jest fizyka kwantowa. T o wszystko jest
zbudowane na tych zasadach - jesteśmy w tym świecie,
namacalnie, chodzimy po nim nogami. T o była realność
historyczna. Teraz Miłosz rozumie, że to była realność histo­
ryczna, i rozumie też lo, że ta realność historyczna się
wyczerpuje, i pyta, jak doświadczać tego świata. Na podstawie
czego mogę sądzić, żc cokolwiek dorzecznic myślę o tym
świecie, skoro j u ż nie na mocy tamtych przesłanek? Na mocy
jakich przesłanek? To jest ważne pytanie - ono stoi na porządku
dnia.
PAWEŁ M A C I E J K O : Panie profesorze, no dobrze, ale jeśli la
rzeczywistość jest zbudowana na fizyce newtonowskiej, z czym
j a się oczywiście zgadzam, cały czas nas otacza, bo ten dom, bo
samochód, bo komputer, bo .... no to skąd wiemy, że to się
wyczerpuje, że to się kończy. W jaki sposób i na jakiej
podstawie można powiedzieć laki oto sąd: koniec?
A N D R Z E J M E N C W E L : M o ż n a powiedzieć na takiej pod­
stawie, że wiemy o tym, że to jest tylko rzeczywistość
poszczególna, względna, a dla tamtej świadomości była to
rzeczywistość konieczna i absolutna.
J A K U B BORATYŃSKI: Jedyna.

A N D R Z E J M E N C W E L : Jedyna. A dla nas ona j u ż taką nie jest.
O p r a c o w a ł A n d r z e j Mencwel

51

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10898" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10876">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c0b29902ad2cb612199ca40f787ceb6c.pdf</src>
        <authentication>6aad2a58cbdd44d989533a63f5df5253</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129983">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2551</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129984">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129985">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2370</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129986">
                <text>Jak to się robi w Nowym Jorku? Wystawy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129987">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2, s.76-79</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129988">
                <text>Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129989">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129990">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129991">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129992">
                <text>Jak to się robi w Nowym Jorku?
Wystawy
]
Sławomir Sikora
Pretekstem dla tego tekstu jest drukowany powyżej artykuł
Justyny Laskowskiej. A l e jednocześnie od dawna chciałem
napisać o wystawach, które obejrzałem w Nowym Jorku' (na
przełomie października i listopada 1994 roku), choć tak napraw­
dę, to o jednej z nich - wystawie fotograficznej. Niech zatem te
dwa miejsca stanowią punkt wyjścia i dojścia niniejszego tekstu.
Nowy Jork jest miastem zupełnie niezwykłym i wyjątkowym,
które jakby samo w sobie było jednocześnie muzeum i hap­
peningiem kultur świata, miastem zwariowanym, gdzie sklepy
(wedle obwieszczenia) potrafią być otwarte nawet dwadzieścia
pięć godzin na dobę. Ale właśnie dzięki temu szaleństwu można
chyba uważać Nowy Jork za alchemiczny tygiel, gdzie - by
odwołać się do słów poety - wśród zagrożenia rodzi się ratunek.
James Clifford poświęca krótki esej opisowi pozytywnego
doświadczenia jakim dla Claude'a Levi-Straussa był pobyt
w Nowym Jorku. „ N o w y Jork - stąd brał się jego czar i rodzaj
fascynacji, którą budził [pisze a propos roku 1941 sam LeviStrauss] - był wtedy miastem, gdzie wszystko wydawało się
możliwe. Wzorem tkanki miejskiej tkanka społeczna i kultural­
na miała mnóstwo dziur. Wystarczyło je wybrać i wśliznąć się
przez nie, żeby, niczym Alicja po drugiej stronie lustra, znaleźć
światy tak czarodziejskie, że wydawały się nierzeczywiste."
„Przecinając ulicę trafiało się do innego kraju." „Antropologi­
czny flaneur - komentuje Levi-Straussowskie doświadczenie
Clifford - jest zachwycony, zdumiony, ale także zakłopotany
chaosem pojawiających się równocześnie możliwości. Ten
Nowy Jork ma coś wspólnego z pchlim targiem dadaistów
i surrealistów z początku wieku, ale też pewną odmienność.
Nowojorskie objets trouves nie są już tylko okazją do zadumy
i zamyślenia. Są z pewnością również tym, ale także znakami
znikającego świata. Niektóre spośród nich to skarby, dzieła
wielkiej s z t u k i . "
2

1

4

Nowy Jork to także miejsce, gdzie - jak pisze Clifford
- zaciera się, przynajmniej przestrzenna, dystynkcja między
centrum i peryferiami, pierwszym i trzecim światem, to miasto
zawieszone pomiędzy bezładem przeszłości i zunifikowaną
przyszłością, miejsce gdzie jest się permanentnie p o z a d o ­
m e m , dipaysć,
tak w czasie jak i przestrzeni. A słowa te
przywodzić mogą na myśl charakterystykę kondycji etnologa
w Smutku tropików Levi-Straussa. Zawieszony pomiędzy azy­
lem a misją, etnolog „jest w pewien sposób stale wyrwany ze
swego środowiska, nigdy i nigdzie nie może czuć się u siebie'' .
M o ż n a by zatem rzec, podążając dalej tym tropem, że Nowy
Jork, który w czasie wojny stał się dla Levi-Straussa azylem,
okazał się dla niego również miejscem misji, tam przecież, na
skutek między innymi kontaktów z Jakobsonem, powstały
podstawy antropologii strukturalnej. Clifford pisze zresztą
expressis verbis, że „Być może Nowy Jork był jedynym
prawdziwym 'badaniem terenowym' Levi-Straussa." A nieco
wcześniej pada chyba jeszcze bardziej znaczące zdanie: „Cza­
soprzestrzeń Nowego Jorku prefiguruje a n t r o p o l o g i ę . "
5

6

Ale powróćmy do punktu wyjścia. W swoim bardzo cieka­
wym artykule Justyna Laskowska cytuje i relacjonuje wiele
materiałów dotyczących nowych myśli związanych z ideą

76

muzeum, czy może bardziej: nowymi tendencjami pracy w mt
zeach. Wśród tych licznych głosów pojawiają się też znacząc
głosy autorów polskich. Chciałbym zatrzymać się na chwil
przy dwóch z nich. Idzie o Janusza Byszewskiego i Wojciecl
Micherę, których to autorów Laskowska - moim zdaniei
- nazbyt mocno przeciwstawia.
Byszewski powiada paradoksalnie, że muzeum można sobę
wyobrazić bez obiektów, ale nie może ono funkcjonować be
widza. Zdanie to musi być, z p o w o d ó w oczywistych, traktowat
metaforycznie. Bo czy naprawdę m o ż e m y sobie wyobrazi
muzeum bez eksponatów?
Profesor Zygmunt Bauman, w trakcie seminarium dotycząct
go kultury ponowoczesnej, zorganizowanego w Instytuci
Kultury (1995/6), przytaczył co prawda przykład Ivesa Kleire
który zaprosił ludzi do pustej galerii. Dla Baumana to ilustracj
tego, że dziś nawet NIC może stać się sztuką. Dla mnie jestt
jednak właśnie skrajny przykład na znamienne przesunięci
charakterystyczne dla dzisiejszych czasów, przesunięcia uwaf
z dzieła, jako „ o b i e k t y w n e g o " faktu, eksponatu, rzeczy, в
artystę, jego działanie, tudzież samego widza. Nikt nie przyjdzi
do pustej galerii dopóki nie uzyska zaproszenia-zachęty a
Artysty. To, co zaprezentuje artysta, jest dziełem. To miedz
artystą a publicznością lub dziełem i publicznością rozgrywa sr
akcja, ma miejsce wymiana znaczeń. Dzieło/obiekt jako „obiel
t y w n y " „sam w sobie" fakt traci na znaczeniu. Uwag
przesuwa się na oglądającego „ s u b i e k t a " i znaczenia, któi
można by nazwać subiektywnymi, na to jak widz rozumie to, o
się przed nim, w jego obecności, dzieje. Stąd tak wielka wag
performance'u w dzisiejszych czasach, wydarzenia, które be
widza po prostu nie ma sensu.
Przytaczane przez Autorkę głosy wskazują na wielorako!
funkcji muzeum. Można by - ryzykując pewnym przeinten)
refowaniem - powiedzieć, że muzeum powraca do swojeg
źródłowego znaczenia, staje się świątynią Muz, miejscei
twórczości (a nie tylko przechowywania twórczości), przynaj
mniej w tym znaczeniu, że „ z m u s z a " do twórczego myśleń*
a nie tylko przyswajania, biernego oglądania, chce ono umkną
wizyty Różewiczowskich „ j a p o ń c z y k ó w " .
Ale kiedy się czyta tekst Laskowskiej, to może się wydawać
że jedynie dzieci chodzą do muzeów, a przynajmniej to о»
stanowią trzon widowni. Tak pewnie nie jest, a przynajmnit
być nie powinno. Znacząca większość przytaczanych własnyd
i cudzych doświadczeń odnosi się właściwie do pracy z dziećtt
lub do sprowadzania widza do roli dziecka. Laskowska polem
żuje z tekstem Michery, i można chyba przyznać rację 1
zastrzeżeniom co do referencyjności „odprawianego obrzędu
w muzeum w Biskupinie i w cerkwi w Czarnym (ale na ten brr!
referencyjności wskazuje sam Michera). W tych „obrzędach
akcent położony jest na zgoła co innego. To, co się tu liczy, 4
przecież nie próba powołania do życia „abstrakcyjnego ob
r z ę d u " , lecz próba doświadczenia o b c o ś c i , wyobcowani*
o d c o d z i e n n i e n i a oglądanych artefaktów (przedmiotó*
- ?; czy ciało w muzeum musi być przedmiotem?). Prób'
dostrzeżenia, czy też wykreowania „ i n n o ś c i " przestrzeni muzf
7

�alnej, relatywizacji samego siebie, „ w y r z u c e n i a " widza z roli
tradycyjnego" widza. Kiedy Autorka dla porównania przywo­
łuje przykład prawdziwych obrzędów odprawianych w muzeach
przez Indian Amerykańskich, to jest to argument z serii łatwych.
Łatwych dlatego, że w sposób oczywisty słusznych. Nie mówi
on jednak wiele o naszej dziś j u ż z góry niezręcznej sytuacji,
z którą jakoś musimy sobie poradzić: że m u z e a j u ż s ą i że często
mają one przecież postać nekropolii, nekropolii przedmiotów
i kultur, ale czasem także nekropolii autentycznych ciał ludz­
kich. Ciał, które m o ż e m y minąć obojętnie, jak mijamy po­
wtarzane nagminnie w mediach informacje o śmierci cudzej, lub
też próbować coś z tą sytuacją uczynić, zainteresować się nią
zgodnie z źródłosłowem tego słowa (inter-esse), stanąć pomię­
dzy, a nie tylko przed...
Można by powiedzieć, że o ile Laskowska chce uczynić
bliską (czytaj: interesującą) przestrzeń muzealną przez elemen­
ty swojskie, o s w o j e n i e , to Michera pragnie „uatrakcyjnić"
tę przestrzeń czyniąc j ą - odwrotnie - o b c ą . Paradoksalnie
bliską przez obcość. Jeśli można odwołać się do muzeum jako
świątyni, to należałoby powiedzieć, że Michera chce by, nawet
jeśli nie potrafimy odprawiać tam już stosownych obrzędów,
miejsce to zachowało swój charakter tremendum et fascinans.
I żeby ta świętość nie sprowadziła się jedynie do tabliczki-napisu: „Nie dotykać eksponatu" (jak wiadomo dotykanie
świętości może być groźne). I właśnie dlatego, jak mi się
wydaje, w muzeum powinno się znaleźć miejsce także dla
takich, jak proponuje Wojciech Michera, działań. Co więcej na
poziomie praxis (a do tego poziomu tu się tylko odwołuję)
działania Michery znakomicie dadzą się „ p o m i e ś c i ć " w obrębie
przestrzeni wykreowanej przez metaforyczne zdanie Byszews­
kiego.
Dzisiejsza antropologia przesycona jest lękiem przed mówie­
niem za innego, lękiem przed przyjęciem choćby w najmniej­
szym stopniu postawy autorytarnej. I jest to pewnie lęk
uzasadniony, ale trzeba także pamiętać, że czasem ci inni sami
nigdy nie przemówią. Dziś potomkowie ludów tubylczych
odwołują się i studiują sporządzone przez białych zapisy
dotyczące ich własnej kultury. Za przodków Indian Amerykań­
skich mogą przemówić ich dzisiejsi potomkowie, zadecydować,
czy ich zagrabione dobra, zwłoki powinny, czy też nie powinny
pozostać w muzeum. Kto ma podjąć taką decyzję za szczątki
ludzkie z muzeum w Biskupinie, czy też za ludzi z bagien
Jutlandii, prawdopodobne ofiary przemocy własnego społe­
czeństwa, własnej kultury. Nad tym niejasnym statusem zwłok
w muzeum zastanawia się też wielki poeta:
8

9

Któregoś dnia wybiorę się do Aarhus,
Obejrzeć jego głowę, brunatną
Jak torf, delikatne strąki powiek,
Spiczastą czapkę z futerka.
W tej płaskiej krainie, w pobliżu
Miejsca, gdzie go wykopano z ziemi
Z ostatnią papką z ozimego ziarna
Skrzepła w żołądku,
Nagiego, jeśli nie liczyć
Czapki, przepaski i pętli,
Będę stał długo.
Oblubieniec bogini:
Zacisnęła na jego szyi
Swój naszyjnik, otwarła swój moczar,
Ciemne soki, które go trawiły,
Aż stał się zabalsamowanym świętym,
Skarbem (...)
Mógłbym zaryzykować bluźnierstwo,
Uznać kotły trzęsawisk za nasze
Miejsca święte, modlić się do niego,

Aby sprawił, że wzejdą kiełki (...)
(Seamus Heaney, Człowiek

z

Tollund)

A o innym „ z n a l e z i s k u " , człowieku z Graubelle napisze
wprost:
Kto nazwie trupem
ten odlew, w którym trwa życie?
Kto powie „ z w ł o k i "
o tym niejasnym spoczynku. (...)
(Seamus Heaney, Człowiek

z

Graubełle)

w

Z punktu widzenia, który moglibyśmy nazwać obiektywnym,
nie ma wielkiej różnicy pomiędzy anonimowym szkieletem
sprzed tysięcy lat, fascynującym człowiekiem z Tollund, „atrak­
c j i " (!?) muzeum w Aarhus, i szkieletem wystawionym w M u ­
zeum Historii Naturalnej, w którym M i n i k , eskimoski chłopiec,
rozpoznaje szczątki swojego ojca. A jednak Heaney pisze
poruszające wiersze o ludziach z bagien, zaś scenę z eskimos­
kim chłopcem, która pojawiła się w Talabocie, przedstawieniu
Odin Teatret opartym na życiu duńskiej antropolog, Kirsten
Hastrup, w swoim artykule-komentarzu do przedstawienia,
nazywa ona „wyjątkowo niepochlebnym przykładem antropo­
logicznego kanibalizmu" " .
Większość przytaczanych przez L a s k o w s k ą prób nowej pracy
w muzeach można by zintepretować jako usiłowania „porusze­
nia", „ u r u c h o m i e n i a " statycznych w swojej budowie wystaw.
W tekście tym chciałbym opisać przykłady takich ekspozycji,
w których konstrukcję niejako wbudowana jest próba zaan­
gażowania widza, nakłonienia go do samodzielnej decyzji
i pracy, stawiania pytań i konfrontowania różnych prawd;
wystawy te chcą ukazać, że to od widza zależy jaki kształt
w rzeczy samej będzie miała wystawa, której on może, lub
wręcz musi być w s p ó ł k r e a t o r e m .
Kiedy się zwiedza muzea i wystawy Nowego Jorku to można
odnieść pozytywne wrażenie, że ich organizatorzy poznali
dobrze obecne tendencje w antropologii, nauce o kulturze,
muzealnictwie. I dotyczy to nie tylko programowych wystaw
takich jak Exhibition-ism.
Museums and African Art
zor­
ganizowanej przez The Museum for African Art, która chwilami
mogłaby się wydawać tradycyjnym sposobem przedstawiania
sztuki i rzemiosła (? - w sprawie tego rozróżnienia porównaj
dalej) z Afryki, a która jednocześnie przełamuje i negliżuje te
konwencje. Przed gablotami z eksponatami spotykamy konwen­
cjonalny muzealny podpis, informujący nas o proweniencji
i datowaniu obiektu, daje nam on do zrozumienia z jak
znaczącym, wielkim czy reprezentatywnym „ d z i e ł e m " ob­
cujemy (eksponat muzealny powinien przecież być oryginałem,
świadectwem kultury; oryginalność i archaiczność wskazują na
nie-skażenie, mocniej niejako zaświadczając o znaczeniu i fun­
kcji artefaktu), ale jednocześnie jesteśmy zachęceni do wy­
słuchania innego, zazwyczaj obszerniejszego głosu (umiesz­
czonego po przeciwnej stronie gabloty), często poddającego
w wątpliwość ten pierwszy; ten drugi głos wskazuje na liczne
wątpliwości: na przykład co do oryginalności danego artefaktu,
niejasności jego proweniencji, datowania, funkcji, czasem zaś
wyjawia kulisy historii, czy też ciemne strony związane z pozys­
kaniem eksponatu. Ale już sam fakt umieszczenia informacji
z różnych stron obiektu skłania do oglądania go od różnych
stron, krążenia wokół niego. „ F r o n t a l n y " wygląd j u ż nie
wystarcza.
12

Wybranych obiektów m o ż e m y dotykać, inne oglądać z róż­
nych stron i w różnym oświetleniu - sami manipulując ich
położeniem, a zmieniając oświetlenie, bawić się, na przykład,
ich „plastycznością", a tym samym „ p r z e m i e n i a ć " je ze
„świadectw kultury" w „dzieła sztuki". T o oczywiście tylko
niektóre z zastosowanych technik, by zwiększyć „nasz własny
w k ł a d " w wystawę, zachęcić do „bliższego o g l ą d u " , kreatyw-

77

�ności, myślenia, stawiania eksponatom, a jednocześnie samym
sobie pytań, które potrafią wzburzyć i ukazać niejednoznacz­
ność prawdy, wielość równorzędnych (?) punktów widzenia,
gdzie wśród szerokiego spektrum możliwości możemy do­
szukiwać się także naszej własnej prawdy.
W oddzielnej gablocie wystawione są dodatkowe obiekty,
które czekają na nasze życzliwe zainteresowanie: możemy
domagać się by i one trafiły na zasadniczą wystawę i objawiły
swą prawdę w wielorakim oświetleniu. T y m samym ekspozycja
w trakcie trwania ulega metamorfozie. Podobny pomysł za­
stosowany był na wystawie Labirynt Niny i Janusza Boguckich
w kościele na Ursynowie (1989), gdzie dowieszane i rearanżowane fotografie, tworzące labirynt, unaoczniały (i tym sa­
mym jak gdyby pogłębiały) jego istotę - ciągłą zmienność
i pewnego rodzaju amorficzność. Labirynt nie jest przecież
drogą, którą m o ż e m y raz na zawsze poznać, w swojej źródłowej
postaci zawiera element błądzenia, czy może, by zabrzmiało to
pozytywniej - poszukiwania.
Podobnie bardzo interesująco wyglądała świeżo otworzona
wystawa ( X 1994) w National Museum of the American Indian
poświęcona Rodowitym Amerykanom. W słowach otwierają­
cych katalog-reklamówkę mówi się, że: „The Smithsonian's
National Museum of the American Indian służy przechowywa­
niu, badaniom i wystawiennictwu sposobów życia, języków,
literatury, historii i sztuki Rodowitych A m e r y k a n ó w (...) Muze­
um współpracuje z ludami tubylczymi Zachodniej Półkuli
w celu zachowania i opiekowania się ich kulturami, chce na
nowo utrwalić tradycje i wierzenia, zachęcić do twórczości
artystycznej i wzmocnić głos Indian." Wystawa często przybie­
ra formę polifoniczną: na temat danego eksponatu czy zjawiska
możemy wysłuchać kilku głosów, np. antropologa, historyka
sztuki i członka kultury, z której dany obiekt czy zwyczaj
pochodzi. W ten sposób spotykamy się z głosami, które się
wzajemnie uzupełniają (choć niekoniecznie), ukazując, że na
jedno zjawisko można patrzeć z bardzo różnych perspektyw.
Także i tu możemy dotykać niektórych obiektów, słuchać
i oglądać Indian mówiących na temat rzemiosła, sztuki, zwycza­
j ó w , wierzeń itd. Głosy te nie narzucają się nam jednak. Na
ekranie monitora dotykiem wybieramy interesującą nas opcję.
Gdy nie chcemy, głosy te pozostają nieme.
Na tej wystawie najbardziej zainteresował mnie jednak
zaaranżowany na końcu trasy zwiedzania „współczesny-tradycyjny" salon indiański. Trochę starych i podniszczonych już
zwykłych mebli, nienajnowszej generacji lodówka z coca-colą,
szeroka kanapa, zachęcająca by zająć wygodne miejsce przed
- t o clou salonu - monitorem video, gdzie można obejrzeć około
czterdziestominutowy program. Bardzo śmieszny, dowcipny,
a przy tym mądry i pouczający. Były w nim zabawne scenki
parodiujące kulturę białych, takie jak na przykład stewardesa
w indiańskich liniach lotniczych, która zblazowanym głosem
wygłasza konwencjonalne formułki wypowiadane w liniach lot­
niczych, czy lekcja aerobiku. Ale nie tylko. Niektóre sceny w „pi­
g u ł c e " - rzec by można - unaoczniały problemy, wcześniej
przedstawione na ekspozycji: problem nieprzystawalności pojęć
i kategorii związanych z odmiennymi kulturami. Tak na przykład
w operującym ostrymi zbliżeniami i oddaleniami video potężny
Indianin prostując i zginając gwałtownie ręce zbliżał i oddalał
ozdobny, kuty srebrny pas (?), powtarzając na przemian słowa:
sztuka, rzemiosło, sztuka, rzemiosło... - sugerując tym samym
j e d n o z n a c z n i e n i e p r z y k ł a d a l n o ś ć tych europejskich kate­
gorii do twórczości Indian.
Ale najmocniejsza i najbardziej chyba przemawiająca była
scenka przedstawiająca zawiłe i kłopotliwe położenie współ­
czesnych Indian, fakt, że dziś nie da się ich kultury „wyp­
r e p a r o w a ć " z wszechobecnej kultury białych, że kultury te
„ s k a z a n e " są na koegzystencję. Scena ta wskazywała również

78

powiedzi wskazywały na znaną prawdę (Pierre Bourdieu), że
daleko idącą samoświadomość i dystans, na j a k i wobec samycli we zdjęcie „ ł a z i e n k o w e " ) . Zdjęcia stają się więc często
większość osób postawiona wobec fotografii koncentruje się na
p r e t e k s t e m do mówienia o własnych doświadczeniach, jak
siebie potrafią zdobyć się rodowici Amerykanie.
tym, co na niej widzi, traktując j ą jak rzeczywistość, a także
Spotykają się dwie Indianki. Jedna pyta drugą, czy naszyjnik^ również marzeniach i fantazjach. Ale wszystkie przykłady
- ewentualnie - próbie interpretacji danej sceny.
który (druga) nosi, jest indiański. Następuje seria pytań i оси wskazują też na coś bardzo ważnego, że znaczenie rodzi się
M i m o pozornego podobieństwa między tymi pomysłami
powiedzi, w których pierwsza Indianka kwestionuje indiań-i zawsze d l a к o g o ś, dla określonej osoby, że tym samym nie
istnieje też bardzo znacząca, powiedziałbym nawet - radykalna
skość drugiej. W końcu pada kluczowa kwestia: „Sister, show ma znaczeń w pełni obiektywnych.
różnica: na wystawie to ludzie sami wybierają zdjęcia, o których
me your I D , please." (Siostro, pokaż mi swój dowód tożsamo­
Wśród tych różnych obrazów i głosów możemy swobodnie
chcą mówić; ten osobisty wybór powoduje też znaczące
ści). Tak oto paradoksalnie dokument wystawiony przez białych; krążyć, przerywać wypowiedzi, które nas nie zadowalają lub
przesunięcie w wypowiedzi, wywody znacznie częściej koncen­
staje się koronnym argumentem indiańskości. Pikanterii dodaje! nudzą, przesłuchiwać po raz kolejny głosy, które wzbudziły
trują się na problemach osobistych, które dane zdjęcie poruszy­
fakt, że opisana scena rozgrywa się najprawdopodobniej przed; naszą ciekawość. Na tej wystawie nasze, widzów, moce
ło, nie zaś na „ o b i e k t y w n y m " opisie tego, co się widzi
gmachem omawianego Muzeum. Trudno byłoby klarowniej] kreatorskie" sięgają bardzo daleko. M o ż e m y przecież za­
i ewentualnej interpretacji oglądanej sceny. T y m samym wy­
w tak esencjonalny sposób ukazać jak bardzo dziś kultura Indian szczycić jakieś zdjęcie muśnięciem oka, możemy mu poświęcić
stawa w zadziwiający sposób dowodzi prawdziwości rozróż­
zanurzona jest w kulturze białych, zależna od niej i trudna daj wnikliwą [?] uwagę, wejść w świat, który współtworzą foto­
nienia, jakie badając fotografie uczynił Roland Barthes. Wyróż­
„ w y p r e p a r o w a n i a " w postaci czystej, takiej o jakiej czasenj grafia i mówiąca o niej osoba, konfrontować nasze myśli
nił on dwa typy podejścia do zdjęć: studium i punctum. To
mogliby marzyć i naukowcy, i sami Indianie.
z myślami innych ludzi. Poza wysłuchaniem głosu autora
pierwsze wiązał z takim podejściem do fotografii, jakie narzuca
Wystawa, która mnie osobiście wydała się jednak najbardziej danego wyboru, m o ż e m y przecież snuć własne interpretacje,
nam nasza kultura, nasza wiedza. To obszar wiedzy w znacznym
zestawiać
ze
sobą
dowolne
fotografie
na
wystawie,
zestawiać
frapująca i pomysłowa, to Talking Pictures. People speak about
stopniu wspólnej, tej którą możemy dzielić z innymi osobami
the photographs that speak to them {Mówiące obrazy. Ludzi dowolne głosy. W ten sposób każdy widz tworzy swoją własną
o podobnym wykształceniu, „ s p o j r z e n i u " , doświadczeniach.
mówiący o obrazach, które mówią do nich), zorganizowani trasę podróży, swój w ł a s n y l a b i r y n t , badając cudzą
Ale przecież spora część fotografii na wystawie może nam się
i
własną
wrażliwość
emocjonalną,
intelektualną,
estetyczną.
przez Marvin Heiferman i Carole Kismaric w International
wydawać mało interesująca; to dopiero głosy osób, które je
Poszukując
może
niekoniecznie
prawdy
ile
swojej
Ariadny
by
Center of Photography (Nowy Jork). Zamysł prosty, a jednaj
wybrały, odsłaniające motywy wyboru, odwołujące się do
poruszający. 54 fotografiom - czarno-białym i kolorowym odwołać się do znanego powiedzenia Nietzschego o człowieku
osobistych doświadczeń i przeżyć, m o g ą s p o w o d o w a ć , że
labiryntu. To doświadczenie przypomina przeżycia Aniołów,
- towarzyszyły mniejsze zdjęcia ludzi, którzy je wybrali, oraj
spojrzymy na te zdjęcia „innymi oczami". „ P e w n e defale mogą
które w Niebie nad Berlinem Wima Wendersa, krążą po
numerki, które m o ż n a było z kolei wystukać na specjalnym
mnie p r z e s z y ć " - powiada Barthes właśnie o elemencie, który
bibliotece i wsłuchują się w ludzkie myśli. Ludzie w tym jednym
słuchawko-magnetofonie, by usłyszeć głos osoby, która dan*
nazwie punctum, elemencie trudnym do zdefiniowania, czasem
miejscu myślą o tak różnych rzeczach. Ludzie wobec tej jednej
fotografię wybrała jako najważniejszą, czy też najbardziej
nawet sprawiającym trudność w werbalizacji samemu „poru­
rzeczy, Fotografii, myślą o tak różnych rzeczach, czy - co chyba
poruszającą dla siebie, a także zgodziła się o niej mówić. Osoby,
szonemu" widzowi. Punctum to słowo etymologicznie wiążące
ważniejsze - m y ś l ą
w tak
różny
s p o s ó b . Na
te mają różne profesje, wykształcenie, pochodzenie. W ten;
się z raną, bolesnym miejscem. Punctum często odnosi się do
każdym niemal kroku odkrywamy (podobnie jak i na wcześ­
sposób spotykamy się z bardzo różnymi typami zdjęć: wykona-;
osobistych przeżyć, wspomnień, jest spoza kultury. Z takich
niej opisanych wystawach), że z a ś w i a t e m
obiek­
nymi przez znanych fotografów (np. Andre Kertesz, W. Eugene:
właśnie „ n i e - o b i e k t y w n y c h " m o m e n t ó w składa się
t y w n y m , k r y j ą s i ę ś w i a t y s u b i e k t y w n e , że
Smith, Cartier-Bresson czy August Sander - choć są one*
ta wystawa, może nawet przede wszystkim takich, by wspo­
światy te zachodzą na siebie, choć wcale nie muszą się
w mniejszości), zdjęciami „ n a u k o w y m i " , a także zwykłymi
mnieć tylko fotografię „ ł a z i e n k o w ą " .
pokrywać.
„niedzielnymi" fotkami. Znacząco różni się język opisu.
Abigail Solomon-Godeau, znana krytyczka fotografii, zesta­
Jednocześnie, co trzeba wyraźnie podkreślić, nigdzie nie
Koncept wystawy nie jest zresztą całkowicie oryginalny.
wiona jest z kimś, dla kogo fotografia jest zwykłym przypo­ Nosi znaczące podobieństwo do pomysłu Agnes Vardy. W roku
spotykamy głosu autorów wystawy. Oczywiście, to oni wybrali
mnieniem rzeczywistości, pamiątką, przypomnieniem jakiego! 1983 zrealizowała ona w telewizji francuskiej cykl zapisów,
ludzi, którzy mówią o „ s w o i c h " fotografiach. Ale wielość
faktu z życia, lub też po prostu kojarzy się z określonym w których za każdym razem przez minutę można było oglądać
profesji tych ostatnich pozwala niejako zapomnieć o tym
znaczącym faktem. Wytrawny język analizy, którym posługuje jedną wybraną fotografię, o której przez czas trwania emisji
pierwszym (autorskim) wyborze, przesunąć go niemal w obręb
się Solomon-Godeau, dociekając tajemnicy w wybranym zdję­ mówiła jedna znana bądź nieznana osoba. Pojawili się przed­
anonimowej statystyki.
ciu, zastanawiając się m.in. nad tym, czy fotografia Margrethe stawiciele różnych zawodów, ludzie profesjonalnie związani
We wszystkie opisane przeze mnie wystawy (choć najbar­
Mather, Semi-Nude (1923), przedstawia ciało kobiety czjj z fotografią i sztuką, mówieniem i pisaniem, politycy, ale także
dziej w tę ostatnią) wpisany jest element uczestnictwa. Trudno
mężczyzny, „sąsiaduje" z opowieścią Phillis Gangel-Jacob reprezentanci wielu innych zawodów, bez których trudno
na nich pozostać jedynie „niemym obserwatorem". Skłaniają
(sędzia), której „ ł a z i e n k o w e " zdjęcie nieznanego fotografa, wyobrazić sobie normalnie funkcjonujące społeczeństwo. W y ­
one, by od obserwacji przejść do partycypacji.
przedstawiające tubki pasty i szczoteczki do mycia zębów,
przypomina czas, kiedy zetknęła się ona z wyposażeniem
PRZYPISY
„ b i e d n y c h " łazienek emigrantów, co było dla niej przeżyciem
we powiązania i zasadność żądań wobec kwestionowanej własności."
' Pragnąłbym w tym miejscu wyrazić swoją wdzięczność In­
prawie traumatycznym. Тор-modelka, Naomi Campbell, wy­
- powiada tekst w broszurce wprowadzającej do nowo otwartej wystawy
biera fotografię Josephine Baker, Jackie Joyner-Kersee (lekko- stytutowi Sztuki PAN, który moją podróż do USA sponsorował,
poświęconej Indianom Amerykańskim (National Museum of the Ameri­
Leszkowi Opioli, który mnie gościł podczas mojego tygodniowego
atletka) - swoje zdjęcie z olimpiady w Barcelonie (1992), lekarz pobytu w Nowym Jorku, a także Ewie i Tomkowi Dżurakom, którzy
can Indian).
medycyny - dagerotyp Indianina z Venezueli z rakiem szczęki; gościli mnie pod Bostonem i bez których pomocy i zachęty wyjazd ten
* Por. J. Clifford, O autoryteci etnograficznym, tłum. I . Iracka i S.
Sikora, „Konteksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4,1995, np. przyp. 9
(1848), wykonany przez dr Eliseo Acosta, pewien producent pewnie nie doszedłby do skutku.
Tłum. S. Barańczak, (w:) S. Heaney, 44 Wiersze, Wydawnictwo
C. Levi-Strauss, Nowy Jork post- i prefiguratywny, przeł. W.
Znak, Kraków 1995, s. 45 i 67
i dyrektor - zdjęcie z obozu w Auschwitz. Wszystkie te różne Grajewski, (w:) Spojrzenie z oddali, PIW, Warszawa 1993, s. 421
" K. Hastrup, Out of Anthropology. The anthropologist as an object
Tamże, s. 419
wybory odwołują się przede wszystkim do z n a c z e n i a
of
dramatic
representation, 1988 (maszynopis). Artykuł opublikowany
J.
Clifford,
The
Predicament
of
Culture.
Twentieth-Century
Eth­
danych fotografii, niepomiernie rzadziej do kategorii estetycz-j
w „Cultural Anthropology" w 1992 roku.
nography, Literature and Art, Harvard Univ. Press 1988, s. 238
nych. Znaczenie to jest, oczywiście, rozumiane bardzo różnie;
Przetłumaczenie nazwy wystawy nastręcza wielu problemów.
C. Levi-Strauss, Smutek tropików, przeł. A. Steinberg, PIW,
- może pozostawać niejako w obrębie fotografii, i wiązać siej Warszawa 1964, s. 51
Exhibition to oczywiście wystawa; Exhibitionism to, jak podaje słownik
oxfordzki „skłonność do ekstrawaganckich zachowań, mających na celu
z zdjęciem jako formą obrazowania, ale też niesłychanie częstfr
J. Clifford, op. cit., cytaty odpowiednio ze stron 245 i 241
skierowanie na siebie uwagi", pisany zupełnie inną czcionką ism jest
U Różewicza są oni pisani mała literą, z nazwy własnej stają się
„ w y c h o d z i ć " poza fotografię. Fotografia staje się metonimiczznaczący i odsyła pewnie do różnych dwudziestowiecznych „izmów".
nazwą
pospolitą,
która
obejmuje
zespół
przymiotów
i
zachowań,
nym śladem rzeczywistości, o której chce się mówić (Naomi'
Znajdujemy się więc pomiędzy wystawiennictwem a ekshibicjonizmem.
stereotypowo przypisanych japońskim turystom, choć niewątpliwie nie
Campbell mówiąca o Josephin Baker, Boby Cunningham mówią­ odnoszących się jedynie do nich: „pamiętam, że kiedyś/oglądałem kilku
Widzimy eksponaty, ale odsłaniane są przed nami również kulisy, czy
też - żeby powiedzieć mocniej i bardziej adekwatnie - „zakryte
cy o swojej ważnej decyzji życiowej, z którego to czasu pochodzi Japończyków/nałożonych na uśmiech Mony Lisy/byli bardzo ruch­
sprawy" związane z wystawiennictwem.
zdjęcie, więzień mówiący o utrwalonych na fotografii bliskich),, liwi". T. Różewicz, Francis Bacon czyli Diego Velezquez na fotelu
Por. R. Barthes, La chambre claire. Note sur la photographie,
lub też - jeśli można tak się wyrazić - śladem metaforycznym (pi­ dentystycznym, „Twórczość" nr 7/8, 1995
Editions du Seuile 1980, § 30
„Zwłoki ludzkie, przedmioty pogrzebowe, artefakty religijne
sarka Martha Steward, mówiąca o fotografii Edwarda Kostyra':
Tamże, § 10. O książce Barthesa pisałem więcej w artykule
obrzędowe, zbiorowa własność plemienna, a także wszelkie nabytki
ukazana na niej praca w polu staje się metaforą polskości - z Pol­ Pozyskane nielegalnie będą zwrócone na żądanie indywidualnych
Fotografia - pamięć - wyobraźnia, „Konteksty: Polska Sztuka Ludo­
wa" nr 3-4, 1992
ski pochodzili jej rodzice; czy wspomniane już wcześniej anonimo-, Potomków albo grup plemiennych, którzy potrafią przedstawić kulturo­
13

14

2

10

5

12

13

1

14

79

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5991" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5971">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0dc6e5429240453306d364da594d2c70.pdf</src>
        <authentication>302d01917feeddc708d1c003bfe4e64b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71478">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5572</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71479">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71480">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71481">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5181</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71482">
                <text>Jak w Indiach - Królowa Japonii / Barbarzyńca 2008 nr 2(12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71483">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.10-12</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71484">
                <text>Żukowski, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71485">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71486">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71487">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71488">
                <text>Dariusz

Żukowski

Jak w Indiach Królowa Japonii
P

rzestrzeń muzeum otwiera długi lastry¬
kowy hol.
Szybki rzut oka wokół (osiemdziesiąte
remontowane w dziewięćdziesiątych). Po le¬
wej zasuszony człowiek za małym biureczkiem,
wysoka bryła maszyny Nescafe, kolorowy szum
dziecięcych ubranek, kakofoniczny atak spiętrzo¬
nych głosów. Potem szatnia, płaszcze, szatniarka,
bloczek, którego nie wolno zgubić („Można po¬
wiesić te dwa razem". „Panie, jasne, że dwa pójdą
na jeden, i tak miejsca nie ma"). We właściwą
część muzeum zanurzam się bez dalszej zwłoki,
z nagła, a podróż jest krótka, bo tylko kilka kro¬
ków za przeszklone gierkowskie drzwi.
Szary, chłodny półmrok. Przypadkowi zwie¬
dzający powoli dryfują zakosami. Stojące po­
środku korytarza modele chłopskich domów,
ciężkie, długie i masywne, to centrum grawitacji,
ku któremu toczą się ludzie. Modele dominują
przestrzeń — cisną się wokół nich zwiedzający,
szeleszczą płaszcze, w opuszczonych oczach lśni

biały blask neonowych podświetleń. Dominują
też czas — „Wykonany w 1905 roku przez malarza
Antoniego Procajłowicza pod nadzorem Wło¬
dzimierza Tetmajera". Wyprzedzają prawdziwe
chłopskie domy jak Baudrillardowska mapa —
terytorium. Znad pomniejszonych strzech unosi
się kwaśny zapach kurzu i chemikaliów.
Jak bile do łuz ludzie zsuwają się z korytarza
w rozmieszczone w ścianach drzwi, jamy zre¬
konstruowanych ludowych wnętrz. W pierwszej
pełno (bo: [1] jest najbliżej wejścia, [2] leci z ta­
śmy ludowa muzyka, [3] jest jasno i [4] koloro¬
wo). Atrakcja wyczerpuje jednak szybko swoją
moc, ludzkie bile wytaczają się na zewnątrz, j u ż
wolniej. Druga chata: siwa pani bardzo ładnie
opowiada i głos ma miły, na pewno jest czyjąś
babcią. Nie mogło być tam, na wsi, tak źle, skoro
miła pani tak o tym pięknie opowiada.
W olejarni:
Matka: — Wyjdź stąd!

BARBARZYŃCA

E(1E) PD08

�Jak w Indiach - Królowa Japonii
Synek: — Ale dlaczego?
M . : — Wyjdź, wyjdź!
S.: — Zakazane?!
M . (po chwili wahania): — No dobrze, idź
szybciutko...
S.: — Mamo, dlaczego to muzeum jest takie
małe?
W foluszu gra napięć. Ludzie chodzą w gru¬
pach. Każdy chce być autorytetem chociaż przez
parę minut. Przecież nie chodzi o wiedzę, tylko
0 to, co się zrobi ze strzępkami informacji. De¬
tektywistyczna robota.
Dziecko: — Co to jest?
Ojciec: — To jest folusz.
D.: — Czyli?
O.: — Czyli nie wiem.
Matka wzrusza ramionami.
O. (po chwili): — Tu było na gorącą wodę.
1 te młoty tak cpyku—pyku. Kto tymi młotecz¬
kami ruszał?
Dziecko i matka wychodzą. Ojciec po chwili
także wychodzi, słychać zza drzwi:
O.: — Już wiem, jak to działało.
Wracają.
O. (demonstrując):
— Tutaj uderzało. I te mło¬
ty tak cpyk, a tam musiało być koło, gdzieś tam.

11
ustawionych naczyń, aksamitne draperie. To
pewnie coś ważnego. Przed dalszym docieka¬
niem chroni mnie ręcznie wymalowana strzałka
i j u ż idę schodami na górę.
Na górze dominuje s z y b a . Bardzo dłu¬
ga, piękna, gdzieniegdzie nierówno odlana, co
tylko przydaje jej masy i powagi (za nią jakieś
manekiny: długi, rytmiczny szereg zdrowych,
rumianych, amorficznych buź pozbawionych
rysów, postacie mają jednak kolorowe stroje).
Zasysa mnie ciąg kierunku zwiedzania. Zdję¬
cia. Przedmioty. O dziwo, nikt ze zwiedzających
nie komentuje ekspozycji weselnej z motywem
przewodnim „Wódka". W kolejnym pomiesz­
czeniu środkiem grawitacji jest rzeźbiony ul
w kształcie wielkiego niedźwiedzia. Centrum
emocji: psia kolczatka (faktycznie, mocno od¬
działuje na wyobraźnię). W młodych głosach
brzmi oburzenie.
Starsza pani muzealniczka z troską na twarzy
i notesem w ręku przemierza pokoje w długich
cyklach.
Kobieta: — Patrz, Janusz, jakie piękne ule!
Janusz: — Mhm.
K.: — Patrz, jak dbano o takie rzeczy, zwykły
ul.

Młody człowiek A: — Co to, kurwa, młyn?
Młody człowiek B: — H m m . kuchnia.
A: — Co to jest, h m .
Młody człowiek C (z zewnątrz, czyta): — Słu¬
żyło do zbijania i rozbijania sukna.
B: — Czyli co?
A: — Chodźmy.

Dziewczyna A (w tle): — Jaka chuda krowa!
Dziewczyna B (w tle): — Jak w Indiach, nie?
K.: — Janusz, a to zdjęcie z 1988, całkiem nie¬
dawno! A wygląda, jakby ze sto lat miało.
J. (z przejęciem):
— No przecież ja w latach
siedemdziesiątych pasłem bydło!
K.: — Ty? Jakoś cię nie widzę z krową.
J.: — No, czasem, jak się pojechało na w i e ś . . .
Nie tak często znowu, parę razy może.

U zwieńczenia ciągu korytarza białe ściany
i nisza, krótka parafraza katakumby, czerwony
sznur odgradza wejście jak w Luwrze. Napis
głosi: „Skarbczyk". Czemu? Pięć przypadkowo

Po drugiej stronie ula odnajduję sidła na
jelenie. Mocna, stalowa pętla, dwa noże, w tle
czarno-biały wizerunek ślicznego jelonka. Kon¬
kretne zużyte ostrza zadają kłam papierowości

PD08

BARBARZYŃCA

�12
narysowanego zwierzęcia. Trzy wymiary kontra
fotka przelicytowują fotkę: to się działo napraw¬
dę. Cięte tętnice, szamotanina, kwiki, wiadra
krwi stają w wyobraźni. Jak one mogły być tak
głupie, żeby wpychać łeb w niewielką przecież
pętlę?
Dzieciak: — To to dziadostwo tak hałasuje?
Ja: — Tak.
Stoimy przed koszem z ludowymi drobiazga­
mi („Wózek dyngusowy, lata 1920"), w którym
dominuje kolorowy kogut z wybałuszonymi
paciorkami szklanych oczu.
D.: — Co mu trzeba zrobić?
Ja: — Klasnąć.
Klaszczę. Rozlega się mechaniczny skrzek
made in Taiwan. Przez chwilę klaszczemy obaj.
Dzieciak odchodzi.

Dariusz Żukowski
Potem schody w dół, wydostaję się z ciągu
zwiedzania i znów wpadam na stół bilardowy
korytarza. Na odchodnym jeszcze raz wnętrze
chaty, półmrok. Dawniej wisiała tam Matka Bo¬
ska Królowa Japonii (żart kolegi z niedostatków
formy), szukam jej wzrokiem, schowano.
Młody człowiek D : — Hulajnoga.
Młody człowiek E: — Nie.
D : — Hulajnoga, no. Bo nie masz pedałów.
E: — A z którego wieku to było?
D : — Nie wiem.
E: — Z X V I I czy XVIII?
D : — Nie wiem!

Między surowe postaci polskich kolędników
wciśnięty łeb czegoś w rodzaju chińskiego smoka
(artefakt z diablady boliwijskiej). Śmierć, król,
diabeł. Najgorszy jest turoń: wysoki, smukły,
szczupły, bury, przypomina m i Bukę z Muminków. W rogu pomieszczenia hałasuje telewizor
niczym instalacja wideo na wystawie w Bunkrze
Sztuki.

Napisów powyżej dwóch zdań nikt nie czyta.
Pewnie istnieje gdzieś dla nich czytelnik mo¬
delowy. Jest to człowiek zakurzony, spokojny,
powolny w ruchach i dociekliwy. Być może star¬
szy, zapewne miły w obejściu. Przyglądając się
w skupieniu etykiecie, wysuwa głowę w przód,
kciukiem i palcem w s k a z u j ą c y m gładzi ma¬
chinalnie brodę. Może kupiłby w szatni w dro¬
dze powrotnej glinianego ptaszka z gwizdkiem
za 4,50 zł, nie dlatego żeby w niego gwizdać
w domu — bo człowiek ten woli ciszę i spokój —
ale dlatego że sądzi, iż tak wypada.

Mama (do dziecka, wskazując manekiny ko¬
lędników): — . . . i przebierali się za króla (pokazu­
jąc boliwijską maskę), za diabła, za śmierć, za...
jakiegoś. nie wiem.
Dziecko nie słucha.

Gwiżdżę lekko w ogonek kogutka. Fiuuu! —
a niech to, działa, taki zwykły kawałek gliny.
Zbliża się pani szatniarka, będzie myślała, że
chcę kupić tego ptaszka. Zapinam płaszcz i ucie¬
kam w deszcz, zanim presja oczekiwań będzie
zbyt wielka.

BARBARZYŃCA

ł[\ł) P D 0 8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7705" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7686">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/87e688a0d45f7ebeb933cffbf474d2dd.pdf</src>
        <authentication>5abe0cef4756ac300a1d940ea16deefe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92047">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92049">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92051">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92053">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92054">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92055">
                <text>dziecko - zwyczaje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92057">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5576</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92058">
                <text>Jak zwracają się do siebie 'kmotry'?II/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92059">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.9 :Zwyczaje, obrzędy i wierzenia urodzinowe cz.1: Zwyczaje, obrzędy i wierzenia związane z narodzinami i wychowaniem dziecka, pod red.nauk.Zygmunta Kłodnickiego i Agnieszki Pieńczak, s.271</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92060">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.9: Birth-related customs, rituals and beliefs part I: Customs, rituals and beliefs relating to birth and upbringingl</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92061">
                <text>Kopp, Przemysław</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92063">
                <text>Agnieszka Pieńczak (kier.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92065">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92067">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92069">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92071">
                <text>Uniwersytet Śląski</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92073">
                <text>Uniwersytet Wrocławski</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92075">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92077">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92079">
                <text>4. J a k zwracają się do siebie kmotry?,

II

Opracował Przemysław Kopp

Objaśnienie znaków:
Kmotry odnoszą się do siebie: 1 — per „wy", 2 — per „kumo, chrzestny, krzesny, krzesna, potku, po—
tko", 3 — per „pan, pani", 4 — inne odpowiedzi, 5 — brak tradycji, 6 — brak odpowiedzi.
Uwagi:
1. Punkty z pionową kreską oznaczają informacje pochodzące od ludności napływowej (przesie­
dleńcy z Kresów Wschodnich i osadnicy z różnych rejonów Polski).
2. Mapę opracowano na podstawie badań terenowych prowadzonych w latach 70. X X wieku przez
Pracownię Polskiego Atlasu Etnograficznego.
3. Mapa obejmuje przekonania znane przez informatorów indagowanych w latach 70. X X wieku.
Mapę opracowano na podstawie odpowiedzi na pytanie zawarte w kwestionariuszu PAE nr 7,
Zwyczaje, obrzędy i wierzenia urodzinowe, oprac. Józef Gajek:
X. Kum, kuma, kumostwo, kumowanie w ludowych zwyczajach urodzinowych
47. Jak odnoszą się do siebie "kmotry": per "ty", po imieniu, per "kumie", "kmotrze" lub podob­
nie? jak? (zapisywać w cudzysłowie całą formułę).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7702" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7682">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fbe91a64b851e7b68816f4e43b7947a8.pdf</src>
        <authentication>1585ddc573b31dc50f59a66e7fdcc859</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91996">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91998">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92000">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92002">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92005">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92007">
                <text>dziecko - zwyczaje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92009">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5575</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92011">
                <text>Jak zwracają się do siebie'kmotry'? I/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92013">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.9 :Zwyczaje, obrzędy i wierzenia urodzinowe cz.1: Zwyczaje, obrzędy i wierzenia związane z narodzinami i wychowaniem dziecka, pod red.nauk.Zygmunta Kłodnickiego i Agnieszki Pieńczak, s.270</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92014">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.9: Birth-related customs, rituals and beliefs part I: Customs, rituals and beliefs relating to birth and upbringingl</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92015">
                <text>Kopp, Przemysław</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92016">
                <text>Agnieszka Pieńczak (kier.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92018">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92019">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92020">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92021">
                <text>Uniwersytet Śląski</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92022">
                <text>Uniwersytet Wrocławski</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92023">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92025">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92031">
                <text>3. J a k zwracają się do siebie kmotry? I
Opracował Przemysław Kopp
Kierownictwo naukowe Agnieszka Pieńczak

Objaśnienie znaków:

Kmotry odnoszą się do siebie: 1 — per „ty", 2 — po imieniu, 3 — brak tradycji, 4 — brak odpowiedzi.
Uwagi:
1. Punkty z pionową kreską oznaczają informacje pochodzące od ludności napływowej (przesie­
dleńcy z Kresów Wschodnich i osadnicy z różnych rejonów Polski).
2. Mapę opracowano na podstawie badań terenowych prowadzonych w latach 70. X X wieku przez
Pracownię Polskiego Atlasu Etnograficznego.
3. Mapa obejmuje przekonania znane informatorom indagowanym w latach 70. X X wieku.
Mapę opracowano na podstawie odpowiedzi na pytanie zawarte w kwestionariuszu PAE nr 7,
Zwyczaje, obrzędy i wierzenia urodzinowe, oprac. Józef Gajek:
X. Kum, kuma, kumostwo, kumowanie w ludowych zwyczajach urodzinowych
47. Jak odnoszą się do siebie "kmotry": per "ty", po imieniu, per "kumie", "kmotrze" lub podob­
nie? jak? (zapisywać w cudzysłowie całą formułę).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6648" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6628">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4342904c3fc2ee33528ff59cde3d31c2.pdf</src>
        <authentication>7e0dd6d87036fe342c8cba891911cf75</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79255">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2715</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79256">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79257">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79258">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2526</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79259">
                <text>Jak żywy? Końska dawka hiperrealności1 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79260">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.161-163</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79261">
                <text>Grębecka-Ćwiek, Zuzanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79262">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79263">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79264">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79265">
                <text>Jak żywy? Końska dawka
hiperrealności
1

Z u z a n n a Grębecka-Ćwiek

Koń, jaki jest, każdy widzi. Każdy widzi, jaki jest ogrodo­
wy koń arabski z betonu (il. 1 i 2). Jest „jak żywy, a tańszy."
Każdy widzi, jaki jest wypchany koń Katarzyny Kozyry z jej
pracy dyplomowej Piramida zwierząt - „wypchane zwierzę,
które ma wyglądać «jak żywe»" jak mówi prof. Grzegorz
Kowalski, promotor Kozyry (il. 3). Jak widać oba te konie łą­
czy - poza oczywistą przynależnością do tego samego gatun­
ku biologicznego - ich mimetycznośc. Choć oba są martwe,
mają sprawiać wrażenie żywych. Przy czym każdy jest mar­
twy na swój sposób. Koń Kozyry byl kiedyś żywą istotą. Od­
dajmy znów glos prof. Kowalskiemu: „Istotną funkcją tego
przesłania jest ukazanie relacji między czymś, co było żywe,
a jest martwe i co występuje w postaci tego naturalnego, naturalistycznego zwierzęcia, które wydaje się tym bardziej
martwe, że wygląda jak żywe." Ogrodowy koń arabski jest
martwy z natury rzeczy, martwy martwotą materii, z której
został wykonany. W końcu jest tylko zmutowanym krasnalem
ogrodowym.
2

konia? Odpowiedź: nie, ponieważ nie uzasadnia tego istotna
potrzeba." Zdaniem krytyków koń Kozyry został wypchany
bez istotnej potrzeby, nie może przynieść żadnego pożytku.
Zygmunt Bauman w Wieloznaczności nowoczesnej pisze
0 tendencji do sytuowania zwierząt nie przynoszących pożyt­
ku w obrębie natury: „Nieprzeparta wola ludzkości jako
«władcy wszechrzeczy» i przysługujące jej wyłączne prawo
nadawania mocy znaczeniom i ustalania norm tego, co dobre,
czyni «Naturą» wszystko, czemu podobnego prawa
odmówiono. A więc (...) zwierzęta, które znoszą zbyt mało
jaj lub mają nie dość duże wymiona, «aby przynieść pożytek»." Jeśli tak, to mimo że koń Kozyry został kulturowo
przetworzony, że stał się znakiem, jako zwierzę niepotrzebne
wróci pośmiertnie do natury.
8

9

3

Koń jaki jest, a martwy
Mimo że na Piramidę składają się cztery zwierzęta - koń,
pies, kot i kogut - piszę tylko o koniu dlatego, że w świado­
mości społecznej Kozyra funkcjonuje jako „ta od wypchane­
go konia". Zgadzam się tu z Arturem Żmijewskim, który tłu­
maczy to tak: „Zdychanie konia to przykrość dla człowieka,
który rzutuje na zwierzę swoje własne stany. Gra tu więc ro­
lę swoiste utożsamienie się ze zwierzęciem. A trudno prze­
cież rzutować swoje stany na karaczana, a tym bardziej utoż­
samiać się z nim. To nas boli, co równe nam (plus-minus)
wielkością."
W rozumieniu krytyków Kozyry, koń przez nią wypchany
zginął bez żadnego racjonalnego powodu. Maciej Iłowiecki
nazywał to „zabijaniem dla zabawy" , Xymena ZaniewskaChwedczuk „zabijaniem dla dekoracji." Kozyra odpowiada:
„Zarzucano mi, że bawię się w śmierć. Ja tego nie robiłam na
zimno. Warunkiem naszego istnienia, naszej egzystencji, są
śmierdzące flaki. Unicestwianie jest narzędziem bycia, jest
warunkiem istnienia komfortu dla rozważania egzystencjal­
nych problemów, pozwala na luksus filozofii. To chciałam
sprawdzić, zobaczyć ten najniższy poziom - zabijanie, to, że
trzeba sobie przy tym łapy uwalać, że to śmierdzi, że jest ba­
braniem się we flakach" . Z kolei prof. Kowalski broniąc Pi­
ramidy tak przedstawia sposób rozumowania krytyków: „Py­
tanie: czy jest etyczne zabicie konia, żeby zrobić z jego skóry
np. torebki damskie, a z mięsa odżywki dla psów i kotów?
Odpowiedź: tak, ponieważ jest to uzasadnione istotną potrze­
bą. Pytanie: czy jest etyczne zabicie konia, aby z jego skóry
wykonać rzeźbę, wobec której widz zapyta - po co śmierć
4

5

6

7

Koń jaki jest, a tańszy
Ogrodowy koń arabski jest wzorowany na blaszanym ko­
niu zdobiącym budynek dawnej lecznicy dla zwierząt przy ul.
Kopernika 22 w Łodzi. W roku 1995 został odremontowany
za pieniądze zebrane w wyniku akcji „Koniu wróć, czeka
Łódź!". Jak mówi właściciel firmy przeprowadzającej remont
Janusz Podleśny: „Udało mi się wygrać przetarg na remont
konia. Podejrzewam, że dzięki temu, że zaproponowałem
Urzędowi Miasta Łodzi jedną replikę konia gratis." Replika,
szarego koloru, stała początkowo w korytarzu magistratu, na
trzecim piętrze przy Wydziale Urbanistyki, Architektury
1 Budownictwa. Następnie została sprzedana na licytacji pań­
stwu Rafalskim. Stoi na trawniku ich rezydencji. „Ten ogród
urządziłem specjalnie dla konia - Rafalski pokazuje zadbany
trawnik, otoczony 60 odmianami ozdobnych krzewów. Wie­
czorem posąg podkreśla reflektor." Janusz Podleśny zaczął
produkować kopie konia na sprzedaż. Podobno najlepiej
sprzedają się te w kolorze szary metalik i gniadym. Warsza­
wiacy mogą obejrzeć konia arabskiego w firmie Adax przy
wyjeździe w stronę Lublina i Terespola. „Sprzedaję dużo kra­
snali - mówi właściciel. - Dobrze szli gipsowi kelnerzy i kel­
nerki, kucharze i murzyńska orkiestra. Najwięcej klientów in­
teresuje się tym koniem, ale on nie jest na sprzedaż."" Tym­
czasem zgodnie z informacją uzyskaną przeze mnie 31 VIII
1998 od sprzedawczyni z firmy Adax, konia arabskiego moż­
na kupić za 2500 zł (przecena z 5000 zł). Chętnych, jak do­
tąd, nie było.
Dlaczego ktoś miałby chcieć postawić sobie w ogródku
pomnik konia arabskiego? Jak mówi jeden z posiadaczy, „to
taki krasnoludek, tyle że przyjemniejszy. (...) Krasnoludka
bym tu nie postawił. A tak mogę się pochwalić, że mam re­
zydencję z koniem." Cóż, krasnal to zwykły kicz, „miły
kicz ogrodowy" , jak go nazywa A. Moles w Kiczu, czyli
10

11

12

14

13

161

�sztuce szczucia. Dlaczego mały kiczowaty krasnal przera­
dza się w wielkiego kiczowatego konia? Trzeba pamiętać,
że, jak piszą Wojciech Burszta i Krzysztof Piątkowski:
„kicz to pewien sposób wyrażania i ujmowania jakichś' tre­
ści." Jakie treści niesie ze sobą koń arabski? Przede wszy­
stkim jest - obok mercedesa, jachtu i kolii z diamentów symbolem luksusu i bogactwa. Arystokracja, polowania,
wyścigi w Ascott, na które damy koniecznie muszą przy­
chodzić w kapeluszach, a dżentelmeni w cylindrach, Crystal
Carrington hodująca hobbystycznie konie - to świat konia
arabskiego. Tego wszystkiego można dotknąć, kupując
ogrodowego konia arabskiego, który jest przecież „jak żywy
- a tańszy". Poprzez związek metonimiczny właściciel ko­
nia staje się uczestnikiem świata luksusu. Ale, jak się oka­
zuje, aby było to możliwe, trzeba już pewnym wyjściowym
prestiżem dysponować. Tak przynajmniej rozumuje produ­
cent koni. „Każdego chętnego pytam, gdzie ustawi posąg.
Jak słyszę, że na działce o powierzchni 500-800 metrów,
mówię, że pan Warikoff by sobie nie życzył. Musi być re­
zydencja." A jeśli nie ma się rezydencji, musi wystarczyć
krasnal ogrodowy, który może służyć ozdobie, ale prestiżu
nikomu nie podniesie.
Jeśli żywy koń jest przede wszystkim wyznacznikiem
statusu, więc ma znaczenie symboliczne, to identyczny (lub
pozornie identyczny) w symbolice koń z betonu jest po pro­
stu lepszy. Tak jak z amerykańskimi muzeami figur wosko­
wych, opisanymi przez Umberto Eco: „Filozofia właściwa
dla Palace nie głosi: «Pokazujemy wam reprodukcję, żeby
zachęcić was do obejrzenia oryginału», lecz «pokazujemy
reprodukcję po to, abyście nie odczuwali potrzeby obejrze­
nia oryginału»." Dajemy wam kopię, abyście nie potrzebo­
wali żywego konia. Nasz jest lepszy - „jak żywy, a tańszy".
A żywe konie niech pozostaną razem z Tasadajami w spe­
cjalnie dla nich sztucznie podtrzymywanym rezerwacie rze­
czywistości .
16

17

18

19

20

Koń. Jaki jest?
Oba konie mają być jak żywe. Ale czy w tym samym sen­
sie? I czy w tym samym celu? Koń Kozyry był niegdyś ży­
wym zwierzęciem, obecnie kontynuującym swój żywot jako
rzeźba powstała po wypchaniu końskiej skóry. Po co powsta­
ła ta rzeźba? Prof. Kowalski tak o tym mówi: „Piramida
zwierząt jest dziełem poświęconym śmierci w uniwersalnym
znaczeniu. Stąd środki artystyczne: wypchane zwierzę, które
ma wyglądać «jak żywe», wywołuje silniejsze wrażenie
śmierci niż wyrzeźbione." Aby Kozyra mogła mówić
o śmierci, jej koń musiał rzeczywiście sytuować się w opozy­
cji życie-śmierć. Musiał być naprawdę niegdyś żywy - dziś
martwy, a nie tylko to sugerować. We wszystkich działaniach
Kozyry wokół Piramidy widać dążenie do prawdy. Sama ar­
tystka tak o tym mówi: „Niczego nie zafałszowałam, nie za­
kłamałam. (...) Sztuka nie może być tylko zabawą klockami.
Wtedy nie ma sensu. Robiąc to, co robię, jestem pewna, że
mam rację. U mnie nie ma nic dla picu, to nie jest udawanie.
U mnie to naprawdę było ze śmiercią." Warto tu dodać, że
tworząc swoją Piramidę zwierząt Kozyra była chora na raka
- musiała mieć więc do śmierci stosunek bardzo osobisty a koń, którego wybrała, był, podobnie jak ona, rudy i miał na
imię Kasia . Z kolei Artur Żmijewski uważa, że „Kozyra ba­
da własne możliwości (jeśli chcę, zabijam)" . Tymczasem
właśnie w tym miejscu wszystko okazuje się iluzją. Kozyra
wcale nie zabija konia. Ona kupuje konia, który i tak był
21

22

23

24

162

przeznaczony na rzeź, więc to wcale nie ona wydała na niego
wyrok śmierci. Koń zostaje uśpiony przez specjalistę. Kozy­
ra nie zabiła konia - ona zdecydowała tylko, gdzie i w jaki
sposób zostanie on zabity. W ten sposób stała się sprawczy­
nią śmierci tylko trochę bardziej niż każdy, kto kupuje kaba­
nosy. Jej zamiar prawdziwego dotknięcia śmierci zrealizował
się w pełni - paradoksalnie - w świadomości tych wszyst­
kich, którzy ją krytykują, zarzucając jej własnoręczne mordo­
wanie zwierząt. W ten sposób jej dzieło zaistniało w pełni
w świecie gazetowej fikcji, nie w rzeczywistości.
Ogrodowy koń arabski nigdy nie był żywy - od początku
jest jak żywy. Jest nawet lepszy, bo tańszy. Nie podszywa się
pod rzeczywistość, nie udaje, że jest czymś więcej niż pomni­
kiem. Oszukuje w inny sposób, mianowicie sugerując, że po­
mnik konia może dać właścicielowi tyle samo, co żywy koń.
Ale oszukuje z intencją, że oszustwo stanie się wkrótce praw­
dą. Jest to fikcja, która próbuje wyrugować rzeczywistość.
Baudrillard pisze o replice groty Lascaux: „Nie jest wyklu­
czone, że ze świadomości przyszłych pokoleń zniknie nawet
pamięć o grocie autentycznej, bo już i teraz nie ma między ni­
mi różnicy: podwojenie wystarczy, aby obie uznawać za
sztuczne." Koń ogrodowy marzy o czymś podobnym na
miarę swych betonowych możliwości. Skoro, będąc tylko po­
mnikiem, może symbolizować to samo, co koń żywy, a jest
mniej kosztowny i kłopotliwy, to po co kupować prawdziwe­
go konia - zdaje się pytać. Podobnie jak w przypadku amery­
kańskich reprodukcji historycznych obiektów w naturalnych
rozmiarach, o których pisze Eco, „główną intencją (...) jest
dostarczenie «znaku», który nie ma jednakże uchodzić za
znak: dąży on bowiem do stania się rzeczą, do unicestwienia
dystansu między nim a punktem odniesienia, do eliminacji
mechanizmu substytucji." Oczywiście taki koń może zado­
wolić tylko niektórych - tych, którzy chcąc uczestniczyć
w lepszej rzeczywistości tanim kosztem, kupują biżuterię
z Jablonexu zamiast prawdziwych klejnotów. Koneser woli
mieć żywego konia arabskiego. Ale taki koneser jest przeżyt­
kiem. Dlatego na niego również czeka miejsce u Tasadajów
w rezerwatach rzeczywistości.
25

26

* * *
W powieści Dzień szarańczy Nathanaela Westa można
znaleźć opis czegoś, co jest syntezą obu opisywanych tu ko­
ni. „Ułożona z płaskich kamieni ścieżka, wciśnięta między
szpaler oleandrów, prowadziła na brzeg zagłębionego w zie­
mi basenu. Na jego dnie w pobliżu głębszego końca Tod do­
strzegł jakąś czarną bryłę.
- Co to jest? - spytał.
Pani Schwartzen trąciła stopą wyłącznik ukryty pod ja­
kimś krzakiem i cały rząd zanurzonych w basenie reflekto­
rów rozświetlił zieloną wodę. Bryła okazała się zdechłym ko­
niem, a raczej realistyczną imitacją końskiego trupa, wielko­
ści naturalnej. Nogi sterczały sztywne i proste, brzuch był po­
twornie rozdęty. Głowa w kształcie młota leżała przekrzy­
wiona, z pyska wyszczerzonego w męce konania zwisał cięż­
ki, czarny język.
- Czyż to nie cudowne? - wykrzyknęła pani Schwartzen,
klaszcząc w ręce i podskakując radośnie jak mała dziewczyn­
ka." Sztuczny trup konia. Nigdy nie był żywy - od począt­
ku jest martwy. Jest jak martwy. Oto nowa, hiperrealna pro­
pozycja dla artystów, którzy chcą iść w ślady Katarzyny Ko­
zyry. Są flaki, a i sztuczny smród można pewnie zamówić.
Ogrodowy trup arabski. Jak martwy! A tańszy!
27

�BIBLIOGRAFIA:
Baudrillard Jean
1998
Precesja symulakrów, w: Postmodernizm. Antologia przekładów,
red. Ryszard Nycz, Warszawa
Bauman Zygmunt
1995
Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna, War­
szawa
Burszta Wojciech, Krzysztof Piątkowski
1994
O czym opowiada antropologiczna opowieść, Warszawa
Umberto Eco
1996
Podróże do hiperrealności,
w: Semiologia życia codziennego,
Warszawa
Gaszyński Stanisław Piotr
1993
Piramida nieporozumień, „Przegląd Akademicki", nr 18
Gnacikowska Wioletta
1998
Pegaz jako krasnoludek, „Gazeta Wyborcza. Magazyn", nr 35
Iłowiecki Maciej
1993
list do redakcji, „Życie Warszawy", 17 V I I I

Kowalski Grzegorz
1993
Po cholerę toto tyje?, „Wprost", nr 37, s. 73 (odpowiedź na arty­
kuł Aleksandry Jakubowskiej pod tym samym tytułem, zamie­
szczony we „Wprost" nr 35/1993);
1995
Z wiaderkami, świńskim truchtem... (wywiad z Katarzyną Kozy­
rą przeprowadzony przez Artura Żmijewskiego), „Magazyn Sztu­
ki", nr 1
Moles Abraham
1978
Kicz, czyli sztuka szczęścia. Studium o psychologii kiczu. Warsza­
wa
West Nathanael
1994
Dzień szarańczy, tłum. Maria Skibniewska, Poznań
Zaniewska-Chwedczuk Xymena
1993
list do redakcji, „Gazeta Wyborcza", 18 V I I I
Żmijewski Artur
1995
Piętrowy tanatoid. O pracy Katarzyny Kozyry, „Magazyn Sztu­
k i " , nr 1

PRZYPISY
1

Artykuł niniejszy jest rozszerzoną wersją referatu wygłoszonego
podczas studenckiej sesji w Lanckoronie w dniach 13-14 V I 1998 noszą­
cej tytuł Przedmioty, podróże, miejsca mityczne.
Grzegorz Kowalski, Po cholerę toto żyje?, „Wprost", nr 37/1993,
s. 73 (odpowiedź na artykuł Aleksandry Jakubowskiej pod tym samym
tytułem, zamieszczony we „Wprost" nr 35/1993).
Cytat za: Stanisław Piotr Gaszyński, Piramida
nieporozumień,
„Przegląd Akademicki", nr 18/1993, s. 27
Artur Żmijewski, Piętrowy tanatoid. O pracy Katarzyny Kozyry,
„Magazyn Sztuki", nr 1/1995, s. 13-15
Maciej Iłowiecki,,Życie Warszawy", 17 V I I I 1993.
Xymena Zaniewska-Chwedczuk, „Gazeta Wyborcza", 18 V I I I
1993.
Z wiaderkami, świńskim truchtem... (wywiad z Katarzyną Kozyrą
przeprowadzony przez Artura Żmijewskiego), „Magazyn Sztuki",
nr 1/1995, s. 20
Grzegorz Kowalski, dz. cyt., s. 73
Zygmunt Bauman, Wieloznaczność
nowoczesna,
nowoczesność
wieloznaczna. Warszawa 1995, s. 61
Wioletta Gnacikowska, Pegaz jako krasnoludek, „Gazeta Wybor­
cza. Magazyn", nr 35/1998, s. 22
Tamże., s. 23
2

I

4

5

6

7

8

9

1 0

I I

12

Por. tamże, s. 22-23
Tamże, s. 23
Tamże, s. 23
Abraham Moles, Kicz, czyli sztuka szczęścia. Studium o psycholo­
gii kiczu, Warszawa 1978, s. 74
Wojciech Burszta, Krzysztof Piątkowski, O czym opowiada antro­
pologiczna opowieść, Warszawa 1994, s. 116
Aleksander Warikoff jest właścicielem łódzkiej kamienicy, na któ­
rej stoi blaszany koń.
Tamże, s. 20
Umberto Eco, Podróże do hiperrealności, w: Semiologia życia co­
dziennego, Warszawa 1996, s. 29
Por. Jean Baudrillard, dz. cyt., s. 182-183
Grzegorz Kowalski, dz. cyt., 73
Z wiaderkami, świńskim truchtem..., dz. cyt., 20
Por. tamże., s. 19 i Stanisław Piotr Gaszyński, dz. cyt., s. 26
Artur Żmijewski, dz. cyt., s. 13
Jean Baudrillard, Precesja symulakrów, w: Postmodernizm. Anto­
logia przekładów, red. Ryszard Nycz, Warszawa 1998, s. 185
Umberto Eco, dz. cyt., s. 15
Nathanael West, Dzień szarańczy, tłum. Maria Skibniewska, Po­
znań 1994, s. 27
11

14

15

16

17

1 8

19

2 0

2 1

22

2 5

2 4

2 5

2 6

2 7

O Z D O B Ą TWOJEJ

POSIADŁOŚCI

163

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6374" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6354">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/452ed7942af0e398f0a1810629099180.pdf</src>
        <authentication>e0a876158b1810eb71ea8232be5092c7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75958">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2305</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75959">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75960">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75961">
                <text>James Clifford, Problemy kultury / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75962">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75963">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75964">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75965">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75966">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75967">
                <text>Zbigniew Benedyktowicz

JAMES CLIFFORD, PROBLEMY KULTURY
Dwudziestowieczna Etnografia, Literatura i sztuka
(Harvard University Press, Cambridge, Mass and London 1988)

O książce Jamesa Clifforda - profesora Uniwersytetu Kalifor­
nijskiego w Santa Cruz, związanego z programem badań historii
świadomości prowadzonych w tym ośrodku - Clifford Geertz
napisał, że jest oryginalna i niemal jedyna w swoim rodzaju, a jej
autor należy do tych nielicznych osób, które potrafią połączyć
historię z literaturą i antropologią. Stwarza ona, zdaniem Geertza,
i wprowadza nowe perspektywy do badań nad kulturą, których
nie byłaby nigdy zdolna osiągnąć antropologia sama z siebie.
Etnografia jest tu rozpatrywaną bardzo szeroko i w ścisłym
kontekście literatury i sztuki XX wieku. Etnografię pojmuje
Clifford w sposób bardzo ogólny jako część zachodnio-europejs­
kich wizji i praktyk dotyczących innych kultur. Dla Clifforda
współczesna etnografia to nie tylko akademicka praktyka nie
dająca się oddzielić od antropologii, ale bardziej rozlegle są to:
„odmienne sposoby myślenia i pisania o kulturze z punktu
widzenia uczestniczącej obserwacji", to kondycja „bycia na
zewnątrz i w środku", to „stan bycia i tkwienia w kulturze podczas
gdy patrzy się na kulturę, to forma osobistego i kolektywnego
samokształtowania się". W związku z tym padają tu też i inne
określenia: „Etnografia to hybrydyczna aktywność, która pojawia
się jako pisanie, kolekcjonowanie, jako modernistyczny kolaż,
jako imperialna siła, jako wywrotowa krytyka", krótko mówiąc to
sposób podróżowania, sposób dochodzenia i przenikania do
odmiennego świata. Analizując kulturowe praktyki takie jak
antropologia, pisarstwo podróżnicze, kolekcjonowanie, muzeal­
ne wystawy sztuki prymitywnej, plemiennej, Clifford ukazuje jak
autorytatywne relacje o innych sposobach życia były częstokroć
przypadkowymi fikcjami, i jak obecnie w postkolonialnym kon­
tekście są poddawane zakwestionowaniu i kontestacji. Podjęta
przezeń krytyka stawia pytania o autorytet etnografii, o to kto ma
ów autorytet, by wypowiadać się o tożsamości jakiejś grupy, lub
autentyczności kultury? Co stanowi istotne elementy kultury
i gdzie przebiegają granice kultur. Jak zderza się poczucie siebie
i innego w spotkaniu jakiego dostarcza etnografia, podróż,
i współczesne interetniczne relacje? Podejmując dyskusję nad
etnografią, surrealizmem, muzeami i sztuką prymitywną Clifford
podaje próbie globalną współczesność. Pokazuje jak współczes­
na kultura jest obecnie w mniejszym stopniu miejscem źródeł
i zakorzenienia a bardziej translacją, przekładaniem i przeszcze­
pianiem. Tym co najbardziej frapujące w książce Clifforda moim
zdaniem to podejście do historii współczesnej etnografii i spoj­
rzenie na nią z punktu widzenia krytyka literatury, odkrywanie
przyliterackiego, twórczego i artystycznego wymiaru etnografii.
Clifford bowiem patrzy na dzieła naukowe etnografii tak jak na
dzieła literackie, pisarskie (jest to zrozumiałe tym bardziej, że
omawiając etnografię w kontekście życia artystycznego, literatury
i sztuki pokazuje jak wielu autorów etnografów brało w nim
aktywny udział, współtworzyło jego nastrój, atmosferę). Przy­
glądając się dziełom etnograficznym jako „konstruowanym pra­
w d o m " , „fikcjom" i zestawiając te fikcje (co nie oznacza wcale by
były one fałszywe, Clifford podkreśla mocno, że mamy tu do
czynienia z „poważnymi fikcjami") odnosi je do zastosowanych
10

strategii badawczych w doświadczeniu terenowym, strategii
autoryzowania i uprawomocniania interpretacji wykorzystanych
źródeł, strategii doboru informatorów. Taka analiza pozwala
rozważać problematykę autorytetu i reprezentacji w etnografii.
W części I zatytułowanej Dyskursy rozstrząsa i omawia Clifford
strategie pisania i reprezentacji w etnografii począwszy od okresu
natężonego kolonializmu (1900) poprzez postkolonializm i neokolonializm po 1950 r. Część II Przemieszczenia przedstawia
etnografię w jej związkach z awangardą w sztuce i krytyce
kulturowej, z praktyką stosującą modernistyczne procedury kola­
żu izestawień. Część III poświęcona jest Kolekcjonowaniu sztuki
i kultury, historii tego co plemienne, pierwotne i współczesne
- Clifford omawia tu dwa konkurujące ze sobą podejścia w inter­
pretacji sztuki prymitywnej, podejście estetyzujące i podejście,
które akcentuje kulturowy wymiar dzieła sztuki, interpretujące go
przede wszystkim jako artefakt w jego naturalnym środowisku
kulturowym.
W części IV autor omawia dwa nie zachodnie przypadki
- „orientalny" i „plemienny" - identyfikacji kulturowej, po­
szukiwania własnej tożsamości, pokazując jak osaczone są one
przez pojęcia kontynuacji tradycji i integracji, jednoczenia „sie­
bie", podczas gdy zdaniem Clifforda (podchodząc do problemu
tożsamości etnograficznie) - tożsamość musi być zawsze zmie­
szana, relacjonalna - odnoszona do tego, co inne, własne
poszukująca.
Monika Sznajderman wybrała fragmenty z części drugiej, ten
krótki wybór nie oddaje w pełni gry znaczeń i wątków porusza­
nych w całej książce Clifforda, do których to wątków obok
ukazania i analizy różnych strategii pisarskich należy właśnie
problematyka tożsamości kulturowej. Clifford akcentując takie
zjawiska współczesności jak migracje, ruchliwość, rozwój środ­
ków masowej komunikacji zwraca uwagę na zacieranie się
ostrości dawnych pojęć takich jak „centrum" i „peryferie",
„ d o m " i „zagranica" na coraz większe niejasności związane
z poczuciem tożsamości polegające na coraz bardziej dojmują­
cym problemie wykorzenienia i na tym, że w coraz mniejszym
stopniu mamy do czynienia ze społeczeństwem opartym na
wspólnocie kolektywnej przeszłości a zmierzającym w większym
stopniu do kolektywnej przyszłości. Na tym tle błyszczy blaskiem
analiza zestawiająca dwa przypadki - „ d w u poliglotycznych
uciekinierów" i azylantów, którzy wnieśli wielki wkład w literatu­
rę i antropologię europejską ukazując w pełni dramat kulturo­
wego spotkania zadufanej w sobie cywilizacji europejskiej ze
społecznościami plemiennymi, analiza zestawiająca Josepha
Conrada (Jądro ciemności) z pracami Bronisława Malinows­
kiego (Argonauci... i dziennikiem prowadzonym podczas badań
terenowych, opublikowanym w 1967), w której Clifford rozwija
wątek „problemu prawdy i kłamstwa w kulturowym sensie".
Myślę, że do tej rzeczywiście niezwykłej i pasjonującej książki
Clifforda warto będzie nie raz jeszcze na naszych łamach po­
wrócić.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10302" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10280">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7722334f5599fd1380a2524423104602.pdf</src>
        <authentication>33433d45d31e1b878f8320367b8519ff</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122496">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4198</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122497">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122498">
                <text>1959</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122499">
                <text>Golis, Jan - rzeźbiarz ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122500">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3915</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122501">
                <text>Jan Golis, łowicki stolarz i rzeźbiarz/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1959 t.13 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122502">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1959 t.13 z.3 ;s.161-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122503">
                <text>Fryś, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122504">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122505">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122506">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122507">
                <text>Ewa

Fryś

JAN GOLIS, Ł O W I C K I
STOLARZ I R Z E Ź B I A R Z

Ryc. 1. Jan Golis
lińska. „Księżar.y

Charakterystyczne
do

zdobnictwa

tkaninie
cyfiką

i

dla

wycinance,

wyróżniają

kim

domenę

sce

sztuki

obróbką

kobiet.

Wśród

do

mężczyzn

prawie

czasem

nawet

Wyjątkowo
Łaźniki

rzezali

dużo

(powiat

takich

szewski,
krzyże
nie

który
i

zmarł

kapliczki.

znaleziono.

dobrych
larką,

w

do

okiennice,

żyło

we wsi

o którym p a ­

cieśli

1949 r . mając
żadnych

również

zajmujących

znanych

na

Konstanty R a ­

całą

w
się

75 l a t , robił
i c h wyrobów

Łaźnikaeh

okolicę,

—

Władysław

dzisiaj

Wojciech

scowej

architektury

j a k bogate
lowanie

Gajek;

elementów

i

czasach

żyjący

do

o n i do m i e j ­
zdobionych,

ganki, wiatrownice, czy dekoracyjne

sza­

węgłów.

Najsłynniejszym
•/. m i e j s c o w y c h
dzony

Wojtysiak

wprowadzili

sporo

sto­

j a k „Samowiak",

działający jeszcze p r z e d I w o j n ą ś w i a t o w ą , w
późniejszych

w

1873 r o k u ,

rzeźbił

i

niewiele.

Według

słów

Na

zaczął

większą

skalę

te zdo­

wtedy

jego

syna

maglownioa

—

t o i czasu

tworzyć

dopiero

przeznaczona

„inte­

n i e miał''.
po oże­

jego. dziełem
n a podarunek

d l a żony. N a s t ę p n i e w z i ą ł się d o upiększania

miesz­

kania,

drzwi,

wykonując
oraz

księżackie"

zdobione

serie

płaskorzeźbą

kredensów,

l u b „szafy

nazywanych

„półki

z k o n e w n i k i e m " . W t y m cza­

sie p r a c o w a ł t y l k o d l a r o d z i n y i najbliższych
mych.

Nigdy

nieważ,

j a k twierdzi

należycie

pracę,

n i e traktował

roku

niczego

syn, nikt

za w ł o ż o n ą

gospodarz,
W

n i e sprzedawał

1923, k i e d y

mianowicie:

densów
„całymi
w
mi

nocami

drzewie,

pędzić,

kilkoro

i inne meble.

tyle

nijak

której

„odkryła"
drzwi

Mówił

gotów
mnie

miałem

w

zresztą,

jako

Golisa

rzeźbionych,
j e j rzeźbiarz

byłem
ojciec
głowie

wycinać

Aniela
dorobek,
G kre­
o

upamiętnił"Zachwycona

interesującym

lentem

( r y c . 1), u r o ­

wystawie

regionalnej

pokazała

1943 r . B y ł s y n e m

rzystując

j e w urządzeniu

d o s n u n i e mógł z a ­
pomysłów,

że zasnąć
abyś

jego s a m o r o d n y m t a ­
wyroby

w Łowiczu
izby

sobie:

kozikiem

n i e dawały, j a k b y wołały do m n i e : chcemy,
Chmielińska

po­

n i e zapłaciłby m u

Chmielińska, m i a ł o n j u ż z a sobą p o w a ż n y
a

znajo­

na wsi,

zarobkowo.

najbardziej
w

małe

ramiona

Pasyjki

1900. P i e r w s z y m

był J a nGolis

zmarły

pracy na

zdobiąc

snycerską.

młodością,

nas

twórców

dekoracją

r e s o w a ł się w i ę c e j

kilku

równocześnie

się z

Chmie­

b y ł y s o b i e duże u z n a n i e w e w s i , a l e w ó w c z a s jeszcze

okiennice

osóbki".

podobnie

Jednak

Było

bogatą

z: A.

Chłopak rzeźbił

Chrystusa,

była

Najstarszy,

„różne osoby";

postacią

na roli

drzwi

mięć t r w a , n a z w i s k i e m P i e t r z a k , p r z e d o k o ł o 60 l a t y
wykonywał

krzyża

z

od pracy

„syncerów"

Łowicz).

krzyżyki

utrzymywał

Już j a k o m ł o d y

n i e n i u się, o k o ł o r o k u

ozdabiali

„święte

wio­

s a m również

samou­

—

m i e s z k a n i a , r o b i l i m e b l e , c z y też m a l o w a l i
a

całej

wszyst­

rolnika,

gospodarstwie.

o

stolarze

obrazów,

spe­

zainteresowanie

d r e w n a . W każdej

chwilach wolnych

ramy

stroju,

ludowej
przede

duże

i

w

regionalną

stanowią

rzeźbiarze

którzy w

wycinali

swoją

natomiast

opowiadają

kach,

które

twórczości

można

dekoracyjną

zamiłowanie

się n a j s i l n i e j

się n a t l e s z t u k i

Polski. T e dziedziny
zauważyć

Księżaków

przejawia

w 1928 r. (repr.
i ich
strój).

w

Golisa

na

1929 r . , w y k o ­

łowickiej. Były t a m

161

��kołyska

i

szafa

na

szła n a własność
pozostawała
kupywała
wiczu,
tanta

w

stałym

szereg

uznając

postacią.

w

na terenie
w

jubileuszowych,
miasta Łowicza,

plom

za

uznania

działalność

m.

i n . muzea

wicach. Otrzymywał
prywatnych,

(ryc.

innych

to

artystyczną.

W

wyroby
i

ze

nie

o d osób

żeber,

natomiast

skrzynię

rzeźbioną.

Około

roku

1937

na

analizować

serię

dzie­

W

ujęciu

postacie

Matki

przedstawiających
Boskiej

i

między

innymi

Bezpośrednio p r z e d w y b u c h e m
wojny
wyrabiał
Golis już t y l k o o z d o b n e „ ś c i a n k i d o k a l e n d a r z y "
(ryc, 2), w p o s t a c i a ż u r o w y c h p r o s t o k ą t n y c h p l a k i e ­
tek o zaokrąglonych brzegach, b a r w n i e m a l o w a n y c h .
Głównym a k c e n t e m w p l a k i e t k a c h jest orzeł h e r b o ­
w y , całą p o w i e r z c h n i ę zaś z a m y k a w i j ą c a się m i ę k ­
k o gałązka l a u r o w a . Z p o w o d u p o d e s z ł e g o w i e k u
brakowało s n y c e r z o w i
sił d o w y k o n y w a n i a
więk­
szych p r a c , n i e w y k o ń c z y ł n a w e t s k r z y n i , z a m ó w i o ­
nej k i l k a l a t w c z e ś n i e j .
Technika
Rzeźbił w

pracy

wykonanego

kosy.
na

którą

liniował

wał

przeznaczonej

do

dokładnie

powierzchnię

farbami

sosnowego
których

pracę

olejnymi.

i

oklejał

umieszczał

się stwierdzić,

czy

w

t y m celu

tyl­

z

zła­

ostrza

od

narysowania

zdobienia
i

symetrii. Po

płaszczyźnie,
poziomo,

wyrabiał

lipowymi

dekorację
korzystał

i

z

malo­
drewna

okładzinami,

snycerską.
z

co

wyrzeźbieniu

szklistym papierem
Meble

je

skomplikowana.

pionowo

m u zachowanie

wygładzał

była

własnoręcznie

Rozpoczynał

wzoru

ułatwiało

nie

desce l i p o w e j , u ż y w a j ą c

ko nożyka
manej

Golisa

na

Nie

udało

jakichkolwiek

wzor­

ników.

Pasyjki
stwo.

Można

koracyjną,
Przejawia
ża.

zasadniczo
w

która
się
z

zauważyć

widoczna

jest

to zwłaszcza

Pierwszy

podstawie

nich

wykazują

krzyżyk,

w

pewne

podobnie

fałdami

Różnice,
zwalają

s p o s o b i e ujęcia

osadzony

płaskorzeźbioną

w

postacią

krzy­

z

jakie

zupełnie

kształcił

fazę

ostatnią

głowa

rzeźbił

w

Druga

podobnie

bezpośrednio

kiedy

pełnej

wzorowana

na

na
po­

reprezentuje
nie

swojego stylu,

okresie

pasyjka

pomocą

węzłem

pasyjkami,

Golisa,

pe-

płytki

za

pierwsza

pełni

oraz

płaskiej

między

bez

wypadkach

schematycznie

twórczości

mo­
pier­

schematycznie,

charakterystycznym

twórczej.

ilustracji.

staranniej

gdy klatka

została

że

został

rzeźby n i e moż­

niewielkiej,

o n jeszcze w

granicę

nie

niewyraźnej

bardziej

zachodzą

sztywne,
i

obu omawianych

przypuszczać,

wcześniejszą

wy­

podczas

dojrzałości

była

prawdo­

dewocjonaliach

produkcji

fabrycznej.
Z

d w ó c h f i g u r C h r y s t u s a stojącego —

odkryta
pewny,

w

Łaźnikach,

Muzeum
nie

w

Łowiczu,
że

przypisać

twierdzać
dzących
figur

jest

t y l k o jedna,

autoryzowana

natomiast druga, przechowywana

strzegającą,

posiada

autorstwo
Golisowi.

rrrimo
między

jest

fałdów,

tymi

w

wszystkim

rzeźbom w y r a z

sukni,

wzdłuż
które

obu

wydłużenie

pionowym

zaznaczonych

hieratycznej

zacho­

wspólną

wybitne

jeszcze

się po*-

różnic,

Cechą

za­

hipotetycz­

t a zdaje

istotnych

sposób
zbiorach

uwagę

tylko

Hipoteza

pasie

w
w

metryce

rzeźbami.

spotęgowane
rytmicznie

w

można

pewnych

przede

przewiązanej

układem
całej,

nadaje

nie
obu

p o w a g i . Fałdy t e j e d n a k

r z e ź b i e z m u z e u m ł o w i c k i e g o ( r y c . 3) p o t r a k t o w a ­
zastały

(ryc.

5)

bardziej

—

dekoracyjny.

dizwonowatej

w

Matki

szaty

Bo­

jest

bo­

Postać

identycznie.

mostek

podczas

zaznaczonymi

biodrze.

ne

de­

Golisa.

nogi,
W

4).

dość

( r y c . 4)

wykonana

prawym

gdy

i

formie

rowków,

pasję

samą

meblach

w

płytkich

w

tę

jest

zaznaczony

postaci

żeber.

rizonium

podobień­

w

ciało

podstawie

kształtowana

bardzo
z

na

są r ę c e

zaznaczenia

postaci,

Rzeźb w y k o n a n y c h przez J a n a Golisa z n a m y b a r ­
dzo n i e w i e l e . Z a c h o w a ł y się z a l e d w i e t r z y p a s y j k i
i d w i e f i g u r k i C h r y s t u s a stojącego.

(ryc.

się

krzyża,

p o k r y t e są p o n a d t o

kończynach

ostatniej

delowane
siowa

Chrystusa.

w

łączy

Ramiona

u w y d a t n i o n y u k ł a d mięśni. D r u g i e j

powrócił d o r z e ź b y f i g u r a l n e j , , w y k o n u j ą c
figurek,

ma

boga­

Natomiast

potraktowana

wypadku

piersiowa

kolekcjonerki

więciu

została

pierwszym

publikowanej

dekoracji

roślinnym

od

pasyjce,

bardzo

krzyż.

meblową.

j a k poprzednio,

on

drugiej

oczy

względem

ornamentem

nieznanej

robił

pod

klatka

ze

się w
prawie

snycerką

główkami
krawędzie

odbiega

W

ilustracji

rzuca

barokowy

Kato­

w

o n również zamówienia

W

za­

ornamentu

nieostrej

pasyjka

Chrystusa

drugiej

Golisa

zdobiony,

gatym

dy­

z
5

profilowane

rocz­

z

Golisowi

szczegółach

i

profilowane

snycerskich. Golisa.

tylko

całkowicie

sław. N a

gwiazdkami

bogato

Chmielińską ,

trzecia

po­

W

prac

znanej

małymi

posiada

6).

przez

1935

popularną

związanych

Warszawie

za­
Ło­

reprezen­

drewnie

otoczoną

aniołków,

dla

Lwowa

np.

w

w

roku

bardzo

nadano

okresu międzywojennego

kupywały

za

i miejscowych

nicą założenia
połowie

sensie

t y m czasie w

piersia czołowych polityków
uroczystościach

rzeźbiarzem,

r e j o n u . Około
powiatu

skiej,

prze­

Chmielińska

do M u z e u m

pewnym
tego

Wykonywał

następnie

muzeum.

kontakcie z

sztuki

Golis

która

jego wyrobów
go

ludowej

był już

talerze,

miejscowego

swobodnie,

schematycznie
Biegną

jednakowych
układają

one

drugiej

element

t u równolegle

odstępach,
się

a w

jako
a

na

symetrycznie

dclnej

na

boki.

rzeźbie

wyłącznie
do

siebie,

krawędzi
Również

Ryc. 2. „Ścianka"
do kalendarza.
Wyk J . Golis.
Ryc. 3.
Chrystus
w cierniowej
koronie.
Wys. &gt; 33 cm. Wyk. prawdopodobnie
J . Golis.
Ryc.
4. Fragment
pasyjki
J . Golisa.
Wys. Chrystusa
16 cm.
Muz.
w Łowiczu.
Ryc. 5. Chrystus.
Wys. 45 cm Wyk. J . Golis
ok. 1934 r.
Ryc.
6. Pasyjka.
Wyk. J . Golis.
Wys. 62 cm. Muz. w
Łowiczu.

163

�Ryc. 7. Kredens
rzeźbiony
i malowany.
Wyk. J . Golis
w 1928 r. Muz. w Łouiiczu.
Ryc. 8. Skrzynia
rzeź­
biona. Wyk. J . Golis
w 1934 r. Ryc. 9. Fragment
lawy
zdobionej.
Wyk.
Franciszek
Szymczak
z
Bąkowa
ok. 1925 r.

�Ryc.
10. Bok skrzyni
(patrz
ryc.
8).
Wyk.
w 1934 r.

elementem
jący

z

ornamentalnym

szyi

przechodzi
równie

Chrystusa,

się

uważany

sukni.

Pewne

żyć w

s p o s o b i e ujęcia

Pomimo

za

podobieństwo

sobą

bem m o d e l o w a n i a .
chuje z n a c z n a

nie

wykończenie
i

surowość
jest

rzeźby

Różnica

w

pochodzą

przypuszczenie,
nym

rzeźby

opracowaniu
sposób bardzo&lt;

wcześniejsza
niu rodziny
stały
z

że

bardziej

p r y m i t y w n a rzeźba
od

więcej

w

precyzyjny
oby­

twórczości.
wysunąć

pod względem

technicz­

w

znajduje

Łowiczu

się

traktować

w

czasie,
jako

jest
zo­

rzeźbę

niewykoń­

czoną.
mebli

kredensy,

Golisa

na

które

pierwszy

zwracają

plan

uwagę

wysuwają
swoją

nie­

rozetek,
grzebieniu,

którego&gt;

motywem

ornamentem

dobnie

zakomponowanym.

układa

się o n w

polach,

zamkniętych

mymi

densie

z

wędzie

nastawy

bardzo

Poza

Łowicza

kwiatową.

od

i

7)

również

motyw

tylko

metryczna
tów

dwuosiowa

roślinnych.

mimo-,

iż

wyrastają ' z

splecionych
czek

w

ósemkę

natomiast

girland.

ozdobione

nieregularnym motywem
niką

Dekoracja
niejsza

trzeciego

i nieco

kredensu

bardziej

podstawy

drzwi­

snycerką —
tech­

jest

znacznie

skrom­

Forma

kwiato­
jest
lek­

podobnych

j a k poprzednio

wygiętych

chlarzy

wrzecionowatych,

listków, ułożonych w

pąki.

Również

na

podobne

grzebieniu

do wa­

wieńczącym

nastawę k r e d e n s u w i ć roślinną zastępuje słabo
woluta. Kredens

Pracę

nad

ten, w y k o n a n y

w

ulist-

1910 r o k u ,

wielobarwnie.

skrzynią

rozpoczął

Golis

w

1934 r .

( r y c . 8). W d e k o r a c j i j e j podział n a p o l a n i e j e s t w y ­

gałązek;

kwiatony

środek

pola

stron

szlakiem,

złożonym

kra­

z

trójkątnych

giem
metrii

ząbków

tulipana,

połówek
przebiega

w

rozet.

została
i

dolnej

w

rozmiesz­
układzie

mniejsze
otoczona

partiach

kompo­
z

zaś
w

przez

z

pośrodku

biegnących
kompozycji
środek

trzech

pionowych

umieszczonego'

Jedyna

pionowo

licowej

swobodnym

wypełniają

kre­

kwiatu

ścianie
dość

Całość

s y m e t r y c z n y k w i a t o ń o l a n c e t o w a t y c h liściach i k w i a ­

Obramowania

z

kwiatowe.

stanowi

kształt

n u z a n i k a zupełnie, p o m i m o że o r n a m e n t złożony

zycje

są

po­

przybierają

stylizowana.

Na

pokryte

za­
sy­

elemen­

bocznych,

łańcuszka w y k o n a n e g o

o

wszystkie

kom­

mazerowania.

zaakcentowany.

szybek

1928.

Muzeum

podstawy;

są — z a m i a s t

dwa

zwień­

roku
z

złożona z

wazonów,

czono

ażurowe

ten,

sposobach

ma p o l a c h

raźnie

zdobionej

w

kompozycja,

Kwiatony

prostokątnych
pozio­

w

kredens

drzwiczkach

polami

polichromowanym

obramowania
Główny

kredensu

PrzecWwagę

rozwinięte

tym w

(ryc.

podstawie
dwoma

Po­

się

na

cen­

Kredens

został

jest

układa

m i a s t wyraźnego k w i a t o n u występuje t u b o w i e m

roślinnym, p o ­

pionowych,

góry

kredensu).

stanowi

czenie n a s t a w y .

wicią

czterech

(szuflady

podstawy

Na

Łodzi.

niego

różni

nie jest m a l o w a n y

Łowiczu, trzeci w

herbowy.

wykonany

ornamentu

dują się w

Muzeum w

orzeł

do

niona

są o n e w y p u k ł y m

doniczki.

gałązka

z w y k l e bogatą dekoracją. Z e z n a n y c h n a m d w a z n a j ­
kryte

z

złożona

malowany,
który

wyrastający

elementów
polski

podobny

Łodzi,

ko

Wśród
się

w

na

jest

pozycji

posiada­

wykonane

t y m samym

wypadałoby

ce­

pozwala

rzeźbiarza. Jeżeli zaś o b i e

mniej

muzeum

róż­

sposo­

powierzchni,

okresu

z Muzeum

t e j , która

faliście

barwnie

głównie

w

jednego

się

Bardzo

wyraźnie;

wykonania

kształcie
samych

zauwa­

jeszcze

w
z

sposobie

w

tych

tralnym

i s t a r a n n i e w y g ł a d z o n a . T r u d n o - j e s t ustalić, c z y
dwie

być

tach
Z

brzegów

Podczas g d y pierwszą figurkę

druga m o d e l o w a n a

że

stóp.

podobieństw, o b i e
dość

zwisa­
fakt,

dłoni, m ó g ł b y

można

dłoni

wskazanych

między

łańcuch

gdyby

po w i e r z c h u złożonych

dobrze

nią się

stal

który,

rzeźbionej
J.
Golis

szere­
oś

sy­

płaszczyzny

265

�zdobniczej.
(ryc.

Ornament

10), złożony

na

węższym

z podobnych

tów, j e s t b a r d z i e j s z t y w n y
zuje

t u do

glownicy,

dekoracji

która

boku

skrzyni

nych

jak na licu

elemen­

również

i statyczny. Golis

wspomnianej

była

jednym

nawią­

poprzednio

z

jego

ma-

pierwszych

Wykonując

łóżko

d l a córki

ozdobił ' G o l i s

płasko­

boków, j a k o

najbar­

rzeźbą t y l k o j e d e n z dłuższych
dziej

widoczny.

podobnie

Wzór,

zakomponowany

j a k n a grzebieniach

tu

kredensów,

bardzo

przypomi­

n a też n i e c o ozdobę o k i e n k a n a d d r z w i a m i
wymi

do

domu

snycerza.

Od

akcentu

wejścio­

centralnego,

k t ó r y s t a n o w i u l u b i o n y p r z e z , n i e g o m o t y w orła, r o z ­
chodzą się s y m e t r y c z n i e
przypominający
Podobny

wykonanej
w

na boki

u l i s t n i o n e gałązki.

wy.

nieco

zwieszony

ornament

przez

dwie

Występuje
w

na

bo­

motyw,

dół pąk

kwiato­

znajdujemy

Golisa

esowate,

t u nowy
już

na

Wystawę

kołysce

Regionalną

3

najmniej

udanych wyrobów

zdobionych

Jana

G o l i s a należą d r z w i . J e d n e z n i c h , z n a n e t a k ż e z ł o ­
wickiej

wystawy ,

ozdobione

i

zostały

przez

nałoże­

n i e t o c z o n y c h półkolurnienek, płaskich k r ą ż k ó w i m o ­
tywów

w

kształcie

rzeźbiarz
gicznego
padku,

soczewki;

zakończył

odstępnym

orłem.

typową

wszystkie

d l a niego

założenia

kompozycyjnego.

na drzwiach zachowanych
przez

m e n t złożony

ze

elementy

W

d o dziś

postaci bardzo

w

domu

rodzinę Golisa, s p o t y k a m y o r n a ­
roślinnych,

wydłużonego, s y m e t r y c z n e g o

składającego

nych

szczegółów.
dekoracji

wy­

się z m a ł o

wyrobów

czytelnej

stolarskich

kwia­

masy

drob­

wykonanych

p r z e z G o l i s a w y r ó ż n i ć można s z e r e g c e c h , które skła­
się n a p e w i e n

twórcy.

Motywem

specyficzny
najbardziej

styl
dla

właściwy
Golisa

temu

charakte­

r y s t y c z n y m j e s t w i ć złożona z gęsto- o s a d z o n y c h
siebie

wrzecionowatych

listków,

z bardzo

znaczoną l u b w o g ó l e n i e w i d o c z n ą łodygą.

Występuje

on w k i l k u postaciach: j a k o t y p o w y , osadzony
z o n i k u kwiatoń, j a k o esowata
ściankach
sające

do

kalendarzy)

pnącze

o

bardzo

w

gałązka l a u r u

l u b też

wa­

(np. n a

jako- luźno

drobnych listkach.

rzeźbione p r z e z G o l i s a są z a z w y c z a j

zwi­

Kwiaty

promieniste, wie-

lopłatkowe, r a z t y l k o występuje k i e l i c h t u l i p a n u .
bionym

motywem

chętnie umieszczał
(np.
do

na

kredensach,

kalendarzy)

swoisty.
tywów
Pod

Golisa

tym

nie

orzeł

polski,

centralny

drzwiach,

interpretując

Poza

i

łóżku,

go

w

stosował

Ulu­
który

kompozycji

na

ściankach

sposób

bardzo

żadnych

względem
od

formy

mebli

meble

rozpowszechnionych

Księstwa

Łowickiego,

snycerką

i

malaturami.

sach —

poza

dekoracją

dodał

tylko do

n i e różnią

zostały
Na

one t y l k o
przykład

rzeźbioną
ogólnie

na

na

sposobie

densu

oraz

ment

jest

formy

dziej w y d a t n e zwieńczenie szczytu. K o m p o z y c j a

przez

w

spotęgowałaby

tu

wejściowych

Andrzeja

Golisa,

znamy

drewnianą
pewne

Golisa

tylko

kapliczkę.

podobieństwo

zdobienia, m . in.

ornamentu n a podstawie

jednak

znacznie

wprowadza

poza

motywy

nowością

tym

zwierzęce,

jest

laskowa-

umieszczone

przypominające

ozdoby

n a t e r e n i e Łaanik ganków p r z y d r z w i a c h

Gajek,

syn

agronomię
chłopiec

cieśli

Wojciecha

pracuje obecnie

bardzo

Gajka,

poza

Łażni-

się

snycer­

interesował

ką. N a u c z y ł s i ę rzeźbić o d o j c a , a l e p o d o b n o
też

chowane
wa

jedna

ustalonych

kompozycja

W

całości,

upierzenia

ptaka

wykazują
Rzeźbione

jedynymi
na

w

tej

pracy

oraz

d w i e p l a k i e t k i , z któ­

orła

polskiego,

wzorów,

druga

ostatniej

zwraca

bardzo

wykonanego
—

dekoracyjne

i

ciekawe

ujęcie

biegłość

techniczną

wykonane

pelikana

uwagę

dużą
sprzęty

obser­

J a n a G o l i s a . Za­

t o m i s t e r n i e w y c i n a n a , ażuro­

przedstawia

gnieździe.

te

technikę

jego w y r o b y

według
w

chętnie

r a m k a n a fotografie

rych

piskląt.

przez

ładna

rozwiązanie
Wyroby

autora.

Golisa

n i e są

t e g o r o d z a j u m e b l a m i , j a k i e spotkać

izbach

Księżaków

ma

rozpo­

d o domów.

Jako

wował

kre­

S a m orna­

prostszy,

nowe

pseudogotyckim,

szyby,

jego
Golisa

62 l a t a ,

widać
Jana

w

Andrzeja

p o t r a k t o w a n i u grzebienia.

wszechnionych

kami.

podkreślone

snycerzy

wyrobów

ozdobną

rozłożenia

obramowaniu

łowickich.

m e b l i , które

Pośród
w

moż­

używanych

większości

są

przez

pochodze­

n i a j a r m a r c z n e g o , zdarzają się dość często- p r z e d m i o t y
ozdobione

przez

j a k i e g o ś s a m o u k a snycerką

czy m a ­

l o w a n i e m . P r z y k ł a d o w o w y m i e n i ć t u m o ż n a łóżko ze
Strugienic,

zdobione

przez

miejscowego-

majsterka

Białasa, c z y ł a w k ę w y k o n a n ą p r z e z F r a n c i s z k a Szym­
czaka

z

Bąkowa

Górnego.

Łóżko

ze

Strugienic ma

n a dłuższym b o k u t a k s a m o j a k łóżko Golisa
r a c j ę rzeźbioną
listej

wgłębnie, symetryczną, w

gałązki, j e d n a k

środkowa,

znacznie

skromniejszą

podokiennej
wyższa

część

z

Bąkowa

oparcia,

rowaniem
motyw

nikłym

bar­

kopytnika.

niż pła­

(ryc.

i

płaską,

kwiatonem

Większość

polichromowaną

snycerski stanowi

tych

i

malowanych

tylko
na

j e s t ażu­

rzeźbą.

t u doniczka

dużymi

9)

przypadająca

przestrzeń ściany m i ę d z y o k n a m i , o z d o b i o n a
ny

deko­

f o r m i e fa­

Golisa.

ławie

lico­
orna­

i

charakterze

się

kreden­

ścianach

przyjętej

o

skorzeźby

wzbogacone
w

Z

j a k n p . sylwetkę psa. Drugą
nie

po­

twórczości J a n a Go­

mianowicie

kredensu

Golis

mo­

terenie

licowej

innych

1945 r . mając

kredens

dekoracji

W

Golisa

w

do stosowanego
w

a

Gajka.

zmarł

rzeźbiony
W

dwóch

wiosce,

Franciszka

który

zoo- i a n t r o p o m o r f i c z n y c h .

zasadniczo

wych

był

jako punkt

za­

ściany

między

bukiet kwia­

Możliwe, że p o l i c h r o m i a

n a działalność

rodzinnej

obok

słabo

bogaty

Należy wspomnieć o w p ł y w i e
lisa

Franciszek

drugim

dodatkowy,
boczne

-na u b r a n i e ,

pośrodku,

t o podobieństwo.

skończywszy

znanych już elementów

tami,

dają

jeszcze

gdzie

zębatą linią. S k r z y n i a G o l i s a n i e została

nie­

z

się

tów, a krawędzie
są w y r a ź n ą

jakiegoś l o ­

wicią

B r a k u j e t u wyraźnie

zamieszkałym

W

znajduje

Andrzej

Łowiczu .
Do

w

lami,

skrzyniach malowanych

dwupolowych,

wykończona.

dzieł.

gato

łowickich

Głów­

z

bardzo

nerkowatymi

liśćmi

i

mebli

rzeźbionych

m e n t u n a s k r z y n i n a s u w a p e w n e , dość o d l e g ł e zresz­

ł o w i c k i c h powstała p r z e d I w o j n ą ś w i a t o w ą i w okre­

tą, p o r ó w n a n i e

sie

166

z

kompozycją

malatur na tradycyj­

międzywojennym.

Były

to

czasy

największego,

�wręcz

żywiołowego

rozkwitu

w i c k i e j p o w i n n y iść r ó w n i e e f e k t o w n e
ją

wypełniają.

dukujące

metale

lowanymi
kajały

Tymczasem

bardziej

konawstwem

ośrodki

d l a użytku

skrzyniami, w

niejszego
Podczas

sprzęty,

które

stolarskie

pro­

w s i , poza

niewielkim

wyszukane

wnętrza
izby ło­

zdobnictwa

w Ł o w i c k i e m . W p a r z e z bogatą dekoracją

barwnie m a ­
stopniu

potrzeby

zaspo­

w

wpływu

Łowickiem

sunkowo
meble

n a obraz

gdy masowo

określony,

dużego

cechuje

widualnych

wypuszczający

artystycznej

z

warsztatu

działalności

Tego

rodzaju

sadzie

produkcja

„krótkich

serii",

snycerką

różnorodność f o r m , t y p o w a

d l a indy­

poczynań

artystycznych.

PRZYPISY

w

ciągu

całej

niż

kilka

Muzeum

w

2

J w . , r y c . n a s. 101.

oparta

n a za­

3

J w . , r y c . n a s. 103.

n i e mogła

wywrzeć

znacz­

4

J w . , r y c . n a s. 104.

kraju.

OBRZĘDÓW

i

N a koncie

stałą o r a z
nych

zmiennych,

osiągnięcie

t u przypomnieć

skiej,

na

której

czynnych
pokazano

niemal

lutym

dużej

na

całą

Lublinie nowa

skalę

było

100% (!)

wystawa

jakie

została

zmienna,

treścią

stanowiła

korzystania

nowych

pomysłów

cji, j a k również zastosowania

ośrodków

ludowych,
w

gdzie
dzie­

występowały.

otwarta

pracownikowi

naukowej.

ceramiki lubel­

odmian,

interesującą

starcza

niejedna

Lubelszezyźnie

n a t y m terenie
1959 r .

przygotowa­

wartości

ubiorów

do­

wystawę

których

wystawę

czy wystawę

stroju

sumiennie

reprezentowanych

wówczas

garncarskich,
dzinie

o

posiada

urządzoną

spośród

Wystarczy

muzealnych

osiągnięć

szereg n i e z w y k l e

wystaw

najbardziej

placówek

swych

stanowiła

w

Muzeum

która

poza swą

Ciekawą
w

próbę w y ­

zakresie

ekspozy­

możliwości, j a k i c h d o ­

muzeum

nowoczesna

tech­

nika.
Wystawa
ne

ilustrowała

Lubelszczyzny,

nym

zwyczaje

pokazane

doroczne

w wyborze

zarówno w a r u n k a m i l o k a l o w y m i ,

badań
mogli

Świderski.

LUDOWYCH

do grupy

ambitnych

skonale opracowaną i estetycznie

w

Jan

Warszawa

i ich strój.

1

mebli.

meblarska,

L u b l i n i e należy

dynamicznych

W

A . Chmielińska, Księżacy
1930, s. 100.

Reinfuss

WYSTAWA

w

styl,

d l a sto­

zdobione

pra­

Fotografował

Roman

stworzyły

plastycznej

n i e więcej

czy kilkanaście s z t u k z d o b i o n y c h

łowickiej.

charakterystyczny

obszaru

cujący — j a k G o l i s — w sposób p ó ł a m a t o r s k i , półzaswej

izby

skrzynie

łowiczan. W y ­

m e b l i o bogatszej d e k o r a c j i

z a j m o w a l i się w i ę c różni u t a l e n t o w a n i s a m o u c y ,
wodowy,

wnętrza

wyrabiane

z

tego

zakresu.

organizatorzy

magazynowych
statecznie
musiało

W

wystawy

Muzeum,

penetracją

konieczności
terenową,

podyktowa­
jak i

i

na

poprzedzone

prowadzoną

stanem

przez

stopniu
zasobach

zatrudnionych w Muzeum,

i

obszerną

opis

dokumentację

oraz

zapis

gnetofonowe
stów.

czy

t e n został

następnie

korzystany

przy

muje

obrzędów

niektóre
Z

urządzeniu

obrzędy

świąt

zimowych

dów,

serię

turoni,

oraz

odkryte

przy

styki

Ludowej

kiełek.
szafka
ku

wraz

współudziale

z

grupę

obej­
oraz

Sekcji

z trójkątnym

ligawek

Badania

Instytutu

Janowa

interesujących k u ­

związanych

szczytem,

otwarta

umieszczona

kolędnicza. W e w n ą t r z

z

Bożym

z

przodu

n a drąż­

niej

znajdują

się w d w ó c h k o n d y g n a c j a c h

figurki

krążące w

cu,

ubiory

wiejskie.

odziane

Zwyczaje
sikawek

w e współczesne
wielkanocne,

śmigusowych,
techniką

rozległą

rządzona

z

prócz

palm,

drewnianych
pisanki w y ­

u

i

skrobaną

wyróżniała

nawleczonych

poprzegradzanych

tań­

reprezentowały

woskową

których

Pla­

Sztuki maski

a także szopkę z

kompletem

przedmiotów

j a k gwiazda

tzw. Hero­

kolędniczych,

zasługuje n a u w a g ę

wśród

etno­

gwiazd

Państwowego

Wśród

Narodzeniem

która

dorocznych

związanych z o k r e ­

wystawiono

z a p u s t n y c h przebierańców,
Lubelskiego

tek­

umiejętnie w y ­

wystawy,

zwyczajów

c y k l u obrzędów i zwyczajów

sem

nagrania m a ­

śpiewanych

rodzinne.

kołatek,

zespół

i

rezul­

obiektów, a l e

obejmującą i c h

względnie

wygłaszanych

Materiał
cykl

obrzędów

ołówkowy

konane

niedo­

co dało w

t a c i e n i e t y l k o znaczną liczbę n o w y c h

wystawy

często

Przygotowanie

zostać

rodzin­

bowiem

bazować

szczupłych

metrykowanych.
z

małym

i

grafów

NA LU B E LS ZCZ Y Ź N I E

oraz

się kołatka

na d w a sznurki

nasady

krótkimi

seria
spo­

deseczek

kołeczkami

167

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10678" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10656">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ea7789d6399889a2ee2988a3b4c45548.pdf</src>
        <authentication>8a3a39f4b3d53b6ff9570ed1bc486ba4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127251">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4539</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127252">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127253">
                <text>1963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127254">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127255">
                <text>rzeźba drewniana</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127256">
                <text>Lamęcki Jan - rzeźbiarz ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127257">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4219</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127258">
                <text>Jan Lamęcki, rzeźbiarz i pamiętnikarz z Dąbrowy Zielonej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1963 t.17 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127259">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1963 t.17,z.1, s.15-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127260">
                <text>Jacher-Tyszkowa, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127261">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127262">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127263">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127264">
                <text>Aleksandra

Jacher-Tyszkowa

J A N

L A M Ę C K I

RZEŹBIARZ

I

Z

DĄBROWY

PAMIĘTNIKARZ
ZIELONEJ*

II. 1. Jan Lamęcki,

rzeźbiarz

ludowy.

Do kręgu znanych i cenionych współczesnych
rzeźbiarzy ludowych przybyła jeszcze jedna cieka­
wa postać samouka o oryginalnym i bardzo indy­
widualnym stylu. Jest nią Jan Lamęcki z Dąbrowy
Zielonej, małej wioski w południowej części powiatu
radomszczańskiego, rzeźbiarz, autor pasjonujących
pamiętników i znakomity gawędziarz.
Rzeźby Lamęckiego reprezentują w sztuce ludo­
wej odrębny rodzaj stylistyczny. Nie widać w nich
adaptacji znanych stylów historycznych, tak często
obserwowanych w ludowej twórczości, lecz inny
rodzaj, „nieskażony" wpływami sztuki warstw elitar­
nych, a znajdujący odpowiednik w odkrywczej sztu­
ce dziecka. Twórczość Lamęckiego wyrosła na glebie
ludowych tradycji i wzbogaca ją z kolei nowymi
pierwiastkami, co jest rzeczą tym ciekawszą, że
dzieje się to w połowie X X wieku na wsi, której
dawna struktura społeczna uległa już silnym proce­
som rozpadu. Rzeźby te wprowadzają nas — za
pomocą prostych i nieskomplikowanych środków wy­
razu — w świat opowieści wyrażonej formą, kształ­
tem i barwą.
Podobną opowieścią o świecie, tyle że wyrażoną
za pomocą słowa pisanego, są pamiętniki Lamęckie­
go. Świeżością żywego słowa przypominają one Pa­
miętniki Jana Chryzostoma Paska. Podobnie jak
u Paska klarowały się i doskonaliły najpierw w zam­
kniętym gronie słuchaczy, a później piórem narrato­
ra utrwalone zostały na piśmie . Głównym bohate­
rem jest sam Lamęcki — „Janek-sirota". Silne za­
barwienie emocjonalne i egocentryzm autora zawa­

żyły niewątpliwie na sposobach przedstawienia sa­
mego siebie na tle środowiska. W ogóle w pamiętni­
kach widzimy przewagę pierwiastków osobistych,
subiektywnych. Wybór i interpretacja zdarzeń rzuca
ciekawe światło na psychikę Lamęckiego jako przed­
stawiciela określonej warstwy społecznej. Oprócz bo­
gatego wątku anegdotycznego pamiętniki dają przej­
mujący obraz chłopskiej doli i niedoli, opisują węd­
rówki w poszukiwaniu pracy, migracje sezonowe do
Niemiec, przedstawiają też całą sferę stosunków mię­
dzy ludnością wiejską, służbą dworską a „panem,
wójtem i plebanem". Stąd duża wartość tych pamięt­
ników dla etnografa, psychologa, socjologa, czy
historyka. Dodajmy, że dzieło Lamęckiego jest owo­
cem wielkiej i żmudnej pracy. Obejmuje ono 28 ze­
szytów liczących łącznie 1218 stron (pamiętnik skła­
da się z 61 rozdziałów).
Część pamiętników — zwłaszcza pierwsze partie —
są spisywane retrospektywnie, a część jest opisywa­
niem bieżących zdarzeń. Kiedy Lamęcki zaczął pisać
pamiętniki, trudno w tej chwili rozstrzygnąć w świet­
le sprzecznych danych, jakie podaje ich autor w obec­
nie pisanych listach oraz w świetle pamiętników.
Poziom literacki pamiętników jest niejednolity —
są partie o płynnej narracji i szerokim oddechu
epickim, w innych spotykamy kilkakrotne nawet
powtórzenia zdarzeń, zwłaszcza gdy Lamęcki opo­
wiada innym swoje przeżycia tymi samymi niemal
słowami lub introspekcyjnie przeżywa je ponow­
nie. Nawet fragmenty literacko nie interesujące, jak
opisy błahych czynności czy pełne dłużyzn rozmo-

* W opracowaniu niniejszym korzystałam z na­
stępujących materiałów: rękopisu pamiętników Jana
Lamęckiego, z wywiadów własnych przeprowadzonych
w latach 1956, 1957 i 1960, listów Lamęckiego do
autorki, korespondencji Lamęckiego z Muzeum Etno­
graficznym w Krakowie oraz rzeźb — będących włas­
nością Muzeum Etnograficznego w Krakowie, p. Fer­
dynanda Solowskiego oraz autorki. Ponadto korzy­
stałam z materiałów archiwalnych PIS oraz foto­
grafii ze zbiorów PIS.

R. Reinfuss, J. Swiderski, Sztuka ludowa w Pol­
sce, Kraków 1960, str. 146.
Problem narracyjności rzeźb ludowych porusza
T. Seweryn w artykule Żywot i dzieło powsinogi
beskidzkiego Jędrzeja Wawry, „Polska Sztuka Ludo­
wa", 1956, nr 3, oraz książce Polskie zabawki ludowe,
Warszawa 1960.
Por. Jan Pasek, Pamiętniki ze wstępem Romana
Pollaka, Warszawa 1955.

1

2

3

1

2

3

15

�2

wy z „panami", mają w pamiętnikach ciekawą wy­
mowę socjologiczną i dlatego zasługują niewątpli­
wie na wnikliwą analizę.
ŻYCIE I OSOBOWOŚĆ JANA LAMĘCKIEGO
Jan Lamęcki urodził się w 1895 r. w Radoszewnicy, małej wiosce nad Pilicą. Ojciec jego był forna­
lem w majątku pana Ostrowskiego i zmarł pozosta­
wiając wdowę z czworgiem nieletnich dzieci, z któ­
rych najstarszym był ośmioletni Jan. Matka jako
biedna wyrobnica wędrowała z dziećmi po różnych
folwarkach w poszukiwaniu pracy. Wcześnie też od­
dała najstarszego syna na służbę do księdza Jasień­
skiego (proboszcza w Dąbrowie Zielonej), gdzie w la­
tach 1906—1908 był pastuchem i chłopem stajen­
nym. Lamęcki przebywał dwukrotnie na robotach
w Prusach. Pierwszy raz wyjechał w 1909 r. na dwa
sezony i pracował u „bałura" w okolicy Opola, dru­
gi raz, wspólnie z siostrą, w 1913 r. Wojna światowa
zastała go w Niemczech wraz z innymi robotnikami
sezonowymi z Polski. Udział w strajku chłopskim
oraz pobicie niemieckiego żandarma i inspektora
pracy zmusiło go do ukrywania się przez dłuższy
czas w lesie. Złapany przez Niemców uciekł jednak
i ukrywał się w jaskini nad jeziorem w okolicy
Stralsundu. Po pewnym czasie żandarmi wytropili
jego kryjówkę i uwięzili go. Dopiero zakończenie
wojny i rewolucja uwolniły Lamęckiego z więzie16

nia. Do Polski powrócił w 1918 r., otrzymał pracę
jako polowy w majątku Rogaczew, założył rodzinę,
po czym przeniósł się na posadę gajowego w Dąbro­
wie Zielonej, kupił kawałek pola i małą chałup­
kę, postawił zabudowania gospodarskie i zaczął
zbierać budulec na budowę nowego domu (którego
zresztą nie udało mu się wystawić do dziś). Niespo­
dziewane wymówienie mu posady gajowego po pięt­
nastu latach pracy zaskoczyło go i rozgoryczyło.
Przyczyną wymówienia była, jego zdaniem, polityka
właścicieli majątków, którzy nie chcieli zatrudniać
u siebie przez dłuższy czas ludzi, by nie płacić im
emerytury. Lamęcki znalazł pracę na okres roku
w Kościelcu w pobliżu Częstochowy, a następnie
przeniósł się do majątku Okołowice, gdzie pracował
do wybuchu wojny.
Powrót do Dąbrowy Zielonej w 1939 r. z żoną
i trojgiem dzieci był już ostateczny. Mieszka tam
do dziś w starej, krytej strzechą chałupce na począt­
ku wsi. W styczniu 1945 uciekające oddziały nie­
mieckie zabrały go jako furmana i zawlekły w oko­
lice Opola. Uciekł jednak wraz z towarzyszami ze
swojej wsi, przedarł się przez linie frontu i wrócił
do Dąbrowy. W okresie powojennym pracował jako
robotnik w pobliskich kamieniołomach, ponieważ
mały kawałek roli nie wystarczał na utrzymanie ro­
dziny.
Pamiętniki jako źródło poznania osobowości La­
męckiego warto uzupełnić danym z autopsji. La­
męcki jest cyklotymikiem. Wskazują na to pewne
cechy jego konstytucji psychofizycznej. Niski, krępy,
mocno zbudowany, o energicznej, czerstwej twarzy
i żywym spojrzeniu, ma jeszcze dziś ogromną siłę
fizyczną. Gdy był młodszy, potrafił utrzymać na so­
bie pięciu dorosłych chłopów i „tańcować" z nimi.
Porywczy i zapamiętały w gniewie, był w uczuciach
przyjaznych wierny i oddany. Mimo pozornej szorst­
kości w reakcjach Lamęcki silnie reaguje na bodźce
emocjonalne. Wiele doznań przykrych w dzieciństwie

J. Lamęcki:
II. 2.
Głowa
Matki Boskiej, jragm. „Pie­
ty", drewno połichr. Wł. F. Solowskiego. Ił. 3.
„Aniołek",
drewno polichr., wys. 55 cm.
Wł. Muz. Etn. Kraków. II. 4.
Głowa
Chrystusa,
fragm.
„Piety", drewno polichr.

��i młodości, jak wczesna śmierć ojca, topienie się
młodszej siostry, cudem zresztą odratowanej, śmierć
dwóch braci i siostry, strata narzeczonej — wy­
tworzyły pewne kompleksy w jego skłonnej do
egotyzmu psychice, kompensujące się w spisywaniu
swoich przeżyć zatytułowanych bardzo znamiennie:
„Mały Janek-sirota". W pamiętnikach znajdujemy
też dowody bardzo wrażliwych reakcji na przeżyte
krzywdy zbiorowe. Jego patriotyzm przejawia się
silnie dopiero w czasie I I wojny światowej.
Do innych charakterystycznych cech osobowości
Lamęckiego należy spostrzegawczość, żywa pamięć,
szybkość reakcji w trudnych sytuacjach oraz umie­
jętność koncentrowania uwagi. Lamęcki jest dobrym
organizatorem, a we współżyciu wykazuje pewne
dyspozycje do przewodzenia. Zaskakująca jest duża
plastyczność jego psychiki i wynikająca z niej łat­
wość przyswajania społecznych wzorów zachowania,
prowadząca do przystosowania — ale zawsze w ra­
mach tradycyjnej obyczajności.
Wesołe usposobienie, humor i staropolska fan­
tazja zjednywały mu przyjaciół, choć rodzaj wyko­
nywanej pracy — pilnowanie pańskiego dobytku —
nie zawsze cieszyło się uznaniem w środowisku
wiejskim. Gościnność oraz nieodzowny jej atrybut na

wsi w postaci flaszki wódki i może nawet zbyt
skrupulatnie przestrzegane tradycyjne poczęstunki
dawały mu jednak poczucie oparcia i więzi z środo­
wiskiem wiejskim, mimo że kontakty z przedstawi­
cielami warstw wyższych, a zwłaszcza z chlebodaw­
cami, były dla niego bardzo atrakcyjne.
Lamęckiego cechuje konsekwentne realizowanie
powziętych postanowień i równocześnie pewna apodyktyczność, a nawet niekiedy despotyzm. Najlepiej
charakteryzują to jego własne słowa: „Jak po­
wiem — świente musi być".
Lamęcki jest niewątpliwie silną indywidualnością.
Świadczy o tym choćby sam fakt pisania pamiętni­
ków, mimo słabej znajomości arkanów sztuki pisar­
skiej. W dzieciństwie uczył się czytania i pisania
zaledwie kilka miesięcy u wiejskiego stolarza i u
„światłego Józia Zintary". Wykształcenie to uzupeł4

4

Informacja o tym, kiedy Lamęcki uczył się
pisania i czytania, pochodzi z wywiadu autorki arty­
kułu, przeprowadzonego z nim w 1957 r. Lamęcki
powtarza to samo w liście z 1962 r., w którym do­
daje nie potwierdzoną w pamiętniku wiadomość
o tym, że uczył się także u księdza Jasieńskiego.
Natomiast w pamiętniku kilkakrotnie powtarza, że
w czasie pierwszego i drugiego pobytu w Niemczech
listy do domu pisały mu inne osoby. Mgr M. Przeździecka w artykule Radomszczański Zagłoba ludowy,
„Ziemia", 1958, nr 3, podaje, że Lamęcki przyswaja
sobie sztukę pisania po powrocie do kraju w 1918 r.,
a pierwszą datą, kiedy pamiętnik już pisze, jest
1934 r. Ta ostatnia data wiąże się jednak z zakoń­
czeniem części pamiętników, do strony 718, o czym
świadczy następujący napis u dołu: „Koniec — Tan
Lamencki — D. 27.111.1934. R. Kości... (Kościelec)".

�nił już na swój sposób w okresie międzywojennym.
Ulubione lektury to „Potop", „Ogniem i mieczem",
„Robinson Kruzoe", „Duch puszczy" i wiele innych.
Zastanawiający jest fakt, że Lamęcki nie pisze
nic w pamiętnikach o swoim warsztacie rzeźbiar­
skim, podobnie jak nie wspomina o przebieraniu się
za misia w czasie zapustów, o różnych obrzędach,
w których aktywnie uczestniczył, o chodzeniu z szop­
ką i o innych ciekawych zwyczajach. Jak widać,
Lamęcki uważał, że jego „dłubanie", jak i niezbyt
poważne przebieranie się w czasie obrzędowych
wędrówek, nie zainteresuje ewentualnych czytelni­
ków, do których adresował wielokrotnie swoje pa­
miętniki. Gusty swoich potencjalnych odbiorców
oceniał miarą zainteresowań własnego środowiska
wiejskiego. Najbliższe otoczenie chętnie słuchało je­
go bohaterskich opowiadań o zwycięstwach odniesio­
nych w walce z przeciwnym losem i nieżyczliwymi
ludźmi, opowiadań wyzwalających w nim poczucie
mocy i podnoszących jego autorytet. Imponował
swoją ogromną siłą fizyczną, lisim sprytem, bawił
dowcipem, humorem i fantazją. Słuchający go są­
siedzi śmieli się z bogactwa przysłów i trafnych,

II. 5. J. Lamęcki: „Ukrzy
żowany",
drewno
polichr., wys. 94 cm. Wl.
Muz. Etn. Kraków. II. 6.
J. Lamęcki:
Krucyfiks.
II. 7. Krzyż
przydrożny
w sąsiedztwie domu Lamęckiego. II. 8. J. La­
męcki: Krucyfiks, drew­
no polichr. Wł. F. Solowskiego. II. 9. J. La­
męcki: Głowa Chrystusa
Ukrzyżowanego,
fragm.
(por. U. 5), drewno
polichr.
19

�lapidarnych określeń, podobnie jak my teraz, słucha­
jąc jego gawęd o obrzędach, czujemy tętniące życiem
echa dawnej przeszłości. Słowa Lamęckiego malują
obrazy i , podobnie jak i jego rzeźby, wprowadzają
nas w świat stworzony przez tę ciekawą indywidu­
alność twórczą.
WARSZTAT RZEŹBIARSKI
Zamiłowania do majsterkowania są u Lamęckiego
rodzinne. Odziedziczył je prawdopodobnie po dziad­
ku Tomaszu Kaliściaku, który był cieślą, bednarzem
i stolarzem w jednej osobie i podobnie jak jego
wnuk robił wszystko „z własnej głowy". Lamęcki za­
czął rzeźbić już w dzieciństwie, na pastwisku. Pierw­
sze jego prace to laska zakończona rączką w kształ­
cie lisa, kropielniczka ozdobiona rzeźbionymi kwia­
tami, wieża kościoła częstochowskiego, laska z ko­
rzeni, w których ukryte było bocianie gniazdo, po­
stacie dwóch chłopów, i wąż oraz inne łamigłówki,
które ofiarowywał później krewnym i znajomym.
Jako małorolny chłop i przedwojenny służbista
dworski dysponował Lamęcki nieco większą ilością
wolnego czasu na rozwijanie swoich zamiłowań, niż
inni utalentowani i zamożni chłopi. Jednak i dla
niego jesień i zima to dwie pory roku, które naj­
bardziej sprzyjają rzeźbieniu. „Jak wezmę sie — to
siedzę do drugiej i trzeciej po północku" — mówi
Lamęcki. A to uciążliwe zajęcie przy nikłej lampie
naftowej musiało go pochłaniać bez reszty.
Surowiec rzeźbiarski przygotowuje Lamęcki sta­
rannie. Już w czasie rąbania i cięcia drzewa na opał

10

wybiera klocki bez sęków, z odpowiednio biegną­
cymi słojami. Okorowane kawałki składa we wnęce
pod piecem, gdzie powoli wysychają przez parę mie­
sięcy. Przywiązuje dużą wagę do starannego wysu­
szenia surowca, bo w suchszym drzewie lepiej się
pracuje, a rzeźba potem nie pęka. W warsztacie je­
go nie ma specjalnie uprzywilejowanych gatunków
drzewa. Rzeźbi chętnie w drzewie topolowym, osiko­
wym, w olszynie i lipie, a nawet z dębiny wykonuje
niektóre elementy, jak np. krzyż do dużej figury
Chrystusa.
Klocek przeznaczony do rzeźbienia obciosuje La­
męcki najpierw z grubsza siekierą, a następnie obra­
bia dłutkami stolarskimi. W „narobionym" w ten
sposób kawałku drzewa znaczy sobie najważniejsze
szczegóły ołówkiem, posługując się przy tym centy­
metrem dla ustalenia proporcji między wielkością
głowy a pozostałą częścią tułowia, czy „podstumen-

�J. Lamęcki: II. 10. „Sw. An­
toni", drewno polichr.,
wys.
27 cm. Wł. F. Solowskiego.
II. 11. „Sw. Antoni", drewno
polichr., wys. 51 cm. Wł. A.
Jacher-Tyszkowej. II. 12. „Sw.
•Rodzina",
drewno
polichr.
Wł. Muz. Etn. Kraków. II. 13.
„Sw. Rodzina", drewno po­
lichr., wys. 29 cm.
wyk.
ok. 1962 r.
t

13
12

tu". „Tu mi się ręce wydarzą, a tu przyjdzie wize­
runek krzyża — tak sobie to wszystko rozmiesz­
czam" — mówi o rzeźbie Sw. Jana. Lamęcki zna
W centymetrach wymiary aktualnie rzeźbionych f i ­
gurek, ma wyrobioną swoistą technikę pracy. Detale
twarzy, rąk, czy nóg oraz załamania imitujące fałdy
szat wykonuje za pomocą noża — zużytego i ścię­
tego trójkątnie, podobnie jak nóż szewski. Czasem
posługuje się szablonem — tak np. rzeźbiąc dużą
figurę pawia, za pomocą szablonu przenosił kształt
i dekorację piór, które później malował.
Dużą rolę w technice rzeźbiarskiej Lamęckiego
odgrywa łączenie poszczególnych kawałków drzewa.
Stosuje je chętnie zwłaszcza przy kompozycjach bar­
dziej skomplikowanych, wyrażających ruch postaci.
Elementy odstające dopasowuje, przykleja i zbija
gwoździkami, po czym powleka grubą powierzchnią
farby, kryjącą miejsce łączenia.

1

�I

Majsterkowanie jest ulubionym zajęciem Lamęckiego, często też stosuje w swych figurkach specjal­
ne mechanizmy, uatrakcyjniające takie rzeźby w
oczach widzów. Przykładem mogą być obydwa anioł­
ki szopkowe. Duży anioł ma głowę osadzoną na kiju
obciążonym ołowianym ciężarem. Przez umieszczenie
dwóch blaszek po obydwu stronach głowy od spodu
oraz ich odpowiedników wewnątrz korpusu — raz
poruszona głowa waha się miarowo przez 20 mi­
nut. Mały aniołek jest właściwie skarbonką. Po
wrzuceniu monety o odpowiedniej wielkości do
szpary z przodu, aniołek kiwa kilka razy głową,
dziękując za dar. Inna rzeźba — „Chłopi z cepa­
m i " ma podstawę lekko wypukłą od spodu, tak że
przy poruszeniu jej — figurki wraz z luźno zawie­
szonymi cepami wykonują ruchy wahadłowe. Naj­
ciekawszy jest mechanizm w ruchomej szopce.
W przedniej jego części znajduje się tarcza, do
której przybite są figurki Trzech Króli, pasterza
i owieczek. Tarcza połączona jest za pomocą koła
trybowego z korbą umieszczoną z tyłu budynku. Na
pograniczu twórczości rzeźbiarskiej i majsterkowa­
nia znajdują się wykonane kilkakrotnie przez Lamęckiego rzeźby we flaszce. Pasjonował się on trud­
nym skomponowaniem misternej całości złożonej
z wielu elementów.
Rzeźby swoje maluje Lamęcki farbą olejną, sta­
rannie dobierając barwy. Aby uzyskać pożądany
efekt miesza ze sobą różne kolory, nawet trzy
i cztery.

W dawniejszych rzeźbach, sprzed 1958 r., widać
dużą troskę o zgranie kolorów, barwy są przełamane,
pozbawione jaskrawości i ostrości zestawień. Nowsze
prace — wykonywane nieraz pośpiesznie dla licz­
nych nabywców — są już słabiej opracowane kolo­
rystycznie, barwy są jaskrawe i nie stonowane, a zda­
rzają się i figurki w ogóle nie malowane.
Dla określenia czynności rzeźbienia i jej wytwo­
rów posługuje się Lamęcki terminologią ludową.
Rzeźbienie — to dłubanie, rzeźby — to łamigłówki
lub figurki, sam siebie nazywa dłubaczem, a uważa
się raczej za rzemieślnika niż za artystę.
WZORY, INSPIRACJE, TEMATY
Ciekawie zarysowuje się u Lamęckiego problem
wzorów i inspiracji twórczych. Niewątpliwie jego
działalność rzeźbiarska wyrasta z klimatu tradycyj­
nego świątkarstwa okolic Częstochowy. Tędy biegły
stare szlaki pątnicze, a pobożność okolicznego ludu
wiejskiego utwierdzana była widokiem licznych piel­
grzymek, dla których takie miejscowości, jak Gidle,
Przyrów, czy Św. Anna, były ostatnimi miejscami
postojowymi w drodze na Jasną Górę.
Rzeźby religijne Lamęckiego wiązały się przede
wszystkim z celami kultowymi. Cały szereg inwo­
kacji na rzeźbach jak i fragmenty pamiętników
świadczą o jego głębokiej religijności. Rzeźbienie
świątków poczytuje sobie za zasługę wobec Pana
Boga, za spłacenie w pewien sposób długu wdzięcz­
ności wzamian za czuwającą nad nim Opatrzność.
W ten sposób powstały liczne jego rzeźby Chrystu­
sa Ukrzyżowanego, „obrazy" Matki Boskiej, św.
Jana Nepomucena i in.
Znalezienie bezpośrednich wzorów jest jednak
w twórczości Lamęckiego utrudnione, gdyż rzeźbiarz
dąży świadomie do oryginalności, a materiał dowo­
dowy zawarty w jego wypowiedziach, listach oraz
zabytkach okolicznych nie upoważnia nas na ogół
do wyciągania wniosków, na podstawie których
można by formułować wyraźne zależności. Jakkol­
wiek Lamęcki w nielicznych wypadkach utrzymuje,
że „bierze wzór" z okolicznej rzeźby przydrożnej,
to jednak różnice poza atrybutami figur są tak
znaczne, że trudno tu wykryć jakieś związki for­
malne.
Nie ulega natomiast wątpliwości, że źródła jego
inspiracji twórczych znajdują się w otaczającym
świecie. Składają się na nie widziane w dzieciństwie
oraz w wieku późniejszym obrazy, rzeźby kościelne,
feretrony i chorągwie niesione przez pobożnych piel­
grzymów, dewocjonalia oglądane na odpustach, rzeź­
by świętych i Boże Męki z pobliskich kapliczek.
One właśnie są substratem jego wyobrażeń twór­
czych, choć sam autor często nie zdaje sobie z tego
sprawy.
Tak np. monumentalna kompozycja Chrystusa
Ukrzyżowanego w otoczeniu aniołków (il. 5) na­
wiązuje nie do popularnych przedstawień znanych
Lamęckiemu z okolicznych kapliczek, ale raczej do
wątków, które można odnaleźć w niektórych starych
drzeworytach czy obrazach, gdzie obok emblematów

�16
męki występują takie elementy, jak słońce z zary­
sem twarzy i księżyc o ludzkim profilu. Jednakże
Lamęcki zapytany o wzór do tej rzeźby powiedział:
„Dłubałem z własnej głowy... tak sobie to upiękniałem. Jako Chrystus Bogiem jest — to ma aniołki pod
nogami, a słońce i księżyc pasowałem — tu paso­
wałem to, tu to, a Anioły Stróże po bokach."
Również i z innych wypowiedzi rzeźbiarza wy­
nika, że w najbardziej interesujących swoich rzeź­
bach nie posługiwał się żadnymi schematami kompo­
zycyjnymi. Rzeźbiarz mówi o tym: „Co se zamiaruje,
to musi wyjść" lub „Zaczynam i dokładam z głowy,
aż wyjdzie".
Twórczość Lamęckiego jest, podobnie jak i in­
nych ciekawszych rzeźbiarzy ludowych, oryginalnym
przetwarzaniem świata widzianego. Wynika nie t y l ­
ko z „naiwnego" stylu, który jest z kolei zdeter­
minowany narzędziami i umiejętnościami, ale i pro­
cesu twórczego, w którym cały szereg elementów
jest wykalkulowanych.
W tym miejscu musimy stwierdzić, że Lamęcki
potrafi wiernie kopiować naturalistyczne rzeźby, jak
na to wskazuje wyrzeźbiony przez niego krucyfiks,
na którym postać Chrystusa (il. 6) potraktowana
jest tak jak na gipsowych czy metalowych konwen­
cjonalnych figurkach.
Jednakże kopiowanie nie
dawało mu satysfakcji i chociaż zajmuje się „kon­
serwacją" okolicznych kapliczek (nieraz musiał do­
rabiać brakujące lub zmurszałe fragmenty rzeźb)
w twórczości własnej usiłował iść własną drogą.
Jedynie w małym krucyfiksie (il. 16) z 1959 r. moż­
na zauważyć pewne analogie w sposobie rozwiązywa-

nia szczegółów klatki piersiowej i perizonium do rzeź­
by Ukrzyżowanego znajdującej się w sąsiedztwie
domu Lamęckiego (il. 7), ale i w tym wypadku w i ­
doczne są różnice, interpretację Lamęckiego cechuje
większe uproszczenie kształtu.
Lamęcki rzeźbi na ogół z pamięci, ale nieraz brak
dostatecznej wiedzy o przedmiocie zmusza go do
bezpośredniej
obserwacji względnie
uzupełnienia
realiów na podstawie obrazków czy literatury.
„Wczoraj jak sie na księdza przypatrzałem, widzę,
że to jest niedobrze. Trzeba trochę inaczej z tą
czapką" — zauważył w czasie jednej z naszych roz­
mów. Kiedy indziej, rzeźbiąc „na obstalunek" św.
Katarzynę i św. Wojciecha, stwierdził: „Teraz trzeba
z obrazka zobaczyć, jak wygląda św. Katarzyna, bo
nie wiem co zrobić i jak ją ustroić, czy jej dać pal­
mę, czy co innego."
Podobnie jak i inni rzeźbiarze Lamęcki ma pew­
ne ulubione tematy, w których wypowiada się naj­
pełniej. Chrystusa Ukrzyżowanego wyrzeźbił w k i l ­
ku wariantach. Różnice polegały nie tylko na innej
kompozycji elementów zdobniczych rzeźby, ale także
na odmiennym sposobie rozwiązywania szczegółów
anatomicznych, formowania fałdów perizonium, czy
8

5

5

Krucyfiks ten znajduje się w domu rzeźbiarza.
W wywiadzie przeprowadzanym 1957 r., Lamęcki za­
pewniał mnie, że figurkę wykonał sam.
Do rzeźby tej Lamęcki dorobił ręce, odmalował
i wykonał daszek.
8

J. Lamęcki: 11. 14. „Matka Boska
w otoczeniu apostołów",
płasko­
rzeźba polichr., 58 X 37 cm. Wł.
Muz. Etn. Kraków. II. 15, 16. Mały
krucyfiks, drewno polichr. Wł. A.
Jacher-Tyszkowej.
II. 17. „Król",
figurka z szopki, drewno polichr.,
Wł. Muz. Etn. Kraków.

�II. 18. 19, 20. J. Łamącki: figurki z szopki,
drewno
polichr.
Wł.
Muz. Etn. Kraków.

ekspresji twarzy. Św. Rodzinę wykonał — o ile
wiem — dwukrotnie, w 1956 i 1961 r., przy czym oba
ujęcia wykazują różnice w traktowaniu formy przy
zachowaniu identycznego schematu ikonograficznego
(ił. 12, 13). Św. Antoniego wykonał po raz pierwszy
w 1928 r. jako rzeźbę we flaszce, a następnie, dwu­
krotnie, w latach 1954 (il. 11) i 1960 (il. 10) jako
figurki: wolnostojące, różniące się zresztą wielkością,
proporcjami i charakterem. Rzeźba wcześniejsza,
niemal dwukrotnie większa, jest bardziej synte­
tyczna, monumentalna. Dwukrotnie podejmował Lamęcki temat pawia, mimo braku zamówienia, w zu­
pełnie podobnym ujęciu. Inspiracją była dla niego
odbitka ludowej malowanki, wisząca nad łóżkiem ja­
ko „dywanik". Rzeźba ta podobała się bardzo auto­
rowi, być może dlatego, że była bardzo dekoracyj­
na, a w jej wykonanie włożył dużo wysiłku.
Niektóre tematy projektuje Lamęcki na długo
przed realizacją. Chrystusa z „otwartym sercem"
chciał wykonać już w 1957 r. i w tym celu przy­
gotował sobie odpowiedni klocek drzewa. Ale za­
miar zmienił. Zamiast Chrystusa wyrzeźbił swego
świętego patrona Jana Nepomucena, a konieczność
przysłużenia się swemu patronowi wyraził w sło­
wach: „Niech w i , że ja o nim dbam." Poprzedni
projekt zrealizował dopiero w 1961 r., ale już w znacz­
nie mniejszym formacie.
Tematyka prac rzeźbiarskich Lamęckiego zmie­
nia się w miarę jak rośnie społeczne uznanie i po­
pyt na jego rzeźby. Konkretne zamówienia i inspi­
racje ze strony prywatnych osób czy organizatorów
wystaw przyczyniły się do rozszerzenia zaintereso­
wań rzeźbiarza, zwłaszcza tematyką świecką. Tema­
tyka ta, szczególnie historyczna, wymaga jednak
posługiwania się wzorami zaczerpniętymi z ilustracji
książkowych. Częściej niż dawniej podejmuje rzeź­
biarz tematy związane z życiem wsi.
Twórczość Lamęckiego można podzielić na kilka
grup. Najważniejszą stanowią rzeźby o tradycyjnej
tematyce religijnej i tu należą takie przedstawie­
nia, jak Chrystus Ukrzyżowany (krzyż przydrożny
w Dąbrowie Zielonej z 1923 r., Chrystus na krzyżu
w otoczeniu aniołków z 1924 r., dwie pasyjki z 1930 r.,
24
i

Męka Pańska we flaszce z 1939 r., mały krucyfiks
z 1959 r.), Chrystus przed Piłatem, Chrystus Biczo­
wany, Chrystus Frasobliwy, Chrystus Upadający,
Chrystus Król (wyk. w latach 1959—1961), szopka
z 18 figurkami, robiona w latach 1925—1930, szopka
o 3 figurkach z ok. 1960 r., Dzieciątko na owieczce
z 1960 i 1961 r., Św. Rodzina (w dwóch wariantach
z 1956 i 1960 r.), Pieta z 1960 r. oraz rzeźby: św.
Antoniego (w trzech wariantach), św. Jana Nepomu­
cena, św. Jadwigi, św. Anny, św. Jana Apostoła,
św. Barbary oraz innych świętych.
Płaskorzeźby Lamęckiego wiążą się z tematyką
religijną i przedstawiają bądź pojedyncze osoby,
jak Matka Boska Częstochowska (1927 r.), bądź
kompozycje grupowe, jak Matka Boska w otoczeniu
świętych, wykonana w dwóch wariantach —
w 1958 i 1960 r.
Osobną grupę tematyczną stanowią pełne dowci­
pu rzeźby typu zabawkowego. Należą tu zarówno
figurki pojedyncze jak i grupowe: Chłopi z cepa­
mi (1957), „Dżokej na przeszkodach" (1960), „Walka
o szarka" (jelonka) (1961), „Murzyn strzelający
z łuku" (1961), „Kobieta z dzieckiem w kołysce"
(1960/61) i in. Rzeźby te stanowią kontynuację humo­
rystycznych „pamiątek" wykonywanych przez La­
męckiego w pierwszym okresie twórczości, w dzie­
ciństwie.
Ponadto można wyodrębnić rzeźbę figuralną o te­
matyce historycznej, jak: Jan Napolański (!), Jakub '!)
Sobieski, Adam Mickiewicz „tak jak stoi na pom­
niku w Paryżu", Henryk Pobożny, kosynier i in.
oraz grupę rzeźb związanych tematycznie ze wsią,
jak „Obora gospadarska staroświecka z lewenta-

19

�rzcm" (wysiana na konkurs w Radomsku w 1959 r.),
„Maryśka idzie odbierać żyto", kosiarz i in.
Należy też wymienić dość liczną grupę rzeźbio­
nych zwierząt, które wchodzą w zespoły już wymie­
nione (do szopki i wspomnianej „obory"), a ponadto
rzeźbione osobno owieczki, dwa pawie oraz ptaszki.
OPIS I PRÓBA ANALIZY RZEŹB
Różnorodny i bogaty dorobek twórczy Lamęckiego
nie jest jednolity pod względem poziomu artystycz­
nego. Rzeźby z wczesnego okresu nie mają jeszcze
skrystalizowanego stylu. Dopiero w wieku dojrza­
łym następuje pełny rozwój osobowości artysty.
Wtedy to powstały niezbyt liczne rzeźby typu reli­
gijnego o dużym rozmachu i ciekawej inwencji
twórczej. Twórczość tę kontynuuje Lamęcki po
ostatniej wojnie, rozszerzając zakres tematyczny.
W ostatnich latach zwiększa on swą produkcję rzeź­
biarską, niestety nieraz ze szkodą dla poziomu arty­
stycznego.
Do najciekawszych prac Lamęckiego należy mo­
numentalna rzeźba Chrystusa na krzyżu (il. 5). Ce­
chuje ją oryginalność kompozycji, oszczędność wy­

razu i jakiś bardzo ludowy klimat. Zwłaszcza inte­
resująca w swej ekspresji jest twarz Ukrzyżowanego
(il. 9). Klatkę piersiową, podobnie jak czynią to
i inni rzeźbiarze ludowi, potraktował Lamęcki de­
koracyjnie, ale i tu znalazł własne rozwiązanie:
wyodrębnił zarysy piersi, przecinając je kilkoma
kreskami u góry, a żebra zaznaczył ukośnymi kreska­
mi po bokach. Perizonium wykonał z pasa blachy
na kształt kokardy ozdobionej wyciętymi ząbkami
na brzegach. Nieporadność warsztatu widać w zde­
formowanych nogach, zakończonych dużymi stopa­
mi. Całość cechuje nastrój spokoju i dostojeństwa.
„Opus magnum" Lamęckiego stanowi ruchoma
szopka, która odbiega swoim charakterem od do­
tychczas znanych form tradycyjnych. Składa się ona
z 18 figurek. Część ich jest umieszczona wewnątrz
drewnianej stajenki, krytej słomą, o całkowicie
otwartej przedniej ścianie. Mieści się w niej żłóbek
z Dzieciątkiem, figurki M. Boskiej i św. Józefa,
cztery owieczki, wół i osioł oraz mały aniołek-skarbonka. Do ruchomej tarczy są przybite figurki
Trzech Króli, pasterza i czterech owieczek.
Grupa figur umieszczonych w stajence (il. 20)
najbliższa jest rozwiązaniom spotykanym w innych
szopkach ludowych. Istotnym i oryginalnym wkła25

�dem Lamęckiego są natomiast figurki Trzech Króli.
Różnią się od siebie polichromią i atrybutami w po­
staci niesionych darów, ale rzeźbiarsko potraktowa­
ne są identycznie i w sposób zupełnie różny od i n ­
nych figur, co stwarza z nich odrębny zespół. Przed­
stawiają królów, którzy przywędrowali z dalekich
stron, ale te cechy ich jako pielgrzymów zostały
podkreślone specyficzną dynamiką, wyrażającą się
układem nóg ustawionych w kroku oraz nachyle­
niem bryły do przodu. Sylwetki oglądane w ukła­
dzie frontalnym są wąskie i cienkie, pozbawione
zupełnie ramion, co przy głowach o normalnych
kształtach sprawia wrażenie, że są to proste, smukłe
kolumny o ludzkiej twarzy, zwieńczone pasem złotej
korony (il. 17). Śmiałość rozwiązania wybiega znacz­
nie poza ramy zakreślone tradycją. W polichromii
figurek zastosował Lamęcki, obok złocenia, 4 kolo­
ry: ciemnoniebieski, brązowy, ugrowy i róż indyj­
ski, które zestawiał na zasadzie dopełniających się
rytmów kolorystycznych.
Inaczej niż w większości tradycyjnych szopek
pokazany jest tu pasterz. Nie składa on darów
Dzieciątku, ale pasie trzódkę drewnianych owieczek
(il. 19).
Aniołkom przeznaczył Lamęcki funkcje służebne.Duży anioł (il. 3) „oddaje pokłon" kiwając swą

26

groteskową głową przez 20 minut, a mały (il. 18)
również oddaje pokłon, ale nie Dzieciątku, tylko
ofiarodawcom pieniędzy wrzucanych do skarbonki
opatrzonej napisem „Bóg zapłać Wam". Pomysł ten
nie jest oryginalny. Aniołki takie, pełniące role
skarbonek, można ujrzeć czasami w szopkach kościel­
nych.
Mały aniołek stanowi, podobnie jak i inne figurki
szopki, przykład sprowadzenia kompozycji postaci
do bryły geometrycznej. Zbudowany jest on na
układzie trójkąta, którego podstawę tworzą nogi
klęczącego aniołka. Sylwetowe potraktowanie po­
woduje, że patrząc frontalnie — na twarz — widzi­
my niemal zupełnie płaskie boki.
Podobnie zgeometryzowana jest figura dużego
anioła szopkowego, w której osiągnął Lamęcki da­
leko posuniętą syntezę bryły. Topolowy pieniek,
nieco spróchniały i wydrążony w środku, o stożko­
watym kształcie, zamknięty u dołu deską, tworzy
ciężki i przysadzisty korpus. Wertykalizm żłobio­
nych linii szat przecięty jest płasko przylegającymi
do korpusu rękami, zakończonymi nieproporcjonalnie
małymi dłońmi. Walcowata duża głowa o lekko wy­
okrąglonym wierzchołku, okolona czarną peruką
włosów, wyrasta wprost z tułowia. Rysy twarzy,
uogólnione podobnie jak i w innych rzeźbach, po­
siadają mimo schematyzmu formy pewien wyraz
smutku. Potężne trójkątne skrzydła zamykają ca­
łość tej, pełnej groteskowego humoru, figury smut­
nego, chłopskiego anioła.
Figurki siedmiu owieczek, barana, wołu i osła
świadczą o trafnej obserwacji natury. Owieczki wy­
konane są według dwóch schematów: w pozycji sto­
jącej z głowami opuszczonymi w dół (widoczna na
il. 20) oraz w pozycji siedzącej (il. 28). Owieczki sto­
jące mają smukłe, wydłużone tułowie i szyje o mięk­
kich liniach modelunku. Siedzące owieczki mają
pięknie i syntetycznie opracowaną bryłę (il. 28).
Typowa dla Lamęckiego tendencja do płaskich
ujęć znajduje wyraz w płaskorzeźbie Matki Boskiej
Częstochowskiej, wykonanej na wzór obrazu z klasz­
toru Jasnogórskiego. Lamęcki przedstawił twarz Ma­
donny dość schematycznie, zastosował przy tym
oryginalny chwyt, polegający na wgłębieniu twarzy
Matki Boskiej i Dzieciątka, podczas gdy szaty i tło
są wypukłe. Bardzo starannie potraktowana jest
strona dekoracyjna obrazu. Szaty są intarsjowane
barwnymi koralikami w kształcie zygzakowatych
linii. Technika ta, obca polskim ludowym tradycjom
zdobniczym, charakterystyczna jest m. in. dla zdob­
nictwa huculskiego. Oglądając ten obraz w mrocznej
izdebce Lamęckiego nie czuje się braku detali twarzy,
które i tak, wykonane ciemną farbą w obrazach
Matki Boskiej Częstochowskiej, gubią się w zesta­
wieniu z pełną przepychu sukienką. Zgodnie z indy­
widualnym stylem Lamęckiego postać Matki Boskiej
jest hieratyczna i bizantyjska W swoim wyrazie.
Bogato rzeźbione korony, przytrzymywane przez
dwa aniołki, tworzą zwieńczenie tego dzieła, poświę­
conego Opiekunce domu, jak wskazuje na to napis
u dołu: „M. N. błogosław naszej pracy". Płasko­
rzeźba, utrzymana w tonie ciemnych barw brązo-

�wych i szmaragdowozielonych, okolona jest potrój­
ną linią karbów. Całość jest ograniczona ramkami,
zdobionymi ryzowaniem.
Przedwojenny okres twórczości Lamęckiego za­
mykają dwie małe pasyjki, z których jedna jest
najprawdopodobniej
naśladownictwem
gipsowych
względnie metalowych krucyfiksów, druga natomiast
charakteryzuje się stylem zbliżonym do dużej rzeźby
Chrystusa (zwłaszcza w podobnie rozwiązanym perizonium, ozdobionym poziomymi rytymi kreskami)
a różni się nieco Ostrzejszym zarysem konturów
(il. 16).
Do ciekawszych rzeźb powojennych należy wy­
konany w 1960 r. Sw. Antoni z Dzieciątkiem na
ręku (il. 11). Rzeźbę tę cechuje sztywność spłaszczo­
nej postaci i monumentalizm ujęcia, wynikający
zarówno z proporcji jak i syntetycznego potrakto­
wania bryły rzeźby.
Interesującym przykładem indywidualności twór­
czej Lamęckiego są rzeźby Sw. Rodziny (il. 12, 13).
Co prawda są one oparte na znanym schemacie iko­
nograficznym, ale przetworzone w sposób twórczy
stanowią dzieło bardzo indywidualne i charaktery­
styczne dla sztuki Lamęckiego. Figury Matki Bo­
skiej i Sw. Józefa, wycięte z jednego kawałka drze­
wa lipowego, umieszczone są zbyt blisko, aby mogło
się znaleźć miejsce na pełną bryłę Dzieciątka. Dla­
tego Lamęcki wyrzeźbił je płasko, nie modelując
figury, z wyjątkiem głowy. Matka Boska z rękami
złożonymi na piersiach, w niebieskim płaszczu na-

22

23

rzuconym na głowę, o karbowanych i złoconych
brzegach, stanowi swoistą transpozycję konwencjo­
nalnych wizerunków Matki Boskiej.
Św. Józef
w ciemnopopielatym płaszczu narzuconym na jedno
ramię w jednej ręce trzyma symboliczną lilię, pod­
czas gdy druga ręka, wyłaniająca się z draperii
płaszcza (niezgodnie z prawami anatomicznymi)
spoczywa na ramieniu Dzieciątka. To uchybienie
przypomina tradycyjne fotografie wiejskie, gdzie
ojciec rodziny opierał zazwyczaj swą rękę na sie­
dzącej z przodu małżonce lub dziecku, aby zaakcen­
tować w ten sposób związek z tą osobą lub swoją
władzę ojcowską.
Centralną postać kompozycji stanowi Dzieciątko.
Umieszczone między wyższymi postaciami Marii
i Sw. Józefa, podkreśla w rzeźbie oś symetrii. Służy
temu celowi również zdobienie szaty w rytm „jo­
dełki", podkreślającej oś centralną układu. Przez
takie rozwiązanie osiąga Lamęcki zrównoważenie
i scalenie kompozycji trójfigurowej.
W wykonanej w 1957 r. rzeźbie Sw. Jana Nepo­
mucena dominuje znów zwarta, nie rozczłonkowana
bryła prawie walcowatego kształtu, rzeźbiona w to­
polowym pieńku (il. 31). Ręce nie wyodrębnione,
zaznaczone po bokach jedynie wypukłościami, za­
kończone są przyprawionymi dłońmi, w których
dzierży święty małą pasyjkę z Chrystusem oraz
sierpowatą palmę. Głowa, przykryta czarnym bireJ. Lamęcki: II. 22. Postać siedząca, drewno surowe,
wys. 29 cm. II. 23. „Kobieta z dzieckiem w kołysce",
drewno surowe, wys. 32 cm. Wł. Muz. Radomsko.

27

�tem, nie pozbawiona jest indywidualnego wyrazu,
głównie dzięki malaturze.
Płaskorzeźbiony obraz Matki Boskiej w otoczeniu
dziesięciu apostołów (il. 14) tworzy centralną kom­
pozycję grupową, w której Matka Boska wyobrażo­
na jest jako królowa niebios, z atrybutem władzy
w postaci berła. W obrazie tym przejawia się zami­
łowanie do narracyjnych szczegółów, tak charak­
terystycznych dla twórczości Lamęckiego. Układ ca­
łości, ograniczony prostokątem ram, jest hieratyczny,
strefowy i symetryczny.
Do jednej z ciekawszych rzeźb wykonanych ostat­
nio należy Pieta. Ciało Pana Jezusa, spoczywające
na kolanach Matki, nie ma zmniejszonych proporcji,
jak to często obserwujemy w rzeźbach ludowych.
Lamęcki potraktował je równorzędnie, tworząc pięk­
nie wyważoną, statyczną kompozycję, w której tym
mocniej działa ekspresja wyrazu twarzy Matki Bo­
skiej i Pana Jezusa (il. 2, 4).
Jest rzeczą zastanawiającą, jak Lamęcki potrafił
zindywidualizować swoje walcowate czy płaskie
klocki przedstawiające świętych, nadając twarzom
wyraz i charakter.
Wesołość i junactwo chłopów z cepami (il. 24),
nastrój skupienia w twarzy Sw. Jana Nepomucena
(il. 31), pogody w twarzy Sw. Antoniego (il. 11), czy
boleści w twarzy Matki Boskiej z Piety — dowo­
dzą, że zróżnicowanie wyrazu postaci osiąga La­
męcki prostymi środkami. Świadczy to o niewątpli­
wym talencie twórcy i opanowaniu swoistego warsz­
tatu.
INDYWIDUALNOŚĆ TWÓRCZA I CECHY STYLU
Twórczość Lamęckiego zasługuje na to, aby za­
stanowić się nad zagadnieniem jego indywidualności
artystycznej. W zestawieniu z innymi rzeźbiarzami
ludowymi prace jego wyróżnia odrębny styl, odręb­
ny rodzaj uproszczeń. Uproszczenia te są jakby
skróconymi przekazami o rzeczywistości, abstrak-

24

J. Lamęcki:
II. 24.
„Chłopi z cepami",
drewno polichr. Wł.
Muz. Etn.
Kraków.
II. 25. „Dżokej na
orzeszkodach", drew­
no polichr. Wł. Muz.
Etn. Kraków.

cyjnymi symbolami. I w tym właśnie dopatrzyć się
można zbieżności między sztuką prymitywów a współ­
czesnymi prądami sztuki abstrakcyjnej.
Lamęcki nazywa swoje rzeźby „łamigłówkami",
co wskazuje, że rzeźbienie jest dla niego nie tylko
kwestią zręczności warsztatowej i nie tylko wyła­
dowywaniem żywiołowej pasji twórczej, ale i czyn­
nością myślową. Łamigłówka to idea, dyskursywne
przedstawienie przedmiotu, zrealizowane w klocku
drzewa. Sam o tym mówi: „Szą myśli trudne — trze­
ba myśleć dwa dni, zaniem sie przystąpi do ich wy­
konania. Tak na tyn przykład połeta myśli i pisze
dwa dni, a na trzeci dzień ścira nie udane mu sie
wyrazy piszane, tak szamo i ja. Nieraz sie myśli
dwa dni zaniem sie przystąpi do wykonania jakiej
figurki, a nieraz głowa chce mi pynknąć z myśli
zeby nowe twory nie były znane nikomu. Tak to
jost jest u każdego zemysnika, zaniem przystąpi do
pracy musi myśleć, aby jego pracza jakoś wyszła.
Nieraz zona wysła z domu, to ja wtenczas głowę
spieram na stole i myślę czo by zrobić takiego.
A jak wróci nieraz i bądzaka daje za plecy, aby
robić, nie leżeć na sztole i myśleć włokoło jedno
i to szamo."
Założenia swoje inaczej realizuje Lamęcki w rzeź­
bach religijnych, a inaczej w rzeźbach typu zabaw7

7

Z listu z dnia 1.X.1961 do Muzeum Etnograficz­
nego w Krakowie.

�kowego. Jakkolwiek w tych pierwszych jest bardziej
związany konwencjami w sposobie przedstawienia
postaci, ich atrybutów, czy nawet polichromii, to
jednak jest oryginalny w traktowaniu bryły i kom­
pozycji, a jego zmysł wynalazczości wyżywa się
w konstruowaniu dowcipnych mechanizmów. W rzeź­
bach zabawkowych nie krępowany
tradycyjnymi
kanonami idzie za głosem bogatej fantazji, która
czerpie tworzywo z otaczającego świata i własnych
przeżyć rzeźbiarza.
W niektórych pracach Lamęckiego widać, że mo­
deluje on figurę płasko i rozwija zarysy konturu,
podobnie jak to robią wytwórcy zabawek, wycinając
ją z płaskiej deski. Widać to na przykładzie „Dżo­
keja na przeszkodach" (il. 25), gdzie płaskość konia
wskazuje od razu, że należy oglądać rzeźbę z jed­
nej strony. Efekt ten stosuje Lamęcki zwłaszcza
tam, gdzie chodzi mu o uwydatnienie ruchu postaci,
jak np. w figurkach Trzech Króli szopkowych,
w „Walce o szarka" (il. 27), czy rzeźbie chłopów
z cepami (il. 24). Inną interpretacją bryły posługuje
się Lamęcki w rzeźbach religijnych, w których za­
leży mu na uwydatnieniu monumentalności i hiera­
tycznej powagi. Posługuje się wówczas formą scalo­
ną, sztywną, zgeometryzowaną i bardzo uproszczo­
ną. Figury ludzkie są budowane według zasad swoistej
architektoniki ciała ludzkiego. Dla urozmaicenia du­
żych płaszczyzn bryły wprowadza rzeźbiarz rytmy
dekoracyjne.
Deformacja bryły jest, jak się wydaje, nie za­
mierzonym wynikiem tendencji do geometryzacji,

a niekiedy może być również rezultatem nieporad­
ności warsztatu, przy czym obydwa te momenty za­
zębiają się z sobą i trudno przeprowadzić tu jakąś
wyraźną granicę. Analogii można by szukać w sztu­
ce ludów prymitywnych oraz w sztuce dzieci.
W pierwszych swoich rysunkach dzieci kreślą tuło­
wie ludzkie w kształcie prostokątów lub trójkątów,
a głowy w kształcie kółek, ręce i nogi w formie
prostych kresek pojedynczych lub równoległych.
Podobnie traktuje swoje figurki Lamęcki, który —
jakkolwiek potrafi wiernie kopiować rzeźbę naturalistyczną — nie ma wcale ochoty stosować tego
w swoich pracach. Zagadnienie to jest bardzo cie­
kawe i wymagałoby
znacznie
obszerniejszego
omówienia niż to na obecnym miejscu można zro­
bić. Wydaje się nie ulegać wątpliwości, że sposób
rzeźbiarskiej interpretacji jest u Lamęckiego zwią­
zany ze sposobem widzenia, odczuwania i rozumienia
świata. O tym, jak ujęcie formalne figury wynika
z przemyślenia jej funkcji i sposobu oddziaływania
na widza, świadczy chociażby odpowiedź na pytanie,
dlaczego wyrzeźbił Trzech Króli w takim spłaszcze­
niu: „chodziło mi na to, że uni szli do żłóbka, inaczej
ich nie mogłem przedstawić, bo mają nogi do cho­
dzenia".
Syntetyczność kształtów jest świetnie uchwycona
w figurkach zwierząt, a zwłaszcza owieczek. Każda
z nich reprezentuje jakąś owcę „w ogóle": ma
wszystkie najważniejsze, najbardziej istotne i charak­
terystyczne cechy tego gatunku, przy czym artysta
pomija wszelkie elementy nieistotne, drugorzędne.

J. Lamęcki:
II. 26.
„Strzelec",
drewno
polichr., wys. 27 cm.
U. 27. „Walka o szara­
ka" (jelonka), drew­
no polichr. Wl. Muz.
Etn. Kraków.

'i

27

29

�Dużą rolę odgrywa w rzeźbach Lamęckiego zasa­
da kontrastu, zwłaszcza w ujęciu bryły. Ogrom po­
staci w zestawieniu z nikłością wyrzeźbionych nóg
np. w rzeźbie Sw. Jana Nepomucena (ił. 31), czy rąk
w figurze dużego anioła szopkowego, są śmiałym
środkiem ekspresji, podobnie jak i wyolbrzymione
ręce apostołów w obrazie Matki Boskiej w otocze­
niu świętych.
Niekiedy pewne szczegóły ciała są umowne i nie­
zgodne z zasadami anatomii, jednak nie można tego
oceniać tylko z punktu widzenia naturalistycznej
poprawności i traktować jako słabe strony rzeźby,
dlatego tylko że rzeźbiarz nie chciał czy nie umiał
oddać ich zgodnie z naturą.
Geometryzacja kompozycji wyraża się w zrytmizowanych układach rąk czy nóg, co szczególnie wy­
raźnie występuje w rzeźbach typu zabawkowego.
Tak np. w figurce „Chłopi z cepami" całość kom­
pozycji zamknięta jest kilkoma liniami pionowymi,
poziomymi i ukośnymi (ił. 24). W rzeźbie „Walka
o szarka" wyraźnie zaznaczone są rytmy wyciąg­
niętych w walce rąk (il. 27). Również w układach
ciała świątków można się doszukać tych samych
zasad, które stosuje Lamęcki w całej swej twór­
czości.
Należy też zwrócić uwagę na to, że zdobienie
powierzchni rzeźb za pomocą rytych linii równo­
ległych czy krótkich przecinków (oznaczających fałdy
szat czy też żebra) ma sens nie tylko dekoracyjny,
ale przede wszystkim funkcjonalny. Lamęcki trak­
tuje je w sposób schematyczny, uproszczony i dla­
tego przekształca w stylizowany ornament. Chętnie
posługuje się karbowaniem brzegów w podstaw­
kach, w krzyżykach, w zdobieniu ram oraz innych
detali rzeźb.
Polichromia w rzeźbach Lamęckiego jest na ogół
ciekawa i wykonana z dużym wyczuciem malar­
skim. Lamęcki potęguje wyraz plastyczny rzeźby
przez wprowadzenie kontrastów i rytmizację ukła­
dów barwnych. Plamami barwnymi posługuje się
w dwojaki sposób: pokrywa jednolitą farbą całe
płaszczyzny, by podkreślić efekt zróżnicowanej bryły
oraz chętnie stosuje malowanie szczegółów, które są
pozbawione w rzeźbie odpowiednika plastycznego,
jak np. detale twarzy czy ubioru. Charakterystycz­
ne dla jego polichromii są barwy złamane, kolory­
styka rzeźb religijnych Lamęckiego jest oparta na
tradycyjnej konwencji, znanej nam z rzeźb kościel­
nych i litografii. Tak np. Matka Boska ma zawsze
szatę niebieską i suknię białą, a Sw. Józef — szatę
brązową lub ciemnopopielatą. Twarze mają kar­

nację białawą, zróżnicowaną niekiedy w starszych
rzeźbach różowymi plamami policzków. Złocenia
brzegów szat stosuje Lamęcki dla uświetnienia rzeźb
religijnych. Wiąże się to ze stosunkiem do koloru
złotego — jako do symbolu przepychu i świetności.
Znacznie bogatszą skalę kolorów stosuje twórca
w rzeźbach typu zabawkowego, gdzie nie jest skrępo­
wany żadnymi konwencjami.
SPOŁECZNA

FUNKCJA

RZEŹB

LAMĘCKIEGO

Dzieł plastyki ludowej nie można wartościować
tylko za pomocą kryteriów estetycznych, ale trzeba
je oceniać w intergralnym powiązaniu z życiem wsi,
conieważ wypływają z jej istotnych potrzeb reli­
gijnych, magicznych czy obrzędowych. Twórczość
plastyczna ludu wynika w znacznie większym stopniu
niż sztuka warstw elitarnych ze społecznego kon­
tekstu wyznaczonego przez aktualne zamówienia
społeczne oraz tradycyjną spuściznę. I w tym wy­
padku jednak charakter dzieła sztuki określony jest
osobowością twórcy, skalą jego przeżyć i doznań
oraz rozwojem jego indywidualności artystycznej.
Wydarzenia historyczne ostatnich dziesiątków lat,
zmiany ustrojowe i ekonomiczne, przemiany kultu­
rowe i społeczne wpływają na świadomość ludu wiej­
skiego, kształtują jego upodobania i potrzeby. Prze­
mianom tym podlega także osobowość rzeźbiarza
ludowego, włączonego w życie społeczności wiej­
skiej. Zmienia się jego miejsce i rola w społeczeń­
stwie. Pracuje on obecnie już nie tylko dla swego
środowiska, lecz i dla odbiorcy miejskiego, w kraju
i za granicą. Oczywiście wpływa to na osobowość
twórczą artysty, na kierunek jego zainteresowań.
Pierwsze rzeźby Lamęckiego pełniły właściwie
funkcję zabawek, a w dalszym etapie stawały się
„pamiątkami" — darami ofiarowywanymi zgodnie
z wiejskim obyczajem krewnym i znajomym. Miały
zadziwiać otoczenie jak owa łamigłówka z korzeni
lub pobudzać do śmiechu — jak wyrzeźbiona po­
dobizna wujka, z którym Lamęcki pasał owce*.
Miały świadczyć o zręczności, pomysłowości i ta­
lencie ich twórcy, przyczyniając się do zacieśniania
więzów między ofiarodawcą a osobą obdarowaną.
Zasięg ich oddziaływania społecznego był jednak
wąski, ograniczony do nielicznego kręgu ludzi.
Znacznie szerszy zakres społecznego oddziaływa­
nia miał Lamęcki jako wykonawca rzeźb o tematyce
religijnej oraz „konserwator" przydrożnych kapli­
czek i krzyży. Rzeźbienie świątków zyskiwało uzna­
nie środowiska, a nie trzeba zapominać, że właśnie
w okolicach Częstochowy istniało zapotrzebowanie
na rzeźby do przydrożnych kapliczek oraz na figur­
ki świętych patronów. Jednak już w 1. połowie
X X wieku nie było ono tak duże, by mogło prowa­
dzić do wyodrębnienia się kategorii zawodowej „dłubaczy" świątków. Lamęcki był z zawodu oficja­
listą dworskim i mimo częstych wędrówek po wsiach
rzadko pozostawiał swe świątki w kapliczkach.
8

Z listu do mgr M. Przeździeckiej (w materia­
łach PIS sygn. 38928, 366/5).
30

II. 28. J. Lamęcki: „Owca", figurka
z szopki, drewno polichr.,
wys.
U cm. Wł. Muz. Etn.
Kraków.

�Twierdzi, że przywiązywał się do nich, wolał je mieć
u siebie w domu. Być może, działo się tak i dlatego,
że prymitywizm jego rzeźb nie zadowalał wiejskich
odbiorców, nie jest też wykluczone, że Lamęcki
dekorując mieszkanie dużą ilością rzeźb kierował
się chęcią wyróżnienia swojego domu, a co za tym
idzie — podniesienia swej rangi w hierarchii wiej­
skiej społeczności. Jeszcze w 1956 r. wisiało w jego
małej, niskiej izdebce (o podłodze z klepiska) wiele
rzeźb, z dużą figurą Chrystusa Ukrzyżowanego na
czele. Robiło to naprawdę wielkie wrażenie na pa­
trzących, a właścicielowi dawało na pewno — obok
innych —• i satysfakcję estetyczną. Lamęcki modlił
się zawsze przed tym Chrystusem, zanim go sprzedał
i, jak dowcipnie pisze w swoim liście, później długo
nie mógł się nauczyć mówić pacierz w drugą stronę.
„A teraz znowu łubie Matkę Boską Czynstochowską
płaską rzeźbę, która wisi przy moiem usku też
przeze mnie wykonana i pociarkami wyszadzana, to
sie oczy zwracają i pacierze odmawiają". Lamęcki
przywiązywał dużą wagę do tego, czy wyrzeźbione
przez niego świątki będą przedmiotem kultu i czci,
czy też mogą być narażone na znieważenie . Po­
stawa taka cechuje nie tylko Lamęckiego; z praktyki
muzealnej wiem, jak często chłopi nie chcą z po­
dobnych powodów 'sprzedawać z domu „świętych
obrazów" .
9

10

sołych żartów. Gospodynie częstowały szopkarzy
świątecznymi plackami, dawały jajka, kiełbasę i pie­
niądze. W czasie jednego wieczoru szopkarze zbierali
50 lub więcej jajek, a zebrane zapasy były okazją
do wesołej nocnej uczty. Nieraz i siedem tygodni
przebywali oni poza domem, nocując w różnych
chałupach, a na niedzielę wracali do swojej wsi,
by w poniedziałek wędrować dalej. Lamęcki chodził
z szopką od 1933 r. (ale nie co roku) w promieniu
4 gmin rozrzuconych na terenie różnych powiatów.
W ostrzejsze zimy wystawiał szopkę w domu, a ludzie
przychodzili ją oglądać. Nawet w czasie ciężkich lat
wojennych nie zaprzestał on chodzenia z szopką,
wystarał się w tym celu o specjalne pozwolenie.
W oracjach podkreślał wówczas:
„Gdzie szopka chodzi —
tam wojny nie będzie".
Szopka była więc symbolem pokoju, a dzięki pew­
nym aspektom magicznym życzenie to przypomina
nieco inny dwuwiersz wygłaszany w czasie zapusto­
wego chodzenia z konikiem:
13

„Gdzie nasz konik pochodzi —
tam się żytko urodzi".

n

Na specjalną uwagę zasługuje funkcja społeczna
tych rzeźb, które powiązane były z obrzędami Boże­
go Narodzenia. Lamęcki jest bowiem nie tylko
twórcą przenośnej szopki z ruchomym mechanizmem,
ale również tym, który nawiązał do dawnej tradycji
chodzenia z szopką i kolędowania, aranżując równo­
cześnie widowiska obrzędowe o starodawnych ce­
chach. W widowiskach tych sam występował prze­
brany za „dziada" , a na twarz nakładał dla do­
dania sobie powagi maskę z brodą lub dla żartu
maskę diabła. Szopkę przykrytą derką niosło dwóch,
a czasem czterech chłopów ubranych w kolorowe
czapki, ozdobione pękami wstążek. „Dziad" z po­
tężną laską w dłoni spełnioł nie tylko rolę „reży­
sera" widowiska, ale i obrońcy, poskramiając tąże
laską natarczywość wiejskich wyrostków z obcych
wsi, usiłujących zajrzeć pod derkę. Dziad wkraczał
zawsze pierwszy do chałupy, chwalił Boga i trady­
cyjnym zwyczajem zagajał zwracając się do go­
spodyni:

II. 29. J. Lamęcki: „Dojarka", drewno

polichr.

12

„Czyście rada', czy nie rada
przyjąć tego dziada?"
Dopiero wyraźne zaproszenie gospodyni było hasłem
do rozpoczęcia kolędowania, składania życzeń i we9

Z listu do autorki z dnia 9.X.1962.
W odniesieniu do obrazów por.: T. Seweryn,
Polskie malarstwo ludowe, Kraków 1937, oraz R. Reinfuss, Malarstwo ludowe, Kraków 1962, s. 21—35.
To samo relacjonowali pracownicy Muzeum
Etnograficznego w Krakowie, mgr Z. Szewczyk i mgr
J. Czajkowski.
Por. B. Bazielichówna, Stefan Deptuszewski,
Szlachcice i dziady — zwyczajowe widowiska, „Pol­
ska Sztuka Ludowa", 1959, nr 1—2.
Z. Gloger, Rok polski w życiu, tradycji i pieśni,
Warszawa 1908, s. 116.
»
10

11

12

18

31

�Społeczna funkcja rzeźb Lamęckiego zmieniła się
od czasu, kiedy zwiększone zainteresowanie jego
twórczością pomnożyło krąg odbiorców poza obrębem
wsi. Nastąpiło to z chwilą, kiedy Lamęcki został
„odkryty" przeze mnie w jesieni 1956 r. w czasie
penetracyjnych badań Kielecczyzny, zorganizowanych
przez Państwowy Instytut Sztuki przy współudziale
przedstawicieli muzeów. Muzeum Etnograficzne w
Krakowie było pierwszą instytucją, która zakupiła
rzeźby Lamęckiego i eksponowała je na stałej wy­
stawie szopek oraz na wystawie rzeźby ,i grafiki
ludowej zorganizowanej z okazji 34 kongresu AICA
w 1960 r.
Należy przy tym podkreślić, że dużą rolę
w ułatwieniu Lamęckiemu startu odegrały nie tylko
artykuły w czasopismach , publikacje jego rzeźb
w prasie
oraz korzystna wzmianka w pięknym
opracowaniu o sztuce ludowej prof. dra R. Reinfussa i J. Swiderskiego , ale przede wszystkim za­
interesowanie czynników regionalnych. Mgr Neumanowa, dyr. Muzeum w Sieradzu, ponownie „od­
kryła" Lamęckiego jako rzeźbiarza w czasie' poszuki­
wań materiału do konkursu sztuki ludowej w 1959 r.
i związała go z żywym nurtem twórczości regionalnej.
Bezpośrednia opieka czynników administracyjnych —
Wydziałów Kultury PPRN w Radomsku i PWRN
w Łodzi — umożliwiła mu udział w konkursie i wy­
stawie sztuki ludowej ziemi radomszczańskiej w
1959 r. , gdzie otrzymał I nagrodę. Wystawa pokon­
kursowa w Łęczycy w 1960 r., a przede wszystkim
wojewódzka wystawa sztuki ludowej Ziemi Łódz­
kiej w 1961 r .
w Łodzi otworzyła mu drogę do
dalszych sukcesów w postaci nagród i zakupów rzeźb
do muzeów krajowych, a poprzez wystawy muzealne
również i zamówienie CPLiA do Ameryki.

to można obserwować u niektórych rzeźbiarzy ludo­
wych, a ponadto, że niewłaściwa inspiracja wypaczy
kierunek twórczości, dla której brak osobistego za­
angażowania i klimatu.
Wyraźnym przemianom uległa także świadomość
Lamęckiego. Społeczne uznanie jest dla niego bodź­
cem do wzmożonej pracy, a kontakty z kręgiem
osób, które interesują się i popierają sztuKę ludową,
pozwoliły mu znaieźć właściwe miejsce w społeczeń­
stwie:
„Teraz musze powiedzieć szczerą prawdę, całą
gembą, ze nie tylko sie uważam za twórco ludowego,
ale niem jezdem".

14

15

le

17

18

Istnieje jednak duże niebezpieczeństwo, że zwięk­
szona produkcja rzeźb wywoła ujemne skutki, jak

WYJĄTKI Z PAMIĘTNIKÓW LAMĘCKIEGO
Topienie się siostry
„Był to dzień bardzo ładny i ciepły, latowy. Ptaki
śpiwały bardzo ładnie, tak ze as miło było słuchać
takiego śpiewu. Wtedy poszedem zobie nie daleko.
Były to drzewa olszyna pare stukowe i tam zobie
siadłem aby się dobrze przysłuchiwać temu ptastwu
iak ładnie śpiewa. Ale nie długo słyszę jeszcze ład­
niejszy śpiew. Kiedy to było? Prawie dnia 6. lipcza
1905 roku. Słyszę, słyszę teras ale nie śpiewy pinknych ptaków, tylko, tylko wołanie wołanie na ratonek. Zkoczyłem z trawnika, na kturym siedziałem,
aby sie łotem przekonać czo się ształo takiego ze
taki krzyk i wołanie na ratonek. To tys sie teras
dobrze przysłuchuje. A kiedy sie przekonałem ze to
woła ztara Zygmunowa to tys zaras leczę czo tchu
mam. A kiedy wyleciałem tak daleko ze jost widzę
chałupę, ale tys i widzę czałe tłomy ludzi. To mnie
bardzo strach ogarnył, o mało nie upadem z tego
strachu i z przeliknicia. Ale nazat nabrałem odwagi
i pyndze czo mam siył, a kiedy zaleciałem do tych
ludzi, wtedy dopiro kochany Czytelniku nie dałbyś
za wiarę jak mnie szcisło — tak ze omało nie upadem
na zimie — kiedy usłyszałem ze mi sie siostra utopiła.
A ja sie jescze na tyle zmiarkowałem i zapytuie sie:
«A gdzie iest siostra i gdzie lerzy?» a ludzie muwią:
«Jescze nie lerzy, bo nie znaleziona, tylko jescze
we wodzie ją szukaią». A ia wtedy zaras sruczam
ubranie ze siebie i zaras zkakuie do wody. Było tam
we wodzie jost pare chłopuw czo szukali zwłokuw
moiej ukochanej siostry iedyny. A wtedy i ja zaras
sie biorę do szukania kochany siostry ktura była
bardzo dobra i miła — to tys sie nie długo namyślam
tylko sie zegnam wodą — a kiedy zrobiłem wodą
krzys Pański i wtedy kryie sie we wodzie. A kiedy
nurkim szedem kawałek po dnie wody nie dało żad­
nych sirotkuw i znakuw. A wtedy dawaj zaras
jescze raz na nurka i wtedy chodrze pot wodą i patrzam na łoczy dobrze, ażeby natrafić na ukochaną
siostrę. To tys tylko Panu Bogu bardzo dzinkuie za
takie dla mnie łaski dawane, jakieych nie byłem
godzien takich łaskuw. A kiedy trzeci ras poszedem
pot wode i tylko kawałek szedem po dnie, a tu pra­
wie widzę ukochaną Siostrę, jak na dnie wody lerzy
i zaras biorę i płynę do niej. A kiedy przypłynyłem,
14

M . Przeździecka, Radomszczański Zagłoba lu­
dowy, cyt. wyd.; A. Jacher-Tyszkowa, Figurki Jana
Lamęckiego, „Ziemia", 1958, nr 8—9.
„Świat", 1958, nr 51—52.
R. Reinfuss, J. Swiderski, op. cit.
Katalog Sztuka ludowa Ziemi
Radomszczań­
skiej, Radomsko 1959.
Katalog Sztuka ludowa Ziemi Łódzkiej, Łódź
1961.
15
18

17

18

�biorę ukochaną siostrę pot pachę i dawaj wypływać
do gury czy nawich wody. Ale kiedy teras mnie
doć długo nie było widać to tys zaras te chłopi leczą
po mnie, bo myśleli ze ia sie utopiłem, ale grubo sie
omelili, bo kiedy chłopi przyśli ażeby mnie ratować,
ale mnie nie było potrzeby ratonku. A wtedy widzą
chłopi i muwią, ma ma te dziecko złapane i wtedy biorą
odemnie moią ukochaną siostrę te chłopi, bo onym
była woda pot pachy i chodzili po dnie we wodzie,
a ia nie mugem tak chodzić, bo byłem małem chłopakim. Wtedy, kiedy te chłopy odebrały moią uto­
pioną siostrę kochaną to ja zaras płynę do brzegu.
A kiedy byłem na brzegu, to chłopi byli kawałek
szpory dali ot brzegu. Ale tys sie te chłopi sztarali
ażeby pryntko wydobyć i wyić [wyjść] z tą utopioną
dziewuchą — tak krzyczały kobiety — pryntko
pryntko, krzyki słychać i płyc Matki i drugich ko­
biet. Wrescie chłopi wyśli i wynieśli moią jedyną
Siostrę. Były płachty poprzynoszune i wtedy biorą
i kładą moią kochaną Siostrę na te płachtę. A te
płachtę trzymało cterech chłopuw karzdy trzymał
za szwuj ruk płachty, a wtedy dawaj ią chystać
i uderzać ią po pulikach [policzkach]. Ale było to
napruzno wszystko. Wczale nie dawała znaku życia.
A Mama wtedy widzi ze nie daie żadnego znaku
życia i odrazu upadła na zimie. A wtedy kobiety
dawaj krzyczeć i wołać ze Lamencka nie żywa lerzy...
Nie długo trwało potem i Mama wstała. A kiedy
była Mama jost przytomna i zaras sie pyta: «A jak
z moią kochaną czurką, czy ją docucili?" A kobiety
muwią: «Tak tak, czurka jost do życia przychodzi,
a gorzy było z Wami, bo nie było rady kieby nie
Pani Czebulska, to pewnie byli byście dłusrzy lerzeli,
ale prawie Pani Czebulska leciała z kroplami i to
was tak pryntko przyprowadziło do przytomności.*
«Ale kobiety nie muwta o mnie, tylko mi chodzi
o moią kochaną czurecke czy ona zyie?» «Tak, tak,
zyie, zyie, tylko wy sie nie martwcie o czurke, tylko
0 siebie.» I tak wtedy mame zaprowadzili do miskania, ażeby nie widziała czo sie byndzie robie dali
z tem.
Ale każdy był ciekawy, co sie zrobi: «Ale z tej
biedny niezcynszny dziewuchy taka ładna dziewczyna
1 tak marnie musi zeiść z tego świata."- A drugie
kobiety znowu muwią: «Taką miała smier przezna­
czoną i taką musiała zginąć.» A znowu jem muwią:
«Wita czo wam powimy, kiedy ma tak marnie zyć,

II. 30. „Kosiarz",
drewno
surowe,
wys. 30 cm. II. 31. „Sw. Jan Nepo­
mucen", drewno polichr. Wł. Muz. Etn.
Kraków. II. 32. „Królowa
Jadwiga",
drewno polichr. Wl. Muz. Etn. Kraków.

to nawet lepi, ze ią Pan Buk zabrał." A kiedy ia
takie słowa usłyszałem i muwie ze łzami: «Tylko,
tylko sie nie martwcie o nią ze ona miała taką biedę,
bo żaden nie w i o tem, ażeby muwił. Niech każdy
sie martwi o siebie, a nie o kogo." A wtedy kobiety
muwią: «Prawda, prawda, chocias taki mały chłopak,
ale wiedział czo na to powiedzieć.» A kobiety muwią:
«Takie szą drugie ludzie, ze ani nie umi czo powiedzieć». I tak sie kobiety wrescie pomaliu zaczyły
przemawiać od słowa do słowa, as wrescie wybuchła
kłutnia. Ale zaczyły sie drugie kobiety śmiać, te
niewstydne baby, baby. Ale to słusna prawda, ze
Baba, Żaba i Diabeł trzeci — to szą rodzune dzieci."
(str. 220—229)
Poszukiwanie

pracy w okresie

międzywojennym

„Po wygnaniu mnie z Kościelcza musiałem szukać
nowej posady i tak chodziłem z dworu do dworu,
z drogi na drogę, aby jaką posadę znales. Nie po­
trzeba Wam to muwić kochani cytelnici jakie to są
casy cinskie. U nas każda Pani Dworu i każdy Pan
Dworu niechciał gadać z przybyłym słuzbistą —
tak było ze mną •— a nie tylko ze mną, ale z wszystkiemi, co chcieli znales jaką słuzbe w Dworze —
tak postympowali z nami nasi chlebodawcy; wproz
sie nakpiwali z przybyłych jm podanych. Ale cuz
było zrobić, kiedy nasi wielmożni panowie mieli
zaduzo pracowniku i tylko nami przezucali. Jak
przebył tylko rok w tem dworze, to na drugi rok
znowu go wydala, aby nie zadługo u takiego wiel­
możnego chlep jadał. I tak robili nasi panowie z na­
mi. Do niektórego dworu to naz przybyło i dwa­
dzieścia, a nie w których z dworów, to nawet i wincy
przybyło... A taki Pan Dziedzic wyzet o godzinie
jedenastej, a nawet i puzniej. Kiedy wyzet na balką,
albo na ganek uśmichnoł sie syderco i mówi: «Ilez
was to przybyło, ja tylko jednego potrzebuie fornala
i musi być dobry i młody"-, i dawaj patrzeć po naz.
Nareście zwrócane miał ocy na mnie, bo ia stałem
naiblizy schodów werendy: «Choć ze mną". A ja
mówię, ze nie jezdem fornalim, a un spoizał na mnie
zpot coła jak wilk i zacyna mówić: «A cym ty jezdeś?" «Jezdem gaiowy». «No to nie, mnie gaiowy
nie potrzebny*. Zawołał drugiego, a ten był prawie
fornalem, a my reste pośli dali. Każdy pozet swoią

�II. 33. J. Lamęcki: Fragment płasko­
rzeźby polichr. Wł. Muz. Radomsko.

drogą i tak chodziłem od stycnia pirzego do marca
usmego — pamintny ten dzień w Pańskim Roku 1934.
Przybyłem do majątku Okołowice. Należą do Pani
Acynski. Była to wdowa i ta mnie zgodziła..."
(str. 719—721)
Walka polskiego

samolotu w 1939 r.

„Była to szodoma i gomora, co sie działo pocas
tego. Nas samolot z góry iak kula leciał w dół,
a kiedy sie opuscał bardzo nisko nad pozycje nie­
mieckie nam sie zal go robiło, ze go zestrzelą, ale
gzie tam nie było o tern mowy. Siekał z karabienów
mazynowych, as sie iskry szypały. Ale to nie był
koniec walki, dopiro pocątek walki sie zacyna. Zno­
wu sie zbija do góry i znowu sie spusca iak kula
z góry na dół, prosto, prawie pionowo i znowu wali
kulami, jak gradem chmura, kiedy nadciągnie nad
okolicę. Teraz sie niemcy zmiarkowali co to za samo­
lot tak ich praży i siece kulami. Kiedy sie drugi
raz nas samolot zbijał w góre — teraz sie dopiro
zacyno istne piekło; wszystkie armaty niemieckie
otworzyły pasce swoie, ale i to nic nie pomagało,
samolot nic szobie z tego nie robił. Znowu sie wzbił
tak wysoko, ze go ledwie było widać w górze i znowu
pionowo sie rzuca w dół, ale niemieckie armaty
przeciwlotnicze nie przestawały strzelania, tylko biły
as sie ziemia trzynsła. Nas lotnik był prawdziewym
bohaterem. Znowu zacyna prażyć niemców, as sie
ziemia gotuje ód kul nasego samolotu. Ludzie nie
wiedzieli co robić i gdzie sie kryć. Każdy ucieka,
gdzie mógł tylko, niektórzy pantofle pogubili jak
uciekali w pola", (str. 988—990)

Ucieczka

w styczniu

1945 r.

„•"Plan jost dawno mam zrobiony*. «A jaki Janie?*
zapytał sie Ciastko mnie, bo wszyscy polegali na
mnie: «Czo myślicie sie kłaś do spania?» «Tego nie
byndzie, tylko czekam zeby grózieny usnyli, to zaras
nogi bierzemy za pas i w nogi, mój drogi». Montek
był ciekawy iak tylko usłyzał o co chodzi, zaras drzwi
uchylił, zeby sie przekonać, czy jost śpią grózieny:
«Chłopi śpią iak pozazynani ciołki grózieny, tylko
chrapią!» «No jeżeli tak, to sie zbiraimy na skrzydłach
chłopi. W Jemie Boże, niech nam dopomoże*. Łokno
pocichu otworzyłem z chacyków, aby było gotowe.
Ciastko miał wziąs jedne pódełko, a drugie Siwek,
a trzecie ze smalczym Montek do kiezeni, bo ja nie
miałem gdzie brać, no i jeden bochenek chleba
na drogę.
Kiedy jost było gotowe wszystko do drogi, robiemy szósza wszyscy przez okno, jeden za drugiem.
Kiedy jost my byli na podwórzu każdy zrobił znak
krzyża świntego na cole, i w jemie Boże rózamy
w drogę.
Ja prowadziłem jak z mapy, chocias była noc
pełna, bo dopiro była dwódziesta trzecia w nocy
gdziena. Każdy tylko weizał na stainie, gdzie konie
stały, konie, wozy, homenta, baty, derki, co my
zabrali z doma, żeby było w kolana ciepli na wozach,
i to wszystko zostało... My iak tylko wysli z podwó­
rza, prosto udałem sie przes szoze i chłopi za mną,
w razie pogoni, zeby nas nie złapali na szosie."
(str. 1160 — 1162)

Fot: S. Deptuszewski — ii. 26, 29; A. Jacher-Tyszkowa — il. 6, 7; E. Kossakow­
ski — il. 1; M. Maśliński — il. 2, 4, 5, 8, 9, 12, 15—20, 24, 25, 27, 31, 32; J. Swider­
ski — il. 3, 10, 11, 13, 14, 21—23, 28, 30, 33.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11155" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11133">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/976c7662b26d06650c9f6c4e4dfb92a9.pdf</src>
        <authentication>e9d85ff3271df9a1590b65dab93a8125</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133012">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2327</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133013">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133014">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133015">
                <text>Jan Świderski (15.12.1931-24.03.1991) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133016">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2, s.63</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133017">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133018">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133019">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133020">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133021">
                <text>Jan Świderski
15.XII.1931-24.III.1991
Pożegnaliśmy Go dzisiaj. Tłum ludzi, wieńce. Trzeba było kłaść
kwiaty na sąsiednich grobach. Zaskoczenie... Więc tylu ludzi Go
znało, tylu osobom był bliski ? Więc to był nie tylko „nasz" Janek,
Instytutowy, Krakowskiej Pracowni Dokumentacji Sztuki Ludo­
wej, redakcji „Polskiej Sztuki Ludowej"?
Każdy miał swojego Janka. Rodzina, córka o której mówił
z tkliwością, koledzy, przyjaciele - których nigdy nie zawiódł.
W Instytucie był niemal „od zawsze". Trzydzieści siedem lat...
Różnych. Trudnych. Przychodzili nowi pracownicy, zmieniali się
dyrektorzy, on był. Należał do tej formacji ludzi, których coraz
- niestety - mniej. Lojalny, przyzwoity, szanujący każdego
człowieka, skory do pomocy. Przy tym świetny pracownik, szybki,
pracowity, odpowiedzialny, bezinteresowny.
Zwracaliśmy się do niego, kiedy trzeba było znaleźć zdjęcie
jakiejś rzeźby, skrzyni, czy postaci - kiedyś, gdzieś sfotografowa­
nych w terenie. Pamięć miał znakomitą, komputerową, wiedzę
dużą. Umiał się uczyć, a przebywając w kręgu prof. Romana
Reinfussa i jego współpracowników stał się etnografem z praw­
dziwego zdarzenia. Z aparatem fotograficznym na szyi przemie­
rzył tysiące kilometrów, docierając do najdalszych zakątków
Kraju. Efektem tych wędrówek jest blisko 65.000 zdjęć w Ar­
chiwum Fotograficznym Instytutu. Często bezcennych już doku­
mentów ludowej kultury, sztuki. Zdawał sobie sprawę z wagi tego
co robi, w czym uczestniczy. Wiedział, że jest to wyścig z czasem,
że kapliczka dziś pominięta, jutro może już nie istnieć, że zdjęcie
może zostać jedynym śladem, jaki zostanie po człowieku, zabyt­
ku, sytuacji. Nie raz pracował z gorączką, narażał się, spadał
z drzewa, gdy mimo zakazu Profesora wdrapywał się wysoko, by
z tej perspektywy sfotografować jakiś okół, czy wiejskie zabudo­
wania. Nie odrabiał pańszczyzny. Praca, którą wykonywał, była
jego pasją. Dla utrwalenia śladów chłopskiej kultury zrobił więcej
niż nie jeden gabinetowy uczony. Tak to bowiem się dzieje, że
teorie przemijają, wiele tekstów traci po latach sprężystość
i żywość, a praca dokumentalisty pozostaje. Więcej - z każdym
dziesięcioleciem zyskuje na wadze.
Był fotografem wrażliwym na urodę rzeźby, widzącym człowie­
ka, twórcę. Nic dziwnego, że zabiegano o jego fotografie. Bo
i czym byłby album Sztuka ludu polskiego (A. Jackowskiego i J .
Jarnuszkiewiczowej) bez zdjęć Świderskiego? Trudno wręcz
wyobrazić sobie wiele książek bez Jego prac. Najlepszym świa­
dectwem tego jest fakt, iż prof. Reinfuss zaproponował mu
współautorstwo książki Sztuka ludowa w Polsce. Przez ćwierć
wieku był to podstawowy, jedyny podręcznik uczący tego, czym
jest sztuka ludowa.

SUMMARY
W i e s ł a w J u s z c z a k , PALAEOLITHICAL EPOS
The behavoiur of goddess Tetida pouring red nectar (ambrosia,
which is etymologicaly connected with immortality) into the
nostrils of Patroclesto detain the decay of his body (The Iliad) has
its analogies in much earlier palaeolithical burials when the
bodies were often powdered with ochre. It is also possible to find
graves where from the mouth and nostrils of a dead person we
can see a small ditch fulfilled with ochre (you can also compare
painted animals from Magalenian period with painted lines
coming out from the muffle). One can think that it was the way to
imagine the breath and a life itself. This magical gesture is treated
by the author as the first artistic gesture. In the beginning of art
there is another attempt of embodiment, a pretence but not
imitation (the author cuts him away from the mimesis theory of
the origin of art). The gesture of Tetida in this way shows the
temporarily earlier stratum in The Iliad - the palaeolithical
tradition. Using two newly edited books ( J . Cowan, Mysteries of
the Dreaming. The Spiritual Life of Australian Aborigines and B.
Chatwin, Songlines) the author reconstructs the australian - palaeolitical in tis core - picture of the world. The Australians didn't
dwell in the traditional, european meaning of the word. They
dwelt in the room, the teritory of every year repeated wanderings.
The Earth itself was a picture for them and her elements had
special meaning suplied by the events from the beginning
-fulfilled - in the period of Dreaming.
„The Sacral Topography" is created in connection with land­

Z najlepszych zdjęć skompletował trzy wystawy, które obej­
rzało w Polsce wiele tysięcy osób. „Dawną rzeźbę ludową"
pokazał w Warszawie, Zakopanem, Radomiu i Kielcach (1971),
w Nowym Sączu i Płocku (1972) Włocławku (1975). „Polską
sztukę ludową" w Warszawie, na wystawie z okazji 30-lecia
naszego pisma (PME - 1977). W tym samym roku pokazał ją
w Myślenicach, a rok później w budapeszteńskim Ośrodku
Informacji Kultury Polskiej. „Budownictwo ludowe" pokazano
w Instytucie (1970), a później w Olsztynie, Zakopanem, War­
szawie (PME), Toruniu (1980), Nowym Sączu i Tarnowie
(1983), w Kielcach (1988).
Drugim ważnym obszarem zainteresowań Świderskiego były
warszawskie Powązki, te na których spoczął w rodzinnym grobie.
Co roku zbierał w dniu Wszystkich Świętych datki na konserwa­
cję zabytkowych grobów. Dumny był, pamiętam, gdy któregoś
roku okazało się, że zebrał więcej od innych... Pracował społecz­
nie w Towarzystwie Opieki nad Zabytkami, fotografował pomniki
na Powązkach, i jego zdjęcia wykorzystał Jerzy Waldorff w książ­
ce Przed bramą wielkiej ciszy (1990) a także Cmentarzu Powąz­
kowskim w Warszawie (1982).
Otrzymał za swą działalność Złoty Krzyż Zasługi, odznakę
Zasłużonego Działacza Kultury, Dyplom Uznania Towarzystwa
Opieki nad Zabytkami, Nagrodę „Polskiej Sztuki Ludowej",
Dyplom Ministra Kultury i Sztuki za osiągnięcia w upowszech­
nieniu kultury. Myślę jednak, że największą satysfakcję sprawiało
mu to, że wiedział, jak jest nam wszystkim potrzebny i jak wielki
jest jego wkład w utrwalenie dokumentów ludowej kultury.
Aleksander Jackowski
2 kwietnia 1991

OF

ARTICLES

scape and myth. All encyclopaedic knowledge about the con­
tinent is contented in songs sung by the forefathers in wandering
creating by this songs places as we can them see nowadays. Every
member of the group inherits the parts of this great song.
Rememberance of these songs is real property of people. They
can lend them to others to give them a chance to wander on their
teritory. It could be treated as a great system of mutual co­
operation which enables the wandering. At least once a year
aborigines wandering sing their song (reading it from the
landscape) - it is a wandering Dreaming which gives new
actuality to primaeval events. In special holy places-„hot places"
where there are paintings having mnemotechnic function - take
place the regeneration of spiritual and physical forces of Aust­
ralians.
The author suggests that similiar great epos would have been
existed in Mediterranean circle and its parts - recreated by
.genious poet had left in such masterpieces as: The Odyssey, The
Iliad or Babylonian epos.
J a c e k O l ę d z k i , J E S U S WALKS ON THE WATER OF GENNESARET LAKE
Paintings concerning the miracle on Gennesaret Lake belong
to a very rare iconographic motive in Poland. After the llnd World
War a painter Gałęza has painted for the church in Rokicie such
a painting. In the end of 70th it was replaced by another painting
(by Piekarski) dealing with the same iconographical motive.
63

1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11366" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11344">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6fa2973e74a6aa2f75a92c6ec8a07ad3.pdf</src>
        <authentication>9b21b810763ee874c7c9bb78d31c1753</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135423">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3526</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135424">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135425">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135426">
                <text>Jana Świderskiego widzenie sztuki ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135427">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.4, s.243-252</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135428">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135429">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135430">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135431">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135432">
                <text>П. 1. Chrystus

Aleksander

Frasobliwy,

Korytków,

woj.

zamojskie.

Jackowski

JANA Ś W I D E R S K I E G O WIDZENIE SZTUKI LUDOWEJ
P r z e d m i o t e m t y c h u w a g są z a r ó w n o w y b r a n e z d j ę ­
c i a J a n a Ś w i d e r s k i e g o j a k też i w i d z i a n y p r z e z i c h
p r y z m a t p r o b l e m f o t o g r a f i i j a k o środka d o k u m e n t a c j i
k u l t u r y a r t y s t y c z n e j l u d u . P r e t e k s t e m zaś d l a t y c h r o z ­
w a ż a ń są t r z y w y s t a w y p r a c S w i d e r s k i e g o krążące p o
k r a j u i z a g r a n i c y . J e d n a z n i c h p o k a z u j e dawną rzeź­
bę l u d o w ą d r u g a
różne d z i e d z i n y
sztuki
ludowej
t r z e c i a b u d o w n i c t w o d r e w n i a n e " . Z n a j d u j e m y się w i ę c
cały czas w kręgu k u l t u r y chłopskiej, której m a t e r i a l ­
ne p r z e j a w y z n a S w i d e r s k i j a k m a ł o k t o z e t n o g r a f ó w
i d o k u m e n t a c j i której poświęcił n a j l e p s z y o k r e s s w e g o
życia. W y s t a r c z y p o w i e d z i e ć , że w ciągu 25 l a t w ę d r ó ­
w e k p o K r a j u , w r a m a c h badań t e r e n o w y c h I n s t y t u t u
S z t u k i P A N , tłukąc się o s o b o w y m i pociągami, a u t o b u ­

s a m i , d ź w i g a j ą c ciężki sprzęt — w y k o n a ł p o n a d 50.000
zdjęć, a w i ę c u t r w a l i ł co n a j m n i e j 30.000 różnych o b i e ­
któw. N i e muszę tłumaczyć, iż w i e l e z n i c h (jeśli n i e
większość) już n i e i s t n i e j e , uległo z n i s z c z e n i u bądź r o z ­
p r o s z e n i u . Zdjęcia, znajdujące się w I n s t y t u c i e S z t u k i
mają w i ę c w a g ę b e z c e n n e g o d o k u m e n t u , którego z n a ­
czenie w z r a s t a w p r o s t p r o p o r c j o n a l n i e do procesu p o ­
stępujących p r z e m i a n w k u l t u r z e i g o s p o d a r c e
Kraju.
N i c t e d y d z i w n e g o , że f o t o g r a f i e S w i d e r s k i e g o z n a j d u ­
j e m y p r a w i e w każdej p u b l i k a c j i m ó w i ą c e j o sztuce
l u d o w e j . Z n a c z e n i e i c h określa n a j l e p i e j f a k t , iż p r o f .
R o m a n R e i n f u s s n i e w a h a ł się uznać S w i d e r s k i e g o za
współautora książki Sztuka
ludowa
w Polsce .
W al­
b u m i e Sztuka
ludu
polskiego
(Warszawa
1967), n a 521
4

5

243
I

�ilustracji

aż

A

dodać, że w r a z

należy

wybieraliśmy

197
do

jest

autorstwa

albumu

Jana

z Jadwigą
zdjęcia

150.000 d a w n y c h i współczesnych

Swiderskiego.

Jarnuszkiewiczową

spośród

co

najmniej

fotografii.

T e n wstęp j e s t c h y b a k o n i e c z n y , w y z n a c z a
bowiem
w y r a ź n i e z a k r e s zainteresowań S w i d e r s k i e g o i c h a r a k t e r
p r e z e n t o w a n y c h przez niego w y s t a w . Z n a j d u j e m y więc
n a n i c h sztukę ludową traktowaną p r z e d e w s z y s t k i m
jako
dokument.
A
więc
bez
osobistej,
świadomie
s u b i e k t y w n e j i n t e r p r e t a c j i , bez r e ż y s e r o w a n i a s y t u a c j i ,
s t w a r z a n i a s p e c j a l n y c h zderzeń o b i e k t u z k o n t e k s t e m ,
bez w s z e l a k i e g o r o d z a j u
zabiegów t r a n s m u t a c y j n y c h .
P r z e d m i o t z a w s z e j e s t n a t y c h zdjęciach c z y t e l n y , o n i e ­
go c h o d z i , o n j e s t j e d y n y m b o h a t e r e m . F o t o g r a f p r o ­
g r a m o w o u n i k a w s z y s t k i e g o , co m o g ł o b y o d w r ó c i ć u w a ­
gę w i d z a o d p o k a z y w a n e j rzeźby czy b u d y n k u , n a r z u ­
cić m u s w o j e e m o c j e , pośrednio t y l k o z w i ą z a n e z t e ­
m a t e m zdjęcia.
T e n r y g o r y z m , zasługujący u d o k u m e n t a l i s t y n a sza­
c u n e k , n i e oznacza j e d n a k r e z y g n a c j i z a r t y s t y c z n y c h
w a l o r ó w f o t o g r a f i i . Są o n e j e d n a k w y r a ź n i e z w i ą z a n e
z dziełem, j e g o strukturą i wartościami, które A u t o r
s t a r a się m o ż l i w i e p r e c y z y j n i e ukazać. O t o
Ukrzyżowa­
ny z Płoskini (11. 2), f o t o g r a f o w a n y w w a r u n k a c h l a ­
b o r a t o r y j n y c h . Z d j ę c i e w sposób m i s t r z o w s k i w y d o b y ­
w a w a l o r y p l a s t y c z n e rzeźby. Cała u w a g a w i d z a k o n ­
c e n t r u j e się n a m o d e l u n k u t o r s u , g ł o w y i p e r i z o n i u m .
S r e b r z y s t e , „ m i ę k k i e " tło t w o r z y przestrzeń, w której
m i m o f r o n t a l n e g o ujęcia czuje się w y r a ź n i e b r y ł ę r z e ź ­
by. Światło
podkreśla
j e j ekspresję.
Koncentryczny,
biegnący k u o s i p i o n o w e j układ słojów d r e w n a m o d e ­
l u j e t o r s , t w o r z ą c układ, k t ó r y o d b i e r a m y
w
prze­
b i e g u c z a s o w y m , o d d r a m a t y c z n i e skłonionej g ł o w y aż
po p e r i z o n i u m , które j a k g r u p a a k o r d ó w w i e ń c z y i u s ­
p o k a j a r y t m t y c h słojów. R o z k ł a d światła n a p o w i e r z ­
c h n i f i g u r y p o z w a l a zobaczyć ją j e d n y m
spojrzeniem
— j a k o całość, n i m o k o nasze z a c z y n a postrzegać posz­
czególne s e g m e n t y rzeźby.
Czy S w i d e r s k i p r z e k r o c z y ł w t y m zdjęciu g r a n i c e
d o k u m e n t u ? Z a s t a n ó w m y się n a d t y m . S p r a w a
pier­
w s z a , najważniejsza — czy zdjęcie s u g e r u j e wartości,
których n i e m a oryginał? Otóż g d y się z n a rzeźbę,
ł a t w o stwierdzić, że f o t o g r a f i a j e d y n i e u c z y t e l n i a j e j
w a l o r y a r t y s t y c z n e , kładąc n a c i s k n a strukturę dzieła,
podporządkowanie elementów d e k o r a c y j n y c h
wyrazowi
emocjonalnemu,
akcentując
rolę
rytmów,
podziałów,
r ó w n o w a g i układu. Jest to w i ę c d o k u m e n t ś w i a d o m i e
komponowany. Dokument — dodajmy —
utrwalający
t y l k o p e w n e c e c h y (choć w t y m p r z y p a d k u n a j w a ż ­
niejsze). N i e w i e m y b o w i e m , j a k w y g l ą d a d o l n a część
rzeźby, j e j tył, p r o f i l b o c z n y , n i e z n a m y s y t u a c j i w
której się p i e r w o t n i e znajdowała i t d . Rzeźba d o k u m e n ­
t o w a n a j e s t w m u z e u m , t a w i ę c część i n f o r m a c j i o n i e j
z konieczności o d p a d a , j e s t n i e do z d o b y c i a . N i e d o ­
w i e m y się w i ę c z j a k i e j odległości i p o z y c j i n a nią
p a t r z o n o , g d z i e wisiała, w kościele, czy n a p r z y d r o ż n y m
krzyżu, co w n i e j d o s t r z e g a n o , w j a k i m
oświetleniu,
j a k i m i a n o do n i e j stosunek.
Niestety,
d o k u m e n t przeszłości j e s t
i tak poda­
r u n k i e m l o s u . R e j e s t r u j e sytuację zastaną, r z a d k o k i e ­
d y z d o l n y przekazać n a m i n f o r m a c j e o przeszłości o b i e ­
k t u . E w o k o w a n i e j e j p r z e z reżyserię zdjęcia j e s t już
zabiegiem
wtórnym, uzasadnionym r a c j a m i d y d a k t y c z ­
n y m i l u b a r t y s t y c z n y m i . N a s u w a się j e d n a k p y t a n i e ,
czy j e d n o zdjęcie, n a w e t t a k w i e l e m ó w i ą c e j a k t o ,
które r o z p a t r u j e m y , s t a n o w i p e ł n o w a r t o ś c i o w y
doku­
m e n t w i z u a l n y . U k a z u j e przecież t y l k o p e w i e n a s p e k t
oryginału, czasem t y l k o f r a g m e n t t o r s u czy g ł o w ę ( i l . 1).
Otóż ujęcie cząstkowe, ukazujące o b i e k t z j e d n e g o t y l ­

244

k o p u n k t u w i d z e n i a j e s t u p r a w n i o n e , g d y uzupełniają
j e i n f o r m a c j e z a w a r t e n a i n n y c h zdjęciach. ( T a k w ł a ­
śnie p o j m u j e dokumentację S w i d e r s k i , eksponując rzecz
p r o s t a n a w y s t a w i e j e d y n i e w y b r a n e ujęcia). P e ł n ą j e ­
dnostką dokumentacyjną j e s t w i ę c d l a f o t o g r a f i i s ek w e n c j a
z d j ę ć , której wielkość zależy o d s t o p n i a
k o m p l i k a c j i zadania dokumentacyjnego. Dla przedmiotu
płaskiego, n p . w y c i n a n k i , w y s t a r c z a j e d n o ujęcie, d l a
rzeźby wolnostojącej — g r u p a k i l k u , czy w p e w n y c h
s y t u a c j a c h n a w e t k i l k u n a s t u zdjęć.
W s y t u a c j a c h , g d y o b i e k t zasługuje n a szczególną
u w a g ę , s u m a niezbędnych i n f o r m a c j i zwiększa się, a
s w o i s t y m s p r a w d z i a n e m i c h pełni staje się p o t e n c j a l n a
zdolność d o z r e k o n s t r u o w a n i a o b i e k t u n a
podstawie
u z y s k a n y c h d a n y c h . J e d n o zdjęcie o b i e k t u istniejącego
w p r z e s t r z e n i , a zwłaszcza dzieła s z t u k i , j e s t b o w i e m
zawsze ujęciem w y b r a n y m , w m i a r ę m o ż l i w o ś c i s y n t e ­
t y c z n y m . S p r o w a d z a wielość i n f o r m a c j i i r e f l e k s j i , k t ó ­
r e n a s u w a o r y g i n a ł , d o j e d n e g o „ p l a k a t o w e g o " ujęcia.
To skojarzenie z p l a k a t e m nie jest p r z y p a d k o w e , w i ę ­
kszość zdjęć, które S w i d e r s k i p o k a z u j e n a s w y c h w y ­
s t a w a c h m a właśnie cechy f o t o g r a f i i p l a k a t o w e j , n a d a ­
j e się z n a k o m i c i e n a okładkę książki czy
„Polskiej
S z t u k i L u d o w e j " ( i o c z y w i ś c i e są o n e w t y m c h a r a k t e r z e
w y k o r z y s t y w a n e ) . Są t o b o w i e m zdjęcia s t a t y c z n e , któ­
r y c h czytelność k o m p o z y c j i p o z w a l a objąć j e j e d n y m
s p o j r z e n i e m . Z r e g u ł y p u n k t ciężkości z n a j d u j e się n a
przecięciu przekątnych; p r z e d m i o t — obojętne, czy b ę ­
d z i e n i m rzeźba, człowiek w s t r o j u , czy też b u d y n e k - —
u m i e j s c o w i o n y j e s t w środku k o m p o z y c j i , n i e m a l h i e ­
ratycznie.
T e n sposób ujęcia w y n i k a n i e t y l k o z e s t e t y c z n y c h
przesłanek, była już m o w a o t y m , że S w i d e r s k i u n i k a
w s z y s t k i e g o , co może o d w r ó c i ć u w a g ę w i d z ę o d t e m a t u ,
który p o k a z u j e . D l a t e g o
w ł a ś n i e szukając
najkrótszej
c h a r a k t e r y s t y k i j e g o f o t o g r a f i i można p o w i e d z i e ć o s z a ­
c u n k u dla dokumentowanego obiektu, i o p o w a d z e ,
w i d o c z n e j z a r ó w n o w s a m y c h zdjęciach j a k i p o s t a w i e
autora.
Sądzę j e d n a k , że dążenie d o o b i e k t y w i z m u d o k u ­
m e n t u f o t o g r a f i c z n e g o n i g d y n i e m o ż e być z r e a l i z o w a n e
w pełni, po p r o s t u f o t o g r a f i a n i e j e s t obojętnym, m e ­
c h a n i c z n y m środkiem r e j e s t r a c j i . T o t y l k o w r e k l a m a c h
Kodaka
czy Canona
o k o k a m e r y w y d a j e się o b i e k t y ­
w n y m ś w i a d k i e m . W rzeczywistości j e s t i n a c z e j . F o t o ­
grafując o b i e k t t r ó j w y m i a r o w y
d o k o n u j e się w y b o r u ,
sprowadza
wielość „ o g l ą d ó w " do j e d n e g o ujęcia. P o ­
n a d t o w d o k u m e n t a c j i czarno-białej, która wciąż j e s z ­
cze s t a n o w i p o d s t a w o w ą f o r m ę s t o s o w a n e g o u nas za­
p i s u , przekład k o l o r u n a w a l o r j e s t z a b i e g i e m , w któ­
r y m z a w s z e p e w n e wartości gubią się, k o n i e c z n a w i ę c
j e s t d e c y z j a , co się c h c e ocalić. P a m i ę t a m , j a k c h c i a ­
łem kiedyś zamieścić w a r t y k u l e reprodukcję f o t o g r a ­
ficzną N i k i f o r a . M i a ł e m w ó w c z a s d o w y b o r u d w a c z a r ­
no-białe zdjęcia tego s a m e g o o b r a z u , j e d n o
wykonane
w naszej P r a c o w n i F o t o g r a f i c z n e j , o w y r ó w n a n e j sza­
r e j t o n a c j i , z w s z y s t k i m i szczegółami r y s u n k u , d r u g i e
— L e o n a r d a Sempolińskiego, p r z e k o n t r a s t o w a n e , gubią­
ce niektóre d e t a l e , a l e pełne e k s p r e s j i ,
dramatycznego
napięcia.
Zamieściłem
właśnie
t o zdjęcie,
ponieważ
p r z e k a z y w a ł o nastrój, ponieważ n a j e g o p o d s t a w i e m o ż ­
n a było u w i e r z y ć , że N i k i f o r b y ł n i e t y l k o n a i w n y m ,
a l e także z n a k o m i t y m m a l a r z e m . W y b ó r zdjęcia n i e
był więc s p o w o d o w a n y
różnicą p o z i o m u
technicznego.
O b a b y ł y d o b r e , a l e p i e r w s z e w i ą z a ł o się z większą
w i a r ą w o b i e k t y w i z m f o t o g r a f i c z n e j k a m e r y , d r u g i e zaś
w y n i k a ł o z dążenia d o u z y s k a n i a napięcia
emocjonal­
nego, które cechowało oryginał. W d o k u m e n t a c j i f o t o ­
graficznej
z a w s z e t r z e b a z czegoś r e z y g n o w a ć , w l a -

�П.

2.

Ukrzyżowany,

Płoskinia,

w o j . elbląskie.

Wł.

Muzeum

w

Olsztynie.

245

�śnie p o t o , a b y ujawnić wartość w d a n y m p r z y p a d k u
najważniejszą.
N i e m a przecież d o k u m e n t a c j i j e d n e j ,
p e ł n e j , a b s o l u t n e j j e s t o n a b o w i e m związana z postawą
badacza, z p y t a n i a m i , które sobie s t a w i a .
W b a d a n i a c h n a d sztuką ludową będzie t o p r z e d e
wszystkim
sprawa
kontekstu przedmiotu, kontekstu
w p i e r w s z y m rzędzie k u l t u r o w e g o . Rzeźba, w y c i n a n k a ,
h a f t , chałupa, strój występują w s z a k ż e w określonych
związkach c z a s o w y c h i p r z e s t r z e n n y c h . W i ą ż ą się ze sferą
p s y c h o l o g i i działań t w ó r c z y c h , z w a r u n k a m i g o s p o d a r ­
c z y m i , ze ś w i a t o p o g l ą d e m , z funkcją pełnioną w k u l t u ­
rze. Są dziełem człowieka, z w i ą z a n e ze środowiskiem,
j e g o a m b i c j a m i , p o t r z e b a m i , poglądami. Są t o rzeczy
wiadome, wielokrotnie omawiane
i bez t r u d u
można
wskazać o p r a c o w a n i a , w których z w i ą z k i t e są w s z e ­
c h s t r o n n i e p r z e d s t a w i o n e . R ó w n i e ł a t w o można znaleźć,
między i n n y m i w d o k u m e n t a c j i p r o w a d z o n e j przez S w i ­
d e r s k i e g o w t e r e n i e , s e k w e n c j e f o t o g r a f i c z n e , ukazujące
różne r e l a c j e między o b i e k t e m a o t o c z e n i e m ,
dziełem
a twórcą i t d . P r z y k ł a d e m j e s t chociażby zdjęcie z w y ­
s t a w y ( i l . 11) określające konfigurację i c h a r a k t e r t e r e n u
n a k t ó r y m s t o i c e r k i e w k a (z D u b n e g o ) . A l e m i m o sza­
c u n k u , a n a w e t z a c h w y t u , który budzą w e m n i e p r a c e
p o k a z y w a n e n a w y s t a w a c h n i e mogę się oprzeć o d c z u ­
c i u p e w n e g o n i e d o s y t u . P r z e d s t a w i a n e o b i e k t y są piękne,
k l a r o w n e , ale w całym s w y m zestawie
robią w r a ż e ­
n i e j a k b y w y a b s t r a h o w a n y c h z życia, z n u r t u
otacza­
jącej j e k u l t u r y . M o ż e w r a ż e n i e t a k i e stąd w y n i k a ,
że b r a k w n i c h człowieka, s y t u a c j i , które t ł u m a c z y ł y b y
fotografowane przedmioty.
N i e d o s y t u t a k i e g o n i e o d c z u w a m oglądając z a b y t k i
a r c h i t e k t u r y , ślady m i n i o n e j przeszłości, dzieła
sztuki
w i e l k i e j , które zdają się istnieć poza czasem i p r z e ­
strzenią. A l e w t e d y , g d y patrzę n a zdjęcie p r z e d m i o t u
z i n n e g o kręgu k u l t u r o w e g o , p r z e d m i o t u , który właśnie
w t y m kręgu miał s w o j e
u z a s a d n i e n i e — chciałbym

246

zrozumieć j e g o rolę, j e g o znaczenie. Rzeźba, którą o d ­
c z y t u j e m y t y l k o j a k o dzieło s z t u k i , z d o l n e swą formą
budzić u nas e m o c j e ,
była przecież d l a społeczności
chłopskiej p r z e d m i o t e m k u l t u , o c e n i a n o ją w i ę c
ina­
czej, niż m y to c z y n i m y . D l a t e g o w ł a ś n i e t a k t r u d n o
w f o t o g r a f i i dokumentować kulturę ludową, d o k u m e n ­
t o w a ć t a k , a b y w j e d n y m czy k i l k u zdjęciach ukazać
nie t y l k o wizerunek obserwowanej
rzeczy, ale i p r z e ­
słanki d l a j e j z r o z u m i e n i a .
7

O d c z u w a n y niedosyt w y n i k a więc n i e t y l e z k o n ­
c e p c j i r e c e n z o w a n y c h w y s t a w , co p r z y c z y n n a t u r y b a r ­
d z i e j ogólnej, z m e t o d o l o g i c z n y c h
założeń badań n a d
kulturą społeczności chłopskiej, z przyjętych
tuż p o
w o j n i e rozwiązań o r g a n i z a c y j n y c h . A t o m i z a c j a
badań,
rozproszenie i c h w r a m a c h k i l k u placówek n a u k o w y c h
( I n s t y t u t S z t u k i , I n s t y t u t Badań L i t e r a c k i c h , I n s t y t u t
Historii
Kultury
Materialnej, katedry
uniwersyteckie,
m u z e a i t d . ) s p r a w i ł o , iż n i e d o k u m e n t u j e się k u l t u r y
l u d o w e j j a k o całości ( n i e d o c e n i a się zwłaszcza
sfery
życia d u c h o w e g o i j e j związku ze „ s z t u k ą " ) .
O c z y w i ś c i e w s z y s c y zdają sobie s p r a w ę z p o t r z e b y
ujęć całościowych ( k o m p l e k s o w y c h — j a k t o się p r z y ­
jęło m ó w i ć ) , a l e w b a d a n i a c h t e r e n o w y c h poszczegól­
n y c h i n s t y t u c j i n i e zawsze j e s t n a to czas i m i e j s c e ,
d y l e m a t — n p . z d o k u m e n t o w a ć w i ę c e j wnętrz czy też
m n i e j , lecz w sposób b a r d z i e j pogłębiony b y w a
roz­
s t r z y g a n y n a korzyść p o d s t a w o w y c h
zadań i n s t y t u c j i ,
zwłaszcza w s y t u a c j i , g d y ślady przeszłości giną za­
straszająco s z y b k o , a właśnie o n e interesują daną i n ­
stytucję n a j b a r d z i e j .
Tak więc p e w i e n niedosyt
„ ż y c i a " , który
odczu­
wam
oglądając
fotografie
Świderskiego, w y n i k a n i e
t y l e z j e g o t e m p e r a m e n t u czy t y p u w r a ż l i w o ś c i , co
przyjętego p r o g r a m u d o k u m e n t a c j i .
P o w i ą z a n i e badań n a d sztuką ludową z I n s t y t u t e m
S z t u k i miało oczywiście p o z y t y w n e
uzasadnienie, da-

�w a ł o szansę całościowego s p o j r z e n i a
n a kulturę róż­
nych warstw
n a r o d u , dostrzeżenie z w i ą z k ó w
między
sztuką cechową czy „ w i e l k ą " a chłopską i t d . ale j e d n o ­
cześnie o d s e p a r o w y w a ł o o d badań „nie-sztuki", z j a w i s k
związanych
z
determinantami
ludowej
kultury,
a n i e mieszczących się w p r z y j ę t y m m o d e l u " s z t u k i " .
Postaram
się n a k i l k u przykładach pokazać, j a k
z a w ę ż e n i e zainteresowań t y l k o d o p r z e d m i o t u a r t y s t y c z ­
nego w p ł y n ę ł o n a s w o i s t e l u k i d o k u m e n t a c y j n e . O t o
n p . Z a l i p i e . Jest w d o k u m e n t a c j i I n s t y t u t u b l i s k o d w i e
s e t k i zdjęć m a l o w a n y c h
domów, staranna
rejestracja
wielu
konkursów, dzięki k t ó r y m
tradycja
t a wciąż
jeszcze się u t r z y m u j e . A l e są to t y l k o f o t o g r a f i e
zdo­
b i o n y c h chałup. Można w i ę c n a i c h p o d s t a w i e
po­
wiedzieć j a k m a l u j e
Stefania
Łąezyńska
czy
Maria
Szlosek, c z y m
się różnią i c h p r a c e
wcześniejsze o d
n o w s z y c h i t d . , n i e w i a d o m o j e d n a k j a k w y g l ą d a wieś,
j a k się mają d o m y „ k o n k u r s o w e " d o i n n y c h , co się
znajduje
w mieszkaniach, j a k i e obrazy, ozdoby. N i e
istnieje więc d o k u m e n t a c j a
rzeczywistego Zalipia, w
którym
występuje
zarówno
układ
tradycyjny, jak
i n o w y , patrząc n a zdjęcia n i e w i e się czy istnieją,
i j a k i e , p r z y k ł a d y w z a j e m n e g o p r z e n i k a n i a się d a w n e j
i współczesnej e s t e t y k i . A d l a z r o z u m i e n i a
fenomenu
Z a l i p i a t r z e b a przecież w i e d z i e ć i o n o w y c h t r z y k o n dygnacjowych
d o m a c h , które z a p e w n e pełnią o b e c n i e
podobne
funkcje
prestiżowe, co d a w n e
malowane.
Drugi

przykład. N a p o d s t a w i e

architektury

bardzo

niewiele

fotografii

możemy

drewnianej

dowiedzieć

się

I I . 3. Chrystus
u słupa, Ł a b u n i e , w o j . z a m o j s k i e . W ł . M u z e u m Zamość. I I . 4. Sw. Jan Nepomucen,
Bystrzyca,
w o j . rzeszowskie.
I I . 5. Chrystus
ukrzyżowany,
Krasnobród,
w o j . zamojskie.
Wł. M u z e u m
Zamość.
I I . 6.
Matka
Boska
z Dzieciątkiem,
Brzozowy
K ą t , w o j . ostrołęckie. Wł. M u z e u m E t n o g r . w K r a k o w i e . I I . 7.
Święci,
K r ó l o w a R u s k a , w o j . nowosądeckie. W ł . M u z e u m O k r ę g o w e w N o w y m
Sączu.

�szą

0 j e j kontekście p r z e s t r z e n n y m , o związku
chałup}
z konfiguracją t e r e n u . A przecież, jeśli m o w a o i n s p i ­
r a c j a c h , które m o ż e m y czerpać z l u d o w e j t r a d y c j i , to
coraz w a ż n i e j s z e w y d a j ą się w ł a ś n i e w z o r y h a r m o n i j ­
nego współżycia z o t o c z e n i e m , w t o p i e n i e się w
kraj­
o b r a z , kształtowanie go ś w i a d o m e i często w r ę c z d o ­
skonałe. Sądzę, że te doświadczenia
mogą być b a r ­
dziej
p r z y d a t n e , niż s z u k a n i e
inspiracji w
kształcie
chałup czy i c h d e k o r a c j i .

wkładem

do

naszej

starzy

ludzie,

godnością,
niezwykłą

dostojnie.
urodę

I

mimo

tego

stroju,

P r z y k ł a d e m współczesnej s y t u a c j i d a w n e g o o b i e k t u
są n a w y s t a w a c h
Ś w i d e r s k i e g o zdjęcia
młyna,
wia­
t r a k a ( i l . 10). A l e współczesna s y t u a c j a p r z e d m i o t u r e ­
l i k t o w e g o to n i e t y l k o stan jego z a c h o w a n i a , ale i spo­
sób w j a k i r e a g u j e n a n i e g o otoczenie. K t o się dziś m o d l i
u stóp s t a r y c h k r z y ż y i k a p l i c z e k ? K t o i j a k reagują
na p r o c e s j e w Ł o w i c z u czy K a d z i d l e ?
J a k kształtuje
s'ę t a r e l a c j a uczestników i w i d z ó w ? K i m są c i w i d z o ­
w i e ? J a k reagują? A j a k w y g l ą d a r e a k c j a w i d z ó w n a
zespoły h e r o d o w e ?
W j a k i m s t o p n i u publiczność
daje
się wciągnąć w zabawę? W ś r ó d zdjęć S w i d e r s k i e g o w i e ­
le p o k a z u j e te s y t u a c j e , i sądzę, że d l a następnych p o ­
koleń e t n o g r a f ó w będą o n e w a ż n e , dokumentując n i e
t y l k o s a m f a k t , a l e i j e g o społeczny odbiór, n i e t y l k o
r e l i k t , ale i j e g o f u n k c j o n o w a n i e w czasie i środowisku.
W a r c h i w u m I n s t y t u t u znajdują się r ó w n i e ż zdjęcia
S w i d e r s k i e g o z różnych i m p r e z o r g a n i z o w a n y c h w m i a s ­
t a c h , n p . z konkursów n a szopkę w K r a k o w i e , z T a r g ó w
S z t u k i L u d o w e j , C e p e l i a d , F e s t i w a l i . Są t o t e m a t y chęt­
nie fotografowane
przez foto-reporterów. A l e S w i d e r ­
skiego n i e interesują e f e k t o w n e czy śmieszne ujęcia, s t a ­
ra się utrwalić dzieła, strój, t w a r z e l u d o w y c h artystów.

wie­

Sumując te u w a g i chciałbym wskazać na d w i e p o d ­
stawowe
sprawy:
n a rolę
k o n t e k s t u
k u l t u r o ­
wego
i czasowego.
Kontekst kulturowy
dotyczy
zawężenia p o l a w i d z e n i a , a w i ę c w s k a z u j e n a potrzebę
rozszerzenia
s e k w e n c j i d o k u m e n t a c y j n e j o d p l a n u sze­
r o k i e g o do szczegółu, o d tła' z j a w i s k a d o j e g o f o r m y .
K o n t e k s t czasowy w y m a g a
wyraźnej decyzji
dotyczą­
cej p u n k t u o d n i e s i e n i a . C z y j e s t n i m przeszłość, czy
teraźniejszość.
Czy
pokazując
n p . chałupę
czynimy
z niej możliwie
„czysty"
d o k u m e n t przeszłości,
czy
tez u w z g l ę d n i a m y j e j obecną, rzeczywistą sytuację ( n p .
tło współczesnego
d o m u , słupy
wysokiego
napięcia;.
Czy strój r e g i o n a l n y f o t o g r a f u j e się n a c z ł o w i e k u , do
którego o n należy, czy też na w s p ó ł c z e s n y m m o d e l u .
W zdjęciach Ś w i d e r s k i e g o — za co m u chwała
—
strój d a w n y w y s t ę p u j e w e w ł a ś c i w e j m u f u n k c j i . N o ­

Na

swych

w y s t a w a c h , Świderski

nak t y l k o do p o k a z a n i a d a w n e j
dzę, że za t o należy
peliowskie"

oglądamy

czym

sztuka

była

ograniczył

autentycznej

się j e d ­

sztuki.

być m u w d z i ę c z n y m . S y t u a c j e
bez p r z e r w y .

ludowa.

Powoli

Powielana,

styczną,

która

nowskiego,
że
i

częścią m a s o w y c h

Swiderski
mądrość.

zachwycała

Szczepkowskiego
przypomina

Są­
„ce­

zapominamy

zwulgaryzowana,

p o k a z y w a n a t a n d e t n i e , o d r y w a n a o d s w e g o podłoża
się o b e c n i e

9

248

z

koloru odczuwamy

j e g o architektonikę ( i l . 16).

Podobne
uwagi
budzi
dokumentacja
kapliczek.
U t r w a l a się z a z w y c z a j t y l k o i c h kształt, najbliższe o t o ­
czenie, p o d c z a s g d y o d g r y w a ł y o n e przecież rolę w b u ­
dowaniu
przestrzeni
otaczającej
człowieka,
w
rela­
cjach
między
człowiekiem
a ziemią
i niebem.
Nie
z w r a c a się d o s t a t e c z n e j u w a g i n a rolę krzyża i k a p l i ­
czek w ż y w y m k u l c i e . G i n i e r e l a c j a między p r z e d m i o ­
t e m k u l t u a c z ł o w i e k i e m . A j a k j e s t o n a ważna, ś w i a d ­
czyć mogą fascynujące f o t o g r a f i e A d a m a B u j a k a , k t ó ­
r e g o z a i n t e r e s o w a n i a d l a o b r z ę d ó w , w s z e l a k i c h kultów
1 w i e r z e ń stały się i s t o t n y m
dzy o k u l t u r z e l u d u .

go

braku

staje

i m p r e z . T r a c i rangę a r t y ­
niegdyś

Chopina,

czy

Stopkę.

Dobrze

jej

wielkość,

jej

Szyma­
więc,
urodę

�П. 8. K o ż u c h o w a n i e d o m u z b u d o w a n e g o
w 1929 r. P u z d r o w i z n a , w o j . o s t r o ­
łęckie. I I . 9. Z d o b i e n i e w o z u , O p a c i o n k a , w o j . krośnieńskie. 11. 10. M ł y n w o d n y ,
W o j k o w a , w o j . nowosądeckie.

P R Z Y P I S Y

Dawna rzeźba ludowa w fotografii
Jana
Swiderskie­
go: W a r s z a w a , K l u b M P i K ns Ścianie W s c h o d n i e j , X I I
1970 — I 1971; Z a k o p a n e , M u z e u m Tatrzańskie, I — 1 1 1
1971; R a d o m , K l u b S t o w . „ P A X " , I V 1971; K i e l c e , K l u b
„ P A X " , V I — V I I 1971; N o w y Sącz, M u z e u m , V — V I 1972;
Płock, M P i K
„ R u c h " , V I — V I I 1972; W ł o c ł a w e k , M u ­
z e u m K u j a w s k i e , I — I I I 1975 ( r a z e m z rzeźbami S t a ­
nisława Z a g a j e w s k i e g o ) .
Sztuka
ludowa
w fotografiach
Jana
Swiderskiego:
Warszawa, Państwowe M u z e u m Etnograficzne
(wystawa
towarzysząca j u b i l e u s z o w i 3 0 - l e c i a „ P o l s k i e j S z t u k i L u ­
d o w e j " I — I I 1977; M y ś l e n i c e , M u z e u m R e g i o n a l n e
(w
D o m u G r e c k i m ) , V I I — V I I I 1977; B u d a p e s z t ,
Ośrodek
I n f o r m a c j i i K u l t u r y , I X 1978.
1

2

Drewniane
budownictwo
ludowe
w Polsce:
War­
s z a w a , I n s t y t u t S z t u k i P A N ( w y s t a w a towarzysząca j u ­
b i l e u s z o w i 30-lecia I n s t y t u t u ) , X I — X I I 1979; Z a k o p a n e ,
M u z e u m Tatrzańskie I — I I I 1980; O l s z t y n , Wyższa S z k o i a
Rolniczo-Techniczna.
K a t e d r a B u d o w n i c t w a Lądowego,
X I I 1979; W a r s z a w a , M u z e u m E t n o g r a f i c z n e , I V — V 1980.
3

Klisze w a r c h i w u m fotograficznym Instytutu, War­
s z a w a , Długa 28, o d b i t k i n a k a r t a c h f o t e t e k o w y c h P r a ­
c o w n i S z t u k i N i e p r o f e s j o n a l n e j oraz d u b l e t y w k r a k o ­
wskiej Pracowni Dokumentacji Sztuki Ludowej.
1

5

sce,

R. R e i n f u s s , J . Ś w i d e r s k i , Sztuka
K r a k ó w 1965 (216 i l u s t r a c j i ) .

ludowa

w

Pol­

249

�250

�251

�252

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10598" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10576">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/98f49179cb02040257921b426f6b792b.pdf</src>
        <authentication>2fed03db265e7aeddc2c27dceff68a69</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126263">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3274</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126264">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126265">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3069</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126266">
                <text>Janina Orynżyna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126267">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.252</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126268">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126269">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126270">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126271">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126272">
                <text>Aleksander Jackowski

JANINA

Tego a r t y k u ł u o sobie j u ż nie p r z e c z y t a ł a . Proces d r u k u t r w a
d ł u g o , a g d y się m a 93 l a t a k a ż d y m i e s i ą c jest j a k d a r o w a n y .

ORYNŻYNA

d y s t y n k c j a , k u l t u r a b y c i a , p r z y w i ą z a n i e do t r a d y c y j n y c h

zwy­

c z a j ó w (a nawet p o t r a w ) .

Z m a r ł a 3 l u t e g o . Pochowano j ą skromnie, bez r o z g ł o s u , na cmen­

Jeszcze w l a t a c h w i l e ń s k i c h z e t k n ę ł a się z gronem dzialaczok,

t a r z u w K u t n i e . O d p r o w a d z a ł o j ą w tej ostatniej ziemskiej w ę ­

z a j m u j ą c y c h się propagowaniem s z t u k i l u d o w e j . Z d a w a ł a sobie

d r ó w c e niewiele o s ó b , w s p ó ł m i e s z k a ń c y D o m u O p i e k i S.S.

s p r a w ę z tego, że o r g a n i z u j ą c z b y t l u d o w y c h p r z e m y s ł ó w

Alber­

nie

t y n e k w K u t n i e , ż y c z l i w e Jej Siostry, k i l k a d a w n y c h w s p ó ł p r a ­

t y l k o p r z y c z y n i a się do podniesienia k u l t u r y estetycznej miejs­

cowniczek z „ C e p e l i i " . Z a b r a k ł o w i e ń c ó w , p r e z e s ó w ,

k i c h n a b y w c ó w , ale i pomaga materialnie t y s i ą c o m l u d z i na w s i .

dygnita-

r z y z resortu k u l t u r y , n a s t ę p c ó w , h o n o r ó w , na k t ó r e z a s ł u ż y ł a

Tej sprawie poświęciła się c a ł k o w i c i e . A l e g d y z a c z y n a ł a t ę dzia­

j a k m a ł o k t o . P r z y p a d e k ? Zapewne, w i a d o m o ś ć n a d e s z ł a w os-

ł a l n o ś ć m i a ł a jeszcze do czynienia ze w s i ą w z n a c z n y m stopniu

t a t n i o j c h w i l i , wszyscy b y l i z a j ę c i , p o u m a w i a n i , pogoda

była

z i n t e g r o w a n ą , k o r z y s t a j ą c ą z w ł a s n e g o d o r o b k u , w k t ó r e j nie­

o k r o p n a . A l e p r z y p a d k i b y w a j ą z a d z i w i a j ą c o l o g i c z n e . P a n i Ja­

m a l k a ż d a k o b i e t a t k a ł a czy h a f t o w a ł a . W c h o d z ą c do M i n i s t e r ­

n i n a p r z e ż y ł a s w ó j czas, n a l e ż a ł a do e p o k i , k t ó r a o d e s z ł a .

stwa P r z e m y s ł u i H a n d l u — w dwudziestych latach — z d a w a ł a

U r o d z i ł a się w W i l n i e , 24 czerwca 1893 r . T a m się w y c h o w a ­

sobie s p r a w ę z p r z e m i a n , k t ó r e z a c h o d z i ł y , ale nie s ą d z i ł a zapewne,

ł a , t a m z a c z ę ł a p i s a ć , i n t e r e s o w a ć się ż y c i e m i t w ó r c z o ś c i ą l u d u .

że jeszcze za j e j ż y c i a z a j d ą n a wsi t a k ogromne z m i a n y , że

P o t e m , w dwudziestych l a t a c h p r z e n i o s ł a się do W a r s z a w y , ale

p r z e k s z t a ł c i się nawet p o j ę c i a s z t u k i l u d o w e j czy t w ó r c y ludowe­

jej p r o w e n i e n c j ę z d r a d z a ł a zawsze ś p i e w n o ś ć m o w y , s z c z e g ó l n a

goByła już ostatnią spośród wielkich działaczek

zajmujących

się s z t u k ą l u d o w ą . C z ę s t o w r o z m o w a c h w s p o m i n a ł a l u d z i , z k t ó ­
r y m i się s t y k a ł a , z k t ó r y m i p r a c o w a ł a — Zofię S t r y j e ń s k a ,

Ce­

zarie B a u d o u i n de Courtenay J ę d r z e j e w i c z o w ą , H e l e n ę Sohram ó w n ą , W a n d ę S c h r e i b e r ó w n ą , Jerzego W a r c h a ł o w s k i e g o , Eleo­
n o r ę P l u t y ń s k ą , Zofię C z a s z n i c k ą , A n t o n i e g o K e n a r a . P r z e ż y ł a
I I . 5. J . O r y n ż y n a , Papież
narodowym
Kardynałów
w

Jan Paweł
Warszawie,

I I w otoczeniu
między­
akwarela, 29,5 x 20om

ich w s z y s t k i c h . P r z e ż y ł a l a t a fascynacji l u d e m , m o d y n a c h ł o p s k ą
s z t u k ę i czasy, w k t ó r y c h t r z e b a b y ł o na nowo w a l c z y ć o p r a w o
tej s z t u k i do istnienia.
W c i ą g u Jej

życia odszedł w niepamięć krajobraz lat mło­

d z i e ń c z y c h , d w u k r o t n i e z m i e n i a ł się k s z t a ł t k r a j u , z m i e n i ł a rad y k a l n i o wieś, z m i e n i a ł y p r o b l e m y z w i ą z a n e ze s z t u k ą l u d o w ą .
T o , co n i e g d y ś b y ł o ż y w e — s t a ł o się wzorcem, n a s t r a ż y k t ó r e g o
s t a n ę l i etnografowie, przekaz p o k o l e n i o w y z a c z ę l i

zastępować

i n s t r u k t o r z y , „ s z t u k a " s t a l ą się „ p a m i ą t k ą " a m ą d r e r ę c e c z ł o wioka

z a c z ę ł a z a s t ę p o w a ć maszyna,. N a w e t „ C e p o l i a "

połowy

l a t o s i e m d z i e s i ą t y c h niowiele m a w s p ó l n o g o z t ą , k t ó r ą organi­
z o w a ł a p . J a n i n a i k t ó r e j t y l e l a t ż y c i a p o ś w i ę c i ł a . Ze s m u t k i e m
w s p o m i n a ł a „ r o m a n t y c z n y " okres „ C e p e l i i " , k i e d y to a u t o n t y c z na, s z t u k a l u d o w a w y z n a c z a ł a

jeszcze a r t y s t y c z n ą

rangę

tej

instytucji.
P o z n a ł e m p a n i ą J a n i n ę , gdy

pracowała w jednym

pokoju

z m o i m ojcem, w Ministerstwie P r z e m y s ł u i H a n d l u . B y ł o

to

przed 60 l a t y . . . P a m i ę t a m j ą dobrzo z t a m t y c h lat. P ó ź n i e j , po
wojnie, p o ł ą c z y ł o nas w s p ó l n e zainteresowanie — a g d y p .

Ja­

n i n a o d e s z ł a na e m e r y t u r ę , o d w i e d z a ł e m j ą , s ł u c h a ł e m o p o w i e ś ­
ci o czasach i l u d z i a c h . C h o d z i ł a j u ż z t r u d e m , ale b y ł a w y t w o r n a ,
zadbana, p e ł n a smutnego u r o k u . P ó ź n i e j s t r a c i ł e m z n i ą k o n t a k t .
Dopiero po k i l k u l a t a c h z n ó w o N i e j u s ł y s z a ł e m — j a k o o malar­
c e W y r z u c a m sobie, że w i e d z ą c w j a k i c h z n a l a z ł a się w a r u n k a c h
zapomniana przez i n s t y t u c j ę , k t ó r e j tyle sił p o ś w i ę c i ł a , nie po­
t r a f i ł e m j e j p o m ó c . Nie p o j e c h a ł e m do N i e j . B o i co m ó g ł b y m
Jej p o w i e d z i e ć , c z y m p o c i e s z y ć ?
P a t r z ę n a j e j o b r a z k i . Czy s ą naiwne ? O t y l e , o ile n a i w n ą
jest d o b r o ć , szczera, serdeczna wiara, m i ł o ś ć do l u d z i , p t a k ó w
i r o ś l i n . Uderza mnie w t y c h akwarelach ich s k r o m n o ś ć , ich de­
l i k a t n o ś ć . S ą o s t a t n i m ś l a d e m w z r u s z e ń i m y ś l ą . Jest w n i c h
smutek, ale i Nadzieja.

fot. J .

252

Świderski

�Aleksander Jackowski

JADWIGA
WSPOMNIENIE O JADWIDZE JARNUSZKIEWICZOWEJ

O r z e ź b i e w i e d z i a ł a d u ż o . Z a r ó w n o o dawnoj j a k i w s p ó ł c z e s n e j .

B y ł a przez ć w i e r ć w i e k u częścią naszej r e d a k c j i , k i m ś b l i s k i m ,
w a ż n y m , do kogo m o ż n a się b y ł o z w r ó c i ć w k a ż d e j

sprawie,

M i a ł e m o k a z j ę k i l k a razy o g l ą d a ć z n i ą muzea i w y s t a w y , d a ł o

w i e d z ą c , że się uzyska pomoc. S ą ludzie, do k t ó r y c h g a r n ą się

mi

i n n i : s ł a b i , w r a ż l i w i , pozornie m o c n i , a w ś r o d k u p ę k n i ę c i . Ś m i a ­

wrażliwość

to

wiele,

cechowała

Pamiętam

irytację

l i ś m y się, że w y s t a r c z y , a b y sama z o s t a ł a z k i m ś w p o k o j u , a j u ż

jednej z naszych k o l e ż a n o k , g d y i d ą c u l i c a m i F l o r e n c j i

Jadwiga

z a c z y n a ł y się zwierzenia, otwieranie duszy. B u d z i ł a

zaufanie,

nagle z a w o ł a ł a — o! D o n a t e l l o . Gdzie ? N o t u , te dwie r z e ź b y !

m i a ł a w sobie c i e p ł o , n a l e ż a ł a do l u d z i , k t ó r z y d a w a l i coś z siebie

S k ą d wiesz ? — z d e n e r w o w a ł a się k o l e ż a n k a , h i s t o r y c z k a s z t u k i .

i wynikająca

ją

bowiem rzeczywiście

z niej

intuicja.

wyjątkowa

i n n y m . O p o w i a d a ł a m i o s w o i m o j c u , nauczycielu, k t ó r y b ę d ą c

P r z e c i e ż t u s ą cztery r z e ź b y ! T o oczywiste! z d z i w i ł a się J a d w i g a ,

j u ż na emeryturze

p r z e c i e ż to dwie s ą z u p e ł n i e inne.

szedł do s z k o ł y a b y u s ł y s z e ć h a ł a s na k o ­

r y t a r z a c h w czasie p r z e r w y . I l u jest dziś t a k i c h nauczycieli?

D o n a t e l l a z r e s z t ą w i e l b i ł a , co nie p r z e s z k a d z a ł o j e j entuzjaz­

B y ł a u r o d z o n y m pedagogiem, l u b i ł a m ł o d z i e ż , w ł a ś c i w i e dopiero

m o w a ć się s z t u k ą w s p ó ł c z e s n ą , z w ł a s z c z a Pevsenerem, Ipouste-

w t e d y się w p e ł n i r e a l i z o w a ł a , g d y m o g ł a d y s k u t o w a ć z m ł o d y m i

gry'm,

l u d ź i p i o i c h p r a c y , o sztuce, o n a j w a ż n i e j s z y c h sprawach ż y c i a .

d z i a ł a l n o ś ć warszawskiej

K i c n h o l z e m , Baconom,

Giacomettim.

Bliska

g r u p y „ R e p a s a g g e " , nieraz

jej

była

zwracała

Sama k o r z y s t a ł a nie m n i e j z t y c h k o n t a k t ó w , o t w a r t a na nowo

m i u w a g ę n a j a k ą ś szczególnie c i e k a w ą i m p r e z ę j a k n p . a r a n ż a c j ę

p r o b l e m y , nowe zjawiska. U m i a ł a s ł u c h a ć , a ł e i co joszczo rzadszo

K a l i n y i K o w a l s k i e g o g r o b u wiolkanocnego w kościele ś w . K r z y ż a ,

— p a t r z e ć . T a k , p a t r z e ć , a b y w i d z i e ć t o , co nowe, i n n e ; p a t r z e ć

czy

od ś r o d k a , od samej rzeczy w ł a ś n i e a nie przoz j e j p r z y r ó w n a n i e

Romana

t e ż bliskie istocio ludowej

ekspresji

widowisko

pasyjne

Woźniaka.

do c z e g o ś , co j u ż istnieje. T y m się w ł a ś n i e o d z n a c z a ł y j e j k r y t y k i ,

W sztuce, t a k j a k i w ż y c i u nie u z n a w a ł a k o m p r o m i s u , w o l a ł a

recenzje w y s t a w , w s t ę p y do k a t a l o g ó w — n a p i s a ł a ich niewiele,

o d e j ś ć n i ż r o b i ć czy m ó w i ć coś, czego nio a k c e p t o w a ł a . R ó w n i e ż

ale d o c i e r a ł a w n i c h do sedna rzeczy, p o t e m d z i ę k o w a n o jej —

o r g a n i z u j ą c w y s t a w y nie u l e g a ł a presji m o d y , czy t o w a r z y s k i c h

Pani

u k ł a d ó w . B y ł y to w y s t a w y odkrywcze i konsekwentne,

zrozumiała

t o , co n a j w a ż n i e j s z e ,

co c h c i a ł e m

wyrazić.

że w y ­

Obca j e j b y ł a „ n a u k o w o ś ć " p o l e g a j ą c a na t o m , że rzecz n o w ą

m i e n i ę c h o ć b y „ R z e ź b ę w ogrodzie" ( S A R P , W - w a 195G) ,,14-tu

wpasowuje się w j u ż i s t n i e j ą c ą s i a t k ę p o j ę ć i k l a s y f i k u j e ,

r z e ź b i a r z y " ( Z a c h ę t a , Warszawa 1968). P r z y g o t o w a ł a d o s k o n a ł y

usta­

w i a j ą c a r t y s t ę w kolejce — ton za M o o r e m , t a m t e n za Giacomet-

zostaw polskiej r z e ź b y powojennej n a m i ę d z y n a r o d o w ą w y s t a w ę

t i m , A r p e m czy Cesarom. S z u k a ł a w ludziach i sztuce tego, co

w P a r y ż u , b y ł a w s p ó ł a u t o r e m w a ż n e j ekspozycji „ R z e ź b a polska

autentyczne i w ł a s n e , co s t a n o w i ł o n a w e t t y l k o zarodek nowego.

1944—1948" w p o z n a ń s k i m B W A (1984). Znakomicie r o z w i ą z a ł a

M o ż e dlatego w ł a ś n i e t a k cenili j ą , j a k o k o n s u l t a n t k ę , studenci

t r u d n y p r o b l e m w y s t a w y , o b r a z u j ą c e j dorobek i p r o b l e m a t y k ę

Wydziałów Rzeźby i Wzornictwa Przemysłowego ASP w War­

25 l a t d z i a ł a n i a naszego pisma

szawie. P r o w a d z ą c teoretyczne

się t a k ż e w inne w y s t a w y , p r z y g o t o w y w a n e w P r a c o w n i S z t u k i

kając

w intencje autora,

prace d y p l o m o w e u m i a ł a , w n i ­

r o z s z e r z y ć jego h o r y z o n t

( P M E , W - w a , 1972). A n g a ż o w a ł a

myślenia,

Nieprofesjonalnej, że w y m i e n i ę t u c h o ć b y w y s t a w k ę t o w a r z y s z ą c ą

z w r ó c i ć u w a g ę na niedostrzegane k o n t e k s t y i u w a r u n k o w a n i a .

konferencji na t e m a t k i c z u i s z t u k i j a r m a r c z n e j . M i a ł a z r e s z t ą

253

�n a tej konferencji z n a k o m i t ą w y p o w i e d ź , u m i a ł a b o w i e m p o d e j ś ć

t e ż i siłę, z j a k ą p r z e b i j a ł o się t o , co b y ł o i s t o t ą j o j o s o b o w o ś c i ,

do zagadnienia nie szablonowo, w i d z ą c je w aspekcie k u l t u r y ,

jej p o w o ł a n i e m . T w o r z y ł a w o k ó ł siebie a t m o s f e r ę ,

a nie t y l k o t r a d y c y j n i e p o j m o w a n e j s z t u k i .

dawała

wiele a r t y s t o m . B y ł a

czułym,

środowisko,

wrażliwym

i

mądrym

N a t o m i a s t do dawnej s z t u k i ludowej p o d c h o d z i ł a z szacun­

k r y t y k i e m ; przyjacielem i d o r a d c ą . „ C a ł e jej ż y c i e p r z e n i k n i ę t a

k i e m n a l e ż n y m k a ż d e j p r a w d z i w e j sztuce. N i e b y ł o w niej czu-

b y ł o poszukiwaniem n a j g ł ę b s z y c h w a r t o ś c i d u c h o w y c h , a ż y c i u

łostkowości,

miłośników

sztuki o d d a w a ł a cały swój niepowtarzalny entuzjazm" napisali

niektórych

w „ T y g o d n i k u P o w s z e c h n y m " Jej

t y l k o

tak

charakterystycznej

sztuki ludowej,

dla

wielu

czy zawodowej g o r l i w o ś c i

działaczy „ n a polu k u l t u r y " . Mierzyła dzieła sztuki ludowej t a k ą

Chorowała

przyjaciele.

d ł u g o i c i ę ż k o . Ś m i e r c i się nie

bala.

Wierzyła

s a m ą miarą, jak twórczość środowisk elitarnych. Nie u z n a w a ł a

b o w i e m mocno i g ł ę b o k o . Nieobecni są n a j b l i ż e j nas,

a r g u m e n t ó w w rodzaju „ j a k na garbatego, t o on jest bardzo

w j e d n y m ze s w y c h wierszy k s i ą d z T w a r d o w s k i . Pewnie t a k jest,

p r o s t y " , z a c h w y c a ł y j ą dawne r z e ź b y , d r z e w o r y t y , obrazy. N a

gdy

ś c i a n a c h w p o k o j u w i s i a ł y — niepodal ulubionego p e j z a ż u J a c k a

P ó k i p a m i ę t a m y — s ą w ś r ó d nas. Czasom j a k o p a m i ę ć przesz­

S e m p o l i ń s k i e g o i l i n o r y t u Gielniaka — N i k i f o r , a n a d tapczanem

łości, czasem — j a k o p u n k t odniesienia.

obrazy na

szkle A d a m a

Słowińskiego

i Leokadii

L u d o w a r z e ź b a ceramiczna z S a r d y n i i ś w i e t n i e

Plonkowej.

Ludu

Polskiego"

wypełnić.

U r . 9.03.1918 w Warszawie, u k o ń c z y ł a w 1935 g i m n . „ W s p ó ł ­

Z wdzięcznością wspominam wielomiesięczną wspólną pracę
albumem „ S z t u k a

daje się

*

harmonizowała

z n i e w i e l k i m i b r ą z a m i j e j m ę ż a — Jerzego Jarnuszkiewicza.
z J a d w i g ą nad

l u k a spowodowana i c h o d e j ś c i e m nie

napisał

(Arkady,

p r a c a " i w s t ą p i ł a n a U n i w e r s y t e t W a r s z a w s k i , gdzie s t u d i o w a ł a
polonistykę.

Przed

wybuchem

wojny

zdążyła

jeszcze

zrobić

W - w a 1967). J e ź d z i l i ś m y po muzeach, p r z e g l ą d a l i ś m y i s t n i e j ą c e

a b s o l u t o r i u m . W czasie o k u p a c j i b r a ł a u d z i a ł w t a j n y m naucza­

a r c h i w a , z n o s i ł e m jej zdjęcia w y b r a n e z p o ś r ó d

n i u , od 1943 u k r y w a ł a się. Po p o w s t a n i u z o s t a ł a wywieziona do

t y s i ę c y — a ona,

kilkudziesięciu

j a k r e ż y s e r , k o m p o n o w a ł a je n a

planszach

t w o r z ą c s w o i s t ą s a g ę o sztuce l u d o w e j .

obozu rozdzielczego w Spellen, s t a m t ą d

wysłana

do

fabryki

„ F e r r u m " w Sosnowcu. Po w y z w o l e n i u p r a c o w a ł a j a k o nauczy­

Do „Polskiej Sztuki Ludowej" wniosła Jadwiga swą wrażli­

cielka w g i m n a z j u m i m . St. Staszica w Sosnowcu. J e s i o n i ą 1945 r.

w o ś ć i s p r a w n o ś ć o r g a n i z a c y j n ą . M o ż n a b y ł o b y ć s p o k o j n y m , że

p o w r ó c i ł a do W a r s z a w y , r o z p o c z ę ł a p r a c ę w referacie p r a s o w y m

po j e j a d i u s t a c j i t e k s t nadaje się do d r u k u , po korekcie

Biura

nie

O d b u d o w y Stolicy i j e d n o c z e ś n i e z a c z ę ł a studia h i s t o r i i

zostanie wiele b ł ę d ó w , p r z y p i s y z o s t a n ą ujednolicone, ilustracje

s z t u k i . M u s i a ł a je p r z e r w a ć w z w i ą z k u ze s p r a w a m i o s o b i s t y m i .

trafnie wyeksponowane. B y ł a sekretarzem r e d a k c j i ,

W 1951 k o ń c z y studia polonistyczne, p i s z ą c p r a c ę m a g i s t e r s k ą .

grafikiem,

p ó ź n i e j z a s t ę p c ą r e d a k t o r a naczelnego. Jej inspiracji z a w d z i ę c z a m

Rozpoczyna p r a c ę z l e c o n ą dla I n s t y t u t u B a d a ń L i t e r a c k i c h —•

rozszerzenie z a i n t e r e s o w a ń t a k ż e na t w ó r c z o ś ć N i k i f o r a i i n n y c h

pisze o g ó l n ą c h a r a k t e r y s t y k ę m a l a r s t w a polskiego 2. p o l . X I X w .

„ n i e p r o f e s j o n a l n y c h " , p o g ł ę b i e n i e stosunku do l u d z i , do a r t y s t ó w .
A l e w i e d z i e l i ś m y dobrze, ona i j a , ż e redakcja nie jest miejscem,

W

1953 rozpoczyna p r a c ę w P a ń s t w o w y m I n s t y t u c i e S z t u k i ,

p o c z ą t k o w o j a k o sekretarz r e d a k c j i „ P r z e g l ą d u A r t y s t y c z n e g o " ,

w k t ó r y m m o g ł a b y się n a j p e ł n i e j r e a l i z o w a ć . Т а к się j e d n a k po­

p ó ź n i e j Sekretarz Sekcji h i s t o r i i s z t u k i X I X i X X w . O d

t o c z y ł o jej ż y c i e , ż e po r ó ż n y c h p e r t u r b a c j a c h z g o d z i ł a się w

w r e d a k c j i „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " . Po 1978 r. w s p ó ł p r a c u j e

1958 r. p r z e j ś ć do naszej r e d a k c j i . T e n k r o k p o c i ą g n ą ł za s o b ą

z A k a d e m i ą Sztuk P i ę k n y c h w Warszawie. Z m a r ł a 7.11.1986.

n a s t ę p n e , o d d a ł a n a m 20 l a t swego a k t y w n e g o ż y c i a . C ó ż ! w y ­

Wydala

dwie

b i e r a m y m y , ale i los w y b i e r a za nas. N i e c h c ę a n a l i z o w a ć t y c h

W-wa

spraw, z r e s z t ą nie

(PWN, W-wa

wiem,

czy

zdołałbym

to obecnie u c z y n i ć ,

1960,

f a k t e m jest, ż e p r a c u j ą c w r e d a k c j i z a w ę ż a ł a pole i n n y c h swych

Polskiego

książki:

wersje

Polaka

obcojęzyczne)

rzeźba
oraz

współczesna
Pomnik

1975). B y ł a w s p ó ł a u t o r e m a l b u m u Sztuka

d z i a ł a ń . N i e d o s t a w a ł o jej b y ł o z d r o w i a , siły przebicia, u m i e j ę t ­

k i l k a n a ś c i e recenzji, w s t ę p ó w do k a t a l o g ó w
teoretycznych, m . i n . Sztuka,

z r e a l i z o w a ć w p o l n i swych t a l e n t ó w , u c z y n i ł a

1979

p r z e j ś c i u n a e m e r y t u r ę . P a t r z ą c teraz na Jej

dopiero

życie m o ż n a

po
do­

strzec w n i m z a r ó w n o niezrealizowane obszary m o ż l i w o ś c i , j a k

nr

(PWN,
Mickiewicza
Ludu

( A r k a d y , W - w a 1967, w y d a n i a o b c o j ę z y c z n e ) , n a p i s a ł a

n o ś c i zabiegania o w ł a s n e interesy. D a j ą c wiele n a m nie m o g ł a
to

1958

27;

Granice

pojęcia

„przezroczysta"
rzeźby

wystaw,

[ w : ] Rzeźba

1984 [ k a t a l o g ] , Galeria B W A „ A r s e n a ł " , P o z n a ń
1984 ( w y d a n y w 1980].

tekstów

„Kultura", R.
polska

17,

1944—.

20.IX—21.X.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7183" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7163">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0334a36176569cf11a93e3e626769c44.pdf</src>
        <authentication>e0c144a69bf5e1e4d27bf1cd6b32623a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85784">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4594</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85787">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85791">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="85793">
                <text>bursztyniarstwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85796">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4267</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85798">
                <text>Jantar w sztuce ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1973 t.27 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85800">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1973 t.27 z.4; s.191-198</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85802">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85804">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85805">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85806">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85808">
                <text>I I . 1. Kolki! ilb:, z ą b k u j ą c y c h

nieim &gt;\, ląi

oraz narzędzia do usuwania „ s k a z u " aa oku. 11. 2. Sorduszka do naszyjników
wykonane z bursztynu.

Adam Chętnik

JANTAR W SZTUCE KURPIOWSKIEJ
Jantar (bursztyn) w y s t ę p u j e w Polsce na pobrzeżu
B a ł t y k u , w dorzeczu N a r w i (zwłaszcza na Kurpiowszczyźnie), na Pojezierzu Mazurskim i Pomorskim, w Borach
Tucholskich, na Kujawach, a t a k ż e w P o z n a ń s k i e m (okolice
jeziora Lubiejewskiego). W y s t a r c z a ł o go t u — i wystarcza —
dla celów p r z e m y s ł u domowego czy fabrycznego. Jantar
w y s t ę p u j e t a k ż e sporadycznie w innych regionach Polski —
na G ó r n y m i D o l n y m Śląsku, w okolicach K r a k o w a , na środ­
k o w y m Mazowszu.
Jantar p o w s t a ł z zakrzepłej i stwardniałej żywicy sosny.
Dawniej u w a ż a n y za minerał, dziś zaliczany jest do liptob i o l i t h ó w . Przedstawia ciało bezpostaciowe (dotąd nio
znaleziono w n i m kryształów).
Poszukiwaniem czy też kopaniem i poławianiem su­
rowca zajmowali się Kurpiowie-specjaliści „ b u r s z t y n i a r z e " ,
czy j a k piszą i n n i , „ j a n t a r n i k i " . Po gatunkach ziemi, j a k
„ s u r " , „ m o d r a ziemia", „siwica", „ c z a r n y szlam" i t p . roz­
poznawano miejsca, gdzie warto było zapuścić „ p r ó b n y
d r ą g " , k o p a ć rydlem lub p o p r a w i a ć „pogłębiaczein". R ó ż n o
motyczki, łyżki na d r ą ż k a c h i t p . uzupełniały narzędziarstwo. P r z e m y s ł e m t y m zajmowali się mężczyźni, ale była
w Nowogrodzie i kobieta , k t ó r a u m i a ł a odnaleźć „ g n i a z d a "
bursztynowo i w y d o s t a w a ł a różne bryłki, łącznie z piachem
lub żwirem bursztynowym — dla badaczy, n a u k o w c ó w
i innych a m a t o r ó w . Odmiany bursztynu kopanego w ziemi
nazywano gruntowym, dla odróżnienia od wodnego, błot­
nego, torfowego i i n . Co do gatunku, to na całych K u r p i a c h
1

2

3

najwięcej poszukiwany i lubiany b y ł bursztyn miodowy,
czerwonawy, potem żółto- czy jasno-miodowy oraz k a p u ś c i a k
(jasno zielonkawy).
Zdobywanie surowca na Kurpiach — „kopalnie", narzędzia,
„bursztyniarze"
Znalezienie bursztynu b y ł o s p r a w ą stosunkowo p r o s t ą .
Małe dzieci s z u k a ł y go na wydmach, starsze w strumieniach
i rzeczkach, a dorośli w b ł o t n i s t y c h jeziorach. Rybacy
wyciągali go z zielskiem w o d n y m . W y k o p y w a n o go także
z ziemi lub zbierano okazyjnie przy kopaniu rowów, stu­
dzien, a nawet wyorywano w polu. B y l i i tacy, co nawet
na wiele lat zarzucali roboty rolne, gdyż znaleźli na swych
p a ś n i k a c h czy ł ą k a c h drogocenne b r y ł y tego tutejszego
złota. W muzeum w Ł o m ż y z n a j d u j ą się p i ę k n e b r y ł y spod
Nowogrodu i Ostrołęki, wyciągnięte z rzeki przy łowieniu
r y b . Jedna w a ż y 65 deka, inna jest mniejsza, bo rybacy
potłukli b r y ł ę na części do podziału — przy t y m wszyscy
ponieśli straty. Na wiosennych rozlewach często dzieci
o d n a j d u j ą nawet p o k a ź n e b r y ł k i i b r y ł y . W „ g ó r k a c h "
n a d n a r w i a ń s k i c h kopano „ g n i a z d a " ze z w i e t r z a ł y m bursz­
t y n e m lub sypkim gruboziarnistym piachem bursztynowym.
W p ł o n ą c y c h torfowiskach ogień dostawszy się do dna —
w y p a l a ł równocześnie bursztyn, a zapach k a d z i d ł a roz­
chodził się z dymem na wiele k i l o m e t r ó w w kierunku wia­
t r ó w . Trzeba wiedzieć, że jantar znajduje się w torfach

191

�I I . 3. W i d ł y do wykrywania bursztynu ukrytego p ł y t k o pod ziomią. I I . 4. D r ą g z ostrzom do poszukiwania bursztynu i pobie­
rania próbok ziemi na gruncie p o d m o k ł y m .

przeważnie na samym dnie, nie w masie torfowej. Z dna
też m o ż n a go wybierać.
Bursztyn kopano przeważnie w dolinach, na mokrad­
łach, ale t a k ż e i na p a g ó r k a c h — np. w M ą t w i c y na terenie
cegielni, w Dylewie, Lipnikach i innych miejscowościach.

Obróbka jantaru na

Kurpiach

D a w n i mieszkańcy ginącej od niedawna Puszczy K u r ­
piowskiej umieli nie t y l k o szukać i k o p a ć „ k a d z i d ł a " ' ,
ale również zamieniać je na inne potrzebne rzeczy, narzędzia,
b r o ń i t p . Znajdowano przypadkowo w y r o b y z różnych
odmian jantaru, j a k wisiorki różnej wielkości, naszyjniki,
korale, różańce, przedmioty k u l t u , zabawki dla dzieci,
o b r ą c z k i , pierścionki i t p . W y r o b y to od setek lat b ł ą k a ł y się
po ludziach w c h a ł u p a c h , na targach, w wotach kościelnych,
upominkach dla osób cenionych przez społeczeństwo. Po­
wyższe p r z y k ł a d y d o w o d z ą , że na Kurpiach nie t y l k o znano
od dawna bursztyn, ale po części obrabiano go i handlo­
1

192

wano n i m . Zatrzymywano część na własne potrzeby (wisior­
k i , korale), resztę zamieniano na narzędzia z metalu.
K l ę s k i wojen i r ó ż n y c h p o w s t a ń , w a l k i o niepodległość,
w a l k i z najazdami, ciągłe pożogi wiosek, w y p ę d z a n i e lud­
ności ze swych osiedli, choroby i „ g ł o d n e " lata puszczańskie
sprawiły, że co jakiś czas, co 100—200 czy więcej lat,
wszystko się tam waliło, p r z e m y s ł zamierał, a zdolni nie­
zwykle ludzie albo ginęli na miejscu, albo b y w a l i na tułacz­
kach, albo dziesiątkowały ich prześladowania, choroby
i wszelkie „ b i e d y z n ę d z ą " . Bursztyniarstwo czy jantarnictwo nieraz się rozwijało, a potem na dziesiątki i setki lat
zamierało, j a k b y go nigdy nie b y ł o .
To, co działo się w życiu gospodarczym — działo się
i z r ó ż n y m p r z e m y s ł e m leśnym, również i jantarniczym,
k t ó r y u p a d a ł i dźwigał się co najmniej 3—4 krotnie w ciągu
X I X wieku, aż do I W o j n y Ś w i a t o w e j . Ze 130 kopalń
(olbrzymich nieraz dołów) nie zostało prawie nic, kopalnie
„ N a Szwedzie", „ Ż y t o c h a " , „ P o d Siarczą Ł ą k ą " , „ P o d
Karaska", „ N a W o l k o w y c h " , „ P o d B r a n d y s i a m i " i t d . i t d . ,
to już t y l k o resztki nazw po t y c h dawnych „ k o p a l n i a c h " .

�Z w a r s z t a t ó w i poszczególnych „ m a j s t r o w n i " , k t ó r y c h
za mojej jeszcze pamięci było 20—30, w czasie między­
wojennym k i l k a , d z i ś dogorywa ostatni. W n i m zdolny,
w a r t o ś c i o w y i z a m i ł o w a n y W . D e p t u ł a pod Czarnią, ob­
rabia i toczy zimą na z w y k ł y m k o ł o w r o t k u do przę­
dzenia. Było przed n i m wielu innych. W samoj Ostrołęce
k i l k u , w Z a r ę b a c h Kościelnych, Surowom, Kadzidle,
Wolkowych,
M y s z y ń c u , Lipnikach, Jazgarce, Ł o m ż y ,
Nowogrodzie, Kolnie, Makowie i w innych miejscowoś­
ciach. P o t r a f i ą jeszcze n i e k t ó r z y o b r a b i a ć w Kadzidle,
Jazgarce, Czarni, Lipnikach — ale to są już „ o s t a t n i Mo­
hikanie" — umiejętność ta zamiera. Nie wiemy na ile lat,
czy może wieków ?
5

Pierwszym mistrzom od o b r ó b k i jantaru b y ł piach
na w y d m a c h — ostry, sypki, ciągle poruszany przez w i a t r y ,
szorował przez setki lat powierzchnię p ł y t e k i t w o r z y ł
już o b r ó b k ę w pierwszej fazie. B y ł a to jednak o b r ó b k a
zbyt powolna.
Jantar szlifował się również, leżąc przez dziesiątki
i setki lat w strugach, rzeczkach i bystrych d o p ł y w a c h
N a r w i (Pisa, Szkwa, Rozoga, Omulew, Orzyc, Węgierka),
omywany w o d ą — s a m ą lub z m u ł e m rzecznym, k t ó r y
w p o c z ą t k a c h obróbki służył „ j a n t a r n i k o m " do bardziej
precyzyjnych szlifów. Niejednokrotnie podpatrywana przez
autora po wsiach o b r ó b k a ręczna potrzcbiijo n a s t ę p u j ą c y c h
p r z y b o r ó w i n a r z ę d z i : kamieni gładszych piaskowców lub
cegły r ó w n o wypalonej, m a r m u r k ó w , szkła tłuczonego lub
ostrych narzędzi stalowych, m u ł u rzecznego, popiołu odsianego z miękkiego drewna, wreszcie kredy, szczoteczki
lub sukna i czystej wody.
W neolicie (okres kamienia gładzonego) bursztyn już
szlifowano ręcznie, to znaczy bez pomocy siły nożnej czy
innej zmechanizowanej. Niemniej długo jeszcze u ż y w a n o
narzędzi krzemiennych — skrobaczy, gładzików, ś w i d e r k ó w .
Te ostatnie p o c z ą t k o w o służyły nie tyle do borowania, ile
do pogłębiania i powiększania o t w o r ó w j u ż gotowych.
O t w o r k i te — całkowite lub zaczęte w r ó ż n y c h b r y ł k a c h
bursztynu — p o c h o d z ą z odległych czasów, kiedy żywica
6

ówczesnoj sosny s p a d a ł a w upalne dni w i ę k s z y m i lub mniej­
szymi soplami, w różnych ilościach, mniej lub więcej s t ę ­
żała na powietrzu, a s p a d a j ą c niekiedy ze znacznej wyso­
kości zaczepiała lub n a d z i e w a ł a się na z ł a m a n e sęczki,
gałązki. W nocy soplo tężały, z czasem s p a d a ł y razem
z u ł a m k i e m gałęzi na ziemię, w błoto czy do wody — i t a k
został z czasem w bryłce j a n t a r u po spróchnięciu drewna
o t w ó r na wylot zaczęty lub wypchany sęczkiem, nie do­
kończony, zwany dziś „ n a d z i a k i e m " (od nadziania się,
j a k wyżej wyjaśniono). Niekiedy sople s p a d a ł y na z ł a m a n e
trzciny, łodygi roślin b ł o t n y c h i wtedy m a m y nadziaki
innego r o d z a j u — ( n i e k i e d y z roślinami, szyszkami i zwie­
r z ą t k a m i w e w n ą t r z ) — zowią je niesłusznie „ w r o s t k a m i " ,
a na K u r p i a c h wprost „ w ś c i b k a m i " czy „ ś c i b k a m i " od
„wścibić s i ę " (wleźć w obce miejsce). Te wścibki na K u r p i a c h
s p o t y k a j ą i przy obróbce „ k o r a l a " z t a k i m owadem ( m u c h ą ,
komarem, m r ó w k ą ) są p o ż ą d a n e w sznurze p a c i o r k ó w i no­
szone w koralach, jako pewnego rodzaju amulet. W dawnych
koralach w k a ż d y m sznurze m o ż n a było zobaczyć ogładzony,
zawsze przezroczysty, paciorek z widocznym owadom
(wścibkiem) .
7

Nadziaki po ich wykorzystaniu przez j a n t a r n i k ó w —
dźwignęły bursztyniarstwo na nogi, a kiedy zaczęto w nich
powiększać, p r o s t o w a ć czy pogłębiać nie zawsze k s z t a ł t n e
otworki (na razie przy pomocy narzędzi krzemiennych ),
jantarnictwo zaczęło rozwijać się na dobre. O t w o r k i na pół
c h o ć b y gotowe p r z y d a ł y się nie t y l k o do w y r o b u wisiorów,
medalionów, serduszek, kółek „ o b w a r z a n k ó w " zawiesza­
nych dzieciom na szyję przy z ą b k o w a n i u , ale również
do wyrobu obrączek i pierścieni, gdzie otworki w nadziakach
b y ł y powiększane i poszerzane przed o s t a t e c z n ą o b r ó b k ą .
Pierwotni bursztyniarzo wiedzieli o t y m dawno, t a k w
tej Puszczy, czy w innych dalszych stronach Polski, gdzie
w y s t ę p o w a ł jantar. W i d z i m y to z wykopalisk Starego
G d a ń s k a ' , gdzie wykopane warstwy kulturowe sprzed
t y s i ą c a lat (pod kierunkiem prof. К . J a ż d ż e w s k i e g o z Łodzi)
w y k a z a ł y również bogactwo jantarowe •— w postaci su­
rowca, w y r o b ó w całych, uszkodzonych czy p o ł a m a n y c h .
9

I I . 5. Bryla bursztynu, cli- 16 oni wydobyta z N a r w i pod Grabowem.

193

�Wiele z nich ma ślady n a d z i a k ó w przy dalszej obróbce,
a co ciekawe, że wiele z t y c h w y r o b ó w j a k wisiory, korale
czy obrączki jest zbliżonych do analogicznych w y r o b ó w
z K u r p i ó w . S k ą d takio p o d o b i e ń s t w o ?
W y r o b y kurpiowskie z jantaru słynęły nie t y l k o w k r a j u ,
znano je za granicami, a w r. J 878 na Wystawie Powszedniej
w P a r y ż u b y ł y rozchwytywane przez zwiedzających.
Ekspansja bursztyniarska K u r p i ó w b y ł a dość szeroka.
Emigranci kurpiowscy do USA wozili ze sobą i wyroby
jantarowe, k t ó r e cieszyły się wielkim popytem, sprowa­
dzono je z Polski „od bólu g ł o w y " . Jedna z rodaczek dala
sobio zrobić na głowę p i ę k n ą kolię z całego złocistego sznura
jantarów.
Po skasowaniu monopolu p a ń s t w o w e g o nad ,.bemsteinom" w sąsiednich Prusach (1867) Kurpiowie chodzili
k o p a ć bursztyn na gruntach swoich krewnych i znajomych.
W czasie 11 Wojny Świntowpj tutejsza ludność, k t ó r a
znalazła się przypadkowo za Dnieprem, o d k r y ł a tam ziemię
b u r s z t y n o d a j n ą w pobliżu Kijowa i po k i l k u latach t u ł a c z k i
przywiozła ze sobą b r y ł k i tamtejszego j a n t a r u .
K i e d y N i e m c ó w - b u r s z t y n i a r z y z Sarnbii zabrano w cza­
sie wojny do wojska, na ich miejsce wysłano t a m na przy­
musowe roboty tych z ludności kurpiowskiej, k t ó r z y znali się
na bursztyniarstwie. N i e k t ó r z y b y l i t a m do końca wojny.
Do o b r ó b k i jantaru Kurpiowie posługiwali się obra­
b i a r k ą sznurową, o b r o t o w ą zo smykiem, t o k a r k ą ręczną
z k o r b k ą , t o k a r k ą z dyszlem (pionowym i p o z i o m y m ) " ,
z kołom r o z p ę d o w y m i p e d a ł e m i — po głuchych wioskach —
k o ł o w r o t k i e m do przędzenia, przygotowanym odpowiednio
do o b r ó b k i . N a p r z y r z ą d a c h t y c h od stu kilkudziesięciu lat

I I . 6. Fajka inkrustowana bursztynem mlecznym i miodo­
w y m , okuta m o s i ą d z e m . W y k . po 1945 г. I I . 7. Korale
z bursztynu.
в

bursztyniarze kurpiowscy toczyli i szlifowali pierścionki,
cygarniczki, korale, naparstki, guziki, k u b k i , kieliszki i t p .
Toczono najczęściej przy pomocy ł a m a n e g o w ostre k a n t y
szkła okiennego lub od potłuczonych lamp naftowych.
Zdolniejsi wydrapywali przy pomocy tegoż szkła fajki,
tabakierki, k a ł a m a r z e , figurki, pasje, płaskorzeźby, łań­
cuszki, s z k a t u ł k i i t p .

Wyroby specjalne — Upominki — Żyrandole — „Pająki" —
„Korale — Różańce
N a K u r p i a c h zdolni „ b u r s z t y n i a r z e " nie t y l k o obrabiali
zwykłe „ k o r a l e " i serca, ale również wyroby artystyczne.
„ P a j ą k i " z nadzianych na sznurki obrabianych barwnych
j a n t a r ó w s p o t y k a ł o się po wsiach, w okolicach, gdzie on
występował i b y l i do tego zdolni mistrze. Podobny, większych
rozmiarów „ p a j ą k " widzimy u sufitu w sali bursztyniarskiej
Muzeum Regionalnego w Ł o m ż y . W y k o n a ł go W . D e p t u ł a
z Surowego, pow. Ostrołęka. W kościele w Czarni wielka
figura Madonny m i a ł a na szyi z a k r ę c o n y parokrotnie wielki
sznur b u r s z t y n ó w , przeważnie barwy „ m i o d o w e j " . Często
przy obrazach czczonych specjalnie przez ludność t u t e j s z ą
zawieszano korale jako wota. W i d z i m y je i w Częstochowie.
W kościele w M a ł y m P ł o c k u , pow . Ł o m ż a b y ł y przed
I W o j n ą Ś w i a t o w ą dwa ż y r a n d o l e , duże i pięknie wykonane
z zebranych w okolicy b u r s z t y n ó w , najwięcej z pięknie
szlifowanych „ m i o d o w y c h " korali niewiast kurpiowskich.
Te jedne z nielicznych, a możo jedyne tego rodzaju ż y r a n ­
dole p r z e p a d ł y w czasie zbombardowania tegoż kościoła
w czasio pierwszej wojny. Po wojnie, gdy budowano n o w y
kościół, miejscowy proboszcz ks. Ciborowski chciał ze
zbieranego bursztynu zrobić upiększenie w ołtarzu, np.
7

194

�9
П. 8. R ó ż a n i e c z bursztynu kopalnego. I I . 9. Naszyjnik z sorduszkiom z bursztynu. X I X w.

cymborium, ale dzieła nie dokończył i sam zginął w obozie
hitlerowskim.
U p o m i n k i jantarowe z „kurpieckiego z ł o t a " , do tego
wykonane przez miejscowych a r t y s t ó w ludowych, b y ł y
zawsze p o ż ą d a n e i mile widziane. T o t e ż różne k o m i t e t y
k o r z y s t a ł y z takich okazji niejednokrotnie. Na p r z y k ł a d
w czasie jubileuszu 50-lecia pracy J . I . Kraszewskiego
delegacja kurpiowska p r z e d o s t a ł a się przez zieloną granicę
i złożyła J u b i l a t o w i dary, m i ę d z y k t ó r y m i b y ł k a ł a m a r z
jantarowy miejscowego wyrobu. Podobny k a ł a m a r z ofia­
rowano H e n r y k o w i Sienkiewiczowi, k t ó r y p r z y b y ł do
Ł o m ż y z odczytem o Śląsku.
D l a duchownych wyrabiano t u specjalne różańce bursz­
tynowe. Co prawda ani Ostrołęka, ani Myszyniec nie do­
czekały się ulicy „ P a t e r - N o s t e r s t r a s s e " , j a k G d a ń s k czy
inne większe miasta, ale wyrabiano t u różańce dla przyby­
w a j ą c y c h na wizytację b i s k u p ó w ; jantarowe różańce
kupowali c h ę t n i e zakonnicy, nie t y l k o miejscowi, lecz t a k ż e
zagraniczni, np. z Holandii. W Ł o m ż y , j a k donoszą dawni
pisarze, b y ł y do s p r z e d a ż y jantarowe łańcuszki, w całości
wykonane z jednej b r y ł k i m a t e r i a ł u przez tutejszych
mistrzów.
Dziewczęta z parafii Czarnia k / M y s z y ń c a , pow. Ostro­
łęka, jeszcze po I I Wojnie Światowej do noszenia feret­
r o n ó w na procesji m u s i a ł y b y ć wystrojone w sznury „ k o r a l i "
bursztynowych. A b y zarobić na t a k i sznur, trzeba było pra­
cować przez całe lato przy sadzonkach w leśnictwie.
Wiele dziewcząt z „ b u r s z t y n a m i " na szyi s p o t k a ć
m o ż n a było w M y s z y ń c u na targach czy w kościele. Nie­
k t ó r e sznury „ p o babkach" m i a ł y j u ż po sto kilkadziesiąt lat
i wiele z nich zdobi nasze wystawy w muzeach (Łomża,
Warszawa). Sznur b u r s z t y n ó w na szyję k o s z t o w a ł jeszcze
niedawno około 1600 zł.

Ostatnie wojny i bursztyn — Ostatnia spółka bursztyniarska
w Nowogrodzie — Podatki i kary w bursztynach — Waluta
bursztynowa na Kurpiach
Hitlerowcy zapędzali l u d n o ś ć do kopania „ b e r n s t e i n u " ,
ale K u r p i e opierali się temu mocno. Pobierano p o d a t k i
i różnego rodzaju kary w jantarze, a K u r p i a n k o m zabierano
lub wprost zdzierano p i ę k n e korale z szyi. Ilość miejscowego
„złota" malała.
Przed Pierwszą W o j n ą Ś w i a t o w ą obliczano, że na
Kurpiowszczyźnie znajduje się ok. 100 tysięcy s z n u r ó w
korali. K u r p i a n k i nosiły do 3 s z n u r ó w k a ż d a . Teraz, kiedy
to piszę, są całe wioski puszczańskie bez tej rodzimej ozdoby.
K i e d y zaraz po Pierwszej Wojnie Światowej przyszła
p a m i ę t n a dewaluacja, Kurpiowie ustanowili swoją w ł a s n ą
w a l u t ę b u r s z t y n o w ą . K a ż d y , k t o chciał n a b y ć zapałki,
świece, cukier, naftę — nosił w kieszeni odpowiednie b r y ł k i
j a n t a r u . T r w a ł o to do ustalenia się waluty. W kościołach
na t a c ę kładziono wtedy (jak i dawniej) b r y ł k i bursztynu
różnej wielkości.
W a l u t a taka nie t r w a ł a długo i nie wszędzie — ale
zrobiła swoje.
Po drugiej wojnie p o w s t a ł a S p ó ł k a Bursztyniarska
w Nowogrodzie, z oddziałami w Kadzidle i M y s z y ń c u .
Z a p o c z ą t k o w a n o ręczną o b r ó b k ę i „ o d ś w i e ż a n i e " starych
korali. Ta S p ó ł k a t r w a ł a około roku.
Po drugiej wojnie zaproponowano autorowi niniejszego
a r t y k u ł u zorganizowanie k u r s ó w bursztyniarskich w Ł o m ż y
czy Ostrołęce. Postanowiono zorganizować najpierw w y ­
stawy bursztynowe, z a p o z n a ć z n i m i miejscowe społeczeń­
stwo i „ b u r s z t y n i a r z y " , a potem zacząć p r a c ę . Propono­
wane kursy m i a ł y t r w a ć k i l k a tygodni, uczniów do dwu­
dziestu ze stypendiami p a ń s t w o w y m i i s a m o c h ó d większy
na rozjazdy terenowo-praktyczne. Wystaw u r z ą d z o n o

195

�k i l k a : w Nowogrodzie, w Ł o m ż y (przy muzeum), w War­
szawie w Muzeum Ziemi, w G d a ń s k u , Sopocie i Gdyni.
N a w i ą z a n o k o n t a k t y z Cepelią, k t ó r a o d d a ł a wielkie usługi
przemysłowi ludowemu.
W y s t a w y „ J a n t a r w Polsce", „ J a n t a r w Ł o m ż y "
zrobiły swoje, ale p r z e m y s ł czy sztuka bursztyniarska nie
r u s z y ł y z miejsca. A n i nad N a r w i ą , ani na Pojezierzu, ani
na naszym Pomorzu. B r a k surowca, niepewność inwesto­
wania w „ k o p a l n i e " s t a n ę ł y na przeszkodzie. Poczekamy
jeszcze, a n u ż gdzie o d n a j d ą się gniazda i całe „ w ą d o ł y "
tego naszego „ z ł o t a " . Z n a j d ą się wtedy dawni j a n t a m i c y .
Przemysł bursztyniarski przemysłem ludowym
Dotychczasowy p r z e m y s ł bursztyniarski wyszedł z ludu
i przez wieś i lud b y ł prowadzony i rozwijany aż do ostatnich
czasów. W i d z i m y to zresztą z wykopalisk w Starym G d a ń s k u ,
gdzie wszystkie wykopane sprzed wielu setek i t y s i ą c a lat
przedmioty z j a n t a r u w s k a z u j ą , że ruszył ten p r z e m y s ł
i dźwignął na odpowiednią w y ż y n ę l u d prosty — pomorscy
rybacy, k t ó r z y w kierunku jantarnictwa nabrali odpo­
wiedniej wprawy, rozwinęli swe zdolności i w y t w o r z y l i
sobie poza rybactwem — nowe źródło pracy i życia w ogóle.
Na K u r p i a c h p r z e m y s ł ten dźwigał się i u p a d a ł . Nie
b y ł o t u ani Barankiewiczów, j a k w Słupsku, ani T r z e ś n i a k ó w ,
j a k w G d a ń s k u , ani Kadela j a k w Gdyni.
P r z e m y s ł ludowy, j a k powyższy, m o ż e rozwijać się
wtedy, gdy ma w a r u n k i po t e m u : surowiec, swobodę
eksploatacji i swobodę w p o m y s ł a c h t w ó r c z y c h . Wiedział
o t y m i król Kazimierz Jagiellończyk, k t ó r y w r o k u 1467
zniósł k r z y ż a c k i monopol j a n t a m i c z y na Pomorzu Za­
chodnim. Dlatego w p r z e m y ś l e c h a ł u p n i c z y m w Słupsku
m a m y i w y r o b y ludowe; nie ma ich natomiast na Poje­
zierzu Mazurskim, gdzie u p a ń s t w o w i e n i e bursztynu znie­
siono dopiero w r. 1867. N a K u r p i a c h nie było żadnego
u p a ń s t w o w i e n i a — s t ą d rozwój sztuki jantarniczej nie miał
przeszkód.
11

196

Bursztyn miał zastosowanie w medycynie ludowej.
Leczono n i m choroby w e w n ę t r z n o - p ł u c n e , uporczywe bóle
głowy, zaprószenia oczu, u ż y w a n o jako tabaczka od kataru.
Większe b r y ł y bursztynu dodawano nieraz do posagu
c ó r k o m ; nabywana ziemia „z bursztynem" oznaczała, że
jest dobra — warta kupna.
A dajcież jej na b u r ś t y n y
coby m i a ł a stery syny —
śpiewają pannom m ł o d y m na oczepinach.
Jedzenie (kasza, kartofle) „ z bursztynem" — znaczy,
że jest dobrze okraszone, ze skwarkami. Jak k t o z bursztyniarzy z m a r ł , m ó w i ą o riim, że „poszedł bursztyn k o p a ć " .
Z tej ostatniej p r z y g a d y w k i widać, że K u r p i e nie t r a c ą
jeszcze nadziei na przyszłość — że bursztyn jeszcze w ziemi
jest. Oby t a k b y ł o istotnie...
Gadka o burśtynie
12

Skiela wzion sie b u r ś t y n ? K i e n i Pon B ó g na grześnych
ludzi n a p u ś c i u ł potop, to — j a k ziedomo ze starech ksiegów — straśliwy desc loł bez śterdzieści d n i ó w i noców
nieprzerwanie, a ludzie gineni jak nandzne roboki. P ł a k o l i
tyz rzywnie z niescańścia, a łzy jech — jek n a p e c n i o ł y
groch grube, k a p o ł y w to wode potopowo. I zrobziło sie
takoj:
— ze łzów ludzi niezinnych, m a ł e c h dzieci i jensych
n i e b o r o k ó w ulezoł sie b u r ś t y n j a k łza cysty i przejzysty —
na pasije, na leki, na korole dla dziwcoków i na inse psiankne
i przyjemne rzecy.
— ze łzów grześników p o k u t u j ą c y c h i żałujących za
gziechy powstoł b u r ś t y n przyciemnioły, zamglony, zachmuzony jekby, dobry na kadzidło, do fajków, na tabakiery abo r ą c k i do kijów.
— a ze łzów ludzi złech, bluźnierców, opojów i insych
ucotał się b u r ś t y n brudny, nie do u ż y t k u — na farbę,
smołę i inse stuki podlejse.

�I I . 10. Medalion z wizerunkiem Chrystusa, bursztyn, kopalny 3,8 X 3,7 cm. 11. 11. Medalion z wizemnkiom Chrystusa
U k r z y ż o w a n e g o , bursztyn, wys. 3,5 cm. W y k . ok. 1880 r. 11. 12. Medalion z symbolami W i a r y , Nadziei, Miłości, bur­
sztyn kopalny, 8 , 7 x 4 cm. U . 13. K r z y ż na p ł y t c e przezroczystego bursztynu „ w o d n e g o " pow. Ostrołęka. I I . 14. K a ł a m a r z
z w i e w i ó r k a m i wykonany z bursztynu przez Franciszka D e p t u ł ę . Surowe, pow. Ostrołęka
(

14

197

�I
B u r ś t y n ocysca sie w ogniu cy na z a z ą c y c h węglach
i z tego, co dobre b y ł o w ludzioch, wydaje d y m psijemny
dla nosa i oców, a ze złek r e ś t e k zostoje na dnie troche
smradliwych węgłów i carnech sadzy.
A z borów, co narosły w tech niejscych po potopsio
rozloła sio zizica, d a j ą c a z siebzie różno r o z m a i t o ś ć b u r ś t y nowo nad morzem i w siwej zieni i w duzech gniazdach
po borach. 1 bez to b u r ś t y n nazywaj o do dziś s t a ż y bursty niaze zizieo od potopu swata a drzewa roniące w letnio
ciepło zizice są to sosny w y p ł a k a n e , bo w y p ł a k u j ą z siebzie
lepką m a s ę , zizicę, z chtórnoj bandzie k i e d y ś znowuj b u r ś t y n .
A bandzie to zo siła r o k ó w — zo sto, t y s i ą c , a m o ż e
nawet za duzo ziancej.
PRZYPISY
1

H . Potoniec, 1908; S. Czarnocki, 1947 i i n n i .
Patrz art. W ę g l o r z a , „ W s z e c h ś w i a t " , 1892.
Starsza niewiasta, żona dozorcy muzeum, Eleonora
K a m i ń s k a , z m a r ł a w latach pięćdziesiątych.
Ludowa nazwa bursztynu na K u r p i a c h — j e d n y m
z ważniejszych p r z e z n a c z e ń bursztynu było palenie go
w kościołach. Prawdopodobnio npzwa wsi K a d z i d ł o w y ­
wodzi się od tego.
A r t y k u ł pisany w r o k u 1962 (przyp. rod.)
* M . Mucha, Ś w i a t o w i d , 1911, I X , s. 109—116.
A n i „ n a d z i a k ó w " , ani „ w ś c i b k ó w " (jako wyrazów)
nie s p o t k a ł e m d o t ą d w naszej literaturze jantarniczoj.
O nadziakach słyszałem u bursztyniarzy w Przasnyski em,
a o wścibkach w stronach myszynieckich j u ż od r. 1910.
Z l i t e r a t u r y obcej w y r a z ó w t y c h nie znam.
Wspomina o t y m archeolog czeski M . Muc'.i", j w .
A u t o r niniejszego zwiodzał te i inne wykop l i s k ' ,
od G d a ń s k a poprzez K o ł o b r z e g i Słupsk do W o l i n a w ] . . tach 1960—1902. Wykopano t a m przedmioty, j&lt;vk kor,Jo.
o b r ą c z k i , wisiorki i t p . I t u i t a m b y ł y jodno i te same spo­
soby o b r ó b k i .
i° P i ę k n ą d a w n ą t o k a r k ę „z dyszlom" p o z i o m y m
o g l ą d a ć m o ż o m y w Muzoum Etnograficznym w Ł o m ż y .
Rzadki to i ciekawy okaz.
4 Podaje E m i l i a Sukertowa w „ Z i e m i " , 1950, nr 7—8.
»* Z m a t e r i a ł ó w Adama C h ę t n i k a p o d ł u g gadek A .
Żebrowskich z Przasnyskiego. A . Chmielów, D e p t u ł ó w ,
Grochockich, Siwików i innych bursztyniarzy z Ostrołęc­
kiego i Kolneriskiego.
2

3

4

3

7

8
9

11.15.

Kierec

z bursztynu, rekonstrukcja.

Fot. T. Hermaiiczyk, A. Johann— U. 1, 2, 7, 8, 9; J . Langda — ii. 10, 12; J . Świderski — U. 3-6, 11, 13-16.
Obiekty ze zbiorów Muzeum w Łomży

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6040" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6020">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7fbfce6e4be5b248971a5feb9e49fe53.pdf</src>
        <authentication>56cc846ed79fddc2d4001ab56b6d5043</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72063">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5182</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72064">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72065">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4807</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72066">
                <text>Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt naukowy / LUD 2007 t.91</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72067">
                <text>LUD 2007 t.91, s.137-154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72068">
                <text>Szarota, Piotr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72069">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72070">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72071">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72072">
                <text>Lud, t. 91, 2007

PIOTR SZAROTA
Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej
Warszawa

JAPOŃSKI UŚMIECH: ORIENTALISTYCZNA INWENCJA CZY
SKRYPT KULTUROWY?

Pomiędzy orientalizmem a nihonjinron
Autorem pierwszej analizy japońskiego uśmiechu jest Lafcadio Hearn. Hearn
to postać niezwykła — ten pół-Grek, pół-Irlandczyk przyjechał do Japonii
w roku 1889 jako dziennikarz i autor dwóch powieści. Japonia oczarowała go
i zafascynowała. Zaczął spisywać swoje obserwacje i analizy kulturowe, aby po
paru latach wydać dwutomowe dzieło, które przyniosło mu rozgłos: Glimpses
of Unfamiliar Japan. Kiedy książka ukazała się na Zachodzie, Hearn był już
obywatelem japońskim, żonatym z córką samuraja, podpisywał się Yakumo Koi¬
zumi. „Japończycy mówią o «złych twarzach» cudzoziemców" — pisał w swojej
pierwszej wydanej w 1894 roku książce o Japonii. „Cudzoziemcy opowiadają
z wielką pogardą o japońskim uśmiechu; podejrzewają, że kryje się za nim nieszczerość (...) tylko nieliczni, bardziej spostrzegawczy, widzą w nim tajemnicę
wartą zbadania" (Hearn, 1976, s. 657).
Książka Hearna nie jest z pewnością książką naukową, widać w niej skłonność
do sentymentalizowania rzeczywistości i zbyt pospiesznych uogólnień, słabość
do forsowania niepewnych hipotez. Z dzisiejszej perspektywy widać jasno, że
pomimo ogromu erudycji i obfitego materiału faktograficznego pisarstwo Hearna
odbija dwie tendencje charakterystyczne dla większości analiz dotyczących Ja¬
ponii. Z jednej strony jest to celebrujący egzotykę mitycznego „Wschodu" orientalizm, z drugiej — przekonanie o wyższości i wyjątkowości japońskiej kultury.
Termin „orientalizm" wprowadzony został przez Edwarda W. Saida dla opisu
popularnego na Zachodzie prądu myślowego, który usprawiedliwia oraz propa¬
guje postawy uprzedzeń i wyższości w stosunku do mieszkańców części świa¬
ta zwanej w zachodnim piśmiennictwie Orientem. W wydanej po raz pierwszy
w 1978 roku książce Orientalism, Said (1991) koncentruje się na świecie arab¬
skim; interesuje go zwłaszcza zasadnicze przewartościowanie, jakie dokonało się
w zachodnim postrzeganiu „Orientu" na przełomie X V I I I i X I X wieku. Wtedy
właśnie Orient, który w wyobraźni Europejczyków stanowił ucieleśnienie boga­
ctwa, przepychu, kulturalnego wyrafinowania, potęgi militarnej i nieokreślonej

�138

Piotr Szarota

tajemniczości, stał się nagle przeciwieństwem tych cech. Mieszkańcom Orientu
zaczęto przypisywać lenistwo i intelektualny marazm, a jednocześnie poryw­
czość i uleganie namiętnościom. Orient stał się swoistym zaprzeczeniem Zacho­
du, miejscem symbolizującym to wszystko, czym na Zachodzie pogardzano.
Zachodnie myślenie i pisanie o Japonii wpisuje się w bogatą tradycję orientalistyczną. Jako pierwszy pisał o tym Richard Minear (1980). Zwraca on uwagę
na trzy podstawowe elementy obecne w myśleniu orientalistycznym: 1) posłu­
giwanie się abstrakcjami, takimi jak „kultura europejska" i „kultura orientalna",
2) przekonanie o wyższości tej pierwszej, 3) przeciwstawianie dawnej wielkości
kultury Orientu i jej obecnej degradacji. Wszystkie te trzy elementy odnajduje
Minear w zachodnim piśmiennictwie poświęconym kulturze japońskiej.
Jednak wbrew temu, co pisze Minear (1980), wydaje się, że dyskurs orientalistyczny wcale nie jest jednolity, a Japonia znajduje w nim miejsce szczególne.
Zwraca na to uwagę Pham (1999). Japonia, w przeciwieństwie do większości
krajów azjatyckich, nie została nigdy skolonizowana, a na początku X X wieku
stała się jedną z potęg militarnych i gospodarczych ówczesnego świata. Co wię­
cej, w okresie I I wojny światowej zagroziła bezpośrednio aliantom. Podziw mie¬
sza się więc w opisach Japonii i Japończyków ze strachem i pogardą, mamy tu do
czynienia ze znacznie większą ambiwalencją i zniuansowaniem niż w wypadku
opisów świata arabskiego. Z jednej strony widzimy zachwyt nad wyrafinowaniem
kultury japońskiej, estetyką jedzenia, utrzymywaniem harmonii z naturą, mistyką
buddyzmu zen, z drugiej — pogardę dla „konformizmu" Japończyków, strach
przed ich „fanatyzmem", „okrucieństwem" i „hipokryzją" (por. Rosen, 2000).
Znajdujemy tu jednak także elementy charakterystyczne dla szerszego dys¬
kursu orientalistycznego: Japonia postrzegana jest jako przeciwieństwo Zachodu,
a Japończycy jako dziwni i nieodgadnieni; zachwytowi nad przeszłością i tra­
dycją towarzyszy nieodmiennie wielkie rozczarowanie modernizacją. Te wątki
widoczne są również w mniejszym lub większym stopniu w dziełach Hearna.
Orientalizm nie jest jednak jedynym problemem, z którym spotykamy się,
pisząc o Japonii. Mało jest kultur, które opisywane były z równą konsekwencją
jako specyficzne i zupełnie odrębne od reszty świata, co nader często owocuje
swoistą mitologizacją rzeczywistości. Powstało nawet pojęcie nihonjinron, odno­
szące się do ideologii kulturowego nacjonalizmu, którego misją jest podkreślanie
i ugruntowywanie założeń o kulturowej wyższości kultury japońskiej (Burman,
2007). Można powiedzieć, że ideologia nihonjinron stanowi swego rodzaju od¬
wrócenie założeń orientalistycznych i jest odpowiedzią na etnocentryzm, obecny
(często nawet współcześnie) w zachodnich rozważaniach na temat Japonii.
Problem nie jest nowy, ale zaczęto go analizować stosunkowo niedawno (Gjerde, Onishi, 2000; Sugimoto, 1997). Co ciekawe, jest to przypadłość dotykająca
nie tylko samych Japończyków, ale również wielu piszących o Japonii zachodnich
autorów. Poszukując wyróżników „japońskości" pisze się na przykład o tym, że
wszyscy Japończycy posiadają pewne specyficzne cechy czy właściwości, nie bio-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

139

rąc pod uwagę, że występują tu znaczne różnice między jednostkami. Zakłada się
ponadto, że cechy te występują wyłącznie lub niemal wyłącznie wśród Japończy¬
ków i że występowały zawsze, niezależnie od kontekstu społeczno-historycznego.
Traktowanie kultury jako homogenicznej całości i programowy ahistoryzm
przypomina do złudzenia praktykę antropologii kulturowej rozpowszechnioną
w pierwszej połowie X X wieku, obecnie jednak traktowaną jako anachronicz¬
ną. Kiedyś przedmiotem zainteresowania antropologów były przede wszystkim
małe, z reguły izolowane społeczności, które wydawały się jednorodne w swoim
„spętaniu" wzorami kulturowymi i „zawieszone w czasie". Wojciech J. Burszta
(2004, s. 33) określa obowiązującą wtedy koncepcję kultury mianem „rafy kora¬
lowej", ponieważ „to, co raz w niej zostało zakumulowane, przechowywało się
w stanie nienaruszonym". „Margaret Mead, wracając w swoje ukochane strony
po dwudziestu latach, spotkała już innych ludzi, następne pokolenia, ale nie mia¬
ła wątpliwości, że obcowała nadal z «kulturą Samoa» jako społeczną ciągłością
wzorów uczestniczenia w życiu społecznym (...). Niewiele było tutaj miejsca
na transformację, przypadkowość, innowacyjność, niepewność i sprzeczności.
W bycie totalnym zniewolenie matrycą wzorców myślenia i działania zdawało
się pełne". Japonia — kontynuuje wywód Burszta (2004, s. 34), jest jednak no¬
woczesnym, złożonym i klasowo zróżnicowanym społeczeństwem, które wbrew
temu, co się często pochopnie zakłada, nie jest również jednorodne etnicznie.
Podsumowując te rozważania, trudno nie dojść do niewesołej refleksji, że pi¬
sanie o kulturze Japonii jest dzisiaj nieporównanie trudniejsze niż sto, a nawet 50
lat temu, a kto wie, czy w ogóle możliwe. Czy nie lepiej więc odłożyć pióro, niż
narazić się na miażdżącą krytykę? Niewątpliwie byłoby to znacznie prostsze, moż¬
na jednak spróbować przynajmniej częściowo obejść piętrzące się tutaj problemy.
W swojej krytyce poświęconych Japonii studiów psychologicznych Per Gjerde
(2001) zwraca uwagę, że podstawowym błędem popełnianym przez autorów jest
brak rozróżnienia pomiędzy poziomem wartości kulturowych a faktycznym zacho¬
waniem współczesnych Japończyków. Tymczasem wartości kulturowe, często nie
pozbawione konotacji ideologicznych (np. nacjonalistycznych), mogą tylko w nie¬
wielkim stopniu odzwierciedlać to, co Japończycy odczuwają i robią na co dzień.
Nawet jeśli związek pomiędzy wartościami a zachowaniem wydaje się wyraźny,
nie należy przyjmować tego a priori, lecz dokładnie zbadać.
W artykule tym będę się więc starał o ostrożność przy formułowaniu uogól¬
nień na temat zachowania; moim celem jest przywołanie japońskich wartości
i norm, które mogą wyjaśniać tradycyjne funkcje uśmiechu w tej kulturze.

Twarz i komunikacja niewerbalna
Uśmiech jest charakterystycznym i łatwo rozpoznawalnym wyrazem mi¬
micznym spełniającym ważną funkcję komunikacyjną. Anna Wierzbicka (1995)

�Piotr Szarota

140

zakłada, że uniwersalnym przekazem, jaki niesie ze sobą uśmiech, jest zdanie:
„W tej chwili czuję coś dobrego". Nie interesuje jej, czy to „czucie" będzie szcze­
re, czy udawane, bo nie zmienia to w niczym treści komunikatu, rdzeń również
pozostaje ten sam, niezależnie od tego, jakie intencje mu przyświecają. Czy bę­
dzie to appeasing smile (nieobecny w języku polskim związek frazeologiczny
— uśmiech uspokajający, łagodzący sytuację) czy revengeful smile (uśmiech bę­
dący zapowiedzią zemsty — przybliżonym polskim odpowiednikiem może być
uśmiech złowrogi), rdzeniem komunikatu jest dobre samopoczucie nadawcy.
W pierwszym wypadku (appeasing smile) Wierzbicka (1999, s. 175-176) pro¬
ponuje następujący komunikat:
(a) nie chcę, abyś myślał(a), że w tej chwili czuję coś złego;
(b) w tej chwili czuję coś dobrego;
(c) nie chcę zrobić nic złego.

W wypadku revengeful smile sekwencja będzie następująca:
(a) chcę ci zrobić coś złego (ponieważ ty zrobiłeś mi coś złego);
(b) mogę to zrobić teraz;
(c) z tego powodu czuję teraz coś dobrego.

Poszczególne kultury różnić się mogą od siebie pod względem sugerowanych
sposobów wykorzystania uśmiechu w życiu społecznym. Wierzbicka bardzo
wiele miejsca poświęca na przykład omówieniu znaczenia i funkcji uśmiechu
w kulturze amerykańskiej. Zrozumienie kulturowych norm związanych z wy­
korzystywaniem uśmiechu w Japonii nie jest możliwe bez wcześniejszej analizy
zasad związanych z komunikacją niewerbalną. Jeszcze w latach 60. Edward Hall
(1984) zaproponował podział na kultury wysokiego i niskiego kontekstu. W ko¬
munikacji o wysokim kontekście niewiele trzeba wyrażać za pomocą słów, po¬
nieważ większość informacji jest zawarta już w kontekście wypowiedzi. Ważne
jest, kto z kim rozmawia, w jaki sposób to czyni i gdzie odbywa się rozmowa.
Najprawdopodobniej więc uśmiech rzadko będzie tu traktowany jako sygnał spo¬
łeczny, którego znaczenie może być niezależne od tła. Odwrotnie, w kulturach
o niskim kontekście uśmiech interpretowany będzie raczej jako samoistny (pozy¬
tywny) komunikat, względnie niezależny od kontekstu, w jakim się pojawia.
Specyfikę komunikacji wysokiego kontekstu świetnie uchwycił Didier Cazal
w eseju poświęconym kulturze koreańskiej. „Koreańczycy posiadają szczególnie
rozwiniętą kulturową umiejętność pojmowania uczuć, emocji swych rozmówców.
Koreańczyk (... ) stara się uchwycić jedność, spójność w całym zachowaniu, mimo
zewnętrznych pozorów, widocznej swobody na twarzy i w mowie. Wszelkie pęknię¬
cie wizerunku będzie interpretowane ujemnie: źle ukryte oznaki nerwowości, skur­
cze twarzy, uśmiech z lekka usztywniony" — pisze Cazal (1996, s. 215-216).
Ta kulturowo rozwinięta umiejętność pojmowania emocji rozmówców, intui¬
cyjnego uchwycenia wewnętrznego nastawienia partnera w danym momencie,

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

141

nazywa się w Korei nunchi. Przybliżonym odpowiednikiem koreańskiego nunchi jest japońskie omoiyari. Omoiyari oznacza przede wszystkim empatyczną
umiejętność wyczuwania nastrojów oraz gotowość do zaspokojania niewypowie¬
dzianych na głos życzeń i pragnień. Takie Sugiyama Lebra (1976) przywołu¬
je anegdotę o mężu, który wracając do domu, zwraca uwagę na brak harmonii
w stojącej przy wejściu kwietnej aranżacji. Na tej podstawie mężczyzna domyśla
się, że coś musiało zmartwić jego żonę i próbuje zrozumieć, co zaszło. Domyśla
się, że doszło do konfliktu z teściową, żonie nie wolno bowiem otwarcie kryty¬
kować zachowania matki męża, próbuje więc przekazać mu informacje drogą
pośrednią.
Podstawą omoiyari jest wielka koncentracja na nieistotnych pozornie infor¬
macjach kontekstowych. Interpretacja czyjegoś zachowania opiera się właśnie
na łączeniu ze sobą takich drobnych szczegółów. Dzięki omoiyari możliwe jest
przeniknięcie poza fasadę konwencjonalnego uśmiechu. Jest to umiejętność, któ¬
rej brakuje ludziom Zachodu, dla których japońskie uśmiechy z reguły pozostają
„zagadkowe".
Różnica ta wynika w dużej mierze z innego podejścia do komunikacyjnej
funkcji twarzy. W zachodniej psychologii, opartej głównie na amerykańskiej tra¬
dycji badawczej, przyjmuje się, że twarz ludzka jest najważniejszym obszarem
komunikowania stanów emocjonalnych, może odzwierciedlać postawy, być waż¬
nym źródłem informacji zwrotnych. Niektórzy badacze (por. Knapp, Hall, 2000)
uznają, że stanowi najważniejsze po mowie źródło informacji w kontaktach
międzyludzkich. „Prymat twarzy", czyli tendencja do przypisywania jej więk¬
szej uwagi niż innym kanałom komunikacyjnym, jest dobrze udokumentowany.
Może to wynikać z naszych przekonań, że twarz mówi bardzo wiele o osobowo¬
ści człowieka. Jest „zwierciadłem duszy" czy, jak pisał Szekspir: „istną tablicą,
na której skryte rzeczy można czytać".
Rzecznicy psychologii międzykulturowej (np. Markus, Kitayama, 1991) za¬
kładają, że kolektywistyczne kultury Dalekiego Wschodu nastawione są na da¬
leko idącą powściągliwość w wyrażaniu emocji i własnych pragnień, co wynika
z żywotności tradycji konfucjańskiej. Powściągliwość ta nie polega jedynie na
ograniczeniu bezpośredniości komunikacji słownej, ale również na ograniczeniu
komunikacyjnego znaczenia twarzy.

Komunikacyjne znaczenie oczu i ust
Najtrudniej kontrolować ekspresję oczu, stąd właśnie one uważane są na Dalekim
Wschodzie — w Chinach, Korei i Japonii — za nieporównanie ważniejsze źródło
informacji niż mimika całej twarzy. Tylko oczy zdradzić mogą to, co człowiek myśli
naprawdę. „To spojrzenie oczu uważane jest w Korei za zwierciadło duszy — pisze
Didier Cazal (1996, s. 216). — Zgłębiać je, to to samo, co zagrażać prywatności,

�Piotr Szarota

142

wręcz uchybić czci. Twarz można badać tylko ukradkiem, nigdy w sposób ciągły (...).
Patrzenie w oczy Koreańczykowi w sposób natarczywy wprawia go w zakłopotanie:
jest to pogwałcenie jego duszy, wdarcie się w jego prywatność".
Ta „wschodnia" koncentracja na oczach ma głęboki sens psychologiczny.
Skurcz mięśni okołoocznych mówi nam na przykład, czy uśmiech, który obser¬
wujemy, jest konwencjonalnym uśmiechem społecznym, za którym kryje się tyl¬
ko zdawkowa uprzejmość, czy uśmiechem faktycznie angażującym pozytywne
emocje. Autentyczna radość maluje się nie tylko wokół oczu, ale i w samych
źrenicach. Gdy przeżywamy radość, źrenice rozszerzają się. W wypadku złości
stają się mniejsze (Doliński, 2000).
Charakterystyczne, że Amerykanie i Japończycy w korespondencji za pośred¬
nictwem Internetu używają innych emotikonów dla oznaczenia emocji. Konwen¬
cja amerykańska zaadaptowana została na całym Zachodzie, :-) oznacza tam za­
dowolenie (schematyczna uśmiechnięta twarz), zaś :-( to smutek. Japończycy na
oznaczenie zadowolenia używają jednak zupełnie innego symbolu ( _ ) , inaczej
też symbolizują smutek (;_;). Widać tutaj, że o ile amerykańskie emotikony kon­
centrują się na okolicy ust, japońskie różnią się jedynie sposobem przedstawiania
oczu: wesołe albo zapłakane.
Podobne różnice, o czym autorzy już nie wspominają, występują w tradycyj¬
nej ikonografii japońskiej, zgodnie z którą usta były wyobrażane w znacznym
pomniejszeniu w stosunku do reszty twarzy. Konwencja ta wydaje się w Japonii
ciągle żywa, o czym świadczy specyficzny sposób rysowania przez dzieci posta¬
ci ludzkich (por. LaVoy i in., 2001; Szarota, 2006) oraz stylistyka mangi, czyli
bardzo swoistej, japońskiej odmiany komiksu, której początki sięgają X I I I wieku
(Perper, Cornog, 2002).
W mandze, jak również w jej animowanym odpowiedniku — anime, to właś¬
nie oczy przekazują najwięcej informacji o przeżyciach i intencjach bohaterów.
Jak pisze znawca mangi, Frederik Schodt (1996, s. 49):
A

A

Gdy obcokrajowcy po raz pierwszy oglądają mangę, ich uwagę przykuwają pro­
porcje twarzy, oczy wydają się nienaturalnie wielkie, kończyny tyczkowate, a dłu­
gie blond włosy sugerują, że bohaterowie nie są Japończykami. Rzeczywiście
przed okresem Meiji japońscy rysownicy ukazywali bohaterów z małymi oczami
i wąskimi ustami; wraz z otwarciem na kulturę Zachodu i pojawieniem się nowych
kanonów estetycznych, w rysunku zaczęły obowiązywać nowe proporcje.

Współczesna stylistyka mangi narodziła się pod koniec lat 50. zeszłego stule­
cia. Schodt twierdzi, że duże „europejskie" oczy jej bohaterów to wynik zachwia¬
nia kulturowej tożsamości Japończyków po przegranej wojnie i latach upokarza¬
jącej amerykańskiej okupacji. Choć wpływy zachodniej estetyki na kształtowanie
się mangi są bezsporne (uważany za ojca współczesnej mangi Osamu Tezuka
pracował przecież dla koncernu Disneya), powiększone oczy to jednak przede
wszystkim konwencja, która pozwala najpełniej komunikować stany emocjonal-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

143

ne postaci (Brophy, 1997; Perper, Cornog, 2002). Możliwości śledzenia (klatka
po klatce) subtelnych zmian mimicznych daje przede wszystkim anime, manga
posługuje się z reguły skrótem.
Różnice w symbolice emotikonów czy w obrębie zachodniej i japońskiej este¬
tyki komiksowej wzbudziły zaciekawienie psychologów. Wychodząc z założe¬
nia, że interpretując nastawienie czy stan emocjonalny drugiego człowieka ludzie
posługują się specyficznymi dla danej kultury informacjami, Masaki Yuki, Wil­
liam Maddux i Takahiko Masuda (2007) postanowili sprawdzić, czy Japończycy
i Amerykanie rzeczywiście różnią się pod względem częstości korzystania z oczu
i ust jako sygnałów niewerbalnych. W swoim eksperymencie pytali o interpre¬
tację fotografii osób wyrażających zadowolenie i smutek, zdjęcia spreparowane
zostały jednak w taki sposób, że górna część twarzy (oczy) i dolna (usta) wy¬
rażały co innego. Wykorzystano następujące kombinacje: wesołe oczy-neutralne usta, wesołe oczy-usta w „podkówkę", smutne oczy-neutralne usta, smutne
oczy-uśmiechnięte usta, neutralne oczy-uśmiechnięte usta, neutralne oczy-usta
w „podkówkę". Okazało się, że uczestniczący w badaniu studenci amerykańscy
częściej oceniali osoby z uśmiechniętymi ustami jako bardziej szczęśliwe niż stu¬
denci japońscy, niezależnie od tego, co wyrażały oczy. Z kolei studenci japońscy
większą wagę przywiązywali do oczu; jeśli były „wesołe", oceniali osobę jako
bardziej zadowoloną niż Amerykanie, niezależnie od kształtu jej ust.
Wyniki te uznać można za zbieżne z rezultatami uzyskanymi we wcześniej¬
szym badaniu Davida Matsumoto (1989), w którym Japończycy byli zdecydo¬
wanie mniej skorzy niż Amerykanie do tego, by uznać, że przedstawione im na
fotografiach uśmiechnięte osoby są szczęśliwe czy radosne (w tym wypadku pre¬
zentowane były zdjęcia nie poddane obróbce komputerowej). W jednym i dru¬
gim badaniu uśmiechnięte usta — które Amerykanom kojarzą się jednoznacznie
z wyrażaniem pozytywnych emocji — traktowane są przez Japończyków jako
znacznie mniej istotny komunikat.
Jeden, a nawet dwa eksperymenty nie przesądzają oczywiście sprawy, sądzę jed¬
nak, że to ważny głos w dyskusji o japońskich normach i wartościach kulturowych.
Yuki i jego współpracownicy twierdzą, że ich badanie do pewnego stopnia wyjaś¬
nia, dlaczego Japończycy postrzegani są przez Amerykanów jako nieemocjonalni
czy nieodgadnieni w tym, co myślą i czują (inscrutable) — to bardzo częsty motyw
„orientalistyczny", wyraźny choćby w Chryzantemie i mieczu Ruth Benedict (2003).
Wszystko wskazuje na to, że ludzie Zachodu mają skłonność do niedoceniania naj¬
ważniejszego kanału informacji, jakim są w wypadku Japończyków oczy.
Warto zauważyć, że wyniki badania kłócą się jednak z potoczną wiedzą od¬
nośnie do tego, jak wygląda codzienna interakcja ludzi w krajach takich jak Ko¬
rea, Japonia czy Chiny. Ludzie bardzo rzadko zaglądają sobie tam w oczy, pod­
czas rozmowy skłonni są raczej spuszczać wzrok. Pisze o tym Rie Hasada (1996)
w swojej analizie zasad komunikacji niewerbalnej obowiązujących w Japonii. Za¬
miast w oczy, rozmawiające ze sobą kobiety zdają się spoglądać na swoje szyje,

�144

Piotr Szarota

mężczyźni zaś podziwiają sposób wiązania krawata. Autorzy omawianego badania
zdają sobie sprawę z tego problemu; piszą że Japończycy, choć są w stanie dobrze
rozpoznawać ukryte w twarzy „sygnały diagnostyczne", niekoniecznie robią z tego
użytek. Być może jest to motywowane chęcią zachowania społecznej harmonii.

Kulturowe skrypty japońskiego uśmiechu
Anna Wierzbicka zakłada, że każda kultura dysponuje zestawem „central¬
nych znaczeń", które komunikowane są nieustannie zarówno poprzez język, jak
i niewerbalnie, a więc również za pomocą uśmiechu. Znaczenia tego rodzaju
mogą być uznane za swoiste „skrypty kulturowe", które kierują zachowaniem
ludzi w danej społeczności. Pojęcie skryptów zaczerpnięte zostało z psychologii
(Schank, Abelson, 1977), lecz tutaj uzyskało nowe znaczenie; w tym ujęciu są
to zindywidualizowane scenariusze zachowania, odzwierciedlające specyficzne
wartości kulturowe. Różne skrypty kulturowe mogą na przykład zachęcać do
uśmiechu i swoiście uzasadniać jego wykorzystywanie w tak odmiennych trady¬
cjach jak polska, japońska czy amerykańska.
Zdaniem Wierzbickiej (1997) — kulturę japońską opisać można najlepiej przy
pomocy siedmiu słów-kluczy, które nie poddają się przekładowi na inne języki:
amae, enryo, wa, on, giri, seishin i omoiyari. Sądzę, że w wypadku uśmiechu
kluczowe znaczenie będzie miała analiza wartości związanych z wa, które stoją
u podstaw japońskiej organizacji społecznej. W zachodnich analizach poświęco¬
nych Japonii wa tłumaczone jest z reguły jako harmonia. Wierzbicka podkreśla,
że chodzi tutaj przede wszystkim o harmonię w obrębie własnej grupy, poczu¬
cie jedności i całkowitej solidarności z innymi. Wa musi mieć oczywiście swoją
cenę, implikuje przedkładanie dobra grupy nad własne interesy, jest więc kwin¬
tesencją kulturowego kolektywizmu. Ktoś, kto będzie łamał grupowe normy, ob¬
stawał przy własnym zdaniu, musi liczyć się z wykluczeniem, jak głosi japońskie
powiedzenie: „Gwóźdź, który wystaje, zostanie przybity".
Tego rodzaju antyindywidualistyczne nastawienie budzi na Zachodzie z reguły
skojarzenia z totalitarnym podporządowaniem i bezrefleksyjnym konformizmem.
Stąd właśnie orientalistyczne wyobrażenia o Japończykach jako niezdolnych do
refleksji „bezdusznych robotach", a w najlepszym wypadku „pracowitych mrów¬
kach", podporządkowanych całkowicie celom swojej organizacji (por. Rosen,
2000). Wa nie implikuje jednak niczego takiego. Wierzbicka zwraca uwagę, że
harmonia jest tutaj wartością idealną, do której się dąży, a nie czymś, czego się
za wszelką cenę broni. Proponuje też, aby zamiast o naładowanym negatywnymi
konotacjami konformizmie, mówić o konsensusie, który jest wynikiem nie naci¬
sku czy siłowej konfrontacji, lecz kompromisu.
Edwin Reischauer twierdzi, że Japończycy próbują osiągnąć wa poprzez „sub¬
telny proces wzajemnego zrozumienia, niemal intuicyjnie, a nie poprzez precyzyj-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

145

ną analizę przeciwstawnych racji albo rozstrzygające decyzje, niezależnie czy
byłyby podejmowane przez jednego człowieka, czy głosy większości". „Ostatecz¬
nym celem jest konsensus, ogólne porozumienie, które ma być udziałem wszyst¬
kich — kontynuuje Reischauer. — Dekrety wydawane przez jednego człowieka,
niezależnie od tego, jak wielkim autorytetem rozporządza, przyjmowane są z nie¬
chęcią; za niesatysfakcjonujące uznawane są nawet decyzje przegłosowane przez
zdecydowaną większość" (Reischauer, 1988, s. 136).
Dla wyjaśnienia różnic pomiędzy funkcjonowaniem społecznym Ameryka¬
nów i Japończyków, Shinobu Kitayama i Hazel Markus odwołują się do konstruktu „Ja". Ich zdaniem, różne kultury kształtują różne koncepcje własnej
osoby. W kulturach kolektywistycznych, takich jak Japonia, przeważa „Ja współ¬
zależne". W tym ujęciu Ja spostrzegane jest jako pozostające w stałej wzajemnej
zależności od otaczającego je kontekstu społecznego, a relacje z innymi są cen¬
tralnym doświadczeniem człowieka. W kulturach indywidualistycznych częściej
spotyka się „Ja niezależne". Ja rozumiane jest tutaj jako niezależna od kontekstu
społecznego, autonomiczna całość, zawierająca pewne niepowtarzalne atrybuty.
Taka, a nie inna koncepcja własnego Ja ma doniosłe znaczenie dla zachowania
człowieka, wpływa na jego myślenie, procesy motywacyjne i życie emocjonalne.
Markus i Kitayama (1991) zakładają, że potrzeby i motywy są częścią niepowta¬
rzalnego, wewnętrznego rdzenia systemu Ja każdej osoby. Jeśli to prawda, to praw¬
dopodobnie inna nieco będzie natura motywacji osób charakteryzujących się Ja
współzależnym i tych, którzy mają Ja niezależne. Motywacje ludzi z Ja współza¬
leżnym koncentrują się bardziej wokół innych osób, są to więc przede wszystkim
motywy społeczne, związane najczęściej z utrzymywaniem społecznej harmonii.
Z kolei motywacje ludzi z Ja niezależnym wiążą się z samopotwierdzaniem, pod¬
wyższaniem samooceny i samorealizacją. Większość z tych założeń zyskała z cza¬
sem mocne potwierdzenie empiryczne (Kitayama, Mesquita, Karasawa, 2006).
Powróćmy jednak do kwestii zasadniczej: w jaki sposób ideały związane z wa
mogą mieć wpływ na kulturowe skrypty związane z uśmiechaniem się? Wydaje
mi się, że wpływ ten może być trojakiego rodzaju. Dwa pierwsze przypadki doty¬
czą sytuacji, w których uśmiech jest pożądany: 1) „uśmiecham się, mimo że dzie¬
je się coś złego, ponieważ mam na względzie dobro innych" (np. chcę oszczędzić
im swoich zmartwień) oraz 2) „uśmiecham się, mimo że dzieje się coś złego,
ponieważ chcę, aby inni dobrze o mnie myśleli" (np. chowam pod uśmiechem
swoją urazę). Trzecia sytuacja, to sytuacja, w której uśmiech powinien być po¬
wściągany: „nie uśmiecham się, mimo że dzieje się coś dobrego, gdyż może to
zostać źle odebrane" (np. nie obnoszę się ze swoim sukcesem).
Zacznę od pierwszego skryptu, gdyż to on najczęściej przywoływany jest
w celu wyjaśnienia istoty japońskiego uśmiechu. „Mieć poważne albo smutne
oblicze to wyraz złych manier, ponieważ może to wywołać lęk albo ból u tych,
którzy nas kochają, a u tych, którzy nas nie kochają, niezdrową ciekawość" — pi¬
sał Hearn (1976, s. 668). „Niekontrolowany wybuch płaczu w obecności przeło-

�146

Piotr Szarota

żonych bądź gości jest niegrzecznością i pierwsze słowa, jakie usłyszymy w tych
okolicznościach nawet od najprostszej wieśniaczki, to: «Proszę wybaczyć, że
byłam tak samolubna»". Podobnie jest w wypadku przekazywania złych nowin,
które muszą być zakomunikowane, takich jak informacje o śmierci najbliższych
i konieczności wzięcia udziału w pogrzebie. „Niezależnie od tego, jak bolesna
czy szokująca jest informacja, która ma być zakomunikowana, powinno to być
zrobione z uśmiechem" — dodaje autor (Hearn, 1976, s. 668). Uśmiech ten in¬
terpretuje on jako podwójny komunikat: 1) „przepraszam, że muszę być na tyle
nieuprzejmy, żeby w ogóle poruszyć tak przykry temat"; 2) „proszę nie czuć się
zobowiązanym odczuwać to, co ja teraz czuję".
Podobne spostrzeżenia znaleźć można w, późniejszych niemal o sto lat, teks¬
tach Donalda Richie (1987; 1992), amerykańskiego filmoznawcy, który osiadł
w Japonii w 1947 roku i , podobnie jak Hearn, uczynił z niej swoją drugą ojczy¬
znę. „Japończycy uczą się od dziecka, aby nie wyrażać emocji, które mogłyby
zagrozić, czasem bardzo chwiejnej i nietrwałej, harmonii społecznej — pisze Ri¬
chie (1992, s. 76). — Uśmiechy w obliczu śmierci ukochanej osoby są ciągle na
porządku dziennym".
Oczywiście, nie tylko ludzie Zachodu dostrzegają wyraźne powiązanie po¬
między wartością wa a imperatywem uśmiechu. Jak pisze Ranko Iwamoto,
w Japonii każdy uczy się, że jego obowiązkiem jest robić wszystko, aby utrzymać
się w stanie harmonii z resztą świata. Nie przypadkiem więc za najważniejszą cnotę
uchodzi w Japonii samokontrola. Każdy Japończyk uczy się od dziecka, aby przed¬
stawiać się światu z jak najlepszej strony. Japończyk nie chce wyglądać na zbyt po¬
ważnego czy nieszczęśliwego, jest to uważane za nieuprzejme, bo może sprawić
innym ból albo zmartwienie. Czy wszyscy nie mamy dość własnych problemów?
(Iwamoto, 1961, s. 10).

To empatyczne nastawienie na samopoczucie drugiego człowieka jest istotą
omoiyari, o którym pisałem już wcześniej w kontekście komunikacji niewerbal­
nej. Omoiyari nie tylko ułatwia komunikację, pozwalając na odczytywanie moc¬
no zakodowanych komunikatów, ale oprócz pragmatycznego ma także wymiar
moralny. Pisze o tym Lebra:
Dla Japończyków, empatia (omoiyari) jest jedną z najważniejszych wartości, dzię¬
ki niej człowiek osiąga dojrzałość moralną i staje się godny szacunku. Mam nawet
pokusę, aby nazwać kulturę japońską kulturą omoiyari. Omoiyari odnosi się do
zdolności oraz potrzeby odczuwania tego, co czują inni ludzie (...) i pomagania im
w osiąganiu tego, czego pragną (Lebra, 1976, s. 38).

Troska o samopoczucie innych zakłada także oszczędzanie innym zmartwień
i problemów, stąd kontrola niebezpiecznych emocji, które są bardzo zaraźliwe.
Markus i Kitayama (1991) oraz Kitayama, Mesquita, Karasawa (2006) rozróżnia¬
j ą emocje skoncentrowane na Ja i emocje skierowane na innych. To właśnie emo-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

147

cje pierwszego rodzaju, takie jak złość, gniew, smutek, lęk czy strach, stanowią
potencjalne zagrożenie dla harmonii społecznej. Autorzy sugerują, że tego typu
emocje, jeżeli w ogóle są przez Japończyków wyrażane, to wobec przedstawicieli
grupy obcej, wśród swoich podlegają kontroli i maskowane są uśmiechem.
Obraz doskonale empatycznych Japończyków nastawionych jedynie na czy¬
nienie dobra swoim bliźnim wydaje się jednak nieco skażony sentymentalnym
orientalizmem. W rzeczywistości omoiyari jest ideałem, do którego nie każdemu
dane jest się zbliżyć. Motywem, który spełniać może podobną rolę w kontrolo¬
waniu emocji, jest potrzeba utrzymywania pozytywnej autoprezentacji w rela¬
cjach z innymi ludźmi.
Rozróżnieniem, które ułatwia zrozumienie kultury japońskiej, jest podział na
tatemae i honne. Tatemae to fasada, którą pokazuje się najczęściej światu, ozna¬
cza ona postępowanie według kulturowych standardów uprzejmości. Honne to
prywatne, wewnętrzne przekonania, którymi dzielić się można tylko z wybra¬
nymi bliskimi osobami i to zazwyczaj tylko w pewnych okolicznościach. Nie
ma sytuacji, w której tatemae nie byłoby stosowane dla „zachowania twarzy",
uniknięcia konfliktów, sytuacji niewygodnych czy zawstydzających.
Ta fasadowa autoprezentacja jest więc jednym ze sposobów utrzymania po¬
zytywnego obrazu własnej osoby. Ilustruje to wypowiedź japońskiego terapeuty
Yuuho Asaki, cytowana w artykule Hasady. „Jeśli przydarzy nam się coś niemiłego
albo bardzo złego, chcielibyśmy zapłakać albo wpaść w złość, ale nie możemy
tego zrobić. Myślimy: «okażę się słaby, gdy zacznę płakać», albo «złość to ob­
jaw niedojrzałości» i powstrzymujemy łzy albo wybuch złości" (Hasada, 2003,
s. 50). Japończycy przywiązują ogromną wagę do tego, co myślą o nich inni ludzie.
Brak umiejętności kontrolowania emocji traktowana jest zwykle jako oznaka naiw¬
ności lub braku ogłady, powściągliwość z kolei zapewnia szacunek otoczenia.
Tatemae zakłada codzienne maskowanie swoich prawdziwych intencji i my¬
śli, wymaga więc ścisłej kontroli mimiki i innych zachowań niewerbalnych. To,
co pozostaje, to uprzejmy uśmiech, niezależnie od tego, czy ktoś jest zawstydzo¬
ny, został przez kogoś obrażony, czy po prostu fatalnie się czuje. Uśmiech ten
pojawia się nawet w kontaktach z cudzoziemcami, którzy nie znają zazwyczaj
reguł tatemae. „Rozmawiałem kiedyś z pewnym Amerykaninem i nie rozumiejąc
tego, co mówi, uśmiechnąłem się nieświadomie" — pisze Chie Iryo (1996). „Jak
myślicie, kiedy człowiek się uśmiecha? Myślę, że wtedy, gdy jest szczęśliwy (...).
Ale Japończycy mają kilka wyjątków od tej reguły. Jeżeli popełnisz błąd, co wte¬
dy robisz? My, Japończycy, zwykle się uśmiechamy. Nie jesteśmy zadowoleni,
tylko bardzo zawstydzeni, więc nasz uśmiech jest gorzki".
Pisząc o tatemae nie można nie wspomnieć o enryo. Enryo jest kluczową war¬
tością kultury japońskiej. Enryo to powściągliwość w kontaktach społecznych,
powstrzymywanie się przed otwartym wyrażaniem swoich opinii, pragnień, pre¬
ferencji. Zachodnia bezpośredniość w tym względzie traktowana jest jako prze¬
jaw „niedojrzałości" przypomina bowiem zachowanie japońskich dzieci.

�Piotr Szarota

148

Jednym z aspektów enryo jest manifestowanie skromności. W kulturze japoń¬
skiej, w przeciwieństwie do amerykańskiej, promowanie własnej osoby poprzez
demonstrowanie swoich sukcesów postrzegane jest jako zjawisko negatywne. Lu¬
dzie skromni, którzy po osiągnięciu sukcesu wycofują się w cień, zamiast chwalić
się i przypisywać sobie wszystkie zasługi, są w Japonii nie tylko bardziej lubiani,
ale również oceniani jako zdolniejsi i bardziej kompetentni. Mało tego. Japończycy
nie tylko nie wykazują tendencji do faworyzowania własnej osoby, ale zachowują
się często wręcz przeciwnie, próbując umniejszać własne dokonania. Jeśli badani
Amerykanie wypadną w testach gorzej od innych, będą mieli mniejsze zaufanie do
takich wyników niż w sytuacji, gdy wypadną lepiej. Japończycy przeciwnie. Będą
bardziej wierzyć w rzetelność wyniku, kiedy poniosą porażkę, niż gdy osiągną suk¬
ces (por. Markus, Kitayama, 1991). Zniekształcenie to przypisywane jest działaniu
normy skromności lub potrzebie wzmacniania pozycji innych.
Tego rodzaju nastawienie przejawia się również w kontrolowaniu mimiki.
Hasada (2003) pisze, że reagując na komplementy, Japończycy sprawiają wra¬
żenie zakłopotanych bądź zawstydzonych, co bardzo dziwi Amerykanów, którzy
spodziewają się po nich szerokich uśmiechów. Często odczytywane jest to jako
„typowa japońska hipokryzja". W kontekście zawodów sportowych rezygnacja
z otwartego manifestowania radości i tryumfalnych uśmiechów wynika często
z omoiyari. Hasada (2003, s. 53) cytuje wypowiedź zawodnika sumo: „Kiedy
udzielam wywiadu po wygranej walce, myślę o uczuciach swojego przeciwnika,
dlatego czuję się winny, kiedy pokazuję swoją radość. Aby nie zrobić mu przy¬
krości, mówię więc, że miałem szczęście, albo że to był tylko przypadek".

Uśmiech i socjalizacja
Kulturowe wartości, aby spełniać funkcję regulatorów zachowania, muszą zo¬
stać zinternalizowane za pomocą różnego rodzaju oddziaływań socjalizacyjnych.
Socjalizacja taka rozpoczyna się już we wczesnym dzieciństwie. Na rolę wycho¬
wania w uczeniu się kulturowych skryptów uśmiechu zwrócił już uwagę Hearn.
„[Dzieci] uczą się uśmiechać, tak jak uczą się ukłonu" — pisał.
Śmiech nie jest mile widziany, z oczywistych powodów. Lecz uśmiechu używa się
przy wszystkich przyjemnych okazjach, zarówno gdy rozmawia się z kimś wyższym
rangą, jak i równym sobie, ale także w sytuacjach, które nie są miłe; jest to pewien
sposób bycia, obejścia. Najmilsza twarz to ta, na której gości uśmiech, a ukazywa¬
nie takiego właśnie oblicza rodzicom, krewnym, nauczycielom, przyjaciołom i tym
wszystkim, którzy dobrze nam życzą, stanowi właściwy cel życia. Nawet jeśli serce
się kraje, twym obowiązkiem jest uśmiechać się mężnie (Hearn, 1976, s. 667).

Podobne spostrzeżenia znaleźć można w tekstach Donalda Richie (1987;
1992): „Lafcadio Hearn już dawno temu zwrócił uwagę, że japoński uśmiech

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

149

jest nie tylko spontaniczną ekspresją; to także forma etykiety, której ciągle uczą
się japońskie dzieci" — pisze autor (1992, s. 76). „Próbowałem wyobrazić so¬
bie system wychowawczy, który był odpowiedzialny za ten fenomen: całe stule¬
cia, podczas których ludzie (... ) byli uczeni, że wyrażanie irytacji czy oburzenia
nie jest społecznie produktywne. Należąc do pewnej społeczności, trzeba sza¬
nować jej standardy. Własna reakcja powinna zostać stłumiona, tak aby można
było zachować atmosferę harmonii" (Richie, 1987, s. 117). „Dziecko uczy się
więc wcześnie, że powinno uśmiechać się, gdy cierpi — dodaje Iwamoto (1961,
s. 10). — Może się uśmiechnąć, gdy się poważnie skaleczy, a jego uśmiech ozna¬
cza wtedy: «Nie przejmujcie się. To nic poważnego»".
W literaturze przedmiotu mówi się niekiedy o „treningu omoiyari", dzięki
któremu dzieci uczą się przyjmować perspektywę drugiej osoby. Jak pisze Pa¬
tricia Clancy, powołując się na badania, które prowadziła w Japonii: „Wydając
polecenia, japońskie matki podkreślają wyraźnie, jak ważna jest wrażliwość na
potrzeby, życzenia i uczucia innych ludzi. Takie odwoływanie się do empatii, po¬
średnie bądź bezpośrednie, stanowiło 45% wszystkich uzasadnień, które wymie¬
niały matki jako podstawę własnych działań wychowawczych" (Clancy, 1986,
s. 232). Uczenie empatii może polegać początkowo na informowaniu dziecka
o potrzebach innych („Twoja siostra jest głodna"); bardziej zaawansowaną tech¬
niką jest przypisywanie obserwowanym ludziom słów, których w rzeczywisto¬
ści nie wypowiedziały, ale najprawdopodobniej myślą w podobny sposób. Na
początku dziecko słucha matki, później z większym lub mniejszym sukcesem
próbuje samemu „czytać w cudzych myślach".
Zabiegi wychowawcze zmierzają też do nauczenia dziecka, że jego zachowanie
powinno być zgodne z oczekiwaniami innych ludzi i że podlega ono ciągłej ocenie.
W tym wypadku Clancy (1986) pisze o „treningu konformizmu", choć lepszym
określeniem byłby tu chyba „trening wa". Matki często odwołują się do hipotetycz¬
nych reakcji innych ludzi, którzy obserwują bądź mogliby zauważyć zachowanie
dziecka, ucząc je strachu przed społeczną dezaprobatą i wykluczeniem. Dziecko
uczy się, że pewne zachowania są złe, nie z powodu implikacji moralnych, ale
z uwagi na ocenę społeczną: „będą się z ciebie śmiali", „będziesz wyrzutkiem".
Socjalizacja nie kończy się we wczesnym dzieciństwie, rozmaite reguły wdra¬
żane są podczas edukacji szkolnej, jak również w miejscu pracy. Szczegółowe
wskazania dotyczące godnego bądź eleganckiego zachowania są też kodyfiko¬
wane w formie rozmaitych podręczników dobrych manier, najczęściej mamy tu
jednak do czynienia z przepisami regulującymi zachowanie określonej klasy czy
warstwy społecznej. Niestety, nie udało mi się znaleźć odniesień do tego rodzaju
zapisów regulujących zasady „eleganckiego uśmiechu" w Japonii, wiadomo jed¬
nak, że zapisy takie istniały na przykład w Chinach. Wspomina o nich psycholog
Otto Klineberg (1938), w artykule poświęconym ekspresji emocjonalnej w litera¬
turze chińskiej. Oprócz literatury pięknej, Klineberg analizuje właśnie podręcz¬
niki etykiety, a w jednym z nich natrafia na takie rady: „Nie pokazuj zbyt łatwo

�Piotr Szarota

150

swojego niezadowolenia i nie uśmiechaj się za często" oraz „Kiedy się uśmie¬
chasz, nie pozwól, aby widoczne były twe zęby, innymi słowy, twój uśmiech
musi być tak powściągliwy, aby nie widać było zębów" (Klineberg, 1938, s. 519).
Z analiz Klineberga wynika też, że znacznie częściej niż w tradycji europejskiej
uśmiech stosowany bywał w Chinach jako wyraz pogardy i złości.

Podsumowanie
Dotychczasowe rozważania dotyczyły kulturowych norm i wartości, które
najprawdopodobniej regulują sposób wykorzystania uśmiechu w kulturze japoń¬
skiej. Nie twierdzę, że „etykieta uśmiechu" jest przyswajana w tym samym stop¬
niu i kształcie przez wszystkich Japończyków. Zapewne ulega ona historycznym
przemianom, a więc można się tu spodziewać różnic nie tylko środowiskowych,
ale i pokoleniowych. Nie jest też jasne, do jakiego stopnia opisane wyżej kulturo­
we zależności są specyficzne dla Japonii, a do jakiego stopnia charakterystyczne
są dla większości kultur kolektywistycznych Dalekiego Wschodu.
Wspominałem już o podobieństwach w podejściu do komunikacji niewerbal¬
nej, które łączą wyraźnie Japończyków z Koreańczykami i Chińczykami — cho¬
dzi przede wszystkim o kontrolę mimiki i kontekstową interpretację zachowania.
Na tej podstawie można przypuszczać o pewnych podobieństwach w zakresie sto¬
sowanej etykiety uśmiechu. Podobieństwa takie wynikać mogą przede wszystkim
ze znaczenia, jakie zarówno w Japonii, jak i w Chinach przypisuje się społecznej
harmonii. Analizując funkcję uśmiechu w kulturze chińskiej, Bifang Chen pisze,
że w wypadku Chińczyków o pojawieniu się uśmiechu decydują raczej czynniki
zewnętrzne niż wewnętrzne, jak zadowolenie czy sympatia dla kogoś.
Chińczyk, zanim się uśmiechnie, musi zbadać sytuację. Próbuje się zorientować
czy jego uśmiech nikogo nie obrazi i w jakim nastroju jest reszta grupy, i od tego
właśnie uzależni własną reakcję. Podczas przyjęcia zdarza się, że ktoś opowiada
z uśmiechem o swoich przykrych doświadczeniach. Uśmiech pojawia się na jego
twarzy w celu ukrycia prawdziwych uczuć, które nie pasowałyby do panującego
wokół radosnego nastroju (Chen, 2006, s. 17).

Chen pisze także, że uśmiech wykorzystywany jest również do łagodzenia
napięć interpersonalnych, towarzyszy on na przykład przywołanej przez autorkę
sytuacji, w której podwładny przeprasza za popełnioną pomyłkę. W obu wypad¬
kach widać wyraźne podobieństwa do scenariuszy japońskich.
Pisząc o chińskim uśmiechu, Chen zwraca również uwagę na doniosłość roz¬
różnienia na grupę własną i obcą. Chińczycy z reguły nie uśmiechają się do ob¬
cych; uśmiech ze strony nieznajomego oznaczać może, że ktoś zamierza prosić
drugą osobę o przysługę albo coś jej sprzedać (Chen, 2006). Rozróżnienie na
grupę własną i obcą jest bardzo istotne także w Japonii, jednak wydaje się, że
japońska etykieta uprzejmości często nie ogranicza się tylko do kręgu współpra-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

151

cowników, przyjaciół i krewnych. Wiedzą coś na ten temat turyści, którzy mieli
możliwość odwiedzenia zarówno Chin, jak i Japonii.
Podobieństwa pewnych zasad regulujących użycie uśmiechu odnaleźć można
nawet poza kręgiem bezpośredniego oddziaływania tradycji konfucjańskiej. Ze
zgromadzonych przeze mnie danych wynika na przykład, że sposób wykorzysta¬
nia uśmiechu w Tajlandii czy w Indonezji wydaje się dość zbliżony do obyczajów
japońskich (por. Szarota, 2006). „Jak to możliwe, że Tajowie mogą się uśmiechać,
jeśli ich uśmiech nie odzwierciedla ich prawdziwych uczuć" — pyta retorycznie
Marsi Paribatra z Uniwersytetu Chulalongkorn w Bangkoku.
Turysta, któremu uda się opanować kilka tajskich słów, na pewno zauważy, że pe­
wien zwrot powraca w rozmowach z zaskakującą częstością: Mai pen arai!, czyli
„Nie przejmuj się!" albo „Mniejsza o to!". To zaklęcie wypowiadane jest w obliczu
wszelkich codziennych problemów. Nie ma sensu złościć się czy trapić małymi nie¬
dogodnościami losu, po co zamieniać życie w dramat? Mai pen arai. Nawet jeśli
ktoś uśmiecha się, oznajmiając śmierć kogoś bliskiego, nie czyni tego z braku uczuć,
przekazuje tylko niemy komunikat, że to, co się stało, jest nieodwracalne. Uśmiecha­
jąc się, próbuje oszczędzić innym żałoby i nie odbierać im radości życia (...). Taka
postawa jest charakterystyczna dla Tajlandii, ale także dla innych krajów Dalekiego
Wschodu, od Sri Lanki po Laos, od Bali po Japonię (Paribatra, 1991, s. 26).

Czy zatem japoński uśmiech jest kulturowym skryptem, czy orientalistyczną
inwencją? Wydaje mi się, że przedstawione rozważania świadczą, że raczej tym
pierwszym. Wiele wskazuje również na to, że biorąc pod uwagę wszystkie kulturowe
uwarunkowania, którym podlega, jest też japoński uśmiech jakościowo wyróżnialny
spośród „uśmiechów Dalekiego Wschodu". Z drugiej strony, jego wyjątkowość za¬
pewne nie powinna być przeceniana.
Słowa kluczowe: uśmiech, etykieta, komunikacja niewerbalna, kultura japońska,
orientalizm, nihonjinron

BIBLIOGRAFIA
Benedict R.
2003
Brophy P.
1997
Burman E.
2007

Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej
Warszawa.

(przeł. E. Klekot), PIW,

Ocular Excess: A Semiotic Morphology of Cartoon Eyes, „Art &amp; Design"
vol. 53, p.7, s. 26-33.
Between Orientalism and Normalization: Cross-Cultural Lessons from Ja¬
pan for a Critical History of Psychology, „History of Psychology" vol. 10,
p. 19, s. 179-198.

�152

Piotr Szarota

Burszta W.J.
2004
Różnorodność i tożsamość. Antropologia jako kulturowa refleksyjność,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań.
Cazal D.
1996
Twarz, komunikacja międzykulturowa i etyka: przykład Korei, w: Komuni­
kacja międzykulturowa: zderzenia i spotkania, red. A. Kapciak, L . Korporowicz, A. Tyszka, Instytut Kultury, Warszawa, s. 205-218.
Chen B.
2006
Cultural Differences in Smiling, „US-China Foreign Language" vol. 4,
p. 4, s.15-18.
Clancy P.M.
1986
The Acquisition of Communication Style in Japanese, w: Language Socia­
lization Across Cultures, eds. B.B. Schieffelin, E. Ochs, Cambridge Uni­
versity Press, Cambridge, s. 213-250.
Doliński D.
2000
Ekspresja emocji. Emocje podstawowe i pochodne, w: Psychologia.
Podręcznik akademicki, tom 2, red. J. Strelau, Gdańskie Wydawnictwo
Psychologiczne, Gdańsk, s. 351-367.
Gjerde P.
2001
Attachment, Culture, and Amae, „American Psychologist" vol. 56, p. 2,
s. 826-827.
Gjerde P., Onishi M .
2000
Selves, Cultures, and Nations: The Psychological Representation of „the
Japanese" in the Era of Globalization, „Human Development" vol. 43,
p. 10, s. 23-33.
Hall E.T.
Poza kulturą, przeł. E. Goździak, PWN, Warszawa.
1984
Hasada R.
1996
Some Aspects of Japanese Cultural Ethos Embedded in Nonverbal Com­
municative Behaviour, w: Nonverbal Communication in Translation, ed.
F. Poyatos, John Benjamins, Amsterdam, s. 83-103.
2003
„Cultural Script": On Japanese Attitude towards Emotion. „Bulletin
of Japanese Language Center for International Students" vol. 29, p. 40,
s. 27-67.
Hearn L.
1976
Glimpses of Unfamiliar Japan, C.E. Tuttle, Tokyo (I wyd. 1894).
Iryo C.
Japanese Smile. „The Gaijin Gleamer Online", vol. 43, http://kyushu.com/
1996
gleamer.
Iwamoto R.
1961
What is Behind the Japanese Smile, „Thunderbird International Business
Review" vol. 3, p.1, s.10.
Kitayama S., Mesquita B., Karasawa M .
2006
Cultural Affordances and Emotional Experience: Socially Engaging and
Disengaging Emotions in Japan and the United States, „Journal of Persona­
lity and Social Psychology" vol. 91, p.13, s. 890-903.

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

153

Klineberg O.
1938
Emotional Expression in Chinese Literature, „Journal of Abnormal and So­
cial Psychology" vol. 33, p. 3, s. 517-520.
Knapp M.L., Hall J.A.
2000
Komunikacja niewerbalna w interakcjach międzyludzkich, przeł. A. i L. Śliwa,
Astrum, Wrocław.
LaVoy K.S., Pedersen W.C., Reitz J.M., Brauch A.A., Luxenberg T., Nofsinger C.
2001
Children 's Drawings: A Cross-Cultural Analysis from Japan and the Uni­
ted States, „School Psychology International" vol. 22, p.11, s. 53-64.
Lebra S.T.
1976
Japanese Patterns of Behaviour, University of Hawaii Press, Honolulu.
Markus H., Kitayama S.
1991
Culture and the Self: Implications for Cognition, Emotion, and Motivation,
„Psychological Review" vol. 98, p. 29, s. 224-253.
Matsumoto D.
1989
Cultural Influences on the Perception of Emotion, „Journal of Cross-Cul¬
tural Psychology" vol. 20, p. 13, s. 92-105.
Minear R.H.
1980
Orientalism and the Study of Japan, „Journal of Asian Studies" vol. 39,
p. 27, s. 507-534.
Paribatra M .
1991
Smile, Smile, Smile, „UNESCO Courier" vol. 5, p. 3, s. 26-29.
Perper T., Cornog M .
2002
Eroticism for the Masses: Japanese Manga Comics and Their Assimilation
into the U.S., „Sexuality &amp; Culture" vol. 6, p. 98, s. 3-101.
Pham P.L.
1999
On the Edge of the Orient: English Representations of Japan, circa 1895¬
-1910, „Japanese Studies" vol. 19, p. 20, s. 161-181.
Reischauer E.O.
1988
The Japanese Today: Change and Continuity, The Belknap Press, Cam¬
bridge, M A .
Richie D.
1987
A Lateral View. Essays on Contemporary Japan, Japan Times, Tokyo.
1992
Different People: Pictures of Some Japanese, Kodansha, Tokyo.
Rosen S.L.
2000
Japan as Other: Orientalism and Cultural Conflict, „Journal of Intercul¬
tural Communication" vol. 4, p. 12, s. 123-135.
Said E.W.
1991
Orientalizm, przeł. M . Wyrwas-Wiśniewska, PIW, Warszawa.
Schank R.C., Abelson R.P.
1977
Scripts, Plans, Goals and Understanding, Erlbaum, Hillsdale, NJ.
Schodt F.L.
1996
Dreamland Japan. Writings on Modern Manga, Stone Bridge Press, Berkeley.
Sugimoto Y
1997
An Introduction to Japanese Society, Cambridge University Press, Cam¬
bridge.

�Zbigniew Szmyt

154
Szarota P.
2006

Psychologia uśmiechu. Analiza kulturowa, Gdańskie Wydawnictwo Psy­
chologiczne, Gdańsk.
Wierzbicka A.
1995
Kisses, Handshakes, Bows: The Semantics of Nonverbal Communication,
„Semiotica" vol. 103, p. 45, s. 207-252.
1997
Understanding Cultures Through Their Key Words: English, Russian, Po­
lish, German, and Japanese, Oxford University Press, New York.
1999
Emotions Across Languages and Cultures: Diversity and Universals, Cam­
bridge University Press, Cambridge.
Yuki M . , Maddux W.W., Masuda T.
2007
Are the Windows to the Soul the Same in the East and West? Cultural Dif­
ferences in Using the Eyes and Mouth as Cues to Recognize Emotions in
Japan and the United States, „Journal of Experimental Social Psychology"
vol. 43, p. 8, s. 303-311.

Piotr Szarota

THE JAPANESE SMILE: A N ORIENTAL I N V E N T I O N OR A CULTURAL
SCRIPT?
(Summary)
The author tries to answer the question to what extent the „Japanese smile", which is
so often described by Western authors, is an Oriental invention and to what degree it
is actually rooted in the traditional Japanese cultural values. A definition was adopted
according to which smile is a characteristic and easily recognisable mimic expression,
which performs an important communicative function. Individual cultures can be diffe­
rent with respect to how smile is used in social life. The specific „high context" commu­
nication, characteristic of the Far East, where not much has to be expressed by means of
words because most information is contained in the context of the utterance, has been
described. A hypothesis has been advanced that in such a situation smile will rarely be
treated as a social signal, the meaning of which can be independent of the background.
The most important part of the text is devoted to the description of hypothetical cultural
scripts, which encourage or prevent from the use of smile in specific social situations.
A relation between these scripts and the traditional values of Japanese culture, particu­
larly those connected with the ideal of wa, i.e. social harmony, has been discussed. The
author also tries to answer the question to what extent the etiquette of the Japanese smile
is unique. The author concludes that the Japanese smile fits well into the cultural context
of Japanese culture and stands out from other „smiles of the Far East".
Key words: smile, etiquette, non-verbal communication, Japanese culture, orientalism,
nihonjinron

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10453" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10431">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/757254d3a020305c619aa787f79aa6df.pdf</src>
        <authentication>cd19f9585006593260ee8db6921a8447</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124374">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5943</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124375">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124376">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124377">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="124378">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="124379">
                <text>narodziny - zwyczaje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124380">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5535</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124381">
                <text>Jawny lub skryty udział 'babki' przy porodzie/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124382">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.9 :Zwyczaje, obrzędy i wierzenia urodzinowe cz.1: Zwyczaje, obrzędy i wierzenia związane z narodzinami i wychowaniem dziecka, pod red.nauk.Zygmunta Kłodnickiego i Agnieszki Pieńczak, s.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="124383">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.9: Birth-related customs, rituals and beliefs part I: Customs, rituals and beliefs relating to birth and upbringingl</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124384">
                <text>Zowada, Renata</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="124385">
                <text>red.naukowa Agnieszka Pieńczak</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124386">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124387">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124388">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="124389">
                <text>Uniwersytet Śląski</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="124390">
                <text>Uniwersytet Wrocławski</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124391">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124392">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124393">
                <text>3. Jawny lub skryty udział babki przy porodzie
Opracowała Renata Zowada
Kierownictwo naukowe Agnieszka Pieńczak

Objaśnienie znaków:
Udział babki przy porodzie był: 1—jawny, 2—skryty, 3—brak tradycji, 4—brak odpowiedzi.
Uwagi:
1. M a p ę opracowano na podstawie b a d a ń terenowych prowadzonych w latach 70. X X
wieku przez P r a c o w n i ę Polskiego Atlasu Etnograficznego.
2. Mapa dotyczy stanu zjawiska w latach 70. X X wieku
3. Punkty z p i o n o w ą k r e s k ą oznaczają informacje p o c h o d z ą c e od ludności n a p ł y w o w e j
(przesiedleńcy z K r e s ó w Wschodnich i osadnicy z r ó ż n y c h r e j o n ó w Polski).
M a p ę opracowano na podstawie odpowiedzi na pytania zawarte w kwestionariuszu
PAE nr 7, Zwyczaje, obrzędy i wierzenia urodzinowe, oprac. J ó z e f G a j e k :
VI. Położna, „babka", „babiąca",
akuszerka. Ich wybór, znaczenie oraz funkcja w ludo­
wych zwyczajach i obrzędach
urodzinowych.
17. Czy we wsi obok egzaminowanej położnej istnieją i biorą udział przy rozwiązaniu
dawne,
niekwalifikowane ale doświadczone
kobiety? Czy udział ich jest samodzielny, jasny czy skry­
ty? czy tez są uważane za pomocnice położnej? Wszechstronnie zbadać stan rzeczy współ­
czesny, związany z istnieniem we wsi egzaminowanych akuszerek i tradycyjnych
„babek".

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12211" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="12218">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/09997d2cb6aec3fc04127c0066007cbb.jpg</src>
        <authentication>885c9d839eb5a16dd4b7cdac2f345d69</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="13">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="139457">
                  <text>Kolekcja fotografii Zygmunta Kłodnickiego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154116">
                  <text>Fotografie terenowe Zygmunta Kłodnickiego - kolekcja zawiera 1198 niepublikowanych zdjęć z badań terenowych (lata 1960-1987), syg. FNK (Archiwum PAE w Cieszynie). &#13;
zobacz także: https://paenew.us.edu.pl</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="6">
      <name>Still Image</name>
      <description>A static visual representation. Examples include paintings, drawings, graphic designs, plans and maps. Recommended best practice is to assign the type Text to images of textual materials.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145756">
                <text>Jazda wierzchem na koniu / Kolekcja fotografii Zygmunta Kłodnickiego - Murzasichle (woj. małopolskie)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145757">
                <text>transport i komunikacja ; transport zwierzęcy ; Podhale</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145758">
                <text>fotografia przedstawia jazdę wierzchem na koniu</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145759">
                <text>Zygmunt Kłodnicki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="48">
            <name>Source</name>
            <description>A related resource from which the described resource is derived</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145760">
                <text>Archiwum Polskiego Atlasu Etnograficznego w Cieszynie (depozyt Zygmunta Kłodnickiego)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145761">
                <text>Uniwersytet Śląski w Katowicach</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145762">
                <text>1962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145763">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145764">
                <text>umowa z twórcą (umowa licencyjna)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145765">
                <text>kolekcja fotografii terenowych Polskiego Atlasu Etnograficznego (Archiwum PAE w Cieszynie)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145766">
                <text>image/jpeg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145767">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145768">
                <text>fotografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="145769">
                <text>PAE_FNK_25.38.XIII_F.3.4.1_01</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
    <tagContainer>
      <tag tagId="718">
        <name>Murzasichle</name>
      </tag>
      <tag tagId="590">
        <name>okolice Nowego Targu</name>
      </tag>
      <tag tagId="346">
        <name>Podhale</name>
      </tag>
      <tag tagId="51">
        <name>transport lądowy</name>
      </tag>
      <tag tagId="153">
        <name>transport zwierzęcy</name>
      </tag>
    </tagContainer>
  </item>
  <item itemId="10301" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10279">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a37529b784367dfc54033a629f27ae6e.pdf</src>
        <authentication>be0504438730434d28af940450f84e13</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122482">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4196</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122483">
                <text>1959</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122484">
                <text>rok obrzędowy - zwyczaje</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122485">
                <text>karnawał</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122486">
                <text>kusaki jedlińskie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122487">
                <text>Jedlińsk (radomskie) - zwyczaje karnawałowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122488">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3913</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122489">
                <text>Jedlińskie kusaki /Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1959 t.13 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122490">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1959 t.13 z.3 ;s.132-140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122491">
                <text>Czajkowski, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122492">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122493">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122494">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122495">
                <text>Jerzy

Czajkowski

J E D L I Ń S K I E

Ryc.

1.

W
od

„Wójt".

bezpośrednim
Radomia,

osada

—

sąsiedztwie,

'bo

zaledwie

rozłożyła się n a d rzeką

Jedlińsk.

miejscowość

Dziś

jest

ok.

2.500

licząca

to

12 k m

Radomką

nic

nie

mała

znacząca

mieszkańców.

Jedyną

wicza

za

tych

zabójstwo

wie

każde

jem

„ścinania

Zwyczaj

z

1930 r o k u

barokowym
r.

szczytem,

1752 p r z e z

gruntownie

Stanisława

Andrzeja

biskupa krakowskiego, dziedzica
są t r z y
wano

stare

w

domy,

przy

odrestaurowany
Załuskiego,

Jedlińska. P o z a t y m

czym

najstarszy

wybudo­

to

historię

Mikołaj

zaczynającą

(Jedliński)

się

herbu

w

r.

sto

Jedlińsko

magdeburskim
rozwoju
liczy

z

przywilejem

i

prawem

miasteczka

ono zaledwie

d ó w . Częste

jest

ku

XIX

(w

itp. masowe

latach:

rego

ciosem

prawem

(ius gladii).
powolne.

W

cho­

nasilenie notujemy

w

wie­

pożary

Ostatecz­

d l a m i a s t a j e s t u k a z c a r s k i , mocą
w

dniu

n a osadę

o

17/29/.X.1869
nazwie

roku

Jedlińsk,

któ­

zostaje

bez

praw

miejskich .
3

Jedlińsko korzystając
ność przyglądania

z prawa

się e g z e k u c j o m

miecza

miało

moż­

dokonywanym

na

to

dlatego,

pojęciu m i e s z k a ń c ó w

ze

zwycza­

śmierci"

w

o s t a t n i dzień

stale, potem, d o I I w o j n y
Wznowiono

karnawału.

obchodzony

go w

był

d o ok.

światowej,

r . 1950, a l e

tyl­

spotkało

go&gt; d o p i e r o

w

będziemy

starali

d o w i s k a , oglądanego

się

wyjaśnić

w

„kusakami", p r z y

do- o p i s u c a ł e g o w i ­

przez a u t o r a w

czym

„ k u s ą " niedzielą,
wtorkiem.

wszystkich

każdy

r . 1959.
Jedlińsku

dzień z osobna

nazy­

, k u s y m " poniedzi alkiem,

„Kusakami"

przebierańców

charakteryzuje

zwy­

komentarzu

O s t a t n i e t r z y d n i k a r n a w a ł u z w a n e są w

dni

r . 1958

o stałym k o n t y n u o w a n i u . Genezę tego

końcowym. N a razie p r z e j d z i e m y

sym"

1831, 1867, 1874, 1894),
Jedlińska.

czaju

r . 1820
i

egzekucjach
a

się t o z n i e p r z y c h y l n ą postawą ó w c z e s n y c h w ł a d z t e ­

wają

t y m 78 Ż y ­

O

Jedlińsku,

r e n o w y c h . Stąd też p o n o w i o n o

Tempo

powietrza

— hamują r o z w ó j

Jedlińsko

zamienione

bardzo

się

mia­

nieszczęścia, a t a k ż e c h y b a bliskość d u ­

żego R a d o m i a
nym

miecza

na

— Radom

rządzenia

morowego

l e r y , których n a j w i ę k s z e

zakłada

1

504 m i e s z k a ń c ó w , w

epidemie

2

1530. W ó w c z a s

Nabram

swoich gruntach na trakcie Warszawa

ma

Jakuba.

w

t e n , j a k informują,

czasami.

z myślą

r . 1768.

N i e z a w s z e j e d n a k t a k było. M a r n a dziś o s a d a
swoją

ko

dziada

dziecko

że łączą się o n e w

okazałą b u d o w l ą j e s t t u m u r o w a n y kościół z r . 1645
w

KUSAK

w

wzmożona

nazywa
kusy

się

wtorek.

wesołość

„ku­

również

i

Kuse
zabawy,

których p u n k t e m k u l m i n a c y j n y m jest w t o r e k w r a z
„ścięciem ś m i e r c i " . D z i e ń t e n j e s t z w y c z a j o w y m
tem;

wszystkie

nych

godzin

zarówno

prace

są

przerwane,

r a n n y c h przeciągają

dzieci

jak

i

dorosłych

po

a

od

ze

świę­
wczes­

ulicach

tłumy,

przybyłych

często

z o d l e g ł y c h w s i (mp. z B i a ł o b r z e g ó w ) . O ż y w i o n y n a ­
strój w z m a g a j ą

co c h w i l a wesołe u t a r c z k i z

rańcami,

kusakami.

czyzn,

czyli

Zespół

przebie­

przebranych

p r z e w a ż n i e m ł o d y c h , składa się z „pana

d e g o " i „ p a n i m ł o d e j " , chodzących p o d r ę k ę w

męż­
mło­
asy­

ście k a p e l i składającej

się z dwóch

—

trzech

akor­

d w u k r o t n i e , k i e d y t o ścięto za jakąś zbrodnię, k o w a l a

deonistów.

ubrany

w

czarny

frak,

Urbana

białą

zbrodniarzach. W

132

z

Lisowa

s t y c z n i u 1778 r . m i a ł y
oraz

żołnierza

one

Wawrzyńca

miejsce
Scito-

Pan

koszulą

młody
z

wysokim,

jest

staromodnym

kołnierzy-

�kiem o z d o b i o n y m
głowie c z a r n y
kach. P a n i
i welon

p o d szyją

melonik,

młoda

Policzki

Chodząc

od

dopiero

co

sząc p r z y

tym o

datek

darstwo".

Zarówno

0

swoim

jak

w

m a n a sobie

n a głowie.

nowane.

czarnym

a ręce

długą,

i

domu

do

białą

domu

zawartym

informują

„na

nowe

(ubrani

baki

i

pro­
gospo­

normalnie),

wąsy

wymalowane

czarną pastą.
Cztery diabły

u b r a n e dość d o w o l n i e
mają

byle n a

czar­

n a głowach m a s k i z

tka­

niny, z o t w o r a m i n a oczy i u s t a , i dużymi, c z a r n y m i
lub c z e r w o n y m i
czastym

drutem.

gie

(70—80
„klepki",

„taki

rogami. Z

tyłu ogon,

s z p i l k a m i , gwoździami

no

Diabelskimi

cm), drewniane,
które

rozkaz

noszą

rekwizytami
rękach

ze

stanowią

zespół

złożony

spodnie

mają

również
i

z

są

do wnętrz

maskaradzie
w

szy;
u

biorą

granatowe

są

udział

z

i

na

męż­
Twa­

„policjanci"
(wypoży­

czapki

listono­

pocztowe
P.P.

zastą­

„Policjanci"

posterunku

interwencja

w

gumowe

M.O.

Za­

osadzie:

podobnych

w

i

pełną

starszy

od

humoru

postacią

i n n y c h kusaków,

opoczyńską sukmanę, z w y p c h a n y m
brzuchem

krytymi

i

długimi

melonikiem.

jest

wójt,

ubrany

wie­

w

białą

dla dodania po­

lnianymi

włosami,

D l a wzbudzenia

przy­

wesołości

po

s w e g o śledzia w

jeszcze

gdy

atrybu­

je w

większą

któryś

z

więk­

t e n spo­
wesołość

uczestników

do­

nosie.

Oprócz o p i s a n y c h

przebierańców

zawieszone n a
i t p . akcesoria,

druciarz,

cyganie

sznurkach
dalej

dziad

(przy

kosiarz

czym

z

plecionym

z

kosą

szpulki

babą,

cyganka
—

kapeluszu

w

na

od

kominiarz,
za

opłatą

długiej

głowie

białej

—

i

po­

Istotnym

celem

całej

m a s k a r a d y , aż d o c h w i l i

są­

d u n a d śmiercią, j e s t z b i e r a n i e pieniędzy. Są t o bądź
dobrowolnie
zapłata

składane

za w r ó ż b ę

deonach,

datki,

cyganki

bądź

wspomniana

l u b ładną

albo opłaty w y m u s z a n e

żących w y s m a r o w a n i e m

grę n a

już
akor­

przez diabłów

gro­

poczernionymi klepkami, k a ­

nakładane p r z e z w ó j t a i p o l i c j a n t ó w za w y i m a g i ­

nowane

n a poczekaniu

przewinienia,

opłaty

(określenie m o j e —

J . C.) n a k ł a d a n e n a

ce

pojazdy

przez

Jedlińsk

odnoszą
całej

co

pewien

zabawy.

W

zapustowych

w

czas

głównego
od

„celne"

przejeżdżają­

i t p . Zebrane

do

odróżnieniu
innych

n i e są p r z e z n a c z a n e

pieniądze

organizatora

podobnych

okolicach

Polski,

zabaw

pieniądze

n a późniejszą z a b a w ę , l e c z użyt­

k o w a n e n a c e l społeczny. I t a k : d o I I w o j n y
wej

przeznaczano

pożarną. W
roku

zaś

świato­

j e przeważnie n a miejscową

r . 1958 k u p i o n o z a n i e t e l e w i z o r ,

projektuje

się

k u p n o strojów

straż

w tym

dla

zespołu

scenicznego.
Kilka

godzin

trwające

swawole

przebierańców

czej n a b r z u c h u , n o s i d u ż y
pisem: W Ó J T

PFERDOŁA

tekturowy medal

z na­

NIC NIE ZDOŁA .
4

Wójt

przez cały dzień c h o d z i w asyście p o l i c j a n t a i „ s e k w e stratora".

Ten

wymalowane

ostatni

czarną

chą teczkę z

normalnie

wąsy

i

ma

baki,

również

też

„niedźwiedź"

„treserem".

głowę

i

Niedźwiedź

niedźwiedzią.

cuchem, którego d r u g i
•niedźwiednik
on

ubrany
pałeczkę,

na

są

„niedźwied­
ubrany

koniec

Przepasany
trzyma w

na

arenę

łańcuchu

w

białych

ce, u b o k u m a m i e c z .
5

rze,

k a t używał

wiczek.
Nie

Nigdy

wspomina

który

o

zostawił

też

żaden

używał
to

z

ławnicy,

czap­
ręka­

J a n Kloczkowski,
tego.

wyjęty

1920 r .

celu w y k o n a n y m —

ręce

metalowym

drewnianym

Przy
z

zwyczaju,

informatorów.

śladów, b y k a t d o

topora, t y l k o miecz.

z

czarnym

czerwonej
skórkowych

opis

najstarszych

po prostu miecz

najmniej

w

t y m a n i ksiądz
wierszowany

n i e n i e m a żadnych

białą

za­

dwaj

strój p r z e p a s a n y

długich, białych,

tym

bębenek

posta­

państwowym

j e d n a k n i e nakładał n a t w a r z m a s k i .

ok.

drugiej

nowe

D a w n i e j , g d y b y l i t u kuśnie­

łań­

w

szyi,

rękawiczkach,

ręce

W

na

K a t , odziany w czerwony
pasem,

jest

którą

występują

zawieszonym

jednej

n a czerwono.
uderza

jest

Teraz

k a t i śmierć.

ani

w długi b i a ł y kożuch w ł o s e m n a z e w n ą t r z i w
nakładaną

tylko

a pod pa­

„aktami".

tworzą

nik", zwany

ubrany

pastą

śmierci".

cie. Są t o : b u r m i s t r z w t o d z e z godłem

ma

t w a r z w y s m a r o w a n ą czarną pastą, n a p i e r s i a c h , a r a ­

trzyma

i

zawieszony

n i e j a k o w s t ę p e m d o w ł a ś c i w e g o obrzędu, t j . „ścięcia

Ciekawą

Parę

zresztą

s t a n i e śledziem

wy­

padkach.

wagi

twarzą
końcu

grupy ludzi, rozgania

śmiechu,

Po­

repre­

czar­

p i l n o w a n i e , b y któryś z k u s a k ó w n i e posunął się
daleko,

n a której

i

nici

krakowianka

strażackie
i

umalowaną

zarzucając

racji

maskaradach.

którzy

wysmarowane

i

z

Daw­

z

tradycyjnym zwyczaju

wędką,

powodując

huragany

ry

emblematy

miejscowego

i

mruczeniem

także

przedwojennej

sób,

i

daniem p o l i c j i j e s t u t r z y m y w a n i e porządku w

kiem

—

j e s t śledź. R y b a k ,

koszuli

czapy.

a

w

chłopak

oraz

k a b u r y o d p i s t o l e t ó w i pałki

wypożyczone

za

ją

rybaka

o n osobiście

nożyce,

domów.

strażaków)

zdjęte

znakami

b o k u mają

figlach

tem

wróży)

fantastycznie

mundury

miejscowych

na czapkach

pione

zentuje

i

brał s t a l e udział w

t a pozostała

roz­

czterech

K o n n o jeżdżą r ó w n i e ż k r a k o w i a k
ubrani w k r a k o w s k i e stroje.

od

stać

rybak

mają

szpic

ubrani

swego zawodu

był

dłu­

nieraz

czone

Jedlińsku

jeszcze

w

W

w

występuje

l u b n a u k o s . C a ł y dzień j e ż d ż ą n a k o n i a c h , a
próbują w j e ż d ż a ć

ścięte

pan

borcy.

i futrzane

ukarminowane,

baki

jego

„krawcami",

względu

nie wolno

jak i

trzech „ ż y d ó w " z w a n y c h również

z l a m p a s a m i , krótkie k o ­

żuszki w ł o s e m d o w e w n ą t r z
pastą w ą s y

na

T a k niedźwiedź

się d ł u g i m k i j e m .

kol­

są

wysmarowane

w

A n t y c h r y s t a " . Diabłom

czyzn u b r a n y c h w
rze

szyi.

N a u w a g ę zasługuje r ó w n i e ż postać „ r y b a k a " .
niej

naszpikowany

l u b okręcony

mawiać, a p o r o z u m i e w a ć się m o g ą t y l k o
1 na m i g i .
Kozacy

na

chodząc podpierają

sze r o z o c h o c o n e

no ( l u b g r a n a t o w o )

na końcu

wieszony

suknię
ukarmi­

małżeństwie,

pieniężny

mają

rękawicz­

usta obficie

muzykanci

i p a n młody,

motylkiem; na

białych

czym

dawniej

międlicy ,

mieczem
a przed

6

—

Podob­

„egzekucji"

specjalnie

I I wojną

w

mieczem

dług. o k . 80 c m ( p o d o b n o p o c h o d z i
XVII

był

zastąpiony

przy­

wieku).

133

��Śmierć u b r a n a j e s t n a biało. T w a r z
białą

maską

oczodołami

wykonaną
i

z

odstającymi

ma

papieru, z
kośćmi

policzkowymi,

w sumie s p r a w i a w r a ż a n i e „ ś m i e r c i " . W
ma biały płatek, w
przednich

latach

którym

trzymała

ukryty
ona

8

następnie k o s i a r z ( r e p r e z e n t a n t

co

Opisem

śmierci

W

zamykamy

w

późnych

długi

kusy wtorek w

godzinach

A w o j e n n y m czasom c n a b a r d z o r a d a
B o t a m g ł ó w tysiące o d j e j m i e c z a p a d a
O n a bez litości ród l u d z k i z a b i e r a
N i e c h a j ż e n a r e s z c i e s a m a dziś u m i e r a "
P o wysłuchaniu oskarżycieli Sąd w s t a j e , a b u r ­
m i s t r z o d c z y t u j e w y r o k , k t ó r e g o zakończenie b r z m i :

po­

(czasem

dwa)

korowód

postaci

Jedlińsku.

popołudniowych

następuje

„... O t ó ż za t e z b r o d n i e l i c z n e
Z a t e zabójstwa r o z l i c z n e
M y , Sąd, w y r o k w y d a j e m y ,
W imię Boga, Ojca, Syna,
N a śmierć * j ą s k a z u j e m y
N i m m i n i e d r u g a godzina".

najważniejszy m o m e n t : w i d o w i s k o s a m o w s o b i e d r a ­
matyczne,

ale n a s y c o n e

sporą

dozą

komizmu.

remizy strażackiej w y r u s z a pochód p r o w a d z o n y
parę k r a k o w i a k ó w

n a koniach. Za

ta o r k i e s t r a strażacka,

kozacy,

kowóz strażacki

(ale

trumna,

żydzi.

diabły,

bez

beczki),

Pochód

W miejscu, gdzie d a w n i e j
stoły i krzesła,

na których

był

nimi

wóz

z

zdąża

Spod
przez

podąża

Sądem,

n a którym
na

dę­
becz­

Sąd:

wójt i ławnicy. O b o k s t o i k a t . P o l i c j a n t

Po

jedzie

w y d a n i u w y r o k u n a chwilę zabiera

glos

wójt:

„ T e r a z poślijcie p o m i s t r z a k a t a
M a c i e już w y r o k b u r m i s t r z a
A t r a m e n t e m podpisany
N i e c h a j będzie w y k o n a n y " .

„rynek".

ratusz, ustawione

zasiada

mówi:

„... Z e t n i j c i e śmierć srogą, n i c j e j n i e d a r u j c i e . . .

w zanadrzu.
występujących

l u d u ) , który

rękach t r z y ­

jest k o t . W

kota

Z k o l e i z a b i e r a głos p r z e d s t a w i c i e l p r a w a — w ó j t ,

osłoniętą

wpadniętymi

są

burmistrz,

„Bartłomiej"

N a w i d o w n i ę w y s u w a się k a t , d o którego p o l i c j a n t

p r z y p r o w a d z a uwiązaną d o p o w r o z a drżącą ze s t r a c h u

d o p r o w a d z a przerażoną śmierć. W t y m czasie o r k i e s t r a

śmierć, którą obskakują

gra

diabły

i

żydzi.

Przewód sądowy o t w i e r a b u r m i s t r z , oddając głos
pierwszemu o s k a r ż y c i e l o w i — k r a k o w i a k o w i , d a l e j
k r a k o w i a n c e i ż y d o w i . O n i reprezentują
miejscowe
społeczeństwo. P o wysłuchaniu
tychże z w r a c a
się
burmistrz do trzymającego
śmierć n a u w i ę z i p o ­
licjanta:
„Policjancie
Bartłomieju
B o rzecz niesłychana, a b y śmierć b y ł a złapana
Co t o o n a m o c n o spała, ż e się t a k ł a t w o złapać
dała
Czy się w k u s a k i upiła i s w o j ą kosę
W

wierszowanej

odpowiedzi

policjant

że śmierć r z e c z y w i ś c i e upiła się, s w o j ą
w

Tocznem,

zauważył

Ryc.
z

t j . n a p o b l i s k i c h łąkach,

dziad

Kanty.

5.
„Niedźwiedź''
„niedźwiednikiem".

zgubiła".

zgubiła

swe

prze­

śmierci:

Z

kolei

zabiera

głos k a t i w

n i u grozi t y m , którzy źle

długim

przemówie­

postępują:

„ B o j a m i s t r z sprawiedliwości
N i e przepuszczę żadnej z ł o ś c i "
to

znów

usprawiedliwia

się,

że

nie

złości:

7

t a m śpiącą

żałobnego, a p o l i c j a n t kończy

do

T y ś gubiła i niszczyła t o l u d z k i e p l e m i ę
Pustoszałaś, w y l u d n i a ł a ś , tę polską ziemię
P o d d a m y c i ę p o d m i e c z , pójdziesz ze świata
precz".

„ B o g d y b y n i e było k a r y
N i e b y ł o b y i w złem m i a r y "

oświadcza,

kosę
i

marsza

mówienie

lub

poucza

zebranych:

„ N i e c h a j n i e będą
Bo to żywot lada

próżniaki
jaki
1 1

czyni

tego

w

�Ryc.
6. „Kusy"
wtorek.
W
rogu u góry „pani młoda"
ze
partnerem.

N i e c h n i g d y n i e oszukują
Niechaj
uczciwie
pracują"
kończy

zaś

apelem

ale

skierowanym do

rodziców:

z

płachty

nych,

rzucających

Diabły

wkładają

się
śmierć

wszyscy

z

pochwy
dusza
zebra­

pogoń

trumny,

zebrani

za

kotem.

stawiają

i

się k u p l e b a n i i p o p o k r o p e k . M a o n pow­

niem

doktora,

ściąganego

który

wychodzi

w

się

objeżdża

czele

na

lekarskim

trwa

r a d y mają

kitlu,

niemilknącej
zatrzymując

posterunkiem

MO

dla

zameldowa­

śmierci. W r e s z c i e

kat

jadący

białym

koniu

prowadzi

do

teraz n a

remizy.

t y m kończy się t e n k o m i c z n y d r a m a t . T e r a z
nocy

przez

mieszka­

ulicami,

tylko przed

n i a o zgonie

wszystkimi

czele

z księdza

s c e n a p o w t a r z a się p r z e d

aby wydać świadectwo zgonu. Pochód w
wrzawie

na

na

beczkowóz

żydków. Podobna

orkiestrą

ją

skierowują

stać h a r a c z u p i e n i ę ż n e g o

z

ogólna z a b a w a ,
wstęp

n a którą

Na

d o pół­

aktorzy

roku

1959, w

ogólnych

s a c h n i e r ó ż n i się o d t y c h , j a k i e b y ł y
okresie
ksiądz

międzywojennym,
Jan Kloczkowski,

a

nawet

proboszcz

od

czasu,

tutejszej

ścinania śmierci

że

najwcześniejszy

opis

136

gdzie

wspomniany

ksiądz

gdy

parafii
różnice.
zwyczaju

p o c h o d z i w ł a ś n i e o d księdza

k o w s k i e g o , a z n a j d u j e m y g o p o d datą 1860 w
Codziennej,

w

szczegółach

j e d n a k , i to b a r d z o ważnych, w i d z i m y duże
zaznaczyć,

zary­

urządzane

o d i ' . 1839, p o r a z p i e r w s z y j ą oglądał. W
Należy

księdzu

prawie

Pionka,

był

który

jak

podaje
1857".

przed

wiemy

100 l a t y . A l e

dowiedzieć

n i c , co

by

—

t o moż­
wymienia

burmistrzem po r o k u

Kloczkowskiemu
dziś

autor

jak

się o d

nie­

miejscowych

n i e pochodziło

Pod wpływem

wyglą­

też d z i ę k i
od

jego u t w o r u

księdza
tradycja

się d r o b ­

ne

opisu.

różnice w

komentowaniu drukowanego

W r a c a j ą c d o s z c z e g ó ł ó w , z w r ó ć m y u w a g ę , ż e śmierć
nie
a

miała

n a głowie

glinianego*

k a t t y l k o symbolicznie

ciął

garnka z
mieczem

popiołem,

nad

głową.

N a t o m i a s t — t a k w r o k u ubiegłym j a k i p o pierwszej
w o j n i e światowej
garnek

z

mieczem
w

o r a z z a księdza K l e c z k o w s k i e g o

popiołem
w

był

garnek

nieodzowny

rozbijając

i

go.

kat

—

uderzał

Znajdujący

się

n i m p o p i ó ł c z y śledź p o s t n y n a końcu w ę d k i r y ­

b a k a — t o w i d o m e z n a k i w i s z ą c e g o już n a d k a r k i e m
przydługiego
kami

postu. To

religijnymi,

symbole

które

związane

weszły

do

z

prakty­

zwyczajów

i o b r z ę d ó w z a p u s t n y c h n a t e r e n i e całej P o l s k i , łącząc
W

t e n sposób

widowiskami

zwyczaj

najrozmaitsze
Przy

„ścinania

śmierci"

t e g o l u b następnego

z

okresu

innymi

mającymi

formy.

sposobności

zwróćmy

uwagę

na

sam

fakt

ścinania. C z y „ ś m i e r c i " ścinano „ g ł o w ę " — a wówczas

O p i s a n a z a b a w a , którą o g l ą d a ł e m — j a k w s p o m n i a ­
w

sa­

zupełnie zaginęła, a c z a s a m i t y l k o w y c z u w a

maska­

wolny.

łem n a początku —

—

n i e można

ludzi

wierszu,

burmistrza

Kloczkowskiego.

ucieka
w

19

Wiśniewski

mu

kot —

do

tego

Przypuszczenie

na

dał t e n z w y c z a j

w r z a s k l i w y aplauz

teraz

z

gdzie

oprzeć

Dzięki

P o skończonym p r z e m ó w i e n i u w y d o b y w a
a

Prawdopodobnie

na

nazwisko

m i e c z i tnąc n a d g ł o w ą s y m b o l i z u j e j e j ścięcie. Ś m i e r ć
n a ziemię,

opis.

pióra X . J . K l o c z k o w s k i e g o

J.

1 2

śmierci. Ścięciu t o w a r z y s z y

jej

m e g o o k r e s u p o c h o d z i w i e r s z o w a n y o p i s t e g o obrzędu

„Wy ojcowie i w y m a t k i
W y c h o w u j c i e dobrze d z i a t k i ,
Bo j a k w y ich nie skarcicie
Z g i n i e o d m i e c z a i c h życie.
J a i c h za w a s karać będę
G d y s w e g o m i e c z a dobedę.
Spadnie z k a r k u i c h główeczka
J a k o d noża m a k ó w e c z k a " .

pada

treściwy

lewym
swym

daje

Klocz­
Gazecie
krótki,

„kat"

musiałby

dość w y s o k o

ciąć

mieczem

n a d głową,

dla

bezpieczeństwa,

c z y też s ł o w o

„ ś c i n a ć " od­

n o s i się p o p r o s t u d o u d e r z e n i a m i e c z e m
Kloczkowski
czywszy
w

zmusza
musimy

Gazecie Codziennej

[tan. k a t — J . C ]

garnek

upada

w

na

z

popiołem,

rusztowanie [...]" .

nas do

15

zaufania

ustosunkować
mógł

on

nawet

do

styl

mieczem
śmierci
opisu

krytycznie

wierszowanego;

d l a l e p s z e g o układu
w

garnek?

„[...] Skoń­

trup

Potoczny
opisu

w

uderza

rozbija,

m u . Natomiast

się

poetis o m n i a licet, więc
wierszy

allokucją,

który

pisze:

niektórych

swych

wypadkach

�celowo mijać

się

z

prawdą.

Jest

to

tym

bardziej

możliwe, że p r z y p a r o k r o t n y m w s p o r n i n i e n i u o
by r z e c z y w i s t y m

ucinaniu

głowy

nie zapomina

dać: „ A z g ł o w y popiół się p r u s z y " .
tej

głowy

popiół

więc k a t n i e w
Tak czy o w a k

nie

mógłby

szyję,

lecz

się
w

Z

musiał

głowy,

gdyż

śmierć

n i e była

kukłą,

co w y n i k a z a r ó w n o z o p i s ó w j a k i d z i s i e j s z e g o s t a n u
rzeczy.
Żaden z p y t a n y c h i n f o r m a t o r ó w ,
czący

J a n Gołębiewski,

ścinanie o d b y w a ł o
nym

się

podwyższeniu

nie

na

czy

nawet

86 l a t l i ­

przypomina

jakimś

temu

sobie,

podium,

by

drewnia­

podobnym,

w

czym

uwidaczniałby się w y r a ź n y w p ł y w o g l ą d a n y c h n i e g d y ś
egzekucji.

A

jednak

•wi-amo p o m o s t ,

sto l a t temu w

czemu

k o w s k i pisząc w

daje

w

wzmianki

o

jego

śmierć

opisie

wkrótce

po

go t u n i e z n a j d u j e m y ,
pomina go s o b i e
Ważnym
kowski
nak,

stary

jest

i

w

Zwyczaj

roku

opowiadaniach

nie

ma

stawiania

go

1860 zaginąć,

różniącym
o

ich

odbicie w

starych

dzisiejszy

ściętej

saniach.

używano

jednak znalazło s w o j e

wyda­

skoro
przy­

Gołębiowski.

mówi

wtedy

„[...] P o

n a rusztowanie [...]"".

eksportacja

wyraźnie

że

Klecz­

a n i też z t r a d y c j i n i e

szczegółem

od d a w n e g o

stor-

Jan

wierszowanym

rusztowaniu.

musiał w i ę c

Jedlińsku
ks.

Gaziecie Codziennej:

niu d e k r e t u prowadzą
Natomiast

wyraz

zwyczaj

śmierci.
Być

tylko

Klecz­

może

jed­

czasami,

co

opisie, a z k o l e i

informatorów

(Jan

—

Gołę­

b i o w s k i — l a t 86, J a n Jastrzębski

— l a t 87) t w i e r ­

dzących,

na

że

śmierć

gdy były zaspy

wożono

stale

wozie,

tylko

śnieżne, w ó w c z a s u ż y w a n o sań. C z ę ­

sto postępowano t a k m i ę d z y r o k i e m 1900 a 1920.
Z i n n y c h s z c z e g ó ł ó w w a r t o jeszcze z a n o t o w a ć
różnice w

strojach. Np. k a t bywał

stopnia „ c z e r w o n y " ,
mu c z e r w o n y m
którzy

że n a w e t

papierem,

informatorzy .
1 8

Kloczkowski

wspomina

co pamiętają
zaś

jednym

o klękaniu śmierci, c o j e s t t y m
że n i e z a w s z e k a t u
stojącą.

Ostatniej

potwierdzają

było

tego

oklejano

jeszcze

nie­

używały

kołatek.

wypadku

również

prawdopodobniejsze,

wygodnie

wiadomości

jednak

do

b u t y czasami

Diabły
w

dawniej

małe

„ścinać"

śmierć

Kleczkowskiego

nie

informatorzy.
zwró­

cić uwagę n a n i e k t ó r e p o s t a c i e b i o r ą c e u d z i a ł w
łej m a s k a r a d z i e .

Jedne

z

nich

istnieją

chwili, gdy powstał s a m zwyczaj
za chwilę p r z e j d z i e m y ) ,

ca­

zapewne

(do którego

i n n e przechodziły

od

genezy

metamor­

fozę, a jeszcze i n n e są w y r a ź n i e n o w y m

nabytkiem.

Niestety

najważniej­

Kloczkowski

sze postacie.

wymienia

tylko

Są t o : b u r m i s t r z , w ó j t , p o l i c j a n t i k a t .

Innych należy

się

domyślać.

to o d b i c i e

przedstawicieli

go. O n i b y l i n a j w y ż s z y m i

dawnego

prawa

—

miejskie­

stróżami p o r z ą d k u i w

czy­

czaju

z

—

„gonili"

całą

pewnością

uwagę n a antagonizm
kami.

Ma

pierwsi
dzy

on

w

zwy­
latach

i wcześniej.
kozakami i krakowia­

aspekt

polityczny;

przedstawicielami

bo,

gdy

to

dru­

przemocy,

m o g l i symbolizować wolność i walkę. Racławice,

mieli

Głowacki

kowiaka,

a

obchodów
nie

i

silny wpływ
co

'Krakusy

mogli

mieć,

n a upowszechnienie

za

t y m idzie,

maskaradowych

na

i

chyba

postaci

włączenie

kra­

go

do

t a m , gdzie dotychczas

go

było.

Starymi

postaciami

są

najprawdopodobniej

nie­

d ź w i e d ź z n i e d ź w i e d n i k i e m , żydzi, c y g a n i e , d z i a d y
gdyż

odpowiedniki

ich

znajdujemy

l u d o w y c h i n n y c h okolic. Nowością

w

—

zwyczajach

natomiast

wydaje

się k o m i n i a r z , chociaż Jedlińsk j a k o m i a s t o m ó g ł i c h
mieć o d d a w n a .
Teraz
czaju
wet
w

wchodzimy

już

w

genezę

właściwego

zwy­

„ścinania ś m i e r c i " . N i e j e s t w y k l u c z o n e , a n a ­
jest prawdopodobne,

istniejące

które

z

już

czasem

że

dawniej
stały

„ ś c i n a n i e " mogło* w e j ś ć
zwyczaje

się

maskaradowe,

tylko dodatkiem.

Jednak

sam zwyczaj

„ścinania ś m i e r c i " j e s t s t a r s z y n i ż b y się

n a pierwszy

rzut oka wydawała

nie

rozświetla

nia,

gdyż

w

oparta

Kloczkowskiego
X.
z

umieją

rozdział

prawie

twierdzą

za

w

na

ten

wprowadzili
ongiś w
było,

zatem

o

Dekanat

Jedlińsku

pamięć.

wszyscy

Toteż

się

zgodnym

z

zwyczaj

żywą

o

ścina­

Gdyby

jednak

razy

ksiądz

w

Jedlińsku

bezpośrednio

świadkami

chórem

że

wiele

parafię

r . 1778, a l b o

i ze

1911),

n a pamiątkę

już

objął

książki

mieszkańcy

Kloczkowskim,

wspomniany
który

księdza

z

Radomski,

1 9

to

z

—

n a opisie

pochodzących

ich dziadowie

1839, z e t k n ą ł b y

egzekucji

zagadnie­

Jedlińsku z b r o d n i a r z y .

Kloczkowski,
r.

tradycja

stopniu

całości

danych

księdzem

nia

a

jest
(i

J . Wiśniewskiego
którego

Miejscowa

najmniejszym

ze

w

świadkami

nich

pamięcią,

narodzin zwyczaju.

O tym

j e d n a k ksiądz K l o c z k o w s k i n i e w s p o m i n a , m i m o b a r ­
dzo

dokładnego opisu, j a k i

Genezę tego z w y c z a j u
niem

zwyczajów

n a m pozostawił.

można w i ą z a ć

podobnej

treści,

z

powstawa­

które

spotykamy

i n n y c h okolicach Polski. Przecież w

kowie

jeszcze w

XVIII

w. spotykamy

samym
się ze

n i e m b a ł w a n a w końcu k a r n a w a ł u p r z e z
miejscowych

jednak

późniejsza,

w

—

pewnym

cechów ,
2 0

również
sensie

a

—

według

przez żaków .
2 1

jest szeroko

nad

rów n a z w a „ s t r a ż n i k " d l a t e g o ż s a m e g o . P ó ź n o w p r o ­

„ u ś m i e r c e n i e m " przedstawiającej

wadzeni z o s t a l i k o z a c y , k t ó r z y

lenie l u b utopienie. Joachim B i l s k i

Judaszem

w

Wielki

Czwartek,

Kra­
ścina­

czeladników

zdania

Czy n i e

znane

o c z y m ś w i a d c z y słyszana z u s t s t a r s z y c h i n f o r m a t o ­
pew­

twier­

siedemdziesiątych

między

mocny

byli

Bartosz

policjant,

z

j a k mówi
przepędzali

N i e t u w p r a w d z i e miejsce, ale p r z y okazji zwróćmy

weryna

(ci p r a w d z i w i )

że —

oni, czyli

ub. stulecia, a prawdopodobnie

t u jeszcze

jest

miejscowej

p r z e b r a n y c h krakowiaków. T o z k o l e i pozwala

Wchodzi

nazwa

miłością

Kloczkowski:

jest prawdopodobne,

Gołębiowski

stej f o r m i e p r z e s z l i d o z w y c z a j u .
którego

wielką

dobitnie

dzić, ż e k r a k o w i a c y b r a l i udział w o b c h o d z o n y m

w

Skład Sądu j e s t j a s n y : b u r m i s t r z , w ó j t i ł a w n i c y

się

wyraził

T y m bardziej
Jan

tak

Po t y c h d r o b n y c h szczegółach w a r t o j e s z c z e

cieszyli

co

„ Ż e k o z a k p r z y n i e j z nahajką s t o i
Ż e j e j w y m y ś l a kozaczą m o w ą
I że w y w i j a b a t e m n a d głową".

uderzać".
faktycz­

nie

ludności,

ucię­

prószyć;

garnek

nością

do­

samej

r z e c z biorąc, n i e m o g ł o być

nego o d c i n a n i a

jaka-

T.

pastwienie

się

zakończone

go kukły p r z e z
w

Se­

podobne

spa­

„Kronice P o l -

137

�Ryc.
7. „Śmierć"
z ukrytym
Wokół niej „diabły"
i „żydzi".

w płatku
kotem.
Ryc. 8.
„Kozacy".

s k i e j " o p i s u j e b a ł w a n a ze słomy l u b k o n o p i u b r a n e g o

niu

w

w

stare

odzienie,

śpiewali:
potu"

2 2

.

któremu

„śmierć

się

wije

XVII-wieczny

wistości

u

t o p i e n i u żartobliwie

płotu,

bałwan

upersonifikowaną

ta znajduje

przy

jest

zimą

odzwierciedlenie

w

—

aby

w

niedzielę, którą

nia

odbywał

jakowejś

uchwale

Z

n

na

albo

zowią

tą samą inazwą s p o t y k a m y

Podhalu.

Na

Śląsku

zaś

do

Nazwa

dozwalajcie

zwyczaj

śmiercią

kło­

rzeczy­

synodu po­

„nie

się L a e t a r e

zabobonny

p o s t a c i , którą

łuży t o p i ą " .
nież

zwie

się

w

śmiercią.

znańskiego z r . 1420, g d z i e c z y t a m y :
Niedzielą,

szukający
więc

Białą

zwie

postu, w
się

którą

odbywa

„śmiertelną" .
2 i

średnio g d z i e n i e g d z i e

się

Łączący

gaik

się

z

t y m bardziej

uważano ją za s y m b o l z i m y , a w

pod
po

postacią
różnych

Krakowie.

bałwana
figlach

cach Poznańskiego
przebierani
domach

zakutego

w

pierwszej
chodząc

Polnym

kajdany,

którego

niektórych

okoli­

połowie X I X w . po­

w

się cośkolwiek
sąd

w
W

25

uczynku

Mazowszu

sąd n a d mięsopustem

ścinano .

chłopcy

starali

gorącym

Na

czasie

zapustów

po

ukraść. Z ł a p a n e g o na

skazywał

na

ścięcie.

„Zło­

dzieja"

i w

ka­

p e ł n i o n y m k r w i ą b y d l ę c ą ścinano' n a s p e c j a l n y m rusz­

się

rów­

dziś

obrzęd

w

środę o d b y w a n o

wynosze­

topi

kukłą z w a n ą M a r z a n n ą l u b Śmiercią, a c z w a r t ą
dzielę

bałwana
popielcową

się
nie­

topienia,

tym

bezpo­

dowodzi,

przenośni i

że

śmier­

c i , p o z n i s z c z e n i u k t ó r e j t r i u m f u j e w i o s n a , radość

—

u b r a n e g o n a biało, z g a r n k i e m n a g ł o w i e n a ­

towaniu.
nianym

Kat

w

czerwonym

mieczem

„winnego"

w

go

drew­
oblewał

2 e

Ten ostatni zwyczaj
od egzekucji
ranie

uderzał

a rozbijając

krwią .

s k i m . "Pochodzenie
zywałaby

ubiorze

garnek,

j e s t p r a w i e i d e n t y c z n y z jedliń­

jego

łatwiej

dałoby

się

wywieść

dokonywanych n a zbrodniarzach.

na to wcale

złodzieja

i

Wska­

n i e u k r y w a n a i n t e n c j a : uka­

krew

w

garnku. Nie

można

się

j e d n y m s ł o w e m budząca się d o życia p r z y r o d a , którą

j e d n a k z t y m zgodzić, g d y c h o d z i o Jedlińsk. T u ge­

symbolizuje

nezy

w
bol
i

zielony

g a i k . N i e bez znaczenia

też

jest

t y m w y p a d k u u z n a w a n i e k o l o r u zielonego za s y m ­
nadziei,

co

jest

t a k bardzo

dziś, z a r ó w n o n a w s i j a k i w
Ścinanie

śmierci

odosobnionym.
uśmiercano
okolicach

138

w

Polski.

w

maszkarę,
Wyżej

już

jeszcze

których
znane

w
były

Gołębiowski
waniu

szukać
w

ten

p r o s t u personifikacją

wspomniano

sposób
różnych

o

ścina­

Marzannie

lub

podobnych

czy

stworzone

jest

również,

nieskomplikowanym

„śmierć"

„zbrodniarką

w

w

swoim

skazuje

wypadkiem

Jedlińsku n i e j e s t

Zabawy,

jakąś

powszechne
mieście.

należy

b a ł w a n a c h z w i ą z a n y c h z zimą. S t a r y i n f o i r m a t o r , Jam

całej

ścięcie,

ludzkości".

przez
że

na

się

bo

rozumo­
jest

D l a n a s jest

ona

o n a po

z b r o d n i a r k i — z i m y , która nisz­
ziemię
uśmierca

i

słońce
ją

życie.

przez

Jasne

ścięcie.

W

��Strój k a t a w y p o ż y c z o n o z W D K w K i e l c a c h .
W u b . r . n i e p o s i a d a n o c z e r w o n e j c z a p k i , w i ę c zastą­
p i o n o j ą t a k i m ż e b e r e t e m . D a w n i e j k a t m i a ł stoż­
kowatą, w y s o k ą czapkę z t e k t u r y oklejoną
czerwo­
n y m p a p i e r e m . N a końcu b y w a ł p o m p o n z c z e r w o ­
nej wełny l u b papieru.
5

P i s z e o t y m już w r . 1860 X . J . K l o c z k o w s k i
(Gaz. Codz., W a r s z a w a 10/22, N r 50); „ P o w y d a n i u
d e k r e t u p r o w a d z ą śmierć n a r u s z t o w a n i e , w z y w a j ą
kata,
który
wyjmuje
z
pochwy
miecz
(część
zwierzchnią
od
międlicy,
która
się
p i ó r e m z o w i e ) [...]" [ p o d k r . m o j e — J . C J . U ż y ­
wanie
miecza
o d międli
pamięta
bardzo
dobrze
6 6 - l e t n i i n f . A n t o n i Z i e m b i c k i , k t ó r y m ó w i , że g d y
m i a ł 17—18 l a t , w ó w c z a s m i e c z o d m i ę d l i c y zastąpio­
no d r e w n i a n y m mieczem w y s t r u g a n y m przez m i e j ­
scowego stolarza F r a n c i s z k a Skurosza.
6

W i e r s z o w a n y t e k s t j e s t pióra X . J . K ł o c z k o w skiego. Uległ o n t u p e w n y m z m i a n o m d o k o n a n y m
p r z e z o r g a n i z a t o r ó w . W rzeczywistości b r z m i :
7

„Bo

to

sprawa

niesłychana

—

aby

śmierć była
złapana
C z y t o o n a m o c n o spała — że się ł a t w o złapać dała.
C z y się w k u s a k i upiła i s w o j ą kosę zgubiła".
G d y Jedlińsko r z ą d z i ł o się p r a w e m m a g d e b u r ­
s k i m , w ó w c z a s s t a n o w i s k o w ó j t a ( a d v o c a t u s ) było w y ­
b i e r a l n e . Sądził o n s p r a w y k r y m i n a l n e , a sąd t a k i z w a ł
się „ i u d i c i u m a d v o c a t i a l e " .
U X . J . K l o c z k o w s k i e g o c z y t a m y : „ N a ścięcie ją
skazujemy".
U X. J . Kloczkowskiego
czytamy:
8

9

1 0

„ T e r a z poślijcie p o m i s t r z a
M a c i e już w y r o k b u r m i s t r z a
Czarnym węglem podpisany".
U X . J . K l o c z k o w s k i e g o zamiast tego wiersza
j e s t : „ N i e c h a j n i e będą p i j a k i " .
U X . J . Kloczkowskiego zamiast „Wychowujcie
dobrze d z i a t k i " jest: „Karzcie swoje młode d z i a t k i " .
X . J . Wiśniewski, op. c i t .
Jw.
G a z e t a C o d z i e n n a , W a r s z a w a 1860, 10/22, N r 50.
P o r . o p i s X . J . K l o c z k o w s k i e g o z a w a r t y w Dekanacie
Radomskim,
op. cit.
P a t r z p r z y p i s 15.
J a n G o ł ę b i o w s k i — l a t 86, A n t o n i Z i e m b e c k i l a t 66, J a n Jastrzębski — l a t 87.
W i n n e j w e r s j i t w i e r d z ą , że j e s t t o „ b u n t " p r z e ­
ciwko odebraniu i m p r a w miejskich.
J . Pachoński, Zmierzch
sławetnych,
Kraków
1955, s. 354.
Patrz Wystawa Zwyczajów L u d o w y c h w M u ­
z e u m E t n o g r a f i c z n y m w K r a k o w i e urządzona w r . 1958.
C y t . w g : J . S t . Bystroń, Dzieje
obyczajów
w
dawnej
Polsce,
W a r s z a w a 1932, s. 47.
J . S t . Bystroń, Etnografia
Polski,
K r a k ó w 1947,
s. 177 (podkreślenie w tekście m o j e — J . C ) .
Wiedza
o Polsce,
T . I I I , s. 308; J . St. Bystroń,
Etnografia
Polski,
w y d . c y t . , s. 178.
O. K o l b e r g , Mazowsze,
T . I , K r a k ó w 1885, s. 122.
O . K o l b e r g , Lud, S e r i a X , cz. d r u g a , W . Ks.
Poznańskie, K r a k ó w 1876, s. 1 8 9 - 1 9 0 .
P a t r z p r z y p i s 16.
1 1

Ryc.
11. „Ściętą
śmierć"
włożyły
do
trumny.

diabły

1 2

1 3
1 4

wyobrażeniach
opierając

się

ludu

śmierć

na starej

za o k o " — i m y w

jak

ucina

głowę.

świat

maksymie:

żartach m o ż e m y

A

więc
„oko

j e j uciąć g ł o w ę .

1 5
1 6

1 7

„ P o d d a m y cię p o d m i e c z
Pójdziesz ze świata p r e c z " .

1 8

2 7

1 9

2 0

PRZYPISY
Słownik
Geograficzny,
T . I I I , W a r s z a w a 1882,
hasło: Jedlińsk.
X . J . W i ś n i e w s k i , Dekanat
Radomski,
Radom
1911, s. 8 1 . P o d a n a l i c z b a ż y d ó w n i e z g a d z a się ze
w z m i a n k ą n a s. 82, g d z i e a u t o r pisze, że d o r o k u 1830
b y ł o t u t y l k o 5 r o d z i n ż y d o w s k i c h , co
dawałoby
średnią 15,4 o s o b n i k ó w n a jedną rodzinę. T y m b a r ­
d z i e j , ż e — j a k p o d a j e d a l e j — w r . 1879 b y ł o ż y ­
d ó w 334.
J w . , s. 8 1 .
W u b . r . n a p i s b r z m i a ł : „ W ó j t pardoła n i c n i e
zdoła".
1

2

3
4

Fotografował

Jerzy

2 1

2 2

2 3

24

2 5

2 6

2 7

Czajkowski.

�LUDOWY

FERETRON

Z

K R A S N O B R O D U

W kościele p a r a f i a l n y m p o d w e z w a n i e m N . M .
g i p s o w y m . W y m i a r y : 1,2 x 1,8 m . P o d s t a w ę f e r e ­
Panny w K r a s n o b r o d z i e ' p o w . T o m a s z ó w , w o j . l u ­ t r o n u s t a n o w i ł a w a , n a której u s t a w i o n y j e s t p r o ­
belskie) z n a j d u j e się d o dziś w u ż y t k o w a n i u ' z a b y t ­
stokątny, d w u s t r o n n y o b r a z o l e j n y , u j ę t y w b o g a t o
k o w y f e r e t r o n , zasługujący n a u w a g ę z e w z g l ę d u
rzeźbione
obramienie
o motywach
rokai
i fal,
na c i e k a w e r o z w i ą z a n i e f o r m y f e r e t r o n o w e j w o r y ­
z w k o m p o n o w a n y m i w nieregularnych polach orna­
ginalnym, l u d o w y m w y k o n a n i u .
m e n t u płaskorzeźbionymi (bas-relief),
polichromowa­
Brak jest j a k i c h k o l w i e k przekazów a r c h i w a l n y c h
o historii z a b y t k u i o jego autorze. N a podstawie
typowego r o k o k o w e g o o r n a m e n t u n a l e ż y d a t o w a ć iar e t r o n n a drugą p o ł o w ę X V I I I w i e k u , j a k k o l w i e k
w sprzeczności z t y m pozostają d a t y : 1677 —
wyry­
ta w e w n ą t r z ł a w y f e r e t r o n o w e j , i 1692 —
wypisana
farbą olejną n a z e w n ą t r z l a w y , M o ż n a przypuszczać,
że p r z y b u d o w i e f e r e t r o n u z u ż y t k o w a n o starszą ł a w ę
lub też, ż e d a t y m o g ą n a w i ą z y w a ć d o h i s t o r i i c u ­
downego o b r a z u M . B . K r a s n o b r o d z k i e j w ołtarzu
głównym kościoła. O b r a z o b e c n i e w p r a w i o n y w f e ­
retron m a c h a r a k t e r l u d o w y , a l e o b a r d z o s k r o m ­
nej wartości a r t y s t y c z n e j , toteż p o m i n i ę t o g o w d a l ­
szym ciągu o p r a c o w a n i a p o ś w i ę c o n e g o r z e ź b i e f e r e ­
tronu.
Omawiany feretron jest drewniany, dwustronny,
rzeźbiony i p o l i c h r o m o w a n y n a p o k ł a d z i e k r e d o w o -

nymi

scenami

Bolesna
to

i

— w

cyklu

Chwalebna
awersie:

3. N a r o d z e n i e .

pasyjno-maryjnego
Tajemnica

1. Z w i a s t o w a n i e ,

4. O f i a r o w a n i e

w ś r ó d u c z o n y c h , 6. J e z u s
8.

Cierniem

czeniu
sie:

litery

1. U p a d e k

pod

w

2.

Ś w . ) . Są

Nawiedzenie,

świątyni,

5. Jezus

w Ogrójcu, 7. B i c z o w a n i e ,

koronowanie

splecione

(Radosna,

Różańca

(naigrawanie),

imienia

MARYA;

krzyżem,

2.

w

zwień­

w

rewer­

Ukrzyżowanie,

3. Z m a r t w y c h w s t a n i e , 4. W n i e b o w s t ą p i e n i e ( w z w i e ń ­
c z e n i u ) , 5. Z e s ł a n i e D u c h a Ś w i ę t e g o , 6. W n i e b o w z i ę ­
cie,

7. K o r o n a c j a

scenek:

N . M . Panny.

Przeciętny

wymiar

20 x 20 c m .

Sceny awersu

i rewersu

bą. W m i e j s c u N a w i e d z e n i a

n i e pokrywają

się ze s o ­

i Biczowania

po stronie

r e w e r s u znajdują

się m o t y w y

Wniebowstąpienia

ze

awersie

przekomponowane

dowolnie

ornamentalne,

zwieńczenia

rewersu
ze

a
jest

pole
w

splecionymi

141

�Ryc. 3. „Zwiastowanie"
(fragm.
awersu).
Ryc. 4.
„Nawiedzenie"
(fragm.
awersu).
Ryc.
5.
„Na­
rodzenie"
(fragm.
awersu).
Ryc. 6.
„Ofiarowanie
w świątyni"
(fragm.
awersu).
Ryc.
7. „Jezus
wśród uczonych"
(fragm. awersu).
Ryc. 8. „Jezus
w Ogrójcu"
(fragm.
awersu).
Ryc. 9.
„Cierniem
koronowanie"
(naigrawanie).
Ryc.
10.
„Biczo­
wanie"
(fragm.
awersu).

�literami

MARYA.

Dwustronne

nek, n i e p o k r y w a j ą c y c h
klucza
partie
jako

pełną

ażurowość

zamknięte
poła

t y m ze

obramienia.

ornamentem

scenek;

rozmieszczenie

się p r z y

zdobi

je

są
Poza

larskimi,

do

wzmocnienia
o

się

nastawy

w y m . : 0,6 x

1,6

m,

one

feretronu.

Toteż

sce­

M.

wy­

minika,

pewne

niewykorzystane

skośnie

townica n a t l e c i e m n o z i e l o n y m
przyczyniają

sobą,

Boską

wydzieloną

kra­

wo.

efektami

ma­

z boków

Obraz

przedstawiający

środkowy
w

awersie

Scenki

jest

w

listwową

kompozycyjnie

obramienia,

żłobiona

konstrukcyjnego

adorującą. Dzieciątko, w r e w e r s i e

oprawiony

jakkolwiek

z

reszty

związaną

z

płaskorzeźbione w y k o n a n e

feretronu z

jednego

prostej

ornament
ławy

znajduje

feretronowej.

n i m materiało­
są n a k a ż d y m

kawałka
się

też

ramę,

omawianego

m a zdobiona 'jest d r o b n y m , r o k o k o w y m
Podobny

św. D o ­

właściwą

drzewa.

Ra­

ornamentem.
nia

ściankach

�Ryc.
11. Zwieńczenie
sceny
„Cierniem
koronowanie"
z
awersu.
Ryc.
12. „Ukrzyżowanie"
(fragm.
rewersu).
Ryc.
13. „Upadek
pod
krzyżem"
(fragm.
rewersu).
Ryc.
14.
„Zmartwychwstanie"
(fragm.
rewersu).
Ryc. 15. „Wniebowstąpienie"
(fragm.
rewersu).
Ryc. 16. „Zesłanie
Ducha
Świętego"
(fragm.
rewersu).

�Ściśle
nek

inwentaryzacyjny

—

jako

fotograficznej
Pomimo

—

oprawy

tchnie

na

przyjęcie

miast

stylu

ulubionego

z

kwater

jak i

Trójcy

W ujęciu s c e n

przebija

tradycjonalizm

i

w

strona

pola
—

wypad­

zarówno do i d e i
typu
z

scenkami

fla-

malowa­

wokół

ołtarz

po­

Różańcowy

L u b l i n i e — r y c . 19).

duża n a i w n o ś ć

ludowej.

Cykliczna

świeżość

ujęcia

ludowy k l i m a t o m a w i a n e g o
malna

się w

późniejszego
—

Nato­

obramienia

dałoby

(np. w i e l o t o n d o w y

cji właściwa s z t u c e

tym

najtypow-

XVII-wiecznych

obrazkami

z kaplicy Świętej

interpreta­

narracyjność,

składają

się

na

feretronu

jest

for­

czysto l u ­

i

ludowe

zapełnienie

półpostaoiami,
Ducha

z zadziwiającą

mością a r t y s t a

jest

umowne

wprowadzenie

względnie

tylko

całego

i to w

Św.,

traktowa­

głów

pola

u

ujęciu

izofcefalicz-

Wniebowstąpienie).

beztroską c z y w p r o s t

przekracza prawo

kompozycyjne

niż

u

osób

perspektywy,

pierwszoplanowych

mienionych

scenach)

spektywicznego
głów

d o osób w

pośredniego,

Innym

jest

też

l u b półpostaci

sunku

z

(w

dając

o b u wyżej

rodzajem

pierwszego

w

niewielkich

trudno

było

ficzne,

upraszcza

pomieścić
on

— ilość

tów, p o d c z a s
XVIII

gdy

wieku,

polach

mistrz

cechowy,

perspektywiczne
dzięki

one w s c e n a c h
umieszczone

i

zdecydowanie

i

sposób

są

przy

tym

szczególnie
sceny
ilości

dużych

charakterystycznie

w

ludowy.

osób

w

głąb
po­
są

rozmiarów,

pierwśzoplanowo,
zazwyczaj

do

przedmio­

pomniejszanie

zredukowaniu

cyklu stosunkowo

często

s k ą p y m p o l u g ł a d k i e g o tła. G ł ó w n e

ustawione
w

a

istotnie
ikonogra­

—

osób

rozbudowywał

staci.

Właśnie

treści

ograniczając

występujących

raczej

artyście

rozwinięte

je,

poprzez u j ę c i e

czaj w

scenach

zazwy­
postacie

centralnie,
Również

wy­

błędu

niewspółmierna

per­

wielkość

planu —

w

3to-

głębi, j a k b y z p o m i n i ę c i e m

np. w

Ofiarowaniu

i

w

wśród uczonych, gdzie ponadto

staje

ną zatłoczenia

w

kompozycyjnego

planu

scenie

się t o

Jezus

przyczy­

sensie h o r r o r v a -

cui.
Jakkolwiek

poruszone

wymagań

gałyby

sztuki

raczej

ostatecznej
dziej

że

Już

n i e są

twórca

tego

ocenie

—

zawarł

m . i n . właśnie

zagadnienie

w

świe­

okresu

podle­

jednakże

deprecjonujące,

feretronu

walorów,

całe

zasady kompozycji

„uczonej"

negatywnej

ocenie

istotnych

w

tym
nim

du
pól

są

scen

w
bar­

wiele

kompozycyjnych.

odpowiedniego

uproszczenia

p r z e d s t a w i e ń zapisać n a l e ż y n a p l u s k o m ­

pukleniem
kawe

Ponieważ

minimum

w poszczególnych

Przy

nieświado­

pozycji. Jest o n a jasna, zwarta, z o d p o w i e d n i m
Zagadnienia
cyklu

dołu

wyłącznie

W scenach z b i o r o w y c h postaciom w głębi głowy większe

i selekcji

dowa.

i

przez

(Zesłanie

tle

dzieła s z t u k i . T a k ż e

wykonania

tradycyjne

tłumu

głowami

wzglądu

nieregularne

ornamentu

epoce —

ołtarzy

nymi m n i e j s z y m i

nie

nym

założenie

pasyjne

w

ty­

układu

ogólne

f e r e t r o n u nawiązać

mandyzujących
la środkowego

i

ze

w

ludowej

na

scen

tryptykowych,

raźnie

feretro­

XV—XVI-wiecznych.

rokokowego

ku omawianego

całość

sztuce
i

maryjne

wkomponowanie

jakkolwiek właściwe

—

zarówno

w
jak

Cykle

utrzymanej

rokoko

dla tryptyków

utworzone

sce­

dokumentacji

sceny,

tradycjonalizmem

kompozycyjne.

poszczególnych
pełnej

ornamentalnej

cykliczno-narracyjnego,
sze były

przy

pomijamy.

pie obowiązującego
nu

opis

niecelowy

momentów
też

ważniejszych

usiłowania

artysty dostosowania

i poszczególnych

utworzonych

z

treściowo.

postaci

rokokowego

do

uwy­
Cie­
ukła­

nieregularności

o r n a m e n t u . V/ t y m

c e l u często o b c i n a p o s t a c i e , w y p r o w a d z a j ą c j e dość d e ­
koracyjnie z ornamentu
czone
To

pole,

właśnie

sunięte

są

poza

Złocona

wy­

świetność

w

poza
z

najdojrzalszym

gdzie zabudowania

właściwe

przezna­

ornamentem.

pole

scenki

arty­

w tle prze­
zamknięte

w

C.

Zagadnienia

rj.

kompozycję

obserwujemy

stycznie Nawiedzeniu,
motywie

l u b wychodzi

przeplatając

kolorystyczne
oprawa
żywej

rokokowych

polichromii

motywów

podnosi

płaskorzeźbionych

sce-

145

�IB

17

nek.
z

Kolory

dużym

myśl

są

intensywne,

wyczuciem

malarstwo

niełamane,

dekoracyjnym.

miniaturowe, j a k i

kładzione

Przywodzą
znane

na

zdobnic­

t w o l u d o w e i m a l o w a n k i n a szkle. U l u b i o n y m k o l o ­

myślne, p r o s t e

—

pod krzyżem i w
jenie

żołnierzy

w

rodzaju

habitów,

a w

Upadku

Z m a r t w y c h w s t a n i u ubiory i uzbro­

(halabarda,

włócznia)

są w r ę c z

szop­

kowe.

r e m j e s t błękit, o d j a s n e g o d o c i e m n e j u l t r a m a r y n y ,
zieleń, brązy,
Typika

a nawet

róż

kraplakowy.

postaci

J e s t w y b i t n i e l u d o w a . Są o n e krępe, g r u b o k o ś c i ste, o n a d m i e r n i e w i e l k i c h kończynach i o k r ą g ł y c h ,
a n a w e t przypłaszczonych g ł o w a c h . T w a r z e są sze­
rokie, z wystającymi kośćmi p o l i c z k o w y m i i tępymi
n o s a m i . B r a k j e s t j a k i e g o k o l w i e k pogłębienia
psy­
c h o l o g i c z n e g o . Często w i d o c z n e są b ł ę d y w a n a t o ­
m i c z n e j b u d o w i e ciała ( n a j d r a s t y c z n i e j s z e j e s t p r z e ­
łamanie g r z b i e t u o p r a w c y
w
Biczowaniu).
Ruchy
p o s t a c i są n a i w n e , aż m a r i o n e t k o w e , w n i e k t ó r y c h
s c e n a c h , j a k w N a i g r a w a n i u , z b r u t a l i z o w a n e (postać
na p i e r w s z y m p l a n i e z obnażonymi p l e c a m i p o k a z u ­
jąca j ę z y k ) . N a s u w a się t u p o r ó w n a n i e z analogiez.nymł scenami w t r y p t y k a c h X V I - w i e c z n y c h . W sce­
nach
całego c y k l u
zachowane jest
podobieństwo
M a t k i B o s k i e j , św. Józefa i J e z u s a . S z c z e g ó l n i e c h a ­
r a k t e r y s t y c z n a j e s t postać M . B o s k i e j , p r z y p o m i n a j ą ­
ca grubokościstą chłopkę w średnim w i e k u , w y s t ę ­
pująca s t a l e w b ł ę k i t n e j s z a c i e i b i a ł e j chuście, p o d ­
czas
g d y Jezus odziany jest zazwyczaj w
szatę
r ó ż o w ą . U b i o r y o p r a w c ó w u t r z y m a n e są w k o l o r a c h
b r u n a t n y c h . U b i o r y nawiązują p r z y t y m do t r a d y c j i
m i e j s c o w y c h . Wymienić t u należy przede w s z y s t k i m
półdługą białą chustę n a g ł o w i e M . B o s k i e j , z p u n k ­
towanym, b a r w i o n y m szlakiem
sugerującym
haft'.
P o d o b n i e p r z e d s t a w i a się c h u s t a o k r y w a j ą c a
Dzie­
ciątko w s c e n i e O f i a r o w a n i a w ś w i ą t y n i . T a k ż e s z a ­
ta Chrystusa w świątyni 1 w e
Wniebowstąpieniu
p r z y p o m i n a k o s z u l ę w y s z y w a n ą p o d szyją i p r z y
r ę k a w a c h . S z a t y pozostałych osób są b a r d z o n i e w y ­

146

Tło
Na
postaciach
l u d z k i c h k o n c e n t r u j e się
uwaga
a r t y s t y , o g r a n i c z a j ą c e g o d o m i n i m u m r o z b u d o w ę tło,
n a k t ó r y m r o z g r y w a j ą się s c e n y . T ł o j e s t najczę­
ściej g ł a d k i e , i n t e n s y w n i e żółte, p o b o k a c n s t o p n i o ­
w o przechodzące w brązy, c o w p ł y w a n a u w y p u ­
k l e n i e g ł ó w n y c h p o s t a c i p o s z c z e g ó l n y c h scenek, W
k i l k u j e d n a k w y p a d k a c h a r t y s t a w sposób i n t e r e s u ­
jący przeprowadza
o r g a n i z a c j ę tła b a r d z o s k r o m ­
n y m i , chciałoby się p o w i e d z i e ć —
scenograficznymi
środkami. N a przykład żółte b l i k i n a c i e m n y m tle
w N a r o d z e n i u s y m b o l i z u j ą słomę, a w i ę c wnętrze
s z o p k i . D w i e k o l u m i e n k i i a r k a d a -wypełniona błę­
k i t e m z a C h r y s t u s e m w scenie „wśród uczonych"
przedstawiają
w e j ś c i e d o ś w i ą t y n i , a ©kratowane
o k i e n k o n a c i e m n y m t l e N a i g r a w a n i a w s k a z u j e , że
s c e n a r o z g r y w a się w j a k i m ś w n ę t r z u w i ę z i e n n y m
Z a l e d w i e t r z y s c e n y p r z e d s t a w i o n e są n a t l e k r a j ­
o b r a z u . Są t o : M o d l i t w a w O g r ó j c u . U p a d e k pod
k r z y ż e m i U k r z y ż o w a n i e , k t ó r e b a r d z o z y s k u j e właś­
nie przez odpowiednie malarskie
udramatyzowanie
p a r t i i n i e b a ( s t o p n i o w e przejście o d b ł ę k i t u dio c i e m ­
nej
u l t r a m a r y n y , z rozjaśnieniem
na
horyzoncie).
Dzięki
w

omówionym

cyklu

tendencjom

powiedzieć.

Jedynym
w

ne,

drewniane,

są

oknem
Przy
tronu

one

t l e sceny

dla X V I I I

kryte

gontem,

Znamien­
z

dużym

szczeblinkowych

(ty­

wieku).

analizowaniu
daje

szczegółem

Nawiedzenia.

o d r o b n y c h podziałkach

powych

przedmiotów

charakterystycznym

są z a b u d o w a n i a
że

świat

jest t a k u b o g i , że t r u d n o c o k o l w i e k o n i m

formalnych

się z a u w a ż y ć

wiele

cech

braków,

scenek

fere­

nieporadno-

�Ryc.
17. „Wniebowzięcie"
(fragm.
„Koronacja
N. M. Panny"
(fragm.
Ołtarz
z kaplicy
&amp;w. Trójcy
w

rewersu).
rewersu).
Lublinie.

Ryc.
Ryc.

18.
19.

�ści

artystycznych,

zaskakuje
walorami

w

czy

wręcz

zestawieniu

z

prymitywizmu
wysokimi

artystycznymi cyklu i z

nowaniem

rokokowego

—

co

jednocześnie

polichromii
wania

doskonałym

opa­

obramienia.

Na­

a

ornamentu

i

wręcz

otoczenia

położyć

należy

nie tylko

scenograficzne

w

scenkach

na k a r b osobistych

jego

Na­

sztuki.

Daje

leżą

prowincjonal­

nienia

feretron/u o d t y c h w z o r ó w .

nych nagrobkach
sze

są

o

XVI—XVIII-wiecznych,

obramienia,

c y k l u scenek

warsztatów

prowin­

wów.

c j o n a l n y c h głównie n a produkcję w zakresie

elemen­

tów

się

to f a k t e m

prymitywizacją.

nastawienia

architektoniczno-dekoracyjnych

było

większe

zapotrzebowanie,

figuralno-rzeźbiarską

[...]

[...],

niż

wymagającą

wyższych k w a l i f i k a c j i a r t y s t y c z n y c h " .
W

bogatej,

produkcji
go

sztukateryjnej

spotykamy

skiem:

często

koracyjne

się

z

a

wobec

tego

renesansu

ludowej
lubelskie­

analogicznym

zjawi­

ornamentalno-deim

ilościowo

klasycznych

zresztą z d o b n i c t w o

czysto

przy­
ludowe:

Fotografował

i

poza

zasięgiem

roko­

strona

for­
wpły­

t a k dobrze

operuje

n a s c e n k i c y k l u n i e , prze­

n o s i a b s o l u t n i e ż a d n y c h c e c h w s p ó ł c z e s n e j , t a k prze­
cież

sugestywnej

wypadkach
cia

rzeźby

widoczne

rokokowej.
są

uskrzydlonych
za

W

kilku

zapożyczenia

przedstawienie

klęczącą

pominający
była

anielskich.

tak charakterystycznym

MARYA

w

W

także

są

zwieńczeniu

która

w

otoczeniu

Zwiastowaniu

w

swoim

atrybutem

splecione

awersu.

Na

przy­
czasie

malarskim.

litery

imienia

t y m wyczerpać

s k r o m n y zasób m o t y w ó w o b c y c h

scenkach

tylko
sztuki

M . Boską r o z p i ę t y j e s t b a l d a c h i m
kotarę barokową,

Zapożyczeniem

wych

główek

ze

Wniebowzię­

z M . Boską stojącą n a k u l i z i e m s k i e j

b y można

nalepianki itp.

Zagadnienie
jest z b y t
ogólne, a b y
wystarczyło
przytoczone
wytłumaczenie
dotyczące
nagrobków.
Stajemy t u przed problemem naszych l u d o w y c h p r e ­
dyspozycji
do
stylizowania
i
ornamentu
raczej
a b s t r a k c y j n e g o , w y c h o d z ą c e g o chętniej z f o r m r o ­
ślinnych i g e o m e t r y c z n y c h n i ż z j a k i c h k o l w i e k I n ­
nych. W t y m k i e r u n k u nasi twórcy l u d o w i w y k a ­
zują często w y b i t n e u z d o l n i e n i e , k t ó r e n i e r ó w n o ­
waży jednak wrodzonej
nieporadności w
operowa­
niu
formami
f i g u r a l n y m i , a szczególnie
postacią
ludzką. O m a w i a n y
feretron
może właśnie
służyć
za ilustrację p o w y ż s z e g o s t w i e r d z e n i a , z w y r a ź n y m
podkreśleniem, ż e m a m y t u d o c z y n i e n i a z t w ó r c ą
o wyczuciu i wyrobieniu artystycznym O walorach
k o m p o z y c j i w poszczególnych s c e n k a c h o r a z
deko­
r a c y j n e g o p r z e p l a t a n i a j e j o r n a m e n t e m była m o w a
w y ż e j , j a k r ó w n i e ż podkreślano już
dekoracyjność

uzależ­

t u przede

zaś

że artysta, który

współczesnej, n p . t y p o w e

1

p a r z e z ustępującymi
Tu

które

produkcję

częściowo

osiągnięcia

figuralnymi.'

dostarcza

wycinanki,

grupy

również

świetne

idą w

prymitywami'
kładów

prowincjonalnej,

na

na

wielkiej

Cała

pozostaje

rokokowym,

Należą

to

autora,

stopień

ikonograficzne

ornamentalna.

Ciekawe,

ornamentem

wzorach

prześledzić

schematy

malna

czy

uderzające

utarte

Tłuma­

posuniętą

figuralne

wszystkim:

oprawa

daleko

płyty

gdzie „lep­

kowa

niekiedy

niż

bowiem

sugero­

Wszystko

osiągnięć

na

ogólnym.

H . Kozakiewiczowej

się

wyszkolenia

s u w a t o szereg a n a l o g i i o c h a r a k t e r z e
tu uwagi

pomysły

cyklu.

w

ludo­

feretronu.

PRZYPISY
1

trowe
s. 4 1 .

H . K o z a k i e w i c z o w a , Renesansowe
nagrobki
pię­
w Polsce,
B i u l e t y n H i s t o r i i S z t u k i 1955, n r 1,

W z a s a d z i e z d o b n i c t w o s z t u k a t e r y j n e renesansu
l u b e l s k i e g o n a w e t u n i k a m o t y w ó w antropomorfizując y c h c z y animalizujących, posługując się f o r m a m i
g e o m e t r y c z n y m i i roślinnymi. Z podkreślonych p r y m i ­
t y w ó w f i g u r a l n y c h w y m i e n i ć n a l e ż y d e k o r a c j ę sztukateryjną
w Modliborzycach, Janowcu, Rybitwach.
P r o b l e m ludowości r e n e s a n s u l u b e l s k i e g o ,
wymaga­
j ą c y szerszego o m ó w i e n i a , j e s t o b e c n i e o p r a c o w y w a n y
p r z e z a u t o r ó w n i n i e j s z e g o artykułu.

Anatoliusz

2

Czerepiński.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10730" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10708">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/60e128d43c2d97e7d4b8dd0866b1b666.pdf</src>
        <authentication>68a36fc8dd26ce37ce965361088a05a5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127909">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2884</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127910">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127911">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2689</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127912">
                <text>Jedną kreską kreślone albo dlaczego w kwietniu wróble kąpią się w piasku? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127913">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.252-256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127914">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127915">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127916">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127917">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127918">
                <text>Jacek Olędzki » JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIC W PIASKU?

Czcigodna Osoba, która m n i e zaprosiła na w e r n i ­

JACEK

OLĘDZKI

saż, Aleksander Jackowski, ów niestrudzony t y t a n ani­
macji sztuki rozumianej nowatorsko, mądrze nie po
akademicku, siedział sobie skromnie p o d ścianą wpa­
trzony w rysunki A d a m a Dębińskiego, eksponowane

Jedną kreską kreślone
albo dlaczego
w kwietniu wróble
kąpią się w piasku?

przed n i m , ale też wyróżniające się spośród prezento­
w a n y c h na tej wystawie prac. W i e m , o czym myślał, bo
sam to ujawnił w tekście zatytułowanym Inni, jednego
z dwóch katalogów wystawy Śniło mi się, że wychodzę
mąż-

M a l a r s t w o i rysunek: Barbara C h ę c k a ,

Józef

Chełmowski, A d a m Dębiński, Tomasz Jezierzański,
D a m i a n Rebelski. Galeria Krytyków „Pokaz", Warsza­
wa, kwiecień-maj 2002:
Wisi przede mną - pisze Jackowski - rysunek
Panka

„Koza".

jedną

tak prostej, że aż zaskakującej.
zobaczyć

rysunki

kreślone.

Tylko

Adam
jak

Jerzego

nieomylną

kreską,

A na wystawie

Dębińskiego.

możemy

Też jedną

gdyby z innego końca

Z pierwszego szczebla.

Warszawa, kwiecień-maj 2 0 0 2

Również

kreską

„drabiny".

niezawodne,

sformuło­

wane w sposób najprostszy Z możliwych. A d a m
rysuje,

maluje z potrzeby swego życia,

Jaszczak,

o, co napiszę, będzie przede wszystkim o Beacie

Jaszczak, a następnie o Zofii Bisiak oraz A l e k ­

znakomita,

w Płockim
„Mówi

Ośrodku

twórcza
Kułtury

bardzo źłe, wyraża

niem, mimiką,

sandrze Jackowskim.

ga słuchacza

Dębiński

psychiki.

Beata

instruktorka

i Sztuki,

plastyki

tak pisze o nim:

myśli całym

ciałem,

spojrze­

gestem. Kiedy opowiada, zapala się,
w krąg tematów

najważniejszych,

1 krowy, z dużymi wymionami.

nej w kraju i poza jego g r a n i c a m i (pamiętamy działal­

kowie żydowskiej

Zgodnie z obyczajem, po wej­

ściu do galerii Pokaz 4 k w i e t n i a tego r o k u ucałowałem
Jego dłoń, p o t e m dłoń Zofii Bisiak. Wchodząc do tej

Adam Dębiński

wcią­

takich jak

broń, wojna i wieś. A ta wieś to przede wszystkim

Zacznę o d ostatniej postaci, papieża* sztuki naiw­
ność wieloletnią Insita.)

Zdefiniowana

sprowadzonej przez wielkiego artystę do znaku, do formy

Śniło mi się, że wychodzę za mąż- Malarstwo
rysunek Barbara Chęcka, Józef Chełmowski,
Adam Dębiński, Tomasz Jezierzański,
Damian Rebelski. Galeria Krytyków Pokaz,

T

za

konie.

Ludzie - muzykanci,

graj­

kapeli."
mieszka już prawie od czterdziestu

w Domu Pomocy Społecznej

w Brwilnie.

najważniejszej w Warszawie galerii, nic nie wiedzia­

sunkach to nawet nie tyle wspomnienie, co marzenie.

łem, że będę jeszcze całował B e a t ę Jaszczak i nie

Adam rysuje z trudem, musi pokonać

w dłoń, lecz w Jej gladziutkie, śliczne policzki!

Każda

kreska powstaje z wysiłkiem,

lat

Wieś w jego ry­

opór ciała,
ważna,

(...).
mięśni.

ostateczna.

* T e n czcigodny tytuł zasugerował z p r z e k o n a n i e m k o n t y ­

i nawet b l i k i reflektorów skierowane były na osobę zacnego

n u a t o r dzieła A l e k s a n d r a Jackowskiego Z b i g n i e w Benedyk -

Jubilata, i że pozostałe osoby, łącznie z b o h a t e r a m i ostatnie­

towicz. Nastąpiło to w r o k u 2 0 0 1 , k i e d y o b c h o d z o n y b y l j u ­

go n u m e r u „Kontekstów" - zespołem T e a t r u „Gardzienice" -

bileusz u r o d z i n dwóch k o c h a n y c h postaci, Jana Pawła I I

z należnym w takiej c h w i l i szacunkiem i respektem, podczas

w W a t y k a n i e oraz J A C K A w C e n t r u m S z t u k i Współczesnej

gdy wręczaliśmy zadedykowany J u b i l a t o w i n u m e r „Kontek­

na Z a m k u U j a z d o w s k i m . Sporządzone wówczas zdjęcia pa­

stów", starały się pozostawać w c i e n i u naszego

miątkowe ujawniły zjawisko zaskakujące - p r o m i e n i o w a n i e

i współ-bohatera tego wieczoru. A ż dziw bierze, że tak w y ­

Mistrza

zacnego Jubilata i n i e p r o m i e n i o w a n i e na t y c h samych zdję­

t r a w n e m u artyście f o t o g r a f o w i i p r a k t y k o w i fotografii, j a k i m

c i a c h t a k i c h bardzo ważnych osób, j a k L e c h S o k ó ł , Jan S t ę -

jest Jacek Olędzki, takie t r y w i a l n e , t e c h n i c z n o - oświetlenio-

szewski, Włodzimierz S t a n i e w s k i i Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z .

w o - fotograficzne wyjaśnienie i . . . oświetlenie tego „niezwy­

Jako a u t o r t y c h niezwykłych d o k u m e n t ó w stwierdzam z ca­

kłego zjawiska" nie przyszło do głowy. „Zadziwiające." - j a k

łą odpowiedzialnością, że o d b i t k i fotografii nie były p o d d a n e

powiedziałby

żadnym zabiegom m a n i p u l a c y j n y m , w y k o n a n e zostały r u t y ­

z wdzięcznością ów fragment, nie t y l k o j a k o przykład m i r a k u -

n o w o przez sklep K o d a k a na K r a k o w s k i m Przedmieściu.

larnej wrażliwości i niezwykłej, zniewalającej nas j a k zawsze

nasz u l u b i o n y A u t o r .

Zachowujemy

zatem

[ T r u d n o pozostawić t e n f r a g m e n t bez komentarza. „Nie­

urody Jego pisarstwa, które obfitując w podobne fabulacje

zwykłe p r o m i e n i o w a n i e zacnego Jubilata" - A l e k s a n d r a Jac­

i dygresje, odznacza się rzadką i, nie do p o d r o b i e n i a m o c ą

kowskiego - i „niepromieniowanie" pozostałych osób u c h w y ­

twórczego k r e o w a n i a i n t e r p r e t o w a n e j przez a u t o r a rzeczywi­

cone na fotografii przez Jacka Olędzkiego, owe „zaskakujące

stości, ale i przede wszystkim z y/dzięcznością, jako że w tej

zjawisko" mogło n a j p r a w d o p o d o b n i e j , po prostu, być w y n i ­

dygresji zapisuje się choćby ślad ze w s p o m n i a n e j uroczystości,

k i e m takiego a nie innego oświetlenia, panującego w przy­

n a której t o opis, ze względu n a ciasno wypełnione lamy

c i e m n i o n e j sali C e n t r u m S z t u k i Współczesnej. W k o ń c u to

i przekroczoną, j a k zwykle, objętość bieżącego n u m e r u , nie

zrozumiałe, że wszystkie światła owego wieczoru, a p e w n i e

starczyło n a m już miejsca. - przyp. Redakcji]

252

�lacek Olędzki • JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

Po lewej, i l . d o artykułu Siedzi baba..., str. 242-248:

W i k t o r Gajda Dlaczego poranki warszawskie uwzięły się na
nas, d r e w n o b u k o w e , żaba, r o k 2000

W i k t o r Gajda Pomnik 78 Międzynarodówki wg. Tadina,
jeszcze bardziej modem, dedykowany prof. M. Porębskiemu,
który, loco citato, ujął byl modernizm w punkty (!?)
uwydatniając topos i logos, d r e w n o b u k o w e , żaby r o k 2001
Po prawej: M a t k a Boska i wyobrażenia żab spotykanych
w petroglifach Kordyliery Wschodniej Andów. Nawiązanie do
legendy o współczuciu udzielonym na Golgocie
NajwiętszejMańi Panny przez żabę, akryl 1998,
Fot. St. Stępniewski
Ewa Z y d e k , maluje Jezusa i M a t k ę Boską z żabami.

6 ш ше 'п^,,,:,, R y / I

M u r z y n o w o 1997.

253

�Jacek Olędzki * JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

Po l e w e j : U c z e s t n i k p l e n e r u Rafał Piekarski

Po p r a w e j : Beata Jaszczak, Tak pracujemy

(obecnie s t u d e n t I I I r. H i s t o r i i ) .

jak odpoczywamy a k r y l , 1996.

Beata Jaszczak w czasie гшкшатиа M a t k i Boskiej z żabami.

U c z e s t n i k p l e n e r u ze s w o i m i p r a c a m i , f o t . Stępniewski

A d a m Dębiński r y s u n k i , f o t . St. Stępniewski

J ó z e f C h e ł m o w s k i Aniołowie, f o t . St. Stępniewski

254

�Jacek Olędzki • JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

O n nie wybiera,

lecz tworzy świat „od zera". Swój.

i okolice. To jest katalog, a zarazem o d początku do

Po­

k o ń c a wizytówka Beaty Jaszczak. N i m ośmielę się mó­

trzebny mu.

wić o tej niezwykłej Osobie, staje przede mną, zapo­
Postrzeganie znaku równości między t y m , co się l o ­

wiedziana, poważniejsza przeszkoda. Zofia Bisiak.

kalizuje na szczytach i dołach k u l t u r y , j a k o potrzeby
istnienia artystycznego, a ostatecznie osiąganie przez

N i e byłoby w i e l u wspaniałych dokonań A l e k s a n ­

twórców o zasadniczo o d m i e n n y m przygotowaniu,

dra Jackowskiego, gdyby nie ofiarna p o m o c tej prze­

u w a r u n k o w a n i a c h życiowych i t d . zbieżnych f o r m a l ­

uroczej p a n i - psycholoa, grafika, r e d a k t o r a , sceno­

nie i nie t y l k o rezultatatów, nie jest czymś n o w y m .

grafa i niestrudzonej a n i m a t o r k i sztuki (zawsze do­

W i e m y o t y m o d czasów chociażby Jeana D u b u f f e t a -

b r e j ) . Czuje się i t u niezawodną rękę Z o f i i Bisiak

którego Jackowski przywołuje - oraz t a k i c h w i e l k i c h

w karkołomnym zadaniu umieszczenia w n i e w i e l k i e j

kontynuatorów, jak A n d r e M a l r a u x . Wszelako nasza

sali prac aż pięciu artystów. Pełni w c h w i l i wchodze­

tutejszość to nie Francja i podanie przykładu z Kozą

nia gości h o n o r y p a n i d o m u . N a j z n a k o m i t s z y c h gości

Jerzego Panka w kontekście sposobu prowadzenia po­

coraz więcej. N a samym środku rozprawia sam R o c h

dobnie kreski przez A d a m a Dębińskiego, to rodzaj

Sulima. Postrzegłem, że z kąta za kotarą jakaś dłoń

wytrwałej

r o b o t y r e d a k t o r a „Kontekstów.

Polskiej

c i c h c e m podaje jakiemuś wybrańcowi katalogi. Zwró­

S z t u k i L u d o w e j " , który gnębił t a k i c h jak ja autorów,

ciłem się więc d o Z o f i i Bisiak i również dostałem ka­

aby przy swej zawiłej charakterystyce artysty nie zapo­

talogi. W i ę c e j , obietnicę, że jakaś p a n i z Płocka, jeśli

m i n a l i o F O R M I E D Z I E Ł A . O owej zbieżności for­

będę sobie życzył d o d a t k o w y c h i n f o r m a c j i , przyjdzie

malnej zaświadczają prace i n n y c h jeszcze, najwięk­

i m i i c h udzieli.

szych p o l s k i c h artystów, H e n r y k a Tomaszewski ego
czy A n d r z e j a Strumiłły.

T ł u m napierał, znalazłem się więc na klatce scho­
dowej. M i a ł e m już zaczerpnąć powietrza, kiedy stanę­

A l e k s a n d r o w i Jackowskiemu nauka i k u l t u r a Polski

ła przede m n ą piękna jak wiosna, stonowana w guście

zawdzięcza t e r m i n „inni". Wydaje się, że w stosunku

dyskretnych b i e l i i żółtości z niewielką dozą czerni

do art brut, t e r m i n t e n , zarazem

(jak okładki Jej o b y d w u katalożków) Beata Jaszczak.

niejednoznaczne

określenie, to prawdziwa łaska pańska dla dojrzałej

Z przyczyn o d nas niezależnych nie widziałem tej

percepcji sztuki nieoficjalnej. Pamiętamy n i e p r a w d o ­

Beaty p o n a d 3 lata. A łączyła nas wcześniej przez k i l ­

podobny sukces ekspozycji I N N I

stworzonej przez

ka sezonów l e t n i c h i jesiennych niezwykła przygoda.

A l e k s a n d r a Jackowskiego na początku lat sześćdziesią­

Plenery artystyczne z młodzieżą w M u r z y n o w i e , kie­

t y c h w „Zachęcie".

rowane przez Jaszczak. 2'ałączam parę zdjęć z t y c h

Po blisko półwieczu pojęcia inny, i n n i , inność zabar­

zdarzeń. Zdjęcia ukazują B e a t ę Jaszczak j a k o artyst­

wiły się n o w y m i znaczeniami i odczuciami. O s w o i l i ­

kę, a nie j a k o „znakomitą, twórczą instruktorkę pla­

śmy się z n i m i , a jednocześnie przyjęły one -

styki."

może

słusznie - szersze skojarzenia, sensy. Bycie i n n y m stało
się w a r u n k i e m dla w i e l u artystów oficjalnych, w a r u n ­
k i e m bycia sobą. Zarazem twórczym,

niezależnym,

Dlaczego magnolie zakwitają
przed wypuszczeniem liści

osobnym.
Z n a k o m i t e wyczucie wartości przekazu artystyczne­

N a straszliwej pustyni i n t e l e k t u a l n e j i artystycznej

go i towarzysząca tkliwość, rodzaj charakterystycznego

uniwersyteckiego ośrodka w M u r z y n o w i e (po śmierci

ciepła kieruje o d lat Jackowskim w poszerzaniu naszej

mędrca i malarza, prześmiewcy Alojzego Piekarskie­

o r i e n t a c j i w bezkresnym obszarze sztuki, którą nazy­

go), gdzie spędziłem 22 lata schyłkowego czasu mego

wał również nieprofesjonalną. Określenie to, jak wie­

życia, pojawianie się Beaty Jaszczak z jej „dziećmi"

my, nie jest adekwatne w stosunku do licznych przy­

(nazywała tak również pojedynczych ćpunów), stawa­

padków inności czy naiwności artystycznej. Niezlicze­

ło się prawdziwym Ś W I Ę T E M .

n i artyści zwani n a i w n y m i bywają w kraju rzadziej,

Ekspresyjna, żywiołowa, bezpośrednia, po prostu

a na świecie częściej, zawodowcami. Nasz mistrz ujaw­

szalona. Umiejętnie panowała nad g r o m a d a m i liceali­

nia swoją wrażliwość i wiedzę w charakteryzowaniu

stów, jak też artystów dorosłych z K u t n a , Płocka,

twórczości Barbary C h ę c k i e j . Wyłowił z jej twórczości

Sierpca, Łęczycy, Gostynina, K o n i n a i l i c h o wie skąd

wzruszający tytuł dla tej ważnej wystawy: Snilo mi się,

jeszcze. Wiedziałem co nieco, że równolegle prowadzi

Że wychodzę

warsztaty zwane Integracją,

za mąż-

Określenia sztuka naiwna Aleksander Jackowski

a więc takie, w których

inaczej sprawni ze sprawnymi malują, lepią, dłubią i t d .

w swym wprowadzeniu do wystawy nie używa. N a t o ­

1 zapewne z tej o r i e n t a c j i ukształtował się zdumiewają­

miast pojawia się to określenie w d r u g i m uroczym ze­

cy znaczeniem, a nawiązujący do Jungowskiej koncep­

szyciku, katalogu, już na okładce. N a tej okładce znaj­

cji Ego p r o g r a m O T O J A . W świetle założeń tego pro­

dują się obok, pośrodku, Sztuki zwanej naiwną

na sa­

gramu i jego efektów, o d początku do k o ń c a autorstwa

mej górze O T O J A (nazwa p r o g r a m u pracy z artysta­

Beaty Jaszczak, zaczęłem również przychylniej myśleć

mi)

o sobie, o robocie M u r r y n o w o . Znaki istnienia i tożsa-

oraz napis najbardziej

wyeksponowany: Płock

255

�Jacek Olędzki * JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

mości. Nastąpił b o w i e m m o m e n t refleksji, nakazujący

t y w n y sens tego słowa, t a k j a k t o czują znawcy sztu­

oderwanie się całkowite o d tutejszości, o d t y c h nerwic

k i , wciąż w niedokształconym społeczeństwie ocze­

naszych, cierpień i niepojętych aspiracji.

kuje rodzaju o c h r o n y . Z a w a r t a w t y m słowie treść d o ­

Przy n i e p r a w d o p o d o b n i e w i e l u obciążeniach orga-

maga się stałego p r z y p o m i n a n i a , że jest n i e w i n n a ,

z prowadze­

szczera, prawdziwa, wewnętrzna, refleksyjna, lirycz­

n i e m gromady plenerowiczów, włączała się radośnie

na, tajemnicza, piękna i d o b r a . . . Bez t y c h ostrzeżeń

do programów, prowadzonej przeze m n i e w M u r z y n o ­

rodzą się kretyńskie wpisy d o wyłożonych ksiąg pa­

wie Ekspozycji

miątkowych na w y s t a w a c h (vide, wpis p o d datą 5 I V

nizacyjno-dydaktycznych

pod wiosłem

związanych

ziełonym.

Miała swoje l u b

p o d o p i e c z n y c h prace na w y s t a w a c h : Po tej

stronie

chmur, 1995; Plagi, żywioły, demony, Opatrzność,

Świę­

ci Pańscy,

1996; Ranidae,

Świat

1997; Ułotna sztuka niewinności,

wspiera

się na

w Kordegardzie).
N a prezentację Śniło mi się, że wychodzę

za mąż nie

żabie,

przybył d y r e k t o r I n s t y t u t u E t n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i

1998 (artystami g r u ­

K u l t u r o w e j W H U W prof. L e c h Mróz, a przecież d o

u c z e s t n i k a m i tej wystawy, zaopiekowała

zadań tejże placówki należy troska o najważniejszą

się po m a t c z y n e m u , pokazując i c h d o r o b e k u siebie

rzecz w życiu. A jak w i a d o m o , o d zarania ludzkości tą

w P ł o c k u ) , Śuidae,

rzeczą jest gest-słowo, malarstwo, rzeźba i pieśń, a na­

py Pinokio,

1999. Z n a k o m i t e szkice prosiąt

z c h l e w u Barbary i Cezarego Rudzińskich, które sta­

stępnie pochodne rodzaje sztuk z - f i l m e m na końcu.

nowiły część owej ostatniej ekspozycji, przedstawiam

U d a ł o się jednak nakłonić uczonego antropologa, za­

w niniejszym szkicu. Każdy w i d z i , że Jaszczak to

razem wybitnego ornitologa Lecha Mroza, aby zaist­

prawdziwy w i r t u o z kreski, czarnej i „tak sobie", dla

niał, chociażby w t y m tekście. Otóż, uczony potwier­

okraszenia, czerwonej.

dził, że z nastaniem wiosny - kiedy odmarznie g l e b a -

N i e zdążyłem się nacieszyć nieziemskim zjawiskiem

wróble kąpią się w piasku. Potwierdził też, że wróble

Beaty Jaszczak w ponurej scenerii k l a t k i schodowej

wyróżniają się spośród naszych p a r k o w y c h przyjaciół,

w pobliżu wejścia do ostatniej łaźni miejskiej w naszym

sikorek, szpaków, kosów, kowalików. Dodał, że kąpią

mieście, kiedy z b u k i e t a m i tulipanów wszedł sam Zbi­

się w piachu również kuropatwy i przepiórki. N a ko­

gniew Benedyktowicz. N i e było już możliwości k o n t y ­

niec ujawnił, że w t y c h zachowaniach u t r w a l o n y jest

ZWA­

k o d genetyczny t y c h ptaków. A zatem, każdy k t o są­

okolicach.

dzi, że wróble to najbardziej rodzime nasze ptaszki, jest

Nazajutrz dowiedziałem się o d Jackowskiego (dzięko­

w w i e l k i m błędzie. Wróble to przybysze z Bliskiego

wałem za zaproszenie), że nasz wróbelek po kąpieli

Wschodu, z terenów p u s t y n n y c h . . . Nasz wróbelek Be­

n u o w a n i a dyskursu o O T O JA oraz o S Z T U C E
NE]

NAIWNĄ,

a t y m bardziej o Płocku

i

ata Jaszczak odleciała do Płocka, ale pozostawiła t u

wernisażowej wrócił do siebie, d o Płocka.
Znakomicie się stało, że wystawa w Pokazie zbiegła
się z prezentacją w Kordegardzie dzieł Zbigniewa M a ­

część siebie w pracach artystów z Jej prywatnej kolek­
cji O T O J A .

kowskiego. A r t y s t y „listy", „księgi", pisane jak dziennik

W trzecim haśle okładki, Płock i okolice, zawarta jest

przez lata do siebie, to zapewne ogólnoludzka potrzeba

słuszna sugestia, że o w y c h o k o l i c nie stanowi B r w i l n o ,

wewnętrzna poznawania siebie samego i otaczającego

Zakrzewo czy Miszewo M u r o w a n e (miejscowości D o ­

świata. Dlaczego kwitną magnolie nim..., to jedno z wie­

mów O p i e k i Społecznej), ale również, jak powiada i n ­

lu pytań-spostrzeżeń, jakie widz odczytuje na tej przej­

na a n i m a t o r k a ważnych dla k u l t u r y wydarzeń, ongiś

mującej prezentacji swego ja w kosmicznym uniwer-

ściśle związana z Płockiem Ewa Baczyńska, „najdłuższa

sum. U Makowskiego, jak u artystów, których n a m

wieś w k r a j u " , czyli dzisiejsza Warszawa. Płock to w y ­

udostępniła Jaszczak, pojawia się najszczersze wyzna­

lęgarnia niezwykłych ludzi, ongiś L u d w i k a Krzywickie­

nie, bez j a k i c h k o l w i e k osłon, O T O JA.

go, a dziś chociażby Zbigniewa Zbycha

Chlewińskiego

Próba nazywania t y c h zbieżnych zjawisk artystycz­

(w tekście Jackowskiego obecnego jako Z y g m u n t ) , f i ­

n y c h sztuką naiwną wydaje się dziś już niezasadna.

lozofa, który poświęcając się poznaniu twórczości t y l ­

Dlaczego? Powodów jest krocie, szczególnie w ojczyź­

k o jednego artysty, E d m u n d a Monsiela, zorganizował

nie, w której słowo „naiwny" ma najczęściej k o n o t a ­

własne badania na Zamojszczyźnie, a najważniejsze

c j ę u j e m n ą , w najlepszym razie kojarzy się z t o l e r o w a ­

-

ną niedojrzałością, a w najgorszym z dewiacją. Pozy­

próbę rozumienia sztuki...

256

zgromadził pokaźny t o m tekstów

podejmujących

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10212" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10190">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c422eb7abe8419cf291455e200546971.pdf</src>
        <authentication>16484020b39aa102d070b8be6ee82856</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121431">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2352</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121432">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121433">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2183</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121434">
                <text>Jędrzej Cierniak i jego teatr ludowy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121435">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4, s.90-94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121436">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121437">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121438">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121439">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121440">
                <text>S e w e r y n A. Wisłocki

JĘDRZEJ CIERNIAK I JEGO „TEATR
P o n i e w a ż w y s t ą p i e n i e Jędrzeja Cierniaka z w ł a s n ą k o n c e p c j ą
„ t e a t r u l u d o w e g o " opierało się na z a k w e s t i o n o w a n i u sensu
istnienia a m a t o r s k i e g o r u c h u teatralnego na w s i w takiej f o r m i e
w jakiej u k s z t a ł t o w a n y został na przestrzeni XIX w . , d l a t e g o
n i e z b ę d n y m jest dla jasności w y w o d ó w zasadniczych p r z e d ­
s t a w i e n i e tegoż zjawiska k u l t u r o w e g o w n a j o g ó l n i e j s z y c h zary­
sach.
Teatr amatorski na w s i p i e r w o c i n y s w o i c h p o c z y n a ń d a t u j e na
drugą p o ł o w ę X I X w . , przy c z y m najlepiej r o z w i j a ł się na terenie
Galicji, gdzie Polacy, w p o r ó w n a n i u z i n n y m i z a b o r a m i , korzystali
z największych s w o b ó d . G ł ó w n y m celem organizatorów, naj­
częściej e f e m e r y c z n y c h scen a m a t o r s k i c h , b y ł o w t a m t y m czasie
p i e l ę g n o w a n i e języka p o l s k i e g o , b u d z e n i e ś w i a d o m o ś c i n a r o d o ­
w e j i p a t r i o t y z m u , w a l k a o przetrwanie k u l t u r y n a r o d o w e j .
Działalność ta była jedną z f o r m elementarnej pracy o ś w i a t o w e j
p r o w a d z o n e j w ś r ó d l u d u , przez ś w i a d o m ą k o n i e c z n o ś c i o b r o n y
istoty n a r o d o w e g o b y t u część polskiej inteligencji.
A m a t o r s k i e zespoły teatralne spełniały w i ę c rolę zręcznych
i s k u t e c z n y c h i n s t r u m e n t ó w przekazujących n i e p i ś m i e n n e m u
o d b i o r c y w postaci o b r a z o w e j , b a r w n e j , ł a t w e j d o zapamiętania
proste p r a w d y , w z o r c e g o d n e n a ś l a d o w a n i a oraz ich antytezy.
S ł o w e m była t o d y d a k t y k a , w p r z y p a d k u której w a l o r y artystycz­
ne z a r ó w n o w sensie materiału d r a m a t u r g i c z n e g o , jak i s p o s o b u
w y s t a w i a n i a , nie m i a ł y najważniejszego znaczenia.
R o z k w i t tak p o j m o w a n e g o teatru a m a t o r s k i e g o na w s i w i ą z a ł
się d w o m a w s p ó ł z a l e ż n y m i przyczynami: u w ł a s z c z e n i e m c h ł o ­
p ó w i p o w s t a n i e m na obszarze w s z y s t k i c h trzech z a b o r ó w dużej
ilości s t o w a r z y s z e ń , t o w a r z y s t w i i n n y c h organizacji, k t ó r y c h
c e l e m była działalność o ś w i a t o w o - k u l t u r a l n a w ś r ó d l u d u . A b s ­
trahując o d mozaiki pojęć s z c z e g ó ł o w y c h , pomijając nieistotne
z p u n k t u w i d z e n i a t e g o szkicu d y s o n a n s e w y n i k a j ą c e z r ó ż n o ­
rakich orientacji p o l i t y c z n y c h , s t w i e r d z i ć należy, że wszystkie te
organizacje t r a k t o w a ł y teatr a m a t o r s k i , doraźnie i n s t r u m e n t a l n i e ,
rozumiejąc g o j a k o niezbędny i m p o r t f o r m y i treści z w y ż s z e j ,
elitarnej k u l t u r y d o niższej — l u d o w e j .
Na przykładzie j e d n e j z t y c h organizacji, r e p r e z e n t a t y w n e j
z a r ó w n o przez w z g l ą d na d ł u g o ś ć , jak i zasięg działania, c h c ę
pokazać w j a k i m kontekście w y s t ę p o w a ł teatr amatorski, będąc
w a ż n y m i n s t r u m e n t e m o d d z i a ł y w a n i a , lecz j e d n y m z w i e l u , a nie
j e d y n y m . W 1 8 8 1 r o k u w K r a k o w i e p o w s t a ł o założone przez m.in.
A d a m a A s n y k a T o w a r z y s t w o Szkoły L u d o w e j .
„ P o c z ą t k o w o j e g o g ł ó w n y m zadaniem b y ł o zakładanie szkół
l u d o w y c h , aby u c h r o n i ć dzieci przed w y n a r o d o w i e n i e m . N a s t ę p ­
nie (...) — zakładano b i b l i o t e k i i czytelnie. T S L p r o w a d z i ł o także
kursy, w y k ł a d y i p o g a d a n k i . D o p r o g r a m u T S L należało r ó w n i e ż
o r g a n i z o w a n i e rocznic n a r o d o w y c h i p r z e d s t a w i e ń urządzanych
n i e j e d n o k r o t n i e w specjalnie p r z y s t o s o w a n y c h d o t e g o salach
w n o w o w y b u d o w a n y c h d o m a c h l u d o w y c h lub o ś w i a t o w y c h .
T o w a r z y s t w o Szkoły L u d o w e j , (...), w okresie o d 1 8 9 2 — 1 9 1 8
r o k u z o r g a n i z o w a ł o 6 4 1 8 o b c h o d ó w rocznic n a r o d o w y c h , 2 6 5 9
p r z e d s t a w i e ń t e a t r a l n y c h oraz kilkaset k o n c e r t ó w i z a b a w " .
N i e c o dalej w t y m s a m y m o p r a c o w a n i u jest informacja w a ż n a
przez w z g l ą d na Jędrzeja Cierniaka: „ P o roku 1 9 0 0 T S L z w i ę k ­
szyło liczbę w i e j s k i c h o g n i w , które r o z w i j a ł y o ż y w i o n ą działal­
ność teatralną. Na przykład młodzież koła T S L w Z a b o r o w i e
z o r g a n i z o w a ł a teatr a m a t o r s k i , k t ó r e g o pierwsze w i d o w i s k o
o d b y ł o się w sierpniu 1 9 0 4 r o k u . U r z ą d z o n o o b c h o d y rocznic
n a r o d o w y c h m.in. z okazji rocznicy p o w s t a n i a s t y c z n i o w e g o
w y s t a w i o n o w sali szkolnej sztukę patriotyczną Dziesiąty
pawilon
A . Staszczyka. W okresie dziesięciu lat przed pierwszą w o j n ą
ś w i a t o w ą z r e a l i z o w a n o kilkadziesiąt p r z e d s t a w i e ń na w s i r o d z i ­
mej oraz w sąsiednim R a d ł o w i e i Brzesku. M . i n . w latach 1 9 0 6
— 1 9 0 7 g r a n o Betlejem
Polskie L. Rydla. P r z y g o t o w u j ą c k o s 1

90

LUDOWY"

t i u m y i r e k w i z y t y korzystano ze w s k a z ó w e k i r y s u n k ó w W . Tet­
majera. (...) Zespół działał d o w y b u c h u pierwszej w o j n y ś w i a t o ­
w e j ; w l i p c u 1 9 1 4 roku odegrał w y b r a n e sceny z Kościuszki
pod
Racławicami
W . L. A n c z y c a i Wesele S. W y s p i a ń s k i e g o " .
2

Teatr amatorski spełniał także na w s i f u n k c j ę r o z r y w k o w ą .
T r u d n o p o w i e d z i e ć d l a c z e g o tak się d z i a ł o , m o ż e przez przykład
w ę d r o w n y c h t r u p t e a t r a l n y c h , ale był to n u r t z d e c y d o w a n i e m n i e j
a m b i t n y . Opierał się p o c z ą t k o w o na n i e w y b r e d n y c h farsach
w y d o b y w a n y c h zresztą o d o w y c h k o m e d i a n t ó w , na p o k r a c z n y c h
przeróbkach m.in. z Plauta czy „ d o s t o s o w a n i a c h " d o naszych
r e a l i ó w scenariuszy g r y w a n y c h w Polsce w XVIII w i e k u p r z e d ­
s t a w i e ń c o m m e d i a dell'arte. D o k o n y w a l i ich przez całe stulecie
r y m o p i s o w i e z „ b o ż e j ł a s k i " , rujnując w n i c h w s z y s t k o c o d o
z r u j n o w a n i a b y ł o , pragnąc j e d y n i e p r z y p o d o b a ć się s a k i e w k o m
j a r m a r c z n e g o w i d z a . Później, kiedy amatorski teatr w i e j s k i stał się
na tyle p o w s z e c h n y , że s t w o r z y ł r y n k o w e z a p o t r z e b o w a n i e na
materiał d r a m a t u r g i c z n y , p o j a w i ł y się o s ł a w i o n e „ k u m e d y j e "
— sztuczydła pisane specjalnie dla w i e j s k i e g o w i d z a ( n p . Fatalna
kiełbasa, Mosiek spekulant. Żyd w beczce. Amerykańska
golarnia
i t p . ) . Stało się t o na p o c z ą t k u XX w i e k u .
Dla pełniejszego z i l u s t r o w a n i a intencji oraz z a k ł a d a n y c h p o ­
przez scenę amatorską na w s i c e l ó w , w okresie o d s c h y ł k u XIX d o
p o c z ą t k u lat d w u d z i e s t y c h XX w i e k u , n i e z b ę d n e będzie za­
p r e z e n t o w a n i e założeń p r o g r a m o w y c h Z w i ą z k u T e a t r ó w i C h ó ­
r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h w e L w o w i e . P o w s t a ł o n w 1 9 0 7 r o k u i był
j e d y n y m stowarzyszeniem m a j ą c y m w y ł ą c z n i e na celu o p i e k ę
oraz s t y m u l o w a n i e r o z w o j u a m a t o r s k i e g o r u c h u t e a t r a l n e g o .
W ś r ó d j e g o o r g a n i z a t o r ó w znaleźć można tak z n a k o m i t e n a z w i s ­
ka jak Józef K a l l e n b a c h , Tadeusz P a w l i k o w s k i , Lucjan Rydel,
L u d w i k S o l s k i , W ł o d z i m i e r z Tetmajer, M a r y l a W o l s k a i i n . „ W
amatorskiej pracy artystycznej u p a t r y w a l i o n i z n a k o m i t y c z y n n i k
budzenia ś w i a d o m o ś c i n a r o d o w e j i kulturalnej l u d u , nie w y ­
z b y w a j ą c się o c z y w i ś c i e m o ż l i w o ś c i o d d z i a ł y w a n i a na w i e ś dla
z a c h o w a n i a starych o b y c z a j ó w i s t r u k t u r y społecznej. (...)
3

Określeniem celu i zadań z w i ą z k u (...) o p u b l i k o w a n e zostało
w Poradniku
Teatrów i Chórów
Włościańskich
nr 1 2 / 1 9 0 9 s.
1 1 2 — 1 1 6 z 1 0 X 1 9 0 9 r o k u : '...Celem Z w i ą z k u jest s t w o r z e n i e
o r y g i n a l n e g o , s w o i s t e g o n a r o d o w e g o teatru w ł o ś c i a ń s k i e g o
w y n i k ł e g o z a r t y s t y c z n y c h tradycji l u d u i o d p o w i a d a j ą c e g o ściśle
duszy l u d u , j e g o t r a g i c z n e m u i k o m i c z n e m u ś w i a t o p o g l ą d o w i .
M a j ą c taki cel na o k u Z w i ą z e k w działalności s w e j nie c h c e na w s i
w p r o w a d z a ć o b c y c h p i e r w i a s t k ó w k u l t u r a l n y c h , u s t a l o n y c h sza­
b l o n ó w sceny mieszczańskiej, nie c h c e niczego l u d o w i narzucać
— popiera t y l k o k u l t u r a l n y r o z w ó j s k a r b ó w i z d o l n o ś c i , które już
są w ludzie, p o g ł ę b i a i uszlachetnia artystyczne p i e r w i a s t k i ,
t k w i ą c e w duszy l u d u , popiera ich kulturalną e w o l u c j ę — s ł o w e m
c h c e , b y k u l t u r a l u d u r o z w i n ę ł a się d o p o t ę g i k u l t u r y n a r o d o w e j
i ogólnoludzkiej'."
4

Z w i ą z e k działał z r o z m a c h e m . Posiadał w ł a s n e w y d a w n i c t w a
— „ P o r a d n i k T e a t r ó w i C h ó r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h " , pełniący f u n k c j ę
j e g o o r g a n u , oraz „ B i b l i o t e k ę T e a t r ó w L u d o w y c h " zawierającą
p r o p o z y c j e repertuarowe. Nie był t o czysty materiał d r a m a t u r ­
g i c z n y , lecz o p a t r z o n y w s k a z ó w k a m i inscenizacyjnymi i s c e n o ­
graficznymi.
W p ł y w y tej organizacji sięgały p o z o s t a ł y c h d w u z a b o r ó w oraz
emigracji polskiej, a o d 1 9 0 8 r. nawiązała ona w s p ó ł p r a c ę
z Czechami, C h o r w a t a m i , Serbami, Francuzami, W ł o c h a m i i N i e ­
mcami.
O ile z a c y t o w a n y f r a g m e n t założeń p r o g r a m o w y c h Z w i ą z k u
T e a t r ó w i C h ó r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h , w s k a z y w a ł b y na t o , iż były o n e
s k i e r o w a n e d o inteligencji (styl, język, s ł o w n i c t w o ) w y r a ź n i e
określając jej rolę w działaniu na rzecz l u d u ( m . i n . w „ p o g ł ę b i a n i u
i uszlachetnianiu artystycznych p i e r w i a s t k ó w t k w i ą c y c h w duszy

�l u d u " ) , o tyle należy jeszcze z a c y t o w a ć f r a g m e n t o d e z w y Kazi­
mierza Gabrielskiego s k i e r o w a n e j w p r o s t d o c h ł o p ó w , zamiesz­
czonej w „ P o r a d n i k u . . . " w piętnaście miesięcy później, aby mieć
pełniejszą o p t y k ę o m a w i a n y c h działań. „...Bracia k o c h a n i ! O d ­
n o s i m y się d o W a s w

s p r a w i e , która l u d o w i p o l s k i e m u

0 w i e l e bardziej s k o m p l i k o w a n a . Cierniak daleki był o d w ł a ś ­
c i w e g o w s p ó ł c z e s n y m s o b i e p o l i t y k o m l u d o w y m ciasnego e g o i ­
zmu klasowego.
U r o d z o n y 15 października 1 8 8 6 r. w e w s i Z a b o r ó w w d a w n y m

nie

p o w i e c i e brzeskim, m i m o biedy w d o m u , dzięki matce u k o ń c z y ł

p o w i n n a być o b o j ę t n a — s p r a w i e t e a t r ó w i c h ó r ó w w ł o ś c i a ń s ­

g i m n a z j u m b o c h e ń s k i e . T a m w ł a ś n i e zetknął się z działalnością

k i c h . Jest t o s p r a w a d o n i o s ł e g o znaczenia, bo istnienie i r o z w ó j

koła T S L , k t ó r e g o stał się w k r ó t c e j e d n y m z n a j a k t y w n i e j s z y c h

sceny w ł o ś c i a ń s k i e j w i ą ż e się ściśle z interesem n a r o d o w o ś c i

c z ł o n k ó w . O c z y w i ś c i e z a f a s c y n o w a ł g o teatr amatorski. J u ż

polskiej, a przede w s z y s t k i m m o w y polskiej, którą w r o g o w i e nasi

w t e d y ż y w o zainteresował się f o l k l o r e m , sztuką l u d o w ą . W r o ­

prześladują. Po utracie p o l i t y c z n e g o b y t u , p o s m u t n y c h d o ś w i a d ­

dzinnej w s i o r g a n i z o w a ł w i d o w i s k a oparte na l u d o w e j tradycji

czeniach przeszłości, w ciągłej w a l c e z uciskiem p o d zaborem

k u l t u r o w e j , stał się j e d n y m z założycieli koła T o w a r z y s t w a Szkół

p r u s k i m i rosyjskim, gdzie dążą d o naszego w y n a r o d o w i e n i a ,

Ludowych w Zaborowie.

zakazują m ó w i ć ojczystą m o w ą i uczyć nasze dzieci p o p o l s k u ,

M a t u r ę uzyskał w 1 9 0 8 r o k u i p o d j ą ł studia na U n i w e r s y t e c i e

o b o w i ą z a n i jesteśmy d o w s p ó l n e j pracy nad u t r z y m a n i e m i o d ­

J a g i e l l o ń s k i m , na s e m i n a r i u m z n a k o m i t e g o historyka literatury

rodzeniem ducha

które

polskiej I g n a c e g o C h r z a n o w s k i e g o . T a m też zetknął się z or­

w pracy tej o d d a ć n a m m o g ą n i e o c e n i o n e u s ł u g i , jest scena

narodowego. Jednym z czynników,

ganizacją, która w y w a r ł a na n i e g o w p ł y w d e c y d u j ą c y , ukształ­

polska. Scena t o szkoła, która uczy p o z n a w a ć d o b r e i złe s t r o n y

t o w a ł a g o i d e o w o i c h a r a k t e r o l o g i c z n i e . M o w a jest o s t o w a r z y ­

życia, dąży d o u s u w a n i a w a d , p o p r a w y złych o b y c z a j ó w , kształci

szeniu e t y c z n o - m o r a l n y m „ E l e u s i s " z a ł o ż o n y m przez prof. W i n ­

u m y s ł i charakter. Ona ukazuje n a m dzieje ojczyste, u t r z y m u j e

c e n t e g o L u t o s ł a w s k i e g o w 1 9 0 3 г., w 4 0 - t ą rocznicę w y b u c h u

pamięć w i e l k i e j przeszłości i w i e k o p o m n y c h c z y n ó w naszych

p o w s t a n i a s t y c z n i o w e g o . Bez t e g o t o w a r z y s t w a

p r z o d k ó w , którzy za ojczyznę kładli życie w ofierze (...). W c o ­

w s t r z e m i ę ź l i w o ś c i , bez j e g o m i s t y c y z m u n a w i ą z u j ą c e g o d o m i s ­

dziennej trosce życia daje też scena miłą, rozumną

t e r i ó w e l e u z y ń s k i c h , bez haseł m o r a l n e g o i d u c h o w e g o o d ­

rozrywkę

i w y t c h n i e n i e po pracy. Garnijcie się t e d y d o zakładania

poczwórnej

we

rodzenia n a r o d u p o l s k i e g o , być m o ż e nie d o s z ł o by n i g d y d o

w s i a c h w a s z y c h t e a t r ó w i c h ó r ó w w ł o ś c i a ń s k i c h , popierajcie

s t w o r z e n i a przez Cierniaka j e g o o r y g i n a l n e j k o n c e p c j i „ T e a t r u

istniejące już d r u ż y n y t e a t r a l n e " .

l u d o w e g o " , a już na p e w n o nie w t a k i m kształcie w

5

Nie jest p r z e d m i o t e m t e g o szkicu o m a w i a n i e o s o b i s t e g o w k ł a ­

jakim

zaistniała.

d u w dzieło t w o r z e n i a teatru a m a t o r s k i e g o na w s i n a j w y b i t n i e j ­

Ta dziś na p o ł y z a p o m n i a n a ( o c o i n t e n s y w n i e d b a n o w m i n i o ­

szych ó w c z e ś n i e t w ó r c ó w k u l t u r y p o l s k i e j , lecz — p a m i ę t a j m y

n y m okresie „ r e a l n e g o s o c j a l i z m u " ) , na poły n i e d o c e n i a n a or­

— bez niego m i e l i b y ś m y d o czynienia z zupełnie i n n y m i l o ś c i o w o

ganizacja skupiała młodzież o z r ó ż n i c o w a n y c h p o g l ą d a c h s p o ł e ­

i j a k o ś c i o w o z j a w i s k i e m . Działalność o ś w i a t o w o - k u l t u r a l n a na

c z n y c h i p o l i t y c z n y c h . Opierając się na młodzieży akademickiej

rzecz l u d u w i e j s k i e g o , a później także r o b o t n i k ó w i r z e m i e ś l n i k ó w

„Eleusis"

miała charakter s p e c y f i c z n e g o „ p o s p o l i t e g o ruszenia" polskiej

1 c h ł o p s k i c h na terenie w s z y s t k i c h trzech z a b o r ó w , a n a w e t

inteligencji. Nie t r u d n o nie z a u w a ż y ć w jej p o s t a w i e

w ś r o d o w i s k a c h p o l o n i j n e j emigracji z a r o b k o w e j np. na terenie

6

wielu

n i e k o n s e k w e n c j i , najczęściej sobie n i e u ś w i a d a m i a n y c h . F u n d a ­

działała

7

aktywnie

w

środowiskach

robotniczych
8

Westfalii.

m e n t e m działania, o b o k potrzeby r a t o w a n i a l u d u przed w y n a r o ­

Eleuzyński m i s t y c y z m n a r o d o w y stał się dla Jędrzeja Cierniaka

d o w i e n i e m , był m i t , k t ó r e m u początek dali r o m a n t y c y z Z o r i a n e m

w r ę c z o b j a w i e n i e m . O j e g o niepośledniej roli w tej organizacji

D o ł ę g a C h o d a k o w s k i m na czele, na temat l u d u i j e g o k u l t u r y j a k o

dowodnie

skarbnicy „ s ł o w i a ń s k o ś c i —

(skąd

P i g o ń : „ N i e s p o s ó b przedstawić t u w s z y s t k i c h w y b i t n i e j s z y c h

w o w s k i „ Z w i ą z e k T e a t r ó w . . . " zakładał działanie „ d l a z a c h o w a ­

c z ł o n k ó w naszej ó w c z e s n e j g r o m a d y , zbyt byli liczni. F l e g m a t y ­

na starych o b y c z a j ó w " ) , o p a r t y na p o z y t y w i s t y c z n y m , r a c j o n a l -

czny, c i ę ż k a w y , ale zawzięty w w y t r w a ł o ś c i R o m a n S ę k - G i e r -

iym

czyński, stateczny, p o g o s p o d a r s k u o p a n o w a n y i m e t o d y c z n y

haśle „ p r a c y

od

polskości — swojskości"

podstaw".

Była t o

postawa

„zejścia

v g m i n " t r a k t o w a n a j a k o misja n a r o d o w o - c y w i l i z a c y j n a .

elsów,

Stanisław

Stefan Sacha, serdeczny, p r a w y , dziecięco szczery i p o g o d n y

Stanęła ona w n i e o c z e k i w a n e j sprzeczności z n e o r o m a n t y c z i y m , m ł o d o p o l s k i m l u d o m a ń s t w e m , ze s p e c y f i c z n y m

zaświadcza j e d e n z c z o ł o w y c h

kultem

h ł o p a i j e g o k u l t u r y ( „ C h ł o p potęgą jest i b a s t a ! " ) , które nałożyło
&gt;ię na X I X - w i e c z n y s p o s ó b myślenia na przełomie w i e k ó w XIX
XX. Sprzeczność d o t y c z y ł a w zasadzie p r o b l e m u czy l u d należy
n k w e s t i i teatru o ś w i e c a ć , czy raczej s a m e m u u l u d u szukać

Jędrzej Cierniak ( . . . ) " . P o w a ż n y ciężar g a t u n k o w y ma ta o p i n i a
9

w y s t a w i o n a przez c z ł o w i e k a nieskorego d o t a n i c h k o m p l e m e n ­
tów.
O b o k „ E l e u s i s " , a w ł a ś c i w i e w c i e l a j ą c jej ideały w
p r o w a d z i ł Cierniak bardzo energiczną działalność

życie,

oświatową

i artystyczną na f o r u m A k a d e m i c k i e g o Koła T o w a r z y s t w a Szkoły

oświecenia, przez o d s z u k a n i e i w y d o b y c i e na ś w i a t ł o d z i e n n e

L u d o w e j . Wygłaszał p o g a d a n k i w licznych w ó w c z a s c z y t e l n i a c h

archetypicznych t r o p ó w

wiejskich w

równych

co

najmniej

pierwiastkom

teatru helleńskiego.

okolicach

Krakowa, współorganizował

obchody

rocznic n a r o d o w y c h , ale przede w s z y s t k i m p o c h ł a n i a ł a g o działa­

Nie została ona w zasadzie n i g d y roztrzygnięta w ł o n i e i n ­

lność w sekcji dramatycznej T S L - u . „ C z y n n i e j s z y udział m i a ł e m

teligencji polskiej, natomiast t r u d n o się d z i w i ć późniejszej reakcji

t y l k o w ś r ó d o w y c h p r z e w o d n i k ó w p o mieście, tudzież w sekcji

działaczy

d r a m a t y c z n e j , p r o w a d z o n e j p o d ó w c z a s przez a r c y m i ł e g o i u z d o l ­

ruchu

ludowego,

polityków

partii c h ł o p s k i c h ,

ich

i d e o l o g ó w , iż w czasie II Rzeczypospolitej z r e l i k t ó w c h ł o p o m a ń -

n i o n e g o kolegę K. Bartoszewicza. Po j e g o przedwczesnej śmierci

s t w a w y w i e d l i w ł a s n y mit kreujący w a r s t w ę chłopską na j e d y n y

pierwsze skrzypce przeszły t a m w p i e c z o ł o w i t e ręce Jędrzeja

przetrwalnik czystej i nieskażonej rodzimej tradycji k u l t u r o w e j ,

Cierniaka".

jak d o s ł o w n i e m a w i a l i „ t e j o d Piasta". Na t y m micie u s i ł o w a n o

10

Należy p r z y p o m n i e ć w t y m miejscu, iż szermująca

hasłami

z b u d o w a ć o g ó l n o n a r o d o w e przeświadczenie o szczególnej roli,

o d r o d z e n i a n a r o d o w e g o przez kształcenie charakteru, f o r m o w a ­

wręcz misji w a r s t w y c h ł o p s k i e j w dziele b u d o w y p o t ę g i n a r o d u

nia ś w i a d o m o ś c i n a r o d o w e j j a k o efektu o d d z i a ł y w a n i a

polskiego i jego odrodzenia d u c h o w e g o w rozumieniu p o w r o t u

(przede w s z y s t k i m dzieł w i e l k i c h r o m a n t y k ó w ) , przez o d r o d z e n i e

d o r o d z i m e g o pnia k u l t u r o w e g o . Był t o e w i d e n t n y efekt działania

m o r a l n e ( g ł o ś n e w s w o i m czasie hasło p o c z w ó r n e j w s t r z e m i ę ź ­

poezji

p r a w a w a h a d ł a — o d w r ó c e n i a m i t ó w szlacheckich i wejścia

l i w o ś c i o d palenia, picia, hazardu i w y b u j a ł e j e r o t y k i ) , pracę nad

w ich „ s k ó r ę " .

sobą i samokształcenie p o z w a l a j ą c e osiągnąć w y ż s z y s t o p i e ń

W y s t ą p i e n i a Jędrzeja Cierniaka, j e g o krytyki w i e j s k i e g o teatru
amatorskiego i n s p i r o w a n e g o przez inteligencję w postaci d y d a k t y c z n o - o ś w i a t o w e j , jak r ó w n i e ż j e g o k o n c e p c j i „ t e a t r u

rozwoju duchowego

i umysłowego —

eleuzyńska

gromada

działała — b y ł o t o jej założenie p r o g r a m o w e — na najróżniejszych

ludo­

płaszczyznach s p o ł e c z n y c h . E l s o w i e mieli s t w o r z y ć i s t w o r z y l i

działania

elitarną formację d u c h o w ą mającą rozprzestrzeniać jak najszerzej

w s p o m n i a n e g o p r a w a w a h a d ł a w tej w ł a ś n i e dziedzinie. B y ł o b y

s w o j e ideały, w c i e l a ć je w różnorakie działania k o n k r e t n e , sami

to d e f o r m u j ą c y m obraz rzeczywisty uproszczeniem. Rzecz jest

siebie i s w o j e j organizacji nie e k s p o n u j ą c n a d m i e r n i e .

wego"

nie w o l n o

rozumieć w y ł ą c z n i e j a k o efektu

91

�W latach 1 9 0 3 - 1 9 1 4 osiągnęła o n a w p ł y w y n i e b y w a ł e , jak
d o t ą d niezbadane, które zaważyły na w i e l u i s t o t n y c h płaszczyz­
nach działań s p o ł e c z n y c h II Rzeczypospolitej. „ J u ż sama n a z w a
organizacji, nawiązująca d o g r e c k i e g o miasteczka Eleusis, z n a n e ­
g o w starożytności z m i s t e r i ó w o b c h o d z o n y c h ku czci b o g i n i
Demeter, Persefony i Dionizosa, sugeruje, że miała o n a e l e m e n t y
m i s t y c y z m u , a obrzędy i s y m b o l e b y ł y d o s t ę p n e t y l k o dla w t a j e m ­
n i c z o n y c h " . Charakterystyczne i znaczące bez w ą t p i e n i a b y ł o
p o w o ł y w a n i e się przez e l s ó w na p o w i n o w a c t w o d u c h o w e
z „Filomatami".
1 1

T o e l s o w i e dążąc d o uzyskania jak n a j w i ę k s z y c h w p ł y w ó w ,
d o k o n a l i adaptacji s k a u t i n g u , t w o r z ą c harcerstwo — ich dziełem
był nie t y l k o 1 0 p u n k t p r a w a harcerskiego o b o w i ą z u j ą c y d o ż y ­
w o t n i o (a nie jak w a n g i e l s k i m p i e r w o w z o r z e d o 18 roku ż y c i a ) ,
ale także b o g a t y i z r ó ż n i c o w a n y dla p o s z c z e g ó l n y c h d r u ż y n
rytuał, znaki i s y m b o l e , piosenki i pieśni. A n d r z e j M a ł k o w s k i
i Tadeusz S t r u m i ł ł o o j c o w i e harcerstwa — byli c z o ł o w y m i elsami.
„ P r z o d o w a ł m i ę d z y nami Tadeusz S t r u m i ł ł o , z w a n y przez L u t o s ­
ł a w s k i e g o i przez nas w s z y s t k i c h D ę b e m . W s z e c h s t r o n n i e w y ­
kształcony, o szerokiej kulturze u m y s ł o w e j i artystycznej (...). O n
ustalał f o r m y naszego życia z b i o r o w e g o : s z c z e b l o w a n i e o r g a n i ­
zacyjne c z ł o n k ó w , c e r e m o n i a ł przyjęć, ś l u b o w a ń i t p . "
1 2

W s z y s t k o t o łącznie w y w a r ł o silne p i ę t n o na J ę d r z e j u Ciern i a k u " , na j e g o s t o s u n k u d o k u l t u r y l u d o w e j przyczyniając się
w a l n i e d o s f o r m u ł o w a n i a w kilka lat później k o n c e p c j i „ t e a t r u
l u d o w e g o " — jak „ t e a t r u z d u c h a z i e m i " , na który t o istotny
związek p r z y c z y n o w o - s k u t k o w y nie z w r ó c o n o jak d o t ą d bacz­
niejszej u w a g i . W m o m e n c i e o d r o d z e n i a się p a ń s t w a p o l s k i e g o ,
na p o c z ą t k u lat d w u d z i e s t y c h w y s t ą p i ł o n p u b l i c z n i e ze s w o j ą
wizją, traktując ją j a k o j e d y n i e g o d n ą roli k o n t y n u a t o r k i s a m o r o d ­
n y c h tradycji o b r z ę d o w y c h teatru l u d o w e g o . Miała ona p o n a d t o
służyć — t o bardzo istotne — dalszemu, n a t u r a l n e m u j e g o
r o z w o j o w i , b r o n i ą c g o przed z a n i k i e m , przed w y r u g o w a n i e m
przez f o r m y miałkie artystycznie i bez w a r t o ś c i d u c h o w y c h . O b o k
w y m i e n i o n y c h p o p r z e d n i o , na u k s z t a ł t o w a n i e się k o n c e p c j i
Cierniaka d u ż y w p ł y w miały reformatorskie nurty i przeobrażenia
w teatrze e u r o p e j s k i m , a także i p o l s k i m , o c z y m jeszcze będzie
mowa.
„ C i e r n i a k zerwał s t a n o w c z o z m n i e m a n i e m , że teatr l u d o w y t o
jest teatr a m a t o r s k i , o d g r y w a j ą c y po w s i a c h p o p u l a r n e sztuczki
k o m i c z n e l u b patriotyczne. Nie w ł ą c z a ł d o ń n a w e t sztuk p i s a n y c h
p o w s i a c h przez s a m o r o d n y c h a u t o r ó w — c h ł o p ó w . W s z y s t k o t o
miał za czczą z a b a w k ę . J e g o koncepcja teatru l u d o w e g o była
o w i e l e głębsza. W y c h o d z i ł z założenia, że p i e r w o t n e życie
g r o m a d z k i e w s i w y t w o r z y ł o i zestaliło p e w n ą ilość o b r z ę d ó w - w i d o w i s k o charakterze w ł a ś n i e d r a m a t y c z n y m , z e ś r o d k o w u j ą c y c h w sobie m o m e n t y j a k i c h ś d o n i o ś l e j s z y c h zespoleń d u c h o ­
w y c h . D o dziś z a c h o w a ł y się z n i c h j e d y n i e niektóre, i t o w stanie
s z c z ą t k o w y m . Z jakąż radością przyjął Cierniak r o z p r a w ę Cezarii
E h r e n k r e u t z o w e j , która na rozległym materiale d o w o d o w y m
wykazała takie w ł a ś n i e t r a d y c y j n e e l e m e n t y d r a m a t y c z n e w w i e j ­
s k i m obrzędzie w e s e l n y m , m a j ą c y m o d d a w n a ustaloną s w ą
nienaruszalną strukturę, rozdział ról między a k t o r ó w p r o t a g o n i s t ó w i d r u g o p l a n o w y c h , c h ó r z koryfeuszami, i u s t a l o n y porządek
p o c z y n a ń o b r z ę d o w y c h . R e m a n e n t y i n n y c h prastarych, w p e ­
w i e n rytuał d r a m a t y c z n y u j ę t y c h o b r z ę d ó w są w c a l e częste p o
w s i a c h , związane z porą roku (gaiki czy maje, s o b ó t k i ) , z c z y n ­
nościami g o s p o d a r s k i m i ( ż n i w n e , kosiarskie, zakładziny d o m o ­
s t w a ) , z b i e g i e m życia i śmierci ( p o g r z e b y , Zaduszki). J e d n y m
s ł o w e m , w ł a ś c i w e w i d o w i s k o dla c h ł o p a — t o nie z a b a w a , nie
„kumedyje", to o b r z ę d s p o ł e c z n y o c h a r a k t e r z e s a k ­
r a l n y m , stężały w p e w i e n c e r e m o n i a ł t r a d y c y j n y .
O t ó ż za g ł ó w n e zadanie teatru l u d o w e g o uznał Cierniak
p r z y w r ó c e n i e w i d o w i s k o m o b r z ę d o w y m ich charakteru i d o ­
s t o j e ń s t w a oraz uczynienie ich o g n i s k i e m życia artystycznego;
chciał w i ę c r o z w i n ą ć je w ich b o g a c t w i e i u t r w a l i ć w g r o m a d z k i m
obyczaju w i e j s k i m " .
1 4

Przystępując d o s a m o d z i e l n e g o działania Cierniak w y t k n ą ł
Z w i ą z k o w i T e a t r ó w i C h ó r ó w W ł o ś c i a ń s k i c h , z którą t o o r g a n i z a ­
cją sam był z w i ą z a n y , że
M a j ą c na u w a d z e nie tyle sztukę
92

teatralną, ile w p ł y w treści d r a m a t ó w na o b u d z e n i e uczuć m o r a l ­
n y c h i p a t r i o t y c z n y c h , nie s z u k a n o w ł a s n y c h , o r y g i n a l n y c h
k s z t a ł t ó w w y p o w i e d z i , ale w z i ę t o g o t o w e , utarte f o r m y sceny
z a w o d o w e j z c z a s ó w realizmu tak w samej k o m p o z y c j i d r a m a t y ­
cznej, jak i w b u d o w i e s k r z y n k o w e j sceny z m a l o w a n y m i kulisami
oraz w ekspresji aktorskiej. S ł o w e m n a ś l a d o w a n o ż y w c e m teatr
z a w o d o w y bez zastrzeżeń, a że w y k o n a w c a m i byli prości a m a t o ­
rzy, nie mający f a c h o w e g o w y s z k o l e n i a , w i ę c t o n a ś l a d o w a n i e
b y ł o nieudarzone, nie m ó g ł w i ę c tak p o j ę t y teatr stać się
t w o r z e n i e m a r t y s t y c z n y m l u d u , nie był w ścisłym s ł o w a znacze­
niu teatrem l u d o w y m " .
1 5

Ten zarzut niezborności m i ę d z y deklaracją p r o g r a m o w ą a prak­
tyką, p o s t a w i o n y działaczom Z T i C h W o t w i e r a ł k a m p a n i ę prze­
c i w k o r o z p o w s z e c h n i o n e m u w ó w c z a s n u r t o w i teatru a m a t o r s ­
kiego na w s i . „ D z i s i a j — na nieszczęście — w y t w o r z y ł się
w Polsce i r o z p o w s z e c h n i ł specjalny t y p teatru t z w . a m a t o r s ­
k i e g o , który polega na n i e w o l n i c z y m n a ś l a d o w a n i u w treściach
i f o r m a c h teatru z a w o d o w e g o , naturalnie z p o m i n i ę c i e m artyzmu
sceny z a w o d o w e j . Rozmaici p o w o ł a n i i n i e p o w o ł a n i pisarze
k o m p o n u j ą „ s z t u k i " dla t e a t r ó w a m a t o r s k i c h , jak je l u d n a z y w a
„ k u m e d y j e " . Jest t o j a ł o w a , realistyczna sieczka, przeważnie bez
w a r t o ś c i (...) I t o się pcha w masy, każe im się grać w z d e c y d o w a ­
n y c h kształtach. B u d u j e się scenę z t z w . dekoracji ( B o ż e , pożal się
c o t o za d e k o r a c j e l ) , tresuje się p o c z c i w y c h ludzi j a k o a k t o r ó w ,
każe im się d a w a ć z siebie w s z y s t k o t o , czego bez nauki d a ć nie
m o g ą i zabija się d o c n a samodzielną, s a m o r o d n ą p o m y s ł o w o ś ć
artystyczną, która w k a ż d y m , n a w e t p r o s t y m c z ł o w i e k u jest, t y l k o
trzeba ją w y z w o l i ć " .
1 6

Odrzucając z d e c y d o w a n i e taki kształt teatru w i e j s k i e g o , Cier­
niak p o s t a n o w i ł w y ł ą c z n i e oprzeć się na reliktach a u t e n t y c z n e g o
teatru o b r z ę d o w e g o . U w a ż a ł , że w i e j s k i e o b r z ę d y takie jak
wesela, chrzciny, zaduszki, t u r o n i e , M a r z a n n y , c h o d z e n i e z G a i k i e m - M a i k i e m , czy n a w e t s z o p k i b o ż o n a r o d z e n i o w e są w ł a s n y m
i o r y g i n a l n y m teatrem w o l n y m o d o b c y c h naleciałości, s t w o r z o ­
n y m w w y o b r a ź n i i fantazji p o l s k i e g o l u d u . Z a u w a ż a j ą c w nich
k o n s e k w e n t n y podział r ó l , d r a m a t u r g i ę , teksty m ó w i o n e ale
i ś p i e w a n e , ze specyficzną „ s c e n o g r a f i ą " i „ k o s t i u m a m i " , z b o g a ­
tą rekwizytornią, podział na c h ó r y i p r o t a g o n i s t ó w — u p a t r y w a ł
w t y m f o r m y teatralne p r z y p o m i n a j ą c e początki w i e l k i e g o teatru
g r e c k i e g o . W t y m p r z e ś w i a d c z e n i u nie był o d o s o b n i o n y .
U w a ż a ł , że j e d y n i e ten nurt, k t ó r e g o narodzin nie da się żadną,
c h o ć b y przybliżoną datą określić, nurt b ę d ą c y j e d n y m z i n t e g r a l ­
n y c h e l e m e n t ó w k u l t u r y l u d o w e j — j e s t najcenniejszy i j e d y n i e
godny nazwy „teatr l u d o w y " .
Jędrzejowi Cierniakowi w sprecyzowaniu własnej koncepcji
„teatru l u d o w e g o " wiele p o m o g ł o obcowanie z Leonem Schil­
lerem, W i l a m e m Horzycą, J u l i u s z e m Osterwą — l u d ź m i , którzy
w okresie d w u d z i e s t o l e c i a m i ę d z y w o j e n n e g o p o d j ę l i się o g r o m ­
n e g o dzieła p r z e b u d o w y artystycznej i odrodzenia polskiej sceny
z a w o d o w e j oraz nadania jej o d r ę b n e g o o d i n n y c h s t y l u , stylu
p o l s k i e g o . Ich działanie mieściło się w w i e l k i m t w ó r c z y m f e r m e n ­
cie, jaki na przełomie stuleci rozpoczął się w a w a n g a r d z i e
teatralnej całej Europy. W A n g l i i , Francji, N i e m c z e c h i Rosji
z a p o c z ą t k o w a n y został b u n t p r z e c i w k o skostniałej f o r m i e teatru
określanej j a k o „ s z t u k a a p o l l i ń s k a " uosabiająca arystokratyczny
ideał statycznej d o s k o n a ł o ś c i . P r z e c i w s t a w i a n o t e m u p o s t a w ę
„dionizyjską".
O b j a w i a ł a się ona zwłaszcza poprzez l u d o w y , k a r n a w a ł o w y
entuzjazm i „ ś w i ę t e u n i e s i e n i e " , przez p o w r ó t d o źródeł kultur
„ o ś w i e c o n y c h " czyli k u l t u r y l u d o w e j . W Polsce p o w r ó t ten b y ł
j e d n o c z e ś n i e n a w i ą z a n i e m d o tradycji r o m a n t y c z n y c h i n e o r o m a n t y c z n y c h , d o M i c k i e w i c z a i W y s p i a ń s k i e g o . O b o k zaintere­
s o w a n i a i p r ó b , zresztą z n a k o m i c i e u d a n y c h , s t w o r z e n i a n o w y c h
inscenizacji t a k i c h d r a m a t ó w jak Dziady czy Wesele n a w i ą z u j ą ­
c y c h d o ś r e d n i o w i e c z n e g o teatru m i s t e r y j n e g o czy też jarmarcz­
n e g o , Leon Schiller jak i W i ł a m Horzyca interesowali się w i d o w i ­
skiem c y r k o w y m j a k o f o r m ą par excellence l u d o w ą oraz a może
przede w s z y s t k i m , l u d o w y m teatrem o b r z ę d o w y m z w i ą z a n y c h
ściśle z w i e j s k i m i z w y c z a j a m i , z r o c z n y m c y k l e m życia p o ­
d z i e l o n y m na pory r o k u , w i e r z e n i a m i r e l i g i j n y m i , z i s t o t n y m i

�w y d a r z e n i a m i w życiu c z ł o w i e k a t a k i m i jak narodziny, chrzest,
zaślubiny itp.

ka, W . Skoczylas, A . Pronaszko i in. (...). W i d o w i s k a sceniczne
Schillera o charakterze s t a r o p o l s k o - l u d o w o - w o d e w i l o w y m z o ­

Leon Schiller w Reducie

k i e r o w a n e j przez Juliusza O s t e r w ę

w 1 9 2 4 r. i n s c e n i z o w a ł staropolskie Pastorałki
w y b o r u i u k ł a d u oraz w i d o w i s k o Wielkanoc

według swego

oparte na d a w n y c h

stały oparte na inspiracjach n i e j e d n e g o , a kilku na raz f o l k l o r ó w :
historyczno-szlacheckiego,

miejsko-ludowego,

parafialnego,

c h ł o p s k i e g o , żołnierskiego i in. Te w ą t k i f o l k l o r y s t y c z n e z r ó ż n y c h

tekstach i z w y c z a j a c h l u d o w y c h . W i ł a m Horzyca po o g l ą d n i ę c i u

p r z e k r o j ó w c z a s o w y c h i z r ó ż n y c h ś r o d o w i s k z towarzyszącą im

w i d o w i s k a o b r z ę d o w e g o Wesela

r ó ż n o r o d n o ś c i ą s t r o j ó w potrafił Schiller p o w i ą z a ć w j e d n o z w a r t e

na Kurpiach

w Teatrze R e g i o ­

n a l n y m w W a r s z a w i e stwierdził, że p r a w d z i w y teatr

ludowy

w i d o w i s k o sceniczne (...). Okazuje się, że w

Schillerowskiej

charakteryzuje się t y m , iż „ k a ż d y fakt, uczucie, zdarzenie istnieje

k o n c e p c j i w i d o w i s k a l u d o w e g o i j e g o sukcesach t k w i ł y zarodki

nie j a k o naga realność, ale tej realności misteryjna, o b r z ę d o w a

dalszych u k i e r u n k o w a ń t e a t r a l n y c h . C h o d z i m i a n o w i c i e o w p ł y w

transpozycja".

Schillera na teatr l u d o w y okresu m i ę d z y w o j e n n e g o " .

Józef Burszta w książce Kultura
interesująco

przedstawia

ludowa

rodowód

inspiracji

19

narodowa

Tak w i ę c w efekcie w s z y s t k i c h w y m i e n i o n y c h wcześniej w p ł y ­

folklorystycznej

w ó w , d o ś w i a d c z e ń , fascynacji, „ w y s o k i c h strojeń d u c h o w y c h "

— kultura

w sztuce teatralnej. Szczególnie e k s p o n o w a n e miejsce należy się

Jędrzej Cierniak s f o r m u ł o w a ł w ł a s n ą k o n c e p c j ę „ t e a t r u l u d o ­

w t y m w z g l ę d z i e o s o b i e i t w ó r c z o ś c i Stanisława W y s p i a ń s k i e g o ,

w e g o " , z g o d n ą z d u c h e m s w o j e g o czasu, z p a n u j ą c y m k l i m a t e m

ciągle czekającej na o d d z i e l n e i w n i k l i w e o m ó w i e n i e w ł a ś n i e o d

i n t e l e k t u a l n y m . O t o , w zasadniczym zarysie, o n a : Obrzędy l u d o ­

s t r o n y inspirującej fascynacji l u d e m i j e g o sztuką. „ B y ł przecież

w e są specyficzną formą teatru. D o s k o n a l o n e przez w i e l e p o k o l e ń

poetą, artystą malarzem, d r a m a t u r g i e m i inscenizatorem.

s ł o w a , gesty, z w y c z a j o w e c z y n n o ś c i , m u z y k a , taniec, pieśń, jak

Był

z j a w i s k i e m n i e p o w t a r z a l n y m , nie d o n a ś l a d o w a n i a . W zakresie

r ó w n i e ż l u d o w y strój i dekoracje związane z k a ż d y m

sztuki teatralnej w n i ó s ł ten nurt i k o l o r y t , który był n a t c h n i e n i e m

o b r z ę d o w y m w i d o w i s k i e m zwierają w sobie c e n n e p i e r w i a s t k i

takim

dla w s p o m n i a n y c h w y ż e j t w ó r c ó w (S. Ż e r o m s k i e g o , J . Cierniaka

z o r g a n i z o w a n e g o , a u t e n t y c z n e g o piękna. Jest t o p i ę k n o s a m o r o ­

i L. Schillera — przyp. S A W i s ) .

d n e , o r y g i n a l n e i w ł a s n e . T a k i e g o teatru nie trzeba się uczyć,

W s w o i c h d r a m a t a c h łączył w ą t k i klasyczne z r o m a n t y c z n y m i ,

m o z o l n i e przyswajać sobie zasad j e g o f u n k c j o n o w a n i a , b o w i e m

sięgał d o f o l k l o r u , d o m i t ó w h i s t o r y c z n y c h i l e g e n d , łączył te

taki teatr nosi się w e k r w i , w i ę c w y s t a r c z y być w n i m sobą i t y l k o

wszystkie e l e m e n t y s w o i s t y m , n i e p o w t a r z a l n y m językiem i stylem

sobą.

w j e d n o zespolone w i d o w i s k o , p o w i ą z a n e z a k t u a l n y m i p r o ­

Trzeby j e d n a k uszlachetnić g o przez oczyszczenie ze z ł y c h ,

blemami politycznymi i kulturalnymi, co w konsekwencji zawie­

o b c y c h naleciałości, jak r ó w n i e ż należy r o z w i j a ć j e g o

rało w sobie o g r o m n ą siłę ekspresji, wstrząsało u m y s ł a m i i p o d ­

w ł a s n y m , t w ó r c z y m w y s i ł k i e m . Czynić t o p o w i n n o każde ś r o d o ­

formy

niecało uczucia n a r o d o w e . Tak n p . w dramacie B o l e s ł a w Ś m i a ł y

w i s k o , każdy region z g o d n i e ze s w y m d u c h e m i s w o j ą tradycją,

( 1 9 0 0 r.) przyodział postacie z c z a s ó w p i a s t o w s k i c h w kierezje,

stare treści artystyczne w z b o g a c a j ą c ideami s w e g o czasu, a w t e ­

a r ó w n o c z e ś n i e w ł ą c z y ł w ich p r z y o z d o b i e n i e l u d o w e m o t y w y

d y uzyska się w y n i k i z n a k o m i t e , w a r t o ś c i o w e artystycznie, a czę­

k r a k o w s k i e , p o d h a l a ń s k i e , ruskie dając n i e z w y k l e b a r w n ą , ale

sto w r ę c z i m p o n u j ą c e .

i jednocześnie jednorodną w s w y m p o l s k o - n a r o d o w y m wyrazie
sztukę".

Taki w ł a ś n i e teatr w e d ł u g Cierniaka m ó g ł być g o d n y miana
l u d o w e g o , b o w i e m treść i f o r m ę czerpać będzie z l u d u i t o

17

Z n o w a t o r s k i c h i z d u m i e w a j ą c y c h w s p ó ł c z e s n y c h treścią jak
i formą sztuk teatralnych S t a n i s ł a w a W y s p i a ń s k i e g o

wynikły

z a r ó w n o w i e j s k i e g o , jak i r o b o t n i c z e g o .
Nie ograniczył się o n t y l k o d o o p r a c o w a n i a f o r m u ł y „ t e a t r u

przemyślenia Stefana Ż e r o m s k i e g o , który w i e l e troski przejawiał

ludowego",

w p o s z u k i w a n i u w ł a ś c i w e g o repertuaru dla teatru l u d o w e g o .

zaszczepienia tej idei w całej ó w c z e s n e j Polsce.

lecz d o k o n a ł w r ę c z g i g a n t y c z n e j

pracy w

celu

niezmierna dziedzina t w ó r c z o ś c i — pisał — leży w ś r ó d l u d u . Kto

Jest rzeczą w a ż n ą i interesującą jak Cierniak realizował s w o j ą

t o w i e , może t a m r ó w n i e ż leży s p o s ó b nie znany n a m jeszcze na

w i z j ę , jak t r a k t o w a ł materiał f o l k l o r y s t y c z n y ? M i m o c a ł e g o d e ­

teatr n a r o d o w y , nasz w ł a s n y .

k l a r o w a n e g o p i e t y z m u i niezaprzeczalnie szczerych intencji a u ­

Inteligencja t y l k o schylić się ma, żeby ó w s p o s ó b zobaczyć,
podnieść, w y ś w i e t l i ć i p o d a ć l u d o w i , j a k o ś w i e t n y i najzupełniej

tentyczny

obrzęd

ludowy

(np. wesele

krakowskie)

w

jego

o p r a c o w a n i u ulegał specyficznej stylizacji, nabierając cech b l i s ­

o d p o w i a d a j ą c y c e l o m teatr, przede w s z y s t k i m l u d o w y . M o w a t u

kich mistycznemu rytuałowi zamkniętemu w pewien narzucony

0

gorset inscenizacyjny. „ W s ł o n e c z n y m k r ę g u . W i d o w i s k o c y k ­

o g r o m i e l e g e n d , p o d a ń , k l e c h d , historii, bajek,

opowieści

p r z y w i ą z a n y c h d o ruin, w z g ó r z , uroczysk, miejsc s z c z e g ó l n y c h ,

liczne oparte na z w y c z a j a c h i o b r z ę d a c h z ż y w o b y c i e m w i e j s ­

m a j ą c y c h w każdej o k o l i c y s w e dzieje w ł a s n e , żyjące zawsze

kiego człeka w d o r o c z n y m o b i e g u słońca z w i ą z a n y c h "

w ustach l u d z i " .

w i d o w i s k i e m u j ę t y m w tak ścisły rygor d i d a s c a l i ó w , iż t r u d n o

1 8

2 0

— jest

O Leonie Schillerze, o j e g o w k ł a d z i e w r o z w ó j p o l s k i e g o teatru

m ó w i ć o ewentualnej spontaniczności w y k o n a w c ó w , a wyraźna

n a r o d o w e g o i n s p i r o w a n e g o m.in. l u d o w o ś c i ą i s t a r o p o l s k i m i

d b a ł o ś ć o e s t r a d o w ą ( w przenośni) s p r a w n o ś ć i e f e k t o w n o ś ć

t r a d y c j a m i Józef Burszta tak pisał: „ Z t k w i e n i a w r o m a t y c z n y m

w i d o w i s k a stoi w

nurcie literatury i sztuki scenicznej, z m a n i i

kolekcjonerstwa

m i a ł o b y o n o się stać s p o s o b e m , czy raczej i n s p i r u j ą c y m przy­

pieśni s t a r o p o l s k i c h i z p o g ł ę b i o n y c h s t u d i ó w nad staropolsz-

k ł a d e m na o ż y w i e n i e t r a d y c j i , na o ż y w i e n i e l u d o w y c h o b r z ę d ó w .

zasadniczej sprzeczności z założeniem, iż

czyzną i nad f o l k l o r e m s t w o r z y ł Schiller serię w i e l k i c h w i d o w i s k

Nie p r ó b u j ę n a w e t pobieżnie a n a l i z o w a ć t e k s t u , zasady w y b o r u ,

1 r e w i i l u d o w y c h , które w e s z ł y na t r w a l e d o historii polskiej

b o w i e m nie o n jest n a w e t w t y m w s z y s t k i m najważniejszy ( ! ) ,

k u l t u r y teatralnej. O charakterze t y c h w i d o w i s k ś w i a d c z ą same

a w ł a ś n i e f o r m u ł a inscenizacyjna.

ich t y t u ł y . O t o niektóre: Szopka
wnym

Narodzeniu

latane....

Pańskim,

Wielkanoc.

Zmartwychwstaniu
według

Mikołaja

ludowych

Historia
Pańskim

cudo­

Umieszczenie przez Cierniaka w zasadzie całego „ t e a t r u l u d o ­

przep­

w e g o " w sferze s a c r u m z m u s i ł o g o po pierwsze d o t w o r z e n i a

Chwalebnym

w i d o w i s k obrzędowo-rytualnych wytrzebionych z nadmiernej

staropolska—misterium
krotofilnymi

intermediami

o Męce Najświętszej
w 3 obrazach.

z Wilkowiecka,

dewocyj,

o

i
Treść

officjów

i

widowiska

(?!) j e g o z d a n i e m soczystości, d o s a d n o ś c i , czy w r ę c z j u r n o ś c i , c o

obrzędów

już samo w sobie oznaczało przesunięcie ich z zamierzanego
a u t e n t y k u w obrazki b u k o l i c z n e , po d r u g i e fascynacje eleuzyńs-

ułożył...

W treści, napisanej zresztą przy w s p ó ł p r a c y i n n y c h , s p o t y k a m y
sceny z m i s t e r i ó w p o w i ą z a n e z g r o t e s k o w y m i

kie s p o w o d o w a ł y pójście r y z y k o w n ą drogą p s e u d o r e k o n s t r u k c j i

intermediami,

o b r z ę d ó w p o g a ń s k i c h . S ł o w e m j a k o f o r m a czysto teatralna, j a k o

postacie żołnierzy Piłata w s p ó ł w y s t ę p u j ą z Czartami oraz l u d o ­

propozycja p e w n e j z a b a w y — rzecz interesująca. J a k o f o r m u ł a

w y m i scenami d y n g u s o w y m i , z c h o d z e n i e m z g a i k i e m , n o w y m

p r z y w o ł a n i a prastarego o b r z ę d u , przy braku z n a j o m o ś c i u Cier­

latkiem itp. (...) Jeszcze inne t o Pieśń o ziemi naszej.
na motywach
oparte

(...)

obrzędów,
czy Kulig.

zwyczajów
Widowisko

ludowych
staropolskie.

i

Widowisko

niaka i ludzi, dla k t ó r y c h „ o b r z ę d " p r z y g o t o w y w a ł przedchrześ­

staropolskich

cijańskiej s y m b o l i k i , pełnej m i t o l o g i i pogańskiej — była z w y c z a j ­

Układ t e k s t u ,

m u z y k a i reżyseria L. Schillera. Dekoracje W . Drabik, Z. Stryjeńs­

nym nieporozumieniem.
Dla m n i e f o r m u ł a inscenizacyjna „ t e a t r u l u d o w e g o " kojarzy się
93

�a zasadzie specyficznej j e d n o ś c i ze stylizacjami p l a s t y c z n y m i

f o r m u ł y teatru = o b r z ę d u , teatru = m i s t e r i u m , które chciał by l u d

'of ii Stryjeńskiej czy W ł a d y s ł a w a Skoczylasa. P o d o b n a z a c h o d z i

przyjął j a k o s w ó j w ł a s n y dla w y r a ż a n i a i zaspokajania n a j g ł ę b ­

elacja między p i e r w o w z o r e m a a r t y s t y c z n y m o p r a c o w a n i e m .

szych potrzeb d u c h o w y c h . Natomiast w

J a n S t a n i s ł a w B y s t r o ń nie dał s o b i e w m ó w i ć a u t e n t y c z n o ś c i
ibrzędu w

widowisku

Cierniaka. S t w i e r d z i ł , że zyskuje o n :

...najczęściej na s p r a w n o ś c i i na spoistości akcji, ale traci swą

płaszczyźnie czysto

teatralnej, s t w o r z y ł w teorii i praktyce inscenizacyjnej o r y g i n a l n y
rodzaj w i d o w i s k a , które przez cały okres p r z e d w o j n i a k u l t y w o ­
w a n e było zarówno

przez Z w i ą z e k

M ł o d z i e ż y Wiejskiej

RP

spontaniczność, bezpośredniość, czy też po prostu m ó w i ą c , s w ó j

„ W I C I " , jak i przez U n i w e r s y t e t y L u d o w e . Stało się o n o poprzez

o b r z ę d o w y charakter, stając się coraz bardziej teatrem. Rozmaite

sięganie d o p o g a ń s k i c h źródeł, poprzez p r z e d z i w n y synkretyzm

' w i ą z k i młodzieży l u d o w e j , u n i w e r s y t e t y l u d o w e i kursy o ś w i a t o ­

p o g a ń s k o - s ł o w i a ń s k o - g r e c k i i chrześcijański, j e d n y m ze s p o s o ­

we p r o w a d z ą czasem systematyczną naukę inscenizacji o b r z ę -

b ó w wyrażania przez ruch m ł o d o - w i e j s k i s w o j e j i d e o l o g i i , m i t u

l ó w w e d l e z g ó r y p o d a n y c h w z o r ó w , szerzy się w t e n s p o s ó b

o w ł a s n e j roli i znaczeniu w narodzie i p a ń s t w i e .

ewnętrzną o b r z ę d o w o ś ć , nadając jej jeszcze najczęściej f o r m y

Po II w o j n i e ś w i a t o w e j nastąpiło w latach pięćdziesiątych

togatsze i okazalsze niż d a w n i e j , ale zatraca się r ó w n o c z e ś n i e

z przyczyn p o l i t y c z n o - i d e o l o g i c z n y c h b e z k o m p r o m i s o w e znisz­

y w ą tradycję o b r z ę d o w ą " .
Tak w i ę c

czenie d o r o b k u Cierniaka, w t y m z a ł o ż o n e g o przezeń I n s t y t u t u

21

nie udało się J ę d r z e j o w i

Cierniakowi

stworzyć

Teatrów Ludowych.

PRZYPISY:

Henryk T y m o n J a k u b o w s k i , Teatr amatorski
na wsi. W a r ­
szawa 1 9 7 8 г., s. 37
Tamże, s. 3 8
S a m fakt p o w s t a n i a z w i ą z k u t e a t r ó w , jest d o w o d e m na t o
iz musiało ó w c z e ś n i e działać d u ż o scen a m a t o r s k i c h . Działając
w p e w n y m rozproszeniu, ale w myśl w s p ó l n e j ideii, udało się
inteligencji u p o w s z e c h n i ć na w s i scenę amatorską l u b p r z y n a j m ­
niej w y w o ł a ć potrzebę jej zaistnienia.
Cytat za: J a k u b o w s k i , o p . cit., s. 5 2 - 5 3 . Proszę p o r ó w n a ć t e n
tekst c h o ć b y z w y s t ą p i e n i a m i S t a n i s ł a w a W i t k i e w i c z a o o g r o m ­
nym rezonansie s p o ł e c z n y m na obszarze w s z y s t k i c h z a b o r ó w ,
d o t y c z ą c y m j e g o k o n c e p c j i „ s t y l u z a k o p i a ń s k i e g o " j a k o stylu
n a r o d o w e g o w architekturze i z d o b n i c t w i e .
* Cytat za: J a k u b o w s k i , o p . cit., s. 5 5 - 5 6
P r z y k ł a d o w o J ó z e f Ignacy Kraszewski założył w e L w o w i e
.Macierz S z k o l n ą " w 1 8 8 0 r. Pomysł i koncepcja przyjęły się na
terenie w s z y s t k i c h z a b o r ó w . W 1 8 8 5 r. p o w s t a ł a „ M a c i e r z
Szkolna Księstwa C i e s z y ń s k i e g o " , a w zaborze rosyjskim „ P o l s k a
Macierz S z k o l n a " w 1 9 0 5 г., z a l e g a l i z o w a n a w rok później,
w efekcie p e w n e j liberalizacji p o l i t y k i carskiej p o w y d a r z e n i a c h
' e w o l u c y j n y c h . W zaborze p r u s k i m działało o d 1 8 8 0 r. T o w a r z y s w o Czytelń L u d o w y c h . W zaborze rosyjskim działalność t e a t r a l ­
ną p r o w a d z i ł o także Stowarzyszenie Szerzenia O ś w i a t y „ Ś w i a t o " skupiające r z e m i e ś l n i k ó w i c h ł o p ó w . Z i n i c j a t y w y Stefana
Ż e r o m s k i e g o p o w s t a ł oddział w N a ł ę c z o w i e , a k o ł o dramatyczne
w n i m p r o w a d z i l i rzeźbiarz Józef Gardecki i Faustyna M o r z y c k a .
Po 1 9 0 5 r. r ó w n i e ż w zaborze rosyjskim p o w s t a ł o T o w a r z y s t w o
Kultury Polskiej p r o w a d z ą c e m.in. działalność teatralną. Były t o
organizacje, w p o w o d z i i n n y c h , znaczniejsze, skupiające
w s w y c h szeregach w y b i t n y c h przedstawicieli polskiej i n t e l i g e n ­
cji ( o b o k w c z e ś n i e j w y m i e n i o n y c h n p . M a r i ę K o n o p n i c k ą , W ł a ­
d y s ł a w a Orkana i i n . ) .
A k a d e m i c k i e k o ł o „ E l e u s i s " na U n i w e r s y t e c i e J a g i e l l o ń s k i m
zostało f o r m a l n i e zarejestrowane d o p i e r o w 1 9 0 8 г., c o nie
zmieniało f a k t u licznego udziału w tej organizacji m ł o d z i e ż y
a k a d e m i c k i e j o d s a m e g o jej p o c z ą t k u . T o przecież g ł ó w n i e d o
s t u d e n t ó w z w r ó c i ł się L u t o s ł a w s k i rzucając z katedry U J hasło
w y c h o w a n i a n a r o d o w e g o , p r z e c i w s t a w i a j ą c e g o się d e s t r u k c y j ­
n y m w p ł y w o m szkoły z a b o r c ó w . Zostało o n o podjęte przez nich
entuzjastycznie.
Poza K r a k o w e m najsilniej „ E l e u s i s " działało na terenie Śląska
w Zabrzu, Zaborzu i G l i w i c a c h . Były t o par excellence organizacje
r o b o t n i c z e , p o w s t a ł e z i n i c j a t y w y działaczy śląskich. W y d a w a ł y
o n e n a w e t w ł a s n e p i s m o „ I s k r a " , które założył L u t o s ł a w s k i .
Stanisław P i g o ń , Z Komborni w świat. Warszawa 1 9 8 3 , s. 2 4 3
Tamże, s. 2 7 5
Krystyna Barszczewska, Eleusis
- tajny związek
młodzieży
polskiej
w Zabrzu, „ K r o n i k i miasta Z a b r z a " 1 9 7 6 , nr 9, s. 3 3
St. P i g o ń , o p . cit., s. 241
R ó w n i e ż sam P i g o ń , będący na n a j w y ż s z y m szczeblu w t a j e m ­
niczenia w „ E l e u s i s " i o d g r y w a j ą c y w n i m o g r o m n ą rolę ( m . i n . na
terenie Śląska) — brał c z y n n y udział w t w o r z e n i u harcerstwa
p o l s k i e g o , c o nie b y ł o w j e g o b o g a t y m życiorysie specjalnie
e k s p o n o w a n e . „ 1 6 . 1 1 . 1 9 1 1 r. Naczelna K o m e n d a S k a u t o w a
(czyli d r u h Tadeusz S t r u m i ł ł o — przyp. S A W i s ) w e L w o w i e
1

2

3

4

6

7

8

9

1 0
1 1

1 2

94

m i a n o w a ł a 2 6 - l e t n i e g o S t a n i s ł a w a P i g o n i a d r u ż y n o w y m I Prokocimskiej D r u ż y n y S k a u t o w e j i m . ks. S. Brzóski. (Przez trzy lata
dr P i g o ń był nauczycielem i w y c h o w a w c ą w p r o k o c i m s k i e j
średniej „ N o w e j s z k o l e " , n i e o p o d a l pałacu J e r z m a n o w s k i c h .
Prócz ć w i c z e ń w p o l u i zajęć harcerskich drużyna z a j m o w a ł a się
t e m a t y k ą dość n i e z w y k ł ą : na z b i ó r k a c h a n a l i z o w a n o książki
— m.in. R. D m o w s k i e g o Myśli nowoczesnego
Polaka i o c z y w i ś ­
cie M i c k i e w i c z o w s k i e Księgi Pielgrzymstwa
w opracowaniu
k r y t y c z n y m d r u ż y n o w e g o . (...) Praca d r u ż y n o w e g o Pigonia
w y w a r ł a w p ł y w na i d e o l o g i ę p o w s t a j ą c e g o w ó w c z a s harcerstwa
p o l s k i e g o . W i d a ć t o w p r o g r a m i e A. M a ł k o w s k i e g o (założyciela
o r g a n i z a c j i ) " . M a r e k Lovell, „ E c h o K r a k o w a " , Nr 2 4 8 ( 1 3 3 0 9 ) ,
Kraków, 2 1 - 2 6 g r u d n i a 1 9 9 0 r.
W latach 1 9 4 8 - 1 9 4 9 , a p o t e m p o o d r o d z e n i u Z H P, o d 1 9 5 7
— d o 1 9 6 2 r o k u b y ł e m c z ł o n k i e m w K r a k o w i e d r u ż y n y harcerskiej
Czarnej Trzynastki i m . Z a w i s z y Czarnego z G a r b o w a . Otóż
drużyna posiadała (i posiada nadal) bogatą tradycję, w ł a s n e
f o r m y życia o r g a n i z a c y j n e g o . Powstała w 1 9 1 8 r o k u . O d p o c z ą t ­
k u , aż d o m o i c h c z a s ó w była drużyną puszczańską o o b r z ę d o w o ­
ści s ł o w i a ń s k i e j .
Opis w i d o w i s k o b r z ę d o w y c h Cierniaka, z a c h o w a n e zdjęcia,
skojarzyły m n i e się n a t y c h m i a s t z o b r z ę d a m i m o j e j d r u ż y n y . B y ł y
o n e d o siebie z a d z i w i a j ą c o p o d o b n e . Wyraźnie p o c h o d z i ł y z j e d ­
n e g o pnia.
S t a n i s ł a w P i g o ń , Cierniakowa
nuta, ( w : ) Na drogach
kultury
ludowej—
rozprawy i studia. W a r s z a w a 1 9 7 4 , s. 5 3 4 - 5 3 5
Cytat za: J a k u b o w s k i , o p . cit., s. 56
Jędrzej Cierniak, Źródła i nurty polskiego
teatru
ludowego.
W a r s z a w a 1 9 6 3 , s. 41
J ó z e f Burszta, Kultura ludowa - kultura narodowa.
War­
szawa 1 9 7 4 , s. 2 8 8
Tamże, s. 2 8 8
Tamże, s. 2 8 9 , 2 9 0
Jędrzej Cierniak, W słonecznym kręgu. Widowisko
cykliczne
oparte na zwyczajach
i obrzędach
z żywobyciem
wiejskiego
człeka w dorocznym obiegu słońca związanych.
Warszawa 1 9 4 8
J a n S. B y s t r o ń , Kultura ludowa, Warszawa 1 9 4 7 , s. 4 0 2 .
Cytat za: H. T. J a k u b o w s k i , Teatr amatorski...,
o p . cit., s. 91
Nie c h c ą c r o z b u d o w y w a ć k o n t e k s t u p o m i n ą ł e m „ t e a t r
z g ł o w y " czy inaczej „ t e a t r i n s c e n i z a c j i " I g n a c e g o i Z o f i i S o l a r z ó w , r o z p o w s z e c h n i a n y przez n i c h w t z w . r u c h u m ł o d o w i e j s k i m .
W o d r ó ż n i e n i u o d Cierniaka, który z a j m o w a ł się f o r m a m i bardziej
m o n u m e n t a l n y m i , S o l a r z o w i e t w o r z y l i o d s a m e g o p o c z ą t k u teatr
m a ł y c h f o r m . M i m o , iż rozpoczęli s w o j e działania niezależnie o d
siebie, już o d 1 9 2 5 r o k u , o d w i z y t y Cierniaka u nich w S z y c a c h ,
podjęta zostaje stała w s p ó ł p r a c a i k o n t a k t . S o l a r z o w i e , p o d o b n i e
jak Cierniak, a k c e n t o w a l i „ o d w i e c z n ą o d r ę b n o ś ć historyczną
i k u l t u r o w ą c h ł o p ó w " . I n s c e n i z o w a l i k o r o w o d y , obrządy n p .
s o b ó t k o w e czy inne, w y b i e r a l i miejsca „ ś w i ę t e " , d ę b y stare,
uroczyska, o w i e w a j ą c w s z y s t k o mistyką ni t o prapogańską, ni t o
chrześcijańską. O d w o ł y w a l i się d o k u l t u r y p i a s t o w s k i e j , tej pusz­
czańskiej, b o r o w e j , najczystszej, b o opartej na n a j w y ż s z y m s t o p ­
niu s y m b i o z y c z ł o w i e k a z przyrodą.
Działalność S o l a r z ó w dopełniała w s p o s ó b znaczący p o c z y n a ­
nia teoretyczne i praktyczne Jędrzeja Cierniaka.
1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8
1 9

2 0

2 1

2 2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12505" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13123">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2c0ab4b45ef571d5860447f09f243e85.jpg</src>
        <authentication>6abd9ca8e67d0b854cfe4ce5ebb28838</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="13">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="139457">
                  <text>Kolekcja fotografii Zygmunta Kłodnickiego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154116">
                  <text>Fotografie terenowe Zygmunta Kłodnickiego - kolekcja zawiera 1198 niepublikowanych zdjęć z badań terenowych (lata 1960-1987), syg. FNK (Archiwum PAE w Cieszynie). &#13;
zobacz także: https://paenew.us.edu.pl</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="6">
      <name>Still Image</name>
      <description>A static visual representation. Examples include paintings, drawings, graphic designs, plans and maps. Recommended best practice is to assign the type Text to images of textual materials.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149871">
                <text>Jeleń - obraz na szkle / Kolekcja fotografii Zygmunta Kłodnickiego - Komańcza (woj. podkarpackie)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149872">
                <text>sztuka ludowa ; malarstwo ludowe ; Łemkowszczyzna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149873">
                <text>fotografia przedstawia malowany obraz przedstawiający jelenia z elementami wykonanymi z cynfolii</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149874">
                <text>Zygmunt Kłodnicki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="48">
            <name>Source</name>
            <description>A related resource from which the described resource is derived</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149875">
                <text>Archiwum Polskiego Atlasu Etnograficznego w Cieszynie (depozyt Zygmunta Kłodnickiego)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149876">
                <text>Uniwersytet Śląski w Katowicach</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149877">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149878">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149879">
                <text>umowa z twórcą (umowa licencyjna)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149880">
                <text>kolekcja fotografii terenowych Polskiego Atlasu Etnograficznego (Archiwum PAE w Cieszynie)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149881">
                <text>image/jpeg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149882">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="149883">
                <text>fotografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154085">
                <text>PAE_FNK_32.38.X_H.2.12.4_01</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
    <tagContainer>
      <tag tagId="869">
        <name>Komańcza</name>
      </tag>
      <tag tagId="791">
        <name>malarstwo ludowe</name>
      </tag>
      <tag tagId="864">
        <name>okolice Sanoka</name>
      </tag>
      <tag tagId="101">
        <name>sztuka ludowa</name>
      </tag>
    </tagContainer>
  </item>
  <item itemId="11080" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11058">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9fb6c94e07bd95733f1908129ba2378e.pdf</src>
        <authentication>a3af8d981ff2232a9c373fd16240e980</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132158">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6335</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132159">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132160">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132161">
                <text>Jarnuszkiewicz, Jerzy (1919-2005)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132162">
                <text>rzeźba współczesna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132163">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5910</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132164">
                <text>Jerzy Jarnuszkiewicz - szkic do portretu/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132165">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.71-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132166">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132167">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132168">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132169">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132170">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132171">
                <text>06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

ALEKSANDER JACKOWSKI

oznałem go w początku lat 50. Był piękny, sprę­
żysty, młody, wysportowany. Nikt go nie uczył
biegania, ale kiedy spróbował, pobiegł setkę
w granicach rekordu stadionu. Trener oszalał, co za
talent! Ale jego sport nie pociągał. Od najwcześniej­
szych lat dłubał, lepił, rysował. Wiedział, że to jest je­
go powołanie. Pojawiła się śliczna dziewczyna, mądra,
oczytana. Polonistka. Wtedy postawił stopę na krze­
śle, uniósł nogawkę: „Widziała Pani kiedyś taką łyd­
kę?”. Nie widziała. Ślub odbył się wkrótce. Rozpiera­
ła go energia, manualne zdolności miał ogromne,
rysował, rzeźbił, ciął klocki drzeworytnicze, jak gdyby
od niechcenia. W grupie bibliofilów, której przewo­
dził w latach okupacji Tadeusz Cieślewski „zjawił się
jako cudowne dziecko. Wycinał najtrudniejsze eksli­
brisy bez trudu i wahania, dosłownie od ręki. Praca,
która u innego drzeworytnika trwała kilka dni, jemu
nie zabierała nawet godziny” .1 Pomysły realizował
z niefrasobliwością chłopca, który jeszcze nie przeżył
męki dochodzenia do istoty dzieła. Ta męka przyszła
po wielu latach, na początku była spontaniczność
i talent.
Jeszcze jako student otrzymał w 1950 r. nagrodę
państwową I stopnia za figury żołnierzy na cmentarzu
mauzoleum Armii Czerwonej w Warszawie. Wyrzeźbił
Małego Powstańca, chłopczyka w za dużych butach,
w hełmie, z karabinem. Rzeźbę, która stała się bezi­
mienna, reprodukowana i powielana - symbol Po­
wstania. Dziś, powiększona stoi przy warszawskim Bar­
bakanie.

P

Jerzy Jarnuszkiewicz
- szkic do portretu*

Kiedy Bolesław Bierut, wzorem Medyceuszów,
choć bez ich talentów, uznał, iż należy warszawski
MDM ozdobić posągami socrealistycznej rzeźby,
skrzyknięci naprędce rzeźbiarze przystąpili do gorącz­
kowej pracy. Jarnuszkiewicz wyrzeźbił Hutnika w pięć
dni, i tyleż czasu zajęła mu Nauczycielka - pięć dni!
Ale ostatnią w życiu rzeźbę, Pietę na grób rodziców
tworzył siedem lat. W ogromnym trudzie, ze świado­
mością problemów, do rozwiązania których wciąż nie
czuł się przygotowany. Kiedy skończył, powiedział:
„Dopiero teraz mógłbym uczyć rzeźby...”
Bolesna ocena lat, w których przyszło mu żyć, lat
kiedy w sztuce nie tylko odkrywano, ale i zapominano
o doświadczeniach pokoleń.
Należał do pokolenia, które kształtowało się na
gruzach zwalonego miasta, wierne pomięci Powstania.

Jerzy Jarnuszkiewicz w latach pięćdziesiątych

71

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

To określiło jego życiową postawę. Zanotował:
„Przede wszystkim trzeba pamiętać, że nie ma kawał­
ka ziemi polskiej, nie ma ulicy i domu, który by nie był
grobem, nie był godny upamiętnienia”.2 Jego czas do­
magał się tej pamięci, zmuszał do zmierzenia się
z otoczką kłamstw, z kneblem cenzury. Dziś młodzi ar­
tyści tych uwarunkowań nie mają, są wolni, nie czują
potrzeby upamiętniania czegokolwiek. Świat ich wy­
obraźni jest otwarty. Zaskakują, a nawet szokują. T e­
raz to nic nie kosztuje. Ktoś zechce obierać kartofle
w salach Zachęty - nikt mu nie przeszkodzi. Proble­
mem stała się troska o swój wizerunek, o to, by czymś
jeszcze zaskoczyć, zaimponować. Sztuka i komercja
przenikają się, twórczość straciła ideologiczną moty­
wację, przestała być sprawą ważną, narodowej pamię­
ci. Świat się zmienił, ogromną rolę odgrywają film, te­
lewizja, Internet. Rzeźba utraciła społeczne znaczenie.
Młodzi mają niewielkie szanse pokazania swych moż­
liwości, pleni się tandeta. Jeśli powstają dzieła ważkie,
to na marginesach sztuki, w kręgu raczej socjotechniki niż plastyki. No i rzadko, ale jednak - w sztuce sa­
kralnej. W niej dowcip nie wystarczy, temat narzuca
powagę. Świadczą o tym freski Jerzego Nowosielskie­
go, rzeźby Antoniego Rząsy, a także Jerzego Jarnusz­
kiewicza.
Jerzy Jarnuszkiewicz należy do artystów, którzy po­
dobnie, jak Oskar Hansen, Tadeusz Kantor, Jerzy Sołtan, Roman Cieślewicz, czy Henryk Tomaszewski wy­
warli wpływ na sztukę naszego czasu, a śledząc jego
dokonania, stykamy się z podstawowymi problemami
nurtującymi sztukę powojenną. Był przy tym nie tylko
znakomitym artystą, ale i wspaniałym człowiekiem,
jednym z najważniejszych, jakich dane mi było po­
znać. Absolutnie uczciwy, bezkompromisowy i pozba­
wiony zawiści, co już samo w sobie w naszym kraju jest
zadziwiające. Czasem stawał się bezbronny, jak dziec­
ko. W trudnych dla sztuki latach inwazji socrealizmu
bronił swej osobowości sferą prywatnej twórczości,
wielkiej piękności ekslibrisami, rysunkami, medalami.
W rzeźbie osiągał ekspresyjny wyraz zderzeniem
form miękkich, płynnych i twardych, ostrych. Stwo­
rzył przerażający symbol czasów peerelu - głowy w ka­
gańcach.
Czy wizerunek artysty, nawet tak znakomitego,
może zainteresować dziś, kiedy w sztuce wszystko ule­
ga zmianom, kiedy wręcz wstydliwe jest mówienie
o kategoriach piękna, o tym co etyczne i przekraczają­
ce granice smaku?
Żyjemy w czasach tak szybkich, że pamięć niknie
błyskawicznie. Sztuka? Artyści? Każdego dnia więcej
jest malarzy, rzeźbiarzy niż w ciągu całych dziejów
ludzkości. Natłok faktów jest olbrzymi.
Zapominamy szybko. Kto z młodych, inteligent­
nych ludzi wie coś dziś o Tadeuszu Siekluckim, Tade­
uszu Brzozowskim, a nawet Józefie Gielniaku czy Je­
rzym Panku? O wielkich artystach.

M łodość
Jerzy urodził się 27 lutego 1919 r., w Kaliszu.
Pierwsze doznania: zlizywał wapno ze ścian, jak mały
piesek. Matkę miał dobrą, serdeczną. Można się było
do niej przytulić, poczuć bezpiecznie. Ojciec zaś budził
respekt, doskonały rzemieślnik, mistrz blacharskiego
fachu, właściciel pracowni, w której wyrabiano przed­
mioty artystyczne, zwłaszcza służące liturgii. Był głową
rodziny,3 ale słuszniej byłoby powiedzieć - głową Ro­
du. Hierarchia bowiem w domu nie podlegała dysku­
sji, wszystko było podporządkowane jemu, seniorowi.
Jerzy był już profesorem, autorytetem, laureatem pań­
stwowej nagrody, ale jego projekty realizowane w pra­
cowni wciąż podpisywał ojciec. Również umowy. N aj­
ważniejszy był syn pierworodny. On miał dziedziczyć
pracownię, on był najmądrzejszy, najlepszy. Jerzy, dru­
gi w kolejności (dzieci było ośmioro) wychowywał się
z silnym przeświadczeniem, że chwałą rodu jest Zby­
szek, architekt, mieszkający w Kanadzie.
Ród, powtarzam, był najważniejszy. Łączył nawet
wygląd. Byli do siebie podobni. Smagłe, zgrabne posta­
cie, pięknie sklepione głowy o nieco mongolskich ry­
sach. Przekaz genetyczny przodków z siedemnastego,
a może szesnastego wieku, kupców z Persji, Turkmenii
czy Tatarstanu, wędrujących po Polsce bursztynowym
szlakiem.
Jerzy pamiętał swe dziecinne pasje - rysował, rzeź­
bił, lepił z plasteliny. Mówiono - będziesz rzeźbiarzem.
Rodzina mieszkała w Kaliszu. Szwagier z siostrą w Ło­
dzi, obok fabryki termometrów. Rtęć robiła swoje, sy­
nek ich był już „taki chudziutki i zielony jak termome­
try, tylko nie taki srebrzysty”. Im w Kaliszu powodziło
się lepiej. Dobrze. Mieli dwa czy trzy domy, sklepy,
warsztat blacharski odziedziczony po ojcu, bowiem ro­
dzina z dziada pradziada zajmowała się blacharstwem.
Wyrabiano przedmioty artystyczne. Ojciec Jerzego,
pan Mieczysław, otrzymał dyplom czeladnika z wytła­
czanym w blasze wizerunkiem konia skaczącego przez
płot oraz portretem Mickiewicza. Wykonaną przez
niego w metalu piękną różę widziałem po wojnie
w pracowni na Nowym Mieście.
Był wysportowany, jeździł na łyżwach, na rowerze.
Z dumą przechowywał w domu szarfę z wyhaftowanym
napisem „Szosowy Mistrz Kalisza - 1926”. Należał do
Bractwa Strzelców Kurkowych, na zawodach organi­
zowanych co roku zdobywał medale, przechowywane
starannie w drewnianej skrzynce.
Pierwsze ważne wydarzenie w życiu rodziny nastą­
piło w latach Wielkiego Kryzysu. Jerzy miał wtedy 11
lat. Po raz pierwszy usłyszał wówczas słowo plajta. „O j­
ciec wracał w nocy z jakimiś walizami, wykryliśmy, że
w jednej były spinki do mankietów, w innych krawa­
ty, czy jakieś tam rzeczy... Był komiwojażerem, żeby
zarobić tych parę złotych i żebyśmy nie pomarnieli” .4 Stracili wszystko.

72

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

zostanie w Akademii. Ku memu zdziwieniu Marcin się
nie załamał, zaangażował się do Teatru Dramatycznego,
w brygadzie technicznej przygotowywał scenę. Poznał
teatr od środka, nie lada gratka dla przyszłego scenarzy­
sty. Po roku robotnicy zażądali od rektora Akademii, by
przyjęto Marcina. No i tak się stało.
Ale wróćmy do opowieści o domu, o Jerzym. Powie­
działem już, że mi imponował, że od początku naszej
znajomości stał się dla mnie autorytetem. Podziwiałem
jego ekslibrisy, zwłaszcza te, w których określał osobo­
wość właściciela. Podziwiałem jego rzeźby, medale.
Piękniejszych, mądrzejszych nie znam. Dlatego o nich
teraz piszę. Oczywiście nie kryłem zachwytu, kiedy mi
pokazywał swe kolejne dzieło. A to nic! - gasił mój en­
tuzjazm - musisz poznać Zbyszka, to jest talent. Jest
w Kanadzie, w „wolnym świecie”. Zna się na muzyce,
literaturze, zbudował kilka ważnych budynków w T o­
ronto. No i Zbyszek przyjechał. Pamiętam, jedliśmy
wówczas śniadanie. Dowcipkował, opowiadał o domu,
o sobie, tak zwyczajnie jakby wrócił z Grójca czy Pułtu­
ska. Pomyślałem, że każda opowieść Jerzego była cie­
kawsza, bardziej barwna. Jadwiga próbowała ożywić
rozmowę, zabłysnąć erudycją - czytam teraz Faulkne­
ra, powiedziała. Kto to? - zdziwił się. Nie znam. Mit
niezwykłości prysł. Nawet ucieszyłem się z tego. Jerzy
w trudnych, powojennych warunkach stał się bowiem
już wtedy osobowością wybitną. Artystą świadomym
tego, co robi. Jego talent rozwinął się wcześnie, sponta­
nicznie. „Jak sięgam pamięcią, a sięgam do drugiego ro­
ku życia - zawsze albo rysowałem, albo lepiłem.
Z pierwszych wspomnień z dzieciństwa zapamiętałem
sądy dorosłych, że „Jurek będzie to zawsze robił”. Mia­
łem około pięciu lat, szliśmy z matką obok cmentarza
w Kaliszu, gdzie był zakład kamieniarski. Zobaczyłem,
jak robotnicy odkuwali jakieś części nagrobka i pamię­
tam przejęcie, emocje, jakich doznałem, i poczucie, że
strasznie chcę to robić. Skąd takiemu dziecku może
przyjść coś podobnego do głowy? A ja czułem, że wła­
śnie to chcę robić. Nawet powiedziałem wtedy matce,
że tu przyjdę się uczyć. Z przekonaniem, że tylko to bę­
dę robił, żyłem od zawsze”.5
Taka świadomość wyznacza horyzonty, ale nie uła­
twia życia. Zwłaszcza w szkole. Wiedział, że ma talent,
że zostanie rzeźbiarzem. Tylko taką widział drogę ży­
ciową. Po latach napisał, wracając do tamtych czasów:
„Całe szczęście, że miałem te zdolności, bo szczerze
mówiąc, żadnych innych nie miałem”.6
Fascynowały go lalki, ale już jako przyszłego arty­
stę. „(...) intrygowały mnie, pisał, pomniejszone ludz­
kie kształty i na pewno nie było to wyzwalanie uczuć
macierzyńskich, jak u dziewczynek. To ówczesne
uczucie teraz nazwałbym pierwotnym przeżyciem rzeź­
biarskim. Wtedy była to tylko fascynacja, ale ona mia­
ła mi już towarzyszyć przez całe życie. W tym samym
czasie fascynował mnie maluteńki samochodzik odla­
ny chyba w szarej cynie (pamiętam tę szarość) z rucho-

Drugie wydarzenie, które zmieniło ich byt i zmusi­
ło do przeniesienia się do Mysłowic, na Śląsku, to by­
ła wojna. Jerzy chodził do szkoły, później przeniósł się
do Krakowa, rodzina zaś wyemigrowała do Warszawy.
Tam, już po wojnie, w latach odbudowy miasta ojciec
otrzymał najważniejsze, bo państwowe, zlecenie - zbu­
dowanie trzech wielkich kandelabrów na MDMie.
Władzę denerwował dominujący nad placem Zbawi­
ciela kościół, ponieważ jednak nie można go było ani
zburzyć, ani zasłonić postanowiono pominąć, prowa­
dząc ruch bokiem, poszerzoną ul. Waryńskiego. Zmia­
nie kierunku, przesłonięciu niewygodnej perspektywy
miało służyć postawienie wielkich kandelabrów. Tak
zadecydował sam prezydent. Wezwał do siebie pana
Mieczysława i poprosił, by wykonał świeczniki z blachy
miedzianej. Chętnie, ale muszę mieć blachę! Prezy­
dent bardzo się zadumał, ta prośba przekraczała jego
możliwości, nie wiedział, komu zabrać blachę, aby ją
mieć, poprosił więc, żeby pan Mieczysław sam ją zdo­
był. Ten udał się w „w Polskę” i blachę przywiózł, dzię­
ki czemu kandelabry stanęły na placu.
Jerzego poznałem w 1952 r. dzięki jego żonie Ja­
dwidze, która pracowała, tak jak ja, w Państwowym
Instytucie Sztuki. Była krytykiem sztuki, doskonale
rozumiejącym problemy rzeźby, i jeżeli coś jej prze­
szkodziło w tamtych latach pogłębiać te zainteresowa­
nia to decyzja o pomaganiu mi w redagowaniu kwar­
talnika „Polska Sztuka Ludowa”. Stała się dla mnie
osobą niezastąpioną, bliską, a jej dom, dzięki Jerzemu
i ciekawym ludziom, których tam spotykałem, stał się
dla mnie miejscem ważnym - może najważniejszym,
kształtującym wrażliwość. Stałem się niejako domow­
nikiem, stąd też myśląc czy mówiąc o Jerzym nazywa­
łem go jak Jadwiga, Misiem, co nie budziło jego za­
chwytu, choć świadczyło o aurze, którą roztaczał.
Zadziwiał mnie jego talent, wyobraźnia, mądrość
i rozwaga sądów o sztuce i o życiu. Fascynował mnie
jego syn Marcin, miał 5 lat, kiedy go poznałem. Odzie­
dziczył po rodzicach to, co najlepsze. Talent, wyobraź­
nię, mądrość. Ale i bezwzględność wyborów etycz­
nych, estetycznych. A więc to, co nie ułatwia życia.
Rysował sugestywnie takie zjawiska jak lęk, strach,
zło, dobro. Jak to robisz? - dziwił się ojciec. - Tato,
biorę kredki tak jak leci! - odpowiedział, co oczywi­
ście nie wyjaśniało niczego. Czytał. W szkole zachwy­
cał się Norwidem. - Marcin! Co ty z tego rozumiesz?
- pytała Jadwiga. - Nic, mamo, ale to takie piękne...
Później w Akademii Sztuk Pięknych naraził się pro­
fesorowi, akurat była jakaś rocznica i w gazetach były
wszędzie wizerunki Lenina. Chłopcy mieli przerwę w za­
jęciach, więc poszedł do kiosku i przyniósł stos gazet. Za­
częli rysować różne wersje wodza rewolucji w czapce, bez
czapki, w cylindrze, konfederatce. Zobaczył to profesor,
który zajrzał do sali. Awantura. Wyrzucić! Interwenio­
waliśmy, także ja rozmawiałem z profesorem. O, tu mi
korzeń wyrośnie! pokazywał rozcapierzoną dłoń, jeśli on

73

�06_Jackowski363.ps

- 4/25/2007

4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Pieta z Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie, 1950 rok. Fot. A. Funkiewicz

mymi, maleńkimi kółkami ze szprychami jak niteczka.
Fascynowała mnie ta maleńkość, specjalnie te kółecz­
ka. Taka fascynacja towarzyszyła mi później przy eks­
librisach. Kiedy miałem trzy lata, lepiłem, bo trudno
to nazwać rzeźbieniem, karety z zaprzęgiem dwóch par
koni. Pamiętam bardzo dokładnie wygięte w rogaliki
przednie nogi wyrażające galop, a nad nimi łukiem po­
chylone głowy. Pamiętam radość, jaką sprawiało mi
to, że zaistniało coś, czego przedtem nie było”.7
Miał chyba dziesięć lat, kiedy zrobił z masła głowę
marszałka Piłsudskiego. Ojciec wystawił ją w oknie
pracowni, wzbudziła sensację. Piłsudski i masło, to za­
skakiwało. Dostał w nagrodę kwiaty, oczywiście wrę­
czył je mamie.
W szkole radził sobie marnie, interesowało go tyl­
ko to, co rysował. Na szczęście zdarzali się nauczycie­
le, którzy umieli dostrzec jego uzdolnienia.
„W pierwszych klasach gimnazjum, wspomina,
robiłem linoryty. Raz nie zdążyłem skończyć czegoś
w domu i zabrałem do szkoły. W klasie zastawiłem
się książkami, schowałem za chłopaka siedzącego
przede mną i kończyłem pracę. Ocknąłem się, gdy
poczułem, że coś jest inaczej. Była cisza. Podniosłem
wzrok i zobaczyłem stojących wokół kolegów i profe­
sora pochylonego nad moją pracą. W panice próbo­
wałem ukryć swoje dzieło pod ławką, a wtedy profe­
sor powiedział: «Jarnuszkiewicz, ty rób to dalej, a jak
skończysz, to mi pokaż, bo to jest twoja przyszłość».
No i miałem u niego zezwolenie na robienie nie tego
co inni na lekcji”.8

W tym czasie zrobił pierwszą płaskorzeźbę. Z pla­
steliny, którą mu kupili rodzice. Był to rydwan, czwór­
ka koni i jeździec. Zapamiętał dobrze tamtą sytuację.
„Pracowałem cały dzień i noc, żeby mi nikt tego nie
zniszczył, wstawiłem za okno. W izbach było bardzo cie­
pło i gorące powietrze rozchodziło się po wszystkich po­
mieszczeniach. Rano skoro świt podchodzę do okna,
patrzę, a tu wszystko rozmyte, bezkształtne. Byłem zroz­
paczony, to było moje pierwsze przeżycie rozpaczy,
niepowodzenie. Wziąłem to żeby poprawić, ale się nie
udało. Ciepłe palce deformowały plastelinę. Wreszcie
zrobiłem kulki i dodałem, że w tym to ja nie będę robić.
Profesor od łaciny i od polskiego miał wielkie zain­
teresowanie teatrem. Był reżyserem różnych rzeczy np.
Zemsty Aleksandra Fredry i wszystko sam aranżował.
Ponieważ nie uczyłem się łaciny i polskiego, to on za­
dawał mi tematy działające na wyobraźnię. Kiedyś po­
wiedział mi, żebym narysował Neptuna, Nereidy i ja­
kieś tam potwory. Narysowałem to. Dużo zawdzięczam
tym profesorom. To byli bardzo dobrzy nauczyciele.
Oni nie żądali ode mnie ani łaciny - tych odmian - tyl­
ko kiedy zauważyli, że coś w tym człowieku jest innego
i jest utalentowany w tym kierunku, to inaczej z nim
pracowali. Nawet profesor od niemieckiego traktował
mnie pobłażliwie. Cała klasa miała go za głupka, bo
miał manię bakterii, chodził z dużą teczką ze spirytu­
sem salicylowym, watą i innymi tymi przyborami. Jak
już usiadł na krześle za katedrą, to wyciągał to wszyst­
ko i się dezynfekował. A my byliśmy takie gówniarze
naprawdę i tacy byliśmy niedobrzy, bo robiliśmy jakieś

74

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

rzeczy i z tego były śmichy i chichy. Po wakacjach dał
temat - przygoda na wakacjach. Ja wszystko ściągałem,
bo nie miałem najmniejszej zdolności do niemieckiego
(...), a ten profesor podszedł do mnie i mówi: jak nie
potrafisz, to narysuj”.9
Później też w Mysłowicach zainteresował się grafiką.
„Ojciec sprawił mi w dwóch czy trzech tomach,
księgi grube i wielkie w czerwonej i sztywnej oprawie
pt. Polska i podtytułem - Dzieje i kultura. Dzięki tej
książce to ja się nawet z historii podciągnąłem. Tam
była cała prawda. To, co braliśmy na lekcjach, to ja
śledziłem i czytałem w tej książce. Wielokrotnie mi to
pomogło, a nawet któryś z profesorów spytał mnie:
- A skąd ty to wiesz?
- A bo przeczytałem.
- A z czego przeczytałeś?
No to mówię, że to z książki, którą mam w domu,
i widziałem, że był bardzo zadowolony, że uczniowie sami
pogłębiają to, co przerabiali wcześniej w szkole. O kultu­
rze i sztuce też było (w tej książce) bardzo dużo”.10
Poznał obrazy Grottgera, Wyspiańskiego, drzewo­
ryty Kulisiewicza, Skoczylasa, Stellera. Chciał też ro­
bić takie rzeczy, ale jak? Nie miał farb, pędzli, dłuta.
Wspominał z goryczą, jak nauczyciel, któremu nie
umiał odpowiedzieć na jakieś pytanie, powiedział - na
siedzenie czy na łapę? No i dostał.
Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Znowu do­
stał. Klasa się śmiała. Uznał, że kara jest słuszna, w do­
mu nauczono go, że dorośli zawsze mają rację. Był to
okres upokorzeń, o których nigdy nie zapomniał. Na
klasówce z łaciny zamiast męczyć się nad tekstem, nary­
sował dworek z Zosią na pierwszym planie. W końcu
jednak oswojono się w szkole z tym, że uczą artystę, co­
raz mniej od niego wymagano, zadowalając się tym, że
pięknie rysuje, zdobi, rzeźbi. Na jubileusz szkoły namalo­
wał na tafli szkła Kościuszkę. Kiedy indziej wyklepał
z blach Polonię Grottgera, zdobiła korytarz szkoły. Otrzy­
mał także pierwsze zamówienie zaprojektowanie i wyko­
nanie nagrody na turniej tenisowy w Radomiu. Ściągał,
zwłaszcza na klasówkach z matematyki, ale geometrię
uwielbiał. Miał niezwykle rozwiniętą wyobraźnię prze­
strzenną, potrafił nakreślić rzut wielokątnej figury na
płaszczyźnie, przenikanie się form w przestrzeni. Geome­
tria stała się dla niego olśniewającym odkryciem, przed­
miotem pochłaniającym go całkowicie, źródłem doznań.
„Raz napisałem wypracowanie, wylewając w nim
wszystkie swoje myśli - na 20 stron. I dostałem niedo­
statecznie - za błędy ortograficzne. Z następnej kla­
sówki dostałem lepszą ocenę, bo kiedy nie wiedziałem
jakie dać „u” lub „ż”, wyrzucałem całą myśl i pisałem co
innego. To wyczuliło mnie na bzdurność i umowność
podobnych sytuacji, ale też zahamowało w ekspresji unikałem pisania. Równie niechętnie zabierałem głos,
bo w szkole zazwyczaj obrywałem za to - wywoływany
na środek i wykpiwany przez całą klasę. Pamiętam tych
lizusów, śmiejących się wkoło mnie z głupich dowci­

75

pów profesora. Nie miałem w sobie dość siły i agresyw­
ności, żeby się temu przeciwstawić”.11
Po ukończeniu szkoły (mała matura) Jerzy przez
dwa miesiące pracował w drukarni im. Karola Miarki.
Opanowywał arkana sztuki drukarskiej, poznawał
zgromadzone w archiwum drzeworyty i linoryty Pawła
Stellera i Władysława Skoczylasa. N a ich wzór wyko­
nał kilka prac. Szczególne uznanie zyskała Sowa. Od­
bito i sprzedano kilka jej egzemplarzy. Ucieszyło to oj­
ca, utwierdziło w przekonaniu, że syn powinien się
kształcić w szkole rzemiosła artystycznego. Jakiej? N aj­
lepiej w słynnej wiedeńskiej Kunstgewerbeschule. Jed­
nak wcześniej trzeba było zacząć naukę w Szkole Prze­
mysłu Drzewnego w Zakopanem albo w szkole
krakowskiej. Rozważał - Zakopane to góry, tradycje
sztuki ludowej, sport, Kraków zaś to Wawel, Młoda
Polska, Wyspiański, muzea, teatry, wystawy, koncerty.

Mały Powstaniec, 1946. Fot. Jan Świderski

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

biegał na Błoniach. „Czas, powiada, wykorzystywałem
maksymalnie, bo po prostu kochałem sztukę i bardzo
chciałem zostać artystą”. Chciał zostać rzeźbiarzem,
ale interesował go także drzeworyt, metal. Na całe ży­
cie zapamiętał to, co mu mówił ukochany profesor
Franciszek Kalwas - sztuka to wielka rzecz, ale też
i ciężka praca. To, że wielka rzecz, wydało się oczywi­
ste, ale z tą ciężką pracą nie bardzo pojmował, o co
chodzi. Wszystko przychodziło mu łatwo, rysunki cie­
szyły, drzeworyty ciął bez namysłu. Szkoła dawała mu
wiele radości, tu ceniono go za to, że był sobą. Wojna
zbliżała się do końca. Rodzina przeniosła się do W ar­
szawy. On też szukał w stolicy dalszych możliwości
kształcenia. Zamieszkał na ul. Pięknej 21, obok nie­
mieckiej ambasady. Szybko wszedł w krąg ciekawych
ludzi, zwłaszcza interesujących się sztuką. W Warsza­
wie mimo niebezpieczeństw i trudów kwitła kultura,
w prywatnych mieszkaniach, w kawiarniach, które za­
stępowały sale wystawowe i koncertowe. U Lardellego
grywali Andrzej Panufnik i Witold Lutosławski. Jego
wariacje na tematy Paganiniego na dwa fortepiany
tam właśnie usłyszał. Poznał środowisko miłośników
książki i sztuki drzeworytniczej, konspiracyjne Koło
Miłośników Exlibirisu. Tam właśnie spotkał Jadwi­
gę.13 Była wówczas żoną Jerzego Krama, bibliofila. Nie
było to dobre małżeństwo, Jadwiga cierpiała po utra-

Ślady wielkiej przeszłości. Nie wahał się długo, wybrał
Kraków, Szkołę Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Arty­
stycznego. Ojciec umieścił go w bursie księdza Kunowicza, w dwuosobowym pokoju. „Okazało się, że nie
jestem w stanie znieść mieszkania w bursie. Rano po­
tworny wrzask chłopaków, trzaskające drzwi, długie
korytarze i bieg do umywalni - to było straszne. Czu­
łem, że coś się dzieje z moim mózgiem. A do tego obok
naszego pokoju była sala, gdzie orkiestra dęta treno­
wała marsz gwiaździsty. Naprawdę można było osza­
leć! N a szczęście zetknąłem się wtedy w szkole ze Sta­
nisławem Topferem i Bogdanem Zieleńcem, którzy
szukali trzeciego do pokoju wynajmowanego na Pod­
górzu, i zamieszkałem z nimi”.
Szkoła po gimnazjum wydała mu się rewelacją. Ze­
tknął się z profesorami, którzy mówili tym, co on języ­
kiem. Zwłaszcza zapamiętał Karola Homolacsa. Cytu­
ję dalej: „Spadły mi łuski z oczu, wspominał po latach.
Olśnił mnie impresjonizm, wówczas w szkole zakaza­
ny, wypadły mi korki z uszu i usłyszałem Debussy’ego,
Ravela i Szymanowskiego, a potem Bacha i chorały
gregoriańskie. Już w tym czasie pociągał mnie zarówno
realizm, jak abstrakcja”.12 Odkrywał piękno wielkiej
literatury, chodził do muzeów, na koncerty. Sypiał
trzy-cztery godziny na dobę. Rano malował, potem
uprawiał w Sokole gimnastykę, po południu rzeźbił,

Marcinelle 2, gips patynowany, 1957

76

�06_Jackowski363.ps

4/25/2007

4:55

PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

cie w getcie rodziców, którym nie starczyło już woli
i sił, by zdecydować się na ucieczkę. Zresztą ich nic nie
łączyło ze społecznością żydowską. Ojciec był znako­
mitym pedagogiem, wielkim patriotą, nagrodzonym
Virtuti Militari przez Marszałka, a Jadwiga wyrobiła
sobie aryjskie „papiery” z Zuzanny Rozenfeld stała się
Jadwigą Gołaszewską. Jednakże to nie uchroniło jej od
donosów, których w tym czasie nie brakło. Wspomnę
o jednym. Mieszkała już sama w budynku Prudentialu
(obecnie hotel Warszawa) na placu Napoleona. Nagle
rozległ się łomot do drzwi, wszedł niemiecki major
z żołnierzami. Spojrzał na nią, poprosił do drugiego
pokoju i zapytał czy jest Żydówką. Tak! - odpowie­
działa. Ja ich teraz zabiorę, powiedział, ale musi pani
natychmiast stąd uciekać. Proszę powiedzieć, komu
należy, że donosi windziarz. Kiedy będzie pani potrze­
bowała pomocy proszę, przyjść do mnie. Dokąd? Do
gestapo na Szucha. Ten Niemiec ryzykował nie mniej
niż ona.
Jerzy, o czym była już mowa we wstępie, bez trudu
zyskał uczucie Jadwigi. Wkrótce został jej mężem.
Zdobył też uznanie w środowisku bibliofilskim, z któ­
rym Jadwiga była związana. Rzeźbił w tym czasie
w pracowni Stanisława Komaszewskiego na Nowym
Świecie 55. Wiele czasu zajmowały mu „drobiazgi
rzeźbiarskie” - kilka ostało się po latach w pracowni

przy ul. Magiera, zapamiętałem Chrystusa, Matkę Bo­
ską, Chopina, Mickiewicza. Narzekał, że niewiele
umie, że sam się musi rzeźby uczyć. Ciął jednak drze­
woryty, i - zachęcony - po spotkaniach w środowisku
miłośników ekslibrisu zajął się intensywnie tą dziedzi­
ną. Zdobył uznanie znawców, zwłaszcza Tadeusza Cieślewskiego juniora, który o debiutującym dopiero mło­
dym artyście napisał książkę analizując jego prace.14
Jerzy zachwycał, to co innym zabierało wiele czasu on
robił „od ręki”, niejako bez wysiłku. Scenę kompono­
wał bezbłędnie, z elegancją, choć jeszcze na początku
nie zawsze wiązał ją konsekwentnie z liternictwem.
Ono też było ważne, określało adresata, a także atry­
but charakterystyczny dla zawodu czy zamiłowania,
np. pióro - dla pisarza, nuty dla muzyka, pędzel i pale­
ta dla malarza. Jeszcze w pracach z tego wczesnego
okresu nie widzimy tej intuicji psychologicznej, która
później czyni z tych „pieczątek” prawdziwe arcydzieła.
Mówią one o osobowości bohatera ekslibrisu, niekie­
dy więcej, niż on sam chciałby powiedzieć. Pierwsze
„pieczątki” powstałe w ostatnich latach wojny, noszą
jeszcze ślady dekoracyjnych fascynacji, utwierdzonych
doświadczeniami wyniesionymi ze szkoły rękodzieła
w Krakowie. Jarnuszkiewicz miał dużą łatwość kreśle­
nia ornamentów, tworzenia pięknych, dekoracyjnych
kompozycji, scen buduarowych, pięknych kobiet prze-

Suka I, gips patynowany, 1957

77

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Kromkowska w sklepie na Hożej, tuż przy placu
Trzech Krzyży. Widziałem Powstańca w wielu do­
mach, a pracując wówczas w Departamencie Prasy
i Informacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wrę­
czałem co ważniejszym, zagranicznym gościom. Był to
znakomity prezent, tyle tylko że minister prosił, by po­
minąć w tytule słowo „powstaniec”. Dla ludzi rzecz by­
ła oczywista, ale władza chciała jak najszybciej zapo­
mnieć o warszawskim powstaniu, o Armii Krajowej.
Dlatego Powstaniec stał się tylko „żołnierzem”. Losy tej
rzeźby to też ważny fragment w życiorysie artysty. Sta­
ła się ikoną kultury masowej, znakiem historii ważnym
dla ludzi a wypieranym przez władze. Dlatego dopiero
w osiemdziesiątych latach postanowiono wznieść ją,
jak pomnik, na tle murów warszawskiego Barbakanu.
Jarnuszkiewicza decyzja ta wzruszyła, ale zdawał sobie
sprawę z tego, jak trudno jest powiększyć drobną figur­
kę, jaki to jest rzeźbiarski problem. N a szczęście ten
efekt kameralności, intymności w pomniku został
w znacznej mierze zachowany.
Zdawał sobie sprawę z tego, że wie jeszcze niewiele,
patrzył więc na reprodukcje dzieł Michała Anioła,
a przede wszystkim Donatella. Jak rzeźbić w trudnym
materiale a nie lepić z gliny. Pociągał go kamień, ale
pierwsze doświadczenia nie były pomyślne, gdy uderzał

Okna, blacha spawana, 1965

glądających się w lustrze, pozujących na sofie, na tle
draperii. Łatwość rysunku, tworzenie kompozycji wi­
doczna jest także w powstałych po wojnie ornamen­
tach rzeźbiarskich na budynkach. Architekt określał
miejsce, przestrzeń, którą trzeba było wypełnić, a on to
robił znakomicie, niejako spontanicznie. Ale wciąż
miał w pamięci przestrogę profesora Kalwasa przed
pokusą łatwości w rysunku, kompozycji. Wiedział, że
musi się jej pozbyć, przezwyciężyć w studiach rzeczywi­
stości, przyrody, ale także w interpretacji rzeźb. Nie
minie wiele lat, a zacznie rysować oszczędną kreską,
przywodzącą na myśl rysunki dawnych mistrzów.
Lata dojrzewania artystycznego to proces przezwy­
ciężania wrodzonej łatwości, szukanie ujęć syntetycz­
nych, symbolu, znaku wyrażającego zjawisko. Ta
umiejętność pojawia się w późnych ekslibrisach, me­
dalach, rzeźbach. No i oczywiście w rysunkowych opo­
wieściach o Rzymie, Wenecji, Nowym Jorku, rzeźbach
widzianych w muzeach. Jedną ciemniejszą kreską
określał w nich strukturę kompozycji, napięcie form.
Dar syntezy widzenia i emocji może najsilniej dał o so­
bie znać w powstałej w 1946 r. niewielkiej figurze M a­
łego Powstańca, reminiscencji wciąż jeszcze żywych
i bolesnych doświadczeń. Wyrzeźbił ją „jednym
tchem” , małego chłopca w za dużych butach, hełmie
nasuniętym na czoło, z karabinem w dłoni. Wzrusza­
jący symbol nierównej walki - wszystkich, także dzieci
pomagających żołnierzom. Może dla kogoś z zewnątrz
ten Powstaniec wyda się teraz zbyt sentymentalny, ale
jest w nim przerażająca prawda Powstania, które roz­
grywało się, jak w greckiej tragedii bez nadziei na zwy­
cięstwo, z poczuciem konieczności działania. Małego
Powstańca pokazał Jarnuszkiewicz na wystawie kon­
kursowej „Małe formy rzeźbiarskie”. Zdobył trzecią
nagrodę. Jury nie zauważyło symbolicznej wymowy
rzeźby, zwracając uwagę zresztą zdaniem Jarnuszkiewi­
cza słusznie, na mankamenty figury. Poprawił je,
a przez lata Małego Powstańca odlewał w pracowni na
Nowym Mieście jego brat Wojciech. Rzeźba zyskała
niezwykłe powodzenie, sprzedawała ją pani Wanda

Kwadraty, pręty, blacha stalowa, 1967

78

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

młotem długo w kamień, rozpryskiwał się, zamiast pod­
dać woli rzeźbiarza. Może to wszystko nie ma sensu przychodziło mu do głowy. Czy będzie rzeźbiarzem?
Czy ktoś może na takie pytanie odpowiedzieć? Po­
myślał o jasnowidzu. W czasie wojny wszędzie, nie tyl­
ko w Polsce szukano, pocieszenia, pomocy u wróżów,
przewidywaczy przyszłości. Jak skończy się wojna? Kie­
dy? Co z mężem, synem, czy wrócą? Wróże przynosili
uspokojenie w bombardowanym Londynie, ja i moi
pobratymcy, wtedy na syberyjskim zesłaniu też wystu­
kiwaliśmy nogami ciężkich stołów odpowiedzi. Hitler
musiał przegrać, ale wszystkie dokładnie podawane
daty były fałszywe. Jednak jasnowidze coś wiedzieli, Je­
rzy miał tego namacalny dowód. Jadwiga zaszła do
znajomych, u których odbywał się tego dnia seans spi­
rytystyczny. Było ciemno, prowadzący gdy tylko się
pojawiła w pokoju, wykrzyknął: „pani, która weszła!
W pani mieszkaniu jest gestapo, niech pani nie wraca
teraz do domu”. Została, w mieszkaniu rzeczywiście
było gestapo. Jasnowidz miał rację... Jerzy postanowił
zatem zwrócić się do wróża, by dowiedzieć się rzeczy
absolutnie najważniejszych - czy zostanie artystą?
Rzeźbiarzem? I czy sztuka po wojnie będzie jeszcze
miała sens. Ktoś wskazał mu wróżkę, podobno bardzo
dobrą. Poszedł do niej, z lękiem w sercu. Miała szkla­
ną kulę, w którą się wpatrywała, zapewne zdumiona
pytaniami, które jej zadał. Takich w całym życiu nie
słyszała, ludzi interesował los bliskich, rodziny, mają­
tek - jego los sztuki.
Uspokoiła młodzieńca, niech się uczy, będzie rzeź­
biarzem. Prawdziwym! Niczego więcej nie potrzebo­
wał wiedzieć. Będzie rzeźbiarzem, to potwierdzało jego
decyzję.

Kompozycja drogowskazowa, model do rzeźby w Elblągu, 1965

zumieć, o co mu chodzi. «A skąd ja mogę wiedzieć?»
usłyszał. Za drugim razem profesor był rozmowniejszy,
oświadczył - rzeźba to nie jest fotografia! Miał rację,
ale studentowi niewiele z tego przyszło, zwłaszcza że
właśnie wtedy otrzymał I nagrodę w konkursie na
mauzoleum. Drugiej nagrody nie przyznano, trzecią
dostał profesor Akademii. Przeniósł się wówczas do
pracowni prof. Franciszka Strynkiewicza, bardziej ko­
munikatywnego, ale i tam z usłyszanych uwag niewie­
le wyniósł. Więcej dawało oglądanie dawnej rzeźby na
ilustracjach w albumach.
N a konkursach zdobywał nagrody. Nie zachwy­
cało to profesorów, w uczelni hierarchia wydaje się
naturalna, a tu student co i raz wyprzedzał swych
mentorów. No i kolegów. N a konkurs ogłoszony
przez Komitet Olimpijski wysłał pięć rzeźb, otrzymał
cztery nagrody: pierwszą, drugą i dwa wyróżnienia.
Ale nagród nie odebrał, na widok studenta urzędnik
się wściekł - to niesprawiedliwe, krzyczał, żeby jeden
- i to student - dostał cztery nagrody. To był pierw­
szy zimny prysznic, zetknięcie ze światem, w którym
naprzeciw artysty stawał urzędnik. A później stawa­
ły ideologia, koneksje partyjne. Socrealizm począt­
kowo nie wydawał mu się groźny, równie dobrze
można było zrobić akt robotnika, jak modela w A k a­
demii. Hutnik, miotacz kulą czy nauczycielka mie­
ścili się w konwencji rzeźby realistycznej. Gorzej by­
ło z postaciami wielkich wodzów proletariatu czy
symbolami rewolucji. Ci, którzy je rzeźbili, stawali

Rzeźba
Wstąpił do warszawskiej Miejskiej Szkoły Zdobni­
czej, w której rzeźbą zajmowała się, bardzo przez niego
szanowana profesor Zofia Trzcińska-Kamińska. Pra­
cował dużo Tadeusz Cieślewski junior, wyróżnia
w swej książce powstałe wówczas popiersia, głowy, ale
też i mniejsze kompozycje, które określa jako rzeźby
galanteryjne. Gdy zaczęła działanie Akademia Sztuk
Pięknych zapisał się do pracowni profesora Tadeusza
Breyera. Liczył na rzetelne studia, jednak rzeczywi­
stość była inna. Profesor nie był intelektualistą, każda
wypowiedź przychodziła mu z trudem. Rzeźbiono
w pracowni akty, wszystkie podobne, grube karki, gru­
be kostki, masywne nogi. Breyer cenił, gdy praca ni­
czym się nie wyróżniała od innych. Ale on próbował,
starał się wyrazić osobowość modela. Jednak glina,
z której Jarnuszkiewicz lepił, wracała bez słowa ko­
mentarza do paki. Wspominał: w ciągu trzech lat pro­
fesor tylko dwa razy zainteresował się tym, co robię.
Przy studium głowy powiedział «więcej charakteru»
i poszedł. Wtedy zapytałem asystenta, co przez to ro-

79

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 25/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

się beniaminkami władzy, im powierzano intratne
zadania. Jarnuszkiewicz wodzów nie rzeźbił, boha­
terski Lenin w mieszczańskiej marynarce po prostu
go śmieszył. Ale była sfera, która nie mogła budzić
zastrzeżeń - wojna, śmierć. W czasie wojny w Rosji
(oczywiście z konieczności) wrócono do religijnej
symboliki: „żołnierz w ataku-święty”. Były to lata pa­
tetyczne. Walka, śmierć, dramat Powstania, znisz­
czenie miasta, odbudowa. Miłość i śmierć. „Marzy­
łem wówczas o tematach heroicznych - wspominał
Jarnuszkiewicz - zawierających doświadczenie spraw
ostatecznych, czyli również śmierci, śmierci na woj­
nie”. Bohdan Lachert, architekt wybrał jego projekt
spośród innych z pracowni prof. Strynkiewicza. Za­
prosił studenta do współpracy przy tworzeniu cmen­
tarza - mauzoleum żołnierzy Armii Czerwonej.
Miejsce wybrano przy projektowanej dopiero ulicy
Żwirki i Wigury. Ważną rolę w mauzoleum miały
pełnić rzeźby. Jarnuszkiewicz zaproponował Pietę,
scenę, w której walczący żołnierz podtrzymuje osu­
wające się ciało umierającego kolegi. Scena przej­
mująca, pełna napięcia. W tej sytuacji nie było miej­
sca na polityczne dywagacje, cmentarz zamyka
dyskusję. Ci żołnierze walczyli z wrogiem, ale wielu
z nich było przekonanych, że płacą życiem także za
wyzwolenie Polski. Rzeźba miała siedem metrów wy­
sokości i tworząc ją, zderzył się z problemem skali.
Twarz, oko, oprawa oka inaczej wyglądały w nie­
wielkim modelu, a inaczej, gdy się patrzyło z pozio­
mu ziemi na pomnik. Te sytuacje przestudiował pra­

cując przy realizacji pomnika „czterech śpiących” na
warszawskiej Pradze. Pieta Jarnuszkiewicza jest
świetna, to jedno z najciekawszych dzieł artystycz­
nych tamtych lat. Nie może więc dziwić, że otrzymał
za nie (razem z innymi twórcami mauzoleum)
w 1950 r. nagrodę państwową I stopnia. Najwyższe
wyróżnienie, i to przyznane jeszcze studentowi. Taki
sukces może zawrócić w głowie. Chłopiec kończy
dopiero Akademię, a już jest laureatem. Niemal od
razu zaczyna w niej pracę jako wykładowca, zakłada
przy wydziale rzeźby pracownię brył i płaszczyzn.
Wie, czego nie wie i, co za tym idzie, co powinno być
ważne dla studenta. Akademia jest miejscem szcze­
gólnym, tam spotyka Jarnuszkiewicz ludzi twórczo
myślących, niezależnych, z którymi będzie odtąd za­
wsze związany. W trudnych latach inwazji ideologii
socrealizmu Akademia staje się ośrodkiem twór­
czych poszukiwań, dyskusji. W sztuce koncentrują
się one właśnie wokół pracowni rzeźby, wokół takich
artystów pedagogów jak Oskar Hansen, Jerzy Sołtan, Julian Pałka. Sołtan wnosi idee Corbusierowskie, Hansen koncepcje architektoniczo-urbanistyczne, których skala przekracza możliwości
realizacji. A obok powstaje szkoła plakatu, znaku
plastycznego Henryka Tomaszewskiego. Uczy się
myślenia i widzenia. W tej atmosferze formuje się
program pedagogiczny Jarnuszkiewicza i kształtuje
ważny nurt jego zainteresowań. Szerokich, zarówno
dotyczących rzeźby, jak i medalierstwa, drzeworytu,
ekslibrisu. Ale gdy nasz bohater zaczyna swą działal-

Jerzy Jarnuszkiewicz i rzeźba Planeta, blacha stalowa, 1965

Okna VI, blacha stalowa, 1967

80

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

wa jest ważna, pilna, tydzień czasu! MDM trzeba prze­
cież otworzyć uroczyście 22 lipca, w święto narodowe.
Ta data to była zmora, na ten termin trzeba było zwo­
dować statek, oddać do użytku fabrykę, ulice, dworzec,
mimo że nie były ukończone, poprawiane później przez
miesiące, ale przecież święto musiało być, a „zobowią­
zania” wypełnione. Jarnuszkiewicz rzeźbi więc hutnika
i nauczycielkę. Hutnik to typowy kloc socrealistyczny,
nie gorszy i nie lepszy od innych, ale nauczycielka
z synkiem rzeźbiona jest z troską, powiedziałbym sym­
patią. Robota na zamówienie, szybka, bez zaangażowa­
nia, tyle że dobrze płatna. Gdy dostał honorarium wy­
szedł z żoną na miasto i zapytał: „Słuchaj, czy ty masz
coś ciepłego na zimę? No, nie mam. A co byś chciała?
Futro piżmowe!”. Kupił, a dla siebie jasną marynarkę
z samodziału w kratę. Socrealizm kwitł. Powstawały
następne martwe rzeźby. Jarnuszkiewicz, który począt­
kowo sądził, że w narzuconej konwencji można zreali­
zować interesujące prace, traci tę nadzieję.
Ogląda wystawę „przodującej” rzeźby radzieckiej,
poraża go brzydota, zadaje sobie pytanie - dlaczego
niewolniczy Egipt wydał wspaniałą sztukę, a nie ma
jej w krajach totalitarnych, we Włoszech, w Niem­
czech i w Związku Radzieckim. Być może, konstatuje,
zgodnie z marksistowską tezą sztuki odbija ona rzeczy­
wistość, i stąd ta brzydota. „Odwróciłem się od moje­
go «wielkiego» czasu, notuje. Zacząłem szukać powo­
dów mojej pracy w sobie, we własnych potrzebach
i własnych emocjach”. Otacza go wielu ciekawych,
wybitnych ludzi o samodzielnych poglądach. Do do­
mu przychodzą architekci z Biura Odbudowy Stolicy.
Tam pracuje Jadwiga, tam toczą się dyskusje, żarliwe,
w których ścierają się koncepcje - rekonstrukcji, two­
rzenia nowoczesnej metropolii, zabudowy w duchu
socrealistycznych miast. N a nowoczesność nie było
ani środków, ani ochoty, nic dziwnego, że Marek N o­
wicki, wielki wizjoner, wyjedzie do Stanów Zjedno­
czonych, a Jerzy Sołtan do Ameryki Południowej. Re­
konstrukcja też nie była łatwa, w kraju, który odrzucił
plan Marshalla nie było na nią pieniędzy, a odbudo­
wywane kamienice „dla oszczędności” pozbawiano
dekoracji. Zresztą, władza nie życzyła sobie pamiątek
dawnej świetności stolicy, żadnych wyrazistych sym­
boli, np. Zamku. W początku okresu powojennego
„nadzorcy” radzieccy wręcz demonstracyjnie gwałcili
wolę lokalnej władzy (np. jeden z generałów Armii
Czerwonej nakazał zburzyć ruiny Zamku Ujazdow­
skiego, mimo iż zostały zakwalifikowane do odbudo­
wy). Zwolennikiem rekonstrukcji Starówki, Alei
Ujazdowskich, Nowego Światu byli architekci Jan Za­
chwatowicz i Jan Bogusławski. Idee społecznikow­
skie, których wyrazem był Żoliborz, znalazły kontynu­
ację tylko w projektach państwa Piechotków.
W Biurze Odbudowy Stolicy gromadzili się wówczas
(1945-50) najciekawsi architekci, rzeźbiarze a także
malarze. Z domem Jarnuszkiewicza wiąże się też śro-

Kaganiec, cement, brąz chromowany, 1973-1978

ność, tworząc pracownię brył i płaszczyzn, socre­
alizm wciąż jest żywy w sferze publicznej.

Od socrealizmu do nowoczesności
Studia w Akademii przygotowywały do realistycz­
nej interpretacji. Ale realizm może być bezduszny,
schematyczny i twórczo interpretujący modela, pod­
porządkowany emocji. Takie były w tamtym czasie
rzeźby Aliny Szapocznikow (zwłaszcza jej Pierwsza mi­
łość). Jarnuszkiewicz również dążył do tego by figura
„mówiła”, prezentowała indywidualność modela. T a­
ka jest Jadwiga z sześcioletnim Marcinkiem, wyrzeź­
biona w płaskorzeźbie na warszawskim MDM, tuż przy
placu Zbawiciela. Jedyna tam kompozycja żywa. Inne
figury są bowiem na tyle schematyczne, że trudno wy­
różnić kto je robił. Powstały pospiesznie. „Lud”, jak to
postulował prezydent Bierut, wchodził do śródmieścia.
Do nowych bloków wprowadzali się ludzie przybyli
ze wsi, nieraz z całym dobytkiem, królikami, gołębiami.
„Lud” ma być prosty, prymitywny - inaczej przecież nie
byłby „ludem” - przeciwstawianym inteligencji, i ten
lud powinien mieszkać jak dawni dziedzice. W Mo­
skwie powstało bogato, pałacowo zdobione metro,
u nas tę rolę miał odgrywać MDM. Sztuka dla wszyst­
kich. Niech zobaczy pomniki swojej chwały, a więc
rzeźby (co z tego, że toporne) hutnika, górnika, koleja­
rza... No i „inteligenta pracującego” - nauczycielkę.
Prezydent zwołał do siebie rzeźbiarzy, tłumaczy - spra­

81

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

dowisko Instytutu Badań Literackich, a później także
Państwowego Instytutu Sztuki, instytucji, z którymi
związana była Jadwiga.
Dzięki współpracy z Biurem Odbudowy Stolicy Jar­
nuszkiewiczowie otrzymali własny dom. Powiedzmy ści­
ślej, domek, zelektryfikowaną chałupę. Te domki, zwa­
ne fińskimi, ofiarował stolicy Stalin. Przydzielano je
architektom, plastykom, pracownikom BOS-u. Miały
służyć przez lata odbudowy, ale jak to bywa z prowizor­
kami, stoją do dziś (na tyłach Parku Ujazdowskiego).
Dom Jarnuszkiewiczów stanął przy ul. Wawelskiej. Dwa
pokoje, alkowa, kuchnia. Do tego, gdy poznałem Jar­
nuszkiewiczów było tam dziewięć kotów a później także
pies, jamnik, którego koty uznawały za swego szefa, pró­
bując szczekać jak on. Pies zaś chodził z kotami po da­
chu. Jadwiga urządziła swój pokój z wdziękiem. Zapro­
szeni goście doskonale się w nim czuli. Co pewien czas
oknem wskakiwał czarny kot i uważnie przyglądał się
wszystkim. W „salonie” spotykali się ludzie ciekawi, so­
cjologowie Marcin Czerwiński, Aleksander Wallis, Ma­
ria Ofierska, scenografowie Jan Kosiński, Czesław Sa­
dowski, historycy sztuki Michał Walicki, Julian
Starzyński, Andrzej Jakimowicz, Wiesław Juszczak, Elż­
bieta Grabska-Wallisowa, Jacek Sempoliński, a ze star­
szego pokolenia Michał Walicki, Julian Starzyński. To
był krąg ludzi, który otaczał Jarnuszkiewicza, który „da­
wał” ale i „brał”. Z wielkim zainteresowaniem słuchano
jego opowieści, relacji z wydarzeń, a zwłaszcza filmów.
Opowiadał fantastycznie. Był gwiazdą, inteligentny,
swobodny, niezależny w myśleniu. A poza tym twórczy,
pełen pomysłów, które śmiało realizował. Zachwycały
ekslibrisy, którymi obdarowywał przyjaciół. Potrafił po­
kazać w nich człowieka przez gest, sytuację - jak np.
w ekslibrisie prof. Juszczaka (wytworność, elegancja,
„angielskość”), scharakteryzowanie osobowości przez
odwołanie do symboliki (mnie przedstawił jako upadłe­
go Ikara), skojarzenia nieba z dziecinnej gry w klasy
z postacią ślicznej znajomej.
W 1957 r. Jadwiga Jarnuszkiewiczowa zorganizo­
wała wystawę Rzeźba w ogrodzie. Był to ważny krok
w przełamywaniu konwencji socrealistycznej. W ogro­
dzie, a więc w przestrzeni, w konkretnym miejscu,
w kontekście drzew, krzewów, perspektyw. Znalazły
się na wystawie rzeźby organizujące przestrzeń. Jar­
nuszkiewicz pokazał dwie rzeźby, porażające swym
dramatyzmem Marcinelle i Sukę. Podobnie jak Ekshu­
macja Aliny Szapocznikow świadczą o nowym zoba­
czeniu roli rzeźby. O tym, że może ona wyrażać po­
przez skrót, symbolikę, stosunek do wydarzeń
publicznych, ale i osobistych. Ekshumowany, stracony
na Węgrzech Laszlo Rajk był pierwszą tak drastycznie
ujawnioną zbrodnią komunistyczną. Marcinelle Jar­
nuszkiewicza była reakcją na katastrofę w belgijskiej
kopalni, na tragedię górników. Wizja artystyczna po­
zwoliła mu stworzyć dzieło wybitne, porażające swym
wyrazem. Chciał stworzyć wrażenie martwoty, bezła­

du, ale też rozpaczy. Rzeźbę można i trzeba oglądać
z różnych perspektyw, idąc dokoła. Czas i przestrzeń
łączyły się w jej oglądzie. Faktura zaskakiwała, przypo­
minała zwęglone szczątki materii dramatycznie skrę­
cone i rozpięte w przestrzeni. Jednak po latach w roz­
mowie o rzeźbie Jarnuszkiewicz powiedział, że teraz
tworząc ją zostawiłby samą brutalność.
Drugą rzeźbą, którą pokazał na wystawie, była Su­
ka. „Dramatyzm przerysowany aż do bólu” pisał o niej
Waldemar Baraniewski. Dramat człowieka, artysty.
Przerażająca rzeźba, trudno w niej nie dostrzec krzyku
rozpaczy, wyrazu przeżyć wręcz intymnych. Czy wolno
sięgnąć do doświadczeń osobistych artysty, by zrozu­
mieć ich sens? Dla historyka sztuki istotny jest związek
zarówno Marcinelle jak i Suki z rzeźbami Germaine Richier, ale odwołanie do tych właśnie inspiracji wynika
u Jarnuszkiewicza także z osobistych przeżyć, doznań.
Przywykliśmy do jednoznacznych wyjaśnień, a prze­
cież w świadomości człowieka, zwłaszcza artysty, ból
nie wyklucza radości. Jerzy kochał życie, uważał za dar
Boży, że może żyć rzeźbiąc, rysując, ucząc. Promienio­
wał na zewnątrz energią, ból ujawniał tylko pośrednio,
w swych dziełach.
Mówi się o pięknych latach młodości, chce zapo­
mnieć o goryczach. Ale on o nich pamiętał.
Ile wstydu najadł się w szkole, a później w pracow­
ni prof. Breyera, gdy ten wrzucał jego rzeźby do paki
z gliną, a przecież były na pewno nie gorsze od innych.
Tyle, że inne. A potem za te rzeźby, za podobne, dosta­
wał nagrody. Nagrody? Znów upokorzenia. Z goryczą
opowiadał, jak mu nie dano przyznanej nagrody, bo za
młody, za zdolny. Później obrażał go minister Wieczo­
rek, zarzucając, że zgodnie z cennikiem żąda honora­
rium za pomnik. Za co? Ze sobie coś wymyślił? Kamie­
niarz dostał więcej, bo ten „pracował”. Wiele bólu
przysporzyła mu kampania w obronie praw autorskich
do Małego Powstańca. Przypomnę ją, ponieważ i ja się
czuję winny, namawiając go do tego, do rzeczy, zdawa­
łoby się oczywistej.
Rzemieślnik grawer p. Miecznik produkował i sprze­
dawał figurki Małego Powstańca twierdząc, iż jest auto­
rem rzeźby. Sprawa trafiła do sądu, pierwsza, albo jedna
z pierwszych dotyczących prawa autorskiego. Wydawa­
ło się, że rzecz jest prosta, sąd nie miał wątpliwości, ale
w obronie p. Miecznika stanął prezydencki minister
Wieczorek. Ujął się za kombatantem. Sprawa trwała
wiele miesięcy. Sędzina zrezygnowała z prowadzenia
sprawy, która sprawiła Jerzemu tyle zmartwień i upoko­
rzeń, że bliski był psychicznego załamania. W końcu
wygrał, ale pewny „wysokiego” poparcia giser, mimo
wyroku, nie przestał produkować figurek.
Pisząc o goryczy zwróćmy też uwagę na sferę intym­
ną. A więc Dom. Pamięć rodzinnego zaważyła na wy­
obrażeniu własnego. Spoistość rodziny, trwały związek
klanu, braci, sióstr, rodziców, sprawiała, że to był
w istocie dla Jerzego dom najważniejszy. Kiedy coś by-

82

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

wystarczy tu nasz sąd, nasza ekspresja, nasze osobiste
wzruszenia, że tylko to miejsce może świadczyć o sobie.
Sądziliśmy zatem, że w tych warunkach współautorem
pomnika należy uczynić odbiorcę, człowieka odwiedza­
jącego obóz, nasz udział zaś sprowadzić do roli prze­
wodnika, czy może raczej reżysera, który by nakreślił li­
nię przewodnią, uwypuklił najbardziej ważne elementy
tego dramatycznego spektaklu”.16 Więc nie rzeźba, nie
jakiś monument, ale przestrzeń traktowana niemal sa­
kralnie. No i reżyseria postrzegania tej przestrzeni. Wy­
odrębnienie jej czarną drogą, ukośnie przecinającą
obóz. Drogą, jak snop światła wydobywający granice
śmierci, pionowe słupy ogrodzenia, zawsze pod napię­
ciem, baraki, wypalone szkielety kominów, żelazne
klatki, w których zamykano więźniów, kloaczne doły,
krematoria.
Takie są ślady tego, co było, co jest. Ten pomnik-droga miał więc żyć, to nic, że chwasty zarosną, krze­
wy się wedrą w ruiny, przyroda pochłonie teren, tak
jak to widać na żydowskich cmentarzach, zawsze to
będzie prawda. Nie rekonstrukcja, nie scenografia.
Takiej jednak oczekiwali inicjatorzy konkursu, byli
więźniowie Oświęcimia, pisarze - Seweryna Szmaglewska, Tadeusz Hołuj, a przede wszystkim Józef Cy­
rankiewicz. Premier.
Odbudują baraki, prąd puszczą w ogrodzenia, tylko
czekać, aż zapudłują w nich ludzi, powiedział Jerzy, ni­
by żartem, ale mnie, po doświadczeniach sowieckich,
ciarki przeszły. Rzeczywiście, jak się później dowie­
działem, bito, torturowano ludzi w innych zrekonstru­
owanych obozach. W nich zginął Niemiec, wybawca
Szpilmana, moja wychowawczyni z dzieciństwa, volksdeutschka, złotej duszy kobieta.
N a konkurs zgłoszono 429 prac z 36 krajów, pro­
jekt otrzymał najwyższe wyróżnienie. Nie było wątpli­
wości, że był najlepszy, rewelacyjny. A dodam, jury by­
ło wyjątkowe, wielki rzeźbiarz Henri Moore na czele,
w składzie m.in. J. B. Bakema, naczelny architekt Rot­
terdamu, Pierre Courthion z Francji, L. Venturi i P.
Perugini z Włoch, nasz wielki rzeźbiarz zamieszkały we
Francji August Zamoyski.
Jednak ich ocena nie przekonała naszego Komite­
tu Oświęcimskiego. Ma być, jak to wtedy było! Bara­
ki? Tak, jak wtedy. Tworzy się więc, co widać m.in.
w Majdanku - scenografię. Zgniją nary? To się zastą­
pi nowymi. Podmaluje, wyretuszuje, by wyglądały jak
stare. W Oświęcimiu (przepraszam, w Auschwitz) jest
wielka pracownia konserwacji ubrań, butów, włosów.
Mają być jak wtedy, gdy wypędzono Niemców. Po­
wstają po latach nowe problemy - jak rekonstruować?
Do jakich granic?
Jarnuszkiewicz tłumaczył, że pomnik jest nie tylko
dla nas, trzeba myśleć o przyszłych pokoleniach. Po­
mnik ma do nich mówić. Postanowiono zrobić drugi
etap konkursu, powierzając realizację pomnika W ło­
chom Maurizio Vitalemu, Julio Lafuente oraz Jerzemu

ło potrzebne ojcu czy bratu, bywało, że stawało się waż­
niejsze niż sprawy własnej rodziny. Dom rodzinny był
spoisty, zwarty, podczas gdy ten, który miał z Jadwigą
był związkiem dwóch wybitnych podmiotów, a może
nawet i trzech. Każdy miał swoje życie. Marcin kole­
gów, Jadwiga swą pracę, pisanie. A Jerzy? Marcin zapy­
tany o niego przez dziennikarkę powiedział: „Jest cu­
downy, wspaniały. Taki bezradny... Wszystko widzi
prosto i jasno, jak dziecko. A przy tym żyje jak poeta,
zawsze z nami, a jednak troszeczkę gdzie indziej”.15 Ja­
dwiga piękna, pełna energii, miała swój świat, swój
krąg przyjaciół. Pod wpływem męża rozkwitła, wydoby­
ła się z gąszczu okupacyjnych wspomnień, skonkrety­
zowała swoje zainteresowania, zajmując się rzeźbą.
Znakomicie, ale równolegle do tego, co robił Jerzy. By­
ła towarzyszką życia, zaangażowana w twórczość męża,
ale nie na prawach wyłączności. Zapewne Jerzy chętnie
by widział kogoś, kto by dokumentował jego działal­
ność, tworzył warunki do pracy, oszczędzał niepotrzeb­
nych wysiłków (zakupy, wychodzenie z psem itd.), po
prostu - kto był żył jego sprawami, tymczasem Jadwiga,
otwarta na świat, miała swoje życie, zainteresowania,
problemy. Fascynowała się ludźmi, zakochana w Je­
rzym z wdzięcznością bezmierną, za to co jej dał. Zako­
chana absolutnie, ale jak w ojcu, któremu wierzyła jak
dziecko. Naiwnie. Pewna, że i jego ucieszą jej sukcesy,
a nawet otwarcie się na miłość do drugiego człowieka.
Miłość, której się nie wybiera, a jest przecież niezmier­
nie bolesna dla towarzysza życia. To trudne do uwie­
rzenia, ale ona, ze swoją żarliwą, infantylną uczuciowo­
ścią, wierzyła, że to jej otwarcie na życie, odrodzenie po
okupacyjnych koszmarach jego ucieszy! I znów w życiu
Jerzego nastąpił dramat, odrzucenie. Dramat, jako że
w kręgu spraw najbardziej intymnych chce się być tym
jedynym, wymarzonym, chce się wierzyć w zespolenie
dwóch połówek, w całkowite oddanie. Gorycz, raz
przeżyta, nie mija bezkarnie. Zwłaszcza gdy życie co pe­
wien czas każe o niej pamiętać. Dla Jerzego takim fak­
tem bolesnym okazała się sprawa pomnika oświęcim­
skiego. Zaangażował się w nią z przekonaniem, że jest
to sprawa wielka. Wyjątkowa.
W 1957 roku ogłoszono konkurs na pomnik oświę­
cimski. Do Auschwitz Niemcy zwozili Żydów z całej Eu­
ropy, tam ich mordowali. Obcych. Tu jest ich cmen­
tarz. Ich, ponieważ nikt z miasta Oświęcimia nie ma tu
swych bliskich, ale ma ich świat. Miejsce to szczególne,
upamiętniające Holocaust.
Jarnuszkiewicz przygotowywał projekt razem
z Oskarem i Zofią Hansenami oraz Julianem Pałką.
Koncepcja powstała już w pierwszych rozmowach
z Hansenem. Żadnej rzeźby! W tym miejscu każda fi­
gura jest nietaktem. „Wychodziliśmy z założenia, pisał
Jarnuszkiewicz, że to, co się stało, dziś po dwudziestu
latach jest niewyobrażalne, wydaje się niemożliwe, nie
jest tego w stanie przekazać żadna najświetniejsza na­
wet i najbardziej dramatyczna w wyrazie rzeźba, że nie

83

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5 / 2 0 0 7 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Rysunek, Obory, 1989

Jarnuszkiewiczowi. Powstała hybryda, Jerzy dążył do
wizji przestrzeni obozu, Włosi eksponowali elementy
rzeźbiarskie (złącza wagonów). A jednak:
„Konkurs oświęcimski pomimo, że dał w wyniku
dzieło kompromisowe, dokonał przełomu w rzeźbie po­
mnikowej i wywarł ogromny wpływ na realizację wielu
pomników w latach następnych”.17 Praca myślowa, za­
uważył Jarnuszkiewicz, może być ważniejsza niż realiza­
cja. Bywają projekty, w których sama koncepcja ma
ogromną wartość jako osiągnięcie twórcze. Dodam, że
wśród najciekawszych, najbardziej twórczych, są reali­
zowane wspólnie z architektami, np. Treblinka Adama
Haupta i Franciszka Duszenki, a także projekt pomnika
Grunwaldu przygotowany w 1960 r. przez Jerzego Jar­
nuszkiewicza wspólnie z Włodzimierzem Wittekiem.
Kilka słów o tym projekcie. Autorzy zamierzali
ukazać Grunwald w całym ciągu historycznym. Punk­
tem wyjścia założenia była Nidzica, gdzie miał znajdo­
wać się hotel dla przyjezdnych i muzeum pamiątek,
skąd autobusami odwiedzający ludzie mieli być prze­
wożeni na pola grunwaldzkie. Pięć wzniesień zamie­
rzali artyści przeciąć w kierunku północ-południe be­
tonowymi ścianami. Ten zabieg przekształcał wzgórza
w symboliczną tamę przeciwko Drang nach Osten.
W miarę posuwania się do przodu wyłaniałyby się ko­
lejne zapory. Zmiany punktów widzenia następujące
w ruchu miały wywoływać różne doznania i wrażenia,
które nakładały się w czasie. N a końcu drogi, w zasię­
gu wzroku zwiedzającego, miał znajdować się stalowy

sześcian z krzyżem Grunwaldzkim oraz mapa bitwy.
W odległości pół kilometra, na tyłach wzgórz miały się
wznosić konstrukcyjne wieże ustawione w punktach
koncentracji wojsk krzyżackich. W szczerym polu au­
torzy przewidywali umieszczenie pleksiglasowych
skrzyń mieszczących zbroje. To zestawienie miało
uświadomić odbiorcy obszar.
Znakomity to przykład reżyserii nastroju, pomnika,
który realizuje się oglądany w czasie. Niestety, jurorzy,
organizatorzy konkursu, tego nie dostrzegli. Zwyciężył
projekt „typowy”, w którym najważniejsze były postu­
ment, sztandary, miejsce na wieńce, hołdy.
Wkrótce Jarnuszkiewicz otrzymał propozycję
wzniesienia pomnika w rodzinnym swym mieście Kali­
szu. Pomnika Asnyka. Ale tu reżyseria nastroju nie by­
ła potrzebna, należało wrócić do konwencji pomników
pisarzy, a więc rzeźby realistycznej. Wieszcz powinien
stać, albo siedzieć. Jarnuszkiewicz wyrzeźbił Asnyka
siedzącego na niskim postumencie, trochę pochylone­
go, znużonego. Jak ludzie przyjmą ten pomnik - zasta­
nawiał się. Nie spodobał się, chociaż protestów nie
wywołał. Był za skromny, bez akcesoriów, które by po­
etę wywyższały. Ale kiedy następnego dnia baby wiej­
skie z jajkami, masłem, warzywami pojawiły się na ryn­
ku, zdarzyło się coś, czego autor nie przewidział.
Oswoiły pomnik! N a ramieniu zawiesiły różańce, je­
den, drugi. Siedzącą postać potraktowały jak Frasobli­
wego. Z czułością. Kiedy Jerzemu o tym powiedziałem
wzruszył się.

84

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Był zmęczony, spracowany, wyjechał więc odpo­
cząć w góry. N a narty. Nastąpił zawał. Dopiero po
trzech dniach przywieziono go do szpitala. Zawałow­
com kazano wtedy tygodniami leżeć w łóżkach, miał
więc czas by czytać. Pierwszą książką było W poszuki­
waniu straconego czasu Prousta, siedem tomów. Słu­
chał muzyki, Bacha, najchętniej Arvo Parta. Bliska
mu była jego wizja nowoczesności, w której żyła pa­
mięć o przeszłości, zwłaszcza związanej z tradycją sztu­
ki sakralnej mówiącej o sprawach najważniejszych,
ostatecznych. Wracał często (zresztą nie tylko wtedy)
do wspomnień z lat dzieciństwa, młodości.
Nastąpił okres powrotu do natury, spacery, przeży­
wanie przyrody. Ważne też było wspomnienie obra­
zów, które widział w młodości. Kiedy myślał o nich
ogarniało go wzruszenie, opowiadał o płótnach Rapac­
kiego, o przeżyciu, które wywoływał widok łąki pokry­
tej śniegiem z krechą czarnego lasu w oddali i chatą,
której oświetlone okna wnosiły w pejzaż spokój i na­
dzieję. Wspominał krzyże stojące przy drogach, małe
wiejskie cmentarzyki. Nie wstydził się tych doznań,
wracał wtedy pamięcią do dawnych lat.
Kiedyś do domu na Wawelskiej przyniesiono drew­
no do pieca, małe szczapy sosnowe. Zaczął od razu ze­
stawiać je ze sobą, z trzech drewienek tworzył rzeźby,
z radością dziecka i wrażliwością rzeźbiarza. Potem po­
kazywał młodzieży w telewizji, jak trzy zestawione ele­
menty tworzą rzeźbę, jak zmiana kąta ich ustawienia
wpływa na jej charakter. Robił to świetnie. Wrócił do
pierwszych doświadczeń kiedy to w szkole prowadzono
testy polegające na kombinowaniu prostych elemen­
tów - trzy kreski i dwa kółka, które należało połączyć
w jakieś dowolne układy. „Zrobiłem ich najwięcej i to
w takiej proporcji, że następny po mnie zrobił sześć
kombinacji, a ja - sto dwadzieścia pięć! I to było coś
nieprawdopodobnego! Jeśli kiedykolwiek czułem, że
mam natchnienie, że coś na mnie spływa, to wówczas
gdy zajmowałem się geometrią. Przestrzeń, układy
przestrzenne zawsze niesłychanie mnie emocjonowały,
działałem wtedy jak w natchnieniu. To jest cudowne,
wspaniałe uczucie, gdy gdzieś spoza mnie coś nadcho­
dzi i działa przeze mnie!”18
Długo trwał okres przychodzenia do siebie, niemal
cztery lata. Wspominał: „Ponieważ w tym czasie nie
byłem w stanie pracować wzywano mnie do stania
w kolejkach sklepowych. Więc stałem. Nieraz robiło
mi się słabo, ale za to miałem poczucie użyteczności
i czas na myślenie. W tym czasie, będąc kiedyś w pra­
cowni mojego Ojca, z którym pracował mój młodszy
brat, zastałem go przy spawaniu. Mimo lęku przed
wszystkimi maszyneriami, zapragnąłem przesłonić
twarz maskownicą i wziąć w rękę uchwyt z elektrodą.
Tak zaczęło się moje wielkie przeżycie metalu. W cią­
gu półtora roku wykonałem przeszło czterdzieści prac
i dziesiątki rysunkowych szkiców koncepcyjnych. Za­
chwyty nad geometrią znalazły swój kształt i materię.

Rysunek Piety Michała Anioła w notatniku

To były piękne lata mojego życia. Wszystko co robiłem
było jak ptaki wylatujące z moich dłoni” .19
Cudowne porównanie, ptaki i te rzeźby, lśniące,
świetliste, przestrzenne, drżące na wietrze. Wspomina
ten czas: „Jeśli kiedykolwiek czułem, że mam na­
tchnienie, że coś na mnie spływa, to wówczas gdy zaj­
mowałem się geometrią. To były piękne lata mego ży­
cia. Praca (...) sprawiała mi wręcz zmysłową radość,
wprowadzała mnie w trans. Gdy zestawiłem ze sobą
blachy, dopasowując ich układy, aż mnie za gardło ła­
pało, że to tak świetnie wygląda. (...) Wyraźnie cią­
gnęło mnie wtedy do spolerowanego metalu, kształ­
tów zupełnie czystych, perfekcyjnych. Interesowały
mnie układy symetryczne, mechanizmy, siły mogące
nimi zachwiać”.20 Narastała w nim potrzeba ekspresji
wynikającej z abstrakcyjnego formułowania. W jednej
z rozmów powiedział, że emocje można wyrazić posłu­
gując się postacią człowieka, ale też łącząc poziom
z pionem. Fascynuje się rzeźbą abstrakcyjną, niewolną
przecież od skojarzeń. Spawa żelazne blachy, ponieważ
nie stać go na stalowe, spawa prymitywnie, ze strupa­
mi ołowiu na złączach. To może robić po zawale, kon­
struować, unieść w rękach całą rzeźbę. Wraca do

85

�06_Jackowski363.ps

- 4/25/2007

4:55

PM

Aleksander Jackowski - JERZY JARNUSZKIEWICZ

EX-LIBRIS Jadwigi Jarnuszkiewiczowej

EX-LIBRIS Beaty Groszkowskiej, 1964

EX-LIBRIS Joanny Pollak

EX-LIBRIS Elżbiety i Wojciecha Krajewskich

EX-LIBRIS Marcina Jarnuszkiewicza, 1968

EX-LIBRIS Marcina Jarnuszkiewicza, 1970

86

�06_Jackowski363.ps

- 4/25/2007

4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

emocji, które odczuwał w szkole na zajęciach z prof.
Dyrczem, zachwytu nad geometrią wykreślną. W tych
latach - pisał Mieczysław Porębski - rzeźba towarzy­
szyła naszym egzystencjalnym lękom, przerażeniom
i niepokojom. „Być może nadszedł czas, żeby zacząć się
odnajdywać. Tak przynajmniej myślę, kiedy oglądam
ostatnie rzeźby Jerzego Jarnuszkiewicza. Są wśród nich
konstrukcje z metalowego złomu, zawróconego ręką
i decyzją artysty, z drogi rozpadu. Praca prostowania
kierunków, porządkowania przeciwstawień, koordy­
nowania osi, nawrót do najprostszego języka przestrze­
ni - języka poziomu i pionu, płaszczyzny czołowej
i płaszczyzny strzałkowej, strony prawej i strony lewej,
jest tą pracą, którą należało wykonać przede wszyst­
kim, i którą należy wykonywać nadal, aż każda rzecz
znajdzie właściwy jej sens i miejsce.
Podobną treść odnajduję w jego cierpliwych, syste­
matycznych i poetyckich konstrukcjach z blachy, prze­
dziwnych, błyszczących monstrancjach, które nie zagra­
dzają przestrzeni, ale ją otwierają, zwielokrotniają,
mnożą, czynią przenikliwą dla wzroku, na swój milczący
sposób akustyczną i pomimo całej przejrzystości miesz­
kalną, to znaczy zatrzymującą, ale nie zamkniętą”.21
Wiesława Wierzchowska zauważyła: „Przy pozorach
spekulatywności i obiektywizmu dzieła Jarnuszkiewicza
stanowią najbardziej osobisty pamiętnik, kronikę życia
wewnętrznego, a poszczególne okresy, rozdziały tego
pamiętnika wyznaczone zostały przez przeżycia własne
i zawarte w nich doświadczenia historyczne pokolenia
Kolumbów”.22
Rzeźby tego okresu są zjawiskiem wyjątkowym
w naszej sztuce. Bez precedensów i kontynuacji. Szcze­
gólne, tylko jego, artysty, który wyszedł z tradycji pra­
cowni metaloplastycznej, a na skutek choroby zajął się
technikami dostępnymi mu w tym czasie. Zresztą, jak
zauważył, każdego rzeźbiarza po pewnym czasie odrzuca
od gipsu, a praca w granicie czy brązie jest kosztowna.
W kompozycjach przestrzennych wyrażał emocje osobi­
ste i radość tworzenia: „Od niemal surrealnych klima­
tów zagrożenia w zakrzywionych przestrzeniach prosto­
kątnych lejków czy tuneli - do żywiołowej, triumfującej
radości łodzi i żagli, gdzie miękka, lśniąca blacha tworzy
kształt zawierający pogodę wiecznie słonecznego morza
ze starego śródziemnomorskiego mitu”.23
Powstają w tym czasie rzeźby robione dla siebie,
niewielkie, w których autora wyraźnie cieszą skojarze­
nia, odwołania do nie istniejących w rzeczywistości
przedmiotów, owadów, zapalników, kompasów, zam­
ków, a które są jednocześnie wręcz podręcznikowymi
przykładami tworzenia form zamkniętych. Przedmioty
zmieniają znaczenie tworząc nowe układy, służąc wy­
rażeniu iluzji. Takie też są rzeźby - pomniki, np. Żywią
i bronią. Drugą grupę stanowią rzeźby przestrzenne,
nasuwające reminiscencje wojskowych obiektów, sta­
cji radarów, tuneli lub zahaczających o siebie żagli,
sztandarów, okien, drogowskazów, monstrancji, blach

EX-LIBRIS Aleksandra Jackowskiego, 1964

EX-LIBRIS Pietro Cascella, 1962

EX-LIBRIS Wiesława Juszczaka

87

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

ostrych i zaczepnych, działających blaskiem odbitego
światła. Muzyka światła i cienia, zauważa Aleksandra
Prokop. W fascynujących Rytmach II pręty i liny two­
rzą układ napięć, w którym ściskanie i rozprężanie
znalazły się w stanie równowagi. W Rytmie III napięcia
zależą od kierunku i naszego punktu widzenia. Okna
otwierają i zamykają przestrzenie. Kiedy na nie patrzy­
my z różnych pozycji, są efektem odbić światła.
Wiesław Borowski nazwał je regulatorami prze­
strzeni, aparatami mówiącymi coś o naturze świata.24
Artystę interesuje gra form, przestrzeni otwartej i za­
mkniętej, siły grawitacji i nacisku, rytmów. Rzeźby
rozrastają się drapieżnie atakując przestrzeń. (Plane­
ta). „Tworzą sztuczne perspektywy, zakrzywiają powie­
rzoną im przestrzeń, nadają jej coraz to inny charak­
ter, coraz to inną głębię. I w ten sposób w jednej
rzeźbie, w jednym czasie krzyżuje się kilka symulta­
nicznych rzeczywistości, krzyżuje się - a więc i splata,
jak ogniwa łańcucha. Artysta uczynił z tak pojętej
przestrzeni źródło niepokoju, scenerię zagadkową,
dwuznaczną - osobliwie pobudzającą wyobraźnię, zbi­
jającą z tropu” - pisze Andrzej Osęka.25
Skrzydlate kompozycje powstają także w przestrze­
ni, organizują ją, albo uzupełniają. W 1965 r., na ple­
nerze w Elblągu, powstaje wielka, zrytmizowana kom­
pozycja, na długi czas stanowiącą znak miasta.
Nazywano ją różnie - drogowskaz, radar, monstrancja.
Niestety została zniszczona.
W Ravnem stworzył Jarnuszkiewicz w czasie plene­
ru (1964 r.) dużą kompozycję przestrzenną, wpisaną
w przestrzeń, w Ostrawie zaś rzeźbę w pejzażu.
Wracając do zdrowia pokonywał lęk, jaki towarzy­
szy zawałowi, poczucie samotności. Odkrywa jakby na
nowo urodę świata, rysuje, szkicuje - powstają dzie­
siątki projektów pomników, rzeźb. Mówił, że gdyby
miał, jak wielu rzeźbiarzy na Zachodzie, środki, możli­
wości techniczne, asystentów, dobrze wyposażone pra­
cownie powstałyby dzieła wybitne i skończone. Nie­
stety, w ówczesnych warunkach nie było to możliwe,
a o wyjeździe z kraju nie chciał myśleć. Trzeba się by­
ło dostosować. Taka była nasza rzeczywistość. Tak np.
znakomity Tadeusz Sieklucki rysuje w tym czasie
w notesach setki projektów pomników z żelaznych be­
lek, jako że nie ma szans na realizację żadnego. Taki
był czas.
Jarnuszkiewicz chałupniczo konstruuje niezwykłe
konstrukcje przestrzenne, realizuje je dzięki pomocy
robotników z elbląskiego ZAMECHU i życzliwości dy­
rekcji. Trzeba o tym koniecznie powiedzieć, bowiem
bez zaangażowania metalowców z ZAMECHU, a póź­
niej warszawskiej FSO, wiele dzieł by nie powstało.
Choćby ta kompozycja, którą zobaczył w 1967 roku
wysłannik Muzeum Guggenheima, jeżdżąc po Europie
Wschodniej. Zaprosił Jarnuszkiewicza do udziału
w najważniejszej wówczas wystawie rzeźby: Najwybit­
niejsi XX wieku. Robotnicy bezinteresownie pomogli

mu zespawać blachy. Ale jego sukcesu nikt u nas nie
zechciał odnotować. Głupota czy zawiść? Tylko w ra­
dio „Wolna Europa” przekazano opinię dyrektora Mu­
zeum Guggenheima: „Jarnuszkiewicz to szczytowe
osiągnięcie europejskiego konstruktywizmu”. Był to
triumf artysty, ale zarazem i jego dramatyczna refleksja
- nie chcę uczestniczyć w wyścigu nowoczesności.
Zresztą z czym? „Oni” mają świetnie wyposażone pra­
cownie, ich konstrukcje lśnią, spawów nie widać, rzeź­
by są precyzyjnie wykonane. A my? Epatujemy talenta­
mi, „rękodziełem”. Rozumiał to dobrze Antoni Kenar,
posyłając na zagraniczne wystawy przedmioty... z gliny,
drewna i słomy.
Jarnuszkiewicz nie chce być nowoczesnym za
wszelką cenę. Z nieufnością spogląda na eksperymen­
ty, które nie wynikają z interpretacji tematu. Idzie
swoją drogą. Andrzej Jakimowicz zauważa, że jego
sztuka jest polska, romantyczna. A więc człowieka ży­
jącego w tym kącie Europy, w tym czasie. Narasta
w nim głód ekspresji, powstają lane z brązu medale
z cyklu Kobieta i mężczyzna, później inne wracające do
krzywd z lat młodości.
Romantyczność rzeźb Jarnuszkiewicza wiąże się
z osobowością człowieka, z jego charakterem. Wszyst­
ko co robi wynika z emocji, z przeżycia tematu. W je­
go dorobku nie ma identycznego ekslibrisu, medalu
czy rzeźby. Nie ma rzeczy „puszczonych”, zrobionych.
Był artystą. Kiedy ktoś chciał zamówić medal na rocz­
nicę swej instytucji, powiedział, że musi mieć miesiąc
na znalezienie koncepcji. Po co? - zdumiał się klient,
podzieli pan krąg na sześć części, na każdej da rysunek
i już. To niech pan sam to narysuje, rzemieślnik panu
wykona - powiedział Jarnuszkiewicz, mimo że bardzo
wówczas potrzebował pieniędzy.
Medale były mu potrzebne, nie tylko jako źródło
zarobku, ale też jako forma wyrażenia treści i emocji.
To były w istocie prywatne rzeźby, odrębny dział jego
twórczości, którego nie można tu pominąć.

Medale
Jak się zaczęło zainteresowanie nimi?
W końcu lat czterdziestych Mennica rozpisała
konkurs na monety. To było ciekawe zadanie, zmie­
ścić syntetyczny rysunek na maleńkiej powierzchni.
Zdobył trzy nagrody, a później w ciągu blisko 20 lat
wykonywał kolejne projekty, z których 7 znalazło się
w obiegu. Tak zaczęło się zainteresowanie medalier­
stwem. W trudnych dla siebie chwilach rekonwale­
scencji ratował się nim. To mógł robić, w tym wyrażać
treści ważne, a zarazem zarabiać.
Wyrzeźbił 110 medali bitych, a więc powielanych
z matrycy oraz 23 lanych, każdy tylko w kilku egzem­
plarzach. Te lane są w istocie miniaturowymi pomni­
kami, formą reakcji na wydarzenia w świecie, które
szczególnie silnie odebrał Jerzy. Znalazło się wśród

88

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

nich Getto warszawskie i rozstrzelanie Garcii Lorki.
Przejmujące wrażenie robi rewers tej rzeźby, ślady kul,
które przeszyły poetę. Każdy z medali jest nowatorski,
twórczo pokazujący tematy, np. złożony z dwóch czę­
ści Xawery Dunikowski. Złożone razem tworzą portret
artysty, w wersji wypukłej oraz wklęsłej. Pozytyw i ne­
gatyw. Ale obok medali-rzeźb związanych z rocznica­
mi (Kolumb) są też osobiste, pełne goryczy. Współkrzyżowanie (z cyklu Kobieta i mężczyzna) przedstawia
zespolone w jedno ciało mężczyzny i kobiety, która
staje się krzyżem dla swego partnera. W medalu Zgod­
nie z prawem ciało mężczyzny rozpięte jest jak na krzy­
żu, ugięte nogi przechodzą na rewers.
Wiele prac wiąże się z obsesjami lat młodości, cza­
sem upokorzeń, niesprawiedliwych ocen. Wystarczy
przywołać tytuły: Kobieta i mężczyzna, Ecce Homo —Ecce Homines, Chłosta, Mistrz —wzorowi uczniowie i wyro­
dek, Niezrozumienie, Homo homini lupus, homo homini
angelus.
Niezwykły to cykl dzieł intymnych, bolesnych, (od­
powiedniki ich można znaleźć tylko w rysunkach in­
nych artystów), obsesyjnie powracających refrenów
o samotności, niezrozumieniu, przemocy, okrutnych
prawach rządzących światem. Jak pisze zaprzyjaźniona
z artystą Zofia Kossakowska-Szanajca. „Naturalistycznie przerysowana dosłowność wizji tortur, upokorzeń,
krzywd. Opowiadanie o niemożności porozumienia od­
najdywanego na chwilę w naszej bezbronnej, niczym
nie osłoniętej miłości, to uporczywe tematy medali”.26
W medalach robionych na zamówienia (o średnicy
7 cm) dominują portrety królów polskich, wzorowane
na ikonografii Jana Matejki. Wykonywał je artysta dla
Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego
w Chełmie, nieoczekiwanego i ważnego w tamtych la­
tach mecenasa kultury. Stworzył dzieło znakomite,
z twórczą rzeźbiarsko interpretacją poszczególnych po­
staci. W każdej z tych postaci starał się wydobyć ele­
ment istotny. To „jakim był” . Pokazywanie nosa, czy
uszów mnie nie interesuje - mówił Jarnuszkiewicz.
Trzeba pokazać co ważne, co wyróżnia bohatera.
A przy tym każdy medal, to zmaganie się z problemem
głębi, planów przestrzennych, i to wszystko w skali już
nawet nie milimetrowej, ale mikronowej.
Większe możliwości interpretacyjne tematu stwa­
rzały medale związane z okolicznościami, rocznicą po­
wstania instytucji czy ważnego wydarzenia historycz­
nego, czy prywatnego (medal 50-lecia pożycia
małżeńskiego). W takich przypadkach trzeba było
znaleźć właściwy symbol, znak plastyczny, jak np.
w medalach dla Instytutu Sztuki, Politechniki, A ka­
demii Wychowania Fizycznego. Czasem zadanie było
frapujące i artysta długo się z nim zmagał. Projekty
medalu na 200-lecie Mennicy Państwowej w Warsza­
wie zajęły mu... dwa lata. Po półtora roku miał już po­
nad 120 rysunków, ale z żadnego nie był zadowolony.
Dopiero po dwóch latach przyszedł pomysł. Prosty.

Pamięci Garcii Lorki, medal lany, brąz patynowany,
awers i rewers, 1967

Genialny, jak orzekli dyrektorzy banków w Paryżu,
którym polska delegacja zaprezentowała medal. Na
krążku umieszczony jest w środku sześcian z napisem
na bocznych ściankach 200 lat mennicy warszawskiej.
N a sześcianie litery M/W (Mennica Warszawska).
Spód z negatywem orła wpasowuje się w pozytyw we
wgłębieniu, tak jak w formie drukarskiej.
W rocznicę pięćsetlecia odkrycia Ameryki zrobił
Jarnuszkiewicz swój prywatny medal. Kolumb przepły­
wa Ocean, spotykając różne potwory, węże morskie,
a na rewersie medalu dopływa do „końca świata” - od­
krywając Amerykę. Pomysł, łączący obie strony meda­
lu. To też odkrycie rzeźbiarza, zobaczenie awersu i re­
wersu we wzajemnym związku. Zwróciła na to uwagę
Wiesława Wierzchowska w tekście Medale i exlibrisy
Jerzego Jarnuszkiewicza. Zauważyła tam, iż „obojętne
dawniej tło staje się elementem znaczącym, pełniącym
istotną funkcję”.27
Najtrudniejszy był medal z wizerunkiem naszego pa­
pieża. Jeśli nie pierwszy, to jeden z pierwszych jakie się
pojawiły. Nie istniały jeszcze wówczas wzory przedsta­
wienia jego postaci, zwłaszcza twarzy, a jest ona wyjąt­
kowa, trudna do „jednoznacznego” określenia kreską,
nie tak wyrazista i jednoznaczna jak np. marszałka Pił­
sudskiego, Ignacego Paderewskiego czy Fryderyka Cho­
pina. Twarz to piękna, wielowymiarowa, rozświetlona
w uśmiechu, życzliwa, dobra. Jak ją przedstawić?

89

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 25/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

„Chciałem czegoś monumentalnego, wspomina
Jarnuszkiewicz. Zgromadziłem jako materiał pomocni­
czy około czterdzieści zdjęć i zacząłem pracę. Po pięciu
dniach zorientowałem się, że nic mi nie wychodzi, że
ta głowa ciągle jest nie w charakterze, że nie mogę
uchwycić podobieństwa. Byłem w rozpaczy, w życiu
nie zdarzyło mi się nic podobnego. Normalnie zrezy­
gnowałbym z całego przedsięwzięcia, ale w tym przy­
padku nie mogłem. Poprosiłem rodzinę o pomoc mój brat jest rzeźbiarzem i też robi medale, bratowa
jest malarką i także para się medalierstwem - słowem
zwołałem konsylium rodzinno-towarzyskie w sprawie
Papieża. Ich uwagi, rady, sugestie pozwoliły mi dopie­
ro wybrnąć z twórczego impasu, w jakim się wtedy
znalazłem. Zrobiłem pewne poprawki i od razu uzyska­
łem efekt podobieństwa. Ale dopiero w czasie pobytu
Jana Pawła II, kiedy oglądałem Go w telewizji, zoba­
czyłem, co to jest za twarz, co to za wspaniała głowa,
konstrukcja tej głowy i ta niesłychana siła charakteru
emanująca z całej postaci Ojca Świętego”.28
Tworzy dzieła wybitne, chyba najciekawsze z tych,
które wiążą się z tematyką chrystologiczną. O ile Krucy­
fiks z Québec nie narusza jeszcze konwencji dwudziesto­
wiecznej rzeźby religijnej, to czyni to wykonany w blasze
repusowanej krucyfiks przeznaczony dla Katolickiego
Uniwersytetu Ludowego w Lublinie (1968-1970).
Jest on syntezą wiary, śmiałą koncepcją zarówno ze
względu na mistrzostwo rzeźbiarskiej techniki, jak i na
ujęcie postaci. Zaskakiwać może brak drzewca krzyża,
krzyżem jest sama rzeźba. Krzyżem, znakiem błogosła­
wieństwa, wyzwolenia z cierpienia. Jezus, obnażony,
ale majestatyczny, jest tu miłością i nadzieją. Fałdy
szat zarzucone na ramiona tworzą znak M, Marii; na­
dają figurze znamiona antycznej rzeźby, tak syntetycz­
nej w swym wyrazie, że zdaje się przekraczać granice
czasu i miejsca.
W „Tygodniku Powszechnym” Antoni Maśliński
zauważa w artykule Nowatorskie dzieło sztuki sakralnej
w Kościele KUL, iż powstał nieznany dotąd w sztuce
typ ikonograficzny Ukrzyżowanego - „A ja gdy nad
ziemią zawisnę wszystkich do siebie przygarnę”.
Stan zdrowia artysty pogarsza się. Następuje to,
czego się obawiał, drugi zawał. Ale wciąż pracuje, nie
poddaje się. Uczy. Wie, że ma przed sobą dzieło naj­
ważniejsze, rzeźbę na grób rodziców. Pietę. Myśli
o niej, szkicuje.
W początku lat osiemdziesiątych dostaje propozy­
cję wykonania rzeźby papieża i prymasa, na dziedziniec
Katolickiego Uniwersytetu Ludowego w Lublinie.
Przeraził się, ale wyzwanie podejmuje.
Pracuje w trudnych warunkach, cztery lata. Już sa­
ma kompozycja wymagała przemyślenia, nie można
przecież powtórzyć gestu ze znanej fotografii, kiedy to
papież pochyla się nad klęczącym przed nim pryma­
sem, a trzeba tę sytuację, ten gest uszanować. Trzeba
uchwycić ten moment, kiedy papież się pochyla i nie

Aleksander Jagiellończyk, brąz patynowany, 1978

Władysław Jagiełło, brąz patynowany,
awers i poniżej rewers

90

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 25/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

wiadomo, czy chce podnieść klęczącego kardynała,
czy go objąć, uklęknąć nad nim. „I ja właśnie tę chwi­
lę przedstawiam, ujęcie tego, co się dopiero ma stać”.29
Fotografia zamyka sytuację, ale rzeźba pokazuje mo­
ment poprzedzający. Studenci nazywają żartobliwie
pomnik - zapaśnicy. Istotnie, jest w nim napięcie. Po
latach Jarnuszkiewicz stwierdził: „Gdybym miał życie
przed sobą, za punkt wyjścia mojej drogi wziąłbym ten
właśnie pomnik”.
Rzeźbiarz stanął wobec problemów dotąd mu nie­
znanych, musiał wykonać wiele szkiców, wybrać je­
den, zdecydować, na którym kolanie (czy może na
obu) klęczą. Rozpatrywał różne możliwości, zanim wy­
brał tą ostateczną, czując, że „już nic więcej zmienić,
doszukać się, pogłębić nie zdoła. Ale bez tej pewności,
że to, co osiągnąłem jest najlepsze”. Analizuje sposób
kształtowania fałd materii, sprawdza na sutannie, któ­
rą ma od papieża, nakłada ją na swego pomocnika,
a także na mnie. „Zaczął od szkiców portretów, rąk by wreszcie dojść do kilku bozzetów w gipsie, w skali
1: 3. Cztery z nich wiązały się z momentem uchwyco­
nym przez fotografa, piąty od tego się odrywał: poka­
zywał obie postacie klęczące na obu kolanach, zwró­
cone ku sobie autentycznie, tworzące jakby bramę; nie
przedstawiające historycznego momentu, a wyrażające
sens zdarzenia”.30 Ale w rezultacie osiąga sukces, naj­
większy w życiu. 30 maja 1983 r. na dziedzińcu Kato­
lickiego Uniwersytetu w Lublinie staje pomnik papie­
ża Jana Pawła II. Najlepszy jego wizerunek, jaki
powstał. Przejmujący. Tłum szczelnie otoczył rzeźbę,
jeszcze przykrytą brezentem. Gdy go opuszczono ludzi
ogarnęło wzruszenie, papież obejmował w ojcowskim
uścisku klęczącego prymasa Wyszyńskiego. Są foto­
grafie, zapadające w pamięć, które się wyróżnia z tysię­
cy innych; gesty tak symboliczne i oczywiste, że po­
przez nie zapamiętujemy wydarzenie. Takim był
tamten gest, oddania, pokory i miłości. Zdarzyło się
coś, czego nigdy nie widziałem, ludzie garnęli się do
pomnika, dotykali go dłonią ze czcią, tak jakby to był
żywy człowiek, święty.
Wraca zainteresowanie ekslibrisem. „Bardzo lubię
robić exlibrisy. To moje hobby. Nieraz tak jestem
zmęczony tym, co wydaje mi się moim zawodem, że
chwilami myślę jakby to było dobrze rzucić to wszyst­
ko, pojechać gdzieś w spokojne miejsce i robić tylko
exlibrisy. Tylko. Wydaje mi się, że byłbym wtedy
ogromnie szczęśliwy. Dużo exlibrisów, całe masy.
Różne. W różnych technikach dla różnych ludzi.
Można by nimi scharakteryzować cały świat. Można
nimi powiedzieć wszystko o człowieku”. 31 Ale nie są
to już ekslibrisy z poprzednich lat, zanika drzeworyt,
nowe robi suchą igłą na dwóch, a nawet trzech kli­
szach, kolorowe, wypukłe, reliefowe faktury. Nawią­
zują do idei tabliczek fajansowych z biblioteki alek­
sandryjskiej. Blachę odciśniętą na grubym, mięsistym
papierze wycina w kształt obranego motywu. Są to

Cyprian Kamil Norwid, brąz patynowany

Politechnika Warszawska, brąz patynowany

Centralne Biuro Wystaw Artystycznych, brąz patynowany

91

�06_Jackowski363.ps

4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Laski - Instytut dla Niewidomych, brąz patynowany, 1973

upilnuję przed nierozważnym, a ostatecznym kro­
kiem. Jeden raz zostawiam go na trzy godziny, jadę do
sklepów, do Sejn. Gdy wracam Henia nie ma. Noc,
następny dzień - nie wraca z lasu. Czuję, wiem co się
stało. Doktor Ałapin w Tworkach miał rację, ale H e­
nio błagał bym go stamtąd zabrał. Organizuję ludzi,
wyznaczam dokąd mają iść. Jerzego posyłam tam,
gdzie niczego nie zobaczy. Jest tak poruszony, że
przede wszystkim trzeba go uchronić. Ja idę z moim
psem Kleksem, wiem... jest jak we śnie. T a sama dróż­
ka, pies się zjeża, stoi. Patrzę - na drzewie Henio...
Mądry ksiądz, chowamy go w poświęconej ziemi.
Ksiądz coś mówi, rodzina płacze. My też. Wychodzi­
my, Jacku, mówi Jerzy, co my robimy? Ile mi jeszcze
lat zostało?
Łączę blaszkę z blaszką, a tu takie życie, krew się
leje... Następuje drugi zawał. Nie ma sił, ale dojrzewa
w nim koncepcja Kagańców, rzeźb, w których chce za­
wrzeć swój testament, podsumować to, co przeżył, za­
równo on, jak i pokolenie, kraj. Blisko dziesięć lat
szkicuje wersje tych pomników, bo tak je trzeba na­
zwać. Symbol czasów. Mają być wielkie, ciężkie, bry­
ły cementu - głowy o ustach spiętych żelazną klamrą.
Tylko w 1972 r. rysuje ponad czterdzieści kagańców,
w końcu decyduje się na cykl piętnastu. Ale realiza­
cja przekracza jego możliwości. Nie ma sił, nie ma
środków finansowych. Realizuje w materiale tylko
jedną rzeźbę, ale patrząc na nią nietrudno sobie wy­
obrazić jakby wszystkie razem wyglądały w sali mu­
zeum. Potężne pomniki czasu, z cementu i żelaza. Po­
mniki milczenia.

wszystko prace powstałe z inspiracji rzeźbiarskich.
Ekslibrisy te pokazał Jarnuszkiewicz na III Międzyna­
rodowym Biennale Ekslibrisu Współczesnego w M al­
borku. Zaskoczyły środowisko miłośników książki na­
ruszeniem konwencji znaku własnościowego
wklejanego do książek, tym że są w istocie jednorazo­
wymi dziełami artystycznymi. Wielu, zwłaszcza relie­
fów, nie daje się powielać. Nie określają także osobo­
wości osób, którym są poświęcone w takim stopniu
jak dawne, drzeworytnicze. Sądzę, że ich autor dosko­
nale zdawał sobie z tego sprawę, dostrzegając zmiany
zachodzące w kulturze, w obcowaniu z książką.
Rysuje także w tym czasie pejzaże, rzeźby widziane
w muzeach, notuje to, co w nich ważne, co tworzy ich
esencję. Znakomite są szkice z Nowego Jorku, kilka
kresek tworzy niemal niewidoczną wizję krajobrazu.
Obraz raz zobaczony pozostaje w pamięci. Ma moc
syntezy. I piękna.
Zmienia się jego stosunek do nowoczesności,
awangardowych poszukiwań. Pasjonując się geome­
trią, układami symetrycznymi, kształtami czystymi,
perfekcyjnymi, odczuwał potrzebę ekspresji reali­
stycznej. Mam podwójny temperament, mówił o so­
bie. Powoływał się na rzeźby Jean Ipousteguy'ego,
w których łączyły się ze sobą inspiracje geometryczne
z realizmem. Czuł coraz większą potrzebę mówienia
o świecie, o tym co naprawdę ważne. W 1968 r. prze­
żywa wypadki marcowe. W lecie jedziemy razem nad
Wigry. Biorę ze sobą Henia Morela, ulubionego jego
asystenta, ma depresję pogłębioną tym, co widział
wówczas na dziedzińcu Uniwersytetu. Wierzę, że go

92

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 25/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

W kręgu sacrum
Jak udźwignąć ciężar tematu, jak się z nim zmierzyć
z odpowiedzialnością i wiedzą? Chwyt, dowcip na nic
się nie zdadzą. Rzeźbiąc krucyfiks czy figurę Marii po­
zostajemy w konwencji realistycznej, ale - tworząc
obecnie musimy pozostać sobą, ludźmi przełomu XX
i XXI wieku. Ludźmi po wielkiej wojnie, po Holocau­
ście. To wielkie, trudne zadanie i artystyczne i teolo­
giczne. Rzeźbiąc w latach studenckich plakietkę gipso­
wą z postacią Matki Bożej, Jarnuszkiewicz nie czuł
jeszcze związanej z tym odpowiedzialności. Maria jest
piękna, śliczna, bo jakby mogła być inna. W przedziw­
ny, niezwykły sposób znalazłem tę plakietkę w ruinach,
po wojnie, i po latach przyniosłem Jerzemu: Twoja?
Wzruszył się, rzeźbił tę Marię w latach okupacji - tak,
jak się odmawia modlitwę. Nie myślał o formie.
Rzeźbił często w repusowanej blasze. W tej techni­
ce wykonał też w 1963 r. Chrystusa do kościoła w Q u­
ébec, dzieło wybitne. Głowę Chrystusa zdobi aureola,
wielka, mistyczna. Znak Boga. Chrystus z tego krucy­
fiksu jest majestatyczny, ale nie groźny, nie karzący,
nie oczekujący współczucia, a Linca Jerzym ma wokół
siebie ludzi głębokiej wiary, pogłębia swoje życie we­
wnętrzne. Także Jadwiga przeżywa stany religijnego
uniesienia, przyjmuje w Kościele św. Marcina chrzest,
z ufnością i radością dziecka.
Znakomite, nie boję się powtarzać tego słowa, są
rzeźbione stacje Drogi Krzyżowej w Płocku. Nie potra­
fię oczu od nich oderwać. Jest w nich przejmująca
opowieść o wydarzeniach, o męce, ale też o człowieku,
który cierpiał za świat. Pojawia się w cyklu dodana
przez artystę stacja - Chrystus z szat obnażony. Stoi
samotny. U stóp figury leżą kostki sugerujące skalę. Je­
zus jest wielki, kiedy patrzę na niego, coraz większy.
Bolesny, ludzki. Taki po Oświęcimiu, po Holokauście.
A w kaplicy Seminarium Duchownego w Białym­
stoku Chrystus, którego wizerunek znamy już z innych
dzieł artysty, wznosi się do nieba, zwycięski Bóg. Dys­
kretny rysunek krzyża zdaje się sugerować moment
Zmartwychwstania, cudownie oddany jest moment
uniesienia się, oderwania od ludzkiego prawa ciążenia.
W listopadzie 1986 r. umiera Jadwiga. Zostaje sam,
bez opieki, przenosi się więc do syna, na piąte piętro!
To izolacja, ma coraz mniej sił a przed sobą cel, może
najważniejszy w życiu - Pietę na grób rodziców.
Zaczął ją po śmierci matki w latach sześćdziesią­
tych, wykonał wówczas setki szkiców, wreszcie posta­
wił gotową na kawalecie. Pietę nawiązującą w swej
idei do ostatnich dzieł Michała Anioła, zwłaszcza Pie­
ty Rondanini. Wielka figura stoi w pionie, Maria pod­
trzymuje bezwładne ciało Syna, obnażone, bolesne,
przejmujące w swej cielesności. Niezwykła jest eks­
presja głów obu postaci, patetyczna boleść Matki
i smutek Jezusa. Rozedrgana powierzchnia podkreśla
dramatyzm pomnika, w którym ruch zdaje się zatrzy-

Warszawa 1944, medal lany, brąz patynowany,
awers i rewers

200 lat mennicy, medal bity, brąz patynowany, awers 1966

93

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Pomnik Jana Pawła II i prymasa Wyszyńskiego, Lublin 1983

many w mgnieniu sekundy, jak w migawce fotogra­
ficznej. Pietę tworzy Jarnuszkiewicz dwanaście lat,
wciąż nie mając pewności, że jest to dzieło skończone.
Ale rzeźbę trzeba odlać w brązie, w glinie ledwie się
trzyma na kawalecie. Jerzy czeka na pieniądze, które
obiecał mu brat z Kanady. Jednak przesyłka się opóź­
nia, a stan zdrowia pogarsza gwałtownie. „Nie widzę
już na prawe oko, pisze - to katarakta, lewe jest za­
grożone. Dostaję zapalenia nerwu kulszowego. Stałe
bóle pod mostkiem, to szykuje się trzeci zawał. W ma­
ju 1989 r. w Instytucie Kardiologii w Aninie przecho­
dzę operację serca”. 321 wtedy Pieta zwala się na zie­
mię. Katastrofa... Załamuje się. Na szczęście ma obok
siebie kobietę, która się nim opiekuje z największą
troską. Wyjątkową, wielkiej siły ducha, mądrą. Też
artystkę, jego uczennicę, Annę Grocholską. Zabiera
go do siebie, daje w najtrudniejszych latach bezwładu
to, co może dać najbardziej bliska istota. Zona. Ale
fakt małżeństwa tylko potwierdza to oddanie, tę wy­
jątkowość poświęcenia swojego życia drugiemu czło­
wiekowi, mistrzowi.
Dzięki Annie, Jerzy podejmuje wręcz szaleńczą de­
cyzję - wyrzeźbi nową Pietę. I o ile pierwsza zrodzona
była z ducha Buonarotiego, teraz rzeźbiona zdaje się
bliższa klimatowi dzieł Donatella. Powstaje wielkie

dzieło, dla którego nie widzę w sztuce współczesnej
analogii. Jest w niej ból, spokój i medytacja. Maria
podtrzymuje bezwładne ciało Syna. Kaptur przesłania
oczy, ból zaostrza rysy. W odróżnieniu od poprzedniej
wersji rzeźbiona jest oszczędnie.
Jest w niej powaga i ból. Patrząc skupiamy uwagę
na twarzach, później wzrok spływa, zgodnie z rytmem
figur ku dołowi. Rzadko się zdarza, by artysta podej­
mując temat sakralny czynił to z takim zaangażowa­
niem, emocją. W tym dziele troska o formę łączy się
wręcz z ekshibicjonistycznym przeżyciem. Rzeźby pła­
czą, wyciskają łzy. Ale są przy tym dziełami sztuki. Pie­
ta stanęła nad grobem rodzinnym 23 października
1999 roku.
O ostatnich latach życia trudno mówić. Każde od­
chodzenie jest rozpaczliwe, zwłaszcza gdy wspaniały
człowiek gaśnie z dnia na dzień, do końca będąc sobą,
artystą.
Młodziutka dziewczyna, rzeźbiarka, postanowiła
napisać o Profesorze. Zanotowała kilka rozmów, ostat­
nia z 16 maja 2000 roku jest przejmująca. „Odwiedzi­
łam profesora w jego mieszkaniu. Siedział w fotelu
i czekał na mnie. Przyniosłam mu moją oprawioną
pracę dyplomową ibukiecik niebieskich chabrów. (...)
Kiedy zostałam sam na sam z profesorem, poczułam

94

�06_Jackowski363.ps

- 4/25/2007

4:55

PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

egipskiej, indyjskiej, w gotyku, w Grecji. Sztuka sakralna
na miarę potrzeby i miary religii. Dzieła poważne, nieru­
chome, zatrzymane w czasie. Ponadczasowe. I mówione
językiem współczesnym. A w tych dziełach wieczność.
Tak też odbierał twórczość Jana Ipousteguy.
Zachwycał go Bach, a z współczesnych kompozyto­
rów Arvo Part. On nie zgubił tego co ważne, a mówi
językiem naszego czasu - komentował. Pięknie słu­
chał, kilka razy byliśmy na koncertach muzyki cer­
kiewnej. Pracował chętnie przy miniaturach Satiego.
Mówił o poetyckiej ekspresji w rzeźbie. Podkreślał, że
przede wszystkim trzeba być człowiekiem, następnie
poetą, a na końcu rzeźbiarzem.
Był znakomitym pedagogiem, uczył rzeźbienia, ale
przede wszystkim wrażliwości na świat. Myślenia. By­
cia sobą. Otwierał horyzonty, zachęcał do samodziel­
nych poszukiwań. Wiedział, że artysty nie można
stworzyć, można tylko studentowi przekazać metodę

Chrystus z szat obnażony, Stacja „Drogi Krzyżowej,
Płock 1984

jego dłoń na mojej dłoni, po czym powoli zaczął prze­
suwać ją po moim przedramieniu, łokciu, ramieniu,
przesunął ją na łopatkę, dotknął kręgów szyjnych,
ucha, włosów. Kiedy dłoń objęła moją głowę usłysza­
łam - jakie to piękne”.33
***
Jedno tylko umiem - rzeźbić. Tak powiedział i nie
było w tym przesady. Całe życie wypełniła mu rzeźba.
W glinie, cemencie, drewnie, drzeworyty, ekslibrisy skrzydlate blachy, pomniki.
N a pytanie dlaczego został rzeźbiarzem odpowie­
dział: „Prawdopodobnie dlatego, że nie mam żadnych
innych uzdolnień. Nie mam pamięci - nie potrafię ni­
czego się wyuczyć. Nie mam zaradności życiowej, ani
w ogóle żadnej zaradności. Nie mam wytrwałości, szyb­
ko się niecierpliwię. Brak mi pracowitości (trochę wy­
pracowałem ją sobie przy okazji robienia medali). A po­
za tym, jak sięgam pamięcią - a sięgam do drugiego roku
życia - zawsze albo rysowałem albo lepiłem”.34 W malar­
stwie zachwycał go Pierro de la Francesca. Monumenta­
lizm jego dzieł. Powaga. Sakralność. W każdej wielkiej
sztuce jest ten rys sakralności - tłumaczył. W rzeźbie

Pieta II na grobie rodziców, Warszawa 1999

95

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Krucyfiks, kaplica KUL, Lublin 1971

Co z Pracowni Jarnuszkiewicza zostało w świado­
mości obecnych studentów - zastanawia się Paweł
Mysera, asystent na Wydziale Rzeźby.
„Dziś w pracowni profesora Kowalskiego gliny jest
jak na lekarstwo. Miejsce po składowanej glinie zasło­
nięto śnieżnobiałą ścianką działową, której powierzch­
nia służby jako ekran wielkoformatowych projekcji
multimedialnych. (...) Zamiast obrotowych kawaletów, statywy z aparatami i kamerami. Zamiast żmud­
nego procesu rzeźbienia i odlewania - zapisywanie ob­
razu na taśmie filmowej i długie godziny spędzone na
montażu. Pracownia radykalnie zmieniła profil” .

myślenia i pracy. „Uczyłam się po co, a nie jak rzeźbić”
powiedziała Barbara Falender. 35 Inny uczeń profesora
zauważył „Jeśli przychodziłeś do profesora po recepty,
zawiodłeś się, w zamian dostawałeś tylko pakiet pytań.
Zamiast pewników otrzymywałeś zachętę do podda­
wania pewnika w wątpliwość”.36
Jego następca (a wcześniej student, asystent) Grze­
gorz Kowalski napisał „traktował każdego studenta jak
niepowtarzalne indywiduum... Szanował nasze poglą­
dy, nawet jeśli ich nie podzielał”.37
Pracownia gromadziła krąg ludzi twórczo myślą­
cych. Spotykamy wśród nich nazwiska znanych, wybit­
nych artystów, jak Grzegorz Kowalski, Zofia Kulik,
Henryk Morel, Maciej Szańkowski, Wiktor Gutt,
Krzysztof Bednarski, Krystian Jarnuszkiewicz, Anna
Kamińska-Łapińska, Emil Cieślar, Adolf Ryszka, Karol
Broniatowski, Paweł Kwiek czy Jan St. Wojciechowski.

***
Otrzymał nagrody: Państwową I stopnia (1950);
Ministra Kultury i Sztuki I stopnia (1966), Minister-

96

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Krucyfiks w Kaplicy Seminarium Duchownego w Białymstoku, 1987-8, fot. Jan Świderski
3

stwa Obrony Narodowej (1964), wiele za rzeźby, me­
dale i szczególnie cenione nagrody za twórczość religij­
ną - im. Brata Alberta (1983), Fundacji Alfreda Jurzykowskiego (1989).
Był wielki, ale nie sądzę by o tym wiedział. Zmarł
w Warszawie 14 lipca 2005 roku.

Przypisy:
*

1
2

Tekst powstał z inspiracji Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Dziękuję panu dyr. Mariuszowi Knorowskiemu za pomoc
w uzyskaniu ilustracji. Dziękuję też pani Bogumile Omieczyńskiej za użyczenie reprodukcji ekslibrisów ze zbiorów Muzeum
Zamkowego w Malborku. Dziękuję pani Annie Grocholskiej za
przeczytanie tekstu i cenne uwagi oraz Piotrowi Jarnuszkiewi­
czowi za fotografię medali.
Andrzej Banach, I pieniądz ma swego autora, „Kulisy”, 14.01.1968
Sztuka, która utrwala pamięć. Mówi prof. Jerzy Jarnuszkiewicz,
„Słowo Powszechne”, 3.11.1969.

97

Rodzina: synowie pamiętają, że ich krewnym był Stanisław Szukalski, znakomity rzeźbiarz, chyba najbardziej oryginalny i kon­
trowersyjny artysta polski pierwszej połowy XX wieku. Pradzia­
dek Jerzego, za zasługi dla Legionów, dostał prawo handlowania
wyrobami monopolowymi. Miał podobno „wschodnią twarz”.
Do dzieci się nie odzywał. Dziadek Eugeniusz był w Kaliszu kup­
cem. W jego warsztacie produkowano komody, później zajął się
blacharstwem. Usposobienie miał dziwaczne, ryżu nie jadł, bo
„niemiecki”, sprawiał sobie garnitury z najlepszej angielskiej weł­
ny, ale żądał, by krawiec plecy zrobił z worka. Ja dla ludzi nie po­
trzebuję pokazywania - mówił. Warsztat przejął po nim syn Mie­
czysław, ojciec Jerzego. Miał wysokie kwalifikacje, związane
z tym prawo wyzwalania uczniów na czeladników. Napisał pod­
ręcznik o technikach blacharskich, do którego ilustracje wyko­
nał Jerzy. Uczył rzemiosła, aktywnie uczestniczył w życiu Kalisza,
w Stowarzyszeniu Cyklistów, w Bractwie Kurkowym, Towarzy­
stwie Wioślarskim, Straży Pożarnej. Przez pewien czas zajmował
się handlem, miał sklep. W 1916 r. ożenił się ze Stanisławą
Spodenkiewicz ze Zduńskiej Woli. Mieli ośmioro dzieci, dwóch
synów zmarło wcześnie. W 1918 r. urodził się Zbigniew. W cza­
sie wojny przedarł się do Francji, by walczyć w polskich oddzia­
łach. Jako oficer uzyskał w Londynie stypendium, podjął studia

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5 /2007 4:55

PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

14

15
16

17
18
19

Jerzy Jarnuszkiewicz, lata dziewięćdziesiąte XIX w., fot.
Piotr Jarnuszkiewicz

4
5

6
7
8
9
10
11
12
13

20
21

architektoniczne, wyemigrował do Kanady, gdzie został archi­
tektem. Drugi z kolei syn Jerzy (ur. 1919), o którym tu piszę został rzeźbiarzem. Wojciech (ur. 1926) metaloplastyk, przejął
warsztat po ojcu, później wyjechał do Kanady. Po ciężkich la­
tach pracy otworzył pracownię metaloplastyki i zdobył uznanie
swymi realizacjami. Najmłodszy syn, Krystyn (ur. 1930) jest rzeź­
biarzem (uczniem Jerzego), profesorem Akademii Sztuk Pięk­
nych. Grał główną rolę (w istocie siebie) w filmie Krzysztofa Za­
nussiego Struktura kryształu. Córki to: Urszula i Barbara.
A nna Konik, zapis rozmowy z prof. Jarnuszkiewiczem
11.08.1998.
W kręgu Pracowni Jarnuszkiewicza. W 35-lecie pracy pedagogicz­
nej profesora Jerzego Jarnuszkiewicza. Muzeum Akademii Sztuk
Pięknych w Warszawie, 22.11-19.12.1983. Waldemar Baraniewski, Rozmowa z profesorem Jerzym Jarnuszkiewiczem, s. 57
Najtrudniejsze zadanie. Z Jerzym Jarnuszkiewiczem, „W TK Tygo­
dnik Katolicki”, 29.07.1979.
Jerzy Jarnuszkiewicz, O mojej pracy, [w]: Rzeźby, medale i eksli­
brisy, Galeria Kordegarda, listopad 1990.
W kręgu Pracowni... op., cit. s. 8
A. Konik, Zapis rozmowy, op. cit.
Tamże
W kręgu Pracowni... op. cit.,. 8
W kręgu Pracowni... op. cit., s. 9
Krytyk sztuki. Ur. 9.03.1918 r. w Warszawie, w patriotycznej
polskiej rodzinie. W 1935 r. ukończyła gimnazjum i zaczęła stu­

22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37

98

dia polonistyczne na warszawskim Uniwersytecie. W latach
okupacji zajmowała się tajnym nauczaniem, od 1943 r. ukrywa­
ła się jako Żydówka przed Niemcami. Po wojnie uczyła w So­
snowcu. Jesienią 1945 r. wróciła do Warszawy, zaczęła pracę
w Biurze Odbudowy Stolicy, podjęła studia na historii sztuki.
Wyszła za mąż za Jerzego Jarnuszkiewicza. W 1951 r. uzyskała
magisterium polonistyki. Współpracowała z Instytutem Badań
Literackich, później, podejmując pracę nad historią rzeźby zwią­
zała się z Instytutem Sztuki PAN. Wydała książkę o pomniku
Mickiewicza w Warszawie, o współczesnej rzeźbie, razem
z A. Jackowskim Sztukę ludu polskiego. Współpracowała z kate­
drą rzeźby Akademii Sztuk Pięknych, galerią Repassage, publi­
kowała artykuły o rzeźbie współczesnej. Jako krytyk towarzyszy­
ła wielu młodym artystom, inicjowała ważne wydarzenia,
wystawy (np. Rzeźba w ogrodzie, 1957). „Spełniała się w bezpo­
średnich kontaktach z ludźmi, napisał Grzegorz Kowalski. M ia­
ła zdumiewającą intuicję. Była świadkiem przemian rzeźby po­
wojennej od jej początku”. Zmarła 7 listopada 1986 r.
Tadeusz Cieślewski syn, Analiza estetyczna drzeworytowych eks­
librisów Jarnuszkiewicza Jerzego. Próba recenzji wzorcowej. Wy­
danie drugie Warszawa - New York 1946. Nakładem Zofii Cieślewskiej. [wydanie I - 1944 r. maszynopis, 15 egz. ozdobionych
12 oryginalnymi odbitkami]
Joanna Sabiełło, Dom otwarty na świat, „Zwierciadło” , 4.03.1976.
Irena Grzesiuk-Olszewska, W trzydziestą rocznicę Międzynarodo­
wego Koncertu na Pomnik Ofiar Oświęcimia. Projekty niezrealizo­
wane. „Rzeźba polska”, rocznik 1980 Centrum Rzeźby Polskiej
w Orońsku.
Tamże.
W kręgu Pracowni... op. cit., s. 13
Jerzy Jarnuszkiewicz, O mojej pracy [w] Jerzy Jarnuszkiewicz.
Rzeźby, medale i rysunki, Galeria Kordegarda, listopad 1990 r.
W kręgu Pracowni... op. cit., s. 19
Mieczysław Porębski, Jarnuszkiewicz [w:] Pożegnanie z krytyką,
Kraków-Wrocław, 1983, s. 306.
Wiesława Wierzchowska, Jerzy Jarnuszkiewicz, „Poezja” nr 6,
1969.
Tamże
Wiesław Borowski, Jerzy Jarnuszkiewicz, Rzeźby w metalu, „Pro­
jekt”, nr 3, 1966
Andrzej Osęka, Rzeźbiarskie źródła niepokoju, „Polska” nr 2,
1966.
Zofia Kossakowska-Szanajca, Pokaz medali, ekslibrisów i notatek
z podróży Jerzego Jarnuszkiewicza, Galeria Kordegarda, 1971.
Wiesława Wierzchowska, Medale i exlibrisy Jerzego Jarnuszkiewicza
Najtrudniejsze zadanie. Z Jerzym Jarnuszkiewiczem, WTK, „Tygo­
dnik Katolicki”, 29.07.1979.
J. Jarnuszkiewicz, O mojej pracy... op. cit.,
Andrzej Ryszkiewicz, Lubelski pomnik, „Tygodnik Powszechny”,
nr 45, 1983.
W. J. Jakubowska, Exlibrisy Adama Młodzianowskiego i Jerzego
Jarnuszkiewicza, wydał Antoni Brosz, Kraków 1967.
J. Jarnuszkiewicz, O mojej pracy... op. cit., s. 7
Anna Konik, Jerzy Jarnuszkiewicz, praca magisterska w Kate­
drze Rzeźby ASP w Warszawie.
W kręgu Pracowni.... op. cit.,
Grzegorz Kowalski, Jerzy Jarnuszkiewicz 1919-2005; „Orońsko”
Kwartalnik rzeźby, Orońsko, nr 3 (60) 2005.
Tamże
Tamże...

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10050" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10028">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ac92c27e697d53fc0df7738e25781565.pdf</src>
        <authentication>baec19a7a48cf2c029e1d33250aecf1d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119518">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2897</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119519">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119520">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2701</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119521">
                <text>Jest to jakoby klejnot korony jego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119522">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.39-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119523">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119524">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119525">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119526">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119527">
                <text>I

to klejnot kunsztownie oprawiony. Wystawa Jacka
Sempolińskiego w Zachęcie jest ukoronowaniem je­
go dotychczasowej twórczości. Nie była pomyślana
jako pokaz retrospektywny, ale jako prezentacja dorob­
ku artysty w jego głównych węzłach i przekrojach, roz­
rzuconych chronologicznie, ze szczególnym uwzględnie­
niem rysunków i obrazów z ostatnich lat. Znalazły się
tam obiekty pozyskane ze zbiorów muzealnych i - co
ważniejsze - te wydobyte z pracowni i z domu, a więc
rzadko lub w ogóle nieoglądane. W sumie zgromadzono
siedemset prac, prawdziwe bogactwo, na nowo odkryte
„Skarby Sezamu". Przestrzenna aranżacja ekspozycji oszałamiająca i zrealizowana z wielkim rozmachem - sa­
ma w sobie jest imponującą instalacją, dziełem sztuki
wystawienniczej, ale ani nie przyćmiewa, ani nie przeja­
skrawia samych dzieł, lecz w pełnym blasku wydobywa
ich walory plastyczne i wewnętrzny sens, wytycza etapy
drogi. Pokryte obrazami powierzchnie ścian, stelaże,
ekrany, gabloty, kulisy tworzą osobliwą inscenizację te­
atru wyobraźni jednego malarza. W tym olśniewającym
spektaklu zawarty jest przemyślnie rozpisany scenariusz
twórczości Sempolińskiego, i to on jest najważniejszy.
Scenariusz niejako odwrócony. Jeśli bowiem przyjmie­
my Alfę i Omegę za punkty graniczne, metaforycznie
zamykające czas i przestrzeń, to tu, na trakcie wiodącym
przez sale Zachęty, relacje zostały odwrócone: Omega
stała się początkiem, Alfa zaś końcem tego traktu.
W pierwszej sali, imienia Narutowicza, uwagę widza
przykuwają od razu trzy ogromne, pionowe kadry płócien
malowanych w różnych latach (autoportrety i czaszki),
zwarte bloki obrazów wielobarwnych i monochromatycz­
nych, utrzymanych w tonacji ciemnych błękitów i fiole­
tów. Tam też, w prześwitach masywnych obramień, wiszą
wcześniejsze i późne płótna malowane obustronnie oraz
takie, które zostały podziurawione, rozszarpane przez ar­
tystę w momencie zmagania się z oporną materią i z sa­
mym sobą, w chwili furoru. Przy samym progu wita nas jak to się dzisiaj mówi - osobliwe „logo", symboliczny
znak, gmerk twórcy - milczący, obwiedziony prostym
konturem autoportret bez rysów, z prawą dłonią odci­
śniętą na pustej twarzy, podpisany „Ja". W Sali Matejkowskiej widza czeka wyjątkowe doznanie: oto wydaje
się, że wchodzi do wnętrza świątyni, do katedry z pnący­
mi się ku górze filarami zbudowanymi z obrazów. Na ścia­
nach przesuwają się podwójne rzędy rysunków: zlepy, sze­
regi, ciągi pięknych pejzaży z Janowca i ekspresyjnych fi­
gur rozłożonych też w gablotach przykrytych odblaskową
folią, która nieco spopiela ich barwy (ale skutecznie
chroni przed kurzem). W następnym pomieszczeniu
znajduje się znowu przyścienny blok obrazów i rysunków
oraz długa, ustawiona ukośnie rampa, po której „wędru­
ją" wirujące, koliste zjawy Schizofrenii. Centralna oś
kompozycyjna tej sali skonstruowana jest z luźno zacze­
pionych autoportretów i wizerunków innego człowieka,
malowanych na transparentnej, groszkowanej folii; te sil­
nie zdeformowane głowy chwieją się, poruszają w prze­
strzeni, przezroczyście nakładają na siebie, stając się jed-

WYDARZENIA

ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

Jest to jakoby
klejnot korony jego*
nym „podwójnym" portretem. Ideą takiej aranżacji było
stworzenie „rzeczywistości poza rzeczywistością", przywo­
łanie zjawisk z przeszłości organicznie związanej z teraź­
niejszością, sfery przepływu zdarzeń, na którą nakładają
się różne czasy, ponieważ to, co było, jest tak samo obec­
ne i ważne jak życie „tu i teraz". Jednak wizualny efekt te­
go fragmentu wystawy zdaje się aż nadto wysmakowany,
nazbyt błyskotliwie rozjarzony mieniącym się światłem,
przypominającym dekoracje świąteczne, jakie widuje się
w miastach np. przed Bożym Narodzeniem.
W przedostatniej sali rozmieszczono płótna Jacka
malowane w okresie jego dojrzałej młodości (między
1964 a 1970 rokiem), bardziej niż inne spokojne i po­
godne, emanujące wewnętrznym blaskiem, nasycone
ciepłym kolorem, obrazy jakby szczęśliwe, „zachwycone"
światem: jakieś łąki, rzeki, widoki ze Studzienicznej
i Mąchocic, studia światła i mroku, sylwety barokowego
kościoła wrośniętego w zbocze wąwozu, martwe natury
z brytfanną, koszem i jabłkami leżącymi na domowym
stole. Rzeczy widywane w dniu powszednim, drobiny
piękna wyłowione z potocznego bytowania. I wreszcie
w ostatniej, małej „niszy" znalazły miejsce obrazy wypeł­
nione ciszą wspomnień, odnalezione jak cienie dawnych
lat - dwie jeszcze nieśmiałe i „niewinne" martwe natury
z 1955 roku, jedna z dominantą fioletu, druga z kontra­
stami czerni, szarości i zieleni, eksponowane na wysta­
wach Arsenału w Warszawie i Berlinie. Ten debiut Sem­
polińskiego został tu skonfrontowany z późniejszymi
kompozycjami: błękitną, okaleczoną Mocą Przeznacze­
nia Verdiego (1977) i mrocznymi, nokturnowymi stu-

* Tytuł recenzji jesr cyratem z rozprawy Cypriana Norwida O Ju­
liuszu Sbwackim. Lekcja V I , z 1860 roku.
A me stesso. Wystawa malarstwa Jacka Sempolińskiego, kurator
Gabriela Swirek, projekt ekspozycji Violetta Damięcka i Żaneta Govenlock, Państwowa Galeria Sztuki Zachęta, 10 września-20 paź­
dziernika 2002.
Red. katalogu, Marzena Guzowska, proj. graf. Wojciech Freudenreich i Jan Bokiewicz.
Redakcja składa podziękowanie Działowi Dokumentacji Galerii
Zachęra za udosrępnienic fotografii z ekspozycji wystawy.
W grudniu wysrawa Jacka Sempolińskiego została orwarta
w Muzeum Narodowym w Poznaniu: A me stesso. Wystawa malar­
stwa Jacka Sempolińskiego, kuraror-Dyrektor M N w Poznaniu Woj­
ciech Suchocki. Proj. ekspozycji: Eugeniusz Matejko. Muzeum Na­
rodowe w Poznaniu, 1 grudnia 2002-12 stycznia 2003 [przyp. red.]

�Aleksandra Melbechowska-Luty • JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

diami Wisły płynącej nieopodal Męćmierza (1979,
1988, 1989). I tak to koło się zamyka.
Scenografia wystawy i strumienie świateł odkrywają
i wydobywają urodę, plastykę, kolor, niepowtarzalny
charakter i znaczenie dzieł Sempolińskiego. Ukośne
smugi blasku wyjawiają fakturę płócien, folii, papieru,
które „falują", mienią się, tracą plaskość, nabierają kon­
systencji żywej materii, uwiarygodniają bogactwo barw,
nerwowy dukt linii, wypukłość farby budującej formę.
Z różnych miejsc ekspozycji wyłaniają się obrazy podda­
ne siłom od nas potężniejszym: groby, czaszki, krucyfik­
sy, te dawniejsze tworzone od lat sześćdziesiątych i te
najnowsze, zwrócone ku człowiekowi, gwałtownie poru­
szone, porażające nasiloną ekspresją, naznaczone stygmatem „pierwotnego niepokoju". Czasem Jacek powra­
ca do starych obrazów, przekształca je, dopełnia lub po­
krywa nowymi kompozycjami, wzmacniając w ten spo­
sób dwoistość ich treści, podwójne znaczenia. Wśród
wielu znakomitych dzieł zdarza się czasem i taki obraz,
który wydaje się nieco „obsunięty" (a może celowo antyestetyczny?), jak owoc złych dni: matowy, głuchy
w kolorze, z „zaciętą" lub „niedomkniętą" formą wymy­
kającą się spod pędzla. Wszelako w tym wszystkim, co
Sempoliński maluje, tkwi paraboliczna wykładnia myśli
i doznań, która - jak mówił Norwid - wyraża „dramat
życia prawdę wyrabiający". Zwłaszcza w ostatnich pra­
cach objawia się wyraźnie to „spotkanie" z własną duszą,
ekstremalne napięcie, namiętne poszukiwanie universum,
które pozwala mu „Wypłynąć na głębię" (Łukasz, 5, 4).

ki właśnie Chrystus jest jego własnym, najbliższym Jezu­
sem, Bogiem wcielonym, który zstąpił na ziemię, stał się
człowiekiem i cierpiał jak człowiek.
W cyklach eksponowanych rysunków wybijają się
charakterystyczne dla ręki Sempolińskiego wibracje, paroksyzmy, pulsacje widoczne w sposobie prowadzenia kre­
ski oraz dwoistość lub wielokrotność przenikających się
plam i linii. W zwartych szeregach przesuwają się różne
motywy niczym ruchliwe kadry sekwencji filmowej, rozwi­
jają się długie wątki jak nić Ariadny prowadząca przez la­
birynt życia. Wszystkie te studia mogą być postrzegane ja­
ko jedność w wielości, bowiem niezależnie od ich tema­
tów i treści wyobrażone postacie scalają się najczęściej
w jedną syntetyczną figurę, w jeden, bardzo osobisty ar­
chetyp tworzony przez współczesnego malarza. Oprócz
świętych osób znajdują się tam nagie, jakby zetlałe istoty
widziane za grobu, oplecione giętką linią skręconą jak
zwoje śmiertelnego całunu, i enigmatyczne akty młodego
mężczyzny, sportowca, koszykarza (?) zwanego Dalekim
(Der Ferne), który biega, skacze, wiruje, obraca się wokół
własnej osi. W ten sposób w jednej ikonicznej przestrzeni
Eros spotyka się z Thanatosem. Na wiele z tych figur Ja­
cek nakłada jak kalkę zarys kształtu własnego ciała; sam
się w nich odkrywa, ujawnia. Każdy jego obraz, rysunek
(a także tekst) jest wysyłanym do nas sygnałem, wyzna­
niem, w którym powiada: „taki jestem, tyle mogę unieść
z mojego życia". Przyjaciele i bliscy znajomi znający silę
twórczą Jacka Sempolińskiego i jej wewnętrzne znaczenia,
powitali wystawę w Zachęcie ze zrozumieniem, entuzja­
zmem i zachwytem. Dla widzów mniej zorientowanych
ekspozycja ta jest konfrontacją z tym, czego nie znają
i o czym nie wiedzą; ci mogą poddać się jedynie własne­
mu wrażeniu, smakowi i wrażliwości, zaakceptować ją lub
nie. Wszelako artysta pozostawił odbiorcy wskazówkę: ty­
tułowe motto wystawy — a me stesso, które oznajmia: „je­
stem malarzem, tworzę, i czynię to dla samego siebie".

Łatwo zauważyć, że od niedawna w twórczości Sem­
polińskiego pojawiają się często tematy i treści kontrower­
syjne, prowokacyjne, być może dlatego, że uprawia on
malarstwo napełnione niepewnością, udręką, melancho­
lią, sztukę „doświadczenia ujemnego", której dawali świa­
dectwo również inni artyści i pisarze XX wieku. Obsesyj­
ne wątki zderzają się ze sobą, są sprzeczne, na przykład
kult ciała a zarazem wstręt, jaki odczuwa się do odstręcza­
jących cech fizyczności (o czym mówił w wywiadzie pra­
sowym we wrześniu tego roku). Jacek jest skłonny do
przekraczania granic, norm utrwalonych w tradycji, a na­
wet tabu. W jego ikonosferze wstyd zmaga się z bezwsty­
dem, tak jak w najdawniejszym objawionym źródle - bi­
blijnym podaniu o drzewie wiadomości dobrego i złego,
0 grzechu pierworodnym. Nagość jest wszechobecna (ale
bez epatującego dreszczyku czy trywialności); odsłonięty
jest człowiek, nawet natura bywa obnażona, sprowadzona
do jej pierwotnego stanu, podstawowej substancji Ziemi,
a nie przystrojona śliczną szatą roślinną, jaka ozdabia ty­
siące pejzaży malowanych w różnych epokach. W po­
szczególnych cyklach przykuwają uwagę czyjeś portrety
1 własne wizerunki, z których opada maska skrywająca
bezbronność człowieka, procesy starzenia, zmiany fizycz­
nej i psychicznej kondycji. Wszystko to jest odkryte, odna­
lezione po drugiej stronie lustra w twarzy sobowtóra. Ar­
tysta rozbiera świętego Jana, swego Anioła Stróża, rysuje
też — wbrew tradycji ikonograficznej - postać Ukrzyżowa­
nego w jego całkowitej cielesności, odartego z szat, bo ta­
40

W chaosie, zamęcie naszych czasów, w pogoni za
władzą, pieniądzem, konsumpcją, chęcią użycia, degra­
dują się myśli i uczucia, pryncypia stają się pustymi for­
mułami, powierzchownym odniesieniem do tego, co kie­
dyś nazywano wartościami. „Jak to przykro, że słowo
«wartości», którego używa się dziś tak chętnie nie tylko
w pisaniu o sztuce, ale i w całym polskim życiu społecz­
nym, jest słowem najbardziej sprostytuowanym i wytar­
tym [...]. Drugie słowo całkiem starte na proch: "tole­
rancja*. [Ludzie], którzy nie wierzą w to, co podają, że
wierzą [...], ciągle kogoś osądzają i odsądzają od czci
i wiary, a ci, którzy podają, że kochają sztukę, nieraz wca­
le jej nie zauważają" - pisała Małgorzata Baranowska
w piśmie „Pokaz" (2000, nr 30/31). Mówiąc o idei i ma­
terii, transcendencji i egzystencji, zwykło się przywoły­
wać platońskie kategorie Piękna, Dobra i Prawdy, poję­
cia znane od wieków, które, rzecz jasna, istnieją w świe­
cie ducha, ale powtarzane bezmyślnie, do znudzenia,
funkcjonują obecnie jak słowa-klucze (lub może lepiej:
wytrychy). Nadużywane, dziś już nieco zużyły się, zblakły, zwietrzały, weszły w obieg stereotypu, banalnego wy-

�Aleksandra Melbechowska-Luty • JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

Książka ta jest intelektualnym i duchowym autoportre­
tem artysty, malarza i myśliciela zarazem, a także swoistą
autokreacją. Autor obraca się w kręgu myślenia filozoficz­
nego, analizuje pojęcia bytu i losu, absolutu, imperatywu
twórczości (która jest otchłanią), daje wyraz swoim za­
chwytom dla autentycznego artyzmu, uczuciom smutku
i obrzydzenia do zgiełku i bezładu współczesnego życia,
komercji, pozorów, obłudy, standardów estetycznych, ta­
nich efektów i naśladownictwa, do dyktatu ideologii
i programów. Dużo pisze o własnym procesie twórczym
(który klarownie przylega do jego słowa).

jaśniania tego, co często na wyrost nazywamy wartościa­
mi. O znaczeniu platońskich pojęć w zderzeniu z rzeczy­
wistością przekornie i sarkastycznie pisała w jednym
z ostatnich wierszy Mądra Pani - Wisława Szymborska.
Z przyczyn niejasnych,
w okolicznościach nieznanych
Byt Idealny przestał sobie wystarczać.
Mógł przecież trwać i trwać bez końca,
ociosany z ciemności, wykuty z jasności,
w swoich sennych nad światem ogrodach.
Czemu, u licha, zaczął szukać wrażeń
w złym towarzystwie materii.

Jest rzeczą zadziwiającą, jak na przestrzeni 43 lat, od
1958 do 2001 roku, Sempoliński konsekwentnie utrzy­
Na co mu naśladowcy
muje jednolity ton i ten sam tok rozumowania i odczu­
niewydarzeni, pechowi,
wania, jak nie zmienia poglądów i prowadzi swój długi,
bez widoków na wieczność?
podzielony na cząstki wywód, czystą „kadencją linearną".
Od młodości do dziś. Jest malarzem pełnym zwątpień
Mądrość kulawa
z cierniem wbitym w piętę?
i wahań, a równocześnie człowiekiem rzadkiej stałości
Harmonia rozrywana
przekonań. Jedną z wyróżniających cech jego pisarstwa
przez wzburzone wody
jest trudna do przecenienia umiejętność stawiania naj­
Piękno
ważniejszych pytań dotyczących twórczości ludzkiej, jej
z niepowabnymi w środku jelitami
niezbywalnej „konieczności godzenia świata rzeczy i świa­
i Dobro
ta idei". Zadaje pytania, na które odpowiada, i takie, któ­
- po co z cieniem,
rych nie sposób wyjaśnić, gdyż - jak mówi Gombrowicz jeśli go wcześniej nie miało?
„nie ma takiego wyjaśnienia, które by nie było zaciemnie­
Musiał być jakiś powód,
niem"; niech więc pozostaną tajemnicą. Unika katego­
choćby i drobny z pozoru,
rycznych sądów, różne kwestie rozważa alternatywnie,
ale tego nie zdradzi nawet Prawda Naga
w „zawieszeniu", pozostawiając sobie i czytelnikowi mar­
zajęta przetrząsaniem
gines swobody, bo wszystko może być „tak albo tak". Za­
ziemskiej garderoby.
stanawia go myśl i bezmyślność sztuki, jej źródła, suwe­
[...]
renność, funkcje poznawcze, prawda i ułuda, zwycięstwa
Platon, czyli dlaczego z tomiku Chwila
i kryzysy, styk z rzeczywistością, „skłócona spoistość" zja­
wisk,
spojrzenie na krajobraz, relacje między poezją a ma­
Cóż więc pozostaje artyście, który chce być uczci­
larstwem,
a także dzieje koloryzmu, narodziny abstrakcji
wy? Może nie słuchać cudzych głosów, omijać obce
i
ułomności
ruchów awangardowych, od których się od­
tropy, zaufać swemu ego razem z jego „tajemniczym od­
cina.
Drąży
odwieczne
antynomie tworzenia, ich przyczy­
chyleniem", akceptować własną tożsamość, ujawniać
ny
i
okoliczności,
pyta,
czym dla artysty jest sztuka i czy
prawdę i utajoną energię, zdać się na siebie (chociaż to
wierzący
może
być
artystą.
Mówi o sprawach kariery i sła­
najtrudniejsze). Tak właśnie usiłuje postępować Jacek
wy,
postawie
odbiorców,
zadaniach
i znaczeniu krytyki.
Sempoliński: wydrążył w sobie źródło i z niego czerpie.
Jest
to
rozległy
repertuar.
Do
tego
dochodzą
analizy arty­
Nie ulega, jest „osobny", dokonuje samooczyszczenia
zmu
szczególnie
cenionych
mistrzów:
renesansowych,
w samotnym akcie twórczości, bo „sztuka naładowana
barokowych, dziewiętnastowiecznych i tych, którzy żyli
jest pierwiastkami samotności i samowystarczalności,
później.
Tradycję traktuje wybiórczo; niektóre jej wy­
znajduje swoje zadowolenie i swoją rację bytu w sobie
znaczniki
przyjmuje, inne odrzuca. Pilnie wpatruje się
samej" (Witold Gombrowicz, Dziennik J 953).
w cudze obrazy, docieka ich znaczeń i ocenia walory czy­
Osiem miesięcy przed inauguracją wystawy w Zachę­
sto plastyczne, bo sam jest poszukiwaczem formy.
cie ukazała się książka Sempolińskiego Władztwo i służba.
Cóż widzi oko malarza w obrazach Tycjana? Na jego
Tak więc rok ten nadszedł jak chwila spełnienia, zbierania
płótnach „barw przeważnie nie rozróżniamy. Są one przeplonu z tego, co zasiał. Pokaźny tom wydany staraniem
macerowane; dotknięcia pędzla, strugi farby tak skompli­
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, opracowany
kowane i tak nawarstwione na sobie, że tworzą, w miej­
przez Małgorzatę Kitowską-Łysiak, zawiera 89 tekstów pi­
sce układanki, jeden wspólny ton. Do tego stopnia, że
sanych na zamówienie (z wyjątkiem ostatniego artykułu
odnosimy czasem wrażenie, iż obrazy artysty malowane
Zwątpienie). Są to studia o sztuce dawnej i współczesnej,
są dwoma czy trzema zaledwie kolorami. Farba staje się
wspomnienia (w tym wiele o wystawie w Arsenale), obra­
zy odwiedzanych miast (Wenecji, Toledo, Amsterdamu), płynna, przelewa się z końca w koniec płótna, nie tworzy
przedmiotów, a sama za to staje się jakby przedmiotem.
wywiady z krytykami, wypowiedzi o sobie i innych: daw­
Czasem lekkim, czasem ciężkim, przejrzystym czy twar­
nych mistrzach, żyjących i zmarłych twórcach, znajomych
dym i masywnym [...]. W dziełach Tycjana z późnego
i przyjaciołach, którym zawsze oddaje sprawiedliwość.
7

41

�Aleksandra Melbeehowska-Luty • JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

okresu życia obcujemy z furią barwy, lecz jaki kolor nam
się narzuca głównie - trudno dociec. Artysta używa ma­
sy kolorów, lecz rozmazuje je i kontrastuje, tak iż zdają się
tchnieniem, a nie pigmentem". O wielkim mistrzu z A i x
Sempoliński pisze: „Cezanne wgłębiał się w samą zasadę
natury |i] katorżniczą pracą wygnał szczęście prostego
patrzenia z malarstwa". Przytacza też jego credo, że „teo­
retyzowanie o sztuce bez palety w ręce wiedzie na ma­
nowce" i cytuje słowa Józefa Czapskiego: „Kto ujrzał raz
z bliska wymęczoną plamę Cezanne'a, która jest samym
światłem i przestrzenią, ten zrozumie, czym w istocie jest
malarstwo". Tycjan i Cezanne - pisze dalej Sempoliński
- „są istotnymi nowatorami, przywracają sztuce jej uni­
wersalne znaczenie, usiłują zmieścić w jednym dziele często jest to dzieło całego życia - wszystko, co jest
w sztuce rozproszone, cały świat z jego pełnymi wymiara­
mi i prawami. Dzieło takie posiada tę harmonię i dosko­
nałość, dzięki której Tycjan i Cezanne mogą istnieć obok
siebie nie przegrodzeni historią, gromadzi w sobie takie
bogactwo elementów i stanowi takie źródło inspiracji, że
całe pokolenia artystów mogą je sobie przyswajać".
A Jean Dubuffet? Autor sądzi, że tego artystę wyróż­
niała zawsze świeżość wizji, lecz „ostatni rok pracy, rok
śmierci, zaowocował cudownymi, całkiem „prywatnymi"
obrazami pełnymi polotu i swobody. Zawsze poruszający
jest ów ostatni okres twórczości artysty - wtedy powstają
dzieła najbardziej wolne, głębokie, otwarte na nieskoń­
czoność. Zawsze tak się dzieje, ilekroć mamy do czynienia
z twórczością prawdziwą [...]. Dubuffet ostatnimi obraza­
mi sprawia radość przekraczania nie tylko własnego życia,
ale i pokonywania zatrutego powietrza sztuki". Sempoliń­
ski pisze o tym z całym przekonaniem, bowiem fascynuje
go syndrom starczej twórczości, owa potężna erupcja mi­
strzostwa późnych lat, przewyższająca nawet dotychczaso­
we osiągnięcia, nagłe wzniesienie się na szczyty, tajemni­
czy stygmat nadany wielu wybitnym twórcom u kresu
drogi. Na stronach omawianej książki przewijają się też
zamyślenia nad ingenium Fra Angelica, Masaccia, Ghirlandaia, Leonarda, Rafaela, Michała Anioła, Veronesego,
Tintoretta, El Greca, Goi, Velasqueza, Moneta, Renoira,
van Gogha, Picassa, Mondriana, van Doesburga, Wolsa,
Pollocka i wielu innych. Równocześnie Sempoliński mó­
wi o najnowszych trendach artystycznych, ich gwałtow­
nych przyspieszeniach i zawirowaniach. Sam będąc peda­
gogiem, z zainteresowaniem i zrozumieniem odnosi się do
sztuki „młodych gniewnych" (często kontrowersyjnej,
skandalizującej), jeśli tylko wynika ona z autentycznej pa­
sji, ma cechy innowacyjne lub wnosi coś istotnego do my­
ślenia o człowieku i życiu współczesnym.
Niespełna pół wieku temu Giuseppe Tomasi di Lampedusa napisał Wykłady o Stendhalu opublikowane nie­
dawno we fragmentach na łamach „Zeszytów Literac­
kich" (2002, nr 3), w tłumaczeniu Michała Bristigera.
Autor Lamparta poświęcił swój esej analizie stylu pisarza
— niezrównanej oszczędności środków w przekazywaniu
słowem ludzkich dramatów i namiętności. „Jego genial­
ne nadawanie lekkości, usuwanie wszystkiego, co nad­
42

mierne, jego «utrzymywanie się w temacie» graniczy nie­
mal z cudem. Znany jest powszechnie następujący przy­
kład. Kiedy Fabrycemu udaje się wreszcie, po niezliczo­
nych próbach i intrygach, wtargnąć do pokoju Klelii,
konsekwencje tego zwycięstwa są przedstawiane pięcio­
ma słowami: Aucune resistance ne fut opposee (Nie napo­
tkał oporu). Cudowna powściągliwość, osiągająca naj­
wyższy efekt artystyczny. Wyobraźcie sobie, jakie mgławi­
ce przymiotników puściłby tu w ruch Wiktor Hugo [...].
Styl tak suchy, że aż wydawać się może łatwy, jest odwrot­
nie, owocem pracowitych poszukiwań i nieustannego
trudu eliminacji; taki styl przede wszystkim wymaga
u swych podstaw niezwykłej obfitości idei [...], ponieważ
gdyby tu doszło do choćby minimalnego braku witalnej
materii, byłoby to od razu widoczne [...]. Stendhal napa­
wał się tedy swym własnym, doświadczeniem życiowym,
trawił je długo, wraz z należącymi doń zmysłowymi za­
chciankami, wraz z niezliczoną ilością anegdot, które mu
opowiadano i na które był tak lasy. Lecz rozkoszując się
nimi powtórnie, od razu poddawał je krytyce psycholo­
gicznej i estetycznej, traktowanej zawsze jako eliminowa­
nie; aż pozostawił tylko to, co esencjonalne [...]"•
Otóż Jacek Sempoliński tak posługuje się słowem,
jakby był późnym wnukiem, duchowym uczniem Stendhala. Stylistyka jego pięknych „miniatur" o sztuce jest
prosta, skupiona, zwięzła, lapidarna, a myśl formułowa­
na precyzyjnie, bez żadnego „przegadania" czy pseudoliterackiej kokieterii. Często wprowadza dygresje, ale
unika rozwlekłych dywagacji zacierających główny wą­
tek. Niekiedy nagle „ucina sprawę" pozostawiając ją za
zasłoną, w zawieszeniu; dąży do „esencji" w postrzega­
niu zjawisk i rozpoznawaniu idei, świadomie wybiera
treściwą i sugestywną „małomówność". Szczególnie lu­
bi i podziwia Stendhala, a sam władając piórem tak
wprawnie i rozważnie, może czuć się uprawniony do po­
winowactwa z powściągliwą frazą tego pisarza. Władz­
two i służba to książka bezcenna dla tych wszystkich,
których sztuka naprawdę obchodzi - „miłośników", ar­
tystów, a zwłaszcza dla młodzieży szukającej swych dróg.
Jak już było powiedziane, rok 2002 stał się dla Jac­
ka czasem szczególnym - porą przypływu.
W zabiegach l u d z k i c h jest przypływ i odpływ:
Pora przypływu stosownie schwytana
W i e d z i e do szczęścia; k t o o n ę opuszcza,
T e n podróż życia po m i e l i z n a c h z biedą
M u s i odbywać. Myśmy teraz właśnie
N a t a k wezbrane wypłynęli morze:
Trzeba n a m z f a l i przyjaznej korzystać,
Inaczej okręt nasz zginie.
W i l l i a m Szekspir, Julius?

Cezar

(przełożył Józef Paszkowski)

Człowiek przeznaczony jest do tego, by szedł na­
przód. Wierzymy, że Jacek Sempoliński nadal będzie
unosił się na fali przypływu jak młody mistrz surfingu,
lub - mówiąc bardziej metaforycznie - jak okręt płyną­
cy przez morze namiętności do Góry Ocalenia.

�Aleksandra Melbechouska-Luty • JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

�Aleksandra Me&amp;echouiska-Luty • ]EST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

7
4. Jacek Sempoliński, Ja, olej, węgiel, p ł ó t n o , 1999
5. Jacek Sempoliński, A u t o p o r t r e t / A . R . , a k r y l , folia, 1999
6. Jacek Sempoliński, Czaszka, olej, p ł ó t n o , 1990
7- Jacek Sempoliński, Z a m e k w J a n o w c u , pastel, papier,
2000

44

�Aleksandra Melbechowska-Luty • JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

8.

Jacek Sempoliński, D e r Ferne, pastel, papier, 2002

9.

Jacek Sempoliński, Ukrzyżowany u Św. A n n y Ferne, pastel, papier, 2001

10. Jacek Sempoliński, Zza g r o b u , pastel, papier, 2002
1 1 . Jacek Sempoliński, Zza g r o b u , pastel, papier, 2002. F o t . 4 - 1 1 Jerzy Sabara

45

�Aleksandra Melbechmka-Luty * JEST T O JAKOBY K L E J N O T K O R O N Y JEGO

1 . O k ł a d k a książki A l k s a n d r a Jackowskiego

Polska Sztuka Ludowa,

Wydawnictwo Naukowe P W N .

P r o j . graf. M i c h a ł Piekarski
2. B o ż e n a Żółtowska i A l e k s a n d e r Jackowski, C e n t r u m S z t u k i Współczesnej w Warszawie, listopad 2002.
Fot. Sergo K u r u l i s z f i l i
3. A d a m Ferency, Bożena Żółtowska i A l e k s a n d e r Jackowski, M i c h a ł Jagiełło, Krzysztof Czyżewski, C e n t r u m S z t u k i
Współczesnej w Warszawie, listopad 2002. F o t . Sergo Kuruliszfili

46

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8404" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8383">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5877924a48ffafac8f283b1c84a9dc52.pdf</src>
        <authentication>7027e5c65e3b973e2b91b66ad9c41497</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100431">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1547</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100433">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100435">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100437">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1431</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100439">
                <text>Jeszcze o "Tygodniku Polskim" i tyfliskiej Polonii / ETNOGRAFIA POLSKA 1994 t.38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100441">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1994 t.38, s.107-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100443">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100445">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100447">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100449">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="100451">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100455">
                <text>„Etnografia Polska", t. XXXVIII: 1993, z. 1 - 2
PL ISSN 0071-1861

ANDRZEJ WOZNIAK
(Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa)

JESZCZE O „TYGODNIKU POLSKIM"
I TYFLISKIEJ POLONII
Na kilka lat przed I wojną światową, w 1910 г., w stolicy Gruzji i ad­
ministracyjnym centrum Zakaukazia - Tyflisie, mieszkało 7367 Polaków
(Mądzik 1987, s. 29). Było to największe skupisko Polaków na Kaukazie,
drugi bowiem ośrodek polski tego rejonu - Baku liczył wówczas około
3 tys. osób. W skali Cesarstwa jednak kolonię polską w Tyflisie można było
zaliczyć zaledwie do średnich, największa bowiem, w Petersburgu, liczyła
w tym okresie około 70 tys. osób, w Rydze w 1913 r. mieszkało 47 tys.
Polaków, w Odessie 25 tys., a w Moskwie było ich 20 tys., zaś 7-8 tysięczne
skupiska istniały w kilku miastach (Łukawski 1978, s. 91).
W Tyflisie mieszkała ponad połowa wszystkich Polaków, którzy znaleźli
się w tym czasie na terytorium Gruzji. Według danych ze spisu powszech­
nego 1897 r. kolonia polska w Tyflisie liczyła 4133 osoby, podczas gdy
w obu guberniach gruzińskich - tyfliskiej i kutaiskiej żyło 8220 osób, które
w wykazach statystycznych uznane zostały za Polaków. Większość tyfliskich
Polaków pochodziła z Królestwa Polskiego. Najwięcej było ich z guberni
warszawskiej, kaliskiej i piotrkowskiej. Z liczby 3181 Polaków zawodowo
czynnych, największą, ponad 50% grupę stanowili wojskowi, bardzo liczna
była służba domowa, liczni pracownicy administracji, sądownictwa i policji,
wielu było kolejarzy. Nieco mniejsze, choć znaczące były grupy lekarzy
i nauczycieli (Mądzik 1981, s. 48-49).,
Charakterystyczna była struktura wieku tyfliskiej Polonii - ponad poło­
wa to ludzie młodzi, od 20 do 29 lat, wśród których grupę przeważającą
stanowili żołnierze miejscowego garnizonu. Bardzo mało natomiast miesz­
kało w Tyflisie kobiet w tym wieku. Jeśli idzie o wykształcenie, to społecz­
ność polską w Gruzji charakteryzował z jednej strony wysoki procent (około
połowy populacji) analfabetów, w większości prawdopodobnie żołnierzy,
z drugiej zaś istnienie znacznej (zwłaszcza w Tyflisie) grupy inteligencji
ze średnim i wyższym wykształceniem. Bardzo jednorodna była natomiast
kolonia polska w Tyflisie pod względem wyznaniowym, bowiem około 98%
jej stanowili katolicy (Mądzik 1987, s. 36-37).

�108

ANDRZEJ WOZNIAK

Polscy mieszkańcy Tyflisu skupiali się wokół nowego, wzniesionego
w latach siedemdziesiątych X I X w. kościoła katolickiego pod wezwaniem
św. Piotra i Pawła („stary" kościół katolicki służył ludności gruzińskiej
i ormiańskiej). W latach dziewięćdziesiątych X I X stulecia powstało przy tym
kościele Rzymskokatolickie Towarzystwo Dobroczynności, które w latach
następnych prowadziło działalność zarówno społeczną jak i kulturalną, ale
statutowe możliwości tej działalności, zwłaszcza kulturalnej, były ograniczo­
ne. Dopiero w 1907 r. mogło powstać towarzystwo, którego statut dawał
większe możliwości realizacji potrzeb kulturalno - oświatowych środowiska
polskiego. Było to Stowarzyszenie „Dom Polski". Stowarzyszenie zamie­
rzało m.in. podjąć wydawanie książek i broszur oraz gazet i czasopism, ale
plany te nie zostały zrealizowane, podobnie jak nie doczekało się realizacji
czasopismo kulturalno - literackie, które kilkadziesiąt lat wcześniej zamie­
rzał wydawać w Tyflisie poeta Tadeusz Łada Zabłocki.
Znaczne ożywienie w życiu kolonii polskiej w Tyflisie nastąpiło po rewo­
lucji lutowej 1917 r. Powstało wiele nowych organizacji polskich, rosła po­
trzeba wydawania czasopisma w języku polskim. Mimo, że już w maju
1917 r. Komitet Wykonawczy Rady Polskich Organizacji w Tyflisie podjął
decyzję o powołaniu do życia polskiej gazety, to jak się wydaje, pozostała
ona w sferze projektów. Jedynym czasopismem polskim wydawanym
w Gruzji, które dotychczas udało się odnaleźć, jest wychodzący w Tyflisie od
czerwca 1918 r. „Tygodnik Polski" (Woźniak 1991, s. 155-162).
Pierwszy numer czasopisma „Tygodnik Polski polityczno-ekonomiczny
i literacki" ukazał się w niedzielę 2 czerwca 1918 r. Jego redaktorem był
Wincenty Jordański, wydawcami zaś bracia W. i M . Musiałowie i Jan
Blichiewicz. „Tygodnik" zwierał 4 do 6 stron niedużego formatu (32 x 21 cm),
tekst drukowany był w dwu szpaltach. Numer 2, z 9 czerwca wyszedł,
podobnie jak i następne, już bez podtytułu. Od nr 3 redaktorem czaso­
pisma przestaje być W. Jordański i zastępuje go M . Musiał, który wraz
z J. Blichiewiczem jest również wydawcą „Tygodnika". Podporą czasopisma,
autorem najczęściej w nim pisującym i w znacznej mierze nadającym mu
kierunek ideowy był Ludwik Piekarski (Woźniak 1991, s. 162-163).
Przed kilku laty, kiedy ukazał się w „Etnografii Polskiej" artykuł o „Ty­
godniku Polskim", jego autorowi znane były tylko cztery numery tego pisma
(nr 1-3 i 5 z 1918 r.) znajdujące się z zbiorach Biblioteki Uniwersytetu
Warszawskiego. Brak było tego tytułu w innych bibliotekach polskich, nie
było go także w bibliotekach gruzińskich. Nie wiadomo było z czyjej inic­
jatywy „Tygodnik" powstał, za czyje pieniądze, jak długo wychodził, kim
byli ludzie, którzy czasopismo redagowali, wydawali i którzy w nim pisywa­
li. Jedynie o W. Jordańskim, pierwszym redaktorze „Tygodnika", zastępcy
członka Komitetu Wykonawczego Rady Polskich Organizacji i o po­
ruczniku Janie Blichiewiczu udało się znaleźć jakieś okruchy wiadomości.
Niczego nie było wiadomo o braciach W. i M . Musiałach ani o najaktyw­
niejszym współpracowniku pisma - Ludwiku Piekarskim.

�/TYGODNIK T Y F L I S K I " I T Y F L I S K A POLONIA

109

Dopiero niedawno, dzięki opublikowanemu w pierwszym numerze
periodyku „Niepodległość i Pamięć" artykułowi Macieja Piekarskiego Glosa
do Przedwiośnia udało mi się dotrzeć do nieznanych dotąd numerów „Ty­
godnika Polskiego" oraz poszytu dokumentów i fotografii pozostałych
po Ludwiku Piekarskim. Są one dziś własnością jego wnuka, redaktora
Macieja Piekarskiego, wieloletniego pracownika programu I I TVP. Jeden
z dwu posiadanych kompletów „Tygodnika" M . Piekarski przekazał Biblio­
tece Narodowej.
Materiały te pozwalają dorzucić nieco wiadomości do tego, co już wcze­
śniej napisałem o twórcach „Tygodnika Polskiego" i pełniej zarysować
sylwetkę jego najaktywniejszego współpracownika - Ludwika Piekarskiego.
Zarówno pierwszy redaktor pisma - Wincenty Jordański, jak i jego wydaw­
cy, bracia W. i M . Musiałowie oraz por. Jan Blichiewicz nie należeli, jak się
wydaje, do tego kręgu Polaków, którzy związani byli z Tyflisem od dawna,
niekiedy od paru pokoleń. Nie znajdujemy ich wśród setek znanych nam
nazwisk rodzin polskich mieszkających tu przed I wojną światową. Jak już
wiemy, jeden z wydawców „Tygodnika", Jan Blichiewicz w 1918 r. był
oficerem w stopniu porucznika, a więc człowiekiem stosunkowo młodym.
Na Kaukazie znalazł się być może, dopiero w czasie wojny. Ze zdjęcia
wydawcy i redaktora pisma, M . Musiała, ofiarowanego w 1918 r. L. Piekar­
skiemu, również spogląda na nas człowiek młody, dwudziestoparoletni zale­
dwie, w mundurze oficera [?] marynarki.
Stosunkowo niedawnym mieszkańcem Tyflisu był też inż. Ludwik Roch
Piekarski, który osiadł tam wraz z rodziną około 1911 r. Miał wówczas lat
nieco ponad 40, pochodził z Warszawy i był specjalistą od urządzeń wodo­
ciągowo-kanalizacyjnych. Przed przyjazdem do Tyflisu przebywał w innych
miastach imperium, m.in. w Twerze i w Saratowie, gdzie w 1900 r. zawarł
związek małżeński z Zofią Konstancją Ruszczykowską. Od 1908 r. państwo
Piekarscy mieszkali w Kijowie. Pan Ludwik pracował tam w Miejskim
Biurze Technicznym, a jego żona była działaczką Polskiego Towarzystwa
„Oświata" (Piekarski 1994, s. 143). Jak wynika z rodzinnych dokumentów,
po przybyciu do Tyflisu L. Piekarski podjął pracę w tutejszym przedstawi­
cielstwie specjalizującego się w instalacjach wodociągowych, kanalizacyjnych
i sanitarnych, Warszawskiego Biura Technicznego K. Mateckiego, którym
kierował Wiktor Rossman. Inżynier Piekarski musiał być nie tylko dobrym
specjalistą w swojej dziedzinie, lecz również człowiekiem rzutkim, energicz­
nym i pełnym inicjatywy, bo oprócz kierowniczego stanowiska w firmie
zdobył szybko pozycję w tutejszej społeczności i zaufanie władz miejskich.
1

2

1

Panom red. M . Piekarskiemu i dr. A. Stawarzowi, dyrektorowi Muzeum Niepodległości
wdzięczny jestem za umożliwienie mi skorzystania z tych materiałów i tekstu Glosy do Przed­
wiośnia jeszcze w trakcie korekty oraz za wszelkie informacje.
Naramiennik munduru rysuje się na zdjęciu niezbyt wyraźnie, widoczna jest tylko jego
górna część ze skrzyżowanymi kotwicami i biegnącym przez środek paskiem.
2

�110

ANDRZEJ WOŻNIAK

W 1917 r. został członkiem Kaukaskiego Oddziału Cesarskiego Rosyjskiego
Towarzystwa Geograficznego. Należał do Towarzystwa Dobroczynności
przy kościele św. Piotra i Pawła i do Stowarzyszenia „Dom Polski". Prowa­
dził ożywioną działalność również w innych organizacjach i stowarzysze­
niach polskich w Tyfusie, tak licznych w czasie wojny i współtworzył nie­
które z nich. Od 1915 r. był korespondentem wydawanego w Petersburgu
„Głosu Polskiego" (Piekarski 1994, s. 143). W czerwcu 1918 r. występuje
z powodzeniem jako jeden z przedstawicieli Polaków - pracowników Kolei
Bakińskiej (Zakaukaskiej) w rozmowach z ministrami nowopowstałego rzą­
du gruzińskiego - Kandelaki i Żuruli („Tygodnik Polski" - dalej „TP"
- 1918, nr 3, s. 4). Kiedy został pracownikiem kolei - nie wiadomo.
W styczniu 1919 r. L. Piekarski przeniósł się wraz z rodziną do Baku, gdzie
także zyskał sobie wkrótce opinię „wielkiego społecznika" (Chodubski 1984,
s. 98). Wyjeżdżając zabrał ze sobą parę kompletów „Tygodnika Polskiego",
kończących się na numerze 6 z 7 lipca 1918 r. Również M . Piekarski pisze,
że „ukazało się 6 numerów" tego czasopisma (Piekarski 1994, s. 144).
Mamy podstawy przypuszczać, że tyfliski „Tygodnik Polski" był dziełem
ludzi na tym gruncie nowych. Nie było wśród nich nikogo z kręgu daw­
nych, znanych działaczy Stowarzyszenia „Dom Polski" czy Towarzystwa
Dobroczynności. „Tygodnik" powstał w momencie dla tutejszej Polonii
przełomowym, kiedy podstawy jej stabilizacji materialnej, a nierzadko wręcz
dobrobytu, zaczęły się gwałtownie załamywać, a perspektywy na przyszłość
stawały się coraz bardziej niepewne.
Kłopoty ekonomiczne, bytowe, w roku 1918 były powszechne i dotykały
również niemal całą społeczność polską w Tyflisie, choć na tle chaosu, nędzy
i cierpienia ogromnych rzesz ludności na całym obszarze byłego imperium
objętym rewolucją, Gruzja była oazą spokoju i obfitości. Kłopoty te znala­
zły odbicie we wszystkich numerach „Tygodnika", jeśli nawet nie w arty­
kułach, to w zamieszczanych na ostatniej stronie drobnych ogłoszeniach
o sprzedaży odzieży, obuwia, o kursach zawodowych. Od pierwszego nu­
meru redakqa pisma dostrzegała powagę sytuacji i rozmiary zagrożenia,
zwłaszcza w związku z „unaradawianiem" i reorganizacją wielu dziedzin
życia gospodarczego, społecznego i kulturalnego kraju. Instytucje, które od
niedawna znajdowały się w rękach administracji rosyjskiej od jesieni 1917 г.,
a zwłaszcza po ogłoszeniu niepodległości Gruzji (26. V. 1918) przejmowane
były przez władze i organizacje gruzińskie. Znaczna liczba Polaków zatrud­
nionych często na wysokich stanowiskach w administracji, policji, służbie
zdrowia, a zwłaszcza w wojsku, niekiedy z dnia na dzień traciła pracę, wolne
zaś miejsca, wszędzie gdzie było to możliwe, zajmowali Gruzini. Zwolnienia
dotknęły nawet Kolej Zakaukaską, gdzie Polacy byli zawsze najbardziej
cenionymi pracownikami. Gwałtownie obniżył się poziom życia wielu,
a być może nawet większości polskich rodzin. Niektóre znalazły się wręcz
w biedzie. Chwytano się zatem różnych sposobów zarobkowania, ale np.
w rodzinach inteligenckich, których możliwości w tym względzie były bardzo

�„TYGODNIK T Y F L I S K I " I TYFLISKA POLONIA

111

ograniczone, wyprzedaż dobytku stawała się czasem jedynym sposobem
zdobywania środków do życia. Powrót do kraju był więc przeważnie jedyną
perspektywą nawet dla tych, którzy nigdy przedtem o nim nie myśleli. Temat
ten, o czym pisałem już wcześniej, przewija się przez wszystkie niemal numery
„Tygodnika", a w niektórych zdecydowanie dominuje nad innymi.
Z powrotami do kraju wiązało się również wiele trudnych do rozwiązania
kwestii. Pomijam tu ogromne wówczas trudności komunikacyjne, brak środ­
ków na opłacenie podróży, itp. Trudne było czasem samo podjęcie decyzji,
zwłaszcza w rodzinach zasiedziałych tu od pokoleń, pochodzących z kresów,
z terenów objętych w tym czasie rewolucją. Z obawą myślano też o perspekty­
wach zatrudnienia w kraju. Szczególnie ostro rysowała się ta kwestia przed
niższymi urzędnikami o niewielkich kwalifikacjach. Stąd też m.in. kursy
dokształcające, zawodowe, o których stale pojawiają się w „Tygodniku"
ogłoszenia lub obszerniejsze informacje. 2'nacznie rzadziej natomiast ukazywały
się artykuły takie jak ten w numerze 6, w którym zastanawiano się nad
perspektywami tych, co w Tyfusie zostają (D.J., Walka o byt, „TP" nr 6, s. 1).
Wobec perspektywy powrotu do kraju coraz ważniejsza stawała się kwe­
stia znajomości języka polskiego, która zwłaszcza wśród młodszego pokole­
nia przedstawiała się czasem wręcz fatalnie. Stąd w nr 3 i 4 „Tygodnika"
hasło: „Uczcie dzieci swe po polsku" i kursy dokształcające w „Domu
Polskim" („TP" nr 2, s. 4).
W związku z wyjazdami do kraju w nr 4 „Tygodnika Polskiego" po raz
pierwszy zasygnalizowana została sprawa obywatelstwa polskiego. Autor
podpisujący się D.J. apeluje aby nie wydawać pisemnych dowodów obywa­
telstwa, polskiego ludziom, „którzy poza nazwiskiem polskim, nic wspólnego
z Polską nie mieli." Nie należy więc ułatwiać im wyjazdów do Polski, bo
„my w Królestwie panów Mozesów, Dawidów, Iwanów itp. mieliśmy tak
dużo, że dla synów własnej ziemi zaczynało brakować miejsca." („TP" nr 4,
s. 3). Dodać jednak należy, że tego rodzaju akcenty, jak ten w ostatnim
zdaniu, spotyka się w „Tygodniku" rzadko.
Problemy bytowe tyfliskiej Polonii, tematyka związana z wyjazdami,
zajmują w dwu nieznanych dotąd numerach „Tygodnika Polskiego" (4 i 6)
sporo miejsca, ale podobnie jak i w innych pozostaje go trochę na materiały
historyczne, patriotyczne wiersze, kronikę i ogłoszenia.
W obu numerach pisał oczywiście i L. Piekarski - o wiecu zwołanym przez
redakcję „Tygodnika", o plantacjach herbaty w okolicach Batumu, o Pawle
Różańskim, dowódcy oddziałku Polaków - zesłańców, którzy w latach
trzydziestych XIX w. przedostali się z Kaukazu aż na Białoruś („TP" nr 6, s. 3).
Podobna różnorodność zainteresowań charakteryzuje zresztą cały dorobek tego
autora drukowany w „Tygodniku" - kilkanaście pozycji rzadko podpisanych
pełnym imieniem i nazwiskiem, częściej inicjałami, czasem niesygnowanych .
3

3

Spis materiałów L . Piekarskiego zamieszczonych w „Tygodniku Polskim" znajduje się
w posiadaniu red. M , Piekarskiego,

�112

ANDRZEJ WOZNIAK
LITERATURA

C h o d u b s k i A.
1984
„Dom Polski" w Baku, „Przegląd Polonijny", R . X , nr 4, s. 95-109.
Ł u k a w s k i Z.
1978
Ludność polska w Rosji 1863-1914, Wrocław.
Mądzik M.
1981
Stowarzyszenie „Dom Polski" w Tyflisie (1907-1914), „Rocznik Polonijny",
t. 2, s. 47-62.
1987
Działalność społeczno-kulturalna i polityczna Polaków w Gruzji na przełomie XIX
i XX wieku, Lublin.
Piekarski M.
1994
Glosa do Przedwiośnia, „Niepodległość i Pamięć", R . I , nr 1, s. 143-158.
„T P "
1918
„Tygodnik Polski", (R.I), nr 1 - 6 .
W o ź n i a k A.
1991
„Tygodnik Polski" - czasopismo tyfliskiej Polonii, „Etnografia Polska", t. X X X V ,
z. 1, s. 153-171.

ANDRZEJ WOŹNIAK
M O R E ABOUT " T H E POLISH W E E K L Y "
A N D T H E POLISH C O L O N Y I N T B I L I S I
Summary
Three years ago ("Etnografia Polska" vol. 35; 1991) I published an article presenting the
periodical "The Polish Weekly" which was issued by the Polish colony in the capital of
Georgia in 1918.
By then I had know only four copies (no-s 1, 2, 3, 5) which I found in the stores of the
main University Library in Warsaw. Not much was known about the editorial staff or authors
contributing to it. Some time ago I succeeded in finding some more issues and information
about the editors. This article is the review of the contents of the newly discovered issues. In
connection with it the problems of Polish colony in Georgia are discussed concerning the
period of their coming back to independent Poland after the World War I .
Translated by Anna Kuczyhska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10973" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10951">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ee04d08076dadd6338f9ac0fda853531.pdf</src>
        <authentication>8724b7efa6b68040f50c0b7709174788</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130798">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1734</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130799">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130800">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1605</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130801">
                <text>Jeszcze raz o upiorze (wampirze) i strzygoni (strzydze) / ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130802">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47, s.211-246</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130803">
                <text>Kolczyński, Jarosław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130804">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130805">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130806">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130807">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130808">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L V I I : 2003, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI
Warszawa

JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE)
I STRZYGONI (STRZYDZE)
Upiór (wampir) i strzygoń (strzyga) jeszcze w X I X wieku były jednymi z naj­
aktywniejszych demonów w świecie archaicznej wyobraźni „ludu wiejskiego" na
naszych ziemiach. Stąd są zupełnie nieźle opisane w starszej - a więc źródłowo
najcenniejszej - literaturze etnograficznej. Kilkakrotnie też próbowano w naszej
etnologii nakreślić syntetyczny obraz tych dwu upodabniających się do siebie
postaci (Gołębiowski 1830, s. 155-157; Berwiński 1862, t. 2, s. 1-50; Wasylewski 1907, s. 291-298; Bruckner [1925] 1985, s. 279-284; Biegeleiesen 1930,
s. 113-131; Moszyński [1934] 1967, s. 654-660; Baranowski 1981, s. 50-64;
Gieysztor 1982, s. 222-224; Pełka 1987, s. 163-172; Kozioł 1989, s. 85-92; Urbań­
czyk 1991, s. 50-51, 58-59; Robotycki 1992, s. 144-150). A jednak, wydaje mi
się, że upiór/strzygoń jest wciąż demonem słabo zinterpretowanym. W niniejszym
tekście jeszcze raz zestawiam różne wiadomości o tym wyobrażeniu demonolo­
gicznym z terenów interesujących polskie ludoznawstwo przed II wojną światową,
zatem również z Białorusi i Ukrainy Nie mam wszakże ambicji zinwentaryzowania
wszystkich wariantów wierzeniowych. Moim zamierzeniem jest tylko ponowne
przejrzenie źródeł i zarysowanie kilku wynikających z tego uwag, mam nadzieję
nieco głębiej sięgających do wnętrza świata archaicznej wyobraźni.
I
Kto po śmierci stawał się lub mógł stać się upiorem?
• Ludzie w ogóle nie pogrzebani (Pełka 1987, s. 168).
• Ludzie pogrzebani z rytualnymi uchybieniami. W upiora mógł zamienić
się zmarły, któremu do grobu nie dano potrzebnych w podróży na „tamten" świat
przedmiotów, np. szkaplerza, różańca czy czapki, albo dano mu przedmioty
utrudniające tę wędrówkę, np. buty (wtedy błąka się jako upiór dopóki ich nie
zedrze) (Fischer 1921, s. 90-111, 166-170) .
1

1

N a naszych terenach s p o t y k a j ą s i ę w l u d o w y c h zwyczajach p o g r z e b o w y c h d w i e odmienne

tradycje: na zachodzie i w ś r o d k u kraju z m a r ł y c h chowano w butach, a i m bardziej na w s c h ó d
- w p ł ó c i e n n y c h skarpetach lub boso. W e d ł u g starych m i t ó w , zapisanych na niemieckiej w s i , zmar­
ły potrzebuje b u t ó w , by w d r a p a ć s i ę w z a ś w i a t a c h na s t r o m ą g ó r ę lub p r z e j ś ć przez most na
granicznej, podziemnej rzece. Natomiast na w s i b i a ł o r u s k i e j s ł y s z a n o , ż e z m a r ł e g o grzebie s i ę
boso, aby z n i e c h ę c i ć go do chodzenia po ś m i e r c i (Fischer 1921, s. 110-111). O d w r o t n o ś ć zna­
c z e ń s y m b o l i c z n y c h jest c z y m ś naturalnym w tradycjach l u d o w y c h i sygnalizuje, iż d o t y k a m y
j a k i e g o ś g ł ę b i e j zakorzenionego w czasie, istotnego m o t y w u w i e r z e n i o w e g o .

�212

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

• Ludzie, którzy w chwili śmierci byli niekompletni fizycznie - nie mieli
przy sobie woreczka ze swoimi obciętymi paznokciami, które zbierali całe życie
czy też nie ukryli (np. w spróchniałym drzewie) swoich wypadłych zębów
(Cercha 1900, s. 134; Fischer 1921, s. 179-183) .
• Upiorem mógł stać się człowiek zmarły nagle, czyli według archaicznych
pojęć umierający nierytualnie - samobójca, zabity, ginący w nieszczęśliwym
wypadku (Kolberg 1891, s. 141; Pietkiewicz 1931, s. 44; Zborowski 1932,
s. 86; Baranowski 1965, s. 83).
• Nieochrzczone niemowlęta (Fischer 1921, s. 364), a zatem istoty rytualnie
w ogóle jeszcze nie przyjęte do wspólnoty żywych!
• Zmarła w połogu kobieta (Fischer 1921, s. 364-366).
• Nieomal ze stuprocentową pewnością upiorem stawał się zmarły czarownik
lub czarownica (Kolberg 1971, s. 432; Pietkiewicz 1931, s. 44; Pełka 1987, s. 168).
• Upiorami zawsze stać się mogli ludzie z różnych powodów podejrzewani
o pokrewieństwo z demonami, np. ludzie rodzący się z zębami (Kolberg 1967,
s. 480), z „dużymi" zębami, z ogonem (wężowym - Kolberg 1888, s. 111, 113),
w czepku (Hilferding 1965, s. 379, 410), o nierównym oddechu (Baranowski 1981,
s. 57); ludzie fizycznie inni, zwłaszcza kalecy (garbaci, kulawi); ludzie których
otaczała jakaś aura tajemniczości i lęku (np. bardzo starzy, bo niby dlaczego tak
długo żyli?) lub aura niechęci i lęku (np. ludzie posępni, złośliwi) (Baranowski
1981, s. 57); wreszcie wszyscy „obcy" dla lokalnej społeczności (np. staroobrzę­
dowcy dla prawosławnych, luteranie dla katolików itp.) (Kolberg 1970, s. 385;
Pietkiewicz 1931, s. 48). Słowem upiorem mógł stać się każdy „inny".
• Przemiana w upiora groziła po śmierci ludziom łamiącym różne zakazy,
przede wszystkim mordercom, lecz także np. nieuczciwym geometrom - ich
nierozłożone ciała ziemia miała wyrzucać na wierzch (Kolberg 1891, s. 251;
Fischer 1921, s. 367; Pietkiewicz 1931, s. 44).
2

2

To jest akurat m o t y w d o ś ć rzadki, ale t e ż n i e z w y k l e archaiczny. Rytualny warunek fizycz­

nej c a ł k o w i t o ś c i c z ł o w i e k a w c h w i l i , gdy ma r o z p o c z ą ć w ę d r o w a n i e w z a ś w i a t y

najwyraźniej

odbija s i ę w zwyczajach d o t y c z ą c y c h o b c i ę t y c h paznokci. W r ó ż n y c h miejscach ś r o d k o w o -wschodniej Europy, jeszcze w X I X w i e k u , c h ł o p i nie w y r z u c a l i o b c i ę t y c h paznokci t y l k o zbierali
j e w woreczku, k t ó r y nosili przy sobie, schowany za p a z u c h ą . Taki woreczek ze zbieranymi całe
ż y c i e paznokciami w k ł a d a n o potem z m a r ł e m u do trumny. Zamiast z b i e r a ć paznokcie m o ż n a b y ł o
spalić j e zaraz po o b c i ę c i u - o g i e ń wszak b ł y s k a w i c z n i e przenosi c o k o l w i e k z „ t e g o " do „ t a m t e g o "
ś w i a t a (ale znany b y ł t e ż zakaz palenia paznokci i w ł o s ó w ) . Paznokcie m i a ł y b y ć potrzebne zmar­
ł e m u do w s p i ę c i a s i ę na „ w i e l k ą " albo „ s z k l a n ą " g ó r ę , c z y l i do wdrapania s i ę na szczyt g ó r y
kosmicznej (Fischer 1921, s. 179-183). A l e nie jest to jeszcze c a ł e w y j a ś n i e n i e . S z c z ę ś l i w i e oca­
lały o k r u c h y starych m i t ó w , adaptowanych do c h r z e ś c i j a ń s k i c h w y o b r a ż e ń o raju i grzechu pier­
w o r o d n y m , wedle k t ó r y c h pierwsi ludzie ( A d a m i Ewa) m i e l i s i e r ś ć i k o p y t a lub r o g o w ą s k ó r ę .
W y g n a n i e z raju

i utrata n i e ś m i e r t e l n o ś c i

równała

s i ę utracie i c h z w i e r z ę c e g o

wyglądu

i t y m samym c a ł k o w i t e m u „ u c z ł o w i e c z e n i u " (Tomicki 1976, s. 67). Troska o zachowanie paznokci,
a ż do c h w i l i ś m i e r c i i r o z p o c z ę c i a w ę d r o w a n i a w z a ś w i a t y , w y n i k a ł a b y w i ę c z l ę k u przed u t r a t ą
tej pierwotnej c a ł k o w i t o ś c i w z a ś w i a t a c h . „ A gdzie twoje paznokcie za tyle lat?" lub w r ę c z „ g d z i e
t w o j a r o g o w a s k ó r a ? " zapyta B ó g z m a r ł e g o w z a ś w i a t a c h . C i , k t ó r z y nie zachowali o s t r o ż n o ś c i
i z g u b i l i swoje o b c i ę t e paznokcie musieli po ś m i e r c i j e o d n a l e ź ć (Fischer 1921, s. 182).

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

213

(STRZYDZE)

• Niechybnie upiorami stawali się ludzie narodzeni w wyniku złamania nie­
których zakazów, np. poczęci w czasie miesiączki matki czy też poczęci w dniach
św. Anny, Zwiastowania Panny Marii i Podwyższenia Krzyża Św. (oba przy­
kłady z zachodniej Ukrainy) (Kolberg 1973, s. 34; 1971, s. 429).
• Upiorem musiał zostać po śmierci człowiek, który za życia poddał się
czarom zabezpieczającym przed ranami - jego zwłoki nie rozkładały się wtedy
po śmierci (Fischer 1921, s. 368).
• Upiorem stawał się trup, którego przekroczył, przeskoczył człowiek lub
zwierzę bądź przefrunął nad nim ptak (Moszyński 1928, s. 167; Baranowski
1981, s. 57).
• Żyjący człowiek przeobrażał się w upiora, gdy wiatr na stepie owiał mu
stopy (Wschodnia Ukraina) (Kolberg 1888, s. 211; Efimenko 1992, s. 499) .
• Jako upiór rodziło się dziecko, gdy jego matka połknęła kawałek rozżarzo­
nego węgla (iskry), która wpadła do garnka w Swyty weczir (Pokucie) (Kolberg
1888, s. 111).
Naturalnie, z wyliczonych przed chwilą powodów nie wszyscy zmarli stawali
się akurat upiorami, niektórzy równie dobrze mogli przeobrazić się w inne
demony. Niemowlęta mogły również stać się porońcami, samobójcy latawcami,
ludzie szukający po śmierci swoich paznokci błędnymi ognikami... Możliwości
jest wiele, rytualne „braki" lub „odmienności" zmarłego są bowiem przyczyną
numer jeden powstawania wszelakich demonów z ludzi zmarłych.
Natomiast nieubłaganie właśnie w upiora zamieniali się po śmierci ludzie,
którzy mieli kontakt z tym demonem:
• Zabici lub tylko ugryzieni przez upiora (Kolberg 1970, s. 385).
• Narodzeni w wyniku stosunku upiora z żywą kobietą (Kolberg 1971, s. 429),
• Dzieci karmione przez zmarła matkę-upiora (Mleczko 1902, s. 56).
A także ci, którzy zdradzali do niego jakieś podobieństwo:
• Ludzie o dużych głowach (Mleczko 1902, s. 56), o gęstych zrośniętych
brwiach (Baranowski 1981, s. 57), odwróconych źrenicach (Bazińska 1967,
s. 109), ludzie bardzo bladzi lub przeciwnie dziwnie rumiani (Pol 1966, s. 124),
ludzie o dwóch rzędach zębów (Kolberg 1888, s. 148), silnie owłosieni (Pełka
1987, s. 168).
Sumując te informacje wydaje się, że różne wyobrażenia o powstawaniu
upiorów można sprowadzić do dwu praprzyczyn: 1) zaniechania lub błędów
w rytuałach i złamania zakazów rytualnych; 2) innego statusu rytualnego zmar­
łego człowieka, który już za życia był uważany za istotę demoniczną.
Niektóre z wyliczonych powodów, z których zmarły nie rozpoczynał swojego
wędrowania w zaświaty i stawał się upiorem, były wymieniane dość rzadko
(np. kompletność zwłok) lub tylko lokalnie (np. zamiana w upiora człowieka, gdy
wiatr owiał mu stopy). Takie motywy mogą jednak stanowić cenny trop w poszu­
kiwaniach pierwotnych kształtów wyobrażenia upiora. Próbując uporządkować
3

3

W w i r z e p o w i e t r z n y m w ę d r o w a ł y r ó ż n e demony, k t ó r e a t a k o w a ł y l u d z i , j a k odgadujemy,
w n i k a j ą c w ich c i a ł o , zob. np. M o s z y ń s k i 1967, s. 4 7 3 - 4 7 4 .

�JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

przyczyny powstawania upiorów według ich popularności na pierwszym miejscu
trzeba umieścić czarowników i czarownice oraz ludzi zdradzających cechy demo­
niczne, następnie ludzi zmarłych nagle i dopiero potem wszelkie inne warianty.
Co do strzygonia/strzygi wyobrażenia o jego pochodzeniu były bardziej skry­
stalizowane. Powszechnie utrzymywano, że istnieją ludzie o dwóch duszach,
jednej takiej, jaką mają wszyscy inni ludzie - duszy od Boga i drugiej, złowro­
giej - duszy od diabła (Kolberg 1967, s. 270; Chmielowski 1987, s. 28). W chwi­
li śmierci takiego człowieka ta pierwsza dusza opuszcza jego ciało i wędruje
w zaświaty, zaś druga pozostaje i zmarły może wciąż egzystować w „tym" świe­
cie (Federowski 1889, s. 302-303; Baranowski 1965, s. 82). Ale znany był
też inny wariant: obie dusze porzucają dotychczasowe ciało, jedna wędruje
w zaświaty, a druga szuka sobie nowego ciała, wchodzi w innego, żywego
człowieka (Kosiński 1904, s. 9). W różnych stronach dało się też słyszeć, że
są ludzie o dwóch sercach (Baranowski 1965, s. 82) - jedno serce umierało
wtedy razem z człowiekiem, zaś drugie wciąż biło i podtrzymywało istnienie
jego ciała, które się nie rozkładało, a zmarły mógł wychodzić z grobu. Takiego
demonicznego człowieka rozpoznawano zwykle już za życia: rodził się z zębami
(Federowski 1889, s. 304) bądź podwójnymi rzędami zębów (Wójcicki 1974,
s. 284), lub też dopiero potem wyrastały mu podwójne rzędy zębów (Kolberg
1874, s. 67; Matyáš 1893, s. 105), miał na ciele sine znaki, zwłaszcza na plecach
(Kolberg 1874, s. 67; 1967, s. 480) i często w kształcie nożyc (Świętek 1893,
s. 500; Lehr 1984, s. 231; Simonides 1989, s. 273), nie rosły mu włosy pod
pachami i w kroczu (np. Kolberg 1874, s. 65; Świętek 1893, s. 500; Kosiński
1904, s. 9), nie miał brwi (Kosiński 1904, s. 9). Żyjący człowiek-strzygoń chęt­
nie rozmawiał ze sobą (Kosiński 1904, s. 9) - to rozmawiały ze sobą dwie
jego dusze; natomiast po śmierci jeden bok trupa był ciepły (Kolberg 1874,
s. 65; 1888, s. 212) - wszak nadal żyłajego druga, demoniczna dusza. Powszech­
nie wyjaśniano powstawanie strzygoni zaniechaniem obrzędu bierzmowania
(Kolberg 1874, s. 64; Lehr 1982, s. 134). Kiedyś takich demonicznych ludzi
miało być znacznie więcej, gdyż - jak wyjaśniali chłopi - religijność była mniej­
sza i ludzie lekceważyli ten obrzęd (Świątek 1893, s. 493; Flizak 1952, s. 47).
Zatem znów istotną rolę gra niewykonanie rytuału - w wyniku tego zaniedbania
są ludzie nie wprowadzeni ostatecznie do wspólnoty żywych! Archaizm tej sym­
boliki jest oczywisty i chrześcijańskie wyjaśnienie najpewniej wyparło wspom­
nienie jakiegoś starożytnego rytuału inicjacyjnego.
Wyobrażenia o upiorach i strzygoniach w tradycjach ludowych znacząco
upodobniły się do siebie, wzajem użyczając sobie cech, a wreszcie także myliły.
W rozległym obszarze wschodniego Podkarpacia utrzymywano, że upiorami są
ludzie o dwu duszach czy dwu sercach (Kolberg 1888, s. 206; 1973, s. 31; 1979
s. 1260). Na Śląsku w strzygonia zamieniali się także samobójcy i ludzie bardzo
skąpi (Simonides 1989, s. 273), a środkowej Polsce dzieci zmarłe przed chrztem
(Wójcicki 1974, s. 284). Takich przykładów można wyliczyć dużo więcej. Wymienność cech kojarzonych z tymi demonami najlepiej świadczy o ich bliskoznaczności w wierzeniach chłopów.

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

215

Po przedstawieniu zagadnienia pochodzenia obu demonów, odtąd traktuję
je łącznie - jako jedno wyobrażenie.
Upiór/strzygoń to zmarły, którego ciało po śmierci nie uległo głębszemu roz­
kładowi. Wygląda tak jak trup przed pochowaniem w grobie lub jak kilkudniowe,
często już spuchnięte, zwłoki (Kolberg 1888, s. 211; 1971, s. 430; Baranowski
1965, s. 83). U ludzi zmarłych gwałtownie widoczne są wszelkie rany: człowiek
zabity broczył krwią, człowiek powieszony miał sina pręgę na szyi itp. Zmarłemu
takiemu nie tężeją członki, jego ręce i nogi są więc równie giętkie jak u żywego
człowieka (Kolberg 1970, s. 386; Bazińska 1967, s. 109). Wciąż rosną mu włosy
i paznokcie (Kolberg 1970, s. 386). Ma czerwoną twarz i kark („rumiany jak
upiór") (Pol 1966, s. 124; Kolberg 1882, s. 35) - to krew ofiar, której się opił zmie­
nia mu karnację. Charakterystycznym szczegółem były jego długie i czerwone,
również zabarwione od krwi, paznokcie (Kolberg 1874, s. 65, 67; Świętek 1893,
s. 500). Krew upiora/strzygonia była płynna i krążyło jej w jego ciele wyjątkowo
dużo (Kolberg 1970, s. 386; 1882, s. 34). Gdy przebijano ciało demona lub
odrąbywano mu głowę krew tryskała „jak ze szpunta" (Podberski 1880, s. 15).
Według innych jednak wersji, krew jego była zastygła i skrzepła (Kolberg 1979,
s. 1261) oraz „zimna jak lód" (Kolberg 1874, s. 67). Występowała też opinia,
że nie jest on czerwony, a przeraźliwie blady (Kolberg 1874, s. 63; Mátyás 1893,
s. 105). Strzygonia rozpoznawano natychmiast po sinych plamach na plecach
i karku oraz sinym piętnie w kształcie nożyc na plecach (Kolberg 1874, s. 67;
Świętek 1893, s. 500). Ale w różnych miejscach widziano również upiory/strzygonie jako istoty o czarnych plecach (Baranowski 1981, s. 58) lub w ogóle bez ple­
ców (Podberski 1880, s. 13). Znany jest też wariant bezplecego upiora, w którego
wnętrzu można było ujrzeć piłę zamiast kręgosłupa (Moszyński 1967, s. 615).
Leżący w grobie upiór/strzygoń miał otwarte oczy i zwykle nie pomagało nawet
położenie mu na powiekach monet; on i tak otwierał oczy i „patrzył nimi jak za
życia" (Kolberg 1884, s. 95; 1970, s. 386). Często utrzymywano, że ma „odwróco­
ne źrenice" tzn., że obraz w oku odbija się mu na odwrót (Bazińska 1967, s. 109).
Poza tym jego oczy świeciły intensywnie, „błyszczały jak żar" (Kosiński 1904,
s. 9). Lecz znana była również wersja przeciwna - miał oczy „zamknięte jak trup"
(Kolberg 1874, s. 65). Mógł mieć też lekko rozchylone usta, jakby chciał coś
powiedzieć (Kolberg 1874, s. 67) oraz czasem zgrzytały mu zęby (Kolberg 1888,
s. 211). Wychodzący z grobu demon był znacznie większy i silniejszy od przecięt­
nego człowieka (Kolberg 1884, s. 95; 1967, s. 480). W bliższym kontakcie rozpo­
znawano go po trupim odorze, którym cuchnęło mu z ust i zapachu ziemi (Świętek
1893, s. 494; Mleczko 1902, s. 56). Zapisano wreszcie warianty wierzeń, według
których charakteryzował go inny sposób chodzenia: do tyłu „jak rak" (Kosiński
1904, s. 9) lub „wielkimi krokami" (Kolberg 1888a, s. 156).
Zarówno ze strzygoniem/strzygą, jak z upiorem łączono dość często zdolność
do latania, np. fruwały śląskie strzygi (Simonides 1989, s. 674) i „zębata"
strzyga na Białorusi (Federowski 1889, s. 304), latał upiór w środkowej Polsce
(Kolberg 1888a, s. 156) i upiór (obojasnyk) na Ukrainie (Podberski 1880,
s. 13). Ten ostatni jest ciekawą postacią: nie miał pleców, co ukrywał i czego się

�216

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

wstydził, dlatego też czasem chodził „tyłem" (Podberski 1880, s. 12-13). Po­
wszechnie natomiast oba te demony mogły zamieniać się w ptaki (np. nieto­
perza, kanię), a także płazy i gady oraz inne zwierzęta (np. psa, kota, świnię)
(Kolberg 1888, s. 207; Gustawicz 1902, s. 270-271; Pietkiewicz 1931, s. 45).
Wreszcie upiory/strzygonie mogły stawać się niewidzialne (Podberski 1880,
s. 674; Kolberg 1973, s. 35). Wtedy na ich obecność wskazywały inne zjawiska:
np. człowiek czuł ich „zimny, trupi pocałunek" (Baranowski 1965, s. 84), po
obudzeniu odkrywał na swoim ciele ślady ugryzień (Lehr 1985, s. 99) czy też
czuł wokół siebie „zapach ziemi" (Baranowski 1981, s. 58). Ale utrzymywano
również, że upiór/strzygoń nie różnił się wyraźnie od żywych ludzi i trudno go
było rozpoznać (Chmielowski 1987, s. 29; Efimenko 1992, s. 499).
Odrębnie wypada przedstawić upiora - dziecko i strzygonia - dziecko. Dziecko
poczęte ze stosunku upiora z żywą kobietą rodziło się „bez kości" i z tego powo­
du nigdy nie mogło chodzić (Efimenko 1992, s. 499-500; Kolberg 1888, s. 211;
1971, s. 211). Było cherlawe, wycieńczone, blade lub przeciwnie dziwnie sine,
miało też długie i cienkie ręce, za to dużą głowę (Świętek 1893, s. 495). Zwykle
żyło niedługo, mogło umrzeć nawet w 7 roku, gdy zaś żyło nieco dłużej, np. do
21 roku, to nie rosło jak rówieśnicy, było wciąż wielkości dziecka. Takie dziecko
właściwie nie umierało, a tylko nagle znikało - stawało się niewidzialne lub
pojawiało w innym miejscu (Kolberg 1884, s. 97; Efimenko 1992, s. 500). To
kalekie, „upioryczne" dziecko nie było raczej niebezpieczne dla ludzi, nato­
miast miało przerażający dar wieszczenia (Efimenko 1992, s. 499-500). Warto
przypomnieć, że tu i ówdzie (np. w Wielkopolsce, na Pomorzu) upiór był także
nazywany wieszczym (Kolberg 1882, s. 33; Hilferding 1965, s. 378). Czasem
dziecko o takich cechach było uznawane za „odmieńca" (odminę, obmenica,
seduna) podstawionego przez upiory/strzygi na miejsce wykradzionego dziecka
ludzkiego (Gołębiowski 1830, s. 155-156; Kolberg 1888, s. 113; Efimenko 1992,
s. 499). Natrafiamy także na rytualne powody urodzenia upiora przez kobietę.
Jako upiór rodziło się dziecko poczęte w czasie miesiączki matki. Miało ono
wtedy dwa serca („sprawiedliwe" od człowieka i „niesprawiedliwe" od diabła).
Jego demoniczne pochodzenie zdradzały „dwa zakrętki włosów", „dwa wicherki"
na głowie lub „dwa czubki głowy", a także brak włosów pod pachami i w kroczu.
Na twarzy było czerwone i patrzyło zezem. Dziecko takie nie jadło wcale mięsa,
a tylko chleb i mleko. Do 24 roku życia w ogóle nic nie mówiło, bo mogłoby
wyjawić, że jest upiorem, a wtedy inne upiory by je otruły (Kolberg 1973, s. 35).
Wreszcie w upiora zamieniało się dziecko karmione piersią przez zmarłą matkę-upiora. Rozpoznawano je po dużej głowie i „czuć je było ziemią" (Mleczko 1902,
s. 56). Spokrewnione z wyobrażeniem upiorycznego dziecka jest wyobrażenia
dziecka-strzygi. To znów miało być dziecko, które narodziło się z zębami lub
nawet z podwójnymi rzędami zębów, nie żyło dłużej niż kilka dni, a po śmierci
wyrastały mu sowie skrzydła lub przeobrażało się w puchacza. Demon ów piskiem
zapowiadał śmierć spotkanym ludziom (Wójcicki 1974, s. 284-285).
Upiór/strzygoń jawił się chłopom jako jeden z najokrutniej szych demonów
ze wszystkich im znanych. Napadał zarówno na ludzi, jak zwierzęta i zwykle

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

217

zabijał swoją ofiarę (Kolberg 1888a, s. 148; Bazińska 1967, s. 109). Skutki jego
przebywania w okolicy często porównywano z zarazą. Upiór/strzygoń mógł
atakować kilkakrotnie jednego dnia i dzień pod dniu, zaś ludzie których zabił
sami stawali się po śmierci demonami i rozszerzali krąg śmiertelnego zagrożenia
(Kolberg 1970, s. 385). Poza tym chętnie oskarżano upiora/strzygonia o wywo­
ływanie epidemii najgroźniejszych chorób, błyskawicznie zabijających nawet
całe wsie (Podberski 1880, s. 26; Gustawicz 1902, s. 270), np. na Zachodniej
Ukrainie widziano w upiorach podstawowe źródło zarazy (Kolberg 1888, s. 208),
na Śląsku uchodziły za personifikację epidemii (Simonides 1984, s. 71). Upiory/
strzygonie miały również sprowadzać różnorakie klęski elementarne: deszcze,
powodzie, gradobicia, wichury, ostre zimy, nieurodzaj ziemi (Pietkiewicz 1931,
s. 45; Zborowski 1932, s. 85-86; Chmielowski 1987, s. 30).
Dwa mordercze zachowania były najpowszechniej z nim kojarzone: miał
gryźć czy nawet w całości pożerać swe ofiary (Kolberg 1966a, s. 507; 1967,
s. 270) lub dusić je i wysysać z nich krew (Kolberg 1966, s. 507; 1973, s. 35).
Mogło się tak zdarzyć, że upiór/strzygoń z jakichś powodów nie wydostał się
z grobu, wtedy sam siebie zjadał i wypijał własną krew. Po odkopaniu jego
grobu znajdowano wykręconego trupa, z wygryzionymi kawałkami ciała i okrwa­
wionymi palcami (Toeppen 1892, s. 796). To jest kluczowa informacja, ujawnia
bowiem, że człowiekiem zamieniającym się po śmierci w upiora/strzygonia
władały w istocie dwa straszliwe instynkty: nigdy nie zaspokojonego głodu ludz­
kiego mięsa i pragnienia ludzkiej krwi, zwierzęta atakował jednak w drugiej ko­
lejności. Doskonałym przykładem nie wyczerpującego się głodu tego demona jest
choćby wędrowny bajkowy wątek królewny-strzygi (T. 307), która codziennie
pożerała strażników pilnujących jej grobu (Krzyżanowski 1963, t. I , s. 90-91;
zob. np. Ciszewski 1894, s. 175-176). Natomiast najdobitniejszym dla mnie
przykładem jego żądzy krwi jest motyw baby-strzygi, która codziennie opijała
się bez umiaru krwią swych ofiar, a potem wyrzygiwała ją i zakrzepnięta w gala­
retkę dawała do zjedzenia parobkom (np. Flizak 1952, s. 58). Charakterystyczne
są również lokalne opowieści o tym jak po odkopaniu trupa okazywało się,
że wypełniony jest krwią jak beczka (np. Podberski 1880, s. 15). Ale nawet
nie wychodzący z grobu upiór/strzygo, który gryzł i wysysał sam siebie mógł
być groźny dla żywych. Na Pomorzu i na Śląsku utrzymywano, że póki upiór/
strzygoń gryzie i ssie swoje ręce lub np. żuje koszulę, w której go pochowano,
to umierają jeden po drugim ludzie w jego rodzinie (Hilferding 1965, s. 379;
Simonides 1989, s. 273).
Wychodzący z grobu upiór/strzygoń mógł także zabijać wzrokiem. Na Rusi
Karpackiej, gdy upiory rozglądają się po okolicy z jakiegoś wzniesienia, „ginie
wszystko, dokąd tylko ich zgubny wzrok doleci" (Kolberg 1888, s. 209). W Wiel­
kopolsce i na Śląsku, jak daleko sięgnął wzrokiem wstający z grobu wieszczy,
tak daleko umierali ludzie, który byli z nim w równym wieku (Kolberg 1882,
s. 33; Simonides 1984, s. 72). Natrafiamy także na wierzenia o morderczym
głosie upiora/strzygonia. Straszliwym wrzaskiem z wieży kościelnej zabijał
swoich rówieśników wieszczy w Wielkopolsce (Kolberg 1882, s. 33). Podobnie

�218

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

na Mazowszu upiór wchodził na wieżę kościelną i krzyczał, a w zasięgu jego
głosu umierali ludzie (Kolberg 1970, s. 386). Natomiast na Pomorzu wiesz­
czy uruchamiał dzwon kościelny i wtedy umierali ci, co słyszeli jego dźwięk
(Hilferding 1965, s. 379) .
Lokalnie znano jeszcze inne mordercze zachowania tego demona. Na Po­
górzu Karpackim mordował chuchnięciem w usta ofiary swoim trupim odorem
(Świętek 1893, s. 494). Na Białorusi upiór (miertwiec) miał również „urywać
ludziom głowy", a nawet ich podpalać (Pietkiewicz 1931, s. 45). Ale są to tylko
dodatkowe warianty, rozszerzające wzorzec jego elementarnych zachowań.
Najgroźniejszy był upiór/strzygoń powstający z czarowników i czarownic.
Nie poprzestawał on na mordowaniu ludzi czy zwierząt, ale wykorzystując swe
magiczne moce wywoływał zarazę bądź sprowadzał ulewne deszcze i grad, czyli
śmiertelną klęskę nieurodzaju. Rusini z obszaru karpackiego, wśród których lęk
przed upiorami czarownikami i czarownicami był chyba największy, oskarżali
ich właściwie o każdy wypadek nagłej śmierci, z wyjątkiem śmierci od pioruna,
bo tylko ona była śmiercią „szczęśliwą i czystą" (Kolberg 1973, s. 33) Straszli­
wie bali się również chwili, gdy wstający z grobu zmarli oszukają żywych ludzi
i wymieszają się z nimi. Wówczas dojdzie do apokaliptycznej katastrofy, nastąpi
pad - „upadek, pomór ludu i dobytku" (Kolberg 1888, s. 208). W tych stronach
lęk przed upiorami/strzygoniami sam urastał do rozmiarów epidemii. W nie­
których wsiach ponoć nie było ani jednego grobu, w którym leżałby nietknięty
trup, bo albo miał uciętą głowę, albo wbity w głowę ćwiek (Kolberg 1973, s. 32).
Czasem upiór/strzygoń nie zabijał od razu ofiary, a tylko gryzł j ą lub kąsał
wypijając trochę krwi. Lubił atakować swe ofiary w czasie snu, stąd ludzie,
którzy nagle bledli, opadali z sił podejrzewali, że „męczy" ich ów demon
(Kolberg 1970, s. 386; Baranowski 1981, s. 59). Spotkanie oko w oko z tym
demonem zawsze mogło być niebezpieczne, choćby on nic nie robił. Człowieka
paraliżował wtedy strach, wskutek którego umierał zaraz lub w kilka dni czy
miesięcy później.
Powszechnie utrzymywano, iż upiór/strzygoń prześladował przede wszyst­
kim własną rodzinę. Wychodząc po raz pierwszy z grobu szedł najpierw do swo­
jej chałupy, a później przychodził tam jak najczęściej, nawet codziennie. Chętnie
odwiedzał też innych swoich krewnych. Zwykle zabijał swą rodzinę, człowieka
po człowieku, aż do najdalszych krewnych (Kolberg 1888, s. 211; Podberski
1888, s. 19). Nie zawsze jednak demon ten miał zbrodnicze zamiary. Przychodził
nocą do swego gospodarstwa i robił znów, to co robił za życia: kosił łąkę, rąbał
4

4

C h c i a ł b y m z w r ó c i ć u w a g ę na warianty, w k t ó r y c h demon z a b i j a ł t y l k o swoich r ó w i e ś n i ­

k ó w . K a t e g o r i a r ó w i e ś n i c t w a w r ó ż n y c h archaicznych kulturach u j a w n i a g ł ę b i n o w y

związek

p o m i ę d z y l u d ź m i , c z ę s t o silniejszy od z w i ą z k ó w p o k r e w i e ń s t w a . Najlepiej t ę w i ę ź w i d a ć w i n i ­
cjacyjnych grupach w o j o w n i k ó w , ukazanych z a r ó w n o w sagach c e l t y c k i c h ( „ b a n d y "

fianna

- zob. np. S.F. B o t h e r o y d , RF. B o t h e r o y d 1998, s. 143-144), j a k w eposach l u d ó w a ł t a j s k i c h
(zob. np. d o s t ę p n y w t ł u m a c z e n i u p o l s k i m kazachski epos Kobłandy

Batyr).

To jest dla m n i e

k o l e j n y i n t r y g u j ą c y p r z y k ł a d upartego t r w a n i u w k r ę g u d e m o n o l o g i i r ó ż n o r o d n y c h w s p o m n i e ń
z odległej przeszłości kulturowej.

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

219

drwa, czyścił konie... (Kosiński 1904, s. 10; Baranowski 1965, s. 84). Mógł rów­
nież obcować cieleśnie z żoną i mieć z nią dzieci, które naturalnie rodziły się
jako upiory/strzygonie (Świętek 1893, s. 495; Kolberg 1971, s. 429) .
Upiór/strzygoń wstawał z grobu zwykle w nocy, zwłaszcza w noc wietrzną
i pochmurną lub na nowiu (Kolberg 1884, s. 96; Baranowski 1981, s. 59).
Nie było to jednak regułą, widywano go również w dzień (Udziela 1922, s. 154;
Baranowski 1981, s. 59). Człowiek, w którego weszła dusza strzygonia lub
zmarły-upiór, żyjący wśród ludzi i pozornie tak jak inni ludzie, mogli być oczy­
wiście niebezpieczni o każdej porze (Flizak 1952, s. 49).
Na szczęście upiora/strzygonia można było skutecznie unieszkodliwić poprzez
różne zabiegi rytualne na jego zwłokach, a znano ich uderzająco wiele:
• Można było odciąć trupowi głowę, którą następnie składano między noga­
mi czy stopami zwłok lub grzebano osobno (Kolberg 1888, s. 211; Federowski
1897, s. 268).
• Niezależnie od odcięcia głowy, zwykle przebijano serce zmarłego drew­
nianym (osinowym, dębowym, głogowym, lipowym, klonowym) kołem (Pod­
berski 1880, s. 15; Federowski 1897, s. 268).
• Gdy nie odrąbywano głowy, wtedy chętnie przebijano czaszkę lub szyję
zmarłego drewnianym kołem bądź zębem od brony czy też jakimś przedmio­
tem żelaznym, np. gwoździem (Pol 1966, s. 124). Wtedy dusza jego nie będzie
„chodziła w ciele upiornym po świecie" (Kolberg 1891, s. 141).
• Skuteczną metodą było skrępowanie rąk i nóg trupa (Kolberg 1884, s. 95)
lub jeszcze lepiej przecięcie mu ścięgien (Pietkiewicz 1931, s. 47), odcięcie
jednej nogi (Kolberg 1888, s. 211), a nawet wszystkich kończyn (Udziela 1922,
s. 158), tak by trup nie mógł wstać z grobu. Odcięte nogi czy ręce składano
w grobie obok zwłok lub czasem grzebano osobno - w innych miejscach. Ale
znane były i bardziej wyrafinowane zabiegi: „odcięte członki umieszczano
w odwrotnej kolejności, a więc ręce kładziono tam, gdzie miały być nogi, nogi
tam gdzie ręce, a głowę przy tylnej części ciała" (Lehr 1984, s. 231).
• Znano również prostsze metody unieruchomienia demona. W noc księży­
cową trzeba było na jego mogile przebić cień własnej lewej nogi zaostrzonym
kołem osinowym (Białoruś) (Pietkiewicz 1931, s. 46; Moszyński 1928, s. 318).
• Można też było poruszyć wielkim palcem u nogi trupa (Podhale) - wtedy
demon już „nie mógł chodzić i straszyć" (Kantor 1907, s. 148). Była to, jak moż­
na się domyślić, metoda wyprowadzenia z ciała demonicznej duszy .
5

6

5

Poczucie z a g r o ż e n i a ze strony z m a r ł y c h k r e w n y c h r ó w n i e ż m o ż n a o d c z y t y w a ć j a k o echo
z a m i e r z c h ł e j r z e c z y w i s t o ś c i s p o ł e c z n e j i duchowej, w której p o k r e w i e ń s t w o b y ł o traktowane j a k o
tajemniczy - m a g i c z n y - z w i ą z e k p o m i ę d z y l u d ź m i , ż y w y m i i u m a r ł y m i .
6

M e t o d a ta ma s w ó j o d p o w i e d n i k w zabiegu p r z y s p i e s z a j ą c y m „ z w i j a n i e s i ę k o ł t u n a " (np.
Biegeleisen 1929, s. 266), k t ó r y jest znakiem, iż w c z ł o w i e k a w n i k n ę ł a j a k a ś obca istota ( m o c ) .
W e d ł u g archaicznych w y o b r a ż e ń , znanych r ó w n i e ż „ n a s z y m " c h ł o p o m , to w ł a ś n i e przez s t o p ę
c z ł o w i e k ma n a j p e ł n i e j s z y kontakt z z i e m i ą i o t a c z a j ą c y m go ś w i a t e m . P o c i ą g n i ę c i e za w y p u s t k ę
w stopie, j a k ą jest w i e l k i palec, r ó w n a ł o s i ę o t w a r c i u c i a ł a i w y c i ą g n i ę c i u na z e w n ą t r z tej nie­
p o ż ą d a n e j istoty ( m o c y ) .

�220

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

• Innym sposobem uniemożliwienia zmarłemu wydostania się z grobu było
położenie mu na szyi sierpa lub kosy, wtedy - wstając - podcinał sobie nimi
gardło (Kolberg 1973, s. 32; Wawrzeniecki 1907, s. 237).
• Zawsze warto było odwrócić podejrzanego trupa twarzą do dołu - „żeby
gryzł ziemię", a nie ludzi czy też „aby wszedł do ziemi" (Kolberg 1971, s. 270;
Wawrzeniecki 1907, s. 237).
• Wpychając trupowi głęboko w gardło kamień (Pietkiewicz 1931, s. 47) lub
zamykając mu usta kłódką (Ciszewski 1911, s. 27-28) chroniono się przed jego
morderczą żarłocznością. Natomiast wbijając w język i za paznokcie ciernie
lub krępując palce przeszkadzano mu w ssaniu krwi z ofiar. Obie te metody za­
pobiegały też wygryzaniu lub wysysaniu samego siebie przez trupa i tym samym
ratowały życie jego krewnym. Na Śląsku radzono najpierw zajrzeć zmarłemu do
ust i usunąć z nich wszystko, choćby najmniejszy włosek, aby nie miał w ustach
nic do ssania czy żucia (Simonides 1989, s. 273).
• Zmarłemu podejrzewanemu o to, że jest upiorem/strzygoniem zaraz po
śmierci wkładano do ust kawałek krzemienia, żelaza lub monetę (Kolberg 1874,
s. 65; Simonides 1989, s. 273). Miał odtąd ssać i gryźć krzemień lub żelazo,
czyli materie nie rozkładając się w ziemi, niezniszczalne, a nie żywych ludzi.
Gdzie indziej zamiast krzemienia czy monety wkładano do ust guzik lub nawet
kilka guzików z ubrania zmarłego (Kolberg 1973, s. 33; Pol 1966, s. 124). Guziki
były zwykle metalowe, więc ich rola była taka jak monety, ale również grały
rolę magicznego zamknięcia ust demona, równie skutecznego jak zamknięcie
szczęki kłódką.
• Próbowano też uśpić zmarłego na zawsze sypiąc mu mak do ust, obsypując
zwłoki makiem lub sadząc mak na grobie (np. Moszyński 1928, s. 168; Pol 1966,
s. 124). Według innych wyjaśnień demon, jak się obudzi, musi najpierw przeliczyć
wszystkie ziarnka, zanim to mu się uda zapieje kur i nie będzie już mógł wyjść na
zewnątrz (Kolberg 1891, s. 143; 1973, s. 32; zob. też Fischer 1921, s. 348-351) .
• Zmarłym kładziono zaraz po śmierci monety na oczach, aby „nie wypa­
trzyli" kogoś z żyjących; człowiek dostrzeżony przez demona niechybnie stałby
się obiektem jego zainteresowania (Kolberg 1884, s. 95; Kantor 1907, s. 152).
• Wyjątkowo usiłowano trupa „zamówić" - szepcząc mu coś do ucha (Poku­
cie) (Kolberg 1888, s. 210).
• Na Kaszubach zwłoki upiora-wieszczego grzebano w ubraniu z wieloma
węzłami, a na Kociewiu wkładano mu do grobu sieć rybacką. Zanim wieszczy
porozwiązuje wszystkie węzły, co roku jeden, to zdążą już umrzeć wszyscy jego
krewni, a ludziom obcym szkodzić on nie może (Fischer 1921, s. 114).
• W grób wbijano czasem kawałki żelaza, starego noża czy gwoździa, sa­
dzono krzewy z cierniami (Pietkiewicz 1931, s. 46; Baranowski 1965, s. 85).
Wstający z grobu demon nadziałby się na te różne ostrza.
7

7

Zadanie policzenia niepoliczalnych d r o b i n w wierzeniach l u d o w y c h c z ę s t o stawiano isto­

t o m z „ t a m t e g o " ś w i a t a . Policzenie jest wszak j e d n ą z f o r m oswojenia i panowania nad otacza­
jącą rzeczywistością.

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

221

• Sypano również na grobach kamienne kopce lub zagrzebywano zwłoki pod
zwałami wywróconych przez wichurę drzew, aby demon nie mógł poradzić sobie
z wydostaniem się na zewnątrz (np. Podberski 1880, s. 15; Dekowski 1987, s. 129).
• Zmarłych podejrzewanych o to, że są upiorami/strzygoniami starano się
chować nie na cmentarzach, a raczej poza granicami wsi (w lasach, na nieużyt­
kach) lub w miejscach granicznych (na miedzach, skrzyżowaniach dróg) (np.
Dekowski 1987, s. 127), czyli w ziemi rytualnie nie oswojonej, tam gdzie stykają
się ze sobą „ten" i „tamten" świat.
• Najskuteczniejsze były jednak metody najbardziej radykalne: rozćwiartowanie zwłok albo ich spalenie (np. Pietkiewicz 1931, s. 47; Udziela 1922, s. 158;
Zborowski 1932, s. 85). Czasem topiono też zwłoki w wodach lub bagniskach
(Pietkiewicz 1931, s. 47). Rozprawiano się w ten sposób z najgroźniejszymi upio­
rami/strzygoniami, jawnie winnymi najstraszliwszych zbrodni, wielokrotnych
mordów lub wywołania zarazy, których inaczej nie udało się zgładzić. Ćwiartowano i palono więc zwykle trupy wykopane z grobów. Wywożono zwłoki poza
wieś, do lasu czy na rozstajne drogi - w przestrzeń gdzie stykają się „ten"
i „tamten" świat - i tam je unicestwiano (Kolberg 1888a, s. 149). Rozkawałko­
wane zwłoki zakopywano na miejscu, a popioły po spalonym demonie rozsypy­
wano (Kolberg 1973, s. 38).
• I wreszcie trzeba wyliczyć krańcowy wariant rytuałów unieszkodliwiania
upiora/strzygonia. Rusini w rejonie karpackim wierzący, iż upiorami są żyjący
wśród nich czarownicy i czarownice nie wahali się zabijać (palić) również
żywych ludzi. Powodem tych rytualnych mordów stawały się zwykle klęski ele­
mentarne, zaraza czy susza, o których wywołanie byli oni oskarżani. Głośnym
echem odbiły się wypadki we wsi Nahujowice w ziemi Samborskiej w roku 1831.
W obliczu gwałtownie rozszerzającej się epidemii cholery miejscowy wróż
(„biały" czarownik) ze zgromadzonych na cmentarzu ludzi wybierał tych, któ­
rych rozpoznał jako czarowników-upiorów i wiedźmy-upiory i kazał ich spalić
na stosie z cierniowego chrustu. „Tym sposobem zginęło tam wówczas niemało
osób obojga płci" (Kolberg 1888, s. 209; szerzej o tym Franko [1890] 1992,
s. 512-526). Nie mniej słynne były wypadki w Kosmaczu na Górnym Pokuciu
w roku 1827. Tam z kolei powodem rytualnych mordów stała się klęska suszy.
Podejrzewane o jej wywołanie wiedźmy-upiory najpierw pławiono w rzece,
a po przyznaniu się do winy spalono na cierniowym stosie (Kolberg 1888, s. 208).
Poza tym zestawieniem wypada jeszcze wyliczyć kilka innych szczególnych
zachowań rytualnych, które wiążą się z rosnącym i niekontrolowanym już
lękiem przed nieustającym zagrożeniem epidemiami różnych chorób. Na Rusi
Czerwonej wykopywano trupy ludzi podejrzewanych o to, że „chodzą po
śmierci", rozrąbywano je na kawałki i wyduszano z nich krew „gęstą i skrzepłą",
którą wypijano jako skuteczny lek na zarazę (Kolberg 1979, s. 1261). Natomiast
górale ruscy (Hirniacy) krew wyciśniętą z trupa-demona pili razem z wódką
jako swoisty środek wyczuwany przez te demony i je odstraszający. Dla od­
straszenia upiorów ich krwią mazali też wrota bram przy wjeździe do wsi oraz
drzwi i ściany chałup (Kolberg 1973, s. 34). Rusini z okolic Sambora ludziom

�222

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

ugryzionym przez upiora radzili np. naskubać włosów z trupa i okadzić nimi
chorego (Wasilewski 1902, s. 375).
W spotkaniu oko w oko z upiorem/strzygoniem człowiek był właściwie bez­
radny. W znanych mi zapisach tradycji wierzeniowych natrafiłem tylko na kilka
rytualnych sposobów obrony przed atakującym demonem. Najczęściej zaleca­
nym sposobem było wytrzymanie nierównej walki do chwili, gdy zacznie świtać
- wówczas demon wycofuje się i wraca do grobu lub traci swą nadludzką moc,
słabnie i pada jak nieżywy na ziemię, a według jeszcze innych wariantów nawet
ginie rozlewając się w maź czy smołę (Kolberg 1888a, s. 149, Gonet 1910, s. 86).
Na Białorusi wręcz zachęcano, by nie lękać się demona tylko śmiało uderzyć go
w twarz „na odlew" (Federowski 1897, s. 269) lub zdzielić kawałkiem złamanej
osi od wozu, wtedy można go nawet „zabić" (Pietkiewicz 1931, s. 46). Ludzi nie
czujących strachu i walczących z demonem znano również w innych stronach,
nie były to jednak częste wypadki (Kolberg 1874, s. 66; Mleczko 1902, s. 55).
Powszechnie doradzano raczej ucieczkę. Najbardziej znany sposób wyjścia
z opresji polegał na ucieczce do najbliższej dzwonnicy i wprawieniu w ruch
dzwonu, na jego dźwięk upiór/strzygoń natychmiast rozlewał się w maź (Kosiński
1904, s. 10; Gonet 1910, s. 86). Inną szansę ucieczki dawał skok na zaorane pole,
na które upiór/strzygoń nie wejdzie, „bo nie ma prawa do ziemi uświęconej ludz­
ką pracą" (Kolberg 1888a, s. 149). Zupełnie wyjątkowo próbowano wywoływać
upiory/strzygonie. W różnych stronach utrzymywano, że zmarłego może wywo­
łać z grobu jego krewny lub przyjaciel samym słownym wezwaniem (Kolberg
1884, s. 96). Wreszcie natrafiamy na warianty wierzeń, w których upiór/strzygoń
nie jest zbyt groźny dla człowieka. Można go było zagadać lub zająć, np. częstując
jedzeniem; o świcie demon musiał wszak zniknąć (Świętek 1893, s. 502-503).
Takie sytuacje były jednak rzadkie. W przeciwieństwie do wielu innych demo­
nów, które tradycja ustna ukazuje czasem jako istoty wręcz karykaturalne, upiór/
strzygoń zwykle budził paniczny strach. Śmiech, jako rytualny sposób porusza­
nia się w świecie demonów, tym razem się nie sprawdzał.
*

*

*

Słowa polskie: upiór - upir, upier i upierzyca oraz wampir - wąpir, wąpierz,
wypiór, łupirz, białoruskie: upar, vupar, ukraińskie: upir, upyr, opyr, vopyr,
rosyjskie: upir, upyr nie mają dotąd pewnej etymologii. Według A. Brucknera,
ich pochodzenie jest rdzennie słowiańskie i pierwotne słowo miało brzmieć wąpir,
a następnie „w ustach Serbów, Rusinów i Czechów" zamieniło się w upir. W języ­
ku polskim to słowo, jego zdaniem, pierwotnie brzmiałoby wąpirz. Pierwiastek
pir lub pyr wywodzi Bruckner od „latania" i podaje przykłady: nasze rzeczowni­
ki pióro i pierzyna, przysłówek (znany w X V wieku) wysprz, czyli „do góry",
serbskie czasowniki perą i pariti - „latam" i wreszcie nazwę nietopirz - nieto­
perz („to nie pierz" czyli nie ptak, bo lata nocą) i jej odpowiedniki, serbskie pirac
i słoweńskie pirożlek. Złożenie z wą - *ą jest złożeniem przeczącym. Wąpir
zatem to „latawiec", ale taki jak nietoperz - „inny", nocny. W starych ruskich

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

223

tekstach znalazł Bruckner informacje o składaniu ofiar „upiorom i bereginiom"
(zob. fr. ze Słowa św. Grigorija; cyt. Urbańczyk 1991, s. 51). Stąd sądził, że
pierwotnie upiory były to „drobne" powietrzne bóstwa, np. wzniecające wiatry,
które potem zamieniły się w złowrogą latającą istotę, która „ssie krew i ofiary
swe do grobu zawleka" (Bruckner 1985, s. 280-284). Inną etymologię sugerował
K. Moszyński. Przyjął pierwotne brzmienie słowa upiór jako *opir i wywodził je
od piriti, u Serbochorwatów - dąć, dmuchać, napiriti - nadąć (zaś wkrs. pyrit
i czes. pureti, pouriti). *Opir znaczyłoby więc tyle, co „wydęty" (Moszyński
1967, s. 616-617). Gdyby ta hipotetyczna etymologia - budząca zresztą wątpli­
wości samego autora - była jednak trafna, to wprost idealnie wizualizowałaby
tego demona: „wydęty" tak jak wydęte (spuchnięte) są kilkudniowe zwłoki lub
również „wydęty", bo wypełniony krwią „jak wór". Zarówno Bruckner jak
Moszyński lokalizowali miejsce narodzin słowa na Bałkanach. Natomiast etymo­
logia słowa strzyga i wtórnie strzygoń rysuje się jaśniej. Jest to słowo pochodzenia
łacińskiego - striga (gr. striks) i sięga do wyobrażenia czarownicy-sowy wysy­
sającej ludziom krew (Bruckner 1985, s. 279-280). A. Gieysztor, który zgadzał
się z tym wyjaśnieniem, choć niejasne były dla niego droga i czas zapożycze­
nia motywu, był ponadto zdania, że rodzaj męski (strzygoń) stanowi „inwen­
cję słowiańską nałożoną na inną zjawę, na upiora" (Gieysztor 1982, s. 222).
D. Simonides zwraca uwagę, że do X V I I I wieku w całej Polsce niebezpiecznego
zmarłego o dwu duszach, z których jedna po śmierci nie opuszcza ciała, znano
tylko pod nazwami strzyga lub wieszczyca. Nazwa upiór upowszechniła się
zatem późno i wiązano j ą z duchem latającym. Na koniec zaś weszła w użycie
nazwa wampir (Simonides 1984, s. 71 i 1989 s. 272). To, że polskie słowo upiór
jest zapożyczone z języków wschodniosłowiańskich nie budzi wątpliwości (np.
Urbańczyk 1991, s. 50). Trudno jednak jednoznacznie określić czas wejścia tego
słowa do szerszego użytku. Słowo wampir, uchodzące za późniejsze od upiór,
występuje bowiem w nazwach miejscowych, sięgających co najmniej późnego
średniowiecza (XVI w.), takich jak Wąpierz, Wyąpyrz, Wampior (Bruckner 1985,
s. 281-282). W starszej, obcej literaturze etnograficznej (Miklosich) sugerowa­
no, że słowo wampir, znane również Węgrom, pochodzi od północno tureckiego
uber - czarownik (The Oxford English Dictionary 1933, t. I I , s. 3588).
Z kręgiem wyobrażeń o upiorach/strzygoniach warto też skojarzyć groźne
żeńskie demony znane w krajach wschodnio- i południowosłowiańskich jako
navki, mavki (ukr.), navi, navijaci (bułg.), navje, mavje (słoweń.) (Moszyński
1967, s. 675-678). Ich nazwa sięga wprost do starego słowiańskiego słowa nav
- nieboszczyk/trup, zachowanego zresztą bez zmian w bułgarskim. Jak wynika
z tekstu z X I w. (z Powieści minionych lat, rok 6660 [1092]) pod słowem navóe
występowali już wtedy źli, demoniczni zmarli (Gieysztor 1982, s. 224). W wie­
rzeniach ludowych były to straszliwe, krwiożercze ptaki, w które zamieniały się
nienarodzone lub zmarłe przed chrztem dzieci, a także kobiety zmarłe w połogu.
Charakterystyczne jest, iż często demony te mogły również powracać do
ludzkiej, lecz przerażającej, postaci. Cechy tej rodziny demonów zdają się zdra­
dzać również niektóre odmiany wyobrażeń o innych jeszcze demonach: naszych

�224

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

latawcach i u Serbochorwatów i Słoweńców - niechrzczeńcach (nekrśtenci)
(Moszyński 1967, s 676).
Nie zawsze termin upiór/strzyga był w najpowszechniejszym użyciu. Na
Polesiu zmarłych dzielono na dwie kategorie: zwykłych (dobrych), o których
mówiono nieboszczyk, pokojnik i złych czyli właśnie upiorycznych, o których
mówiono miertwiec, mrec lub mierlak (Pietkiewicz 1931, s. 44). Wreszcie
niekiedy nazwa upiór/strzygoń w ogóle nie występowała, choć samo wyobra­
żenie tego demona było świetnie znane. Na przykład na Warmii za słowami
strach, straszek, straszysko mógł kryć się równie dobrze zwykły strach, jak upiór
(Bień-Bielska 1959, s. 11).
Z krajów słowiańskich słowo wampir przedostało się na zachód, do innych
języków: niemiecki - vampir, vampyr, duński i szwedzki - vampyr, holenderski
- vampir, angielski - vampire, włoski, hiszpański, portugalski - vampiro (The
Oxford English Dictionary 1933, t. I I , s. 3588). Z europejską karierą słowa,
rozprzestrzeniającego się w X V I I i X V I I I wieku, łączy się również eksport
z etnograficznych terenów słowiańskich różnych wyobrażeń o tym demonie.
Wykopaliska archeologiczne ujawniają już na najstarszych szkieletowych
cmentarzyskach słowiańskich różne zabiegi na zwłokach, które potem mają
swoje odpowiedniki w antyupiorycznych praktykach chłopów (np. odcięcie
głowy, wbicie kołka lub noża w okolicy serca, skrępowanie i odwrócenie
przodem do ziemi, ułożenie na boku) (np. Krumhanzlová 1964, s. 177-215;
Zoll-Adamikowa 1979, s. 47-57). Zakorzenienie wyobrażenia „żywego trupa"
w głębinach tradycji kulturowej Słowian nie budzi na ogół wątpliwości .
Pewien kłopot sprawia, że Słowianie pierwotnie palili swoich zmarłych i do­
piero od V I I I wieku upowszechnia się rytuał grzebalny. Zwyczaj palenia zwłok
nie wyklucza jednak obecności wyobrażenia „żywego trupa", co doskonale
udowadniają np. wedyjskie Indie (zob. niżej). Ale przede wszystkim trzeba
podkreślić, że upiór/strzygoń jest demonem dobrze znanym w całym kręgu
słowiańskim - na zachodzie, wschodzie i południu; to właśnie od Słowian
zapożyczyli go potem Węgrzy, Rumuni, Albańczycy i Grecy. Na nieliczne, ale
za to charakterystyczne zapiski, mówiące o lęku przed „żywym trupem" w kra­
jach słowiańskich można natrafiać w źródłach średniowiecznych, zarówno
w zasięgu wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa. Cennym przykładem,
potwierdzającym zamierzchłą metrykę różnych motywów wierzeń w upiory,
jest dla mnie zapiska z czeskiej kroniki Neplacha ( X I V wiek) o odkopaniu
wstającego z grobu trupa, który okazał się „wzdęty jak wół" od krwi swych
ofiar (Urbańczyk 1991, s. 56-57). Od X V I I wieku wampir zajmuje coraz bar­
dziej eksponowane miejsce w potocznej wyobraźni Europy. Choć odżywający
wtedy prastary lęk przed „żywym trupem" wyrasta z wierzeń ludowych, najbo­
gatszych i najmocniej ugruntowanych w krajach germańskich i słowiańskich,
to ostatecznie formował pod wpływem całej ówczesnej wyobraźni demono8

8

C h o ć ostatnio Z o l l - A d a m i k o w a (1995, s. 123-126) z m i e n i ł a zdanie i u w a ż a , ż e w y o b r a ż e ­
nie „ ż y w e g o trupa" p r z e j ę l i S ł o w i a n i e ze ś w i a t a c h r z e ś c i j a ń s k i e g o .

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

225

logicznej. Trzeba zatem odróżnić paleohistorię wampira, która trwa w trady­
cjach ludowych od jego nowożytnej historii, na nowo „reżyserującej" wizję tej
postaci dla najszerszych kręgów społeczeństwa.
*

*

*

W polu widzenia warto umieścić dwa demony, z którymi łączą upiora/strzy­
gonia charakterystyczne powinowactwa: zmorę i topielca.
Zmora (mora, mara, nocnica, dusiołek, gnieciuch, macek, siodełko i in.)
(Czyżewski 1988, s. 133-134) atakowała w nocy śpiących ludzi. Dusiła ich za
szyję, wpychała język w gardło, ugniatała klatkę piersiową i często wysysała
krew (Kolberg 1888, s. 39). Zmora nie zabijała raczej od razu, a wielokrotnie
powracała do swej ofiary, która opadała z sił i bladła (Kolberg 1882, s. 39).
Demon ów przychodził do śpiącego człowieka jako duch czy widmo - odczuwa­
no tylko ucisk jego rąk, dotyk języka i grubych warg, słyszano jak cmoka i mlaszcze (Gołębiowski 1830, s. 137; Udziela 1922, s. 53). Dopiero gdy napadnięty
człowiek budził się, widział widmo przeobrażające się na jego oczach w różne
zwierzęta (np. kota, mysz, żabę, żmiję, ćmę) lub nawet przedmioty (jak np.
w zaciśniętą na szyi tasiemkę) (Kolberg 1874, s. 69; Szyfer 1979, s. 11). Tak jak
upiór zmora atakowała również zwierzęta - zwłaszcza konie i bydło (Toeppen
1892, s. 178). Najpowszechniej utrzymywano, że zmora to dusza żyjącej kobiety
(tylko wyjątkowo mężczyzny), która w czasie snu opuszcza jej ciało i wyprawia
się nawet o wiele kilometrów dalej, by atakować ludzi czy zwierzęta (Kolberg
1962, s. 477). O posiadanie takiej niebezpiecznej duszy podejrzewano przede
wszystkim czarownice (Koczwara 1911, s. 65), kobiety kalekie, np. ślepe i głu­
che (Świętek 1893, s. 517) lub o innych jeszcze cechach zdradzających ich
demoniczne pochodzenie, np. o zrośniętych brwiach (Simonides 1989, s. 262).
Natrafiamy także na różne warianty wyobrażeń kojarzących zmorę z jedną
z dwu dusz demonicznych ludzi: wprost wywodzi się j ą od istot dwudusznych
(Kolberg 1874, s. 75) lub od dzieci urodzonych z dwoma rzędami zębów czy
z dwoma sercami (Pawłowska 1976/77, s. 203; Simonides 1989, s. 262), a także
wyjaśnia jej powstanie błędem w rytuale przyjęcia do wspólnoty żywych - gdy
rodzice w chwili chrztu zamiast słowa „wiara" wymówili słowo „mara" (Szyfer
1979, s. 15; Pawłowska 1976/77, s. 203). Ta demoniczna dusza zwykle opusz­
czała „ten" świat po śmierci człowieka, którego ciało zajmowała. Wyraźnie mniej
popularne były wierzenia o zmorach jako duszach zmarłych ludzi. Wyjąt­
kowo tylko słyszymy, że po śmieci człowieka zmora wciąż wychodziła z grobu
(Udziela 1890, s. 55; Baranowski 1981, s. 68). Częściej utrzymywano, że zmory
powstają z dusz ludzi zmarłych gwałtownie, zamordowanych czy samobójców,
lub winnych różnych zbrodni, np. dzieciobójstwa (Baranowski 1981, s. 68-69;
Pełka 1987, s. 158). Ale te motywy wydają się pojawiać wtórnie, w wyniku
stopniowego załamywania się znaczeń w tradycji ludowej i coraz swobodniej­
szego krzyżowania różnych motywów, co dobrze widać już w X I X wiecznych
źródłach etnograficznych.

�226

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

Zmora, tak jak upiór/strzygoń, ssie krew i dusi swe ofiary, ale rysuje się także
istotna różnica pomiędzy tymi demonami: zmora pojawia się jako widmo, gdy
upiór/strzygoń to przerażający „żywy trup". Ta różnica wydaje tak znacząca,
że każe owe dwa demony - niewątpliwie wielorako powiązane ze sobą - klasyfi­
kować jako odmienne wyobrażenia.
W wierzeniach ludowych w całej Europie środkowo-wschodniej (Moszyński
1967, s. 679-681) można wyśledzić dwa różne wyobrażenia demona wodnego
(topielca, topicha, utopca, wodnika, wirnika, pływnika itp.): demona-dziecka
i „żywego trupa".
Topielec dziecko powstawał z dzieci utopionych zaraz po urodzeniu (Kolberg
1884, s. 93) lub z nienarodzonego dziecka (płodu) kobiety, która utonęła
(Kolberg 1967, s. 269). Tak więc demon powstawał z istot rytualnie nie przyję­
tych jeszcze do wspólnoty żywych (= nieochrzczonych) i zmarłych gwałtownie.
Według praw archaicznej wyobraźni, istoty takie nieubłaganie skazane były na
przemianę w demona. W wypadku innego rodzaju śmierci dziecka powstawał
inny demon, np. dziecko uduszone i zakopane w ziemi ulegało przekształceniu
w latawca lub porońca (Kolberg 1874, s. 60). Dziecko-topielec w głębinach wód
rosło do trzeciego lub siódmego roku życia i dopiero wtedy stawało się nie­
bezpieczne dla ludzi: wciągało ich do wody i topiło (Kolberg 1884, s. 93).
Wszyscy ludzie, którzy utonęli w wyniku nieszczęśliwego wypadku - co
właśnie najchętniej wyjaśniano wciągnięciem do wody przez topielców dzieci
lub samobójcy - także nieuchronnie przeobrażali się w demona (Wójcicki 1974,
s. 187; Kolberg 1874, s. 59). Demony powstające z ofiar wody wyraźnie różni­
ły się od topielców-dzieci (chociaż chłopi określali je tak samo: topielec, utopiec, wodnik itp.) Przede wszystkim charakterystyczne jest, że utopieni ludzie
nie zmieniali swojego wyglądu. W wychodzących z wody postaciach chłopi
z łatwością rozpoznawali utopionych krewnych czy sąsiadów. Widywano też
ludzi utopionych dawno temu - np. w miejscach bitew żołnierzy w „dziwnych"
mundurach i mówiących nieznanymi językami (utopionych żołnierzy z wojen
napoleońskich czy nawet szwedzkich) (Baranowski 1981, s. 88). Takiego
demona zwykle zdradzały tylko szczegóły, np. zielone włosy z wplecionymi
wodorostami czy sina twarz. Potocznie utrzymywano, że wychodzący z wody
zmarły pojawiał się w kapocie z kapturem lub w kapeluszu, a woda kapała
z niego tylko z lewej strony (Simonides 1989, s. 244). Można też było usły­
szeć, że ubierał się w kożuch (Kosiński 1904, s. 12) bądź był owłosiony jak
zwierzę, czy też był garbaty i kulawy (Kolberg 1884, s. 94). Są to klasyczne
znaki demonicznych zmarłych pojawiających się w „tym" świecie. W sumie
całkiem jasno rysuje się obraz utopionego człowieka jako wodnego „żywego
trupa". Topielec-„żywy trup" jest bezwzględny i podstępny. Wykorzystując
swe podobieństwo do żywego człowieka wychodzi na drogi i wypatruje ludzi,
których może znęcić do przyjścia nad rzekę czy jezioro, a wtedy wciąga ich
w głębiny i topi (Świętek 1893, s. 466). Demon ów miał zwykle cieszyć się
z utopienia człowieka - klaskać w ręce i śmiać się przeraźliwie (Kosiński 1904,
s. 13). Ludzie zatopieni przez topielca-„żywego trupa" sami również przeobra-

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

227

żali się w takiego demona. Ów swoisty „łańcuch epidemiczny" jest więc taki
sam jak w wypadku upiorów/strzygoni.
Choć topielec-zmarły, tak jak upiór/strzygoń jest „żywym trupem", to różni­
ce pomiędzy tymi demonami są jednak znaczne. Upiór/strzygoń gryzie i ssie
krew lub nawet pożera ofiary dla podtrzymania swojego fizycznego istnienia
w „tym" świecie, topielec swoje ofiary tylko wciąga do wód i topi - cieszy go to,
ale nie wykorzystuje ofiar w żaden inny sposób. W wierzeniach ludowych tkwi
silne przeświadczenie, że demony wodne (także inne niż topielcy, np. rusałki)
domagają się ofiar, a gdy ich nie dostają to same po nie sięgają, topią ludzi
i zwierzęta. W różnych stronach znany był nawet zakaz ratowania tonącego czło­
wieka, bo właśnie traktowano go jako ofiarę wybraną przez demona. Wodnym
demonom składano również ofiary zastępcze: wrzucano do wody pierścienie
i monety, niekiedy zatapiano zwierzęta (ptaki, świnie, konie) (Moszyński 1967,
s. 679-681 i 508-510). Takie zachowania rytualne mają swoje analogie w róż­
nych archaicznych kulturach w Europie i w świecie. W tym świetle można
przypuszczać, iż demony wodne żądają ofiar nie dla siebie, a w imieniu świata
podziemnego. Znamienne wydaje mi również, że nic nie wiadomo, by zdaniem
chłopów upiór/strzygoń mógł przebywać w wodzie i stąd wychodził na swe mor­
dercze wędrówki. Ujawniają się zatem dwa różne obrazy „żywego trupa", które
raczej nie krzyżowały się ze sobą (tylko wyjątkowo również topielca-zmarłego
przedstawiano jako istotę o dwu duszach; Kolberg 1967, s. 269).
II
Co wynika z tych wszystkich informacji? W jakie wzory można je ułożyć
i jak pomagają one lepiej rozumieć świat archaicznej wyobraźni „ludu wiejskie­
go" środkowo-wschodniej Europy?
Podstawowa definicja upiora/strzygonia jest oczywista: to „żywy trup" (defuncti viví). To niepodlegające rozkładowi ciało zmarłego człowieka, którego nie
opuściła jego demoniczna dusza lub zajęła je jakaś inna złowroga dusza.
Według wielu archaicznych mitologii, człowiek po śmierci wędruje na „tam­
ten" świat etapami, poddawany jest po drodze rozmaitym próbom i - jak często
utrzymywano - dociera „tam" dopiero wtedy, gdy jego ciało na ziemi ulegnie
całkowitemu rozkładowi: do kości. Symbolika kości jako „źródła", „esencji"
życia, cudownej materii z której odradzają się ludzie, zwierzęta i otaczający
ich świat (w antropokosmicznej wizji świata kamienie to wszak kości Matki
Ziemi) najprawdopodobniej wywodzi się wprost z wyobrażeń łowców górnego
paleolitu i trwa potem uparcie przez tysiąclecia w różnych kręgach kulturowych
(Eliade 1994b, s. 166-172, który powołuje się na bogatą dokumentację zebraną
m.in. przez A. Fredricha, L. Frobeniusa, H. Nachtigalla, por. też: Eliade 1994a,
s. 167). Taki wzorzec wierzeniowy, jak się zdaje, utrzymywał się również wśród
chłopów w środkowo-wschodniej Europie. Zupełnie nieźle zachowały się w tra­
dycji ustnej obrazy różnych prób, przez jakie musi przebrnąć zmarły w zaświa­
tach - np. wdrapać się na „wielką" lub „szklaną" górę, przejść przez wąski

�228

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

i chybotliwy most nad rzeką i in. (Fischer 1921, s. 180-181; Moszyński 1967,
s. 598). Skojarzenie wędrówki w zaświaty z rozkładem ciała w grobie rysuje się
natomiast bardziej poszlakowo.
Pierwszą i najistotniejszą poszlaką jest właśnie strach przed nierozkładającymi
się zwłokami. O sile tego lęku dobitnie świadczą różnorakie metody traktowania
nierozkładających się trupów, które wyżej starałem się wyliczyć. Ale można
wyśledzić również inne znaczące postawy rytualne. To ów strach m.in. kazał
unikać wkładania do grobu przedmiotów z metalu, bo jako niezniszczalne mogą
utrudnić rozkład trupa. W skrajnych wypadkach słyszymy, że w grobie miało nie
być choćby jednego wyrobu z metalu - zmarłym zamieniano pierścienie na imita­
cje wykonane z wosku (zapis z Rusi) (Fischer 1921, s. 250-252). W różnych miej­
scach znany był zakaz chowania zmarłych w butach, bo wówczas muszą „chodzić
po ziemi" dopóki ich nie zedrą, dopiero od chwili zniszczenia butów nie opusz­
czają grobu, leżą w nim bez czucia i ciało ich ulega rozkładowi (Fischer 1921,
s. 107). Kolejną poszlaką wskazującą na symbolikę rozkładu zwłok jest hipote­
tyczna etymologia prawdopodobnie jeszcze prasłowiańskich słów oznaczających
zmarłego - trupa navo (l.m. naví) i „krainę zmarłych" novia. W X V I wieku kilka­
krotnie zapisano też słowo Nyja (Nija), które - tak twierdził Długosz - miało być
imieniem pogańskiego boga śmierci. Otóż słowa te wywodzi się od *nyti, nyja
(z praindoeuropejskim rdzeniem *nu) w znaczeniach „ginąć", „schnąć", „chud­
nąć" czyli „umierać" (Bruckner 1985, s. 42; Urbańczyk 1991, s. 52; Bylina 1992,
s. 15; Kolankiewicz 1999, s. 465). Wynikałoby z tego, że śmierć symbolizuje utra­
ta substancjalności. Tak jak człowiek stary umiera stopniowo, chudnie i kurczy, tak
potem zmarły wędruje w zaświaty stopniowo, aż do chwili „zniknięcia" jego ciała.
Istnieje także niezwykle ekspresyjny ślad symboliki rozkładu zwłok w samej de­
monologii upiora/strzygonią. Na dźwięk dzwonu lub w chwili świtania rozpływał
się w maź, czyli zamieniał w to, co zostaje ze zwłok na ostatnim etapie ich roz­
kładu. Dopiero wtedy demoniczny zmarły, jak odgadujemy, ginął ostatecznie, nie
zostawał bowiem po nim nawet najmniejszy kawałek kości. Identycznie unicestwić
można było inne spokrewnione z upiorem/strzygoniem demony: zmorę i topielca,
niekiedy również czarownicę (Udziela 1890, s. 25, 58; Lehr 1984, s. 237). Istota,
która nieodwołalnie znalazła się w zasięgu mocy „tamtego" świata egzystuje
w „tym" świecie tylko pozornie, w każdej chwili może zamienić się w maź, smołę,
popiół, czyli - gdyby szukać innego jeszcze określenia - w nędzne resztki jałowej,
nieużytecznej materii.
Bardzo ważne dla interpretacji upiora/strzy gonią są te warianty wierzeń,
w których jest on ukazywany jako postać bez szkieletu. Wprost tak przedstawiane
było dziecko-upiór, narodzone ze związku kobiety z upiorem. Ale tę cechę łatwo
można również rozszyfrować w wariantach widzących upiora/strzy gonią jako po­
stać bez pleców (to obraz rzadko spotykany) lub o ciemnych plecach czy z ciemną
plamą na plecach bądź karku (ten obraz występuje znacznie częściej), która - jak
odgadujemy - wizualizuje otwór w ciele. Są to znaki zdradzające, że w istocie
demon jest w środku pusty, jak gdyby wydrążony. Tak samo znak nożyc na ple­
cach strzygonia zdaje się sugerować, że został on rozcięty i zapewne również opróż-

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

229

niony. W otwartym od tyłu i pustym w środku ciele, z którego wnętrzności zostały
- j a k znów wolno odgadywać - wydarte, wyżarte czy wysysane, swobodnie mogą
się ulokować rozmaite demoniczne dusze. Na istoty bez pleców lub z otworem
w karku natrafiamy w wielu różnych archaicznych kulturach w całej Eurazji
(i najpewniej również gdzie indziej), zarówno w wierzeniach chłopów niemiec­
kich, jak w wierzeniach Eskimosów (Leuw 1978, s. 173, 178; Propp 2000, s. 339;
zob. też Moszyński 1967, s. 614). Warto zwrócić uwagę, że niektóre obrazy odda­
lone od siebie o tysiące kilometrów są uderzająco podobne do siebie. Oto np.
Malajowe lękają się makabrycznego demona langsuir. To piękna, młoda kobieta,
o długich włosach, którymi osłania otwór w karku lub na plecach. Fruwa jak ptak
lub zamienia się w sowę i atakuje ludzi śpiących, wysysając z nich krew właśnie
ową dziurą w ciele. Wstydzi się jednak swego „braku" i po jego ujawnieniu przez
człowieka natychmiast ucieka. W demona takiego przeobrażać się ma kobieta
zmarła w czasie połogu (Stiller 1971, s. 35). Rusini na Podkarpaciu bali się zaś
spotkania z żeńskimi demonami zwanymi leśna, lisna lub miawka, navka. Z przo­
du nie różniły się one niczym od żywej kobiety, ubranej od stóp do głów, ale z tyłu
było widać, że nie mają pleców a ich odsłonięte wnętrzności czerwienią się
w środku. W demony takie miały przeobrażać się dzieci zmarłe przed chrztem
(Moszyński 1967, s. 640). Na Ukrainie navki i dalej w Bułgarii navi, navij'aci to
demoniczne ptaki napadające na ludzi i zwierzęta i wypijające z nich krew. Miały
one również powstawać z dusz zmarłych przed chrztem dzieci. Sama ich nazwa
jest znamienna - wskazuje na starobułgarskie (i zrazem starosłowiańskie) słowo
nav, czyli „trup" (Moszyński 1967, s. 675-678). Te wschodniosłowiańskie istoty
demoniczne można bez wahania umieścić w kręgu wyobrażeń o upiorach (ostatnio
Urbańczyk 1991, s. 52; Kolankiewicz 1999, s. 466^67). W uderzających podo­
bieństwach obrazów tak znacznie oddalonych od siebie tli się najprawdopodobniej
uniwersalny alfabet archaicznej wyobraźni, wywodzący się z głębi wielu tysiącleci
- z przeczuwanej paleoazjatyckiej czy raczej paleoeuroazjatyckiej wspólnoty wie­
rzeń. Paweł Florenski przyrównał różne „wydrążone" postacie demoniczne znane
mu z podań ludowych w Rosji i w krajach niemieckich do larv z wierzeń rzym­
skich i klipot („łupin") z tradycji kabalistycznej i zdefiniował jako „trupy astralne"
czy „maski astralne". Takie postacie byłyby tylko pseudo-bytami. Ze zmarłego
człowieka pozostaje tylko powłoka, jego środek „wysysa" jakaś „ciemna", „bez­
osobowa" moc, która chce zaistnieć w tym pustym ciele, „by podać ów wygląd za
wygląd swego bytu". Florenski przeciwstawia symbolikę wydrążonego, pustego
ciała, symbolikę braku kręgosłupa - symbolice ciała podtrzymywanego przez krę­
gosłup, symbolice samego kręgosłupa. W tej opozycji widzi Florenski jedną z ele­
mentarnych operacji symbolicznych odróżniających istoty „złe", demoniczne od
istot „dobrych", boskich, czyli inaczej formy istnienia pozorne od form istnienia
rzeczywistych (Florenski 1984, s. 113-114). W różnych miejscach na świecie w
archaicznych tradycjach istniało wierzenie, że zwierzę i człowiek mogą odrodzić
się ze swoich kości. Zniszczenie kości przekreśla szansę na następne życie, zaś
uszkodzenie kości powoduje, że w następnym życiu zwierzę czy człowiek będą
mieli jakąś wadę. Jest to motyw doskonale uniwersalny, znany zarówno w Afryce

�230

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

jak Ameryce Południowej, u plemion syberyjskich i ludów indoeuropejskich. Nic
nie stoi na przeszkodzie, by postawić hipotezę, że taka symbolika reliktowo zacho­
wała się również w tradycjach ludowych środkowo-wschodniej Europy O tym, że
była znana w tej części Europy jeszcze przed około tysiącem lat mówi wyraźnie
mitologia germańska. W Eddzie Sturlussona czytamy o cudownych kozłach
Thora, które zabite odradzały się na nowo z kości. Jeden z kozłów odżył jako
kulawy, bo właśnie uszkodzono mu, rozłupano, kość udową jednej z nóg (Gylfaginning, rozdz. 26; zob. np. Eliade 1994, s. 168). Sumując: brak szkieletu stanowi
istotną „przeszkodę", uniemożliwiającą rozpoczęcie przez zmarłego wędrówki
w zaświaty i późniejsze odrodzenie ze swoich kości . Taki zmarły wymyka się
z kosmicznego porządku, którym podlegają wszyscy inni ludzi. Po śmierci jego
ciało znika zupełnie (jak to ukazuje m.in. przykład upiora-dziecka) lub pozostaje
tylko pustą „skorupą", którą włada demoniczna dusza. Ta demoniczna dusza może
również porzucać tę „skorupę" i wnikać w zwierzęta, zwłaszcza w złowrogie ptaki
(tu znów przypomnę upiora-dziecko) czy żyjących ludzi (strzygoń). W chwili,
gdy demoniczna dusza ginie lub bezpowrotnie opuszcza ciało zmarłego, natych­
miast ulega ono całkowitemu zniszczeniu, rozlewa się w maź lub obraca w proch.
Zachowujący się w pamięci różnych kultur obraz ludzi pustych w środku
- bez szkieletu ujawnia jeden z pierwotnych lęków człowieka: obawę przed zaję­
ciem jego ciała, za życia lub po śmierci, przez jakąś nieznaną i groźną istotę. Ten
właśnie lęk stanowi prawdopodobnie podstawowe źródło różnorodnych potem
wyobrażeń „żywego trupa". Wyżej zestawiłem różne przyczyny powstawania
upiorów/strzygoni, tu chciałbym zwrócić uwagę, że każdy z tych wariantów da
się również wyjaśnić owym pierwotnym lękiem. W „żywego trupa" zamieniają
się ludzie nie objęci ochroną rytualną, do których łatwy dostęp mają wszelkie
złowrogie moce, lub też ludzie, którymi już życia zawładnęły demony.
Lęk o własne ciało, na które czyhają demony, okazuje się bardzo trwałym do­
świadczeniem, dlatego też w jego zasięgu doskonale zachowywały się różnorodne
9

9

N a marginesie warto tu z a u w a ż y ć , ż e szkielet z m a r ł e g o w wierzeniach l u d o w y c h w y s t ę p u j e

d o ś ć rzadko i z w y k l e nie b u d z i lęku. W y o b r a ż e n i e b ó s t w a ś m i e r c i j a k o szkieletu jest w tradycji
ludowej p ó ź n e i stanowi oczywiste z a p o ż y c z e n i e ze ś w i a t a w y o b r a ź n i c h r z e ś c i j a ń s k i e j . W pa­
m i ę c i c h ł o p ó w u t r z y m y w a ł s i ę obraz s t a r o ż y t n e j b o g i n i ś m i e r c i , inicjacji i c z a r ó w , k t ó r ą roz­
poznajemy w z d e m o n i z o w a n y c h wcieleniach, takich j a k np. ż y t n i a baba, p o ł u d n i c a czy zaraza,
a b a j k o w a baba j a g a czy zjadarka. Ż y j ą c e w tradycji podaniowej r ó ż n e j e j obrazy s ą bogate
w s z c z e g ó ł y i zawsze e k s p o n u j ą jej c i e l e s n o ś ć : szkaradna starucha lub m ł o d a i p i ę k n a kobieta
w b i e l i , w y s t ę p o w a ł a t e ż w p o t w o r n y c h l u d z k o - z w i e r z ę c y c h formach (np. starucha ze ś w i ń s k i m i
k ł a m i , o o g r o m n y c h k r o w i c h oczach, racicach b y d l ę c y c h u n ó g ) , z a m i e n i a ł a s i ę w k ł o d ę drzewa
lub f r u w a j ą c ą p ł o n ą c a b e c z k ę (np. Ś w i ę t e k 1893, s. 472, Simonides 1989, s. 2 5 1 - 2 5 1 ) . Co jest
znamienne, p ó ź n a i z a p o ż y c z o n a ś m i e r ć - s z k i e l e t b y ł a c z ę s t o , np. w w i d o w i s k a c h j a s e ł k o w y c h ,
o w i n i ę t a szczelnie w b i a ł ą s z a t ę i t y l k o p o d kapturem m o ż n a b y ł o u j r z e ć c z a s z k ę ( K o w a l s k a L e w i c k a 1986, s. 26). A zatem w c i ą ż bardziej atrakcyjny w y d a w a ł s i ę obraz

zamaskowanego

s z a t ą i kapturem z m a r ł e g o , j a k i znamy z r ó ż n y c h s t a r o ż y t n y c h kultur. Narzuca s i ę t e ż przypusz­
czenie, ż e n i e ś w i a d o m i e u k r y w a n o szkielet i z n ó w nadawano ś m i e r c i k s z t a ł t cielesny. W p o r ó w ­
naniu z archaicznymi obrazami b ó s t w a ś m i e r c i szkielet j a w i s i ę w r ę c z j a k o i c h p r z e c i w i e ń s t w o .
Czy nie sensownie b r z m i zatem w y j a ś n i e n i e , iż szkielet nie p r z e r a ż a ł , bo s y m b o l i z o w a ł z m a r ł e g o ,
k t ó r y s z c z ę ś l i w i e o p u ś c i ł „ t e n " i z n i k ł j u ż ostatecznie w „ t a m t y m " ś w i e c i e ?

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

231

ślady głębinowej wspólnoty archaicznej wyobraźni. Zatrzymam się tylko przy
jednym przykładzie: w upiora zamieniał się m.in. trup, którego przekroczył, prze­
skoczył człowiek lub zwierzę bądź przefrunął nad nim ptak. Takie samo wyobra­
żenie odkrywamy tysiące kilometrów dalej w Chinach: rodzina pilnuje tam zwłok,
by nie przekroczyło ich zwierzę, bo zmarły stanie się kuei (upiorem) (Farson,
Hall 1994, s. 17). Przekroczenie trupa stanowi tylko jeden z wariantów symboliki
przekroczenia, znanej z wielu różnych przykładów w świecie archaicznym. W wy­
niku tej czynności człowiek (zwierzę, przedmiot) uzyskuje moce właściwe istocie,
która go przekroczyła lub na odwrót. Z wielu przykładów przypomnę choćby
w wierzeniach naszych chłopów zakaz przekraczania przez ciężarną kobietę wszel­
kich zwierząt, bo wtedy dziecko urodzi się z sierścią (Moszyński 1967, s. 285).
Przekroczenie trzeba więc rozumieć jako jeden z najprostszych magicznych spo­
sobów „naruszenia" jakiejś całości, jej „rozdarcia" czy „otwarcia", wtedy mogą
w nią wnikać zewnętrzne moce - nieznane, więc zawsze potencjalnie szkodliwe.
W Chinach zaraz po śmierci zatykano wszystkie otwory w ciele człowieka (usta,
uszy, odbyt), a zatem mamy wyraźną podpowiedz jak bardzo lękano się wniknię­
cia demonicznej duszy (Granet 1973, s. 312).
Demoniczna dusza upiora/strzygonia, gdy opuszczała ciało człowieka, chęt­
nie zajmowała ciało ptaka, który natychmiast zamieniał się w straszliwą, krwio­
żerczą istotę (fruwające strzygi na Śląsku, „puchcza" na Mazowszu, obojasnyka
i navki na Ukrainie). Motyw straszliwego ptaka, rozszarpującego swą ofiarę lub
j ą pożerającego, czy „tylko" wysysającego z niej krew, jest doskonale znany
w kręgu kultur archaicznych. Znowu natrafiamy więc na dobrze zachowujący się
element głębinowych warstw wyobraźni. Przerażające czarne ptaki bez głów
i o ludzkich nogach, wznoszące się w powietrzu widzimy już na malowidłach
ściennych w Catal Hüyük. Są to według wszelkiego prawdopodobieństwa zmarli,
gdyż ptaki przedstawiono bez głów, a w kulturze tej zmarłym odcinano głowy
(Mellaart 1967, fig. 47). Sięgając najpierw po odleglejsze geograficznie przykłady
przypomnę malajska langsuir, zamieniającą się w krwiożerczą sowę. Innym przy­
kładem są üery w wierzeniach Jakutów, latające jak ptaki niewidzialne dusze
zmarłych, którzy z różnych powodów nie opuścili tego świata i mszczą się na
żywych, pożerając z kolei ich dusze (Sieroszewski 1961, t. I I , 293-298) - to
wyobrażenie ma swoje odpowiedniki w wierzeniach innych ludów tureckich.
W całej Ameryce Północnej - jak zapewnia C. Lévi-Strauss (1994, s. 104) - dusze
zmarłych wcielają w nocne drapieżne ptaki, w ten sposób zmarli przebywający
w ciągu dnia w świecie zagrobowym, w nocy wracają do świata żywych. Ptasie
cechy ma wiele niebezpiecznych istot związanych ze światem podziemnym
i zmarłymi w wierzeniach greckich: prastare boginie-mścicielki Erynie (o skrzy­
dłach nietoperza, z wplątanymi we włosy wężami) chętnie ssące ludzką krew,
równie dawne boginie przeznaczenia Kery (czarne, skrzydlate, o ostrych szpo­
nach i wielkich zębach), rozszarpujące trupy i wypijające ich krew, Syreny (ptaki
o ludzkiej głowie) zwodzące ludzi i porywające ich do podziemi, a także harpie,
ptaki stymfalijskie i in. (zob. np. Grimal 1987, s.v.). Większość z tych wyobra­
żeń przeszło do wierzeń rzymskich, a wiele z nich (np. harpie, syreny) dostało

�232

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

się potem do tradycji średniowiecznej Europy, co wspaniale ukazują zabytki sztuki
(np. White 1960, passim). Przykłady z bliższych i dalszych kultur można mno­
żyć w nieskończoność. Niewątpliwie spotykamy się tu z wyobrażeniem wywo­
dzącym się z najstarszych warstw wyobraźni - z jakimś archetypem. Swobodnie
wznoszący się ponad ziemię ptak stanowi idealny i naturalnie narzucający się
obraz dla duszy opuszczającej ciało zmarłego i „ten świat". Rozmaite demonicz­
ne dusze przybierają zaś postać złowrogich i potwornych ptaków.
Nie budzi wątpliwości, że słowo strzyga (łac. strix) dostało się na nasze ziemie
wraz z pochodem średniowiecznej łaciny i idących z nią w parze śródziemnomor­
skich wyobrażeń o straszliwych, ptakopodobnych demonach, żywiących się krwią
i wnętrznościami dzieci. Ale to wyobrażenie trafiło na znany sobie grunt - nie­
chybnie od dawna były tu znane podobne okrutne demony, zamieniające się
w krwiożercze ptaki. Najpierw słowo „strzyga" złączyło się tu, jak i gdzie indziej
w średniowiecznej Europie, z czarownicą - wszak zdolność do opuszczania „tego"
świata i zarówno schodzenia do „dolnego", jak wznoszenia się do „górnego" świa­
ta jest elementarną kwalifikacją każdego szamana. Z kolei słowo to przeniesiono
również na innego demona i urobiono wtedy męską formę „strzygoń". Ów demon
musiał jednak mieć cechy wyraźnie kojarzące go z czarownicą. Najsensowniejsze
wydaje mi się wyjaśnienie, iż tą postacią był czarownik, w archaicznych wierze­
niach odpowiednik i zarazem przeciwnik czarownicy .
Pochodzenie jednej z nazw „żywego trupa" od czarownic i czarowników wyda­
je się - również z naszego punktu widzenia - bardzo konsekwentne. To właśnie
w tych postaciach doskonale widać istotne pierwotne skojarzenia, uruchamiające
pracę wyobraźni o takiej możliwości istnienia (defuncti viví). Wzorcową, paleokulturową, postać szamana definiuje m.in. inicjacyjna śmierć i odrodzenie, w wy­
niku której zdobywa on swą nadprzyrodzoną moc. Szaman po rytuałach inicjacyj­
nych powraca do nowego życia, w którym jego dusza może wychodzić z jego
ciała, ale również do jego ciała mogą wchodzić inne dusze. Dwie dusze strzygonią
są być może odbiciem tej niebezpiecznej zdolności szamana do przyjmowania
w swoim ciele innych dusz - zawsze któraś z nich może nigdy już go nie opuścić.
Eliade (1994, s. 105) trafnie zauważa, że szaman, w którego weszła dusza zmarłe­
go sam staje się zmarłym! W efekcie rytuału inicjacyjnego szaman staje się nie­
omal nieśmiertelny. Jest odporny na rany i choroby, łatwo wytrzymuje ból, cało
10

1 0

Taki wzorzec w i e r z e n i o w y n i e ź l e z a c h o w a ł s i ę u H u c u ł ó w . Czarownica (wig'ma)

występo­

w a ł a u nich w parze z czarownikiem (opyrem). Huculska w i e d ź m a n i c z y m nie r ó ż n i ł a się od cza­
r o w n i c y na innych terenach, m o g ł a z a r ó w n o s z k o d z i ć j a k p o m a g a ć l u d z i o m . Opyr u p r a w i a ł te same
czary co ona, dodatkowo t y l k o specjalizując s i ę w t y p o w o m ę s k i c h dziedzinach, j a k czary m y ś l i w ­
skie. Czasem jednak m u s i a ł t e ż w y p e ł n i a ć r o l ę pomocnika w i e d ź m y - np. m i a ł o b o w i ą z e k s ł u ż e n i a
jej za wierzchowca, gdy u d a w a ł a s i ę na ł y s ą g ó r ę . Opyr m i a ł za to nadprzyrodzony dar rozpozna­
wania w i e d ź m , dar k t ó r e g o j u ż one w stosunku do niego nie miały, m ó g ł t e ż p r z e s z k a d z a ć w i e d ź ­
m o m w czarach. W i e d ź m ą kobieta r o d z i ł a się ( = b y ł a pochodzenia demonicznego) lub z o s t a w a ł a
przez inicjację i wyuczenie. Natomiast opyrem m o ż n a b y ł o t y l k o s i ę u r o d z i ć . Z a r ó w n o opyr, j a k
w i e d ź m a r o d z i l i s i ę z w ę ż o w y m kuprem (ogonkiem), w y r a s t a j ą c y m z dolnych k o ś c i k r ę g o s ł u p a .
O p y r m i a ł r ó w n i e ż i n n y k s z t a ł t przyrodzenia i b y ł b e z p ł o d n y ( K o l b e r g 1888, s. 108-114).

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

233

wychodzi ze spotkania z najgroźniejszymi istotami „nie z tego świata". Niektórzy
szamani mogli kilkakrotnie powracać do życia po otrzymaniu śmiertelnych ran
- nawet po rozćwiartowaniu ciała (Vitebsky 1996 s. 94). Śmierć szamana często
stanowiła zagadkę - oto nagle znikał, odchodził gdzieś w nieznane strony. Jego
zwłoki traktowano ze szczególną ostrożnością, obowiązywały liczne zakazy
i nakazy rytualne (Alekseev 1984, s. 117-141). W wielu kulturach dla zwłok sza­
manów były przewidziane inne formy pochówków, które miały najskuteczniej
uwolnić ich duszę z „tego" świata lub ułatwić jej przemianę w dobrego, opiekuń­
czego ducha. Szamana niełatwo było zabić, ale równie trudno było zapanować nad
jego mocą już po śmierci. Ta nadprzyrodzona moc, którą uzyskiwał przez inicja­
cyjną śmierć i odrodzenie, nie dematerializowała się zaraz po zgonie. Mijały lata
zanim ostatecznie opuściła zwłoki i rozproszyła się w otaczającym świecie. Dlate­
go zwłoki szamanów, jak często utrzymywano, bardzo powoli ulegały rozkładowi.
Zmarły szaman był zatem zawsze groźny, bo nigdy nie było wiadomo czy niewykorzysta swojej mocy przeciwko ludziom. Na ogół zresztą zakładano, że
w pierwszych latach po śmierci jest on złym, mściwym duchem.
Upiór/strzygoń przede wszystkim gryzł i pożerał swą ofiarę lub dusił j ą i wysy­
sał krew. Te dwa elementarne rodzaje jego morderczych zachowań również tchną
uderzającym archaizmem. Spotykamy się bowiem z dwoma najtrwalszymi wzor­
cami śmierci występującymi w całym zasięgu kultur archaicznych. Interesujący
zwłaszcza jest rządzący tym demonem głód ludzkiego mięsa. Śmierć przez pożar­
cie jawi się jako prawdopodobny najstarszy wzorzec śmierci w kulturze. Pożerają­
ce siebie nawzajem zwierzęta i wśród nich człowiek, również łaknący mięsa, zja­
dający zwierzęta, a niekiedy także innych ludzi - oto tło pierwszych skojarzeń dla
symboliki śmierci. Pewne jest natomiast jedno: jako wielcy, nigdy nie nasyceni,
pożeracze zgodnie w różnych kulturach przedstawiani są boginie i bogowie śmier­
ci oraz uzależnione od nich rodziny demonów. Doskonale to pokazują różnorakie
złowrogie wcielenia odwiecznej Wielkiej Bogini. W Indiach jednym z epitetów
Durgi jest Mahagrasa („Wielka Pożeraczka") (Słownik mitologii hinduskiej 1994,
s. 57), jej orszak stanowią czarownice, przybierające postać tygrysów ludojadów
(Eliade 1984, s. 353). Ostateczne zwycięstwo Kali nad demonami, które zawładnę­
ły światem, polegało na pożarciu w całości ich przywódcy Raktawidży (Markandejapurana 80, 21-44; zob. Erman, Tiomkin 1987, s. 171-175). Syryjska bogini
Anat w zbrodniczym szale zabiła wszystkich w pobliżu, nie oszczędziła nawet
ukochanego boga burzy Baala, pożarła jego ciało oraz wypiła krew (Eliade 1988,
s. 110). W ludzkim mięsie lubuje się w wierzeniach ludowych w Europie straszli­
wa starucha, Żytnia baba (Bystroń 1916, s. 1-19), u nas w bajkach znana m.in.
pod imieniem „Zjadarki" (Kolberg 1875, s. 20 i п.). Nie ma chyba potrzeby mno­
żenia kultur i mitów, by powiedzieć tu rzecz oczywistą: Wielka Bogini dając płod­
ność sama musi być dobrze odżywiana. Właśnie dlatego jest Wielką Boginię, że
daje i zabiera życie . Ale pożerają do szczętu zmarłych również bogowie świata
11

1 1

Eliade w i d z ą c te j a w n e p o d o b i e ń s t w a konstatuje: „ R z e ź i k a n i b a l i z m s ą charakterystyczne

dla archaicznych b o g i ń p ł o d n o ś c i . Z tego p u n k t u w i d z e n i a m i t A n a t m o ż e b y ć z a l i c z o n y do

�234

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

podziemnego. W mitach ugaryckich nienasyconym Wielkim Pożeraczem („[jego]
paszcza pożąda istot ludzkich"), był bóg podziemi, personifikujący śmierć Mot
(Cinal 1997, s. 58-59). Ałtajski bóg dolnego świata Erlik pożerał starców, dzieci
przy piersi i niektórych młodych ludzi, było to „właściwe pożywienie dla Erlika"
(Kałużyński 1986, s. 148-149). Pan śmierci u Azteków Mictlantecuhtli „wciąż
dyszy chęcią pożerania nas" (Clendinen 1996, s. 194). Ludożercami były niezli­
czone demony. W wierzeniach wedyjskich są nimi zwłaszcza rakszasowie i piśaćowie (piaśaća krawjad - „pożeracz surowego mięsa", „pożeracz trupów") (Keith
1925, s. 237-238; Słownik mitologii hinduskiej 1994, s. 150 i 141), lecz o ludożerstwo podejrzewany jest właściwie każdy demoniczny mieszkaniec lasów i pust­
kowi (Słuszkiewicz 1936, s. 24). Mieszkańcy świata hellenistyczno-rzymskiego
lękali się m.in. żarłocznych mantikor (imię urobiono od st.perskiego „pożeracz
ludzi") (White 1960, s. 51-52), sfinksów, syren, harpi, lamii, koni Diomedesa i in.,
o których czytamy np. w Physiologusie. Wiele z tych demonów figuruje następnie
w bestiariach średniowiecza (White 1960, passim). W mięsie ludzkim smakowały
nieodmiennie czarownice, tak samo tessalskie wiedźmy (np. Apulejusz, Metamorfozy 11,21), jak mulukuausi na Wyspach Triobrandzkich (Malinowski 1990,
s. 152-153), jak oczywiście nasze europejskie baby wiedźmy (strzygi). Wielkim
Ludożercą był smok, gdy postaciował moce podziemne, jak ałtajski Delbegen
(Surazakov 1985, s. 35) czy smoki średniowiecznej Europy (były one holophagami „całożercami") (Kiirbis 1976, s. 163). Ludożercami stają się mściwi zmarli,
którym nie udało się opuścić tego świata, np. kórmesy, albas ty, Hery u ludów ałtaj­
skich (Tryjarski 1991, s. 85, 89), czy - by sięgnąć po odleglejszy przykład - źli
zmarli na Thaiti (Godlewski 1976, s. 190). Zawsze głodni są zmarli w podzie­
miach. Akadyjska bogini Isztar straszy odźwiernych świata podziemnego, że jak
jej tam nie wpuszczą „każe powstać zmarłym, by zjedli żywych/zmarli bowiem są
liczniejsi niż żywi" (Łyczkowska, Szarzyńska 1981, s. 245). W wyobrażeniach
starożytnych Żydów zmarli w Gehennie sami pożerają swoje członki (Minois 1996,
s. 79). W ten sam sposób w sztuce średniowiecznej unicestwiają same siebie wście­
kłe apokaliptyczne potwory (Jakubowska 1989, s. 121-122). Także samo wejście
do świata podziemnego było obrazowane jako pożerający otwór: u ludów ałtaj­
skich znano je pod nazwą „szczęki ziemi" (Eliade 1994, s. 206), u irańskich Szogdanów miejsce, w którym zostawiali swoich starców znaczyło „zjadające przod­
ków" (Składankowa 1981, s. 85), w sztuce średniowiecznej Europy szeroko znany
był motyw „paszczy Lewiatana", pochłaniającej zmarłych grzeszników. W trady­
cji indoeuropejskiej ogień trawiący zwłoki złożone na stosie określany był jako
„mięsożerca" (Rygweda X, 9) lub „pożeracz" (Iliada XXIII, 183). Wybrałem tylko

e l e m e n t ó w w s p ó l n y c h starej c y w i l i z a c j i rolniczej r o z c i ą g a j ą c e j s i ę od wschodniego M o r z a Ś r ó d ­
ziemnego a ż po r ó w n i n y Gangesu" (Eliade 1998, s. 110, z p o w o ł a n i e m na s z c z e g ó ł o w e s t u d i u m
W. Dostala p o r ó w n u j ą c e g o A n a t do D u r g i ) . A l e , gdy w y j d z i e m y poza p e r s p e k t y w ę Eurazji r ó w ­
n i e ż natrafiamy na wyraziste obrazy W i e l k i e j B o g i n i j a k o W i e l k i e j P o ż e r a c z k i - np. aztecka
Coatlicue (Clendinen 1996, s. 240). A r c h e t y p o w y obraz p r z e r a ż a j ą c e j m a t k i , p o ż e r a j ą c e j w ł a s n e
dzieci i n t e r e s o w a ł C G Junga (1998, s. 3 2 1 - 3 2 4 ) .

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

235

pierwsze z brzegu przykłady z całej plejady, każda kultura archaiczna może do­
starczyć interesujących egzemplifikacji.
Symbolika śmierci przez pożarcie ma jednak zmienne znaczenia. Pożarcie może
obrazować szybką metodę dostania się przez zmarłego do „tamtego" świata. Takie
znaczenie ma w kulturach praktykujących rytuał porzucania zwłok na pożarcie
dzikim zwierzętom, które szybko „oczyszczają" zwłoki do szkieletu (np. w Iranie,
Tybecie, Mongolii) (Lurker 1994, s. 325). Najpewniej również w tradycji indoeuropejskiej oddanie zwłok ogniowi - „pożeraczowi" rozumiane było jako błyska­
wiczna metoda wejścia zmarłego w zaświaty. Pożarcie lub połknięcie może obra­
zować śmierć inicjacyjną (np. irański Rustam, biblijny Jonasz). Wreszcie pożarcie
obrazuje całkowite unicestwienie żywego lub zmarłego człowieka, który wtedy
traci jakąkolwiek szansę na odrodzenie. Ta symbolika jest doskonale znana w na­
szym kręgu kulturowym. Zmarli potępieni na Sądzie Ostatecznym zostaną pożarci
przez apokaliptyczną bestię i tłum demonów. W Wizji Thungdala (XII w.) bestia ta
pożera potępieńców, trawi ich i wydala jako ekskrementy (Minois 1996, s. 165).
Oczywiście upiór/strzygoń występuje w wyobrażeniach ludowych jako strasz­
liwy pożeracz wyłącznie w trzecim znaczeniu. Człowiek zagryziony przez niego
sam staje się tym demonem i wcześniej lub później zostanie przez ludzi skutecz­
nie unicestwiony - spalony (j g° kości zostaną zniszczone) czy rozćwiartowany
(jego szkielet ulegnie niedowracalnemu zdekompletowaniu). Taki zmarły znik­
nie zatem definitywnie z „tego" świata, ale też nigdy nie trafi w zaświaty. Nie ma
dla niego żadnego ratunku, skazany jest na absolutne unicestwienie, zniknięcie
z całego kosmosu („druga śmierć").
Upiór/strzygoń nie musi wcale pożreć do szczętu człowieka, zjada przede
wszystkim jego duszę, pozostawiając ciało jako pustą skorupę, w którą może
wejść któraś z wielu demonicznych dusz błąkających się po świecie. Chciałbym
tu zwrócić uwagę na te warianty wierzeniowe, w których upiór/strzygoń przede
wszystkim dobiera się do wątroby lub serca swojej ofiary (Berwiński 1862,
s. 20-21; Podberski 1880, s. 26-27; Kolberg 1888, s. 209). W tych właśnie orga­
nach kultury archaiczne najchętniej lokalizowały siedlisko duszy czy ogólniej
mocy życia. Zjadając wątrobę lub serce człowieka demon ten przejmuje moc
życia, niezbędną mu do podtrzymania fizycznego istnienia w „tym świecie".
Z tego samego powodu upiór/strzygoń złakniony jest krwi człowieka - opróżnia
swą ofiarę z substancji, w której zawarta jest moc życia i podtrzymuje swoją
egzystencję . Ta wchłaniana przez upiora/strzygonia moc życia innych istot
prędko się jednak wyczerpuje i nieustannie rozgląda się on za nowymi ofiarami.
Wygłodniały atakuje nawet zwierzęta, a w desperacji zaczyna zjadać sam siebie.
W wyobrażeniu upiora/strzygonia trwa więc jeden z najstarszych lęków czło­
wieka - lęk przed pożarciem przez wrogą istotę. Pierwotny, chciałoby się powie­
dzieć biologiczny, lęk przed pożarciem przez dzikie zwierzę, kultury przetwo­
rzyły w bogatą symbolikę. Z różnych znaczeń tej symboliki w obrazie upiora/
e

12

1 2

Z w y k l e przede w s z y s t k i m s y m b o l i k a k r w i ż y w i ą c e j z m a r ł y c h p r z y k u w a u w a g ę w obrazie

w a m p i r a , dlatego nie zajmuje s i ę d o k ł a d n i e j t y m zjawiskiem; zob. np. R o u x 1994, s. 2 3 6 - 2 5 4 .

�236

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

strzygonia doskonale zachowało się znaczenie najbardziej okrutne - lęk przed
demonem, który zagryzając swą ofiarę, tym samym unicestwiają całkowicie.
Kazimierz Moszyński napisał ongiś (1967, s. 654), że dla niego demon ten
w wierzeniach ludu słowiańskiego „tchnie bezgraniczną dzikością". Zgoda, o ile
pod pojęciem dzikości rozumieć będziemy pierwotne w etymologicznym sensie,
czyli początkowe lęki człowieka: lęk przed pożarciem lub wyssaniem krwi i lęk
przed zajęciem ciała przez wrogą istotę.
III
Na koniec chciałbym zaryzykować - na prawach krótkiego sondażu - próbę
ulokowania „naszego" upiora/strzygonia na tle kojarzących się z nim wyobrażeń
demonologicznych w innych archaicznych kulturach.
Takie demony były powszechnie znane w całym kręgu słowiańskim. Choć
występuje wiele wariantów wierzeń, choć zmieniają się różne szczegóły i poja­
wiają nowe motywy, to jednak wciąż natrafiamy na te same podstawowe wzorce
wyobraźni, które starałem się wyżej ukazać. Przykładem tych pierwszorzędnych
podobieństw i drugorzędnych różnic niech będą wierzenia bułgarskich chłopów.
Demoniczna dusza wampira (lepira, pltenika) nie opuszcza trupa przez czter­
dzieści dni, potem zaś szuka sobie nowego ciała. Najpierw atakuje zwierzęta,
wypija ich krew i wnika do ich wnętrza. Dopiero, gdy wzmocni się wybiera za
ofiarę człowieka, dusi go, wysysa krew i zajmuje jego ciało. Gdy wampirowi
uda się przetrwać w tym nowym ciele więcej niż sześć miesięcy zaczyna się
u niego pojawiać szkielet (okostenjává) i upodabnia się do żyjącego człowieka
-jednak jego kości są miękkie jak chrząstki, nie ma też paznokci. Wtedy wypra­
wia się do dalszych wsi (gdzie nie był znany zmarły, którego ciało zajął) i chęt­
nie zakłada rodzinę. Dzieci narodzone ze związku wampira z żyjącą niewiastą
stają się vampirdz ami, „widzą" i umieją zabijać wampiry. Wampira można zgła­
dzić na wiele sposobów (np. przez przebicie, oblanie wrzątkiem i in.). Zabity
demon zamienia w maź lub zostaje z niego tylko zakrzepła krew. Charaktery­
styczne, że wampiry miały bać się ostrych przedmiotów, bowiem najmniejsze
nawet skaleczenie zaraz je zabijało (rozumiem to tak, że każde rozdarcie ciała,
groziło wydostaniem się demonicznej duszy z jej „opakowania", a bez niego
dusza ta nie mogła fizycznie istnieć w „tym" świecie; krew tylko podtrzymywała
nienaturalne istnienie trupa). Można jeszcze dodać, że w Bułgarii często wymie­
nianą przyczyną powstawania tych demonów było przekroczenie zwłok przez
człowieka lub zwierzę (u nas ten motyw odbija się znacznie rzadziej) (Miceva
1992, s. 31-43; Vakarelski 1965, s. 229). Kazimierz Moszyński (1967, s. 655)
zauważył, że bułgarskie wampiry najwyraźniej w kręgu słowiańskim ukazują
koncepcję zajmowania obcego ciała przez demoniczną duszę.
Wyobrażenie „żywego trupa" - wampira było dobrze znane w krajach germań­
skich, zarówno w wierzeniach ludowych, jak w potocznym świecie wyobraźni i to
już od wczesnego średniowiecza. Wydaje się zatem, że w tym kręgu jest to
wyobrażenie wywodzące się wprost z prahistorycznych tradycji (Potkowski 1973,
A

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

237

s. 38). Przekonują o tym przede wszystkim wczesnośredniowieczne źródła skan­
dynawskie, szeroko zachowujące starożytne wierzenia Germanów. W sagach czy­
tamy o niebezpiecznej dla żywych obecności w okolicy demonicznego zmarłego,
którego zwłoki nie uległy rozkładowi. Wychodzi on z grobu i atakuje ludzi, zabija
ich okrutnie, np. wyrywa kawałki ciała, łamie kości, a gdy jego ofierze uda się
ocalić życie to zwykle popada w obłęd, chętnie atakuje też bydło, poza tym demo­
luje domy, straszy - wyjąc przeraźliwie, z upodobaniem niepokoi własną rodzinę
- zmusza do współżycia swoją żonę. Choć „żywy trup" wychodzący z grobu miał
nadnaturalną siłę, to jednak czasem odważni wojownicy mogli go pokonać, śmiało
stając do pojedynku. Lecz najlepszą metodą unieszkodliwienia tego groźnego zmar­
łego było odkopanie i zniszczenie jego zwłok - zwykle ich spalenie i wrzucenie
popiołów do wody, można też było odciąć trupowi głowę, przebić kołem (przykła­
dy z Eyrbyggja saga, Laxdoela saga i Grettis saga ksmundarsonar u Potkowskiego 1973, s. 38-40). Interesującym elementem wczesnogermańskich wierzeń
są praktyki nekromantyczne. Zmarli wywoływani ze swych grobów (kurhanów)
we wróżebnym rytuale utisety nie zawsze jednak ukazywali się jako „żywe trupy",
ale także - i chyba częściej - w postaci widm. Zmuszani do wieszczenia przod­
kowie musieli oczywiście posiadać szczególną moc, były to przede wszystkim
wiedźmy oraz wielcy wojownicy, królowie (Słupecki 1998, s. 63-68).
Wyobrażenie „żywego trupa" ludy germańskie przeniosły na nowo zajmowa­
ne przez siebie tereny. Wyraźnie rysuje się ono np. w wierzeniach wczesnośre­
dniowiecznych Franków i Anglosasów (Geiger 1934-35, s. 816). Właśnie w tra­
dycjach germańskich widzieć trzeba podstawowe źródło średniowiecznej wizji
wampira w zachodniej Europie (najpierw np. Giera czy Blutsáugera, bo samo
słowo wampir wchodzi w powszechne użycie później).
W sąsiednim kręgu kulturowym, u Celtów, wyobrażenie „żywego trupa" zde­
cydowania traci na wyrazistości. W wierzeniach Celtów dusze większości zmar­
łych dość prędko znikały w bezkresie zaświatów, bliżej „tego" świata przebywa­
ły po śmierci tylko dusze niektórych ludzi: posiadających magiczne moce, jak
bohaterowie, druidzi, królowie lub których śmierć była nadnaturalna, rytualnie
„inna" (zmarli w boju, w wyniku zarazy, z powodu zdrady, topielcy, rażeni pio­
runem), czy wreszcie tych, którzy z innych powodów różnili się rytualnie (np.
ludzi popełniających przestępstwo rytualne, jak złamanie przysięgi) (Czarnow­
ski 1956, s. 135). Zmarli ci przebywali wewnątrz kurhanów (side) lub w pobliżu,
gdzie często ich widywano, ale na ogół jako widma i tylko w wyjątkowych wy­
padkach ukazywali się w cielesnej postaci. W irlandzkim cyklu sag o Fionnie
mac Cumhaillu, bohater zabija Ailléna mac Midna, jednego ze zmarłych z poko­
lenia Tuatha de Danan, kiedy w noc Samhain wyszedł on z podziemi, by kolejny
raz podpalić Tarę, świętą stolicę wyspy. Fionn zabił groźnego zmarłego magicz­
ną włócznią, potem odciął mu głowę i przybił do wysokiego pala, żeby wszyscy
mogli j ą zobaczyć (Heaney 1996, s. 171-172). Nie ma zatem wątpliwości, że ten
groźny zmarły pojawił się w „tym" świecie jako „żywy trup" i równie oczywiste
jest, że był to niezwykły zmarły, który dysponował potężną, nadnaturalną mocą.
To właśnie ta moc umożliwiała mu cielesną obecność w świecie ludzi. Źródła

�238

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

irlandzkie kilkakrotnie wspominają o zwyczaju grzebania władców w pozycji
stojącej na granicach, by chronili królestwo również po śmierci. Moc zmarłego
króla nie ulega więc rozproszeniu i trwa w jego zwłokach, które nie rozsypują
się w proch (Czarnowski 1956, s. 141 i 158). Nic nie wiemy jednak o wychodze­
niu tych dawnych władców ze swoich grobów. Liczono raczej na ich magiczną
moc, a nie fizyczną pomoc (dawni królowie Tary i Leinsteru stoją w grobach na
granicy zwróceni do siebie twarzami i wciąż walczą ze sobą, nie opuszczają jed­
nak grobu, między nimi trwa zatem pojedynek mocy) (Czarnowski 1956, s. 158).
Jeszcze mniej wyraźnie rysuje się wyobrażenie „żywego trupa" u starożytnych
Greków. Najbliższe takiego wyobrażenia zdają się niektóre motywy kultu hero­
sów. Każda grecka wspólnota miała w swoim rytualnym centrum choćby jeden
pusty grób (kenotaf) herosa. Gdy grób był pusty, poszukiwano wtedy szczątków
herosa, co zresztą, po zasięgnięciu wyroczni, najczęściej się udawało. Posiadanie
tych szczątków materializowało przeszłość, łączyło wspólnotę z jej początkami
i z wydarzeniami, które ongiś uporządkowały świat. Wzniesienie grobu i otoczenie
kultem szczątków herosa miało zatrzymać na zawsze jego duszę w tym, a nie
innym miejscu. Dusza herosa nie opuszczała bowiem tak łatwo ziemi jak dusze
innych zmarłych, rychło rozpływające się w ciemnościach Hadesu. Moc użyczona
herosom przez bogów umożliwiała ich duszom dalsze trwanie w „tym" świecie
i wywieranie wpływu na życie ludzi. Nie wszystkich herosów czczono dla ich
dobroczynnych mocy, niektórych otaczano kultem raczej z lęku przed ich niebez­
pieczną mocą. Złowrodzy herosi to ci, którzy za życia dokonali czynów naruszają­
cych uznany ład - mordowali, gwałcili, łamali przysięgi i in. Takie zachowania,
choć niezrozumiałe dla ludzi, musiały mieć jednak istotne znaczenie, herosi nie
działali bez woli bogów. Właśnie obrazy tych złowrogich herosów w wierzeniach
Greków chętnie zestawia się z obrazami środkowoeuropejskiego upiora (Zieliński
1991, s. 226). Nie wydaje mi się to najtrafniejsze porównanie. Charakterystyczne
jest, że zwłoki herosów nie zachowywały się dużo lepiej niż ciała zwykłych śmier­
telników - zwykle w grobach przechowywano ich kości, czasem prochy. Zatem
zmarłego herosa trudno traktować jako „żywego trupa". Dawni herosi ukazywali
się przede wszystkim jako widma i tylko w niektórych wypadkach można się wa­
hać czy również nie przybierali kształtów cielesnych. Zdolność do materializacji to
jednak również co innego niż zachowanie ciała. Dobrym przykładem - i często
przywoływanym - wyobrażenia złowrogiego herosa jest Likas z Temesy, o którym
czytamy u Pauzaniasza. Likas był towarzyszem Odyseusza, który podczas postoju
w Temesie zgwałcił dziewczynę i został za to ukamienowany przez miejscową
ludność. Potem jego dusza mściła się na mieszkańcach miasta, mordując każdego,
kto znalazł się na jej drodze. Bezsilni ludzie postanowili opuścić Temesę, ale za­
broniła im tego delfijska Pytia, każąc tylko przebłagać duszę zmarłego - wznieść
mu okręg świątynny i corocznie poświęcać w ofierze („oddać za żonę") najpięk­
niejszą z ich dziewic. Złowrogiego herosa, przebywającego w swym okręgu,
pokonał inny heros, bokser Eutymos. Z mieczem w ręku zwyciężył go w walce
i zmusił do ucieczki w głębiny morza. Pauzaniasz widział malowidło, „kopię bar­
dzo starego oryginału", na którym przedstawiono Likasa jako przerażającą postać,

�JESZCZE R A Z O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

239

całą czarną i okrytą wilczą skórą (Pauzaniasz, Wędrówka po Helladzie, ks.VI, 6,
7-11). Istnienie takiego wizerunku nie rozstrzyga jednak czy Likas ukazywał się
cieleśnie, czy jako widmo. Wśród Greków do końca starożytności utrzymywała
się archaiczna, jeszcze homerycka, wizja podziemnego Hadesu, w którym pogrą­
żały się dusze-widma, uwolnione już od świadomości i nic nie czujące. Można je
było przywołać i na chwilę przywrócić im pamięć własnego życia, jak to zrobił
Odyseusz schodząc „w dół", na granicę światów, i składając ofiary, z których naj­
ważniejszą była krew z czarnego barana i czarnej owcy. Pijąc rozlaną krew dusze-widma na chwilę odzyskały świadomość, na chwilę odzyskały pozór życia (Ody­
seja X I , 20-52, 148-152, 647-648). Rozpoznajemy dobrze znany w świecie ar­
chaicznym obraz niknących w zaświatach zmarłych, którzy rozpaczliwie pragną
choćby pozorów bytu - co jest możliwe, gdy zabiorą moc życia innym istotom,
pijąc ich krew czy też je pożerając. Znaczące jest jednak, że po wypiciu krwi dusze
w Hadesie nie odzyskują nawet na chwilę swej cielesności. Później w wierzeniach
Greków rozwinęła się koncepcja kar pośmiertnych, zwracająca duszom w Hadesie
doświadczenie rozpaczy i cierpienia, a zatem również rodzaj drugiego - o ile moż­
na tak powiedzieć - bardziej rzeczywistego pośmiertnego istnienia. Ale także wów­
czas wywoływani na ziemię zmarli ukazywali się jako widma-cienie (tak jest
u tragików; zob. Mańkowski 1975, s. 26). Trzeba jeszcze uczciwie powiedzieć, że
w zapisach wierzeń Greków natrafiamy również na rozmaite niejasne wypadki
pojawiania się groźnych zmarłych, którzy nie trafili do otchłani lub stamtąd się
wydostali. Oto np. Flawiusz Filostratos (1 poł. I I I w.) opowiada o demonicznej
niewieście, która uwiodła pewnego młodzieńca, jak wyznała „z myślą o póź­
niejszym pożarciu jego ciała, uważał[a] bowiem, iż najlepiej jest karmić się ciała­
mi pięknymi i młodymi, jako że krąży w nich zdrowa krew" (Filostratos, Żywot
Apolloniusza z Tiany, IV, 25). Bez wątpienia występowała więc w cielesnej posta­
ci, lecz to wcale nie każe w niej widzieć „żywego trupa". Nawet gdyby udało się
ujawnić w świecie greckim nie budzące zastrzeżeń wyobrażenia „żywego trupa"
i tak wypadnie je ulokować na marginesie tradycji wierzeniowej.
Lęk przed „żywym trupem" jest za to doskonale widoczny tysiące kilometrów
dalej, w innym starym indoeuropejskim kręgu kulturowym: w wedyjskich Indiach.
Bliskim odpowiednikiem środkowoeuropejskiego upiora jest tam wetala. Wetalowie to klasa demonów przebywających w miejscach palenia zwłok i czyhających
na okazję zajęcia ciała zmarłego. Zmartwychwstający trup, w którego wniknął ten
demon, przedstawiał się często makabrycznie: cały sczerniały od dymu stosów
pogrzebowych i ohydnie śmierdzący przypalonym ludzkim mięsem (Somadewa,
Wetala...., Opowieść wstępna, cyt. wyd. s. 9). Wchodzącego w zwłoki i ukazujące­
go się cieleśnie wetali lękano się zwłaszcza z powodu jego demonicznych umiejęt­
ności zwodzenia człowieka, roztaczania wokół niego różnych przerażających ilu­
zji (Somadewa, Wetala..., passim). Ale można również odgadywać, że lękano się
ludożerczych instynktów tego „żywego trupa", który występuje w orszaku Siwy/
Rudry razem z innymi najstraszliwszymi demonami lubującymi się w ludzkim mię­
sie. Ciało zmarłego mógł również zająć czarownik (asceta) wykonując specjalny
rytuał, przenoszący jego duszę z jednego ciała do drugiego, by np. zamienić swoje

�240

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

stare, zużyte już i niesprawne ciało, na nowe, młodzieńcze (Somadewa, Wetala...,
Opowieść XXIII, cyt. wyd. s. 224). Te przykłady trzeba widzieć na szerszym tle
starych wyobrażeń indyjskich o możliwości swobodnego lokowania się dusz róż­
nych istot - demonów jak wetala, półbogów jak jakszasowie, wielkich czarowni­
ków jakimi są asceci, innych ludzi władających mocami jak królowie - w ciałach
martwych lub żywych ludzi i zwierząt (przykłady u Eliadego 1984, s. 167-168
i s. 396). Charakterystyczne w tej tradycji są wyobrażenia o możliwości rozwinię­
cia przez człowieka magicznych umiejętności wchodzenia w inne ciało - o czym
czytamy w klasycznych traktatach o jodze (np. Patańdźali, Jogasutry III, 38). Kon­
cepcja taka jest zresztą wspólna dla rozleglejszego indo-tybetańskiego kręgu kul­
turowego. Warto też zauważyć, iż czarownik we wczesnych tekstach wedyjskich
to jatudhana, „zawierający w sobie (kryjący w sobie) demona" (Słuszkiewicz 1936,
s. 6). Natomiast dusze zmarłych ludzi nie pozostawały raczej w swych ciałach. Po
spaleniu zwłok dusza zmarłego określana jako pręta „ten, który odszedł" błąkała
się jeszcze przez pewien czas w „tym" świecie, najchętniej w okolicy miejsca
kremacji, pola bitwy, przy skrzyżowaniu dróg, ale też w okolicy własnego domu
(Wałkówska 1973, s. 24). Nie była jednak widoczna dla żyjących, a jej obecność
zdradzała niesamowita woń lub straszliwe krzyki i jęki. Pręta ma więc wyraziste
cechy ducha-stracha (Słuszkiewicz 1936, s. 9). Pręta opuszczał ten świat już po
dziesięćiu-jedenastu dniach, gdy w wyniku składanych ofiar (z kulek ryżowych
i wody) wytwarzało się nowe tymczasowe ciało niezbędne zmarłemu do rozpo­
częcia wędrówki w zaświaty lub dopiero po roku, gdy wykonywano rytuał sapindikarny, łączący zmarłego z przodkami w zaświatach (Gonda 1980, s. 443). Jeśli
zaniechano tych rytuałów pręta zamieniał się w straszliwego demona bhuta,
żywiącego się ludzkim mięsem i krwią. W bhutów zamieniali się poza tym ludzie
zmarli gwałtownie (w wyniku wypadku, wyroku, zamordowani, samobójcy),
bezbożnicy i przestępcy, ludzie kalecy i umysłowo chorzy. Bhuta mógł pojawiać
się niewidzialnie i widzialnie, wtedy ukazywał się w przeobrażonej, potwornej
postaci - np. mały, niesamowicie gruby, nieproporcjonalny, o wielkich lwich
zębach, cały czerwony lub czarny. Mógł również przybrać postać zwierzęcą,
np. kozy czy wołu. W lokalnych tradycjach ludowych można natrafić na wyobra­
żenie, że zarówno bhutowie, jak pręty miały zdolność wnikania w ciało zmarłego
i mówienia jego ustami. Demony te potrafiły również wejść w żywego człowieka,
który nagle zapadał na chorobę lub zaczynał mówić nie swoim głosem. Wresz­
cie mogły też przybrać postać zmarłego i nawet zapłodnić kobietę (Keith 1925,
s. 214-215; Słuszkiewicz 1936, s. 34-35).
Wykraczając poza krąg kultur indoeuropejskich chciałbym jeszcze zajrzeć do
odległych Chin. J.A. MacCulloch (1921, s. 590) widział (choć bliżej tego nie wy­
jaśnił) zajmujące podobieństwa słowiańskich i chińskich wierzeń o „żywych
trupach". Ta opinia wydała się trafna również Kazimierzowi Moszyńskiemu (1967,
s. 660). Wedle starożytnych wierzeń chińskich (referuję za: M . Granet 1973, zwł.
s. 312-317; 1977, s. 64-67) człowiek ma dwie dusze. P'o, duszę niższą, duszę
krwi, która pojawia się w chwili poczęcia i hun, duszę wyższą, duszę - tchnienie,
która pojawia się dopiero w chwili narodzin, wraz z pierwszym krzykiem niemów-

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI

(STRZYDZE)

241

lęcia. Po śmierci człowieka jego zwłoki składano w prowizorycznym grobie - płyt­
kim dole, lekko przysypanym ziemią lub założonym gałęziami, a nad nim ustawia­
no szałas. Zwłoki leżały tam tak długo, dopóki nie uległy rozkładowi do szkieletu.
W szałasie nad grobem składano ofiary z jedzenia, którymi karmiła się dusza p'o.
W miarę rozkładu zwłok dusza ta zatracała swą żywotność, aż zanikała zupełnie,
rozpraszając się w otaczającym świecie i ostatecznie wchłaniał j ą świat podziem­
ny, Żółte Źródła. Jeśli jednak ofiary z pożywienia były za małe lub ich zaprzestano
za wcześnie dusza p'o opuszczała grób i niepokoiła żywych jako wygłodniały,
groźny demon (kuei). Dusza hun po śmierci człowieka rozpoczynała zaś wędrów­
kę do innego tamtego świata, do niebiańskiego pałacu Szang-ti, gdzie łączyła się
z duszami zmarłych przodków. W tej wędrówce duszy hun muszą pomóc żyjący.
Tupiąc i krzycząc krewni zmarłego powodowali hałas podobny do grzmotu,
którym odstraszali potwory szykujące się do pożarcia duszy przechodzącej przez
„coś w rodzaju czyśćca" (Granet 1973, s. 313). Gdy zwłoki rozłożą się już do
szkieletu, syn zmarłego wykonuje rytuał ostatecznego zamknięcia grobu (lub
przeniesienia do nowego, trwałego grobu) i zabiera do domowego ołtarza lub świą­
tyni przodków tabliczkę z imieniem i schematyczną podobizną zmarłego. W tej
tabliczce również przebywa dusza hun, która łączy się także na ziemi z hun przod­
ków. Tabliczka jest otoczona kultem, m.in. składa się jej ofiarne pożywienie, aż
do chwili śmierci kolejnego członka rodu w czwartym pokoleniu, wtedy dopiero
hun ostatecznie zamieszkuje w zaświatach. Jeśli ofiary składane hun są niewystar­
czające, to i ona może stać się niebezpieczna dla żywych. Im szlachetniej uro­
dzony (= rytualnie potężniejszy) był zmarły, tym dłużej trwa rozkład jego zwłok,
rozproszenie duszy p'o i wędrówka duszy hun. Dusza p'o władcy może w ogóle
nie ulegać rozproszeniu, wtedy wchodzi w duszę dzikiego zwierzęcia albo zamie­
nia zmarłego w „żywego trupa", jak to stało się np. w wypadku Er-szy huangi-ti.
Ciekawa jest informacja, że zmarłemu przed złożeniem do prowizorycznego grobu
wypełniano usta ryżem zmieszanym z kauri lub nefrytem, kawałkami nefrytu
zatykano też wszystkie inne otwory ciała, aby nie weszła nimi inna błąkająca
się dusza i zmarły nie stał się demonem, jak pisze Marcel Granet (1973, s. 312),
aby nie stał się wampirem.
Choć lęk przed „żywym trupem" rysuje się w przywołanych kulturach ze
zróżnicowaną wyrazistością, to jednak dość łatwo możemy odszukać wspólne
wzorce wyobraźni. Ciało zmarłego nie ulega rozkładowi bowiem:
• Dusza zmarłego nie chce lub nie może opuścić jego ciała. W tych wypad­
kach zwykle okazuje się, że jest to zmarły władający nadnaturalnymi „mocami",
które w chwili śmierci nie ulegają „rozproszeniu" i jego dusza (lub jedna z jego
dusz) wciąż może korzystać z ciała. Ta niezwykła „moc" zmarłego wynika
z jego „innego" pochodzenia (od demonów czy bogów), mógł uzyskać j ą dzięki
swoim czynom, różnorakim aktom transgresji (odwadze na polu bitwy czy zbrod­
ni), mogła też wypełnić go dopiero w chwili śmierci (kiedy umierał „inną" śmier­
cią - rażony piorunem czy podstępnie zamordowany). Najzwięźlej ujmując
chodzi tu o rozmaitych zmarłych o „innym" statusie rytualnym (czarowników,
władców, morderców, ofiary i in.);

�242

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

• Zwłoki zajmuje jakaś inna błąkająca po świecie demoniczna dusza.
Te wzorce wyobraźni wydają się tak elementarne (wszak najłatwiej dają się
interpretować w ramach szamanizmu, traktowanego jako praforma wyobraźni reli­
gijnej), że dziwi nieobecność wyobrażenia „żywego trupa" w różnych starych
i wielkich kręgach kulturowych. Nie widzimy wyraźnie tego wyobrażenia u ludów
ałtajskich, tak głęboko przecież zakorzenionych w szamanizmie - pomimo, że
dusze demonów i zmarłych chętnie zajmują tam ciało żyjącego człowieka. Nie
występuje też ono w kręgu starożytnych kultur semickich Bliskiego Wschodu
- choć i tam demony mogą swobodnie wnikać w żyjącego człowieka (np. taka jest
ajtiologia różnorodnych chorób). Nietrafne jest zatem przenoszenie określenia
„upiór" lub „wampir" na różne widma złowrogich zmarłych w innych kulturach.
LITERATURA
KRĄG SŁOWIAŃSKI
B a r a n o w s k i B . 1965, Z b a d a ń nad d a w n ą d e m o n o l o g i ą l u d o w ą . ( R e l i k t y w i e r z e ń u p i o r y - s t r z y g o n i e na t e r y t o r i u m w o j . ł ó d z k i e g o ) , Zeszyty Naukowe Uniwersytetu
Łódzkiego,
seria 1, z. 40.
- 1981, W kręgu upiorów i wilkołaków,
Ł ó d ź 1981.
B a z i ń s k a B . 1967, Wierzenia i p r a k t y k i magiczne pasterzy w Tatrach Polskich, [ w : ] Paster­
stwo Tatr Połskich
i Podhala, t. 7, W r o c ł a w .
B e r w i ń s k i R.W. 1862, Studia o gusłach,
czarach, zabobonach
i przesądach
ludowych,
Po­
z n a ń 1862 (reprint: Warszawa 1984).
B i e g e l e i s e n H . 1929, Lecznictwo
ludu polskiego,
K r a k ó w (reprint: Warszawa 1986).
- 1930, Śmierć w obrzędach,
zwyczajach
i wierzeniach
ludowych, Warszawa.
B i e ń - B i e l s k a H . 1959, Słownictwo
Warmii i Mazur. Wierzenia i obrzędy,
Wrocław.
B r u c k n e r A . 1985, M i t o l o g i a polska, [ w : ] t e g o ż Mitologia
słowiańska
i polska, Warszawa.
B y l i n a S. 1992, Człowiek i zaświaty.
Wizja kar pośmiertnych
w Polsce średniowiecznej,
War­
szawa.
Bystroń

J.S. 1916, Zwyczaje

żniwiarskie

w Polsce,

Kraków.

C e r c h a S. 1900, Przebieczany, Materiały Antropologiczno-Archeołogiczne
i Etnograficzne,
Chmielowski
E. 1987, Czarownice,
strzygi, mamony czyli wierzenia i zabobony ludu
cyjskiego zebrane przez... w pierwszej połowie
listopada 1890 г., N o w y S ą c z .
C i s z e w s k i S. 1894, Krakowiacy.
Monografia
etnograficzna,
t. 1, K r a k ó w .
- 1911, Czaszki ludzkie z k ł ó d k a m i , Lud, t. 17.
C z y ż e w s k i F. 1988, Z m o r a , Etnolingwistyka,
nr 1, L u b l i n .
D e к o w s к i J.P. 1987, Strzygi i topieluchy. Opowieści
sieradzkie,
Warszawa.
E f i m e n k o P.S. 1992, U p y r i (iz i s t o r i i narodnych w i e r o w a n j j ) , (1883), [przedr. w : ]
1992.
Federowski

M . 1889, Lud z okolic

Żarek,

Siewierza,

Pilicy,

t. 4.
gali­

Ukraińcy,

Warszawa.

- 1897, Lud białoruski
na Rusi litewskiej,
t. 1, K r a k ó w .
F i s c h e r A . 1921, Zwyczaje pogrzebowe
ludu polskiego,
Lwów.
F 1 i z а к S. 1952, M a t e r i a ł y etnograficzne i historyczne z terenu Z a g ó r z a n , Archiwum
Etnogra­
ficzne, nr 4, P o z n a ń - Ł ó d ź .
F r a n k o U . 1992, S o ż ż e n i a upyrej w s. Nahujewiczach w 1831 g. (1890), [przedr. w : ]
Ukraińcy
1992.
G i e y s z t o r A . 1982, Mitologia
Słowian,
Warszawa.
G o ł ę b i o w s k i Ł . 1830, Lud połski. Jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830 (reprint: War­
szawa 1983).

�243

JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

G o n e t S. 1910, Wierzenia l u d o w e z Suchej, Lud, t. 16.
G u s t a w i c z B . 1902, K i l k a s z c z e g ó ł ó w ludoznawczych z p o w i a t u bobreckiego, Lud, t. 8.
Hilferding
A . 1965, Ostatki S ł o w i a n na p o ł u d n i o w y m brzegu B a ł t y c k i e g o M o r z a (1862),
[ w : ] K o l b e r g 1965, s. 3 0 7 - 4 5 6 .
H n a t i u k W . M . 1903, Znadobi do galicko-ruskoj d e m o n o l o g i i , Etnograficzny]

Zbirnik,

t. 15,

Lwów.
- 1912, Z n a d o b i do ukrainskoj d e m o n o l o g i i , Etnograficzny}
Zbirnik, t. 34, L w ó w .
I w a n o w P.W. 1992, Narodnyje rasskazy o w i e d m a c h i upyrjach (1891), [przedr. w : ]
Ukraińcy
1992.
K a n t o r J. 1907, Czarny Dunajec, Materiały
t. 7.

Antropologiczno-Archeologiczne

i

Etnograficzne,

K o c z w a r a J. 1911, Wierzenia ludowe w M a ł y c h K o ń c z y c a c h , k o ł o Z e b r z y d o w i c na Ś l ą s k u ,
Lud,t
17.
Kolankiewicz
L . 1999, Dziady Teatr święta zmarłych,
Gdańsk.
Kolberg
O. 1874, Lud. Krakowskie,
cz I I I , K r a k ó w (reprint: D W O K t. 7, W r o c ł a w 1979).
Kosińs

1875, Lud. Krakowskie,
cz. I V , K r a k ó w (reprint: D W O K t. 8, W r o c ł a w 1979).
1882, Lud. Wielkie Księstwo
Poznańskie,
cz. V I I , K r a k ó w (reprint D W O K , t. 15, War­
szawa 1962).
1884, Lud. Lubelskie,
cz. I I , K r a k ó w , (reprint: D W O K t. 17, K r a k ó w 1962).
1888, Lud. Pokucie, cz. I I I , K r a k ó w , (reprint: D W O K t. 3 1 , Warszawa 1963).
1888a, Lud. Radomskie,
cz. I I , K r a k ó w , (reprint: D W O K t. 2 1 , K r a k ó w 1964).
1891, Lud. Chełmskie,
cz. I I , K r a k ó w (reprint: D W O K t. 34, Warszawa 1964.
1962, Lud. Kaliskie i Sieradzkie,
K r a k ó w ( D W O K t. 46).
1965, Lud. Pomorze, K r a k ó w ( D W O K : t. 39).
1967, Lud. Tarnówskie-Rzeszowskie,
Warszawa ( D W O K t. 48).
1970, Lud. Mazowsze, cz. V I I , K r a k ó w ( D W O K t. 42).
1971, Lud. Ruś Karpacka,
cz. I I , W r o c ł a w - P o z n a ń ( D W O K t. 55).
1973, Lud. Sanockie-Krośnieńskie,
cz. I I ( D W O K t. 51).
1979, Lud. Ruś Czerwona, cz. I I / 2 , P o z n a ń - W a r s z a w a ( D W O K t. 57/2).
ki
W. 1904, M a t e r i a ł y etnograficzne zebrane w r ó ż n y c h o k o l i c a c h G a l i c y i , cz. 2,

Materiały
Antropologiczno-Archeologiczne
i Etnograficzne,
t. 7.
K o w a l s k a - L e w i c k a A . 1986, L u d o w e w y o b r a ż e n i a ś m i e r c i , Polska
nr 1-2.

Sztuka Ludowa,

r. 40,

K o z i o ł M . 1989, S t r z y g o ń , Etnolongwistyka,
nr 2, L u b l i n .
K r u m h a n z l o v á Z . 1964, Z v l á š t n o s t i r i t u na s l o v a n s k ý c h p o h ř e b i š t i c h v Č e c h á c h , [ w : ] Vznik
a počátky Slovanu, t. V.
K r z y ż a n o w s k i J. 1963, Polska bajka ludowa w układzie systematycznym,
t. 1-2, W r o c ł a w .
L e h r U . 1982, Wierzenia demonologiczne we w s i Obidza (region s ą d e c k i ) w ś w i e t l e b a d a ń
e m p i r y c z n y c h , Lud, t. 66.
- 1983, L u d o w e wierzenia w demony wodne, „ R o c z n i k M u z e u m Etnograficznego w K r a ­
k o w i e " , t. 8.
-

1984, Wierzenia w istoty n a d z m y s ł o w e , „ E t n o g r a f i a Polska", t. 28, z . l .

-

1985, Wierzenia demonologiczne, [ w : ] Studia
K r a k ó w 1985.

z kultury

ludowej

Beskidu

Sądeckiego,

M á t y á s К . 1893, Nasze s i o ł o . Studjum etnograficzne, Wisła, t. 7.
M l e c z k o T. 1902, Ś w i a t z m a r ł y c h . Zwyczaje i zapatrywania ludu polskiego w G a l i c y i za­
chodniej, Lud, t. 8.
M i с e v a E. 1992, Ś w i a t i a n t y ś w i a t , Etnolingwistyka,
t. 5, L u b l i n .
M o s z y ń s k i К . 1928, Polesie wschodnie,
Warszawa.
- 1967, Kultura ludowa Słowian, t. I I , cz. 1, Warszawa.
P a w ł o w s k a J. 1977, R e l i k t y w i e r z e ń d e m o n o l o g i c z n y c h w e wsiach w o k o l i c y D u b i e c k a ,
w o j e w ó d z t w o P r z e m y ś l , Rocznik Przemyski, t. 17/18: 1976/1977.
P e ł k a L . J . 1987, Polska demonologia
ludowa, Warszawa.

�244

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

Pietkiewicz

C.

1931, U m a r l i w wierzeniach B i a ł o r u s i n ó w , Pamiętnik

Warszawski,

1931,

z.2i3.
- 1938, Kultura duchowa Polesia rzeczyckiego,
Warszawa.
P o d b e r s k i A . 1880, M a t e r y j a ł y do d e m o n o l o g i i l u d u u k r a i ń s k i e g o , Zbiór Wiadomości
do
Antropologii
Krajowej,
t. 4.
P o l W. 1966, Prace z etnografii p ó ł n o c n y c h s t o k ó w Karpat, Archiwum Etnograficzne,
nr 29.
Robotycki
R. 1992, Wampiry. O d w i e r z e ń l u d o w y c h do f i l m o w y c h f a n t o m ó w , Polska
Sztu­
ka Ludowa - Konteksty, r. 46, nr 1.
S i m o n i d e s D . 1984, Śląski horror, K a t o w i c e .
- 1989, Wierzenia i zachowania p r z e s ą d n e , [ w : ] Folklor Górnego Śląska, D . Simonides
(red.), K a t o w i c e .
S z y f e r A . 1979, Zwyczaje, obrzędy i wierzenia Warmiaków,
Olsztyn.
Ś w i ę t e k J. 1893, Lud nadrabski od Gdowa po Bochnię.
Obraz etnograficzny,
Kraków.
T o e p p e n M . 1892, Wierzenia mazurskie, Wisła, t. 6.
T o m i c k i R. 1976, S ł o w i a ń s k i m i t kosmogoniczny, Etnografia
Połska, t. X X .
U d z i e l a S. 1890, Świat nadzmysłowy
ludu krakowskiego
mieszkającego
na prawym
brzegu
Wisły, Warszawa.
- 1922, Z k r o n i k k o ś c i e l n y c h . K r o n i k a w M i l ó w c e , Lud, t. 2 1 .
Ukraińcy
1992, Ukraińcy:
narodni wirowannja, powirja,
demonołogia,
Kiew.
W a k a r e l s k i Ch. 1965, Etnografia
Bułgarii,
Wrocław.
W a s i l e w s k i L . 1902, nota w dziale „ P o s z u k i w a n i a " , Lud, t. 8.
W a s y l e w s k i S. 1907, W sprawie w a m p i r y z m u , Lud, t. 13.
W a w r z e n i e c k i M . 1907, W i e ś M y s ł a k ó w . N o t y ludoznawcze, Materiały
Antropologiczno-Archeologiczne
i Etnograficzne,
t. 9.
W ó j c i c k i K . W . 1974, Klechdy, starożytne
podania i powieści
ludu polskiego
i Rusi, Warsza­
w a ( w y d. 1 - 1837).
Zborowski
J. 1932, Ludoznawcze p r z y c z y n k i z g ó r a l s z c z y z n y , Lud, t. 3.
Zoll-Adamikowa
H . 1979, Wczesnośredniowieczne
cmentarzyska
szkieletowe
Małopołski, t. 2: Analiza, W r o c ł a w .
- 1995, D i e Jenseitsvorstellungen bei den Heidnischen Slawen: Defunciti v i v i oder i m materialle Seelen?, Przegląd Archeologiczny,
t. 43.
INNE KULTURY
A 1 e к s e e v N . A . 1984, Samanizm tiurko-jazyčnych
narodov Sibiri, N o v o s y b i r s k .
A p u 1 e j u s z, Metamorfozy
albo złoty osioł, t ł u m . E. J ę d r k i e w i c z , Warszawa 1995.
B o t h e r o y d S., B o t h e r o y d P.F. 1998, Słownik mitologii celtyckiej,
Katowice.
С i n a 1 S. 1997, Ba 'al z Ugarit a inni bogowie burzy starożytnej
Syrii i Palestyny,
Kraków.
C l e n d i n n e n I . 1996, Aztekowie. Próba interpretacji,
Warszawa.
C z a r n o w s k i S. 1956, K u l t b o h a t e r ó w i j e g o s p o ł e c z n e p o d ł o ż e . Ś w i ę t y Patryk bohater naro­
d o w y I r l a n d i i , [ w : ] t e g o ż , Dzieła, t. I V , Warszawa.
E l i a d e M . 1984, Joga. Nieśmiertelność
i wolność,
Warszawa.
- 1988, Historia wierzeń i idei religijnych,
t. I , Warszawa.
- 1994, Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy, Warszawa.
E r m a n W., T i o m k i n E. 1987, Mity starożytnych
Indii, Bydgoszcz.
F a r s o n D . , H a l l A . 1994, Tajemnicze potwory, Warszawa.
F i l o s t r a t o s F l a v i u s , ŻywotApolloniuszaz
Tiany, t ł u m . I . Kania, K r a k ó w 1997.
F l o r e n s k i P. 1984, Ikonostas i inne szkice, Warszawa.
G e i g e r P. 1 9 3 4 - 3 5 , Nachzehrer, [ w : ] Handwórtebuch
des deutschen Abergalubens,
Berlin-Leipzig.
G o d l e w s k i A . L . 1976, Na morzach południowych,
Wrocław.
G o n d a 1980, Vedic Ritual: The Non-Solemn Rites, Leiden.
G r a n e t M . 1973, Cywilizacja
chińska, Warszawa

t. V I ,

�JESZCZE RAZ O UPIORZE (WAMPIRZE) I STRZYGONI (STRZYDZE)

245

- 1997, Religie Chin, K r a k ó w .
G r i m a 1 P. 1987, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, W r o c ł a w .
H e a n e у M . 1996, Za dziewiątą falą. Księga legend irlandzkich,
Kraków.
H o m e r . 1999, Iliada, t ł u m . K . J e ż e w s k a , Warszawa.
Jakubowska
B . 1989, Złota Brama w Malborku.
Apokaliptyczne
bestiarium
w
rzeźbie
średniowiecznej,
Malbork.
J u n g C G . 1998, Symbole przemiany, Warszawa.
K a ł u ż y ń s k i S. 1986, Tradycje i legendy ludów tureckich,
Warszawa.
K e i t h A . B . 1925, The Religion
and Philosophy
of the Veda and Upanishades,
H a r v a r d 1925
[reprint N e w D e l h i 1976].
Kobłandy-Batyr,
1987, Kobłandy-Batyr.
Kazachski
epos ludowy, t ł u m . M . Ł a b ę c k a - K o e c h e r o w a ,
Warszawa.
К ü r b i s B . 1976, Holophagus. O smoku w a w e l s k i m i innych smokach, [ w : ] Ars histórica.
Prace
z dziejów powszechnych
i Polski, P o z n a ń .
L e u u w v a n d e r G. 1978, Fenomenologia
religii, Warszawa.
L é v i - S t r a u s s С. 1994, Opowieść
o rysiu, Ł ó d ź .
L u г к e r M . 1994, Przesłanie
symboli w mitach, kulturach i religiach,
Kraków.
Ł y c z k o w s k a K . , S z a r z y ń s k a K . 1981, Mitologia
Mezopotamii,
Warszawa.
M а с С u 11 о с h J.A. 1921, Vampire, [ w : ] Encyclopedia
of Religion and Ethics, J. Hastings (ed.),
t. 12, szp. 5 8 9 - 5 9 1 , Edinburgh.
M a l i n o w s k i В . 1990, B a l o m a - duchy z m a r ł y c h na Wyspach Triobranda, [ w : ] t e g o ż Dzieła,
t. 7, Warszawa.
M a ń k o w s k i J. 1975, Mity i świat Eurypidesa.
Zagadnienia
wybrane, W r o c ł a w .
M e 11 a a r t J. 1967, Catal Hüyük: Neolithic Town in Anatolia, L o n d o n .
M i n o i s G. 1996, Historia piekła, Warszawa.
Odyseja, Homer. Dzieła t. I I . Odyseja, t ł u m . L . S i e m i e ń s k i , o p r a ć . Z . K u b i a k , Warszawa 1990.
The Oxford English
Dictionary
1933, The Oxford English Dictionary,
O x f o r d 1933, [reprint:
O x f o r d 1988]
P a t a ń d ź a l i , Jogasutry,
[ w : ] Klasyczna joga indyjska, t ł u m . L . Cyboran, Warszawa, 1986.
P a u z a n i a s z , 1968, Wędrówka po Helladzie
= Na olimpijskiej
bieżni i w boju. Z
Pauzaniasza
Wędrówki po Helladzie
księgi V, VI i IV, t ł u m . J. N i e m i r s k a - P l i s z c z y ń s k a , W r o c ł a w .
Potkowski
E. 1973, Dziedzictwo
wierzeń
pogańskich
w średniowiecznych
Niemczech.
Defuncti vivi, Warszawa.
P r o p p W. 2000, Nie tylko bajka, Warszawa.
Rygweda,
Hymny Rigwedy, 1971, t ł u m . F. M i c h a l s k i , W r o c ł a w .
R o u x J.-P. 1994, Krew. Mity, symbole, rzeczywistość,
Kraków.
S i e r o s z e w s k i W. 1961, Dwanaście
lat w kraju Jakutów, t. I I , K r a k ó w .
S k ł a d a n k o w a M . 1979, Mity królewskiej
księgi. Symbole i wzorce mityczne w „ Szahname ",
Warszawa.
Słownik mitologii hinduskiej 1994, Słownik mitołogii hinduskiej, A . Ł u g o w s k i (red.), Warszawa.
S ł u p e c k i P.S. 1998, Wyrocznie i wróżby pogańskich
Skandynawów,
Warszawa.
S ł u s z k i e w i c z E. 1936, O duchach, duszach, d j a b ł a c h i demonach indyjskich, Lud, t. 34.
S o m a d e w a , 1955, Wetala..., Dwadzieścia
pięć opowieści
wampira
[Wetala-pańcza-wimsatika], t ł u m . H . W i l l m a n - G r a b o w s k a , W r o c ł a w .
S t i l l e r R. 1971, Antologia literatury malajskiej,
Wrocław.
S u r a z a k o v S.S. 1985, Altajskij geroičeskij
epos, M o s k v a .
Tryjarski
E. 1991, Zwyczaje pogrzebowe
ludów tureckich na tle ich wierzeń,
Warszawa.
Wałkówska
H . 1973, Kult zmarłych
w Indiach
starożytnych.
Studia z etnografii
Indii,
Wrocław.
W h i t e Т. H . 1960, The Bestiary. A Book of Beasts. Being a Translation from a Latin Bestiary
of
the Twelfth Century, made and edited b y . . . , N e w Y o r k .
V i t e b s k y P. 1996, Szaman, Warszawa.
Z i e l i ń s k i Т. 1991, Religia starożytnej
Grecji. Zarys ogólny. Religia hellenizmu,
Wrocław.

�246

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI

JAROSŁAW KOLCZYŃSKI
ON L A M I A S A N D VAMPIRES ONCE A G A I N
Summary
The author has re-examined ethnographic records c o m i n g f r o m before the W W I I (i.e. i n c l u d ­
i n g also some areas o f Belarus and U k r a i n e previously b e l o n g i n g to Poland) i n search o f those
concerning lamias and vampires ( i n Polish referred to by more names: u p i ó r , w a m p i r , s t r z y g o ń ,
strzyga). The resources o f data, especially from the 1 9

th

century are f a i r l y r i c h , a l l o w i n g for

attempts o f interesting explanations reaching deeper into the w o r l d o f archaic i m a g i n a t i o n .
I n part I source data are collected and marshalled, those t e l l i n g about: situations i n w h i c h the
mentioned demons emerge, their forms and actions, ritual ways o f neutralizing their magic p o w e r
and other r i t u a l actions associated w i t h their apparition.
The author distinguishes different types o f e v i l spirits mentioned and named i n f o l k tales (i.e.
different categories o f vampires, lamias, nightmares, kelpies waterspirits. I n Slavonic languages
emons are distinguished by more names although i n some beliefs and stories they seem to be
confused.In

the

author's

classification they

should be

treated

separately

despite

some

propinquities i n the motives o f respective beliefs.
I n the second part interpretation is offered. The author starts w i t h the d e f i n i t i o n o f the dis­
cussed demon ( vampire/lamia) as " l i v i n g ghost", " l i v i n g corpse" (defuncti

vivi).

Remarkable are

those beliefs i n w h i c h die demon is believed to be hollow, empty, w i t h o u t skeleton inside h i m . I t
may reveal one o f the most p r i m a r y fears o f m a n k i n d , i.e. fear o f filling one's body ( l i v i n g or after
death) w i t h strange and hostile soul.That d i d not a l l o w the deceased for the proper passage to the
other w o r l d . Here another archaic image seems to be reflected, associating the decay o f the flesh
w i t h the passage to the other w o r l d w h i l e the preservation o f complete skeleton means the chance
for r e v i v a l . The demonic soul was believed to be able to leave the human body and to occupy that
o f a b i r d w h i c h , i n turn became a dangerous demon - another archetypie image.
Remarkable is that the most feared " l i v i n g ghosts" ("zombies") were those into w h i c h m a g i ­
cians and witches turned. Here we should refer to the paleocultural and cross-cultural figure
o f shaman - the one whose soul can leave his body but alsowhose b o d y can be posesssed by
other spirits.
The v a m p i r e / l a m i a was said to bite and devour his v i c t i m or to strangle and suck his/her
b l o o d . B e i n g devoured is, most probably the most archaic image o f v i o l e n t death. B e i n g devoured
by a demon was s t i l l more dreadful since i t frustrated any chances for r e v i v a l . K a z i m i e r z
M o s z y ń s k i says that, i n his o p i n i o n , that demon, as i t appears i n the b e l i e f system o f the Slavs,
has "an air o f infinite savagery". A c c o r d i n g to the author i t is a very suitable term i f by "savage"
w e mean not o n l y " p r i m i t i v e " but also " p r i m a r y " . ( I n Polish - " p i e r w o t n y - one term w i t h double
meaning- " p r i m a r y " and " p r i m i t i v e " Here we can see the p r i m a r y fears o f m a n k i n d .
I n the t h i r d part the author studies the above mentioned ("our") vampires against the back­
ground o f similar beliefs i n other cultures. He starts w i t h the B u l g a r i a n vampires w h i c h prove the
Slavic cultural " c o m m o n denominator". Striking resemblances can be found i n the German c u l ­
tural area (both those o f ancient times and i n German folk culture). Remarkably less distinct is the
representation o f " l i v i n g corpse" i n the ancient Celtic cultural circle. S t i l l less i n ancient Greece.
O n the other hand an equivalent o f the " l i v i n g corpse" can be found i n the Vedic India (wetala).
Remarkable similarities w e can see i n ancient China. Instances reaching far back i n the past and/
or c o m i n g f r o m distant societies prove u n i t y o f i m a g i n a t i o n reaching very deeply and seem to
h i n t at certain paleocultural patterns . The more strange i t seems that the representations o f the
" l i v i n g corpse" are, as a matter o f fact, not present at a l l i n some great and ancient cultural circles,
e.g. by Semitic or A l t a i c peoples.
Translated

by Anna Kuczyńska-Skrzy

рек

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8496" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8475">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/af105749887f97cc092b6ccd5e434fd2.pdf</src>
        <authentication>afca63eed17070d1fb210e19f9587547</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101513">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2317</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101514">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101515">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2149</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101516">
                <text>Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101517">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2, s.9-17</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101518">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101519">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101520">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101521">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101522">
                <text>Jacek Olędzki

J E Z U S CHODZĄCY PO J E Z I O R Z E G E N E Z A R E T
(Zagadnienie czasu mitycznego i historycznego w kulturze chłopskiej)
Na jedynym zachowanym w Polsce egzemplarzu pierwszego
tłumaczenia z greki na polski Ewangelii św. Mateusza przez
Stanisława Murzynowskiego, karty z opisem cudownego zdarze­
nia — chodzenia Pana Jezusa po morzu — nie są ani pokreślone,
ani nie mają na marginesach żadnych uwag. Nieco dalej, na
kartach następnych roi się od uwag, pisanych po łacinie lub po
polsku, chyba czerwonym atramentem, dziś mającym barwę
sępi. W uwagach tych uderza przemożna powinność dania
świadectwa, że się analizowany przedmiot zna wyśmienicie. Jeśli
jedak krytykującym zadrżała ręka przy wypisywaniu swych uwag
w części poświęconej zdarzeniu nad Jeziorem Genezaret, mógł
— chociażby z tytułu miłości bliźniego swego — pozostawić
gdzieś znak podziwu, czy chociażby uznania. Nic takiego nie
uczynił. Przyjmijmy zatem, że nasz surowy krytyk, czytając kartę
LXVIII (recto i verso) oraz recto karty LXIX tylko spokorniał,
zamilkł. Czy dlatego, że tłumaczenie na polski tego fragmentu
pisma świętego jest arcydobre? Zapewne. Ale wówczas rodzi się
pytanie dla nas zasadnicze, dlaczego Murzynowski tak je wyróż­
nił. Co skłoniło młodego tłumacza do przejęcia się opisem
uciszenia wiatrów, burzy itd.? Może wchodziła w grę zaduma nad
samym cudem stąpania po powierzchni wód morza.
Zauważmy, że wśród cudów Jezusowych ten właśnie należy
do zupełnie wyjątkowych, jakby przedłużających ze Starego
Testamentu akty ujarzmiania żywiołów przez samego Boga
i wreszcie Mojżesza. Wszelkie inne cuda Jezusowe (za życia)
mają aspekt przeważnie uzdrowicielski, lub szerszy, wspomaga­
jący człowieka, charytatywny. Dopiero po śmierci i złożeniu do
grobu —wniebowstąpienie — zamyka cykl tych działań miłosier­
nych. Natomiast cudowne przemieszczania się w przestrzeni
ponad ziemią (z reguły mające charakter pokonywania raczej
odległości w poziomie, chociaż również w pionie, czy tylko
w pionie, casus Ы. Ładysława z Gielniowa)' odnajdujemy w do­
konaniach Buddy, Mahometa, średniowiecznych świętych
chrześcijańskich, doświadczających łaski lewitacji, a także w czy­
nach bohaterów mitów i legend o czarnoksiężnikach, czarow­
nicach i duchach. Natomiast chodzenie po wodzie, wydawałoby
się w stosunku do szybowania, jednakowo niezwykłe, w ogóle
nie należy do przesięwzięć podejmowanych przez wspomniane
istoty. Czy to dlatego, że jest to działanie w kategoriach ich
kratofanii „niemożliwe", bo tak łatwo sprawdzalne itd.?
Moje dotychczasowe spekulacje nie pozwalają jednak zro­
zumieć do końca stanu ducha tłumacza, jego wewnętrznych
motywacji, prowadzących do wyróżnienia ustępu o... małowierności, tak, „ludziach małej wiary".
Odsuńmy na chwilę na bok rozważania o spektakularnej
stronie zdarzenia nad Jeziorem Genezaret. Może właśnie ten
aspekt uniwersalny etycznie, o szerszym znaczeniu niż uzdrowie­
nia, pomnażanie jadła, aspekt zdecydowanie duchowy, odnoszą­
cy się do takich wartości ogólnoludzkich, jak ufność, zaufanie,
moc wewnętrznych przekonań, wiara i ostatecznie przyjaźń,
inspirował Murzynowskiego do starannego i w efekcie literacko
zachwycającego spolszczenia oryginału.
Pozostaje jeszcze jeden czynnik — nie wykluczone, że decydu­
jący — który spowodował nadanie opisowi w wersji polskiej
spotkania Jezusa z apostołami-rybakami szczególnych walorów
translatorskich. Wydaje się, że tym czynnikiem była, doświad­
czona na własnej skórze znajomość zagrożeń z jakimi spotykają
się prawdziwi rybacy, narażeni na plagę wiatru, który swą siłę
nagłą wzmaga nad wszelkimi większymi akwenami, wreszcie
spiętrza fale niespodziewanie. Ale to nie wszystko. Murzynowo
przytulone do prawego brzegu Wisły należało do wsi zawsze
bardziej rybackich niż rolniczych (ogrodniczo-sadowniczych).
1

2

3

względnie zajmujących się hodowlą.* Kto choć raz przespał
wietrzną noc na prawym (właśnie prawym, a nie lewym) brzegu
Wisły, w tym jej odcinku, gdzie płynie prawie w poprzek
najczęstszych i najdokuczliwszych w Polsce wiatrów południowo-zachodnich, będzie miał w miarę pełne odczucie interesują­
cych nas osobliwości środowiskowych. Niezłą ich charakterys­
tykę odnajdujemy w samej nazwie Murzynowo oraz w nazwach
wiatru, kujawa (synonim, wiatr z Węgier, rzadziej węgierka)
i części kraju, Kujawy: „Kujawy, nazwa dzielnicy wielkopolskiej
(...), jak Bielawy; 'wydma piaszczysta', od kui, 'wichru', cerk.
kujati, 'mruczeć'; jest i chujawa, chaja, o 'zawierusze' (...)"*.
Murzynowski spędzający dzieciństwo między Murzynowem
(dom babci i dziadka) a Suszycami (dom rodziców), w wieku
dojrzałym, szukający zapewne w tych miejscowościach na­
tchnienia i nastroju skupienia dla swej pracy, odwiedzający
kościół flisacki w Rokiciu, znał na pamięć realia tego co dziś
nazywamy frontem burzowym, układającym się nader często jak
bieg ze wschodu na północny-zachód Wisły. W Murzynowie,
położonym tuż tuż przy rzece, zjawisko nagłego zachmurzenia,
połączone z silnym i niespodziewanym wiatrem, mogło nie raz
porwać młodemu uczonemu kartki ze stołu, aby równie nagle
przeistoczyć się w upragnioną ciszę. Położenie dworku Murzynowskich na wysokim, nadwiślańskim tarasie, pozwalało postrze­
gać świat rozległy, hen po horyzont. Po każdej burzy z tego
wyjątkowego obserwatorium miało się wgląd w niezwykły cud
natury, przetarcie się nieba, zmieniającą się na oczach barwę toni
rzeki — rozpogodzenie. W tamtych, odległych latach, widok
raźno uwijających się na brzegu rybaków (jeszcze przed chwilą
walczących z żywiołem), szczęśliwych z udanego połowu i wy­
jścia cało z opresji, należał do stałego repertuaru, rozgrywającego
się tu od wieków spektaklu. Zapewne pobyt Murzynowskiego
w Wirtemberdze i we Włoszech, dalsze studia i praca w Królewcu
(mieście przedzielonym Pregołą), nieopodal prawdziwego mo­
rza, pogłębiły jego wrażenia wyniesione z rodzinnych stron.
Wracajmy do naszego, przerwanego wątku, gorliwej pracy
krytycznej Jana Małeckiego (Jana z Sącza, Sandeckiego). Tak
nazywał się właśnie ktoś, kto zapamiętale kreślił i przekreślał
stronice pierwszego, polskiego przekładu Ewangelii św. Mateu­
sza* Z powodu tych przekreśleń i uwag poczynionych na
marginesach, jedyny, ocalały egzemplarz Ewangelii, zaliczany
jest w dziale starodruków BUW do bezcennych cymeliów,
unikatów po dwakroć. Można bez żadnej przesady powiedzieć,
że Małecki na pierwszej karcie przekładu i kilku innych, po prostu
się pastwił. Kreślił je bowiem w kratę, liniami ukośnymi, na
przemian, z prawa na lewo i z lewa na prawo (5, 6 kresek).
W dalszych częściach przekładu, Małecki zrezygnował z tych
osobliwych przekreśleń (w paru miejscach jeszcze do nich
powracał), natomiast rozbudował spisywanie uwag krytycznych
na niezadrukowanych częściach karty. Nie było to działanie
łatwe, albowiem dbały o prawidłowy przekład Stanisław Murzy­
nowski, włączył do swego dzieła oprócz Ortografii Polskiej,
uszczegółowienia jej zasad, drukowane w wybranych miejscach
na marginesach (zarówno lewym, jak i prawym) każdej stronicy
Ewangelii.
Postępowanie Małeckiego można w jakiejś mierze rozumieć.
Przekład jaki oceniał posiadał cechy, które zaskakiwały — co
stwierdzają znawcy przedmiotu (Rosponda, Krzyżanowski, Pepłowski) — n o w o c z e s n o ś c i ą , kształtowaną przez opozycje:
rodzimość — obcość oraz literackość — potoczność.* Małecki
sam zabiegał u księcia Alberta o uzyskanie zezwolenia na
drukowanie własnego tłumaczenia Nowego Testamentu. Suro­
wo krytykując dzieło Murzynowskiego spowodował też wstrzy7

�I
manie na krótko wydawania przekładu, firmowanego przez Jana
Seklucjana. Ponadto Murzynowski wplątany zostaje w spory
teologiczne prowadzone w Królewcu z niezwykłym zacietrzewie­
niem przez zwolenników Fryderyka Staphylusa z jednej strony
i z drugiej, zwolenników Andrzeja Osiandra (spór dotyczył
między innymi nauki o usprawiedliwieniu). „Morlin, przeciwnik
Osiandra, zaczął z kolei zwalczać przedsięwzięcie Seklucjana
i Murzynowskiego. Posunął się tak daleko, że wykluczył nawet
Murzynowskiego od komunii. Prace wydawnicze w drukarni
Aleksandra Augezdeckiego prowadzone były wówczas w tajem­
nicy. I ostatecznie w 1553 roku ukazuje się Testament Nowy
Zupełny' . Murzynowski mógł mieć poczucie całkowitego zwy­
cięstwa nad swym bezlitosnym oponentem — dodajmy — star­
szym aż o 36 lat, doświadczonym pisarzem, tłumaczem, wydawcą
i na koniec, pastorem. Czym sukces ten był ponadto? Otóż po
1553 roku nie ma już żadnego śladu — wcześniej niezwykle
żywej — działalności Stanisława Murzynowskiego... Ks. I. War­
miński na początku tego stulecia w swej nieprawdopodobnie
dociekliwej rekonstrukcji zdarzeń przed stuleciami w Królewcu,
uznał 1553 rok datą śmierci, mającego zaledwie 27 lat, autora
pierwszej Ortografii Polskiej i pierwszego przekładu Nowego
Testamentu.
W przeciwieństwie do swych ziomków — którym poświęciłem
pracę Murzynowo, znaki istnienia i tożsamości — żył krótko,
umarł gwałtownie..." Skromne Muzeum — Pracownia —jakim
opiekuję się w Murzynowie — poświęcone jest pamięci Stanis­
ława Murzynowskiego.
10

11

11

Jednym z najważniejszych eksponatów, stanowiących pod­
stawę ekspozycji murzynowskiego Muzeum, jest znacznych

rozmiarów obraz przedstawiający Jezusa w scenie udzielania
ratunku świętemu Piotrowi na Jeziorze Genezaret. A więc obraz
dotyczący tego miejsca w Ewangelii św. Mateusza w przekładzie
Murzynowskiego, które nie zostało opatrzone żadnymi uwagami
krytycznymi przez pastora Małeckiego. Obraz z Muzeum w Mu­
rzynowie to unikatowy zabytek w kulturze chłopskiej nie tylko
Polski, lecz — można mniemać — również katolickich Niemiec,
Włoch, Francji czy Hiszpanii. Pierwsze wrażenie przy oglądzie
malowidła rodzi skojarzenia z malarstwem kościelnym XVIII w.,
a może nawet wcześniejszym. Zbliżywszy się do obrazu, nie
trudno od razu spostrzec, że jest namalowany na dykcie. Powstał
w 1946 roku. Oto jego historia: W czasie wojny dwie rodziny
z Murzynowa (Szymczakowie i Świdniakowie) często gościły,
spokrewnionego z nimi przez małżeństwo, „króla szyprów"
z Płocka, Stanisława Małkowskiego. Kiedy Niemcy spalili mu
barkę, zbierał siły, aby przetrwać, nie w Płocku, lecz w Murzyno­
wie. Koniec jednak wojny witał w Gdańsku. Mimo bowiem
szykan ze strony okupanta, nie przestał być wodniakiem. Po
wojnie, razem z synem Zbigniewem, również zawołanym wod­
niakiem, i jak ojciec mającym żonę z Murzynowa (z rodu
Karasiewiczów) często z naszą wsią łączyli swoje losy, a poprzez
tę wieś z nieopodal położonym Rokiciem, parafią z romańskim
kościołem, posiadającym przez swe bliskie, bezpośrednie (nie
przedzielone zabudową wioskową) sąsiedztwo z Wisłą, miano
kościoła flisackiego, czy wodniackiego. Związek kościoła rokickiego z życiem wodniaków uznać niewątpliwie należy za pra­
stary. W czasie wojny kościół Niemcy zamknęli i zabronili
jakichkolwiek przy nim praktyk religijnych. Natomiast wielolet­
niego proboszcza ks. Władysława Bromirskiego zabito w osła­
wionym w tych stronach obozie w Działdowie.
Małkowscy, ojciec i syn, Stanisław i Zbigniew, z wielkim
14

19

II. 1. Fragment obrazu Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret, 1946 r. Muzeum w Murzynowie

fS ł l

10

�II. 2. Paul Bril, Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret, pocz. XVII w. Kolekcja Porczyńskich

zaangażowaniem włączyli się w odbudowę podniszczonego
w czasie wojny kościoła. Między innymi zbierali surowiec (mo­
siądz i srebro) na dwa dzwony, które miały otrzymać w zamian za
ów akt darowizny imiona dwóch ofiarodawców. * Proboszczem
był wówczas ks. Wacław Gałęza. W niedalekim Brudzeniu
(siedziba urzędu gminnego) analogiczną opiekę nad tamtejszym
kościołem sprawował brat ks. Wacława, ks. Jan Gałęza. Stałym
łącznikiem między braćmi księżmi pozostawał ich ojciec, malarz.
Zaraz po wojnie poświęcił się on przyozdabianiu zniszczonych
kościołów. W kościołach brudzeńskim i duninowskim, dzieło
malarza Gałęzy istnieje do dzisiaj, w rokickim — w czasie
przywracania mu pierwotnego, zabytkowego wyglądu — zostało
usunięte." Malarz Gałęza, ojciec dwóch księży, stał się też
autorem interesującego nas obrazu, przechowywanego obecnie
w Muzeum w Murzynowie. Do powstania obrazu, według
żyjącego do dziś w Płocku Zbigniewa Małkowskiego, syna „króla
szyprów", Stanisława, doszło w sposób następujący: Stanisław
Małkowski zaangażował się nie tylko w gromadzenie surowca do
odlania dzwonów, ale również w namalowanie obrazu bliskiego
sercom wodniaków i rybaków do ołtarza, wystawianego trady­
cyjnie przez murzynowiaków w Rokiciu na Boże Ciało. W przeci­
wieństwie do pozostałych parafian (z wiosek Myśliborzyce,
Więsławice, Rębielin, Uniejewo i samo Rokicie), zadawalających
się jedynie przystrajaniem na Boże Ciało przydrożnego krzyża czy
kapliczki (figury), stale znajdującej się we wsi, murzynowiacy
montowali — należy użyć tego terminu — ołtarz: podobnego mu
nie sposób odnaleźć, korzystając na przykład z wiadomości
czerpanych z literatury przedmiotu, archiwum fotograficznego IS
PAN, przekazów ustnych itd. Otóż ołtarz ten ustawiano na dwóch
rybackich łodziach, specjalnie dowożonych z Murzynowa w po­
bliże kościoła, aby umieścić je przy brzegu (w zależności od roku)
wcześniej — Wisły, później — na jednym z trzech, znajdujących
się tam do niedawna stawków (kanaików). Sam ołtarz, stół
przykryty obrusem, przybrany czterema świecznikami i kwiatami
w wazonach, ustawiano na desce łączącej łodzie. Do boków
1

stołu przytwierdzano sieci rybackie, które rozpościerano, jak przy
łowieniu ryb, ukośnie, na lewo i prawo. W sieci wkładano deski
do krajania, mające zazwyczaj w tych stronach kształt ryby
pokaźnej, szerokiej, niczym karp lub leszcz. Dodatkowo jeszcze
majono te sieci — zatykając od góry — gałązki zerwane z poblis­
kich krzewów czy drzew. Ponad ołtarzem wyprowadzano, zawią­
zane na masztach łodzi, dwa żagle, dokładnie rozpostarte na
rozprzach. W poprzek zaś żagli umieszczano chorągwie (obecnie
dwie białoczerwone). Wreszcie po środku, ponad stołem, zawie­
szano obraz.
W 1946 roku Stanisław Małkowski sporządził do fundowane­
go przez siebie obrazu podkład z dykty, obramionej profilowaną
listwą. Podkład miał kształt wysłużonego w pionie prostokątu
u góry zwieńczonego półkolem o podstawie równej połowie
szerokości całości powierzchni. Tylko sam kształt tego podkładu
(owo półkole u góry) sugeruje związek naszego obrazu z daw­
nym malarstwem religijnym. Jak wiadomo, powierzchnia półkola
służyła często przedstawianiu sfery niebiańskiej, a pozostała,
ziemskiej. W półkolistej części murzynowskiego obrazu namalo­
wany został początek świetlistej smugi —stopniowo rozszerzają­
cej się — skierowanej na głowę Jezusa.
&gt;
Gałęza zgodził się namalować Jezusa chodzącego po morzu
za... remont posiadanego kajaka. Małkowski kajak wyremon­
tował. I już w 1947 roku murzynowiacy mogli wystawić na Boże
Ciało nowy obraz imponujących rozmiarów. Wystawiano go
również (ale tylko zawieszając na północnej ścianie kościoła
w Rokiciu) w czasie trzech odpustów: w dniach świętych Piotra
i Pawła (patronów kościoła), św. Małgorzaty (patronki parafii)
oraz Przemienienia Pańskiego. Obraz spełniał swe zadania przez
ponad 30 lat. Pod koniec lat siedemdziesiątych — za czasów
nieocenionych zasług dla rokickiego kościoła proboszcza ks.
Jana Degowskiego — uznano, że obraz powinien zostać za­
stąpiony przez inny, całkiem nowy. Po latach, na moją uwagę, że
obraz Gałęzy nie był jeszcze stary i zniszczony, jedna z od-

�powiedzi brzmiała: „To tak się mówi, ale on stał na chórze
w kościele, a tam, i mysz go nagryzła, i się kurzył..."
Kiedy pojawił się nowy obraz, o czym za chwilę, dzieło Gałęzy
powędrowało z chóru do przykościelnej, dawnej cmentarnianej
kaplicy, w której przechowywano różne rupiecie. I pewnie,
przywalony starymi, połamanymi ławkami sczezłby całkiem,
gdyby nie drzemiące — chociaż nikłe — pasje muzealnicze
piszącego te słowa.
Zamówienie wykonania kolejnego obrazu trafiło do nieżyjące­
go od 1987 roku Alojzego Piekarskiego, emerytowanego hutnika
szkła, zawołanego wędkarza, osoby o niezwykle bujnym życiory­
sie (wychowywał się na Mołdawance w Odessie) i żywiołowym
temperamencie. Nikt z mieszkańców wsi, ani też sam proboszcz,
nie brali przez chwilę pod uwagę faktu, że Piekarski był — jak
stwierdzał z rozmysłem, bezdyskusyjnie — wyłącznie pejzażystą.
Stanowczo też się wypierał, jakoby rozpoczynał od malowania
makatek, między innymi z Aniołem Stróżem, prowadzącym dwoje
dzieci ptzez kładkę nad rwącym potokiem. Kiedy otrzymał zamó­
wienie na obraz do ołtarza, należał już do grupy jeleniogórskich
amatorów, malarzy naiwnych. Do Murzynowa trafiał na wakacje,
i nad Wisłą, a potem Jeziorem Włocławskim, zdobywał na­
tchnienie do realizowania się według ustalonych , powtarzają­
cych się schematów malarza „pięknych widoków". Unikał jak
ognia portretowania, scen rodzajowych, szczególnie religijnych.
Może dlatego, że nie zapomniał swoich pierwszych kroków
zarobkowych w sztuce malowania, kiedy poświęcać się musiał
przedstawianiu owego Anioła Stróża i słodkiej pary dzieci. Dał się
jednak nakłonić do przyjęcia zamówienia-zlecenia za osławione
pół litra, jak mawiał, za bańkę. Ogląd dzieła Gałęzy w Rokiciu,
którego wcześniej nie próbował wcale poznać (nie chodził do
kościoła), przekonał go, że „apostołów wyglądających jak małpy,
należy przedstawić kształtniejszymi" (słowa wdowy po malarzu).
Co też uczynił, szybko, sprawnie, nim trafiły doń obiecywane
przez kościelnego, ś.p. Franciszka Torbickiego, jajka, niezbędne
do zagruntowania już nie dykty, lecz płyty pilśniowej twardej.
Obraz Piekarskiego, w żywych kolorach, z wyrazistą figuracją,
starannym ukazaniem twarzy nawet drugoplanowych postaci,
przyjęty został z wielkim uznaniem i do dzisiaj raz do roku pełni
swoje kuItowo-obrzędowe zadanie. Ołtarza już nie ustawia się na
łodziach przy jakimś stawku, lecz przy pobliskim w stosunku do
kościoła, solidnym słupie cementowym, podtrzymującym prze­
wody elektryczne. Spoza tego słupa (w kształcie odwróconego
V) rozpościera się widok na rozległą toń Jeziora Włocławskiego
— martwy zalew — dawną Wisłę. Ale nadal murzynowiacy, mimo
że przestali być wodnikami i rybkami (między innymi z powodu
przekształcenia rzeki w jezioro) przystrajają ołtarz na Boże Ciało
dwoma żaglami, a także sieciami, w których znajdują się sym­
boliczne przedstawienia ryb.
18

Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret jest tematem w ikono­
grafii religijnej Polski nader rzadkim. Obrazy z Murzynowa I i II
(Gałęzy i Piekarskiego) stanowią — jak mi się wydaje — tego
tematu najbardziej kwintensencjonalne ujęcie, przy tym — co nie
jest bez znaczenia — ukazane w formacie znacznym ( 160x240
cm i 140^210 cm), ułatwiającym percepcję osobie nawet mało
zaznajomionej z opisywanymi przez trzy Ewangelie cudami
Jezusowymi. Korzystając z Archiwum IS PAN, stanowiącego
między innymi zbiór dosyć uszczegółowionych danych, po­
chodzących z systematycznej inwentaryzacji obiektów opraco­
wanych w „Katalogach Zabytków Sztuki w Polsce", odnalazłem
zaledwie dwa obrazy, w których występują aspekty zdarzenia
o jakim mówimy: w bydgoskiem w Koronowie (kościół pocysterski) aspekt samego uciszenia burzy i wiatrów i w Krośnie
w kościele parafialnym na obrazie z XVII w., zatytułowanym
Cudowne rozmnożenie ryb, aspekt małowierności św. Piotra,
tonącego w odmętach przed Jezusem, stojącym na brzegu (nie
na wodzie). Za plecami św. Piotra ukazana została łódź pod
zrefowanym żaglem, miotana falami, z sześcioma postaciami
49

12

w środku. Scena ta zajmuje tylko górną część, dokładnie do
połowy powierzchni 100*200 cm płótna, wydłużonego w pio­
nie. Natomiast w dolnej partii obrazu, na pierwszym planie,
siedzący Jezus w otoczeniu ośmiu postaci błogosławi gestem
pankratora małą rybę, leżącą na stole. To są oficjalne świadectwa,
udokumentowane w druku. Można mniemać, że jest ich w kraju
więcej — nie na tyle jednak, aby należało zmienić wypowiedziany
wcześniej sąd o sporadyczności występowania interesującego
nas tematu (słabego spopularyzowania go przez malarstwo).
Na koniec tych rozważań o naszej zasobności w sakralia
związane tematycznie z cudem Jezusowym nad Jeziorem Gene­
zaret pragnę powiedzieć, że w znanych mi krajowych ekspozyc­
jach (Muzea Narodowe w Warszawie, Krakowie, Poznaniu,
Diecezjalne w Płocku i Tarnowie), w ekspozycjach malarstwa
zachodnioeuropejskiego, bo i w nim należy poszukiwać obecno­
ści analizowanego tu wątku, nie spotkałem się z dziełem, które
bezpośrednio czy tylko pośrednio zaspokoiły oczekiwania bada­
cza. Dlatego z prawdziwą radością oglądałem w kolekcji Janiny
i Karola-Zbigniewa Porczyńskich dwa obrazy: malowany w po­
ziomie, pochodzący z galerii pałacowej, Holendra Paula Brila,
Rzym 1626 (73,5 x 101 cm); oraz malowany w pionie, półkoliście
zakończony, pochodzący z wystroju kościelnego, Włocha, Giovanniniego Battisty Pittoniego Młodszego, Wenecja 1767
(74,2x99,6 cm). Oba powstały u schyłku życia artystów. Tytuło­
wane są: Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret. Pierwszy
ukazuje zdarzenie w rozległym pejzażu, rozluźniając dziejącą się
akcję, natomiast drugi przybliża ją i dramatyzuje. Pittoni zrezyg­
nował z realiów pejzażowych, a także takich detalii jak klepki
w łodzi, maszt, zrefowany żagiel itd. Łódź w jego obrazie
wypełnia dziesięć postaci — nie zastygłych w akcie podziwu,
zdumienia — lecz miotanych namiętnościami walki z żywiołem
i jakby mimochodem postrzegających św. Piotra wyciągającego
ramiona do Jezusa, który mówi „czemu zwątpiłeś małej wiary".
We wcześniejszym obrazie Brila, św. Piotr ukazany jest w znacz­
nym oddaleniu od Jezusa w pozycji unoszenia się nad wodą (jest
to moment, kiedy „Piotr wyszedł z łodzi" — na zawołanie Jezusa
— 'Przyjdź!' — „i kroczył po wodzie"). W obrazie włoskim,
późniejszym, św. Piotr ukazany jest blisko Jezusa, który „podaje
mu rękę" w dalszym momencie zdarzenia, kiedy „na widok
silnego wiatu uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: 'Panie ratuj
mnie'!" Zwracam uwagę na te szczegóły albowiem obraz
krośnieński ma swe powinowactwo z wzorcem występującym
w dziele Brila (nawet łodzie z podwiniętymi żaglami i charak­
terystycznymi masztami są bardzo podobne; ponadto w jednym
i drugim obrazie Jezus ma rozchylone ramiona w geście przywo­
ływania—witania). Natomiast obydwa obrazy murzynowskie, to
wyeksponowanie — jak w dziele Pittoniego — ostatniej fazy
zdarzenia, najbardziej dramatycznej, w której Jezus zbliża się do
św. Piotra. U Pittoniego prawą ręką podtrzymuje dłoń św. Piotra.
W obrazie Gałęzy św. Piotr chwyta się rękami Jezusa, a on
obejmuje go prawym ramieniem. Piekarski wymyślił całkiem
własne rozwiązanie. Jezus i św. Piotr trzymają się oburącz,
dwiema dłońmi, mocno zaciśniętymi i wyciągniętymi przed
siebie. W obrazach Brila, Pittoniego oraz krośnieńskim Jezus stoi
na powierzchni wody (w dwóch pierwszych) i brzegu (w
ostatnim), boso lub w sandałach (u Pittoniego). Na obrazie
Gałęzy widzimy Jezusa boso stąpającego po powierzchni wody,
a na obrazie Piekarskiego, śmiało kroczącego na boska, również
nie zanurzając w wodzie nóg. Zachowanie Jezusa kontrastuje
z zanurzonym po kolana w wodzie św. Piotrem.
Alojzy Piekarski, który umarł mając 74 lata, pragnął żyć jak
najdłużej, aby dożyć —jak zwykł mawiać — tej chwili, kiedy ten
świat „będzie się rozpierniczał". Mimo więc swoistego kata­
strofizmu, a nieraz wręcz nihilizmu, przedłużył w Murzynowie
pamięć o wydarzeniu wzniosłym, optymistycznym, mającym nie
tylko wymiar konfesyjny, lecz również uniwersalny, dotyczący
ufności, wiary, trwałości i nienaruszalności wewnętrznych sta­
nów ducha, przyjętych zobowiązań, żywionych przekonań.
Obrazy Brila i Pittoniego są dziełami mistrzów, przy których
obrazy: krośnieński, koronowski i obydwa murzynowskie — ja20

�II. 3. Górna część obrazu Cudowny polów ryb, pot. XVII w. Krosno, kościół parafialny

wią się jako poczynania skromne, sprymitywizowane. Ksawery
Piwocki przypadki im podobne charakteryzował jako nierozłącznez nurtem rodzimym w rozwoju sztuki w Polsce. Nurt ten w swej
malarskiej, szczególnie religijnej, postaci wyróżnia się często
ekspresją dosyć sugestywną, lecz naiwną, nieraz intensywnym
klimatem, tchnącym wzruszającym prowincjonalizmem. Ale po­
nad tymi formalnymi cechami badacz dostrzega rzecz najistot­
niejszą, żywotność potrzeb powołujących, a nawet wymuszają­
cych w naszych czasach u artystów, bynajmniej nie spowitych
mistycyzmem katolickim, służenie mu z całym dobrodziejstwem
swego artystycznego inwentarza. Malarstwo kościelne — współ­
czesnych, głośnych malarzy — Przemysława Brykalskiego i J e ­
rzego Nowosielskiego oraz twórczość Stanisława Fijałkowskiego
— wydaje się — w pełni potwierdza tę sugestię.

Po tych przydługich i nu rżących szczegółami opisach, możemy
obecnie przejść do postawienia pytania o znaczeniu zasad­
niczym, ważnym dla rozumienia istotnych dla etnologii kategorii:
czasu, przemijania, pamięci, trwania, z jednej strony, i z drugiej,
rozumienia (wykorzystywania w pracach etnologicznych) faktu
historycznego, procesu przemian i ostatecznie świadomości
historycznej a świadomości mitycznej.
Pytanie tak by brzmiało:
Czy wyjątkowy (niepowtarzalny) charakter praktyki kultowoobrzędowej na Boże Ciało w Rokiciu, zgotowywanej przez
murzynowiaków co roku, praktyki, w której ważnym elementem
jest możliwość przemyśleń, tudzież doświadczenia krzepiących
emocji przed obrazem ukazującym Jezusa chodzącego po Jezio­

rze Genezaret, to zjawisko całkiem późnej proweniencji (związa­
ne z najnowszą historią), mające incydentalny charakter, jak ów
akt wykonania bezpośrednio po wojnie przez malarza Gałęzę
imponującego malowidła?
Czy też nie! Czy przypadkiem, a raczej dosyć niezwykłą,
chociaż naturalną koleją rzeczy, nie nastąpiło w 2 połowie XVI
wieku, względnie później, po śmierci Stanisława Murzynows­
kiego, autora pierwszego w kraju przekładu na język polski Pisma
świętego, sprowokowanie swego otoczenia przez bolejącą rodzi­
nę, może nawet rozpaczającą, ale też w najlepszym tego słowa
znaczeniu, dumną z dokonań swego reprezentanta. Czy nie było
to nakłonienie przez osoby z murzynowskiego dworu swych
poddanych, lecz też współparafian, do innego rodzaju kultu
Jezusowego, aniżeli ten, którego pospolicie doświadczamy do
dziś zarówno na wsi, jak i w mieście? Nakłonienie do aktu
pogłębionych rozmyślań, poważnego zastanawiania się, wręcz
kontemplacji i medytacji?
Styl, sposób potraktowania tematu w obrazie wykonanym
w 1946 roku przez Gałęzę, wskazuje że artysta mógł korzystać
z wzoru (innego obrazu) z XIX czy XVIII w., znajdującego się
w inwentarzu rokickiego kościoła, nawet z obrazu, z którego
korzystali kiedyś murzynowiacy przy wystawianiu swego orygi­
nalnego ołtarza na Boże Ciało. Swoista nonszalancja tej społe­
czności w podmienianiu obrazu obrazem, jeśli pierwszy uznany
został za nie spełniający już dostatecznie dekoracyjnej i reprezen­
tacyjnej roli, czyli podmienianie obrazu cenniejszego nie tak
cennym, lecz schlebiającym wyobrażeniom i gustom, nakazuje
dopuścić, że praktyka do jakiej się odwoływano między 1946
rokiem a końcem lat siedemdziesiątych należała do zwyczaju, że
posiadała tradycję. W przeszłości okresy między jedną a drugą
21

13

�II. 4. Giovannini Battista Pitoni Młodszy, Jezus chodzący po jeziorze Genezaret, ok. 1767 r.
Kolekcja Porczyńskich

podmianą mogły być znacznie dłuższe, wszelako nawiązywały do
konkretnego, inicjacyjnego faktu historycznego w odległej prze­
szłości; faktu, który można nazwać, sprowokowaniem, nakłonie­
niem, zadysponowaniem. U samych zaś podstaw historycznego
zdarzenia mogła zaistnieć —jak to bywało w zwyczaj u — wotyw­
na fundacja obrazu dokonana na samym początku przez Murzynowskich.
Przedstawiłem — jak mi się wydaje — dosyć przekonywujący
wywód, wsparty o analizę konkretnych faktów historycznych,
próbą wyjaśnienia genezy i rozwoju osobliwego zwyczaju religij­
nego, korzystającego z doniosłej formuły ikonicznej, zawartej
w obrazie Jezusa chodzącego po morzu. Nie znalazłem jednak
potwierdzenia u moich licznych rozmówców faktu istnienia przed
1946 rokiem adoracji w ołtarzu ustawianym przez murzynowiaków na Boże Ciało obrazu, który przypominałby dzieło malarza
Gałęzy. Wypowiedzi jakie otrzymywałem były mniej więcej takie:
22

— Wystawialiśmy obraz j a k i k o l w i e k (moje podkreślenie
J O ) , jaki kto dał.
— A jakie dawali?
— Nie pamiętam.
To stwierdzenie „nie pamiętam" (chociaż dotyczy czasu nie­
zbyt odległego, okresu międzywojennego) powtarzane uparcie
i z silnym przekonaniem, nigdy nie stwarzało w rozmowie — przy
próbie rekonstruowania zwyczaju — rozstrzygnięć alternatyw­
nych, czyli dopuszczających wcześniejszą niż 1946 rok obecność
w analizowanym kulcie nie jakiejś formuły ikonicznej ogólnej,
lecz ścisłej, z konkretnym cudem Jezusowym związanej, a nawią­
14

zującej do etosu Kiełbików i Uklejek — mian (przezwisk-przydomków) posiadanych przez murzynowiaków z tytułu ich dawnych
zajęć rybackich i wodniackich. I tu wstępujemy w nurt interp­
retacji niezależnej zupełnie od historii, w nurt kształtowania się
świadomości mitycznej; rodzenia się mitu na naszych oczach,
lekcważącego (nie dopuszczającego do obecności w świadomo­
ści) nawet faktów łatwo sprawdzalnych z teraźniejszościl Proces
ten (mitotwórczy) u niektórych reprezentantów badanej grupy
Kiełbików i Uklejek, wykluczy nawet istnienie w kulcie na Boże
Ciało jakiegoś ważnego obrazu przed tym, który namalował
Alojzy Piekarski pod koniec lat siedemdziesiątych! Mniemanie
o swym wybraństwie (nie znajduję lepszego słowa na określenie
wysokiego stopnia świadomości o posiadaniu przez daną społe­
czność cech wyróżniających się w stosunku do cech swoich
sąsiadów), wzmacniają opinie mieszkańców Duninowa, Siecienia, Uniejewa oraz Rokicia. Oto wypowiedź Stanisława Gerwatowskiego z Uniejewa, ur. w 1910 г., brata zmarłego przed laty,
cieszącego się wielkim uznaniem księdza, proboszcza w Gos­
tyninie:
„Murzynowiacy są inteligentni, dobrzy i uczciwi. Mieli zawsze
synów dobrych, grzecznych i inteligentnych... Może tylko Fabi­
szewski (Konstanty, osoba o niepospolitych talentach, pomys­
łach i wyobraźni, wodniak zawołany o niebywale pogodnym
usposobieniu — przyp. JO) miał takie swoje kawałki, lubił
pomarudzić, pokiepkować (niezłośliwie pożartować — przyp.
JO)".
Opinia ta i liczne jej podobne, koresponduje z wyjaśnianiem

�sobie — w kategoriach mitu — fenomenu murzynowskiego
ołtarza na Boże Ciało. Opinie te dopełnia i zarazem wyostrza
w istotnym kierunku sąd jednego z murzynowiaków — co jest
ważne — z pokolenia młodych. Mówi Mirosław Szatkowski:
— Murzynowiacy (w przeciwieństwie do współparafian,
uniejewiaków, myśliborzaków, więsławiaków, rębieliniaków, nie
mówiąc już o Dworusach-Orzykach, siecieniakach — przyp. JO)
UMIEJĄ SIĘ ZORGANIZOWAĆ.
A zatem posłuchajmy co — umiejący się zorganizować, in­
teligentni, dobrzy i uczciwi — mówią o swoim obrazie. Zdzisław
Caban, ur. w 1948 г., cieśla, stolarz, rolnik. Z tytułu stanu wciąż
wolnego, bezpośredniego usposobienia, świadczenia usług (na
samą wieś i okolicę), szczery gaduła, uznany być może za
pośrednika, czy łącznika wśród swych ziomków w tworzeniu
przez nich mitu. Ponadto, właśnie Zdzisław Caban, który dziedzi­
czył po ojcu umiejętności rzemieślnicze i warsztat stolarski,
sporządził podkład i ramę II obrazu, namalowanego przez Piekar­
skiego. Półkole na górze ramy przekształcił w łatwiejszy do
wykonania... trójkąt. Muzeum w Murzynowie odwiedzał setki
razy. Wielokrotnie przyjmowany był w nim przy stole, za którym
w odległości ok. 1,5 m wisi na ścianie obraz I, namalowany przez
Gałęzę:
— J a w Muzeum obrazu z Panem Jezusem nie widziałem
(stanowczo, bezdyskusyjnie).
— Wisi za stołem, przy którym nie raz siedziałeś.
— Możliwie, że tam wisi, ale nie widziałem. Ostatnie zdanie
wypowiedział nasz rozmówca z pokornym — dosyć mu charak­
terystycznym zawstydzeniem.
Matka Zdzisława, Klementyna, ur. w 1926 г.:
— Co jest na obrazie?
— Apostołowie.
— A pan Jezus?
— Pan Jezus jest z nimi.
— Gdzie?
— W łódce (niepewnie).
— I co oni tam robią?
— Jak to? Przecież łowią ryby.
Przyznasz szanowny Czytelniku, że to dosyć zaskakujące
wypowiedzi. Nie ulega kwestii, że słabo przylegają do wywołane­
go na wstępie opisu unikatowej i zarazem doniosłej postaci
adorowanego przez murzynowiaków na Boże Ciało ołtarza. Czy
wypowiedzi te mogą być uściśleniem pierwszej cechy, jaką
społeczność Murzynowa posiada w opinii sąsiadów? A może,
przytoczone wypowiedzi uznać należałoby za odosobnione?
Jan Wudarczyk, ur. w 1922 г., wieloletni robotnik stoczni
płockiej, rolnik, gospodarz najwyższego stopnia zapobiegliwości
i dbałości. Jedyny już we wsi, celebrujący systematycznie od­
ławianie, zbieranie i suszenie spławów na opał:
— Na tym obrazie, co go Piekarski namalował, to jest Pan
Jezus w łodzi.
— Co tam robi?
— Stoi i łapie ryby sieciąl
Krystyna Wudarczyk, ur. w 1926 г., żona Jana, matka trzech
wspaniałych córek i jednego syna. Kobieta wielkiej zacności
i dobroci, niebywale pracowita:
— Przed wojną to murzynowiacy ten obraz nad samą Wisłą na
dwóch łodziach wystawiali. Do obrazu samego się nie pod­
chodziło, bo był na wodzie.
— Na obrazie był przedstawiony Pan Jezus?
— Tak. Pan Jezus stał w łodzi i zarzucali te sieci.
— Z kim?
— Z apostołami. Bo to jest obraz rybacki, a Pan Jezus
i wszyscy apostołowie byli rybakami.
Państwo Wudarczykowie są najbliższymi (przez drogę) sąsia­
dami Muzeum. Pani Krystyna w 1989 r. dwukrotnie odwiedziła
Muzeum po odświeżeniu wnętrza i zmianie ekspozycji na zatytu­
łowaną: Muzeum Jednego Obrazu. Mogła więc przyjrzeć się
z bliska i dokładnie, co on przedstawia.
Franciszek Ziemiński, ur. w 1922 г., wieloletni sołtys, niezbyt
dbały gospodarz, również sąsiad Muzeum. Zawołany i jedyny
zarazem wędkarz we wsi. Odkąd trudno cokolwiek złowić na
wędkę, przerzucił się na łowienie ryb siecią. Z tego powodu,
codziennie od 3 lat, przychodzi w bezpośrednie sąsiedztwo

Muzeum, przy którym cumuje swą łódź. Przyznał z nieskrywaną
szczerością, że wzniosłego szyldu, przybitego do szczytowej
ściany (którą musi omijać) budynku muzealnego, nie czytał:
— Na obrazie jest św. Piotr na morzu.
— Co — panie sołtysie — robi?
— Siedzi w łódce, może ma sieci... Nie pamiętam.
— Z kim jest św. Piotr?
— Sam jest w łódce.
Jadwiga Ziemińska, ur. w 1930 г., żona sołtysa, prawdziwej
zacności kobieta, matka dwóch dzielnych córek i syna, lidera
zespołu muzycznego. Sama niegdyś często grająca na skrzyp­
cach. Wielkiej pogody ducha. Jedyna oratorka w majowych
śpiewach przed zrekonstruowaną przy Muzeum kapliczką:
— Na obrazie Piekarski namalował św. Piotra.
— Kogo jeszcze?
— Jeszcze może jakiegoś apostoła. Ale św. Piotra na pewno.
— I co on robi?
— Łowi ryby.
Szwagierka pani Jadwigi, Eugenia Karasiewicz, starsza o dwa
lata, mieszkająca na drugim końcu wsi, ma odmienną wizję
obrazu:
— Na obrazie jest łódka na morzu. W łódce siedzi Pan Jezus.
— Jest sam?
— Siedzi z kimś jeszcze, może ze św. Piotrem.
— Czy coś robią?
— Nie, nici
Siąsiadka Karasiewiczów, Józefa Torbicka, ur. w 1920 г.,
wdowa po kościelnym ś.p. Franciszku (Biskupie):
— Piekarski od męża nie chciał niczego. Bo to do kościoła
obraz.
— Co jest przedstawione na tym obrazie?
— Pan Jezus i św. Piotr. Siedzą sobie w łodzi.
— I co czynią?
— No, jak to co? Ryby przecież łapią.
Zatem często nie ma zgodności między bratem i siostrą, to
znów mężem i żoną, sąsiadami, kto jest w łodzi i co w niej robi.
Przeważa jednak zdecydowanie pogląd, że łowią ryby, św. Piotr,
apostołowie, nie wyłączając samego Jezusa. Czynią to siedząc,
w pozycji wygodnej, chciałoby się rzec, relaksowej („siedzą
sobie"). Ale interesująca nas redukacja zawiłości tematycznych
występujących w obrazie, może zostać rozszerzona na apos­
tołów, a nawet na św. Piotra. I wówczas relacjonująca treść
obrazu osoba, mówi tylko o jednej postaci.
Felicja Szymczakowa, najstarsza murzynowianka, ur. w 1908 r.
Od 1928 г., kiedy przybyła z Siecienia i wyszła za mąż za Józefa,
należy do stałych opiekunek ołtarza. Osoba niezwykłej żywotno­
ści i jasności umysłu, jak też pogody ducha. Nie dostrzega ona
różnicy — mimo osobistego zaangażowania przy ustawianiu
murzynowskiego ołtarza na Boże Ciało — między nim, a przy­
strajanymi figurami przydrożnymi przez rokiciaków i uniejewia­
ków. Dobiero przy pomocy uczestniczęcego w rozmowie wnuka
Mirosława Szatkowskiego (krzyczącego w jakimś momencie na
babcię, „czy babcia nie rozumie"?) udaje się jej uzmysłowić
różnicę między gorliwością jednych i drugich parafian:
— Na tym obrazie św. Piotr idzie po wodzie (pierwsza taka
wypowiedź!), a Pan Jezus — mnie się zdaje — stoi w łodzi...
— Czy to przypomina pani jakąś scenę z Pisma świętego?
— Nie, aleja codziennie czytam święte Pismo. Muszę codzien­
nie, nawet dwa razy dziennie chociażby kawałek przeczytać.
— No, no, no. (Wyrażam jak potrafię swój szczery podziw).
— Pan mi nie wierzy? (I na dowód przynosi Nowy Testament
wydany w Płocku w latach sześćdziesiątych. Stwierdza, że ma
nawet dwa Pisma święte).
Posłuchajmy obecnie rozmowy, w której po raz pierwszy
pojawi się stwierdzenie, że „Pan Jezus chodzi po wodzie". Zofia
Gurdzińska, ur. w 1918 г., wielkiej kultury osobistej, o bogatym
życiu wewnętrznym objętym pogłębioną refleksją. Matka dwóch
liczących się we wsi gospodarzy. Wdowa po Henryku, gos­
podarzu i szkutniku, osobie o najwyższym w grupie stopniu
świadomości jej dziejów. Oraz wnuczka Martyna, ur. w 1980 г.,
dziewczynka o dużej łatwości nawiązywania kontaktów. Roz­
mowa odbyła się w środku dnia w lecie po oderwaniu obydwu
osób od oglądania w telewizji Wichrów czasu:
15

�— W tym roku nie byłam na Boże Ciało w Rokiciu i obrazu nie
oglądałem.
— To zapraszam do Muzeum.
— To pan go ma?
— Tak, ten co się zniszczył.
(...) Długie, wymowne milczenie bez wyrażenia chęci od­
wiedzenia Muzeum. Po czym mówi o samym obrazie.
— J a nie wiem co on przedstawia. Chyba apostołów. Chyba
płyną w łodzi. Nie przyglądam się temu (dosyć butnie).
— Czy z apostołami jest Pan Jezus?
— Chyba tak.
— A św. Piotr?
— Na pewno! Chyba są w łodzi.
— Wcale nie! (włącza się Martyna). Pan Jezus chodzi po
wodzie.
— Dlaczego, co to oznacza?
— A bo ja wiem (z właściwą sobie pewnością siebie).
Córka Konstantego Fabiszewskiego, owego lubiącego pomarudzić, klepkującego murzynowiaka, ur. w 1921 г., Halina Ru­
dzińska, matka dwóch synów (jeden jest wziętym gospodarzem)
i córki, inżyniera budownictwa, należy do dwóch osób, które w
całej społeczności murzynowskiej, mają prawie zgodną z rzeczy­
wistą wizję obrazu Jezusa chodzącego po morzu. Wyjaśnia tę
pełniejszą swą wiedzę o obrazie zasługami ojca, wodniaka. Miał on
w zwyczaju zabierać ją ze sobą na barkę — kiedy była dzieckiem
— płynąc do Warszawy. Prowadził ją tam do kin i teatru:
Tam (na obrazie) jest cud ukazany. Pan Jezus uciszył burzę na
morzu.
— Na obrazie namalowany jest tylko Pan Jezus?
— Nie. Także apostołowie, ale nie pamiętam ilu. Św. Piotr jest
na pewno, bo on się bał i dlatego Pan Jezus uciszył burzę.
— Jak to wygląda?
— Pan Jezus jest w wodzie, ucisza burzę i uspakaja Św. Piotra.
— Jak?
— Jak? Nie pamiętam... Może go do siebie przygarnia... Nie
pamiętam.
— A apostołowie?
— Oni są w łódce.
— Łowią ryby?
— Nie, bo była przecież burza.
Nasza wyjątkowa rozmówczyni ma Pismo święte i —jak mówi
— czasami je czyta. Drugą osobą wyróżniającą się w przed­
stawianiu treści obrazu jest Janina Świdniakowa, ur. w 1920 r.
Wdowa po sławnym studniarzu (budował pierwsze we wsi
studnie). Niezwykle skromna, żyjąca samotnie. U Świdniaków
zatrzymywał się —jak pamiętamy — Stanisław Małkowski, „król
szyprów". I może ten fakt miał swoje znaczenie w uzyskaniu przez
panią Świdniakowa pełniejszej wiedzy o obrazie. Mówi bez
specjalnych indagnacji, z jakimi mógł Czytelnik zetknąć się
wcześniej, mówi naturalnie, pełnymi zdaniami, przekazując taką
informację:
Obraz dawny i Piekarskiego ukazują uciszenie burzy przez Pana
Jezusa. Pan Jezus stoi na wodzie. Są też na obrazie namalowani
rybacy, apostołowie, św. Piotr, jak w Ewangelii, której nie
pamiętam. Ale wiem, że św. Piotr wołał do Pana Jezusa — ratuj I
Wszechogarniający racjonalizm przekonań. Wbrew pozorom,
świadomość dwóch ostatnich rozmówczyń jest również przypo­
rządkowana dosyć surowemu myśleniu racjonalnemu, racjonali­
zmowi wyznawanemu i głoszonemu przez inne we wsi osoby,
ogół murzynowiaków. Myślenie abstrakcyjne — przy którym
mógłby być postrzegany element moralizatorski i ostatecznie
mistyczny — zawarty w Chodzeniu Jezusa po morzu — nie
występuje w żadnym z uzyskanych sądów. Cudowność chodze­
nia po powierzchni wody przez Jezusa dostrzeżona zostaje
wyłącznie przez dzieci. Nikt z rozmówców nie wspomina — co
jest niezwykle charakterystyczne — o słowach Jezusa o małowierności. Jeśli przywołane zostaje słowo z Ewangelii, to tylko owo
„ratuj", łatwo urealniające się we własnych doświadczeniach.
Słuchając wypowiedzi mówiących, co obraz murzynowski
przedstawia, obcujemy z wizjami rozchwianymi, a przy ustalaniu
realiów sprzecznymi ze sobą. Sądzę jednak, że wykształca się mit
o dosyć jednoznacznym sensie. Kodyfikują go wrażenia i ostate­
cznie zdecydowanie autorytarne poglądy dwóch osób (jednej po
siedemdziesiątce, drugiej po czterdziestce), będących ukrytymi
autorytetami we wsi. Obydwie są wykpiwane, a nie otaczane
16

— jakby można oczekiwać — stosownym szacunkiem. Stąd
— wydaje się — ich sądy mają mocniejsze podstawy zyskania
popularności i ostatecznie uznania.
Adam Małkowski, ur. w 1916 r. (przydomki Adalcio i Gramo­
fon), zatwardziały wyznawca gospodarzenia wedle przez siebie
sprawdzonych zasad (z reguły bardzo tradycyjnych). Niezwykle
surowych wymagań wobec siebie i innych. Regularnie prak­
tykujący, gorliwy katolik:
TO J E S T OBRAZ WYŁĄCZNIE RYBACKI I NA NIM NIE MA
ŻADNEGO ŚWIĘTEGO!
I oto ostatni z naszych rozmówców-opiniotwórców, a można
by również ten tytuł uzupełnić o słowo — m i t o t w ó r c a .
Bohdan Wojciech Iwański, ur. 1942 r. (W lokalnej balladzie: „syn
Roztropnego, uczył g... rosyjskiego"). Aktywny działacz PRON.
Redaktor naczelny powstałego w ramach reformy prasy „Nowe­
go Tygodnika Płockiego". Autor scenariuszy filmowych, w tym
znakomitego filmu krótkiego o wyobrażeniach dzieci na temat
życia pozaziemskiego (prod. 1990 r.) Jedyny we wsi z zarostem
(broda do pasa). Miłośnik roślin:
— Kiedyś widziałem ten obraz, dawno temu. To nie był obraz
Piekarskiego.
— No i co pan może powiedzieć o przekazie ideowym zawar­
tym w tym obrazie? — W łodzi jest Pan Jezus z apostołami.
— Dużo ich jest?
— Trzech, albo czterech.
— Dobrze, ale jaki kryje się w tym sens?
— APOTEOZA PRACYI BO TO J E S T OBRAZ RYBACKI.

Widzimy to, co chcemy zobaczyć, a nie to, co istnieje rzeczywi­
ście. Kiedy to piszę — chcąc nie chcąc — przyjmuję emitowany
przez któreś z mediów w pokoju przekaz o fresku z Faras,
przedstawiającym krzyż. Uczony z Muzeum Narodowego ujmu­
jącym głosem objaśnia ów krzyż. Widzi drzewo życia w wątlutkich gałązkach u podstawy; nieokreślone zwierzątka а p о к а I i p t y c z n e w lwim, orlim, bawolim i anielskim — wydawałoby się
powszechnie wiadomym — symbolizmie czterech ewangelistów;
a w sznurach dzwoneczków, zwisających z ramion krzyża,
element adoracyjny. Gdyby komentator był etnografem, użyłby
jeszcze — w przypadku tych dzwoneczków — terminu apotropeiczne. Badając symbole i mity sami je tworzymy. I ja
— niezbyt ufny wobec świata — korzystający nieraz z pocieszeń
murzynowiaka, Tomasza Cabana, „bądź ufny", „ufaj" — po­
strzegam jednak w malarskim ujęciu zdarzenia nad Jeziorem
Genezaret apoteozę — mającą sens uniwersalistyczny — bynaj­
mniej nie pracy, rybackiej zapobiegliwości, lecz czegoś zupełnie
innego, UFNOŚCI, WIARY. I gdyby nie potwierdzające me
postrzeganie sądy dwóch, trzech osób oraz wizje kilkorga dzieci,
miałbym podstawy mniemać, że tkwię w urojeniu. Tymczasem
mogę sądzić z całym przekonaniem, że jedno urojenie spowija
mit, tworzący się na mych oczach wokół badanego obrazu.
Uczestniczą w nim osoby bez wykształcenia i z wykształceniem,
katolicy, jedni gorliwsi inni obojętniejsi. Każdy na swój sposób
przyczynia się do powstawania kunsztownej struktury współ­
cześnie (racjonalnie) rozumianego cudu.
Posłuchajmy na koniec, jak brzmi w przekładzie Stanisława
Murzynowskiego fragment dotyczący cudu na Jeziorze Geneza­
ret z 14 rozdziału Ewangelii św. Mateusza: Oto po nakarmieniu
pięciu tysięcy „mężów okrom niewiast i dzieci" pięcioma chleba­
mi i dwoma rybami:
„A Jesus natychmiast przymusił ucznie swoie aby wsiedli
włódź iiachali przed niem na drugą stronę asz by on odprawił
rzesze. A gdy odprawił rzesze wszedł na górę osobno modlić się.
A gdy wieczór przyszedł był tam sam jeden, a łódź jusz na śrzód
morza była, (dręczona od wałów). Gdzie rei tesz wały bardzo
cięszko czynili. Bo był wiatr przeciwny. A Jesus czwartyi straży
nocnei szedł do nich (chodząc) idąc po morzu (i) któregoto
uirzawszy uczniowie, a on pomorzu idzie wstrwożyli się, rzeknąc
iże (mara abo widziało) obłuda iest i od boiaźni krzyknęli. A Jesus
hnetże przemówił do nich rzeknąc, bądźcie dobrei nadzieie ia żęm
iest nie lekaicie się. A Piotr odpowiadaiąc mu, iest powiedział.
Panie, ieśli żeś ty iest, kaszmi przyść do siebie po wodach. Gdzie
tesz on rzekł, chodź. A Piotr wy stąpiwszy złodzi, szedł po wodach

�chcąc przyść do Jesusa. A gdy baczył gwałtowny wiatr zlękł się
i począwszy się pogrążać krzyknął rzeknąc. Panie zachowai mie.
A Jesus natychmiast ściągnąwszy rękę zachfycił go i rzekł mu
małoufny czemuś (się zmyślą wodził) wątpił. A gdy oni wstąpili
włódź, ucichnął wiatr. Ci zaś którzy włodzi byli, przystąpiwszy,
dali mu chfałę rzeknąc, prawdziwieśsyn boży iest. I przewióswszy

sie przyszli do ziemie Genezareth. Gdzie tesz poznawszy go
mężowie mieśca onego, rozesłali po onemu wszystkiem okolicznem kraiu, i (przynieśli abo przyprowadzili) offiarowali mu
wszystki którzy się źle mieli, i prosili go żeby się aby tilko dotknęli
podołku odzienia iego. A którzy się kolwiek dotknęli a są
uzdrowieni" .
23

PRZYPISY
1

Evangelia Święta Pana lesusa Christusa Vedle Matthaeusza
Svietego z Greckiego ięzyka na Polski przełożona. W Królewcu
Pruskim 1551. Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, Dział
Starodruków, Pałac Potockich, sygn. p. 22, mikrofilmy 6009
i 1098. Por. Stanisław Rospond, Kultura językowa w Polsce XVI
w. I. Polemika poprawnościowa J . Małeckiego z J . Seklucjanem,
„Język Polski", R. XXI1,1937, s. 45—52.11, tamże, R. XXIV, 1939,
ss. 115—121; tenże. Kultura językowa na Pomorzu Mazowieckim
wXV/w., „Komunikaty Instytutu Mazurskiego w Olsztynie", R. II,
1948, NR 3 (21); tenże, Studia. Rękopiśmienne poprawki J.
Małeckiego na egzemplarzach Katechizmu J. Seklucjana oraz na
przekładzie S. Murzynowskiego Ewangelii św. (...) wedle Mateu­
sza św. (w:) Wypowiedzi o języku i stylu w okresie staropolskim
(do polowy XVIII w.), t. 2: Słownik, oprać. J . Puzynina, pod red.
M. R. Mayenowej, Wrocław 1963; Krystyna Podlaszewska, hasło
Małecki (w:), Słownik pracowników książki polskiej, PWN,
Warszawa—Łódź 1972, ss. 556—557
Jan Murzynowski, ojciec Stanisława, posiadał dwie niewiel­
kie wioski: Suszyce (sześciu chłopów, trzy zagrody i karczma),
dziś północna część Włocławka, przylegająca do Wisły (ulica
Suszycka), oraz Ruzowska (v. Rusowska, v. Rudzowska, v.
Różowska), dzisiaj zwanego Rudusk, nad rzeką i jeziorem Ruziec,
par. ruska (wieś Ruże). Z tytułu tych własności zarówno ojciec,
jak i syn korzystali z nazwisk: Suszycki, Ruzowski. Ale o trwałych
więzach z Murzynowem może świadczyć to, że pozostali ostate­
cznie przy nazwisku rodowym, Murzynowski, lub — kiedy
korzystali z nazwiska Suszycki —zaznaczali, że pochodzą z Murzynowa (Stanisław Murzynowski, pisząc list z Rusowska
w 1549 r. do księcia Albrechta w Królewcu, podpisał się
„Stanisław Suszycki z Murzynowa, szlachcic polski" i wycisnął
pieczęć z herbem Ogończyk, mającą inicjały S. M.! (Por. Stanis­
ław Murzynowski, Historyja żałosna a straszliwa o Franciszku
Spierze oraz Ortografija Polska, opracowali Janusz Małłek i Fran­
ciszek Pepłowski, Pojezierze Olsztyn 1974 (wyd. drugie 1986), s.
XVIII, XX i 101; Antoni Biliński, Szlachta ziemi dobrzyńskiej za
ostatnich Jagiellonów. Studium historyczno-heraldyczne. War­
szawa 1932, s. 115—116 i 178; Adolf Pawiński, Polska XVI
wieku pod względem geograficzno-statystycznym, t. I, War­
szawa 1883, s. 285 (Źród/a dziejowe, 1.12—13); Zenon Guidon,
Jan Powierski, Podziały administracyjne Kujaw i Ziemi dobrzyńs­
kiej w X///-X/V wieku, Warszawa—Poznań 1974, ryc. 2; Z.
Guidon, Mapy ziemi dobrzyńskiej w drugiej polowie XVI wieku. I.
Podziały administracyjne, II. Rozmieszczenie własności ziems­
kiej, Toruń 1967, s. 66
W każdej z trzech rodzinnych miejscowości, Stanisław Murzy­
nowski miał okazję poznać społeczność rybacką. W Murzynowie
i Suszycach mógł też obserwować żywioł wiatru i burzy na dużej
wodzie. Śledząc zaś wątki twórczości Murzynowskiego (najsil­
niej ujawnione w Historji żałosnej a straszliwej) odnosimy
wrażenie, że autor należał do głęboko refleksyjnych, wrażliwych
osobowości, dla których pojęcie zaufania (rozumianego naj­
szerzej) oraz roli Opatrzności w życiu osoby, stanowiło jedno
z najistotniejszych zagadnień etyczno-religijnych. Cud na Jezio­
rze Genezaret dotyczy tych właśnie zagadnień.
Cud na Jeziorze Genezaret poprzedza: Uciszenie burzy, który
wykorzystuje Jezus do wypowiedzenia słów: „Czemu bojaźliwi
jesteście, małej wiary?" (Mat. 8,23—27 oraz Mk 4,35—41 i Łk 8,
22—25).
Por. Blaise Cendrars, Gwiezdna wieża Eiffla (Nowy patron
lotnictwa), PIW, Warszawa 1971
Sytuację tę (społeczno gospodarczą wsi) uściślają miana,
Kiełbiki i Uklejki, nadawane murzynowiakom przez sąsiadów.
Aleksander Bruckner, Słownik etymologiczny języka pol­
skiego. Wiedza Powszechna, Warszawa 1970, s. 280
K. Podlaszewska, op. cit., s. 556—557
S. Rospond, Kultura języka..., a także inne prace tego
uczonego wymienione w przypisie 1. Reprodukcja pierwszej
strony Evangelii... w przekładzie Stanisława Murzynowskiego
często jest wykorzystywana w specjalistycznych opracowaniach
bibliotekoznawczych. Por. Słownik pracowników książki pol­
skiej, op. cit.; Drukarze dawnej Polski od XV do XVIII wieku,
opracowały Alodia Kawecka-Gryczowa oraz Krystyna Korotojowa, tom 4, Pomorze, Wrocław—Warszawa—Kraków, Ossoli­
neum 1962
J . Małłek i F. Pepłowski, op. cit., s. XXXII i następne,
dotyczące fonetyki, słowotwórstwa, fleksji, składni, słownictwa
3

3

4

6

6

7
8

9

i frazeologii (s. XLIX) oraz samego tłumaczenia — warsztatu
językowego, z jakiego korzystał Murzynowski.
Tamże, s. XXVI i XXVIII—XXXI
Tamże, s. XXIV.
Posiadamy w Polsce tylko 4 egzemplarze Nowego Tes­
tamentu Zupełnego, dwa w Warszawie (w tym jeden niekomplet­
ny). Biblioteka Narodowa, Plac Krasińskich, sygn. XVI Qu 6471
i XVI Qu 218 (bez pierwszych kart), mikrofilm 4067. Pozostałe
dwa znajdują się w Krakowie w Bibliotekach Uniwersytetu
Jagiellońskiego i Czartoryskich.
Dzieło wyprzedzające dokonania Jakuba Wujka o 40 lat!
pozostawało do 1906 roku uznawane za pracę Jana Seklucjana,
protestanta, groźnego inowiercę itd. Stanowiło zaś rezultat
zdumiewającej do dziś aktywności twórczej młodego Stanisława
Murzynowskiego. Wiedzę tę zawdzięczymy nieprawdopodobnej
dociekliwości, ks. I Warmińskiego, autora księgi: Andrzej Samuel
i Jan Seklucjan, Poznań 1906
Robert Musil, Trzy kobiety. Przełożyła Walentyna Kwaśniakowa, Czytelnik 1963, s. 58, 92
Żadne ze znanych mi opracowań europejskiej sztuki ludowej
(religijnej) nie ujawnia podobnego kultu. Prace najbardziej
kompetentnych w tej dziedzinie autorów, Richarda Andree oraz
Rudolfa Krissa, Huberta Krissa-Heinricha (Retenbecka), nie
dostarczają danych, pozwalających na weryfikację przedstawio­
nego poglądu.
Por. Halina Horodyska-Sadowska, „Kobyli"Kościół w Roki­
ciu. Wędrówki dialektologiczne po Mazowszu, „Notatki Płockie",
1968, nr 5, s. 18—19; Artur K. F. Wołosz, Romański kościół p. w.
św. Małgorzaty w Rokiciu, „Notatki Płockie", 1989, nr 1, s. 17—24
Mimo ofiarowania przez Stanisława i Zbigniewa Małkows­
kich ponad 70 kg złomu, mosiądzu i srebra, dzwony otrzymały
imiona nie ofiarodawców, lecz patronów kościoła w Rokiciu,
świętych Piotra i Pawła, oraz (dzwon drugi) Wacława (imię
proboszcza, Gałęzy).
Usunięto również elementy barokowego i późniejszego
wystroju kościoła, ambonę, liczne feretrony oraz dwa boczne
ołtarze z XIX-wiecznymi obrazami na płótnie św. Małgorzaty
(obraz w ołtarzu północnym) i Przemienienia Pańskiego (obraz
w ołtarzu południowym). Pozostał — jako zasłona — w ołtarzu
głównym (wschodnim) obraz, przedstawiający Matkę Boską
z Dzieciątkiem, trzymającym różaniec. Eksponowany jest od ok.
10 lat — w jedynym ołtarzu, głównym — obraz-kopia. Matki
Boskiej Częstochowskiej!
Wypowiedź Józefy Torbickiej, wdowy po kościelnym, ś.p.
Kazimierzu.
Por. „Katalog Zabytków Sztuki w Polsce", t. XIII, z. 7, Pow.
krośnieński, Krosno, Dukla i okolice, opracowanie Ewa Snieżyńska-Stolotowa i Franciszek Stolot, Warszawa 1977, s. 76, il. 231;
tamże, t. XI, z. 3. Dawne województwo bydgoskie, Bydgoszcz
i okolice, opracowali Tadeusz Chrzanowski i Marian Kornecki,
Warszawa 1977, s. 52, il. 127
Mat 14, 30—31 według Pisma Świętego Starego i Nowego
Testamentu, Pallottinum Poznań—Warszawa 1980
Przypuszczenie to wspierają, znajdujące się na strychu
plebanii w Rokiciu liczne obrazy, które usunięto wkrótce po
wojnie z wystroju kościoła. Najbliższe stylistycznie obrazowi
Gałęzy jest Przemienienie Pańskie, obraz pochodzący z dawnego,
południowego ołtarza rokickiego kościoła.
Ostatnią osobą, pamiętającą istnienie w Murzynowie dwor­
ku Murzynowskich (skromnego, dwuizbowego z sienią, par­
terowego, budynku drewnianego) i tym samym, prastarego rodu
szlachty polskiej, był niedawno zmarły Henryk Gurdziński (ur.
1905 г.). Swą wiedzę o lokalizacji dworku, a nawet głębokiej,
cembrowanej studni, a także owczarni dworskiej (dziś Mazowie­
ckie Obserwatorium Geograficzne WGiSR UW oraz piekarnia
Zenona Żuka) zawdzięczał babce, chłopce pańszczyźnianej.
Według danych, pochodzących z Akt Osobowych, Archiwum
Rokickiego (obecnie Diecezjalnego w Płocku) — Księga urodzin,
zaślubin i zgonów, 1758—1783, Murzynowscy opuścili wieś,
kiedy przeszła ona na własność dworu w Siecieniu. Od tego
momentu postępował nieubłaganie proces zapominania we wsi
o dworze, o swych „panach", potomkach rycerzy, Piotrze i Pawle,
Ogonach.
Evangelia..., capitulum XIII, karta LXVIII, verso i LXIX recto.
W nawiasach umieściłem uściślenia, znajdujące się na mar­
ginesach tych kart.
10
11

13

13

14

15

16

17

18

19

2 0

31

2 2

3 3

Fot.: Autor - il. 1, Witalis Wolny - il. 2-4

17
1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8262" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8242">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2c2fb5fc603fe3573f3ac276cbf76329.pdf</src>
        <authentication>904d40d50bd7833bbc852295f6c02937</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98745">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1656</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98747">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98749">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1533</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98750">
                <text>Język białoruski a białoruska świadomość narodowa (sytuacja w dwóch miasteczkach Republiki) / ETNOGRAFIA POLSKA 1999 t.43</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98751">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1999 t.43, s.214-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98753">
                <text>Biłas, Agata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98754">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98755">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98756">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="98757">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98761">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L I I I : 1999, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861

A G A T A BIŁAŚ

J Ę Z Y K BIAŁORUSKI A BIAŁORUSKA ŚWIADOMOŚĆ N A R O D O W A
(SYTUACJA W D W Ó C H M I A S T E C Z K A C H REPUBLIKI)

Po rozpadzie ZSRR Białoruś jako jedna z ostatnich republik ogłosiła
swoją niepodległość. Było to 21 sierpnia 1991 r. Początkowe posunięcia rządu
nowo utworzonego państwa dążyły do podkreślenia jego wartości narodo­
wych, związanych z kulturą białoruską. Działania te dotyczyły przede wszyst­
kim symboliki narodowej, szkolnictwa, działalności kulturalnej. W większości
szkół wprowadzono białoruski jako podstawowy język wykładowy, przyjęto
też historyczne godło i flagę - związane z XV-wiecznymi emblematami wojsk
białoruskich. Instytucje kulturalne zajęły się podnoszeniem świadomości oby­
wateli oraz popularyzacją kultury narodowej. Podjęto także próbę uwolnienia
opracowań poświęconych historii Białorusi od wpływów ideologii radzieckiej.
Ten okres aktywnej rebiałorutenizacji Republiki trwał do 1994 г., kiedy do
władzy doszedł aktualny prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka. Od tego
czasu sytuacja zaczęła się zmieniać, a białoruskie odrodzenie kulturalne,
w tym językowe, zostało zahamowane. W ogłoszonym 14 maja 1995 r. referen­
dum 83,3% głosujących opowiedziało się uznaniem równorzędności rosyj­
skiego i białoruskiego, nadając temu pierwszemu status języka urzędowego.
Wprowadzenie dwujęzyczności spowodowało powolne wypieranie białoruskie­
go przez rosyjski z urzędów, a także szkół. Zmianie uległ również stosunek do
historii. Rosję zaczęto ponownie przedstawiać wyłącznie jako sprzymierzeńca
Białorusi. W tym samym referendum głosowano także nad zmianą symboli
państwowych i , zgodnie z jego wynikami, zastąpiono historyczną flagę (biało-czerwono-białą) oraz godło (Pogoń) symboliką niewiele różniącą się od tej
z czasów Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.
ł

W trakcie swoich wcześniejszych badań na Białorusi spotykałam się z róż­
nymi poglądami na temat państwa białoruskiego i z różnym stosunkiem do
niego. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się tej problematyce, zwracając szczegól­
ną uwagę na stosunek Białorusinów do języka białoruskiego. Z moich rozmów
wynikało, że nastroje patriotyczne są najsilniejsze w Mińsku i innych dużych
miastach. Co prawda, zdecydowana większość mieszkańców stolicy, w tym

1

Dane według oficjalnego źródła białoruskiego: Centrwyborkomu.

�216

A G A T A BIŁAŚ

także zdeklarowani patrioci, posługuje się na co dzień rosyjskim, w tym
mieście jednak najwięcej jest osób postulujących wprowadzenie jednego języka
państwowego - białoruskiego. Jak mówili moi rozmówcy, sytuacja na wsi
wygląda zupełnie inaczej: ludzie posługują się na co dzień miejscowymi gwa­
rami (białoruskimi), ale osób opowiadających się za powszechnym używaniem
białoruskiego i przyjęciem go jako jedynego języka państwowego jest naj­
mniej. Dysponując takimi informacjami postanowiłam sprawdzić jak wygląda­
ją nastroje w niedużej miejscowości. W tym celu wybrałam Nieśwież i Kłeck,
dwa miasteczka obwodu mińskiego. Przeprowadziłam tam ok. 50 wywiadów
z Białorusinami, głównie inteligencją, ale także z osobami mniej wykształ­
conymi. Na moich rozmówców wybierałam najchętniej tzw. świadomych Bia­
łorusinów oraz pracowników kultury i oświaty. Postanowiłam dowiedzieć się,
jaki jest stosunek moich informatorów do języka białoruskiego, jak odnosi się
do niego, ich zdaniem, reszta społeczeństwa oraz gdzie szukają oni przyczyn
tego, że nie jest on powszechnie używany. Pytałam też o stosunek do symboli
narodowych, historii i aktualnej sytuacji Białorusi.
W Kłecku i w Nieświeżu białoruski jest obecnie podstawowym językiem
nauczania. W Nieświeżu tylko w jednej z czterech szkół lekcje prowadzone są
po rosyjsku. W Kłecku natomiast, we wszystkich trzech szkołach obowiązuje
język białoruski i tylko ostatnio (po przyjęciu ustawy o dwujęzyczności) w jednej
z nich zorganizowano klasy z rosyjskim jako wykładowym. Mieszkańcy Kiecka,
z którymi rozmawiałam, często podkreślali, że ich miasteczko jest miejscem
szczególnym pod względem dbałości o język białoruski: Ja uże nie raz skazał, szto
wot ety deputaty u nas w Wierchownom Sawiecie, katoryje nie rozmawiają po
biełarusku, a na mowie sąsiada, ja mówił, że niech oni przyjadą do Kłecka, pobędą
tutaj pół roku i będą rozmawiać po białorusku (Białorusin, prawosławny, 70 lat).
Nauczycielki białoruskiego mówiły z dumą: Pro nas Niuhilewicz, naszpaet [...] Jon
napisał wiersz, nam pryswiecił, naszemu horodu, szto u nas usio na biełaruskaj
mowie (Białorusinka, prawosławna, ok. 45 lat).
Inaczej jest w Nieświeżu, gdzie mimo szkół z wykładowym białoruskim nie
przywiązuje się dużej wagi do tego języka, podobnie zresztą jak do działalności
kulturalnej na rzecz białoruskości. Wydaje mi się, że przyczyn tego należy
szukać w inicjatywie władz rejonu kleckiego i ich stosunku do odrodzenia
Białorusi: No, realna, to szto, na primier w pasliednije gody u nas, na primier,
mnogije szkoły wiernuli sie k' biełaruskiemu jazyku. Wiernułi sie. Ot, na primier,
w naszym rajonie, w kleckam, nasze rukawodztwa, wot rajonu, ani paddzierżywajut biełaruskije szkoły i u nas nietu ruskich szkół w rajonie, nietu. Chacia do
etawa u nas uże, na primier, w Kleckie uże Het dwadcat nie było biełaruskaj
szkoły. A ot, piereszli, no to piereszli my poslie, z dziewianosta pierwowo goda na
biełaruski jeżyk tut w szkołach (Rosjanin, prawosławny, ok. 50 lat).
Istotną rolę w kształtowaniu świadomości społeczności lokalnych odgry­
wają domy kultury i biblioteki. Takie placówki istnieją i działają w obydwu
miasteczkach. Również one po 1991 r. rozpoczęły proces przechodzenia na
język białoruski: No, u nas, na primier, w bibliotekie szto? Wsio dzieła na

�JĘZYK B I A Ł O R U S K I A Ś W I A D O M O Ś Ć N A R O D O W A

217

biełaruskam jazykie. My uże piać Het nazad piereszli na eta (Rosjanin, prawo­
sławny, ok. 50 lat). Jednak, jak mi powiedziano, większość czytelników inte­
resują książki w języku rosyjskim: Ludzi prywykli czitać pa ruski, eta uże
mnoga, mnoga Het. No, raz eta wazrażdajetsa, to pajawliajutsja i takije ludzi
i wot, my sami chacim eta prapahandirować, i sami razmawliać na biełaruskaj
mowie, na swajoj i dobra eta wiedać, i wsio. No, ludzie pa ruski, kanieszna
prywykli (Rosjanka, ok. 40 lat, Nieśwież).
Niewielu moich rozmówców posługuje się na co dzień językiem białoruskim.
Mieszkańcy Nieświeża i Kiecka rozmawiają między sobą po rosyjsku z białoru­
skim akcentem lub w „zmieszanym" języku białorusko-rosyjsko-polskim. Stosu­
nek do białoruskiego, sposób jego postrzegania, zmienił się przez ostatnich kilka
lat: Mnohije Bielarusy, jakije nie umiejut hawarit na rodnaj mowie, ani zrozumieli,
szto ich ahermanili, ich oszukali. I jony uże kajut sia szto any uże dzieciej swoich nie
pasylali w bielaruskie szkoły i prasili, znaczyt, aswabadzić ad izuczenia radnowo
jazyka, jawliajtie, mnohije aswabadżali swoich dzieciej, Bielarusy, ad izuczenia
swajewo radnowo jazyka (Białorusin, prawosławny, 70 lat).
Nie można jednak powiedzieć, że używanie białoruskiego stało się teraz,
podobnie jak kiedyś rosyjskiego, synonimem wykształcenia i prestiżu. Chyba
niewielu Białorusinów postrzega rosyjski jako język obcy, język sąsiedniego
państwa. Wielu świadomych Białorusinów porozumiewa się nim na co dzień,
nawet jeżeli znają białoruski.
M o i rozmówcy różnili się stosunkiem do języka białoruskiego, a także
stosunkiem do symboli państwowych, niezależności Białorusi i do postaci
prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Wśród postaw, z którymi się zetknęłam
można zauważyć trzy wyjątkowo ciekawe, a równocześnie reprezentowane
przez większą liczbę osób: pierwsza wyróżnia się zdecydowanym poparciem
dla odrodzenia języka białoruskiego i niezależności Białorusi, historycznej
symboliki oraz sprzeciwem wobec prezydentury A. Łukaszenki. Drugą okreś­
liłam jako „patriotyzm z urzędu", ponieważ występuje ona wśród pracow­
ników kultury i oświaty (jest charakterystyczna tylko dla części z nich), została
wywołana zmianami w polityce kulturalnej państwa po 1991 roku. Trzecią
postawę cechuje obojętność wobec problemu języka państwowego, poparcie
dla polityki prezydenta i aktualnej symboliki Białorusi. Jak twierdzą „świa­
domi Białorusini", dotyczy ona głównie osób niewykształconych. Postawa ta
jest słabo reprezentowana w moich wywiadach.
Pierwsza z wyodrębnionych przeze mnie postaw mogłaby być określona
jako „bycie świadomym Białorusinem". Postawa ta często wiązana jest z przy­
należnością do Białoruskiego Frontu Narodowego. Jednakże niewielu z moich
rozmówców - świadomych Białorusinów - faktycznie sympatyzowało z tą
partią. Niektórzy z nich są zwolennikami innych partii, inni nie wiążą się
z żadną organizacją. Ponieważ jednak BFN jest jedyną liczącą się siłą opo­
wiadającą się po stronie odrodzenia kultury, języka i budowania państwo­
wości białoruskiej pod historycznymi symbolami, przy jednoczesnym sprze­
ciwie wobec prezydentury A. Łukaszenki, Białorusini będący zwolennikami

�218

AGATA BIŁAŚ

tych wartości są, automatycznie, uważani za sympatyków BFN. Przyjmuje się,
że świadomymi Białorusinami może być tylko inteligencja. Z moich badań
wynika, że tę postawę reprezentują także ludzie „prości", zwykli robotnicy
kołchozowi. Tak więc świadomymi 'Białorusinami są zarówno ludzie z wyż­
szym wykształceniem, jak też ze średnim czy podstawowym, choć tych pierw­
szych jest niewątpliwie najwięcej. Poziom wykształcenia wpływa natomiast na
sposób wyrażania poglądów. W wypowiedziach ludzi „prostych" najlepiej
widać ich związek emocjonalny z Białorusią. Wyrażają go za pomocą języka
silme nacechowanego uczuciowo: Biełarusia jest Bielarusia. I nie nada nikakich
...ja chaciu drużna sa wsiemi żyt. Drużna nada żyt sa wsiemi stronami. No,
swaja strana dałżna byt swaja. A nie tak! [...] Biełarusia dalżna byt swaja. Ja
każu, malieńkije strany wyżywajut, czamu Biełarusia nie magłaby wyżyt? Krasiwa strana i turisticzeskaja. I tiem bolie szto czieriez Biełaruś wies transport
z Rosji idziot. - Baba! Biełarusia żywię i budiet żyt! (Białorusinka, prawosław­
na, ok. 65 lat i jej syn ok. 30 lat).
Rozmówcy reprezentujący pierwszą postawę deklarują potrzebę jednego
języka państwowego, białoruskiego: No, a gasudarstwienny jazyk, kanieszna,
w Biełarusi dołżen byt biełaruski (Białorusin, prawosławny, ok. 45 lat);
No, wsio-taki w dzierżawie powinna dzierżawna mowa być adna (Białorusin,
prawosławny, ok. 45 lat). Wyrażają też chęć rozmawiania po białorusku:
No, chce sie żeby rozmawiać po biełarusku, żeby szkoły były biełoruskie chce
się. Choć nikt nie zapreszczajet. Choczesz w biełarusku idzi, choczesz w rusku.
No, chciała sie by bolsze biełaruskości. Swego czegoś chciało się by. Wy
chcecie polskiego wszystkiego, panie chcą, my też chcemy (Białorusinka, prawo­
sławna, ok. 65 lat).
Równocześnie nawet wśród osób deklarujących chęć upowszechnienia
języka białoruskiego niewiele jest takich, które posługują się nim na co dzień.
Osoby reprezentujące tę postawę podkreślają także znaczenie języka dla kul­
tury: Raz zachawajetsa mowa, znaczit budziet razwiwatsia i bahacieć kultura
naroda (Białorusin, prawosławny, ok. 45 lat).
Pozytywny stosunek do języka białoruskiego łączy się z chęcią przywróce­
nia biało-czerwono-białej flagi i godła Pogoni. Powrót do symboli historycz­
nych oznacza dla nich również odrodzenie narodowe i kulturalne: Gierb eta
wsiegda simbał rieżima, katory jest. Pa drugomu być nie możet. Paciemu pamieniałas Pagonia? Patamu szto cie wriemiena gierb nasil pryznaki, imienna nacjonalnowo, budziem hawarić, prosta biełaruskawo odradzenia Biełarusi. Wot, etot
Pagonia, on simboł nacjonalnowo odradzenia, a siejczas eta drugoj simboł
(Białorusinka, prawosławna, ok. 45 lat). I jeszcze jedna wypowiedź nauczycie­
la z białoruskiego gimnazjum: Nasze ucznie tak razumiejuć, szto nasz ściach,
toj ściach [biało-czerwono-biały], szto nasz gierb, eta gierb Pahonia, z jakim my
wychodzili na hrunwaldzku bitwu, z waszymi prodkami, z Litowcem, Ukraińcem,
suprać Kryżakam. Nasz (Białorusin, prawosławny, ok. 45 lat).
Charakterystyczne dla postawy pierwszego typu jest także twierdzenie
o konieczności uniezależnienia Białorusi od wpływów państw ościennych. Bia-

�JĘZYK B I A Ł O R U S K I A Ś W I A D O M O Ś Ć N A R O D O W A

219

łoruś, według tej grupy informatorów, powinna być niezależna. Jest to nie
tylko możliwe, ale wręcz konieczne.
Z wypowiedzi wyrażających potrzebę niezależności Białorusi można często
wywnioskować, że rozmówcy nie uważają jej za zupełnie wolną: Chacia nasz
prezydent haworit, szto my samastojne, na samaj sprawie, kali poczytać ustawu
połażenie ab etym sajuzie, to nie ka zrozumieć czy my samastojne, czy my znowu
siewierazapadnyj kraj (Białorusin, prawosławny, ok. 45 lat). W rozmowach
z osobami reprezentującymi postawę „świadomej białoruskości" uderza spo­
sób wypowiadania sądów na temat języka, kultury i państwa białoruskiego.
Słychać w nich wyraźne zaangażowanie uczuciowe, świadczące o silnych wię­
zach z białoruską tradycją narodową w szerokim rozumieniu.
Druga wyróżniona przeze mnie postawa również charakteryzuje się popar­
ciem dla odrodzenia i upowszechnienia języka białoruskiego, ale nie jest tak
silnie nacechowana emocjonalnie jak pierwsza. Poza tym wśród prezentują­
cych ją osób liczni są zwolennicy polityki prezydenta i aktualnej symboliki
państwowej. Jak już wspomniałam, jest ona częsta wśród pracowników oświa­
ty i kultury, którzy musieli dostosować się do nowej polityki w niezależnej
Republice. Osoby reprezentujące tę postawę, w przeciwieństwie do świado­
mych Białorusinów uważają, że stan świadomości narodowej w ich ojczyźnie
jest wystarczający: [...] dla haradżan absolutna balszost jony żywut w Biełarusi
i zwykła adczuwajut siebie Białarusami, tak jak i hramadzianin w kożnej krainie.
I nie wiedaju szto Francuz na siołnieszni dzień wielmi hwaluje etoj prabłiem, szto
on adczuwajet sia hramadzianinem Francji, u niewo druhije prabłiemy, prabliemy
asabiste, prabliemy pa robocie, jeszcze nieki tam prabliemy (Białorusinka, ok.
40 lat). Niemniej jednak rozmówcy podkreślają potrzebę znajomości historii
Białorusi i niezależności Republiki. Osoby należące do omawianej tu grupy
mają różny stosunek do symboli państwowych Białorusi oraz polityki pre­
zydenta. Zazwyczaj poparcie dla prezydenta pociąga za sobą poparcie dla
aktualnej symboliki państwowej, a z kolei sprzeciw wobec A. Łukaszenki
najczęściej łączy się z postulowaniem przywrócenia historycznego godła i flagi.
Trzecia postawa jest zupełnie różna od dwóch poprzednich. Osoby pre­
zentujące ją wykazują się całkowitą obojętnością wobec białoruskiego dzie­
dzictwa historycznego i brakiem potrzeby jego poznawania. Rozmówcy ci
podkreślają drugorzędne znaczenie języka narodowego dla kontaktów między­
ludzkich: Mnie każetsja, kakaja raznica jakij jazyk [...] Liż by był czieławiek
i um w gaławie. Na kakom skazał, na tom i razabrał (Białorusinka, prawo­
sławna, 47 lat). W wypowiedziach tej grupy informatorów słychać przekona­
nie o konieczności związku Białorusi z Rosją: Da, sajuza chocim wsie. [...]
A wsio-taki nam z Rasijaj budzie, Biełarusom lekcze żyć [...] (Białorusinka,
prawosławna, ok. 65 lat).
Wśród moich rozmówców niewiele jest osób, które by prezentowały oma­
wianą postawę. Bardzo często słyszałam jednak o niej od „świadomych Biało­
rusinów". Przywoływali ją, by wskazać przyczyny współczesnej sytuacji
państwa i narodu białoruskiego. Pojawiała się zawsze wtedy, gdy oceniano

�220

AGATA BIŁAŚ

zaangażowanie społeczeństwa w odrodzenie białoruskie, gdy poszukiwano źródeł
bierności znacznej części Białorusinów: Oj, aż nie magu. Sąsiedzi mówią: Mnie
iżby haraszo żyłoś. Kto by nie był (Polak, katolik ok. 75 lat); Ja znam mnoga
ludziej.ja daże udziwliena, szto prawda eta to, szto skazali pa telewizoru i radio. Eta
prawda szto napisali w haziecie. A mnienie sasiedow, pus ana sama w niom jest ana,
ano nie waspryniotsa. Takaja jiłasojia... (Białorusinka, prawosławna, ok. 45 lat).
Mówiąc o obojętnym stosunku do języka i kultury narodowej świadomi Białoru­
sini podkreślają przede wszystkim głębokie zaufanie wielu osób do prezydenta:
Eta on [prezydent] pamieniał [symbole państwowe], eta była biełaruskaja. On
pamieniał. Jeśli by on narysował byka z wymieniem, sztoby doić i ludzie pragłasawaliby (Polak, katolik, ok. 75 lat).
Według moich rozmówców takie podejście do własnego państwa i jego
języka spotyka się najczęściej wśród osób niewykształconych i nie interesują­
cych się polityką. Dla nich ważniejsze są aktualne problemy ekonomiczne: [...]
Lepszaja żyzń kali on [prezydent] budzie na biełaruskom jazyku. Jak nie była
etawo chleba, tak nie budziet. A jak on budzie hawaryć pa francuski, a daść
kusok chleba, tak [...] dla Biełarusow (Białorusin, prawosławny, ok. 65 lat);
Kakaja nam raznica? Haj i wasz pryjedzie Polak prawić, aby nam dawał pensji
na chleb. Kłopot nam z jakowo gasudarstwa budzie prawideł! Aby za naród szoł,
kab nam lekcze żyć było wsiewo (Białorusinka, prawosławna, ok. 65 lat).
Wydaje się, że zaprezentowane powyżej postawy występują powszechnie
w Republice. Potwierdzali to moi rozmówcy, odwołując się do własnych do­
świadczeń z podróży po Białorusi. Na podstawie tychże doświadczeń bardzo
często (głównie u świadomych Białorusinów) pojawiała się opinia o braku
woli odrodzenia narodowego. Jakie były lub są tego przyczyny? Powszechnie
szuka się ich przede wszystkim we współczesnej sytuacji polityczno-gospodarczej Białorusi, rzadziej w odległej historii. Być może związane jest to z, zauwa­
żaną zresztą, niewystarczającą bądź tendencyjną wiedzą na temat własnej
historii. Innym powodem (podawanym przez moich rozmówców) popierania
polityki władz i związku z Rosją oraz opowiadania się za symboliką przypo­
minającą tę z czasów BSSR jest przyzwyczajenie. Równie istotnym problemem
są oficjalne środki masowego przekazu (jedyne powszechnie dostępne), będące
dawniej narzędziem propagandy sowieckiej, a dzisiaj łukaszenkowskiej. Wyda­
je się jednak, że sama analiza aktualnej sytuacji polityczno-ekonomicznej nie
wystarczy, by zrozumieć brak widocznych powszechnie działań probiałoruskich. Białorusini wybrali inną drogę rozwoju niż pozostałe republiki byłego
ZSRR, dlatego przyczyn obecnej sytuacji trzeba poszukać głębiej. Wielu z mo­
ich rozmówców, zaangażowanych w problem białoruskiego odrodzenia naro­
dowego i kulturalnego uważa, że można je znaleźć w historii Białorusi. Jedną
z najistotniejszych jest brak tradycji państwowości. Z tego wynikała np.
polonizacja wyższych warstw społeczeństwa (w Wielkim Księstwie Litew­
skim). Późno powstała białoruska idea narodowa (koniec X I X w.). Dodat­
kowym problemem jest sprawa samej nazwy tych ziem. Jako Białoruś zaczęto
je określać dość późno, w dodatku używanie tej nazwy było zabronione

�JĘZYK B I A Ł O R U S K I A Ś W I A D O M O Ś Ć N A R O D O W A

221

w X I X w. (1840 r.) przez władze carskie. Odgrywało to także pewną rolę
w kształtowaniu specyficznej mentalności Białorusinów: Biełaruś takoj [...]
pa duszy cieławiek, szto jemu nada sztoby hto ta kamandował (Białorusin,
prawosławny, ok. 35 lat); Biełarusy pamiarkowne, Biełarusu
kamandujuć,
hrajuć tak, buduć skakać tak, aby dobra, aby cicha, aby spokojna [...] (Biało­
rusinka, ok. 40 lat).
Mentalność ta jest także związana, jak dowodzi jeden z moich rozmówców,
z obowiązującym na tych ziemiach przez wiele wieków prawem pańszczyźnianym:
No, w Polszczy nikagda nie była krypasnowo prawa. We wsiu istoriu nie była.
A w Ruś wsiegda. Značit raznica balszaja. Kryposnoje prawo, pańszczyzna [...]
Paetamu nie prywykli tak być swobodnym (Białorusin, prawosławny, ok. 45 lat).
Kolejną przyczyną jest brak Kościoła narodowego: No, kak taż Polsza...
wsio-taki, no wam pamahla relihia (Białorusinka, prawosławna, ok. 45 lat).
Ten problem chciałabym omówić szerzej. Być może szansę zostania Koś­
ciołem narodowym Białorusinów miał unityzm, który zdobył szerokie popar­
cie społeczne (w okresie od X V I do X V I I I w.). Dość szybko jednak zro­
zumiano, jak duże zagrożenie stanowił on dla prawosławia (ale też dla katoli­
cyzmu). Stąd polityka carska z początku X I X w. - drastycznie likwidująca
wszelkie przejawy unityzmu. Dopiero po 1991 r. podjęto próby reaktywowania
tego obrządku. Jest on jednak zbyt słaby, by stać się białoruskim Kościołem
narodowym. O wpływy na ziemiach obecnej Białorusi walczyły przez wieki dwa
Kościoły: prawosławny i katolicki. W każdym z nich obowiązuje inny język:
w cerkwi językiem liturgii jest starocerkiewnosłowiański, a językiem kazań
zazwyczaj rosyjski. W Kościele katolickim przez długi czas językiem obowiązu­
jącym był (po łacinie) polski. W roku 1991, bp Tadeusz Kondrusiewicz,
administrator apostolski, polecił wprowadzenie białoruskiego do liturgii Mszy
Św. wszędzie tam, gdzie pojawiły się takie prośby. Chciałam się dowiedzieć czy
używanie różnych języków w dwóch największych na Białorusi Kościołach ma
wpływ na stosunek do języka ojczystego Białorusinów. Okazało się, że świa­
domi Białorusini wyrażają swoje zadowolenie z polityki Kościoła katolickiego,
ale, ich zdaniem, nie ma to wpływu na poglądy wiernych.
Ponieważ, jak wynika z moich badań, świadoma białoruskość nie wy­
kształciła się u moich rozmówców dzięki polityce Kościoła (większość z nich
to prawosławni), ani nie została wpojona w szkole, która przez 50 lat prowa­
dziła politykę sowietyzacji i potępiania idei narodowych, rozumianych jako
nacjonalizm, musiała zrodzić się na skutek innych doświadczeń. Należy zau­
ważyć, że nie wszyscy „świadomi Białorusini" byli „świadomi" przez całe
swoje życie. Dla wielu problem identyfikacji narodowej powstał dopiero po
upadku ZSRR. Wtedy obywatele Białorusi, tak samo jak mieszkańcy innych
republik, musieli nauczyć się myśleć o sobie jak o mieszkańcach małego
państwa, a nie ogromnego mocarstwa. Co za tym idzie, musieli zrezygnować
z identyfikowania się z kulturą wielkiego obszaru zamieszkałego przez różne
narodowości, a zacząć poznawać lepiej swoją mniejszą ojczyznę. Polityka
państwowa prowadzona w latach 1991-1994 propagowała kulturę i język

�222

AGATA BIŁAŚ

białoruski. Wielu „świadomych Białorusinów" wybrało taką identyfikację
dzięki tej polityce. Inni wynieśli swoją białoruskość z domu rodzinnego.
Sytuaq'a języka białoruskiego na Białorusi nie jest dobra. Nie tylko dlatego,
że: w obszczem ta naród nie gawarit na niom (Białorusinka, prawosławna ok.
45 lat), ale przede wszystkim dlatego, że nie chce się tego nauczyć. Państwo
pozwala na posługiwanie się obcym językiem. W rzeczywistości jednak to nie
rosyjski jest językiem obcym dla wielu mieszkańców Białorusi, ale białoruski.
Polityka państwowa stawia zdecydowanych zwolenników języka białoruskiego
oraz odrodzenia narodowego na uboczu życia politycznego. Jakby kontynuując
politykę komunistyczną, potępia zdecydowane dążenia narodowe jako nacjona­
lizm. Słowo naqonalizm, jak dowiedziałam się od moich rozmówców, za czasów
ZSRR było wyjątkowo silnym oskarżeniem. Deklarowanie potrzeby ustanowienia
w państwie białoruskim tylko jednego języka państwowego (białoruskiego)
traktowane jest przez środki masowego przekazu, podporządkowane prezydento­
wi, jako przejaw nietolerancji. Jest to dość zręczne posuniecie, gdyż społeczeństwo
Białorusi po wielu latach propagandy sowieckiej bardzo się boi nietoleranqi. Nie
jest to jednak strach przed nietolerancją wobec własnych poglądów, ale strach
przed wmówionym zagrożeniem ze strony poglądów nietolerancyjnych.
Mówiąc o białoruskiej świadomości narodowej należy powiedzieć o „tutejszości". Kiedy w X I X w. zakazane było używanie słowa 'Białorusin', miesz­
kańcy tych ziem - mówiąc o sobie - określali się jako „tutejsi". Dziś deklarują
się oni jako Białorusini, uważając jednocześnie, że posługiwanie się językiem
białoruskim nie jest konieczne. Świadomość białoruska to z jednej strony
fakt, że obywatele Białorusi uważają się za członków narodu białoruskiego.
Z drugiej strony „świadomy Białorusin" to nie tylko członek społeczności
uważanej za naród, ale też zwolennik, propagator atrybutów tego narodu,
przede wszystkim języka, historii, w której się ten naród wykształcił, historycz­
nej symboliki, postulujący niezależność Białorusi. Taka świadoma białoru­
skość nie jest częsta, także w miasteczkach, w których prowadziłam swoje
badania. M o i rozmówcy wspominali o kompleksie mieszkańców miasteczek
i wsi w stosunku do dużych miast. Ich postawy są mniej odważne, raczej
oczekują „nowinek" lub zarządzeń ze stolicy. Kiedy osoba z prowincji jedzie
do Mińska, dookoła słyszy język rosyjski, białoruski - jej zdaniem - odbierany
jest jako język wsi. A jak podkreśla „świadoma Białorusinka": Jeśli u naroda
jest jazyk, to kanieszna jest i gardnost za swaju nacju, jest szto ta asobiennowa.
Jest panimanie, szto wot: ja Bielarus (Białorusinka, ok. 35 lat).

LITERATURA
D z w o n k o w s k i R.
1993
Kościół katolicki na Białorusi - przemiany i problemy, „Sprawy Narodowościowe",
T . I I , z. 1(2), Poznań, s. 163-175.
E b e r h a r d t P.
b.r.w.
Przemiany narodowościowe na Białorusi, edycja Spotkania, Warszawa.

�JĘZYK BIAŁORUSKI A ŚWIADOMOŚĆ NARODOWA

223

E n g e l k i n g A.
Nacje to znaczy grupy religijne, „Kultura i Społeczeństwo", nr 1, s. 109-139.
K a b z i ń s k a - S t a w a r z I.
1995
W kościele trzeba po polsku, „Fraza", nr 10, s. 73-79.
1996
Rozważania nad mitem słowiańskiej jedności, [w:] Konflikty etniczne, I.Kabzińska-Stawarz, S. Szynkiewicz (red.), Warszawa, s. 225-236.
1996a
Fenomen odrodzenia. Jeszcze raz o Kościele Rzymskokatolickim na Białorusi, „Rocz­
nik Wschodni", nr 3, s. 113-125.
Sajewicz M.
1993
Wyobrażenie ,,małej ojczyzny" w białoruskojęzycznych wspólnotach wiejskich na
Białostocczyźnie, [w:] Pojęcie ojczyzny we współczesnych językach europejskich,
J.Bartmiński (red.), Lublin, s. 125-139.
Smułkowa E.
1993
Problemy języków narodowych w praktyce religijnej na białorusko-pobkim pograniczu
etniczno kulturowym, [w:] Studia nad polszczyzną kresową, J. Rieger (red.), Т. VII,
s. 85-93.
W r ó b e l P.
1990
Kształtowanie się białoruskiej świadomości narodowej a Polska, Prace Instytutu
Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, nr 15, Warszawa.

A G A T A BIŁAŚ

T H E BELORUSSIAN L A N G U A G E
A N D B E L O R U S S I A N N A T I O N A L CONSCIOUSNESS
Summary
In 1991 Belorussia became an independent state and the authorities endeavoured to propa­
gate national language and culture. However, some years later Aleksander Łukaszenko became
the president and the process of national revival was set back again. He ordered the change of
national symbols of Belorussia to the ones resembling those of the Soviet republic. Russian was
introduced again as the second official language.
The problem of my study were the people's attitudes to these changes. The field research
concerned the communities of two little towns. Most of my respondents belonged to the "intelligent­
sia". They told me about their own attitudes to national problems and the attitudes of other people.
The attitudes that were described basing on these data can be classified into three types. The first
refers to the "nationally conscious" group, emotionally atached to Belorussian tradition, culture and
language. Another is typical for many people employed in education,in cultural activities. They
support Łukaszenko but they are also for cultural revival and the revival of the language.
The third type of attitude means total indifference to both the official language and national
tradition. It is characteristic to people of low education.
Belorussian language is not in common use in the country. Small is the knowledge of the
history of the nation, most people believe there is no need of such knowledge. There are several
determinants which have contributed to such situation, the country had a particular history, there
was no religion which could be considered ad "national church" (unlike in some other countries
of this part of Europe). The influence of official propaganda should be taken into account too,
and the specific mentality of the people on this area.
Those defined as the "conscious Belorussians" point at the importance of the language for
national revival even though the language is not commonly used.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�Zainteresowanym odległymi dziejami Polaków na Syberii polecamy
szczególnie dwie publikacje w wydaniu bibliofilskim,
oprawne w imitację skóry, ze złoceniami na okładkach,
drukowane na specjalnym papierze, zaopatrzone w ilustracje i mapy.

/. Dziennik Józefa Kopcia brygadiera wojsk polskich
(Z rękopisu Biblioteki Czartoryskich opracowali i wydali
A. Kuczyński i Z . Wójcik), Wrocław 1995 (cena: 22,00 zł)
J. Kopeć za udział w powstaniu kościuszkowskim został zesłany na Kamczatkę.
Książka ma charakter wspomnieniowy, przedstawia losy brygadiera na tle wy­
darzeń epoki; wiele miejsca zajmują opisy egzotycznej kultury ludów Syberii.

2. Diva polskie pamiętniki

£ Syberii XVII—XVIII

wiek

(Red. nauk. A. Kuczyński), Wrocław 1996 (cena: 20,00 zł)
Pierwsze polskie opisy Syberii autorstwa Adama Kamieńskiego-Dłużyka
(wiek X V I I ) i Ludwika Sienickiego (wiek X V I I I ) przebywających na zesłaniu
w Jakucji. Pamiętniki są opatrzone komentarzami historyków polskich i rosyj­
skich. Opisy dotyczą losów zesłańców, a także kultury syberyjskiej tubylców.
Zamówienia prosimy kierować na adres wydawcy:
POLSKIE TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE
ul. Szewska 36, 50-139 Wrocław
tel. 071/44-46-13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6537" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6517">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1704034272b5182fec9eb48de126df63.pdf</src>
        <authentication>47333e20da13590b78d7d081425e5e21</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77845">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2163</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77846">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77847">
                <text>komunikacja społeczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77848">
                <text>antropologia ciała</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77849">
                <text>antropologia komunikacji</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77850">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77851">
                <text>Język i ciało / LUD 1996 t.80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77852">
                <text>LUD 1996 t.80, s.129-144</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77853">
                <text>Brocki, Marcin</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77854">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77855">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77856">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77857">
                <text>Lud,

\L\RCIN

t.

80, 1996

BROCKI

'1;"ko/.I1;1\\ ClC Stud ium Doktoranckic
[ 1l1\\Crsylcl Wroci&lt;lIIski

O WZAJEMNYM

ZWIĄZKU

JĘZYK I CIAŁO.
DWÓCH SYSTEMÓW

SEMIOTYCZNYCH

Badania nad komunikacją kulturową, których częścią są obecne badania nad
..językiem ciała"' i komunikacją niewerbalną I, często posługują się wypracowan: mi \\ ramach językoznawstwa
metodami badall nad językiem w odniesieniu
dl) innych zjawisk kultury, które udaje się interpretować właśnie w perspekty\\ie komunikacyjnej.
Często też zaczynają przybierać postać poszukiwania
analogii w pozajęzykowych
systemach komunikacji.
W niniejszym artykule
pllstaram się pokazać jak ów proces adopcji i analogii rozwijał się w dyskusji
naci .jqykiem ciała", oraz jakie są ograniczenia dotychczasowych
badarl i możlillllści ich przełamania
na gruncie współczesnej
antropologii.
Wyjaśniam
raki.e zależności między językiem a gestami i próbuję odpowiedzieć na pytanie,
czy są one wystarczające, aby nazywać kod gestyczny ,językiem ciała", "mową
bez slów"'') Jakie są kulturowe reguły rządzące gestyką, czy są one analogiczne
do tych, które rządzą językiem naturalnym? Czy termin ,język ciała" jest
terminem opisowym. czy tylko pewną metaforą, która ma zbliżyć dwa różne
ś\\ iaty - "potoczności"
i "naukowości"?
Artykuł próbuje kwestie te omówić
i \\:jaśnić na przykładzie dyskusji teoretycznej,
toczącej się od lat 70. w
nbrębie kilku dyscyplin naukowych, m. in. semiotyki, lingwistyki, psychologii
i antropologii.
"Iowa a gesty
Jeśl i teoretyczne
zainteresowania
systemam i gestycznym i i językiem
znaków towarzyszyły refleksji nad językiem naturalnym od XVIII wieku, to
gestykulacja, rozum iana jako gesty towarzyszące
mowie, stała się tematem
retleksj i teoretycznej stosunkowo niedawno (Kendon, 1992, s. 225). Jeszcze na
PI)Cz&lt;\tkuXX wieku żadna z dziedzin nauk humanistycznych
nie zajmowała się
problemami związku gestu i mowy, nie zauważając po prostu problemu i jakiekolwiek w tym względzie kwestie tłumacząc psychologicznie
poprzez życie
\\e\\nętrzne ezlowieka i jego umysł. Oczywiście jest to związane z metafizyką,
"tóra legia u źródel całej współczesnej nauki, a mianowicie z kartezjal1skim
l ..Obćcllic··
ponicważ taka perspektywa
\\la~ci\\\Ill.icj
p0C/.'llkiclll są lay Sapira-Whortha
'J l.lld L

LXXIV

w dyskusji

nad kulturą
i strukluralizm.

ma krótką

historię

-

�130
rozdzieleniem
umysłu i ciała. Gest mógł być tylko zewnętrzną
powłoką dla
emocji i właściwie
tylko jako taki poddawał
się badaniom
i obscl"\\acji.
Podobne poglady spotykamy jednakże
również i dzisiaj. Jeszczc wcześniej
tłumaczono go w kategoriach teologicznych.
wyjaśniając.
że gest jest znakiem
stanu duszy.
Współcześnie
związek gestów z mową wydaje sit;:już na tyle silny i nic\\ątpliwy. że niektórzy badacze sądzą, iż dopiero .język ciała "V kontekście języka
naturalnego daje klucz do odpowiedn iego rozum ien ia sytuacj i i do odpc)\\'iedniego wobec tego działania. Bez względu na to co jcst mówionc. to język ciala
decyduje o rozumieniu prawdziwej sytuacji" (Fast, 1970. s. 166). Licznc badania semiotyczne
wykazały, że sygnały niewerbalne
mają pięciokrotnie
większe
oddziaływanie
niż werbalne, i w przypadku niezgodności
obu bierze się pod
uwagę informację
przekazywaną
niewerbalnie
jako tę prawdziw'l (patrz np.
Pease, 1992, s. 17; Lyons. 1984. s. 76 - 82; Fast, 1970. s. 17) - 180)
Gesty, które występują razem z mową, są od niej zależnc i na ogól z nia
symultaniczne,
nazywa się gestykulacją - jest to grupa zdccydowanie
najczęściej używanych przez nas gestów. Funkcje gestykulacji
próbuje się w:-ja~niać na różne sposoby. Z psychologicznego
punktu widzenia wydaje sit;: b:-ć
częścią wysiłku mówiącego w konstrukcji komunikatu językowgo.
W tym podejściu akcent pada na rolę i funkcję gestykulacji
w procesie interakcji.
sytuując wszelkie możliwości działania po stronie mówiącego
.. gest) kulacp
może jedynie wspomagać proces tworzenia właściwej wypowiedzi jqykO\\ej
Jednak są i takie opinie, że gestykulcja jest jedynie produktcm ubocznym dla
mówiącego
i nie ma wpływu na to co z komunikatu jest w stanic zrozumieć
odbiorca. Kendon twierdzi natomiast (i to stanowisko przyjmuję jako pocislawowe dla aktualnych
rozwaŻal)), że gestykulacja
pojawia się jako integralna
część indywidualnego
wysiłku w celu komunikacji.
a co więccj. C7t;:sto pelni
w tym procesie główną rolę. W gestykulacji
nic obserwujcmy
tego samego
materiału. który jest reprezentowany
w słownym skJadniku w)'powiecll.i - gest
n ie podwaja znaczen ia. Obserwujemy
część zawarlośc i wyrażen ia. która nie
jest (lub nie może być) reprezentowana
w sJowach, 'lic któr,! nadawca próbuje
jednak w jakiś sposób wyrazić. Niekiedy ,.nadawca" potrafi v"yrazić \\SZ)Sl~\)
to co chce słowami, np. przez teleron. W innym razie może chcieć lICZ:-nić
swoją wypowiedź bardziej ekspresyjną. Wtedy stara si&lt;; poprIcz gesty wyróżn ić
części dyskursu w pewne odcinki - podobnie jak to jest przy środkach fonctycznych. takich jak akcent, intonacja, pauzy - i nadać wiI.lIalml reprezentację
pewnym tylko aspektom wypowiedzi.
lub alternatywnie
stosuje gL'sl Lamia:&gt;l
mowy, pozwalając gestom grać rolę caJych wyrażel) (por.: Kendon. 1986. s. I::&gt;
13). Calbris przytacza przykłady z języka francuskicgo
potwierclzaj'lcc
powyższe stwierdzenia.
Zauważa, że klisze językowe lj. Oh /U /(f czy /liC' (fiC' (fiC'.
czy takie wyrażenia jak Comllle-ci COtr1IJ1C'-CU mają charakterystyczną.
100\arZ)szącą im formę gestyczną lub całkowicie je zast&lt;;plljąC&lt;l. k(()ra posiada slrllktllr~

�131

rytmiczną odpowiadającą
językowej. Np. szybkie potrząśnięcie
w górę i w dół
I-.;ką towarzyszy Aie {lie aie a rodzaj horyzontalnego
balansu w przód i w tył
towarzyszy COll7l/1e-ci cOl/ll/le-ca (patrz: Calbris, 1990, s. 168 - 169). Synchroninlcja gestu i mowy tworzy powtarzalną kliszę, stałą formę gestyczną, mogącą
zastąpić mowę. Pozwala to także na istnienie gestu bez gestu, czyli w obrębie
z\\ rotÓ\\ jFykowych,
które zachowały w swoim wnętrzu pozostałości
gestu
tekspresywnego. "Gest poddał się stopniowo semantyzacj i w związku z wejściem \\' obręb pewnego funkcjonującego
systemu semantycznego.
Następnie
mógl wypaść z jego leksyki, zatracając ścisły związek nazwowy z nim, ale
przechowal sit; wraz z kształtem i sensem semantyczno-funkcyjnym
jako odpo\\iedni zwrot językowy" (Jonca, 1984, s. 6). Zasada ta została po raz pierwszy
~formulowana przez Jousse'a
(Jousse, 1974) w postaci zasady formulizmu,
pl)Jętego tu jako jcdnostka
ekspresji, zapewniająca
przy niezmiennej
ilości
pCl\\tarzalnych, stereotypowych
form (słownych, gestycznych)
istnienie wielu
treści przez zestawianie form istniejących wciąż na nowo. Powtarzalność
i stereotypowość przenoszą daną formę daleko w czasie, a dzięki istnieniu kontinuum ekspresji (od ciała aż po język mówiony, który u Jousse'a jest dalszą
i późniejszą formą języka somatycznego),
gest może zamienić się w słowo.
Docierając do metafor zawartych w formułach (nazywanych
przez Jousse'a
3nalogemami) docieramy do ukrytych za nimi gestów. Współczesna
nieumiejetność odczytania związków podobiel1stwa między słowem i gestem wynika
z rozerwania tego związku przez cywilizację
pisma, jaką jest niewątpliwie
cywi Iizacja "nowożytnoeuropejska"
(por.: Abramowicz,
1979, s. 47).
Do jakiego stopnia mowa determinuje
nasze sposoby gestykulacji?
"Niezależnie od kultury słowa i gesty pojawiają się razem i z taką przewidywalnością,
że. jak twierdzi Birdwhistcll,
mająca pewną wprawę osoba będzie w stanie
,)kteślić tylko na podstawie głosu, jakie gesty wykonuje mówiący. W podobny
~posób Birdwhistcll
nauczył się określać tylko na podstawie samych gestów,
jah.im językiem mówi dana osoba" (Pease, 1922, s. 12). Ludzie gestykulują
zgodnie z intonacją danego języka i nie mogą gestykulować
inaczej. Ludzie
anglojęzyczni
poruszają się "po angielsku",
h iszpallskojęzyczn i "po hiszpal1sh.u" itd, a więc przynajmniej
część gestów (gestykulacja)
jest zsynchronizo\\ana z intonacją, współgra zjęzykiem (por.: Poyatos, 1975, s. 206 - 207). Wraz
ze zmianą języka w jakim się mówi, zmienia się także gestykulacja.
Efron
(1972), porównuji\C zachowania gestyczne Żydów i Włochów zamieszkałych
\\ USA, pokazał jak zmicnia się gestykulacja
wraz ze zmianą języka w jakim
~ię mówi. Kiedy dwie grupy mówiły we własnych językach,
gestykulowały
różnie, natomiast kiedy zaczynały mówić po angielsku, ich gesty stawały się
niemal identyczne. W obu grupach byli zarówno nowi imigranci (silnie przy\\ iązan i do tradycj i rodzimych), jak i ludzie zasymi lowani ze społeczet'tstwem
amcrykallskim. Gesty Żydów były bardziej jednostronne
i ograniczone. Łokieć
byl dla nich punktem podparcia, a ruchy raczej kanciaste i nierówne, gwałtow-

�132

ne. Gesty Włochów były obustronne i bardziej obszerne. Ramiona by/y tutaj
punktem oparcia, ruchy operowały szeroko na boki i byly bardziej okrągłe
w formie. Żydzi i Włosi zasymilowani nie różnili si&lt;; znacz'lco w sposobach
gestykulacji, a nawet nie było większych różnic między nimi a innymi zas~milowanymi grupami w USA (por.: Dittman, 1973, s. 243-244). Creider \\ysunął wn iosek, że organ izacja gestykulacj i za leży od stosowanego
\\ clanym
języku akcentu, a mniej od jednostek tonicznych CJone units") jęl.yka. Badając
Kipsigis z poludniowo-nilockiej
grupy językowej zauwa7yL że ,.fraz)' gestyczne" - analogiczne do fraz językowych - są mniej ciasno zorganizo\\ane
i bardziej zróżnicowane w relacji do jednostek tonicznych niż. to ma miejsce u Luo
z zachodnio-nilockiej
grupy językowej, czy Gussi z grupy językowej Bantu
U Kipsigis "akcent" frazy gestycznej nie jest slaly w stosumku do fraz języka
mówionego, odwrotnie niż u Luo czy Gussi, poniewai. u Kipsigis akcent ni,'
służy w sposób stały demarkacj i fraz języka mó\ovionego. AUlor s'ldzi. że różnice w gestykulacji są wynikiem różnej rytmiki języków (por.: Kendon. I C)X().
s. 16). Gesty występujące z mową służą rozdzieleniu potoku slc)\\. \\ sposóh
analogiczny do funkcji jaką spełniają intonacja czy pauzy w ję/yku naluraln~ m.
W klasyfikacj i gestów rąk i d/on i zaprezentowanej
przez Ekmana i Friesena
(1969), spotykamy tzw. "ilustratory",
czyli gesty njk towarzys/,\ce r07.1110\\ie.
Ich funkcją jest właśnie podkreślanie. akcentowanie lub spełnianie roli \\izualnej interpunkcji dla tego, co się mówi. Dodać by należa/o. żc gestykulacja
jak i catość języka ciała, podlega pod najwa7.niejsz)' z kontekst()\\. w,trunek
gestu - ciało. Kulturowa wizja ciała ma tutaj również swoją rolę, co najlepiej
oddają przykłady zmiany form gestykulacji, już nic Iwi,vanc I totalnym pi"/esunięciem calościowej wizji świata (od kultury do kultury). leCi w olm;bie tej
samej kultury, w związku z dokonującymi się ważnymi Imianami spokczn~ mi
Okazuje się mianowicie, że formy gestykulowania są nie lylko u/akżnione ll(J
stosowanego akcentu, od rytmu języka, lecz równiej od \Vyobrajel) na temal
ciala i związanych z tym reguł zachowania 2.
Gestykulacja związana jest z tym co mówione, jak mówione. \Vjakim .i1t'/~ku. stąd też i z kontekstu w jakim się pojawia bierze sil,: uklad pOS/Cleg()!Il: ch
gestów. kolejność. a także znaczen ie - nie jest ono wyn ik iem ..auIOIJl)IllIC/nego", znakowego charakteru gestu. Co więcej, samej gestykulacji nic da ~il,:\\
pełni odizolować od innych gestów. np. gcstów spontaniClnych. kt(·)rc \\ spo~c·'b
całościowy mogą wyrazić swoje znaczenie. czy gestów S) IllboliClnych. intencjonalnych, które posiadają ustaloną kulturową formę, czy na\Vcl od geSI\·)\\. lj.
2 Najlepszym pr/.ykJadell1 będą wcześniej IVspOll1ni'lnc grupy Wloch'·lIl i /\.k)lI.
II kl(\l1 ci
sposoby gestykulacji.
swoboda. szerokość ruch(lIv. więbza
u Wloch,·m. Il1nlCI'/;1 LI i.lci(\\\
zakży wlaśnie od silniejszej negacji ei,Jia u tych drugieJ1. odmienncl,'o lIyol1r;I/"llid kulllll(\IIC~\\
Cickawe jest również lO, że grupy c!niezne badanc IV NOllylll Yorku. l,'rup' o pocioiJm III ,Lilli",·
spokelnymubodLY. bez w/.ględu na ję/yk gestykuluj'l
podobnic
1;lk Ilic'· suge'li;1. /,
gestykulacja silniej zależ.y od wyohrażcli kulturowych. sposob,·m /1 cia. ni/ ,)d W/I b i ;Ikce'nt;:
wydaje się slusma. patrz: Fast. 1970. s. 177.

�133

\\ języku znaków, którc są bardziej analityczne niż całościowe,
i które funkcjonują \V analogiczny
sposób jak jednostki
leksykalne języka mówionego
(por.: Kendon 1986, s. 20 - 21). Gestykulacja przeplata się również przez różne
poziomy klasyFikacj i Ekmana i Friescna (1969), wskazując wszakże zawsze na
S\\ój integralny związek z mową w działaniu komunikacyjnym,
przywołując
analogię mi~dzy systemem języka a systcmem gestycznym.

System jp;yka a systemy gestyczne
Współczesne jY/.ykoznawstwo,
często w celach heurystycznych,
pojmuje
\\ szystk ie systemy komun ikacyjnc jako pokrewne w stosunku do języka naturalnego, jak systemy o podobnej strukturze"
dające się tak samo opisywać.
Szczególnie
pierwsze
odkrycia
dotyczące
systematyczności
i regularności
c\)c\ziennych /achow&lt;1I1 kinczycznych pozwoli/y na szybką adaptację i przekład
1l1elllc\ stosowanych
przy opisie i interpretacj i znaczell w języku na systemy
sestyczne. laczyto udowadniać,
że metafora "język ciała" jest jak najbardziej
upra\\niona .l, a wobec znalezienia dla tego języka gramatyki Ueszcze w latach
-o \\ icrzono, że taka gramatyka istn iejc) przestan ie być traktowana jedyn ie jak
1l1etafora. ladano sobie pytanie: jeśli gesty nie są wykonywane dowolnie, skoro
ich znaczenie. kodowanic. interpretacja
i ostateczne rozumienie gestu czy gesty~ulacii pocIlega ścislym regulom, a więc skoro tworzą pewien kod, to czy
L1pr~l\\n ione jest mówienie o "jltzyku gestów"? Wydawało się, że tak. N ie jest to
.Icclna~ nlcw'ltpliwe.
Czy zatem gcsly S'I zorganizowane
w .system Kestyczny. język znaków?
F~\\\ ~1. i.e gesty zorganizowane
są w systemy gestyczne,
języki znaków,
/,1/\\\ czaj wledy.
gdy ~omun ikacja mowna jest niemożl iwa bądź utrudn iona
(lnaki uiy\\ane
w studiach TV, na lotn isku, giddzie
itp.). "Term in ,system
.'..!cs/n::'llI jest używany na określenie systemów, w których liczba odmiennych
!tlrlll geS!ll\V maz zakres ich funkcji są ograniczone"
(Kendon, 1986, s. 8) - bez
pra\\ synlaktycznych.
Do tych systemów zaliczyć można na przykład gesty
~lut\htopO\\icll)\v.
gesly kierowców ciężarówek,
graczy w baseball itp. (patrz
IIp. Kellllon. 1986. s. 8: Ciołek, 1973, s. 59 - 80). Zdarza się, że stopicil
~~()IllplikO\\ (lnia owych
systemów
przypomina
skomplikowanie
języka
naturalnego. Mamy wlecly do czynienia z tzw. językami znaków, tworzących
kby~on znaków, ~t('lI'ych kombinacje zorganizowane
są wedlllg ścisłych reguł
S) nlaktYClnych.
Termin jI:::'J'k ::.naków używany jest na określenie
systemów
Illaj'lcych wiele rorm gestycznych
w swoim repeltuarze,
i których zakres
t'lIn~cj i n ie jest ogran iczony.
Do n ich zal iczam)' gesty głllchon iemych,
; (./\ li posiildilj'lcc

leksykolI i prilwa skladni .

.1 \\ ~111110plllllgiilakie: slanllwisKO przyimuje np. Williams. opierając sit;: na modelu dc
-;.lli"IIIC·11. kll\l\
pl1\\lldll\\Iii
llgl·aniuenic
i lwią/anie
jt;:zykowe (lingwistyczne)
teorii
I,ulllllll\\\ch
ti/i,i1ali lud/kich
gcstyki. 01'&lt;.11. nadanie jej matematycznej struktury (patrI:
\\ i11i&lt;1I1h.
1')7(».

�134

zakonników trapistów czy Aborygenów
w Australii (patrz np.: Kendon, ]986,
s. 8). Języki znaków są relatywne kulturowo lubli społecznie.
Są one często
uważane za alternatywne
w stosunku do języka mówionego,
jak np. je;zyk
australijskich
Aborygenów,
mnichów trapistów, czy Indian z Ameryki Pólnocnej. Lecz najbardziej zorganizowanym
spośród owych języków. którego strukturalna i syntaktyczna
charakterystyka
najbliższa jest tejże w języku mÓ\'vionym, jest język głuchoniemych.
Jednakże język ten jest całkowicie opart)' na
języku mówionym,
nie jest systemem
autonomicznym,
lecz podsystemem
języka naturalnego (Bitti, Poggi, 1993, s. 438 - 439). Właśnie przez te; \vłaściwość nie może być on badany jako system kinezyczny - nie jest systemem
pierwszego
poziomu komunikacyjnego,
tzn. jest wyderywowany
7 systemu
języka mówionego a nie z systemu kinezycznego,
nie jest oparty o cia lo. lecz
o mowę. Wyłącznie w tychże gestach Illożliwajest
pelna leksykalizacja
i istnienie praw syntaktycznych,
a więc istnienie pełnego repertuaru form gestycznych
funkcjonlljących
w zorganizowanych
zdaniach, podobnie jak to ma miejsce ze
słowami w języku mówionym (por.: Kendon. 1986. s. 23).
Jednak to na podstawie
badal1 nad językami
znaków (sighn languages).
traktując je jako formy modelowe,
starano się pokazać, że systematyczność
form gestycznych
i sposoby ich przekształcell
w działaniu komunikacyjnym
prowadzą do ich strukturalnej
i syntaktycznej
charakterystyki,
analogicznej do
tej, z jaką mamy do czynienia w wypadku języka mówionego
(Bitti. Poggi.
1993, s. 439). Semiotyka gestu, bazując na osiągnięciach językoznawstwa
i semiotyki strukturalnej,
próbowała
udowodnić,
że gesty tworzą system analogiczny do systemu języka, a tym samym, że w k inezyce można stosować
procedury
badawcze,
analogiczne
do tych stosowanych
w badaniu języka.
Ponieważ w podejściu strukturalnym
komunikacja tworzy ściśle zorganizowany
i zamknięty system społeczny funkcjonujący
na podstawie określonego zespolu
reguł, to skoro gestyka jest takim systemem, musi podlcgać regularnościom
i prawom podobnym innym systemom komunikacyjnym.
szczcgólnie. że system
języka wpływa na system gestów (gestykulacja),
a oba systcmy są wspólzależne
(Matusewicz,
1979, s. 332), będąc częścią systemu komunikacyjnego.
Wspólzależność obu systemów (języka i gestów), to że są częścią tego samego systemu komunikacyjnego,
uczyniła je dla Birdwhistella
podobnymi
- analogia
wywołuje podobiel1stwo:
"zachowania
kinezyczne
konstytuują
systcm komunikacyjny analogiczny do języka naturalnego, a metody lingwistyczne
są stosowane do badal1 nad językiem ciała, ponieważ system kinczyczny strukturyzllJe
zachowania
cielesne
człowieka
w sposób zbliżony
do tego. jak system
językowy strukturyzllje
strumień mowy w dźwięki, słowa, frazy. zdania" (cyt
za Goździak,
1987, s. 171; por. też: Matllsewicz,
1979, s. 332 - 333). Jc;zyk
ciała ma strukturę analogiczną do języka mówionego, ze względu na to, że jest
skomponowany
z ograniczonej
ilości (w każdym społeczcllstwic)
clcmcntó\\
dystynktywnych,
które są dzięki prawom kodowania możliwe do upor/ądko\\a-

�135

nia \\ faktycznie nieskol1czenie wiele regularnych (uporządkowanych)
kombinacji. które tworzą komunikatywny
aspekt ludzkich zachowall (Birdwhistell,
]971. s. 96).
Zarówno system języka, jak i system kinezyczny, są systemami infrakomun ikacyj nym i (czyi i podsystemam i całośc iowego, zi ntegrowanego
systemu komun ikacyj nego), n ie znaczącym i same w sobie lecz odnoszącym i się do siebie
\\ zajem i poza siebic, i jedynie we wzajemnych
powiązaniach
tworzą system
komunikacyjny, samc w sobie nim nie będąc.
Sam gcst nic jcst znakiem o analogicznej
strukturze do znaku językowego,
chociaż dajc się opisać w kategoriach binarnych. "Gdyby porównać morfologię
gestu I.e struktur,\ znaku de Saussure'a,
to na podobiel1stwo znaku słownego
można odnalcź.ć w geście: elcment znaczony ~ rzeczywistość
abstrakcyjna
lub
empirycznie dana, pojęcie. rzecz. stan - i element znaczący - wyobrażenie
rzeczy. czy poprawniej ..dzianie się rzeczy", zjawiska, jego uobecnianie"
(Jonca,
198-+. s. (j). Element znaczony wprowadza w geście konieczność partycypacj i
interpretatora w wypracowywaniu
sensu, angażuje jego kompetencję
kulturo\\ą. czyli powodujc.
że znaczenie nie jest elementem
biernym lecz czynnym
laChO\\aI1 komunikacyjnych
S
Wnioskami z bada,] kinezycznych,
które pozwoliły na strukturalną
analizę
gcstÓ\\ Birdwhistellowi
(1971), Bouissacowi (1973), Eco (1972) i innym, jest
to m. in .. że: żaden ruch ciała nie jest bez znaczenia w kontekście w jakim się
pl).ia\\ia. że postawy ciała, ruchy, ekspresje twarzy są uwzorowane
i dlatego
Ilwg'l być przedmiotem
systematycznej
analizy (por.: Hayes, 1972, s. 158) b.
Burclwhistell dzieli gest na:
..kin)"··
najmniejsze
jednostki
zauważalnego
działania,
analogiczne
do
f,)nó\\ .
kincm)"zbiór kinów, które mogą zastępować się wzajemnie, bez zmiany
gkl\\ nej interakcyjnej sekwencj i, analogicznie do fonemów,
kincmorfy-kompleks działall mających miejsce w różnych częściach ciała
naraz. analogicznie do morfemów,
kincmoł"femy - które tworzą klasę zastępowalnych
kinemorfów"
7.
Autor dodaje, że podział ten, chociaż efektywny
i użyteczny, ma służyć
t: Iko lak dlugo aż dopracujemy się lepszych metod analizy zachowaJ1.
Metoda opisu i badania gestów jest zapośredniczona
z językoznawstwa
:.trukturainego.
Należy gest odcieleśnić
(pozbawić kontekstu ciała) i odkryć
'i (ic,;1 &gt;alll \\ &gt;obic ni.: Illa znau.:nia.
co jak sąuz.,: najlatwi.:j zauważyć przy rozwiązywaniu
klll;II")\\ \\ idozo&lt;lClności gcstów (o C/.ym poniż.:j), i choć każdy gest jest potencjalnie binarny.
:1le Illac!\ \0. ic o\\a hinarność poudajc gotowy schemat interpretacyjny.
z pewnością nic jest
\\: ';1;IIC!aj;lc;1do lIkonslylllow;lIlia ,;i.,:znaczenia. Dopicro widz, int.:rpretator to znaczeni.: nadaje.
(. .lcdnak dll\louó\\ na analogi.; i odpowiedniość jt,:zyka i gestów nigdy nie udalo sit,: przed&gt;taII ie. II \ b/uj'lc
jedynic III i;l!.ki Illi.;d/.y tymi systemami. Chodziło IV gruncie rzeczy o wykazanie
I pr/~d Llkt;lllli). i.c strukturalnie
oha systemy się nie różnią (w sensie podobieństwa).
i ("' I. /.;r Ilay.:s.
1972. s. 159.

j\

�136
jego struktury formalne, nie przez opis i symboliczną
transkrypcj~,
lecz [\\0rzenie, przy pomocy aparatury
pomiarowej
rejestrującej
sekwencje
ruchu,
modeli ruchu, w oparciu o strukturę rozpisaną powyżej. W ten sposób ma się
uzyskać wyodrębnione
dynamiczne kontinuum, złożone z elementarnych jednostek ruchu (oznak kinezyeznych)
i stąd wn ioskuje się o zespołach syntagmatycznych gestu - z wielu drobnych jednostek
pozbawionych
sensu składa się
jednostka
większa posiadająca
sens. Dalej ustala się, drogą dedukcj i, podstawowe reguły składniowe
gestu przez relacje między kinemami.
Rolę regul
gramatycznych
pełnią tu uwarunkowania
biologiczne
i kulturowe
(por.'
Ratajczak, 1977, s. 153 - 156). Metoda ma pozwol ić stworzyć zestaw podstawowych jednostek
(coś w rodzaju słownika tworzywa gestów). oraz ustalić
reguły łączenia i przekształcell owych jednostek w konkretnym geście (konkretnej kulturze) w znaczące jednostki wyższego rzędu. ,Język gestów" ma być
ciągiem operacji o charakterze analogicznym
do języka naturalnego.
Je7elib~
istniał taki leksykon gestów i odpowiednie
prawa syntaktyczne
pozwalające na
tworzenie złożonych konstrukcji gestycznych, wówczas analogia języka i systemów gestycznych miałaby sens i byłaby prawomocna.
W przeciwnym \vypadku
musi zostać porzucona. Jednak, jeżeli nawet pozwolimy sobie na znajdowanie
analogii obu dyskutowanych
systemów, to słowa-gesty (np. wskazywanie.
znaczące "tam", "tu") nie są w stanie przez żadne operacje składniowe utworzyć
zdal1 gestycznych (np. "poszedł tam"), gdyż takie zdanie jest złożeniem kilku
nakładających
się kontekstów (np. słownego, sytuacyjncgo)
oraz jest całkiem
innym gestem (machnięcie wysoko uniesioną ręką w przód).
Traktowanie
wszelkich systemów komunikowania,
jako analogicznych
do
systemu języka, łączone było z automatycznym
przcnoszeniem
metod i tenninów z jednego systemu na inny. Na początku lat siedcmdziesiątych.
sam twórca
kinezyki wątpił w poprawność
takiego zabiegu (patrz: Birdwhistell.
1971s. 126-127; także: Dittman, 1972, s. 244), przyznając jednocześnie:
..Przez wicIe lat żywiłem nadzieję, że systematyczne
studia (nad zachowaniami
kinezycznymi - M.B.) ujawnią pewną hierarchiczną
zasadę, która pozwoli/aby
na
derywację
kinów z al1ykulacji, kinemorfów
z zespołu kinów, umożliwilab;.
także składanie kinemorfów - według pewnych zasad gramatycznych
- w coś.
co mogłoby być uważane za zdanie kinezyczne.
[ choć rezultaty niektórych
baclail wydają się być zachęcające,
zmuszony jestem stwierdzić, i.e cło kj por;.
nie byłem w stanie odkryć takiej gramatyki" (BirdwhistelL
197!, s. 1!8)

Semantyka gestu
Gdyby pokusić się na pochopny opis i anal izę pewnych zachow&lt;1I1 kinezycznych, wybranych
przypadkowo,
łatwo przyjąć i zauważyć,
że w ciągu
syntagmatycznym
w wielu gestach można wydziclić kilka faz. Podanie ręki
składa się z trzech faz: otwarcia - dotyku - zamknięcia.
PO\vitanie mil fazy:
zauważenia - dotyku (lub zbliżenia) - zamknięcia (np. objęcie, uścisk d/oni.

�137

pllCalunek). Blogoslawienic
panny młodej przed ślubem też składa się z trzech
laz. POlwierdzenie przez przytaknięcie
głową na "tak" ma również wyraźnie
laznaczające sil; trzy razy (oczywiście trzy fazy n ie są tu regułą): ruch w górę pozycja neutralna (taka sama jak przy "nie") - ruch w dół 8. W ciągu paradyg111atycznym. każda I raz daje się opisać za pomocą reguł binarnych opozycji:
góra - dój, z neutralną l"azą zawieszenia,
otwal1e - zamknięte, czy wewnątrz7e\\nątr7. Trój fazowość gestów, według Jousse' a, jest szczególnym,
naj istotniejszym elementem strukturalnym
wszelkich interakcji, przebiegających
wedlug schematu: podmiot dzialania - oddziaływanie
- przedmiot działania (por.:
.-\bralllowicz, 1979, s. 44). Jednak nie wszystkie gesty dają się w ten sposób
l..Jpisać (jedynie w ten sposób).
co więcej, w przeciwier'lstwie
do języka
naturalnego ("werbalnego")
konwencja
decydująca
a ostatecznym
znaczeniu
lblabia stale elementy struktury zachowania.
W większości wypadków a znaczeniu gestu decyduje szeroki kontekst jego pojawiania
się. Kontekstem
tym
nic jest jedynie przeciwstawiony
jednen1L1 gestowi inny gest, tak jak to jest
\\ przy padku cząsteczek
dźwiękowych
w języku mówionym,
a tak chciał
1')711mieć kontekst Leach (por.: Leach, 1989, s. 58), lecz bardzo złożony
kUlllplcks. W geście u odróżnieniu jednego znaczącego ruchu ciała od innego
nie (kcyduje wyłącznie wiązka cech dystynktywnych,
lecz bardziej - kulturowy
kunwkst jego wyst&lt;,:powania. Wiązka cech dystynktywnych
pojedynczego
gestu
zmienia si&lt;,:wral z kontekstem w jakim się pojawia. Okazuje się na przykład,
że ekspresje twarzy towarzyszące gestom rąk mają często za zadanie rozróżnianie Illaczell dwu identycznych gestów. Przy niezależnych
próbach przypisywania znaczell dwu tym samym gestom, którym towarzyszyła
inna mimika,
llkazalo silt. że badani rozróżniając znaczenia gestów brali pod uwagę mimikę
(Bini. Poggi. 1993, s. 453). Stąd Birdwhistell,
wychodząc
od najmniej szych
elementów ruchu, wyderywowanych
z kontekstu, nie potrafił stworzyć odpo\I iedniej
dla tak spreparowanego
systemu gramatyki. Stąd nawet gdyby jego
praca laczl;la się od jednostek
większych,
analogicznych
do wyrazu - kinel1lorfemów, tn i tak nie ma dla nich trwałych zasad łączenia w większe
.jednostki ... wypo\viedzi"
lub "zdania" 9.
Pojedynczy gest n;ki, czy np. brwi, niemal nigdy nie występuje jako fizycznL' dzialanie pewnego, jednego organu. Gest jest raczej złożony z wielu ekspresji narai: ekspresji twarzy, spojrzenia,
ułożenia brwi, ust, pozycji ciała,
rucil(')\\ ręki, ramion czy nóg (Grant, 1969, s. 535). O formie i sposobach interprelacj i gestu decydują też czynniki zewnętrzne,
takie jak: sytuacja (ten sam
gest może \v różnych sytuacjach znaczyć co innego), kontekst społeczny gestu,
!lp. inaczej gestykuluje polityk, aktor - wzmożona ekspresja - a inaczej ludzie,
l)d których uczekuje się opanowania
(por.: Kępiliski,
1977, s. l J), światos .Jakohson ( I')1;7) poddaje badaniu gesty na .,tak" i ..nie·'
&lt;kiln. \\ iasnil: takil: Illzy wyróżniając i na tym podziale opierając
') l'ozajy/.:bll1i
mak(l\v. () cZYlllwspominalcm
wcześniej.

systemie
analizy.

IV

europejskim

i bulgar-

�138
pogląd, symbolika i wyobrażenia ciała, towarzyszące
gestowi wypowiedzi i ich
paralingwistyczne
otoczenie.
Z jednej strony gest odsyła w ciągu znaczell coraz dalej poza siebie. z drugiej strony ma być maksymalnie prosty i jednoznaczny.
W lalo/eniu
ma naprowadzać na znaczenie szybciej niż słowo, ma minimalizować
inwarianty sensu.
"Musi on wyraźnie eksponować
cechę dystynktywną.
charakterystyczną
dla
danego zjawiska, przedmiotu
itp." (Jonca, 1984, s. 6). Steld możliwe są takie
sytuacje kiedy cały sens wypowiedzi jest odbierany z ..języka ciala". Cech;
dystynktywne,
wyeksponowane
przez ciało odsyłają dalej, już do bezpośredniego kontekstu związanego
z przedstawianą
ideą itp. Tak wir;c. aby ..zrozumieć, dlaczego wykonuje się takie a nie inne gesty, trzeba poznać tradycje.
które narzucają takie właśnie gesty" (Mauss, 1973, s. 549). l horyzontu możliwych znaczeI1, jakie przed interpretującym
rozpościera
tekst (gest). aktualizowane jest to, które jest sensowne w danym modelu kultury i da siy powiązać
z doświadczeniem.
Ilustracją powyższego
twierdzenia
mogą być choćby dwa
zestawy (listy) gestów a podobnym znaczeniu w różnych kulturach: zestaw La
BalTa (1972) i zestaw Conrada (1971), w których wyraźnie widać. pomimo
ogromnych luk metodologicznych
i technicznych
w przygotowanych
przez ilich
listach, że bez odpowiedniego
kulturowego zaplecza, zrozumienie wielu gestó\\
byłoby niemożliwe 10.
Skoro znaczenie gestu bierze się z kontekstu. musi on ukonstytuować
się
dopiero na korlcu wypowiedzi
(działan ia komun ikacyi nego), kiedy \\s/ystk ie
elementy kontekstu wystąpią. Może się zdarzyć. że kontekst kinezyClny łl1a
niewielkie znaczenie dla komunikatu, że działa tylko pewna ClęŚĆ ciala w sposób znaczący, nie angażując innych w komunikat. Dodatkowo do przestrzennej
organizacji
ruchu dołącza czasowa:
nie zawsze. nic w kai.dym momencie
właściwe jest kierowanie spojrzenia na partnera, a w innych momentach jest \(1
konieczne. Ostatecznie
gest staje się tym elementem gry. dzialania komunikacyjnego, który próbuje kierować interpretacją.
Interpretacja
gestu nic jest więc
interpretacją
czystego znaczenia ukrytego za działaniem.
Im bardziej kontekst
decyduje o znaczeniu, tym silniej tekst-gest odpada od intencji autora-naclel\\cy.
Znaczenie tekstu (tekstu kultury - a więc i gestu) zawsze wykracza poza znaczenie, jakie miał dla autora, dlatego interpretacja jest wytwar/.aniem
znacz&lt;;nia. Nie jest ono dowolnie wypracowywane.
Formułuje sit; w miart; przebiegu
interakcj i, na co zwracał uwagę Roland Barthes (1992, s. 194), i w miart; tego
procesu jest ujednoznaczniane
przez rozmaite nakładające się kontekst).
Oczywiście
analiza zachowaJ'l, przynajmniej
w celach heurystycznych,
powinna ograniczyć zakres branego pod uwagę kontekstu kulturowego.
ram. lecz
eliminacja ciała na rzecz mechaniki ruchów byłaby daleko id,\cylll. wrycz IllyląlO Relatywizm versus uniwersalizm
gestyczny omawiam w innym mi&lt;:.iscu. palr/.: Marcin
Brocki. Ku/lllra i natura. uwagi na marginesie h{n/OII IIi/d .l!(',I'/{/lIIi ... Polskil "/lub
Lutioll""
)994. nr l.

�139

e~ III uproszczeniem.
sama technika badar'J, oparta w głównej mierze o analizę
statycznych przedstawieó
graficznych,
eliminuje automatycznie
wiele możli\\yeh źródeł informacji, takich jak ruch, słowo czy ekspresje twarzy.
Gesty. w sposób oczywisty, nie istnieją poza ciałem, które jest warunkiem
Ich istnienia. a wraz z nim, poza kulturą i historią. Zatem wszystko, co jest
z\\ ią/ane / kulturow&lt;l wizją ciała, decyduje o znaczeniu gestów. Jeżeli prześledzimy dyskurs na temat ciała w różnych okresach historycznych
to okaże się,
że powstawał on zawsze w ścisłym związku z systemami gestycznymi.
W średnicmicczu cialo jest ,.ohydne". jest siedliskiem szatana, jest nieczyste i zepsute.
Stele!. co wie!ać choćby w ikonografii, ciało jest na ogół maksymalnie
zakryte,
Ilieruclwllle. Twarze pozbawione są mimiki, a postacie zamierają w stereotypo\\ ~eh pozacII. Człowiek gestykulujący
"przypomina
aktora z pogar'Jsk iego teatru. a takle opętanego przez delllona" (Le Goff, 1986, s. 223). Współczesny
d~skllrs ciała równicj. nie pozostaje bez wpływu na systemy gestyczne.
Jak
doskona Ie wykaza Ii Foucault ( 1994), czy Bauman (1995), nowoczesna represja
ciala i postawy kreowanc przez nowoczesne
pallstwo represjonowały
także
~esl Kon forlll iZIll. zasada "aby się nie wyróżn iać", spowodowały
(przynajIllniej w naszym kraju) znaczne uszczuplenie
roli gestu w życiu codziennym,
szczególnie
w sytuacjach
publicznych
(np. spotkar'J czy wystąpier'J), czego
z pe\\ności,\ doświadczył
niejeden rodak nagle znalazłszy
się w "wolnym"
S\\leCIC.
Obraz ciała zakodowany we frazeologii ludowej to głównie ciało w ruchu, a
\\ szelki ruch, działanie metaforyzowane
sąjako gest ("ruszać głową/palcem
nie
ruszy!"') (por. np.: Krawczyk,
1990, s. 144). Działanie jest metaforyzowane
.iako gest - dzięk i cialu, pon ieważ ciało jest pierwszym narzędziem metaforyLacji. Przestrzcl] również zostaje zorganizowana
w oparciu o strukturę eia/ą.
Jest rzutowanicm tcjże struktury na przestrzer'J. Człowiek porusza się w przestrzeni. \\ której głównymi osiami podziału są (wed/ug schematu cielesnego):
pil\n - poziom. przód - tył, góra - dół, prawo - lewo. Ponieważ przestrzell nie
jest neutralna kulturowo, gestyka nie pozostaje obojętna wobec tych schematów
przestr/.cnnych.
W prz.ypadkll systclllów kinezycznych,
wobec ieh złożoności, możemy mieć
dl) czynienia z sytuacjami podobnymi, z jakimi spotykamy się w języku naturalnym, np. z przesunięciem
znaczenia,
nieporozumieniem.
Owe przypadki
dobrze uzc\vnytr/.niają rzeczywiste relacje jakie mają miejsce w czasie "komunikacji gestycznej". Otóż tzw. "gest Kozakiewicza",
który w swej intencji miał
być pokazaniem "gdzie się zgina ręka", "wała" nieprzychylnej
publiczności
zgromadzonej
na moskiewskim
stadionie, stał się "gestem nadziei" - gestem,
który \Ycdlllg Jacka Olędzkiego służył poprawie samopoczucia,
sprzyjał zacho\\ an ill godności,
pomagał
ochraniać
tożsamość
zbiorową
Polaków
(por.:
Olęd/ki. 1991. s. 35 - 38). Znaczenie nadane gestowi przez nadawcę nie zawsze
jest tożsame z tym, jakie nadaje mu odbiorca. Nie zawsze kontekst nadawcy

�140
jest kontekstem odbiorcy. "Kiedy premier Wielkiej Brytaniipani Margaret
Thatcher - zrobiła palcami znak V (victory, co znaczy zwyciestv"o). aby poszczycić się triumfem wyborczym,
niebacznie pokazała kamerom telewizyjnym
tył ręki, strasząc tym samym brytyjską opinię publiczną gestem wielce nieskromnym"
(Goździak,
1981, s. 304). Oczywiście
była to pomyłka. SPO\\Odowana podobieI1stwem dwu skrajnie różnie interprctowanych
gestó\\ - kinl'l\\
(to, że została ostatecznie
odczytana jako pomyłka, bylo dzielcm uZlIpclniającego kontekstu, w tym wypadku zwycięskich
wyborów):
inna byla intencja
pani premier, inne jej rozumienie. Zdarza się jcdnak i tak, że ..dwa gesty. d\\ ie
miny, postawy, niosą to samo znaczenie, np. rozpacz wyraża sic,;zalamywaniell1
rąk lub rwaniem włosów z głowy, zdumienie - szerokim otwarciem oczu i (lub)
ust, lekceważenie - pokazywaniem języka lub wypięciem tylnej czyści cia/a. Ta
,jednoznaczność"
dwóch gestów może spowodować
ich wariantowe
pojawianie się w tym samym kontekście.
Tak stało się w wypadku przys/(1\\ ia
o chorobach, które "lekceważą"
wysiłki medycyny: ..Suchoty i puchlina .i9zyk
doktorom wypina, Rak, suchoty, puch Iina na doktora /.adek wypina" (Kra\\czyk, 1983, s. 142). W idać stąd, że synon im ia (efekt ekonom ii jyzyka) obecna
jest także w ,języku
ciała". Widać, że dwa gesty. których znaczenie je:.t
podobne, np. kciuk uniesiony do góry i znak V - .. Solidarnościowego··
I\\~cięstwa, są synonimiczne,
lecz ich znaczenie nic do kOllca jest tożsame. tzn. nie
do kOllca w pewnych okolicznościach
są wymiennc.
Inną cechą słów jest ich dwuznaczność.
Różne l.llaCZen ia s!cma l11og;l b;
semantyezn ie w pewien sposób powiązane. tzn. mogą. a Ie nie musz,\. pod7ielac
część znaczenia. Te zależności znajdujemy równie? w gestach. Wioski system
gestyczny
zawiera gesty V - uniesionych
dwóch palców. co raz znaczy
zwycięstwo,
innym razem "czy mogę wyjść". W polskim systemie gestycznym.
gesty te są zróżnicowane
w taki sposób, że w drugim przypadku
palce są
złączone. Natomiast
gest, w którym palce ułożone są jak w geście V. lecz
przykłada się je do ust, znaczy papierosa, chcę zapalić. da; mi papierosa itd.
Wydawać by się więc mogło, że mamy do czynienia z podobną wieloznacznością gestów jaką znajdujemy
w języku naturalnym . .Jednak okazuje sic:.
że dwuznaczność
gestów jest o wiele rzadsza niż w.i&lt;rzyku. Większość zaobserwowanych
gestycznych
dwuznaczności
wynikala raczej z zawr;iania kontekstu obserwacji niż z faktycznej jej obecności. Chodzi o to. żc pojcdynczemu
gestowi, np. ręki podawanej
w geście powitania.
towarzyszy
s/ercg innych
gestów (np. mimika twarzy czy ruchy nóg, pleców) i szereg innych czynnikó\\.
które wyjaśniają znaczenie, dzięki którym znaczenie może być odczytane. Np ..
wracając do włoskiego systemu gestycznego,
ten sam gest uniesionych d\\óch
palców w "V" - przy wysoko uniesioncj ręec znaczy Iwycic:stwo. a przy ręce
uniesionej nisko służy wyrażaniu wstydu (Bitti, Poggi, 1993, s. 44:").
Znowu pojawiają się analogie między językiem
naturalnym
a gcstami w obu systemach dwuznaczności
są minimalizowane
przez kontekst. \Vobec

c

�141

tego możnaby powiedzieć,
że istnieją pewne ekspresje twarzy, postawy, które
są niezależne od gestów rąk, lecz tworzą dla nich kontekst w określonych
5: tuacjach, dzięki czemu możliwa jest raz dwuznaczność, za innym razem
jednoznaczne
znaczenie. Z drugiej strony, skoro kontekst determinuje
znaczenie gestu, skoro ogranicza rozplenianie
się znaczell w nieskoI1czoność,
to czy
nie przynależy on już do gestu') W tym wypadku znika problem dwuznaczności
gestll\\. pon ieważ jeżel i towarzyszy gestowi, który go ujednoznaczn ia, to wszela"a pojawiająca
si&lt;; dwuznaczność
musi wynikać z błędów obserwacji,
nie
brania pod uwagc;: wszystkich
czynników.
W efekcie takiego
stanowiska,
\\szdkil analogia między językiem naturalnym a systemem gestycznym nie jest
pra\\Ollloena.
ponieważ
są one wewnętrznie
różne. Faktyczny
stan badaI1
\\skazuje jednak. j.e istnieją takie gesty, które wraz z towarzyszącymi
im
slo\\ami lub jako jeden sygnał tworzą "zdanie",
są też takie, które znaczą
Jedynie część zdania i wymagają kontekstu, aby ten wyposażył je w znaczenia
(patrz: Billi. Poggi, 1993, s. 446 - 447).
CI.y więc, wraeaj&lt;\e do wyjściowego pytania, możemy mówić o języku ciała.
ajeżeli tak. to w jakim sensie?
Wspóleześnie jc;:zykoznawcy uważają, że systemy semiotyczne
nie dają się
sprowadzić jeden do drugiego,
że nie ma między nimi synonimii
(po •..:
Benveniste,
1977, s. 22). Poza tym, w językach naturalnych z ograniczonej
i lośc i znaków można generować n ieogran iczoną liczbę zdaI1, kod gestyczny
takiej wlaściwości
nie posiada.
Nie można łączyć gestów
przez proste
zSl!!l1()\\anic \\ większe jednostki
przypominające
zdania,
które przez to
zl'lczenie otrzymywalyby
nowy sens. Znaczy to, że znaczenie
komunikatu
gestycznego konstytuuje
się na kOI1cU ,.wypowiedzi",
jest wytwarzane
a nie
dane i nierozd7.ielne od kontekstu spoza gestu. Znak językowy odnosi się wewnątrz sY'stemu do innych znaków językowych,
swoje znaczenie bierze z przeci\\stawienia
innym znakom w ramach tego samego systemu. Gest natomiast
\\: "racza poza wlasny system. Swoje znaczenie bierze z odniesiell do innych
zna "ów \\ obrc;:bie innych "systemów",
z referencji, nie z odniesieI1 w ramach
KOelUgestycznego.
Regula ta zostaje po części zarejestrowana
we frazeologizmach gestycznych,
które utrwalają
gesty typowe dla określonych
stanów,
a więc rejestrują
prawidlowości,
odnosząc
gest do rzeczywistości
spoza
systemu gestycznego
(por.: Krawczyk,
1983, s. 138-143). Strukturę
gestu
stanowi syntetyczna konstrukcja
wypowiedzi
(gest i towarzyszące
konteksty),
Którą 1l10żnaby nazwać "wypowiedzią"
czy "wyrażeniem
gestycznym",
lecz
\\ygoelniej p%stać
nadal przy "geście", zdając sobie sprawę z nowej notacji
tego terminu. Rozbicie gestu na jednostki
dyskretne, "odcieleśnienie"
gestu,
interpretowanie
go w oparciu o modele oparte na opisie samej mechaniki
ruch{m. nic pozwala na odniesienie do całościowego
kontekstu, stąd wniosek,
ze ..jęZyK ciala" jest jedynie metaforą, która próbuje włączyć się w wysiłek
tlumacz.en ia wn iosków nauki na język potoczny.

�142
BIBLIOGRAFIA
Abramowicz
1979

M.
Formu/y i gesly w komunikacji
23. nr l -.1. s. 4.1 - 5 I.

uslnej

według

:II ./ou.l'se

'0...

I.itenltUl'd ludolId"

R.

Barthes R.
1970
Mil i =nak. Warszawa.
Bauman Z.
1995
Cia/o i pr=emoc w obliC=II punowoc=esnu.l:ci.
Toruli.
Benveniste E.
1977
Semi%giaję=yka.
w: Znak, styl, konwencja. pod red. M. (iIO\\iliskego. WarS/all'l.
Birdwhistell R.
1971
Kinesic.~ and Conlex!. Esseys on 130((11 MotIOn ('oIllIllUJlicatiOJl. londolI.
Bitti P. E.• Poggi I.
199.1
Symholic
Nunverha/
Behavior:
liI/king
71mJII,\!,h (;1'.\1111'1'.1'. II: l-'illul{l/lIeIl/O/s ut
Nonverbal
Behaviur. poci rcd. R. Fcldllldra. B. Rime·d. Cdmhridge. ,4.1.1 - 4~7.
Bouissac P.
197.1
1.0 Mesllre des gestes. l'rulogulIlenes
i, III semiotille gestlle//e. The Ilaguc I l)?:;.
Calbris G
1990
The S'el1llotics of French Gesture. Bloomington.
Ciolek T. M.
197.1
Materiały do alchemii gestóH'. "Elnogralia
Polska" l. 17. /. 2. s. 5') - XO.
Conrad J.
Człuwiek. Rasa. Kultura, Warszawa.
1971
Dul R.
199.1
Gesl w wysuljJieniach
p/lblic=nych.
II': Kllltllrll\lT \lTlllillr IJr=elllill// .\,!}(JI"'="H·h.
pod rcd. A. .Iawlowskiej. M. Kempnego, E. Tarko\Vskicj. W:llvalla.
Eco U.
Pej=a:: semiotycny.
Warszawa.
1971
Eli'on D.
1972
Gesture, Race and CII/tllre. Den Ilaag.
Ekman P .. Friescn W.
1969
Tile Repertoire' a/Nonverbal
Belwvior. "Semioti~a"
vol. 4. :o~. s. .jl) - Xl)
Fast .I.
Body IBngIlagl'.
Ncw York.
1970
Foucault M.
/l!ad=urowlIC' i karaC'. /l!arod=iny wię=ienill. Wars/.a\\&lt;l.
1994
Go7.d7.iak E.
GestIIres. 7heir Origin and DistrihlltiOJl. rec.. "I ,ud" t. (l.~.s. .102 - .104.
1981
Kine=yka. w: Słownik etn%gic=ny,
pod rcd. Z. StaSZe/ak. \A,I;lrs/a\\·,1. s. 170-172.
1987
Grant E. C.
Hllman Facial E'pression.
"Man" vol. 4. no 4. s. ~2~ - ~3()
1969
Ilaycs A. S.
Paralingllistics
and Kinesics, w: ApIJrollc!ll's lu Sellliolic.
pod Inl. T. S. Sehcoh::i.
1972
The Hague.
Jakobson R.
1989
HI po.cukiwaniu
iSlOty ję=yka. t. I. Warszawa.
Jonca M.
1984
Semiotyka ges/u, "Studenckie
Prace aukowe.
auki IluJl1anislyunc"
I I. s .j-').
Joussc M.
1994
I. 'anrhrofJologie du gesle, Paris.

�143
f.:endon .\.
!9S/,

"'llllmochcs

1')')2
.illS/melioll
f.:~pióski 1\.
1')77

fwor:

lo geslllrc ... Semiołica"
ill ges111re."Semiotica"

i ręka. "Teksty"

vol. 62. no 1-2. s. 6 - 26.
vol. 90. no 3-4. s. 225 - 250.

nr 2. s. 9 - 34.

I\.r&lt;1\\CI\1-;;\

I'nn

/-m:eo!ogi:lllv

lIliIIIicne

I

geslyene.

Na maleriale gwarowym,

"Socjolingwistyka"

nr :'i. s. 143 - 148.

I')')()

('III!O elmriekll
\,.. I'\I'ielle Fo:eologii
gwarowej. IV: Ję:yk a kllllllra.
l\nusicII"ICla. J. Harlmil'lskiego. Wrocław. s. 191 - 220.

I\.UClI liska 1\.
1')S:;
11':orl' lIIodne
l_aB.uTc \Iv'.
1')72

\1'

/'oralil/.!!lIislics.

:':ycill cod:iennym,

I c·'Kh L.
1')S')

Warszawa.

Kinesics and ClIllllml

pod n:d. T. S. Seheoka.

pod reel. J.

AnlhrolJOlogy.

w: Approaches /0 Scmiolic.

The l'lague.

"'-Illllll'l/ i kOllllll/ikml'lll/ie.
s. 21 - I)S

w: E. Leach. A. J. Greimas.

Rywal i narracja.

Warszawa.

l.el(lI·t C
.1/('J'Il'oll-/'OIlIY.· ciolo i :':ywy mią:':s:, "Teksty"

1')77

nr 2. s. 194 - 213.

Lc Ci"lr l
I')S/,
I.:

OilS

(.\mgi IIlI 11'11101
cill/o i ideologii w klll/lIr:e i średniowieencj
f:lIropy. w: I'rohlelllv
IViClb' o kllllllce. pod red. I\. Brodzkiej. M. 1Iopfingcra. J. Lalcwicza. Wroclaw.

.I

I 'm4
.\cII1II1l1.\'ko.Warszawa.
\ latlIselI iCl C"'-OlllllllikllC/O lIiew('J'iJlllnll. I'r:egląd
- .1.1')

11)7')

:agadnicli.

"Przegląd

Psychologiczny"

L

22.

nr 2. s .. 1 I l)
M.

\\'IUSS

I 'nI

.\ocjolo,i.;1UI ulllr0!J0logio.

I')') 1

(;esll' IlUd:iei .. .Polska

Warszawa.

(llcel;kl .I.
!'c'asc .-\.
I ')'J2

.ft::l'k cia/a. Kraków.

POlałos F.
I'!7:'

(ies/llre ill\'elllories:

Sztuka Ludowa"

jield\l'ork

R. 35. nr I. s. 35 - 46.

mc/hodologv and prohlems. "Semiotica"

vol. 13. no

2. s. J')') - 227
Ibl'I.lClak D.
I

'ns

\\illiams

"Teksty"

(;1'.1'1\I' IlIhol'll/orillm.

nr 2 .. s. 151 - 157.

D.

1')7(,

nI(' /?ole oj ,\lovelllen/

ill ,'-jelec/cd .s:vll7bolic ,&lt;':vslell7s,Ox rord.

\larClIl Ihocki
LANCilJAGE
ON A MlIl\JAL

REI ,!\TIONSIIII'

AND BODY.
OF TWO SEMIOTIC

SYSTEMS

(Summary)
The ,tud\ or g,:slun:s and non-verbal cOlllmunication has bcen duminated by the opinion that
in their description and interpretation
it is possible to apply methods used in reference to nalllral

�144
languages.
There are gestures which are closely related to speech (gesticulation).
dcpending
the content and organization
of an utterance.
but there is also a group of gcstlll"cs indepcndel1l
speech. In both cases. however.
despite successful
units. no syntactic laws for the non-verbal
systems

on
pI'

attcmpts
at diliding
gCStlll'CS into discrcct
of communication
hale hccn disl"()\ncd.
:\t

present.
interpretation
and description
have been incorporated
in the gcslurc-n:lakd
cullllr~d
contexts which have become clements of the non-verhal
systems of communicatipn
rim is an
outcome of inter-cultural
studies and the comparison
of their results \lith thl' context of a gllcn
language.
I\.s it turned out, the metaphor
of "body
language"
cannot
hc .iUSli lied 11\ ~1I1\
correspondence
between the system of language and systems of gcsturcs··
it is oni: a rhctolie;d Ol
heuristic device intended to build a bridge bctlvccn "common
intuition" and "scicnce"

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10808" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10786">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ab38d4e864740606fb4300615205c85f.pdf</src>
        <authentication>27b963e053ac3ced1c6b128dfb66b293</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128823">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5346</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128824">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128825">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128826">
                <text>mit</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128827">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128828">
                <text>Język mitu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128829">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.257-280</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128830">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128831">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128832">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128833">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128834">
                <text>W

WIESŁAW

pierwszym tomie tej książki zajmowaliśmy

JUSZCZAK

się p e w n y m i sposobami podejścia do religii
greckiej, rozumienia i wyjaśniania czym jest

m i t , czym k u l t , jakie związki zachodzą między n i m i ,

Język mitu*

próbując ukazać na koniec obie te dziedziny w per­
spektywie twórczego działania człowieka.
N i e było dotąd m o w y o środkach, j a k i m i owa twór¬
czość się posługuje, poza t y m , że w k u l t o w y m działaniu

'Do we walk in legends or on the green earth in the daylight?'

osoba ludzka staje się jego „materią", a o n o samo nie

A man may do both. [...] The green earth, say you? That is a mighty

prowadzi do fizycznie trwałej konkretyzacji jakiegoś

matter of legend, though you tread it under the light of day!'

„dzieła", oczywiście poza powtarzaniem danego, usta­
lonego przez tradycję, zapisanego w szczegółach „rytu¬
alnego k a n o n u " , który może przez to utrzymywać się
nieraz bardzo długo w nie z m i e n i o n y m kształcie.

zjod, z pewnością nie ukazują początku greckich wie­

Inaczej rzecz m a się z m i t e m , c h o ć - przy wstęp­

rzeń. Mocniejsze podstawy i zasady porządkowania da­

n y m oglądzie - różnice nie wydają się aż tak wielkie.

je czasem jakiś fragment odnoszący się do miejsca

Wystarczy sięgnąć do i n n y c h , niż greckie, religijnych

i okoliczności, z którymi można wiązać dane wyobra­

obszarów i p r a k t y k . W tekstach Wed, na przykład, ma¬

żenia albo wprost obrazy jawiące się poprzez opowieść.

m y zarówno h y m n y zawierające elementy mityczne,

Obrazy, które możemy porównywać w obrębie jednej

j a k i formuły ofiarne dające podstawę do rekonstruk¬

religijnej kultury, ale dla których m u s i m y często szu¬

c j i rytuału. To samo dotyczy ustnych - t y m razem - re¬

k a ć analogii w m i t a c h t w o r z o n y c h przez obserwowane

lacji, na przykład t y c h , jakie spisali pierwsi badacze

przez nas

p l e m i o n australijskich, które reprezentują najbardziej

i w związanych z n i m i , i n n y c h niż przekazywane przez

tradycje

obce,

a odleglejsze

w czasie,

p i e r w o t n e , ze znanych n a m , stadia rozwoju wierzeń.

słowo, wyobrażeniach

M i t i k u l t , zatem, mogą być poświadczane przez słowo

o tyle nie jest łatwe, że w zasadzie w każdym przypad¬

(jeśli takie istnieją). Zadanie

i dzięki t e m u zostawiać ślad.

k u niełatwy jest wybór przykładu czy k i e r u n k u , który
byłby najbardziej „funkcjonalny", najodpowiedniejszy

Lecz przekazy te, m i m o wspólnego i m środka, oka¬
żą się istotnie różne, gdy zaczniemy badać bliżej i c h

dla naszych założeń i k i e r u n k u poszukiwań. Wybór

charakter i treść. M i t jest niepomiernie o d k u l t u po-

wymaga więc często decyzji arbitralnej. Wszystko, co

datniejszy na zmiany. K i e d y wynurza się ze swego „mil­

powiedzieliśmy już o „uprawnionym subiektywizmie"

czącego" stanu, stanu objawienia

w przyjętym teraz postępowaniu, decyzję

(jak

założyliśmy

podobną

uprzednio), ulega wpływom zbiorowej najpierw, a na­

wspiera. Będziemy się zatem odwoływać do tego, wo¬

stępnie i n d y w i d u a l n e j potrzeby „dopełnienia". Odsła¬

bec czego odczuwamy najbliższe naszemu sposobowi

nia swe oblicze narracyjne, które w istocie obce jest

myślenia p o w i n o w a c t w a . To, i to t y l k o , możemy brać

formularności języka k u l t u . C h c e m y na wstępie po¬

za uzasadnienie i usprawiedliwienie zarazem (jeśli do

święcić nieco uwagi językowi m i t u , a zarazem relacji

jakichś usprawiedliwień m u s i m y się poczuwać).

między językiem a m i t e m .
N a pytanie „czym jest m i t ? " , W a l t e r F r i e d r i c h O t ­

... pamiętaj, że dawne nazwy
,
**
nie zawsze są opisowe, lecz często tajemnicze!

to odpowiadał: „Pewną starą opowieścią, zachowaną
przez przodków i przekazywaną p o t o m n y m " . To tylko
część wyjaśnienia, do którego wrócimy. Teraz skupimy
się przede wszystkim na t y m , że m i t jest

N a przełomie

opowieścią,

dwudziestych i trzydziestych lat

a stąd w jego analizie niezbędna się staje kwestia wy­

ubiegłego w i e k u , w okresie, z którego pochodzą d w a

Rola słowa i zmienności m o w y w czasie.

główne dzieła O t t a , i w którym ujawniać się zaczyna

powiedzenia.

1

2

M i t jest „opowieścią starą". A więc zawsze w swych

sławny „zwrot" w myśli Heideggera, zapowiadany roz­

pierwszych wysławianych f o r m a c h łączy się z archaicz¬

prawą Der Ursprung des Kunstwerkes

n y m językiem. Można stwierdzić, że język się rodzi, al¬

dynie f a k t y już poprzednio omawiane, a bezpośrednio

- by wymienić je¬

bo osiąga wczesne s t a d i u m dojrzałości, dzięki potrze¬

naszego w y w o d u dotyczące - w środowisku oksfordz-

bie opowiedzenia m i t u . Lecz trzeba o d razu zaznaczyć,

k i m formował się n o w y k i e r u n e k ( i program) studiów

że nie zawsze to, co dotarło do nas, j a w i się w t a k i m

n a d d a w n y m i językami Północy i staroangielską litera­

porządku czy wzajemnej zależności swych wersji, w ja¬

turą oraz jej źródłami. Jego pomysłodawcy i twórcy,

k i c h one powstawały. N i e w o l n o przeto odtwarzać

oraz zwolennicy tej reformy i i c h przyjaciele (nie za¬

c h r o n o l o g i i d a n y c h n a m warstw m i t u wedle języko¬

wsze zajmujący się samym t y m p r z e d m i o t e m ) , zawiąza-

w y c h wyłącznie kryteriów, a n i wedle znanych dat po¬
jawiania się przekazujących je źródeł. Jak się przeko¬
nujemy, „złoża" najwcześniejsze są nierzadko dostępne

* Tekst tutaj prezentowany stanowi wprowadzenie do drugiego
tomu Pani na żurawiach, zatytułowanego: Archeologia mitu

w redakcjach bardzo późnych. A n i H o m e r , a n i H e 257

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

l i nieformalną grupę, która przyjęła nazwę «The In¬

nym,

d l a archaicznego

okresu.

klings», a spotkania której poświęcone były dyskusjom

Zgodnie z podtytułem ( A Study in Meaning),

przed­

n a d p r e z e n t o w a n y m i t a m tekstami jej członków - na­

m i o t rozważań stanowiła zasadniczo relacja „wypowie­

ukowymi

zarówno, j a k l i t e r a c k i m i

(bo

większość

z n i c h miała i takie ambicje). D o grupy tej, o b o k po­

charakterystyczna

dzi p o e t y c k i e j " względem znaczenia słowa, ale poezja
była t u analizowana również jako język

staci t a k znanych, j a k Clive S. Lewis i jego brat, W a r ­

mitu.

Tym, co w relacji między słowem p o e t y c k i m a zna­

ren, J o h n R. R. T o l k i e n czy Charles W i l l i a m s , należał

czeniem najbardziej nas uderza, jest - wedle Barfielda

rówieśnik i najbliższy przyjaciej Lewisa, O w e n Bar-

- metafora. Jego zdaniem, obserwacje etymologiczne

field, autor wybitnej pracy dyplomowej ( M . A . ) , która

odsłaniają już na najniższym szczeblu fakt, że w każ­

w parę lat po obronie o p u b l i k o w a n a została w wydaw¬

d y m nowoczesnym języku, w tysiącach jego oderwa¬

n i c t w i e Faber a n d Gwyer p t . Poetic Diction, i jest wzna¬

n y c h terminów i i c h semantycznych odniesień, obcu¬

wiana do dziś. O książce tej napisano, że stała się z bie¬

j e m y z m a r t w y m i l u b skamieniałymi m e t a f o r a m i .

giem lat not only a secret book, but nearly a sacred

7

one,

A l e p r o b l e m znaczenia w metaforze czy znaczeń

a wywarła ona znaczący wpływ, między i n n y m i , na Le¬

metafory jest zagmatwany w tradycji badań n a d języ¬

wisa i T o l k i e n a .

k i e m , ponieważ - j a k dotąd - „wszystko n i e m a l , co po¬

3

wiedziano o semantycznych aspektach języka, wypo¬
„Barfield zajął się historią słowa i doszedł do wniosku, że

wiedziano z jednego tylko stanowiska": z pozycji usta¬

mitologia - z całą pewnością nie będąca «schorzeniem języ-

nawianej przez logiczny, a nie (poza n i e l i c z n y m i wyjąt¬

ka», jak ją nazywał filolog Max Muller - jest ściśle związana

kami) p o e t y c k i sposób myślenia. Zdumiewający, jak

z genezą wszelkiej mowy i literatury. W początkach języka,

pisze Barfield, związek między językiem a myśleniem,

twierdził Barfield, mówiący nie rozróżniali znaczenia do­

budził już z dawna zainteresowanie filozofów, lecz o d

słownego i metaforycznego, ale używali słów w sposób, któ­

Arystotelesa pozostawał sprawą logiki, a nie metafizy-

ry można by nazwać «mitologicznym». N a przykład, kiedy

k i . D l a potwierdzenia tego omówione są trzy przykła­

dziś tłumaczymy łacińskie słowo spiritus, zależnie od kontek¬

dy: trzecia księga z Essay on the Human

stu musimy rozróżnić, czy chodzi o płyn, oddech czy o du¬

Locke'a, Jardin

cha. Jednak początkowo użytkownicy języka nie musieli do­

wszystkim, wspomniane rozważania M a x a M u l l e r a .

konywać tego rodzaju wyborów. Dla nich takie słowo jak spi­

Wszystkim wspólna jest - czytamy dalej - błędna kon¬

8

dEpicure

Understanding

A n a t o l a France'a i , przede

ritus oznaczało coś w rodzaju «płyno-oddecho-ducha». Kie­

cepcja rozwoju języka, powodująca wszędzie podobne

dy powiał wiatr, nie było to tak, jakby ktoś odetchnął. To był

konsekwencje. M u l l e r traktował „znaczenie" - nawet

oddech boga. A gdy mówca używał słowa spiritus, mówiąc

to, zawarte jeszcze w archaicznych słowach - jako abs¬

o swojej duszy, nie porównywał jej z oddechem - dla niego

trakcję. Podczas gdy, wedle Barfielda, owe „nasycone

ona tym właśnie była, oddechem życia. Opowieści mitolo¬

znaczenia słów to kształty opalizujące, iskrzące się j a k

giczne były po prostu tym samym, tylko w narracyjnej for¬

płomienie - nieustannie migoczące ślady świadomości

mie. W świecie, w którym każde słowo niosło pewne ożywio¬

rozpościerającej się z w o l n a p o d n i m i " .

ne treści, gdzie nie było niczego czysto abstrakcyjnego ani

W

rozdziale zatytułowanym

9

«Znaczenie i mit»,

wyłącznie dosłownego, snucie opowieści o bogach rządzą¬

czytamy o „ jawnej sprzeczności" między estetycznym

cych żywiołami i kroczących po ziemi było czymś najzupeł¬

i filologicznym sądem:

niej naturalnym. Tak, w wielkim uproszczeniu, dowodził
Barfield w Poetic Diction".

„Z jednej strony, poeta i ten, kto poezję bada, cofając się

4

w czasie odkrywają, że język staje się coraz bardziej poetyc­
N a wstępie jasno zarysował horyzont swych rozważań:

ki. Z drugiej - ze stanowiska Locke'a Mullera-France'a - wi­
dzi się początki języka w jakiejś serii monosylabowych «pier-

„Należy pamiętać, że nie mamy teraz do czynienia z «po-

wiastków» [roots] o prostych postrzeżeniowych referencjach.

ezją», która obejmuje samo działanie twórcze, lecz z «poetyc-

Jakie jest rozwiązanie tego paradoksu? O ile m i wiadomo, je­

kim stylem» - to znaczy z językiem utworów poetyckich, jakie

dynym wartym tej nazwy wyjściem stało się to, które jest

obecnie są nam dostępne, powstałych w różnych epokach".

dość rozpowszechnioną mglistą ideą, lecz które wyraźnie od­

5

słania się u Maxa Mullera - to znaczy idea «okresu metafoPoezja sama nie zostaje wszakże usunięta z obrębu

rycznego», cudownej epoki, kiedy to jakaś rasa anonimo¬

t y c h dociekań, ponieważ musimy - jak mówi się o t y m

wych i wielkich poetów opanowała zasoby zaschłego języka

nieco dalej - przez nieuprzedzoną analizę przykładów

i nasyciła go wartościami poetyckimi. Ważne, by przypo¬

„poetyckiego stylu" (albo „wypowiedzi p o e t y c k i e j " )

mnieć, że wartości te nie są poetyckie jedynie w sensie bu¬

dojść w końcu aż do źródeł. „Metoda ta nie wyklucza

dzenia przyjemności, lecz również w prawdziwym twórczym

możliwości dotarcia w k o n s e k w e n c j i do stwierdzenia

sensie, jako przysparzające mądrości.

6

[ . . . ] , że element p o e t y c k i w języku jest, i był zawsze,

Dostrzeżenie tego ostatniego faktu winno nas chronić

s k u t k i e m i n d y w i d u a l n y c h usiłowań i prób", lecz nie to

przed zawiłym i niezbornym myśleniem, w jakie jawnie po¬

było najważniejsze, ale właśnie „anonimowa" twór¬

pada wielu, dla których istnienie poezji nie jest faktem real¬

czość i wynalazczość w zakresie poetycko-semantycz-

nym, ani obecność jej dla nich - jednym z mierników rzeczy258

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

wistości. Bo nierzadko sugeruje się, że sam fakt bezpośred­

ska, których przyczyn nie znali, budziły w n i c h zdzi­

niego związku z doświadczeniem zmysłowym jest wystarcza­

wienie i głęboki podziw. Poezja i c h była z początku

jący, by język stał się poetycki. I tak Macaulay [Essay on Mil­

«boska», wyobrażali sobie b o w i e m , że to bogowie są

ton] utrzymuje, że na wpół cywilizowane narody cechuje po-

przyczyną wszystkiego, co spostrzegają i podziwiają".

etyckość po prostu dlatego, że postrzegają bez abstrahowania,

Ponieważ t o , co nazywamy logiką, która - j a k pisze

i absolutnie bez względu na to co postrzegają. A pogląd po­

V i c o - jest, w przeciwieństwie do metafizyki, „rozwa¬

dobny przyjmuje Jaspersen [Progress inLanguage], który nad¬

żającej rzeczy według rodzajów b y t u " , rozpatrywa¬

13

to zadowala się pominięciem całej kwestii wartości poetyc¬

n i e m i c h „pod względem i c h znaczenia", jej przedmio¬

kich uwagą nieco powierzchowną, że przecież «wszyscy nie

t e m w i n n a być, i istotnie jest, baśń (favola),

możemy być poetami». Niewykluczone; lecz ta właśnie oko¬

ko s y n o n i m m i t u , czyli „opowieści p r a w d z i w e j "

liczność na pewno powinna była go skłonić do nieco bliższe¬

narratio),

go rozpatrzenia konsekwencji jego własnej konkluzji, że kie¬

zawierało w sobie greckie pojęcie uu0oc (obok ozna­

dyś, dawno temu, wszysy byliśmy poetami!".

brana ja­
(vera

które to dwa znaczenia - zdaniem V i c a -

czającego także „słowo" i „ideę" wyrazu Aóyoc, skąd

10

wywiodła się nazwa tej n a u k i ) . Oczywiście traktowa¬
nie m i t u jako „baśni" nie prowadzi t u do uznania tej

Podkreślana już zdumiewająca zbieżność poglą­
dów Barfielda z poglądami przedstawicielach wąskich

drugiej za czyste zmyślenie

wprawdzie, lecz reprezentowanych przez n a j w y b i t ­

wyobraźni. M i t o l o g i a jest „baśnią" z p o w o d u stosowa­

czy samowolny wytwór

niejsze umysły tego okresu środowisk, nierzadko dzia­

n y c h środków językowych.

14

łających w c e n t r a c h zupełnie p o z b a w i o n y c h wzajem¬
n y c h kontaktów, pozwala m n i e m a ć , że w t y m dopiero

„Z logiki poetyckiej - czytamy dalej - wynikają wszystkie

czasie d o k o n u j e się faktyczne odejście o d scjenty-

podstawowe tropy, z których najjaśniejszym, a przez to samo

stycznych nawyków myślenia wdrożonych przez na¬

najbardziej potrzebnym i najczęściej używanym jest metafo­

ukę poprzedniego stulecia. Ten prawdziwie r a d y k a l n y

ra; jest rówież najbardziej podziwiana, ponieważ dzięki me­

zwrot pozostaje d l a w i e l u , w ogólniejszej perspekty¬

tafizyce użycza rzeczom nieożywionym uczuć i namiętności.

wie, epizodem. A l e n a w e t jeśli był to epizod, pozosta¬

Pierwsi bowiem poeci nadali przedmiotom byt substancji

wił po sobie płodne s k u t k i , tyle że doceniane i wyko¬

ożywionych, zdolnych do tego wszystkiego, do czego sami

rzystywane w praktyce przez n i e w i e l u .

byli zdolni, to znaczy do uczuć i namiętności, i w ten sposób

11

R u c h t e n , jak

w pierwszej części obecnej pracy mogliśmy obserwo¬

stworzyli baśnie. Tak więc każdą metaforę można uważać za

wać, w niejako i n s t y n k t o w n y sposób sięgał zwłaszcza

krótką baśń. Możemy wyprowadzić stąd krytyczną zasadę

do r o m a n t y c z n y c h i n e o r o m a n t y c z n y c h autorów, wol¬

pozwalającą określić czas, w jakim pojawiły się w językach

n y c h o d uwikłań t y p o w y c h dla jakiejś jednej dziewięt¬

metafory. O t o na przykład wszystkie metafory, oparte na

nastowiecznej filozoficznej szkoły. T u , jako antena¬

analogii między przedmiotami i wytworami abstrakcyjnej

tów, wymienić wypada t a k i c h myślicieli (i często arty­

pracy intelektu, muszą pochodzić z czasów, w których poczę¬

stów zarazem), j a k Hölderlin i Schelling, Kierkegaard,

ła się kształtować filozofia".

15

Schopenhauer l u b Nietzsche, a sięgając dalej wstecz
- j a k ci, którzy w y m i e n i o n y c h i n s p i r o w a l i . Dziedzic­
t w o samo oferowało t o , co dawało oparcie. W
sposób „ o d k r y w a n i " b y l i ,

Gdyby B a r f i e l d sięgał do V i c a , musiałby często ne¬

ten

gować jego stwierdzenia, podobnie j a k k r y t y k u j e „ani-

lub powracali: Mistrz

m i z m " , a zwłaszcza tzw. l o g o m o r f i z m , o czym jeszcze

E c k h a r t , Pascal, Blake i , wśród w i e l u i n n y c h , także

będzie m o w a . A l e w k w e s t i i „panpoetyckiego" i meta¬

V i c o . O s t a t n i e z przytoczonych zdań Barfielda b r z m i

forycznego c h a r a k t e r u języków p i e r w o t n y c h wiele

n i e m a l j a k cytat z La Scienza Nuova.
sząc Poetic Diction,

A Barfield, p i ­

analogii o d n a j d u j e m y między La Scienza Nuova

nie miał pojęcia o i s t n i e n i u dzieła,

etic Diction.

i Po­

Przede wszystkim w podkreślaniu natu¬

którego p r z y p o m n i e n i a jakby wciąż spodziewamy się

ralności dawnej mowy, jako spontanicznej, a nie „kre¬

podczas tej l e k t u r y .

o w a n e j " poetyckiej wypowiedzi, a - wraz z t y m - do¬

12

m i n a c j i wyobraźniowego i emocjonalnego ogarniania

Ściślejsze „uzgadnianie" w y w o d u Barfielda z twier­
d z e n i a m i Nauki nowej nie może t u być naszym celem,

rzeczywistości,

bo obecne rozważania przeniosłoby w i n n e regiony,

n i a c h i n t e l e k t u „racjonalny" czy „abstrahujący" do

wyprzedzającego

oparty na

działa¬

lecz niezbędne zdaje się wskazanie p a r u punktów

niej stosunek.

poetica)

K i e d y Barfield pyta, czym jest prawdziwa metafora

miała być, wedle tez, jakie formułował V i c o , pierwszą

(uprzedzając rzecz, zaznaczmy na marginesie, że Tol¬

formą ogarniania świata, pierwszą „metafizyką l u d z i

k i e n będzie mówił o „prawdziwej b a ś n i " ) , odpowiedzi

zbieżnych.

„Mądrość p o e t y c k a "

(sapienza

p i e r w o t n y c h , całkowicie n i e z d o l n y c h do rozumowa¬

nie znajduje u współczesych, lecz w Advancement

nia, obdarzonych ogromną zmysłowością i bogatą wy¬

arning Bacona: „Nie są to żadne podobieństwa czy po¬

of Le­

obraźnią. Była ona poezją, to znaczy płynęła z i c h

równania, za jakie brać je mogą ludzie o ograniczonym

zdolności w r o d z o n e j , sama n a t u r a b o w i e m obdarzyła

p o l u widzenia, ale same k r o k i natury, po rozmaitych

i c h t a k i m i zmysłami i taką wyobraźnią. Zdolność ta

rzeczach i substancjach stąpające, lub odciskające się

rodziła się z nieznajomości przyczyn: wszystkie zjawi-

w nich".
259

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

„Są to te «kroki natury», których odgłos słyszymy zarów¬

szy, możliwe staje się dostrzeżenie różnicy między zawartością

no w pierwotnym języku, jak w najwspanialszych metafo¬

danego słowa, a jego

referencją".

19

rach poetów. Ludzie nie wynaleźli tych tajemniczych związ¬
ków między osobnymi zewnętrznymi przedmiotami, i między

Zapewne n i c bardziej nie skazuje na potępienie

przedmiotami a odczuciami czy ideami, których odsłanianie

wspomnianej „pierwiastkowej" k o n c e p c j i języka niż

jest funkcją poety. Związki owe istnieją z pewnością nie nie¬

ów wszechobecny f e n o m e n m i t u . Bo m i t , w każdym

zależnie od Myśli, lecz od jakiegokolwiek indywidualnego

razie dla aryjskich ludów, jest m o c n o związany z wcze­

myśliciela. A zależnie od tego, czy kroki te odbijają się

snymi dziejami znaczenia. Z takiego p u n k t u widzenia

echem w pierwotnym języku czy, później, w tworzonych me¬

m i t musi być w y t w o r e m tego samego „okresu metafo­

taforach poetów, słyszymy je na różny sposób i z różnych po-

rycznego", w którym wynalazcza pomysłowość ludzko­

wodów . Język ludzi pierwotnych przedstawia je jako bezpo¬

ści, j a k się uważa, wypuszczała pędy i kiełkowała jak

średnie postrzeżeniowe doświadczenie. Mówiący dojrzał ja¬

nigdy przedtem. I jeśli M a x M u l l e r , który jasno po¬

16

kąś jedność, a stąd sam nie jest świadom relacji, żadnych od­

strzegał o b e c n o ś ć związku łączącego m i t z metaforą

niesień. Lecz my, w trakcie rozwoju świadomości utraciliśny

i znaczeniem, określał m i t jako chorobę

języka, poetyc­

moc widzenia tego jako jedni. [... ] i teraz język poetów, na

kie wartości poznawcze

ile tworzą metafory prawdziwe, jest tym, co musi przywracać

przez niego odnajdywane w micie, p o w i n n y być wy¬

[poetic wisdomvalues]

wciąż

tę jedność intelektualnie, po tym, jak została zagubiona

starczającą wskazówką, że słowo „choroba" jest t u cał¬

w postrzeganiu. Tak to «uprzednio niepojmowalne» relacje,

k i e m pozbawione sensu - czytamy w Poetic

Diction.

októrych mówił Shelley [wADefenceof Poetry], są wjakimś

Z drugiej zaś strony, szerzej akceptowana „naturali-

sensie powiązaniami «zapomnianymi». Bo chociaż nigdy

styczna" koncepcja m i t u jest niewiele bardziej satysfak¬

jeszcze nie zostały pojęte, były w pewnym czasie widziane.

cjonująca. O d l e g l i przodkowie H o m e r a (jak się n a m to

I wyobraźnia może je widzieć znowu".

do wierzenia podaje) postrzegając, że ciemniej jest zi¬
mą niż latem, natychmiast zdecydowali, że musi to

Dlatego „lepiej trzymać definicję p o d etykietą me­

mieć jakąś „przyczynę", i bez t r u d u uwinęli się „teore¬

tafora we właściwych granicach i t y m sposobem od¬

tycznie", wedle sformułowania Barfielda, z - powiedz¬

grodzić ją o d t y c h wczesnych znaczeń, które zjawiają

m y - „problemem" Demeter i Persefony, jako oczywistą

się w świecie bez osobowego piętna poetyckiego wysił-

eksplikacją tego naturalnego f a k t u . A w micie D w u

k u " . Ten zwrot - czy lepiej t u powiedzieć „figura re¬

Bogiń „idee przebudzenia i snu, lata i zimy, życia

toryczna" - ukazuje przez się owe jednolite znaczenia,

i śmierci, śmiertelności i nieśmiertelności, wszystkie za¬

i c h objawianie się, w obrazowej p i e r w o t n i e formie. N i e

tracają się w j e d n y m wszechogarniającym znaczeniu".

1 7

jakieś puste „pierwiastkowe" znaczenie czy znaczenie

20

O b o k „naturalistycznego" wyjaśniania m i t u , m a m y

„pierwotnego rdzenia" zjawia się u początku, lecz ta

jeszcze teorię „animistyczną", w Poetic Diction

sama określona d u c h o w a rzeczywistość, która z jednej

ze szkołą Junga i psychologicznym t r a k t o w a n i e m mi¬

łączoną

strony stała się czystym l u d z k i m myśleniem, a - z dru¬

tów jako „projekcji" (w d o d a t k u podświadomych) we-

giej - istniała odkąd pojawiło się fizyczne światło. N i e

wnętrzenego życia człowieka na „nieożywiony" świat

jakaś abstrakcyjna

koncepcja,

ale

rozbrzmiewające

zewnętrzny.

21

Tę operację Barfield określa właśnie ter¬

echem k r o k i b o g i n i N a t u r y . N i e metafora, lecz żywa

m i n e m „logomorfizm", definiując go jako rzutowanie

i żyjąca Postać [ F i g u r e ] .

myślenia badaczy

18

i

stosujących

przeciwstawiających

się do zasad logiki,

„subiektywne"

„obiektywne¬

„[... ] historia języka pisana nie z punktu widzenia logiki,

m u " , na badaną archaiczną świadomość: „prelogicz-

lecz ze stanowiska poety, mogłaby przebiegać, dajmy na to,

n ą " i nie skażoną jeszcze dualizmem i opozycją tego, co

w następujący sposób: mogłaby dostrzegać w konkretnym

„podmiotowe" i „przedmiotowe".

słownictwie, jakie pozostawiły po sobie mitologie, pierwszy -

22

Z wprowadzanej w Poetic Diction

k o n c e p c j i „praw¬

z zaistniałych na świecie - «styl poetycki». Idąc dalej, winna

dziwej m e t a f o r y " w y n i k a - powtórzmy - że w i n n o ist¬

- po długiej przerwie - dojść do najwcześniejszych epok,

n i e ć jakieś starsze nie podzielone „znaczenie", z które¬

z których pochodzi znane już nam słowo pisane - do czasu

go wyrosły wszystkie te nie powiązane logicznie, lecz

Wed w Indiach, albo Iliady i Odysei w Grecji. N a tym etapie

poetycko złączone idee.

znalazłoby się znaczenie zabarwione mitycznie, a w myśleniu
człowieka bez reszty ożywiona Natura. [... ] W międzyczasie

„Poetyckiemu pojmowaniu mit ukazuje zgoła odmienne

historyk dostrzegłby, na ile zaczęło dochodzić do głosu to, co

oblicze. Owe baśnie są niby zwłoki, które - na nasze szczę­

poetyckości przeciwne, lub czysto racjonalne. Odnalazłby

ście - pozostały widoczne po tym, jak uszła z nich żywa treść.

znaczenia splątane w sposób opisany uprzednio, oraz począt¬

[...] Widzimy jak poeta za poetą wyraża w metaforze i po­

k i zmian zachodzących w charakterze języka, z którego

równaniu analogię między śmiercią a snem i zimą, i znów:

uchodzi życie. Zauważyłby też zapewne, że wzmagającemu

między narodzinami, przebudzeniem i latem, a z nich znowu,

się działaniu tej zasady towarzyszą narodziny dotąd nie zna¬

raz jeszcze, nieustannie czyni się rozmaite rodzaje duchowe¬

nych antytez: między prozą i poezją, a nadto między obiek¬

go doświadczenia - śmierci akcydentalnego elementu osob¬

tywnym a subiektywnym światem, tak że teraz, po raz pierw-

niczej duszy i zakładanie tego, co niezniszczalne. «Jeśli ziar260

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

no pszeniczne wrzucone w ziemię nie obumrze, tedy samo
zostawa; lecz jeśli obumrze, wielki owoc przynosi»".

teraźniejszy ruch, nasze zlęknione dusze odczuwają lekkie
dotknięcie i drżące, miękkie jak pióra ciepło, które oznajmia

23

nam, że zjawiła się poezja. Tylko wtedy, gdy wznosimy się
Fakt, że żyjemy w „świecie prozy", który jest na­

nad postrzeganie tworzenia ku postrzeganiu stwarzania, na­

szym światem „naturalnym", lecz o d d a l o n y m n i e m a l

sza śmiertelna natura chwyta przez moment muzykę obraca­

bezpowrotnie o d N a t u r y ; myśl o t y m , że cywilizacja

jących się sfer".

24

i naukowe myślenie odgradza nas o d rzeczywistości
jednorodnej i pełnej, że postęp oddala nas o d niej i k u ­
si jej o p a n o w y w a n i e m - wszystko to, co budzi tęskno­

Only when poesy, who is herself alive, looks backward, does she see

tę za jakimś „eskapizmem" (którego zasadności i war­

at a glance how much younger is the Tree of Knowledge

tości bronił później T o l k i e n ) , było w książce Barfielda

than the Tree of

Life.***

w dużym stopniu wyrazem postawy łączącej całą wspo­
mnianą oksfordzką grupę. Dlatego Poetic Diction uzna­
ne być może za jeden z jej manifestów. A stąd „mani¬
festacyjny"

w dużym

s t o p n i u przejaw

stanowiło

K i e d y czytamy Władcę

Pierścieni,

w i n n a n a m nie¬

wspomniane zainteresowanie starymi językami i pół¬

ustannie

n o c n ą mitologią łączące «Inklingów». O w o c e m po­

o g r o m n a wiedza i doświadczenie

wszechnie znanym, który w t y m środowisku zawiązy­

przed i równocześnie z pisaniem tego dzieła zajmował

wał się p o w o l i , był Władca

się archaicznymi językami, starą poezją epicką, m i t e m ,

Pierścieni:

wielka metafora

towarzyszyć świadomość,

że stoi za n i m
uczonego,

który

i zarazem epos wskrzeszony w najmniej epice sprzyja¬

z jakiego wyrastała, w i e r z e n i a m i n i m poświadczanymi.

jącym stuleciu. Tekstem Tolkiena, odsłaniającym ko¬

Jeśli zapomnimy o t y m , p o m y l i m y g a t u n k i , i tak j a k ci,

rzenie drzewa, jakie ów owoc wydało, był - wygłoszo¬

co je notorycznie mylą, nadamy owej opowieści depre¬

ny w początkach 1939 r o k u - wykład On

cjonującą etykietę „fantasy",

Fairy-Stories.

ściągając wszystko na ni¬

D r u g i , o b o k książki Barfielda, n a u k o w y esej o charak¬

ski - wobec tego, z czym t u obcujemy - poziom kary¬

terze nie m n i e j manifestacyjnym.

katuralnej „mitologicznej science fiction",

swobodnie

snutej przez (dla niektórych może dość utalentowa¬
nego) narratora. A l e T o l k i e n nie tworzył „swobodnie".

Z a n i m pójdziemy dalej, przytoczmy jeszcze jeden
fragment z Poetic Diction:

N i e notował własnych rojeń p o d s u w a n y c h m u przez

rodzaj patetycznego przesła¬

wolną o d j a k i c h k o l w i e k więzów imaginację, ale rekon¬

nia, które należy do „kadencji" tego w y w o d u :

struował p e w i e n k o n k r e t n y świat z możliwie najwier¬
niejszego oglądu źródeł, zawierających po części wy¬

„Sens życia wysycha jak gdyby nieustannie, i skazany jest
na zamarcie w umyśle ludzkim przez działanie czysto dyskur-

raźne, po części już na wpół tylko czytelne fragmenty

sywnych intelektualnych czynności, których język - jako bu­

jego odległych konturów i detali, poddawane nace¬

dowany przez natłok danych zmysłowych - stanowi niezbęd­

c h o w a n e m u akrybią, c h o ć zawsze „wtórnemu" - we¬

ne narzędzie. To dyskursywne działanie jest nieodłączne od

dle jego deklaracji - tworzeniu, albo o d t w a r z a n i u .

ludzkiej samoświadomości, z której wyniszczyłoby i usunęło

Jego opowieść, b ę d ą c w znacznym stopniu również re¬

zarówno dane Znaczenia, których echo przechowuje język ze

lacją sumiennego filologa i historyka, jest więc udoku¬

swych wcześniejszych stadiów, oraz znaczenia, które poeci

m e n t o w a n a i „źródłowo ścisła", a wyobraźnia kierują¬

wprowadzili doń później, przez twórcze działanie w zakresie

ca o w y m przedstawianiem mitycznego kosmosu pełni

metafory. «Język - napisał Emerson w błysku intuicji, który

tu

praktycznie ogarnia wszystko, co napisano na tych stronach

a w dalszej kolejności dopiero narzędzia po części tyl¬

przede wszystkim f u n k c j e poznawczej

25

władzy,

- jest skamieliną poezji». Żywa poezja, z drugiej strony -

ko kreującego fabułę: wiążącego osobne wątki, uzu¬

obecne poruszenie estetycznej wyobraźni - rozświetla się

pełniającego brakujące ogniwa, dodającego postaciom

wtedy, gdy normaly przebieg tego procesu jest przerwany

i miejscom szczegółów, które je czynią bliższymi odczu¬

w taki sposób, że tworzy się rodzaj luki, i coś wcześniejszego

w a n i u (przez samego pisarza, a stąd i przez nas) przy¬

wkracza w miejsce późniejszego - coś bardziej żywego,

bliżanej zmysłom rzeczywistości

w miejsce bardziej świadomego. To jest usprawiedliwieniem

Chociaż - powie ktoś - w każdej baśni jest coś

archaizmu. [...] bez ciągłego istnienia poezji, bez stałego

z prawdy, w t y m dziele, wskrzeszającym p i e r w o t n e

przypływu nowego znaczenia do języka, nawet wiedza i mą¬

wzorce epiki, prawda góruje n a d indywidualną inwen¬

drość, którą sama poezja wzniosła w przeszłości, musi prze­

cją czy - j a k się dalej przekonamy - m a z założenia

mienić się w martwy rodzaj mechanicznej kalkulacji. Wielka

sprawować n a d nią kontrolę: „mityczna prawda" ludów

poezja jest progresywnym wcielaniem życia w świadomość

Północy na pierwszym miejscu, dopełniana elementa¬

[Great poetry is the progressive incarnation of life in consciousness].

m i innego jeszcze pochodzenia, k o r z e n i a m i zawsze się¬

[...] Duch poezji, na zawsze niezdolny zapłonąć, unosi się

gającymi głębokiej przeszłości.

nad ciągłą ewolucją ludzkiej świadomości, która odciska się

o d młodości i nigdy ostatecznie nie ukończony Silma-

w transformacjach języka. Tylko wówczas, gdy zostajemy wy¬

rillion: jakby k o t w i c a rzucona poza zasięg ludzkiej pa¬

niesieni ponad tę transformację, tak że postrzegamy ją jako

mięci, gdzie w mulistej, zmąconej m a t e r i i majaczą śla-

261

26

Potwierdza to pisany

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

dy jakichś t e o g o n i i i kosmogonii, historie pierwszych

Przyjęcie t a k zaznaczonej t y l k o m e t o d y nie zwal¬

boskich i półboskich istot poprzedzających zjawienie

n i a o d ścisłości dowodzenia i w n i o s k o w a n i a . Przeciw¬

się człowieka, oraz bohaterskich sag z początków ludz¬

nie: narzuca właśnie w s p o m n i a n e przed chwilą rygo¬

kiego czasu, dzieje t y c h , co podlegają władzy, p r a w u

ry, których przestrzegać by należało ze wzmożoną

lub łasce śmierci.

bacznością.

O t w i e r a j ą c b o w i e m wyraźną z pozoru

ścieżkę k u prześwitowi, który zdaje się kusić uwolnie¬
Weźmy z jego literackiej prozy dwa fragmenty, jako

n i e m wyobraźni, a które t o kuszenie prowadzić może

przykład pewnego stylu wypowiedzi, którego sami nie

do a n a r c h i i , t r o p t a k i wymaga k o n t r o l i każdego ru¬

musimy się koniecznie wystrzegać w analizie danej

c h u , gruntowniejszego namysłu, mocnego trzymania

n a m opowieści mitycznej, umieszczanej w zazwyczaj

się źródeł i t w a r d y c h faktów, jeśli t y l k o n i m i dysponu¬

niepotrzebnie zawężanych r a m a c h dyskursu „nauko¬

jemy. To wyłącznie, co przez przyjęcie t a k rysującej się

wego" (bo któż udzieli n a m n i e o d p a r t y c h wyjaśnień,

d r o g i zyskamy, t o swobodniejsze poruszanie się w ob¬
szarze hipotez, jakie podsuwa n a m płynąca ze studio¬

co m a l u b w i n n o znaczyć tutaj to słowo?).

w a n i a źródeł „wiara" (czy - wedle sformułowania sa­
Posłuchajmy jak p e w i e n bohater z Drużyny Pier¬

mego autora - „wiara w t ó r n a " ) , akceptowanie prze¬

ścienia próbuje po latach opisać oczy najstarszego

konań, których nie jesteśmy w stanie odeprzeć, m i m o

z entów, „pasterzy drzew", jednej z pierwszych istot za¬

u r u c h a m i a n i a całego k r y t y c y z m u , na jakiego urucho¬

mieszkujących Śródziemnie:

m i e n i e stać nas wobec samych siebie, i j a k i ciągle mu¬
simy utrzymywać w gotowości. W y d a j e się - powtórz¬

„One felt as if there was an enormous well behind these eyes,

m y to w i n n y sposób - że takiego zachowania, takie¬

filled up with ages of memory and long, slow, steady thinking; but

go t r a k t o w a n i a spuścizny uczy nas dzieło T o l k i e n a ,

their surface was sparkling with the present; like sun shimmering

k i e d y o b c u j ą c z n i m myślimy „zwrotnie" o pracy hi¬

on the outer leaves of a vast tree, or on the ripples of a very deep

storyka. By stało się t o wyraźniejsze, dodajmy, że da¬

lake. I don't know, but it felt as if something that grew in the

lekiej analogii dostarcza też n a m t u t a j , na przykład,

ground — asleep, you might say, or just feeling itself as something

dzieło G i b b o n a , rozpięte również między wielką lite¬

betwen roottip and leaftip, between deep earth and sky had

raturą a historiografią.

suddenly waked up, and was considering you with the same slow
care that it had given to its own inside affairs for endless years". '
2

1

A u t o r WAadcy Pierścieni,
się równocześnie

powtórzmy, wciąż porusza

na d w u obszarach: tworząc

swój

„epos", zawsze myśli jak historyk i lingwista. W 1955 ro­
k u pisze do redakcji „New York Times Book Review":

I ustęp drugi, ukazujący wielką postać z r o d u Elfów,
Galadrielę:

„Jestem filologiem i cała moja praca jest filologiczna. [...]
„był zapatrzony w piękną Panią i zasłuchany w jej głos.

Dla mnie najpierw powstaje imię, a potem opowieść. Wolał­

Nie wydawała mu się już groźna ani straszna, ani władająca

bym pisać po «elficku». Oczywiście jednak taka praca, jak

tajemną potęgą. Stała się już teraz w jego oczach [...] istotą,

Władca Pierścieni, została zredagowana i pozostało w niej ty¬

jaką widzieli ludzie późniejszych wieków: obecną a zarazem

le tylko «języka», ile moim zdaniem mogliby strawić czytel¬

odległą, żywą wizję świata, który pozostał daleko za nimi, od¬

nicy. (Teraz okazuje się, że wielu z nich chciałoby go więcej).

rzucony przez falę Czasu".

W książce jest jednak sporo materiału lingwistycznego (po­
za «elfickimi» imionami i wyrazami) włączonego do tekstu

Bez tego, co wciąż jest t u obecne wprost lub jasno su¬

lub wyrażonego w sposób mitologiczny. Dla mnie jest to

gerowane i wyczuwalne jako tropienie i odsłanianie

w każdym razie w dużym stopniu esej o «estetyce lingwi-

określonej rozległej tradycji, wizja emanująca z owej

stycznej», jak czasami odpowiadam ludziom, pytającym

„powieści" nie miałaby takiej inspirującej siły, jaką ma

mnie «o czym to jest?»".

28

nie tylko dla w y t r a w n y c h czytelników, lecz i uczonych,
zwłaszcza tych o rozleglejszej humanistycznej kulturze,

Równocześnie p r o b l e m archaizacji języka

(który

wśród n i c h może t a k i c h szczególnie, których zajmuje hi¬

wcześniej poruszał Barfield) m u s i być rozwiązywany

storia dawnych wierzeń czy ogólna antropologia religii.

wedle rozważnych zasad: T o l k i e n p o w i a d a , że b o l i go

Mówię to teraz, ponieważ myśląc o sposobie zamie¬

zawsze, „kiedy ktoś - w epoce, gdy w imię sztuki czy

rzonego t u poruszania się w obszarze m i t u Persefony,

«osobistej ekspresji» dozwolone jest prawie każde au­

odsłaniania jego złóż i ustalania jego rozwarstwień, do¬

torskie p o n i e w i e r a n i e angielskim (a szczególnie, kie¬

strzegłem u Tolkiena jakiś błysk światła ukazującego

dy jest o n o niszczycielskie) - z miejsca odrzuca zamie¬

początek szlaku, który by, w poczuciu nadziei, pozwa¬

rzony «archaizm».

lał na postawienie p a r u pierwszych przynajmniej kro¬

gielszczyzna jest o wiele bardziej zwięzła o d współcze¬

ków. Jeżeli w i e l k i uczony postąpił tak, j a k postąpił,

snej; p o n a d t o wiele rzeczy nie mogłoby być powie¬

dlaczego nie dałoby się skorzystać z jego przykładu,

dzianych w naszej niedbałej i często powierzchownej

niejako odwracając kolejność etapów drogi przezeń

mowie".

przebytej?

t y l k o pewne elementy w z o r u do naśladowania w i n n e j
262

2 9

[...]

Prawdziwa archaiczna

an¬

K i e d y dostrzeżemy w t y c h tekstach choćby

�Wiesław Juszczak • J Ę Z Y K M I T U

dziedzinie niż czysto literacka, t y m co t e n wzór n a m

T r u d n o pominąć tutaj zasadniczy fragment z roz¬

unaocznia i podsuwa, jako j e d n ą z d o z w o l o n y c h por-

prawy O t t a , którą Kerenyi wspomina, bo istotnie uzu¬

cedur, będzie - powtórzmy - ogólny styl mówienia

pełnia ona to, co już pisaliśmy o trybie, w j a k i m autor

o rzeczach z a t o p i o n y c h w dawności. Styl, który bar­

Bogów

dziej może się zbliżać do poetic diction,

ukazując je jakby w p e w n y m o d d a l a n i u się o d „home-

m y się w czas.

i m głębiej cofa­

Grecji

traktował greckie wierzenia, t y m razem

r y c k i e j " religii branej w węższym sensie:

30

H i s t o r i a w ujęciu T o l k i e n a stapia się z m i t e m , co
już w i a d o m e , ale trzeba zwrócić uwagę, że ta jedność

„jeśli istnieje jakiś punkt, co do którego wszyscy świad¬

odsłania, bo odsłaniać m u s i - i m y też m u s i m y podda¬

kowie są zgodni, to jest n i m to, że szczytowym momentem

wać się t e m u p r a w u - pełnię i związaną z t y m d w u -

misteriów eleuzyjskich nie był rytuał, ani coś, czego misto-

stronność obrazu rzeczywistości, zgodnie ze słowami,

wie doświadczali fizycznie, lecz jakaś wizja. [...] Co mogli wi¬

jakie uczony i artysta każe wypowiedzieć jednej ze

dzieć? Tego nie dowiemy się nigdy. Możemy jednak wyrobić

swych postaci: „kto był w Błogosławionym Królestwie,

sobie pewną ideę rzeczy, jaka i m się objawiała, a to jest waż¬

t e n żyje w o b u światach naraz i zarówno w i d z i a l n y m ,

niejsze niż konkretne szczegóły, które same wymagałyby in¬

j a k niewidzialnym siłom może przeciwstawić własną

terpretacji. Żaden dramat nie mógłby dać takiego skutku,

wielką moc".

gdyby widzowie nie mieli pewności, że nie jest to tylko od¬

Tak mówi, i może tak najlepiej mówić p o w i n i e n

grywanie czegoś, lecz wydarzenie rzeczywiste. A owa prawda

ten, k t o bada naturę i treść m i t u : angażując w to

wyjawiana mistom przez obrazy, znaki czy słowa, musiała być

wszystkie dane m u władze, j a k tego chciał również

czymś absolutnie nowym, zdumiewającym, niedostępnym

Walter Friedrich O t t o .

racjonalnemu poznaniu. To jest niemal oczywiste. Jednak
często ulega zapomnieniu. Bo chyba żadna z hipotez dotąd

W t y m momencie stosowna się zdaje pewna dygre¬

przedkładanych nie bierze tego w rachubę. [... ] Przejdźmy

sja, która nawiązuje do pierwszej części tej książki, po¬

do punktu centralnego. Najważniejsze świadectwo tyczące

zwalająca wyraźniej przybliżyć do t a m t y c h rozważań -

świętej nocy zawdzięczamy Apollodorowi z Aten; osoba te¬

obecne.

go autora czyni je wolnym od wszelkich podejrzeń. W mo¬
mencie gdy wzywano Kore, stwierdza on, hierofant uderzał

W

w tzw.

1939 r o k u , gdy T o l k i e n prezentował swój wy¬

r)XEiov,

rodzaj spiżowego gongu. Kontekst nie pozwa¬

kład o baśniach, O t t o opublikował s t u d i u m poświęco¬

la wątpić, że królestwo zmarłych stawało otworem. Bo bez¬

ne m i s t e r i o m eleuzyjskim, które zawierało, wedle opi¬

pośrednio po tym mówi się, że w podobny gong uderzano

n i i K a r l a Kerenyiego, pewną „śmiałą teorię":

przy śmierci spartańskich królów. Sugeruje to odwieczne ry¬
tuały, które zachowywane były zarówno w Eleusis, jak

„W filologicznym i humanistycznym planie, O t t o propo¬

w Sparcie. Uderzanie w gong przypomina orientalne, zwłasz¬

nuje podejście zgoła odmienne od już wspomnianych; lecz

cza chińskie obrzędy pogrzebowe. Persefona wzywana była

niestety jego osobliwa teoria nie wpłynęła zbyt dobrze na je¬

z głębokości w innych kultach greckich. [... ] A w Eleusis Ko-

go reputację jako uczonego. Twierdzenie to było równo¬

re również przychodziła w odpowiedzi na wezwanie. Wsta¬

znaczne z prowokacją. Wzywał swych czytelników, by roz¬

wała z martwych. Zjawiała się. Jest to dowiedzione, jeśli jesz¬

ważyli rozproszone aluzje, tyczące doświadczeń - pathe -

cze potrzebny tu dowód, przez nowo odkryty papirusowy

inicjowanego w Eleusis, z nowego punktu widzenia i próbo¬

tekst, w którym Herakles oświadcza, że nie jest mu potrzeb¬

wali uwzględnić fakt, który on sam brał bardzo poważnie, że

na inicjacja, ponieważ już w swym zejściu do podziemnego

uczestnicy Misteriów mogli doświadczać

tego, co - jak wie¬

świata zobaczył wszystko, co misteria mają do zaofiarowania.

rzyli - było autentyczną boską epifanią. Można powiedzieć,

Opowiada o świętej nocy, a na koniec mówi: «Zobaczyłem

że O t t o miał tu prekursora w osobie holenderskiego bada¬

Kore». Królowa podziemnego świata jest obecna. [...]

cza K. H . E. de Jonga, który już interpertował był klasyczny

W Eleusis uprawnieni do wtajemniczeń pozostawali wzglę¬

passus z Fajdrosa Platona (250c) jako pośrednie świadec¬

dem owego wydarzenia, którego mieli być świadkami,

two, że w Eleusis zmuszano duchy, by się zjawiały. [... ] Ot¬

w pewnej istotnej relacji. [... ] Byli jak gdyby przenoszeni

to, ze swej strony, nie czynił owej tezy bynajmniej wiarygod-

w mit, a w tym niezwykłym momencie mit stawał się rzeczy¬

niejszą sugerując, w dodatku, że ziarno zboża mogło wzra¬

wistością.

stać i w cudowny sposób dojrzewać podczas misteryjnej no¬

Czym przeto jest mit? - Pewną starą opowieścią, zacho¬

cy. Uwaga ta wydawała się zbyt bliska cudu św. Januarego

wywaną przez przodków i przekazywaną potomnym. Lecz

w Neapolu".

przeszłość stanowi tylko jeden z jego aspektów. Prawdziwy

31

mit jest nierozdzielnie związany z kultem. Dawno temu jest
Kerenyi dodaje, że sam usiłował postawić nową hi¬

również jakimś teraz, to co było, jest także żywym zdarze¬

potezę, odnoszącą się do zagadki Eleusis, poprzez i n ­

niem. Tylko w owej podwójnej jedności «wtedy» i «teraz»

oraz

wypełnia się prawdziwa istota mitu. Kult jest jego uobecnio¬

nawiązanie do rzekomego procesu, j a k i m i a n o wyto¬

ną formą, odtworzeniem zdarzenia archetypowego, umiesz¬

czyć A j s c h y l o s o w i za ujawnienie czegoś z tajemnicy

czonego w przeszłości, lecz wiecznego w istocie. A chwila,

misteriów .

gdy mit ten się urzeczywistnia, jest uroczystością na cześć

terpretację finałowej sceny z Edypa

w Kolonos,

32

263

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

bogów, świętym dniem powracającym w ustalonym odstępie.

w swej analizie, odrzuca z niego „opowieści podróżni­

W owym dniu cała pamięć wielkiego dziedziczonego do­

cze"

świadczenia znów jest prawdziwa i obecna. Bogowie są bli¬

w nawias marzenia sennego", oraz to co dla nas jest

(w typie Guliwera),

wszelkie narracje

„brane

sko, jak byli u początku czasu, nie tylko jako majestatyczne

zwykle „bajką" w przeciwieństwie do baśni: „ezopowe"

postacie domagające się czci, lecz jako to, czym są: najwyż¬

- powiedzmy - p o w i a s t k i z morałem, w których boha­

szymi realnościami tego co tu i teraz, pierwotnym objawia¬

t e r a m i są zwierzęta ucieleśniające ludzkie charaktery

niem się biegu bytu, tworzącymi i cierpiącymi mocami żywej

czy raczej typy („bajki zwierzęce"). M i m o t y c h wstęp­

chwili, która także zawiera w sobie śmierć. Bez śmierci nie

n y c h zastrzeżeń, t e r m i n „fairy-story"

może być życia; bez umierania - płodności. Powraca mo­

wyczerpuje nadawanego m u t u zakresu i siły znacze¬

ment groźny, moment, kiedy młoda bogini zostaje porwana

nia, gdy po prostu o d d a m y go przez „baśń" w przyję¬

bynajmniej nie

przez ciemności, gdy boska matka szuka jej lamentując i pła¬

t y m powszechniej sensie. Bo pojęcie fairy-story

cząc, póki nie dowiaduje się, że stała się ona Królową Umar¬

muje sobą, bywa równoznaczne z l u b - zbliża się do

łych i że nią pozostanie; lecz córka wychodzi na ziemię,

pojęcia „mitu", jako opowieści „pierwotnej", co może

obej¬

a wraz z nią ziarno, któremu ludzie zawdzięczają ucywilizo¬

znaczyć „świętej": nie stworzonej przez ludzi, w każ¬

wane życie. I mistowie są świadkami tego wydarzenia, które

d y m razie ściśle związanej z wierzeniami, j a k w trakcie

nie jest w istocie odgrywaniem czegoś, ale boską obecnością,

w y w o d u to wyczuwamy (nie zawsze z pełną jasnością),

mitem urzeczywistnionym. Persefona jest obecna dla ludzko¬

by się na koniec upewnić o t y m , kiedy do owego „ga¬

ści, dla zgromadzenia, w owym wielkim momencie, który

t u n k u " T o l k i e n zaliczy Ewangelie, traktując je jako

przynosi czas. I będzie obecna znowu, osobno dla każdego

najwyższe, z tego rodzaju, dzieła sztuki ( ! ) ,

człowieka, kiedy nadejdzie śmierć, to straszliwe święto

„artyzm zawiera się raczej w samych zdarzeniach, a nie

śmiertelnej nocy, z którym eleuzyjskie misteria tak często by¬

w sposobie opowiadania", ponieważ „autorem t y c h

35

których

ły porównywane. Nierozważne byłoby nawet uleganie poku­

zdarzeń nie był żaden z ewangelistów".

sie, by uchwycić w konkretach obraz tego, co postrzegano

zaznaczonymi b i e g u n a m i rozciąga się dyskurs przybli¬

w takim momencie. A skoro próba taka byłaby też jakimś

żający istotę owego zjawiska.

szacowaniem misteriów, badacz sam musi dojść do tego, jak

Fairy-story

36

Między tak

to a story of faierie: „opowieść z Zaczaro­

absurdalne jest mniemanie, że coś tak wielkiego potrafimy

wanego Królestwa", l u b „Królestwa Elfów", j a k d o w o ­

pojąć przez zwykłe zastosowanie metody filologicznej i płyt¬

dzi T o l k i e n , powołując się na o d n o t o w a n e w

kiej nowoczesnej psychologii. To tak, jak byśmy metodą na¬

English

uk ścisłych próbowali się zbliżyć do największych na świecie

r o k u , użycie słowa fairy w Gowera Confessio

dzieł sztuki".

gdzie o prezencji pięknego i strojnego młodzieńca po¬

33

Dictionary

Oxford

pierwsze, pochodzące sprzed 1450
amantis,

wiada się „as he were of faierie": „jak gdyby był z czaro­
Już odrzucając hipotezę „odgrywania" m i t u pod¬

dziejskiego świata" [Faerie] (a nie „a faierie", jak błęd¬

czas misteriów w Eleusis ( m i t u l u b jednego z możli¬

nie zacytowano w haśle z tego słownika, zarazem myl¬

w y c h apokryfów m i t o l o g i c z n y c h , z których najważ¬

nie oddając całe wyrażenie przez: „jak gdyby był

niejszym z zachowanych będzie, w t y m przypadku,

elfem"). G d y więc iść za tą sugestią (a nie sposób jej

Hymn do Demeter, jak próbujemy dowodzić dalej), Ot¬

p o m i n ą ć ) , tłumaczenie czy rozumienie tytułu poema¬

to zdaje się traktować tę formę przekazu, i zarazem in¬

t u Spencera The Faerie Queene jako Królowa

terpretacji opowieści w rytuale, z podtekstem zbliżo¬

(albo Elfów)

n y m do zasady wydobytej ostro przez angielskiego

odnosi się do żadnych postaci, lecz do pewnego obsza¬

uczonego w związku z wszelkimi wizualizacjami narra¬

ru, k r a i n y jaką ta królowa włada. Stąd, powiada Tol¬

cji „baśniowych" (czytaj: m i t y c z n y c h l u b epickich, al¬

k i e n , nadawanie baśni (fairy-story)

bo, w szczególnym, dalej eksplikowanym t u znaczeniu,

ści o elfach l u b i n n y c h czarodziejskich istotach" jest

„fantastycznych"), w t y m zwłaszcza sprowadzanych na

stanowczo zbyt zawężone:

Wróżek

jest też opaczne, bo tytułowe faerie nie

znaczenia „opowie¬

obszar d r a m a t u .
„antropocen-

„baśnie bowiem - w normalnym tego słowa użyciu - to

t r y c z n y " , t z n . przenoszący wszystko n a g r u n t wyłącz¬

Tolkien,

nie po prostu historie o elfach, ale opowieści o Faerie, Kró­

nie w i d z i a l n y c h l u d z k i c h zachowań i działań, stwier¬

lestwie Czarów. W królestwie tym istnieją nie tylko elfy

dza, że uniemożliwiałoby to przejście w stan „zacza¬

i wróżki, nie tylko krasnoludy, czarownice, trolle, olbrzymy

r o w a n i a " . Rozważał bliżej tę kwestię w rozprawie On

i smoki, ale także morza, Słońce, Księżyc, Ziemia i wszystko,

Fairy-Stories,
podjąć.

określając

dramat jako

z której pewne wątki m u s i m y teraz

co się na niej znajduje: a więc drzewa i ptaki, woda i kamie¬
nie, chleb i wino, i my, śmiertelnicy, jeśli nas tam zaklęto.

3 4

Pierwszym i nie najmniejszym stopniem trudności

[...] Określenie, czym jest baśń albo czym być powinna, nie

do p o k o n a n i a jest t u sama terminologia. T o l k i e n uży¬

może opierać się na żadnych definicjach czy historycznych

w a słowa fairy-story,

l u b fable, w czym

przekazach dotyczących elfów lub innych czarodziejskich

można by upatrywać rozróżnienia między „baśnią"

istot, ale na naturze samej Niebezpiecznej Krainy - Króle­

i „bajką". T y m bardziej, że już na początku w y w o d u ,

stwa Czarów - i wiatru, jaki tam wieje. Nie podejmuję się tu

dokonując selekcji materiału, j a k i bierze p o d uwagę

ani zdefiniowania tych ziem, ani nawet próby ich opisania.

nie fairy-tale

264

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

Nie sposób bowiem pochwycić Królestwa Czarów w sieć

słowa", czyli o d głoszenia treści o b j a w i o n y c h , których

słów; jedną z jego właściwości jest to, że nie da się go opisać,

człowiek jest tylko wyrazicielem, a nie autorem, albo -

choć na pewno można go doświadczyć. M a ono wiele aspek¬

w jeszcze mniejszej mierze - twórcą. U Tolkiena tak

tów, a ich analiza nie musi doprowadzić do odkrycia sekretu

właśnie i n t e r p r e t o w a n y jest przykład Ewangelii: jako

całości. M a m wszakże nadzieję, że to, co powiem za chwilę

ujętej w m o w i e opowieści skądinąd „danej", a przeka¬

w związku z pozostałymi pytaniami, rzuci nieco światła na

zywanej jedynie przez ludzi.

mą własną - jakże niedoskonałą - wizję tej krainy. [... ]

C h o ć nigdzie nie jest to wyjaśnione wprost, wypa¬

Najistotniejszą mocą Królestwa Czarów jest to, że może

da założyć, że dla Tolkiena istnieje różnica między „mi¬

ono tchnąć życie w najbardziej nawet fantastyczne wizje.

t e m " (który i u niego można chyba traktować jako coś

[... ] Ten aspekt mitologii - tworzenie, a nie odzwierciedlanie

bliskiego objawieniu) a baśnią (dziełem człowieka, ja¬

czy symboliczna interpretacja piękna i grozy - jest, jak sądzę,

ko „pomniejszego s t w ó r c y " ) na hierarchicznej skali
40

zbyt zaniedbany. Czy to dlatego, że pełniej ujawnia się on

opowieści, które na tej podstawie dałoby się rozróżnić

w Królestwie Baśni niż na wyżynach Olimpu? A może dlate¬

jako „sakralne" i „laickie" (lub przynajmniej ciążące

go, że uważa się go raczej za cechę mitologii «niższej» niż

k u świeckiemu obszarowi). W t y c h d r u g i c h podstawo­

«wyższej»?"

w y m czynnikiem tworzenia jest „fantazja", czego nie

37

da się powiedzieć o „micie" w sensie m o c n y m . Słowo
Tolkien ani nie odrzuca, ani nie zaciera tej relacji, mi¬

„baśń" stosuje o n jednak, w zasadzie, wobec o b u . Mo¬

tem i baśnią (czy ściślej: „prawdziwą baśnią") choć wy¬

i m zdaniem trzeba przyjąć, że „mit" i „baśń" są blisko¬
znaczne, aczkolwiek można wątpić, czy są t r a k t o w a n e

wód, przynajmniej na początku, nie odsłania jej wprost.

do k o ń c a synonimicznie (może baśń jest istotnie „niż¬

„Mit" zdaje się t u najpierw kwestią głównie filolo¬

szą", albo „wtórną" postacią m i t u , z t y m , że o d m i t u -

giczną.

co najmniej „ f o r m a l n i e " - zależną?). T r u d n o b o w i e m
„Można bez żalu - czytamy we fragmencie, w którym

wyobrazić sobie, że ktoś przypisuje fantazji tę samą ro¬

wolno upatrywać nawiązania do Barfielda - porzucić pogląd

lę w przekazywaniu

Maxa Mullera, że mitologia to «choroba języka». Równie

ona dla niego w tworzeniu i n n e j . Jednak mówi o n tak¬

jednego t y p u opowieści, jaką pełni

dobrze można by powiedzieć, że myślenie to choroba umy¬

że o „baśni prawdziwej". N a j p i e r w trzeba przyjrzeć się

słu. Mitologia nie jest żadną chorobą, choć naturalnie, jak

uważnie t e m u , co pisze o fantazji:

wszystkie ludzkie wytwory, sama może być chora. Bliższe
prawdy byłoby już chyba stwierdzenie, że języki - a szczegól¬

„Zdolność umysłu do tworzenia obrazów to jedna sprawa

nie współczesne języki europejskie - są chorobą mitologii.

- i słusznie umiejętność tę określa się mianem wyobraźni.

Nie sposób wszakże odrzucić języka. Wcielony umysł, język

[...] Umiejętność wyrażenia, które (mniej czy bardziej udat-

i opowieść liczą sobie w naszym świecie tyle samo l a t " .

nie) nadaje temu, co wyobrażone, «spójność cechującą rze-

38

czywistość», to zupełnie inna sprawa. Potrzeba jej innej na¬
Stwierdzenie, że mitologia jest w y t w o r e m l u d z k i m ,

zwy - jest to sztuka, wtórne stwarzanie, ogniwo łączące wy¬

odnosi się w naszym p r z e k o n a n i u niewątpliwie do

obraźnię i jej ostateczny produkt: utwór. Brakuje m i jeszcze

słownego ujęcia m i t u , do m i t u „wypowiedzianego" czy

słowa, które łączyłoby w sobie pojęcie sztuki wtórnego two¬

„opowiedzianego", do opowieści mitycznej. Lecz zara¬

rzenia jako takiej i ową cechę dziwności

zem powstaje dylemat, czy mitologia jest czymś różnym

w sposobie wyrażenia, a obecną już w obrazie wytworzonym

o d poszczególnych mitów (właśnie jako opowieści nie

przez wyobraźnię: niezbędną cechę baśni. [... ] wybieram dla

41

i cudowności

t w o r z o n y c h przez ludzi, lecz tylko relacjonowanych

mych celów słowo «fantazja» - i to zarówno w jego starszym

przez n i c h . Czy jest to więc generalny t e r m i n określa­

i bardziej wzniosłym sensie «wyobraźni», jak i w pochodnym

jący jeden typ opowieści (wyłącznie jeden, rzecz jasna),

znaczeniu «nierzeczywistości» (to jest niepodobieństwa do

czy też jest nazwą zbiorczą szerszego g a t u n k u narracyj¬

pierwotnego świata) i uwolnienia się od dominacji «faktu»

nego, jeśli w o l n o to tak nazwać, zważywszy, że m i t

- jednym słowem «fantastyczności»".

42

43

w zasadzie jest pozbawiony wyraźniejszych l u b jakich¬

Słowo to znaczy t u zarówno „rzeczy, które nie są

k o l w i e k narracyjnych reguł. A stąd: czy „baśń" mieści

bezpośrednio obecne" (te więc, które wyobraźnia jest

się w obrębie „mitologii", i czy jest zarazem tożsama

zdolna przywoływać), jak takie, które nie

z „mitem", czy też jest wobec m i t u - w m o c n y m sen¬

w „świecie p i e r w o t n y m " , tzn. w rzeczywistości „praw¬

sie: m i t u „wyższego" - czymś obocznym, n p . „mitem"

dziwej". S t ą d „fantastyczność" czyni z t a k pojętej „ba¬

niższego rodzaju?

śni" - zdaniem T o l k i e n a - formę sztuki „niemal naj¬

39

Wszystko to prowadzi do próby pogodzenia t y c h

istnieją

czystszą, a więc (gdy jest udana) najpotężniejszą".

rozróżnień z d o k o n a n y m w poprzedniej części tej pra¬
cy podziałem na m i t jako formę objawienia, która jest
pierwotnie „niema" (der stumme Mythos),

„Fantazja ma naturalnie pewną przewagę nad innymi ro¬

a dalej: ob¬

dzajami twórczości: fascynującą obcość i dziwność - ponow¬

jawienie wysłowione, i wreszcie opowieść apokryficz¬

nie podkreśla pisarz. - Wielu ludzi nie lubi ulegać fascyna¬

ną, która o d strony języka nie różni się (jak w o l n o

cjom. [... ] Głupio i złośliwie mylą więc fantazję z marzenia¬

m n i e m a ć ) zasadniczo o d m i t u już „dochodzącego do

mi, które nie mają nic wspólnego ze sztuką, oraz z zaburze-

265

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

niami psychicznymi, nad którymi człowiek nie ma żadnej

ficzny" d r a m a t u , „bardziej autentyczny" - powiedzieli¬

władzy [...]. W ludzkiej twórczości fantazję najlepiej pozo­

byśmy - jego o d p o w i e d n i k , który (i jeśli) rozgrywa się

stawić słowu, prawdziwej literaturze. [...] Fantastycznych

niejako „wewnątrz" baśniowego świata. Gdy, za Tol¬

form nie można udawać".

k i e n e m , przeciwstawimy „magii" „zaczarowanie" wy¬
twarzające (znów podkreślmy: tylko)

T y m razem chodzi o wszelkie wizualizacje tego, co

„wtórny świat",

do którego zarówno twórcy, j a k i widzowie

mogą

wykreowała czysta fantazja w opowieści. K o r o n n y m

wejść, a gdy się już w n i m znajdą, doświadczać go

przykładem są t u deformacje „opowieści" wywołane

wszystkimi zmysłami", zaczarowanie o w o wprowadzi

posługiwaniem się i m tylko właściwymi, i c h niejako

nas w „dramat czarodziejski", w :

n a t u r a l n y m i środkami - w dramacie, o czym była już

„przedstawienia elfów, których widzami tak często by¬

m o w a . D r a m a t b o w i e m , jak czytamy dalej, jest w isto¬

wali ludzie: twory realistyczne, niemal dotykalne fantazje,

cie „rodzajem udawanej l u b zastępczej m a g i i " :

niedostępne dla jakichkolwiek ludzkich środków. W rezul¬
tacie jego oddziaływanie (na człowieka) wykracza zazwyczaj

„jest widzialnym i słyszalnym przedstawieniem ludzi wy¬

poza wtórną wiarę. Jeśli znajdziesz się na czarodziejskim

myślonych w opowieści. [... ] Każde, nawet udane pod wzglę¬

dramacie, przeniesiesz się (albo tak ci się będzie zdawało)

dem technicznym, wprowadzenie w ten niby-magiczny wtór¬

do wnętrza wtórnego marzenia. [...] Czarodziejski dramat

ny świat dalszych fantazji lub czarów, każe nam przenieść się

wprowadza cię w sen snuty przez cudzy umysł, choć możesz

na kolejny poziom rzeczywistości: w świat trzeciego rzędu.

łatwo zapomnieć o tym fakcie. [... ] Pierwotny świat pozo¬

A to już o jeden świat za daleko. [...] Niewiele można powie­

staje więc tym samym dla elfów i dla ludzi, nawet jeśli jest

dzieć w dramacie o drzewach jako o drzewach".

przez nich inaczej ceniony i postrzegany. [... ] To właśnie el¬

44

fy mogą nam uzmysłowić kluczowe pragnienia i aspiracje
D l a zrozumienia całego w y w o d u m a to kluczowe

ludzkiej fantazji, nawet jeśli same są tylko jej wytworem,

znaczenie. Po pierwsze, okazuje się, że wcześniej Tol¬

a może właśnie dlatego. [... ] Fantazja to natualny aspekt

k i e n posługiwał się t e r m i n e m „magia" przenośnie l u b

ludzkich działań. N a pewno nie niszczy rozumu ani go na¬

zastępczo. W zasadzie b o w i e m t r a k t u j e o n ją tak, j a k

wet nie obraża; nie stępia też apetytu na prawdę naukową

się ją traktować zwykło w h i s t o r i i i d e i religijnych: ja¬

i nie zaciera jej postrzegania. Wręcz przeciwnie. I m bystrzej¬

ko wynaturzenie wierzeń, przewrotną c h ę ć wykorzy¬

szy i trzeźwiejszy umysł, tym wspanialsze będzie snuł fanta¬

stania b o s k i c h m o c y dla l u d z k i c h celów. „Magia nie

zje. [... ] U podstaw prawdziwie twórczej fantazji leży ostra

jest sztuką, lecz techniką, wyrasta z pragnienia władzy

świadomość tego, że świat jest taki, jaki się nam jawi, a więc

n a d t y m światem, d o m i n a c j i n a d materią i wolą" -

rozpoznanie faktów, choć niekoniecznie uznanie ich władzy.
[...] Ludzie poczęli nie tylko elfy, lecz wymyślili bogów i za¬

czytamy dalej.
Po drugie, o d k r y w a m y t u istotę stosunku fantazji

częli oddawać i m cześć; czcili nawet bóstwa przesiąknięte

do „pierwotnego", czyli stworzonego, nie o d nas zależ¬

złem swych twórców. [...] Abusum non tollit usum. Człowiek

nego w swym i s t n i e n i u i biegu świata. Stwierdzenie,

nie utracił praw do fantazji: tworzymy na swą własną miarę

że dalszy niż tylko (dodajmy) „wtórny" p o z i o m rzeczy¬

i na swój własny, wtórny sposób, ponieważ my także zosta¬

wistości, na j a k i m dokonują się prawidłowe i „dozwo¬

liśmy stworzeni, i to na obraz i podobieństwo naszego

l o n e " działania fantazji, to już wkroczenie w „o j e d e n

Stwórcy.

świat za daleko", zostało poparte i d o d a t k o w o wyja¬

[... ] baśniowe opowieści pozwalają nam wyzdrowieć.

śnione, między i n n y m i , w jednej z n o t uzupełniają¬

Wyzdrowienie (to jest trwały powrót do zdrowia) jest odzy¬

cych tekst zasadniczy: „Fantazja nie zaciera ostrych

skaniem: odzyskaniem jasnego spojrzenia. Nie chcę tu za¬

konturów rzeczywistego świata - raczej jest o d n i c h

głębiać się w filozofię i mówić o «widzeniu rzeczy takimi, ja­

zależna. W naszym z a c h o d n i m , europejskim świecie

k i m i są», ale mógłbym zaryzykować mówienie o «rzeczach

to «poczucie rozdziału* często bywa w dzisiejszych

takich, jakimi przeznaczone jest (czy było) nam je widzieć*

czasach osłabiane i atakowane nie przez fantazję, ale

- jako rzeczy poza nami. Musimy umyć okna, aby uwolnić

przez teorie n a u k o w e " .

S t ą d zupełnie inaczej pojmo¬

świat zewnętrzny od brudnych zacieków trywialności lub

wać należy c y t o w a n y wyżej f r a g m e n t o „nierzeczywi¬

powszedniości - od poczucia posiadania. [... ] Kreatywna

stym" charakterze wytworów fantazji. Można zapew¬

fantazja jest władna otworzyć na oścież drzwi twego skarb¬

ne słowo to rozumieć jako „nadempiryczny"

ca i wypuścić na wolność, niczym ptaki z klatek, uwięzione

45

(czy

„nadzmysłowy"), l u b „rzeczywisty wtórnie". Fantazja

w n i m rzeczy. I oto klejnoty przemienią się w kwiaty i pło¬

b o w i e m poszerza rzeczywistość, a nie deformuje jej

mienie, a ty wreszcie uświadomisz sobie, że wszystko to, co

i nie neguje a n i nie odbiega o d praw nią rządzących,

posiadałeś (lub znałeś), było groźne i potężne, nie dość sku¬

czyli o d „pierwotnego świata". Czy nie dałoby się po¬

tecznie zakute w łańcuchy, wolne i swobodne: nie bardziej

wiedzieć, że sprowadza na poziom fenomenów to, co

twoje, niż było sobą. Wszelkiego rodzaju «element fanta-

w niej niewidzialne?

styczny» w poezji i w prozie pomaga w tym uwolnieniu. Jed¬
nak najpełniej czyni to baśń - świat zbudowany na fantazji

W r a c a j ą c do przerwanego f r a g m e n t u : wedle Tol¬

lub wokół niej, którego samym sercem jest fantazja właśnie.

kiena może istnieć rodzaj „wyższego" niż „antropomor-

[... ] Baśnie opowiadają głównie albo (te lepsze) niemal wy266

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

łącznie o sprawach podstawowych, nie tkniętych przez fan¬

„Nietrudno wyobrazić sobie owo niezwykłe podniecenie

tazję, ale jej oprawa przydaje blasku tej prostocie. Bo twór¬

i radość, jakie stałyby się naszym udziałem, gdyby jakaś

ca opowieści, który pozwala sobie na «swobodę» wobec na¬

szczególnie piękna baśń okazała się prawdziwa w «pierwot-

tury, może być jej miłośnikiem, ale nie niewolnikiem. To

nym» sensie tego słowa, gdyby jej fabuła objawiła się jako

baśnie pierwsze pozwoliły przeczuć moc słów i cudowność

zdarzenie historyczne, nie tracąc przy tym owego mitycznego

rzeczy takich, jak kamień, drewno i żelazo, dom i ogień,

i alegorycznego znaczenia, które miała jako baśń. Nietrud­

chleb i w i n o " .

no, gdyż nie byłoby to doświadczenie o zupełnie nowej, nie

46

znanej nam jakości".

47

Skoro padło wyrażenie „moc słów", m u s i m y wrócić
do kwestii języka samego. A l e przedtem konieczne jest

T o l k i e n m a t u n a myśli szczególną „baśń", o której

ujawnienie jeszcze jednej ze stron streszczanego t u wy¬

już n a początku wspominał, a do której n a koniec wra­

wodu.

ca, pisząc o jednej z najważniejszych cech tego gatun­

Słowo jest najistotniejszym środkiem

tworzenia,

k u , jaką jest szczęśliwe zakończenie (ściślej „rozwiąza­

które - jak pamiętamy - T o l k i e n uznawał za nazbyt za¬

nie a k c j i " ) : euktastrophe.

poznany aspekt m i t u , w t y m momencie utożsamiając

ca „jest najdoskonalszą formą baśni [ . . . ] . Jest to dana

Opowieść d o niej prowadzą­

z n i m baśń, traktując j ą (czasem między wierszami) za

n a m , w oprawie baśniowego l u b innego świata, nagła

jeden z jego przejawów, jedną z postaci mitycznej opo¬

i c u d o w n a łaska, której p o w r o t u nigdy nie można być

wieści. Przy pierwszej lekturze rozprawy O

p e w n y m . [...] Łaska ta jest swego rodzaju

baśniach

evangelium,

sprawa relacji pomiędzy t y m i dwiema f o r m a m i przeka¬

oferującą u l o t n y przebłysk radości - owej radości, któ¬

zu czyni wrażenie nie d o k o ń c a wyjaśnionej, o czym

ra czeka poza m u r a m i tego świata, równie przeszywa¬

wspominałem. Jednak i m więcej analogii znajdujemy

jąca, j a k żal". Przez użycie tego środka nawet współ¬

dla zasadniczego przesłania tego tekstu i i m głębiej

czesna opowieść o baśniowym charakterze może mieć

w sam jego gąszcz wkraczamy, t y m jaśniejsze się staje,

w sobie „coś z owej dziwnej mistycznej jakości dawnej

że „baśń" i „mit" są tutaj zasadniczo

baśni, przerastającej opowiadane w y d a r z e n i e " . I t u

t y m samym

w istocie.

48

wreszcie o d k r y t y zostaje ostatecznie k i e r u n e k tego wy¬
w o d u i najgłębsza treść jego przesłania:

U O t t a m i t , b ę d ą c „pewną starą opowieścią", nie¬
ustannie przechodzi ( i zarazem przenosi nas) w teraź¬
niejszość: „to, co było, jest także żywym zdarzeniem".

„W eukastrophe otrzymujemy sugestię większej odpowie­

Jej prawdziwe życie aktualizuje się n i e u s t a n n y m jej

dzi - dalekiego odbłysku czy echa Evangelium w rzeczywistym

p o w t a r z a n i u (opowieść taka jest „zachowana przez

świecie. [...] Ewangelia to przecież baśń albo raczej wzniosła

przodków i przekazywana p o t o m n y m " ) i w k u l c i e ,

opowieść, która jest samą istotą baśni. Mówi o wielu cudach,

który n a swój sposób wprowadza nas w sam k r w i o b i e g

osobliwie artystycznych, pięknych i poruszających: «mistycz-

wysławianych wydarzeń. K u l t , czyniąc niejako tę opo¬

nych», w swej doskonałości i pełni. Pośród tych cudów znaj­

wieść wiarygodniejszą, wzbudza w jego uczestnikach

duje się i owa największa, najpełniejsza eukatastrophe, jaką

wiarę w jej prawdziwość. W i a r ę , której - w sakralnej

można sobie wyobrazić. Baśń ta wtargnęła w historię i świat

sferze, w jaką m i t nas przenosi - nie możemy już okre¬

pierwotny. Pragnienie i aspiracje twórcze wypełniły się jako

ślić jako „wtórnej". Jest to wiara l u b wierzenie w sen¬

Stworzenie; narodziny Chrystusa to eukatastrophe historii

sie bezwzględnym. W religiach p i e r w o t n y c h świętość

człowieka; Zmartwychwstanie zaś - eukatastrophe historii

m i t u jest zagwarantowana przez świętość słowa. I wie¬

Wcielenia. Opowieść zaczyna się i kończy radością. Odzna¬

rzenia sięgają aż t u , l u b stąd czerpią swą autentycz¬

cza się też górującą nad innymi historiami «wewnętrzną spój¬

n o ś ć i siłę. Jeśli, j a k czytaliśmy, zakłócenie

„wiary

nością cechującą rzeczywistość». Nigdy nie pojawiła się żad¬

w t ó r n e j " albo wyjście poza stan „zawieszenia niewia¬

na opowieść, którą człowiek tak bardzo pragnąłby widzieć ja¬

r y " p o w o d u j e nagłe rozczarowanie, wytrącenie ze

ko prawdziwą, i żadna, której prawdziwość uznałoby tak wie¬

świata fantazji przez konfrontację baśni (jako „zmy¬

lu sceptyków. Jej artyzm nosi najbardziej przekonujące piętno

ślenia", „literackiej f i k c j i " ) z prawdą

pierwotnej sztuki - aktu Stworzenia. Odrzucenie jej prowa¬

„pierwotnego

świata", którego częścią jesteśmy sami - o tyle wyjście

dzi albo do smutku, albo do gniewu. [...] Sztuce nadano wy­

poza prawdę m i t u nie jest możliwe. B o nie m a dokąd

miar prawdy. Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów. Legen­

wyjść. Jest o n równie prawdziwy j a k rzeczywistość,

da i historia spotkały się i zlały w jedno".

49

skoro o n a cała potwierdza p r a w d y przezeń oznajmia¬
ne, b ę d ą c - kiedy inaczej n a t o spojrzymy - tylko jej
kontynuacją,

k i e d y zachowuje

„wewnętrzną

D o p i e r o p o t y m może być p o d d a n y właściwemu

spój¬

rozbiorowi p r o b l e m podstawowego środka, j a k i m po¬

Wedle Tolkiena istnieje w t y m zakresie, który czę¬

jest w stanie ujawnić się w pełni swego „wtórnego

ność" ją cechującą.

sługuje się sztuka baśni, poprzez który fantazja ludzka

ściej nazywa baśniowym niż m i t y c z n y m , jeden - wspo¬

stwarzania".

Postawa,

jaką

reprezentuje

Tolkien,

m n i a n y już - przypadek, który w pełni rozwiązuje

w oczywisty sposób czyni słowo

wszelkie wątpliwości i k o m p l i k a c j e , jakie jego wywód

C y t o w a n y już fragment, gdzie mówi o n o zaniedbaniu

mógł wywoływać:

„tego aspektu m i t o l o g i i , j a k i m jest tworzenie", prowa267

analogonem

Słowa.

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

dzi do pytania, dlaczego t a k się dzieje: „Czy dlatego -

żam, że sporym w a l o r e m l i t e r a c k i m jest pozostawienie

jak sam pisze - że tworzenie pełniej u j a w n i a się w Kró¬

w i e l u spraw nie wyjaśnionymi (szczególnie, jeśli wyja­

lestwie Baśni niż na wyżynach O l i m p u ? " Ze baśń, gdy¬

śnienie istnieje); być może z tego p u n k t u widzenia po¬

by ją m i t o w i przeciwstawić jako gatunek mniej krępu¬

pełniłem błąd, starając się wyjaśnić zbyt wiele faktów

jący fantazję artysty, pozwala swobodniej obchodzić

z historii".

53

prawa „pierwotnego świata" i wprowadzać w życie
„najbardziej fantastyczne wizje"? Ze zatem m i t wier¬

Wreszcie odpowiedź, której szukamy, zostaje udzie¬

niej odzwierciedla p i e r w o t n y świat, bo go bezpośred¬

lona wprost:

n i o reprezentuje wyrastając zeń, nie b ę d ą c t w o r e m
wtórnym, zapośredniczonym przez aktywność ludzką?

„[Władca Pierścieni]to

«baśń», lecz napisana - zgodnie

A l e , j a k mówiliśmy, istnieje „baśń prawdziwa" l u b

z przekonaniem, które kiedyś wyraziłem w obszernym eseju

„czysta" (może równie p i e r w o t n a j a k pierwsze wysło¬

0 baśniach, że to są jej właściwi czytelnicy - dla dorosłych.

wienie m i t u ) , która jest swoistym m o d e l e m „baśni",

Uważam, że baśń ma swój właściwy sposób odzwieciadlania

jako g a t u n k u - na p e w n y m etapie rozwoju najszerzej

«prawdy», odmienny od alegorii, (dłuższej) satyry czy «reali-

rozumianej „opowieści" - zajmującego miejsce m i t u

zmu», i jest on pod pewnymi względami bardziej przekonu¬

wraz z laicyzacją kultury, co się łączy z n a r o d z i n a m i

jący. [...]Pod tą opowieścią kryje się oczywiście struktura mi¬

„wiary wtórnej"? Z a t e m „baśń" nie byłaby określeniem

tologiczna. Została napisana na samym początku i być może

jednego tylko typu narracji, lecz zbioru wewnętrznie

będzie teraz częściowo opublikowana. Można powiedzieć,

zróżnicowanego, ustopniowanego. Zbiór t a k i obejmo¬

że jest to «mitologia monoteistyczna», a zarazem «wtór-

wałby zatem i to, co zwykło się nazywać m i t e m .

stwórcza»".

54

55

Porządkując w analizowanym t u tekście argumen¬
ty tego przekonania dotyczące, jeden z ważniejszych

W z m i a n k a o „teologicznym" charakterze przypo¬

znajdujemy w dopiskach do w y w o d u głównego. Jest to

m i n a n a d t o uwagę zawartą w liście do jezuity, Rober¬

uwaga nawiązująca do baśni A n d r e w Langa opartej na

ta M u r r a y a , który po przeczytaniu części The Lord

micie Perseusza i Gorgony:

the

Rings

of

napisał do Tolkiena, że dzieło wywołało

w n i m poczucie „wielkiej zgodności ze stanem Łaski":
„co do początku baśni: trudno znaleźć lepszą formułę niż
«dawno, dawno temu». [...] Zaczyna się tak i nie określa ani

„Władca

Pierścieni jest zasadniczo dziełem religijnym

roku, ani miejsca, ani osób. Zabieg ten prowadzi do czegoś,

1 katolickim; początkowo niezamierzenie, lecz w popraw¬

co można byłoby określić jako przemianę mitologii w baśń.

kach świadomie. Dlatego nie umieściłem w n i m czy też wy¬

Osobiście wolałbym tu mówić o przemianach wzniosłej ba¬

ciąłem z niego niemal wszystkie wzmianki o czymkolwiek, co

śni (bo czymże innym jest grecka opowieść) w tę szczególną

mogłoby być «religią», kultem czy obrzędami w tym wymy¬

formę, tak obecnie popularną w naszym kraju: w opowiast¬

ślonym świecie. Element religijny został bowiem wchłonięty

kę dla dzieci [...]. Bezimienność to nie cnota i nie należy jej

przez opowieść i jej symbolikę".

56

naśladować, bo niedookreśloność prowadzi w tym wypadku
do obniżenia jakości, zepsucia wynikającego z zapomnienia

A w i n n y m jeszcze miejscu czynił taką uwagę:

i braku inwencji. Ale nie bezczasowość. Początek nie jest zu¬
bożeniem - jest znaczący. Pozwala natychmiast przeczuć roz¬
legły świat czasu, nie objęty żadną mapą".

„Pod względem teologicznym (jeśli ten termin nie jest
zbyt pretensjonalny) wyobrażam sobie, że to, co przedstawi¬

50

łem, w mniejszym stopniu odbiega od tego, co niektórzy
W korespondencji o d n a j d u j e m y dodatkowe wyja¬
śnienia tej kwestii.

(łącznie ze mną) uważają za prawdę. [...] Opowieść głównie
dotyczy Śmierci i Nieśmiertelności oraz «ucieczek» od nich:

Z listu, pisanego jeszcze w 1938 r o k u , pochodzi

długowieczności oraz gromadzenia wspomnień".

57

znamienne zdanie: „mój umysł, jeśli chodzi o opowie¬
ści, jest prawdziwie zajęty «czystymi» baśniami czy też
mitologiami

Ważny i najobszerniejszy komentarz zawiera list do
M i l t o n a W a l d m a n a z w y d a w n i c t w a Collins,

Silmarillionu".

51

które

Pier¬

w momencie wahań Stanleya U n w i n a co do publika¬

ścieni, T o l k i e n formułuje myśl, w której dopatrzyć się

c j i gotowej już powieści, ze względu m a jej rozmiary,

można tęsknoty za „mitem n i e m y m " : „Opowieść trze¬

zainteresowało się nią:

K i l k a lat później, w trakcie pracy n a d Władcą

ba opowiedzieć, bo inaczej nie będzie

opowieścią,

a m i m o to najbardziej poruszające opowieści są nieopowiedziane".

52

„Mit i baśń muszą, tak jak cała sztuka, odzwierciedlać

Zdanie, którego dopełnieniem będą

i zawierać rozcieńczone elementy moralnej i religijnej praw¬

uwagi zapisane w dziewięć lat później: „Nieunikniony

dy (lub błędu), ale nie w sposób bezpośredni, nie w znanej

jest oczywiście k o n f l i k t między techniką «literacką»

formie «prawdziwego» świata. (Mówię oczywiście o naszej

i fascynacją związaną ze szczegółowym dopracowywa¬

obecnej sytuacji, a nie o dawnych pogańskich, przedchrze¬

n i e m wymyślonej, mitycznej e p o k i (mitycznej, nie ale¬

ścijańskich czasach. Nie będę powtarzał tego, co usiłowałem

gorycznej: m o j e m u umysłowi obca jest alegoria). U w a -

powiedzieć w moim eseju, który czytałeś).[...] zawsze mia268

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

łem poczucie zapisywania czegoś, co już gdzieś było «istnie-

w o d k r y w a n i u i poznającym przybliżaniu rzeczywistości

jące», a nie «wymyślone». [... ] Nie lubię alegorii - świado¬

poprzez znaczenia, jakie odkrywa w niej i z niej dobywa

mej i zamierzonej alegorii - a jednak każda próba wyjaśnie¬

pierwotne słowo. Jego wypowiedzi - również po więk­

nia sensu mitu czy baśni musi posługiwać się językiem alego¬

szej części zawarte w listach - dotyczą, w przeciwień­

rycznym. [...] W każdym razie cały ten materiał dotyczy

stwie do rozważań Barfielda, p r a k t y k i pisarskiej, tak o d

Upadku, Śmiertelności i Machiny. Upadku w sposób nie¬

strony środków językowych, jak t e c h n i k i narracyjnej.

58

unikniony - i motyw ten pojawia się na kilka sposobów.
Śmiertelności, a szczególnie jej wpływu na sztukę i twórcze

T o m Shippey, następca Tolkiena jako profesor sta-

(lub, jak bym to określił, wtórstwórcze) dążenie, wydające

roangielskiego na uniwersytecie w Leeds, doskonale

się nie mieć żadnej funkcji biologicznej ani związku z rado¬

zorientowany w jego badawczej zarówno, j a k literac¬

ściami zwykłego biologicznego życia, z którym w naszym

kiej działalności, pisze: „istotę wiary Tolkiena, odartej

świecie faktycznie pozostaje zwykle w konflikcie. To dążenie

z powłok akademickiej ostrożności, stanowiło prze¬

jest związane z namiętną miłością do prawdziwego, pierwot¬

świadczenie, że «słowo czyni rzecz autentyczną*. Było

nego świata, a zatem przepełnione poczuciem śmiertelności

to przekonanie głęboko zakorzenione w filologii. Tol¬

- a jednak ta miłość go nie zaspokaja. Dążenie to ma różne

k i e n uważał, wręcz wiedział, że wiele słów i i c h f o r m

możliwości „Upadku". Może stać się zachłanne i trzymać się

można podzielić na dwie klasy: «stare-tradycyjne-au-

rzeczy zrobionych jako swej „własności"; wtórstwórca chce

tentyczne»

wówczas być dla swego prywatnego dzieła stworzenia panem

świadczenie to stało się p u n k t e m wyjścia dla o p i n i i ,

i Bogiem. Chce się też zbuntować przeciw prawom Stwórcy

mniej pewnej, ale nie mniej wiarygodnej, że pierwsza

i «nowe-niehistoryczne-błędne».

Prze¬

- a szczególnie przeciw śmiertelności. Oba te zjawiska (ra¬

z grup jest nie tylko poprawniejsza, ale i ciekawsza niż

zem czy osobno) doprowadzają do pragnienia Władzy, pra¬

druga; m a b o w i e m sankcję całych tysiącleci, a więc

gnienia szybszego wprowadzania w życie swej woli - a po¬

odznacza się zdecydowaną «wewnętrzną spójnością»,

przez to do Machiny (czy też Magii). Przez to ostatnie rozu¬

niezależnie o d tego, czy byłaby to «wewnętrzna spój¬

miem wszelkie użycie zewnętrznych planów czy urządzeń

n o ś ć c e c h u j ą c a rzeczywistość», czy też zaledwie spój¬

(aparatury) w miejsce rozwijania wrodzonych wewnętrznych

ność wtórnej s z t u k i " .

60

mocy czy talentów - lub nawet wykorzystywanie tych talen¬
tów z haniebną chęcią dominacji: zastraszenia rzeczywistego
świata lub łamania woli innych osób. Machina jest bardziej
oczywistą współczesną tego postacią, choć pozostaje ściślej

You look at trees and label them just so,

związana z Magią, niż się to zwykle dostrzega. [... ] Elfowie

(for trees are 'trees', and growing is 'to grow');

istnieją (w moich opowieściach) po to, by ukazać tę różnicę.

you walk the earth and tread with solemn pace

Ich «magia» to Sztuka wyzwolona z wielu jej ludzkich ogra¬

one of the many minor globes of Space

niczeń: jest mniej wysilona, żywsza, pełniejsza (nie skażona
niczym zgodność wizji i wytworu). Jej celem jest Sztuka,

Yet trees are not 'trees', until so named and seen —

a nie Władza; wtórstwarzanie, a nie dominacja i tyrańskie

and never were so named, till those had been

przekształcanie dzieła Stworzenia".

who speech's involuted breath unfurled,

59

faint echo and dim picture of the world
W r a c a j ą c do języka „mitu" w ścisłym sensie (jako
Tolkien, Mythopoeia

próby ujęcia w słowa objawienia p i e r w o t n e g o ) , powtó­
rzyć trzeba, że jest o n archaiczny, a stąd „formalna"
formuła baśni: „dawno t e m u " byłaby t u czymś nie na

Mythopoeia,

wiersz zadedykowany „temu,

który

miejscu. W i a d o m o , że m i t jest „opowieścią począt¬

powiedział, że m i t y są kłamstwami, a stąd nie są n i c

ków", a także - nierzadko - opowieścią o początkach

w a r t e " , powstał p r a w d o p o d o b n i e w 1931 r o k u , jako

czasu. Baśniowe „dawno t e m u " , jako swoista meta¬

ślad rozmowy, którą T o l k i e n i Clive Lewis, w towarzy¬

morfoza m i t u , wyjście poza jego uświęcone religijną

stwie H u g o Dysona, anglisty - też zaliczającego się do

tradycją rygory i ramy, mogłoby zwalniać zatem każde¬

«Inklingów» - o d b y l i wczesną jesienią podczas wie¬

go późnego narratora z archaizacji środków wypowie¬

czornego

dzi. A l e t a k nie jest. Jak przekonaliśmy się, T o l k i e n a

W s p o m i n a o t y m C h r i s t o p h e r T o l k i e n we wstępie do

obchodzą przede wszystkim stare

baśnie. W

tym

spaceru po terenach

M a g d a l e n College.

cytowanego wyżej zbioru tekstów ojca, Tree and

Leaf,

przypadku kwestia języka nie m u s i więc być czymś róż¬

powołując się jeszcze na Carpentera, który dokładnie

niącym w zasadniczy sposób te dwa g a t u n k i (czy dwa

opisał ów dialog, przede wszystkim na podstawie l i ¬

w a r i a n t y jednego). O b a należą do obszaru poezji.

stów Lewisa.

Tolkien opowiada się poza t y m za archaizacją (odpo¬

Lewis lubił mity, ale uważał je za k o m p l e t n e zmy¬

wiednio „modelowaną") przy pisaniu takich dzieł, które

ślenia, całkowicie pozbawione prawdy. Tego wieczoru

nawiązują do istniejących mitów, przetwarzając je tylko.

zapewne powtórzył, że są to tylko „bezwartościowe

N a obszarze t y m porusza się - co już w i e m y - j a k fi¬

kłamstwa", c h o ć pełne u r o k u . „Nie - odparł T o l k i e n .

lolog, a nie filozof zgłębiający ontologię m o w y i jej rolę

- To nie są kłamstwa".
269

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

„Właśnie wtedy (jak wspominał później Lewis) «nagły

umysły poetów, a powstające w nich obrazy odzwierciedlają

podmuch wiatru zerwał się niespodzianie w ten cichy i cie¬

fragmenty wiecznej prawdy? N o cóż, chrześcijaństwo - mówił

pły wieczór, strącając tyle liści, że przypominało to deszcz.

- jest takim właśnie odzwierciedleniem; jednakże, co ogrom¬

Wstrzymaliśmy oddechy».

nie ważne, poetą, który je wymyślił, był sam Bóg, posługujący
się rzeczywistymi ludźmi oraz prawdziwymi faktami.

Kiedy Tolkien podjął przerwany wywód, wykorzystał ja¬
ko argument to, co przed chwilą widzieli.

62

Czy chcesz powiedzieć, spytał Lewis, że historia śmierci
i zmartwychwstania Chrysutsa jest odwieczną opowieścią

«Spoglądasz na drzewa - powiedział - i nazywasz je 'drze­

o umierającym bogu?

wami', zapewne wcale się nad tym nie zastanawiając. Nazy¬

Tak, odparł Tolkien, tyle że to jest prawdziwy umierający

wasz gwiazdę 'gwiazdą' i więcej o tym nie myślisz. Musisz jed¬

Bóg, którego śmierć nastąpiła w konkretnym czasie i miała

nak pamiętać, że takie słowa, jak 'drzewo' czy 'gwiazda' były

określone konsekwencje historyczne. Stary mit stał się fak¬

(w oryginalnej formie) nazwami nadanymi tym obiektom

tem, nadal jednak zachował charakter mitu. Tak więc pyta¬

przez ludzi o zupełnie innych zapatrywaniach niż twoje. Dla

nie o jego znaczenie jest absurdalne. [...] Czy [Lewis] nie poj¬

ciebie drzewo jest po prostu organizmem roślinnym, a gwiaz¬

muje, że to jest mit i czy naprawdę nie potrafi się nań otwo¬

da kulą nieożywionej materii poruszającą się po ściśle określo¬

rzyć? Ponieważ, jak stwierdził Tolkien, jeśli Bóg jest twórcą

nym torze. Tymczasem pierwsi ludzie mówiący o 'drzewach'

mitów, to człowiek powinien stać się ich miłośnikiem".

63

i 'gwiazdach' widzieli je zupełnie inaczej. Dla nich świat roił się
od mitologicznych istot. Spoglądali na gwiazdy jak na żywe

Wedle Barfielda, który był najbliższym przyjacielem

srebro stające w ogniu pod wpływem wieczystej muzyki. Wi¬

Lewisa, i którego książkę cenił o n zapewne wyżej niż po¬

dzieli niebo jako kopułę wyszywanego klejnotami namiotu,

glądy Tolkiena, „mityczne słowo", nadając znaczenie

a ziemię jak łono, z którego wyszło wszelkie życie. Dla nich ca¬

rzeczom, znaczenie to wyjawia. Wedle zacytowanej t u

ły proces stworzenia był 'przetykany mitem i usiany elfami'».

Mythopoei,

nazywając je, stawia barierę między prawdą

rzeczywistości, a i c h rzeczywistym sensem. Nazywać - to
Ta koncepcja nie była nowością dla Lewisa, gdyż Tolkien

„zaciemniać obraz świata". Mówić - to przekraczać gra¬

na swój sposób wyraził to, co Barfield powiedział w Poetic

nicę między czystą kontemplacją lub po prostu refleksją,

Diction. Zdaniem Lewisa nie stanowiło to odpowiedzi na je¬

a uzewnętrznianiem, którego jedną z f o r m jest „odgry¬

go zarzut, że mity są kłamstwami.

wanie" czegoś. Jak pamiętamy, wedle Tolkiena dramat

Przecież, odparł Tolkien, człowiek nie jest zaprzysięgłym

jest „antropocentryczny". Można się zastanawiać, jak

kłamcą. Może sprowadzać swoje myśli do kłamstw, lecz po¬

widziałby o n kult, pojmowany za O t t e m jako nieoddziel-

chodzi od Boga i od Niego czerpie swoje najwznioślejsze ide¬

ny o d m i t u , czyniący z niego zawsze „jakieś teraz", jego

ały. Lewis zgodził się z tym: w rzeczy samej już od wielu lat

dawność przeobrażający w aktualnie „żywe zdarzenie".

skłaniał się do tego rodzaju koncepcji. A więc, ciągnął Tol¬

Fragment z Mythopoei przypomina przytaczaną już tutaj

kien, nie tylko abstrakcyjne ludzkie myśli, ale również wy¬

inną myśl jej autora, trudną do zanegowania: „Niewiele

twory jego wyobraźni muszą pochodzić od Boga, a zatem mu¬

można powiedzieć w dramacie o drzewach jako o drze¬

szą odzwierciedlać choć odrobinę wiecznej prawdy. Tworząc

wach". M i t natomiast zdolny jest czynić to właśnie, bę¬

mity i różne mitologie oraz zaludniając świat elfami, smoka¬

dąc tylko czymś ludziom danym, a nie tworzonym przez

m i oraz goblinami, opowiadający człowiek - albo «podkre-

n i c h . N i e narusza istoty rzeczy, jaką ogarnia i przybliża

ator», jak określał go Tolkien - w istocie współtworzy Boże

sobie właściwą mową. Jaka jest ta mowa? T u t k w i sedno

dzieło i przekazuje nam drobny, rozszczepiony refleks praw¬

problemu, a wyrażając się ściśle: tajemnicy.

dziwego światła. Tak więc pogańskie mity wcale nie są jedy¬
nie «kłamstwami», one zawsze zawierają odrobinę prawdy".

Wszak m i t - skoro ma wejść w obieg tradycji, sko¬
ro m a być i jest przekazywany z p o k o l e n i a na pokole¬

61

nie (jak mówił O t t o ) - m u s i być u c h w y c o n y w sieć
Lewis był wówczas w stanie zbliżania się do „ja¬

słów. Wypowiedziany w sposób, który dostępny jest lu¬

kiejś" wiary. Lecz „przedmiot" tej tęsknoty pozostawał

dziom. Odsłaniając pole znaczeń, nie jest w stanie

wciąż nieokreślony. Wątpił w prawdy głoszone przez

ocalić tego, co najważniejsze w n i m : bezpośredniości

chrześcijaństwo i twierdził, że w B i b l i i postać Jezusa

ogarniania, najtajniejszej swej treści. T o l k i e n to rozu¬

nie jest szczególnie ważna. Skąd więc wiara, że właśnie

miał, skoro napisał: „Opowieść trzeba opowiedzieć, bo

Jego śmierć i zmartwychwstanie mogłyby i miały „zba¬

inaczej nie będzie opowieścią", dodając, że dla niego

wić świat"? Carpenter, relacjonując tę rozmowę, opo¬

najbardziej poruszającymi opowieściami były te, które

wiada z zasadzie o „metanoi" Lewisa. Rozmowa o mi¬

nie zostały opowiedziane. Co rozumiał przez to? M i t

cie właśnie, co t u dla nas szczególnie znamienne, do¬

jeszcze „niemy"? Coś, co pozostaje tylko „przedmio¬

prowadziła (co najmniej pośrednio) do tego zwrotu.

t e m przeżycia" i rozwiewa się w nic, gdy zostaje ujęte
w skarlałą mowę naszych czasów? Jeżeli, j a k wspomi¬

Na pytanie dotyczące soteriologicznej roli Chrystusa „Tol¬

naliśmy, w p i e r w o t n y c h religiach świętość m i t u jest za¬

kien odpowiedział mu natychmiast. W istocie, rzekł, rozwią¬

gwarantowana przez świętość słowa, a słowo - z dru¬

zania należy szukać w tym, o czym powiedział wcześniej. Czyż

giej strony - zostaje uświęcone przez m i t , zlaicyzowa¬

nie wykazał, że w pogańskich mitach Bóg objawia się poprzez

na k u l t u r a współczesna nie jest w stanie ocalić owej

270

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

leżnie o d człowieka. T o l k i e n , podobnie j a k

świętości. Może nawiązaniem do tego jest, w traktacie

Blake,

zdanie (ironicznie trawestujące M u l l e r a ) ,

wspomina o swoistym spisywaniu rzeczy m u „dyktowa¬

że dzisiejsze języki, europejskie zwłaszcza, to „choroba

n y c h " , o niezależnym o d jego w o l i czy p l a n u „samo-

mitologii"? Spostrzeżenie niebezpodstawne.

kształtowaniu"

O baśniach,

się

opowieści

-

przypominamy.

66

I wszystko to godzi dzięki k o n c e p c j i „pomniejszania"

Lecz zachodzące w języku zmiany nie stanowią jedy¬
nej przyczyny owego schorzenia. W istocie jest to jeden

twórcy (artysty l u b zwykłego narratora) wobec Tego,

z symptomów wielu przez w i e k i dokonujących się prze¬

którego traktuje jako S t w ó r c ę . ' Pomniejszania świata

obrażeń, których nic nie jest w stanie cofnąć. M i m o że

baśni w zestawieniu ze światem r e a l n y m

Barfield próbuje niejako ratować coś z panowania „praw¬

World).

6

(Primary

W t e n sposób t e r m i n „prawdziwa baśń", jak

dziwej metafory", i dopatrzyć się jej śladów w twórczości

sugerowaliśmy, ogarnia sobą m i t . N i e m i t zagubiony

wielkich poetów różnych epok, jego wywód - niby niepo¬

i niedający się w swej pełni wskrzesić w zsekularyzowa-

strzeżenie - odsłania gorzką konkluzję, którą już znamy:

nej kulturze współczesnej, ale zachowujący tę „we¬

nie ma p o w r o t u do świata, w którym „wszycy byliśmy po¬

wnętrzną spójność", jaką ma rzeczywistość p i e r w o t n a ,

etami", kiedy Myśl dominowała n a d indywidualnym my¬

obdarzona m o c ą wzbudzającą „pierwotną wiarę". A to

śleniem, a ludzką świadomość kierowały w tajemnicze

wiele, jak na czas zdominowany przez racjonalizm, na¬

obszary bezszelestne i nieomylne „kroki N a t u r y " - jak

u k i ścisłe, techniczną cywilizację, wszechwładzę „ra¬

czytaliśmy. „Prawdziwa metafora" należy całkowicie do

chującego myślenia". To już tyle, by poważniej zasta¬

archaicznego języka, a indywidualna twórczość może od¬

nowić się n a d sformułowaną przez Barfielda maksymą,

zwierciedlać tylko cień „mitycznej m o w y " .

że „Drzewo W i a d o m o ś c i jest niepomiernie młodsze o d

64

Drzewa Życia". Drzewa Życia, dodajmy, w którego ga¬

C h o ć więc Barfield wywarł jakiś wpływ na Tolkiena,
i c h poglądy nie były we wszystkim zgodne. D l a Barfiel­

łęziach gnieździł się p i e r w o t n y m i t , a o którego istnie¬

da - przypomnijmy - baśń była „widmową

n i u wciąż może świadczyć życie Prawdziwej Baśni.

formą życia

m i t u po jego schyłku". Jedyne, co dla niego pozostało

Dalej więc rzecz w t y m , by baśni bedącej s k u t k i e m

z oryginalnej postaci m i t u , to - jak się zdaje - metafora,

„wtórnego stwarzania" nigdy nie traktować j a k czyste¬

czyli pewien przejaw archaicznego języka, w którym nie

go zmyślenia, f i k c j i , którą bierzemy za niczym niekrę-

istniała różnica między dosłownym i przenośnym zna¬

powaną „grę f a n t a z j i " .

czeniem, a zarazem większość słów ogarniała szerokie

autentyczna,

semantyczne obszary. Narracja zaś miała być czymś po¬

condary Belief)

dobnym, przeniesionym na obszar składni.

65

Pomijając

68

Baśń b o w i e m (ale tylko baśń

„udana", wzbudzająca prawdziwe

Se­

to taka, którą - by przypomnieć wyra­

żenie Goethego - kieruje „fantazja ścisła" (die exakte
Jeśli, dodajmy jeszcze, baśń - tak pojmowa¬

fakt, że „mitologiczna relacja" była w zasadzie wyłącznie

Phantasie).

poetycka, można chyba wyobrazić sobie, że - sięgając

ną - policzymy między dzieła sztuki, i spojrzymy na nią

do przykładów późniejszych - poemat prozą dawałby

jako n a k o n t y n u a c j ę

n a m , oczywiście dalekie, ale prawdopodobne przybliże¬

z p r a m i t u , będziemy m o g l i powtórzyć za Schellingiem,

tradycji,

która w y w o d z i

się

że bezpośrednią przyczyną wszelkiej sztuki jest Bóg, ja¬

nie opowieści mitycznej sensu stricte.
D l a Tolkiena t a k i m późnym o d p o w i e d n i k i e m m i t u

ko „źródło wszelkiego zespalania tego, co realne, i te¬

była baśń. Bo jeśli mówił o n , że ma ona właściwy sobie

go, co idealne, na czym wszelka sztuka się opiera".

sposób odzwierciedlania „prawdy", rozumiał przez to

A stąd elfy, smoki i gobliny - powtarzając wyliczenie

bez wątpienia, że prawda taka zbliżała się do pierwot¬

Tolkiena - są pośrednio b o s k i m i t w o r a m i . Bo - jak

nej prawdy m i t u . Stąd ośmielał się nazywać Ewangelie

czytaliśmy - baśń i t e n (dodajmy o d siebie: „wtórny")

raz prawdziwą

m i t , którego twórcą jest człowiek, zawierają w sobie

baśnią,

nadal zachowując

raz mitem, który stał się prawdą,

„rozszczepiony refleks prawdziwego światła".

charakter mitu, co zasługuje na uwagę

- i przypisywał i m pochodzenie niezależne o d człowie¬
ka (co t y m razem byłoby zgodne z literą chrześcijań¬

He sees no stars who does not see them first

stwa, traktującego je jako teksty w ścisłym znaczeniu

of living silver made that sudden burst

„objawione"). Ewangeliści nie b y l i „twórcami" Ewan¬

to flame like flowers beneath an ancient song,

gelii. W a r t e przemyślenia jest rówież i to, czy a u t o r e m

whose very echo after-music long

„prawdziwej baśni" nigdy nie mógł być człowiek? Ze by¬

has since pursued. There is no firmament,

ła więc ona zawsze tylko „prawzorem", a takie jej poj¬

only a void, unless a jewelled tent

mowanie ogarniałoby także m i t , jako kreację

myth-woven and elf-patterned; and no earth,

wtórną"? To zdaje

„nie

się najbardziej prawdopodobne.

A jest pewne, gdy weźmiemy p o d uwagę m i t jeszcze nie

unless the mothers womb whence all have birth.
Mythopoeia

wysłowiony, o którym wciąż się t u napomyka.
Baśń, jako wytwór fantazji (odznaczająca się, we¬

W wykładzie z r o k u 1936: „Beowulf". Potwory i kryty¬

dle jego słów, „pewną przewagą n a d i n n y m i rodzajami

cy, Tolkien mówił: „Znaczenie m i t u jest trudne do ujęcia

twórczości: fascynującą obcością i dziwnością"), fanta­

w referacie, drogą analitycznych rozumowań. Najlepiej,

zji tworzącej niejako samoczynnie „formy, których nie

gdy przedstawia go poeta, odczuwający raczej, niż obja¬

można udawać", w jakimś stopniu powstawała nieza-

śniający to, co kryje temat [...]. Obrońca m i t u będzie
271

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

więc w trudnej sytuacji. Jeżeli nie będzie ostrożny, nie bę¬

Wydaje się to sprzeczne ze stwierdzeniem Tolkie¬

dzie przemawiał przypowieściami, to zabije przedmiot

na, że rzecz zawdzięcza swą „autentyczność" słowu.

swych dociekań w t o k u wiwisekcji i zostaną m u alegorie,

Lecz ową sprzeczność rozwiązuje fakt, że m o w a t u

formalne i mechaniczne, które zapewne nie będą działać.

o rzeczy, a nie o micie samym, jako „opowieści" nie

M i t jest bowiem żywy jako całość, we wszystkich elemen¬

wypowiedzianej jeszcze, o której teraz myślimy. To sa¬

tach, i umiera, zanim poddamy go sekcji. Sądzę, że moż¬

m o dotyczy „głębi", w której T o l k i e n upatrywał naj¬

na być poruszonym potęgą m i t u , niewłaściwie rozumie¬

wyższej literackiej w a r t o ś c i .

71

jąc doznawane uczucia i przypisując je w całości czemuś

Problem „głębi" wiązał się w istocie z zagadnieniem

zupełnie i n n e m u , co także występuje w danym utworze:

metamorfoz m i t u . Przede wszystkim jego stopniowe¬

metryce, stylowi lub kunsztowi doboru słów".

m u zbliżaniu się k u słowu, jeśli to t a k określić.

69

Język m i t u odznacza się zatem kunsztownością sło¬
wa i stylu. A poezja jest jego „naturalną" formą wypo­

„By powtórzyć jego słowa o Sir Gawainie - pisze Shippey -

wiedzi. Dlatego przede wszystkim poeta ma coś do po¬

głębia to jakość, «która kompensuje wszelkie nieuchronne

wiedzenia o jego wartości, niezależnej o d samego tema¬

usterki i niedoskonałe połączenia, które muszą się pojawić, gdy

t u . Styl p o e t y c k i m i t u jest już wystarczającym środkiem

wątki, motywy, symbole zostaną powtórnie wprowadzone i na¬

jego działania, które odznacza się potęgą i głębią, i któ¬

gięte do służby zmienionym umysłom w czasach późniejszych».

r e m u wystarczy się poddać bez „analitycznych rozumo¬

Jest to jakość, która może istnieć w jednym tekście, ale tworzy

wań". Którego znaczenie - podkreślmy - może być

ją cały układ tekstów. Jest wzmocniona przez wiek, straty, re¬

ogarniane, jest już ogarnialne wyłącznie w płaszczyźnie

konstrukcje, nieporozumienia. Żywotnym jej aspektem jest po­

przeżycia, emocji samej. Przyznać trzeba, że nie tak się

czucie, że nawet autorzy tekstów takich jak Vólsungasaga nie

zwykło do m i t u podchodzić w powszechniejszym mnie¬

rozumieli swojej własnej opowieści, ale robili, co mogli, żeby ją

m a n i u . Lecz wykładane przez Tolkiena podejście ma

opowiedzieć. A cały urok podobnego utworu, zadziwienie, po¬

przenieść nas w czas pierwotny: w najodleglejszy obszar

czucie obecności gdzieś u podstaw lepszej, bogatszej i praw¬

życia najstarszych mitycznych wysłowień. I w to, co jest

dziwszej opowieści nigdy nie przedstawionej może wynikać nie

jeszcze przed n i m i , a o czym mówić t r u d n o .

z literackiego sukcesu, ale z literackiej klęski. Nawet «nie-

M i m o wszystkie związki, poprzednio wymieniane, m i t

uchronne usterki i niedoskonałe połączenia» przynoszą sku¬

bez wątpienia różni się o d baśni z paru względów i na róż¬

tek. Przede wszystkim mogą skłonić późniejszych autorów, by

nych poziomach. W płaszyźnie wysłowienia jedna z tych

sami opowiedzieli daną historię, narzucając na nią swoje wła¬

różnic jest łatwa do wydobycia, choć kryje się między

sne wyobrażenie co do sposobu jej przedstawiania".

72

wierszami tekstu O baśniach: mityczna narracja jest wolna
od narracyjnych reguł. N i e obowiązuje w niej ani otwie­
rające „dawno t e m u " , ani zamykająca

„Głębię" rozumieć więc można jako rezultat wysił¬

eukatastrophe.

ków mających na celu dotarcie do niewysłowionego,

Wszystko, co dotyczy „mitycznego stylu" - jeśli go rozpa¬

a nie tylko do zaginionego, już kiedyś opowiedzianego

trujemy z p u n k t u widzenia „opowieści" - dotyczy „formy"

m i t u . P r a m i t zatem to w istocie gdzieś „u p o d s t a w " ist¬

i języka, które cechuje „naturalna" (a nie wtórna) archa¬

niejąca, „lepsza, bogatsza, prawdziwsza opowieść nigdy

iczność, a więc „semantyczna gęstość" obecnych w n i m

nie przedstawiona". N a p e w n o nie przedstawiona

słów, co wywołuje wrażenie i c h spotęgowanego we¬

przez „zwykłego" człowieka.

wnętrznego życia, kojarzącego się (już n a m tylko) - co na
pozór paradoksalne - z językiem martwym, jak to określał

Shippey dodaje jeszcze:

Barfield analizując poezję M i l t o n a . Z takim więc językiem,
jaki istniał zanim pojawiło się wyodrębnianie i petryfika¬

„Efekt, który Tolkien cenił sobie wysoko, można nazwać

cja znaczeń, poddawanych definicyjnemu uściślaniu, czy¬

«epicentrycznym»: było to poczucie, że dawno temu zdarzy¬

l i zawężaniu. Językiem, który był dla człowieka równie ta¬

ło się coś wstrząsającego, nigdy w pełni nie zrozumianego,

jemniczy, jak rzeczywistość, którą miał nazywać.

z czym wielu gawędziarzy próbowało sobie poradzić, a ich

„Pytać o źródła opowieści jako t a k i c h znaczyłoby py¬
tać o źródła ludzkiego języka i umysłu", pisał T o l k i e n .

klęski i częściowe sukcesy odzwierciedlały siłę owego centralne¬

70

go wydarzenia, jak igły podskakujące na sejsmografach od¬

A rozwiązać tego pytania nie potrafimy. Odpowiedzi

dalonych od epicentrum. Tolkien napisał coś na ten temat

możemy się tylko domyślać, przybliżać ją w hipotezach.

we fragmencie The Notion Papers [...]: «Nie sądzę, abyś zda¬

Jeśli przyjmiemy, że to m i t jest źródłem języka i znaczeń,

wał sobie sprawę, aby ktokolwiek z nas zdawał sobie sprawę

zjawi się myśl, że gdy źródło to zaczyna uzewnętrzniać

z dajmonicznej siły, jaką mają wielkie mity i legendy, z owej

swą moc, zaczyna też ją tracić. Wyczerpuje się i p o w o l i

głębi emocji i percepcji, które je poczęły i z ich mnożenia się

wysycha. Język m i t u nie jest ludzkim językiem. A kiedy

w wielu umysłach - a każdy umysł, pamiętajcie, to genera¬

t a k i m się staje, jego tajemniczość znika wraz z tajemni¬

tor niejasnej, lecz niezmierzonej energii»".

73

czością zjawisk, k u j a k i m się odnosi, nazywając je: trees
are not 'trees', until so named and seen. Nazywanie odsu¬

Wedle przytaczanych t u zdań Tolkiena, m i t jest dla

wa nas o d widzenia, bo staje się postrzeganiem „przez

niego zawsze opowieścią kiedyś istniejącą w stanie nie¬

nazwę", a nie wprost, czyli przestaje być wizją samą.

wypowiedzianym. I gdy wydobywa się o n ze swego
272

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

pierwotnego milczenia czy „niemoty", wówczas muszą

bokie i ciężkie o d znaczeń, które m u s i dźwigać, któ¬

się otworzyć usta, by wypowiedzieć pierwsze słowa.

r y c h nie może redukować a n i „destylować" w procesie

M o w a rodzi się z uprzednich e m o c j o n a l n y c h i zmysło¬

abstrakcji. Przez taką w i e l o - l u b raczej wszech-znacz-

w y c h doświadczeń, które niesie ze sobą i ogarnia sobą

ność, pierwsze dotykające m i t u słowa muszą - w rela¬

m i t . Język jest u początków bliższy widzeniu i zarazem

cjach wzajemnych - tworzyć metafory w sposób, j a k i

„ślepemu" o d c z u w a n i u niż myśleniu, które m a coś po¬

tutaj opisywano: naturalny, konieczny, zgodny z pul¬

rządkować. Jest na p e w n o d a l e k i myśleniu „pojęcio¬

sem całej przyrody, z biologicznym r y t m e m ludzkiego

w e m u " , ale może w o l n o też wątpić, czy o d początku

życia, wyobraźni, a w końcu - z t ę t n e m fantazji.

jest metaforyczny. Może jest „ubogi" (wortarme,

jak -

wedle O t t a - sam m i t , już nie niemy, ale t a k się jawią¬

Fantastic forms are not to be counterfeited.

75

Dlaczego?

Bo wartość t y c h f o r m t k w i w t y m , że są tak bliskie

cy w pierwszych próbach wypowiedzenia)?

prawdy, j a k tylko to możliwe w l u d z k i m wymiarze od¬

I może dlatego chaos jest zawsze pierwszym obra¬

twarzania tego, co już zostało Stworzone. N i e można

zem świata, w którym człowiek m a się pojawić, w któ¬

postąpić o k r o k dalej o d tego, bo byłoby to „o jeden

ry m a dopiero wejść. Chaos jako pełnia możliwości,

świat za daleko". Przypomina to koncepcję „mimesis"

j a k buddyjska Pustka, śunyata:

samo „serce" rzeczywi¬

u Platona: „mimesis" rozumianej jako oddalanie się o d

stości (i d o k t r y n y próbującej ją o g a r n ą ć ) . Obraz po¬

prawdy przez „małpowanie", udawanie kogoś k i m się

tencji, która wszystko jest w stanie zdziałać. „Obraz"

nie jest, l u b symulowanie przez rzecz tylko „podobną"

z którego wszystko może się wyłonić jako kształt.

czegoś istniejącego realnie. To - dość oczywiste - sko¬

„Znaczyć" znaczy najpierw „wskazywać", „pokazy¬

jarzenie pozwala wyraźniej uchwycić pojęcie „nierze-

wać coś". A p i e r w o t n a m o w a m i t u to środek służący

czywistości" baśni stawiane przez Tolkiena przeciw

najpierw (i nieporadnie) wizji niż określaniu.

wszelkiemu „realizmowi": fantazja narzuca wtórnemu

To jedno¬

cześnie jakby tylko rozpoznawanie w zdziwieniu, nie¬

stwarzaniu rygory pierwotnego stwarzania i dlatego

pewności i zachwycie samej możliwości

przez nią spontanicznie podsuwanych czy wręcz dyk¬

mowy.

Trzeba przeto założyć, że n i m się zrodzi „metafo¬
ryczne" poetic diction,
n i e ć mythical

t o w a n y c h f o r m nie można „imitować", tylko wiernie

odnoszące się do m i t u , m u s i ist¬

undiction:

„mityczne

wskazywać na nie i chwytać je w sieć słów.

niewysłowienie",

Baśń nie tylko ma, ale musi być naznaczona obco¬

0 nie mniej p o e t y c k i m charakterze.

ścią i dziwnością (naznaczoną własną wewnętrzną

Słowo, w swoim zjawianiu się, wedle m n i e m a ń

-

wa­

gą, jak pisał B a r f i e l d ) , bo te cechy w n o s i ze sobą ludz¬
76

naszym zdaniem - najbliższych prawdy, najpierw okrą¬

ka fantazja jako - jeszcze raz powtórzmy - naturalny,

ża jakby zagadkę zjawisk, jeszcze nie wyodrębniając

wrodzony, dany „obszar tworzenia", któremu podpo¬

i c h z danej całości, lecz przeciwnie - poddając się

rządkowanym i najmniej o d „widzenia przez fantazję"

płynnym między n i m i związkom, i c h wzajemnemu

o d d a l o n y m narzędziem jest słowo. N i e m a t u więc mo¬

„przechodzeniu w siebie".

„godzi"

w y o swobodnym poruszaniu się w obrębie „nierzeczy¬

1 oswaja człowieka ze światem, służąc r o z u m i e n i u , któ¬

wistego". Tylko przez takie oddalanie się o d Pierwotne¬

W

t e n sposób

re m y zdolni jesteśmy oglądać „ jak w zwierciadle":

go Świata (jeśli wypada to uznać za oddalenie, a nie za

przez odwrócenie naszych nawyków p o j m o w a n i a .

wierność wobec niego) człowiek wyrzeka się n a d n i m

Shippey pisał: „Można powiedzieć, że w oczach

władzy i nie tylko nie „konkuruje" ze Stwórcą, ale idzie

Tolkiena słowo nie było podobne do cegły, jakiejś po¬

właśnie drogą przez Niego m u wyznaczoną, nawet w ja¬

jedynczej, zdelimitowanej j e d n o s t k i ; przypominało ra¬

kiś swój, zawsze ułomny sposób kontynuując j ą .

czej stożek stalaktytu, interesujący sam w sobie, ale
znacznie ciekawszy jako w y n i k procesu

7 7

W i e l k i paradoks artysty sformułowany przez Tolkiena

narastania.

ująć można najkrócej tak: i m dalej sztuka zanurza się

T o l k i e n uważał, że w t y m procesie jest coś ponadludz-

w „nierzeczywistym" (czyli zwalniającym nas o d trzymania

kiego, a przynajmniej ponadjednostkowego, n i k t bo¬

się „faktu"), t y m bardziej jest rzeczywistości wierna i bliż­

w i e m nie jest w stanie przewidzieć, jakie kształty i zna¬

sza. I m bardziej subcreator ma świadomość tego, że jest tyl­

czenia przybiorą słowa w przyszłości, nawet jeżeli wia¬

ko n i m , t y m mocniej wiążą go prawa Pierwotnego Świata.

d o m o coś o dotychczasowych z m i a n a c h " .

Interpretacja i ocena dramatu jest t u bardzo wymowna:

74

Zgodnie z r e f e r o w a n y m i tutaj poglądami, słowo raz

sztuka nie powinna być „antropomorficzna", bo - co mo¬

zjawia się u początków „całe", pełne, nieporównywal¬

że teraz w nowy sposób rozumiemy - taką się jawi, gdy zo­

nie pełniejsze o d t y c h , j a k i m i się posługujemy teraz.

staje przez człowieka zawłaszczona.

A l b o rośnie p o w o l i . A l e , w o b u wypadkach, niczego

o n ją w świecie, który uważa za wyłącznie swój.

Gdy bez reszty zamyka

nie określa wyraźnie, nie jest zwrócone w j e d n y m tyl¬

Człowiek bezprawnie wkłada na siebie kostium fan¬

ko k i e r u n k u , nie zostawiając miejsca na „jeszczenie-

tazji, „utkany z m i t u i ozdobiony przez elfów", jak mówi

wysłowione", lecz „wskazuje na": każe patrzeć i wi¬

Mythopoeia,

dzieć jakieś nieogarnialne całości, coś co jest pozba¬

nej dosłownie, czy przenośnie), tworzy tak, że zarazem

w i o n e konturów, co może być nazwaniem rzeczy (jeśli

wkracza w dziedzinę wtórnie

są one już w ogóle wyodrębnialne), rzeczy tworzących

Tym razem traktuje już więc świat fantazji i fantastycz¬

j a k gdyby ogniwa jednego łańcucha. Pełne, gęste, głę-

n y c h tworów nie jako dany, lecz własny. Po dwakroć od273

i ukazując się w n i m na scenie (czy to bra­
naśladującą

wtórny

świat.

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

dalając się o d prawdy Stworzenia. A świat „dyktowany"

ła najstarsze, pojęcie m i t u różni się w zasadniczy sposób

przez fantazję jest tylko dany. I za t e n dar trzeba dzięko¬

o d tego, jakie funkcjonuje w o b u w y m i e n i o n y c h dyscy¬

wać, chroniąc go przed wszelkimi zniekształceniami.

plinach, a również w antropologii k u l t u r y i historii idei.

W t ó r n e stwarzanie wymaga zatem nade wszystko poko¬

Dlatego może inspirować i kierować k u rozwiązanom

ry i uległości wobec tego, co n i m kieruje.

i w n i o s k o m i n n y m niż znane powszechniej i już w dużej

„Nierzeczywistość" b o w i e m , to nie deformacja rze¬

mierze wyjałowione. Pojawiająca się obecnie sekwe¬

czywistego, ale jego rozszerzanie na to, co niewidzial¬

ncja: mit-legenda-baśń (której człony mogą być usta¬

ne na r o z m a i t y c h p l a n a c h i w różnym stopniu. Przede

wiane w różnym porządku, a zależności między n i m i

wszystkim może na zamkniętą dla zmysłów (a otwiera¬

rozmaicie interpretowane), jest ważna - między i n n y m i

j ą c ą się dzięki fantazji) dziedzinę treści i obrazów, dzie¬

- dlatego, że rozszerza pole każdego z n i c h i z tego złą¬

dzinę rzeczy, które w istocie okazują się dopełnieniem

czenia czyni nieomal n o w y „przedmiot badań". Język

Pierwotnego Świata. Dziedzinę wtórnie

kreowaną,

m i t u , którego opisu szukaliśmy na t y m terenie, w t y m

która jest p i e r w o t n i e prawdziwa, a w każdym razie

kręgu (który nazwaliśmy „szkołą oksfordzką"), koncen¬

ukazująca coś z „wiecznej p r a w d y " .

trując się w zasadzie na d w u wybranych jego przedsta¬

78

Słowo - powiedzmy raz jeszcze - i tylko słowo mo¬

wicielach i d w u tekstach - język ów okazał się w pew¬

że wiernie przybliżyć i „ukazać" te obszary. Wszelkie

n y m stopniu nieopisywalny, nieuchwytny do końca. Za¬

środki bezpośredniej wizualizacji tutaj zawodzą. Słowo

gadnienie jego metaforyczności jest z pewnością nie bez

ukazuje t e n tajemniczy świat, przez nasze analityczne

znaczenia, ale okazuje się mniej istotne, niż spodziewa¬

i

liśmy się tego. N a pierwszy plan wystąpił pogląd wyra¬

wątpiące

myślenie

wciąż

podważany

w

swej

(jakkolwiek byłaby względna) prawdzie. Słowo rosną¬

żony przez Barfielda, a także potwierdzany przez Tolkie¬

ce i nabrzmiewające znaczeniami dzięki treściom, ja¬

na, że m i t istniał „przed narodzinami m o w y " , jako coś

kie zdolne jest chwytać, c h o ć zawsze pogrążone na po¬

jeszcze bardziej żywego niż w momencie pierwszego je¬

ły w niedomówieniu, w zawieszeniu między rzeczami

go wypowiedzenia. Stosunek zatem języka do m i t u , to -

i zjawiskami, nigdy nie trafiające w to, co pojedyncze

z jednej strony - tajemniczy związek niewysłowionego

i dlatego dla nas, nawykłych do widzenia fenomenów

z już postrzeżonym i ogarniętym przez świadomość,

z osobna, i „okonturowanych", będące - j a k pisał Tol¬

z drugiej -

k i e n - tylko słabym echem i przyćmionym obrazem

„pełni mitycznych treści", której człowiek żyjący jeszcze

świata. To wszystko, co mogłoby się n a m wydawać nie¬

w okresie czysto mitycznego myślenia jest przytomny,

trwała, zawsze obecna niewysławialność

doskonałością czy nietrafnością owego słowa, dobywa

a co sytuuje m i t w pobliżu tego, co dzisiaj ograniczamy

samą naturę m i t u , z którego dla nas pozostaje widocz¬

do sfery mistycznych doświadczeń. „Mowa m i t u " jest

n y tylko fragment, j a k wierzchołek góry l o d o w e j . Jego

zawsze w części tylko jego uzewnętrznieniem czy uzmy¬

zanurzenie w niepoznawalnym l u b n i e o d g a d n i o n y m

słowieniem. Gdyby to odnieść do koncepcji

pozwala n a m oglądać już jedynie odblask prawdy, nig¬

Waltera O t t a , należałoby dodać do tego, o czym już pi¬

Gestalt

dy nie dającej się postrzec wprost, przesłoniętej t y m ,

saliśmy w Realności

co t u nazwano „ f a k t a m i " , które są rozczłonkowanymi

jawia się wprawdzie w pełni u c h w y t n a „postać" bóstwa,

przejawami kiedyś, dla i n n y c h , jednej rzeczywistości,

ale nie da się nigdy w pełni „opisać".

bogów,

że u samych początków po¬

jako jednego wielkiego p o t o k u życia. Życia już o d daw¬

I n n y m z kolei, ważnym f a k t e m , do o d k r y c i a które¬

na i wciąż na naszych oczach, za sprawą naszego spo¬

go zostaliśmy przez wspomniane l e k t u r y doprowadze¬

sobu myślenia, wysychającego w swym znaczeniu pier¬

n i , to - jeśli t a k wypada to nazwać - rehabilitacja ba¬

w o t n i e bezbrzeżnym - j a k pisał Barfield.

śni związana, co pozornie zaskakujące, z ostatecznym

Prawdziwe legendy, przez co bez wątpienia rozu¬

odejściem o d baśniowego t r a k t o w a n i a m i t u . T o l k i e n

mieć trzeba m i t y i „baśnie prawdziwe", mogą być już

stwierdzał, że „pod baśnią" - gdy zbliża się ona w swej

tworzone

strukturze do „spójności cechującej rzeczywistość" -

jeden z boha¬

może się kryć s t r u k t u r a mitologiczna. A poza t y m , j a k

brane tylko za b a j k i (fables nie fairy-stories)
przez ludzi - mówi we Władcy

Pierścieni

terów - kiedy zanika, więdnie, wygasa mądrość praw¬

czytaliśmy, stosunku m i t u do baśni (lub o d w r o t n i e )

dziwa: as true knowledge

fades.

nie da się w zasadzie jednoznacznie i raz na zawsze

Podsumowanie t y c h rozważań jest nie tylko trud¬

ustalić. I pierwszy, i druga, są „dawnymi opowieścia¬

ne, ale - j a k m i się zdaje - niekonieczne. Jednak to, co

m i " , a różnice mogą się n i e k i e d y ograniczać do cech

79

t u powiedziane, p o w i n n o się zapamiętać i mieć nieja¬

akcydentalnych, j a k choćby różnice k u l t u r

ko za sobą, by czynić następne k r o k i na p o l u , na któ¬

n y c h zawsze), z których się wywodzą. I n n y m zaś razem

re wchodzimy. Bez wątpienia coś z tego zostanie, na¬

bywają tak t r a k t o w a n e i p o j m o w a n e , że odsłaniają się

w e t jeśli to będzie tylko wzmożone poczucie niepew¬

między n i m i odmienności głębsze.

ności, wzmagające naszą czujność.

(religij¬

80

Baśń jest zawsze opowieścią, m i t staje się nią z czasem.

Próbowaliśmy uporządkować terminy, wychodząc

Kiedy to następuje, zmniejsza się lub nierzadko znika „od¬

do m i t u . Lecz w prezentowanych tutaj tekstach, rzadko

stęp" między n i m i . Z natury słowem m i t u jest poetyckie

uwzględnianych w historii religii i zapoznanych także

słowo, choćby się ograniczyło do języka tylko metaforycz¬

przez historię literatury, tę nawet, która obejmuje dzie-

nego stosowanego w prozie (co następuje dopiero w póź274

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U
Sylwanowicz, Poznań 2000, s. 160 [z listu do syna Christophe¬

n y c h fazach rozwoju mitycznej narracji). V i c o mówił, że

ra, 24 X I I 1944].

sapienza poetica zapoczątkowała metafizyczny ogląd świa¬
ta, była „metafizyką pierwszą". Jeśli zgodzimy się z t y m ,

Por.: Humphrey Carpenter, The Inklings. C. S. Lewis, J. R. R. Tol­
kien, Charles Williams and their friends, London 19'8. Przekład

i powrócimy do koncepcji „archaicznej ontologii" Eliade-

polski Zbigniewa A . Królickiego: Inklingowie, Poznań 1999, s. 62.

go, będziemy mogli zbliżyć k u sobie wzajem te dwa poję¬

W tymże miejscu czytamy, jak to, niedługo po opublikowaniu Po­

cia i założyć podobieństwo samego stylu wypowiedzi, na

etic Diction, Lewis „donosił Barfieldowi w liście: «Może zaintere­

j a k i wskazują. W o b u przypadkach będzie to „poetic dic¬

suje cię, że [...] Tolkien powiedział mi, że twoja koncepcja pier¬
wotnej jedności semantycznej zmieniła jego zapatrywania i co ja¬

tion", w znaczeniu, jakie m u nadał O w e n Barfield.
Pozostaje jeszcze p r o b l e m „legendy", n i g d y - j a k

kiś czas powstrzymuje go podczas wykładów przed powiedzeniem
czegoś, co zamierzał. 'To jeden z tych faktów - zauważył - któ­

mogliśmy zauważyć - nie stawiany i nie analizowany

rych dostrzeżenie nie pozwala nam powtarzać utartych prawd'»".

bliżej. Wypadałoby przyjąć, że legenda jest najbliższa

Inklingowie, op. cit., s. 62. Carpenter dodaje: „[Barfield] nie był je­

„mitowi h e r o i c z n e m u " , m i t o w i (lub baśni) przetwarza¬

dyną osobą, która doszła do takiego wniosku; na przykład

j ą c e m u l u b „przyswajającemu" historię,

uwznioślając

j ą i przenosząc n a p o z i o m wyższy niż tylko l u d z k i . H i ­

w Niemczech Ernst Cassirer niezależnie od niego powiedział pra¬
wie to samo. Jednak Barfield wyraził swoje zdanie z niezwykłą si¬
łą". Co do Cassirera: jego trzytomowa Philosophie der symbolischen

storia ( i może legenda) t a k się m a d o m i t u , j a k widzial¬

Formen ukazała się w Berlinie w latach 1923-1929, a jej skróco­

n a strona rzeczywistości d o n i e w i d z i a l n e j . Bo - przy¬

na wersja: An Essay on Man. An Introduction to a Philosophy of

p o m i n a j ą c powiedzenie T o l k i e n a - „można żyć w o b u

Human Culture, powstała w okresie wojny w Stanach Zjednoczo¬

światach naraz". Wyrażenie „dwa światy" należy trak¬

nych. (Por. przekład polski A n n y Staniewskiej: Esej o człowieku.

t o w a ć z pewnością metaforycznie: są przecież w istocie

Wstęp do filozofii kultury, Warszawa 19'1). Niemiecki filozof po¬
wtórzył w zasadzie to, co mówiło przed n i m wielu, m.in. Schel-

j e d n y m . Green earth is a mighty matter of legends. Stą¬
p a j ą c p o zielonej ziemi, depczemy „w pełnym blasku
d n i a " p o n i e w i d o c z n y c h p o d nią legendach.

ling: „Mit łączy w sobie element teoretyczny i element twórczo¬
ści artystycznej. Przede wszystkim uderza nas bliskie pokrewień¬
stwo mitu z poezją." (Esej..., s. 141). Ważniejsze dla nas są jego
odwołania do Maxa Mullera, który zwłaszcza w pracy Lectures on
the Science of Religion (New York 1893), pisał o tym, że pierwotny

Chcieliśmy dotrzeć d o określenia języka m i t u . Wy¬

język „nie potrafi wyrażać pojęć abstrakcyjnych inaczej jak pod

daje się, na k o n i e c , że osaczyliśmy t y l k o tę rzecz, i że
nasze sidła nie są dość skuteczne, nasze sieci nie dosyć
gęste, b y t o , co najważniejsze, zostało schwytane. Zo¬

postacią metafory i nie jest przesadą twerdzenie, że cały słownik
religii starożytnej składa się z metafor" (cyt. za: Cassirer, Esej..., s.
192). M i t , jego zdaniem, powstanie swe zawdzięczał „tkwiącej

stajemy w p o c z u c i u , że coś się wymknęło, i że nie mo¬

w języku dwuznaczności, w której zawsze znajdował duchową po¬

gło b y ć inaczej. W p o c z u c i u albo w p r z e k o n a n i u , że

żywkę". Stąd mit był dla niego jedynie „ubocznym produktem ję¬

0 języku m i t u da się coś naprawdę istotnego powie¬

zyka" i jego „chorobą". Niczego istotnego zatem Barfield nie

dzieć t r a f n i e t y l k o językiem m i t u :

mógłby od Cassirera zaczerpnąć, nawet gdyby go czytał. Nato¬
miast mógłby wziąć coś z przytaczanej przez tego ostatniego

I am not going to tell you my name, not yet at any rate. For one

(Esej..., s. 141) pracy F. C. Prescotta, Poetry and Myth, New York
192', który pisał m.in. (s. 10): „Mit starożytny jest mową, z któ¬

thing it would take a long while: my name is growing all the time, and

rej stopniowo wyrastała nowożytna poezja dzięki procesom zwa¬

I've lived a very long, long time; so my name is like a story. Real na­

nym przez ewolucjonistów rozróżnieniem i specjalizacją. Umysł

mes tell you the story of the things they belong to in my language, in

mitotwórczy jest prototypem, umysł zaś poety jest wciąż w istocie

the Old Entish as you might say. It is a lovely language, but it takes

swej mitotwórczy". Ten tekst, bliski pewnym spostrzeżeniom Bar-

a very long time to say anything in it, because we do not say anything

fielda, z pewnością jednak nie był mu znany, bo go nie cytuje.

in it, unless it is worth taking a long time to say, and to listen to.

81

A Cassirer czerpał z Mullera i Prescotta, kiedy pisał np., że żywot¬
na zasada mitu „jest dynamiczna, a nie statyczna; można ją opi¬
sać jedynie w kategoriach działania. Człowiek pierwotny wyraża
swe uczucia i emocje nie w czysto abstrakcyjnych symbolach, lecz

Tekst tutaj prezentowany stanowi wprowadzenie do drugiego
tomu Pani na żurawiach, zatytułowanego: Archeologia mitu.

w sposób konkretny i bezpośredni; aby więc uświadomić sobie

Przypisy

wszystkich jej aspektach." (Esej..., s. 1 4 ' ) . Mimo to, poglądy Cas-

strukturę mitu i religii pierwotnej, musimy zbadać tę ekspresję we
*

J. R. R. Tolkien, The Lord od the Rings. (Przekład Marii Skibniewskiej:„ «Czy znaleźliśmy się w świecie legend, czy też chodzimy po
zielonej ziemi, w blasku dnia?» - «Można żyć w obu światach na­

„szkoła oksfordzka".

legendy, chociaż ją depczesz w pełnym blasku dnia»".)
Nie poruszamy tu sprawy wypowiadania formuł kultowych, któ¬
re z zasady nie mogą być naruszane, bo tracą przez to najczęściej

backs^: University Press of New England, Hanover (New

przy zestawianiu języka kultu z językiem mitu.

Hampshire) - London 1984, s. ' 1 .

J. R. R. Tolkien, On Fairy-Stories (1939), w tegoż: Tree and Leaf. Inc­

„Poetic diction", wedle stosowanej teraz zasady, oddawać będziemy

luding the poem Mythopoeia. The Home-coming of Beorhtnoth Beorhthelms Son, London 2001, s. 1 ' : To ask what is the origin of stories (ho­
wever qualified) is to ask what is the origin of language and of the mind.
**

O. Barfield, Poetic Diction. A Study in Meaning, London 1928.
Tu korzystamy z ostatniego z wydań (w serii «Wesleyan Paper­

swą „liturgiczną moc". A l e to również warto mieć w pamięci
2

Diction, jak i od ogólnie branego stanowiska, jakie w tych kwe¬
stiach zajmowała omawiana tu literaturoznawcza i lingwistyczna

raz. [...] Zielona ziemia, powiadasz? Jest w niej wiele tematów dla
1

sirera zarówno w kwestii języka, jak mitu, oraz ich wzajemnych
odniesień, zdają się bardzo odległe od tego, co czytamy w Poetic

Tenże, Listy. Wybrane i opracowane przez Humphreya Carpentera, przy współpracy Christophera Tolkiena. Przeł. Agnieszka
2'5

wymiennie przez jedno z tych dwu wyrażeń, choć zwykle słowni¬
kowo danym jego odpowiednikiem jest tylko pierwsze z nich.
Barfield, op. cit., s. 63-64. „Jeśli tropimy znaczenia wielkiej licz¬
by słów - lub elementów, z jakich się one składają - na tyle, na

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U
ile nam etymologia pozwala, od razu uprzytamniamy sobie, że

barrassement, with which, a few years later after is was written, the

przeważający procent, jeśli nie wszystkie z nich, odnosiły się we

highly original author of Poetic Diction learned that early in the

wcześniejszych dniach do jednej z dwu rzeczy - pewnego kon­

eighteenth century a man called Giambattista Vico had propounded

kretnego przedmiotu, albo jakiegoś (prawdopodobnie ludzkie­

something he called „sapienza poetica„ as the earliest form of hu­

go) działania na poziomie zwierzęcym".

man thought. (Ibid., s. 219)

Ibid., s. 61, z wtrąconym t u zjadliwym komentarzem, od przyto­

Giambattista Vico, Nauka nowa. Przeł. Jan Jakubowicz. Opra­

czenia którego trudno się powstrzymać: To anyone attempting to

cował i wstępem opatrzył Sław Krzemień-Ojak, Warszawa

construct a metaphysic in strict accordance with the cannons and

1966, s. 167. Uwagę o „boskości" można zestawić z tym, co pi­

categories of formal Logic, the fact that the meaning of words chan­

sze Barfield w paru miejscach, np.: „[...] wykazane zostało, że

ge, not only from age to age, but from context to context, is certain­

wartości poetyckie dane były w obfitości, jako znaczenia, we

ly interesting; but it is interesting solely because it is a nuisance. [...]

wczesnych stadiach rozwoju tych języków, z którymi jesteśmy

VWiat money is to the conservative economist, words are to the con­

obeznani; znaczenie to było następnie wyprowadzone ze źródeł

servative philosopher. For the conception of money as a «symbol of

teokratycznego okresu «mitycznego myślenia», a wykazano da­

barter» and the conception of words as «the names of things» are,

lej, że mity, które reprezentują znaczenia najwcześniejsze, nie

both alike, not so much untrue as «out of date»; and from the same

stanowiły arbitralnych kreacji «poetów», lecz naturalny

reason: not because the advance of science has revealed avoidable

w owym czasie wyraz ludzkiego bytowania i świadomości. Te

ancient errors, but because the facts themselves have changed. [... ]

pierwotne «znaczenia» były niejako dane przez Naturę, lecz sam

In both instances, it may be that somewhere — deep down in the un­

warunek tego, że były dane, stanowiło to, że nie mogły być roz¬

conscious — a voice has cried Lass mich schlafen!.

poznawane, lecz doświadczane lub przeżywane tylko. Zatem nie

Warto wspomnieć przy tym raz jeszcze, że pierwsze próby seman¬

można powiedzieć, że w owym czasie jednostki były odpowie¬

tycznych analiz terminów, greckich przede wszystkim, dokony¬

dzialne za wytwarzanie poetyckich wartości. Tworzącymi byli

wane przez Heideggera w perspektywie ontologicznej, czyli (mó­

bogowie, nie człowiek - albo, w żargonie psychologicznym, jego

wiąc wbrew przyjętemu przez niego znaczeniu) „metafizycznej",

«podświadomość». Lecz z rozwojem świadomości, kiedy tego

jak określiłby to Barfield właśnie, zostały przez niego dostrzeżo­

«danego» poetyckiego znaczenia coraz bardziej ubywało, poeta,

ne później, co stwierdza w napisanym w 1972 r. posłowiu do

jako jednostka, stopniowo zajmował swe miejsce. W miejscu

omawianej teraz książki (ibid., s. 224), wymieniając - jako bliskie

prostego, danego znaczenia odnajdujemy metaforę - rzeczywistą

swym młodzieńczym intuicjom - teksty filozofa o Holderlinie.

kreację jednostki - chociaż, na ile to prawda, jest to tylko od¬

Ibid., s. 75. W oryginale fragment ostatniego zdania brzmi: the

twarzanie, rejestrowanie jako myśli jednego z tych wieczystych

full meanings of the words are flashing, iridescent shapes like flames

faktow, które mogły już być doświadczone w percepcji". I jesz¬

— everflickering vestiges of the slowly evolving consciousness beneath

cze dalej: „Kiedy więc spojrzymy wstecz na postawę, jaką wobec

them, co niemal dosłownie zdaje się trawestować Tolkien

poety przyjmowali jego pobratymcy od czasu, kiedy po raz

w wierszu Mythopoeia (z 1931 r.?): He sees no stars who does not

pierwszy uświadomili sobie jego od nich samych odmienność,

see them first / of living silver made that sudden burst / to flame like

znów, jak myślę, odkryjemy coś z natury pewnego «postępu». Po

flowers beneath an ancient song... (Tree and Leaf..., s. 87).

pierwsze, poetę uważano za wyraźnie «opętanego» przez jakiś

Poetic Diction...., s. 83-85. I dalej trzeba odnotować na marginesie

odmienny byt, bóstwo czy boskiego posłańca, który wypowiadał

jeszcze jeden ważny passus (s. 85-86): „Tak usiłowałem pokazać

coś przez jego usta, czyniąc to tylko tak i wtedy, gdy zamierzał.

osobiste racje, dla których pierwszą z tych teorii uważam za absur¬

Następnie, owa boska moc, jak mówiono, była przekazywana

dalną i nie do utrzymania. Oczywiście druga w ogóle nie jest żad­

poecie przez «tchnienie» istot takich, jak Muzy w szczególnych

nym rozwiązaniem. Przesuwa jedynie problem na inne miejsce; bo

chwilach i miejscach, nad którymi w jakiejś mierze dana mu by¬

musimy nadal pytać, dlaczego owa bezpośrednia percepcja ma sa­

ła kontrola, bo mógł on udawać się do owych miejsc i «wzywać»

ma w sobie mieć wartość jako przyczyna mądrości. [...] Istnieje

Muzę. Wreszcie to «tchnienie» czy inspiracja przyjmowała bar¬

jednak rozwiązanie trzecie, które stanowi to, jak mniemam, do

dziej metaforyczny sens, niż ten, jaki ma dzisiaj - zachowując

czego z konieczności zostaliśmy doprowadzeni przez wszystko, co

jednak bezwzględnie myśl o ograniczonej samoświadomości.

było przedtem. Jest to tak: owe poetyckie i najwyraźniej «metafo-

[... ] Tak więc w biegu dziejów poezji wyróżnić możemy, w każ¬

ryczne» wartości od początku kryły w sobie znaczenie. Innymi sło¬

dym razie odzwierciedloną w opinii, stopniową redukcję nie¬

wy, ktoś może twierdzić, jeśli chce, za Hugh Blairem [ Lectures on

uniknionego przedziału między dwoma rodzajami nastrojenia,

Rhetoric], że najwcześniejszymi z używanych słów były «nazwy

których niemniej w swojej istotnej naturze nie da się pogodzić".

zmysłowych, materialnych przedmiotów» i więcej nic — tylko, w ta­

(Poetic Diction, s. 102-103; s. 109-110).

kim przypadku, trzeba założyć, że same te «zmysłowe przedmioty»
to coś więcej; trzeba założyć, że nie były one, jak się jawią obecnie,
odizolowane czy odsunięte od myślenia i odczuwania. Później,
w trakcie rozwoju języka i myśli, tamte proste znaczenia splotły się
w pary przeciwieństw - tego, co abstrakcyjne, z konkretnym;
szczególnego z ogólnym; obiektywnego z subiektywnym. Zaś po¬

Nauka nowa, s. 183: „Mitologie były naturalnym językiem ba­
śni, na co zresztą wskazuje jej nazwa (méyow)". Warto to zapa­
miętać, by dalej, przy omawianiu rozprawy Tolkiena O baśniach,
uznać za naturalne wymienne - w zasadzie - stosowanie termi¬
nów „mit" i „baśń" (choć i Tolkien do Vica się nie odwołuje).

ezja, której obecność odczuwamy w dawnym języku, zasadza się

ibid., s. 186.

właśnie na tym, że wyprowadza nas ze stanu owej późnej, anali¬

Wypada przypomnieć jeszcze fragment z dalszej partii tekstu (s.

tycznej, «subiektywnej» świadomości - jaką dysponujemy razem

146-147), gdzie Barfield łączy „naturalność" wypowiedzi pier¬

z owym splątaniem znaczeń, a w pewnej mierze z tego powodu -

wotnej z organicznym czy biologicznym „pulsem" przyrody:

i kieruje na powrót ku doświadczaniu jedności pierwotnej".

„Wszelka literatura u swych początków jest metryczna, to zna¬

Typowym przejawem tego, że ontologia przez ów kierunek

czy oparta na mniej lub bardziej regularnym rytmie. Musimy za¬

wskrzeszona w nowej, „fundamentalnej" postaci jest wciąż spy­

tem przyjąć, że najwsześniejsze rytmy wersowe zostały «dane»

chana w filozofii na dalszy plan (lub zapominana po chwilowym

przez Naturę w ten sam sposób, jak najwcześniejsze «znacze-

ocknięciu się z „pozytywistycznej drzemki").

nie». I jest to dostatecznie zrozumiałe. Sama Natura jest prze¬

Dopiero w przywołanym posłowiu (por. tutaj przyp. 8) wspomi¬

niknięta stałym rytmem. Tak jak mity wciąż żyją swym widmo¬

na: I still recall rather vividly the surprise, slightly tinged with em-

wym życiem jako baśnie, odkąd zamarły jako realne znaczenia,
tak stara rytmiczna ludzka świadomość Natury (co powinno być

276

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U
raczej nazwane partycypacją

17

niż świadomością) żyje nadal jako

wo o „dziwności", archaizmowi bliskiej: „[...] prawie każdy ro­

tradycja metrycznej formy. Możemy pojąć początki metrum tyl­

dzaj «dziwności» może wywołać estetyczny skutek, to znaczy ta­

ko przez cofnięcie się do tych wieków, kiedy ludzie byli świado­

ki, który - jakkolwiek nikły - jest pod względem jakości tożsa­

mi, nie tylko umysłem, lecz uderzeniami serca i tętnem krwi -

my z działaniem poważnej poezji. Przy bliższym zbadaniu, jedy¬

kiedy myślenie nie odnosiło się tylko do Natury, ale było Natu­

nym warunkiem okazuje się to, że dziwność będzie miała zawsze

rą samą".

ważność wewnętrzną;

Poetic Diction, s. 86-87, 88. Choć odmiennie wyrażona, nie jest

z odmiennej płaszczyzny czy trybu świadomości, a nie z samej
tylko ekscentryczności wyrazu" (s. 171).

ta myśl tak daleka, jak ktoś mógłby sądzić, od tego, co powiada

18

musi być odczuwana jako pochodząca

Vico, prócz cytowanej już uwagi o znaczeniach danych przez

* * * Ibid., s. 90.

Naturę (op. cit., s. 202): „Wszyscy filozofowie i filologowie win¬

2 5

W korespondencji Tolkien często czyni aluzje lub wprost mówi

ni byli rozpocząć swe rozważania o genezie języków i liter od

o tym, jak proces pisania „panuje nad nim". Por. Listy..., op. cit.,

stwierdzenia, że pierwsi ludzie świata pogańskiego nie mogli

np. s. 118: „Na scenę wkroczył nowy bohater (jestem pewien,

inaczej wytworzyć sobie pojęć o rzeczach, jak tylko personifiku-

że go nie wymyśliłem, nawet go nie chciałem): Faramir, brat Bo-

jąc i ożywiając przedmioty martwe i nieme". Podobnie pisał Bla­

romira" [6 maja 1944]; s. 157: „Nie wiem jeszcze, co się stanie

ke, w The Marriage of Heaven and Hell, pod koniec X V I I I w.

z entami. Kiedy to wszystko rzeczywiście zostanie napisane,

Ibid., s. 88-89. Jeśli przypomnimy, w jaki sposób W. F. O t t o de¬

prawdopodobnie bardzo odbiegnie od planu, jako że kiedy się

finiował i przeciwstawiał istniejącym kierunkom badawczym

rozpędzam, rzecz zdaje się pisać sama, jakby wtedy wychodziła

swą koncepcję Gestalt, zestawienie takie wydać się może bardzo

na jaw prawda, jedynie niedokładnie dostrzegana we wstępnym

wymowne (przynajmniej dla określenie „ducha czasu", w któ¬

szkicu" [29 listopada 1944]; i już po ukończeniu całości stwier­

rym się te dwie koncepcje zjawiają).

dza (s. 400): „ [...] dopiero gdy sam przeczytałem książkę (z po¬

19

Ibid., s. 93-94.

dejściem krytycznoliterackim), uświadomiłem sobie dominację

2 0

Ibid., s. 91-92. I t u dalej: „Naturalista ma rację, kiedy łączy mit

tematu Śmierci" [10 kwietnia 1958]. A jesienią tego samego
roku pisze (s. 622): „Żaden człowiek nie może wydać pewnego

ze zjawiskami przyrody, lecz błądzi wyprowadzając je wszystkie

sądu o własnym rozsądku. Jeśli w jego dziele zamieszkuje świę¬

wyłącznie z nich. Psychoanalityk ma rację, gdy łączy mit z «we-

tość lub też rozświetla je ona jako przenikające przezeń światło,

wnętrznymi» (jak je teraz zwiemy) doświadczeniami, lecz nie

to nie pochodzi ona od tego człowieka, lecz [zjawia się] poprzez

ma racji, jeśli wszystko t u wywodzi tylko z nich. Mitologia jest

niego".

widmem konkretnego znaczenia. Związki pomiędzy wyraźnymi
fenomenami, które są teraz traktowane jako metafory, niegdyś

2 6

były postrzegane jako bezpośrednio dane w realności. Poeta usi¬

Świadomie „epickie" założenia przyjęte przy tworzeniu The Lord
of the Rings, potwierdza kilka uwag w listach. N p . : „Obawiam

łuje, na swój własny sposób, widzieć je takimi, i sprawiać, by in¬

się, że zbytnio wydłużając i komplikując mój ciąg dalszy i prze¬

ni tak je widzieli - znowu".

ciągając jego pisanie, popełniłem wielki błąd. Epicki tempera¬

2 1

Ibid., s. 203-204.

ment w tej zatłoczonej erze, oddanej wartko tłoczącym się dro¬

2 2

Ibid., s. 90: „A good name for [...] the fruit, as it is, of projecting

biazgom, to przekleństwo!". A l b o : „Moje dzieło nie jest «powie-

postlogical thoughts back into a prelogical age - would perhaps

ścią», lecz «romansem heroicznym» - odmianą literatury o wie­

be

le starszą i zupełnie inną". (Ibid., s. 135 [31 lipca 1944]; s. 623

«Logomorphism»".

2 3

Ibid., s. 91.

24

Ibid., s. 179,180-181. Por. też związane z tym ustępy dotyczące

[październik 1971]).
2 7

Ten i następne polskie cytaty z Władcy Pierścieni (czasem - jak

zagadnień archaizmu i „dziwności" [strangeness] (s. 165 i 171):

w tym przypadku - dla ukazania stylu Tolkiena podawane też

„[... ] naturalny postęp w języku, jeśli pozostawiony zostaje jak

w oryginale) pochodzą ze znakomitego przekładu Marii Skib-

gdyby sam sobie, jest przejściem od poetyckiego ku prozaiczne¬

niewskiej: „Wyczułem poza nimi jak gdyby bezdenną studnię

mu. [... ] Nie dziwi przeto odkrycie, że najbardziej charaktery¬

pełną odwiecznych wspomnień i długich, powolnych, spokoj¬

styczne zjawiska stylu poetyckiego, najbardziej typowe różnice

nych rozmyślań; na powierzchni ich wszakże iskrzyło się odbicie

między poetyckim językiem i językiem prozy, mogą być umiesz¬

teraźniejszości jak odblask słońca na liściach ogromnego drze¬

czone wspólnie pod nagłówkiem «Archaizm».[...] Faktycznie,

wa albo na zmarszczkach tafli bardzo głębokiego jeziora. Nie

dla przeciętnej osoby wyrażenie «styl poetycki» jest zapewne sy¬

umiem tego wyrazić, ale wydawało m i się, że coś, co wyrasta

nonimem tego, co literacko rozumiane jest przez «Archaizm».

z ziemi, by tak rzec, uśpione czy też tylko siebie czujące od ko¬

[... ] Pomijając wersyfikację, którą już poddano osobnemy trak¬

rzeni po brzeżek liścia, między głębią ziemi a niebem, nagle ock¬

towaniu, możemy podzielić obszar archaizmu w poetyckim sty¬

nęło się i patrzyło na mnie z takim samym powolnym skupie¬

lu na dwie części - Doboru Słów i Gramatyki. [...] aluzyjny styl,

niem, z jakim od niepamiętnych lat rozważało swoje wewnętrz¬

w jakim celował M i l t o n , jest faktycznie jedną z form archaizmy

ne sprawy".

gramatycznego. I tak, aby uchwycić w pełni smak [jakiegoś

2 8

fragmentu jego poematu], trzeba być obeznanym nie tyle

Listy, s. 325, 328

2 9

Ibid., s. 336-337 [wrzesień 1955]. I jeszcze jedna istotna uwaga:

z wcześniejszą manierą własnego języka, ile z czymś jeszcze bar¬
dziej zapoznanym - z językiem martwym. [...] Prawdziwy archa­

„w badaniach historycznych mamy do czynienia jednocześnie
z dwiema zmiennymi, które znajdują się w ruchu i są zasadniczo

izm nie zakłada unieruchomienia, lecz powrót do czegoś daw¬
niejszego, i jeśli badamy to dokładniej, odkrywamy, że general¬
nie znaczy to ruch w kierunku języka na jakimś wcześniejszym
etapie jego własnego rozwoju. Mamy nadzieję, że niczego wię¬
cej nie trzeba mówić w sprawie ogólnych powodów, dlaczego ję¬
zyk we wcześniejszej fazie swego rozwoju winien być bardziej
odpowiedni dla poetyckiej ekspresji, ani dlaczego powrót w t y m
kierunku odpowiadać winien w pewnej mierze powrotowi do
«Natury». To, że oba, po prawdzie, często idą razem, wynika

odrębne, nawet jeśli «przypadkiem» mają na siebie wpływ - zna­
czenia i skojarzenia znaczeń to jedno, a formy słów to drugie; ich
zmiany są niezależne. Forma słowa może przejść cały cykl zmian,
aż staje się fonetycznie nierozpoznawalna, przy jednoczesnym
braku wymiernej zmiany znaczenia; a z kolei w każdej chwili mo¬
że się zmienić znaczenie słowa bez żadnej zmiany fonetycznej".
(Ibid., s. 401 [4 maja 1958]). Problem wzajemnych związków
między mitem i baśnią (lub jeszcze: między tą ostatnią a mitem
„teologicznym" i „heroicznym" [jak m.in. saga]) nigdy nie został,

oczywistoście z historii literatury europejskiej.[...] właściwie po¬

w moim przekonaniu, rozwiązany prawidłowo, bo nie był prawi¬

jęty, archaizm wybiera nie stare słowa, lecz młode". I jeszcze sło-

dłowo podstawiony (zwłaszcza z punktu takiego, jak tu prezen-

277

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

towane, pojmowania mitu). Z prac ważniejszych należy wspo­

gosławiony nad błogosławionymi zwać się godzi; odprawialiśmy

mnieć o wielkim studium Eleazara Mieletyńskiego (Poetyka mi­

go z uniesieniem, z łaski losu cali i zachowani od zła, które nas

tu. Przeł. Józef Dancygier, Warszawa 1981), który jednak rozpa­

czekało w czasie późniejszym; spod powiek przymrużonych

truje problem w sposób zbyt szczegółowy i bliższy etnologii niż hi­

i z szeroko rozwartymi oczami widzieliśmy jawy, z łaski losu ca¬

storii religii. Pisze m.in., że „trudno odróżnić mit i bajkę w folk­

łe i proste, niewzruszone i szczęsne, w poświacie czystej sami

lorze", tak jakby mit był w ogóle obecny w tym, co przez „folk¬

czyści, bez piętna, które teraz obnosimy pod mianem ciała, jak

lor" rozumiemy. Poza tym zdanie, że „bajka w odniesieniu do mi¬
tu - mimo maksymalnego fabularno-semantycznego podobień­

ślimaki w skorupie".
3 2

Uber des Geheimnis der eleusinischen Mysterien, „Paideuma" vii

3 3

Cyt. za angielskim przekładem R. Mannheima: The Meaning of

stwa - jest z racji swej specyfiki «literaturą piękną»", jest zda¬
niem o tyle podważalnym, że mit również, w wielu swych „wcie¬

(1959), s. 69-82.

leniach" do takiej literatury może (a nawet często musi) być za¬

the Eleusinian Mysteries, w: The Mysteries: Papers from the Eranos

liczany, itd. Jedna z niewielu generalna uwaga godna jest odno¬

Yearbooks, London 1955, s. 14-31. Oryginał niemiecki publiko­

towania: „Swoiście bajkową semantykę można interpretować
tylko z perspektywy źródeł mitologicznych. Jest to nadal seman­

wany był w „Eranos-Jahrbucher" v i i (1939).
3 4

tyka mitologiczna - z dominującą rolą kodu «społecznego»" (s.
324). Ostatnie zdanie leży poza obrzeżem t u poruszanych kwe­

Olszański, Poznań 2000, s. 146-213 (zdanie przytoczone: s.

stii. Nadto pojęcie „mitu", z powodu zakresu, jaki w tej pracy mu

207). Rozprawę O baśniach,

się nadaje, jest zbyt szeroki, i stąd en bloc dla nas nie do przyję­
cia. Inny tekst, o jakim - dla porządku - wspomnieć należy, to

Ze wstępem Christophera Tolkiena. Przeł. Joanna Kokot, Ja¬
kub Z. Lichański, Krzysztof Sokołowski, Poznań 1994 (wyd. 2:

besonders in seinem Verhältnis zu Heldensage und

1998), s. 11-82. On Fairy-Stories

Mythos (Helsinki 1954), opublikowana w „La Nouvelle Revue
Française" (maj 1954), pt. Mity i baśnie, włączona do tomu

ukazała się drukiem po raz pierwszy w tomie: Essays presented
to Charles Williams, Oxford 1947; następnie - razem z opowia­

Aspekty mitu. Przeł. Piotr Mrówczyński, Warszawa 1998 (s. 191¬

daniem Tolkiena Leaf by Niggle — w książce: Tree and Leaf. In¬

-199). Z tego tekstu, głównie referującego poglądy de Vriesa, tu

cluding the poem Mythopoeia, London 1964; i znowu w zbiorze

przytaczamy jeden fragment (s. 195), w ostatnim punkcie zbież­

historycznoliterackich szkiców Tolkiena: The Monsters and the

ny z wywodem Tolkiena: „Mitowi bliska jest saga, a nie baśń.

Critics and Other Essays. Ed. by Frank Richard Williamson

Bardzo często trudno rozstrzygnąć, czy saga jest «uheroicznioną»

and Christopher Reuel Tolkien, London 1983 (przekład po­

opowieścią o losach postaci historycznej, czy też - przeciwnie -

lski jw.). Tu, sięgając niekiedy do oryginału, korzystamy

zeświecczonym mitem. Oczywiście identyczne archetypy - to

z ostatniego, poszerzonego wydania Tree and Leaf...

znaczy te same wzorcowe postacie i sytuacje - pojawiają się
hatera sagi kończą się zawsze tragicznie, to baśń oferuje nam za¬

3 5

Podkreślmy: w zasadzie to samo uczynił O t t o w przytoczonym
przed chwilą zdaniu, porównując misteryjne wydarzenie z Eleu¬

wsze szczęśliwe zakończenie". Niewiele więcej godnych uwagi

sis do największych dzieł sztuki.

prac poświęconych samemu językowi mitu udało m i się znaleźć,
choć i te, teraz wspomniane, w istocie też tego ściśle problemu

3 6

O baśniach, op. cit., s. 213, przyp. 41.

nie poruszają.

3 7

Ibid., s. 152-153, 161.

3 8

Ibid., s. 160.

O „głębi", jako podstawowej cesze (czy kierunku) stylu Tolkie­

(op. cit.

por. wyżej przyp. 2).

w mitach, sagach, jak i baśniach, a jednak podczas gdy dzieje bo¬

3 9

na, pisze Tom A . Shippey (Droga do Śródziemia. Przeł. Joanna

Odpowiedź pozytywna na tę ostatnią kwestię podważałaby sens
pytania o różnicę między „wyższą" i „niższą" mitologią, przeno¬

Kokot, Poznań 2001, s. 341): „Tolkien [...] był zaprzątnięty nie

sząc je na różnice zachodzące zawsze i tylko między opowieścia¬

samymi opowieściami, ale stylem ich przekazu. Czy miał kiedy­

mi należącymi do tej jednorodnej dziedziny.

kolwiek odnaleźć jakąś korzyść z tych zawodowych zawiłości?

3 1

było wykładem wygłoszonym

na uniwersytecie w St. Andrews wiosną 1939 r. Rozprawa

Aspects du mythe (Paris 1963); wydanie polskie: M . Eliade,

3 0

w przekładzie Joanny Kokot, po­

wtórzono t u za: J. R. R. Tolkien Drzewo i liść oraz Mythopoeia.

Mircei Eliadego recenzja z książki Jana de Vriesa, Betrachtungen
zum Märchen,

O baśniach. Tu cytowane za wydaniem: Potwory i krytycy i inne
eseje. Pod redakcją Christophera Tolkiena. Przeł. Tadeusz A .

4 0

Pojęcie twórcy (artysty) jako „stwórcy pomniejszego" [subcre¬

Jest jedno słowo, które odpowiada na to pytanie, a słowem tym

ator] jest podstawowym w Tolkiena teorii baśni i charakterysty¬

jest «głębia», jakość literacka, którą Tolkien cenił najwyżej. Nie

ce wszelkiej „artystycznej" (w specyficznym dla jego myślenia

jest to cecha powszechnie uznawana czy nawet zuważana i wy¬

o sztuce znaczeniu) działalności człowieka. Obok tego mamy

maga dalszych wyjaśnień, których dostarczyć mogą publikacje

inne terminy. Pojęcie „wtórnego świata" [Secondary World]łą-

prac Tolkiena z ostatnich dziesięciu lat". [Shippey opublikował

czy się t u z pojęciem „świata pierwotnego" [Primary

swą pracę w 1982 r.]. Por. tu jeszcze niżej tekst do przypisu 60.

a wszystko to razem - z koncepcją „wtórnej wiary" [Secondary

Karl Kerényi, Eleusis. Archetypal Image of Mother and Daughter.

Belief]. Tam, gdzie mówił o wyobraźni, jako sile nadającej swym

Transl. from the German by Ralph Mannheim, „Bollingen Se¬

wytworom „spójność cechującą rzeczywistość", Tolkien dodaje

World],

ries" LXV, 4, Princeton, N . J. 1967, s. xxxiv-xxxv. Por. także:

(przyp. 29, s. 213): „To jest taką spójność, która wzbudza lub

Karel Hendrik Eduard de Jong, Das antike Mysterienwesen in re¬

powoduje wtórną wiarę" [«the inner consistence of reality» that is:

ligionsgeschichtlicher, ethnologischer und psychologischer Beleuch¬

which commands or induces Secondary Belief]. Łączy się to ściśle

tung, Leiden 1909. Co do fragmentu z Fajdrosa, brzmi o n nastę­

z pojęciem „pomniejszego stwórcy" lub - w tłumaczeniu Listów

pująco: elBóu te Kai èTEÀouvTo

— „podkreatora" [subcreator], twórcy świata „wtórnego". Na s.

T Û U TEÀETGOV

f|V Séuiç Àéyeiu

uaKapiGûTCCTTiv, f|v copyiàÇoueu óAókAhpoi uèu a ù t o i

ÔUTEÇ

172-173 czytamy: dzieci „są zdolne do literackiej wiary [literary

Kai àpaSeïç Kakùu ö a a r;uäs èu ûatépa} xpoucp ÛTTÉueueu,

belief] pod warunkiem, że narrator jest dość dobry, by ją spro¬

oÀOKÀripa Bè Kai àpÀS Kai atpeufj Kai eùBaiuoua f à a u a t a

wokować. Ten stan umysłu zwykło się nazywać dobrowolnym

uuoûueuoi te Kai èpopTeûouteç èu aùyfj KaSapS, KaSapoi

zawieszeniem niewiary [ willing suspension of disbelief].

ôuteç Kai àarjuautoi toutou ö uûu BT] a û u a pepifépouteç

zdaniem nie jest to poprawny opis tego, co się rzeczywiście dzie¬

ououàÇoueu, oatpéou t p ó p o u BeBeaueuuéuoi [250b-250c].

je. Nadawca opowieści okazuje się owocnym twórcą wtórnego

Moim

Edward Zwolski daje następujący przekład tego fragmentu

świata, w który może wniknąć umysł odbiorcy, a wszystko,

(Phaidros, Kraków 1996): „oglądaliśmy radość oczu, błogosła¬

o czym mówi, jest «prawdziwe» w ramach tego świata. A więc

wiony widok, i uświęciliśmy się przez święty obrzęd, który bło-

wierzysz, dopóki pozostajesz «wewnątrz» opowieści. Kiedy poja-

278

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U
wia się niewiara, czar pryska: magia czy raczej sztuka zawiodła.

4 1

jako «fantazji» czy zmyślenia" (s. 168). Są, innymi słowy, „pozo¬

Jesteś z powrotem w pierwotnym świecie i spoglądasz z dystan¬

stałościami" mitów. Znów powtórzyć trzeba, że Tolkien widzi tu

su na ów karłowaty, poroniony wtórny świat. [... ] zawieszenie

zależność „genetyczną". Ewangelię dlatego odważa się zaliczyć

niewiary może więc być równoznaczne ze zmęczonym, nie upo¬

do baśni, bo - choćby przez rodowód - te ostatnie zawierają

rządkowanym bądź sentymentalnym stanem umysłu, zatem łą¬

w sobie, jak mitologia, coś „wyższego": religię. Stąd dyskusja, ja¬

czy się raczej z «dorosłością». Myślę, że jest to istotnie stan

ką podejmuje z Andrew Langiem, dla którego najwyraźniej mit

umysłu wielu dorosłych w obliczu baśni". Dopiero zaczarowanie

był tylko pewną postacią baśni (właśnie jako czystego zmyśle¬

[Enchantment], w rozwijanym t u dalej sensie, wzbudza i gwaran­

nia), i który „powiedział kiedyś, że mitologia i religia to dwie zu¬

tuje „wtórną wiarę". [Odpowiedniki angielskie podawane za:

pełnie różne sprawy, które się nieodwołalnie ze sobą splątały,

Tree and Leaf... , m.in. s. 37-38, 47-49].

choć mitologia sama w sobie jest niemal pozbawiona znaczeń

Por. wypowiedź Barfielda na temat tego pojęcia i cechy (tu wy¬

religijnych. Tolkien dodaje: „A jednak obie te rzeczy - mitolo¬
gia i religia - splątały się ze sobą, a może dawno temu rozdzieli¬

żej przyp. 24).
4 2

ły, a teraz powoli, na ślepo, poprzez labirynt błędów i zamiesza¬

Przez „świat pierwotny" Tolkien rozumie „świat stworzony",

nie, zdążają do ponownego połączenia. Nawet baśnie, jako ga¬

niezależny od człowieka. „Faktami" są tu zjawiska dane empi¬

tunek, mają trzy oblicza: mistyczne - zwrócone ku Nadprzyro¬

rycznie, zmysłowe. Por. Listy..., s. 293 [brudnopis listu do Pete­

dzonemu, magiczne - skierowane ku naturze, oraz tzw. zwier¬

ra Hastingsa, wrzesień 1954]: „rzeczy, o których pisałem, w tej

ciadło politowania - odbijające człowieka" (s. 163).

czy innej formie, wyrastają z całego pisarstwa (lub sztuki), któ¬
re nie dba o pozostawanie w obrębie «dostrzegalnych faktów»".

5 1

Listy, s. 58 [24 lipca 1938].

4 3

O baśniach, s. 180.

5 2

Ibid., s. 166 [30 stycznia 1945].

4 4

Ibid., s. 181-184 [podkr. moje]. Por. też (we fragmencie przywo¬

5 3

Ibid., s. 261 [25 kwietnia 1954].

łaną już wyżej) uwagę w addendach: „Dramat jest antropocen-

5 4

tryczny. Baśń i fantazja - niekoniecznie". („Nota F", s. 207).

Chodzi oczywiście o wciąż nie ukończony Silmarillion, wydany
pośmiertnie przez Christophera Tolkiena.

4 5

Ibid.: „Nota G" (s. 208).

5 5

4 6

O baśniach., s. 184-187, 189-191.

5 6

Ibid., s. 256 [2 grudnia 1953].

4 7

Ibid., s. 20.

5 7

Ibid., s. 424 [14 października 1958].

4 8

Ibid., s. 201.

5 8

Tu, w przypisie, dodana uwaga: „Sądzę, że zasadniczo dotyczy

4 9

Ibid., s. 200-201. Wypada dodać tu jeszcze obszerne wyjaśnienie

on problemu relacji między Sztuką (i wtórstwarzaniem) a Pier¬
wotną Rzeczywistością".

zawarte w korespondencji (por. Listy, s. 151-152 [7-8 [listopada
1944]): „Na potrzeby [eseju o baśniach] ukułem słowo «euka-

5 9

Listy, s. 217-220 [koniec (?) 1951 r . ] .

tastrofa» - nagły szczęśliwy zwrot w opowieści, który przeszywa

6 0

T. A . Shippey, op. cit., s. 78. Por. uwagę Barfielda (tu przyp. 24),

radością sprowadzającą łzy (co moim zdaniem jest najwyższym

że „archaizm" nie jest unieruchomieniem, lecz powrotem do cze¬

zadaniem, jakie mają pełnić baśnie). Nabrałem przekonania, że

goś dawniejszego.

wywiera o n swój szczególny efekt dlatego, że stanowi nagły

6 1

Inklingowie, op. cit., s. 63-65.

6 2

Według Tolkiena - tak jak wedle Schellinga - Bóg jest „najwyż¬

nagłą ulgę, jakby wbita kończyna nagle wskoczyła na swoje

6 3

Op. cit., s. 65-66.

miejsce. Dostrzega ona - jeśli opowieść ma na drugim planie

6 4

Por. też fragment z Poetic Diction, s. 143-144: „[...] oddzielenie

przebłysk Prawdy i cała natura człowieka, spętana materialnym
łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa

szym Artystą i Autorem Rzeczywistości" (por. wyżej przyp. 49).

«prawdę» literacką - że tak właśnnie toczą się sprawy w Wiel¬

świadomości od realnego świata jest dziś aż nadto widoczne za¬

kim Świecie, dla którego została stworzona nasza natura. Za­

równo w filozofii, nauce, literaturze, jak i w zwykłym doświad¬

kończyłem stwierdzeniem, że Zmartwychwstanie było najwspa¬

czeniu. Odizolowane w ten sposób, zawieszone jak gdyby in va¬

nialszą z możliwych «eukatastrofą» w najwspanialszej Baśni -

cuo, i hermetycznie zapieczętowane przed prawdą i życiem, nie

i że wzbudza ono to najważniejsze uczucie: chrześcijańską ra¬

tylko nazwa własna, lecz nawet samo ego, po którym pozostał

dość wywołującą łzy, ponieważ jest ona w swej istocie tak po¬

tylko symbol, więdnie i zanika, kurczy się na naszych oczach

dobna do smutku, jako że pochodzi z miejsc, gdzie Smutek i Ra¬

w puste nic - jakąś zwykła indukcyjną abstrakcję pewnego za¬

dość stanowią jedno, pogodzone ze sobą, tak jak samolubstwo

chowania rozpisanego na fiszki, którego przyczyny leżą gdzie in¬

i altruizm giną w Miłości. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że

dziej. I nie ma żadnego środka na ten stan rzeczy poza tym, ja¬

Ewangelie opowiadają wyłącznie baśń; mówią jednak bardzo

kim jest doświadczenie prawdy, lub utożsamienie się z sensem

wyraźnie, że opowiadają baśń - i to największą. Bajarz musiałby

Życia, które jest zarówno poezją i poznaniem. Więc, chociaż bez

zostać zbawiony w sposób zgodny z jego naturą: poprzez poru¬

racjonalnej zasady, ani prawda, ani poznanie nigdy istnieć nie

szającą opowieść. A l e ponieważ jej autor jest najwyższym Arty¬

może, lecz tylko Życie samo, ta zasada sama nie może dodać na¬

stą i Autorem Rzeczywistości, ta opowieść otrzymała Byt i praw¬

wet jednej joty do poznania. Może wyjaśniać niejasności, może

dę na Planie Pierwotnym. Tak więc w cudzie pierwotnym

mierzyć i wyliczać z wielką i coraz większą dokładnością, może

(Zmartwychwstaniu), a także, choć w mniejszym stopniu, w po¬

chronić nas w godności i odpowiedzialności za naszą indywidu¬

mniejszych chrześcijańskich cudach otrzymujemy nie tylko na¬

alną egzystencję. Lecz w żadnym sensie nie można orzec o niej,

gły przebłysk prawdy kryjącej się za pozorną Ananke naszego

że rozszerza naszą świadomość. Tylko to, co poetyckie, wsącza¬

świata, ale i przebłysk, będący w rzeczywistości promieniem

jąc w język twórcze intuicje, może zachować jego żywe znacze¬

światła, wpadającym przez szczeliny w otaczającym nas wszech¬

nie i uchronić je przed skrystalizowaniem się w rodzaj algebry.

świecie".
5 0

Ibid., s. 348, 352 [1956, styczeń-luty (?)].

[...] Ujmując to w terminach Platona, powinniśmy powiedzieć,
że zasada racjonalna może poszerzyć rozumienie, i może posze¬

O baśniach, „Nota H " , s. 210. I jeszcze, w innym miejscu, czyta¬

rzyć mniemanie, ale nigdy nie może pomnożyć wiedzy".

my: baśnie są „przede wszystkim stare, a ich dawność bywa
atrakcją samą w sobie. [...] Otwierają drzwi do innego czasu,

6 5

a jeśli choć na chwilę przejdziemy przez ten próg, staniemy po¬

Zgadzałoby się to z cytowanym zdaniem Vica: „Każdą metoforę
można nazwać krótką baśnią", bo wedle La Scienza Nuova „mi­

za naszym czasem, a może i poza czasem w ogóle". Baśnie są

tologie były naturalnym językiem baśni" (z czego wynika tym

„pozostałościami dawnych obyczajów praktykowanych w życiu

razem, że Vico traktował mit jak poetycką fikcję, zgodnie z po¬

codziennym, albo wierzeniami, których kiedyś nie traktowano

glądem, który w kulturze chrześcijańskiej miał bardzo długie

279

�Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U
trwanie, z ortodoksyjnych choćby tylko względów).
6 6

ce. [...] Poza nazwami własnymi, każde słowo w każdym języku

W pracy Paula H . Kohera, Mistrz Śródziemia (1972; polski prze­

stanowi uogólnienie i, kiedy mówimy o języku poetyckim, że we

kład Radosława Kota: Warszawa 1998, s. 8), czytamy: „Podsta­

wczesnej fazie jest «dany», nie możemy przeoczać faktu, że war¬

wową zasadą przyjętą przez Tolkiena we Władcy Pierścieni (i to

tości te już przemijały, już stanowiły pozostałość po jeszcze bar¬

konsekwnetnie, od prologu do dodatków) jest założenie, że to

dziej żywych, które świadomość musiała napotykać przed naro¬
dzinami mowy" (s. 107-108).

nie o n wymyślił całą historię, lecz jako współczesny nam uczo­
6 7

ny podjął trud jej opracowania i przygotowania do druku".

6 9

Potwory i krytycy, op. cit., s. 27-28.

Choć w „monoteistycznym" micie Tolkiena, „rekonstruowa­

7 0

Por. t u przyp. 2.

nym" w Silmarillionie,

Por. t u przyp. 30.

świat rzeczywisty jest także światem

7 1

„wtórnym", wedle objaśnienia, jakie pisarz podaje (por. Listy...,

7 2

T. A . Shippey, op. cit., s. 345-346.

s. 388-389 [25 czerwca 1957]): „[Sauron] zawsze kiedy zosta­

7 3

Ibid., s. 350.

wał pokonany, tracił cielesną powłokę. W teorii - jeśli można

7 4

Ibid., s. 49 [podkr. moje].

odnieść do opowieści tak wzniosly termin - był duchem, po­

7 5

Tree and Leaf... , s. 50. W cytowanym wyżej polskim przekładzie

mniejszym, lecz wciąż «anielskim». Zgodnie z mitologią oznacza

zdanie to brzmi: „Fantastycznych form nie można udawać". A l e

to, że należał do rasy inteligentnych istot stworzonych przed za¬

to counterfeit znaczy także: naśladować, fałszować, podrabiać,

istnieniem świata fizycznego i mogących w ramach swoich moż¬

symulować itd. Wszystkie te odpowiedniki muszą być przywoła¬

liwości pomagać w jego stwarzaniu. Te, które najbardziej zwią¬

ne dla objęcia pełni znaczenia tej frazy.

zały się z dziełem Sztuki, jakim początkowo był świat, tak były

7 6

nim pochłonięte, że kiedy Stwórca go urzeczywistnił (to znaczy
dał mu wtórną rzeczywistość, podporzadkowaną jego własnej,
którą my nazywamy rzeczywistością pierwotną, a zatem umieś¬

consciousness (por. wyżej przyp. 24).
7 7

cił go w hierarchii na jednej płaszczyźnie z owymi istotami), za¬

wotnej poetyckiej fazie rozwoju języka. Tolkien, w przytaczanej

Pozwolono i m na to i największe pośród nich stały się odpo¬

rozmowie z Lewisem, przypominamy, stawia kwestię tak, że pro¬

wiednikami „bogów" tradycyjnych mitologii; postawiono jed¬

wadzi nas ku idei „prefiguracji", która zawarta jest w najpie¬

nak warunek, że pozostaną «w świecie» aż do zakończenia Opo¬

rwotniejszych mitycznych opowieściach: „W pogańskich mi¬

wieści. Znajdowały się więc w nim, lecz fizyczne wcielenie nie

tach Bóg objawia się poprzez umysły poetów, a powstające

było ich zasadniczą cechą. Jeśli tego chciały, mogły dokonać sa-

z nich obrazy odzwierciedlają fragmenty niemej prawdy".
7 8

szym ubraniom niż ciałom, chociaż w większym stopniu niż

Tolkien (Listy..., s. 282-283 [wrzesień 1954]) pisze jeszcze: „Po­
nieważ cała sprawa [we W/hdcy Pierścieni] od początku do koń¬

ubrania stanowiły wyraz ich pragnień, nastrojów, woli i zadań".
6 8

Op. cit., (por. t u przyp. 67): Barfield idzie w t y m samym kierun¬
ku, kiedy mówi o niekontrolowanym procesie tworzenia w pier¬

pragnęły do niego wejść od początku jego «urzeczywistniania».

mowcielenia, ale ich formy wcielone były bardziej podobne na¬

Poetic Diction... , s. 171: the strangeness shall have an interior si¬
gnificance; it must be felt as arising from a differen plane or mode of

ca dotyczy głównie relacji Tworzenia do czynienia i wtórstwarzania (oraz uzupełniająco do spokrewnionego zagadnienia

To, co powiedzieliśmy o odmiennościach w podejściu do konty­
nuacji mitycznego dziedzictwa u Barfielda i Tolkiena, wyda się

«śmiertelności»), musi być jasne, że wzmianki o tych sprawach

z pewnością mniej ostre, kiedy przytoczymy jeszcze dwa frag¬

nie są przypadkowe, lecz zasadnicze: mogą być zasadniczo

menty z Poetic Diction: „Różnica między prawdziwą i fałszywą

«błędne» z punktu widzenia Rzeczywistości (rzeczywistości zew­

metaforą odpowiada różnicy między M i t e m i Alegorią, ta druga

nętrznej). Nie mogą być jednak błędne wewnątrz tego wymy¬
ślonego świata, ponieważ dokładnie tak został o n stworzony".

jest mniej lub bardziej świadomym hipostazowaniem idei, za
czym idzie ich synteza, mit zaś jest prawym dzieckiem Znacze¬

7 9

nia, zrodzonym z wyobrażni. Nie ma wątpliwości, że od bardzo

re not for the words of Celeborn I should deem them only fables as

wczesnej daty greccy poeci zaczęli mieszać fałszywe metafory
z oryginalnymi mitami, tak jak filozofowie greccy zaczęli kazić je

Aragorn o podaniach krążących wokół lasów Fangornu: if it we¬
true knowledge fades.

8 0

Por. np. Listy..., s. 426, przyp.* [dodatek brulionowy do listu

alegorią, tak że w tym przypadku forma, w jakiej te mity doszły

z jesieni (październik?) 1958 r . ] : „W narracji, która w gruncie

do nas, jest wewnętrznie dwoista. Nowoczesny poeta stworzył

rzeczy jest literaturą ludzką, gdy tylko jakaś sprawa staje się ele¬

nowy mit lub uczynił użytek ze starego, zgodnie z t y m jak dany

mentem opowieści, a nie mitu, punkt ciężkości musi przesunąć

mit stanowi bezpośrednie wcielenie konkretnego doświadcze¬

się na ludzi (oraz ich stosunki z elfami czy innymi stworzenia¬

nia, a nie ideę poety o t y m doświadczeniu - w którym to wypad¬

mi). Nie możemy pisać opowieści o elfach, których nie znamy

ku wynalazł on jedynie jakąś alegorię, lub uczynił alegoryczny

dogłębnie; a jeśli usiłujemy to robić, zamieniamy po prostu el¬

użytek z mitu, zależnie od okoliczności" (s. 201). „Gdzież więc
nowoczesny poeta odnajdzie na powrót tę poetycką zasadę, któ¬
ra w języku zamiera? Gdzie? Nigdzie indziej, jak w sobie. Ta sa¬
ma twórcza aktywność, kiedyś bez wiedzy i kontroli człowieka
skutkująca znaczeniem, a rozpoznawana jedynie potem, kiedy
jak gdyby budził się on ku kontemplacji tego, co zapisał we śnie,
teraz odnaleziona ma być we własnej jego świadomości. I to ona
wzywa go, by się stał twórcą prawdziwym, sprawcą samego zna¬
czenia. Powiedziałem «w jego własnej świadomości», lecz i to
wyrażenie jest zwodnicze, o ile jest pojmowane historycznie. Po¬
eta, wyłącznie jako twórca, nawet dziś nie może być uważany za
jednostkę o nieskrępowanej świadomości, bo świadomość taka
nie jest możliwa bez racjonalnie analitycznego myślenia. O ty¬
le, o ile jego własna aktywność poetycka podlega jego wiedzy
i kontroli, o ile może o n oceniać, a zatem poprawiać swe dzieła,
lub wybierać co będzie pisał, nie jest on sprawcą, lecz tym, któ¬
ry porownuje i osądza; a jednym i drugim nie może być równo¬
cześnie. Istnieje nastawienie kreatywne i nastawienie oceniają-

280

fów w ludzi".
8 1

Słowa Drzewca [Treebeard] z Władcy Pierścieni: „[...] mojego
prawdziwego imienia wam nie wyjawię, przynajmniej jeszcze nie
teraz. Przede wszystkim to jest bardzo długie imię, bo rosło
z czasem, a że bardzo, bardzo długo żyję, więc urosło do całej hi¬
storii. W moim języku, w starej mowie entów [dosłownie:
'w staroentyjskim'], jak wy byście go nazwali, imię zawsze zawie¬
ra historię tego, kto je nosi. To bardzo piękny język, ale trzeba
mieć dużo czasu, żeby n i m coś powiedzieć, bo my mówimy na¬
szym językiem tylko o tym, co warto bardzo długo opowiadać
i czego warto bardzo długo słuchać"

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9568" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9546">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/15f94c19f5f6ff90adfeedafe40c842e.pdf</src>
        <authentication>9a2993cd6d27aceba73eff064a2f1d7b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113933">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5593</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113934">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113935">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113936">
                <text>Holokaust - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113937">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5201</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113938">
                <text>Język Zagłady - język świadectwa/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113939">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.64-71</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113940">
                <text>Morawiecka,Maria Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113941">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113942">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113943">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113944">
                <text>Maria

•
I

Magdalena
M orawi ecka

u

n w

19

8

6 n

&gt; studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie W r o c ł a w s k i m i ASPP

„Abrys" w e W r o c ł a w i u . Działa w Studenckim Kole N a u k o w y m Kulturoznawców

\ i współpracuje z u g r u p o w a n i e m

Dziennikarzy W ę d r o w n y c h i w y d a w a n y m przez

nie i n t e r n e t o w y m pismem .Wędrowiec" ( w w w . d z i e n n i k a r z e - w e d r o w n i . o r g ) .
Zainteresowania badawcze: teoria i historia kultur/, aksjologia, praktyki kartograficzne
jako ź r ó d ł o wiedzy o kulturze, tradycje wokalne słowiańszczyzny.

Język Zagłady - język
świadectwa. Relacja ocalałego
jako komunikat
„Zaprawdę, wargami jąkałów
i językiem obcym przemawiać będzie do tego narodu
ten, który mu powiedział:
»Teraz odpoczynek! Dajcie wytchnąć strudzonemu! A teraz, spokój!«.
Ale me chcieli Go słuchać.
Wtedy będzie do nich mowa Pana:
»Saw lasaw, saw lasaw; kaw lakaw, kaw lakaw;
zeer szam, zeer szam *,
żeby szli i upadli na wznak i rozbili się,
żeby uwikłali się w sieci i byli schwytani.
Iz 28, 11-13
1

Holocaust nie ma i nie moie mieć swojego języka
I. Kertesz

Jak podaje Biblia Tysiąclecia,
są to „onomatopeiczne
wyrazy hebrajskie naśladujące mówienie dzieci lub
pijaków (...) mogłyby mieć taki sens: »Rozkaz za
rozkazem, rozkaz za rozkazem; reguła za regułą, reguła
za regułą; trochę tu, trochę tam«". Biblia Tysiąclecia pod
1

1

red. benedyktynów tynieckich, Wydawnictwo Pallottinum,
Poznań-Warszawa 1980, s. 871.
I . K e r t e s z , / ^ na wygnaniu, W A B , Warszawa 2004,
s. 194.
2

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Język Zagłady - język świadectwa

65

agłada miała nie pozostawić po sobie
świadków. Nikt nigdy nie miał, nie po­
winien był opowiedzieć historii ofiar obo­
zów . Ich los miało okryć milczenie. Stało się
inaczej. Kiedy okazało się, że nie wszystko stra­
wił ogień krematoryjnych pieców, zapadła przej­
mująca cisza. Poszukiwania pośród wszystkich
słów, we wszystkich językach, które rozbrzmie­
wały w obozach, nie przyniosły rezultatu. Pozo­
stawały równie bezsilne wobec próby opisania
tego, co się wydarzyło. Świadkowie przeżyli, ale
byli niemi. Słów zabrakło.
Pisanie o języku stawia zawsze autora tekstu
w dwuznacznej sytuacji, ponieważ zacierają
się granice pomiędzy materiałem stanowiącym
obiekt analizy a materią, z której utworzona jest
sama analiza. Pisanie o języku, którego istnienie
jest kwestionowane (język Zagłady), oraz języ­
ku, który kwestionuje własną zdolność do wyra­
żenia tego, do wyrażania czego został powołany
(świadectwo), zakrawa więc na paradoks przy­
najmniej w podwójnym sensie. Ponieważ jednak
świadkowie domagają się mówienia o Holokau­
ście, nie sposób pominąć ich głosu milczeniem.
Czym - jeśli takowy istnieje - charaktery­
zowałby się język świadectwa i w jakiej relacji
pozostaje do „języka Zagłady"? Czy można je
ze sobą utożsamiać? Jak możliwe jest i czemu
służyć może mówienie o czymś, co z góry uzna­
ne zostaje za niemożliwe do wypowiedzenia?
W jakim sensie świadectwo jest komunikatem?
- to tylko wybór z szeregu pytań, które można

by stawiać w kontekście tematu niniejszej pracy,
które legły u jej genezy, na które z całą pewnością
nie udzielę w niej wyczerpujących odpowiedzi i na które cały ten tekst (mimo wszystko) próbą
odpowiedzi pozostaje.
Język w obozie (jak niemal wszystko) funk­
cjonował w odmienny sposób niż zwykle. Dla
w i ę ź n i ó w był przede wszystkim n a r z ę d z i e m
zdobywania niezbędnych do przetrwania infor­
macji. Niedostateczna znajomość języka utrud­
niała aklimatyzację, u n i e m o ż l i w i a ł a szybkie
zorientowanie się w obozowej rzeczywistości
i rozumienie rozkazów, drastycznie zmniejsza­
jąc szanse na przeżycie. Dla strażników stanowił
w relacjach z więźniami medium, za pomocą
którego narzucali rygor. O charakterze całej sy­
tuacji komunikacyjnej przesądzała dominacja
trybu rozkazującego. Większość wypowiedzi
kierowanych przez przedstawicieli pierwszej
grupy do drugiej
była rysem impe­
ratywu. Dodatkowy czynnik, jakim było uprzy¬
wilejowanie pozycji języka niemieckiego (jako
jedynego pełnoprawnego), sprawiał, że status
pozostałych iezyków narodowych iako ludzkiei
mowy zostawał podważony co z kolei łączy sie
z podaniem w wątpliwość przynależności do
ratunku ludzkie™ wszystkich którzy me po
trafia wykazać sie znaiomościa niemieckie™
lezyk wysteouie tu iako fayterium oodziału na
udzi i nie ludzi (traktowanych iak zwierzęta
czy wręcz nrzedmioty) nrzy czym można za'
ryzykować tezę ze tym' co wyróżniałoby mowę

Primo Levi pisze pięknie, acz niejednoznacznie:
„Nie, my nie wrócimy. Stąd nie powinien wyjść nikt, kto
mógłby zanieść światu wraz ze znamieniem wypalonym
na skórze złą nowinę: ile potrzeba było w Oświęcimiu
odwagi człowiekowi, aby pozostał człowiekiem". P. Levi,
Czy to jest człowiek?,
Państwowe Muzeum w Oświęcimiu,
Książka i Wiedza, Warszawa 1996, s. 61.

i przeraził; rozkaz (...) powtarzali głosem donośnym
i wściekłym, a w końcu wykrzykiwali go z całych sił, jakby
mieli do czynienia z głuchymi, czy raczej ze zwierzętami
domowymi, które przecież reagują na ton głosu, a nie treść
nakazu. Kiedy ktoś mimo to ociągał się (...), zaczynało
się bicie i stawało się oczywiste, że w grę wchodzi tu j u ż
inny wariant języka - posługiwanie się słowem, czynność

Istnienie owego mechanizmu zaświadcza również
P. Levi, komentując zachowanie esesmanów w obozie
przejściowym w Fossoli: „Do tych, którzy ich nie
rozumieli, zwracali się w sposób, który nas zdumiał

konieczna i wystarczająca, żeby człowiek okazywał się
człowiekiem, zostawało odrzucone. Był to dla nadzorców
widomy znak, że nie jesteśmy ludźmi". P. Levi, Pogrążeni
i ocałeni, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 110.

Z
3

3

4

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

4

��67

Język Zagłady - język świadectwa

pierwszych od mowy drugich, nie byłaby tu jak w przypadku koncepcji filozoficznych czy
antropologicznych - jej zdolność do wyrażania
abstrakcyjnych praw, ale do stanowienia prawa.
Odebranie wartości mowie uwięzionych w pew­
nym sensie oznaczało okradzenie ich z języka, aż
po pozbawienie ich najprywatniejszej jego części
- imion. Po dokonaniu tego aktu (i uprzedmio­
towieniu, do jakiego nieuchronnie prowadzić
musiało zastąpienie imion numerami) zatraca
się sensowność pisania słów, takich jak „Żyd"
czy „Polak" wielką literą - stają się nazwami
pospolitymi, tak samo jak „pies" czy „krzesło".
Odmówienie więźniom człowieczeństwa osta­
tecznie zdejmowało z oprawców obowiązek
podejmowania dialogu .
5

Czapliński sugeruje, że za taki element można
by uznać kreacyjny aspekt języka. Jak pisze:
„Jeśli w Zagładzie objawiła się jakaś istota ję­
zyka, to najpewniej wiązała się ona z magicz­
ną jego funkcją - stwarzaniem rzeczy poprzez
słowa. I właśnie ona - moc kreacyjna - okazała
się całkowicie obojętna rozumieniu. Ten, kto
może używać języka tak, jak bóg, ten, kto może
poprzez język stanowić o czyimś życiu, nie dba
o to, czy jest rozumiany. (...) I na odwrót: język
skrajnej przemocy pojmujemy bez rozumienia;
wiemy, co on nam mówi, nie rozumiejąc słów
-wiemy, że nakłada na nas obowiązek całkowi­
tego posłuszeństwa (...). Aby taki język mógł być
narzędziem komunikacji, jego »istota« musia­
łaby być nie tyle przekładalna, co symetryczna,
przechodnia zwrotna to znaczy musiałaby
w równej mierze przysługiwać »stwórcy« co
przedmiotom stwarzanym Bez tej przechodniościiezyk okazuje sie przede wszvst iCim 113.""
rzędziem dyscyplinującym" .

Ktoś, kto wydaje dyrektywy, nie musi trosz­
czyć się o to, by wyjaśnić ich sens podkomend­
nemu. Mamy tu do czynienia z typem działania
nakierowanym na wpływ, nie porozumienie .
Rozkazywanie bowiem nie pociąga za sobą ko­
nieczności podjęcia choćby próby zrozumienia
drugiej strony, nie wymaga też wytwarzania wię­
zi pomiędzy nadawcą a odbiorcą komunikatu.
Język zatraca więc swą, zdawałoby się, pier­
wotną funkcję, jaką jest właśnie komunikacja
(communico, comunicare - uczynić wspólnym,
połączyć; udzielić komuś wiadomości, naradzać
się, omawiać).
To jednak oznaczałoby, że przyjął on jakąś
funkcję odmienną, być może dotąd nazbyt czę­
sto umykającą uwadze lingwistów. Przemysław

Jeśli więc Primo Levi przywołuje metaforę
wieży Babel w kontekście Auschwitz, to jest to
porównanie niepozbawione pewnej dozy prze­
wrotności. Biblijna figura, choć nadal rozpozna­
walna, jawi się tu w koszmarnym, zakrawającym
na groteskę odwróceniu. Obozy koncentracyjne
nie miały nigdy służyć budowaniu wspólnoty,
ale zagładzie. Celem ich istnienia była destruk­
cja, nie konstrukcja. Powstały nie za przyczy­
ną porozumienia zawartego przez ludzką rasę

„Mówienie do zwierzęcia byłoby czynnością niemądrą,
jak mówienie do samego siebie, lub aktem śmiesznym
i patetycznym; a przy tym i tak nie zostałoby się
zrozumianym". P. Levi, op.cit., s. 111.
Nawiązuję tu do podziału zaproponowanego przez
J. Habermasa. Patrz: J. Habermas, Pojęcie
działania
komunikacyjnego (uwagi wyjaśniające),
„Kultura

porozumienia, nazywania świata i wyrażania uczuć
- im pełniej służy bowiem tym celom, tym bliższy
jest narzędziu dominacji i metodzie stwarzania
świata. O istocie języka nie decydują bowiem znaki
i znaczenia, lecz relacje między tymi, którzy coś do
siebie mówią [podkreślenie M . M . ] . Z punktu widzenia
języka i przekładu Holokaust był pojednaniem różnic

i Społeczeństwo" 1986, nr 3, s. 21-44.
Czapliński pisze też dalej, że wszelkie działania
porządkujące napotykają, odsłoniętą przez Holokaust,
zakrytą stronę języka: nie jest on narzędziem

lingwistycznych i usunięciem tej cząstki każdej
wypowiedzi, której nie da się przełożyć. P Czapliński,
Zagłada jako wyzwanie dła refleksji o łiteraturze,
„Teksty
Drugie" 2004, nr 5, s. 14.

6

5

6

7

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

7

�Maria Magdalena Morawiecka

68
{nomen omen), ale elementarnego niezrozu­
mienia (i braku chęci zrozumienia) między jej
przedstawicielami. „Pomieszanie języków" nie
owocuje wyodrębnieniem rozmaitych dialektów,
lecz wykształceniem się lagersprache.
Gdybyż przynajmniej chodziło tu o prostą
antytezę starotestamentowego toposu: ale pro­
jekt nazistów jawi się nie tyle jako lustrzane
odbicie biblijnego obrazu, co raczej jako odbi­
cie w krzywym zwierciadle. Kierunek wiedzie
od wielości ku eliminacji owej pierwotnej róż­
norodności za pomocą najbardziej radykalnej
z metod - eksterminacji. Jedność, która byłaby
efektem wykonania w pełni tego planu, zasa­
dzałaby się nie na zjednoczeniu, a na jedyności.
Jeśliby formułować na tym gruncie postulat
wprowadzenia wspólnej mowy dla całej ludzko­
ści, to jedyną drogą do jego realizacji byłaby eli­
minacja wszystkich obcych języków wraz z tymi,
którzy się nimi posługują. Jedynym elementem
metafory niezmiennym w z g l ę d e m biblijnego
pierwowzoru okazuje się pycha architektów.
Nic też dziwnego, że ostatecznie w świadectwie
Leviego miejsce rzucającej wyzwanie niebiosom
wieży zaimuie - zeodnie z loeika symetrii - lei
danteiskLo niekła kształtem zbieżny z wszyst­
kimi zbiorowymi mogiłami świata
Spróbujmy sobie zatem uświadomić sytuację
kogoś, kto podejmuje się zadania świadczenia
o Zagładzie. Paradoksalnie można stwierdzić, że
język Zagłady mógłby obyć się w ogóle bez słów,
jako że skrajna przemoc wyraża się w znacznej
mierze w aktach niewerbalnych. Treść świadectw
ocalałych nie różnicuje się znacząco w zależno­
ści od języków, w jakich zostały one spisane .
Pobyt w obozie sytuuje się w sferze doświadczeń
pozajęzykowych, wobec której wszelkie próby
obleczenia w słowa ponoszą fiasko, a która za¬
razem pozostaje wspólna dla wszystkich ocalo-

nych, niezależnie od języka, którym się posługu­
ją. Wiążąca się z tym osławiona niewyrażalność
przeżyć ofiary staje się problemem w momencie,
gdy ta ostatnia decyduje się przekuć je na opo­
wieść. Stwierdzenie to, samo w sobie banalne,
pozostaje jednak nieodzowne dla refleksji nad
zagadnieniem języka świadectwa.
Trudność, przed jaką staje świadek, wynika
z faktu, że jego dotychczasowy język, język ojczy­
sty, który go kształtował, nie pochodzi ze świata
obozu, w związku z czym okazuje się do niego
równie nieprzystawalny co zewnętrzna rzeczy­
wistość, w której powstawał. Za wzór nie mogą
mu również posłużyć przemiany, jakim podlegał
język w samym obozie: j u ż wówczas w istocie nie

Nie chcę przez to powiedzieć, że treść wszystkich
świadectw jest jednakowa, przeciwnie, jestem jak
najdalsza od takiego twierdzenia. Skłaniam się natomiast
ku poglądowi, że istniejące różnice (zarówno w treści,

dominującym nastroju utworu, jak i stylistyce, w jakiej
jest utrzymana) wiązać należy bardziej z kwestiami
indywidualnymi (tj. biografia i osobowość autora) niż
z narodową i „językową" tożsamością świadka.

8

8

BARBARZYŃCA

3 (13) 3 0 0 8

�Język Zagłady - język świadectwa

69
cjonowały wówczas niektóre zwroty, ponieważ
dopiero świadectwo podejmuje próbę wypowie­
dzenia zarówno tego, co działo się w obozach,
jak i tego, co znaczyło to dla więźniów. A nie wy­
starczy sama znajomość faktów, by to zrozumieć.
Dla takiego odbiorcy użycie niektórych zwrotów
i słów może być mylące: rozpoznaje znajome
frazy, więc ma wrażenie, że opowiada mu się
o czymś, co doskonale potrafi pojąć, podczas
gdy rzeczy mają się zupełnie inaczej. Emblemat
pozostał niezmieniony, chociaż przysługują mu
różne desygnaty. To właśnie pozwala Elie Wieselowi stwierdzić:

był on wystarczającym narzędziem dla wyraża­
nia przeżyć więźniów, co jednak nie miało więk­
szego znaczenia, dopóki obracali się we własnym
gronie. Wspólnota doświadczeń umożliwiała
wzajemne zrozumienie, jednocześnie ograni­
czając potrzebę opowiadania o nich. Wchodząc
do obozów, więźniowie dysponowali j u ż ściśle
określonym materiałem językowym, za pomocą
którego (nie mając innych narzędzi) w otaczają­
cej ich nowej rzeczywistości starali się nazywać
zjawiska i warunki radykalnie odmienne od
znanych im dotychczas. Dochodziło więc do sy­
tuacji, w której na oznaczenie niewspółmiernie
intensywniejszych i bolesnych doznań używano
starych słów, z racji ich powierzchownego podo­
bieństwa z opisywanymi zjawiskami.
Odbiorca nie może być w pełni zaznajomio­
ny z całym upiornym kontekstem, w j akim funk-

9

„Miałem tyle do powiedzenia, a brakowało
mi słów. Świadom ubóstwa środków, czułem,
że ogranicza mnie język. Ktoś powinien był
wymyślić inny. Czy można oczyścić i ucywili­
zować język wypaczony i zatruty przez wroga?
Głód, pragnienie, strach, transport, selekcja,
ogień, komin - każde z tych słów coś znaczy,
ale w tamtych czasach znaczyło coś całkiem
innego. Pisząc w ojczystym, też okaleczonym
języku, TclZ pO TclZ dochodziłem do wniosku, że
»to nie to«. (...) Wciąż było »nie to«. »To«, czyli
co? (...) Słowa zaczerpnięte ze słownika wyda­
wały mi się płytkie, tandetne, nijakie" .
9

Status ofiary nie jest tożsamy ze statusem
świadka, przejście od jednej roli do drugiej wią­
że się z radykalną zmianą nastawienia. Język
przemocy nie jest i nie może być tym samym
językiem co język opisu przemocy. Analogicznie
język świadectwa nie może być językiem Zagła­
dy, bo ten ostatni pozostanie dla czytelników na
zawsze językiem obcym i niezrozumiałym. Za­
danie świadka przypomina więc nieco zadanie
tłumacza i polega na tym, by zakomunikować
(z naciskiem na znaczenie, do którego odsyła
łacińska etymologia słowa „komunikacja") in11 y 111 coś, co właściwie nigdy komunikatem nie
było i być nie miało, co w samej swojej istocie

E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 15-16.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�Maria Magdalena Morawiecka

70
sprzeczne jest z ideą komunikowania i opiera
się próbom przekształcenia w komunikat. Jego
własny obraz świata uległ nieodwracalnej prze­
mianie, dla wyrażenia której niezbędne wydaje
się w konsekwencji wprowadzenie zmian rów­
nież w języku (i w językowym obrazie świata).
Chaos, który zapanował wśród pojęć i wartości
na skutek podważenia fundamentalnych (jak się
zdawało) i niekwestionowanych dotąd prawd
i zasad, domagał się nazwania i ponownego
uporządkowania . Poszukiwaniu adekwatnej
formy dla świadectwa towarzyszą emocje i pole­
miki związane z obawą, by nie uchybić w niczym
pamięci ofiar. W szczególnej formie odżywa tu
dawny spór o decorum.
Wbrew zapowiedziom tworzenie nie tylko
prozy, ale i poezji po (i o) Holokauście okazało
się możliwe, choć stało się jasne, że może ona
przybierać odmienne formy niż te, do których
się przyzwyczailiśmy. Wśród utworów podejmu­
jących tematykę Zagłady znalazły się prawdziwe
arcydzieła. Analiza wielu z nich potwierdza, że
wobec trudności, jakie rodzi mówienie o H o ­
lokauście, pojawia się potrzeba poszukiwania
zupełnie nowego, adekwatnego języka, również
wprost zgłaszana przez autorów (jak choćby
w cytowanym powyżej fragmencie książki Elie
Wiesela). Taki język byłby w stanie oddać to
wszystko, czego nie dało się wyrazić dawnymi
środkami, i juz sama jego struktura w jakiś spo-

sób naprowadziłaby odbiorcę na nieujmowalną w żadnym ludzkim języku, nieludzką treść
tamtych w y d a r z e ń . Bardzo szybko okazuje
się jednak, że aby przekaz w ogóle mógł zostać
odczytany, musi posługiwać się znanymi sym­
bolami, bodaj w minimalnym stopniu, niezbęd­
nym dla zaistnienia jakiejkolwiek płaszczyzny
porozumienia. Chcąc nie chcąc - ze względu
na rolę, jaką stara się pełnić - świadectwo z ko­
nieczności odwołuje się do zastanych, wypraco­
wanych form. Z jednej strony bowiem poczucie
obcości u odbiorcy, jakie może być wywoływane
przez innowacyjność czy też niekonwencjonalność środków, którymi operuje, jest zjawiskiem
pożądanym - pozwala zwrócić jego uwagę u a
swoistość i odrębność opisywanego świata, wraz
z tymi jego elementami, które pozostają nieprzekładalne Z drueiei zaś sama ieeo funkcia - która
jest wszak zaświadczanie, nieuchronnie wiążące
sie z notrzeba dostrzeżenia adresata przekazu
(który zazwyczai sam nie iest świadkiem) - spra­
wia ze używany iezvk nie może bvć iezykiem
radykalnie nowvm Nieustanne naoiecie miedzy
tymi sorzecznymi wymorami określa warunki
w iakich nowstaie każdorazowo ma skutek indy'
widualnych zmagań autora) język świadectwa

T. Różewicz pisze w swoim najbardziej znanym
wierszu: „Szukam nauczyciela i mistrza/ niech przywróci
mi wzrok słuch i mowę/ niech jeszcze raz nazwie
rzeczy i pojęcia/ niech oddzieli światło od ciemności".
T. Różewicz, Poezje wybrane, Wydawnictwo Literackie,
Kraków 1994, s. 6. J u ż sam proces nazywania może
być traktowany jako rodzaj działania ładotwórczego,
pomocnego przy próbie ogarnięcia i zapanowania nad
opisywanymi wydarzeniami. Wybór języka, w jakim
będzie się o nich opowiadać, ma wpływ nie tylko na
formę świadectwa, ale i (pośrednio) na jego treść. Jak
zauważył J. Jedlicki, „Fakty mówią same za siebie, ale
autorzy świadectw nazywają je, ujmują w kategorie,

komentują i osądzają, a więc włączają w schemat
poznawczy i aksjologiczny". J. Jedlicki, Źle urodzeni,
czyli o doświadczeniu historycznym. Scripta i postscripta,
Aneks, Londyn-Warszawa 1993, s. 16. A „wybór formy
jest zawsze - na tym obszarze tematycznym szczególnie
- wyborem perspektywy poznawczej i poglądu na świat".
J. Jedlicki, op.cit., s. 15.
Przyjmując szerokie rozumienie języka (nie
ograniczając tego pojęcia wyłącznie do znaków
występujących w fonosferze oraz ich graficznego zapisu),
nie waham się przed włączeniem do opisywanego
zjawiska nie tylko dzieł literackich, ale też poszukiwań
podejmowanych w obszarze powojennej sztuki.

10

10

11

W świetle powyższego świadectwo jawi się
jako zjawisko, którego istnienie jest warunkowa­
ne w równym stopniu przez istnienie świadka, co
istnienie tego, wobec kogo się zaświadcza. Bez

11

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�71

Język Zagłady - język świadectwa

ukonstytuowania się „audytorium", bez zaistnie­
nia kontaktu między tymi dwiema stronami da­
wanie świadectwa traci jakikolwiek sens. Kształ­
tując się w przestrzeni pomiędzy podmiotami,
poszukuje ono takiego języka, który zdolny był­
by przerzucić pomost między światami ich do­
świadczeń . Pomost taki byłby wprawdzie zbyt
kruchy, aby dało się po nim przejść i faktycznie
spowodować ich uwspólnienie, wystarczający
jednak, by je związać i doprowadzić do spotkania
się ich granic. Jeżeli nawet granice te nie staną się
przez to przekraczanie, to przynajmniej istnie­
je szansa, że uwidocznią się ich zarysy. W tym
sensie opowieść ocalałego, przywołując elementy
zamkniętego świata obozu, w pewnym stopniu
również je kształtuje - poprzez wspomniane
wcześniej ujmowanie faktów za pomocą języ­
kowych kategorii, umiejscawianie ich w systemie
poieć a wiec wpisanie ich w pewien porządek
Odtwarzanie jest też rodzajem tworzenia .
12

13

Okrężną drogą dochodzimy więc znów do
kwestii kreacyjnej mocy języka, tym razem jed­
nak zupełnie inaczej pojmowanej i czemu in­
nemu służącej. W przeciwieństwie do sytuacji
komunikacyjnej, jakiej doświadczali więźnio­
wie w obozie, świadectwo jest przykładem ko­
munikatu nakierowanego na osiągnięcie (po)
rozumienia i powstaje na skutek świadomej
Światy te można porównać do zaproponowanej
przez Jedlickiego kategorii „światów wyłączonych
- o odmiennych prawach życia i śmierci (...),
w których nawet język jest różny". Jak pisze Jedlicki,
„ludzie, którzy przekraczali wówczas granicę dwóch
światów wyłączonych, odczuwali zrazu całkowitą
niekomunikowalność swoich doświadczeń i ich
nieprzystawalność do ekonomii innego świata" (op.
cit., s. 10). Wprawdzie Jedlicki, pisząc o „światach
wyłączonych", miał na myśli światy współistniejące obok
siebie podczas wojny (getto, partyzantka, obóz etc),
jednak sytuacja świadka, który stara się opowiedzieć
o wydarzeniach z przeszłości komuś, kto nie podziela jego
doświadczeń, wydaje się analogiczna.
To samo spostrzeżenie odnieść można do obecności
w świadectwie nieodłącznego składnika literatury
12

13

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

próby wytworzenia u odbiorcy poczucia więzi
z nadawcą.
Język pozostaje narzędziem, bez którego nie­
możliwe byłoby osiągnięcie owego celu - celu,
który przecież ostatecznie można, upraszczając,
sprowadzić do wytłumaczenia sobie i innym
(a z pewnością jest to jedno z trudniejszych
zadań translatorskich, przed którymi stawała
ludzkość) znaczenia jednego tylko słowa: „Ho­
lokaust". Oczywiście podejmując się próby prze­
łożenia na logiczne - w podwójnym tego słowa
{logos) znaczeniu - terminy czegoś, co wydaje
się nielogiczne, świadek nie ma żadnej gwarancji
powodzenia przedsięwzięcia. Wręcz przeciwnie:
wszystko każe mu przypuszczać, że pełny suk­
ces jest nieosiągalny. Dlaczego więc, wiedząc,
że reszta zawsze jest milczeniem, mimo to nie
ustaje w wysiłkach? Odpowiedź (o ile w ogóle
istnieje jedna odpowiedź) pozostaje tajemnicą
świadka. Na koniec oddajmy więc głos jednemu
z nich:
„Czułem w głębi duszy, podobnie jak czasem
dziś, że moje świadectwo nie przekona ludzi.
Tylko ci, którzy przeżyli Auschwitz, wiedzą, co
naprawdę to słowo znaczy. Inni nigdy się tego
nie dowiedzą. Ale może przynajmniej spróbują
to pojąć?" .
14

- fikcji, której tak obawiają się autorzy świadectw.
Ryzyko wystąpienia „kłamstwa literatury" okazuje
się mniej paraliżujące, jeśli skojarzymy fikcję nie
tylko z zafałszowaniem (w którym to znaczeniu
najczęściej bywa współcześnie to słowo u ż y w a n e ) , ale
też z jej twórczym aspektem - podobnie, jak uczynił
to Geertz, dowodząc, że etnografia jest rodzajem fikcji
w pozytywnym sensie. Użycie typowo literackich
środków wyrazu nie musi prowadzić do zniekształcenia
(zakłamania) wspomnień o Zagładzie, ale właśnie
do ich ukształtowania (nadania im kształtu, formy).
Patrz: C. Geertz, Interpretacja kultur. Wybrane eseje,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
2005.
E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007,
s. 16.
14

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5990" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5970">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b2e1406008428c262eb9f82bf8a72a7c.pdf</src>
        <authentication>bfac7fbdd93a26e7a53a77ae47f5ef28</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71467">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5579</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71468">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71469">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71470">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5188</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71471">
                <text>Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybskiego/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71472">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.86-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71473">
                <text>Kamiński, Paweł</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71474">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71475">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71476">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71477">
                <text>Paweł
Kamiński

Ur. w I 978 r. we W r o c ł a w i u . Jest absolwentem Uniwersytetu W r o c ł a w s k i e g o ,
k i e r u n k ó w filologia angielska oraz filozofia - komunikacja społeczna, jak r ó w n i e ż
podyplomowych s t u d i ó w psychologii w biznesie przy W y ż s z e j Szkole Bankowej
we W r o c ł a w i u . Obecnie jest studentem s t u d i ó w doktoranckich na Wydziale Nauk
Społecznych UWr. Jego zainteresowania skupiają się w o k ó ł filozofii nauki (szczególnie
filozoficznych konsekwencji współczesnych nieklasycznych teorii naukowych),
filozofii umysłu (relacja umysł - materia to planowany temat doktoratu) oraz szeroko
rozumianego języka, w k t ó r y m zanurzone jest nasze spekulatywne myślenie.

język, poznanie
i rzeczywistość
w semantyce ogólnej
Alfreda Korzybskiego
T

ematem artykułu będą pewne wątki filo­
zofii Alfreda Korzybskiego - polskiego fi­
lozofa i naukowca społecznego, który jest
mało popularny w literaturze polskiej. Znany
był, i wciąż jest, jako twórca semantyki ogólnej
(SO), będącej wówczas pierwszą syntezą poja­

wiających się j u ż nieco wcześniej głosów wska­
zujących na niekompatybilność paradygmatu
arystotelesowo-euklidesowo-newtonowskiego
w stosunku do opisywanej przezeń rzeczywi­
stości (włączając w to człowieka i miejsce, które
w niej zajmuje). Dzięki sformułowaniu systemu

BARBARZYŃCA

EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybskiego
niearystotelesowskiego Korzybski był jednym
z pierwszych, którzy w sposób spójny metodolo­
gicznie dokonali krytyki zastanej wizji świata.
W sytuacji zmiany paradygmatu daleko idą­
cemu przeformułowaniu ulega werbalna tkanka
teorii zorganizowanych wokół podstawowych
pojęć dotychczas panujących struktur myśle­
nia. Na gruncie fizyki pojawiła się perspektywa
kwantowa, która w sposób gruntowny przepoj celowała mechanicystyczną fizykę Newtona.
Najbardziej zauważalnej reorganizacji uległy
takie pojęcia, jak czas i przestrzeń, które zaczę­
to postrzegać j u ż nie tak absolutystycznie, jak to
było u Newtona, lecz relatywnie - zamieniono
je w czasoprzestrzeń u Einsteina, dzięki czemu
ujawniły się związki do tej pory niezauważane.
W tym duchu, w swojej pierwszej książce
Manhood of Humamty (1921), Korzybski po­
dejmuje próbę sformułowania nowej holistycz­
nej definicji człowieka (organizm-jako-całość-w-środowisku), według której człowiek przy­
należy do wiążącej-w-czasie klasy życia wy­
r ó ż n i o n e j przez Korzybskiego na drodze
matematycznych rozważań spośród świata m i ­
nerałów (procesy nieorganiczne), roślin (wiązanie-związków-chemicznych) i zwierząt (wiązanie-w-przestrzeni). Człowiecza umiejętność
wiązania-w-czasie polega na posługiwaniu się
symbolami i językiem - to one właśnie służą do
międzypokoleniowej transmisji wiedzy, która
sprawia, że każde pokolenie może korzystać
z osiągnięć poprzedniego bez potrzeby powta­
rzania tych samych błędów. Podobnie jak Tomasello Korzybski uważał, że umiejętność ta ma
podłoże biologiczne. Zależy bowiem od budowy
i pracy układu nerwowego, a przede wszystkim
jego filogenetycznie najmłodszej części - kory
mózgowej, odpowiedzialnej za myślenie abs­
trakcyjne czy język.

1

Z dziedzictwa pozytywizmu logicznego Ko­
rzybski przyjął, że wiedza dociera do nas po­
przez zmysły z zewnątrz. Na podstawie badań
neurologicznych doszedł do wniosku, że abstra­
howana jest przez nasz układ nerwowy z docie­
rającego do zmysłów chaosu informacyjnego.
Układ nerwowy j u ż wówczas był domeną neu­
rologii, ale dopiero teraz aspekt jego funkcjono­
wania w kontekście zdobywania przez człowieka
wiedzy stał się domeną nowej epistemologii na­
ukowej - to, co wiemy i jak wiemy, jest zdetermi­
nowane funkcjonowaniem układu nerwowego
w organizmie-jako-całości-w-środowisku. Dzię­
ki temu Korzybski przekwalifikował epistemolo­
gię z działu filozofii na dział nauki posługującej
się ścisłym językiem i metodami naukowymi.
Polski naukowiec uważał, że działanie nasze­
go układu nerwowego ma charakter elektro-koloidalny , z czego wynika, że każda część mózgu
połączona jest z inną, jak i z resztą układu ner­
wowego jako całością. Docierające do naszych
zmysłów bodźce poddawane są procesom ewaluacji dokonywanym przez nasz układ nerwo­
wy. Naturalny przepływ informacji ze zmysłów
poprzez układ nerwowy podlega zmianom re­
prezentacji z poziomu na poziom. W którymś
momencie wiedza (reprezentacja środowiska
zewnętrznego) jest przekodowana na język z re­
prezentacji neuronalnej. Na tym etapie procesu
kończy się epistemologia naukowa, a zaczyna
językoznawstwo naukowe. Aby dokładniej zro­
zumieć owo zjawisko, należy zwrócić uwagę na
to, co się dzieje w układzie nerwowym, gdy po­
strzegamy daną sytuację czy zdarzenie.
Gdy upuszczamy pudełko zapałek, mamy
do czynienia ze zdarzeniem pierwszego rzędu,
które występuje na niewerbalnych lub tak zwa­
nych milczących poziomach. Wówczas odbite
od przedmiotu światło dociera do oka, wywo1

Por. A. Korzybski, The Role of Language in Perceptual Processes, New York 1951.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

87

�Paweł Kamiński

88
Tabela: Proces abstrahowania z ele\tro-\oloidalnego, mearystotelesowsĘego

II
WYDARZENIA
zewnętrzne lub
wewnętrzne

MILCZĄCE
niewerbalne,
nie-wypowiadalne
poziomy

III

pun\tu widzenia

3

IV

Natychmiastowe
fizyczno-chemiczne,
elektto-koloidalne
pobudzenie
nerwowe I .

Elektto-koloidalne
reakcje organizmu
na II. Uczucia,
myślenie itd.

Reakcje językowe na III,
najbardziej złożone procesy
elektto-koloidalne. Prymi­
tywny, arystotelesowski itd.
system językowy angażuje
i skłania do utożsamiania
wartości I , I I , I I I i IV.

MILCZĄCE
niewerbalne,
nie-wypowiadalne
poziomy

MILCZĄCE
niewerbalne,
nie-wypowiadalne
poziomy

WERBALNE
poziomy

łując tym samym w mózgu pewnego rodzaju
elektro-koloidalne konfiguracje. Tomasz Maruszewski w Psychologii poznania o procesie tym
pisze następująco: „Światło wpadające do oka
wywołuje w siatkówce zmiany fotochemiczne
w fotoreceptorach, czyli w czopkach i w pręci­
kach. Następuje tam rozpad substancji światło­
czułych i barwoczułych (...). Rozpad substancji
światłoczułych powoduje powstanie impulsu
nerwowego, który przekazywany jest kolejno
przez komórki dwubiegunowe i zwojowe siat­
kówki, a dalej przez ciała kolankowate boczne

i wzgórki czworacze w strukturach podkorowych do płatów potylicznych, gdzie znajdują
się pola wzrokowe (...). W y r a ź n i e widać, że
proces kodowania fizjologicznego (...) jest pro­
cesem wieloetapowym, złożonym i musi trwać
pewien czas" . Z kolei na owe konfiguracje
możemy - wciąż na milczącym poziomie - re­
agować różnymi uczuciami, ewaluacjami itd.
O tych reakcjach naszego organizmu możemy
mówić dopiero na końcu, na poziomie werbal­
nym. Wszelkie nasze uczucia, myśli, miłości,
nienawiści itd. zdarzają się na poziomach m i l 2

2

T. Maruszewski, Psychologia poznania, Gdańsk2001, s. 37.

Personality red. R. Blake, G. Ramsey, New York 1951

3

Tabela za: A. Korzybski. The Role of Language in

(przeklad wlasny).

Perceptual Processes, [w:] Perception: An Approach to

BARBARZYŃCA

EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybsklego
czących, nie-wypowiadalnych. Mogą one jed­
nak podlegać wpływowi poziomów werbalnych
dzięki istnieniu między nimi stałej współzależ­
ności. Owa stała współzależność możliwa jest
dzięki strukturze przenikającej rzeczywistość
i język.
Eksperymenty wykazały, że w naturalnym
porządku poznawczym pobudzenie zmysłowe
jest pierwsze i jest ono j u ż pewnego rodzaju
abstrakcją, natomiast idea, abstrakcja abstrakcji
[OK???], którą możemy formułować dzięki ist­
nieniu kory mózgowej, jest następna. Nie należy
zapominać, że abstrahowanie to wiąże się z re­
dukcją czy selekcją już na najniższych, nieuświa­
domionych poziomach odbioru rzeczywistości.
Tak tłumaczy ów proces psychologia kognitywna:
„Poznawanie zawsze obejmuje proces schematyzacji i upraszczania. Wynika to z ograniczo­
nych możliwości przetwarzania informacji przez
umysł człowieka" . Spowodowane jest to faktem,
że przetwarzanie informacji percepcyjnych przez
nasz układ nerwowy wiąże się z kodowaniem. To
właśnie dzięki kodowaniu informacje uzyskują
taką postać, że nadają się do obróbki na wyż­
szych piętrach układu nerwowego. Naturalny
przepływ informacji z zewnętrznych bodźców
podlegać miał zmianie reprezentacji (kodu) z po­
ziomu na poziom. Dla Korzybskiego zachowania
na poziomie językowym były formą wyrazu za­
kodowanej reakcji na rzeczywistość. Zgodziłby
się on zapewne z Gregorym Batesonem, który
w Steps to an Ecology ofMind napisał o języku
jako cyfrowym zakodowaniu informacji, które
ze swej natury są analogowe. O różnicy między
kodem cyfrowym (werbalnym) a analogowym
(niewerbalnym) pisze on tak: „(...) w komuni­
kacji cyfrowej grupa konwencjonalnych zna­
4

4

Ibid., s. 30.

5

G. Bateson, Steps to an Ecology ofMind, Chicago 1972,

W)

PD08

ków (...) uporządkowana jest względem reguł
zwanych algorytmami. Znaki same w sobie nie
mają prostego powiązania (na przykład zgod­
ności siły) z tym, co oznaczają. Liczba «5» nie
jest większa od liczby «3» (...). Słowo «duży» nie
jest większe od słowa «mały» i ogólnie nie ma
niczego we wzorze (tj. w systemie powiązanych
z sobą wielkości), w słowie «stół», co korespon­
dowałoby z systemem powiązanych z sobą wiel­
kości w obiekcie oznaczanym. Z drugiej strony,
(...) w komunikacji paralingwistycznej wielkość
gestu, natężenie głosu, długość pauzy, napięcie
mięśni itd. - te wielkości korespondują (bezpo­
średnio lub w sposób odwrotnie proporcjonalny)
z wielkościami w związku z przedmiotem dys­
kursu" . Poziomy werbalne stanowią o ludzkiej
wyjątkowości, ponieważ umożliwiają człowie­
kowi abstrahowanie na coraz to wyższych pozio­
mach. Poziom ostatni stanowi w życiu człowieka
zasób środków koniecznych do międzyjednostkowej i międzypokoleniowej komunikacji oraz
transmisji skumulowanych doświadczeń rasy
ludzkiej. Właśnie ten etap umożliwia człowie­
kowi to, co Tomasello nazywa „kumulatywną
ewolucją kulturową" .
Skoro nie możemy i nie postrzegamy elek­
tronu, zjawisk w skali mikro, ale obserwuje­
my rezultaty ostatecznych procesów elektrono­
wych, wniosek jest taki, że cała nasza wiedza
submikroskopowa jest z natury hipotetyczna.
To, co widzimy, słyszymy, czujemy, mówimy
lub o czym wnioskujemy, nigdy nie jest „tym",
a jedynie abstrakcją „tego". Ważne zatem jest,
w j akiego rodzaju formy językowe wrzucona jest
nasza wiedza inferencyjna. Świat jawi nam się,
jak gdyby kierowały nim mechanizmy, w jakie
każą nam wierzyć nasze abstrakcje najwyższego
5

6

6

s. 373 (przekład własny).

BARBARZYŃCA

89

Por. M . Tomasello, Kulturowe źródła

poznawania, Warszawa 2002.

ludzkiego

�Paweł Kamiński

90
rzędu. Wciąż tworzymy nowe teorie opatrzone
odpowiednią terminologią, by móc wyjaśnić
wewnętrzne mechanizmy świata, w którym ży­
jemy, nas samych w to włączając. Nasze wnio­
skowania, jako abstrakcje z innych poziomów
niż same dane zmysłowe, mogą także brać
udział w niższych lub wyższych porządkach
abstrakcji. Struktura naszej obecnej wiedzy jest
taka, że projektujemy na procesy poziomów ci­
chych, submikroskopowych wyższe abstrakcje,
nasze hipotezy, wnioski itd., zamykając w ten
sposób inherentną cyrkularność ludzkiej wie­
dzy, bez której nasze rozumienie natury jest
niemożliwe.
Rezultatem poszukiwań teorii najbardziej
zgodnej z rzeczywistością było powstanie teo­
rii kwantowej, która, jak pisał sam Einstein
w Moim obrazie świata, była reakcją na niekompatybilność dających się zaobserwować zjawisk
z pojęciowością perspektywy zarysowanej przez
mechanikę Newtona: „(...) Newton zdawał so­
bie sprawę z tego, że pojęcie bezwzględnego
spoczynku zdaje się nie mieć swego odpowied­
nika w zakresie doświadczenia. (...) Dokładne
zrozumienie błędności tego poglądu przyniosła
dopiero ogólna teoria względności; wykazała
ona bowiem, że opierając się na fundamencie,
znacznie odbiegającym od newtonowego, moż­
na objaśnić odpowiedni zakres faktów doświad­
czalnych w sposób bardziej nawet zadowalający
i doskonały, niż było to możliwe na fundamencie
newtonowym" . Problemy, jakie napotykamy
przy próbie sformułowania teorii kwantowej,
dręczyły fizyków j u ż od około 70 lat. Dostrzeżo­
no potrzebę nowego języka, który byłby bardziej
zgodny z faktami współczesnej nauki. Źródło tej
lingwistycznej konsternacji dostrzega Korzybski
w założeniach zakodowanych w gramatyce typo­
wej dla języków indoeuropejskich.
7

7

A. Einstein, Mój obraz świata,

Winowajcą miał tu być niewłaściwie stoso­
wany czasownik „być". Zdaniem Korzybskiego
największą nieadekwatnością była poarystotelesowska wiara w unikatowość podmiotowo-predykatywnych form reprezentacji, która zakładała, że
każdy rodzaj relacji w świecie może być wyrażony
za ich pomocą. Dla polskiego myśliciela stało to
w sprzeczności z faktem, że o wiele ściślej od­
zwierciedlające rzeczywistość metody opisu owych
relacji w świecie wypracowywane były przez ma­
tematykę, która korzystała z innego języka zapisu
niż naturalny. Powołując się na prace Bertranda
Russella i Alfreda Whiteheada, doszedł on do
wniosku, że struktury podmiotowo-predykatywne
wynikają z przypisywania naturze cech i jakości,
które nie istnieją w niej samej, tylko generowane
są przez nasz układ nerwowy.
Za Russellem Korzybski wskazuje na cztery
różne użycia czasownika „być":
1. Jako czasownik posiłkowy: „Pada deszcz".
(Itisraining).
2. Jako jest istnienia: „Ja jestem".
3. Jako jest predykacji: „Róża jest czerwona".
4. Jako jest tożsamości: „Róża jest kwiatem".
Z użyciem czasownika „być" w dwóch pierw­
szych przypadkach nie ma żadnych problemów.
Jednak dwa ostatnie użycia mogą być źródłem
wielu nieporozumień, mówiąc bowiem: „Róża
jest czerwona", zaprzeczamy wszystkiemu, co
wiadome było (w okolicach roku 1950) o układzie
nerwowym i strukturze świata empirycznego.
W naturze nie ma czerwieni. Są tylko różnej dłu­
gości fale promieniowania, a nasza reakcja na owe
fale jest reakcją indywidualną. Daltonista dostrzec
może zamiast czerwieni zieleń, a ślepy na kolo­
ry - odcienie szarości. Dlatego właściwiej byłoby
powiedzieć „Widzę różę jako czerwoną".
Z drugiej strony: „jest tożsamości" zepchnie
nas na prymitywny poziom ewaluacji, jeśli nie

Wydawnictwo M . Fruchtmana, Warszawa 1935, s. 195.

BARBARZYŃCA

EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybskiego
uświadomimy sobie identyfikacji, jakich doko­
nujemy, używając tego czasownika. Struktural­
nie poprawniej należałoby powiedzieć: „Kla­
syfikuję różę jako kwiat". Zgodne byłoby to
z faktem, że klasyfikacja dokonana została wła­
śnie przez nasz układ nerwowy. Korzybski był
przekonany, że „jest tożsamości" w znacznym
stopniu wpływa na nasze reakcje neuro-ewaluacyjne i prowadzić może do tragicznych w skut­
kach rozpoznań czy identyfikacji.
Z omawianych wcześniej procesów abstrak­
cji wiemy, że to, co stwierdzamy o procesach
z poziomów milczących, nie-wypowiadalnych,
w rzeczywistości „tym" nie jest. Możemy usiąść
na obiekcie zwanym krzesło, ale nie możemy
spocząć na dźwiękach, które wydajemy z siebie,
ów przedmiot nazywając. Jednym z ważniej­
szych celów systemu niearystotelesowskiego jest
rozróżnienie owych poziomów, które w systemie
arystotelesowskim zostały utożsamione między
innymi poprzez użycie „jest tożsamości" .
Jeżeli zgodzimy się, że słowa nie są rzeczami,
które opisują, to ich stosunek do rzeczywistości
wyrazić można za pomocą metafory mapy od­
wzorowującej terytorium (mapa nie jest nigdy
terytorium, które stara się odwzorować). Z tego
wynika „(...) że jedynym ogniwem pomiędzy
obiektywnym i werbalnym światem jest struktu­
ra, co prowadzi do wniosku, że jedyny składnik
wszelkiej «wiedzy» jest strukturalny" (Mapa jest
użyteczna tylko wtedy, gdy między nią a teryto­
rium występuje podobieństwo struktury). Gdy
istnieje podobieństwo między strukturą rzeczy­
wistości a jej opisem, wówczas dla potencjalnie
racjonalnej jednostki świat empiryczny staje się
racjonalny, co oznacza, że projektowana przez
8

9

8

Zainteresowanych dokładnym omówieniem

strukturę mapy charakterystyka da się zastoso­
wać do świata empirycznego. Skoro więc język
nie odzwierciedla dokładnie rzeczywistości, traci
swoją ważność opozycja prawda - fałsz jako opi­
sująca relację, która zachodzi między realnością
a językiem. Jednak między mapą a terytorium
musi istnieć jakiś związek. Korzybski przyjął,
że jedynym stałym elementem w rozważanych
kwestiach może być struktura łącząca mapę
i terytorium. Właśnie ta strukturalna zgodność
języka i świata pozajęzykowego stanowi jedyną
zawartość ludzkiej wiedzy. O adekwatności mapy
do terytorium mówimy wtedy, gdy potwierdzona
jest ona poprzez działanie, eksperyment.
Tak o empirycznej weryfikowalności systemu
newtonowskiego pisał Albert Einstein: „Podsta­
wowe zasady Newtona były tak zadowalające
z punktu widzenia logiki, że impuls do ich zmia­
ny musiał powstać dopiero pod presją faktów
uzyskanych w drodze doświadczenia" . I dalej:
„(...) chciałbym zaznaczyć, że teoria ta [teoria
względności] nie powstała w drodze spekula­
cji, lecz że odkrycie swe zawdzięcza całkowicie
dążeniu do możliwie najlepszego dostosowania
teorji fizycznej do zaobserwowanych faktów. (...)
Jednym z najistotniejszych w ogóle rysów teorji
względności jest jej dążenie do ostrzejszego uwy­
datniania stosunków zachodzących pomiędzy
pojęciami ogólnemi a faktami, których możemy
doznawać" . Wydaje się, że to właśnie o ten mo­
ment chodziło Francisowi Baconowi, gdy zarzu­
cał Arystotelesowi zbyt szybkie przechodzenie
od twierdzeń postrzeżeniowych do ogólnych.
Sam Bacon postulował tworzenie twierdzeń
o średnim stopniu ogólności, umieszczając się
niejako w orientacji ekstensjonalnej i występując
10

11

9

A. Korzybski, Science and Sanity, New Jersey 1933, s. 20

konsekwencji związanych z użyciem form podmiotowo-

(przekład własny).

-orzecznikowych odsyłam do Science and Sanity, 1933.

10

A. Einstein, op. cit., s. 215.

11

Ibid., s. 230.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

91

�92

Paweł Kamiński

przeciwko intensjonalności Arystotelesa. Wła­
śnie Baconowskie idolafon miały być rezultatem
oddalenia się w myśleniu od faktów, od świata
empirycznego. Dokładny opis tego mechanizmu
znajdujemy u Korzybskiego w teorii procesów
abstrakcji. Podsumowując jednym zdaniem, dla
Korzybskiego wiedza ma charakter formalny,
nie treściowy, i zawarta jest w relacji pomiędzy
językiem a rzeczywistością.
Formułując swoje prawa, które później stały
się podstawami teoretycznymi semantyki ogól­
nej, Korzybski zorientował się, że przypominają
one w formie arystotelesowskie prawa gramatyki
myśli i są jednoczesnym ich wchłonięciem oraz
rozbudowaniem. Owe założenia niearystotelesowskiego systemu mogą być przytoczone za
pomocą analogii relacji między mapą a teryto­
rium:
1. Mapa nie jest terytorium.
2. Mapa nie reprezentuje całego terytorium.
3. Mapa jest samozwrotna.
Mapa jest tworem symbolicznym, zakodowa­
ną reprezentacją terytorium, które jest faktycz­
ne, dlatego statusy ontyczne mapy i terytorium
są różne, nieprzystające do siebie w sposób tak
oczywisty, jak przewidywał to system arystotelesowski. Mapa jest przybliżeniem, z konieczności
pomijającym wiele szczegółów terytorium, za­
wiera symboliczne skróty wyrażające uogólnie­
nie wiedzy. Nie ma w niej nic z kompletności,
a można mówić o niej jedynie w kategoriach operacyjności, sprawdzalności. Między mapą a te­
rytorium nie istnieje żaden konieczny, fizyczny
związek. Oznacza to, że można tworzyć różne
mapy tego samego terytorium, korzystając z róż­
nych zestawów symboli, uwzględniając często
odmienne szczegóły . Założenia te zastosowane
do języka brzmią następująco:
12

12

1. Słowo nie jest tym, co reprezentuje.
2. Słowo nie reprezentuje wszystkich faktów.
3. Język jest samozwrotny w takim sensie, że
w języku możemy mówić o języku.
Pozostanie przy terminologii klasycznej w ję­
zyku oznacza dla Korzybskiego zachowanie jej
również konceptualnie. Uniknięcie tego za­
pewnić miały między innymi narzędzia ekstensjonalne, a wśród nich szczególnie ważną rolę
odgrywać miał łącznik, który spajał językowoempiryczną wielorelacyjność obecną w naszej
rzeczywistości. W tamtych czasach wyrażał on
wiele ważnych strukturalnych implikacji repre­
zentowanych przez ostatnie odkrycia w nauce
i innych gałęziach wiedzy. Na przykład einsteinowski łącznik tworzący czaso-przestrzeń zre­
wolucjonizował współczesną fizykę, powodując,
że przyjęła ona wizje rzeczywistości, w których
czas i przestrzeń są z sobą ściśle splecione w nie­
ustannie realizującym się kosmicznym kontinu­
um. Zmieniło to całe nasze spojrzenie na świat
i stało się fundamentem dla nienewtonowskiego
systemu, który współtworzy, wraz z semantyką
ogólną i geometrią nieeuklidesową, paradygmat
krytyki klasycznego paradygmatu arystotelesowskiego.
Łącznik w terminie „psycho-somatyczny"
oznacza przełamanie klasycznego, kartezjańskiego dualizmu ciało - umysł. Między innymi
dzięki niemu medycyna patrzy na człowieka jak
na zintegrowaną całość, w której manifestuje
się zależność pomiędzy procesami mentalnymi
a fizycznymi. Łącznik w sformułowaniu organizm-jako-całość-w-środowisku wskazuje, że nie
tylko organizm-jako-całość nie może istnieć bez
środowiska, ale i jest on fikcją, gdy rozważa się go
w absolutnej izolacji. Dzięki tej scalającej, holi­
stycznej perspektywie Alfred Korzybski de facto

Por. A. Skibiński, Symboliczne ramy poznania - rzecz o semantyce ogólnej

Alfreda Korzybskjego, Wydawnictwo Sorus,

Poznań 1999.

BARBARZYŃCA

EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybsklego
rozszerzył granice semantyki poza jej dotych­
czasowe zainteresowania skupiające się jedynie
na znaczeniu słów, wprowadzając ją na obszar
nowego rozumienia ludzkiego zachowania. Jak
twierdził sam Korzybski, semantyka ogólna zaj­
muje się życiem, myśleniem, mówieniem i ca­
łym królestwem ludzkiego doświadczenia.
Dzięki SO Korzybskiego wiemy, że w gra­
matyce języków indoeuropejskich nie ma ni­
czego, co wymagałoby od użytkowników roz­
różnienia pomiędzy słowami a ich desygnatami.
Wyrażając to w kategoriach analogii do mapy
i terytorium, m o ż n a powiedzieć, że nie ma
w gramatyce języków indoeuropejskich niczego,
co wymagałoby od użytkowników rozróżnienia
pomiędzy mapą a terytorium. Są one utożsa­
miane, a owo ciche założenie przylegalności
mapy do terytorium stanowi podstawę przeko­
nania, że nasze neuro-lingwistyczne mapy są
obiektywną, doskonałą wiedzą o terytorium.
Jednak - przynajmniej na poziomach, których
jesteśmy świadomi - zdajemy sobie sprawę, że
żaden człowiek nie ma dostępu do absolutnie
pewnej czy doskonałej wiedzy. Innymi słowy,
założenia charakterystyczne dla mówionego
czy pisanego języka eliminują ze swych roz­
w a ż a ń obserwatora nieświadomego swojej roli
w procesie kształtowania się wiedzy obiektyw­
nej. Gdy jednak zdecydujemy się odrzucić owo
utożsamienie, wraz z gramatyką języków indo­
europejskich upadają również obecne formy na­
szej indoeuropejskiej logiki, matematyki, nauki,
fdozofii oraz religii.

Recepcja SO Korzybskiego
Semantyka ogólna (SO) była ruchem na¬
ukowo-społecznym zainicjowanym i skupio­
nym wokół jednej postaci, a oddziałującym

13

Por. Ch. Schuchardt, Alfred Habdan\ S\arbe\ Korzybski-A

nu

BARBARZYŃCA

93

szczególnie silnie w latach 40. i 50. na różne
sfery amerykańskiego życia intelektualnego.
W Polsce o Korzybskim niestety słyszy się
dość rzadko. Tym, którym jego nazwisko nie
jest do końca obce, kojarzy się ono najczęściej
(mgliście) ze słynnym powiedzeniem: „Mapa
to nie terytorium". Skądinąd wiadomo, że nie
Korzybski był autorem tego zdania, a znany
matematyk Erie Bell (1883-1960), natomiast
Korzybski przyczynił się jedynie do rozprze­
strzenienia i utrwalenia w stworzonym przez
siebie systemie idei kryjących się za tym właśnie
twierdzeniem.
W 1921 roku w druku pojawia się pierwsza
książka czterdziestodwuletniego wówczas Ko­
rzybskiego Manhood ofHumamty: The Science
and Art of Humań Engineering. Cały nakład
sprzedano w ciągu pierwszych sześciu tygodni.
Książkę szybko okrzyknięto najlepszą książką
stulecia, a głosy entuzjastów (być może nieco
nad wyraz) przyrównywały jej przełomowość do
teorii Einsteina . Trzy lata później pojawił się
artykuł Korzybskiego Time-Binding: The Gene­
ral Theory, w którym nadaje on wyraźny kształt
teoretyczny swojej teorii wiązania-w-czasie. Ko­
lejne uzupełnione wydanie tego artykułu trafia
do druku w 1926 roku.
Jednak pierwsza książka nie wywołała takiej re­
akcji, jaką w 1933 roku spowoduje wydanie w No­
wym Jorku głównej pracy Korzybskiego Science
and Samty. An Introductwn to Non-Anstotelian
Systems and General Semantics (S&amp;S). Projekto­
wi temu, ze względu na jego interdyscyplinarny
charakter, autor poświęcił ponad dziesięć lat pracy,
o czym sam pisze: „Przyznaję, że rozpoczyna­
jąc swoje dociekania, nie uświadamiałem sobie
w pełni tkwiących w nich trudności, jak i tych, do
których owe rozważania miały mnie doprowa­
dzić. I m dalej brnąłem do przodu, tym bardziej
13

Biographical S\etch, www.time-binding.org.

�Paweł Kamiński

94
specjalistycznej wiedzy to ode mnie wymagało.
Musiałem więc sięgać do źródeł i w pewien sposób
specjalizować się w wielu gałęziach nauki, które
nigdy wcześniej nie były z sobą łączone. Postęp był
wyjątkowo powolny; w rzeczywistości napisanie
tej książki zajęło mi dziesięć lat" . Na poparcie
tego niech świadczy fakt, że pierwszą wersję S&amp;S
Korzybski miał już napisaną w 1927 roku. Wstrzy­
mywał się jednak z oddaniem materiału do druku
do czasu, kiedy nie upewnił się, że synteza nauk,
której dokonał, i terminologia, którą się w tym
celu posłużył, były zgodne z obserwacjami naj­
nowszej nauki.
Świat intelektualny Ameryki tamtego czasu
zareagował na S&amp;S sporym zainteresowaniem.
W latach 1933-1938 sprzedano tysiąc dwieście
egzemplarzy książki, a do 1950 roku liczba ta
wzrosła do siedemnastu tysięcy . Pierwszą po­
zycją, która zwróciła uwagę większej publiczno­
ści na prace polskiego naukowca, była wydana
w 1937 roku The Tyranny ofWords Stuarta Chase'a. Na początku lat 40. pojawiły się inne prace
dotyczące SO, w 1941 roku książka S.I. Hayakawy, jednego z największych kontynuatorów
rozważań nad SO, Language in Thought and
Action . W tym samym roku pojawiła się po­
zycja Irwinga Lee Language Habits in Humań
Affairs, a zaraz po niej światło dzienne ujrzało
dzieło People in Ouandnes Wendella Johnsona,
które do dzisiaj jest jedną z najbardziej poszu­
kiwanych książek na temat SO.
W tamtym czasie na Uniwersytecie w Chi­
cago wykładali Lee Hayakawa, Anatol Rapoport, Douglas Campbell (studenci i późniejsi
kontynuatorzy prac Korzybskiego). Korzybski
14

15

16

kierował utworzonym przez siebie w 1938 roku
Instytutem Semantyki Ogólnej, gdzie organizo­
wał i sam prowadził seminaria z SO. W druku
pojawiło się drugie wydanie S&amp;S. W magazynie
„Time" czytano artykuły na temat polskiego
naukowca, a lista sprzedawanych książek i pu­
blikowanych artykułów dotyczących SO rosła.
Prowadzone przez niego wykłady odbywały się
w największej sali budynku instytutu, a studen­
ci na czas trwania seminariów zatrzymywali
się w pobliskich hotelach. Sprzedaż S&amp;S rosła
i szczyt swój osiągnęła w latach 1949-1950. Trze­
cie wydanie pojawiło się w 1948 roku. W tym też
czasie Korzybski rozpoczął pracę nad drugim
wydaniem Manhood of Humamty, które dru­
kiem ukazało się j u ż po śmierci autora, w lipcu
1950 roku.
Reakcje na jego myśli były przeróżne. Niektó­
rzy nie dostrzegli w nich nic nowego, inni z kolei
uznali je za zbyt radykalne. Dla jednych był za­
nadto naukowy - ci chcieli, aby spopularyzował
S&amp;S dla człowieka z ulicy - dla innych zbyt dy­
letancki i prostolinijny w swoich prezentacjach
- ci chcieli, aby zmodyfikował swoją teoretyczną
postawę i poszedł na kompromis z ówczesnymi
akademickimi i naukowymi ortodoksjami, by
ubiegał się o akceptację uniwersytetów i pomoc
fundacji. Dla Korzybskiego cena kompromisu
byłaby zbyt wysoka. Oznaczałaby bowiem nara­
żenie integralności jego nauki, eliminację możli­
wości jasnej, klarownej wyrażalności naukowych
wartości metodologii SO, która kontrastowała
z zastanymi podejściami klasycznymi. Jak sam
mawiał: „Gdy zabieramy się do rozwiązania
problemu geometrią nieeuklidesową, nie się-

14

A. Korzybski, Science and Sanity, op.cit., s. 43n.

27 czerwca 1988 roku na konferencji poświęconej

15

Por. M . Kending,^! memoir. Alfred Korzybski &amp; His

semantyce ogólnej na Uniwersytecie w Yale w 50. rocznicę

Work, Lakeville 1950, www.time-binding.org.
16

Por. referat Ch. Schuchardt, The Institute of General

założenia Instytutu Semantyki Ogólnej, dostępne
na www.time-binding.org.

Semantics; A brief historical survey, zaprezentowany

BARBARZYŃCA

EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybskiego
gamy po postulaty euklidesowe. Narobilibyśmy
wówczas bałaganu" .
O Korzybskim rzadko kiedy mówiono neu­
tralnie. Uznawano go za świetnego i wpływo­
wego oratora-nauczyciela albo nawiedzonego
przywódcę pseudonaukowej sekty. On sam za­
biegał o to, aby jego nauki były dostępne dla
wszystkich - na seminaria bowiem zapisać się
mógł każdy. Ogólna metoda ewaluacji powinna
się sprawdzać i działać u każdego niezależnie
od wykształcenia czy zainteresowań, inaczej nie
jest wystarczająco dobra. Profesorowie, doktorzy,
psychiatrzy, artyści, badacze, młodzi studenci,
biznesmeni, pracownicy społeczni itd. uczęsz­
czali na jego wykłady. Niektórzy uczyli się SO
intelektualnie, znali reguły, terminologię i tech­
niki, ale nie potrafdi wdrożyć ich w praktykę
życia, natomiast wielu poznanie przychodziło
powoli, z czasem. Za Kendigiem pozwolę sobie
zacytować list od pewnego psychiatry wysłany
do Korzybskiego w kwietniu 1950 roku, j u ż po
jego śmierci:

prawie trzyletniego dziecka, które zapytane,
dlaczego zrobiło to czy tamto, odpowiada: «Po
prostu to zrobiłem» (...). Piszę, by powiedzieć,
że czasami niektórym rzeczom zajmuje trochę
czasu, nim zaskoczą" .

17

„Drogi Hrabio Alfredzie:
Wydaje mi się, że winny jestem przeprosiny,
głos wdzięczności i wyjaśnienie. Jak może so­
bie przypominasz, w lecie 1939 roku po raz
pierwszy usłyszałem o Semantyce Ogólnej.
(...) Załapałem kwestię «korowego» aspektu
[werbalnego] teorii, ale z jakiegoś powodu ta
«wzgórzowa» część [zmiana w życiu, czuciu]
całkowicie mi umknęła. Jednak w ostatnich
miesiącach coś się stało. Dopiero teraz Zciczy«odczuwać», że SO
nici \y
sobie coś,
potrzebuję i co może pomóc. Jakie jest tego
tłumaczenie, nie wiem - wszystko, co mo^c
powiedzieć, to przytoczyć odpowiedź mojego
17

M . Kending,^! memoir: Alfred Korzybski &amp; His Work,

18

Oprócz słów uznania i pochwał zdarzały się
i opinie krytyczne. Kwestionowały one stworzo­
ny przez Korzybskiego system z różnych stron.
Jedne rozbijały się o złe zrozumienie jego postu­
latów i nieodpowiednią interpretację twierdzeń,
inne natomiast celowały trafnie i stawiały inte­
resujące pytania. Do ciekawych głosów należy
opinia R.E. Kenyona , który zauważył pewne
skrzywienie systemu. Zwrócił on uwagę na fakt,
że jednym z głównych celów Instytutu Semanty­
ki Ogólnej jest prowadzenie kursów metodologii
SO, aby uczyć ludzi myślenia zgodnego z teorią.
Nie wprost zawiera się tu założenie, że SO dys­
ponuje lepszą metodą ewaluacji niż inne zastane
systemy. Skrzywienie teorii polega na tym, że
promując współpracę, dzielenie się wiedzą (co
usprawnić ma wiązanie-w-czasie), dyscyplina
formułuje pozytywne postulaty, mówiąc, jak być
powinno. Dalej, kładąc nacisk na współpracę
i interakcję międzyludzką, wkracza w obszar
rozważań etycznych i skaża ją preskryptywnością swoich postulatów. Co w sytuacji, gdy ktoś
nie zechce współpracować lub dzielić się wiedzą
i zaneguje tym samym wiązanie-w-czasie? We­
dług SO takie osoby „kopiują zwierzęta", po­
wstrzymują postęp wiązania-w-czasie, działają
„niezgodnie ze zdrowym rozsądkiem" (unsane) . Niebezpieczna jest nauka, która swoim
językiem odbiera status człowieczeństwa tym,
którzy nie chcą myśleć podług jej reguł. I po­
mimo to, że nie można zarzucić Korzybskiemu
19

20

19

Por. R.E. Kenyon, Some „biases"

Lakeville 1950, www.time-binding.org (przekład własny),

1973, www.xenodochy.org.

12.02.2008.

20

18

Ibid.

W)

BARBARZYŃCA

of General Semantics,

Por. A. Korzybski, Manhood of Humanity, New Jersey

1924.

PD08

95

�Pawet Kamiński

96

jakiejś merytorycznej ekstremalności, to jednak
gdzieś między wierszami daje się wyczuć meto­
dologiczną nachalność SO.
Krytykowano go również za nieuprawomocnione rozszerzenie znaczenia słowa „natural­
ny", gdy pisał o naturalnym porządku ewaluacji.
Kenyon uważał, że tylko o „połowie" teorii
Korzybskiego można powiedzieć, że była natu­
ralna - chodziło o aspekt abstrahowania, jednak
zboczył z drogi nauki, gdy zaczął uczyć swojej
teorii w kontekście usiłowania poprawy naszego
„naturalnego" porządku abstrahowania poprzez
rozwinięcie orientacji ekstensjonalnej kosztem
orientacji intensjonalnej. Przyjął on tym samym
pewną teorię „prawdy", a następnie uczył, jak
„usprawnić" nasze funkcjonowanie. Dzisiaj wie¬
my j u ż i postęp w badaniach nad sztuczną inteligencjątez to potwierdza że ludzkie poznanie
wymaga skoordynowanego balansu procesów
zachodzących na linii góra — dół (intensja) i dół
- róra (ekstensia) Wiadomo tez ze zmienny
charakter wiedzy wymaca nawet l e k k i e g o prze
wazania nrocedur myślenia intensionalne.ro
7wiazane to ,est z sytuacami nrzvimowania
nowvch informacii które zmieniaia nosiadana
dotvchczas wiedze 'nrzekonanie Natomiast adv
K o L b . k i a r a ł , L v ć nrientarii
rk.trJJ
rvorzyosKi zaczai uczyć ^orientacji ekstensjonaine jako „naturalnego porządku ewaluacji,
przestał Dyc obiektywny, opisowy, a tym samym
i naukowy, omyst ze orientacja ekstensjonalna jest lepsza od intensjonalnej, to z pewnością
dziedzictwo pozytywizmu logicznego, zakła­
dającego ze jedyną dobrą wiedzą jest ta, która
przyszła do nas przez zmysły.
Najbardziej znaną krytyką SO jest praca filo­
zofa Maksa Blacka z 1949 roku Korzybski's Gene­
ral Semantics, wydrukowana w jego książce Lan¬
guage and Philosophy: studies in method (1949).
21

7

7

Wielu krytyków Korzybskiego czerpie z niej
inspiracje nawet dzisiaj, dając tym samym wyraz
i dowód wpływu, jaki SO wywarła na życie inte­
lektualne Ameryki. Martin Gardner w 1993 roku
w liście do wydawcy magazynu „ Skeptical Inqu­
irer" tak pisze o skutkach, jakie przyniosła kryty­
ka zawarta w książce Blacka na rozumienie SO:
„Niewiele pozostaje z teorii Korzybskiego poza
hipotetyczną neurologią podpartą dogmatyczną
metafizyką" . Korzybskiemu zarzucano sekciar­
stwo i pseudonaukowość. Słuchaczy omamiał
z pozoru naukowo brzmiącymi terminami, dając
nadzieję i obiecując receptę na zdrowe myślenie.
Prawdą jest, że oparł on większość twierdzeń
swoiei teorii na zagadnieniach psychiatrycznych
i psychologicznych Miał tez okazję w latach
dwudziestych X X wieku pracować z chorymi
psychicznie w Szpitalu św Elżbiety w Waszvnotonie pod nadzorem psychiatry Williama Alan
sonaWhitea. Wtedv to zaproponował SO iako
22

orólna teorie zdrowia psychiczne™ co miało ia

czynić teoria nsychoteraneutyczna R v l i e d n a k n a
tvleostroznv hvnodkreslic iz SO nieiest nodei
ś L m medvr J L
a iedvnie . a n n h i L J ™

sciem medycznym a jedynie zapobiegawczym
edukacyjnym . jednak po śmierci korzybskie­
go w i y u roku i n e American journal ot i sycniatry opublikował jego nekrolog, w którym
nazwano go „wielkim nauczycielem , w pełni
uznając jego status jako naukowca.
Inny głos zarzucający Korzybskiemu scjentyzm i dyletanctwo pochodził spod pióra Anatola
Rapporta . Wskazywał on jako problem sformu­
łowania dotyczące neurologii, gdzie źle używane
terminy miały jedynie stwarzać wrażenie nauko­
wości. Poglądy Korzybskiego dotyczące koloidów
(a o to właśnie chodziło w powyższej krytyce)
zbadał jednak naukowiec Jeffrey A. Mordkowitz i doszedł do wniosku, że mimo iż w dzisiej 5

24

25

21

Por. ibid.

23

Por. A. Korzybski, Science and Sanity, op.cit.

22

B.I. Kodish, Contra Max Black: An Examination of „The

24

Patrz: A. Rapport, Semantics, Nowy Jork 1975.

Definitive Critique" of General-Semantics, [w:] ..General

25

Semantics Bulletin", 1997, nr 64.

logy, [w:] ..General Semantics Bulletin", 1990 (55), s. 86-89.

Patrz: J. Mordkowitz, Korzybski, Colloids and Molecular Bio­

BARBARZYŃCA

E(1E| EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybsklego
szej biologii nie używa się j u ż pojęcia koloidów,
to twierdzenia Korzybskiego na ich temat wydają
się zgodne ze stanem wiedzy w tamtym czasie
(1933). W ocenie Mordkowitza strukturalny
punkt widzenia Korzybskiego, pomimo zmian
w terminologii i postępu nauki, nie wymaga re­
wizji. Jak zauważa on dalej: „ ( . . . ) nowe dyscy­
pliny biologii molekularnej (...) są rozwinięciem
i rozbudowaniem chemii koloidalnej lat 20. i 30.,
a nie zaprzeczeniem danych, na których Korzybski oparł swoje sformułowania" .
26

Korzybski popełnił błąd, nazywając stworzo­
ną przez siebie teorię semantyką ogólną. Krytyka
wielu osób związana jest ze złym zrozumieniem
terminu „semantyka". Na przykład niewłaściwie
interpretuje się SO jako formę semantyki skupia­
jącej się na znaczeniu językowym. Korzybskiemu chodziło o coś innego. Chciał on stworzyć
fundament „nauki o człowieku". Sformułował
SO jako ogólną teorię ewaluacji, a użycie ter­
minu „semantyczny" na przykład w „reakcjach
semantycznych" wydaje się synonimiczne ze
słowem „ewaluacyjny". Ewaluacyjne czy semantyczne reakcje (wiązane przez Korzybskie­
go z neurologicznymi odpowiedziami organizmu-jako-całości-w-środowisku) me dotyczyły
jedynie słów CZ V innych symboli. Reakcje se
mantyczne iako reakcie znaczące wiaza sie z wv
darzeniami psychologicznymi Zaangażowane
sa w to aspekty intelektualne emocionalne f,
ztlomczne i fizvko chemiczne k t ó r e sa n i e r o z
dzielne D l a t e g o SO m a do c z y n i e n i a z czvmś
w i e c e , n i z tvlko ,ezvkowvm niedostosowaniem
c z v i e z v k o w v m „ s n r a w n i a n i e m Z a i m n i e sie ona
r a ł v m L . a r e m Ind.kieao . a r h o w a n i a

łaLie

caiym ooszarem ludzkiego zacnowama łącznie
z nauką matematyką, jako studium reakcji ewa­
luacyjnych natomiast usprawnianie nawyków
językowycn wydaje się dobrym, ale mejedynym,
sposoPem umożliwiającym zmiany reakcji seman tycznych.

26

Ibid., s. 88.

W)

PD08

Następna, często spotykana, linia zarzutów
związana jest z przekwalifikowywaniem niearystotelizmu S O na antyarystotelizm. Przytacza
się tu krytykę teorii sylogizmu Korzybskiego.
Jednak zapomina się, że wcale nie postuluje on
odrzucenia logiki sylogizmu. Odrzuca tylko „po­
stulat unikatowości reprezentacji podmiotowopredykatywnej" , na której oparta jest logika sy­
logizmu. Uważał on, że pewne decyzje niższego
rzędu wymagają dwuwartościowej orientacji.
27

Korzybski zwrócił uwagę, że prawo tożsamości,
A jest A, może być interpretowane, jak następuje:
wszystko jest identyczne lub takie samo pod każ­
dym względem z samym sobą. Arystoteles i jego
uczniowie twierdzili, że gdy coś podlega zmia­
nie, jakaś podstawowa „substancja" tego czegoś
musi pozostać bez zmian . Z arystotelesowskiego punktu widzenia proces gromadzenia wiedzy
to odnajdywanie „esencji" natury tej podstawo­
wej substancji, którą m o ż n a wyrazić definicją.
Korzybski zaprzeczył sprawdzalnemu istnieniu
takiej niezmiennej substancji. Interpretował on
odkrycia nauk przyrodniczych jego czasów jako
sugeruiace procesualny charakter wszechświata
w którym zviemv. Tak wiec mc me iest z momen '
tu na moment identyczne pod każdym względem
nawet z samym soba. W tvm herakliteiskim orzepływie wiecznych zmian poiawiaia sie jedynie
obserwowane regularności Istnieie podobieństwo
struktur nie iednakowość. Wiedza z kolei iestem
28

nirvcznvm odna,dvwaniem teao nodohieństwa
Zanrzeczenie idei tożsamości nrzez Korzvhskieao
zwiazaneiestwiec z rozhieznościami z teoria Arv
_

. t o t l . a w noH,tawowvrh .a W n i a r h K o r i h l i
stoteiesawpodstawowycnzaiozeniacmrvorzyDSK.
uznał, ze tożsamość jaKo aosoiutna jednaKowosc
pod Każdym względem me istnieje, w tym sensie,
mimo ze m o ż e m y traktować je jako równowarto­
ściowe, A me jest A. INapisane na kartce papieru
drugie A rozm się od pierwszego koordynatami
czasoprzestrzennymi i rizycznym make-upem.

27

BARBARZYŃCA

97

A. Korzybski, Science and Sanity, op.cit., s. 92.

�Paweł Kamiński

98
To nie oznacza, że Korzybski odrzuca A = A lub
1 = 1, traktując je jako jakieś iluzje. Postrzegając
logikę i matematykę jako formy ludzkiego zacho­
wania angażującego reakcje semantyczne, inter­
pretuje on „ = " jako wskaźnik równowartości,
który jest wyrazem umowy ludzkiej - zgody na
ignorowanie różnic. Tak więc prawo tożsamości
zastąpione jest w systemie niearystotelesowskim
prawem równowartości. Korzybski odrzucił nie
logikę dwuwartościową, a jedynie dogmatyczną,
nieelastyczną dwuwartościową orientację, do któ­
rej ona prowadziła. Natomiast przyszłość widział
w logice wielowartościowej Łukaszewicza wyrażo­
nej w kategoriach kontinuum i stopniowalności,
w których i logika dwuwartościową miała swoje
miejsce, stanowiąc pewien moment systemu.
M . Kending w A memoir: Alfred Korzysta &amp;
His Work uwaia, że najciekawsze sformułowa­
nia Korzybskiego dotyczą neuro-lingwistycznych
i neuro-semantycznych środowisk (oraz zaanga­
żowanych w nie mechanizmów neurologicznych)
wyprowadzonych z teorii wiązania-w-czasie, co
wprowadza podejście psycho-kulturowe na inny
poziom rozważań, ukazując wyraźnie mechani­
zmy warunkowania kulturowego. Miało to dopro­
wadzić do uproszczenia i ujednolicenia założeń
antropologii kulturowej, psychiatrii, empirycz­
nych nauk społecznych itd.
Niezależnie od tego, j ak potoczą się dalej spo­
ry wokół SO, wiele z tego, o czym pisał Korzyb­
ski, przeniknęło do naszej kultury myślenia. W
pewnym sensie zaczynamy rozumieć twierdze­
nia z 1933 roku. Niech świadczy o tym chociaż­
by wzmagające się zainteresowanie problemem
relacji ciało - umysł (ogólniej funkcjonowaniem
mózgu) czy rosnąca świadomość tego, że wszyst­

kie aspekty naszego życia są o wiele głębiej z sobą
powiązane, niż nam się z początku wydawało.
Charakter kontaktu ze środowiskiem, atmosferą,
powietrzem i wodą, innymi formami życia, na­
szym środowiskiem chemicznym i jeszcze wie­
loma innymi zjawiskami, które ujawnienia ocze­
kują, stał się obiektem skupienia naszej uwagi.
W swojej książce The Moral Collapse of the
University: Professionalism, Purity and Aliena­
tion Bruce Wilshire opisuje szkolnictwo wyższe
w Ameryce X X wieku. Jego analiza wskazuje
na możliwe powody akademickiego ostracyzmu,
na który skazany został Alfred Korzybski. Po
pierwsze, teorię swoją rozwinął on jako „wolno­
myśliciel", nie wyłaniając się z żadnego ośrodka
naukowego, który mógłby mu udzielić instytu­
cjonalnego wsparcia. Po drugie, nadając swojej
pracy charakter interdyscyplinarny, skazał się na
wizerunek intruza-dyletanta czerpiącego bezczel­
nie z zainteresowań i specjalizacji naukowców
akademickich, stojących na stanowisku tradycyj­
nych podziałów dyscyplin. Wyłaniające się z tego
wnioski dotyczące struktury, ewaluacji, abstra­
howania itd. były w pewnym sensie wezwaniem
do autorewizji, które rzucone zostało zastanym
tradycyjnym podziałom. Negatywny odbiór no­
watorskich teorii w historii nauki nie jest rzadki,
szczególnie jeśli ma się do czynienia z myślą
nową, weryfikującą tło, na którym przyszło jej
zaistnieć. Dla stojących na barykadach myślenia
klasycznego, krytykujących a priori semantykę
ogólną, Korzybski miał ulubioną radę: „Nie mów,
a zrób" . Jest to jasne ukazanie niewerbalnego
charakteru pracujących mechanizmów dyscypliny
Korzybskiego - zarówno jej siłę, jak i trudności,
z którymi się borykać musiała.
19

30

28

Por. B.I. Kodish, op.cit.

3 0

29

B. Wilshire, The Moral Collapse of the University:

Lakeville 1950, www.time-binding.org.

M . Kending, A memoir: Alfred Korzybski &amp; His Work,

Professionalism, Purity and Alienation, Albany 1990.

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6629" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6609">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/464acc71ec6c85c69ddff10eec9b6f26.pdf</src>
        <authentication>d6ae9ccf5eaa6e20c91f0bf29f53df87</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79050">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:921</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79051">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79052">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:846</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79053">
                <text>Jöngsziebü Biambyn Rinczen 1905-1977 / ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79054">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.1, s.11-14</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79055">
                <text>Szynkiewicz, Sławoj</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79056">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79057">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79058">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79059">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79060">
                <text>„Etnografia P o l s k a " , t. X X I I

JONGSZIEBÜ B I A M B Y N

z. 1

RINCZEN

(1905-1977)

D o t k l i w ą stratę poniosła o s t a t n i o m o n g o l i s t y k a , d y s c y p l i n a
sobie

coraz

większą

popularność

4 m a r c a 1977 r . z m a r ł w

w

skali

zyskująca

międzynarodowej.

Ułan B a t o r profesor

W

Rinczen, w y b i t n y

dniu
przed­

s t a w i c i e l n a u k i m o n g o l s k i e j , z w i ą z a n y ścisłymi w i ę z a m i z Polską, w k t ó r e j
miał w i e l u przyjaciół.
Urodził
między

się

27 g r u d n i a 1905 r . w

rosyjską

wieństwie

Buriacją

d o pozostałych

i

Mongolią.

członków

Kiachcie,
Był

swej

pogranicznym

B u r i a t e m , lecz

rodziny

wybrał

mieście

w
za

przeci­
ojczyznę

M o n g o l i ę i w p e ł n i i d e n t y f i k o w a ł się z M o n g o ł a m i . N i e b y ł a t o
trudna

d o podjęcia,

różnice

języka,

wacja,
nim,
i

która

gdyż

oba t e n a r o d y

historii i kultury.

zresztą określiła

j a k można

emocjonalny.

sądzić,

Wymaga

cały

motywy

dzielą

Bardziej
życiorys

dwojakiego

t o k i l k u słów

niewielkie

interesująca
prof.

rodzaju

wprowadzenia.

—

stosunkowo

jest jej

Rinczena.

decyzja
moty­

Kierowały

intelektualny

�12

SŁAWOJ

Ojciec

Profesora

zresztą z a s o b n y m

należał

do

SZYNKIEWICZ

nielicznej

inteligencji

buriackiej,

arystokratą. W ł a d a ł p i ę c i o m a j ę z y k a m i

obcymi,

m a d z i ł bogatą b i b l i o t e k ę , i n t e r e s o w a ł się f i l o l o g i ą buriacką i
w

t y m zakresie

czasy

ze

szczególnym

akcentem

Buriatów. T a o s t a t n i a była s t o s u n k o w o dobrze
XIX-wiecznych
tura —

badaczy

owej

na

historię

luki.

W

ńa o w e

i

lepiej

niż

Mongołów. Toteż młody Rinczen
realizacji

tego

kulturę

p o z n a n a dzięki w y s i ł k o w i

b u r i a c k i c h i rosyjskich, daleko

zwłaszcza l u d o w a —

wypełnienia

pozostawił

k i l k a opracowań. Dał "on s y n o w i w s z e c h s t r o n n e

wykształcenie,

był
zgro­

zamierzenia

kul­

dążył do

umacniała

go

ś w i a d o m o ś ć jedności k u l t u r a l n e j w s z y s t k i c h l u d ó w m o n g o l s k i c h ,

których

c e n t r u m s t a n o w i l i t r a d y c y j n i e Chałchasi M o n g o l i i , c z y l i w ł a ś c i w i

Mongo­

łowie. N i e należy p r z y

t y m zapominać, ż e młodość R i n c z e n a

przypadła

w o k r e s i e n a s i l e n i a t e n d e n c j i p o n m o n g o l i s t y c z n y c h , i c h a s p e k t zaś k u l t u ­
r a l n y obok politycznego

kształtował e m o c j o n a l n y

motyw

samookreślenia

się R i n c z e n a .
Te u w a r u n k o w a n i a sprawiły między i n n y m i ,
Rinczena

istniała a t m o s f e r a

że w

domu

rodzinnym

przychylna dla zmian politycznych w

Mon­

g o l i i , w t y m t a k ż e d l a r e w o l u c j i 1 9 2 1 г., k t ó r a z a p o w i a d a ł a n i e p o d l e g ł o ś ć
k r a j o w i i o d r o d z e n i a n a r o d o w i . D o m t e n służył S u c h e b a t o r o w i za m i e j s c e
spotkań
pewien

z

komunistami rosyjskimi,

czas

jako

pomocnik

i

sam

tłumacz

Rinczen

twórcy

zaś

pracował

rewolucji

przez

mongolskiej.

W k r ó t c e też został w y s ł a n y d o P i o t r o g r o d u ( L e n i n g r a d ) n a s t u d i a w t a m ­
tejszym

Instytucie Języków Wschodu,

g d z i e zetknął się z n a j w y b i t n i e j ­

szymi rosyjskimi orientalistami, w t y m mongolistami.
Po powrocie
niejsza

współdziałał w

Akademia

Nauk)

pracach K o m i t e t u N a u k

koncentrując

klorystycznych. Był dziennikarzem w

Mongolii

(póź­

się n a z b i e r a n i u m a t e r i a ł ó w
c e n t r a l n e j gazecie „ U n e n " ,

fol­

profe­

sorem u n i w e r s y t e t u , j e d n y m z p i e r w s z y c h członków A k a d e m i i N a u k . Jego
głęboka w i e d z a
zywania
w

h i s t o r y c z n a , t a l e n t p i s a r s k i i w i e l k a umiejętność

kontaktu

różnych

scenariusz

z

akcjach

ludźmi

sprawiły,

propagandowych.

pierwszego f i l m u

że

Na

odwoływano
prośbę

mongolskiego

się

władz

nawią­

do

niego

napisał m . i n .
w

latach

I I w o j n y światowej miał mobilizować naród d o w a l k i z w o j s k a m i

japoń­

Cogt

Tajdż,

który

s k i m i p r z e z o d w o ł a n i e się d o b o h a t e r s k i c h t r a d y c j i . Z a p o z n a w a ł t e ż ś w i a t
z

kulturą

i

artykuły.

mongolską

wydając

w

językach

obcych

popularne

książki

Profesor Rinczen, podobnie j a k w i e l u l u d z i n a u k i w M o n g o l i i i i n n y c h
krajach

Wschodu,

także pisarzem,
również

wykorzystywał

talent wszechstronnie.

a u t o r e m k i l k u powieści i zbiorów n o w e l .

tłumaczeniami.

„Zasłużonego

swój

Za

dla K u l t u r y

przekład
Polskiej".

Pana
Język

Tadeusza
polski

znał

Był

więc

Zajmował

się

otrzymał

order

czynnie

(obok

15 i n n y c h j ę z y k ó w ) i p o p o l s k u nadsyłał s w o j e a r t y k u ł y d o d r u k u w n a ­
szym k r a j u . Jego polszczyzna
b a r w n e j postaci

Profesora.

była nieco

a r c h a i c z n a , co d o d a w a ł o

uroku

�JQNGSZEBÜ

W

swej

HIAMBYN

działalności n a u k o w e j

13

R I N C Z E N 1905—1977

był równie wszechstronny.

Zajmował

się literaturą l u d o w ą , j ę z y k i e m , historią, badał z w y c z a j e i o b r z ę d o w o ś ć ,
organizację

społeczną

—

zwłaszcza

strukturę

rodową,

nizację p r a c y p a s t e r s k i e j , d ą ż y ł d o w y j a ś n i e n i a

wierzenia,

sklasyfikowania

j e g o zainteresowań n a u k o w y c h skazana

wodzenie,

interesował

gdyż

się

praktycznie

orga­

zagadki o y e t i m . Próba
jest n a

wszystkim,

co

niepo­

należy

do

k u l t u r y m o n g o l s k i e j . Był k l a s y c z n y m przykładem wschodniego p o l i h i s t o r a ,
jednym

z n i e l i c z n y c h już w

drugiej

połowie

XX

w. To

zresztą,

obok

w i e l k i e j ż y w o ś c i u m y s ł u i przystępności w k o n t a k t a c h o s o b i s t y c h , s t a n o ­
wiło o jego nieprzeciętnym u r o k u i charyzmacie.
Profesor

R i n c z e n b y ł p r z e k o n a n y , całkiem zresztą słusznie, o dawności

k u l t u r y m o n g o l s k i e j i w s w o i c h b a d a n i a c h kładł n a c i s k n a p o s z u k i w a n i e
pierwowzorów czy h i s t o r y c z n y c h analogii d l a faktów n o t o w a n y c h współ­
cześnie. D l a t e g o

w a ż n y rozdział j e g o t r u d u b a d a w c z e g o stanowią s t u d i a

n a d s z a m a n i z m e m i l i c z n e e d y c j e tekstów f o l k l o r y s t y c z n y c h o szamańskim
rodowodzie.

K r y t y c y j e g o prac, rekrutujący

naukowego

j a k też p o l i t y c z n e g o ,

zację k u l t u r y

się z a r ó w n o ze

środowiska

z a r z u c a l i m u n i e r a z nadmierną a r c h a i -

M o n g o ł ó w . N i e r e z y g n o w a ł j e d n a k ze s w e g o

założenia, ż e teraźniejszość

tkwi

swymi

korzeniami w

generalnego

przeszłości. G d y

t y l k o mógł, przez swą publicystykę próbował ożywiać tradycję l u b p r z y ­
najmniej
w

wiedzę

o

niej.

Przysporzyło

mu

to

znacznej

popularności

społeczeństwie, l e c z często b y ł a t o popularność a m b i w a l e n t n a , c o j e s t

zrozumiałe w

kraju

pragnącym

szybko

wydobyć

się z z a c o f a n i a ,

które

z a z w y c z a j w u p r o s z c z o n y sposób k o j a r z y się z przeszłością.
Na

atrakcyjność

j e g o p o s t a c i , zwłaszcza za granicą, składał się

osobowości t a k ż e w y g l ą d z e w n ę t r z n y i z a c h o w a n i e
ność

tradycji.

Nie

przyodzianego
prace

w

wyłącznie

proponował
właśnie —

nosił

garnituru,

strój n a r o d o w y .
imieniem

Jongsziebü

—

stolice

europejskie

a jeśli

rodu,

do

ktoś

chciał

którego

obok
wier­

zapamiętały

Dążył d o tego, b y podpisywać

(Rinczen),
nazwę

demonstrujące

się

uściślenia,
zaliczał.

w d e l i i z k o r a l o w y m i l u b s r e b r n y m i g u z a m i oraz

to

Tak

posługując

się w y ł ą c z n i e i m i e n i e m — p r z y j m o w a ł zasłużone d o k t o r a t y honoris
i i n n e wyróżnienia

go

swoje

causa

zagraniczne.

I n t e l e k t s w ó j i osobę o d d a ł c a ł k o w i c i e w służbę i d e i , którą r e a l i z o w a ł
całe ż y c i e —
ginącej

w

ocaleniu od zapomnienia

procesie

szybkich

Mongolia. Występował w

bogatych

przeobrażeń,

jakim

treści d a w n e j
podlega

kultury

współczesna

o b r o n i e w i e l u z j a w i s k u z n a n y c h za

wsteczne,

w s k a z y w a ł n a w a r t o ś c i z a w a r t e w n a l e ż ą c y c h j u ż d o przeszłości s y s t e m a c h
szamańskim i l a m a j s k i m . U m i a ł — w b r e w p o z o r o m — oceniać j e chłodno
i

z d y s t a n s e m i b y n a j m n i e j n i e i d e n t y f i k o w a ł się z n i m i w sensie k o n -

fesjonalnym.
doktryny

Interesowały

go

one w

takim

samym

stopniu, j a k inne

r e l i g i j n e , a z w ł a s z c z a k a t o l i c k a , którą s t u d i o w a ł z d u ż y m

za­

angażowaniem.
Profesor

R i n c z e n w y c h o w a ł k i l k a pokoleń badaczy,

filologów i e t n o -

�14

SŁAWOJ

grafów,

być może s p r a w n i e j s z y c h

SZYNKIEWICZ

od mistrza w

metodologii

badań, a l e

ustępujących m u z a k r e s e m z a i n t e r e s o w a ń i z a s o b e m w i e d z y . J e g o u c z n i o ­
wie

są w s p ó ł c z e s n y m i

naukowcami

z

określoną

specjalizacją,

on sam

należał d o k a t e g o r i i u c z o n y c h w s z e c h s t r o n n y c h , j a k i c h j u ż się n i e s p o t y k a .
Być

może

jego

współczesnej
wiedzy

zamyka

symbolicznie

pewien

okres

w

dziejach

gromadzenia

f a k t o g r a f i c z n e j . P r z y g o t o w a ł o n n i e z b ę d n e m a t e r i a ł y d o podjęcia

koniecznego
Profesor
atlasu

śmierć

m o n g o l i s t y k i , okres szczególnie i n t e n s y w n e g o

nie

dzieła

—

doczekał

próby

syntezy

publikacji

etnograf iczno-językowego

wiedzy

największego

o

kulturze
swego

mongolskiej.

zamierzenia

M o n g o l i i . Będzie o n stanowił

—

wybitny

wkład Zmarłego w p o w s t a n i e o w e j s y n t e z y . B o g a t e materiały, które zebrał
w

swym

a r c h i w u m , również

posłużą t e m u c e l o w i .

Być może z czasem

p o w s t a n i e t a k ż e p r a c a , k t ó r ą chciał z a k o ń c z y ć s w o j e

ż y c i e , a której n i e

rozpoczął — w s z e c h s t r o n n a m o n o g r a f i a C z y n g i s - c h a n a i jego e p o k i .
Jego z a l e t y sprawiły, że b y ł s z a n o w a n y p o w s z e c h n i e

przez wszystkich,

k t ó r z y p o t r a f i ą cenić g e n i u s z l u d z k i w y r a s t a j ą c y n a g l e b i e r ó ż n y c h k u l t u r .
D l a t y c h , którzy go znali i k o r z y s t a l i z jego wiedzy, był profesor

Rinczen

s w e g o r o d z a j u instytucją. C i e s z y l i się n a k o l e j n e z n i m s p o t k a n i a , r a d y
i

d y s k u s j e . W y d a w a ł się b y ć n i e ś m i e r t e l n y m , j e d n a k b ł y s k a w i c z n e

s t ę p y c h o r o b y s p r a w i ł y , że p o z o s t a n i e

po­

już t y l k o w p a m i ę c i , u t r w a l o n e j

w i e l o m a p u b l i k a c j a m i w M o n g o l i i i zagranicą.
Sławoj

Szynkiewicz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10927" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10905">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/30c444d9f2e56d47e208b60d987d7319.pdf</src>
        <authentication>f493ffeee53f005373e94d2de84d6881</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130299">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6404</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130300">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130301">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130302">
                <text>Conrad, Joseph (1857-1924)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130303">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130304">
                <text>Joseph Conrad i "ciemności " afryki Środkowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130305">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.113-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130306">
                <text>Balandier, Georges</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130307">
                <text>Coquery-Vidrovitch, Catherine</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130308">
                <text>Halen, Pierre</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130309">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130310">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130311">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130312">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130313">
                <text>Zapis dyskusji
Silvere Monod: Znalazłem się tutaj zamiast Zdzisła­
wa Najdera, polskiego profesora, wybitnego znawcy Con­
rada, autora jego najlepszej biografii. Profesor bardzo
chciał być dzisiaj z nami, ale niestety nie było to możliwe.
Nie jestem afrykanistą, moja znajomość Afryki ogra­
nicza się do dwóch krótkich misji, kiedy wykładałem
w Abidżanie i w Bangui. Jednak chciałbym powiedzieć,
że aby zrozumieć i poznać postawę Conrada wobec Afry­
ki i kolonializmu, nie wystarczy przeczytać Jądro ciemno­
ści. Trzeba poznać także pewną nowelę, krótką, ale nie­
samowicie gęstą, zatytułowaną Placówka postępu,
w której widzimy bardzo surowy osąd rekrutacji urzędni­
ków wysyłanych do Afryki przez kolonialne mocarstwa.
Mogę przytoczyć kilka chronologicznych faktów dla
rozjaśnienia debaty. Kontakt Conrada z Afryką zaczął
się, kiedy miał osiem czy dziewięć lat. Gdy poszedł do
szkoły, zobaczył mapę Afryki z kolorami oznaczającymi
kraje kolonizatorów i z wielką białą plamą - regionem
jeszcze nieeksploatowanym. Potem opowiadał - nie
wiem, czy to prawda, ale opowiadał wiele razy i być mo­
że siłą opowiadania w to uwierzył - że położył rękę na
tym białym obszarze i powiedział: pojadę tam, kiedy będę
duży. Był to region Konga. Owo zdarzenie miało miejsce
mniej więcej w 1866, kiedy nazywał się jeszcze Józef
Konrad Korzeniowski. Później w latach 1889-90 opano­
wany pragnieniem tej podróży faktycznie udał się do
Konga. Formalności pozałatwiał wykorzystując swoją
znajomość z wdową po dalekim kuzynie, Aleksandrze
Paradowskim. Margueritte Paradowska z urodzenia
Francuzka, mieszkała w Brukseli, i to ona poleciła go fir­
mie, która eksploatowała Kongo. Conrad został zatrud­
niony nie jako agent handlowy, ale jako kapitan statku,
który miał pływać po rzece Kongo. Przybył do Afryki
i przebył długą trasę do Kinszasy, częściowo na piecho­
tę, częściowo będąc niesiony. Tam w końcu objął do­
wództwo małego statku parowego, który nazywał się
Król Belgów, na którym dopłynął do Stanley Falls. Padł
ofiarą dezynterii, wrócił do Kinszasy, a mając podpisany
kontrakt na trzy lata, robił, co mógł, aby go odesłano
z powrotem do Europy, gdzie długo chorował na mala­
rię. W 1895 opublikował swoją pierwszą powieść Szaleń­
stwo Almayera. W 1898 zaczął pisać Jądro ciemności na
zamówienie szefa edynburskiego pisma „Blackwoods
Magazine”, które miało wydać tysięczny numer. Publi­
kacja miała miejsce w 1899, została wznowiona w 1902,
w zbiorze, gdzie Jądro ciemności sąsiaduje z dwoma inny­
mi historiami Młodością i U kresu sił. Mamy więc mło­
dość, w Jądrze wiek dojrzały, a w U kresu sił —starość.
Następnie trzeba przywołać korespondencję z Ro­
gerem Casementem, którego Conrad spotkał w Kon­
gu. To osobowość dosyć złożona, trochę urzędnik, tro­
chę dziennikarz, trochę podróżnik, w 1903 rozniecił
wielką kampanię przeciwko eksploatacji Konga przez
Leopolda II. Conrad poszedł jego śladem, napisał kil­
ka listów, w których wyraził się żywo, a nawet bardzo

S ilvere

G eorges B alandier,
C atherine C oquery-Vidrovitch ,
PlERRE H ALEN, E lIKIA M ’BOKOLO,
M onod , J ean O masombo -T schonda

Joseph Conrad
i «ciemności»
Afryki Środkowej
Zbeletryzowane świadectwo
o Kongu1 czy bajka końca wieku?

ostro przeciwko kolonializmowi belgijskiemu. Jednak
stopniowo przekazał zadanie swojemu przyjacielowi
Cunninghamowi Grahamowi, wielkiemu znawcy
Ameryki Południwej, bardzo zaangażowanemu w licz­
ne kampanie. Przedstawiając Grahama Casementowi,
Conrad powiedział: jest socjalistą, ale nie zwracaj na to
uwagi, nie bój się, to powierzchowne, i rzeczywiście Gra­
ham wsparł kampanię Casementa. Później Conrad
trochę negował swoją przyjaźń z Casementem, gdyż
był on Irlandczykiem zatrzymanym2 w Irlandii na nie­
mieckim statku podwodnym w czasie pierwszej wojny
światowej i został powieszony.
Odnośnie do okresu międzywojennego można by
przywołać Andre Gide’a, który inspirował się Conra­
dem, pisząc Voyage au Congo [Podróż do Konga].
Kolejną ważną datą do zapamiętania jest 1975 konferencja afrykańskiego pisarza Chinuy Achebe,3 który zadeklarował, że Conrad był pieprzonym rasistą (a bloody racist) , a Jądro ciemności okropną i żało­
sną książką. Inni afrykańscy pisarze sprzeciwili się
deklaracjom Chinuy Achebe, było to jednak wielkie
wydarzenie.
Na końcu chciałbym jeszcze zauważyć, że w 1979
Apocalypse Now Francisa Forda Coppoli jest w jakiś spo­
sób interpretacją Jądra ciemności i hołdem dla Conrada.

Elikia M’Bokolo: Będę kontynuował temat afry­
kańskiej lektury, czy raczej afrykańskich lektur Conra­
da. Rzeczywiście uderzyło mnie odczytanie Jądra ciem­
ności Chinuy Achebe. Jednak trzeba przypomnieć, że
Chinua Achebe to nie byle kto. Powiedziałbym, że to
fundator współczesnego powieściopisarstwa afrykań­
skiego, tak jak Senghor jest figurą poety afrykańskie­
go, a Soyinka afrykańskiego dramaturga. I to prawda,
że Achebe rozwija - udowadniając i cytując - ideę, że
Jądro ciemności jest utworem głęboko rasistowskim.
Odsyła on nas do problemu pisarstwa Conrada, a więc
do wymiaru czysto literackiego, do produkcji tekstu,

113

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

która jest problemem ważnym. I dorzuca, że Conrad
nie zadbał o jasne zaznaczenie granicy ochronnej (cor­
don sanitaire) - to jego wyrażenie - między nim, Jose­
phem Conradem, który poznał Kongo, i narratorem,
który opowiada tę niesamowitą przygodę. Wyznam, że
lubię Jądro ciemności i byłem zaszokowany podejściem
Chinuy Achebe, skłaniałem się do sądu, że było ono
niesprawiedliwe. Jednak przeczytawszy tekst ponow­
nie, zobaczyłem, że nie jest on taki niesłuszny. Próbo­
wałem uporządkować fakty, oddając hołd Conradowi,
znanemu jako ten, który był w Kongu w 1890, i jako
ten, który nie wytrzymał życia tamże, gdyż na miejscu
został jedynie sześć miesięcy. Biorąc pod uwagę fakty
w odniesieniu do tekstu, oskarżenie Chinuy nie jest
koherentne.
Pozostaje jednak pytanie - czy nie można sprawić,
żeby tekst przemówił inaczej? Przed chwilą mój po­
przednik rozpoczął od tego, co w istocie będzie stano­
wiło przedmiot mojej wypowiedzi. Nie ujmując nicze­
go Jądru ciemności, sądzę, że nie zrozumiemy nic
z afrykańskiej przygody Conrada i z jego wizji Afryki,
jeśli nie umieścimy obok właśnie tego małego opowia­
dania, które Silvere Monod przed chwilą przywołał,
a które moim zdaniem jest jeszcze mocniejsze niż Jądro
ciemności. Tekst ten nosi tytuł Placówka postępu (The
Outpost of Progress), został napisany dwa lata przed,
a opublikowany rok przed Jądrem ciemności. To opo­
wiadanie, bo tak określił tekst Conrad, zostało opubli­
kowane w zbiorze Opowieści niepokojące (The Tales of
Unrest). Naturalnie, nie jest to powieść, ale coś, co
czyta się raczej jak sztukę teatralną. Czuje się w nim
rodzaj zażenowania pisarza, który chciał coś napisać
i w rezultacie pisze coś innego, co - powiedziałbym na­
wet - czyta się jak sztukę teatru klasycznego, jak tra­
gedię klasyczną. Mówię tu oczywiście o klasycyzmie
francuskim, gdyż Conradowi udało się dzięki niezwy­
kłemu wyczynowi zwięzłości skumulować ogromny
dramat, ulegając trochę - nie wiem, czy był tego świa­
domy czy nie - regule trzech jedności. Jedność miej­
sca: dramat rozgrywa się w zamkniętym miejscu w placówce handlowej - która jest centrum kolonial­
nego przedsiębiorstwa. Jedność akcji: w szybkiej lektu­
rze można pomyśleć, że akcja to jest w rezultacie dra­
mat, który reżyseruje dwóch Białych. Conrad mówi
0 dwóch Białych, a nie o dwóch kolonizatorach - i ci Bia­
li kończą zabójstwem, a następnie samobójstwem.
1 w końcu jedność czasu. A czym jest ten zamorski
czas? Czas tego handlowego okresu kolonializmu, czas
w kolonialnym systemie, który jest jeszcze koloniali­
zmem gromadzenia - przynajmniej w tym opowiada­
niu. To nie jest ten sam czas, co w Jądrze ciemności,
który jest czasem kolonializmu plądrowania, gdzie, li­
czy się każda chwila, każdy dzień - inaczej niż w kolo­
nializmie gromadzenia, gdzie czas jest bardzo rozrze­
dzony. To jest bardzo długi czas oczekiwania, i ci dwaj
ludzie, czekają na coś, co w końcu się nie zdarza.

I chociaż można by powiedzieć, że jest to czas bardzo
długi, gdyż trwa kilka miesięcy, w efekcie jest to czas
bardzo krótki, a w każdym razie bardzo homogeniczny,
zintegrowany.
Ta sztuka wydaje mi się szczególnie ważna. Przede
wszystkim dlatego, że w wielu aspektach zapowiada Ją ­
dro ciemności, a ponadto Conrad sam odczytał ją
w sposób, który należy przedyskutować. W liście do
swojego wydawcy tłumaczył, że opowiadanie jest świa­
dectwem tego, co widział. Mówi: to, co zrobiłem, to
odarłem się ze wszystkiego, z wyjątkiem litości i odrobiny
pogardy dla tych dwóch postaci, zapisując fakty, które do­
prowadziły do katastrofy. Katastrofą jest zabójstwo Carliera przez Kayertsa i samobójstwo tego drugiego.
Skądinąd ten dwumian jest bardzo interesujący, gdyż
rozpoznajemy w nim z całą oczywistością Kayertsa Flamandczyka i Carliera - Walończyka, a więc założy­
cielski dwumian kolonizacji Konga przez Leopolda II.
To, co mam do powiedzenia, układa się w trzy se­
rie, krótko je zreasumuję. N a początku położę akcent
na obraz Białego w tym tekście. Uderza mnie fakt, że
Biali pojawiają się w nim najczęściej anonimowo.
Conrad przedstawia ich jako Białych. Z jednej strony
mamy Białych z kolonii, wszystkich miernych, prze­
ciętnych, z drugiej zaś Białych z metropolii, którzy ma­
ją bzika na punkcie wysyłania do kolonii właśnie ludzi
tak miernych.
Portret Carliera i Kayertsa, to - proszę wybaczyć
sformułowanie - dwóch żałosnych burżujów, z których
jeden pracował w administracji służb telegraficznych,
a drugi był żołnierzem. Conrad mówi szczerze: dwóch
imbecyli, znaleźli się tu w Kongu jak dzieciaki w ciem­
ności, czy jak niewidomi w wielkim pomieszczeniu, nic
nie rozumieją, niczym się nie interesują poza upływem
dni dzielących ich od powrotu parowca. Upływ dni to
jest właśnie ten długi czas, który ostatecznie jest cza­
sem bardzo krótkim. Ludzie ci, którzy biorą się za no­
śnik cywilizacji, są zwykłymi głupkami, ignorantami,
dopiero w oczekiwaniu na parowiec odkrywają Alek­
sandra Dumasa, Honore Balzac’a, i w ich głupocie,
mówi Conrad, biorą D ’Artagnana i ojca Goriot nie za
postaci fikcyjne, ale za ludzi, którzy rzczywiście istnie­
li. Sądzę, że kłóci się to jednak z interpretacją Achebe, gdyż w tym małym tekście portret Białych jest ma­
ło pochlebny, zakreślony bez uprzejmości, mocnymi
słowami i niepozostawiający miejsca na sympatię dla
kolonializmu.
Jednak ważniejsza wydaje mi się obecność Afryki
w tym tekście, gdyż Afryka ukazuje się tu pod postacią
jednostki. Jean Omasombo powiedział przed chwilą, że
u Kapuścińskiego Afrykanie nie ukazują się jako jed­
nostki, a jako kultura. Powiedziałbym, że właśnie taki
jest kolonialny dyskurs czasów Conrada, dyskurs lat
90. Wtedy - w każdym razie w Kongu - jest to kolo­
nializm tryumfujący, leopoldyjski, ale w tym samym
czasie rozgrywa się kampania antyleopoldyjska, w któ­

114

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

rej Conrad brał udział, nawet jeśli rozpoczęła się ona
dwanaście lat wcześniej, niż do niej przystąpił.
W owym czasie nawet ci, którzy sprzeciwiają się kolo­
nializmowi, mówią o Afrykańczykach jak kolonizatorzy
- opisują raczej archetyp niż indywiduum. Tymczasem
Conrad, jak sądzę, jest jednym z pierwszych powieściopisarzy, którzy pisząc o Afryce, ukazują nam jednostki.
Jest tam szef afrykański Gobila - nie mam czasu dłużej
się nad tym zatrzymać - jest para: Makola i jego żona.
Tamtejsi nazywają go Makola, on sam przedstawia się
jako Mr Price, wraz z całym zangielszczeniem, jakie re­
prezentowali Sierraleończycy w tamtym czasie. Kiedy
patrzymy na tę postać i na to, co mówi o niej Conrad,
mamy rzeczywiście wrażnie, jeśli uczynić mały ana­
chronizm, antycypacji tego, co Franz Fanon napisze
w Czarnej skórze, białej masce. Ta postać jest zarazem
Makolą - czarną skórą i Mr Price’em - białą maską.
Jednak jest to bardziej skomplikowane, gdyż u Fanona
figura Czarnego Białego jest figurą istoty wyalienowa­
nej, wykulturowanej, która próbuje się odnaleźć, zaś
Conrad jest dość subtelny i wyrafinowany, aby przed­
stawić nam Price-Makolę raczej jako kogoś, kto gra
podwójną grę. Conrad długo pokazuje jego pogardę dla
Białych i to, że wciąż praktykuje on kult ciemnych bo­
gów lasu i - i to wydaje mi się sercem tej tragedii prawdopodobnie przyrzeka bogom ofiarę z martwych
Białych, aby to bogowie mogli odegrać rolę kolonizato­
rów. Interesujące jest także, że prawdopodobnie po raz
pierwszy widzimy jednostkę kobiecą - panią Makolę.
Jest tu, ma dzieci, gotuje, ale jest także aktorką tego
dramatu, gdyż będzie uczestniczyła w zwrocie stano­
wiącym centrum tej sztuki.
Przechodzę do drugiej sprawy - sposobu, w jaki
Afryka jest przedstawiona jako terytorium, jako natu­
ra, jako kraj. Występują tu raczej zarazem elementy
georafii fizycznej, geografii ludzkiej i prawdopodobnie
geografii handlowej, niż prosty opis o charakterze etno­
graficznym, co było przecież tendencją tamtego czasu.
Powiedziałbym jeszcze, że Conrad przedstawia nam
naturę ludzką Afrykańczyków. Odnajdujemy wielość
Afryki, ale to nie jest wielość Kapuścińskiego, który
przemieszczając się z miejsca na miejsce, odkrywa róż­
ne Afryki. Jest to wielość Afryki w miejscu bardzo za­
mkniętym. Conrad pokazuje nam, że jest to Afryka
gorąca, parząca życiem, Afryka w ruchu. To bardzo in­
teresujące, widzimy raczej grupy społeczne niż etnicz­
ne, grupy społczne, które ukazują różne sposoby
uczestniczenia w świecie. Widzimy na przykład po­
średników handlu europejskiego, widzimy kolaboran­
tów kolonialnego przedsiębiorstwa, ale którzy nie są
takimi znowu kolaborantami, gdyż przy pierwszej oka­
zji, kiedy napięcie staje się bardzo silne, ci - powiedz­
my - kolaboranci uciekną. I mamy jeszcze wszystkie
okoliczne wioski.
Skądinąd dyskurs kolonialny także jest obecny
w tym małym tekście - dyskurs kolonialny, dla które­

go Conrad zakłada ową granicę ochronną (cordon sa­
nitaire). Każe mówić Kayertsowi i Carlierowi zadziwia­
jącymi zdaniami. Posłużę się przykładem dwóch
z nich. Carlier, Walończyk w pewnym momenci mó­
wi: Il est nécessaire d’exterminer tous les Nègres avant de
pouvoir rendre le pays habitable4 [Trzeba koniecznie wy­
tępić wszystkich czarnuchów, aby ten kraj mógł się
nadawać do zamieszkania]. Może nas to zaskoczyć, ale
jest w tym część dyskursu kolonialnego z 1890 roku.
Dyskursu, który nie jest wyłącznie dyskursem leopoldyjskim, ale dyskursem, który słyszymy np. w niemiec­
kim kolonializmie Afryki Południowo-Zachodniej, czy
Tanganiki, czy w niektórych pochodnych koloniali­
zmu francuskiego, wystarczy przypomnieć sobie spra­
wę kolumny Voulet - Chanoine.5
Istnieje jeszcze jedno wyrażenie, na którym chciał­
bym się zatrzymać. Kiedy jeden z tych rzekomych
współpracowników, tragarz z kompanii handlowej na­
leżącej do państwa, które założyło tę placówkę, decy­
duje się zbiec, jeden z dwóch Białych mówi: ah, ces
brutes ingrates, nous prenions soin d’eux comme si c’était
nos enfants6 [Ach, te niewdzięczne bydlaki, opiekuje­
my się nimi, jakby to były nasze dzieci]. To sformuło­
wanie - jeśli mogę tu przywołać moją własną osobę słyszałem wiele razy w 1960, kiedy upadał w Kongu
belgijski kolonializm: Ach, ci niewdzięcznicy, zajmowa­
liśmy się nimi, jakby to były nasze własne dzieci.
Chciałem także powiedzieć słowo o tym, w jaki
sposób rozwija się tragedia, a więc powrócić do proble­
mu pisania. Wydaje mi się, że mamy tu do czynienia
z dwoma możliwymi odczytaniami. Pierwszym, takim
jakie proponuje nam Joseph Conrad, kiedy mówi: za­
pisałem zdarzenia, które doprowadziły do dramatu. Con­
rad kładzie akcent na bohaterów, którzy przez ich wła­
sną głupotę, ale także poprzez nieprzystające do
kontekstu reakcje, przez pasje i namiętności, jakie roz­
budzają, prowokują tragedię.
Chciałbym zakwestionować to odczytanie i zapro­
ponować inne. Dlatego zacząłem, mówiąc, że tę nowe­
lę można by czytać jak tragedię klasyczną. Kiedy czy­
tam ten tekst, mniej wierzę w inicjatywę bohaterów
czy antybohaterów niż w rodzaj fatalizmu, który nad
nimi ciąży. Fatalizmu, który tłumaczy się między inny­
mi poprzez fakt, że miejsce, ta placówka postępu, jest
miejscem zamkniętym. Można więc powiedzieć, że je­
dyną rzeczą obecną w tym miejscu jest śmierć. W tej
placówce handlowej są obecne trzy elementy: dom
Białych, dom Makoli-Price’a i przede wszystkim obraz,
który otwiera nowelę i który ją zamyka - krzyż, na któ­
rym jest powieszony założyciel placówki. Więc od po­
czątku przedsiębiorstwo kolonialne jest przedsiębior­
stwem śmierci, w którym umierają Czarni, ale także
i kolonializatorzy. Nowela zamyka się samobójstwem
Kayertsa, który również zabija się na owym krzyżu. Jest
jeszcze cała seria rzeczy, którym można by się przyjrzeć
szczegółowo: sposób, w jaki są przywołane słońce, wil­

115

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

goć, gorączka. Myślę, że można łatwo stwierdzić i mówi nam to Conrad - że projekt cywilizowania
Afryki, jest projektem skazanym z góry na porażkę. To
bardzo różne od Jądra ciemności.
Jeśli pozwolicie, zakończę w tonie osobistym. Uro­
dziłem się w Kinszasie i kiedy dorastałem, poszedłem
do collègue’u mówiąc w lingala, który jest językiem
mojej edukacji oraz po francusku. Collège mieścił się
w pobliżu końcowej stacji kolei żelaznej Matadi Léopoldville [dziś Kinszasa - przyp. tłum.], wiele pisa­
no o tej linii kolejowej, zanim powstała linia Kongo Ocean. Był to koniec lat 50. Przed dworcem był wy­
rzeźbiony fresk, na którym wyryto napis, którego wów­
czas nie rozumieliśmy: Aperire terram gentibus. Po kil­
ku tygodniach łaciny zrozumieliśmy: Otworzyć ziemię
narodom. Otworzyć ziemię - ziemię dziką, narodom oczywiście cywilizowanym. Muszę podkreślić, że ja
osobiście i wielu z mojego pokolenia, byliśmy zamiło­
wanymi czytelnikami, jednak - i może się to wydać
dziwne - nigdy nie słyszeliśmy o Josephie Conradzie.
Powiedziałbym nawet, że - cóż za paradoks - do dzi­
siaj wielu mieszkańców Konga nigdy nie słyszało jego
nazwiska.
Kiedy przeczytałem Placówkę postępu, wydało mi
się, że kolonializm belgijski, który przejął dziedzictwo
Leopolda II, pozostał wierny owej idei cywilizacji,
a co Conrad pokazywał nam od początku, projekt
ten był z góry skazany na niepowodzenie. W serce te­
go kontynentu ciemności - mówi on, zapowiadając
inne opowiadanie - można było oczywiście wkroczyć,
natomiast z całymi trudami świata, nie dało się go cy­
wilizować. W Afryce albo się umiera, albo się ją
opuszcza, w pewnym sensie, będąc wyrzuconym za
drzwi. To wydaje mi się fundamentalnym sprostowa­
niem tego odczytania Jądra ciemności, którego doko­
nał Chinua Achebe.

Georges Balandier: Dziękuję za to piękne odczy­
tanie. Pokazuje nam Pan, że poprzez pisarstwo aspekt subiektywny, gdyż nie pisze się bez niego - ma­
my dostęp do perspektywy, która długo się formowała
w dziedzinach naukowych dotyczących Afryki. Uwa­
żam, że Conrad daje więcej do myślenia o tym, czym
były stosunki kolonialne w Afryce Środkowej, niż pra­
ce antropologiczne, etnologiczne, socjologiczne aż do
czasów stosunkowo niedawnych, nieprawdaż?
Jednak przede wszystkim uderzyła mnie, kiedy Pa­
na słuchałem, waga, jaką odegrała Afryka Środkowa,
a w szczególności Kongo, w kwestionowaniu [tych sto­
sunków] przez pisarzy. Przywołał Pan Placówkę postępu,
tragedię klasyczną, w tym przypadku francuską. Przy­
pomnę, że Aimé Césaire obrał także Afrykę Środkową
- po tragedii Lumumby7 - za temat dzieła teatralnego,
a nie poezji. Czyż Conrad nie przywołuje również na
myśl Zakrętu rzeki noblisty Vidiadhara Surjprasada Naipaula, w którym odnajdujemy ten sam rodzaj podwa­

żania, kwestionowania, tylko w przeprowadzony w spo­
sób trochę bardziej ckliwy? Ukazuje nam się całe bo­
gactwo debaty, którą rozpoczynamy Conradem.

Pierre Halen: Ponieważ mój starszy brat, Elikia
M ’Bokolo właśnie przywołał jako historyk literaturę
i ponieważ został przywołany status literatury w dys­
kursie o Afryce, wypowiem się z punktu widzenia czło­
wieka parającego się literaturą, gdyż taka jest moja
skromna specjalność. Zadam się jednak troszeczkę na
pole historii, aby przypomnieć dwa elementy kontek­
stu, które muszą zostać przywołane.
Pierwsza rzecz na temat stosunku Conrada do Afry­
ki: byłbym bardzo ostrożny w stwierdzeniu, że Conrad
był jej wielkim entuzjastą, mimo epizodu białej plamy
na mapie, który często opowiadał. Myślę, że Conrad,
kiedy akceptował to stanowisko, musiał się ograniczyć
do przyjęcia go, ale nie było to wcale to, czego chciał.
On widział się raczej jako kapitan wielkich żeglug, któ­
rego jakiś oficer marynarki handlowej ogranicza do
prowadzenia małych, dyszących statków na wodach
rzeki, która przecież nie jest otwartym morzem. I to
właśnie jest częścią jego doświadczenia. Nie jechał tam
z entuzjazmem i wrócił tak szybko, jak się dało.
Drugi element kontekstu historycznego, to że te
dyskursy literackie - jeśli rzeczywiście ich pierwsza na­
tura jest z gruntu literacka - wkraczają jednak w stan
wojny dyskursów. Ten stan wojny przeciwstawia
w tamtym czasie bardzo wyraźnie kraje europejskie,
które oskarżają się wzajemnie o zło kolonializmu. Mię­
dzy Francją a Niemcami bardzo długo trwały oskarże­
nia w stylu: wy jesteście złymi kolonizatorami, my je­
steśmy dobrzy. Za każdym razem, gdy jeden z krajów
kolonizatorów opisywał wstrętną sytuację poza jego
własną strefą, był to oczywisty sposób waloryzowania
samego siebie. Myślę, że jakkolwiek było z intencjami,
jednym z efektów dyskursu literackiego Conrada od­
nośnie Afryki Środkowej było uczestnictwo w wielkiej
wojnie obrazów, które dostarczały sobie systemy kolo­
nialne w tamtym czasie. Szczególnie Wolne Państwo
Kongo i Anglia nie ustawały we wzajemnym oskarża­
niu się o eksploatowanie ludności, o odpowiedzialność
za brutalne, niecywilizowane traktowanie itd. Wszyst­
kie te wypowiedzi miały na celu usprawiedliwienie rę­
ki położonej na nowym terytorium. Myślę na przykład
o sprawie Stokesa - która miała miejsce mniej więcej
w tym samym czasie - który został zatrzymany, gdyż
w końcu znaleziono Anglika, który źle się prowadził.
Każdy z tych krajów był zainteresowany możliwością
powiedzenia czegoś złego o innych, w czasie systemu,
tak różniącego się od tego dzisiaj, kiedy nie wiemy już
za dobrze, jak przebiegają europejskie granice. Jeśli
chodzi o tamten czas, to tkwimy w kontekście nacjo­
nalizmów i trzeba to sobie przypomnieć.
Przywoławszy te dwa elementy historyczne, wrócę
na teren literatury, gdyż uważam przywołaną wcze­

116

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

śniej ideę, aby dostrzec w Placówce postępu aspekt te­
atralny, za bardzo interesującą i trzeba by było zbadać
ją na wskroś. Pierwsza reakcja teoretyka literatury jest
taka: uwaga, to jest literatura! N a przykład, możecie
zestawić ten mały kawałek literatury z Czekając na
Godota. Jest tam coś bardzo nowoczesnego w sposobie
pisania, mamy faktycznie dwie postaci, same, pozba­
wione pokoju, pozbawione prawdy, pozbawione me­
tropolii, na próżno oczekujące pomocy ze strony syste­
mu kolonialnego, które są skazane na siebie. Pierwszy
sens tej tragedii można odczytać bez całego kontekstu,
ona ma swój własny język.
Przypomnę tylko tytułem wstępu, co można zrobić
z tym tekstem w literaturze światowej z punktu widze­
nia komparatystyki. Status Jądra ciemności, i w mniej­
szym stopniu Placówki postępu jest statusem bardzo sil­
nym w historii literatury europejskiej. Jest on tak silny,
gdyż jest to dzieło, jak to zostało już pokazane, ustana­
wiające jakiś rodzaj dyskursu. Ogromna ilość pisarzy
czytała Jądro ciemności i widziała w nim prawdę o Afry­
ce lub prawdę o kolonializmie. Wiara w wartość doku­
mentalną tego świadectwa nie przestaje być odczuwa­
na i dziś. Dzieło jest ogromnie silne i powiedziałbym,
jak każdy założycielski mit, daje słowa i obrazy, które
później zostają podjęte i dyskutowane.
To prawda, że znajdziecie Conrada u Gide’a, który
będzie przechadzał się po Afryce trzydzieści lat póź­
niej, będzie wielbicielem Conrada i wprowadzi go do
Francji lat 20. Przedstawi go jako zbawienie francu­
skiej literatury, gdyż Conrad wnosi odległe kraje, ak­
cję. Więc Gide przechadza się z Jądrem ciemności
w Afryce i dziwi się, że pejzaż nie odpowiada temu
przedstawionemu przez Conrada. Nie odwiedza tych
samych miejsc, jest tam w innym czasie, ale mimo to
dziwi się: jak to się dzieje, że u Conrada wygląda to tak,
a to co widzę, nie jest takie. Znajduje się tysiąc kilome­
trów dalej, ale mimo wszystko to mu nie przeszkadza.
Sądzi, że jeśli afrykański pejzaż, który widzi, nie odpo­
wiada konradowskiemu, to nie Conrad kłamał, ale
pejzaż jest błędny.
Céline w Podróży do kresu nocy również będzie pod
wpływem Jądra ciemności. Są tam oczywiście i inne in­
spiracje, jednak Jądro ciemności odgrywa ważną rolę we
wszystkich epizodach afrykańskich, które pozwalają
przedstawić przygodę à la Kurtz. Kurtz staje się tu Ro­
binsonem, ale w głębi jest to ten sam problem. Później
będzie nam opowiadał Afrykę Moravia w Passegiate
africane [Afrykańskie przechadzki, 1987] iw Kobiecie leopardzie - rzeczy całkiem interesujące. Następnie bę­
dzie Naipaul, będzie Graham Green. Postać Querrego8 u Greena mówi w placówce misyjnej: I have come
to an end. Doszedłem do końca, do kresu ciemności,
do kresu nocy. Jest to wciąż ta sama idea, że Afryka
jest w pewnym stopniu kresem, końcem.
Zostanie to podjęte przez literaturę afrykańską,
gdyż autorzy afrykańscy nie przestają czytać Conrada

i się nim posługiwać. Reutylizują znaki conradowskie,
które skądinąd nie są rzeczą afrykańską, ale to już in­
na kwestia. Bolya Baenga rozpoczyna swoją pierwszą
powieść Cannibale [Kanibal] przykładowym cytatem
z Jądra ciemności, co znaczy, że ten pisarz z Konga wpi­
suje się w pewną linię pokrewieństwa. Komparatystyka może zainteresować się szerzej potomkami tej wizji.
Dlaczego owa wizja jest tak silna, dlaczego opano­
wała nie tylko dyskurs literacki, ale także inne strefy
dyskursu? To byłoby dosyć łatwo pokazać. Dyskurs
Conrada odnajduje się oczywiście w przedstawianiu
Afryki w kinie, w reklamie, w paraliteraturze - powie­
ściach szpiegowskich, kryminałach, komiksach, no
i oczywiście w dziennikarstwie.
Podczas kryzysu kongijskiego dziennikarze stop­
niowo tracą kompetencje, w sensie prawdy scholastycznej, jeśli można powiedzić, prawdy dziennikar­
skiej, i skoro rozumieją coraz mniej z tego, co się
dzieje, i mają coraz mniej informacji na przestrzeni
sześciu miesięcy, snują opowieść o Afryce conradow­
skiej. To zostało pokazane na podstawie najpoważniej­
szych belgijskich gazet. To znaczy, że dyskurs politycz­
ny, decyzje polityczne zostały podjęte według analizy
przeprowadzonej przez kompetentnych i poważnych
ludzi, którzy, nie posiadając dostatecznych informacji,
przedstawili mit na szpaltach gazet. To wydaje mi się
bardzo ważne - wpływ literatury na świat polityki dro­
gą przedstawienia, reprezentacji.
Szkicuję w ten sposób pewną panoramę, która
skłania mnie do postawienia kilku pytań. Podchodzę
do rzeczy trochę na odwrót, niż to zostało przedsta­
wione do tej pory - nie szukam prawdy historycznej
w tekstach literackich, chcę pokazać prawdę literacką
w historii.
To znaczy pokazać, że historia, którą przeżywamy
jako literaturę, to polityka, o której się decyduje na
podstawie powieści. Dlaczego? Ponieważ w głębi rze­
czy zasadniczym pytaniem, determinującym wszystkie
odczytania Conrada, jest: o czym ten tekst mówi? M ó­
wię wciąż o dwóch tekstach afrykańskich. Mówi się
nam, albo: to jest o Afryce i odczytuje się tekst w spo­
sób dokumentalny, z odniesieniami do kolonializmu,
lub: to wcale nie jest o Afryce.
W tym wypadku mają Państwo pośród odczytań
Conrada bardzo piękne prace (myślę zwłaszcza
o książce Joseph Conrad and the Modern Temper), któ­
re sytuują Conrada w kontekście dekadencji, środowi­
ska literackiego i estetycznego, jakie znajdowało się
we Francji czy Anglii w końcu XIX wieku, Huysmansa, Mallarmé’go. Przedstawiają nam oni zwłaszcza
świat w kryzysie, gdzie przedstawianie jest już niemoż­
liwe, gdzie nie istnieje już wiara w postęp, w cywiliza­
cję. Czynią więc z tych dwóch tekstów narzędzie wal­
ki między mieszczaństwem z tendencją do fizjokracji,
które wierzy w postęp, w cywilizację, a co za tym idzie
- w historię, a dekadenckim odłamem estetów, którzy

117

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

mówią postęp ludzkości nie jest już możliwy. Symbol ga­
snącego światła w Jądrze ciemności jest symbolem koń­
ca świata, braku nadziei. Uznaje się, że te dwa afry­
kańskie teksty mówią o dramacie metafizycznym,
który jest brakiem Boga, który jest brakiem wsparcia
między ludźmi, który jest brakiem możliwego języka
i kryzysem przedstawienia. To są parabole dotyczące
innych rzeczy niż Afryka i nie może tam być mowy
o dokumentacji.
Podobnie z innymi dziełami zainspirowanymi przez
Conrada, włącznie z Apocalypse Now czy komiksami,
te teksty obierają Afrykę czy Wietnam za pretekst, by
postawić pytania metafizyczne. Jeżeli rozpatruje się
sprawę z tej perspektywy, znika pytanie, czy Conrad
jest rasistą czy też nie, wówczas wszystko jedno, czy
mówi o Czarnych czy o Białych. To, o czym chce mó­
wić, to koniec ludzkiej nadziei. I jeśli Afrykanie są
przedstawieni jak bydlaki, the funny brutes - zabawne
bydlaki - jak to mówi w Jądrze ciemności, to nie zna­
czy, że mówi o Afryce, ale że przedstawia ludzkość.
W drugiej lekturze, można tekst odczytać bardziej
historycznie i zastanowić się, jak i dlaczego Conrad
mówi o kolonializmie. Myślę, że trzeba tu przypo­
mnieć, że wielu krytyków, nie tylko afrykańskich, są­
dziło, że dzieło to zawiera sporą dawkę rasizmu, nie był
to tylko przypadek Chinuy Achebe i jego artykułu
z 1975 roku. Myślę na przykład o pięknej pracy Luca
Rassona, który porównuje Conrada z Celinem i odrzu­
ca ich obydwóch jako reakcjonistów, których wizje za­
kładają, że każdy ma pozostać na swoim miejscu.
Oto zbiór pytań, które chciałem Państwu zapropo­
nować. Chciałbym w ramach syntezy powrócić do wy­
rażenia kolonializm tryumfujący. Ono właśnie streszcza
ogół moich pytań - czy kolonializm był tryumfujący
pod koniec XIX wieku? W Belgii pewnie nie, Le­
opold II miał duże trudności w zatrudnianiu ludzi. To
skądinąd zadziwiające, że Conrad wybrał imiona bel­
gijskie. Mógl nazwać postaci Hansen czy Nansen, po­
nieważ w tamtym czasie w służbach belgijskich zatrud­
nionych było dużo więcej Skandynawów czy
Włochów niż samych Belgów. To jest wyznacznik po­
kazujący, że kolonializm w samej Belgii nie był wcale
tryumfujący, był trudny i wcale nie miał za dużego po­
klasku. Czy kolonializm jest tryumfujący pośród inte­
lektualistów? Czy Conrad jest raczej rzecznikiem kry­
tyków kolonializmu, czy krytykiem jednego systemu
kolonialnego na rzecz drugiego.
Odnoszę po części wrażenie, że dla ludzi znających
dobrze literaturę kolonialną ten skrajnie negatywny
portret obydwu bohaterów Placówki postępu, ale także
innych postaci Jądra ciemności zakłada pewien pozy­
tyw. Nie istnieje krytyka ani negatywne portrety bez
pewnego pozytywu w głębi. Myślę, że u Conrada jest
nim człowiek akcji w nowym kraju, człowiek energii,
angielski oficer pełen angielskich zalet, w które obfitu­
je Jądro ciemności. Conrad mówi: Ci Belgowie, brak im

powściągliwości.9 Jeśli jest jakieś słowo typowe dla Bri­
tish rule, to jest to naprawdę powściągliwość (restraint).
Myślę, że aspekt dialogowy systemów kolonialnych
daje się zauważyć w pewnych momentach, poza pyta­
niami matafizycznymi, które próbowałem pokrótce
skomentować.

Georges Balandier: Proszę mi pozwolić na przy­
wołanie samego siebie i na odrobinę narcyzmu. Słu­
chając Pana, przypomniałem sobie moje własne od­
krycie Josepha Conrada i Jądra ciemności. W sumie to,
co mnie w nim przyciągało d propos Afryki i d propos
człowieka, to rzeczywiście dekadencja, pogrążenie, ob­
rócenie w drwinę tego, co jest przedstawiane jako
wielka, cywilizacyjna przygoda. Byłem bardziej wrażli­
wy na wszystkie aspekty negatywne, używając Pana
słownictwa, Jądra ciemności niż na jego egzotykę. Trze­
ba zaznaczyć, że Jądro ciemności nie jest tym samym, co
na przykład literatura francuskiego pisarza Victora Segalena. Segalen przepuszcza przez egzotykę wszystko,
co nazywa innym, różnym, a Conrad czyni z serca
Afryki miejsce ludzkiej przygody, w tym wypadku tra­
gicznej, ale zarazem w pewien sposób prześmiewczej.
Jean Omasombo: Nie jestem specjalistą od Con­
rada, nie przeprowadzę analizy, dam pewne świadec­
two. Bardzo zainteresowały mnie te trzy odczytania je­
go dzieła i pytanie, które Conrad byłby sobie postawił:
czy dzieło kolonialne było skazane na porażkę od sa­
mego początku? Nawiązując do filmu dokumentalne­
go Roi blanc, caoutchouc rouge, mort noire10 [Biały król,
czerwony kauczuk, czarna śmierć], w którym Conrad
odgrywa ważną rolę, trzeba powiedzieć, że od lutego
2005 jego imię słyszy się często w Belgii. Uczestniczy­
łem w dziesiątce zebrań w ciągu dwóch miesięcy i pod­
czas każdego zebrania jego imię było przywoływane co
najmniej pięćdziesiąt, sześćdziesiąt razy: Conrad ma
rację, Conrad się myli, Conrad jest kłamcą, był tylko
sześć miesięcy w Afryce i chorował. Dyskusja jest bar­
dzo aktualna i zadaję sobie nawet pytanie, czy mój
starszy brat Elikia M ’Bokolo nie jest synem Conrada,
ze względu na rolę, jaką odegrał w owym filmie doku­
mentalnym... Chciałbym zwrócić uwagę na to, że lek­
tura Conrada sprawia pewien problem. Czy Leopold II
był zły? Jeśli był, to Conrad ma rację, jeśli nie, to prze­
sadził i chcemy pokazać błędy w jego dziele.
Jak profesor M ’Bokolo dobrze powiedział, w Kon­
gu to dzieło zostało schowane i jeśli teraz my, Afrykańczycy, w większości moi koledzy z Konga, czerpiemy
z niego, to jest to trochę prowokacja: oto autor, który
powiedział rzeczy, które przed nami ukryto. Korzystamy
jednak z niego również w sposób, nie powiem ideolo­
giczny, gdyż słowo to się zestarzało, ale w sposób, któ­
ry służy cytowanemu autorowi. I po stronie kolonialnej,
uczestniczę w zebraniach, gdzie Conrad jest jedynie
kłamcą. Z drugiej strony Leopold II to nie był tylko

118

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI” AFRYKI ŚRODKOWEJ

kolonializm, to było coś innego niż kolonializm. Jądro
ciemności, nie tylko poprzez treść, ale nawet przez tytuł
pozostaje dziełem ważnym, jednak w moim środowi­
sku zawładnęli nim raczej historycy niż inne dyscypli­
ny. Sądzę, że zatrzymać się jedynie na odzytaniu histo­
rycznym znaczy w pewnym sensie zubożyć to dzieło.

Catherine Coquery-Vidrovitch: Niezależnie od
jakości literackiej i uniwersalności tego tekstu, myślę,
że jednak trzeba być historykiem, aby poprawnie in­
terpretować Conrada. Chciałabym wnieść małe do­
precyzowanie, które wydaje mi się ważne, a nie zosta­
ło jeszcze jasno wyrażone - mam na myśli dane
naukowe. Miałam okazję pogłębić trochę odczytanie
pewnych autorów tamtego czasu dla jednego z roz­
działów Livre noir du colonialisme [Czarna księga kolo­
nializmu], a William B. Cohen11 od roku 1981 robił to
lepiej ode mnie. Tym kontekstem jest rasizm panują­
cy w tamtych czasach. Nie chodzi mi o uogólnione
i powszechne czy opierające się na wrażeniach odczu­
cia, ale o rasizm naukowy. Sądzono, że nauka udo­
wodniła niższość Czarnych, i to było fundamentalne
przekonanie Zachodu między 1880 a 1930. Czasami
jest to trochę pomieszane, gdyż u autorów z Antyli
chodzi o rasizm raczej antyafrykański niż o rasizm wo­
bec ciemnoskórych. Kiedy czytamy René Marana,
który jest antyafrykański, to opisuje on Afrykańczyków jako dzikich.
To brat Aldousa Huxleya Julian Huxley był pierw­
szym naukowcem, który stwierdził w 1933, że darwinizm społeczny, antropologia fizyczna i lekarze końca
XIX wieku, którzy ustanowili to przekonanie, mylili
się, i że ta cała rasistowska historia jest idiotyczna. Nie
musimy więc popełniać anachronizmu. Sądzę, że
w kontekście czasu, biorąc pod uwagę tę naukę Zacho­
du końca XIX wieku, a Conrad nie był ani history­
kiem, ani naukowcem, dzięki swoim literackim prze­
czuciom poszedł dalej, niż było to możliwe.

kretne rzeczy, które oddziaływały na ludzi, na ich
mentalność.
Skądinąd, odnośnie do tego, co powiedziała C a­
therine Coquery do Vidrovitch na temat rasizmu,
Conrad wyraża się tu jasno. W Placówce postępu, kie­
dy opisuje Czarnych, mówi dwie rzeczy. Kiedy opisuje
tych ze wsi, mówi: mają tak doskonałe ciała. Kiedy zaś
mówi o tych z Luandy, czyli tych, powiedzmy kolabo­
rantach, pada takie zdanie: ich naturalna okazałość zo­
stała osłabiona przez kolonializm. Myślę, że porównując
te słowa z innymi tekstami tamtej epoki, nie tylko eu­
ropejskimi, ale i afrykańskimi, dostrzeżemy w nich coś
bardzo ważnego. Kontakt z kolonializmem wycieńcza
Afrykańczyków, podczas gdy pozostawieni sobie, zaj­
mując się własnymi sprawami, mają tak doskonałe ciała
i zdrowy, wolny umysł.
Przełożyła Joanna Pawelczyk
*

Przypisy
1

2

3

Elikia M’Bokolo: Mówiłem tutaj o Placówce postę­
pu , tymczasem Jądro ciemności również można odczy­
tać w sposób historyczny. Do filmu Roi blanc, caout­
chouc rouge, mort noir, zrealizowanego przez Petera
Bate’a, wykorzystaliśmy drogę wytyczoną przez Jądro
ciemności. Starałem się natomiast w tym filmie wyjść
poza przywołany przed chwilą problem: o czym ten tekst
mówi?
Sądzę, że Jądro ciemności nie mówi głównie o Afry­
ce, natomiast Placówka postępu - tak, i podtrzymuję,
że chodzi w niej o kolonializm tryumfujący. Nie
z punktu widzenia Zachodu, ani tego, co o tym myślą
Europejczycy, ale z perspektywy tego, co działo się
tam, na miejscu. Ponieważ w 1890, kiedy Conrad
przybył do Konga, czy w 1896, kiedy pisał, czy w la­
tach 1898-1902, kolonializm leopoldyjski w Kongu to
nie było jakieś zmyślone głupstwo, tam się działy kon­

Zapis dyskusji, która odbyła się 21 października 2004
w Maison des Sciences de l'Homme w Paryżu, w ramach
międzynarodowej konferencji Konstrukcja spojrzenia:
Polska - Europa - Afryka.

4
5

119

W Afryce Środkowej istnieją dwa państwa, Demokra­
tyczna Republika Konga (w XIX wieku tereny koloniali­
zmu belgijskiego, rozpoczętego w 1885 przez Leopol­
da II), w latach 1971-97 nosiło nazwę Zair, dziś znane
także jako Kongo-Kinszasa, od nazwy stolicy, oraz Repu­
blika Konga czy Kongo-Brazzaville, które z kolei było ko­
lonią francuską. Obydwa państwa odzyskały niepodleg­
łość w roku 1960. Conrad przebywał w ówczesnym Kongu
belgijskim. [przyp. tłum.].
Roger Casement był zaangażowany w walki wyzwoleńcze
Irlandii, w tym celu negocjował zakup broni od Niem­
ców, zginął tuż przed wybuchem powstania wielkanoc­
nego w kwietniu 1916. [przyp. tłum.].
Odczyt Chinuy Achebe został wygłoszony w lutym 1975
na University of Massachusetts pod tytułem: An Image
of Africa: Racism in Conrad's "Heart of Darkness", jego
przedruk można znaleźć m.in. w pracy The Norton An­
thology of Theory and Criticism, New York, Norton, 2001,
[przyp. tłum.].
Patrz przekład polski.
Paul Voulet i Julien Chanoine byli młodymi oficerami
francuskimi, dowodzącymi kolonialną misją, która wyru­
szyła w roku 1899 na podbój Czadu - Misja Afryka Środ­
kowa. Odznaczyli się tak wielkim okrucieństwem i masa­
krami na terenach dzisiejszego Nigru, że Ministerstwo
ds. Kolonii postanowiło ich zatrzymać. Zadanie miał wy­
konać kolonel Arsène Klobb, został jednak zastrzelony
przez Vouleta i Chanoina, którzy z kolei polegli z rąk ich
własnej armii (złożonej w większości ze strzelców [tirail­
leur] senegalskich). Afera Voulet - Chanoine, niewy­
godna dla Francji w momencie afery Dreyfusa, została
zamknięta w archiwach i przypisana szaleństwu ofice­
rów. Jacques François Rolland napisał na podstawie ba­
dań archiwalnych książkę dotyczącą tej afery pt. Le Grand
capitaine [Wielki kapitan], wyd. Grasset, 1976. W 2004

�Zapis dyskusji • JOSEPH CONRAD I „CIEMNOŚCI" AFRYKI ŚRODKOWEJ

6
7

Serge Moati zrealizował inspirowany faktami kolonialnej
historii Vouleta i Chanoina film pt. Les Capitaines des
ténèbres [Kapitanowie ciemności], w 2006 w wyd. Fayard
ukazała się powieść o tym samym tytule. [przyp. tłum.].
Patrz przekład polski.
Patrice Emery Lumumba, pierwszy premier niezależnego
Konga, zamordowany 17 stycznia 1961r. Wcześniej dzia­
łacz ruchów antykolonialnych i prowyzwoleńczych, zało­
życiel Mouvement National Congolais [Narodowy Ruch
Konga]. Sztuka, autorstawa Aimé Cesaire, o której mó­

wi George Balandier, to Une saison au Congo, 1966.
[przyp. tłum].
8 Bohater A Burnt - out case, 1960. [przyp. tłum.].
9 Patrz przekł. polski
10 Reż. Peter Bate, Belgique/UK 2003. [przyp. tłum.].
11 William B. Cohen, 1941-2002, historyk, pionier studiów
nad francuskim kolonializmem, wykładowca Indiana
University. Autor m.in.: Rulers of Empire, 1971, The
French Encounter with Africans, 1980, Urban Government
and the Rise of the French City, 1998. [przyp. tłum.].

Rodzina bogacza z Porto-Novo (Dahomej). Wg.: R. Verneau Les races humaines, Paris (1890)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6331" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6311">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e32af1034f4e46a9a04673dc7580aeff.pdf</src>
        <authentication>23468e4b8a2b5f2af05ad3b559344d5c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75433">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75434">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75435">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75436">
                <text>Józef Burszta (17.04.1914-6.07.1987) - Mistrz ; Ojciec / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75437">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3, s.211-212</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75438">
                <text>Jackowski, Aleksander; Burszta, Wojciech J.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75439">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75440">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75441">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75442">
                <text>czci

profesorów

pomordowanych

Św., p o t e m

złożenie

kwiatów

Najpierw

msza

przód t a b l i c ą p a m i ą t k o w ą

wo

L i r o wic.

a na­

p o s z ł y w ś w i a t i t y l k o d w i e są w p o s i a d a n i u c ó r k i . Z e s z y t y
„dzienników"

w i n n y z n a l e ź ć się z c z a s e m w

Muzeum

stępnie z e b r a n i e . B a r d z o denerwujące w s p o m n i e n i a z l a t 1 9 3 9 - 4 1

n n i c t w a w Łodzi, jako d o k u m e n t po

j e d y n e j

i 42. Bestialskie m o r d y n a u l . Łąckiego i na Wólce. T a k byłam

współczesnej h a f с i а г с e

ś c i e n n y c h .

r o z t r z ę s i o n a , że w y s z ł a m

wcześniej.

13.1 I T . 1 9 8 2 .

z J a n i o w ą lewą stronę t k a n i n y . H a f t
W

sumie

więc

Wykończyłam

Z o s t a j ą j u ż t y l k o tła. D z i ś

wczoraj ostatnie; drzewo.

dziewięć

miesięcy

—

a

jem

równocześnie

gospodarskie,

kłopoty

z

aprowizacją,

zepsuty

znalazłam

t a m nawet

i siebie:

przygarbienie.

Regle,

Widziałam j a k

improwizowała

Czarną

rzekę, Cichu

swoje

haf­

wodę, Halny

u r o d y świata, w k t ó r y m przepięknie i n t e r p r e t o w a n e wełną

—•

drze­

w a są j a k b y r u n e m z i e m i , o r n a m e n t e m , a l e i ż y w y m i , z i n d y w i -

Ze w z r u ­

,,17.1.82. W

większe

koncepcyjnych

i p r o s t e w k o m p o z y c j i , wyrażają j e d n a k k a ż d y m ściegiem miłość

m a już 8 1 l a t ! ) i mnóstwo odwiedzających, m i e j s c o w y c h i p r z y ­
szeniem

P o l s c e ,

w y m i e n i a m t e n a j p i ę k n i e j s z e , k t ó r e z o s t a j ą w o c z a c h . Są s u r o w e

(Marysia

j e z d n y c h , co ś w i a d c z y j a k była l u b i a n a i s z a n o w a n a .

szkiców

t o w a n e o p o n y : Garnki,

telefon,

b r a k ś w i a t ł a , z l a k o m u n i k a c j a z m i a s t e m , złe p o g o d y

śledziłam j e j coraz

z malutkich

pół e t a t u w Z W W , ogłoszenie s t a n u w o j e n n e g o , w y j a z d y , c h o r o b y ,
zajęcia

w

Ileż r a z y zastawałam ją pochyloną n a d k r o s n e m i z n i e p o k o ­

wykańczam

178 g . "
pracy

o p o n

tych

Włókie­

dualizowanymi

południe

jej

b y ł a H a l i n a K o n . ze z ł a m a n ą r ę k ą , a l e j o s t j e d n a k t a k d o b r a ,

praca:

istotami. Znamienna

czarna,

ciężka

cierniowa

tematycznie
korona

jest

czymś w r o d z a j u gorejącego k r z e w u , n i b y R e q u i e m .

w z i ę ł a r e c e p t y i o b i e c a ł a , że t o z a ł a t w i . 1 8 . 1 . D o s t a ł a m p r z y n i e ­

ją M u z e u m

sione z a p t e k i l e k a r s t w a ( z n o w u H a l i n a przyszła — b a r d z o j e s t e m

Diecezjalnemu

stawie. M u z e u m

wdzięczna)"...

tencję j e j

w Warszawie,

odwdzięczyło

ostatnia

spoczywająca

na

Podarowała

g d z i e wisiała n a w y ­

się j e j z a m a w i a j ą c

mszę n a i n ­

wyzdrowienia.

O w a dokumentacja 21 u n i k a t o w y c h prac, w y k o n a n y c h w la­
tach

1 9 7 0 — 8 4 j o s t w i e l o r a k o c e n n a : przez skromność

która z t r u d e m d o c h o d z i

do samorealizacji

W i d z ę ją j a k w bólu i c i e r p i e n i u z r z u c a z siebie

artystki,

i sterany k o k o n eiala i w y z w o l o n a ,

a r t y s t y c z n e j ; przez

u k a z a n i e w s z y s t k i c h faz p o w s t a w a n i a h a f t o w a n e j

tkaninj ' :

zasiada

spracowany

z n o w u z promienną

radością d o h a f t o w a n i a aniołom p i ę k n y c h szat o z i e m s k i c h w z o ­

wre­

s z c i e j e s t t o w s k a z ó w k a g d z i e p r a c e t e się z n a j d u j ą , b o w s z y s t k i e

r a c h z ręcznie przędzionej podhalańskiej

wełny.

Е- Serafin — i l . 3; W. Werner — i l . 1, 2, 4, 7

Vot.:

JÓZEF BURSZTA

(17.04.1914-6.07.1987)

MISTRZ
W

humanistyce

słowo

coraz

staroświeckie,

ceremonialne,

i

powodów,

coraz m n i e j

rzadziej

pobrzękujące

aby o

kimś

spotykane,
patosem

jakby

—

t a k właśnie

bo

też

powiedzieć.

S z c z ę ś l i w i , k t ó r z y m i e l i m i s t r z ó w , a w i ę c l u d z i , k t ó r y c h się n i o
tylko z zainteresowaniem
było

podziwiać

c z y t a ł o , słuchało, ale i k t ó r y c h m o ż n a

wzorce

jako

postaw

etycznych;

którzy

nigdy,

w t r u d n y c h s y t u a c j a c h , nie zawiedli. Można było w n i c h wierzyć,
ze s p o k o j n ą p e w n o ś c i ą , że i w t e d y , g d y się szło w i n n y m k i e r u n k u ,
czy

inaczej

myślało —

liczyć n a i c h p o m o c ,
o

b y l e uczciwie i z sensem

zachętę, serdeczno

ludziach, z którymi

miałem

—

szczęście się z e t k n ą ć , o

C z a p s k i m , Stefanie C z a r n o w s k i m , Stanisławie i M a r i i
Kazimierze

Zawistow icz-Adamskiej,

wyróżniało?

A u t o r y t e t ? N a pewno, prsode

Swoista
nie

Józefie

7

charyzma,

rzadko

kosztem

wychylenie k u ludziom,
czasu

na

wolno

zainteresowanie.

własne

było
Myślę

Józefa:;

Ossowskich,

Burszcie.

Co

ich

wszystkim

moralny.

gotowość

pomocy,

prace.

Mistrza

poznać

m o ż n a p o t y m , że j e g o u c z n i o w i e , n i e z a l e ż n i e o d t e g o j a k p o t o ­
c z y ł o się i c h ż y c i e , czują się s o b i e b l i s c y p r z e z s a m f a k t , iż k s z t a ł t o ­
w a l i się w k r ę g u J e g o o s o b o w o ś c i . J e s z c z e j e d n o — m ó w i ę o m o i c h
mistrzach —

o k a ż d y m z n i c h w o l n o p o w i e d z i e ć , iż

pozostawał

w służbie społecznej, robił t o , co t r z e b a b y ł o z r o b i ć ; m ó w i ł o t y m ,
0 czym

t r z e b a było

Kiedy
wszystkim

teraz
o

powiedzieć.

wspominam

tym, jak

Profesora

animował

Bursztę

środowisko,

myślę
jak

przede

serdecznie

1 g o r ą c o u m i a ł z a c h ę c a ć d o p r a c y , j a k G o cieszyły . s u k c e s y j e g o
uczniów, d o b r y t e k s t n a w e t n i e znanego m u a u t o r a . N i c denerwo­
wał

go f a k t ,

iż

„młodzi"

zaczęli

go

w

czymś

wyprzedzać ,

s z l i w ł a s n ą d r o g ą . N i o b a l się „ k o n k u r e n c j i " , n o w y c h
t e o r e t y c z n y c h . W i e r z y ł w l u d z i , wierzył

5

iż

impulsów

pięknie i p r z e z t o w y ­

zwalał z n i c h t o , co d o b r o . K s z t a ł t o w a ł i c h p r z e z s a m f a k t

swej

o b e c n o ś c i , p r z e z d o b r y , ciepły u ś m i e c h , p r z e z s w ą a u t e n t y c z n o ś ć

j a k bardzo

i

na

prawość.
Autentyczność. Należał —

już j e d e n z o s t a t n i c h —

do poko­

chciał, b y ś m y d a l i t e m u z e s p o ł o w i p i e r w s z ą n a g r o d ę

konkursie. Przewodniczy!

jury,

mógł

głosując

przeważyć

szalę, ale n i e uczynił t e g o . P a t r z y ł z nadzieją n a m n i e , z m a r t w i ł

lenia, u c z o n y c ł i , k t ó r z y w y s z l i „ z K o m b o r n i w ś w i a t " , n i o t r a c ą c

się. g d y w yżej o c e n i ł e m i n n y z e s p ó l , a l e a n i t o z d a r z e n i e , a n i o d r z u ­

więzi z r o d z i m y m i zawsze sobie d r o g i m środowiskiem w i e j s k i m .

cenie

Z e wsią z w i ą z a n y b y ł głęboko, serdecznie.

do m n i e . P r z e c i w n i e , czułem t o , miałem w n i m zawsze o d d a n e g o

żywał występy

210

zespołu z r o d z i n n e j w s i —

Pamiętam, j a k prze­
Grodziska

Dolnego,

7

jakiegoś

nadesłanego

sojusznika, przyjaciela

t e k s t u nio zmieniły

i obrońcę.

Jego s t o s u n k u

�Sprawy

w s i rozumiał

doskonało,

myślał

o

stanic

kultury

sio j e s z c z e t y l k o d o z w r ó c e n i a
Profesora.

nie bez d o z y

h i s t o r i i , e t n o g r a f i i . O d 1957 r. kierował Profesor

nym,
i

serdecznej

m i t y z a c j i . B y l b o w i e m nic t y l k o uczo­

nic t y l k o nauczycielem, wychowawcą,

działaczem

ruchu

ludowego.

Poświęcał

o r g a n i z a t o r e m , ale

ludziom

i

sprawom

Zawierał

się

w

u w a g i n a obszar

l u d o w e j b e z z ł u d z e ń , choć o n i e j m ó w i ł , c z y pisał w a r t y k u ł a c h ,

kręgu

trzech

zainteresowań

dyscyplin:

socjologii,

Katedrą E t n o ­

grafii U n i w e r s y t e t u i m . A d a m a Mickiewicza w P o z n a n i u . Dzięki
j e g o i m p u l s o m powstała w k r ó t k i m czasie z b i o r o w a

monografia
zorga­

czas, k t ó r e g o n i g d y n i e miał za w i e l e , z d r o w i e . Jeszcze d o o s t a t ­

(trzytomowa)

n i c h t y g o d n i swego życia, c h o r y , zmęczony, jeździ! p o

n i z o w a n o toż b a d a n i a n a d p r z e o b r a ż e n i a m i k u l t u r y n a z i e m i a c h

Polsce,

Kultura

ludowa

uczestniczył w j u r y f e s t i w a l i , w n a r a d a c h , z e b r a n i a c h . D l a c z e g o

o d z y s k a n y c h , szczególną

t o r o b i ł ? N i e u m i a ł i n i c c h c i a ł się o s z c z ę d z a ć . C z y m b y ł s ł a b s z y ,

kultur

t y m więcej chciał jeszcze z d ą ż y ć zrobić. P o j e g o śmierci napisał

powojennej

Z

wielu

odznaczeń,

szczególnie zaszczytne

mogli

Mu

podołać

temu,

Prowadził

wszak

redagował

„Lud",

o n jeden

się

przedtem

doktorskie, habilitacjo,

czuwał

w zorganizowanej
Kolberga

czym

prace

n a d przebiegiem

zajmował.

raial

wykłady,

gigantycznej

pracy

przez siobie r e d a k c j i Dzieł W s z y s t k i c h Oskara,

w

zwracając

ludności

m i w liście p r o f . Z b i g n i e w J a s i e w i c z , że t r z e b a k i l k u l u d z i , a b y

Wiedniu.

uwagę

n a proces

zamieszkałej

nagród,

—

(1900—1967),

Wielkopolski

na

wyróżnień

tych

zderzenia
ziemiach.

wymienię

Jednak

najważniejszą

nagrodą,

z

jedno,

wręczoną

Nagrodę i m . J . G. H e r d e r a ,

czego

na

p e w n o zdawał sobie sprawę, było s t w o r z e n i e w P o z n a n i u prężnego
i ciekawego

środowiska etnologicznego

oraz pozostawienie

śladu

w s e r c a c h i u m y s ł a c h t y c h w s z y s t k i c h , k t ó r z y się z n i m z e t k n ę l i .

( u k a z a ł o się o d 1 9 6 1 r . p o n a d 6 0 t o m ó w ) .

N i e chcę t u p i s a ć ż y c i o r y s u n a u k o w e g o P r o f e s o r a .

Zaintereso­

w a n y c h odsyłam do , , L u d u " i „Etnografii P o l s k i e j " .

Aleksander Jackowski

Ograniczę

OJCIEC
Staję o t o p r z e d z a d a n i o m n a p i s a n i a n a j t r u d n i e j s z e g o
w

dotychczasowym

życiu

—

kilka

stron

zaledwie;

tekstu

ale

stron

(np. nowe

ujęcie

„Kultury

ludowej

W i e l k o p o l s k i " ) , ale zawsze

„ c o ś " stawało n a przeszkodzie. T y m „ c z y m ś " b y l i l u d z i e , k t ó r y m

o s o b i s t y c h o najbliższej osobie. J a k t e g o dokonać, a b y o w ł a s n y m

nade

O j c u n i e napisać w sposób a n i z b y t n i o s u b i e k t y w n y , a n i z p r e ­

wielką,

tensjami

t y l k o sferą „ w i e l k i c h t e o r i i " , r ó w n i e w a ż n a b y ł a „ m a ł a t r a d y c j a "

do „ b y c i a "

obiektywnym, zdystansowanym

przekazi­

wszystko

c i e l e m w ł a s n y c h m y ś l i o k i m ś , k t o j e s z c z e n i e d a w n o b y l realnością

działań

codziennych kontaktów, rozmów, p o r a d i dyskusji. Może z góry

wymagały

n i e w a r t o l i c z y ć , żo coś t a k i e g o „ . p o ś r o d k u " się u d a ?

Józef B u r s z t a był nie t y l k o m o i m

Ojcem,

ale —

od

z kolejnej
Kolberga

i głośno

wania, pierwszym krytykiem

m o i c h zamierzeń n a u k o w y c h oraz

nad

ukochaną

przezeń

otnografią.

P a t r z y ł e m z a t e m n a J e g o ż y c i e n i e c o i n a c z e j niż g d y b y m

zajmo­

wał

i

się r z e c z a m i

otaczających

go

od Jego

zainteresowań

zawodowo

osób, t o —

także mój krąg z a w o d o w y ,
wiście,

w'

mojego

s t o s u n k u do

rzeczywistości

uczeń.

To

strata

jest

wszystko

odległymi.
w

ich sprawy —
nigdy

Ojca

nie

zlało

się w

j a k b y podwójnie

—

możliwe

„dzielenie"

ojciec— s y n i m i s t r z —

jedno

i dlatego

bolesna,

krąg

sensie

to moje sprawy. Oczy­

było

n a zależność

A

pewnym

jeśli

właśnie

Jego

tak w

ogóle

wolno

D l a nas, domowników, był t o zawsze t y t a n p r a c y , który j e j
właśnie p o d p o r z ą d k o w a ł s w o j o życie. Z a w s z e g o t o w y d o k o l e j n y c h
przedsięwzięć,

wyjazdów,

wykładów,

ocen

wydawniczych,

r o z m ó w , artykułów , n i e w i e l e u w a g i p r z y w i ą z y w a ł d o c o d z i e n n e j ,
7

krzątanin}'.

Marcelinę, bez

której

Wiedział,

że t u t a j

ideal, któremu

może

liczyć

się p o ś w i ę c i ł

na

bez

żonę,
reszty,

b y ł b y n i e o s i ą g a l n y . P r z y g l ą d a m się o d p a r u l a t , j a k u m n i e j s z a
się g r o n o

takich

właśnie

„profesorskich

związanych silnie i dopełniających

tandemów",

których

dzisiaj

к a, ż d a

ze

stron

byłaby

drugiej a k o b i e t a stwarzałaby w a r u n k i
się p a s j o m n a t i k o w y m . T o n a p e w n o

było
na

i posłannictwa.

miejsca
owo

W

na odpoczynek,

„obrastanie

w

któremu

wygodnictwo,

rzeczy",

związków,

do całkowitego
zamierający

othosie,
jak

to

dro­

t a k zależna

od

oddania

ethos.

D l a ojca n a u k a była przede w s z y s t k i m r o d z a j e m
obowiązku

par ludzi

się i d e a l n i e w ż y c i o w e j

d z e . M o ż e c z a s y j u ż n i e t e . ode n i e w i d z ę p o d o b n y c h
w

się k o l e j n e

wyraża

w

z którymi

niego

inicjatyw

nauka

czerpał

była

społecznych,

nie

które

antorytetu nauki.

się s c e n ę :

Ojcioe

wraca

z Instytutu

zadowolenie

z

zmęczony

czy

Redakcji

że

nareszcie

faktu,

d o m u . N a b i u r k u , j a k z w y k l e , piętrzy

k o r e s p o n d e n c j i . P o j e j p r z e j r z e n i u już

obowiązki

—

t u trzeba

pojechać,

się

rodzą

t u napisać i t d .

I co c i e k a w e — n a t w a r z y O j c a p o j a w i a się r a d o ś ć i z a d o w o l e n i e ,
że z n o w a

b ę d z i e się z m ę e z o n y m , a l e spełni się o b o w i ą z e k ; n i e

d l a t e g o , że w y p a d a , ale d l a t e g o , że należy. A

odpoczynek?

szczęście n i e t r z e b a b ę d z i e z a d ł u g o o d p o c z y w a ć .
t a k : d l a Ojca, o d p o c z y n e k

Na

Powiedziałbym

( w sencie n i c - n i c - r o b i e n i a ) b y ł m e t o -

nimią śmierci, t a k j a k w k u l t u r z e chłopskiej m e t o n i m i ą

śmierci

był sen.
Będąc

ostatnio

na

Zjeździe

Filozofii

Polskiej

słuchałem

m . i n . r e f e r a t u , w k t ó r y m a u t o r s t a r a ł się p o k a z a ć , w j a k i s p o s ó b

powiedzieć.

życiowej

strony

powtarzającą

stos najróżniejszej

dyskusjach

ze

Dla

podróży, bądź p o p r o s t u

trochę o d p o c z n i e

w

lokalnych

wsparcia

w i o l u już l a t — n a u c z y c i e l e m a k a d e m i c k i m , w z o r o m d o naślado­
partnerem

przyjemność.

regionalnych,

Pamiętam

L o s s p r a w i ł , iż m o g ę p o w i e d z i e ć , że z m a r ł y 6 l i p c a 1 9 8 7 r o k u
profesor

chciał służyć i z k o n t a k t ó w

nieustającą

„ustawianie

się",

Kolakow'ski.

S ą d z ę , ż e m o g l i się o t y m d o w o d n i e p r z e k o n a ć w s z y s c y

tawia

szukający

r a d i p o m o c y u s w e g o P r o f e s o r a , jeśli o d m ó w i ł , t o t y l k o w ó w c z a s ,

się w

nich

osobowość

człowieka.

S ą d z ę , żc

Ojciec

mój

myślał nieco inaczej —

lubił pisać, ale jednocześnie pragnął

„lepszą

pozostawić

stykał.

cząstkę"

siebie

Czas p o k a ż e ,

czy

wybrał

w

ludziach, z

trafną

którymi

tę
się

drogę.

N i o b y l k l a s y c z n y m e t n o g r a f e m , trafił do niej n i e j a k o boczną
furtką —

poprzez

s o c j o l o g i ę i historię g o s p o d a r c z ą , a w y k r a c z a ł

p o z a nią w k i e r u n k u f o l k l o r y s t y k i i t e o r i i u c z e s t n i c t w a w k u l t u r z e .
Jodyna

perspektywa

poznawcza,

która

m u odpowiadała,

była

t o p e r s p e k t y w a historyczna., r o z p a t r y w a n i a , z j a w i s k w i c h ciągu
genetyczno-rozwojowym.
naukową

jako

Sam

„siedzenie

często

określał

okrakiem" na

swoją

wielu

postawę

zagadnieniach.

S t a d b r a ł a się — j a k s ą d z ę — c e c h u j ą c a g o o t w a r t o ś ć n a w s z y s t k o ,
co

społecznego

hołdował, nio

określa

d z i e ł a stają się „ l e p s z y m i c z ą s t k a m i " i c h t w ó r c ó w , j a k u p o d m i a -

dzieje

się w n a u c e

współczesnej

i unikanie

jednoznacznego

o p o w i a d a n i a się za, „ s z k o ł a m i m y ś l e n i a " . W s z e l k i
poznawczy"
innych

do

nie stworzył

„imperializm

b y ł m u o b c y ; j e g o własne p r e f e r e n c j o n i e z m u s z a ł y
i c h bezwzględnego
„szkoły"

przestrzegania.

Może

s e n s u s t r i c t o. choć na, p e w n o

i

dlatego

jego

rękę

widać w w i e l u p r a c a c h .
Redagowany

przezeń

„Lud",

gdyby

przyjrzeć

się j e g o

za­

g d y n i e d a ł o się b y ć r ó w n o c z e ś n i e w W a r s z a w i e , L u b l i n i e , Ł o m ż } ' ,

wartości w o s t a t n i c h l a t a c h , b y l p i s m e m o t w a r t y m d l a każdego,

Opolu

i

Ojciec

pogodził

Wrocławiu.

Zaryzykowałbym

nawet

się z m y ś l ą , iż ż y c z l i w o ś ć

twierdzenie,

żo

k t o u w a ż a ł , że m a coś c i e k a w e g o

l u d z i o m i radość

ze

sycznie

rozumianej

do powiedzenia nie t y l k o w k l a ­

e t n o g r a f i i , alo również

w

innych

gałęziach

s p e ł n i a n i a o w o g o p o s ł a n n i c t w a n a u k i , o d b i j a się n a j e g o w ł a s n y c h

h u m a n i s t y k i . Szczególnie cenił sobie l u d z i m ł o d y c h i i m zwłaszcza

pracach.

u m o ż l i w i a ł „ p o k a z a n i e " się n a ł a m a c h o r g a n u P o l s k i e g o

Planował

napisać

wiele

artykułów,

planował

książki

Towa-

211

�rzystwa

Ludoznawczego. T y m i

powołując

„Studia

właśnie m o t y w a m i

Młodych '

czy

1

umożliwiając

kierował

n u m e r u , , L u d u " , poświęconego p o s t a c i

monograficznego

logiczne),

się

ale

rodzinnego

przygotowanie

Kiedy

Claude

w-ydaje

nie

podjęcie

m i się,

sposób

że

było

przeze m n i e

w

nio

atmosferze

zostać

studiów

mojego

właśnie

domu

etnografem.

etnograficznych

stało

się

f a k t e m , t o w-łaśnie O j c i e c z a c h ę c a ł m n i e d o d a l s z y c h

poszukiwań

w a n e g o r o c z n i k a , k t ó r y o t w i e r a J e g o zdjęcie z krótkim t e k s t e m

pozaetnograficznych

siebie

„sie­

pożegnalnym

dzenia

o k r a k i e m " ' , c o b y ł o dlań t o ż s a m o z o g ó l n i e j s z y m ,

mniej

Levi-Straussa.

Niestety,

n i c d a n e M u już b y ł o u j r z e ć

od uczniów,

współpracowników

wydniko-

i przyjaciół.

doczekał także j u b i l e u s z u 5 0 - l c c i a p r a c y n a u k o w e j ,
aby

nie

nadawać

mu

oficjalnego

charakteru.

n a pogarszający

Absolwentów

E t n o g r a f i i U A M w P o z n a n i u poświęcono

rzeszy

N i e w i e m , c z y b r a ł o się t o z f a k t u p o c h o d z e n i a
ciekawej
ficznego.
Poza

się w

Stąd

podjął

—

kulturą

utartych paradygmatach
się r e d a k c j i

zmusiło

go

to

naukowej
do

książki

chanizmu

bliżej z g ł ę b i ć p r o b l e m y

iż k i e d y ś c z a s p o z w o l i
semiotyki czy
Wprawdzie

Halla

I

U

Z b i g n i e w
GRAPHY

Ojciec

M

n i e zachęcał m n i e

M

A

R

B e n o d v k t o w i c z

J u r i j
Ł o t m a n
CULTURE

raczej

się

w

różnych

kierunkach dla

skończyła się d l a m n i e

pewna

epoka.

Nie

chodzi

napędzającego

do

pracy,

zabrakło

najważniejszego

—

dobrego
wszystko,

przez lata —

powiedziałbym,
i życzliwego

Znając

ludzi, którzy

s t y k a l i się

a myślę głównie o k o n t a k t a c h zawodo­
iż

zostaliśmy

człowieka, n a u k o w c a

wszyscy

pozbawieni

i społecznika. A

to

co będę robił w przyszłości, będzie już i n n e . . .

do studiowania

lektury typowo

I

E

SYMBOL

socjo­

S
IN

—

SYMBOL

IN

THE

ETHNO­

SYSTEM

OF

F u r t h e r considerations i n which J . Łotman analysis litera­
t u r e a n d a r t reveal differences i n t h e a t t i t u d e t o s y m b o l i n
T o l s t o y ( f o r w h o m w o r d is p u r e l y c o n v e n t i o n a l ) a n d D o s t o e v s k i
(symbolic a t t i t u d e lo (lie language a n d characters); I he a u t h o r
reaches t h e conclusion
( h a t s y m b o l is a s e m i o t i c
condenser:
i t r e l a t e s t h e s e m i o t i c r e a l i t y t o t h e n o n - s o m i o t i c o n e , i t is a
m e d i u m - a g e n t a m o n g v a r i o u s spheres o f semiosis, b e t w e e n t h o
synchrony o f the text and cultural memory.
M i c h a ł
K l i n g e r
-_
SYMBOL IN THEOLOGY. THE
IMPORTANCE OF ELIADE'S ANALYSIS OF
RELIGIOUS
SYMBOLISM FOR CONTEMPORARY THEOLOGY.
contribution to

theology

is u n d e n i a b l e ,

Wojciech

•

The n o t i o n of symbol functions nowadays i n various mean­
i n g s ; i t m a y be, for e x a m p l e , s y n o n i m o f sign, or o f iconinc
s i g n (do Sanssure). J . Ł o t m a n , i n h i s t u r n , b r i n g s f o r t h a i i o t h e r m c a n i n g o f s i g n , i o . s y m b o l c o n c e i v e d as e x p r e s s i o n o f a n o n
- s i g n essence, a k i n d o f b r i d g e b e t w e e n t h e r e a l a n d m y s t i c
w o r l d s : irra,tional contents glitters t h r o u g h expression.
No
definite relation between
text-contents and
text-expression
seems e v i d e n t , t h e h i t t e r a l w a y s a l l u d i n g s o m e h o w t o t h e f i r s t .
T h e r e is a l w a y s s o m e t h i n g a r c h a i c i n s u c h - c o n c e i v e d
symbol
a n d i t n e v e r belongs t o one s y n c h r o n i c section o f c u l t u r e ; i t
r a t h e r penetrates i t , c o m i n g f r o m the past a n d c o n t i n u i n g i n t o
t h e f u t u r e . I n t h i s w a y s y m b o l f u n c t i o n s as c u l t u r a l m e m o r y .
Hence its double n a t u r e : p e n e t r a t i n g t h e deposits of cultures
a n d l i n k i n g various chronological layers, s y m b o l fulfills itself
i n i t s invariant f o r m ; a t t h e same t i m e , however, i t actively
c o r r e l a t e s w i t h t h e c u l t u r a l c o n t e x t a n d is t r a n s f o r m e d t h r o u g h
i t s i n f l u e n c e : i t s c o n s t a n t essence f u l f i l l s i t s e l f i n a n u m b e r
of variants.

212

wych

go

T h e a r t i c l e deals w i t h a c o m p l e x r e l a t i o n betw-oon e t h n o ­
graphic i n t e r p r e t a t i o n s a n d s y m b o l a n d s y m b o l i c
analysis.
Special e m p h a s i s is p u t o n t h e w o r k s c o n c e n t r a t i n g o n t h e
c h a r a c t e r i s t i c s o f s y m b o l as o p p o s e d t o s i g n ( E l i a d e , R i c o e u r ,
A v i e r i n e e v ) . Z. B e n e d y k t o w i c z searches i n P o l i s h e t h n o g r a p h y
for s y m b o l i n t e r p r e t a t i o n coinciding- w i t h t h a t o f Eliade. H o
refers t o W . D y n o w s k i ' s consise d e f i n i t i o n c a l l i n g e t h n o g r a p h y
a science w h i c h d i v i d e s a n d j o i n s c u l t u r e s o f v a r i o u s societies;
t h e a u t h o r a l s o stresses t h e d i a l o g i e a l c h a r a c t e r o f s y m b o l i c
i n t e r p r e t a t i o n w h i c h reveals the ethnographical
quality in
Eliades' works.

Eliade's

i kształcie

t o j u ż się n i e z m i o n i n i g d y .

z Ojcom

nadzieją,,

fascynującej

pałeczkę"

strukturalizmu.

e t n o g r a f i i (podsuwał — j a k pamiętam —

S

i

Wielo­

czytelnika, k r y t y k a , p u n k t u odniesienia d l a wszelkich poczynań.

przebrnięcia p r z e z w s p ó ł ­

się, a l o p r z y g l ą d a ł z ż y c z l i w o ś c i ą

nas
moje

t y l k o o t o , iż n i e m a m j u ż O j c a , a l e o t o , że z a b r a k ł o n a g l e m e ­

czesną a m e r y k a ń s k ą a n t r o p o l o g i ę k u l t u r o w ą . Z w i e l o m a p r ą d a m i
nie identyfikował

Jego i

W m o m e n c i e śmierci Józefa B u r s z t y — m e g o O j c a i w i e l k i e g o

etnogra­
E.

otaczającego

etnografii.

nauczyciela,

z tradycyjnie

myślenia

zjawiska,

się r o z e s z ł y , c o j o d n a k s p r a w i a ł o m u s a t y s f a k c j ę .

„przejąć
dobra

ś w i a t a G a l i c j i , a l e O j c i e c p r a g n ą ł s t a l e się u c z y ć , u n i k a ł

zasklepiania

na

t a k i c h t o a t a k i c h s p r a w i za.ga,dnień, a l e w ł a ś n i e m ł o d z i p o w i n n i

pamięci

z a w i e s z o n e g o w~ s a l i

spojrzeniem

przez

się

Zjazd

obrad.

zdjęcia

preferowanego

k r o t n i e p o w t a r z a ł , że ż a ł u j e j e d y n i e , iż s a m n i e z d o ł a j u ż p o z n a ć

wyehow-anków

ze

imię

—

p r o f . J ó z e f a B u r s z t y , k t ó r y m ó g ł p r z y g l ą d a ć się o g r o m n e j
jedynie

nieco

Nie

się s t a n z d r o w i a ? S t a ł o

j e s z c z e i n a c z e j . O d b y w a j ą c y się w e w r z e ś n i u 1 9 8 7 r o k u I I

w

ś w i a t a . T a k też się stało i p o w o l i z a i n t e r e s o w a n i a

i usilnie

p r a g n ą ł w i e l k i e j f e t y , j a k t o b y ł o w p r z y p a d k u 4 0 k-eia p r a c y
m o ż e ze w z g l ę d u

partykularnym

jubileuszu,

z k t ó r e g o planów- o b c h o d z e n i a b y l b a r d z o n i e z a d o w o l o n y
upraszał,

Nic

since

he

Р

Е

З

Ю

М

J . Burszta

Е

p r o v e s t h a t t h e t r u e r e a l i t y , s e e n as s a c r u m , i s l e g i b l e t h r o u g h
symbols. M . Klinger, an Orthodox theologian, ranks Eliade
among the m o s t illustrious theologians o f our times. The a u t h o r
considers t h e following t o be Eliade's greatest
achievements:
1) r e j e c t i o n o f t h e p r a c t i c e o f i d e n t i f y i n g s y m b o l w i t h s i g n :
s y m b o l i n n e v e r a „ s y m b o l o f s o m e t h i n g " , since i t s e l f i t is a
c o n d e n s e d r e a l i t y ; 2) f o r m u l a t i o n o f t h e m e t h o d o f s y m b o l i c
interpretation o f religion.
W h e n speaking of the application o f the ,,symbolic m e t h o d "
i n ethnology, M . K l i n g e r r e m a r k s t h a t i t tends to consider s y m b o l
as s i g n , f o r t h e f i d e l i t y t o s y m b o l r e q u i r e s f a i t h . M . K l i n g e r
objects t o Ricoeur's excessive intellect u a l i z i n g o f s y m b o l ( s y m b o l
is f a r m o r e t h a n a m e r e " h i n t " ) a n d Łotman's e s t a b l i s h e d o n t h o ­
logical status o f the n o t i o n o f s y m b o l . Moreover, the a u t h o r
r e m a r k s t h a t E l i a d e ' s i m a g e o f s y m b o l does n o t a c t u a l l y e x i s t
in modern theology.
P a u l
TION

T i l l i o h
—
OF RELIGIOUS

SIGNIFICANCE
SYMBOLS

AND

JUSTIFICA­

Religious symbols are t h e o n l y means o f religion's direct
c x p i o s s i o n . I t c a n also e x p r e s s i t s e l t i n d i r e c t l y i n t h e o l o g i c a l ,
p h i l o s o p h i c a l , a n d a r t i s t i c t e r m s . P. T i l l i o h distinguishes t h e
f o l l o w i n g f e a t u r e s o f s y m b o l : 1) b y a p p l y i n g s y m b o l i c m a t t e r ,
it p o i n t s o u t t o w h a t is b e y o n d i t s e l f a n d p a r t i c i p a t e s i n t h e
r e a l i t y i t p o i n t s t o ; 2) i t i s n o t c r e a t e d b y c o n v e n t i o n , b u t i s ,
i n a w a y , , b o r n " ( t h e r e f o r e , i t m a y a l s o d i e ) ; 3) i t c a n r e v e a l
various dimensions o f the reality a n d relate t h e m to different
d i m e n s i o n s o f t h e h u m a n s p i r i t ; 4) i t h a s a n i n t e n g r a t i n g a n d
desintegrating power.
M i г с e a
E l i a d e
—
METHODOLOGICAL
REMARKS
ON T H E STUDY OF RELIGIOUS
SYMBOLISM
The
text translated from English
explains the
today's
interest i n s y m b o l i s m . I t reveals convergoncies a n d discrepancies
i n t h e a t t i t u d e to the subject o f t h e research between h i s t o r y a n d
r e l i g i o n a n d a n t h r o p o l o g y , as w e l l as b e t w e e n s o c i o l o g y a n d
t h e o l o g y . I t also presents a concise a n a l y s i s o f r e l i g i o u s s y m b o l i s m
a n d discusses t h e p r o b l e m o f t h e h i s t o r i c i t y o f s y m b o l s .
M i r c e a
E l i a d e
—
ORDEAL
BY LABYRINTH.
VERSATIONS W I T H CLAUDE-HENRI
ROCQUET

CON­

The fragments of the conversations w i t h Rocquet translated
from English concentrate o n the three following topics: hermeneutics, differences
between
hormeneutic and demystifying
a p p r o a c h , as w e l l as r e l i g i o n a n d i t s s u b j e c t , s a c r u m .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6733" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6713">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9880c115cbff87911522fd0d9d1dde52.pdf</src>
        <authentication>27ef9dfacb822e0127b45e48ba4ec06f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80180">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1886</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80181">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80182">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80183">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80184">
                <text>Gajek, Józef (1907–1987)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80185">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1749</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80186">
                <text>Józef Gajek w Polskim Towarzystwie Ludoznawczym / LUD 1985 t.69</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80187">
                <text>LUD 1985 t.69, s.18-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80188">
                <text>Kowalska-Lewicka, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80189">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80190">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80191">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80192">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80193">
                <text>-Lud,

JUBILEUSZ
ANNA

t.

139, 1983

PROF. DRA JÓZEFA GAJKA

KOWALSKA-LEWICKA

PTL Kraków

JÓZEF

GAJEK

W POLSKIM

TOWARZYSTWIE

LUDOZNAWCZYM

Są ludzie tak dalece zaangażowani,
a tym samym tak związani ze swą
twórczością,
że nie sposób mówić o nich w oderwaniu
od ich dzielil. Takim właśnie człowiekiem
jest prof. Józef Gajek, o którym
mówić można
w kontekście
trzech nurtów
jego działalności:
pracy naukowej
i pedagogicznej na stanowisku
profesora
etnografii
na uniwersytetach
lubelskim, poznańskim
i wrocławskim;
pracy
naukowo-organizacyjnej
jako
twórcy i redaktora
Polskiego Atlasu Etnograficznego;
wreszcie
pracy jako budowniczego
Polskiego
Towarzystwa
Ludoznawczego
w jego powojennej
formie.
Z pełną odpowiedzialnością
piszę tu "budowniczego",
bo
jakkolwiek
w chwili, gdy Józef Gajek wziął w swe ręce ster Tov.·1rzystwa, liczyło onO sobie już lat pięćdziesiąt,
lecz po rozgromieniu
życia
naukowego
przez wojnę i po poprzednim
okresie międzywojennym,
który
dla Towarzystwa
był czasem stosunkowo
małej aktywności,
swą brmę
dzisiejszą
zawdzięcza
ono tym, którzy w 1945 r. ponownie
powolali je do
życia, a następnie
rozwinęli
i dostosowali
do współczesnych
zadań. Wśród
nich, jednym
z najbardziej
aktywnych,
był prof. J óz-ef Gajek.
Z Towarzystwem
Ludoznawczym
Józef Gajek
związał
się od czasu
studiów
na Uniwersytecie
Jana Kazimierza
we Lwowie
(rozpoczął
je
w 1926 r.), kiedy to, obok polonistyki,
studiował
etnografię
u prof. Adama Fischera.
Swemu mistrzowi
(w 1930 1'. uzyskuje
u prof. Fischera
stopień magistra,
potem
przez
2 la ta: 1930 - 1932 jest jego asystt'r. tern
i w 1932 r. doktoryzuje
się) zawdzięcza
Józef Gajek nie tylko ukierunkowanie
zainteresowań
etnograficznych,
ale także wciągnięcie
w pracę
w Towarzystwie
Ludoznawczym,
którego
Fischer
w Jatach
1911 - 1939
był sekretarzem
i redaktorem
"Ludu".
Pewne
cechy charakteru,
jak rozmach,
umiejętnDści
intelektualnego
ożywiania
środowiska
w którym
działał,
wreszcie
talent
organizacyjny
i tendencja
'do oddawania
się bez reszty swemu dziełu, widzimy
u Józefa
Gajka już u początków
jego kariery
naukowo-organizacyjnej.
Po ;;;tusunkowa krótkim
czasie, kiedy
pracował
w charakteTze
profesora
języka
i literatury
polskiej
w gimnazjach
lwowskich,
Józef Gajek zaczym
swą
działalność
na U'kowo-organizacyjną.
Zostaje pracownikiem
Instytutu
Bałtyckiego
w Gdyni
(1937 r.). ale bardzo
szybko otrzymuje
kierownicze

�Jubileusz

prof.

dra

Józefa

Gajka

]9

stanowisko w Instytucie Pomorzoznawczym w Toruniu,by
już w rok
później, jesienią 1938 r., objąć obowiązki dyrektora tworzącego się Instytutu Ziem Południowo-Wschodnich we Lwowie. Koniec 1938 i pierwsza
połowa 1939 r. to ogromny wysił'ek organizacyjny przerwany wybuchem
II wojny światowej.
Ten epizod pozornie nie ma związku z pracą Józefa Gajka w Towarzystwie Ludoznawczym - ale tylko pozornie. Już wtedy bowiem daje
się on poznać jako dobry organizator. Dopiero jednak w powojennej działalności w Towarzystwie Ludoznawczym profesor Gajek miał możność
w pełni rozwinąc talenty organizacyjne jako człowiek szybkich i śmiałych decyzji, co więcej, człowiek, który pomysły i decyzje natychmiast
wprowadza w życie, dla którego nie ma "niemożności" i "obiektywnych
trudności". U początków reaktywowania Towarzystwa pracę ułatwiał ogółny nastrój, który wówczas panował - entuzjazm twórczy, zapał towarzyszący id'2i odbudowy życia naukowego w Polsce, dobra wola całegJ ów_o
czesnego Zarządu oraz licznych jego członków i sympatyków.
Jeszcze w czasie trwania działań wojennych Józef Gajek przyjeżdża
ze Lwowa do Lublina (1944 r.), habilituje się i zostaje profesorem na
Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, w rok później przenosi się na Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, a zaledwie parę mies·ięcy po zakończeniu działań wojennych realizuje, wraz z grupą uczonych lwowskich,
dyskutowany od początku pobytu w Lublinie pomysł reaktywowania Towarzystwa Ludoznawczego. Dnia 12 X 1945 r. zbiera się grupa inicjująca
odrodzenie Towarzystwa w osobach prof. prof.: Cz·ekanowskiego, Mydlarskiego, Halbana i Gajka. Ten ostatni jest jedynym etnografem czystej
wody, ale wszyscy zebrani są głęboko przywiązani do Towarzystwa, zespoleniu z nim zainteresowaniami, pietyzmem dla jego przeszłości, wolą
wznowienia jego działalności. Ponadto prof. Czekanowski, jako wielolctni
prezes i członek Zarządu, gwarantuje swą osobą ciągłość tradycji rrowarzystwa.
I tu możemy podziwiać rozmach organizacyjny grupy inicjatorów,
w której Józef Gajek magna pars iuit. W miesiąc po pierwszym spotka-o
niu, 22 XI 1945 L, odbywa się już pierwsze powojenne (XXI) W:alne
Zgromadzenie, na którym Józef Gajek zostaje wybrany sekretarzem ge ..
neralnym, czyli tym, na którym spoczywa główny ciężar działania, za
wiadywania Towarzystwem i jego agendami. Funkcje sekretarza general·nego pełni Józef Gajek przez 3 kadencje, by na Walnym Zgromadzeniu
PTL we Wrocławiu w 1953 r. być wybranym na prezesa, ale już w 1956 r.,
na Walnym Zgromadzeniu w Zakopanem powraca do funkcji sekretarza
generalnego, gdyż bezpośrednie działanie jest mu bhźsze niż reprezentacyjne funkcje prezesa.
Na tymże pierwszym powojennym Walnym Zgromadzeniu zapada de-

�20

Jubileusz

prof.

dra Józefa

Gajka

cyzja reaktywowania "Ludu" i "Prac i Materiałów Etnograficznych" i już
wtedy mówi się {)konieczności opracowania Polskiego Atlasu Etnograficznego. Każdy następny rok przynosi nowe inicjatywy natychmiast realizowane przez Zarząd. W 1946 r. postanowiono utworzyć nową SNit; wydawniczą "Prace EtnO'logiczm~" i już w 1947 r. wychodzi pierwszy,
a w 1948 r. drugi tom podstawowej pracy o językach świata Tadeusza
Milewskiego. W 1948 r. Ministefistwo Kultury i Sztuki podejmuj€ się
finansowania nowej serii - "Atlasu Polskich Strojów Ludowych" i w latach 1949 - 1960 wychodzą 24 zeszyty tego wydawnictwa - itd.
To, o czym mówimy, nie jest ściśl.e historią prac prof. Gajka w PTL,
są to raczej dzieje rozwoju Towarzystwa, ale każdy, kto kiedykolwiek
pracował organizacyjnie wie, jaka ciernista droga wiedzie od pomyslu clo
jego realizacji, wie, że za każdym udanym przedsięwzic;ci-cm kry j€ się
konkretny człowiek.
Towarzystwo
clziała kolektywnie
i demokratycznie.
Szczególnie
w pierwszym okresie powojennym, kiedy Zarząd zbierał się stosunkowo
często, a jegoezlonkowie rekrutowali się z pomiędzy ludzi żywo związanych z Towarzystwem i pełnych inicjatywy, na posiedzeniach padały nowe pomysły, a dyskusje nad nimi trwały godzinami i prowadzone były
w gorącej atmosferze. Równie namiętna wymiana zdań cechowała Walne
Zgromadzenia. Nie były to jednak jałowe spory na temat spraw nieistotnych czy osobistych. Dyskutowano nad programem uniwersyteckich studiów etnograficznych, a wyniki dyskusji były przedstawione odpowied·
niemu ministerstwu; w związku z I Kongresem Nauki Polskiej poruszano
problematykę metodologiczną i miejsce etnografii w życiu powojennej
Polski. \V odpowiedzi na zapotrzebowanie na ekspertyzy w sprawie procesów społecznych odbywających się na nowo zasiedlonych Ziemiaó Zachodnich, Towarzystwo podjęło się prowadzenia tam badań, a następnie
publikowało prace na temat procesu integracji kulturowej i społecznej
ludności Do'lnego Śląska.
W toku dyskusji powstawały takie inicjatywy, jak: wspomniane już
opracowanie Polskiego Atl,asu Etnograficznego, jak nowe wydanie Dziel
Oskara Kolberga (projekt rzucony przez K. Zawistowicz-Adamską na Walnym Zgromadzeniu PTL w Poznaniu, 1950 r.), zorganizowanie m;ęcJzynarodowych badań karpackich (projekt R. Reinfussa zgłoszony na Walnym Zgromadzeniu w ZakO'panem, 1956 r.) i inne. Niektóre z tych projektów nie mogły być rea'lizowane przez PTL choćby z tego względu, że
wymagały etatów naukowych, jakich towarzystwa naukowe, zgodnie ze
swym charakterem, nie posiadają. Tak np. inicjatywę opracowania Polskiego Atlasu Etnograficznego wraz z opracowanymi w lonie PTL założeniami teoretycznymi przekazano Instytutowi Historii Kultury Materialnej
PAN, a prof. Gajek został kierownikiem pracowni atlasowej i rerhkto-

�J-ubUeusz

prof.

dra Józefr~

Gajku

21

rem Atlasu - nie z ramienia PTL, lecz jako etatowy pracownik
Akademii. Również inicjatywę
badań karpackich
Towarzystwo
odstąpiło IHKM
PAN, widząc tam większe moiliwości
finansowe
i organizacyjne.
Natomiast reedycję i edycję Dziel Oskara Kolberga udało się zatrzymać w Towarzystwie dzięki włąc~eniu jej w 1960 r. w państwowy
plan millenialny.
Wymagało
to jednak długich
przygotowań
uświadamiających
władze
i społeczeństwo, czym dla polskiej kultury jest dzieło Kolberga. Prof. Gajek zorganizował coś w rodzaju biura prasowego PTL w Warszawie, którego celem było rozpropagowanie
idei nowego wydania Kolberga i opracowania jego, dotąd nie publikowanych
materiałów.
Również pod €gidą
prof. Gajka Towarzystwo
z-organizowało badania
terenowe
we wsiach,
gdzie działał Kolberg. Ich owocem była konferencja
Kolbergowska
w Jeleniej Górze (1954 1'.). Badacze, głównie młode pokolenie,
dokonali na
niej porównania monografii terenowych
Kolberga z ob-ecnym stanem kul·tury ludowej na tychż,e terenach,
Koncepcja
wydania
Kolberga
rodziła
się w długich dyskusjach,
aż do ustalenia takiej formy, jaką dziś realizu··
jemy. Tom pierwszy tego wydawnictwa,
Pi.eśni ludu polskiego, przygotowany przez Mariana Sobieskiego,
ukazał się we Wr,ocławiu w 1961 r,
z obszerną przedmową prof. Gajka, poczem w rok później nastąpiło przekazanie redakcj i do P0znania (1962 r.), gdzie do dziś pod kierownictwem
prof. Burszty pracuje
się nad dalszymi tomami tego monumentalnego
wydawnictwa.
I znów uwaga nasza z po'staci pro£. Gajka prz'esunęła się na Towarzyst"vo i jego osiągnięcia, a'le właśnie za nim kryje się postać ówczcsnego
Sekretarza
Generalnego
i Prezesa PTL.
Na powyższych przykładach
mnżemy prześledzić dwie cechy charakteru Józefa Gajku i ówczesnych Zarządów. Pierwsza,
to umiejętnośf;
podchwytywania
twórczych inicjatyw, rokujących
nadzieję rozwoju i realizowania ich silami PTL. Druga, to dbałość o dnbro sprawy, wyzbycie się
wszelkiej małostkowej
chęci monopo-lizowania
akcji naukowych
zai.nicjowanych przez PTL. Ilekroć okazywało się, że siły Towarzystwa
są niewystarczające dla zroalizowania
planów uważanych w PTL za słuszne i ważne, szukano instytucji,
która mogła by poprowadzić
i rozwinąć inicjatywę
tu zrodzoną.
Inicjatywą
p~'of. Gajka było wydanie w serii "Prac Etno'10gicznych"
monografii różnych narodów Europy. Ukazała się Etnogmfia Bnlgarii pióra Wakarelskiego
i Etnografia Łotwy Pietkiewicza.
Należy wyrazić tylko
żal, że ta cenna seria nie była kontynuowana.
Jeśli chodzi o podnoszenie rangi Towarzystwa
na forum międzynarodowym, warto wspomnieć o dwóch konferencjach
(obie połączone z Wulnymi Zgromadzeniami),
które stały się wydarzeniem
naukowym
na skalę
międzynarodową·
Pierwsza z nich, to wspomniana
już Sesja ZakopiaJi.ska,

�22

Jubileusz

prof.

dra

Józefa

Gajka

w której udział wzięli i wygłosili referaty
badacze-karpatolodzy
Słowacy, Czesi, Rumuni i Bułgarzy i gd~ie narodził się pomysł międzynarodowych badań karpackich (obecnie działająca przy PAN Komisja Karpacka).
Druga, zorganizowana
z rozmachem
przez prof. Gajka, to Konfereencja
Pomorzoznawcza
w Szczecinie (1960 r.) z udziałem badaczy niemieckich.
Była ona, jak dotąd, szczytowym osiągnięciem
Towarzystwa
w tej dziedzinie. Późniejsze zapraszanie oudzoziemców na Sesje PTL miało już charakter racz'ej propagandowy
i kurtuazyjny.
Wybrałam
tu tylko przykładowo
część kierunków
aktywności
Towarzystwa, w których zaznaczyła się inicjatywa
i ogromna praca organizacyjna prof. Gajka, ale jego rękę czuło się we wszystkim,
co wówczas
działo się w Towarzystwie.
Ci, którzy wtamtych
czasach współpracowali
z Zarządem
PTL pamiętają,
jak każdego dnia, o każdej porze można
było spotkać prof. Gajka w biurach Towarzystwa.
Pod jego bacznym
okiem wrzała tam praca. Uratowano
z zagłady wojennej, skatalogowano
i rozwinięto
bibliotekę,
skatalogowano
i uzupełniano
archiwum,
nabywając m. in. całą rękopiśmienną
spuściznę prof. Fischera, publikowano
coraz to nowe prace w istniejących
już i nowo tworzonych
czasopismach
i seriach wydawniczych.
Wiele z nich redagował osobiście prof. Cajek
(rekordowy był rok 1959, kiedy to wyszło spod prasy drukarskiej
prz€szło
200 arkuszy). Finansowano
prace bibliograficzne
i publikowano
bibliografie, itd., itd. Każdy gość Towarzystwa,
czy to z Polski czy obcokrajowiec.
stawał się gościem pp. Gajków, czuło się na każdym kroku głębokie zaangażowanie,
identyfikowanie
się prof. Gajka z Towarzystwem,
które
było dla niego nie tylko najważniejszą
sprawą życia, ale ukoch:mym
"dzieckiem", przy którego narodzinach
w 1945 1'. był obecny i w którego
rozwoju uczestniczył.
Towarzystwo,
jakeśmy to już mówili, jest rządzone kolektywnie.
Każdy z członków PTL, a na pewno z cz10nków Zarządów i kierowników
agend, ma swój wkład w jego rozwój i prawidłowe
funkcjonowanie
wszystko
jednak idzie lepiej, jeśli istnieje
prawdziwie
zaangażowany
i utalentowany
organizacyjnie
koordynator
różnorodnych
poczynań a takim koordynatorem
był, w okresie swych kadencji w Zarządzie PTL,
prof. Józef Gajek. Żeby ocenić jego wkład wystarczy podsumować pierwsze 20-1ecie - jest to niewątpliwie
okres największej
w dobie powojennej świetności Towarzystwa.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8371" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8350">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a5c88b775fd13d4c8beebd2af2cc4092.pdf</src>
        <authentication>b14b28348692476740412ff5f0c422f3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100026">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100027">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100028">
                <text>1954</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100029">
                <text>twórcy ludowi</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="100030">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="100031">
                <text>Janos, Józef - rzeźbiarz ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100032">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3710</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100033">
                <text>Józef Janos, rzeźbiarz ludowy z Dębna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1954 t.8 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100034">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1954 t.8 z.3 ; s.162-173</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100035">
                <text>Kowalska-Lewicka, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100036">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100037">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100038">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100042">
                <text>Ryc.

JÓZEF

JANOS,

1. Józef

Janos

przy

RZEŹBIARZ

pracy.

LUDOWY
ANNA

R z e ź b a l u d o w a n a P o d h a l u należy d z i s i a j n i e m a l d o
przeszłości. J a k k o l w i e k s p o t y k a m y
okazy

w kościołach

jeszcze

liczne

i k a p l i c z k a c h , zwłaszcza

padłych w s i a c h , d o k ą d

nie dotarli

jej

po za­

kolekcjonerzy l u ­

utrzymującymi

się

Z

DĘBNA

KOWALSKA

wyłącznie

z

LEWICKA

kawałka

posiadanej

z i e m i . D z i e c i ń s t w o i młodość J a n o s a m i n ę ł y

podobnie

j a k u w s z y s t k i c h chłopców jego w s i .

najpierw

gęsi n a kamieńcach n a d r z e c z n y c h ;

Pasał

g d y nieco

wyrósł,

dowości, t o p r z e c i e ż p r a w i e w s z y s t k i e o n e są dziełem

pasał — w r a z z g r o m a d ą i n n y c h d z i e c i — k r o w y n a d

n i e ż y j ą c y c h już rzeźbiarzy. T y l k o w y j ą t k o w o

Białką

zdarza

i w

t o r f i a s t y m „borze"

na granicy

w s i . Jego

się, b y mieszkańcy w s i u m i e l i coś p o w i e d z i e ć o t w ó r ­

ówczesne życie toczyło się w g r a n i c a c h Dębna i k i l k u

cach świątków

pobliskich wsi, a j e d y n y k o n t a k t z szerszym

i czasie i c h p o w s t a n i a .

część t e j n i e w i e d z y
wości

sztuki

złożyć można

ludowej,

niemniej

Niewątpliwie

na k a r b

przy

doskonałej

mięci o d a w n y c h w i e j s k i c h g a r n c a r z a c h ,
fajek,
rzyć,

f a r b i a r z a c h czy
by

tworzyli

t a k zupełnie
w

Rzadkością
wyrosłego

zasięgu
stała
ze

piwowarach

się już

swego

—

zapomniano

pamięci

trudno uwie­

rzeźbiarzy,

I

taką w ł a ś n i e rzadkością

jest

oózef

w

-.v r o k u

Janos

urodził

1895Rodzice

się

artysty

artysty nie

nego i t w o r z ą c e g o d l a własnej społeczności

szkolo­

wiejskiej.

Janos.
Dębnie,

na

Podhalu,

jego b y l i b i e d n y m i

chłopami,

P o r a z p i e r w s z y poznałam J a n o s a w r o k u 1945.
P ó ź n i e j , w r . 1951, w czasie g r u p o w y c h badań e t n o g r a ­
f i c z n y c h p r o w a d z o n y c h w Dębnie, spędziliśmy w j e g o
d o m u d w a pełne d n i . R o z m o w y toczyły się w y ł ą c z n i e
1

162

dawały c z w a r t k o w e

jarmarki

w Nowym

służbą w o j s k o w ą w czasie p i e r w s z e j
Janos

n i e opuszczał

nigdy

wojny

wsi rodzinnej.

d o p i e r o dotarł p o r a z p i e r w s z y

światem

T a r g u . Poza
światowej,
Niedawno

do T a t r , odległych od

jeśli

pokolenia.

wiejskiego

środowiska,

pa­

wytwórcach

dziś żyjącego

postać

anonimo­

n a t e m a t życia i p r a c y naszego g o s p o d a r z a . Z t o w a ­
rzyszką moją, m g r Ireną Nizińską, n o t o w a ł y ś m y w ó w ­
czas słowo po słowie każdą ciekawszą w y p o w i e d ź .
M g r W i e s ł a w T o m a s z k i e w i c z , należący d o naszej g r u ­
p y b a d a w c z e j , dokonał zdjęć f o t o g r a f i c z n y c h n i e m a l
w s z y s t k i c h rzeźb J a n o s o w y c h — i t y c h , które p r z e ­
c h o w u j e w izbach i p o k a z u j e odwiedzającym, i d a w ­
n i e j s z y c h , u k r y t y c h n a s t r y c h u chałupy.
P r z e l o t n i e o d w i e d z a ł a m p o t e m J a n o s a w l a t a c h 1952
i 1953, w r e s z c i e w s t y c z n i u 1954 r o k u o d b y ł a m z n i m
znów w i e l o g o d z i n n ą r o z m o w ę , poświęconą t y m r a z e m
j e g o twórczości z w i ą z a n e j z k o n k u r s e m p a m i ą t k a r ­
s t w a podhalańskiego (grudzień 1953).

�Dębna z a l e d w i e

o 20 k m , których s z c z y t y ,

z o k i e n chałupy,
W

zawsze

podniecały

o k r e s i e dzieciństwa

jego

widoczne

Janos nie wykazywał

ze co by miało
z lego

fantazję.

Samotność

chęci

do rzeźbienia. Z a p y t a n y o t o , o d p o w i a d a : „Nożem

sie

własny

ta strugało,

kiek

ale

wreszcie

nie

co. Swiontków

bacem,

był mały,

zawse

sie cosi

nie umialek,

strugało,
—

nie

dopiro

—

stolarki

robił kół d o

i

kołodziejstwa.

Szczególnie

to

dużo

zupełna

pochwały

swoboda,

— c h o c i e k sie

jaką

finansowa
czyli

„gości"

dawały
dzięki

„panów

z

miasta",
Janosa.

w ś r ó d k t ó r y c h było w i e l u p l a s t y k ó w ,
zabyt­

k o w e g o kościoła. P o n i e w a ż wieść, że w e w s i j e s t ktoś.
drugą

obok

kościoła

i d o n i c h , J a n o s stał się

atrakcją

zwiedzających

Dębno.

l a c h rozciągających się p o z a o s t a t n i m i z a b u d o w a n i a m i

N i e u l e g a w ą t p l i w o ś c i , że ł a t w y z b y t d l a s w y c h

w s i . Z d a l a o d d o m ó w stała t a m s a m o t n a k a p l i c z k a

i

z d r e w n i a n y m posążkiem ś w i ę t e j K i n g i , w y s t r u g a n y m

d l a j e g o twórczości, ale m i a ł y i złe s t r o n y .

przez

i

dawnego

anonimowego

po r a z p i e r w s z y
z drzewa

w

rzeźbiarza.

Tu

życiu J a n o s zapragnął

właśnie

wystrugać

postać ludzką. N i e w i e d z i a ł jeszcze, j a k t o

mu

rencie,

tłumnie p r z y b y w a l i d o Dębna d l a z w i e d z e n i a
k t o s t r u g a świątki, dotarła

wozów.

J a k o dorosły już chłopiec pasał J a n o s k o n i e n a p o ­

sie broł

sto!"

d o m , niezależność

O w i „goście",
dorastał, poduczył się — patrząc, j a k i n n i

robili

i

być, tok

ale

w s z y s t k o t o sprzyjało twórczości rzeźbiarskiej

późni."
Gdy

z tego

namyncył,

pochwały

„niíasíoioych

pochlebstwa

stały

panów"

wytworzyły

w

się

skromnym

dzieł

podnietą
Zachwy.y
rzeźbiarzu

wiejskim przekonanie o posiadaniu ogromnego

talen­

t u , o c z y m już dziś, bez w ł a ś c i w e g o g ó r a l o m

umiaru

t r z e b a robić, n i e b y ł p e w n y , c z y u d a m u się z a m i e r z o n y

i t a k t u , stale i z p r z e k o n a n i e m opowiada. Liczne r a d y

świątek, w i ę c w t a j e m n i c y p r z e d wsią — „kiek

d a w a n e d o r y w c z o przez plastyków, p o k a z y w a n e

pas,

tok

mode

se poziroł

tyn

świentom

Nadspodziewanie

robił".

dobrze.

na

Był

zdziwiony

własne siły i c o r a z

i na

Kingę

postać ś w i ę t e j
próbował

tyn

wypadła

i u r a d o w a n y , zaczął

częściej

konie

ufać

we

„domku"

(jak nazywa

kapliczkę)

wytworzyły

na

malorz"

zamęt w

pojęciach

książ­

estetycz­

n y c h J a n o s a , kazały m u szukać n o w y c h dróg, n i e z a w ­
szczęśliw y c h .

Twórczość

zawieszonym

s w e j chałupie. Z o b a c z y ł ją t a m kiedyś „ja/cisi

i wzory

sze

rzeźbić.

Ś w i ę t ą K i n g ę , p i e r w s z e s w o j e dzieło, umieścił J a n o s
w

ki

Janosa przechodzi

szereg k o l e j n y c h s t a ­

diów. U j e j jioczątków j e s t o n jeszcze s i l n i e z w i ą z a n y
z t r a d y c y j n y m i w z o r a m i zarówno w dziedzinie p l a s t y ­
ki,

jak i

m e b l a r s t w a . Powstają

wówczas

niewątpliwie

tąd w i s i w i z b i e , w r a m a c h własnego w y r o b u J a n o s a .

n i k i i l i s t w y , które częściowo rozdał sąsiadom za r ó ż ­

Ze

spokojnego

życia

wyrwała

rzeźbiarza

pierwsza

na s t a r y c h w z o r a c h

rzeźbione,

i odkupił, dając w z a m i a n b a r w n y o l e o d r u k , k t ó r y d o ­

o p a r t e , półki,

ne przysługi i świadczenia, częściowo p r z y b i ł d o ściany

w o j n a światowa. Wrócił z n i e j j a k o i n w a l i d a z o d m r o ­

swej

żonymi

sprzęty j e g o w y r o b u , które z n a j d o w a ł y

stopami.

Przeżycia

wojenne

nie

zostawiły

izby,

głębszego śladu w j e g o p a m i ę c i — p o w r ó c i ł d o d o m u

innych

rodzicielskiego

niestety —

i zwykłych

gospodarskich

zajęć.

D o p ó k i j e d n a k J a n o s g a z d o w a ł w s p ó l n i e z rodziną,
n i e m i a ł a n i czasu, a n i w a r u n k ó w , a b y o d d a w a ć

się

łyż­

gdzie

gazdów

dotąd

wiszą

dębniańskich,

kolekcjonerzy

sczerniałe.
się w

wszystkie

Ozdobne
domach

wykupili

—

s z t u k i l u d o w e j . Z tego też

czasu p o c h o d z i większość rzeźbionych „ d o m k ó w " , k t ó ­
re wykonał d l a s t a r y c h świątków,

„zamieszkujących"

u l u b i o n e m u k u n s z t o w i . P o śmierci r o d z i c ó w żył z r a z u

d o t y c h c z a s spróchniałe k a p l i c z k i , i d l a n o w y c h , w ł a s ­

wspólnie

nej

„nie

z

braćmi,

lidzką

ale

że

robota

w

gospodarstwie

roboty. „Domki"

t e można

znaleźć n a

drzewach

go i p o m a g a ć n i e chciał, a rentą i n w a ­

cieszyła"

dzielić się z d o m o w n i k a m i też n i e zamierzał,

b r a c i a d o r a d z i l i m u , b y przeniósł się n a własne g o s p o ­
d a r s t w o , g d y ż d a r m o z j a d a w d o m u t r z y m a ć n i e będą.
W r . 1931 postawił s o b i e J a n o s , z pieniędzy
nych z inwalidzkiej renty, d o m naprzeciw
chalupy

i t a m s a m o t n i e zamieszkał. Z

uciuła­

Т

•

,

4

ojcowskiej

chwilą

t

-у

'- „„í

unie­

zależnienia się o d r o d z i n y rozpoczął w ł a s n e życie, c a ł ­
k o w i c i e o d m i e n n e o d r e s z t y m i e s z k a ń c ó w Dębna. Z a ­
przestał zupełnie z a j m o w a n i a się g o s p o d a r s t w e m z w y ­
jątkiem

h o d o w l i pszczół, zaniechał

stosunków

towa­

r z y s k i c h z sąsiadami, a cały czas poświęcił p r a c y r z e ź ­
b i a r s k i e j . N i e założył też własnej
j e s t czymś
Zerwanie

r o d z i n y , co n a w s i

wyjątkowym.
z braćmi i t r y b życia, j a k i

zaczął p r o w a d z i ć , w y r z u c i ł y

go

od tej c h w i l i

n i e j a k o poza

nawias

społeczności w i e j s k i e j , stał się kimś o b c y m w s w o i m
środowisku i s t a n t e n t r w a d o d n i a d z i s i e j s z e g o .
Rok
w

1931 stał

się

więc

j e g o życiu i o d t e j d a t y

momentem
dopiero

przełomowym

możemy

mówić

o r o z w o j u twórczości a r t y s t y c z n e j J a n o s a . P o s ł u c h a j ­
m y , co m ó w i s a m o t y c h c z a s a c h : „Jo jak sie tu
dowoł,
jony

to mi

do roboty

piniondzek
jo

w domu,

mioł

sie wzion

ludzie

sie przykrzyło.

émiali,

chodzić,

świontki

robić

nie

(rzeźbić) día uozrywki.
tok

odbu-

przyzwycamusioł,

(z r e n t y i n w a l i d z k i e j ) , t o
nic

bił — bo t o m i z a r a z s i o . W n e t
mnie

pirwi

a tuk nicego

za inwalida

to robić

ze mnie

Byłek

kupować.

nie

patrzył,

Choć

sie

inok

ro­

t y s goście zacyni
Jakek

jus

do

widzioł,

Ryc.

2. Józef

Janos.

Sąd Piłata.

Rysunek.

163

�Ryc. 3. Józef Janos.
Wit Stwosz.
Płaskorzeźba
w drzewie.
27 X 56,5 cm. 1953 r.
Ryc. 4. Józef Janos.
Matejko.
Płaskorzeźba
w drzewie.
33 X 73,5 cm. 1953 r.

przydrożnych, słupach stojących wśród pól i n a ścia­

bieństwa, m o t y w y

n a c h d o m ó w . W początkach s w e j

r y c h sprzętów, z k t ó r y c h a n i j e d e n

też J a n o s

sprzęty d o s t a r e g o

klęczniki, puszkę

na ofiary,

twórczości

kościółka

wykonał

w Dębnie

—

l a t a r n i e , świeczniki i t d .

Dziś J a n o s z pogardą o d n o s i się d o m e b l a r s t w a , t r a k ­

nie

chce

wspominać

Postacie

przeszłości.

Podczas g d y

się

sąsied­

j e g o z t y c h czasów

są m a s y w n e ,

ciężkie

p o t r a k t o w a n y c h d r a p e r i a c h l u b nagie, j a k n p . A d a m
i

E w a , św. S e b a s t i a n .

n i a dotyczące czasów d a w n i e j s z y c h

martwych.

udaje,

sta­

n i c h — sam o t y m j e d n a k nic nie mówi.

rzeźby

zgoła

ze

młodości musiały istnieć t u t a j l u b w e w s i a c h

o współczesnej twórczości m ó w i chętnie i dużo, p y t a ­
lub

również

nie zachował

stojące bez r u c h u , o d z i a n e w s z a t y o k o n w e n c j o n a l n i e

N i e potrafię p o w i e d z i e ć , c z y J a n o s n i e pamięta, czy
też

przejął

już w Dębnie, a l e k t ó r e za j e g o dzieciństwa i w c z e s n e j

tując tę gałąź s z t u k i j a k o niegodną n a t c h n i o n e g o a r ­
t y s t y , za j a k i e g o się uważa.

zdobnicze

zbywa

że i c h n i e słyszał. N i e

ogólnikami
otrzymałam

Ale

ludowej
już

po

—
paru

W

brak

przeciwieństwie

do

i m w y r a z u , robią

latach

Janos

przerzuca

dawnej
wrażenie
się n a

więc o d p o w i e d z i n a p y t a n i a , skąd brał w z o r y d o p r z e d ­

płaskorzeźbę. N a p y t a n i e , d l a c z e g o zupełnie zaniechał

miotów

więk­

r z e ź b y p e ł n e j , o d p o w i a d a , że rzeźbienie n a desce j e s t

zdobnictwa

bardziej ekonomiczne. Z jednego kloca drzewa, z któ­

przemysłu

artystycznego,

szość m o t y w ó w j e s t t y p o w a

podhalańskiego, i g d z i e znajdował
rzeźb

n a których

dla dawnego
wzory

pełnych. P i e r w s z e j e g o p r a c e ,

postacie

ludzkie, wiernie

trzymają

pierwszych

przedstawiające
się

tradycyjnych

rego d a w n i e j

p o w s t a w a ł a j e d n a postać, dziś r o b i i c h

k i l k a — a p r z e c i e ż d r z e w o l i p o w e , w k t ó r y m się rzeźbi,
jest drogie

i t r u d n o dostępne. Płaskorzeźba

wymaga

f o r m , są n a p e w n o n a ś l a d o w n i c t w e m w i d z i a n y c h w k a ­

także m n i e j p r a c y niż rzeźba pełna i ł a t w i e j ją

pliczkach

chować, z a j m u j e m n i e j m i e j s c a . „Płaskorzeźba

164

świątków.

Wedle

wszelkiego

prawdopodo­

je

prze­
tań-

�т

R y c . 5. Józef Janos.
Kościuszko.
Ryc. 6. Józef Janos.
Mickiewicz.

so,

a goście

i tak

kupiom

i telo

samo

Płaskorzeźba
w drzewie.
27—33 X 68,5 cm. 1953 r.
Płaskorzeźba
w drzewie.
30 X 64,5 c m . 1953 r.

zapłacom"

—

Zdania wymykające
mowy

zdradzają

zręcznie
micznej.

się r z e ź b i a r z o w i w t r a k c i e

zamiłowanie

u k r y t e wśród
Nie

ulega

do

ujęć

argumentów

dla mnie

roz­

malarskich,

natury

wątpliwości,

ekono­

że

gdyby

umiał posługiwać się p ę d z l e m z tą samą w p r a w ą ,
dłutkiem.j^do

p o s t a c i , stanowiła płaska p o w i e r z c h n i a .
1951 r . J a n o s

mówi Janos.

którego

wprawił

się

jeszcze

w

co

czasie

j a k s a m się

„odkrył",

W ciągu l a t a
wyraził,

niecko-

wato

wygląd

wgłębionym

owalu,

postaci l u d z k i e j podanej

t a k że

mają

one

n a półmisku. Jesienią 1951 г.,

k i e d y go o d w i e d z i ł a m , t w i e r d z i ł , że s a m dokonał t e g o
odkrycia, j a k k o l w i e k miskowate

owale dziwnie

pominają różne „ g ł o w y g ó r a l a " i t y m p o d o b n e

p r a c s t o l a r s k i c h ) , i g d y b y n a P o d h a l u istniała t r a d y c j a

ności s p r z e d a w a n e w k r a m a c h z w y r o b a m i

ludowa artystycznego

w Szczawnicy i Zakopanem.

wypowiadania

się w m a l a r s t w i e ,

J a n o s stałby się w y ł ą c z n i e l u b p r z y n a j m n i e j
malarzem,

a n i e t y l k o r z e ź b i a r z e m — i stąd j e g o z a ­

m i ł o w a n i e d o płaskorzeźby. J e d y n i e
go,

b y rzeźbił, t r a d y c j a ,

która

tradycja

dziś jeszcze

r y s o w a ć t y l k o w niedzielę, b o „to wstyd
w

zwykły
Do

dzień,

trza

zagadnienia

wróćmy

ubocznie

jednak

pracować,
tego

do samej

Płaskorzeźby Janosa

każe m u

tak sie

bawić

jeszcze

dalej,

rzeźby.

przy­
okrop­

ludowymi

Co więcej, Janos

dumny

był ze s w e g o n o w a t o r s t w a . T ł u m a c z y ł n a m : „To
mi

sie tak

womodne."
dawać

jakoś

inacy

przedstawio,

I d o d a ł : „ Z tyk rzeźb

zodny,

bo

to

takie

kie

piękne,

szczęście, p o k r ó t k i m czasie J a n o s
wisi w jego

to takie

to mi sie nie fee
nowomodne."

zawse
no­
przeNa

zarzucił n o w ą m a ­

nierę i dziś już t y l k o j e d n a t e g o r o d z a j u

rzeźbić".

przejdziemy

wykonane

n y c h deskach, p r z y czym

zmusiła

nową

formę. R z e ź b y s w e zaczął t e r a z umieszczać w

płaskorzeźba

izbie.

W o s t a t n i c h miesiącach J a n o s w r ó c i ł d o r z e ź b y p e ł ­
były

n a prostokąt­

tło, cofnięte w s t o s u n k u d o

nej.

Mimo

licznych

w т. 1951 w y ł ą c z n e

argumentów,
oddanie

jakimi

motywował

się płaskorzeźbie,

znaj-

165

�postacie. J e d y n y wyjątek stanowiły „Stacje"

wykonane

na z a m ó w i e n i e d o j e d n e g o z k o ś c i o ł ó w i p o t e m d w u ­
k r o t n i e jeszcze p r z e z n i e g o

powtórzone. T e r a z j e d n a k

zupełnie s a m u r z u t n i e zabrał się d o w y k o n a n i a
płaskorzeźby
Posiada

przedstawiającej

wieczerzy"

d a V i n c i , t w i e r d z i j e d n a k , że m u się o n a

nie podoba. P r a w d o p o d o b n i e
i

dużej

wieczerzę".

w p r a w d z i e r e p r o d u k c j ę „Ostatniej

Leonarda
mie

„Ostatnią

z bogactwem

w swej

szczegółów

jest

skończonej

for­

d l a niego

zbyt

t r u d n a d o o d t w o r z e n i a . Z a w z ó r obrał s o b i e n a t o m i a s t
starą

prymitywną

płaskorzeźbę,

reprodukowaną

w

„ P r z e k r o j u " (z 3 l u t e g o 1948 г.), pochodzącą z M u z e u m
Diecezjalnego

w

Tarnowie.

J a n o s n a ogół n i e l u b i r z e ź b y l u d o w e j , w y r a ź n i e ją
l e k c e w a ż y , i f a k t , że w t y m w y p a d k u w ł a ś n i e d o n i e j
sięgnął, ś w i a d c z y

o pewnej

obawie,

z jaką

przystę­

p o w a ł d o n o w e g o dzieła. P o d ś w i a d o m i e szukał p i e r w o ­
w z o r u , k t ó r y b y m ó g ł bez p r z e t w a r z a n i a

skopiować,

b y t y m s p o s o b e m uniknąć w y s i ł k u r o z m i e s z c z e n i a

po­

s t a c i , a p r z e d e w s z y s t k i m trudności z w i ą z a n y c h z p e r s ­
pektywą.
P r ó b a udała się. J a n o s j e s t z s i e b i e z a d o w o l o n y
o d w a ż n i e p r z e m y ś l i w a n a d nową, z n a c z n i e
pracą. W j e d n e j
grafię

rzeźby

dującej
a

z p o s i a d a n y c h książek - znalazł f o t o ­

kamiennej

z pracowni

się w kościele Ś w . S e b a l d a

przedstawiającej

birom

robić

i już

trudniejszą

sond

„Sąd

Stwosza,
w

ostateczny".

znaj­

Norymberdze,
„Jesce

s:e

za-

— m ó w i . P r a c ę już n a w e t

ostatecny"

rozpoczął. N a desce dużych r o z m i a r ó w nakreślił w p o ­
ziomie

dwie

ł u k o w a t e l i n i e , przecięte pionową,

dzie­

lącą całą płaszczyznę n a p o ł o w y . W d o l n e j części w i d ­
n i e j e koło — będzie t o k u l a z i e m s k a , n a której

oprze

s t o p y c e n t r a l n a postać B o g a . Ł u k i zaś zamkną w s o ­
bie

dwanaście

postaci

rozłożonych

symetrycznie,

sześć z k a ż d e j s t r o n y o s i p i o n o w e j . Już n a w e t
i c h g ł ó w i r a m i o n zostały n a s z k i c o w a n e .

po

zarysy

Tu

dopiero

w i d z i m y , j a k J a n o s r a d z i s o b i e z konstrukcją

zbioro­

wej

sceny.

Eksperymentowanie

i dążenie d o d o s k o n a l e n i a w i ­

d z i m y r ó w n i e ż w sposobie
p r a c . R z e ź b y pełne b y ł y
zrobioną

kom"

wykończenia g o t o w y c h
jedynie

ze s t a r e g o

gładzone

noża. T o

samo

już

„skrobacodnosi

się

do p i e r w s z y c h płaskorzeźb. Z czasem, p o w y k o ń c z e n i u ,
J a n o s zaczął zapuszczać

powierzchnię

pokostem,

żółtawozłotą

zwykle,

co

zapytany

praktycznymi
Ryc.

7. Józef

Janos.
Janosik.
Płaskorzeźba
32 X 76,5 c m . 1953 r.

w

drzewie.

czyniło

ją

o p o w ó d , tłumaczy

—

bo

się

surowe,

jakby

względami

powierzchnia

nie pokostowane

n i e wykończone

z a w s z e jeszcze z n a j d z i e w

lśniącą. J a k

go

zapokostowana

m n i e j się b r u d z i , b o d r z e w o

płaskorzeźby
i

—

wydaje

a zresztą

on

s w e j rzeźbie coś d o p o p r a ­

w i e n i a ; choćby i r o k leżała, g d y ją z o b a c z y , m u s i t o
duję o b e c n i e
rzeźb

w j e g o p r a c o w n i k i l k a zupełnie

pełnych. W y c i ą g a

pokazuje

mówiąc:

płaskorzeźby,
to rzeźbienie
kie

telek

„Jus
roki

je

n a środek

mi
je

sie

het

robił.

izby,

z

dumą

uprzykrzyły

J u s mi

na desce. T o tak ładnie

nowych

sie

sie tu

te

to j e s p e i n a r s e i b a . " „ K i e l o piknę t e f i g u r k i . ' "

rzeć. N a

o s t a t n i k o n k u r s dał

jednak

rzeźby, b o j a k t w i e r d z i , „ t o lepi

pasuje".

również

szereg r o z p o c z ę t y c h

rzeźb

same

—

obej­

płasko­

W domu ma

płaskich.

W o s t a t n i c h n i e m a l t y g o d n i a c h 1953 r o k u J a n o s d o ­
konał w i e l k i e j

próby,

która

m o ż e s t a n i e się

nowym

o k r e s e m j e g o twórczości — rozpoczął p r a c ę n a d w i e l ­
k i m i k o m p o z y c j a m i . D o t ą d w s z y s t k i e j e g o rzeźby, z a ­
r ó w n o pełne, j a k i płaskie, przedstawiały

166

owo

pojedyncze

poprawić,

a j a k zapokostuje,

rzeźba

jest

już

całkiem g o t o w a i n i e można j e j tykać, m a więc z nią
spokój

cniło

przedstawia,

d o d a j e odstępując n a k i l k a k r o k ó w , b y j e l e p i e j

i

i nie wraca

do

niej.

Już w t e d y , g d y większość rzeźb p o k r y w a ł p o k o s t e m ,
spróbował innego e f e k t u — m i a n o w i c i e o p a l a n i a d r z e ­
w a . G d z i e się t e g o nauczył, n i e p o t r a f i l u b n i e c h c e
powiedzieć. T e c h n i k ę tę s z y b k o j e d n a k zarzucił i dziś
pozostała m u już t y l k o j e d n a płaskorzeźba o o p a l o n e j
powierzchni.
sie
daje,

wzion

O swych

na próbę,

próbach

mówi:

ale to nie pasuje.

ze to starodawne,

wy­

ale to ani sie ta gościom

nie

podobało i n i e k u p o w a l i , a n i sie mnie
L u d w i k Stasiak: Polska
K r a k ó w 1912.
2

„Opaiou?ać-ek
To sie tak

plastyka

nie

podobo."

średniowieczna.

�Ryc.

Ostatnio

jedną

8. Józef

Janos.

Kopernik.

Płaskorzeźba

z płaskorzeźb, przedstawiającą

b r a k a o k u l a c h , którą zgłosił n a k o n k u r s
s t w a , zapuścił d l a p r ó b y

karboliną, co dało

efekt

i tego n i e zamierza

kolorystyczny. Ale

że­

pamiątkar­
ciekawy
konty­

nuować.

szuka

które

by

wszędzie,

powstało

„z

głowy".

Pomysłów

g d z i e m u się t y l k o n a d a r z y

s p o t k a n i a czegoś, co uważa za piękne. „Jak
uwidzem,

Czasem

to se to zmirzom

( r y s o w a n i a ) , a jak

nie

ocami

nadaje

i biere

sie, to

okazja

cosi

takie

sie do

go nie

wraca

1953 r.

do d o m u z jakimś

widzianym

zapomnieć: „ J a k j u s n a r y s o w a n e , t o j u s n i тот
chu,
na

ze zabocem.

Mozę

go zrobiem.

rysunek

i jus

siedzieć

Siedzi
wiem,

kiele
jak

śtyry
easy,

stra­

i pienć
ale

roków,

ino

poźrem

robić."

P e ł n ą dłonią c z e r p i e J a n o s p o m y s ł y z p o k a ź n e g o już
w

tej c h w i l i

własnego

dysponuje,

to

zdobytych

czasopism,

roboty
robiem."

Janos

100 cm.

o b r a z e m w głowie i zaraz p o p o w r o c i e r y s u j e , b y nie

zacym

J a n o s n i e m a l n i e p o t r a f i pokazać wśród s w y c h dzieł
żadnego,

66 X

w drzewie.

księgozbioru. L i t e r a t u r a ,

zbieranina

przeróżnych,

kalendarzy,

jaką

przypadkowo

rycin,

katalogów

f i r m sprzedających d e w o c j o n a l i a , książek. N a j c e n n i e j ­
s z y m d l a n i e g o d z i e ł e m są „ Ż y w o t y ś w i ę t y c h " . Stąd
3

N p . św. K i n g a , płaskorzeźba wisząca w j e g o i z b i e , j e s t
kopią z p o l i c h r o m i i kościelnej w S z c z a w n i c y

(jak sam

m ó w i ) . Z o b a c z y ł t a m n a ścianie św. K i n g ę t a k piękną,
że z a r a z

pobiegł do s k l e p u po p a p i e r i ołówek

prostu malowidło

przekalkował

ze ściany

b i e r z e p o m y s ł y d o większości s w y c h rzeźb r e l i g i j n y c h .
„Jedyn

i po

na papier.

cłowiek

mioł

i pofolił

mi sie — tok jom

kupii.

„ Ż y w o t y ś w i ę t y c h z d o d a t k i e m rozmyślań, m o d ł ó w
r y c i n " . W a r s z a w a — W i m p e r k ( C z e c h y ) 1910.
3

i

167

�E j , to lo mnie
ny

lo

ta ksionska

to jes skarb

— skarb

okrop­

n i c z n e tło, a P i ł a t o w i

Dziś najczęściej sięga d o d w u dzieł: „ R o c z n i k a K r a ­

zawsze

o której m o w a

dzieło t r a k t u j e

Posiada

wyżej.

również liczne zeszyty „Polskiej S z t u k i L u ­
którą

zresztą

traktuje

lekceważąco.

0 n i e j : „Jo z tego

nie

bierem

nie

mi

przysyłajom,

kupowoł,

Jedynie

ale

„Żywoty

wzorów,

świętych"

tego

to

Mówi

byk

nigdy

тот."

i katalogi z

dewocjo­

n a l i a m i k u p u j e , resztę „ncmieśli goście z miasta",

lub

zebrał u sąsiadów w p o s t a c i luźnych k a r t e k z r e p r o ­
dukcjami
nych

obrazów

czasopism:

i rzeźb

pochodzącymi

„Przekroju",

z

„Gromady",

przeróż­
„Przyja­

ciółki" i t d .

prze­

róbka n i e w i e l e m a w s p ó l n e g o z o r y g i n a ł e m . J a n o s n i e

k o w s k i e g o " , t. X i „Polskiej p l a s t y k i średniowiecznej",

dowej",

dodał koronę. P o s t a c i e t e p o ­

n a d t o zupełnie p r z e t w o r z y ł , t a k dalece, że j e g o

mnie."

więc

k o p i u j e , częściej

spotkane

j a k o p u n k t wyjścia

gdzieś

obce

d o własnej

p o z y c j i , zaś p o s t a c i e n i e m a l z zasady

kom­

noszą c h a r a k t e r

w s p ó l n y w s z y s t k i m J a n o s o w y m t w o r o m i bez w z g l ę d u
na t o , z j a k i c h , w j a k i m s t y l u i o j a k i m

charakterze

p i e r w o w z o r ó w w z i ę ł y początek, w s z y s t k i e są d o siebie
w

pewnym

sensie

podobne.

G o t o w e już r y s u n k i a l b o wędrują
czekają

swej

Ostatnio

do s k r z y n i , gdzie

k o l e i , a l b o użyte zostają

Janos coraz

częściej

od razu.

obywa

się b e z s z k i ­

ców i r y s u j e w p r o s t n a desce.
R y s u n e k z p a p i e r u o d b i j a p r z e z k a l k ę n a desce l i ­

Nawiązując

do podniet a r t y s t y c z n y c h , j a k i e

Janos

powej. Potem

widoczny

już k o n t u r

poprawia

jeszcze

c z e r p i e ze s p o t y k a n y c h o r y g i n a l n y c h dzieł m a l a r s k i c h

o ł ó w k i e m , d o r y s o w u j e w m i a r ę p o t r z e b y jakieś szcze­

1 r e p r o d u k c j i m a l o w i d e ł i rzeźb, p r z e ś l e d ź m y z k o l e i

góły

proces p o w s t a w a n i a

dzieła.

Pierwsze s t a d i u m tworzenia — to rysunek k o n t u r o ­
wy,

wykonany

Nie

z a w s z e j e s t o n kopią, j a k n p . św. K i n g a ,

Janos

przenosi

ołówkiem
na papier

i wreszcie

przystępuje

do

rzeźbienia.

P r a c u j e n i e z w y k l e p r y m i t y w n y m i narzędziami, s p o ­

na papierze
rysunek,

pakunkowym.

widziany

noży.

Najpierw

rzeźbi

postacie,

wyrównuje

końcu d o p i e r o t w a r z e , które uważa za n a j t r u d n i e j s z e .

dajmy

G o t o w ą płaskorzeźbę w y g ł a d z a „skrobackom",

„Stacje".

rzecz j e s t
Zazwyczaj

p r a c u j e J a n o s n a d k i l k o m a dziełami r ó w ­

nocześnie, przerzucając

powstawania

g i e j . G o t o w e już n a pozór r z e ź b y w i e l e

barwne reprodukcje-pierwowzory,
na i c h p o d s t a w i e

n a papierze

rysunki

i wreszcie

małe,

wykonane
gotowe

już

po czym

gotowa.

N a n i c h obserwować możemy wszystkie kolejne stadia
rzeźby. L e ż ą b o w i e m p r z e d n a m i

tło, n a

często

n a t o w książce, o d p o w i e d n i o go powiększając i p r z e ­
twarzając. B a r d z o c h a r a k t e r y s t y c z n e są j e g o

r z ą d z o n y m i p r z e z s i e b i e s a m e g o , p r z e w a ż n i e ze s t a r y c h

się o d j e d n e ]

r o b o t y do
jeszcze

dru­
razy

p o p r a w i a , uzupełnia, gładzi.
Rozmowa

toczy

się n a t e m a t t e c h n i k i

jego

pracy

płaskorzeźby. W e ź m y d l a p r z y k ł a d u „ S t a c j ę " p r z e d s t a ­

i w z w i ą z k u z t y m p a d a p y t a n i e , czy J a n o s n i e miał

wiającą

n i g d y u c z n i a . „Tutok

„ S ą d P i ł a t a " . J a n o s z r e d u k o w a ł t u ilość p o ­

s t a c i , co m i a ł o m u ułatwić pracę, uprościł a r c h i t e k t o ­

powiada

— a jo

kcieliby

mówię:

ucyć

— od­

do Zakopanego,

tam

sie chłopcy

idźcie

Ryc. 9. Józef Janos.
Złożenie
do Grobu.
Płaskorzeźba
w drzewie.
37 X 51 cm. Kościół w Rzepienniku
rzeszowski).
1953 r. Ryc. 10. Józef Janos.
Tajemnica
różańca.
Płaskorzeźba
w drzewie.
38,5 X
Kościóf w Rzepienniku
(pow. rzeszowski).
1953 r .

168

(pow.
54 c m .

�jes

— I ze w z b u r z e n i e m : „Coby

skoła rzeźbiarsko."

ktokolwiek

podrobil,

okrzyku
jesce

dodaje

ucem,

to broń

już

ni mom

Tematyka

prac

mié

pernika, jednej z najbardziej

u d a n y c h j e g o rzeźb k o n ­

Po t y m szczerym

kursowych. Na jej odwrocie

wypisany

konfidencjonalnie:
nijakik

som, t o jakbyk

minie

Boze!"
narzendzi,

„Jo

sie

jo jesce

w

som
ter­

Wyszedł

rów, j e d y n y c h

rzeźbiarskich

Janosa

on z dawnych

do

niedawna

świątkarskich

dostępnych m u w ó w c z a s

m i własnej w s i , n i e m i a ł a n i o d w a g i ,
lizmu.

Ale

wystarczyła

jedna

Na

wystawę sztuki ludowej

zamówiono

u niego

podnieta

rzeźbiarza

postać

tradycja­

ani nawet

w y ł a m y w a ć się z pęt

b y pchnąć z a i n t e r e s o w a n i a

we­

tradycjona­
z

zewnątrz,

na nowe

podhalańskiej
Janosika.

wzo­

dzieł s z t u k i ,

na k t ó r y c h m ó g ł się w z o r o w a ć . S k r ę p o w a n y
wnętrznej p o t r z e b y

w

tory.

r . 1951

Janos

natych­

m i a s t podjął n o w ą t e m a t y k ę i dziś już k i l k u

„Jano­

s i k ó w " p i e s z y c h , k o n n y c h i tańczących z a l u d n i a białą
izbę, w

której

który

podaję

ortografii, a dalej

w formie

przechowuje

najnowsze

i

najbardziej

Koperniku
gdzieś

Koperniku
sie

u czyi

ty wielki
w

Jakiej

Poleto

śkole

Jak

jeś

ty zmos

two

J e pracze

Koperniku
drzieś

wysoko
tu

tu

tej

naświecie

Mikołaju

na podkoł

takie

ludzi

nie

Potrafi

na u

drzie

rzeźb

o tematyce

świeckiej

powstała

kto

cie tego

twoja

była

łeś

Wysoko

Patrzą
Pew

tu na u czyi

głowa

sząm

nie

śty

Koperniku

miał

gdrzie

i kto

śtyry
ta

oczy

kuźnia

ze om nabrał

te go żazu

Nie

two
was

halańskiego (grudzień 1953). T y m r a z e m J a n o s dał k o ­

Pew

sie józ

lekcję

ani

Mamy

postaci
t u więc

z naszej

historii

Kopernika,

Wita

i

historii
Stwosza,

Kościuszkę, M a t e j k ę . P r ó c z n i c h dał n a

kilka

innych

rzeźb

jeszcze r a z J a n o s i k a , f i l o z o f a

—

żebraka

o kulach,

m gdrzie
nie

śla du mie

cie

Prowadził

czoś
w

tak

dobze

[Wi

drzial

turyj

tyś

poszed
cy

wrow

S t a r a m się d o w i e d z i e ć , co w i e J a n o s o o d t w o r z o n y c h

takgo
je

za chrto

Koronacja
M.
R y c . 12. Józef
Kościół

B. Płaskorzeźba
Janos.
Chrystus
w Rzepienniku

pał

wał

kości

obracił

Jeś józ stego

ci sie tamok

świa ta mok

nieprzykrzy

ine

życie

odpowiec

mi

nato

[Koniec

*
Koperniku,

Koperniku,

gdzieś

uczył,

się

w

ty voielki
jakiej

szkole

poeto,
tak

przez s i e b i e p o s t a c i a c h . R o z m o w ę z a c z y n a m y o d K o ­

Ryc. 11. Józef Janos.
r z e s z o w s k i ) . 1953 r ,

swoj

Kle

ma

E f r y n a , św. J e r z e g o n a

i in.

takie

Mondra

sząm

wybitnych

ke

[studne

tu spo czy

koniu

tu

czerpał

źródła

boko

Ponad

nig

drzieś

i gdrzie

konkurs

bardzo

[rozum

grupa

Mickiewicza,

tak
[glym

w związku z o s t a t n i m k o n k u r s e m pamiątkarstwa p o d ­

kultury.

ołówkiem

autentycznej

poprawnej:

u d a n e dzieła.
Nowa

jest

z zachowaniem

ucyl?"

kogo

była n i e m a l w y ł ą c z n i e r e l i g i j n a . N i e t r u d n o to w y t ł u ­
maczyć.

„wiersz",

bardzo

[głęboko?

w drzewie.
38,5 X 54 cm. Kościół w Rzepienniku
w świątyni.
Płaskorzeźba
w drzewie
38,5 X
(pow. rzeszowski).
1953 r.

54

(pow.
cm.

169

�Ryc.

13. Józef

Jakeś

Janos.

Konny

się ty wzniósł

Twoje

prace

wysoko

tutaj

tu na świecie,

Koperniku

Mikołaju,

gdzieś

Janosik.

napotkał

nikt

gdzieś

takie

1951 r.

ponad

ludzi?

tu nie

czerpał

źródła,

Ryc.

potrafi!
są

takie

cię

Twoja

tego

tu

głowa

pewnieś

ty

nauczył

była
miał

mądra,
cztery

Nie

wiem,

10 l a t zaczął „ t e r m i n "

w

Norymberdze,

dziełem

coś

tak

ta kuźnia,

w której

tego

żaru, (żeś)

tak go

się już

w proch

dobrze
tyś

swój

kości

klepał,

zahartował?

i gdzie

tu

spo-

obrócił,

ani

już

z tego

świata,

tam

ma.

jest

inne

[życie
Czy

ci

się

tam

nie

przykrzy?

Odpowiedz
[na

wiełka
czytując
„czy

stoi,

stuka

toto

a świat

zbadać"

swój w i e r s z

ci sie tamok

bez jego

dowiedział

ze świat stoi,

Janos dodaje:

170

Stamtąd

ze słońce

dzie myśleli,

n i m , że

Reprodukcje
się w

roboty

sie obraca,

a słońce

„Zaśnięcie

odpowiec

nie przyksy?

bo jego

robote,

co
papir

;o W i t S t w o s z . J a n o s

warsztacie
jest

Ołtarz

z

ale

Ołtarza

kieby

tak

umioł

tego

0 nim

—

Mariackiego.

się gładkością o b l i c z a M a r i i , j e j
wiersze

w rzeźbie

Wita

Stwos

pisoł

— ale un

kupa

wirsyl

— t o b y dopiro

był potrafił

pisem,
do

wirsyki

— a j o тот

bidny

n a pociechę S t w o s z o w i :

bo worce
rzeźby

go

—

—
„Ej,

ta

nie

Skoda,

ze

było!"

—

„Ale

jo

ta

usanować."

przedstawiającej

Stwosza

wziął

J a n o s ze s w e j „ P o l s k i e j p l a s t y k i ś r e d n i o w i e c z n e j " . N a
s. 159 z n a j d u j e

się f o t o g r a f i a

Stwosz. F r a g m e n t
Janos

odczytał

rzeźby:

widocznie

rzeźby p o d p i s a n a :
Sędzia

i m ó w i : „Mój

na

to"

ku

sie

patrzy

Wita

Stwos

ku ludziom"

t y l k o początek
taki

„Wit

niesprawiedliwy".

1 uważa ją za p o r t r e t S t w o s z a . W s k a z u j e

су mu

cte-

w

znajdują

Kolowcy

za t o S t w o s z przecież n i e pisał w i e r s z y !

dodaje

była

mając

Mariacki.

b i e n i e m o j e g o k u n s z c i e , napisał d w a długie

czym

to.

że

rzeźbiarskim

włosami, układem szat. O d z y w a się z p e ł n y m u w i e l ­

wincy

tys musiało

rzeźbie

trzymo

rzeźbiarzem,

Boskiej"

Ogląda ją i z a c h w y c a

słowa:

mi

wielkim

jego

Matki

po

— mówi z uznaniem. O d ­

un ta то jakom

rzeźbiar-

niektórych rzeźb W i t a S t w o s z a

mi

gazecie

To

że

Kieby

a pinoi l u ­

sie obraca.

był

pisoł.

Kopernik

o K o p e r n i k u — ostatnie

nie przykrzy?

„Cy

w

się, że

rynce

j e g o książkach. M a też f o t o g r a f i ę

Pomysł

o nim".

„zbadał

o

nie

J a n o s p o ż y c z y ł ze szkoły książką, g d z i e czytał o K o ­
cylali

D r u g a w y b i t n i e u d a n a postać

—

Koniec.

p e r n i k u — a p o z a t y m sąsiedzi „coś tam

1951 r.

n a jego

o n i m . W i e , że s a m m u n i e d o r ó w n u j e

śladu
[nie

Poszedłeś

a w drugi

wysoko,

patrzyłeś

[czywasz,
pewnieś

tyn świat,

wie

oczy,

są twoje

mirzoł

prowadził?

cię

gdzie

gdzie

śnimi

i

[rozum
że on nabrał

co K o p e r n i k

czerpałeś)?

[widział.
Koperniku,

pytanie,

(z których
kto

w drzewie.

t a k robić — j a k o i m i e ciesy

Na moje

ka."

Płaskorzeźba

pergaminowy."

[studnie
Kto

syć, co umioł

Janos.

t r z y m a w rękach — d o w i a d u j ę się: „...Narzyndzia,

naukę?

gdzie

14. Józef

jako

objaśnienia
n a ilustrację

i tyn,

— bo m a twarz

ino

mój

zwróconą

widzowi.

Na
wiersz:

odwrocie

płaskorzeźby

Janos

wypisał

krótki

�Wito

Stwoszu

patrzys
po

świat

rakach

nik

słynny

na

ci

mas

nie

dziwnie
krzyże

odejmie.

Bo Janos wyrzeźbił na m a n k i e t a c h Stwosza
Zapytany,
przecie
ludzi

trza

jakoś

oznacyć,

— i tak mi wpadło

kawak

krzyże.

d l a c z e g o t a k zrobił, o d p o w i a d a :
coby

sie

do głowy

„Takiego

różnił

krzyże

od

inyk

mu po

ryn-

wyrobić."

I n n e p o s t a c i e są już m n i e j c i e k a w e . O M i c k i e w i c z u
w i e J a n o s t y l k o t y l e , że b y ł poetą. P o d o b i z n ę j e g o o d ­
robił z f o t o g r a f i i p o m n i k a M i c k i e w i c z a w

Warszawie,

jaką znalazł w t y g o d n i k u „ G r o m a d a " (z 29.1.1950).
„O

Kościusku

dzioł. Somek
jego

tyzek

wiedzioł,

na to przysed,

pomniki,

to wiem,

na ksionskak

cóbyk

go

go rzeźbił.

ze to musi

wi-

Widzem

być jakisi

zasłużony

cłowiek."
O M a t e j c e m ó w i : „ M a t e j k o —• g d z i e s i k e k gro
na ksionsce.

Nie

bocem,

kiek

go nadyboł.

widziol

To był

ma-

lorz."
C h a r a k t e r y s t y c z n e j e s t , że p o s t a c i e , o k t ó r y c h dużo
w i e i do których p r z e j a w i a e m o c j o n a l n y stosunek, w y ­
rzeźbił ze z n a c z n i e
pernika

i

Kościuszki

większym

Stwosza.

wyczuciem —

N a t o m i a s t rzeźby

jak Ko­

Mickiewicza,

i Matejki, prawie m u nie znanych i zu­

pełnie obojętnych, są słabe, bez życia.
Teraz

Janos

wyrzeźbić w

myśli

n a d n o w y m i p r o j e k t a m i . Chce

drzewie

pas b a c o w s k i . Sądzi, że t o p o ­

w i n n o być b a r d z o
Chciałby
Był

w

roku

„Таток

wyrzeźbić

Kostkę

Napierskiego.

1951 n a uroczystościach w

o Kostce

pami

trzymoł.

dzem

go. Kiebyk

jakosi

Ryc.

piękne.

również

slysoł,

Nie

wiem
ino

ze un ze ślakty
ino, jak

widzioł,

Czorsztynie.
był, a z

go zrobić,

jakim

15. Józef Janos.
Madonna.
Płaskorzeźba
w drzewie.
39 X 77 c m . 1938 r.

chło­

bo nie

był, tobyk

wi­

go

jus

ukombinował."

Bardzo

ciekawy

jest stosunek Janosa do

własnych

rzeźb. P o s i a d a o n w ś r ó d n i c h w y r a ź n e s y m p a t i e , r z e ź ­
b y , które uważa

za szczególnie piękne i d o

szczególnie się p r z y w i ą z a ł . T a k i c h n i e chce
trzyma

je w

białej

izbie

których
sprzedać,

i często ogląda.

Niektóre

z n i c h r o b i w k i l k u e g z e m p l a r z a c h . Jeśli, znęcony s o ­
witą

zapłatą, s p r z e d a

któreś z u l u b i o n y c h dzieł, t a k

i n t e n s y w n i e tęskni za n i m , że n i e r z a d k o d e c y d u j e

się

na p o n o w n e w y r z e ź b i e n i e t e j s a m e j r z e c z y , b y j e d n a k
mieć ją z n ó w b l i s k o s i e b i e (co p r z y c h o d z i m u łatwo,
gdyż p r z e c h o w u j e p i e r w o w z o r y r y s u n k o w e ) — t a k było
ze św. K i n g ą

ze

Szczawnicy

i ze

„Stacjami",

które

w t e j c h w i l i r o b i już p o r a z t r z e c i .
J e s t rzeczą charakterystyczną, że rzeźby J a n o s a z n a ­
leźć można w k a p l i c z k a c h i u n i e g o w d o m u . A n i j e d ­
n a z n i c h n i e znalazła się w i z b i e któregoś z
k a ń c ó w Dębna. J e s t t o t y m c i e k a w s z e ,

miesz­

że j a k k o l w i e k

z początku wieś odnosiła się d o n i e g o z l e k c e w a ż e n i e m ,
dziś, g d y w i d z ą j e g o popularność wśród
cych

turystów,

a przede

przybywają­

w s z y s t k i m pieniądze,

które

b i e r z e za s w e p r a c e , zaczynają z u z n a n i e m patrzeć n a
j e g o twórczość. Z a m a w i a j ą u n i e g o

„domki"-kapliczki,

świątki, rzeźbione k r z y ż e n a c m e n t a r z , sprzęty d o k o ś ­
cioła,

jednakże

n i e chcą

mieć

T ł u m a c z y l i m i , że „ t o nie pasuje
w kościele

abo w kapličce

u siebie
trzymać

jego
toto

rzeźb.

w

to hej, ale nie w

izbie;

chałupie".

Z j a w i s k o t o n i e j e s t w y j ą t k o w e . Dotąd n a c a ł y m P o d ­
halu

n i e spotkałam

świątka

trzymanego

M ó g ł o n stać w k a p l i c z c e z a w i e s z o n e j

w

domu.

n a zewnętrznej

ścianie chałupy, a l e n i g d y w e w n ą t r z i z b y —

w

izbie

Ryc. 16. Józef Janos.
Św. Hieronim.
w drzewie.
24 X 58 c m . Kościół
w
(pow.
rzeszowski).

Płaskorzeźba
Rzepienniku

171

�„Casamek

ni móg

to pisanie.

A ino zaconek,

dzień

przysel,

spać

a jo

abo

jesce

ogarniały go „pokusy"
na

czytania

dodaje:

co to bede
belstwo

mnie

z wierszy

Kiedy

trzeba

go

ulegnie

papier

za nos"

(„bo

pisem

pomysł w i e r s z a

go pote

ros

nie

„Jakby

na papierze

napisol

—

w

pomału

go

tyn

ogień.

zdajem

To

tak

ros

i zdajem,

to pisanie,

—

— jo
To

som

mi

„ J o som sobie

dowierzujem

korzyść

Wszystkie

z tego

wiem,

to mi

jako

to

letko

idzie

chwile

zwątpienia.

— m ó w i — cy to

bę­

pisania."

swe wiersze — a jest i c h chyba

setka — przechowuje
obok

jak
dongiem

Podobnie jednak, j a k w twór­

jak pociong."

jaka

to sie

wybucho

nie

idzie,

i t u m a Janos

dzie

drugi

rzeźby

to samo

czości p l a s t y c z n e j ,
nie

napisol

l i s t p i s e m , jednym

i jest

— i dodaje:

idzie?

razie

nie

jest?"

wirsyk

jako

—
tam­

to ja by go jus

to tak

przychodzi;

o

m u do g ł o w y ,

O s a m y m t w o r z e n i u m ó w i J a n o s : „Do
tak

dja­

tłumaczy

przeciwnym

jo

zgubił,

— сети

ej po
i

myśleć

wpadnie

utrwalić,

trakcie

—

i ołówek

i jus ni mogem

zapomnieniu.

(w

na mnie

biere

co r y c h l e j

abo

gdy

m ó w i o t y m : „Gdy

wtedy

sie do roboty

tym").

przysto
— jus

i pokusy

„cose przychodzi

wodzem

tak

i pisem

Pisał też w t e d y ,

pisoł."

djabelstwo

robił?"),

zajmujem

to mi

— z w ą t p i e n i a w wartość w ł a s ­

n y c h rzeźb. W j e d n y m
przychodzi

co ine,

to jus pisem

z górą

J a n o s w k u f e r k u w białej

izbie,

i n n y c h s k a r b ó w — r u l o n ó w rysunków, p o k o s t u ,

oleju lnianego, „glaspapieru" i i n .
Po

tej

dygresji

wróćmy

z kolei przypatrzmy
Ryc.

17. Józef Janos.
Chrystus.
Wys. 45 cm. Rozpiętość

stycznej

Rzeźba w
drzewie.
ramion
31 cm.

jednak

do

plastyki i tu

się, j a k p r o c e s twórczości

przedstawia

się z p u n k t u

widzenia

arty­

przeżyć

twórcy.
J a n o s l u b i swą pracę. „ T o jus je praca
nijso,

ni mo przyjemnijsy

i takie

sklepotve

rzecy.

rzecy

Som

rzeźbiom,

najprzyjem-

tacy,

ale mie

co

kasetki

to jes

zero."

A l e n i e t y l k o ją l u b i — t r a k t u j e ją j a k o posłannictwo,
trzyma

się

rzadko

i t o zawsze f a b r y c z n e j

Dla

tylko

uzyskania

niezbędne

jest

obrazy,

ostatnio

pełnego

obrazu

przedstawienie

zaś i f i g u r k i ,

ale

produkcji.

w

osobowości

jeszcze

Janosa

jednej

gałęzi

j e g o twórczości, a m i a n o w i c i e twórczości l i t e r a c k i e j —
bo J a n o s t w o r z y
Zaczął

pisać

poezje.
dopiero

r. 1947. N a

wielkich, po­
pokry­

t y c h tłustymi p l a m a m i , n a k a w a ł k a c h k a r t o n u ,
pudeł

wypisane

tekturowych

—

wielkimi literami

autor nazywa. Tematyka

odczytujemy
„wiersze",

wierz­

mozolnie

j a k je sam

i c h j e s t dosyć b o g a t a .

Wiele

daje

pełny

J a k k o l w i e k d l a w s z y s t k i c h n i e m a l s w o i c h pomysłów
daję interpretację praktyczną — b o „drogie",
opłaca

się",

bo „ t o więcej

nie

pozostawiające

czasu

każe m u

przekładać n i e j a k o świat s w y c h doznań n a j ę z y k c o ­
dziennej

praktyczności, a w y ś m i e w a n e p r z e z o t o c z e n i e

z a m i ł o w a n i e d o n i e znajdującego
sowania
czy

praktycznego

zajęcia tłumaczy j e g o opłacalnością.

jednakże

posłuchać

pewnych

jego

bądź u t r w a l o n e zostały w n i e u d o l n y c h , a l e

budzą w
wierszem

czy śpiew

ptaków

a u t o r z e . Są w i e r s z e o T a t r a c h , o J a n o s i k u ,
spisana

legenda

o powstaniu

Dębnie, ale większość w i e r s z o w a n y c h

kościółka

w

utworów

obra­

ca się w o k ó ł z a g a d n i e n i a n a j b a r d z i e j d l a J a n o s a

pasjo­

nującego
sowanym

—

jego

„artyzmu".

słowem, gdzieś

T y m uniwersalnie

zasłyszanym,

a nie

a w

ogóle w s z y s t k o ,

„wierszach".

m u się

w

Przytoczę

co się ze sztuką i t a l e n t e m

wiąże.

tutaj

Jo

sie bardzo

casem

mocni

rzezbiarke
—

wiedzieli."

nie

tu jesce
wiem,

jako

to

worn

piórem,
pedzieć,

Wola

tempego

moja

jest

goronca,

pali

sie jakby

plomie[niem.

Jo

by chciol

przejść

przez

tyn

artyzm
[dać,

skryty

jest

przed

i

i

ma­

Gdy

bylo

wtedy

przychodzi
biere

na mnie
papier

ludźmi — j o by
djabelstwo

i ołówek

i

mój

umysł

jest

zajenty,

go

nigdy

tu

odkryć.
pokusy,

i djabelstwo
[dzem

cobyście
Tyn

wybi-

wydostać,

[ c h c i o l go

zeby

z i m o w e i pisze n i e r a z aż d o r a n a .

jeden

[umysłu.

ze te

P o pióro, a ściślej p o o ł ó w e k — sięga o n

w długie w i e c z o r y

172

sie tak widzi,

piecentujem

szczerych

całości

zem jest

myncem,

T w ó r c z o ś ć lileracką t r a k t u j e J a n o s j a k o dopełnienie
jom

w

rozmowy,

z najbardziej t y p o w y c h o „artyzmie":

który

twórczości r z e ź b i a r s k i e j : „Mi

trakcie

róż­

n y c h k o n t e k s t a c h oznacza u niego raz t a l e n t , raz s z t u ­
kę,

wyrywają

sto­

bardzo

d l a n i e g o zrozumiałym, określa pojęcie, które w

jego

bądź

zasto­
Wystar­

wypowiedzi,

jakie

las, r z e k a

„nie

i ciężkie życie chłopskie,

na sentymenty,

które

roku,

bo

w istocie jest o n

kupują",

z n i c h mówi o przyrodzie, o nastrojach i refleksjach,
różne p o r y

wyraz

wierszach.

p r a w d z i w y m artystą. T w a r d e
w

strzępionych a r k u s z a c h p a p i e r u p a k u n k o w e g o ,
chach

s w ó j o b o w i ą z e k i c e l życia, c z e m u

on

woza

nos.

tu

nie

[próżnuje,

�pracuje
Jo

on jakby

tu pisem,

motor,

te usługi

jo sie myncem,

tu

oddaje.

a nie kcem

na

[cie
Šwientyk

ludzi

djabeł

kusił,

świe-

próżnować.

a mnie

by tys

po-

[darował?
Na

mnie

djabeł

robi

sidła

i on sie tu na

mnie

[wścieka,
ze jo świontki
Lud

tu wyrabiam

na świecie

kiedy

figurki

kolo

O artyzmie!

i satanowi

ublizom.

a djabeł

dopiro
co
[powi,

mi zazdrości,
dróg

tak ładnie

o artyzmie!

tyś jest

robiem?
tutej

taki
[tempy!

trudno

ciebie

tutej

pojone

i wprowadzić

cie

do

[pracy.
Ty,

artyimie,

wejdź

do głowy,

tu

do mojej,

[sprawie
żebym

wszystko

tu

potrafił

i wyrobił

cuda
[z

Kiedy

ku mnie

djabeł

przydzie

w

Bożej,
drzewa.

i zacyna

mie

tu

[kusić,
wtedy

bierem

papier

i pisem

słowa boskie
kusa

Ty

artyimie,

mój

ty bracie,

jo

i

zaroz
cie

kocham

ser­

cem
co byś kcioł,

to bym

ci wszystko

matki,

doł, żebyś
[ino

(W

trakcie czytania

dodaje:

po­

zniknie.

„nawet

mie

naucył.

te chałupę

—

po c z y m z o b a w ą w głosie: — to ino tak we figlak
dom...

—• a p o z a s t a n o w i e n i u : — ale to troche

cobyk

i chałupę
Ty

o tobie

se ty mie

do mnie

prowadzis

świat

ulubił

mało

tu

kces

towa-

jak

po

i nauki

sceblak,

mi

udzielas,

jakby

tutej

po

[grabinie,
ci za to

Najchętniej
sem

w

dnie

Adam
i Ewa.
drzewie.

Płaskorzeźba

J a k k o l w i e k J a n o s j e s t najgłębiej p r z e k o n a n y o s w o ­

wi,

i ze mnom

sie tu uśmichas
mie

serdecne

Janos.
w

prawda,

[rzysyć.
Ty

18. Józef

doł.")

artyzmie,

tylkoś

Ryc.

ga­

dzienki!

p r a c u j e Janos

w

letnie wychodzi

i m w i e l k i m t a l e n c i e i n i e t y l k o z dziecinną

w o k u j e , t o j e d n a k m i e w a c h w i l e z w ą t p i e ń . „Jo
myślem
lem,

— cy to warte

ze warte,

rozum

ciszy

W

i spokoju. Cza­

ze s w y m

a case,

rzeźbach. I d o d a j e :

4

„warsztatem"

radością

słucha p o c h w a ł s w y c h dzieł, a l e w r ę c z p o c h w a ł y p r o ­
co, cy nie warte?
ze nie warte"
„Jo

przekopyrtuje

case

z

trakcie rozmowy

jak

Case

tak se
to

myś-

— mówi o swoich
zgupiany,

bo mi

sie

tego."
pada

z naszej

strony pytanie,

czy J a n o s myśli czasem o t y m , że p e w n e g o d n i a j e g o

p r z e d d o m , n a słońce, a l e r o b i t o r z a d k o i niechętnie,

„ a r t y z m " m o ż e go opuścić, że już n i e p o t r a f i t a k r z e ź ­

bo

bić j a k t e r a z ?

wieś

jest

gęsto

a „ l e p i sie robi,
trzyć

kie

skradłi;
idzie

ftej

robota."

nikogo

ludzi

zawsze

— bo tak

nima

jus

cłowiek

jest

Na

co ino

rozprosony,

nako

zygar

seleści

w

wtedy

robi.

Mom

telo

„Kozdy

zocente,

i drugie

niej, w t o k u rozmowy,

to

robiem."
wyrywa

twórczej,

bo

„jak

( z m a r t w i e n i e ) , t o j u s amen

тот

dobrze

dzień

mi

m u się
sie

se jedno

jed­

odłozem,

A l e w chwilę póź­
m u się z d a n i e ,
jakom

po rzeźbieniu,

„Nie

wiem,

ny. Ino
byk

Po

Rzeźbiarz
chwili

jakbyk

zył

byk sie zapar

nie set, z ludziami

Na

razie

jednak

milknie, wyraźnie

milczenia

mówi

bez tego,

w izbie

z

byłbyk

skonster­

przejęciem:
het

zgupia­

i tak byk siedział.

Nika

byk nie gadoł, ino byk tak
twórczość

Janosa

nie

które
do

śturbacyjom
bo mi

nerwy

skocom".

o d d a j e się o n u m i ł o w a n e j „rzeźbiarce".
w

twórczości

nie

pasją

Dużą podnietą

wartości j e g o dzieł są d l a

niego k o n k u r s y i w y s t a w y ,

w

których bierze

udział,

z a i n t e r e s o w a n i e się n i m M i n i s t e r s t w a K u l t u r y i S z t u k i
(z dumą p o k a z u j e

otrzymane

stamtąd l i s t y ) i w r e s z ­

cie z a k u p j e g o p r a c p r z e z i n s t y t u c j e p a ń s t w o w e . U z y s ­
kana

tą drogą

większą

pewność

swobodę w

siebie

pozwala

szukaniu nowych

Janosowi

na

dróg, t y m r a ­

z e m ( j a k t e m a t y k a świecka c z y duże k o m p o z y c j e
loosobowe)

* Wiersz dyktował m i Janos. Pisałam fonetycznie,
a n i e k o n s e k w e n c j e g w a r o w e w y n i k a j ą z tego, że J a ­
nos m i e s z a j ę z y k l i t e r a c k i z g w a r ą 'podhalańską i n a ­
w e t t e s a m e w y r a z y za k a ż d y m r a z e m w y m a w i a i n a ­
czej, zwłaszcza w w i e r s z a c h , r z a d z i e j w m o w i e p o ­
tocznej.

i afirmacją

zył."

tylko

słabnie, ale w p r o s t p r z e c i w n i e , z c o r a z większą

świadczy, że j e d n a k n i e z a w s z e j e s t d y s p o n o w a n y
pracy

nowany.

nawet

izbie".

p y t a n i e , czy z a w s z e j e d n a k o w o

mi sie nudzi,

dłu­

G d y dużo rzeźbi, s t a j e się u c z u l o n y

pracuje, Janos odpowiada:
jak

pa­

pore

na w s z e l k i e odgłosy, że „case to jus ni mogem
słuchać,

dużo,

trza

— j u s i tak mi chłopcy

to tu, to tam

tek
nie

zabudowana,

wie­

szczęśliwych.

Fotografie
wykonali:
Stefan
Deptuszewski — ryc. 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, U, 12, 15,
16, 17, 19.
Wiesław
Tomaszkiewicz
—
r y c . 2, 13, 14, 18. CAF-Wcmer
— ryc. 1.

173

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10713" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10691">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/25452a3132f868782b27ac45dad32153.pdf</src>
        <authentication>0e3c14096fe2260c08937b994beda5ec</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127738">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3485</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127739">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127740">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3267</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127741">
                <text>Józef Słonina, rzeźbiarz ludowy z Bogdanówki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127742">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4, s.245-248</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127743">
                <text>Furdyna, Józef</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127744">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127745">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127746">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127747">
                <text>Józef Furdyna

JÓZEF SŁONINA, RZEŹBIARZ LUDOWY Z BOGDANÓWKI

Józef Słonina urodził się w 1925 r. w B o g d a n ó w c e
(Myślenickie) i tamże zmarł w 1978 r. W B o g d a n ó w c e
się wychował, chodził do szkoły i mieszkał, z w y j ą t ­
kiem okresów służby, odbywanej w młodości w L e ­
żajsku i w Jordanowie, gdzie go zatrudniano do pasie­
nia bydła. Przez kilkanaście lat p r a c o w a ł też jako
robotnik leśny. W związku z wypadkiem przy pracy,
w ostatnich latach p o b i e r a ł r e n t ę i n w a l i d z k ą , k t ó r a
była podstawą jego utrzymania, p o z w a l a j ą c m u swo­
bodnie dysponować wolnym czasem.
Rzeźbą, jak twierdził, z a i n t e r e s o w a ł się dopiero
około 1956 roku „z n u d ó w przy pasieniu k r ó w " . Nie­
mniej, pewne upodobania w k i e r u n k u r y s u n k u i w y ­
robów z drewna w y k a z y w a ł podobno już w szkole
(ukończył tylko trzy klasy).
Rezultatem
zainteresowań
rzeźbiarskich
Słoniny
jest spora liczba prac, k t ó r e niezależnie od w a r t o ś c i
plastycznych, pozwalają prześledzić całą d r o g ę jego
rozwoju. Najpierw z a i n t e r e s o w a ł y go korzenie. W na­
turalnych formach drewna o d n a j d o w a ł k s z t a ł t y zna­
nych mu zwierząt. Nie z a d o w a l a ł a go przy t y m sama
sugestia formy, dążył do konkretnego k s z t a ł t u , notu­
jącego wiernie szczegóły anatomiczne. O d c i n a ł więc
niepotrzebne elementy, d o d a w a ł nowe, w y g ł a d z a ł po­
wierzchnię, o p r a c o w y w a ł f a k t u r ę , by p r z e d s t a w i ć sierść
jeleni, saren czy k r ó w . I n t e r e s o w a ł go też aspekt
praktyczny: chciał s t w o r z y ć rzeźbę, a zarazem w y k o ­
nać przedmiot u ż y t k o w y — l a s k ę . Do jej u c h w y t u
w postaci zwierzęcia ( i l . 5) p r z y m o c o w y w a ł drzewce,
.którego powierzchnię zdobił n a s t ę p n i e p ł a s k i m r y t e m

przedstawiającym
sylwetki
jeleni, zajączków,
lisów,
w i l k ó w , j a s t r z ę b i itp. W sposobie traktowania zwie­
r z ą t p r z e j a w i a ł zdecydowane tendencje naturalistyczne.
Po k r ó t k i e j serii lasek z a i n t e r e s o w a ł się głowami
ludzi, chcąc w przyszłości zająć się „ w y c i n a n i e m " ca­
łych postaci: „ c h c i a ł e m się t r o c h ę na t y m wy treno­
w a ć , a do tej roboty p o d p o w i a d a ł m i tutejszy rzeź­
biarz, po szkole w Zakopanem, S t a n i s ł a w Rybała, i on
m ó w i ł m i co i j a k się r o b i " .
Pierwsze prace z tej dziedziny p o k a z y w a ł z pew­
n y m z a ż e n o w a n i e m , m i a ł je w osobnym schowku. Nie­
k t ó r e z nich, j a k np. drewniane głowy, nie dochowały
się albo też r z e ź b i a r z nie chciał m i ich pokazać. Do
zachowanych prac z wcześniejszego okresu należą:
Upadek pod krzyżem
(11. 6), Matka Boska, Serce
Patia
Jezusa i Chrystus
na krzyżu.
Są to rzeźby polichro­
mowane i n a l e ż ą do najlepszych prac Słoniny.
Późniejsze rzeźby m a j ą dość z r ó ż n i c o w a n ą tematy­
k ę i r ó ż n ą w a r t o ś ć a r t y s t y c z n ą . Obok rzeźb kultowych
w y s t ę p u j ą świeckie, p r z e d s t a w i a j ą c e ludzi oraz nie­
wielkie f i g u r k i zwierzęce. Większość rzeźb liczy od 10
do 30 cm, najmniejsze są f i g u r k i z w i e r z ą t i głowy
ludzkie wykonane w k a m i e n i u rzecznym.
W ś r ó d r z e ź b i o n y d h t e m a t ó w znalazły się: Upadek
pod k r z y ż e m , Chrystus przy słupie, św. A n t o n i Pa­
dewski,
dwie
postacie
bliżej
niezidentyfikowanych
ś w i ę t y c h niewiast ( i l . 3), Serce Pana Jezusa, Matka
z dzieckiem na plecach ( i l . 2), kobieta w gorsecie,
kobieta w chustce na głowie, wspomniane w y ż e j gło^
w y ludzkie ( i l . 4), żołnierz, kobieta przy k o ł o w r o t k u

I I . 1. Kobieta przy k o ł o w r o t k u , drewno.

245

�I I . 2. Kobieta z dzieckiem na plecach, drewno. I I . 3.
Ś w i ę t a , drewno. I I . 4. G ł ó w k i r z e ź b i o n e w kamieniu.
I I . 5. Laska rzeźbiona. I I . 6. Chrystus u p a d a j ą c y pod
K r z y ż e m , drewno polichromowane.

(il. 1), kobieta przy międlicy, c h ł o p w y r a b i a j ą c y gonty
(il. 9), scena o r k i (il. 7), kobieta k o p i ą c a m o t y k ą ( i l . 8),
oraz Chrystus Frasobliwy. Wymienione t u r z e ź b y znaj-

4

d u j ą się w Muzeum Regionalnym w M y ś l e n i c a c h oraz
w zbiorach autora niniejszego opracowania.
Jako t w o r z y w a u ż y w a ł S ł o n i n a z r e g u ł y drewna
lipowego, k t ó r e w postaci k a w a ł k ó w o k r e ś l o n e j wiel­
kości p r z y g o t o w y w a ł sobie w c z e ś n i e j , by je mieć w
k a ż d e j c h w i l i pod r ę k ą . P r z y s t ę p u j ą c do rzeźbienia,
kiedy c h c i a ł zrobić coś „główniejszego", zaznaczał naj­
p i e r w o ł ó w k i e m na
klocku
podstawowe proporcje,
u k ł a d r ą k i nóg, oraz k s z t a ł t głowy. N a s t ę p n i e ocios y w a ł klocek z grubsza s i e k i e r k ą , zbliżając się do za­
mierzonej formy, k t ó r ą p ó ź n i e j o p r a c o w y w a ł szczegó­
łowo przy pomocy kozika. N o ż e m w y d r a p y w a ł też
r z e ź b y w kamieniu, gdy w y j ę t y z wody b y ł jeszcze
mokry i miękki.
Wzory do swych r z e ź b c z e r p a ł S ł o n i n a z rozmai­
tych źródeł. Raz b y ł a to z n a j d u j ą c a się w obrębie
rodzinnej wsi kapliczka ze s c e n ą U p a d k u pod krzyżem
i Chrystusem p r z y w i ą z a n y m do słupa, i n n y m razem
przygodnie nabyte obrazki ś w i ę t y c h lub ich wizerun­
k i , widziane w kościele, czy wreszcie ilustracje książ­
kowe. Nie znaczy to, by nie m i a ł w ł a s n y c h pomysłów,
ale „ p o m y s ł y z g ł o w y " w y d a w a ł y m u się mniej war­
tościowe niż oparte na gotowych wzorach: „nie mam
takiego zaufania gdy w y m y ś l a m co sam, bo jestem
bez ż a d n y c h szkół i lepsi są ode mnie, co o tym
myślą".
Do w ł a s n y c h , oryginalnych rzeźb S ł o n i n y zaliczyć
n a l e ż y większość jego figurek zwierzęcych, twarze
ludzi wykonane w k a m i e n i u oraz r z e ź b y figuralne
o tematyce ś w i e c k i e j .
Wspomniano w y ż e j , że S ł o n i n a p r a c o w a ł często
z o ł ó w k i e m w r ę k u , z a z n a c z a j ą c na k l o c k u podsta­
wowe proporcje i u k ł a d y kompozycji. Chodziło mu
t a k ż e o sprecyzowanie czy opracowanie n a s u w a j ą c e g 9
się p o m y s ł u , o w ł a ś c i w e o k r e ś l e n i e a t r y b u t ó w ikono­
graficznych, rozmieszczenie e l e m e n t ó w
dekoracyjnych
itp.
W dorobku r z e ź b i a r s k i m Józefa Słoniny najbar­
dziej p r z e k o n y w u j ą c e są prace o tematach świątkar-

�skich, co można tłumaczyć z w i ą z k i e m tej t e m a t y k i
z ludową tradycją rzeźbiarską, p r z e k a z u j ą c ą w y p r ó ­
bowane schematy formalne i ikonograficzne. U w i ę ­
kszości rzeźbiarzy ludowych z a j m u j ą c y c h się ś w i ą t karstwem, prace oparte na dawnych wzorach b y w a j ą
zwykle lepsze, bardziej dojrzałe, bardziej logiczne niż
ich prace pionierskie. Znajduje to r ó w n i e ż p o t w i e r ­
dzenie w twórczości Słoniny. Dwa wykonane przez
niego przedstawienia Upadku pod k r z y ż e m r ó ż n i ą się
od siebie w gruncie rzeczy tylko wielkością. Bardzo
przekonywująca jest w nich z w a r t o ś ć kompozycji i l o ­
gika układów k i e r u n k ó w poziomych i pionowych,
współzależności elementów bryły, akcenty zgeometryzowanego ażuru i oszczędność ś r o d k ó w r z e ź b i a r s k i c h
w opracowaniu powierzchni, w k t ó r e j umownie za­
znaczone zostały fałdy szat Chrystusa.
Rzeźby Słoniny są w gruncie rzeczy prostymi kloc­
kami drewna, zgiętymi na l i n i i k o l a n i u c i ę t y m i r ó w ­
no na wysokości stóp. Prostota ś r o d k ó w w y r a z u łączy
się tu z ubóstwem u m i e j ę t n o ś c i warsztatowych, przy
niesłychanie jednak szczerym stosunku t w ó r c y do te­
matu, który jest m u n i e w ą t p l i w i e w e w n ę t r z n i e bliski.
Klimat ludzkich, szczególnie c h ł o p s k i c h u d r ę c z e ń i ra­
dości, czytelny jest niemal we wszystkich tematach
— zarówno religijnych j a k i ś w i e c k i c h — z w i ą z a n y c h
z człowiekiem.
W tematach ś w i ą t k a r s k i c h dominuje ujęcie f r o n ­
talne, statyczność i schematyzm oraz symetria kompo­
zycji. W rzeźbach o świeckiej tematyce symetria u s t ę ­
puje miejsca asymetrii, kompozycja staje się swobod­
na, wyzwolona z ograniczeń, k t ó r e w n o s i ł y schema­
tyzm ujęcia i zasada frontalności, dzieje się to jednak
kosztem zwartości b r y ł y i syntetycznego ujęcia przed­
stawianego tematu. Opracowanie powierzchni r z e ź b

5

jest u S ł o n i n y m i ę k k i e , modelowanie b r y ł y p ł y n n e ,
bez ś l a d ó w topornej geometryzacji, spotykanej często
U r z e ź b i a r z y ludowych, W zdecydowanej większości

6

247

�I I . 7. Orka, drewno. I I . 8. Kobieta k o p i ą c a
motyką,
gonty, drewno.

prac artysty nie ma e l e m e n t ó w dekoracyjnych, zdo­
biących p o w i e r z c h n i ę b r y ł y . Poczucie
dekoracyjności
widoczne jest przede wszystkim w
przemyślanych
u k ł a d a c h kompozycyjnych, głównie w u k ł a d a c h r ą k
i" nóg, w kontrastowaniu k i e r u n k ó w l i n i i i płaszczyzn
oraz f a k t u r g ł a d k i c h i nacinanych powierzchni ( i l . 2).
P o d k r e ś l o n e p o w y ż e j cechy r z e ź b y o n i e t r a d y c y j nej tematyce widoczne s ą dobrze w t a k i c h p r z y k ł a ­
dach j a k : kobieta niosąca dziecko na plecach, kobieta
kopiąca ziemię m o t y k ą , orka.
W pierwszej rzeźbie p o s t a ć kobiety r o z w i ą z a n a jest
symetrycznie lecz s y m e t r i ę kompozycji p r z e ł a m u j e w y ­
glądające spoza ramienia m a t k i dziecko ( i l . 2). L o ­
gika c i ę ż a r ó w i k i e r u n k ó w ś w i a d c z y z a r ó w n o o u m i e ­
jętności obserwacji natury j a k i zdolnościach kompo­
zycyjnych. Praca jest realistyczna z a r ó w n o w wyborze
t e m a t y k i i w dbałości o szczegóły, jak też i w p r ó b i e
psychologicznej charakterystyki przedstawianych posta­

drewno. I I . 9. C h ł o p

strugający

ci. Widoczne to jest zwłaszcza w wyrazie twarzy,
ś w i a d o m i e zindywidualizowanych.
Rzeźba kobiety k o p i ą c e j m o t y k ą ziemię ( i l . 8) jest
kompozycją wielostronną, prostą i realistyczną. Domi­
n u j ą w tej rzeźbie trzy podstawowe elementy: mocny,
k r ó t k i korpus kobiety wspartej na d u ż y c h , p ł a s k i c h
stopach, n a k r y t a c h u s t ą głowa, usytuowana
niemal
prostopadle do t u ł o w i a oraz ręce, wyprowadzone od
r a m i o n w l i n i i u k o ś n e j . Trzymają" one m o t y k ę przed­
ł u ż a j ą c t ę linię aż do ziemi. F a k t u r a b r y ł y , nosząca
w y r a ź n e ś l a d y o b r ó b k i d ł u t e m czy n o ż e m , stanowi
dodatkowy walor rzeźby, k t ó r a n a l e ż y do najlepszych
w dorobku S ł o n i n y .
Z kolei temat o r k i jest, w z a m y ś l e autora i w
efekcie, nie tyle d z i e ł e m artystycznym, co i l u s t r a c j ą
o k r e ś l o n e g o f a k t u , typowego dla dawnej w s i ( i l . 7).
W r o z w i ą z a n i u k o m p o z y c y j n y m d o m i n u j ą trzy oddziel­
nie opracowane elementy, k t ó r e łączy ze sobą jedynie

•- :•

T • i
1 JM*

248

�wargami oraz w k l ę s ł e nosy. Rodzaj tworzywa zdecy­
d o w a ł o t y m , że c a ł y akcent skupia się na r y s u n k u '
i wyrazie samej t w a r z y z p o m i n i ę c i e m włosów (il. 4).
O s t a t n i ą g r u p ę r z e ź b Słoniny t w o r z ą wykonane
w drewnie f i g u r k i z w i e r z ą t , k t ó r e ze względu na bar­
dzo m a ł e w y m i a r y , p r z y p o m i n a j ą zabawki. W prze­
c i w i e ń s t w i e do i n n y c h p r z y k ł a d ó w twórczości artysty
doszły t u w y r a ź n i e do głosu tendencje naturalistyczne, ujawnione g ł ó w n i e w daleko p o s u n i ę t e j trosce
o szczegóły anatomiczne i fakturalne oraz w chęci
p o d k r e ś l e n i a momentu ruchu.
P o d s u m o w u j ą c dorobek r z e ź b i a r s k i Józefa Słoniny,
należy p o d k r e ś l i ć , że reprezentuje on przeciętny po­
ziom, k t ó r y w n i e k t ó r y c h p r z y k ł a d a c h , j a k np. rzeź­
bie kobiety k o p i ą c e j m o t y k ą ziemię, z d a w a ł się zapo­
w i a d a ć r z e ź b i a r z a z d u ż y m i możliwościami. Intereso­
w a ł go przede wszystkim człowiek, jego praca i troski.
Z tego w z g l ę d u ś w i ą t k a r s t w o o d g r y w a ł o u niego rolę
d r u g o r z ę d n ą i wiązało się przede wszystkim z począt­
k o w y m okresem twórczości. W n i e k t ó r y c h tematach
ś w i e c k i c h n a w i ą z u j e jednak do tradycji ś w i ą t k a r s k i c h
(kobieta z dzieckiem na r ę k u , dziewczyna w gorsecie).
Część jego prac ma Charakter ilustracyjny
(zajęcia
wiejskie), część zaś t r a k t o w a ł jako swoisty trening
warsztatowy (główki kamienne). W a r t o ś ć
plastyczną
m a j ą jednak przede wszystkim rzeźby o tematyce
świątkarskiej
oraz ś w i e c k i e
rzeźby
jednofiguralne,
mniej cenne są kompozycje wielofiguralne.

wspólna funkcja: wół zaprzężony w jarzmo, chłop trzy­
mający pług oraz poganiająca wołu kobieta. Poszcze­
g ó l n e , bryły kompozycji, poprawnie ęzeźbione, są rea­
listycznie ujęte. Rzeźbiarsko najbardziej udany jest
wół. Trafność ujęcia przejawia się w u k ł a d z i e takich
elementów anatomicznych, jak mocno osadzona głowa,
masa tułowia oraz ruch nóg. Jednolita faktura wszyst­
kich brył a także brak polichromii, p o d k r e ś l a j ą jed­
ność ideową całej kompozycji.
Poza wspomnianymi już rzeźbami sakralnymi, po­
wstałymi w początkowym okresie twórczości, wszystkie
inne pozbawione są polichromii: n i e k t ó r e t y l k o po­
krywa błyszcząca warstwa bezbarwnego lakieru.
Poczucie dekoracyjności widoczne jest w pracach
Słoniny w rozwiązaniach kompozycyjnych, kierunkach
linii płaszczyzn,
kontraście
faktur
itp.,
natomiast
występuje ono tylko w n i e w i e l k i m stopniu w postaci
dekoracji niezależnej, zdobiącej płaszczyznę (jak to ma
miejsce np. w płaskorzeźbie M a t k i Boskiej z Dzie­
ciątkiem).
Odrębną grupę rzeźb S ł o n i n y s t a n o w i ą ludzkie
główki kamienne, wykonywane, jak o t y m mówił, dla
nabrania wprawy w rzeźbieniu i dla w ł a s n e j przy­
jemności, zazwyczaj podczas pasienia k r ó w . Widoczne
są w nich te same cechy, k t ó r e spotykamy w g ł o w a c h
rzeźbionych w drewnie: zaznaczona p ł a s k o ś ć twarzy,
migdałowato wycięte oczy, osadzone dość głęboko w
stosunku do czoła, w ą s k i e usta ze słabo widocznymi

Zdjęcia w y k o n a ł autor

R

K

O

N

I

K

A

IV-VI 1980
Imprezy regionalne
i folklorystyczne
16 V — w Częstochowie Z w i ą ­
zek „Cepelia" z o r g a n i z o w a ł I Ogól­
nopolski Przegląd R z e ź b y L u d o ­
wej, z udziałem 6 Zrzeszeń Ce­
pelii.

*
10,11 V — Busko (kieleckie),
IV Spotkania z Folklorem. Przy­
znano nagrody kapelom, zespołom
regionalnym, solistom, ś p i e w a k o m
i instrumentalistom.
V — Łomża, w ś r ó d
imprez
Święta
Kultury
Staropolskiej
„Rajby K u r p i o w s k i e " — w i d o w i s ­
ko plenerowe w
nowogrodzkim
skansenie.
*

30 V—2 V I — w Muzeum Etno­
graficznym w T o r u n i u w ramach
„Dni
Torunia"
zorganizowano
„Spotkania
Kapel
Ludowych
z
udziałem
kapel
zagranicznych",
wystąpiły zespoły z Polski, W ę g i e r
i Jugosławi. C y k l imprez, k t ó r e
odbywały się na placach i u l i ­
cach miasta o b e j m o w a ł koncerty,
spotkania,
pokazy
instrumentów,
występy
zespołu
dziecięcego
z Koniakowa, stylizowanego zes­
połu t a ń c a z B r a t y s ł a w y oraz j u ­
gosłowiańskiego
zespołu
pieśni
i t a ń c a „żeńcy". Jako pomostu j ę ­
zykowego u ż y t o esperanto, a W ę ­
gierski
Związek
Esperantystów
przysłał t o w a r z y s z ą c ą m u z y k o w a ­
niu w y s t a w ę haftu ludowego. Or-

ganizatorami imprezy było Muze­
um,
Wydział
Kultury
i Sztuki
Urzędu
Miejskiego
w
Toruniu
oraz
Zarząd
Główny
Polskiego
Związku Esperantystów.

7 8 V I — O s t r o ł ę k a , 25-te D n i
F o l k l o r u Kurpiowskiego, z udzia­
ł e m kapel, zespołów i t w ó r c ó w
l u d o w y c h kurpiowszczyzny.
f

19—22 V I — Przytoczna, I I I
Ogólnopolski
Przegląd
Dorobku
Kulturalnego Wsi. J u r y
(przew.
prof. dr Józef
Burszta) oceniło
widowiska zespołowe ( I nagr. ot r z y m a ł W D K w Kielcach) oraz
w y s t a w y konkursowe (przew. j u ­
r y ant pL P r z e m y s ł a w B r y k a l s k i ) :
I nagr. p r z y p a d ł a ekspozycji W D K
z
Piły,
pokazującej
dysonanse
m i ę d z y d a w n ą a w s p ó ł c z e s n ą ar­
c h i t e k t u r ą wsi, z a s t ę p o w a n i e p i ę k ­
nych starych f o r m
współczesną
produkcją masową.
20—22 V I — Płock, X I V Ogól­
nopolski Festiwal F o l k l o r u i Sztu­
k i L u d o w e j pod h a s ł e m „Z bie­
giem Wisły", odbyło się seminar­
i u m folklorystyczne, otwarto w y ­
stawy, m.in. „Diabły polskie w
rzeźbie i legendzie" (z kolekcji
Wiktoryna Grąbczewskiego). Kon­
certom
zespołów
towarzyszyły
kiermasze sztuki ludowej:
kwia­
tów, w y p i e k ó w , w y r o b ó w ze sło­
my,
przysmaków
regionalnych.
Przywrócono
Radę
Programowo-Artystyczną
(przewodniczący
dr.

B o g u s ł a w Linette), k t ó r a przyzna­
ła w y r ó ż n i e n i a : g ó r n i c z e m u zespo­
łowi pieśni i t a ń c a „ S i e m i a n o w i ­
ce" za t a ń c e mieszczan żywiec­
kich, zespołowi „ R r o m n i " z War­
szawy za ludowe t a ń c e i stroje,
zespołowi z Brzeźnicy za stroje
kobiece, zespołowi „ Ż e r d z i e " z Pu­
ł a w za a u t e n t y c z n o ś ć widowiska
— w y r o b u lnu, zespołowi „ J a w o r z n i k " z B ę d z i n a za autentyczne ele­
menty
w
obrzędzie
weselnym
i stroje, zespołowi z Grodziska
Dolnego za a u t e n t y c z n o ś ć stroju,
m u z y k i i pieśni, Zespołowi pieśni
i
tańca
„Wisła" za
różnorodne
t a ń c e w i ś l a ń s k i e , zespołowi „Podwiślanka" z Sieciechowa za wido­
wisko pieczenia chleba, kapeli ze
Zdunkowa i kapeli braci R ó ż a ń ­
skich z Zabierzowa Bocheńskiego
za tradycyjny sposób gry, oraz
kapeli braci T r z p i l ó w z Garwoli­
na za zachowanie autentycznego
stylu muzykowania.

14,15 V I — Przysucha, I V Wo­
j e w ó d z k i P r z e g l ą d Folkloru i Sztu­
k i Ludowej w o j . radomskiego.
20—22 V I — Łowicz, „ J a r m a r k
ł o w i c k i " z u d z i a ł e m kapel, zespo­
łów, g a w ę d z i a r z y ; wystawa sztuki
ludowej regionu w Muzeum Na­
rodowym, oddział w Łowiczu.
26—29 V I — Kazimierz n.Wisłą, X I V Festiwal Kapel i Śpiewa­
k ó w Ludowych. I nagrody otrzy­
m a l i : Kapela „Dolina Dunajca" z
249

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7949" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7929">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/73ef77301ac204cf3ebd00269dd6c56c.pdf</src>
        <authentication>74103a6b61dae0f8f2bf93ab8df39997</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95041">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3653</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95042">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95043">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3430</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95044">
                <text>Józef Tkaczuk i inni, czyli o imionach widywanych na murach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95045">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.52-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95046">
                <text>Sulima, Roch</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95047">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95048">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95049">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95067">
                <text>Józef Tkaczuk i inni, czyli
o imionach widywanych na murach
Przyczynek do etnografii miasta
Roch Sulima
I . SASKERSI
Będzie to przyczynek do etnografii Saskiej Kępy, próba
terenowego raportu o narodzinach zjawiska, które nic tylko
wymiarze lokalnym skojarzyło się z imieniem własnym:
JOZEF T K A C Z U K , pojawiającym się w formie inskrypcji na
murach Saskiej Kępy na przełomie lat osiemdziesiątych i dzie­
więćdziesiątych. Spontaniczne inskrypcje na murach, choć
towarzyszą człowiekowi od zarania kultury pisma, kojarzą się
dziś przede wszystkim z młodzieżową subkulturą graffiti.'
Rzadko zdarta się okazja, aby prześledzić konkretny, pod­
miotowy wymiar takiego zjawiska, a więc żyć w osiedlu,
prowadzić rozmowy zarówno z samym panem Józefem Tkaczu­
kiem, woźnym w szkole moich dzieci, jak z tymi. którzy
wykreowali swoisty mit współczesny. Mit lokalny, nad którym
nadbudowują się dziś znaczenia przekazów reklamowych
0 ogólnopolskim zasięgu, wysokonakładowych komiksów, po­
wielanych masowo emblematów młodzieżowego stroju, czyli
identyfikatory wspólnoty.
Staram się także, niejako przy okazji, zwrócić uwagę na
lokalny wymiar subkultur młodzieżowych, a tym samym
przedstawić nowy typ argumentów w dyskusji nad tymi subkul­
turami, które traktuje się zazwyczaj jako przeszczep z Zachodu.
Fenomen „ J T " uznaję za z. pozoru tylko banalny czy niepoważ­
ny (powagę rzeczy niepoważnych uzmysłowił najlepiej Jan
Stanisław Bystroń podejmując „tematy, które mu odradzano")
pretekst do prześledzenia zjawiska kulturowego in statu nascendi.
„Witamy was Saskcrsi", „Saskcrland", „Bad Boys from
Saskerland" - to młodzieżowe graffiti, obco brzmiące wykład­
niki „swojskości", nakładające się na oficjalną., administracyjną
1 publiczną, szatę informacyjną Saskiej Kępy od przełomu lat
osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Nadbudowują się one
nad setkami i tysiącami inskrypcji, które na większą skalę
pojawiły się na Saskiej Kępie już od początku lat siedem­
dziesiątych.
Ze względu na funkcję można wyróżnić wśród graffiti:
1 - znaki d z i a ł a n i a (przezwiska, inwektywy, obelgi, na
przykład „Anica K o b y ł a " , „ S p a ś l a k " , „ Ł y s a " , „ W i e ś n i a k i " ,
„Maciek jest frajer"). Są to najczęściej operatory wewnątrz grupowych stosunków: włączania do grupy, wykluczenia, agre­
sji, czyli elementy pragmatyki życia grupowego (szkoła, po­
dwórko); 2 - znaki i d e n t y f i k a c j i
(nazwy zespołów
muzycznych, sportowych oraz imiona ich idoli: „ L e g i a " ,
„ L e n o n " , K U L T ) . Są lo instytucjonaliżujące się operatory
wspólnoty, które - ponawiane w zależności od sytuacji - „od­
gradzają" od innych wspólnot tego samego typu ( „ L e g i a " contra
„ W i d z e w " ) ; 3 - znaki, i s t n i e n i a , czyli spontaniczne
ekspresje typu: „Lubię małe zwierzątka". W ostatnim wypadku
walor egzystencjalny inskrypcji dominuje nad walorem infor­
macyjnym (funkcją referencjalną).
Trzy wyodrębnione tu wstępnie typy znaków można uznać za
uniwersalny język (inwarianl) młodzieżowych graffiti, które
w skali kraju, a nawet Europy czy świata są typowe, powtarzal­
ne, monotonne, z niewielkimi lokalnymi czy też indywidual­
nymi modyfikacjami.' Na tym tle zjawiskiem osobnym wydaje
:

się inskrypcja „Józef Tkaczuk", która swój rodowód bierze
z Saskiej Kępy w Warszawie. Sądzę, że to właśnie za sprawą
rozmnożonych w setkach egzemplarzy na Saskiej Kępie inskrypcji ,,JT" mogły pojawić się (i znaczyć) operatory wielkomiejskiej lokalności („Saskersi"). „ T k a c z u k l a n d " był zaląż­
kiem i prototypem „Saskcrlandu", a więc znakiem naras­
tającego poczucia lokalności, której idea, od lal wpisana
w program instytucjonalnych działań Towarzystwa Przyjaciół
Warszawy - Saska Kępa, szuka wciąż form realizacji, oczekuje
świadectw spełnienia.Przed „Józefem Tkaczukiem" byli na Saskiej Kępic inni.
Pierwsze spontaniczne inskrypcje, które miały związek z ,,JT",
pojawiły się lu na początku lat siedemdziesiątych, głównie
w okolicach Ronda Waszyngtona. Ponawiane na okolicznych
murach stały się wkrótce znakami „ m i e j s c a " , c h o ć w swej treści
w żaden sposób do tego „miejsca" nie musiały nawiązywać,
Były to imiona własne „ M o k o w i a k " (często z dopiskiem Łazy)
oraz „ M a t u s z c z y k " , imiona skoncentrowane wokół lego „miej­
sca", niepowtarzalne w innych. Pierwszy z napisów pojawiał
się w kilku wariantach, między innymi jako „MO-kowiak czy
„ M O k o w i a k " , co wskazywało na swoistą grę skrótem „MO",
a więc bawienie się inicjałami naocznie działającej instytucji
bezpośredniego przymusu, czyli M i l i c j i Obywatelskiej. Lokal­
ne wykładnie, czyli ludowe etymologie wiązały te inskrypcje
z imionami przedstawicieli oficjalnych służb mundurowych
(MO, O R M O ) , albo w samej rzeczy militarnych („Matusz­
czyk"). W odbiorze lokalnym inskrypcje te funkcjonowały jako
„ujawnienie" tego, czemu przysługuje instytucjonalnie tajem­
nica, choć rzeczywiste intencje piszących na murach mogły być
nieco inne. Napis znaczył „ r o z b i e r a n i e " z munduru, obnażanie
z powagi, tajemnicy i strachu.
Wyraźny próg spontaniczności zostaje ustanowiony przez
ciśnienie instytucji przymusu, zostaje ustanowiony na obrze­
żach „struktury". Wkrótce zresztą, w latach osiemdziesiątych,
struktura ta „wypiętrzy s i ę " , ulegnie „nadorganizacji" w po­
staci stanu wojennego, a Saską Kępę. jak inne dzielna
Warszawy i inne polskie miasta, pokryją jednoznacznie intenc­
jonalne napisy „solidarnościowe", z których jeden: „WRON
won za D o n " , wymalowany był ogromnymi literami na chod­
niku w pobliżu dzisiejszego napisu, „Witamy was Saskersi"N&gt;
początku lat osiemdziesiątych, jednoznacznie antysirukturałl*
sankcja napisów osiągnie swoje apogeum w skali ostatnie?
półwiecza. Będzie lo naturalne tło dla zawrotnej karier)
i m i e n i a woźnego zc szkoły podstawowej nr 15 przy ulic)
Angorskiej na Saskiej Kępie.
0

I I . CORPUS

1NSCRIPTIONUM

1

4

52

Pierwsze inskrypcje pojawiające się od roku IWO wypełniw
przede wszystkim obszar zamknięty ulicami: Was/.yngto *
Międzynarodową, Z w y c i ę z c ó w i Francuską. Szybko jedna*
przenikały do przestrzeni ogólnomicjskiej i ujawniały '
wzdłuż tras komunikacyjnych prowadzących na Saską Kff*
i Pragę Południc. Oto najczęściej pojawiające się inskrypc'j ^
sytuacjach charakterystycznych podaję bardziej szczegów
lokalizacje): „Józef Tkaczuk"; „Józef Tkaczuk. Turek.
C K . Pf r
i "z ^
1

3

c

�straż"' ..Strefa Tkaczuka"; „Tkaczuk walczy"; „Józef Tkaczuk
| rn." (napis z wzornika w postaci kierunkowskazu); „Uwaga
dzieci - Tkaczuk straszy" (na znaku ostrzegawczym przy
^jegu ulic Angorskiej i Saskiej, w najbliższym sąsiedztwie
szkoły nr 15); „Niech żyje Józef Tkaczuk"; „Tkaczuk Człowie­
kiem Roku"; „Józef Tkaczuk - O . K . " (śmietnik przy ul.
londyńskiej); „ U w a g a - c z u ć Tkaczukiem" (napis oraz wizeru­
nek na budce z kwiatami przy ulicy Międzynarodowej);
Tkaczuk, gdzie j e s t e ś " ; „Jestem fanem Józefa Tkaczuka";
Józef Tkaczuk - nasz i d o l " (odbiła z wzornika sylwetka
zmiotła, i szufelką w uniesionych rękach i lecące w jej kierunku
jajka); „Krawaty dla Tkaczuka"; „Oddać krawaty Tkaczukowi"
(na sklepie pasmanteryjnym); „Fryzjer - Józef Tkaczuk" (na
reklamie salonu fryzjerskiego „ K a l a m i s " ) ; „Uprasza się o za­
mykanie drzwi - Józef Tkaczuk" (ulica Waszyngtona); „Szkoła
i . Józefa Tkaczuka" (przy szkole nr 15); „Ulica Walecznych
Tkaczuków" (ulica Walecznych); „Witajcie w Tkaczuklandzie" (przy szkole nr 15); „Most Tkaczuja" (przystanki na
Moście Poniatowskiego); „Park Tkaczuka" (Park Skaryszew­
ski): „Józef Tkaczuk wita na Pradze Południe" (na moście im.
Berlinga); „Józef Tkaczuk - ż e g n a " (tamże); „Płoszczat'
Tkaczuka" (napis po rosyjsku w okolicach Stadionu X-lecia,
czyli „ruskiego bazaru"); „Józef Tkaczuk król M Z K " (przy­
stanek w Śródmieściu Warszawy), „Tramwaj Józefa Tkaczuka"
(na tramwaju reklamującym Radio Zet, w pierwszym dniu
kursowania); „Kierowca Józef Tkaczuk" (autobus nr 111,
kursujący na Saską Kępę). „Gdzie jest Józef Tkaczuk" (najnow­
szy, nieco nostalgiczny, napis z dnia 20 marca 1995 na plakacie
reklamującym „Gazetę P r a w n ą " , ulica Walecznych).
Są to napisy pasożytujące na administracyjno-publicznej
tkance miasta, na jej względnie stabilnej przedmiotowo-znakowej strukturze informacyjnej.'' Dochodzą do tego przestrzenie
o „zagęszczonej" seiniozis (bramy, przejścia podziemne, skrzy­
żowania ulic, miejsca „ u k r y t e " na przykład „za garażami",,.nad
kanałkiem"). Oficjalna „struktura" miasta, jej znakowe wy­
kładniki zostają jakby wywrócone na nic, zawłaszczone przez
tajemniczą dla większości formułę słowną oraz plastyczne
wyobrażenia i piktogramy ( &amp; ) .
Oprócz stałej ekspozycji w miejskiej strukturze przestrzennej
napisy „JT* dają o sobie znać w czasie sezonowych, cyklicznych
epifanii Wielkich Struktur, takich jak wybory do parlamentu czy
wybory prezydenckie. Oto inskrypcje z czasu wyborów prezy­
denckich w roku 1990: „Tkaczuk na prezydenta"; „Tkaczuk
naszym kandydatem*. Szczególnie rozmnożyły się, czytelne do
dnia dzisiejszego przy Międzynarodowej i Londyńskiej, malo­
wane za pomocą wzorników napisy: „Tkaczuk prezydentem
Rz-plitej"; „Józef Tkaczuk prezydentem będzie, jak go ludzie
poprą wszędzie"; czy mniej udane: „Najlepszą z najlepszych na
świecie jest kandydatura Tkaczuka, no wiecie!*, albo też:
..Tkaczuk jedyny w swym rodzaju, musi być prezydentem tego
kraju'; „Tkaczuk dobrym Prezydentem, Demokratą i Turkiem*.
w czasie wyborów do Sejmu i Senatu w roku 1993 mieszkań­
cy Saskiej Kępy byli świadkami swoistego happeningu „ K a m ­
pania wyborcza JT*, kampania, którą przy pomocy napisów
'Plakatów poprowadzono z całą determinacją i fachowością.
" lokalu wyborczym przy ulicy Zwycięzców, wśród obwiesz­
a ł z. listami kandydatów, znalazł się plakat z wizerunkiem
kandydata Józefa Tkaczuka, startującego z fikcyjnej listy nr 68,
z następującymi tekstami: „Głosujcie bez namysłu. Józef
Kaczuk posłem. Potęga energii". Obok plakatu, którego poja*|enie się było wykroczeniem przeciwko ustawie wyborczej,
*isiał „Program wyborczy* (niestety, nie udało mi się go
**%£'). Bezpardonowa walka wyborcza rozgorzała także na
jarach. Na przykład na plakatach wyborczych Porozumienia
. 'rum (plakat z niemowlakiem) można było przeczytać: „ W
" J ! płynie krew Józefa Tkaczuka*. Na portretach znanych
' "tyków, których nazwiska zostały zamazane, widniały napi'ielki brat Józef Tkaczuk patrzy*. Na charakterystycznych
l ' Czerwonych „szczękach" KPN-u - blaszanej budce handJ przy Nowym Świecie, obok siedziby partii - widniało
H

llt

en

tez

e

hasło: „Józef Tkaczuk - premier". Hasła tej treści pojawiły się
też licznie na Sakiej Kępie. (Corpus inscriptionttm nie wyczer­
puje całego zasobu inskrypcji, których blok pojawi się jeszcze
w dalszej części raportu.)
III. STRUKTURA I

COMMUNITAS

W sporządzanym tu raporcie muszę odrzucić pokusę monografizmu w badaniach terenowych, jak również monograficz­
nego ujęcia narastającej lawinowo refleksji nad subkulturą
graffiti, na rzecz ryzykownej próby dotarcia do swoistych cech
zjawiska symbolizowanego przez napisy „JT", dotarcia do jego
konkretności, jednostkowości, a nawet incydentalności. Jest to
zatem próba dotarcia do paradoksalnej, dającej się obserwować
„indywidualności* zjawisk kultury masowej. T o właśnie otwar­
ty dla badacza tekst t e r e n u (dziś niemodne, choć budzące
tęsknoty słowo), a tym bardziej terenu, w którym badacz żyje,
narzuca potrzebę spojrzenia na doświadczane w potocznej
praktyce życia, na przenikające się wzajemnie w lokalnym
świecie rozmaite „strukturalności* i „procesualności", a więc
realne ramy codziennej egzystencji. M o ż n a tu mówić o „rytua­
łach codziennych* , a więc regułach nieustannego „ustawiania'
wszystkiego na swoim miejscu, codziennego koordynowania
różnych poziomów bytu.
Interesujące spojrzenie na dynamikę ludzkich zachowań
znaleźć można w pracach Victora Turnera, w jego koncepcji
r y t u a ł u rozumianego jako naturalny model procesu społecz­
nego, jako bezinteresowny w sensie ekonomiczno-technicznym
s p o s ó b przezwyciężania napięć i konfliktów społecznych.
W nawiązaniu do formalno-procesualncj analizy rites de pas­
sage van Gennepa", Turner proponuje w gruncie rzeczy teorię
zmiany immanentnej, konstruuje slrukturalno-procesualny mo­
del życia społecznego, pozwalający nic tylko w rytuale, ale
także we wszelkim tekście zachowaniowym analizować to, co
jest „strukturalne", oraz to, co jest „procesualne*. W jednej
z podstawowych swoich prac The Ritual Process: Structure and
Ani-Structure'
Turner stwierdza, że wszelkie społeczności
ludzkie jawnie lub niejawnie ciążą ku dwom kontrastującym ze
sobą modelom społeczeństwa, czyli struktury i communitas. Tc
dwie biegunowe modalności stosunków społecznych można
- zdaniem Turnera - odnaleźć na wszystkich poziomach kultury
i stopniach rozwoju społecznego. W sensie typologicznym
opozycję struktury i communitas można interpretować jako
Tónniesowską opozycję Gemeinschaft i Gesellschaft, ale samo
pojęcie struktury Turner rozumie w duchu brytyjskiej an­
tropologii społecznej.
Struktura to układ prawnych, politycznych, ekonomicznych
pozycji, statusów i ról społecznych, w których jednostka
występuje jako swoisty „konstrukt*. Strukturę charakteryzuje
normalywność, instytucjonalizacja i hierarchiczność pozycji,
ról i statusów społecznych oraz pragmatyzm działań.
Dla opisu wybranego przeze mnie zjawiska (fenomen „JT")
najbardziej interesujące są zależności między strukturą a com­
munitas oraz samo pojęcie communitas, które Turner wydziela
ze sfery życia potocznego jako szczególną modalność stosun­
ków międzyludzkich. Communitas to wspólnota konkretnych,
pozostających w bezpośrednich stycznościach jednostek, które,
choć różnią się swoimi fizycznymi czy intelektualnymi charak­
terystykami, to czują się równymi przez poczucie przynależno­
ści do tej samej wspólnoty. Communitas to homogeniczna
całość, w ramach której jednostki pozostają w stosunkach
integralnych, więziach emocjonalnych, nie wyznaczonych
przez statusy i role. Communitas jest więc dogłębnie doświad­
czanym, a przy tym pożądanym poczuciem wspólnolowości. To
swoisty happening, gdzie każda jednostka doświadcza w całej
pełni potencjalnej obecności drugiej jednostki. Widać w tym
miejscu wyraźne nawiązania do „teorii dialogowych", między
innymi do Martina Bubcra, którego Turner obficie cytuje.
Widać też podobieństwo do koncepcji karnawału Michaiła
Bachtina, którego prac, jak można sądzić, Turner nie znal.
7

1

53

�Communitas jest zatem bezpośrednią i zarazem potencjalną
(hybrydalną) siecią spontanicznych zależności. Turner dokonu­
je swoistej projekcji uniwersalnych wartości humanistycznych
- takich, jak braterstwo, równość, bezinteresowność, harmonia
stosunków ludzkich, sprawiedliwość powszechna - na właś­
ciwości communitas, na zachowania konkretnych ludzi i grup
społecznych, które szukają idealnych światów. Na tym polega
moc communitas i jej transgresywne funkcje. Communitas to
sfera mitów, symboli, wizji, które uobecniają się w rytuale
i obrzędzie. Struktury socjalne, sztywne hierarchie ról, pozycji
i statusów, ulegają uproszczeniu lub zawieszeniu wówczas, gdy
wzrasta znaczenie mitu i rytuału.
W koncepcji Turnera najbardziej interesują mnie zależności
między strukturą a communitas. Dynamika procesów społecz­
nych, uchwytna na poziomie zachowań konkretnych grup
i jednostek, da się sprowadzić do tego, że struktura przez fazę
liminalną (progową), czyli postać swoistej alternatywności,
przechodzi w communitas, która jest „społeczną anty strukturą*.
Spontaniczna, konkretna i bezpośrednia communitas pojawia
się - i jest tylko wtedy dostępna badaniu - kiedy może być
odniesiona do struktury, widziana na tle struktury. Czytelna jest
zatem tylko poprzez strukturę, do której się odnosi i którą
przekracza.'" „Człowiek żyje w strukturze, ale tęskni do
communitas - stwierdza polski komentator myśli Turnera. - Jej
realizacją są rytuały, czy to prawdziwe laminalnc, czy też ich
zsckularyzowane pochodne - formy zwane przez Turnera
liminoidalnymi, a więc formalnie podobnymi do liminalnych.
Tc pierwsze to np. pielgrzymki, gdzie nawet strój - pozbawiona
o/dób, jednolita dla wszystkich opończa - jest operatorem
wspólnoty. Przykładem tych drugich są badane przez Turnera
i jego uczniów festiwale typu Woodstok, mecze piłkarskie i inne
współczesne formy okazjonalnych wspólnot.*
IV. L I M I N A L N I MŁODZI
Pora przyjrzeć się rozbudowanej w stosunku do ujęcia van
Gcnnepa koncepcji liminalności (liminoidalności), która w tych
rozważaniach o młodzieżowych subkulturach ulega swoistej
ontologizacji i - czego nie taję - wyraźnej kategoryzacji.
Liminalność, za van Gencpem. to stan dwurzeczywistości: coś
lub ktoś nie jest już. „tu* (izolacja, wykluczenie) i nic jest jeszcze
„tam* (brak włączenia). Społeczeństwa w swej historii wy­
kształciły określone t y p y osobowości liminalnych (ludzie
..progu*); s y t u a c j e liminalne oraz i d e o l o g i e liminal­
ności. Osobowościami liminalnymi mogą być prorocy, artyści.
filozofowie , dyletanci, „nawiedzeni", outsiderzy, odszczepieńcy, ludzie „luźni", dziś także ludzie tak zwanego awansu
społecznego. Interesują mnie tu przede wszystkim sytuacje
liminalne (liminoidalne) charakterystyczne dla bogatych rytua­
łów kultury młodzieżowej, wśród których można wymienić
rytuały podwyższania statusu (na przykład obrzędowość zwią­
zana z osiemnastymi urodzinami) studniówki, bale maturalne,
otrzęsiny i tak dalej). Mogą to być również rytuały przemiany
statusu, wśród których wymienić można, spontaniczny jeszcze
na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a dziś
wyraźnie j u ż zinstytucjonalizowany - Dzień Wagarowicza ',
nakładający się na cykle obrzędowości dorocznej. Dzień,
którego ideą jest spontaniczna communitas, czyli działanie
„anlystrukturalne* w stosunku do s z k o ł y . Sens Dnia Waga­
rowicza sprowadza się ostatecznie, choć paradoksalnie, do
potwierdzania przez młodych swojego aktualnego miejsca
w społeczeństwie, gdyż - jak sądzi Turner - grupa lub kategoria
ludzi, którym pozwolono zachowywać się tak, jakby to ona
zajmowała wyższe strukturalnie pozycje i stąd mogła besztać
lub atakować ludzi „ g ó r y ' , w rzeczywistości potwierdza swój
„niski' status, ale wzbogaca się emocjonalnie, a przez tworzenie
pscudohierarchii quasi stosunków społecznych odnawia się jako
wspólnota.
12

1

W rytuałach młodzieżowych zachowania liminalne (liminoi­
dalne) symbolizuje użycie maski, „przebrania się*, niegdyś za

zbójcę, pirata, kowboja (włożenie maski istoty zagrażającej
porządkowi społecznemu i ładowi moralnemu), dziś natomiast
przebranie się za strażnika tego ładu (księdza, zakonnic*
policjanta). Wystarczy przypomnieć „antystrukturalne*
brania w Dniu Wagarowicza 1995. Liminalność słabego („njj.
kiego*)lo jego siła, liminalność mocnego („wysokiego*)to jego
słabość.
Można wreszcie mówić o ideologiach liminalności, którym
Turner poświęca wiele uwagi: millcnaryzm. utopie, ruchy
sekciarskic, samookreślcnia małych narodów, kontrkultura
młodzieżowe subkultury. Turner wiele miejsca poświęcił ame­
rykańskim bitnikom i hipisom. Communitas jako swoista
społeczna antystruktura może wyłaniać się w doświadczeniu
liminalności („szczeliny* w strukturze), marginalności (obrze­
ża, peryferie struktury) bądź też przez doświadczenie niskiego
statusu, a więc poczucie podporządkowania lub outsiderstwa
w strukturze. W planie emocji - stwierdza Turner - nic nic
przynosi takiego zadowolenia czy satysfakcji, jak zachowania
ekstremalne (antystrukturalne) bądź leż. czasowo zdjęty zakaz.
Odnotowując tylko akademickie studia nad młodzieżą i sub­
kulturami , odwołam się do języków i światopoglądów potocz­
nych, artykułujących się między innymi w przysłowiach. Idj
analiza pokazuje, że kategoria „młodości" jesi odwiecznie
przedmiotem operacji przede wszystkim normatywnych, a więc
„włączających" do struktury. Przysłowia o młodzieży (o werbal­
ne operatory slruklury. Rzadko pojawiają się zwroty: „młodość
bez występków jak ryba bez w o d y ' , „młodość bujna do rządów
trudna*. Dominują natomiast zwroty typu: „Młodość -bujność,
a bujność to dumość* lub „każdy młody głupi". U Kochanows­
kiego natomiast mamy: „Jakoby też rok bez wiosny mieć
chcieli, którzy chcą, żeby młodzi nic szaleli", a Rey w Zwier­
ciadle dopowiada: „Młody człowiek nic tam idzie, gdzie rozum
chce, ale tam, gdzie go nałomne i swawolne przyrodzenie
ciągnie*. Odnotuję jeszcze: „Młodym ludziom żarty przystoja*.
I to prawic wszystko o „liminalnych m ł o d y c h ' w monumental­
nej Nowej Księdze Przysłów Polskich. Incydentalne jest zatem
przyzwolenie liminalności, dominują natomiast przyslowii
i zwroty jako wykładniki normatywnej struktury. Słowniki
gwary uczniowskiej i studenckiej nic znają kategorii: młodość
= liminalność.
Refleksja nad ruchami młodzieżowymi narastająca od lat
sześćdziesiątych pozwala mówić o kulturze młodzieżowej jako
permanentnym pożądaniu communitas. o potrzebie rytuałów
„przejść*, działań liminoiclalnych. doświadczania siły niskich
statusów i marginalnych pozycji w strukturze, akcentowani*
„teraz*. Potrzebie oblekania w czyn Wysokich Ideałów towa­
rzyszy niszczycielska zazwyczaj forma wypowiadania sif
o nich. Kultura młodzieżowa jako przestrzeń liminalności
ideologicznej to zarazem przyczółek Nowego, miejsce per­
manentnej zmiany. Stara to prawda, negacja jest potencj*
nowego.jest kreatywna. UtQtacommunitas przynależy Wielkiej
Teraźniejszości, choć pożądanej Przyszłości dotyczy. Tym­
czasem struktura zakorzeniona jesi w przeszłości. Inspirują"
studia Margarct M e a d ' z jednej strony oraz autorefleksji
młodzieżowej kultury " z. drugiej, pozwalają wyprowadź*
wniosek, że to młodzież, za nas, rozpoznaje Nowe. To, *
nadchodzące, bada w bezpośrednim doświadczeniu, a nic piW
teorie, modele czy symulacje. Siebie uważa /a najczulsi)
instrument poznania przyszłego świata, a nawet, chciałobyś*
powiedzieć, na własnej skórze i nie bez dramatów czy on*
wypróbowujc - wymyślone według naszych najlepszych inte*
cji - systemy edukacyjne, normy rod/inne c/y orgaiiizacy) *
14

1

1

1

V. T K A C Z U K L A N D
1

Zachowanie proksemiczne ludzi młodych Ina przyk "
uczniów podstawówek, przedszkolaków) i ludzi starych (fi***"
ryci), a nie zachowanie ludzi aktywnych zawodowo,
jeszcze wyznaczają istotne parametry lokalności. ustalają s'
jej dyskretnych znaczeń. Można mówić o swoistej rytuali**
31

�nfzestrzcni lokalnej związanej z lymi dwiema grupami wieko­
wymi- Nierzadko rytuały starości i rytuały młodości nakładają
2 na siebie (na przykład sposoby oznaczania przestrzeni
kołodomowej). W miejskiej przestrzeni lokalnej następuje
igęszczenic" znaczeń rytualnych wokół takich instytucji
j''porządków społecznych, czyli slrukturalności, jak dom,
szkoła- dzielnica. T y m strukturalnościom przynależą określone
odmiany zachowań i sytuacji liminalnych jak też antystrukluralych communitas. czyli wspólnot emocjonalnych zawiązują­
cych się na obrzeżach, marginesach i w „szczelinach" tych
rjotężnych slrukturalności. M o ż n a zatem mówić o określonych
tekstach zachowaniowych i językach communitas. Należy do
nich niewątpliwie fenomen młodzieżonych graffiti, których
lokalne znaczenie i „historie" rzadko poddaje się analizie.
Do m. Wprawdzie „ p o r z ą d k o w i " szkoły i miasta (dzielnicy)
poświęcę najwięcej uwagi, to jednak wypada zacząć od „po­
rządku" pierwotnego (elementarnego), czyli od przymusów
struktury domu (tabu domowe i rodzinne, układ ról. hierarchia
statusów, struktury pokrewieństwa) oraz od czytelnych na tym
ile odmian liminalności. Należą tu na przykład rytuały „izo­
lacji", z których najradykalniejszym byłby „odlot gigant"
(chwilowe lub długotrwałe porzucenie domu), a także słuchanie
głośnej muzyki, uciążliwe dla reszty d o m o w n i k ó w hobby,
zastrzeżone dla siebie przestrzenie i rzeczy, na przykład mata.
naklórcj umieszcza się pocztówki, emblematy zespołów muzy­
cznych i piłkarskich i tym podobne. Bywa, że jest to jedyna
domowa przestrzeń (azyl) do wyłącznego własnego zagos­
podarowania. Następnie: plakaty czy też własnoręcznie sporzą­
dzone albumy, zeszyty z tekstami piosenek, zdjęciami idoli, czy
sentencjami, które przynależą raczej do sfery domu. a nic
szkoły, gdzie mogą być tylko pokazywane lub okresowo
wypożyczane rówieśnikom. Dom, jeśli jest to na przykład blok,
ma jeszcze jeden operator slrukturalności, czyli dozorcę, gos­
podarza domu.
M i a s t o (dzielnica). T u wykładniki liminalności uobec­
niają się w charakterystycznych tekstach zachowaniowych
(malowanie graffiti jest jednym z nich), tekstach, których istotą
jcsl przemianowywanic znaków struktury, takich jak nazwy
ulic, oznaczenia przystanków M Z K , frontony poczt, urzędów,
komisariatów i sklepów. Są to najbardziej spektakularne „przy­
musy" struktury, generujące - przeniknięte żywiołem liminal­
ności - teksty zachowaniowe.
Al w ł a d a n i c przydomowym podwórkiem lub fragmentem
ulicy, zawłaszczenie przestrzeni, tak zwane akty wandalizmu,
nadawanie innych (opacznych) funkcji urządzeniom publicz­
nym i komunalnym ( „ b a r y k a d y " z ławek osiedlowych, kloaka
i piaskownicy, pożary śmietników), gry podwórkowe, pod­
noszenie wrzawy, głośna muzyka, przekleństwa i przezwiska;
osiedlowa subkultura deskorolek, rowerów i rowerków, a dziś
•akże samochodów, które we władaniu ludzi młodych są nowym
¿jawiskiem (osiedlowe wyścigi).
B) oh c h ó d dzielnicy, „ s p o t k a n i a " : w pubach, na skrzyżowa­
niach traktów pieszych (dawne „stanie na w i n k l u " ) , przy sklePtth z piwem, w „zakątkach" (za garażami), na skwerkach.
*hramach. w ogródkach jordanowskich. Są to przelotne zawład­
nięcia przestrzeniami i urządzeniami komunalnymi dzielnicy,
zwane: draką, zadymą, burdą. Towarzyszą im akty tak zwanego
Wandalizmu, wszczynanie wrzawy, przekleństwa oraz graffiti.
' b a l a n g a , nawiązująca do społecznie akceptowanych
finałów „biesiadowania" i „ l o w a r z y s k o ś c i " , to tekst zachowa­
m y u nas nie opisany, ale nieźle pokazany w filmie Łukasza
ylcżałka pod tym właśnie tytułem. Zakres spontaniczności
**Ma się tu na rzecz zorganizowania, które da o sobie znać
'nnych typach liminoidałności. między innymi koncercie
"kowym i meczu piłkarskim. * Należy więc, idąc za Turn , mówić nic tylko o communitas spontanicznej, ale także
(.JJ^ywnej (zakładającej obecność elementów podtrzymująych suitus quo) oraz communitas ideologicznej (świadomie
°P*yma|
2
z u j ą c c j doświadczenia wspólnoty). Dwa ostatnie typy

O

n

17

1

er

c

nul,

""""itas są j u ż we władaniu struktury, gdyż, jak powiada

Turner, spontaniczność nie może bronić się zbyt długo przed
wyhodowaniem „struktury", a to za sprawą przekształcenia
swobodnych stosunków międzyosobniczych w relacje nor­
matywne. Przykłady potwierdzające znaleźć można w ewolucji
Pomarańczowej Alternatywy we Wrocławiu oraz Dnia Wagaro­
wicza w Warszawie.
D) m e c z tworzy cykliczne, procesualne (dramaturgia wido­
wiska i kolejki spotkań) oraz „przemieszczające s i ę " w prze­
strzeni (wymarsze, przejazdy kibiców) typy communitas. Nic
podejmuję tu bliższej analizy fenomenu meczu piłkarskiego
i subkultury kibiców'*', interesuje mnie natomiast warstwa
ikoniczna i audytywna rytuałów sportowych: graffiti, plakaty,
transparenty, emblematy klubowe, „szaliki", wykrzykiwanie
haseł, obelgi, inwektywy, złorzeczenia czy wyrażanie aprobaty.
Rytuały sportowe, podobnie jak rytuały muzyki młodzieżowej,
tworzą stosunkowo najbardziej intensywne i emocjonalnie
nieobojętne pasma graffiti w przestrzeni miasta, graffiti te stają
się najbardziej znaczącymi operatorami lokalności i znacznie
głębiej od niej motywowanej l e r y t o r i a l n o ś c i .
E) k o n c e r t - „ z a m y k a j ą c e " , c z y l i utożsamiające działanie
muzyki (fani „ n a s z y c h " zespołów); stroju (nierzadko w funkcji
rytualnej maski); emblematów; plakatów: imion i wizerunków
idoli (graffiti). Także przekleństwa, przezwiska oraz udział
w koncertowej „ z a d y m i e " mogą być traktowane jako derywaty
maski. Spożywanie alkoholu, zażywanie narkotyków to dodat­
kowe wykładniki liminalności i antystruklury w stosunku do
szkoły, domu i administracji publicznej.
F) b ó j k i , czyli lak zwane „ ł o m o t y " , między grupami z róż­
nych dzielnic. Ten rodzaj wspólnot, charakterystyczny np. dla
międzywojennej Warszawy (por. Stanisław Grzesiuk i Stani­
sław Dobiasz). zamrożony w PRL-u, gdzie pojęcie lokalności
zostało wyeliminowane przez pojęcie „ n i e - m o j e g o " , czyli
pańsiwowego, zaczyna nabierać znów znaczenia (na przykład
bójki między młodzieżą Mokotowa i Ursynowa a młodzieżą
z. Pragi Południc, jesień 1994). Może tu również, wchodzi w grę
inne ukierunkowanie wcwnątrzpokolcniowej agresji (mecz,
koncert). Od dwu, trzech lat, poczucie lokalności eksponowane
jest także poprzez graffiti. Na terenie Warszawy: „Wola dla
W o l a k ó w " (ulica Górczcwska, 1993), „Praga moim miastem"
(Aleja Solidarności koło Dworca Wileńskiego, 1995). „Skindheades - S t a r ó w k a " (ul. Miodowa). Na Saskiej Kępic wspo­
mniani już „Saskersi" i inne teksty.
Mecz, koncert, bójki znamionują pogłos „bycia w drodze",
ale nawiązania do rytuałów drogi uobecniają się przede wszyst­
kim poprzez tak zwany o d l o t , na przykład spontaniczny
wyjazd (do Ż y w c a na piwo), ucieczkę z domu, podroż, wakacje,
turystykę. Ludzie „ d r o g i " to ludzie o spotęgowanej liminalno­
ści. Rytuały drogi (bycie w drodze) okażą się niezbędne dla
wyjaśnienia fenomenu „ J T " . W tych ośmiu wyliczonych przed
chwilą tekstach zachowaniowych oraz charakterystycznych dla
nich „językach" i tworzywach semiotycznych ustanawia się
kontekst realnych znaczeń inskrypcji „Józef Tkaczuk".ustana­
wia się mapa znaczeń „ T k a c z u k l a n d u " .
V I . SZKOŁA, C Z Y L I N A POCZĄTKU BYŁ „TUREK"
2 0

Fenomen „ J T " ma swoją genezę w szkole podstawowej nr 15
przy ulicy Angorskicj na Saskiej Kępic. Józef Tkaczuk był tam
ponad dwadzieścia lat w o ź n y m . Urodził się w Drohiczynie. „ W
1953 r. przyjechał do stolicy, by budować Pałac Kultury i Nauki
Po półtora roku odszedł z pracy, bo pensje były - jego zdaniem
za niskie. Dalszych losów nie chciał wyjawić [...] W 1992
odszedł na e m e r y t u r ę . "
Szkoła jest strukturą, która od wieków wytwarzała sobie tylko
właściwe typy liminalności, charakterystyczne trwałe prze­
strzenie liminalnc i określone teksty (szkolny korytarz, ubika­
cja, brama wejściowa, szatnia) oraz przestrzenie póltrwałc,
okazjonalne: pulpity ławek, okładki zeszytów; teksty napisów
na tornistrach, kurtkach, ale również tatuaże. Zanikły dziś
prawic dawne operatory szkolnej struktury, czyli mundurki
i tarcze, oraz charakterystyczne dla nich typy antystruktury."
21

55

�Jakkolwiek szkolną strukturę symbolizuje dziś gabinet dyrekcji
i pokój nauczycielski, to jednak „nosicielem" owej struktury,
przenikającej czynnie do przestrzeni i sytuacji liminalnych. jest
w o ź n y i jego najczęściej podziemne królestwo (stróżówka,
pakamera). Woźny uosabia czynnie system szkolny, a ponadto
związany jest ze sferą „nieczystą": piwnicą, kotłownią, śmiet­
nikiem.
Woźny szkolny symbolizuje strukturę, ale jest w stałym
kontakcie z antystrukturą, funkcjonuje w przestrzeniach i sytua­
cjach liminalnych, sam w jakimś sensie może stać się typem
liminalnym (medialnym). Doświadczenie szkolne uczy, że
woźny może opowiedzieć się za strukturą (regulaminem)
i otrzymuje wówczas przezwisko: Falco, Falconelti, Herta,
1 .apa, Rambo, Rom. Strupel czy Wasyl, albo też solidaryzuje się
z antystrukturą i nosi wówczas łagodne przezwanie: Klucznik.
Mięciu, Stefa i podobne. Może leż posiadać wskazujące na
„obcość" przezwisko - M a r s j a n i n . P o d w ó j n y agent (struktury
i anty struktury) nic budzi strachu i powagi, ale raczej pogardę.
Język uczniowski zbliża się do „tajnego" języka złodziejskiego,
a Henryk Ułaszyn wśród „nazw wrogów złodziei" (antystruk­
turą nominuje tu agentów struktury) wymienia: „dozorca domu
- archanioł, pokutnik (kahan, szymon); stróż, dozorca - cieć,
loch, pokutnik, (miotła); stróż nocny - kukon, sowa, papuga.
strupel" .
D y r e k t o r k a szkoły G r a ż y n a U . o w o ź n y m Józefie Tkaczu­
k u : „Jest bardzo sumienny. Jeśli zaczyna pracę o godz. 20 to
przychodzi zwykle dwie godziny wcześniej. Nie pije i chociaż
jest schorowany, nie korzysta ze zwolnień. Kiedy zleci mu się
przypilnowanie dzieci, aby nic biegały po szkole, rzeczywiście
pilnuje porządku na korytarzu. Może uczniów traktuje zbyt
poważnie, ale nigdy skarg od ich rodziców nie było. [...] Pracuje
u nas jeszcze od lat 70-tych. [...] Dostawał nagrody. [...] Na
pewno takiego drugiego pracownika mieć nic będziemy. [„.]
jest bardzo rygorystyczny i stanowczy. Jeśli się powie, żeby nie
wpuszczał na teren szkoły w określonych godzinach, to nikt nic
wejdzie. Pan Józef nie pozwala biegać dzieciom po korytarzach.
«Macic zajęcia - na zjęcia! Nie masz lekcji - wychodzisz!"
- mówi uczniom. No a właśnie ktoś laki nie może być przez nich
lubiany... W lej chwili wielu naszych uczniów robi te napisy, ale
przecież jeden drugiego nie wyda. Nie wiem, jak to po14

1

wstrzymać. W każdym razie nie sądzę, żeby można by|
interpretować to zjawisko w kategoriach buntu przeciw szlco.
le" .
W o ź n a p. Zofia o w o ź n y m Józefie: „Nie wiem dlaczego
dzieci robią mu te psikusy. Pracuję w tej szkole siódmy rok i nj
mogę złego słowa powiedzieć o panu Tkaczuku. Nigdy nie
siedział bezczynnie. Zbijał ławki, połamane biurka, gipsował
dziury w ścianach. To spokojny c z ł o w i e k " .
Uczniowie o Józefie Tkaczuku: „Strasznie denerwował
ludzi, więc nikt go nie lubił. Nie ma z nim dyskusji, ,
przemawiają do niego żadne argumenty... Ma dziwne zasady,
z którymi trudno walczyć. Były kłopoty z wejściem do szkoły]
On wykonywał rozkazy, więc wszystko skupiało się na nim.
Latające po szkole dzieci pewnie lak samo go denerwowały jak
wszystkich dorosłych. Starał się utrzymać porządek, a w dzie­
cięcej psychice stał się wrogiem, który wiecznie zabrania
c z e g o ś " (Radek S.). „Dygotałyśmy i bałyśmy się wejść do
szkoły, bo przy wejściu głównym stał Tkaczuk. Obowiązywało
nas wejście przy szatni. Pamiętam, Tkaczuk pobił się kiedyś
z uczniem O., największym szkolnym rozrabiaką. Ale był tg
człowiek honorowy, nigdy nie kablował do dyrekcji. W ty
czasie był leż drugi woźny Górecki. Kochany człowiek!"
(Dorota S„ zapis dotyczy przełomu lat siedemdziesiątych
i osiemdziesiątych).
Uczniowie, kreatorzy fenomenu , J T " , o panu Józefie:
„Zainteresowanie jego osobą wzięło się z osobliwego zachowania. Był nieprzyjemny, irytował służbisiością. Wypraszał
z sali gimnastycznej, nic pozwalał chodzić w butach, przy.
prowadzać psa. Surowy, sumienny - wydawał się sobie bardzo
ważny, tak jak niektóre nauczycielki. W sumie właściwy
człowiek na właściwym miejscu" - tyle w relacji z roku 1992.
„Jak chodziliśmy do podstawówki, lo pan Józef wywarł na nas
piętno. Ale napisów nic robiliśmy na złość. To nie był jakiś
odwcl. Coś w tym wszystkim było. P o p r o s t u : «J ó z e f!»
N a p o c z ą t k u m i a ł k s y w ę «T u r e k» [podkr. RS].
Rysy miał ze Wschodu, Turek się skojarzył... bo te wąsy! A poza
tym był Kabaret Olgi Lipińskiej w telewizji i Turecki jako
woźny. I wszyscy go tak nazywali. «Turek» (o były pierwsze
napisy. Pamiętam, ktoś wydrapał na drzwiach jego pakamery
«Turek». Myśmy nie planowali wtedy niczego rozkręcać...
Byliśmy dziećmi, chcieliśmy trochę podokuczać. On nas gonił,
a myśmy się go bali... Tam wszyscy się go bali. Nie można byk)
bezkarnie się pozgrywać. Prowadził za ucho do dyrektorki. To
nas dopingowało, żeby się przeciwstawić «Nodzyk» [ksywa
drugiego z kreatorów fenomenu „ J T " - RS| zamknął kiedyś
Tkaczuka w pakamerze. Przyblokowal drzwi ławką. Tkaczuk
tak się zdenerwował, że drzwi wywalił. Tu pokazał wschodni
temperament. To był silny chłop. [...| On byt drugim władcą..
po dyrektorce. Też. była groźna. W drzwiach szkoły trzeba było
uważać. Przejście przez próg szkoły znaczyło natknięcie się n»
Tkaczuka. Na początku nie wiedzieliśmy, że on nazywa się
Józef Tkaczuk. A w ogóle to nie myśmy to rozpoczęli. Nas
kolega z klasy zadzwonił któregoś dnia do szkoły wieczorem
Odebrał... «Tkaczuk». To nazwisko go uderzyło. «
TkaczukTkaczuk - coś trzeba wymyślić!» Od tego się zaczęło" (Man*
K„ ksywa „ K o r e k " , nagranie rozmowy: luty 1995).
J ó z e f Tkaczuk o sobie: „Nic wiem. kim jest osoba, któo
wszędzie wypisuje moje nazwisko Gdybym wiedział, lopoo^
cinałbym mu paluchy. To jakiś głupek Wiem. że chód*
o mnie" (styczeń I992). * „Mądry tego nie robi. tylko gW
Mądry to by nie mazał po ścianach. Niech lepiej na sWSJJ
pustym łbie pisze. Z początku się denerwowałem, ale p *
stałem. Mnie lo nic przeszkadza. Ale /obym lakiego złłp*
to..." (luty 1992). " „W lutym o d c h o d / ę na emeryturę, możel*
Wałęsie to j a zostanę prezydentem? Bo o reklamę nie muszę*
j u ż m a r t w i ć " (styczeń 1992)."
Z psychologicznego punktu widzenia inskrypcje „JT
swego rodzaju indentyfikacją z nosicielem lego imienia czyj*'
- jak powiada psychologia stresu - idendyfikacją ze stresore
odbieraniem mu „ c z e g o ś " (tu: zawładnięcie jego imien'^
0

25

e

26

n

ra

27

2

1

2

II. I , 2. ..Tkaczuk" w Warszawie

56

e

�osłabieniem jego siły, ujawnieniem jego tajemniczej (medial­
nej) funkcji. To swego rodzaju „zastąpienie" jego osoby,
nrzeje ' ' k c j i i atrybutów, a ostatecznie: przemiana statusu
j j - f - i d o l e m , premierem, prezydentem, posłem). Napisy „ J T "
moga więc symbolizować wszelkie zagrożenia, obawy i niepo­
koje: szkolne, domowe, publiczne; mogą znaczyć chwilowe
przejęcie jego (dozorcy, woźnego) pozycji strukturalnej, innymi
słowy - kreację quasi rzeczywistości, zgrywę, zabawę. Jest lo
ostatecznie agresja symboliczna zamiast realnej"; agresja znana
chociażby z sytuacji karnawałowych, sprowadzająca się do
rzucania wyzwisk, obelg, inwektyw oraz aktów „przemianowywania" (maski, przezwiska)' . Jest lo więc dziecięca, sezonowa,
zabawa w „groźnego w o ź n e g o " , przemiana statusu, na którą
ivlekroc starsi udzielają przyzwolenia („niech sobie dzieci
trochę pobroją na nasz. koszt"). Status bawiących się pozostaje
ostatecznie ten sam, ale zdobywają oni w tym czasie niebagatel­
ne doświadczenie emocjonalne. Struktura, jak by powiedział
Turner, poddana zostaje próbie, ale wszyscy ostatecznie po­
twierdzą się na swoich miejscach.
c e

V I I . FENOMEN „ J T " A K U L T U R O W A
FUNKCJA I N W E K T Y W

u n

2

Na początku był... T u r e k ! Napis „ T u r e k " , wyryty na
drzwiach pakamery lo inskrypcja źródłowa, inskrypcja-matka.
Do niej nawiąże jeden z pierwszych ulicznych „tekstów"
wyniesionych na mury Saskiej Kępy, umieszczony prawie vis
a vis szkolnej bramy przy ulicy Angorskiej: „Józef Tkaczuk.
Turek. Przednia straż". Woźny (stersor) wychodzi olo na ulicę:
„Uwagadzieci. Tkaczuk straszy" (napis w pobliżu szkoły). Jest
w tym personifikacja „ o b c o ś c i " („człowiek ze Wschodu".
„Turek"), a przy tym spontaniczna konkretyzacja stereotypu
„obcego", konkretyzacja wyzwalająca zawsze ogromną ener­
gię emocjonalną, tak jak doświadczenie bezpośredniego kon­
taktu z symbolem groźnej, tajemniczej siły, otarcie się o „tajem­
nicę" szkoły, a może i coś szerszego, czyli uczestnictwo w magii
imion. Napis jesl werbalizacją i wizualizacją stresora, co - jak
sami uczniowie podkreślają - odbyło się nic bez udziału
wyobrażeń zbiorowych kształtowanych przez telewizję. „Ture­
cki" z kabaretu Olgi Lipińskiej to zwizualizowana metonimia
Tkaczuka (całkowita godność funkcji, atrybutów), potwier­
dzająca się w kabaretowym spektaklu funkcja „pomieszania"
i „odwrócenia" statusów (rządy woźnego). Zabawowe przemia­
ny („odwrócenia") statusów to istota fenomenu „ J T " , to
semantyczne centrum młodzieżowego rytuału.

Funkcjonująca przede wszystkim w uczniowskim środowis­
ku Warszawy (znana też. w innych miejscach Polski) k a s e t a
z nagranym głosem Tkaczuka jest w gruncie rzeczy zbiorem
utrwalonych na taśmie inwektyw, swoistym automodelem
agresji symbolicznej w środowisku młodzieżowym. Jest to
swego rodzaju modelowanie możliwości współczesnej inwek­
tywy, ożywianie jej potencjalnego zasobu, sytuacji i formuł
słownych. Inwektywy, obelgi, przekleństwa, wyzwiska, a także
przezwiska to naturalne operatory kultury, obsługujące rytuały
„ p r o g u " (liminalności), to impulsy o dużej sile performatywnej,
konstruujące dyskretne, oparte na więziach bezpośrednich
i emocjonalnych, określone typy wspólnot.
Na wgląd w uczniowskie rytuały uspołecznienia i indywidua­
lizacji pozwala współczesna „polszczyzna szkolna", czyli
swego rodzaju „język nieoficjalny", zaświadczony u nas przez
Słownik gwary uczniowskiej. Autorki Słownika, nic bez odrobi­
ny belferskiej goryczy, stwierdzają, że w języku tym widać, „jak
poprzez słowa ujawnia się pełen niechęci, może nawet nienawi­
ści lub agresji stosunek uczniów do szkoły, do nauczycieli
i wszystkich spraw szkoły. Na podstawie słownika można by
opracować swoisty raport o stanie nic tyle oświaty, co raczej
umysłów uczniowskich, wartości pozytywnych i negatywnych
.
Inskrypcje „ J ó z e f , „ T u r e k " , „Józef Tkaczuk" to zdania
z polszczyzny szkolnej, wyrażenia funkcjonujące na tej samej
zasadzie jak przezwiska, obelgi, inwektywy. W nieoficjalnym
języku uczniowskim można wyodrębnić osobną grupę formuł
słownych, które stanowią werbalne sygnały „wyłączania" ze
wspólnoty, wyrażają dynamikę krótkotrwałych, przelotnych
wspólnot, charakterystycznych dla młodzieżowego środowiska.
Inaczej ma się natomiast sprawa z j ę z y k o w y m i wykładnikami
„włączania" do wspólnoty. Przeanalizuję w związku z tym.
w dalszej części tego raportu, tak zwany symptom echolalii jako
sposób „włączania" do wspólnoty. Formuły „wyłączania"
stanowią, pod względem funkcjonalnym, rozbudowaną synoni­
mie nakazu „ o d e j d ź " („zostałeś wykluczony"), na przykład
" i d ź n a drzewo szyszki p o m p o w a ć " , „idź się zakop i przynieś
łopatę". Są to również sygnały zawieszenia kontaktów, prze-

Po prostu... Józef! Taka personifikacja stresora pojawiła się,
zanim uczniowie poznali i m i ę własne (tu: imię i nazwisko)
woźnego. W jakimś sensie „Józef" zrodził „ T u r k a " . Imiona
własne służą w kulturach „ z a m k n i ę t y c h " (uczniowskich, wię­
ziennych, żołnierskich) jako najprostsze, będące „pod ręką"
pseudonimy osób i rzeczy, pseudonimy charakteryzujące się
niezwykłą konwencjonalnością. I lak w gwarze przestępczej
.Michaś" to łom lub policjant; „ T a d e k " - taboret; „ S z y m o n "
-dozorca domu; „ K a r o l " - kubeł ustępowy; „Józek" - policJ*ni- W gwarze uczniowskiej: „ J ó z e f to nauczyciel, ale
•Józefa" to nauczycielka i uczennica." „Józef" jesl więc
konwencjonalnym wskazaniem na „ o b c o ś ć " . Odsłania się
lym momencie kulturowa funkcja przezwisk jako operatorów
•wspólnoty".
w

"Uderzyło go nazwisko Tkaczuk...". Coś się zatem wydało.
urokach tajności, o pokusie zdrady, czyli więziotwórczym
: e t e r z e tajemnicy pisze wyczerpująco Georg Simmcl. C o ś ,
^ się wydało, musi być leraz w pełni upowszechnione,
Jyiesione na mury. A przy tym: „Tkaczuk... w tym było coś
Ręcznego. (...) To się nadaje do skandowania: Jó-zcf-Tka(Marek K.. luty 1995). Fomiuła: „Józef Tkaczuk"
Pełnym brzmieniu, ma nieobojętną fonemikę i prozodię,
» e semantykę. Jest doskonale wkomponowana w językowy
j , ' ° d z i c z o w y c h rytuałów i analizowanych tu tekstów
leln ^ " " ' ^ y - '
a obszarze „ T k a c z u k l a n d u " , jest także czy^
~
bardzo istotne - na tle s e m i o l y k i i m i o n
J się na slogan, hasło do skandowania, refren, zawołanie
^powc a także na logo czy piktogram.
u

7

m

4

c

a

1 1

n

o

e

57

�rwania rozmowy i wyrażają niechęć lub pogardę wobec roz­
mówcy, na przykład ,,jak ci przypieprzę, to ci się szyja wokół
ryja powywija"; „ m ó w i s z do mnie czy koło mnie"; „mówiłeś
coś? czy mucha pierdla". Nieliczne są natomiast w Słowniku
gwary uczniowskiej formuły obronne przed - nazwę to ogólnie
- inwektywą: „I tak mi nie dosrałeś, bo ci gówno na zębach
zostało" *.
Pogróżki, przekleństwa, inwektywy, przezwiska" prowadzą
do intensyfikowania stosunków w grupie. Demonstracyjne
„wyłączanie" kogoś lub zawieszanie kontaktu jest swego
rodzaju skazaniem na „ o b c o ś ć " i zarazem wskazaniem „ofia­
r y " . Działa więc stabilizująco na grupę, przemodelowuje ją,
odnawia i potwierdza potrzebę communitas. Jest aktem płyn­
nego, ale stale ponawianego (na przerwie, na podwórku, na
korytarzu) ustanawiania tożsamości. Sytuacje „zagęszczenia",
anonimowości, tłoku, szkolnego rozgwaru (zatłoczenie działa
podobnie jak stresor hałasu) aktywizują potrzebę poczucia
„siebie", zwiększają znaczenie operatorów tożsamości. Obelgi,
przezwiska, inwektywy to akty indywidualizujące, przełamują­
ce anonimowość, eksponujące , j a " inwektanta i adresata
inwektywy, a zarazem wskazujące na coś „ i n n e g o " w obrębie
..znanego" (autokomunikacja). Na tym tle staje się bardziej
czytelny sens wyrażeń i inskrypcji: „ J ó z e f , „ T u r e k " , „Tka­
czuk".
Inwektywy, przezwiska, obelgi to dziś pozostałości magii
słowa oraz głębokich rytuałów „ p r o g u " . Są to sygnały „ot­
wierające" lub „zamykające" sekwencję zachowań, związane
wprost z doświadczaną sytuacją stresową lub katarktyczną. To
także sygnały słowne na „wejście" lub „odejście" (ekwiwalent­
ne w stosunku do pozdrowień, powitań i pożegnań). Prze­
klinający (inwektant) to człowiek „na progu", b u r z ą c y - c h o ć b y
na chwilę - zastany porządek, wprowadzający ambiwalencje,
kreator lokalnego chaosu, który przemija wraz z przekształ­
ceniem się sytuacji (transgresje).* Przeklinanie, rzucanie in­
wektyw działa na inwektanta stabilizująco. Przeklinam, to
znaczy coś osiągam, jestem tożsamy ze swoim „ j a " , które
uzewnętrzniam, wyzwalam, czyli „przeobrażam s i ę " .
Inwektywa, jak stwierdza badacz tych z a g a d n i e ń , jest
sprowadzeniem na jedną płaszczyznę dwu stron. Okrzyk czy
napis „ J T " stawia więc na jednej płaszczyźnie woźnego
i ucznia, strukturę i antystrukturę. Inwektywa jest klasycznym
językiem liminalności, powoduje krótkotrwałe, ale dojmująco
głębokie akty „przewagi" i „poniżenia". Jak twierdzi W.J.
Zclwis, a twierdzenia te uznaję za istotne dla wyjaśnienia
fenomenu „ J T " , p r z e k l e ń s t w a oraz inwektywy zmieniają płasz­
czyznę oglądu świata, dokonują swoistego „cięcia" tkanki
społecznej, pojawiają się w funkcji regulacyjnej i oczysz­
czającej (kataraktycznej), potrzebują eufemizmów, wprowa­
dzają językową wielowartościowość społecznego świata. Naj­
ważniejsze wydaje się spostrzeżenie Żelwisa, że inwektywy,
przekleństwa, wyzwiska to wykładniki progów kultury, innymi
słowy, werbalna agresja zamiast fizycznej („albo zaklnie, albo
uderzy"). Autor studium o inwektywie zwraca uwagę na fakt,
że tak zwany bezsensowny wandalizm u młodych oraz akty
czynnej agresji i brutalności należałoby łączyć z zacieraniem się
dziś funkcji i form indywidualnej agresji symbolicznej, czyli
nieznajomości starej funkcji inwektywy jako formy ataku,
agresji, znieważenia, formy decydującej o zasadach (scena­
riuszach) zwykłych bójek, wielkich bitek i starć ideologicz­
nych. Rytualno-magiczne znaczenia przekleństw czy inwektyw
osłabły na rzecz znaczeń katarktycznych. Katharsis leży u pod­
staw inwektywy jako zjawisko socjologicznego - twierdzi
Żelwis.
3

19

VIII. FENOMEN „JT" A SEMIOTYKA IMION
Mówić o kimś to tyle, co mówić przeciw komuś, to działać na
niego. Często pochwała, uprzejmość bywa odmianą agresji
symbolicznej. „Pochwała jest brzemienną obelgą" - stwierdza
Bachtin. Agresja odczuwana jest szczególnie dotkliwie, gdy jej

58

przedmiotem stają się imiona własne (nomina propria). Ro^
mnożone inskrypcje „ J T " to operacje na imionach własnych
Ktoś, kto posiadaimię albo imię to otrzymuje, wyodrębnia sięjj
świata jako indywiduum. Jawi się w swej ograniczoności
wyłączności, przysługuje mu fenomen całościowości, stałości
i jednostkowości. Ponadto jest posiadaczem imienia, ma prawo
do w ł a d a n i a imieniem. Dysponuje więc pewnym dobrem
osobistym, łatwo rozpoznawalnym w systemie kultury.
Znaczenia inskrypcji „ J T " czytelne są w ramach semiotyki
imion ", wchodzi więc w grę również „przezwiskowa" wykład,
nia tej inskrypcji. Badacz, który przeanalizował regionalny
zasób współczesnych przezwisk w środowisku szkolnym
stwierdza: „Największy wpływ na powstawanie przezwisk
wywiera najbliższe środowisko dziecka: dom, szkoła, środowis.
ko r ó w i e ś n i c z e " ' . Stanowi to blisko 90 procent analizowanego
zasobu. Przezwisko jest szczególnym, dodatkowym identyfika.
torem w małej społeczności (szkole, podwórku). Wskazuje na
„ d o d a t k o w e " z o r g a n i z o w a n i e wspólnoty. Inskrypcje „JT",czy.
li imię własne przeniesione na mury, przestaje tylko oznaczać
(oznaczenie to klasyfikacyjna cecha przezwisk oraz imion
własnych w ogóle), a zaczyna znaczyć, semiotyzować się
w przestrzeni miejskiej, wchodzi w relacje z innymi napisami,
także oficjalnymi. Z perspektywy przechodnia, a nie doskonale
wtajemniczonego członka subkultury, staje się zagadką, jest
imieniem własnym „nie na swoim miejscu". Ostatecznie i
czyni odbiorcę (przechodnia-czytelnika) kimś obcym,
wykluczająco, czyni go niepewnym siebie w „swojej"
slrzeni. ' Mamy tu więc wykorzystanie imienia własn
w funkcji przezwiska, co - jak twierdzą językoznawcy - je
w praktyce bardzo rzadkie. „Używa się imion w fon
oficjalnej, gdy są to imiona rzadko używane, niepopula
w danym środowisku i dlatego śmieszą swoją niczwykłoi
a raczej obcością." Wskazywałem wyżej na deklarowane |
uczniów poczucie obcości i niezwykłości imienia własneg
„Józef Tkaczuk".
Warto zwrócić uwagę na szczególne właściwości •
własnych (nomina propria). stanowiących jeden z podsy
temów językowych kultury. Jest to najczulszy, najdelikau
szy, a przy tym wcielony w codzienną praktykę społecz
aksjologiczny podsystem kultury. Kultura przyznaje
imion „przejściowych" (statusowych) każdemu osobników
Ten rozwinięty podsystem imion - masek, imion - znakó
statusów stanowią dziś między innymi spieszczenia i zd
nicnia w języku rodziny; „ k s y w y " , przezwiska w przedszko
szkole, zespole artystycznym i sportowym czy grupie ró\»
niczej; „ p s e u d o n i m y " w organizacji, kręgu towarzyskim, śn
wisku pracy.
Wstępne przybliżenie, za semiotykami kultury. możliv
typów „operacji" na imionach pozwala przyjrzeć się dyna
znaczeń inskrypcji „ J T " . Kultury typu mityczno-magicz
(kultury synkretyczne) są na ogół zorientowane na system it)
własnych (Jurij Łotman, Borys Uspienski). Nie ma tu wota
wyboru imion, są one konieczne, dane, wyznaczone. Podob
w kulturach typu zamkniętego, także we współczesnych
notach „zamykających s i ę " . Tak bywa między innymi w i
kulturach młodzieżowych, środowiskowych, subkulturze sż
nej, sportowej, ale również we wspólnotach typu kommuS
nego (zakony, bohemy artystyczne, sekty, tajne sprzysięż
Tu wszelkie „ m i e n n i c t w o " (termin Aleksandra Briick
obciążone jest dodatkowymi znaczeniami. Imiona ustana*
dodatkowe pasmo skomunikowania, są więc reglamentov
i chronione (tabu imion, magia imion). Imiona własne pol
inaczej znaczą. Idąc tropem rozważań Łotmana i Uspiensk
można powiedzieć, że tego typu wspólnoty są szczególnie*
na akty m i a n o w a n i a (nominacji) i p r z e m i a n o * !
w a n i a. Akty te stanowią ingerencje w głębokie stu
znaczeń kulturowych, mogą powoływać bądź unicesW
wspólnoty. Wtopione w praktykę kulturową imiona wła_
jeden z najbardziej uświadamianych, poddających się sztu**
nym regulacjom podsystemów języka naturalnego i nie chw
4

4

42

4

1

1

�0

u

u r o w e

tu iylk° k l t
zdeterminowany dobór imion, ale o świa­
dome akty mianowania i przemianowywania, dokonujące się
nierzadko na drodze administracyjnej (o czym dalej). Sfera
imion własnych to przestrzeń najbardziej radykalnych, skutecz­
nie zorganizowanych, interwencji w kulturę, obszar jej głębo­
kiego modelowania.
Jak zatem istnieją imiona w kulturze, jak na tym tle ujawnia
ię dynamika inskrypcji ,,JT"?
1. U j a w n i a n i e imienia (tu: tajnego imienia woźnego
_ Jurek", „Józef Tkaczuk"). Mamy tu do czynienia z narusze­
niem tabu imion i magią imion. W kulturach typu mitycznomagicznego, czy też kulturach „zamykających s i ę " , imię jest
projekcją losu. Warto dodać, że zasada partycypacji (opisana
przez Leyy-Bruhla) i zasada nominacji to podstawowe typy
operacji znakowych w świecie mitu i świecie dziecka. ( „ W
mowie dzieci słowo jest bardziej właściwością rzeczy niż jej
symbolem" - stwierdza L . Vygotski.)
Semiotyka kultury
podkreśla te analogie.
Levy-Bruhl przywołuje opinie, według których w społeczno­
ściach typu magiczno-mitycznego imię własne traktowane jest
„nie jak zwykła etykietka, ale jako odrębna część swojej osoby,
tak jak oczy czy z ę b y " . Stąd też. znana i dziś wiara w możliwość
zadania cierpień „na skutek nieżyczliwego użycia [...] imienia,
jak na skutek rany zadanej jakiejś części [...] c i a ł a " . Ujawnienie
imienia ( „ T u r e k " , „ T k a c z u k " ) j e s t przeniesieniem i upersonifikowanicm szkolnego stresu a zarazem odebraniem „ m o c y "
stresorowi. Inskrypcja „ J T " na murach jest zastępczą „egzeku­
cją" publiczną, swego rodzaju „spaleniem k u k ł y " , unicest­
wieniem „w zastępstwie".
Człowieka można zranić za pośrednictwem jego imienia („Ci
umrą, których imiona nakłuto" - pisze Szekspir w Juliuszu
Cezarze). Imię nadane przy urodzeniu „jest w stanie przenieść
gdzie indziej część o s o b o w o ś c i " (Lćvy-Bruhl). Stąd też po­
wszechnie znane i dziś przekonanie, że operacje na wizerunkach
(zdjęciach, portretach, podobiznach, a niegdyś także cieniu,
mają te same właściwości, jak operacje na imionach. Imię-napis
lo cień człowieka. Inskrypcje „ J T " wzmacniane były bardzo
często plastycznymi wizerunkami stylizowanymi na Piłsuds­
kiego („Tkaczuk podobny był do Piłsudskiego" - Marek K.),
albo akcentującymi wykładniki statusu społeczno-zawodowego
(miotła, szufelka, beret, gumofilce). „Józef Tkaczuk nasz idol
z miotłą i szufelką, lecą rzucane na niego jajka" - objaśnia
rysunki na murach Marek K. „Człowiek pierwotny troszczy się
[...] w nic mniejszym stopniu o swój cień, jak o swą nazwę czy
obraz" (Lćvy-Bruhl). W naszej kulturze mają wciąż istotną
funkcję regulacyjną łacińskie formuły nomina sum
odiosa
'wymienianie nazwisk jest niewskazane, może spowodować
przykrości) i nomina sunt ominą (imiona są wróżbami, mają
treść wróżebną). Imię własne „Józef Tkaczuk" wyniesione na
roury podlega tym regułom. Kreatorzy fenomenu ,,JT" nie tylko
ujawnili imię, ale również nim zawładnęli. Jest to zawładnięcie
fikcyjne, zabawowe, gdyż pod czyimś zabranym imieniem
(jakby ze skradzionym dowodem osobistym w ręku) nie działa
^ttu ze społecznie doniosłymi konsekwencjami.
2. I m i ę w r y t u a ł a c h i c e r e m o n i a c h p r z e n y s t a t u s ó w („wyniesienie" i degradacja imion),
"iskrypcje „ J T " , k t ó r e pojawiły się w „zastępstwie" oficjalnych
Peronów ulic, placów, mostów czy nazw własnych urządzeń
ywiunalnych („Tramwaj im. Józefa Tkaczuka"), nawiązywały
^hierarchizującej funkcji imion własnych w kulturze, funkcji
Wwierdzanej w rytuałach i ceremoniach przemiany statusów,
tym również sezonowego podwyższania statusów, opisanego
Miedzy innymi w analizach karnawału przez Bachtina. Wynie^enie cło rzędu „ p a t r o n ó w " wspólnoty etnicznej ( , J T " wypisysnc p r z p o l s k a turystów w Europie i na innych kontynen^ ) lo usytuowanie wśród najwyższych do osiągnięcia statut * w y n i e s i e n i e jednak jest fikcyjne, zabawowe, parodysi stale występuje w funkcji inwektywy, a t a - j a k powiada
bar
~~ sakralizujc i degraduje; jest ambiwalentna, kreuje
Wzmacnia sytuacje Iiminalne. Idąc tropem Bachtina można
s

44

45

m

1a

ez

n

v

l n

powiedzieć, że wypisywanie imion znaczy tyle, co „wyczytywanie", ogłaszanie, wywoływanie imion w rytuałach i ceremo­
niach przemiany statusu, zarówno mających na celu „wywyż­
szenie" (tytułowanie, honorowanie, wysławianie, dedykowa­
nie, wywody przodków, apele poległych, galerie patronów,
nekrologi, listy kandydatów w wyborach), jak i „degradację".
Degradujące jest odmienianie imion, czyli wygłaszanie, od­
czytywanie ich na różne sposoby, po prostu pastwienie się nad
imionami, a także przeklinanie, szydzenie, natrząsanie się
i wulgaryzowanie imion.
„ J T " na murach podlega tym samym ambiwalencjom, prze­
staje oznaczać, zaczyna znaczyć. Najbardziej charakterystycz­
nym przejawem pobudzenia znaczeń są wybory prezydenckie
w 1990 i parlamentarne w 1993 roku. W obydwu tych
kampaniach „ J T " wziął na Saskiej Kępie niezwykle czynny
udział. Napi sow, które można sprowadzić do formuły: „Tka­
czuk prezydentem", „Tkaczuk p o s ł e m " , było tak wiele, że
dominują one w całym, uchwytnym dziś, Corpus
Inscriptionum.
Rejon ulic Saskiej i Międzynarodowej pokryty był gęsto
inskrypcjami. Napisy, plakat i program wyborczy Józefa Tka­
czuka znalazły się w lokalu Komisji Wyborczej w szkole przy
ulicy Zwycięzców. „Przed tamtymi wyborami prezydenckimi
(w roku 1990) to nic było tak, jak teraz, bo dziś w tym bałaganie
jest nawet bardziej pożądane zgłoszenie Tkaczuka. Były wtedy
autorytety, Wałęsa i Mazowiecki. Wtedy to było zrobione...
[chodzi o „kampanię JT" - RS] tak trochę w bok... Teraz zrobił
się taki bałagan w państwie. Nie ma kogoś takiego, kto byłby
autorytetem. Chcielibyśmy zrobić demonstrację pod hasłem:
«Chcemy Tkaczuka do Belwederu». M o ż e trochę na wzór
Pomarańczowej Alternatywy. Być może coś takiego zorganizu­
jemy. Może być w e s o ł o " (Marek K., luty 1995).
Tkaczuk, imię puste dla zwykłego przechodnia, wynoszony
na „jedyny", nie dający się dublować Urząd Prezydenta, to
wyraz poczucia degradacji nie tylko samego urzędu. Odnaj­
dujemy tu pogłos odwiecznego mechanizmu kultury, polegają­
cego na „ujawnianiu" (degradowaniu) imion związanych z. wy­
konywaniem szczególnych funkcji: mistrza, strażnika, przed­
stawiciela tajnych służb. Napisy: „Tkaczuk prezydentem, po­
s ł e m " miały coś z liminalnego gestu o d n a w i a j ą c e g o
„ N o w e " , były więc odniesieniem do Nowej Struktury (nowej
administracji) po roku 1989 i 1990. Ostatecznie celem był
wyłaniający się Nowy Ład, a raczej jego chaotyczna faza, jego
natarczywa ideologizacja i schematyzacja,widoczna w praktyce
administracyjnej i symbolicznej (mass media).
3. N o m i n o w a n i e i p r z e m i a n o w y w a n i e . Ko­
lejny, ważny typ operacji na imionach to przemianowywanie.
czyli niszczenie zastanego świata. Inskrypcje „ J T " trafiają
właśnie
na
czas
takiego
wielkiego
przemianowania
(1980-1990). Zanim przejdę do szczegółów, chciałbym zwrócić
uwagę na jeszcze j e d n ą właściwość podsystemu imion włas­
nych. W społeczeństwach wieloetnicznych (na przykład w Dru­
giej Rzeczpospolitej) a także demokratycznych (pluralistycz­
nych) istnieje pobudzona, intensywna świadomość imion włas­
nych, na przykład wykładników etniczności. Pobudzony system
imienności pozostaje wówczas jakby w naturalnej równowadze.
W społeczeństwach wiclokulturowych mamy do czynienia
z „dialogami" imion, ich potencjalną ekwiwalencją. Stąd też
„imienność" jest przestrzenią elementarnych, dogłębnych, dia­
logów międzykulturowych (widać to najlepiej w „przekładach"
narodowych mitologii, panteonów bohaterów kulturowych,
patronów i „ofiarników"). Natomiast niewola, okupacja i wią­
żąca się z tym agresja symboliczna, polityczna, ideologiczna,
wzmacnia jednostronnie podsystem „ i m i e n n o ś c i " , spłaszcza
go, wyzwala konflikt imion. Mamy w ó w c z a s nierównowagę
sytemu, albo jego równowagę negatywną, czyli kontrstruklurę
w stosunku do struktury (Turner). Powstaje tu ogólniejsze
zagadnienie: dynamiki struktur i teorii zmiany immanentnej.
Odwołując się do pomysłów Tumera można powiedzieć
w największym skrócie, że struktura (na przykład instytucja czy
szerzej „społeczeństwo" w rozumieniu Tóniessa) przechodzi

59

�przez fazę liminalną (antystrukturę) w strukturę zmodernizowa­
ną. Jeśli taka transformacja nie zachodzi, pojawia się kontrstruktura. Rok 1956 w Polsce można uznać za przejaw transformacji
(antystruktura), a rok 1980 będzie j u ż krystalizowaniem się
kontrstruktury.
Przełom lat osiemdziesiątych w Polsce to epoka intensyw­
nych przemianowań, gdy na przykład lata 1980-1981 (rok
„Solidarności") to okres chwiejnej ale dogłębnej ambiwalencji
imion, czas idealnej communitas, okres wzmożonych potrzeb
aksjologicznych, oddziaływania Wysokich Ideałów. Przełom
lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to także czas ad­
ministracyjnej ingerencji w zastany system „imienności", i n ­
gerencji w urzędowe spisy nazw ulic i placów, nazw w książ­
kach telefonicznych, informatorach o centralnych urzędach RP,
encyklopediach powszechnych, wydawnictwach typu Who is
Who. Znamy interpretację wielkich przemianowań, choćby
z wciąż ponawianych opisów rewolucji francuskiej. Łotman
i Uspienski dali semiotyczną analizę takiego wielkiego prze­
mianowania w Rosji za czasów Piotra I , kiedy to dokonała się
głęboka zmiana w systemie imion: przemianowanie języka
administracji, przeniesienie stolicy i tak dalej. Imiona własne
nadawane były drogą ukazu, zarządzenia, a nie za sprawą
zwyczaju toponimicznego. Ta zmiana imion nie była konwen­
cjonalna, gdyż miała w sobie coś z mitologicznego unicest­
wienia desygnatów, niszczenia zastanego świata. Brak nato­
miast opisu procesów przemianowania w Polsce z przełomu lat
czterdziestych i pięćdziesiątych, który zaowocował nowymi
galeriami bohaterów, pocztami przodowników pracy, swoistym
kultem portretów, cytatów i inskrypcji. Kult przodków za­
stąpiony został wówczas przez kult przodowników.
Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to okres
anarchii symbolicznej pobudzanej również przez czynniki
administracyjne, państwowe i samorządowe. Prasa obwiesz­
czała przemianowania ulic, placów, g m a c h ó w , dywizji, przepu­
stów wodnych, fabryk i uczelni. M i m o to w Dęblinie pozostaje
chyba wciąż szkoła i m . Pułku Nocnych B o m b o w c ó w . Najbar­
dziej spektakularne przemianowanie, a raczej dogłębne przeis­
toczenie, zauważyłem w Parku Skaryszewskim, gdzie parkową
latrynę przemianowano na parkową kawiarnię. Świadomość
„ n o w e g o " to szokujące doświadczenie nowego imienia (nazwy
własnej). Był to czas anarchii wobec imion własnych, czas
obalania pomników, w najlepszym przypadku odsyłania ich do
skansenów (Kozłówka koło Lublina), czas spadania imion
patronów ulic, strącania bóstw komunistycznego panteonu. Do
tego dochodzi metodyczne oraz spontaniczne niszczenie (samo­
zniszczenie) autorytetów w tak zwanych „wojnach na g ó r z e " ,
a więc niszczenie imion, które miałyby działać zamiast realnych
osób. Żywioł publiczny, j u ż nie podziemny, bez cenzury,
dokonał karnawalizacji imion oraz ich ikonicznych odpowied­
ników. Pojawił się nowy typ wizualizacji imion własnych,
raczej nie znany przed rokiem 1989. Portrety osób biorących
udział w kolejnych kampaniach wyborczych i towarzyszące
portretom inskrypcje programowe, pojawiające się w prze­
strzeniach o szczególnej „gęstości" semiotycznej, n a ł o ż y ł y się na teksty młodzieżowych graffiti, na zagospodarowane
(zdegradowane) znaczeniowo przestrzenie publiczne - i siłą
rzeczy musiały poddać się oddziaływaniu tego semantycznego
kontekstu. Stawały się więc familiarne, polemiczne, parodystyczne, wchodziły w - dopuszczalne i niedopuszczalne - scena­
riusze walki wyborczej. Stąd też wybory jako swoisty rytuał
demokracji stały się jednym z najbardziej dynamicznych noś­
ników znaczeń inskrypcji „ J T " . Rozprzestrzenione lokalnie
inskrypcje, plakaty, portrety i programy wyborcze „Józefa
Tkaczuka" oznaczały liminalny (parodystyczny) udział w rytu­
ale wyborów, odtwarzały całość (model) procedur wyborczych.
Było w nich coś z żywiołowych nomimacji przeciw administ­
racyjnemu przemianowywaniu. Tak, jak niegdyś wybierało się
króla karnawału, tak „ T k a c z u k " został kandydatem nad kan­
dydatami.
Inskrypcje „ J T " , jak również wyraźna fala młodzieżowych
graffiti i subkulturowej symboliki, antycypowały ziszczenie się

60

M i t u Zachodu. M o ż n a sądzić, że to właśnie graffiti, eks­
ponujące w setkach tysięcy realizacji obcojęzyczne nazwy
zespołów muzycznych, m ó d ideologicznych, politycznych,
przygotowały dzisiejszą polską ikonosferę potoczną i użytkową
polszczyzny „wolnego r y n k u " , w którą wtopiły się, nie bez
dysonansów, zachodnie reklamy, etykiety towarów, znaki urzą­
dzeń publicznych i modułów cywilizacyjnych.
Demokratyzacji kultury towarzyszy inflacja imion. Zwęża się
szansa nowych przemianowań. W społeczeństwach zachodnich
nie ma potrzeby przemianowań ulic lub placów Karola Marksa,
choć i tam obwieszczono upadek komunizmu. To, że przemia­
nowania takie zachodzą dziś w Polsce, świadczy o inercji
pewnych podsystemów kultury, o jej oporze, a więc czymś.co
raczej neutralizuje niż wspomaga kryzysy świadomości, co
konserwuje system aksjologiczny kultury polskiej. Wielka,
doświadczona naocznie zmiana działa destabilizująco i stabili­
zująco zarazem. Kiedyś „nieliczni" byli policzeni (panteony
bóstw, poczty królów, herbarze, regestry wodzów). Towarzy­
szyła i m nieogarnięta liczba „niepoliczonych". W społeczeń­
stwach demokratycznych nie tylko z nazwy następuje roz­
rzedzenie semantycznej gęstości systemu imion na rzecz systemowości administracyjno-prawnej. Imię mityczne czy zodia­
kalne zastąpione zostaje przez imię prawne (na przykład rejestr
typu PESEL). Dopóki istnieje możliwość przemianowywania,
dopóki potencjał kulturowy jest tak różnorodny, że można
nawet mówić o nierównościach w kulturze, dopóty destabiliza­
cja nie zagraża podstawowym systemom aksjologicznym.
4. P o w t a r z a n i e
imion,
czyli
symptom
e c h o 1 a 1 i i . Sposób funkcjonowania inskrypcji „ J T " przywo­
łuje na myśl opisane przez psychologów, zjawisko echolalii,
czyli powtarzania, charakterystyczne dla zachowań werbalnych
dzieci. Psychologia społeczna wyodrębnia pewien typ wspól­
not opartych na pogłosie echolalii, czyli powtarzaniu słowa,
okrzyku, hasła, gestu, symbolu. Zapewne w podobnej funkcji
występowały ongiś zawołania rycerskie potwierdzające przyna­
leżność do jednego znaku ( " D o L i w a " , „ D o Ł ę g a " ) . Znamy dziś
podobne zawołania, chóralne okrzyki graczy przed meczem
piłkarskim, grą w rugby czy hokeja. Znają ten sposób manifes­
towania krótkotrwałych wspólnot koszary, więzienia, znały go
także obozy koncentracyjne. A l e nawet w przedszkolu, kiedy
paru przedszkolaków znajdzie jakieś odosobnione miejsce, to
krótkotrwałe wyłączenie spod władzy pani przedszkolanki (jej
słownych zakazów i nakazów) kwituje powtarzaniem brzydkich
słów, na przykład d..„ d..., d... Przeklinanie lub powtarzanie za
kimś wulgarnego słowa czyni bluźniącego kimś „ s w o i m "
w grupie, nie poprzez ustalanie w niej hierachii, ale przez
poczucie bliskości fizycznej i emocjonalnej.
Pamiętam z lat studenckich (lata sześćdziesiąte) dziwne
wybuchy emocji, które zdarzały się w społeczności D o m ó w
Studenckich przy ulicy Kickiego na warszawskim Grochowie.
Najczęściej było to w godzinach nocnych, przed sesją eg­
zaminacyjną lub w czasie jej trwania (choć nie było tu reguły);
za sprawą jakiegoś jednego, przypadkowego impulsu, otwierały
się okna w obydwu akademikach i kilkaset osób powtarzało,
wrzeszczało, przez dziesięć, dwadzieścia minut - jedno słowo:
L E O N . Przyjeżdżała zazwyczaj bezradna milicja, pojawiali się
mieszkańcy sąsiednich bloków, co jeszcze bardziej pobudzało
krzyczących. Było w tym okrzyku coś z rytualnej wrzawy,
manifestowania nieformalnej wspólnoty, rozładowania agresji.
Słowo L E O N personifikowało coś niewiadomego, obcego.
Doświadczało się jakiejś spajającej siły w infantylnym, chóral­
nym wykrzykiwaniu bezsensownego słowa, którego znaczenia
nikt wówczas nie rozumiał, ani nie chciał tego znaczenia
d o c h o d z i ć . W rozmowach z uczniami ze szkoły nr 15, a przede
wszystkim z kreatorami fenomenu „ J T " , można odnieść wraże­
nie, że ich T K A C Z U K to nasz L E O N . Inskrypcja zamiast
okrzyku, ale w tej samej funkcji powtarzanego hasła, sygnału,
zawołania.
46

47

48

Powtarzanie słowa, napisu, dźwięku, które może uchodzić za
świadectwo zaburzenia sensownego kontaktu, znaczy tu współ­
brzmienie czy wtórowanie, a więc sposób radykalnej iden-

�ufikacji z „ M Y " . N a p i s y „ J T " są więc pogłosem echolalii, czyli
takicg psychospołecznego mechanizmu, który wspomaga
^¡.polnoty typu emocjonalnego, oparte na doznaniu, przeżyciu
y doświadczeniu. Tak przecież działają mechanizmy mody,
siły zespalające uliczne demonstracje, pochody, ale również
-hóralnc śpiewanie Sto lat oraz Góralu, czy ci nie żal...
powtórzenie, współbrzmienie działa „ z a m y k a j ą c o " , odgradza
od innych słów, innych d ź w i ę k ó w czy napisów, a więc uwalnia
od innych wspólnot, najczęściej formalnych. Przynosi bezre­
fleksyjne wprawdzie, oparte na doświadczeniu styczności bez­
pośredniej, ale dogłębne poczucie tożsamości, której potrzeba
Sośnie gwałtownie w momentach społecznych przesileń, nad­
miernej ingerencji struktury, sytuacjach kryzysu i stresu.
J T " jest impulsem i źródłem takich wspólnotowych za­
chowań, zrazu wyraźnie przcdrefleksyjnych: „Coś takiego jest,
jakieś instynkty się odzywają, że ktoś, kto nigdy nie pisał na
murach - musi teraz «Tkaczuka» tam umieścić. Coś musi być
lakicgo w psychice. M y to dalej traktujemy jako zabawę. Napisy
„JT* robione były jeszcze czyjąś ręką. Wiele osób się do tego
przyczyniało [...]. Ktoś, kto nic był z tym związany, nigdy tego
nie robił, teraz robi. Mówili mi znajomi, że jak wyjadą gdzieś
w jakieś n o w e m i e j s c e , to mimo woli piszą «Tkaczuk»,
jak mają czym. Jak nic ma «Tkaczuka», to trzeba napisać,
szczególnie poza terenem kraju. Bo w Polsce to już nie. Poza
granicą kraju to jest s y m b o l P o l s k i [podkr. RSj. C o ś
takiego" (Matek K„ luty 1995). Mamy tu przykład znakowania
przestrzeni, jej zawłaszczania, bardzo bliskiego - jak sądzę
-rytuałom terytorialności.
Symptom echolalii
to również organizator świata typu
mitycznego, rdzeń tradycji z unieruchomioną historią. Daje on
osobie znać w sztuce kanonu („estetyka tożsamości" Łotmana).
w symbolice Księgi, kulcie patronów, zarówno świętych, jak
i politycznych, w systemie dziedzicznych imion rodowych i lak
dalej. Pogłos echolalii leży u podstaw zabiegów propagan­
dowych (orientacja na „ M y " ) .
Wspólnoty, czy zjawiska kultury oparte na symptomie
echolalii osiągają ostatecznie pewne ukierunkowanie, na źród­
łowe słowo, semantyczne centrum, na bohatera mitycznego czy
patrona. Sam fenomen powtarzania zasadza się na istnieniu
ogniwa, czyli słowa lub imienia „ p i e r w s z e g o " s p r z e d
powtarzania, tego samego słowa albo imienia wielokrotnie już
powtórzonego, na przykład okrzyku do naśladowania, hasła do
wtórowania. Symptom echolalii można więc sprowadzić do
językowej formuły: vade rnecum, idź. za mną, postępuj po moich
śladach, trafi aj na to samo. bądź ze mną, bądź mną.
Echoluliii organizuje zatem wspólnoty momentalne, sezono­
we, wspólnoty czasu kryzysu, ale leż - określę to w wielkim
Przybliżeniu - wspólnoty „ o b c e j " (pustej) przestrzeni (horror
•"fu). Jest w tym sensie związana z rytuałami drogi, wyprawy
tznane": wędrówka, włóczęga, błądzenie (por. w staropol"czyźnie ekwiwalencję „ p u s t y n i " i „ p u s z c z y " ) . Można dziś
"Hiwić w związku z tym o alpinizmie, zejściach do grot,
wyprawach antarklycznych, ale też o bardzo niejasnych j u ż
"^ywacjach współczesnej turystyki, która jest konsumpcyjną
^ J ° z ą wśród znaczeń znanych, jest powtarzaniem indywi""ijnym tych znaczeń.
0

49

' *Pis-zawołanic „ J T " jest hasłem przewodnim w realnych
jest ?
'
realnych irasach w Polsce, Europie i świecie,
'kze swoistym zawołaniem w przestrzeniach i drogach
ulicznych czyli na drodze do dorosłości.
e n i a c r t

l 1 a

HORROR

VACUII

RYTUAŁY DROGI

b g ^ ^ f " * ^ ' młodzieżowe graffiti, podobnie jak dziecięca
"ifafika"
° w y w a n i e i mazanie na murach , także:
riiki"'^ zeszytów szkolnych czy konferencyjne „bezmyśl*°bcc ! ° ^ y o b e c n o ś c i , znakowe sposoby odniesienia
Jsca. Posiadają one odpowiedniki w takich znakach
3

z a r n a l

a ( 1

le

511

audytywnych jak wszczynanie wrzawy, nawoływania, pohuki­
wania w górach, w lesie; słuchanie echa i tak dalej, a więc
w znakach, które czytelne są w ramach semantyki „błądzenia",
włóczęgi, podróży, wędrówki; odejścia i powrotu, czyli - w ry­
tuałach drogi, regulujących w sposób elementarny odniesienia
człowieka do „ o b c e g o " , „ p u s t e g o " miejsca (horror
vacui).
Pojęcie horror vacui (obawa próżni, strach przed pustką)
znane jest historykom sztuki, którzy kategorię tę wyprowadzają
z filozofii i sztuki Dalekiego Wschodu, dostrzegając w nim
pogłos światopoglądów synkrelycznych. Horror \acui to rów­
nież stylotwórczy pierwiastek w zdobnictwie europejskim
dziewiętnastego wieku, ważny komponent dzieł secesji, gdzie
istotną rolę pełni ornament, geometryzacja i symetria przed­
s t a w i e ń . " Na znaczenie horroru vacui wskazują psychiatrzy ,
można by go również odnieść do reguł postrzegania u dzieci,
przebiegającego od hipotezy całości do szczegółu. Dziecko
- j a k twierdzi Piaget - rysuje rzeczy z otoczenia nie tak, jak je
widzi, ale jak je zna. T o , czego brakuje w rzeczywistości
postrzeganej, dopowiada sobie, g d y ż rozumie tak, jak rysuje,
czyli według pewnego wewnętrznego wzoru, podobnego do
przyrody.
51

54

Obawa pustki nakazuje zapełnić każdą wolną przestrzeń
figurami, przedmiotami lub ornamentem. Rytualne operacje
na modelach przestrzeni są sposobem modelowania osobowo­
ści. Doświadczenie pustki intensyfikuje świadectwa istnienia.*'
Można przyjąć, że spontaniczne napisy, rysunki, piktogramy,
czy bazgranie na murach mają odniesienie do takich kulturo­
wych modeli zachowań w przestrzeni, jakie wyraża symbolika
l a b i r y n t u , m a n d a l i * czy p e j z a ż u ' ' w sztuce
Wschodu; symbolika, która przekłada się na znaczenia pielgrzy­
mki, wędrówki, podróży.
55

5 7

5

5

Konkretny, matcrialno-cielesny czy wręcz energetyczny
aspekt śladów obecności (świadectw istnienia) dominuje nad
aspektem refercncjalnym, są one zresztą bliższe oznakom niż
znakom. Najpierwotniejszą postacią świadectw istnienia jest
ślad s t o p y lub r ę k i , a więc to odniesienie do miejsca,
które wymaga bezpośredniej, cielesnej w nim obecności,
wniknięcia sobą w materialną powlokę świata: rycie w kamie­
niu, odciskanie stopy czy dłoni, mazanie, bazgranie, pisanie,
a także - śmiecenie. Stajemy oto wobec istoty wszelkiego
napisu, który, jeśli nic jest napisem naszym, świadczy, że
miejscem tym zawładnęła już. cudza intencja; „Naszą ręką
pokryliśmy Saską Kępę napisami. Najpierw służyły do tego
grube flamastry" (Marek K „ luty 1995). Warto dodać, że
w przestrzeniach obcych, poza Saską Kępą nic dublowano na
ogół inskrypcji „ J T " .
m

6 1

„ J T " n a s z l a k a c h i s z l a k ó w s k a z a c h . „ J T " to
odpowiednik zawołania przewodnika: „idź. za m n ą " , „postępuj
jak j a " . T y m formułującym nakaz przewodnikiem jest ostatecz­
nie lokalny mit wykreowany na murach Saskiej Kępy. M i t , który
nakazuje „ z a w ł a s z c z a ć " przestrzeń, samookreślać się poprzez
odniesienie do wciąż nowego miejsca, czyli: b y ć „ t a m "
i zostawić „ ś l a d " . W tym momencie kreacja fenomenu „ J T "
przerosła kreatorów, pchnęła ich na trasę w ł ó c z ę g i . LiminaInym młodym bliższy jest współczesny model „ w ł ó c z ę g i " niż.
„turysty", a więc człowieka-włóczęgi, dla którego ważny jest
ruch, a nie cel, ważna jest nieprzerwana pogoń za odmianą;
przekształcanie uciążliwego ładu (struktury) w podniecający
- choć ostatecznie kontrolowany - chaos (liminalność, antystruktura). Droga nie jest dla niego linearnością, ale „zyg­
zakiem", a całość czy też rama wędrówki ustanawia się sama,
jako konfiguracja doznawanych chwil, miejsc i p o s t o j ó w . "
Odnawiane przez liminalnych młodych znaczenia rytuałów
drogi (horror vacui) przekładają się dziś na ideę t r a s y (szlaku,
marszruty) oraz ideę p a m i ą t k i , czyli kolekcji śladów „odklcjonych" od materialnej powłoki świata. Mapa, szlakowskaz

61

�i obiektyw aparatu to podstawowe dziś instrumenty odniesienia
się wobec miejsca, zdobywania „przelotnej" t o ż s a m o ś c i . '
B y ć „t a m " znaczy ideę d r o g i , ze wszystkimi jej kulturo­
wymi kontekstami, pobudzana i motywowaną przez swoistą
misję niesienia inskrypcji „ J T " w świat: „Jestem zamiłowanym
podróżnikiem. [...] Dla mnie, w tym wieku, samochód to nie jest
pełnia wolności. Trzeba go cały czas pilnować. M y ś m y dużo po
świecie jeździli. Mamy taką grupkę, paczkę swoją, ja z moją
dziewczyną i «Nodzyk» też, w sumie sześć osób, jeździliśmy
«stopem» po całej Europie. Tam, gdzie było jakieś fajne miejsce
i można było umieścić «Tkaczuka», to umieszczaliśmy" - mówi
Marek K., który swego kolegę „ N o d z y k a " (współkreatora
fenomenu ,,JT") charakteryzuje następująco: „«Nodzyk» jest
bardzo ciekawą postacią, interesuje się mapami, jest podróż­
nikiem, bardzo dużo jeździ. On się interesuje różnymi szlakami.
Fotografuje i spisuje sobie różne szlakowskazy, ma tego
mnóstwo".
6

Z o s t a w i a ć „ ś l a d " znaczy tu: działać czynnie wobec
miejsca, cieleśnie i psychicznie zawłaszczać to miejsce, przemianowywać je. Często przybiera to postać happeningu. Zo­
stawiać „ ś l a d " znaczy w przypadku fenomenu „ J T " działać
estetycznie
( „ N o d z y k " i Marek K. planują skonstruo­
wanie monumentalnego „ T k a c z u k a " w Warszawie) oraz kolek­
cjonować w r a ż e n i a , przekształcać „ ś l a d " „w pamiątkę.
«Nodzyk» postanowił kiedyś zdjąć wymiary i namalować
szlakowskaz jak w górach. Pojechał na przykład do Kampinosu
zrobić «szlak Tkaczuka». Poprowadził sobie własny szlak.
Pamiętam, jak byliśmy w Bieszczadach pod Tarnicą, na
przełęczy, «Nodzyk» zrobił specjalnie na tę okazję szlakowskaz
w Warszawie. Zamiast Ustrzyki Górne było ,«Tkaczuki Górne»,
Szeroki Wierch to «Szeroki Tkaczuk» (...]. Na szlakowskazie na
Turnicy umieściliśmy biało-czerwoną Hagę z napisem: «Jozef
Tkaczuk tańczący z wilkami». Podobne Hagi i transparenty
umieściliśmy i w innych miejscach w Bieszczadach. Zrobiłem
zdjęcia, jak «Nodzyk» umieszcza te szlakowskazy. Pomnik
w Cisnej przemianowaliśmy na «pomnik Tkaczuka». Umieś­
ciliśmy lam transparent z napisem: «JT». Mam to utrwalone na
zdjęciu. «Nodzyk» stał jak żołnierz na warcie, a moja dziew­
czyna składała kwiaty. [...] Jest «Most Tkaczuka» w Srebrnej
Górze w Górach Sowich, są napisy «JT» na Błędnych Skalach
w Górach Stołowych, w Barwinku i Dukli w Beskidzie Niskim.
[...] Na szczycie Krywania «Nodzyk» umieścił ładny napis.
Podobno jest też «Tkaczuk» na Giewoncie i Orlej Perci. Poza
tym była Słowacja. Tam jest nasza baza wypadowa. Co roku
jeździmy na narty do Liptovskiego Mikulaśa. Tam wszędzie jest
«Josif Tkacuk». W Talfanskiej Slrbie koło Popradu jest «Josif
Tkaćuk na hard». Pisała o tym tamtejsza prasa. [...] Część
napisów sporządziliśmy sami, ale to, czego się dowiadujemy
- szokuje. W «Teleexpressic» podawano, że «JT» jest na
piramidzie Cheopsa. Ktoś widział na gmachu opery w Sydney.
Ja osobiście umieściłem kilka napisów na wieży Eiffla w Pary­
żu, ostatni raz w zeszłym (1994) roku w czasie wakacji. Pod
«Varsovie» napisałem: «Jozef Tkaczuk 1374 km». W radiu
«Eska» był nawet konkurs: co jest napisane na wieży Eiffla.
Chodziło o Tkaczuka. W londyńskim metrze to nie my.
W paryskim ja napisałem w 1992 w Sylwestra. Nie było to
łatwe, bo się dużo ludzi kręciło. Moja była dziewczyna
umieściła « J T » w Lyonie, także na Lazurowym Wybrzeżu
6 4

i w Marsylii. Tam jest go sporo. Jest «JT» w Helsinkach
w Norymberdze, no i w Berlinie. Tam z kolei znajomi
«Nodzyka» sporo «Tkaczuków» zostawili. Najdalej umieściljj.
my «Tkaczuka» w Barcelonie, na New Camp. Nie zrobiłem
wtedy zdjęcia. Ale na filmach czarno-białych mamy mnóstwo
zdjęć z całej Europy. M o i m marzeniem jest pojechać teraz ta
Wschód. W tym roku wybieram się do Turcji i Grecji [.. y&gt;
- Marek K. (luty 1995).
X. M I T Y Z A C J E W S P Ó Ł C Z E S N E ,
C Z Y L I O I M I O N A C H W I D Y W A N Y C H NA MURACH
„ J T " lo dziś imię „ s k r a d z i o n e " przez mit, przez nieodpartą
potrzebę zadawania pytań: kto to jest..., kim jest Józef Tkaczuk,
którego imię wyniesiono na mury? Środki masowego przekazu
dołączyły jeszcze jedno pytanie: gdzie jest Józef Tkaczuk?
Zbliżamy się do progu mityzacji opisywanego tu zjawiska:
mityzacji w sensie, jaki nadaje temu pojęciu Roland Barthes.
Polska i Europa pokryła się „szlakami Tkaczuka". Imię to
widnieje na dawnych i współczesnych „cudach świata", o i
naleźć je można na różnych kontynentach.'' ' O „ J T " często
pisała i pisze prasa. Jest przedmiotem relacji radiowych i telewi­
zyjnych, tytułuje się nim utwory muzyczne.'' DwutygodnJ
„sprośno-satyryczny" „ D o w c i p n i ś " zapowiada komiks Sa
Tkaczuk i zarazem informuje: „Józef Tkaczuk już wkrótce
w wydaniu k s i ą ż k o w y m ' " ' . Pisemko satyryczne „Towarzysz"
zamieszcza cykl rysunków Towarzysz Tkaczuk''*. Zbiorek dow­
cipów Humor wędkarski przynosi Myśli Tkaczuka"'. Na poczajku października 1994 agencja reklamowa FCB Publicis umiesz,
cza w całej Polsce, na wielkich planszach Europlakatu i Re­
klamy Polskiej pytanie: „Gdzie jest Józef Tkaczuk?" . Poi
koniec października miesięcznik „ A u t o - S u k c c s " p r z y n o s i - j i
się okazało, wcześniej niż to planowała agencja reklamom
- odpowiedź: „Wyszedł po papierosy Winns". Odpowiedi
pojawia się też na planszach. Pełny tekst reklamy drukuje
między innymi „Życie Warszawy".Tygodnik ..Wprost" wdwi
listopadowych numerach, przynosi kolorową reklamę z pełnjl
tekstem i wyobrażeniem ściany więziennego muru oraz oku
z wyłamanymi kratami i zwisającym „ s z n u r e m " sporządzony!
z powiązanych prześcieradeł. Plakat reklamowy zawiera ponad­
to tekst: „Wszelkie podobieństwo osób i zdarzeń jest przypad­
kowe" '.
Wszystkie te teksty pasożytują na znaczeniach rozmnożo
nych przez inskrypcję „ J T " ; znaczeniach wykreowanych zna
lokalnie przez dwu uczniów szkoły podstuw-owej na Saskiej
Kępic - Marka Koraszewskiego i Piotra NodzykowskiegOlj»
raz pierwszy ujawniamy te nazwiska'). ..JT" lo wyjawio*
groźne imię stresora, które włączone w rzeczywistość {?
i zabawy, kolportowane w zgodzie / kanonami estetyki
wpisane w strefę polityki, wtopione w praktykę lokalów
powtarzane w „ o b c y c h " przestrzeniach, stało sic ..zawołanie*
organizującym tajną rówieśniczą m i k r o w s p ó l n o i ę " . w ktwj
dokonało się rytualne „przejście" do dorosłości Imię .Jw*
Tkaczuk" lo swego rod/aju imię-hasło. magiczna torra*
„ w y k r a d z i o n a " Strukturze (oficjalności i i przemiano*"
w tajny szyfr świata alternatywnego, w swoisty „mil współcS*
ny", czyli w to, co jest widywane dziś na murach.
,

6

7

70

1

7

1

luty - kwiecień l #

PRZ
' W tekście posługuje się przede wszystkim terminem „inskrypcja"
odwołując się do ugruntowanych tradycji: Corpus Insi ripiionum l^itinarum czy naszego: Corpus Insciptionum Poloniae, natomia-sl lemun
..graffiti" odnoszę do wyodrębnionego zjawiska kultury młodzieżowej,
określonego stylu ekspresji slowno-plastycznej, który narodził się w latach
60-lych w USA (M. Pęczak. Maty słownik subkultur
młodzieżowych.
Warszawa 1992. s. 31). Dz.iś obwieszcza się, także w Polsce, zmierzch
graffiti (A. Osęka. Graffiti po latach, „Gazeta Wyborcza" 1995, nr 60.
W czasie przeszłym o sztuce graffiti wypowiadali się ostatnio wrocławscy
grafficiarze w filmie J. Sawickiego Kn.yk murów (I TVP. 24 IV 1995). Na
wrocławskim murze można było przy okazji przeczytać: „Józef Tkaczuk
zawsze żywy". Jak podał w lutym br. „Der Spiegel", w Berlinie.

62

europejskiej stolicy graffiti, powołano specjalna grupę ur/ędnikówirj
s
jantów do walki z grafficiarzami, których jest ok I s t w Grupa
posiada uprawnienia do przeszukiwania domów, szkół, a także * ' , ^
rzeczy młodych „niszczycieli" murów, W styczniu 1 9M5 pizcpro***^
specjalną obławę na grafficiarzy (Kutturell lwi Nuli, „Der Sp'*6 .
nr 6). Warto w tym miejscu odnotować proces ..Nodzyka . J**J
z współtwórców fenomenu IT" i konieczność uiszczenia I ' ! jf
złotych kary (i dwu lal w zawieszeniu! za umieszczenie iwP" '
w warszawskim tramwaju.
,ł
Szerszą argumentację przedstawiłem w tekstach: Esirtw® •

P**J*J

o s

m

8

n

2

i estetyka folkloru oraz 0 mbdzie:owy&lt;-h subkulturach. Glosa (i'™

obydwa w: „Literatura Ludowa" 1993, nr 3

�'Pojęcie „znaków istnienia", w zbliżonym do naszego konleście
hadawczym, ugruntował J . Olędzki (Znaki istnienia. „Polska Sztuka
lejowa" 1985. nr 1-2), a rozwija go w badaniu współczesnych graffiti P.
Kowalski Samotność i wspólnota. Inskrypcje w przestrzeniach wspćiłczes-\iia. Opole 1993 oraz Prośba do Pana Boga. Rzecz, o gęsiach
J, n»h.
Wrocław 1994
'Por. ni.in. Polskie mury, Toruń 1991; P. Kowalski, op. cit. (lam
najpełniejsza bibliografia przedmiotu). Wskażę także specjalny numer
polskiej Szluki Ludowej" (1992. nr 2) poświęcony folklorowi politycz­
nemu. » ¡
prace: A. Jackowskiego, A. Engelmayera, P. Kowalskiego, R.
Ciarki. K. Sabaka. Z najnowszych: G . Sawicka Językowy obraz rzeczywis­
tości społecznej i politycznej w graffiti, [w:] Jeżyk a kultura, t. II. Jeżyk
.„,/i/yti a współczesna kultura polityczna. Pod red. J. Anusiewicza i B.
Siciriskiego. Wrocław 1994
&gt; Obszernie na lemat działalności Towarzystwa Przyjaciół Warszawy
-Saska Kępa pisze M.M. Drozdowski Z dziejów Saskiej Kepy. ..Kronika
Warszawy" 1981, nr 4
* Czym jest i jak znaczy szala informacyjna miasta, widać najlepiej
wówczas, kiedy zostaną, zniszczone jej przedmiotowe nośniki: „Centrum
wydawało się na tle ruin oazą życia. Wszędzie widniały szyldy, reklamy,
wywieszki. [...] Wszyslko działo się na poziomie oczu. Wyższe piętra już
nie istniały. (...) Szybko oswajamy się z nową sytuacją i dopiero czyjeś
spojrzenie z zewnątrz uświadamia nam charakterystyczne, a już nie
dostrzegane elementy rzeczywistości. Dopiero kiedy pewien korespon­
dent amerykański pokazał mi fotograficzny reportaż z. Warszawy, uświa­
domiłem sobie, że jedną z. uderzających cech ówczesnego pejzażu miasta
(wły setki, a może tysiące napisów z informacjami W pobliżu «Polonii»
i na Marszałkowskiej, między Hożą a Świętokrzyską widniały niczym
dziwaczne róże wiatrów - slupy najeżone tabliczkami informacyjnymi
owszyslkim. sklepach, instytucjach, usługach, jednostkach wojskowych".
A.Jackowski. Wspomnienia, s. 266 (w druku).
Pur. J. Maisonneuvc Rytuały dawne i współczesne. Gdańsk 1995,
78-79
Najpełniejszy u nas. krytyczny przegląd problematyki „rytuału" dali
M Buchowski i W.J. Burszta. O założeniach interpretacji antropologicz­
nej. Warszawa 1992. s. 47-68
' V . Turner. The Rimai Process: Structure and Anti-Structure, Harmondswrth 1974
" G . Simmel Socjologia. Warszawa 1975 (por. CL. IV. Tajność i tajny
związek). Wzajemne uwarunkowania struktury i anlystruktury da się
prześledzić na przykładzie Pomarańczowej Alternatywy. O tym, jak
struktura generuje anlysirukturę można przeczytać w „Dialogu" ( 1989. nr
8): ..Dopiero zgęszczona atmosfera nienormalności i zastraszenia, czoł­
gów i skotów, aresztowań, działalności podziemnej, manifestacji ulicz­
nych (łych ściśle politycznych, tych serio) pałowania, gazów łzawiących,
milicyjnych demonstracji siły - mogła w momencie może słabnącej już
presji doprowadzić do tak niezwykłej eksplozji: masowego wybuchu
śmiechu".O tym, jak antystruktura nie może istnieć bez struktury, można
przeczytać w ..Odrze" (1989, nr 6), gdzie w artykule Rewolucja krasnali
M Urbanek cytuje odezwę W. Fydrycha wydaną po 1 czerwca 1989, kiedy
to milicja po raz pierwszy nie interweniowała na Świdnickiej: „Zwracam
się do Was, mężni pomarańczowi rycerze, zwycięskie hufce, wielcy
hepenerzy ul. Świdnickiej Apeluję do Pomarańczowych Małolatów
&gt;ciotek rewolucji. Od kilku miesięcy w naszym mieście szerzy się zdrada.
Happeningi i ich sukces został poważnie zagrożony przez zorganizowany
na wielką skalę spisek. Kim są sabolażyści? Kto chce zniszczyć ruch
tapeningowy'' Milicja podstępnie przestała nas zamykać, wycofała się
ulicy, aby skompromitować nas brakiem pomysłów. Sami widzimy
Podczas akcji, jak trudno zastąpić milicję, klóra nie tylko dokładała
wszysikich starań, aby happening był urozmaicony, to funkcjonariusze
taktownie kończyli też każdą akcję. A teraz, bez obecności niebieskich
i'MmcImenów, jest naprawdę ciężko [...] - Komendant Twierdzy Wroc* ~ Mjr W. Fydrych. prof. zwyczajny sztuki wojennej."
. kże inskrypcja ..Józef Tkaczuk", jako leksl dominujący, doczekała
*twkrótce licznych „anlytekstów",czyli własnej anlystruktury w postaci
JP'»w: „Anna Sikorzyńska". „Katarzyna Kozyra". „Anna Zięba".
•Milczarek". „Pajonk" (lakże „Pajonk Front") i „Jacek Mayonees".
_ typcje te, pojawiające się w przestrzeniach „zajętych" przez „JT",
3 g yeliminować „Tkaczuka" z murów lakze poza Warszawą. Nie
5 jednak odebrać mu dominującej pozycji. Nie udało się zatem
^ ^ . Jawiska analogicznego, swego rodzaju „Anly-Tkaczuka".
¡I&gt;ví"
* zagrożeniem okazała się „Anna Sikorzyńska", którą „Non_ zwalczał lakże w Słowacji.
j¿
' ' ? k i . Tabu a paradygmaty etnologii. Warszawa 1989, s.
on^,. Wasilewski pierwszy zwrócił u nas uwagę na analitycz.noyK

a m

7

1

1

fa

w

l

1

M

n

z

m

a s

w s

ń^p** *alory kategorii communitas.
ICJ5J. t a r c z y sięgnąć do J.J. Rouseau Marzeń samotnego wędrowca
j , , , ^ , ! * " " * 1983), a nade wszystko do końcowych fragmentów Prze(oitj.
• Bdzie odnajdziemy jawną deklarację lak rozumianej liminal*i| j' ''&gt; 'y ' byłem naprawdę zdolny do życia w zorganizowanym
zenstwie, (...) moja niezależna natura nigdy nie pozwalała mi
„Koniecznego we współżyciu z ludźmi podporządkowania się
1

1

n

&lt;

n

c

ec

I ^ ^ z e w s k i . Karnawał

wagarowicza. „Gazeta Wyborcza" 1995,

" Spontaniczna kultura młodzieżowa. Wybrane zjawiska. Pod red. J.
Wertensteina-Żuławskiego i M. Pęczaka, Wrocław 1991
M. Mead, Kultura i tożsamość. Studium dystansu miedzypokoleniowego. Warszawa 1978
Por. np. Muniek Staszczyk, T. Love. Dzieci rewolucji. Warszawa
1992
" Nawiąże do tego wyraźnie S. Bareja w serialu Alternatywy,
eksponując postać gospodarza domu Anioła, granego przez R. Wilhelmiego.
'" J . Maisonneuve (op. cit.) wymienia wśród rytuałów masowych, obok
politycznych, rytuały sportowe oraz koncerty rockowe i muzyki pop.
" Zjawiska (e analizuje wyczerpująco J. Kaczmarek Przestrzeń widowi­
ska piłkarskiego (praca magisl. wykonana w Katedrze Kultury Polskiej
pod kier. R. Sulimy), Warszawa 1994. Futbolową communitas analizował
Ludwik Stomma. 1:0. czyli ludzie jako bogowie. „Konteksty", 1991,
nr 3-4
Warto w tym miejscu przypomnieć race K. Lorenza na temat
powstania rytuałów związanych z tery tori alnością (K. Lorenz. Tak zwane
zło. Warszawa 1963. rozdz. Nawyki, ceremoniały i czary) oraz ustalenia E
Halla i W Wicklera Do analizy rytuałów związanych z terylorialnością
doskonale nadają się rozbudowane pasma graffiti przy trasie kolejowej
Lowicz-Warszawa. mówiąc o poczuciu „terytorium" kibiców WKŚ
Legia i R T S Widzew. W zależności od punktu na tej trasie zmienia się
waloryzacja znaków klubowych (graffiti). Można wskazać kilka standar­
dowych technik operowania tymi znakami ze względu na to, czy
umieszczone były bliżej Warszawy czy też bliżej Łowicza i Łodzi.
W. Górska, J. Szpala. Tkaczuk na prezydenta, „Gazeta Wyborcza"
1992, nr 12
" J. Maisonneuve (op. cii., s. 35) stwierdza: „Dziś daje się zaobser­
wować wielość postaw młodzieży: z jednej strony opór przeciw biuro­
kratycznym ustaleniom szkolnym oraz rutynowym posunięciom po­
zbawionym głębszego sensu, a z drugiej nieokreślone poszukiwanie
zachowań i symboli wyrażających grupową tożsamość na poziomie
języka, ubioru oraz zabawy (np. karnawał)".
' Przykłady za: K. Czarnecka, H. Zgółkowa, Słownik gwary uczniows­
kiej, Poznań 1991. potwierdzone przez studentów Polonistyki UW.
H. Ułaszyn, Język złodziejski. Łódź 1951. s. 39. Odpowiednie hasła
w Słowniku gwary warszawskiej XIX wieku (opr. B Wieczorkiewicz.
Warszawa 1966) sugerują niedwuznacznie, iż instytucja woźnego, dozor­
cy, stróża, wyżej nad „opiekuńczość" stawiała „represyjność". Agenci
owej represyjności charakteryzowali się wyraźna „obcością" (np. cieć
- „kołek, prosto widać ze wsi"). Obcość była przecież islolą cudzoziems­
kich gwardii przybocznych. Byli to wprost - czytamy w Słowniku gwary
warszawskiej (s. 384) - „sołdaci celowo zwolnieni na tę chwilę od
pełnienia obowiązków służbowych, policjanci, żandarmi" (chodzi tu
o stróżów skwerowych, parkowych, nocnych, kamienicznych). „Zwol­
nieni na tę chwilę" albo „zwolnieni na stale" zajmowali licznie posady
dozorców i „gospodarzy domów" w peerelowskiej Warszawie (przypomi­
nam także Anioła z Alternatyw). O woźnych uniwersyteckich dziś pisze
studentka polonistyki UW M. Borkowska, Maniery
„nienaukowych".
..Auditorium. Tygodnik Akademicki", Warszawa 1995, nr 8.
C . Kubaszewski, Witajcie w Tkaczuklandzie. „Nowa Wieś" 1992 nr
4 (luty).
" C . Kubaszewski, op. cit.
Zapis rozmów w zbiorach autora niniejszego raportu.
" W. Górska, J. Szpala, op. cit.
" C . Kubaszewski. op. cit.
• W. Górska, J. Szpala, op. cii.
" W wypowiedziach „obydwu stron" jednoznacznie można wyczytać
świadectwa takiej agresji, napięcia i stresu a zarazem zaprzeczenia: „W
tych napisach nic było z naszej strony żadnej zemsty" (Marek K i
Najbardziej wyrazistym przejawem agresji symbolicznej okazały się
tzw. zabawy telefoniczne oraz ich produkt, czyli kaseta, zawierająca
nagrane rozmowy z. Józefem Tkaczukiem. Zabawy i żarty lelefoniczne.
swoiste gry „w przypadek", gry z potencjalną Instancją Podsłuchującą
upowszechniły się w Warszawie w końcu lat osiemdziesiątych. Do­
prowadziło to do prawdziwej eksplozji „wygłupów" telefonicznych,
wzorowanych często na modzie przywiezionej z Zachodu, polegających
m.in. na ingerowaniu w prywatność domu, na zadawaniu absurdalnych
pytań przypadkowo wybranym rozmówcom w stylu: „Czy ma pan
zapchany sedes?". Jak relacjonuje Marek K , telefony miały anonimowo
nękać bezimienną dotąd instancję (szkolnego woźnego). „Były to roz­
mowy w rodzaju: «Czy sprzeda pan swój tclefon?». Nie przyniosły one
zrazu efektów W końcu, jak za dwudziestym razem zadzwonił (mowa lu
o uczniu, który prowadził te gry), to Tkaczuk się zdenerwował i posłał mu
bluzgi przez telefon. I on to nagrał. Od tego się zaczęło Stwierdził, że
trzeba teraz więcej od Józefa wyciągnąć. Wzięli więc kolesia, który miał
pewny głos, i on teraz dzwonił. Oczywiście wszystko ponagrywaliśmy.
Dziś nie mam tych kaset, większość poszła w świat. Straszyliśmy go, że
prowadzi melinę, że to skasujemy, że towarzysz taki lo a taki się nim
zainteresuje. Z jednej strony to wszystko olewał, a z drugiej odczuwał, że
coś jest nie tak. Zaczęło się od tych telefonów. Jedna z kaset, na której
cenzuralne są tylko zaimki, znajduje się w posiadaniu autora raportu
Zanotowane są na niej owe „bluzgi" oraz reakcje przypadkowo wy­
branych abonentów, którym głos pana Józefa puszczano z taśmy. Jest tam
B

H

1,1

:i

:

u

3

r

n

63

�również reakcja ,.JT" na jego własne nie zidentyfikowane przez niego jego
własne „bluzgi".
" K. Stępniak. Słownik tajemnych gwar przestępczych.
Londyn 1993
K. Czarnecka. H. Zgółkowa. op. cit.. s. 324
• J.w.. s. 8
" Istnieje leż lyp gestów (zachowań niewerbalnych) w funkcji inwek­
tywy oraz typ gestów „obronnych". Por. na len temat m.in. K. Darwin,
O wyrażaniu uczuć u człowieka i zwierząt. Warszawa 1988 ( teoria
..rumieńca" jako swoistego operatora kultury). Por. także: J. EibllEibesfcldt. Miłość i nienawiść. Warszawa 1987
Przykłady współczesne omawia A. Dąbrowska w książce Eufemizmy
współczesnego jeżyka /ndskiego. Wrocław 1994, s. 177-190 (rozdz.
Połajanki. przekleństwa
i wyzwiska) a także w artykule: Język magii
- magia języka. Zarys problematyki, „Literatura Ludowa" 1995, nr 1
" Kwestie te dogłębnie analizował M. Bactuin. formułując znana
koncepcję karnawału i karnawalizacji kultury.
" W.J. Żelwis, Inwektiwa: Opyt teoriticzeskoj i funkcjonalno) klassifikacii. [w:| Etniczeskije stiereotip\ powiedienija. Pod red. A K . Bajhunna, Leningrad 1985, s. 296-322'
* M.J. Lotman, B.A. Uspienski, Mif - Innu - Kultura, [w:] „Trudy po
znakowym sislemam" VI, Tartu 1985 s. 296-322
" K. Długosz. Prz.ezwiska uczniów z Kielecczyzny. Analiza semantyczno-słowotwórcza.
Szczecin 1986, s. 222
'• Warto tu odnotować apel do młodzieży, który swego czasu zamieściła
na łamach dziennika „Nowy Świat" D. Wawiłow, zwracając się z prośbą
0 wyjaśnienie: „kim jest (kto to jest) Józef Tkaczuk", a nie - co znaczy to
całe zjawisko. Jedna z odpowiedzi brzmiała: , J T to kanar z M Z K "
(„Nowy Świat" 1992, nr 38)
" W związku z. uruchomieniem warszawskiego metra „Gazeta Wybor­
cza" przyniosła charakterystyczną wypowiedź nadkomisarz Możajskiej,
związaną z ochroną meira przed grafficiarzami: „W «ozdobionych»
wagonikach i na stacjach pasażerowie czują się mniej bezpiecznie"
(„Gazeta Stołeczna" 1995, nr 16)
** L . Lćvy-Bruhl, Czynności umysłowe w społeczeństwach
pierwotnych.
Warszawa 1992 (cytaty w tekście wg tego wydania).
• L . S . Vygotski, Myślenie i mowa. | w:] tegoż. Wybrane prace psycho­
logiczne. Warszawa 1971, s. 207
• Por. m.in. M. Pilot, Lapekspołish. „Regiony" 1994. nr 4 oraz G.
Majkowska, Iż Polacy nie gęsi
Sycyna" 1995, nr 3
J. Piaget. Mowa i myślenie u dziecka. Warszawa 1992, s. 42-44
"Próbę takiej „etymologizacji" zawołania „Leon", próbę zresztą
późniejszą, dokonaną w lubelskim środowisku studenckim, przynosi: L .
Kaczmarek, T. Skubalanka, S. Grabis, Słownik gwary studenckiej, Lublin
1994. s. 21
• Pogłosy echolalii można obserwować m.in. w eksperymentalnych
badaniach wpływu informacji emocjonalnej na zachowania werbalne.
(L.A. Kitajew-Smyk, Psychologia stresu, Ossolineum 1989, s. 293 - 294).
Interesujące opinie na ten temat zestawił P. Kowalski, op. cit..
s. 84-86
" Można uznać, że tzw. „grafika konferencyjna" (zbiór takich grafik
w posiadaniu autora) jest sposobem uobecnianiu się „mowy wewnętrz­
nej", struklurowania „pamięci operacyjnej", jest aktem energetycznego
pobudzania i ma w sobie coś „muzycznego"; łączy emocje i malhesis.
innymi słowy: emocje i strukturę (por. C. Dalhaus. H.H. Eggebrechl, Co to
jest muzyka. Warszawa 1992, s. 36-43). Konferencyjne „bez.myślniki"
- to termin, który zawdzięczam M. Michalskiemu, studentowi etnologii
UJ, uczestnikowi mojego warsztatu Antropologiu codzienności. Pragnę
podziękować uczestnikom lego warsztatu, przede wszystkim: M. Michals­
kiemu i K. Lipce oraz studentom Wyższej Szkoły Komunikowania
1 Mediów Społecznych za pomoc w gromadzeniu dokumentacji do
niniejszego raportu.
M. Wallis, Secesja, Warszawa 1967. s. 218
• A. Kępiński, Schizjifrenia. Warszawa 1979, s. 70
J. Piaget, op. cit., s. 221-223
" Lexikon der Kunst. Architektur, bitdende Kunst, angewandte Kunst
Industrie formgestaltung, Kunstlheorie. Leipzig 1971, t. II, s. 338
* Nie wchodząc bliżej w semantykę „pustki" przywołam te kwestie
dwoma przykładami. Pierwszy z nich to najbardziej banalna na pierwszy
rzut oka inskrypcja współczesna, którą zanotowałem na przystanku linii
autobusowej 158 w Warszawie, przy Ostrobramskiej (styczeń 1995): „Czy
wsłuchaliście się może kiedyś w odgłos kopanej po pustej ulicy
0 północy, pustej puszki po piwie. Ona krzyczy" (podkr. - RS)
- podpisano: „Kamyk", 27 XII '94, godz. 0"'. Jest to spontaniczny „znak
istnienia", który pojawia się jako odniesienie do czterech „pustek".
Czwarta z nich to oznaczony czas ferii szkolnych. Drugi, biegunowo
dobrany przykład przytaczam za R. Otto, a dotyczy on relacji z Połu­
dniowej Afryki: „Autorka powtarza jakieś znaczące słowa, wypowiadane
przez, jednego z tych wysokich, mocnych, o silnej woli, milczących
Boerów, który - jak słyszała - nic mówił nigdy głębiej o czymś innym niż
o owcach i bydle i zachowaniu się tygrysa-lamparta, wobec którego był
autorytetem. Po przeszło dwugodzinnej jeździe samochodem przez wielką
równinę afrykańską podczas wielkiego upału powiedział wolno w języku
taal: J e s t coś. o co od dawna chciałem cię zapytać. Jesteś uczona. Kiedy
jesteś sama w takim stepie jak ten, a słońce świeci tak silnie na busz. czy
nigdy nie wydaje ci się, że coś mówi? Nie słyszysz tego uchem, ale jest tak.
u

17

Vl

, ;

M

64

jakbyś stawała się coraz mniejsza i mniejsza, a ktoś inny coraz więks^J*
(R. Otto Świętość, Warszawa 1968, s. 51-52). W obydwu przypadkach
doznanie „pustki" jest zarazem całościujące i wspólnotowe W pierwszym
znaczy krystalizację „Ja", w drugim jego doznanie poprzez „roztopienie"
" J . Hani. Symbolika świątyni chrześcijańskiej,
Kraków 1991. Przg.
strzeń labiryntu odczytywana jest tu jako „podróż do środka", ¿ 2
„duchowe ukierunkowanie bytu", czego „zewnętrznym aspektem j « j
pielgrzymka". W slaropolszczyźnie „ogrodowe labirynty" nazywały j .
..błędnik" lub „błądyniec".
" Jak nas poucza doświadczenie, te ostatnie [mandate) występuj,
najczęściej w sytuacjach charakteryzujących się zamętem i bezradnością.
Skonstelowany przez nie archetyp stanowi schemat porządkujący, który
niby psychologiczny „krzyż podziałowy" względnie krag podzielony u
cztery części zostaje jakby nałożony na psychiczny chaos, przez co każda
treść otrzymuje swe właściwe miejsce, a chroniący opiekuńczo krj«
stabilizuje rozpływającą się w nieokreśloność całość'' tC.G Jung, Wspu.
mnienia. sny. myśli. Warszawa 1993, s. 492).
" Na temat semantyki „pustki" („drogi pustki") pisze J. Slósarska,
Mistyczne i archetypiczne obrazy kosmosu. Warszawa 1994. s. 6-7
Ślad stopy, znak stopy także obutej, posiada niezwykle żywotną
symbolikę. Znaczy min. „ujarzmienie albo wzięcie czegoś w posiadanie"
(D. Forstner O S B , Świat symboliki chrześcijańskiej.
Warszawa 1990, i.
447). Ślad stopy jest odwiecznym chwytem reklamowym Namalowane
„stopy" prowadzą od Al. Jerozolimskich, w pobliżu rondu de Gaulle'a,m
ulicę Smolną do sklepu „Sony". Znakiem reklamowym był zresztą juj
w antyczności, na co wskazuje zachowana waza grecka z rysunkiem obutej
stopy i napisem: „idź za mną" ((u: „idź do wina".do winiarni), znaleziona
w dzielnicy Aten zwanej Keramejkos (szerzej o Keramcjkos. gdzie istniała
ściana pokrywana wciąż nowymi napisami reklamowymi, por Lexika*
der Antike, Leipzig 1987).
"' W funkcji samopotwierdzania się (poprzez ..działanie sobą" ni
miejsce) pojawia się symbol „ręki",obecny od czasów paleolitu choćby
w grotach Allamiry i Castillo w Hiszpanii (por. M Hrez.illun, Łncył.
lope&lt;li&lt;i kultur pradziejowych. Warszawa 1981 &gt;. Odcisk ..ręki" przynależy
do kulturowych uniwersaliów i można go odczytać jako autoimitaejt
człowieka, potwierdzenie siebie wobec miejsca, które się oswaja i za­
właszcza. To ..działanie sobą", znane z zabiegów apotropeicznych,
żywotne jest wciąż w rytuałach inicjacyjnych, odnajdujemy je równie!
w kulcie gwiazd filmowych („ślady" w Hollywood i Cannes),
" Z. Bauman Dwa szkice o moralności pono*m zf\nej, Warszawa
1994, s. 27-30
" Z . Bauman, (op. cit., s. 16.) stwierdza, ze ..Osobowość iście
ponowoczesna wyróżnia się brakiem tożsamości ' i dodaje ,,im mniej
dokładnie tożsamość jest zdefiniowana, tym lepiej dla |c| posiadacza"
„Nodzyk" ma plan zrobienia „wielkiego Tkaczuka przy Wyścigach
Konnych w Warszawie, gdzie są takie ogromne graffiti. „Tam podobni
łatwo uzyskać zgodę na pomalowanie, ale to s,; duze koszty By łby lo napu
15 m. długi. Mam już koncepcję. Chciałem lo zrobić normalnie, farbą
i pędzlem, ładnie wymierzyć i zrobić bryłowym pismem widzianyn
z. perspektywy. To już nie jest takie głupie pisanie jak na murach, ak
chciałem to zrobić na pamiątkę. Bo to być może przetrwa bardzo długo.
Tam s ą takie różne napisy, to i «Tkacz.uk» mogiln tam zostać,
wcześniej planowaliśmy zrobić na murach taki duzv napis, ładnie, żebyB
zdobiło" (Marek K„ luty 1995).
" „Polscy turyści zanieśli nazwisko Tkaczuka u Alpy na wysokofć
4 lys. metrów (podobno także na Mont Everest, ale tego nie moł»
sprawdzić, bo napis przykrył śnieg), do francuskich grot | . . . ) , No»e|«
Jorku, australijskiego miasteczka | |. Ostatnio natrafiono na graffiti *
dworcu autobusowym w Kapsztadzie [...] Obok nazwiska Tkaczuka**
domalował literkę ,,R" w kółku - «znak towaruws zastrzeżony*" ( Ł ł
Talko, Tkaczuk kingsaiz, „Gazeta Wyborcza' l ' W . nr 257). W *
zauważyć, że w cytowanym tekście pobrzmiewają echa narracji mity*
nej.
" Por. audycja „Brum" w III Pr. PR (koniec grudnia 1994 r.j.
" Informacja w numerach 3 i 4 z 1994 r. z zaznaczeniem:
Tkaczuk - Copyright by «Zamek» - KM.S.O."
" „Towarzysz" 1994, grudzień.
Humor wędkarski.
„Gazeta Wyborcza" (1994, nr 233) w notatce Tkaczuk posz*
przypomina pokrótce historię woźnego ze szkoły przy ul AnguO*
w Warszawie i publikuje zdjęcia plakatu z napisem
(idzie jest J"**
Tkaczuk?"
" „Gazeta Wyborcza" (nr 257, 4 X I I 9 9 4 ) publikuje cyto»
artykuł Leszka K. Talki, gdzie przedstawione są psychospołeczne if
aspekty używania „imion własnych" w reklamie. Warto zacy.
następujący fragment: „Z badań prowadzonych przez F C B r w i ^ H
reprezentatywnej próbie Polaków wynika, że Józef Tkaczuk nie • (
się ankietowanym z woźnym w szkole, raczej ze sportom ""
kryminalistą. (...) - Tkaczuk lo po trosze «nikt» a częściowo «e*
każdy z nas. Józefów Tkaczuków mogą być w Polsce tysiące - J*
Jakub Kamiński z F C B . - To nazwisko jest już własnością pub*
„Wprost", nr 45 (6X11994) i nr 47 (20X11994)
„Nie ukrywamy, że przez długie lata byliśmy związani sub
z ruchem punk. Był to młodzieńczy bunt. W tej chwili człowiek
wyrasta" (Marek K . ) .
S

M

w

7U

-

a

7 1

c

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5962" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5942">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/583e9ac16e397a71c53bf4ce47abf03a.pdf</src>
        <authentication>d6eaabc53cd38387ef2ae2d46f28895e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71155">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4676</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71156">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71157">
                <text>twórcy ludowi</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71158">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71159">
                <text>Wrona, Józef - rzeźbiarz ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71160">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4342</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71161">
                <text>Józef Wrona - rzeźbiarz ludowy z Tokarni / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1971 t.25 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71162">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1971 t.25, z.2; s.99-102</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71163">
                <text>Furdyna, Józef</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71164">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71165">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71166">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71167">
                <text>Józef

П. 1. Chrystus

Wrona:

na

drewno

osiołku,

polichr.

Józef Furdyna
JÓZEF

Józef

WRONA

1943 r . w

W r o n a u r o d z i ł się w

-

RZEŹBIARZ

Tokami

koło

Myślenic. M i e s z k a t a m stale, pomagając r o d z i c o m w

nie­

LUDOWY

Nad

rzeźbą

Chrystusa

Z

TOKARNI

bardzo

się p o d o b n o

t a k odrobiłem,

i spełniając r ó w n o c z e ś n i e

funkcje

zdjąć

kościelnego. Skończył 7 k l a s szkoły p o d s t a w o w e j

i odbył

z jednego pnia, podobnie

w i e l k i m gospodarstwie
już służbę

i

wojskową.

W szkole, j a k m ó w i , b a r d z o lubił malować, n a t o m i a s t
n i g d y n i e sądził, że m ó g ł b y
r a c h 'do rzeźbienia
figurek."
niej,

nie myślałem

Zainteresowania

zupełnie

r z e ź b i ć : „ o żadnych
a głównie

te przyszły

niespodziewanie.

„Tak

w

zamia­

o struganiu

kilka

l a t póź­

podobała

mi

k u p i o n a w z i m i e zeszłego r o k u (1968) w Z a k o p a n e m
wa

jelenia,

że

postanowiłem

odrobić

s a m taką

Wrona

nabrał

jednak

chęci

do

ciółka

drewnianego,

bione i pomalowane
cał go d o d a l s z e j
naturalnej
Temat

wokół

którego

wyrzeź­

p r a c y . Następną rzeźbą była

wielkości

f i g u r a C h r y s t u s a j a d ą c e g o n a osiołku

ten, niespotykany
w

poustawiał

koś­

n a zielono świerki. Proboszcz zachę­

w

tradycyjnej

w e j , został p r z e z W r o n ę p o d p a t r z o n y
dowym

zado­

rzeźbienia

i wkrótce p o t e m wykonał mały m o d e l miejscowego

Krakowie

(Kamienica

w

inne elementy

chromii

( i l . 1).

jest ona w

dwie

ją

w

„Postać
potrzebie

drewnie

lipowym

j a k t u ł ó w osła, k t ó r e g o

anatomiczne

dominują

namęczył.

można

są w m o n t o w a n e .

zasadnicze

barwy:

nogi

W

poli­

biel

szaty

C h r y s t u s a i szarość osła. F i g u r a u s t a w i o n a j e s t n a w ó z k u
przystosowanym
nych w

do ciągnięcia w czasie p r o c e s j i

Niedzielę Palmową

się monumentalność

gło­

samą".

P o t e j próbie, z k t ó r e j n i e b y ł w p r a w d z i e w pełni
wolony,

się

z osła". W y k o n a n a

żeby

Po

i wówczas

t e j rzeźby

w

i jej wymowa

u p o r a n i u się z tą największą

w

odbywa­

pełni

ujawnia
kultowa.

dotychczasowej

p r a k t y c e pracą rzeźbiarską, a u t o r j e j , m o ż e d l a o d p r ę ż e ­
nia, wykonał k i l k a f i g u r e k k i l k u c e n t y m e t r o w e j

wysoko­

ści. Są

osiołku,

to: Chrystus

Modlitwa w
w

Frasobliwy,

na

O g r ó j c u , C h r z e s t C h r y s t u s a p r z e z św. J a n a

J o r d a n i e ( i l . 2) — w s z y s t k i e

Żołnierz powracający
wym

Chrystus

polichromowane

—

z niewoli niemieckiej — w

oraz
suro­

d r e w n i e . Z t e g o o k r e s u p o c h o d z i też z d o b i o n a m o ­

t y w e m w i n o g r o n i liści s z a f k a , mieszcząca

duży,

stojący

rzeźbie

ludo­

zegar. P r ó c z w s p o m n i a n e j , b a r d z o m a ł e j r z e ź b y C h r y s t u ­

Muzeum

Naro­

sa F r a s o b l i w e g o ,

Szołayskich).

r e p l i k i tego

nieco

p ó ź n i e j zostały w y k o n a n e

t e m a t u . Jest

i c h k i l k a , o wysokości

dalsze
prze-

99

��4

5

ciętnie ок. 20 c m . N i e k t ó r e —
re — pozostawione
rzeźb

autor

w

zdradza

„realnych". Chrzest

polichromowane,

surowym

drewnie. W

upodobanie

do t w o r z e n i a

Chrystusa odbywa

się w

z wodą imitowaną l u s t e r k i e m , M o d l i t w a w
miejsce

w

otoczeniu

drzew,

niektó­

grupie tych

co daje

sytuacji
zbiorniku

Ogrójcu

urozmaicenie

ma

środ­

ków, swobodę rozwiązań z j e d n e j

strony, a z drugiej

ujawnia

dążenie

prawdziwości

walorów

c z y s t o rzeźbiarskich, co dało się z a u w a ż y ć

do m a k s y m a l n e j

—

kosztem
już

stawiającej
kiej.
na

żołnierza

powracającego

Żołnierz siedzi p o d p n i e m

kolanie

i podtrzymującą

podniszczony
cach

głowę.

na nogach, siedzi

Skojarzenie
rza polskiego

pozie

wyrażającej

mającej

mającej

starannie i

wiejskich

głównie

zilustrowanie

na tle przykładowego

się t a k d a l e k o , że f i g u r k i
Chrzest w

dawnych

starego

domu,

zajęć

posunął

zaczął ubierać.

J o r d a n i e jest kompozycją

runkiem

imitującym

ekspozycji

w

owalnym

z b i o r n i k u , sięgając

głową

Polskich

do niej

oraz

świętych, w y k o n a n a

złożoną z C h r y s t u s a i św. J a n a . C h r y s t u s s t o i n a l u s t r z e
wodę

autor jest

wyjątkowo

proboszcza,

kościoła

ta, po­
bardzo

przywiązany.
duży

cykl

świeckich.
i niejako

pod kie­

przeznaczona

( i l . 3).

Figury

do
być

dolną

umieszczone

brze­

Pomysł jest niewątpliwie c i e k a w y , n i e m n i e j j e d n a k rzeź­

w

zbiornika w
lewej

jest w

z

nieco

wodą

długą, przylegającą

k i m i rękawami.
ciwieństwie
Twarz

postawie

i naczyniem

w

prawej

F a k t u r a szaty
obfity

krzyżem

b i a r z został t u p o d d a n y p e w n e m u , choć

Odziany

naciskowi,

do ciała szatę z b a r d z o
imituje

do C h r y s t u s a , postać św.

pokrywa

z

ręce.

pochylonej

zarost

włosie. W
Jana

pomalowany

krępa.

na

czarno,

d r e w n i e , lecz w

podobnie

jest

modelo­

glinie. M a ­

Wrona

wykonał

stało m u jeszcze
mniej

więcej

Jacek,

Kazimierz,

wiga, Andrzej

bek, J a n Sankander

słonięte części

ciała z

niemal

rzeźbiarza

uwłosieniem.

z Tokarni

ujawnia

się n a j l e p i e j w m a ł e j , k i l k u c e n t y m e t r o w e j rzeźbie

przed­

a kilka

Wszystkie

jak

—

pozo­

rzeźby

są

o k . 70 c m ,

Stanisław b p . , J a d w i g a ,

Salomeą, A n d r z e j

c i e m n y m b r ą z e m szat J a n a , a j a s n e
czarnym

wymiaru

W s z y s t k i e — oprócz św. Stanisława K o s t k i — są stojące,

stuje z bardzo

prac

18 f i g u r

wysokości

a m i a n o w i c i e : św. św. W o j c i e c h ,

j e s t p o l i c h r o m o w a n a : b i e l szat C h r y s t u s a s i l n i e k o n t r a ­

klimat

niezamierzonemu

tematu,

dotychczas

jednakowej

oraz

Liryczny

wyborze

d o skończenia.

teriał n i e m a n i e m a l ż a d n e g o w p ł y w u n a fakturę. R z e ź b a
od­

w

drzewach.

też i f o r m y .

prze­

jest

g ł o w a wciśnięta j e s t w r a m i o n a . B r y ł a r z e ź b y ,
jak w e wszystkich innych pracach Wrony,
w a n a miękko, j a k b y nie w

krót­

zarówno

na

jest
mają

do rąk św. J a n a . Górną ozęść ciała m a obnażoną,
gu"

kapliczkach zawieszonych

Seria

okrywa

m a l o w a n a biało s z a t a . Chrzczący s t o i „na

w

rzeźb

na zamówienie

miejscowego
wokół

kilka

eks­

żołnie­

jest

W o s t a t n i m o k r e s i e Józef W r o n a w y k o n a ł
Świętych

dwupostaciową,

los

p o k a m p a n i i wrześniowej. Rzeźba

zostawiona w drewnie s u r o w y m , modelowana

celu

zmęczenie,

potęguje

ilustrować

w s c e n k a c h z w i ą z a n y c h z makietą d o m u . A u t o r t e j p r a c y
na

w

onu­

Frasobliwego.

może niezamierzone,

rzeźby

wspartą

ubrany

n a głowie, a w

układ p o s t a c i C h r y s t u s a

t o , być

i wymowę

w

niemiec­

z ręką

Żołnierz

m u n d u r w rogatywce

a przypominającej
presję

z niewoli

drzewa

błogosławieni — Czesław,

Bobola,

Szymon

Jan Kanty

z Lipnicy, Jad­

Żurawek, J a n z D u k l i , W i n c e n t y
( i l . 6), J a k u b S t r z e m i ę

d o k ( i l . 4). P o d s t a w o w y m

Kadłu­

( i l . 5), S a -

źródłem i k o n o g r a f i c z n y m , k t ó ­

r y m p o s ł u g i w a ł się W r o n a p r z y r z e ź b i e n i u w y m i e n i o n y c h
świętych,

są

ilustracje

zamieszczone w

książeczce

ks.

101

�S t . Ł. Zawsze

żywi, w y d a n e j w K r a k o w i e w 1931 г., o r a z

ustne i n s t r u k c j e zamawiającego.

a

C y k l świętych p o l s k i c h z d r a d z a tendencję
tyzowania i monnmentalizowania formy,

do s y n t e ­

jednak

założe­

i efekty

wprawa

uznanie

sta —

„było

czasu

d a n t y c z n i e szczegółach i b a r d z o

stawieni".

Twarze

świętych

i zastygłe, p o s t a w a
mane

przez

są

i gesty

powierzch­

jednakowo

dostojne

skonwencjonalizowane.

postaci

wieni,

w p r o w a d z a gest b a r d z i e j d y n a m i c z n y , co j e d n a k n i e j e s t

dencję

ujęcia.

Czasem

w s t a n i e przełamać m a r t w o t y postaci. Z k l a s y c z n y c h
rzeźby

ludowej

pozostaje

hieratyzowanie

tu

frontalność,

postaci, charakterystyczne

zdecydowanie
zamówienia,
Wrona
powym,

w

kręgu

proporcje

pomiędzy

a s a k r a l n y m i byłyby

stroju.

pracuje

wyłącznie w

przygotowanym

zdecyduje

się

szczegóły,

a następnie z a z n a c z a

proporcje.
oczami

na temat,

Mówi

o n , że

t e n wzór,

p o t e m uchwycić

te

ustala

wyrównane.

i

zwłaszcza l i ­

wysuszonym.

wielkość

rzeźby

na klocku

„najważniejsze

proporcje,

świętych

podstawowe

jest

pozycje,

jej

uchwycić

całą

długość,

to w e wszystkich k i e r u n k a c h " . Podsta­

które

—

prawdopodobnie

podobne

z

pod wpływem

„upiększenia" z a s u g e r o w a l i

Bogdanówka,

Józefowi

Chcąc n a j o g ó l n i e j

ten­

szatach
nie­

należałoby

doradców,

też

rzeźbia­

o d T o k a r n i położonej w s i

Słoninie.
scharakteryzować
że

Wrony,
jest

nierówny, a indywidualność

a u t o r a jeszcze n i e j e s t

wy­

r a ź n i e ukształtowana. Z b y t

duże rozpiętości w

sposobie

f o r m o w a n i a b r y ł y i łatwość u l e g a n i a w p ł y w o m

świadczą

niedojrzałości

i c h poziom

prace

artystyczny

o pewnej

podkreślić,

twórczej.

C y k l świętych r e p r e z e n t u j e
równo o d s t r o n y f o r m a l n e j
nego. I c h treść

p r a c e m a ł o dojrzałe

j a k t e ż ładunku

działa n a z a s a d z i e czysto

z n a r z u c o n y m , rzemieślniczym
cyklu. Dowodem

umownej, po­

podejściem

znużenia t a k ustawioną

po r a z d o k o n y w a n y

w

k i e r a : „od r a z u idę do tego, b y wyciosać najwięcej w

rzeźb reprezentujących

w

do

powrót

raz
do

prawdziwy

charakter

łości s i e k i e r ą " . P r z y o b r ó b c e s z c z e g ó ł o w e j k o r z y s t a z n o ­

twórczości W r o n y . Są t o f i g u r k a F r a s o b l i w e g o ,

Chrystusa

ża i „ d u t k a " a do o s t a t e c z n e g o w y g ł a d z a n i a

jadącego

powierzchni

— z o s t r y c h k a w a ł k ó w szkła i p a p i e r u ściernego.
Z właściwymi p r o p o r c j a m i i w y p r a c o w a n i e m
rych

szczegółów

rzeźbiarz

ności: „ m y ś l a ł e m " —

zwierza

n i c zrobić, a n a j g o r z e j
głowa n i e trzymała
gdy

jest ochota,

miał

początkowo

się —

było* z r ę k a m i

się, a l e t e r a z

to idzie

już

duże

niektó­

znalazł, z o s t a n i e
Józef

trud­
bo ta

trochę l e p i e j ,

nie tak trudno".

tematy

puszczać, że i m p a s , w

„że n i e d a m r a d y
i szyjami,

n a ośle i

bo

Wzrastająca

Wrona

świeckie, co

pozwala

którym się początkowo

korzystnie
jest swej

przy­

rzeźbiarz

przełamany.
p a s j i rzeźbienia

bardzo

od­

d a n y . J e g o m ł o d y w i e k p o z w a l a r o k o w a ć , że d a l s z e p r a ­
ce będą u z e w n ę t r z n i a ć w sposób b a r d z i e j p e ł n y
jego dojrzewanie

plastyczne

wość.

Józef W r o n a : I I . 7. F r a g m e n t m o d e l u t r a d y c y j n e j chałupy

Fot.

ogół

związku
realizacji

pracą j e s t

trakcie jej przebiegu
na

za­

emocjonal­

p r z e z r o d z a j k u l t o w e g o s y m b o l u , co p o z o s t a j e

w o w y m narzędziem obróbki wstępnej jest d l a Kiego sie­
ca­

miesza

rzowi l u d o w e m u z niedaleko

Gdy
i

jajowe,

Prace z ostatniego
barwnym

czego

konkretnego

drewnie,

wcześniej

spoiwo

którzy

prac

w nim

do

cykl

mała

lokalnych, a w

bez­

zainteresowaniami

bez

kolorów

czer­

ma

o k r e s u p o k r y t e są l a k i e r e m

religijnym,

go pominąć, j a k o r e z u l t a t

dominujących:

mentem.

są

atrybu­

tematyczny

się w s p o m n i a n y

żywe, przy

sto­

zawsze uroczystego

przyczynia

polskich. Gdyby
świeckimi

się

suro­
zesta­

pig­

Józefa " W r o n y p o z w a l a s t w i e r d z i ć , ż e p r z e w a ż a j ą
mieszczące

Wrona w drewnie

p o l i c h r o m i i stosuje

z i e l e n i , brązie, b i e l i i c z e r n i . R z e ź b i a r z
do s t o s o w a n i a

s'trate

odpowiednim

p i e c z o ł o w i c i e . D o t y c z y t o zwłaszcza f a ł d ó w szat,

tematy

bardzo

i

do m n i e n a ­

suje

wypracowane

zakres

barwne

o bałagan

n i e są o s t r o

osób b o s k i c h i ś w i ę t y c h —• u m o w n y c h , z a c h o w u j ą c

cięż­

Rzut o k a na dotychczasowy

do

m a l z a w s z e pełne natężenie b a r w i k a . D o m a l o w a n i a

skłonność do s y m e t r i i . R z e ź b y odznaczają się bryłą

t ó w świętości, e l e m e n t ó w

siebie,

do

podnietą

cech
oraz

wygładzonej. Realia

się

schematyzm,

proporcje

ką o p o w i e r z c h n i

zaufanie

staje

gwałtu

inne polichromuje. W

wienia

takiego

d o m u dużo

Niektóre rzeźby pozostawia
wym,

bardziej

banalność

a t r y b u t y jeszcze

Trzy­

w

do dłubania, ale t e r a z

rzeźbiarz

potęgują

niektóre

wygładzonej

poważne,

wzmagają
otoczenia

d a l s z y c h w y s i ł k ó w . „Z p o c z ą t k u " — p o w i a d a m ł o d y a r t y ­

n i e t o rozprasza się w n i e i s t o t n y c h , a t r a k t o w a n y c h p e ­
ni.

pracy

najbliższego

autor

j a k też

artystyczną

zarówno
wrażli­

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5909" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5889">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/013fa15d3f1b8547a14676c522afcf98.pdf</src>
        <authentication>bbf46edfa4500812275efc044b54bd14</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70462">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3151</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70463">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70464">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2951</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70465">
                <text>Jubileusz 40-lecia "Polskiej Sztuki Ludowej" i 35-lecia pracy redakcyjnej Aleksandra Jackowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70466">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.135-137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70467">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70468">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70469">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70470">
                <text>JUBILEUSZ 40-LECIA „POLSKIEJ SZTUKI LUDOWEJ"

10 stycznia

1988 r o k u w s a l i i m . Juliusza Starzyńskiego

Znaliśmy R e d a k t o r a Jackowskiego j a k o człowieka inteligent­

w I n s t y t u c i e S z t u k i Polskiej A k a d e m i i N a u k odbyła się u r o ­

nego, dzisiaj do r e j e s t r u jego l i c z n y c h zalet i cech

czystość 40-lecia pisma. Przybyło na nią p o n a d 200 osób, w t y m

jeszcze jedną: jest o n chytrze s k r o m n y , chco p r z y tej o k a z j i ,

dopisuję

wiele z poza Warszawy. Zebranych powitał serdecznie D y r e k t o r

k i e d y właśnie O n p o w i n i o n być t u t a j na p i e r w s z y m miejscu, pod­

I n s t y t u t u S z t u k i prof, d r bab. Stanisław Mossakowski. Zwrócił

stawić po p r o s t u i n n y c h . I j a n a t y m się poznaję, i pozwolę

uwagę na rolę, jaką pismo o d g r y w a w badaniach n a d kulturą

sobio brać z niogo przykład. To znaczy, t a k j a k zainspirował

artystyczną l u d u i środowisk n i e - e l i t a r n y c h , n a penetrowanie

m n i e do zainteresowania sennikiem l u d o w y m , t a k j a k m i kazał

przez redakcję wciąż n o w y c h obszarów współczesnej

dwa l a t a t e m u zbiorać dokumentację dotyczącą poetów ludowych

kultury.

Wokół pisma, którego centralną postacią jest o d 35 l a t r o d .

— t a d o k u m e n t a c j a powstaje — t a k też i pokazał m i t u t a j , że

J a c k o w s k i , skupiają się badacze z różnych dziedzin h u m a n i s t y k i .

należy patrzeć też n a i n n y c h , n a t y c h , z którymi p r a c u j e m y ,

Prof.

dotychczasowe

i myśleć o nich p r z y t y c h okazjach okrągłych, ładnych, uroczys­

osiągnięcia i wyraził wdzięczność środowisku, które otacza i wspie­

t y c h . Otóż j a idę za tą inspiracją, Panio Redaktorze, i myślę

Mossakowski

podziękował

Redakcji

za

ra pismo.

0 ludziach, którym zaw dzięczamy t o , żo t u t a j się dzisiaj spoty­
r

o p r z y z n a n i u nagród

k a m y ; myślę o t y c h l u d z i a c h , którzy nas 'żywią i bronią,', o t y c h ,

z okazji 40-locia pisma, dziękując i c h f u n d a t o r o m : „Cepelii",

którzy s t w o r z y l i wielką kulturę, kulturę, która odchodzi w prze­

Następnie r o d . J a c k o w s k i oznajmił

M i n . K u l t u r y i S z t u k i , D y r e k c j i I n s t y t u t u S z t u k i P A N . Omówił

szłość. I k i o d y j a , człowiek pochodzący z m i a s t a , do t o j k u l t u r y

pokrótce zasługi laureatów, którymi — j a k już podawaliśmy

przychodzę, t o się z d u m i e w a m n a d jej wielkością, n a d jej głębią;
zarazom zastanawiam się dlaczego ona odchodzi i czy ona musi

w numerze 1—4/87 z o s t a l i :
R e i n f u ss

odejść, czy coś nie da się z tego uratować ? Zazdroszczę W a m

В a r t m iń sк i

h i s t o r y k o m ludowej s z t u k i , bo Wyście u r a t o w a l i z tego d o r o b k u

Prof, d r b a b . R o m a n
Doe. d r b a b . J e r z y
Dr J a c e k
J an

d l a k u l t u r y narodowej wiole. N a t o m i a s t myślę, czy m y f o l k l o ­

Olędzki

ryści, etnolingwiści n a przykład, możemy coś dla niej zrobić

Świderski

Mgr J a n

K o c z w a ra

1 co? Słownik o t n o l i n g w i s t y c z n y , o którym t u t a j t a k ciepło p o ­

L u d w i g

Z i m ni o r e r

wiedziano, jest wdaśnie taką próbą p o d m i o t o w e j r e k o n s t r u k c j i

Nagrody

wręczyli: prozes „Cepelii" inż. Czesław S a w i c k i , re­

prezentantka

Min. Kultury

k u l t u r y , tego co jest —. j a k t o J a n Szczepański podkreślał n i e ­

i S z t u k i — B a r b a r a Zagórna-Tę-

dawno — w t y m d o r o b k u zapoznanej a bardzo odrębnej k u l t u r y

życka, d y r e k t o r I S P A N prof. Stanisław Mossakowski. Po tej

piękne. Myślę o jednej rzeczy i zawsze czuję się dłużnikiem l u d z i

c e r e m o n i i , która przebiegała w serdecznej,

starych ze wsi, którzy są nosicielami starego chłopskiego etosu.

niekonwencjonalnej

atmosferze, podziękował w i m i e n n i laureatów doc. Jerzy B a r t -

Otóż myślę, że w t y m etosie chłopskim jest coś bardzo pięknego

miński:

i co właśnie m y , p r a c o w n i c y słowa, folkloryści chcielibyśmy z tej

„Proszę Państwa, chciałbym od wszystkich, którzy doznali tego

k u l t u r y uratować. Jest t a m t y l e rzeczy ważnych dla współ­

wyróżnienia i o d siebie, skierować do inicjatorów i wykonawców

czesności, m . i n . t o , co kiedyś w i e l k i nasz socjolog F l o r i a n Z n a ­

tego pomysłu serdeczne słowo podziękowania.

niecki nazwał solidarnością z życiem, solidarnością w obronie

(...)

135

�Wit,', d y r e k t o r I n s t y t u t u , prof. Stanisław Mossakowski, stoją od lewej: prezes „Cepelii" inż. Czesław S. w i e k i , red.
Aleksander J a c k o w s k i , d y r e k t o r Państwowego M u z e u m Etnograficznego dr J a n K r z y s z t o f M a k u l s k i

życia. Idoa solidarności k o j a r z y n a m się z r u c h o m r o b o t n i c z y m ,

d y d a k t y c z n o j J u b i l a t a , zajęciach i seminariach, które Ałoksandor

z

Jackowski prowadzi w Katedrze Etnologii i Antropologii K u l t u ­

wielkim zrywom

naszych

robotników

w

osiemdziesiątych

latach, ale ona t k w i w k u l t u r z e ludowej i Z n a n i e c k i rokonstruując
tę kulturę i jej wartości właśnio niezwykle — m o i m zdaniom —•

rowej n a U n i w e r s y t e c i e

Warszawskim.

Sekretarz B o d a k c j i , E w a K o r u l s k a , złożyła

podziękowanie

głęboko sięgnął i z niej wydobył t o , co t a k pięknie nazwał soli­

P a n i A l i n i e Strzałkowskiej i P a n u K i e r o w n i k o w i M a r k o w i Za­

darnością w obronie życia. T a solidarność zaczyna się n a s t y k u

w a d z k i e m u z d r u k a r n i p r z y u l i c y Podchorążych, którzy dołożyli

z d r u g i m człowiekiem, ale ona ogarnia cały świat. W niej jest

wszelkich starań, b y Jubileuszowy R o c z n i k mógł zostać wręczony

też t e n ważny dla. nas dzisiaj olement okologiczny, obrona źródła,

podczas tej uroczystości. Było

w o d y , obrona ognia, ziemi, żeby one były t y m , c z y m dla czło­

Z e c e r n i p a n a Jerzego Kaźmierczaka oraz Jerzego Sokoła, Elżbiety

w i e k a być p o w i n n y i doznawały także jego o c h r o n y . Proszę

D u r e j k o i Małgorzaty K u b i s t a .

t o także

zasługą, k i o r o w n i k a

wybaczyć, że mówię o t y m , co widzę j a k o zadanie na przyszłość.

Przybyły z Paryża Profesor Ecolo P r a t i q u e dos H a u t e s E t u d e s ,

Ale to wszystko w i n a R e d a k t o r a Jackowskiego — On po p r o s t u

dr h a b . L u d w i k S t o m m a w krótkim przemówieniu podkreślił

ma w sobie taką inspirującą silę. D w a l a t a t e m u przyjechał do

otwartość R e d a k t o r a Aloksancłra Jackowskiogo n a nowe k i e r u n k i

L u b l i n a i właśnie mówił: róbeio to i t o , i wlaśnio, Panie Redak­

myśli w e t n o g r a f i i i etnologii oraz podziękował za Jogo serdoczną

torze, p r z y t o j o k a z j i p o w i e m , to d w a artykuły, które P a n za­

i przyjaciolską

mawiał, 'się piszą'" (śmiech, okla.ski).

którzy zawszo m o g l i znaloźć miejsco w Jego Piśmie.

postawę wobec młodego pokolenia etnologów,

Dyrektor

N a zakończonio glos zabrał p o n o w n i e r e d . Aloksander Jac­

I n s t y t u t u S z t u k i , Profesor Stanisław Mossakowski i Prezes Ce-

k o w s k i dziękując w s z y s t k i m za p r z y b y c i e , za sordoczno słowa,

p o l i i , Czesław Sawicki wręczyli swoje

a kolegom z r e d a k c j i i a u t o r o m tekst ów w numerze j u b i l o u s z o w y m

Po

przemówieniu

Doc. Jorzogo

Bartmińskiego
nagrody

Aloksandrowi

J a c k o w s k i e m u , przyznano w 35-leeio Jego P r a c y na s t a n o w i s k u

za ich dar. N a zakończonio powiedział: starałem się stale uczyć

R o d a k t o r a Naczelnego „Polskiej S z t u k i L u d o w e j " .

od i n n y c h . Szczególnie wiolo zaw dzioezarn profesorowi Romanow i

Następnie

odczytano

okolicznościowo

listy

r

gratulacyjne.

Z k o l o i D r Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z w i m i e n i u Autorów i Re­

Reinfussowi, alo muszę także wspomnieć t u o Stanisławie Hiżu.
Witoldzie

Kalińskim a zwłaszcza Jadwidze J a m u s z k i o wieżowej.

W i n i e n jestem słowa podzięki J a c k o w i Olędzkiemu, L u d w i k o w i

d a k c j i wręczył Aleksandrowi J a c k o w s k i e m u X L I R o c z n i k „ P o l ­

Stommie, Zbigniewowi

skiej S z t u k i L u d o w e j " — Księgę Pamiątkową ofiarowaną J e m u

uczyłem. A jest t o sądzę, rzocz najważniejsza — uczyć się od

w 35-lecie p r a c y , wspominając p r z y t y m także o działalności

i n n y c h , zwłaszcza od t y c h , którzy myślą inaczoj.

FRAGMENTY

NADESŁANYCH

Benodyktowieżowi. Wiolo

się o d n i c h

LISTÓW

Z l i s t u M i n i s t r a K u l t u r y i S z t u k i Prof. A l e k s a n d r a K r a w c z u k a

Zanikają t r a d y c y j n e f o r m y k u l t u r y chłopskiej, zanika sztuka

do D y r e k t o r a I n s t y t u t u S z t u k i P A N — Prof. Stanisława Mossa­

l u d o w a . T o właśnie, pismo „Polska Sztuka, L u d o w a " d o k u m e n t o ­

kowskiego :

wało i d o k u m e n t u j o do dziś ginące ślady przeszłości.

„Mija 40 l a t o d powołania przez M i n i s t r a K u l t u r y i S z t u k i

W okresie 40 l a t pismo odegrało ważną rolę w t y c h d o k u m e n ­

k w a r t a l n i k a „Polska Sztuka L u d o w a " obecnie p i s m a I n s t y t u t u

t a c y j n y c h działaniach. Stało się źródłem wiadomości nie t y l k o

S z t u k i Polskiej A k a d e m i i N a u k .

o sztuce l u d o w e j , ale i o p r z e m i a n a c h zachodzących w k u l t u r z e

�środowisk w i e j s k i c h . Pismo ujawniło spoloozoństwu szereg war-

Z l i s t u Przewodniczącego

tośoi s z t u k i l u d o w o j , podniosło

Gluszyiiskiego:

znaczonio

ludowego

dorobku

w k u l t u r z e n a r o d u , stało się źródłom i n f o r m a c j i o j e j twórcach

Zarządu Krajowego

Z M W , Jerzego

„Wasza 40-lctnia praca podkreśla t o , że wieś polska była
i jest ostoją polskiej t r a d y c j i , zwyczajów n a r o d o w y c h i rodzimego

dła w i e l u działaczy i i n s t y t u c j i .
Materiał e t n o g r a f i c z n y , r y s u n k o w y oraz fotograficzny z a w a r t y

języka polskiego. Jest t o szczególnio cenne d l a poszukujący cli

w piśmio m a trwało wartości. Jest t o b o w i e m materiał gromadzony

coraz gwałtowniej swej k u l t u r o w e j tożsamości młodych Polaków.

W sposób r z e t e l n y w w y n i k u współpracy wielu naukowców różnych
specjalności, działaczy i miłośników s z t u k i ludowej

(...)

Życzę Roda-keji pisma i w s z y s t k i m osobom współpracującym
dalszycłi sukcosów n a drodze u t r w a l a n i a i włączania s z t u k i l u ­
dowej w obieg życia k u l t u r a l n e g o k r a j u . "
Z l i s t u Podsekretarza

Jackowskiego:

,, Z o k a z j i 40-locia K w a r t a l n i k a .,Polska

w y m i m o r a l n y m (,..)."
Z listów Prezesa Zarządu Głównego Stowarzyszenia
Ludowych,

Stanu w Ministerstwie K u l t u r y i Sztuki,

K a z i m i e r z a C i a p k i do r e d . Aleksandra

D l a Związku Młodzieży Wiejskiej — reprezontanta młodego
pokolenia w s i , Wasza działalność jost m o c n y m wsparciem ideo­

Sztuka

i .'Jo-locia Pana p r a c y j a k o Redaktora, Naczelnego — przekazuję
słowa, najwyższego uznania i podziękowania za aktywną i twórczą
pracę w R e d a k c j i .
W y s o k o cenię Pana zaangażowanie w p r o w a d z e n i u b a d a l i n a d
kulturą ludową i twórczością nieprofesjonalną. Dzięki Pana p r a c y

Twórców

Gruszczyńskiog &gt;:

„Bogata w problematykę treść p i s m a p r z y c z y n i a się do p o ­
p u l a r y z a c j i oraz o c h r o n y twórczości ludowej i jej twórców".
„Pańska

Ludowa"

Władysława

wiodza,

doświadezonio

i

znajomości

zagadnioń

współczesnej s z t u k i ludowej oraz społeczna, praca w naszej Radzio
N a u k o w o j służą takżo roalizacji celów s t a t u t o w y c h

Stowarzy­

szenia."
Z l i s t u D y r e k t o r a Państwowego Muzeum Etnograficznego
Warszawie, d r J a n a K r z y s z t o f a M a k u l s k i e g o :

w

zarówno n a u k o w e j , j a k i p o p u l a r y z a t o r s k i e j wiolo spraw z dzie­

„Państwowe M u z e u m Etnograficzne w Warszawie m a szczogół-

d z i n y s z t u k i ludowoj i f o l k l o r u zostało uporządkowanych i zapi­

no p o d s t a w y do złożenia t y c h g r a t u l a c j i , gdyż przoz cały okros

sanych, a t y m s a m y m zacłiowanych dła przyszłych pokoleń."

istnienia k w a r t a l n i k a miało okazję w pełni doconić ogromną
wartość p u b l i k o w a n y c h materiałów i spożytkować je w'o wlasnoj

Z l i s t u Prof. R o m a n a

Roinfussa:

p r a c y . Dzięki „Polskiej Sztuco L u d o w e j " powstało wspaniałe

„Zarówno w i e k podeszły, j a k i nadwątlono zdrowie nie po­

c o m p e n d i u m wiedzy o nioj i t o wiedzy zobranej nie t y l k o w myśl

zwalają m i wraz z w s z y s t k i m i święcić w Warszawie j u b i l e u s z u

wymogów współczesnej m e t o d o l o g i i , lecz równioż z sercem co

czterdziestolecia „Polskiej S z t u k i L u d o w e j " , czasopisma któremu

g w a r a n t u j e jej nie t y l k o n a u k o w y , ale i twórczy i a r t y s t y c z n y

towarzyszyłom przoz l a t z górą trzydzieści.

cha,rakter."

W t y m czasie różne w i a t r y wiały w- żagle płynącej

nawy.

Zawsze j e d n a k posuwała się dalej omijając jakoś Scylle i Cha­
r y b d y . Dzisiaj kilka^dziosiąt roczników czasopisma

stanowi —

P o n a d t o depesze i l i s t y gratulacyjne nadesłali: prof, d r łiab.
Jacek Kolbuszewski, dr M a r i a n K o r n e c k i , doc. dr h a b . Tadeusz

bozcenny corpus wiedzy o ludowej sztuce w Polsce, boz którego

Chrzanowski, doc. dr h a b . J a n Stęszowski, d y r . G O K w B o -

nie byłaby możliwa, praca, n a u k o w a w tej dziedzinie."

g u t a c l i - P i a n k a c h R o m a n Swierzewski, J a n Maruszewski.

137

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11289" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11267">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/273f2cddfa445591942ed1a3ac3f281a.pdf</src>
        <authentication>5860c504e1c072b62508c7302325f5d9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134575">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2197</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134576">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134577">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2043</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134578">
                <text>Jubileusz 50-lecia pracy naukowej dr Soni Kovačevičovej / LUD 1997 t.81</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134579">
                <text>LUD 1997 t.81, s.322-324</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134580">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134581">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134582">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134583">
                <text>Lud. t 81. 1997

JUBILEUSZ 50-LECIA PRACY NAUKOWEJ
DR SONI KOVACEVICOVEJ

SOIla Koyaceyicmil
urodzila się i wyellOwala w środkowej Słowaeji. na Liptowie - krainie
bogateJ w luc!\)\\e tradyqe. Tu z.apewne można szukać impulsu. który sprawił, że jej późniejszy
gl.;hoki zlli'I/&lt;.'k z kuhm,\ ludo\\'1 mial charakter nic tylko naukowy. ale i emocjonalny.
\\. 193') I'(lku przeniosla się do Bratyslaw)'. gdzie studiowała język francuski i niemiecki oraz
eln(lgra!ie na W\ dZ.ialc Filo/()Iicznym Uniw"CJ"sytelll im . .l. Komel1skiego. Pracę naukową podjęła
II 1945 roKU. Nastaly trudnc lata; z powodów politycznych
dr S. Kovacevicova
dwukrotnie
odchodzi la z pnlCy II Instylueic I-:tnografli Slomlckiej Akademii Nauk. Dopiero w 1968 roku
udalo się jej IITócić' do Instytutu. gdzie pracowala już b&lt;.:z większych przeszkód aż do przcjścia
na emerytur~.
Bibliogr,t1ia prac S Koyac&lt;.:yicovq j&lt;.:st bardz.o bogata - ponad 15 książek i ponad 200 art y"ulll\\. imponu.i'\GI j&lt;':SI rozkgla
l&lt;.:matyka, którą podejmowala.
Prace badaweze
rozpoczęla
ol! pl'Oblcmatyki ubioru ludowego, a wyniki przedstawi la w szeregu publikacji. Na uwagę zasługUle praca 1-'llllon'· nd('l' \' IW!'I1nl1l I,iplnve (1951 l, która sprawiła. 7,e utworzono serię monografii
regionalnych strojl)\\ ludowych wSIowacji,
W trakcie halhui Ilad strojami ludowymi zarysowal się w sposób naturalny następny temar.
a mianowicie sztuka ludowa. Z czasem poświęca la jeJ coraz więcej uwagi, badąjąc różne przej a\\\, od sZluki dekoraeyjn&lt;.:j az. po sztukę prl:edslawiającą.
Efektem badali były erudycyjne publi~acJc ,)'im'ellske li"I",','
11111&lt;'1111'
(1954j,
r'udowi plastika
na Slovensku (1967),
Drevore:-:y
.1 !1I,{'1l'c1

kUl/IiI'(( (I ')7-1). UdOI";

\~{!Vl1rne UI/U!II!

Slovensko

(1974),

Vkus a rudowi

ku/lura

19751 ('fon'A
Il'Ol't'lI (In71. ({ovek (/ SPOiOCI10Sllł990),
/ ••in!&lt;:r&lt;.:sowania Soni Kovaccvicovej
sztuką ludową nic ograniczały się bynąjmniej do wyprc'parollanyc'h
zjawisk kultunl\\ych;
zawsze interesowała
się ulowiekiem
i jego związkami
! otauai'lcym
światem Ilieustannie rozwijającym
się i zmieniającym,
To podejście badawcze
:;lall()\\i/o !lol!sta \\l;, kt"lI'&lt;l pozwoliła liczonej na indywidualne
interpretacje w obrębie klasycz:1; ch lemat o\\' elllolog.lunych,
S. Kovacevicową
jako wSl:echstronn&lt;.:go badacza interesowa/y
taKZ': I:W'I,(Z1-;1 \\; "rauaFlc&lt;': poza ramy sl:tuki ludowej i ląezące ją ze sztuką profesjonalną.
Kolejn\m lI;r&lt;lini.: ZarVSll\\ującym sit; tematem, któremu S, Kovacevicova
poświęciła wiele
[l\\agi, bylo lI'i.:jskie hllllo\\'nicl\\'o II'raz z formami osadniczymi. Głównie poprzez tę problemal\ k.; II ląuyla się do sZ.eroko pojętych badal1 interetnicmych,
Odnotujmy tu jej dysertację L:udove
SI&lt;I\'il'elsll'O 1/(( SIOI'ellSAII l' I'Okll 18()()-195() (1966), Badanie cech budownictwa
ludowego
p\)prlCZ przedstawienie
ich na m,lpaeh bylo już II' tej pracy dojrzale metodycznie
i stanowiło
pl'l:: gO\ll\\anie do realizacji Flllogr((/ic::nego
aliaslI .'llowacji (Etnograj/ck}&gt;
alIas .'llovenska),
r:rul!; cja naukO\va, umici~tność
syntetyzowania,
nicomai pcłna 7.l1ajomość zgromadzonych
Inl~ll'111aejio kulturze ludoll&lt;.:j staml\\ ily podstawę, na której S, Kovaccvicova oparła przygotowania \\iclkieg,o projektu -- opraLOwania etnograliczncgo
atlasu Slowacji. Od pierwszego projektu
i prz.ygOlO\\anid kllestionariusza
(rok 1970) aż do wydania atlasu (1990) jako redaktor naukowy,
ś\\ iadoma celu, systematycmic
ki&lt;.:rowala zespołem pracowników,
Wykazala ogromną energię
i l.aangai.O\\'ll1ic, ahy material I.cbrany w 250 miejscowościach
- punktach badawczych znalazł
:;i.; na mapach oraz aby opl'aeO\vano komcntarze, Rozmiar tego dziela, jak również jego wartość
dla kultlll'y S/ollacji. j&lt;.:Sljednoueśnie
najwyższym osiągnięciem
naukowym Soni Kovacevico\\ .:j.
i

�324
Po opublikowaniu
zjazm

nie słabnie.

k/opedia

L'udovej

lit/as li S. Kovacevicova
Jako

współautor

kll/I!/ry

wzięła
(1995)

S/ovenska

przeszla

na emerytur.,::

udział

w opracowaniu

oraz

w przygotowaniu

jednak

jej twórczy

dwutomowego
pracy.

uzieła

kt(,ra

ma wyjaśnić

rozwój i charaktcr
słowackiej
kultury ludowej poprzcz odwalanic
si.,: do s/.crszych
kOnlekstów (S/ovakia - F,llropean Context of Fo/k Cll/ture. IV druku).
Charakterystycznymi

cechami

clI' Soni Kov&lt;lcevicovej

jako

e/.lowicka

entuLncv-

curopejskich

i uCl.onego

byly samo-

dyscyplina.
świadomość
wytkniętego
celu. pracowitość
oraz duże \\Yl1lagania
stawiane
sobie
i współpracownikom.
Chyha głównie dzięki tym cechom zyskala autorylcl
i zaul~lI1ic koleg()\\
w Slowacji i poza jej granicami.
Wśród zalet wyniznialy
siO;jej zdolnosel
pedagogieznc
i hezimeresolVne niesicnie pomocy każdemu, kto jej potrzehowal.
Osohowość

i wyniki

naukowe

dr Soni

Kovacevicovej

byly

często

i publiCl.nie

occniane

Do najbardziej
prestiżowych
należą: najwyższe
odzn&lt;lCLenie Rcpubliki
Slowackiej
/a Oi/ogruflc::ny at/as S/owacji.
nagrocIa l-Ierclcra i ezlonkostwo
honorowe
I'olskicgo
Tmvarzyst\\a
l.udoznawczego.
Nustis/m'a

Sto!ic'i/Ó

Odd/ialu

Po/n(iJ\-

v. IN MEMORIAM
JÓZEF PIEPIVYK
(1917-1997)

J 997 roku

5 lipca
skiego

PTL.

leszczyI1skim.

zmarł

Urodzi I się
W roku

w Poznaniu

dr Józef

1950 ukoI1czyi

Picpr/.yk.

It) 17 roku

13 września

studia

wieloletni

w Ibbko\Vieaeh

socjologiczne

czlonck

\\ obccnym

na Uniwersytecie

wOJc\\ód/.!wie

Pozmlliskim

pra,,!

magisterską
u prof dr. T. S7.czurkiewicza
"Procesy kulturalno-oświatO\\e
\\' d\\óch "Isiadujących
ze sobą grupach
regionalnych
w powiecie
gostyllskim",
w 19(,X ohronil
na ll!\M
mzpra\\.,:
cloktorską,

pisaną

Poznania".

Zawodowe

poci kierunkiem

prof.

ż.yeie poświęci

clI'. .I. Burszty ... Uementy

I dziennikarstwu,

\\iejskie

kulturzc

W

miasta

1946-1 ()6X hyl dziennikarzem

\V lalach

..Glosu Wielkopolskiego",
następnie clługoletnim
kierownikiem
Ośrodka Dokumentacji
Prasowcj
w Poznaniu.
01'.1. Pieprzyk hy! wielkim milośnikiem
Wielkopolski,
z pasj'l dokumen!O\\ał
dziejc
i tradycje

kulturowe

e7.ony m.in,

Krzyżem

i popularnonaukowych
Wie/kopo/sc~v
Grabonóg

regionu,

dzialal

Kawalerskim
opraeowa!\

::aclli i nicponie,

w Wielkopolskim
Orderu

Towarzyst

Odrodzcnia

poświęconych

POZn,\I'l 19X8 oraz

wic Kulturalnym,

Polski . .Icst autorcm

Wiclkopolsec,
ostatniej

/)::ieie

\" tym

zostal

\\ielu
m.in.

\)c!/na-

nauk()\\ych
ksi'lżkowych

,I;III1I1V/)~pO\l'o pod /)(llIelll.

ł 995.
./acek l3edllarski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9987" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9965">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/90984a65282100116c3d70bb61e4f3c9.pdf</src>
        <authentication>051d6f18f3c84ccfe5c2df16e8d0d6dd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118821">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:955</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118822">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118823">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:878</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118824">
                <text>Jugosłowiańskie badania nad Cyganami / ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118825">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.2, s.207-212</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118826">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118827">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118828">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118829">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="118830">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118831">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I I z. 2

L E C H MRÓZ

JUGOSŁOWIAŃSKIE B A D A N I A NAD C Y G A N A M I

I
f
I
¡

Od samego p o c z ą t k u naukowej cyganologii uczestniczyli w badaniach
uczeni p o c h o d z ą c y z krajów, które obecnie w c h o d z ą w s k ł a d Jugo­
sławii. Jako najbardziej znanego w tym pierwszym okresie n a l e ż y wy­
mienić F . Miklosića — j ę z y k o z n a w c ę ze S ł o w e n i i , s t a n o w i ą c e j w drugiej p o ł o w i e X I X w. część A u s t r o - W ę g i e r , dlatego jest on bardziej zna­
ny w niemieckiej wersji swojego nazwiska: Miklosich. N a j w a ż n i e j s z e
dzieło Franca Miklosicha Uber die Mundarten und die Wanderungen
der
Zigeuner Europas \ b ę d ą c e p o r ó w n a w c z y m opracowaniem d i a l e k t ó w cyg a ń s k i c h w Europie, jest r ó w n o c z e ś n i e podstawowym i jednym z n a j w a ż n i e j s z y c h w ogóle w historii badań nad Cyganami. R ó ż n e g o rodzaju
drobnych informacji d o t y c z ą c y c h C y g a n ó w znaleźć m o ż n a w tym czasie
już wiele, ale szerzej zakrojone prace, dotyczące r ó ż n y c h a s p e k t ó w ż y ­
cia i kultury C y g a n ó w , podjął dopiero kilkadziesiąt lat później pochodzą­
cy z Serbii Tihomir Djordjevic. I c h rezultaty publikowane b y ł y nie
tylko w kraju, ale także w specjalistycznych czasopismach obcych, jak
„Journal of the G y p s y Lore Society". N a j p e ł n i e j s z y m opracowaniem jest
tom p o ś w i ę c o n y w w i ę k s z o ś c i Cyganom, wydany w ramach pisanej przez
niego serii monograficznych o p r a c o w a ń różnych narodowości pt. Naš
narodni život
2

W okresie m i ę d z y w o j e n n y m badania nad Cyganami podejmuje histo­
r y k Milenko Filipovic — jego najbardziej znana praca to niewielka
objętościowo, ale i n t e r e s u j ą c a książka Visočki Cigani ». J e d n o c z e ś n i e roz­
poczyna działalność, k o n t y n u o w a n ą do dzisiaj, j ę z y k o z n a w c a i badacz
folkloru Rade Uhlik. Twórczości tego uczonego n a l e ż y p o ś w i ę c i ć nieco
uwagi. Uhlik zaczął w latach trzydziestych od wydania przekładu Ewan­
gelii wg św. Łukasza
na dialekt C y g a n ó w z B o ś n i . Zainteresowania
4

1

F . M i k l o s i c h , Vber die Mundarten und die Wanderungen der Zigeuner
Europa's, Wien 1872-1880.
T. D j o r d j e v i c , Naš narodni život, t. V I , Beograd 1932.
M. F i l i p o v i c , Visočki Cigani, Zagreb 1932.
R. U h l i k , O Devlikano Ramope e Sumnale Lukahtar, Beograd 1938.
2

3

4

�г

208

BADANIA W INNYCH K R A J A C H

Uhlika w i ą ż ą się g ł ó w n i e z badaniami d i a l e k t ó w c y g a ń s k i c h , stąd w i ę k ­
szość jego prac dotyczy lingwistyki s. Do n a j p o w a ż n i e j s z y c h e f e k t ó w jego
pracy n a l e ż y Słownik
serbsko-chorwacko-cygański
e do dziś jedna z pod­
stawowych prac tego typu w ogóle. R ó w n o l e g l e Uhlik podejmuje i inne
tematy — zbiera c y g a ń s k i e p r z y s ł o w i a , bajki, opowiadania, poezje; k i l ­
ka t o m i k ó w o tym charakterze ukazało s i ę w latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h
i sześćdziesiątych, n i e k t ó r e d o c z e k a ł y się p r z e k ł a d ó w na inne j ę z y k i ?.
Szereg publikacji zamieszcza Uhlik w periodyku „Glasnik Zemaljskog
Muzeja u Sarajevu" — są to opracowania dotyczące klasyfikacji i po­
działu grup c y g a ń s k i c h w J u g o s ł a w i i i w i e r z e ń C y g a n ó w . Ostatnio w y ­
dane prace Uhlika dotyczą znowu j ę z y k a .
8

9

Przez szereg lat Rade Uhlik b y ł niemal jedynym, k t ó r y z a j m o w a ł
się w J u g o s ł a w i i badaniami nad Cyganami. Działalność Filipovicia —
zakończona jeszcze przed w o j n ą — jest skromna w p o r ó w n a n i u z do­
robkiem Uhlika. Poza pracami wymienionych badaczy w okresie m i ę ­
dzywojennym ukazało się kilka publikacji innych autorów: Petrovicia,
Kosticia, Matasovicia . Po wojnie, aż do p o ł o w y lat s z e ś ć d z i e s i ą t y c h ,
oprócz prac Rade Uhlika ukazują się tylko nieliczne publikacje na temat
C y g a n ó w . W y m i e n i ć tu n a l e ż y w pierwszej kolejności bardzo interesu­
jącą i r z e t e l n ą pracę Muhameda Mujicia — Položaj
Cigana u jugoslovenskim zemljama pod osmanskom vlasců , a dalej a r t y k u ł y B a r j a k t a rovicia d o t y c z ą c e osiadłych C y g a n ó w Vojvodiny i S e r b i i .
10

11

12

Sytuacja zaczęła się z m i e n i a ć na p r z e ł o m i e lat s z e ś ć d z i e s i ą t y c h
i s i e d e m d z i e s i ą t y c h . Cyganami i ich kulturą z a i n t e r e s o w a ł o się liczniej­
sze grono badaczy, a i sami przedstawiciele społeczności c y g a ń s k i e j
» R. U h l i k , Prepozitivní
i postpozitivni clan u gurbetskom, Sarajevo 1951;
O denominacijama kod Cigana, „Glasnik Zemaljskog Muzeja u Sarajevu", 1957;
Ciganizmi u šatrovačkom
argou, tamże, 1954, i in.
R. U h l i k , Srpskohrvatsko-ciganski
rečnik (Romane Álava), Sarajevo 1947.
R. U h l i k , Ciganska poezija, Sarajevo 1957; Ciganske price, Sarajevo 1957;
Ciganske priče i legendě, Sarajevo 1951.
R. U h l i k , Iz ciganske onomastike, „Glasnik Zemaljskog Muzeja u Saraje­
vu", 1955 i 1956; Neka vjerovanja Cigana čergaša, tamże, 1958.
в R. U h l i k , Govori jugoslovenskih Cigana и okviru balkanskog jezičkog
soveza, „Godišnjak Akademije Nauka i Umjetnosti Bosně i Hercegovině", Sarajevo,
t. 10 :1973; Deminutiv u romskom jeziku, tamże, t. 11 :1973; Kategorija
imperativa
и romskom jeziku, tamże, t. 12 : 1974.
w C. K o s t i c , Muslimanski Cigani u Skoplju, Skoplje 1934; J . M a t a s o v i é ,
Cigani и doba terezijanstva i jozefinizma, „Národně Starine", Zagreb 1928; A. P e ­
t r о v i e , Contributions to the study of the Serbian Gypsies, Edinburgh 1935-1940.
и м . M u j i ć, Položaj
Cigana и jugoslovenskim
zemljama pod
osmanskom
vlasců, „Prilozi za orientalnu filologiju i istoriju jugoslovenskih národa pod tur¬
skom vladavinom", Sarajevo, z. 3-4 : 1953.
M. В a r j а к t a r o v i ć, Oaza apatinskih Cigana, „Rad vojvodjanskih mu­
zeja", Subotica, z. 12-13 :1963; Cigani и Jugoslavia dañas, „Zbornik Filozofskog
fakulteta", Beograd, t. 11 :1970, z. 1.
6

7

8

1 2

�BADANIA W INNYCH KRAJACH

209

•

włączyli się do tych prac. Wyrazem tego była inicjatywa wydawania
„Krlo e Romengo — Glas Roma", czasopisma przeznaczonego g ł ó w n i e
dla C y g a n ó w . Pierwszy numer p o m y ś l a n e g o jako miesięcznik „Krlo
e Romengo" u k a z a ł się w lutym 1973 r.
Autorami t e k s t ó w są bądź
sami Cyganie, bądź naukowcy. Teksty drukowane są w j ę z y k u serbskochorwackim lub w jednym z d i a l e k t ó w cygańskich. Zestaw informacji
jest dość szeroki, zawiera z a r ó w n o w i a d o m o ś c i polityczne, j a k i a r t y k u ł y
popularnonaukowe dotyczące historii, języka i kultury C y g a n ó w , repor­
taże o Cyganach w J u g o s ł a w i i ; zamieszczane są również opowiadania
i wiersze pisarzy pochodzenia c y g a ń s k i e g o , a także reklamy najnowszych
płyt z m u z y k ą i piosenkami c y g a ń s k i m i . Pierwsze numery wydawane
b y ł y w efektownej, barwnej szacie, dalsze (nr 5-9) — znacznie skrom­
niej, na gazetowym papierze i z c z a r n o - b i a ł y m i ilustracjami. Po ukaza­
niu się numeru 9, w roku 1973, zawieszono wydawanie czasopisma,
powodem b y ł y trudności finansowe, lecz czynione są starania i b y ć m o ż e
już w k r ó t c e „Krlo e Romengo" będzie kontynuowane. Redaktor pisma
Slobodan Berberski
jest także autorem kilku zbiorków poezji o te­
matyce c y g a ń s k i e j . P o n i e w a ż c y g a ń s k i ruch folklorystyczny i narodowy
rozwija s i ę w J u g o s ł a w i i coraz ż y w i e j , n a l e ż y sądzić, ż e k o n s e k w e n c j ą
tego będzie p o d j ę c i e b a d a ń a następnie publikacje naukowe realizowane
przez samych C y g a n ó w
1 3

S p o ś r ó d badaczy p o d e j m u j ą c y c h aktualnie p r o b l e m a t y k ę c y g a ń s k ą
w J u g o s ł a w i i n a j p o w a ż n i e j s z y dorobek mają na s w y m koncie (oprócz
Uhlika) Barjaktarovic, Pavla S t r u k e l j
i V a n ě k Siftar . N a j p e ł n i e j s z ą
pracą ostatnich kilkunastu lat jest książka Cigani. Minulost v sedanjosti
autorstwa Siftara; opracowanie to ma charakter monografii historycz­
no-socjologicznej i dotyczy C y g a n ó w Prekmurja (Słowenia), ale poprze­
dzone jest częścią dotyczącą historii C y g a n ó w w Europie. Po o m ó w i e ­
niu historii C y g a n ó w w P r e k m u r j u autor przedstawia socjologiczną ana­
lizę, starając s i ę r ó w n o c z e ś n i e u c h w y c i ć charakter zmian zachodzących
w społeczności c y g a ń s k i e j , z w ł a s z c z a tych, które są wyrazem integracji
C y g a n ó w z resztą s p o ł e c z e ń s t w a . Problem adaptacji C y g a n ó w stanowi
także przedmiot s t u d i ó w Pavli Š t r u k e l j ; prowadzi ona r ó w n i e ż ba­
dania etnograficzne, m. in. nad profesjami i rzemiosłami c y g a ń s k i m i .
Omawiane prace i badania dotyczą C y g a n ó w osiadłych, ci, którzy nadal
1 4

1 S

1 6

1 7

1 3

„Krlo e Romengo — Glas Roma", Beograd, 1973 nr 1-9.
P. S t r u k e l j , Kultura Ciganov v Sloveniji, Ljubljana 1964.
" V . S i f t a r , Rozdrobíjenost kmetiiskih zemljiSč,
„Svet ob Muri", I I I : 1958;
Po ljudskem štetju,
„Zadružni koledar Pomurja", Murska Sobota 1962; Cigani.
Minulost v sedanjosti, Murska Sobota 1970.
P. S t r u k e l j , Problem razvoja ciganske skupině
na Dolenjskem in náčin
prilagajanja civilizaciji, „Etnološki pregled", Ljubljana 1974.
P. S t r u k e l j , Obrt in drugi viri za preživljanje
pri Ciganih v
Sloveniji,
„Slovenski etnograf", Ljubljana 1970.
1 1

1 6

1 7

14 — Etnografia Polska t. X X I I

Л

�210

BADANIA W INNYCH K R A J A C H

jeszcze w ę d r u j ą , s ą — jak do tej pory — w ł a ś c i w i e poza z a s i ę g i e m
czy zainteresowaniami badaczy.
W a ż n y m wydarzeniem było pierwsze sympozjum p o ś w i ę c o n e tema­
tycznie w całości Cyganom, ich kulturze i problemom s p o ł e c z n y m . Z a ­
kres t e m a t ó w i ich ilość zdają się ś w i a d c z y ć , że rozpoczyna się okres
o ż y w i e n i a i rozwoju badań nad Cyganami w J u g o s ł a w i i . Sympozjum
zorganizowane przez Instytut Etnografii Serbskiej Akademii Nauki
i Sztuki nosiło t y t u ł Život i običaji Roma u našoj zemlji (Zycie i oby­
czaje Cyganów
w naszym kraju); o d b y ł o się ono w Belgradzie w dniach
13-16 października 1976 r. W trakcie sympozjum — p o m y ś l a n e g o jako
o g ó l n y przegląd wiedzy o Cyganach w J u g o s ł a w i i — w y g ł o s z o n o aż 40
krótkich referatów. R e f e r u j ą c y m i byli z a r ó w n o naukowcy — pracownicy
Akademii czy u n i w e r s y t e t ó w , pracownicy m u z e ó w — jak i nauczyciele
czy nawet osoby nie zajmujące się profesjonalnie nauką. Wśród refe­
r u j ą c y c h byli także przedstawiciele C y g a n ó w ( R o m ó w )
działacze ze­
s p o ł ó w folklorystycznych i zrzeszeń c y g a ń s k i c h z r ó ż n y c h części J u ­
gosławii. N a j w i ę c e j referatów w y g ł o s i ł y osoby pochodzące z Serbii
27 iw tvm dwa naukowcv z Voivodinv stanowiacei okres autonomiczny
Serbii), 8 w y g ł o s i l i przedstawiciele Macedonii, po 2 S ł o w e n i i i Czarnoe ó r v 1 B o ś n i (Nie wvstarjili z ż a d n y m referatem Drzedstawiciele Chor
wacji - co jest dziwne z uwagi na silne ś r o d o w i s k o naukowe tej re
publiki i znaczną ilość C y g a n ó w , jaka na jej obszarze przebywa)
Sympozjum miało charakter ogólny, stąd trudno dopatrzeć się j a ­
kiegoś określonego profilu, a w ś r ó d r e f e r a t ó w zdarzały się i bardzo ama­
torskie próby. Uzyskano jednak w efekcie i n f o r m a c j ę na temat „stanu
badań", co jest w a ż n y m etapem przed p o d j ę c i e m bardziej zorganizowa­
nych i systematycznych prac. N a j w i ę c e j referatów d o t y c z y ł o ogólnej
prezentacji C y g a n ó w różnych r e j o n ó w J u g o s ł a w i i (ok. 15), poza tym
omawiane b y ł y różne aspekty historii C y g a n ó w na P ó ł w y s p i e B a ł k a ń ­
skim; problemom rodziny i społecznej organizacji C y g a n ó w p o ś w i ę c o n o
kilka w y s t ą p i e ń , kilka referatów o m a w i a ł o różne dziedziny folkloru C y ­
g a n ó w i wreszcie przedmiotem kilku b y ł y w s p ó ł c z e s n e przemiany spo­
łeczne. (W pojedynczych w y s t ą p i e n i a c h poruszono jeszcze kilka innych
t e m a t ó w , jak np. problemy języka). W sumie sympozjum p o z w o l i ł o zo­
r i e n t o w a ć się w sytuacji, życiu i kulturze C y g a n ó w z a m i e s z k u j ą c y c h
w J u g o s ł a w i i . Wśród i n t e r e s u j ą c y c h w y s t ą p i e ń dwa zasługują
jak
sądzę
• na szczególną u w a g ę , tak ze w z g l ę d u na s w o j ą treść, jak i ro­
dzaj analizy. S ą to: Covek i vrednosti
i umotvorinama
Roma
(Człowiek
i wartości
w sztuce ludowej Cyganów)
R a j k a Djuricia i Neki
probierni društvene
integracije
Roma u društvenu
sredinu na
teritoriji
ovštine Subotica (Niektóre
vroblemv svolecznei adantacii Romów
Cy­
ganów
do środowiska
społecznego
na terytorium
okręgu
Subotica)
autorstwa m ł o d e g o socjologa Mariji Biači
D o p e ł n i e n i e m sympozjum b y ł pokaz f i l m ó w

o Cyganach oraz wy-

�BADANIA W INNYCH KRAJACH

211

jazd do jednego z miasteczek Serbii, gdzie osiedlona jest spora liczba
Cyganów. W sympozjum uczestniczyło wiele osób nie tylko z k r ę g ó w
naukowych, ale także przedstawicieli społeczności c y g a ń s k i e j ; ich g ł o s y
w dyskusji b y ł y chyba n a j ż y w s z e . Całość referatów sympozjum przygo­
towywana jest do wydania drukiem. Można się spodziewać, że sympoz­
jum Život i običaji Roma u našoj zemlji stanie się w a ż n y m krokiem k u
systematycznym i p e ł n i e j s z y m badaniom C y g a n ó w w Jugosławii.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10717" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10695">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/deb1d60b448ecf32d90d2f6faa6f530c.pdf</src>
        <authentication>735bf9a2eca087d3c094de698a2f710f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127781">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:595</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127782">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127783">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127784">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:544</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127785">
                <text>Juliusz Zborowski / ETNOGRAFIA POLSKA 1967 t.11</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127786">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1967 t.11, s.44-61</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127787">
                <text>Gładysz, Mieczysław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127788">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127789">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127790">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127791">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127792">
                <text>MIECZYSŁAW

GŁADYSZ

JULIUSZ
Z historii

ZBOROWSKI

etnograjii

Podhala

Żaden z historyczno-etnograficznych regionów Polski nie posiada
tak l i c z n y c h i różnorodnych opracowań z zakresu k u l t u r y l u d o w e j , i to
dokonanych w większości przez z n a k o m i t y c h badaczy, j a k właśnie K a r ­
p a t y . Liczba pozycji b i b l i o g r a f i c z n y c h dla tego obszaru jest znacznie
wyższa aniżeli d l a sąsiedniej n i z i n n e j Małopolski l u b Śląska.
Ż y w e i ciągle narastające zainteresowanie obszarami górskimi m a
swoje głębsze powody. Uwagę badaczy zajmuje nie t y l k o urzekająca
przyroda, ale także człowiek i jego k u l t u r a nasycona znaczną ilością
p r a s t a r y c h i odrębnych elementów właściwych różnym, a nierzadko o d ­
ległym epokom. Szczególnie Podhale budziło najwyższe zainteresowanie,
i to w i e l u uczonych . Chociaż od p a r u dziesiątków l a t już dobrze „sceprzało", j a k to t r a f n i e określił J a n G w a l b e r t P a w l i k o w s k i , t o przecież
niektórzy badacze spodziewają się jeszcze znaleźć t u t a j elementy k u l ­
t u r o w e przydatne do r e k o n s t r u k c j i czasów p r a h i s t o r y c z n y c h . I chociaż
w ostatecznym p o d s u m o w a n i u w y s u w a n e koncepcje mogą okazać się
zawodne, n i e m n i e j jest pewne, że k u l t u r a l u d o w a tego r e g i o n u odznacza
się wyjątkowym s k u p i e n i e m t r a d y c y j n y c h elementów, które na t y m
obszarze znalazły dogodne w a r u n k i p r z e t r w a n i a . Zachowane elementy
wskazują, że m i m o sprzyjających warunków środowiskowych w y t w o r y
k u l t u r o w e związane z gospodarką pasterską nie posiadały przewagi n a d
jej składnikami przynależnymi do gospodarki r o l n o - h o d o w l a n e j . Jeśli
dotąd istniał pogląd odmienny, to jest o n po p r o s t u w y n i k i e m b r a k u
odpowiednich opracowań podstawowych zajęć ludności Podhala, j a k i m i
jest r o l n i c t w o i hodowla, a także n i e j e d n o k r o t n i e rzemiosło. T e n n i e г

2

1

cz.

Zob.

1,

Bibliografia

Warszawa

historii

1960; K .

kultury

Polak,

1950—1967.
2

„Wierchy", R. 7: 1929, s. 210.

ludowej
Bibliografia

Karpat
górska,

pod

r e d . M.

„Wierchy",

Gladysza,
R.

20—35:

�JULIUSZ

ZBOROWSKI

45

uzasadniony pogląd zaciążył nad dotychczasowymi k i e r u n k a m i badań,
zaciemniając właściwy obraz k u l t u r o w y nie t y l k o Podhala, ale także
i n n y c h regionów k a r p a c k i c h . W związku z t a k i m t r a k t o w a n i e m k u l ­
t u r y , ograniczającym się głównie do pasterstwa i s z t u k i , można b y
z pożytkiem przytoczyć głęboką wypowiedź Jana B a u d o u i n de Courtenay
z okazji dialektologicznych badań r e g i o n a l n y c h : „przedmiot t r a k t o w a n y
ze z b y t wielką badawczą miłością w y r a s t a pod m i k r o s k o p e m drobiazgo­
w y c h poszukiwań ponad właściwą miarę i w porównaniu z i n n y m i ulega
przecenieniu" .
3

Przechodząc do scharakteryzowania działalności naukowo-badawczej
i k u l t u r a l n e j Juliusza Zborowskiego należy podkreślić, że chociaż uległ
on całkowicie czarowi Podhala „niewolącemu serca l u d z i z d o l i n " (W. O r ­
kan) i m i m o t r u d n y c h warunków m a t e r i a l n y c h n i g d y go nie opuścił,
to przecież umiał zachować stosunek k r y t y c z n y do wszelkich hipotez
i koncepcji związanych z genezą k u l t u r y podhalańskiej. Nakreślenie s y l ­
w e t k i Zborowskiego i jego działalności ukazującej zasadniczy p l o n życia
w y m a g a chociaż krótkiego scharakteryzowania czasów, w których w y ­
rósł i pracował.
Juliusz W i k t o r Z b o r o w s k i , u r . 8 I V 1888 r. w e L w o w i e , g i m n a z j u m
i studia wyższe kończy w K r a k o w i e . Wyszedł z językoznawczej szkoły
U n i w e r s y t e t u Jagiellońskiego skupiającej jako profesorów z n a k o m i t y c h
czy nawet genialnych uczonych o szerokich horyzontach n a u k o w y c h ,
a p r z y t y m umiejących ze sobą współpracować i odpowiednio kierować
s w o i m i w y c h o w a n k a m i . B y l i to przede w s z y s t k i m J a n Rozwadowski,
Jan Łoś i K a z i m i e r z N i t s c h . Wszyscy trzej zajmują w y b i t n e miejsce
w dziejach językoznawstwa polskiego, i m też nauka zawdzięcza n i e ­
bywały r o z k w i t t e j d y s c y p l i n y zapoczątkowany w 1877 r. przez L u c j a n a
M a l i n o w s k i e g o . Dodajmy, że ci trzej uczeni posiadają też chlubną kartę
w dziejach e t n o g r a f i i p o l s k i e j .
4

5

Atmosfera, w której wyrastał Z b o r o w s k i , odbiła się wyraźnie na
późniejszej jego działalności. Ze studiów językowych wyniósł przede
w s z y s t k i m umiejętność posługiwania się ścisłymi m e t o d a m i b a d a w c z y m i
i u j m o w a n i a faktów k u l t u r o w y c h w powiązaniu z procesami h i s t o r y c z ­
n y m i , szerokość poglądów na rozwijające się zjawiska, a nade wszystko
3

K. N i t s c h ,

Z e wspomnień

językoznawcy,

K r a k ó w 1960, s. 241.

P r o f . J . Z b o r o w s k i zmarł w Z a k o p a n e m 15 V I 1965 r. Ważniejsze w y d a r z e n i a
z jego życia zostały p o d a n e w artykułach: W. A n t o n i e w i c z ,
O Juliuszu
Zbo­
rowskim,
„Lud", t. 49: 1963 (1965), s. I — X I I ; S . U r b a ń c z y k , Sp. Juliusz
Zbo­
rowski,
„Język P o l s k i " , R. 46: 1966, s. 9 — 1 2 ; W. K r y g o w s k i , „Wierchy", R . 34:
1966, s. 348—349.
4

Zob. np. Sprawozdanie
tropologiczno-Archeologiczne
op. cit., s. 215 n.
5

z posiedzeń Komisji
antropologicznej,
„Materiały A n i E t n o g r a f i c z n e " , l. 14: 1919, s. V I I п.;
Nitsch,

�46

MIECZYSŁAW

GŁADYSZ

najcenniejszą wartość ludzką — potrzebę współdziałania. Nasuwa się
jednak p y t a n i e , dlaczego Z b o r o w s k i m i m o rozpoczętej z dużym sukce­
sem p r a c y n a u k o w e j , t a k ceniony przez swoich profesorów, n i e w y b i e r a
n o r m a l n e j k a r i e r y u n i w e r s y t e c k i e j , j a k to u c z y n i l i niektórzy z jego
kolegów, ale o d językoznawstwa przechodzi do e t n o g r a f i i i całe życie
poświęca bądź co bądź wąskiemu r e g i o n a l i z m o w i podhalańskiemu.
W h i s t o r i i e t n o g r a f i i polskiej sprawa ta nabiera szerszego znaczenia.
W a r t o j e j też poświęcić słów k i l k o r o . Z b o r o w s k i nie był w nauce p i e r w ­
szym, który z językoznawstwa, a głównie poprzez dialektologię przeszedł
do e t n o g r a f i i . Należeli już do t e j g r u p y w końcu X I X w . uczniowie
L . M a l i n o w s k i e g o : R. Zawiliński, zasłużony sekretarz Sekcji E t n o g r a ­
ficznej P A U i j e d y n y spośród Polaków zajmujący się kulturą ludową
Czadeckiego; S. M a t u s i a k , autor w i e l u r o z p r a w o g r u p i e lasowskiej, l u b
W. Kosiński, p i e r w s z y poważny badacz g w a r y i k u l t u r y Podhalan. Był
to niewątpliwy w p ł y w t r a d y c j i Malinowskiego, który pozostawił jeden
z najlepszych do dziś opisów życia i k u l t u r y Ślązaków. Zresztą i J . K a r ­
łowicz z wykształcenia był przecież językoznawcą.
Jakież mogły być p o w o d y wiązania się z etnografią w i e l u badaczy
posiadających wykształcenie i n n y c h d y s c y p l i n , j a k archeologii, a n t r o p o ­
logii, socjologii, h i s t o r i i l u b też p r z y r o d y , pominąwszy pracujących na
pograniczu i i n n y c h n a u k . Jest to niewątpliwie zjawisko złożone.
W związku z językoznawcami przesuwającymi się w k i e r u n k u e t n o g r a f i i
w a r t o przytoczyć trafną uwagę K . Nitscha wypowiedzianą na marginesie
c h a r a k t e r y z o w a n i a s y l w e t k i R. Zawilińskiego. „Łatwiej było — pisze
N i t s c h — z etnografią, która w przeciwieństwie do ściśle już sformuło­
wanego językoznawstwa polegała w t e d y n a dość nieokreślonym zbie­
r a c t w i e . D l a żywej, a n a u k o w o m n i e j dokładnej umysłowości Zawiliń­
skiego była t o droga pociągająca, wyszedł nią też poza ciasne życie
zwykłego nauczyciela" . A l e z d r u g i e j s t r o n y w i e l u doskonale p r z y g o ­
t o w a n y c h dialektologów zdawało sobie sprawę, że badanie g w a r y m u s i
pozostawać w ścisłym związku ze znajomością k u l t u r y l u d o w e j . T e n
n i e u s t a n n y k o n t a k t ze wsią, możliwość głębszego spojrzenia na cechy
językowe poprzez znajomość k u l t u r y , wciągały w i e l u językoznawców
w nową, a niewątpliwie szerszą dziedzinę badań. Z j a w i s k o to r o z p a t r y ­
w a n e w p e r s p e k t y w i e czasu nasuwa zapewne h i s t o r y k o w i etnografii n i e ­
jedną uwagę. Niewątpliwie było ono bardzo pożyteczne d l a r o z w o j u
e t n o g r a f i i , że zaś w i e l u spośród w t e n sposób wchodzących adeptów t e j
d y s c y p l i n y s k o r y c h do uogólnień wnosiło sporo zamętu — to już inna
sprawa. W w y p a d k u Zborowskiego zaważyły p o w o d y związane raczej
z jego właściwościami p s y c h i c z n y m i . Należał do t e j g r u p y uczonych,
6

6

Ibidem,

s. 200.

�JULIUSZ

47

ZBOROWSKI

którzy już w p i e r w s z y c h latach studiów przystępują do badań, dając
w y r a z swej samodzielności. Praca naukowo-badawczą staje się dla n i c h
w s z y s t k i m , a egzaminy niepotrzebną stratą czasu. Z b o r o w s k i po n a p i ­
saniu r o z p r a w y d o k t o r s k i e j zbagatelizował sobie odbycie r y g o r o z u m ,
tracąc szanse normalnego w s p i n a n i a się po szczeblach k a r i e r y u n i w e r s y ­
teckiej. Pozostawał m u t y l k o zawód nauczyciela gimnazjalnego. Była t o
jednak n a t u r a z b y t żywa, doskonale orientująca się w ówczesnych prą­
dach n a u k o w y c h i a r t y s t y c z n y c h zrodzonych w atmosferze Młodej P o l s k i .
L i t e r a t u r a wzbogaca się słownictwem g w a r o w y m , m o t y w y l u d o w e w c h o ­
dzą do s z t u k i . Rozwija się w i e l k a akcja ludowego przemysłu a r t y s t y c z ­
nego k i e r o w a n a na Podhalu przez znakomitego g r a f i k a W. Skoczylasa,
prezesa „Sztuki Stosowanej Podhalańskiej". Prace W. M a t l a k o w s k i e g o
i S. W i t k i e w i c z a porywają miłośników Góralszczyzny swoją głębią uję­
cia. W t y m też czasie Sekcja Ludoznawcza Polskiego T o w a r z y s t w a T a ­
trzańskiego, której założycielem był Bronisław Piłsudski, u z d o l n i o n y
badacz p i e r w o t n e j k u l t u r y Ajnów, Gilaków i Oroczonów , nawołuje ode­
z w a m i do systematycznych badań i gromadzenia wytworów k u l t u r y
Podhalan . N i e zapominajmy, że ponadto działalność l i t e r a c k a W. T e t m a ­
jera i W. O r k a n a wytworzyła atmosferę, która odpowiadała wrażliwej
psychice młodego „zastępcy nauczyciela" w N o w y m T a r g u . Z b o r o w s k i
sam przyznaje, że uległ s u g e s t y w n y m wpływom Piłsudskiego, który choć
nie posiadał wykształcenia etnograficznego, przecież był obdarzony n i e ­
zwykłą zdolnością głębszego u j m o w a n i a zagadnień k u l t u r o w y c h ; dzięki
właśnie t y m osobistym zaletom utwierdził u Zborowskiego potrzebę
badań etnograficznych. „Stopniowo — pisze o t y m Z b o r o w s k i — skrę­
ciłem całkiem na ludoznawstwo, to zawdzięczam n i e t y l k o zetknięciu
się z Góralszczyzną i j e j codziennym życiem, ale w znacznej mierze
n o w e m u znajomemu, który organizując etnograficzne badania w Z a k o ­
panem i na P o d t a t r z u , rychło się uwiedział o n o w y m miłośniku Podhala,
grasującym w N o w y m T a r g u i o k o l i c a c h " . Niewątpliwie już w t y m
czasie Z b o r o w s k i zbierając t e k s t y gwarowe i pierwsze opowieści góral­
skie wchodzi coraz głębiej w n u r t k u l t u r y podhalańskiej.
7

8

9

Musiał już w t e j dziedzinie n a u k i posiadać znaczne rozeznanie, skoro
jesienią 1920 r . rezygnuje z redagowania „Gazety Podhalańskiej" i p r a c y
w g i m n a z j u m n o w o t a r s k i m , decydując się n a objęcie stanowiska k u ­
stosza w M u z e u m Tatrzańskim oraz sprawowanie bezpośredniej o p i e k i
7

Zob. W.

Zakopane

S i e r o s z e w s k i ,

1914—1921, s. V — X X X ;

wiadomości podanej

Bronisław
Nitsch,

Piłsudski,

„Rocznik Podhalański", t. 1,

op. cit., s. 210—216. B . Piłsudski

wg

p r z e z „Gazetę Podhalańską" (R, 6: 1918 n r 24) utonął w S e ­

k w a n i e 17 V 1918 r. Pełną biografię opr. Z b o r o w s k i , m a s z . ss. 140, M u z . T a t r z .
8

„Gazeta Podhalańska", R . 2: 1914 n r 5, s. 9.

9

J.Z b o r o w s k i ,

W s p o m n i e n i a , „Ziemia", R. 24: 1934 n r 1—2, s. 5 n.

�48

MIECZYSŁAW

GŁADYSZ

nad działem e t n o g r a f i c z n y m . Odtąd też z niesłabnącą przez dziesiątki
lat pasją z a j m u j e się szeroko pojętym f o l k l o r e m , a więc literaturą ustną,
w i e r z e n i a m i i obyczajowością oraz muzyką ludową. Chociaż z czasem
działalność jego staje się coraz bardziej rozległa, wykraczająca poza j ę ­
zykoznawstwo, f o l k l o r i etnografię, przecież dotyczyła zawsze zagadnień
związanych z Podhalem. D o d a j m y , że niemały udział w e w p r o w a d z e n i u
Zborowskiego w regionalną pracę kulturalną posiadał zespół działaczy
podhalańskich i spisko-orawskich rozwijających wówczas w N o w y m T a r ­
gu żywą akcję społeczną i polityczną związaną ze s p r a w a m i plebiscyto­
w y m i na Spiszu i O r a w i e . O r g a n e m tego zespołu była właśnie „Ga­
zeta Podhalańska", z którą współpracował i przez krótki czas był j e j
redaktorem .
10

I. D Z I A Ł A L N O Ś Ć

NAUKOWA

O p u b l i k o w a n y dorobek n a u k o w y Juliusza Zborowskiego
zawiera
w p r a w d z i e n i e w i e l e prac samoistnych, obejmuje natomiast kilkadziesiąt
k o n s t r u k c y j n i e z w a r t y c h i metodycznie dojrzałych r o z p r a w , artykułów,
tyleż obszernych interesująco ujętych sprawozdań z działalności M u ­
zeum Tatrzańskiego bądź i n n y c h i n s t y t u c j i n a u k o w o - k u l t u r a l m y c h z a j ­
mujących się Podhalem. N a d t o dochodzi sporo w n i k l i w y c h recenzji i n o ­
tát materiałowych o różnorodnej treści w większości z zakresu k u l t u r y
l u d o w e j i g w a r y . W sumie jest to p l o n pokaźny, bo liczący około 150
pozycji b i b l i o g r a f i c z n y c h
n i e j e d n o k r o t n i e o dużych wartościach po­
znawczych. Należy p r z y t y m podkreślić, że wyrósł on obok w i e l o r a k i c h
wyczerpujących zajęć związanych z k i e r o w a n i e m M u z e u m Tatrzań­
skiego, placówki sporej, która do końca I I w o j n y światowej nie posiadała
u s t a b i l i z o w a n y c h podstaw m a t e r i a l n y c h . N i e były to więc dogodne w a ­
r u n k i do przeprowadzania systematycznej p r a c y badawczej. Z b y t często
rozpraszany zasób twórczej energii na wieloraką działalność nie t y l k o
naukową, ale także organizacyjną i społeczną, musiał zaciążyć nad p l o ­
n e m b a d a w c z y m Zborowskiego. Dlatego n i e mógł osiągnąć rezultatów,
na j a k i e było stać tego uzdolnionego i dobrze przygotowanego badacza.
11

R u c h e m t y m kierował z n a k o m i t y działacz i o r g a n i z a t o r życia k u l t u r a l n e g o
i p o l i t y c z n e g o n a P o d h a l u , d r J a n B e d n a r s k i . Współpracowali z n i m : W ł a d y s ł a w
O r k a n i r e d a k t o r z y „Gazety Podhalańskiej", F e l i k s Gwiżdż, T o m a s z Buła i i n .
Z b o r o w s k i p o d p i s y w a n y był j a k o r e d a k t o r o d p o w i e d z i a l n y tego p i s m a od 1918 r.
do września 1920 r.
10

Pełny z e s t a w b i b l i o g r a f i c z n y p r z y g o t o w u j e Zakład E t n o g r a f i i I H K M P A N
w K r a k o w i e . Niektórych p o z y c j i Z b o r o w s k i n i e podpisywał a n i nie oznaczał p s e u d o ­
n i m a m i l u b k r y p t o n i m a m i . P o d s t a w o w e z e s t a w i e n i a : zob. W. J o s t o w a, „ L u d " ,
t. 49: 1963 (1965), s. X I I I — X V I I i 774—776.
11

�JULIUSZ

49

ZBOROWSKI

Do takiego stanu przyczyniły się nie t y l k o źle rozplanowane akcenty
wysiłku i w a r u n k i pracy, ale także środowisko, w którym żył i działał.
Zresztą t e n b r a k zdecydowanego w y b o r u między s p r a w a m i i s t o t n y m i
dla n a u k i a doraźnie e f e k t y w n y m i należy do zjawisk częstych u osób
obdarzonych, t a k j a k Z b o r o w s k i , dużą wrażliwością psychiczną.
Chociaż pełny dorobek n a u k o w y Zborowskiego n i e jest jeszcze znany,
gdyż sporo prac i materiałów pozostaje w rękopisach , to jednak p r z e ­
gląd dotychczasowych p u b l i k a c j i orientuje nas dostatecznie w k i e r u n ­
kach podejmowanej przez niego działalności. W p r a w d z i e p r o d u k c j a n a u ­
k o w a narastała głównie wokół dwóch dziedzin zainteresowań, t j . języ­
k o z n a w s t w a (szczególnie d i a l e k t o l o g i i i nazewnictwa) oraz f o l k l o r u , d o ­
tyczyła również i i n n y c h zagadnień etnograficznych, a także m u z e a l ­
n i c t w a . O p r a c o w y w a n e coraz to nowe p r z y c z y n k i źródłowe mogły
w pewnej mierze świadczyć o zamyśle całościowego ujęcia k u l t u r y l u ­
dowej, jednak w i e l e z n i c h nie pozostaje w t e m a t y c z n y c h związkach
na t y l e , aby stanowić zręby większej k o n s t r u k c j i .
Z b o r o w s k i zajmuje się również zagadnieniami społecznymi i k u l t u ­
r a l n y m i w związku z żywotną na t y m terenie odmianą r e g i o n a l i z m u ,
zwaną p o d h a l a n i z m e m . Ta działalność piśmiennicza, choć nie łącząca
się ściśle z jego pracą badawczą, świadczy zarówno o szerokości z a i n ­
teresowań, j a k też t e n d e n c j i zastosowania osiągnięć n a u k i d l a potrzeb
życiowych. W t y m zakresie doszedł do interesujących wniosków i uogól­
niających sformułowań .
a. P r a c e j ę z y k o z n a w c z e . Pierwsze prace Zborowskiego w y ­
bijają się zdecydowanie ponad przeciętny poziom początkujących języko­
znawców. Ogłaszając k i l k a wartościowych przyczynków i recenzji staje
się wkrótce „wielką nadzieją polskiej l i n g w i s t y k i " . Jeszcze obecnie t e
świetne, a stosunkowo n i e w i e l k i e r o z p r a w k i należą nie t y l k o do h i s t o r i i
12

13

12

W k o r e s p o n d e n c j i do m n i e z dn. 30 V I 1963 r. Z b o r o w s k i w y m i e n i a następu­

jące p r a c e , które m a w
skiego

wykończenia,

przygotowaniu:

przeróbek

,,a) Z

z a k r e s u dziejów

itd. w y m a g a j ą :

1. N a j s t a r s z e

Muzeum

dzieje

Tatrzań­

Muzeum

Ta­

trzańskiego 1888—1892; 2. D z i e j e S e k c j i L u d o z n a w c z e j T o w . Tatrzańskiego i M u z e u m
Tatrzańskiego
(wspomnienia
kresu

w

folkloru:

federaci

(bardzo

długa

chryja

n a Boże N a r o d z e n i e ;

z Zakopanego,
artykułach

1911—1918;

3.

1. H i s t o r y c z n e p o d a n i a

barscy

widowiska

latach

„Grand

Hotel

Muzeum

już

Nowego

Targu,

góralskie:
do P r a c

Tatarzy, Szwedzi,

i Materiałów

nie w s p o m i n a m .

Chyba

dość

na

trzeba

stare

H.

Paryskiego,

Zbiory

prof.

wspomnienia

uzupełnić. O i n n y c h

lata.

Niektóre

Zborowskiego,

opublikowaną

„Przekrój",

1965, s. 8.
13

Z o b . Regionalizm

4 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X I

podhalański,

artykuły,

przerobić, j a k o że c z a s y się zmieniły

i m o c p i s a n i n y stała się n i e a k t u a l n a " . Z o b też notatkę n a t e n t e m a t
W.

husyci, k o n ­

P T L ) ; 2. S c e n i c z n e

3. T e k s t y : b a j k i , p o d a n i a , zabobony,
Kościeliska. W s z y s t k o

p i s a n e w c z a s i e o k u p a c j i , muszę g r u n t o w n i e
przez

Tatrzańskie"

o gościnnych p o k o j a c h w b u d y n k u M u z . T a t r z . 1-921—1939). b) Z z a ­

„Wierchy", R . 8: 1930, s. 204—223.

n r 1067:

�50

MIECZYSŁAW

GŁADYSZ

językoznawstwa, ale są użyteczne. Do n i c h n p . zaliczyć trzeba rozprawkę
o archaizowaniu i archaizmach j ę z y k o w y c h . T u t a j po raz pierwszy
należycie została naświetlona f u n k c j a archaizmów i i c h stylizacja, p r z y ­
czyniając się t y m s a m y m do podważenia dotychczasowych scholarskich
wzorców s t y l i s t y k i t r a d y c y j n e j .
u

Juliusz

Zborowski

Z b o r o w s k i zbierając systematycznie materiały g w a r o w e i f o l k l o r y ­
styczne na Podhalu nie był zadowolony z t e c h n i k i zapisu. J a k k o l w i e k
posługiwał się już wówczas fonografem p r z y n o t o w a n i u w y p o w i e d z i
informatorów, przecież ów przyrząd zaopatrzony w tubę gramofonową
i wałek w o s k o w y budząc w i e l e sensacji przynosił więcej kłopotu niż
Z dziejów języka nowopolskiego,
„Język P o l s k i " , R . 1: 1913 n r 5—7, s. 1 2 9 —
138, 161—171, 199—209, 224; N a artykuł t e n z w r a c a u w a g ę : К. В u d zу к,
Stylistyka
teoretyczna
w Polsce, W a r s z a w a 1946, s. 406.
14

�JULIUSZ

51

ZBOROWSKI

pożytku. Ambicją młodego badacza było posiadanie bardziej sprawnego
i n s t r u m e n t u pomocniczego. Dowiadywał się też nieustannie w zagranicz­
n y c h w y d a w n i c t w a c h o udoskonaleniach tego cennego X I X - w i e c z n e g o
w y n a l a z k u . M i m o b r a k u należytej pomocy technicznej osiągnięcia b a ­
dawcze Zborowskiego musiały być jednak znaczne, skoro prof. N i t s c h
publikując część przez niego zebranych materiałów opatruje następującą
uwagą: „Teksty zapisane przez Juliusza Zborowskiego, kustosza M u ­
zeum Tatrzańskiego w Zakopanem, doskonałego znawcę języka i k u l t u r y
podhalańskiej, w latach 1911—1916" .
Najbardziej zaawansowane opracowania z tego okresu ogłasza Zbo­
r o w s k i w „Gazecie Podhalańskiej" i w czasopismach „Ziemia", „Lud",
„Język P o l s k i " i „Rocznik S l a w i s t y c z n y " . Przede w s z y s t k i m nazewnictwo
i słownictwo g w a r o w e pasjonowały młodego badacza, do nich też był
najlepiej p r z y g o t o w a n y . Chcąc zachęcić i n n y c h do gromadzenia m a t e r i a ­
łów w t y m zakresie opracowuje bardzo pożyteczne wskazówki d l a zbie­
raczy t e r e n o w y c h . W t e j krótkiej broszurce traktującej o sposobach
zbierania nazw geograficznych
wskazuje n a podstawowe zasady, ważne
zresztą d l a każdej p r a c y terenowej, a m i a n o w i c i e na sposoby zbierania,
porządkowania i przedstawiania zebranego materiału. Z b o r o w s k i w y ­
kazuje znakomite opanowanie p r e c y z y j n y c h metod językoznawczych,
które będą m u służyły p r z y dalszych badaniach f o l k l o r y s t y c z n y c h i e t ­
nograficznych.
W ciągu przeszło półwiećznej różnorodnej działalności Z b o r o w s k i
nieraz w r a c a do tematów z dziedziny d i a l e k t o l o g i i zachęcany zwłaszcza
przez prof. К. Nitscha. Z ostatnich tego rodzaju p o z y c j i n a szczególną
uwagę zasługuje r o z p r a w k a p t . Od „wałaski" do „watażki"
.
b. P r a c e f o l k l o r y s t y c z n e i e t n o g r a f i c z n e .
Zborow­
s k i — j a k już wspomniałem — nie poprzestaje na f o r m a l n y m r e j e s t r o ­
w a n i u g w a r y , ale chcąc pogłębić badania dialektologiczne poczyna zapo­
znawać się z całością k u l t u r y Podhala. Wkrótce t e n n o w y k i e r u n e k badań
miał przynieść pierwsze k o n k r e t n e r e z u l t a t y . W t y m zakresie również
nie poprzestaje na zamkniętym kręgu zbierania materiałów j a k o sumy
15

16

17

1S

15

Chodziło t u głównie o i n n y t y p przyrządu w y p r o d u k o w a n e g o

p r z e z berlińską

firmę „Der L a u t " , która zaczęła wyrabiać n o w o c z e s n e s p r a w n e a p a r a t y

utrwalające

teksty

państwowej

g w a r o w e , a pracującą

m . i n . d l a prof.

Doegena,

kierownika

„Berliner L a u t b i b l i o t h e k " . Była to j e d n a k n a ówczesne możliwości z b y t
aparatura,
Fonograf

bo
na

cena

jej

usługach

wynosiła
dialektologii

około

3500 R M . Zob.

i etnografii

też

muzycznej

L.
w

kosztowna

K a c z m a r e k ,
Polsce,

„Biuletyn

F o n o g r a f i c z n y " , z. 1, 1953, s. 19—54.
16

K.

17

Wskazówki

Nitsch,

Wybór

polskich

do zbierania

nazw

tekstów

gwarowych,

geograficznych,

T o w a r z y s t w a Miłośników Języka P o l s k i e g o n r 4).
18

„Język P o l s k i " , t. 34: 1954, s. 125—128.

Lwów

1929, s. 34.

K r a k ó w 1923, ss. 32 ( B i b l i o t e k a

�52

MIECZYSŁAW

GŁADYSZ

faktów, ale kierując się k u szerszym h o r y z o n t o m , dąży do poznania
pełni życia i p s y c h i k i górali podhalańskich. Staje się wkrótce rzeczy­
wiście j e d n y m z najpoważniejszych znawców nie t y l k o gwary, lecz także
i k u l t u r y Podhala, gromadząc obfite i różnorodne materiały, j a k i c h n i k t
dotychczas nie zebrał z tego obszaru. Z t y c h bogatych zasobów m i e l i
w ciągu w i e l u l a t czerpać zarówno językoznawcy, j a k też etnografowie.
Nie było w p r o s t badacza Podhala, który b y n i e korzystał z materiałów
bądź i n s t r u k t y w n y c h wskazówek Zborowskiego, przystępując do studiów
nad kulturą l u b gwarą t e j części góralszczyzny k a r p a c k i e j .
Właściwie Z b o r o w s k i nie zdołał wykorzystać w pełni zebranych m a ­
teriałów. W pracach o p u b l i k o w a n y c h nie wyszedł z fazy p r z y c z y n k a r stwa nie t y l k o językoznawczego, ale również etnograficznego. N a w e t
nagromadzone znaczne zasoby materiałowe, g r u n t o w n e przygotowanie
naukowe, twórcze uzdolnienia, j a k też wspaniały talent pisarski okazały
się niewystarczające wobec b r a k u odpowiednich warunków pracy.
Analizując działalność Zborowskiego, chociaż odnosi się wrażenie,
iż pozostawiony p l o n jest niedokończonym dziełem życia, w i d z i m y d o ­
skonałego badacza i świetnego popularyzotora żywotnych zagadnień
Podhala. Charakteryzując ogólnie należy stwierdzić, że zarówno p r z e ­
mawiał z niebywałą swadą, j a k też pisał polszczyzną pełną zadzierżystości i stylistycznej u r o d y , posiadał zdolność stawiania zagadnień i w y ­
d o b y w a n i a głębszego znaczenia z niepozornych często zjawisk k u l t u r y .
Dzięki t y m u z d o l n i e n i o m naukowo-badawczym, twórczej jasności i swo­
bodzie wysławiania się Z b o r o w s k i pobudzał czytelnika i słuchacza do d a l ­
szych uzupełniających poszukiwań albo głębszej r e f l e k s j i . T e n na wskroś
rasowy badacz poszukujący nieustannie nowoczesnych m e t o d p r a c y n a ­
kreśla chętnie szerokie tło społeczno-gospodarcze dla opisywanych w y ­
tworów, wyjaśniając w t e n sposób niejeden f a k t historyczny. Stąd też
jego nieprzeciętne zamiłowanie do poszukiwań a r c h i w a l n y c h , dające
możliwość naświetlania wyników współczesnych badań terenowych,
a także pogłębiania uogólnień l u b lepszego zrozumienia toczących się
procesów h i s t o r y c z n y c h .
Zborowskiego zawsze pasjonowała przeszłość tutejszego l u d u ; badał
więc odległe k o n f l i k t y społeczne wyrosłe na skalistej glebie Podtatrza.
Stąd to jego baczna uwaga zwrócona na p r o b l e m zbójnictwa. W l i c z n y c h
na t e n temat studiach przebija n i e t y l k o s y m p a t i a do t y c h , „co świat
równali", ale głębsze zrozumienie znaczenia l u d o w e j l i t e r a t u r y u s t n e j ,
jej ideologicznego oddziaływania na postawy chłopskie j a k o w y r a z u o p o 19

Pieśń o standrechcie
s. 7 1 — 9 3 ; Kostka-Napierski
s. 304 п.; W poszukiwaniu
1954, s. 174 п., i i n .
19

i Proćpakowej
w poematach
czorsztyńskiej

bandzie z roku 2795, „ L u d " , t. 28: 1929,
Styczyńskiego,
„Wierchy", R . 20: 1951,
tradycji,
„Polska S z t u k a L u d o w a " , R . 8:

�JULIUSZ

53

ZBOROWSKI

r u i z n a k o m i t e j b r o n i w walce klasowej. A u t o r nie podaje h i s t o r y c z n y c h
ciekawostek związanych ze zdarzeniami a k c j i zbójnickich, ale w y s u w a
m o t y w y zasadnicze, związane z istotą zmagań chłopskich z wyniszcza­
jącym wieś u s t r o j e m feudalno-pańszczyźnianym. Ostrość występujących
zadrażnień naświetla nie wąskim ekonomizmem, ale w y c h o d z i z zało­
żeń materialistycznego u j m o w a n i a dziejów w a l k i o środki p r o d u k c j i .
W podobny sposób, również n a przykładzie zbójnictwa, będzie te za­
gadnienia rozwiązywał później G r i e k o w l u b M i l l e r .
W opowiadaniach dotyczących przeszłości Podhala zwraca szczególną
uwagę na ludowe i n t e r p r e t a c j e postaci i zdarzeń h i s t o r y c z n y c h , opie­
w a n y c h w folklorze góralskim. Interesuje go mechanizm powstawania
wątków i f o r m y i c h przeobrażeń. Ze szczególnym zamiłowaniem g r o ­
m a d z i d o k u m e n t y historyczne i zbiera materiały do l u d o w y c h w y o b r a ­
żeń o postaciach i f a k t a c h h i s t o r y c z n y c h oraz śledzi i c h odbicia w u t w o ­
rach l i t e r a c k i c h . Radzi opisywanie nawet niedawno zaszłych w y p a d ­
ków, aby w t e n sposób można było lepiej zrozumieć proces powstawania
l u d o w y c h utworów. W pracach terenowych przestrzega wierności zapisu,
traktując go jako d o k u m e n t , który n i e może być zmącony n a j m n i e j s z y m
u b a r w i e n i e m l i t e r a c k i m , a zapisywane u t w o r y k o n f r o n t u j e z f a k t a m i
historycznymi.
Na t e n sam głębszy n u r t u j m o w a n i a zjawisk k u l t u r o w y c h związanych
ze stosunkami społeczno-ekonomicznymi na Góralszczyźnie wskazuje
Z b o r o w s k i , g d y kreśli s y l w e t k i badaczy l u b podróżników przebywających
w T a t r a c h w X I X w . (Staszic, Goszczyński, M u n d t , A l t i in.) mówiąc
0 i c h żywych zainteresowaniach kulturą i szczerym stosunku do m i e j ­
scowej ludności.
2 0

Z b o r o w s k i najchętniej pracował na pograniczu
językoznawstwa
1 e t n o g r a f i i . N a t y m o d c i n k u badań poruszał się n a j p e w n i e j . Z tego
zakresu jego n i e w i e l k i e r o z m i a r a m i , ale świetnie Skonstruowane prace
oparte na świeżym materiale t e r e n o w y m zawsze budziły szczere za­
interesowanie zarówno językoznawców, j a k i etnografów. M a m na m y ­
śli przede Wszystkim jego n a u k o w y wkład w dziedzinę nazewnictwa.
Na podstawie licznych poszukiwań t e r e n o w y c h i a r c h i w a l n y c h opraco­
wał szereg artykułów cennych d l a h i s t o r i i osadnictwa Podhala. Cho­
ciaż prace te powstały przed trzydziestu p a r u l a t y , przecież nadal należą
do p o d s t a w o w y c h , j a k n p . materiały do nazw zwierząt, p rz e z w is k gó­
ralskich, nazw g r u p etnograficznych oraz k i l k u miejscowości Podhala .
21

Myliłby się ten, k t o b y uważał, że t y l k o k u l t u r a t r a d y c y j n a zajmo20

Góralskie

podania

o Szwedach

i „Potop"

Sienkiewicza,

„Światowit", t. 24:

1962, s. 677—688.
21

Zob. W. T a s z y c k i ,

Bibliografia

onomastyki

polskiej,

Kraków

1960, s. 335.

�54

MIECZYSŁAW

GŁADYSZ

wała Zborowskiego. Badacz t e n , doskonale umiejący opisywać zjawiska
k u l t u r o w e ubiegłych epok, świetnie obserwuje współczesne życie w s i .
Przykładem tego może być artykuł na temat m o d y w i e j s k i e j . A u t o r
porusza t a m jedno z n a j a k t u a l n i e j s z y c h zagadnień p o t r a k t o w a n e bardzo
szeroko. Z j a w i s k o to śledzi w dziedzinie s t r o j u , w zdobnictwie, b u d o w ­
n i c t w i e , obserwuje je w f o l k l o r z e m u z y c z n y m , l i t e r a c k i m i t d . Zagadnie­
nie m o d y nie było na ogół dotychczas jasno postawione w badaniach
terenowych, toteż pracę podjętą przez Zborowskiego należy uważać za
nowatorską, przyczyniającą się do szerszego u j m o w a n i a zjawiska prze­
mian w kulturze ludowej.
Znaczną wartość naukową posiadają k r y t y c z n e u w a g i Zborowskiego
czynione w związku z recenzowaniem prac językoznawczych i etnogra­
f i c z n y c h . Podobnie należy traktować k r o n i k a r s k i e n o t a t k i o życiu n a u k o ­
w y m i k u l t u r a l n y m Podhala gęsto rozsiane w licznych czasopismach.
Z b o r o w s k i prostuje i uzupełnia szereg poglądów językoznawców, etno­
grafów, głośnych regionalistów i i n . D o w o d e m celności oceny nawet t a k
specjalnych zagadnień, j a k l u d o w a twórczość plastyczna, mogą być
u w a g i na marginesie pracy T. Dobrowolskiego . „Niezależnie od k w e ­
stionowania trochę sztucznego podziału utworów rzeźbiarskich — p i ­
sze Z b o r o w s k i — uważam, że jest to istotnie dziełko o sztuce l u d o w e j ,
a nie e t n o g r a f i i . Natomiast b r a k ogólnego podłoża k u l t u r a l n e g o , t j . wła­
śnie etnograficznych danych, nakazuje r o z p a t r y w a n i e t a k i c h problemów
również przez etnografów, z t y m jednak, iż n i e będą udawać znawców
s z t u k i . Ideałem byłaby współpraca historyków s z t u k i i etnografów na
jednym i t y m samym terenie" .
2 2

23

24

Recenzując prace o Podhalu nie t y l k o pisze o osiągnięciach badaczy,
ale dorzuca nowe nieznane f a k t y , które n i e j e d n o k r o t n i e inaczej naświe­
tlają w y n i k i nawet w y b i t n y c h autorów. C z y n i to w sposób szczególny,
zajmując się istotą zagadnienia, a nie n i e d o p a t r z e n i a m i autora. W t e n
sposób unikał niepotrzebnych zadrażnień przyczyniając się w y d a t n i e do
poszerzenia czy pogłębienia opracowanego t e m a t u . Z t a k wielką kulturą
polemiczną pisywało niezbyt w i e l e osób. Z b o r o w s k i poszedł t u t a j śla­
d a m i w y b i t n e g o h u m a n i s t y , Jana G w a l b e r t a Pawlikowskiego.
Recenzje Zborowskiego wyrastały na marginesie gromadzenia m a ­
teriałów do rozumowanej b i b l i o g r a f i i d l a całości k u l t u r y Podhala. W t y m
celu wertował nieustannie bibliograficzne zestawienia Estreichera, J a n i ­
szewskiego, Müldnera czy Payera, co świadczy o jego w n i k l i w y c h poszu22

Moda

i wieś góralska, „Ziemia", R . 15: 1930 n r 19, s. 393—402 (i odbitka).

T- D o b r o w o l s k i ,
tabl. X X I I .
23

Z
1930 r.
24

korespondencji

Śląska rzeźba ludowa

Zborowskiego

do

prof.

w drzewie,
Т.

K a t o w i c e 1930, ss. 31,

Dobrowolskiego

z dn. 29 I I I

�JULIUSZ

ZBOROWSKI

55

k i w a n i a c h a r c h i w a l n o - b i b l i o t e c z n y c h . O rezultacie tej pracy poza ogło­
szonymi n o t a t k a m i nie w i e m y z b y t wiele. A r c h i w u m zgromadzone przez
Zborowskiego zostanie zapewne wkrótce uporządkowane, a ważniejsze
prace ogłoszone d r u k i e m .
Jako badacz t e r e n o w y Z b o r o w s k i posiadał niezwykłą łatwość g r o ­
madzenia materiałów etnograficznych, wydobywając najbardziej osobiste
przeżycia swoich informatorów. T o dawało m u sporo możliwości głęb­
szego u j m o w a n i a zjawisk k u l t u r o w y c h i dochodzenia do wyników nie
zawsze zgodnych z ogólnie przyjętymi poglądami. Trafność niezależnych
koncepcji była oparta zarówno na doskonałej znajomości t e r e n u , j a k
też l i t e r a t u r y p r z e d m i o t u . Wychodzenie z własnym k o n k r e t n y m m a t e r i a ­
łem p u b l i k o w a n y m świadomie j a k o wstępne rozeznanie umożliwiające
i n n y m dokonanie syntezy podnosi naukowo^społeczne znaczenie jego
d o r o b k u . Z b o r o w s k i unikając nęcących uogólnień pozbawionych należy­
cie ugruntowanego oparcia wolał publikować w z o r o w o zebrany i u p o ­
rządkowany k o n k r e t n y materiał t e r e n o w y wiedząc, że będzie o n służył
przyszłym pokoleniom badaczy. N a t y m m . i n . polega nieprzemijająca
wartość ogłoszonych przez niego materiałów, w których jasno określane
są zjawiska k u l t u r o w e . Z b o r o w s k i rysując obraz życia l u d u podhalań­
skiego używa s t y l u jędrnego, nie pozbawionego dyskretnego h u m o r u ,
zwłaszcza p r z y c h a r a k t e r y z o w a n i u postaw l u d z k i c h .
Był też zdecydowanym p r z e c i w n i k i e m p u b l i k o w a n i a n i e u d o k u m e n t o ­
w a n y c h poglądów bądź dobierania faktów do z góry powziętych koncep­
cji. Unikał b r a k u d o k u m e n t a c j i , niedbałej f o r m y l u b niejasności k o n ­
s t r u k c j i . Pisał prosto o złożonych w y t w o r a c h k u l t u r y , co podnosiło i n d y ­
widualność s t y l u i siłę a r g u m e n t a c j i . Dążenie do p r e c y z j i w u j m o w a ­
n i u zagadnień, poczucie odpowiedzialności, a p r z y t y m oszczędność sło­
wa i u n i k a n i e żargonu naukowego komplikującego jeszcze bardziej s k o m ­
p l i k o w a n e zjawiska charakteryzowały jego twórczość naukową. Były
to cechy n i e t y l k o t a l e n t u , ale również d y s c y p l i n y badacza. Wykształco­
n y i k r y t y c z n y jego umysł zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności sfor­
mułowań posiadających znaczenie s y n t e t y c z n y c h ujęć. Toteż aprioryczne
nastawienie n i g d y n i e ciążyło n a d jego w n i o s k a m i , które opierał na k o n ­
k r e t n y c h w n i k l i w i e przeanalizowanych faktach.
25

II. D Z I A Ł A L N O Ś Ć

MUZEALNA

Praca naukowo-badawczą Zborowskiego jest zaledwie cząstką tego,
co uczynił d l a Podhala, p r z y czym n i e jest n a m w pełni znana, gdyż j e j
25

Por. A n t o n i e w i c z ,

op. cit., s. X I .

�56

MIECZYSŁAW

GŁADYSZ

w y n i k i — j a k t o już wspomniałem — w większości pozostają nadal w rę­
k o p i s a c h . Obecnie do najpoważniejszych, a zarazem trwałych osią­
gnięć należy zaliczyć jego udział w w s z e c h s t r o n n y m r o z w o j u M u z e u m
Tatrzańskiego . W ciągu czterdziestoparoletniego (1922—1965) k i e r o w a ­
nia tą znaną powszechnie placówką powiększył z b i o r y muzealne p r a w i e
0 5000 bezcennych eksponatów, a bibliotekę z k i l k u s e t p o z y c j i do ponad
12 t y s . tomów, która s t a n o w i obecnie najbardziej celowo d o b r a n y zestaw
p u b l i k a c j i dotyczących obszaru K a r p a t , zawierając dawno wyczerpane
w y d a w n i c t w a polskie, słowackie, czeskie, węgierskie, niemieckie. Ze
specjalnym zamiłowaniem (nie szczędząc czasu i własnych funduszów)
rozbudowywał a r c h i w u m liczące w i e l e tysięcy p o z y c j i składających się
z u n i k a l n y c h druków, r z a d k i c h rękopisów, z których niejeden p r z y g o t o ­
wał do d r u k u , z dokumentów, f o t o g r a f i i , rysunków, zdjęć a r c h i t e k t o n i c z ­
nych, map, mut, filmów, wreszcie z przeszło 30 t y s . wycinków praso­
w y c h . T a wyjątkowo płodna działalność Zborowskiego
prowadzona
w t r u d n y c h n i e j e d n o k r o t n i e w a r u n k a c h m a t e r i a l n y c h zapewniła m u
zaszczytną kartę w dziejach m u z e a l n i c t w a polskiego.
Dążąc nieustannie do r o z b u d o w y M u z e u m Z b o r o w s k i pragnie w n i m
przedstawić znaczenie Podhala n i e t y l k o w jego zasobach k u l t u r o w y c h
wyrosłych w procesach historycznych, pełnych niezwykłych napięć spo­
łecznych i p o l i t y c z n y c h , ale wyraźnie podkreślić jego wartość d l a życia
gospodarczego i psycho-fizycznego całej Polski. Toteż stara się nadać p l a ­
cówce nie t y l k o charakter kulturalno-oświatowy, ale również uczynić
z niej ośrodek działalności n a u k o w e j . M u z e u m miało obrazować kulturę
1 w a r u n k i środowiskowe, ułatwiać i n n y m i samo przeprowadzać prace
badawcze. M i m o sporych trudności Z b o r o w s k i w dużej mierze osiągnął
wytknięte cele. Dzięki jego wysiłkom w M u z e u m poza odpowiednio p r z y ­
g o t o w a n y m i w y s t a w a m i został zorganizowany pierwszy w Polsce w a r ­
sztat pracy naukowo-badawczej, a p r z y t y m pomieszczenie d l a p r z y ­
jezdnych w t z w . „hotelu m u z e a l n y m " . Z pomocy Zborowskiego k o r z y s t a
w i e l u w y b i t n y c h uczonych. Dzięki sprzyjającym w a r u n k o m powstały
26

27

28

2 9

26

Zob. p r z y p i s 12.

M u z e u m Tatrzańskie i m . D r a T . Chałubińskiego w Z a k o p a n e m
powstało
w 1888 r. Zob. też T . D r o p n i o w s к i, Р. Т. T . 1873—1923, „Wierchy", R . 1: 1923,
s. V I ; J o s t o w a, op. c i i . , s. 751 п.; tamże l i t e r a t u r a o p o w s t a n i u i działalności
M u z e u m Tatrzańskiego.
2 7

J o s t o w a , op. c i i . , s. 758, 762 п.; zob. też M . G ł a d y s z, Działalność
na­
ukowa
etnograficznych
placówek muzealnych
w okresie
powojennym,
„Etnografia
P o l s k a " , t. 2: 1959, s. 109—138.
28

Muzeum
Tatrzańskie.
1929, s. 154—169.
29

Rok

1928—1929 i plany

na przyszłość,

„Wierchy", R . 7:

�JULIUSZ

57

ZBOROWSKI

t u t a j m . i n . znane prace etnograficzne, n p . W. A n t o n i e w i c z a , J . S. B y stronia
czy A . Chybińskiego .
Z b o r o w s k i chcąc podnieść naukowe znaczenie k i e r o w a n e j przez sie­
bie placówki organizuje serię wydawniczą p t . W y d a w n i c t w a M u z e u m T a ­
trzańskiego. W niej ukazało się w okresie międzywojennym k i l k a cen­
n y c h pozycji e t n o g r a f i c z n y c h , pierwszy był „Rocznik Podhalański"
z a p r o j e k t o w a n y jeszcze przez Bronisława Piłsudskiego . Także s t a ra ­
n i e m Zborowskiego w okresie p o w o j e n n y m ukazuje się szereg p u b l i k a c j i
dotyczących przeważnie działalności w y s t a w i e n n i c z e j i zbiorów M u z e u m
Tatrzańskiego . Z b o r o w s k i r o z w i j a również ożywione k o n t a k t y z w i e l o m a
i n s t y t u c j a m i n a u k o w y m i , polegające na w y m i a n i e doświadczeń i p u b l i ­
k a c j i , p o d e j m o w a n i u wspólnych a k c j i badawczych, a nawet organizuje
pomoc p r z y gromadzeniu eksponatów d l a powstających placówek muzeal­
n y c h . Z a j m u j e się nie t y l k o pracą organizacyjną, ale również pisze
o dziejach i znaczeniu zbiorów, podejmując ponadto problematykę ściśle
muzealną .
30

31

32

33

34

35

36

37

Z b o r o w s k i j a k o muzeolog posiada nieocenione zasługi d l a badań etno­
graficznych Podhala. Z b i o r y powięjkszał na w s z e l k i sposób. Gromadził
nie t y l k o pojedyncze eksponaty niezbędne do w y s t a w stałych, ale zapeł­
niał ciasne magazyny
dziesiątkami o d m i a n , za pomocą których dopiero
można było określić skalę w y t w a r z a n y c h f o r m l u b ornamentów: „...poza
wystawową częścią — pisze Z b o r o w s k i — m u s i m y tworzyć kolekcje
naukowe, t j . w większych, nawet i bardzo w i e l k i c h ilościach t y c h samych
egzemplarzy. W t a k i właśnie sposób umożliwiłem napisanie dwóch prac
38

Metalowe

30

W.

31

J . S . В у s t r o ń, Bibliografia

Antoniewicz,

32

А.

С h y b i ń s к i,

spinki
etnografii

Instrumenty

Antropologiczno-Archeologiczne

góralskie,
polskiej,

muzyczne

K r a k ó w 1928 ( P r z e d m o w a ) .
K r a k ó w 1929, s. I V .

na Podhalu,

i Etnograficzne",

„Prace

i

Materiały

t. 3: 1924, cz. I I , s. 4; tamże,

t. 4: 1927, cz. I I I , s. 30.
33

w

J o s t o w a, op. cit., s. 759—760.

34

„Rocznik Podhalański", op. cit., s. I I I .

35

G ł a dу s z, op. cit.;

36

W

1927 r.

J o s t o w a, op. cit.

Zborowski

Katowicach wytyczne

bezinteresownie

i ramy

programu

złożonej z s z e r e g u działów reprezentujących

opracował

dla

zorganizowania

Muzeum
części

poszczególne r e g i o n y

Śląskiego

etnograficznej

Polski. W

ciągu

następnych dwóch l a t zebrał n a P o d h a l u o d p o w i e d n i z e s t a w eksponatów do „Działu
Podhalańskiego".
37

J. Z b o r o w s k i ,

Problem

świata w muzeach,

„Przemysł, Rzemiosło, S z t u ­

k a " , R. 3: 1923 n r 1—2, s. 34—43.
38

W

okresie powojennym

zostały r o z b u d o w a n e i b a r d z o

pomysłowo

urządzone

w g planów J . M a r k s e n a . N i e widziałem po w o j n i e t a k w z o r o w o p r o w a d z o n y c h m a ­
gazynów e t n o g r a f i c z n y c h w P o l s c e a n i w i n n y c h k r a j a c h środkowej i południowej
Europy.

�58

MIECZYSŁAW

GŁADYSZ

o i n s t r u m e n t a c h m u z y c z n y c h prof. Chybińskiemu, o spinkach góralskich
prof. A n t o n i e w i c z o w i , a o k i l k u pracach będących na warsztacie nawet
nie w s p o m i n a m " . A przecież trudności w gromadzeniu eksponatów miał
spore, nie iposiadając stałych środków na powiększanie zbiorów oraz na
i c h przechowywanie i konserwację.

Prof.

Juliusz

Zborowski,

w

pracowni

Muzeum

Tatrzańskiego

(1964 r.)

Nieco inaczej przedstawiały się ówczesne sposoby gromadzenia m u z e a l ­
n y c h zbiorów etnograficznych. Zarówno w X I X w . i w pierwszych dzie­
siątkach l a t naszego stulecia, a także w okresie międzywojennym m e t o d y
n a b y w a n i a eksponatów w terenie różniły się znacznie od pracy k o l e k c j o ­
nerskiej współczesnego muzeologa-eksploatora. Również w M u z e u m T a ­
trzańskim n i e było jeszcze u g r u n t o w a n y c h sposobów d o b o r u i bezpośred­
niego docierania do eksponatów. Wyręczano się często pośrednictwem
handlarzy, zarówno w i e j s k i c h , j a k i pochodzących z miasta. W t e n sposób
przepadało w i e l e cennych wiadomości dających badaczom tę niezwykłą
możliwość głębszego poznania f u n k c j i w y t w o r u i jego dziejów. Większość

�JULIUSZ

ZBOROWSKI

59

p r y w a t n y c h k o l e k c j i podhalańskich, które z k o l e i jako d a r y l u b z a k u p y
przeszły do zbiorów M u z e u m Tatrzańskiego, została zebrana właśnie
za pomocą pośredników. „Nasze najcenniejsze z b i o r y — pisze Z b o r o w ­
s k i — pochodzą zasadniczo ze zbiorów p r y w a t n y c h , r o b i o n y c h przed
kilkudziesięciu l a t y , a z a k u p i o n y c h przez nas w ostatnich dziesiątkach
l a t " . N a w e t Z b o r o w s k i , w y t r a w n y badacz t e r e n o w y w zakresie g w a r y
i f o l k l o r u , w gromadzeniu eksponatów posługiwał się pośrednikami. Po­
wodów u n i k a n i a bezpośredniej eksploracji terénu miał aż nazbyt w i e l e .
Przede w s z y s t k i m b r a k odpowiednio w y s z k o l o n y c h pomocniczych p r a ­
cowników muzealnych, nieuregulowane s p r a w y budżetowe, pochłaniająca
czas a d m i n i s t r a c j a placówki i t d . Niemałe też znaczenie posiadała z w y ­
czajna niechęć do nużącego i niełatwego szperania po oczernionych sa­
dzą strychach, zatęchłych komorach, w których pokolenia chłopskie skła­
dały zużyte t w o r y swoich rąk i umysłów, chroniąc je p r z e d ostatecznym
zniszczeniem, a czasem ,,na pamiątkę". Wśród t y c h przedmiotów w y s e l e k ­
cjonowanych przez życie znajdowały się f o r m y p i e r w o t n e j k u l t u r y , w y ­
t w o r y p o k r y t e sztuką zdobniczą l u b przemyślne okazy t e c h n i k i chłop­
skiej. Z b o r o w s k i o t y m doskonale wiedział. „Jeżeli dzisiaj w ogołoconym
przez zbieraczy t e r y t o r i u m — pisze Z b o r o w s k i — chce się zebrać w a r ­
tościowe okazy, p i e r w s z y m w a r u n k i e m zgromadzenia przedmiotów o r e ­
pre z e n t a t y wn e j wartości jest osobista wędrówka zbierającego po w s i a c h " .
Uważa więc eksplorację t e r e n u za conditio sine qua non pracy muzeologa,
ale n a osobisty w niej udział po p r o s t u nie zawsze miał czas. Posługiwał
się w t e d y u p a t r z o n y m i bądź zgłaszającymi się samorzutnie pośrednikami,
których nazywał „agentami". „Okazy, j a k i e zakupiłem [ostatnio], zebra­
łem przez górali, używanych przeze m n i e od k i l k u l a t d l a wywiadów po
wsiach podhalańskich, spiskich i o r a w s k i c h celem zebrania i n f o r m a c j i
o możliwościach zakupów. P r z y pomocy t y c h zebranych wiadomości roz­
pocznę dopiero [...] objazdy". Świadczyło to niewątpliwie o organizacji
pracy p r z y n a b y w a n i u eksponatów. N i e zawsze j e d n a k t e n sposób p r z y ­
nosił zadowalające r e z u l t a t y , chociaż teren był przysposobiony do poszu­
kiwań. „Wczoraj — pisze Z b o r o w s k i — za całodzienną wędrówkę autem
l i n i i C z a r n y D u n a j e c — O r a w a zapłaciłem 100 zł, a d l a M u z e u m naszego
takiego sąsieka, j a k i jest niesłychanie potrzebny, nie dostałem. I do tego
nic innego p r a w i e nie mogłem oglądać po chałupach, gdyż wędrowałem
t y l k o po stodołach i stajniach. Jedyną pociechą zakupienie starego w a r s z ­
t a t u do w y r o b u fajek i narzędzia ciesielskie. A co się na O r a w i e zapy­
tałem o obraz na szkle, t o albo m n i e już Semkowicz dla Etnograficznego
M u z e u m w K r a k o w i e uprzedził, albo w zeszłych latach m o i właśnie
agenci, albo jakiś Żydek k r a k o w s k i . We wsiach, w których r. 1926 sam
płaciłem 5 złotych za k a p i t a l n y obraz na szkle, teraz góral śpiewa po
50 zł nawet. Rozpisałem się o t y m — kończy Z b o r o w s k i — trochę m i -

�60

MIECZYSŁAW

GŁADYSZ

m o w o l i . Piszę o t t a k , d l a przyjemności własnej, a może kiedyś do d r u k u ,
n o t a t k i etnografa-muzealisty. I m i m o w o l i w p a d a m w t a k i s t y l w liście" .
Z b o r o w s k i n i e j e d n o k r o t n i e narzekał na z b i u r o k r a t y z o w a n y system
pracy muzealnej zabierający m u najcenniejsze godziny dnia, chociaż
działalność społecżno-kulturalną i oświatową, podobnie j a k i naukową,
pojmował j a k o swego rodzaju pasjonujące przeżycie. W t e j działalności
uzewnętrzniał się jego t a l e n t l i t e r a c k o - a r t y s t y c z n y ujęty jednak w r y z y
ścisłych metod badacza. Świadczą o t y m jego pełne swady publiczne
wystąpienia, język w jego n a u k o w e j twórczości oraz sposób podejścia
do w i e l u zagadnień życiowych. Umysł jego obdarzony wyobraźnią z u p o ­
dobaniem odkrywał tajemnice przeszłości. Ujawniał r y s y dawnego P o d ­
hala zawarte w tysiącach eksponatów muzealnych, w opowieściach
góralskich, d o k u m e n t a c h w y d o b y w a n y c h z a r c h i w u m . Przedstawianie ży­
cia ubiegłych epok było d l a Zborowskiego poza obowiązkiem n a u k o w y m
i społecznym także niezwykłą atrakcją. Odpowiadał m u t e n twórczy
wysiłek. Z niego właśnie wyrastał b u j n y p l o n jego życia.
Z b o r o w s k i , posiadający niemałe zasługi naukowe kwalifikujące go
jako jednego z czołowych badaczy Góralszczyzny podhalańskiej, odzna­
czał się wyjątkową bezinteresownością i skromnością. Z całą gotowością
pomagał w pracy i n n y m badaczom, których uważał za lepiej p r z y g o t o ­
w a n y c h do rozwiązywania zagadnień łączących się z kulturą Podhala,
dzieląc się chętnie z i n n y m i n a b y t y m doświadczeniem, wiedzą, z e b r a n y m i
materiałami . Cechy c h a r a k t e r u , k o n s t r u k t y w n a działalność na w i e l u
odcinkach n a u k i i życia k u l t u r a l n e g o wyznaczyły Z b o r o w s k i e m u za­
szczytne miejsce wśród g a l e r i i niezapomnianych i powszechnie cenio­
n y c h twórczych postaci związanych z historią Podhala .
39

40

41

Mieczysław Gładysz
JULIUSZ ZBOROWSKI.

CONTRIBUTION
DU

A L'HISTOIRE DE L'ETHNOGRAPHIE

PODHALE

Résumé
L'activité

dans

le d o m a i n e

l'éducation de J . Z b o r o w s k i ,
kopane,
populaire

fut présentée
du P o d h a l e

33 W y p o w i e d z i

de l a r e c h e r c h e s c i e n t i f i q u e , de l a c u l t u r e et de

d i r e c t e u r p e n d a n t 45 a n s du Musée des T a t r a á Z a ­

s u r le fond

d'études

de c a r a c t e r e

poursuivies par l'auteur

Zborowskiego

pochodzą

general

sur l a culture

de cet a r t i c l e . I I y caractérise . l e

z korespondencji

z

dnia

5, 9, 26

V

1928 r.
40

P o r . np. J . S . В y s t r o ń, Pieśni

Antropologiczno-Archeologiczne
41

1966.

o zbójniku

i jego

żonie, „Prace i Materiały

i E t n o g r a f i c z n e " , t. 4 : 1927, cz. I I , s. 67 n.

O s t a t n i o ukazała się p r a c a B .

G u n d y, Ethnographica

Carpathica,

Budapest

�JULIUSZ

milieu

scientifique

dans

lequel

61

ZBOROWSKI

Zborowski

développait

ses r e c h e r c h e s . S o n bagage s c i e n t i f i q u e , q u i se compose
tient q u e l q u e s

ouvrages

independents, quelques

cohérants et múrs a u point
sants

comptes

rendus

son activité

du Musée

des T a t r a

d'amples

u n grand

n o m b r e de c r i t i q u e s a p p r o f o n d i e s

et d'intéres-

et d ' a u t r e s

s c i e n t i f i q u e s et c u l t u r e l l e s s ' o c c u p a n t du P o d h a l e . O u t r e l e s o u v r a g e s
nommer

orientait

d i z a i n e s de d i s s e r t a t i o n s et d ' a r t i c l e s

de v u e méthodique, et a u t a n t

de l'activité

et

de 150 t i t r e s e n v i r o n , c o n -

institutions
cites, i l faut

et de notes basées s u r des

d o c u m e n t s , l e p l u s s o u v e n t d u d o m a i n e de l a c u l t u r e p o p u l a i r e , de l a dialectologie
et de l'onomastique.

L e s ouvrages

s c e n t i f i q u e s de Z b o r o w s k i

se r a p p o r t e n t

surtout

á l a l i n g u i s t i q u e , a u folklore et á l a muséologie, m a i s i l s t o u c h e n t a u s s i a u x n o m breuses questions ethnographiques

et méme m u s i c o l o g i q u e s .

également l e s problémes s o c i a u x et culturéis

S e s écrits c o n c e r n e n t

q u i résultent d u développement

du

régionalisme d a n s l e P o d h a l e .
On

a presenté dans

l'article les plus

tout e n précisant l e u r v a l e u r
cherches.

O n a souligné

importantes

publications

de

s c i e n t i f i q u e , l e s o r i e n t a t i o n s et l e s buts

a u s s i s o n habileté

ďexprimer

clairement

Zborowski
de ses r e -

ses idees, s a

capacité de poser l e s problémes et de c o n c e v o i r l e s c o u r a n t s p r i n c i p a u x des phénoménes culturéis.
En

analysant

l'activité

de Z b o r o w s k i

dans

le domaine

de l a muséologie, o n

a souligné s o n effort i n c e s s a n t de développer le Musée des T a t r a n o n s e u l e m e n t
c o m m e c e n t r e de c u l t u r e et d'éducation, m a i s a u s s i c o m m e c e n t r e de l a r e c h e r c h e
scientifique.
tou j o u r s

Zborowski

vifs

avec

s u r t o u t du P o d h a l e ;

devint

tres

populaire

les c h e r c h e u r s les plus

en Pologne

éminents

gráce

s'occupant

i l leur facilitait le t r a v a i l en leur donnant

á

ses c o n t a c t s

des C a r p a t e s

c o l l e c t i o n s de musées, de bibliothěques et ďarchives et a u s s i á ses p r o p r e s
r i a u x r e c u e i l l i s d a n s le t e r r a i n . Z b o r o w s k i
teur

de périodiques

fructueuse,

régionaux

universelle

1'ethnographie

et v i v e

et ď u n e
trouvera

a a u s s i c e r t a i n s mérites c o m m e
série
sa

ďéditions

place

de musée.

ďhonneur

dans

matérédac-

S o n activité
1'histoire

du Podhale.
Traduit

et

acces a u x riches

par Teresa

Chłapowska

de

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
