<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=20&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-09-28T17:44:06+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>20</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="10859" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10837">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/895c6570bd52e33ee4e309c215c0e5c1.pdf</src>
        <authentication>5668d70f2f5607b58b6718ca4d575882</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129492">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3764</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129493">
                <text>1960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129494">
                <text>kultura ludowa - motywy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129495">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3534</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129496">
                <text>O motywach ludowych i ich adaptacji/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t.14 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129497">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t.14 z.4, s.231-242</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129498">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129499">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129500">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129501">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129502">
                <text>2

3

4

Większość wyszatyckich g a r n k ó w b y ł a w całości
pokryta p o b i a ł k ą , k t ó r a prawdopodobnie pod w p ł y ­
w e m jakiegoś b a r w n i k a p r z y b i e r a ł a kolor szary ( i l . 2
i 5), seledynowy ( i l . 3), ż ó ł t a w y ( i l . 4). Jedynie na­
czynia w y o b r a ż o n e na i l . 6 i 7 p o s i a d a ł y naturalny
kolor czerwony. Na tle pobiałki lub surowego czerepu
malowano wzory w kolorach b r ą z o w y m , l i l i o w y m ,
czerwonym i niebieskim. Charakter ornamentu wska­
zuje co najmniej na w i e k X V I I I .
Może w y d a w a ć się dziwne, że zwłoki dziecięce
grzebano w tak ozdobnych, a w i ę c zapewne i drogich
naczyniach, podczas gdy w gospodarstwie d o m o w y m
u ż y w a n o bardzo prostych n a c z y ń glinianych. I s t n i a ł

jednak zwyczaj ( w y s t ę p u j ą c y w Rzeszowskiem jesz­
cze w p o c z ą t k a c h X X w.) umieszczania na desce,
przymocowanej do tragarzy, ozdobnych n a c z y ń g l i ­
nianych, g ł ó w n i e misek, k t ó r e s t a n o w i ł y d e k o r a c j ę
izby i o z n a k ę zamożności m i e s z k a ń c ó w . M o ż n a przy­
puszczać, że takie w ł a ś n i e naczynia ozdobne znaj­
d o w a ł y zastosowanie jako improwizowane t r u m i e n k i
do grzebania n o w o r o d k ó w .
Podanej tu interpretacji n i e z w y k ł e g o znaleziska
nie n a l e ż y t r a k t o w a ć jako ostatecznego r o z w i ą z a n i a ;
planowane w przyszłości prace archeologiczne w W y szatycach dostarczą być m o ż e innego w y j a ś n i e n i a .

Fot. i rys. A.

Aleksander

O

5

Jaroch.

Jackowski

MOTYWACH
...W w o j e w ó d z t w i e
gionalnych.

LUDOWYCH

X . wydano wzornik haftów

re­

...W w o j e w ó d z t w i e Y . zamierzano w y d a ć wzornik
m o t y w ó w z ludowych skrzyń malowanych, z myślą
0 transponowaniu ich na tkaniny 1 przedmioty wy­
twarzane przez spółdzielnie przemysłu terenowego
1 artystycznego.
...Czekamy na Chopina plastyki, który by podniósł
ludowe motywy do rangi wielkiej sztuki narodowej.

Wokół spraw adaptacji sztuki ludowej
sporo n i e p o r o z u m i e ń i w ą t p l i w o ś c i . Rzadko

narosło
dotyczą

I ICH

ADAPTACJI

one malarstwa i rzeźby, k t ó r e — z natury rzeczy —
b y w a ł y raczej ź r ó d ł e m inspiracji twórczej n i ż obiek­
tem adaptacji. Spory i nieporozumienia, k t ó r e z a c i ą ­
żyły tyleż na stosunku do sztuki ludowej, ile na p r ó ­
bach jej adaptacji, s k u p i a j ą się g ł ó w n i e w o k ó ł sztuki
tzw. u ż y t k o w e j , w o k ó ł zdobnictwa, w k t ó r y m za p u n k t
wyjścia z w y k ł o się p r z y j m o w a ć ornament czy — w ę ­
ziej jeszcze — sam m o t y w .
Uwagi poniższe s ą p r ó b ą polemicznego ustosunko­
wania się do takich poczynań, r o z w a ż e n i a z a r ó w n o
teoretycznej strony zagadnienia, j a k i konsekwencji

231

�praktycznych. Na początku więc k i l k a s t w i e r d z e ń ,
k t ó r e s t a n o w i ą p o d s t a w ę dalszego toku w y w o d ó w .
Przedmiot piękny to nie zawsze przedmiot zdo­
biony.
Zdobienie jest t y l k o j e d n y m ze sposobów nadawa­
nia przedmiotom w a r t o ś c i estetycznych. Z a r ó w n o w
sztuce l u d ó w p r y m i t y w n y c h , j a k i w r z e m i o ś l e ludo­
w y m , obok form zdobionych w y s t ę p u j ą formy, k t ó ­
rych c a ł e p i ę k n o zawarte jest w kształcie. W p i e r w ­
szym w y p a d k u mamy do czynienia z przejawami upo­
d o b a ń o d o m i n u j ą c y m pierwiastku m a l a r s k i m ,
w d r u g i m — z i n w e n c j ą o charakterze r z e ź b i a r ­
skim.
W sztuce ludowej niejednokrotnie oba te
pierwiastki d o c h o d z ą do głosu (zdobiona ceramika,
maski o b r z ę d o w e , s t r ó j ) , czasem w y s t ę p u j ą upodo­
bania tylko r z e ź b i a r s k i e (ceramika czarna, białostoc­
kie ładyżki, b u ń k i , plecione kosze i naczynia, itp.),
czasem t y l k o malarskie (Zalipie — malowane domy,
wycinanka łowicka).
1

Są okresy i sytuacje w sztuce, kiedy r o z w i j a ł o się
zdobnictwo, w y s t ę p u j ą c szczególnie masowo, i okre­
sy, w k t ó r y c h u s t ę p o w a ł o ono miejsca w a l o r o m samej
formy, kształtu. R o z w i n i ę t e zdobnictwo w ł a ś c i w e jest
przede wszystkim technice rękodzieła, traci natomiast
sens w produkcji p r z e m y s ł o w e j , co oczywiście nie
oznacza, ż e w y r o b y p r z e m y s ł o w e s ą przez to mniej
piękne, mniej d o s k o n a ł e .
Nowoczesna architektura
oparta o prefabrykaty, samolot, s a m o c h ó d , żelazko,
maszyna do szycia czy 01ivettiego maszyna do pisa­
nia — m a j ą w y s o k ą w a r t o ś ć estetyczną, tyle że i c h
charakter plastyczny w y n i k a z funkcji, m a t e r i a ł u ,
techniki.
Współczesnej
sztuce u ż y t k o w e j , opartej
o nowe tworzywa, o' m a s z y n o w ą p r o d u k c j ę , obce s ą
kategorie ornamentu. W p ł y w a to i na ogólny charak­
ter u p o d o b a ń estetycznych, formujących się pod w p ł y ­
w e m nowego k s z t a ł t u otoczenia, domu, s p r z ę t u , ma­
szyny.
Zdobnictwo odgrywa szczególną rolę w sztuce l u ­
dowej opartej o rękodzieło. Stanowi to d l a w i e l u m i ­
ł o ś n i k ó w tej sztuki n a j w i ę k s z ą jej a t r a k c j ę , zaspo­
kaja p e w n ą sferę istniejących powszechnie potrzeb.
Warto t u zaznaczyć, że proces ewolucji, j a k i zachodzi
poczynając od p o ł o w y X I X w . w sztuce ludowej,
zmierza w k i e r u n k u rozwoju dekoracji, uintensywnie­
nia d z i a ł a n i a kolorystycznego, rozbudowy ornamentu.
M ó w i ą c obrazowo — pierwiastki bliższe sztuce ro­
m a ń s k i e j u s t ę p u j ą inspiracjom s z t u k ą renesansu, ba­
roku, rokoka. W ornamentyce zaznacza się to w y p i e ­
raniem m o t y w ó w geometrycznych przez roślinne,
zoo- i antropomorficzne. Zmiany te nie n a r u s z a ł y
jednak samych zasad zdobienia, dyscypliny plastycz­
nej, tak charakterystycznej dla ludowego rzemiosła.
Ornament ściśle wiąże się z użytkową
przedmiotu, podporządkowuje się jej.
1

funkcją

Zapomina się u nas często o t y m , że s t r ó j ludo­
wy to nie tylko takie czy inne t k a n i n y hafty, kroje,
ale że jest to pewna forma plastyczna. S t r ó j ten
stwarza c h a r a k t e r y s t y c z n ą bryłę, r ó ż n ą w S ą d e c k i e m ,
Ł o w i c k i e m czy K r a k o w s k i e m , i kształt ten jest r ó w n i e

232

Znana jest u t y l i t a r n a geneza haftu, k t ó r y zdobił —
w z m a c n i a j ą c j e d n o c z e ś n i e czy w r ę c z łącząc oddziel­
ne części odzienia. Jeszcze i teraz w l u d o w y m hafcie
s ą d e c k i m czy g ó r a l s k i m zdobne obszycia nie tylko
upiększają, ale i w z m a c n i a j ą miejsca n a r a ż o n e na
szybsze zniszczenie, przetarcie. R ó w n i e ż w ceramice
zdarza się, ż e np. w ą s y zdobione nie t y l k o d e k o r u j ą ,
ale i w z m a c n i a j ą ucho, j a k to w i d a ć n a p r z y k ł a d z i e
flaszy z A l w e r n i ( i l . 2). Obserwacja jakiegokolwiek
przedmiotu zdobionego snycersko p o k a ż e , ż e zdobie­
nie w y s t ę p u j e w zgodności z u ż y t k o w a n i e m . Podpo­
r z ą d k o w u j e się temu i stosowana technika. Nigdy
więc nie spotkamy a ż u r u tam, gdzie m ó g ł b y osłabić
trwałość materiału itd.
Na ciekawy p r z y k ł a d zależności między przezna­
czeniem przedmiotu a zdobieniem w s k a z a ł swego cza­
su na stronicach „Polskiej Sztuki Ludowej" K a r o l
Homolacs w p i ę k n y m i w a r t y m przypomnienia a r t y ­
kule „O w a r t o ś c i zdobnictwa l u d o w e g o " . Zwrócił
mianowicie u w a g ę na to, ż e w krakowskiej chustce
na głowę b r a k jest centralnego m o t y w u ornamental­
nego, a d w a o ś r o d k o w e m o t y w y k w i a t o w e w y s t ę p u j ą
jedynie w p r z e c i w l e g ł y c h n a r o ż n i k a c h , z t y m że jeden
jest w i ę k s z y i bogaciej rozbudowany n i ż drugi. Ta
na pozór nielogiczna kompozycja ornamentalna w
kwadracie nabiera sensu dopiero wtedy, gdy uprzyt o m n i m y sobie j a k w i ą ż e się c h u s t ę i j a k w ó w c z a s
będzie w y g l ą d a ł ten ornament.
2

Zależność funkcji estetycznych od u ż y t k o w y c h w y ­
stępuje zresztą nie tylko w zdobnictwie. Wystarczy
w s p o m n i e ć ule figuralne, gdzie z a r ó w n o r z e ź b a n i e d ź ­
wiedzia, j a k świętego czy mnicha p e ł n i ł a funkcje
utylitarne — z pogranicza magii, gdy wierzono, ż e
n i e d ź w i e d ź odstraszy
inne n i e d ź w i e d z i e od barci,
a złodziej nie ruszy miodu w figurze świętego, gdyż
t y m samym p o p e ł n i ł b y ś w i ę t o k r a d z t w o .
Ornament w i ą ż e się ściśle z przedmiotem.
K s z t a ł t determinuje r o z w i ą z a n i e ornamentacyjne.
Tak np. w y p u k ł y garnek, k t ó r y się o g l ą d a z różnych
stron, będzie m i a ł inaczej prowadzony ornament n i ż
w i s z ą c y na ścianie p ł a s k i łyżnik, widziany tylko fron­
talnie.
Ornamet wiąże się ściśle z budową przedmiotu,
p o d k r e ś l a ją, dopowiada, a nawet objaśnia. Oto misa
(il. 3): ornament p o d k r e ś l a poszczególne człony, ich
rolę w budowie całości, a w i ę c : kołnierz, ś r o d e k
i brzeg m i s k i ; przy czym z a r ó w n o spirala na dnie,
j a k zbieżne linie m o t y w ó w na kołnierzu p o d k r e ś l a j ą
ogólny charakter plastyczny formy — jej w g ł ę b n o ś ć .
W pisankach w i d z i m y u k ł a d y ornamentalne bieg­
n ą c e po z a m k n i ę t y m okręgu lub też u k ł a d y obrotowe
zgodne z charakterem toczonego k s z t a ł t u jajka.
Ciekawym p r z y k ł a d e m jest dzbanuszek ze Spiszą
(il. 4) o spłaszczonej z obu stron bryle, co nadaje m u
w a ż n y d l a charakteru plastycznego całości j a k i detal
zdobniczy ( i l . 1).
K . Homolacs, O wartości
zdobnictwa
ludowego,
..Polska Sztuka Ludowa". 1949. n r 11-12. s. 322,
2

�charakter w y r a ź n i e profilowy. Akcent dekoracyjny
ten profil eksponuje, a zastosowana t u spirala r ó w ­
n o w a ż y niejako spłaszczenie brzuśca.
Inne p r z y k ł a d y ( i l . 5, 6) w s k a z u j ą na tę samą
funkcję k o n s t r u k c y j n ą ornamentu.
Podobnie w stroju — gdzie zdobienie jest zawsze
elementem kompozycyjnym całości. P i ę k n y m przy­
k ł a d e m będzie stosowanie haftu, k t ó r y nie tylko zdobi
najbardziej eksponowane fragmenty ubioru, ale okre­
śla poszczególne człony całości. Wyznacza kierunki
u k ł a d u , zamyka go, a często przez w ł a ś c i w e zagęsz­
czenie o k r e ś l a w całości c i ę ż a r plastyczny form we
w ł a ś c i w y c h partiach ( i l . 7).

nieje w konkretnej całości. Są np. p i ę k n e hafty wo­
lutowe ł a ń c u c k i e , hafty, k t ó r y c h d z i a ł a n i e zależy
w d u ż y m stopniu od tego, j a k i jest ich „ciężar" w tka­
ninie. W e ź m y np. r a ń t u c h , gdzie t y l k o obrzeża po­
kryte są haftem — jak w a ż n y jest t u stosunek białej
powierzchni do zagęszczonego r y t m u wolut. Wystar­
czy zmienić proporcje haftu do tła, a zniszczymy efekt.
Haft działa tu j a k kapitele kolumny. Jest w r ę c z ko­
niecznym akcentem, z a m y k a j ą c y m całość. S p ó j r z m y
na s t r ó j orawski ( i l . 8), albo na kobiecy s t r ó j rze­
szowski ( i l . 7) — j a k w a ż n e jest w n i m w y w a ż e n i e
ciężaru haftu w stosunku do płaszczyzny, jego rola
w konstruowaniu formy. Użyty w i n n y m kontekście,
r ó w n i e ż zmieni swój charakter.

Charakter ornamentu zależny jest od materiału,
narzędzia, techniki. Bywa, że ten sam m o t y w po­
wtarza się w r ó ż n y c h dziedzinach sztuki ludowej,
tak np. k w i a t w doniczce, drzewko życia, tulipan
spotkany w hafcie i wycinance, k u t y w żelazie, cięty
w drzewie czy malowany na skrzyni czy talerzu. Ale
jego walor plastyczny, jego interpretacja będzie we
wszystkich tych wypadkach różna, w zależności od
użytego m a t e r i a ł u (papier, drzewo, żelazo), n a r z ę d z i a
(pędzel, pisak, d ł u t o , kozik, stempel) i techniki (haft
ściegiem liczonym, aplikacja, tkanina dwuosnowowa).
Jeśli zaś różnice te nie w y s t ę p u j ą , jeśli np. motyw
kwiatowy p o w t ó r z y się w formie niemal identycznej
w malaturze szaf śląskich i obrazach na szkle, to
tylko wtedy, gdy r ó ż n e techniki p r o w a d z ą do tych
samych konsekwencji plastycznych.

S p r ó b u j m y z kolei zmienić jego skalę ( i l . 9). O ile
na r a ń t u c h u ornament wydaje się r y t m i c z n ą pulsacją
czarnych czy czerwonych spiral, p o d k r e ś l a j ą c ą i za­
m y k a j ą c ą kompozycję płaszczyzny (czy w stroju —
bryły), o tyle wydzielony i p o w i ę k s z o n y staje się
w r ę c z m o n u m e n t a l n ą kompozycją, w k t ó r e j motyw
działa — niemal j a k architektura — c i ę ż a r e m bryły,
zwartością u k ł a d u , p l a s t y c z n ą f a k t u r ą haftu tak w y ­
pukłego, że stwarza w r a ż e n i e t r ó j w y m i a r o w o ś c i . Po­
wodem tego zmiennego d z i a ł a n i a m o t y w u w zależności
od jego skali są fizjologiczne właściwości oka. M o ­
t y w o pewnej wielkości ma s w ó j zasięg d z i a ł a n i a pla­
stycznego, czyli —• aby dał zamierzony przez t w ó r c ę
efekt, musi być o g l ą d a n y z określonej odległości.

Natomiast gdy ź r ó d ł e m inspiracji w zdobieniu
malowanych s k r z y ń ludowych b y ł y r z e ź b i o n e skrzy­
nie renesansowe, to pierwotny ornament transponowany na język malarski uległ przemianom zgodnie
ze ś r o d k a m i i wymogami nowej techniki.

II. 1.
Gostyń.

Fragment

stroju

kobiecego.

Żychlewo,

pow.

Działanie ornamentu zależne jest od jego sytuowa­
nia i kształtuje się w określonych relacjach z oto­
czeniem.
Tradycyjnym
b ł ę d e m p o p e ł n i a n y m wobec sztuki
ludowej jest traktowanie m o t y w u jako samodzielnego
elementu, w izolacji, w ó w c z a s gdy motyw jest częścią
całości, w k t ó r e j w y s t ę p u j e , k t ó r ą jest uwarunkowa­
ny i w której p e ł n i o k r e ś l o n ą funkcję. Ta sama ro­
zeta nie tylko ma inne d z i a ł a n i e plastyczne w r ó ż ­
nych sytuacjach, ale jest inaczej r o z w i ą z y w a n a np.
na oparciu zydla ( i l . 11) i na wieszaku ł y ż n i k a ( i l . 10),
gdzie m a j ą c za sobą — jak wycinanka — tło ściany,
otrzymuje a ż u r .
Motyw wyobcowany, w y r w a n y ze swego kontekstu,
zmienia s w ó j sens tak samo j a k każdy fragment
(obrazu czy zdania). Tak np. w haftowanym gorsecie
krakowskim motyw k w i a t o w y gubi się w gąszczu
innych, wpleciony w tak spoistą całość, że d z i a ł a
tu suma k w i a t ó w , liści i innych zdobin, a oko nie
w y r ó ż n i a poszczególnych e l e m e n t ó w . Podobny mo­
t y w hafciarski wyizolowany i umieszczony na neutral­
nym tle t ł u m a c z y się z u p e ł n i e inaczej.
Haft o g l ą d a się często jako dzieło „ s a m o w sobie",
jak zabytek leżący gdzieś w gablocie, na b i a ł y m tle.
A przecież haft ten ma o k r e ś l o n e zastosowanie, ist­
233

�II. 2. Naczynie flaszowate, glazurowane,
II. 3. Miska rabczańska.
Wl. Muzeum,

1877 r,
Cieszyn.

Wyk. Franciszek

Minkeński.

Alwernia,

pow.

Chrzanów.

D o s k o n a ł y m p r z y k ł a d e m jest tu np. mazurski czy
litewski „sejpak", k t ó r y — gdy p a t r z e ć na niego
ze zbyt bliskiej odległości — sprawia w r a ż e n i e w i ­
r u j ą c y c h l i n i i , a wibracja jest tak silna, że a ż trudno
skupić spojrzenie na tkaninie, nie m ó w i ą c już o t y m ,
że nie sposób jest odczytać p r a w i d ł o w o samego wzoru.
Dopiero s k r a c a j ą c odległość widzimy, że tkanina uspo­
kaja się, linie przestają w i r o w a ć , stają na swe m i e j ­
sca, czerń i biel nie pulsują już, w y c h o d z ą c na prze­
mian przed siebie. To jest w ł a ś n i e p r a w i d ł o w a odleg­
łość, zasięg p r a w i d ł o w e g o d z i a ł a n i a tkaniny. Oddala­
j ą c się poza granice tego d z i a ł a n i a widzimy, że w z ó r
przestaje na nas działać, przestajemy rozróżniać jego
proporcje, r y t m y i t d .

kach w i d a ć na p r z y k ł a d z i e o ł t a r z y k a w rogu izby,
strefa kultowa — pas obrazów. Pas ten d z i a ł a j e d ­
nak i plastycznie, stanowi jakby fryz z a m y k a j ą c y
w n ę t r z e jako akcent zespalający kolorystycznie i uspo­
k a j a j ą c y całość ściany. Wolno przypuszczać, że takie
a nie inne r o z w i ą z a n i e „strefy k u l t o w e j " w y n i k a ł o
r ó w n i e ż i z p o w o d ó w estetycznych. Oczywiste jest
jednak, że inaczej o d b i e r a ł o się ten zespół o b r a z ó w
w izbie niż np. na wystawie, gdy na centralnym m i e j ­
scu ściany u m i e ś c i m y j e d e n , oddzielony od i n n y c h
n e u t r a l n ą przestrzenią. Zespół działał na zasadzie
fryzu, d o p e ł n i a n i a się f o r m i barw, był d o m i n u j ą c y m
akcentem p i ę k n a w izbie, p i ę k n a , k t ó r e było jedno­
cześnie wyrazem k u l t u i k u l t ten potęgowało.

Dochodzimy więc do wniosku, że k a ż d a forma,
k a ż d y m o t y w — m a j ą sobie w ł a ś c i w y zasięg. Wyzna­
cza go odległość, skala wobec człowieka.
Dawne
w n ę t r z e wiejskie, jakie dziś już m o ż e m y zobaczyć
tylko w warunkach muzealnej rekonstrukcji, jest zna­
k o m i t y m p r z y k ł a d e m w ł a ś c i w e j skali wszystkiego, co
się w n i m znajduje w stosunku do siebie i do czło­
wieka. Dlatego dopiero we w n ę t r z u nabiera pełnego
sensu mebel, łyżnik, p ó ł k a z obrazami na szkle, p a j ą k ,
wycinanka, t k a n i n a .
Wtedy w i d a ć stosunek f o r m
wobec siebie, ich współzależność.

Istnieją oczywiście przedmioty przeznaczone za­
r ó w n o do o g l ą d a n i a z odległości j a k i z bliska. A l e
w tych wypadkach za k a ż d y m razem stykamy się
z d z i a ł a n i e m plastycznym innych e l e m e n t ó w . Np. z da­
leka podziwiamy k s z t a ł t góralskiej c h a ł u p y , zbliża­
j ą c się zaś do niej tracimy w i d o k całości, natomiast
poddajemy się w r a ż e n i u , jakie w y w i e r a j ą proporcje
poszczególnych e l e m e n t ó w , zdobienie d r z w i , pazdury,
i t d . Haft na stroju z daleka p o d k r e ś l a archi t e k t o n i k ę ,
stanowi dekoracyjny element z a m y k a j ą c y k o m p o z y c j ę
czy c z ł o n k u j ą c y całość na mniejsze formy — z bliska
ujawnia s w o j ą s t r u k t u r ę , działa precyzją detalu i t d .

3

W e ź m y np. p ó ł k ę z obrazami na szkle w izbie
góralskiej. W u k ł a d z i e w n ę t r z a wydzielenie jej u po­
w a ł y ma swoje uzasadnienie — izba dzieli się logicz­
nie na różne strefy, tak np. na ścianie wiszą części
ubioru — jest to więc strefa u ż y t k o w a , a ponad n i ą
wydzielona jest. podobnie jak to w innych wypad* W a ż n ą rolę o d g r y w a ł o r ó w n i e ż oświetlenie, ina­
czej w y g l ą d a ł malunek skrzyni czy zestaw kolory­
styczny t k a n i n y — w s k ą p y m świetle, inaczej zaś —
w p e ł n y m blasku. Inaczej też działa b a r w n o ś ć stroju
np. opoczyńskiego czy łowickiego w słońcu, na tle
234

Twórcy ludowi
posiadali znakomite
wyczucie
s k a l i , proporcji rzeczy w stosunku do siebie i oto­
czenia. M i a r ą tego stosunku był oczywiście człowiek.
Nic więc dziwnego, że gdy Le Corbusier f o r m u ł o w a ł
bieli d o m ó w , zieleni pól i łąk, niebieskości nieba,
gdy c a ł y b a r w n y t ł u m wylegnie na plac po sumie —
inaczej zaś w gablocie muzealnej czy na szarej ulicy
wielkiego miasta.

�II. 4. Dzbanuszek
pow. Tarnobrzeg.

słowacki
ze Spiszą. Wł. Muz. Tatrzańskiego,
Zakopane.
II. 5. Dzbanek z
Domostawy,
11. 6. Dzbanek z okolic Nowego Sącza. Wł. Muz. Etnograficznego,
Kraków.

zasady tzw. moduloru, p o w o ł a ł się na idealne pro­
porcje izby wiejskiej wobec człowieka. I w ł a ś n i e ta
doskonałość
proporcji i wzajemnych relacji (form
i kolorów) powoduje, że sztuka ludowa działa na nas
jako jednolite zjawisko plastyczne, jako jednolita
k u l t u r a plastyczna, w k t ó r e j ten sam styl prze­
n i k a z a r ó w n o s t r ó j c z ł o w i e k a j a k i jego otoczenie,
izbę, c h a ł u p ę , w i e ś — z a r ó w n o p l a s t y k ę j a k architek­
t u r ę czy folklor. Nieuzasadniona zamiana skali w p r o ­
wadza od razu nowy element, niszczy h a r m o n i ę ca­
łości. Dzieje się tak np. w w y p a d k u budowy schro­
nisk górskich na m o d ł ę wielokrotnie
powiększonej
c h a ł u p y czy szałasu. Budynek taki fałszuje zazwyczaj
skalę, i to z a r ó w n o wobec człowieka j a k otoczenia
i pejzażu — nie m ó w i ą c j u ż o t y m , że nonsensem
jest powtarzanie r o z w i ą z a ń w ł a ś c i w y c h dla drzewa —
w innych m a t e r i a ł a c h (cement, k a m i e ń , żelazo, da­
chówka).
Czym dla architekta kształconego jest teoria, tym
dla ludowego twórcy było doświadczenie przekazy­
wane z pokolenia na pokolenie. Miał on niezawodne
poczucie p r a w plastycznego d z i a ł a n i a . Są np. kaplicz­
k i — sytuowane tak, by o b e j m o w a ł y s w y m zasięgiem
j a k n a j w i ę k s z y teren, s t a j ą c się d o m i n a n t ą w sytuacji
przestrzennej; s ą to ludowe odpowiedniki p o m n i k ó w
i nie jest przypadkiem, że umieszczane w ś r ó d drzew,
k t ó r e przy ich skromnej skali d a j ą podtrzymanie pla­
styczne, s k ł a d a j ą się na jeden monumentalny zespół
przestrzenny ( i l . 13).
R o z w i n i ę t e potrzeby estetyczne szły w parze z dys­
c y p l i n ą plastycznego m y ś l e n i a . Dzięki temu nawet
elementy zapożyczone ze sztuki d w o r u wzgl. miasta,
sztuki renesansowej czy barokowej, nigdy nie b y ł y
4

* Oczywiście nie są to zasady zawsze ś w i a d o m i e
stosowane i w i e l u t w ó r c ó w ludowych byłoby zapewne
r ó w n i e zdziwionych, gdyby i m je s f o r m u ł o w a ć , jak

przenoszone w sposób mechaniczny czy przypadkowy.
L u d p r z e t w a r z a ł je zgodnie ze swymi w a r u n k a m i ,
n a w y k a m i , p s y c h i k ą i — co szczególnie w a ż n e —
zgodnie z przekazywanymi z pokolenia na pokolenie
zasadami dobrego rzemiosła. A zasady te w y n i k a ł y
ze stałego obcowania z m a t e r i a ł e m , n a r z ę d z i e m , tech­
n i k ą . Dawny t w ó r c a był nie tylko projektantem i w y ­
k o n a w c ą , był też w jednej osobie i u ż y t k o w n i k i e m .
Toteż twórczość jego dyktowana była zawsze kon­
kretnymi potrzebami, i to potrzebami, k t ó r e dosko­
nale znał, k t ó r e w s k a z y w a ł y kierunek r o z w i ą z a n i a
plastycznego. Dodajmy, że potrzeby te powszechne
były dla całego środowiska, k t ó r e w tych warunkach
mogło s t a n o w i ć oparcie dla twórcy. Osąd zbiorowości,
oparty na tradycji, stał więc na s t r a ż y zasad myślenia,
dyscypliny rzemiosła, k o n t r o l o w a ł i p o d p o r z ą d k o w y ­
w a ł i n w e n c j ę jednostek.
Sytuacja uległa jednak zasadniczej zmianie w dru­
giej połowie X I X wieku. Pod w p ł y w e m zachodzących
przemian ekonomicznych, społecznych i kulturowych
rozpoczyna się proces rozbicia dotychczasowej spoi­
stości ludowej kultury, ludowej sztuki. Staje się ona
nie jedyną, ale już tylko j e d n ą z r ó w n o l e g l e istnie­
jących na wsi formuł artystycznych. Co w i ę c e j , mimo
p r ó b ratowania i utwierdzania tej ludowej kultury,
n a s t ę p u j e stałe ograniczanie jej w p ł y w u i zasięgu
na wsi. Nowe wzory miejskie p o d w a ż a j ą dawne za­
sady, p r z e c i w s t a w i a j ą się dyscyplinie rzemiosła, logice
ornamentalnej s k ł a d n i . N a s t ę p u j e zderzenie różnych,
k r a ń c o w o sprzecznych tendencji plastycznych, w w y ­
niku k t ó r e g o dokonuje się rozpad tyoh wartości, jakie
dawniej c e c h o w a ł y s z t u k ę l u d o w ą .
Z m i e n i a j ą się
upodobania i ambicje środowiska, z m i e n i a j ą potrzeby,
pan Jourdin, k t ó r y żył sześćdziesiąt lat i nie wiedział,
że mówi prozą...

235

�zmienia i adresat. Coraz częściej odbiorcą ludowego
rzemiosła artystycznego staje się miasto.
W tej sytuacji ś r o d o w i s k o w ł a s n e p r z e s t a ł o sta­
n o w i ć d o t y c h c z a s o w ą ostoję, coraz większy b e z p o ś r e d ­
n i w p ł y w zaczęli mieć n o w i nabywcy. Sztuka l u d o w a
znajduje swych o p i e k u n ó w , którzy często nie tyle
z artystycznych ile z gospodarczych p r z e s ł a n e k s t a r a j ą
się podnieść, a nieraz i r a t o w a ć u p a d a j ą c e rzemiosła.

236

P o w s t a j ą szkoły ludowego p r z e m y s ł u , a ok. 1880 r.
w K o ł o m y i L . Wierzbicki zaczyna w y d a w a ć „ l u d o w e
wzory", uczące j a k i co a d a p t o w a ć n a potrzeby no­
wego klienta, p o p u l a r y z u j ą c o r n a m e n t y k ę h u c u l s k ą
w drzewie, ceramice, hafcie. J e d n o c z e ś n i e n o w y
klient miejski d o m a g a ł się w y r o b ó w o d p o w i a d a j ą ­
cych mu, z a s p o k a j a j ą c y c h potrzeby estetyczne ufor­
mowane przez sztukę i k u l t u r ę tamtego czasu.

�10 11

U. 10. Łyżnik
podhalański.
Wł. Muz. Etnograficznego,

Wl. Muz.
Kraków.

Tatrzańskiego,

Przypomnijmy j a k i to był okres. Schyłek X I X stu­
lecia, eklektyzm p a n u j ą c y w architekturze, w n ę t r z u ,
sztuce u ż y t k o w e j .
Wprowadzanie e l e m e n t ó w stylo­
wych bez pierwotnego funkcjonalnego uzasadnienia —
miejskie kamieniczki z basztami, u d a j ą c e zamki, ozdo­
by n a k ł a d a n e na b u d y n k i poza p o r z ą d k i e m konstruk­
cji architektonicznej, l e k c e w a ż e n i e właściwości ma­
teriału, kamienia, drzewa, żelaza. Wszędzie w y s t ę p u ­
j ą c e zdobienie, zgodne z powszechnym z a m i ł o w a n i e m
do dekoracji, bogatej ornamentyki.
Na t y m tle zainteresowanie s z t u k ą l u d o w ą sprowa­
dzało się do jej w a r t o ś c i zdobniczych, a konkretnie —
do ornamentyki. A l e czas nie sprzyjał g ł ę b s z e m u ro­
zumieniu ludowego rzemiosła, nie szukano logiki ani
sensu ornamentyki, obiektem zainteresowania był
przecież w s z ę d z i e m o t y w , bezceremonialnie przeno­
szony z przedmiotu na przedmiot, mieszany z i n n y m i ,
bez uzasadnienia, a często i sensu. T a k i m był np.
wystawowy pawilon Galicji z 1900 r., którego ele­
menty pochodziły z takich w ł a ś n i e zapożyczeń, z sny­
cerki p o d h a l a ń s k i e j , w o ł y ń s k i e g o k i l i m u itd. ( i l . 15),
całość jednak, j a k ł a t w o z a u w a ż y ć , niewiele m i a ł a
w s p ó l n e g o ze s z t u k ą l u d o w ą .
P r z y k ł a d e m podobnie dowolnego konstruowania
nowych całości z e l e m e n t ó w ludowych jest taboret,
wyprodukowany w ówczesnej Z a k o p i a ń s k i e j Szkole
P r z e m y s ł u Drzewnego. Zdobiony jest on m o t y w a m i
z ciesiołki i snycerki g ó r a l s k i e j , ale elementy odgry­
w a j ą c e dawniej rolę k o n s t r u k c y j n ą zastosowano w n i m
w y ł ą c z n i e jako d e k o r a c j ę , s t ą d przyszło żelazną sztabką w i ą z a ć ze s o b ą od w e w n ę t r z n e j , niewidocznej
strony — nogi i zdobione deseczki, służące l i - t y l k o
do ozdoby ( i l . 14).
3

Dotyczy to oczywiście nie tylko sztuki ludowej.
Znamienne, że ilekroć s i ę g a n o do f o r m u ł y sztuki na­
rodowej, p o j a w i a ł się „ m o t y w " stylowy czy ludowy.
Widzieliśmy to z a r ó w n o w architekturze okresu m i ę ­
dzywojennego, j a k i po wojnie na p r z y k ł a d z i e bu-

Zakopane.

II. 11. Zydel.

Jurków,

paw.

Limanowa.

Ten stosunek do sztuki ludowej jako ź r ó d ł a mo­
t y w ó w pogłębiony jeszcze został przez eksperyment
St. Witkiewicza, k t ó r y wychodził z założeń, iż sztuka
g ó r a l s k a to po prostu o c a l a ł a dawna twórczość pra­
polska, p r z e d c h r z e ś c i j a ń s k a , przechowana przez zdol­
ny i niepodległy lud. W myśl takiej teorii górale nie
stworzyli w ł a s n e j sztuki, przechowali jedynie m o t y ­
w y , k t ó r e n a l e ż a ł o z kolei r o z w i n ą ć i p o d n i e ś ć do
godności narodowej sztuki. Pomimo całego szacunku
i u m i ł o w a n i a dla górali Witkiewicz w gruncie rzeczy
odrzucał s z t u k ę l u d o w ą jako o d r ę b n y fenomen arty­
styczny, s p r o w a d z a j ą c j ą do roli skarbnicy m o t y w ó w ,
k t ó r e d a w a ł y się dowolnie zastosować. P r ó b o w a ł ty­
powe dla ciesiołki formy niemal d o s ł o w n i e przenosić
w k a m i e ń , p r ó b o w a ł „styl z a k o p i a ń s k i " uczynić sty­
lem narodowym. S t ą d te budowle na g ó r a l s k ą m o d ł ę
stawiane pod W a r s z a w ą , na L i t w i e , a nawet w e Fran­
c j i . S t ą d pianina zdobione w „stylu", k t ó r y c h deko­
racja w y k o r z y s t y w a ł a m. in. o r n a m e n t y k ę łyżnika,
stąd serwis k a w o w y w s ł y n n y m Sevres produkowany
z porcelany na w z ó r malutkich c z e r p a k ó w i t d .
Wprawdzie teoria stylu z a k o p i a ń s k i e g o nie t r w a ł a
d ł u g o i już w 1901 r. artyści zgrupowani w o k ó ł To­
warzystwa „ P o l s k a Sztuka Stosowana" zaczęli odkry­
w a ć w sztuce ludowej d y s c y p l i n ę formy i ornamentu,
celowość i logikę budowy, d o s k o n a ł y warsztat —
wprawdzie działalność późniejszych „ W a r s z t a t ó w K r a ­
kowskich", a w okresie m i ę d z y w o j e n n y m „ Ł a d u " ,
s t a n o w i ł a p r z y k ł a d ś w i a d o m e g o i rozumnego usto
sunkowania się do sztuki ludowej j a k o źródła inspi­
racji, to jednak w świadomości ogółu pojęcie sztuki
ludowej na d ł u g o związało się z poieciem
m ntywu" .
s

downictwa reprezentacyjnego w stylu M . D . M . czy
P a ł a c u K u l t u r y i Nauki. Te fakty u t r w a l a ł y z kolei
dawne n a w y k i m y ś l o w e zakorzenione w społeczeń­
stwie.

23:

�Wciąż jeszcze na świadomości ogółu ciąży „d e k or a c y j n y " rodowód zainteresowań sztuką ludową.
Wciąż szuka się w niej przede wszystkim zdobnictwa,
m n i e j s z ą w a g ę p r z y w i ą z u j ą c do innych wartości. M o ż ­
na nawet z a r y z y k o w a ć twierdzenie, że p o p u l a r n o ś ć
s w ą zawdzięcza sztuka ludowa w d u ż e j mierze w ł a ś ­
nie temu, iż zaspokaja dziś potrzeby „ d e k o r a c y j n e " ,
istniejące w społeczeństwie, a nie w y p e ł n i o n e przez
s z t u k ę współczesną.
Dowodzi tego w ł a ś n i e stosunek do sztuki ludowej.
Nie przypadkiem przecież
zainteresowaniom ogółu
obce są drzeworyt, malarstwo czy rzeźba, k t ó r e prze­
m a w i a j ą do ograniczonego k r ę g u odbiorców, doce­
n i a j ą c y c h w a r t o ś c i formalne i p a t r z ą c y c h na te dzie­
dziny sztuki przez pryzmat d o ś w i a d c z e ń sztuki w s p ó ł ­
czesnej, podczas gdy w świadomości
powszechnej
sztuka ludowa kojarzy się z w y c i n a n k ą , haftem, stro­
jem, t k a n i n ą , c e r a m i k ą .
Zjawisko nie jest zresztą nowe; przecież nawet
tacy entuzjaści sztuki ludowej j a k Gerson czy W i t ­
kiewicz dostrzegali w swoim czasie jedynie p i ę k n o
rzemiosła, a dopiero Skoczylas „ o d k r y ł " dla sztuki
drzeworyt ludowy i obraz, formiści zaś, z n a j ą c do­
ś w i a d c z e n i a kubizmu i filiacje jego ze s z t u k ą l u d ó w
prymitywnych, umieli ocenić r a n g ę a r t y s t y c z n ą w i e j ­
skich ś w i ą t k ó w .
Do dziś jeszcze wiele w a r t o ś c i sztuki ludowej nie­
z r o z u m i a ł y c h jest dla ogółu społeczeństwa, a sympatie
dla niej dyktowane są nie zawsze i nie tylko a r t y ­
stycznymi w z g l ę d a m i . Losy kraju, zabory, powstania,
d ą ż e n i a do stworzenia narodowego stylu — to wszyst­
ko w p ł y n ę ł o na wytworzenie się stosunku do sztuki
ludowej jako symbolu polskości, rodzimego kraju.
Dziś dołączyły się do tego i inne momenty — podnie­
sienie godności wsi, szacunek dla tradycji itp. T r a k ­
tuje s i ę więc często tę s z t u k ę jak pejzaż lat dziecin­
nych, jak coś dobrze znanego, t r w a ł e g o , niezmienne­
go, nie ulegającego fluktuacjom czasu, mody. Leluja
jest zawsze lelują, strój łowicki czy krakowski pa­
m i ę t a m y od dzieciństwa. Obawiam się, że z wielkiego
dorobku b a d a ń nad l u d o w ą s z t u k ą w ciągu ostatnich
15 lat tylko nieliczne fakty d o t a r ł y do świadomości
społeczeństwa. M i m o wystaw, k o n k u r s ó w , pokazów,
wydawnictw, reprodukcji — nadal w i d z i się w tej
sztuce tylko to, co się umie i n a w y k ł o widzieć, szuka
wartości, k t ó r e spodziewa się z n a l e ź ć .
6

Bliskość tej sztuki w i ą ż e się i z t y m , że nie ocze­
kujemy od niej ż a d n y c h niespodzianek, k t ó r e sprawia
np. sztuka współczesna. L u b i m y tę s z t u k ę , p o n i e w a ż
nie wymaga od nas żadnego w y s i ł k u , p o n i e w a ż tak
dobrze ją znamy, p o n i e w a ż s t a ł a się już w r ę c z s y m ­
b o l e m tradycji narodowych, swojszczyzny, przesz­
łości, lat dziecięcych...
Powoduje to, że na ludzi
8

Sympatie te o b j a w i a j ą się jednak raczej w za­
interesowaniu folklorem, w y s t ę p a m i „Mazowsza" czy
„Śląska", coraz mniej natomiast staje się potrzebna
plastyka ludowa w mieszkaniach; niknie nawet za­
interesowanie dla „ ł a d o w s k i c h " czy „cepeliowskich"
mebli. Dowodzą tego w y n i k i aniekty opracowanej
przez O ś r o d e k Badania O p i n i i Publicznej na temat
u p o d o b a ń m i e s z k a ń c ó w Warszawy (por. art. M . Czer-

238

działa często raczej konwencja tej sztuki, a nie ona
sama, d z i a ł a skojarzenie emocjonalne w y w o ł a n e w y ­
c i n a n k ą k u r p i o w s k ą , kogutkiem, pasiakiem ł o w i c k i m
czy strojem k r a k o w s k i m — bardziej niż sam w a l o r
plastyczny tych p r z e d m i o t ó w . Są to w i ę c już niemal
z n a k i plastyczne, zdolne w y w o ł y w a ć r e a k c j ę uczu­
c i o w ą widza. Para postaci w ludowych strojach, k u r ­
piowska leluja czy w y c i n a n k o w y kogutek s t a ł y s i ę
niemal nieoficjalnym godłem. T y m , czym dla P a r y ż a
wizerunek w i e ż y Eiffla, dla Warszawy Syrena, dla
Moskwy K r e m l , a dla Hiszpanii torreador i Carmen.
Symbolem, znakiem rozpoznawczym oczywistym dla
widza. Znajdziemy je na znaczku, p u d e ł k u od zapa­
łek, plakacie, w y d a w n i c t w i e d l a t u r y s t ó w , malowidle
na ścianie hotelu, restauracji czy dworca.
Ten „ s y m b o l i c z n y " stosunek rozszerza s i ę i na
inne m o t y w y ludowe. Przyjmuje się, że w ł a ś n i e mo­
t y w odróżnia n a s z ą s z t u k ę od rosyjskiej, c h i ń s k i e j
czy w ę g i e r s k i e j , że, co w i ę c e j , w ł a ś n i e m o t y w m o ż e
stanowić
cechę
odrębną
poszczególnego
regionu.
A od takiego p r z e ś w i a d c z e n i a już tylko k r o k do w y ­
dawania w z o r n i k ó w m o t y w ó w , k t ó r e m i a ł y b y , w m y ś l
intencji w y d a j ą c y c h , służyć r ó ż n y m adaptacjom. Jasne,
że w rezultacie sprowadza się to do wyboru najbar­
dziej typowych m o t y w ó w , k t ó r e powielane masowo
stają się ż a ł o s n y m i j a k ż e powierzchownym gestem
wobec sztuki ludowej, wobec twórczości autentycznej,
k t ó r ą w nieuchronny sposób p o d c i n a j ą i d e g e n e r u j ą .
B ł ą d leży tu w samej zasadzie. Kogutek m o ż e być
symbolem, ale motyw jako element plastyczny musi
być traktowany zgodnie z logiką ornamentyki. T y m
bardziej że nie k a ż d y m o t y w jest symbolem. Prze­
ciwnie — wiele m o t y w ó w , u w a ż a n y c h u nas za ro­
dzime, znanych jest i w innych kulturach. Rozeta,
tak często spotykana w snycerce góralskiej, w y s t ę ­
puje z a r ó w n o w sztuce I n d i i j a k Skandynawii. Ten
sam motyw może w i ę c w k o n t e k ś c i e naszej sztuki
ludowej i w ł a ś c i w y c h jej r o z w i ą z a ń zdobniczych
s p r a w i a ć w r a ż e n i e polskiego, natomiast w sztuce r u ­
m u ń s k i e j czy m e k s y k a ń s k i e j będzie ściśle przylegał
do k s z t a ł t u tamtych sztuk. M o t y w w i ę c „ s a m w so­
bie" niczego nie p r z e s ą d z a . Istnieje w zestawieniu,
w kontekście. L u d nawet zapożyczając p r z e j ą ł prze­
cież nie wszystkie motywy, ale jedynie te, k t ó r e
d a w a ł y się zastosować i z i n t e r p r e t o w a ć zgodnie z jego
upodobaniami i zasadami m y ś l e n i a . To w ł a ś n i e po­
zwoliło na zachowanie jednolitości stylistycznej sztuki
poszczególnych r e g i o n ó w czy w i ę k s z y c h o b s z a r ó w .
Niezrozumienie tego zagadnienia ze strony n i e k t ó ­
rych o p i e k u n ó w sztuki ludowej prowadzi w rezultacie
do tworzenia się coraz większej przepaści m i ę d z y
dawną sztuką ludową, pełną mądrości wieków, sztuką
m o g ą c ą i dziś jeszcze i m p o n o w a ć doskonałością rozwińskiego w „ P r z e g l ą d z i e K u l t u r a l n y m " ,
7.VII.1960,
n r 28), spadek o b r o t ó w s k l e p ó w C P L i A (w pionie
sztuki
ludowej),
zainteresowania dla
wydawnictw
z zakresu sztuki ludowej i t d .
Głównym odbiorcą
sztuki ludowej staje się obecnie turysta, cudzoziemiec
zwiedzający Polskę, zagraniczny klient s k l e p ó w C P L i A
w N o w y m Jorku i Brukseli.

�w i ą z a ń i dyscypliną m y ś l e n i a — a publicznością
m i e j s k ą , nieczułą już na te autentyczne w a r t o ś c i , k a r ­
m i o n ą „ m o t y w a m i " , p r z y j m u j ą c ą z groźną ł a t w o ś c i ą
p s e u d o l u d o w ą t a n d e t ę o g r a n i c z o n ą do coraz węższego
k r ę g u form i m o t y w ó w , u w a ż a n y c h przez n i ą za
„ludowe" .
7

I w ł a ś n i e w tej sytuacji w y d a j ą się szczególnie
n i e p o ż ą d a n e wszelkie publikacje s p r z y j a j ą c e takiemu
u ł a t w i o n e m u widzeniu ludowej sztuki, owe w z o r n i k i
haftów czy m o t y w ó w ze s k r z y ń malowanych. G r o ź n e ,
p o n i e w a ż t r a f i a j ą c do r ą k ludzi nie przygotowanych
s u g e r u j ą i m niezależność m o t y w ó w , u t w i e r d z a j ą fał­
szywe n a w y k i . W t a k i m np. w z o r n i k u h a f t ó w opol­
skich na kilkudziesięciu stronach nie znajdziemy ani
razu pokazanego motywu w e w ł a ś c i w y m zastosowa­
n i u ; cóż w i ę c z tego, że ś w i a d c z y o inwencji hafciarek, skoro w rezultacie obraca się p r z e c i w
ich sztuce?
Izolowany z całości, przenoszony z m a t e r i a ł u w ma­
teriał, z techniki na t e c h n i k ę , s t a ł się
motyw
p o w a ż n ą b r o n i ą niszczącą t r a d y c y j n ą sztukę, fałszu­
j ą c w ś w i a d o m o ś c i ogółu jej w a r t o ś c i . Wbrew i n ­
tencjom tych, którzy za p o m o c ą adaptacji m o t y w ó w
chcieli ożywić i u p o w s z e c h n i ć s z t u k ę l u d o w ą , staje
się ona czynnikiem d e g e n e r u j ą c y m tę sztukę, przy­
śpieszającym jej zanik. Wydzielanie „ m o t y w u " i ope­
rowanie n i m bez u w z g l ę d n i e n i a potrzeb i możliwości
jego zastosowania jest bowiem r ó w n o z n a c z n e z pod­
cinaniem dyscypliny c e c h u j ą c e j d a w n ą sztukę l u d o w ą ,
sprzyja procesom destrukcyjnym. Jest w i ę c „ m o t y w "
trucizną, k t ó r a podana choremu podtrzymuje co praw­
da puls s ł a b n ą c e g o serca, ale rujnuje nieuchronnie
organizm.
Czy oznacza to, że w y s t ę p u j ę przeciw wszelkim
adaptacjom? Ależ nie! Doskonale rozumiem, że sztuka
ludowa, a nawet jej symbol, m o t y w — mogą stano­
wić p o d n i e t ę t w ó r c z ą d l a plastyka.
A l e — w w y p a d k u artysty-plastyka praca jego
ma w a r t o ś ć absolutnie n i e z a l e ż n ą od samego motywu.
Może być ś w i e t n a bez ludowego m o t y w u i zła m i m o
wykorzystania pięknego motywu.
Można stosować
niemal autentyczny m o t y w np. sannickiego kogutka,
s t e m p l o w a ć t k a n i n ę w y c i n a n k ą k u r p i o w s k ą — a uzys­
k a ć efekt odległy od k l i m a t u ludowej sztuki ( i l . 17).
P o j ę c i e motywu (obojętne — stylowego czy ludowego
polskiego wzgl. obcego) niczego z góry nie przesądza,
nie daje prawa do ż a d n e j ulgowej taryfy w ocenie,
ani t y m bardziej do t y t u ł u „ n a r o d o w e j " sztuki. Jest
bowiem rzeczą z u p e ł n i e o b o j ę t n ą , czy np. na su­
kience m o t y w będzie ludowy czy nie — w a ż n e t y l k o ,
aby to b y ł a ł a d n a sukienka, aby dekoracja t k a n i n y
dobrze ją o r g a n i z o w a ł a .
Adaptacja, gdy w y n i k a z inspiracji twórczej pla­
styka, m o ż e być udana, a nawet ś w i e t n a — nie m o ż e
jednak s t a n o w i ć programu. Jako program jest bowiem
absurdem, tworzeniem j a k i e j ś namiastki „sztuki dla
7

Charakterystyczne, że p i ę k n a wystawa malar­
stwa ludowego w K r a k o w i e m i a ł a z n i k o m ą frekwen­
cję. Były dnie, że zwiedzało j ą 10—15 osób. Czasopisma
katolickie, obliczone na szerokie masy o d b i o r c ó w ,
po umieszczeniu reprodukcji ludowych
świątków

mas". Niestety, słyszy się niekiedy, nawet na p o w a ż ­
nych zebraniach, że adaptacja m o t y w ó w
ludowych
powinna być d r o g ą do stworzenia stylu narodowego,
że czekamy wciąż na Chopina w plastyce, k t ó r y by
podniósł „ l u d o w e do l u d z k o ś c i " i t d .
Zapomina się, że rozwój sztuk plastycznych w a ­
runkowany jest przede wszystkim potrzebami, ma­
t e r i a ł e m , sposobem produkcji — a nowoczesna tech­
nika często w ogóle wyklucza zdobienie, w z g l ę d n i e
zmienia jego charakter, w p r o w a d z a j ą c nowe pojęcia
p i ę k n a , jak np. o p ł y w o w o ś ć k s z t a ł t u i t d . Zapomina
się, że poszczególne rodzaje sztuk m a j ą o d r ę b n e prawa
r z ą d z ą c e n i m i , nie m o ż n a w i ę c mechanicznie r z u t o w a ć
t w i e r d z e ń słusznych w p e w n y m okresie (i w pewnych
tylko granicach) dla muzyki — na a r c h i t e k t u r ę , ma­
larstwo czy sztukę u ż y t k o w ą .
Sztuka ludowa m o ż e natomiast być j e d n y m ze
źródeł inspiracji i — j a k wskazuje na to historia
naszej sztuki X X w. — niejednokrotnie n i m była.
Z a u w a ż m y jednak, że zakres tych inspiracji jest na
ogół w ą s k i , nie m o ż e s t a n o w i ć ż a d n e g o programu
twórczego na d a l s z ą metę. Dlatego — czy to w t w ó r ­
czości T. Makowskiego, czy T. Czyżewskiego, Z. Waliszewskiego, Zb. Pronaszki, W. Wąsowicza, T. K u l i ­
siewicza, J. Bandury, J. Jarnuszkiewicza, J. Lenicy,
W. Fangora, a nawet A. Kenara — inspiracja ludowa
jest tylko w ą s k i m wycinkiem, jednym z n u r t ó w ich
twórczości. Można ś w i a d o m i e złożyć hołd ludowej
sztuce, widzieć w niej prekursorstwo pewnych zagad­
n i e ń formalnych (od kubizmu po nadrealizm i ekspresjonizm), trudno jednak p r z y j m o w a ć tę p o s t a w ę w
sposób programowy, nie w p a d a j ą c w stylizacyjną ma­
nierę, przed k t ó r ą nie ustrzegła się nawet tak w y ­
bitna malarka j a k Z. S t r y j e ń s k a .
Inspiracja jest oczywiście s p r a w ą bardziej indy­
w i d u a l n ą niż adaptacja, w silniejszym bowiem stop­
n i u bazuje na talencie t w ó r c z y m , podczas gdy adap­
tacja (czyli nowe zastosowanie tradycyjnych elemen­
tów) jest raczej s p r a w ą
umiejętności,
rzemiosła.
Toteż adaptacja ma miejsce p r z e w a ż n i e w odniesieniu
do zdobnictwa, ornamentyki, podczas gdy inspiracja
dotyczy
raczej
kolorystyki,
poetyki,
deformacji,
ekspresji sztuki ludowej, zwłaszcza rzeźby i malar­
stwa. P ł y n ą z tego jednak i o k r e ś l o n e konsekwencje.
Dzieła bliskie duchowi ludowej sztuki figuralnej s ą
często o b o j ę t n e lub w r ę c z obce p r z e c i ę t n e m u odbior­
cy, który, jak wiemy, nie grzeszy w y s o k ą k u l t u r ą
p l a s t y c z n ą i r ó w n i e daleki jest od uznania dla ludo­
wych ś w i ą t k ó w , jak dla dzieł p o w s t a ł y c h z fascynacji
nimi.
Tak więc z p u n k t u widzenia dalszego t r w a n i a
i rozwoju sztuki ludowej — ani adaptacja, ani inspi­
racja podejmowana przez p l a s t y k ó w nie o d g r y w a j ą
jako takie jakiejś szczególnie pozytywnej r o l i . W y ­
daje się też w ą t p l i w e , aby m i a ł y zbliżyć s p o ł e c z e ń s t w o
do autentycznych wartości sztuki ludowej.
Sztukę
l u d o w ą propaguje najlepiej autentyczna sztuka ludoo t r z y m u j ą listy z ostrymi zarzutami, że p o k a z u j ą
s z k a r a d z i e ń s t w a , o b r a ż a j ą uczucia wiernych i t d . M i ­
n i m a l n y m zainteresowaniem cieszą się r ó w n i e ż r z e ź b y
i obrazy ludowe w C P L i A i Dessie. K u p u j ą je b ą d ź
plastycy i kolekcjonerzy, b ą d ź cudzoziemcy.

239

�'-'.V— . J-V.v*."-

I I . 22. Osiedle n a polanie Kosarzyska
gurą Orawską.
II. 13. Kapliczka
pod
dzy czerwienne.
Podhale.

pod
lipą.

Ma­
Mię­

vva, ona (eż powinna być przedmiotem najżywszej
naszej troski.
A l e obecnie problem adaptacji s t a n ą ł także przed
t w ó r c a m i ludowymi. W sytuacji, gdy s z t u k ę l u d o w ą
t r a c ą c ą oparcie w e w ł a s n y m środowisku zaczęto t w o ­
rzyć na użytek miasta, przystosowanie się do nowego
ś r o d o w i s k a i jego potrzeb stało się s p r a w ą życia
i śmierci w i e l u dziedzin ludowego rzemiosła arty­
stycznego.
Zaczęła się z a ł a m y w a ć dyscyplina tradycyjnej sztu­
k i ludowej. Dopóki t w ó r c a ludowy był zarazem i od­
biorcą — obcowanie na codzień z przedmiotem, k t ó r y
stworzył, s t a n o w i ł o najlepszy sprawdzian jego racjo­
nalnego sensu. Znajomość funkcji, struktury, techniki,
m a t e r i a ł u , miejsca i roli w otoczeniu — p o d s u w a ł y
celowe i logiczne rozwiązania, wydoskonalone przez
t r a d y c j ę . Przestawiony na nowego o d b i o r c ę staje
jednak t w ó r c a ludowy wobec nieznanego ś r o d o w i s k a
i nie doznanych potrzeb, wobec niejasnych funkcji
swej sztuki i obcego otoczenia. To, co s t a n o w i ł o pod­
stawy tradycyjnej dyscypliny m y ś l e n i a — straciło
rację bytu.
240

Zadania stają nowe i coraz mniej m o ż n a dla nich
znaleźć oparcia w tradycji, zwłaszcza w tych w y p a d ­
kach czy tych dziedzinach ludowego rzemiosła, k t ó r e
są z w i ą z a n e z tradycyjnymi przedmiotami w y c h o d z ą ­
cymi dziś z użycia lub nieprzydatnymi dla miasta.
Stawia to ludowego t w ó r c ę wobec konieczności t w o ­
rzenia nowych, nieludowych p r z e d m i o t ó w w oparciu
o tradycyjne zdobnictwo. Kierunek adaptacji jest t u
w r ę c z odwrotny n i ż to miało miejsce dawniej, gdy
ludowy t w ó r c a p r z e t w a r z a ł s z t u k ę oficjalną na s w ó j
użytek. P u n k t e m w y j ś c i a b y ł y wtedy jego potrzeby,
przedmioty jemu służące, modelem — jego życie i jego
tradycja. Teraz zaś punktem wyjścia s t a ł y się potrze­
by obcego ś r o d o w i s k a , przedmioty o obcej jeszcze
strukturze i nie zawsze z r o z u m i a ł e j funkcji, a mode­
lem — fabryczna produkcja miejska. Sztuka ludowa
jest w i ę c adaptowana obecnie na potrzeby innego
ś r o d o w i s k a — miasta.
Tradycja ludowa nie podsuwa tu ż a d n y c h roz­
w i ą z a ń . Nie wnosi niczego — poza ornamentem. I tak
motyw, k t ó r y był elementem o k r e ś l o n e j s t r u k t u r y
artystycznej, b y w a przenoszony do obcej sobie ca-

�U. 14. Taboret. Szkoła
Przemyślu
Drzewnego w Zakopanem, ok. 1890 r.
II. 15. Fragm.
wnętrza
pawilonu
Galicji
na wystawie
międzynaro­
dowej w Paryżu,
1900 r.,
projekto­
wał B. Kovacs,
rzeźby
W.
Brzegi.

lości, wprowadzony jako dekoracja, bez uzasadnienia
funkcjonalnego, a często w b r e w niemu. W y s t ę p u j e to
przede wszystkim w pracach przygotowywanych na
wystawy i konkursy (szczególnie o charakterze pa­
m i ą t k a r s k i m ) , gdy z m y ś l ą o odbiorcy
miejskim
t w ó r c a stara się p o w i ą z a ć potrzeby u ż y t k o w e z t r a ­
dycyjnym charakterem sztuki ludowej. W praktyce
w y r a ż a się to w zdobieniu nowego przedmiotu daw­
n y m motywem. Charakterystyczne pod t y m w z g l ę d e m
p r z y k ł a d y przyniósł niedawny konkurs na ludowe
kowalstwo artystyczne w Krakowie.
Wysoki poziom i d o s k o n a ł ą d y s c y p l i n ę reprezen­
t o w a ł y prace utrzymane w formach tradycyjnych, jak
np. okucia wozów. Nieporozumienia zaczęły się jed­
nak przy przedmiotach obcych l u d o w i , jak np. ścianki
do podtrzymywania k s i ą ż e k ( i l . 18). Tradycja posłu­
żyła t u za wzornik m o t y w ó w — s t ą d ścianka została
r o z w i ą z a n a w formie zawiasu w z g l ę d n i e kotwiczki
/. okna ( i l . 19). Rozwidlenie uzasadnione w pierwot­
nej funkcji p o t r z e b ą wzmocnienia zawiasu lub też
a ż u r z r o z u m i a ł y w funkcji k o t w i c z k i k t ó r a miała
przepuszczać ś w i a t ł o i powietrze, broniąc zarazem
d o s t ę p u do w n ę t r z a — wszystko to traci sens w zasto­
sowaniu do ścianki, n a r a ż a na skaleczenie ostrymi
szpicami z a r ó w n o książkę jak i r ę k ę sięgającego
po n i ą .
Inaczej d z i a ł a też bogata i p i ę k n a sylweta, k t ó r a
w pełni w y s t ę p u j e z a r ó w n o na tle drewnianej faktu­
ry d r z w i , jak w kotwiczce okiennej, obramionej ścianą

budynku — inaczej tutaj, gdzie nie znajduje ani w ł a ś ­
ciwego tła, ani odpowiedniej skali, gubiąc s w ó j ry­
sunek na tle agresywnej o k ł a d k i .
Jeszcze jaskrawszym p r z y k ł a d e m
nieporozumień
jest lampa ( i l . 20). T u z kolei o r o z w i ą z a n i u nowego
zadania
zadecydowało
zapatrzenie się na miejski
..model" przedmiotu. To on p o d s u n ą ł f o r m ę a b a ż u r u ,
którego funkcja jako f i l t r u ś w i a t ł a koliduje przecież
z t a k i m m a t e r i a ł e m j a k żelazo. Oczywiście m o ż l i w e
było inne rozwiązanie — metalowa k o p u ł k a koncen­
t r u j ą c a jak w reflektorze ś w i a t ł o ; w ó w c z a s z kolei
bez sensu byłby wprowadzony tu ażur.
Bardziej u d a n ą p r ó b ą z w i ą z a n i a tradycyjnego mo­
tywu z o k r e ś l o n ą funkcją w n o w y m przedmiocie
była popielniczka z pieskiem czy lichtarz z kogutkiem
(patrz w t y m numerze: recenzja M . Maślińskiego i i l u ­
stracje na s. 247 i 245). Dekoracja s p e ł n i a ł a w nich
rolę funkcjonalną (uchwyt), chociaż sam przedmiot nie
znalazł jeszcze w ł a ś c i w e j interpretacji plastycznej.
Nie jest przypadkiem, że najbardziej pozytywne
p r z y k ł a d y adaptacji tradycyjnej formy z a c h o d z ą tam,
gdzie nowy przedmiot ma analogiczny czy zbliżony
charakter. Widać to na p r z y k ł a d z i e wieszaka na ręcz­
nik, r o z w i ą z a n e g o na zasadzie tradycyjnego łyżnika
(il. 16).
Jakie więc n a s u w a j ą się wnioski? — Na pewno
wzmożenie opieki, konkursy i wystawy, a t a k ż e pomoc
fachowa plastyka. A l e pomoc ta tylko wtedy będzie
realna, jeśli p r a w i d ł o w o zostaną sprecyzowane same
241

�II. 16. Wieszadło na ręcz­
niki, 1953 r. Wyk.
Adam
Doleżuchowicz
z
CPLiA.
II. 17. Makata „z pta­
kami" (fragm.),
1952-53.
Wyk.
Andrzej
MUwicz
w ramach prac
I.W.P..
płótno,
druk
ręczny.
II. 18. Ścianka
do ksią­
żek, żelazo (z
konkursu
kowalstwa
artystyczne­
go w Krakowie).
II. 19.
Kotwiczka
w oknie, z
Rzeszowskiego.
II.
20.
Lampa,
żelazo
(z kon­
kursu
kowalstwa
arty­
stycznego w
Krakowie).

zadania. Jeśli zdoła się p r z y w r ó c i ć logikę m y ś l e n i a
plastycznego, nie ż ą d a j ą c od ludowego t w ó r c y zdobięnia obcych mu p r z e d m i o t ó w . Pozytywne d o ś w i a d c z ę nia zgromadził w t y m zakresie Instytut Wzornictwa
P r z e m y s ł o w e g o , w y c h o d z ą c z założenia, że podstaw o w ą s p r a w ą jest uprzytomnienie zespołom ludowych
t w ó r c ó w na czym polegają nowe stawiane przed n i m i
zadania. Pomoc plastyka o g r a n i c z a ł a się do korygowania sposobu myślenia, do stworzenia takiej sytuacji, w k t ó r e j kurpiowska wycinankarka czy malarka z Zalipia, rozwiązując postawione sobie zadanie

(obrus, m a t e r i a ł na s u k i e n k ę itd.), k i e r o w a ł a się logiką
ornamentalnego myślenia, a nie a d a p t o w a ł a mechanicznie tradycyjnych m o t y w ó w wycinanki czy malow a n k i — do tkaniny.
Adaptacja jest w pewnych dziedzinach ludowego
rzemiosła w a r u n k i e m ich życia. A l e adaptacja m o ż e
być mechaniczna i twórcza. Mechaniczna — prowadzi
do w y j a ł o w i e n i a , do rozbicia dawnych zasad rzemiosła, t w ó r c z a — do nowych form przejawiania się
inwencji ludowych t w ó r c ó w , f o r m opartych na logice
m y ś l e n i a i tradycyjnej formie wyrazu.

Fot.: Stefan Deptuszewski
— il. 2, 5. 6, 7, 9, 10, 16, 17; Jan Swiderski
ner — il. 8, 13; E. Zwierzchowski
— il. 1; T. Zwoliński
— ił. 12.

— il. 3. 4, 11. 18, 19, 20; W.

Wer-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10867" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10845">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b662dca10a449c877fef1b71cd8c2184.pdf</src>
        <authentication>f01eeb721fd463abab6ec3d12fa49595</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129572">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2281</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129573">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129574">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2116</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129575">
                <text>Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129576">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3, s.26-28</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129577">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129578">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129579">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129580">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129581">
                <text>Aleksander J a c k o w s k i

MARGINALIA
Zaczynam tę rubrykę z p e w n y m n i e p o k o j e m . J a k ją przyjmą
Czytelnicy? Czy nie będą mieli za złe, że o b o k t e k s t ó w p o w a ż ­
n y c h , ź r ó d ł o w y c h p o j a w i się f e l i e t o n a w najlepszym razie
mini-esej? I d r u g a o b a w a , by t e g o c o piszę nie przyjęto za próbę
k o k i e t o w a n i a czy b a w i e n i a . C h c i a ł b y m b o w i e m rejestrować na
t y m miejscu fakty, luźne m y ś l i , w s p o m n i e n i a , relacje o ludziach
i w y d a r z e n i a c h , szkice i n o t a t k i . Na p r a w a c h dziennika z p a m i ę c i .
Sądzę, że w n a t ł o k u w y d a r z e ń , k t ó r y c h jesteśmy ś w i a d k a m i ,
kiedy nie można ich jeszcze, jak f i g i - u c u k r o w a ć , taka f o r m a
rejestracji zdarzeń i myśli może mieć sens. Zwłaszcza, że pisana
jest przez k o g o ś , k t o s p o r o w i d z i a ł i z a c h o w a ł jeszcze z d o l n o ś ć
d z i w i e n i a się i c i e k a w o ś ć świata.
P o n i e w a ż z a r ó w n o w t y m , jak i w n a s t ę p n y m numerze „ P o l ­
skiej Sztuki L u d o w e j " d o m i n u j e z a i n t e r e s o w a n i e s y m b o l i k ą o j ­
c o w i z n y , d o m u , c h c i a ł b y m d o r z u c i ć kilka w s p o m n i e ń i u w a g , nie
o d o m a c h „ j a k o t a k i c h " , lecz k o n k r e t n y c h , t a k i c h , które stały się
f o r m ą ekspresji ich t w ó r c ó w , w y r a z e m ich o s o b o w o ś c i . Poprze­
dzę je r e f l e k s j ą - w s p o m n i e n i e m .

Serce

domu

Czy d o m ma serce? E t n o l o g p o w i n i e n m n i e w t y m m o m e n c i e
zabić. T a k i m językiem się nie m ó w i , t a k i c h pytań nie zadaje. A l e
skoro zadałem - o d p o w i e m : O c z y w i ś c i e ! T o serce można zresztą
określić inaczej, j a k o c e n t r u m , miejsce w k t ó r y m k o n d e n s u j e się
życie rodziny, ale nie zmienia to f a k t u , że da się o n o dostrzec na
r ó ż n y c h etapach przemian w kulturze. Na k o ń c u tej d r o g i będzie
zwłaszcza u nas, w p o k o l e n i a c h średnich i starszych, miejsce
przed t e l e w i z o r e m . Tam w j e g o zasięgu o g n i s k u j e się życie d o m u .
T a m , jak niegdyś przed k o m i n k i e m , sadza się g o ś c i , r o z m a w i a l u b
milczy, w y m i e n i a k o n w e n c j o n a l n e u w a g i . T e l e w i z o r f a s c y n u j e
jak p ł o m i e ń , w który się w p a t r u j e m y , a jest t o ten rodzaj
fascynacji, który w y d a j e się bliższy hipnozie, w p a t r y w a n i u
w szklaną kulę, niż p o b u d z e n i u myśli.
W erze p r z e d - t e l e w i z o r e m t a k i m miejscem, w k t ó r y m k o n d e n s o w a ł o s i ę życie rodziny była k u c h n i a , p o k ó j przy k u c h n i , p o k ó j ze
s t o ł e m , nad k t ó r y m wisiała duża lampa - jak s y m b o l d o m o w e g o
ogniska. Zawsze w i ę c w y s t ę p o w a ł w kontekście b e z p o ś r e d n i m
l u b u k r y t y m - o g i e ń , ś w i a t ł o i ciepło.
Na w s i sercem k u c h n i był piec, z niszą d o pieczenia chleba.
G o t o w a n o na n i m strawę, siadano, p o l e g i w a n o , spano. I z n ó w
- o g i e ń , p r o m i e n i u j ą c e o d niego ciepło.
Jak bardzo zakorzenione jest w p o d ś w i a d o m o ś c i istnienie
p i e c a - o g n i a , ś w i a d c z y ć może intuicja j e g o o b e c n o ś c i u dzieci,
mieszkających w miejskich osiedlach, b l o k o w i s k a c h . W latach
sześćdziesiątych dr Izabella Bielicka s t o s o w a ł a przy b a d a n i u
dzieci z r o z b i t y c h małżeństw ( w szpitalu przy ul. N o w o g r o d z k i e j
w W a r s z a w i e ) test r y s u n k o w y . Przed dzieckiem s t a w i a n o mise­
czki z farbami i p r o s z o n o by n a m a l o w a ł o kilka o b r a z ó w , ale direct,
o p u s z k a m i p a l c ó w , bądź całą d ł o n i ą . Niemal wszędzie p o j a w i a ł
się d o m - c h a ł u p a , z k o m i n e m na d a c h u . Dzieci o p s y c h i c e
niezakłóconej m a l o w a ł y d r z w i i biegnącą d o n i c h dróżkę, i c o
szczególnie istotne - zawsze lecący d y m z k o m i n a . T e g o d y m u nie
b y ł o na rysunkach dzieci, p o z b a w i o n y c h n o r m a l n e g o d o m u
rodzicielskiego. D y m okazał się s y m b o l e m życia d o m u . D y m
- p r o d u k t ogniska d o m o w e g o . S p r a w d z a ł e m , powtarzała się ta
konstatacja w d o w o l n i e w y b r a n y c h kilkudziesięciu teczkach
„ p e r s o n a l n y c h " . A b y ł o ich w ó w c z a s p o n a d 7 . 0 0 0 . Skąd ten
d y m - s y m b o l ? T r u d n o uwierzyć, że te dzieci miejskie, kojarzyły na
p o d s t a w i e obserwacji d y m z o b e c n o ś c i ą rodziny. Przecież nie
m o g ł y przeprowadzać r o z u m o w a n i a : dobra rodzina = d y m ;
rozbita, zła = brak d y m u ! P o d e j r z e w a m , że skojarzenia te w i ą z a ł y
się z a r c h e t y p i c z n y m p o d t e k s t e m , a d y m s y m b o l i z o w a ł istnienie
d o m o w e g o ogniska, i t o w sensie d o s ł o w n y m . M i e l i ś m y w i ę c
ciąg skojarzeń: d y m - piec - ogień - a w c z e ś n i e j , o g n i s k o .
P r z y p o m i n a m sobie, jak w p o c z ą t k a c h g r u d n i a 1 9 3 9 r. znalaz-

26

ł e m się na pasie g r a n i c z n y m między N i e m c a m i a S o w i e t a m i . Było
t o k o ł o Z a m b r o w a . T ł u m y przechodziły w o b i e strony, w ę d r o w a ł y
z całym d o b y t k i e m , k t o się k o g o w i ę c e j bał - szedł na drugą
stronę. Jeszcze dobrze nie w i e d z i a n o , k t o i dla k o g o gorszy. Więc
m y akurat na t y m pasie, a i c i , i ci z d e c y d o w a l i zamknąć dotąd
o t w a r t ą ( p ó ł - o t w a r t ą ) granicę. Płacz, s z a m o t a n i n a , ci strzelają,
t a m c i krzyczą i kłują b a g n e t a m i . A t u zima, ś n i e g . T r w a ł o t o k i l k i
d n i , w i ę c rozebraliśmy płoty, zabrali c o się d a ł o d o spalenia
- i każda rodzina miała s w o j e o g n i s k o , przy k t ó r y m można się było
ogrzać, spać na t ł u m o k a c h i w a l i z k a c h . C h o d z i l i ś m y z wizytami,
p o kilku d n i a c h już się znało kitka r o d z i n . I w t e d y późnym
w i e c z o r e m , p o w i e d z i a ł e m d o mojej ż o n y - c h o d ź p ó j d z i e m y de
d o m u . Tak, d o d o m u . Pamiętam d o dziś tę nieoczekiwaną
i naturalną konstatację. D o m t o b y ł y nasze b e t y , nasze miejsc*,
nasze o g n i s k o . Później w i d z i a ł e m tysiące s p a l o n y c h domów.
Wszędzie sterczały k i k u t y k o m i n ó w , p r z e w o d ó w o g n i o w y c h
sięgających d o mniej czy bardziej rozłożystych p i e c ó w . Pogorzel­
cy g r o m a d z i l i się przy n i c h , g o t o w a l i , j e d l i . Taki niezamierzony
s y m b o l - jak już w s z y s t k o uległo zniszczeniu, z o s t a w a ł piec
- serce d o m u .

Dom

-

wizytówka

M ó j d o m - moja t w i e r d z a , p o w i a d a j ą A n g l i c y . D o m zapewnia
b e z p i e c z e ń s t w o , k o m f o r t p s y c h i c z n y bycia sobą i posiadania
Często, a zaczyna się to juz o d d z i e c i ń s t w a , w p o k o j u , domu
t w o r z y m y s w ó j w ł a s n y ś w i a t , s w ó j azyl. D o m staje się miejscem
samorealizacji, ekspresji o s o b o w o ś c i właściciela. W ten sposób
d o m , jak i c z ł o w i e k , ma s w ó j charakter. Pokaż mi s w ó j dom,
p o w i e m c i , kim jesteś, jaki jesteś! Pedant, n i e c h l u j , rozpiera cię
ambicja, nie przywiązujesz w a g i d o t e g o , c o p o w i e d z ą inni, wręcz
p r z e c i w n i e , t o jest dla ciebie najważniejsce - w i d o m e szczebla
sukcesu, a w a n s u ż y c i o w e g o , który u j a w n i a się w stosunku do
d o m u , s a m o c h o d u , psa a n a w e t żony. O t o dzielnica willowa
w S u w a ł k a c h , 1 9 8 8 rok. O d razu w i d a ć zmianę w modzie
a r c h i t e k t o n i c z n e j . Na g ł ó w n y c h u l i c a c h miasta p o w s t a ł y domy,
będące zaprzeczeniem idei f u n k c j o n a l i z m u , zaprzeczeniem także
szarego, b e z o s o b o w e g o b u d o w n i c t w a „ m i e s z k a n i o w e g o " . Na­
zywają je „ M a l b o r k i " , nie g ł u p i o , w t y c h liniach krętych, wklęsło­
ściach i w y k u s z a c h , c y l i n d r y c z n y c h klatkach s c h o d o w y c h , nad­
b u d ó w k a c h , b a l k o n i k a c h jest coś z p y c h y krzyżackiego zamku ale
i z szaleństewa śmietnika p o d n i e s i o n e g o d o rangi dzieła sztuki.
A że w mieście M a l b o r k i , w d z i e l n i c a c h w i l l o w y c h też ta sama
tendencja, każdy d o m nieco inny, prześciga się w bogactwie
dekoracji, brązy szlachetnych t y n k ó w sąsiadują z chropowatoś­
cią b e ż o w y c h płaszczyzn, d a c h y coraz częściej łamane, dziwaczenie ś w i a d c z y o postępie z d u c h e m czasu. N o w e dzielnice И
w i z y t ó w k ą f i n a n s o w y c h karier, pozycji społecznej. T u łączą się ze
sobą g r u p y , t w o r z ą c e a r y w i s t y c z n ą elitę, klasę posiadaczy. Kolej­
n o p y t a m w ł a ś c i c i e l i , k i m są - stolarz, dentysta, były wysoki
dygnitarz, g i n e k o l o g , w ł a ś c i c i e l warsztatu s a m o c h o d o w e g o , byty
sekretarz partii, z n ó w stolarz, o g r o d n i k , z n ó w ktoś z nomenk­
latury. Biedne jest dziecko ze s k r o m n e g o d o m k u wciśniętego
między te w i l l e !
W c h o d z ę d o w n ę t r z a , przyjmuje m n i e pani stolarzowa. Dumna
A t u aż kłuje oczy b o g a c t w o połączone z brakiem smaku. M W r
- kicz. J a k się Panu p o d o b a ? Co m a m powiedzieć? Obrazić в
kobietę z a h a r o w a n ą gorzej niż łódzka w ł ó k n i a r k a . Te dyw*n¥'
tapety, obrazy, żyrandole złocące się m o s i ą d z e m , parkiety płecy"
zyjnie (stolarz!) u ł o ż o n e w brzydkie w z o r y , w ł o s k i e
- przecież t o sukces życia, ś w i a d e c t w o , że się d o czegoś " ° * T
Że się coś z o s t a w i d z i e c i o m , że się będzie „ k i m ś " w ich р а п Ш ^
Zasada t y c h mieszkań i d o m ó w jest taka sama - podobnte|»^
mają zamożni ( b ą d w p ł y w o w i - ale t o przecież znaczy to sarw

�sąsiedzi, t y l k o jeszcze f ikuśniej, jeszcze b o g a c i e j . A w i ę c zasada ta
sama, którą w i d a ć w przemianach stroju l u d o w e g o , n p . w haftach
c y f r o w a n y c h portek g ó r a l s k i c h , kiedy t o z a m a w i a j ą c y żąda o d
krawca, by m u h a t f o w a l parzenicę większą i piękniejszą niż zrobił
sąsiadom. C h c i a ł o b y się p o w i e d z i e ć , nie ma niczego gorszego niż
b o g a c t w o p o ł ą c z o n e ze z ł y m s m a k i e m , b o g a c t w o d o k t ó r e g o się
k u l t u r o w o i psychicznie nie d o r o s ł o . W ł a ś c i w i e m o ż n a by o d t e j
strony napisać historię k u l t u r y , „ c y w i l i z o w a n i a s i ę " b o g a t y c h ,
dojrzewania d o s w o j e j k o n d y c j i . D o j r z e w a n i a d o a m b i c j i m e c e nasowskich... M o ż n a b y też i o d tej s t r o n y spojrzeć na historię
chłopskiej sztuki u ż y t k o w e j - w której m o t o r e m r o z w o j u byli
bogaci g o s p o d a r z e ( z w ł . p o u w ł a s z c z e n i u w G a l i c j i ) , m a l e ń c y
medyceusze, z a m a w i a j ą c y i u t r z y m u j ą c y b i e d n y c h a r t y s t ó w - hafciarki, k r a w c ó w , stolarzy, k o w a l i , cieśli... T y l k o , że tak w Renesa­
nsie, jak i kulturze c h ł o p a galicyjskiego s c h y ł k u X I X w . działo się
to w s z y s t k o w ś w i a d o m o ś c i istniejących w z o r c ó w estetycznych
odbiorcy, z g o d n i e z o b o w i ą z u j ą c y m i m o d a m i .
Jeśli dziś p o d z i w i a m y bezbłędną organizację f o r m y w każdym
dziele, czy t o Renesansu, czy d a w n e j sztuki c h ł o p s k i e j , nie
dostrzegając z a k ł ó c e ń , które b y ś m y m o g l i nazwać kiczem, dzieje
się tak z c o najmniej d w ó c h p o d s t a w o w y c h przyczyn. Pierwszą
jest z g o d n o ś ć p o d s t a w o w y c h k a n o n ó w e s t e t y c z n y c h , t w ó r c ó w
i o d b i o r c ó w . Była t o j a k b y przestrzeń, w której realizowały się
zarówno akty t w ó r c z e jak i potrzeby o d b i o r c ó w . I druga przy­
czyna - stabilność t y c h p o d s t a w o w y c h k a n o n ó w , sprawiająca, iż
mimo przemian w szczegółach, sam wzorzec p o s t a w t r w a ł
s t o s u n k o w o d ł u g o , będąc naturalną szkołą „ s m a k u " , o g ó l n i e
zrozumiałego „ s t y l u " .
W naszym czasie te trzy estetyki: t w ó r c y , o d b i o r c y i dzieła
uległy z a k ł ó c e n i u . Z m i e n i ł y się autorytety, w z o r c e , migracje
w s p o ł e c z e ń s t w i e przyczyniły się d o p r z e j m o w a n i a , bez zro­
zumienia ich istoty, w z o r c ó w i n n y c h w a r s t w . Kultura stała się
kiczorodna. I w ł a ś n i e d l a t e g o apele w prasie ( b y ł y t a k i e ! ) , by
walczyć z kiczem, trafiały w próżnię. R o z p o z n a w a n o nie kicz
- jako z j a w i s k o - istniejące na r ó ż n y c h p o z i o m a c h kultury, lecz
konkretną, n a z w a n ą i ośmieszoną j e g o postać, np. makatki
z jeleniem na r y k o w i s k u . T u p r z y p o m i n a mi się, jak kiedyś,
w pięćdziesiątych latach zaprosił m n i e d o swej rezydencji nasz
ambasador w Belgradzie. Pan się zna na sztuce, t o Panu coś
pokażę! t o nie moje - m a c h n ą ł ręką - kiedy przechodziliśmy przez
hol i salonik, urządzone „ o f i c j a l n i e " przez architekta z M S Z , ale t u ,
niech Pan patrzy! p o w i e d z i a ł z d u m ą . T o w s z y s t k o urządziła moja
żona, no i j a ! Staliśmy w koszmarnej s y p i a l n i , przybranej w s t ą ż ­
kami, narzutami z frędzlami, w i e l k i e , p o d w ó j n e łoże na ś r o d k u ,
nad nim makatki - na czerni aksamitu białe k o t k i , z r ó ż o w y m i
kokardami, p r a w a nóżka opiera się na piłeczce.
Nie w y t r z y m a ł e m , coś m u s i a ł e m bąknąć nie tak, bo ambasador
(hydraulik z z a w o d u ) z d e n e r w o w a ł się. - Panie! - p o w i e d z i a ł
- kicz to w t e d y , g d y jest jeleń na r y k o w i s k u !
Przydługa ta dygresja miała na celu p o ś w i a d c z y ć , jak bezradni
jesteśmy, walcząc z o b j a w a m i , jak daremne są w y s i ł k i „ o d u c z e ­
nia", g d y istota polega na niskiej kulturze plastycznej, braku
przekonujących i z sensem l a n s o w a n y c h w z o r ó w p o z y t y w n y c h ,
no i na t y m , c o juz p o w i e d z i a ł e m - na charakterze naszej
cywilizacji, na k i c z o r o d n o ś c i r ó ż n y c h f o r m kultury masowej...
Zresztą dla e t n o l o g a istotne jest dostrzeżenie faktu w kontekście
czasowym i przestrzennym, a nie w a r t o ś c i o w a n i e z pozycji innej
Warstwy społecznej, i n n y c h w z o r ó w e t y c z n y c h czy estetycznych.
Wszelkie etykietki - kicz, arcydzieło - m o g ą w r ę c z osłabić
zdolność dostrzeżenia t e g o , c o istotne i c i e k a w e w kontekście
kulturowym, s o c j o l o g i c z n y m czy p s y c h o l o g i c z n y m . Ś w i a d c z y
Otym przykład następny:
Dom jako ekspresja

osobowości

jego

twórcy.

_ Dom ten stał się dziełem życia, ucieleśnieniem marzeń, aktem
t w ó r c z y m . Przed k i l k u n a s t u laty w y w o ł y w a ł duże emocje, d z i e n ­
nikarze osaczyli g o jak psy, pisano o n i m w k o l o r o w y c h t y g o d ­
nikach, gazetach. Pluto, że kicz, d e n e r w o w a n o się, że coś t a k i e g o
*Jdnieje przy w a ż n e j arterii, Szosie Krakowskiej w Ł o d z i . W ł a d z e
""ejskie musiały zakręt na d r o d z e , tuż za d o m e m , w y ł o ż y ć
,°Ponami z c i ę ż a r o w y c h s a m o c h o d ó w , gdyż k i e r o w c y w i d z ą c
**"'lez 1 5 0 0 k o l u m i e n k a m i przestawali uważać na d r o g ę i w y l a t y J* 'i z zakrętu. Kiedy t a m b y ł e m słyszałem o 6 w y p a d k a c h , p e w n o
ich w i ę c e j .
a

D o m z a f r a p o w a ł m n i e , napisałem d o w ł a ś c i c i e l a , z g o d z i ł się na
w i z y t ę . Spędziłem w t y m d o m u cały d z i e ń , ujęty serdecznością
gospodarza, ciągle o d k r y w a j ą c coś n o w e g o dla siebie. N a j w a ż ­
niejszym o d k r y c i e m b y ł o t o , że przestałem w a r t o ś c i o w a ć , n a w e t
t y l k o myśleć w kategoriach „ k i c z - n i e k i c z " . Jeśli n a w e t użyć t e g o
pojęcia, t o ten d o m był p o e m a t e m w y s n u t y m z k i c z u , c z e g o nie
m ó g ł b y m p o w i e d z i e ć o Pałacu Kultury i N a u k i ! B y l p r o d u k t e m nie
tyle czasu, c o o s o b o w o ś c i w ł a ś c i c i e l a . K o n s e k w e n t n ą projekcją
j e g o o s o b o w o ś c i . Delikatny, szlachetny ten c z ł o w i e k nie w o l n y
był o d n a i w n o ś c i , czego p r z e j a w e m b y ł o t o , że s w y c h u p o d o b a ń
nie skrywał, p r z e c i w n i e , chciał by w s z y s c y m o g l i p o d z i w i a ć w i l l ę ,
na której s c h o d a c h , tarasach i d a c h u znalazło się te 1.500
g i p s o w y c h „ t r a l e k " , a w o g r o d z i e k a m i e n n y k o p c z y k z krasnalem,
w o k o ł o zaś inne f i g u r k i , żaby, ptaki. W s z y s t k o k o l o r o w e . B y ł o dla
niego o c z y w i s t e , że t o w s z y s t k o jest piękne, t y m boleśniej
p r z y j m o w a ł kpiące artykuły w prasie. A l e , by zrozumieć j e g o
p o s t a w ę , trzeba b y ł o w e j ś ć d o środka, p o m y ś l e ć , p o m ó w i ć .
Spojrzeć na ten d o m przez pryzmat c z ł o w i e k a , który m ó g ł i umiał
g o s t w o r z y ć na miarę s w o i c h życzeń. O w y g l ą d z i e z e w n ę t r z n y m
p o w i e d z i a ł e m już. D o d a m - w i e l k o ś ć sporej w i l l i (na parterze
1 duży i chyba 2 mniejsze p o k o j e , hall, rozłożysta klatka s c h o d o ­
w a ) , t y n k biały w poprzeczne, niebieskie pasy. O g r ó d , zieleń,
k w i a t y . Pierwsze wrażenia g d y się w e s z ł o d o środka - w s p a n i a ł e
trofea m y ś l i w s k i e , na p o l e r o w a n y c h d r e w n i a n y c h kartuszach
o g r o m n e ł b y - j e l e n i , d z i k ó w , czegoś t a m jeszcze. Gospodarz
k u p i ł je zaraz p o w o j n i e , p o c h o d z i ł y z kolekcji Goeringa.
Na piętrze aż lśni o d złota. Figurki p i ę k n e , muzealnej urody
i jarmarczne. Galimatias, różnice klas n i e b o t y c z n e , w a r t o ś c i także,
ale gospodarz zdaje się nie czynić między nimi różnicy. Tłumaczy,
lubi w s z y s t k o złote. Z ł o t o czy t o m b a k , istotne że ma złocisty blask.
Pieniądz nie o d g r y w a tu roli, g o s p o d a r z r ó w n i e c h ę t n i e k u p o w a ł
w Desie jak na o d p u ś c i e . Przyznam, że t y m m n i e ujął, s z a l e ń s t w o
podszyte n a i w n o ś c i ą i szczerym u c z u c i e m potrącają p e w n i e w e
m n i e jakieś w s p ó ł b r z m i ą c e struny. Gospodarz p r o w a d z i , o g l ą d a ­
my figurkę po figurce. Na b i u r k u s t a r o ś w i e c k i kałamarz. N i e c h
Pan patrzy, unosi złocisty kolpaczek, p r z y k r y w a j ą c y naczynie
z atramentem, osadzone w... k o ń s k i m k o p y t k u , o c z y w i ś c i e o b r z e ­
ż o n y m z ł o t y m i l i s t e w k a m i . Też z kolekcji G o e r i n g a , d o d a j e ,
otrzymał ją od króla A n g l i i Jerzego V. Była to pamiątka po
u l u b i o n y m k o n i u . G d y padł, monarcha z m a r t w i ł się w i e l c e i kazał,
by m u na pamiątkę z r o b i o n o z k o p y t kałamarze.
W p i w n i c y o g l ą d a m f o r m ę i prasę d o w y r o b u k o l u m i e n e k . Pani
d o m u w s p o m i n a , ile t o było pracy, sami je odciskali... Pytam
z lekkim z a ż e n o w a n i e m - skąd środki? B i e d n y nie był, a później
założył warsztat, w y r o b y z plastiku, jakieś grzebyki, w i s i o r k i , to
nie temat d o r o z m o w y . Coraz mi bardziej s y m p a t y c z n y ten
gospodarz. O g l ą d a m książki, r o z m a w i a m y o n i c h .
N o i taki jest ten d o m . J e g o d o m . J e g o radość, c h o ć i troska.
M ó w i ą o t y m d o m u kicz. M o ż e . Coraz mniej t o s ł o w o t ł u m a c z y ,
coraz mniej m n i e o b c h o d z i . Kicz jest w i d o c z n y t a m , gdzie
następuje zakłócenie estetyki, jednej k u l t u r y . Kicz jest w i ę c
nieodłączną cechą naszej rzeczywistości, na k a ż d y m „ p i ę t r z e "
- Kicz - g a l o w y koncert „ A r t y ś c i dla R z e c z p o s p o l i t e j " , kicz
w kościele, kicz - piosenkarka, a może nie kicz? b o j a k b y sama się
z siebie śmieje. Taka Danuta Rinn. W i ę c nie kicz. A Violetta Villas
- kicz, bo p o w a ż n a . Na serio się m i o t a , płacze, w ł o s y rozrzuca.
Tysiąc, m i l i o n o b l i c z k i c z u . J a k lustro, które o d b i j a e p o k ę . Kicz
jest wszędzie, w i ę c już j a k b y g o nie b y ł o . W s z y s t k o zależy o d
u m o w y , jak co się odbiera. Na z i m n o , serio - nie ma g o , B a u h a u s
m ó g ł być w czymś zły, ale na myśl nam nie w p a d n i e p o w i e d z i e ć
kicz. K o m a n d o s i , w o j s k o - nie te s p r a w y , ale k o m p a n i a reprezen­
tacyjna, t u p a n i e , unoszenie n ó g , m a r s o w e m i n y , t o aby nie kicz?
W i e m , te parady może k o g o ś - gdzieś wzruszą, ale kicz jest
właśnie wtedy! w tanim wzruszeniu, w fabrykowaniu wzruszeń.
Dość o kiczu. D o m , o k t ó r y m piszę, który był przed 2 0 laty, bo
dziś już i inni ludzie w n i m mieszkają, i w s z y s t k o już nie takie, otóż
ten d o m w s p o m i n a m c i e p ł o , serdecznie. T o b y ł o dzieło życia
c z ł o w i e k a , który bardzo, ale to bardzo k o c h a ł w y k w i n t , a s y m ­
b o l e m elegancji b y ł o dla niego w s z y s t k o c o złociście się lśniło.

Ryszard b u d u j e s w ó j d o m już 12 lat. Z i m ą w K a t o w i c a c h
maluje, w y k o n u j e prace graficzne, c h a ł t u r y , jakieś kalendarze - t o
m u daje środki na b u d o w ę . B u d o w i e p o d p o r z ą d k o w a ł w s z y s t k o ,

27

�n a w e t miał się przenieść na zimę bliżej, może d o S u w a ł k , Sejn?
O d w i o s n y d o późnej jesieni mieszka w m a l e ń k i m baraczku, o b o k
d o m u . W t y m czasie urodziło m u się dziecko, d o s z ł o d o 5 r o k u
życia, b a w i ą c się w ś r ó d bali m o d r z e w i o w y c h , strużyn i kamieni.
Ryszard nie miał d o m u r o d z i n n e g o , w y c h o w y w a ł się w d o m u
dziecka, jest ś r e d n i e g o w z r o s t u , ale bardzo silny. J a k coś p o ­
s t a n o w i , t o z r o b i , c h o ć b y t o miało t r w a ć nie w i e m jak d ł u g o . Jest
prosty w najpiękniejszym sensie t e g o s ł o w a , bez pozy, fałszu.
T r o c h ę jak w i e l k i e dziecko. M ą d r e , u c z c i w e , u f n e m i m o d o ś w i a d ­
c z e ń , k t ó r y c h życie n i k o m u nie skąpi. M e ż o n ę , też z branży
jrtyttyeznej, o w i e l k i m uroku, spokojną, wyrozumiałą i dumną
z Ryszarda. D o rodziny należy j a m n i k - Figa. W lecie o b o k
izby-baraczka zawsze t ł u m g o ś c i . Przyjaciele, z n a j o m i . O b o k
Ewy, t o jej d o m e n a . Cały w i ę c dzień - g o t o w a n i e , m y c i e n a c z y ń ,
robienie z a k u p ó w , szukanie g r z y b k ó w , z n ó w g o t o w a n i e , roz­
m o w y . . . Czasem już w n o c y nad jeziorem niesie d ź w i ę k i f o r ­
t e p i a n u . Ryszard gra. Fortepian stoi w t y m baraczku! T o n i e p r a w ­
d o p o d o b n e , że w s z y s c y się w n i m mieszczą. B u j n e życie, a o n
j a k b y w y i z o l o w a n y , pracuje. W s z y s t k o , c o się da, robi sam. A l e
j a k ! precyzyjnie, pasując belki tak jak przy stolarskiej r o b o c i e .
Kliny, rygle, z a m k i , ż a d n y c h g w o ź d z i , w s z y s t k o „ n a p a s " . D r e w n o
suche, przecież g r o m a d z o n e i suszone przez lata, żadnej szczeli­
ny, którą się zatka m c h e m . Ryszard nie b u d u j e c h ł o p s k i e j c h a ł u p y ,
bele o c i o s u j e d o kształtu p r o s t o p a d ł o ś c i a n u , zestawia mierząc
d o k ł a d n i e , żadnej f u c h y , jak k o l b u s z o w s k i e k o m o d y czy jak k l o c k i
Lego. Tyle że t r w a ł e , tu już niczego nie rozerwiesz. Ryszard
b u d u j e d o m , który jest zaprzeczeniem naszego czasu. Ś m i e j m y
się, b o nie w i e m y , czy ś w i a t p o t r w a trzy t y g o d n i e - m a w i a ł
Baumarchais. M o ż e i nie p o t r w a , ale d o m zostanie. Na p o d ­
m u r ó w c e z g ł a z ó w , kamieni p o l n y c h . Całe piętro t y c h g ł a z ó w , też
p a s o w a n y c h j e d e n d o d r u g i e g o . Sam je t u przytaszczył, gdzieś
miesiącami w y p a t r y w a ł , p o t e m sam ustawiał. Jak? w y m y ś l i ł
proste i skuteczne m e t o d y , przecież k o p u ł ę Ś w . Piotra też
b u d o w a n o bez d ź w i g ó w ! Ryszard by p e w n i e sam tę k o p u ł ę
z b u d o w a ł , ale t o by m u zajęło całe życie, a zresztą urodził się za
p ó ź n o . W y w a ż a belki, d ł u g i e na 1 0 m e t r ó w , ciężkie, nie d o
uniesienia, p o t e m „ s p o s o b e m " u n o s i , klinuje, p o d p i e r a , z n ó w
w a g a , k l i n , podpora... Z t y c h lat 1 2 , c o najmniej 6 zabrała sama
b u d o w a , o d p a d a zima, deszcze, okresy g d y był zagranicą ze
s w y m i obrazami. M ó g ł zrobić d a w n o d o m , który by przetrwał
kilkadziesiąt, n o - sto lat. Bez tej katorżnej, zegarmistrzowskiej
pracy. A l e Ryszard p o s t a n o w i ł , że będzie miał d o m , który z o ­
stanie, g d y się już d a w n o rozpadną bloki mieszkalne i w i e ż o w c e .
D o m Ryszarda jest s y m b o l e m , celem w ż y c i u . Czasem, p e w n i e
szczerze, narzeka, że stał się n i e w o l n i k i e m t e g o d o m u , że by t o
sprzedał, zostawił... Tak m ó w i , p o c z e m robi dalej. Kiedy patrzę na
n i e g o p r z y c h o d z i mi na myśl c h ł o p - J a n S t a c h , który p o k ł ó t n i
z sąsiadem o drogę, p o s t a n o w i ł w y b u d o w a ć most na rzeczce,
i przez kilkanaście lat - k r o w ą taszczył kamienie, sam je układał
i nie w i e d z ą c n a w e t o t y m w y b u d o w a ł most, jota w j o t ę , jak
d a w n e romańskie. W i d z i a ł e m kronikę f i l m o w ą - z a b a w a , stół
z a s t a w i o n y j a d ł e m , ludzie ze w s i , dziennikarze, w ł a d z e , toasty
a o n s m u t n y , bez u ś m i e c h u . No, skończył. I c o dalej? C h c i a ł e m
n a w e t d o n i e g o pojechać, zobaczyć, c o r o b i , c o m y ś l i , czy ma
teraz p o c o żyć?
T o p r o b l e m : zrealizować cel życia i jak żyć dalej? J a c e k Olędzki
opisał w art. Dywan
na suficie
( P S L 1 9 7 7 nr 2 ) m ł o d e g o
c z ł o w i e k a - Waldemara Paciuka, dekoratora, który p o przejściu na
rentę n a j p i e r w w y r e m o n t o w a ł zamek - pałac w Krzeszowie,
a później w y n a l a z ł k o ł o W a ł b r z y c h a , w Strudze, z d e w a s t o w a n y
pałac. Zamieszkał w n i m . Założył h o d o w l ę przepiórek, by mieć
pieniądze na remont, sprzedawał jajka, p ó k i była na nie m o d a , za
uzyskane pieniądze k u p o w a ł szyby i oszklił kilkaset o k i e n , załatał
d a c h , o d n o w i ł p o k o j e , salę b a l o w ą a p o n i e w a ż na ścianie została
w i e l k a rama - n a m a l o w a ł obraz, najpiękniej jak u m i a ł (łabędzie
ciągną jak r y d w a n - g o n d o l e z p i ę k n y m i d z i e w c z y n a m i w p o ­
w ł ó c z y s t y c h szatach...), żyrandole w y m y ś l i ł o z d o b n e , błyszczące
inkrustacją, szkiełkami - a g d y już pałac był u r a t o w a n y przyszli
działacze z m i e j s c o w e g o koła Z M P , uważając, że będzie t o dla
n i c h s t o s o w n a siedziba. W t e d y bez skargi, s p o k o j n i e - w y j e c h a ł ,
by z n ó w sobie coś znaleźć d o o d b u d o w y . Z n ó w mieć cel
i satysfakcję. A może już t y l k o gorycz?

znamię t r w a ł o ś c i . S a m o c h ó d , j a c h t - t o w a r t o ś c i nietrwale,
k o n s u m p c y j n e . A d o m jest f u n d a m e n t e m rodziny. Małą ojczyzną.
O j c o w i z n ą . Jak i ziemia rodzinna. A l e kult ziemi przeminął (nie
t y l k o z w i n y ustroju) natomiast d o m jest t y m , c o p o w i n n o trwać,
łączyć. Co się przekaże d z i e c i o m .
M i m o p o w o j e n n y c h migracji w c i ą ż w y c z u w a się u nas po­
trzebę posiadania d o m u - k o t w i c y . D o m u , który w i ą ż e pokolenia,
który jest pamięcią i inicjacją.
Inaczej jest w s p o ł e c z e ń s t w a c h k o c z o w n i c z y c h , inaczej również w c y w i l i z a c j a c h c h a r a k t e r y z u j ą c y c h się dużą labilnością
r o d z i n . Tak n p . w Startach Z j e d n o c z o n y c h d o m i miejsce zamiesz­
kania staje się ś w i a d e c t w e m a w a n s u s p o ł e c z n e g o . Dzielnice
deklasują się, w l e d y zamożniejsi przenoszą się d o i n n y c h . Ar­
c h e t y p d o m u zostaje w ó w c z a s s t ł u m i o n y , z w i ą z a n y z n i m krąg
s y m b o l i s p ł y c o n y , r e a l i z o w a n y inaczej.
Dom

-

ideologia

N a z y w a j ą g o S ł o m a . O c z y w i ś c i e ma imię, n a z w i s k o , ale zawsze
się słyszy - b ę b n y S ł o m y , Słoma t o , t a m t o . Teraz Słoma buduje
s w ó j d o m . S t u d i o w a ł na A k a d e m i i Sztuk P i ę k n y c h w Warszawie,
bodajże rzeźbę. J u ż w t e d y w i e d z i a ł , że t o t y l k o jakiś etap,
o t w a r c i e okienka, p u n k t w y j ś c i a . M o g ł o być t o , m o g ł o inne.
Sądzę, że z d a w a ł sobie s p r a w ę z t e g o , iż inaczej się startuje
w jakiejś dziedzinie sztuki, kiedy się ma za sobą doświadczenie
innej dziedziny. P e w n i e t o sprawa s a m o ś w i a d o m o ś c i , dystansu
d o t e g o , c o robią i robili inni, zrozumienia roli struktury dzieła,
o b o j ę t n e jakiego. S ł o m a jest także m u z y k i e m , gra na różnych
i n s t r u m e n t a c h , ś p i e w a piosenki, które sam układa - z filozofią
rastafariańską i j e g o w ł a s n ą . Realizuje się w życiu i sztuce,
w ł a ś c i w i e granice zostały t u zatarte, życie kształtuje jak sztukę.
J e d n o ś ć . T o jest założenie, ale i naturalna droga życia. Mieszka
w osadzie, można ją tak nazwać, p o n i e w a ż w p r o m i e n i u kilku
k i l o m e t r ó w mieszkają rodziny j e g o przyjaciół, czujących i żyją­
c y c h p o d o b n i e . Osadzie jakiej? Boję się, że każde nazwanie
przyniesie fałsz, nazwa jest precyzyjna i skuteczna kiedy coś się
s k o ń c z y ł o , da d o czegoś p r z y r ó w n a ć , czymś w y o d r ę b n i ć . A tu
- życie. O t w a r t e . Na ludzi, myśl, w i a r ę , d o z n a n i a , wzruszenia.
W i ę c i nazwać t r u d n o , a p e w n i e i nie trzeba. S ł o m a , j e g o żona,
o t o c z e n i e - są w s z y s t k i m ż y c z l i w i . Przychodzą d o ludzi, sąsiadów
z u ś m i e c h e m na twarzy. T o im bardzo p o m a g a , t r u d n o bowiem
być u nas „ i n n y m " , mała jest tolerancja n a w e t na tę zewnętrzną,
niegroźną Inność. Trzeba ludzi o s w o i ć , przyzwyczaić, uszano­
w a ć . W ł a ś n i e t o - u s z a n o w a ć . Nie łazić g o ł o po ł ą k a c h , nie gzić
się na w i d o k u w s z y s t k i c h , nie p r a c o w a ć w dzień święty..,
Tolerancja jest procesem o s w a j a n i a , t o jak z w i e w i ó r k ą , trzeba
s p o k o j n i e , trzeba coś dać z siebie, w z b u d z i ć ufność, wtedy
przyjdzie, w s k o c z y ci na ramiona, szturchnie w i l g o t n y m noskiem.
Słoma chce żyć w zgodzie z naturą, w n i e u s t a n n y m zachwycie.
N a j p i e r w g d y przyjechali z żoną nie mieli gdzie mieszkać, więc
zaczął b u d o w a ć dom-szałas. Prowizorkę. Z czego żył? Jak od lat
z w y r o b u i sprzedaży b ę b n ó w . D u ż y c h , m a ł y c h , drążonych'
w p n i a c h d r e w n a , z d o b i o n y c h na w z ó r afrykańskich. Bębny mają;
duszę, kiedy się z nimi o b c u j e w i d z i się różnice - w tonie, t o .
o c z y w i s t e , w charakterze d ź w i ę k u , c h c i a ł o b y się powiedzieć;
- w z a c h o w a n i u . O c z y w i ś c i e nakłada się t u p r y m i t y w n a wiedza;
0 magicznej roli b ę b n ó w , c h o ć może i d z w o n n i c y mogliby
podobnie powiedzieć o swych dzwonach? Ale wróćmy
t e m a t u . Kiedy już Słoma zamieszkał w s w y m domu-szałasie,-!
p r z y p o m i n a j ą c y m s t ó g siana zaczął kreślić plan trwałej budowli*;
d o m u , o k t o g o n a l n e g o . T r u d n o p o w i e d z i e ć , czy na początku byłe*
idea filozoficzna, czy - c h y b a prędzej - intuicja, ale jak juz б№w e s z ł o w b u d o w ę , s w o j e prawa d y k t o w a ł materiał, logika*

1 konkret w a r u n k ó w . D o m p o w s t a j e , t o już ze 3 lata trwa
b u d o w a . D o m , który ma w sobie jakiś w y m i a r sacrum, dom.
w k t ó r y m się mieszka, g o t u j e , ale i myśli, k o n t e m p l u j e . Dom, ktćflK
jest zaprzeczeniem C o r b u s i e r o w s k i e j „ m a s z y n y d o m i e s z k a n M Ł j .
D o m , który sprzyja życiu w e w n ę t r z n e m u , jest w i ę c funkcjonaMftSj "
ale nie jak w Bauhauzie.

W e w s z y s t k i c h p r z y k ł a d a c h , na które się p o w o ł u j ę , współ
jest j e d n o - w i ę ź między o s o b o w o ś c i ą c z ł o w i e k a a j e g o dorneflV
D o m jest t u f o r m ą emanacji o s o b o w o ś c i , przedłużeniem my*"*idei, u p o d o b a ń . P o d o b n i e jak u w i e l u ludzi, którzy d o m u nie • S j L щ
i nie będą mieli - taką emanacją o s o b o w o ś c i może być I w ^ - J . ,
mieszkanie, p o k ó j , a n a w e t kąt.
t

l l

e

B u d o w a może dać satysfakcję w y j ą t k o w ą . Jest c e l e m n a j ­
w s p a n i a l s z y m , jaki sobie można p o s t a w i ć . Przez t o , że ma w sobie

28

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10868" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10846">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93eb1f5e9d16fcfd3ea58fba1a796f35.pdf</src>
        <authentication>d775042ebdb79747ec59d6e498e120a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129582">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2280</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129583">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129584">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2115</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129585">
                <text>Portret ludzkiego losu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129586">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3, s.22-25</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129587">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129588">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129589">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129590">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129591">
                <text>Tworzy portrety w e w n ę t r z a c h , portrety, które n a z y w a „ z a p i ­
sem s o c j o l o g i c z n y m " . Słusznie. W a ż n ą c e c h ą t y c h p o r t r e t ó w jest

Aleksander J a c k o w s k i

ich z b i o r o w y charakter. Każda twarz, p o w i ę k s z o n a , m ó w i ł a b y
0 człowieku, t y m j e d y n y m , n i e p o w t a r z a l n y m , z n a n y m z imienia
1 nazwiska. A l e te postacie, s y t u o w a n e w c e n t r u m f o t o g r a f i i

PORTRETY LUDZKIEGO LOSU

wśród s p r z ę t ó w i dekoracji, stają się w c y k l u „ Z a p i s u " rodzajem
portretu z b i o r o w e g o . Nakładają na siebie, kuszą o d r ę b n o ś c i ą
szczegółów, ale w sumie t w o r z ą obraz niemalże statystyczny.
Łączy je ś w i a d o m o ś ć losu, nierozerwalna j u ż więź c z ł o w i e k a

P e w n i e m o ż n a f o t o g r a f i e Z o f i i Rydet n a z w a ć s k r o m n i e j , i n a ­
czej, p o z o s t a n ę j e d n a k przy t y m t y t u l e , sądzę b o w i e m , że najpeł­
niej określa krąg zainteresować

artystki. M o ż n a

co

prawda

znaleźć w J e j d o r o b k u prace bliskie p o e t y c e a w a n g a r d y , kolaże,
zapisy s n ó w , obrazy brzemienne s y m b o l i k ą -

ale i w

o d n a j d z i e m y p i ę t n o losu, ludzkiej d o l i . Zawsze -

nich

człowiek,

w i d z i a n y serdecznie, c z ł o w i e k - taki j a k i m jest, j a k i m u f o r m o w a ł
g o los. C i ą g ł y d i a l o g : c z ł o w i e k i los. K o n f r o n t a c j a - d o m , k t ó r y g o
otacza, d o m k t ó r y g o f o r m u j e , m o ż e i ciąży, jak k a m i e ń , jak
przeszłość, j a k los - i d o m , k t ó r y jest też w y r a z e m z b i o r o w y c h
i j e d n o s t k o w y c h dążeń. M y z t e g o d o m u , o n z nas. D o m w sensie
szerokim, przestrzeni, którą t w o r z y m y i k t ó r a nas t w o r z y , na którą
się g o d z i m y , l u b której ulegamy. T o nie przypadek, że p o c y k l u
„ M a ł y c z ł o w i e k " , w k t ó r y m z taką w r a ż l i w o ś c i ą

przedstawia

d z i e c i , j u ż z wyrazistością ich c h a r a k t e r ó w , ale jeszcze pełne
nadziei, jeszcze nie określone przez życie - artystka p o d e j m u j e
w późniejszych pracach temat c z ł o w i e c z e g o losu, kiedy się już

'miejscem m u p r z e z n a c z o n y m . Poszczególne f o t o g r a m y m o ż n a

jest s k r y s t a l i z o w a n y m , o b a r c z o n y m p r z e d m i o t a m i , uformowa-

odbierać jak „ n o r m a l n ą " d o k u m e n t a c j ę k o n k r e t n e j o s o b y w k o n -

n y m . P o z b a w i o n y m nadziei, szans na i n n y p r o g r a m życia.

tatnym

W i ę c - n a j p i e r w d z i e c k o , c i e k a w o ś ć , nadzieja, j u ż spętani*

w n ę t r z u . A l e p r a w i d ł o w y m o g l ą d e m staje się d o p i e r o

4rW- Setka i n d y w i d u a l n y c h p o r t r e t ó w , jak test -

l o s e m , d o m e m , boleśnie n a d c h o d z ą c ą starością, później - doj­
rzałość, m i ł o ś ć i lęk, p o w o l n e , z d n i a na d z i e ń f o r m o w a n i e «ł&gt;
coraz m n i e j m o ż l i w o ś c i , szans, w y b o r ó w - i wreszcie s t a r o s t

identycznie

r ó w n i e w a ż n y , r ó w n i e p i ę k n y i s m u t n y w s w e j egzystencji,
w s w y m zakorzenieniu. Zdarzało się, że g d y w r a c a ł a d o l u d z i
zastawała j u ż t y l k o pustkę. Zdjęcie ś l u b n e , kiedyś wiszące nad
ł ó ż k i e m z n a j d o w a ł a p o d szkłem - na n a g r o b k u . Umierają ludzie,
umierają d o m y , o d c h o d z ą w z o r y p o k o l e n i o w e .
Zofia Rydet t w o r z y d o k u m e n t czasu, zwłaszcza w s i . D z i e n ­
nikarze, m i ł o ś n i c y l u d o w e j k u l t u r y starają się j ą r e k o n s t r u o w a ć ,
f o t o g r a f u j ą w y c i n a n k a r k ę w stroju k u r p i o w s k i m , j a k b y t o b y ł jej
c o d z i e n n y ubiór. L u d o w e zespoły w ś r ó d łąk i starych c h a ł u p ze
skansenu t w o r z ą naszą żałosną wersję z g r z e b n e g o D i s n e y l a n d u .
Ile p r a w d y - na t y m tle - zawierają w sobie f o t o g r a f i e Z o f i i Rydet,
jak w a ż n y to obraz świata, który o d c h o d z i . L o s u , który się
dopełnia.

" k o m p o n o w a n y c h - u j a w n i a portret z b i o r o w y , społeczności i g e Jeracji.

się j u ż t y l k o jest i dzień przechodzi za d n i e m , i coraz b l t t * * * " Autorka t w o r z y s w e c y k l e w r ó ż n y c h w a r i a n t a c h , może b y ć
••eionalny, np. Podhala; może b y ć j e d n a m i e j s c o w o ś ć - np.
ś w i a d o m o ś ć przemijania.
^*»Ckorona; może b y ć ś r o d o w i s k o w y - w i e ś , inteligencja miejsT e n cykl „ d o r o s ł y " z a t y t u ł o w a ł a „ C z a s p r z e m i j a n i a " . Pi
Czasem p o j a w i a się p r ó b a z r ó ż n i c o w a n i a p o k o l e n i o w e g o ,
„ Ś w i a t u c z u ć i w y o b r a ż e ń " . Opatrzyła g o autorskim k o " * * :
tarzem: „ ( . . . ) m ó w i o c z ł o w i e k u z a g r o ż o n y m j u ż o d e h * * ^ ^ y n a c j a m ł o d ą d z i e w c z y n ą siedzącą na tapczanie w ś r ó d lalek,
n a r o d z i n , o j e g o obsesjach, o j e g o u c z u c i a c h , osamotnietfW ^ m i n u j e j e d n a k m o t y w ludzi d o j r z a ł y c h , s p r a c o w a n y c h . Ludzi
* V p i s a n ą biografią ś r o d o w i s k a i p o k o l e n i a na t w a r z a c h , o d ­
p r a g n i e n i a c h , o lęku, przed k t ó r y m ratuje g o t y l k o m«ło*«
wodzących. U s y t u o w a n i w c e n t r u m f o t o g r a f i i siedzą w s p o k o j u ,
o tragedii przemijania, o strachu przed zagładą i zniszczenie"''
Ten strach każe j e j na przukór rzeczywistości zatrzymać СЯР g ł u c h u , czekają... Ludzie starzy i d a j ą się zawsze czekać. I t o ich
l

e

- w kadrze, w f o t o g r a f i i . J e d y n e , c o c z ł o w i e k może z r o b &amp;
o c a l i ć pamięć. U t r w a l i ć c h w i l ę .

9

* k a n i e , ten ślad istnienia, rejestruje artystka. Z czułością,
^ d o c z n y m szacunkiem dla każdego. B o każdy jest dla niej

Zofia Rydet, ur. w 1 9 1 1 r. u k o ń c z y ł a s t u d i a e k o n o m i c z n e .
P a s j o n o w a ł a ją f o t o g r a f i a , p o ś w i ę c i ł a jej całe życie. J e s t c z ł o n ­
k i e m Z w i ą z k u Polskich A r t y s t ó w F o t o g r a f i k ó w , w y k ł a d a ł a f o t o ­
grafię na W y d z i a l e A r c h i t e k t u r y P o l i t e c h n i k i Śląskiej. Wzięła
udział w p o n a d 3 5 0 w y s t a w a c h w kraju i zagranicą. W y d a n o trzy
a l b u m y z jej zdjęciami.
Fotografie zamieszczone w t y m numerze p o c h o d z ą z w y s t a w y
„ Z a p i s s o c j o l o g i c z n y 1 9 7 8 - 1 9 9 0 " , która miała miejsce w maju
- c z e r w c u br. w Galerii FF przy Ł ó d z k i m D o m u Kultury.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10895" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10873">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b6a21a019ba2f1b4325c5ab002df7b09.pdf</src>
        <authentication>d23f15213b396cd7d9e61f39d24b35cf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129953">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2555</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129954">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129955">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2374</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129956">
                <text>Jacek Łodziński / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129957">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2, s.103-106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129958">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129959">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129960">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129961">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129962">
                <text>Doradzają zresztą nie tylko oni. Macak chciałby, aby kolekcja
była możliwie pełna, wszechstronna, obiektywnie doskonała.
Ale jak osiągnąć tę obiektywność? Sądy krzyżują się, zderzają;
ktoś, z k i m bardzo się liczy odmawia wartości rzeźbom Śledzia,
Chajca i L u r k i ; ktoś inny przeciwnie - w nich dostrzega
znamiona prawdziwej sztuki, napięcie życia duchowego, lekce
sobie ważąc setki bezdusznych figurek, niczym w swej istocie
nie różniących się od zabawek z drewna. To też jest zrozumiałe
- szacunek dla opinii specjalistów, ludzi wybitnie wrażliwych.
Kolekcja jakby wyprzedza w tym okresie świadomość swego
twórcy. Dopiero w następnym etapie ujawniają się prawdziwe
preferencje zbieracza, nabiera pewności siebie - w końcu to
kolekcja jego, dla niego i przez niego budowana. Wtedy też,
w masie przedmiotów zaczynają błyszczeć te naprawdę ważne.
Przestaje imponować rozrost liczbowy, narasta świadomość, że
ilość wcale nie musi przechodzić w jakość. Przedmiotem dumy
stają się dzieła wybitne.
W domu państwa M a c a k ó w wyróżniłbym przede wszystkim
zestaw rzeźb Edwarda Sutora. Nie ma wielkich, bryłowatych,
fantastycznych głów - ale ten brak rekompensują średnie i małe
figurki, świetnie dobrane. Doskonały jest zestaw dzieł Heródka,
Ludwika Więcka, M a r i i Wnęk, Katarzyny Gaweł. Jest kilka
rzeźb Leona Kudły, wśród nich (piękna!) dziewczyna z ptakiem
na wyciągniętej dłoni, jedna z najwcześniejszych prac artysty.
Ekspresyjne rzeźby Romana Śledzia, artysty bardzo wysoko
ocenianego w Niemczech, ale u nas niedocenianego - tak dalece
odbiega od potocznych
oczekiwań. Dobry jest
zestaw Nikifora. Monsiela, Zagajewskiego,
Jędrzeja Wowry, Stani­
sława M i k i , Janasa,
Hołdy, Muchy. (Z po­
zycji wybitnych - nie­
wiele rzeźb L u r k i . Sła­
bszy
jest
Chajec
i
Szczypawka-Gołębiowska). Cenny, pięk­
ny zestaw ptaków, za­
bawek z drewna, w tym
emausowych
„Ży­
dów".
Z dawnej sztuki ob­
razy z X V I I I i X I X w.
Matki Boskiej Często­
chowskiej, Gidelskiej,
z La Salette. Nieprze­
ciętnej urody Święta
Rodzina.
Doskonały
dobór rzeźb: różne we­
rsje Chrystusa Frasob­
liwego,
Ukrzyżowań.
Fragmenty z ołtarzy łe­
mkowskich cerkiewek.
To, czego nie mają mu­
zea - setka oleodruków
zbieranych we wsiach.
Drzeworyty: z Płazo­
wa, Wowry.
Zbiór uzupełniają lu­
dowe skrzynie, szafy.
W nich około 130 wy­
cinanek 26 autorek.
Dokumentacja w trak­
cie opracowania. Goto­
we ok. 350 opisów.
Leszek Macak zbie­
ra eksponaty, ale podo­
bnie jak to miało miejs­

102

ce z Zimmererem, czy Bolesławem Nawrockim, ważne
niego są spotkania z twórcami. Poznał ich wielu. Niektó
z nich, to ludzie o niezwykłej osobowości, ciekawsi nawet
dzieła ich rąk (np. Piotr K w i t ) . Z wieloma twórcami Les
zaprzyjaźnił się, jeździ do nich, zaprasza do siebie. Ostatnio
u niego twórca pięknych ptaszków z drewna - Zachura. M ;
bardzo go ceni, zawiózł nawet sporo jego ptaków swe
dawnemu szefowi w Stanach. Surowy ten, niezdolny
uśmiechu człowiek, zobaczył kiedyś u Macaka ptaszki |
sufitem, no i teraz ma je sam w swym biurze. Trzepoczą
poruszane powiewem powietrza z A i r Condition. (Poczc
człeczyna! myślą klienci. Ptaszki sobie powiesił!).

Jacek Łodziński
Aleksander Jackowski

Był słotny dzień jesienny. Czekałem na Ludwiga Zimmerera
przed jego willą. Nie przychodził, za to przyjechali dwaj
Holendrzy. Podnieceni, kupili w Krakowie „fantastyczne"
obrazy. Pytam - czyje? Gawlowa. Nie słyszałem. Pokazują.
Radosne, ludowe do szpiku kości, a przytym poza tradycją.
A Zachura, to nie tylko ptaszki, lecz i los człowieka, z n Gdzie mieszka - pytam. Za Krakowem, zawiózł ich do niej
związany. W czasie okupacji Niemcy wzięli go do kamiet właściciel kramu w Sukiennicach. Bardzo, bardzo dziwny
łomów. Warunki były straszne, ludzie umierali - jeden człowiek. Grosza od nich nie wziął, jeszcze się cieszył, gdy
nadzorca zobaczył, a było to tuż p n &gt;
5?
- f a z u j ą wizytówkę, wymówić nazwiska nie
drugim. Niemiec
Bożym Narodzeniem, że Zachura struga sobie ptaszka. A
.
iego
kę umiesz zrobić? zapytał Zachura wyrzeźbił, jedną, drug £ ™
w o w a n y , zacinał się mówiąc. Przyszedł prosić
No i zwolniono go z tego kamieniołomu. Ocalił życie. Ptasi
,
i a n o mu odebrać koncesję. Chodziło o donos,
mu je ocaliły.
sprawę kapliczki koło Paszyna. M ó w i o n o , że j ą ukradł, zdjął,
c i l i

a , a r c e

J^S^SL^^^yi

w

I n s t y t u c l e

N i e w i e l k

z d e n e r

Q

Kiedy w kolekcji Macaka przypatruję się rzeźbom i obrazo
wiszącym wszędzie ptaszkom, zastanawiam się na tym, f.
wielkie talenty drzemią w ludziach, i jak mało trzeba (czas
jednego impulsu), by mogły z całą siłą wybuchnąć. Oglądt
wspaniałe rzeźby Sutora, Heródka, Zagajewskiego, Ной
niesamowite rysunki Monsiela, obrazki Nikifora - tych, kto*
tworzyli,
poniew
musieli tworzyć, p o ł
waż ta potrzeba don
nowała w ich żyd
i oglądam rzeźby I
nych artystów, który
w ujawnieniu talen
pomógł przykład sąsi
da, konkurs, czy wys
wa. Tak, jakby ni
twórcza była hamo*.
na wstydem przed ot
czenicm. Przecież I
robi się na wsi tego,!
nie przyjęte, со I
przynosi
dochodu
Ale wystarczy, że kto
kto zobaczył u stan
Katarzyny Gawłów
Niebo
z
Malt
Boską i aniołami, Щ
malowane na ścian
komórki, w której mk
szkala, zachęcił ją*
malowania
obrazo'
by w ciągu krótkie
czasu powstały пара»
dę znakomite. Patt
na nie w domu Leszł
Macaka i cieszę s i e ł
stworzył tak znakom*
kolekcję.

p

o

m

o

c

c h c

przehandlował, zrobił, zawiesił. O co tu chodzi? Wyjaśniłem,
Łodziński przejeżdżał, widział starą, już rozpadającą się kapliczkę, więc uznał, że trzeba w jej miejsce dać podobną; nie
czekał aż ją spalą a drzewo zetną. Pomówił z ludźmi, sfotografował, obiecał że przywiezie nową. A bo można takiemu
wierzyć? Ksiądz Nitka na wszelki wypadek starą wziął do
siebie. Łodziński, jak obiecał, n o w ą kapliczkę przywiózł,
Zawiesił na drzewie. Trochę się zmartwił, że starej nie ma, ale
nową dał. Pieniędzy żadnych za nią nie chciał. To już wydało się
lu
bardzo podejrzane. Niepojęte.
Sprawę wyjaśniłem, no i zapomniałem o kupcu z Krakowa.
Tym bardziej, że podobnych spraw, z donosów zrodzonych,
było więcej. Choćby taka, gdy powiadomił mnie wyższy
urzędnik resortu kultury, iż w Szwajcarii doktór Nawrocki
handluje rzeźbami. Rzeczywiście, działał w Szwajcarii i za­
jmował się - także - rzeźbami, tyle, że wygłaszał o nich odczyty
w najświetniejszych gremiach i pokazywał je na wystawach.
Ale wracam do Holendrów, Gawłowej i Łodzińskiego. Przy
pierwszej nadarzającej się okazji pojechałem do Krakowa, aby
z nim się zobaczyć. Zawiózł mnie do Gawłowej, wręczył 10
kaset z rozmowami, jakie z nią nagrał, pokazał obrazy,
zgromadzone u siebie w domu, a ponieważ robiliśmy wówczas
z Zofią Bisiakową wystawę sztuki nieprofesjonalnej w ramach
Dni Krakowa (1978), dał na tę wystawę doskonały zestaw prac.
Od tamtego czasu, kiedy przyjeżdżałem do Krakowa, pierw­
sze kroki kierowałem do Sukiennic. Kram Jacka wyróżniał się
zdecydowanie, zwłaszcza dzięki rzeźbom, które go dekorowały.
Rzeźby były świetne. Jednak, kiedy pewien Niemiec nie mógł
oczu oderwać od Chrystusa na łodzi Adama Zegadły, i nie
odchodził mimo kilkakrotnych zapewnień, że rzeźba jest nie do
sprzedania, Łodziński zapytał, co go tak w tej rzeźbie zaintere­
sowało. Należę do ludzi, którzy wierzą - odpowiedział - iż Pan
Bóg przychodzi z wody. Zamykano kramy, a on jeszcze stał
patrzył. Wtedy Jacek zdjął z półki Zegadłę i dał mu. To rzeźba
me do sprzedania, więc tylko dać j ą Panu mogę, powiedział.
Ale i z dawaniem były kłopoty. Przyjechał kanclerz Niemiec,
Schmidt. Kramy pięknie wypucowano, gość zainteresował się
stoiskiem Łodzińskiego; postanowiono więc dać mu rzeźbę
Adama i Ewy. Jacek przyniósł najładniejszą z tych które miał
* domu i ofiarował gościowi. Ale władze nie chciały prezen. • Pieniądze przekazano, przez muzeum, ale dyrektor wpłacił
J do Urzędu Skarbowego, i po 2 latach Łodziński dostał
wezwanie do zapłacenia podatku i kary za nielegalnie prowaPRZYPISY
o n ą pracownię rzeźby (!!!).
Aleksander Jai
ruedyś przyjechałem do Krakowa wściekły. Właśnie ukazał
ki, Ludwig Zimmei
^,
e r „Polskiej Sztuki L u d o w e j " poświęcony kulturze
go kolekcja, PSL 1
Mg°wskiej. Jeszcze nie było wtedy mody na tę tematykę, numer
1/2; Ludwig Zi\
lem
. ^ którego realizację włożyłem wiele trudu, uważao swojej kolekcji,
że d * y k l e ważny, i to z wielu powodów. Ale okazało się,
1971, nr 1/2
Wojciech Sien^
j y^ktor „ O s s o l i n e u m " we Wrocławiu, nie porozumiewając
Pamiętnik spotkań PS
mną, ani z dyrekcją Instytutu, kazał drukarni
1975, nr 1/2
'ejszyć nakład o ponad tysiąc egzemplarzy, tak by numer
d z i o m

1

e

az

1

n u m

w

Z a n

e z w

2

S

e

z e

l r n

dotarł jedynie do prenumeratorów. Nie muszę wyjaśniać, jak
mnie to zdenerwowało. Oczywiście od razu powiedziałem o tym
Jackowi. Zamrugał powiekami i spokojnie zapytał, czy można
zrobić dodruk? Nie wiem, odpowiedziałem, a zresztą skąd
wezmę pieniądze. D z w o ń ! - poprosił, zapytaj o wszystko.
Dodruk mogli zrobić, miało to kosztować 10 milionów. Jacek
kiwnął głową - każ robić. Zwitek banknotów wsadził mi do
kieszeni. I tak stałem się przestępcą, w y d r u k o w a ł e m 2.000
egzemplarzy bez zgody wydawcy, bez podatku. Napisałem do
„ O s s o l i n e u m ' ' , że od tej chwili sami będziemy w y d a w a ć pismo.
Był to już okres przemian, wielkich nadziei. Zelżał gorset
zakazów. Łodziński kupił kompletnie zrujnowany dom przy
ulicy Solskiego, a właściwie półtora domu. Zachwyciły go
piwnice, czternastowieczne. Za n a m o w ą Andrzeja Majews­
kiego, wspaniałego scenografa, w dawnym warsztacie urządził
galerię sztuki naiwnej. Lokal (to też był pomysł Majewskiego)
nazwał Camelot. Na inaugurację urządzili wystawę sztuki
żydowskiej. To był majstersztyk scenograficzny. Na środku sali
stał wóz, wyładowany po brzegi rupieciami, tobołami. W ó z
Żyda - Wiecznego Tułacza. Przyprószony bielą symbolizował
los narodu. W piwnicy wyeksponowano ocalone macewy,
wydobyte z błotnistej drogi do PGR przez Andrzeja Toborowicza, (kupowane za pół flaszki każda), w salkach rzeźby Żydów,
tegoż Toborowicza. W y s t a w ę otwierałem razem z Piotrem
Skrzyneckim. Grał skrzypek z Piwnicy pod Baranami, pod­
skakiwał (bo mały) i śpiewał żydowskie niguny Antoni Pilch,
a w odwodzie czekało kilku górali z ciupażkami „na wszelki
wypadek". Zrobiliśmy też promocję „ Ż y d o w s k i e g o " numeru.
Kraków zdumiał się plakatem - adres galerii wyprzedził
oficjalne decyzje Magistratu, Jacek podał d a w n ą nazwę ulicy
- św. Tomasza. I tak zostało. N a z w ę wkrótce przywrócono.
Tam, w piwnicy, przy grzanym miodzie i znakomitym
„ e k o l o g i c z n y m " jedzeniu, miałem ostatnio promocję książki
Sztuka zwana naiwną, tam odbyła się narada zorganizowana
przez Centrum Animacji Kultury, w której instruktorzy i działa­
cze dyskutowali na temat sytuacji sztuki ludowej. Gości
podejmował śniadaniem, w przygotowywanej do otwarcia
winiarni, Jacek Łodziński.
W tym czasie do Sukiennic zaglądał j u ż rzadko, urządził,
wykorzystując materiał z rozbiórki starych chałup, stare kapli­
czki, drewno i wiklinę - sklep sportowy „ O l i m p " . Obok
winiarni (pięknej!) ma znany w Krakowie sklep z „ekologicz­
n ą " żywnością „Pod A n i o ł a m i " . Byliśmy pod wrażeniem
scenerii, zarówno „ O l i m p u " jak i winiarni. Łodziński zaufał

103

�swojej wrażliwości, zrobił to, co etnografów starego chowu
mogłoby zbulwersować, połączył szkło z drewnem i wikliną,
ludowe naczynia gliniane ze starymi beczkami, wschodnimi
kobiercami na ścianie, włoską ceramiką. Stworzył nową jakość,
zaskakującą w swej harmonii, dającą poczucie autentyku.

Ciągle jest w ruchu, nerwowy, realizuje nowe pomysły,
ubolewa, że nie starcza mu czasu na wyjazdy do ludowych
twórców, a przecież każdy wyjazd to nie tylko powiększanie
kolekcji, ale i Galerii Sztuki Naiwnej. Piękny to i dziwny sklep.
M o ż n a go zwiedzać, ale gdy chcesz kupić obraz, czy rzeźbę
a nawet ptaka, okazuje się, że nie są do sprzedania. Zdener­
wowałem się, gdy sprzedawczyni trzeci, czy czwarty wskazany
objekt uznała za chroniony. To nic nie jest na sprzedaż? - Jak to
nic, broniła się. Wiele rzeczy, tylko pan ciągle wybiera
najlepsze.
To samo w Sukiennicach. Co piękniejsze rzeźby stanowiły
jedynie dekorację. Trudno jak widać, łączyć usposobienie
kolekcjonera z kupieckim. Następuje kolizja instynktów. Ale
nie ma kolizji w działaniach na rzecz Krakowa, na rzecz kultury,
także ludowej. Przecież subwencjonował powstanie książki
o Paszynie, przez rok dając stypendium autorowi). Ciekawy
człowiek.

*
Rozmowa:
Jak i dlaczego zainteresowałeś
się, Jacka sztuką
ludową?
Z obrzydzenia do obłudy w tym, co robiono, mówiono,
pisano. Szukałem upustu, na wsi, w rozmowach z rzeźbiarzami.
Byłem wtedy młodym kupcem, po studiach ekonomicznych.
Pomagałem rodzicom, którzy prowadzili kram w Sukiennicach
Z ludowymi
przedmiotami?
Ależ nie, to była galanteria. Może tylko trochę lepsza niż
gdzie indziej. Jeździłem po towar do Warszawy. Wtedy za­
glądałem na Stare Miasto, do sklepu Cepelii. Zobaczyłem tam
kiedyś grupę rzeźb Adama Zegadły. Spodobała mi się jedna, ale
pani, która te rzeźby pokazywała pokręciła głową, zabrała mi ją
z ręki i podała inną. Powiedziała: wiem, że się panu ta figurka
napewno nie podoba, ale ona jest naprawdę bardzo dobra. Niech
mi pan wierzy!
Jakbym ją widział! To była pani Zosia!
No i miała rację! Ta rzeźba przypomniała mi kapliczki, które
widziałem na wsi w młodości.

Ojca, rzeźby niepokoiły. Owszem, Chrobaka rozumiał, tam
było dobre rzemiosło, ale te z wykrzywionymi buziami? Kto je
leupi? dziwił się. Ale kupowali, turyści zagraniczni, kolek­
cjonerzy.
Dlaczego ja te rzeźby tak pchałem ludziom pod nos. Przypu­
szczam, że z przekory. Ty też jesteś przekorny, no nie?
Zabraniano, tępiono więc ja religijne motywy przemycałem
świątkach... a plakat wystawy Gawłowej, po raz pierwszy
pojawił się taki na ulicach - z M a t k ą Boską. Zrobił go Janusz
Trzebiatowski, a przyznasz, że pięknie.
Nie miał kłopotu z cenzurą?
- Miał! Co Pan tu przyniósł? zdziwiła się pani cenzor. Co to
jest? Wniebowstąpienie?
- Dlatego tu jestem osobiście! uśmiechnął się rozbrajająco
Janusz. Cenzorka roześmiała się i plakat puściła. Już się zresztą
cały system kruszył. Przecież na wernisaż Gawłowej przyjechali
nie tylko ludzie z Zielonki, ale i miejscowy ksiądz. Myślałem, że
dyrektor Waligóra zemdleje, gdy go zobaczył. Do tego na
wielkim stole zastawionym odpustowymi łakociami leżało
kilkadziesiąt pierników z orłami w koronie! Sami je piekliśmy
do połowy nocy. Teraz to się wydaje zabawne, ale wtedy
odreagowywałem w ten sposób. Zawsze wiedzieliśmy, kiedy
przyjdzie kontrola do kramu, i w zależności, skąd - szybko się
chowało stojące na froncie świątki a na ich miejsce wypychało
co innego! Zawsze były na podorędziu duże „estetyki" toczone
krasnoludki, i gdy przychodzili kontrolerzy z Rady Narodowej,
Czy już wtedy interesowałeś
się sztuką
ludową?
na nie się natykali. Dla innych wpychaliśmy figurki Frasob­
Ależ nie, podobało mi się to, co nowoczesne, żelazne liwego pomiędzy galanterię ze srebra. Zresztą było to połącze­
krzesełka, tworzywo, szkło. Wprowadziłem je do domu, wbrew nie bardzo piękne i wkrótce podpatrzyli je właściciele innych
rodzicom, którym najwięcej żal było rzeczy, które powy­ kramów. Oni uważnie się nam przyglądali, to mnie bawiło, ale
rzucałem, a nawet poniszczyłem. Jakieś talerzyki miśnieńskie, i cieszyło. Gorzej z Cepelią. Dla niej byliśmy czarną owcą.
piękne wzory cebulkowe. Nie dałem sobie wytłumaczyć, że sa. Wszystko ich drażniło. To, że zaczęliśmy srebro łączyć z rzeź­
ładne.
bą, to, że kupowano je u nas, nawet muzea. Postanowiono więc
Jak więc doszło do kontaktu ze sztuką
ludową?
nas zniszczyć. Jak to możliwe, użalał się dyrektor na posiedze­
niu Wojewódzkiego Komitetu Partii, by w centrum Krakowa
Mówiłem o tym jąkaniu. Strasznie mnie peszyło, dysk­
działał prywaciarz. Wyrzucili nas z dnia na dzień, nawet bez
walifikowało w towarzystwie. Musiałem to jakoś odreagowy­
wcześniejszego wymówienia. Później je dostałem. Powód
wać, więc zacząłem uprawiać taternictwo, wspinaczkę. Chodzi­
wskazano prosty - kicze. W i ę c ja wysłałem 36 odwołań, do К С ,
łem na długie wycieczki, wtedy namiotu nie miałem, spało się
do Ministerstwa, też do Ciebie. Na szczęście miałem fotografie
na kocu w worku na mole. To mnie dowartościowywało, a przy
i rachunki za sprzedane rzeczy z muzeów etnograficznych,
tym zacząłem poznawać różnych ludzi, ludowych rzeźbiarzy.
w tym ze Szwecji. No i po 4 miesiącach wróciliśmy...
Zafascynowali mnie, taki Piotr Dymurski... robił i Chrystusa
Cepelia nie mogła Cię lubić, wchodziłeś
im w drogę.
i Lenina, ale sprzedawał w dwóch różnych cenach. Jakbym
Przypomnij sobie historię z Malikiem, odebrałeś im dostawcę.
mógł tyle samo za nich brać! - zarzekał się. Dodam, że za
Ja? Oni od tego Malika chcieli tylko żubry. By i m je masowo
Lenina brał dużo mniej.
To znaczy kiedy?
Urodziłem się w 1941 r. w Krakowie. W młodości całJ
miesiące spędzałem na wsi, w poszanowaniu tradycji, w szacun.
ku dla chłopów. Kiedy w niedzielę szliśmy do kościoła, to dzieci
zawsze boso. Buty się wkładało dopiero przed wejściem. A szła
cała wataha, ze 20 chłopców i dziewcząt, ponieważ mami
z ciocią brały na wakacje dzieci z całej rodziny, do tego jeszcze
kilkoro sierot. Matka uważała, że czyste powietrze, to zdrowie,
i zwłaszcza mnie dobrze robi. W dzieciństwie bowiem ciężko
odchorowałem przestrach. Aby oduczyć zbliżania się do ognią!
służąca wsadziła mi głowę do pieca! Przez kilka dni w ogóle щ
mówiłem; potem zacząłem się okropnie j ą k a ć . Matka uważała
że powinienem mieć dłuższe wakacje, i j u ż w maju wyjeżdżaliśmy na wieś. Trzy dni pakowało się garnki do koszy z wikliny,
później jechało furmanką, rzadziej powozem - do Myślenic
bądź Rabki. Stawaliśmy przy ozdobionych kwiatami kaplicz­
kach, przejmował mnie wzruszeniem widok ludzi modlących
się przed świętymi figurami. Później, gdy j u ż s t u d i o w a ł e ś
ekonomię pomagałem rodzicom prowadzić kram w Sukien-'
nicach. Do momentu, bo to był dosłownie moment, wyrzucenia;
nas stamtąd. Weszło M H D . Wszystkie kramy upaństwowiono,
nam dano sklep na Grodzkiej. Ale nie na długo, prywaciarzy
tępiono. Był to rok 1953. Przyszły ciężkie lata. Po „odwilży"
w 1957 r. pozwolono nam wrócić do Sukiennic. Przez dobry roi
nie stać nas było nawet na masło.

...
Sklep „Olimp'
grzy ulicy
Sw. Tomasza

104

w

dostarczał, zawsze takie same. A on lubił i chciał rzeźbić coś
innego. Dziewczyny, ułanów, tematy patriotyczne. Przyszedł do
mnie, pokazuje żubry. Pytam, czy nie ma czegoś innego. Ma,
wyjmuje zawstydzony, uczciwie dodaje, że tych rzeźb w Cepelii
nie chciano. A były wspaniałe! To mu dałem dłuta, zachęciłem
do pracy. Poczuł się artystą, i tak jak prawdziwy artysta
przyprowadził sobie modelkę do pracowni. Nawet jej nie
rozbierał, ale tam w Rybnej zawrzało, rodzina się na niego
pogniewała, omal nie popełnił z tej złości największego głupst­
wa. Na szczęście przyjechałem, gdy tak siedział na strychu,
pomstując, „Zemrę, zemrę na złość tym k . . . "
Dawniej jeździłeś do rzeźbiarzy, do Paszyna, a czy teraz nie
ma już do kogo się udać?
A no coraz z tym gorzej, bo to i dawni mistrzowie wymierają,
a nowi... niewielu ciekawych, a może najważniejsze w tym
- weszły w życie zarządzenia zabijające wszelką twórczość.
Dobre może dla rzemiosła, dla dostawców m a s ó w e k do Cepelii,
ale nie dla autentycznych artystów. Chodzi o to, że rzeźba nie
może być za droga, bo jej nikt nie kupi. Ale aby dostać
zwolnienie z V A T - u trzeba udać się do Cepelii, dać na komisję
wzór, zapłacić 300.000 dawnych złotych, no i po komisji
odebrać decyzję. Tymczasem mój rzeźbiarz nie chce trzepać św.
Franciszków, każdy w tej samej pozie, o identycznej wysokości,
on chce teraz zrobić św. Antoniego, albo Matkę Boską, albo
jakiegoś króla, no i na każdą nową, czy trochę inną rzeźbkę musi
się starać o certyfikat. Jechać do Krakowa, czy Lublina, prosić,
pisać podanie, a wiesz jak to lubią. Ciekaw jestem, czy
Ministerstwo Kultury wie o tym zarządzeniu Ministra Finan­
sów?
Wie, wie, to przecież Z resortu kultury pochodzi ten wniosek.
Po prostu nie pomyśleli o twórcach, dbając o czystość
wzorów
rękodzielniczych.
Dobrze, że nie zdążyło to już dotknąć Gaw­
łowej... Ale skoro mówimy o Gawłowej, jak ją
odkryłeś?
To nic ja, to Mieczysław Górowski j ą odkrył. Poszukiwał
w podkrakowskich wsiach skrzyń ludowych, no i zaszedł do
pani Katarzyny. Skrzynia stała na glinianym klepisku, ale
ważniejsze było to, co zobaczył na ścianie: namalowane Niebo.
Powiedział o tym Stefanowi Dousie i mnie. Pojechaliśmy we
trójkę. Gawłowa pieliła marchewkę, z trudem, była stara, gruba,
niedołężna. Zapytałem, ile za tę marchew zarobi? Dałem jej
znacznie więcej, stałą pensję, aby zamiast się męczyć malowała.
Była szczęśliwa. Obrazki kupowałem od niej, dowoziłem, przez
długi czas codziennie - jedzenie, kartony, dyktę, farby. Kiedy
przyjeżdżałem z ważnym gościem, zabierałem z domu już

I

105

�wcześniej kupione obrazy. Ona sprzedawała je drugi raz.
Bawiło mnie to. Naprawdę, bardzo ją lubiłem. A kiedy
wracałem z obrazami zahaczałem po drodze o muzeum i zo­
stawiałem i m , oczywiście w prezencie, kilka. Tak też robiłem
wracając ze wsi od rzeźbiarzy, czy innych twórców.
Tak więc Gawlowa była u ciebie na pensji?
Ale ona była przekonana, że jej to państwo daje. Ministerst­
wo. To j ą dowartościowywało, pojmujesz jaka dumna była
z tego.
A kiedy kupiłeś tę ruderę na św. Tomasza?
Rudera? Ona mnie zachwyciła. Cały ten zaułek jest taki
romantyczny, czuje się w nim nawarstwienie czasu, wydarzeń.
Nawet mi na myśl nie przyszło, że właściciel przez 10 lat szukał
nabywcy, gotów to za grosze sprzedać. Przecież nie stać go było
nawet na rozbiórkę. A ja, jak się dowiedziałem, że j ą chcą
burzyć, a właściciel gotów sprzedać, pojechałem do niego,
kupiłem. Pewnie, że z tym masa kłopotów, skarbonka bez dna,
powoli j ą remontuję, najpierw piwnice (jedna jeszcze z kamie­
nia wapiennego!) później ratowanie murów, podbijanie. Ale
Andrzej Majewski zasugerował m i , żeby j u ż teraz otworzyć
w niej galerię sztuki naiwnej, a w piwnicy urządzać ciekawe
imprezy. I j u ż to wrosło w życie Krakowa.
Co zarabia na Twoje zainteresowania i działania ?
„ S k a r b i e c " i „ O l i m p " - sklep sportowy. Ten obok, w wyna­
jętym lokalu. Zastanawialiśmy się z Basią [żona], jak go
urządzić. Mówili - wyrzuć tę klepkę drewnianą, ale dla mnie to
było bardzo ważne, że ta klepka jest. Jedna z ostatnich
w mieście. Ponieważ dawniej była tam rozlewnia soków i piwa,
końmi wjeżdżano do środka. Przeżyję, że coś się zniszczy, ale
sam nie wyrzucę staroci, to nie w moim charakterze. Ta klepka
nasunęła nam pomysł, by w urządzeniu sklepu wykorzystać
belki, powałę, drzwi z chałupy, słomę, drzewo i glinę. Zacząłem
łączyć materiały naturalne ze szkłem, niklem, plastikiem. Basia
wymyśliła przebieralnie zamykane starymi drzwiami, powoli
krok za krokiem urządzaliśmy to wnętrze. Trzeba go było czymś
ogrzewać, pojawił się więc wielki piec z okapem, sagi drewna
na opał. Na ścianach powiesiłem najpiękniejsze stare kapliczki,
jedną - słupową, postawiłem na środku. Lady kazałem zrobić
z drewna. Nikt nie wierzył, że to się uda, połączenie „ e k o l o g i i "
ze sklepem i sportem. Ale ludzie zaczęli tu przychodzić,
fotografują się na tle sklepu (zwykle tam stawiamy jakąś
kolaskę, czy sanie), w jego wnętrzu. Jakoś to wspólnie żyje,
różnokolorowe narty z plastikami, sportowa odzież, drewno ze
starych chałup, strzecha, piec, kapliczki i plexiglas.
A winiarnia, sklep ,,Pod
Aniołami"?
To też z przekory. T u ci mówią - nie dawać alkoholu, to j a
pomyślałem, właśnie zrobię winiarnię, ale z kulturą, wdziękiem.
A w sklepie dam wino, a do niego dobre sery, wędliny. Przez rok
sporo do tego sklepu dokładałem, ale teraz ma j u ż swoją markę,
klientelę. Udało mi się znaleźć piekarza, który robił chleb, tak
jak dawniej, bez różnych chemicznych dodatków. Więc przy­
wozi mi takie, jak przed wojną „ k u k i e ł k i " , tak się te bułki
nazywały, rozkrawało sieje na pół, wzdłuż, i wsadzało wędlinę.
Okazuje się, że ciasto wyrabiane w dzieży ma inny smak, niż
z metalowych mieszadeł. Tu wszystko się łączy, drzewo ma
duże znaczenie. Wędlinę mam też taką, jak się niegdyś robiło,
z Nowej Wsi Szlacheckiej.
Ocalasz ,,ginące
zawody"?
Żebyś wiedział! Masarzy jest jeszcze wielu, ale piekarza
z trudem, i przypadkiem znalazłem. Nigdy nie ukrywałem
wynalezionych rzeźbiarzy, podawałem ich adres zainteresowa­
nym, ale tego piekarza utrzymuję w tajemnicy, żeby mi go kto
nie podkupił, nie zepsuł. To j u ż chyba ostatni...
A teraz, gdy mam taki chleb, podpłomyki, oscypki (nie
fałszowane), sery, wędliny - to i lada musi być odpowiednia,
cały wystrój. Stąd ta wspaniała szafa śląska, półka góralska.
No, a teraz pomyśl. Mam ten sklep, a pod nim cztery piwnice
czternastowieczne. W jednej absolutna rzadość, jedyny w Kra­
kowie drewniany słup konstrukcyjny z przed 1300 roku. Dwie
piwnice jak ustalił konserwator, z 1340 roku. Zawalone były
gruzem, ale i fragmentami dawnego wyposażenia, naczyniami
do picia miodu, bo kiedyś były tu miodosytnie. A i tokaj pewnie
sprzedawali, może i piwo, bo były wówczas w powszechnym

106

użyciu. No to było dla mnie oczywiste, że trzeba tym piwnico*
przywrócić życie, urządzić tak, by miały autentyczną atmosfen]
Szanuję więc to, co jest, wprowadzam stoły, ławy, prza
„ m o i c h " górali robione; beczki, w ostatniej chwili ocalone!
właśnie je rozbijano, przeznaczano na złom. PrzypadkieJ
zatrzymałem na ulicy taki transport, kupiłem, kilka udało si(
wyremontować. Te gliniane dzbany, karafy, naczynia, które tal
oglądasz, to z X V I I wieku. Z całego świata je przywożę;
z Włoch, a te ciężkie z Meksyku. Przecież dawniej transport
towano w nich oliwę, z Italii, Hiszpanii. Na ścianach chcę
powiesić kobierce. Musi to być taki nastrój, żeby się nie czufl
sztuczności, maskarady. Żaden Disneyland, ale poczucie, że taj
być tu musi, że sprzęty, naczynia, dobre trunki - wszystko je*
na właściwym, na swoim miejscu.
Powiedz mi jeszcze o twojej idei skansenu. Jest mi bardu
bliska, pisałem nawet o tym, że konieczne jest
ożywieni
skansenów, zdjęcie z nich tej potwornej martwoty. Ale prztstałem wierzyć, że to w państwowych
muzeach się uda, dlategi
tak bardzo bym pragnął, żebyś Ty to zrealizował, pokazał, ś
można, i jak można ocalić przeszłość, ożywiając ją i wprowadza­
jąc w nurt życia.
Miałem j u ż wybrane miejsce, śliczną chałupę, tuż przj
drodze, ale nie starcza mi środków na tę realizację. Szukani
innego miejsca. To musi być przy wielkiej arterii komunikacyj­
nej. Przeniosę tam parę chałup. Zrobi się zajazd, jak dawny
kilka pokoi noclegowych, świetną restaurację, obok kuźnie.
Może będą tam koronczarki, może snycerze, rzeźbiarze. Żywj
pokaz rękodzieła, praca dla wybitnych artystów, i sprzedaż,
kontakt bezpośredni, rzeźbiarz-klient. To musi żyć, samofinan­
sować się. Tak jak w Grinzingu, pod Wiedniem. Trochę jak
w Sztokholmie. Zresztą wiesz to dobrze, byłeś przecież w takicl
miejscach na świecie. Tylko że u mnie to, co autentyczne, takim
zostanie, oto bądź spokojny!

Najdawniejsze pieśni taneczne
Tadeusz Peiper
Drogi Aleksandrze,
przeczytałem
Peipera wywód o najdawniejszych pieśniach tanecznych z prawdziwą przyjemnością.
To b.
ciekawe świadectwo tego, ile i jakich refleksji może u poety, obdarzonego wyobraźnią i wrażliwością
wywołać
skromny tekst piosenki. O samej piosence jest tu bardzo mało (interpretacje symboliki wydają się trafne),
natomiast dokument pewnego sposobu czytania, odbioru, interpretowania (hipotetycznego wielce i nie
troszczącego się zbytnio o weryfikowalność)
- to jest ciekawe. To przyczynek do tematu „folklor w odbiorze
obcych'', obcych środowiskowo, ale życzliwie zainteresowanych i szukających inspiracji. Mających
wrażliwość.
Gdybyś się decydował to ogłosić sugerowałbym 1) pewne skróty, 2) wyeksponowanie historycznego charakteru
tej wypowiedzi, 3) podkreślenie jakoś, że to dokument nie badań nad pieśnią ludową, lecz pewnego sposobu jej
percypowania i komentowania.
Ściskam Twoją dłoń dobrze myśląc o Tobie (i piśmie)
Jerzy

[Bartmiński]

Ob. Aleksander Jackowski
W sprawie mojego drugiego artykułu („Pieśń od Sandomierza") bardzo proszę o pocztówkę: czy Pan artykuł
otrzymał? czy zgadza się Pan na tytuł ogólny obu artykułów? czy artykuł poszedł już do drukarni, ewent. kiedy (w
granicach przewidywań dopuszczalnych) może pójść do drukarni? Ostatnie pytania mają da mnie ważność
o tyle, że chciałbym zrobić korektę, a we wrześniu wyjadę.
Pozdrawiam
Tadeusz Peiper
13 sierpnia 1952
Warszawa
Wołowska 82-86 m 124

Pieśń znad Warty
Nie chcę tego zabytku wyróżniać z góry słowami czci,
a pragnąłbym przygotować czytelnika na zabytkowość czcigod­
ną. Nie chcę z góry charakteryzować analizy, j a k ą prze­
prowadzę, a pragnąłbym nastroić czytelnika na cierpliwość. Jak
wybrnąć z tego kłopotu?
Może wystarcza to, że go wyznałem. Może j u ż dwoma zdaniami
wstępu osiągnąłem tyle, ile bym osiągnął wstępem rozszerzo­
nym. Chciałbym, żeby tak było. Czytelniku! zdobądź się na
cierpliwość w poznawaniu niezwykłego okazu odległej dawności.

Winiarnia przy ul. Grodzkiej

!• W zbiorze pieśni, wydanym w r. 1836 przez K. Wł.
Wójcickiego, czytamy pieśń, o której autor zbioru napisał tylko
tyle, że pochodzi znad Warty.
Przepisuję:
Ziele rozmara, parobcy,
ziele rozmara
Zaleca się w tej Luboni
lada niezdara.
A ziele ruta, parobcy,
a ziele ruta.
W tej Luboni parobczyska
jeno ich buta.
Kiedy idą do taneczka,
to się chybają.
Czy od buty, czy od pychy,
czy w czubie mają.

Wystarcza zwrotki te przeczytać, by wyczuć ich starodawność. Wieje ona ku nam z mroków zalegających zdania
niedokończone, z ciemności związków między zdaniem a zda­
niem, z zagadkowości połączeń między zwrotką a zwrotką, ze
słów, w których obok starego chybają się widzimy zupełnie
nowe taniec, taneczek.
A cóż ta starodawna pieśń znaczy? Jaka jest treść jej zwrotek?
Jaka jest treść jej całości? W czym tkwi linia myślowa, wokół
której przebiegają słowa?
Nie sposób odpowiedzieć na to inaczej, jak tylko przez
szczegółowe i uważne rozpatrzenie tekstu.
2. Ziele rozmara, parobcy, ziele rozmara... A ziele ruta,
parobcy, a ziele ruta...
Dziwna jest budowa tych zdań. Nie mają orzeczenia, ale brak
ten nie jest tutaj taki, jaki znamy z innego rodzaju zdań
bezorzeczeniowych. Czujemy tu coś z mowy pradawnej.
Wmyślmy się w te zdania i domyślajmy się. Dziewczęta,
skierowując do chłopców śpiew o rozmarynie i rucie, nie
kończyły zdań, bo zapewne zioła te chłopocom ukazywały.
Dokończeniem zdania był ruch: powabne wzniesienie ramion
i ukazywanie zioła trzymanego w ręce. Ten to ruch jest
orzeczeniem zdania. Gdyby zdanie miało b y ć pełne, brzmiałoby
tak: oto mamy zioła rozmarynu, oto mamy zioła ruty, wznosimy
je w górę, wznosimy je ku wam, patrzcie!
W czasach pradawnych i w czasach bardzo dawnych mło­
dzieńcy dobrze wiedzieli, co oznaczał ów zaadresowany do nich

107

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10896" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10874">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4405ea2437192450816437841f724a95.pdf</src>
        <authentication>aab7ef76fac6612971e70c9ddd70b03d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129963">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2554</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129964">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129965">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2373</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129966">
                <text>Portrety: Leszek Macak kolekcjoner / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129967">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2, s.99-102</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129968">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129969">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129970">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129971">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129972">
                <text>Portrety:
Leszek Macak
kolekcjoner
Aleksander Jackowski
Co cechuje kolekcjonera? Przede wszystkim pasja. Zaintere­
sowanie tak wielkie, że mu się poświęca czas, zdrowie,
pieniądze. No i cechuje go pożądanie. Dostał znaczek pocztowy
z 1918 roku, więc chce i z 1917. Tak samo z rzeźbą ludową. M a
Lurkę, Chajca, Zegadłę, ale brak mu Kudły, więc na głowie
stanie, aż kupi. A skoro Kudłę, to i W o w r ę . Taki los kolek­
cjonera. Spać nie może. Chce. Pożąda. Będzie jeździł, szukał,
namawiał - ja tobie dam to, ty mnie tamto. Telewizor sprzeda,
samochód zastawi, gdy nagle pojawi się coś, „bez czego żyć się
nie da".
Niełatwo być żoną kolekcjonera, synem, a nawet psem.
Wszystko wymaga troski a jemu ledwo starczy czasu na
kolekcję. Ta zaś wymaga i w końcu nie bardzo wiadomo, kto
kogo ma - on swoje zbiory, czy one jego. Pasja żąda, by jej
służyć. Przypomina się Skąpiec Moliera. Ale tu stop! Ponieważ
Harpagon kochał pieniądze dla nich samych, podczas gdy wielu
zbieraczy chce, aby to co posiadają, było oglądane, podziwiane.
Radość ich dopiero wtedy jest pełna, gdy j ą dzielą z innym.
Wielcy kolekcjonerzy zapisali się w'pamięci potomnych jako
mecenasi sztuki, nauki.
Także w Polsce, jeszcze w czasie, gdy nazywano j ą „ l u d o w ą ' '
istniało zbieractwo, działali znakomici kolekcjonerzy, że wy­
mienię tu z kręgu moich zainteresowań: Ludwiga Zimmerera
(Niemca, który pokochał Polskę a pokonany stresem Stanu
Wojennego, spoczął na warszawskich Powązkach) , Bolesława
Nawrockiego, Wojciecha Siemiona , Leszka Macaka. Każdy
z nich gromadził zbiory na miarę swych możliwości, zaintereso­
wań i preferencji. Dlatego nawet w obrębie tych samych postaci
inne walory ujawnia zestaw prac Katarzyny Gawłowej w zbio­
rze Macaka, inne zaś u państwa Nawrockich. Zmiana proporcji,
różnice w kontekstach, scenografii, sposobie życia ekspozycji
sprawiają, że m o ż n a traktować wybitne kolekcje jak dzieła
sztuki, świadomie zbudowane. To nie puzzle, które ułożone
przedstawiają zawsze ten sam obraz.
1

2

Kolekcje mają okresy tragiczne i wzlotów, historię, która się
w nich nawarstwia. W y b ó r Zimmerera to ślad wchodzenia
w Polskę, zetknięć z ludźmi, wędrówek po wsiach i posiołkach.
Jeśli tak wielką w a g ę przywiązywał do rzeźby Wincentego
Czerwińskiego, przedstawiającej pożegnanie Żyda z żoną przed
Pójściem do gazu, to nie ze względu na jej zalety formalne, lecz
emocje, które w nim wzbudziła. Przełamywała sztampę słów,
wstrząsała, kazała wczuć się w los ofiary. Od tej figurki zaczęły
się kontakty Zimmerera z ludowymi twórcami, dochodzenie do
Polski od dołu, od podszewki.
Kolekcja zbudowana przez dra Bolesława Nawrockiego
ukazuje nie tylko dzieła Wiśnios, W n ę k o w e j , Gruceli czy Żaka,
'e i osobowość człowieka, który właśnie te a nie inne dzieła
wybrał, i wyeksponował. To nie suma eksponatów, ale świado­
my ich wybór. Zapis życia, z którego, jak z taśmy elektrokardio­
grafu odczytać m o ż n a przemiany, które zachodziły w preferenc­
jach artystycznych twórcy kolekcji. Nie tylko bowiem kolek­
cjoner tworzy kolekcję, ale i ona tworzy jego. Wpływa na losy.
*&gt;ywa pomnikiem, który bohater sam sobie wystawia, tytułem
chwały, szansą poznania najważniejszych osobistości kraju
a

0

- premiera, ministrów, znakomitości świata kultury, a nawet,
jak w przypadku Zimmerera: Kanclerza Schmidta, Brandta - ale
staje się też kulą u nogi. Przecież Ludwig wyjechałby z Polski,
pociągały go propozycje pracy w Ameryce Południowej, w in­
nym pejzażu ale kolekcja trzymała go jak kotwica. Wiedział, że
należy ona do tego kraju, że zabrać jej nie ma moralnego prawa,
więc z nią został. Do końca.
Kolekcje związane są z losem tych, którzy powołali je do
życia. To się czuje. Miałem to szczęście, że widziałem „od
ś r o d k a " życie paryskiej kolekcji Jeana Dubuffeta (Art Brut),
wtedy gdy czerpał z niej inspiracje i siłę do swej własnej
twórczości. Widziałem wenecką kolekcję Peggy Gugenheim,
jeszcze z lat, gdy w jej salach pracował Max Ernst. Później,
sprowadzone do ram muzealnej ekspozycji kolekcje te zatraciły
żywy puls, niby zostały te same, ale przecież inne, spetryfikowane, skazane na muzealną martwicę.
Przeżyłem dramatyczną śmierć kolekcji Zimmerera. Pul­
sowała życiem, mieniła się coraz innymi barwami, i nagle - po
wylewie krwi do mózgu, który powalił tego cudownego
człowieka - straciła blask, siłę oddziaływania. Bez niego stała
się inną jakością. Ale i on, wyłączony z życia, ciężko chory, stał
się innym człowiekiem. W obliczu spraw ostatecznych blichtr
towarzyskiego życia stał się niepotrzebny, zmienił się (i
pogłębił) stosunek do zgromadzonych dzieł. W a ż n e stały się
tylko te o silnym ładunku emocjonalnym, w których wyczuwał
wibrację duchowości, powagę. Z blisko 13 tysięcy eksponatów
w tym ostatnim okresie chciał mieć przy sobie tylko rzeźby
najważniejsze - Józefa Lurki, Romana Śledzia, Heródka.
Zastanawiając się nad różnicą jaka istnieje między zbiorami
muzealnymi a kolekcjami prywatnymi przede wszystkim widzę
j ą w tym, iż prywatne są dziełem autorskim, w tym sensie
jednorodnym, że prezentują sposób widzenia i szczególną
wrażliwość człowieka, który je od podstaw stworzył. M o ż n a je,
jeśli chodzi o porównanie z muzeami, przyrównać do autorskich
wystaw, ekspozycji. Natomiast fundament muzealnych zbiorów
pochodzi z różnego nadania, tworzą go mniej czy bardziej
celowo dobierane eksponaty w przeciągu wielu dziesiątek lat.
Różnicę między muzeum a kolekcją wyraźnie m o ż n a zauwa­
żyć w Londynie, gdy porównamy National Gallery z Wallace
Collection.

99

�Prywatna kolekcja nie musi poddawać się sądom ogółu,
nawet autorytetów. Jej właściciel może zaufać tylko sobie,
zbierać co chce, nawet gdy komuś wyda się to śmieszne, czy
nierozsądne. Kolekcjonerzy uratowali (także u nas) rzeczy,
o których uczciwe, państwowe muzea nawet słyszeć nie chciały.
Dlaczego? Ponieważ muzealnicy byli, i wciąż jeszcze są, pod
presją sztancy przedmiotów, które „ n a l e ż ą " do kategorii sztuki
ludowej, i takich, których się do niej nie zalicza. Przynajmniej
w tym okresie. (Wiąże się to z dążeniem do odtwarzania obrazu
przeszłości, takiego, który zasłuży na miano autentyku, obrazu
który z perspektywy jawi się niczym mit dawnego raju.) To, co
pozostaje poza burtą ratują od ocalenia często ludzie przypad­
kowi, maniacy, śmiałkowie wyobraźni, zbieracze, którzy za nic
sobie mają ograniczenia - co „ n a l e ż y " , a co j u ż „nie n a l e ż y "
do uznanej kategorii eksponatów. Так пр.: warszawskie Państ­
wowe Muzeum Etnograficzne nie chciało (za grosze!) kupić
w swoim czasie - pieca kaflowego z Pokucia, malowanej X I X
wiecznej strzelnicy, malowideł jarmarcznych karuzel, ekranów
ulicznych fotografów. Nie chciało za d a r m o rzeźb i obrazów
z wystawy „ I n n i " , którą zrobiłem w Zachęcie (1965). Od kiedy
działał Zimmerer wystarczył sygnał, jechał, kupował, ocalał to,
czego muzea nie brały. Kolekcjonerzy, tacy jak Adam Fischer,
Franciszek Kotula, nie mieli muzealnych ambicji, działali na
własną rękę. Stąd nawet to, co w pierwszej chwili mogło się
w ich zbiorach wydać nieuzasadnione, po latach nabierało
znaczenia. Nawet bowiem strychy starych d o m ó w i rupieciarnie
mogą przechować ułomki wiedzy o czasach minionych, rzecz
w tym, kto w nich grzebie i co dostrzega.
Jest jeszcze jedna przewaga kolekcjonerstwa - swoboda
dysponowania pieniędzmi, łatwość decyzji wyjazdu, stały
kontakt z ulubionymi twórcami. W muzeach jest to bardzo
trudne. Jeśli wysyłają pracownika do Puszczy Białostockiej,
trudno sobie wyobrazić, by pod wpływem listu malarza „mam
teraz kilka o b r a z ó w " , za dwa tygodnie znów mógł pojechać.
A „ p r y w a c i a r z " pojedzie. Obserwowałem, jak pracował Z i m ­
merer, jak dzięki warunkom, które stwarzał, mógł się poruszać
po kraju dr Marian Pokropek. Pracował także na rzecz kolekcji,
ale dzięki niej miał szanse, których nie dawał ani uniwersytet,
ani muzeum. Przypomnę, że tylko w jednym roku samochód
Zimmerera przejechał po Polsce blisko 50.000 km.
Za co? To bardzo istotna sprawa. Żeby stworzyć kolekcję,
trzeba mieć pieniądze. Ale w warunkach polskich uczciwa praca
ich nie zapewniała. Każdy ze znanych mi zbieraczy pracował,
w różnym charakterze, za granicą. Zimmerer dostawał gażę
w markach, dr Nawrocki lata spędził w międzynarodowych

100

organizacjach. Ale w większości ci, którzy wracali - budowali
wille, kupowali samochody, jeździli na Wyspy Kanaryjskie,!
tylko nieliczni woleli otoczyć się dziełami sztuki, budować;
kolekcje, które miały, jak pomnik, zostać świadectwem icij
życia i działalności.
Oczywiście w latach sześćdziesiątych-siedemdziesiątych
podstawą ich sukcesu były różnice między oficjalnym i nieofic­
jalnym kursem dolara. Gdyby Balcerowicz nastał o ćwierć'
wieku wcześniej Zimmerer nie mógłby się stać mecenasem!
i dobroczyńcą. A n i inni.
Jeszcze jedno. Sytuacje, o których m ó w i m y należą do okresu
indywidualnego kolekcjonerstwa. Obecnie rolę miłośnika'
- zbieracza, mecenasa przejmują wielkie galerie, banki, a nawet
wielkie hotele. Gromadzą dzieła sztuki, ponieważ wzmacnia to
ich pozycję, przy czym czynią to w sposób „ z i m n y " , profes­
jonalny, powierzając zadanie menedżerom - historykom sztuki,
krytykom, galerzystom.
Jednak kolekcje to nie tylko kalkulowanie, co dobre a co złe,
co modne, podnoszące rangę, a co nie warte inwestycji.
W wymiarze publicznym rola kolekcji to także opieka nad
artystą, nad ośrodkiem sztuki, jak np. Paszyn. Kolekcja stworzo­
na przez księdza Nitkę nie da się oddzielić od działalności
animacyjnej, a nawet duszpasterskiej. Zimmerer, Nawrocki,
Macak, Łodziński - to przyjaciele artystów, ludzie, którym leży
na sercu dobro naszej kultury.
Ale publiczny wymiar kolekcjonerstwa na tym się nie
kończy. Operuje ono w tej samej przestrzeni, co muzea,
zwłaszcza etnograficzne.
Mogę się przy tym powołać na fakty, z którymi zetknąłem sif
bezpośrednio, organizując wiele wystaw w kraju i poza nim.
Doznałem, co zrozumiałe, pomocy ze strony dyrektorów i pra­
cowników muzeów. Byłem i m za to wdzięczny, ale uważałem tę
pomoc za naturalną, chodziło przecież o wspólną sprawo
Natomiast zaskakiwała mnie serdeczność i ofiarność kolek­
cjonerów. Zawsze dostawałem od nich najlepsze, najbardziej
przez nich cenione eksponaty, nawet gdy nie śmiałem o nie
prosić. Sukces wystaw w Stuttgarcie, Neuchatel, Londynie,
Paryżu, w Spoleto, Hamburgu, Rouen czy Bratysławie, to także
ich zasługa. Zdarzało się przy tym, zwłaszcza w latach ostat­
nich, że zarażeni duchem pieniądza kierownicy muzealnych
placówek nie zdradzali ochoty do „pracy dla wspólnego dobra"Wtedy też odwoływałem się do kolekcjonerów. Przed paroma
laty poprosili mnie Francuzi o zorganizowanie ekspozycji
polskiej sztuki naiwnej na Festiwalu w Rouen. Impreza wspfr
niała, tworzona przez rzeszę społecznie pracujących obywateli
miasta. U nas jeden minister akurat odchodził, drugi niczego nie

�wiedział i wiedzieć nie chciał, a oni tam w Rouen ogłosili Polskę
honorowym gościem Festiwalu. Po eksponaty przyjechali cięża­
rówką, kierowca okazał się naczelnym chirurgiem miejskiego
szpitala, „ ł a d o w a c z " - psychiatrą. Kłopotów miałem co nie­
miara, nie muszę dodawać, że angażowałem się, jak oni
-społecznie. Niektóre muzea bardzo pomogły (Włocławek), ale
w innym, gdy chodziło tylko o wypożyczenie skrzyni i załado­
wanie eksponatów z prywatnej kolekcji, pani dyrektor od­
mówiła, tłumacząc że ma za dużo roboty. Jeszcze ktoś zapytał
wprost - a co j a z tego będę miał? co wprawiło w nie lada kłopot
organizatorów. Zadzwoniłem do Leszka Macaka, następnego
dnia przywiózł mi samochodem rzeźby i obrazy ze swojej
kolekcji. Znakomite! Uważał to za swoją powinność. Później
dowiedziałem się, że eksponaty z jego kolekcji znalazły się na
40 wystawach (!), że wracając od rzeźbiarzy niejeden raz
zachodził do krakowskiego muzeum, by ofiarować prace
nieznanego tam dotąd twórcy. Na ogół mu za to dziękowano.
Widziałem ścianę w jego mieszkaniu ogołoconą z rzeźb
i obrazów, które wypożyczył. Pomyślałem wtedy, że tak jak
przed laty pisałem o Zimmererze i Siemionie, tak teraz
powinienem nakreślić „ p o r t r e t " Leszka Macaka. A po nim dra
Bolesława Nawrockiego.
Schemat takiego portretu wydaje się prosty. Jak i kiedy
zrodziła się idea zbierania. Co kolekcjonowanie „ z a ł a t w i a " ,
jakie zaspakaja potrzeby, jak zmieniło życie zbieracza. Na czym
polega specyfika kolekcji, czym się różni od innych, co w sobie
zawiera.
Zacznijmy od zainteresowań. Zadecydował o nich przypa­
dek, ciąg wydarzeń, które trudno było przewidzieć. Oto sytua­
cja. Macak jest prawnikiem, na myśl mu nie przychodzi
zajmowanie się sztuką. Mieszka w bloku. Matka, z którą
emocjonalnie bardzo jest związany, rzutka, przedsiębiorcza,
dusi się w atmosferze peerelowskiej Polski. Likwiduje sklep,
wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych. Tam pomnaża kapitał,
z myślą o dzieciach. Postanawia, że sensownie ulokuje posiada­
ne pieniądze, tak by zabezpieczyć los dzieci. Decydują - wybu­
duje się w Bukowinie Tatrzańskiej dwa bliźniacze domy w stylu
góralskim. Piękne i solidne. Leszek zajmuje się budową,
angażuje znakomitych majstrów. Powstają domy z wielkich
Płazów modrzewiowych zbudowane. Gdy stolarka jest j u ż
niemal gotowa Macak zwraca się do Bronisława Cukra, kowala
z Zakopanego, prosząc by ten mu zrobił stosowne okucia,
zawiasy, zamki. Ale kiedy się pozna Cukra trudno oprzeć się
"rokowi i sile jego osobowości. To niezwykły człowiek, o dużej
wiedzy etnograficznej, orientujący się w historii, socjologii
"lozofii, korespondujący z wiedeńskimi archiwami, ponieważ
1

interesuje go historia góralskich rodów. Przy tym świetnie
zorientowany w problemach współczesnej twórczości ludowej.
Cukier zamówienie przyjmuje, robi co do niego należy, ale
wzbudza w Macaku niepokój. Pyta - a co będzie w środku? na
ścianach? Przecież w chałupie góralskiej u powały była listwa,
na której umieszczano święte obrazy na szkle. R z ę d e m ? pyta
Macak. Rzędem. Wiele. A skąd wziąść obrazy? przecież trudno
kupić nawet jeden! Stare trudno, potwierdza Cukier, ale są
przecież malarze i malarki, którzy kontynuują dawne tradycje.
Cukier prowadzi Macaka do pracowni Eweliny Pęksowej, Zofii
Roj, Władysława Walczaka a później także do Zdzisława
Walczaka, który przejmuje rolę przewodnika, i kontaktuje
Macaka z innymi twórcami Podhala. I tak się zaczęło. Macak
jeździł często do Stanów, pracował tam, nieraz bardzo ciężko,
a gdy wracał zajmował się kolekcją. Trwało to 12 lat. W tym
czasie uzyskał obywatelstwo amerykańskie, płacił ze edukację
syna (który teraz, po ukończeniu School o f visual A r t osiadł
w Krakowie).
Szybko stał się znanym, już niepotrzebne były rekomendacje
Cukra, czekano na jego przyjazd, pisano listy z prośbą o załat­
wienie różnych spraw, był przecież prawnikiem „ m e c e n a s e m "
- jak mówią w Krakowie. Nawiązał kontakt z ks. Nitką,
animatorem ośrodka rzeźby i malarstwa w Paszynie. Dzięki
księdzu poznał Ludwiga Zimmerera, który gorąco zachęcał
Macaka do rozbudowy kolekcji, dał mu adresy kilku ciekawych
twórców.
Kolekcja rosła, mieszkanie w krakowskim bloku nie mogło
pomieścić przywożonych eksponatów. Żona narzekała, znów
więc pojechał do Stanów, pracował, by kupić willę, drugi
samochód. A skoro miał j u ż dom trzeba było go umeblować.
Zaczął gromadzić stare chłopskie skrzynie, zydle, szafy. Kolek­
cja rosła, zaczęli do niej przychodzić znakomici artyści.
Podziwiać, radzić. Tak kolekcja stała się tytułem do chwały.
Czy w domu mogliby gościć artyści, dyrektorzy polskich
i zagranicznych muzeów - gdyby nie ona? Powtarza się
sytuacja, na którą zwracałem uwagę pisząc o Ludwigu Zim­
mererze. Niezależnie od osobistych zainteresowań, kolekcja
podnosi rangę jej właściciela, sprawia, że człowiek żyjący dotąd
w cieniu, staje się osobą znaną, cenioną, podziwianą. Wchodzi
do historii.
Zwróćmy też uwagę na mechanizm kompensacji, począt­
kowo nawet nie uświadamiany. Kolekcja bowiem wywyższa,
daje satysfakcję swemu twórcy. To do niego przecież przyjeż­
dżają dyrektorzy muzeów z Zachodu, przychodzą Nowosielski
i Panek, to jemu doradzają Edward Mucha, czy Teresa Stan­
kiewicz.

101

�Doradzają zresztą nie tylko oni. Macak chciałby, aby kolekcja
była możliwie pełna, wszechstronna, obiektywnie doskonała.
Ale jak osiągnąć tę obiektywność? Sądy krzyżują się, zderzają;
ktoś, z k i m bardzo się liczy odmawia wartości rzeźbom Śledzia,
Chajca i L u r k i ; ktoś inny przeciwnie - w nich dostrzega
znamiona prawdziwej sztuki, napięcie życia duchowego, lekce
sobie ważąc setki bezdusznych figurek, niczym w swej istocie
nie różniących się od zabawek z drewna. To też jest zrozumiałe
- szacunek dla opinii specjalistów, ludzi wybitnie wrażliwych.
Kolekcja jakby wyprzedza w tym okresie świadomość swego
twórcy. Dopiero w następnym etapie ujawniają się prawdziwe
preferencje zbieracza, nabiera pewności siebie - w końcu to
kolekcja jego, dla niego i przez niego budowana. Wtedy też,
w masie przedmiotów zaczynają błyszczeć te naprawdę ważne.
Przestaje imponować rozrost liczbowy, narasta świadomość, że
ilość wcale nie musi przechodzić w jakość. Przedmiotem dumy
stają się dzieła wybitne.
W domu państwa M a c a k ó w wyróżniłbym przede wszystkim
zestaw rzeźb Edwarda Sutora. Nie ma wielkich, bryłowatych,
fantastycznych głów - ale ten brak rekompensują średnie i małe
figurki, świetnie dobrane. Doskonały jest zestaw dzieł Heródka,
Ludwika Więcka, M a r i i Wnęk, Katarzyny Gaweł. Jest kilka
rzeźb Leona Kudły, wśród nich (piękna!) dziewczyna z ptakiem
na wyciągniętej dłoni, jedna z najwcześniejszych prac artysty.
Ekspresyjne rzeźby Romana Śledzia, artysty bardzo wysoko
ocenianego w Niemczech, ale u nas niedocenianego - tak dalece
odbiega od potocznych
oczekiwań. Dobry jest
zestaw Nikifora. Monsiela, Zagajewskiego,
Jędrzeja Wowry, Stani­
sława M i k i , Janasa,
Hołdy, Muchy. (Z po­
zycji wybitnych - nie­
wiele rzeźb L u r k i . Sła­
bszy
jest
Chajec
i
Szczypawka-Gołębiowska). Cenny, pięk­
ny zestaw ptaków, za­
bawek z drewna, w tym
emausowych
„Ży­
dów".
Z dawnej sztuki ob­
razy z X V I I I i X I X w.
Matki Boskiej Często­
chowskiej, Gidelskiej,
z La Salette. Nieprze­
ciętnej urody Święta
Rodzina.
Doskonały
dobór rzeźb: różne we­
rsje Chrystusa Frasob­
liwego,
Ukrzyżowań.
Fragmenty z ołtarzy łe­
mkowskich cerkiewek.
To, czego nie mają mu­
zea - setka oleodruków
zbieranych we wsiach.
Drzeworyty: z Płazo­
wa, Wowry.
Zbiór uzupełniają lu­
dowe skrzynie, szafy.
W nich około 130 wy­
cinanek 26 autorek.
Dokumentacja w trak­
cie opracowania. Goto­
we ok. 350 opisów.
Leszek Macak zbie­
ra eksponaty, ale podo­
bnie jak to miało miejs­

102

ce z Zimmererem, czy Bolesławem Nawrockim, ważne
niego są spotkania z twórcami. Poznał ich wielu. Niektó
z nich, to ludzie o niezwykłej osobowości, ciekawsi nawet
dzieła ich rąk (np. Piotr K w i t ) . Z wieloma twórcami Les
zaprzyjaźnił się, jeździ do nich, zaprasza do siebie. Ostatnio
u niego twórca pięknych ptaszków z drewna - Zachura. M ;
bardzo go ceni, zawiózł nawet sporo jego ptaków swe
dawnemu szefowi w Stanach. Surowy ten, niezdolny
uśmiechu człowiek, zobaczył kiedyś u Macaka ptaszki |
sufitem, no i teraz ma je sam w swym biurze. Trzepoczą
poruszane powiewem powietrza z A i r Condition. (Poczc
człeczyna! myślą klienci. Ptaszki sobie powiesił!).

Jacek Łodziński
Aleksander Jackowski

Był słotny dzień jesienny. Czekałem na Ludwiga Zimmerera
przed jego willą. Nie przychodził, za to przyjechali dwaj
Holendrzy. Podnieceni, kupili w Krakowie „fantastyczne"
obrazy. Pytam - czyje? Gawlowa. Nie słyszałem. Pokazują.
Radosne, ludowe do szpiku kości, a przytym poza tradycją.
A Zachura, to nie tylko ptaszki, lecz i los człowieka, z n Gdzie mieszka - pytam. Za Krakowem, zawiózł ich do niej
związany. W czasie okupacji Niemcy wzięli go do kamiet właściciel kramu w Sukiennicach. Bardzo, bardzo dziwny
łomów. Warunki były straszne, ludzie umierali - jeden człowiek. Grosza od nich nie wziął, jeszcze się cieszył, gdy
nadzorca zobaczył, a było to tuż p n &gt;
5?
- f a z u j ą wizytówkę, wymówić nazwiska nie
drugim. Niemiec
Bożym Narodzeniem, że Zachura struga sobie ptaszka. A
.
iego
kę umiesz zrobić? zapytał Zachura wyrzeźbił, jedną, drug £ ™
w o w a n y , zacinał się mówiąc. Przyszedł prosić
No i zwolniono go z tego kamieniołomu. Ocalił życie. Ptasi
,
i a n o mu odebrać koncesję. Chodziło o donos,
mu je ocaliły.
sprawę kapliczki koło Paszyna. M ó w i o n o , że j ą ukradł, zdjął,
c i l i

a , a r c e

J^S^SL^^^yi

w

I n s t y t u c l e

N i e w i e l k

z d e n e r

Q

Kiedy w kolekcji Macaka przypatruję się rzeźbom i obrazo
wiszącym wszędzie ptaszkom, zastanawiam się na tym, f.
wielkie talenty drzemią w ludziach, i jak mało trzeba (czas
jednego impulsu), by mogły z całą siłą wybuchnąć. Oglądt
wspaniałe rzeźby Sutora, Heródka, Zagajewskiego, Ной
niesamowite rysunki Monsiela, obrazki Nikifora - tych, kto*
tworzyli,
poniew
musieli tworzyć, p o ł
waż ta potrzeba don
nowała w ich żyd
i oglądam rzeźby I
nych artystów, który
w ujawnieniu talen
pomógł przykład sąsi
da, konkurs, czy wys
wa. Tak, jakby ni
twórcza była hamo*.
na wstydem przed ot
czenicm. Przecież I
robi się na wsi tego,!
nie przyjęte, со I
przynosi
dochodu
Ale wystarczy, że kto
kto zobaczył u stan
Katarzyny Gawłów
Niebo
z
Malt
Boską i aniołami, Щ
malowane na ścian
komórki, w której mk
szkala, zachęcił ją*
malowania
obrazo'
by w ciągu krótkie
czasu powstały пара»
dę znakomite. Patt
na nie w domu Leszł
Macaka i cieszę s i e ł
stworzył tak znakom*
kolekcję.

p

o

m

o

c

c h c

przehandlował, zrobił, zawiesił. O co tu chodzi? Wyjaśniłem,
Łodziński przejeżdżał, widział starą, już rozpadającą się kapliczkę, więc uznał, że trzeba w jej miejsce dać podobną; nie
czekał aż ją spalą a drzewo zetną. Pomówił z ludźmi, sfotografował, obiecał że przywiezie nową. A bo można takiemu
wierzyć? Ksiądz Nitka na wszelki wypadek starą wziął do
siebie. Łodziński, jak obiecał, n o w ą kapliczkę przywiózł,
Zawiesił na drzewie. Trochę się zmartwił, że starej nie ma, ale
nową dał. Pieniędzy żadnych za nią nie chciał. To już wydało się
lu
bardzo podejrzane. Niepojęte.
Sprawę wyjaśniłem, no i zapomniałem o kupcu z Krakowa.
Tym bardziej, że podobnych spraw, z donosów zrodzonych,
było więcej. Choćby taka, gdy powiadomił mnie wyższy
urzędnik resortu kultury, iż w Szwajcarii doktór Nawrocki
handluje rzeźbami. Rzeczywiście, działał w Szwajcarii i za­
jmował się - także - rzeźbami, tyle, że wygłaszał o nich odczyty
w najświetniejszych gremiach i pokazywał je na wystawach.
Ale wracam do Holendrów, Gawłowej i Łodzińskiego. Przy
pierwszej nadarzającej się okazji pojechałem do Krakowa, aby
z nim się zobaczyć. Zawiózł mnie do Gawłowej, wręczył 10
kaset z rozmowami, jakie z nią nagrał, pokazał obrazy,
zgromadzone u siebie w domu, a ponieważ robiliśmy wówczas
z Zofią Bisiakową wystawę sztuki nieprofesjonalnej w ramach
Dni Krakowa (1978), dał na tę wystawę doskonały zestaw prac.
Od tamtego czasu, kiedy przyjeżdżałem do Krakowa, pierw­
sze kroki kierowałem do Sukiennic. Kram Jacka wyróżniał się
zdecydowanie, zwłaszcza dzięki rzeźbom, które go dekorowały.
Rzeźby były świetne. Jednak, kiedy pewien Niemiec nie mógł
oczu oderwać od Chrystusa na łodzi Adama Zegadły, i nie
odchodził mimo kilkakrotnych zapewnień, że rzeźba jest nie do
sprzedania, Łodziński zapytał, co go tak w tej rzeźbie zaintere­
sowało. Należę do ludzi, którzy wierzą - odpowiedział - iż Pan
Bóg przychodzi z wody. Zamykano kramy, a on jeszcze stał
patrzył. Wtedy Jacek zdjął z półki Zegadłę i dał mu. To rzeźba
me do sprzedania, więc tylko dać j ą Panu mogę, powiedział.
Ale i z dawaniem były kłopoty. Przyjechał kanclerz Niemiec,
Schmidt. Kramy pięknie wypucowano, gość zainteresował się
stoiskiem Łodzińskiego; postanowiono więc dać mu rzeźbę
Adama i Ewy. Jacek przyniósł najładniejszą z tych które miał
* domu i ofiarował gościowi. Ale władze nie chciały prezen. • Pieniądze przekazano, przez muzeum, ale dyrektor wpłacił
J do Urzędu Skarbowego, i po 2 latach Łodziński dostał
wezwanie do zapłacenia podatku i kary za nielegalnie prowaPRZYPISY
o n ą pracownię rzeźby (!!!).
Aleksander Jai
ruedyś przyjechałem do Krakowa wściekły. Właśnie ukazał
ki, Ludwig Zimmei
^,
e r „Polskiej Sztuki L u d o w e j " poświęcony kulturze
go kolekcja, PSL 1
Mg°wskiej. Jeszcze nie było wtedy mody na tę tematykę, numer
1/2; Ludwig Zi\
lem
. ^ którego realizację włożyłem wiele trudu, uważao swojej kolekcji,
że d * y k l e ważny, i to z wielu powodów. Ale okazało się,
1971, nr 1/2
Wojciech Sien^
j y^ktor „ O s s o l i n e u m " we Wrocławiu, nie porozumiewając
Pamiętnik spotkań PS
mną, ani z dyrekcją Instytutu, kazał drukarni
1975, nr 1/2
'ejszyć nakład o ponad tysiąc egzemplarzy, tak by numer
d z i o m

1

e

az

1

n u m

w

Z a n

e z w

2

S

e

z e

l r n

dotarł jedynie do prenumeratorów. Nie muszę wyjaśniać, jak
mnie to zdenerwowało. Oczywiście od razu powiedziałem o tym
Jackowi. Zamrugał powiekami i spokojnie zapytał, czy można
zrobić dodruk? Nie wiem, odpowiedziałem, a zresztą skąd
wezmę pieniądze. D z w o ń ! - poprosił, zapytaj o wszystko.
Dodruk mogli zrobić, miało to kosztować 10 milionów. Jacek
kiwnął głową - każ robić. Zwitek banknotów wsadził mi do
kieszeni. I tak stałem się przestępcą, w y d r u k o w a ł e m 2.000
egzemplarzy bez zgody wydawcy, bez podatku. Napisałem do
„ O s s o l i n e u m ' ' , że od tej chwili sami będziemy w y d a w a ć pismo.
Był to już okres przemian, wielkich nadziei. Zelżał gorset
zakazów. Łodziński kupił kompletnie zrujnowany dom przy
ulicy Solskiego, a właściwie półtora domu. Zachwyciły go
piwnice, czternastowieczne. Za n a m o w ą Andrzeja Majews­
kiego, wspaniałego scenografa, w dawnym warsztacie urządził
galerię sztuki naiwnej. Lokal (to też był pomysł Majewskiego)
nazwał Camelot. Na inaugurację urządzili wystawę sztuki
żydowskiej. To był majstersztyk scenograficzny. Na środku sali
stał wóz, wyładowany po brzegi rupieciami, tobołami. W ó z
Żyda - Wiecznego Tułacza. Przyprószony bielą symbolizował
los narodu. W piwnicy wyeksponowano ocalone macewy,
wydobyte z błotnistej drogi do PGR przez Andrzeja Toborowicza, (kupowane za pół flaszki każda), w salkach rzeźby Żydów,
tegoż Toborowicza. W y s t a w ę otwierałem razem z Piotrem
Skrzyneckim. Grał skrzypek z Piwnicy pod Baranami, pod­
skakiwał (bo mały) i śpiewał żydowskie niguny Antoni Pilch,
a w odwodzie czekało kilku górali z ciupażkami „na wszelki
wypadek". Zrobiliśmy też promocję „ Ż y d o w s k i e g o " numeru.
Kraków zdumiał się plakatem - adres galerii wyprzedził
oficjalne decyzje Magistratu, Jacek podał d a w n ą nazwę ulicy
- św. Tomasza. I tak zostało. N a z w ę wkrótce przywrócono.
Tam, w piwnicy, przy grzanym miodzie i znakomitym
„ e k o l o g i c z n y m " jedzeniu, miałem ostatnio promocję książki
Sztuka zwana naiwną, tam odbyła się narada zorganizowana
przez Centrum Animacji Kultury, w której instruktorzy i działa­
cze dyskutowali na temat sytuacji sztuki ludowej. Gości
podejmował śniadaniem, w przygotowywanej do otwarcia
winiarni, Jacek Łodziński.
W tym czasie do Sukiennic zaglądał j u ż rzadko, urządził,
wykorzystując materiał z rozbiórki starych chałup, stare kapli­
czki, drewno i wiklinę - sklep sportowy „ O l i m p " . Obok
winiarni (pięknej!) ma znany w Krakowie sklep z „ekologicz­
n ą " żywnością „Pod A n i o ł a m i " . Byliśmy pod wrażeniem
scenerii, zarówno „ O l i m p u " jak i winiarni. Łodziński zaufał

103

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10912" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10890">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/674dd0bc099d0f909acea77ab6ede353.pdf</src>
        <authentication>23c6d79d99cb0baf635521116b37b146</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130134">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4502</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130135">
                <text>1974</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130136">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130137">
                <text>Kopernik, Mikołaj - rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130138">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4187</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130139">
                <text>Kopernik w ludowej rzeźbie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130140">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1974 t.28 z.1 ; s.29-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130141">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130142">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130143">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130144">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130145">
                <text>П. 1. J a r o s ł a w F u r g a ł a . Wierzbno, pow. Oława. Szlak

Mikołaja

Kopernika,

t r y p t y k , drewno, 7 7 x 1 2 0 om.

Aleksander J a c k o w s k i

KOPERNIK W LUDOWEJ RZEŹBIE
Doskonały b y ł j u ż sam p o m y s ł . P o s t a ć Kopernika,
jak mało co, zdolna jest p o b u d z i ć w y o b r a ź n i ę ludowego
rzeźbiarza. Polak, uczony, odkrywca praw r z ą d z ą c y c h
ruchem ciał niebieskich, patriota, duchowny. Temat fascy­
nujący, a przy t y m nie obciążony jeszcze t r a d y c j ą , pozwa­
lający na swobodny t o k w ł a s n y c h myśli, fantazji.
Twórca ludowy p r z e d s t a w i a j ą c j a k ą ś p o s t a ć h i s t o r y c z n ą
czy legendarną u k a z y w a ł j ą w sytuacji, k t ó r a w pamięci
społeczeństwa zrosła się z d a n ą p o s t a c i ą . K s i ą ż ę J ó z e f
skakał do Elstery, Kościuszko przysięgał w krakowskiej
sukmanie, Bolesław Ś m i a ł y wznosił sztylet, aby u d e r z y ć
nim świętego S t a n i s ł a w a . Wiedzieli święci, co m a j ą czynić,
jak stać, co t r z y m a ć w dłoni, b y zostać zawsze, przez
każdego bezbłędnie rozpoznanymi.
W społeczności opartej o p a m i ę c i o w y przekaz t r a d y c j i
utrwalały się ze szczególną m o c ą schematy, klisze postaci
i tych ich czynów, k t ó r e należało wiedzieć, p a m i ę t a ć .
Schematyzacja s t a w a ł a się elementem społecznej pamięci,
rodzajem mnemotechniki, ułatwiającej utrwalenie się pew­
nych wzorców i treści w kulturze.
Kopernik nie b y ł obciążony t a k i m i schematami. N a
dobrą s p r a w ę w y s t ę p o w a ć t u m o g ł y t y l k o dwa wzorce:
Thorwaldsenowski i Matejkowski. Nie s t a ł y się jednak

w społecznej świadomości symbolicznymi w y o b r a ż e n i a m i
postaci Astronoma, a w k a ż d y m razie nie jedynymi.
Warszawski pomnik Thorwaldsena b y ł zapewne zbyt
„ r e p r e z e n t a c y j n y " , za m a ł o mówił o sensie kopernikow­
skiego odkrycia, nie p u n k t o w a ł w jednoznaczny sposób
sytuacji czy charakteru postaci. W i e l u z rzeźbiarzy nie
u m i a ł o nawet o d c z y t a ć sensu przedmiotu trzymanego
w dłoni. Przyjmowano więc astrolabium za globus ziemski
czy nieokreślony kulisty przedmiot. Również szukając
wzoru dla twarzy Astronoma, sięgano po inne ikonogra­
ficzne przekazy, inspirując się głównie znanym portretem
t o r u ń s k i m . P o z w a l a ł on na łatwiejsze zaobserwowanie cech
szczególnych w kształcie twarzy, rysach, ułożeniu włosów.
Ograniczony warsztat większości rzeźbiarzy zmuszał bowiem
albo do zupełnej rezygnacji z p o d o b i e ń s t w a (wówczas
osobę określała sytuacja, a t r y b u t y astronoma, w y r a ź n y
napis), albo co miało miejsce na obecnym konkursie znacznie
częściej — do takiej typizacji twarzy, k t ó r a b y się okazała
czytelna dla widza. Z tego p u n k t u widzenia głowa Koper­
nika w p o m n i k u warszawskim potraktowana jest za mało
charakterystycznie.
Z kolei obraz M a t e j k i nie odpowiadał — j a k widać
z r e z u l t a t ó w konkursu — t e m u wizerunkowi postaci Astro-

29

��И. 2. Władysław Chajec. Kamienica G ó r n a Mikołaj Kopernik, drewno, 32,5 X 33 cm. I I . 3. L u d w i k Mikołajczyk. Tylmanowa,
pow. Nowy Targ, Kopernik, drewno, 38 X 33 cm. I I . 4. Stanisław Kuliś. Borzęcin, pow. Brzesko. Kopernik, drewno, 50,5 X
x 28,5 cm. I I . 5. J a r o s ł a w F u r g a ł a , Kopernik pod słońcem, drewno, wys. 77 cm. I I . 6. L u d w i k Oleksy.Zielona Góra. Kopernik.

noma, k t ó r y rysował się w w y o b r a ź n i rzeźbiarzy. N a w i ą ­
zano więc do M a t e j k i t y l k o k i l k a razy, b ą d ź to kopiując
jego obraz (jeśli tak wolno powiedzieć o p r y m i t y w n y c h
interpretacjach), b ą d ź w y d o b y w a j ą c
charakterystyczny
gest Kopernika i przenosząc go w i n n ą s y t u a c j ę (St. Głowiak).
Matejko odtworzył w swym p ł ó t n i e moment olśnienia,
zapatrzenia w niebo. D z i w n y to obraz Matejki, jedyny,
w którym tak silnie czuje się stan religijnej ekstazy, stan
objawienia, niemal zwiastowania.
Wyobraźnię r z e ź b i a r z y najsilniej jednak pobudził
wizerunek Kopernika działającego, walczącego o swą
prawdę z w a t y k a ń s k ą cenzurą, dokonującego czynnie wie­
kopomnego odkrycia: „ W s t r z y m a ł słońce, ruszył ziemię —
polskie wydało go p l e m i ę " . I tak go zobaczono, i w t y m
zdaniu wyczytano najważniejszą p r a w d ę o K o p e r n i k u .
Był to oczywiście obraz uproszczony, ale za to niozmiernie
wyrazisty, p o b u d z a j ą c y w y o b r a ź n i ę . Kopernik z ludowej
legendy, z apokryficznego tekstu. Kopernik w y w y ż s z o n y ,
wyniesiony ponad ludzi, r z ą d z ą c y sferami niebieskimi.
Bliższy świętych obcowaniu, niż sprawom ziemskim. T a k i m
właśnie przedstawia go J ó z e f Kaczmarek, s a d o w i ą c w obło­
kach i o p a t r u j ą c napisem: „ B ó g stworzył świat, a Kopernik
utrwalił ł a d " , ( i l . 20).

Myśliciel i o b r o ń c a ojczyzny. Duchowny i uczony. Polak,
k t ó r y imię swego kraju rozsławił na świecie. P o s t a ć zupełnie
w y j ą t k o w a , i n t r y g u j ą c a i bliska. Realna, a d a j ą c a się wyrazić
w klimacie w a l k i , legendy, niemal m i t u .
Nic więc dziwnego, że konkurs ogłoszony przez Muzeum
Etnograficzne w T o r u n i u s p o t k a ł się z tak szerokim od­
dźwiękiem. Stał się n a p r a w d ę ogólnopolskim, dość powie­
dzieć, że wzięło w n i m udział 220 rzeźbiarzy, k t ó r z y na­
desłali 572 prace. T y l k o niewielu znanych i cenionych
t w ó r c ó w nie posłało swych dzieł do Torunia. Ale, o ile wiem,
nawet ci, k t ó r z y nie zechcieli wziąć u d z i a ł u w ogólno­
krajowej konfrontacji, i tak podjęli temat Kopernika.
A d a m Zegadło na długo przed ogłoszeniem konkursu wy­
rzeźbił na p r z y k ł a d dwie dopełniające się kompozycje:
Świat Ptolemeusza i Świat Kopernika
( i l . str. t y t . ) . Prac
swych nie wysłał jednak do Torunia, nie chcąc r y z y k o w a ć
swej „ m a r k i " w szrankach konkursu. Rozumiem t a k i
m o t y w , nie inaczej przecież p o s t ę p u j ą pianiści, czy skrzyp­
kowie, k t ó r z y uzyskawszy już d o b r ą pozycję w świecie
muzycznym, nie r y z y k u j ą u t r a t y jej przez udział w kon­
kursie, k t ó r y zawsze jest loterią. Przecież i na omawianym
konkursie inne j u r y , choć równie kompetentne inaczej
rozdzieliłoby w a w r z y n y .

Właśnie w y j ą t k o w a rozpiętość treści w i ą ż ą c y c h się
z osobą Kopernika sprawiła, że p o s t a ć jego t a k silnie po­
działała na w y o b r a ź n i ę ludowych rzeźbiarzy. B y ć m o ż e
jest to w naszej historii jedyny przypadek, gdy osoba
bohatera nie religijnego w y w o ł u j e t a k silne i r ó ż n e skoja­
rzenia emocjonalne. Ziemia i niebo. Demiurg i święty.

N a w y s t a w ę wybrano 170 rzeźb 99 a u t o r ó w , przyznając
50 n a g r ó d i wyróżnień, na łączną s u m ę 84 tysięcy z ł o t y c h .
I t u , j a k na wszystkich konkursach i wystawach rzeźby —
nie ł a t w o b y ł o ustalić, co jest „ l u d o w e " , co robione „pod
ludowe", co „ a m a t o r s k i e " . W k o ń c u , pomimo wstępnego
p o d z i a ł u na grupy (w t y m młodzieżową do lat 20) zdecydo-

1

2

1

4

31

�¡vano p o k a z a ć wszystkie zasługujące na to prace, i słusznie,
nie m o ż n a bowiem stosować dziś w rzeźbie zawężonycłi
do „ l u d o w o ś c i " k r y t e r i ó w formalnych, ograniczających
naturalny rozwój i potrzeby wypowiedzi ludzi, zwłaszcza
m ł o d y c h . A twórców, k t ó r z y t a k j a k Suchocki, Serwik,
P t a s z y ń s k a , Słomiński czy Mucha nie u m i e j ą i nie m o g ą
rzeźbić inaczej niż „ l u d o w o " czy „ p r y m i t y w n i e " — jest
coraz mniej.
Zresztą nawet pobieżne zapoznanie się z notami kata­
logowymi pokazuje, z j a k r ó ż n o r o d n ą g r u p ą m a m y t u
do czynienia. W wieku p o d e s z ł y m (ponad 65 lat) b y ł o
25 rzeźbiarzy. W wieku d o j r z a ł y m (48—64 lat) — 16,
w ś r e d n i m (28—47 lat) — 40, poniżej 28 lat — 15. (Brak
danych o trzech osobach).
W y k s z t a ł c e n i e niepełne średnie i średnie, szkoły za­
wodowe, technika — p o d a ł o 20 osób. Podstawowe — 45 osób
(przypuszczam, że liczba ta jest z a w y ż o n a ) , niepełne pod­
stawowe, t j . 1—5 klas, p o d a ł o 31 osób. Do szkoły w ogóle
nie uczęszczało trzech rzeźbiarz5 .
Zdecydowana większość mieszka we wsiach, osadach
i m a ł y c h miasteczkach. Zawód rolnika, często p o w i ą z a n y
z i n n y m (kowal, murarz, cieśla itp.) oraz zawód wiejskiej
gospodyni podało 55 osób, pracownika fizycznego i robot­
n i k a — 11, rzemieślnika — 9, różne zawody — 9, bez za­
wodu — 4. R e n c i s t ó w jest w omawianej grupie co najmniej
5-ciu, uczniów 5-ciu. (Brak danych o 4 osobach).
Informacje te nie są obojętne przy ocenie konkursu.
T ł u m a c z ą o g r o m n ą rozpiętość wiedzy i technicznych
umiejętności a u t o r ó w . Kilkanaście osób nic przecież o Koper­
n i k u nie wiedziało, natomiast i n n i (np. Kaczmarek) do­
5

r

wiedli rzetelnej znajomości jego życia i dzíeía.
K o n k u r s m o ż n a więc u w a ż a ć za imprezę reprezenta­
t y w n ą dla współczesnej r z e ź b y ludowej. Identyczne za­
danie stało się t u testem, u j a w n i a j ą c y m postawy i moż­
liwości rzeźbiących. Testem na zdolność przyswajania
zasobów informacji emitowanych przez prasę, radio, tele­
wizję. Testem na w y o b r a ź n i ę , u m i e j ę t n o ś ć symbolizacji
i plastycznej interpretacji treści słownych, literackich.
P r z y j m u j ą c za p u n k t wyjścia stosunek do tematu,
m o ż n a n a d e s ł a n e prace podzielić na 7 grup. O m ó w m y je
pokrótce.
1. R z e ź b y p o m i j a j ą c e r e a l i a ż y c i a i d z i a ­
ł a l n o ś c i K o p e r n i k a . D o grupy tej zaliczyć można
kilkanaście prac, k t ó r y c h autorzy nie m a j ą c nic albo nie­
wiele do powiedzenia na temat, p r ó b o w a l i rozwiązać go
„ u n i k o w o " , odwołując się do sytuacji właściwych każdemu
człowiekowi. R z e ź b i o n o w i ę c : K o p e r n i k a jako dziecko
na r ę k u m a t k i ( i l . 9), ojca K o p e r n i k a klęczącego przed
figurą M a t k i Boskiej, rodzinę Kopernika. Temat ten podjął
Bolesław Grabski ( i l . 8) oraz jeden z ciekawszych rzeźbiarzy
ludowych — Aleksander Słomiński.
T w ó r c a ten rzeźbi
z reguły postacie ludzkie, p r z e w a ż n i e stojąco sztywno,
niemal hieratycznie (b. rzadko siedzące na krześle), zawsze
identycznie k s z t a ł t o w a n e , o charakterystycznym zgrubieniu
szyi, przechodzącej w rozszerzającą się p o d s t a w ę głowy.
Różnicuje on swe figury kolorem, domalowaniem (rzadziej
wyrzeźbieniem) a t r y b u t ó w postaci — i co najważniejsze
gestami wielkich dłoni, p r z e k a z u j ą c y c h j a k b y znak umow­
nego alfabetu. P o k a z a ł on i t y m razem charakterystyczną

I I . 7. Stefan Miechówka. U s t r o ń , pow. Cieszyn. Kopernik na łożu śmierci, drewno. I I . 8. Bolesław Grabski. Leśmierz, pow.
Łęczyca. Bodzina Kopernika, k a m i e ń , wys. 41 cm.

32

�dla niego i minimalnie zróżnicowaną, g r u p ę figur, z k t ó r y c h
każdą wyodrębniał podpis: Dziadek Kopernika,
Babcia
Kopernika, Kuzyn Kopernika,
Brat matki, Ojciec
Kopernika,
Matka Kopernika,
Mikołaj
Kopernik,
Wuj
Kopernika,
Sekretarz Kopernika, Biskup
Kopernika.
Oczywiście Słonimskiemu p o s t a ć Astronoma nie m ó w i
wiele, sądzę jednak, że nawet gdyby b y ł a m u dobrze znana,
nie wpłynęłoby to na formę jego r z e ź b y . W y o b r a ź n i a
starego t w ó r c y p o d p o r z ą d k o w a n a jest bowiem skali jego
możliwości, p o d s t a w o w e m u ^ c h e m a t o w i rzeźbionego por­
tretu, w k t ó r y m nawet nie d ą ż y on do uzyskania podo­
bieństwa rysów.
Ograniczona skala wypowiedzi rzeźbiarskiej sprawia,
że prace Heleny Ptaszkowskiej czy Szczepana Muchy
mówią nam niewiele o K o p e r n i k u , ograniczając się t y l k o
do zasygnalizowania jego postaci. (W przypadku Muchy
powstały zresztą r z e ź b y o dużej koncentracji wyrazu twarzy,
w bieli oczu ostro w y b i j a j ą c y c h się z ciemnego b r ą z u drewna.
Rzeźby bliższe raczej k u l t o w y m , magicznym figurkom,
niż wiejskim ś w i ą t k o m — i l . 21).
Nieporozumieniem zabawnym jest r z e ź b a przedsta­
wiająca Kopernika przy fortepianie ( i l . 26). A u t o r o w i
pomyliła się zapewne p o s t a ć Astronoma z F r y d e r y k i e m
Chopinem. Nie miejmy jednak pretensji do rzeźbiarza.
Zrobił to, o co go proszono. W z i ą ł udział w konkursie.
Nie wiedział. T r u d n o . Nie u d a ł o się. Test o K o p e r n i k u
wypadł ujemrie. I n n i , k t ó r z y znali przynajmniej wizerunek
Astronoma, mogli pokusić się o mniej czy bardziej sprawny
portret, co jednak wcale nie oznacza, że wniknęli w sens
Kopernikowskiego odkrycia.
I I . 9. Alojzy Stawowy. Bietowo, pow. Starogard G d a ń s k i . Mikołaj Kopernik jako dziecko na ręku matki, drewno, wys. 34 cm
I I . 10. Jan Centkowski. Nieszawa. Kopernik,
drewno, 48 cm. I I . 11. S t a n i s ł a w D u ż y ń s k i . Zawidz Kościelny, pow. Sierpc
Kopernik, drewno, wys. 38 cm.
—
•

10

u

33

�П . 12. Marian Brudek, Ostrowiec Świętokrzyski. Kopernik,

drewno, 3 8 x 2 8 cm.

�Stanisław Korpa. Ruda, pow. Sieradz. I I . 13. Kopernik w świecie, drewno, 1 1 4 x 3 5 cm. I I . 14. Kopernik
drewno, 84 x 40 cm.

zatrzymuje

��И. 15. Sylwester Gawlak. Ustka, pow. Słupsk. Kopernik, drewno, wys. 30 em. I I . 16, 18, 19. Tomasz Ligas. K r o ś c i e n k o ,
pow. Nowy Targ. T r y p t y k : Giordano Bruno na stosie, drewno, 31x24 cm. Galileusz w więzieniu, drewno, 31x24 cm.
Mikołaj Kopernik, drewno, 42,5x24,5 cm. I I . 17. Andrzej Odrobiński, Ursus, pow. P r u s z k ó w . Kopernik,
drewno, 70 X 37 cm.

�И. 20. Józef Kaczmarek. Chycza, pow. Włoszczowa. Najważniejsze

2.
Rzeźby
inspirowane
życiorysem
A s t r o n o m a . Do tej grupy zaliczyć m o ż n a k o m p o z y c j ę
Józefa Madeja Przewodnik przeprowadza Mikołaja
Kopernika
przez góry powracającego ze szkół z Włoch. Praca pozornie
na temat, ale jeśli s y t u u j ę j ą na pograniczu poprzedniej
grupy, to ze względu na marginesowość epizodu, k t ó r y
zainspirował autora.
I n n i rzeźbiarze ukazywali młodocianego Kopernika
p a t r z ą c e g o przez l u n e t ę na niebo, n a w i ą z y w a l i do nauk
we Włoszech i Krakowie, przedstawiali zabytkowe miasta,
w których żył, uczył się i pracował, Kopernika k t ó r y o t r z y m a ł
w y d r u k o w a n y egzemplarz swego dzieła j u ż na śmiertel­
n y m łożu, a nawet u m a r ł e g o ( i l . 7).
Do tej grupy m o ż n a też zaliczyć świadomie wzoro­
wany na gotyckich o ł t a r z a c h t r y p t y k J a r o s ł a w a F u r g a ł y
(il. 1), k t ó r e g o lewa kwatera ukazuje okres uczenia się
Kopernika, ś r o d k o w a — o d k r y c i e , a prawa—głoszenie i n n y m
swej nauki.
3. R z e ź b y m ó w i ą c e o r ó ż n o r o d n e j
dzia­
łalności
Kopernika.
Poza a s t r o n o m i ą wymie­
niano 4 sfery d z i a ł a n i a wielkiego Polaka. D a d z ą się one
sprowadzić do czterech haseł w y w o ł a w c z y c h : lekarz,
duchowny, o b r o ń c a ojczyzny, ekonomista.
Najczęściej
pokazywano w tej grupie Kopernika jako lekarza, z kon­
walią w d ł o n i . Raz t y l k o konwalię zastąpił bukiet ziół.
Częstość w y s t ę p o w a n i a tego tematu zdaje się w y n i k a ć
z ograniczonej liczby wzorów ikonograficznych populary­
zowanych przez p r a s ę , wśród k t ó r y c h w a ż n e miejsce zaj­
muje znany drzeworyt z lilią. On to właśnie stał się źródłem
inspiracji zarówno dla postaci uczonego jako lekarza, j a k

38

badania Mikołaja

Kopernika,

r y t w drewnie, 42,5 x 61 cm

też dla konwalii, k t ó r a symbolizuje m e d y c z n ą wiedzę
i profesję. Temat ton w y b r a l i m . i n . Serwik, Furgała,
Mucha.
K o p e r n i k — duchowny, kanonik. K i l k a jest przyczyn,
k t ó r e m o g ł y z a w a ż y ć na p o d j ę c i u tego tematu. Najsil­
niejszą i chyba najbardziej b e z p o ś r e d n i ą przyczyną jest
w p ł y w k a z a ń i nauk kościelnych, w k t ó r y c h podkreślano
stan duchowny Astronoma. D r u g ą w a ż n ą przyczyną jest
u t o ż s a m i a n i e szat K o p e r n i k a na jego wizerunkach z su­
t a n n ą . Trzecim powodem mogła b y ć wspomniana już
uprzednio tendencja do „ u ś w i ę c e n i a " postaci uczonego,
k t ó r y zmieniał zastany p o r z ą d e k nieba, a więc strefy tra­
dycyjnego i wciąż silnie odczuwanego sacrum.
Podobne powody w p ł y n ę ł y zapewne i na to, że Kopernik
przedstawiany jest kilkakrotnie w czasie modlitwy, czy
jako biskup.
Z t e m a t y k i patriotycznej w y r ó ż n i a się rzeźba Mariana
Karola L e j i Obrońca Olsztyna przed Krzyżakami
(il. 22)
a k c e n t u j ą c a i t ę k a r t ę w życiu Kopernika.
Ponadto przedstawiano Astronoma jako
i administratora d ó b r kościelnych.

ekonomis

4. P o r t r e t y K o p e r n i k a . R z e ź b i a r s k i portret wiel
kiego człowieka niemal zawsze ma charakter reprezenta
cyjny, u p a m i ę t n i a j ą c y . S t ą d troska o godne usytuowani
postaci, takie, k t ó r e b u d z i ł o b y szacunek, nawiązywało d
zasług czy działalności.
D o s t ę p n a ikonografia u t r w a l i ł a t r z y w zasadzie wzorce
p r z e d s t a w i e ń Kopernika. Popiersie, figura siedząca, figura
stojąca, a konkretnie: znany portret t o r u ń s k i , drzeworyt

�więc w rajskim ogrodzie (Franciszek Świder) lub s t u d i o w a ł
niebo. Ujęcia takie, w k t ó r y c h p u n k t ciężkości przesuwa się
z portretu osoby na pokazanie jej w działaniu m o ż n a j u ż
zaliczyć do n a s t ę p n e j grupy.
5. S c e n y p o k a z u j ą c e
A s t r o n o m a w cza­
s i e b a d a ń . W tej grupie najczęściej spotykamy płasko­
rzeźby względnie r y t w desce (Kaczmarek) i plakietki
ceramiczne. Autorzy starali się w nich u k a z a ć uczonego
w czasie obserwacji nieba. D o najciekawszych prac tej
grupy zaliczam płaskorzeźby Świdra, c e r a m i c z n ą rzeźbę
W ł a d y s ł a w y Prucnal ( i l . 28), oraz barwione r y t y w desce
Józefa Kaczmarka (il. 20).

И. 21. Szczepan Mucha, Szale, pow. Sieradz.
drewno, 45 cm.

Kopernik,

z konwalią i wizerunek z monety 10-złotowej, pomnik
Thorwaldsena, pomnik t o r u ń s k i Tiecka.
Raczej nieliczne b y ł y na konkursie rzeźby p r ó b u j ą c e
transponować możliwie d o k ł a d n i e wzorce portretowe, a i t a m
gdzie p r ó b y takie p o d j ę t o , rezultaty nie m o g ł y b y ć dobre,
choćby ze względu na możliwości warsztatowe. Ograniczenie
bywa jednak b o d ź c e m do szukania innych rozwiązań, do
swobodnej, twórczej interpretacji. K o l o r celnie u ż y t y
ożywiał i uczytelniał rzeźbę. Portret ukonkretniano akce­
soriami mniej czy bardziej r e a l n y m i : l u n e t ą , k l e p s y d r ą ,
mapą orbit, astrolabium i t p .
Kopernika umieszczano na katedrze, w sytuacji godnej
mędrca, uczonego. T a k i j a k K o p e r n i k Tadeusza Cąkały,
reprodukowany na okładce N r 2 „Polskiej Sztuki L u d o w e j "
z 1973 r.
O potrzebie „ p o m n i k o w e g o " ujęcia postaci świadczą
też projekty p o m n i k ó w Kopernika, wyrzeźbione przez
Seweryńskiogo, Gozdocką czy Prucnal. Są to r z e ź b y b ą d ź
inspirowano Pieckiem, b ą d ź p o d e j m u j ą c e znane schematy
pomnikowe.
Jest jednak pewna różnica w m y ś l e n i u . Współcześni
rzeźbiarze ludowi s t a r a j ą się u c z y t e l n i ć s y t u a c j ę , wzbogacić
symbolem, atrybutem. W k ł a d a j ą więc uczonemu do ręki
jego dzieło „ D e revolutionibus...", model u k ł a d u słonecz­
nego czy po prostu globus (Dużyński, Głowiak, Szczepanik,
Królczyk, Zwolakiewicz, Stefański, B ą k , Nowakowski i in.).
Posługiwano się wzorcem p o m n i k ó w : warszawskiego
i toruńskiego, ale z Thorwaldsena zachowano właściwie
tylko schemat siedzącej postaci Astronoma z k u l i s t y m
przyrządem w dłoni. Niekiedy schemat siedzącego Koper­
nika wpisywano w rozbudowane t ł o , Astronom r o z m y ś l a ł

6. R o l a K o p e r n i k a w d z i e j a c h . W n i e k t ó r y c h
pracach K o p e r n i k przedstawiony jest przez pryzmat współ­
czesnych osiągnięć naukowych, widziany na tle historii
jako jeden z t w ó r c ó w naukowego ś w i a t o p o g l ą d u . Charak­
terystycznym p r z y k ł a d e m pierwszego ujęcia jest plakietka
Stefana Głowiaka, na k t ó r e j K o p e r n i k przedstawiony jest
w rakiecie, pędzącej w kosmicznej przestrzeni. W płasko­
rzeźbie Franciszka Ś w i d r a K o p e r n i k znajduje się w niebie,
s k ą d obserwuje Ziemię, latające rakiety i sputniki.
Astronoma na tle historii wyrzeźbił Tomasz Ligas.
N a d e s ł a ł on t r z y płaskorzeźby, na k t ó r y c h w i d n i e j ą : Koper­
n i k , Giordano Bruno na stosie, Galileusz w więzieniu ( i l . 16,
18, 19,).
Do tej grupy zaliczam również d w u m e t r o w ą rzeźbę
Teodozjusza B u t y ń c a , na której Kopernikowi towarzyszą
K o n s t a n t y Ciołkowski, Gagarin i stwór pozaziemski. A u t o r
dołączył do swej rzeźby p i ę k n y komentarz, k t ó r y wyjaśnia
najlepiej jego z a m y s ł ( i l . 34). R z e ź b ę t ę cenię wysoko,
przede wszystkim za t w ó r c z ą m y ś l autora, za jego w y ­
obraźnię.
Jeśli jednak od tej strony spojrzymy na konkurs, to
na pewno najciekawsze okażą się wtedy 4 d u ż y c h rozmiarów
rzeźby ceramiczne Stanisława Zagajewskiego ( i l . 35, 36),
w k t ó r y c h t w ó r c a s p o g l ą d a na K o p e r n i k a z perspektywy
nie t y l k o ziemskiej, alo i kosmicznej, przywołując z dalekich
planet gady, k t ó r e p o d a j ą c łapę w y r a ż a j ą Astronomowi
wdzięczność za to, że przyznał r ó w n e prawa m i e s z k a ń c o m
wszystkich planet, przedtem p o d p o r z ą d k o w a n y c h Ziemi.
Bardzo interesujące — właśnie z p u n k t u widzenia
twórczej inwencji, skali w y o b r a ź n i s ą r z e ź b y należące do
grupy, k t ó r ą określa zdanie:
7. „ W s t r z y m a ł
Słońce,
ruszył
Ziemię".
Siłą współczesnej rzeźby ludowej jest swoboda wyobraźni,
bogactwo skojarzeń. Rzeźbiarz nie liczy się z t y m , co
„ m o ż n a " , a czego „nie m o ż n a " , zawierza intuicji, nie lęka się
p o d e j m o w a ć z a d a ń ponad siły, tyle, że rozwiązuje je nie­
kiedy z uroczą naiwnością.
Rzadko spotykamy się w dzisiejszej twórczości z rzeźbą
m o n u m e n t a l n ą , o wielkiej sile ekspresji, rzeźbą t a k dosko­
n a ł ą j a k dawna ludowa.
Siłą i wdziękiem rzeźb współczesnych jest ich barwność,
pomysłowość, szczerość i naiwność. Są t u dzieła znakomite
o d u ż y c h walorach rzeźbiarskich (Chajca, L u r k i , Palki),
ale i takie, k t ó r y c h uroda w y n i k a z bogactwa i pomysło­
wości rozwiązań, z dekoracyjności i naiwnego w d z i ę k u
(zamierzonego czy nieświadomego). Nierzadko, j a k np.
w rzeźbach Stanisława K o r p y ( i l . 13, 14), anegdota rzeźby
wspomagana jest dowcipem, prawdziwie l u d o w y m humorem.
I n t e r e s u j ą c e w rzeźbach omawianej t u grupy jest
przede wszystkim samo ujęcie tematu. Punktem wyjścia
jest t u literacka, poetycka metafora. R z e ź b a zaś jest jej
dosłowną i n t e r p r e t a c j ą .
Rzadko się zdarza, aby wielkie dokonanie, cały sens
życia człowieka m o ż n a było ująć w j e d n y m zdaniu, tak

39

�oelnym i lapidarnym: „ W s t r z y m a ł Słońce, ruszył Z i e m i ę " .
J u ż sama metafora wyznacza k r ą g p o s z u k i w a ń , uruchamia
w y o b r a ź n i ę , podsuwa a n e g d o t ę .
Z a s k a k u j ą c a jest różnorodność ujęć, dowcip i trafność
plastycznych rozwiązań. Oto najprostsze — Kopernik stoi
na naszym globie, wśród gwiazd, a uniesionymi do góry
r ę k o m a wstrzymuje Słońce. Podobnie ujmuje temat L u d w i k
Oleksy (il. 6).
W płaskorzeźbie W ł a d y s ł a w a Chajca (il. 2), Kopernik
j e d n ą r ę k ą wstrzymuje Słońce, a d r u g ą uruchamia Ziemię.
B y jednak nie b y ł o wątpliwości s t r z a ł k a wskazuje nadany
Ziemi ruch. W płaskorzeźbie W ł a d y s ł a w y Prucnal, Kopernik
zatrzymuje Słońce w obecności mnicha, przerażonego,
j a k b y m i a ł do czynienia z czarami.
U Józefa L u r k i wielka Boża dłoń daje Astronomowi
klucze do tajemnicy, a co ona oznacza, widać po ruchu
ręki — pchającej planety w bieg dokoła Słońca. Nestor
ludowych rzeźbiarzy Wincenty Krajewski z i n t e r p r e t o w a ł
temat jeszcze inaczej. Kopernik t r z y m a j e d n ą dłoń na
globusie, a d r u g ą , uniesioną gestem przysięgi k u niebu,
poświadcza słowa widniejące na postumencie: „ J a m za­
t r z y m a ł Słońce, a puścił w bieg Z i e m i ę ! " . P o r ó w n u j ą c
ujęcia tematu widać o g r o m n ą pomysłowość i różnorodność,
zwłaszcza rzeźb F u r g a ł y ( i l . 1), K o r p y ( i l . 13, 14), Mikołaj­
czyka (il. 3), Adama Zegadły (str. t y t . ) , czy i n n y c h .
Czasem ciekawy jest t y l k o p o m y s ł . Oto np. Andrzej
Głód ustawił na podstawce rzeźbę Kopernika z biczykiem
w dłoni, popędzającego planety i Księżyc, k t ó r e b i e g n ą

na cienkich n ó ż k a c h - p a t y c z k a c h wokół wielkiego Słońca,
zakutego w d y b y .
Czasem jednak m a m y do czynienia z d o j r z a ł y m dziełem,
świadomie skomponowanym, w k t ó r y m p o m y s ł zrealizo­
wany jest doskonale warsztatowo, ciekawie rzeźbiarsko.
Takie są właśnie t r z y efektowne płaskorzeźby Stanisława
K o r p y , bogate w treści anegdotyczne, dowcipne i deko­
racyjne.
Wszystkie omawiane t u prace świadczą o zdolności
samodzielnego myślenia, o dużej w y o b r a ź n i . Ale akcentując
wartości nowe, nie spotykano w dawnej rzeźbie ludowej,
warto w s k a z a ć na wciąż silne ciśnienie tradycyjnych sche­
m a t ó w , widoczne w twórczości przede wszystkim rzeźbiarzy
starszego i średniego pokolenia.
Nawet p o d e j m u j ą c temat konkursu — postać Koper­
nika, o d w o ł y w a n o się do wzorów popularnych w ludowej
rzeźbie sakralnej. A l o j z y Stawowy wyrzeźbił np. w kon­
wencji M a t k i Boskiej z Dzieciątkiem Mikołaja
Kopernika
na ręku matki ( i l . 9). Można t u oczywiście powiedzieć,
że niewielki m u s i a ł b y ć zasób wiedzy o Astronomie, skoro
rzeźbiarz w y b r a ł temat t a k marginesowy. Istotne jest
jednak, że d e c y d u j ą c się na przedstawienie niezbyt sobie
znanej postaci — jako dziecka z m a t k ą -— sięgnął po
t k w i ą c ą w świadomości kliszę.
Jeszcze silniej w i d a ć ciśnienie dawnych wzorów sakral­
nych w rzeźbach p r z e d s t a w i a j ą c y c h Kopernika siedzącego,
myślącego, d u m a j ą c e g o . Jeden z uczestników konkursu
z a t y t u ł o w a ł nawet s w ą p r a c ę „ K o p e r n i k zafrasowany".

I I . 22. Marcin K a r o l Leja. Ł u k a w i c a , pow. Limanowa. Kopernik jako obrońca Olsztyna przed Krzyżakami,
drewno, wys. 51 cm.
I I . 23. W ł a d y s ł a w a Prucnal. Medynia Głogowska, pow. Ł a ń c u t . Kopernik
obserwujący niebo, ceramika, wys. 22,5 cm. I I . 24
Jan Krajewski, Zawidz Kościelny, pow. Sierpc. Kopernik nauczający w Rzymie, drewno, wys. 67 cm. I I . 25. Stefan Głowiak.
Pogwizdów, pow. Ł a ń c u t . Kopernik, ceramika, wys. 52 cm. I I . 26. Tadeusz Borkowski. Wiechlice, pow. Szprotawa.
Kopernik przy fortepianie, drewno, wys. 29 cm.

�Чц

'IZ

��II. 30. Janina Gozdecka. O d r o w ą ż , pow. K o ń s k i e . Pomnik Kopernika,
ceramika wys. 39 cm. I I . 31. Stanisław Seweryński.
Odrowąż, pow. K o ń s k i e , Pomnik Kopernika,
ceramika wys. 39 cm. I I . 32. W ł a d y s ł a w a Prucnal. Medynia Głogowska.
Kopernik,
ceramika 2 6 x 1 9 cm.
Widać więc, że Frasobliwy dopełnił t u schemat przejęty
z warszawskiego pomnika Thorwaldsena. W i d a ć to naj­
lepiej w doskonałej rzeźbie S t a n i s ł a w a D u ż y ń s k i e g o ( i l . 11).
Schemat Frasobliwego w y s t ę p u j e również w rozbudowanej
kompozycji Andrzeja Odrobińskiego, jednej z piękniejszych
na wystawie ( i l . 17). Kopernik siedzi t u w pozie Frasobli­
wego na fotelu, a wokół niego roztacza się p r z e s t r z e ń kos­
miczna. Oczywiście to posadzenie Astronoma w fotelu,
podobnie jak w znakomitej rzeźbie Sylwestra Gawlaka
(il. 15), podyktowano zostało d ą ż e n i e m do bardziej repre­
zentacyjnego ujęcia postaci Kopernika, nie zmienia to
jednak faktu, że mniej czy bardziej świadomie, sięgnięto
do wzorca Frasobliwego.
Cykl Frasobliwych na kopernikowskim konkursie
świadczy jednak nie t y l k o o żywej pamięci ikonograficznych
schematów, ale i o ich formalizowaniu się, zeświecczaniu.
Kto bowiem z dawnych t w ó r c ó w ludowych, rzeźbiących
Frasobliwego jako wizerunek Boga, z d o b y ł b y się na to,
aby ten wzór ikonograficzny zastosować do postaci czło­
wieka, nawet wybitnego ?
Z drugiej strony widzę jednak w t a k i m „ ś w i ą t k o w y m "
ujęciu Kopernika t e n d e n c j ę do sakralizacji narodowych
bohaterów, a zwłaszcza Kopernika. Oglądając na konkursie
różne ujęcia jego postaci odnosimy wrażenie, że t r a k t o w a n y
jest często w klimacie legend o ś w i ę t y c h . Uwznioślenie
postaci i jej symbolizacja n a s t ą p i ł y więc przez jej „uświę­
cenie", wpisanie w religijne schematy M a t k i Boskiej z Dzie­
ciątkiem, Frasobliwego, św. Antoniego (np. i l . 10), a może
nawet „ M a t k i Boskiej Niepokalanego P o c z ę c i a " . Z k r ę g u
reminiscencji biblijnych wywodzi się Dysputa z uczonymi

43

�I I . 33. W a c ł a w Rudnicki. Lendo Ruskie, pow. R y k i . Mikołaj

Czesława Czekalika i Kopernik
nauczający w Rzymie Jana
Krajewskiego.
Obok dążenia do sakralizacji w i d a ć w przytoczonych
p r z y k ł a d a c h po prostu nawarstwianie się na siebie r ó ż n y c h
wzorów. T a k np. w rzeźbach Kopernika jako lekarza,
spotykamy się z pierwszym wzorem — drzeworytem przed­
s t a w i a j ą c y m Uczonego z konwalią, k t ó r y to wzór n a k ł a d a się
na kliszę ś w . Antoniego, wcześniej istniejącą w pamięci
rzeźbiarza.
Nie wzory jednak, ale ich interpretacja stanowi o war­
tości wystawy, o jej a t r a k c y j n o ś c i dla widza. N a tle sztuki,
oficjalnej, rzeźba ludowa w y r ó ż n i a się odrębnością, świe­
żością ujęcia tematu, barwnością, walorami dekoracyjnymi,
naiwnym wdziękiem. Nieporozumieniem b y ł o b y oczywiście
ocenianie jej w e d ł u g k r y t e r i ó w stosowanych do rzeźby

Kopernik,

drewno, wys. 36, cm.

profesjonalnej, trudno j ą nawet p o r ó w n y w a ć z dawną,
t r a d y c y j n ą , k u l t o w ą r z e ź b ą l u d o w ą . Jest po prostu inna,
t a k j a k inne są dziś w a r u n k i i potrzeby kulturowe, tak
jak inna jest dziś wieś i jej psychika.
Rzecz t y l k o w t y m , a b y obserwując ogromny wzrost
liczby rzeźbiących, u m i e ć oddzielić ziarna od plew. Koniun­
k t u r a grozi komercjalizacją, o b n i ż a n i e m wartości rzeczy­
wistych. Ale k o n i u n k t u r a stanowi bodziec aktywizujący
twórczo setki ludzi. N i e k t ó r z y o k a z u j ą się uzdolnieni ponad
p r z e c i ę t n ą m i a r ę . K o n k u r s y i wystawy, zwłaszcza tak
m ą d r z e p o m y ś l a n e i sprawnie zorganizowane, jak t u oma­
wiany, s t a n o w i ą najlepszy przegląd istniejącej w rzeźbie
sytuacji, w y z n a c z a j ą rzeczywistą hierarchię wartości. Dla­
tego są t a k w a ż n e .

PRZYPISY
1 Inicjatorem i d o s k o n a ł y m organizatorem konkursu szat, W . Skiżyński, A . Słomiński, St. Suchocki, Fr. Świder,
St. Wierzbicki, St. Ż y r e k .
oraz wystawy b y ł mgr Aleksander Błachowski, d y r e k t o r
J e d y n y m argumentem takiego wyodrębnienia byl
Muzeum Etnograficznego w Toruniu. Z okazji w y s t a w y
fakt n a u k i w szkole, a więc większego oddziaływania śro­
wydano katalog p t . „Mikołaj K o p e r n i k w rzeźbie ludowej'',
dowiska, profesora. Jest t o jednak t y l k o bardziej uchwytne
Muzeum Etnograficzne, T o r u ń 1973. W s t ę p A . Błachowski,
niż w innych przypadkach, a wcale nie decydujące. Absur­
liczne ilustracje, n o t y o autorach. W s p ó ł o r g a n i z a t o r a m i
dalne natomiast wydaje m i się stawianie bariery wieku
konkursu b y l i : Departament P l a s t y k i M i n . K u l t u r y i Sztuki,
i t o aż 20 lat. Co najmniej od 16— 17 roku młody człowiek
W y d z i a ł K u l t u r y Prezydium Wojewódzkiej Rady Naro­
osiąga j u ż pełnię swej intelektualnej sprawności, wielu
dowej w Bydgoszczy, Kujawsko-Pomorskie Towarzystwo
żeni się, pracuje, lada chwila — a uzyskają pełnię praw
K u l t u r a l n e oraz Cepelia.
wyborczych. Historia zna wiele p r z y k ł a d ó w dojrzałości
W a r t o t u d o d a ć , że na konkursie ocenia się dzieło
twórczej ujawniającej się znacznie wcześniej. „Młodych"
a nie rzeźbiarza. Co w i ę c e j — w ocenie zwraca się u w a g ę
w y o d r ę b n i o n o 16, ale przyznano i m aż 5 wyróżnień, co |
na ciekawe i oryginalne potraktowanie tematu. Zapewne
świadczy o pozytywnej ocenie tej grupy.
z tego powodu w hierarchii n a g r ó d t a k nisko znalazły się
znakomite rzeźby Szczepana Muchy czy w ogóle nie w y ­
5 J u r y ( k t ó r e m u przewodniczył niżej podpisany) wy­
różniono Sylwestra Gawlaka.
odrębniło 121 rzeźb 55 a m a t o r ó w , wyraźnie odbiegających
sposobem m y ś l e n i a plastycznego od schematu (stylu?)
I nagrody o t r z y m a l i : St. D u ż y ń s k i , J . Gozdecka,
ludowego, czy ściślej m ó w i ą c — przyjętego obecnie za
St. K o r p a , J . Krajewski, St. Zagajewski. I I nagrody:
t y p o w y dla współczesnej r z e ź b y zwanej ludową. W tej
T . Butyniec, J . Centkowski, J . F u r g a ł a , J . Kaczmarek,
Zagajewskiego
W . Krajewski, W ł . Prucnal, St. Seweryński, R . Sęk. I I I : grupie znalazły się m . i n . kompozycje
(il. 35, 36) i B u t y ń c a ( i l . 34).
T . Cąkała, J . Czerwińska, St. Głowiak, B . Grabski, E . Ra4

:

2

3

44

�Na zakończenie c h c i a ł b y m p r z y t o c z y ć wypowiedzi d w ó c h rzeźbiarzy, k t ó r y c h komentarze do n a d e s ł a n y c h
w y r a ż a j ą w s p o s ó b szczególnie i n t e r e s u j ą c y ich i n d y w i d u a l n ą i n t e r p r e t a c j ę t e m a t u .

prac

Teodozjusz Butyniec

Kiedy zobaczyłem dwumetrowy kloc z odstającą
nieco
spróchniałą odnogą urwaną pociskiem pewnie w
ostatnią
wojnę, zacząłem się przymierzać
z wyimaginowaną
postacią
mego Kopernika.
Kloc był już odpiłowany od pnia i wierzchołka.
Postawi­
łem go pod rozłożystym świerkiem, który wcale znośnie chronił
od deszczu. Dopóki było ciepło, przychodziłem
tu łatem po
pracy i starałem się odciąć to co mi do ujrzenia postaci prze­
szkadzało. Dopiero zimą w ciepłym Karołińskim
pomieszczeniu
przekonałem się, że mój samotny Kopernik
nie przynosi mi
spodziewanego zadowolenia.
Ten wysoki urzędnik Kościelnego imperium
Rzymskiego,
bez teleskopu w zimnej kamiennej baszcie musi mieć kogoś
do towarzystwa. Kiedy już miałem wyciągniętą rękę astronoma
trzymającą w garści słoneczne promienie, który odczuł radość
ciepła w postaci złotych promieni na głowie i łeżącego na
ramieniu baranka, zrozumiałem,
że miał i lęk przed
czymś
z zaświatów, niepokój przed wszędobylską inkwizycją,
własnym,
światopoglądem, że słońce nie jest tylko ognistą kulą — że ta
ręka musi dotknąć postaci „nietutejszej".
Które i my rze­
mieślnicy astronomów depczących po srebrnym globie, czasem
staramy się sobie je
wyobrazić.
Skoro patrzymy na tego zuchwalca Kopernika
co przed
500 laty poprzestawiał
mebłe w niebiosach, nie mogłem sobie
odmówić satysfakcji
wyrzeźbienia
podobizny
Ciołkowskiego
właśnie na tym na wpół spróchniałym
kikucie co pozostał
po hitlerowskim pocisku, być może „ryczącej krowie"
(moź­
dzierzowej rakiecie).
A jeżeli pierwszy pionier rakiet ba­
listycznych na których wznosimy się między planety to i postać
astronauty. To mnie zadowoliło. Kopernik dokonując
odkrycia
mial trudności. Starałem się je pokazać na wysiłku;
stojąc
na palcach jednej nogi, drugą popycha kolanem
ziemię,
zaś drugą ręką
księżyc.
P.S. Niedostatkiem jest to, że nie zdążyłem wyżłobić reszty
drewna, która tkwi w postaci słupa, który Kopernik
niby
obejmuje, no i to że rzeźba nie obraca się, co było iv założeniu.
Chyba dokonam tej korekty.

I I . 34. Teodozjusz Butyniec, O t r ę b u s y ,
pow.
P r u s z k ó w Mikołaj Kopernik,
drewno, wys. 2 m .

45

�Stanisław

Zagajewski

SKARBIEC

MIKOŁAJA

KOPERNIKA

—

LUB

WRÓBEL

ŚPIEWAJĄCY

Chciałem wyrazić to, że ten skarb największy,
który Mikołaj Kopernik
odkrył, żeby gdzieś schować i ten
ptak śpiewający wyśpiewuje tą radość z wielkiego odkrycia i ogłasza całemu światu. Cała forma jest jakby ra­
tuszem na szczycie którego stoi ptak. W ogonie ptaka jest drugi ptaszek, którego się wyjmuje i można zaglądać
do skarbu.
KOPERNIK

NA

KSIĘŻYCU

I

GADY

I LUDZIE

PRZEDPOTOPOWI

Kopernik miał księgę i zapisywał swoje odkrycie i w tym czasie gady przedpotopowe na księżycu
zajrzały
w jego książkę i jakby zrozumiały sens tego odkrycia i podały łapę Kopernikowi
a drugą położyły na księdze
i były zadowolone, że zgadły myśl człowieka i teraz mogą sobie podać ręce i rzeźba jest na planetach.

ŁAJKA

1 BI EŁK A

NA

KSIĘŻYCU

Jest z tyłu Kopernik na księżycu jak stawia slup graniczny, gady cieszą się, że człowiek się zjawił i Ame­
rykanie i Rosjanie podają sobie ręce. A Łajka i Biełka utorowały człowiekowi drogę na księżyc.

Tot.: A. Grodzicki — il. 10, 33, 34; Jan Świderski — il. 1-9, 11-32, 35, 38.

St. Zagajewski. Włocławek. I I . 35. Skarbiec Kopernika,

wys. 69 cm. I I . 36. Kopernik

na księżycu,

wys. 73 cm. Ceramika.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10918" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10896">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a0bf7d30336dcaf3235cbabb1beb803a.pdf</src>
        <authentication>ded0bc3ad2e8226c3f08f54b453bdc14</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130196">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1222</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130197">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130198">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1128</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130199">
                <text>Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk / ETNOGRAFIA POLSKA 1985 t.29 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130200">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1985 t.29 z.1, s.217-220</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130201">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130202">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130203">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130204">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130205">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130206">
                <text>INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ A K A D E M I I N A U K
W Instytucie problenjatyką badawczą zajmują się: Pracownia Do­
kumentacji Sztuki Ludowej (w Krakowie), Pracownia Dokumentacji
Folkloru, Pracownia Badania Plastyki Nieprofesjonalnej, Zespół Antropo­
logii K u l t u r y przy Zakładzie Filmu, Redakcja „Polskiej Sztuki Ludowej".
I . Do 1980 r. P r a c o w n i ą D o k u m e n t a c j i S z t u k i L u d o w e j kierował prof, dr R. Reinfuss. Obecnie kieruje nią dr Ewa F r y ś - P i e traszkowa. Istotą działania pracowni jest przede wszystkim dokumenta­
cja ludowej plastyki, rękodzieła i rzemiosła artystycznego. Badania pro­
wadzone są na terenie całej Polski. Najmniej materiałów dotyczy Śląska
i Wielkopolski, obszary te były bowiem dokładnie penetrowane i bada­
ne przez placówki lokalne. W Pracowni w ciągu 35 lat jej działania
zgromadzonp spore archiwum naukowe: ok. 76 000 stron tekstów, 60 00O
rysunków, inwentaryzacji i plansz barwnych — łącznie 93 000 pozycji
inwentarzowych oraz 76 000 fotografii. Materiały te są udostępniane
wszystkim zainteresowanym z zewnątrz.
Zebrane materiały są bazą dla późniejszych opracowań. Obecnie
przygotowuje się do druku (w „Arkadach") publikację o sztuce ludowej
w Polsce pióra Anny Kunczyńskiej-Irackiej i Ewy Fryś-Pietraszkowej.
R. Reinfuss złożył do druku monografię kowalstwa oraz pracę o rzeźbie
ludowej w kamieniu. Opracowano również szereg zwartych pozycji mo­
nograficznych, a także artykułów, studiów materiałowych i przyczyn­
ków, jednak ogromna część archiwaliów nie została jeszcze wykorzysta­
na. W związku z tym planuje się zespołowe przygotowanie obszernych
monograficznych zarysów plastyki ludowej poszczególnych regionów
w ramach problemu międzyresortowego „Pomniki kultury narodowej
i ich dokumentacja". Pierwszą pozycją z tej serii jest „Tradycyjna sztu­
ka ludowa Podlasia i jej współczesne przemiany" (tytuł roboczy). Prace
przygotowawcze rozpoczęto w roku 1981, a ich zakończenie przewidziane
jest na rok 1985. Praca obejmuje rzeźbę, malarstwo, plastykę w obrzę­
dach i zwyczajach, architekturę, wnętrze mieszkalne i jego zdobnictwo,
stroje, rzemiosło artystyczne. Szczególne zainteresowanie budzi działal­
ność znaczniejszych ośrodków (zarówno istniejących obecnie, jak i za­
marłych), rozprzestrzenianie się poszczególnych zjawisk artystycznych,
motywacja twórczości. Opracowanie przygotowywane jest na razie włas-

�218

ALEKSANDER JACKOWSKI

nymi siłami zespołu, który liczy obecnie czterech pracowników meryto­
rycznych (mgr Wanda Drabik, dr Ewa Fryś-Pietraszkowa, mgr Bożena
Kural, mgr Alicja Maleta). W ramach tego samego problemu mgr W. Dra­
bik przygotowuje indywidualnie pracę na temat postaci zwierząt w l u ­
dowych obrzędach.
Ponadto, zespół Pracowni kontynuuje prace nad tematem „Dokumen­
tacja sztuki ludowej i nieprofesjonalnej" (plan własny IS), w związku
z którym od 1979 r. prowadzona jest penetracja w miejscowościach po­
łożonych na brzegach Wisły na odcinku od źródeł po Sandomierz. Do­
kumentacja ta, podjęta w związku z planem przebudowy i zagospodaro­
wania koryta rzeki („Program Wisła"), wymaga jeszcze nieznacznych
•uzupełnień. Publikacja zebranych materiałów nie jest przewidziana. Pra­
cownia prowadzi ponadto dokumentację wybranych wystaw i konkur­
sów sztuki ludowej.
II. P r a c o w n i a D o k u m e n t a c j i
F o l k l o r u , którą kieruje
doc. dr Ludwik Bielawski, będzie w najbliższych latach kontynuować
podstawowe kierunki działania w zakresie dokumentacji i badań pieśni
ludowej (tekstów słownych i melodii), muzyki instrumentalnej i instru­
mentów muzycznych oraz tańca ludowego. Kontynuowana będzie ciągła
dokumentacja terenowa, uzupełniana gromadzeniem wszelkich innych
źródeł (archiwalnych, publikowanych i in.), zwłaszcza pod kątem przygo­
towywanych publikacji. Kontynuowane będą wydawnictwa źródłowe,
zwłaszcza seria Polska Pieśń i Muzyka Ludowa — Źródła i Materiały.
W najbliższej przyszłości zostanie przekazany do druku dwuczęściowy
tom Kaszuby (Aurelia Mioduchowska i Ludwik Bielawski). Zostaną też
"ukończone następne serie: Kurpie (Zofia Jaworska i Jan Stęszewski),
Warmia i Mazury (Barbara Krzyżaniak, Jarosław Lisakowski i Aleksan­
der Pawlak). Zaawansowane są ponadto prace nad tomami: Podhale
(Jan Sadownik), Lubelskie (Jerzy Bartmiński, Zbigniew Koter), Podlasie
(Janina Szymańska).
v

W zakresie prac interpretacyjnych Alicja Trojanowicz kontynuuje
badania nad śpiewami niezwrotkowymi w polskim folklorze. Grażyna
Dąbrowska (obecnie będąca na emeryturze) przygotowuje syntetyczną
pracę Polski folklor muzyczny. Nowo podjętym tematem jest natomiast
praca Ewy Dahlig Skrzypce w ludowej praktyce muzycznej w Polsce.
Jej zakończenie przewidziane jest na rok 1988.
Kontynuowane będą ponadto prace w ramach grup studyjnych I n ­
ternational Council for Traditional Music. Ich rezultatem są tomy, które
ukazały się zarówno w Polsce, jak i za granicą. U nas ukaże się kolejny
tom Analyse und Klassyfikation
von Volkstanzen (red. G. Dąbrowska
i Kurt Peterman).
III. P г а с o w n i a B a d a n i a P l a s t y k i
Nieprofesjonal­
n e j , kierowana przez mgr Aleksandra Jackowskiego, zajmuje się doku­
mentowaniem wybranych przejawów współczesnej twórczości ludowej,

�INSTYTUT SZTUKI PAN

219

przemian w upodobaniach estetycznych ludności chłopskiej, plastyki zwa­
nej naiwną i ciekawszych zjawisk w ramach nurtu nieprofesjonalnego.
Prowadzi się tu badania nad następującymi zagadnieniami:
1. L u d o w a s z t u k a s a k r a l n a M a ł o p o l s k i (Anna K u n czyńska-Iracka). Praca zamierzona na kilka lat bazuje na dokumentacji
zbieranej w terenie oraz archiwalnej z wykorzystaniem źródeł ikonogra­
ficznych, ludowych pieśni i kantyczek. Poszczególne efekty badań (np.
nad genezą i systematyką kapliczek) będą publikowane w postaci arty­
kułów, zwłaszcza na łamach „Polskiej Sztuki Ludowej". Przewiduje
się m.in. opracowania dotyczące dawnej rzeźby ludowej, grafiki dewocyjnej i malarstwa ośrodków kultowych. Zakres tematyczny i metody
badawcze sytuują te prace na pograniczu między etnografią a historią
sztuki;
2. S z t u k a l u d o w a w o k r e s i e r o z p a d u t r a d y c y j n e j
k u l t u r y c h ł o p s k i e j (A. Jackowski). Przygotowana do druku pra­
ca została oparta na zbieranej od wielu lat dokumentacji zarówno tereno­
wej, jak też pozyskanej z wystaw i konkursów, uwzględniającej aspekt
socjologiczny;
3. P l a s t y k a n i e p r o f e s j o n a l n a . A. Jackowski kontynuuje
badania prowadzone od 1965 r. Ich efekty będą publikowane w postaci
artykułów w „Polskiej Sztuce Ludowej". W 1984 r. oddano do druku
książkę. Zakończony też zostanie Słownik zawierający 200 obszernych
biogramów malarzy i rzeźbiarzy z wykazem wystaw, bibliografią, poda­
niem muxeów, w których znajdują się ich prace, ilustrowany zdjęciami
twórców oraz ich prac. W pracy silnie podkreślono aspekt psychologicz­
ny (badania ankietowe, wywiady, testy);
4. I n s p i r a c j e l u d o w e w s z t u c e p o l s k i e j X I X i X X
w. (A. Jackowski). Praca została rozpoczęta w 1980 r. Oddanie publika­
cji do druku przewidziane jest na 1985 г.;
5. Z a b a w k a , k u k i e ł k a , f i g u r k a
magiczna. O lalce
w k u l t u r z e l u d o w e j (Ewa Korulska). Praca została rozpoczęta
w 1982 r. Przewidziana jest publikacja niektórych zagadnień na łamach
„Polskiej Sztuki Ludowej". Zakończenie całości — 1984 r.
IV. Z e s p ó ł A n t r o p o l o g i i K u l t u r y (mgr Zbigniew Benedyktowicz, dr hab. Ludwik Stomma). Zespół prowadzi badania nad
k u l t u r ą współczesną (film, literatura, folklor w aspekcie współczesnej
mitologii, kreowanej przez film, TV, środki masowego przekazu, zakorze­
nienie tej mitologii w tradycji, w strukturach mitologicznych „długiego
trwania"). Prowadzone są również prace nad Słownikiem
antropologii
kultury (poszczególne hasła ogłaszane są w „Polskiej Sztuce Ludowej")
oraz prace z zakresu teorii kultury (magia, religia, myślenie symboliczno-magiczne, analiza strukturalno-fenomenologiczna zjawisk kultury).
Analizuje się ponadto film jako tekst kultury zwracając uwagę na prze­
strzenie pamięci (dom, hotel, akademik, bezdomność, wygnanie na przy-

�220

ALEKSANDER JACKOWSKI

kładzie filmu polskiego) oraz symbole związane z pamięcią i jej zako­
rzenieniem w przestrzeni (Z. Benedyktowicz), ponadto — na mit pros­
taczka Fou de Dieux i klownów (L. Stomma). Odrębne zagadnienie sta­
nowią zjawiska izolacji świadomościowej. L . Stomma przygotowuje pracę
Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., kontynuując jednocześnie ba­
dania nad tymi zjawiskami w międzynarodowym zespole badawczym
przy Centre Internationale des Recherches Sociales w Paryżu (planowa­
ne są m i n . badania na Polinezji). Z. Benedyktowicz przygotowuje pracędoktorską na temat kategorii „swój" — „obcy". W ramach tego zagad­
nienia prowadzone będą badania nad zjawiskami identyfikacji grupowej,
odkrywaniem własnej tożsamości — mit outsidera, grupy młodzieżowe
Punk i in. we współczesnej kulturze (literatura, film, ruchy młodzieżo­
we i artystyczne);
V. „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " (red. A. Jackowski). Zadaniem
pisma jest zarówno publikowanie prac własnych pracowników Instytutu,
jak też inspirowanie i publikowanie prac powstałych w innych ośrod­
kach naukowych. Zakres tematyczny pisma obejmuje zarówno proble­
matykę kultury artystycznej ludu, jak też i jej determinanty. Staramy
się penetrować obszary pograniczne między sztuką profesjonalną a l u ­
dową (twórcy naiwni, amatorzy), a także podejmować zagadnienia z za­
kresu teorii i metodologii. Zamierzamy kontynuować konferencje i dys­
kusje redakcyjne poświęcone poszczególnym zagadnieniom. Będziemy
nadal publikowali materiały Słownika pojąć współczesnej etnologii, m.in.
dotyczące problematyki badań nad sztuką (hasła: ikonologia, Gombrich,
Kiibler, Piwocki).

-

-

Opracował: Aleksander
Jackowski
Do druku przygotowała: Iwona
Kabzińska-Stawarz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10930" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10908">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a572c651a88f56f834a7af5e763fa587.pdf</src>
        <authentication>36b8c27c4f4325ce33990f973c1d9bf0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130340">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3320</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130341">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130342">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130343">
                <text>Bramy snu. O malarstwie Doroty Lampart, Bronisławy Piprek i Marii Muszał / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130344">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2, s.89-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130345">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130346">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130347">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130348">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130349">
                <text>Aleksander Jackowski

BRAMY SNU

Są l u d z i e , d l a k t ó r y c h

sen jest d o z n a n i e m równie r e . i n y m

czynić, głosić, malowt.ć;

w e śnie d o z n a j ą

olśnień

mistycznych

j a k t o , c o p r z e ż y w a j ą w ż y c i u . Z d a r z a się n a w e t , ż e ś w i a t m a r z e ń

W e śnie o b j a w i a ł się B ó g p r o r o k o m , a z i e m s k i e p o k u s y r o z p a l a ł y

s e n n y c h m o ż e zawładnąć człowiekiem d o t e g o s t o p n i a , że odwró­

zmysły

c o n a z o s t a j e n o r m a l n a h i e r a r c h i a w a ż n o ś c i i s e n s t a j e się ź r ó d ł e m

wstrząsające

największych doznań. D o b r y c h i złych. Marzeń, które

w

uciec o d rzeczywistości realnego

życia, l u b —

pozwalają

gorzej —

lęków,

k t ó r e m o g ą zniszczyć, zdruzgotać siły o b r o n n e p s y c h i k i . O c z y ­
wiście

zupełne

dziennego

przeciwstawienie

s n u i rzeczywistości

dnia

co­

n i e m a sensu, son jest przecież projekcją naszej

psy­

pustelników,
sny

pojaw-iały

Abrahama,

się

w

Jakuba,

które w s t ę p o w a ł P a n w e własnej
W

uroczej

cudowności

Józefa,

swojej

Mojżesza

sny

osobie."

k s i ą ż c e B r a n d s t a e t t e r a Prorok

z

Jonasz,

której

cytuję t e słowa: „Obecność Boża, nawiedzając w s n a c h śpiącego
(Jonasza) nakładała n a niego
wiązki, któro w y b r a n y

jego boskie t r u d n e i ciężkie

d ź w i g a ł n a j a w i e , uginając

obo­

się p o d i c h

c h i k i , naszych lęków i obsesji, w n i m o r g a n i z m reaguje n a z b y t

b r z e m i e n i e m (...). I s t a ł o się, ż e P a n w e j r z a ł n a J o n a s z a i w s t ą p i ł

s i l n o s t r e s y , w e śnie d o c h o d z ą

do niego przez nie domkniętą bramę

wej,

genetycznej

szarem

życia,

spychane
w

Jungowskie

którym

oszołomienia

szczególnej

zdolny
się

w

—

„archetypy".

ujawniają

się

myśli

i

zbioro­

S n y są o b ­
wspomnienia

przez nas w podświadomość. W e snach, p o d o b n i e j a k

stanach

czy

(?)

d o głosu ś l a d y p a m i ę c i ,

halucynogenami, wielkiego

koncentracji —

przyjmować

sygnały,

s n y wyprzedzające

stajemy

dochodzące

fakty.

Za

mało

zmęczenia,

się n i c z y m

odbiornik

z zewnątrz.
jeszcze

Zdarzają

wiemy

t o l e p a t i i , p r e k o g n i c j i i t p . a b y stawiać u p r a w o m o c n i o n e

o

śnie,

hipotezy,

snu."

rozwiązuje

skomplikowane

równanie, k o m p o z y t o r

czością ? W i e m y o t y m n i e w i e l e , t r z y z n a n e m i p r z y k ł a d y m a l a r z y
nieuezonych,

to

za

mało

na

ukazanie

z p r z e s t r z e n i z e w n ę t r z n e j j a k i w e w n ę t r z n e j . D l a t e g o sen u j a w n i a

możliwości

r z e c z y , k t ó r y c h jeszcze n i e umieliśmy, c z y n i e mieliśmy

obraz

i w t y m p o d o b n y j e s t d o n a t c h n i e n i a , olśnienia,

w y k r a c z a ć p o z a n a s z e p r z e ż y c i a s p r a w i a , że n i e r z a d k o
si? go j a k o w y r a z
język

trudny

traktuje

i n t e r w e n c j i s i l n i e z n a n y c h , znajdujących

poza n a m i . Sprzyja

się
się

t e m u f o r m a w j a k i e j o b j a w i a j ą się s n y , i c h

do rozszyfrowania,

a przecież

—

czujemy

to

—

zwnązany z n a s z y m i p r z e ż y c i a m i . M o ż e t o właśnie s e n s t a n o w i
pierwszą inicjację w grę słów —

znaczeń —

toczą nasze popędy, myśli, m a r z e n i a
wych,

s y m b o l i , grę którą

z cenzurą n o r m

kulturo­

świadomością t e g o co m o ż n a i n i e m o ż n a , w y p a d a

w y p a d a . C e n z u r a d z i a ł a p r z y t y m w e śnie i n a c z e j n i ż w

i nie
proce­

odtwórczych

związki

między

semantycznie
w

ostre w obrazy

warstwie

symboli.

Język

snów zdaje

nacechowane

znaczeniami,

ukryte

n a naszych

się p r z y t y m z b l i ż o n y

do tego,

którym

wróżących

Cygankach

kończąc.

Symbol,

znak,

p o j a w i a j ą c y się w e śnie p r z e m a w i a d o n a s n i e w p r o s t , a p r z e z s w ą
aluzyjność.

Tłumaczymy

sobie,

mniej

i t r a f n i e sens z n a k ó w p r z y p o m o c y

czy

metody

bardziej

wyraziście

wolnych

skojarzeń

i i n t u i c j i . S y m b o l m o ż e b y ć w o śnie o d n i e s i e n i e m d o t e g o , c o m i a ł o
miejsce,

j a k też

i przeczuciem

(nadzieją,

obawą)

tego

co

się

m o ż e stać. T a właśnie g r a znaczeń, e l e m e n t y e k s p r e s j i , f a n t a z j i ,
wyobraźni zbliżają sen do twórczości a r t y s t y c z n e j . I w

jednym

i w d r u g i m w y p a d k u m a m y d o c z y n i e n i a z interpretacją rzeczy­
wistości
proces

widzianej i przeżywanej. Prof. Kępiński tłumaczy t e n

t y m , że w e

swobodniej

śnie

struktury

t w o r z y ć , n i e znajdują

p r e s j ą w y m i a n y ze ś w i a t e m

czynnościowe mogą

się b o w i e m

pod

otaczającym. Dlatego

się

redukującą
w

marzeniu

s e n n y m o b s e r w u j e się w i e l e o b r a z ó w o c h a r a k t e r z e a r t y s t y c z n y m ,
niezwykłych połączeń, które b y n i g d y n i e powstały n a j a w i e . "
Są l u d z i e ,

d l a których

doznań. Właśnie

też

nie

wypowiedzi

we

śnie

sen jest

w o śnie p r z e ż y w a j ą ,

źródłem

1

najważniejszych

wspaniałe wizje,

objawia

się i m P a n , s ł y s z ą g ł o s y z n i e b a , o t r z y m u j ą w s k a z ó w k i , c o m a j ą

widzi
dla

jeszcze

stylem

już

m ó w i ą c , c z y istnieją

namalowany

obraz ? Pytałem

co

prawda

Dorotę

L a m p a r t , c z y śnią s i ę j e j g o t o w e o b r a z y , j u ż t a k i e „ d o m a l o w a n i a " ,
a l e ze s ł ó w j e j n i e m o g ł e m się z o r i e n t o w a ć
które
w

prowokowały

obrazy.

jakie były te sny,

I d e n t y c z n e ? p o d o b n e ? Sądzę,

że

przyszłości w a r t o t e n p r o b l e m bliżej zbadać, sprawdzić, k t o

i k i e d y o t r z y m u j e konkretną,

„gotową"

wizję

o b r a z u , k t o zaś

i k i e d y t y l k o ogólny „ f i l m " w y d a r z e n i a który t r a k t u j e —
lując —

ma­

p o d o b n i e j a k w i d z i a n ą r z e c z y w i s t o ś ć c z y scenę w y i m a ­

ginowaną. Z t e g o , co m ó w i ł a m i D o r o t a L a m p a r t m o g ł o w y n i k a ć ,

o jednym

sny prorocze,

sny —

obrazie); sny —

z nich,

że widziała

wydarzenia

(które

wzniesiona
Niebo

później

z w i a s t u n y obrazów. M ó w i n p .

po prawej

stronie polany

w p n i u w b i t ą s i e k i e r ę , z k t ó r e j p o c h w i l i w y ł o n i ł a się

operują wróżbici, o d n i e j a s n y c h p r o r o c t w d e l f i c k i c h poczynając
a

czy

choć

syntetyzowała w

obrazy

malarza,

(charakterystyczną

że m i e w a ł a :

c z y nieświadomość, ale przekształca

wizji

a r t y s t y f o r m ą ) a w i z j ą s e n n ą ? C z y śni „ w i z j ę " c z y g o t o w y ,

spycha

pod —

(czy rysunek) d o

j e s t swoistą, w e r s j ą s n u w y r a ż a n ą n a m i a r ę

t a k i j a k i może namalować ? Inaczej

sach przebiegających w obszarze świadomości. N i e w y p i e r a , n i e
w

związków.

się n r . d i c h t w ó r c z o ś c i ą

w kontekście snów chciałbym i m zadać p y t a n i a o którycli w s w o i m
w e śnie ? C z y o b r a z

i n t u i c j i . W ł a ś n i e t o , że s e n p r z y n o s i i n f o r m a c j e , k t ó r e z d a j ą

możliwych

Co więcej, d o p i e r o teraz, zastanawiając
c z a s i e n i e p o m y ś l a ł e m . J a k się m a o b r a z

sformułować —

frazę,

m y o m a l a r z a c h . J a k i e b y w a j ą r e l a c j e m i ę d z y w i z j ą senną a t w ó r ­

b a r d z i e j p o d a t n a n a wszelkiego r o d z a j u bodźce, płynące

odwagi

słyszy

k t ó r e j b e z s k u t k u p o s z u k i w a ł z a d n i a , m a l a r z ... w ł a ś n i e , p o m ó w ­

n i o w y k l u c z o n e j e s t j e d n a k , ż e p s y c h i k a n a s z a w f a z i e s n u s t a j e się
zarówno

2

B r a m a s n u . . . W e śnie P a n p r z e m a w i a d o " w y b r a n y c h , u c z e ń

ręka. T e n sen oddała

dokładnie, bez

pień,

pionowo

transpozycji.

n a t o m i a s t ś n i ł o się j e j j a k o w i e l e s c e n , w i e l e

poszczegól­

n y c h s e k w e n c j i , które później przedstawiła w k o n s t r u k c j i jednego
obrazu.
P o d o b n i e j a k L a m p a r t malowała s n y M a r i a Muszał. Malowała
widziano

postacie,

ale w 'obrazie

wyodrębniała

je

z

akcji

po­

d o b n i e j a k w t e d y , g d y b y chciała n a m a l o w a ć H a m l e t a p o p r z e d ­
stawieniu

widzianym

w

teatrze.

snami a obrazami dostrzegamy
dręczyły

ją,

rysowała

więc

napastujące

s n o m , p o t o , a b y p r z e s t a ł y się
Różnice
inne —

między

Jeszcze

inną

u Bronisławy
ją

relację

między

Piprekowej.
twarze

Sny

przeciwko

pojawiać.

opisywanymi

t u m a l a r k a m i były

również

L a m p a r t ( p o d o b n i e j a k jugosławiański „ n a i w n y " M a t i j a

S k u r j e n i ) ż y j e s n a m i ; są o n e s t a l e o b e c n ą częścią j e j ż y c i a , l u s t r e m
w k t ó r y m p r z e g l ą d a się r z e c z y w i s t o ś ć , z a p o w i e d z i ą i n n e g o ś w i a t a ,
innego życia. N a t o m i a s t P i p r e k o w a i Muszałowa t y l k o w p e w n y c h
okresach

swego

rysunków

i obrazów

życia

były

uzależniono

Piprekowej

powstało

od

snów,

większość

„samodzielnie",

bez

udziału marzeń c z y h a l u c y n a c j i s e n n y c h .
Po t y m wstępie przejdźmy do omówienia życia i twórczości
w s p o m i a n y c h już t u m a l a r e k ,

89

�DOROTA

Ma

dziś

78 l a t .

co

trzeba

ją

było

wiązać,

wariowała

głupstwa robiła. N o ale zmarła n a szczęście D o r o t a w y c h o w y w a ł a

Jest

się p r z y d z i a d k u . T e ż m i a ł a t a k i e p o r y w y , n i o m i a ł j ą k t o w y c h o ­

tam

kilka

Babiej

gospodarstw,

z

n a umyśle, mało

żyje
Idzie

3

skłócona

chora

otoczeniem,

w n ę d z y , t r u d n e j d o w y o b r a ż e n i a , w w a l ą c e j się c h a ł u p i e .
się d o n i e j z b o c z e m

Samotna,

LAMPART

G ó r y , o d Z a w o i aż n a s z c z y t .

ale D o r o t a n i g d y niczego

dobrego

od

sąsiadów n i e zaznała. Ż y j e o b o k n i c h , ale n i k t j e j n i e a k c e p t u j e .
Wpływa

na" to fakt,

iż

jest

nio umie

ukryć złości. Co w y w i ­

dzicie w n i e j , przecież o n a głupia... T e r a z z i e m n i a k i s a d z i !
polowa

lipca). To

co, mądra

jest?

Pan popatrzy

(była

na joj pole,

p a n n a m i a ł a . P ó ź n i e j z a k i l k a l a t się p o s t a r z a ł a i z m a r ł a .

samo

chwasty,

perz,

tylko

wszystko

co chciała, d z i a d e k

ją trochę karcił, ale za

mało.

S i e d z i a ł 12 l a t n a W i ś n i c z u w k r y m i n a l o , t o b y ł a p a n i e e d u k a c j a .
A l e c i o k a w e w j a k i s p o s ó b się o n a n a u c z y ł a p i s a ć , a p i s z e

inna.

, , P a n j e j s z u k a ? Sąsiad

wać, robiła

zapaskudza..."

4

Mają

Była

joj

możliwie... W y c z y n y

robiła, t a k i e w y s k o k i , n i e n a

nawet

normalnego

c z ł o w i e k a i t e r a z t o s a m o r o b i , t y l e ż e się t r o c h ę u s p o k o i ł a , n o b o
s t a r s z a . . . L u d z i e ją c z a s e m

nawracają, m ó w i ą t a k t r z e b a robić,

t e k . . . а о п л s w o j o , j e s z c z e o d e t n i o się, że aż się c z ł o w i e k z d z i w i .

Nikomu

n i e p o m o ż e . . . Co p r o s z ę ? N o m y t e ż j e j n i e

pomaga­

za złe że j e s t n i e ś l u b n y m d z i e c k i e m . Sąsiad, Żurek, g d y p y t a ł e m

m y , s k ą d ! O n a u w a ż a się z a l e p s z ą n i ż ż o n a w ó j t a ! T a k

go o drogę d o m a l a r k i zaczął opowiadać o j e j p o c h o d z e n i u . T e g o

ubzdurała, żo lepsza

niż w s z y s c y

w

sobie

Zawoi."

n i k t n i o chce j e j zapomnieć. Cytuję zapis z taśmy m a g n e t o f o n u :
„ M a t k a b y ł a d z i e w c z y n a w i e j s k a , z w y c z a j n a . Ładna-. N o , z r o b i ł a

Prowadzą

n a pole

—-popatrz

p a n , d o czego t o

podobno!

t o d z i o c k o , D o r o t ę , poznała jakiegoś m a l a r z a z K r a k o w a . C z y j e j

Patrzę — r a c h i t y c z n e żyto, owies, między n i m i p o z i o m k i , c h a b r y ,

t a m z a p ł a c i ł , c z y t a k w z i ą ł , c z y się o d d a l a —

r ó ż n e p o l n e k w i a t y . „ O n a t o l u b i . S i ą d z i e se, k r o w i n ę m a j a k

że m i a ł a t o d z i o c k o . C h y b a

n i o w i e m , dosyć

t o był Żydek. Przyjechała

potem,

kozę, k o z y

też, małe, b r u d n e , wejdą

w

szkodę, a o n a

patrzy

p r z y w i o z ł a t o d z i e c k o s w o j e m u o j c u , o n się ź l e n a t o p a t r z y ł , b o t o

w c h m u r y , j a k b y t a m co z o b a c z y ć m o g ł a . " A l e j e s t r e l i g i j n a ?

była

p t y a m , , . A t a k ! D o k o ś c i o ł a c h o d z i , m o ż n a z o s t a w i ć i l e się c h c e

90

straszna

zbrodnia

mieć

takie

nieślubne

dziocko,

jak

go

—

�I I . 1. D o r o t a L a m p o r t , w s w o i m o b e j ś c i u . Z a w o j a ; i l . 2. D o r o t a L a m p a r t Niebo,

akwarela-eollage/pnpior,

wym. 129x84

cm.

91

�m o g ł a — r y s o w a ł a . M ó w i , ż o d z i a d e k się d z i w i ł : „ T y l k o
i \ ) b i , t y l k o r y s u n k i r o b i , co t o
Miała o s i e m

takiego?"

rysunki

5

l a t , g d y p r z y ś n i ł o się j e j n i e b o , „ c a ł e

ubrane

płaszczami i k o r o n k a m i " . Największa i najpiękniejsza k o r o n a
to

była

Matka

Boska.

Postacie widziała

ulecieć k u n i e b u . P o t e m
i widzenie

o d tyłu, j a k b y

—

miały

z a c z ę ł y b i ć p i o r u n y , r o z p ę t a ł a się b u r z a

znikło. „ T o

na pewno

ś n i ł o s i ę n a w o j n ę " —- m ó w i .

Wkrótce wybuchła I w o j n a światowa. W i d z e n i e

t o utrwaliła n a

kartce p a p i e r u , k i l k a k r o t n i e je później malowała.

Wszystko

6

we

śnie w i d z i dokładnie, a co w i d z i m o ż e n a m a l o w a ć . „ S ą s n y z w y k ł e
i

sny ważne"

—

mówi.

w dzień szesnastych

Wspomina

przyszedł

święty,

strasznie

a

Michał

Archanioł

to

był

trzymał w
ten

ręku. A

namalowała

sen, który

j e j się

przyśnił

u r o d z i n . Spała, a t u nagłe o t w a r ł o się
piękny,
i anioły.

poniżej

kilka

więc

Pokazał

wznosiła

razy.

myślała,

że

niebo,

to

który

się z p n i a k a r ę k a .

Czasem

Bóg,

jej zegar,

sen ostrzega.

Temat

Szła

jakby

do jakiegoś d o m u , g d y anioł zastąpił j e j drogę i pokazał
malutkich

dzieci

koło

d o m u . Sądzi,

że

troje

to była przestroga,

bo

za parę d n i b y ł a t a k cłiora, żo o m a l n i e umarła.
W e ś n i e w i d z i a ł a t e ż , „ j a k Św. M i c h a ł A r c h a n i o ł b i ł s m o k a ,
o b o k stał k r z y ż z P a n o m

Joznscm a Maria Magdalena

k r z y ż e m " . T a k ż e tę scenę w y m a l o w a ł a k i l k a

stała p o d

razy.

A k i e d y ś miała s o n , p o j a w i ł się w n i m św. M i c h a ł

„zupełnie

j a k w t y m r o k u , c o się w o j n a z a c z ę ł a , g d y j e s z c z e b y ł a m
kiem. Wyszłam wtedy

w p o l e , p a t r z ę "się, a o n s t o i —

miał aureolę, najpiękniejszą!
ale

zniknął." Po

dziec­

kolorową

Oczu n i e mogłam oderwać o d niego

t y m śnie g o

wymalowała.

7

„ Ż y j e s w o i m i s n a m i — ' p i s a ł J a n B u j a k . P r z e ż y w a j e ciągle,
choć ją przerażają.

M o ż e p o t o m a l u j e , a b y się o d t e g o s t r a c h u

uwolnić. U w a ż a j e za p r o r o c z e , ostrzegające. W i e r z y , że p o s t a c i e ,
które

w

joj wizjach

występują,

świata. Malując, chce
I I . 3. D o r o t a L a m p a r t . / Stacja
Męki
Pańskiej,
Jezus
skazany,
a k w a r e l a / p a p i e r , 03 x 45,S c m .

na

śmierć

postępowania,
Co k i l k a

ingerują

w

przestrogę,

pouczenio

l a t m a s n y szczególne,

moralne

któro

nią

potom maluje w niezliczonych w a r i a n t a c h . "
W

snach

jej życie, w

dać światu jakiś z n a k , jakąś

Doroty

Lampart

wizje

życie

wskazówkę

czy

religijne.

wstrząsają

i

które

8

tematów

„ d a n e " , ale zarówno f o r m a realizacji tematów

są

jej

niejako

w m a r z e n i u sen­

n y m , j a k i p ó ź n i e j w i n t e r p r e t a c j a c h m a l a r s k i c h , w i ą ż e się z j e j
d y s p o z y c j a m i , p o c z u c i e m piękna, w z o r ó w k u l t u r o w y c h . Pamięcią
nie
pieniędzy, t o p o w i e że nalazła, ale wziunść n i o w e ź m i o !

Uczciwa

jest..."

młodości

musiała

być

świadomą.

namalowanego

powiada.

Jest stara, zniszczona,
W

koniecznie

Nieba,

M a l a r k a t w i e r d z i , że obraz

o

nieco

koszmar

życia,

egzotycznej

potęgowany

lękowymi, jednak uzasadnionym strachem przed
to jej wizje

schemat

t e n wymyśliła

sobie

przy­

w białych s u k n i a c h z l i l i a m i w rękach. T y l e , m ó w i , że w

ładna,

niż n a z i e m i . " T y m c z a s e m

drugi

np.

bardzo

to

praca,

jest

p a t r u j ą c się p r o c e s j i , w k t ó r e j r z ę d a m i s z l i k s i ę ż a , a l u m n i , p a n n y

jest i c h więcej, „ale w

troski,

tego

a l e czas n i e z a t a r ł p i ę k n a j e j r y s ó w .

u r o d z i e . Żyje w dwóch, jakże różnych o d siebie światach. J e d e n ,
bieda,

Przykładem

przez L a m p a r t „ z w y r o z u m o w a n i a " — j a k

m a l a r s k i e , s n y i przeżycia

stanami

złymi

piękna

ludźmi;

przyrody.

strzeni

i strefowym

przedstawiające

n i e b i e jest przecież

Ostateczny.

więcej

p r z y p o m i n a w s t r u k t u r z e prze­

Niebo

układzie

Sąd

obrazie

wszystkiego

słowackie

malowidła

Lampart

9

mogła

kościelne

je

widzieć.

Właśnie t e n świat daje j e j poczucie odrębności, zbliża d o n i e b a ,

N i e m a p o w o d u , a b y nie wierzyć, g d y mówi o procesjach,

w którym —

żeniu, j a k i e n a n i e j w y w a i ły, a l e n i e w y k l u c z a t o n a k ł a d a n i a się

a

wierzy w to mocno —

źli i b o g a c i

b i e d n i zostaną

poniżeni. A l e chciałaby

być doceniona

świecie, mieć pozycję w środowisku, lecz otoczenie
mie,

obrazów

nie ceni. Dziwią

kupuje,

alo uważają,

malując

o d rana do wieczora

się sąsiedzi, że

że s k o r o

już

t a k jest,

zamiast

wywyższeni,
i w

ktoś t e

lepiej

się m ę c z y ć

tym

jej nio rozu­

by
z

Kiedy

najsilniejszy

argument

świadczący

o

chałupę...

krzywdzonej

przez

dokupiła

ziemi!

los k o b i e t y ,

Nie

otoczonej

rozumieją,
niechęcią

dokupienie ziemi było s y m b o l e m , awansem

i

zapamiętania,

wyre­
że

dla

drwiną,

społecznym.

n a s t o k u g ó i y , patrząc w niebo. Przeżywała s t a n y
nieledwie

sąsiad), j a k kiedyś
w

kuchni,

Jezusa;

Wspomina

(potwierdza

to

ulepiła z g l i n y f i g u r k i ś w i ę t e i w y p a l i ł a

p o d blachą.

rzeźba

ekstazy.

Ważno

Dzieciątka

były

Jezus.

wśród

Modliła

nich:

Serce

się d o n i c h .

Z

je

Pana
gliny

lepiła też z a b a w k i d l a siebie i d l a d z i e c i sąsiadów. Chętnie, g d y

92

podświadomości.

Wy­

w a n i a o b r a z u , powtórzyła s c h e m a t tkwiący w j e j pamięci, choć

J e s z c z e k i e d y b y ł a m a ł a l u b i ł a się m o d l i ć . M o d l i ł a się w k o ś ciolo, modliła

w

nieuświadomiony.

Natomiast

jej

indywidualną

zasługą

świetne w y w a ż e n i e ciężaru f o r m , t a l e n t k o l o r y s t y c z n y ,

jest

umiejęt­

ność b u d o w a n i a n a s t r o j u k o l o r e m i r y s u n k i e m .

głupocie.

dostała z M i n i s t e r s t w a K u l t u r y pieniądze, z a m i a s t

montować

zakodowany

obrazy

gospodar­

jej

wrażeń n a schemat

d a j e m i się b a r d z o p r a w d o p o d o b n e , ż e p o d e j m u j ą c z a m i a r n a m a l o ­

zrobiła

s t w e m , z a m i a s t n i s z c z y ć z i e m i ę , k t ó r e j i t a k n i e m a sił u p r a w i a ć .
Wyciągają

tych

wra­

namalowała

Niebo

w

1 9 3 7 г.,

później

jeszcze

wracała d o tego t e m a t u p o r a z o s t a t n i p o w o j n i e .
ten

właśnie

obraz,

zakupiony

przez

zbiorów M u z e u m Etnograficznego

Tadeusza

1 0

parę
My

razy

znamy

Seweryna

do

w K r a k o w i e . Jest t o wspaniały

collage, j e d y n y j a k i z n a m w m a l a r s t w i e kręgu ludowego.

Lampart

nakleiła n a s y l w e t k i p o s t a c i d e l i k a t n i e m a l o w a n e klejową

farbą,

części s t r o j u

Tylko

dalszą

zrobione

strefę

z

kolorowych

przedstawiającą

bez t y c h d o d a n y c h

dusze

bibułek

i staniolu.

potępionych

pozostawiła

ozdób.

W z w i ą z k u z tą strefą o b r a z u c h c i a ł b y m z a c y t o w a ć f r a g m e n t
rozmowy

z

malarką

(z

1966 г.). Zapytałem,

czy

przedstawia

�piekło.

Przelękła,

się, r o z e j r z a ł a

dokoła,

czy

nikt

nie

słuchu,

choć r o z m a w i a l i ś m y s a m i n a ląco: , , P a n i e ! pieklą n i e doją n a m a ­
lować, b o n i e wierzą w t o . N i o trzeba, mówią, d i a b l a m a l o w a ć " .
Ale

namalowała

Pani!

przedstawiającym

S t o i przecież

śmierć człowieka.

przy

drzwiach

w

obrazie

, , T a k , m ó w i , prosiła

mnie

z i e m i ę . T r u d n o t w a r z , ało n a j t r u d n i e j g d y m a p o k a z a ć c i e r p i e n i e
n a p i ę k n e j t w a r z y . T o j e j się n i e u d a j o .
M a l u j e dużymi pędzlami, k u p i o n y m i w sklepie i maleńkimi
w ł a s n e j r o b o t y , z sierści k o z i e j . J e s t d o b r ą k o l o r y s t k ą , c h o ć n i e
sądzę, a b y myślała świadomie o t o n a c j i o b r a z u . Proces

j e d n a k o b i e t a , ż e b y m zaszła d o j e j o j c a n a w s i . W s t ą p i ł a m t a m

w a n i a przebiega

u n i e j między świadomością,

a t e n m ó w i — chodźcie d o i z b y . A n i e p o t r z e b a m i ! A l e chodźcie

stosuje

d o i z b y , t e n m ó w i . P o s z ł a m i z o b a c z y ł a m t e n o b r a z , co go w y ­

nieświadomie

m a l o w a ł a m p o t e m , ż e c z ł o w i e k u m i e r a , a t u się k r ę c ą ,

p a n i e n t r z e b a białej f a r b y , d l a męczenników c z e r w o n e j ,

ścieżki

się p a l ą

koło niego,

a t u d i a b e ł się p r z y c z a i ł ,

aniołów go odpędza. T a k t o w z i e n a m

p o d głowę i

Widziała

i aniołów?

Pani

widziałam".

naprawdę

Po

chwili

0 s t r e f ę d a l s z ą Nieba.

płaczą,

tego diabla
wróciła

do

mego

dwóeh

zrobiłam!".
„Widziałam,

pierwszego

pytania

„ T o P a n i e n i e piekło, nie... t o czyściec!

A o piekle mówić nie trzeba." Dlaczego nie trzeba?

—

pytam.

właściwy

kolor

określonej

Przenajświętsza

potrzebuje

Zasadą

budując

obraz

porządkującą

znakomicie

bywa

równoważy

wała i patrzyła n a g o t o w y ,

piekło i w

n i e b o , ale wolałabym,

żoby

człowieku. K a ż d y chce b y ć szczęśliwy,

że n i e m a t a k i e g o .

Kto

b y chciał, a b y g o paliło... K t o t o c h c e ? "
b o w i e m , że za p i e r w s z y m r a z e m t r u d n o j e s t zrobić ładny
1 dopiero

malując

zadowolona.

Łatwo

kolejne

wersje

osiąga

jest, sądzi, m a l o w a ć

II.

4.

efekt,

Śmierć

człowieka,

stroju,

dla

ale w

srebrnych,
malowanej
spokojny.

licznych

pustą płaszczyzną,

„Człowiekowi

udany

jednemu

,,dla
Trójca

pracach

c z e g o się n p .
życiu

gdy malo­

obraz.

samotnie

—

mówi.

Ciężkie

życie,

j a k n i e m a a n i dzieci, a n i męża. A wszyscy o b c y n i c a nic dobrze
t y l k o z d r a d l i w i . (...)

Człowiek w życiu

Uważa

t o t y l k o s k a r b u s z u k a , ale go n i e z n a j d z i e , b o go n i e m a . J a też

obraz,

t a k i e g o s k a r b u szukałam i pragnęłam, ale n i e m o g ł a m go znaleźć

z którego

k w i a t y , szaty,

farb,

co w s t a n a c h o l ś n i e ń , c o w ó w c z a s

nie myślą o człowieku —

L a m p a r t najchętniej m a l u j e k a ż d y t e m a t k i l k a r a z y .

części

n i g d y n i e s p o t y k a w l u d o w y c h malowidłach. Szczęścia w

mówiąc

i w

złotych

lapidarny wyraz

symetria,

obraz

n i e zaznała. T y l e ,

wierzę —

czy

kolorami. Mówi:

hieratyczny, zrównoważony,

„ B o teraz l u d z i e w piokło n i o w i e r z ą . " A P a n i w i e r z y ? „ P r a w d ę
piekła n i e było. K t o t o chce ż e b y go paliło... Skóra c i e r p n i e n a

najwięcej

r o z m a i t y c h . " Zawsze znajduje
sytuacji,

postaci,

go h a r m o n i z u j e z i n n y m i

malo­

a intuicją i g d y

jest

niebo,

i n i e z n a j d ę , choć b ę d ę g o g o n i ł a . . . W s z y s t k o się s k o ń c z y . W g r o ­
bie s k a r b u nie m a . "

akwarela/papier,

1 1

w y m . ,38x28,5

cm.

93

�BRONISŁAWA

U r o d z i ł a sio w 1 8 9 1 r. w W a r s z a w i e ,
nie. Dziadek

m i a l fabrykę porcelany,

w inteligenckiej rodzi­

duży, bogato

d o m . B r a t był psychiatrą i c h o m i k i e m . W
jej nie brakowało, rodzice
kształcenie, wpoić

kult

nauki

wrażliwym,

Dlatego

u c z y ł a się. w d o m u

i sztuki. Była

stroniącym

od

zawieźli

Ale stan zdrowia

zmiana

ją

niczego

jednak

rówieśników,

dzieckiem

towarzystwu.

rodzice n i e szczędzili środków n a j e j
córki niepokoił i c h , t y m b a r d z i e j ,

że zaczęły ją m ę c z y ć k o s z m a r n e
różne twarze.

dziociństwie

s t a r a l i się z a p e w n i ć c ó r c e d o b r o w y ­

bardzo

edukację.

urządzony

sny

w których pojawiały

B a l a się w i c e - o r u , a g r e s j i t w a r z y . W t e d y

do Szwajcarii.

klimatu,

Miału w ó w c z a s

otoczenia

wiersze,

listy —

trochę egzaltowane,

ale nienaganne

l i t e r a c k i e j . U c z y ł a się p o z n a w a ć s i e b i e .
bóle

głowy

wymyśliła

rodzaj

w

G d y zaczęły ją

autoterapii —

starała

formie
męczyć

się

pisać

w s t a n i e podświadomości, wsłuchana w k r e w , w e własny o r g a n i z m .
P o miesiącu bóle ustały. Oczywiście rysowała, węglem n a papierze
pakowym.

Najchętniej

brała

brudne

arkusze,

inspirowały

ją

zacieki, p l a m y . Rysowała także p o u r o d z e n i u syna. K i e d y ś o d ­
wiedził

Pipreków

znajomy

malarz,

przyniósł

swój

najnowszy

się

o b r a z . P o m y ś l a ł a , że i o n a b y t a l ; m o g ł a m a l o w a ć . P o w i e d z i a ł a t o .

rodzice

Spróbuj — powiedział. Masz t a l e n t . Kupiła pędzle, f a r b y , praco­

18 l a t . S ą d z o n o ,

p r z y wróci j e j z d r o w i e .

PIPREK

że

Rzeczywiście

wała j a k w t r a n s i e . O b r a z pochwalił, uznał z a c i e k a w y i zabrał. P o
k i l k u t y g o d n i a c h m o g ł a go już zobaczyć n a w y s t a w i e m a l a r z y eks­

p i ę k n o p r z y r o d y , p i e s z e w ę d r ó w k i d o wouos ?&gt;i,dów p r z y n i o s ł y j e j

presjonistów.

ulgę,

M ó w i , żo w t a m t y c h o b r a z a c h d o m i n o w a ł s t r a c h i s m u t e k . J a c y ś

;

głos

miału

Schumamul,

ładny,

ballady

podszkolony,

Loewego,

znała

najchętniej

pieśni

Schuberta,

śpiewała

jej

przy

ludzie

w

To

ją

pelerynach

zachęciło,

zaczęła

intensywnie

pędzili w przerażeniu,

malować.

na p u s t k o w i u stal

a k o m p a n i uncrieio dźwięków p r z y r o d y , s z u m u w o d o s p a d u , wietrze.

s t a r y człowiek z brzydką samotną dziewczynką. P r z e d

J e d n a k t w a r z e n a d a l p o j a w i a ł y się w j o j s n a c h . O j c i e c

zdecydował

n i o m tańczyła, r u c h w p r o w a d z a ł ją w t r a n s . P o z n a ł a w i e l e w y b i t ­

C a r l a G u s t a w a J u n g a , c i e s z ą c e g o się

n y c h artystów ekspresjonistycznej a w a n g a r d y : P a u l a Klee, K a t h e

się w ó w c z a s p r o s i ć o p o m o c
już

wówczas

dużym

uznaniem.

z a i n t e r e s o w a ł się m ł o d ą ,

Znakomity

utalentowaną

psychoanalityk

dziewczyną.

Zaintereso­

malowa­

Kollowitz, Kandinski'ego, Kirclinera, Schmidt-Rotlufa. Po 3 miesiącyeh m a l o w a n i a przyjęto ją d o M u n e h e n e r

Expressionistisclie

wały go s n y . sposób w j a k i j e o p o w i a d a . J u n g już w t e d y ( w 1910 r.)

W e r k s t a t t e . T o był w i e l k i sukces. A l e jeszcze w t y m s a m y m

pracował

(1920) wróciła z rodziną d o k r a j u . Z a m i e s z k a l i n a Śląsku. M a l o ­

niu

n u l koncepcją

twórczości

ponował

artystycznej,

dziewczynie

aby

czące ją we s n a c h . R a d a
stały

się

pojawiać.

przestawała
z Jungiem

poznała

aktywizacji

spróbowała

rysować

—•

na uprawia­

fantazji.

rysować

Zapro­

1 2

twarze,

o k a z a ł a się s k u t e c z n a , w i d z i a d ł a

Rysowała

codziennie

twarze

nie ograniczał

j e j ulegał p o p r a w i e
najpierw

p s y c h o tera pi i polegającej

we

wracały.

pielęgniarka,

swego

przyszłego

potem

n a u c z y ć się r y s o w a ć i m a l o w a ć . Czuła, się z d r u z g o t a n a ,

n a d ł u g i e l a t a m a l o w a ć . Z a j ę ł a się d o m e m . J e d n a k g d y m i a ł a c z a s

Kontakt

grała, śpiewała, pisała w i e r s z e . P o k i l k u l a t a c h zaczęły ją nękać

lekarskich, kiedy

męża.

asystentka.
germanistę

W
Jana

stan

Szwajcarii

94

przestała

a t a k i e p i l e p s j i . N a u c z y ł a się r o z p o z n a w a ć i c h z b l i ż a n i e . O d c z u w a ­
ła

wówczas

coraz

nieprzepartą

potrzebę

śpiewania,

coraz

smutniej,

głośniej.

Pipreka.

W 1 9 1 5 r . wyjechała do M o n a c h i u m , gdzie mieszkał i pracował, p o ­
b r a l i się. Z a r a b i a ł a p r o j e k t u j ą c

obrazy

wyśmiał ją, powiedział, że r o b i k i c z e i t y l k o w A k a d e m i i m o ż n a

prze­

podjęła pracę w j o g o kłinico p o d Z u r i e h e m

jako

w a ł a , ało m ł o d y a r t y s t a - p l a s t y k , k t ó r e m u p o k a z a ł a s w e

tylko

ponieważ, g d y

snach

się d o p o r a d

mę­

roku

s u k n i e , malując t k a n i n y . Pisała

Znów nawiązała k o n t a k t z J u n g i e m , z przyjaciółmi, których
miała w jego k l i n i c e . J u n g uważał j e j p r z y p a d e k za t a k c i e k a w y ,

�1

�Kiedy

w

połowie

l a t sześćdziesiątych

poznałem

malarkę

mieszkała s a m o t n i e , j a k a b n e g a t k a , w m a ł y m p o k o j u n a Saskioj
Kępie.

Oddaliła

się

od

zgiełkliwego

z całą ś w i a d o m o ś c i ą w y b o r u s w o j e j
stwa,

ciszy.

Wrażliwa

i

absorbującego

świata

drogi: kontemplacji, malar­

n a m u z y k ę , literaturę, sztukę żyła

sa­

m o t n i e z p o c z u c i e m odpowiedzialności za siebie i świat. R o d z i n a ?
„ W s z y s t k i e dzieci t o m o j e wnuczęta —
co

to zew k r w i .

Może

wiedziałabym,

powiedziała. N i e w i e m ,
gdybym

była

w

środku

ż y c i a , a l e t a k , b ł o g o s ł a w i ę , ż e się o d d a l i ł a m . Z d a l e k a j e s t c u ­
downie."
jej

Uważała,

że w s z y s c y

rodziną. Zarówno

ludzie którzy

coś s t w o r z y l i , są

c i uczeni j a k analfabeci. N i e

dowierzała

s ł o w o m , u n i k a ł a g r y p o z o r ó w . S ł o w a są p r z e w r o t n e ,

zauważyła

k i e d y ś , g d y d ł u g o m i l c z e l i ś m y . „ W a ż n a j e s t m y ś l . . . a l e k i e d y się
m a myśl n i e z książki, n i e z podręcznika 1 Może r a z n a r o k , r a z n a
dwa

lata... albo

wcale.

Myśl

to objawienie.

człowiek żyje a b y t y l k o jedną myśl

Czasem sądzę,

że

wypowiedzieć."

M ó w i ł a p o w o l i , z z a s t a n o w i e n i e m , szukając właściwego słowa
j a k c i , którzy mówią rzadko, t y l k o w t e d y , g d y naprawdę

mają

coś d o p o w i e d z e n i a . C z a s e m , n i e c i e r p l i w y , ż y j ą c y w i n n y m r y t m i e ,
chciałem podrzucić

j e j jakieś o b i e g o w e słowo, w t e d y

łagodnie

zaprzeczała r u c h e m g ł o w y , że n i e o t o j e j c h o d z i , jeszcze chwilę
z a s t a n a w i a ł a się i k o ń c z y ł a m y ś l t y m j e d y n i e t r a f n y m w y r a z e m .
Miała w sobie spokój, który daje przezwyciężenie

rozpaczy

a m o ż e o b c o w a n i e z nią n a co dzień. „ R o z p a c z , powiedziała kiedyś
t e ż m o ż e b y ć w i e l k ą r a d o ś c i ą . N i e t r z e b a się b a ć — ż y c i a , ś m i e r c i .
Trzeba
tych,
mamy

wisieć n a 1 włosku, b o P a n B ó g wciąga do r a j u
którzy

się n i e b o j ą . "

Ś m i e r c i się n i e b a ł a .

„Całe

ją w sobie, t r z e b a t a k żyć, a b y w każdej c h w i l i

tylko
życic
można

b y ł o g o d n i e u m r z e ć . " U m a r ł a w 1966 r o k u . Miała w ó w c z a s 75 l a t .
O
10

I t . 1 0 . Postacie,
r y s u n e k t u s z e m . I I . 1 1 . Prostytutka,
i pastele, w y m . 1 5 x 1 0 c m , 1952 r.

że p r o s i ł , a b y m u g o o p i s a ł a m o ż l i w i e s z c z e g ó ł o w o .

Maria

Do

malarstwa
przejść,

wróciła

które

w

odbiły

latach
się

Proponował

okupacji, pod

n a jej

wpływem

psycłiice.

Rysowała

t u s z e m t w a r z e , p o r t r e t y , ale maleńkie, wielkości z n a c z k a

poczto­

wego. K i l k o m a c e l n y m i k r e s k a m i wydobywała charakter postaci.
P ó ź n i e j p o w y z w o l e n i u stosowała także i n n e t e c h n i k i —
sangwinę,

węgiel

a

w

sześćdziesiątych

latach

krodkę,

nawet

collage

( ł ą c z y ł a n p . c i e k a w i e k a d r o w a n e f r a g m e n t y i l u s t r a c j i z g a z o t ze
swymi rysunkami).
Ekspresja

gwałtownych

i dramatycznych prac

z

dawnego

o k r e s u ustąpiła m i e j s c a s t a t y c z n y m p o r t r e t o m l u d z i , przeważnie
k o b i e t — j a k b y zasłuchanych w siebie, kontemplujących
ukryte

i pozornie

Piprekowa

niewidoczne

n a zewnątrz.

Twarze,

sprawy
którymi

z a l u d n i a swój ś w i a t , n i e p o w t a r z a j ą się. K a ż d a

inną osobą, choć d l a n a s —

patrzących z zewnątrz —

jest

wyraźnie

r y s u j e się p e w i e n w s p ó l n y k l i m a t t y c h p o r t r e t ó w , i c h p o d o b i e ń ­
stwo w t y p i e u r o d y do t w a i z y z obrazów Botticellego czy

Rafaela.

Wyobraźnia m a l a r k i u f o r m o w a n a w l a t a c h p r z e d pierwszą wojną
światową,
początku

każe

n a m pamiętać

w i o k u , ale n i e jest

o t a m t y m czasie, o
to

żadne

nawiązanie

malarstwie
świadome.

N i e p r z e c i ę t n a w r a ż l i w o ś ć i w y o b r a ź n i ę , które t a k często

powo­

dują p r z o k r o c z o n i e p r o g u przystosowalności d o świata, P i p r e k o w a
w t o k u d ł u g o t r w a ł e j , ś w i a d o m e j i u p a r t e j p r a c y n a d sobą

uczy­

niła źródłami r o z w o j u s w e g o świata w e w n ę t r z n e g o , c z y n n i k a m i
ujawniającymi i potęgującymi j e j w y b i t n e uzdolnienia plastyczne,
„świat

i m a g i n a c j i , pisał o

pochłania,

że

zatraca

malarce

k o n t a k t ze

Henryk
światem

Stażewski,
realnym

t a k ją

żyjąc

na

i n n y m p l a n i e , n i e p r z y s t o s o w u j ą c się d o n o r m ż y c i a b i e ż ą c e g o . "

96

napisała

w katalogu wystawy

z

1960 r.

Rogoyska:

tusz

honorarium.

ciężkich

j e j twórczości

1 3

n

�„Bogactwo

tajemniczego

świata

przeżyć

Piprekowa

wewnętrznych

s i a n o w i j a k g d y b y , luźno związane z czasem, d r u g i e d n o r z e c z y ­

tyków

wistości —

w

świat a , k t ó r y w j e j i n t e r p r e t a c j i p l a s t y c z n e j

ż o n y został p o p r z e z
wieka, poprzez

wyra­

o d r o a l n i o n y i m a g i n a c y j n y w i z e r u n e k czło­

ekspresję j e g o t w a r z y , gest rąk i układ p o s t a c i .

w

przyjęto

do

Związku

Polskich

1947 r. M i a ł a t r z y w y s t a w y

Warszawie

(1955 —

klub

Artystów

indywidualne w

SARPu;

1960 —

Kordegarda

M K i S ; 1969 — Zachęta). D w i e o s t a t n i e z k a t a l o g a m i . S y n i B H Z
„ D e s a " z o r g a n i z o w a l i p o śmierci m a l a r k i k i l k a w y s t a w

C e c ł i y t o s k ł a d a j ą się n a o b r a z t w ó r c z o ś c i j a k ż e t r u d n e j d o o c e n y

l a n d i i ( m . i n . 1971 — A m o s Andorsas A r t Galler i 1972 —

p o d k ą t e m u s t a l o n y c h k r y t e r i ó w f o r m a l n y c h . W y d a j e się b o w i e m ,

A a l t o s e n M u s e u m ) . S p o t k a ł y się t a m z w y j ą t k o w y m

że zarówno zadziwiająca

waniem,

n i e r a z trafność r o z w i ą z a ń f o r m a l n y c h

j a k i i c h p e w n a naiwność uzalożniona j e s t o d siły z jaką
p l a s t y c z n a n a r z u c i ł a się g o r ą c e j w y o b r a ź n i

II.

artystki."

1 4

wizją

Plas­

Polsce,

czego

dowodem

są m . i n . l i c z n e r e c e n z j e

w

Fin­

Waino

zaintereso­

zamieszczone

w p r a s i e . P r a c e a r t y s t k i z n a j d u j ą się w z b i o r a c h M u z e u m N a r o d o ­
wego w Warszawie

oraz M u s e u m o f M o d e r n A r t w N o w y m

1 2 . B r o n i s ł a w a P i p r e k w m ł o d o ś c i ; i l . 1 3 . Głowa

Jorku.

mężczyzny

W s z y s t k i e m o j e p r a c e , cała m o j a t w ó r c z o ś ć , w y w o d z ą się z o w y c h w s t ę p n y c h i m a g i n a c j i
i snów... W s z y s t k o , czego dokonałem w m o i m późniejszym życiu, t k w i w n i c h w zalążko­
wej f o r m i e e m o c j i czy obrazów. Te pierwsze imo,ginacje i s n y były n i b y
bazalt;

z n i c h w y k r y s t a l i z o w a ł się k a m i e ń , k t ó r y p o t e m

ognistopłynny

mogłem poddać

obróbce.

Gali Gustav

M a r z e n i e senne jest z a g a d k o w y m p o s e l s t w e m naszej n o c n e j sfery

Jung

psyche.
Carl Gustav

Jung

Э7

�MARIA

Sny

odgrywały

w j e j ż y c i u ważna. r o l ę . D z i e ń

kłopoty, udręki, niepokoje
bliski

jej romantycznej

postacie,

widziała

malowała

—

n o c przenosiła w

naturze.

Pojawiały

t w a r z e , ale zawsze

jakby

się
z

zwiastował

świat
w

marzeń,

tych

innej

j e n a k a r t o n a c h . W y ł a n i a l i się z m r o k u

Ale

jakby

zwornikiem

nietrafne

między

jej

malowała

byłoby

„twarzami",

Bronisława

łączącym
a

tymi,

Piprekowa.

II.

98

strefę

doszukiwanio

dnia

się

które
Przede

ze

Obrazy

strefą

malowania

n i o wiązała

się

z

chęcią

uwolnienia

s e n n y c h w i z j i , jeśli n a w e t s n y b y ł y s m u t n e , M a r i a
je

z pokorą,

a nawet

masochistyczną

od

natręctwa

przyjmowała

wdzięcznością.

Cierpiała

w życiu wiele, ale w s w y c h c i e r p i e n i a c h znajdowała podnietę do
ż y c i a . M i e s z k a ł a r a z e m z siostrą, d r ę c z y ł y się n a w z a j e m
jąc w t y c h c o d z i e n n y c h

konfliktach jakby

namiastkę

znajdu­
wielkich

snów.

uczuć, namiętności. B y ł a d e l i k a t n a , w r a ż l i w a (o t a k i c h k o b i e t a c h

powiązań

m ó w i s i ę , ż e są j a k k w i a t ) s p r a g n i o n a u c z u c i a , j e d n o c z e ś n i e p o ­

pierwszym
wszystkim

1 4 . M a r i a M u s z a ł , Twarze

—

hiszpańscy

głębszych
w

snach

epoki

grandowie, d z i w n i młodzieńcy o w i e l k i c h oczach, starcy.
były

MUSZAŁ

okresie
potrzeba

ze snu,

olej

zbawiona

n a d z i o i , ż e się coś j e s z c z e p i ę k n e g o

życiu. P i p r o k o w a

wydarzy

w

była powściągliwa, mądra, kontrolująca

na tekturze, w y m . 4 5 x 8 0

c m , 1957 r.

jej
swe

�U r o d z i ł a się w W a r s z a w i e l i i l i p c a 1 9 1 5 г. w r o d z i n i e i n t e l i ­
genckiej.

Ojciec,

w

gral na fortepianie.

domu

inżynier,

uczył sic w młodości m u z y k i , często
K o n s e r w a t o r i u m ukończyła

także

siostra. M a r i a p o ukończeniu g i m n a z j u m również podjęła s t u d i a
muzyczne,

dobrze

grała

na fortepianie.

Interesował

ją

teatr,

p o e z j a , l i t e r a t u r a : . Życie zwichnęła w o j n a , ciężkie l a t a o k u p a c j i ,
aresztowanie
sposób

przez gestapo, k o s z m a r n e przeżycia, które w trwały

odcisnęły

się

na psychice

wrażliwej

i m w y r a z w w i e r s z a c h ( w y d a l a t o m i k Linie
w

8 dramatach —

bardzo

ekspresyjnych,

przejmujących. B y ł y nierówne —

dziewczyny.

Dała

a zwłaszcza

i barwy)

dalekich od realizmu,

nieudolne i zarazom

odkryw­

c z e . S z k o d a , że ż a d e n t e a t r n i e m i a ł o d w a g i i c h w y s t a w i ć . G d z i e ś
zginęły, t a k j a k i ślad p o
Po
szawą

wyzwoleniu

malarce.

pracowała

w

fabryce

uszczelek

pod

War­

(miała popuchniętc i p o r a n i o n e palee), p o t e m uczyła g r y

n a f o r t e p i a n i e , d y k c j i , e u r y t m i i , malowała. Życic miała
wrażliwość

dużą,

wyobraźnię

rozpaloną.

Może

i

ciężkie,

dlatego

tak

ważna była d l a n i e j sfora snów. U m a r ł a 6.06.1966 r.

l' U Z Y P I S Y

A n t o n i K ę p i ń s k i , Schizofrenia,
Warszawa
1 9 8 1 , s. 1 8 5 .
0 s y m b o l i c e snów pisze również E r i c h F r o m m ,
Zapomniany
język,
Warszawa 1951
R o m a n B r a n d s t a e t t e r , Prorok
Jonasz,
W a r s z a w a 1983,
s. 2 6
D o r o t a L a m p a r t u r . 6.02.1906 r. w K r a k o w i e . N o t a o niej
w katalogu wystawy „Inni", C B W A — „Zachęta"
Warszawa
1965
1

2

3

W y w i a d y z sąsiadami przeprowadziłem w łipeu 1966 r .
R o z m o w a z malarką 1976 r.
Z w y w i a d u przeprowadzonego przez E w ę Fryś-Pietraszkową w 1948 r. P r a c o w n i a D o k u m e n t a c j i S z t u k i L u d o w e j I S P A N
w K r a k o w i e , n r i n w . 34829/T.452/279
J a k zanotowała E w a Fryś-Piotraszkowa „ p i e r w s z y , jeszcze
n i e ł a d n y " o b r a z wziął ksiądz S w i e n d e r (?), z K ą t k . B i e l s k a .
J a n B u j a k , Malarka
snów — Dorota
Lampart,
„Przekrój",
23.02.1969
F o t o g r a f i e o b u o b r a z ó w z a m i e ś c i ł e m w a r t . : Obrazy
na
płótnie
i papierze,
„ P o l . S z t . L u d . " , R . X X X I , 1977 n r 4
P r z e d 1939 r. powstały p r a w d o p o d o b n i e 3 wersje
Nieba.
Jedną kupił ksiądz z Czańca, drugą ktoś koło A n d r y c h o w a , n a
Śląsku.
W y p o w i e d z i m a l a r k i w f i l m i e Mirosławy Marcinkiewicz,
Dziwni
artyści po obu stronach
Babiej
Góry, W F O , Ł ó d ź 1 9 7 0
P o r . J o l a n d e J a c o b i , Psychologia
C. G. Junga,
Warszawa
1 9 6 8 , s. 1 7 9 , 1 8 0 a z w ł a s z c z a a r t . J . P r o k o p i u k a , z a m i e s z c z o n y
w t y m numerze „Polskiej S z t u k i L u d o w e j "
H e n r y k S t a ż e w s k i , Wstęp
do katalogu.
Wystawa
prac
Bronisławy
Piprek
(1891—1906),
Z P A P , „Zachęta",
Warszawa
1969
M a r i a R o g o y s k a , w s t ę p d o k a t a l o g u : Wystawa
prac
Bro­
nisławy Piprek,
Z P A P , kordegarda gmachu Ministerstwa K u l t u r y
1 S z t u k i , W a r s z a w a 1960
4

5

15

II.

15.

M a r i a Muszal,

1965

r.

6

7

8

zachowanie,

ona —

egzaltowana,

sentymentalna. Po

k o n t a k t a c h z w i ą z a n y c h z w y s t a w ą , napisała d o
z

nią

człowieka:

...Jestem

k r a b e m , który czeka

t y m samym

n a C i e b i e (...)

niewidzialną w m o i m liście —
jest

najważniejsze".

pisząc: pisałem,
zdecydowanie

zwierzątkiem,

siebie

różą,

poszedłem, chciałem. Jeszcze

od Piprekowej

niewidzialne

krabem,
jedno

różniło

ale m i m o

zieleni,

prze­
pre­

świadomości

plas­

t y c z n e j . Miała kilka, portretów świetnych, inne b y ł y raczej

pro­

pozycją

żółcienie i g r a n a t y ,

ją

dużo,

artystycznych

dyspozycji

w

zawsze

..- s k a l a t a l e n t u . M a l o w a ł a

zawsze w z i m n y c h t o n a c j a c h c i e m n e j , b u t e l k o w e j
chodzącej

małym

Przeżyliśmy r a z e m taką noc

a w i e s z p r z e c i e ż , żo

Nazywała,

pierwszych

rozmawiającego

była n i e m a l zupełnie p o z b a w i o n a

obrazu

niż j e g o realizacją. •

F o l . : S . Dpptuazp.wski,

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

i l . 13, 1 4 ; S . Stępniewski, i l . 1 5 ; J . Świderski, i l . 5, 8, 11

M a r z e n i e senne, ponieważ niezależnie o d w p ł y w ó w świadomości, p r z e d s t a w i a

wewnętrzną

p r a w d ę i r z e c z y w i s t o ś ć t a k ą , „ j a k ą o n a j e s t , a n i e t a k ą . j a k i e j się s p o d z i e w a m ,
taką, jaką chciałbym

a n i nie

mieć."
Jolande

Jacobi

99

�I I . 1 6 . M a r i a M u s z a ł , Twarz

ze snu,

w y m . 4 7 x 1 8 c m , 1957 r.

C z y w o g ó l e m o ż n a d o w i e d z i e ć się c z e g o ś o t y m , c o n i e j e s t „ ś w i a d o m e " , c z y l i n i e z n a n e
świadomości ? Odpowiedź b r z m i : t a k ! Jednakże n i e bezpośrednio, ale t y l k o n a p o d s t a w i e
j e j działania l u b

z j a w i s k

kompleksy, obrazy

i symbole

pośrednich d o s t r z e g a n y c h
w

snach,

przez nas j a k o s y m p t o m y l u b

f a n t a z j a c h

i

w i z j a c h .
Jolande

Marzenie

senne s t a n o w i w y r a z przejścia z j e d n e j

Jacobi

s t r e f y d o d r u g i e j i równocześnie

jest

s y m b o l e m . Czego j e s t s y m b o l e m ? D l a s t r e f y niebiańskiej — s y m b o l e m t e g o , c o z i e m s k i e ,
dla strefy ziemskiej

—

symbolem

t e g o , co niebiańskie. T e r a z zrozumiałe s t a j e się, że

m a r z e n i e s e n n e p o j a w i a się w ó w c z a s , g d y ś w i a d o m o ś c i n a s z e j d a n e są o b a b r z e g i ż y c i a ,
choć w r ó ż n y m s t o p n i u wyrazistości. Z a c h o d z i t o , ogólnie rzecz biorąc, p r z y

przecho­

d z e n i u z jednego b r z e g u n a d r u g i , a być może i wówczas, g d y świadomość t r w a n a g r a ­
n i c y m i ę d z y o w y m i s t r e f a m i i niezupełnie obca jest j e j percepcja

podwójna, t o

wówczas, g d y człowiek

s n u l u b drzemiącego

czuwania. Wszystkie

znajduje

się w

stanie powierzchownego

znaczy

i s t o t n e z n a k i w w i ę k s z o ś c i p r z y p a d k ó w d a n e n a m są b ą d ź z a p o ­

średnictwem m a r z e n i a sennego, „ w jakimś d e l i k a t n y m śnie", bądź też w
spadająoych n a nas w y r w a c h w świadomości zewnętrznej

niespodziewanie

rzeczywistości.

Paweł Florenski

�x x x

SNY

Jestem wyznania rzym-kat. wielkiej wiary i praktykujący.
Ten pokoik szklany robiłem 6 lat, jak skończyłem ofiarowałem
Panu Jezusowi, ponieważ Pan Jezus w czasie swojego żywota
nie miał żadnego domu i powiedział, ptaki mają gniazda, lisy
jamy, a Syn Człowieczy nie ma gdzie głowy położyć. Pomimo to,
że upłynęło 1950 lat po śmierci Pana Jezusa ja ten pokój prze­
znaczyłem dla Pana Jezusa. Pan Jezus ze mną mieszka z całą
Świętą Rodziną i Trójcą Przenajświętszą.
Poprosiłem Pana Jezusa czy nie przyjął by mnie na ucznia
swego Nr 13. Po kilku dniach otrzymałem odpowiedź. Jak to
wyglądało ? Śni mi się że jestem w kościele, cały kościół oświetlony,
jest noc, na środku kościoła było sześciu Biskupów i ja przy nich
stałem, cały kościół napełniony ludem. Pan Jezus Eucharystyczny
stoi przed ołtarzem żywy, prawdziwy, odległość 7 m, po prawej
stronie ołtarza i mówi na głos: nr 13-ty niech przyjdzie do Mnie.
Biskupi to słyszą i jeden z nich powiedział na głos, że on nic
będzie wiedział co to znaczy. Pan Jezus odpowiedział: On dobrze
wie co to znaczy. Wtedy opuściłem tych Biskupów i przyszedłem
do Pana Jezusa. Pan Jezus powiedział, żebym podszedł do
ołtarza Głównego i powiedział do mnie: tu jest Twoje miejsce.
Umówiłem się z Panem Jezusem, że moja nauka będzie we śnie.
Śni mnie się że rozmawiam z ludźmi i pierwsze moje pytanie
było jako ucznia, ile waży nasza kula ziemska ? Odpowiedź była —
zero kg. Wtedy się przebudziłem, rozważałem nad tym i przeszedł
mnie do głowy Św. Wojciech jak go zabili Prusacy, to ciało oddali
wiernym a głowę sobie zabrali. Ciało spoczywało w Gnieźnie
bez głowy. Po jakimś czasie domagali się Polacy ażeby Prusacy
oddali głowę Św. Wojciecha, zgodzili się, ale ile będzie ważyć
głowa tyle złota trzeba dać. Zgodzili się Polacy, przyszło do
wagi a głowa nic nie ważyła, ani jednego grama i oddali za darmo.
Ponieważ jestem przy planecie opiszę swój lot na księżyc
w I960 roku latem.
Śni mi się że wzniosłem się w powietrze i coraz szybciej
lecę w górę na księżyc, leciałem bardzo szybko nie do opisania,
leciałem 3 minuty. Między ziemią a księżycem w połowie drogi
widziałem ścieżkę popielatą, krętą, podobną do litery Z. Ta
droga prowadziła na księżyc, można iść pieszo, widziałem dwóch
panów w czarnych smokingach i w cylindrach na głowie jak
szli do góry na księżyc. Ja leciałem bardzo szybko, blisko tych
panów, w odległości 100 m, minąłem ich i wylądowałem na
księżycu. Jak przyleciałem była noc. Pobyłem trochę, pomyślałem,
co tu sam będę robić trzeba wracać na ziemię.
I z powrotem wystartowałem z księżyca na ziemię, też
leciałem 3 minuty, z bardzo wielką szybkością, jak przyleciałem
też była noc i wylądowałem w Cz. na ulicy Kolejowej godzina 2 2
w nocy. Miasto było oświetlone, akurat spotkałem mego kole­
gę (...) i powiedziałem mu dlaczego nie uciekał jak lądowałem
na ziemię z tak wielką szybkością, od samego wichru mojej szyb­
kości to byłby zabity. Nic na to nie odpowiedział.
Następne pytanie: pytam jednego Pana ile kilometrów od
mojego pokoju jest do Waszyngtonu? Pokazał mnio, zrobił
3 kroki w moim pokoju, jest już w Waszyngtonie, nawet nie było
dwóch metrów.
Moja matka umarła w 1953 r. w lutym. Po śmierci mojej
Matki, matka mnie pouczała i tak mnie się śni: jesteśmy na
ganku naszego domu, który rodzice zostawili; mówi do mnie:
czy widzisz to wszystko, odpowiedziałem tak, pola, lasy, ogiody,
drzewa, domy, tor kolejowy, krzewy. To wszystko co ty widzisz
to są dueze, które przedstawiają, pamiętaj. Wtem się obudziłem.
Mnie dużo dusz poucza.
J O

Następnie śni mi się, że stoję na kuli o średnicy 70 cm ale
tym razem równo z gwiazdami jestem na sklepieniu niebieskim
tak wysoko, z tą kulą latałem między gwiazdami. Był dzień
bardzo jasny ale słońca nie widziałem, pomyślałem ażeby z góry
zobaczyć jak wygląda ziemia, jak spojrzałem na dół, ziemię nie
widziałem bo było jasno przy mnie, ale zląkłem się tą wysokością
i na głos powiedziałem Matko Święta mnie się głowa zawróci
i spadnę. Wtem się przebudziłem.
Następne pytanie: jak daleko ode mnie z pokoju do Nieba ?
Odpowiedź była z miejsca, jak od mojej głowy do sufitu. Wtem
się przebudziłem.
Niedługo czekałem, śni mnie się że jestem w swoim pokoju
i stoję przy tapczanie, patrzę się w kierunku szyby i nagle zoba­
czyłem od sufitu w dół 15 cm wzdłuż ściany widzę niebiosa
otwarte, idą Biskupi i Papieże w ornataoh, w ręku trzymają
pastorały i kłaniają się Trójcy Przenajświętszej. Widziałem ich
jak szli, około dziesięciu. Przez ten mały otwór zobaczyłem
piękno Nieba i pomyślałem: jest u mnie podobnie, jasno, sre­
brzysty — złocisty kolory. Ponieważ jestem przy Niebie, napiszę:
Śniło mnie się, że jestem w Niebie, przy mnie jest Anioł Stróż
i mnie prowadzi w niebie, obejrzałem się i widzę wzdłuż jakby
to ulica miała być, Ołtarze złote, wysokie i szerokie wchodzimy
do budynku gdzie mieszkają dusze szczęśliwe, które z ziemi
przyszły do Nieba. Były same niewiasty, każda miała swój pokój
osobny, ale przedpokój był wspólny, były trzy ściany, urządzenie
było bardzo ładne, każda miała swój tapczan, stół, krzesła, dy­
wany, każda była ubrana w długie suknie w różnych kolorach,
białe, różowe, zielone, żółte, pomarańczowego tylko nie było
i nic czarnego. Obejrzałem dziesięć pań, przyglądały mnie się co
to za pan przyszedł je odwiedzić. Jednymi drzwiami weszliśmy
a na końcu tych pokoi były drugie drzwi, wróciliśmy do tyoh
drzwi, którymi przyszliśmy, ta pierwsza przy nas położyła się
na tapczanie, majteczek nie miała i nie miała płci żeńskiej ani
męskiej, jak lalki.
Następnie: jestem w kościele w dzień, przy mnie jest około
pięftiu osób, kościół był pełny, teraz mnie przypadło że muszę
przejść przez Tabernakulum na wylot na drugą stronę. Byłem
w kapeluszu, bez marynarki, w kożuszku, na nogach miałem
stare obuwie. Nagle widzę, że Tabernakulum jest już otwarte,
trzeba mnie już wchodzić i weszła moja głowa z kapeluszem ale
były też kielichy, kielichy mnie nie przeszkadzały, wycisnąłem
jedną ścianę złotą, tą naprzeciw która jest, widzę Raj piękny
nie do opisania. Jak to zobaczyłem z powrotem głowę wyciąg­
nąłem, zdjąłem kapelusz i ściągnąłem to obuwie, dlatego że mnie
w Raju to jest niepotrzebne.
Z tego wywnioskowałem, że po mojej śmierci jak b ę d ę iść
do Raju to przez Tabernakulum, tzn. przez bramy Pana Je­
zusa.
Następnie: czy Święty wszystko wie. Jestem na wysokiej
górze i na tej górze stoi szklany pokój, wielkość tego pokoju była
3 m ze szkła przeźroczystego, jak normalne szyby, w tym pokoju
był tylko stół i ławka, nic więcej. Przy stole na ławie siedział
święty. Był ubrany w habit biały, ja stałem przy świętym po
prawej stronie, tuż przy samym ramieniu. Przez te szklane ściany
było widać cale miasto i jeszcze dalej poza miastem. Miasto
było w dole i z góry była ścieżka kręta, ażeby łatwo wyjść na
górę, widzę z góry jak jedna kobieta zawinięta szalem tą ścieżką
śpieszy do tego świętego ażeby się coś zapytać, a miała trzy
3

101

T

�j ) i i n 11 in.; a z l u b a r d z o s z y b k o m i m o t a k i e j s t r o m e j g ó r y i o t w i e r a

między

szklane

schowane

trzy

drzwi, wtem

święty

pytania, kobieta

i odeszła z

odpowiedział

n i c n i e pytała

a

jej

od razu

odpowiodź

na

te

otrzymała

powrotom.

Poprosiłem

Jezusa-

ażeby

umie

d n i a c h zobaczyłem

pokazał

Świętego

J e s t e m w K r a k o w i e , w kościele p r z y g r o b i e
m o d l i ł e m się. W

Narodzenia
miejsce

Szczepana

w lewo j a k b y na

m n i e Święty Szczepan, jest t o młodzieniec p r a w i e dziecko,
około

14 l a t , ładny

chłopczyk,

n a d głową

w k o ś c i e l e aż m n i e

odprowadził

mógł

miał j a k t o

opisać r o g a l i k złoty, przystąpił d o m n i e i zaczęliśmy
od grobowca

używam,

co
i

rozmawiać

przez

cały

swoim

metrów

bo

c h o d z ą ze s z o p k ą . M ó w i d o m n i e , ż e j e s t

metry

kierunku.

jeżeli

W

wejść, j a

dalej.

L u d z i e k r z y c z ą , ż e j a p o s z e d ł e m , a t e n p a n co p i l n o w a ł z b l i ż y ł się
O n jest

Błogosławiony,

jemu

w o l n o . L u d zamilkł, j a idę dalej, widzę w i e l k i k r a j o b r a z z góry(...)
S e n z d n i a 2 9 . V I . 1 9 7 3 r . piątek. J e s t o m w z a k r y s t i i w koś­
Św. Mikołaja w Gdańsku. W i d z ę

diabła licząc l a t

około 16 wielkości naszego młodzieńca chłopca. M i a ł w ręku b a t
batem,

zwierząt

ale m n i e

w

C y r k u i nademną

n i e udorzył. W

wymachiwał

t y m czasie j a k

tym

wymachiwał

b a t e m n a d e m n ą w odległości 6 m . powiedział m n i o , T y

Święty

i n a d głową moją t y m b a t e m zarysował n a d głową t a k i r o g a l i k
j a k świętych malują. Oprócz tego nade mną zarysował potrójnie
kapliczkę.

wyglądało.

Wtem

się

spalę o d p o w i e d z i a ł m n i e : t y n i e m a s z .
poproszę P a n a

Jezusa,

ogniem

Odpowiedziałem:

to ja

miał

aparat

fotograficzny

N a s t ę p n i e ś n i ą m i się
na

wysokości

czteru

dwaj

metrów,

i

robił

zdjęcia.

i zauważyłem Anioła

A n i o ł o w i e , są ż e w
mieli

maleńki

s e k u n d a c h z t e g o k o t a z r o b i ł się c z a r n y

pies, z n o w u p o

kilku

s e k u n d a c h z t e g o p s a p r z e m i e n i ł się w c z a r n ą ś w i n i ę w a g i o k .
5 0 k g i w s z e d ł p o d ł ó ż k o i n a s t ę p n i e p r z e m i e n i ł się w
16 l a t . Z g r a b n a

kobietę

była i ładna, podeszła

m n i e i pocałowała m n i e w usta. J a przez ciekawość

do

obmacałem

c z y miała n o r m a l n e ciało, była n o r m a l n a j a k nasz

człowiek. W i e d z ą c dobrze jaką przemianę przechodziła t a osoba,
o d e p c h n ą ł e m j ą z całą siłą-. W t e m
Następne:

przyśnił

mnie

przy

powietrzu

stoliczek,

s p o ż y w a m środy, piątki i soboty. W

wagę

t y c h d n i a c h j a wcale

n i e jadłem za w y j ą t k i e m s m a l c u do g o t o w a n i a

w

Napoleona

p r z y s z e d ł d o m n i e , p r z e d s t a w i ł się i m ó w i :

Generałem za N a p o l e o n a

czasie

się p r z e b u d z i ł e m .

wojny

pod

Paryżem

Bonapartego,
i

jestem

zostałem

t a m spoczywam,

zabity

powiedział

s w o j e imię i n a z w i s k o , ż o b y m sobie zaraz zapisał t o b y m wiedział,
myślałem

że z a p a m i ę t a m

a jednak

zapomniałem, mówi

dalej:

j a m a m t y l k o czasu jedną minutę n a 100 l a t i w

tej minucie

przyszedł

się

do mnie

ażebym

j a m u pomógł. W t e m

przebu­

dziłem.
Sen

z d n i a 9.1.1977 r . n i e d z i e l a .

Ś n i ł o m n i e się ż e t o b y ł o

n a K a d ł u b i e , w n a s z y m d o m u n a p o d w ó r k u , żo s t o j ę p r z y ł a w c e
i

widzę

małego

ptaszka

k o l o r u popielatego.

Przyglądałem

do p o k o j u t r z y kobiety, po prawej

mnie

s t r o n i e diabła stała

n o r m a l n i e wyglądała, d w i e k o b i e t y stały p o l e w e j

jedna,

po c h w i l i z n o w u go pogłaskałem i powiedziałem do togo p t a s z k a :
t y m n i e się n i e b o i s z ? p t a s z e k o d p o w i e d z i a ł — n i e . P o m y ś l a ł e m
z r o b i ł się t r o s z k ę w i ę k s z y
był troszkę k o l o r o w y
Zapytałem
czy

ptaszek

n i e m a żadnej

kobiety

małego

do papużki i

już

się t e g o p t a s z k a

a h a ! bo t o papużka t o mówi.

z a n i m się p r z e m i e n i ł w

zachowujecie

papużkę,

czystość t z n . życie

bez

O d p o w i e d z i a ł : t a k s a m o . W t y m r o k u d o 1-go w r z e ś n i a

w o j n y n i e b ę d z i e , w o j n a b ę d z i e z a 10 l a t . T a w o j n a t e r a z b ę d z i e
T y zginiesz ( c z y l i j a zginę) jest t a k wskazane. Więcej m ó w i ć n i e
m o g ł a , b o się ś p i e s z y ł a j a k b y m i a ł o r o b i ć się

ciemno.

W z i ą ł e m t e g o p t a s z k a d o r ę k i a t o się p r z e m i e n i ł o w
papużkę. W
ptak,

dalszym

ciągu

stary, mniejszy

mieszkaniu

około

z

z

tej papużki

zrobił

o d gołębia, przyniosłem

tego p t a k a

65 l a t n i e z n a n a

zrobiła

się

do

małą

większy

mieszkania,

się k o b i e t a , m o g ł a

d l a m n i e . C h c i a ł e m się w i ę c e j

liczyć

wypytać

a l e n i e d a ł o m n i e i p o o l i w i l i p r z e b u d z i ł e m się.
Z
i

diabeł a t a d r u g a jeszcze większe, t a k nakręcone j a k b a r a n y .
P r z e m ó w i ł d o m n i o diabeł. D l a Ciebie

podobny

j a k n o r m a l n i e papużka z t y m d z i o b k i e m

u w a s też u p t a k ó w

grzechu?

s t r o n i e diabła,

t a p i e r w s z a p r z y d i a b l e wstała t o miała t a k i e same r o g i j a k t e n

się

j e m u j a k j a d ł . P o c h w i l i z b l i ż y ł e m się d o n i e g o i g o p o g ł a s k a ł e m ,

w

się d i a b e ł , p r z y p r o w a d z i ł

mięsa

i to malo.

N a s t ę p n i e : ś n i ł m n i e się G e n e r a ł P o l s k i z a c z a s ó w

zakręconym. I dalej pomyślałem:

to m i da.

P o c h w i l i p r z e m i e n i ł się w k o t a s z a r e g o , n a s t ę p n i o p o k i l k u

młodą liczącą około

kosą

przebu­

co t o z a p t a s z e k k t ó r y m ó w i ? P o c h w i l i z t e g o p t a s z k a

Odpowiedziałem diabłu żeby ode m n i e odszedł b o go

ją s p e c j a l n i e

i

żyrandolu.

Pjlskim

b y ł o . T e n p a n n i c n i o powiedział że j a idę

j a k do

j a k to wszystko

żyrandolem,

bo niewolno

długi

grzeszna t o u b i e r a m maskę

t y m czasie leżałem n a t a p c z a n i e

Bonapartego,

n a głos:

jost

P o dwóch d n i a c h miałem t a k i s a m sen powtarzający.

widzę, że p i l n u j e j e d e n p a n , ażeby z togo tłumu n i k t n i e wyszedł

i powiedział

dusza

głowę.

wiedziałem

t e g o n i e wiedziałem w c a l e . J a k już odszedłem 3 m o d t e g o tłumu

ciele B a z y l i c e

śmiercią

apteczną i r o b i l i b a d a n i a m o i e l i p o k a r m ó w — i l e tłuszczu i mięsa

J a k wyszedłem z t e g o tłumu t o l u d z i e zaczęli krzyczeć, że j a

tłumu

miała
Bożego

dziłem.

pomyślałem

się p r z e z t o t r z y

wyszedłem i podnieśli ręce d o g ó r y a n i o było w o l n o

do

roślinami

W y c i ą g n ę ł a kosę i maskę śmierci i m n i e pokazała i ubrała

plac

jest w i e l k i plac i jest

z tego tłumu m n i e . Chwilę postałem,

t u b ę d ę stać p o co i przecisnąłem
sobie w

tymi

N a s t ę p n i e : ś n i ł m i się A n i o ł ż e j e s t u m n i e w p o k o j u , s t o i

dużo l u d z i , j a toż b y ł e m w t y m tłumio, a t r z y

idę

za

t ę m a s k ę n a g ł o w ę , b y ł a b a r d z o s t r a s z n a . J a się w c a l e n i e b a ł e m ,

nad
N a s t ę p n i e : j e s t e m z a m i a s t e m w e (...)
ażeby wyjść

i

przeznaczenia.

ścinam

k o ś c i e l n y d o b r a m y , p r z y b r a m i e p o ż e g n a l i ś m y się.

bardzo

przegradzały

Jeżeli d u s z a jest c z y s t a t o j a maskę n i e zakładam i kosę n i c

Szczepana.

Świętego

czasie m o d l i t w y spojrzałem

Świętego

ściany, t o już n i e b y ł a ściana a n a d w o r z e , i w i d z ę j a k i d z i e d o
liczyć

rośliny

k o s y i maskę śmierci j a k o t o w czasie świąt

i c h o d z i p o świecie i z b i e r a dusze n a furę i w i e z i e dużo d u s z n a

Pana

Szczepana, po trzech

nami

tego snu w i a d o m o

mnie

że b ę d z i e w o j n a

w

roku

Sen z d n i a 2 7 . X I I . 1983 r . W t o r e k . Śni m n i e się, że
w

1987

zginę.
dużym mieszkaniu, były

ławki szkolne

jestem

i były d w a pianina,

n a ś w i e c i e , a t e t r z y k t ó r e c i p r z y p r o w a d z i ł e m są z p i e k ł a , z t y c h

trzeba było z k o r y t a r z a przyciągnąć do k l a s y gdzie były ławki.

trzech masz

N a s z n u r k u p r z y c i ą g n ą ł e m d w a p i a n i n a . W t y m czasie już b y ł e m

sobie jedną

wybrać.

Pomyślałem o d r a z u : ponieważ d l a m n i e n i e m a k o b i e t y n a
świecie, t o i n i e p o t r z e b a .
m n i e niepotrzebne,
Następnie:

A c o d o t y c h t r z e c h k o b i e t r ó w n i e ż są

b o są z p i e k ł a . W t e m

jestem

w

kostnicy,

była

się p r z e b u d z i ł e m .
otwarta

i

wszedłem

odwiedzić. W i d z ę d w i e t r u m n y z a k r y t e , o b o k siebie leżały
osoby

nieżyjące.

Pomodliłem

(...)

się z a t ą p i e r w s z ą , k t ó r a

dwie

leżała,

w p l u s z o w y m z i e l o n y m u b r a n i u . W t e m wszedł jeden p a n i m ó w i
d o n a s : żadne k r a j e n a t o n i e zwTacają u w a g i t y l k o w y .
Proszę

się d o m y ś l i ć

We

śnie w i d z i a ł e m

wysokości. Te
światem

p o w o l i i całkiem zeszło, w s t a j e
do mnie i zaczyna

102

t a młoda k o b i e t a i

rozmawiać. Przedstawia

przystąpiła

się, ż e j e s t ś m i e r c i ą ,

czego

ten p a n lo

powiedział:

to

cztery

światy,

jest jeden

nad drugim

i n a d d r u g i m t r z e c i i n a d t r z e c i m c z w a r t y . Odległość była co 20 m

była t o k o b i e t a młoda około 20 l a t z w y g l ą d u j a k b y pochodziła
się

do

do nas.

ze w s i . J a , k s k o ń c z y ł e m się m o d l i ć w i d z ę j a k w i e k o

zsuwa

Wtem

się p r z e b u d z i ł e m .

światy

co w i d z i a ł e m

wszystkie

piękne. J a

d u c h o w y m , a t e n świat- na- k t ó r y m o b e c n i e żyję.

m n i e nie interesuje

i nic obchodzi.

d o b r e g o i n i e m a , -się o co

ubiegać,

żyję
wcale

N.i t y m świecie nic m a nic

�SEKTA HRUSZKI

O Sekcie, i n f o r m u j e n o t a t k a p r a s o w a
Antropologicznej
którogo
przez

prof.

L.

członków

dzony

z posiodzonia

Komisji

2 8 . 1 . 1 9 1 4 г.,

podczas

A k a d e m i i Umiejętności
Wachbołz

Sekty.

i zamieszkały

demonstrował

„Wacław

n a Śląsku

rysunki

wykonane

H r u s z k a , 45 l a t liczący,
a u s t r i a c k i m przybył

w

uro­

jesieni

1912 r o k u d o Błędowic D o l n y c h koło G h r z c n o w a n a z a p r o s z e n i e
Kaszki i Adamczykowej,

a b y szerzyć z a s a d y u t w o r z o n e j

siebie

zebraniu

nowoj

obecnie

sporo

ważnie

czeską

roligii

na

prozelitów

prywatnym.

między

ludnością

na. Ś l ą s k u , M o r a w a c h ,

w

przoz

Hruszka.

robotniczą,

Czechacłi

i

liczy
prze­

Wiedniu.

N o w ą w i a r ę p o c z ą ł g ł o s i ć z n a t c h n i e n i a b o ż e g o n a p a t r z y w s z y się
błędów zakonników z Jasnej
braciszek.

N i o uznaje

głosi b e z w z g l ę d n ą
w

seksualną,

n a w p r a w i a n i u się w s t a n t r a n s u

pomocą
i

czystość

odprawia

podniosłych

t y m stanie

drgawek

m a l o w a n i a akwarelą
cych

śpiewów

i

modłów.

a nadto

uzyskują

z

prozelitami

Niektórzy
zdolność

zwykle

n a Ma.rsie

alegorycznycłi f i g u r i ornamentów. W

stanem transu.

ność

i nieraz

Przedstawione

uderzające

zacięcie

1

rysowania

t y m stanie

rosną­
oraz
piszą

odczytać

r y s u n k i wykazują
artystyczne

za

doznają

i Jowiszu

także „pismem m a r s o w y m " , którego j o d n a k nie mogą
poza

pole­

ich nazwa)

symbolicznych kwiatów, rzekomo

na innych planetach,

innych

(własna

jako

kościelnych,

p r y w a t n y c h m i e s z k a n i a c h wspólne nabożeństwa, któro

gają
w

Góry, gdzie bawił l a t k i l k a

o n i jego prozelici obrazów

popraw­

t a k co d o w y k o ­

religii,

a prof.

Waehholz

Sądu K r a j o w e g o
wszyscy

oni byli

ciężkiej

histerii.

obarczeni
Byli

n a n i a r y s u n k u j a k i jego barwności. Hrnszkę, Raszkę i Ada.m-

i „pismo m a r s o w e "

czykową obwiniła c.k. P r o k u r a t u r a Państwa o zbrodnię

Unwiorsytetu

obrazy

badał i c h s t a n umysłowy z polecenia

d n i a 31-go m a r c a
zaś

1913 r . i przekonał się, że

zwyrodnieniem
płciowymi

umysłu

abstynentami.

w

formie
Rysunki

m i e s z c z ą się w z b i o r a c h m e d y c y n y s ą d o w e j

Jagiellońskiego."

103

�II.

3. Dusza

szczęślhua,

akwarela/papier, wyra. 5 0 x 8 0

o m . I I . 4 . Zle

F o t . : J . Świderski

104

duchy,

akwarela/papier, w y m . 5 0 x 8 0

cm

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11080" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11058">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9fb6c94e07bd95733f1908129ba2378e.pdf</src>
        <authentication>a3af8d981ff2232a9c373fd16240e980</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132158">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6335</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132159">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132160">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132161">
                <text>Jarnuszkiewicz, Jerzy (1919-2005)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132162">
                <text>rzeźba współczesna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132163">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5910</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132164">
                <text>Jerzy Jarnuszkiewicz - szkic do portretu/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132165">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.71-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132166">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132167">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132168">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132169">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132170">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132171">
                <text>06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

ALEKSANDER JACKOWSKI

oznałem go w początku lat 50. Był piękny, sprę­
żysty, młody, wysportowany. Nikt go nie uczył
biegania, ale kiedy spróbował, pobiegł setkę
w granicach rekordu stadionu. Trener oszalał, co za
talent! Ale jego sport nie pociągał. Od najwcześniej­
szych lat dłubał, lepił, rysował. Wiedział, że to jest je­
go powołanie. Pojawiła się śliczna dziewczyna, mądra,
oczytana. Polonistka. Wtedy postawił stopę na krze­
śle, uniósł nogawkę: „Widziała Pani kiedyś taką łyd­
kę?”. Nie widziała. Ślub odbył się wkrótce. Rozpiera­
ła go energia, manualne zdolności miał ogromne,
rysował, rzeźbił, ciął klocki drzeworytnicze, jak gdyby
od niechcenia. W grupie bibliofilów, której przewo­
dził w latach okupacji Tadeusz Cieślewski „zjawił się
jako cudowne dziecko. Wycinał najtrudniejsze eksli­
brisy bez trudu i wahania, dosłownie od ręki. Praca,
która u innego drzeworytnika trwała kilka dni, jemu
nie zabierała nawet godziny” .1 Pomysły realizował
z niefrasobliwością chłopca, który jeszcze nie przeżył
męki dochodzenia do istoty dzieła. Ta męka przyszła
po wielu latach, na początku była spontaniczność
i talent.
Jeszcze jako student otrzymał w 1950 r. nagrodę
państwową I stopnia za figury żołnierzy na cmentarzu
mauzoleum Armii Czerwonej w Warszawie. Wyrzeźbił
Małego Powstańca, chłopczyka w za dużych butach,
w hełmie, z karabinem. Rzeźbę, która stała się bezi­
mienna, reprodukowana i powielana - symbol Po­
wstania. Dziś, powiększona stoi przy warszawskim Bar­
bakanie.

P

Jerzy Jarnuszkiewicz
- szkic do portretu*

Kiedy Bolesław Bierut, wzorem Medyceuszów,
choć bez ich talentów, uznał, iż należy warszawski
MDM ozdobić posągami socrealistycznej rzeźby,
skrzyknięci naprędce rzeźbiarze przystąpili do gorącz­
kowej pracy. Jarnuszkiewicz wyrzeźbił Hutnika w pięć
dni, i tyleż czasu zajęła mu Nauczycielka - pięć dni!
Ale ostatnią w życiu rzeźbę, Pietę na grób rodziców
tworzył siedem lat. W ogromnym trudzie, ze świado­
mością problemów, do rozwiązania których wciąż nie
czuł się przygotowany. Kiedy skończył, powiedział:
„Dopiero teraz mógłbym uczyć rzeźby...”
Bolesna ocena lat, w których przyszło mu żyć, lat
kiedy w sztuce nie tylko odkrywano, ale i zapominano
o doświadczeniach pokoleń.
Należał do pokolenia, które kształtowało się na
gruzach zwalonego miasta, wierne pomięci Powstania.

Jerzy Jarnuszkiewicz w latach pięćdziesiątych

71

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

To określiło jego życiową postawę. Zanotował:
„Przede wszystkim trzeba pamiętać, że nie ma kawał­
ka ziemi polskiej, nie ma ulicy i domu, który by nie był
grobem, nie był godny upamiętnienia”.2 Jego czas do­
magał się tej pamięci, zmuszał do zmierzenia się
z otoczką kłamstw, z kneblem cenzury. Dziś młodzi ar­
tyści tych uwarunkowań nie mają, są wolni, nie czują
potrzeby upamiętniania czegokolwiek. Świat ich wy­
obraźni jest otwarty. Zaskakują, a nawet szokują. T e­
raz to nic nie kosztuje. Ktoś zechce obierać kartofle
w salach Zachęty - nikt mu nie przeszkodzi. Proble­
mem stała się troska o swój wizerunek, o to, by czymś
jeszcze zaskoczyć, zaimponować. Sztuka i komercja
przenikają się, twórczość straciła ideologiczną moty­
wację, przestała być sprawą ważną, narodowej pamię­
ci. Świat się zmienił, ogromną rolę odgrywają film, te­
lewizja, Internet. Rzeźba utraciła społeczne znaczenie.
Młodzi mają niewielkie szanse pokazania swych moż­
liwości, pleni się tandeta. Jeśli powstają dzieła ważkie,
to na marginesach sztuki, w kręgu raczej socjotechniki niż plastyki. No i rzadko, ale jednak - w sztuce sa­
kralnej. W niej dowcip nie wystarczy, temat narzuca
powagę. Świadczą o tym freski Jerzego Nowosielskie­
go, rzeźby Antoniego Rząsy, a także Jerzego Jarnusz­
kiewicza.
Jerzy Jarnuszkiewicz należy do artystów, którzy po­
dobnie, jak Oskar Hansen, Tadeusz Kantor, Jerzy Sołtan, Roman Cieślewicz, czy Henryk Tomaszewski wy­
warli wpływ na sztukę naszego czasu, a śledząc jego
dokonania, stykamy się z podstawowymi problemami
nurtującymi sztukę powojenną. Był przy tym nie tylko
znakomitym artystą, ale i wspaniałym człowiekiem,
jednym z najważniejszych, jakich dane mi było po­
znać. Absolutnie uczciwy, bezkompromisowy i pozba­
wiony zawiści, co już samo w sobie w naszym kraju jest
zadziwiające. Czasem stawał się bezbronny, jak dziec­
ko. W trudnych dla sztuki latach inwazji socrealizmu
bronił swej osobowości sferą prywatnej twórczości,
wielkiej piękności ekslibrisami, rysunkami, medalami.
W rzeźbie osiągał ekspresyjny wyraz zderzeniem
form miękkich, płynnych i twardych, ostrych. Stwo­
rzył przerażający symbol czasów peerelu - głowy w ka­
gańcach.
Czy wizerunek artysty, nawet tak znakomitego,
może zainteresować dziś, kiedy w sztuce wszystko ule­
ga zmianom, kiedy wręcz wstydliwe jest mówienie
o kategoriach piękna, o tym co etyczne i przekraczają­
ce granice smaku?
Żyjemy w czasach tak szybkich, że pamięć niknie
błyskawicznie. Sztuka? Artyści? Każdego dnia więcej
jest malarzy, rzeźbiarzy niż w ciągu całych dziejów
ludzkości. Natłok faktów jest olbrzymi.
Zapominamy szybko. Kto z młodych, inteligent­
nych ludzi wie coś dziś o Tadeuszu Siekluckim, Tade­
uszu Brzozowskim, a nawet Józefie Gielniaku czy Je­
rzym Panku? O wielkich artystach.

M łodość
Jerzy urodził się 27 lutego 1919 r., w Kaliszu.
Pierwsze doznania: zlizywał wapno ze ścian, jak mały
piesek. Matkę miał dobrą, serdeczną. Można się było
do niej przytulić, poczuć bezpiecznie. Ojciec zaś budził
respekt, doskonały rzemieślnik, mistrz blacharskiego
fachu, właściciel pracowni, w której wyrabiano przed­
mioty artystyczne, zwłaszcza służące liturgii. Był głową
rodziny,3 ale słuszniej byłoby powiedzieć - głową Ro­
du. Hierarchia bowiem w domu nie podlegała dysku­
sji, wszystko było podporządkowane jemu, seniorowi.
Jerzy był już profesorem, autorytetem, laureatem pań­
stwowej nagrody, ale jego projekty realizowane w pra­
cowni wciąż podpisywał ojciec. Również umowy. N aj­
ważniejszy był syn pierworodny. On miał dziedziczyć
pracownię, on był najmądrzejszy, najlepszy. Jerzy, dru­
gi w kolejności (dzieci było ośmioro) wychowywał się
z silnym przeświadczeniem, że chwałą rodu jest Zby­
szek, architekt, mieszkający w Kanadzie.
Ród, powtarzam, był najważniejszy. Łączył nawet
wygląd. Byli do siebie podobni. Smagłe, zgrabne posta­
cie, pięknie sklepione głowy o nieco mongolskich ry­
sach. Przekaz genetyczny przodków z siedemnastego,
a może szesnastego wieku, kupców z Persji, Turkmenii
czy Tatarstanu, wędrujących po Polsce bursztynowym
szlakiem.
Jerzy pamiętał swe dziecinne pasje - rysował, rzeź­
bił, lepił z plasteliny. Mówiono - będziesz rzeźbiarzem.
Rodzina mieszkała w Kaliszu. Szwagier z siostrą w Ło­
dzi, obok fabryki termometrów. Rtęć robiła swoje, sy­
nek ich był już „taki chudziutki i zielony jak termome­
try, tylko nie taki srebrzysty”. Im w Kaliszu powodziło
się lepiej. Dobrze. Mieli dwa czy trzy domy, sklepy,
warsztat blacharski odziedziczony po ojcu, bowiem ro­
dzina z dziada pradziada zajmowała się blacharstwem.
Wyrabiano przedmioty artystyczne. Ojciec Jerzego,
pan Mieczysław, otrzymał dyplom czeladnika z wytła­
czanym w blasze wizerunkiem konia skaczącego przez
płot oraz portretem Mickiewicza. Wykonaną przez
niego w metalu piękną różę widziałem po wojnie
w pracowni na Nowym Mieście.
Był wysportowany, jeździł na łyżwach, na rowerze.
Z dumą przechowywał w domu szarfę z wyhaftowanym
napisem „Szosowy Mistrz Kalisza - 1926”. Należał do
Bractwa Strzelców Kurkowych, na zawodach organi­
zowanych co roku zdobywał medale, przechowywane
starannie w drewnianej skrzynce.
Pierwsze ważne wydarzenie w życiu rodziny nastą­
piło w latach Wielkiego Kryzysu. Jerzy miał wtedy 11
lat. Po raz pierwszy usłyszał wówczas słowo plajta. „O j­
ciec wracał w nocy z jakimiś walizami, wykryliśmy, że
w jednej były spinki do mankietów, w innych krawa­
ty, czy jakieś tam rzeczy... Był komiwojażerem, żeby
zarobić tych parę złotych i żebyśmy nie pomarnieli” .4 Stracili wszystko.

72

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

zostanie w Akademii. Ku memu zdziwieniu Marcin się
nie załamał, zaangażował się do Teatru Dramatycznego,
w brygadzie technicznej przygotowywał scenę. Poznał
teatr od środka, nie lada gratka dla przyszłego scenarzy­
sty. Po roku robotnicy zażądali od rektora Akademii, by
przyjęto Marcina. No i tak się stało.
Ale wróćmy do opowieści o domu, o Jerzym. Powie­
działem już, że mi imponował, że od początku naszej
znajomości stał się dla mnie autorytetem. Podziwiałem
jego ekslibrisy, zwłaszcza te, w których określał osobo­
wość właściciela. Podziwiałem jego rzeźby, medale.
Piękniejszych, mądrzejszych nie znam. Dlatego o nich
teraz piszę. Oczywiście nie kryłem zachwytu, kiedy mi
pokazywał swe kolejne dzieło. A to nic! - gasił mój en­
tuzjazm - musisz poznać Zbyszka, to jest talent. Jest
w Kanadzie, w „wolnym świecie”. Zna się na muzyce,
literaturze, zbudował kilka ważnych budynków w T o­
ronto. No i Zbyszek przyjechał. Pamiętam, jedliśmy
wówczas śniadanie. Dowcipkował, opowiadał o domu,
o sobie, tak zwyczajnie jakby wrócił z Grójca czy Pułtu­
ska. Pomyślałem, że każda opowieść Jerzego była cie­
kawsza, bardziej barwna. Jadwiga próbowała ożywić
rozmowę, zabłysnąć erudycją - czytam teraz Faulkne­
ra, powiedziała. Kto to? - zdziwił się. Nie znam. Mit
niezwykłości prysł. Nawet ucieszyłem się z tego. Jerzy
w trudnych, powojennych warunkach stał się bowiem
już wtedy osobowością wybitną. Artystą świadomym
tego, co robi. Jego talent rozwinął się wcześnie, sponta­
nicznie. „Jak sięgam pamięcią, a sięgam do drugiego ro­
ku życia - zawsze albo rysowałem, albo lepiłem.
Z pierwszych wspomnień z dzieciństwa zapamiętałem
sądy dorosłych, że „Jurek będzie to zawsze robił”. Mia­
łem około pięciu lat, szliśmy z matką obok cmentarza
w Kaliszu, gdzie był zakład kamieniarski. Zobaczyłem,
jak robotnicy odkuwali jakieś części nagrobka i pamię­
tam przejęcie, emocje, jakich doznałem, i poczucie, że
strasznie chcę to robić. Skąd takiemu dziecku może
przyjść coś podobnego do głowy? A ja czułem, że wła­
śnie to chcę robić. Nawet powiedziałem wtedy matce,
że tu przyjdę się uczyć. Z przekonaniem, że tylko to bę­
dę robił, żyłem od zawsze”.5
Taka świadomość wyznacza horyzonty, ale nie uła­
twia życia. Zwłaszcza w szkole. Wiedział, że ma talent,
że zostanie rzeźbiarzem. Tylko taką widział drogę ży­
ciową. Po latach napisał, wracając do tamtych czasów:
„Całe szczęście, że miałem te zdolności, bo szczerze
mówiąc, żadnych innych nie miałem”.6
Fascynowały go lalki, ale już jako przyszłego arty­
stę. „(...) intrygowały mnie, pisał, pomniejszone ludz­
kie kształty i na pewno nie było to wyzwalanie uczuć
macierzyńskich, jak u dziewczynek. To ówczesne
uczucie teraz nazwałbym pierwotnym przeżyciem rzeź­
biarskim. Wtedy była to tylko fascynacja, ale ona mia­
ła mi już towarzyszyć przez całe życie. W tym samym
czasie fascynował mnie maluteńki samochodzik odla­
ny chyba w szarej cynie (pamiętam tę szarość) z rucho-

Drugie wydarzenie, które zmieniło ich byt i zmusi­
ło do przeniesienia się do Mysłowic, na Śląsku, to by­
ła wojna. Jerzy chodził do szkoły, później przeniósł się
do Krakowa, rodzina zaś wyemigrowała do Warszawy.
Tam, już po wojnie, w latach odbudowy miasta ojciec
otrzymał najważniejsze, bo państwowe, zlecenie - zbu­
dowanie trzech wielkich kandelabrów na MDMie.
Władzę denerwował dominujący nad placem Zbawi­
ciela kościół, ponieważ jednak nie można go było ani
zburzyć, ani zasłonić postanowiono pominąć, prowa­
dząc ruch bokiem, poszerzoną ul. Waryńskiego. Zmia­
nie kierunku, przesłonięciu niewygodnej perspektywy
miało służyć postawienie wielkich kandelabrów. Tak
zadecydował sam prezydent. Wezwał do siebie pana
Mieczysława i poprosił, by wykonał świeczniki z blachy
miedzianej. Chętnie, ale muszę mieć blachę! Prezy­
dent bardzo się zadumał, ta prośba przekraczała jego
możliwości, nie wiedział, komu zabrać blachę, aby ją
mieć, poprosił więc, żeby pan Mieczysław sam ją zdo­
był. Ten udał się w „w Polskę” i blachę przywiózł, dzię­
ki czemu kandelabry stanęły na placu.
Jerzego poznałem w 1952 r. dzięki jego żonie Ja­
dwidze, która pracowała, tak jak ja, w Państwowym
Instytucie Sztuki. Była krytykiem sztuki, doskonale
rozumiejącym problemy rzeźby, i jeżeli coś jej prze­
szkodziło w tamtych latach pogłębiać te zainteresowa­
nia to decyzja o pomaganiu mi w redagowaniu kwar­
talnika „Polska Sztuka Ludowa”. Stała się dla mnie
osobą niezastąpioną, bliską, a jej dom, dzięki Jerzemu
i ciekawym ludziom, których tam spotykałem, stał się
dla mnie miejscem ważnym - może najważniejszym,
kształtującym wrażliwość. Stałem się niejako domow­
nikiem, stąd też myśląc czy mówiąc o Jerzym nazywa­
łem go jak Jadwiga, Misiem, co nie budziło jego za­
chwytu, choć świadczyło o aurze, którą roztaczał.
Zadziwiał mnie jego talent, wyobraźnia, mądrość
i rozwaga sądów o sztuce i o życiu. Fascynował mnie
jego syn Marcin, miał 5 lat, kiedy go poznałem. Odzie­
dziczył po rodzicach to, co najlepsze. Talent, wyobraź­
nię, mądrość. Ale i bezwzględność wyborów etycz­
nych, estetycznych. A więc to, co nie ułatwia życia.
Rysował sugestywnie takie zjawiska jak lęk, strach,
zło, dobro. Jak to robisz? - dziwił się ojciec. - Tato,
biorę kredki tak jak leci! - odpowiedział, co oczywi­
ście nie wyjaśniało niczego. Czytał. W szkole zachwy­
cał się Norwidem. - Marcin! Co ty z tego rozumiesz?
- pytała Jadwiga. - Nic, mamo, ale to takie piękne...
Później w Akademii Sztuk Pięknych naraził się pro­
fesorowi, akurat była jakaś rocznica i w gazetach były
wszędzie wizerunki Lenina. Chłopcy mieli przerwę w za­
jęciach, więc poszedł do kiosku i przyniósł stos gazet. Za­
częli rysować różne wersje wodza rewolucji w czapce, bez
czapki, w cylindrze, konfederatce. Zobaczył to profesor,
który zajrzał do sali. Awantura. Wyrzucić! Interwenio­
waliśmy, także ja rozmawiałem z profesorem. O, tu mi
korzeń wyrośnie! pokazywał rozcapierzoną dłoń, jeśli on

73

�06_Jackowski363.ps

- 4/25/2007

4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Pieta z Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie, 1950 rok. Fot. A. Funkiewicz

mymi, maleńkimi kółkami ze szprychami jak niteczka.
Fascynowała mnie ta maleńkość, specjalnie te kółecz­
ka. Taka fascynacja towarzyszyła mi później przy eks­
librisach. Kiedy miałem trzy lata, lepiłem, bo trudno
to nazwać rzeźbieniem, karety z zaprzęgiem dwóch par
koni. Pamiętam bardzo dokładnie wygięte w rogaliki
przednie nogi wyrażające galop, a nad nimi łukiem po­
chylone głowy. Pamiętam radość, jaką sprawiało mi
to, że zaistniało coś, czego przedtem nie było”.7
Miał chyba dziesięć lat, kiedy zrobił z masła głowę
marszałka Piłsudskiego. Ojciec wystawił ją w oknie
pracowni, wzbudziła sensację. Piłsudski i masło, to za­
skakiwało. Dostał w nagrodę kwiaty, oczywiście wrę­
czył je mamie.
W szkole radził sobie marnie, interesowało go tyl­
ko to, co rysował. Na szczęście zdarzali się nauczycie­
le, którzy umieli dostrzec jego uzdolnienia.
„W pierwszych klasach gimnazjum, wspomina,
robiłem linoryty. Raz nie zdążyłem skończyć czegoś
w domu i zabrałem do szkoły. W klasie zastawiłem
się książkami, schowałem za chłopaka siedzącego
przede mną i kończyłem pracę. Ocknąłem się, gdy
poczułem, że coś jest inaczej. Była cisza. Podniosłem
wzrok i zobaczyłem stojących wokół kolegów i profe­
sora pochylonego nad moją pracą. W panice próbo­
wałem ukryć swoje dzieło pod ławką, a wtedy profe­
sor powiedział: «Jarnuszkiewicz, ty rób to dalej, a jak
skończysz, to mi pokaż, bo to jest twoja przyszłość».
No i miałem u niego zezwolenie na robienie nie tego
co inni na lekcji”.8

W tym czasie zrobił pierwszą płaskorzeźbę. Z pla­
steliny, którą mu kupili rodzice. Był to rydwan, czwór­
ka koni i jeździec. Zapamiętał dobrze tamtą sytuację.
„Pracowałem cały dzień i noc, żeby mi nikt tego nie
zniszczył, wstawiłem za okno. W izbach było bardzo cie­
pło i gorące powietrze rozchodziło się po wszystkich po­
mieszczeniach. Rano skoro świt podchodzę do okna,
patrzę, a tu wszystko rozmyte, bezkształtne. Byłem zroz­
paczony, to było moje pierwsze przeżycie rozpaczy,
niepowodzenie. Wziąłem to żeby poprawić, ale się nie
udało. Ciepłe palce deformowały plastelinę. Wreszcie
zrobiłem kulki i dodałem, że w tym to ja nie będę robić.
Profesor od łaciny i od polskiego miał wielkie zain­
teresowanie teatrem. Był reżyserem różnych rzeczy np.
Zemsty Aleksandra Fredry i wszystko sam aranżował.
Ponieważ nie uczyłem się łaciny i polskiego, to on za­
dawał mi tematy działające na wyobraźnię. Kiedyś po­
wiedział mi, żebym narysował Neptuna, Nereidy i ja­
kieś tam potwory. Narysowałem to. Dużo zawdzięczam
tym profesorom. To byli bardzo dobrzy nauczyciele.
Oni nie żądali ode mnie ani łaciny - tych odmian - tyl­
ko kiedy zauważyli, że coś w tym człowieku jest innego
i jest utalentowany w tym kierunku, to inaczej z nim
pracowali. Nawet profesor od niemieckiego traktował
mnie pobłażliwie. Cała klasa miała go za głupka, bo
miał manię bakterii, chodził z dużą teczką ze spirytu­
sem salicylowym, watą i innymi tymi przyborami. Jak
już usiadł na krześle za katedrą, to wyciągał to wszyst­
ko i się dezynfekował. A my byliśmy takie gówniarze
naprawdę i tacy byliśmy niedobrzy, bo robiliśmy jakieś

74

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

rzeczy i z tego były śmichy i chichy. Po wakacjach dał
temat - przygoda na wakacjach. Ja wszystko ściągałem,
bo nie miałem najmniejszej zdolności do niemieckiego
(...), a ten profesor podszedł do mnie i mówi: jak nie
potrafisz, to narysuj”.9
Później też w Mysłowicach zainteresował się grafiką.
„Ojciec sprawił mi w dwóch czy trzech tomach,
księgi grube i wielkie w czerwonej i sztywnej oprawie
pt. Polska i podtytułem - Dzieje i kultura. Dzięki tej
książce to ja się nawet z historii podciągnąłem. Tam
była cała prawda. To, co braliśmy na lekcjach, to ja
śledziłem i czytałem w tej książce. Wielokrotnie mi to
pomogło, a nawet któryś z profesorów spytał mnie:
- A skąd ty to wiesz?
- A bo przeczytałem.
- A z czego przeczytałeś?
No to mówię, że to z książki, którą mam w domu,
i widziałem, że był bardzo zadowolony, że uczniowie sami
pogłębiają to, co przerabiali wcześniej w szkole. O kultu­
rze i sztuce też było (w tej książce) bardzo dużo”.10
Poznał obrazy Grottgera, Wyspiańskiego, drzewo­
ryty Kulisiewicza, Skoczylasa, Stellera. Chciał też ro­
bić takie rzeczy, ale jak? Nie miał farb, pędzli, dłuta.
Wspominał z goryczą, jak nauczyciel, któremu nie
umiał odpowiedzieć na jakieś pytanie, powiedział - na
siedzenie czy na łapę? No i dostał.
Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Znowu do­
stał. Klasa się śmiała. Uznał, że kara jest słuszna, w do­
mu nauczono go, że dorośli zawsze mają rację. Był to
okres upokorzeń, o których nigdy nie zapomniał. Na
klasówce z łaciny zamiast męczyć się nad tekstem, nary­
sował dworek z Zosią na pierwszym planie. W końcu
jednak oswojono się w szkole z tym, że uczą artystę, co­
raz mniej od niego wymagano, zadowalając się tym, że
pięknie rysuje, zdobi, rzeźbi. Na jubileusz szkoły namalo­
wał na tafli szkła Kościuszkę. Kiedy indziej wyklepał
z blach Polonię Grottgera, zdobiła korytarz szkoły. Otrzy­
mał także pierwsze zamówienie zaprojektowanie i wyko­
nanie nagrody na turniej tenisowy w Radomiu. Ściągał,
zwłaszcza na klasówkach z matematyki, ale geometrię
uwielbiał. Miał niezwykle rozwiniętą wyobraźnię prze­
strzenną, potrafił nakreślić rzut wielokątnej figury na
płaszczyźnie, przenikanie się form w przestrzeni. Geome­
tria stała się dla niego olśniewającym odkryciem, przed­
miotem pochłaniającym go całkowicie, źródłem doznań.
„Raz napisałem wypracowanie, wylewając w nim
wszystkie swoje myśli - na 20 stron. I dostałem niedo­
statecznie - za błędy ortograficzne. Z następnej kla­
sówki dostałem lepszą ocenę, bo kiedy nie wiedziałem
jakie dać „u” lub „ż”, wyrzucałem całą myśl i pisałem co
innego. To wyczuliło mnie na bzdurność i umowność
podobnych sytuacji, ale też zahamowało w ekspresji unikałem pisania. Równie niechętnie zabierałem głos,
bo w szkole zazwyczaj obrywałem za to - wywoływany
na środek i wykpiwany przez całą klasę. Pamiętam tych
lizusów, śmiejących się wkoło mnie z głupich dowci­

75

pów profesora. Nie miałem w sobie dość siły i agresyw­
ności, żeby się temu przeciwstawić”.11
Po ukończeniu szkoły (mała matura) Jerzy przez
dwa miesiące pracował w drukarni im. Karola Miarki.
Opanowywał arkana sztuki drukarskiej, poznawał
zgromadzone w archiwum drzeworyty i linoryty Pawła
Stellera i Władysława Skoczylasa. N a ich wzór wyko­
nał kilka prac. Szczególne uznanie zyskała Sowa. Od­
bito i sprzedano kilka jej egzemplarzy. Ucieszyło to oj­
ca, utwierdziło w przekonaniu, że syn powinien się
kształcić w szkole rzemiosła artystycznego. Jakiej? N aj­
lepiej w słynnej wiedeńskiej Kunstgewerbeschule. Jed­
nak wcześniej trzeba było zacząć naukę w Szkole Prze­
mysłu Drzewnego w Zakopanem albo w szkole
krakowskiej. Rozważał - Zakopane to góry, tradycje
sztuki ludowej, sport, Kraków zaś to Wawel, Młoda
Polska, Wyspiański, muzea, teatry, wystawy, koncerty.

Mały Powstaniec, 1946. Fot. Jan Świderski

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

biegał na Błoniach. „Czas, powiada, wykorzystywałem
maksymalnie, bo po prostu kochałem sztukę i bardzo
chciałem zostać artystą”. Chciał zostać rzeźbiarzem,
ale interesował go także drzeworyt, metal. Na całe ży­
cie zapamiętał to, co mu mówił ukochany profesor
Franciszek Kalwas - sztuka to wielka rzecz, ale też
i ciężka praca. To, że wielka rzecz, wydało się oczywi­
ste, ale z tą ciężką pracą nie bardzo pojmował, o co
chodzi. Wszystko przychodziło mu łatwo, rysunki cie­
szyły, drzeworyty ciął bez namysłu. Szkoła dawała mu
wiele radości, tu ceniono go za to, że był sobą. Wojna
zbliżała się do końca. Rodzina przeniosła się do W ar­
szawy. On też szukał w stolicy dalszych możliwości
kształcenia. Zamieszkał na ul. Pięknej 21, obok nie­
mieckiej ambasady. Szybko wszedł w krąg ciekawych
ludzi, zwłaszcza interesujących się sztuką. W Warsza­
wie mimo niebezpieczeństw i trudów kwitła kultura,
w prywatnych mieszkaniach, w kawiarniach, które za­
stępowały sale wystawowe i koncertowe. U Lardellego
grywali Andrzej Panufnik i Witold Lutosławski. Jego
wariacje na tematy Paganiniego na dwa fortepiany
tam właśnie usłyszał. Poznał środowisko miłośników
książki i sztuki drzeworytniczej, konspiracyjne Koło
Miłośników Exlibirisu. Tam właśnie spotkał Jadwi­
gę.13 Była wówczas żoną Jerzego Krama, bibliofila. Nie
było to dobre małżeństwo, Jadwiga cierpiała po utra-

Ślady wielkiej przeszłości. Nie wahał się długo, wybrał
Kraków, Szkołę Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Arty­
stycznego. Ojciec umieścił go w bursie księdza Kunowicza, w dwuosobowym pokoju. „Okazało się, że nie
jestem w stanie znieść mieszkania w bursie. Rano po­
tworny wrzask chłopaków, trzaskające drzwi, długie
korytarze i bieg do umywalni - to było straszne. Czu­
łem, że coś się dzieje z moim mózgiem. A do tego obok
naszego pokoju była sala, gdzie orkiestra dęta treno­
wała marsz gwiaździsty. Naprawdę można było osza­
leć! N a szczęście zetknąłem się wtedy w szkole ze Sta­
nisławem Topferem i Bogdanem Zieleńcem, którzy
szukali trzeciego do pokoju wynajmowanego na Pod­
górzu, i zamieszkałem z nimi”.
Szkoła po gimnazjum wydała mu się rewelacją. Ze­
tknął się z profesorami, którzy mówili tym, co on języ­
kiem. Zwłaszcza zapamiętał Karola Homolacsa. Cytu­
ję dalej: „Spadły mi łuski z oczu, wspominał po latach.
Olśnił mnie impresjonizm, wówczas w szkole zakaza­
ny, wypadły mi korki z uszu i usłyszałem Debussy’ego,
Ravela i Szymanowskiego, a potem Bacha i chorały
gregoriańskie. Już w tym czasie pociągał mnie zarówno
realizm, jak abstrakcja”.12 Odkrywał piękno wielkiej
literatury, chodził do muzeów, na koncerty. Sypiał
trzy-cztery godziny na dobę. Rano malował, potem
uprawiał w Sokole gimnastykę, po południu rzeźbił,

Marcinelle 2, gips patynowany, 1957

76

�06_Jackowski363.ps

4/25/2007

4:55

PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

cie w getcie rodziców, którym nie starczyło już woli
i sił, by zdecydować się na ucieczkę. Zresztą ich nic nie
łączyło ze społecznością żydowską. Ojciec był znako­
mitym pedagogiem, wielkim patriotą, nagrodzonym
Virtuti Militari przez Marszałka, a Jadwiga wyrobiła
sobie aryjskie „papiery” z Zuzanny Rozenfeld stała się
Jadwigą Gołaszewską. Jednakże to nie uchroniło jej od
donosów, których w tym czasie nie brakło. Wspomnę
o jednym. Mieszkała już sama w budynku Prudentialu
(obecnie hotel Warszawa) na placu Napoleona. Nagle
rozległ się łomot do drzwi, wszedł niemiecki major
z żołnierzami. Spojrzał na nią, poprosił do drugiego
pokoju i zapytał czy jest Żydówką. Tak! - odpowie­
działa. Ja ich teraz zabiorę, powiedział, ale musi pani
natychmiast stąd uciekać. Proszę powiedzieć, komu
należy, że donosi windziarz. Kiedy będzie pani potrze­
bowała pomocy proszę, przyjść do mnie. Dokąd? Do
gestapo na Szucha. Ten Niemiec ryzykował nie mniej
niż ona.
Jerzy, o czym była już mowa we wstępie, bez trudu
zyskał uczucie Jadwigi. Wkrótce został jej mężem.
Zdobył też uznanie w środowisku bibliofilskim, z któ­
rym Jadwiga była związana. Rzeźbił w tym czasie
w pracowni Stanisława Komaszewskiego na Nowym
Świecie 55. Wiele czasu zajmowały mu „drobiazgi
rzeźbiarskie” - kilka ostało się po latach w pracowni

przy ul. Magiera, zapamiętałem Chrystusa, Matkę Bo­
ską, Chopina, Mickiewicza. Narzekał, że niewiele
umie, że sam się musi rzeźby uczyć. Ciął jednak drze­
woryty, i - zachęcony - po spotkaniach w środowisku
miłośników ekslibrisu zajął się intensywnie tą dziedzi­
ną. Zdobył uznanie znawców, zwłaszcza Tadeusza Cieślewskiego juniora, który o debiutującym dopiero mło­
dym artyście napisał książkę analizując jego prace.14
Jerzy zachwycał, to co innym zabierało wiele czasu on
robił „od ręki”, niejako bez wysiłku. Scenę kompono­
wał bezbłędnie, z elegancją, choć jeszcze na początku
nie zawsze wiązał ją konsekwentnie z liternictwem.
Ono też było ważne, określało adresata, a także atry­
but charakterystyczny dla zawodu czy zamiłowania,
np. pióro - dla pisarza, nuty dla muzyka, pędzel i pale­
ta dla malarza. Jeszcze w pracach z tego wczesnego
okresu nie widzimy tej intuicji psychologicznej, która
później czyni z tych „pieczątek” prawdziwe arcydzieła.
Mówią one o osobowości bohatera ekslibrisu, niekie­
dy więcej, niż on sam chciałby powiedzieć. Pierwsze
„pieczątki” powstałe w ostatnich latach wojny, noszą
jeszcze ślady dekoracyjnych fascynacji, utwierdzonych
doświadczeniami wyniesionymi ze szkoły rękodzieła
w Krakowie. Jarnuszkiewicz miał dużą łatwość kreśle­
nia ornamentów, tworzenia pięknych, dekoracyjnych
kompozycji, scen buduarowych, pięknych kobiet prze-

Suka I, gips patynowany, 1957

77

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Kromkowska w sklepie na Hożej, tuż przy placu
Trzech Krzyży. Widziałem Powstańca w wielu do­
mach, a pracując wówczas w Departamencie Prasy
i Informacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wrę­
czałem co ważniejszym, zagranicznym gościom. Był to
znakomity prezent, tyle tylko że minister prosił, by po­
minąć w tytule słowo „powstaniec”. Dla ludzi rzecz by­
ła oczywista, ale władza chciała jak najszybciej zapo­
mnieć o warszawskim powstaniu, o Armii Krajowej.
Dlatego Powstaniec stał się tylko „żołnierzem”. Losy tej
rzeźby to też ważny fragment w życiorysie artysty. Sta­
ła się ikoną kultury masowej, znakiem historii ważnym
dla ludzi a wypieranym przez władze. Dlatego dopiero
w osiemdziesiątych latach postanowiono wznieść ją,
jak pomnik, na tle murów warszawskiego Barbakanu.
Jarnuszkiewicza decyzja ta wzruszyła, ale zdawał sobie
sprawę z tego, jak trudno jest powiększyć drobną figur­
kę, jaki to jest rzeźbiarski problem. N a szczęście ten
efekt kameralności, intymności w pomniku został
w znacznej mierze zachowany.
Zdawał sobie sprawę z tego, że wie jeszcze niewiele,
patrzył więc na reprodukcje dzieł Michała Anioła,
a przede wszystkim Donatella. Jak rzeźbić w trudnym
materiale a nie lepić z gliny. Pociągał go kamień, ale
pierwsze doświadczenia nie były pomyślne, gdy uderzał

Okna, blacha spawana, 1965

glądających się w lustrze, pozujących na sofie, na tle
draperii. Łatwość rysunku, tworzenie kompozycji wi­
doczna jest także w powstałych po wojnie ornamen­
tach rzeźbiarskich na budynkach. Architekt określał
miejsce, przestrzeń, którą trzeba było wypełnić, a on to
robił znakomicie, niejako spontanicznie. Ale wciąż
miał w pamięci przestrogę profesora Kalwasa przed
pokusą łatwości w rysunku, kompozycji. Wiedział, że
musi się jej pozbyć, przezwyciężyć w studiach rzeczywi­
stości, przyrody, ale także w interpretacji rzeźb. Nie
minie wiele lat, a zacznie rysować oszczędną kreską,
przywodzącą na myśl rysunki dawnych mistrzów.
Lata dojrzewania artystycznego to proces przezwy­
ciężania wrodzonej łatwości, szukanie ujęć syntetycz­
nych, symbolu, znaku wyrażającego zjawisko. Ta
umiejętność pojawia się w późnych ekslibrisach, me­
dalach, rzeźbach. No i oczywiście w rysunkowych opo­
wieściach o Rzymie, Wenecji, Nowym Jorku, rzeźbach
widzianych w muzeach. Jedną ciemniejszą kreską
określał w nich strukturę kompozycji, napięcie form.
Dar syntezy widzenia i emocji może najsilniej dał o so­
bie znać w powstałej w 1946 r. niewielkiej figurze M a­
łego Powstańca, reminiscencji wciąż jeszcze żywych
i bolesnych doświadczeń. Wyrzeźbił ją „jednym
tchem” , małego chłopca w za dużych butach, hełmie
nasuniętym na czoło, z karabinem w dłoni. Wzrusza­
jący symbol nierównej walki - wszystkich, także dzieci
pomagających żołnierzom. Może dla kogoś z zewnątrz
ten Powstaniec wyda się teraz zbyt sentymentalny, ale
jest w nim przerażająca prawda Powstania, które roz­
grywało się, jak w greckiej tragedii bez nadziei na zwy­
cięstwo, z poczuciem konieczności działania. Małego
Powstańca pokazał Jarnuszkiewicz na wystawie kon­
kursowej „Małe formy rzeźbiarskie”. Zdobył trzecią
nagrodę. Jury nie zauważyło symbolicznej wymowy
rzeźby, zwracając uwagę zresztą zdaniem Jarnuszkiewi­
cza słusznie, na mankamenty figury. Poprawił je,
a przez lata Małego Powstańca odlewał w pracowni na
Nowym Mieście jego brat Wojciech. Rzeźba zyskała
niezwykłe powodzenie, sprzedawała ją pani Wanda

Kwadraty, pręty, blacha stalowa, 1967

78

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

młotem długo w kamień, rozpryskiwał się, zamiast pod­
dać woli rzeźbiarza. Może to wszystko nie ma sensu przychodziło mu do głowy. Czy będzie rzeźbiarzem?
Czy ktoś może na takie pytanie odpowiedzieć? Po­
myślał o jasnowidzu. W czasie wojny wszędzie, nie tyl­
ko w Polsce szukano, pocieszenia, pomocy u wróżów,
przewidywaczy przyszłości. Jak skończy się wojna? Kie­
dy? Co z mężem, synem, czy wrócą? Wróże przynosili
uspokojenie w bombardowanym Londynie, ja i moi
pobratymcy, wtedy na syberyjskim zesłaniu też wystu­
kiwaliśmy nogami ciężkich stołów odpowiedzi. Hitler
musiał przegrać, ale wszystkie dokładnie podawane
daty były fałszywe. Jednak jasnowidze coś wiedzieli, Je­
rzy miał tego namacalny dowód. Jadwiga zaszła do
znajomych, u których odbywał się tego dnia seans spi­
rytystyczny. Było ciemno, prowadzący gdy tylko się
pojawiła w pokoju, wykrzyknął: „pani, która weszła!
W pani mieszkaniu jest gestapo, niech pani nie wraca
teraz do domu”. Została, w mieszkaniu rzeczywiście
było gestapo. Jasnowidz miał rację... Jerzy postanowił
zatem zwrócić się do wróża, by dowiedzieć się rzeczy
absolutnie najważniejszych - czy zostanie artystą?
Rzeźbiarzem? I czy sztuka po wojnie będzie jeszcze
miała sens. Ktoś wskazał mu wróżkę, podobno bardzo
dobrą. Poszedł do niej, z lękiem w sercu. Miała szkla­
ną kulę, w którą się wpatrywała, zapewne zdumiona
pytaniami, które jej zadał. Takich w całym życiu nie
słyszała, ludzi interesował los bliskich, rodziny, mają­
tek - jego los sztuki.
Uspokoiła młodzieńca, niech się uczy, będzie rzeź­
biarzem. Prawdziwym! Niczego więcej nie potrzebo­
wał wiedzieć. Będzie rzeźbiarzem, to potwierdzało jego
decyzję.

Kompozycja drogowskazowa, model do rzeźby w Elblągu, 1965

zumieć, o co mu chodzi. «A skąd ja mogę wiedzieć?»
usłyszał. Za drugim razem profesor był rozmowniejszy,
oświadczył - rzeźba to nie jest fotografia! Miał rację,
ale studentowi niewiele z tego przyszło, zwłaszcza że
właśnie wtedy otrzymał I nagrodę w konkursie na
mauzoleum. Drugiej nagrody nie przyznano, trzecią
dostał profesor Akademii. Przeniósł się wówczas do
pracowni prof. Franciszka Strynkiewicza, bardziej ko­
munikatywnego, ale i tam z usłyszanych uwag niewie­
le wyniósł. Więcej dawało oglądanie dawnej rzeźby na
ilustracjach w albumach.
N a konkursach zdobywał nagrody. Nie zachwy­
cało to profesorów, w uczelni hierarchia wydaje się
naturalna, a tu student co i raz wyprzedzał swych
mentorów. No i kolegów. N a konkurs ogłoszony
przez Komitet Olimpijski wysłał pięć rzeźb, otrzymał
cztery nagrody: pierwszą, drugą i dwa wyróżnienia.
Ale nagród nie odebrał, na widok studenta urzędnik
się wściekł - to niesprawiedliwe, krzyczał, żeby jeden
- i to student - dostał cztery nagrody. To był pierw­
szy zimny prysznic, zetknięcie ze światem, w którym
naprzeciw artysty stawał urzędnik. A później stawa­
ły ideologia, koneksje partyjne. Socrealizm począt­
kowo nie wydawał mu się groźny, równie dobrze
można było zrobić akt robotnika, jak modela w A k a­
demii. Hutnik, miotacz kulą czy nauczycielka mie­
ścili się w konwencji rzeźby realistycznej. Gorzej by­
ło z postaciami wielkich wodzów proletariatu czy
symbolami rewolucji. Ci, którzy je rzeźbili, stawali

Rzeźba
Wstąpił do warszawskiej Miejskiej Szkoły Zdobni­
czej, w której rzeźbą zajmowała się, bardzo przez niego
szanowana profesor Zofia Trzcińska-Kamińska. Pra­
cował dużo Tadeusz Cieślewski junior, wyróżnia
w swej książce powstałe wówczas popiersia, głowy, ale
też i mniejsze kompozycje, które określa jako rzeźby
galanteryjne. Gdy zaczęła działanie Akademia Sztuk
Pięknych zapisał się do pracowni profesora Tadeusza
Breyera. Liczył na rzetelne studia, jednak rzeczywi­
stość była inna. Profesor nie był intelektualistą, każda
wypowiedź przychodziła mu z trudem. Rzeźbiono
w pracowni akty, wszystkie podobne, grube karki, gru­
be kostki, masywne nogi. Breyer cenił, gdy praca ni­
czym się nie wyróżniała od innych. Ale on próbował,
starał się wyrazić osobowość modela. Jednak glina,
z której Jarnuszkiewicz lepił, wracała bez słowa ko­
mentarza do paki. Wspominał: w ciągu trzech lat pro­
fesor tylko dwa razy zainteresował się tym, co robię.
Przy studium głowy powiedział «więcej charakteru»
i poszedł. Wtedy zapytałem asystenta, co przez to ro-

79

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 25/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

się beniaminkami władzy, im powierzano intratne
zadania. Jarnuszkiewicz wodzów nie rzeźbił, boha­
terski Lenin w mieszczańskiej marynarce po prostu
go śmieszył. Ale była sfera, która nie mogła budzić
zastrzeżeń - wojna, śmierć. W czasie wojny w Rosji
(oczywiście z konieczności) wrócono do religijnej
symboliki: „żołnierz w ataku-święty”. Były to lata pa­
tetyczne. Walka, śmierć, dramat Powstania, znisz­
czenie miasta, odbudowa. Miłość i śmierć. „Marzy­
łem wówczas o tematach heroicznych - wspominał
Jarnuszkiewicz - zawierających doświadczenie spraw
ostatecznych, czyli również śmierci, śmierci na woj­
nie”. Bohdan Lachert, architekt wybrał jego projekt
spośród innych z pracowni prof. Strynkiewicza. Za­
prosił studenta do współpracy przy tworzeniu cmen­
tarza - mauzoleum żołnierzy Armii Czerwonej.
Miejsce wybrano przy projektowanej dopiero ulicy
Żwirki i Wigury. Ważną rolę w mauzoleum miały
pełnić rzeźby. Jarnuszkiewicz zaproponował Pietę,
scenę, w której walczący żołnierz podtrzymuje osu­
wające się ciało umierającego kolegi. Scena przej­
mująca, pełna napięcia. W tej sytuacji nie było miej­
sca na polityczne dywagacje, cmentarz zamyka
dyskusję. Ci żołnierze walczyli z wrogiem, ale wielu
z nich było przekonanych, że płacą życiem także za
wyzwolenie Polski. Rzeźba miała siedem metrów wy­
sokości i tworząc ją, zderzył się z problemem skali.
Twarz, oko, oprawa oka inaczej wyglądały w nie­
wielkim modelu, a inaczej, gdy się patrzyło z pozio­
mu ziemi na pomnik. Te sytuacje przestudiował pra­

cując przy realizacji pomnika „czterech śpiących” na
warszawskiej Pradze. Pieta Jarnuszkiewicza jest
świetna, to jedno z najciekawszych dzieł artystycz­
nych tamtych lat. Nie może więc dziwić, że otrzymał
za nie (razem z innymi twórcami mauzoleum)
w 1950 r. nagrodę państwową I stopnia. Najwyższe
wyróżnienie, i to przyznane jeszcze studentowi. Taki
sukces może zawrócić w głowie. Chłopiec kończy
dopiero Akademię, a już jest laureatem. Niemal od
razu zaczyna w niej pracę jako wykładowca, zakłada
przy wydziale rzeźby pracownię brył i płaszczyzn.
Wie, czego nie wie i, co za tym idzie, co powinno być
ważne dla studenta. Akademia jest miejscem szcze­
gólnym, tam spotyka Jarnuszkiewicz ludzi twórczo
myślących, niezależnych, z którymi będzie odtąd za­
wsze związany. W trudnych latach inwazji ideologii
socrealizmu Akademia staje się ośrodkiem twór­
czych poszukiwań, dyskusji. W sztuce koncentrują
się one właśnie wokół pracowni rzeźby, wokół takich
artystów pedagogów jak Oskar Hansen, Jerzy Sołtan, Julian Pałka. Sołtan wnosi idee Corbusierowskie, Hansen koncepcje architektoniczo-urbanistyczne, których skala przekracza możliwości
realizacji. A obok powstaje szkoła plakatu, znaku
plastycznego Henryka Tomaszewskiego. Uczy się
myślenia i widzenia. W tej atmosferze formuje się
program pedagogiczny Jarnuszkiewicza i kształtuje
ważny nurt jego zainteresowań. Szerokich, zarówno
dotyczących rzeźby, jak i medalierstwa, drzeworytu,
ekslibrisu. Ale gdy nasz bohater zaczyna swą działal-

Jerzy Jarnuszkiewicz i rzeźba Planeta, blacha stalowa, 1965

Okna VI, blacha stalowa, 1967

80

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

wa jest ważna, pilna, tydzień czasu! MDM trzeba prze­
cież otworzyć uroczyście 22 lipca, w święto narodowe.
Ta data to była zmora, na ten termin trzeba było zwo­
dować statek, oddać do użytku fabrykę, ulice, dworzec,
mimo że nie były ukończone, poprawiane później przez
miesiące, ale przecież święto musiało być, a „zobowią­
zania” wypełnione. Jarnuszkiewicz rzeźbi więc hutnika
i nauczycielkę. Hutnik to typowy kloc socrealistyczny,
nie gorszy i nie lepszy od innych, ale nauczycielka
z synkiem rzeźbiona jest z troską, powiedziałbym sym­
patią. Robota na zamówienie, szybka, bez zaangażowa­
nia, tyle że dobrze płatna. Gdy dostał honorarium wy­
szedł z żoną na miasto i zapytał: „Słuchaj, czy ty masz
coś ciepłego na zimę? No, nie mam. A co byś chciała?
Futro piżmowe!”. Kupił, a dla siebie jasną marynarkę
z samodziału w kratę. Socrealizm kwitł. Powstawały
następne martwe rzeźby. Jarnuszkiewicz, który począt­
kowo sądził, że w narzuconej konwencji można zreali­
zować interesujące prace, traci tę nadzieję.
Ogląda wystawę „przodującej” rzeźby radzieckiej,
poraża go brzydota, zadaje sobie pytanie - dlaczego
niewolniczy Egipt wydał wspaniałą sztukę, a nie ma
jej w krajach totalitarnych, we Włoszech, w Niem­
czech i w Związku Radzieckim. Być może, konstatuje,
zgodnie z marksistowską tezą sztuki odbija ona rzeczy­
wistość, i stąd ta brzydota. „Odwróciłem się od moje­
go «wielkiego» czasu, notuje. Zacząłem szukać powo­
dów mojej pracy w sobie, we własnych potrzebach
i własnych emocjach”. Otacza go wielu ciekawych,
wybitnych ludzi o samodzielnych poglądach. Do do­
mu przychodzą architekci z Biura Odbudowy Stolicy.
Tam pracuje Jadwiga, tam toczą się dyskusje, żarliwe,
w których ścierają się koncepcje - rekonstrukcji, two­
rzenia nowoczesnej metropolii, zabudowy w duchu
socrealistycznych miast. N a nowoczesność nie było
ani środków, ani ochoty, nic dziwnego, że Marek N o­
wicki, wielki wizjoner, wyjedzie do Stanów Zjedno­
czonych, a Jerzy Sołtan do Ameryki Południowej. Re­
konstrukcja też nie była łatwa, w kraju, który odrzucił
plan Marshalla nie było na nią pieniędzy, a odbudo­
wywane kamienice „dla oszczędności” pozbawiano
dekoracji. Zresztą, władza nie życzyła sobie pamiątek
dawnej świetności stolicy, żadnych wyrazistych sym­
boli, np. Zamku. W początku okresu powojennego
„nadzorcy” radzieccy wręcz demonstracyjnie gwałcili
wolę lokalnej władzy (np. jeden z generałów Armii
Czerwonej nakazał zburzyć ruiny Zamku Ujazdow­
skiego, mimo iż zostały zakwalifikowane do odbudo­
wy). Zwolennikiem rekonstrukcji Starówki, Alei
Ujazdowskich, Nowego Światu byli architekci Jan Za­
chwatowicz i Jan Bogusławski. Idee społecznikow­
skie, których wyrazem był Żoliborz, znalazły kontynu­
ację tylko w projektach państwa Piechotków.
W Biurze Odbudowy Stolicy gromadzili się wówczas
(1945-50) najciekawsi architekci, rzeźbiarze a także
malarze. Z domem Jarnuszkiewicza wiąże się też śro-

Kaganiec, cement, brąz chromowany, 1973-1978

ność, tworząc pracownię brył i płaszczyzn, socre­
alizm wciąż jest żywy w sferze publicznej.

Od socrealizmu do nowoczesności
Studia w Akademii przygotowywały do realistycz­
nej interpretacji. Ale realizm może być bezduszny,
schematyczny i twórczo interpretujący modela, pod­
porządkowany emocji. Takie były w tamtym czasie
rzeźby Aliny Szapocznikow (zwłaszcza jej Pierwsza mi­
łość). Jarnuszkiewicz również dążył do tego by figura
„mówiła”, prezentowała indywidualność modela. T a­
ka jest Jadwiga z sześcioletnim Marcinkiem, wyrzeź­
biona w płaskorzeźbie na warszawskim MDM, tuż przy
placu Zbawiciela. Jedyna tam kompozycja żywa. Inne
figury są bowiem na tyle schematyczne, że trudno wy­
różnić kto je robił. Powstały pospiesznie. „Lud”, jak to
postulował prezydent Bierut, wchodził do śródmieścia.
Do nowych bloków wprowadzali się ludzie przybyli
ze wsi, nieraz z całym dobytkiem, królikami, gołębiami.
„Lud” ma być prosty, prymitywny - inaczej przecież nie
byłby „ludem” - przeciwstawianym inteligencji, i ten
lud powinien mieszkać jak dawni dziedzice. W Mo­
skwie powstało bogato, pałacowo zdobione metro,
u nas tę rolę miał odgrywać MDM. Sztuka dla wszyst­
kich. Niech zobaczy pomniki swojej chwały, a więc
rzeźby (co z tego, że toporne) hutnika, górnika, koleja­
rza... No i „inteligenta pracującego” - nauczycielkę.
Prezydent zwołał do siebie rzeźbiarzy, tłumaczy - spra­

81

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

dowisko Instytutu Badań Literackich, a później także
Państwowego Instytutu Sztuki, instytucji, z którymi
związana była Jadwiga.
Dzięki współpracy z Biurem Odbudowy Stolicy Jar­
nuszkiewiczowie otrzymali własny dom. Powiedzmy ści­
ślej, domek, zelektryfikowaną chałupę. Te domki, zwa­
ne fińskimi, ofiarował stolicy Stalin. Przydzielano je
architektom, plastykom, pracownikom BOS-u. Miały
służyć przez lata odbudowy, ale jak to bywa z prowizor­
kami, stoją do dziś (na tyłach Parku Ujazdowskiego).
Dom Jarnuszkiewiczów stanął przy ul. Wawelskiej. Dwa
pokoje, alkowa, kuchnia. Do tego, gdy poznałem Jar­
nuszkiewiczów było tam dziewięć kotów a później także
pies, jamnik, którego koty uznawały za swego szefa, pró­
bując szczekać jak on. Pies zaś chodził z kotami po da­
chu. Jadwiga urządziła swój pokój z wdziękiem. Zapro­
szeni goście doskonale się w nim czuli. Co pewien czas
oknem wskakiwał czarny kot i uważnie przyglądał się
wszystkim. W „salonie” spotykali się ludzie ciekawi, so­
cjologowie Marcin Czerwiński, Aleksander Wallis, Ma­
ria Ofierska, scenografowie Jan Kosiński, Czesław Sa­
dowski, historycy sztuki Michał Walicki, Julian
Starzyński, Andrzej Jakimowicz, Wiesław Juszczak, Elż­
bieta Grabska-Wallisowa, Jacek Sempoliński, a ze star­
szego pokolenia Michał Walicki, Julian Starzyński. To
był krąg ludzi, który otaczał Jarnuszkiewicza, który „da­
wał” ale i „brał”. Z wielkim zainteresowaniem słuchano
jego opowieści, relacji z wydarzeń, a zwłaszcza filmów.
Opowiadał fantastycznie. Był gwiazdą, inteligentny,
swobodny, niezależny w myśleniu. A poza tym twórczy,
pełen pomysłów, które śmiało realizował. Zachwycały
ekslibrisy, którymi obdarowywał przyjaciół. Potrafił po­
kazać w nich człowieka przez gest, sytuację - jak np.
w ekslibrisie prof. Juszczaka (wytworność, elegancja,
„angielskość”), scharakteryzowanie osobowości przez
odwołanie do symboliki (mnie przedstawił jako upadłe­
go Ikara), skojarzenia nieba z dziecinnej gry w klasy
z postacią ślicznej znajomej.
W 1957 r. Jadwiga Jarnuszkiewiczowa zorganizo­
wała wystawę Rzeźba w ogrodzie. Był to ważny krok
w przełamywaniu konwencji socrealistycznej. W ogro­
dzie, a więc w przestrzeni, w konkretnym miejscu,
w kontekście drzew, krzewów, perspektyw. Znalazły
się na wystawie rzeźby organizujące przestrzeń. Jar­
nuszkiewicz pokazał dwie rzeźby, porażające swym
dramatyzmem Marcinelle i Sukę. Podobnie jak Ekshu­
macja Aliny Szapocznikow świadczą o nowym zoba­
czeniu roli rzeźby. O tym, że może ona wyrażać po­
przez skrót, symbolikę, stosunek do wydarzeń
publicznych, ale i osobistych. Ekshumowany, stracony
na Węgrzech Laszlo Rajk był pierwszą tak drastycznie
ujawnioną zbrodnią komunistyczną. Marcinelle Jar­
nuszkiewicza była reakcją na katastrofę w belgijskiej
kopalni, na tragedię górników. Wizja artystyczna po­
zwoliła mu stworzyć dzieło wybitne, porażające swym
wyrazem. Chciał stworzyć wrażenie martwoty, bezła­

du, ale też rozpaczy. Rzeźbę można i trzeba oglądać
z różnych perspektyw, idąc dokoła. Czas i przestrzeń
łączyły się w jej oglądzie. Faktura zaskakiwała, przypo­
minała zwęglone szczątki materii dramatycznie skrę­
cone i rozpięte w przestrzeni. Jednak po latach w roz­
mowie o rzeźbie Jarnuszkiewicz powiedział, że teraz
tworząc ją zostawiłby samą brutalność.
Drugą rzeźbą, którą pokazał na wystawie, była Su­
ka. „Dramatyzm przerysowany aż do bólu” pisał o niej
Waldemar Baraniewski. Dramat człowieka, artysty.
Przerażająca rzeźba, trudno w niej nie dostrzec krzyku
rozpaczy, wyrazu przeżyć wręcz intymnych. Czy wolno
sięgnąć do doświadczeń osobistych artysty, by zrozu­
mieć ich sens? Dla historyka sztuki istotny jest związek
zarówno Marcinelle jak i Suki z rzeźbami Germaine Richier, ale odwołanie do tych właśnie inspiracji wynika
u Jarnuszkiewicza także z osobistych przeżyć, doznań.
Przywykliśmy do jednoznacznych wyjaśnień, a prze­
cież w świadomości człowieka, zwłaszcza artysty, ból
nie wyklucza radości. Jerzy kochał życie, uważał za dar
Boży, że może żyć rzeźbiąc, rysując, ucząc. Promienio­
wał na zewnątrz energią, ból ujawniał tylko pośrednio,
w swych dziełach.
Mówi się o pięknych latach młodości, chce zapo­
mnieć o goryczach. Ale on o nich pamiętał.
Ile wstydu najadł się w szkole, a później w pracow­
ni prof. Breyera, gdy ten wrzucał jego rzeźby do paki
z gliną, a przecież były na pewno nie gorsze od innych.
Tyle, że inne. A potem za te rzeźby, za podobne, dosta­
wał nagrody. Nagrody? Znów upokorzenia. Z goryczą
opowiadał, jak mu nie dano przyznanej nagrody, bo za
młody, za zdolny. Później obrażał go minister Wieczo­
rek, zarzucając, że zgodnie z cennikiem żąda honora­
rium za pomnik. Za co? Ze sobie coś wymyślił? Kamie­
niarz dostał więcej, bo ten „pracował”. Wiele bólu
przysporzyła mu kampania w obronie praw autorskich
do Małego Powstańca. Przypomnę ją, ponieważ i ja się
czuję winny, namawiając go do tego, do rzeczy, zdawa­
łoby się oczywistej.
Rzemieślnik grawer p. Miecznik produkował i sprze­
dawał figurki Małego Powstańca twierdząc, iż jest auto­
rem rzeźby. Sprawa trafiła do sądu, pierwsza, albo jedna
z pierwszych dotyczących prawa autorskiego. Wydawa­
ło się, że rzecz jest prosta, sąd nie miał wątpliwości, ale
w obronie p. Miecznika stanął prezydencki minister
Wieczorek. Ujął się za kombatantem. Sprawa trwała
wiele miesięcy. Sędzina zrezygnowała z prowadzenia
sprawy, która sprawiła Jerzemu tyle zmartwień i upoko­
rzeń, że bliski był psychicznego załamania. W końcu
wygrał, ale pewny „wysokiego” poparcia giser, mimo
wyroku, nie przestał produkować figurek.
Pisząc o goryczy zwróćmy też uwagę na sferę intym­
ną. A więc Dom. Pamięć rodzinnego zaważyła na wy­
obrażeniu własnego. Spoistość rodziny, trwały związek
klanu, braci, sióstr, rodziców, sprawiała, że to był
w istocie dla Jerzego dom najważniejszy. Kiedy coś by-

82

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

wystarczy tu nasz sąd, nasza ekspresja, nasze osobiste
wzruszenia, że tylko to miejsce może świadczyć o sobie.
Sądziliśmy zatem, że w tych warunkach współautorem
pomnika należy uczynić odbiorcę, człowieka odwiedza­
jącego obóz, nasz udział zaś sprowadzić do roli prze­
wodnika, czy może raczej reżysera, który by nakreślił li­
nię przewodnią, uwypuklił najbardziej ważne elementy
tego dramatycznego spektaklu”.16 Więc nie rzeźba, nie
jakiś monument, ale przestrzeń traktowana niemal sa­
kralnie. No i reżyseria postrzegania tej przestrzeni. Wy­
odrębnienie jej czarną drogą, ukośnie przecinającą
obóz. Drogą, jak snop światła wydobywający granice
śmierci, pionowe słupy ogrodzenia, zawsze pod napię­
ciem, baraki, wypalone szkielety kominów, żelazne
klatki, w których zamykano więźniów, kloaczne doły,
krematoria.
Takie są ślady tego, co było, co jest. Ten pomnik-droga miał więc żyć, to nic, że chwasty zarosną, krze­
wy się wedrą w ruiny, przyroda pochłonie teren, tak
jak to widać na żydowskich cmentarzach, zawsze to
będzie prawda. Nie rekonstrukcja, nie scenografia.
Takiej jednak oczekiwali inicjatorzy konkursu, byli
więźniowie Oświęcimia, pisarze - Seweryna Szmaglewska, Tadeusz Hołuj, a przede wszystkim Józef Cy­
rankiewicz. Premier.
Odbudują baraki, prąd puszczą w ogrodzenia, tylko
czekać, aż zapudłują w nich ludzi, powiedział Jerzy, ni­
by żartem, ale mnie, po doświadczeniach sowieckich,
ciarki przeszły. Rzeczywiście, jak się później dowie­
działem, bito, torturowano ludzi w innych zrekonstru­
owanych obozach. W nich zginął Niemiec, wybawca
Szpilmana, moja wychowawczyni z dzieciństwa, volksdeutschka, złotej duszy kobieta.
N a konkurs zgłoszono 429 prac z 36 krajów, pro­
jekt otrzymał najwyższe wyróżnienie. Nie było wątpli­
wości, że był najlepszy, rewelacyjny. A dodam, jury by­
ło wyjątkowe, wielki rzeźbiarz Henri Moore na czele,
w składzie m.in. J. B. Bakema, naczelny architekt Rot­
terdamu, Pierre Courthion z Francji, L. Venturi i P.
Perugini z Włoch, nasz wielki rzeźbiarz zamieszkały we
Francji August Zamoyski.
Jednak ich ocena nie przekonała naszego Komite­
tu Oświęcimskiego. Ma być, jak to wtedy było! Bara­
ki? Tak, jak wtedy. Tworzy się więc, co widać m.in.
w Majdanku - scenografię. Zgniją nary? To się zastą­
pi nowymi. Podmaluje, wyretuszuje, by wyglądały jak
stare. W Oświęcimiu (przepraszam, w Auschwitz) jest
wielka pracownia konserwacji ubrań, butów, włosów.
Mają być jak wtedy, gdy wypędzono Niemców. Po­
wstają po latach nowe problemy - jak rekonstruować?
Do jakich granic?
Jarnuszkiewicz tłumaczył, że pomnik jest nie tylko
dla nas, trzeba myśleć o przyszłych pokoleniach. Po­
mnik ma do nich mówić. Postanowiono zrobić drugi
etap konkursu, powierzając realizację pomnika W ło­
chom Maurizio Vitalemu, Julio Lafuente oraz Jerzemu

ło potrzebne ojcu czy bratu, bywało, że stawało się waż­
niejsze niż sprawy własnej rodziny. Dom rodzinny był
spoisty, zwarty, podczas gdy ten, który miał z Jadwigą
był związkiem dwóch wybitnych podmiotów, a może
nawet i trzech. Każdy miał swoje życie. Marcin kole­
gów, Jadwiga swą pracę, pisanie. A Jerzy? Marcin zapy­
tany o niego przez dziennikarkę powiedział: „Jest cu­
downy, wspaniały. Taki bezradny... Wszystko widzi
prosto i jasno, jak dziecko. A przy tym żyje jak poeta,
zawsze z nami, a jednak troszeczkę gdzie indziej”.15 Ja­
dwiga piękna, pełna energii, miała swój świat, swój
krąg przyjaciół. Pod wpływem męża rozkwitła, wydoby­
ła się z gąszczu okupacyjnych wspomnień, skonkrety­
zowała swoje zainteresowania, zajmując się rzeźbą.
Znakomicie, ale równolegle do tego, co robił Jerzy. By­
ła towarzyszką życia, zaangażowana w twórczość męża,
ale nie na prawach wyłączności. Zapewne Jerzy chętnie
by widział kogoś, kto by dokumentował jego działal­
ność, tworzył warunki do pracy, oszczędzał niepotrzeb­
nych wysiłków (zakupy, wychodzenie z psem itd.), po
prostu - kto był żył jego sprawami, tymczasem Jadwiga,
otwarta na świat, miała swoje życie, zainteresowania,
problemy. Fascynowała się ludźmi, zakochana w Je­
rzym z wdzięcznością bezmierną, za to co jej dał. Zako­
chana absolutnie, ale jak w ojcu, któremu wierzyła jak
dziecko. Naiwnie. Pewna, że i jego ucieszą jej sukcesy,
a nawet otwarcie się na miłość do drugiego człowieka.
Miłość, której się nie wybiera, a jest przecież niezmier­
nie bolesna dla towarzysza życia. To trudne do uwie­
rzenia, ale ona, ze swoją żarliwą, infantylną uczuciowo­
ścią, wierzyła, że to jej otwarcie na życie, odrodzenie po
okupacyjnych koszmarach jego ucieszy! I znów w życiu
Jerzego nastąpił dramat, odrzucenie. Dramat, jako że
w kręgu spraw najbardziej intymnych chce się być tym
jedynym, wymarzonym, chce się wierzyć w zespolenie
dwóch połówek, w całkowite oddanie. Gorycz, raz
przeżyta, nie mija bezkarnie. Zwłaszcza gdy życie co pe­
wien czas każe o niej pamiętać. Dla Jerzego takim fak­
tem bolesnym okazała się sprawa pomnika oświęcim­
skiego. Zaangażował się w nią z przekonaniem, że jest
to sprawa wielka. Wyjątkowa.
W 1957 roku ogłoszono konkurs na pomnik oświę­
cimski. Do Auschwitz Niemcy zwozili Żydów z całej Eu­
ropy, tam ich mordowali. Obcych. Tu jest ich cmen­
tarz. Ich, ponieważ nikt z miasta Oświęcimia nie ma tu
swych bliskich, ale ma ich świat. Miejsce to szczególne,
upamiętniające Holocaust.
Jarnuszkiewicz przygotowywał projekt razem
z Oskarem i Zofią Hansenami oraz Julianem Pałką.
Koncepcja powstała już w pierwszych rozmowach
z Hansenem. Żadnej rzeźby! W tym miejscu każda fi­
gura jest nietaktem. „Wychodziliśmy z założenia, pisał
Jarnuszkiewicz, że to, co się stało, dziś po dwudziestu
latach jest niewyobrażalne, wydaje się niemożliwe, nie
jest tego w stanie przekazać żadna najświetniejsza na­
wet i najbardziej dramatyczna w wyrazie rzeźba, że nie

83

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5 / 2 0 0 7 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Rysunek, Obory, 1989

Jarnuszkiewiczowi. Powstała hybryda, Jerzy dążył do
wizji przestrzeni obozu, Włosi eksponowali elementy
rzeźbiarskie (złącza wagonów). A jednak:
„Konkurs oświęcimski pomimo, że dał w wyniku
dzieło kompromisowe, dokonał przełomu w rzeźbie po­
mnikowej i wywarł ogromny wpływ na realizację wielu
pomników w latach następnych”.17 Praca myślowa, za­
uważył Jarnuszkiewicz, może być ważniejsza niż realiza­
cja. Bywają projekty, w których sama koncepcja ma
ogromną wartość jako osiągnięcie twórcze. Dodam, że
wśród najciekawszych, najbardziej twórczych, są reali­
zowane wspólnie z architektami, np. Treblinka Adama
Haupta i Franciszka Duszenki, a także projekt pomnika
Grunwaldu przygotowany w 1960 r. przez Jerzego Jar­
nuszkiewicza wspólnie z Włodzimierzem Wittekiem.
Kilka słów o tym projekcie. Autorzy zamierzali
ukazać Grunwald w całym ciągu historycznym. Punk­
tem wyjścia założenia była Nidzica, gdzie miał znajdo­
wać się hotel dla przyjezdnych i muzeum pamiątek,
skąd autobusami odwiedzający ludzie mieli być prze­
wożeni na pola grunwaldzkie. Pięć wzniesień zamie­
rzali artyści przeciąć w kierunku północ-południe be­
tonowymi ścianami. Ten zabieg przekształcał wzgórza
w symboliczną tamę przeciwko Drang nach Osten.
W miarę posuwania się do przodu wyłaniałyby się ko­
lejne zapory. Zmiany punktów widzenia następujące
w ruchu miały wywoływać różne doznania i wrażenia,
które nakładały się w czasie. N a końcu drogi, w zasię­
gu wzroku zwiedzającego, miał znajdować się stalowy

sześcian z krzyżem Grunwaldzkim oraz mapa bitwy.
W odległości pół kilometra, na tyłach wzgórz miały się
wznosić konstrukcyjne wieże ustawione w punktach
koncentracji wojsk krzyżackich. W szczerym polu au­
torzy przewidywali umieszczenie pleksiglasowych
skrzyń mieszczących zbroje. To zestawienie miało
uświadomić odbiorcy obszar.
Znakomity to przykład reżyserii nastroju, pomnika,
który realizuje się oglądany w czasie. Niestety, jurorzy,
organizatorzy konkursu, tego nie dostrzegli. Zwyciężył
projekt „typowy”, w którym najważniejsze były postu­
ment, sztandary, miejsce na wieńce, hołdy.
Wkrótce Jarnuszkiewicz otrzymał propozycję
wzniesienia pomnika w rodzinnym swym mieście Kali­
szu. Pomnika Asnyka. Ale tu reżyseria nastroju nie by­
ła potrzebna, należało wrócić do konwencji pomników
pisarzy, a więc rzeźby realistycznej. Wieszcz powinien
stać, albo siedzieć. Jarnuszkiewicz wyrzeźbił Asnyka
siedzącego na niskim postumencie, trochę pochylone­
go, znużonego. Jak ludzie przyjmą ten pomnik - zasta­
nawiał się. Nie spodobał się, chociaż protestów nie
wywołał. Był za skromny, bez akcesoriów, które by po­
etę wywyższały. Ale kiedy następnego dnia baby wiej­
skie z jajkami, masłem, warzywami pojawiły się na ryn­
ku, zdarzyło się coś, czego autor nie przewidział.
Oswoiły pomnik! N a ramieniu zawiesiły różańce, je­
den, drugi. Siedzącą postać potraktowały jak Frasobli­
wego. Z czułością. Kiedy Jerzemu o tym powiedziałem
wzruszył się.

84

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Był zmęczony, spracowany, wyjechał więc odpo­
cząć w góry. N a narty. Nastąpił zawał. Dopiero po
trzech dniach przywieziono go do szpitala. Zawałow­
com kazano wtedy tygodniami leżeć w łóżkach, miał
więc czas by czytać. Pierwszą książką było W poszuki­
waniu straconego czasu Prousta, siedem tomów. Słu­
chał muzyki, Bacha, najchętniej Arvo Parta. Bliska
mu była jego wizja nowoczesności, w której żyła pa­
mięć o przeszłości, zwłaszcza związanej z tradycją sztu­
ki sakralnej mówiącej o sprawach najważniejszych,
ostatecznych. Wracał często (zresztą nie tylko wtedy)
do wspomnień z lat dzieciństwa, młodości.
Nastąpił okres powrotu do natury, spacery, przeży­
wanie przyrody. Ważne też było wspomnienie obra­
zów, które widział w młodości. Kiedy myślał o nich
ogarniało go wzruszenie, opowiadał o płótnach Rapac­
kiego, o przeżyciu, które wywoływał widok łąki pokry­
tej śniegiem z krechą czarnego lasu w oddali i chatą,
której oświetlone okna wnosiły w pejzaż spokój i na­
dzieję. Wspominał krzyże stojące przy drogach, małe
wiejskie cmentarzyki. Nie wstydził się tych doznań,
wracał wtedy pamięcią do dawnych lat.
Kiedyś do domu na Wawelskiej przyniesiono drew­
no do pieca, małe szczapy sosnowe. Zaczął od razu ze­
stawiać je ze sobą, z trzech drewienek tworzył rzeźby,
z radością dziecka i wrażliwością rzeźbiarza. Potem po­
kazywał młodzieży w telewizji, jak trzy zestawione ele­
menty tworzą rzeźbę, jak zmiana kąta ich ustawienia
wpływa na jej charakter. Robił to świetnie. Wrócił do
pierwszych doświadczeń kiedy to w szkole prowadzono
testy polegające na kombinowaniu prostych elemen­
tów - trzy kreski i dwa kółka, które należało połączyć
w jakieś dowolne układy. „Zrobiłem ich najwięcej i to
w takiej proporcji, że następny po mnie zrobił sześć
kombinacji, a ja - sto dwadzieścia pięć! I to było coś
nieprawdopodobnego! Jeśli kiedykolwiek czułem, że
mam natchnienie, że coś na mnie spływa, to wówczas
gdy zajmowałem się geometrią. Przestrzeń, układy
przestrzenne zawsze niesłychanie mnie emocjonowały,
działałem wtedy jak w natchnieniu. To jest cudowne,
wspaniałe uczucie, gdy gdzieś spoza mnie coś nadcho­
dzi i działa przeze mnie!”18
Długo trwał okres przychodzenia do siebie, niemal
cztery lata. Wspominał: „Ponieważ w tym czasie nie
byłem w stanie pracować wzywano mnie do stania
w kolejkach sklepowych. Więc stałem. Nieraz robiło
mi się słabo, ale za to miałem poczucie użyteczności
i czas na myślenie. W tym czasie, będąc kiedyś w pra­
cowni mojego Ojca, z którym pracował mój młodszy
brat, zastałem go przy spawaniu. Mimo lęku przed
wszystkimi maszyneriami, zapragnąłem przesłonić
twarz maskownicą i wziąć w rękę uchwyt z elektrodą.
Tak zaczęło się moje wielkie przeżycie metalu. W cią­
gu półtora roku wykonałem przeszło czterdzieści prac
i dziesiątki rysunkowych szkiców koncepcyjnych. Za­
chwyty nad geometrią znalazły swój kształt i materię.

Rysunek Piety Michała Anioła w notatniku

To były piękne lata mojego życia. Wszystko co robiłem
było jak ptaki wylatujące z moich dłoni” .19
Cudowne porównanie, ptaki i te rzeźby, lśniące,
świetliste, przestrzenne, drżące na wietrze. Wspomina
ten czas: „Jeśli kiedykolwiek czułem, że mam na­
tchnienie, że coś na mnie spływa, to wówczas gdy zaj­
mowałem się geometrią. To były piękne lata mego ży­
cia. Praca (...) sprawiała mi wręcz zmysłową radość,
wprowadzała mnie w trans. Gdy zestawiłem ze sobą
blachy, dopasowując ich układy, aż mnie za gardło ła­
pało, że to tak świetnie wygląda. (...) Wyraźnie cią­
gnęło mnie wtedy do spolerowanego metalu, kształ­
tów zupełnie czystych, perfekcyjnych. Interesowały
mnie układy symetryczne, mechanizmy, siły mogące
nimi zachwiać”.20 Narastała w nim potrzeba ekspresji
wynikającej z abstrakcyjnego formułowania. W jednej
z rozmów powiedział, że emocje można wyrazić posłu­
gując się postacią człowieka, ale też łącząc poziom
z pionem. Fascynuje się rzeźbą abstrakcyjną, niewolną
przecież od skojarzeń. Spawa żelazne blachy, ponieważ
nie stać go na stalowe, spawa prymitywnie, ze strupa­
mi ołowiu na złączach. To może robić po zawale, kon­
struować, unieść w rękach całą rzeźbę. Wraca do

85

�06_Jackowski363.ps

- 4/25/2007

4:55

PM

Aleksander Jackowski - JERZY JARNUSZKIEWICZ

EX-LIBRIS Jadwigi Jarnuszkiewiczowej

EX-LIBRIS Beaty Groszkowskiej, 1964

EX-LIBRIS Joanny Pollak

EX-LIBRIS Elżbiety i Wojciecha Krajewskich

EX-LIBRIS Marcina Jarnuszkiewicza, 1968

EX-LIBRIS Marcina Jarnuszkiewicza, 1970

86

�06_Jackowski363.ps

- 4/25/2007

4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

emocji, które odczuwał w szkole na zajęciach z prof.
Dyrczem, zachwytu nad geometrią wykreślną. W tych
latach - pisał Mieczysław Porębski - rzeźba towarzy­
szyła naszym egzystencjalnym lękom, przerażeniom
i niepokojom. „Być może nadszedł czas, żeby zacząć się
odnajdywać. Tak przynajmniej myślę, kiedy oglądam
ostatnie rzeźby Jerzego Jarnuszkiewicza. Są wśród nich
konstrukcje z metalowego złomu, zawróconego ręką
i decyzją artysty, z drogi rozpadu. Praca prostowania
kierunków, porządkowania przeciwstawień, koordy­
nowania osi, nawrót do najprostszego języka przestrze­
ni - języka poziomu i pionu, płaszczyzny czołowej
i płaszczyzny strzałkowej, strony prawej i strony lewej,
jest tą pracą, którą należało wykonać przede wszyst­
kim, i którą należy wykonywać nadal, aż każda rzecz
znajdzie właściwy jej sens i miejsce.
Podobną treść odnajduję w jego cierpliwych, syste­
matycznych i poetyckich konstrukcjach z blachy, prze­
dziwnych, błyszczących monstrancjach, które nie zagra­
dzają przestrzeni, ale ją otwierają, zwielokrotniają,
mnożą, czynią przenikliwą dla wzroku, na swój milczący
sposób akustyczną i pomimo całej przejrzystości miesz­
kalną, to znaczy zatrzymującą, ale nie zamkniętą”.21
Wiesława Wierzchowska zauważyła: „Przy pozorach
spekulatywności i obiektywizmu dzieła Jarnuszkiewicza
stanowią najbardziej osobisty pamiętnik, kronikę życia
wewnętrznego, a poszczególne okresy, rozdziały tego
pamiętnika wyznaczone zostały przez przeżycia własne
i zawarte w nich doświadczenia historyczne pokolenia
Kolumbów”.22
Rzeźby tego okresu są zjawiskiem wyjątkowym
w naszej sztuce. Bez precedensów i kontynuacji. Szcze­
gólne, tylko jego, artysty, który wyszedł z tradycji pra­
cowni metaloplastycznej, a na skutek choroby zajął się
technikami dostępnymi mu w tym czasie. Zresztą, jak
zauważył, każdego rzeźbiarza po pewnym czasie odrzuca
od gipsu, a praca w granicie czy brązie jest kosztowna.
W kompozycjach przestrzennych wyrażał emocje osobi­
ste i radość tworzenia: „Od niemal surrealnych klima­
tów zagrożenia w zakrzywionych przestrzeniach prosto­
kątnych lejków czy tuneli - do żywiołowej, triumfującej
radości łodzi i żagli, gdzie miękka, lśniąca blacha tworzy
kształt zawierający pogodę wiecznie słonecznego morza
ze starego śródziemnomorskiego mitu”.23
Powstają w tym czasie rzeźby robione dla siebie,
niewielkie, w których autora wyraźnie cieszą skojarze­
nia, odwołania do nie istniejących w rzeczywistości
przedmiotów, owadów, zapalników, kompasów, zam­
ków, a które są jednocześnie wręcz podręcznikowymi
przykładami tworzenia form zamkniętych. Przedmioty
zmieniają znaczenie tworząc nowe układy, służąc wy­
rażeniu iluzji. Takie też są rzeźby - pomniki, np. Żywią
i bronią. Drugą grupę stanowią rzeźby przestrzenne,
nasuwające reminiscencje wojskowych obiektów, sta­
cji radarów, tuneli lub zahaczających o siebie żagli,
sztandarów, okien, drogowskazów, monstrancji, blach

EX-LIBRIS Aleksandra Jackowskiego, 1964

EX-LIBRIS Pietro Cascella, 1962

EX-LIBRIS Wiesława Juszczaka

87

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

ostrych i zaczepnych, działających blaskiem odbitego
światła. Muzyka światła i cienia, zauważa Aleksandra
Prokop. W fascynujących Rytmach II pręty i liny two­
rzą układ napięć, w którym ściskanie i rozprężanie
znalazły się w stanie równowagi. W Rytmie III napięcia
zależą od kierunku i naszego punktu widzenia. Okna
otwierają i zamykają przestrzenie. Kiedy na nie patrzy­
my z różnych pozycji, są efektem odbić światła.
Wiesław Borowski nazwał je regulatorami prze­
strzeni, aparatami mówiącymi coś o naturze świata.24
Artystę interesuje gra form, przestrzeni otwartej i za­
mkniętej, siły grawitacji i nacisku, rytmów. Rzeźby
rozrastają się drapieżnie atakując przestrzeń. (Plane­
ta). „Tworzą sztuczne perspektywy, zakrzywiają powie­
rzoną im przestrzeń, nadają jej coraz to inny charak­
ter, coraz to inną głębię. I w ten sposób w jednej
rzeźbie, w jednym czasie krzyżuje się kilka symulta­
nicznych rzeczywistości, krzyżuje się - a więc i splata,
jak ogniwa łańcucha. Artysta uczynił z tak pojętej
przestrzeni źródło niepokoju, scenerię zagadkową,
dwuznaczną - osobliwie pobudzającą wyobraźnię, zbi­
jającą z tropu” - pisze Andrzej Osęka.25
Skrzydlate kompozycje powstają także w przestrze­
ni, organizują ją, albo uzupełniają. W 1965 r., na ple­
nerze w Elblągu, powstaje wielka, zrytmizowana kom­
pozycja, na długi czas stanowiącą znak miasta.
Nazywano ją różnie - drogowskaz, radar, monstrancja.
Niestety została zniszczona.
W Ravnem stworzył Jarnuszkiewicz w czasie plene­
ru (1964 r.) dużą kompozycję przestrzenną, wpisaną
w przestrzeń, w Ostrawie zaś rzeźbę w pejzażu.
Wracając do zdrowia pokonywał lęk, jaki towarzy­
szy zawałowi, poczucie samotności. Odkrywa jakby na
nowo urodę świata, rysuje, szkicuje - powstają dzie­
siątki projektów pomników, rzeźb. Mówił, że gdyby
miał, jak wielu rzeźbiarzy na Zachodzie, środki, możli­
wości techniczne, asystentów, dobrze wyposażone pra­
cownie powstałyby dzieła wybitne i skończone. Nie­
stety, w ówczesnych warunkach nie było to możliwe,
a o wyjeździe z kraju nie chciał myśleć. Trzeba się by­
ło dostosować. Taka była nasza rzeczywistość. Tak np.
znakomity Tadeusz Sieklucki rysuje w tym czasie
w notesach setki projektów pomników z żelaznych be­
lek, jako że nie ma szans na realizację żadnego. Taki
był czas.
Jarnuszkiewicz chałupniczo konstruuje niezwykłe
konstrukcje przestrzenne, realizuje je dzięki pomocy
robotników z elbląskiego ZAMECHU i życzliwości dy­
rekcji. Trzeba o tym koniecznie powiedzieć, bowiem
bez zaangażowania metalowców z ZAMECHU, a póź­
niej warszawskiej FSO, wiele dzieł by nie powstało.
Choćby ta kompozycja, którą zobaczył w 1967 roku
wysłannik Muzeum Guggenheima, jeżdżąc po Europie
Wschodniej. Zaprosił Jarnuszkiewicza do udziału
w najważniejszej wówczas wystawie rzeźby: Najwybit­
niejsi XX wieku. Robotnicy bezinteresownie pomogli

mu zespawać blachy. Ale jego sukcesu nikt u nas nie
zechciał odnotować. Głupota czy zawiść? Tylko w ra­
dio „Wolna Europa” przekazano opinię dyrektora Mu­
zeum Guggenheima: „Jarnuszkiewicz to szczytowe
osiągnięcie europejskiego konstruktywizmu”. Był to
triumf artysty, ale zarazem i jego dramatyczna refleksja
- nie chcę uczestniczyć w wyścigu nowoczesności.
Zresztą z czym? „Oni” mają świetnie wyposażone pra­
cownie, ich konstrukcje lśnią, spawów nie widać, rzeź­
by są precyzyjnie wykonane. A my? Epatujemy talenta­
mi, „rękodziełem”. Rozumiał to dobrze Antoni Kenar,
posyłając na zagraniczne wystawy przedmioty... z gliny,
drewna i słomy.
Jarnuszkiewicz nie chce być nowoczesnym za
wszelką cenę. Z nieufnością spogląda na eksperymen­
ty, które nie wynikają z interpretacji tematu. Idzie
swoją drogą. Andrzej Jakimowicz zauważa, że jego
sztuka jest polska, romantyczna. A więc człowieka ży­
jącego w tym kącie Europy, w tym czasie. Narasta
w nim głód ekspresji, powstają lane z brązu medale
z cyklu Kobieta i mężczyzna, później inne wracające do
krzywd z lat młodości.
Romantyczność rzeźb Jarnuszkiewicza wiąże się
z osobowością człowieka, z jego charakterem. Wszyst­
ko co robi wynika z emocji, z przeżycia tematu. W je­
go dorobku nie ma identycznego ekslibrisu, medalu
czy rzeźby. Nie ma rzeczy „puszczonych”, zrobionych.
Był artystą. Kiedy ktoś chciał zamówić medal na rocz­
nicę swej instytucji, powiedział, że musi mieć miesiąc
na znalezienie koncepcji. Po co? - zdumiał się klient,
podzieli pan krąg na sześć części, na każdej da rysunek
i już. To niech pan sam to narysuje, rzemieślnik panu
wykona - powiedział Jarnuszkiewicz, mimo że bardzo
wówczas potrzebował pieniędzy.
Medale były mu potrzebne, nie tylko jako źródło
zarobku, ale też jako forma wyrażenia treści i emocji.
To były w istocie prywatne rzeźby, odrębny dział jego
twórczości, którego nie można tu pominąć.

Medale
Jak się zaczęło zainteresowanie nimi?
W końcu lat czterdziestych Mennica rozpisała
konkurs na monety. To było ciekawe zadanie, zmie­
ścić syntetyczny rysunek na maleńkiej powierzchni.
Zdobył trzy nagrody, a później w ciągu blisko 20 lat
wykonywał kolejne projekty, z których 7 znalazło się
w obiegu. Tak zaczęło się zainteresowanie medalier­
stwem. W trudnych dla siebie chwilach rekonwale­
scencji ratował się nim. To mógł robić, w tym wyrażać
treści ważne, a zarazem zarabiać.
Wyrzeźbił 110 medali bitych, a więc powielanych
z matrycy oraz 23 lanych, każdy tylko w kilku egzem­
plarzach. Te lane są w istocie miniaturowymi pomni­
kami, formą reakcji na wydarzenia w świecie, które
szczególnie silnie odebrał Jerzy. Znalazło się wśród

88

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

nich Getto warszawskie i rozstrzelanie Garcii Lorki.
Przejmujące wrażenie robi rewers tej rzeźby, ślady kul,
które przeszyły poetę. Każdy z medali jest nowatorski,
twórczo pokazujący tematy, np. złożony z dwóch czę­
ści Xawery Dunikowski. Złożone razem tworzą portret
artysty, w wersji wypukłej oraz wklęsłej. Pozytyw i ne­
gatyw. Ale obok medali-rzeźb związanych z rocznica­
mi (Kolumb) są też osobiste, pełne goryczy. Współkrzyżowanie (z cyklu Kobieta i mężczyzna) przedstawia
zespolone w jedno ciało mężczyzny i kobiety, która
staje się krzyżem dla swego partnera. W medalu Zgod­
nie z prawem ciało mężczyzny rozpięte jest jak na krzy­
żu, ugięte nogi przechodzą na rewers.
Wiele prac wiąże się z obsesjami lat młodości, cza­
sem upokorzeń, niesprawiedliwych ocen. Wystarczy
przywołać tytuły: Kobieta i mężczyzna, Ecce Homo —Ecce Homines, Chłosta, Mistrz —wzorowi uczniowie i wyro­
dek, Niezrozumienie, Homo homini lupus, homo homini
angelus.
Niezwykły to cykl dzieł intymnych, bolesnych, (od­
powiedniki ich można znaleźć tylko w rysunkach in­
nych artystów), obsesyjnie powracających refrenów
o samotności, niezrozumieniu, przemocy, okrutnych
prawach rządzących światem. Jak pisze zaprzyjaźniona
z artystą Zofia Kossakowska-Szanajca. „Naturalistycznie przerysowana dosłowność wizji tortur, upokorzeń,
krzywd. Opowiadanie o niemożności porozumienia od­
najdywanego na chwilę w naszej bezbronnej, niczym
nie osłoniętej miłości, to uporczywe tematy medali”.26
W medalach robionych na zamówienia (o średnicy
7 cm) dominują portrety królów polskich, wzorowane
na ikonografii Jana Matejki. Wykonywał je artysta dla
Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego
w Chełmie, nieoczekiwanego i ważnego w tamtych la­
tach mecenasa kultury. Stworzył dzieło znakomite,
z twórczą rzeźbiarsko interpretacją poszczególnych po­
staci. W każdej z tych postaci starał się wydobyć ele­
ment istotny. To „jakim był” . Pokazywanie nosa, czy
uszów mnie nie interesuje - mówił Jarnuszkiewicz.
Trzeba pokazać co ważne, co wyróżnia bohatera.
A przy tym każdy medal, to zmaganie się z problemem
głębi, planów przestrzennych, i to wszystko w skali już
nawet nie milimetrowej, ale mikronowej.
Większe możliwości interpretacyjne tematu stwa­
rzały medale związane z okolicznościami, rocznicą po­
wstania instytucji czy ważnego wydarzenia historycz­
nego, czy prywatnego (medal 50-lecia pożycia
małżeńskiego). W takich przypadkach trzeba było
znaleźć właściwy symbol, znak plastyczny, jak np.
w medalach dla Instytutu Sztuki, Politechniki, A ka­
demii Wychowania Fizycznego. Czasem zadanie było
frapujące i artysta długo się z nim zmagał. Projekty
medalu na 200-lecie Mennicy Państwowej w Warsza­
wie zajęły mu... dwa lata. Po półtora roku miał już po­
nad 120 rysunków, ale z żadnego nie był zadowolony.
Dopiero po dwóch latach przyszedł pomysł. Prosty.

Pamięci Garcii Lorki, medal lany, brąz patynowany,
awers i rewers, 1967

Genialny, jak orzekli dyrektorzy banków w Paryżu,
którym polska delegacja zaprezentowała medal. Na
krążku umieszczony jest w środku sześcian z napisem
na bocznych ściankach 200 lat mennicy warszawskiej.
N a sześcianie litery M/W (Mennica Warszawska).
Spód z negatywem orła wpasowuje się w pozytyw we
wgłębieniu, tak jak w formie drukarskiej.
W rocznicę pięćsetlecia odkrycia Ameryki zrobił
Jarnuszkiewicz swój prywatny medal. Kolumb przepły­
wa Ocean, spotykając różne potwory, węże morskie,
a na rewersie medalu dopływa do „końca świata” - od­
krywając Amerykę. Pomysł, łączący obie strony meda­
lu. To też odkrycie rzeźbiarza, zobaczenie awersu i re­
wersu we wzajemnym związku. Zwróciła na to uwagę
Wiesława Wierzchowska w tekście Medale i exlibrisy
Jerzego Jarnuszkiewicza. Zauważyła tam, iż „obojętne
dawniej tło staje się elementem znaczącym, pełniącym
istotną funkcję”.27
Najtrudniejszy był medal z wizerunkiem naszego pa­
pieża. Jeśli nie pierwszy, to jeden z pierwszych jakie się
pojawiły. Nie istniały jeszcze wówczas wzory przedsta­
wienia jego postaci, zwłaszcza twarzy, a jest ona wyjąt­
kowa, trudna do „jednoznacznego” określenia kreską,
nie tak wyrazista i jednoznaczna jak np. marszałka Pił­
sudskiego, Ignacego Paderewskiego czy Fryderyka Cho­
pina. Twarz to piękna, wielowymiarowa, rozświetlona
w uśmiechu, życzliwa, dobra. Jak ją przedstawić?

89

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 25/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

„Chciałem czegoś monumentalnego, wspomina
Jarnuszkiewicz. Zgromadziłem jako materiał pomocni­
czy około czterdzieści zdjęć i zacząłem pracę. Po pięciu
dniach zorientowałem się, że nic mi nie wychodzi, że
ta głowa ciągle jest nie w charakterze, że nie mogę
uchwycić podobieństwa. Byłem w rozpaczy, w życiu
nie zdarzyło mi się nic podobnego. Normalnie zrezy­
gnowałbym z całego przedsięwzięcia, ale w tym przy­
padku nie mogłem. Poprosiłem rodzinę o pomoc mój brat jest rzeźbiarzem i też robi medale, bratowa
jest malarką i także para się medalierstwem - słowem
zwołałem konsylium rodzinno-towarzyskie w sprawie
Papieża. Ich uwagi, rady, sugestie pozwoliły mi dopie­
ro wybrnąć z twórczego impasu, w jakim się wtedy
znalazłem. Zrobiłem pewne poprawki i od razu uzyska­
łem efekt podobieństwa. Ale dopiero w czasie pobytu
Jana Pawła II, kiedy oglądałem Go w telewizji, zoba­
czyłem, co to jest za twarz, co to za wspaniała głowa,
konstrukcja tej głowy i ta niesłychana siła charakteru
emanująca z całej postaci Ojca Świętego”.28
Tworzy dzieła wybitne, chyba najciekawsze z tych,
które wiążą się z tematyką chrystologiczną. O ile Krucy­
fiks z Québec nie narusza jeszcze konwencji dwudziesto­
wiecznej rzeźby religijnej, to czyni to wykonany w blasze
repusowanej krucyfiks przeznaczony dla Katolickiego
Uniwersytetu Ludowego w Lublinie (1968-1970).
Jest on syntezą wiary, śmiałą koncepcją zarówno ze
względu na mistrzostwo rzeźbiarskiej techniki, jak i na
ujęcie postaci. Zaskakiwać może brak drzewca krzyża,
krzyżem jest sama rzeźba. Krzyżem, znakiem błogosła­
wieństwa, wyzwolenia z cierpienia. Jezus, obnażony,
ale majestatyczny, jest tu miłością i nadzieją. Fałdy
szat zarzucone na ramiona tworzą znak M, Marii; na­
dają figurze znamiona antycznej rzeźby, tak syntetycz­
nej w swym wyrazie, że zdaje się przekraczać granice
czasu i miejsca.
W „Tygodniku Powszechnym” Antoni Maśliński
zauważa w artykule Nowatorskie dzieło sztuki sakralnej
w Kościele KUL, iż powstał nieznany dotąd w sztuce
typ ikonograficzny Ukrzyżowanego - „A ja gdy nad
ziemią zawisnę wszystkich do siebie przygarnę”.
Stan zdrowia artysty pogarsza się. Następuje to,
czego się obawiał, drugi zawał. Ale wciąż pracuje, nie
poddaje się. Uczy. Wie, że ma przed sobą dzieło naj­
ważniejsze, rzeźbę na grób rodziców. Pietę. Myśli
o niej, szkicuje.
W początku lat osiemdziesiątych dostaje propozy­
cję wykonania rzeźby papieża i prymasa, na dziedziniec
Katolickiego Uniwersytetu Ludowego w Lublinie.
Przeraził się, ale wyzwanie podejmuje.
Pracuje w trudnych warunkach, cztery lata. Już sa­
ma kompozycja wymagała przemyślenia, nie można
przecież powtórzyć gestu ze znanej fotografii, kiedy to
papież pochyla się nad klęczącym przed nim pryma­
sem, a trzeba tę sytuację, ten gest uszanować. Trzeba
uchwycić ten moment, kiedy papież się pochyla i nie

Aleksander Jagiellończyk, brąz patynowany, 1978

Władysław Jagiełło, brąz patynowany,
awers i poniżej rewers

90

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 25/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

wiadomo, czy chce podnieść klęczącego kardynała,
czy go objąć, uklęknąć nad nim. „I ja właśnie tę chwi­
lę przedstawiam, ujęcie tego, co się dopiero ma stać”.29
Fotografia zamyka sytuację, ale rzeźba pokazuje mo­
ment poprzedzający. Studenci nazywają żartobliwie
pomnik - zapaśnicy. Istotnie, jest w nim napięcie. Po
latach Jarnuszkiewicz stwierdził: „Gdybym miał życie
przed sobą, za punkt wyjścia mojej drogi wziąłbym ten
właśnie pomnik”.
Rzeźbiarz stanął wobec problemów dotąd mu nie­
znanych, musiał wykonać wiele szkiców, wybrać je­
den, zdecydować, na którym kolanie (czy może na
obu) klęczą. Rozpatrywał różne możliwości, zanim wy­
brał tą ostateczną, czując, że „już nic więcej zmienić,
doszukać się, pogłębić nie zdoła. Ale bez tej pewności,
że to, co osiągnąłem jest najlepsze”. Analizuje sposób
kształtowania fałd materii, sprawdza na sutannie, któ­
rą ma od papieża, nakłada ją na swego pomocnika,
a także na mnie. „Zaczął od szkiców portretów, rąk by wreszcie dojść do kilku bozzetów w gipsie, w skali
1: 3. Cztery z nich wiązały się z momentem uchwyco­
nym przez fotografa, piąty od tego się odrywał: poka­
zywał obie postacie klęczące na obu kolanach, zwró­
cone ku sobie autentycznie, tworzące jakby bramę; nie
przedstawiające historycznego momentu, a wyrażające
sens zdarzenia”.30 Ale w rezultacie osiąga sukces, naj­
większy w życiu. 30 maja 1983 r. na dziedzińcu Kato­
lickiego Uniwersytetu w Lublinie staje pomnik papie­
ża Jana Pawła II. Najlepszy jego wizerunek, jaki
powstał. Przejmujący. Tłum szczelnie otoczył rzeźbę,
jeszcze przykrytą brezentem. Gdy go opuszczono ludzi
ogarnęło wzruszenie, papież obejmował w ojcowskim
uścisku klęczącego prymasa Wyszyńskiego. Są foto­
grafie, zapadające w pamięć, które się wyróżnia z tysię­
cy innych; gesty tak symboliczne i oczywiste, że po­
przez nie zapamiętujemy wydarzenie. Takim był
tamten gest, oddania, pokory i miłości. Zdarzyło się
coś, czego nigdy nie widziałem, ludzie garnęli się do
pomnika, dotykali go dłonią ze czcią, tak jakby to był
żywy człowiek, święty.
Wraca zainteresowanie ekslibrisem. „Bardzo lubię
robić exlibrisy. To moje hobby. Nieraz tak jestem
zmęczony tym, co wydaje mi się moim zawodem, że
chwilami myślę jakby to było dobrze rzucić to wszyst­
ko, pojechać gdzieś w spokojne miejsce i robić tylko
exlibrisy. Tylko. Wydaje mi się, że byłbym wtedy
ogromnie szczęśliwy. Dużo exlibrisów, całe masy.
Różne. W różnych technikach dla różnych ludzi.
Można by nimi scharakteryzować cały świat. Można
nimi powiedzieć wszystko o człowieku”. 31 Ale nie są
to już ekslibrisy z poprzednich lat, zanika drzeworyt,
nowe robi suchą igłą na dwóch, a nawet trzech kli­
szach, kolorowe, wypukłe, reliefowe faktury. Nawią­
zują do idei tabliczek fajansowych z biblioteki alek­
sandryjskiej. Blachę odciśniętą na grubym, mięsistym
papierze wycina w kształt obranego motywu. Są to

Cyprian Kamil Norwid, brąz patynowany

Politechnika Warszawska, brąz patynowany

Centralne Biuro Wystaw Artystycznych, brąz patynowany

91

�06_Jackowski363.ps

4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Laski - Instytut dla Niewidomych, brąz patynowany, 1973

upilnuję przed nierozważnym, a ostatecznym kro­
kiem. Jeden raz zostawiam go na trzy godziny, jadę do
sklepów, do Sejn. Gdy wracam Henia nie ma. Noc,
następny dzień - nie wraca z lasu. Czuję, wiem co się
stało. Doktor Ałapin w Tworkach miał rację, ale H e­
nio błagał bym go stamtąd zabrał. Organizuję ludzi,
wyznaczam dokąd mają iść. Jerzego posyłam tam,
gdzie niczego nie zobaczy. Jest tak poruszony, że
przede wszystkim trzeba go uchronić. Ja idę z moim
psem Kleksem, wiem... jest jak we śnie. T a sama dróż­
ka, pies się zjeża, stoi. Patrzę - na drzewie Henio...
Mądry ksiądz, chowamy go w poświęconej ziemi.
Ksiądz coś mówi, rodzina płacze. My też. Wychodzi­
my, Jacku, mówi Jerzy, co my robimy? Ile mi jeszcze
lat zostało?
Łączę blaszkę z blaszką, a tu takie życie, krew się
leje... Następuje drugi zawał. Nie ma sił, ale dojrzewa
w nim koncepcja Kagańców, rzeźb, w których chce za­
wrzeć swój testament, podsumować to, co przeżył, za­
równo on, jak i pokolenie, kraj. Blisko dziesięć lat
szkicuje wersje tych pomników, bo tak je trzeba na­
zwać. Symbol czasów. Mają być wielkie, ciężkie, bry­
ły cementu - głowy o ustach spiętych żelazną klamrą.
Tylko w 1972 r. rysuje ponad czterdzieści kagańców,
w końcu decyduje się na cykl piętnastu. Ale realiza­
cja przekracza jego możliwości. Nie ma sił, nie ma
środków finansowych. Realizuje w materiale tylko
jedną rzeźbę, ale patrząc na nią nietrudno sobie wy­
obrazić jakby wszystkie razem wyglądały w sali mu­
zeum. Potężne pomniki czasu, z cementu i żelaza. Po­
mniki milczenia.

wszystko prace powstałe z inspiracji rzeźbiarskich.
Ekslibrisy te pokazał Jarnuszkiewicz na III Międzyna­
rodowym Biennale Ekslibrisu Współczesnego w M al­
borku. Zaskoczyły środowisko miłośników książki na­
ruszeniem konwencji znaku własnościowego
wklejanego do książek, tym że są w istocie jednorazo­
wymi dziełami artystycznymi. Wielu, zwłaszcza relie­
fów, nie daje się powielać. Nie określają także osobo­
wości osób, którym są poświęcone w takim stopniu
jak dawne, drzeworytnicze. Sądzę, że ich autor dosko­
nale zdawał sobie z tego sprawę, dostrzegając zmiany
zachodzące w kulturze, w obcowaniu z książką.
Rysuje także w tym czasie pejzaże, rzeźby widziane
w muzeach, notuje to, co w nich ważne, co tworzy ich
esencję. Znakomite są szkice z Nowego Jorku, kilka
kresek tworzy niemal niewidoczną wizję krajobrazu.
Obraz raz zobaczony pozostaje w pamięci. Ma moc
syntezy. I piękna.
Zmienia się jego stosunek do nowoczesności,
awangardowych poszukiwań. Pasjonując się geome­
trią, układami symetrycznymi, kształtami czystymi,
perfekcyjnymi, odczuwał potrzebę ekspresji reali­
stycznej. Mam podwójny temperament, mówił o so­
bie. Powoływał się na rzeźby Jean Ipousteguy'ego,
w których łączyły się ze sobą inspiracje geometryczne
z realizmem. Czuł coraz większą potrzebę mówienia
o świecie, o tym co naprawdę ważne. W 1968 r. prze­
żywa wypadki marcowe. W lecie jedziemy razem nad
Wigry. Biorę ze sobą Henia Morela, ulubionego jego
asystenta, ma depresję pogłębioną tym, co widział
wówczas na dziedzińcu Uniwersytetu. Wierzę, że go

92

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 25/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

W kręgu sacrum
Jak udźwignąć ciężar tematu, jak się z nim zmierzyć
z odpowiedzialnością i wiedzą? Chwyt, dowcip na nic
się nie zdadzą. Rzeźbiąc krucyfiks czy figurę Marii po­
zostajemy w konwencji realistycznej, ale - tworząc
obecnie musimy pozostać sobą, ludźmi przełomu XX
i XXI wieku. Ludźmi po wielkiej wojnie, po Holocau­
ście. To wielkie, trudne zadanie i artystyczne i teolo­
giczne. Rzeźbiąc w latach studenckich plakietkę gipso­
wą z postacią Matki Bożej, Jarnuszkiewicz nie czuł
jeszcze związanej z tym odpowiedzialności. Maria jest
piękna, śliczna, bo jakby mogła być inna. W przedziw­
ny, niezwykły sposób znalazłem tę plakietkę w ruinach,
po wojnie, i po latach przyniosłem Jerzemu: Twoja?
Wzruszył się, rzeźbił tę Marię w latach okupacji - tak,
jak się odmawia modlitwę. Nie myślał o formie.
Rzeźbił często w repusowanej blasze. W tej techni­
ce wykonał też w 1963 r. Chrystusa do kościoła w Q u­
ébec, dzieło wybitne. Głowę Chrystusa zdobi aureola,
wielka, mistyczna. Znak Boga. Chrystus z tego krucy­
fiksu jest majestatyczny, ale nie groźny, nie karzący,
nie oczekujący współczucia, a Linca Jerzym ma wokół
siebie ludzi głębokiej wiary, pogłębia swoje życie we­
wnętrzne. Także Jadwiga przeżywa stany religijnego
uniesienia, przyjmuje w Kościele św. Marcina chrzest,
z ufnością i radością dziecka.
Znakomite, nie boję się powtarzać tego słowa, są
rzeźbione stacje Drogi Krzyżowej w Płocku. Nie potra­
fię oczu od nich oderwać. Jest w nich przejmująca
opowieść o wydarzeniach, o męce, ale też o człowieku,
który cierpiał za świat. Pojawia się w cyklu dodana
przez artystę stacja - Chrystus z szat obnażony. Stoi
samotny. U stóp figury leżą kostki sugerujące skalę. Je­
zus jest wielki, kiedy patrzę na niego, coraz większy.
Bolesny, ludzki. Taki po Oświęcimiu, po Holokauście.
A w kaplicy Seminarium Duchownego w Białym­
stoku Chrystus, którego wizerunek znamy już z innych
dzieł artysty, wznosi się do nieba, zwycięski Bóg. Dys­
kretny rysunek krzyża zdaje się sugerować moment
Zmartwychwstania, cudownie oddany jest moment
uniesienia się, oderwania od ludzkiego prawa ciążenia.
W listopadzie 1986 r. umiera Jadwiga. Zostaje sam,
bez opieki, przenosi się więc do syna, na piąte piętro!
To izolacja, ma coraz mniej sił a przed sobą cel, może
najważniejszy w życiu - Pietę na grób rodziców.
Zaczął ją po śmierci matki w latach sześćdziesią­
tych, wykonał wówczas setki szkiców, wreszcie posta­
wił gotową na kawalecie. Pietę nawiązującą w swej
idei do ostatnich dzieł Michała Anioła, zwłaszcza Pie­
ty Rondanini. Wielka figura stoi w pionie, Maria pod­
trzymuje bezwładne ciało Syna, obnażone, bolesne,
przejmujące w swej cielesności. Niezwykła jest eks­
presja głów obu postaci, patetyczna boleść Matki
i smutek Jezusa. Rozedrgana powierzchnia podkreśla
dramatyzm pomnika, w którym ruch zdaje się zatrzy-

Warszawa 1944, medal lany, brąz patynowany,
awers i rewers

200 lat mennicy, medal bity, brąz patynowany, awers 1966

93

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Pomnik Jana Pawła II i prymasa Wyszyńskiego, Lublin 1983

many w mgnieniu sekundy, jak w migawce fotogra­
ficznej. Pietę tworzy Jarnuszkiewicz dwanaście lat,
wciąż nie mając pewności, że jest to dzieło skończone.
Ale rzeźbę trzeba odlać w brązie, w glinie ledwie się
trzyma na kawalecie. Jerzy czeka na pieniądze, które
obiecał mu brat z Kanady. Jednak przesyłka się opóź­
nia, a stan zdrowia pogarsza gwałtownie. „Nie widzę
już na prawe oko, pisze - to katarakta, lewe jest za­
grożone. Dostaję zapalenia nerwu kulszowego. Stałe
bóle pod mostkiem, to szykuje się trzeci zawał. W ma­
ju 1989 r. w Instytucie Kardiologii w Aninie przecho­
dzę operację serca”. 321 wtedy Pieta zwala się na zie­
mię. Katastrofa... Załamuje się. Na szczęście ma obok
siebie kobietę, która się nim opiekuje z największą
troską. Wyjątkową, wielkiej siły ducha, mądrą. Też
artystkę, jego uczennicę, Annę Grocholską. Zabiera
go do siebie, daje w najtrudniejszych latach bezwładu
to, co może dać najbardziej bliska istota. Zona. Ale
fakt małżeństwa tylko potwierdza to oddanie, tę wy­
jątkowość poświęcenia swojego życia drugiemu czło­
wiekowi, mistrzowi.
Dzięki Annie, Jerzy podejmuje wręcz szaleńczą de­
cyzję - wyrzeźbi nową Pietę. I o ile pierwsza zrodzona
była z ducha Buonarotiego, teraz rzeźbiona zdaje się
bliższa klimatowi dzieł Donatella. Powstaje wielkie

dzieło, dla którego nie widzę w sztuce współczesnej
analogii. Jest w niej ból, spokój i medytacja. Maria
podtrzymuje bezwładne ciało Syna. Kaptur przesłania
oczy, ból zaostrza rysy. W odróżnieniu od poprzedniej
wersji rzeźbiona jest oszczędnie.
Jest w niej powaga i ból. Patrząc skupiamy uwagę
na twarzach, później wzrok spływa, zgodnie z rytmem
figur ku dołowi. Rzadko się zdarza, by artysta podej­
mując temat sakralny czynił to z takim zaangażowa­
niem, emocją. W tym dziele troska o formę łączy się
wręcz z ekshibicjonistycznym przeżyciem. Rzeźby pła­
czą, wyciskają łzy. Ale są przy tym dziełami sztuki. Pie­
ta stanęła nad grobem rodzinnym 23 października
1999 roku.
O ostatnich latach życia trudno mówić. Każde od­
chodzenie jest rozpaczliwe, zwłaszcza gdy wspaniały
człowiek gaśnie z dnia na dzień, do końca będąc sobą,
artystą.
Młodziutka dziewczyna, rzeźbiarka, postanowiła
napisać o Profesorze. Zanotowała kilka rozmów, ostat­
nia z 16 maja 2000 roku jest przejmująca. „Odwiedzi­
łam profesora w jego mieszkaniu. Siedział w fotelu
i czekał na mnie. Przyniosłam mu moją oprawioną
pracę dyplomową ibukiecik niebieskich chabrów. (...)
Kiedy zostałam sam na sam z profesorem, poczułam

94

�06_Jackowski363.ps

- 4/25/2007

4:55

PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

egipskiej, indyjskiej, w gotyku, w Grecji. Sztuka sakralna
na miarę potrzeby i miary religii. Dzieła poważne, nieru­
chome, zatrzymane w czasie. Ponadczasowe. I mówione
językiem współczesnym. A w tych dziełach wieczność.
Tak też odbierał twórczość Jana Ipousteguy.
Zachwycał go Bach, a z współczesnych kompozyto­
rów Arvo Part. On nie zgubił tego co ważne, a mówi
językiem naszego czasu - komentował. Pięknie słu­
chał, kilka razy byliśmy na koncertach muzyki cer­
kiewnej. Pracował chętnie przy miniaturach Satiego.
Mówił o poetyckiej ekspresji w rzeźbie. Podkreślał, że
przede wszystkim trzeba być człowiekiem, następnie
poetą, a na końcu rzeźbiarzem.
Był znakomitym pedagogiem, uczył rzeźbienia, ale
przede wszystkim wrażliwości na świat. Myślenia. By­
cia sobą. Otwierał horyzonty, zachęcał do samodziel­
nych poszukiwań. Wiedział, że artysty nie można
stworzyć, można tylko studentowi przekazać metodę

Chrystus z szat obnażony, Stacja „Drogi Krzyżowej,
Płock 1984

jego dłoń na mojej dłoni, po czym powoli zaczął prze­
suwać ją po moim przedramieniu, łokciu, ramieniu,
przesunął ją na łopatkę, dotknął kręgów szyjnych,
ucha, włosów. Kiedy dłoń objęła moją głowę usłysza­
łam - jakie to piękne”.33
***
Jedno tylko umiem - rzeźbić. Tak powiedział i nie
było w tym przesady. Całe życie wypełniła mu rzeźba.
W glinie, cemencie, drewnie, drzeworyty, ekslibrisy skrzydlate blachy, pomniki.
N a pytanie dlaczego został rzeźbiarzem odpowie­
dział: „Prawdopodobnie dlatego, że nie mam żadnych
innych uzdolnień. Nie mam pamięci - nie potrafię ni­
czego się wyuczyć. Nie mam zaradności życiowej, ani
w ogóle żadnej zaradności. Nie mam wytrwałości, szyb­
ko się niecierpliwię. Brak mi pracowitości (trochę wy­
pracowałem ją sobie przy okazji robienia medali). A po­
za tym, jak sięgam pamięcią - a sięgam do drugiego roku
życia - zawsze albo rysowałem albo lepiłem”.34 W malar­
stwie zachwycał go Pierro de la Francesca. Monumenta­
lizm jego dzieł. Powaga. Sakralność. W każdej wielkiej
sztuce jest ten rys sakralności - tłumaczył. W rzeźbie

Pieta II na grobie rodziców, Warszawa 1999

95

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Krucyfiks, kaplica KUL, Lublin 1971

Co z Pracowni Jarnuszkiewicza zostało w świado­
mości obecnych studentów - zastanawia się Paweł
Mysera, asystent na Wydziale Rzeźby.
„Dziś w pracowni profesora Kowalskiego gliny jest
jak na lekarstwo. Miejsce po składowanej glinie zasło­
nięto śnieżnobiałą ścianką działową, której powierzch­
nia służby jako ekran wielkoformatowych projekcji
multimedialnych. (...) Zamiast obrotowych kawaletów, statywy z aparatami i kamerami. Zamiast żmud­
nego procesu rzeźbienia i odlewania - zapisywanie ob­
razu na taśmie filmowej i długie godziny spędzone na
montażu. Pracownia radykalnie zmieniła profil” .

myślenia i pracy. „Uczyłam się po co, a nie jak rzeźbić”
powiedziała Barbara Falender. 35 Inny uczeń profesora
zauważył „Jeśli przychodziłeś do profesora po recepty,
zawiodłeś się, w zamian dostawałeś tylko pakiet pytań.
Zamiast pewników otrzymywałeś zachętę do podda­
wania pewnika w wątpliwość”.36
Jego następca (a wcześniej student, asystent) Grze­
gorz Kowalski napisał „traktował każdego studenta jak
niepowtarzalne indywiduum... Szanował nasze poglą­
dy, nawet jeśli ich nie podzielał”.37
Pracownia gromadziła krąg ludzi twórczo myślą­
cych. Spotykamy wśród nich nazwiska znanych, wybit­
nych artystów, jak Grzegorz Kowalski, Zofia Kulik,
Henryk Morel, Maciej Szańkowski, Wiktor Gutt,
Krzysztof Bednarski, Krystian Jarnuszkiewicz, Anna
Kamińska-Łapińska, Emil Cieślar, Adolf Ryszka, Karol
Broniatowski, Paweł Kwiek czy Jan St. Wojciechowski.

***
Otrzymał nagrody: Państwową I stopnia (1950);
Ministra Kultury i Sztuki I stopnia (1966), Minister-

96

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5/2007 4:55 PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

Krucyfiks w Kaplicy Seminarium Duchownego w Białymstoku, 1987-8, fot. Jan Świderski
3

stwa Obrony Narodowej (1964), wiele za rzeźby, me­
dale i szczególnie cenione nagrody za twórczość religij­
ną - im. Brata Alberta (1983), Fundacji Alfreda Jurzykowskiego (1989).
Był wielki, ale nie sądzę by o tym wiedział. Zmarł
w Warszawie 14 lipca 2005 roku.

Przypisy:
*

1
2

Tekst powstał z inspiracji Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Dziękuję panu dyr. Mariuszowi Knorowskiemu za pomoc
w uzyskaniu ilustracji. Dziękuję też pani Bogumile Omieczyńskiej za użyczenie reprodukcji ekslibrisów ze zbiorów Muzeum
Zamkowego w Malborku. Dziękuję pani Annie Grocholskiej za
przeczytanie tekstu i cenne uwagi oraz Piotrowi Jarnuszkiewi­
czowi za fotografię medali.
Andrzej Banach, I pieniądz ma swego autora, „Kulisy”, 14.01.1968
Sztuka, która utrwala pamięć. Mówi prof. Jerzy Jarnuszkiewicz,
„Słowo Powszechne”, 3.11.1969.

97

Rodzina: synowie pamiętają, że ich krewnym był Stanisław Szukalski, znakomity rzeźbiarz, chyba najbardziej oryginalny i kon­
trowersyjny artysta polski pierwszej połowy XX wieku. Pradzia­
dek Jerzego, za zasługi dla Legionów, dostał prawo handlowania
wyrobami monopolowymi. Miał podobno „wschodnią twarz”.
Do dzieci się nie odzywał. Dziadek Eugeniusz był w Kaliszu kup­
cem. W jego warsztacie produkowano komody, później zajął się
blacharstwem. Usposobienie miał dziwaczne, ryżu nie jadł, bo
„niemiecki”, sprawiał sobie garnitury z najlepszej angielskiej weł­
ny, ale żądał, by krawiec plecy zrobił z worka. Ja dla ludzi nie po­
trzebuję pokazywania - mówił. Warsztat przejął po nim syn Mie­
czysław, ojciec Jerzego. Miał wysokie kwalifikacje, związane
z tym prawo wyzwalania uczniów na czeladników. Napisał pod­
ręcznik o technikach blacharskich, do którego ilustracje wyko­
nał Jerzy. Uczył rzemiosła, aktywnie uczestniczył w życiu Kalisza,
w Stowarzyszeniu Cyklistów, w Bractwie Kurkowym, Towarzy­
stwie Wioślarskim, Straży Pożarnej. Przez pewien czas zajmował
się handlem, miał sklep. W 1916 r. ożenił się ze Stanisławą
Spodenkiewicz ze Zduńskiej Woli. Mieli ośmioro dzieci, dwóch
synów zmarło wcześnie. W 1918 r. urodził się Zbigniew. W cza­
sie wojny przedarł się do Francji, by walczyć w polskich oddzia­
łach. Jako oficer uzyskał w Londynie stypendium, podjął studia

�06_Jackowski363.ps

- 4 / 2 5 /2007 4:55

PM

Aleksander Jackowski • JERZY JARNUSZKIEWICZ

14

15
16

17
18
19

Jerzy Jarnuszkiewicz, lata dziewięćdziesiąte XIX w., fot.
Piotr Jarnuszkiewicz

4
5

6
7
8
9
10
11
12
13

20
21

architektoniczne, wyemigrował do Kanady, gdzie został archi­
tektem. Drugi z kolei syn Jerzy (ur. 1919), o którym tu piszę został rzeźbiarzem. Wojciech (ur. 1926) metaloplastyk, przejął
warsztat po ojcu, później wyjechał do Kanady. Po ciężkich la­
tach pracy otworzył pracownię metaloplastyki i zdobył uznanie
swymi realizacjami. Najmłodszy syn, Krystyn (ur. 1930) jest rzeź­
biarzem (uczniem Jerzego), profesorem Akademii Sztuk Pięk­
nych. Grał główną rolę (w istocie siebie) w filmie Krzysztofa Za­
nussiego Struktura kryształu. Córki to: Urszula i Barbara.
A nna Konik, zapis rozmowy z prof. Jarnuszkiewiczem
11.08.1998.
W kręgu Pracowni Jarnuszkiewicza. W 35-lecie pracy pedagogicz­
nej profesora Jerzego Jarnuszkiewicza. Muzeum Akademii Sztuk
Pięknych w Warszawie, 22.11-19.12.1983. Waldemar Baraniewski, Rozmowa z profesorem Jerzym Jarnuszkiewiczem, s. 57
Najtrudniejsze zadanie. Z Jerzym Jarnuszkiewiczem, „W TK Tygo­
dnik Katolicki”, 29.07.1979.
Jerzy Jarnuszkiewicz, O mojej pracy, [w]: Rzeźby, medale i eksli­
brisy, Galeria Kordegarda, listopad 1990.
W kręgu Pracowni... op., cit. s. 8
A. Konik, Zapis rozmowy, op. cit.
Tamże
W kręgu Pracowni... op. cit.,. 8
W kręgu Pracowni... op. cit., s. 9
Krytyk sztuki. Ur. 9.03.1918 r. w Warszawie, w patriotycznej
polskiej rodzinie. W 1935 r. ukończyła gimnazjum i zaczęła stu­

22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37

98

dia polonistyczne na warszawskim Uniwersytecie. W latach
okupacji zajmowała się tajnym nauczaniem, od 1943 r. ukrywa­
ła się jako Żydówka przed Niemcami. Po wojnie uczyła w So­
snowcu. Jesienią 1945 r. wróciła do Warszawy, zaczęła pracę
w Biurze Odbudowy Stolicy, podjęła studia na historii sztuki.
Wyszła za mąż za Jerzego Jarnuszkiewicza. W 1951 r. uzyskała
magisterium polonistyki. Współpracowała z Instytutem Badań
Literackich, później, podejmując pracę nad historią rzeźby zwią­
zała się z Instytutem Sztuki PAN. Wydała książkę o pomniku
Mickiewicza w Warszawie, o współczesnej rzeźbie, razem
z A. Jackowskim Sztukę ludu polskiego. Współpracowała z kate­
drą rzeźby Akademii Sztuk Pięknych, galerią Repassage, publi­
kowała artykuły o rzeźbie współczesnej. Jako krytyk towarzyszy­
ła wielu młodym artystom, inicjowała ważne wydarzenia,
wystawy (np. Rzeźba w ogrodzie, 1957). „Spełniała się w bezpo­
średnich kontaktach z ludźmi, napisał Grzegorz Kowalski. M ia­
ła zdumiewającą intuicję. Była świadkiem przemian rzeźby po­
wojennej od jej początku”. Zmarła 7 listopada 1986 r.
Tadeusz Cieślewski syn, Analiza estetyczna drzeworytowych eks­
librisów Jarnuszkiewicza Jerzego. Próba recenzji wzorcowej. Wy­
danie drugie Warszawa - New York 1946. Nakładem Zofii Cieślewskiej. [wydanie I - 1944 r. maszynopis, 15 egz. ozdobionych
12 oryginalnymi odbitkami]
Joanna Sabiełło, Dom otwarty na świat, „Zwierciadło” , 4.03.1976.
Irena Grzesiuk-Olszewska, W trzydziestą rocznicę Międzynarodo­
wego Koncertu na Pomnik Ofiar Oświęcimia. Projekty niezrealizo­
wane. „Rzeźba polska”, rocznik 1980 Centrum Rzeźby Polskiej
w Orońsku.
Tamże.
W kręgu Pracowni... op. cit., s. 13
Jerzy Jarnuszkiewicz, O mojej pracy [w] Jerzy Jarnuszkiewicz.
Rzeźby, medale i rysunki, Galeria Kordegarda, listopad 1990 r.
W kręgu Pracowni... op. cit., s. 19
Mieczysław Porębski, Jarnuszkiewicz [w:] Pożegnanie z krytyką,
Kraków-Wrocław, 1983, s. 306.
Wiesława Wierzchowska, Jerzy Jarnuszkiewicz, „Poezja” nr 6,
1969.
Tamże
Wiesław Borowski, Jerzy Jarnuszkiewicz, Rzeźby w metalu, „Pro­
jekt”, nr 3, 1966
Andrzej Osęka, Rzeźbiarskie źródła niepokoju, „Polska” nr 2,
1966.
Zofia Kossakowska-Szanajca, Pokaz medali, ekslibrisów i notatek
z podróży Jerzego Jarnuszkiewicza, Galeria Kordegarda, 1971.
Wiesława Wierzchowska, Medale i exlibrisy Jerzego Jarnuszkiewicza
Najtrudniejsze zadanie. Z Jerzym Jarnuszkiewiczem, WTK, „Tygo­
dnik Katolicki”, 29.07.1979.
J. Jarnuszkiewicz, O mojej pracy... op. cit.,
Andrzej Ryszkiewicz, Lubelski pomnik, „Tygodnik Powszechny”,
nr 45, 1983.
W. J. Jakubowska, Exlibrisy Adama Młodzianowskiego i Jerzego
Jarnuszkiewicza, wydał Antoni Brosz, Kraków 1967.
J. Jarnuszkiewicz, O mojej pracy... op. cit., s. 7
Anna Konik, Jerzy Jarnuszkiewicz, praca magisterska w Kate­
drze Rzeźby ASP w Warszawie.
W kręgu Pracowni.... op. cit.,
Grzegorz Kowalski, Jerzy Jarnuszkiewicz 1919-2005; „Orońsko”
Kwartalnik rzeźby, Orońsko, nr 3 (60) 2005.
Tamże
Tamże...

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11088" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11066">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2b43fe94b4919fb463f2533c33dc73c0.pdf</src>
        <authentication>ee12d168527c281144a175aa11c53e1b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132249">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3382</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132250">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132251">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3169</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132252">
                <text>Sztuka naiwnych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132253">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.13-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132254">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132255">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132256">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132257">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132258">
                <text>Aleksander Jackowski
SZTUKA NAIWNYCH
my

Pierwsze p y t a n i e , k t ó r e n a l e ż y r o z s t r z y g n ą ć d o t y c z y feno­

sami, o d b i o r c y tej s z t u k i . To m y d e c y d u j e m y co jest naiwne a co

m e n u n a i w n o ś c i . Czy istnieje coś takiego j a k niezmienna k a t e ­

d o j r z a ł e . To m y t w o r z y m y s z u f l a d k i , do k t ó r y c h w p y c h a m y bogu

goria n a i w n o ś c i ? O t ó ż s ą d z ę , że skoro przez n a i w n o ś ć b ę d z i e m y

ducha w i n n y c h m a l a r z y czy r z e ź b i a r z y , s p i e r a j ą c się o to

pojmowali p o g l ą d y na świat, k t ó r e grupa „ n a z y w a j ą c a "

J e d y n y m dowodem na istnienie „ n a i w n y c h " j e s t e ś m y

czy

jeszcze s ą l u d o w i czy j u ż n a i w n i , u ł a d z e n i przez k u l t u r ę czy od
niej n i e z a l e ż n i , j a k c i , k t ó r y c h J e a n D u b u f f e t

zalicza do

ka­

dążeń ogółu, związane z

sądami

wartościującymi,

O b i e k t y w n e k r y t e r i a „ n a i w n o ś c i " t r u d n e są do ustalenia.

cych w k u l t u r z e s p o ł e c z e ń s t w a , w jego p o g l ą d a c h

n y m c h ł o p , w i e r z ą c y iż w noc w i g i l i j n ą z w i e r z ę t a m ó w i ą l u d z k i m

wartościowania.

g ł o s e m . N a i w n y m w y d a się w ł a d c a , k t ó r y od h o r o s k o p u u z a l e ż n i a
wypowiedzenia

wojny,

hippis,

anachoreta,

buddyjski

m n i c h . A l e dla niego w ł a ś n i e m y j e s t e ś m y n a i w n i , z n a s z ą p o g o n i ą
za d o b r a m i m a t e r i a l n y m i , niszczeniem p r z y r o d y , w i a r ą w nieo­
graniczony p o s t ę p

nauki.

Są

to

wszystko s p r a w y

filozofów,

e s t e t y k ó w , j a c h c i a ł b y m t y l k o z w r ó c i ć u w a g ę na j e d e n aspekt
zagadnienia — n a s z ą p e w n o ś ć siebie, nasze poczucie w y ż s z o ś c i .
M ó w i m y : dzicy, p r y m i t y w n i , n a i w n i . A t a m : w i e l k i e
sztuka

Beninu,

Gabonu,

symbolizm

kultury,

sztuki

tana-

t r y j s k i e j , d o ś w i a d c z e n i e mistyczne i n d i a n m e k s y k a ń s k i c h , zadzi­
wiające

światy

Nikifora,

Monsiela czy

jugosłowiańskiego

Bosilja. S t ą d w i ę c s k r u p u ł y i n i e c h ę ć przed t a k ą

Tlj i

klasyfikacją.

N i e c h ę ć , w y n i k a j ą c a z r e s z t ą przede w s z y s t k i m z p e j o r a t y w n e j
o t o c z k i , k t ó r ą m a u nas o k r e ś l e n i e „ n a i w n y " . O k r e ś l e n i e ? E p i ­
tet ! T o t e ż g d y zachodzi potrzeba, w o l a ł e m w swojej d z i a ł a l n o ś c i
z a s t ą p i ć jo i n n y m , nie d e z a w u u j ą c y m
„inni", „samorodni",

człowieka. S t ą d nazwy:

„nieprofesjonalni".

Ale u n i k nio l i k w i d u j e p r o b l e m u . P r z y j m u j ą c wszelkie po­
p r a w k i z w i ą z a n e z r e l a t y w i z a c j ą zjawiska, trzeba p r z e c i e ż

do­

to

i sposobach

N a i w n o ś ć , j a k o kategoria, estetyczna, b ę d z i e więc zawsze
w stosunku do c z e g o ś , do zastanych czy p a n u j ą c y c h
wypowiedzi.

„Naiwność"

Venus

z Lespugues,

sposobów

obrazów

Dirka

Boutsa czy G i o t t a w s w o i m czasie b y ł a n o r m ą czy w r ę c z o d k r y w ­
c z o ś c i ą . S p o s ó b przedstawiania p e j z a ż u , selekcji e l e m e n t ó w , i c h
hierarchizacji, w y d a w a ł się na tle ó w c z e s n e j p r a k t y k i n a t u r a l n y
(podczas g d y n a i w n o ś ć wydaje się n a m o d e j ś c i e m o d tej n a t u r a l ­
ności). K i e d y na obrazach K a t a r z y n y G a w ł o w e j p o s t a ć k s i ę d z a
j e s t niemal t a k w i e l k a j a k k o ś c i ó ł , przed k t ó r y m s t o i — odbie­
r a m y to j a k o efekt n a i w n o ś c i . A l e g d y G i o t t o m a l o w a ł ś w . F r a n ­
ciszka znaczonego s t y g m a t a m i w tej

samej skali co

bazylikę

S a n t a - С г о с е we F l o r e n c j i , b y ł o to n a t u r a l n e , p r z y j m o w a ł b o w i e m
p e r s p e k t y w ę i n t e l e k t u a l n o - h i e r a r c h i c z n ą , a nie z w i ą z a n ą ze z ł u d ­
n ą fizjologią w z r o k u . A l e w ó w c z a s ten s p o s ó b m y ś l e n i a b y ł n o r m ą ,
podczas gdy d z i ś wydaje się efektem „ n a i w n o ś c i " , b y nie rzec —
infantylizmu

czy n i e d o r o z w o j u .

Czym jest dzisiaj n a i w n o ś ć ? Co k o j a r z y m y z t y m p o j ę c i e m 1
K t o w y d a się n a m n a i w n y ? O t ó ż n a i w n e są w n a s z y m odczuciu

strzec istnienie c z e g o ś takiego j a k n p . kategoria n a i w n o ś c i w este­

dzieci, ludzie,

którzy

t y c e , sztuce. Mało p r e c y z y j n a , jeszcze nie oswojona, nie

postępowania,

nie

zdefi­

nie

t a k a n a i w n o ś ć i s t n i a ł a i istnieje, n i e z a l e ż n i e od z m i a n z a c h o d z ą ­

Z a l e ż ą b o w i e m od k u l t u r o w e g o k o n t e k s t u . D l a nas b ę d z i e naiw­

wspaniała

które

z n a j d u j ą potwierdzenia w brutalnej konkretyzacji życia —

t e g o r i i I'art brut.

datę

uważa

za anachroniczne, i n f a n t y l n e , dziwaczne, sprzeczne z k i e r u n k i e m

odrzucają

dążą

do

powszechnie

sukcesu,

uznane

materialnych

normy

wartości.

niowana do k o ń c a , ale p r z e c i e ż b u d z ą c a zainteresowania este­

N a i w n e s ą i d e a ł y i s ł o w a , k t ó r e z d a j ą się n a m na miejscu t y l k o

t y k ó w , k r y t y k ó w sztuki. Poświęcił jej c y k l konwersatoriów

Ro­

wtedy, gdy padają z ambon kościołów: miłosierdzie, szlachetność,

m a n I n g a r d e n , o n a i w n o ś c i p i s a ł a M a r i a G o ł a s z e w s k a , za g r a n i c ą

p o k o r a , d o b r o ć , w z n i o s ł o ś ć . . . Z w r ó ć m y u w a g ę , te s ł o w a b r z m i ą

Bihalji-Merin, Keleman, Jakovsky.

j u ż podobnie s t a r o ś w i e c k o j a k s u r d u t , honor, r a p t u l a r z , g e t r y .

13

�Zresztą s p r ó b u j m y jeszcze inaczej określić sferę n a i w n o ś c i ,
przez wymienienie p o j ę ć , k t ó r e odczuwamy jako o d w r o t n o ś ć
naiwności. Oto pierwsze z n a s u w a j ą a y c h się n a m y ś l : t r z e ź w o ś ć ,
dojrzałość, rozsądek, spryt, zapobiegliwość, koniunkturalizm,
racjonalność, b r u t a l n o ś ć . Zdecydowanym przeciwstawieniem
n a i w n o ś c i w y d a j ą s i ę więc nam te pojęcia, k t ó r e w i ą ż ą się z tzw.
realizmem ż y c i o w y m , te zachowania, które p r z y n o s z ą wymierne
korzyści. W opozycji: idealizm — realizm, n i e w ą t p l i w i e ten pier­
wszy wyda nam się b l i ż s z y naiwnośoi. Podobnie, gdy zastano­
wimy się nad (traktowanymi opozycyjnie) p o j ę c i a m i : romantyzm
— pozytywizm, d z i e c i ń s t w o — wiek dojrzały.
Ś w i a d o m i e rzeoz sprowadzam do kategorii etyoznej. Naiw­
n o ś ć bowiem jako w a r t o ś ć estetyczna jest tylko p o c h o d n ą na­
iwnej postawy. Naiwnej, a więc przed-rozumowej, intuicyjnej,
w y w o d z ą o e j się z wiary, z prostyoh o d r u c h ó w c z ł o w i e c z y c h .
Naiwna jest bowiem nie kreska czy k s z t a ł t wyoiosany n i e p o r a d n ą
ręką — ale z a m y s ł , realizowany d o s t ę p n y m i sobie ś r o d k a m i .
Naiwni oswajają ś w i a t na miarę swych m o ż l i w o ś c i , w n o s z ą w e ń
i n n ą z a s a d ę p o r z ą d k o w a n i a , selekcji. Nawet wtedy, gdy pilnie
p r z y p a t r u j ą się p e j z a ż o w i czy p o o z t ó w c e interpretują je zgodnie
z w ł a s n ą hierarchią z a i n t e r e s o w a ń . Malują nie tylko to, co
w i d z ą , ale i to, co w i e d z ą . L a s przedstawiony w oddali zachowuje
d o s ł o w n o ś ć widzenia n a odległość ręki. K a ż d y listek namalowany
jest oddzielnie, z w i e r z ą t k o , którego nie mamy prawa z tej per­
spektywy z o b a c z y ć , na obrazie widoczne jest d o k ł a d n i e . Bo
jest w a ż n e , podczas gdy efekty fizjologii wzroku s ą c z y m ś nie­
istotnym, niegodnym analizy. N a i w n o ś ć jest więo konoepcją
w y o b r a ż e n i a r z e c z y w i s t o ś c i , s z c z e g ó l n ą p o e t y k ą ; i chociaż jest
ona uzalożniona od psychicznych i manualnych m o ż l i w o ś c i
malarza etanowi c o ś w i ę c e j niż tylko n i e u d o l n o ś ć , n i e z a m i e r z o n ą
prymitywizację.
Naiwni t w o r z ą w ł a s n y ł a d , w ł a s n y p o r z ą d e k , w ł a s n ą formę
opisu ś w i a t a z e w n ę t r z n e g o czy w e w n ę t r z n e g o . Nie mieszajmy
więo ich poetyki z nieporadnośoią prymitywa, z n i e u d o l n o ś c i ą
pozbawionego talentu amatora. N a i w n o ś ć — jako w a r t o ś ć po­
z y t y w n a — w y r a ż a się bowiem w koncepcji, w o s o b o w o ś c i artysty
a nie w katalogu rzeczy, k t ó r y c h nie zna, nie umie, ozy u w a ż a
za nieistotne.
H e r ó d e k m i a ł trudności z w y r z e ź b i e n i e m rąk, jego r z e ź b y są
w oczywisty s p o s ó b w y p a d k o w ą ograniczeń manualnych i wizji,
które w tych warunkach realizował. R a c j ę m i a ł Goethe; artysta
realizuje się w pokonywaniu o g r a n i c z e ń , nawet gdy są one tak
drastycznie „ d a n e " j a k w t y m przypadku. H e r ó d e k m.in. właśnie
dlatego nie m ó g ł w y r z e ź b i ć Matki Boskiej czy A n i o ł ó w , j a k by
to u c z y n i ł w p e ł n i sprawny snycerz-rzemieślnik, zmuszony
b y ł s t a r a ć się o u o g ó l n i e n i a , o podkreślenie t y c h oeoh postaci,
które u w a ż a ł z a n a j w a ż n i e j s z e . Ledwo zaznaczona w szczapie
drewna twarz Matki Boskiej w y w o ł u j e ogromne w r a ż e n i e , trudno
z a p o m n i e ć p e ł n y c h w y r a z u oczu. C z y m o ż n a b y ł o z n a c z ą c w drew­
nie tak niewiele, w y r a z i ć więcej t Widzimy j a k ograniozenie
w y z w o l i ł o w rzeźbiarzu w y o b r a ź n i ę , wręoz z m u s i ł o go do znale­
zienia ekwiwalentu emocjonalnego na m i a r ę tematu, k t ó r y chciał
w pokorze i miłości w y r a z i ć . „ J a k u m i a ł e m " — p i s a ł n a swych
p ł ó t n a o h V a n E y c k . T o samo m ó g ł b y u o z y n i ć H e r ó d e k , gdyby
u m i a ł pisać. Zadziwiająca prawda s z t u k i ! D z i e ł o beskidzkiego
kaleki, zrodzone z cierpienia i wzruszenia sprowadzone do naj­
prostszego znaku zdolne jest w y w r z e ć n a widzu g ł ę b o k i e w r a ż e n i e ,
nie mniejsze n i ż r z e ź b y ozy obrazy n i e p o r ó w n a n i e bardziej
skomplikowane i d o s k o n a ł e warsztatowo. D l a mnie, na p r z y k ł a d .
Matka Boska z Dzieciątkiem
H e r ó d k a r ó w n i e jest w a ż n a j a k Ma­
donny — Cimabue czy Simone Martini. Ale t u w grę w c h o d z ą nie
tylko estetyczne kryteria, ale i zdolności przebicia się treści,
ujrzenia na nowo, z oalą m o c ą , istoty p r z e ż y c i a , k t ó r y m jest
fenomen Matki Boskiej. P r z y prostocie tej r z e ź b y , nawet mis­
trzostwo formalne m o ż e się w y d a ć k o k i e t e r i ą , odejściem od spraw
n a j w a ż n i e j s z y c h . Więo zaskoczenie. Że tak m a ł o — znaozy tak
wiele, że i tak m o ż n a , że z trudem r y t y zarys oozu — uet —
twarzy tak silnie m o ż e działać na n a s z ą w y o b r a ź n i ę .
Zaskoczenie. I n n o ś ć . O tych ozynnikaoh nie wolno zapora-

U

nieć, analizując działanie sztuki naiwnej. Stają s i ę , szczególnie
w k o n t e k ś c i e naszej kultury, w a r t o ś c i a m i estetycznymi. Posze­
rzają horyzont w y o b r a ź n i , p o m a g a j ą p r z e c i w s t a w i ć się n a t ł o k o w i
o b r a z ó w , informacji, s z u m ó w — wszystkiomu co g ł u s z y , wypa­
cza a nawet zabija o s o b o w o ś ć .
Jest to z r e s z t ą zaskoczenie nie mistrzostwem, nie fantas­
t y c z n ą p r e c y z j ą , lecz k o n s t a t a c j ą , ż e i tak m o ż n a . Zaskoczenie,
jakiego doznajemy, kiedy k t o ś w prostej p r z y p o w i e ś c i u ś w i a d a ­
mia nam p r a w d ę , istota k t ó r e j zda się n a l e ż e ć do r o z w a ż a ń
teologa ozy filozofa. W przypadku H e r ó d k a n i e p o r a d n o ś ć zmusza
go wręoz do znajdowania e k w i w a l e n t ó w zdolnych s t a ć się n o ś n i ­
kiem treści emocjonalnyoh. N i e u d o l n o ś ć s t a ć s i ę więc m o ż e pod­
n i e t ą dla oryginalnych ujęć. P o n i e w a ż obok niej jest jeszcze coś
innego — o s o b o w o ś ć rzeźbiarza, jego wiara, wrażliwość, dobroć,
niezależność od otoczenia. Zakrawa to n a paradoks, ale w ł a ś n i e
n i e u m i e j ę t n o ś ć rzeźbienia tak j a k inni, stała się w t y m przy­
padku źródłem w ł a s n e j formy z m u s z a j ą c e j nie do p o w t ó r z e n i a
wzoru, ale do w y r a ż e n i a jego istoty.
Ł a t w i e j b y ć szczerym i n a p r a w d ę s o b ą , gdy s i ę jest „ p o z a "
ś r o d o w i s k i e m , gdj nie m o ż n a p o s ł u ż y ć się r o z w i ą z a n i a m i już
i s t n i e j ą c y m i . P o n i e w a ż szczerość i w y p o w i e d ź r z e c z y w i ś c i e
w ł a s n a , k s z t a ł t o w a n a „ o d ś r o d k a " bliższe są sferze natury niż
kultury. T a szczerość wypowiedzi, m ó w i e n i a o sobio stanowi j e d n ą
z n a j w a ż n i e j s z y c h cech sztuki naiwnyoh. Nie boją się ś m i e s z n o ś c i ,
nie boją s i ę tego, że k t o ś ich przezwie naiwnymi. P o n i e w a ż nie
w i e d z ą , ż e nimi s ą .
r

T a szczerość jest c e c h ą o s o b o w o ś c i . R z e ź b i ą , m a l u j ą aby
o s w o i ć ś w i a t , aby go z r o z u m i e ć i u k a z a ć i n n y m . A b y r o z w i k ł a ć
sprawy, które ich dręczą. Czasem n a tej zasadzie, k t ó r ą u w a ż a m y
za t y p o w ą dla d z i a ł a ń magicznych. Oto dwa p r z y k ł a d y .
1. W ę g i e r s k i malarz „ n a i w n y " Csontvary. Przez wiele lat
u w a ż a ł za s w ą p o w i n n o ś ć i n f o r m o w a ć Cesarza Franciszka J ó z e f a
o w a ż n i e j s z y c h wydarzeniach swego ż y c i a . „ N a j j a ś n i e j s z y Panie
— p i s a ł — moja grypa m a się k u k o ń c o w i . W k r ó t c e znowu
zabiorę się z a malowanie...". Ale Cesarz nigdy nie o d p o w i e d z i a ł .
Po śmierci malarza znaleziono jednak w ś r ó d setek obrazów jeden,
n a k t ó r y m w i d n i a ł w paradnym mundurze sam Cesarz, pochylony
nad k a r t k ą listowego papieru. G ę s i m p i ó r e m , d u ż y m i , kaligra­
ficznymi literami p i s a ł : ,,M6j drogi Csontvary...".
2. Nikifor. W ś r ó d t e m a t ó w , które p o d e j m o w a ł wielokrot­
nie, w r ó ż n y c h okresaoh swego ż y c i a , kilka powtarza się stale,
przez lata. Oto Nikifor-Malarz przychodzi do c z y j e g o ś miesz­
kania, do c h a ł u p y , willi, kuchni D o m u Zdrojowego — a wszyscy
z radością go w i t a j ą , w y c i ą g a j ą k u niemu ręce... Drugi cykl —
uczty Malarzy. Po śmierci, t ł u m a c z y ł , malarze z o s t a n ą zapro­
szeni do P a ń s k i e g o s t o ł u , s i e d z ą więc obok siebie, wszyscy (jak
za c z a s ó w m ł o d o ś c i Nikifora) w czarnych pelerynach, kapelu­
szach z d u ż y m rondem, fontaziami z a w i ą z a n y m i na k o ł n i e r z y k u
koszuli. P o n i e w a ż — j a k wierzył — malarze z n a j d u j ą się W hie­
rarchii ś w i a t a przed innymi l u d ź m i . I m bowiem d a ł P a n z d o l n o ś ć
tworzenia.
I trzeci temat — wymierzanie kary tym, k t ó r z y go skrzyw­
dzili. Nikifor staje (czasem w stroju archimandryty) przy oł­
tarzu i r ę k ą skazuje na p o t ę p i e n i e . I d ź do p i e k ł a ! ! A kośoiół
j a k sala teatralna. Po lewej stronie w „ l o ż a c h " c i , k t ó r z y z a s ł u ­
żyli n a niebo, po prawej — w ś r ó d j ę z y k ó w ognia — p o t ę p i e n i .
N a jednym z o b r a z k ó w kościół obwieszony jest k i e ł b a s k a m i .
Skazana — kobieta. „ O n a mnie o s z u k a ł a n a wadze!" m a m r o t a ł
Nikifor, gdy go p r o s i ł e m o interpretację tej dziwnej sceny"
Zmiany proporcji, selekcja e l e m e n t ó w , hieratyzacja —
wszystko to s ł u ż y koncepcji dzieła. Sytuacje, które naszemu
d o ś w i a d c z e n i u z d a d z ą się „ n a i w n e " w y n i k a j ą z innych k r y t e r i ó w
w a r t o ś c i . T o , co w a ż n e jest duże. Ale czasem w a ż n y bywa w ł a ś n i e
szczegół. V i v i n precyzyjnie n a m a l o w a ł k i e d y ś Partenon, d o k ł a d ­
nie licząc kamienie, k t ó r e w y r a ź n i e z a z n a c z a ł czarnym konturem.
Model nigdy nie jest w e d ł u g naszych p o j ę ć zgodny ze swoim wi­
zerunkiem, ale dla malarza czy rzeźbiarza jego p o d o b i e ń s t w o
jest oczywiste. Nikifor, gdy p o p r o s i ł e m go, by zrobił m ó j portret,
usiadł przy ł ó ż k u ( l e ż a ł e m chory), i wciąż p o p a t r u j ą c n a mnie

�I I . 3. Nikifor, akwarela na kartce z zeszytu, ok. 1928—30

starannie r y s o w a ł szkic. P ó ź n i e j , śliniąc p ę d z e l , m a l o w a ł . G d y

W a ż n e b y ł o nie to, oo malarz w i d z i a ł , ale to oo — i j a k — ohoiał

s k o ń c z y ł p o d a ł mi swe dzieło. Т а к , to b y ł e m j a , s t a ł e m sztywny

p r z e d s t a w i ć . Co w i e d z i a ł . T a k w i ę o Tomasz T e r e ń , gdy m a l o w a ł

w czarnym garniturze, w czerwonym krawacie, koło pieca, obok

gospodarstwo, na prostokąoie p ł ó t n a umieścił widziane — j a k

regalu z k s i ą ż k a m i . Jedna ręka oparta b y ł o o biurko, w drugiej

z lotu ptaka — dom mieszkalny i dwie obory. Ale same budynki,

trzymałem

zeszyt

czy k s i ą ż k ę . N a u c z y ł e m się j u ż p o z n a w a ć

a t a k ż e to, co w nich się z n a j d o w a ł o , p r z e d s t a w i ł z innego punktu

portrety Nikifora, relacje m i ę d z y nimi a osobami, k t ó r e przed­

widzenia. C z y tylko dlatego, że nie m ó g ł sobie poradzić z perspek­

s t a w i a ł y . Zawsze różnił je zestaw e l e m e n t ó w , które Nikifor uznał

t y w ą ? Nie, nie tylko, najważniejsze b y ł o bowiem

za istotne w charakterystyce postaci. Okulary, broda, linia za­

by p o k a z a ć wszystko, oo u z n a ł za w a ż n e , lekoe sobie w a ż ą o

dla niego,

rostu, k s z t a ł t g ł o w y , atrybut zawodu. Obserwaoja m i a ł a o o z y w i ś -

takie drobiazgi, j a k w y b ó r i prawda punktu z k t ó r e g o patrzy

nio znaczenie, ale s t a n o w i ł a tylko punkt w y j ś c i a dla dzieła.

n a to gospodarstwo. O n nie p a t r z y ł na nie, on je p r z e d s t a w i a ł .

15

�I I . 4. N i k i f o r , Amcłyka

, a k w a r e l a n a papierze, w y m . 3 4 x 2 7 c m .

II.

5. Nikifor

przyszedł,
akwarela na
ok. 1955 r.

papierze,

�II.

6.

N i k i f o r , Uczta malarzy'
akwarela na papierze

N a j w i ę k s z ą t r u d n o ś ć sprawia „ n a i w n y m " uchwycenie r u c h u
postaci,

osiągnięcie

m i ę d z y postaciami.

wierności
Dlatego

budowy

anatomicznej,

t e ż , m i m o iż rysunek

relacji
Nikifora,

Ociepki, Chajca czy Kaweckiego sam w sobie jost z n a k o m i t y ,
w sensie realistycznego

sposobu opisu zawodzi

zdecydowanie.

1

„ s t w o r z y ł e m sobie w c i ą g u l a t w ł a s n ą t e c h n i k ę i z: , p ó ź n o j u ż ,
b y m j ą m ó g ł z m i e n i ć " . K t o zna pierwszy obraz
mistrza, przechowywany

w muzeum

francuskiego

j .'g &gt; i ż n u n i a

(w

Laval,

we F r a n c j i ) zdaje sobie s p r a w ę j a k dlugę. d r o g ę m u s i a ł on prze­
b y ć o d nieudolnie realistycznego

l o r e m . T y m na ogół p o s ł u g u j ą się ze s w a d ą t w o r z ą c d z i e ł a w r ę c z

Pierre L o t i . Z a r ó w n o Rousseau j a k i nasz N i k i f o r czy Ociepka

zdumiewająco

r z e c z y w i ś c i e s t w o r z y l i sobie w t o k u pracy w ł a s n ą f o r m ę w y ­

doskonałe

(Nikifor,

Rybkowski,

Michałowska,

Płonkowa).

„Zaklinaczkę

wężów"'

b i t w y po za­

chwycającą

Wnękowa, Wojtowicz,

„Yadwigę",

przedstawienia

Cechuje to z r e s z t ą n a i w n y c h nie t y l k o u nas. Inaczoj jest z k o ­

czy

portret

powiedzi.

N i o w a d y czy ograniczenia m o ż l i w o ś c i w y r a z o w y c h s t a n o w i ą

I c h s t y l powstaje j o d n a k z u p e ł n i e inaczej niż a r t y s t y pro­

jednak o charakterze prac n a i w n y c h a r t y s t ó w , lecz u m i e j ę t n o ś ć

fesjonalnego.

tworzenia j e d n o l i t y c h s t r u k t u r a l n i e d z i e ł , k t ó r e p r z y r ó ż n o r o d ­

c y c h k i e r u n k ó w , p r ą d ó w a r t y s t y c z n y c h , m ó d , toehnik. L'prasz-

T o n o s t a t n i t w o r z y go b o w i e m ś w i a d o m

istnieją­

Każdy

c z a j ą e m o ż n a p o w i e d z i e ć , że w y b i e r a s p o ś r ó d w i e l u m o ż l i w o ś c i .

bowiem z prawdziwie utalentowanych „ n a i w n y c h " wypracowuje

N a t o m i a s t n a i w n y musi w y j ś ć od w ł a s n y c h , s z c z e g ó l n y c h i ogra­

i doskonali sobie t y l k o w ł a ś c i w ą t e c h n i k ę . H e n r i Rousseau, g d y

niczonych d y s p o z y c j i . N i o szuka — lecz znajduje. N i o zasta­

mu

nawia się, j a k b y t u tak m a l o w a ć , aby osiągnąć własny „ e h a r a k -

ności postaw i ś r o d k ó w m a j ą swój i n d y w i d u a l n y s t y l .

zarzucano, iż maluje podobnie

wszystkie obrazy

odparł:

17

�ter pisma", ale dochodzi do swej t e c h n i k i sam, przez mniej czy

p o n i e w a ż w t e n s p o s ó b m o g l i się w y p o w i e d z i e ć , a czuli tego po­

bardziej u ś w i a d o m i o n e w y k o r z y s t a n i e w ł a s n y c h m o ż l i w o ś c i .

t r z e b ę . K a ż d y z nieh m a s w ó j w ł a s n y ś w i a t , z d e t e r m i n o w a n y

M a l u j e p r z y t y m lub r z e ź b i nie po to, aby b a d a ć p r o b l e m y

przede w s z y s t k i m o s o b o w o ś c i ą , rodzajem w y o b r a ź n i , dyspozycja­

a r t y s t y c z n e , t w o r z y ć nowe w a r t o ś c i czy d o s k o n a l i ć w a r s z t a t —

m i p s y c h o - f i z y c z n y m i . K e ż d y z n i c h jest i n n y —• i w ł a ś n i e

Iocz po to by p o w i e d z i e ć i n n y m o t y m , co u w a ż a za istotne, p i ę k n e ,

i n n o ś ć o d s z t u k i „ u c z o n e j " sprawia, że w i d z i m y ich j a k b y poza

ważne.

czasem a c z ę s t o i poza p r z e s t r z e n i ą .

Interesują

go

zagadnienia

egzystencjalne,

etyczne,

ta

czym jest ś w i a t ? czym ż y c i e ? P o j ę e i a ogólne p r z e k ł a d a j e d n a k

Nie dostrzegamy m i ę d z y n i m i z a l e ż n o ś c i , -wpływów — tepo

na j ę z y k n a r r a c j i , s y m b o l i k i , opowiada prostodusznie j ę z y k i e m

wszystkiego co t a k charakterystyczne d l a p o d r ę c z n i k ó w h i s t o r i i

b a j k i , ewangelicznej p r z y p o w i e ś c i . T r u d n o t u z r e s z t ą o u o g ó l ­

s z t u k i . Odniesieni© do

nienia. I s t o t ą t w ó r c z o ś c i istotnie naiwnej jest b o w i e m t o , że nie

w s z c z e g ó l e , w r e k w i z y t a c h p a m i ę c i . Oto

czasu historycznego p o j a w i a się

stanowi żadnego p r ą d u , żadnego kierunku, żadnej

Ucieczka do

tylko
Egiptu

konwencji.

N i k i f o r a . Ś w i ę t a R o d z i n a p ł y n i e na l o d z i , k t ó r e j d z i ó b m a kszt łt

N a i w n i r ó ż n i ą się b o w i e m od siobie cechami o s o b o w o ś c i , dyspo­

g ł o w y o s i o ł k a . Morze, niebo, k r w a w y z a e h ó d s ł o ń c a , a w c h m u r a c h

z y c j a m i , d o ś w i a d c z e n i a m i ż y c i o w y m i . I to ich r ó ż n i od regional­

aeroplan, jeszcze t a k i j a k przed I w ' j n ą ś w i a t o w ą . A u E d m u n d a

nej s z t u k i ludowej (stroju, z d o b n i c t w a , snycerki), a z b l i ż a

Monsiela: f a n t a s t y c z n y , g r o ź n y ś w i a t oczu, s z p i e g u j ą c y c h

zjawisk m a r g i n a l n y c h i s z c z e g ó l n y c h w r z e ź b i o
Właśnie

różnorodność

postaw

frapuje

do

nas

—•

n a k a z u j ą c y c h — p i l n u j ą c y c h . Oczy Boga. I w tej g ę s t w i n i e a ż

ludowej.
najbardziej

pulsującej

tymi

tylko

jedon ś l a d

genoralny O N Z — H a m m e r s k j o l d . W i ę c p i s z ą c o sztuce n a i w n e j
nieprzydatno

W i ę k s z o ś ć z nas żyje c u d z y m i p r a w d a m i , w i e d z ą , k t ó r e j nawot

h i s t o r i i s z t u k i , b u d o w a n a na koncepcji r o z w o j u linoarnego czy

nie p r ó b u j e m y k o n t r o l o w a ć . Żyje niejako na k r e d y t . A oni s ą sami

spirali. Abraham spłodził Izaaka, Izaak Jakuba, Jakub Józefa.

dla siebie p r a w o d a w c a m i , m a l u j ą i r z e ź b i ą t a k j a k i m to d y k t u j e

A t u nic z tego. Rozsypmy r e p r o d u k c j e d z i e ł s z t u k i „ o f i c j a l n e j "

w y o b r a ź n i a , ich r z e c z y w i s t o ś ć w e w n ę t r z n a . J e ś l i element „ n a i w ­

— d r o g ą logicznej d e d u k c j i z r e k o n s t r u u j e m y i c h c h r o n o l o g i c z n ą

n o ś c i " t o w a r z y s z y t o m u , to w ł a ś n i e w t y m sensie, że dajo i m

k o l e j n o ś ć . A l o d o w o l i m o g ę t a s o w a ć reprodukcje

o d w a g ę b y c i a s o b ą . I s t o t ą zjawiska jest b o w i e m z d o l n o ś ć w y p o ­

P o m i j a j ą c „ g n i a z d a " t a k i e j a k H l e b i n e , nie d o s t r z e ż e m y z w i ą z ­

wiedzenia swych

k ó w m i ę d z y n i m i , s ą b o w i e m w istocie poza m o d a m i , p r ą d a m i

wizji,

przeżyć

kulturowych.

—
Łączy

niezależnie
więc

ich

od

wpływów

podobieństwo

r o z w i ą z a ń : nie s t y l , z k t ó r y m się i d e n t y f i k u j ą (jak t o m a miejsce

chronologie,

filiacje,

sekretarz

ś w i a t a n i e z a l e ż n ą od t r a d y c j i , w p ł y w ó w — a n a w e t w z o r ó w .

środowiskowych,

będą

zginął

czasu

s z t u k i z a r ó w n o uczonej, j a k i l u d o w e j .

wizję

zarys s a m o l o t u , w k t ó r y m

naszego

teraźniejszego

T y m , że kreuje

—

oczami raz

w t w ó r c z o ś c i n a i w n y c h . Interesuje nas t y m , ż e jest t a k inna od

tradycyjna

metoda

„naiwnych".

a r t y s t y c z n y m i , poza czasem. J e d y n i e dostrzec m o ż n a

pogłos

ś r o d o w i s k a k u l t u r o w e g o , z k t ó r e g o się w y w o d z ą . Z w ł a s z c z a g d y

w k u l t u r z e l u d o w e j ) lecz z d o l n o ś ć i potrzeba t w o r z e n i a w ł a s n e j

jest ono p r ę ż n o i o d r ę b n e od i n n y c h . D l a t e g o tak w y r a ź n i e rysuje

w i z j i a r t y s t y o z n e j . K a ż d y z n i c h jest skazany na samogo siobie,

się g r u p a „ n a i w n y c h " w y r a s t a j ą c y c h z podglebia k u l t u r

na p i e k ł o czy niebo, k t ó r e jest w n i c h . B r a k i m s p r a w n o ś c i ,

skich.

chłop­

k t ó r a pozwala łatwo s z u k a ć , n a ś l a d o w a ć , m a l o w a ć w r ó ż n y c h

N i k t nie jest i z o l o w a n y szczelnie od ś w i a t a . Z niego czerpie

konwencjaoh. Z r e s z t ą n a w e t nie s z u k a j ą w o k ó ł siebie, łecz d r ą ż ą .

cegiełki w y o b r a ź n i , c h o ć m o ż e z n i c h p o t e m w y b u d o w a ć g m a c h

I d ą w g ł ą b w ł a s n ą d r o g ą . Nie w y b i e r a l i swego losu, p r z y j ę l i go,

nie p o d o b n y do i n n y c h . N a i w n y u r o k o b r a z ó w G a w ł o w e j zwraca

18

�П . 7. S t a n i s ł a w K a r u l a k , Obrona Częstochowy,

o l e j ; i l . 8. J a n P i l a r s k i , Złocisty

n a s z ą u w a g ę w s t r o n ę dawnej k u l t u r y c h ł o p s k i e j : w i a r y , legend
o ś w i ę t y c h , a zarazem n a w y k ó w w y o b r a ź n i — u p o d o b n i a do
b a r w c z y s t y c h , j a s k r a w o zestawianych, r o z w i ą z a ń k o m p o z y c y j ­
n y c h z a m k n i ę t y c h , z b u d o w a n y c h na zasadzie s y m e t r i i , r y t m i z a c j i
e l e m e n t ó w , stosowaniu o r n a m e n t y k i r o ś l i n n e j . G a w l o w a nie
posługuje się p e r s p e k t y w ą zbieżną, maluje p ł a s k o — t w o r z y
w o k ó ł siebie na ś c i a n a c h swej i z b y , na k a r t o n a c h — niebo,
a n i o ł ó w , ś w i ę t y c h . Z podglebia ludowego w y r a s t a t w ó r c z o ś ć
N i k i f o r a , H e r ó d k a , S z c z y p a w k i - G o ł ę b i e w s k i e j , Szczepana M u c h y
c h o ć jost t o t y l k o p u n k t w y j ś c i a , t o oo n a z w a ł e m c e g i e ł k a m i
w y o b r a ź n i . Decyduje b o w i e m i c h o s o b o w o ś ć , w y o b r a ź n i a , rodzaj
t a l e n t u , p r z y c z y n y dla k t ó r y c h t w o r z ą . A b y t o dostrzec wystar­
cza p o r ó w n a ć z jednej s t r o n y w ł a ś n i e G a w l o w ą , S z c z y p a w k ę
czy H e r ó d k a — z d r u g i e j z a ś N i k i f o r a , W n ę k o w ą , M u c h ę . Pierwsi
m ó w i ą o niebie, d o b r o c i . G a w l o w a z a c z ę ł a o d tego, że s w ą m a ł ą ,
z i m n ą i z b ę rozmalowala w b ł ę k i t nieba, a n i o ł y a d o r u j ą c e
Matkę Boską wśród k w i a t ó w ; H e r ó d e k rzeźbił z klocków małe
a n i o ł k i , k t ó r e u s t a w i a ł na k a m i e n i a c h w p o t o k u . I ona i o n
sprowadzali niebo na z i e m i ę . A l e g d y i c h ś w i a t k o j a r z y się n a m
z n i e b i e m , t w ó r c z o ś ć M u c h y czy W n ę k o w e j p r z y w i e d z i e na m y ś l
raczej p i e k ł o , k a r y d l a g r z e s z n i k ó w , p o t ę p i e n i e z ł a , przestrogi
dla l u d z k o ś c i , k t ó r a stacza się w o d m ę t p o t ę p i e n i a . Czasem
nawet — j a k N i k i f o r czy W n ę k o w a w r ę c z w y m i e r z a j ą na s w y c h
obrazach k a r ę t y m , k t ó r z y i c h s k r z y w d z i l i .
Te i inne p o s t a w y m o ż n a dostrzec t a k ż e w t w ó r c z o ś c i l u d z i
zo ś r o d o w i s k m i e j s k i c h . A l o odniesienia k u l t u r o w e nie zawsze s ą
w ich pracach z a u w a ż a l n e , w k a ż d y m razie nie t a k w y r a z i ś c i e
j a k t o m a miejsce w p r z y p a d k u l u d o w e j k u l t u r y . C z y m sil­
niejsza jost praca w y o b r a ź n i , t a m bardziej zaciera się p i e r w o t n e
ź r ó d ł o samych w y o b r a ż e ń . Czasem trzeba z n a ć c z ł o w i e k a ,
w i d z i e ć j a k się ubiera, j a k mieszka, j a k pracuje a b y dostrzec
ź r ó d ł a t a k i c h czy i n n y c h r o z s t r z y g n i ę ć w jego sztuce. I n t u i c y j n i -)
o d c z u w a ł e m „ l u d o w o ś ć " b u k i e t ó w W o j t o w i e ż o w e j , ale dopiero
g d y p o z n a ł e m j e j t r o s k i , niepokoje, g d y z o b a c z y ł e m j a k się
ubiera — z y s k a ł e m tego potwierdzenie. Obrazy, b l u z k i , s u k i e n k i

karp,

olej na p ł . , w y m . 4 4 , 5 x 8 0 cm

— t o b y ł t e n sam ś w i a t , h o r r o r v a c u i , g ę s t y splot
b a r w — z t y m , żo na obrazach z a d z i w i a j ą c o

kwiatów,

doskonały.

D l a R y b k o w s k i e g o ( k t ó r y podobnie j a k M i c h a ł o w s k a z a c z ą ł
m a l o w a ć j u ż u s c h y ł k u ż y c i a ) t w ó r c z o ś ć n a w i ą z u j e do p r z e s z ł o ś c i ,
k l i m a t u d z i e c i ń s t w a . Jest w niej b a j k o w a f l o r a , fauna.

Leśno

zwierzątka

bajek

i owady zachowujące

G r i m m a i zarazem

rzeczywistość

się j a k l u d z i e , ś w i a t
zderzona

z tą

konwencją:

Król Bambula II napada na Vietnam, Kongres Pokoju w
Michałowska

zaś wraca

do pierwszych u c z u c i o w y c h

dżungli.
uniesień

z l a t m ł o d o ś c i , do m a l a r s t w a o k t ó r y m p o d ś w i a d o m i e m a r z y ł a
cało ż y c i e , i k t ó r e w i ą z a ł o się z o s o b ą j e j ukochanego,

malarza-

-amatora, j e ń c a rosyjskiego, k t ó r y m o p i e k o w a ł a się w s z p i t a l u
podczas I w o j n y

ś w i a t o w e j . T w o r z y ś w i a t y , k t ó r y c h nio

ада.

Time p l a n e t y , lepsze, ale p r z e c i e ż i na n i c h spostrzega z ł o , k t ó r o
kala ziemię.
N a t o m i a s t Ociepka (podobnie j a k Monsiel) przede w s z y s t k i m
k o m u n i k u j e i n n y m o rzeczach n a j w a ż n i e j s z y c h .
Pokazuje,
ostrzega. N a k a z a ł m u t o w czasie snu jego p r z y j a c i e l , k t ó r y
przed l a t y w p r o w a d z a ł go w t a j n i k i w i e d z y tajemnej, t e o z o f i i .
Ociepka n i g d y nie z a m i e r z a ł b y ć m i l a r z e m , s t a ł się n i m po t o ,
a b y głosić p r a w d ę , p o k a z y w a ć t o , co d l a i n n y c h jest u k r y t o .
Patrzcie j a k i jest ś w i a t ! — zdaje się m ó w i ć . Lecicie w kosmos?
to j a w a m p o k a ż ę j a k w y g l ą d a Człowiek Saturna czy Krowa na
ksiqiycu. I pokazuje. A wio t o wszystko z k s i ą g teozoficznych.
Postronnemu w i d z o w i z d a w a ć się m o ż e , że c o ś jest po p r o s t u
s u r r e a l i s t y c z n ą k o m p o z y c j ą : ucho w y r a s t a z t u ł o w i a , oko znaj­
duje się na ł y d c o , r ę c e , n o g i dziwacznie s p l ą t a n e . A t o — t ł u ­
maczy Ociepka — s t a n o w i po p r o s t u d o w ó d na t o , że m u s i b y ć
B ó g , k t ó r y d a ł w s z y s t k i e m u w ł a ś c i w y k s z t a ł t i miejsce. M a r k ­
siści m ó w i ą , że nie m a Boga? P r o s z ę , popatrzcie j a k b y w t e d y
wyglądał świat...
:

Czasem zdarza s i ę , że m o t y w a c j e u l e g a j ą zmianie a n a w y k
czy c h ę ć t w o r z e n i a zostaje.

T a k i o sytuacje z r e g u ł y w i ą ż ą się

z i n g e r e n c j ą c z y n n i k a z e w n ę t r z n e g o , z w ł a s z c z a z zaintoresowa-

19

�n i e m k o l e k c j o n e r ó w , a więc z b o d ź o a m i h a n d l o w y m i . T w ó r c z o ś ć ,
k t ó r a b y ł a p o t r z e b ą w e w n ę t r z n e j ekspresji staje się w ó w c z a s
zawodem, k t ó r y się w y k o n u j e z w i ę k s z ą l u b m n i e j s z ą saty­
sfakcją.
O c z y w i ś c i e zainteresowanie m o ż e w p ł y w a ć p o b u d z a j ą c o na
t w ó r c z o ś ć . T a k się s t a ł o z G a w l o w ą czy S t a n i s ł a w e m Zagajew­
s k i m . A l e g d y liczba z a m ó w i e ń nadmiernie się z w i ę k s z a a f a k t
n i e w y w i ą z a n i a się z obiotnic lub obaw% nie w y k o r z y s t a n i a
szansy s p r z e d a ż y prac zaczyna c i ą ż y ć —- t w ó r c z o ś ć uloga stag­
n a c j i , zaczyna się (jak w ł a ś n i e u Ociepki, M a r i i K o r s a k , Zbignie­
w a W a r c z y g l o w y czy L u d w i k a Holesza) powielanie w ł a s n y c h
p o m y s ł ó w . T w ó r c z o ś ć staje się r z e m i o s ł o m , p r o f e s j ą . Czasem
z r e s z t ą na w y s o k i m poziomie, j a k n p . u Zonona Rj,dkogo. Z d a r z a
się t e ż , że w p r a w a , k t ó r ą się uzyskuje w t o k u pracy sprawia, że
malarz, pierwotnie „ n a i w i z u j ą e y " — ponieważ w t a k i sposób
najlepiej m ó g ł się w y p o w i e d z i e ć , stajo wobec d y l e m a t u : j u ż
u m i e m a l o w a ć „ j a k ż y w i " w i d o c z k i , c h c i a ł b y iść w t y m k i e r u n k u ,
ale w t e d y p r z e s t a ł b y b y ć uznawany za „ n i i w n g o " , a co za t y m
idzie s p r z e d a w a ć . P r z ó d t a k i m wybor3na s t a n ę ł a n p . M a r i a K o r ­
sak. W y b r a ł a . Zaczęła p o w i e l a ć j u ż w y p r a c o w a n y przez siebio
naiwny styl.
K i e d y więc p a t r z y m y na zjawisko zwano s z t u k ą n i i w n ą ,
dostrzegamy dwa bieguny. Są n i m i : a u t e n t y z m i k o n w e n c j a ;
a u t e n t y z m — c z y l i p e ł n e zespolenie c z ł o w i e k a z d z i e ł o m , skazonio

9

20

na f o r m ę w y p o w i e d z i , a z drugiej s t r o n y konwencja, s t y l , p r z y .
j ę t y s p o s ó b m a l o w a n i a . N i e t r u d n o z a u w a ż y ć , że s ą c z y n n i k i
s p r z y j a j ą c e z a r ó w n o jednej j a k i drugiej postawie t w ó r c z e j .
P o p y t na „ n a i w n y c h " , z w ł a s z c z a g d y nie jest k o n t r o l o w a n y
ś w i a d o m o ś c i ą odbiorcy, wiedzie do ich sztucznego r o z m n a ż a n i a .
S t a j ą się j e d n ą z a t r a k c j i t u r y s t y c z n y c h , rodzajom l o k a l n y c h
„ p a m i ą t e k " . W i d z i a ł e m w Spoleto, u r o c z y m miasteczku w ł o s k i m ,
w k t ó r y m o d b y w a j ą się co r o k u s ł y n n o festiwale, k i l k u n a s t u
„ n a i w n y c h " f r y z j e r ó w , f o t o g r a f ó w , właścicieli t a w o r n . Jeden
p o d p a t r y w a ł drugiego i t a k k s z t a ł t o w a ł się miejscowy „ s t y l
naiwny".
S t y l miejscowy powstaje z r e s z t ą t a m , gdzie d z i e ł o w y b i t n i e
utalentowanego a r t y s t y staje s i ę wzorem dla i n n y o h , a i s t n i e j ą
dostatecznie silne m o t y w y do zajęcia się tego r o d z a j u t w ó r ­
czością. N i e i n n y b y ł p r z e c i e ż m e c h a n i z m k s z t a ł t o w a n i a się
s z t u k i l u d o w o j . Jost s p r a w ą miejscowych t r a d y c j i j a k tego
r o d z a j u zjawisko n a z w i e m y . W J u g o s ł a w i i H l e b i n e u c h o d z i za
c o n t r u m naiwnej s z t u k i , u nas j e d n a k , gdzie w c i ą ż ż y w a jest
t r a d y c j a s z t u k i ludowej, podobne p r z e j a w y o k r e ś l a się m i a n e m
w s p ó ł c z e s n e j s z t u k i ludowej. M a m y w i ę c nowe „ l u d o w e " o ś r o d k i
m a l a r s t w a na szkle (Podhale), o ś r o d k i r z e ź b y ludowej (Sierpc,
Ł u k ó w , Paszyn, Ł ę c z y c a , R a d o m ) .
tów

10

I s t n i e n i e w Polsce w c i ą ż ż y w y c h t r a d y c j i l u d o w y c h i r e l i k ­
dawnoj gospodarski c h ł o p s k i e j sprzyja t e m u , że w ś r ó d

�П . 9. T e o f i l Ociepka, Mamut, olej na p ł . , w y m . 50 X 70 c m ; i l . 10. J ó z e f Szul ort, Spotkanie rodzinne, olej, s k l e j k a ; i l . 11. Tomasz T e r e ń ,
Pejzaż z krówkami,
olej, w y m . 3 6 x 4 0 c m ; i l . 12. Seweryn O d r z y w o l s k i , Damy na dziulzińcu,
olej na p ł y c i e , w y m . 6 1 x 7 3 c m ; i l . 13.
W ł a d y s ł a w B y b k o w s k i , Zamek króla Jombego IV, olej, w y m . 66,5 x 86,5 c m ; i l . 14. M a r i a K o r s a k , Ogród Saski, olej na p ł . , w y m . 68 X
95 c m

14

21

�П. 15. J a n P ł a s k o c i ń s k i , Lew i antylopa, olej

„ n a i w n y c h " silnio zaznacza się grupa t w ó r c ó w w y w o d z ą c y c h się

Oczywiście dla nas najbardziej

z podglebia ludowego, a zarazem na mapie pojęć w y r a ź n i e od­

grupa „ a u t e n t y c z n y c h n a i w n y c h " , l u d z i , j a k ż e c z ę s t o z d o l n y c h

dziela się granice tego co „ n a i w n e " o d togo co „ l u d o w e " . ( R ó ż n i ­

w y p o w i a d a ć s i ę t y l k o w jeden s p o s ó b , w ł a ś n i e „ n a i w n y " . N a ­

ca d o t y c z y stosunku j e d n o s t k i do otoczenia. W sztuce ludowej

i w n o ś ć jest n i e m a l z r e g u ł y i c h w ł a s n ą f o r m ą opisu ś w i a t a , pro­

d z i e ł o j o d n o s t k i s t a n o w i w a r i a n t t w ó r c z o ś c i akceptowanej

przez

j e k c j ą ż y c i a w e w n ę t r z n e g o . C z ę s t o w y n i k a z izolacji c z ł o w i e k a ,

ś r o d o w i s k o , podczas g d y n a i w n i s ą poza ś r o d o w i s k i e m , osamot­

skazy psychicznej, poczucia p o s ł a n n i c t w a , z w y b i ó r c z e g o r o z w o j u

n i e n i w n i m , i n n i , a i c h w y p o w i e d ź z w i ą z a n a jest przede wszyst­

o s o b o w o ś c i . Skaza, l e ż ą c a u ź r ó d ł a t w ó r c z o ś c i staje się w ó w c z a s

k i m z osobowością, z indywidualnymi

darem

predyspozycjami).

Moda na „ n a i w n y c h " s p o w o d o w a ł a j e d n a k , że ze zjawiska
indywidualnego zaczyna się ono p r z e k s z t a ł c a ć w „ s t y l n a i w n y " .
Ściślej m ó w i ą c , o b o k autentycznej t w ó r c z o ś c i n a i w n y c h powstaje
malarstwo i r z e ź b a n a ś l a d u j ą c a naiwność. M a m y więc

obecnie

w naszej k u l t u r z e k i l k a zjawisk, o p a t r y w a n y c h e t y k i e t k ą

„na­

i w n i " . S p r ó b u j m y je w y m i e n i ć . B ę d ą t o :
1. M a l a r s t w o i r z e ź b a nieudolne, p r y m i t y w n e w p e j o r a t y w n y m

naiwności;

interesującym

p r z e ż y c i e , izolacja, c h ę ć

d o z n a ń —• b o d ź c e m

z j a w i s k i e m jest

wyrażenia

dla w y p o w i e d z i osobistej,

swych

niekorygowanej

j ę k i e m p r z e d otoczeniem.
N a koniec jeszcze dwie u w a g i . N i e k i e d y m ó w i s i ę , że sztuka
n a i w n a jest w s p ó ł c z e s n ą „ s z t u k ą l u d o w ą " p e r y f e r i i m i e j s k i c h .
N i e , „ s z t u k ą l u d o w ą " e p o k i i n d u s t r i a l n e j jest kicz.
Zainteresowanie s z t u k ą n a i w n ą m a r ó ż n e ź r ó d ł a .

Wynika

cechom

z a r ó w n o z tego, co w n o s i w s p ó ł c z e s n a s z t u k a j a k i z tego, czego

c h a r a k t e r y s t y c z n y m dla autentycznej s z t u k i naiwnej ( t a k i m

niezdolna jest d a ć c z ł o w i e k o w i . W y d a j e m i się j e d n a k , że „ n a ­

jak

i w n o ś ć " w naszyoh czasach s p e ł n i a przede w s z y s t k i m t a k ą r o l ę ,

znaczeniu
np.

tego

słowa.

zakłócenie

Odpowiadające

proporcji,

błędy

niektórym
rysunku,

rytmizacja

f o r m y , n a r r a c y j n o ś e , z a t r z y m a n i e r u c h u , hieratyzaoja postaci),

j a k ą dawniej o d g r y w a ł a e g z o t y k a . Rozszerza nasze

alo pozbawiono w a r t o ś c i p o z y t y w n y c h t a k i c h j a k s t r u k t u r a l n a

porusza

j e d n o ś ć dziel;:, jego p o e t y c k i w y r a z i t d ;

e g z o t y k a u t r a c i ł a s w ą a t r a k o y j n o ś ć , s p o w s z e d n i a ł a przez tele­

2. N a i w n o ś ć inspirowana wzorcem, k s z t a ł t o w a n a

na

zasadzie

wyobraźnię,

odrywa od codzienności.

doznania,

O d czasu g d y

w i z j ę , f i l m , i l u s t r a c j ę , m a s o w ą t u r y s t y k ę — n a i w n o ś ć w sztuce

z b l i ż o n e j do m e c h a n i z m u r o z w o j u s z t u k i ludowej (w H l e b i n e

z a c z ę ł a , po ozęśoi p r z e j m o w a ć j e j r o l ę . Zaspokaja

—

innym światem, barwnym, baśniowym, zredukowanym — jak

będzio n i m m . i n . twórczość

Generalicia, a w

dalszym

t ę s k n o t ę za

jed­

k o m i k s y — do e l e m e n t ó w najprostszych, ale w o d r ó ż n i e n i u od

np.

k o m i k s ó w — p o z b a w i o n y c h zła, b r u t a l n o ś c i , k o n f l i k t ó w , n a p i ę ć .

osobowości,

raozej uspakaja n i ż bulwersuje. O d r y w a o d c o d z i e n n o ś c i , o d ż y ­

4. N a i w n o ś ć ś w i a d o m i e k s z t a ł t o w a n a j a k o s t y l , przez a m a t o r ó w ,

w i e m y , iż jest to s z t u k a naiwna. N a t o m i a s t o n i , k t ó r z y t ę s z t u k ę

planie inspiracjo m . i n . B r e u g h l e m , u nas: p r o p o z y c j a
nostki

przyjęta

i rozwijana

w

licznych

wariantach,

w .Pfiszynie, o ś r o d k u sierpeckim czy ł u k o w s k i m ) ;
3. N a i w n o ś ć

„autentyczna",

stanowiąca

wyraz

proji k e j ę ś w i a t a w e w n ę t r z n e g o ;

Sztuka

naiwna, niezależnie

od i n t e n c j i

swych

cia p r a w d z i w e g o , j a k b a j k a — dla d o r o s ł y c h . A l b o w i e m to m y

p o d k s z t a ł c o n y c h p l a s t y k ó w a nawet i n s p i r u j ą c y c h się t y m

t w o r z ą , c z ę s t o n a w e t nie w i e d z ą o t y m , iż istnieje c o ś takiego

s t y l e m profesjonalnych

j a k p o j ę c i e s z t u k i n a i w n e j , naiwnego

artystów-plastyków.

stylu.

Kot.; S. D^ptuszewski, il. 8; A. Jackowski, il. ?; T. Kaźmierski, 11, 5; L . Sempoliński, il, 1, 15; J . Świderski, il. 3, 4, Г—H

22

twórców,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11150" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11128">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/88e95cbc3bb35ae723e3a1d5a24dd97d.pdf</src>
        <authentication>55c33e3c80d73c595b8dff89d32cae20</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132959">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3619</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132960">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132961">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3396</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132962">
                <text>"No i talent się ujawnił" - o Stanisławie Suchockim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132963">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.188-189</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132964">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132965">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132966">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132967">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132968">
                <text>Nu i talent ujawnił się
O Stanisławie Suchockim
Aleksander Jackowski
„ M n i e nikt k r z y w d y nie z r o b i ł , s z e d ł pijany - to j a j e m u d a l
d r o g ę , niech idzie... Bitka? j a nie w i d z i a ł , ani ś w i a d k i e m nie
b y ł . " Ż y c z l i w y dla w s z y s t k i c h , dla ludzi i z w i e r z ą t . Z m a r s z c z k i
na jego twarzy b y ł y z m a r s z c z k a m i u ś m i e c h u . K i e d y , co k i l k a
lat, p r z y j e ż d ż a ł do nas. do W a r s z a w y p o k a z a ć nowe r z e ź b y ,
j a k b y s ł o ń c e z a ś w i e c i ł o . P o c h o d z i ł z L i t w y , u r o d z i ł się 12
listopada 1906 r. w J u r g i s z k a c h . Jeeo ojciec p r a c o w a ł na kolei

on u k o ń c z y ł s z k o ł ę p o d s t a w o w ą r o s y j s k ą , p o l s k ą i l i t e w s k ą .
Potem w y w ę d r o w a ł do K o w n a i z a j m o w a ł się szewstwem, m i a ł
warsztat c h o l e w k a r s k i . O ż e n i ł się. M i a ł p r z y j a c i ó ł , g r y w a ł
f. nimi w i e c z o r a m i w szachy. K i e d y ś p o m y ś l a ł , ż e dobrze by
b y ł o m i e ć szachy zrobione przez siebie. W y r z e ź b i ł 32 figury
z g ł o w a m i ludzi, d ł u g o je r o b i ł , s a m b y ł c i e k a w j a k w y j d ą . „ N u
i talent u j a w n i ł s i ę w 1933 r o k u przy d u ż e j i l o ś c i s z a c h o w y c h
figurek." W o b e c tego w y r z e ź b i ł d z i e ł o p o w a ż n i e j s z e - o ł ­
tarzyk, na g ó r z e k r z y ż , po b o k a c h d w a a n i o ł y . A l e w k r ó t c e
p r z e s t a ł r z e ź b i ć . C z a s u nie b y ł o , c z w ó r k ę dzieci trzeba b y ł o
w y ż y w i ć . S ą d z ę , ż e nie tylko o czas c h o d z i ł o , w y r z e ź b i ł to, co
c h c i a ł m i e ć , a r z e ź b i ć , ot tak, nie w i a d o m o dla kogo i po co,
w y d a w a ł o m u się stratą c z a s u . P ó ź n i e j sytuacja r z e c z y w i ś c i e
u l e g ł a zmianie. Z a ł o ż y ł r o d z i n ę i nie m i a ł j u ż nawet kiedy g r a ć
w szachy.
W latach wojny N i e m c y wysiedlili go z r o d z i n ą i r o d z e ń s t ­
wem na S u w a l s z c z y z n ę . P o wojnie brat w r ó c i ł do K o w n a ,
siostry na swoje gospodarstwa, ale d o k ą d o n m i a ł j e c h a ć ?
Z i e m i nie m i a ł , a szewc m ó g ł b y ć w s z ę d z i e potrzebny. Zdecy­
d o w a ł s i ę p r z e n i e ś ć na D o l n y Ś l ą s k , podobnie j a k wielu i n n y c h
L i t w i n ó w . Z a m i e s z k a ł w okolicach L w ó w k a Śląskiego, w D o ­
brej k. O l e ś n i c y , p ó ź n i e j s i ę p r z e n i ó s ł do P i l c h o w i c i B e ł c z y n y .
Z a j m o w a ł s i ę szewstwem p ó ź n i e j z o s t a ł p a l a c z e m w k o t ł o w n i
centralnego ogrzewania. D z i e c i d o r o s ł y , p o s z ł y w ś w i a t . Z o s t a ł
tylko z ż o n ą . A l e w 1971 r. ż o n a z m a r ł a . P r z e ż y ł to g ł ę b o k o ,
z a c z ą ł r z e ź b i ć , „ ż e b y z a p o m n i e ć i s a m o t n y m nie b y ć " . N a p i s a ł
o t y m w l i ś c i e do mnie . . N a w i e d z i ł a mnie ta m v ś l a k u r a t 27
listopada i od tedy j u ż nie przestaje r z e ź b i ć . " W pierwszej
k o m p o z y c j i w r ó c i ł p a m i ę c i ą do lat wojny, kiedy to 3 czerwca
1944 r N i e m c y soalili s ą s i e d n i a w i e ś a w niei 119 o s ó b .
W y r z e ź b i ł Plączącą Matkę. „ P a n i e , j a c a ł y m i e s i ą c w a l i ł s i ę z tą
r z e ź b ą . D r u g a j u ż mi lżej p o s z ł a . . . " P r a c a s p r a w i a ł a mu
s a t y s f a k c j ę , byl cierpliwy, spokojny. „ J a k c z ł o w i e k rzeźbi,
p r a c ą z a j ę t y , nie m a co z ł e g o m y ś l e ć . " Z a c z ą ł s i ę nowy okres
ż y c i a , m o ż e ' n a j w a ż n i e j s z y . „ J a talent z n a l a z ł s w ó j przed
ś m i e r c i ą . . . i teraz rzeźbi. Dlatego i s p r z e d a ć nie chce, c h y b a że
się k o m u j u ż bardzo spodoba. J a k wtedy o d m ó w i ć ? "
P r a c o w a ł g ł ó w n i e n o ż e m szewskim, po 6 a nawet więcej
godzin dziennie. „ S t a r y j u ż . a tyle by jeszcze c h c i a ł z r o b i ć .
S a m y c h m y ś l i na r z e ź b ę jest 200, a m o ż e i w i ę c e j , i d ę po ulicy
a m y ś l i n o w e p o w s t a j ą , to j a k w r a c a m d o d o m u zamiast s p a ć
r z e ź b i ę - aby d o g o n i ć siebie." M i a l zawsze od 30 do 40
z a c z ę t y c h r z e ź b . N a j c h ę t n i e j „ p o r t r e t o w a ł " ludzi „ b o k a ż d y
m a inny w y g l ą d " . P o d p a t r y w a ł w k s i ą ż k a c h , j a k w y g l ą d a ł
K o p e r n i k , O r z e s z k o w a czy K o n o p n i c k a - r z e ź b i ł po swojemu,
p ł a s k o , s t o s u j ą c c z ę s t o a ż u r . inaczej n i ż w s z y s c y inni w Polsce
czy n a Litwie. Nie w z o r o w a ł s i ę na n i k i m , ale s ą d z ę - miał
w p a m i ę c i , w p o d ś w i a d o m o ś c i c h a r a k t e r y s t y c z n e dla sztuki

188

�litewskiej p ł a s k i e , o r n a m e n t o w a n e i a ż u r o w a n e p r z ę ś ł i c e . R z e ź b i ł w lipie, b u k u , b a r d z o
starannie, gotowe prace p o l e r o w a ł , p o c i ą g a ł l a k i e r e m , prawie zawsze w y p a l a ł n a nich „ r u s k ą
e l e k t r o ż i g a ł k ą " napis w p o l s k i m lub litewskim j ę z y k u , aby w i a d o m e b y ł o , c o k t ó r a

przedstawia np. Pieta Oświęcimska,

W kręgu chłopskiej

kultury, Święty

Tercyzjusz

(.mię

s y n a ) , Zadowolona matka. Swoisty humor ludowy. N a j w i ę k s z ą w a g ę p r z y w i ą z y w a ł d o g ł o w y
i gestu. „ I n n i r z e ź b i a r z e o c z u nie r o b i ą - d z i w i ł s i ę . J a k to t a k ? J a z a w s z e r o b i ę . " C z a s e m
p o j a w i a j ą s i ę w jego r z e ż b i a c h z w i e r z ę t a : kot, k o ń , kot d ł u g i (!), ale s ą one c z ę ś c i ą n a r r a c j i ,
natomiast ptak m a znaczenie symboliczne i artysta c z ę s t o w y k o r z y s t u j e jego m o t y w j a k o
symbol życia, optymizmu, p r z e z w y c i ę ż e n i a trudności. Wszystkie rzeźby Suchockiego są
z r e s z t ą Doeodne c z ę s t o ż a r t o b l i w e d y n a m i c z n e C h a r a k t e r y s t y c z n a iest ich e r a f i c z n o ś ć
Dłynność wiiaceeo sie k o n t u r u sDrowadzenie tematu d o syntetycznego z n a k u C z a s e m
Doiawia sie kolor Drzynalenie a w i ę k s z e Dłaszczyzny z w ł a s z c z a edv icst to uzasadnione
merytorycznie r z e ź b i a r z o ż y w i a r y t m i c z n y m ż ł o b k o w a n i e m F m t a z i e m i a ł o e r o m m n i e
skrępowaną żadnymi wzorami.
'
W 1978 r. o ż e n i ł się p o w t ó r n i e . K o n t a k t z L i t w ą u t r z y m y w a ł z a w s z e , s t a m t ą d p r z y s y ł a n o
m u gazety. A l e j e d n o c z e ś n i e z a k l i m a t y z o w a ł się w ś r o d o w i s k u p o l s k i m M ó w i ł p i ę k n i e ,
śpiewnie w obu j ę z y k a c h , a napisy n a r z e ź b a c h w y k o n y w a ł w j e d n y m , b ą d ź d r u g i m .
D e c y d o w a ł temat i przeznaczenie. L u b i ł m i e ć d o k o ł a swe prace, to - ś m i a ł s i ę moje dzieci.
C h ę t n i e j d a w a ł je l u d z i o m , k t ó r y c h l u b i ł , n i ż s p r z e d a w a ł . A l e w ostatnich latach ż y c i a m u s i a ł
to c z y n i ć , m i a ł d o m , o b o w i ą z k i , w i ę c p i e n i ą d z e b y ł y potrzebne. Z r e s z t ą r z e ź b m i a ł j u ż w tym
czasie wiele, d o l i c z a ł , ż e co najmniej 1000 z d o ł a ł w y k o n a ć . C i e s z y ł o go, że za w ę d r o w a ł y do
A m e r y k i , K a n a d y , że m i a ł j e wielki k o l e k c j o n e r w a r s z a w s k i N i e m i e c - L u d w i g Z i m m e r e r .
O g l ą d a m prace wczesne i z lat o s i e m d z i e s i ą t y c h . P o t w i e r d z a s i ę s p o s t r z e ż e n i e , iż a r t y ś c i
s a m o r o d n i , k t ó r z y z a c z ę l i t w o r z y ć w p ó ź n y m okresie ż y c i a , j u ż w p i e r w s z y c h p r ó b a c h
zdradzali te cechy stylistyczne ten SDOsób m y ś l e n i a k t ó r y realizowali nasteDnie nrzez c a ł e
ż y c i e W c z e s n e i ostatnie r z e ź b y S u c h o c k i e e o s a w.stocie t o ż s a m e Nie ma w a t n l i w o ś c i tylko
on tak w ł a ś n i e r z e ź b i ł taka m i a ł w y o b r a ź n i e Jedynie s n r a w n o ś ć w y k o n a n i a s t a w a ł a s i e
coraz w i ę k s z a noszerzal sie k r a s norieimowanych t e m a t ó w
rozwijała fantazia
I eez
nodstawowa formuł-, t y c h r z e ź b nie u l e g ł a z m i a n i e
w nokkiei
samorodnej

rzeżhie h.dowei
Piękna s z f k a l

ani w litewskie!

i.w.na

k.ńry

lLlJX7i

7

Nie znaidziemy

d l a niei a n a ooii a n i

P i ę k n y to n r z e i a w ^ a n t e n t y r z n e i
u,PnUre

„

E

i

* T B » 3 k k S

prz^jazn^^
— w jego rzeźbcich.
Z m a r ł 29 m a j a 1990 r. w P i l c h o w i c a c h .
W y s t a w a i n d y w i d u a l n a : Wrocław, Galeria w Dziennikarzy, 1976 r., (katalog).
U d z i a ł w licznych wystawach zbiorowych, lokalnych, w o j e w ó d z k i c h przeglądach plastyki
amatorskiej, konkursach na rzeźbę l u d o w ą . Prezentowany na wystawach finałowych o g ó l n o p o l s k i c h
przeglądów twórczości nieprofesjonalnej (Szczecin. W r o c ł a w ) .
P r a c e w zbiorach m u z e ó w etnograficznych: W r o c ł a w . Warszawa. K r a k ó w . T o r u ń . Płock
Bibliografia:
T . Lutogniewski, Codziennie niedziela, „ W i a d o m o ś c i " , Wrocław, 24.02.1972
G r o d . , Nóż mnie oglądał i drzewo, „ N o w i n y Jeleniogórskie" 11.05.1972
G r o d . , Świat pod dłutem, „ N o w i n y Jeleniogórskie". 4.01.1973
Tomasz Kalicki. Bezdomna pasja. „ W i a d o m o ś c i " , W r o c ł a w 26.07.1973
Bogdan Górecki, w s t ę p do katalogu wystawy, W r o c ł a w , marzec 1976
Marian Pokropek. [nota w:] Jarmark Płocki. I V Płock 1977
M S , Kariera ze smutku. „ N o w i n y Jeleniogórskie", 9.09.81

189

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11155" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11133">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/976c7662b26d06650c9f6c4e4dfb92a9.pdf</src>
        <authentication>e9d85ff3271df9a1590b65dab93a8125</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133012">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2327</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133013">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133014">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133015">
                <text>Jan Świderski (15.12.1931-24.03.1991) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133016">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2, s.63</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133017">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133018">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133019">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133020">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133021">
                <text>Jan Świderski
15.XII.1931-24.III.1991
Pożegnaliśmy Go dzisiaj. Tłum ludzi, wieńce. Trzeba było kłaść
kwiaty na sąsiednich grobach. Zaskoczenie... Więc tylu ludzi Go
znało, tylu osobom był bliski ? Więc to był nie tylko „nasz" Janek,
Instytutowy, Krakowskiej Pracowni Dokumentacji Sztuki Ludo­
wej, redakcji „Polskiej Sztuki Ludowej"?
Każdy miał swojego Janka. Rodzina, córka o której mówił
z tkliwością, koledzy, przyjaciele - których nigdy nie zawiódł.
W Instytucie był niemal „od zawsze". Trzydzieści siedem lat...
Różnych. Trudnych. Przychodzili nowi pracownicy, zmieniali się
dyrektorzy, on był. Należał do tej formacji ludzi, których coraz
- niestety - mniej. Lojalny, przyzwoity, szanujący każdego
człowieka, skory do pomocy. Przy tym świetny pracownik, szybki,
pracowity, odpowiedzialny, bezinteresowny.
Zwracaliśmy się do niego, kiedy trzeba było znaleźć zdjęcie
jakiejś rzeźby, skrzyni, czy postaci - kiedyś, gdzieś sfotografowa­
nych w terenie. Pamięć miał znakomitą, komputerową, wiedzę
dużą. Umiał się uczyć, a przebywając w kręgu prof. Romana
Reinfussa i jego współpracowników stał się etnografem z praw­
dziwego zdarzenia. Z aparatem fotograficznym na szyi przemie­
rzył tysiące kilometrów, docierając do najdalszych zakątków
Kraju. Efektem tych wędrówek jest blisko 65.000 zdjęć w Ar­
chiwum Fotograficznym Instytutu. Często bezcennych już doku­
mentów ludowej kultury, sztuki. Zdawał sobie sprawę z wagi tego
co robi, w czym uczestniczy. Wiedział, że jest to wyścig z czasem,
że kapliczka dziś pominięta, jutro może już nie istnieć, że zdjęcie
może zostać jedynym śladem, jaki zostanie po człowieku, zabyt­
ku, sytuacji. Nie raz pracował z gorączką, narażał się, spadał
z drzewa, gdy mimo zakazu Profesora wdrapywał się wysoko, by
z tej perspektywy sfotografować jakiś okół, czy wiejskie zabudo­
wania. Nie odrabiał pańszczyzny. Praca, którą wykonywał, była
jego pasją. Dla utrwalenia śladów chłopskiej kultury zrobił więcej
niż nie jeden gabinetowy uczony. Tak to bowiem się dzieje, że
teorie przemijają, wiele tekstów traci po latach sprężystość
i żywość, a praca dokumentalisty pozostaje. Więcej - z każdym
dziesięcioleciem zyskuje na wadze.
Był fotografem wrażliwym na urodę rzeźby, widzącym człowie­
ka, twórcę. Nic dziwnego, że zabiegano o jego fotografie. Bo
i czym byłby album Sztuka ludu polskiego (A. Jackowskiego i J .
Jarnuszkiewiczowej) bez zdjęć Świderskiego? Trudno wręcz
wyobrazić sobie wiele książek bez Jego prac. Najlepszym świa­
dectwem tego jest fakt, iż prof. Reinfuss zaproponował mu
współautorstwo książki Sztuka ludowa w Polsce. Przez ćwierć
wieku był to podstawowy, jedyny podręcznik uczący tego, czym
jest sztuka ludowa.

SUMMARY
W i e s ł a w J u s z c z a k , PALAEOLITHICAL EPOS
The behavoiur of goddess Tetida pouring red nectar (ambrosia,
which is etymologicaly connected with immortality) into the
nostrils of Patroclesto detain the decay of his body (The Iliad) has
its analogies in much earlier palaeolithical burials when the
bodies were often powdered with ochre. It is also possible to find
graves where from the mouth and nostrils of a dead person we
can see a small ditch fulfilled with ochre (you can also compare
painted animals from Magalenian period with painted lines
coming out from the muffle). One can think that it was the way to
imagine the breath and a life itself. This magical gesture is treated
by the author as the first artistic gesture. In the beginning of art
there is another attempt of embodiment, a pretence but not
imitation (the author cuts him away from the mimesis theory of
the origin of art). The gesture of Tetida in this way shows the
temporarily earlier stratum in The Iliad - the palaeolithical
tradition. Using two newly edited books ( J . Cowan, Mysteries of
the Dreaming. The Spiritual Life of Australian Aborigines and B.
Chatwin, Songlines) the author reconstructs the australian - palaeolitical in tis core - picture of the world. The Australians didn't
dwell in the traditional, european meaning of the word. They
dwelt in the room, the teritory of every year repeated wanderings.
The Earth itself was a picture for them and her elements had
special meaning suplied by the events from the beginning
-fulfilled - in the period of Dreaming.
„The Sacral Topography" is created in connection with land­

Z najlepszych zdjęć skompletował trzy wystawy, które obej­
rzało w Polsce wiele tysięcy osób. „Dawną rzeźbę ludową"
pokazał w Warszawie, Zakopanem, Radomiu i Kielcach (1971),
w Nowym Sączu i Płocku (1972) Włocławku (1975). „Polską
sztukę ludową" w Warszawie, na wystawie z okazji 30-lecia
naszego pisma (PME - 1977). W tym samym roku pokazał ją
w Myślenicach, a rok później w budapeszteńskim Ośrodku
Informacji Kultury Polskiej. „Budownictwo ludowe" pokazano
w Instytucie (1970), a później w Olsztynie, Zakopanem, War­
szawie (PME), Toruniu (1980), Nowym Sączu i Tarnowie
(1983), w Kielcach (1988).
Drugim ważnym obszarem zainteresowań Świderskiego były
warszawskie Powązki, te na których spoczął w rodzinnym grobie.
Co roku zbierał w dniu Wszystkich Świętych datki na konserwa­
cję zabytkowych grobów. Dumny był, pamiętam, gdy któregoś
roku okazało się, że zebrał więcej od innych... Pracował społecz­
nie w Towarzystwie Opieki nad Zabytkami, fotografował pomniki
na Powązkach, i jego zdjęcia wykorzystał Jerzy Waldorff w książ­
ce Przed bramą wielkiej ciszy (1990) a także Cmentarzu Powąz­
kowskim w Warszawie (1982).
Otrzymał za swą działalność Złoty Krzyż Zasługi, odznakę
Zasłużonego Działacza Kultury, Dyplom Uznania Towarzystwa
Opieki nad Zabytkami, Nagrodę „Polskiej Sztuki Ludowej",
Dyplom Ministra Kultury i Sztuki za osiągnięcia w upowszech­
nieniu kultury. Myślę jednak, że największą satysfakcję sprawiało
mu to, że wiedział, jak jest nam wszystkim potrzebny i jak wielki
jest jego wkład w utrwalenie dokumentów ludowej kultury.
Aleksander Jackowski
2 kwietnia 1991

OF

ARTICLES

scape and myth. All encyclopaedic knowledge about the con­
tinent is contented in songs sung by the forefathers in wandering
creating by this songs places as we can them see nowadays. Every
member of the group inherits the parts of this great song.
Rememberance of these songs is real property of people. They
can lend them to others to give them a chance to wander on their
teritory. It could be treated as a great system of mutual co­
operation which enables the wandering. At least once a year
aborigines wandering sing their song (reading it from the
landscape) - it is a wandering Dreaming which gives new
actuality to primaeval events. In special holy places-„hot places"
where there are paintings having mnemotechnic function - take
place the regeneration of spiritual and physical forces of Aust­
ralians.
The author suggests that similiar great epos would have been
existed in Mediterranean circle and its parts - recreated by
.genious poet had left in such masterpieces as: The Odyssey, The
Iliad or Babylonian epos.
J a c e k O l ę d z k i , J E S U S WALKS ON THE WATER OF GENNESARET LAKE
Paintings concerning the miracle on Gennesaret Lake belong
to a very rare iconographic motive in Poland. After the llnd World
War a painter Gałęza has painted for the church in Rokicie such
a painting. In the end of 70th it was replaced by another painting
(by Piekarski) dealing with the same iconographical motive.
63

1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11168" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11146">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/51779dff750d65f8c59454efeaa8a379.pdf</src>
        <authentication>0a73f2bc956efbcc4de3a6fd426ed453</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133150">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4753</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133151">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133152">
                <text>1970</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133153">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4411</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133154">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1970 t.24 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133155">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1970 t.24 z.3-4; s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133156">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133157">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133158">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133159">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133160">
                <text>AKTUALNE PROBLEMY LUDOWEJ TWÓRCZOŚCI I OPIEKI NAD NIA W POLSCE
16.XII.1969 r. redakcja wraz z P r a c o w n i ą Badania
Sztuki Nieprofesjonalnej IS P A N z o r g a n i z o w a ł a konferen­
cję dotyczącą
aktualnego stanu twórczości
ludowej
w Polsce i form opieki nad s z t u k ą l u d o w ą . W dyskusji
wzięli udział: dr Kazimierz Pietkiewicz, dyrektor P a ń ­
stwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie,
mgr
S t a n i s ł a w Stroiński, prezes Z a r z ą d u Z w i ą z k u Spółdzielni
P r z e m y s ł u Ludowego i Artystycznego „Cepelia", dr M a r ­
cin Czerwiński, socjolog, pracownik Zespołu prognoz spo­
łecznych Instytutu Filozofii i Socjologii P A N , redaktor
Aleksander M a ł a c h o w s k i , pracownik redakcji publicy­
styki i r e p o r t a ż y w Naczelnej redakcji audycji literackich
Polskiego Radia, prof. Wanda Telakowska, plastyk, kie­
r o w n i k Pracowni ś r o d o w i s k o w y c h inwencji plastycznych
Instytutu Wzornictwa P r z e m y s ł o w e g o , mgr Tadeusz W i ę c ­
kowski, z a s t ę p c a prezesa do spraw artystycznych w Z w i ą z ­
k u „Cepelia", mgr S t a n i s ł a w Błaszczyk, kustosz w Dziale

Etnografii Muzeum Narodowego w Poznaniu, mgr A n t o ­
ni K r o h , etnograf,
asystent w
Muzeum T a t r z a ń s k i m
w Zakopanem, Maciej S z a ń k o w s k i , rzeźbiarz, pracownik
W y d z i a ł u nadzoru artystycznego w Cepelii, mgr Zygmunt
Ciesielski, k i e r o w n i k Z a k ł a d u Badawczego Cepelia, mgr
Jadwiga Jarnuszkiewiczowa, redaktor „Polskiej Sztuki
Ludowej", mgr A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a z Pracowni
Badania Sztuki Nieprofesjonalnej Instytutu Sztuki P A N ,
prof. Maria Bujakowa, dyrektorka Technikum Tkactwa
Artystycznego i m . H . Modrzejewskiej w Zakopanem, mgr
A n t o n i K a m i ń s k i , k i e r o w n i k Działu nadzoru etnograficz­
nego i artystycznego w Cepelii, mgr B o ż e n a Golczowa,
pracownik W y d z i a ł u nadzoru etnograficznego w Cepelii.
Referat w p r o w a d z a j ą c y wygłosił redaktor naczelny „ P o l ­
skiej Sztuki Ludowej", mgr Aleksander Jackowski. Poni­
żej drukujemy opracowany i autoryzowany stenogram
konferencji.

A L E K S A N D E R JACKOWSKI

nej sztuki ludowej — wieś w i d z i , że jej obyczaje i w y ­
t w o r y ludowej k u l t u r y artystycznej cieszą się zaintere­
sowaniem miasta, zagranicy, że s ą cenione i poszukiwa­
ne. N a s t ę p u j e w i ę c jakby w t ó r n a ich nobilitacja w ro­
dzimym ś r o d o w i s k u .
Jakby jednak nie był silny sentyment dla w ł a s n e j
tradycji artystycznej, nie zmienia on faktu, że sztuka
ludowa w swych dawnych funkcjach i formach obumie­
ra. I nie należy łudzić się,' że d z i ę k i r ó ż n o r a k i m formom
pomocy uda się ten proces p o w s t r z y m a ć . M o ż n a go jedy­
nie opóźnić, m o ż n a m ą d r ą działalnością s p o w o d o w a ć , że
w z g l ę d n i e długo żyć b ę d z i e ludowa inwencja, i że pro­
ces scalania się r ó ż n y c h n u r t ó w k u l t u r y narodowej, tra­
dycje ludowej sztuki w c i ą ż o d g r y w a ć b ę d ą istotną rolę.
W a ż n e jest więc, aby z d a w a ć sobie s p r a w ę z obecnej
sytuacji sztuki ludowej i widzieć zadania jakie przed
nami stawia życie.

Wprowadzenie do dyskusji

Żyjemy w czasie w i e l k i c h i szybko
postępujących
przemian. Sytuacja ludowej twórczości zmienia się do­
słownie z r o k u na rok, toteż w a r t o co j a k i ś czas zastano­
wić się nad t y m , jaka "jest aktualna sytuacja tej t w ó r ­
czości, co zmieniło się i co się powinno zmienić w for­
mach naszej opieki nad s z t u k ą l u d o w ą .
Dawna, tradycyjna k u l t u r a ludowa ginie nieuchron­
nie, przestały bowiem działać bodźce, k t ó r e prowoko­
wały dawniej jej powstanie i życie. J u ż w nielicznych
tylko enklawach spotkać m o ż n a regionalny strój, oby­
czaj, zdobnictwo, a i tam, gdzie tradycje takie do nie­
dawna jeszcze istniały — zwłaszcza w ś r ó d ludzi star­
szych — z a n i k a j ą one w szybkim tempie. J e d n o c z e ś n i e
w y r a ź n i e r o ś n i e w ś w i a d o m o ś c i powszechnej ranga ludo­
wej sztuki jako jednego z n u r t ó w naszej narodowej, po­
wszechnej tradycji. Sztuka ludowa w sposób najbardziej
chyba w y r a ź n y i czytelny uosabia w tej tradycji rysy
rodzime i o d r ę b n e , zdolne przy t y m w c i ą ż jeszcze do dal­
szych inspiracji naszej współczesnej k u l t u r y artystycznej,
choć na pewno w sposób inny,
niż to m i a ł o miejsce
w przeszłości.
Szacunek nasz i sympatie
dla
ludowej twórczości
artystycznej wolne s ą przy t y m od romantycznych unie­
sień, młodopolskich t ę s k n o t i programowych deklaracji
minionych lat. S z t u k ę l u d o w ą cenimy przecież tak wyso­
ko nie dlatego, że jest dziedzictwem dorobku naszego
ludu, ale dla jej rzeczywistych w a l o r ó w artystycznych,
powszechnie dziś odczuwanych. Dzięki wystawom, festi­
walom, książkom, prasie, telewizji, w y s t ę p o m estrado­
wym, ś w i a d o m o ś ć w a l o r ó w ludowej sztuki budzi się na
nowo w macierzystym jej ś r o d o w i s k u , m i m o iż na co
dzień preferuje się dziś na wsi inne mody, inny styl ży­
cia. P r z y k ł a d o w o — strój ludowy stał się rekwizytem
wszelkich zbiorowych w y s t ą p i e ń wsi czy regionu na ze­
w n ą t r z . Strój ten pojawia się na procesjach Bożego Cia­
ła, D o ż y n k a c h Centralnych, podczas ś w i ą t i uroczystości
p a ń s t w o w y c h i lokalnych, wszędzie tam, gdzie istnieje
miejscowa tradycja a zachodzi potrzeba reprezentacji.
Stał się więc symbolem regionu, symbolem w ł a s n e j i go­
dnej szacunku przeszłości.
Rozwój t u r y s t y k i i z a i n t e r e s o w a ń zabytkami przesz, łości r ó w n i e ż pomaga w zmianie stosunku do tradycyj144

Pojęcie „ s z t u k a l u d o w a " jest nieostre, o t y m wiemy.
Pojęcie to staje się jednak, mimo w y s i ł k ó w etnografów,
coraz bardziej wieloznaczne wobec zjawisk r ó ż n y c h od
siebie. S z t u k ą l u d o w ą nazywa się w i ę c :
1 — Relikty dawnej twórczości zachowane jeszcze „w te­
renie", p a m i ą t k i , t k w i ą c e w kufrach, na strychach,
rzadko — na ś c i a n a c h izb.
2 — Twórczość żywą, k o n t y n u u j ą c ą dawne, tradycyjne
formy, czasem twórczo,
p r z e w a ż n i e jednak coraz
bardziej mechanicznie
kopiującą
dawne wzory.
Twórczość jednostek, p r z e w a ż n i e ludzi starych, k t ó ­
rzy p a m i ę ć dawnych technik i f o r m wynieśli je­
szcze z rodzinnego domu, i k t ó r z y — m i m o tego, że
uczestniczą już dziś w i n n y m modelu k u l t u r y —
nadal stare formy o d c z u w a j ą jako swoje, bliskie
sobie.
3 — Adaptacje
dokonywane
przez
ludowego twórcę
z i n i c j a t y w y w ł a s n e j lub instytucji z a m a w i a j ą c e j .
Adaptacje takie b a z u j ą
oczywiście na dawnych
wzorach, a rolę ś r o d o w i s k a , k t ó r e n i e g d y ś akcepto­
w a ł o lub o d r z u c a ł o i n n o w a c j ę , p e ł n i ą eksperci z ze­
wnątrz
(komisje etnograficzne
Cepelii, plastycy,
działacze, przypadkowi doradcy — jak dziennikarz,
turysta, k u p u j ą c y ) .
4 — W y t w o r y o charakterze l u d o w y m (a ściślej mówiąc
„w stylu ludowym") p o w s t a j ą c e w z a k ł a d a c h zwar­
tych, produkowane
przez
różnych
wytwórców,

�w t y m t a k ż e i p l a s t y k ó w . P r o d u k c j ę m a s o w ą , fa­
bryczną, b a z u j ą c ą na mniej czy bardziej „ l u d o w o podobnych" wzorach.
5 — Dzieła p o w s t a ł e d z i ę k i inspiracji plastyka-opiekuna,
u m i e j ę t n e g o r e ż y s e r a talentu uzdolnionej jednostki
lub grupy regionalnej. Dzieła w k t ó r y c h dochodzi
do głosu inwencja
osobista
twórcy,
bazującego
w sposób naturalny (nieświadomy) na zapleczu daw­
nej k u l t u r y artystycznej regionu, na ż y w e j jeszcze
tradycji ludowej.
В — W y t w o r y oparte o pewne wzory dawnej sztuki l u ­
dowej, a zwłaszcza o zasady m y ś l e n i a charaktery­
styczne dla ludowej rzeźby czy malarstwa. Do tej
kategorii zaliczam prace c a ł e j plejady rzeźbiarzya m a t o r ó w , ś w i a d o m i e w y b i e r a j ą c y c h „ l u d o w ą " kon­
w e n c j ę f o r m a l n ą , jako tę, w k t ó r e j n a j ł a t w i e j jest
i m się w y p o w i e d z i e ć i k t ó r a jest pokupna.
7 — Współczesną s z t u k ę ż y w ą na w s i i w ś r ó d pewnych
grup ludności miejskiej, s z t u k ę t w o r z o n ą z a r ó w n o
przez siebie d l a siebie (sztuczne kwiaty, czasem —
„ d y w a n y " ) , j a k też i z a s p o k a j a j ą c ą potrzeby este­
tyczne tych g r u p (np. d y w a n y czyli m a k a t k i , „ o b r a ­
zy" na szkle, w i e ń c e nagrobne ze sztucznymi k w i a ­
tami, f i g u r k i c u k r o w e i gipsowe odlewane z form,
jak np. baranki), g a l a n t e r i ę j a r m a r c z n ą i odpusto­
wą, t a n d e t n ą , ale b a r w n ą , j a s k r a w ą , n a w i ą z u j ą c ą
do istniejących potrzeb estetycznych k u p u j ą c y c h .
Można oczywiście ten p o d z i a ł uściślić, w y o d r ę b n i ć
inne jeszcze zjawiska, k t ó r e nazywa się potocznie „sztu­
ką l u d o w ą " , nie w t y m jednak rzecz. Wystarczy, jeśli
uprzytomnimy sobie, j a k
różne
kategorie twórczości
i jak r ó ż n e rzeczy nazywamy „ s z t u k ą l u d o w ą " .
Jeśli teraz s p r ó b u j e m y d o p a s o w a ć " do wymienionych
wyżej grup powszechnie s t o s o w a n ą definicję sztuki l u ­
dowej jako sztuki wytwarzanej na u ż y t e k w ł a s n y (wła­
snej społeczności), sztuki z n a j d u j ą c e j p o w s z e c h n ą apro­
batę, to okaże się, że najbliższą tej d e f i n i c j i jest grupa
7, a więc w s p ó ł c z e s n e -makatki, sztuczne k w i a t y , hafto­
wane ręczniki, kolorowe t ł a — obrazki pod fotografie —
słowem to, co najczęściej dyskwalifikuje się jako „kicz",
jako p r o d u k t rozpadu k u l t u r y a nie jej d ą ż e ń konsty­
tuujących.
Twórczość ta odpowiada ż y w o t n y m potrzebom este­
tycznym pewnych grup społeczności miejskiej i żyjącej
na wsi, opiera s i ę o wciąż jeszcze ż y w e z a m i ł o w a n i e do
barwnych kompozycji, do s t r ó j ności, p a r a d n o ś c i . Jest ona
n a m i a s t k ą sztuki ludowej naszego czasu. N a m i a s t k ą , po­
nieważ w p e ł n y m sensie tego o k r e ś l e n i a „ s z t u k ą ludo­
wą" nie jest. Wyrasta bowiem z reliktowych u p o d o b a ń
grup, k t ó r e coraz silniej u t o ż s a m i a j ą się z k u l t u r ą ogól­
nonarodową. Jest to więc klasyczny p r z y k ł a d twórczości
okresu pogranicza, rozpadu jednej formacji kulturowej
i tworzenia się nowej. W t y m procesie zespalania się
różnych warstw i grup społecznych
g i n ą podstawowe
przesłanki dawnej stratyfikacji społecznej, choć nie g i ­
ną przecież automatycznie wszystkie różnice — w cha­
rakterze wykonywanej pracy, tradycji, n a w y k ó w k u l t u ­
rowych a więc i preferencji estetycznych. Obserwuje się
raczej powstawanie r ó ż n y c h subkultur, tworzonych za­
równo na podłożu różnic z a w o d ó w , j a k w y k s z t a ł c e n i a ,
pozycji społecznej, wieku.
Dystans m i ę d z y s z t u k ą n o w o c z e s n ą a p r z e c i ę t n y m
odbiorcą wciąż jest duży, a w zakresie plastyki nie
istnieje takie z r ó ż n i c o w a n i e p o d a ż y r y n k o w e j j a k w m u ­
zyce, gdzie r ó w n o l e g l e na antenie radiowej i telewizyj­
nej w y s t ę p u j e pełen
repertuar od m a d r y g a l i s t ó w do

mandolinistów.
Brak podobnego zaspokojenia potrzeb
wizualnych z r ó ż n i c o w a n y c h k r ę g ó w odbiorczych sprawia,
że n a s t ę p u j e t u polaryzacja o wiele ostrzejsza wokół „to­
waru", k t ó r y jest na r y n k u . Nie m u s z ę t ł u m a c z y ć , dla­
czego sztuka „ j a r m a r c z n a " m a tak liczną klientelę. Po
prostu nie s t w o r z y l i ś m y dostatecznie dostępnej i atrak­
cyjnej sztuki dekoracyjnej, k t ó r a b y zaspokoiła potrze­
by istniejące w r ó ż n y c h grupach. Toteż makaty, obrazki
na szkle i r ó ż n e „ m o n i d ł a " spotykamy z a r ó w n o w ś r ó d
ludzi biednych j a k i z a m o ż n y c h ,
na wsi i w mieście,
w mieszkaniu .rolnika, robotnika, u r z ę d n i k a a nawet
i reprezentanta wolnych z a w o d ó w (choć t u oczywiście
znaczniej rzadziej —- istnieją t a m b o w i e m inne wzory
ś r o d o w i s k o w e ) . Nie jest to więc „ l u d " w klasycznym po­
jęciu i dlatego t e ż nie jestem pewien czy m o ż n a z czy­
stym sumieniem p o w i e d z i e ć o omawianej t u grupie, iż
jest „ w s p ó ł c z e s n ą s z t u k ą l u d o w ą " . Jest to jednak sztuka
peryferii, sztuka okresu rozpadu ludowej k u l t u r y .
Na pewno i w tej grupie znajdzie się niejedno godne
uwagi, n o b i l i t o w a l i ś m y j u ż b u k i e t y ze sztucznych k w i a ­
tów, k t ó r e wystawione przed k i l k u laty przez Cepelię
w Warszawie szybko zdobyły sobie rynek i to ten naj­
wybredniejszy. Pierniki, c u k r y a nawet n i e k t ó r e (nie­
liczne!) makaty czy obrazy na szkle r ó w n i e ż zasługują
na życzliwą u w a g ę osób i instytucji zajmujących się
s z t u k ą l u d o w ą i r e g i o n a l n ą p a m i ą t k ą . T y m bardziej że
zmienia się i zastosowanie tej twórczości we w n ę t r z u
współczesnym, r ó ż n i c u j e zależnie od poziomu kultury
plastycznej odbiorców, konwencji estetycznych dominu­
j ą c y c h w poszczególnych grupach społecznych i grupach
wieku. Wydaje s i ę t e ż celowe, aby Cepelia i muzea etno­
graficzne o r g a n i z o w a ł y co pewien czas konkursy i prze­
glądy tej twórczości, s t a r a j ą c się w ten sposób — na­
grodami i selekcją — o d d z i a ł y w a ć na jej poziom. Może
to d a ć lepszy efekt dydaktyczny niż zakazy administra­
cyjne i p o t ę p i a n i e w c z a m b u ł wszelkich makatek z jele­
niami. J e l e ń przecież jeleniowi nie r ó w n y , i nie zawsze
jest „kiczem".
S z t u k ą l u d o w ą jest też oczywiście i przede wszystkim
wymieniona przeze mnie grupa „1" — a u t e n t y k ó w . Do­
d a ł b y m dla jasności
—
„autentycznych autentyków".
Chodzi t u zresztą głównie o d r e n a ż istniejących jeszcze
w terenie z a b y t k ó w rzeźb z kapliczek (już ostatnich...),
t k a n i n ze skrzyń, części stroju, dawnych haftów, korali,
g a r n k ó w i t d . A u t e n t y k i te z rzadka m o ż n a jeszcze zoba­
czyć w sklepach Cepelii, p r z e w a ż n i e oferowane s ą m u ­
zeom. Stroje autentyczne, mniej czy bardziej opracowa­
ne, p o s i a d a j ą też zespoły pieśni i t a ń c a (np. „Mazowsze"),
a nawet r e k w i z y t o r n i e t e a t r ó w (w muz. teatralnych w y ­
stawione są np. kostiumy z „ P a s t o r a ł k i " L . Schillera).
Są to zabytki przeszłości, tak j a k sprzedawane w „De­
sie" lampy naftowe i secesyjne przedmioty. Jeszcze m o ż ­
na znaleźć w n i e k t ó r y c h wiejskich domach ostatnie au­
tentyki dawnej sztuki ludowej, są to j u ż jednak praw­
dziwe relikty przeszłości. Warto o t y m p a m i ę t a ć , i chy­
ba t r z é b a z a d a ć sobie pytanie, czy stać nas na to, aby
je z b y w a ć w s p o s ó b przypadkowy, w y s y ł a ć za granicę,
niszczyć na scenie. Ż ą d a m y dziś od „Desy" świadomego
stosunku do z a b y t k ó w k u l t u r y narodowej, warto więc pa­
m i ę t a ć , że te ludowe relikty to r ó w n i e ż zabytek. I nic
to, ż e w y r a b i a się dziś nawet p ó ł p r z e m y s ł o w o wiele
ludowych „ w z o r ó w " , zabytek jest d z i e ł e m unikalnym,
nieraz dziełem sztuki, podczas gdy jego naśladownictwo,
kopia czy replika — s ą tylko n a ś l a d o w n i c t w e m , mniej
czy bardziej ł a d n y m wyrobem, towarem.
Oryginałem
i w s p ó ł c z e s n y m n a ś l a d o w n i c t w e m . Miejsce najcenniej­
szych z a b y t k ó w ludowej k u l t u r y jest w muzeach i w
zbiorach krajowych kolekcjonerów. A jeśli m a j ą tra145

�fiać za granicę, niechże to będzie pod k o n t r o l ą m u z e ó w
etnograficznych, w ramach ś w i a d o m e j i celowej w y m i a ­
ny muzealnych kolekcji. P a m i ę t a j m y , też, że wzrost samowiedzy naszego społeczeństwa, decentralizacji życia
kulturalnego prowadzi — ca w y r a ź n i e w i d a ć w ostat­
nich latach — do powstania lokalnych m u z e ó w , skanse­
nów, izb sztuki ludowej. Sprzyja temu masowy wzrost
turystyki... Za k i l k a lat nie będzie już co chronić, czym
się chlubić, co p o k a z y w a ć . Warto więc, aby centralne
ośrodki muzealne mogły zwiększyć, póki m o ż n a jeszcze,
swój stan posiadania, w ł a ś n i e po to, aby m i e ć na przy­
szłe lata n i e z b ę d n e rezerwy. Wniosek więc konkretny —
muzea etnograficzne powinny mieć na ten cel zwiększo­
ny fundusz zakupu. I drugi wniosek. Muzea powinny
mieć zapewnione prawo p i e r w o k u p u z a b y t k ó w ludowej
sztuki, uzyskanych w drodze „ d r e n a ż u " terenu przez Ce­
pelię czy Desę.
Szczególnie jednak i n t e r e s u j ą c a jest dla nas grupa
„2" — starych t w ó r c ó w ludowych, k o n t y n u u j ą c y c h —
p r z e w a ż n i e — z inspiracji z e w n ę t r z n e j dawne swe umie­
jętności. Są to już ostatni Mohikanie sztuki ludowej, l u ­
dzie, k t ó r z y z lat młodości wynieśli znajomość trady­
cyjnych technik, którzy zdążyli jeszcze w c h ł o n ą ć i przy­
swoić sobie dawniej obowiązujące konwencje estetycz­
ne. I to ich w ł a ś n i e odróżnia od rzeszy n a ś l a d o w c ó w l u ­
dowych wzorów, od wszystkich mniej czy bardziej w y ­
kwalifikowanych „kopistów",
wyrobników powielają­
cych zatwierdzone czy nawet opracowane przez cepeliow­
skiego plastyka wzory.
Starzy t w ó r c y p r z y n a l e ż ą już do d w ó c h ś w i a t ó w . B l i ­
skie s ą i m i często nawet drogie tradycje rodzime, na t y ­
le m a j ą je „ w e k r w i " , że m o g ą je jeszcze k o n t y n u o w a ć ,
a nawet rozwijać, jako że twórczość zawsze polega na
a k t y w n y m stosunku do zastanej tradycji, na inwencji
przejawianej przy poszanowaniu reguł r z ą d z ą c y c h ludo­
w ą sztuką.
Ale starzy t w ó r c y l u d o w i są jednocześnie
członkami społeczności w k t ó r e j n a s t ą p i ł kryzys daw­
nych, estetycznych wartości. Żyją na co dzień w ś r ó d me­
b l i kupionych w sklepach GS czy M H D , w t y p o w y m bu­
downictwie, otoczeni w s p ó ł c z e s n y m życiem, w ś r ó d t r a k ­
torów, samochodów, pralek i lodówek, kupnej odzieży.
Ich upodobania estetyczne ulegają przemianom, kształ­
tują się na pograniczu dawnych potrzeb i nowych, for­
mowanych przez coraz bardziej uniwersalne wzory lan­
sowane przez środki masowego przekazu. Jest to więc
generacja z pogranicza d w ó c h ś w i a t ó w , d w ó c h kultur,
dwóch różnych s y s t e m ó w ocen. Na co dzień reprezentan­
ci tej generacji p r z e j m u j ą wzory miejskie, k u l t u r y ogól­
nonarodowej, r e d u k u j ą c coraz bardziej dawne upodo­
bania, potrzeby estetyczne w y r o s ł e jeszcze z rodzime­
go podglebia tradycyjnej ludowej k u l t u r y . I gdyby pozo­
stawić tych ludzi w ł a s n e m u losowi, szybko zerwaliby
więzy łączące ich z k u l t u r ą ojców, u t o ż s a m i a j ą c się
z dzisiejszą społecznością w i e j s k ą z ambicjami p r z e j ę ­
cia w z o r ó w miejskich, w z o r ó w cywilizacji p r z e m y s ł o w e j .
Na luksus o d r ę b n e j „sztuki ludowej" nie starczyłoby
bodźców materialnych, prestiżowych, kulturowych.
Ale generacja pogranicza jest j e d n o c z e ś n i e genera­
cją u k s z t a ł t o w a n ą jeszcze w atmosferze żywej egzysten­
cji ludowej sztuki (a przynajmniej n i e k t ó r y c h jej dzie­
dzin), toteż w sprzyjających warunkach, przy stworze­
niu odpowiedniego systemu zastępczych b o d ź c ó w , zdol­
na jest jeszcze w sposób szczery i t w ó r c z y k o n t y n u o w a ć
dawne procedery, dawne n a w y k i estetyczne. A więc —
gdyby nie opieka z z e w n ą t r z , nie m i e l i b y ś m y już od k i l ­
kunastu lat malowanych d o m ó w Zalipia, kurpiowskich
czy łowickich wycinanek, kaszubskiej ceramiki i podta­
trzańskiej snycerki. Nie istniałoby j u ż niemal tkactwo,

146

w y g a s ł y b y ośrodki takie j a k W ę g r ó w czy Sokółka, k o ń ­
czyłby się haft, ceramika, zdobnictwo w drzewie i me­
talu.
To, że się tak nie stało, jest zasługą tych instytucji
i osób, k t ó r e od p o c z ą t k u istnienia Polski Ludowej pod­
jęły t r u d opieki nad s z t u k ą l u d o w ą , zorganizowania dla
tej sztuki w ł a ś c i w e g o k l i m a t u społecznego, w ł a ś c i w y c h
f o r m materialnej egzystencji.
W pierwszym okresie powojennym opiekę t ę spra­
w o w a ł o Ministerstwo K u l t u r y i Sztuki, organizując pe­
netracje terenowe, konkursy i wystawy, f u n d u j ą c sty­
pendia, nagrody, zapomogi twórcze, z a k u p u j ą c p o w a ż n ą
część prac n a d s y ł a n y c h na konkursy i wystawy.
Dzięki t y m formom opieki u d a ł o się nie tylko zahamo­
w a ć szybki proces obumierania ludowej sztuki tradycyj­
nej, ale i o d t w o r z y ć pewne zjawiska już zanikłe, ocalić
je dla p o t o m n o ś c i . 'Dzięki zaktywizowaniu starych t w ó r ­
ców ludowych i d z i ę k i badaniom terenowym, prowadzo­
n y m g ł ó w n i e przez zespół prof. Reinfussa w Instytucie
Sztuki, u d a ł o się z r e k o n s t r u o w a ć przybliżony obraz sztu­
k i ludowej z czasów p o p r z e d z a j ą c y c h g w a ł t o w n e proce­
sy urbanizacyjne. A l e p r z e d ł u ż e n i e czasu d z i a ł a n i a l u ­
dzi, k t ó r z y są jeszcze nosicielami tradycji nie mogło za­
leżeć tylko od d o r a ź n y c h imprez i form pomocy. Wyma­
gało odpowiedniej
organizacji
tej twórczości, za­
pewnienia jej stałego zbytu i merytorycznej opieki, nie­
zbędnej dla z a s t ą p i e n i a uprzednio istniejących w grupie
społecznej m e c h a n i z m ó w r e g u l u j ą c y c h poziom i charak­
ter twórczości. Zadania te p r z y p a d ł y przed dwudziestu
laty Cepelii i co b y ś m y krytycznego dziś nie powiedzieli
na temat d z i a ł a n i a tej instytucji, nie ulega w ą t p l i w o ­
ści jedno — gdyby nie Cepelia, nie m o g l i b y ś m y dzisiaj
m ó w i ć o żywej twórczości ludowej k o n t y n u u j ą c e j trady­
cyjne formy. Cepelia b o w i e m podjęła n a j w i ę k s z y trud
opieki nad t ą twórczością, podjęła wobec niej rolę nie
tylko kupca, p o ś r e d n i k a , organizatora produkcji — ale
i mecenasa, d b a j ą c e g o z a r ó w n o o losy tradycji, j a k i losy
ludzi, z k t ó r y m i w s p ó ł p r a c o w a ł a . Ś w i a d o m o ś ć tych zadań
r o s ł a w trakcie działalności, p o c z ą t k o w o Cepelia była
przecież p o m y ś l a n a przede wszystkim jako instytucja
o charakterze gospodarczym. Działała też w innej sy­
tuacji naszej plastyki zawodowej. U p r a s z c z a j ą c można
powiedzieć, że w pierwszych
latach swej działalności
funkcje mecenatu p e ł n i ł a Cepelia głównie wobec pla­
styków, j e d n o c z e ś n i e
eksploatując
w
ramach pionu
„wiejskiego" dawne formy ludowe i a d a p t u j ą c je do
nowych potrzeb. Z biegiem czasu p o w s t a ł y jednak liczne
spółdzielnie artystyczne, zmniejszyły się więc obowiązki
opiekuńcze wobec rzesz p l a s t y k ó w - u ż y t k o w c ó w , zwięk­
szyły natomiast niepomiernie wobec t w ó r c ó w ludowych.
A l e jeśli w stosunku do innych kategorii sztuki rola
Cepelii polega przede wszystkim na organizacji produk­
cji i selekcji dzieł oferowanych na rynek, to w stosunku
do twórczości ludowej nie m o ż e w y s t a r c z y ć t y l k o troska
o poziom rzemiosła, konieczne się stało podjęcie zadań
o p i e k u ń c z y c h nad samymi t w ó r c a m i , troska o ich wa­
r u n k i bytowe, o remonty w a r s z t a t ó w (zwłaszcza garnca­
rzy), o stworzenie bodźców dla rozszerzenia k r ę g u ludo­
wych twórców.
I czy chcemy tego, czy nie chcemy —
nie Resort, nie Muzea czy Rady Narodowe — ale Cepe­
lia musi r e a l i z o w a ć te zadania opiekuńcze. Los skazał
j ą na wielkość, ona i już tylko ona odpowiada dziś za
sztukę l u d o w ą , za tempo jej zaniku, za egzystencję arty­
stów k u l t y w u j ą c y c h tradycje dawnych pokoleń. S t ą d też
tak w a ż n e jest, aby mogła te zadania r e a l i z o w a ć statuto­
wo, z u r z ę d u , z ś w i a d o m o ś c i ą ciążących na niej zadań.
Sądzę, że dzisiejsza narada powinna p r z y c z y n i ć się
do lepszego sprecyzowania tych z a d a ń , jako że, jak to

�już powiedziałem, m ó w i ć dziś o losach współczesnej
twórczości ludowej to znaczy w praktyce m ó w i ć o Ce­
pelii.
Zadania tej instytucji są oczywiście r ó ż n o r o d n e . Wo­
bec grupy „1" — „ a u t e n t y c z n y c h " a u t e n t y k ó w — zada­
nia te polegają na dystrybucji w y t w o r ó w pozyskanych
w drodze skupu i penetracji terenowej. Cepelia w y s t ę ­
puje tu w r o l i „ s p a d k o b i e r c y " r o z p r z e d a j ą c e g o nagro­
madzone przez pokolenia dobra. Chodzi w i ę c o to, aby
była mądrym spadkobiercą, bowiem w ś r ó d a u t e n t y k ó w
zdarzają się unikaty, dzieła, k t ó r e p o w i n n y znaleźć się
w kolekcjach publicznych. Podobnie zresztą jak i szczy­
towe osiągnięcia współczesnych ludowych rzeźbiarzy.
Wobec grupy „2" — k o n t y n u a t o r ó w dawnych trady­
cji Cepelia pełni rolę szczególną. We wszystkich innych
przypadkach istotne są potrzeby r y n k u , one d e c y d u j ą
i z myślą o konkretnym odbiorcy Cepelia produkuje, i n i ­
cjuje różne nowe wzory, adaptuje s z t u k ę l u d o w ą . W y ­
stępuje jako instytucja troszcząca s i ę o e s t e t y k ę przed­
miotów codziennego użytku, w n ę t r z , u b i o r ó w . T u jednak
— w grupie „2" dochodzi troska nowa, o losy żyjących
jeszcze ludowych t w ó r c ó w . O zachowanie ż y w e g o cha­
rakteru ludowego rękodzieła, ż y w e j t r a d y c j i .
Istotne są t u dwa zakresy działań. Troska o poziom
i charakter powstającej współcześnie tradycyjnej sztuki
ludowej oraz troska o zorganizowanie zbytu dla tej t w ó r ­
czości, brak bowiem zbytu oznacza niemal automatyczny
zanik danej gałęzi ludowej sztuki (co w i d a ć na przy­
kładzie kowalstwa artystycznego). Z kolei z w i ę k s z e n i e
zamówień poza r o z s ą d n ą g r a n i c ę prowadzi do o b n i ż a n i a
się poziomu twórczości.
Wystarczy, aby w sytuacji ograniczonego r y n k u zby­
tu (np. pisanek), dopuścić do handlu d u ż ą p a r t i ę jajek
zdobionych przez nieludowych c h a ł u p n i k ó w czy plasty­
ków, aby z a b r a k ł o miejsca dla prawdziwych wiejskich
kraszanek. Wprowadzenie na rynek pseudoludowych pastiszy czy różnego rodzaju parafraz grozi autentycznej
twórczości, wypiera ją. Tak więc oferując c e r a m i k ę l u dowopodobną, ograniczamy m o ż l i w o ś ć zbytu ceramiki
naprawdę ludowej. Jasne też, że g d y b y ś m y zaczęli po­
wielać sztancowo n a j p i ę k n i e j s z e wycinanki — doprowa­
dziłoby to bardzo szybko do zaniku wycinanki auten­
tycznej.
A trzeba z d a w a ć sobie z tego s p r a w ę , że pokusy me­
chanizacji produkcji sztuki ludowej istnieją i b ę d ą kusić
coraz bardziej. W pewnej fazie rozbudzonych potrzeb
rynku, zwłaszcza eksportu, m o ż e o k a z a ć się celowe ma­
sowe powielanie ludowych
wzorów.
I teraz przecież
w Cepelii powiela się liczne wzory w z a k ł a d a c h zwar­
tych i b y ć może z p u n k t u widzenia ekonomiki ł a t w i e j
jest przysparzać m a s ę t o w a r o w ą (nawet o wysokim stan­
dardzie estetycznym) w ten sposób niż w drodze pracy
z indywidualnymi t w ó r c a m i . Tylko że k a ż d a taka de­
cyzja waży w sposób zasadniczy na losach żyjących je­
szcze p o k o l e ń ludowych t w ó r c ó w . Tak np. p r o f i l spół­
dzielni hafciarskiej w Makowie, o b e j m u j ą c e j p r o d u k c j ę
haftów r ó ż n y c h t y p ó w , z r ó ż n y c h r e g i o n ó w — podwa­
ża w sposób automatyczny los hafciarek w innych ośrod­
kach kraju. To są dylematy wobec k t ó r y c h
stajemy
już dzisiaj, a k t ó r e w przyszłości m o g ą okazać się je­
szcze ostrzejsze. Dlatego też w zakresie sztuki ludowej
każda decyzja musi być w Cepelii rozpatrywana w spo­
sób kompleksowy, z u w z g l ę d n i e n i e m r ó ż n y c h a s p e k t ó w .
Trzeba przy t y m z d a w a ć sobie s p r a w ę z tego, że w sa­
mej Cepelii m o g ą i chyba m u s z ą istnieć r ó ż n i c e stano­
wisk. Decyzje pozytywne z p u n k t u widzenia handlowego
mogą być jednocześnie zgubne z p u n k t u widzenia z a d a ń

opiekuńczych. Dlatego trzeba a p e l o w a ć do w ł a d z nad­
r z ę d n y c h o w y r a ź n e dostrzeżenie tego aspektu Cepeliow­
skiej działalności. O statutowe określenie tych zadań.
W obecnej c h w i l i bowiem, mimo wysiłków i troski pre­
zesów Cepelii, trudno niekiedy bywa przewalczyć istnie­
j ą c e u k ł a d y gospodarcze,
a problem opieki nad żywą
twórczością l u d o w ą wciąż jeszcze nie jest dostatecznie
doceniany.
Warto też podjąć analizę c z y n n i k ó w p o w o d u j ą c y c h
o b n i ż a n i e się poziomu artystycznego twórczości ludo­
wych a r t y s t ó w . Niestety, Obniżanie się tego poziomu do­
strzegalne jest w y r a ź n i e , zwłaszcza w zakresie skupu.
P o w i e d z i a ł b y m więcej — sam proces jest zrozumiały
i naturalny. Grupa t w ó r c ó w , o k t ó r e j m ó w i m y , istnieje
niejako w p r ó ż n i , pomiędzy
środowiskiem,
które tej
twórczości już nie potrzebuje, a nowym odbiorcą, który
często dezorientuje t w ó r c ę swoimi ocenami. O poziom
i w i e r n o ś ć d a w n y m wzorom d b a j ą więc komisje etno­
graficzne Cepelii i n a d z ó r plastyczny. Nie zawsze jest to
dostateczne, a i nie zawsze komisje działają bez b ł ę ­
dów. Jeśli jednak przyjmiemy, że o wysoki poziom zabie­
gają komisje, to dodajmy, że w interesie w y t w a r z a j ą c e g o
jest p r o d u k o w a ć szybko i tanio. W sytuacji twórczości
na s p r z e d a ż , nie poddanej ocenie własnego środowiska,
d z i a ł a niestety prawo Greshama m ó w i ą c e , iż zły pie­
n i ą d z wypiera dobry. Bodźce rynkowe p r o w a d z ą do de­
generacji, a p r z e c i w d z i a ł a ć temu ma komisja Cepeliow­
ska. Jak w i d a ć , nie jest to ł a t w e . T y m bardziej że „to­
war" odrzucony przez Cepelię ł a t w o znajduje innego na­
b y w c ę (np. rzeźby wyeliminowane przez komisję kupo­
wane są przez Desę czy t u r y s t ó w często odwiedzających
ludowych t w ó r c ó w ) .
Wydaje się, że jednym z czynników mogących przy­
czynić się do poprawy sytuacji
byłoby ustalenie listy
t w ó r c ó w z a s ł u g u j ą c y c h na szczególną opiekę (tzw. arty­
stów ludowych), wobec k t ó r y c h zastosowano by ulgi po­
datkowe, k t ó r y m by płacono wyższe ceny za dostarczone
prace, zapewniono świadczenia takie j a k ubezpieczalnia,
emerytura, renta. Pozwoliłoby to na stabilizację ekono­
miczną tych ludzi, na większe z a a n g a ż o w a n i e się w pra­
cy artystycznej. Pozwoliłoby to na silniejsze niż to ma
miejsce obecnie przyciągnięcie m ł o d y c h , którzy pod kie­
r u n k i e m starych m i s t r z ó w ,
opanowaliby umiejętności,
w n i k a l i w istotę twórczego procesu.
Obecnie bowiem
obserwujemy szybkie „ k o ń c z e n i e " się starych t w ó r c ó w
i niemal zupełny brak d o p ł y w u m ł o d y c h sił. (Orientacyj­
nie m o ż n a przyjąć, że w ostatnich 10 latach o połowę
zmniejszyła się liczba działających a r t y s t ó w ludowych).
I s t o t n ą rolę odegrać też m o ż e system bodźców dodatko­
wych, takich j a k konkursy, wystawy, p r z e g l ą d y t w ó r c z o ­
ści, nagrody i popularyzacja istotnie cennych osiągnięć.
P r z e j d ź m y z kolei do z a d a ń Cepelii wobec innych
wymienionych na w s t ę p i e grup (3—6). Mamy t u do
czynienia z d z i a ł a n i a m i b a z u j ą c y m i na inwencji ludowej
oraz z d z i a ł a n i a m i b a z u j ą c y m i na ludowym stylu.
Twórczość oparta o istnienie „ i n w e n c j i ludowej" w y ­
daje się tu szczególnie w a ż n a . W ś r o d o w i s k u szybko za­
nikają ludowe „mody", przejmuje się nowe wzory, bliż­
sze repertuarowi miejskiemu.
Ale pozostają potrzeby
u k s z t a ł t o w a n e jeszcze w k r ę g u ludowej tradycji, powsta­
je też w pewnych
środowiskach
zdolność myślenia
w kategoriach plastycznych bliskich
zasadom dawnej
sztuki ludowej. Dzięki temu w ł a ś n i e istnieją współczesne
formy „ n o w e j sztuki ludowej", potrzeby estetyczne, k t ó ­
rych nie zaspokaja sztuka „oficjalna". Na istnieniu tej
„ i n w e n c j i ludowej"
bazują
doświadczenia Instytutu
Wzornictwa P r z e m y s ł o w e g o (zespołu kierowanego przez
prof. W a n d ę T e l a k o w s k ą ) . P r z y k ł a d e m bazowania na

247

�„inwencji ludowej" są rzeźby Adama Zegadły, Zygmun­
ta Skrętowicza czy Edwarda Kołacza. Z a c h o w u j ą one
pewne zasady ludowej sztuki, choć s ą zarazem przeja­
wem twórczości indywidualnej. Rzeźby Henryka Zegadły
czy obrazy na szkle Jachimiaka — to z kolei p r z y k ł a d
inwencji ludowej w y p o w i a d a j ą c e j się w formach ś w i a ­
domie bądź instynktownie n a w i ą z u j ą c y c h do tradycji
plastycznych nieludowych, do doświadczeń szkoły K e ­
nara, współczesnego malarstwa itd.
Istnienie tego rodzaju zjawisk z pogranicza dawnej
sztuki ludowej jest na pewno warte uwagi. Są to nieraz
dzieła bardzo interesujące, twórcze, a zarazem w y r a ź n i e
bazujące na dawnej tradycji. Specyfika naszej sytuacji
sprawia, że mamy jeszcze nader liczne p r z y k ł a d y takiego
kojarzenia ludowej inwencji z i n n y m i wzorcami este­
tycznymi. Mamy więc pogranicze ludowo-naiwne ( N i k i ­
for, Lampart, L a m ę c k i , A d a m Zegadło), ale i ludowo- współczesne (Jachimiak, Henryk Zegadło).
Mamy też — idąc jeszcze dalej — s p o r ą liczbę rzeź­
biarzy a m a t o r ó w w y p o w i a d a j ą c y c h się w konwencji b l i ­
skiej sztuce ludowej, i to nie tylko dlatego, że ta kon­
wencja jest i m bliska, że się z nią chcą i d e n t y f i k o w a ć
(A. Słowiński), ale i dlatego, że jest j e d y n ą , w k t ó r e j
u m i e j ą się wypowiedzieć, w ramach k t ó r e j zdolni są
realizować swe pomysły.
Wobec tych zjawisk staje r ó w n i e ż Cepelia i jej k o m i ­
sje etnograficzne, a czasem plastyczne. Bywa, że jedna
komisja odsyła takie prace drugiej, n i k t się do nich nie
przyznaje.
A zagadnienie przecież istnieje, warte jest
uwagi, bowiem p r ó b y „z pogranicza" m a j ą nieraz w so­
bie autentyzm prawdziwej twórczości.
Niezależnie od
tego jak dalece odbiegają od ludowych wzorców. Toteż
nieporozumieniem jest dyskwalifikowanie prac artystycz­
nie w a r t o ś c i o w y c h i oryginalnych tylko dlatego, że od­
biegają od przyjętego m o d u ł u . Jest to przejaw t w ó r c z o ­
ści nowej, nieraz już nie mieszczącej się ani w ramach
ludowych, ani w z o r ó w plastyki oficjalnej, ani naiwnej.
Nie odrzucajmy tej twórczości, jeśli jest ciekawa, a nie
mieści się w ustalonych „szufladkach".
P r z e j d ź m y z kolei do problemu adaptacji. Adaptacje
nie są „sztuką l u d o w ą " , a jedynie zastosowaniem jej mo­
t y w ó w . Praktyka pokazuje przy t y m , że większość uda­
nych adaptacji jest w y n i k i e m w s p ó ł p r a c y ludowego t w ó r ­
cy z p l a s t y k i e m - r e ż y s e r e m . Plastykiem, k t ó r y znając sztu­
kę danego regionu, znając technikę, umie odpowiednio
zainspirować czy s k o r y g o w a ć ludowego t w ó r c ę . Trze­
ba mieć duży talent, k u l t u r ę , c i e r p l i w o ś ć i u m i e j ę t n o ś ć
kontaktu z wiejskim a r t y s t ą , aby osiągać w inspirowaniu
ludowych t w ó r c ó w dobre rezultaty. A l e w tej dziedzinie
mamy w ł a ś n i e p o w a ż n e osiągnięcia, p r a k t y k ę w a r t ą ana­
lizy. Działalność takich a r t y s t ó w j a k K a r o l Stryjeński,
Buszek, P l u t y ń s k a , Kenar, Bujakowa,
Grześkiewiczowie.
Oczywiście, wszystkie te adaptacje i inspiracje nale- '
żą już do k r ę g u zjawisk nazwanych przez prof. B u r s z t ę
— folkloryzmem. Nie jest to autentyczna sztuka ludowa,
choć ze sztuki tej wyrasta. I jeśli chodzi o o c e n ę tych
wszystkich adaptacji i inspiracji, ocenę masowej pro­
dukcji różnych ludowopodobnych w y r o b ó w , to decydo­
w a ć m u s z ą — j a k sądzę — kryteria jakości,
poziomu
artystycznego takich prac. K r y t e r i a b a z u j ą c e nie tyle
na wierności z e w n ę t r z n y m
motywom regionalnym, co
na w e w n ę t r z n e j spójni dzieła, konsekwencji jego budo­
wy, m a t e r i a ł u , techniki, przeznaczenia.
„ F o l k l o r y z m e m " jest j u ż w d u ż y m stopniu p r o d u k ­
cja w z a k ł a d a c h zwartych, nawet w ó w c z a s gdy opiera
się o dobre rozpoznanie tradycji regionu. Produkcja ta
oparta jest b o w i e m o wzory zaakceptowane przez nad­
148

zór artystyczny i powielane w zasadzie d a w n ą techni­
ką, nieco tylko u s p r a w n i o n ą . N i e jest to już „ ż y w a t w ó r ­
czość", a rzemiosło b a z u j ą c e na tradycyjnych wzorach,
r e p l i k i , kopie muzealnych z a b y t k ó w , adaptacje przepro­
wadzone w m y ś l zaleceń plastyka. S ą to, trzeba przy­
z n a ć , wyroby często o bardzo wysokiej jakości, dobrze
ś w i a d c z ą c e o kierownictwie spółdzielni i uzdolnieniu
jej p r a c o w n i k ó w . Zwłaszcza na w y s o k ą ocenę zasługuje
t u spółdzielnia
„Opocznianka"
r e k o n s t r u u j ą c a często
z o c a l a ł y c h s k r a w k ó w dawnych m a t e r i a ł ó w p i ę k n e , peł­
ne blasku barwne tkaniny. C h w a l ą c wyroby „ O p o c z n i a n k i " czy niedawny pokaz „ S z t u k i Ł o w i c k i e j " , m y ś l i m y jed­
nak nie o tkaczkach, a o prezesie spółdzielni, pracowni­
kach nadzoru artystycznego. Co by b o w i e m nie m ó w i ć ,
jest to już nie tworzenie a odtwarzanie i powielanie
ludowych w z o r ó w , nie kontynuacja a eksploatacja ź r ó ­
deł sztuki ludowej. Eksploatacja często m ą d r a , utrzy­
m u j ą c a wysoki poziom artystyczny wyrobu, pozwala­
j ą c a na p o r ó w n a n i e
go z
autentykiem muzealnym,
z dziełem indywidualnego t w ó r c y .
I o to w ł a ś n i e chodzi, by e k s p l o a t u j ą c s z t u k ę ludo­
w ą d b a ć o jej poziom, o jej r a n g ę . A b y pod w p ł y w e m
naporu z a m ó w i e ń , koniunktury, mody
— nie obniżyć
w a r t o ś c i artystycznej produkowanych w y r o b ó w . A b y nie
d o p r o w a d z i ć sztuki ludowej do tego upadku, j a k i obser­
wujemy w w i e l u krajach zachodnich czy afrykańskich,
gdzie pseudoludowy „ a r t y s t a " wykonuje w domu towa­
r o w y m na oczach publiczności tandetne
figurki.
Mamy m o ż l i w o ś ć utrzymania wysokiej rangi sztuki
ludowej, w ł a ś n i e jako sztuki. Tylko w ó w c z a s zrozumia­
ła b ę d z i e jej rola w przeszłości naszej kultury, tylko
w ó w c z a s będzie ona m o g ł a nadal i n s p i r o w a ć w y o b r a ź n i e
naszych p l a s t y k ó w , żyć w ś w i a d o m o ś c i narodu.
Sprawa wykracza t u jednak poza ramy d z i a ł a n i a Ce­
pelii. Chodzi b o w i e m o to, aby u t r z y m a ć rzeczywistą ran­
gę a r t y s t y c z n ą sztuki ludowej, aby nie d a ć się zepchnąć
na mielizny przez fałszywe ambicje regionalnych działa­
czy czy prasy.
Popieramy b o w i e m s z t u k ę l u d o w ą nie
dlatego, że jest „ l u d o w a " , a dla jej w a l o r ó w artystycz­
nych. Trzeba w i ę c o t y m m y ś l e ć t r z e ź w o , bez b a ł a m u ctwa, bez przesady, bez programowego reklamowania
r ó ż n y c h imprez, tylko dlatego, że s ą one „folklorystycz­
ne". Taka propaganda staje się w rezultacie antyprop a g a n d ą . P r z y k ł a d e m s ą t u dla mnie dni f o l k l o r u w Wej­
herowie, zorganizowane z d u ż y m w y s i ł k i e m organizacyj­
n y m (pięknie udekorowane miasto, z a a n g a ż o w a n i e dzia­
łaczy) — ale s m ę t n e jeśli chodzi o to, co pokazano na
kiermaszu sztuki ludowej i na ad hoc zorganizowanej
wystawie w Domu K u l t u r y .
I t u dużo zależy od Cepelii. Ona b o w i e m w p o w a ż ­
nej mierze odpowiada za r a n g ę , j a k ą sztuka ludowa ma
i będzie m i a ł a w ś w i a d o m o ś c i społeczeństwa. W tym
miejscu trzeba z a a p e l o w a ć do pionu handlowego Cepelii.
Niestety — trzeba być z n a w c ą , aby odróżnić na półkach
cepeliowskich s k l e p ó w o r y g i n a l n ą s z t u k ę l u d o w ą od pa­
m i ą t k a r s t w a czy pseudoludowych w y r o b ó w . P o w s t a ł a
kiedyś myśl, aby wydzielić k ą c i k i autentycznej sztuki
ludowej. Dobra to myśl, m ą d r a . Dlatego warto zachęcić
do jej realizacji.
Z a s t a n a w i a j ą c się nad s y t u a c j ą
w s p ó ł c z e s n ą sztuki
ludowej m ó w i ę w rzeczywistości o Cepelii. Jest to chy­
ba z r o z u m i a ł e , sprawy Cepelii są bowiem naszymi spra­
w a m i . Nie m o ż e więc b y ć w tej dyskusji p o d z i a ł u na
„ m y " i „wy". Łączy nas bowiem w s p ó l n a troska.
Troska o to aby sztuka ludowa j a k najdłużej mogła
żyć, aby z n a j d o w a ł a n a l e ż n e jej miejsce w ś w i a d o m o ­
ści społecznej, aby p r z e n i k a ł a do n u r t u żywej kultury
artystycznej naszego kraju.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11233" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11211">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5de654b033355acc2e55f0bf7e589c53.pdf</src>
        <authentication>d7bd1685fb846f293ef19081027ac96f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133858">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4969</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133859">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133860">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4608</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133861">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133862">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.191</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133863">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133864">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133865">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133866">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133867">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133868">
                <text>DYSKUSJA

NAD

ZAKRESEM

POJĘCIA

S Z T U K'. I

LUDOWEJ

zorganizowana przez Pracownię Badania Sztuki Nieprofesjonalnej IS P A N i Red. „Polskiej Sztuki L u d o w e j " w dniu 7.VI-1967

W dyskusji uczestniczyli: historyk sztuki, dyr. P a ń ­
stwowego Muzeum Etnograficznego, profesor Ksawery
Piwocki, historyk sztuki dr Andrzej Jakimowicz, etno­
grafowie: dr Zofia Szyfelbejn-Sokolewicz, dr A n n a K o w a ł s k a - L e w i c k a , m g r Krzysztof M a k u l s k i , mgr Jacek
Olędzki, m u z y k o l o g o w i e - f o l k l o r y ś c i : dr Jan S t ę s z e w s k i ,
dr L u d w i k Bielawski,, historyk l i t e r a t u r y doc. dr J u l i a n
Lewańsiki oraz redaktor „Polskiej Sztuki L u d o w e j mgr
Aleksander Jackowski.

ALEKSANDER JACKOWSKI
Temat dzisiejszej konferencji nie jest nowy, zresztą
d o k ł a d n i e d w a d z i e ś c i a lat temu, w pierwszym zeszycie
„ P o l s k i e j Sztuki L u d o w e j " , u k a z a ł się programowy a r t y ­
k u ł teoretyczny prof. Ksawerego Piwockiego pod t a k i m
w ł a ś n i e t y t u ł e m : Pojęcie sztuki ludowej.
Zainteresowania teoretyczne b y ł y w pierwszym okre­
sie istnienia naszego pisma j a k najbardziej z r o z u m i a ł e ,
i s t n i a ł a bowiem potrzeba o k r e ś l e n i a w nowych w a ­
runkach historycznych stosunku do sztuki ludowej, usta­
lenie zasięgu i cech tego zjawiska. Ó w c z e s n e konsta­
tacje o p i e r a ł y się jednak g ł ó w n i e na wiedzy i m y ś l i
teoretycznej okresu dwudziestolecia
międzywojennego
(zwłaszcza na pracach Piwockiego, Bystronia, Schram
m ó w n y ) . W a ż n e było też, że i n i c j a t y w ę b a d a ń podjęli
i n t e r e s u j ą c y się t w ó r c z o ś c i ą l u d o w ą historycy sztuki,
literaturoznawcy, muzykolodzy i ich w ł a ś n i e zaintereso­
wania z a w a ż y ł y na p ó ź n i e j s z y m k s z t a ł c i e b a d a ń szcze­
gółowych, na wyborze metod i p r o b l e m a t y k i . W zakresie
p l a s t y k i oznaczało to przede wszystkim podjęcie k o n ­
cepcji Rieglowskich oraz m y ś l i marksistowskiej.
Po pierwszej f a l i z a i n t e r e s o w a ń t e o r i ą p r z y s z ł y lata
pracy w terenie, poszerzania bazy m a t e r i a ł o w e j , n i e ­
zwykle w a ż n e k o n t a k t y z e t n o g r a f i ą , h i s t o r i ą , archeolo­
gią. Odzwierciedlenie tych prac znaleźć m o ż n a i w licz­
nych rocznikach „ P o l s k i e j Sztuki L u d o w e j " .
Potrzeba, k t ó r ą obecnie odczuwamy, p e w n y c h u ś c i ś ­
leń czy nawet r e w i z j i dotychczasowych założeń w y n i k a
г nawarstwienia d o ś w i a d c z e ń , z p r a k t y k i , k t ó r a nie
zawsze daje się uogólnić w schemacie dotychczasowych
pojęć i s f o r m u ł o w a ń . Z b l i ż a m y się zresztą do etapu s y n ­
tezy i już pierwsze jej p r ó b y k a ż ą na nowo z a s t a n o w i ć
się nad słusznością p r z y j ę t y c h , a często t y l k o dość m g l i ś ­
cie odczuwanych założeń teoretycznych. Jak ustosunko­
w a ć się np. do w s p ó ł c z e s n y c h makatek i malowanek,
spotykanych z a r ó w n o na wsi, j a k i w m i e ś c i e (a w i ę c
w przekroju k u l t u r o w y m , a nie w a r s t w społecznych).
Gdzie się kończy sztuka prowincjonalna, cechowa, a za­
czyna ludowa? Czy obrazy c z ę s t o c h o w s k i e są ludowe?
A gipsy jarmarczne? A wota? Czy za ludowe - uznamy
t y l k o wota woskowe, czy r ó w n i e ż srebrne? Co uznamy
więc za obszar sztuki ludowej? Czy i w jakiej mierze
będzie się on p o k r y w a ł z p o j ę c i e m twórczości niepro­
fesjonalnej, nieelitarnej? Jakie są historyczne dystynkcje
tego pojęcia? Czy jest ono odzwierciedleniem realnego
i definiowalnego zjawiska, czy t y l k o h i p o s t a z ą ?
W praktyce naszego d z i a ł a n i a w Instytucie i . w r e ­
dakcji coraz częściej musimy się z a s t a n a w i a ć •— co
w ł ą c z a ć , a co w y k r e ś l a ć z programu b a d a ń , co jeszcze
jest, a co j u ż nie jest „ s z t u k ą l u d o w ą " . Powstaje więc
obawa, że o p e r u j ą c t r a d y c y j n y m p o j ę c i e m sztuki ludo­
wej, m o ż e m y o g r a n i c z y ć pole naszych b a d a ń , s t r a c i ć
z oczu zjawiska w a ż n e , a p r z e k r a c z a j ą c e r a m y pojęcia.

r.

Tak w i ę c w r a c a j ą c po dwudziestu latach do rozwa­
żań teoretycznych, c h c i e l i b y ś m y , aby w y c h o d z i ł y
one
z k o n k r e t ó w , z u o g ó l n i e n i a d o ś w i a d c z e ń badawczych
nie t y l k o nas, ludzi z a j m u j ą c y c h się s z t u k ą l u d o w ą p o l ­
ską, ale i r e p r e z e n t a n t ó w innych dyscyplin. P o d e j m u j ą c
rozległą p r o b l e m a t y k ę , zdajemy sobie s p r a w ę , że nie
m o ż n a jej r o z w i ą z a ć w drodze jednej czy nawet k i l k u
dyskusji. Toteż dzisiejsze spotkanie t r a k t u j e m y jako
w s t ę p n e rozeznanie, ś w i a d o m i tego, że m o ż e ono j e d y n i e
z a r y s o w a ć k i e r u n k i dalszych r o z w a ż a ń i dyskusji.
Obszerny rejestr p y t a ń , k t ó r y w r a z z zaproszeniami
p r z e s ł a l i ś m y uczestnikom, niech nikogo nie peszy. Dobrze
by było, gdyby choć na jedno pytanie u d a ł o się nam
znaleźć o d p o w i e d ź . A l e z drugiej strony, b y ć m o ż e u ż y ­
teczny będzie w tej i w n a s t ę p n y c h dyskusjach sam
rejestr z a g a d n i e ń i w ą t p l i w o ś c i . P r z y p o m n ę je.
ZAKRES

POJĘCIA

KULTURY

LUDOWEJ

— Jaka istnieje zależność m i ę d z y p o l a r y z a c j ą społeczną
a k u l t u r o w ą określonego społeczeństwa.
,
— Co jest w a r u n k i e m formowania się n u r t u w a r s t w
elitarnych.
— Jakie są determinanty powstawania zjawiska o k r e ś ­
lanego jako k u l t u r a ludowa.
— Jakie są granice pojęcia (w czasie i przestrzeni) k u l ­
t u r y ludowej (np. czy pojęcie k u l t u r y ludowej należy
r e z e r w o w a ć jedynie, dla społeczności rozwarstwionej).
— Kiedy w przebiegu historycznym ma sens i kiedy
sensu tego nie ma stosowanie pojęcia k u l t u r a l u d o ­
wa, sztuka ludowa.
— Propozycja definicji k u l t u r y ludowej.
SZTUKA LUDOWA
— Czy. istnienie k u l t u r y ludowej r ó w n o c z e s n e jest z f a k ­
tem w y s t ę p o w a n i a w jej ramach sztuki ludowej, f o l ­
kloru.
— W jakiej
mierze r o d o w ó d
zainteresowań
XVIII
i X I X w . k u l t u r ą l u d o w ą wyznacza granice samego
pojęcia i jego zmienny w czasie zakres.
— Co to jest sztuka ludowa? Charakter zjawiska. P r ó b a
definicji.
.
— Sztuka ludowa — sztuka dla l u d u — elementy ludowe.
— Co to jest s t y l ludowy i granice jego s t o s o w a l n o ś c i
w analizie zjawisk zaliczanych do k u l t u r y ludowej.
— Czy we w s p ó ł c z e s n e j k u l t u r z e narodu zasadne jest
i celowe p o s ł u g i w a n i e się p o j ę c i e m sztuki ludowej
i w j a k i m zakresie.
Andrzej
Jakimowicz:
Chciałbym
sprawdzić
rację b y t u mojej osoby na tej konferencji. Nie m o g ę
się jej d o c z y t a ć w dostarczonym m i zespole p y t a ń . Nie
z a j m u j ę się bowiem zagadnieniami teorii, a do tego
w ą t p i ę , czy m i a ł b y m coś do powiedzenia na temat p o l ­
skiej sztuki ludowej.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i : Gdy zastanawiamy
się nad -problemem sztuki ludowej, p o ż ą d a n y jest, j a k
sądzę, m a t e r i a ł p o r ó w n a w c z y , r ó ż n e p u n k t y widzenia.
Co jest s p e c y f i k ą sztuki ludowej w Polsce, a co jest j e j :
c e c h ą ogólniejszą, w y s t ę p u j ą c ą w innych kulturach?
I w j a k i m stopniu zasadne jest w o g ó l e m ó w i e n i e o sztuce
ludowej w odniesieniu do sytuacji np. w Afryce, M o n ­
golii czy Indiach. A b y u z y s k a ć tego/rodzaju p o r ó w n a w ­
cze wypowiedzi, p o p r o s i l i ś m y t u w ł a ś n i e m g r a M a k u l skiego, mgra Olędzkiego i Ciebie ^ - najlepiej zoriento­
wanego w sytuacji k u l t u r o w e j I n d i i . Chcemy w i ę c , a b y ś
m ó w i ą c o Indiach, p o m ó g ł nam w m y ś l e n i u o naszej,
polskiej sztuce ludowej.

191

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11298" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11276">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/09fe99d15d49d543d5355f26b00f5bd8.pdf</src>
        <authentication>7ae60eae23610fd3a425c319f8c7f453</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134664">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4646</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134665">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134666">
                <text>1972</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134667">
                <text>plastyka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134668">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4315</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134669">
                <text>Przegląd twórczości plastycznej amatorów cz.I / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1972 t.26 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134670">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1972 t.26 z.3 ; s.181-183</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134671">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134672">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134673">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134674">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134675">
                <text>Aleksander Jackowski

P R Z E G L Ą D T W Ó R C Z O Ś C I PLASTYCZNEJ
C Z . I. W O J E W Ó D Z T W O
Uwagi ogólne
Ocena całościowa stanu plastyki amatorskiej w Polsce
nie jest ł a t w a , p o n i e w a ż tylko część tej twórczości ujaw­
nia się podczas p r z e g l ą d ó w (wystaw), same zaś p r z e g l ą d y
o d b y w a j ą się z r ó ż n ą częstotliwością i nie wszędzie są
obrazem twórczości ludzi, k t ó r z y chcą swe prace ujaw­
niać, a t y m samym w p r o w a d z a ć w obieg społeczny. Dla
w i e l u bowiem malowanie czy rzeźbienie jest s p r a w ą
osobistą, i n t y m n ą , boją się oni nieżyczliwości a nawet
obojętności k r y t y k ó w i widzów, wolą samotnie p r z e ż y w a ć
swoje radości i p o r a ż k i — s n u j ą c jak gąsienica nić ko­
konu, aby schronić się we w ł a s n y m świecie złudzeń,
czasem f i k c j i , spokoju.
Nie zawsze te p r z e g l ą d y dają w i e r n y obraz sytuacji,
po prostu informacja o nich niedociera do wielu amato­
r ó w , czasem brak słowa zachęty, j a k i e g o ś
bodźca,
k t ó r y m może być sam fakt wystawy, notatka w miejsco­
wej prasie, plakat w widocznym miejscu. Są r ó w n i e ż
i różnice w regulaminie p r z e g l ą d ó w . Tak np. W r o c ł a w
wyklucza u c z n i ó w liceów plastycznych, co w pierwszej
c h w i l i m o ż e w y d a ć się s ł u s z n y m , ale przy u w a ż n i e j s z y m
na rzecz spojrzeniu okazuje się s p r a w ą chyba dysku­
syjną.
W odróżnieniu bowiem od wystaw p r o f e s j o n a l i s t ó w
czy w y s t a w sztuki ludowej — na p r z e g l ą d a c h a m a t o r ó w
mamy do czynienia ze s p o r ą różnorodnością postaw.
A m a t o r a m i s ą bowiem z a r ó w n o ci, k t ó r z y z ledwością
w ł a d a j ą pędzlem, jak i biegli w t y m r z e m i o ś l e p ó ł - p r o fesjonaliści, ludzie pozbawieni wszelkiego niemal kon­
t a k t u z w i e d z ą o sztuce, wiejscy p r y m i t y w i ś c i i na d r u ­
g i m biegunie — inteligenci, znający l i t e r a t u r ę o sztuce,
oglądający w y s t a w y plastyczne, f i l m y o sztuce. G r a n i c ą
*d „ d o ł u " jest więc punkt zerowy, od „ g ó r y " ten stopień
s p r a w n o ś c i i świadomości plastycznej, k t ó r y k w a l i f i k u j e
(niezależnie od sposobu nabycia wiedzy i świadomości)
do s z e r e g ó w profesjonalistów, członków Z w i ą z k u Polskich
Artystów Plastyków.
Przyjmuje się przy t y m za naturalne, że w w y ­
stawach a m a t o r ó w uczestniczą r ó w n i e ż członkowie Ognisk
Plastycznych, K l u b ó w , a więc ludzie p r z e w a ż n i e w j a ­
kiejś mierze szkoleni. W sztuce jednak s p r a w n o ś ć r ę k i
i oka, ćwiczona podczas zajęć szkoleniowych, nie decy­
duje o w y n i k u . Często (a w i d a ć to nie tylko u a m a t o r ó w )
p o w i e r z c h o w n ą k u l t u r ę obrazu czy rzeźby osiąga się
kosztem a u t e n t y c z n o ś c i , kosztem osobistego wyrazu, kosz­
tem w y o b r a ź n i . Szkolenie pomogą p r z e z w y c i ę ż a ć t r u d ­
ności techniczne, pomaga wzbogacać ś w i a d o m o ś ć , uczy
krytycyzmu, ale dzieje się to na stopniu poznawania
rzemiosła. O t y m natomiast, czy k t o ś ma coś istotnego
do powiedzenia o d s i e b i e — decyduje t y l k o osobo­
wość, talent i praca nad sobą jednostki. Można n a u c z y ć
się j a k rzeźbić w drzewie, glinie czy kamieniu, ale nie —
j a k b y ć a r t y s t ą . Toteż suma warsztatowej wiedzy nie
p r z e s ą d z a wcale o t y m , jakie są istotne walory prac na
wystawach a m a t o r ó w . Często te nieszkolone, w y r ó ż n i a j ą
się siłą talentu, inwencji, śmiałością r o z w i ą z a ń , do k t ó ­
r y c h t w ó r c a doszedł na drodze ż m u d n y c h i samodziel­
nych p r ó b , szukania r o z w i ą z a ń najlepszych dla swych
możliwości, choćby nawet t y l k o manualnych.

AMATORÓW

LUBELSKIE

Uczniowie i absolwenci liceów plastycznych należą
zazwyczaj do tego wyższego p i ę t r a w y s t a w amatorskich,
na k t ó r y m dominuje pewna s p r a w n o ś ć , ś w i a d o m o ś ć j a k
co m o ż n a i należy robić. Ale u k o ń c z e n i e liceum świadczy
t y l k o o nabyciu pewnej wiedzy, o pozycji wyjściowej
dla dalszej pracy nad s o b ą jalko potencjalnym a r t y s t ą .
Nie należy b o w i e m p l ą t a ć , j a k to się czasem czyni,
s p r a w n o ś c i i wiedzy koniecznej np. do przyzwoitego
u r z ą d z e n i a w i t r y n y sklepowej, z a a r a n ż o w a n i a prostej de­
koracji sali czy w n ę t r z a , zaprojektowania p l a k a t u i n f o r ­
m u j ą c e g o o jakiejś imprezie czy wzoru garnka l u b t k a ­
niny — od pogłębionej wypowiedzi artystycznej, j a k ą
jest p r z e w a ż n i e obraz, grafika czy rzeźba. T u dyplom
liceum sprawy nie p r z e s ą d z a . Decyduje p r a k t y k a , rzeczy­
wista w a r t o ś ć talentu, potrzeba t w ó r c z e j wypowiedzi
w takiej w ł a ś n i e formie. Po k i l k u latach okazuje się,
że n i e k t ó r z y absolwenci, nawet bez dalszych s t u d i ó w
na wyższej uczelni, stają się d o j r z a ł y m i artystami, i n n i
często p r z e ż y w a j ą regres swych uzdolnień, ambicji, m o ż ­
liwości, zwłaszcza gdy nie m a j ą w a r u n k ó w do stałej
pracy artystycznej. Zdarza się, choć rzadziej, że podobny
regres p r z e c h o d z ą i absolwenci wyższych uczelni plastycz­
nych, nawet członkowie ZPAP. Bywa, że w r a c a j ą c po
latach do twórczości, p l a s u j ą się w k r ę g u a m a t o r ó w , po­
wiedzmy więcej — t y p o w y c h a m a t o r ó w . Dla p ó ł - p r o fesjonalistów nie ma o d r ę b n e g o statusu, o d r ę b n y c h w y ­
staw, p r z e g l ą d ó w , k o n k u r s ó w . Mieszczą się oni w r a ­
mach p r z e g l ą d ó w a m a t o r ó w podobnie jafk r z e m i e ś l n i c y
z b r a n ż „ocierających s i ę " o p l a s t y k ę (dekoratorzy, sto­
larze artystyczni, projektanci w z o r ó w , pracownicy teatru
związani z b u d o w ą , malowaniem dekoracji itp.), podobnie
jak e m e r y t k i pracowicie m a l u j ą c e swe otoczenie, podob­
nie, jak „ n a i w n i " zadziwieni ś w i a t e m , czy t r a w i e n i ob­
sesjami malarze swoich n i e p o k o j ó w czy ludzie t k w i ą c y
jeszcze w klimacie kończącej się sztuki ludowej. Wszyscy
oni t w o r z ą b a r w n y , r ó ż n o r o d n y konglomerat postaw
i dzieł, z j a k i m i spotykamy się na p r z e g l ą d a c h p l a s t y k i
amatorskiej.
P r z y s t ę p u j ą c do spisywania refleksji po p r z e g l ą d a c h
różnych t e r e n ó w i środowisk, opieram się g ł ó w n i e na
p r z e g l ą d a c h wojewódzkich, organizowanych przez Woje­
w ó d z k i e Domy K u l t u r y . P r z e g l ą d y te poprzedziły po­
dobne imprezy powiatowe, z k t ó r y c h wyselekcjonowane
ciekawsze prace zostały z kolei przedstawione komisjom,
t y p u j ą c y m najlepsze obrazy, r y s u n k i i rzeźby na w y ­
stawy. Przewidziane jest przy t y m , że w ciągu ostat­
niego k w a r t a ł u 1972 r. i całego 1973 r. o d b ę d ą się takie
wielostopniowe p r z e g l ą d y we wszystkich w o j e w ó d z t w a c h ,
zakończone w 1974 p r o b l e m o w ą w y s t a w ą twórczości ama­
t o r ó w i t o w a r z y s z ą c y m jej sympozjum n a u k o w y m . W y ­
stawa problemowa da jednak m a t e r i a ł syntetyczny, w ł a ś ­
nie problemowy, stąd wydaje się celowym podjęcie na
t y m miejscu p r ó b y ohoćby szkicowego podsumowania
stanu i charakterystyki plastyki amatorskiej i w po­
szczególnych w o j e w ó d z t w a c h .
L u b l i n należy do ośrodków, k t ó r e m a j ą j u ż tradycje
p r z e g l ą d ó w plastyki amatorskiej, doświadczenia z a r ó w n o
dobre jak złe. P o n i e w a ż o b s e r w o w a ł e m je w r ó ż n y c h
latach, c h c i a ł b y m obecny p r z e g l ą d (otwarty 19 listopada
w lokalu Muzeum na Zaniku, zorg. przez W.D.K.) o m ó w i ć
na tle dawniejszych doświadczeń.

181

�Pierwsza powojenna wystawa plastyki amatorskiej
w L u b l i n i e odbyła się w 1957 roku. W mieście istniał
w ó w c z a s dość silny ośrodek z a i n t e r e s o w a ń s z t u k ą w s p ó ł ­
czesną, grupa uzdolnionych h i s t o r y k ó w sztuki z K U L - u
oraz a b s o l w e n t ó w Liceów plastycznych w L u b l i n i e i Za­
mościu. Potraktowali oni tę p i e r w s z ą w y s t a w ę a m a t o r ó w
za odskocznię dla ujawnienia publicznego grupy, k t ó r a
już w ó w c z a s p r z e b r a ł a n a z w ę „ Z a m e k " . Do czołowych
jej r e p r e z e n t a n t ó w należeli historycy sztuki — K i w e r s k i ,
К om en decki, T a r ł o w s k i . Propagatorem grupy był znany
dziś k r y t y k i działacz w ś r o d o w i s k u w r o c ł a w s k i m Jerzy
L u d w i ń s k i . Z a p r o s i ł on r ó ż n y c h z n a w c ó w sztuki na w y ­
s t a w ę m.in. z K r a k o w a dr. Jacka W o ź n i a k o w s k i e g o .
W t a k i m u k ł a d z i e wystawa była t y l k o pretekstem
dla publicznego startu grupy „ Z a m e k " , k t ó r a pracami
efektownymi i awangardowymi z d o m i n o w a ł a w y s t a w ę .
Selekcja prac wystawionych, prowadzona pod k ą t e m wa­
l o r ó w plastycznych, d o p r o w a d z i ł a do odrzucenia w i ę k ­
szości prac n a d e s ł a n y c h . Tak np. z ponad 78 a u t o r ó w ,
wystawiono jedynie prace 29-ciu. Warto podkreślić, że
24 spośród nich to b y l i ludzie o w y k s z t a ł c e n i u w y ż s z y m
lufo co najmniej ś r e d n i m , p r z e w a ż n i e plastycznym. Po­
zostałych pięciu — b y l i to malarze bliscy sztuce „ p r y ­
m i t y w n e j " i dziecięcej (np. 13-letni Bogusław Ciećko).
Wystawa, r o z s ą d n a z p u n k t u widzenia grupy „ Z a m e k "
w istocie rzeczy działała h a m u j ą c o na z w y k ł y c h ama­
t o r ó w , toteż pod t y m w z g l ę d e m rola jej była negatywna.
N a s t ę p n y pokaz, w k t ó r y m uczestniczyłem
miał
miejsce w 1962 r. Był on poprzedzony r z e t e l n ą p r a c ą
w terenie, p r z e g l ą d a m i w skali powiatowej, toteż dał
dość chyba prawdziwy obraz stanu plastyki amatorskiej
w terenie. P r z e g l ą d u j a w n i ł istnienie tam ciekawych,
samorodnych t w ó r c ó w jak пр.: woźny PRN w K r a s n y m stawie — Seweryn Odrzywolski, „ p r y m i t y w " , bliski w
kolorycie sztuce jarmarcznej; S t a n i s ł a w K a r u l a k kolejarz
z Hrubieszowa, p r y m i t y w — naiwny, w ó w c z a s już w
p o d e s z ł y m wieku (zmarł niedawno); Bazyli Albiczuk,
ogrodnik z D ą b r o w i c y M a ł e j , malarz k w i a t ó w w ł a s n e g o
ogrodu, d o k u m e n t u j ą c y k a ż d ą fazę rozwoju natury, bliski
kiczu, zwłaszcza w t r a k t o w a n i u postaci ludzkich, ale
poetycki i p i ę k n y w „ g ę s t y c h " partiach roślinności i k w i a ­
t ó w . W y r a ź n e cechy odrębności psychicznej nosiło cie­
kawe w niespokojnej l i n i i i gąszczu szczegółów malar­
stwo rolnika Edwarda Błaziaka z F a j s ł a w i c .
Wszyscy oni wyrastali z k l i m a t u dawnej sztuki l u ­
dowej, choć oczywiście p r z e j a w i a ł o się to jedynie w cha­
rakterze kolorystyki, w bliskości jarmarcznym „ m a k a ­
tom", (zwłaszcza — Odrzywolski).
Na granicy sztuki naiwnej p l a s o w a ł y się obrazy
emeryta l e ś n i k a z O h e ł m a — Juliana Bajkiewicza, k t ó r y
w y t r w a l e doskonali swój warsztat i na obecnej w y ­
stawie p o k a z a ł chyba najciekawszy zestaw prac, dobrych
w kolorze, poetyckich i cieszących oko
naiwnością
szczegółów.
Pogranicze n a i w n o - p r y m i t y w n e r e p r e z e n t o w a ł jesz­
cze emeryt z Krasnegostawu Franciszek Piasecki i F r a n ­
ciszek S z a ł a c h a z Lublina, którego Leda w biustonoszu
s t a n o w i ł a ozdobę wystawy kiczu w Warszawie (bodajże
w 1970 г.).
Realizm „fotograficzny", tak typowy dla wystaw
a m a t o r ó w przed w o j n ą i w pierwszych latach powojen­
nych znalazł na wystawie swego przedstawiciela w oso­
bie H e n r y k a G ł a z o w s k i e g o z L u b l i n a (prac. umysł.). Za­
pewne do tej grupy zaliczyć też n a l e ż a ł o niemal surreali­
styczny obraz p r z e d s t a w i a j ą c y b o d a j ż e b a ż a n t a — malo­
wany przez wypychacza p t a k ó w z Biłgoraja Piotra S t ę ­
pienia.
O d r ę b n ą g r u p ę s t a n o w i ł y prace nauczycieli, ś w i a d ­
czące o dobrej znajomości sztuki i warsztatu. Na u w a g ę

182

zasługiwały nazwiska: Romualda i Janusza M a k s y m i u ­
k ó w i S t a n i s ł a w a Popka. Wyróżnić też należało b. i n d y ­
widualne i dobre p ł a s k o r z e ź b y Zbigniewa J ó ź w i k a , eks­
presyjne obrazy inż. Ryszarda Mazusia, d o s k o n a ł e ma­
larsko p ł ó t n a ks. Mariana Malarza z P u ł a w i r ó w n i e ż
ciekawe akwarele i grafiki Floriana Myślićkiago z P u ł a w .
W pełni dojrzały talent z a p r e z e n t o w a ł też Tadeusz Ścibior, fotograf z C h e ł m a , e k s p e r y m e n t u j ą c y na pograniczu
technik fotograficznych i g r a f i k i . Ścibior stanowi dosko­
nały p r z y k ł a d rozszerzania h o r y z o n t ó w zawodowych po
przez zainteresowania plastyczne.
Na wystawie u j a w n i ł y się zespoły prac z Białej Pod­
laskiej, C h e ł m a i P u ł a w . Jak to często Obserwuje się na
p r z e g l ą d a c h , prace u c z e s t n i k ó w w s p ó l n i e
pracujących
zespołów, c e c h o w a ł a spora s p r a w n o ś ć warsztatowa, były
one, jak to się m ó w i , „ ł a d n e " „ m a l a r s k i e " , ale zarazem
t r o c h ę bezosobowe, pozbawione tej świeżości widzenia,
k t ó r ą czasem spotykamy u a u t o d y d a k t ó w , lufo też j u t
na d r u g i m biegunie — u nielicznych t w ó r c ó w w pełni
dojrzałych, u m i e j ą c y c h przebić się przez konwencje, pod­
p o r z ą d k o w a ć p o s i a d a n ą wiedzę swojej osobowości a r t y ­
stycznej.
W rzeźbie w y r a ź n i e wydzielały się dwie grupy —
t w ó r c ó w w y c h o d z ą c y c h od sztuki ludowej (b. ciekawy
Feliks Dudkiewicz) lub p r z y j m u j ą c y c h pewne jej umow­
ne konwencje (np. Franciszek Sitarz i S t a n i s ł a w Szwajgier) oraz a m a t o r ó w usiłujących s t w o r z y ć postacie r e a l i ­
styczne lub symboliczne (rzeźby z korzeni Kazimierza
Zaibielskiego).
Na wystawie z a b r a k ł o jednak t w ó r c ó w tak wybitnych
jak choćby fascynująca malarka k r ę g u naiwno-fantastycznego Maria M i c h a ł o w s k a (nieżyjąca już), b. ciekawa
rzeźlbiarka z Kazimierza Halina K u n i c k a ( p r z e b y w a j ą c a
od k i l k u lat w A n g l i i i w y s t a w i a j ą c a tam z d u ż y m
sukcesem), r z e ź b i a r z w i e l k i c h martyrologicznych kompo­
zycji w k ł o d a c h drewna — Tadeusz Niewiadomski z Bia­
łej Podlaskiej (cykl swój p o k a z a ł m.in. w Warszawie,
znajduje się obecnie w klasztorze K o d e ń s k i m , tam też
znakomita „Droga K r z y ż o w a " ) Włodzimierz Hess, t w ó r c a
dramatycznych i ekspresyjnych rzeźb — colaży w me­
talu ( w y s t a w i a ł później w Lublinie, Warszawie). Bez nich
obraz plastyki tego terenu w y d a w a ł b y się niepełny.
Pokaz z 1966 r. poprzedzony d o b r ą p e n e t r a c j ą terenu,
s t a n o w i ł najpełniejszą r e p r e z e n t a c j ę plastyki amatorskiej
w o j e w ó d z t w a . Z ciekawszymi autorami utrzymywano
kontakt i w późniejszych latach, zwłaszcza dobrym po­
m y s ł e m były wycieczki organizowane dla a m a t o r ó w np.
do Warszawy na ważniejsze wystawy, połączone ze zwie­
dzaniem Muzeum Narodowego, a nawet obejrzeniem
spektaklu w Teatrze W i e l k i m .
N a s t ę p n y „Wojewódzki P r z e g l ą d Plastyki A m a t o r ­
skiej" odbył się w 1970 r. i z g r o m a d z i ł prace 74 uczest­
n i k ó w . U j a w n i ł się w ó w c z a s jeszcze jeden r z e ź b i a r z
z k r ę g u ludowego — Jan Marzec z D ą b r o w i c y , o czym
mogę sądzić na podstawie ilustracji w folderze w y d a n y m
z racji wystawy, na p r z e g l ą d z i e bowiem nie b y ł e m .
Obecny „Wojewódzki p r z e g l ą d plastyki amatorskiej"
ogranicza się do wyboru prac 42 a m a t o r ó w . Brak t u
w i e l u nazwisk z lat poprzednich i to tak w a ż n y c h j a k
K a r u l a k , Błaziak, Odrzywolski, Malarz, Pental, Myślicki,
Nekanda-Trepka i inn. N i e k t ó r z y zapewne wyjechali czy
nie mogli wziąć udziału w przeglądzie, ale nieobecność
sporej grupy świadczy raczej o b r a k u dostatecznej i n ­
formacji.
Co nowego w n i ó s ł obecny p r z e g l ą d ? P o k a z a ł wiele,
nieznanych dotąd postaci, u c z n i ó w t e c h n i k ó w z Lublina,
rzeźbiących w drzewie f i g u r k i w y c h o d z ą c e od programu
ludowej rzeźby, ale rozwijane coraz śmielej w k i e r u n k u
ekspresji, ruchu postaci (najciekawsi: Waldemar Macie-.

�jewski i A d a m Suska). D r u g i m w a ż n y m odkryciem jest
twórczość „ n a i w n y c h " P a w ł a Krzaka z Biłgoraja i Ho­
noraty G ó r a z Janowa Lub. Ta ostatnia, chora, m a l u j ą c a
w łóżku, reprezentuje typ malarstwa prymitywnego blis­
kiego pograniczu jarmarczno-naiwnamu. Krzak
nato­
miast, d o s k o n a ł y w kolorze, kompozycji i r y s u n k u po­
staci, przypomina j u g o s ł o w i a ń s k i e g o „ n a i w n e g o " — M .
Viriusa. Obie postacie zasługują na d o k ł a d n e poznanie.
Nie znam prac n a d e s ł a n y c h i wyeliminowanych,
ale
w ś r ó d wystawionych z a b r a k ł o zupełnie drobiazgowych
naturalistyczno-opisowych obrazów, tak typowych
dla
starszych wiekiem a m a t o r ó w . P o j a w i a j ą się natomiast
p r ó b y „ n o w o c z e s n e " i to z a r ó w n o w ś r ó d i n t e l i g e n t ó w
(St. Popek — nauczyciel, psycholog) jak i ludzi ze wsi
i miasteczek jak np. Kazimierz K o t l i ń ś k i z P u ł a w , k t ó ­
rego l i n o r y t y o ekspresyjno-obsesyjnej tematyce zaska­
k u j ą c o p r z y p o m i n a j ą rysunki Surowiaka, nie znanego
zresztą autorowi. K o t l i ń ś k i ma s p o r ą ś w i a d o m o ś ć pla­
styczną, nie ma jej natomiast chłop Zygmunt Walenciuk,
autor nie t y l k o k i l k u rzeźb (np. „ J a ś i Małgosia") ale
i grafik, w y c h o d z ą c y c h od gęstego splotu kresek, l i n i i
przypadkowych, intuicyjnie p o d c h w y t u j ą c y c h ten
typ
grafiki, k t ó r y u dojrzałych t w ó r c ó w w i ą ż ą się z kosmo­
sem, nieokreślonością symboliki. Ciekawe jest to jako
p r y m i t y w n y refleks sztuki nowoczesnej, znanej z przy­
padkowej ilustracji w p i ś m i e czy z k r o n i k i f i l m o w e j .

deusz M a ł e k m a l u j ą c y stylizowane chaty, to chłop, k t ó ­
rego k i l k a d z i e s i ą t lat temu tak n a u c z y ł j a k i ś b. wojsko­
wy, m a l u j ą c y amatorsko, k t ó r y był wtedy nauczycielem
M a ł k a w szkole. Na u w a g ę zasługuje też obraz W i e s ł a w a
Dedko, świadczący o możliwościach jego dalszego roz­
woju.
Słabsze natomiast niż na poprzednich p r z e g l ą d a c h
okazały się prace ś r o d o w i s k a p u ł a w s k i e g o i c h e ł m s k i e g o .
Pogranicze ze s z t u k ą l u d o w ą reprezentowane jest
trojako. B e z p o ś r e d n i ą t r a d y c j ę kontynuuje znakomity
r z e ź b i a r z ludowo-naiwny z Bychawy Feliks Dudkiewicz.
P o ś r e d n i o — w y c h o d z ą z zasad ludowej r z e ź b y wspomnia­
ni Maciejewski i Suska. Do kolorytu p r y m i t y w u raczej
współczesnej makaty zbliża się t r o c h ę malarstwo Hono­
r a t y G ó r a . Inspiracje l u d o w ą w y c i n a n k ą p r z e j a w i a j ą się
natomiast w pracach nauczycielek, r o b i ą c y c h wycinanki
bliskie tradycji D o b r z y ń s k i e g o , a m o ż e i serwetek hafto­
wanych (np. M a r i a Osadkowska).
Z okazji wystawy wydano folderek, szkoda, że nie
podano a u t o r ó w reprodukowanych prac a w spisie na­
zwisk choćby m a ł y c h notek o ludziach. Na przyszłość na­
leżałoby życzyć organizatorom aby objęli r ó ż n e ś r o d o ­
wiska działające poza W D K , zwłaszcza te, nad k t ó r y m i
r o z t a c z a j ą patronat Związki Zawodowe. P r z e g l ą d y po­
w i n n y być bowiem i m p r e z ą u k a z u j ą c ą całość zagadnienia
na terenie danego w o j e w ó d z t w a .

Z innych: b. dobry, lepszy niż kiedykolwiek Bajkiewicz, dobry Ścibior, Dołgań, Szurowski ( „ J a r z ę b i n a " ) . Ta­

Z powodów
technicznych Ilustracje
przy omówieniu
plastyki dolnośląskiej

zamieścimy
w nr 1-1973 г.,
— Redakcja.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11313" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11291">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/17bdfc7a1d0d20bb9263083c1928c194.pdf</src>
        <authentication>ac1bcc729efb550337acabec9cb6b86d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134817">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2473</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134818">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134819">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2297</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134820">
                <text>Ars Erotica / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134821">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.172-184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134822">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134823">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134824">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134825">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134826">
                <text>ARS EROTICA
Aleksander Jackowski
1

Eros w Muzeum Narodowym

Bilans - setki w p i s ó w do księgi zwiedzających, dziesiątki
a n o n i m ó w , telefonów, listy protestacyjne do w ł a d z p a ń s t ­
w o w y c h i kościelnych, k r a d z i e ż pracy b u d z ą c e j zgorszenie,
k i l k a recenzji pochwalnych, więcej krytycznych.
Nie zamierzam pisać jeszcze jednej recenzji, oceniać
p o s z c z e g ó l n e prace. Interesuje mnie to, co wystawa m ó w i ,
o czym świadczy. T r a k t u j ę więc j ą j a k o test, k t ó r y pozwala
na s f o r m u ł o w a n i e p y t a ń , d o m y s ł ó w .
Z a c z n ę od z w r ó c e n i a uwagi na fakt, iż w pięćdziesięcio­
leciu powojennym, dwa rodzaje wystaw w y w o ł y w a ł o zbioro­
we emocje, g r o m a d z i ł o t ł u m y :
- jedne: p r e z e n t u j ą c e wielkie dzieła sztuki, z a r ó w n o dawnej,
j a k i współczesnej (sztuka M e k s y k u , Francji, Picasso,
Henry M o o r e ) ,
- drugie: w a ż n e ze względu na swoje treści patriotyczne.
Pierwsze były wydarzeniami artystycznymi, drugie k u l ­
t u r o w y m i , politycznymi. W y m i e n i ę t u przede wszystkim
pokaz w salach „ Z a c h ę t y " p r o j e k t ó w na p o m n i k B o h a t e r ó w
Warszawy. Przez wiele d n i nie u s t a w a ł n a p ó r zwiedzających,
ludzie stali w kilkusetmetrowej kolejce, m i m o c h ł o d u z od­
k r y t y m i g ł o w a m i , j a k do sanktuarium. Później, w latach
r o z l u ź n i e n i a ideologicznego wielkie zainteresowanie w y w o ­
łał Polaków
Portret
Własny. W podobnej patriotycznej
otoczce odbierano Romantyzm
i Romantyczność .
Była
w niej prawda historii zawarta nawet w dziełach bardzo
słabych. W P a r y ż u - d o k ą d przeniesiono w y s t a w ę , nie
2

rozumiano, o co chodzi, czemu znalazły się na niej tak
oczywiste kicze, j a k Apoteoza
Cesarza Napoleona.
Nas
i n t e r e s o w a ł a historia, ich sztuka.
W a ż n ą , szczególnie dla a r t y s t ó w , stała się wystawa Jesteś­
my. A l e była ona faktem przede wszystkim politycznym,
k u l t u r o w y m - nie artystycznym. W z r u s z a j ą c e były spot­
kania, zetknięcia zwłaszcza z Polakami p r z y b y ł y m i z Syberii,
Kazachstanu.
W ł a ś n i e wtedy oganizatorki, Elżbieta D z i k o w s k a i Wies­
ł a w a Wierzchowska p o s t a n o w i ł y , że ich n a s t ę p n y m dziełem,
k t ó r e „rzuci na k o l a n a " będzie Ars Erotica. Po demonstracji
politycznej, przyszła kolej na o b y c z a j o w ą .
Wystawa w M u z e u m N a r o d o w y m szokuje. Być m o ż e
właśnie dlatego, że znalazła się w miejscu, k t ó r e w ś w i a d o m o ­
ści społecznej jest świątynią sztuki, zbiorem dzieł j u ż „ u c u k r o w a n y c h " , s t a n o w i ą c y c h dorobek narodu. Eksperyment,
k t ó r y by nie budził sprzeciwu w jakiejś galerii czy w C e n t r u m
Sztuki W s p ó ł c z e s n e j , tu m ó g ł w y d a w a ć się nie na miejscu.
T y t u ł z o b o w i ą z u j e . Ciągłość k u l t u r y , to i poszanowanie
tradycji. Oczywiście w r o z s ą d n y c h granicach, więc - jeśli
z t e m a t y k ą erotyki w sztuce, to w szerszym zasięgu, z Szalem
P o d k o w i ń s k i e g o , Siemiradzkim, Malczewskim, wyekspono­
waniem tak w a ż n y c h k o n t e k s t ó w , j a k c h o ć b y Eros i Thanatos.
P o m i ń m y jednak te r o z w a ż a n i a . Wystawa stanowi fakt
dokonany, poruszenie tematyki erotycznej wydaje się niewą­
tpliwą zasługę autorek. Jeśli więc zwracam u w a g ę na l o k a l i ­
zację imprezy, to z tej racji, że nie była bez znaczenia dla
reakcji publiczności. Te same prace, nie b u d z ą c e zdziwienia
3

П. 1. Eros w X V I w. Francja, Szkoła Fontainebleau, Gabrielle d'Estrees z siostrą

172

�1

gdzie indziej, w salach M u z e u m Narodowego m o g ł y się
w y d a ć nie na miejscu. Z w a ż m y przy t y m , że wystawa szokuje
nie przez fakt o b n a ż e n i a tego, co w i n n o być zakryte, lecz
przez to, że dzieje się to w s z t u c e (a więc też dziedzinie,
k t ó r ą się traktuje na specjalnych prawach, m i m o iż artyści
wiele r o b i ą , by o b a l i ć ten m i t , n a r u s z a j ą c wszelkie tabu,
k w e s t i o n u j ą c istniejące d o t ą d kategorie artystyczne, samo
pojęcie sztuki, arcydzieła, artysty).
W kioskach leżą pisma z g o ł y m i panienkami. „ Ż y c i e
Warszawy", informuje o pisemku (polskim), k t ó r e ogłasza
k o n k u r s „czyja to k a ś k a ? " , z w r a c a j ą c się do c z y t e l n i k ó w ,
d o k ł a d n i e zapoznanych z a n a t o m i ą wcześniej pokazywa­
nych dziewczyn. Pierwszy numer niemieckiego pisma dla
polskich nastolatek zawierał reklamowy podarek - prezer­
w a t y w ę . W filmach, zwłaszcza polskich, sceny rozbierankowe występują nawet bez ż a d n e g o uzasadnienia. N a g o ś ć
p r z e s t a ł a s z o k o w a ć . Nie znam pani F i g u r y ani S z a p o ł o w s ­
kiej, ale wiem gdzie m a j ą pieprzyk na piersi, j a k i kształt
p o ś l a d k ó w . Jak „ t o " się r o b i , wiedzą z telewizji nawet dzieci.
W i ę c - co tak d z i w i , a nawet szokuje na wystawie? Nie
lekcja, ale fakt p r z e ł a m y w a n i a pewnych „ t a b u " . W i ą ż e się to
z w y r a ź n y m przesuwaniem w ostatnich latach granic tolerancji :
- na n a g o ś ć , zachowania seksualne,
- na o c h r o n ę i n t y m n o ś c i ,
- na brutalizację, ukazywanie o k r u c i e ń s t w a (i to j a k o
n a t u r a l n ą cechę rzeczywistości),
- na b r z y d o t ę ,
- na perwersje,
- na zło,
- na to, co niegdyś nazywano „ d o b r y m smakiem",
- na d e l i k a t n o ś ć uczuć.
O t ó ż w ś w i a d o m o ś c i wielu ludzi pojęcie sztuki wiąże się
z t y m , co estetyczne, p i ę k n e , w d o b r y m smaku, ale też
i konwencjonalne. A r t y s t a p r z e ł a m u j e te n a w y k i , szokuje, ale
wciąż oczekuje się od twórczości plastycznej innego dystansu
do rzeczywistości, niż np. w filmie. Oczekuje - f o r m y .
Dlatego to, co naturalne w życiu p r y w a t n y m , budzi z a ż e n o ­
wanie na wystawie w M u z e u m N a r o d o w y m .
Z w r ó ć m y u w a g ę też na to, iż pojęcia takie j a k wstyd, same
stają się wstydliwe. W sztuce obserwujemy coraz częściej
p r z y k ł a d y szokowania b r u t a l n o ś c i ą , o k r u c i e ń s t w e m , obrzy­
dliwością; happeningi unurzane we k r w i , oswajają z o k r u ­
c i e ń s t w e m , p o w o d u j ą przesuwanie się granic t e m a t ó w do­
zwolonych i zakazanych, rzeczy naturalnych i zbrodniczych.
Szokowanie niszczy wrażliwość. W s z e l k ą . Z tego w a r t o
z d a w a ć sobie s p r a w ę .
Uderza mnie (rok urodzenia 1920) przekraczanie granic
p r y w a t n o ś c i , p r z e ł a m y w a n i e konwencji, k t ó r e t w o r z ą ciąg­
łość k u l t u r y , c h o ć wciąż p o d l e g a j ą przemianom. Dlatego
czułem się nieswojo c h o d z ą c po wystawie. Nie jestem pewny,
czy np. w przypadku r y s u n k ó w Stajudy (świetnych), nie
n a s t ą p i ł o przekroczenie granicy i n t y m n o ś c i . C h r o n i m y
twarz, jest nawet jej prawna ochrona, a co z resztą? z d o l n y m i
p a r t i a m i naszego jestestwa?
Zastanawiam się, dlaczego zachwyca erotyka, pokazana
w M u z e u m A z j i i Pacyfiku. Sądzę, że w p ł y w a na to jej
kontekst - religijny, filozoficzny. W naszej kulturze o prowe­
niencji j u d e o - c h r z e ś c i j a ń s k i e j , o b y c z a j o w o ś ć jest inna, ciąży
pojęcie grzechu, a więc i z a k a z ó w . S t ą d zapewne seks
spychany poza nawias, obrzydzany, wyklinany, znajduje
ujście w „ ś w i e r s z c z y k a c h " , sex-shopach, rozbieranych fil­
mach, reklamach, j u ż nie tylko k o s m e t y k ó w , ale i samo­
chodów.
E r o t y k a w sztuce Wschodu, I n d i i , Pacyfiku nieodłącznie
z w i ą z a n a jest z p i ę k n e m . K o b i e t y dorodne, gibkie, r a d o ś ć
a k t u , c h o ć i powaga. Tymczasem erotyka na „ n a s z e j "
wystawie jest smutna, nieraz b u d z ą c a wręcz obrzydzenie.
Z m y s ł o w o ś ć , r a d o ś ć dostrzegam w niewielu pracach na
4

II. 2. Tadeusz Boruta, Małżeństwo

według obrazu van Eycka,

1986

wystawie: u Jerzego Jaworowskiego, u Jana Dobkowskiego,
ale przede wszystkim u Barbary Falender (jej rzeźby są przy
t y m piękne) i Teresy P ą g o w s k i e j . N a pewno i w r z e ź b a c h
A l i n y Szapocznikow, ale o nich za d u ż o wiem, przejmuje
więc ś w i a d o m o ś ć ż e g n a n i a ciała, k t ó r e się chce wbrew
chorobie i śmierci ocalić.
Stykamy się tu z k a t e g o r i ą p i ę k n a . T r u d n o w y o b r a z i ć
sobie, że artyści, też przecież ludzie, uciekają w życiu od
niego. Jest problem - p i ę k n a i brzydoty. P o m i n ą ć się go
zupełnie nie da, c h o ć oba pojęcia w c h o d z ą ze s o b ą w skom­
plikowane relacje. W s p ó ł c z e s n y artysta brzydoty się nie b o i ,
więcej - poszukuje jej. L ę k a się ł a d n o ś c i , tandety, kiczu.
B r z y d o t ę m o ż n a uwznioślić, n a d a ć jej wręcz patetyczny
w y m i a r (jak to czyni w swych filmach Fellini), ale erotyka
w kategorii brzydoty po prostu budzi wstręt, nie podnieca.
A czymże jest i n n y m , j a k nie stanem podniecenia? R a d o ś c i ą ,
ale i m ę k ą .
P i ę k n o jest w sztuce niemodne, zwłaszcza w malarstwie.
A l e j a k bez niego p o k a z a ć stan zachwycenia? kokieterię?
perwersje? Z w a ż m y , że erotyka, oczywista i cudownie poka­
zana w filmie, fotografii, teatrze, literaturze - w plastyce
sprowadzona bywa zazwyczaj do aktu. A czym jest akt?
Wystarczy obejrzeć wystawy doroczne wyższych szkół plas­
tycznych. A k t jest ćwiczeniem, trzeba akt z b u d o w a ć , określić
cechy modela, ale ten akt nikogo nie zachwyci. T y m bardziej,
że na modeli bierze się z reguły ludzi wyrazistych, starych,
u ł o m n y c h , zdeformowanych. A k t nie jest więc ani szkołą, ani
p u n k t e m wyjścia. R ó w n i e dobrze m o ż n a n a r y s o w a ć starą
komodę.
C ó ż więc robić? Simone Weil z a u w a ż y ł a , że istotą sztuki
jest d y s t a n s . A więc i aluzja, szukanie asocjacji. Takie
wyjście przyjęli Jan K o s i ń s k i i M a ł g o r z a t a Terlikowska
umieszczając na wystawie ł a w e c z k ę a przed nią p i ę k n e ,

173

�czerwone j a b ł k o . O d k t ó r e g o zresztą wszystko się zaczęło.
W r ó ć m y jednak do wystawy, do jej nazwy. A r s erotica.
Przypomnienie tego pojęcia jest d u ż ą zasługą teamu D z i k o wska-Wierzchowska. A l e erotyka, to c o ś więcej niż seks, niż
w y b ó r pozycji. E r o t y k a to t a k ż e flirt, bicie serca na w i d o k
ukochanej, pragnienie w s p ó l n o t y , miłość, uczucie, zaan­
g a ż o w a n i e emocjonalne, a nie tylko chęć r o z ł a d o w a n i a
napięcia. W ł a ś n i e - erotyka, to przede wszystkim powstawa­
nie tych n a p i ę ć . T o , co dzieli ludzi ( n i e k t ó r y c h ) od zwierząt
(też n i e k t ó r y c h ) , to potrzeba zbudowania sytuacji emoc­
jonalnej, gry m i ł o s n e j , w k t ó r y c h seks jest w a ż n y m finałem.
Upraszczam, ale chodzi m i o z w r ó c e n i e uwagi na o t o c z k ę
u c z u c i o w ą , k t ó r ą ł a t w o wyrazić w poezji, prozie, filmie,
nawet w fotografii, ale - j a k w i d a ć na wystawie - trudno
w plastyce. Jest to zresztą tendencja w y s t ę p u j ą c a znacznie
szerzej, w p r o p o n o w a n y m p o d r ę c z n i k u szkolnym m ó w i się
0 rodzajach ś r o d k ó w ochronnych, sposobach z a k ł a d a n i a
prezerwatyw i t d . , ale ani odrobiny miejsca nie p o ś w i ę c o n o
rodzeniu się i k u l t y w o w a n i u uczuć, o d p o w i e d z i a l n o ś c i za
partnera, za drugiego c z ł o w i e k a . Podobnie w j e d n y m z pro­
g r a m ó w L u z u , przez g o d z i n ę m ó w i o n o o wszystkim, tylko
ani razu nie wspomniano o uczuciu, pierwszym urzeczeniu,
miłości, rzeczywistych problemach.
Oczywiste, że nie m o g ę o c z e k i w a ć od rzeźby czy obrazu
ujawnienia uczuć, to było kiedyś, a teraz k t o wie, czy nie
m o g ł y b y się znaleźć na wystawie o i n n y m tytule (Ars
Amandi?). W c i ą ż m a m w pamięci rzeźbę Magdaleny Więcek,
chyba z lat sześćdziesiątych - j a k się ona n a z y w a ł a ? Wiosna?
M ł o d o ś ć ? Przebudzenie?
N a o b r o n ę a r t y s t ó w trzeba powiedzieć, że sztuka współ­
czesna nie zajmuje się pozytywnymi uczuciami, a n a g o ś ć
występuje w d w ó c h postaciach: konwencjonalnego a k t u
1 alegorii, związanej ze złem i obrzydlistwem czasu, w k t ó r y m
żyjemy, a nieraz i miejscem, w k t ó r y m przyszło n a m istnieć.
O akcie w s p o m n i a ł e m , alegorię m o ż e m y dostrzec na wy­
stawie, c h o ć b y w obrazie Małżeństwo
według obrazu Van
Eycka. Tak opisuje tę p r a c ę k r y t y k z „ T y g o d n i k a Powszech­
nego": „ P o c z ą t e k wystawy to przejście przez piekło, w k t ó ­
r y m straszą wykonane w skali 1:1 autoportrety Tadeusza
Boruty i jego ż o n y A l d o n y Mickiewicz. Portretowani stoją
nadzy na tle okna z p ę k n i ę t ą , rzecz jasna, szybą, w j a k i m ś
peerelowskim M-ileś tam. Za oknem inny b l o k . "
Z a s t a n ó w m y się, czy to A r s Erotica? Pytanie nasuwa się
wiele razy, a to o czymś świadczy. O czym? M o ż e właśnie
0 obronie i n t y m n o ś c i , o p o t r a k t o w a n i u jej j a k o pretekstu do
m ó w i e n i a o świecie. Tak jest, tacy j e s t e ś m y , tacy są i n n i
(przecież D w u r n i k nie m ó w i ł o sobie). Czy ś w i a d o m y w y b ó r
brzydoty, asocjacji o d b i e g a j ą c y c h od erotyki, gry miłosnej
- nie jest w istocie ucieczką od tematu, od z a c h o w a ń
intymnych?
P R Z
1

Ars Erotica, Muzeum Narodowe w Warszawie, styczeń-marzec
1994; Publikacja: album przedstawiający większość prezentowanych
prac: Ars Erotica, opr. Elżbieta Dzikowska i Wiesława Wierzchowska,
Warszawa 1994.
Obie wystawy przygotował Marek Roztworowski w krakowskim
Muzeum Narodowym. Romantyzm... przeniesiono później do Warszawy
1 pokazano w ,,Zachęcie".
Być może warto by zorganizować ekspozycję w Centrum Sztuki
Współczesnej lub w Muzeum Etnograficznym, pokazującą problem
erotyki we współczesnej kulturze, i to w pełnym spektrum, z prasą,
reklamą, pornografią, i oczywiście sztuką, na różnych jej poziomach,
od graffiti klozetowych do dziel takich, jakie się znalazły na omawianej
wystawie.
Przesuwanie granic tolerancji jest zjawiskiem naturalnym, w ostat­
nich 10-20 latach przyśpieszonym inwazją wzorów kultury amerykańs2

3

4

174

I

Nie, wystawa nie jest portretem w ł a s n y m a r t y s t ó w , ich
portretem i n t y m n y m . Raczej b y m j ą n a z w a ł lustrem, w k t ó ­
r y m p r z e g l ą d a m y się wszyscy: świat, k t ó r y nas otacza;
artyści; widzowie; sztuka.
Nie winię nikogo za to, że z wystawy wyziera smutek, że
jest odarta z poezji. Nie ż ą d a j m y za wiele od a r t y s t ó w . N i e
spodziewajmy się, że m o g ą p r z e k r o c z y ć granice konwencji
epoki. T y m bardziej, że nie m u s z ą . Są inne media, lepiej do
tego przysposobione - fotografia, a przede wszystkim film.
Znaczenie wystawy, reakcje na nią w s k a z u j ą , że mamy t u do
czynienia nie t y l k o ze s z t u k ą , ale i z przemianami w modelu
obyczajowości. Toczy się nieustanne zmaganie, w k t ó r y m
j e d n ą s t r o n ę reprezentuje kościół („chrześcijańskie w a r t o ­
ści"), d r u g ą ci, k t ó r z y z r ó ż n y c h (to p o d k r e ś l a m ) p o w o d ó w
walczą o wyzwolenie seksualne. W praktyce z a r ó w n o jedna,
j a k i druga postawa sprowadza się do fizjologii, spermy,
aborcji, prezerwatywy.
Ginie w t y m sporze to, co najważniejsze - uroda życia,
k t ó r e j akt jest tylko zwieńczeniem. E r o t y k a nie m o ż e być
sprowadzona t y l k o do seksu, u t o ż s a m i o n a z pieprzeniem,
radosnym rysowaniem k u t a s i k ó w i cipek.
Smutek wystawy nie w y n i k a z d o b o r u prac, a przynajm­
niej nie t y l k o . W i ą ż e się z ograniczonymi ś r o d k a m i ekspresji
współczesnej sztuki, zwłaszcza gdy je p o r ó w n a m y z m o ż ­
liwościami filmu. F i l m w n i e p o r ó w n a n i e bogatszy i ciekaw­
szy s p o s ó b wprowadza nas w a t m o s f e r ę gry erotycznej,
przynosi sceny, z a p a d a j ą c e na d ł u g o w p a m i ę ć . Sekwencje
z Brzeziny Wajdy nasycone są e r o t y k ą w stopniu n i e m o ż ­
l i w y m do osiągnięcia w plastyce, k t ó r a zawsze jest t y l k o
aluzją, znakiem, symbolem. Te same sytuacje w obrazach
Jacka Malczewskiego i filmie Wajdy mają inną t e m p e r a t u r ę ,
inny s p o s ó b działania na n a s z ą psychikę. Jedno nie zastąpi
drugiego. Powaga i hieratyczność płócien Jerzego Nowosiels­
kiego nie da się zastąpić ruchem filmowej klatki, ale tworzenie
napięcia, stanu, w k t ó r y m u t o ż s a m i a m y się z emocją t w o r z o n ą
na ekranie, nie jest możliwe przy kontemplacji obrazu.
K t o ś , k t o oczekiwał, iż Ars Erotica p o d z i a ł a na niego j a k
afrodyzjak, m u s i a ł d o z n a ć nieuniknionego rozczarowania.
W a r t o ś c i ą wystawy jest bowiem to, iż ukazuje granice
i możliwości d z i a ł a n i a obrazu czy rzeźby. Traktowanie ich
j a k o intymnego p a m i ę t n i k a byłoby nonsensem, nawet gdy
w e ź m i e m y pod u w a g ę szkice Stajudy. Sztuka m ó w i o świecie,
o mnie, o tobie, o u d r ę c e artysty, o smutku i niespełnieniu,
o szczęściu, do k t ó r e g o się d ą ż y , o samej sobie - ale b ę d ą c
f o r m ą , m ó w i o t y m z dystansem. U t o ż s a m i e n i e z sytuacją
p r z e d s t a w i o n ą , tak istotne w przeżyciu filmu, w zasadzie nie
istnieje we w s p ó ł c z e s n y m obrazie czy rzeźbie.
Dlatego nie m o ż n a o c z e k i w a ć od wystawy, nawet najpięk­
niej z a t y t u ł o w a n e j , tego, czego nie jest w stanie n a m ofiaro­
wać.
PISY
kiej, reklamami, filmami. Jednak nawet w tym okresie daje się zauważyć
zmiana w tym, co „wolno" i „nie wolno". Przykładem - zdjęcia
„Playboya" z lat pięćdziesiątych przedstawiały ciało „porcelanowe",
zabronionych włosków, widocznych por skóry. Później odblokowano
ten zakaz redakcyjny. Dziś zabroniona jest pornografia posługująca się
dziećmi. W londyńskim Hyde-Parku jeszcze w latach siedemdziesiątych
pilnie baczono, by leżące pary (w dowolnych pozycjach) nie wykonywały
żadnego ruchu. Dziś już ruch nie szokuje. Tolerancja na okrucieństwo,
brutalność, krew inna jest np. w Japonii, niż w Europie, chociaż filmy
amerykańskie w ostatnich latach eksponują okrucieństwo wojny, mor­
derstw, napadów w sposób, jeszcze kilka lat temu, niemożliwy do
pokazania na ekranie. Daje się zauważyć (u nas) szybsze przesuwanie
granic tolerancji na brutalność, okrucieństwo, niż na erotykę. Świadczy
o tym ustalana granica wieku przy oglądaniu filmów.

�Eros w opłotkach
Są rzeczy, k t ó r e się r o b i , ale o k t ó r y c h się nie m ó w i .
Przynajmniej g ł o ś n o . P o z o s t a j ą w sferze p r y w a t n o ś c i . K u l ­
tura m i ę d z y i n n y m i w t y m się przejawia, że zakreśla granice
s p o ł e c z n e g o przyzwolenia. Toczy się nieustanna gra o te
granice, zawężenie - b ą d ź poszerzenie obszaru spraw nie
ujawnianych, intymnych. Jednym z e l e m e n t ó w tej gry jest
t w ó r c z o ś ć , właśnie ona, obok komercyjnych p r z e j a w ó w
k u l t u r y masowej, rozsadza dotychczasowe granice akcep­
tacji, przy czym j e d n y m z najważniejszych ś r o d k ó w d z i a ł a n i a
współczesnej sztuki jest szokowanie widza. Szok należy do
strategii d z i a ł a n i a , zdarza się, że w istocie t y l k o do niego
ogranicza się sens wypowiedzi t w ó r c y . Zwraca u w a g ę ,
podobnie j a k reklama.
W kulturze współczesnej n a g ł o ś n i e n i e spraw z w i ą z a n y c h
z e r o t y k ą wiąże się przede wszystkim z sekularyzacją życia:
odchodzeniem od z a k a z ó w i n a k a z ó w religii oraz z interesem
wielkiego biznesu. Tego od p r z e m y s ł u ś r o d k ó w antykoncep­
cyjnych, pism takich j a k „ P l a y b o y " , „ C a t s " , reklam, kaset
video, s e x - s h o p ó w i t d . W p r o w a d z a j ą one t e m a t y k ę erotycz­
n ą w j a w n у obszar naszego życia.
Z a s i ę g wkraczania erotyki w ten obszar zależy od k o n w e n ­
cji ś r o d o w i s k o w y c h . M o ż n a wykreślić m a p ę z a c h o w a ń spo­
łecznych, k o n w e n a n s ó w . T o , co uznaje się za dopuszczalne
w mieście, w y w o ł a oburzenie na wsi. Pisma z rozebranymi
panienkami, k t ó r e nie dziwią w witrynach k i o s k ó w z p r a s ą ,
nie b ę d ą na miejscu w poczekalni dentysty czy adwokata.
Nawet takie j a k „ T w ó j S t y l " , czy „ P a n " , k t ó r e w inteligenc­
kich domach często m o ż n a s p o t k a ć , zdziwiłyby nas w d o m u
parafialnym, b ą d ź w gabinecie dyrektora I n s t y t u t u Sztuki.
Nie m ó w i ą c j u ż o wsi, do k t ó r e j stylu pisma te podobnie
pasują, j a k „ A r s E r o t i c a " do M u z e u m Narodowego.
Z r ó ż n i c o w a n i e występuje t a k ż e w grupach wiekowych.
M ł o d z i ludzie nie s t r o n i ą od nagości, w mieszkaniach ich
r o d z i c ó w , a t y m bardziej d z i a d k ó w , poster l u b kalendarz
z r o z e b r a n ą p i ę k n o ś c i ą w y d a ł b y się dysonansem. T o , co
wyda się oczywiste w biurze warsztatu naprawy samo­
c h o d ó w , w kabinie k i e r o w c ó w T I R - a , w i n n y m miejscu
spotka się z w y r a ź n y m sprzeciwem. Z w ł a s z c z a na wsi.
Nasuwa się wniosek, tyleż uproszczony, co niesłuszny, że
ekspansja n a g o ś c i wiąże się z p o s t ę p e m cywilizacyjnym,
naszym p r y w a t n y m wkraczaniem w E u r o p ę . Rzeczywiście,
w latach m i ę d z y w o j e n n y c h z d a w a ć się m o g ł o , iż j e d n y m
z podstawowych w y z n a c z n i k ó w p o s t ę p u jest walka o u ś w i a ­
domienie seksualne, wprowadzenie tematyki erotycznej w j a w n y obieg k u l t u r y . Słówka Boya i a r t y k u ł y Ireny K r z y w i c ­
kiej w y z n a c z a ł y biegun p o s t ę p u , podczas gdy na d r u g i m
z n a j d o w a ł się k s i ą d z P i r o ż y ń s k i i ciemna p a r a f i a ń s z c z y z n a .
Dzisiaj takie uproszczone widzenie p r o b l e m u w y d a ć się
m o ż e groteskowe. Istota rzeczy wykracza poza ten p o d z i a ł .
Rzeczywiście g r o ź n a jest komercjalizacja k u l t u r y , ucieczka
o d d u c h o w o ś c i , rozmywanie k r y t e r i ó w w a r t o ś c i . Takie poję­
cia j a k : honor, p r a w o ś ć , dyskrecja, o d p o w i e d z i a l n o ś ć , lojal­
n o ś ć - b r z m i ą j u ż niemal s t a r o ś w i e c k o . N i e p o k o i inwazja
chamstwa, b r u t a l n o ś c i , cwaniactwa. Z w ł a s z c z a w stosun­
kach m i ę d z y l u d ź m i , m ę ż e m i ż o n ą , dziećmi i rodzicami,
c h ł o p c e m i dziewczyną. Jeśli więc trzeba b r o n i ć prawa do
i n t y m n o ś c i , to z tej pozycji - k u l t u r y uczuć, k u l t u r y za­
c h o w a ń . Nie z a ś tego, czy wypada p o k a z y w a ć gołe piersi.
P o w i e d z i a ł b y m , iż nie chodzi o to - с o, lecz - j a k i g d z i e .

M u z e u m publiczna galeria - z o b o w i ą z u j ą . Przede wszyst­
k i m do troski o j a k o ś ć tego, co się pokazuje. Organizatorzy
wystaw, kierownicy galerii nie są przecież u r z ę d n i k a m i ,
k t ó r y c h nie obchodzi, co się dzieje. P o ś r e d n i c z ą m i ę d z y
p u b l i c z n o ś c i ą a a r t y s t ą . O d p o w i a d a j ą za to, co p o k a z u j ą .
Rozumiem chęć w y w a ż a n i a drzwi przez artystę ( k t o ma b y ć
ekshibicjonistą, j a k nie on?), ale czy m u s z ą to b y ć drzwi do
szaletu?
Oczywiście źle, że k t o ś przebił p a r a s o l k ą obraz Maneta.
W y c i ą g n i ę t o z tego wnioski, w muzeach p o w s t a ł y o b o w i ą z ­
kowe szatnie. M a n e t o w i eksces nie zaszkodził, incydent
wszedł do książek o impresjonizmie. O b u r z ą się m o i koledzy,
ale m a m p e w n ą s y m p a t i ę dla damy - j a k pisano - „ w
balzakowskim w i e k u " , k t ó r a u k r a d ł a z wystawy w M u z e u m
N a r o d o w y m k o m p o z y c j ę o b r a ż a j ą c ą jej uczucia religijne.
Eksponat s k ł a d a ł się z k i l k u zdjęć smutnej nagości, i nie
0 fotografię damie c h o d z i ł o , lecz o to, że kompozycja
n a w i ą z y w a ł a do k s z t a ł t u krzyża. Sądzę, że artysta nie m i a ł
bluźnierczych intencji, ale organizatorzy p o w i n n i byli z d a ć
sobie s p r a w ę , że praca jego tak m o ż e b y ć odebrana. D o nich
m a m pretensję, no i do dyrekcji, k t ó r a nie p o t r a f i ł a z a p e w n i ć
wystawianym eksponatom bezpieczeństwa. C ó ż po super
zabezpieczeniach, elektronice i t d . , skoro m a c h a j ą c papier­
kiem, owa dama spokojnie w y n i o s ł a k o m p o z y c j ę W i k t o r a
Guta.
Wystawa u w i d o c z n i ł a znaczenie problemu granic społecz­
nej akceptacji i rolę miejsca, w k t ó r y m prace pokazano. A r s
erotica istnieje jednak i poza obszarem działalności profes­
jonalnych a r t y s t ó w . W sztuce ludowej (współczesnej);
w folklorze; w malarstwie i rzeźbie a m a t o r ó w .
Zacznijmy od sztuki ludowej. W dawnej, związanej z tra­
dycją, tematyka erotyczna nie w y s t ę p o w a ł a . M a l a r s t w o
1 rzeźba należały do obszaru sacrum. Jedynym ich wzorcem
była sztuka kościelna, wzory ikonografii chrześcijańskiej.
Obraz j u ż z racji tego, co p r z e d s t a w i a ł i jakie funkcje pełnił
w d o m u , nie m ó g ł służyć w y r a ż e n i u erotyki. W ś w i a t o p o ­
glądzie j u d e o - c h r z e ś c i j a ń s k i m rola seksu o g r a n i c z a ł a się do
bogobojnego p ł o d z e n i a dzieci. Istniała, ale w u k r y c i u , jego
jawna manifestacja w sztuce nie była m o ż l i w a . Jedyny
wyjątek s t a n o w i ł o przedstawienie A d a m a i Ewy w Raju.
E r o t y k a w micie rajskim zaczyna się od j a b ł k a . Zycie „ n a
w ł a s n ą r ę k ę " - od wygnania z Raju. J a b ł k o - erotyka należą
do repertuaru pokus s z a t a ń s k i c h . T o szatan, przez e r o t y k ę ,
rozbija s p o k ó j rajskiego życia, gdzie wszystko t r w a w szczęś­
l i w y m bezruchu. Z w i e r z ę t a nie zagryzają się nawzajem,
ludzie nie starzeją się, bierni, poddani w o l i Pana. D o p i e r o
wygnanie zmusza ich do uruchomienia szarych k o m ó r e k ,
wykazania z a r a d n o ś c i . Skazani na z i e m s k ą d o l ę uczą się
w y k o r z y s t y w a ć ogień, p o s ł u g i w a ć k o ł e m . A l e w sztuce
ludowej A d a m i Ewa ukazani są zazwyczaj t y l k o w jednej
sytuacji - symbolicznej, po obu stronach drzewa, w o k ó ł
k t ó r e g o owija się w ą ż . W ą ż kusi E w ę , Ewa kusi A d a m a .
Znane nam rzeźby i obrazy nie m a j ą w sobie energii, seksu.
A b y n a g o ś ć nie p r o w o k o w a ł a s p r o ś n y c h myśli, miejsca
najbardziej erogenne zakrywano, figury przedstawiano sche­
matycznie, j a k to w i d a ć np. w obrazie na szkle z San­
domierza.
Oczywiście nie znaczy to, że zachowania ludyczne, seks,
erotyka nie w y s t ę p o w a ł y w kulturze i życiu wsi. J u r n o ś ć ,

175

�obscena t o w a r z y s z y ł y życiu, zwłaszcza m ł o d z i e ż y , jednak
t y l k o w gadkach, p r z y ś p i e w k a c h , t a ń c u , symbolice zacho­
w a ń w czasie weselnego o b r z ę d u , topienia Marzanny, zabaw
H e r o d o w y c h - nigdy jednak nie w obrazach i r z e ź b a c h .
E r o t y k a , kokieteria istniały zapewne na dawnej wsi w stop­
niu nie mniejszym niż w mieście, jednak w formie skonwen­
cjonalizowanej, ograniczonej do społecznie przyzwolonych
sytuacji.

ludowej - tak! ale n a g o ś ć , erotyka, s p r o ś n o ś ć ? Jednak, kiedy
p a t r z ę na sceny biczowania Pana Jezusa, przebicie b o k u
strzałą, wydaje m i się, że żarliwa wiara wiedzie j ą do stanu
takiej egzaltacji, w k t ó r e j trudno j u ż oddzielić a b s t r a k c j ę o d
egzaltacji, niewolnej o d erotyki. Tej - splecionej z o k r u c i e ń s t ­
wem. P o n i e w a ż , u p r a s z c z a j ą c , m o ż n a powiedzieć, że o k r u ­
c i e ń s t w o zawiera w sobie prefigurację erotyzmu, jest jego
f o r m ą , mniej czy bardziej z a k a m u f l o w a n ą , p r z e s u n i ę t ą .

Pojęcie obrazu i rzeźby w i ą z a n o z religią. O ł t a r z y k ,
kapliczka, obrazy na ścianie miały z a p e w n i ć d o m o w i Ł a s k i
Boże, c h r o n i ć od nieszczęść. D o p i e r o w okresie m i ę d z y ­
wojennym wkracza na wieś stereotypowy widoczek, częściej
bukiet b z ó w czy r ó ż w wazonie. N o i oczywiście fotografia
ś l u b n a , często d u ż a , ręcznie malowana. W latach po okupa­
cji - pojawia się d o ś ć powszechnie makatka, ale i na niej
tematyka skonwencjonalizowana: A n i o ł Stróż strzeże dzieci
p r z e c h o d z ą c e przez k ł a d k ę nad strumieniem, jelenie, grzyby,
k o t k i . Ż a d n e j golizny.

W malarstwie i rzeźbie a m a t o r ó w n a g o ś ć w y s t ę p u j ą
zazwyczaj w sytuacji, k t ó r a stanowi k u temu pretekst. Jan
P ł a s k o c i ń s k i , amator, k t ó r y po latach nieudolnie realistycz­
nego malowania stał się „ n a i w n y m " , w y k o r z y s t u j ą c podpat­
rzone u innych malarzy chwyty, w p o c z ą t k a c h swej t w ó r c z o ­
ści m a l o w a ł sceny, w k t ó r y c h w y s t ę p o w a ł y biuściaste, dobrze
rozwinięte dziewczyny. Pretekstem tematycznym był cyrk,
gimnastyka, gra w k o s z y k ó w k ę (il. 14). M a l a r z , s k r ę p o w a n y
konwencjami ś r o d o w i s k a przyodziewa swe dziewczyny w gi­
mnastyczny k o s t i u m , co jednak nie niszczy erotycznego
podtekstu obrazu.

Temat erotyczny, a ściślej m ó w i ą c - n a g o ś ć , pojawiła się za
s p r a w ą ludzi z miasta. Proszę spojrzeć na M a r i ę M a g d a l e n ę
Jędrzeja W a w r y (il. 10). Stary ś w i ą t k a r z nigdy by się sam nie
z d e c y d o w a ł na wyrzeźbienie gołej kobiety, ale usilnie pro­
szony przez Emila Z e g a d ł o w i c z a , uczynił to. T r a k t o w a ł
bowiem Z e g a d ł o w i c z a j a k dobrodzieja. Umieścił między
drzewkami M a r i ę M a g d a l e n ę . N i e świętą, wręcz przeciwnie,
ale przecież w y s t ę p u j ą c ą w Ewangelii obok Chrystusa.
Magdalena jest goła, ale i nie jest n i ą , W a w r o bowiem
umiejętnie skrył atrakcje jej kobiecości.
Nie seks, ale u k r y t a erotyka, p e ł n a poezji, występuje
w rzeźbie Leona K u d ł y Dziewczyna z sarenką. Ale K u d ł a
należał do małej grupy dawnych rzeźbiarzy, k t ó r z y tworzyli
j u ż nie dla ś r o d o w i s k a wiejskiego, ale dla siebie, dla swych
przyjaciół i o p i e k u n ó w , zwłaszcza dla K a r o l a T c h o r k a ,
warszawskiego r z e ź b i a r z a i marszanda.
We współczesnej rzeźbie właśnie Ewa, niekiedy nawet bez
A d a m a , stanowi pretekst do ukazania k u s z ą c e g o ciała.
W malarstwie na szkle, w s p ó ł c z e s n y m , oderwanym j u ż od
konwencji tematycznej dawnej sztuki, j u r n o ś ć , erotyka do­
m i n u j ą w dynamicznych scenach malowanych przez J a n i n ę
Jarosz i Z d z i s ł a w a Walczaka.
F o l k l o r , j a k j u ż o t y m m ó w i l i ś m y , przepojony był treś­
ciami ludycznymi. W i ą ż e się to z miejscem i sytuacją
- weselem, z a b a w ą . G o ł a kobieta, a zwłaszcza eksponowana
ta część jej ciała, na k t ó r e j siedzi, w y s t ę p o w a ł w zwyczajach
pasowania na flisaka. Adept m u s i a ł figurę naturalnej wielko­
ści p o c a ł o w a ć w zad, i dopiero ten moment wieńczył
ceremonię.
Istnieje, znana psychiatrom i seksuologom, zależność
między seksem a o k r u c i e ń s t w e m . P r z e ż y w a n i e biczowania
Pana Jezusa, w y o b r a ż e n i a św. Sebastiana, b r o c z ą c e g o k r w i ą ,
m ę c z e ń s t w a świętych - m o g ł y , c h o ć nie m u s i a ł y , p o r u s z a ć
t a k ż e b o d ź c e erotyczne. D o t y c z y ł y zresztą nie tylko nagiego
ciała, ale i samej uwielbianej istoty. M i ł o ś ć rzadko kiedy ma
w y m i a r tylko abstrakcyjny. N i e przypadkiem święte postaci
idealizowano. Chrystus musi b y ć p i ę k n y , t r u d n o wręcz
w y o b r a z i ć go sobie j a k o niewielkiego wzrostu, brzydkiego
m ę ż c z y z n ę . T a k ż e w większości o b r a z ó w i figur M a t k a
Boska ma twarz śliczną, rysy regularne, w Polsce jest jasna,
b r o ń Boże - c z a r n o w ł o s a i czarnooka o semickiej urodzie!
W s p a n i a ł a malarka M a r i a n n a W i ś n i o s nigdy by się nie
ośmieliła n a m a l o w a ć sceny erotycznej. Ilustracja piosenki

176

D l a Kazimierza Szuberta, emeryta, r z e m i e ś l n i k a , preteks­
tem do pokazania n a g o ś c i i erotyki stał się d i a b e ł kusiciel.
W ł a ś n i e kuszenie ilustruje scena r o z g r y w a j ą c a się nad sta­
wem, w ś r ó d drzew i k w i a t ó w . Piersiasta kobieta c h r o n i
d ł o ń m i to, co stanowi przedmiot p o ż ą d a n i a nagiego, tłus­
tego pana z diabelskimi r ó ż k a m i na głowie ( i l . 21).
Plastycznie ciekawy jest obraz Jana Kaweckiego przed­
stawiający kobiety k ą p i ą c e się w lesie, o zachodzie słońca
(il. 20). Obraz jest u p o r z ą d k o w a n y , zwarty kompozycyjnie,
0 kolorystyce typowej dla malarza - strefy ciemno-granatowe przecina, r o z j a ż o n y pas ż ó ł t o - c z e r w o n e g o
zachodu słońca.
Ten sam w ą t e k - k ą p i ą c y c h się kobiet p o d j ą ł Kazimierz
Jakubowski, amator z S z y d ł o w c a ( i l . 19). K o p i u j ą c , na­
śladując reprodukcje z a l b u m ó w , d o s z e d ł do znacznej spraw­
ności. N a l e ż y do nielicznych s a m o u k ó w , k t ó r z y r a d z ą sobie
z a n a t o m i ą przedstawianych postaci. Z a w d z i ę c z a to nie
tylko umiejętności obserwowania i sprawnej d ł o n i , ale
1 temu, że ma w d o m u i d e a l n ą m o d e l k ę ; ż o n ę , c h ę t n i e
p o z u j ą c ą w r ó ż n y c h , nader w y m y ś l n y c h pozach. Jakubows­
kiego p i ę k n o kobiecego ciała fascynuje niezmiennie, i by je
u k a z a ć w y m y ś l a r ó ż n e preteksty, j a k np. zawalenie się
świątyni Salomona, k ą p i e l dziewcząt, reminiscencje scen
mitologicznych, zabawy na plaży.
O funkcji kompensacyjnej erotyki świadczy cała t w ó r ­
czość malarska Romana B u c z y ń s k i e g o . Kiedy go p o z n a ł e m
p o r u s z a ł się z trudem, ciężko chory, cierpiący na a s t m ę
i serce, ale oczy m i a ł r o z e ś m i a n e , błyszczące j a k u m ł o d e g o
c h ł o p c a . K o c h a ł „ t e sprawy", ale p o z o s t a ł o m u j u ż t y l k o
w y ż y w a n i e się w malarstwie. W niej występuje nieustannie,
wręcz obsesyjnie tematyka erotyczna. I k a r i Dedal prezen­
tują swą m ę s k o ś ć bez ż a d n e j ż e n a d y , a pikanterii d o d a j ą i m
wielkie, archanielskie skrzydła. N a i n n y m kartonie naga,
z j ę d r n y m i piersiami i sutkami j a k śliwki, klęczy M a r i a
Magdalena, a b ł o g o s ł a w i j ą Pan Jezus. Inne obrazy - zbiera­
nie j a b ł e k . Pejzaż, przy drzewie stojący tyłem do widza nagi
m ę ż c z y z n a , na grzbiecie k t ó r e g o siedzi naga p o s t a ć , też tyłem
do nas i rwie j a b ł k a . Atletycznie zbudowana kobieta,
o twarzy ż o n y , w y o b r a ż a E u r o p ę . Stoi z z a ł o ż o n y m i nogami,
o p i e r a j ą c się plecami o m a ł e g o , białego byczka. Porwanie
Europy - s k o m e n t o w a ł malarz. Ja m i a ł e m wręcz odwrotne
skojarzenie. Nawet m a l u j ą c z racji jakiejś rocznicy Chopina

�Ma

II. 3. Jan Gajewski, Żona

m

śpi; il. 4. Lucas Cranach. Nimfa wodna, 1518; il. 5. Ludwik Więcek,
według Cramacha

Nimfa,

777

�II. 6. Bronisław Dynda, W niedzielę

rano; il. 7. Anna Ferek, Kobieta i amorki, stiuk, 1980;

(ubranego) Buczyński tak modeluje pejzaż, że bez t r u d u
dostrzegamy w n i m ukryte kształty niewieście. A n t r o p o m o r fizuje drzewa, g ó r y , linię horyzontu, ciesząc się w y m y ś l o n y m
konceptem. Ciesząc, sam bowiem, a ściślej - wraz z ż o n ą był
g ł ó w n y m o d b i o r c ą swych dzieł. M a l o w a ł dla własnej przyje­
m n o ś c i , c h o ć c h ę t n i e i z w i d o c z n ą satysfakcją p o k a z y w a ł
ludziom swe prace. Nawet w łazience w y m a l o w a ł n a g ą
p o s t a ć leżącą nad w a n n ą i nagiego a n i o ł a na drzwiach.
Kompensacyjna m o ż e się w y d a ć t a k ż e t w ó r c z o ś ć A n n y
Ferek. Chora, słaba, wciąż urodziwa, mieszka otoczona
gipsowymi a m o r k a m i . Zna się na sztukaterii, p r a c o w a ł a
przed wypadkiem, k t ó r y w y e l i m i n o w a ł j ą z życia zawodowe­
go, j a k o konserwator z a b y t k ó w . Pulchne, b i a ł o - r ó ż o w i u t k i e
a m o r k i otaczają j ą ze wszystkich stron. T o jest jej A r k a d i a ,
świat pogodny, figlarny, pozbawiony n a m i ę t n o ś c i i dusznej
erotyki ( i l . 7).

178

I

Teofil Ociepka w pokazanym t u rysunku (il. 9) sadza n a g ą
dziewczynę na grzbiecie smoka. Jego paszcza (taka sama j a k
na obrazie w warszawskim muzeum etnograficznym) z obleś­
nie w y s u n i ę t y m j ę z y k i e m znajduje się akurat na w y s o k o ś c i
krocza. M o ż n a nie wiedzieć nic o stosunku malarza do spraw
seksu, nie o r i e n t o w a ć się w t y m , że do s z e ś ć d z i e s i ą t k t ó r e g o ś
r o k u życia był on z a t w a r d z i a ł y m kawalerem, abstynentem
przekonanym, że kobieta należy do a r s e n a ł u diabelskich
pokus - a przecież erotyczny, perwersyjny aspekt rysunku
jest dla nas oczywisty. Notabene stary malarz - okultysta,
k t ó r y przez większość swego życia s u b l i m o w a ł p o p ę d sek­
sualny, w k o ń c u uległ kobiecie. Ożenił się, c h o ć , p r a w i d łowiej b y ł o b y p o w i e d z i e ć - został wzięty w m a ł ż e ń s k i
związek.
E r w i n S ó w k a chętnie maluje kobiety, są to zazwyczaj
postacie z w i ą z a n e z jego w y o b r a ź n i ą k o s m o l o g i c z n ą , astral-

�Jan Malik, Adam i Ewa, rzeźba współczesna; il. 9. Teofil Ociepka, rys. o ł ó w k i e m , 1958; il. 10. Jędrzej Wawro, Maria
lata trzydzieste

Magdalena,

179

�П. I I , 12. Jarosław Miklasiewicz, Dama z pochodnią

180

i Szopka; il. 13. Roman Buczyński: A n i o ł na drzwiach łazienki; il. 14. Jan Płaskociński,
Koszykarki, 1959;

�I

181

�II. 19. Kazimierz Jakubowski, Kąpiące

n ą . Mocarne, nagie, lekko okryte p r z e z r o c z y s t ą szatą t w o r z ą
swoistą W a l h a l l ę . Spokojne, pozbawione seksu, mocno
stojące na nogach p r z y p o m i n a j ą obrazy Hodlera, ale wolę
chyba te - S ó w k i . N a r o d z i n y u c z u ć należą do tej właśnie serii
o b r a z ó w . Raz, raczej dla ż a r t u , ale malarskiego, maluje akt
grubej siedzącej kobiety ( i l . 23).
Szczególny jest casus Szczepana M u c h y . Gajowy, dosko­
nale czuł walor drewna, zawsze jednak swe rzeźby bejcował
na ciemny b r ą z , tylko oczy p o z o s t a w i a ł jasne, błyszczące j a k
reflektory. Za k ł o p o t y , k t ó r e go d o t k n ę ł y , winił s ą s i a d ó w .
Nie znosił ich. Skryty, z biegiem lat coraz bardziej z a m y k a ł
się w obszarze swego d o m u . Podejrzewał, że go śledzą,
p o d p a t r u j ą , u s t a w i ł więc przed budynkiem rzeźby w y r a ź n i e
prowokacyjne. N a jednej n a p i s a ł „ ś p i c e l " , inne s z o k o w a ł y
swą obscenicznością ( i l . 22).
W sztuce ludowej, j a k zresztą wszędzie w życiu, m o ż n a
w y r ó ż n i ć t w ó r c ó w , k t ó r y m bliższa jest sfera nieba, j a s n o ś c i ,
czystości, i takich, z p o d znaku ciemnych mocy. O ile do

182

się; il. 20. Jan Kawecki, Kąpiące

się

pierwszych zalicza, bez wahania H e r ó d k a , W . Oleksego, K .
G a w ł o w ą , to biegun „ s z a t a ń s k i " najlepiej chyba reprezen­
tuje t w ó r c z o ś ć M u c h y . D i a b ł ó w zresztą rzeźbił ze szczegól­
n y m upodobaniem.
W y j ą t k o w a w swej formie, ale t a k ż e tematyce, jest sztuka
B r o n i s ł a w a Surowiaka. M ó w i on w niej o świecie, o walce zła
z dobrem ( i l . str. t y t u ł o w a ) . Są to w istocie kompozycje
0 walorze moralitetu. Rysunek, k t ó r y r e p r o d u k u j ę jest
o p o w i e ś c i ą o świecie, w k t ó r y m współżycie ludzi staje się
zasadniczym celem ich d z i a ł a n i a , z a p e w n i a j ą c ciągłość ro­
dzaju. C i , k t ó r z y umarli, i ci, k t ó r z y żyją t w o r z ą jedno, obraz
1 sens świata. Postacie splecione konwulsyjnie w g ó r n y m
p a ś m i e kompozycji raczej o p o w i a d a j ą o seksie, erotyce, niż
j ą w y r a ż a j ą . Surowiak, podobnie j a k w „ A r s E r o t i c a "
Boguta, poprzez n a g o ś ć , sytuacje, m ó w i o świecie, a nie
o istocie erotyki. R y s u n k i tuszem, pracowite, precyzyjne,
świadczą o dużej wrażliwości artystycznej, o myśleniu plas­
tycznym. M o ż e intuicyjnym, nie w pełni ś w i a d o m y m , ale

�widocznym w wielu pracach tego artysty. Z zawodu technika
poligraficznego.
O d d z i e l n ą g r u p ą prac, o k t ó r y c h c h c i a ł b y m w s p o m n i e ć
w t y m miejscu są prywatne p a m i ą t k i , n o t a t k i , zapiski. Szkic,
rysunek, rzeźba - p r z e d s t a w i a j ą c a leżącą k o b i e t ę , p r z e w a ż ­
nie ż o n ę . N a j e d n y m z takich r y s u n k ó w , odnalezionych po
śmierci B r o n i s ł a w a D y n d y , widzimy jego p o k ó j , z p a l m ą
i ż o n ą , leżącą w łóżku. Szkic nosi tytuł Niedzielny poranek
(il. 6), jedyny wolny dzień w r o c ł a w s k i e g o listonosza. F i l i g ­
ranowej postury codziennie nosł ciężką, wielką t o r b ę , u m ę ­
czony p r a c ą , z nadzieją, że podobno n i e d ł u g o przydzielą m u
lżejszą t o r b ę . Jego prywatne życie, to była właśnie ż o n a ,
p o k ó j w k t ó r y m leżały sterty namalowanych o b r a z ó w ,
i myśl, w czasie roznoszenia listów, o t y m , co będzie m a l o w a ć
po powrocie do d o m u .
R z e ź b a Jana Gajewskiego, u k a z u j ą c a ż o n ę śpiącą w ł ó ż k u
(il. 3) jest j e d y n ą , j a k ą znam o tej tematyce. Stary rzeźbiarz
należał do tych wiejskich t w ó r c ó w , k t ó r y c h nazywamy
samorodnymi. N i e p o d e j m o w a ł tematyki konwencjonalnej,
religijnej, rzeźbił m a ł e figurki, k t ó r y c h nie m a l o w a ł i nie
lakierował.
M a l o w a ł , kredkami, ż o n ę na tapczanie, w łóżku, w kąpieli,
ale t a k ż e w innych sytuacjach (np. z koniem, na koniu).
Teodor Centlewski. Był to w istocie szloch starego, nieszczęś­
liwego człowieka, szewca ze Ż n i n a , niepocieszonego po
stracie n a j d r o ż s z e g o sobie człowieka. Osamotnionego. W ł a ­
śnie po śmierci ż o n y o d d a ł się malowaniu i rysowaniu, by
mieć coś do roboty, zagłuszyć b ó l .
Interesującą interpretację a k t u leżącej kobiety spotykamy
u L u d w i k a W i ę c k a . Ten „ n a i w n y " , bardzo j u ż chory malarz,
w y k o n a ł z właściwą sobie s t a r a n n o ś c i ą „ r e p l i k ę " obrazu
L u k i Cranacha. Więcek, o k t ó r y m p i s a ł e m obszernie przed
k i l k o m a laty, bardzo był wrażliwy na wdzięki niewieście.
Z w y p i e k a m i na twarzy o b s e r w o w a ł c ó r k ę gospodarza,
u k t ó r e g o p a s a ł k r o w y , kiedy ta o p a l a ł a się na łączce
w czerwonym b i k i n i ; z p r z y j e m n o ś c i ą p r z y g l ą d a ł się a k t o m
w albumach malarstwa. N a p o c z ą t k u , kiedy po raz pierwszy
o t r z y m a ł p r o p o z y c j ę zrobienia k o p i i obrazu A n n y Giintner,
u z n a ł za nieprzystojne malowanie gołej kobiety w o d s u n i ę ­
tych na czoło okularach słonecznych, więc w swej k o p i i

II. 21. Józef Szubert, Kusiciel świata; il. 22. Szczepan Mucha, figura,
która stała przed domem

183

�odział ją w s u k i e n k ę . P ó ź n i e j , m a l u j ą c dla siebie, nie m i a ł j u ż
ż a d n y c h s k r u p u ł ó w , kopia L u k i Cranacha (Nimfa wodna
odpoczywająca
przy studni) d o k ł a d n i e oddaje p o z ę leżącej
postaci z figlarnie rozcapierzonymi palcami u s t ó p ( i l . 5),
c h o c i a ż artysta zmienia ś w i a d o m i e tło, cofa s t u d n i ę , roz­
budowuje, a zarazem rustykalizuje a r c h i t e k t u r ę .
Ostatnim t w ó r c ą - a m a t o r e m , o k t ó r y m c h c i a ł b y m wspo­
m n i e ć na t y m miejscu jest Bogdan Ziętek. Z a c z ą ł od rzeźby.
Z a l e ż a ł o m u na d o k ł a d n y m oddaniu ruchu, gestu, gry
mięśni. Jego n i e d u ż e g o f o r m a t u figurki s p o r t o w c ó w , zwłasz­
cza a t l e t ó w e k s p o n o w a ł y m u s k u l a t u r ę , u r o d ę ciała. W i n ­
nych u k a z y w a ł dziewczęta, czasem w w y z y w a j ą c o erotycz­
nych pozach. Ale to wszystko go nie z a d o w a l a ł o . S z u k a ł
innych f o r m wyrazu - i konsekwentnie m y ś l ą c powiększył
figurki nagich dziewcząt do naturalnych r o z m i a r ó w . Po­
wstały manekiny, z r u c h o m y m i r ę k o m a , g ł a d k i e i k u s z ą c e ,
„jak ż y w e " . Atrakcyjne w swym d z i a ł a n i u .
M a n e k i n niepokoi, zdaje się mieć swoje w ł a s n e życie. Jest
bardziej „ ż y w y " od r z e ź b i o n e g o a k t u w b r ą z i e lub mar­
murze. P a m i ę t a m zawstydzenie, kiedy w nocy, i d ą c k t ó r ą ś
z l o n d y ń s k i c h ulic z o b a c z y ł e m w i t r y n ę wielkiego magazynu.
Przebierano manekiny w nowe sukienki. Stały rozkraczone,
nagie, w wyuzdanych pozach. P o c z u ł e m się nieswojo, j a k ­
b y m p o d g l ą d a ł rozebrane dziewczyny. K i e d y indziej widzia­
ł e m w amatorskim teatrze lalkowy we Francji spektakl,

grany przez lalki-manekiny ponad metrowej w y s o k o ś c i .
Było w ich ruchach, w i r o w a n i u coś n i e p o k o j ą c e g o , właśnie
przez skalę; przez to, że były j a k b y „ p o m i ę d z y " - ż y w y m i
l u d ź m i i lalkami. O p o w i a d a ł a m i pewna r z e ź b i a r k a w P a r y ż u
o swym znajomym - markizie, k t ó r y co rano z a s i a d a ł do
ś n i a d a n i a w towarzystwie d w ó c h - t r z e c h m a n e k i n ó w , pięk­
nych, k u s z ą c y c h dam, k t ó r e kamerdyner p r z e b i e r a ł codzien­
nie w inne szaty. Dziwactwo? Oczywiście, ale świadczące
o dwuznacznej erotyce gry manekinami.
Ziętek t a k ż e swe „ d z i e w c z y n y " przebiera, kupuje i m
suknie, cieszy go, gdy j a k k w i a t y ożywiają jego mieszkanie,
gdy sąsiedzi z a z d r o s z c z ą m u talentu, u m i e j ę t n o ś c i . Pracuje
nad „ d z i e w c z y n a m i " d ł u g o , od 3 do 10 miesięcy. Kosztuje go
to sporo pieniędzy, kupuje i m przecież suknie, ponadto
torebki, ale chce by jego kobiety były śliczne, zadbane,
modnie odziane ( i l . 18). C h ę t n i e pokazuje je s ą s i a d o m , i to
też ma w sobie p o d n i e c a j ą c y podtekst.
E r o t y k a niejedno ma imię. W twórczości nieprofesjonalnej
znajduje r ó ż n e formy wyrazu. Nie m ó w m y przy t y m o sztuce,
artyzmie, podobnie j a k w M u z e u m N a r o d o w y m połączenie
A r s i Erotica bywa rzadkie. Ciekawe są formy ujawniania
t ę s k n o t erotycznych, r ó ż n o r o d n o ś ć postaw, plebejska śmia­
łość w y o b r a ź n i . N a w e t gdy z a t r ą c a o kicz. N i e o s z t u k ę t u
chodzi, lecz o dziedzinę bliską obscenom, o t w ó r c z o ś ć
z własnej potrzeby, dla własnej satysfakcji.

II. 23. Erwin S ó w k a , A k t
Fot. Jan Świderski: il. 3-7, 9-17, 20-21, 23; Edward Koprowski - il. 22

184

i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11366" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11344">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6fa2973e74a6aa2f75a92c6ec8a07ad3.pdf</src>
        <authentication>9b21b810763ee874c7c9bb78d31c1753</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135423">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3526</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135424">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135425">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135426">
                <text>Jana Świderskiego widzenie sztuki ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135427">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.4, s.243-252</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135428">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135429">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135430">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135431">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135432">
                <text>П. 1. Chrystus

Aleksander

Frasobliwy,

Korytków,

woj.

zamojskie.

Jackowski

JANA Ś W I D E R S K I E G O WIDZENIE SZTUKI LUDOWEJ
P r z e d m i o t e m t y c h u w a g są z a r ó w n o w y b r a n e z d j ę ­
c i a J a n a Ś w i d e r s k i e g o j a k też i w i d z i a n y p r z e z i c h
p r y z m a t p r o b l e m f o t o g r a f i i j a k o środka d o k u m e n t a c j i
k u l t u r y a r t y s t y c z n e j l u d u . P r e t e k s t e m zaś d l a t y c h r o z ­
w a ż a ń są t r z y w y s t a w y p r a c S w i d e r s k i e g o krążące p o
k r a j u i z a g r a n i c y . J e d n a z n i c h p o k a z u j e dawną rzeź­
bę l u d o w ą d r u g a
różne d z i e d z i n y
sztuki
ludowej
t r z e c i a b u d o w n i c t w o d r e w n i a n e " . Z n a j d u j e m y się w i ę c
cały czas w kręgu k u l t u r y chłopskiej, której m a t e r i a l ­
ne p r z e j a w y z n a S w i d e r s k i j a k m a ł o k t o z e t n o g r a f ó w
i d o k u m e n t a c j i której poświęcił n a j l e p s z y o k r e s s w e g o
życia. W y s t a r c z y p o w i e d z i e ć , że w ciągu 25 l a t w ę d r ó ­
w e k p o K r a j u , w r a m a c h badań t e r e n o w y c h I n s t y t u t u
S z t u k i P A N , tłukąc się o s o b o w y m i pociągami, a u t o b u ­

s a m i , d ź w i g a j ą c ciężki sprzęt — w y k o n a ł p o n a d 50.000
zdjęć, a w i ę c u t r w a l i ł co n a j m n i e j 30.000 różnych o b i e ­
któw. N i e muszę tłumaczyć, iż w i e l e z n i c h (jeśli n i e
większość) już n i e i s t n i e j e , uległo z n i s z c z e n i u bądź r o z ­
p r o s z e n i u . Zdjęcia, znajdujące się w I n s t y t u c i e S z t u k i
mają w i ę c w a g ę b e z c e n n e g o d o k u m e n t u , którego z n a ­
czenie w z r a s t a w p r o s t p r o p o r c j o n a l n i e do procesu p o ­
stępujących p r z e m i a n w k u l t u r z e i g o s p o d a r c e
Kraju.
N i c t e d y d z i w n e g o , że f o t o g r a f i e S w i d e r s k i e g o z n a j d u ­
j e m y p r a w i e w każdej p u b l i k a c j i m ó w i ą c e j o sztuce
l u d o w e j . Z n a c z e n i e i c h określa n a j l e p i e j f a k t , iż p r o f .
R o m a n R e i n f u s s n i e w a h a ł się uznać S w i d e r s k i e g o za
współautora książki Sztuka
ludowa
w Polsce .
W al­
b u m i e Sztuka
ludu
polskiego
(Warszawa
1967), n a 521
4

5

243
I

�ilustracji

aż

A

dodać, że w r a z

należy

wybieraliśmy

197
do

jest

autorstwa

albumu

Jana

z Jadwigą
zdjęcia

150.000 d a w n y c h i współczesnych

Swiderskiego.

Jarnuszkiewiczową

spośród

co

najmniej

fotografii.

T e n wstęp j e s t c h y b a k o n i e c z n y , w y z n a c z a
bowiem
w y r a ź n i e z a k r e s zainteresowań S w i d e r s k i e g o i c h a r a k t e r
p r e z e n t o w a n y c h przez niego w y s t a w . Z n a j d u j e m y więc
n a n i c h sztukę ludową traktowaną p r z e d e w s z y s t k i m
jako
dokument.
A
więc
bez
osobistej,
świadomie
s u b i e k t y w n e j i n t e r p r e t a c j i , bez r e ż y s e r o w a n i a s y t u a c j i ,
s t w a r z a n i a s p e c j a l n y c h zderzeń o b i e k t u z k o n t e k s t e m ,
bez w s z e l a k i e g o r o d z a j u
zabiegów t r a n s m u t a c y j n y c h .
P r z e d m i o t z a w s z e j e s t n a t y c h zdjęciach c z y t e l n y , o n i e ­
go c h o d z i , o n j e s t j e d y n y m b o h a t e r e m . F o t o g r a f p r o ­
g r a m o w o u n i k a w s z y s t k i e g o , co m o g ł o b y o d w r ó c i ć u w a ­
gę w i d z a o d p o k a z y w a n e j rzeźby czy b u d y n k u , n a r z u ­
cić m u s w o j e e m o c j e , pośrednio t y l k o z w i ą z a n e z t e ­
m a t e m zdjęcia.
T e n r y g o r y z m , zasługujący u d o k u m e n t a l i s t y n a sza­
c u n e k , n i e oznacza j e d n a k r e z y g n a c j i z a r t y s t y c z n y c h
w a l o r ó w f o t o g r a f i i . Są o n e j e d n a k w y r a ź n i e z w i ą z a n e
z dziełem, j e g o strukturą i wartościami, które A u t o r
s t a r a się m o ż l i w i e p r e c y z y j n i e ukazać. O t o
Ukrzyżowa­
ny z Płoskini (11. 2), f o t o g r a f o w a n y w w a r u n k a c h l a ­
b o r a t o r y j n y c h . Z d j ę c i e w sposób m i s t r z o w s k i w y d o b y ­
w a w a l o r y p l a s t y c z n e rzeźby. Cała u w a g a w i d z a k o n ­
c e n t r u j e się n a m o d e l u n k u t o r s u , g ł o w y i p e r i z o n i u m .
S r e b r z y s t e , „ m i ę k k i e " tło t w o r z y przestrzeń, w której
m i m o f r o n t a l n e g o ujęcia czuje się w y r a ź n i e b r y ł ę r z e ź ­
by. Światło
podkreśla
j e j ekspresję.
Koncentryczny,
biegnący k u o s i p i o n o w e j układ słojów d r e w n a m o d e ­
l u j e t o r s , t w o r z ą c układ, k t ó r y o d b i e r a m y
w
prze­
b i e g u c z a s o w y m , o d d r a m a t y c z n i e skłonionej g ł o w y aż
po p e r i z o n i u m , które j a k g r u p a a k o r d ó w w i e ń c z y i u s ­
p o k a j a r y t m t y c h słojów. R o z k ł a d światła n a p o w i e r z ­
c h n i f i g u r y p o z w a l a zobaczyć ją j e d n y m
spojrzeniem
— j a k o całość, n i m o k o nasze z a c z y n a postrzegać posz­
czególne s e g m e n t y rzeźby.
Czy S w i d e r s k i p r z e k r o c z y ł w t y m zdjęciu g r a n i c e
d o k u m e n t u ? Z a s t a n ó w m y się n a d t y m . S p r a w a
pier­
w s z a , najważniejsza — czy zdjęcie s u g e r u j e wartości,
których n i e m a oryginał? Otóż g d y się z n a rzeźbę,
ł a t w o stwierdzić, że f o t o g r a f i a j e d y n i e u c z y t e l n i a j e j
w a l o r y a r t y s t y c z n e , kładąc n a c i s k n a strukturę dzieła,
podporządkowanie elementów d e k o r a c y j n y c h
wyrazowi
emocjonalnemu,
akcentując
rolę
rytmów,
podziałów,
r ó w n o w a g i układu. Jest to w i ę c d o k u m e n t ś w i a d o m i e
komponowany. Dokument — dodajmy —
utrwalający
t y l k o p e w n e c e c h y (choć w t y m p r z y p a d k u n a j w a ż ­
niejsze). N i e w i e m y b o w i e m , j a k w y g l ą d a d o l n a część
rzeźby, j e j tył, p r o f i l b o c z n y , n i e z n a m y s y t u a c j i w
której się p i e r w o t n i e znajdowała i t d . Rzeźba d o k u m e n ­
t o w a n a j e s t w m u z e u m , t a w i ę c część i n f o r m a c j i o n i e j
z konieczności o d p a d a , j e s t n i e do z d o b y c i a . N i e d o ­
w i e m y się w i ę c z j a k i e j odległości i p o z y c j i n a nią
p a t r z o n o , g d z i e wisiała, w kościele, czy n a p r z y d r o ż n y m
krzyżu, co w n i e j d o s t r z e g a n o , w j a k i m
oświetleniu,
j a k i m i a n o do n i e j stosunek.
Niestety,
d o k u m e n t przeszłości j e s t
i tak poda­
r u n k i e m l o s u . R e j e s t r u j e sytuację zastaną, r z a d k o k i e ­
d y z d o l n y przekazać n a m i n f o r m a c j e o przeszłości o b i e ­
k t u . E w o k o w a n i e j e j p r z e z reżyserię zdjęcia j e s t już
zabiegiem
wtórnym, uzasadnionym r a c j a m i d y d a k t y c z ­
n y m i l u b a r t y s t y c z n y m i . N a s u w a się j e d n a k p y t a n i e ,
czy j e d n o zdjęcie, n a w e t t a k w i e l e m ó w i ą c e j a k t o ,
które r o z p a t r u j e m y , s t a n o w i p e ł n o w a r t o ś c i o w y
doku­
m e n t w i z u a l n y . U k a z u j e przecież t y l k o p e w i e n a s p e k t
oryginału, czasem t y l k o f r a g m e n t t o r s u czy g ł o w ę ( i l . 1).
Otóż ujęcie cząstkowe, ukazujące o b i e k t z j e d n e g o t y l ­

244

k o p u n k t u w i d z e n i a j e s t u p r a w n i o n e , g d y uzupełniają
j e i n f o r m a c j e z a w a r t e n a i n n y c h zdjęciach. ( T a k w ł a ­
śnie p o j m u j e dokumentację S w i d e r s k i , eksponując rzecz
p r o s t a n a w y s t a w i e j e d y n i e w y b r a n e ujęcia). P e ł n ą j e ­
dnostką dokumentacyjną j e s t w i ę c d l a f o t o g r a f i i s ek w e n c j a
z d j ę ć , której wielkość zależy o d s t o p n i a
k o m p l i k a c j i zadania dokumentacyjnego. Dla przedmiotu
płaskiego, n p . w y c i n a n k i , w y s t a r c z a j e d n o ujęcie, d l a
rzeźby wolnostojącej — g r u p a k i l k u , czy w p e w n y c h
s y t u a c j a c h n a w e t k i l k u n a s t u zdjęć.
W s y t u a c j a c h , g d y o b i e k t zasługuje n a szczególną
u w a g ę , s u m a niezbędnych i n f o r m a c j i zwiększa się, a
s w o i s t y m s p r a w d z i a n e m i c h pełni staje się p o t e n c j a l n a
zdolność d o z r e k o n s t r u o w a n i a o b i e k t u n a
podstawie
u z y s k a n y c h d a n y c h . J e d n o zdjęcie o b i e k t u istniejącego
w p r z e s t r z e n i , a zwłaszcza dzieła s z t u k i , j e s t b o w i e m
zawsze ujęciem w y b r a n y m , w m i a r ę m o ż l i w o ś c i s y n t e ­
t y c z n y m . S p r o w a d z a wielość i n f o r m a c j i i r e f l e k s j i , k t ó ­
r e n a s u w a o r y g i n a ł , d o j e d n e g o „ p l a k a t o w e g o " ujęcia.
To skojarzenie z p l a k a t e m nie jest p r z y p a d k o w e , w i ę ­
kszość zdjęć, które S w i d e r s k i p o k a z u j e n a s w y c h w y ­
s t a w a c h m a właśnie cechy f o t o g r a f i i p l a k a t o w e j , n a d a ­
j e się z n a k o m i c i e n a okładkę książki czy
„Polskiej
S z t u k i L u d o w e j " ( i o c z y w i ś c i e są o n e w t y m c h a r a k t e r z e
w y k o r z y s t y w a n e ) . Są t o b o w i e m zdjęcia s t a t y c z n e , któ­
r y c h czytelność k o m p o z y c j i p o z w a l a objąć j e j e d n y m
s p o j r z e n i e m . Z r e g u ł y p u n k t ciężkości z n a j d u j e się n a
przecięciu przekątnych; p r z e d m i o t — obojętne, czy b ę ­
d z i e n i m rzeźba, człowiek w s t r o j u , czy też b u d y n e k - —
u m i e j s c o w i o n y j e s t w środku k o m p o z y c j i , n i e m a l h i e ­
ratycznie.
T e n sposób ujęcia w y n i k a n i e t y l k o z e s t e t y c z n y c h
przesłanek, była już m o w a o t y m , że S w i d e r s k i u n i k a
w s z y s t k i e g o , co może o d w r ó c i ć u w a g ę w i d z ę o d t e m a t u ,
który p o k a z u j e . D l a t e g o
w ł a ś n i e szukając
najkrótszej
c h a r a k t e r y s t y k i j e g o f o t o g r a f i i można p o w i e d z i e ć o s z a ­
c u n k u dla dokumentowanego obiektu, i o p o w a d z e ,
w i d o c z n e j z a r ó w n o w s a m y c h zdjęciach j a k i p o s t a w i e
autora.
Sądzę j e d n a k , że dążenie d o o b i e k t y w i z m u d o k u ­
m e n t u f o t o g r a f i c z n e g o n i g d y n i e m o ż e być z r e a l i z o w a n e
w pełni, po p r o s t u f o t o g r a f i a n i e j e s t obojętnym, m e ­
c h a n i c z n y m środkiem r e j e s t r a c j i . T o t y l k o w r e k l a m a c h
Kodaka
czy Canona
o k o k a m e r y w y d a j e się o b i e k t y ­
w n y m ś w i a d k i e m . W rzeczywistości j e s t i n a c z e j . F o t o ­
grafując o b i e k t t r ó j w y m i a r o w y
d o k o n u j e się w y b o r u ,
sprowadza
wielość „ o g l ą d ó w " do j e d n e g o ujęcia. P o ­
n a d t o w d o k u m e n t a c j i czarno-białej, która wciąż j e s z ­
cze s t a n o w i p o d s t a w o w ą f o r m ę s t o s o w a n e g o u nas za­
p i s u , przekład k o l o r u n a w a l o r j e s t z a b i e g i e m , w któ­
r y m z a w s z e p e w n e wartości gubią się, k o n i e c z n a w i ę c
j e s t d e c y z j a , co się c h c e ocalić. P a m i ę t a m , j a k c h c i a ­
łem kiedyś zamieścić w a r t y k u l e reprodukcję f o t o g r a ­
ficzną N i k i f o r a . M i a ł e m w ó w c z a s d o w y b o r u d w a c z a r ­
no-białe zdjęcia tego s a m e g o o b r a z u , j e d n o
wykonane
w naszej P r a c o w n i F o t o g r a f i c z n e j , o w y r ó w n a n e j sza­
r e j t o n a c j i , z w s z y s t k i m i szczegółami r y s u n k u , d r u g i e
— L e o n a r d a Sempolińskiego, p r z e k o n t r a s t o w a n e , gubią­
ce niektóre d e t a l e , a l e pełne e k s p r e s j i ,
dramatycznego
napięcia.
Zamieściłem
właśnie
t o zdjęcie,
ponieważ
p r z e k a z y w a ł o nastrój, ponieważ n a j e g o p o d s t a w i e m o ż ­
n a było u w i e r z y ć , że N i k i f o r b y ł n i e t y l k o n a i w n y m ,
a l e także z n a k o m i t y m m a l a r z e m . W y b ó r zdjęcia n i e
był więc s p o w o d o w a n y
różnicą p o z i o m u
technicznego.
O b a b y ł y d o b r e , a l e p i e r w s z e w i ą z a ł o się z większą
w i a r ą w o b i e k t y w i z m f o t o g r a f i c z n e j k a m e r y , d r u g i e zaś
w y n i k a ł o z dążenia d o u z y s k a n i a napięcia
emocjonal­
nego, które cechowało oryginał. W d o k u m e n t a c j i f o t o ­
graficznej
z a w s z e t r z e b a z czegoś r e z y g n o w a ć , w l a -

�П.

2.

Ukrzyżowany,

Płoskinia,

w o j . elbląskie.

Wł.

Muzeum

w

Olsztynie.

245

�śnie p o t o , a b y ujawnić wartość w d a n y m p r z y p a d k u
najważniejszą.
N i e m a przecież d o k u m e n t a c j i j e d n e j ,
p e ł n e j , a b s o l u t n e j j e s t o n a b o w i e m związana z postawą
badacza, z p y t a n i a m i , które sobie s t a w i a .
W b a d a n i a c h n a d sztuką ludową będzie t o p r z e d e
wszystkim
sprawa
kontekstu przedmiotu, kontekstu
w p i e r w s z y m rzędzie k u l t u r o w e g o . Rzeźba, w y c i n a n k a ,
h a f t , chałupa, strój występują w s z a k ż e w określonych
związkach c z a s o w y c h i p r z e s t r z e n n y c h . W i ą ż ą się ze sferą
p s y c h o l o g i i działań t w ó r c z y c h , z w a r u n k a m i g o s p o d a r ­
c z y m i , ze ś w i a t o p o g l ą d e m , z funkcją pełnioną w k u l t u ­
rze. Są dziełem człowieka, z w i ą z a n e ze środowiskiem,
j e g o a m b i c j a m i , p o t r z e b a m i , poglądami. Są t o rzeczy
wiadome, wielokrotnie omawiane
i bez t r u d u
można
wskazać o p r a c o w a n i a , w których z w i ą z k i t e są w s z e ­
c h s t r o n n i e p r z e d s t a w i o n e . R ó w n i e ł a t w o można znaleźć,
między i n n y m i w d o k u m e n t a c j i p r o w a d z o n e j przez S w i ­
d e r s k i e g o w t e r e n i e , s e k w e n c j e f o t o g r a f i c z n e , ukazujące
różne r e l a c j e między o b i e k t e m a o t o c z e n i e m ,
dziełem
a twórcą i t d . P r z y k ł a d e m j e s t chociażby zdjęcie z w y ­
s t a w y ( i l . 11) określające konfigurację i c h a r a k t e r t e r e n u
n a k t ó r y m s t o i c e r k i e w k a (z D u b n e g o ) . A l e m i m o sza­
c u n k u , a n a w e t z a c h w y t u , który budzą w e m n i e p r a c e
p o k a z y w a n e n a w y s t a w a c h n i e mogę się oprzeć o d c z u ­
c i u p e w n e g o n i e d o s y t u . P r z e d s t a w i a n e o b i e k t y są piękne,
k l a r o w n e , ale w całym s w y m zestawie
robią w r a ż e ­
n i e j a k b y w y a b s t r a h o w a n y c h z życia, z n u r t u
otacza­
jącej j e k u l t u r y . M o ż e w r a ż e n i e t a k i e stąd w y n i k a ,
że b r a k w n i c h człowieka, s y t u a c j i , które t ł u m a c z y ł y b y
fotografowane przedmioty.
N i e d o s y t u t a k i e g o n i e o d c z u w a m oglądając z a b y t k i
a r c h i t e k t u r y , ślady m i n i o n e j przeszłości, dzieła
sztuki
w i e l k i e j , które zdają się istnieć poza czasem i p r z e ­
strzenią. A l e w t e d y , g d y patrzę n a zdjęcie p r z e d m i o t u
z i n n e g o kręgu k u l t u r o w e g o , p r z e d m i o t u , który właśnie
w t y m kręgu miał s w o j e
u z a s a d n i e n i e — chciałbym

246

zrozumieć j e g o rolę, j e g o znaczenie. Rzeźba, którą o d ­
c z y t u j e m y t y l k o j a k o dzieło s z t u k i , z d o l n e swą formą
budzić u nas e m o c j e ,
była przecież d l a społeczności
chłopskiej p r z e d m i o t e m k u l t u , o c e n i a n o ją w i ę c
ina­
czej, niż m y to c z y n i m y . D l a t e g o w ł a ś n i e t a k t r u d n o
w f o t o g r a f i i dokumentować kulturę ludową, d o k u m e n ­
t o w a ć t a k , a b y w j e d n y m czy k i l k u zdjęciach ukazać
nie t y l k o wizerunek obserwowanej
rzeczy, ale i p r z e ­
słanki d l a j e j z r o z u m i e n i a .
7

O d c z u w a n y niedosyt w y n i k a więc n i e t y l e z k o n ­
c e p c j i r e c e n z o w a n y c h w y s t a w , co p r z y c z y n n a t u r y b a r ­
d z i e j ogólnej, z m e t o d o l o g i c z n y c h
założeń badań n a d
kulturą społeczności chłopskiej, z przyjętych
tuż p o
w o j n i e rozwiązań o r g a n i z a c y j n y c h . A t o m i z a c j a
badań,
rozproszenie i c h w r a m a c h k i l k u placówek n a u k o w y c h
( I n s t y t u t S z t u k i , I n s t y t u t Badań L i t e r a c k i c h , I n s t y t u t
Historii
Kultury
Materialnej, katedry
uniwersyteckie,
m u z e a i t d . ) s p r a w i ł o , iż n i e d o k u m e n t u j e się k u l t u r y
l u d o w e j j a k o całości ( n i e d o c e n i a się zwłaszcza
sfery
życia d u c h o w e g o i j e j związku ze „ s z t u k ą " ) .
O c z y w i ś c i e w s z y s c y zdają sobie s p r a w ę z p o t r z e b y
ujęć całościowych ( k o m p l e k s o w y c h — j a k t o się p r z y ­
jęło m ó w i ć ) , a l e w b a d a n i a c h t e r e n o w y c h poszczegól­
n y c h i n s t y t u c j i n i e zawsze j e s t n a to czas i m i e j s c e ,
d y l e m a t — n p . z d o k u m e n t o w a ć w i ę c e j wnętrz czy też
m n i e j , lecz w sposób b a r d z i e j pogłębiony b y w a
roz­
s t r z y g a n y n a korzyść p o d s t a w o w y c h
zadań i n s t y t u c j i ,
zwłaszcza w s y t u a c j i , g d y ślady przeszłości giną za­
straszająco s z y b k o , a właśnie o n e interesują daną i n ­
stytucję n a j b a r d z i e j .
Tak więc p e w i e n niedosyt
„ ż y c i a " , który
odczu­
wam
oglądając
fotografie
Świderskiego, w y n i k a n i e
t y l e z j e g o t e m p e r a m e n t u czy t y p u w r a ż l i w o ś c i , co
przyjętego p r o g r a m u d o k u m e n t a c j i .
P o w i ą z a n i e badań n a d sztuką ludową z I n s t y t u t e m
S z t u k i miało oczywiście p o z y t y w n e
uzasadnienie, da-

�w a ł o szansę całościowego s p o j r z e n i a
n a kulturę róż­
nych warstw
n a r o d u , dostrzeżenie z w i ą z k ó w
między
sztuką cechową czy „ w i e l k ą " a chłopską i t d . ale j e d n o ­
cześnie o d s e p a r o w y w a ł o o d badań „nie-sztuki", z j a w i s k
związanych
z
determinantami
ludowej
kultury,
a n i e mieszczących się w p r z y j ę t y m m o d e l u " s z t u k i " .
Postaram
się n a k i l k u przykładach pokazać, j a k
z a w ę ż e n i e zainteresowań t y l k o d o p r z e d m i o t u a r t y s t y c z ­
nego w p ł y n ę ł o n a s w o i s t e l u k i d o k u m e n t a c y j n e . O t o
n p . Z a l i p i e . Jest w d o k u m e n t a c j i I n s t y t u t u b l i s k o d w i e
s e t k i zdjęć m a l o w a n y c h
domów, staranna
rejestracja
wielu
konkursów, dzięki k t ó r y m
tradycja
t a wciąż
jeszcze się u t r z y m u j e . A l e są to t y l k o f o t o g r a f i e
zdo­
b i o n y c h chałup. Można w i ę c n a i c h p o d s t a w i e
po­
wiedzieć j a k m a l u j e
Stefania
Łąezyńska
czy
Maria
Szlosek, c z y m
się różnią i c h p r a c e
wcześniejsze o d
n o w s z y c h i t d . , n i e w i a d o m o j e d n a k j a k w y g l ą d a wieś,
j a k się mają d o m y „ k o n k u r s o w e " d o i n n y c h , co się
znajduje
w mieszkaniach, j a k i e obrazy, ozdoby. N i e
istnieje więc d o k u m e n t a c j a
rzeczywistego Zalipia, w
którym
występuje
zarówno
układ
tradycyjny, jak
i n o w y , patrząc n a zdjęcia n i e w i e się czy istnieją,
i j a k i e , p r z y k ł a d y w z a j e m n e g o p r z e n i k a n i a się d a w n e j
i współczesnej e s t e t y k i . A d l a z r o z u m i e n i a
fenomenu
Z a l i p i a t r z e b a przecież w i e d z i e ć i o n o w y c h t r z y k o n dygnacjowych
d o m a c h , które z a p e w n e pełnią o b e c n i e
podobne
funkcje
prestiżowe, co d a w n e
malowane.
Drugi

przykład. N a p o d s t a w i e

architektury

bardzo

niewiele

fotografii

możemy

drewnianej

dowiedzieć

się

I I . 3. Chrystus
u słupa, Ł a b u n i e , w o j . z a m o j s k i e . W ł . M u z e u m Zamość. I I . 4. Sw. Jan Nepomucen,
Bystrzyca,
w o j . rzeszowskie.
I I . 5. Chrystus
ukrzyżowany,
Krasnobród,
w o j . zamojskie.
Wł. M u z e u m
Zamość.
I I . 6.
Matka
Boska
z Dzieciątkiem,
Brzozowy
K ą t , w o j . ostrołęckie. Wł. M u z e u m E t n o g r . w K r a k o w i e . I I . 7.
Święci,
K r ó l o w a R u s k a , w o j . nowosądeckie. W ł . M u z e u m O k r ę g o w e w N o w y m
Sączu.

�szą

0 j e j kontekście p r z e s t r z e n n y m , o związku
chałup}
z konfiguracją t e r e n u . A przecież, jeśli m o w a o i n s p i ­
r a c j a c h , które m o ż e m y czerpać z l u d o w e j t r a d y c j i , to
coraz w a ż n i e j s z e w y d a j ą się w ł a ś n i e w z o r y h a r m o n i j ­
nego współżycia z o t o c z e n i e m , w t o p i e n i e się w
kraj­
o b r a z , kształtowanie go ś w i a d o m e i często w r ę c z d o ­
skonałe. Sądzę, że te doświadczenia
mogą być b a r ­
dziej
p r z y d a t n e , niż s z u k a n i e
inspiracji w
kształcie
chałup czy i c h d e k o r a c j i .

wkładem

do

naszej

starzy

ludzie,

godnością,
niezwykłą

dostojnie.
urodę

I

mimo

tego

stroju,

P r z y k ł a d e m współczesnej s y t u a c j i d a w n e g o o b i e k t u
są n a w y s t a w a c h
Ś w i d e r s k i e g o zdjęcia
młyna,
wia­
t r a k a ( i l . 10). A l e współczesna s y t u a c j a p r z e d m i o t u r e ­
l i k t o w e g o to n i e t y l k o stan jego z a c h o w a n i a , ale i spo­
sób w j a k i r e a g u j e n a n i e g o otoczenie. K t o się dziś m o d l i
u stóp s t a r y c h k r z y ż y i k a p l i c z e k ? K t o i j a k reagują
na p r o c e s j e w Ł o w i c z u czy K a d z i d l e ?
J a k kształtuje
s'ę t a r e l a c j a uczestników i w i d z ó w ? K i m są c i w i d z o ­
w i e ? J a k reagują? A j a k w y g l ą d a r e a k c j a w i d z ó w n a
zespoły h e r o d o w e ?
W j a k i m s t o p n i u publiczność
daje
się wciągnąć w zabawę? W ś r ó d zdjęć S w i d e r s k i e g o w i e ­
le p o k a z u j e te s y t u a c j e , i sądzę, że d l a następnych p o ­
koleń e t n o g r a f ó w będą o n e w a ż n e , dokumentując n i e
t y l k o s a m f a k t , a l e i j e g o społeczny odbiór, n i e t y l k o
r e l i k t , ale i j e g o f u n k c j o n o w a n i e w czasie i środowisku.
W a r c h i w u m I n s t y t u t u znajdują się r ó w n i e ż zdjęcia
S w i d e r s k i e g o z różnych i m p r e z o r g a n i z o w a n y c h w m i a s ­
t a c h , n p . z konkursów n a szopkę w K r a k o w i e , z T a r g ó w
S z t u k i L u d o w e j , C e p e l i a d , F e s t i w a l i . Są t o t e m a t y chęt­
nie fotografowane
przez foto-reporterów. A l e S w i d e r ­
skiego n i e interesują e f e k t o w n e czy śmieszne ujęcia, s t a ­
ra się utrwalić dzieła, strój, t w a r z e l u d o w y c h artystów.

wie­

Sumując te u w a g i chciałbym wskazać na d w i e p o d ­
stawowe
sprawy:
n a rolę
k o n t e k s t u
k u l t u r o ­
wego
i czasowego.
Kontekst kulturowy
dotyczy
zawężenia p o l a w i d z e n i a , a w i ę c w s k a z u j e n a potrzebę
rozszerzenia
s e k w e n c j i d o k u m e n t a c y j n e j o d p l a n u sze­
r o k i e g o do szczegółu, o d tła' z j a w i s k a d o j e g o f o r m y .
K o n t e k s t czasowy w y m a g a
wyraźnej decyzji
dotyczą­
cej p u n k t u o d n i e s i e n i a . C z y j e s t n i m przeszłość, czy
teraźniejszość.
Czy
pokazując
n p . chałupę
czynimy
z niej możliwie
„czysty"
d o k u m e n t przeszłości,
czy
tez u w z g l ę d n i a m y j e j obecną, rzeczywistą sytuację ( n p .
tło współczesnego
d o m u , słupy
wysokiego
napięcia;.
Czy strój r e g i o n a l n y f o t o g r a f u j e się n a c z ł o w i e k u , do
którego o n należy, czy też na w s p ó ł c z e s n y m m o d e l u .
W zdjęciach Ś w i d e r s k i e g o — za co m u chwała
—
strój d a w n y w y s t ę p u j e w e w ł a ś c i w e j m u f u n k c j i . N o ­

Na

swych

w y s t a w a c h , Świderski

nak t y l k o do p o k a z a n i a d a w n e j
dzę, że za t o należy
peliowskie"

oglądamy

czym

sztuka

była

ograniczył

autentycznej

się j e d ­

sztuki.

być m u w d z i ę c z n y m . S y t u a c j e
bez p r z e r w y .

ludowa.

Powoli

Powielana,

styczną,

która

nowskiego,
że
i

częścią m a s o w y c h

Swiderski
mądrość.

zachwycała

Szczepkowskiego
przypomina

Są­
„ce­

zapominamy

zwulgaryzowana,

p o k a z y w a n a t a n d e t n i e , o d r y w a n a o d s w e g o podłoża
się o b e c n i e

9

248

z

koloru odczuwamy

j e g o architektonikę ( i l . 16).

Podobne
uwagi
budzi
dokumentacja
kapliczek.
U t r w a l a się z a z w y c z a j t y l k o i c h kształt, najbliższe o t o ­
czenie, p o d c z a s g d y o d g r y w a ł y o n e przecież rolę w b u ­
dowaniu
przestrzeni
otaczającej
człowieka,
w
rela­
cjach
między
człowiekiem
a ziemią
i niebem.
Nie
z w r a c a się d o s t a t e c z n e j u w a g i n a rolę krzyża i k a p l i ­
czek w ż y w y m k u l c i e . G i n i e r e l a c j a między p r z e d m i o ­
t e m k u l t u a c z ł o w i e k i e m . A j a k j e s t o n a ważna, ś w i a d ­
czyć mogą fascynujące f o t o g r a f i e A d a m a B u j a k a , k t ó ­
r e g o z a i n t e r e s o w a n i a d l a o b r z ę d ó w , w s z e l a k i c h kultów
1 w i e r z e ń stały się i s t o t n y m
dzy o k u l t u r z e l u d u .

go

braku

staje

i m p r e z . T r a c i rangę a r t y ­
niegdyś

Chopina,

czy

Stopkę.

Dobrze

jej

wielkość,

jej

Szyma­
więc,
urodę

�П. 8. K o ż u c h o w a n i e d o m u z b u d o w a n e g o
w 1929 r. P u z d r o w i z n a , w o j . o s t r o ­
łęckie. I I . 9. Z d o b i e n i e w o z u , O p a c i o n k a , w o j . krośnieńskie. 11. 10. M ł y n w o d n y ,
W o j k o w a , w o j . nowosądeckie.

P R Z Y P I S Y

Dawna rzeźba ludowa w fotografii
Jana
Swiderskie­
go: W a r s z a w a , K l u b M P i K ns Ścianie W s c h o d n i e j , X I I
1970 — I 1971; Z a k o p a n e , M u z e u m Tatrzańskie, I — 1 1 1
1971; R a d o m , K l u b S t o w . „ P A X " , I V 1971; K i e l c e , K l u b
„ P A X " , V I — V I I 1971; N o w y Sącz, M u z e u m , V — V I 1972;
Płock, M P i K
„ R u c h " , V I — V I I 1972; W ł o c ł a w e k , M u ­
z e u m K u j a w s k i e , I — I I I 1975 ( r a z e m z rzeźbami S t a ­
nisława Z a g a j e w s k i e g o ) .
Sztuka
ludowa
w fotografiach
Jana
Swiderskiego:
Warszawa, Państwowe M u z e u m Etnograficzne
(wystawa
towarzysząca j u b i l e u s z o w i 3 0 - l e c i a „ P o l s k i e j S z t u k i L u ­
d o w e j " I — I I 1977; M y ś l e n i c e , M u z e u m R e g i o n a l n e
(w
D o m u G r e c k i m ) , V I I — V I I I 1977; B u d a p e s z t ,
Ośrodek
I n f o r m a c j i i K u l t u r y , I X 1978.
1

2

Drewniane
budownictwo
ludowe
w Polsce:
War­
s z a w a , I n s t y t u t S z t u k i P A N ( w y s t a w a towarzysząca j u ­
b i l e u s z o w i 30-lecia I n s t y t u t u ) , X I — X I I 1979; Z a k o p a n e ,
M u z e u m Tatrzańskie I — I I I 1980; O l s z t y n , Wyższa S z k o i a
Rolniczo-Techniczna.
K a t e d r a B u d o w n i c t w a Lądowego,
X I I 1979; W a r s z a w a , M u z e u m E t n o g r a f i c z n e , I V — V 1980.
3

Klisze w a r c h i w u m fotograficznym Instytutu, War­
s z a w a , Długa 28, o d b i t k i n a k a r t a c h f o t e t e k o w y c h P r a ­
c o w n i S z t u k i N i e p r o f e s j o n a l n e j oraz d u b l e t y w k r a k o ­
wskiej Pracowni Dokumentacji Sztuki Ludowej.
1

5

sce,

R. R e i n f u s s , J . Ś w i d e r s k i , Sztuka
K r a k ó w 1965 (216 i l u s t r a c j i ) .

ludowa

w

Pol­

249

�250

�251

�252

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11385" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11363">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c342bac573a5b5d1f728bc6e6545ca85.pdf</src>
        <authentication>6d2a5e13c59ec8a30d5220923d6f74a4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135623">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2250</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135624">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135625">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2087</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135626">
                <text>Pochwała intuicji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135627">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1, s.31-36</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135628">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135629">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135630">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135631">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135632">
                <text>Aleksander Jackowski

POCHWAŁA INTUICJI

W twórczości intuicja odgrywa poważną rolę. Obok wrażli­
wości, wyobraźni, wiedzy, umiejętności, świadomości wyboru.
Zmieniają się jedynie proporcje czynników. Zrozumiałe, że profe­
sjonalny artysta-plastyk w większym stopniu wykorzystuje swój
obszar świadomości niż wiejski prymityw czy malarz naiwny,
zdany na swój domysł, inwencję, właśnie intuicję. Inny jest też
zasób wiedzy jednego i drugiego, a więc i stosunek do niej, do
tradycji, widzianych wzorów. Można by zaryzykować twierdze­
nie, iż czym bardziej skonwencjalizowana jest twórczość jakiejś
grupy czy społeczności, tym mniejszy w niej udział takich
czynników, jak wyobraźnia, fantazja, intuicja. Widać to na
przykładzie sztuki ludowej. Widać też na nieselekcjonowanych
wystawach amatorów-plastyków.
Jest to jednak ogromna różnica między jednym i drugim. Na
korzyść sztuki ludowej. „ L u d o w i " naśladują też, to prawda, ale
czynią to z pełnym pokryciem. Włączają swój głos w chór,
świadomi swego miejsca, wiedząc co się śpiewa, kiedy, o czym,
jak i poco. Włączają się ze swą inwencją w tradycję wspólną całej
społeczności. Nie naśladują jej, ale współtworzą. Natomiast
amatorzy bardzo często naśladują powierzchownie, nie widząc
istotnych problemów sztuki, do której chcą się przybliżyć. Idea­
łem wielu jest kopia. Bywa, że z uśmiechem wyższości, a nawet
wzgardy, patrzą na prace naiwne czy „inne", nie umiejąc dostrzec
ich wartości. Jest to zapewne problem dla instruktora plastyczne­
go Domu Kultury, ale nie zmienia faktu, iż plastyka amatorska ma
swoje poważne uzasadnienia — społeczne, psychologiczne,
kulturowe. Wyraźnie to chcę podkreślić — funkcje amatorstwa
plastycznego są wielorakie i ważne. Dotyczą także spraw artysty­
cznych, ale — podkreślam — nie ten aspekt decyduje o znaczeniu
amatorstwa.
Jest to sprawa niezmiernie ważna, jako że większość konflik­
tów, nieporozumień i wszelkich pretensji właśnie stąd się bierze,
że amatorów ocenia się na tle plastyki profesjonalnej, a więc
w tych samych kategoriach artystycznych. Jak młodszych braci,
adeptów, rywali konkurujących o względy publiczności. Tymcza­
sem sens amatorstwa i jego waga polegają na tym, iż pomaga ono
ludziom, daje satysfakcję, przybliża do problematyki kultury
artystycznej, a nawet (i to jest bardzo istotne) rekompensuje
niepowodzenia na innych obszarach życia. Ale amatorstwo staje
się zjawiskiem niebezpiecznym, gdy rozdmuchuje urojone ambi­
cje, gdy wciąga w miażdżący tryb rywalizacji, zawiści, gdy daje
poczucie doznanej krzywdy. Jest zjawiskiem wątpliwej wartości,
a czasem nawet wręcz szkodliwym, gdy spojrzymy na nie
z perspektywy edukacji plastycznej społeczeństwa. Bywa na­
miastką, przynosząc złudzenia obcowania ze sztuką, podczas gdy
często jest to tylko obcowanie z przedmiotami o zewnętrznych
atrybutach obrazu czy rzeźby.
Pomińmy tu jednak rozważania na temat edukacji plastycznej
społeczeństwa, funkcji plastyki amatorskiej i form opieki nad nią,
pozostając przy właściwym temacie tego tekstu — w a r t o ­
ściach artystycznych.
Umówmy się, mówiąc o wartościach artystycznych będziemy
mieli na myśli nie powielanie już istniejących schematów, nie
poprawne nawet powtarzanie wzorów, lecz propozycje twórcze,
wnoszące coś nowego, własnego, osobistego. Nawet, gdy
będzie to nie doskonałe, ale adekwatne w formie do możliwości
twórcy. Takie propozycje dopełniają obraz sztuki naszego czasu,
wnoszą do niej nowe wartości.
Kiedy one występują? Szczególnie w dwóch sytuacjach,
j e d n e j — która w istocie wykracza poza obręb amatorstwa,
mimo że ze względów taktycznych może się czasem z tym ruchem
utożsamiać — samodzielnego, świadomego wysuwania nowych
propozycji twórczych (odwołam się tu do Van Gogha, Cezanne'a,
Kandinsky'ego, Caldera, Маха Billa, Ipoustegui); i d r u g i e j ,
która nas właśnie interesuje w przypadku twórczości intuicyjnej.
W pierwszej sytuacji mamy do czynienia ze świadomością,
nawet nad-świadomością, z rozeznaniem sytuacji, dostrzeżeniem
nowych dróg, nowej koncepcji sztuki (dlatego tak denerwuje,

gdy się o tych wielkich twórcach mówi jak o amatorach, biorąc
pod uwagę tylko fakt ich samouctwa) — w drugiej sytuacji
przeciwnie, siłą inwencji jest nieświadomość, zawierzenie intu­
icji, często wręcz swoista blokada psychiczna pomagająca skupić
się na własnych podnietach i wizjach, bez myślenia — a jak to
będzie wyglądało? co powiedzą sąsiedzi, widzowie, artyści? Taką
twórczość można zaliczyć do dwóch głównych kategorii, ugrun­
towanych już w estetyce i nazywanych dość powszechnie: sztuką
naiwną oraz sztuką ekspresyjną, poza konwencjami kultury,
zwaną — za słynną kolekcją Dubuffeta — Art Brut, a więc sztuką
surową, nie uładzoną kulturą.
Jedna i druga od chwili swych szokujących początków stały
się pełnoprawnymi komponentami obrazu współczesnej sztuki.
I jedna i druga — w skomercjalizowanym świecie stały się później
naśladowanym wzorcem, stylem. I jedna i druga znalazły swą
kontynuacje w prądach współczesnej sztuki. Naiwni — Rous­
seau, Bombois, Pirosmanaszwili, Nikifor stworzyli modę na
naiwnych, na pseudonaiwnych, na obrazy w stylu naiwnym.
Najlepszym tego przykładem są „naiwni" Jugosławii a zwłaszcza
ze szkoły hlebińskiej, z wielkim majstrem Ivanem Generaliciem na
czele. Ci spod znaku Art Brut (u nas wrzuca się ich do jednego
worka ekspresji psychopatologicznej) — z n a l e ź l i kontynuatorów
i wykształconych sojuszników wśród tzw. Nowych Dzikich.
Jedych i drugich — tych autentycznych — łączy cecha wspólna:
intuicja.
Zastanówmy się więc nad sensem, nad istotą tego pojęcia.
Zapytajmy kiedy można mówić o twórczości intuicyjnej? Otóż
wtedy, kiedy głównym bodźcem twórczości jest nie wiedza, nie
świadomość, lecz wewnętrzny impuls. Przeczucie formy. Intuicja
jest wiedzą nieuświadomioną, przeczuciem formy, która jawi się
jako rzeczywisty i często wręcz jedyny wyraz artystycznej myśli
i wyobraźni. Twórca nie zastanawia się jaka konwencja mu
najbardziej odpowiada, działa — tak się to nam z zewnątrz wydaje
— direct, bezpośrednio. Umiejętność, skłonności każą mu znaleźć
od razu formę wypowiedzi, którą później już tylko szlifuje. Twórcy
intuicyjni nie szukają, nie próbują — oni jakby od razu wiedzieli
czego chcą, dokąd idą. Zwłaszcza gdy impuls twórczy ujawnia się
już wtedy, gdy człowiek jest dojrzały, gdy zaczyna późno (jak np.
słynna malarka naiwna z Lublina Marta Michałowska), gdy
potrzeba ekspresji plastycznej wiąże się z przeżyciami psychicz­
nymi, których jest wyrazem. Wracam tu do tego co już powiedzia­
łem, do pomocnej roli blokady psychicznej, kiedy to człowiek
tworzy, by dać wyraz czemuś, co uważa za najważniejsze — idei,
fantomom, lękom — kiedy jego dzieło jest tylko monologiem
w samotności, rozprawą z Bogiem czy Szatanem. To, i tylko to,
jest dla niego ważne, dlatego — gdy wyobraźnia łączy się
z talentem, zdolny jest stworzyć dzieło o wielkiej sile wyrazu,
wręcz porażające swoją odrębnością. Wystarczy, że przypomnę
tu rysunki Monsiela, malarstwo Wnękowej, rzeźby Sutora i Zaga­
jewskiego.
Intuicja, jako czynnik wyrzucony przed nawias (jak w mate­
matycznym równaniu) mówi nam jednak tylko o tym, że g ł ó w ­
nym bodźcem działania jest wyobraźnia. Gorejąca, impulsywna
i kreatywna — u „ n a i w n y c h " czy tych spod znaku Art Brut, bądź
ujarzmiona, podporządkowana świadomej woli twórczej. Taką
intuicję przemienioną w świadomie akceptowaną formę ujrzymy
w wielkiej sztuce Brancussiego, Chagala i Picassa, Morandiego
i Wojtkiewicza, w filmach Felliniego czy Bunuela.
Jednak intuicja, o której tutaj mówimy, różni się tym, iż
połączona jest z niewiedzą, iż otwiera świat widziany i przeczuty
przede wszystkim samemu twórcy, iż służy bardziej jemu w wyra­
żeniu nurtujących treści niż w konstrukcji formy, która mogłaby
korespondując z prądami artystycznymi stać się nową, uświado­
mioną wartością. Intuicję „naszych" odróżnia od „wielkich"
moment naiwności, często nieporadności.
Wróćmy jeszcze na chwilę do różnic między „naiwnymi"
a tymi z kręgu Art Brut. Nie ulega wątpliwości, że u naiwnych
intuicja jest silniej powiązana ze świadomością ich dzieła, że

31

�II. 1 . Edmund Monsiel, „To jest Bóg... "rys/papier, 16,6 x 11,9 cm, 1957 г.; il. 2. E. Monsiel, Słowa Boga Ojca, rys. (papier,15,7 x 9,8
cm, 1955 г.; il. 3. Heródek, Matka Boska, drewno malowane, wys. 70 cm; il. 4. Maria Wnęk, Autoportret, akwarela, 42 x 29 cm

32

�33

�И. 9. Stanisław Zagajewski, Głowa płaczącego Chrystusa, fragm. ołtarza, ceramika wypalana.
Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku

zaskoczeni efektem tego, co namalowali, przyglądają się nieraz ze
zdumieniem swym obrazkom (Iwańska, Witkowska, Michałow­
ska, Wiśnios) i później już z dozą świadomości kontynuują formę
zrodzoną jakby „poza nimi". Znając twórczość wielkiego Celnika,
czy naszych: Nikifora i Ociepki, dostrzegamy u nich rozwój formy
„intuicyjnie zaproponowanej", fiksację tego, co odbieramy jako
ich styl. Natomiast w twórczości Art Brut — rzeźbienie Heródka,
Szczypawki, Gołębiewskiej czy zmarłego ostatnio H o ł d y — pole
manewru było mniejsze. Wydaje się wręcz, że forma ich dzieł była
dla nich jedyną możliwą i próżno by ich namawiać, by coś uczynili
inaczej.
Twórcy intuicyjni, jak ich nazwano w 1988 r. na wystawie w
Puławach, reprezentują tradycję, która liczy już okrągły wiek. Na
początku nikt ich nie akceptował, nie rozumiał, zbyt daleko
odbiegali od kształtu sztuki, którą można było zobaczyć dokoła.
Dostrzeżenie, a później wręcz fascynacja obrazami największego
z naiwnych mistrzów, Henri Rousseau, miała miejsce wówczas,
gdy zaczęła dochodzić do głosu awangarda artystyczna przełomu
wieku — w Paryżu, a potem i w innych centrach europejskich
sztuki. Wtedy, gdy „ n o w a sztuka" łamała konwencję i nawyki
artystyczne, samotna (osobna — j a k b y to powiedział Białoszewki) twórczość Celnika stanowiła dodatkowy argument, świadzący o tym, że twórczość może mieć wiele oblicz, że akademicka
poprawność i wierność anatomii nie jest jedyną obowiązującą
doktryną. Bujny rozwój nowych idei domagał się przewartościoania tradycji, nowych inspiracji. Była nimi rzeźba i maska

ją

I

murzyńska, sztuka Cykladów, ale także i naiwna formuła świata,
naiwna poetyka Rousseau, a później Seraphine Louis, Vivine'a
czy Bomboisa. Nieco później nurt wyznaczony przez działalność
dadaistów, surrealistów, fowistów i ekspresjonizm niemiecki
uformował wrażliwość estetyczną, w ramach której zaczęto
postrzegać w kategoriach artystycznych dzieła twórców alienowanych powstałe w szpitalach psychiatrycznych, przytułkach i
więzieniach. Ale to, co w okresie „burzy i naporu" wiązało się z
kształtowaniem się nowych postaw estetycznych, co było twór­
cze, szokujące, nowe — w latach pięćdziesiątych stało się już
uznaną wartością, weszło w obieg komercyjny. Nastąpiło zatarcie
granic między „naiwnością" jako autentycznym wyrazem osobo­
wości twórczej, a „naiwnością" — jako stylem, jako formułą
użyteczną ze względów handlowych, czy też pozwalającą róż­
nym amatorom (i nie tylko amatorom) wypowiedzieć się w kon­
wencji łatwiejszej a modnej. We Francji, w Paryżu, w latach
siedemdziesiątych 80 do 90% obrazów „ n a i w n y c h " sprzedawa­
nych w galeriach nastawionych na obrót taką sztuką stanowiły
prace w stylu naiwnym, pseudonaiwne. Na tym tle Art Brut
wyróżniał się dynamiką formy, zaskakującymi dziełami o dużym
natężeniu ekspresji. Lecz powstanie takich kierunków w sztuce
jak pop a zwłaszcza ruch „Die neuen Wilden" (nowych dzikich)
sprawiło, iż także ten typ twórczości został włączony w mecha­
nizm rynku, oswojony, pozbawiony cech zaskoczenia. Zdezorie­
ntowana publiczność przestała odróżniać prawdziwych szaleń­
ców od inteligentnych, młodych ludzi bardzo trzeźwo uprawia­

�II. 10. Stanisław Zagajewski, ołtarz, ceramika wypalana, Muzeum Ziemi Kujawskiej i iDobrzyńskiej we Włocławku

jących swą ekspresywną sztukę. Sztukę, która stała się stylem,
formułą — a nie dramatycznym krzykiem w samotności.
Ale nie tylko oswojenie przez kulturę sprawiło, że zarówno
„naiwni", jak i ci z Art Brut wtopili się w krajobraz współczesnej sztuki,
w dukt mody. Procesowi „ukulturalnienia" twórczości intuicyjnej
towarzyszy jeszcze inne zjawisko — zanik autentycznej twórczości
naiwnej, samorodnej. Widoczne to jest zwłaszcza w ostatnich latach.
Dość powiedzieć, iż spośród licznej grupy twórców o cechach
naiwnych, którzy takim blaskiem opromienili wystawy w Szczecinie
i Wrocławiu I i II Trienale Plastyki Nieprofesjonalnej, większość umarła,
inni „wysferzyli się", przestali malować. Pozostały jednostki. Ten sam
proces obserwujemy w rzeźbie, którą zwie się u nas ludową, a którą,
słusznie można by określić (jak to uczyniono w NRD) jako naiwną.

Opublikowałem w jednym z zeszytów „Polskiej Sztuki Ludo­
wej" (3—4/1986) listę zmarłych twórców ludowych i naiwnych
w latach 1980—86. Jest przerażająca. Nie ma już nikogo z rzeź­
biarzy, którzy pracowali jeszcze na potrzeby własnego środowis­
ka. Skończyli się „samorodni", „prymitywni". Spośród Art Brut
ubył Sutor, pozostał już tylko Zagajewski, Wałęga, Wnękowa. Do
działających naiwnych zaliczyć już można tylko, coraz bardziej
rzemieślniczo sprawnego, Brożka, coraz starszych i coraz bardziej
niedołężnych, Ludwika Więcka, Rusewicza.
Nie chodzi o to, czy opuściłem kogoś; czy wystawa, jak
choćby ta w Puławach, czy w Białymskoku (Przegląd Plastyki
Amatorskiej) ujawni jeszcze 2 — 3 osoby. To cudownie, że są, ale
nie zmienia to faktu, że zjawisko obumiera i to w szybkim tempie.

35

�Trudno dziś o nowego Heródka, żyjącego w zapadłej wsi,
z dala od turystycznych szlaków, nie wyobrażam sobie nowego
Nikifora, coraz mniej można oczekiwać po malarzach alienowanych — po prostu środki farmakologiczne, stosowane w terapii
skutecznie uśmierzają — także ekspresję Art Brut.
W tej sytuacji można powiedzieć, że duże znaczenie ma
ujawnianie samorodnych talentów, czego doskonałym przykła­
dem są choćby pokazane w Puławach obrazy 83-letniego Sidora
z Tomaszowa Lubelskiego
Przegląd tak pomyślany ma również i ten walor, że zwraca
uwagę zarówno amatorów, jak i publiczności na artystyczny
aspekt, tak istotny w przypadku twórczości intuicyjnej.
Nie wyczerpuje to jednak, jak już wspomniałem, problematyki
ruchu plastyki amatorskiej, jest dotknięciem zaledwie jednego jej
aspektu. Zapewne nie najważniejszego — j e ś l i mieć na uwadze
rolę społeczną i humanitarną plastyki amatorskiej. Dlatego, jak
sądzę, należałoby przemyśleć problem tej plastyki w obecnej
sytuacji, mając na uwadze zarówno siły i środki, którymi dyspo­
nujemy w opiece nad tym ruchem, jak też i hierarchię celów.
Sądzę, że przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na
dwa pytania — jak działać, by amatorskie uprawianie plastyki
było pożyteczne dla samych amatorów i, drugie pytanie, by
pełniło rolę kulturotwórczą w środowisku. Jak to czynić, jakimi
metodami? I kto, co ma robić? Sytuacja obecna jest diametralnie
różna od tej, która się rysowała w okresie zainicjowania przeglą­
d ó w Trienale. Wtedy amatorzy byli kopciuszkami, nie mieli
(nawet ci dobrzy) okazji, by się zaprezentować, by porównać
swoje próby z próbami innych. Dziś amatorzy mają takich okazji
aż za wiele. Powstają imprezy, przeglądy, różne biennale, z sen­
sem czy częściej bez sensu, bez myśli o tym, co impreza może dać
amatorowi, ale za to reklamując tych, którzy tę imprezę organizu­
ją. Dochodzą i znane są od dawna problemy— uczyć, nie uczyć,
a jeśli uczyć to kogo i jak, i kto ma to robić? Czy malowania, czy
innych technik? Czy rzeczywiście podbechtywać pseudoartysty­
czne ambicje? Czy lepiej kierować je w inne strony, np. rękodzie­
ła? Jak na tle analizy możliwości kadry instruktorów Domów
Kultury kształtować program ich działania? Drugi etap reformy
podszeptuje też pewne sugestie. Dlaczego nie miałyby tam, gdzie
istnieją po temu możliwości, powstać szkółki prywatne, ogniska

II. 1 1 . Stanisław Hołda, Pod krzyżem, drewno, pakuły, wys. 71 cm

Fot.: Ewa Kozłowska-Tomczyk — il. 4; Jan

l

zainteresowań. Odpłatne. Tym, którzy pożądają tych form w y ż y ­
wania się, należałoby zapewnić—jeśli się da — takie możliwości.
Tak jest w wielu krajach. W Anglii, czy Szwecji, gdzie środki
municypalne na kulturę starczą po temu, wystarczy by powstała
grupa ponad 5 osobowa o określonym zainteresowaniu, byangażowano instruktora, fachowego kierownika. Ale tych grup
jest wiele: jeśli kogoś interesuje sanskryt — uczy się go, jeśli
historia — angażuje się historyka, kiedy indziej elektronika,
inżyniera, psychologa, filozofa. U nas tradycyjnie uprawia się
malarstwo. Mając inne szanse może część amatorów zajęłaby się
innymi sprawami, tworzyła kluby, grupy nieformalne, bez zapi­
sów, list obecności, książki zajęć.
Tu już konieczne są inne przemyślenia, dotyczące w ogóle
form aktywności kulturalnej, programu działań Domów Kultury.
Jeśli o tym wspominam, to po to, aby pomóc ludziom w znale­
zieniu satysfakcjonujących ich form pracy. Na przykład, czy
w Warszawie udostępnienie niezwykłej, wspaniałej kolekcji —
daru państwa Porczyńskich — nie mogłoby zaowocować t w o ­
rzeniem grup samokształceniowych, które zwrócone ku historii
sztuki pozwalałyby mądrzej i głębiej przeżyć tę kolekcję, śledzić
na doskonałych przykładach dzieje sztuki, prądów artystycznych?
Trzeba przemyśleć formy wystaw, przeglądów, w które anga­
żują się Domy Kultury, placówki kulturalnej edukacji społeczeń­
stwa. Sądzę, że przy dużej obfitości różnych wystaw i pokazów
amatorów także w restauracjach, kawiarniach, Klubach Prasy
i Książki, w witrynach kwiaciarń itd. przeglądy organizowane
sporadycznie przez Dom Kultury powinny mieć coś, co nazwał­
bym znakiem jakości. Powinno się utrwalić przekonanie, że na
tych przeglądach może być nawet niewiele prac, ale reprezentu­
jących dobry poziom. Prac zarówno świadczących o pogłębio­
nym stosunku do sztuki, zrozumieniu problematyki artystycznej
— jak i tych nielicznych — intuicyjnych, cieszących przede
wszystkim oko wyrobionego widza.
Nie odpowiadam na pytania, stawiam je tylko. Sądzę, że to
jest obecnie najważniejsze — zorientować się w miejscu, w któ­
rym jesteśmy, w sytuacji kultury, w zachodzących procesach.
Dostrzec złożoność zagadnień, różnorodność odpowiedzi, z któ­
rych każda może mieć swój sens, i jedna nie wyklucza drugiej.

II. 12. Helena Szczypawka-Ptaszyńska, Jeździec,
malowane

Sieraczkiewicz — il. 9, 10; Jan Świderski — il. 1, 3, 5 — 8 , 11,12; Witalis Wolny — il. 2

drewno

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11398" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11376">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/293d898866e50a4008b589e41af14fa8.pdf</src>
        <authentication>d4445d14fdd734c21c453aa871138133</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135753">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3084</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135754">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135755">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2888</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135756">
                <text>Moja mapa kraju i okolic / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135757">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.482-492</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135758">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135759">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135760">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135761">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135762">
                <text>AUtwiuii-r Jutkouífci» MOIA MAPA KRAJU 1 OKOUC

ALEKSANDER

JACKOWSKI

Moja mapa kraju
i okolic

S

poro jeżdżę, zwłaszcza o kraju. Wiele widzę,
uczestnicząc w jury konkursu na Małe Ojczy­
zny. Widzisz, to opisuj - poprosił redaktor. N o ,
to opisuję. Będą to notatki, luźne myśli. Zastanawiałem
się, jak je nazwać, jak porządkować? W istocie me ma
większego znaczenia, czy przyjmę klucz chronologicz­
ny, czy tematyczny. A czemu nie geograficzny? Przecież
wszystko gdzieś się działo. Będzie to więc moja mapa
kraju. Subiektywna, niedokładna, wybiórcza. Począt­
kowo myślałem o tym, aby zacząć od Bydgoszczy, póź­
niej pisać o Lublinie, Jordanowie, Nadrzeczu.
P

Dzieją się tam rzeczy ciekawe, czasem wręcz fascy­
nujące. O stolicy nie pomyślałem, życie artystyczne a przecież to ono mnie głównie interesuje - płynie
w niej leniwie, potwierdza się sąd marszałka Piłsudskie­
go, iż Polska jest jak obwarzanek, wszystko, co cieka­
we, znajduje się na obrzeżach. A jednak zacznę od
Warszawy za sprawą kilku wydarzeń, które gwałtownie
podniosły w niej temperaturę życia kulturalnego.

Warszawa
Najpierw było spokojnie, wręcz nudnie. Kongres K u l ­
tury Polskiej. Impreza, o której niewiele można było
oczekiwać, chyba że za jej sens uznamy szum medialny
i udział w oficjalnych sesjach prezydenta, premiera,
ministta kultury. Kongresy służą na świecie spotka­
niom, kontaktom bezpośrednim, ale tym razem skład
uczestników nie ułatwiał tego. W tłumie działaczy te­
renowych, urzędników trudno było dostrzec wybitne­
go twórcę, krytyka, artystę. D o tego większość uczest­
ników była już w wieku, kiedy się sumuje doświadcze­
nia, a nie dąży do zmiany świata. T r u d n o się więc dzi­
wić, że w noworocznej ankiecie „Przeglądu" uznano
kongres za największy bubel kulturalny roku. Kosz­
towny - ale trzeba przyznać - znakomicie zorganizo­
wany (ukłon w stronę Fundacji Kultury). W odróżnie­
niu od nieco wcześniejszego Kongresu Kultury Chrze­
ścijańskiej w Lublinie, na którym ciekawa była kon­
frontacja przemyśleń teologów, filozofów świeckich
P

4&amp;

(m.m. Leszka Kołakowskiego) i hierarchów - w War­
szawie nie było nawet szans na podjęcie ważnych pro­
blemów sztuki, krytyki, zastanowienie się nad wciąż
pogłębiającą się degradacją kulturalną wsi. Zabrakło
kompetencji i wyobraźni. Nawet imprezy towarzyszące
przeszły bez echa, choć Wesele w inscenizacji Jerzego
Grzegorzewskiego mogło sprowokować do dyskusji
o stanie teatru, kondycji aktora. Podobnie wystawy
rzeźb Magdaleny Abakanowicz i obrazów profesorów
ASP nie spotkały się z żadną reakcją, a przecież była
szansa zastanowienia się nad wieloma problemami, jak
choćby pedagog - uczeń, odbiorca, krytyk. Muzykę
polską zaprezentowano wykonaniem dzieł tylko
Krzysztofa Pendereckiego, a przecież pod tym hasłem
koncertu należało pokazać także innych twórców, że
wspom fis choćby Henryka Mikołaja Góreckiego,
Pawła Szymańskiego, Pawła Mykietyna.
Temperaturę artystycznego życia podniosły dwie
wystawy w salach Zachęty, Świętującej właśnie stule­
cie swego gmachu (bo przecież nie programu instytu­
cji!). Jedna, Klasycy X X wieku z rewelacyjnym, jak na
nasze warunki, wyborem dziel wypożyczonych przez
muzea europejskie i amerykańskie „na słowo", bez
ubezpieczeń (kolosalnych!); druga - ukazująca sztukę
polską XX wieku w optyce znawcy sztuki europej­
skiej, dyrektora Biennale w Wenecji Haralda SzeNie wiem, czy podejmując się wyboru, zdawał
on sobie sprawę z tego, jak trafną nazwę zapropono­
wał: Uważaj wychodząc z własnych snów, możesz się
znaleźć w cudzych. N o i znalazł się... Ale o t y m za
chwilę, trzymajmy się chronologii. Czego? Skandali.
Całej sekwencji skandali.
Zaczęło się od małej wystawki zapełniającej salę tuż
obok Klasyków. Był to niefortunnie zatytułowany (dla
widza nawykłego do ścisłości) zestaw kilkudziesięciu
fotosów filmowych, przedstawiających aktorów z całe­
go świata grających w hitlerowskich mundurach: Nazi­
ści. A u t o r wystawy Piott Uklański nie wchodził w to,
czy grali drani, a byli porządni, jak nasz Kloss, czy też
wcielali się w postacie oprawców. Refleksje pozostawił
widzom. Byłem parę razy na tej wystawie, słyszałem ko­
mentarze - a co to ma ze sztuką wspólnego? dlaczego
w Zachęcie? Ale wszystko pizebiegało spokojnie do
momentu, kiedy w akcję wkroczył Daniel Olbrychski,
poruszony tym, że pokazano jego fotos z filmu Claudea
Leloucha. Krewki i boleśnie dbający o swą popularność
aktot zareagował brawurowo. Franciszek Starowieyski
powiedział później, że to był najlepszy happening w tej
instytucji. Olbrychski zagrał święte oburzenie. Uznał,
że wystawa obraża jego i jeszcze kdku kolegów. Jakim
prawem nazwano j^o nazistą? Podobno sprowokowało
go pytanie jakiejś dziewczynki - T o Pan jest nazistą?
„Spontanicznie" wtargnął w płaszczu do Zachęty, nie
zatrzymywany przez nikogo (Jak to? Zatrzymać pana

�Aleksander

Jadtowld*

Olbrychskiego?). W sali już czekał tłumek dziennika­
rzy, fotografów i . . . gotowa do pracy kamera. A k t o r po­
czekał, aż pójdzie w ruch, wtedy wyciągnął spod płasz­
cza Kmicicową szablę i pociął nią kilka fotogramów,
wyrażając tym swe oburzenie.
Zaczęła się dyskusja, miał czy nie mial racji, woźne­
go wyrzucono, minister na wszelki wypadek kazał wy­
stawę zamknąć. Niestety, brawurowa akcja, przypomi­
nająca aktora w dziennikach telewizyjnych, i to nie tyl­
ko polskich, miała także inny aspekt - podważyła za­
ufanie do dyrekcji Zachęty, która nie umiała ochronić
powierzonych jej prac, a przecież obok, w sąsiedniej sa­
li wisiały dzieła Picassa, Salvadore Dalego. Ciekawe,
czy po tym wyczynie znajdą się muzea gotowe wypoży­
czyć Zachęcie cenne eksponaty bez ubezpieczenia? Nie
chcę myśleć, co by się mogło stać, gdyby z szabelką
przyszedł ktoś nie lubiący Picassa, np. miłośnik kobie­
cej urody.
Atmosfera została podgrzana, o niczym innym nie
mówiono w towarzyskim światku stolicy. Nic bowiem
tak dobrze nie robi sztuce jak skandal. Nawet w odle­
głym Barcinie, idąc w ślady Artysty, była pani bur­
mistrz wtargnęła do Urzędu Miasta uzbrojona w szablę
samuraja, chcąc zaprowadzić porządek. Ale w tym
przypadku happening skończył się smutno, kaftanem
bezpieczeństwa i odwiezieniem do szpitala w Świeciu.
Ze skandalami jak z tramwajami. Jeden idzie za dru­
gim. Dopiero co przebrzmiało echo występu pana Da­
niela, który - jakby skruszony - w tejże Zachęcie towa­
rzyszy! prezydentowi w odsłonięciu tablicy upamiętnia­
jącej zabójstwo Gabriela Narutowicza, deklamując
strofy Norwida - gdy drugi skanadal przyćmił pamięć
pierwszego. Sprowokowała go kompozycja włoskiego
artysry Maurizia Cattelaniego, przedstawiająca naszego
Papieża ugodzonego meteorytem. Przygnieciony ka­
mieniem leżał jak Chrystus pod krzyżem z l u d o w c h
kapliczek. Głowę trzymał wysoko, pastorał też wskazy­
wał, że Papież nie poddaje się cierpieniu.

MOJA MAPA KRAJU I OKOLIC

sobie ciężar współczesnych problemów Kościoła. Więc
- rozumiem myśl autora - Papież przytłoczony, umę­
czony, a przecież nie poddający się. - A dlaczego mete­
oryt z nieba? T u już nie umiałem znaleźć odpowiedzi. A czy wie pan, że ten Cattelani to świnia? - A słyszał
pan, odpowiedziałem, że i Caravaggio nie był świętym.
Bandzior, a jakie piękne jest jego Złożenie do Grobu,
które przed kilku laty podziwialiśmy w Muzeum Naro­
dowym.
Skandal, którego wyczekiwano, nastąpił. Do akcji
wkroczył nieznany dotąd opinii poseł A d o l f Tomczak
i - jak o niej pisano - Niedobra Nowina-Konopczyna.
Legitymacje poselskie zapewniają bezkarność, nawet
w Zachęcie. Poseł i poślica mocno się natrudzili, by
zdjąć kamień z Papieża. Ciężki był! - skarżył się pan
Tomczak. Salę zamknięto, podobno Cattelani wył z ra­
dości. Także nasz kowboj - Wojciech Cejrowski - pró­
bował przykryć rzeźbę prześcieradłem, ale ponieważ nie
był posłem, obezwładniono go i wyproszono z budynku.
W takiej atmosferze dyskusja o wystawie zeszła na
daleki plan. A przecież Szeeman swym wyborem zaszo­
kował. T y m , co pokazał, i jeszcze bardziej tym, czego
nie pokazał. Każdy z nas może mu mieć wiele do zarzu­
cenia. W porządku. T o też wspaniale byłoby wkrótce
po tej zobaczyć następne wystawy - wybory różnych
krytyków, artystów, pisarzy. Takie wystawy widziałem
np. w londyńskiej National Galłery. Bardzo ciekawe.
Jakże chętnie zobaczyłbym u nas wybór zrobiony przez
Czesława Miłosza, Jacka Sempolińskiego i, powiedzmy,
Wojciecha Krukowskiego. Różne spojrzenia.

7

Co ta rzeźba miała wspólnego z ekspozycją? Kurator
wystawy wyjaśniał, że potraktował ją jako hołd oddany
polskiej sztuce i temu, kto jest najlepszym ambasado­
rem Polski na świecie.
Zawrzało. Jeszcze przed wernisażem stadko reporte­
rów atakowało znane osobistości, krytyków. 1 mnie ob­
iegli. Co myślę o rzeźbie Papieża? Próby mówienia
0 rzeczywistych problemach wystawy ignorowano, cie­
kawiła tylko reakcja na tę rzeźbę. Czy panu się podo­
ba? Kilkanaście mikrofonów podniosło się jak główki
węży. Odpowiedziałem, że jest to raczej publicystyka,
1 jeśli o niej mówić, to nie w kategoriach dobrej czy złej
rzeźby, lecz symboliki. N o właśnie! - atakowano. Więc
wspomniałem o tym, jak Tycjan czy Velasquez pokazy­
wali papieży. Oficjalnych, tronujących. A nasz - mówi­
łem - to pielgrzym, następca Piotrowy, który dźwiga na

483

Co było ważne w propozycji Szeemana? Pierwsze:
koncepcja wystawy jako dzieła sztuki, reżyseria nastro­
j u , sale zawieszone od podłogi po sufit (plakaty) i dają­
ce oddech, z dużym luzem, wręcz teatralny efekt
dwóch wielkich sal - jedna, cała sprowadzona do bia­
ławej powierzchni mydła (śmierdzącego). T o Bałka.
Zaskoczenie „zmarnować" całą salę dla takiego pomy­
słu? A w następnej, Matejkowskiej - z powidoku bieli
przerzucamy się na szkarłatną plamę krwi. Tylko jeden,
mocno oświetlony obiekt, figura Jana Pawła I I , ugodzo­
nego meteorytem. O rzeźbie jako takiej nie ma co mó­
wić. Publicystyka. Jeśli spierać się, to o to, co znaczy
meteor? Czy Papież pada, czy się podnosi?
Pytanie, co to ma wspólnego z wyborem dzieł stule­
cia? N i c , zwłaszcza że praca Wiocha. Jedyne, co uza­
sadnia tę salę, to efekt teatralny. Znakomita koda fina­
łowa ekspozycji, którą oglądało się z żywym zaintereso­
waniem. A u t o r pokazał, co jego zdaniem - cudzoziem­
ca, eksperta - jest ciekawe w sztuce polskiej. Więc cel­
ny wybór obrazów Jacka Malczewskiego i Witkacego.
Zabawne zestawienie napuszonego autoportretu Mal­
czewskiego ze stojącą naprzeciw woskową figurą - au­
toportretem Pawła Althamera, żałosnego w swej nago­
ści. Ciekawie skontrastowane intymne rzeźby A l i n y

�Aleksander Jackowski*

MOJA MAPA KRAJU I OKOLIC

Szapocznikow z konstruktywistami, Kantor z akwarela­
mi Nikifora. Włączenie jego do panteonu sztuki „wyso­
kiej" dla mnie oczywiste. Nieraz to postulowałem. Da­
lej - mądte wyeksponowanie filmów o walorach pla­
stycznych (Hasa, Trelińskiego). Plakat. T o oczywiste,
właśnie w plakacie mamy wybitne dokonania w skali
światowej. (Idąc tym tropem, dodałbym karykaturę po­
lityczną, rysunki Mleczki, Czeczota, Dudzińskiego).
A czego brak? Kolorystów! W pierwszej chwili po­
myślałem - jak to? Przecież walka o sztukę toczyła się
u schyłku okresu międzywojennego właśnie za sprawą
kapistów. A t u - nikogo. Sam byłem emocjonalnie
związany z koloryzmem i nagle Szeeman kazał m i spoj­
rzeć inaczej. Koloryzm był w swoim czasie naszą polską
wojną o sztukę, wojną z Bractwem św. Łukasza, ale
z perspektywy osiągnięć? Z petspektywy Paryża, Bonnarda...
Czego bym bronił? Makowskiego (Tadeusza), może
Nachta-Samborskiego, Potworowskiego. A l e t u już
zmieniamy koncepcję autora. Jego wybór pokazuje bo­
wiem to, co u nas nowe, twórcze, ciekawe dla „Europej­
czyka". Więc nie dobrze czy nawet świetnie namalowa­
ne obrazy. Wówczas bowiem upomnieć się można o wie­
lu malarzy, że wymienię Brzozowskiego, Tchorzewskie­
go, Lebensteina. Pozostańmy jednak przy założeniach
Szeemana. Idąc jego tropem, zabrakło m i Hasiora (ale
czy pokazano go Szeemanowi w Zakopanem?), fotogra­
fii pomnika Haupta i Duszenki w Treblince, a z żyjących
malarzy Nowosielskiego i Tarasewicza.
Czy to dobrze, czy źle, że zrobienie jubileuszowej wy­
stawy powierzono „obcemu"? Nie mam wątpliwości, że
to był interesujący eksperyment. Przecież na tej wysta­
wie świat się nie kończy.
Tyle o Zachęcie. A l e ze skandalami nie koniec.
W tym samym czasie otwatto wystawę 32 młodych pla­
styków w Zamku Ujazdowskim. Publiczność oglądała
wystawione prace, komentując je różnie. Atmosfera się
ożywiła wyraźnie, gdy zaprotestował biskup polowy. Co
go tak wzburzyło? W jednej z sal puszczono wideo A r ­
tura Żmijewskiego - musztrę z bronią Kompanii Repre­
zentacyjnej Wojska Polskiego. Katabiny, wojskowe
kaszkiety, buty, reszta - jak Pan Bóg stworzył. N o
i skandal. Obraza wojska. Przyglądałem się musztrze,
rzeczywiście wybrano niespecjalnie dorodne okazy,
choć nieporównanie masywniejsze od tych na przeciw­
ległej ścianie, biedaków z Dworca Centralnego. A u t o r
Paweł Althamer rozebrał tych nieszczęśników i kazał
im tańczyć w koło, trzymając się za ręce Takie nawią­
zanie do Błędnego koła Jacka Malczewskiego (a może do
Matisse'a). Żenujące. Rozumiem, że się chce przekra­
czać granice tego co jest — a nie jest sztuką" popodważać granice dobrego smaku piękna (robił to już
Rembrandt i nieźle m u to wychodziło) — ale ten numer
z biedakami jest dla mnie żenujący

484

Ponieważ środowisko Radia Maryja do Zamku Ujaz- i
dowskiego raczej nie uczęszcza, pozostał niezauważony
ukrzyżowany demon (?) z dziwnym krzyżem nad głową.
Czarny, satanistyczny? Czy uda się mu ocalić od skan­
dalu?
Problem jest szerszy, nie da się ograniczyć do jedne-!
go dzieła eksplodującego skandalem. Sztuka dzisiejsze­
go czasu szokuje, daleko wykracza poza tradycyjne for­
my. Tego się nie zmieni, nie cofnie. Artyści szukają no­
wej przestrzeni działania, badają coraz to inne środki
ekspresji. Muszą atakować wyobraźnię i wrażliwość od­
biorcy, który - tak jak i oni - jest poddany presji tele­
wizji, otępiany brutalnością, wciąż zaskakiwany świa-!
domością rzeczy strasznych, przed którymi każda próba
ucieczki jest złudzeniem. Żyjemy w świecie, którego
sztuka zmienić nie jest w stanie. Uciekamy w nią, ale
tylko przeszłość, już ucukrowana, może nam zapewnić
poczucie bezpieczeństwa. Problemem staje się więc nie
zdetzenie z dziełem, które szokuje, ale miejsce, w któ­
rym wiemy, że go nie spotkamy, bądź takie, w którym '
chcemy być zaskakiwani, szokowani, zmuszani do re­
fleksji. Rada, najbardziej prymitywna z prymitywnych
może być tylko jedna — wyraźna stratyfikacja galerii
Świadomość że t u — w Centrum Sztuki Współczesnej
— zobaczę wszelakie ptóby udane i nieudane płaskie
i głębokie rodzime i z całego świata natomiast zupet
nie inne doznania czekają mnie w Muzeum Narodo­
wym Kordesardzie i Zachęcie (oeraniczam sie do
Warszawy) Bvć może edvbv Zachęta stała sie galeria
środka ookaz iaca d ieła doir ale snra d one
e
rokim sp
n e k t rum a r tystycz
t l tv n yc h propozycji• mórib™
og ym
w niej zobaczyć zarówno wybór bzeemana, jak tez obr a z Tl a c lic a c» i p n n i •
r Ki I •e c o p r a r i KkI Lni i e I n i ?i K a i ń
I a n iIca nzip*
f o n

L-o

ł H '
Ab k
k
k
ta Hasiora, Abakanowicz, a także najciekawsze, juz
„sprawdzone dzieia mtodycn. Natomiast rzeczy nowe,
eksperymentalne, zwrócone k u własnej (młodej pu­
bliczności niechby przyciągały uwagę w Zamku Ujaz­
dowskim. Nie ze t u lepsza sztuka, tam gorsza, tylko
selekcja z mysią o odbiorcy. O ukształtowanej (tak się
juz dzieje.) własnej publiczności, kręgu krytyków. la­
ką hmę programową ma galeria Poksal Studio - a na
drugim biegunie Zapiecek, galeria Napiórkowskiej.
W centrum Kordegarda, Zachęta. Zwróćmy uwagę, ze
tak się dzieje z
Y ą . Festiwale Muzyki Wspólczesnej są okazją dla debiutów, eksperymentów, nato­
miast Filharmonia pokazuje dzieła juz sprawdzone, ta-1
kie, które firma rekomenduje swym słuchaczom.
Bronię prawa do satysfakcji estetycznej - nazwijmy
to starszej publiczności i prawa młodych do ekspery-1
mentu, do wiedzy o tym, co - gdzie aktualnie powsta­
je. Szczególna sytuacja postawangardy wynika z wielu
przyczyn, których analiza nie jest na tym miejscu moż­
liwa. Zwrócę więc tylko uwagę na okoliczności, które
towarzyszą współczesnej twórczości plastycznej:
m u z

k

�Aleksander ]ackou/sk¡*

MOJA MAPA KRAJU I OKOLIC

-załamanie systemu wartości. Zanegowanie katego­
rii piękna,
- rozszerzenie granic estetycznych i etycznych. Szok,
zaskoczenie jako kategoria estetyczna,

Bydgoszcz
Konkurs i m . Teofila Ociepki i wystawa prac. Ważny
powód, by zastanowić się nad tym, czym jest twórczość
spontaniczna, powstała z wewnętrznego napięcia, taka,
którą nazywamy A r t Brut, surowa, naiwna, prymityw­
na. O tym, jak jest dziś postrzegana, świadczy warszaw­
ska decyzja Haralda Szeemana włączenia do panteonu
sztuki polskiej X X wieku Łemka, mieszkającego w Kry­
nicy - Nikifora, a we Francji niepodważalna pozycja
H e n r i Rousseau.

- konkurencja, walka o prawo do własnego głosu.
Krzyku. Nawet grymasu. Działa dziś na świecie więcej
artystów plastyków, niż i c h żyło na całej przestrzeni
wieków!
- wielość form ekspresji wizualnej: fotografia, film,
wideo, plakat, moda haut-cuture, reklama, wzornic­
two, grafika komputerowa,

Malarstwo profesjonalne wydaje się tracić energię,
a twórczość ewoluuje, szukając nowych obszarów zwią­
zanych z komputerem, operowaniem światłem i dźwię­
kiem. Kryzys sztuki? Kultury? A może tylko zmiana
form ekspresji?

- włączenie przeszłości w nasze życie, łatwość podró­
żowania, przeżywania dzieł muzealnych, reprodukcje,
powszechna dostępność płyt, albumów,
- odrzucenie sprawności rzemieślniczej jako ważne­
go kryterium oceny, co sprawia, że kryterium takiego
trzeba szukać w samym dziele, systemie, w jakim funk­
cjonuje.

Jednak gwarancją tego, że twórczość potrzebna jest,
zarówno temu, kto ją uprawia, jak i odbiorcy, jest zja­
wisko, z jakim mamy do czynienia na tej wystawie. N a ­
zwy są kalekie, niewiele wyjaśniają. Mówimy „naiwni"
(Francuzi nazywają i c h pięknie „malarze czystego ser­
ca"), mówimy A r t Brut, czyli twórczość nie poddana
wpływom kultury, samorodna, ale są to tylko ogólniki.
Istota twórczości tu prezentowanej polega na tym, że
jest ona emanacją ludzkiej osobowości, wyraża świat
duchowy bezpośrednio, bez posługiwania się konwen­
cjami. Wydawać by się mogło, że jest to malarstwo po¬
za czasem poza miejscem, związane tylko z osobowo­
ścią twórcy. T a k z n i m nieodłącznie związane jak nie­
powtarzalne są linie papilarne. Spójrz, od razu widzisz
Żarski a tam Chełmowski, Rebelski, Wałęga, Ko­
sek Łączy ich talent, niesamowita intuicja malarska,
pozwalająca znajdować - nie szukając rozwiązywać
trudne problemy artystyczne nie myśląc o tym jak to
się robi czy robiło Łączy ich to że żyją sztuką że dla
wielu jest ona jedyną formą istnienia wręcz koniecz­
nością A przecież każda osobowość zwłaszcza wybit­
na jest inna można więc o ich twórczości D o w i e d z i e ć
za Mironem Białoszewskim że jest „osobna".

W takiej sytuacji nie może dziwić szukanie przez
twórców „nisz", własnych form wypowiedzi, które ma­
ją ich wypromować. W tłoku, aby zostać usłyszanym,
ttzeba krzyczeć. Rzeczą krytyki jest porządkowanie fak­
tów, ale krytyka obumiera. Nie ma forum dla wypowie­
dzi, redaktorzy opędzają się nawet od współpracowni­
ków redakcji. Przy t y m obok krytyki „merytorycznej"
jest także zjawisko lobbingu, tworzenie się różnych
mód, w których sława, popularność i sukces finansowy
wcale nie pokrywają się z ocen^. krytyki. Dla mnie zna¬
komici, najwięksi: Nowosielski, Panek, Tarasewicz,
Siennicki, w każdej publicznej ankiecie przegrają z D u ­
dą Graczem. Też zresztą dobrym, tyle że „inaczej".
•

•

•

Dopisuję w korekcie. A b y nie zaogniać sytuacji, A n ¬
da Rottenberg, postanowiła, w porozumieniu z mini| strem, ustąpić ze stanowiska. W zamian minister miał
ją mianować swym pełnomocnikiem do spraw muzeum
sztuki współczesnej, a także powołać w skład zespołu,
który wybierze jej następcę. N o i co? Pan minister wy­
cofał się, a A n d a Rottenberg dała ogłoszenie w gazecie
-szukam pracy. Wstyd.
Tenże minister zwalnia kompetentnego dyrektora
Ośrodka Dokumentacji Zabytków. M a prawo, ale po­
daje przez swego rzecznika kłamliwe uzusadnienie - za
wynajęcie domu, wiedząc, iż właśnie za to został zwol­
niony poprzedni dyrektor, nie mówiąc już o tym, że
„prosiło" go o to właśnie ministerstwo.
Największym skandalem jest to, co się dzieje dokoła
nominacji ministrów kultury. Decydują motywy poli­
tyczne, szuka się miejsca dla kogoś, kogo nie można za¬
trudnić gdzie indziej. Poniewać zdrowie, oświata, gospodatka wymagają kompetencji. Tylko na kulturze
i zna się każdy.

Konkurs, którego plonem jest wystawa, nazwano
imieniem Teofila Ociepki. Ociepka, choć Ślązak,
ostatnie lata życia spędził w Bydgoszczy, a należał
obok Nikifora do najbardziej znanych malarzy „naiw­
nych". Mistyk, okultysta, święcie wierzący w księgi,
które czytał, miał poza tą naiwnością cechy, które wy­
rażają istotę założeń konkursu i ramy tej wystawy: au¬
tentyzm, ekspresję, osobowość, intuicję twórczą. A u ­
tentyzm. A więc odnalezienie w sobie tego tonu, któ­
ry jest mój, nie wyuczony, prawdziwy. T u nie ma kal­
kulacji, nie, ma wyboru środków, konwencji. Jestem ja.
Ja i świat.

485

Forma dzieła jest syntezą widzenia i możliwości wytazowych. Syntezą nie wymyśloną, nie szukaną, ale da­
ną. Każdy z bohaterów wystawy poproszony, by nama-

�Aleksander Jackowski* MOJA MAPA KRAJU 1 OKOLIC

lowal coś w innej konwencji, byłby bezradny. O n two­
rzy, rozbudowuje to, co jego, własne.
Artysta uczony wybiera spośród wielu możliwości,
świadomy tego, co i gdzie powstaje. Pozbywa się bala­
stu wiedzy, by zostać sobą. Nasz bohater niczego nie
wybiera, buduje swą twórczość od środka. O d tego, co
jest tylko jemu dane. Nieraz wydawać się może, że
chroni g o jakaś psychiczna blokada, inny b y się zała­
mał, słysząc opinie sąsiadów, kolegów - on na to nie
zważa, robi, co chce. Może nawet w pewnych przypad­
kach to, co musi.
Mówimy: naiwny. A czym jest w sztuce naiwność?
Czym, jak nie synonimem dobroci, poezji, niewinności.
Oglądam obrazy pani Bronisławy Babik, jeden zatytu­
łowała Aniołowie malują skrzydła motylom. Piękne!
Przecież to czysta poezja. Inna malatka pani Barbara
Chęcka pisze na malunku: „Śniło mi się, że wychodzę
za mąż". Piękne, szczere, niezwykle lakonicznie malo­
wane obrazy. Czuję w nich trud, ogromny wysiłek, któ­
rego efektem jest t a lakoniczność. Dostrzegam człowie­
k a . Coś, o czym zazwyczaj nie myślę, oglądając dzieła
profesjonalnych artystów. W obrazach wielu uczestni­
ków konkursu, a są nimi przecież także ludzie z Domów
Opieki Społecznej, dominuje powaga. Potrzeba twór­
cza bywa tak silna, że realizują ją czasem niewiarygod¬
nym wysiłkiem. Nie chcę przytaczać nazwisk, n a wysta­
wie mówi za siebie sam obraz i nie powinna tego wra­
żenia przesłaniać litość nad kalekim chłopcem, który
może malować tylko leżąc na podłodze, lewą ręką. Ale
jak wrażliwie, jak pięknie malować! Na poprzednim
konkursie przeżyłem chwile takiego wzruszenia, ż e do­
słownie odebrało m i głos. Wręczałem pierwszą
dę „komuś", kto przysłał kartony, znakomite w kolorytakie które śmiało mogłyby wisieć w każdej g a ­
lerii. I zobaczyłem tego ,kogoś" n a wózku inwalidzkim,
rozbiegane trzepoczące ręce piękne gorejące oczy
I t o o n malował t e prace' Poczułem się nieswojo, zdrovyy sprawny Sądzę że t o jest drugi aspekt wystawy,
to czym. jest ona dla uczestniczących w niej malarzy
T o nie komercja nie nonis czv zabawa ale sprawa no
ważna. Sens życia, sposób na samotność, cierpienie,
starość Nie n r z v D a d k i e m właśnie wtedy gdy aktvw
ność'zyc,owaie kończy odchodzą maiomi L o s t a i e
nusrka reskn
-a p r a c a krórei hiż sie nie' wykonu e
- właśnie wtedy tak wielu ludzi znajduje nowy sens -

Prawdziwych „naiwnych" n i e jest wielu, natomiast
moda na naiwnych, zwłaszcza na zachodzie Europy
i w Stanach Zjednoczonych, spowodowała, że pojawiło
się wielu malarzy, nawet profesjonalnych, pracujących
„w stylu naiwnym". Komercja dotarła nawet t u , gdzie
- zdawałoby się - wszystko jest jej zaprzeczeniem. Na
szczęście w Polsce takich pseudonaiwnych mało.
A i u profesjonalistów zabawa w naiwność wygląda ża­
łośnie. Chociaż stereotyp „naiwności" może być twór­
czo wykorzystany, co widać było w Bydgoszczy.
Widuję wiele wystaw, profesjonalnych artystów,
amatorów, ale ta wzrusza mnie szczególnie. Tyle w niej
piękna, świetnych obrazów, ale i odwołań do ludzkich
losów. Przejmujących, kiedy widzimy malarstwo odda­
jące stan ducha, obsesyjne, ukazujące piękno, ale
i brzydotę świata. Piękno, ale i brzydotę ludzi. Ponie­
waż twórczość rodzi się zarówno z zachwytu, jak i z go­
ryczy. Z dobra i cierpienia.

2

w

rn
co

inni

m a i iwaniii

Zzauważam
I Z ' , uf ww s^z yr skt Kr i hc n . c z«^71.^1^'
uiosc
ś w i a t a , po¬

i
rrzeoa
mu.

WODCC

\/ 1 '
H *
L- i *
t
'L-"
.ary. maiują urni. spokojni o u ^ j a *

l ę c ^n m
ie

tmiamy
e ł h Toyc
f Wt a ^K i m dla
cia

w id
a zaa

' ' K

'M
l
b
maiują
any

naiwność nie jest częsta, nywa aarem, ta* ja* jest n i m
taient. 10 o n pozwaia w poznym w i e K u przeżyć arrystyczną przygodę. Nielicznym.

486

Oświęcim
W związku z konkursem na Małe Ojczyzny mieliśmy
spotkanie z władzami miasta. Prezydent, wojewoda,
marszałek. M y słuchamy, oni mówią, długo, z wyrzu­
tem. Dlaczego wszystkich interesuje tylko obóz? Prze­
cież jest miasto, piękne, zadbane - a „wy" ciągle utoż­
samiacie je z obozem. Rozumiem ich ból, gdyby nie
obóz, wszystko byłoby inaczej, goście powiedzieliby, że
piękna tu zieleń, bogate sklepy, uprzejmi ludzie, dobra
władza. A tak przyjadą ze świata, głównie Żydzi, tylko
obóz ich interesuje, dziwią się, że dokoła jest jakieś
miasto. Dla nich Oświęcim to obóz. Nawet jedzenie ze
sobą przywożą, tak jakby to była pustynia jakaś. Zoba­
czą gdzieś antysemicki napis i już krzyk, jakby tylko na
to czekali. Żalą się więc nasi gospodarze i rozumiem ich
gorycz, tłumaczymy więc, że w świecie to miejsce ma
tylko jedną konotację - obóz śmierci. Dlatego tu piel­
grzymują młodzi ludzie z Izraela, politycy, dostojnicy
państwowi. Ich optyka jest inna niż miejscowych, inne
obawy, inne skojarzenia. Przypominam sobie epizod
z czasu PRL-u. W mieście odbywała się duża, młodzie­
żowa impreza. Przyjechaliśmy całą
Centralnego
Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury {skrót
brzmiał Comuk) Co widzimy Na placu wielki trans­
parent Dziś Oświęcim jutro Moskwa" Oczywiście
chodziło o to że w Moskwie miałv sie wkrótce odbvć
jakieś międzynarodowe^ soorkania młodzieży ale mv
odczytywaliśmy sens naoisu inaczej niż sosoodarze Im
Oświęcim nie kojarzył się z obozem.
7

-

Pamiętam, jak po raz pierwszy pojechałem do
Oświęcim.a z jakąś delegacją zagraniczną. Słońce,
pięknie, masa młodych ludzi na ulicacach. Ja się dzi­
wię, moi goście też, przecież to ma być Auschwitz,
a jest normalne, młode miasto. Było to jakieś dwa lata

�Aleksander Jackowski* MOJA MAPA KRAJU I OKOLIC

po wojnie, mało kto jeszcze tu przyjeżdżał. Pytam

(np. rzeźba naśladująca wagony, którymi zwożono
więźniów).

o obóz. Obóz? Chyba tam, ktoś wskazuje kierunek.
Obóz? Nie wiem... Obóz? Cholera by go wzięła... Dla­

O Auschwitz jeszcze jedno chciałbym powiedzieć,

czego? Zagrodzili drogę z jednej części miasta do dru­
giej, szła przez ten obóz. Co to komu szkodziło, że się

stał się tematem kompozycji plastycznej.

rowerem przejechało?

A u t o r zareagował na spowszednienie obozu, na je­

Rozmawiam, rozumiem. T o cmentarz świata, Euro­

go wykorzystywanie w różnych sytuacjach - zapropo­
nował klocki lego, z których każde dziecko mogłoby

py, Holocaustu. A l e na tym cmentarzu nie ma ani jed­
nego grobu mieszkańca Oświęcimia. Obcy cmentarz,

sobie zbudować własny obóz. Mówi się, że współcześni
artyści oderwani są od życia. Niesłusznie. Trzeba tylko

gdzie nikt nikomu świeczki nie zapali. Wkrótce wcią­

dostrzec, jak na to życie reagują. Negacja też jest po­

gnąłem się w dyskusję dotyczącą oświęcimskiego po­
mnika. Ogłoszono na niego konkurs. Patronowały mu

stawą. A lego Zbigniewa Libery podobnie jak dzieło
Magdaleny Abakanowicz mówią o dramacie naszych

najsłynniejsze nazwiska architektów, rzeźbiarzy. Nie
było po wojnie konkursu z równie wybitnymi jurorami,

czasów więcej niż rozsiane po Polsce martyrologiczne
rzeźby z powykręcanymi na wszystkie strony członka­

z taką ilością nadesłanych projektów. Wybrano polski:

mi. Zwróćmy uwagę na to, jak ważny jest w dziele ar­

tysty takt. Dystans. Krzyk brzydzi, patos zamienia się
Jerzego Jarnuszkiewicza, Oskara Hansena, Juliana Pał­
w kicz.
nieczęsto spotyka się dzieło, które
k i . Był to nieprawdopodobny wręcz sukces, t y m b
a r Naprawdę
­
wytrzymuje miarę patosu, w którym on nie razi i nie
dziej że mowy nie było o kurtuazji, a koncepcja projek­
odrzuca. T a k i m jest Osipa Zadkina pomnik spalonego
tu zachwyciła jurorów. Ale nie polskie władze, nie Cy­
rankiewicza, nie działaczy i artystów, którzy byli więzie­

miasta stojący w Amstetdamie. Ogromna postać czło­

ni w obozie. Zarysowały się dwie koncepcje: jedna
„obozowiczów" - odtworzyć w pełni kształt baraków,
zasieków, dróżek, placów. Skansen. Tak jak było. D r u ­
ga: skierowana w przyszłość, mająca przyszłym pokole­
niom przekazać dramat tego miejsca, jego ekspresję.
Pierwsza dawała satysfakcję byłym więźniom. Tak to
było! Mogli powiedzieć bliskim. Druga tworzyła wizję

wieka, w bezsile wznosząca ręce ku górze, wypalona
w środku. Wielkie dzieło. Patetyczne, tak jak są nimi
symfonie Beethovena, Walhalla Wagnera czy śmierć
Izoldy. Pomyśleć, mogliśmy mieć tę rzeźbę w Warsza­
wie. Przecież powstałą z myślą o niej, o tragedii palo­
nego miasta Zadkin proponował ją naszym władcom
ale zbyt daleko odbiegała wówczas od t e o co się mie­

obozowego koszmaru. Polegała na reżyserii nastroju,
w czym swoją rolę odgrywały autentyczne elementy.
Obóz bowiem w tamtym czasie b y ł na poły zniszczony
domy snalone baraków "ostały tr~onv nieców i korni
ny. Wywoływało to bardzo silne wrażenie. Otóż auto­

ściło w ramach socrealizmu Ciągle wówczas myślano
o tym co sobie pomyślą radzieccy towarzysze Ale po
wstało i u nas dzieło wielkie, może jedno z największycK na świecie Na miejscu kaźni setek tysięcy ludzi.
W Treblince

7

rzy D o l s k i e e o oroiektu zakładali że wszystko to D O Z O
stanie nietknięte, dokument martyrologii. Teren obo­
Treblinka
zu m i a ł a urzec.nać czarna droga ukośnie przechodząc
nr-ez zniszczone baraki ścieżki'i clące o b o z o w Zawsze
e Tak ją komuś pokazuję, tym razem moim dzieciom.
akbv to b v ł o -awies-ona w oowietrzu ŁJil^ria z którei
Woziłem do Treblinki Wiktora Szkłowskiego, radziec­
w i W l a l ł z" bliska haraki nie r w u L i a r Świerośr
kich rzeźbiarzy i historyków sztuki, francuskich przyja­
rem
mieisra Ti . . nieoęaą
nie
łlina pono
ciół. Jadąc z Mazur, miałem w pamięci złą drogę, ale te­
cegc-miejsca,
jeau K a n a p e K z ęauną
raz była już straszna. O d pół wieku nikt jej nie popra­
wieaziai mi j a r n u s . K i c w i c . . n co s i ę stanie po latacn,
wiał, to już kraniec Europy, dzikie ziemie. W centrum
gfjy te trzony pieców uiegną znaczeniu
pytaiem.
Polski! Most, którym strach było jechać, kręte, nie
^ a s z r o m swoje oapowicuzm.. woraz się trocnę zmie¬
oznaczone odnogi, brak tablic informacyjnych, które
ni, ale zostanie sita ekspresji tego miejsca.
jeszcze kilka lat temu były. Ktoś, kto ma wolę i zna ję­
„Obozowicze" nie chcieli tego uznać. Dla nich upa­
zyk polski, trafi, ale cudzoziemiec? Tabliczkę informu­
miętnienie oznaczało odbudowę spalonych baraków,
jącą „Muzeum martyrologii w Treblince" spostrzegłem,
z narami, słomą, no i solidny pomnik figuratywny, p o d
ale... już daleko za wsią Treblinka. Zawsze, kiedy
którym delegacje mogły składać wieńce. Pytałem Ewę
wchodzę na teren byłego obozu (tego, do którego kie­
Szelburg-Zarembinę z Komitetu Więźniów, a co, g d y
rowano transporty Żydów z getta warszawskiego),
deski zmurszeją, dach się zapadnie... Zrobi się nowe, na
ogarnia mnie wzruszenie. Patos i nastrój tego miejsca,
wzór dawnych - odpowiedziała.
w którym kamienie, niebo, jałowce i sosny tworzą prze­
Skończyło się to kompromisem. Szkoda. W sztuce
strzeń zupełnie wyjątkową. Porażającą. Nie śmiem po­
kompromisy nie popłacają. Połączono, wbrew pierwot­
wiedzieć pięknem, ponieważ to pojęcie rodem
nej decyzji j u r y , kilka projektów w jedno, nasz „czysty"
7 tstety*"
w linii myślenia z paroma włoskimi, werystycznymi
ki zupełnie tu nie pasuje. Cmentarz. Jeden z najwięk-

487

�Aleksander Jackwski*

MOJA MAPA KRAJU I OKOLIC

szych w Europie. Niezwykły. Bez grobów. Wszędzie,
gdzie stawiam stopę, mogą być ludzkie ptochy, są, prze­
mieszane, wtopione w ziemię. Cmentarz zabijanych
w tym samym czasie, bezimiennych. Kamienie-ostro­
słupy, duże i małe, o różnym kształcie i zabarwieniu,
symbolizują miejsca, z których przywożono transporty,
imiona mordowanych. Jest ich wiele, tysiące - martwe
kamienie, sztorcem ustawione, na podobieństwo ma­
cew, ale bez żadnych dekoracji, słów, gestów. N i k t ich
swoim zmarłym nie stawiał, bo i ci, co powinni, sami tu
leżą. Jest w tej przeraźliwej scenerii pustka, wielkie nie­
bo rozpięte nad cmentarzyskiem, przyroda, aż krzyczą­
ca swoją bezwzględnością. Czas upływa, jałowce rosną,
jak siostry tych kamieni, zielone, żywe, obojętne. T o
one są jak głaz nieczułe, kiedy kamienie płaczą. Każdy
z nich jest inny, jak ludzie, którzy tu leżą.
Treblinka jest dziełem dwóch architektów z W y ­
brzeża: Zygmunta Haupta i Franciszka Duszenki. Jest
pomnikiem o wielkiej sile wyrazu. Takim, który uru­
chamia wyobraźnię, zmusza do refleksji, uświadomie­
nia sobie tego, co wydaje się niemożliwe. Przyzwyczaili­
śmy się mówić - Holocaust. Naturalnie, jak wiosna,
burza, śmierć. A w scenerii Treblinki to słowo nabiera
mocy. Poraża.
Zawsze, gdy jestem w Treblince, czuję się tak, jakbym
odbył ważną pielgrzymkę. Nie mówię i zauważyłem, że
nikt z ludzi, których tam przywiozłem, nie miał ani chę­
ci, ani odwagi mówić póki nie odeszliśmy daleko.

Jordanów-Wysolca
Dwór na Wysokiej. Masywny, renesansowy, obronny,
z kamienia, dwupiętrowy. Niegdyś pewnie górujący
nad pobliskimi domami, teraz po części wtopiony
w otoczenie, w zieleń. Kilkadziesiąt metrów w dół, k u
szosie - brzydki, za to duży budynek straży pożarnej,
w bok - szkoła. Przed wejściem trawnik i luka w koro­
nie drzew, przez którą widać rozległy, przepiękny kraj­
obraz. W dali, już niewidoczna, Chabówka, Rabka.
Dwór odbudowali Pilchowic Ania, pełna gracji, poetessa, z wielką prostotą i kunsztem śpiewająca stare
kancjonały, pieśni renesansu i średniowiecza, i jej mąż
A n t o n i , z gorejącymi oczami, ruchliwy, niewielki, mo­
że dlatego tak przywiązany do lutni. Muzyk. Lutnista,
wykształcony w Anglii, istota niespokojna, ciągle w r u ­
chu. Koncertuje (ok. 200 występów rocznie), prowadzi
Akademię Chorału Gregoriańskiego, szefuje Bractwu
Lutniowemu. Twórca i gospodarz tego domu - Dworu
Wysokiej.
Przyjeżdżam t u , kiedy tylko mogę. T o jedno z moich
ulubionych miejsc w Polsce. Pilchów poznałem
w związku z konkutsem na Małe Ojczyzny. Ich siedzi­
ba jest dobrym przykładem dzisiejszego rozumienia po­
jęcia małej ojczyzny. Wywodzi się z ojcowizny, tak jak

niemieckie Heimat. A l e po wojnie, gdy pół Polski zo­
stało pozbawione rodzinnych domów, migrowało, wę­
drowało, zaludniało ziemie zwane odzyskanymi - ojco­
wizna straciła sens. Spotykamy jej ślady w telewizyj­
nych serialach, ram gdzie domy służyły kilku pokole­
niom, gdzie stanęły rodzinne grobowce, ale współcze­
śnie mała ojczyzna to miejsce ptzeze mnie oswojone,
w którym czuję się u siebie, działam, zmieniam mój
świat, tak jak chcę i mogę. Mała ojczyzna to także
świadomość miejsca, jego historii, losu. T o coś, co chcę
po sobie pozostawić przyszłym pokoleniom.
Dwór na Wysokiej to pamięć Żeleńskich, teraz zde­
rzona z rodzinną (Ani) tradycją sienkiewiczowską, to
miejsce najbardziej rozśpiewane w Polsce, do którego
przyjeżdżają setki i tysiące ludzi z całego świata, muzy­
cy, zespoły, specjaliści muzyki renesansu, młodzi i doj­
rzali. T u odbywają się międzynarodowe spotkania, kur­
sy mistrzowskie, tu spotkałem zespół śpiewaczy z Biało­
rusi, stare i młode kobiety, wzruszone serdeczną gości­
ną, Szkolę Kultury i Uśmiechu z Petersburga, grupę
kilkudziesięcioosobową, która uprawiała tańce i muzy­
kę renesansu maski i kukiełki. Wspaniałych ludzi.
Oczywiście dwór kosztuje, wymaga nieustannych
starań, zabiegów o sponsorów. Ciągle się jest na grani­
cy bankructwa, ale kiedy się wydaje, że to koniec znajduje się instytucja, fundacja, oferujące swą pomoc.
My, jurorzy Fundacji Kultury, też się do tego przyczy­
niliśmy, przyznając Pilchom I nagrodę w drugiej edycji
konkursu. Dwór się rozwija, obrasta w nowe pomiesz­
czenia, przybyła zabytkowa chałupa, ocalona przed
zniszczeniem (obecnie noclegownia młodzieży), kuź­
nia, zmieniona na warsztat, podziemia dworu, teraz wy­
łożone zabytkowymi płytami, które niecnota ksiądz
wyrzucił z kościoła, zastępując nowymi. W podzie­
miach tych będą wystawy malarstwa, fotografii.
I t u dochodzimy do istotnego dylematu - dla kogo
to wszystko? Dla gospodatzy (sposób na życie), dla go­
ści, jak juz powiedziałem - licznych, trochę dla dzieci
i młodzieży ze wsi. Trochę, ponieważ wieś i dwór to
dwie różne rzeczywistości. Wieś ma dom kultury, pop­
kulturę, muzykę głośną i nieskomplikowaną - dwór aż
dyszy kulturą elitarną, wzniosłą i piękną. A l e porozu­
mienia nie ma, to znaczy jest, ale tylko przez Kościół,
w którym Pilchowie śpiewają (zresztą nie to, co lubią
patafianie), i szkołę, gdzie Pilch uczy muzyki. Tylko te
punkty są styczne, wyczuwalny jest antagonizm dworu
i wsi, nie taki co prawda jak niegdyś, gdy w czasie raba­
cji Szeli chłopi rżnęli panów ze dworu, ale związany
z różnicą modeli kultury, zachowań. Dwór jest na ze­
wnątrz wsi. Pewnie drażniący tą muzyką, której wsi
trudno słuchać, drażniący swoją obcością. Nagroda dla
Pilchów to była nagroda dla nich za ich pracę we dwo­
rze, za popularyzację kultury mieszczańskiej, dworskiej,
za ro co dają młodym ludziom zainteresowanym daw-

488

�Aleksander Jackowski* MOJA MAPA KRAJU I OKOLIC

ną sztuką. Tak jest w większości przypadków, z który­
mi się zetknąłem. Po jednej stronie państwo, po drugiej
wieś. T o prawda, panowie kokietują wieś, ale są
w swym modelu życia, kultury dla tej wsi obcy.
Jest jednak wśród laureatów konkursu na Małe O j ­
czyzny przykład współdziałania jednej i drugiej społecz­
ności. Byłem tam ostatnio późną jesienią i odwiedzam
to miejsce, kiedy rylko mogę. Jest to:

Nadrzecze
Fundacja Kresy 2000. Wymyślił j ą i stworzył aktor war­
szawski Stefan Schmidt. Osiadł w wiosce pod Biłgora­
jem, niedaleko od miejsca, w którym mieszkali jego ro­
dzice. Ojca pamiętano, był doktorem, człowiekiem l u ­
bianym i poważanym. Schmidt od początku myślał
o miejscu, w którym mógłby działać na rzecz wsi. Dać
ludziom, jeszcze zakorzenionym w kulturze chłopskiej,
to, co cenił w teatrze, muzyce, plastyce. Miał wielu
przyjaciół w Warszawie. Wraz z żoną, Alicją Jachiewicz, krakowską aktorką o zniewalającym wdzięku, po­
stanowili stworzyć dom, w którym miejscowi ludzie bę­
d ą się czuli u siebie i który się stanie atrakcją dla gości
z Warszawy, Lublina, Krakowa, wybitnych artystów,
intelektualistów, ludzi ze świata kultury, polityki. Za­
czął najlepiej, jak było można. O d razu od wspólnej
pracy Na początku wsi stał mocno już zniszczony
krzyż, Schmidt przekonał wieś, by zbudować w rym
miejscu dużą, drewnianą kaplicę. Zaprojektował, vvyry *
sował, zdobył budulec. Nazwisko aktora,
przede wszystkim z seriali i filmów działało zarówno na
dyrektorów przedsiębiorstw iak i na mieszkańców
Nadrzecza. Pracowali razem, on i miejscowi Już był
ich już mówiono o nim z sympatią. A l e dom
nie
wszystko. Postanowił zbudować duży pawilon z ostra
\\ mit?isccm na w\'ster^v koncerty wystawy. Zanro
iektowałeo nanrawde cieknie I funkcjonalnie Rozsa'
d-a B O temperament różnorodne talenty Proiektuie
mała architekturę maluie miał nawet wystawę w la
b u k o w s k i e j Korderardze Ale norrzebne hyły nieniaWiesław
\ o wielu
c z l o w i e k

talentach
Śniewił
i d c n . Urzekła
u r z e K i d on
go atmosfera
dimosrera Nadrzecza
aurzecza. op
e ,

'
cperc

ą,

Y

T

ą

p.csenKą

¿TV
neapo

itansKą.

'

- •

i

n om .aspie aii

jemu. u r u p a starycn KODiet w swycn wiasnycn stro-

jacn, cudownycn, sziacnetnycn, zaprzeczającycn są­
dom o norrorvacui. strojom, które s ą w nasze, kulturze
najstarsze, niezmienne od średniowiecza. 10 nie byt
tolklor wyreżyserowany popis w kostiumach. U c h m a n
byt zachwycony. Zadziałał, poprosił zaprzyjaźnionych
malarzy, by ofiarowali na rzecz powstałej w Madrzeczu
fundacji po jednym obrazie. L U tez m e odmówił,
przewiózł je za darmo do Nowego orku. Konsulat po¬

larów zasiliło program fundacji. Powstał budynek nie
tylko ładny, ale i użyteczny.
Kiedy w związku z konkursem na Małe Ojczyzny przy­
jechałem przed trzema laty do Nadrzecza, mogłem zapo­
znać się z tym, co było, zobaczyć filmy Janusza Kędziora,
naprawdę dobre, profesjonalne - dokumentujące
z wdziękiem imprezy: teatralne - Zemstę Fredry w wyko­
naniu warszawskich aktorów (Cześnika grał Stefan
Schmidt); koncerty Janusza Olejniczaka i innych utytu­
łowanych muzyków; recitale poezji Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej (Norwid!), Wojciecha Siemiona; wystawy
obrazów Antoniego Fałata, Maśluszczaka, Dudy Gracza.
Pierwsza liga, nie żadne namiastki. Frekwencja zawsze
ogromna, raz, kiedy byłem, cały dzień padało, ale na sa­
li nie widziałem wolnego miejsca. Przywlókł się w tym
deszczu kulawy człowiek z Biłgoraja (8 km). Chciał zo­
baczyć występ, tyle słyszał o tym miejscu. Ugoszczono
mi zaimponowało - rolę gospodarzy przejęli lu­
dzie ze wsi. Organizowali przyjęcie, wcale nie skromny
poczęstunek, zachęcali, opiekowali się przyjezdnymi go­
śćmi, jako że każda impreza ściąga znajomych i niezna­
jomych Schmidta z Lublina, Warszawy.
Program nigdy nie jest sztywny, kiedy byłem ostat­
nio, po koncercie wszedł na estradę wójt, w kapeluszu,
wygłosił zgrabną orację, a po kilkunastu minutach
wiersze swoje czytała dziewczyna z sąsiedniej wsi. Śpie­
wały staruchy, ale jak! Oczywiście na początek Pieją
kury, pieją... spopularyzowane przez Grzegorza Cie­
chowskiego (to teraz ich hymn).
Panu Schmidtowi Fundacja Kultury (inicjator i or­
ganizator konkursu na Małe Ojczyzny) przyznała I na­
grodę. Okazuje się, że można dać ludziom sztukę wyso­
kiego lotu, trzeba to tylko umieć i chcieć.

Rzepczyno
Wieś liczy 200 mieszkańców, z których pracę ma 7.
Gmina maleńka, biedna, wśród ludzi nastrój bezna­
dziei. Inercja. Oczywiście alkoholizm.
Po likwidacji pegeeru zostały zniszczone zabudowa­
nia, duży dwór, a właściwie pałac, wypalony w czasie
wojny, zdewastowany. Z n i m właśnie związany jest pro­
jekt, zgłoszony na konkurs „Małe ojczyzny - tradycja
dla przyszłości". Wytypowaliśmy go, jurorzy w Fundacji
Kultury, do puli finałowej, dlatego też trzeba było do
tego Rzepczyna pojechać, zobaczyć, co tam się dzieje,
co zrobiono. Już przyzwyczailiśmy się do tego, że każdy
wyróżniony przez nas projekt jest inny od pozostałych,
niepowtarzalny, związany ściśle z osobą lidera. Oczywi­
ście w naszej rzeczywistości musi mieć instytucjonalne
zaplecze, fundację, stowarzyszenie. Także t u mamy sto­
warzyszenie Towarzystwo Pracy Twórczej, ale w istocie
wszystko opiera się na jednej osobie. Niesamowitej. N a
pani Zofii Langowskiej.

mógł w zorganizowaniu aukcji. Kilkanaście tysięcy do­

489

�Aleksander Jackowski* MOJA MAPA KRAJU I OKOLIC

Niewielka, korpulentna, wygląda na pracownika
frontu kultury, bibliotekarkę. I taką była do czasu, gdy
uznała, że może zrobić dla świata i ludzi nieporównanie
więcej. Sympatyczna, niepozorna. Dłonie najchętniej
trzyma na biuście. Uśmiecha się takim trochę zawsty­
dzonym uśmiechem petenta. A l e w oczach, w sposobie
rozmowy ma coś, co nie pozwala zbyć jej drobiazgiem absolutne przekonanie o słuszności swoich racji. Prze­
cież nigdy nie prosi dla siebie. Tego się nie widzi, ale
ona nigdy nie prosi sama, stoi za nią wiara, przekonanie,
ze Matka Boska, do której modli się co rano, na pewno
jej pomoże. I pomaga. Kiedyś, gdy już wydała młodzieży
w internacie ostatni kawałek chleba, zaprzyjaźniony
proboszcz skarcił ją, tłumacząc, że trzeba było wcześniej
oszczędzać, nie dopuszczać do takiej sytuacji. Wzruszy­
ła ramionami, pomodliła się żarliwie, ufna, że jej Matka
Boska nie zawiedzie. N o i o świcie przyjechała ciężarów­
ka z jedzeniem, zapasem mąki, kaszy - przysłała ją daw­
na koleżanka, która miała gospodarstwo i dowiedziała
się, że pani Zofia prowadzi internat. Poszła więc do księ­
dza, widzisz - powiedziała - jaki z ciebie niedowiarek.
W istocie cały projekt, sprowadza się do jej osoby,
nieprawdopodobnej mocy działania. N i m jeszcze za­
kończy jedno zadanie, już planuje następne. Zawsze
przekraczające siły człowieka. Niewykonalne. A l e ona
tego nie widzi. Matka Boska pomoże, twierdzi i dosta­
je od ludzi wszystko, czego potrzebuje. Już raz w ten
sposób dostała materiały budowlane, ludzi do pracy,
odbudowała pałac, teraz w Rzepczynie zabrała się do
odbudowy następnego. Nie dwotku, ale dworu, pałacu.
Wypalony wymagał prac budowlanych, dachu, a więc
dachówek, okien, stolarki - wszystko dostała od do­
brych ludzi, firm, przedsiębiorstw. Teraz, kiedy oglą­
dam odbudowany budynek, mądrze, pięknie wyposażo­
ny, z gazowym ogrzewaniem, nie mogę pojąć, jak do te­
go doprowadziła. Jak ze swoją niezachwianą wiarą
i z promiennym uśmiechem przedziera się przez jaszcz
finansowych paragrafów, przepisów? Wolę o tym nie
myśleć. A dodać muszę, że w pałacu zorganizowała Po­
licealne Studium Rzemiosł Artystycznych, z pracow­
niami witraży konserwacji stolarki artystycznej ma­
larstwa ściennego i instrumentów muzycznych. Uczy
się w nim trzydziestu trzech młodych ludzi z najbied­
niejszych rodzin i domów dziecka. T u mają internat,
pełne utrzymanie. Początkowo nauczyciele dojeżdżali
i uczyli bez pensji zarażeni pasją pani Zofii Teraz stu­
dium działa już oficjalnie, w systemie ministerialnym
a nóziom prac które widziałem, jest naotawde wysoki
Młodzież zainteresowana" 'folklorem stworzyła zespół
Rzecezvn Folk Band którv koncertuje i "dobvwa na
grody na konkursach. Rzeźbi, maluje
' Pani Zofii udało się pozyskać doskonałą dyrektorkę
Studium, historyka sztuki. Namówiła ją do zamieszka­
nia w Rzepczynie. Teraz myśli o tym, jak pomóc l u ­

dziom, jak zintegrować środowisko lokalne z działal­
nością Domu Pracy Twórczej. Jej najbliższe plany to
gazyfikacja wsi, sieć wodociągów, małe zakłady prze­
twórstwa spożywczego; dalsze - kąpielisko, basen
25-metrowy dla wsi i turystów - ekologiczna szkoła
„zielona", ogród botaniczny, lecznica dla zwierząt le­
śnych okaleczonych przez kłusowników, skansen,
stadnina z końmi dla gości, domki dla wczasowiczów,
a obok nich ogródki z ginącą wiejską roślinnością.
A więc agroturystyka jako szansa rozwoju wsi. Szanse
są, teren jest piękny, czysty. A „najważniejszym pro­
blemem - jak pisze pani Zofia w aplikacji do Fundacji
Kultury - jest ukazanie ludziom, że są potrzebni, przy­
wrócenie i m wiary w swoje możliwości, odbudowanie
dobrosąsiedzkich stosunków i solidarność, stworzenie
więzi międzyludzkiej dla wspólnego budowania przy¬
szłości, odkrywania swych korzeni i szukanie dawno
zapomnianych tradycji".
Nie wiem, na ile te pomysły znajdują akceptację.
Być może zaskakują, a nawet niepokoją. Czy uda się
zaktywizować środowisko tak już porażone bezczynno­
ścią, inercją? Znam przykłady (także z Małych O j ­
czyzn), kiedy rozmach działania jednostki kończył się
porażką, a przecież zamierzenia pani Zofii przekraczają
wyobraźnię mieszkańców wsi. Jedyne, co uspokaja, to
wiara w moc jej wiary. Niezależnie jednak od tego, jak
potoczą się losy pani Zofii, jej przykład pokazuje, ile
może zdziałać jednostka, zwłaszcza niepowtarzalna
i niezastąpiona.
P.S. Pani Langowska została oczywiście laureatką
piątej edycji konkursu Małych Ojczyzn.

Sztokholm
Przyjaciele zaprosili mnie do Szwecji i ażebym się nie
nudził, kupili mi bilet na koncert zespołów cygańskich
i węgierskich. Właśnie wtedy, na tym widowisku, H o n wedzi z Węgierskiego Zespołu Tańca sprawili, że pomy­
ślałem o Tadeuszu Sygietyńskim i początkach „Mazow­
sza". Zespół węgierski tańczył w strojach stylizowanych
na codzienne, mężczyźni klepali się bez przerwy, głośno
i szybko, w sztylpy, uda, ręce - gdzie się dało. Trzepot
tego klepania znudził mnie juz po kilku minutach, coś,
co ma sens na weselu czy zabawie, zamienia się na es­
tradzie w greps choreograficzny. Szwedji patrzyli jednak
w zachwycie - porywał ich temperament tancerzy, wygibasy nóg, wykręcanych jak tylko się dało, a nawet
i bardziej. Chłopcy klepali się w zapamiętaniu, raz wy¬
żej, raz niżej. Ale pojawiły się dziewczyny, wiotkie, smu¬
kłe, wdzięczne w ruchach. Teraz chłopcy obskakiwali
je, zapamiętali w tym tupaniu i trzepocie dłoni uderza­
jących w cholewki. Zatracali się w rym wirze, w podnie­
cających rytmach
^ one spokojne, opanowane Wład-

490

�Aleksander Jackowski* MOJA MAPA KRAJU I OKOLIC

cze. Już po chwili wiedziało się, że to one tu panują. Fi­
gurynki z Tanagry, tancerki z waz greckich. Połączenie
niewinności z rozwagą. Kuszące tą demonstracyjną nie­
winnością. Więc chłopcy prześcigają sami siebie, ska­
czą, zwijają się, demonstrują swoją jumośc. A one spo­
kojne, ruchy pełne wdzięku, kuszące błyskiem oka i de­
likatnym trzepotem rączek. K t o je tego nauczył? Kuszą,
a zarazem patrzą trzeźwo. Wybierają. Czują, że jeśli się
chce zachować urok dziewiczości, trzeba być piekielnie
rozważnym. Prowokować, ale nie dać siebie sprowoko­
wać. Trzymać zmysły na postronku.
T o pewnie dlatego tak często czytamy o dziewczy­
nach, które podporządkowywały sobie chłopców, zachę­
cając ich do czynów okrutnych. Byli w ich rękach niemal
bezwolni. A one rządziły. Zimne, piękne, pociągające.
Taniec porywał. Widz wciśnięty w fotel czul przeni­
kający go rytm, a oni tam - na scenie - dyszeli ciężko,
zapamiętani w ruchu, podczas gdy one - wiejskie bo­
ginki - kokietowały, prowokowały - i z niewypowie­
dzianą gracją powstrzymywały zalotników. Patrzyłem
na scenę, juz wciągnięty w tę grę, poddany rytmowi
muzyki. O d dawna nie widziałem tak wyraziście zaryso­
wanej granicy żywiołów: kobiecego i męskiego. Podda­
łem się urokowi dziewczęcości, której nikt nie uczy,
która płynie z doświadczeń pokoleń. Pomyślałem
o symbolice wianka, welonu. Pomyślałem o tym, jak
chciał widzieć „Mazowsze" Tadeusz Sygietyński, co go
szczególnie wzruszało w naszym folklorze.
Często ostatnio myślę o Tadeuszu, był w pewnym
okresie życia ważny dla mnie. O wiele bardziej niż ja
dla niego, przede mną otwierały się różne drogi, on
koncentrował się już tylko na „Mazowszu". Byłem mu
potrzebny nawet nie do załatwiania spraw w Minister­
stwie Kultury, bo tu więcej mógł zdziałać Kazimierz
Korcelli (dramaturg), ale do sprawdzania swoich kon­
cepcji, do tego, by przy nim być, dodawać mu energii.
Pozornie byliśmy na antypodach, ja, jeszcze nie cał­
kiem opierzony, tracący naiwne złudzenia, on - do­
świadczony, syty życia, już u jego schyłku. Ale ani alko­
hol, ani lata estrady, kabaretów, nocy spędzonych
w „Adrii" i podrzędnych knajpach nie zabiły w nim
wrażliwości. Wewnętrznej czystości. Zjednywała mnie
jego żarliwość, pasja w tworzeniu zespołu. T o był cel,
do którego dążył. Mira Zimińska mówiła m i , że już na
wiele lat przed wojną chciał pokazać na scenie folklor,
który znał z Kolberga i własnych zapisów we wsiach
kurpiowskich. Znałem partytury jego trzech szkiców
symfonicznych, na moją prośbę wykonał dwa z nich
(oberka i mazura) W i t o l d Rowicki z warszawską Fil­
harmonią. Ale na próbie. Po niej uznaliśmy, że to jed­
nak nie jest odpowiednie miejsce dla tej muzyki. Sygie­
tyński miał ogromny talent, komponował piękne me­
lodyjne piosenki ale w większych formach nie czuł się
dobrze miał kłopoty z instrumentacją (mimo dawnych
491

studiów u Weberna). Nie pociągały go eksperymenty,
w folklorze cenił przede wszystkim dwa żywioły: melodyczność i rytm. Nie szukał, jak np. Karol Szymanow­
ski czy Andrzej Panufnik, inspiracji do poszukiwań to­
nalnych, nie fascynowała go specyfika muzyki góral­
skiej, pentatonika. Najważniejsza była dla niego śliczność, wdzięk pieśni i zadzierżystość rytmów tanecz­
nych. Jeździłem z n i m sporo po wsiach kurpiowskich
i opoczyńskich, widziałem, co go fascynuje. Liryka.
Ten wymiar szlachetności, który przenika kolędy, któ­
ry tak przenikliwie prosto wyraził Chopin w środkowej
części Nokturnu h-moll (Lulajże Jezuniu).
W tym miejscu muszę wspomnieć o tym, co przed
wojną i tuż po niej można było usłyszeć w radiu. Była
to rżnięta kapela Dzierżanowskiego, wszelakie Gęsi za
wodą, kaczki za wodą, nic wspólnego z góralszczyzną nie
mające W murowanej piwnicy... albo Góralu, czy ci nie
żal. Chłopskość pojmowano rubasznie, nie chcę powie­
dzieć chamsko, ciężkie rytmy podpitego pospólstwa.
Tego Tadeusz nienawidził. Piosenki, które pisał, były
absolutnie pozbawione wulgatności. Czarowały subtel­
nością, pięknem, które było i jest w folklorze, które
znajduję też w wielu pieśniach „Mazowsza" - Hej, prze­
leciał ptaszek. Kukułeczka, Zachodźże słoneczko... A tak­
że w tańcach, zwłaszcza kurpiowskich, które znam
z pierwszego programu. Właśnie w nich, w tańcach,
które układał Eugeniusz Papliński (jeszcze pod okiem
Tadeusza). Była to wieś urzekająca, kolorowa, w kar­
bach ceremonialności. Wieś odświętna, idealizowana.
Jeden aspekt folkloru. Powiedziałbym - dziewczęcy.
Uosabiała go prześliczna, młodziutka Zdzisia Kachny
(później - Grąbkowska), ulubienica Tadeusza. Kiedy
tańczyła a miało się wrażenie że jest ona do tańca
stworzona, emanowała z niej dziewczęcość, niewin­
ność piękno - które tera po 50 latach, odnajduję
w panienkach z honwedzkiego zespołu.
7

Tadeusz opowiadał m i wiele razy, jak po wojnie
kształtował się w nim zamysł stworzenia zespołu inspi­
rującego się folklorem. Do Warszawy przyjechał w po­
łowie lat czterdziestych
bułgarski „Rosną Kit­
ka". Same dziewczęta. Osiem, może dwanaście. T o by­
ło to, o czym myślał. Postanowił więc, że stworzy polski
odpowiednik tego zespołu. Dostrzegało się to w pierw­
szej fazie tworzenia „Mazowsza". Przeważały pieśni,
niektóre śpiewała grupa dziewczęca, lekko poruszając
się w rytm melodii, tak jak to widziałem na wsi ukraiń­
skiej, kiedy kilka dziewczyn obejmowało się i przymy­
kając oczy, kołysało, śpiewając tęskne dumki. Najpięk­
niejsza, najbardziej autentyczna, surowa w swej urodzie
była Zachodźże słoneczko... Wtedy pieśni dominowały,
tańce były mniej eksponowane. M a m wciąż w oczach
te pierwsze występy, poruszające, łzy mi ciekły, gdy
przygasły reflektory i usłyszałem pierwsze dźwięki tej
pańszczyźnianej Zachodźże... Uważaj, pouczał mnie Ta-

zespół

�AUćsmfer Jackowski* MOJA MAPA KRAJI I I OKOLIC

deusz, później już tego nie będzie... Czego? Piękna?
Aury? Cud pierwszego razu powszednieje, napięcie
opada. Urok świeżości mija, uśmiech dziewczęcy ga­
śnie, pojawia się profesjonalizm. Ale okazało się, że nie
tylko scena ma swoje wymogi. „Mazowsze" stało się
najlepszym towarem propagandowym. Tadeusza już
wtedy nie było, do Karolina przyjechał ze Stanów wiel­
k i , słynny imptesario Sol Hurok. Słyszałem jego ko­
mentarze, uwagi, polecenia kierowane do pani Miry.
Za duzo piosenek, jeśli juz koniecznie chcecie, to niech
się to rusza, korowody i t d . Więcej tańca. Cyrku.
Tego nie powiedział wprost, ale ciągłe porównywanie
z rosyjską Bieriozką, a zwłaszcza Mojsiejewem, wyraźnie
określało, czego oczekuje. Trzeba było podjąć konku­
rencję na tym cyrkowo-estradowym poziomie Mojsiejewa, z nim wygrać na amerykańskich estradach. N o ,
i trzeba było tak kształtować profil zespołu, by chwytał
od razu za serca. Po popisach w podnoszeniu chłopców
przez dziewczęta zrywała się burza oklasków. Tańce,
sceny finałowe, uroda kostiumów to wszystko wiodło do
obecnego kształtu zespołu. Wielkiej rewii ludowej. Re­
wii, w której najprawdziwszy jest strój, kostium. Choć
i on uległ wzmocnieniu, trzeba byto „podbić" kolory,
podobnie jak dziewczyny przemienić w uśmiechnięte
girlsy. Wiejskie dzieci, autentyczne panienki wymienio¬
no z czasem na pochodzące z miast absolwentki szkół
muzycznych i baletowych. Kicz, którego nie było w po¬
czątkowej fazie „Mazowsza", wkradł się i zadomowił
w zespole. Przez łata program koncertów zawierał mój
wstęp. Był chyba szczery (nie mam odwagi zajrzeć do
niego), ale przyszły lata, gdy to, co pisałem, co ceniłem,
zaczęło mieć mało wspólnego z tym, co się działo na
scenie. Mira prosiła, napisz nowy. Nie mogłem, nie
chciałem. T o już nie było moje „Mazowsze". A to daw­
ne, ze Zdzisią, Krysią Jusińską, Irką Wiśniewską (obec­
ną Ireną Santor), przywołał mi w pamięci sztokholmski
występ węgierskiego zespołu.
•

•

•

W Kulturhuset dwie wystawy, szeroko reklamowa­
ne. Obrazy norweskiego malarza O d d Nerdruma. Ma­
luje realistycznie i to z wielką sprawnością. Jego płótna,
dużego formatu, mają nastrój. A przy tym są patetycz­
ne, i to zarówno autoportrety (w różnych pozach i ko­
stiumach), jak i pejzaże - patetyczne typowym smęt­
kiem północnego nieba. Na tym można by poprzestać,
gdyby nie pewien szczegół. W co trzeciej pracy Nerdrum świntuszy. Bez wdzięku, raczej z niemiecko-koszarowym poczuciem humoru. A oto portret od góry jak z pałacowych płócien, dostojny, w złocistym kafta­
nie. O d dołu zadziera go do góry, eksponuje tłusty,
babski brzuch i penis, jak palec wskazujący, zadarty do

492

góry. Na innym obrazie goła baba sika, na jeszcze i n ­
nym załatwia również inną pottzebę.
Autor nazywa swą sztukę kitschmalaren, czyli malar­
stwo kiczowate. 1 znów dla popisu, dla chleba panie...
Żaden to kicz, nie każda obrzydliwość jest kiczem, ale
hasło jest nośne, ludzie przychodzą. U nas też wystar­
czy, by na wystawę nazwaną kiczem waliły tłumy,
z dziećmi i tobołami. Signum temporis. Nazwij serial te­
lewizyjny ambitnym, na wysokim poziomie - widownia
zmaleje, a przeciwnie - powiedz, że drobnomieszczański, kiczowaty - i już sukces ffekwencyjny pełny. Nie­
stety... Piszę o tej wystawie, ponieważ jej ważny aspekt
związany jest z prymitywizacją i degradacją gustów za
sprawą telewizji, siteomów, seriali, zwłaszcza południo­
woamerykańskich.
Wielu dziś artystów umie dobrze malować, także
w kategoriach realistycznych, akademickich. Precyzyjny
rysunek, świadomość koloru, formy. Ale coś ich musi
przecież odróżniać od dawnych mistrzów. Surrealistycz­
ny pejzaż, udziwnienie, wprowadzenie abstrakcyjnej
konstrukcji w obraz realistycznie malowany (jak choćby
u Henryka Wańka). Mistyka, symbolizm, a także - jak
widać na norweskim przykładzie - prowokowanie złym
smakiem. Już nawet nie brzydotą, ale obrzydliwością.
A dwa piętra wyżej doskonała wystawa, ponad setka
fotografii Mary Ellen Mark: Amerykańska
Odyseja.
Ameryka, jakiej nie znamy, i nie wiem, czy chcemy
znać. Brudne, zaśmiecone, smutne ulice. Kosze od
śmieci, budki telefoniczne w stanie nie lepszym niż war­
szawskie, ludzie. Właśnie ludzie. Oderwać się nie mo­
głem od tych zdjęć, migawkowych, bezbłędnie prezen­
tujących istotę smutku, beznadziei, zagubienia. A n i jed­
no zdjęcie nie jest upozowane, a przecież widziane
w masie mają w sobie wyraźne cechy wspólne. Są do­
skonale skomponowane, zobaczone, ale na innej zasa­
dzie, niż to się zazwyczaj robi. Każde ma psychologiczny
i społeczny podtekst. Dzieci przedwcześnie dojrzałe,
Murzynki o smutnych oczach, mężczyźni, którzy już na
nic nie liczą. Maleńkie dziecko tresowane do konkursu
piękności, aktorzy, których znamy z przedwojennych
filmów, zniszczeni życiem. Ludzkie wraki. Ale nie tylko
treść działa na widza, lecz w równej mierze sposób w i ­
dzenia (i fotografowania) pani Mark. Jedno zdjęcie nieupozowane, trzaśnięte w chwili nieuwagi modela, nie
robiłoby tego wrażenia ale już setka zwraca uwagę na
świadomość fotografa, na antypozy konsekwentne i po­
dobne do siebie Ciekawa wystawa Już nie po raz pierw­
szy właśnie fotografie zapadają mi w pamięć na równi
z ważnymi dziełami sztuki. Wielkie moje przeżycia
ostatnich miesięcy: Vermeer w Wiedniu, Velasquez
i Goya w Prado oraz Salagado w Warszawie. Niesamo­
wite zdjęcie z kopalni złota, koszmar ludzkiego trudu,
upodlenia. Nasuwa się na myśl Piekło Dantego.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11408" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11386">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7cf0d993719c5d63c6487bf99d46b459.pdf</src>
        <authentication>122e6ae2b78811d533e0bc19a009c67a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135856">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5435</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135857">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135858">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135859">
                <text>Olędzki, Jacek (1933-2004)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135860">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5053</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135861">
                <text>Jacek / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135862">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.241</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135863">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135864">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135865">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135866">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135867">
                <text>C

iężko mi pogodzić się z jego śmiercią, był młod­
szy, pełen pasji do ostatnich chwil. Niepokorny, ale wierny w przyjaźni, choć rugał mnie niemiłosiernie za pomnik na placu Krasińskich. Patrzył
na niego z okna swej mansardy i na mnie wylewał swą
złość - byłem przecież kiedyś w wojsku, w artylerii oczekiwał, że to świństwo wysadzę. A ja już zmieszczaniałem, nawet tego nie umiałem zrobić dla przyjaciela! Był fascynujący, ale trudny. Fotykał się o własne
nogi. "Świat" takich nie lubi, nigdy nie wiadomo, co
im przyjdzie do głowy. Hierarchię urzędową przyjmował z pokorą, ale tak wyraźną, że dostrzegano w niej
ironię. Zapewne słusznie. A przecież przerastał swoich
utytułowanych zwierzchników i kolegów o głowę. Co
najmniej. Wobec tego nie znalazło się dla niego po
studiach miejsce w katedrze etnografii. Zresztą nie
chciano w niej widzieć ani Ludwika Stommy, ani
Zbyszka Benedyktowicza. Stomma został wtedy profesorem na paryskiej Sorbonie, Benedyktowicz uwikłał
się w redagowanie "Kontekstów" (fantastyczne numery), związał się z katedrą dopiero w ostatnich latach.
Jacek znalazł przytulisko w Instytucie Geografii, co
miało tę dobrą stronę, iż mógł wyjechać na stypendium do Afryki, i co jeszcze ważniejsze - badać społeczność wsi Murzynowo. Przez lata. Systematycznie,
mądrze. Parniętam seminarium folklorystyczne, które
prowadziłem na zamku w Książu. Program był napięty,
Jacek miał mówić od 8 do 10. Ale mówił tak fascynująco, że słuchaliśmy go do samego obiadu, a później do
kolacji, i znów po niej. Byłem tak wzruszony, jak gdybym słuchał relacji Bronisława Malinowskiego z wyprawy do Trobriandów. Jacek umiał widzieć. Inni patrzą, lekceważą to, co dokoła - a dla niego ważne były
rysunki dzieci na boisku, napisy w tramwajach wszystko. Interesowali go ludzie, umiał dostrzec
w nich to, co ważne, ciekawe. W Mongolii, w Afryce,
na Kurpiach. Cudownie patrzył, czuło się, że dla niego
jest ważne to, co mówię. Znałem tylko dwóch takich
ludzi umiejących słuchać- Ludwiga Zimmerera i Jacka. Mówiono im wszystko, już nawet nie jak na spowiedzi, ale na torturach. Wszystko. Przecież tak namiętnie słuchali!

Ludzi z Murzynowa traktował jak przyjaciół. Szai co ważne- lubił. Oni o tym wiedzieli i starali
się serdeczność odwzajemnić. To były kontakty mię­
dzyludzkie, a nie etnograficzne wywiady. Książka Munował

rzynowo. Znaki istnienia i tożsamości kulturalnej mieszkańców wioski nadwiślańskiej XVIII-XX w. (W-wa,
1991) jest pozycją znakomitą, a Kultura artystyczna
ludności kurpiowskiej (Wrocław, 1971) najciekawszą,
jaką znam, relacją o kulturze ludowej . O sztuce.
A sztukę Jacek widział znakomicie, obserwując i fotografując z całą świadomością artystycznej wartości
obiektu. Umiał dostrzec urodę glinianego konika, kozy prostyńskiej, monumentalizm wotów woskowych,
które odkrył w kurpiowskich peregrynacjach. Jego
wrażliwość artystyczna była niezwykła i to nie tylko

ALEKSANDER JACKOWSKI

Jacek

w środowisku antropologicznym. To on zwrócił mi
uwagę na Jerzego Kalinę, zmusił do przyjścia na Dworzec Centralny, gdzie obaj badali reakcję publiczności
na zawieszony pod sufitem wielki sześcian. Pogonił
mnie na Świętokrzyską, gdzie Kalina stworzył znakomitą rzeźbę, wchodzących pod ulicę i wychodzących
ludzi. W galerii przy bramie Uniwersytetu zrobił wystawę fascynujących rzeźb - z zapałek, suflera w jednym z warszawskich teatrów (Kornaś?). Zajmował się
kowalstwem, rzeźbą, plastyką obrzędową, wotami, obrazami, wrażliwością estetyczną i preferencjami chło­
pów, światopoglądem, ich współczesnością i historią.
Większość jego artykułów znaleźć można w rocznikach, "Kontekstów". Wiedział, że w tej redakcji ma
prawdziwych przyjaciół, że czekamy z niecierpliwością
na każdy jego tekst.
Był wierny ludziom, z którymi się przyjaźnił. Wiedział, że ma wpatrzonych w siebie uczniów, budził
w nich wrażliwość, poczucie odpowiedzialności. Czcią
otaczał pamięć Andrzeja Hemki, który odszedł nie
mogąc znieść naporu życia. Wpływał na studentów,
rozszerzał pole ich wyobraźni. Ja też wiele mu zawdzię­
czam, był kimś. Tak jak niegdyś jego profesor Witold
Dynowski, którego wykłady trudne były do zanotowania, ale zostawały w pamięci.
Dynowski otwierał perspektywę na wielki świat,
inne kultury, to było więcej niż znajomość szczegółu,
uwarunkowań tylko jednego środowiska. Podobnie Jacek. Uczył patrzeć na świat, widzieć go i opisywać.
Także fotografować. Ale czy ktoś zechce i zdoła pokazać na wystawie jego fantastyczne zdjęcia z Kurpi,
Mongolii, Afryki? Byłyby dopełnieniem książek i artykułów.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11431" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11409">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/683a2c377ecc15d4e5d4ff68cee5bba1.pdf</src>
        <authentication>3b1d447ff7585803cc69822f08387ecb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3315</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136213">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136214">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3107</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136215">
                <text>Wizje Ludwika Holesza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136216">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2, s.13-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136217">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136218">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136219">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136221">
                <text>Aleksander Jackowski

WIZJE LUDWIKA HOLESZA

Jego

malarstwo

nazywają

naiwnym.

Ale

1

jeśli

mówić

naiwności, t o o d n i ó s ł b y m ją n i e d o o b r a z ó w lecz d o

d o chęci p o z n a n i a t o g o , co b y ł o , l u b t e g o , co i s t n i e j e p o z a
ziemską cywilizacją.
się n a u k o w c y ,

Przywykliśmy

chemicy

badają

d o t e g o , żo n a u k ą

naszą

zajmują

p i e r w i a s t k i , geologowie

z i e m i . A l e co m a r o b i ć g ó r n i k z a f a s c y n o w a n y

o

postawy,

dzieje

przeszłością, s k o r o

linki.

,,A

to było

t a k i e miejsce,

jakby jaka wyspa

szczęśliwa

n a ś w i e c i e , b o D o l i n a , o s ł o n i ę t a o d w i a t r u ze w s z y s t k i c h s t r o n ,
kazała s z y b c i e j róść t r a w o m i d r z e w o m . "

2

kieh

poza

j a k człowiek"

i ptaków,

których

Wśród paproci „wiolDolinką

„nigdzie

n a ś w i e c i e n i e m a " c z u ł się n a j l e p i e j . K o c h a ł t o m i e j s c e .
w

n i m ukrytych

Szukał

skarbów zbójeckich, o których opowiadał m u

n i g d z i e , w żadnej księgarni, a n i b i b l i o t e c e p u b l i c z n e j n i e może

d z i a d e k . Czasem b r a l nożyk do ręki i z k o r y l u b kawałków d r e w ­

znaleźć książek przedstawiających w i z j e e p o k i , w której p o w s t a ­

n a strugał p t a k i . Już n i e pamięta, c z y właśnie w t e d y , czy później

wał węgiel. Górnik — Holesz

wszyst­

g d y wracał w m a r z e n i a c h do D o l i n k i —

dawniej

myśl, a b y ją namalować. Pociągała go m u z y k a . P o l a t a c h w s p o m i ­

t y m określeniu

nał: „Czasem było m i s m u t n o . N a j s m u t n i e j w t e d y , g d y j e d e n mój

kim

myśli i wyobraża

wyglądać. N a i w n e ,
jest

samodzielne

dotarcia

do

c z y t a , co m o ż e , alo p r z e d e

sobie j a k t o wszystko

musiało

j e ś l i się j u ż u p r z o m y p r z y

szukanie prawdy,

istniejących

i to nie tyle

wiadomości,

co

próby

k o l e g a przyniósł s k r z y p c e , co m u j o ojciec kupił, a l e m n i o n a w e t

wyobrażenie

nie pozwolił dotknąć. J a n i c n i g d y n i e miałem prócz tego nożyka

przez

przez

s o b i e , co i j a k m o g ł o b y ć . T a naiwność j e s t w i s t o c i e
jak

magia)

istnienie

wynikiem wiary

praw

wyobraźni,

pizyrody,

w

które

t a k a b y znane

logiczną
można

strukturę

sposób p r z y c z y n o w o - s k u t k o w y . R z e c z

(podobnie
świata,

przewidzieć

n a m f a k t y wiązały

przyszła m u d o głowy

w

wysiłkiom

się ze s o b ą

t y l k o w t y m , że

do

s t r u g a n i a ptaszków.

W

faktów

roboty

p r a c o w a ł o d ś w i t u d o n o c y , n a k s z t a ł c e n i e się b r a k ł o i

czasu

najbardziej
3

chciałem

mieć

l a t a c h o k u p a c j i został w y w i e z i o n y
przymusowe

do Niemiec.

razem

„Myślenie

z bratem na

o Ptasiej

się b a l e m , c z y j e j n i e o k a l e c z y l i , c z y n i o w y p ł o s z y l i z n i e j p t a ­
ków. Zaraz j a k wróciłem poszedłem t a m i ucałowałem

nię i fantazję.

trawę."

przejawia

n i e t y l k o w myśli c z y słowie, ale i w w i z j i p l a s t y c z n e j . Sądzę,
ż e n i e p o p e ł n i ę b ł ę d u d o s z u k u j ą c się t r z e c h ź r ó d e ł
fantazji,

Holeszowskiej

t r z e c h c z y n n i k ó w , które m o g ł y określić j e j c h a r a k t e r .

Są t o : p o p i e r w s z e —

p a s j a p o z n a w c z a , d o c i e k l i w o ś ć , n i e skrę­

p o w a n a wiarą, biblijną koncepcją świata. P o d r u g i e —

folklor

Dolinie,

t o , że muszę d o n i e j wrócić, t r z y m a ł o m n i e p r z y życiu. Ciągle

i środków. M a j e d n a k o d dzieciństwa ciekawość świata, w y o b r a ź ­
J e s t t o p r z y t y m f a n t a z j a , która się

wtedy

Śniło m u się, że m a l u j e ,

śniły o b r a z y , D o l i n k a .

w

t y c h H o l e s z z n a n i e w i e l e . A l e skąd m a j e znać 1 Ż y c i e miał ciężkie,

A

s k r z y p c e i trochę f a r b do m a l o w a n i a . "

wiosenną

4

W r ó c i ł w 1945 r . M i a ł w ó w c z a s 2 4 l a t a . Ożenił się, zaczął p r a ­
cować w k o p a l n i „Moszczenica". O m a l o w a n i u n i e było
choć

często

dom.

Zaczął stawiać

w

o

Świerklanach

t y m myślał.
go

Trzeba

było

n a kawałku

Dolnych. W

istocie

najpierw

ziemi, który
były

to

mowy,

wybudować
żona

dwa domy,

miała
naj­

śląski, j a k n p . m i e j s c o w o l e g o n d y o p o s z u k i w a c z a c h zbójnickiego

p i e r w p r o w i z o r y c z n y , a b y b y ł o g d z i e mieszkać podczas

s k a r b u i t p . Po trzecie —

w ł a ś c i w e g o , t e g o „ n a całe ż y c i e " . P i e n i ę d z y m i e l i m a ł o , w s z y s t k o

wrażliwość n a piękno p r z y r o d y .

N a piękno t o wrażliwy był o d dziecka. Chodził z k r o w a m i
sąsiadów d o położonej

w pobliżu w s i , t a k zwanej

Ptasiej

Do­

więc robił s a m , p o p r a c y w

budowy

k o p a l n i . „ B u d o w a ł e m dziesięć l a t ,

mówił. Żona była obarczona r o d z e n i e m , a j a s a m robiłem

ceg-

13

�łę,

potem

drzwi,

wypolałem,

murowałem

ściany."

S a m robił

5

okna,

meble.

P e w n e g o r a z u znalazł w szybie
wyraźnie

odciśnięty

był

ślad

kawałek

jakiejś

węgla w

rośliny,

którym

paproci

—

jak

sądził. Zainteresowało go t o , wkrótce znalazł więcej t a k i c h ska­
m i e l i n ze ś l a d a m i z a m i e r z c h ł e j
myślałem

jak to

dawniej

przeszłości. „ 1 w t o d y sobie p o ­

b y ł o , że

i t a myśl n i e dawała m i s p o k o j u . "
dów. N a papierze

woskowanym,

6

musiał

istnieć

inny

świat

Zbierał o d c i s k i roślin,

owa­

który miał zawinięte

śnia­

w

danie odrysowywał w z o r y z większych brył i gromadził w d o m u .
Usiłował

na

podstawie

tych

sobie j a k wyglądała z i e m i a
rosły o g r o m n e
jawie.

fragmentów

dziejów

wyobrazić

w epoce karbońskiej, k i e d y

jeszcze

l a s y , p a p r o c i e . W y o b r a ż a ł t o s o b i e w e śnie i n a

Wyobraźnię

ma

konkretną,

umysłowość

racjonalną,

bez c i e n i a m e t a f i z y k i , częstych u górników zainteresowań
g i j n y cli

czy

okultystycznych.

Postanowił

swoje

wizje

reli­

,,Kar-

b o i i s k i e " namalować. Ale n a j p i e r w trzeba było ukończyć d o m .
Pierwsze
z

pokostem.

sobie

czarno-białe
Żona

sam, z

dala

krowiego

obrazy

malował

m u stare

mieszając

prześcieradło,

l u b końskiego

włosia.

Kiedy

już w y k o ń c z o n y

i s k o ń c z y ł y się n a j w i ę k s z e k ł o p o t y

żona

może już

uznała,

że

k i l k a olejnych farb —

zająć

sadzę

pędzle

się m a l o w a n i e m .

dom

I

erze

karbońskiej

był

finansowe,
Kupiła

mu

zieloną, czerwoną, fioletową, żółtą i b i a ­

łą. „ A l e , m ó w i H o l e s z , n i c t o j e s z c z e n i e w y c h o d z i ł o , b o
w

zrobił

były

bardzo

kolorowe

w t e d y poprosiłem żonę o 24 zestawy

drzewa
świecić.

f a r b za 220 złotych, żeby

były

warszawskie,

Boga,

t y l e pieniędzy, a d z i e c i o m t r z e b a n a c h l e b dać. M i e l i ś m y

już

piątkę

naszych

artystyczne,

i musiały

dzieciaków

olejne.
(...)

Żona

Zona

mówi:

sprawiła

Bój

mi

się

jednak

wielką niespodziankę. Myślała t a k : n i e p a l i , n i e p i j e , d o k n a j p y
nie
—

chodzi... I

kiedyś, j a k wróciłem

z pracy,

zamiast

obiadu

n a s t o l e s t a ł y f a r b y . J a k t o f a r b y z o b a e z 3 ' ł e m —• z a p ę d z e l k i

wziąłem

i próbuję

wychodziło

gamę

kolorów

wydostać.

od razu, chyba dlatego,

I

mnie

że f a r b y m n i e

to

jakoś

polubiły."

7

�I I . 1. L u d w i k H o l e s z z r o d z i n ą , k a d r z f i l m u . . G ó r n i k m a l a r z " ; i l . 2 — 4 . P r z y r o d a k a r b o n u , o l e j / p ł y t a p i l ś ń . , p r z e d 1 9 6 8 г.; i l . 5. E r a
karbońska, olej/płyta pilśń.,; w y m . 2 4 5 x 3 6 5 e m , 1 9 6 8 . O b r a z n a ścianie p o k o j u w m i e s z k a n i u m a l a r z a

M a l o w a n i e absorbowało j o g o m y ś l i , oglądał zebrane s k a m i o liny

(w

1967 r. widziałem

i c h u niego p o n a d

150) i

usiłował

s o b i e w y o b r a z i ć , c o się d z i a ł o p r z e d 2 3 0 m i l i o n a m i l a l . „ M y ś l a ł e m
s k ą d się w z i ą ł n a s z ukła.d s ł o n e c z n y , t e r o ś l i n y , n o s k ą d ?

Prze­

Koledzy

wyśmiewali

Poszedł wówczas
powiedział

—

się

do R y b n i k a

ciekawe.

z

niego,

przestali

do Muzeum.

Zaniósł

obrazy

go

odwiedzać.

Dyrektor,

redaktorowi

Właśnie o n , E d w a r d P o p p e k napisał p i e r w s z y

plastyk,
„Nowin".

artykuł o

Hole-

cież o z l o w i e k a w t e d y n i e b y ł o . W i ę c k t o j e zasiał, B ó g ? N o n i e ,

szu.

więc

niedziałek idę do k o p a l n i , a o n i m n i e n i e widzą, odchodzą n a

j a k to było?

więc i m a l o w a ł e m . "

Chciałem
8

I

t e n szyfr

odcyfrować.

t a k t w o r z y ł się ś w i a t

Myślałem

Holesza.

9

Ale: „Ludzie przeczytali

b o k . Zabolało m n i e

„Nowiny"

w niedzielę, a w p o ­

t o bardzo. Dlaczego? Zazdiościli, czy

co?

15

�П . 7. W i z j a ż y c i a n a i n n e j p l a n e c i e , o l e j / p ł y t a p i l ś ń . , w y m . 6 0 x 8 0 c m , 1 9 7 3 г.; i l . 8 . E p o k a k a r b o ń s k a I X , o l e j / p ł . ; i l . 9 .
Upadek

Ale

malować

przestałem.

ery karbońskiej.

Jednak

ciągnęło

Pojawienie

mnie.

rzeźba, w y s . 25 c m , o k . 1968 r .

się ssaków,

Żona

mówi,

i d l a t e g o j e g o k o n c e p c j e m o g ą się n a m w y d a ć n a i w n e . N i e

t y m a l u j j a k i n n i , l a n s z a f t y . N i e b a r d z o m i t o leżało, t o n i e t o ,

sobie

Poppek,

są

W

ż e się marnuję.. W i ę c z n ó w z a c z ą ł e m t e m o j e

końcu P o p p e k

tawiono

w

lepiej wiedział, n i e ? "

Muzeum.

Holesz

stał

się

1 0

znany,

więcej

kupowali, brali
i

szybciej.

na

Zaczął

się

w i d a ć g d y się j o z e s t a w i a
rannie,

listki,

kłącza,

wystawy.

Musiał

powtarzać.

wys­

przyrównywano

go d o O c i e p k i . Zaczęli przyjeżdżać d z i e n n i k a r z e ,
obrazy

malować.

Wkrótce obrazy

kolekcjonerzy,
więc

malować

Pierwsze obrazy,

z późniejszymi, były m a l o w a n e

paprocio

były

małe,

niomal

sprawy,

cząstkowe,

tych
to

usiłuje

tworzenie

syntezy

naiwnego

jakby

w

motyle.

tej fazie

malowania

patrzył

nieco

z bliższej

stwory,

powiększał,
odległości n a

swój i m a g i n o w a n y k a r b o n . F a r b a kładziona jest szybciej,
starannie
szych

(ił. 8). Zmieniła

czarno-białych

i

się

gama

kolorystyczna. Po

późniejszych

w

dominującej

T

mi

mniej
pierw­
tonacji

nim

sobie,

Wobec

że
tego,

a zewnętrzną

Ponieważ
swym

istnieje

torze

w

ziemia

przestrzeni

ukonkretnienia
obraźnia

zaczęło

eię

u

Holesza

z

potrzeby

przemyśleń. M y ś l inspirowała

konkretyzowała

się

w

obrazie.

t o g o , co n a m a l u j e , ponieważ g o t o w y

wizualnego

wyobraźnię,

Zawsze

był

z

przez

razem,

a
by

wy­

ciekaw

jądro

kula

stworzeniami."

kulą,
kurczy

która
się

się w o l n a

ziemska

powoli

i

między

przestrzeń.

porusza

Wystarczy

się

po

jednak,

że

przypadkiem

t ę s k o r u p ę i cała w o d a z o s t a n i e w e s s a n a d o ś r o d k a .
co

mówi

Holesz

o epoce

karbońskiej, którą

pachnie.

zieleni.
Malowanie

i

Jest

Konsekwen­

cją b ę d z i e z a n i k ż y c i a n a z i e m i n a s k u t e k b r a k u w o d y . . . A

wieczór

i

się

ktoś, z poszukujących r o p y n a oceanach, przebije

zielono.

czerwieni

ognistą

kosmicznej.

dzisiaj,

w gamie

—

ilości elementów
narodziło

skorupą z i e m i t w o r z y
przyciąganie,

słonko n i e świeciło, c i e m n o

rozegrane

była

dedukowal,

—

obrazy

dziejów.

doszedł d o t e g o , żc z a p a n o w a ł n a d i n n y m i

f i o l e t ó w , o r a n ż u i u z u p e ł n i a j ą c y c h j o z i e l e n i i b i e l i , p o j a w i ł y się
już n a długie l a t a —

naukę

g o n i e m o g ł y zjeść i n n e s t w o r z e n i a , b o j a k i n a c z e j b y p r z e t r w a ł

n i c się j e d n a k n i e d z i a ł o , w i ę c
elementy

,,W szystko

przez
obraz

d o d z i s i a j . P r z e z l a t a w s z y s t k o się z m i o n i a ł o , c z ł o w i e k s t o p n i a ­

boz planów bliższych i d a l s z y c h

Wszystkie

z niedostatecznej

zdaje

hipotez

to

stygnie.

płazy,

logiczny

jego

człowiek mógł być n p . chrabąszczem i mieć swój pancerz,

przeciętą o s t r y m s k a l p e l o m —

gady,

zweryfikowano

zbudować

ewolucjonistę;

Wyobraził

t e j roślinnej k u r t y n i e

się p o d s t a w ą

sta­

misterne,

H o l e s z zaczął wprowadzać w tę gęstwinę jakieś d z i w n e

n i e zawsze

faktów

całość p r z e d s t a w i a ł a p ł a s k o , f r o n t a l n i e m a l o w a n ą g ą s z c z , j a k b y
(il. 4). W

ż e f a k t y , k t ó r e stają

świeciły,
które

bo

Rosły

ściągały

otaczały

naszą

do

ciemności, j a k m a c i e j k a ,

wtedy
ziomi

miały

inny

kolor,

u l t r a f i o l e t przez

planetę... T a k a

jest

moja

sobie t o wyobrażam, ale c h y b a t a k w t e d y mogło

obraz inspirował jego w y ­

Oczywiście

Holesza

oto

„Wtedy

było n a z i e m i , rośliny n i e b y ł y j a k

one w

Rośliny

maluje:

musiał

także

co n a

ciągle

kłęby
fantazja,
być."

zainteresować

się

pary,
tak

1 1

kosmos.

obraźnię i myśl. W i z j e

k a r b o n u n i e wyczerpywały jogo zainte­

Nie

resowań. Powiedziałem

o jego pasji poznawczej.

gdyby

cywilizacją, w y c h o d z i też myślą k u przyszłości. J e s t więc wśród

miał szanse studiów, m ó g ł b y zostać n a u k o w c e m , f i z y k i e m , geo­

m a l a r z y n u r t u naiwnego („innogo") podobnie j a k Ociepka i Sówka,

logiem,

reprezentantem k i e r u n k u , który m y , z zewnątrz, m o ż e m y

16

przyrodnikiom, filozofom,

ale

Holesz

wykształcenia

nie

miał

t y l k o w i ę c m a l u j e co b y ł o , ale i co m o ż e b y ć p o z a

naszą

zak-

�т

�waliiikować
miasta

jako

science-fiction.

przyszłości,

niepodobne
zagrażało

założone

Maluje

na

więc ' l o t y

innych

kosmiczne,

planetach,

„całkiem

do naszych. T a k i e w których człowiekowi n i e będzie
żadne

niebezpieczeństwo.

(...)

Człowiek

jest

przeżyć 4 0 0 , 500 łat, t y l k o że d z i s i a j jest z a c h w i a n a
w p r z y r o d z i e : t l e n się w y c z e r p u j e

aby

ten &lt;lom

polskiego

zdolny

równowaga

o d t y c h wybuchów, o d spalin,

W

inteligencji"

wizją

kosmiczne

twórczą,

miczne

różnią

inspirowaną

mieszczą

się w

śladami

ramach

były

skamielin, natomiast

schematów

kos­

komiksowych,

ob­

r a z ó w s c i e n c e - f i c t i o n , f i l m ó w . Ilość w z o r ó w jest t a k a , że

praca

wyobraźni

samo­

malarza

polega

n a selekcji,

a nie tworzeniu

d z i e l n y c h w i z j i . Różnica jest także w t r a k t o w a n i u przestrzeni.
Jak
w

już

powiedziałem

„Karbon"

n i m głębi, planów

obrazach
w

przestrzeni

jest

płaszczyznowy,

malarskich, tymczasem

ludzie, gwiazdy,

kratery, maszyny

trójwymiarowej,

w

w

nie

kosmicznych

przedstawione

ujęciu

Przestrzenne
w

drewnie.

są

perspektywicznym,

jednak

inne

nie wizji,
znakiem,
W

zarówno

funkcje

symbolizuje.

niebo.

niż

w węglu j a k i w

obrazy.

Rzeźba nie pozwala

zmusza

Malarstwo

mają

ilustruje,

n a opowieść, n a

d o skrótu p l a s t y c z n e g o ,

wykonane

drewnie,

rzeźba

przedstawie­

d o posługiwania

się

symbolom.

pomalował

ją

rzeczywistości. Ciekawo
reprodukowana

obok,

olejno,

są k o m p o z y c j e

Ale w

obrazach

face,

t u zaś

tworzą

którą

należy oglądać, obracając
n a m wciąż

a b y bardziej

przedstawiająca

skiej.

zywała

pojawiały
ciekawą

się

z epoki

się z p r o f i l u

te podejmują

stworzyć

gactwem

naszej

wanej

czaso-przestrzenną,

profile

uka­

( i l . 9).

poszczególne

motywy

pomnik

węglowi,

gospodarki.

który

„Trzeba

jest
hołd

obrazów,

symbo­
jednak

największym

bo­

węglowi"

m ó w i . N i e c h się l u d z i e z a s t a n o w i ą , c o się z ł o ż y ł o n a

powstanie

węgla.

otrzymał w
oraz

niech

zdobią

mój

takiej

i publikacji,

z- B H Z

Ponadto

ewidencji

a

mnie,

o

nie

obrazów

„ D e s a " , że jego

poinformował

zenie

pytania

obrazy

że:
namalo­

1979 r. edznakę Zasłużonego Działacza

Kultury

odznakę

Zasłużonego

w

rozwoju

Województwa

Ka­

towickiego,
—

za swój t r u d górniczy o t r z y m a ł w
Pracy

—

1976 r. Order

Sztandaru

I Ikl.,

w 1982 r . d o c e n i o n o go n a w e t n a m i e j s c u , i otrzymał d y p l o m
zasłużonego d l a g r o m a d y

Świerklany

Dolne.

w R F N list z gratulacjami

o d ó w c z e s n e g o k a n c l e r z a H e l m u t a S c h m i d t a , że c ó r k a W e r o n i k a ,
p o d w p ł y w e m ojca też m a l u j e , r o b i niezłe l i n o r y t y , z p a s j i spo­
łecznikowskiej

uczy

dzieci

rysunku

r o l n i k a . N i e podał, że m i a l 9 w y s t a w
i

conajmniej

1 zagranicą

kowie,
całkiem
Dla

Rybniku, w
już

w

okolicznych

Klubach

indywidualnych w

kraju

( w R F N ) , że p r a c o j e g o z n a j d u j ą

kolekcji

solidnego

B y t o m i u , Zabrzu,

Zimmerera.

wieku,

zaczął

Nie

pedał,

budować...

się

Kra­

żo

mimo

trzeci

d i m

dzieci.

P R Z Y P I S Y
B . Surówka, W y s t a w a obrazów L u d w i k a Holesza,
„Malarz
„Dziennik Z a c h o d n i " , K a t o w i c e , 6.03.1970
A n d r z e j N i e d o b a , . Wizjoner
z Ptasiej
Doliny,
„Tygodnik
K u l t u r a l n y " , 17.08.1980 r.
1

naiwny",

j-w.
j-w.
U r s z u l a B i e ł o u s , Węglowe rzeźby, „ T y g o d n i k K u l t u r a l n y " ,
25.06.1972 r.
W y w i a d n a g r a n y przeze m n i e w 1967 r .
U . Bielous, j . w .
W y w i a d mój z 1975 r .
M . P o p p e k , Górnik i malarz,
„ N o w i n y " n r 6, R y b n i k , 1 9 6 8
W y w i a d mój z 1975 r .
U . Bielous, j . w .
j.w.
13 W y w i a d m ó j z 1 9 7 5 r .
3

4

5

6

7

8

9

1 1

„Chcę wyrzeźbić w węglu d i n o z a u r y , s y m b o l t a m t y c h , o g r o m dom."

1 3

Chcę,

1 2

F o t . : J . Tworek i l . 1 ; J . Świderski i l . 2—9

I I . 10. B r y ł a węgla z o d c i s k i e m p a p r o c i ,
znaleziona w k o p a l n i , kolekcja L u d w i k a
Holesza

18

Wie

że

moje

i rzeczy

1 0

j a k d o m 10 p i ę t r o w y ,

przed

2

składać

nyoh

b y ł cieślą g ó r ­

już n i e p o p r a w i a ,

karboń­

lizujące epokę, w której powstawał węgiel. H o l e s z chce
także

26 krajów.

l u b w skrócie e n

w ręku rzeźbę, t a k a b y
się

do

z drewna surowego, n p .
stwory

kompozycję

zmieniające

zbliżała

A rzeźby w węglu, m a t e r i a l e miękkim, łatwym w obróbce?
Rzeźby

tego było, i wystaw,
2000.

Na

m a l u j e zawsze o d lewej s t r o n y do p r a w e j

—

człowieka,

liście n a p i s a n y m

sposób".

w zbiorach muzealnych w : Warszawio,

d r e w n i e wykonał a u t o p o r t r e t , swoją głowę, n a t u r a l n y c h

rozmiarów,

swój

i t d . odpowiedział,

ponad

do

na

N i e p c d a l , że o t r z y m a ł p o w y s t a w i e

są t a k ż e r z e ź b y H o l e s z a , z w ł a s z c z a

Rzeźby,

—

„Eden

zakupy

prowadził, dużo

ma

c o z r e s z t ą n i e z m i e n i a f a k t u , iż s p u t n i k i w y g l ą d a j ą j a k d z i e c i n n e
b ą c z k i w k r ę c a j ą c e się w

oraz

namalował
poszły

przychodzie

z a p r a s z a ł m n i e d o p r z y j a z d u . M a l u j ę , p i s a ł „Stwoi

wystawy,

1 2

się o d k a r b o ń s k i c h , t a m t e

będą

górnika.

niczym), malował p l a k a t y B H P i t d . W

ogromne

Obrazy

do którego

1979 r , H o l e s z przeszedł n a e m e r y t u r ę . Zresztą już wcześ­

rokiem

toorię, z ksiąg n i e w y c z y t a ł e m . . . "

jak muzeum,

j a k było i podziwiać t r u d zw; kiego

n i e j o t r z y m a ł w k o p a l n i lżejszą pracę ( p r z e d t e m

g i n i e d r z e w o s t a n . I g d y b y n i e t a e r a karbońska, która zostawiła
z a p a s y t l o n u , t o b y dziś ż y c i e ustało. M a m taką swoją"

był

l u d z i e oglądać —

�Ewa Korulska

„NIKIFOR, OCIEPKO I JA". O STANISŁAWIE ZAGAJEWSKIM

i

S t a n i s ł a w Z a g a j e w s k i u r o d z i ł się 2 0 . 0 0 . 1 9 2 7 r . w

Warszawie.

M i a ł dwa- l a t a , k i e d y m a t k a pozostawiła, go p o d d r z w i a m i koś­
cioła ś w . B a r b a r y , p o l e c a j ą c
spędził

w

Kościelnym

opiece B o g a

Zakładzie

w

i ludzi.

botniczy
wórzu

Dzieciństwo

Ciechocinku,

później,

od

i zamieszkał

przy

Było
boret.

w

maleńkiej

u l . Prostej.

t a m miejsce

komórce

stojącej

na

pod­

,

tylko na prymitywne

T a m ' zaczął rzeźbić

w

ł ó ż k o , stół i t a ­

g l i n i e , dla. s i e b i e ,

z

absolutnym

1 9 3 5 r . b y ł u sióstr E l ż b i e t a n o k w G r a b i u k . T o r u n i a i t a m r o z ­

przekonaniem,

począł

naukę

więcej czasu przyjął pracę nocnego d o z o r c y w m l e c z a r n i . Rzeźbił

Domu

Brata

Był
wet

w szkole,

potem

w

1939 r. przeniesiono

Alberta w Warszawie,

pomocnikiem

kucharza,

gdzie pełnił różne

ogrodnikiom,

posługi.

introligatorem, na­

zdecydował

się

zdolności
na

u c z y ł się w

manualne i od dziecka

chętnie lepił

zawód

murarza

Szkole Rzemiosła

i

dekoratora.

w Warszawie,

w

1949 r .

Przez

dwa

poczem

pra­

cował j a k o m u r a r z p r z y r e k o n s t r u k c j i Starego M i a s t a ,

budowie

t r a s y W - Z i M D M . D l a n i e z b y t silnego, n i s k i e g o chłopca
wyczerpującą,

g l i n y . Z d o b i ! je z r o b i o n y m i z d r u t u ,

p r z e n i ó s ł się w i ę e d o P r a c o w n i

Instytutu

guzików

były

wręcz

więc

bez

trudu.

dziedzinie

Musiał j e d n a k

otwory.

Kiedyś
kilka

na

Prostą.

znakomite.

Byłem

Zagajewski

wstrząśnięty,
obdarty,

duże

ptaki

brudny,

zaroś­

praca

nięty. N a jego barłogu szron. Wszędzie rzeźby. W y n i ó s ł je do
f o t o g r a f i i , chciałem kupić jedną. „ N i e p o t o P a n Jezus dał m i
talent,

w

surowej

i koralików p a ­

Konserwa­

swe

zwłaszcza

mieć

Sztuki.

Poszedłem

zwrócono

uzdolnienia,

Aby

m i e s i ę c y n a s z a f i e , w r e s z c i e k t o ś z o r i e n t o w a ł się i w y s i a ł j e d o

ceramiki,

go

powołanie.

zaniósł k i l k a m a ł y c h p t a s z k ó w d o „ Z a c h ę t y " . T a m leżały

uwagę

przyjęto

właściwe

n i e z w y k ł e p t a k i , małe i duże, dochcdząco d o m e t r a , z

c j i Z a b y t k ó w . M i a ł r e k o m e n d a c j ę ze S z k o ł y , w k t ó r e j
n a jego

t o jego

l e m k a m i ( k w i a t a m i ? ) , które wtykał w specjalne

duże

z g l i n y różne k o g u t k i , p t a s z k i , zwierzątka. D l a t e g o

była

do

krawcem.
,,Miał

lata

go

że j o s t

opuścić h o t e l r o ­

powiedział,

koguty, w

żebym

zamian

go

sprzedał".

za potrzebny

Ałe

dzieciom

m u drut,

cekiny,

dawał
korale

i g u z i k i . Co k i l k a miesięcy przychodził d o I n s t y t u t u i s p o k o j n i e ,

19

1

��z godnością żądał, a b y j u t r o przysłać f o t o g r a f a , ponieważ będzie

szek śpiewa, kukułka c z y coś. I

„walić"

niem,

kiem

rzeźby. N i e

gotowe,
W

Był

by

swym

miał miejsca

rzeźbić

niego

i książki najważniejsze:

wieść

S c h u l z a Kamień

pełno p o w i n o w a c t w o
ze

życie, rozpierał
który

Moje

kilkoma,

książkami.

Benvenuto

życie

a l b u m Michała Anioła
Czytał

cierpienie.

ją w i e l e

Celli-

oraz

razy,

z g e n i a l n y m Włochem. Był mały,

złamanym

rzeźbienia,

młot­

nosem,

utykał

n a nogę,

g o t a l e n t , chęć r z e ź b i e n i a .

tłumaczył,

najbardziej

ale

śpiewem

„Jak

Leonardo,
i

więc

nowe.

d o b y t k u nie miał n i c , poza

t a m W i t Stwosz,

brzydki,

i g l i n y , rozbijał

każdy

artysta

odpowiada

jego

„Jest
musi

byłem

młody

Postać

piękna,

mi

ptak
się

pozostał."

twarze

twarz—maska

śniły.

diabła

Z

Bliskiego

(...)

teraz

to

j u ż n i e m a m t y c h s n ó w . D l a t e g o , że j a k c z ł o w i e k t w o r z y , p r a ­

po­

c u j e , t o n i e m y ś l i . J a k się n i e p r a c u j e , t o c z ł o w i e k d o ś ć c z ę s t o
m y ś l i . J a k p r a c u j ę , t o w o g ó l e n i e m y ś l ę , n i c m i się n i e p r z e d ­
stawia

(we śnie), żadna

zjawa."
MARZENIA

75 sposobów

talentowi".

to

t a k ja,kby t o n p t a k trzepota­
I

ciężkie

wybrać

taki,
„Dwunastu

Pokazałem

j e g o dzieła w C e p e l i i . Z w o ł a n o specjalną naradę, n i e

gada.

czuł

krępy,

miał

Wschodu.

odpędził

wiedziano

Szopka

to

Apostołów
(...)

Betlejemska

pierwsze

marzenie.

o d dzieciństwa

A

chciałem

drugie

zrobić

—

Boże

co o rzeźbach t y c h sadzić. Z a c h w y c i ł y rzeźbiarzy i architektów.

N a r o d z e n i e . N i e n a okres Świąt, t y l k o n a cały r o k i t o wielkości

Postanowiła

n a t u r a l n e j . Płaskorzeźby —

Z w i a s t o w a n i e , j a k A n i o ł się u k a z a ł ,

niemowlęcia

przez

i

dano

m u pomóc

Cepelia.

pokój, a później

Przyjęto

go

na

konwojenta

dzięki d y r . K a r n k o w s k i e m u otrzymał

mieszkanie

we Włocławku

Zakładzie

Ceramicznym

i pracę w
(1972

k i e r o w a n y m przez

jak w

kompozycjo,

c i ą g ł y m t r a n s i e , d z i e l ą c czas n a l e p i e n i e

kogut­

kościele. W

monialnie
przez

p r a c y m a często s y t u a c j o k o n f l i k t o w e , bezcere­

wyrzuca

kolegów
sprawę

W
Mater

z

wymiaru

Chrystusa

ciekawo

kursach

—

figurki,

„prywatne"

jego

modelowane

rzeźby. Jest

nie­

Kopernika,

robi

te­

wyobrażenia

t e m a t y , które poruszają

tematów,

Chopina,

wrażenio

aż d o bólu

konwulsyjnie

ujęcia

wykręcone

zwierzęta,

sugerowanych

Pana

rysować.

prace. Najlepsza
Ogród Oliwny.

na

kon­

Twardowskiego.

Jego

wiem

mniej

Bo

j a k się

projektuje

to

trzeba

człowiek

j a k a może być jest pierwsza myśl.

długo

zmienia
(...)

Już m a m p r z y s z y k o w a n e r o z m a i t e rośliny, p a l ­

m y , k a k t u s y , s k a ł y e h c ę p r z y s z y k o w a ć . T a m skał n i e b y ł o , a l e
chcę umieścić też zarośla, s t r u m y k — u p i ę k s z y ć , w z b o g a c i ć a r c h i ­
t e k t u r ę t e g o o g r o d u . D u ż o p t a k ó w c h c ę u m i e ś c i ć (...). E w a n g e l i a
m ó w i , że A n i o ł
powiedziane,

największe

Biczowanego;

Rzeźbi

próby

zdają

talentu.

k o m p o z ^ сjaeh

wyobraźnię.

ptaki,

swoje

r e l i g i j n a , żarliwe, ekstatyczne

Dolorosa,

jego

cepeliowskie

t r u d n y , s z c z ę ś c i e , że j e g o o p i e k u n o w i e

wielkich

matyka

pieca

i wstawia

zdyscyplinowany,
sobie

z

J a już

t o p r z y c h o d z i myśl nagła, m o m e n t a l n i e . N i e

myśleć,

k ó w w Zakładzie ( n i e n a w i d z i t e j pracy'.), rzeźbicnio i modlitwę
w

Heroda.

więcej j a k t o m a być, a reszta, t a k i e l u k i , t o w y c h o d z i w p r a c y .
Bo

г.).

Z a g a j e w s k i rzeźbi o d tego czasu coraz większe
pracuje

niego

pomordowano

podaje

że k r z y ż .

S t a r y m Testamencie

jest

J a chcę umieścić j e d n o i d r u g i e ,

kielich, a w

żeby

n i e b y ł o s p r z o c z n o ś c i . . . B ę d ą m i e l i całą m ę k ę , j a k k o r o n a c i e r ­
n i o w a , krzyż, 3 gwoździe —
czy

kruk,

zabrakło

trzech Apostołów, Judasza
koguta,
było,

ptaki

ale t o

było i c h więcej, ale złodziej ukradł,

i przybili

dwie

nogi razem.

rozmaito. Małpki, p a l m y , kokosy.
wszystko

(...)

M a m już

j a k o diabła chcę przedstawić. M a m

jedno,

ja to

chcę

T a m t a k nie

przedstawić."

dzieła, m i s t r z o w s k i e i jednocześnie nieokiełznane, p r z y w o d z ą n a
m y ś l b a r o k hiszpański, rzeźbę ceramiczną renesansu, ale
wszystkim
genialną
żyje

w

ten rodzaj

pozaczasowej

architekturę
ciężkich

Gaudiogo.

ekspresji,

S a m twórca,

warunkach. W

która
mimo

p o k o j u m a swój

przede
cechuje

pomocy,

barłóg,

l a t najbliższym

jego

towarzyszem

6. Paw

V, g l i n a w y p a l a n a , p o l e w a
w y s . 54 c m , 1964 r.

ciemnozielona,

stół,

wszędzie glina,, spiętrzone, j e d n a n a d r u g i e j k o m p o z y c j e .
kilkanaście

II.

Przez

b y l pies,

„Pe­

/

r e ł k a " . Z a g a j e w s k i o p i e k u j e się c h ł o p c a m i , k t ó r z y m u p o m a g a j ą
w

pracy,

mogli

się

za

otrzymane

uczyć

pieniądze

i mieli

funduje i m stypendia,

zapewniony

obiad.

Połowę

aby

pieniędzy

d a j e n a t a c ę w k o ś c i e l o , s a m o b y w a się t y m , oo s t a n o w i m i n i ­
mum

egzystencji.

Każdego

roku

wyrusza

na pielgrzymkę

do

Częstochowy.
W

o s t a t n i c h l a t a c h w y r z e ź b i ł o g r o m n e o ł t a r z e . Są t o d z i e ł a

z n a k o m i t e , najważniejsze
mu

w

1981 r. N a g r o d a

w d o r o b k u Zagajewskiego.

Przyznana

i m . Brata Alberta stanowi

najwyższy

r

d o w ó d u z n a n i a d l a jego twórczości

religijnej. Ale wielki

rzeź­

b i a r z , którego dzielą p o w i n n y zdobić M u z e u m N a r o d o w o ,
jest

niedoceniany.

bowiem

Nawet

„za s m u t n y " .

filmu

o

n i m nie pokazuje

wciąż

się,

jest

1

SNY
„Śniły

m i się t r z y k o n w i e

z m l e k i e m , m l e k o było

poroz­

lewane. T r z e c h nas było, mężczyzn, t a m t y c h n i e znałem. I
szeliśmy t y l k o glos, j a k m ó w i ! —

się z a s t a n a w i a m , j a k t o , t y l e m l e k a w y p i ć
po

jednej k o n w i przypadało. I

zdaje,

—

się o b u d z i ł e m

bo na
(...)

r

ja

każdego

To mnie

j e ś l i się n i e m y l ę , n i e c h c ę się w y w y ż s z a ć , a l e

to b y l N i k i f o r , drugi Ociepko

sły­

to mleko macie wypić. A

się

pierwszy

a trzeci ja,."

d o ś ć c z ę s t o ś n i ą m i się z a r o ś l a , w t y c h z a r o ś l a c h j a k i e ś p o ­
t w o r y , p a s z c z e j a k się r o z t w i e r a j ą ,
stawiłem w rzeźbach
Ś n i ą m u się r a c z e j
lęzie,

piomok,

smoki. T o wszystko

przed­

i d o dziś p r z e d s t a w i a m . '
p r o j e k t y rzeźb niż r z e ź b y :

obcięty

tak

żeby

można

c z y coś. 1 z t e g o g a d z a w i j a się d o o k o ł a —

zrobić

„ n o r m a l n e ga,ładne

ptaszki

u góry później

pta­

21

I'

�I I . 7. Jeleń,

g l i n a и-ypalana, w y g . 72 c m , i l . 8. Ptak,

g l i n a w y p a l a n a , w y s . 67 c m , 1 9 6 3 г. I I . 9. Stwór,

NATCHNIENIE
„Najlepsza
coś m ó w i ą

jost

—

pierwsza

t o jest

druga

myśl.

„ A r t y s t a ściąga o d i n n y c h , alo z m i e n i a , dokłada. T a k i p o

Potem

myśl, t o już

przychodzą
człowiek t r a c i

s z k o l e t o p o w t a r z a (...)

u m n i e p o w t a r z a j ą się n p . o c z y , a l e t o n i e

inni,

jest

to odmiana

chęć

powtarzają

to samo.

B o jest

się

u mnie.

t w o r z e n i a . A t r z e c i a m y ś l t o już w o g ó l e n i o m a c o m ó w i ć . J a

s y m b o l diabła, k o g u t —

n i g d y n i o u t r w a l a m d r u g i e j m y ś l i (...)

powiedział w Ogrójcu

U

mnie t y l k o pierwsza

przypadkowe.

m y ś l , (...)

Przypadek

—

padek

—

to pierwsza

n i g d y n i k o g o nie słucham.

uajlopsze

t o różnica

t a l e n t e m . J a k się c z ł o w i e k n a u c z y

są u m n i e

j a k między

rzeźby

nauką

to może powtarzać. A

a

przy­

myśl."
artysta

jest

zrozumiałe. M o j a

Słońce t a k z a c h o d z i ,

kogoś

„Było takie pismo, „Panorama",
o k ł a d c e r ę k a b y ł a w y b i t a (...)

co 7 l a t w y c h o d z i ł o .

Na

i b y ł y m o j e pałce. J a m a m palec

w kształt półksiężyca

(...)

t o wielcy ar­

w rodzinie musi

da Vinci, Cellini, Matejko.
legendy,

często

Opowiada

wspomina

o nich

imiona

Leonardo

wymyślone
mistrzów.

przez
„Jeden

r z e ź b i ł , d r u g i m a l o w a ł , a j a w g l i n i e r o b i ę . N i e m a t a k , że m a ­
lepsze o d rzeźby

c z y rzeźba

w

drzewie

od gliny.

(...)

rzeźba w g l i n i e p o l e g a n a d o d a w a n i u , a rzeźba n p . w k a m i e n i u
u j m o w a n i u materiału. G l i n a rośnie, rzeźbiąc w

leja

się,

jak

jaskółka.

Wszystko

glinie

nak­

rośnie."

„ T e n zawód, który j a robię t o najwięcej n a B l i s k i m
dzie, w Grecji, Egipcie, R z y m i e .

Wscho­

J a ż e b y m t a m poszedł, t o b y m

miał trzecie miejsce n a świecie. P i e r w s z e t o m o ż e n i e , b o o n i mają
doświadczenie''.
„Ja
drugi —

rzeźbię, w t r z e c h s t y l a c h . P i e r w s z y
starożytność, s t y l a n t y k u , t r z e c i —

to styl

barokowy,

fantazja."

B a r o k oznacza wielość elementów, dekoracyjność. A n t y k z n a c z y
t y l e co ekspresyjność ( „ b o l e ś ć , t w a r z w y k r z y w i o n a —

to antyk,

t o p r a w d z i w a s z t u k a . , p o g a ń s k a " ) , a f a n t a z j a —• t o , co u w a ż a z a
swoje

22

własne.

praca

jest

jest

zagadkowa.

Tu

trzeba

tylko

rebus."

cierpliwość, k o n i e c z n y

jest spokój. S a m , k i e d y

ale i ocenia,

uważnie i z d y s t a n ­

j a k b y były

to

rzeźby

( i ł . 1 1 , 14) „ T o n a j l e p s z a m o j a rzeźba,. M a m t r z y Piety.
t o m i się n a j l e p i e j

podobała.

c z y ć , b y ł a z a p ł a s k o r o b i o n a . (...)
Pieta

Drugą

chciałem

Naj­
znisz­

Ściągałem o d Michała Anioła.

Michała A n i o ł a była b a r d z o s p o k o j n a , j a k b y n i e cierpiała.

Ściągałem

też z rzeźby w

Muzeum

Narodowym

w

Warszawie.

Duża, d w u m e t r o w a , piękna, X V I H - s t o , X I X - s t o w i e c z n a

rzeźba.

arytstą."

M i s t r z o w i e Zagajewskiego t o W i t Stwosz, Michał Anioł,

na

nim kur

«

Pieta

tyści mają t a k i palec. Co 300 l a t , 50-te d z i e c k o

larstwo

że ( P i o t r ) z a p r z e s i ę t r z y r a z y

innego.

mniejsza

siebie

to

OŁTARZE

ARTYSTA

być w i e l k i m

się ś w . P i o t r a .

kogut

Chrystus

prace."

krzywy,

i

Wąż

Bo

nie tylko komentuje

co w t e n d z i e ń z r o b i ł , c o j e s z c z e z r o b i . . . i w s z y s t k i e s w o j e m y ś l i

(najmniejszy)

zaparcia

wąż

naśladownictwo.

mówi o swoich pracach, patrzy n a fotografie
sem,

myśli

kształtu. A l b o

n i e jest

szukać, t o j e s t j a k z a g a d k a ,

z a w s z e w y b i e r a ł z a c h ó d . S p o k ó j , d z i e ń się c h y l ą k u w i e c z o r o w i .
t a k n i e jest gorąco... a r t y s t a sobie

To

z a p i e j e . " .,y...) m ó w i ą m i , ż e b y m r o b i ł p r o s t o , g ł a d k o . A l e t o i t a k

Konieczna

„ Z a c h ó d słońca. T o największe n a t c h n i e n i e . K a ż d y

wkłada w te swoje

g l i n a w y p a l a n a , 1962

•

9

�10

Tam

w i d a ć boleść, I z y , r u c h y ciała, przemawiają.

Michała Anioła

To

ś c i ą g a ł e m . B o j a k j a r o b i ę n p . Pietą

m i e ć p i ę ć , sześć n a w o t

z uiej

i dziesięć t a k i c h rzeźb i z każdego

ściągam. N i c n i e ujmuję, t y l k o dodaję. A

i

t o muszę
coś

to oczy, w e l o n , włosy,

Dałem

m u 4 tysiące,

to było

dużo. J a u s t a otworzyłem,

(uczeń) m ó w i , że j a r o b i ę straszydła. A l e W a r z ,
odczuwa
Jak

boleść, s t r a c h —

zamknięta,

spokojna,

t a k a t w a r z n i g d y n i e będzie
t o boleści

Uczeń n i o mógt odnaleźć

„zamodelowanej"

żeby

w

Wykrzywione,

barokowe.

To

Chłopiec m i zamodelował

wymaga

dużo

(postać M a t k i

pracy

(...).

Boskiej

i

Chrystusa).

rzeźbie Zagajewskiego.

się k r z y c z e ć . R a n a

on

cierpi,
piękna.

nio widać."

c h a r a k t e r , u k ł a d c i a ł a . Ż e b y t o n i e b y ł t a k i słupek j a k l u d o w o ,
było

która

przoz

otwarte

siebie
usta

n a dłoni C h r y s t u s a j a k o t w a r t e

Piety
wydają

usta.

Łzy

23

�I

�grubo, raczej
rękach,

fałdy skóry niż łzy. I

nogaeh,

To krople k r w i ,
Po

lewej

jak winogrona,

krople k r w i :

to

n i e są

kwiatuszki.

stronie

ołtarza

fragmenty

rajskiego

i Ewa. I

m i ę d z y liści i jabłek s p l o t y węża. U
obraz

piekła.

Maski

dołu —

płaczące

ogrodu:

dużo

przebijające

spo­

poskręcano

ciała

krwawymi

po p r a w e j s t r o n i e , otaczają półkolem Pietę. N a p r a w e j

trzy

kobiece

krawędzi

górnej, środkowej p a r t i i

popiersia,

dłonią

ojusujo

fragmonty

w r a ż e n i e , że n a j b a r d z i e j
i dekoracyjności.
górnym
mają
nia

rogu

otwarte

się r u c h

ołtarzu

W

kiej,

„pawia

strzeń

(...)

Jioskiej

(...)

wzbogacić

K i e d y chciał zrobić ołtarz z M a k s y m i l i a n e m K o l b o
„Ale

j a wołał t a k . Diabła przedstawiłem, t y l k o z fastyką,
wiadomo

biusty

łapy

i swastykę n a piersi. S z p o n a m i

k t o . " Diaboł

m a pta*si d z i ó b ,

rogi,
w

dłoniach

prawym

k o r o n y . M a k s y m i l i a n miał sen, opowiadał go k o l e g o m w obozie.

z datą „ 7 I I T — V I 1 9 7 5 " w
o wielkich

lioaka

pyskach

przemawia,

,,te

gady

wtedy

puszczy)".

zmie­

Z koioi w

wyrzeźbił

z ptakiem

pawia

zo w z g l ę d u n a w i e l k o ś ć

cały

obraz.

kawałek —

Matki

Bos­

Mały p t a k , j a k papuga
a paw to zemujo

być żarówkr."

całą

czy
prze­

Pomysłodawcą

Matki

Zagajew­

trzyma

W

ogromne

serce z

obozowym

się p o d s t a w ą

kompozycji.

(„13 m n i e g a d i d i a b e ł t o j e d n o " ) ,

„Szponami

„Matka

bracie, jaką

koronę

sobie

wybierasz?

jest męka, c i e r p i e n i e , a biała chwalebność, niewinność, czystość.
O n w y b r a ł t e d w i e . B o jodną g d y b y w y b r a ł , t o b y m o ż e i ś w i ę t y m
nie był, byłby

cierpiał i zginął j a k o więzień. A l e w y b r a ł

t a k i e już było przeznaczenie

nów

górnym

się". U

wyciągają

więźniów

kopie

dołu t r u p y

pomordowanych,
ogony

z piekła śmierci „ a b y

prawym

rogu

ołtarza

hitlerowiec,

scena

których

i twarzach

albo

ukra­

m u , g d y n i e b y ł w s t a n i e s a m upilnować dużej e k i p y . W t o n sposób

„sprawdza,

u t r a c i ł p r a w i e w s z y s t k i e e l e m e n t y o ł t a r z a Serca

Pana

„To

Jezusa.

p i e r w s z a m o j a p r a c a , m ó w i . O n m i się n i o p o d o b a ł , b o b y ł p ł a s k i ,
zupełnie

tak jak mozaika.

Tylko

później

zacząłem

zmieniać,

poprawiałem. Dodałem k w i a t y , rękawy, szaty ozdobne.
m i a l kształt p e l i k a n a , n o g a

kielicha to symbol Trójcy

Kielich
Świętej,

p e l i k a n i t r z y m ł o d e . B y ł b a r a n e k , k i e l i c h , w k i e l i c h u b y ł opła­
t e k , w o p ł a t k u na,gie d z i e c i ą t k o , w c a ł o ś c i . A u r e l e ( a u r e o l ę ) m i a ł o ,
p t a s z k i n a d głową. N i e m o g ę strawić, że m i zginęło
A

t a k pilnowałem! specjalnie

togo

czterech

ewangelistów

(filmowcy).

odwróciłem d o ściany... B y ł o
(...)

Ptaki

m i też

pokradli,

do

były

t r z y w kształt krzyża ( n a d głową C h r y s t u s a ) . A u r e l a była b a r d z o
d u ż a . Z r o b i ł a się l u k a , z m n i e j s z y ł o m j ą . I b y ł o 4 5 g ł ó w n a o k o ł o ,
z

ptaszkami, kwiatami —

baroku
albo

(...)

żeby

dodać

a n i j e d n a nie została." T e

bogactwa,
głowy

m u jo ukradziono. Pozostał fragment

(il. 12). W
wielkie,

z głową

j e g o t w a r z y u d e r z a j ą c e są o c z y —

smiertolnie

religijności,

rozdał,

sprzedał

Chrystusa

szeroko

otwarto,

( i l . 13). „ T o

najlepsza

przerażone.

Z u p e ł n i e i n n a j e s t t w a r z Frasobliwego
m o j a praca, mówi Zagajewski
m i a ł e m w y k o n a ć Chrystusa

( t o s a m o p o w i e d z i a ł o Piecie).

w Ogrójcu.

A l e zrobiłem

Ja

Frasobliwego.

P o d s t o p a m i m a d i a b ł a , w ę ż a . P o b o k a c h (z p r a w e j ) K a i n i A b e l
j a k o l e w , p o l e w e j A d a m i E w a . I j a b ł k a t a m są, d r z e w a o w o c o w e
i bazie. Pierwszy

g r z e c h , k t ó r y C h r y s t u s o d k u p i ł . (...)

m a s k i , t o t y l k o t a k (...)

te głowy,

t a k w całości j e s t c i ę ż k o z r o z u m i e ć . T e n

m i się n a j l e p i e j p o d o b a , t o j e s t n a j l e p s z a m o j a p r a c a j a k a m o ż e
b y ć . T u są b ł ę d y , w k a ż d y m o ł t a r z u są b ł ę d y . K a ż d y j e d e n m i a ł
błędy i Michał Anioł i L e o n a r d o i każdy poprawiał. A l e p o p r a w k i
psują."
,,(...) u g ó r y t e g ł o w y t o p r z y p a d k o w o d o d a n e , n a p r ę d k i e g o , b o
pierwsze

z g i n ę ł y . T e g ł o w y m i się n i e p o d o b a ł y i d a l e j n i o p o ­

dobają. B y ł y głowy, ale o d m i e n n e , z p t a s z k a m i . R o z l o c i a l y

się."

Postać klęczącego Chrystusa, otaczają zwiorzęta, p t a k i , g a d y .
O b o k s y m h o l i e z n y c h j u k lew czy k o g u t , r o z m a i t e s t w o r y o d z i w a
c z n y c ł i ' k s z t a ł t a c h „ m ó w i ą , żo t e z w i e r z ę t a t o n i e p a s u j ą d o r e ­

I I . 1 2 . O ł t a r z , Serce Pana
Jezusa,
stawiający głowę C h r y s t u s a w

duszo

nio były potępione".
—

trzech
czy

W

powieszonych
jeszcze

r a b i a l e m . A d a m a i E w ę chcę r z e ź b i ć . T e ż b ę d z i e p a w . "
Stłuczone

obronę

m^szkarj-

..Wąż t o jest diabeł. K w i a t y , bazio zrobiłem. Zginęły, ale p o d o -

rzeźby.

dwie,

c d B o g a " . P o d s t o p a m i Dzieciątka

p t a k -— o r z e ł , s y m b o l P o l s k i . T r z y m a n a p i s „ P o d T w o j ą

Matka

giną

—

razie

w y b i o r ę s o b i e d w i e . I usłyszał g ł o s M a t k i B o s k i e j , że c z e r w o n a t o

dziobie

często

lewą

dlaczego m a m wybierać jedną, j a k m o g ę d w i e ? I w t a k i m

którego

d z i o n e , często n i e p o w t a r z a l n e . W i e l e zginęło p o d c z a s kręcenia f i l ­

Boska

c z y p r a w ą s t r o n ę ? b i a ł ą c z y c z e r w o n ą ? A o n się z a s t a n a w i a

B o s k a d e p t a . Dzieciątko t r z y m a p a w i a za o g o n . P a w w

t r z y m a o g o n g a d a . M a t k a B o s k a m a p o d s t o p a m i gadu. i k s i ę ż y c " .

numerem.

lewej ręce t r z y m a ł a białą koronę, a w d r u g i o j ' czerwoną. I p y ­

t a ł a się d o n i e g o :

ашо1ол\1&gt; o s k r z y d ł a c h j a k p a w i e

Zagajewskiemu

żeby

szponiaste

pochwycił maleńką, nagą

k l ę c z y , j a k Frasobliwy,

kocha

złapał g a d a

radzono

było

p t a k z ptaków, s y m b o l miłości"; nie n i e

stf.l

żeby
doda­

m u , a b y zrobił pracę realistyczną, pokazał obóz, b a r a k i , d r u t y .

uciekamy

Piw

rzeźby, t y l k o

wałem."

skiego o Madonnę z Dzieciątkiem i może z p t a k i e m , b o Zagajewski
ptaki.

t o dzieło s z t u k i ,

nie ujmowałem

postać w o k u l a r a c h . K o l b e

b y ł L u d w i g Z i m m e r o r , k t ó r y prosił

z ptakiem

robić żeby

było j a k o l u d o w e

z D z i e c i ą t k i e m (z n a p i s e m „ P o l s k a " n a s z a r f i e ) p o d a j e m u d w i e

potwory

v. o k u m i a ł a

wyszła. Zacząłem
nie

ekspresji

umieściłem

i n n y , to b y zajmował

na

zależy m u n a dw-u o f o k t a c h :

Matka

żeby obramował

wszystkie

niechętnie,

odnoszę

(w s t o s u n k u do zamkniętej

„ b o t o najpiękniejszy
tylko:

są t e

zrobił

sym­

Zagajewski.

poszczogółnych

paszcze bo t o b a r d z i e j

nazwanym

ze s t a r o ż y t n o ś c i

t w a r z e , - m a s k i ? Pierwszą

ołtarzy

Piecie

umieścił

A

płasko­

podtrzymujące

„ t o ż e b y rzeźb;-., b y ł a e d m i e n n a " , m ó w i
Kiedy

Ale to nieprawda,

zwierzęta."

łzami

ołtarza s y l w e t k a k o g u t a z w i e l k i m , o t w a r t y m d z i o b e m —
b o l z a p a r c i a się ś w . P i o t r a . W
rzeźby

ligijności.

zamówienie: „później zacząłem robić t e t w a r z e , b o m i p i e r w s z a

barokowo."

jabłek, wśród n i c h z r g u b i e n i A d a m
potępionych,

,,te bąble n a

żadne

fragment przed­
kwietnej aureoli.

żyją".

�П . 1 3 . O ł t a r z Vhryshu)

Frasobliwy.

Wokół postaci Kolbego napisy
w

kajdanach",

„Okupacja"

„ M ó w i ą , że t e z w i e r z ę t a t o n i e p a s u j ą d o r e l i g i j n o ś c i . A l e t o n i e p r a w d a , ze
są t e w s z y s t k i e z w i e r z ę t a " .

„Święty", „Oświęcim"

i „Boże,

O ł t a r z e , z g o d n i e ze w s k a z ó w k a m i i c h t w ó r c y n a l e ż y

t a k i e , k t ó r o są s y n t e z ą j e g o s t o s u n k u d o w ł a s ­

nej twórczości, d o siebie j a k o

26

czytać
chętnie

wymyślone przez siobio l e g e n d y , t a k i e które pragnąłby

wyrzeźbić, albo

artysty.

LEGENDY

ratuj".

scena p o scenie, j a k przypowieść w o b r a z a c h . Z a g a j e w s k i
opowiada

„Polska

starożytności

„ C h c i a ł b y m p o k a z a ć u c i e c z k ę d o E g i p t u . (...)

p r z y zacłiodzie

słońca d o c h o d z i l i d o m i a s t a . N i e m i e l i g d z i e się s c h o w a ć ,
śladowcy
pod
w

byli

bardzo

blisko. I

Chrystus

z rodziną

o s i k ę . T e n z a c h ó d słońca i t o w s z y s t k o .
gałęziach

osiki)

zaczęła

kukać,

wrócili

skryli

Kukułka
się

prze­
się

(ukryta

prześladowcy.

�II.

I

1 4 . O l t i U - z Pieta,

Dzieciątko

glina.

1975 r. „ T e g a d y mają

otwarte

p r z e k l ę ł o p t a k a , że n i e b ę d z i e d z i e c i s w o i c h

w a ć , żo z d r a d z i ł a m i e j s c e

paszcze

cho­

bo t o b a r d z i e j

przemawia,

wtedy

z m i e n i a się, j e s t

ruch'

„ M i e s z k a ł w pałacu. I t a m b y ł kościół, t a k z w a n a k a t e d r a . P r z y
z a c h o d z i e słońca w i d z i a ł w s z y s t k o , j a k l u d z i e w y c h o d z ą , w c h o d z ą

schronienia."

do t e j k a t e d r y . I myśli — m ó g ł b y m t o zniszczyć, ale t o t y l e w i e ­
„Król
wiada

z

Dawid. To
wielkim

takie moje

przejęciem,

kwestie, które przypisuje

zmyślone." Zagajewski

niemal

postaciom

aktorsko

opo­

wypowiadając

z opowieści. N i e

pozwala

k ó w b u d o w a n e . T o są c h r z e ś c i j a n i e , m a j ą w o l n ą s i l n ą w o l ę i t a m
chodzą.

(...)

Król

z a s t a n o w i ł się, aż

do tej k a t e d r y , a t a m wszystko

któregoś d n i a wybrał

s o b i e p r z e r w a ć , b a r d z i e j gra,, n i ż m ó w i . O p o w i a d a o k r ó l u , k t ó r y

s k l e p i e n i a , w s z y s t k o . Z a s t a n o w i ł się, p o c o c z ł o w i e k d a j e

morzył

którego n i e zna, t y l e

o

wielkości. B y ł

potężny,

bogaty.

I

był

niewierzący:

się

było rzeźbione, ławki, ołtarze,
Bogu

piękna."

27

�W kościele król s p o t y k a małego chłopca, k t ó r y w t a j e m n i c z a
go w

podstawy

wiary

chrześcijańskiej.

Opowiada

mu

również

o a u t o r z e psalmów, które zachwyciły pogańskiego króla — D a w i ­

P o t e m chłopiec m a l u j e p o r t r e t w i ę ź n i a : „ D z i a d , n i e o g o l o n y ,
zaniedbany,

spędził

król D a w i d . W

całe

życie w więzieniu. I

to

jest

właśnie

k o r o n i e , z i n s t r u m e n t e m , umieścił p o b o k u go-

dzie. I n a w r ó c o n y król ogłasza k o n k u r s n a p o r t r e t Króla D a w i d a .

laska, t z w . a m o r k a i ptaszka. I pokazuje m u —

Z j e ż d ż a j ą się a r t y ś c i z c a ł e g o ś w i a t a . P o s t a n a w i a w z i ą ć u d z i a ł w

Dawidem!

k o n k u r s i e także ó w chłopiec z k a t e d r y . J e s t b i e d n y , bez

j a k zmieniają szaty, r u c h y , t r o n ! K r ó l popatrzył, zobaczył obraz,

matki,

N i e poznajesz

g ł o d n y , b o s y . J e s t z i m a , a. o d l e g ł o ś ć d o pała.eu u r a s t a ( k o ś c i ó ł m i a l

powiedział

b y ć w i d o c z n y z j e g o o k i e n ) d o m a g i c z n y c h t r z e c h d n i d r o g i . Chło­

To był Leonardo

—

to

siebie 1 —

arcydzieło!
da

Vinci."

jesteś k r ó l e m

a l e j a k j a się

Został

malarzem

zmieniłem,

nadwornym.

2

piec w y r u s z a , p r z e k o n a n y , że m a t a l e n t o d B o g a , k t ó r y n a t c h n i e
go, a b y stworzył najlepszy p o r t r e t D a w i d a . Punktuałnieo północy,
w

lesie,

zjawę —
z

chłopiec

słyszy

bicie

dzwonów.

Jednocześnie

n i e zjawę, postać z b r o d n i a r z a , właśnie

więzienia,

w

którym

spędził

całe

życie.

Chłopiec

P R Z Y P I S Y

widzi

wypuszczonego
rozmawia

1

2

Cytuję t e k s t o p r a c o w a n y przez A . Jackowskiego.
Tekst opracowany na podstawie rozmowy.

z n i m i a b y g o pocieszyć r y s u j e j e g o t w a r z , obiecując m u sławę
—

I

„będziesz w i e l k i , będziesz królem D a w i d e m " m ó w i do niego.

F o t . : J . S i c r a c z M e w i c z , U . 1, 1 0 — 1 4 ; J . Świderski, i l . 2 — 9 , 15

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11487" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11465">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ec7f7e1959746952e1764dd732122839.pdf</src>
        <authentication>b1077c8c44b156fb43731c515f667c9a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136843">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4908</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136844">
                <text>1968</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136845">
                <text>twórcy ludowi</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136846">
                <text>malarstwo ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136847">
                <text>Nikifor Krynicki (1895-1968)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136848">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4553</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136849">
                <text>Nikifor z Krynicy: wspomnienie pośmiertne / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1968 t.22 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136850">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1968 t.22 z.4 ; s.241-242</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136851">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136852">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136853">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136854">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136855">
                <text>N

I

K

I

F

O

R

Z
zmarł

K

10.X.

10 p a ź d z i e r n i k a z m a r ł N i k i f o r . Odszedł z tego świata
sterany c i ę ż k i m życiem, u m ę c z o n y c h o r o b ą . Odszedł —
jak zawsze — samotny, obcy w świecie, k t ó r y go ota­
czał. O d s z e d ł z k r a i n y ł e m k o w s k i c h cerkiewek w świot,
k t ó r y od t y l u już lat m a l o w a ł . W świat, k t ó r y , j a k
w i e r z y ł , b ę d z i e s p r a w i e d l i w y i wynagrodzi biednym
k r z y w d y doznane na ziemi, a ukarze chciwych i n i k ­
czemnych. Z n a ł ten ś w i a t . M a l o w a ł go przecież od
wczesnej m ł o d o ś c i — ś w i ę t y c h j e ż d ż ą c y c h w d o r o ż k a c h
na gumach, U c i e c z k ę do Egiptu łodzią, nad k t ó r ą szy­
b o w a ł s t a r o ś w i e c k i aeroplan, stale powtarzane „ u c z t y
malarzy" w c e r k w i , przy biesiadnym stole u boku
Najwyższego. W i e r z y ł g ł ę b o k o w s p r a w i e d l i w o ś ć , w to,
źe na t a m t y m świecie k r z y w d y z o s t a n ą wynagrodzone,
zło pomszczone, a z a s ł u g i ocenione należycie. Siebie
p r z e d s t a w i a ł zawsze jako malarza, m ę d r c a , uczonego
u m i e j ą c e g o c z y t a ć w ś w i ę t y c h k s i ę g a c h . To on stoi na
t y c h t y s i ą c a c h o b r a z k ó w obok Biskupa, obok Pana
i pokazuje tych, k t ó r z y m u na ziemi ciężko dokuczyli,

R

Y

N

I

C

Y

1968

w i n n i wice poniosę z a s ł u ż o n ą k a r ę . To on w tiarze na
głowic gra na skrzypcach w p r z y t u l n y m pokoju lub
maluje przy sztalugach: to 011 wskazuje palcem ko­
bietę, k t ó r a go o s z u k a ł a , źle o d w a ż a j ą c k i e ł b a s ę . T o on
siedzi u boku Pana, zawsze z fontazicm u szyi, jak
malarzowi przystoi. A N a j w y ż s z y rozmawia ł a s k a w i e
z malarzami, bo oni s ą przecież najbliżej s t w ó r c y , im
też dana jest siła ukazywania tego, czego n i k t nie wie
i nie dostrzega, siła tworzenia.
Ten k u l t malarstwa wydziela zdecydowanie N i k i f o r a
z plejady r ó ż n y c h naiwnych i a m a t o r ó w . M a l o w a ł , po­
n i e w a ż t y l k o w ten sposób mógł p r z e k a z a ć to, co chciał
powiedzieć, znaleźć dla siebie miejsce w świecie. A był
n a p r a w d ę znakomitym kolorystą, twórcą o dużej w y ­
o b r a ź n i malarskiej.
To nieprawda, że nie rozwijał się. W y r a ź n i e w i d a ś
różnicę między pracami, k t ó r e p o w s t a w a ł y , gdy m i a ł
lat k i l k a n a ś c i e , a p ó ź n i e j s z y m i . M a l o w a ł i ż e b r a ł . A l e
nawet ż e b r a ł z j a k ą ś godnością. M o ż n a by nawet s p r a w ę
241

�1

odwrócić, powiedzieć, że ż e b r a ł , by m ó c m a l o w a ć . Gdy
go p o z n a ł e m przed p i ę t n a s t u laty, a m i a ł w ó w c z a s już
chyba około sześćdziesiątki, m a l o w a ł w skupieniu od
ś w i t u do zmierzchu, wieczorem zaś r y s o w a ł k a r t k i pod
n a s t ę p n e obrazki, a już przy lampie o p r a w i a ł je w k o lorowe r a m k i z papieru i p r z y g o t o w y w a ł m a t e r i a ł na
n a s t ę p n y dzień.
S ł a w a p r z y s z ł a późno. W wiele lat po o d k r y c i u N i ­
kifora przez malarzy Seweryna T o r y n a i Jerzego Wolfa.
Ale l e g e n d ę N i k i f o r a s t w o r z y ł y dopiero lata powojenne,
konsekwentne lansowanie — obok Picassa — przez
„ P r z e k r ó j " , f i l m y , setki a r t y k u ł ó w , k s i ą ż k i B a n a c h ó w
i cała ich p e ł n a pasji akcja opieki nad N i k i f o r e m i jego
dziełem,
Na pewno w legendzie N i k i f o r a o d e g r a ł a p o k a ź n a
rolę m a l o w n i c z o ś ć postaci Krynickiego. A l e p r a w d z i w a
wielkość Nikifora, wyróżniająca
go spośród innych
„ n a i w n y c h " , polega nie na osobowości i losach, lecz
na talencie m a l a r s k i m i tej n a p r a w d ę w y j ą t k o w e j
a u t e n t y c z n o ś c i jego sztuki. N a i w n y c h jest dziś w i e l u ,
n i e k t ó r z y m a j ą nawet c a ł k i e m dobre rozeznanie w ł a ś n i e
w m a t e r i i tej „ n a i w n o ś c i " . N i k i f o r t w o r z y ł jednak bez
ż a d n e g o wyrachowania, z w ł a s n e j potrzeby, bez ś w i a ­
domości tego, że istnieje c a ł y r u c h „ n a i w n y c h " , cała
k o n i u n k t u r a na ten gatunek twórczości.
Nie tak dawno o g l ą d a l i ś m y jego w i e l k ą w y s t a w ę
w warszawskiej „ Z a c h ę c i e " . P r z y j e c h a ł na nią N i k i f o r .
S ł a b y , schorowany, u m ę c z o n y , z t r u d e m r y s u j ą c y jesz­
cze kredkami...
To b y ł już w ł a ś c i w i e kres. Ostatni p i ę k n y akord...
K i l k a lat Wcześniej w ł a d z e K r y n i c y o f i a r o w a ł y m u
nazwisko. I o d t ą d N i k i f o r - M a t e j k o s t a ł się N i k i f o r e m
K r y n i c k i m . I t a k i m zostanie w naszej p a m i ę c i .
Aleksander
Nikifor,

Święta

księga,

akwarela.

Fot.

K

Jackowski

R

O

N

Jan

świderski

I

K

A

za okres VII - IX 1968

Konferencje, zjazdy,
muzeów

działalność

W dniach 9—11 w r z e ś n i a odbyła
się w S ł u p s k u sesja naukowa poś w i ę c o n a kulturze ludowej Pomorza.
W obradach sesji, k t ó r a b y ł a zakonczeniem I I K a m p a n i i Muzealnej,
w z i ę ł o u d z i a ł 100 n a u k o w c ó w z różnych p l a c ó w e k etnograficznych oraz
etnografowie z N R D , ZSRR i k r a jów skandynawskich. Wygłoszono
10 r e f e r a t ó w o m a w i a j ą c y c h różne
asoekty k u l t u r y ludowej Pomorza.
Inauguracyjne p r z e m ó w i e n i e pt. „O
znaczeniu muzealnictwa etnograficznego'na ZiTmiach^Zachodnich i P ó ł nocnych" wygłos
K Pi242

wocki — przewodniczący Komitetu
Wykonawczego I I K a m p a n i i M u zealnej. D u ż e zainteresowanie w y w o ł a ł referat prof. dra J. Burszty
o g ł ó w n y c h tendencjach rozwojow y c h k u l t u r y na wsi na Ziemiach
Zachodnich.
Ilustracją
sesji
była
wystawa
etnograficzna pt. „ K u l t u r a l u d o w a
Pomorza", na k t ó r e j pokazano zab y t k i k u l t u r y ludowej l u d n o ś c i r o dzimej (Kaszubi Bytowscy, S ł o w i ń cv, K r a j n i a c y Z ł o t o w s c y , l u d n o ś ć
j a m n e ń s k a ) i osiadłej na Pomorzu
po 1945 r. Ekspozycja ma charakter
s t a ł y obejmuje k u l t u r ę m a t e r i a l n ą
i sztukę ludową,

Uczestnicy sesji zwiedzili na zak o ń c z e n i e słowiński skansen w K l u kach.
*
W lipcu w muzeum w Radomiu
otwarto skansen bartniczo-pszczelarski. Jest to jedyna tego rodzaju
ekspozycja w k r a j u , została zlokalizowana w p a r k u r o ś l i n chronicnych przy muzeum. W skansenie
pokazano e w o l u c j ę f o r m ula oraz
n a r z ę d z i a pracy b a r t n i k ó w i pszczelarzy. Skansen p o w s t a ł z i n i c j a t y w y
etnografa muzeum w Radomiu mgra
Stefana Rosińskiego,
*

'

'i
!
&lt;

&lt;
'
'

j
\
j
I
j
j
j

&lt;

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10892" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10870">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4b1ea94182fd36a0ee8f6ae5d0427b62.pdf</src>
        <authentication>9ea86c41cfae9da3529940a7a6e6e9f5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129922">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2560</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129923">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129924">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2379</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129925">
                <text>Konteksty, Polska Sztuka Ludowa. Pół wieku istnienia pisma / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129926">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2, s.141-148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129927">
                <text>Jackowski, Aleksander; Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129928">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129929">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129930">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129931">
                <text>KONTEKSTY, POLSKA SZTUKA LUDOWA
PÓŁ W I E K U ISTNIENIA PISMA
Sytuacja

wyjściowa.

Skończyła się wojna. Zniszczona stolica. Nastroje
lęku, niechęci, nadziei. Arbitralnie zmienione grani­
ce. Masowa migracja, wypędzanie Niemców, repat­
riacja Polaków z terenów przejętych przez Związek
Radziecki, zasiedlanie i szabrowanie Ziem Odzys­
kanych. Nowy ustrój przyjmowany nieufnie, często
z wrogością. Narzucony siłą. Wywózki i aresztowania
ludzi związanych z ruchem oporu, z Armią Krajową.
Poczucie klęski w „wygranej wojnie".
Władza szuka poparcia, zwłaszcza wśród robot­
ników i chłopów, rozbija tradycyjne układy społecz­
ne, przeciwstawia wiejską biedotę - gospodarzom,
chłopów - dworowi, młodych - starym. Służy temu
zwłaszcza reforma rolna. Bezlitośnie realizowana ma
niewiele wspólnego z projektami, które zostały wy­
pracowane w końcu lat trzydziestych. Następuje
likwidacja warstwy ziemiańskiej, dewastacja dwo­
rów, wycinanie parków, likwidowanie dużych gos­
Twórca pisma dr Józef Grabowski
podarstw o typie farmerskim. Zostaje rozbita struk­
Pierwszy zeszyt w 1947 r.
tura tradycyjnej wsi, w znacznym stopniu samowystarczalnej, nastawionej na własne wzorce zachowań, upodobań. Walka z analfabetyzmem, rozwój czytelnictwa, tania książka,
obowiązek nauki szkolnej - przyspieszają procesy przemian. Migracja, w niespotykanej dotychczas skali, młodzieży wiejskiej do
miast i miasteczek (mieszkania po-żydowskie i po-niemieckie) powoduje, że wzory wiejskie przenikają do miast, a miejskie na
wieś.
Chłop staje się obiektem zabiegów propagandowych. Zwalczając kler, spółdzielczość, wszelkie formy samorządności,
odradzającą się PSL - Mikołajczyka, władza kokietuje jednocześnie społeczność wiejską pozornym zainteresowaniem jej kulturą,
a zwłaszcza sztuką. Oczywiście traktowaną jako zabawa, kolorowa dekoracja, ludowość na pokaz. Pozbawia się folklor, sztukę
ludową jej wymiaru duchowego, odrywa od podłoża i symbolicznych sensów. Zachowuje się f o r m ę , zwalczając towarzyszące jej

Redakcja w latach sześćdziesiątych-osiemdziesiątych. Od lewej: Anna Kunczyńska-lracka, Alek­
sander Jackowski (trzyma portret prof. Romana Reinfussa), Jadwiga Jarnuszkiewicz - wieloletni
sekretarz pisma.

141

�POLSKA
SZTUKA
LUDOWA

eolska utula iudova

§i i i Я

treści (zgodnie z postulatem sztuki „narodowej w formie a soc­
jalistycznej w treści"). W takim klimacie powstają w latach
1945-1947 pisma i instytucje zajmujące się sprawami wsi.
Klimat ten chciałbym przywołać, podając z tamtych lat fakty
dotyczące kultury, odbudowy, życia umysłowego i manipulacji,
jakie władza w sferze kultury dokonywała. Nie jest to oczywiś­
cie diariusz pełny, zawierający informacje o aresztowaniach,
działaniach służb bezpieczeństwa, życiu politycznym. Te fakty
publikuje Marta Fik w książce Kultura polska po Jałcie.
Kronika lat 1944-1981.

Wypisy z lat

1944-1947

POLSKA
SZTUKA
LUDOWA

1

1944
3.IX. Lublin. Pierwszy numer tygodnika „ O d r o d z e n i e "
I X . Lublin. Powstaje SW „ C z y t e l n i k " , przeniesiona w lutym
następnego roku do Łodzi.
2.X. Ostatni dzień Powstania Warszawskiego. Ewakuacja
reszty ludności cywilnej z Warszawy do obozu w Pruszkowie.
X. Lublin. Ukazuje się tygodnik „ W i e ś " , pod redakcją Jana
A . Króla
30.XI. Dekret P K W N o reformie rolnej. Za utrudnianie jej
surowe kary, do kary śmierci włącznie.
17.XII. Lublin. Powstaje SW „ K s i ą ż k a " , cel: „rozpowszech­
nianie literatury marksistowskiej przez masowe, tanie, dostępne
dla wszystkich wydawnictwa".
X I I . Powstaje Ministerstwo Kultury i Sztuki, wznawia działa­
lność Towarzystwo Uniwersytetów Robotniczych.

POLSKA SZTUKA l.l'DOW\

1945
I - I I I Rozgłośnia Polskiego Radia w Katowicach, Konser­
watorium w Łodzi, rozpoczyna działalność Uniwersytet Jagiel­
loński, powstaje w Krakowie „Tygodnik Powszechny", „Stary
Teatr". W Katowicach pierwszy występ Wielkiej Orkiestry
Symfonicznej Polskiego Radia pod dyr. Witolda Rowickiego.
I V . Warszawa. Otwarcie Biblioteki Narodowej; w Katowi­
cach - Teatr Śląski, w Krakowie powstaje P W M . Zaczyna się
ukazywać tygodnik „ P r z e k r ó j " , redagowany przez Mariana
Eilego. Pierwsze przedstawienia w Krakowie „Teatru Rap­
sodycznego", w Poznaniu powstaje Teatr Polski.
5.V. Komunikat TASSa o aresztowaniu przywódców pol­
skiego podziemia z gen. L . Okulickim na czele.
V . Upaństwowienie muzeów (7.V). Dekret o odbudowie
Stolicy (24.V), działa Filharmonia Krakowska, w W-wie otwar­
cie Biblioteki Publicznej.
V I . W Łodzi powstaje tygodnik „ K u ź n i c a " , pismo o wyraź­
nie lewicowym charakterze. Redaguje Stefan Żółkiewski,
w składzie redakcji m.in. Ryszard Matuszewski, Jan Kott.
Pierwsze przedstawienia operowe: w Katowicach i Poznaniu
(Krakowiacy i Górale).
Wystawa Grupy Młodych Plastyków w Krakowie. Teorety­
kiem grupy jest Mieczysław Porębski. W programie zaintereso­
wań m.in.: „Tradycje wielkich prymitywów X X wieku, od
Celnika Rousseau do Chagalla i Makowskiego".
V I . Wrocław. Powstaje czasopismo „ O d r a "

Whk.i v'iiiU

plstt яШ

IlldlW

ledows

�POLSKA SZTUKA LITOWA

20.VII. Stanisław Mikołajczyk staje na czele PSL.
V I I I . Powstaje miesięcznik „ T w ó r c z o ś ć " (redaktorem 1 ze­
szytu jest Leon Kruczkowski, od 2. Kazimierz Wyka).
19.VIII. Otwarcie Radiostacji w Raszynie. Z tej okazji
przemówienie prezydenta Bolesława Bieruta, traktujące kulturę
jako ważny element frontu ideologicznego.
V I I I . - Zjazdy ZPAP, ZZLP, Zw. Kompozytorów. Postulaty
ideologizacji tych organizacji.
1-4.IX. Kraków. Festiwal Polskiej Muzyki Współczesnej.
Wyraźnie widoczne inspiracje folklorem (m.in. Lituania Karola
Szymanowskiego, Pieśni ludowe Andrzeja Panufnika).
I X . Inauguracja opery we Wrocławiu {Halka)
X . Ukazuje się: miesięcznik „ T e a t r " , „Nauka i Sztuka".
X I . Ukazuje się „Gazeta Ludowa", organ PSL, powstaje
„Dziś i Jutro", z dawnej wojskowej „ C z o ł ó w k i " powstaje PP
„Film Polski".
X I I . Rozpoczyna działalność Uniwersytet Warszawski.

1946
13.1. Rozpoczyna działalność Uniwersytet Łódzki.
17.1. Warszawa. W odbudowanym Teatrze Polskim uroczysta
premiera Lilii Wenedy.
21.1. Zamyka się wystawa w Muzeum Narodowym „Chopin
i jego Warszawa" (150.000 zwiedzających!! czyli co 2-3
Warszawiak).
29.1. Wchodzi w życie dekret Prezydium Krajowej Rady
Narodowej o szkolnictwie w okresie przejściowym,
sankc­
jonujący powoływanie na nauczycieli w szkołach niższych
i średnich osób nie posiadających kwalifikacji zawodowych.
(Podobna sytuacja przyśpieszonych kursów w wojsku wywołuje
dowcip: Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie
oficera).
30.1. W. Taszycki przedstawia w Polskiej Akademii Umiejęt­
ności pracę: Staropolskie formy czasu przeszłego:
robiłech,
robilichmy.
31.1. Dekret Rady Ministrów tworzący publiczne służby
bibliotek.
1. Zaczyna wychodzić w Krakowie „Przegląd Artystyczny"
organ Związku Polskich Artystów Plastyków.
2.II. W Instytucie Ludowym Oświaty i Kultury (Kraków)
poranek pisarzy-chłopów.
- Na pierwszym posiedzeniu Podkomisji Planu Wydaw­
niczego Rady Książki odnotowano w referacie inflację poezji.
14.11. Opublikowano dane ze spisu ludności. Ogółem
23.911.000 osób, w tym w miastach 7.400.000 (31%), na wsi
16.202.000 (69%).
25.11. Szacuje się, iż zostało po wojnie 300.000 całkowitych
sierot; utworzono w Ministerstwie Oświaty Departament Opieki
nad Dzieckiem.
2. Ш. Pierwsze posiedzenie Komisji Ustalania Nazw Miejs­
cowych (przy Ministerstwie Administracji Publicznej). Ustalo­
no, wymyślono „Rozwój i zasady nazewnictwa na Ziemiach
Zachodnich".
1 L I I I . Referat J. Króla Drogi rozwoju kultury wsi polskiej na
2. Zjeździe Związku Samopomocy Chłopskiej w Warszawie.
13.III. Rozporządzenie Ministra Oświaty dotyczące upo­
wszechniania oświaty i kultury wśród dorosłych.

polska sztuka ludowa

143

�I I I . Rewizje w lokalu N K W PSL.
31.III. Warszawa, w Teatrze Polskim Koncert Polskiej
Orkiestry Ludowej. Opracowania melodii ludowych.
3.IV. Rzeszów, powstaje Towarzystwo Teatru i Muzyki
Ludowej.
11.IV. Przy Ministerstwie Kultury i Sztuki powstaje jako
samodzielna placówka Państwowy Instytut Badania Sztuki
Ludowej, założony z inicjatywy dra Józefa Grabowskiego.
Adres: A l . Szucha 3.
Zapowiedź wydawania czasopisma „Sztuka L u d o w a " .
14.IV. Lublin, Pierwszy Koncert Orkiestry Włościańskiej
pod dyrekcją St. Namysłowskiego.
28.IV. Entuzjastyczne przyjęcie w Związku Radzieckim
koncertów Ewy Bandrowskiej-Turskiej. Setny koncert. Publicz­
ność zasypuje artystkę kwiatami i podarkami. (Artystka opowia­
da: traktowano mnie jak księżniczkę, kogoś z wielkiego świata,
wielką d a m ę ) .
30.IV. Lublin. Inauguracja cyklu wykładów Towarzystwa
Ludoznawczego.
1-3.V. W kraju Dni Oświaty.
8.V. W r o c ł a w . Pierwsza wystawa polskiej plastyki na
Ziemiach Odzyskanych (wkrótce nazwa zostanie zmieniona,
cenzura będzie przestrzegała, by nazywać je „Ziemie Zachod­
nie").
20.IV. Warszawa, Muzeum Narodowe. Ogólnopolski Salon
Wiosenny, 442 prace. Otwarcia dokonał - przewodniczący
K R N Bolesław Bierut.
25. Trzeci Zjazd Członków i Kandydatów Oddz. Wiejskiego
Związku Zawodowego Literatów Polskich (400 obecnych).
V I . Wznowiono po wojnie wydawanie „Biuletynu Historii
Sztuki". Ukazuje się pierwszy numer pisma „ T e a t r " . W Łodzi
- „Myśl W s p ó ł c z e s n a " .
V I I . Ukazuje się pierwszy numer miesięcznika „ Z n a k " ,
pierwszy zeszyt wznowionego „Polskiego Słownika Biografi­
cznego", powstaje „Zaranie Ś l ą s k i e " .
4. V I I . Pogrom Żydów w Kielcach, 40 zabitych. Prawdopodo­
bnie prowokacja UB lub oddziału wywiadu radzieckiego.
5. V I I . Utworzenie Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Pub­
likacji i Widowisk.
2 5 . V I I I . Warszawa. Pierwsze zebranie Ludowego Instytutu
Kultury (adres: ul. Pierackiego, obecna Foksal 15).
31.VIII. Warszawa. Ogólnopolski konkurs ludowych ze­
społów amatorskich.
Aresztowania działaczy ludowych.
V I I I . Powstaje miesięcznik „ P i a s t " .
V I I I . Częstochowa. Wystawa sztuki regionalnej w Muzeum
Miejskim.
20.LX. Warszawa. Wznowienie Związku Teatrów Ludowych.
Powstaje pismo „Łódź Teatralna". Likwidacja tygodnika „No­
wa Epoka".
1 .X. Powstaje Centrala Przemysłu Artystycznego (późniejsza
Cepelia).
2 L X I I . Kraków. Pierwszy konkurs szopek na Rynku Głów­
nym. Nagrodzone prace wystawiono następnie w Muzeum
Przemysłowym.
X I I . Lublin. Wznowienie „ L u d u " , organu Polskiego Towa­
rzystwa Ludoznawczego.

1947
W 1946 r. ukazało się 2300 jednostek wydawniczych.
W „ T w ó r c z o ś c i " (r. I I I , z. 5) Piotr Grzegorczyk pisze: „Książka
wartościowa, nawet droga, bywa szybko wyczerpana".
I . Olsztyn. W Instytucie Mazurskim pokaz druków mazowie­
ckich z X V - X X w.
I . Pierwsze wielkie procesy polityczne, przywódców W i N ,
NSZ, PSL i in.; liczne wyroki śmierci.
24.11. Minister Kultury i Sztuki Stefan Dybowski wydaje
zarządzenie normujące działalność teatralnych zespołów ama­
torskich. (Nazwę „ t e a t r " zastrzeżono dla placówek zawodo­
wych. Zespołem musi kierować osoba mająca odpowiednie
kwalifikacje, wzgl. ukończone kursy kwalifikacyjne).

144

I I I . Łódź. Centralny Instytut Kultury wydaje „Poradnik
Muzyczny", organ Ludowego Instytutu Muzycznego.
3.IV. Ustanowienie Święta Oświaty (pierwsza niedziela
maja).
17.IV. Rozpoczęcie Akcji „ W i s ł a " . Likwidacja głównych sił
UPA. Prześladowania i wywózki ludności ukraińskiej. Wysied­
lenia Ł e m k ó w .
5.V. Zakopane. Centralny Instytut Kultury organizuje kon­
ferencję poświęconą zagadnieniom kultury i sztuki. (75 uczest­
ników, referat m.in. Ksawerego Piwockiego, Rola sztuki ludo­
wej w dzisiejszej
kulturze).
20.V. Rada Ministrów postanawia ograniczyć objętość prasy
1 czasopism, wprowadzić normy maksymalnej objętości, za­
oszczędzony papier przekazać na podręczniki szkolne.
5.VI. Aresztowanie przywódców organizacji W R N .
7.VI. Dni Krakowa. M . i n . wystawa sztuki ludowej, Lajkonik.
15.VI. Katowice. Rozstrzygnięcie konkursu na koronki.
30.VI. Rytwiany k. Sandomierza. Zjazd pisarzy chłopskich.
12. V I I . Polska i Czechosłowacja odrzucają pod presją radzie­
cką plan Marshala.
18.VII. Szklarska Poręba. Konferencja w sprawie rozwoju
ochotniczego ruchu muzycznego w Polsce (Centralny Instytut
Kultury, 10 referatów).
14.IX. Opole. Ogólnopolskie Dożynki. Delegacje w strojach
regionalnych.
21.IX. Lublin. „Tydzień Majdanka". „Poświęcenie kopca
usypanego z popiołów zamordowanych przez N i e m c ó w ok.
2 milionów l u d z i " .
I X . Kraków. Konkurs zespołów orkiestr dętych na dziedzińcu
Wawelu.
27.IX. Katowice. Pierwsze zebranie plastyków amatorów
z przedstawicielami Z Z PAP, zorganizowane przez Woj. Rade
Narodową.
20. X . Ucieczka Mikołajczyka.
L X I I . Zakopane. Z inicjatywy Referatu Sztuki Ludowej
Ministerstwa Kultury i Sztuki przeprowadził Instytut Przemysłu
Ludowego kurs techniki malowania na szkle wśród górali
podhalańskich. Kurs, z udziałem prof. Antoniego Buszka, trwał
do 16 grudnia.
X I I . Referat Sztuki Ludowej przy M K i S organizuje badania
w regionie rawsko-opoczyńskim, w celu zorganizowania prze­
mysłu ludowego.
15.XII. Warszawa. W Muzeum Narodowym wystawa prze­
mysłu artystycznego. Eksponaty z Biura Nadzoru Estetyki
Produkcji oraz z Państwowych Zakładów Włókienniczych
„ W a n d a " w Krakowie. Tkaniny Gałkowskich, wyroby spół­
dzielni „ Ł a d " i „ A r k a d y " .
2 1 . X I I . Łowicz. Wystawa wycinanek. 44 uczestników zgłosi­
ło 250 prac. 27 nagród.
X I I . Procesy członków ZG W i N . wysokie wyroki, kary
śmierci.
X I I . Warszawa. Zaczął wychodzić miesięcznik „Polska
Sztuka Ludowa", wydawany przez Państwowy Instytut Sztuki
Ludowej, pod redakcją Józefa Grabowskiego.

*
Pismo stworzył Józef Grabowski, historyk sztuki, badacz
sztuki ludowej.
J. Grabowski urodził się 17.111.1901 r„ zmarł 22.V.1977 rStudia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, gdz"
uzyskał w 1929 r. doktorat. Stopień docenta otrzymał w 1957г
W latach 1930-1936 był dyrektorem Muzeum Pokuckieg"
w Stanisławowie, gdzie interesował się przede wszystka
sztuką ludową. Badał genezę i rozprzestrzenianie się w Europ
malarstwa na szkle. W latach późniejszych rozszerzył s*j
zainteresowania na rzeźbę, tkaninę, wycinankę. W 1936 _
podjął pracę w Dziale Oświatowym Muzeum Narodowa
w Warszawie. W 1937 r. zorganizował w Instytucie Propaga .
Sztuki wystawę „Sztuka ludowa w Polsce", na której zgro^
dził eksponaty o wybitnej wartości estetycznej, przede wszy
kim z Pokucia. Po wojnie w latach 1944-1945 był kierownik
Działu M u z e ó w i Ochrony Zabytków przy P K W N , a następ
11

1

�dyrektorem Departamentu M u z e ó w i Ochrony Zabytków
w M K i S . Zainicjował i kierował powstałym w 1946 r. Państowym Instytutem Badania Sztuki Ludowej. Zwolniony z funk­
cji w 1948 r. przeszedł do wydawnictwa „ A r k a d y " , gdzie
zajmował stanowisko kierownika redakcji sztuki. Od stycznia
1963 do końca roku 1973 kierował działem rzeźby Państwo­
wego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Opublikował
wiele artykułów i książek, m.in. Sztuka ludowa - formy i regiony
w Polsce (1967), Dawna polska rzeźba ludowa (1968), Ludowe
malarstwo na szkle (1969), Ludowe obrazy
drzeworytnicze
(1970), Sztuka ludowa w Europie (1978).
Uczeń Riegla zwracał uwagę przede wszystkim na formę
dzieła, walory estetyczne sztuki ludowej. Za najważniejsze
kryterium uznawał cechy stylistyczne, one decydowały o tym,
czy przedmiot jest „ l u d o w y " .
Przed wojną Grabowski należał do nielicznej grupy histo­
ryków sztuki, interesujących się sztuką ludową (Ksawery
Piwocki, Juljusz Starzyński, Kazimierz Dobrowolski). Swoją
wrażliwość estetyczną ukształtował w kontakcie z artystami, dla
których sztuka ta stanowiła podglebie ich twórczości (Włady­
sław Skoczylas, Wojciech Jastrzębowski, Edmund Bartłomiejczyk, Eleonora Plutyńska, Wanda Telakowska i inni).
O Instytucie, zajmującym się badaniem sztuki ludowej
myślał jeszcze przed wojną. Chciał też stworzyć pismo, które
byłoby w swym kształcie odpowiednikiem „ A r k a d " , redagowa­
nych przez W a n d ę Filipowiczową, ale szansa na realizację tych
pomysłów powstała dopiero po wojnie. Grabowski z entuzjaz­
mem zabrał się do budowania Instytutu. Powstał on na mocy
zarządzenia Ministra Kultury i Sztuki, ogłoszonego w Dzien­
niku Urzędowym Ministerstwa Kultury i Sztuki nr 1.
Pisał: „Potrzeba utworzenia go wynikała zarówno z roli, j a k ą
sztuka ludowa może i winna odegrać w formowaniu się nowej
naszej sztuki ogólnonarodowej - jak też z konieczności za­
chowania dla potomności ginącej w naszych oczach odrębnej
kultury ludowej, dotąd z punktu widzenia potrzeb sztuki niemal
nie badanej i skutkiem tego od tej strony nieznanej. To bowiem,
co o sztuce ludowej pisali etnografowie jest tylko cennym
materiałem do określenia warunków wśród których ona po­
wstawała i b y t o w a ł a . "
Sfera zainteresowań Grabowskiego różniła się od tej, która
była domeną etnografów. Instytut, a zwłaszcza pismo realizo­
wały program, w którym sztuka ludowa miała stanowić podłoże
artystycznej kultury narodu. Program ten formułował we wstę­
pie do pierwszego numeru minister Kultury i Sztuki Stefan
Dybowski. W liście odręcznym z dnia 15.XI.1947 pisał, iż
wytwory sztuki ludowej, samorodnej, „... są skarbem, którego
nam zmarnować nie wolno. Wszystko to, co stanowi wartość
w kulturze ludowej, w kulturze chłopskiej musi być prze­
tworzone przez wielkich artystów i wejść do kultury narodowej.
Gdy to się stanie sztuka polska nabierze cech i żywych
rumieńców polskości - wniesiemy do skarbca sztuki ogólno­
ludzkiej nowe wartości i wzbudzimy u innych szacunek dla
narodu polskiego".
3

Dostrzegając dwa uzupełniające się obszary badań - jeden
stanowiący kompetencje etnografów, drugi - historyków sztuki,
literatury, muzykologów, choreologów, twórca „Polskiej Sztuki
Ludowej" wyraźnie widział zadania, które stawiał przed sobą,
Instytutem i pismem: „Stąd w chwili obecnej wyłoniła się
Konieczność wypełnienia luki istniejącej dotąd z powodu braku
. adań nad sztuką ludową przez fachowców z dziedziny sztuki
w skali odpowiadającej zarówno znaczeniu jak i rozpiętości
go zjawiska. D o k o n a ć tego ma działalność Państwowego
/•stytutu Badania Sztuki Ludowej przez zorganizowanie i proadzenie systematycznych badań nad całokształtem artystycz­
n i twórczości l u d o w e j . "
e

4

"stytut składał się z sekcji: literatury i obrzędu (kierownik
mr/ V ' .
Krzyżanowski); muzyki (w Poznaniu - kierownik
gr Marian Sobieski), zdobnictwa (w Krakowie - kierownik dr
i n -u ^
) , tańca (kierownik Tadeusz Zygler), malarstwa
i
У (kierownik dr Józef Grabowski). Zamierzano powołać
^ze sekcję budownictwa.
ismo miało być łącznikiem między sekcjami, publikować
u

J

a n

e m r u s s

e s

p

materiały z badań własnych, oraz pozyskane od miłośników
i zbieraczy. Redakcja chciała, by nie tylko informowało
w zakresie spraw interesujących badaczy sztuki ludowej, lecz
także wychodziło poza środowisko, przenikając w bieżące życie
artystyczne.
Pierwszy numer, w formacie A 4 liczył 64 strony. Nakład
2000 egz. Okładkę i układ graficzny opracował Czesław
Wielkhorski. W numerze znalazły się artykuły teoretyczne,
w tym dwa o podstawowym znaczeniu dla liniii metodologicz­
nej pisma: Ksawerego Piwockiego, Pojęcie sztuki ludowej,
i Józefa Grabowskiego, Zagadnienie stylu ludowego. Wśród
opracowań zasługuje na uwagę tekst Grabowskiego, Zbójnickie
obrazy na szkle i Gerarda Ciołka, Dach w polskim budownictwie
wiejskim. W dziale materiały: Janusz Świeży,
Świątkarze
biłgorajscy. Dział informacyjny przyniósł sprawozdania z prac
sekcji.
Piwocki pisał: „Jeśli sztuka chłopska obejmuje wszystkie
dzieła stworzone przez jednostki należące do warstwy chłops­
kiej, to sztuka ludowa musi posiadać zakres węższy, po­
zwalający na wydzielenie tych tworów, które zaliczylibyśmy
raczej do sztuki o g ó l n o - n a r o d o w e j . " (s. 5)
Zarazem „... do sztuki ludowej możnaby zaliczyć (...) także
przedmioty wykonywane przez artystów nie należących formal­
nie do środowiska chłopskiego. Pojęcie więc sztuki ludowej
musi objąć zakres szerszy niż sztuki c h ł o p s k i e j " (s. 6). Tak więc
„... ludową nazywamy taką sztukę, której dzieła posiadają cechy
stylowe uznane przez naukę za specyficznie ludowe.
(...) zespół takich cech musi być wyraźnie przeciwstawiony
sztuce nie - ludowej (...).
(...) nie każdy chłop; tworzący jakąś rzecz piękną - jest
artystą ludowym. Musi posiadać charakterystyczną postawę
twórczą: tylko na odpowiedniej bazie psychologicznej rodzą się
kwiaty twórczości ludowej."
Zagadnieniu stylu ludowego poświęca swój artykuł Józef
Grabowski. Ponadto piszą: A . Chybiński, O potrzebach
polskiej
etnografii muzycznej, T. Zygler, Polskie tańce ludowe i ich
badanie, G. Ciołek, Dach w polskim budownictwie
wiejskim.
Roman Reinfuss w dziale Opracowania publikuje: Malowane
morawickie skrzynie krakowskie, a Jadwiga PietruszyńskaSobieska, Wielkopolskie
siesieńki.
Numer 2 z 1948 r. przynosi ciąg dalszy rozważań Grabows­
kiego, jego artykuł Zespoły rzeźb z wyobrażeniem
Bożego
Grobu. Maria Żywirska publikuje Hafty Kurpiowskie w Puszczy
Białej.
Numer 3 przyniósł obok dalszych rozważań Grabowskiego na
temat stylu ludowego, jego tekst „Szkoła krośnieńska"
w rzeź­
bie ludowej, oraz m.in. Marii Sagajło-Kaczanowskiej Znaczenie
ornamentu i techniki zdobienia w pisankach, Mariana Sobies­
kiego „Maryna"
[instrument muzycznyl.
Objętość numerów zmniejsza się, zeszyt 2 liczy 40 stron, 3:42
strony, podwójny 4-5:64 strony. Ten ostatni w całości wypełnia
omówienie wystawy Sztuka ludowa Warmii i Mazur (Olsztyn,
1948) pióra redaktora naczelnego. Tekst ten pokazuje dobrze
metodę badawczą Grabowskiego. Nie interesuje go rozwój
historyczny, zasięg, funkcja, przedmiotem zainteresowania
stają się cechy formalne prezentowanych dzieł. W dziale
„ R z e ź b a ' ' wyznacznikiem jest materiał i technika, po łyżnikach
i przęśliczkach omawia zabawki i figury sakralne. Eksponuje
znakomite kafle mazurskie.
Następny, potrójny zeszyt (6, 7, 8), 96 stronicowy, także jest
poświęcony omówieniu wystawy, najważniejszej z tych, które
prezentowały sztukę ludową po wojnie. „ W y s t a w a krakowska
Rzeźby, Malarstwa i Grafiki L u d o w e j " po raz pierwszy
pokazała ogromny zespół znakomitych dzieł, tłumaczących
fascynację formistów sztuką ludową. Było to w istocie wprowa­
dzenie tej sztuki do narodowego panteonu. Inna sprawa, że stało
się to już wtedy, gdy zainteresowanie sztuką ludową zaczęło
w kręgach ludzi sztuki wygasać. Zeszyt wydany w nakładzie
4850 egzemplarzy wywołał ogromne zainteresowanie. Tekst
Grabowskiego, wypowiedzi o sztuce artystów, znakomite ilust­
racje sprawiły, że środowisko artystyczne (i nie tylko) zostało
tym faktem poruszone. Dla piszącego te słowa było to pierwsze

145

�zetknięcie z urodą ludowych dzieł, urzeczenie, które wpłynęło
na dalsze losy, zainteresowania. Na tle ówczesnych czasopim
numer „Polskiej Sztuki Ludowej" wyróżniał się zdecydowanie.
Widziałem go w pracowniach artystów, ale też w poczekalni
dentysty i lekarza.
Numer wywołał oburzenie, wicepremier wezwał „na dywa­
n i k " ministra Sokorskiego (z ramienia partii odpowiadał za
politykę resortu), ten zaś za propagowanie „religianctwa",
świątków, z miejsca wyrzucił Grabowskiego z pisma i Instytutu.
Miało to miejsce w listopadzie 1948 roku. W tym czasie
kończyła się j u ż względnie liberalna polityka w zakresie
kultury, narastały konflikty z Kościołem, marksizm miał wy­
przeć wszelkie inne formy wiary. Zlikwidowano miesięcznik
„Nurt. L i t e r a t u r a - N a u k a - Ż y c i e " , zakazano wystawienia Kor­
diana w Krakowskim Teatrze im. Słowackiego, odwołano ze
stanowiska redaktora naczelnego „ O d r o d z e n i a " Karola Kuryluka, w grudniu los jego podzieli Stefan Żółkiewski - redaktor
„ K u ź n i c y " . List Piusa X I I do biskupów niemieckich w sprawie
granic zachodnich i wypędzania ludności niemieckiej ( L I ­
II.1948) ze słowami: „Czy było jednak rzeczą dozwoloną
wypędzić w formie odwetu z domu i ojczyzny 12 milionów
ludzi i skazać na n ę d z ę ? " - spowodował niezwykle ostrą
reakcję w prasie. Pojawiły się ulotki, organizowano wiece.
Pisma nie zlikwidowano, na jego czele stanął etnograf, dr
Roman Reinfuss. Postawiono warunek: sztuka ludowa - tak,
świątki, religianctwo - nie. Ukazał się jeszcze przygotowany
uprzednio przez Grabowskiego zeszyt 9-10/48 kończący roz­
ważania redaktora na temat stylu ludowego, wsparte pierwszym
odcinkiem tekstu Witolda Dynowskiego Historycyzm w sztuce
ludowej, i „etnograficznymi" publikacjami: Reinfussao skrzy­
niach z okolic Krakowa i Marii Źywirskiej o tiulowych
czepcach krakowskich.
Numer 11-12 sygnuje jako redaktor naczelny Roman Re­
infuss. Nakład wyznacza - 2500 egz. Dynowski kontynuuje
swoje rozważania, sam redaktor publikuje: Architektura szopki
krakowskiej. Jednak zajęty intensywnie prowadzonymi bada­
niami w terenie nie ma czasu na pismo, zwłaszcza, że redakcja
mieści się w Warszawie. Formuła, iż redaguje „Zespół kierow­
ników sekcji Instytutu" ma raczej znaczenie tytularne.
W numerze 1/1949 jako redaktor występuje Tadeusz Zygler.
Podnosi nakład do 5000 egz. Prowadzi pismo przez cały rok.
Wydaje zeszyty, objętości od 32 do 64 stron. Witold Dynowski
ciągnie w nich swe rozważania na temat historycyzmu. Reinfuss
- o skrzyniach zdobionych z okolic Krakowa, Zofia CieślaReinfussowa o okuciach wozów z okolic Makowa. Pojawia się
temat, rozszerzający zakres problematyki p i s m a - n a marginesie
wystawy górniczej w Sosnowcu, Maria Żywirska omawia
Zagadnienia
prymitywnej
sztuki robotniczej.
W zeszycie
3—4/1949 pojawia się nazwisko Tadeusza Seweryna, który
omawia na tle wystawy w warszawskim Muzeum Narodowym
czechosłowacką sztukę ludową. Żywirska w tymże zeszycie
zamieszcza Zdobienie rzeźbą w drewnie chaty
kurpiowskiej
sumiennie konstruując, zgodnie z sugestiami Reinfussa-tablice
m o t y w ó w . Sam Roman Reinfuss opisuje Wełniane torby górals­
kie. Redakcja, po niedawnych doświadczeniach zamieszcza
fotografię świeckiej figurki w glinie (Kobieta
brzemienna)
zwracając się („...do wszystkich Czytelników Polskiej Sztuki
Ludowej o nadsyłanie do publikacji dobrych zdjęć fotograficz­
nych rzeźb ludowych o temacie świeckim, wraz z komentarzem
obejmującym informacje dotyczące techniki wykonania rzeźby
oraz dane dotyczące a u t o r ó w . "
Zdjęć nie nadsyłano, natomiast w następnym zeszycie,
wyraźnie zdeklarował o jakie widzenie sztuki chodzi sam
Sokorski. We wstępnym artykule: O właściwy stosunek do
sztuki ludowej (referat na konferencji poświęconej omówieniu
wyników Festiwalu M u z y k i Ludowej) czytamy: „Sztuka ludo­
wa (...) jako samodzielny, własny nurt kulturalny mas ludo­
wych, powstała i ukształtowała się jako antyteza szlacheckiej,
dworskiej kultury, tym samym korzeniami swymi sięgając
społeczeństwa, opartego na pańszczyźnianej pracy najszerszych
mas c h ł o p s k i c h . " Autor dostrzega: „(...) niebezpieczeństwo
sprowadzenia sztuki ludowej do tradycjonalistycznej obrzędo­

146

wości, ilustrującej w gruncie rzeczy reakcyjno-agrarystyczną
postawę bogatej części wsi, wsi zrastającej się z miejskim
spekulantem." Sokorski przeciwstawiał „ z d r o w ą " sztukę ludo­
wą „ c h o r e j " , formalistycznej. Pisał: „Malarstwo intymne,
malarstwo abstrakcjonistyczne, zwyrodniałe w poszukiwaniu
nowego wyrazu dla wyobcowanych pojęć w kolorze, bryle czy
linii okazało się tragicznie bezbronne wobec prawdziwego
zwycięstwa c z ł o w i e k a . " Wtórował mu minister Dybowski.
W odczycie dla nauczycieli mówił: „(...) ludzie zapomnieli
rysować grzęznąc w formalizmie. Dochodzi do takich absurdów
jak obrazy Picassa."
Pismo jednakże nie uczestniczy w ideologicznych manew­
rach. Zamieszcza opracowania stanowiące wynik badań tereno­
wych, które w sytuacji szybkich przemian na wsi dokonywane
są pospiesznie; w dążeniu do uchwycenia obrazu tradycyjnej
sztuki, jej - jak to mówił Roman Reinfuss - „fotografii".
Zamieszcza też opracowania monograficzne innych, nielicz­
nych, badaczy sztuki ludowej, np. Tadeusza Seweryna, Polskie
zabawki ludowe (6/1949). W tym samym numerze Leonard
Życki przedstawia uwagi Na marginesie pierwszej
ogólnopols­
kiej wystawy plastyków amatorów (Muzeum Narodowe, maj
1949). „Autorzy przedstawiają swe przeżycia czy marzenia
w sposób optymistyczny, pełen radości życia i wiary w przy­
szłość. Jakże korzystnie różnią się w tym od „nowoczesnych"
plastyków, patrzących na człowieka z pesymizmem i kawał­
kujących go niczym studenci w prosektorium". Dodajmy, że
w podobnym duchu potępia wszelkie nowoczesności i formaliz­
my Witold Zechenter recenzując I W y s t a w ę Sztuki Nowoczes­
nej w Krakowie. „Ludzie wychodzą z niej chorzy, wściekli,
plując przekleństwa" („Polska Zbrojna", 1949 nr 17); czy
Jadwiga Siekierska, która pisze po Festiwalu Polskiej Muzyki
Ludowej „Zwalczamy w walce z bogoojczyźnianym kosmo­
polityzmem niewolnicze i ślepe formalistyczne tendencje
w muzyce." ( „ K u ź n i c a " , 1949 nr 24).
O roli tego Festiwalu pisze w następnym numerze naszego
pisma (7-8/1949) Jadwiga Sobieska w artykule Chłonność
muzyczna naszego ludu. Ukazuje, jak zetknięcie na Festiwalu
zespołów i muzyków z różnych stron kraju wpłynęło na niemal
natychmiastowe przejęcie melodii i tańców pochodzących
z innych regionów. („... grupa szamotulska (...) skopiowała na
podstawie trzykrotnej obserwacji (...) całe dwa tańce z muzyką,
tekstem i układem choreograficznym z programu Suchodołu
(ziemia rzeszowska)." Kończy swój tekst refleksją: „Przygod­
ny zbieracz za lat 50 [tzn. za 3 lata! A.J.] będzie w prawdziwym
kłopocie, jak takie zjawisko w y t ł u m a c z y ć . "
Ponadto w zeszycie znalazły się Romana Reinfussa, Malowane
zręby chałup wiejskich, Zdzisława Szulca, Gęśle czy skrzypce,
Wiesława Cichowicza, Haft wielkopolski i czepce wielkopolskie.
W zeszycie 9-10 najważniejszy wydaje się artykuł Karola
Homolacs'a O wartości zdobnictwa ludowego (dokończenie
w następnym zeszycie). Reinfuss pisze o kaflach z Brzegu, Piotr
Greniuk publikuje Druki ludowe na płótnie w południowej
Lubelszczyźnie.
W ostatnim numerze z 1949 r. Juljan Krzyżano­
wski zajmuje się sprawą ludowości w poezji Adama Mic­
kiewicza, Maria Znamierowska-Prufferowa pisze o rzeźbi
rzach ludowych na Kujawach i od tego czasu bio;
ludowych twórców coraz częściej będą się pojawiały w piśi
Aleksander Wojciechowski, nim jeszcze zajmie się współc:
ną twórczością plastyczną, publikuje tekst: Tematyka społec
i polityczna w wycinance
łowickiej.
W roczniku zasługuje na uwagę Dział informacji, recei
z wystaw i książek. Otrzymujemy też Sprawozdanie z działalno
ści Państwowego Instytutu Sztuki Ludowej za rok 1949 - ostat­
nie, jako że Instytut zostaje zlikwidowany, a jego
włączone do powstałego w listopadzie 1949 r. Państwo
Instytutu Sztuki. Pismo, dotąd doskonale opracowywane
cznie (przez Barbarę Suchodolską) traci walor estetyc:
Przeniesione do Krakowa, redagowane jest w Sekcji S
Ludowej. Nie wymieniony w stopce Roman Reinfuss reda]
je przy pomocy Zofii Cieśli-Reinfussowej. Teka redakcyjna
wątła, w ciągu roku ukazują się dwa numery (1-6 oraz 7-12)&lt;
pierwszego z nich dołączony jest separat: Plastyka 1ш
Polski. Zarys bibliograficzny.
Opr. Piotr Grzegorczyk
5

6

�instrukcje i kwestionariusze dla badaczy kultury ludowej.
Wyraźnie widoczne jest dążenie do tego, by pismo pełniło rolę
służebną wobec Sekcji, służąc publikacji wyników aktualnych
badań oraz opracowań dokonanych przez etnografów i miłoś­
ników sztuki ludowej z całego kraju. W zeszycie 7-12 znaj­
dujemy takie właśnie dwa ważne teksty: Andrzej Żak, archeolog
1 najnowszych badań nad kulturą plemion prapolskich,
oraz
Aleksander Wojciechowski Dwuosnowowe tkaniny białostoc­
kie, a w 1-271951 Juliusz Kostysz Z dziejów
krakowskiego
garncarstwa, Franciszek Kotula Malowane zręby chałup w Rze­
szowskim. W tym, oraz następnym zeszycie (3) zamieszcza
Maria Żywirska opracowanie Twórczość plastyczna
górników.
Poczynając od tego numeru „Polska Sztuka L u d o w a " jest
dwumiesięcznikiem, wychodzącym w nakładzie 3000 egz.
Już od momentu przejęcia pisma przez Państwowy Instytut
Sztuki widoczna jest troska o to, by stworzyć pozory zaintereso­
wania problemami nauki radzieckiej. Pojawia się rubryka
Z nauki radzieckiej,
ze „ s z t a n d a r o w y m " tekstem G. Niedosziwina O zagadnieniu ludowości w sztuce radzieckiej. Nie ma
żadnego wpływu na badania i formę publikacji ich wyników.
Należy jednak pamiętać, iż są to lata intensywnej indoktrynacji.
Państwowy Instytut Sztuki (kierowany przez prof. Juljusza
Starzyńskiego) powstał przecież jako taran marksizmu, forsując
idee socrealizmu. Jego powstanie wiąże się z decyzją likwidacji
różnych ośrodków badawczych, podporządkowania ich central­
nej placówce, którą łatwiej sterować, kontrolować.
Dla Dyrekcji Instytutu włączenie Sekcji Plastyki Ludowej
było w pełni uzasadnione, ale oczekiwania szły dalej, niż tylko
prowadzenie terenowej dokumentacji. Prof. Starzyński postulo­
wał zajęcie się problemem inspiracji sztuką ludową, Aleksander
lackowski - mianowany kierownikiem Zakładu Sztuki Ludo­
wej i Folkloru, chciał pogłębienia badań, poszerzenia ich przez
realizację kwestionariuszy, pozwalających na poznanie histo­
rycznych i społecznych uwarunkowań. W a ż n ą rolę odegrała
konferencja w Jadwisinie poświęcona aktualnym zagadnieniom
naukowo-badawczym i twórczym polskiej plastyki ludowej.
Materiały z tej konferencji opublikowano w numerze 3 oraz 4-5
z 1951 r. Rozszerzały dotychczasowy zakres tematyczny.
Zwłaszcza istotny był artykuł Ksawerego Piwockiego Sztuka
ludowa i narodowa ilustrowany znakomitymi przykładami
architektury i kapliczek. W zaplanowaniu tych numerów znacz­
ny udział mieli prof. Ksawery Piwocki, prof. Bohdan Urbano­
wicz, Mieczysław Porębski i Aleksander Wojciechowski - two­
rzący kolegium redakcyjne pisma.
W numerze 6 Andrzej Żaki, współpracujący z Sekcją Sztuki
Ludowej zamieszcza artykuł Metoda wykopaliskowa w bada­
niach polskiej sztuki ludowej. Inne teksty dotyczą ośrodka
garncarskiego w Brzostku i wielkopolskich czepków oczepinowych. Zeszyt liczy 32 strony.
Rok 1952 rozpoczyna tekst Wojciecha Jastrzębowskiego,
Geneza, program i wyniki działalności „Warsztatów
Krakows­
kich" i „Ładu". Wandy Telakowskiej: Projektanckie
kolektywy
robotnicze, chłopskie i młodzieżowe.
Edyta Starek zamieszcza
sylwetkę artystki ludowej - Heleny Roj-Kozłowskiej. Wśród
recenzji omówienie kolejnego konkursu szopek krakowskich.
Numer 2 zawiera materiał o tkaninach gdańskich z X I I i X I I I
*• Piszą o nich Janina Kamińska i Adam Nahlik. Debiutuje
autorsko uczestnik obozów etnograficznych, prowadzonych
Przez dra Romana Reinfussa - Andrzej Wajda. Przyszły mistrz
wna pisze o Wincentym Kitowskim, iłżeckim artyście ceramiPoczynając od numeru 3/1952 przejmuje funkcje redaktora
aezelnego Aleksander Jackowski. Zaprasza do współpracy
"akomitego etnografa dra Mieczysława Gładysza. Przy jego
Pomocy komponuje numer „ g ó r n i c z y " , rozszerzając formułę

pisma i pojęcia sztuki ludowej. Gładysz pisze w nim tekst
Z twórczości plastycznej górników śląskich, Żywirska Podłoże
ludowe w kulturze górniczej. Numer rozpoczyna programowy
tekst redaktora pt. Na marginesie prac Państwowego
Instytutu
Sztuki w zakresie badań nad sztuką ludową i folklorem. Pisze
z młodzieńczą werwą marksistowskiego neofity o tym, co
„ s ł u s z n e " a co „ n i e s ł u s z n e " . Kładzie nacisk na rejestrowanie
nie tylko dawnych zabytków, ale także na dokumentowanie
procesu przemian i twórczości współcześnie powstającej. Jac­
kowski przywiązuje dużą wagę do społecznej kondycji ludowej
sztuki i folkloru. Wynika to m.in. z tego, iż przychodzi do pisma
z nastawieniem socjologa (praca magisterska u prof. Stanisława
Ossowskiego Folklor jako zjawisko świadomości
społecznej).
Interesuje go muzyka ludowa - jeździ z Tadeuszem Sygietyńskim po kraju, zapisując pieśni, organizuje „Akcję Zbierania
Folkloru" jako pełnomocnik Ministra Kultury i Sztuki. W ra­
mach dyrekcji PISu opiekuje się sekcjami sztuki ludowej
i folkloru słowno-muzycznego. Zwiększa objętość zeszytów
(3:72 str.; 4-5:112 str.).
Ten ostatni zeszyt poświęcony jest m.in. badaniom nad
kulturą ludową Warmii i Mazur (tekst W ł a d y s ł a w a Gębika),
metodom pracy zespołowej w polskim przemyśle artystycznym,
współpracy artystów zawodowych z ludowymi. Roman Reinfuss publikuje syntetyczny szkic Sztuka ludowa
Podlasia
Zachodniego, Jan Sadownik omawia Pieśni ludowe z obszaru
wideł Wisły i Sanu. Problemy współczesnej sztuki ludowej
i opieki nad nią stanowią treść numeru 2/1953. W następnym
zeszycie Wanda Telakowska pisze o próbach włączenia twór­
czości ludowej do wzornictwa przemysłowego, Tadeusz Sewe­
ryn: Niszczenie dzieł sztuki wynikiem zabiegów
magicznych,
Alfred Zaręba: Tańce ludowe w Szwecji (związki z naszym
folklorem). Nr 4—5, monograficzny, poświęcony został sztuce
ludowej Odrodzenia. M . i n . Tadeusz Seweryn publikuje duży
tekst Ludowa grafika staropolska, Juljan Krzyżanowski Ludo­
wość w poezji Kochanowskiego, Franciszek Kotula Rzeszowska
majolika ludowa, Witold Krassowski Chałupa polska na przeło­
mie XVI i XVII wieku. Pięknie wydany zeszyt liczy 124 strony,
ok. 180 ilustracji. Nakład 2.600 egz.
Rocznik zamyka nr 6 z artykułem Ksawerego Piwockiego
Próba definicji kilku pojęć, Hanny Pieńkowskiej
Dekoracja
malarska kościoła w Orawce Romana Reinfussa Polskie ludowe
kowalstwo artystyczne oraz Elementy renesansowe w polskim
malarstwie ludowym. W późniejszych rocznikach program
pisma zostaje poszerzony.
Może warto przytoczyć fakt mało komu znany. Kiedy
Jackowski obejmuje redakcję, pierwsze zeszyty czyta i po­
prawia stylistycznie, z przyjaźni dla pisma, Artur Sandauer.
Później deleguje w tym celu swoją studentkę. Przyjacielem
pisma jest też Julian Przyboś, doskonały znawca polskiej pieśni
ludowej.
(opracował: A.

Jackowski)

PRZYPISY
' Przygotowując wypisy p o s ł u ż y ł e m się pracami: Piotr Grzegorczyk, Dia­
riusz kultury polskiej, [w:] „ T w ó r c z o ś ć " r. I I I , z. 5 maj 1947 i г. I V , z. 12
grudzień 1948; Marta Fik, Kultura polska po Jałcie. Kronika lat
1944-1981,
Polonia, London.
Kazimierz Pietkiewicz, Józef Grabowski
[nota pośmiertna] „ Z e s z y t y
Państwowego
Muzeum Etnograficznego w Warszawie",
XVIII/XIX,
1977/1978, s. 7
' [Józef Grabowski], Powstanie, organizacja i charakter
Państwowego
Instytutu Badania Sztuki Ludowej, „ P o l s k a Sztuka Ludowa'', г. I, nr 1-2, 1947,
s. 60
* Tamże.
„Ilustrowany Kurier Polski", 1950, nr 230, z 2 2 . V I I I
„O nowe oblicze naszej plastyki" „Trybuna Robotnicza", 1949, nr 169
z 28.VI
2

5

6

„Konteksty. Polska Sztuka Ludowa." - przed 40, 30, 20, 10, 5 laty.
J U

)

e u s z o w

cykl ' ' '
y m 50-tym roczniku rozpoczynamy publikację
fra
^ ó r y m chcielibyśmy przypomnieć ważniejsze teksty,
L j f y • omówienia zamieszczane na łamach „Polskiej Sztuki
у
l • Ufamy, że ten w miarę systematyczny, ale i subiektywjp ^ S'ad, nie wyczerpujący siłą rzeczy wszystkich dokonań
' C ć pisma, a i tematów, jakie pojawiały się w ciągu pięć­
W

en

u

0 W e

П

pr

e

l e w z

dziesięciu lat jego istnienia, pozwoli jednak uchwycić ogólny obraz
pisma, nieraz klimat czasów, w których się ono kształtowało,
i podlegało ewolucji aż do dnia dzisiejszego. Być może cykl ten
zachęci czytelników do sięgnięcia po wcześniejsze roczniki nasze­
go pisma. Przegląd ten opatrzony gdzieniegdzie komentarzem
redaktora Aleksandra Jackowskiego, do którego zwróciliśmy sie

147

�z prośbą o taki uzupełniający komentarz, zakończymy wydaniem,
w odrębnej publikacji - nowej, pełnej bibliografii za omawiane tu
lata 1947-1997, uzupełniając dotychczasowe opracowania biblio­
graficzne. (2,8)
Lata 1956-1959
Rok 1956
Dwumiesięcznik. W skład Rady Redakcyjnej wchodzą: Prof.
Witold Dynowski, Prof. Eugeniusz Frankowski, Prof. Mieczysław
Gładysz, Mgr Kazimierz Pietkiewicz, Prof. Ksawery Piwocki, Mgr
Jan Sadownik, Prof. Tadeusz Seweryn, Mgr Marian Sobieski,
Wanda Telakowska, Mgr Aleksander Wojciechowski.
Zespół redakcji tworzą: Mgr Aleksander Jackowski (redaktor
naczelny), Prof. Roman Reinfuss (zastępca redaktora naczelnego),
Mgr Stanisław Hiż (sekretarz redakcji), Mgr Barbara Suchodolska
(redaktor techniczny), Adiustacja: Jerzy Bokiewicz.
(Komitety redakcyjne pełniły rolę fasadową. Można je określić
jako bufory istniejące między Akademią Nauk (i Instytutem)
a cenzurą, władzą. W rzeczywistości ich rola była niewielka, nie
pamiętam aby w ciągu czterdziestu lat zebrały się u nas częściej niż
4—5 razy. Jednak członkowie komitetów chętnie pomagali, po­
proszeni - doradzali. Zwłaszcza bardzo nam drogi prof. Ksawery
Piwocki, a także Tadeusz Seweryn.
Sekretarzem redakcji był w tamtych latach Stanisław Hiż.
Podziwiałem jego kompetencje, sumienność i oddanie. Bardzo na
mnie krzyczał, udawał że się nie przejmuje pismem, udawał, że jest
majestatyczny i surowy. Wspaniały człowiek. A.J.)
Numer 1 w części „Rozprawy" otwiera artykuł Andrzeja Wajdy
Ekrany fotografów
ulicznych:
Zagadnienie ekranów fotografów ulicznych jest
niewątpliwie
marginesowe w stosunku do sztuki ludowej, a mimo to może być
interesujące dla każdego badacza ludowej kultury - dla etnografa,
socjologa, a nawet dla historyka sztuki. Należy ono bowiem do
szerokiego pogranicza wiążącego sztukę ludową z robotniczą,
amatorską, a nawet uczoną, do rozległego obszaru wzajemnych
przenikań i powiązań kultury miejskiej i wiejskiej (...)
W bogatym, bajecznie kolorowym świecie ludowych zabaw, jarmar­
ków, odpustów czy festynów, w magicznym kręgu karuzeli, strzelnic,
glinianych skarbonek, zwierzaków (...) Kościuszków czy Świętych
do wygrania „za jedyne 20 groszy'' - gdzieś na przecięciu wpływów
dawnej ludowej sztuki i wpływów drobnomieszczańskiego
smaku
kształtowały się upodobania estetyczne, których produktem są
również interesujące nas ekrany ulicznych fotografów.(...)
W środowisku
wiejskim a zwłaszcza
drobnomieszczańskim
(szczególnie w okresie przed pierwszą wojną światową) - fotografia
wiązała sie zazwyczaj albo z pewnymi ważnymi momentami w życiu
(chrzest, pierwsza komunia, ślub, służba w wojsku), albo ze
specjalnymi wydarzeniami (jak np. wyjazd do miasta, podróż za
granicę za chlebem itp.). W tych warunkach fotografia powinna
była mówić o samej osobie, jej sytuacji materialnej i pozycji
społecznej. Fotografia była wtedy nie migawką chwili, ale jakby
świadomie upozowaną scenerią portretu. Zdjęcia te otaczano
szczególną pieczołowitością, umieszczając je na widocznych miejs­
cach, oprawne, lub zatknięte za ramą lustra czy obrazu. Pełniły więc
w tych środowiskach podobną funkcję do tej jaką odgrywał dla
bogatego mieszczaństwa czy arystokracji portret - a w czasach
nowszych fotografia wykonana w atelier miejskiego fotografa. (...)
Autor podkreślając istotę tego związku i dający się wykazać
bezpośredni wpływ dekoracji znajdujących się w miejskich za­
kładach fotografów na ekrany i rekwizyty wędrownych fotografów,
pisze tak o tym dalej:
Sens tych dekoracji zawierał sie m. in. w tym, że pokazywały osobę
fotografowaną na piękniejszym tle, w warunkach, które mogły być
tylko przedmiotem marzeń i dążeń. A więc piękne
draperie,
marmurowe schodki czy balustrada, często wspaniały
ogród,
nierzadko z pałacem na dalszym planie. W początkach naszego
wieku pojawiły sie również i inne rekwizyty, jak np. tło z łódkami czy
gondola balonu, w której można było stanąć i sfotografować się.
W ten sposób przeciętny mieszczuch, nie wychodząc z domu, mógł
w atelier fotografa za niewielką opłatą otrzymać budzące dreszcz
grozy zdjęcie w gondoli balonu czy na tle niebosiężnych
szczytów
górskich.
Odwołując się do pracy Tadeusza Seweryna (Polskie malarstwo
ludowe, Kraków 1937), autor zwraca uwagę na jeszcze jeden powód

148

i kontekst sprzyjający powstawaniu i rozpowszechnianiu sie ek­
ranów. Na ich znaczenie r e k l a m o w e :
W tej płaszczyźnie można wywodzić genezę ekranów z tradycji
dawnych obraźników i obrazów służących reklami* towaru wędrównych znachorów. Pisze o tym T. Seweryn: ... podobnie jak owi
wędrowni znachorzy, posługujący się obrazami jako środkiem
zwabienia publiczności, czynią dziś odpustowi fotografowie, ścią­
gający klientów przy pomocy zamalowanych płócien ekranów.
Ekrany więc stanowią dla ulicznego fotografa nie tylko rekwizyt,
niezbędny przy samym zdjęciu (jak to ma miejsce w atelier
zawodowego fotografa miejskiego), ale i środek reklamy, przycią­
gający klientelę. Temu właśnie celowi służy barwa, kolorowość
rozwieszonych płócien. Dla samego tła fotografii
wystarczyłyby
ekrany jednobarwne. Zastosowanie koloru wskazuje na to, &amp;
chodziło o przyciągnięcie uwagi widza, o wywołanie w nim chęci
sfotografowania się na danym tle.
(...) „Piękne" tło podnosiło fotografię do rangi obrazu. Kazało
myśleć nie tylko o portretowanej osobie, ale i o ładności samej
sytuacji. Wprowadzało ważny moment - szczególnie dla wsi
- moment estetyczny.
Przyjemnie mieć zdjęcie „piękne", na tle, które samo budzi
zadumę, daje estetyczne przeżycie. A wiec krajobraz, sytuacja, no
i niecodzienność, ucieczka w kraj fantazji, marzeń. Można tu mówić
0 związku z brukową literaturą, sensacyjnym filmem czy sentymen­
talną piosenką. Nie zapominajmy bowiem, że zwłaszcza dawniej
były ekrany nader często jakby malowanym światem przygód, czymś
w rodzaju historyjek w obrazkach. Spotykamy tam więc cowboya na
spienionym koniu lub stojącego z rewolwerami za pasem, walkę
z tygrysem itp.
Omawiając tła malowane, ekrany pamiątkowe, przystawki (z
otworem w kształcie serca: „Pamiętaj o mnie"), ukazując ich
związek z winietami, z tradycją i estetyką ukształtowaną przez
pocztówkę winietową, omawiając i rekwizyty służące fotografom
ulicznym do kreowania owych niecodziennych obrazów-fotografii,
autor w zakończeniu odnotowuje przemiany w fotografii ulicznej
1 coraz częstsze znikanie z ówczesnej ikonosery tych form.
Następuje już wyraźny zmierzch ulicznych fotografów posługują­
cych się statywami, aparatami „a la minute", i sprawy, o których
mówimy przechodzą wyraźnie do przeszłości. (...) na ulicach com
częściej i natarczywiej oferują swe usługi „ lewarze'', nie skrępowa­
ni miejscem, robiący zdjęcia wprost na tle oryginalnych zabytków.
(...) Fotografia przestaje być zjawiskiem rzadkim w życiu człowieka.
Inne też jest dziś jej znaczenie, inny charakter. Migawka autentycz­
na z życia ważniejsza się staje od upozowanego zdjęcia na
symbolicznym tle.(...)
Nieuchronnie giną warunki, które sprzyjały niegdyś rozwojom
i popularności fotografii na tle ekranów. Dodajmy i do tego
ograniczenia administracyjne. Tak np. w stolicy już od kilku Ш
istnieje zarządzenie Rady Narodowej, ograniczające
używam
ekranów jedynie do dni niedzielnych i świątecznych. W Krakowie m
przykłd zabroniono ich używania.
Inaczej dzieje się jeszcze w innych miastach, zwłaszcza «
terenach Ziem Zachodnich, oraz w małych miasteczkach. Istniefi
nadal ekrany w Łodzi, Lublinie, Gdańsku, Olsztynie czy Szczecinit,
ale i tam ilość ich zmniejsza się z roku na rok.(...)
Tak więc ekrany ulicznych fotografów stanowią w naszym Życ"
coraz większy przeżytek i zapewne podzielą los kataryniarzy Q
wędrownych grajków na butelkach, których jeszcze przed wojni
można było bez trudu spotkać na ulicach miast, a którzy dziś
już do odległej przeszłości.
Artykułowi towarzyszy bogata dokumentacja fotograficzna (*
ilustracji). A zamyka go tak częsta na łamach tego pis
pojawiająca się i przy omawianiu innych zjawisk, inwokacja: I*
pewno warto, aby te najlepsze płótna znalazły schronienie w Zl
rach naszych muzeów.
^
(opracował: A. Jack
(Tekst Andrzeja Wajdy był już drugim tego autora. Wcześniej .
o ceramice iłżeckiej. Jako student Akademii Sztuk Pięknych brał uds
w badaniach terenowych prowadzonych pod kierunkiem prof. Reinfus*
Pamiętam radość, jaką nam sprawił jego artykuł, rozszerzający obs
zainteresowania pisma. Niestety, obiecujący autor zwrócił swe zainte*j
sowania w innym kierunku. Niestety - dla pisma, na szczęścia
wszystkich. A.J.)
d&gt;
c

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6331" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6311">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e32af1034f4e46a9a04673dc7580aeff.pdf</src>
        <authentication>23468e4b8a2b5f2af05ad3b559344d5c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75433">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75434">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75435">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75436">
                <text>Józef Burszta (17.04.1914-6.07.1987) - Mistrz ; Ojciec / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75437">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3, s.211-212</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75438">
                <text>Jackowski, Aleksander; Burszta, Wojciech J.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75439">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75440">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75441">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75442">
                <text>czci

profesorów

pomordowanych

Św., p o t e m

złożenie

kwiatów

Najpierw

msza

przód t a b l i c ą p a m i ą t k o w ą

wo

L i r o wic.

a na­

p o s z ł y w ś w i a t i t y l k o d w i e są w p o s i a d a n i u c ó r k i . Z e s z y t y
„dzienników"

w i n n y z n a l e ź ć się z c z a s e m w

Muzeum

stępnie z e b r a n i e . B a r d z o denerwujące w s p o m n i e n i a z l a t 1 9 3 9 - 4 1

n n i c t w a w Łodzi, jako d o k u m e n t po

j e d y n e j

i 42. Bestialskie m o r d y n a u l . Łąckiego i na Wólce. T a k byłam

współczesnej h a f с i а г с e

ś c i e n n y c h .

r o z t r z ę s i o n a , że w y s z ł a m

wcześniej.

13.1 I T . 1 9 8 2 .

z J a n i o w ą lewą stronę t k a n i n y . H a f t
W

sumie

więc

Wykończyłam

Z o s t a j ą j u ż t y l k o tła. D z i ś

wczoraj ostatnie; drzewo.

dziewięć

miesięcy

—

a

jem

równocześnie

gospodarskie,

kłopoty

z

aprowizacją,

zepsuty

znalazłam

t a m nawet

i siebie:

przygarbienie.

Regle,

Widziałam j a k

improwizowała

Czarną

rzekę, Cichu

swoje

haf­

wodę, Halny

u r o d y świata, w k t ó r y m przepięknie i n t e r p r e t o w a n e wełną

—•

drze­

w a są j a k b y r u n e m z i e m i , o r n a m e n t e m , a l e i ż y w y m i , z i n d y w i -

Ze w z r u ­

,,17.1.82. W

większe

koncepcyjnych

i p r o s t e w k o m p o z y c j i , wyrażają j e d n a k k a ż d y m ściegiem miłość

m a już 8 1 l a t ! ) i mnóstwo odwiedzających, m i e j s c o w y c h i p r z y ­
szeniem

P o l s c e ,

w y m i e n i a m t e n a j p i ę k n i e j s z e , k t ó r e z o s t a j ą w o c z a c h . Są s u r o w e

(Marysia

j e z d n y c h , co ś w i a d c z y j a k była l u b i a n a i s z a n o w a n a .

szkiców

t o w a n e o p o n y : Garnki,

telefon,

b r a k ś w i a t ł a , z l a k o m u n i k a c j a z m i a s t e m , złe p o g o d y

śledziłam j e j coraz

z malutkich

pół e t a t u w Z W W , ogłoszenie s t a n u w o j e n n e g o , w y j a z d y , c h o r o b y ,
zajęcia

w

Ileż r a z y zastawałam ją pochyloną n a d k r o s n e m i z n i e p o k o ­

wykańczam

178 g . "
pracy

o p o n

tych

Włókie­

dualizowanymi

południe

jej

b y ł a H a l i n a K o n . ze z ł a m a n ą r ę k ą , a l e j o s t j e d n a k t a k d o b r a ,

praca:

istotami. Znamienna

czarna,

ciężka

cierniowa

tematycznie
korona

jest

czymś w r o d z a j u gorejącego k r z e w u , n i b y R e q u i e m .

w z i ę ł a r e c e p t y i o b i e c a ł a , że t o z a ł a t w i . 1 8 . 1 . D o s t a ł a m p r z y n i e ­

ją M u z e u m

sione z a p t e k i l e k a r s t w a ( z n o w u H a l i n a przyszła — b a r d z o j e s t e m

Diecezjalnemu

stawie. M u z e u m

wdzięczna)"...

tencję j e j

w Warszawie,

odwdzięczyło

ostatnia

spoczywająca

na

Podarowała

g d z i e wisiała n a w y ­

się j e j z a m a w i a j ą c

mszę n a i n ­

wyzdrowienia.

O w a dokumentacja 21 u n i k a t o w y c h prac, w y k o n a n y c h w la­
tach

1 9 7 0 — 8 4 j o s t w i e l o r a k o c e n n a : przez skromność

która z t r u d e m d o c h o d z i

do samorealizacji

W i d z ę ją j a k w bólu i c i e r p i e n i u z r z u c a z siebie

artystki,

i sterany k o k o n eiala i w y z w o l o n a ,

a r t y s t y c z n e j ; przez

u k a z a n i e w s z y s t k i c h faz p o w s t a w a n i a h a f t o w a n e j

tkaninj ' :

zasiada

spracowany

z n o w u z promienną

radością d o h a f t o w a n i a aniołom p i ę k n y c h szat o z i e m s k i c h w z o ­

wre­

s z c i e j e s t t o w s k a z ó w k a g d z i e p r a c e t e się z n a j d u j ą , b o w s z y s t k i e

r a c h z ręcznie przędzionej podhalańskiej

wełny.

Е- Serafin — i l . 3; W. Werner — i l . 1, 2, 4, 7

Vot.:

JÓZEF BURSZTA

(17.04.1914-6.07.1987)

MISTRZ
W

humanistyce

słowo

coraz

staroświeckie,

ceremonialne,

i

powodów,

coraz m n i e j

rzadziej

pobrzękujące

aby o

kimś

spotykane,
patosem

jakby

—

t a k właśnie

bo

też

powiedzieć.

S z c z ę ś l i w i , k t ó r z y m i e l i m i s t r z ó w , a w i ę c l u d z i , k t ó r y c h się n i o
tylko z zainteresowaniem
było

podziwiać

c z y t a ł o , słuchało, ale i k t ó r y c h m o ż n a

wzorce

jako

postaw

etycznych;

którzy

nigdy,

w t r u d n y c h s y t u a c j a c h , nie zawiedli. Można było w n i c h wierzyć,
ze s p o k o j n ą p e w n o ś c i ą , że i w t e d y , g d y się szło w i n n y m k i e r u n k u ,
czy

inaczej

myślało —

liczyć n a i c h p o m o c ,
o

b y l e uczciwie i z sensem

zachętę, serdeczno

ludziach, z którymi

miałem

—

szczęście się z e t k n ą ć , o

C z a p s k i m , Stefanie C z a r n o w s k i m , Stanisławie i M a r i i
Kazimierze

Zawistow icz-Adamskiej,

wyróżniało?

A u t o r y t e t ? N a pewno, prsode

Swoista
nie

Józefie

7

charyzma,

rzadko

kosztem

wychylenie k u ludziom,
czasu

na

wolno

zainteresowanie.

własne

było
Myślę

Józefa:;

Ossowskich,

Burszcie.

Co

ich

wszystkim

moralny.

gotowość

pomocy,

prace.

Mistrza

poznać

m o ż n a p o t y m , że j e g o u c z n i o w i e , n i e z a l e ż n i e o d t e g o j a k p o t o ­
c z y ł o się i c h ż y c i e , czują się s o b i e b l i s c y p r z e z s a m f a k t , iż k s z t a ł t o ­
w a l i się w k r ę g u J e g o o s o b o w o ś c i . J e s z c z e j e d n o — m ó w i ę o m o i c h
mistrzach —

o k a ż d y m z n i c h w o l n o p o w i e d z i e ć , iż

pozostawał

w służbie społecznej, robił t o , co t r z e b a b y ł o z r o b i ć ; m ó w i ł o t y m ,
0 czym

t r z e b a było

Kiedy
wszystkim

teraz
o

powiedzieć.

wspominam

tym, jak

Profesora

animował

Bursztę

środowisko,

myślę
jak

przede

serdecznie

1 g o r ą c o u m i a ł z a c h ę c a ć d o p r a c y , j a k G o cieszyły . s u k c e s y j e g o
uczniów, d o b r y t e k s t n a w e t n i e znanego m u a u t o r a . N i c denerwo­
wał

go f a k t ,

iż

„młodzi"

zaczęli

go

w

czymś

wyprzedzać ,

s z l i w ł a s n ą d r o g ą . N i o b a l się „ k o n k u r e n c j i " , n o w y c h
t e o r e t y c z n y c h . W i e r z y ł w l u d z i , wierzył

5

iż

impulsów

pięknie i p r z e z t o w y ­

zwalał z n i c h t o , co d o b r o . K s z t a ł t o w a ł i c h p r z e z s a m f a k t

swej

o b e c n o ś c i , p r z e z d o b r y , ciepły u ś m i e c h , p r z e z s w ą a u t e n t y c z n o ś ć

j a k bardzo

i

na

prawość.
Autentyczność. Należał —

już j e d e n z o s t a t n i c h —

do poko­

chciał, b y ś m y d a l i t e m u z e s p o ł o w i p i e r w s z ą n a g r o d ę

konkursie. Przewodniczy!

jury,

mógł

głosując

przeważyć

szalę, ale n i e uczynił t e g o . P a t r z y ł z nadzieją n a m n i e , z m a r t w i ł

lenia, u c z o n y c ł i , k t ó r z y w y s z l i „ z K o m b o r n i w ś w i a t " , n i o t r a c ą c

się. g d y w yżej o c e n i ł e m i n n y z e s p ó l , a l e a n i t o z d a r z e n i e , a n i o d r z u ­

więzi z r o d z i m y m i zawsze sobie d r o g i m środowiskiem w i e j s k i m .

cenie

Z e wsią z w i ą z a n y b y ł głęboko, serdecznie.

do m n i e . P r z e c i w n i e , czułem t o , miałem w n i m zawsze o d d a n e g o

żywał występy

210

zespołu z r o d z i n n e j w s i —

Pamiętam, j a k prze­
Grodziska

Dolnego,

7

jakiegoś

nadesłanego

sojusznika, przyjaciela

t e k s t u nio zmieniły

i obrońcę.

Jego s t o s u n k u

�Sprawy

w s i rozumiał

doskonało,

myślał

o

stanic

kultury

sio j e s z c z e t y l k o d o z w r ó c e n i a
Profesora.

nie bez d o z y

h i s t o r i i , e t n o g r a f i i . O d 1957 r. kierował Profesor

nym,
i

serdecznej

m i t y z a c j i . B y l b o w i e m nic t y l k o uczo­

nic t y l k o nauczycielem, wychowawcą,

działaczem

ruchu

ludowego.

Poświęcał

o r g a n i z a t o r e m , ale

ludziom

i

sprawom

Zawierał

się

w

u w a g i n a obszar

l u d o w e j b e z z ł u d z e ń , choć o n i e j m ó w i ł , c z y pisał w a r t y k u ł a c h ,

kręgu

trzech

zainteresowań

dyscyplin:

socjologii,

Katedrą E t n o ­

grafii U n i w e r s y t e t u i m . A d a m a Mickiewicza w P o z n a n i u . Dzięki
j e g o i m p u l s o m powstała w k r ó t k i m czasie z b i o r o w a

monografia
zorga­

czas, k t ó r e g o n i g d y n i e miał za w i e l e , z d r o w i e . Jeszcze d o o s t a t ­

(trzytomowa)

n i c h t y g o d n i swego życia, c h o r y , zmęczony, jeździ! p o

n i z o w a n o toż b a d a n i a n a d p r z e o b r a ż e n i a m i k u l t u r y n a z i e m i a c h

Polsce,

Kultura

ludowa

uczestniczył w j u r y f e s t i w a l i , w n a r a d a c h , z e b r a n i a c h . D l a c z e g o

o d z y s k a n y c h , szczególną

t o r o b i ł ? N i e u m i a ł i n i c c h c i a ł się o s z c z ę d z a ć . C z y m b y ł s ł a b s z y ,

kultur

t y m więcej chciał jeszcze z d ą ż y ć zrobić. P o j e g o śmierci napisał

powojennej

Z

wielu

odznaczeń,

szczególnie zaszczytne

mogli

Mu

podołać

temu,

Prowadził

wszak

redagował

„Lud",

o n jeden

się

przedtem

doktorskie, habilitacjo,

czuwał

w zorganizowanej
Kolberga

czym

prace

n a d przebiegiem

zajmował.

raial

wykłady,

gigantycznej

pracy

przez siobie r e d a k c j i Dzieł W s z y s t k i c h Oskara,

w

zwracając

ludności

m i w liście p r o f . Z b i g n i e w J a s i e w i c z , że t r z e b a k i l k u l u d z i , a b y

Wiedniu.

uwagę

n a proces

zamieszkałej

nagród,

—

(1900—1967),

Wielkopolski

na

wyróżnień

tych

zderzenia
ziemiach.

wymienię

Jednak

najważniejszą

nagrodą,

z

jedno,

wręczoną

Nagrodę i m . J . G. H e r d e r a ,

czego

na

p e w n o zdawał sobie sprawę, było s t w o r z e n i e w P o z n a n i u prężnego
i ciekawego

środowiska etnologicznego

oraz pozostawienie

śladu

w s e r c a c h i u m y s ł a c h t y c h w s z y s t k i c h , k t ó r z y się z n i m z e t k n ę l i .

( u k a z a ł o się o d 1 9 6 1 r . p o n a d 6 0 t o m ó w ) .

N i e chcę t u p i s a ć ż y c i o r y s u n a u k o w e g o P r o f e s o r a .

Zaintereso­

w a n y c h odsyłam do , , L u d u " i „Etnografii P o l s k i e j " .

Aleksander Jackowski

Ograniczę

OJCIEC
Staję o t o p r z e d z a d a n i o m n a p i s a n i a n a j t r u d n i e j s z e g o
w

dotychczasowym

życiu

—

kilka

stron

zaledwie;

tekstu

ale

stron

(np. nowe

ujęcie

„Kultury

ludowej

W i e l k o p o l s k i " ) , ale zawsze

„ c o ś " stawało n a przeszkodzie. T y m „ c z y m ś " b y l i l u d z i e , k t ó r y m

o s o b i s t y c h o najbliższej osobie. J a k t e g o dokonać, a b y o w ł a s n y m

nade

O j c u n i e napisać w sposób a n i z b y t n i o s u b i e k t y w n y , a n i z p r e ­

wielką,

tensjami

t y l k o sferą „ w i e l k i c h t e o r i i " , r ó w n i e w a ż n a b y ł a „ m a ł a t r a d y c j a "

do „ b y c i a "

obiektywnym, zdystansowanym

przekazi­

wszystko

c i e l e m w ł a s n y c h m y ś l i o k i m ś , k t o j e s z c z e n i e d a w n o b y l realnością

działań

codziennych kontaktów, rozmów, p o r a d i dyskusji. Może z góry

wymagały

n i e w a r t o l i c z y ć , żo coś t a k i e g o „ . p o ś r o d k u " się u d a ?

Józef B u r s z t a był nie t y l k o m o i m

Ojcem,

ale —

od

z kolejnej
Kolberga

i głośno

wania, pierwszym krytykiem

m o i c h zamierzeń n a u k o w y c h oraz

nad

ukochaną

przezeń

otnografią.

P a t r z y ł e m z a t e m n a J e g o ż y c i e n i e c o i n a c z e j niż g d y b y m

zajmo­

wał

i

się r z e c z a m i

otaczających

go

od Jego

zainteresowań

zawodowo

osób, t o —

także mój krąg z a w o d o w y ,
wiście,

w'

mojego

s t o s u n k u do

rzeczywistości

uczeń.

To

strata

jest

wszystko

odległymi.
w

ich sprawy —
nigdy

Ojca

nie

zlało

się w

j a k b y podwójnie

—

możliwe

„dzielenie"

ojciec— s y n i m i s t r z —

jedno

i dlatego

bolesna,

krąg

sensie

to moje sprawy. Oczy­

było

n a zależność

A

pewnym

jeśli

właśnie

Jego

tak w

ogóle

wolno

D l a nas, domowników, był t o zawsze t y t a n p r a c y , który j e j
właśnie p o d p o r z ą d k o w a ł s w o j o życie. Z a w s z e g o t o w y d o k o l e j n y c h
przedsięwzięć,

wyjazdów,

wykładów,

ocen

wydawniczych,

r o z m ó w , artykułów , n i e w i e l e u w a g i p r z y w i ą z y w a ł d o c o d z i e n n e j ,
7

krzątanin}'.

Marcelinę, bez

której

Wiedział,

że t u t a j

ideal, któremu

może

liczyć

się p o ś w i ę c i ł

na

bez

żonę,
reszty,

b y ł b y n i e o s i ą g a l n y . P r z y g l ą d a m się o d p a r u l a t , j a k u m n i e j s z a
się g r o n o

takich

właśnie

„profesorskich

związanych silnie i dopełniających

tandemów",

których

dzisiaj

к a, ż d a

ze

stron

byłaby

drugiej a k o b i e t a stwarzałaby w a r u n k i
się p a s j o m n a t i k o w y m . T o n a p e w n o

było
na

i posłannictwa.

miejsca
owo

W

na odpoczynek,

„obrastanie

w

któremu

wygodnictwo,

rzeczy",

związków,

do całkowitego
zamierający

othosie,
jak

to

dro­

t a k zależna

od

oddania

ethos.

D l a ojca n a u k a była przede w s z y s t k i m r o d z a j e m
obowiązku

par ludzi

się i d e a l n i e w ż y c i o w e j

d z e . M o ż e c z a s y j u ż n i e t e . ode n i e w i d z ę p o d o b n y c h
w

się k o l e j n e

wyraża

w

z którymi

niego

inicjatyw

nauka

czerpał

była

społecznych,

nie

które

antorytetu nauki.

się s c e n ę :

Ojcioe

wraca

z Instytutu

zadowolenie

z

zmęczony

czy

Redakcji

że

nareszcie

faktu,

d o m u . N a b i u r k u , j a k z w y k l e , piętrzy

k o r e s p o n d e n c j i . P o j e j p r z e j r z e n i u już

obowiązki

—

t u trzeba

pojechać,

się

rodzą

t u napisać i t d .

I co c i e k a w e — n a t w a r z y O j c a p o j a w i a się r a d o ś ć i z a d o w o l e n i e ,
że z n o w a

b ę d z i e się z m ę e z o n y m , a l e spełni się o b o w i ą z e k ; n i e

d l a t e g o , że w y p a d a , ale d l a t e g o , że należy. A

odpoczynek?

szczęście n i e t r z e b a b ę d z i e z a d ł u g o o d p o c z y w a ć .
t a k : d l a Ojca, o d p o c z y n e k

Na

Powiedziałbym

( w sencie n i c - n i c - r o b i e n i a ) b y ł m e t o -

nimią śmierci, t a k j a k w k u l t u r z e chłopskiej m e t o n i m i ą

śmierci

był sen.
Będąc

ostatnio

na

Zjeździe

Filozofii

Polskiej

słuchałem

m . i n . r e f e r a t u , w k t ó r y m a u t o r s t a r a ł się p o k a z a ć , w j a k i s p o s ó b

powiedzieć.

życiowej

strony

powtarzającą

stos najróżniejszej

dyskusjach

ze

Dla

podróży, bądź p o p r o s t u

trochę o d p o c z n i e

w

lokalnych

wsparcia

w i o l u już l a t — n a u c z y c i e l e m a k a d e m i c k i m , w z o r o m d o naślado­
partnerem

przyjemność.

regionalnych,

Pamiętam

L o s s p r a w i ł , iż m o g ę p o w i e d z i e ć , że z m a r ł y 6 l i p c a 1 9 8 7 r o k u
profesor

chciał służyć i z k o n t a k t ó w

nieustającą

„ustawianie

się",

Kolakow'ski.

S ą d z ę , ż e m o g l i się o t y m d o w o d n i e p r z e k o n a ć w s z y s c y

tawia

szukający

r a d i p o m o c y u s w e g o P r o f e s o r a , jeśli o d m ó w i ł , t o t y l k o w ó w c z a s ,

się w

nich

osobowość

człowieka.

S ą d z ę , żc

Ojciec

mój

myślał nieco inaczej —

lubił pisać, ale jednocześnie pragnął

„lepszą

pozostawić

stykał.

cząstkę"

siebie

Czas p o k a ż e ,

czy

wybrał

w

ludziach, z

trafną

którymi

tę
się

drogę.

N i o b y l k l a s y c z n y m e t n o g r a f e m , trafił do niej n i e j a k o boczną
furtką —

poprzez

s o c j o l o g i ę i historię g o s p o d a r c z ą , a w y k r a c z a ł

p o z a nią w k i e r u n k u f o l k l o r y s t y k i i t e o r i i u c z e s t n i c t w a w k u l t u r z e .
Jodyna

perspektywa

poznawcza,

która

m u odpowiadała,

była

t o p e r s p e k t y w a historyczna., r o z p a t r y w a n i a , z j a w i s k w i c h ciągu
genetyczno-rozwojowym.
naukową

jako

Sam

„siedzenie

często

określał

okrakiem" na

swoją

wielu

postawę

zagadnieniach.

S t a d b r a ł a się — j a k s ą d z ę — c e c h u j ą c a g o o t w a r t o ś ć n a w s z y s t k o ,
co

społecznego

hołdował, nio

określa

d z i e ł a stają się „ l e p s z y m i c z ą s t k a m i " i c h t w ó r c ó w , j a k u p o d m i a -

dzieje

się w n a u c e

współczesnej

i unikanie

jednoznacznego

o p o w i a d a n i a się za, „ s z k o ł a m i m y ś l e n i a " . W s z e l k i
poznawczy"
innych

do

nie stworzył

„imperializm

b y ł m u o b c y ; j e g o własne p r e f e r e n c j o n i e z m u s z a ł y
i c h bezwzględnego
„szkoły"

przestrzegania.

Może

s e n s u s t r i c t o. choć na, p e w n o

i

dlatego

jego

rękę

widać w w i e l u p r a c a c h .
Redagowany

przezeń

„Lud",

gdyby

przyjrzeć

się j e g o

za­

g d y n i e d a ł o się b y ć r ó w n o c z e ś n i e w W a r s z a w i e , L u b l i n i e , Ł o m ż } ' ,

wartości w o s t a t n i c h l a t a c h , b y l p i s m e m o t w a r t y m d l a każdego,

Opolu

i

Ojciec

pogodził

Wrocławiu.

Zaryzykowałbym

nawet

się z m y ś l ą , iż ż y c z l i w o ś ć

twierdzenie,

żo

k t o u w a ż a ł , że m a coś c i e k a w e g o

l u d z i o m i radość

ze

sycznie

rozumianej

do powiedzenia nie t y l k o w k l a ­

e t n o g r a f i i , alo również

w

innych

gałęziach

s p e ł n i a n i a o w o g o p o s ł a n n i c t w a n a u k i , o d b i j a się n a j e g o w ł a s n y c h

h u m a n i s t y k i . Szczególnie cenił sobie l u d z i m ł o d y c h i i m zwłaszcza

pracach.

u m o ż l i w i a ł „ p o k a z a n i e " się n a ł a m a c h o r g a n u P o l s k i e g o

Planował

napisać

wiele

artykułów,

planował

książki

Towa-

211

�rzystwa

Ludoznawczego. T y m i

powołując

„Studia

właśnie m o t y w a m i

Młodych '

czy

1

umożliwiając

kierował

n u m e r u , , L u d u " , poświęconego p o s t a c i

monograficznego

logiczne),

się

ale

rodzinnego

przygotowanie

Kiedy

Claude

w-ydaje

nie

podjęcie

m i się,

sposób

że

było

przeze m n i e

w

nio

atmosferze

zostać

studiów

mojego

właśnie

domu

etnografem.

etnograficznych

stało

się

f a k t e m , t o w-łaśnie O j c i e c z a c h ę c a ł m n i e d o d a l s z y c h

poszukiwań

w a n e g o r o c z n i k a , k t ó r y o t w i e r a J e g o zdjęcie z krótkim t e k s t e m

pozaetnograficznych

siebie

„sie­

pożegnalnym

dzenia

o k r a k i e m " ' , c o b y ł o dlań t o ż s a m o z o g ó l n i e j s z y m ,

mniej

Levi-Straussa.

Niestety,

n i c d a n e M u już b y ł o u j r z e ć

od uczniów,

współpracowników

wydniko-

i przyjaciół.

doczekał także j u b i l e u s z u 5 0 - l c c i a p r a c y n a u k o w e j ,
aby

nie

nadawać

mu

oficjalnego

charakteru.

n a pogarszający

Absolwentów

E t n o g r a f i i U A M w P o z n a n i u poświęcono

rzeszy

N i e w i e m , c z y b r a ł o się t o z f a k t u p o c h o d z e n i a
ciekawej
ficznego.
Poza

się w

Stąd

podjął

—

kulturą

utartych paradygmatach
się r e d a k c j i

zmusiło

go

to

naukowej
do

książki

chanizmu

bliżej z g ł ę b i ć p r o b l e m y

iż k i e d y ś c z a s p o z w o l i
semiotyki czy
Wprawdzie

Halla

I

U

Z b i g n i e w
GRAPHY

Ojciec

M

n i e zachęcał m n i e

M

A

R

B e n o d v k t o w i c z

J u r i j
Ł o t m a n
CULTURE

raczej

się

w

różnych

kierunkach dla

skończyła się d l a m n i e

pewna

epoka.

Nie

chodzi

napędzającego

do

pracy,

zabrakło

najważniejszego

—

dobrego
wszystko,

przez lata —

powiedziałbym,
i życzliwego

Znając

ludzi, którzy

s t y k a l i się

a myślę głównie o k o n t a k t a c h zawodo­
iż

zostaliśmy

człowieka, n a u k o w c a

wszyscy

pozbawieni

i społecznika. A

to

co będę robił w przyszłości, będzie już i n n e . . .

do studiowania

lektury typowo

I

E

SYMBOL

socjo­

S
IN

—

SYMBOL

IN

THE

ETHNO­

SYSTEM

OF

F u r t h e r considerations i n which J . Łotman analysis litera­
t u r e a n d a r t reveal differences i n t h e a t t i t u d e t o s y m b o l i n
T o l s t o y ( f o r w h o m w o r d is p u r e l y c o n v e n t i o n a l ) a n d D o s t o e v s k i
(symbolic a t t i t u d e lo (lie language a n d characters); I he a u t h o r
reaches t h e conclusion
( h a t s y m b o l is a s e m i o t i c
condenser:
i t r e l a t e s t h e s e m i o t i c r e a l i t y t o t h e n o n - s o m i o t i c o n e , i t is a
m e d i u m - a g e n t a m o n g v a r i o u s spheres o f semiosis, b e t w e e n t h o
synchrony o f the text and cultural memory.
M i c h a ł
K l i n g e r
-_
SYMBOL IN THEOLOGY. THE
IMPORTANCE OF ELIADE'S ANALYSIS OF
RELIGIOUS
SYMBOLISM FOR CONTEMPORARY THEOLOGY.
contribution to

theology

is u n d e n i a b l e ,

Wojciech

•

The n o t i o n of symbol functions nowadays i n various mean­
i n g s ; i t m a y be, for e x a m p l e , s y n o n i m o f sign, or o f iconinc
s i g n (do Sanssure). J . Ł o t m a n , i n h i s t u r n , b r i n g s f o r t h a i i o t h e r m c a n i n g o f s i g n , i o . s y m b o l c o n c e i v e d as e x p r e s s i o n o f a n o n
- s i g n essence, a k i n d o f b r i d g e b e t w e e n t h e r e a l a n d m y s t i c
w o r l d s : irra,tional contents glitters t h r o u g h expression.
No
definite relation between
text-contents and
text-expression
seems e v i d e n t , t h e h i t t e r a l w a y s a l l u d i n g s o m e h o w t o t h e f i r s t .
T h e r e is a l w a y s s o m e t h i n g a r c h a i c i n s u c h - c o n c e i v e d
symbol
a n d i t n e v e r belongs t o one s y n c h r o n i c section o f c u l t u r e ; i t
r a t h e r penetrates i t , c o m i n g f r o m the past a n d c o n t i n u i n g i n t o
t h e f u t u r e . I n t h i s w a y s y m b o l f u n c t i o n s as c u l t u r a l m e m o r y .
Hence its double n a t u r e : p e n e t r a t i n g t h e deposits of cultures
a n d l i n k i n g various chronological layers, s y m b o l fulfills itself
i n i t s invariant f o r m ; a t t h e same t i m e , however, i t actively
c o r r e l a t e s w i t h t h e c u l t u r a l c o n t e x t a n d is t r a n s f o r m e d t h r o u g h
i t s i n f l u e n c e : i t s c o n s t a n t essence f u l f i l l s i t s e l f i n a n u m b e r
of variants.

212

wych

go

T h e a r t i c l e deals w i t h a c o m p l e x r e l a t i o n betw-oon e t h n o ­
graphic i n t e r p r e t a t i o n s a n d s y m b o l a n d s y m b o l i c
analysis.
Special e m p h a s i s is p u t o n t h e w o r k s c o n c e n t r a t i n g o n t h e
c h a r a c t e r i s t i c s o f s y m b o l as o p p o s e d t o s i g n ( E l i a d e , R i c o e u r ,
A v i e r i n e e v ) . Z. B e n e d y k t o w i c z searches i n P o l i s h e t h n o g r a p h y
for s y m b o l i n t e r p r e t a t i o n coinciding- w i t h t h a t o f Eliade. H o
refers t o W . D y n o w s k i ' s consise d e f i n i t i o n c a l l i n g e t h n o g r a p h y
a science w h i c h d i v i d e s a n d j o i n s c u l t u r e s o f v a r i o u s societies;
t h e a u t h o r a l s o stresses t h e d i a l o g i e a l c h a r a c t e r o f s y m b o l i c
i n t e r p r e t a t i o n w h i c h reveals the ethnographical
quality in
Eliades' works.

Eliade's

i kształcie

t o j u ż się n i e z m i o n i n i g d y .

z Ojcom

nadzieją,,

fascynującej

pałeczkę"

strukturalizmu.

e t n o g r a f i i (podsuwał — j a k pamiętam —

S

i

Wielo­

czytelnika, k r y t y k a , p u n k t u odniesienia d l a wszelkich poczynań.

przebrnięcia p r z e z w s p ó ł ­

się, a l o p r z y g l ą d a ł z ż y c z l i w o ś c i ą

nas
moje

t y l k o o t o , iż n i e m a m j u ż O j c a , a l e o t o , że z a b r a k ł o n a g l e m e ­

czesną a m e r y k a ń s k ą a n t r o p o l o g i ę k u l t u r o w ą . Z w i e l o m a p r ą d a m i
nie identyfikował

Jego i

W m o m e n c i e śmierci Józefa B u r s z t y — m e g o O j c a i w i e l k i e g o

etnogra­
E.

otaczającego

etnografii.

nauczyciela,

z tradycyjnie

myślenia

zjawiska,

się r o z e s z ł y , c o j o d n a k s p r a w i a ł o m u s a t y s f a k c j ę .

„przejąć
dobra

ś w i a t a G a l i c j i , a l e O j c i e c p r a g n ą ł s t a l e się u c z y ć , u n i k a ł

zasklepiania

na

t a k i c h t o a t a k i c h s p r a w i za.ga,dnień, a l e w ł a ś n i e m ł o d z i p o w i n n i

pamięci

z a w i e s z o n e g o w~ s a l i

spojrzeniem

przez

się

Zjazd

obrad.

zdjęcia

preferowanego

k r o t n i e p o w t a r z a ł , że ż a ł u j e j e d y n i e , iż s a m n i e z d o ł a j u ż p o z n a ć

wyehow-anków

ze

imię

—

p r o f . J ó z e f a B u r s z t y , k t ó r y m ó g ł p r z y g l ą d a ć się o g r o m n e j
jedynie

nieco

Nie

się s t a n z d r o w i a ? S t a ł o

j e s z c z e i n a c z e j . O d b y w a j ą c y się w e w r z e ś n i u 1 9 8 7 r o k u I I

w

ś w i a t a . T a k też się stało i p o w o l i z a i n t e r e s o w a n i a

i usilnie

p r a g n ą ł w i e l k i e j f e t y , j a k t o b y ł o w p r z y p a d k u 4 0 k-eia p r a c y
m o ż e ze w z g l ę d u

partykularnym

jubileuszu,

z k t ó r e g o planów- o b c h o d z e n i a b y l b a r d z o n i e z a d o w o l o n y
upraszał,

Nic

since

he

Р

Е

З

Ю

М

J . Burszta

Е

p r o v e s t h a t t h e t r u e r e a l i t y , s e e n as s a c r u m , i s l e g i b l e t h r o u g h
symbols. M . Klinger, an Orthodox theologian, ranks Eliade
among the m o s t illustrious theologians o f our times. The a u t h o r
considers t h e following t o be Eliade's greatest
achievements:
1) r e j e c t i o n o f t h e p r a c t i c e o f i d e n t i f y i n g s y m b o l w i t h s i g n :
s y m b o l i n n e v e r a „ s y m b o l o f s o m e t h i n g " , since i t s e l f i t is a
c o n d e n s e d r e a l i t y ; 2) f o r m u l a t i o n o f t h e m e t h o d o f s y m b o l i c
interpretation o f religion.
W h e n speaking of the application o f the ,,symbolic m e t h o d "
i n ethnology, M . K l i n g e r r e m a r k s t h a t i t tends to consider s y m b o l
as s i g n , f o r t h e f i d e l i t y t o s y m b o l r e q u i r e s f a i t h . M . K l i n g e r
objects t o Ricoeur's excessive intellect u a l i z i n g o f s y m b o l ( s y m b o l
is f a r m o r e t h a n a m e r e " h i n t " ) a n d Łotman's e s t a b l i s h e d o n t h o ­
logical status o f the n o t i o n o f s y m b o l . Moreover, the a u t h o r
r e m a r k s t h a t E l i a d e ' s i m a g e o f s y m b o l does n o t a c t u a l l y e x i s t
in modern theology.
P a u l
TION

T i l l i o h
—
OF RELIGIOUS

SIGNIFICANCE
SYMBOLS

AND

JUSTIFICA­

Religious symbols are t h e o n l y means o f religion's direct
c x p i o s s i o n . I t c a n also e x p r e s s i t s e l t i n d i r e c t l y i n t h e o l o g i c a l ,
p h i l o s o p h i c a l , a n d a r t i s t i c t e r m s . P. T i l l i o h distinguishes t h e
f o l l o w i n g f e a t u r e s o f s y m b o l : 1) b y a p p l y i n g s y m b o l i c m a t t e r ,
it p o i n t s o u t t o w h a t is b e y o n d i t s e l f a n d p a r t i c i p a t e s i n t h e
r e a l i t y i t p o i n t s t o ; 2) i t i s n o t c r e a t e d b y c o n v e n t i o n , b u t i s ,
i n a w a y , , b o r n " ( t h e r e f o r e , i t m a y a l s o d i e ) ; 3) i t c a n r e v e a l
various dimensions o f the reality a n d relate t h e m to different
d i m e n s i o n s o f t h e h u m a n s p i r i t ; 4) i t h a s a n i n t e n g r a t i n g a n d
desintegrating power.
M i г с e a
E l i a d e
—
METHODOLOGICAL
REMARKS
ON T H E STUDY OF RELIGIOUS
SYMBOLISM
The
text translated from English
explains the
today's
interest i n s y m b o l i s m . I t reveals convergoncies a n d discrepancies
i n t h e a t t i t u d e to the subject o f t h e research between h i s t o r y a n d
r e l i g i o n a n d a n t h r o p o l o g y , as w e l l as b e t w e e n s o c i o l o g y a n d
t h e o l o g y . I t also presents a concise a n a l y s i s o f r e l i g i o u s s y m b o l i s m
a n d discusses t h e p r o b l e m o f t h e h i s t o r i c i t y o f s y m b o l s .
M i r c e a
E l i a d e
—
ORDEAL
BY LABYRINTH.
VERSATIONS W I T H CLAUDE-HENRI
ROCQUET

CON­

The fragments of the conversations w i t h Rocquet translated
from English concentrate o n the three following topics: hermeneutics, differences
between
hormeneutic and demystifying
a p p r o a c h , as w e l l as r e l i g i o n a n d i t s s u b j e c t , s a c r u m .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10473" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10451">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8ce5848860a99519900a5d8e32d042dc.pdf</src>
        <authentication>030817557e79c3c22e3337a59743429b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124653">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3306</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124654">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124655">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3099</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124656">
                <text>Notaki o Nikiforze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124657">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.227-238</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124658">
                <text>Jackowski, Aleksander; Januszkiewiczowa, Jadwiga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124659">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124660">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124661">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124662">
                <text>N

O

T

A

T

K

I

О

N

I

К

I

F

O

R

Z

Е

Aleksander Jackowski

O p o w i a d a , рггегулуа z n i e c h ę c o n y , macha r ę k ą . Podsuwa m i swoje
o b r a z k i , na o s t a t n i m nie o b e s c h ł a jeszcze ś l i n a ( m a l u j ą c

ślinił

p ę d z e l e k ) . Pokazuje w y r y s o w a n ą c e n ę — 500 zł. Co t y ! m ó w i ę .
Przed c h w i l ą prosiłeś 50 zł. U ś m i e c h a się na znak zgody. Dobrze,
dobrze — n i o c h b ę d z i e 50. W k o ń c u bierze 20 zł. T o i t a k лyiQcej
niż d o s t a ł o d i n n y c h .

*
K o l o siebio stawia sztorcem s k r z y n k ę , ЛУ k t ó r e j niósł farby i kar­
t o n y . Opiora о w i e k o „ l i s t ż e b r a c z y " , (por. s. 224) a obok opra­
w i o n y w r a m k ę list Tadeusza Przypkowskiego opatrzony odcis­
k i e m o k r ą g ł e j , ogromnej pieczęci. W liście P r z y p k o w s k i zawia­
damia, ż e zgodnie z o b i e t n i c ą

przesyła

zrobione przed

paru

m i e s i ą c a m i zdjęcia. D l a N i k i f o r a w a ż n a jest jednak nie t r e ś ć
ale p i e c z ę ć . Sam r ó w n i e ż m a o k r ą g ł ą p i e c z ę ć , k t ó r ą p r z y s t a w i a
na o d w r o t n e j stronie gotowego obrazka.
D l a N i k i f o r a o k r ą g ł a p i e c z ę ć , k r a w a t , a nawet kapelusz (no­
szony t a k ż e latem) m a j ą znaczenie symboliczne. M a j ą ś w i a d c z y ć
o jogo pozycji, o t y m , że jest malarzem, że jego o b r a z k i s ą po­
w a ż n e , j a k a k t a w magistracie.

*

Pierwsza m o j a w i z y t a u N i k i f o r a , 1953 i ' . Malarz pokazuje
a l b u m ze z d j ę c i a m i r o d z i n n y m i

Wiosną

1953 r. o t r z y m a ł e m

list z K r y n i c y o d

koleżanki,

Jest p ó ź n o . N i k i f o r s k ł a d a swój warsztat, f a r b y , p ę d z e l e k , o b r a z k i ,
wszystko starannie umieszcza w drewnianej skrzynce-walizeczce.
Bierze do r ę k i l a s k ę . Odchodzi. N a tle pustej ulicy widnieje jego
samotna s y l w e t k a . P r z y p o m i n a j ą m i się ostatnie sceny z f i l m u
Chaplina. On t e ż t a k o d c h o d z i ł w d a l , samotny, i n n y od wszyst­
kich.

k t ó r a z n a ł a mojo zainteresowania. Musisz p r z y j e c h a ć i z o b a c z y ć

*

N i k i f o r a ! p i s a ł a . Jej u w a g i o m a l a r z u b y ł y t a k ciekawe, że nio
w a h a ł e m się i w k r ó t c e b y ł e m w K r y n i c y . N i k i f o r w y w a r ł na mnie
d u ż e w r a ż e n i e , więc w i d y w a ł e m go bardzo c z ę s t o . Czasom p r z y -

T o j u ż trzeci d z i e ń . W r a c a m y razem, w c z e ś n i e j . R o z u m i e m j u ż

c h o d z i l i ś m y do niego razem, w ó w c z a s albo j a , albo ona n o t o w a l i ś ­

prawie wszystko z tego co m ó w i . Nagle przed d o m e m r o b i się

m y swoje obserwacje i refleksjo. W p a ź d z i e r n i k u N i k i f o r przyje­

nieufny. J a d w i g a wskazuje na m n i e — t o p a n redaktor. Napisze

c h a ł do Warszawy' i przez d w a tygodnie m i e s z k a ł u m n i e . Z a p i ­

k i e d y ś o Tobie. N i k i f o r rozpromienia się. T a k , t a k , bardzo chce

s y w a ł e m j a k się zachowuje, j a k reaguje n a ulice i k o ś c i o ł y , na

żeby o n i m pisać „napiszesz, mówi m i , to będą k u p o w a ć " . Tłu­

reprodukcjo o b r a z ó w i r z e ź b . P ó ź n i e j s p o t k a ł e m się z n i m jeszcze

maczy, żo teraz g d y j u ż o n i m pisali, m o ż e więcej ż ą d a ć za o b r a z k i .

k i l k a razy. C h c i a ł e m go z r o z u m i e ć (o ile wogólo m o ż n a n a p r a w d ę

Coś m r u c z y , liczy, liczy. Wpuszcza nas do swego p o k o j u . N i e d u ż y ,

z r o z n m i e ć drugiego c z ł o w i e k a ) , z w ł a s z c z a , że o t r z y m a ł e m z W y ­

pod oknem s t ó ł , k r z e s ł o , po prawej stronie ł ó ż k o , po lewej w i e l k a

d a w n i c t w a „ S z t u k a " ' p r o p o z y c j ę napisania o n i m k s i ą ż k i . Z a c z ą ­

skrzynia. T a m t r z y m a swe „ s k a r b y " , o b r a z k i , fotografie, stare

ł e m j ą nawet, a w y d a w n i c t w o w y d r u k o w a ł o barwne reprodukcje

pisma z s e c e s y j n ą a r c h i t e k t u r ą , b i a ł y b r i s t o l . S k r z y n i a jest zdo­

kilkunastu

biona na w z ó r l u d o w y , na taborecie leżą w y k o n a n e z drewna

o b r a z k ó w — gdy

niespodzianie

okazało

się, żo

„ S z t u k ę " l i k w i d u j ą a w to miejsce p o w s t a j ą „ A r k a d y " — oczy­

kasety, walizeczka, t e ż zdobione. W dekoracji d o m i n u j ą b a r w y

wiście z i n n y m planem w y d a w n i c z y m . N i k t j u ż nie w i e d z i a ł , co

niebieska, b i a ł a , czerwona

się, s t a ł o z w y p o ż y c z o n y m i o b r a z k a m i . P r z e p a d ł y . T r u d n o . Zo­

sztuce Ł e m k ó w . W k ą c i e stoi piec, w y p r a w i o n y wapnem. A l e

i ciemnozielona — j a k w ludowej

do

N i k i f o r wie, że d o b r y piec z b u d o w a n y jest z k a f l i , w i ę c i na s w o i m

p o r t r e t u N i k i f o r a , w a r t o w i ę c chyba u t r w a l i ć jo ЛУ d r u k u , z w ł a s z ­

pracowicie Ayymałował j a k b y kafle, z d o b i ą c je k ó ł e c z k a m i i i k s a m i .

s t a ł y j e d n a k n o t a t k i . W i e ł e z nich wnosi nowe elementy

cza, że N i k i f o r wciąż czeka na s o l i d n ą , p r a w d z i w i e p o k a z u j ą c ą

T r u d n o m i j e d n a l i s t w i e r d z i ć , czy u c z y n i ł t o z potrzeby estetycz­

go m o n o g r a f i ę ,

nej, czy — j a k s ą d z i J a d w i g a — dlatego, że wie, iż t a k p o w i n n a
w y g l ą d a ć skrzynia czy piec.
A l e najsilnioj rzuca się w oczy szlak o b r a z k ó w na ś c i a n a c h .
W i s z ą j a k i k o n y . Jedno „ m i a s t o " N i k i f o r a , reprodukcja Claude

Krynica, murek przy D o m u Zdrojowym.

Nikifor, jak każdego

L o r r a i n e ' a i c a ł a seria p o r t r e t ó w m o ż n y c h tego ś w i a t a . Po k i l k a

d n i a siedzi p r z y n i m i maluje. To m o j a pierwsza z n i m r o z m o w a .

wizerunków

Coś b e ł k o c z e , gestykuluje, t r u d n o m i z r o z u m i e ć o co m u chodzi.

M o ś c i c k i e g o , L e n i n a , Rokossowskiego. Jest i M o ł o t o w .

Rydza-Śmigłego,

Piłsudskiego,

Bieruta,

Stalina,
Dziwię

227
i

�się. N i k i f o r nio rozumie mojego zdziwienia, b y ć m o ż e dla niego

t ó w do słówek, z a p e ł n i o n e po obu stronach r y s u n k a m i d o m ó w .

wielcy przywódcy

Przypominają

to

jak święci. Jeden nie l i k w i d u j e

przecież

drugiego. P o r t r e t y wiszą r ó w n o , r z ę d e m , oprawione w papierowe
ramki,

m i się m i a s t a na Ziemiach Zachodnich. C z y ż b y

t a m b y ł w czasie swojej przymusowej t u ł a c z k i 'i

w y c i ę t e z i l u s t r o w a n y c h pism polskich i rosyjskich (s.

*

220).
*

N o t u j e , obserwuje, ale zawsze komponuje t o co w i d z i , zmienia,
K i e d y ś g d y N i k i f o r b y l u innie w Warszawie z a p y t a ł e m go
raz jeszczo o te p o r t r e t y . P r z e c i e ż P i ł s u d s k i w a l c z y ł ze Stalinem
T

— a r g u m e n t o w a ł e m . W zruszył r a m i o n a m i , a gdy wieczorom w r ó ­

udoskonala. M a widzenie całościowe, k o m p o n u j e „ s w o j o " miasta,
p ł a c o , r e d u t y , ciągi ulic. Z m i e n i a charakter

dachów,

domów,

t w o r z y z e s p o ł y jednorodne w s t y l u .

c i ł e m do d o m u , na stole leżał m a ł y obrazek. N a tle p e j z a ż u p r z y

*

s t o l i k u stali obaj wodzowie, w p a r a d n y c h m u n d u r a c h , z kielisz­
k a m i w ó d k i w dłoniach. Na stoliku stalą karafka. N a t a m t y m
świeeio ziemskie k ł ó t n i e się nie liczą - - tłuma.czyl N i k i f o r .

U w z n i o ś l a . Monumentalizuje. U w z n i o ś l o n i e jest z w i ą z a n o z liierat y c z n o ś c i ą , t a k c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla bizantyjskiego malarstwa,

*

dla i k o n . A l o to nie zabieg s t y l i s t y c z n y , N i k i f o r jest ze ś w i a t a
i k o n , h i e r a t y c z n y c h g e s t ó w . W t y m k r ę g u idei i sztuki u f o r m o w a ł

K i e d y b y ł e m po raz d r u g i u niego w 1955 i', wielu p o r t r e t ó w
j u ż nie b y ł o , z m i e n i ł d e k o r a c j ę . P o j a w i ł y

się w y c i ę t e z p i s m

się, żyje i t w o r z y . A n a c h r o n i c z n y , p o w a ż n y , jakby przerzucony
w nic swój czas

w dwudziesty wiek.

nowe o b r a z y : j a k i ś p e j z a ż , V i l l a d'Este p o d R z y m e m , reprodukcja
starego sztychu, no i oczywiścio m o ż n i tego ś w i a t a , „ p a ń s t w o w i
ś w i ę c i ' ' (jak m a w i a ł jeden z l u d o w y c h rzeźbiarz.}).
Banach p i s a ł , j a k N i k i f o r m a l o w a ł jogo ulicę i d o i n w K r a k o w i e ,
*

podwyższając

gabaryt

domów,

d o d a j ą c drzewka na c h o d n i k u .

To samo robi u m n i e . U w a ż a widocznie, że dwa p i ę t r a to za skroniO g l ą d a m y z N i k i f o r e m fotografie ze s k r z y n i . Pokazuje z czu­
łością — to m a t k a ! Fotografie starannie przechowuje,

miejsca

zniszczone retuszuje o ł ó w k i e m , staro o d b i t k i nakleja na czyste

nio, stoi — patrz}- na d o m , marszczy b r w i — rysuje, z n ó w p a t r z y ,
rysuje — no i z tego patrzenia dodaje drzew n a u l i c y , dom pod­
wyższa o p i ę t r o , monumentalizuje.

tekturki.
*

*
Gdy go c h c ę s f o t o g r a f o w a ć staje, prostuje się. N i e rozumie dla­
Poprzednio

sfotografowałem

kilkanaścio rysunków konkret­

n y c h o s ó b . N i k i f o r o p o w i a d a ł w ó w c z a s k t ó r y rysunek kogo przed­

czego wszyscy, k t ó r z y r o b i ą zdjęcia c z e k a j ą , a ż zacznie m ó w i ć
czy p r a c o w a ć .

stawia,. Teraz m a m to jego opisy na odwrocie zdjęć. W y j m u j ę ze

N a z d j ę c i a c h z ł a t m ł o d z i e ń c z y c h (ss. 219, 230) siedzi l u b

s k r z y n i o r y g i n a ł y . N i k i f o r ! p r o s z ę , powiedz k t o to jest. N i o m u s i

stoi upozowany. Tale t e ż przedstawia c z ę s t o siebie na obrazkach.

się z a s t a n a w i a ć , w i e : M i k o ł a j ! on drzewa
Zgadza

się. P o k a z u j ę

sprzedaje w losie.

inne p o r t r e t y , rozpoznaje

natychmiast.

*

K a ż d y portretowany ma swój charakterystyczny atrybut. K o ­
;

m e n d a n t m i l i c j i zawsze ma... p i ó r o za uchem, w ójt jest w ka­
peluszu, listonosz m a t o r b ę i c h a r a k t e r y s t y c z n ą c z a p k ę . P o k a z u j ę
o b r a z k i z W a r s z a w y — p o r t r e t y J a d w i g i i m ó j . P a t r z y na m n i e
z w y r z u t e m , j a k b y m ó w i ą c — co t y , u w a ż a s z m n i e za g ł u p i e g o ?
P o d o b i e ń s t w o jest dla niego oczywiste, cłioć o c z y w i ś c i e zasadza
się na

elementach

szczególnych,

t a k i c h j a k uczesanie,

ubiór,

o k u l a r y , k s z t a ł t t w a r z y , zarost, nos długi czy k r ó t k i .

Ekspresja

gestu.

Na obrazkach:

ręka

o t w a r t a d ł o ń — pozdrowienie. R ę k a

wyciągnięta
wyciągnięta

do

góry,

ukośnie ku

d o ł o w i , wyprostowana., palec wskazuje k o g o ś , kogo p o t ę p i a
w y r o k , wskazanie w i n o w a j c y . Obie r ę c e uniesione w goście Wcrn y h o r y — ogzorcyzm. Jedna r ę k a , u g i ę t a w ł o k c i u , z palcem
w s k a z u j ą c y m uniesionym k u g ó r z e — znak m y ś l e n i a o sprawach
w a ż n y c h , z tamtego

świata.

*
Pamięć
szczegół.

ma

doskonalą,

konkretną, chwytającą

znaczący

Jestem chory, łożę w ł ó ż k u . Rozwalono bot}-, b a ł a g a n .
postanawia

*

namalować

mój

portret.

Siada,

Nikifor

przypatruje

się

u w a ż n i e , rysuje (nigdy nic u ż y w a g u m k i ) , potom j u ż nic p a t r z ą c
na m n i e — maluje. Okleja swo dzieło r a m k ą z kolorowego papieru.
Podajo m i gotowy p o r t r e t . S t o j ę na n i m z r ę k o m a p r z y c i ś n i ę t y m i

Patrz, ja.k on bez p r z e r w y obserwuje d o m y , ulice! m ó w i J a d ­

do spodni, w c z a r n y m u b r a n i u , z c z e r w o n y m k r a w a t e m , na tło

w i g a . I d z i e m y z N i k i f o r e m po Warszawie. Marszczy b r w i , ciągle

pieea (rzeczywiście b y l w p o k o j u ) , b i u r k a i p ó ł o k z k s i ą ż k a m i .

czujny, n a p i ę t y . G d y siadamy w k a w i a r n i rysuje. N o t u j e to co

Podobnie zmienia rzeczywistość o b s e r w o w a n ą w taką. j a k a winna

zwróciło jego u w a g ę . N i e obchodzi go życio miasta, r u c h , prze­

b y ć — m a l u j ą c p o r t r e t y mojej ż o n y czy J a d w i g i .

w a l a j ą c y się po ulicach t ł u m l u d z i , sklepy — w a ż n a jest t y l k o
a r c h i t e k t u r a . N a t y c h m i a s t dostrzega na M o k o t o w s k i e j kariatyd}-,
staje, notuje, p a t r z y na dachy, k o m i n y , wieże k o ś c i o ł ó w .
umie r y s o w a ć , ale w m i e ś c i e go nie o b c h o d z ą . W a ż n a

K r a w a t jost o z n a k ą g o d n o ś c i . M o ż e b y ć w y m i ę t y , najgorszy, ale

jest t y l k o a r c h i t e k t u r a . Jego miasta s ą pusto, w y l u d n i o n e , po­

Ludzi

musi b y ć , gdy N i k i f o r maluje siebie, gdy pozuje do f o t o g r a f i i .

g r ą ż o n e w bezruchu.

Zawsze malarze na. jego obrazach m a j ą krawaty (luli fontazie).

*

*

W s k r z y n i z n a j d u j ę brudne, w y t ł u s z c z o n e od t r z y m a n i a w kie­

P r o s z ę go, narysuj P a ł a c K u l t u r y . Droczy się, nie chce. Jedziemy,

szeni i p r z e g l ą d a n i a n o t a t n i k i N i k i f o r a . P r z y c i ę t e k a r t k i z zeszy­

p a t r z y , zadziera g ł o w ę . K r z y w i s i ę . Wracam}-. Maluje K r a k o w s k i o

228

�г

�Nikifor-malarz,

z p ę d z l e m w d ł o n i . N a d n i m obraz

z 1913 r. ( d a t o w a n y ) , obecnie w zbiorach n o w o s ą d e c k i e g o

Muzeum Okręgowego

Przedmieście z kościołem św. K r z y ż a . Po d w ó c h

tygodniach,

„ z d o ł u " , z t z w . ż a b i e j p e r s p e k t y w y , c z y n i to sprawnie, bez w y ­

k i e d y w y j e ż d ż a , zostawia m i p o d s e r w e t ą rysunek — P a ł a c K u l ­

siłku. M a r o z w i n i ę t ą w y o b r a ź n i ę p r z e s t r z e n n ą i w p r a w ę n a b y t ą

t u r y ! A l e j a k zawsze u N i k i f o r a , nie t a k i j a k i jest, locz t a k i j a k i

przez l a t a nieustannego malow ania.

r

p o w i n i e n b y ć , zdaniom malarza. P o k a z u j ę z n a j o m y m architek­
t o m , no t a k ! cieszą się, on m a fantastyczne poczucio skali. P a ł a c
Nikiforowy

wyłania

się s p o ś r ó d

inny'ch

budowli,

wspaniały,

strzelisty. Podnosi boczne s k r z y d ł a P a ł a c u , przez co budowla,

Szczególnie l u b i k o ś c i o ł y . M y ś l ę , że m ó g ł b y je n a r y s o w a ć w do­

staje się bardziej zwarta, m o n u m e n t a l n a j a k cerkiew.

wolnej perspektywie

W s z y s t k o zmienia. T w o r z y w ł a s n e w a r i a n t y tego, co w i d z i .

ich

namalować

z zamkniętymi

tysiące.

oczyma. P r z e c i e ż

Cerkwie! najbardziej

kocha

musiał
cerkwie.

U m i e z r o b i ć d o k ł a d n y rysunek, w r ę c z z a d z i w i a j ą c y ja,k na czło­

AVyjmuje ze s k r z y n i i l u s t r a c j ę z c e r k w i a m i na Placu Czerwonym

wieka, k t ó r y

w Moskwie. Prosi, aby m u p r z y s y ł a ć obrazki z r ó ż n y m i cerk­

cerkwi

sam

musiał

dochodzić

do s p r a w n o ś c i .

łemkowskich, publikowane kiedyś

Ludowej"

Rysunki

w „Polskiej

Sztuce

wiami.

m a j ą p r a w i d ł o w e proporcje. N i k i f o r b o z b ł ę d n i e roz­

w i ą z u j e t r u d n e zadania w y m a g a j ą c e opanowania r y s u n k u per­
prośbę

P o k a z u j ę m u czeski a l b u m „ P r a h a " . Wielo r a z y go o g l ą d a , za­

rysuje „ z n a t u r y " , szybko, doskonale. U m i e . A l e g d y maluje

spektywicznego, wyczucia p r o p o r c j i

(s. 231). N a m o j ą

c h w y c a j ą go barokowe k o ś c i o ł y , r z e ź b y na m o ś c i e ś w . Stefana,

przetwarza w i d z i a n ą s y t u a c j ę . W y s t a r c z y s p o j r z e ć na to j a k u j ą ł

k o m e n t u j e zdjęcia z c z a s ó w w o j n y i ulice p e ł n e l u d z i . T o r o b o t n i ­

K r a k o w s k i e P r z e d m i e ś c i e widziane od s t r o n y K o l u m n y Z y g m u n ­

c y ! pokazuje, nie c h c ą w o j n y . N i k t nie chce w o j n y . Zniszczenie...

ta (s. 232). Często p o s ł u g u j e się r e p r o d u k c j ą , g a z e t o w ą i l u s t r a c j ą .

zaczyna

W i d z i a ł e m u niego m . i n . f o t o g r a f i ę P a ł a c u K u l t u r y , t u n e l u na

bardzo

trasie W - Z . J a k zawsze t r a k t u j e ilustracjo j a k o ź r ó d ł o p o d n i e t y

c h ę t n i e opowiada o c z y m ś , co m u się z n i ą k o j a r z y . T r o c h ę j a k

a nie w z ó r do skopiowania czy n a ś l a d o w a n i a . T o co w y b i e r a i j a k

Szwejk. A l e k t o s ł u c h a N i k i f o r a ? D o kogo m ó g ł b y m ó w i ć , k o m u

zmienia w i ą ż e się z jego upodobaniami. Ź r ó d ł a inspiracji

o p o w i a d a ć , c z u j ą c , żo ten k t o ś go s ł u c h a i rozumie?

b y ć r ó ż n e , ale rezultat jest jeden — p o w s t a j ą

mogą

zawile o p o w i a d a ć

o j a k i c h ś ludziach, o wodzie. N i o

go r o z u m i e m . P r z e s t a j ę

notować. Oglądając

ilustrację

Nikifory.

L i c z y , k i e d y t y l k o m o ż e . N i e d u ż o z togo w y n i k a , A l e liczy j a k
dziecko, k t ó r o t w o r z y sobie „ d o r o s ł e sytuacjo". Czy zna w a r t o ś ć
N i e sprawia m u ż a d n y c h t r u d n o ś c i w y o b r a ż e n i e sobie tego sa­

pieniądza?

mego t e m a t u widzianego od d o ł u , face en face, z g ó r y . P o d z i w i a m

m y ś l o ó , j a k m y , p r z e l i c z n i k a m i p i e n i ę d z y na rzeczy ? L i c z y swój

N a pewno w i e , żo s ą m u potrzebne.

A l o czy umio

domy,

u t a r g ż e b r a k a i malarza. P o t o m niesie te p i e n i ą d z e do znajomego

ulice. K i e d y go p r o s z ę , a b y t o samo n a r y s o w a ł „ z g ó r y " czy

sklepikarza i w k ł a d a do szuflady w stolo. T o jego szuflada. Za-

łatwość i pewność, z j a k ą

230

szkicuje widziane k o ś c i o ł y ,

�m y k a j ą na z w y k ł y k l u c z y k , ale jest p e w n y , że t a m jego p i e n i ą ­

Planuje d o k ł a d n i e , ile m a n a m a l o w a ć k a ż d e g o d n i a , wyznacza

dze są bezpieczne. N a w e t się nie d z i w i , ż e w c i ą ż w szufladzie

sobie h a r m o n o g r a m , co m a k i e d y r o b i ć . P o t e m wieczorem s k r u ­

jest wiele miejsca,, m i m o iż t y l e do niej w k ł a d a . A l e w i e o w y ­

p u l a t n i e liczy to, co z r o b i ł .

mianie p i e n i ę d z y , m a r t w i się t y m .

Obserwuję

go

jak

pracuje.

Mieszkamy dwa

tygodnie

razem,

Oszukiwano go w ż y c i u c z ę s t o . Zabierano p i e n i ą d z e , w y ł u d z a n o

w j e d n y m p o k o j u . W s t a w a ł o świcie. K i e d y r o b i ł o się jasno na­

o b r a z k i , w r ę c z kradziono. K t ó r y ś z m a l a r z y k r y n i c k i c h ,

ukradł

k ł a d a ł spodnie, m a r y n a r k ę , k r a w a t i z a b i e r a ł się do m a l o w a n i a .

m u m o d l i t e w n i k , jeden z d w ó c h jakie sobio w y r y s o w a ł . D o w i e ­

N i e r o b i ł ż a d n y c h przerw. G d y ś c i e m n i a ł o się, j u ż p r z y lampie

d z i a ł e m się o t y m

z a b i e r a ł się do rysowania p o d k ł a d ó w p o d nowe o b r a z k i , k t ó r e

od

innego p l a s t y k a , krakowskiego,

który

z kolei p r z y w ł a s z c z y ł sobie d r u g i m o d l i t e w n i k . (Szczęśliwie u d a ł o

chciał m a l o w a ć . Mógł nie o d r y w a j ą c się od r o b o t y

się go k u p i ć — n i e m a l c a ł y — do z b i o r ó w muzealny cli).

i 10 o b r a z k ó w . Ł z a w i ł y m u oczy, ale nie k ł a d ł się, p ó k i j a praco­

narysować

w a ł e m . W y k a ń c z a ł w t e d y o b r a z k i , o k l e j a ł je paskami r a m e k ,
znakomicie

zamykającymi

kolorystyczną

kompozycję

i

przy­

k l e j a ł uchwyty' (z n i t k i ) do wieszania.
Planuje s w o j ą p r a c ę na k i l k a d n i n a p r z ó d , a nawet na

dłuższe

okresy. M ó w i , że chce w y j e c h a ć , j e ź d z i e . O c z y w i ś c i e bez

biletu,

ż e b r z ą c p r z y okazji po p r z e d z i a ł a c h . Ale n a j p i e r w m u s i s k o ń c z y ć
z a c z ę t o serie o b r a z k ó w . Pokazuje r y s u n k i , liezę —

168

„miast"

Kolejność czynności przy malowaniu:

z w i e ń c z o n y c h k o ś c i o ł e m , k a ż d y rysunek i n n y , na k a ż d y m b i s k u p

— t n i e k a r t o n na p o ż ą d a n e

z p a s t o r a ł e m , raz za, d o m a m i , k i e d y indziej na k r ę t e j

-— rysuje,

drodze,

formaty,

u g ó r y , w ś r o d k u , u d o ł u tej drogi — wreszcie b i s k u p stoi sam,

— p o k r y w a rysunek kolorem,

na tle nieba. T a k i f i l m . M ó w i , żo musi te r y s u n k i

— maluje, w y k a ń c z a obraz. Dodaje kreski, cieniuje kolor,

zamalować.

P o t e m pojedzie. W y b i e r a się na w ę d r ó w k ę po okolicach K r y n i c y .
B ę d z i e je m a l o w a ć . M ó w i o t y m z z a c ł i w y t e m i r a d o ś c i ą .

p r o w a d z a go do

do­

„blasku",

— — przygotowuje i dokleja stosowne r a m k i ,
— r o b i napisy u d o ł u obrazka (czasem k o r e s p o n d u j ą c e

z

te­

m a t e m , czasem dowolne, odrysowane z p l a k a t ó w czy z n a k ó w
drogowych),
Zaproszony do K r a k o w a odsuwa, w y j a z d , p o n i e w a ż na n a j b l i ż s z y
czas m a

w y z n a c z o n ą p e w n ą ilość obra,zków do

wykończenia.

Obrazek n a m a l o w a n y po powrocie ze spaceru po

— dokleja p ę t e l k ę do zawieszania. S t a w i a na odwrocie o k r ą g ł ą
pieczęć

„Nikifor-Matejko",

S t a r ó w c e i Mariensztacie w Warszawie. Reminiscencjo

trasy W - Z ,

mm

m m

tunelu

U

231

�Swobodna transpozycja widzianego p e j z a ż u . N i k i f o r m a l o w a ł , s i e d z ą c n a s t o p n i a c ł i K o l u m n y

Z y g m u n t a . Ł ą c z y ł t o co w i d z i a ł

z t y m co w i e d z i a ł , S t ą d P a ł a c K u l t u r y , gmachy i p o m n i k , k t ó r e „ p o w i n n y " b y ć na obrazku p r z e d s t a w i a j ą c y m

Warszawę

B y ł y to projekcjo jego m a r z e ń , swoista komponsacja. W k i l k u
obrazkach p o k a z y w a ł s ą d (s. 234) i k a r ę j a k a s p o t k a ł a sprzedaw­
Gosposia m i a ł a m u w c i ą g u dnia d a ć obiad. G d y w r a c a ł e m pod

c z y n i ę , k t ó r a o s z u k i w a ł a go na wadze. Co c i z r o b i ł a ? z a p y t a ł e m .

w i e c z ó r zawsze się s k a r ż y ł na n i ą , żo zupa i m i ę s o b y ł y zimne. D o -

O s z u k i w a ł a na k i e ł b a s i e ! W i ę c , aby wszystko b y ł o jasne, we w n ę ­

s t a w a ł a w y p i o k ó w , Izy p o j a w i a ł y się w j e j oczach.

t r z u s ą d u a t a k ż e ś w i ą t y n i (w k t ó r e j w i s i a ł a powieszona sprze­

J a k t o ! Sta­

w i a ł a g o r ą c e , o d s u w a ł , nie j a d ł , dalej m a l o w a ł . N i k i f o r k r z y c z a ł

dawczyni) w s z ę d z i e w i d n i a ł y

— ona k ł a m i e ! N i e wierz j e j ! L u b i ł s k a r ż y ć na l u d z i , k t ó r z y mniej

dobnie zemścił się na piekarzu — Ż y d z i e , k t ó r y w y p i e k a ł nie­

od niego znaczyli, d o n o s i ć (słyszałem, j u ż o t y m w K r y n i c y ) .

d o b r y chleb (s. 235).

U

m n i e o b i e k t e m jego o s k a r ż e ń b y ł a oddana n a m bez

kiełbaski i rzeźnickie nożo.

Po­

reszty

Ale rzecz znamienna, n i g d y nie m ś c i ł się w ten s p o s ó b za

ustawionego

k r z y w d y doznane o d l u d z i , k t ó r z y s t a l i w-yżej w h i e r a r c h i i spo­

w hierarchii s p o ł o c z n e j , a w k a ż d y m razie domowej. Ona tobie

łocznej. S z a n o w a ł wojsko i m i l i c j ę , m i m o iż w ł a ś n i e do n i c h m ó g ł

g r z e b a ł a w b i u r k u ! p o k a z y w a ł na porozrzucane papiery i w y ­

m i e ć n i e j e d n ą p r o t o n s j ę , szano»-ał u r z ę d n i k ó w ,

Stasia, k t ó r ą t r a k t o w a ł j a k k o g o ś znacznie niżej

„panów".

c i ą g n i ę t e fotografie, k t ó r y c h — zaskoczony m o i m p r z y j ś c i e m —
nio z d o ł a ł o d ł o ż y ć na miejsce. K i l k a r a z y t a k „ n a d a w a ł " na S t a s i ę .

*

M o ż e w ten s p o s ó b k o m p e n s o w a ł swojo liczne w ż y c i u upoko­
rzenia...

K i e d y po raz pierwszy p r z y j e c h a ł do Warszawy i z n a j o m i malarze,
*

do k t ó r y c h

dotarł,

przywieźli

go do m n i e , z a c z ę l i ś m y

w s p ó ł ż y c i e od wielkiego szorowania. Ż o n a
K i e d y ś , g d y w r ó c i ł e m , z o b a c z y ł e m , żo w y c i ą g n ą ł ze s t e r t y k s i ą ­
żek a l b u m o m a r t y r o l o g i i
go z. d u ż y m

podnieceniem.

Ż y d ó w w latach o k u p a c j i . O g l ą d a ł
Patrz!

pokazywał

palcom

zdjęcia

nasze

k a z a ł a m u zrzucie

ł a c h y , aż l e p i ą c e się od b r u d u , w s a d z i ł a go do w a n n y i starannie
w y s z o r o w a ł a s z c z o t k ą . Z n o s i ł to p o t u l n i e , to samo r o b i ł a przecież
Ela

Banachowa w K r a k o w i e . D a ł e m m u c z y s t ą b i e l i z n ę , ubranie

z ] irzośladowari Ż y d ó w . S p r a w i a ł o m u s a t y s f a k c j ę , że oni b y l i

po ojcu, nieźle na niego p a s u j ą c e . Z o b a c z y ł , żo jego lachy w r z u ­

bardziej poniewierani niż on. że w s p o ł e c z n e j h i e r a r c h i i s t a ł o d

c i ł e m do s k r z y n i na węgiol. N i o ! p o w i e d z i a ł . T y nio w y r z u c a j ,

n i c h w y ż e j , czogo d o w ó d m i a ł n i e z b i t y . T o p a n y — p o k a z y w a ł

t y daj biednemu... daj w ę g l a r z o w i ! J a d w i g a z a w i n ę ł a w papier

na N i e m c ó w , jeszcze w t e d y w nieskazitelnie czystych, odpraso­

jego k o s z u l ę , p r z e r a ź l i w i e

wanych

prania, w y p i o r ę ci — p o w i e d z i a ł a . A l e p a m i ę t a j , , r o z e ź l i ł

nmiuluraeli.

brudną.

Zaniepokoił

się. B i o r ę

do
się,

Siła b u d z i ł a w m m respekl, S t a n ó w da w i d o m y znak w y ż s z e j

musi b y ć z u p e ł n i e b i a ł a , j a k ś n i e g . A l b o m ó g ł m i e ć brudne ł a c h ­

p o z y c j i w h i e r a r c h i i . Mścił się za doznane czy urojone k r z y w d y ,

m a n y , albo — skoro j u ż dbano o niego, chciał m i e ć wszystko j a k

m a l u j ą c sceny, w k i ó r y c h winowajców

Pan.

spotyka z a s ł u ż o n a kara-

�J a d w i g ę znal z K r y n i c y i l u b i ł . G d y j u ż w y m y t y , na nowo odziany

Czy b y l n a i w n y ? -ileż t a k ! Przede w s z y s t k i m n a i w n y . T o b y ł o

wszedł do p o k o j u z a p y t a ł o nią,. T w i e r d z i ł , żo m a jej coi w a ż n e g o

jego silą. N a i w n a b y ł a jego w y o b r a ź n i a , w i a r a i spojrzenie na

do powiedzenia,. P o d n i o s ł e m

numer.

ś w i a t . W i e r z y ł z ł a t w o ś c i ą we wszystko. M ó g ł b y o sobie powie­

się o d e z w a ł a d a ł e m s ł u c h a w k ę N i k i f o r o w i . R o z m o w a nie

dzieć j a k wielcy w s p ó ł c z e ś n i f i z y c y , że wszystko, co sobie człowiek

Gdy

słuchawkę

i nakręciłom

kleiła się, on nio bardzo r o z u m i a ł , co m ó w i J a d w i g a , sam z r e s z t ą

może

bez p r z e r w y c o ś do niej m ó w i ł . R o z m o w a sprawiła, m u j e d n a l i

c h o ć zawsze k o n k r e t n ą w - s z c z e g ó ł a c h , o d w o ł u j ą c ą się do clomen-

wyobra.zić, m o ż e

istnieć. A wyobraźnię miał

ogromną,

d u ż ą s a t y s f a k c j ę i o d t ą d k i l k a razy podnosi! s ł u c h a w k ę i k r z y c z a ł

t ów rzeczywistości.

do niej -,.1 a,d\viga'. Jadwiga'.'' d z i w i ą c się, ż e słyszy t y l k o b u ­
czenie. Sądził, żo wystarczy u m u i o p o d n i e ś ć z w i d e ł e k s ł u c h a w k ę .
a.by o d e z w a ł a się J a d w i g a .
U ś m i e c h a m y się p a t r z ą c na, o b r a z k i , w k t ó r y c h N i k i f o r
obok popa czy biskupa w y r o k u j e o łosio l u d z i . J e d n y c h

stojąc
skazuje

na powieszenie, i n n y cli na piekielne m ę k i . B a r d z o to zabawne,
Nie dziwił się o s i ą g n i ę c i o m t e c h n i k i . Samolot, r a d i o , s a m o c h ó d ,

bardzo naiwno. B i e d n y N i k i f o r ! T y l e w ż y c i u w y c i e r p i a ł , a teraz

telewizja, telefon — wszystko to b y ł o r ó w n i e oczywiste i niepo­

to sobie kompensuje

j ę t e ,ja.k tajemnico E w a n g o h i , niebo i p i e k ł o , S ą d Ostatoczny

s z y ć , jeszcze p o g ł a s k a ć — t a k i biedny i t a l i i n a i w n y ! A on jest po

w obrazach. G o t o w i j e s t e ś m y go rozgrze­

i ś w i ę t y c h obcowanie. K i e d y ś n a m a l o w a ł u m n i e w d o m u zadzi­

p r o s t u okrutny-. Rozrzewnia nas,

w i a j ą c ą Ucieczkę do E g i p t u . W łodzi, k t ó r e j d z i ó b miał k s z t a ł t

nie jest i nie m o ż e b y ć g r o ź n y . Ałe czy przoz to o k r u c i e ń s t w o

p o n i e w a ż niczego nio m o ż e ,

g ł o w y osiołka, p ł y n ę ł a ś w i ę t a Rodzina., a n a d n i ą . n a d wielką,

jego staje się mniejsze?

w o d ą leciał d w u s k r z y d ł o w y aeroplan, t a k i j a k i z a p a m i ę t a ł z l a t
swej n d o d o ś c i . "Wszystko b y ł o oczywiste. ]

*

niepojęte.

Dobrze jest w i e r z y ć ! Dobrze nuci' wia-rę u f n ą i w o l n ą od w ą t p l i ­
*

wości. 'Paką mial N i k i f o r . Jego świat s k ł a d a ł się z d w ó c h w y m i a ­
rów

Po

co malujesz'.'

zapytałem

go k i e d y ś . Ż e b y

j a k i e jest niebo, j a k i e jest p i e k ł o . Ż e b y

ludzie

wiedzieli

wiedzieli..,

ziemskiego i pozaziemskiego. P a n o w a ł a w n i c l i o d w r ó c o n a

hierarchia. M o ż n i na t y m świecie — po ś m i e r c i szli do p i e k ł a ,
skrzywdzeni i p o n i ż e n i — m i e l i z a z n a ć chw-aly niebieskiej.

N i k i f o r bardzo lubił m a l o w a ć a r c h i t e k t u r ę , tunele, p e r s p e k t y w ę . Ten obraz p o w s t a ł j a k o swobodna
niscencja przechadzek

remi­

po trasie W - Z w Warszawie

233

�Niebo N i k i f o r a jest w istocie w y o b r a ż e n i e m ż y c i a na

ziemi

b o g a t y c h i m o ż n y c h . Niebianie p o r u s z a j ą się d o r o ż k a m i na „ b a ­
l o n a c h " — j a k lepsi goście k r y n i c c y , w zimie m a j ą

nauszniki

i r ę k a w i c e , szaty też m a j ą podobne do ziemskich, t y l k o l u ź n i e j s z e
i bardziej p o w ł ó c z y s t e . I c h g ł ó w n y m z a j ę c i e m jest m o d l i t w a ,
chwalenie Pana i uprawianie r ó ż n y c h
niepiśmienny,

poniewierany

—

będzie

sztuk i n a u k . N i k i f o r ,
mędrcem,

czytającym

ś w i ę t e księgi. B ę d z i e gral na skrzypcach, m a l o w a ł , s t o j ą c p r z y
prawdziwych

sztalugach.

Niebo

jest r e k o m p e n s a t ą

biednych,

p i e k ł o k a r ą dla t y c h , k t ó r z y m a j ą w ł a d z ę i p i e n i ą d z e , k r z y w d z ą
i n n y c h na ziemi. Za to m u s z ą s m a ż y ć się w o g n i u i smole.
N a m a l o w a ł setki o b r a z ó w , w k t ó r y c h d a w a ł wyraz swej wie­
r

rze w p r z y s z ł ą s p r a w i e d l i w o ś ć , w z a s a d n i c z ą o d m i a n ę sw ego losu.
Jego wiara w k r a c z a ł a j u ż w sferę m a g i i . M a l u j ą c s t w a r z a ł rzeczy­
w i s t o ś ć , k t ó r a na mocy jego w i a r y i w y o b r a ź n i i s t n i a ł a na jego
obrazach. Z r e s z t ą zawsze m a l o w a ł nie to, co b y ł o , lecz to

co

jego zdaniem b y ć p o w i n n o .

Pomniki

to only, o d r ę b n y

rozdział

w twórczości

Nikifora.

Cenił n a u k ę , w i e d z ę . W s t y d z i ł się swego analfabetyzmu, dlatego

Podobnie j a k c z ę s t o p o w r a c a j ą c y temat N i k i f o r a - S ę d z i e g o ,

wy­

często u d a w a ł , żc czyta, że pisze. Ż e b y nie o d r ó ż n i a ć się

mierzającego

nie­

i n n y c h sam sobie s p o r z ą d z i ł k s i ą ż k ę do n a b o ż e ń s t w a . W ś r o d k u

sprawiedliwość.

Obraz p o n i ż e j

przedstawia

od

b y ł y r y s u n k i — w g ó r n e j strefie d o t y c z ą c e spraw n i e b i a ń s k i c h ,

uczciwą sprzedawczynie; w ę d l i n

Ewangelii, w dolnej — analogii ziemskich (242, 243).
książki

hyla

(por. str.

czarna, podobna do

drukowanego

Okładka

modlitewnika

241).

K i e d y ś , gdy

b y ł e m u niego przyszli trzej c h ł o p c y ,

prosząc

go o datek na b u r s ę . D a l i m całe 50 z ł o t y c h . Z d z i w i ł o m n i o t o ,
w i e d z i a ł e m , że jest raczej s k ą p y , na t a c ę w kościele r z u c a ł 2
z ł o t e . Z a c z ą ł m i t ł u m a c z y ć j a k w a ż n e jest, ż e b y się u c z y l i , u m i e l i
czytać.

Miał poczucie h u m o r u . R e a l i z o w a ł je p r z e k s z t a ł c a j ą c

malowaną

r z e c z y w i s t o ś ć . B a w i ł o go fantazyjne k s z t a ł t o w a l i e d a c h ó w

(s.

238), n i e k t ó r e w y d ł u ż a ł , inne s p i ę t r z a ł , czasem dach b u d y n k u
(który

być

może

w Warszawie)

był

trawestacją

przecinał —

Kościoła

wchodząc

do

Ewangelickiego

wewnątrz

(s.

237),

czasem f o r m o w a ł na k s z t a ł t wojskowego h e ł m u , p i k e l h a u b y z l a t
I

w o j n y ś w i a t o w e j ( t a m ż e ) . N a w i e l u w i d o k a c ł i miast o z d a b i a ł

k o m i n j a k i e g o ś b u d y n k u s t o j ą c ą f i g u r ą l u d z k ą lub popiersiem,
t a k i m z w i t r y n y fryzjera. K s z t a ł t o w a ł fantastyczne b u d o w l e —
banki, filharmonie,

synagogi, u m i e s z c z a j ą c

symboliczną dekorację.

Tak

na

nich

niekiedy

więc w serii synagog s p o t y k a m y

budynki, które wieńczy świecznik

7-ramienny. Zdarza się, że

zapalone ś w i e c z n i k i z n a j d u j ą się po bokach k o p u ł y , na szczycie
zaś widnieje w i e l k a gwiazda. Syjonu.
Znakomicie się b a w i ł w y m y ś l a j ą c

pomniki.

M o ż n a na

ich

p r z y k ł a d z i e a n a l i z o w a ć k o n w e n c j ę p o m n i k a reprezentacyjnego,
p o s ł u g i w a n i a się a l e g o r i ą i elementami c h a r a k t e r y s t y c z n y m i dla
w y r a ż e n i a idei p o m n i k a — n p . u ł a n a , kolejarza, malarza, m u z y k a .

M ó w i o n o o n i m : debil, n i e n o r m a l n y , d z i w a k . K i e d y b y l u m n i e
w Warszawie p o s t a n o w i ł e m p o k a z a ć go lekarzom. B a d a n i a prze­
prowadzano w I n s t y t u c i e H i g i e n y Psychicznej p r z y u l . C h e ł m ­
skiej. N i k i f o r p o c z ą t k o w o c h ę t n i e p o d d a w a ł się r ó ż n y m testom,
s p r a w i a ł o m u p r z y j e m n o ś ć , że t y l u p o w a ż n y c h l u d z i się n i m zaj­
m u j e . B a d a n i a m i k i e r o w a ł prof. Z a j ą c z k o w s k i . ,Ta w y s t ę p o w a ł e m
w charakterze t ł u m a c z a . W y j a ś n i a ł e m N i k i f o r o w i , czego od niego
c h c ą , gdy nic r o z u m i a ł p o l e c e ń p s y c h o l o g ó w , i m z a ś przekazy­
w a ł e m jego o d p o w i e d ź . Sytuacja b y ł a n i e z r ę c z n a . Psychologowie
stosowali standaryzowane testy, on z a ś m i a ł j u ż 60 l a t i b y l
osobow-ością u k s z t a ł t o w a n ą , w y b i ó r c z o w y b i t n i e

utalentowaną.

N i b y to r o z u m i e l i , ale nie p o t r a f i l i d o s t o s o w a ć t o s t ó w i p y t a ń
do o s o b o w o ś c i N i k i f o r a . Stosowano m . i n . serię t e s t ó w Wechslera-

�-Bollevue. N i e k t ó r o

testy

interesowały

Nikifora,

rozwiązywał

je c h ę t n i e i dobrze, c h o ć p o w o l i , inne d r a ż n i ł y go s w ą o c z y w i s t o ś ­
cią. N p . p o k a z y w a n o m u r y s u n k i t w a r z y , w k a ż d e j
jakiegoś

istotnego

pokazując

elementu.

Co t u brakuje?

rysunek t w a r z y w k t ó r e j

brakowało

pytał

profesor,

b r a k b y ł o nosa.

s p o j r z a ł na niego z d u m i o n y . B r z y d k i rysunek

Nikifor

za,uwa,żyl, z r e s z t ą

s ł u s z n i e . A l e profesor na-da,l d o m a g a ł się odpowiedzi, s p o g l ą d a ł
na- stoper. Czas m i j a ł . N i k i f o r p a t r z y ł z p o l i t o w a n i e m , ale widzia­
ł e m , że go to j u ż d r a ż n i . P r o s z ę Cię, b ł a g a ł e m , powiedz

Panu,

o n r z e c z y w i ś c i e nio w i e ! T o go p r z e k o n a ł o . N o s ! b u r k n ą ł i z n ó w
d o d a ł o g l ą d a j ą c dalszo k a r t k i -— bardzo b r z y d k i e !
R e z u l t a t b y ł t a k i — ż a d n e j choroby psychicznej, o s o b o w o ś ć
o wybitnie

r o z w i n i ę t y m talencie w y b i ó r c z y m , s p r a w n o ś ć inte­

l e k t u mierzona, w skali Stanforda-Binet a ok. 45, ale j a k stwier­
dzono, wcale nie znaczy to, żo b y ł a taka. sama w latach jego m ł o ­
d o ś c i . N i k i f o r b y ł j u ż stary, zniszczony c i ę ż k i m ż y c i e m , zahamo­
w a n y wo wszechstronnym rozwoju przez d ł u g o t r w a ł ą izolację od
otoczenia ( b e ł k o t ) , nastawienie t y l k o na malarstwo i zaspakajanie
podstawowych potrzeb ż y c i o w y c h . (Jego w r a ż l i w o ś ć artystyczna,
u m i e j ę t n o ś ć rozpoznawania s t y l ó w , k l i m a t ó w m a l a r s t w a a nawet
dziel k o n k r e t n y c h m i s t r z ó w b y ł a , j a k m o g ł e m z a u w a ż y ć , znacznie
wyższa, niż badających

go s p e c j a l i s t ó w .

Ważne były

jednak

dwie konstatacje, pierwsza — b r a k cech c h o r o b o w y c h , druga —
przyczyna bolkotu.
(czy

Laryngolog stwierdził przyrośnięcie

języka
r

t e ż jego p o d s t a w y ) . D r o b n y zabieg operacyjny

ciństwie

zlikwidowałby

t ę dolegliwość,

w dzie­

alo w t a m t y m cza.sie

b i e d a k ó w nio s t a ć b y ł o na p o r a d ę l e k a r s k ą , a co dopiero ope­
rację.
*
Nikifora

wcale nie k r ę p u j e

żebranie. To m y jesteśmy

zakło­

p o t a n i . I d ą c do pracy (na swoje miejsce p r z y m u r k u ) obchodzi
z kapeluszem w r ę k u kuracjuszy s i e d z ą c y c h na Uuvkach p r z y
P i j a l n i . D a d z ą dobrze, nio d a d z ą — t r u d n o . A l e dlaczego m i a ł b y
nie w y k o r z y s t a ć s p o s o b n o ś c i zarobienia ?
Jest niedziela. Siedzimy z, J a d w i g ą na ł a w c e . Zbliża- się N i ­
k i f o r . N i e z a u w a ż a nas, podchodzi, b e ł k o c ą c s w o j ą p r o ś b ę , N i k i ­
f o r ! w o ł a m . P o z n a ł , z a k ł o p o t a n y u ś m i e c h , c h o w a kapelusz. Od­
chodzi, w y r a ź n i e speszony. A l e j u ż po c h w i ł i w i d z ę , że z n ó w k r ą ż y
w ś r ó d l u d z i z kapeluszem w d ł o n i .
*

O g l ą d a m s k r z y n i ę N i k i f o r a . Przede m n ą b y ł Banach, i n n i . N i ­
k i f o r pilnuje, a b y m nie p o m i e s z a ł serii. O b r a z k i u k ł a d a seriami,
t a k je o g l ą d a i pokazuje. N i e d a w n o b y ł w p o d r ó ż y , podziwdam
p e j z a ż e j a k b y z okna wagonu. Czuję w n i c h r u c h , powodujo to
rytmiczność

powtarzanych elementów,
r

mowo — s l u p ó w , p a g ó r k ó w , drzew.

rozwijających

się pas­

K t o p o k a z a ł lepiej ł e m k o ­

w s k i krajobraz, p o ł o n i n y , w z g ó r z a , cerkiewki ?
*

L i c z ę w s k r z y n i serie. K s i ą d z proboszcz — p o n a d 300 o b r a z k ó w ,
święci — p o n a d 1100, N i k i f o r c z y t a j ą c y ś w i ę t e księgi — prawie
200. N i k i f o r na drodze — k i l k a d z i o s i ą t . T y ł o samo N i k i f o r na tle
k o ś c i o ł a czy c o r k w i . Masa m a ł y c h k a r t o n i k ó w z o y k l u

„Nikifor

przychodzi — witają go".
*
Nie n a z y w a serii, na p y t a n i o w y j a ś n i a t y l k o , co przedsta­
w i a j ą . D u ż a seria „ U c z t m a l a r z y " z r ó ż n y c h o k r e s ó w t w ó r ­
czości. D o tego t e m a t u c z ę s t o wraca.
*

Nosi „ p a n a m ę " , płaską, z szeroką czarną wstążką, przewiązaną
na b o k u k o k a r d ą . Czasem maluje siebie w tej „ p a n a m i e " . Oglą­
d a m „ U c z t y m a l a r z y " . T ł u m a c z y , że malarze s ą b l i ż s i B o g u n i ż

235

�i n n i l u d z i e , bo t e ż t w o r z ą , Malarze m a j ą swoje a t r y b u t y , t y p o w o
dla l a t m ł o d o ś c i N i k i f o r a : czarne p e l e r y n y , p ł a s k i e czarno kape­
lusza, o b o w i ą z k o w o — k r a w a t y . Z r e s z t ą k r a w a t y p o j a w i a j ą się

G d y b y ł w d o b r y m humorze —

śpiewał.

w s z ę d z i e t a m , gdzie maluje siebie l u b l u d z i z n a c z ą c y c h — kierow­
n i k a poczty, w ó j t a , Banacha. Mnie też m a l o w a ł w krawacie,
m i m o iż go p r z y n i m nie n o s i ł e m .

Bardzo lubił m a l o w a ć wielkie grzyby i parasole. P o d n i m i on na
cokole lub k o l u m n i e , p o m n i k . Malował c h ę t n i e c y r k i , orkiestry,

*

często w d w ó c h poziomach. N a g ó r n y m , sceny z nieba, na dole
ziemskie. Gdy na g ó r z e g r a j ą na

K i e d y ś p o k a z a ł e m m u r ó ż n e a l b u m y i reprodukcje. C h c i a ł e m się.
z o r i e n t o w a ć , co wie, co m u się. podoba, j a k reaguje na
sztukę.

Kartkował

jo, ale

bez

szczególnego

c z y n i ą c r ó ż n e komentarze. Z a d z i w i a j ą c o

harfach, na dolo r z ę p o l ą

skrzypcach, j a k w muszli na k r y n i c k i m

na

deptaku.

cudzą
7

zaintoresow ama,

rozpoznawał

klimat

malarstwa. To niemieckie! — m ó w i ł o g l ą d a j ą c Cranaclia, to fran­

W s k r z y n i z n a j d u j ę wczesne obrazki, j a k ż e inne od znanych nam

cuskie

N i k i f o r ó w . Z m i e n i ł się, r o z w i n ą ł , uporczywie, m a l u j ą c przez p ó l

(pokazywał

Bouchera,

potem

Watteau),

rozpoznawał

Kubensa, ś m i a ł się d r w i ą c o , tykając; paluchem namalowano gole

w i o k u . Pierwszy

cielska.

przedstawia

To

zlc!

Obrzydliwo!

bełkotał.

Wyciągnął

Bouchera,

n a d d a r t y obrazek, jeszcze t r o c h ę

widzianą

z

żabiej

perspektywy

nawę

dziocinny
kościoła,

to t e ż z ł e ! on b y t a k i e rzeczy pod kluczem t r z y m a ł . S ą d y m i a l

W l e w y m g ó r n y m rogu wielkie, c z e r w o n o - ż ó ł t o s ł o ń c e . Wczesno

ostre. P o m y ś l a ł e m , co b y to b y ł o , g d y b y pozwolono m u

prace,

wyro­

k o w a ć o łosio s z t u k i . ' W y r z u c i ł b y wiele o b r a z ó w , z o s t a w i ł i k o n y .
T a k , i k o n y go z a c h w y c a ł y nieodmiennie, z t r u d e m się od
o d r y w a ł . J e d n ą , k t ó r ą z o b a c z y ł w albumie chciał od razu

przeważnie

o charakterze i l u s t r a c y j n y m

przedstawiają

r ó ż n e t y p y , kuracjuszy, p i ę k n e d a m y , f i r c y k ó w , w n ę t r z a restau­

nich

racji, p i j a k a , scenki satyryczne. Dopiero p ó ź n i e j zaczyna d o m i ­

ma­

n o w a ć t e m a t y k a religijna. Zmienia się rodzaj działania,, wczesno
prace są bardziej graficzne, kolor k ł a d z i o n y jest lekko, dominuje

lować.

rysunek, w y r a ź n i e

zaznaczony k o n t u r . W

późniejszych

kolor

staje się g ł ó w n y m n o ś n i k i e m ekspresji. N i k i f o r dochodzi do swo­
ich „ s p o s o b ó w ' przedstawiania drzew, lasów, p ó l . l u d z i . Zadzi­
R e a g o w a ł na t e m a t y k ę . N a j w y ż e j , to oczywiste, cenił r e l i ­
g i j n ą , a k c e p t o w a ł p o r t r e t y k r ó l i , k r a j o b r a z y , nawot sceny ro­
dzajowe (Beuglda), ale boz zgorszenia, n a g o ś c i , p i j a c k i c h scen.
P o k a z a ł e m m u Venus z M i l o . Przede w s z y s t k i m z w r ó c i ł u w a g ę
na brak r ą k , dopiero p o t e m k r y t y k o w a ł n a g o ś ć . K p i ł ,

tykając

palcem r e p r o d u k c j i . Bez r ą k ! Co on, nie wie, g ł u p i ! P o d s u n ą ł e m
o b r a z k i dzieci. O d razu p o z n a ł — ,,to dzioci m a l u j ą " .

Kryty­

k o w a ł w j e d n y m z m a l u n k ó w b r a k oka. S p o s t r z e g ł to momen­
talnie (biodni psychologowie ze s w y m i

tostami). W y r a ź n i e

się

w i a j ą c e , że p r z y t y m nie t r a c i świeżości, nie wpada w r u t y n ę .
A k c e p t u j ą c pewno „ s p o s o b y " w c i ą ż szuka, wciąż p r ó b u j e .

Czy

ś w i a d o m i e ? Togo nic w i e m . A l e chyba jest wiolo r o d z a j ó w świa­
d o m o ś c i , wiole jej form. Aż do s t a r o ś c i fu N i k i f o r a , zniszczonego
T

b i e d ą i g r u ź l i c ą b ę d z i e to okres po 65 latach) maluje wciąż z w own ę t r z n e j potrzeb}', z p r z e ś w i a d c z e n i a , że jest to jego zadanie
i o b o w i ą z e k malarza. W c i ą ż jest t w ó r c z y , nawet gd.y m a już za
s o b ą najlepsze lata. Dopiero k o ń c o w a dekada jogo ż y c i a ś w i a d ­
czy o z n u ż e n i u , o wyczerpaniu się sil t w ó r c z y c h .

o ż y w i ł , k i e d y m u p o k a z a ł e m reprodukcje o b r a z ó w H e n r i Rous­
seau. K i w a ł
Szczególnio

z uznaniem g ł o w ą .
mu

się

podobał

To

kolega! —-

„zimowy"

komentował.

autoportret

Celnika

z praskiego M u z e u m Narodowego, ten znany, z p a l e t ą na

tle

W 1955 r. c h c i a ł e m m u p o m ó c w k ł o p o t a c h , jakie m i a ł z miejs­
cową administracją. Przyjechałem

z listem f i r m o w a n y m

przoz

s t a t k ó w . Po p e w n y m czasie, gdy k a r t k o w a ł jakiś a l b u m nagle

P o l s k ą A k a d e m i ę N a u k , j a k o r e d a k t o r naczelny, p e ł n o m o c n i k

w y k r z y k n ą ł : O! Kolega! P a t r z ę , znalazł Vivine'a.

Ministra

Podsunąłem

Kultury

i

Sztuki.

Tłumaczyłem

przewodniczącemu

m u F e j e ś a , G e n e r a l i ć a . K i w a ł g ł o w ą , to b y ł jego ś w i a t , jego ko­

R a d y Narodowej k i m jest N i k i f o r , dlaczego p o w i n n o m u

ledzy. Z w ł a s z c z a p o d o b a ł

p o m ó c i t d . S ł u c h a ł , potom лесе t c h n ą ł i z a p y t a ł „ C o w y w n i m

mu

się F a j e ś .

Matejko!

powiedział

się

o n i m , c h c ą c w y r a z i ć s w o j ą a p r o b a t ę . M a t e j k o to b y ł dla, niego

widzicie? P r z e c i e ż

s y m b o l wielkiego malarza. Czy znal w ó w c z a s jego obrazy, czy

Dziecko b y lepiej u m i a ł o n a m a l o w a ć ! A t u , z d a w a ł o b y się po­

u m i a ł r o z p o z n a ć autora? N i e wiem, nio s p r a w d z i ł e m , teraz ż a ł u j ę .

w a ż n i ludzie, p r z y j e ż d ż a j ą ,

Dlaczego o t y m nie

pomyślałem?

to

żebrak!

włóczęga!

A te

jego

obrazki?

interweniują."

P o c z ę s t o w a ł m n i e k a w ą . A l e nic z a ł a t w i ł niczego.

Jadwiga Jarnuszkiewiczowa
D z i a ł o się to w K r y n i c y w i o s n ą 1953 r. „ D o b r a p a n i ' " z a f u n d o w a ł a
m u ł ó ż k o . „ N i e m o g ę p a t r z e ć j a k on śpi na ziemi. Jak z w i e r z ę "
--

m ó w i ł a w s z y s t k i m . W o g ó l e d u ż o się o t y m ł ó ż k u

mówiło

w K r a k o w i e , w Warszawie. Ł ó ż k o dla N i k i f o r a s t a ł o się s p r a w ą
kluczową.

Nie z d a w a ł sobie sprawy, że r o b i k a r i e r ę , bo (o i n n i r o b i l i ją na
n i m . D o niego nie d o c i e r a ł o , że jogo obrazki sprzedaje się za
d u ż ą cenę w k r a j u

No więc zafmidow'ali m u to ł ó ż k o . Z a w i e ź l i , u s t a w i l i . Trzeba
p r z y z n a ć , że d u ż o t r u d u sobie zadali. Nie b y ł a m p r z y t y m

jak

to łóżko m u p r z y w i e ź l i , ale wiem, że n i g d y się na n i m nie p o ł o ż y ł .
Spal j a k dawniej na

ziemi.

i kupowali

i zagranicą.

Po prostu przychodzili ludzie

za grosze lub w y ś w i a d c z o n ą p r z y s ł u g ę . Zresztą, za­

pewne, nawet nio wiedział co to jest kariera. W i e d z i a ł t y l k o , bo
d o ś w i a d c z y ł , co to jest pozycja, hierarchia s p o ł e c z n a , B y l w niej
tak nisko, żc j u ż czul się od niej w y z w o l o n y .

.Malował,

Ten N i k i f o r , raz poniewierany i p o n i ż a n y , raz otaczany t r o s k ą
i g ł a s k a n y , t a k czy owak u p o ś l e d z o n y — b y l c z ł o w i e k i e m bardzo
niezależnym.

Sprowadzony

do

mia,sta, goszczony

-—

uciekał

z miejsca, w k t ó r y m m u się nio p o d o b a ł o . P r z y c h o d z i ł i o d c h o d z i ł
k i e d y chciał z sobie t y l k o znanych p o w o d ó w . Ż y j ą c poza społe­

M o ż n a sobie b y ł o k u p i ć jego obrazki, ale nic jogo samego. N a w e t

c z e ń s t w e m , poza p o r z ą d k i e m s p o ł e c z n y m w y r o b i ł sobie w ł a s n y

nie wiem czy m i a l j a k i e ś uczucie wdzięczności za pomoc j a k ą

model ż y c i a . Mial w ł a s n e zdanie o świecie, k t ó r \

m u ś w i a d c z o n o . N i e z a u w a ż y ł a m tego w k a ż d y m razie. Wszelkie

silnych i .słabych, p o n i ż a j ą c y c h i p o n i ż a n y c h .

236

dzielił się na

przysługi

przyjmował

jako

coś

naturalnego,

równie

natural.

�O b r a z k i z serii f a n t a s t y c z n y c h a r c h i t e k t u r świadczą, nierzadko o d u ż y m poczuciu h u m o r u k r y n i c k i e g o m i s t r z a

*

nogo j a k k r z y w d y k t ó r e go s p o t y k a ł y . Czasem, jeśli k t o ś syste­
matycznie o k a z y w a ł

m u pomoc, p o t r a f i ł

się nawet

domagać

czegoś i t o t a k ż e u w a ż a ł za naturalne. Skoro c h c ą d a ć — niech

P o k a z y w a l i ś m y m u r ó ż n e reprodukcje. O g l ą d a ł je z c i e k a w o ś c i ą ,

dają. to, co i n n potrzebno.

ale bez uznania, nawet dla w i e l k i c h m i s t r z ó w . B y ł a t o sztuka
w y r a ź n i e m u obca. M y ś l ę , c h o ć to b r z m i paradoksalnie, że nie
i n t e r e s o w a ł się s z t u k ą j a k o t a k ą . W a ż n o b y ł o dla niego t o , co sam
m a l o w a ł . Może dlatego znacznie bardziej i n t e r e s o w a ł a go archi­

N i o p o t r z e b o w a ł uznania. T o j e m u samemu m i a ł y się p o d o b a ć

tektura.

Jogo o b r a z k i . N i e wiem, czy w ogóle p o t r z e b o w a ł l u d z i , ich życzli­

k t ó r ą m a l o w a ł — a nie j a k o dzieło s z t u k i . A r c h i t e k t u r a b y ł a

Obserwował

j ą niezwykle u w a ż n i e ,

wości. W k a ż d y m razie nie o k a z y w a ł tego. Z w y r a ź n y m jednak

jednym z najważniejszych

zadowoleniem p o d e j m o w a ł k o n t a k t kiedy k t o ś go r o z u m i a ł , jego

w y p o w i a d a ł się n a j p e ł n i e j . Ale malarstwo j a k o t a k i e , malarstwo

motywów

tak jak

naturę,

jego m a l a r s t w a . W niej

i n n y c h uialo go o b c h o d z i ł o . A l b o i wcale. T a sfera p r z e ż y ć este­

mowę.

t y c z n y c h b y ł a m u obca.

*
K i e d y N i k i f o r p o r t r e t o w a ł Jacka m i a l on g r y p ę . L e ż a ! w p i ż a m i e ,
w r o z n i e m ł a i i o j pościeli, w ś r ó d niezmiernego b a ł a g a n u

panują­

cego u- p o k o j u . N i k i f o r m a l o w a ł s p o g l ą d a j ą c od czasu do czasu na

0 r z e ź b i a r z u , k t ó r y nut robił p o r t i e t m ó w i ł l e k c e w a ż ą c o , paro-

swego modela, c h c ą c

Gdy

d i u j ą e gestami jego p r a c ę . Nie r e a g o w a ł na f a k t , ż e k t o ś toż się

s p o j r z e l i ś m y na g o t o w y j u ż p o r t r e t z a s k o c z y ł nas. T w a r z J a c k a

zajmujo s z t u k ą . Ż a d n e j w s p ó l n o t y . I s t n i a ł o d l a niego t y l k o jego

istotnie p r z y p o m i n a ł a modela, ale na obrazku b y l on w garniturze

malarstwo. Ono go cieszyło, t r a k t o w a ł je j a k p o w o ł a n i e .

oddać

wiernie jego p o d o b i e ń s t w o .

i f i g u r o w a ł na tle p ó l e k z k s i ą ż k a m i . Ja z kolei, bo zaraz potem

*

N i k i f o r mnie p o r t r e t o w a ł , s i e d z i a ł a m na fotelu s t o j ą c y m na dy­
wanie, c h o ć w r z e c z y w i s t o ś c i s i e d z i a ł a m na brzegu owego rozmeinlanego tapczanu i w ś r ó d całego b a ł a g a n u . B y ł a m w t e d y ubrana

J e ś l i mial poczucie hiorarchii

w z i e l o n ą s p ó d n i c ę i liliową b l u z k ę . N i k i f o r u z n a ł widocznie, że

jej d o ś w i a d c z y ł na sobie. Dlatego t e ż poczucie h i e r a r c h i i ograni­

n a l e ż y t o p o p r a w i ć i na portrecie w y m a l o w a ł o d w r o t n i e . Fiole­

czało się do najbardziej elementarnego

t o w ą s p ó d n i c ę i zieloną b l u z k ę .

1 poniżonych.

T o , ż e „ p o p r a w i a ł " r z e c z y w i s t o ś ć w e d ł u g swego uznania b y ł o
nam

w i a d o m o . A l e p o r t r e t reprezentacyjny'!

Skąd

Prawdopodobnie ,,z drugiej r ę k i " . Może z e k r a n ó w

t o znal V
fotografów

ulicznych czy k o n w e n c j i p o r t r e t ó w fotograficznycli. Może z obra­
zów- w i d z i a n y c h gdzieś w w i t r y n a c h sklepowych.

społecznej to o t y l e t y l k o , o ile
p o d z i a ł u na

możnych

To p r a w d a , że t y c h m o ż n y c h i silnych s z a n o w a ł a p o n i ż o n y c h
nic. A l o czy n i m i g a r d z i ł ? N i o s ą d z ę . J e ś l i r e c h o t a ł z r a d o ś c i
o g l ą d a j ą c zdjęcia z p r z e ś l a d o w a n i a Ż y d ó w , czy donosił na gospo
się to m y ś l ę , że b y ł a to sprawa raczej kompensacji n i ż pogardy.
Т а jego reakcja bardzo niemile mnie z a s k o c z y ł a , ule chyba
nie trzeba z niej w y c i ą g a ć z b y t jednoznacznych w n i o s k ó w . Za-

237

�W d z i ę c z y się do niego j a k pederasta i p r z y t y m p a t r z y na s w ą
i patrzy

t o w a r z y s z k ę . Ta z n ó w w d z i ę c z y się do N i k i f o r a

na

J u r k a . Jurek zaś p a t r z y w p o d ł o g ę . P o k l e p a l i , p o g ł a s k a l i , wzięli
obrazki i p r ę d z i u t k o pobiegli u m y ć ręce.
„A"

—- z n a n y

p l a s t y k

m ó w i : N i k i f o r k u . . . Cmoka p r z y

obrazkach i udziela, N i k i f o r o w i fachowych r a d , k t ó r y c h t e n oczy­
wiście nawet nie s ł u c h a . P r z y n i ó s ł l i n i j k ę , k t ó r e j N i k i f o r nie c h c i a ł ,
cyrkiełek,

k t ó r y o b e j r z a ł i zwrócił, wreszcie metalowe, b ł y s z ­

czące p u d e ł k o po papierosach, k t ó r e m u bardzo z a c h w a l a ł , j a k
Murzynowi.

Wybrał

za t o bez p u d ł a najlepsze

obrazki i dał

po 5 zł. O p r a w i a jo w passe-partout i z n o w u cmoka.
Żona

pana

„ A " : Och j a k i ten N i k i f o r e k ! Och j a k a k o ł d r a !

Ocli j a k a s k r z y n k a ! Patrzcie — on się o s t r z y g ł ! Patrzcie on m a
łyżkę! itd.
Goście

k r y n i c c y : z a t r z y m u j ą się. N a obrazki nie p a t r z ą ,

oglądają. N i k i f o r a , w y m i e n i a j ą p r z y n i m opinie na t e m a t jego
w y g l ą d u i r ó ż n e hipotezy na temat jego stanu u m y s ł o w e g o oraz
sytuacji soojalnej.
L u d a u t o o h t o ń s к i : Okrada go i l e k c e w a ż y . G a r d z i jego
p r a c ą . A l e nie b r a k i d u m y dla swojej k r y n i c k i e j

osobliwości.

D o w c i p N i k i f o r a p r z e j a w i a ł się m . i n . w s y t u o w a n i u popiersi na
szczycie

wieży

budynku,

tańczących

par

na,

dachach

itd.

stanawia, w niej t a k ż e b r a k w s p ó ł c z u c i a dla p o k r z y w d z o n y c h .
A l e czy N i k i f o r w ogóle m i a ł zrozumienie dla k r z y w d y ? On,
k t ó r y t y l e tej k r z y w d y d o z n a ł , że a ż s t a ł a się c z y m ś n o r m a l n y m .
I

c o ś w a ż n i e j s z e g o jeszcze — czy b y ł zdolny do w s p ó ł c z u c i a ?

(Tryba nie, t a k samo j a k nio b y ł zdolny do uczucia w d z i ę c z n o ś c i ,
do jakiegokolwiek p r z y w i ą z a n i a , do życzliwości.

Podejrzewam,

że m i a ł j a k i ś n i e d o r o z w ó j emocjonalny, co w y n i k a ł o z jego izo­
lacji od n a j m ł o d s z y c h l a t . A p r z y b r a k u k o n t a k t u z l u d ź m i co
m i a ł o r o z w i j a ć jego e i n o c j o n a l n o ś ć ? Niczego od ludzi nie oczeki­
wał i niczego i m nie d a w a ł . L u d z i e , to b y l j a k i ś i n n y , obcy ś w i a t ,
poza z a s i ę g i e m jego ż y c i a .
*

Ludzie w k o n t a k t a c h z N i k i f o r e m d e m a s k u j ą s i ę :
„X":

znajduje

w urokach surrealistycznej

niezwykłości

rację

dla swej pogardy wobec dzisiejszego ś w i a t a , k t ó r y nie d o c e n i ł jego
w ł a s n e j wielkości. Szczery podziw i s y m p a t i a dla a r t y s t y , k t ó r y
z n a t u r y nie „ w y p ł y n i e " .
,,Y"

—

„Dobra

p a n i " : przynosi papierosy,

eukierki,

interesuje się z d r o w i e m , c z y s t o ś c i ą a raczej b r u d o m . P y t a o stan
c z y s t o ś c i jego k a l e s o n ó w , o g l ą d a paznokcie, sprawdza

zawartość

portfela, szuflad. Demonstracyjnie p o u f a l ą . D o b r a i j a k a ś bez­
w s t y d n a . M a g r z y w k ę , ciemne, s k o ś n e o k u l a r y , w ą s k i e spodnie
w k r a t k ę , l u ź n ą b l u z k ę i N i k i f o r a j a k o p o i n t ę swojej ekseentryczności i o r y g i n a l n o ś c i . A , , K " j a k o widza, ś w i a d o m e g o

smaku

dopełnień i kontrastów.
,,K"

—

L i t e r a t : Całuje N i k i f o r a w p o l i c z k i , c h o ć się zaraz

p o t e m m y j e . M a swoje tezy. N i k i f o r jest n o r m a l n y , to ś w i a t jest
nienormalny.

238

Przypisuje

Nikiforowi

najgłębszą

świadomość.

Scena z E w a n g e l i i . W t a l a c h obrazach d u ż ą rolę o d g r y w a ł n a s t r ó j ,
w y d o b y t y kolorem, ujęciem

tematu

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8586" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8565">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5a4ff2cc82d7b786bc529f0061daf6c2.pdf</src>
        <authentication>cab5220e957f998f80d063c5906f6896</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102569">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3704</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102571">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102573">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3481</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102575">
                <text>Pożegnania ; Wspomnienia ; Sprostowania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102577">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.215-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102578">
                <text>Jackowski, Aleksander; Kamieński, St. Zbigniew; Kutkowski, Jerzy; Sokól, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102579">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102580">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102581">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102583">
                <text>POŻEGNANIA
WŁADYSŁAW RZĄB - B A Z Y L I A L B I C Z U K - L U D W I K WIĘCEK
BRONISŁAW K R A W C Z U K - HALINA DĄBROWSKA
MARIANNA WIŚNIOS

Przed dwoma laty w związku z przygotowywaniem do
druku Sztuki zwanej naiwną pisałem do wszystkich bohaterów
książki, aby w ten sposób dowiedzieć się, czy są, pracują,
chorują. Odchodzą bowiem tak cicho, jak i cicho żyją. Sami
nie zawiadamiają, że ich już nie ma, a rodzina po cóż miałaby
kogoś niepokoić. Dopiero teraz, w związku z promocją
książki, dowiedziałem się, iż w wieku 85 lat zmarł 13 sierpnia
1992 r. w Zgierzu WŁADYSŁAW RZĄB, człowiek wielkich
uczuć, serdeczny i bolesny, nie doceniony przez środowisko
łódzkie, choć jego wystawa w BWA (1988 r.) na pewno nie
była gorsza od dziesiątka innych. Tylko, że Rząb był poza
Związkiem, bez studiów plastycznych. Więc z założenia
gorszy. Do tego był niemodny. Nawet nie chciał zmienić swej
„osobowości", nie zamierzał zafundować sobie nowego nosa,
nie obwodził sznurkami przestrzeni, nie przykrywał domów
filcową narzutą. Malował ekspresyjnie, z dużym wyczuciem
koloru. Przedstawiał smutne, żałosne życie ludzi, nie upięk­
szone nadzieją czy fantazją. To nie przypadek, że grał na
skrzypcach, wyśpiewywał na
nich swoje zmartwienia, stany
duszy. W muzyce uczucie jest
naturalne, zwłaszcza gdy się je
wyraża długą frazą smyczkowe­
go instrumentu. Ale to uczucie
znajdziemy także w jego obra­
zach, domorosłego Van Gogha,
malarza, któremu świat rozdzie­
rał serce.

raz, nawet gdy mówił, że tylko podziwia, prosił - gdyby
mistrz kiedyś... Albiczuka ogarniał popłoch. Dawniej malo­
wał dla siebie, tak jak ptak śpiewa. To było jego myślenie,
odczuwanie, przeżycie świata. Nie śpieszył się, odstawiał na
rok zaczęte płótna, żył ze świadomością ich istnienia. Świat
w jego obrazach stawał się piękny, dostojny, jak Raj przedadamowy. Przyroda widziana jak przez kryształową szybę,
podpatrzona w swej harmonii i krasie, przeciwstawiona
ludzkim upadkom i podłościom.
Pamiętam ostatnią wizytę u Niego.
Pojechałem z bardzo mi drogą koleżanką, której chciałem
pokazać Albiczuka, wiedziałem, że zrobi na Niej wrażenie.
Nagrywała to, co mówił, fotografowała, a on rozbrojony jej
bezinteresowną serdecznością wyraźnie się cieszył z naszej
wizyty. Ale i wtedy użalił się, gdy wyszliśmy sami na dwór, że
nie umie sprostać zobowiązaniu. Młodzież pomogła mu
zbudować dom. Pieniądze, duże, dał Ludwig Zimmerer.
Czułem rozterkę Bazylego. Kochał tego Niemca za jego

Widziałem go ze trzy lata te­
mu. Cieszył się, że jego obrazy
pokazało Muzeum Okręgowe
w Radomiu, że kupują, interesują
się nim. Pożegnaliśmy się ser­
decznie, odprowadził mnie do
pociągu, długo machał dłonią.
Jak się okazało, na zawsze.

22 lipca 1995 r. zmarł mając
86 lat, drogi mi B A Z Y L I A L ­
BICZUK. Odchodził od ludzi,
męczyli go, męczyły prośby, na­
wet słowa zachwytu. Oczywiście
cieszyły, ale przede wszystkim
krępowały. Ty mi dajesz dobre
słowo, a co ja mogę dać tobie?
Każdy chciał od niego kupić ob-

Wtadysław R z ą b , Wkruchcie

dobroć, entuzjazm, serdeczność,
ale to go tylko zobowiązywało
- świadomość, że jeszcze i jemu
winien był namalować kilka ob­
razów, teraz już pani Karinie.
A już nie mógł, nie chciał. Daw­
na radość i ukojenie przerodziło
się niepostrzeżenie w przeciw­
ieństwo. Dręczyły go te obrazy
do namalowania, obrazy z obo­
wiązku. Bał się listów, długo ich
nie otwierał, niechętnie odpisy­
wał. Krótki list - a dzień, dwa
wyrzucone z życia. Trudno na­
wet to zrozumieć, ale tak było.
Silnie przeżywał każde napisane
zdanie. Jak je wyważyć? Jak
odmówić? Bardzo go to męczy­
ło.
Gdy wieczór nadchodził brał
do ręki skrzypce, grał. Nieraz,
gdy go nikt nie widział, grał
chodząc po polach, albo wśród
krzewów i kwiatów w swoim
ogrodzie. Kiedyś go pielęgno­
wał, sprowadzał byliny, hodował
kwiaty, ale później pozwolił mu
starzeć się, zarastać chwastami.
Starzeli się razem, ogród i on.

215

�Ogród, który traktował jako swoistą prefigurację swego
stosunku do świata, do losu. Każde wyjście z kręgu, który
sobie stworzył, męczyło go. Ale dostawał nagrody, więc jechał
do miasta, a i miasto czasem przyjeżdżało do niego. Rozumiał,
że niczego nie ma za darmo, więc z bólem, ale rozstawał się
z najbardziej cenionymi obrazami, opowiadał mi z goryczą, że
któryś dał wydziałowi Kultury, ale zabrał go do swego domu
sekretarz partii. A może przewodniczący Rady Narodowej.
Starał się pozostać z dala, żyć we własnej, bogatej, wręcz
intensywnej samotności. Tyle w swoim życiu widział, że
świadomie wybrał samotność, żywot pustelnika.
Twarz miał subtelną, piękną porytą zmarszczkami dobra
i zadumy.
Spoczął, jak chciał, na miejscowym cmentarzu prawosław­
nym w Dąbrowicy.
28.05.1995 r. zmarł w szpitalu gorlickim L U D W I K WIĘ­
CEK. Kaleki, wiejski pastuch, o wielkiej ciekawości świata
i o wyobraźni dziecka. Malarz, ostatni już z tego kręgu
twórczości, który znaczą nazwiska Nikifora i Heródka.
Maleńki, słabowity, tylko oczy miał ogromne, błyszczały
z zadziwiającą intensywnością. Ciekawe świata, uważne na
wszystko, zwłaszcza na szczegół. W swych obrazach, lśnią­
cych lakierem, niewielkich, które mógł łatwo wzrokiem
ogarnąć przedstawiał świat widziany i swoje wersje obrazów
dawnych mistrzów. Zresztą i w jednym i w drugim przypadku
tak zwana rzeczywistość go nie krępowała. Sztafaż obrazów
wzbogacał bliskimi sobie elementami architektury, a przede
wszystkim wyobrażeniem ptaków. Te ptaki, ogromne, ciężkie
siedzą na pieńkach, gałęziach, a zwłaszcza na szczytach
górskich. Więcek umieszcza je gdzie może. Ptaki są wolne,
latają dokąd zechcą podejść je
trudno, a przy tym nie są tak
złośliwe jak psy, które nieraz
dziabnęły i oszczekały niezdar­
nego pastucha. Należą więc do
świata fantazji a nie do przyziem­
nej realności krów, świń czy gęsi.
Więcek uwielbiał reprodukcje
dawnego malarstwa. Jego „ko­
pie" zwłaszcza te, w których sta­
rał się pozostać wiernym orygi­
nałowi zachowują układ pierwo­
wzoru, ale tam, gdzie rozwiąza­
nie malarskie wydaje się zbyt
obce, czy trudne, Więcek rytmizuje drobne elementy, upraszcza
rysunek, zastępuje obcą bryłę bu­
dynku swojską, ale bezbłędnie
zachowuje równowagę obrazu,
harmonię elementów. Te kopie
mają dla nas wiele wdzięku, wła­
śnie dzięki autentycznej naiwno­
ści malarza. Na jego przykładzie
wyraźnie można dostrzec różnicę
między naiwnością a sztuką dzie­
cka, w obrazach Więcka trudno
dostrzec tak piękną u dzieci śmia­
łość rysunku, wigor koloru, roz­
mach, zabawę. Więcek jest sta-

216

ranny, poważny, nawet kiedy maluje coś, co go bawi. Ze
sztuką dzieci wiąże go fantazja, sposób myślenia, bycia. Nie
cierpiał pasania krów, był słaby, wątły, zaś zwierzaki ciężkie,
duże i rogate, wyrzucał więc gospodarzowi, że je hoduje. Twój
brat - tłumaczył - jest mądrzejszy, samochodem jedzie do
sklepu i kupuje mleko, a ty musisz trzymać te paskudne krowy.
A kiedyś, gdy zobaczył turystę z plecakiem też zapragnął
zostać turystą. Gospodyni, wielkiej dobroci kobieta, dała mu
plecak, zapakowała rzeczy, jedzenie, pomogła włożyć go na
plecy, no i Więcek wyruszył w podróż. Daleko nie uszedł, do
krzyża na skraju Wilczysk. Bo i dokąd miał iść? po co? Nie
łatwo być turystą, doszedł do wniosku Więcek, i wrócił do
swych gospodarzy.
Czy jeszcze będą się formowali tacy wiejscy odmieńcy jak
Nikifor, Heródek i Więcek? Czy telewizja, kontakt z cywiliza­
cją nie zabiją w nich świata naiwnej wyobraźni? Czy nie
narzucą łatwych wzorów na wyrażenie spraw dziwnych,
strasznych i tajemnych? Czy będą sami szukali środków na
wyrażenie radości, bólu czy strachu w malowanych postaciach
- mając proste wzory rysunkowych filmów czy reklam?
Oby wiam się, że Ludwik był już ostatnim z plejady wzruszają­
cych wiejskich artystów, samotnych w swym środowisku,
rozpiętych między ziemią, na której tak trudno żyć, a niebem,
które daje nadzieję szczęścia i ukojenia.
Zmarł otoczony opieką swych gospodarzy, państwa Krzysztoniów, którzy chorego, kalekiego malarza i pastucha
uszanowali i traktowali jak bliskiego członka rodziny.

BRONISŁAW KRAWCZUK (24.12.1935-2.10.1995 r.)
Mój drogi Bronek. Niszczał, tracił chęć życia, czuł się coraz
bardziej obcy - na Śląsku, w do­
mu, na tym świecie. Cierpiał,
zwłaszcza po śmierci Gienia, sy­
na, który był jego nadzieją i ra­
dością. Od kiedy go pamiętam
jeździł z nim, byli wszędzie
gdzie ogłaszano jakiś konkurs.
Wzdychano ciężko, kiedy się po­
jawiali - zawsze uśmiechnięci,
on krępy, szeroki, o okrągłej
twarzy, Gienio mały, krępy, nie
wyrośnięty. Taszczyli obrazy
i wiadomo było, że sprawa pier­
wszych nagród jest załatwiona.
Inni amatorzy sarkali, jurorzy
czuli się niezręcznie, to jak? póki
oni malują nikt już pierwszej
nagrody nie dostanie? Ale nie
przyznać też było trudno. Nie­
możliwe. Więc szukano wybie­
gów - im za całokształt pracy,
lub nagrodę specjalną. Byli
świetni. Zawsze razem. Później
Gienio przestał malować, zajął
się złotnictwem. Ale był... Dla
Bronka malowanie stało się po­
ciechą, tym, co go trzymało
w chwilach ciężkich, w życiu
Marianna Wiśnios. Chrystus
zmartwychwstały,
coraz okrutniej go doświadczatempera, papier

�jącym. Nigdy nie czuł się pewnie na Śląsku, za późno
przywędrował ze Wschodu, z rodzinnego Podola. Zdradzał go
akcent, pięknie rozlewna mowa, zdradzała twarz, ciepła,
łagodna, szeroka i krągła jak słońce na dziecięcych obrazkach.
W zadymionym krajobrazie malował pejzaże lat dziecinnych,
wyrwany, wykorzeniony - jak miliony ludzi, których życie
pozbawiło po wojnie ziemi rodzinnej. Później przyszły
nowe uderzenia losu, starszy syn, w przededniu wyjścia
z wojska, zginął. Jak? Tego rodzicom nie chciano powiedzieć.
Zalutowaną, metalową trumnę żołnierze przywieźli na cmen­
tarz. Powiesił się, usłyszeli w jednostce. Nie mogli uwierzyć.
Był zaręczony, radosny, pod wieczór telefonował, by mu
zarezerwowali stolik na dancingu. A rano już nie żył. Co się
stało? Lepiej wiedzieć, niż tak lata borykać się z własną
wyobraźnią.
A potem córka związała się z narkomanem. Widział jak
w oczach się zmienia, niszczy. Odwykówka, Monar - i znów
kompot, w domu robiony. Zaczął więc pić. A kiedy pił
wylewał swe żale. Swoim, ale i sąsiadom. W końcu obcym,
inaczej czującym, reagującym. Może, gdyby pił ze swojakami
byłoby mu lżej, teraz zaczął coraz ostrzej odczuwać swoją
inność. Do tego wręcz demonstracyjnie angażował się po
stronie „Solidarności", malował ogromne obrazy z tłumem
demonstrujących ludzi, Polonez, As-dur Chopina, grany przez
Artura Rubinsteina na tle Placu Zamkowego w Warszawie,
tryptyk z Pomnikiem Poległych Stoczniowców w centrum,
przejmujące Ukrzyżowanie na tle falującego mrowia ludzi.
Przyszedł strach: internują, wsadzą do więzienia, zbiją
- więc tłumił ten strach pijąc. Coraz więcej. Zaczął wyM. Wiśnios. Ukrzyżowany

M. Wiśnios. Ukrzyżowany

przedawać kolekcję śląskiego malarstwa naiwnego, a miał
dobraną znakomicie. Tłumaczył - przeszkadza w malowaniu,
ale pewnie ważniejsze było gromadzenie pieniędzy na uspa­
kajający nałóg. Malował zresztą coraz mniej.
Śmierć ukochanego Gienia załamała go zupełnie. Zaczął
oddalać się od świata. Malował obrazy o głęboko przeżytych
treściach religijnych, wstrząsający i jakże mu bliski w bólu
tryptyk poświęcony ks. Jerzemu Popiełuszce, Syberię: ludzi,
jak pieńki drzew, zamarzniętych, pogrążonych w śniegu.
Dostał za te dwa obrazy I nagrodę na wystawie Talent - pasja
- intuicja w Katowicach. To było tak niedawno...
Nocowałem u niego, rozmawialiśmy do późna, wiedział,
czym była w moim życiu Syberia, więc chciał mi dać swój
obraz. To był odruch serca. Wzruszył mnie, ale obrazu nie
przyjąłem, chciałem, by został w jakimś muzeum.
Bronek zmienił się od czasu poprzedniego naszego spot­
kania. Miał brodę, obfity skudłacony zarost. Tylko oczy
błyszczały mu gorączkowo. Gdy pił, przypominał oszalałego
proroka. Czułem, że to koniec tej jego drogi przez mękę. Czy
się jeszcze zobaczymy? Uścisnął mnie na pożegnanie, długo
machał ręką na peronie. A jednak, kiedy się dowiedziałem, że
odszedł, boleśnie to odczułem, żałowałem, że mnie nie
powiadomiono. Chciałem być z nim w tej ostatniej chwili
ziemskiej wędrówki. Ale może lepiej, że nie byłem.
Oszczędzone mi zostało gorszące widowisko, miejscowy
ksiądz obrzucił Bronka wyzwiskami. Uznał - jego, uducho­
wionego, pięknego, naznaczonego stygmatem cierpienia, za
przykład zła, do którego prowadzi alkohol. Potraktował go jak
wyrzutka, przestrogę dla innych.

217

�Jak pięknie, że ostatnim księdzem, z którym Bronek
obcował przez wiele dni, z czcią i pokorą go malując, był
ojciec Jerzy. Mądry, szlachetny, przepełniony chrześcijańską
miłością. Tą miłością, której tak był spragniony Bronek.
Pochowano go, jak chciał, tuż obok Gienia, na tym samym
gliwickim cmentarzu.

H A L I N A DĄBROWSKA (17.01.1925-20.10.1996). Więc
i ona... jeszcze jedna bohaterka mojej książki, świetna malar­
ka, piękny człowiek. Nie mogę zapomnieć słów księdza
Twardowskiego: „Spieszmy się kochać ludzi, tak prędko
odchodzą". Może coś przeczuwała, parę razy pisała, prosiła
bym przyjechał, przygotowała dla mnie obraz. Przyjęła mnie
serdecznie, otoczona zwierzętami, we wnętrzu zapełnionym
obrazami. Chciała mi dać taki, który lubiła, żebym miał po niej
pamiątkę. Wtedy tego nie zrozumiałem, zresztą obiecałem, że
wkrótce przyjadę na dłużej. Nie zdążyłem.
W ostatnich latach malowała niewiele, tkała, zajmowały ją
psy i koty, ogród, za którym rozpościerał się wyjątkowej urody
pejzaż, z widniejącym w oddali zarysem gór. Czuła się dobrze
w swojej samotni, mimo odcięcia od rodziny, przyjaciół,
krakowskich ulic, widoków Kazimierza. Łękawica, w której
osiadła przed 18 laty, stała się miejscem, w którym zapominała
o bolesnych doświadczeniach życia, które dawniej - w Krako­
wie - odreagowywała w swym malarstwie. Lekarz, humanista,
uformowana w kręgu prof. Antoniego Kępińskiego, a później
„Bebka" - doktora Jana Mitarskiego, uprawiała swój zawód
lekarza - psychiatry świadomie, z głębokim zaangażowaniem,
ale bez sentymentalizmu. Wrażliwa na krzywdę widzianych
codziennie chorych dzieci, a także starych ludzi i zwierząt, aby
zachować wewnętrzną równowagę musiała znaleźć sposób
rozładowania napięć. Zaczęła malować, początkowo dla
siebie, później - po namowach przyjaciół - oficjalnie, na
wystawy, konkursy. Przyjęto ją do Związku Polskich Artys­
tów Plastyków. Od razu mnie o tym powiadomiła (kartka z 17
czerwca 1976 r.) „Spieszę donieść o miłej dla mnie nie­
spodziance. Po raz pierwszy wystawiłam oficjalnie, jako
zawodowy plastyk, członek ZPAP na Konkursie „Kraków-76"

218

z 3 obrazami - i dostałam pierwszą nagrodę. Strasznie się
cieszę!"
W swych obrazach przedstawiała smutne, szare ulice,
odrapane ściany rozwalających się domów, starych, niezgrab­
nie poruszających się ludzi. Znajdowała w tym dystans wobec
cierpień, z którymi codziennie się stykała. Ale widząc dzieci
- malowała zawsze ludzi starych. Im współczuła przede
wszystkim: „Bardziej mi żal starych ludzi, pisała, niż dzieci,
nawet upośledzonych. Co starzy mogą mieć? Wiarę w życie
pozagrobowe? Nic, nic. (...) Ciągnie mnie realizm, malowanie
tego, co boli ludzi, stare zmurszałe mury Kazimierza, ślepca
z białą laską.
Malowanie to najcenniejszy dar, jaki mogłam otrzymać od
losu. Daje szczęście, nawet prymitywną możliwość odreago­
wania. Odchodzi wtedy zmęczenie, złość. Jako lekarz byłam
bezsilna - malując jestem wszechwładna."
Malowanie pochłaniało ją coraz bardziej, kupiła domek
w Łękawicy, przeniosła się tam z Krakowa. Mieszkała z dala
od rodziny i przyjaciół, z ukochanymi zwierzakami, zwłasz­
cza czarną, kudłatą Mikusią, którą często portretowała na tle
rzeki, widniejących w oddali gór, krzewów. Wyzwalała się
z presji stanów ducha, wnikliwie obserwując otaczającą
przyrodę, arabeskę gałęzi, strukturę kwiatu.
Zaczęła od realizmu, który zdawał się przypominać malars­
two naiwne. Pracowała nad sobą, uczyła się obserwując
przyrodę. „Nie przygnębia mnie, gdy robię coś źle, bo wiem,
że będę dalej malowała. Osiąga się cele etapowe. Świado­
mość, że się czegoś nauczyło, choć wie się, że do celu nigdy
nie dojdzie."
Ta postawa, te słowa wyraźniej, niż obrazy, pokazują
zasadniczą różnicę między artystą naiwnym, a świadomym.
Naiwny nie ma wątpliwości, nie wie, czego nie wie.
Dąbrowska: „Pogodziłam się już ze swoim stylem, ale
dłuższy czas nie mogłam się pogodzić. Próbowałam malować
szerszą plamą, ogólną, deformować, ale to było paskudne
i zniechęciłam się. Zazdroszczę naiwnym..."
Laikom wydaje się, że to artysta, i tylko on tworzy swoje
dzieła. Dąbrowska miała świadomość nie tylko ograniczeń,
ale i zdeterminowania - bywało, że obrazy ją zaskakiwały,

�sama się z nich uczyła. Wizja malarska, tematyka, klimat prac
- to było jakby poza zasięgiem jej woli. Dane przez naturę,
osobowość.
Czym bardziej żyła pięknem Łękawicy, domową krzątani­
ną, zwierzętami, tym bardziej pogodne stawały się jej obrazy.
We wstępie do katalogu wystawy w krakowskiej DESIE (1974
r.) zauważyła: „...człowiek musi coś tworzyć. Coraz bardziej
w dodatku samotny w coraz* bardziej zatłoczonym, skłębio­
nym, przyśpieszonym świecie - znajduje czasem azyl, moż­
ność wypowiedzenia swego światopoglądu, odnajduje siebie,
odnajduje chyba coś zbliżonego do szczęścia - w twórczości
być może nikomu - poza nim samym - niepotrzebnej.
Ale i potrzeba kontaktu ze swoim gatunkiem jest w człowie­
ka wpisana. Dlatego próbuje swoim językiem, mową swojej
twórczości kontakt ten nawiązać. Dlatego pokazuje swoje
obrazy."
Dlaczego mi dała swój obraz? Czy tylko z wdzięczności za
przyjaźń, czy też i z nadzieją, iż człowiek nie odchodzi
całkiem, póki tli się pamięć o nim. Póki istnieją widome ślady
jego istnienia, pracy, talentu. Patrzę na jej obraz - para
staruszków powoli, spokojnie odchodzi w dal. Jeszcze ich
widzę.
Aleksander Jackowski

O MARIANNIE WISNIOS
24 października ubiegłego roku zmarła Marianna Wiśnios,
jedna z największych polskich współczesnych artystek ludo­
wych. W metryce zapisano, że urodziła się w 1909 r., ale sama
podawał często rok 1914 jako rok urodzin, mówiła, że przyszła
na świat w czasie wojny, w lesie, w huku armat. Przez całe
niemal życie mieszkała w rodzinnej chacie we wsi Rataje koło
Wąchocka, na skraju Puszczy Świętokrzyskiej. Opowiadała,
iż rysowanie pociągało ją od najmłodszych lat, rysowała
węglem na bielonych ścianach, na deskach chałup i stodół,
wspominała nawet o rysowaniu kijem na zroszonej o świcie
trawie.

Od dziecka pracowała w gospodarstwie rodziców, ukoń­
czyła tylko dwie klasy szkoły powszechnej, a po wyjściu
z domu rodzeństwa i tragicznej śmierci ojca, pomagała matce
- „byłam za chłopa" mówiła sama o swojej ciężkiej pracy.
Wtedy już nie rysowała, wyszła za mąż za fryzjera ze
Starachowic, którego poznała na odpuście w Ratajach. O za­
miłowaniu z lat dzieciństwa przypomniała sobie, pomagając
starszemu synowi w lekcjach z rysunku w szkole, pod koniec
lat 40-tych; wówczas zaczęła malować dla siebie, z przyjem­
ności i wewnętrznej potrzeby, kryjąc się z tym przed wsią
i mężem, nieakceptowana i wykpiwana, uchodząca w oczach
otoczenia za dziwaczkę. Dopiero po śmierci męża w 1966 r.
zaczęła więcej malować, robiła to po zakończeniu prac
gospodarskich wieczorami i nocami przy lampie naftowej, na
stojąco, aby lepiej ogarnąć wzrokiem płaszczyznę papieru.
Nigdy nie zostawiała obrazu niedokończonego, nie przerywa­
ła pracy, dopóki obraz nie był gotowy; malowała w skupieniu,
wtedy gdy nikt nie mógł już jej przeszkadzać i wówczas
zapominała niemal o świecie, pracowała w zapamiętaniu
i uniesieniu, jakby w transie. Zdarzyło się, że nie poznała
później fragmentu swojego obrazu, sądziła, że ktoś go
poprawił (z korzyścią dla dzieła).
Malowała akwarelami, plakatówkami, ale i wszystkimi
dostępnymi farbami, na pakowym papierze, na czystej stronie
tapet, później na kartonie; jeśli brakowało papieru, zamalo­
wywała arkusze gazet. Zamiast pędzli używała własnoręcznie
robionych tamponów z materiału, ze starego plastra na
reumatyzm. Wymogi technologiczne nie miały dla niej
żadnego znaczenia, aby uzyskać większe nasycenie barw
łączyła farby z kredkami i flamastrami, mieszała ze sobą farby
wodne z olejnymi. Nie zwracała uwagi na to, czy stół jest
czysty, obrazy mają często tłuste plamy, pozaginane rogi,
wystrzępione krawędzie. Malowała przeważnie tematy reli­
gijne, wśród nich głównie sceny pasyjne; temat Chrystusa
ukrzyżowanego i złożonego do grobu powtarzała setki razy.
Korzystała z gotowych wzorów ikonograficznych, którymi
były najczęściej tzw. „święte obrazki", na tej podstawie
wypracowała własny schemat przedstawienia, kalkę, którą
potem powielała, tworząc kolejne wersje tematu. Po latach

M. Wiśnios, 1974

219

�owe kalki od częstego przerysowywania ulegały zniszczeniu,
rozpadały się, nieliczne, które ocalały można uznać, pomimo
ich oczywistego charakteru matrycy do kopiowania, za dzieła
pełne wyrazu i głębokiego przeżycia. Artystka powtarzała
wielokrotnie i inne tematy: upadek Chrystusa pod krzyżem,
modlitwę w Ogrodzie Oliwnym, Zwiastowanie, Matkę Boską
z dzieciątkiem, Trójcę Świętą, świętego Franciszka z ptasz­
kami i zwierzętami, świętego Rocha (kapliczka tego świętego
znajduje się koło Wąchocka), świętego Pawła (to imię nosi
starszy syn artystki), świętą Barbarę, świętą Zofię z córkami.
Nieco inna za każdym razem kolorystyka oraz niewielkie
zmiany i różnice formalne w kolejnych wersjach jednego
tematu powodują, że obrazy stają się niepowtarzalne, choć na
powtarzalności tych samych motywów oparta jest twórczość
Marianny Wiśnios.
Artystka malowała też obrazy świeckie, ulubionym i naj­
częściej powielanym tematem jest tzw. Legenda Gór Święto­
krzyskich; inspirowały ją pieśni żołnierskie, ludowe przyśpie­
wki, piosenki i rymowanki, których mnóstwo znała na pamięć,
nawet jeśli były długie i zawiłe. Zarówno w pracach o tematy­
ce sakralnej jak laickiej, w tle scen pojawiają się pejzaże,
wcześniej rozbudowane, bogatsze, z czasem proste i schema­
tyczne, a także swoiście przedstawiona architektura: mury,
ściany i fasady domów, zamki, pałace, kościoły ze znakomicie
przeprowadzonymi podziałami na proste formy geometrycz­
ne. Są to często rozwiązania niemal abstrakcyjne. W nie­
których pejzażach można dostrzec gwałtowne różnice terenu,
wzniesienia, wypiętrzenia i głębokie zapadliny; widoki niby
fantastyczne, wizyjne niemal, ale niedaleko domu Marianny
Wiśnios w Ratajach przebiega bardzo piękny i malowniczy
wąwóz, który artystka musiała przecież znać od dziecka. Ten
wąwóz kojarzy się z wieloma pejzażami na jej obrazach.
Bliskość pól, lasu, nieba musiała mieć wielki wpływ na
kształtowanie się artystycznej osobowości Marianny Wiśnios,
dla której natura była akademią sztuk pięknych rozbudzającą
jej wrażliwość na kształty i barwy, uczącą zestawień formal­
nych i kolorystycznych. Lubiła zwierzęta: krowy, psy, koty,
ptactwo domowe, bociany, szczególną sympatią darzyła ko­
nie, bolała nad ich ciężkim, często strasznym losem u chłopów
na wsi, wielokrotnie przedstawiała je na swoich obrazach
i mówiła o nich zawsze z miłością i współczuciem. Opowiada­
ła, że kiedy była kilkunastoletnią dziewczyną koń, na którym
jechała przestraszył się, skoczył i zrzucił ją, spadła pod jego
kopyta i od tamtego czasu miała złamany nos.
Wzruszającym świadectwem jej głębokiej religijności są
kartki papieru, na których zaznaczała odmówione różańcowe
zdrowaśki, tajemnice i części różańca, tworząc przy okazji
dziwne liczone kompozycje (i wyprzedzając w ten sposób
pomysły na twórczość sławnych dziś artystów). Dodawała
później do tych zapisków rysunek różańca, róż czy figury
Matki Bożej.
Talent Marianny Wiśnios pierwsza dostrzegła nauczycielka
z Wąchocka, pani Grotowska, dzięki niej obrazy artystki
zostały zaprezentowane na konkursie sztuki ludowej Ziemi
Kieleckiej w 1972 r., gdzie otrzymały pierwszą nagrodę. Od
tego momentu artystka zaczyna być znana w swoim regionie;
Muzeum Narodowe w Kielcach włącza do kolekcji sztuki
ludowej jej prace z lat 50-tych, a Barbara Erber (kustosz
muzeum) staje się wielbicielką i propagatorką talentu artystki,
odwiedzają w Ratajach, zapisując jej wypowiedzi. W 1976 r.

220

Marianna Wiśnios została przyjęta do Stowarzyszenia Twór­
ców Ludowych, w tym też roku odbyła się jej pierwsza
wystawa indywidualna w Muzeum Narodowym w Kielcach.
Aleksander Jackowski pisząc w 1977 r. w „Polskiej Sztuce
Ludowej" o współczesnym malarstwie ludowym i jego
pograniczach, poświęca spory fragment artystce z Ratajów.
Twórczością pani Wiśnios interesował się także niemal od
początku Ludwig Zimmerer, znawca i kolekcjoner ludowej
sztuki polskiej; w latach 1979-81 obrazy malarki były
pokazywane w miastach Republiki Federalnej Niemiec na
wystawie „999 eksponatów z kolekcji Ludwiga Zimmerera".
Zaczynają odwiedzać artystkę i inni kolekcjonerzy, wśród
nich Leszek Macak i Bolesław Nawrocki stają się dozgon­
nymi entuzjastami jej dzieła. W1981 i 82 r. Marianna Wiśnios
odbywa podróże (tak rzadkie w jej życiu) do Częstochowy na
Jasną Górę, zapraszona, jako jedyna artystka nieprofesjonal­
na, na ogólnopolskie plenery malarskie z okazji 600 lat
obecności obrazu Matki Bożej w życiu Narodu. Obrazy, które
tam namalowała - było ich kilkadziesiąt - podarowała
Muzeum Jasnogórskiemu. Za wybitne osiągnięcia w dziedzi­
nie sztuki sakralnej (za rok 1982) otrzymała nagrodę artys­
tyczną im. Brata Alberta, w 1983 r. przyznano jej również
nagrodę im. Jana Pocka. W rok później Hanna Kramarczuk
zrealizowała dla TVP flm pod tytułem Marianna Wiśnios ze
wsi Rataje.
Artystkę odwiedzają często dziennikarze, a letnią porą
zagląda do niej wielu turystów w drodze na Wykus - chata
pani Wiśnios stoi przy turystycznym szlaku. W 1988 r.
artystka otrzymała dyplom Ministra Kultury i Sztuki i nagrodę
artystyczną kieleckiego miesięcznika społeczno-kulturalnego
„Przemiany", a w roku 1991 Mazowieckie Towarzystwo
Kultury przyznało jej „w uznaniu zasług dla kultury ludowej"
nagrodę im. Oskara Kolberga.
W drugiej połowie 1993 r. artystka złamała nogę w stawie
biodrowym. Dzięki zaangażowaniu i pomocy radomskiego
lekarza Wojciecha Szafrańskiego została poddana operacji,
która uratowała jej życie. Musiała jednak opuścić rodzinną
chatę i zamieszkać w domu młodszego syna Norberta w Wą­
chocku. Muzeum Sztuki Współczesnej w Radomiu zor­
ganizowało w roku 1994 wielką, retrospektywną wystawę
malarstwa Marianny Wiśnios, pokazując prawie 300 prac
artystki, głównie z kolekcji Liny i Bolesława Nawrockich.
Artystka była obecna na otwarciu wystawy. Długo dochodziła
do zdrowia, ale wróciła do pracy twórczej, choć nie mogła już
stać przy rysowaniu i malowaniu - pracowała teraz na
siedząco. Tęskniła za swoją chatą i swoją samotnością i często
powtarzała, że wróci do domu w Ratajach. Było to jednak
niemożliwe ze względu na jej wiek i stan zdrowia a także
z powodu warunków mieszkaniowych w ratajskiej chacie na
skraju wsi. Marianna Wiśnios potrafiła jednak dostosować się
do nowych warunków, potrzeba tworzenia przezwyciężyła
wszystkie niedogodności, pokonała dawne przyzwyczajenia.
Pracowała teraz zawzięcie pod oknem w kuchni, nie zwraca­
jąc uwagi na gwar wokół niej. Powstały setki nowych
obrazów, z konieczności nie tak dużych jak dawniej, malowa­
nych jakby w pośpiechu, zdawałoby się niechlujnie i nie­
starannie, z nonszalanckim rysunkiem flamastra dla wydoby­
cia pewnych szczegółów, o kolorystyce drapieżnej i ostrej,
pozbawionej często harmonii, zgrzytliwej, niemal surowej.
Wiele z tych późnych prac to znakomite obrazy, młodzieńcze

�w swojej świeżości, lekkości kreski, a jednocześnie o formie
mistrzowskiej, najprostrzej z możliwych, jedynej w swoim
rodzaju.
W roku 1995 ukazał się dawno oczekiwany album Aleksan­
dra Jackowskiego Sztuka zwana naiwną, Marianna Wiśnios
ma tam swoje miejsce. Wiosną tego roku Muzeum Regionalne
w Kozienicach zorganizowało dużą wystawę ostatnich religij­
nych prac artystki, pani Marianna była obecna na otwarciu
wystawy. W październiku Wojewódzki Ośrodek Kultury
w Krakowie pokazał w Gaferii Stowarzyszenia Historyków
Sztuki na Grodzkiej wystawę jej prac z kolekcji Wojewódz­
kiego Domu Kultury w Kielcach. Kiedy dobiegał końca
krakowski pokaz, artystka została przewieziona do szpitala
w Starachowicach, gdzie po kilku dniach zmarła.
Marianna Wiśnios bywa dziś nazywana współczesnym
polskim Giottem, jej ukrzyżowania porównywane są z wczes­
nymi dziełami Gauguina. Wielkie to, ale i zasłużone kom­
plementy pod adresem ludowej artystki. Na spotkaniu w domu
Norberta Wiśniosa po pogrzebie Marianny Wiśnios zastana­
wiano się, czy, kto i kiedy pokazał jej album z dziełami Giotta.
Sądzę, że dla artystki możliwość oglądania reprodukcji fres­
ków Giotta, czy innych dzieł malarstwa ubiegłych wieków
była bez znaczenia, ważniejsze były dla niej dewocyjne,
naturalistyczne przedstawienia Maryji, Chrystusa, świętych
noszone w książkach do nabożeństwa, stacje Męki Pańskiej
z kościoła, kiepskie reprodukcje nie najlepszej sztuki sakralnej
w religijnych wydawnictwach. Korzystała z tych wzorów
ożywiając je głęboką wiarą i talentem.
Była osobą skromną, swoją pracę artystyczną uważała za
coś zupełnie naturalnego. Ale miała własne zdanie w wielu
sprawach, którego umiała bronić i przy którym potrafiła się
upierać, nawet gdy nie pamiętała, dlaczego tak, a nie inaczej
uważa. W rozmowie broniąc swojej niezależności, potrafiła
być uroczo przekorna, wykazując duże poczucie humoru.
Miała świadomość własnej wielkości - wspominała słowa
akuszerki, powtarzane jej potem przez matkę, że „jak się kto
urodzi pod strzałami, to jest słynny".

połówki, czyli 50x70 cm, ale są też formaty pełne i wymiary
nietypowe. Grubość papieru jest zróżnicowana od zwykłego
pakowego, przez karton kreślarski do cienkiej tektury (na
pudełka do butów). Kolor: najczęściej biały, ale często czarny
(„źle się maluje, dużo farb trzeba, ale wszyscy chcą obrazów
na czarnym..."), szary, a nawet różowy, czy fioletowy.
Kiedy malarka stała się już znana, kolekcjonerzy zaczęli
dostarczać jej farby i papier. Czasem bardzo dobry, nawet
zagruntowany.
Na wystawie, czy na ścianie w domu, obraz na podłożu
papierowym eksponowany jest za szybą, tył ma zabez­
pieczony tekturą lub płytą pilśniową, niewidoczny. Tym­
czasem bywa, że jest on równie interesujący z obu stron. Prace
Marianny Wiśnios warto oglądać również z tyłu. Wśród
obejrzanych przeze mnie obrazów kilkanaście jest dwustron­
nych. Autorka albo powtarza temat po drugiej stronie, chcąc
to zrobić lepiej, zmienia kolory, kompozycję, albo maluje
zupełnie inny temat (np. scenę ukrzyżowania, uzupełnia
z drugiej strony profilem świętej). Podwójne obrazy są
wypadkową pasji tworzenia i chwilowych braków papieru.
Zdarzało się, że klienci pani Marianny długo nie przyjeżdżali
(szczególnie zimą), a ona malować przecież musiała. Kiedy
zamalowała kartony po obu stronach, robiła szybkie szkice
malarskie na skrawkach papieru, starych gazetach. Np.: na
„Gazecie Stołecznej" z 17-18 kwietnia 1993 namalowała
zieloną krowę podpisując z drugiej strony pędzlem, wielkimi
literami: „Muy Wąhock Paskuda".
Znacznie częściej odwrocie obrazu kryje zaczęty rysunek
„Najpierw muszę określić, wyrysować zwykłym ołówkiem,

St. Zbigniew Kamieński
MARIANNA WIŚNIOS
„Chciałabym malować całe dnie i noce
i wcale mi się nie nudzi, bo mam zamiłowanie do tego."
Marianna Wiśnios
Zawsze podziwiałem wielki talent artystki z Rataj koło
Wąchocka, ale jeszcze bardziej jej malarską aktywność, tę
ciągłą potrzebę tworzenia. Tak malarka wspomina dziecińst­
wo: „Dziewuszką byłam, już rysowałam, kreśliłam węglem po
bielonej ścianie w izbie, po piecu, po deskach, po stodołach,
gdzie ino mogłam dostać ręką. Gliną po polepie malowałam
i po kamieniach, nawet kijem po rosie..." Po wielu próbach
samodzielnie dochodzi do ulubionej techniki. Jest nią: ak­
warela, tempera, plakatówki na papierze. Używa również
kredek świecowych, pasteli, flamastrów, długopisów.
W trakcie pisania tego tekstu, obejrzałem ponad 350 prac
Marianny Wiśnios z lat 1992-96 malowanych, lub tylko
rysowanych na papierze. Format papieru wynika z podziału
typowego bristolu na pół, lub na ćwiartki. Najczęściej są to

Marianna Wiśnios

221

�wszystko co ma być na obrazie. Potem dopiero pocieram
farbą." Rysunki przedstawiają postacie bez włosów, nóg,
przypominające fantomy, duchy, przybyszów z kosmosu,
jakby autorka nagle przerywała pracę i odwracała papier na
drugą stronę. Robiła tak z kilku powodów: albo nie od­
powiadała jej zbyt gładka powierzchnia, źle przyjmująca farbę
(wtedy gdy używa tekturki, z jednej strony białej i gładkiej,
z drugiej szarej, szorstkiej), albo była niezadowolona z rysun­
ku. Wtedy rezygnowała z rozpoczętego tematu (zaczynała
rysować Matkę Boską a praca skończona z drugiej strony
przedstawia Chrystusa). Zdarza się, że zmienia układ kom­
pozycyjny, z poziomego na pionowy.
Większość prac jest sygnowana z tyłu. Podpisując ukoń­
czony obraz Marianna Wiśnios wraca czasem do pierwszego
rysunku, poprawia go kredką, którą właśnie składa podpis,
chce aby był wyraźny. Jest dla niej ważny. Czasem coś
dorysowuje, twarze i dłonie rysowanych postaci pokrywa
farbą. Tył pięknego, bardzo bogatego obrazu, przedstawiają­
cego Chrystusa modlącego się z apostołami w ogrodzie
oliwnym, oprócz daty i dużego podpisu pędzlem, zawiera
wkomponowany weń wizerunek ptaka (dudka?). Nie ulega
wątpliwości, że rysunek tym razem powstał po ukończeniu
głównego dzieła. Takich prac jest więcej; widzimy rysunki
przedstawiające ptaki i zwierzęta (małe koniki, jelonki, psy,
osiołki). One również powstały przy okazji sygnowania.
Podpis autorki zawiera zwykle: imię, nazwisko i rok
(Marianna Wiśnios 1994), ale można spotkać podpis: Maria
Wiśnios, a gdzie indziej: Marianna Kowalczyk (nazwisko
panieńskie). Na odwrocie obrazu z 1995 roku przedstawiają­
cego Mojżesza autorka podpisała się 10 razy, różnymi
kolorami.
Bardzo często data jest dokładna i uzupełniona słowami
„obraz malowany" (np.: obraz malowany 8 września 1994
Marianna Wiśnios). Również rysunki wykonane ołówkiem
posiadają adnotację: obraz malowany. Data bywa uzupełniana
dniem tygodnia.
Pisanie sprawiało pani Mariannie sporo kłopotów, pewnie
dlatego niewiele obrazów zatytułowała własnoręcznie. Tytuły
pisze najczęściej jako jeden długi wyraz, czasem podzielony
pionowymi kreskami. Literę „h" pisze przeciągając pionową
linię w dół, co powoduje, że można ją czytać jak „p". Stąd
słowo „hrystus" wygląda jak „prystus" i staje się niezrozumia­
łe. Oto przykłady tytułów w oryginalnej pisowni:
Jehał Pan yaiowy Pzzes las Dodom Browy Inapotkał
Raspoiehał Pan gaiowy zrana nazalonce Pisałam 4 czerwiec
Cygany Graj Piękny cyganie Piosękę zpszedlat 23 Mai
Sięta truica malowany 2 czerwiec
Sfeta truica 1993 23mai
Obraz malowany Piąty Mai Nastarem zamku
Panna Młoda zroku 1966 M W 1993
Zpra
Zdziada
Jam
Cygan

222

Kś ędze Kapucyni
Juliian Julijanowicz iego 7 Rzona
Żołniesz Spoczynek Powoinie 1945
iamzdradzona Posrutmarzen
gdzeodieżdzasz Janku Drogi smutku Pozostai
Kaplica Sęteg Maceia
Sfęta Klara
Sfęta Barbara
Sfęt Basia
Kiedy zapytałem panią Mariannę dlaczego akurat tę na­
zwała świętą Basią, odpowiedziała, że ta jest nadwybornie
urodna.
Warunki w jakich powstawały obrazy (mały stół, ciasna
izba z dymiącą kuchnią), powodowały, że obrazy z tyłu są
brudne, poplamione różnymi kolorami farb. Czasem służą za
paletę lub do próbowania koloru i mocy flamastrów, pociąg­
nięć pędzla.
Małe prace na czarnym kartonie, po odwróceniu zaskakują
białymi kaligrafowanymi napisami wykonanymi wprawną
ręką lub przy pomocy letrasetu. Łatwo, nawet z daleka,
możemy przeczytać, po odwróceniu, Chrystusa na krzyżu:
Ignacy Jan Paderewski
Wariacje i Fuga a-mol
na temat własny op. 11",
z tyłu „konika przy studni" Z Moniką Jarecką
rozmawiała
Małgorzata Błach,
na odwrocie „świętej ze zwierzętami" Grała
Maria Korecka
- Szostakowska,
spod konika wyłania się napis „doc. Tadeusz Iwiński",
z drugiej strony drugi konik i napis „Mazurek a-mol op. 65 nr
2". Takich prac jest bardzo dużo. Przypadkowe zestawienia
tworzą zabawny kontekst.
Pytana o pochodzenie tych tajemniczych napisów, Marian­
na Wiśnios wyjaśniła, że to klienci z TV Łódź nazwozili jej
starych plansz do wykorzystania z drugiej strony.
Dwie strony obrazu. Najczęściej wiadomo, która jest
przeznaczona do eksponowania. Wątpliwości zaczynają się
gdy obie są skończonymi dziełami. Należałoby pokazywać
taki obraz z obu stron, bo nie wiemy, który był dla autorki
ważniejszy, który był pierwszy. Ale i te niedokończone
szkice, rysunki, zapiski ukryte po drugiej stronie są ważne.
Mówią o malarce czasem więcej, niż obrazy po tej ważniej­
szej stronie. Oglądając je możemy śledzić etapy powstawania
dzieła, warsztat, emocje temu towarzyszące.
Wypowiedzi Marianny Wiśnios cytuję z katalogu Malarst­
wo Marianny Wiśnios - Muzeum Sztuki Współczesnej
w Radomiu 1994. Zebrała je Barbara Erber z Muzeum
Narodowego w Kielcach.

*
Jerzy Kutkowski

Fotografie prac Marianny Wiśnios z kolekcji własnej
(ok. 400 obrazów) wykonał dr Bolesław Nawrocki

�Wspomnienie

Jerzy
Łoziński
Pragnę dzisiaj pożegnać w imieniu dyrekcji i pracowników
Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk śp. Profesora Jerze­
go Łozińskiego, naszego drogiego kolegę i przyjaciela.
Urodzony w Warszawie 20 kwietnia 1926 roku, Profesor
Łoziński życie spędził głównie w rodzinnym mieście, ale
swoimi talentami i pracą służył całemu krajowi. Żył i pracow­
ał w czasach tragicznych bądź w czasach trudnych. Maturę
zdał w tajnym gimnazjum w 1943 r., rozpoczął studia na
tajnym Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej
w tymże samym roku, jednocześnie ukończył podchorążówkę
Armii Krajowej. W marcu 1944 roku został aresztowany przez
gestapo wraz z ojcem i osadzony na Pawiaku, a następnie
więziony w obozie koncentracyjnym Stutthof. Jego ojciec
umarł w obozie, a on, ewakuowany do Danii, kiedy zbliżał się
front, doczekał tam końca wojny.
Po wojnie studiował w Warszawie architekturę, w Krako­
wie historię sztuki i filozofię, by wrócić do Warszawy, gdzie
uzyskał tytuł magistra historii sztuki w 1951 roku u profesora
Stanisława Lorentza za pracę o kościele jezuickim w Piotr­
kowie Trybunalskim. Pracę doktorską obronił w 1969 r.,
również u prof. Lorentza. Docentem w Instytucie Sztuki został
w 1972 roku, a profesorem w 1990. Przez praktycznie całe
życie zawodowe (od 1952 r.) był związany z Instytutem.
W Instytucie rozwijał swoje badania, był jednym z jego
najwybitniejszych pracowników. Trudno jest przecenić obec­
ność i rolę Profesora Łozińskiego wśród nas.
Był czynny w Stowarzyszeniu Historyków Sztuki, był
przez lata członkiem, a także wiceprzewodniczącym Rady
Naukowej Instytutu, Komitetu Nauk o Sztuce, członkiem
Comité International d'Histoire de l'Art, International Council
of Monuments and Sites, Naukowego Warszawskiego i Aka­
demii Umiejętności. Współpracował bądź redagował „Biule­
tyn Historii Sztuki", „Rocznik Historii Sztuki", inne czasopis­
ma i publikacje. Za swoje wybitne osiągnięcia otrzymywał
nagrody i odznaczenia. Wykładał w Akademii Sztuk Pięknych
w Warszawie, Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i Uniwe­
rsytecie Toruńskim, ale najważniejszym Jego dziełem jest coś
innego.
U progu dojrzałego życia Profesor Łoziński widział śmierć
i ruinę, widział jak łatwo giną ludzie, miasta, zabytki sztuki.
Może dlatego z takim oddaniem i miłością, talentem i skut­
kiem pracował nad „Katalogiem Zabytków Sztuki w Polsce".
Poświęcił tej pracy 40 lat swojego życia, był jej zawsze wierny

Prof. Jerzy Łoziński

na przekór wszystkiemu. Zmieniały się układy polityczne,
rządy, ustrój państwa, a on w każdej sytuacji ze spokojem
kontynuował swoją pracę. „Katalog Zabytków Sztuki..." jest
Wielkim Testamentem Jego życia. Podkreśliłem już Jego
związki z Instytutem Sztuki: jest naszą powinnością ten Jego
testament wypełnić.
Cześć Jego pamięci! Niech odpoczywa w pokoju!
Lech Sokół

*

*

Profesora Łozińskiego poznałem w czasie odgruzowywa­
nia Miodowej. Budował się Instytut. Dosłownie i w przenośni.
Na placyku, obok wznoszonych ścian graliśmy w piłkę.
Oczywiście po pracy. Sil starczało na wszystko, byliśmy
młodzi. Jurek był wyższy ode mnie, a co gorsze - lepszy. Nie
tylko przy siatce. Dokładnie już wiedział, co go interesuje, ja
jeszcze nie. Jednak kiedy objąłem redakcję „Polskiej Sztuki
Ludowej" okazało się, że jest mi on bardzo potrzebny.
Chciałem rozszerzyć formułę pisma, wzmocnić etnografię
obszarem pogranicza ze sztuką „wysoką". Pozostawało poza
kręgiem zainteresowań zarówno etnografów, jak i historyków
sztuki. Jedni uważali, że to już nie sztuka ludowa, drudzy, że
jeszcze nie sztuka wysoka.
Ale Jerzy z wielką pieczołowitością pomógł mi zająć się
tym zjawiskiem. Interesowało go prowincjonalne malarstwo,
rzeźba, wystrój wiejskich kościółków, kapliczki. Nie pomija-

223

�no więc ich w Katalogu Zabytków... - wielkim dziele
profesora Łozińskiego. A na styku naszych zainteresowań
ciągle pojawiały się znaki zapytania. Choćby z datowaniem
i ustalaniem przynależności „klasowej" rzeźb. Ludowa, czy
kościelna? Cechowa czy samorodna? Wichry, słota, mróz
i gorąco w ciągu kilkudziesięciu lat mogły do tego stopnia
zniszczyć rzeźbę w odsłoniętej kapliczce, że trudno było
powiedzieć: X V I czy X I X wiek? Ludowa, czy gotycka. Kiedy
nie umieliśmy dać sobie rady, zwracaliśmy się do kolegów
z Katalogu. Zwłaszcza do Jurka. Wiedział dużo, a przy tym,
chętnie i życzliwie pomagał. Twarz miał uśmiechniętą, oczy
dobre, ufne jak dziecka.
Żadnych fum, póz, nadymań, które już poznałem w kontak­
tach z niektórymi historykami sztuki. Jurek należał do tych,
którzy szanowali sztukę ludową, widzieli w niej wartości
godne uwagi. Nic więc dziwnego, że zaprosiliśmy go do
Komitetu Redakcyjnego pisma. Zwłaszcza, że czasy były
trudne, a Jurek znakomity we wszystkich sytuacjach. Wspo­
magał nas swym autorytetem, a miał go od początku swej
działalności. Wiedzę szczegółową gromadził w miarę pracy,
a 190 zeszytów Katalogu mówi samo za siebie. Dostrzegał
problemy, umysł miał precyzyjny, świetnie syntetyzujący.
Zaskakiwał przy tym dużą wrażliwością artystyczną i przygo­
towaniem filozoficznym. To był prawdziwy humanista, nie­
mal nigdy zresztą nie ukazujący swych różnorodnych talen­
tów.

Kiedyś zaskoczyła mnie celność jego ripost, argumentacji
kładącej przeciwnika na łopatki. Byłem wtedy sekretarzem
komórki partyjnej, więc wezwano mnie razem z dyrektorem
instytutu i Jurkiem na posiedzenie Kolegium Kierowniczego
Ministerstwa Kultury i Sztuki. Dyrektor Generalny resortu,
nadęty i ogromny jak wieloryb Jerzy Pański zaatakował
Katalog. Po co to wydawać? grzmiał.
To nie nasza sprawa. Jeśli kościół chce, to niech sobie sam
dokumentuje, ale nie za państwowe pieniądze.
Jurek pobladł, zdenerwował się, ale odparował atak z taką
logiką, z taką umiejętnością przywołania właściwych cytatów
z klasyków marksizmu, że sprawę wygrał. Zaimponował mi.
Kiedy się tego wyuczył? Raz jeszcze mogłem się przekonać,
że marksizm-leninizm najstaranniej przerabiano na KULu.
Dużo zawdzięczam Jurkowi, był okres, kiedy dość często
widywaliśmy się towarzysko. Tacy ludzie jak on, wyznaczają
miarę, zachowań i sprawności intelektualnych, a o tym, jak
było to ważne nie muszę mówić. Odejście Jurka, to strata
niepowetowana. Ludzie bywają absolutnie niezastąpieni.
W naszym życiu jednostkowym, i w instytucjach, nauce,
sztuce. Nie mam wątpliwości, że ranga profesora Łozińskiego
będzie rosła w naszej nauce. Jego dzieło jest fundamentalne
dla naszej kultury, świadectwo szczególnie ważne w czasie,
gdy nic nie jest ani pewne, ani trwałe.
Aleksander Jackowski

SPROST O WANI A
Harvard University

6 marca 1997

*

*

*

Ukrainian Research Institute
1583 Massachusetts Avenue
Cambridge, Massachusetts 02138

Szanowny Panie Redaktorze,
Dziękuję serdecznie za opublikowanie zapisu mego wy­
stąpienia na Konferencji w Fundacji im. Stefana Batorego.
Zapis nie może być lepszy od tego, czego jest właśnie
zapisem, i trzeba mi będzie nad nim trochę popracować przed
oficjalną publikacją, ale w jednym przypadku „transkrybent"
poszedł dalej niż ja. Na stronie 53 (druga kolumna) czytam:
„Pozwolę sobie wyrazić dosyć kontrowersyjne poglądy, ale
jak wiadomo pewien słynny Polak powiedział (cytuję z pa­
mięci): prawdziwa cnota krytykia (sic!) się nie boi."
Otóż, Panie Redaktorze, to nie było tak. Ja naprawdę
powiedziałem: PRAWDZIWY KRYTYK CNOTY SIĘ NIE
BOI ale udawałem - „cytuję z pamięci" to było udawanie, że
nie pamiętam jak to Xiążę Biskup Warmiński (o ile się nie
mylę) powiedział „w oryginale".
Ale jak widać próba powiedzieć coś dowcipnego mi się nie
udała i zostałem przywołany do porządku. Obiecuję w przy­
szłości się sprawować.
Łączę wyrazy poważania.
Roman Szporluk
Profesor historii Ukrainy Uniw. im. Harvarda

224

W tekście Henryka Wańka Sztuka jako świętość i grzesz­
ność na stronie 10 wkradł się przykry błąd. Z przytoczonego
poniżej w pełnym brzmieniu fragmentu wypadło ostatnie
zdanie a przedostatnie zostało znacznie zniekształcone:
„Typowy twórca współczesny nie bywa wikłany w konflikt
0 charakterze fundamentalnym, co zresztą nie wyklucza tego,
że trwa on i rozwija się w cieniu, poza progiem świadomości
1 okazjonalnie wyłania się na powierzchni, w takiej czy inne
postaci. Raz będzie to dominikańskie obrazobórstwo w rodza­
ju Savonaroli a innym razem abstrakcjonizm. Ale typowy,
czyli przeciętny twórca nie jest napiętnowany wyrokiem
wielkości, o którym wspomina Nowosielski."
Autorów i Czytelników bardzo przepraszamy za zaistniałe
przeinaczenia.

Redakcja

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10355" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10333">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8b6b0086f02f9285f37fbb31045252da.pdf</src>
        <authentication>cd825548f63ca1f7c72532e585ef9571</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123179">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3283</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123180">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123181">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3077</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123182">
                <text>O lucimskim eksperymencie (dyskusja) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123183">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.44-48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123184">
                <text>Jackowski, Aleksander; Koruslak, Ewa; Szewczyk, Hanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123185">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123186">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123187">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123188">
                <text>L u d o w e g o stanie w miojscu. W Polsce b ę d z i e t a k , j a k b y ł o

w y k o n y w a ł i nie o s z u k i w a ł nas, j a k jeszcze teraz s i ę dzieje.

k i e d y ś , ( u c z e ń siódinoj klasy)

W y t ę p i ć w s z y s t k i c h t y c h , k t ó r z y n i e f o r t u n n i e r z ą d z ą i mocno

M y ś l ę , żo za r o k b ę d z i e lepiej w Polsco i Polska b ę d z i e bogatsza,
a j a b ę d ę w s i ó d m e j klasie, ale n i e b ę d ę b i e g a ł a za c h ł o p a k a m i ,
(sześcioklasistka)

D o m — ż y c z y ł a b y m sobie, a b y m ó j d o m b y ł d o m e m s z c z ę ś l i w y m

t r z y m i ą s i ę s t o ł k ó w , a b y nie s p a ś ć z n i c h . ( m ł o d y r o l n i k )
i życzliwym

d l a wszystkich. Ja — dużo zdrowia, w y t r w a ł o ś c i

dla siebie i calcj r o d z i n k i . L u c i m — w i ę c e j z a a n g a ż o w a n i e miesz­
k a ń c ó w L u c i m i a w s p r a w y s p o ł e c z n e a m ł o d z i e ż y sprawniejsze

Młodzież:
Myślę, że w L u c i m i u nic się nie zmieni. Nadal będzio pędzenie

ręco do r o b o t y . P o l s k a — j e ś l i b ę d z i e m y wszyscy uczciwie pra­

bimbru.

c o w a ć t o i lżej b ę d z i e m o ż n a to d ł u g i s p ł a c i ć , a jest t a k i e p r z y ­

Działacze Lucimia

nadal b ę d ą działać. D o m k u l t u r y

nie powstanie — dlatego, ż e m i e s z k a ń c y L u c i m i a nie s ą zorga­

s ł o w i e : „ N a u k a i praca n a r o d y wzbogaca/', (gospodyni)

n i z o w a n i . Polska n i e w y j d z i e z k r y z y s u , p o n i e w a ż b ę d z i e nisz­

P r z e w i d u j ę , ż e r o k 1983/84 p o w i n i e n b y ć r o k i e m lepszym n i ż r o k

czona przoz p o l i t y k ę Regana i r o z g ł o ś n i ę W o l n a E u r o p a . I t o

1981/82. P o w i n n o s i ę d u ż o z m i e n i ć w ż y c i u

wszystko, (nastolatek)

otoczeniu. C h c i a ł a b y m , a b y w i e ś L u c i m b y ł a coraz ł a d n i e j s z a

oraz w n a s z y m

Z a r o k p ó j d ę do wojska. W ó d k a b ę d z i e za d a r m o . G d y p r z y j d ę

i d u ż o s i ę w n i e j dzia,ło, a b y w k o ń c u m i e s z k a ń c y p o s t a n o w i l i

z wojska b ę d z i e p o b u d o w a n y d o m k u l t u r y , (poborowy)

z a b r a ć s i ę do r o b o t y i p o w s t a ł t e n u p r a g n i o n y przez w s z y s t k i c h

P ó j d ę d o g e n e r a ł a Jaruzelskiego. D z i e w c z y n y b ę d ą p i ć w i ę c e j n i ż

d o m k u l t u r y . C h c i a ł a b y m , a b y p o p r a w i ł y się w a r u n k i ż y c i o w e ,

chłopcy. W ó d k a będzie tańsza i będzie kosztowała

22 grosze.

ż e b y wreszcie m o ż n a b y ł o k u p i ć t o , co k a ż d y potrzebuje i chce.

P o l s k a b ę d z i e w gorszym k r y z y s i e . G d y w r ó c ę z wojska w p r o g u

S t o p n i o w o b ę d ą znoszone k a r t k i . W k r a j u b ę d z i o ł a d i p o r z ą d e k ,

b ę d z i e s t a ł a p o ł ó w k a i k w i a t j a b ł o n i , (poborowy)

ż y c i e nasze b ę d z i e spokojniejsze i weselsze, (gospodyni)

Dorośli:

lecz m ó j s z c z ę ś l i w y d o m b ę d z i e nio n a t e j z i e m i . W i e ś — b ę d ę

D o m — m ó j d o m b ę d z i e s z c z ę ś l i w y . P o l u b i ł a m t ę wieś bardzo,
Piszę,, że, b ę d z i e s t a ł d o m k u l t u r y , ż e A k c j a L u c i m b ę d z i e i s t n i a ł a

zawsze ż y ł a a t m o s f e r ą

t a k a , j a k a istnieje, t y l k o weselsza. J a z r o b i ę sobie w d o m u okna

p o w r a c a ć . C h c i a ł a b y m bardzo, a b y m ł o d z i e ż l u c i m s k a wreszcie

i do t e j p o r y w y c h o w i e dzieci. W Polsco b ę d z i e ż y c i e na k a r t k i .

p o j ę ł a , żo t e n D o m , k t ó r y w y r o ś n i e w L u c i m i u , t o b ę d z i o i c h

A b y P o ł s k a nie z g i n ę ł a . T a k n i c noweg;o n i e b ę d z i e ,

w ł a s n o ś c i ą . Polska — t r u d n o ś c i ze w s z y s t k i m i w s z ę d z i e , ( m ł o d a

(młoda

gospodyni)

gospodyni)

Dom

L u c i m i a . Moje serce zawsze t u b ę d z i e

— nio w i d z ę w i ę k s z y c h z m i a n , o p r ó c z p o w i ę k s z e n i a s i ę

U w a ż a m , ż e sytuacja s i ę nie, polepszy, ale s p o k ó j b ę d z i e ! Ż y w ­

r o d z i n y . R o k 1983/84 a ż o b y p r z y n i ó s ł n a m z m i a n y nio t y l k o

n o ś c i nie p o w i n n o z a b r a k n ą ć , a j a k nie zabraknie ż y w n o ś c i t o

w k r a j u , ale i t o ż w Naszej w s i . Z a c z ą t k i m u r ó w d o m u k u l t u r y .

b ę d z i e m y s i l n i i d ź w i g n i e m y D o m L u d o w y p o w y ż e j fundamen­

Zmodernizowanie d r ó g w s i . W i ę k s z o z a a n g a ż o w a n i o m i e s z k a ń c ó w

t ó w dla d o b r a L u c i m i a i K r a j u . A b y w nas s i ę coś nie z a ł a m a ł o ,

w c z y n y s p o ł e c z n e . K r a j — wzięcie, s i ę za s o l i d n ą o d n o w ę k r a j u ,

to m u s i m y b y ć s i l n i na d u c h u , a siła duchowa t o j e d n o ś ć i zgoda,

a nie o d n o w a p o s t a r e m u . R z ą d a ż e b y t o , co w y p o w i a d a ł , t o

(gospodarz)

Fot.:

W . Chmielowski, i l . 6; A . Maziec, i ł . 5; S. W a s i l e w s k i ,
ił. 1—4

O LUCIMSKIM EKSPERYMENCIE
Rozmawiają: Aleksander Jackowski, Ewa Korulska i Hanna Szewczyk

Kilka

razy

mieliśmy

możność

wysłuchania

setki

p.

kolorowych

Witolda

Chmielewskiego,

oglądaliśmy

dokumentujących

działania G i u p y w L u c i m i u i Górce Klasz­

t o r n e j . Po odczytach p a d a ł y p y t a n i a , z g ł a s z a n o
Dotyczyły

przede w s z y s t k i m

kulturalnego

wsi, wniosków,

szans t r w a ł e g o
jakie

wynikają

przeźroczy,
wątpliwości.

ożywienia
z

w i e l k ą s z a n s ą . K o n c e p c j ą na ż y c i e i t w ó r c z o ś ć . W i ę c j a d ą na t ę
wieś, k u p u j ą

s t a r ą c h a ł u p ę , r e m o n t u j ą , zdecydowani m i e s z k a ć

t u , p r z y j a ź n i ć s i ę z l u d ź m i , s ł u ż y ć i m swoją, w i e d z ą , t a l e n t e m ,
umiejętnościami.

życia

M a m y t u w w i e l k i m s k r ó c i e k a t a l o g w s z y s t k i c h postaw,

lucimskiego

k t ó r e znamy z h i s t o r i i porozbiorowej P o l s k i : o d g ł o s y r o m a n t y c z ­

eksperymentu.

nego b u n t u i w i a r y w l u d , m ł o d o p o l s k i e g o b r a t a n i a s i ę , pozy­

O sprawach t y c h

dyskutowaliśmy

w r e d a k c j i . O t o zapis

tywistycznej

decyzji

„pójścia

w l u d " z kagankiem

oświaty.

r o z m o w y w k t ó r e j u d z i a ł w z i ę l i : Aleksander J a c k o w s k i , E w a

A l e w ł a ś n i e w t y m p u n k c i e w i d z ę z a s a d n i c z ą r ó ż n i c ę w ich po­

Korulska. i H a n n a Szewczyk.

stawie. T r a k t u j ą wieś p o d m i o t o w o , nie p r ó b u j ą o ś w i e c a ć , u c z y ć ,

A . J . Koncepcja d z i a ł a n i a

ale przede w s z y s t k i m s t a r a j ą s i ę w y z w o l i ć i n i c j a t y w ę i siłę l u d z i ,

G r u p y rodziła, s i ę w m i a r ę p o z y s k i ­

w a n i a d o ś w i a d c z e ń . N a p o c z ą t k u i c h w y o b r a ż e n i a o t y m , czego

do k t ó r y c h p r z y s z l i . G o t o w i s ą p r z y t y m z r e z y g n o w a ć z ekspery­

c h c ą , b y ł y nader m g l i s t e i r o m a n t y c z n o . M i e l i przede w s z y s t k i m

m e n t u , z dotychczasowych a m b i c j i a r t y s t y c z n y c h i wejść w nowe

świadomość

ś r o d o w i s k o , d a j ą c m u t o , co — j a k s ą d z ą — m o g ą i p o w i n n i

fałszu,

w który

uwikłana,

jest, sztuka,

sytuacja

a r t y s t y . . . Z a c z ę ł o się od b u n t u przeciwko m e c h a n i z m o m funkcjo­

dać.

nowania, s z t u k i w „ w y s o k i m " obiegu, pozorom istnienia, r y n k u

figuracji,

artystycznego,

Chmielewski pokazuje

przedstawiające

paciorków,

pustym

cego m i l i c j a n t a ,

M ę c z y m i a s t o , zgiełk, b r z y d o t a

nowych

siadów. Inny

przeciwko

gestom, w e r n i s a ż o m .

Witold

grze szklanych

obrazy, czytelne

miejscowych l u d z i i sceny:

w swej
siedzą­

l u d z i o c z e k u j ą c y cli na btitoLus, p o r t r e t y s ą ­

z c z ł o n k ó w G r u p y pokazuje f o t o g r a m y ;

starają

dzielnic, c o d z i e n n o ś ć . R o d z i się w i ę c idea — nio n o w a w k o ń c u —

się wejść do wsi z p o e z j ą , r o z w i e s z a j ą n a u l i c y o l b r z y m i e p ł a c h t y

ucieczki. D o k ą d ? J a k t o , d o k ą d ? N a w i e ś ! Do l u d u , do c h ł o p a ,

p a p i e r u z w i e r s z a m i , a r a n ż u j ą para-tcatralne sytuacje. W i e r z ą ,

t a m , gdzie niebo czyste, serce szczoie. T o n i c , ż e l u d nieco ska­

żo t o zainteresuje m i e s z k a ń c ó w

ż o n y , j a k i ziemia, k t ó r ą u p r a w i a czy w o d a , k t ó r ą pije — w c i ą ż

E.K.

w porównaniu

M y ś l ę , ż e p ó ł - ż a r t e m , p ó ł - s e r i o . Sadzili s ł o n e c z n i k i w z d ł u ż p ł o t ó w ,

44

z m i a s t e m wieś wydaje

s i ę naszym

artystom

Lucimia.

Zastanawiam się, j a k wieś ich początkowo

traktowała.

�ż e b y u p i ę k s z y ć w i e ś , ule r z u c a l i ziarna do z a m a r z n i ę t e j

ziemi,

— jest t o d z i a ł a n i e podobne do d z i a ł a n i a ś r o d k ó w

bo u s t a l i l i d a t ę sadzenia, j a k d a t ę s p e k t a k l u , nie l i c z ą c się z po­

przekazu p r ó b u j ą c y c h

g o d ą . O c z y w i ś c i e , nie w y r o s ł y . C h o ć p o t e m te s ł o n e c z n i k i w r a c a j ą ,

A.J., E.K. Nie!

wprowadzić

obrzędy

masowego

świeckie.

np. w dekoracjach p ł o t ó w w czasie d o ż y n e k .

H . S . T a k ! N a t a k i m p o z i o m i e , na j a k i m udaje się n p . w p r o w a ­

A . J . S z c z e g ó l n i e w a ż n e wydaje m i się t o , że nawet p r z y p r ó b a c h ,

d z i ć D z i e ń M a t k i . N i e chodzi o z a ł o ż e n i a , t y l k o o h o m o l o g i ę

k t ó r e m o g ą w y d a ć się t r o c h ę n a i w n e , p o d k r e ś l a j ą szacunek dla

s t r u k t u r . C h o d z i t a k ż e o sposoby

c z ł o w i e k a , cl la k a ż d e g o .

M ó w i l i ś c i e o p o b u d z e n i u a k t y w n o ś c i l u d z i , o t y m , co w s p o s ó b

czy m e c h a n i z m y

działania.

E . K . K i e d y np. wbijają w ziemię k ą t o w n i k i , mające u p a m i ę t n i ć

zasadniczy r ó ż n i W i t k a Chmielewskiego i jego G r u p ę od „ p ó j ś c i a

miejsce spot kania k o g o ś z G r u p y z k o n k r e t n y m m i e s z k a ń c e m

w l u d z k a g a n k i e m o ś w i a t y " czy b r a t a n i a s i ę z c h ł o p e m . Oczy­

wsi. K ą t o w n i k i m a j ą

w i ś c i e , zgoda. A l e p r z e c i e ż z a ł o ż e n i a X I X - w i e c z n y c h

„ w z i o s t " spotkanej

osoby; k i e d y a u t o r

działaczy

i w y k o n a w c a p o m y s ł u p o m y l i ł się o k i l k a c e n t y m e t r ó w , uro­

„ o ś w i e c a j ą c y c h " l u d na r o z m a i t e sposoby, w y d a j ą c y c h

c z y ś c i e , w o b e c n o ś c i sporej g r u p y m i e s z k a ń c ó w w s i , d o d a ł bra­

dla w s i czy k s i ą ż e c z k i z b a l l a d a m i M i c k i e w i c z a b y ł y t a k i e same:

k u j ą c y k a w a ł e k — u nie b y ł a t o praca ł a t w a . . .

a k t y w i z a c j a w s i czy wprowadzenie e l e m e n t ó w n a r o d o w y c h do

A . J . T o jest dla m n i e p r z y k ł a d d z i a ł a n i a , k t ó r e samo w" sobie

k u l t u r y ludowej ( t a k a jest wszak f u n k c j a kalendarzy l u c i m s k i c h ,

wydaje się b ł a h e i w y d u m a n e , c h o ć zabawne. A l e t o , ż e autor

z w ł a s z c z a t y c h pierwszych).

t y c h „ p r y w a t n y c h p o m n i k ó w " , stwierdziwszy p o m y ł k ę ,

uznał

Istnieje

jeszcze druga

strona

medalu.

Zwróćcie

pisma

uwagę,

swoją winę i w obecności grupy ludzi skwapliwie doszwejoował

j a k d ł u g o i w j a k i s p o s ó b o d b y w a ł o s i ę wprowadzanie do naszej

brakujące

obyczajow'Owosei tzw.

c e n t y m e t r y — jest d l a m n i e

ważniejsze

zabawy. Z n ó w m o ż n a p o w t ó r z y ć , że nie c z ę s t o się

od

całej

zdarzają,

„ d n i " — dnia m a t k i ,

ojca czy b a b c i .

Propagowane to b y ł o szeroko we w s z y s t k i c h ś r o d k a c h masowego

nawet t a k i e , „ s a m o k r y t y k i " .

przekazu.

E . K . A l e eo — w a s z y m zdaniem — jest n a j w a ż n i e j s z e w dzia­

obszerne

łalności G r u p y ? Czy t o , żo p r z y n o s z ą swój dorobek, s w o j ą p r a c ę

o t y m i p r z y p o m i n a ł o co n a j m n i e j t y d z i e ń w c z e ś n i e j .

tia wieś i t a m s z u k a j ą o d b i o r c y ? Czy t o , że p r ó b u j ą

wszystko w e d ł u g obszernego,

wzbudzić

Jeszcze
audycje

kilkanaśeio
poświęcone

lat
tym

temu

telewizja

„obchodom".

nadawała

Mówiło

się

Zawsze

s z c z e g ó l o w e g o , tego samego sce­

i k t y w n o ś ć p l a s t y c z n ą wsi? Czy wreszcie t o , o czym nic m ó w i l i ś m y

nariusza. Zawsze to b y ł a t y l k o m a l a g r u p k a l u d z i — p r ó b u j ą ­

l o t ą d , ale eo jest przez n i c h bardzo p o d k r e ś l a n e , c z y l i p r ó b a

cych coś z a p r o p o n o w a ć i w p r o w a d z i ć do k u l t u r o w e g o obiegu,

i ż y w i e n i a , nawet stworzenia, ż y c i a k u l t u r a l n e g o , p r z y w r ó c e n i a

animatorów

•ozluźnionych więzi między

wizyjnych)

ludźmi?

(w t y m w y p a d k u dziennikarzy r a d i o w y c h i tele­
i przez d ł u g i e l a t a w i e l u o d b i o r c ó w ,

spełniających

i . J . Bardzo w a ż n e , jeśli nie n a j w a ż n i e j s z e , w y d a j ą m i się dzia-

w y ł ą c z n i e f u n k c j ę swego rodzaju w i d o w n i . N i e jest t o b o w i e m

ania

widownia, k t ó r a

sprzyjające

i n t e g r a c j i w s i . I n t e g r a c j i nie t y l k o

t ą s p o ł e c z n o ś c i ą , ale i s a m y c h

Grupy

bije

b r a w o , lecz t a k a ,

istotne s ą

działania,

m i u . Chmielewski i G r u p a D z i a ł a n i a

ctóre w s k r z e s z a j ą stare o b r z ę d y , ś w i ę t a . W s k r z e s z a j ą

poniekąd.

w odosobnieniu, z u p e ł n i e sami ( w y j ą t e k

rl.S. W

moim

p r z e k o n a n i u najbardziej

która

przygląda

się

u k r a d k i e m , niemal zza f i r a n k i . P r z e c i e ż podobnie b y ł o w L u c i ­

mieszkańców.

przez k i l k a l a t
-

działali

i też niezupełnie

45

I

�kim

współpracują

c z ł o n k o w i e G r u p y , z d ą ż a się już

zestarzeć.

E . K . W y d a j e m i się, że cele stawiane przez G r u p ę są z u p e ł n i e
inne, n i ż te, k t ó r e p r z y ś w i e c a j ą i n s p i r a t o r o m , , n o w y c h o b r z ę d ó w " .
O n i nie s z u k a j ą „ ś w i e c k i c h ś w i ą t " (sama nazwa u j a w n i a absur­
d a l n o ś ć t?go p o m y s ł u ) —. przeciwnie, s z u k a j ą zagubionej ś w i ę ­
tości, m i r z ą

o renesansie w i a r y ,

religii.

H.S. Jednak p r ó b u j ą w p r o w a d z i ć treści świeckie. Myślę t u

np.

o rocznicach, p r o p o z y c j i ś w i ę t a , k t ó r e nie p r z y j ę ł o się. Jest to
p r ó b a w t ł o c z e n i a L u c i m i a czy
do

tego m a

lucimian

w jakiś ciąg historii —

p r o w a d z i ć w y p i s y w a n i e dat

na

ścianie,

różaniec

l u c i m s k i , rocznice. I n n y m i s ł o w y — w t ł o c z e n i e w r a m y h i s t o r i i
obrzędowego
chłopskiej,

roku

ś w i ę t e g o , charakterystycznego dla

dostosowanie czasu kolistego do

kultury

czasu linearnego.

Udaje i m się to w t e d y , g d y powraca k o l i s t e ś ć czasu — n p . k i e d y
r ó ż a n i e c św ię. i się w momencie p r z e j ś c i a z jednego r o k u do d r u ­
giego. Z u p e ł n i e nie w y c h o d z i Rocznica. N i e m a p o t i z e b y nazy­
w a n i a c z e g o ś , co i t a k jest nazwano. N i e ma p o t r z e b y d o d a t k o ­
wego l i ' . z y w a n i a

Lucimia

—

Lucimiem

i malowania

herbu.

N i o mc p o t r z e b y obchodzenia rocznic, bo n i k o m u ten czas l i n e a r n y
w aż t j . k i m w y m i a r z o (jak na p r z e c i ę t n ą p e r c e p c j ę i możliwość,
odczuwania czasu jest to wszak w y m i a r kosmiczny) nie

jest

potrzebny.
A . J . B r a k dostatecznych m o t y w a c j i !

Przyjrzyjmy

się

akcjom

z w i ą z a n y m z r o c z n i c ą L u c i m i a . N i e a n g a ż u j ą , nie m a j ą zaplecza
t r a d y c j i . Sam fakt nie p r z e m a w i a do w y o b r a ź n i . Może z n a c z y ł o b y
w i ę c o j , g d y b y m ó w i o n o o t y m w ś r o d k a c h masowego przekazu,
gdyby

mieszkańcy

innych

wsi

r o d o w o d u . Cudze oczy najlepiej

zazdrościli

lucimianom

icli

dowartościowują.

Co a n g a ż u j e l u d z i ? U r o c z y s t o ś c i zakotwiczone w

tradycji,

z w ł a s z c z a w o b r z ę d z i e r e l i g i j n y m . B a d a n i a penetraeyjne

war­

szawskiej K a t e d r y E t n o g r a f i i ś w i a d c z ą , że ani w okresie m i ę d z y ­
w o j e n n y m , a n i p o w o j e n n y m w i e ś nie obchodzi ś w i ą t p a ń s t w o ­
w y c h . Pracuje się w ó w c z a s . T y l k o d o ż y n k i s t a n o w i ą

wyjątek.

A ł e zawsze jest w n i c h s k ł a d a n i e w i e ń c ó w k o m u ś . T y E w o b y ł a ś

F i g i n a Chrystus,! w L u c i m i u . udekorowani; na Ś w i ę t o
P l o n ó w , 1983 r.

w K r a s n o b r o d z i e , p i s a ł a ś o d o ż y n k a c h . A l e t a m s k ł a d a się w i e ń c e
w k o ś c i e l e . To samo w i d z i a ł e m w P u ń s k u . A l u c i m i a e y je sobie
sami s k ł a d a j ą . . . sami do siebie c h o d z ą . . . nie s ą d z ę , aby t a k a forma
d a ł a się u t r z y m a ć . I n s p i r a c j e d a j ą efekt, gdy o d w o ł u j ą się do
stosunkowo t r w a ł o zakorzenionych, u t r w a l o n y c h s c h e m a t ó w po­

—

stanowiły

wprowadzić

dożynki). Zwłaszcza
coś z u p e ł n i e

w

sytuacjach,

nowego, n p .

sadzenie

gdy

chcieli

słoneczników

czy r o c z n i c ę . O d b i o r c y ich d z i a ł a ń — miejscowi c h ł o p i — tak­
że bj-li t y l k o w i d z a m i ,

i to w i d z a m i „ u k r a d k o w y m i " ,

niejaw­

n y m i . I też zza firanek w ł a ś n i e p r z y g l ą d a l i się, j a k g r u p k a o k u ­
t a n y c h w szaliki f a c e t ó w rzuca ziarna w z a m a r z n i ę t ą
Sam

Chmielewski m ó w i ł ,

szkodliwych w a r i a t ó w ;
nów

redaktorów,

by—pierwszej—lepszej
ziaren

jak

tysiące

rodziny

nie­

telewidzów paru

niby—przypadkowo

j e d n a k dopiero p o c z ą t e k .
canie

że t r a k t o w a n o ich w t e d y , j a k

tak,

którzy

ziemię.

ś w i ę t u j ąeej

trafiają
Dzień

ni­

Ojca.

To

Okazuje się b o w i e m , że n i g d y

słonecznikowych

nawet

w

pa­

do

zamarzniętą

rzu­

ziemię

nie idzie na m a r n e . J a k w s p o m n i a ł a E w a , s ł o n e c z n i k i p o j a w i a j ą
się p ó ź n i e j w dekoracjach d o m ó w podczas d o ż y n e k . N i c idzie
na

marne także

w szerszym w y m i a r z e . Pozostaje ś w i ę t o

bib

p r z y n a j m n i e j j a k i e ś jego elementy. Rzecz jasna, jego s t r u k t u r a
podporządkowana

zostaje z n a n y m s t r u k t u r o m z n a n y c h

n i e m o ż l i w e jest b o w i e m , by ś w i ę t o czy o b r z ę d , ex

n a l e ż ą c e do sfery sacrum, o s t a ł o się j a k o „ ś w i e c k i e "
p r z y n a l e ż n e sferze p r o f a n u m ! ) . T a k

świąt,

definitione
(zatem

s t a ł o się z t y m , co mass

media n a z y w a j ą „świeckimi o b r z ę d a m i " , czyli tzw. „ d n i a m i " —

s t ę p o w a n i a , odczuwania.
E . K . A l e t e ż po r o k u czy d w ó c h z a c z ę l i z a p r a s z a ć k s i ę d z a z pa­
r a f i i . To chyba z m i e n i ł o sens całej

uroczystości...

H . S . R o d z i się p y t a n i e , na ile k t o ś z z e w n ą t r z , k t o ś obcy m o ż e
wieś z a k t y w i z o w a ć . T o , że c z ł o n k o w i e G r u p y i d ą w pochodzie
ze s w o i m i w y t w o r a m i , że s t a r a j ą się r o b i ć wszystko

wspólnie

ś w i a d c z y o t y m , że c h c ą l u c i m i a n o m p o m a g a ć . A ł e m i e s z k a ń c y
wsi sami p o w i n n i p r z y g o t o w a ć scenariusz, sami w y m y ś l e ć i w y ­
konać rekwizyty.
jako

Jest to p r ó b a w ł ą c z e n i a się do

społeczności

„swój".

E . K . A j a k to w y g l ą d a od s t r o n y l u c i m i a n ?
H.S. Dla nich: przychodzi z z e w n ą t r z , z miasta, plastyk, k t ó r y
ma w i ę k s z e kompetencje, o c z y m w i e d z ą , ho np. lepiej

potrafi

wyciąć

zawsze

schemat d o m u

będzie o g l ą d a n e

ze

sklejki. Działanie

L u d z i e przed n i m i b ę d ą o d g r y w a ć t a k ,

wykonawcy, którzy ubierają
na

magnetofon

plastyka

się

w stroje,

kiedy

t y l k o ich g ł o s y . L u d z i e m a j ą

jak

nagrywamy

świadomość,

że

p r a c u j ą dla p l a s t y k ó w , przed n i m i . T r u d n o od n i c h oczekiw a ć
szczerości.
A . J . P y t a n i e , k t ó r o p o s t a w i ł a H a n i a jest n i . i n . p y t a n i e m o po­

m a t k i , ojca, b a b c i . T a k sc.uio b y ł o p r z e c i e ż w L u c i m i u . F o r m a

czucie dystansu s w ó j — o b c y . D z i s i a j na wsi jest bardzo w i e l u

ś w i ę t a wiosny zaproponowana przez G r u p ę D z i d a r i a

(jednym

l u d z i obcych, k t ó r z y po p e w n y m czasie s t a j ą się s w o i m i . J e ś l i

z jej e l e m e n t ó w b y ł o sadzenie s ł o n e c z n i k ó w ) , а t a k ż e Rocznica

p r z y c h o d z i lekarz, nauczyciel, k s i ą d z , nawet k t o ś z a d m i n i s t r a c j i

miały strukturę

czy

takich

„świeckich

obrzędów" —

podkreślam

milicjant

—• s ą obcy, ale

wchodzą w strukturę

wiejską,

raz jeszcze: nio chodzi t u o z a ł o ż e n i e G r u p y , lecz o z b i e ż n o ś ć

są przez wieś nie t y l k o t o l e r o w a n i , ale i a k c e p t o w a n i .

s t r u k t u r . N i e o s t a ł y s i ę , bo nie m o g ł y się o s t a ć , p o w r a c a j ą nato­

H . S . C z ł o n k o w i e G r u p y nie s ą j e d n a k c z ł o n k a m i s p o ł e c z n o ś c i .

miast

w

dożynkowych

dekoracjach

czy

różańcu

lucimskim

Do

Lucimia

dojeżdżają.

Nie

pracują

tam.

Nie

są

księdzem,

i r ó ż a ń c u z G ó r k i K o ś c i e l n e j . N a j b a r d z i e j interesuje m n i e , j a k i e

lekarzem, nauczycielem, k t ó r y c h o b c o ś ć jest elementem s t r u k t u r y

ś l a d y t y c h teraz j u ż zaniechanych d z i a ł a ń , o d n a j d z i e m y w k u l ­

s p o ł e c z n e j (stanowi to n i e w ą t p l i w e o s i ą g n i ę c i o d z i a ł a c z y X I X -

r

turze L u c i m i a za l a t 20 czy 30,gdj dzieci, z k t ó r y m i przede wszyst­

46

-wieeznych). O b c o ś ć

Chmielewskiego i jego g r u p y jest

inna.

�G r u p a , jest c z y m ś , bez czego m o ż n a się o b e j ś ć . W s z e l k i e s t r u k t u r y ,

s t r u k t u r ę s p o ł e c z n ą w s i . D l a t e g o m o g ą w n i e ś ć albo

w

obcość,

stare, i.lbo t o , co w y m y ś l ą dzieci, n p . w i a n k i z g ł o w ą k o n i a .

k t ó r ą o k r e ś l i ć m o ż n a j a k o n i e z b ę d n ą , zatem b ę d ą c ą jej c z ę ś c i ą

E . K . Chmielewski n a z y w a te zjawiska „ n o w ą s z t u k ą l u d o w ą " . . .

t y m także

struktura społeczna

wsi toleruje t y l k o

elementy

n i e j a k o „ w b u d o w a n ą " w n i ą . K a ż d a w i e ś m u s i m i e ć swojego

A . J . Przesada... nowa sztuka t o taka, k t ó r a r z e c z y w i ś c i e w y s t ę p u j e

„ g ł u p i e g o " (to t a k ż e o b c y ) , k a ż d a t e ż m u s i m i e ć s w o j ą e l i t ę —

i zaspokaja p o t r z e b y ś r o d o w i s k a . W t y m p r z y p a d k u m a m y do

„obcych"

inteligentów

czynienia z p o w r o t e m do jeszcze n i e z b y t d a l e k i c h z w y c z a j ó w .

mendanta

p o s t e r u n k u ) , nie m u s i m i e ć

( k s i ę d z a , lekarza, nauczyciela czy k o ­
jednak

swojego

plas­

tyka.

Bardzo ciekawa jest t a dekoracja

u l i c , p ł o t ó w , t o sadzanie

k u k i e ł przed d o m e m , robienie z g r a b i czegoś na

Jakkolwiek jedni

i d r u d z y ś w i a d c z ą sobie pewne

usługi,

podobieństwo

f e r e t r o n ó w . . . T o jest cenne, że a k t y w i z u j e się p a m i ę ć , że ludzie

to j e d n a k t a k i e , bez k t ó r y c h obie s t r o n y m o g ł y b y się o b e j ś ć .

r y w a l i z u j ą w s t r o j e n i u swoich d o m ó w .

N a co d z i e ń wcale siebie nawzajem nie p o t r z e b u j ą .

E . K . T o , co ludzie r o b i ą , t o nie s ą d z i e ł a s z t u k i , t o s ą r e k w i z y t y ,

T a k samo

nie jest p o t r z e b n y d o m l u d o w y z k u c h n i ą , z a p r o j e k t o w a n y w g

bardziej teatralne, n i ż

„najlepszych wzorów". Nie ma żadnej tradycji

H . S . Te

takiego d o m u .

Charakterystyczne, że n i k t z G r u p y D z i a ł a n i a nie jest

zapra­

rekwizyty

jakiekolwiek.

są symbolami, które

zresztą

nie

zawsze

są z r o z u m i a ł e d l a p l a s t y k ó w . N p . chleb i w ó d k a stawiane

na

szany na c h r z c i n y czy wesela — o d b y w a się p r z e c i e ż co n a j m n i e j

s t o ł a c h d o ż y n k o w y c h . S t ó ł jest s t o ł e m b i e s i a d n y m , n i e z a l e ż n i e

k i l k a w r o k u . T o m n i e u d e r z y ł o . T o ś w i a d c z y o ich — n i e z a l e ż n i e

od o k r e ś l e ń p l a s t y k ó w (stół z i m o w y , jesienny i t d . ) .

od tego, że w i e ś się n i m i c h w a l i — w y o b c o w a n i u . K s i ą d z n p .

że w ó d k a jest postawiona „ p r z e k o r n i e " . T o jest tymczasem znak

Twierdzą,

jest f u n k c j ą s t a l ą . Zaprasza się go j a k o „ l e p s z e g o g o ś c i a " , w y ­

ś w i ę t o w a n i a , p o m y ś l n e g o z a k o ń c z e n i a j a k i e g o ś e t a p u . Poza t y m

pada, ż e b y b y ł . A o n i 1 N i e w i a d o m o , k i m s ą . G d y b y n p . p o m a g a l i

w ó d k a jest w k o ń c u swego redzajn p l e d e m

rolnym.

w

E . K . Mówisz

wskrzeszone

pracach

p o l o w y c h albo

w budowaniu domów,

rysowaniu

o

symbolach.

Te

symbole,

przez

p l a n ó w , u r z ą d z a n i u w n ę t r z a , b y ł o b y pewnie inaczej. N i c takiego

l u d z i ze w s i , s ą n a w i ą z a n i e m do t n . d y c j i , do dawnego systemu

jednak

i n t e g r a c j i tego r o d z a j u .

m y ś l e n i a . M o ż n a b y ł o b y chyba p o k u s i ć się o i n t e r p r e t a c j ę prze­

Biesiada jest bardzo w a ż n ą f o r m ą i n t e g r a c j i ( p o w t a r z a m rzeczy

się nie dzieje. D l a t e g o b r a k

p o w i e d n i w t y c h samych kategoriach. P a m i ę t a c i e opis pierwszego

oczywiste, ale G r u p a zdaje się tego nie d o c e n i a ć ) . Teraz jeszcze —

ś w i ę t a — 2-go lutego — przepowiednie u r o c z y ś c i e z a m k n i ę t e ,

n a w e t b a d a j ą c k n a j p i a n ą s u b k u l t u r ę — dostrzec m o ż n a bardzo

o p i e c z ę t o w a n e — w t y m b y ł o coś z o b r z ę d u magicznego, z a k l i ­

archaiczną
strukturę

symbolikę

łańcucha

osób,

tego ł a ń c u c h a . S t r u k t u r ę ,

opasującego

stół

nania u r o d z a j u , r o k u .

określone

A . J . W t y c h przepowiedniach wszystko się p l ą c z e ; co c h c ą —

jest miejsce „ l e p s z y c h g o ś c i " , w ł a ś n i e o w y c h „ o b c y c h " — i n t e l i ­

co p r z e w i d u j ą — to s ą d w i e r ó ż n e , w ciąż z a k ł ó c a j ą c e się p o s t a w y .

g e n t ó w . W i d a ć to jeszcze w y r a ź n i e j p r z y w i ę k s z y c h u r o c z y s t o ś ­

Te przepowiednie ś w i a d c z ą o b r a k u m y ś l e n i a p o l i t y c z n e g o —

ciach — chrzcina.ch, pogrzebach,

w k t ó r e j ściśle

oTaz

odpustach,

że nie

wspomnę

n i e k t ó r z y n p . u w a ż a l i w r o k u 1981, że k r y z y s s k o ń c z y s i ę za

j u ż o wieczerzy w i g i l i j n e j . I c h s i ę t a m nie zaprasza. B y ć m o ż e

rok...

m i ę d z y i n n y m i dlatego, że stawiane przez n i c h

E . K . J a m y ś l ę , że t u t r u d n o m ó w i ć o m y ś l e n i u

s t o ł y zawsze

politycznym.

są s t o ł a m i do o g l ą d a n i a , n i g d y z a ś s t o ł a m i , p r z y k t ó r y c h się

T o jest raczej m y ś l e n i e ż y c z e n i o w e , a „ r o k " to p o j ę c i e na p o ł y

zasiada. R ó w n i e ż dlatego, że o n i t a m , w L u c i m i u nie p r a c u j ą .

magiczne. Czas w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j , o c z y m m ó w i ł a H a n i a ,

A . J . I c h p r a c ą jest m a l o w a n i e , w b i j a n i e k ą t o w n i k ó w , a r a n ż a c j a

w c i ą ż jest bardziej czasem k o l i s t y m , p o w r o t n y m , n i ż l i n e a r n y m .

widowisk...

„ R o k " znaczy: k i e d y ś , w p r z y s z ł o ś c i , daleko.

H . S . co d l a s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j jest ż y c i e m na

niby

H . S . Jest t o f o r m a charakterystyczna

A . J . jest p a ń s k i e . . .
H.S. Pan

miał

dla starych formuł ży­

czeniowych, k i e d y m ó w i ą c , ż e c o ś jest, powoduje s i ę , ż e t o s i ę

przynajmniej

jakieś

funkcje. Dlatego

prosiło

staje.

się go o b ł o g o s ł a w i e ń s t w o , p r z y n o s i ł o m u d o ż y n k o w y wieniec.

A . J . D r u g a rzecz, i n t e r e s u j ą c a w przepowiedniach, t o u r o c z y s t y

A . J . Proponowane

t o n , j a k i ludzie p r z y j m u j ą , p i s z ą c t a k i e rzeczy. P r z y t y m m y ś l e n i e

przez

nich

formy

współdziałania

t r o c h ę sztuczne. T y m r ó ż n i ą s i ę o d a k t y w i z u j ą c e j
np.

są

więc

działalności

Kościoła

patriotyczne, myślenie o kraju,

bardzo d l a m n i e w a ż n e . N i e

u m i e m y dostrzec tego, co t a k w y r a ź n i e w y s t ę p u j e w przepowied­

E . K . . . . k t ó r y jest dla wsi i n s t y t u c j ą n a t u r a l n i e w ł ą c z o n ą w bieg

n i a c h —- ludzie c h c ą ż y ć w s p o k o j u .

życia.

E.K. Wróćmy

H . S . Zgoda. D o d a m jeszcze, że inaczej jest — j a k m ó w i c i e —

na t o , że d z i a ł a l n o ś ć i n s p i r o w a n a przez l u d z i z z e w n ą t r z nie

w s y t u a c j i , g d y d z i a ł a l n o ś ć a k t y w i z u j ą c ą p r o w a d z ą osoby nie­

p r o w a d z i do istotniejszych, t r w a ł y c h p r z e m i a n . . .

j a k o ex d e f i n i t i o n e m a j ą c e a u t o r y t e t , n p . d u c h o w i e ń s t w o albo

H . S . T o c h y b a n i e z u p e ł n i e t a k . T o się o k a ż e za 20 l a t . . .

t e ż d z i a ł a j ą c e w ś r o d o w i s k u , j a k nauczyciel, u r z ę d n i k . W t e d y

A . J . l i z e e i e ż m y to j u ż z n a m y ! R ó ż n e organizacje

do p i o b ł e m u d z i a ł a l n o ś c i k u l t u r a l n e j . W y g l ą d a

społeczne

ludzie p a t r z ą t a k o t o : p r z y j e c h a ł , z a i n t e r e s o w a ł s i ę , m a p a s j ę ;
m a t e ż o k r e ś l o n e z a j ę c i e — m u s i n p . u c z y ć d z i e c i , m a jeszcze
inne — -znane w s i —• o b o w i ą z k i , a o p r ó c z tego — jest z n a m i ,
z n a m i c o ś organizuje. Tymczasem G r u p a d z i a ł a na innej zasadzie.
Ja wcale s i ę nie d z i w i ę , że ludzie nic nie r o b i ą . K a ż d y pewnie
m y ś l i : ja m u s z ę oporządzić inwentarz, skosić, zagrabić, s p r z ą t n ą ć ,
u p r a ć , a o n i nic nie m a j ą do r o b o t y . N i e p r a c u j ą .

Jednoczcśrie

w p e w n y c h sytuacjach r e p r e z e n t u j ą w i e ś . W i e ś c h w a l i się n i m i ,
z w ł a s z c z a przed i n n y m i

wsiami,

n p . podczas

dożynek.

E . K . C h y b a nie jest aż t a k ź l e . Ostatnio k i l k a l a t

Komitet

D o ż y n k o w y t w o r z y l i ludzie ze wsi. W t y m r o k u z a b r a k ł o s o ł t y s a ,
najbardziej czynnego organizatora. G r u p a — zdaje się — t a k ż e
b y ł a z a j ę t a c z y m ś i n n y m . D o ż y n e k nie b y ł o .
Chciałabym

w związku

z t y m postawić

kolejne p y t a n i e : co

w ł a ś c i w i e wieś wnosi nowego do ich p r o p o z y c j i . Mnie się w y d a j e ,
że t o nowe — nowe d l a G r u p y — to jest

właśnie

stare...

np.

dekoracje d o ż y n k o w e s ą analogiczne do d e k o r a c j i w d n i u B o ż e g o
C i a ł a . W i e ś nie jest w stanie w n i e ś ć nic teraz stworzonego.
H . S . J a k s i ę p a t r z y na l u d z i , z k t ó r y m i d z i a ł a j ą — albo s ą t o
ludzie starzy, albo d z i e c i . T o w p e w n y m s t o p n i u odzwierciedla

Wieniec r o d z i n n y w k s z t a ł c i e orla z k ł o s ó w i ziaren, zobrazk i e m M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j , na piersi.

47

�aktywności

w y k o n y w a n o prace, c z w a r t ą — zabawa — np. W remizie stra­

w s i . D a w a ł o t o r e z u l t a t y , gdy i n i c j a t o r o m b y ł c i e k a w y , p e ł e n

i

polityczno p r ó b o w a ł y

ż a c k i e j . W e w s z y s t k i c h t y c h sytuacjach k a ż d y z n a j d o w a ł swoje

inicjatywy

człowiek,

&lt;lzi;.l;;&lt;-z k u l t u r y .

wprowadzać

umiejący

Takimi

nowo f o r m y

trafić

do

ludzi,

autentyczny

miejsce, c h o ć nie k a ż d y t a k i e samo. I s t n i a ł j e d n a k r y t u a ł , zwy­

w ł a ś n i e d z i a ł a c z a m i są

Chmielewski

czaj zakorzeniony w t r a d y c j i .

i jego Grupa. P ó k i sami d z i a ł a j ą — i n t r y g u j ą l u d z i , p o c i ą g a j ą
za

sobą. Ale

u s u n ą ć się —

Chmielewski próbuje
niech i n n i d z i a ł a j ą ,

zaszczepić ideę, a
niech p o d c h w y c ą

potem
pomysł,

A w L u c i m i u dzisiejszym

rolę

„ p r z o d o w n i k a " , organizatora, i n s p i r a t o r a w z i ą ł na siebie Chmie­
l e w s k i z p r z y j a c i ó ł m i — i to przede w s z y s t k i m w y w o ł a ł o

ten

fenomen, k t ó r y z w i e m y L u c i m i e m .

u z n a j ą za s w ó j . A t y m c z a s e m zapal jest k r ó t k o t r w a ł y , miesz­

E . K . Chmielewski

k a ń c y Lucimia najchętniej p r z y j m u j ą p o s t a w ę odbiorcy, widza.

w s t r o n ę K o ś c i o ł a . Teraz w s p ó ł p r a c u j e z k s i ę ż m i z G ó r k i Klasz­

po

eksperymencie

lucimskim

zwrócił

się

Ś w i a d c z ą o t y m nawet te „ w r ó ż b y " : ż y c z y m y sobie, aby G r u p a

t o r n e j . W s p ó l n i e organizują, m . i n . d o ż y n k i parafialne, p r z e n o s z ą

dzirdala n a d a l , oczekujemy na nowe propozycje i t d .

niektóre pomysły działań „ w y p r ó b o w a n y c h " w Lucimiu (Święty

E . K . Czy nio jest to po p r o s t u t y p o w a dla naszej t e r a ź n i e j s z e j

W i e c z ó r , r ó ż a n i e c l u c i m s k i ) do G ó r k i . Charakterystyczne wydają,

kultury

m i się kolejne f o r m y , j a k i e p r z y b i e r a ł t e n r ó ż a n i e c , z a n i m s t a ł

postawa c z ł o w i e k a nastawionego na

w a n y c h przez mass media p o r c j i i n f o r m a c j i
zastępuje wszelką aktywność

odbieranie poda­
kulturalnej,

któiv.

własną?

się 90-cio m e t r o w y m r ó ż a ń c e m , o d m a w i a n y m przez c a ł ą nowo­
r o c z n ą noc

w kościele. Z a c z ę ł o się od w y p i s y w a n i a na

ścianie

A . J . Nasza k u l t u r a ma chttrakter recepcyjny, z w ł a s z c z a w po­

starej s t o d o ł y s z e r e g ó w dat — ten zapis m i a ł p o k a z a ć — d o s ł o w ­

r ó w n a n i u z a k t y w n o ś c i ą dawnej k u l t u r y c h ł o p s k i e j . A l e czy

ta

nie — czas, p o m ó c m i e s z k a ń c o m L u c i m i c w odczuciu ciągłości

samowystarczalnego

i d ł u g o ś c i h i s t o r i i . W n a s t ę p n y m r o k u d a t y z o s t a ł y wypisane

dawna a k t y w n o ś ć nic b y ł a k o n s e k w e n c j ą

m o d e l u nie t y l k o g o s p o d a r k i , j a k i k u l t u r y ?

na m a ł y c h k o ł e c z k a c h p o ł ą c z o n y c h w ł a ń c u c h — forma t a

.Są d w i e sprawy. Jedna, to a k t y w n o ś ć t w ó r c z a j e d n o s t k i (potrzeba

pewne d a ł a p o c z ą t e k nazwie „ r ó ż a n i e c l u c i m s k i " , wreszcie kozostały

tej a k t y w n o ś c i ) , druga zaś to model ż y c i a k u l t u r a l n e g o g r u p y ,

loczki

z a k ł a d a j ą c y a k t y w n o ś ć jej c z ł o n k ó w . Co do drugiej wydaje się

u r o c z y ś c i e p o ś w i ę c o n y , s t a j ą c się r ó ż a ń c e m z G ó r k i K l a s z t o r n e j .

nie u l e g a ć w ą t p l i w o ś c i , że k i e r u n e k rozwoju w s p ó ł c z e s n e j k u l t u r y

Widoczna na

wiedzie do u t r w a l e n i a się m o d e l u recepcyjnego, do

ten

wyraźnego

niezwykły

zastąpione

większymi

fotografiach

i

wtedy łańcuch

za­

powaga, z j a k ą

ludzie

r ó ż a n i e c , coroczna u r o c z y s t o ś ć
„ojcem

został

odmawiają

dodawania

c h r z e s n y m " jest

ko­

r o z d z i a ł u na p o s t a w ę nadawcy i o d b i o r c y . N i e z n a m y n a l o m i ist

lejnego ogniwa, k t ó r e g o

najmłodszy

dostatecznie m e c h a n i z m ó w psychologicznych z w i ą z a n y c h z po­

p a r a f i a n i n — p o k a z u j ą , j a k wiele m o ż e z r o b i ć k s i ą d z , K o ś c i ó ł

s t a w a m i t w ó r c z y m i . W i e m y , że w y s t ę p u j e potrzeba a k t y w n o ś c i ,

dla integracji l u d z i , stworzenia t r e ś c i w a ż n y c h dla całej w s p ó l n o t y .

znajduje ujście w r ó ż n e g o rodzaju m a j s t e r k o w a n i u , zajmowania

A . J . D l a m n i e b y ł o bardzo smutne obserwowanie w z l o t u i de-

się h o d o w l ą r ó ż , zagospodarowaniem d z i a ł e k , a m a t o r s k i m upra­

g i c d a c j i Paszyna. K s i ą d z N i t k a p o d j ą ł d z i a ł a n i a , c h c ą c dowar­

w i a n i e m s z t u k i , m u z y k i , p i s a n i u p a m i ę t n i k ó w etc. N i e w i e m y

t o ś c i o w a ć l u d z i — ale k i e d y r z e ź b i ł a j u ż p r a w i e c a ł a w i e ś , rzeź­

j e d n a k , na ile s ą t o p o t r z e b y ż y w e , k i e d y się r o z w i j a j ą ,

bienie p r z e s t a ł o b y ć t y m , c z y m m i a ł o b y ć i b y ł o . K s i ą d z N i t k a

kiedy

z a n i k a j ą ; na ile w i ą ż ą się z m o d ą , n a ś l a d o w n i c t w e m , s ł u ż ą t y l k o

m a r z y ł o s t w o r z e n i u o ł t a r z a z r z e ź b P a s z y n i a k ó w ; w momencie,

z a p e ł n i e n i u p u s t k i , r o b i e n i u b y ł e czego, b y p r z e ł a m a ć n u d ę •—

kiedy rzeźbiło tak

k i e d y z a ś w i ą ż ą się z p o t r z e b ą t w ó r c z e j a k t y w n o ś c i .

z a p y t a l i k s i ę d z a — za ile? W i e ś d o w a r t o ś c i o w a ł a się — ale

W

k a ż d y m razie d a j ą się w y r a ź n i e dostrzec dwie

tendencje:

profesjonalizacja „ o b s ł u g i " p o t r z e b k u l t u r a l n y c h i r o z w ó j róż­

w i e l u , że b y ł o t o j u ż m o ż l i w e ,

parafianie
to

spowodowało zmianę mentalności...
E . K . O n i m a j ą j e d n a k z ł u d z e n i a , że t o , co r o b i ą , jest bardzo

n y c h f o r m amatorskiego u p r a w i a n i a s z t u k i

owocne...

E . K . T a k jest dzisiaj. I t o podobnie na wsi i w m i e ś c i e . A j a k

A . J . M n i e się wydaje, że p i ę k n e rzeczy m o g ą r o b i ć t y l k o ludzie,

w y g l ą d a ł a s y t u a c j a dawnej k u l t u r y

k t ó r z y m a j ą z ł u d z e n i a . Nie w i d z ę t u recepty, k t ó r ą n a l e ż a ł o b y

A . J . Potrzeby współuczestnictwa,

chłopskiej?
zbiorowego p r z e ż y w a n i a

re­

a l i z o w a ł o niedzielne n a b o ż e ń s t w o i c a ł y z w i ą z a n y z n i m r y t u a ł —
strojenia s i ę , j a z d y , zachowania i t d . D r u g ą t a k ą

p o w i e l a ć . M a m y jeszcze raz

do czynienia z s y t u a c j ą , że j e ś l i

s ą ludzie, k t ó r y c h coś interesuje, to nawet i c h b ł ę d y m o g ą b y ć

płaszczyzną

b ł ę d a m i b ł o g o s ł a w i o n y m i . Oni d z i a ł a j ą , a ile razy W i t o l d Chmie­

s t y k u b&gt; ly wesela, pogrzeb}', t r z e c i ą — dla m ę ż c z y z n k a r c z m a ,

l e w s k i eoś n a m r e f e r o w a ł — j a to s ł y s z a ł e m t r z y razy, w y dwa —

dla kobiet — np. na Ś l ą s k u — darcie pierza, wszelkie w s p ó l n i e

to nas

Fot.:

A . Maziee

i jogo o g a r n i a ł o

wzruszenie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10721" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10699">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7a1607650c18766ebac96dd4ecf715bf.pdf</src>
        <authentication>c6eee45756e3d302b3d9e3dccba49a28</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127824">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3292</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127825">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127826">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3086</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127827">
                <text>Wspomnienia pośmiertne: Wacław Sułkowski (1927-1985) ; Prof. dr hab. Kazimiera Zawistowicz-Adamska (1897-1984) ; Wojciech Oleksy (1903-1985) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127828">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.121-124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127829">
                <text>Jackowski, Aleksander; Wieruszewska, Maria; Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127830">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127831">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127832">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127833">
                <text>W

S

P

O

M

N

I

E

N

I

A

WACŁAW

P

O

Ś

M

I

E

R

T

N

E

SUŁKOWSKI

(31.01.1927—24.0.1.1985)

Z w y k s z t a ł c e n i a b y ł h i s t o r y k i e m . Po m a g i s t e r i u m r o z o p c z ą ł
pracę

w

domach

kultury,

został nawet

dyrektorem

jednego

z n i c h . N i e c z u ł się j e d n a k w tej r o l i dobrze, n i g d y nie c h c i a ł
b y ć na
Po

„świeczniku",

prostu

kwestia

reprezentować,
temperamentu,

inicjować,

organizować.

charakteru,

osobowości.

U c z y ł w szkole, m ł o d z i e ż l u b i ł , ale m ę c z y ł go h a ł a s , nie­
ustanne n a p i ę c i e . W i ę c p r z y s z e d ł do nas,

do I n s t y t u t u

Sztuki

P A N . B y l s i e r p i e ń 1961 r o k u . W ł a ś n i e z a c z y n a l i ś m y organizo­
wać

archiwum

fotograficzne

sztuki

ludowej.

Gdy

przyszedł

b y ł o w n i m nieco p o n a d 5000 z d j ę ć . Teraz jest p r z e s z ł o 74 000.
T o a r c h i w u m b y ł o w z n a c z n y m s t o p n i u jego d z i e ł e m , z n a ł je
doskonale

i

chętnie

służył

pomocą

studentom,

etnografom,

d z i e n n i k a r z o m . K o r z y s t a l i ś m y z jego p o m o c y t a k ż e w r e d a k c j i
„Polskiej Sztuki Ludowej". W każdej przyzwoitej redakcji musi
b y ć k t o ś , k t o bierze na siebie c i ę ż a r p r a c y n i e w d z i ę c z n e j , nie­
widocznej, ale p r z e c i e ż koniecznej. W

naszej r e d a k c j i zawsze

w i e d z i e l i ś m y , że jest on, W a c e k , i że wszystko, co trzeba zos­
tanie na

czas zrobione. N i g d y

a wykorzystywaliśmy

nie

o d m a w i a ł swojej

go nieraz. On

był

zawsze na

solidny i życzliwy ludziom. Nie skażony bakcylem
tej

śmiesznej

„ważności",

„ t o do m n i e nie n a l e ż y " .
pomóc,

dlaczego m i a ł b y

kwitowanej

pomocy,
miejscu,

biurokracji,

opryskliwą

odmową

Skoro coś b y ł o potrzebne, a on m ó g ł
tego nie

uczynić. Działa! w

Związ­

k a c h Z a w o d o w y c h , w r ó ż n y c h k o m i s j a c h s p o ł e c z n y c h , b y ł ław­
n i k i e m w S ą d z i e m . W a r s z a w y . Ceniono go, b y ł b o w i e m w r a ż ­
l i w y n a s p r a w y ludzkie,

bezstronny, s p r a w i e d l i w y , m ó w i ł nie­

wiele, ale g d y z a b i e r a ł głos jego zdanie liczyło się, nie

dawał

się p o n o s i ć e m o c j o m .
N i e m i a ł t y t u ł ó w , n i c z y m nie k i e r o w a ł , nie p r z e w o d n i c z y ł .
W jego n e k r o l o g u koledzy n a p i s a l i — b y l c z ł o w i e k i e m p r a w y m .
I s t o t n i e , t a k i m b y ł . S p r a w i e d l i w y i s k r o m n y . Czy to m a ł o ? C z y m
d ł u ż e j ż y j ę , t y m bardziej p o d z i w i a m i c e n i ę t a k i c h w ł a ś n i e l u d z i
jak On. P o n i e w a ż łatwiej b y ć w y k s z t a ł c o n y m niż

sprawiedliwym

i m ą d r y m , z w ł a s z c z a t ą c i c h ą m ą d r o ś c i ą , w k t ó r e j jest w y r o z u ­
m i a ł o ś ć , ale i p e w n o ś ć w r o z r ó ż n i a n i u tego co złe a eo dobre.
Szanowano go powszechnie, l u b i a n o . W z i m n y , p o c h m u r n y d z i e ń

się d z i e j a m i Sierpca. N a p i s a ł Zarys

o d p r o w a d z a ł go t ł u m

od XII

l u d z i do m o g i ł y pospiesznie

wykopanej

do XIX

wieku

w pustej, okropnej przestrzeni cmentarza na W ó l c e . T ł u m l u d z i ,

d u ż ą p r a c ę Z dziejów

gospodarczych

k t ó r y c h n i c nie o b l i g o w a ł o , stanowisko, pozycja, z a s ł u g i zmar­

Studia

1.

i Materiały

dziejów

gospodarczych

Sierpca

„ N o t a t k i P ł o c k i e " , 1972 n r 2 (66) oraz
Wyd.

Sierpca,,

(Sierpc.

Towarzystwo Naukowe

i społecznych

Płockie,

łego, ale dla. k t ó r y c h On b y ł n a p r a w d ę k i m ś w a ż n y m i d r o g i m .

O d d z i a ł w Sierpcu, P ł o c k — S i e r p c 1972). B r a ł toż u d z i a ł w ba­

O h , W a c k u , W a c k u ! p r z e c i e ż T y nawet nie z d a w a ł e ś sobie sprawy

daniach nad s z t u k ą l u d o w ą Podlasia, p r o w a d z o n y c h z e s p o ł o w o

z tego, j a k i s t o t n ą r o l ę o d g r y w a ł e ś w naszym zespole. Oczy­

pod

wiście, archiwum

s t r o j e m i o p u b l i k o w a ł w 1968 r. w 4 zeszycie „ P o l s k i e j S z t u k i

poprowadzi

ktoś

inny,

redakcja

też

jakoś

kierunkiem

prof,

dra

R o m a n a Reinfussa,

zajmował

się

sobie da radę., ale k t o z a s t ą p i Ciebie, k t o — j a k T y —- s t w o r z y

L u d o w e j " a r t y k u ł p . t . Strój

a t m o s f e r ę spokoju życzliwości i zaufania?

wspomnienia z l a t o k u p a c j i . N i e u k o ń c z y ł ich. Ś m i o r e jest strasz­

Z r e s z t ą a t m o s f e r ę t ę w y t w a r z a ł i w d o m u , i w kole
Przyjaciół

Ziemi

Sierpeckicj.

Byl aktywnym

członkiem

PTTK
togo

na,,

przerywa pracę,

łukowski.

P r z y g o t o w y w a ł do

zamierzenia,, b e z l i t o ś n i e

wkracza

druku
w

ży­

cie — tego, kogo zabiera, i t y c h , k t ó r z y po n i m p o z o s t a j ą .

K o ł a , d z i a ł a c z o m , a z i e m i ę r o d z i n n ą cenił i k o c h a ł . K i e d y m ó g ł
w r a c a ł do Sierpoa, do rodzinnego d o m u . J a k o h i s t o r y k z a j m o w a ł

Aleksander

Jackowski

121

�I

PROF. DR HAB. KAZIMIERA ZAWISTOWICZ-ADAMSKA
(19.03.1897—8.07.1984)

w obliczu s z y b k i c h p r z e m i a n polskiej w s i , j a k p o t r z e b ę

badań

p r o b l e m o w y c h . Miała ś w i a d o m o ś ć , iż n a u k i etnologiczne b u d z ą
coraz w i ę k s z e zainteresowanie i zyskują. nowe szanse
Jej Społeczność

wiejska

rozwoju.

p o w s t a ł a w w y n i k u wielomiesięcz­

n y c h b a d a ń wsi Z a b o r ó w . Jest t o k s i ą ż k a r o d z a j u bardzo rzadko
spotykanego w l i t e r a t u r z e n a u k o w e j . N i e m a w niej — o c z y m
p i s a ł p r o f . J a n S z c z e p a ń s k i w przedmowie — wielkiej d b a ł o ś c i
o u j m o w a n i e zjawisk w o b i e k t y w n e kategorie, z b y t n i e j t r o s k i
0 przejrzyste klasyfikacje i przedstawienie w y n i k ó w . Jest nato­
m i a s t nieoceniony obraz procesu z ż y w a n i a się z b a d a n y m i l u d ź m i ,
z d o b y w a n i a i c h zaufania. W efekcie jest to k s i ą ż k a

mówiąca

n a m w i ę c e j i głębiej o b a d a n y m ś r o d o w i s k u a n i ż e l i m o g ł y b y to
z r o b i ć preoj zyjne badania

sondażowe.

K i e d y po 35 l a t a c h p r a c o w a ł a m n a d p o w t ó r n ą

monografią

Z a b o r o w a , m i a ł a m m o ż l i w o ś ć s p o t k a n i a Jej d a w n y c h i n f o r m a ­
t o r ó w , k t ó r z y d a r z ą do d z i ś b y ł ą „ d o c h t ó r k ę " ż y w ą , s e r d e c z n ą
p a m i ę c i ą . Trzeba jednak p o d k r e ś l i ć , że jest t o p a m i ę ć zaskarbiona
Jej w ł a s n ą t r w a ł o ś c i ą , d o b r o c i ą i c i e p ł e m .
C e n i ł a sobie P a n i Profesor nie t y l k o s w y c h w i e l k i c h m i s ­
trzów :

Maussa.,

Czarnowskiego,

Krzywickiego,

ale

często

T

z w dzięcznością w s p o m i n a ł a spotkania z p r o s t y m i l u d ź m i w s i .
T

Ż y c i e , k t ó r e d o b i e g ł o swego kresu domaga się we wspomnie­

U m i a ł a dostrzec i c h m ą d r o ś ć , u s z a n o w a ć t r u d , p o t r a f i ł a zaskar­

n i u u j ę c i a p e ł n e g o , syntetycznego. O n i e ś m i e l a to t y m bardziej,

b i ć sobie i c h s y m p a t i ę i p r z y j a ź ń , k t ó r a pokonyw-ala czas. Pa­

iż m a m ś w i a d o m o ś ć , że w s z y s t k o co n a p i s z ę o d ł u g i m , n i e s t r u ­

m i ę t a m , j a k c z ę s t o o p o w i a d a ł a s t u d o n t o n i o swoich badaniach

dzenie

t e r e n o w y c h , k i e d y to w ś r ó d l u d z i wsi c z u ł a się „ b l i ż s z a suro­

pracowitym życiu

wicz-Adamskiej
pozostała

odda

dla t y c h

Pani

Profesor

zaledwie część

K a z i m i e r y Zawisto-

tego

K i m była

i

Jaką

wej p r a w d y ż y c i a " .
D o ostatnich lat życia

w s z y s t k i c h , k t ó r z y m i e l i szczęście i p r z y ­

wilej J ą z n a ć . J e ś l i p r z y w o ł a m w p a m i ę c i Jej wszystkie z a s ł u g i

wymianj-

na rzecz tego, eo z y s k a ł o sobie m i a n o „ ł ó d z k i e j s z k o ł y

społeczności

g r a f i c z n e j " , to i t a k b ę d z i e to zaledwie fragment Jej

etno­

dokonań

myśli

z tymi,

zachowali c h o ć b y

B y ł a w ś r ó d t y c h n i e l i c z n y c h p r o f e s o r ó w , k t ó r z y zaraz po

potrzebę

współżycia

w pamięci

swego

wiejskiej

dzieciństwa.

r o b o t n i k ó w łódzkiej fabryki

..Lodex". To

eo c e c h o w a ł o Jej stosunek do ł u d z i w t r a k c i e b a d a ń , p r z e n o s i ł a

I I w o j n i e t w o r z y l i w robotniczej Ł o d z i pierwszy w dziejach tego

z ujmującym

m i a s t a u n i w e r s y t e t . Przez d ł u g i e l a t a p a t r o n o w a ł a

naturalna

Pani Pro­

klimat

S t ą d Jej uczestnictwo w posiedzeniach K l u b u M i ł o ś n i k ó w F o l ­
kloru zrzeszającego

w e t n o g r a f i i i dla e t n o g r a f i i .

o d c z u w a ł a P a n i Profesor

którzy

w d z i ę k i e m na stosunki z l u d ź m i

„wyrozumiałość

dla l u d z k i c h

w o g ó l e . Owa

s ł a b o ś c i , k l ę s k i nie­

T

fesor wszelkim p o c z y n a n i o m b a d a w c z y m i w ydaw niczym w prze­

p o w o d z e ń dla w y g ó r o w a n y c h d ą ż e ń i n i e s w p ó h u i e r n i o

k o n a n i u w a ż n o ś c i i p r z y d a t n o ś c i e t n o g r a f i i w r ó ż n y c h dziedzi­

o s i ą g n i ę ć , dla, szorstkich i b r u t a l n y c h o d r u c h ó w nieufności

n a c h ż y c i a k r a j u . Jej pomoc m e r y t o r y c z n a z a z n a c z a ł a się z a r ó w ­

niechęci"

no w u p r o f i l o w a n i u

jaźni. Potwierdził

T

r

„Łódzkich Studiów Etnograficznj'eh" jak

2

małych
czy

s t a w a ł a się r z e c z y w i ś c i e n i e z a w o d n ą r ę k o j m i ą p r z y ­
to p o ś w i ę c o n y p a m i ę c i

P a n i Profesor

wie­

i „ P r a c i M a t e r i a ł ó w M u z e u m Archeologicznego i E t n o g r a f i c z ­

c z ó r w Ł ó d z k i m Oddziale P T L , k t ó r y z g r o m a d z i ł

nego w Ł o d z i " z w y o d r ę b n i o n ą S e r i ą E t n o g r a f i c z n ą , co oczy­

uczonych ale i r o b o t n i k ó w z K o l a

wiście nie u m n i e j s z a ł o w k ł a d u r e d a k t o r ó w i a u t o r ó w o b u czaso­

fabryce

p i s m . Z a s ł u g ą P a n i Profesor b y ł o stworzenie ś r o d o w i s k a n a u k o ­

borowdan. R z a d k o k t ó r y badacz m o ż e p o c h w a l i ć się t a k ser­

wego,

któro

Etnografii

mimo

komplikacji

w

funkcjonowaniu

U Ł ( d w u k r o t n i e zawieszana

Katedry

rekrutacja), dzięki

Jej

w o l i i p r z e k o n a n i u s k u p i a ł o l u d z i oddanych e t n o g r a f i i . B y l i to
p r a c o w n i c y i studenci K a t e d r y E t n o g r a f i i

U Ł , pracownicy M u ­

decznym
Profesor

„Lodex".

profesorów,

Miłośników Folkloru

przy

O d c z y t a n o telegram k o n d o l e n c y j n y od

odzewom

ze

strony

środowiska,

jak

właśnie

Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a . Ona sama z r e s z t ą

zaPani

traktowała

s w o j ą p r a c ę лее wsi j a k o rodzaj p o w o ł a n i a , k t ó r e g o i d e a ł uosa­
b i a ł dla N i e j zawsze J ę d r z e j Cierniak — o ś w i a t o w i e c , s p o ł e c z ­

zeum, c z ł o n k o w i e Ł ó d z k i e g o O d d z i a ł u Polskiego T o w a r z y s t w a

nik, działacz kultur}'. Dzięki Niej przywołane

Ludoznawczego,

1 dziś zastanowienia, m y ś l i tego syna wsi polskiej. Jedna z nich

którego

prezesem b y ł a

Pani

Profesor

przez

wiele l a t . Obraz o ś r o d k a d o p e ł n i a ł a Ł ó d z k a Pracownia .Etnogra­

zasługuje

ficzna Z a k ł a d u

wet

Etnografii

Polski I n s t y t u t u Historii

Materialnej P A N f u n k c j o n u j ą c a

Kultury

w latach 1954—1971.

P r z y s z ł o Jej ż y ć w czasach, g d y d e z a k t u a l i z o w a l y się dawne

ny

na

szczególną

te same d z i a ł a n i a
oddźwięk.

no-oświatowej

Istotą

uwagę:

„w każdym

znajdują

swój

być

warte

środowisku

na­

o d r ę b n y , niepowtarzal­

ś w i a d o m i e prowadzonej

powdnno

zostały,

dostosowanie

pracy

jej

do

kultural­
lokalnych

etnograficzne

m o ż l i w o ś c i i do l o k a l n y c h potrzeb ś r o d o w i s k a , p o z w o l i ć m u b y ć

a w s p ó ł c z e s n o ś ć d o m a g a ł a się now-ego samookreśloniu, d y s c y p l i n y .

s o b ą , bo to bodaj czy nie n a j w u ę k s z a jego siła t w ó r c z a " . D z i ś

T a k j a k we w s z y s t k i c h naukach h u m a n i s t y c z n y c h s t a w a ł y przed

zapewne ta. sama m y ś l z n a l a z ł a b y w y r a z w f o r m u l e p o d m i o t o ­

k i e r u n k i , o d c h o d z i ł y w n i e p a m i ę ć dawne s z k o ł y

3

e t n o g r a f i ą dwa cele : osingn ięeia, mmkow e i ich p r a k t y c z n e zastoso­

wości wsi czy t e ż jej t o ż s a m o ś c i .

wanie. P i s a ł a : „ z w i ą z e k z ż y c i e m b i e ż ą c y m , z d y n a m i k ą przemian

d e c y d u j ą c e o z a k w a l i f i k o w a n i u p o s z c z e g ó l n y c h wsi do t a k i e j l u b

k u l t u r o w y c h jest r ę k o j m i ą w a ż n o ś c i i p r z y d a t n o ś c i naszej dyscy­

innej k a t e g o r i i u z n a ł a Profesor

p l i n y w r ó ż n y c h dziedzinach ż y c i a p o l i t y c z n e g o , k u l t u r a l n e g o

- s p o ł e c z n y c h . \ V lyc.h r a m a c h p r z e d m i o t e m k o n k r e t n y c h b a d a ń

i społecznego."

1

Zawsze d b a ł a o p r e s t i ż e t n o g r a f i i r o z u m i e j ą c

jej p o w i n n o ś c i bardzo szeroko.
W i d z i a ł a z a r ó w n o k o n i e c z n o ś ć prowadzenia b a d a ń i n w e n t a r y z a e y j n o - d o k u m e n t a e y j n y c h , z d o b y w a n y c h w w y ś c i g u z czasem

122

Za

podstawowe

układ stosunków

kryterium
gospodarezo-

b y ł a organizacja p r a c y z e s p o ł o w e j , jej p o d s t a w y i uzasadnienie.
D b a ł a o t o , aby gromadzenie m a t e r i a ł u nie g r z e s z y ł o p r z y p a d ­
k o w o ś c i ą , a b y prace prowadzone

b y ł y z określonego

widzenia, u p o w a ż n i a j ą c do w n i o s k ó w uzasadnionych.

punktu

�Główna

myśl

przewodnia

badań

podstawowego sensu i s t n i o j ą c y c h

zmierzała

powiązań

do

cjonalnych w obrębio społeczności lokalnych.

Odnajdujemy

ją

w a r t y k u ł a c h P a n i Profesor p o ś w i ę c o n y c l i p r o b l e m a t y c e r e g i o n u ,
6

4

była

rozwoju.

W

problematyce

zainteresowań

systemów

więzi

krewniaczych

społecznej

splatała

z innymi badaniami prowadzonymi pod kierunkiem

Pani
w

ich

się

ona

Profesor.

To same z a ł o ż e n i a p r z e w i j a j ą się w Jej rozwa­

przestrzeniach, j a k o s t a ł y element ludzkiego w s p ó ł ż y c i a , m i a ł a

stronach analizy w b a d a n i u
nurtem

kultury.

s t a ć się u k o r o n o w a n i e m Jej naukowej p r a c y w dziele 0
T o b y ł o Jej

7

zainteresowań

-Adamskiej b y ł a k u l t u r a a r t y s t y c z n a .

Profesor
8

Zawistowiez-

P r z y c z y m , to co

Ż y c i e o k a z a ł o s i ę za k r ó t k i e .
Traktat

Ją

o przyjaźni

Będziemy

niesienie a k c e n t ó w z w y t w o r u , d z i e ł a s z t u k i , na samego t w ó r c ę .

przyjdzie nam

Widziała

wartości,

w n i m przede w s z y s t k i m t w ó r c z ą o s o b o w o ś ć na
uwikłań

we

własnym

i poza w ł a s n y m

tle

środowis­

przyjaźni.

marzenie, k t ó r e g o czas nie p o z w o l i ł z r e a l i z o w a ć .

w y r ó ż n i a ł o w sposobie u j m o w a n i a tej p r o b l e m a t y k i b y ł o prze­

różnorakich

zakresem

problematyka

I t a k w i ę ź s p o ł e c z n a indagowana w d ł u g i m t r w a n i u i szerokich

5

ż a n i a c h o konkrecie i k o n t e k ś c i e j a k o d w ó c h u z u p e ł n i a j ą c y c h się
Osobnym

indywidualnym

Profesor

dawności i teraźniejszości w badaniach

społeczności lokalnej,
etnograficznych.

Bardzo

wykrycia

strukturalno-funk-

przywoływać

z o s t a ł napisany w naszych sercach.
jego

przesłania

zawszo

wtedy,

gdy

s t a w a ć w obronie p r a w d z i w i e h u m a n i s t y c z n y c h

kiedy

odczujemy

potrzebę

przypomnienia

Jej

ar­

g u m e n t ó w , dobroci i m ą d r o ś c i .

kiem.

Maria

Wieruszewska

P R Z Y P I S Y
1

K a z i m i e r a Za-wistowioz-Adaniska, Granice
horyzonty
kultury wsi w Polsce, Warszawa 1976, s. 38 ( P W N )

2

wiejska.
1937—

badań

wych 19 --20 w r z e s i e ń 1962 i inne a r t y k u ł y w zbiorze:
dranice
i horyzonty
badań...
Zawistowicz-Adamska, Przemiany
więzi społecznej
w spo­
łeczności lokalnej, „ R o c z n i k i Socjologii W s i ' ' 1965, t . 4, t a k ż e ;
Granice i horyzonty
badań...
K . Zawistowicz-Adamska, Granice
i horyzonty
badań...
Zob. rozdz. p t . Konkret i kontekst w badaniach
etnograficz­
nych (z uwzględnieniem
problematyki
zmiany kulturowej)
[w:]
Granice i horyzonty badań...
s. 114—130
Z o b . z b i ó r a r t y k u ł ó w w r o z d z i a ł o Ludowa
kultura
artys­
tyczna [ w : ] Granice i horyzonty badań... s. 131—178
5

K a z i m i e r a Zawistowicz-Adnmska, Społeczność
Wspomnienia
i materiały
z badań terenowych, Z a b o r ó w
1938. W y d . I I , Warszawa 1958, s. 187, L S W

6

3

K . Za wistowicz-Adamska, Wspomnienia
o Jędrzeju
Cierniaku, W y b ó r i opracowanie Z. M a z u r o w a i L . W y s z o m i r s k a ,
Warszawa 1982. L S W , s. 30
4

K.
Materiały

Zawistowiez-Adamska, Region
i
wojewódzkiej
narady
towarzystw

regionalizm
[w:]
kulturalno-oświato­

7

8

WOJCIECH OLEKSY
(1903-1985)

28 stycznia, 1985 r o k u z m a r ł w Paszynie k. Nowego .Sącza
Wojciech

Oleksy, z w a n y we w s i W o j t k i e m , jeden z najciekaw­

szych w s p ó ł c z e s n y cli r z o ź b i a r z y l u d o w y c h

w Polsce.

oto W o j t e k ,

c h ł o p po s z e ś ć d z i e s i ą t c e , z a c z ą ł n a g ł e r o b i ć

coraz bardziej konsekwentne. W r a z z t y m p r z y s z ł a s ł a w a , zaro­

U r o d z o n y w 1903 r o k u , przez cale ż y c i e p r a w i e nio opusz­
czał rodzinnej m i e j s c o w o ś c i . B y ł gluelionieniy,

I

ogromne, szybkie p o s t ę p y . Jego prace s t a w a ł y się coraz dojrzalsze,

słaby

fizycznie,

bek i ludzkie p o w a ż a n i e . B y ł p i e r w s z y m p a s z y n i a k i e m , k t ó r e g o
r

pokazano w t e l e w i z j i . Ze sto razy pisano o n i m w gazetach.

n i e p i ś m i e n n y . Nie założył r o d z i n y , m i e s z k a ł z b r a t e m i bratow ą —

O d czasu, gdy z d o b y ł p i e r w s z ą n a g r o d ę w konkursie W s p ó ł c z c s -

t r o c h ę j a k o podopieczny, t r o c h ę j a k o parobek. P a s a ł

krowy,

suej R z e ź b y L u d o w e j K a r p a t Polskich w 1972 r o k u b y ł o n i e m a l

w y k o n y w a ł lżejsze prace gospodarskie. M i a ł jasne, ciepłe oczy,

r e g u ł ą , że gdy Oleksy bierze u d z i a ł w konkursie, w i a d o m o j u ż ,

delikatny

k o m u p r z y p a d n i e pierwsza nagroda. R ó ż n i „ p a n o w i e " z P o l s k i

uśmiech.

Bardzo p o t r z e b o w a ł

ludzkiej

życzliwości,

bo na szacunek nie l i c z y ł .

i zagranicy p o c z y t y w a l i

P i e r w s z y m bodaj c z ł o w i e k i e m spoza r o d z i n y , k t ó r y

okazał

m u s e r d e c z n o ś ć i zrozumienie, b y ł ksiądz, E d w a r d N i t k a ,
s z y ń s k i proboszcz. W o j t e k

kupić Wojtkowa

pn-

pod r ó ż n y m i p r e t e k s t a m i z a c h o d z i ł

Widywalein

sobie za szczęście, gdy

u d a ł o i m się

figurkę.
go w t a m t y c h czasacli d o ś ć c z ę s t o . Obserwo­

w a ł e m z r a d o ś c i ą i wzruszeniem, j a k W o j t e k

prostuje grzbiet,

c z ę s t o na p l e b a n i ę , b y o g l ą d a ć obrazy i r z e ź b y , w ł a s n o ś ć k s i ę d z a .

nabiera, g o d n o ś c i . K u p i ł sobie g a r n i t u r , b i a ł e koszule, k r a w a t .

Dużo rozmawiali

K u p i ł telewizor, aby o g l ą d a ć siebie u siebie, na s w o i m . Wieczorem

o sztuce — na m i g i , m o n o s y l a b a m i .

Pewnego razu, g d z i e ś w p o ł o w i e l a t s z e ś ć d z i e s i ą t y c h ,

wy­

o g l ą d a ł t e l e w i z j ę , b y s p r a w d z i ć , czy z n o w u czegoś nie „ p u s z c z ą "

s t r u g a ł Oleksy bardzo uieporadne f o r m y z d r e w n a : monstrancje,

o panu Wojciechu Oleksym. „ W a d c huba, otu pana" — oznajmił

k i e l i c h y mszalne, chrzcielnice, p t a s z k i — i z a n i ó s ł k s i ę d z u N i t c e ,

z d u m ą k s i ę d z u , co z n a c z y ł o : W ł a d e k (brat) pa-sie k r o w y , a j a

po p r o s t u c h c ą c s p r a w i ć m u p r z y j e m n o ś ć . Proboszcz ogromnie

jestem panem. Szanowny Pan

ucieszy! się z p o d a r u n k ó w , u s t a w i ł je na h o n o r o w y m

miejscu

s t a w a ł l i s t y . Napisano o n i m dwie prace magisterskie. D o s t a ł

w j a d a l n i . M o ż n a w ł a ś c i w i e p o w i e d z i e ć , że w t a m t y m momencie

n a g r o d ę i m . B r a t a A l b e r t a . W jego zachowaniu b y ł a j e d n o c z e ś n i e

rozpoczęła-

n i e ś m i a ł o ś ć i d u m a . J u ż bez o b a w y w y c i ą g a ł r ę k ę na p o w i t a ­

się

historia

paszy oskiego

ośrodka

plastyki

ludo­

Oleksy — t a k i e

do­

nie.

wej.
Obaj przyjaciele. W o j t e k

i k s i ą d z , zaczęli o d t ą d

rozwijać

swo w y b i t n e uzdolnienia, jeden d z i ę k i d r u g i e m u : W o j t e k
w k s i ę d z u N i t c e p u b l i c z n o ś ć , dla k t ó r e j w a r t o b y ł o
a

Wojciech

proboszcz

chłopskich

stawał

artystów,

się

wspaniałym

animatorem,

coraz skuteczniej

d a k t y c z n e i terapeutyczne w a r t o ś c i

tworzyć,

opiekunem

wykorzystującym

sztuki,

miał

dy­

L u d w i g Zinimerer w p a d ł k i e d y ś

na p o m y s ł , b y

Wojtek,

k t ó r y dotychczas r o b i ł bardzo o s z c z ę d n e w formie ś w i ą t k i
sobliwy,

Pieta,

wielofiguralnej.
Bożej.

św.

Wojciech,

Zamówił

anioły)

spróbował

u niego c y k l Siedem

Boleści

B y ł t o ogromnio t r u d n y t e m a t , dla W o j t k a

(Fra­

kompozycji
Matki

jakościowo

z u p e ł n i e n o w y . T r o c h ę p o m ó g ł b r a t , t r o c h ę Franciszek P a l k a .

123

�124

�K s i ą d z d e n e r w o w a ł s i ę ogromnie, eo z tego w y j d z i e . P o t e m l u b i ł
s t a w i a ć n a j w c z e ś n i e j s z e , p r y m i t y w n e prace W o j t k a

obok dzieł

najnowszych i ś m i a ł się g ł o ś n o z r a d o ś c i .

W o j c i e c h Oleksy j u ż w ó w c z a s o d d ł u ż s z e g o czasu nie r z e ź b i ł
O b s e r w u j ą c w y n a t u r z e n i a , j a k i m p o d l e g a ł a i w eoraz w i ę k ­
s z y m s t o p n i u podlega w s p ó ł c z e s n a sztuka l u d o w a , s t y k a j ą o się,

P o d koniec l a t s i e d e m d z i e s i ą t y c h z m a r ł W ł a d y s ł a w Oleksy,

z j a k ż e c z ę s t y m t u hochsztaplerstwem, b l a g ą ,

sankcjonowanym

b r a t W o j c i e c h a , jego podpora, j a k b y ojciec. W s i e r p n i u 1981 r o k u

k i c z e m i z w y k ł ą , , l i p ą , " nieraz z a d a w a ł e m sobie p y t a n i e , czy

z m a r ł k s i ą d z E d w a r d N i t k a . „ P a n o w i e " m i e l i w ó w c z a s co innego

w a r t o b y ł o w ogóle p o ś w i ę c a ć tej robocie spory k a w a ł e k ż y c i a ,

na g ł o w i e , n i ż kolekcjonowanie r z e ź b y

ludowej.

czy w i e l k i f i n a n s o w y

Gdy Wojewódzki Ośrodek K u l t u r y w N o w y m Sąezu robił

i organizacyjny

W o j t k o w i j e s i e n i ą 1984 r o k u w y s t a w ę , ostania w y s t a w ę za ż y c i a

Przykład

a r t y s t y , eksponaty

w y k a z u j e d o b i t n i e , że b y ł o w a r t o .

wypożyczono z muzeum w N o w y m

Sączu

wysiłek,

Wojtka

i

niektórych

innych

chłopskich

i Rabce, z p a s z y ń s k i e j p l e b a n i i i od k i l k u o s ó b p r y w a t n y c h .

S

U

M

M

A

R

I

E

S

jaki

podjęto

u nas d l a o c h r o n y i r o z w o j u s z t u k i l u d o w e j , m i a ł w o g ó l e sens
artystów

Antoni

•

Р

Е

З

Ю

М

Kr oh

Е

SUMMARY OF ARTICLES

Jaeek

Olędzki

—

SIGNS OF E X I S T E N C E

T h e a u t h o r discusses the p r o p e r t y signs f o u n d on several
e x h i b i t s (anchors, sausepans, oars) i n the village museum i n
M u r z y n ó w near P ł o c k . H e refers this k i n d o f signs to similar

examples o f signatures appearing on the walls o f the Gothic
church i n R o k i ć , ie. the parish church o f M u r z y n ó w . H e assumes
t h a t p r o p e r t y signs were applied b y peasants i n t h i s p a r t о
P o l a n d between the 17th a n d the 19th c e n t u r y a n d t h a t the
custom, t h o u g h already i n decay, persisted even t i l l the f i r s t

125

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8130" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8110">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bf6e3f11b382be677e701dadfaaaadb9.pdf</src>
        <authentication>c9d626899156af713c414c059117c91f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97148">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5021</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97151">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97153">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97155">
                <text>internet - aspekt etnograficzny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97158">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4657</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97160">
                <text>Etnograf w cybermedynie / Homo interneticus: etnograficzne wędrówki w głąb sieci</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97162">
                <text>Etnograficzne wędrówki w głąb sieci</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="97164">
                <text>Homo interneticus; ; pod red.Ewy Jagiełło i Pawła Schmidta s.35-47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97166">
                <text>Jagiełło, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97168">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97170">
                <text>Wydawnictwo Portalu Wiedza i Edukacja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97172">
                <text>e-book</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97174">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97176">
                <text>Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy zawartości

'

Ewa A. Jagiełło
UNIWERSYTET ŁÓDZKI

Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania
etnograficznej analizy zawartości

W

śród badaczy społecznych dwudziestego wieku, będących świadkami ko­
lejnych, nieraz rewolucyjnych innowacji, raz po raz odżywał nurt tech¬
nologicznego determinizmu. Technologia przedstawiana bywała jako de¬
terminanta kulturowa, albo też - w ujęciach mniej radykalnych - jako istotny ele­
ment ludzkiego świata, który współdziała na zasadzie sprzężeń zwrotnych z syste­
mem kulturowym. Jak wskazuje Postman, każda innowacja technologiczna, ale zwłasz­
cza taka, która przyczynia się do zmiany sposobu komunikacji, wnosi ferment do
kultury, języka, relacji społecznych:
Telegraf i tania prasa zmieniły nasze rozumienie „informacji". Telewizja zmienia to,
co niegdyś oznaczały terminy takie jak „debata polityczna", „wiadomości" i „opinia pub­
liczna". Komputer znów zmienia „informację". Pismo zmieniło to, co kiedyś rozumie­
liśmy przez „prawdę" i „prawo"; potem kolejnej zmiany dokonał druk, teraz telewizja,
a w końcu komputer (...) Stare słowa ciągle wyglądają tak samo, używa się ich w tego
samego rodzaju zdaniach. Ale znaczą coś innego (...) technika despotycznie włada naszą
podstawową terminologią. Zmienia definicje „wolności", „prawdy", „inteligencji",
„faktu", „mądrości", „pamięci", „historii".
(Postman 1995: 17)

Internet z całą pewnością wpisuje się w tę koncepcję rozwoju technologicznego,
dzięki szerokiemu zasięgowi, gwarancji względnej anonimowości czy szczególnemu
charakterowi interakcji w sieci, tworzy bowiem środowisko, w którym wykształcają
się nowe wzory kulturowe, językowe i społeczne.
Nie sposób zaprzeczyć, że Internet przez dwie dekady intensywnego rozwoju
zdążył wrosnąć w krajobraz współczesności. Niezależnie, czy potraktuje się go jako
nowy nośnik informacji, którego poprzednikami był druk, telefon, radio lub telewiz¬
ja, czy też jako nową przestrzeń społecznych interakcji, które podejmowane są na nie¬
znaną wcześniej skalę, zauważyć należy, że wnosi nowe jakości do kultury, życia spo¬
łecznego i osobistych doświadczeń użytkowników. Jednocześnie jako część współczes¬
nej kultury technologicznej, sam ewoluuje w szybkim tempie w określonym kierunku:

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy

zawartości

36

obejmuje coraz liczniejszą sieć użytkowników, mnoży zasoby, oferuje coraz więcej
narzędzi o interaktywnym charakterze. Jak zauważa Robert Kozinets, w ciągu ostat­
niej dekady liczba użytkowników Internetu zwiększyła się na całym świecie - z czter­
dziestu pięciu milionów w 1996 roku do półtora miliarda w roku 2009. Ponadto zmie­
nia się sposób korzystania z Internetu - od biernego przeglądania zawartości we wczes¬
nych latach dziewięćdziesiątych, do aktywnej komunikacji i możliwości wpływania
na zawartość sieci w pierwszej dekadzie obecnego stulecia. Wedle minimalnych ra¬
chub przynajmniej sto milionów ludzi na świecie nawiązuje w Internecie relacje z in¬
nymi, rozrastające się szybko portale społecznościowe w rodzaju Twittera, Facebooka
czy rodzimej Naszej klasy są przestrzenią licznych interakcji, które stanową ważną
część społecznych doświadczeń użytkowników. Ludzie w Internecie szukają nie
tylko informacji, ale realizują istotne potrzeby społeczne - łączą się w grupy podzie­
lające zainteresowania, przekonania lub wartości, popierają i rozpowszechniają idee,
w które wierzą lub zwalczają takie, które uznają za szkodliwe, kreują własny wize¬
runek, oceniają innych i sami poddają się ocenie, publikują teksty, obrazy i filmy, dys­
kutują, uprawiają różne formy społecznej wymiany, romansują i podejmują cały sze­
reg innych aktywności, których nie sposób tu wymienić (por. Kozinets 2010: 2-15). Wo­
bec zasięgu cyberświata oraz rozległości ludzkich cyberdziałań, część badaczy nie po¬
zostaje obojętna, poddając te złożone zjawiska i procesy refleksji antropologicznej.
Tworzenie subdyscypliny naukowej, czy po prostu nowej specjalizacji w ramach
szerszego kierunku, obarczone jest ryzykiem niepowodzeń i błędów. Te ostatnie jed¬
nak z perspektywy czasu często okazują się trampoliną, od której odbijają się kolejni
badacze, by dokonywać nowych odkryć i bardziej udanych analiz. Internet jest ob¬
szarem trudnym, przede wszystkim z uwagi na ów nieustannie i szybko zmieniający
się charakter. Zanim dokonana zostanie naukowa eksploracja jakiegoś jego aspektu,
pojawiają się zupełnie nowe sposoby obecności ludzi i kultury w cyberświecie, co po¬
ciąga za sobą konieczność dostosowywania narzędzi i strategii badawczych. Dobrym
przykładem jest relacja tekstów, obrazów i dźwięków. O ile jeszcze dekadę wstecz mo­
żliwości związane z audiowizualnością były stosunkowo ograniczone, obecne narzę¬
dzia internetowe pozwalają na swobodną manipulację dźwiękiem i obrazem. Dzięki
udoskonalonej technice użytkownicy są nie tylko odbiorcami, ale również nadzwy¬
czaj płodnymi twórcami treści audiowizualnych w sieci, i ten rodzaj komunikacji mię¬
dzyludzkiej w widoczny sposób przybiera w Internecie na sile.
Niezaprzeczalnie Internet stwarza dla etnografa niezwykłe możliwości - pozwala
na stałe prowadzenie obserwacji zdarzeń, interakcji i znaczeń generowanych w od¬
ległych i zróżnicowanych kulturowo przestrzeniach, które skumulowane pojawiają
się w sieci. Zastanowić się jednak wypada nad ograniczeniami wynikającymi cho¬
ciażby z charakteru relacji pomiędzy badaczem i „terenem". Z pewnością istotnym dla
rozpoczęcia etnograficznych badań w Internecie jest zdefiniowanie związku pomię¬
dzy rzeczywistością off-tine i on-tine, bowiem - w zależności od przyjętej koncepcji
- przesuwać się może „środek ciężkości" projektu badawczego. A zatem, uwzględ¬
niając wzajemne powiązania pomiędzy tym co dzieje się w Internecie i poza nim,
podjąć można badania nad relacją między nową technologią a kulturą współczesną
oraz jej przemianami. Można również patrzeć na skondensowane w sieci treści (ale też
działania, interakcje i inne), jako na manifestacje i reprezentacje owej kultury. Wresz¬
cie badania w sieci mogą stanowić część szerzej zakrojonego projektu - w tym wy¬
padku obserwacja tego, co dzieje się on-line stanowi uzupełnienie działań podejmo¬
wanych przez etnografa w tradycyjnie pojmowanym terenie. Możliwe jest jednakże

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy zawartości

potraktowanie cyberprzestrzeni jako sfery autonomicznej. Wówczas z powodzeniem
poszukiwać można zjawisk występujących wyłącznie w sieci lub przybierających
w Internecie szczególny, odrębny od rzeczywistości off-line wyraz.
Obecność etnografa w Internecie może mieć bierny lub aktywny charakter. W pierw­
szym przypadku badacz poprzestaje na obserwacji, nie wchodząc w interakcje z oso¬
bami obecnymi w sieci, zaś zgromadzone dane poddaje jednemu z wariantów etno¬
graficznej analizy zawartości. W tym wypadku ograniczone są możliwości pozyskiwa¬
nia informacji, z drugiej jednak strony badacz nie wpływa na badaną rzeczywistość,
a zatem - po części przynajmniej - zniwelowany zostaje problem wymuszenia da­
nych. Druga postawa polega na aktywnym uczestniczeniu w życiu społeczności wir¬
tualnych, zabieraniu głosu na forach oraz nawiązywaniu bliższych kontaktów z inter¬
nautami w celu uzyskania dodatkowych wiadomości. Strategii takiej mogą towarzy­
szyć wywiady i ankiety przez Internet. Niezależnie od wyboru podejścia, postuluje się
pełnąjawność - etnograf powinien sygnalizować swoją obecność, przedstawiać w mia¬
rę możliwości cele badania oraz sposoby wykorzystania pozyskanych w Internecie
danych. Jeżeli niemożliwym staje się dotarcie do wszystkich uczestników, których
skład jest przecież zmienny, należy informować o planach i intencjach badawczych ad¬
ministratorów stron (por. Cavanagh 1999, Kozinets 2009).
W badaniach on-line pojawia się również problem ze sprecyzowaniem podmiotu
badania. Charakter medium skazuje na brak pewności, na ile badania hipertekstu są
równocześnie badaniami ludzi. Z tym z kolei ściśle związana jest kwestia tożsamo­
ści osób w badaniu uczestniczących - brak kontaktów twarzą w twarz z „rozmówcą"
zmusza do zastanowienia nad koniecznością (lub jej brakiem) identyfikacji bada¬
nych czy stosowania charakterystyk społecznych. Badania etnograficzne w sieci - jak
każda subdyscyplina - niosą nowe perspektywy, ale również mają swoje ogranicze¬
nia. Stąd konieczność obrania odpowiedniego przedmiotu zainteresowań i rozważny
dobór narzędzi badawczych.
W niniejszym artykule pragnę podzielić się refleksjami towarzyszącymi etnogra¬
ficznym badaniom nad cyberspołecznościami muzułmańskimi, a zwłaszcza zatrzymać
się przy dwóch wzmiankowanych wyżej zagadnieniach - Internetem jako terenem ba¬
dań oraz kwestią tożsamości ludzi, którzy uczestniczą w tego rodzaju projekcie.
Tradycyjne etnograficzne badania terenowe nad światem islamskim, siłą rzeczy,
prowadzone są w społecznościach zlokalizowanych. Bada się fragmenty islamskie¬
go świata, przypisane do miejsca części składowe muzułmańskiej ummy, w ich na¬
turalnym środowisku. Internet stwarza odmienne możliwości, pozwala bowiem na
ignorowanie przestrzeni fizycznej i istniejących w tej przestrzeni granic, dzięki cze¬
mu społeczności muzułmańskie w Internecie ukształtowane są w odmienny sposób.
W sieci możemy obserwować nietypowe dla prawdziwego świata spotkania pro¬
wadzące do zderzania różnych wizji szeroko pojętego islamu.
Jeżeli przyjąć, że Internet jest terenem, to ma on odmienną naturę. Uderza nagro¬
madzenie zdarzeń, ich intensywność oraz fakt, że każdy cyfrowy epizod podlega re¬
jestracji. Obserwacje w prawdziwym terenie są uwarunkowane sposobem naszego
postrzegania, ten zaś skazuje badacza na częściową przynajmniej porażkę. Każdy, kto
prowadził badania terenowe, najprawdopodobniej doświadczył frustracji płynącej
z ulotności rzeczywistych zdarzeń i niemożności ich zarejestrowania w całej złożo¬
ności i rozległości (również tej przestrzennej). Ten problem po części zostaje rozwią¬
zany w cyberbadaniach. Dzięki symultanicznemu charakterowi interakcji z jednej stro¬
ny oraz zasadzie stałej rejestracji zasobów z drugiej, Internet stanowi płaszczyznę

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy

zawartości

38

pośrednią pomiędzy tym, co dzieje się tu i teraz, a tym co zdarzyło się w przeszłości
i dociera do badacza w formie źródeł zastanych. W porywie cyberentuzjazmu można by
przyjąć, że w tej sytuacji etnografjest wreszcie w stanie objąć całe czasoprzestrzenne
bogactwo terenu. Ajednak nasuwa się ważne zastrzeżenie - fragmentaryczność i ogra¬
niczenia w badaniach internetowych pojawiają się w nieco innej formie. Zaostrzeniu
podlega prawidłowość, z którą po części w tradycyjnym terenie również można się
spotkać: widzimy przede wszystkim to, co nam pokazano - możliwości eksplorowa¬
nia „terenu" zamykają się w ramach świata przedstawionego, zaś weryfikacja praw¬
dziwości owego świata jest w Internecie znacznie trudniejsza niż w trakcie tradycyj¬
nych badań. Nawet nawiązanie relacji z forumowiczami - a więc łączenie analizy za¬
wartości z aktywną obecnością etnografa w sieci - nie daje gwarancji przełamania
tego ograniczenia. Inną kwestią odnoszącą się bezpośrednio do badań nad islamem
w sieci jest zasięg Internetu, który określany bywa jako medium globalne. Tymcza¬
sem badacze wskazują na nierównomierny dostęp ludzkości do sieci (por. m.in. Baym
1998, Castells 2008, Kozinets 2009), stawiając pod znakiem zapytania ową globalność. Różnice przebiegają wzdłuż granic społecznych, państwowych i geograficz¬
nych. Nancy Baym pisze o klasie średniej, która kształtuje trzon kultury Internetu.
Dane publikowane na w serwisie Internetworldstats (www.internetworldstats.com)
wskazują jednoznacznie na nierównomierny dostęp do Internetu populacji zamiesz¬
kujących różne kontynenty - od przodującej w tej dziedzinie Ameryki Północnej
(76.2% populacji), poprzez Australię/Oceanię (60, 8%) i Europę (53%), po Amerykę
Południową (36, 5%), Azję (20, 1%) czy Afrykę (8,7%). Kwestia nierównomierności
dostępu do Internetu jawi się z jeszcze większą ostrością, jeśli zważyć na liczbę lud¬
ności zamieszkującej poszczególne kontynenty. Z tych bardzo ogólnych danych
można wyciągnąć łatwe do przewidzenia wnioski: liczba użytkowników Internetu jest
wyższa na obszarach ekonomicznie i technologicznie lepiej rozwiniętych, a ponadto
w tej dziedzinie dominują regiony anglojęzyczne. Wypada zatem stwierdzić, że In¬
ternet zawiera jedynie potencję globalności, ale wciąż medium globalnym nie jest.
Jednocześnie jednak godzien podkreślenia jest kierunek zmian - w latach 2000-2009
dostęp do Internetu wzrósł na poszczególnych kontynentach od 129, 6% w Ameryce
Północnej do 1.176,8% na Bliskim Wschodzie. Każdy rok przynosi innowacje,
wzrasta również popyt na usługi telefonii mobilnej w zakresie dostępu do sieci. W wie¬
lu miejscach świata Internet zespolony jest wyraźniej z systemem edukacji, więc liczba
użytkowników będzie się stopniowo powiększać - na niektórych przynajmniej ob¬
szarach - wraz ze zmianą pokoleniową. Przypuszczać zatem należy, że cybertechno¬
logie są na tyle rozległym i opłacalnym biznesem, a zarazem wielofunkcyjnym me¬
dium, że rozpowszechniać się one będą na świecie w stosunkowo szybkim tempie.
Nadal pozostaje problemem bariera względnej zamożności i wykształcenia, z tym, że
jest to bariera stara jak świat. Wydaje się również, że demokratyzacja dostępu do sfery
publicznej poprzez Internet jest zauważalna. Internet staje się medium poprzez które
swoje poglądy komunikują grupy marginalne czy kontestujące społeczno-polityczną
rzeczywistość - a więc takie, które poza siecią mają ograniczone możliwości wyra¬
żania wyznawanych poglądów. Do głosu na przykład dochodzą blogerzy, którzy oprotestowują lokalny, często bardzo restryktywny obyczajowo lub politycznie świat - przyk¬
ładu dostarcza słynny blog Egipcjanina - Waela Abbasa, który walczy z łamaniem
praw człowieka w jego kraju. W kontekście powyższych rozważań warto spojrzeć na
problem użytkowania Internetu przez społeczności muzułmańskie. Oczywiście i tu
ważny jest kontekst „państwowo-geograficzny" - z dużym prawdopodobieńst¬
wem wystąpią różnice pomiędzy poszczególnymi krajami zamieszkiwanymi przez

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy

zawartości

39

muzułmanów. Badacze zjawiska wskazują jednak na fakt, że w większości krajów
arabskojęzycznych istnieje jakaś forma kontroli państwowej lub cenzury. Jak przyta­
cza Abdalla Uba-Adamu (2002):
Rządy posługują się różnymi środkami, aby ograniczyć przepływ informacji on-line.
Arabia Saudyjska, Jemen i Zjednoczone Emiraty Arabskie cenzurują treści poprzez ser­
wery Proxy (...), aby filtrować i blokować określoną zawartość. W wielu państwach,
włączając Jordanię, opodatkowanie i polityka w zakresie telekomunikacji utrzymują
ceny usług internetowych na wysokim poziomie, co sprawia, że pozostają one poza finan­
sowym zasięgiem wielu osób (...). Tunezja stworzyła najbardziej szczegółowy w regio­
nie system legislacyjny dotyczący Internetu, który po części został zaprojektowany po to,
by poddać kontroli wszystkie krytyczne wobec rządu treści. W większości państw, gdzie
nie zostało stworzone prawo internetowe, prawne lub po prostu istniejące ograniczenia
wolności słowa i prasy mają wpływ na to, co pojawia się on-line, szczególnie na pub¬
licznych forach i czatroomach.

Duża uwaga w państwach islamskich przykładana jest do portali społecznościowych, gdzie pojawia się wiele treści antyislamskich lub po prostu kontrowersyj¬
nych dla pobożnych muzułmanów. Za szczególnie niebezpieczne uznawane bywa
Youtube, gdzie obraz uwiarygodnia zamierzony przekaz. Ten portal blokowany był
już między innymi przez Indonezję, Turcję, Iran i Pakistan. Ostatnie dni przyniosły
nowe informacje dotyczące Pakistanu, gdzie odbyła się manifestacja fundamentalistycznie zorientowanych studentów przeciwko Internetowi jako źródłu obraźliwych treści dotyczących islamu. Równolegle rząd Pakistański odciął dostęp do
portali Facebook i Youtube (www.wyborcza.pl).
Ajednak muzułmańskie portale rozrastają się w Internecie i większość z nich ofe­
ruje wersję arabską przekazywanych treści. Uznać zatem można, że choć w wielu is¬
lamskich krajach dostęp do Internetu może być ograniczony, zaś zawartość podlega
cenzurze, jest to uczęszczane miejsce spotkań i wymiany idei muzułmanów z różną
historią, poglądami czy przynależnością społeczną i państwową.
Obserwacje czynione w muzułmańskim portalu społecznościowym Islamicity.com
są częścią zaplanowanych, szerszych badań porównawczych nad internetowym dys¬
kursem o islamie w językowym środowisku anglo- i frankofońskim. Poczynając od lat
dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, na mocy tendencji powstałej w Stanach Zjed¬
noczonych, muzułmanie coraz wyraźniej zaznaczali w Internecie swoją obecność.
Zjawisku temu przydano ogólną etykietę „cyberislamu". Tymczasem treści, które za
tą etykietą stoją, są bardzo złożone i zróżnicowane - mają wydźwięk religijny, spo­
łeczny, psychologiczny i polityczny. Istotnym kontekstem cyberislamu - zwłaszcza
jeśli chodzi o społeczności posługujące się językami europejskimi - jest Zachód i jego
agresywnie promowane w świecie idee. Muzułmanie na różne sposoby uwikłani są
w konflikt wartości i często dokonywać muszą trudnych wyborów - pomiędzy trady¬
cyjną, zdeterminowaną przez religię obyczajowością i moralnością, a zlaicyzowaną,
zachodnią rzeczywistością, w której albo żyją, albo stykają się z nią bardziej pośred¬
nio dzięki procesom globalizacji, rozwojowi turystyki, ekspansji ideologicznej i działa¬
niom wojennym. Stosunek do Zachodu, jego zdobyczy i wartości legł u podstaw wyk¬
ształcenia się dwóch przeciwstawnych kierunków w myśli muzułmańskiej (i ich po¬
chodnych) - modernizmu oraz fundamentalizmu. Internet odzwierciedla ten problem,
1

1

Bezpośrednią przyczyną tej decyzji podjętej w maju 2010 roku był ogłoszony na Facebooku konkurs
na najbardziej udaną karykaturę Mohammada. Konkurs z kolei był zainspirowany pogróżkami kierowanymi
w stronę twórców South Park, którzy przedstawili, nie pierwszy raz zresztą zadzierając z fundamentalistycznie nastawionymi muzułmanami, Proroka przebranego za pluszowego niedźwiadka.

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy

zawartości

40

ale zauważmy, że również może kształtować, pobudzać lub tonować określone postawy.
W wirtualnej przestrzeni upowszechnia się wiadomości o islamie, prowadzi działal¬
ność misyjną, można tu dokonać konwersji i zdać z niej relację, zaaranżować małżeń¬
stwo, uczyć się języka arabskiego albo znaleźć pomoc w pamięciowym przyswojeniu
wersetów Koranu. Każdy z trzech głównych nurtów islamu - sunnici, szyici i sufici
- wyraźnie zaznacza własną obecność w sieci. Swoje przekonania promują w Interne¬
cie fundamentaliści, moderniści, polityczni dysydenci, zaś doświadczeniami religij¬
nymi i życiowymi dzielą się neofici, apostaci, tradycjonalistki, integryści i feministki,
muzułmańscy poeci i wielu innych, posługując się nie tylko tekstem, ale coraz powszech­
niej również przekazem filmowym . Tu - podobnie jak w meczecie - można „uczest­
niczyć" w piątkowym nabożeństwie czy wysłuchać kazania. Jak wspomniałam, trady¬
cyjne społeczności lokalne skupiają się wokół meczetu, w którym działa konkretny
imam. Choć jego autorytet związany jest z pełnioną funkcją, to jednocześnie daje on
świadectwo własną osobą i życiem. Tymczasem w Internecie pojawiają się wirtualne
postaci cyberimamów, działających w oderwaniu od tradycyjnego środowiska społecz¬
nego. Dzięki nim w sieci ścierają się rozmaite poglądy i interpretacje, które przez po¬
jedynczych imamów przedstawiane być mogą jako obowiązujące w islamie. Działal¬
ność takich osób stanowić może konkurencję dla lokalnych kaznodziejów pozbawio¬
nych równie dużej charyzmy czy umiejętności retorycznych. To z kolei może prowa¬
dzić do rozluźnienia ścisłej zależności pomiędzy jednostką a lokalną społecznością i jej
orientacją religijną. Z drugiej strony cyberkaznodzieje nie podlegają tak ścisłej społecz¬
nej kontroli, co z pewnością niekorzystnie odbija się nieraz na ich rzetelności i wiary¬
godności. Rosnąca popularność aktywności religijnej on-line, zwłaszcza wśród młodzie­
ży wzbudza wśród niektórych entuzjazm, wśród innych niepokój i sprzeciw, który wią¬
że się z obawą, że ta pośrednia forma uczestnictwa rozpowszechni się zanadto i za¬
cznie wypierać tradycyjne zgromadzenie religijne (por. El-Tahawy 2008).
Przestrzeń wirtualna ma eksterytorialny i międzykulturowy charakter, staje się
miejscem, gdzie przecinają się różne ścieżki ideologiczne, a przedstawiciele rozleg¬
łego świata islamu wchodzą ze sobą w interakcje. Społeczności muzułmańskie w sie¬
ci czy cyberislam nie są bytami autonomicznymi, w sposób oczywisty odwołują się do
zewnętrznej rzeczywistości, równocześnie jednak w cyfrowej przestrzeni z racji jej
charakteru pojawiają się tendencje i zjawiska nietypowe dla świata muzułmańskiego.
Rozważmy dwa istotne aspekty tego zagadnienia. Po pierwsze, kluczem do konstru¬
owania omawianych cyberspołeczności muzułmańskich nie jest lokalność, a wspólny,
zachodni język (nawet jeśli to język drugi) oraz identyfikacja z konkretnym odłamem
islamu, co w wyraźny sposób odróżnia je od społeczności muzułmańskich. Jest to
znacząca różnica, która rzutuje na sposób postrzegania w tym konkretnym przypadku
relacji on-line/off-line. W świecie islamu funkcjonuje ogromne ideowe rozczłonko¬
wanie i znaczny, etnoregionalnie uwarunkowany synkretyzm kulturowy. Niejedno¬
rodna muzułmańska społeczność rozsiana po całym świecie dodatkowo dzieli się na
autochtonów żyjących w poszczególnych regionach świata muzułmańskiego oraz na
imigrantów mieszkających w Europie czy Stanach Zjednoczonych. Na przykład wed¬
ług badań przeprowadzonych przez Centrum porozumienia chrześcijańsko-muzułmańskiego działającego przy Uniwersytecie w Georgetown amerykańscy muzułma¬
nie pochodzą z osiemdziesięciu różnych krajów, co wiąże się z rozbiciem kulturo¬
wym i ideologicznym tej zbiorowości. Wedle Marty Widy (2005), która prowadziła
2

2

Rzecz jasna, wystąpienia poszczególnych kaznodziejów utrzymane są w różnej formie - od zapal¬
czywych, bardzo poważnych kazań niektórych imamów po pełne absurdalnego nieraz humoru prezenta¬
cje w stylu Baba Alego popularnego na Youtube (por. www.ummafilms.com).

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy

zawartości

41

badania wśród francuskich muzułmanów, pochodzący z różnych części świata mu¬
zułmanie koncentrują się wokół własnych meczetów, co również wiąże się z prze¬
strzeganiem odmiennych, bo związanych z różnymi tradycjami prawnymi, obrządków
religijnych. Społeczność muzułmańską we Francji dzieli również światopogląd - od
radykalizmu, poprzez mistycyzm do ludowego islamu.
Druga płaszczyzna porównania to restryktywność muzułmańskiego świata prze¬
ciwstawiona anonimowości Internetu. Dzięki możliwości ukrycia się za nickiem i awatarem, Internet pozwala na pełniejszy udział różnych grup w życiu religijnym i reli¬
gijnych dysputach oraz poszerza repertuar tematów, które podejmowane są z większą
swobodą. Prawidłowość ta w szczególny sposób dotyczy ludzi młodych i kobiet, któ¬
re mogą bardziej otwarcie niż w lokalnych środowiskach wygłaszać własne opinie,
zasięgać rady, prosić o wsparcie czy kontaktować się z obcymi mężczyznami. W piś¬
miennictwie amerykańskim zjawisko aktywizacji kobiet muzułmańskich w Interne¬
cie zyskało nazwę syndromu „cyberfatimy". W sieci ujawniają się również grupy,
które przez konserwatywne społeczności muzułmańskie są odrzucane, marginalizo¬
wane lub ciążą na nich sankcje. Należą do nich między innymi homoseksualiści mu¬
zułmańscy czy apostaci, którzy tworzą odrębne strony i portale, gdzie dzielą się życio¬
wymi doświadczeniami czy spostrzeżeniami na temat islamu oraz tworzą wirtualne
grupy wsparcia. Demokratyczność, eksterytorialność i multikulturowość cyberislamu, podyktowana charakterem medium - stanowi również o jego sile ideologicznej,
która może przekładać się na rzeczywistość off-line.
Jak wspominałam wcześniej, w tym artykule pragnę przedstawić próbę etnogra¬
ficznej eksploracji jednego z licznych portali muzułmańskich, zwanych czasami cybermedynami. Posłużyłam się jedną z wielu wersji „etnograficznej analizy zawartości"
(ethnographic content analisys - ECA), zaproponowaną przez Davida L. Altheide.
Oto najważniejsze postulaty oddające ramy tego modelu, którego autor inspiracji po¬
szukuje m.in. w teorii ugruntowanej:
Etnograficzna analiza zawartości opiera się na założeniu, że możliwe jest takie
prowadzenie badań różnego rodzaju źródeł zastanych, aby odzwierciedlały one za¬
sady etnograficznej pracy terenowej.
Celem takiej analizy może być zatem: pogłębiony opis pewnej społeczno-kulturowej rzeczywistości, odnalezienie związków pomiędzy jej elementami, a przede
wszystkim odkrycie powtarzalnych wzorów działań lub znaczeń. Efekty społecz¬
nych interakcji czy też znaczenie ludzkich działań - obszary zainteresowań etno¬
grafii „terenowej" - mogą stać się przestrzenią badawczą w proponowanej tu
perspektywie, przy czym każda cecha powinna być oglądana w kontekście innych,
zaś analiza winna być dokonywana na drodze komparatywnej. Metoda ta również
umożliwia zbieranie danych z różnych środowisk i łączną ich analizę - można zatem
w duchu etnografii multisemiotycznej poddawać oglądowi teksty, obrazy, przekazy
filmowe i dźwiękowe.
Etnograficzna analiza zawartości ciąży wyraźnie ku podejściu indukcjonistycznemu. Dopuszcza się tu na wstępnych etapach pracy zbieranie możliwie szeroko roz¬
stawionych danych bez precyzyjnie ustalonego celu i zakresu, aby uwrażliwić się na
teren. Badacz powinien być nastawiony przede wszystkim na odkrywanie, (w dalszej
zaś kolejności pojawia się dopiero weryfikacja). Zbieranie danych, analiza i interpre¬
tacja nie są poukładanymi chronologicznie - w ścisłym i dyscyplinującym porządku
- etapami pracy badawczej. Jej przebieg powinien mieć charakter kołowy i zwrotny,
co zapobiega wymuszaniu danych, a jednocześnie sprzyjać rozszerzeniu kontekstu,

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy

zawartości

42

ściślejszemu wiązaniu spostrzeżeń z terenem i uzyskiwaniu coraz większej gęstości.
Zbieranie danych powinno przeplatać się z konceptualizacją i rekonceptualizacją pro¬
blemu badawczego i analizą materiałów. Teren ma pozostawać otwarty, badacz zaś po¬
winien wykazywać dużą elastyczność i unikać sztywnych procedur.
Uzbrojona w te założenia, które legitymizowały przyszłe działania, zabrałam się
do kulturowego entre. Zgodnie z przekonaniem, że metody etnograficzne są przekładalne na badania w Internecie, zdecydowałam się na długotrwały kontakt z terenem.
Dyskusyjna jest w wypadku badań w sieci „głębia zanurzenia", żyje się bowiem
w dwóch światach jednocześnie, przy czym ten realny - jak przynajmniej wynika
z moich doświadczeń - niejednokrotnie dominuje nad terenem. Badacz jest jedno¬
cześnie na stanowisku i poza nim. Nie ma tu mowy o karnawalizacji terenowego doś¬
wiadczenia, szoku kulturowym czy - przynajmniej na początkowym etapie pracy
- o obustronnej przyjaźni z tubylcami. W badaniach wirtualnej przestrzeni znajduje
jednak zastosowanie stawiany już przez klasyków badań terenowych postulat ma¬
ksymalnej uważności, drobiazgowego zbierania danych, szacunku dla szczegółu, który
może tłumaczyć sens szerszej całości. Interesuje mnie zatem wszystko, co pojawia
się w moim mieście: czytam i gromadzę informacje, świadectwa konwertytów, ko¬
mentarze, pytania i odpowiedzi, zbieram obrazy i materiały filmowe, przeglądam „sto¬
iska na bazarze", wreszcie jestem forumowym lurkerem, robię notatki terenowe.
A oto jak wygląda badana cybermedyna. Na podstawie treści zamieszczanych
w informacyjnej części portalu, jego struktury i zawartości poszczególnych działów,
można wnioskować, że promuje on pokojową koegzystencję w pluralistycznym
ideologicznie społeczeństwie zachodnim i skupia muzułmanów odłamu sunnickiego
o liberalnym nastawieniu. Jednocześnie jednym z jasno eksplikowanych celów jest
pomoc w byciu muzułmaninem hołdującym islamskim wartościom, poprzez sze¬
roko rozumianą edukację, porady duchownych i autorytetów, a także wielowątkowe
dyskusje między użytkownikami. Portal otwarty jest również na dialog z niewier¬
nymi - zarówno wyznawcami innych religii, jak i ateistami - co pełni podwójną
funkcję: pozwala kreować pozytywny wizerunek muzułmanina i stanowi część pro¬
gramu misyjnego. Jednym z nieobowiązkowych kryteriów rejestracji na forum jest
wyznanie - wśród członków islamicity dominują oczywiście muzułmanie, zaś w dru¬
giej kolejności chrześcijanie, ale pojawiają się również buddyści, żydzi, humaniści,
agnostycy oraz ateiści.
Źródłem informacji cennych dla etnografa jest dział pytania i odpowiedzi (Q&amp;A).
Wpisy odzwierciedlają problemy czy konflikty, do których w tradycyjnie rozumia¬
nym terenie być może nie mielibyśmy wglądu. Teren może uzupełniać, reformować,
a nawet momentami wywracać do góry nogami wcześniej przyswojoną przez bada¬
cza wiedzę - do tradycji etnograficznego piśmiennictwa należy tryumfalna konstata¬
cja: twierdzi się, że jest tak, ale teren pokazuje, że jest zupełnie inaczej. W Internecie
- dzięki natężeniu informacji, ich dostępności, a często naiwnej wręcz bezpośrednio¬
ści wypowiedzi, teren „uderza" w szczególny sposób. Każdy podręcznik o islamie za¬
wiera informacje o tym, że muzułmanie modlą się pięć razy dziennie, przed modlitwą
osiągają stan haram poprzez ablucję, mają zakaz picia alkoholu etc. Zasady te w opi¬
sach etnograficznych, w oparciu o terenowe obserwacje, ujawniają się przefiltrowane
przez partykularny, kulturowy filtr. W obserwowanej przeze mnie wirtualnej społecz¬
ności najsilniej (prawdopodobnie z powodów, o których wspominałam wcześniej)
uderzają problemy wynikające z zetknięcia islamu ze światem Zachodnim wyrażane
między innymi poprzez pytania do imama: na przykład czy muzułmanin może używać

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy

zawartości

43

perfum na bazie alkoholu? Czy przy rytualnych ablucjach można mieć pomalowane
paznokcie? Czy chory na serce muzułmanin może przyjąć przeszczep od niewierne¬
go? To z kolei pokazuje, że Internet może być traktowany, z pewnymi ograniczenia¬
mi, jako istotne źródło wiedzy etnograficznej.
W Internecie trudna do zrekonstruowania jest zwłaszcza charakterystyka społeczna
naszych „informatorów", twórców tekstów, które badamy (a takiej rekonstrukcji do¬
magają się niektórzy autorzy). Kto stawia wcześniej przytoczone pytania: konwertyci, a może drugie pokolenie imigrantów? Takie trudności powinny być uwzględniane
już na etapie formułowania celu badań, niektóre bowiem cele są znacznie trudniejsze
(jeśli w ogóle możliwe) do osiągnięcia niż inne. Ajednak czegoś możemy dowiedzieć
się o informatorach.
Islamicity.com został stworzony w Ameryce i jej mieszkańców głównie obsługuje.
Jednocześnie jednak ma działy regionalne, które odnoszą się do problemów i opinii
ludzi żyjących na innych kontynentach, którzy sprawnie posługują się językiem an¬
gielskim. Na forum obecność swoją zaznaczają osoby mieszkające w Indonezji, Tur¬
cji, Maroku, Francji, RPA, Arabii Saudyjskiej, Sudanie czy Indiach. Dobra znajomość
angielskiego sugeruje, że przedstawiciele innych krajów (również frankofońskich)
mają staranne wykształcenie. Wielu zresztą pisze o tym wprost, przedstawiają się ja¬
ko absolwenci uniwersytetów, wielbiciele literatury angielskiej, prawnicy, lekarze czy
nauczyciele. Drobiazgowy przegląd postów i profili użytkowników pozwala stwier¬
dzić, że w islamicity spotykają się muzułmanie o różnym pochodzeniu, doświad¬
czeniach życiowych i religijnych - konwertyci i urodzeni muzułmanie, mieszkańcy
kilku kontynentów i wielu regionów, imigranci brytyjscy i amerykańscy, mieszkańcy
krajów zislamizowanych, których dzielą dodatkowo tradycje pochodzące z sunnickich szkół prawnych.
Pełna weryfikacja tożsamości każdej z osób na forum nie jest możliwa, choć oszus¬
ta w islamicity wykryć jest dość prosto. Język tego forum jest specyficzny, lazy En¬
glish przeplata się tu z transkrypcjami arabskich słów i wyrażeń. Równie charakte¬
rystyczny jest sposób argumentowania poprzez odwołanie do autorytetu hadisów,
czasami z wykazaniem łańcucha ich autorów. Stosunkowo łatwa do zweryfikowania
jest również „lokalizacja" - ludzie lubią pisać o realiach życia w miejscu zamiesz¬
kania. Zresztą, jeśli zaistniałaby taka konieczność, można przeprowadzić mozolny test
spójności autobiograficznych relacji. Każde miejsce w przestrzeni Internetu jest two­
rzone przez konkretnych ludzi, którzy często przez kilka lat z rzędu zamieszczają tam
swoje opinie, wyznania, opisy życiowych doświadczeń, zdjęcia, filmy, komentarze
zewnętrznej i wirtualnej rzeczywistości, wchodzą w powtarzalne interakcje z innymi
użytkownikami, wreszcie „okazują" emocje i uczucia.
Zaciekawiona faktem, że jeden z seniorów na forum i „lokalnych" autorytetów,
zastosował taki skrót imienia swej interlokutorki, który po angielsku oznaczał „oszus¬
ta" (co zresztą wzbudziło jej gwałtowny sprzeciw), zgromadziłam i ułożyłam datami
wszystkie posty tej użytkowniczki z różnych działów forum z ostatnich dwóch lat.
Nie udało mi się wprawdzie wykryć oszustwa, ale za to ułożyły się w całość i potwier¬
dziły wzajemnie duże fragmenty jej biografii. Nigdy nie możemy być jednak pewni,
kto - parafrazując profesora Kurczewskiego (2006: 11-13) - kryje się za postacią pers¬
kiej księżniczki. Istnieje jednak możliwość patrzenia na tego rodzaju teksty w duchu
Goffmana, jako na kulturowo zdeterminowane role i społeczne przedstawienia, nie¬
koniecznie zaś jako na atrybuty realnych ludzi.
Przyglądając się dyskursowi poświęconemu islamowi zauważyć można symboliczne

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy zawartości

punkty węzłowe, wokół których ogniskuje się konflikt wartości. Jedną z takich klu­
czowych kwestii jest zasłona. W zależności od regionu przybiera ona różny charak­
ter i rozmiar - od hidżabu, czyli chusty czarnej lub wzorzystej na różne sposoby wią­
zanej na głowie, która może być uzupełniona przez zasłonę na twarz (nikab) po szczel­
nie otulające całą sylwetkę czarne czadory lub błękitne burki. Niezależnie od formy,
na Zachodzie zasłona jest jednym z kluczowych wątków dysputy o świecie islamu.
Zważywszy na poziom emocji, jaki towarzyszy dyskusjom o chuście, musimy uz¬
nać, że nie chodzi o kawałek kolorowego materiału, ale o jeden z istotnych symboli
w walce o wartości pomiędzy oboma obszarami cywilizacyjnymi. Zasłona jest ar¬
gumentem w dyskursie feministycznym, bywa przedmiotem satyrycznych rysun­
ków, ustosunkowują się do niej głowy państw, staje się tym samym istotną częścią
debat politycznych nad kwestią integracji muzułmanów. Przykładów jest co naj¬
mniej kilka. W niektórych państwach zasłanianie twarzy w miejscach publicznych
jest prawnie zakazane (Belgia, Francja), w innych trwają polityczne dysputy dotyczą­
ce tej praktyki (na przykład Hiszpania, Niemcy). Często pada argument, że zasłona
wyraża idee, które nie tylko stoją w opozycji, ale na swój sposób zagrażają wartoś¬
ciom składającym się na tożsamość narodową w konkretnym państwie. W tym dys¬
kursie biorą udział najbardziej znani europejscy politycy - jak chociażby Nicolas
Sarkozy prezentujący dość twardą linię polityczną wobec burki na terytorium Fran­
cji. Oto fragment słynnego, oklaskiwanego przez polityków francuskich i krytyko¬
wanego przez muzułmanów z całego świata przemówienia, które prezydent Francji
wygłosił w Congrès de Versailles dwudziestego drugiego czerwca 2009 roku.
Problem burki nie jest problemem religijnym, raczej kwestią wolności i godności
kobiety. To nie jest to symbol religijny, ale znak uległości i poniżenia. (...) Burka nie
jest mile widziana we Francji. (...) W naszym kraju nie możemy zaakceptować wię­
źniarek za parawanem, odseparowanych od życia społecznego, pozbawionych tożsa¬
mości. To nie jest nasz pomysł na wolność.
(www.lepost.fr)

Zasłona bywa wreszcie przedmiotem artystycznych parafraz i fantazji o erotycz¬
nym podtekście, streszczając tym samym obraz kobiety Wschodu tkwiący korzenia­
mi w dyskursie orientalistycznym. W Internecie krążą i są komentowane również przez
muzułmanów zdjęcia roznegliżowanych kobiet w zasłonach na tle orientalnych deko¬
racji albo zachodnich modelek stylizowanych na odaliski w reklamowych fotografiach.
Postanowiłam zatem, przy użyciu etnograficznej analizy zawartości, podjąć próbę
zrekonstruowania znaczeń, jakie przypisywane były przez użytkowników islamcity
zasłonie. Na etapie pracy, który tu omawiam, nie zważałam na pozytywny czy nega¬
tywny charakter stwierdzeń. Koncentrowałam się wyłącznie na treściach wypowie­
dzi uczestników różnych działów forum islamicity.com, nie brałam zaś pod uwagę
obrazów, które pojawiały się na portalu. Interesowały mnie ramy znaczeniowe, sym¬
boliczny kontekst, w którym zasłona była umieszczana. W rezultacie analizy dwu¬
stu postów, w których treści pojawiło się hasło hidżab, powstała wstępna pajęczyna
kategorii, które do owych ram znaczeniowych się odnoszą. Ta pajęczyna w przy¬
szłości będzie rozbudowywana i weryfikowana w innych środowiskach danych, aż
do chwili nasycenia.
Wśród postów dominowały wypowiedzi odnoszące się do osobistych doświad¬
czeń z hidżabem. Zdarzały się komentarze do wydarzeń zewnętrznych, które w ja¬
kiś sposób dotyczyły zasłony, jak również opinie formułowane przez mężczyzn lub

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy

zawartości

45

nie-muzułmanów. Noszenie zasłony było rozważane na czterech poziomach. Po
pierwsze zasłona traktowana była jako istotna część składowa doświadczenia reli­
gijnego. W najbardziej osobistym sensie mogła być przedstawiana jako droga wybie­
rana przez kobietę w dążeniu do samodoskonalenia w islamie, czyli do pełnego pod­
porządkowania się woli i prawom Allaha. W tym kontekście założenie zasłony stawa¬
ło się ważnym krokiem w osobistym dżihadzie, walce z pokusami zewnętrznego świa¬
ta, własną próżnością i innymi wadami, których pokonanie prowadziło do bycia lep­
szą muzułmanką. Bardziej kategoryczne w swej wymowie były wypowiedzi, w któ­
rych noszenie hidżabu przedstawiane było jako fard - jeden z ustanowionych przez
Boga i przekazanych przez Posłańca obowiązków muzułmanki. Tu najczęściej po¬
woływano się w argumentacji na autorytety i hadisy, które potwierdzały taki sposób
patrzenia na zasłonę. Ale noszenie hidżabu to również działanie cementujące muzuł¬
mańską wspólnotę lub - odwrotnie - zasłona jako temat wzbudzający kontrowersje,
prowadzić miał do fitny, czyli do dezintegracji muzułmańskiej społeczności, we¬
wnętrznych waśni i rozłamów.
Na innym poziomie decyzja dotycząca hidżabu wiązana była z biograficzną zmianą
(przy czym rzecz mogła dotyczyć biografii własnej lub życia kobiet muzułmańskich
w ogóle). Założenie hidżabu stawało się zatem kamieniem milowym w doświadcze¬
niu konwertytek lub było naturalną konsekwencją procesu dojrzewania, w wyniku
którego pojawiała się potrzeba albo gotowość do przyjęcia zasłony.
Najwięcej jednak wypowiedzi odnosiło się do dwóch pozostałych kategorii, które
umownie mogą być nazwane stylem życia i ekspresją „ja". Warto zauważyć, że te ka­
tegorii są sobie bliskie, lecz niezupełnie ze sobą powiązane. Podstawowa różnica tkwi
w sposobie ujmowania problemu. W kategorii „styl życia" mieszczą się wypowiedzi
oceniające z punktu widzenia estetyki czy mody hidżab, jego rozmaite warianty i spo¬
soby wiązania. Tu również dyskutowano kwestie piękna (lub jego braku) i skrom¬
nego uroku kobiet skrywających się za zasłoną, jak również oceniano zdjęcia modelek
prezentujących muzułmańską modę. W przypadku „autoekspresji" w wypowiedziach
bardziej lub mniej explicite pojawiała się kwestia tożsamości - kulturowej, płciowej
czy religijnej. Hidżab był zatem częścią szerszej dyskusji nad tożsamością, której is¬
totnym kontekstem społecznym stawał się Zachód wraz z jego odmiennymi wartoś¬
ciami, które mogły być dwojako interpretowane. Z jednej strony jako niedające się po­
godzić z islamem i stojące w opozycji względem wartości muzułmańskich - wówczas
akcentowano nieprzychylny stosunek do muzułmanów, a zwłaszcza obsesyjną krytykę
kobiet decydujących się nosić hidżab. Z drugiej jednak strony świat Zachodu przed¬
stawiany bywał jako miejsce życia, do którego norm muzułmanie obu płci - nie za¬
rzucając fundamentalnych zasad religii - powinni starać się dostosować.
Drugą płaszczyzną odniesienia stawała się umma sprawująca kontrolę nad swoimi
członkami i wypracowująca wzory zachowania. Była ona zatem widziana z dwoja¬
kiej perspektywy - jako środowisko, do którego przynależą autorzy wypowiedzi,
a więc najbliższe otoczenie społeczne, które w bezpośredni sposób wpływa na zacho¬
wania swoich członków, ocenia je i komentuje oraz jako szerszy i bardziej odległy kon¬
tekst społeczny. W tym drugim wypadku umma jawiła się jako środowisko wypra¬
cowujące normy i lokalne lub ogólno muzułmańskie wzorce.
Hidżab bywał rozumiany również jako wyznacznik tożsamości kulturowej i reli¬
gijnej. I znów mogło chodzić o makro- albo mikroskalę. Prawo do zasłony - jeśli
rozpatrywane w odniesieniu do norm zachodniej kultury - było opisywane jako jeden
z esencjonalnych aspektów bycia muzułmanką, zaś niechęć członków społeczeństw

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy

zawartości

46

zachodnich względem hidżabu interpretowana była jako wyraz fundamentalnego nie­
zrozumienia kultury muzułmańskiej, a nawet objaw ksenofobicznego lęku przed isla­
mem. Innym wymiarem było lokowanie hidżabu (i innych form zasłony) w kontek­
ście konkretnych, regionalno-kulturowych obyczajów, które niekoniecznie obo­
wiązywać muszą w całym świecie islamu.
Inną formą związku zasłony z autoekspresją była kwestia dwupłciowości. Hidżab
bywał zatem rozpatrywany jako znak i atrybut kobiecości, który streszcza podstawo¬
we cechy i skłonności, jakimi powinna charakteryzować się kobieta, takimi jak skrom¬
ność, przywiązanie do tradycji, poświęcenie dla rodziny, wierność względem męża,
etc. Te cechy były przeciwstawiane męskim skłonnościom, które przez Boga zos­
tały zaprojektowane jako zupełnie różne. I tu do głosu dochodził Zachód widziany
przede wszystkim jako miejsce, w którym mieszają się porządki, a konwencja spo¬
łeczna zakłóca naturalny, ontologicznie uzasadniony stan rzeczy. W takim ujęciu no¬
szenie zasłony bywało rozumiane jako wyraz siostrzanej solidarności muzułmanek,
które decydują się trwać przy tradycyjnych wartościach wbrew przesyconemu re¬
latywizmowi zachodniemu otoczeniu.
Przedstawione powyżej znaczenia przypisywane zasłonie zostały zaledwie na¬
szkicowane. Z uwagi na ograniczony zakres badań nie można również uznać uzys¬
kanych wyników za reprezentatywne dla muzułmanów jako całości. Przeprowadzone
badania wskazują jednak - przynajmniej w odniesieniu do konkretnego wirtualnego
terenu - na przydatność etnograficznej analizy zawartości jako narzędzia pozyski¬
wania danych w Internecie. Warto podkreślić, że zastosowana strategia jest szcze¬
gólnie użyteczna na początkowych etapach badań, kiedy zmierza się do rozpoznania
terenu i możliwie najszerszego udokumentowania problemu badawczego, który na¬
stępnie może być zgłębiany przy użyciu innych narzędzi.
Doświadczenia nabyte podczas pracy w islamicity pozwalają potwierdzić przyjęte
założenia dotyczące muzułmanów w sieci. Hidżab jest rozumiany przez muzułma¬
nów jako istotny symbol, za którym kryje się złożony system znaczeń. Zachodnie in¬
terpretacje zasłony, czy szerzej - pozycji kobiety w islamskich środowiskach - wydają
się katalizować postawy samych muzułmanów, którzy w sposób bardziej świadomy
i silnie zideologizowany patrzą na kwestię tradycyjnego ubioru kobiety.
Zróżnicowanie prezentowanych postaw i lokalnych tradycji, jakie za takimi po¬
stawami często stoją, pozwala z kolei potwierdzić, że sieć nie jest bezpośrednim od¬
wzorowaniem rzeczywistości. Dzięki eksterytorialnemu charakterowi pozwala na
komunikowanie się osób pochodzących z różnych środowisk społecznych i etnicz¬
nych, stając się współczesną agorą o niespotykanych wcześniej rozmiarach i możli¬
wościach, nowym wydaniem „melting pot" i przestrzenią otwartą dla społecznych
negocjacji znaczenia.
*fan»

żyda

Z

akt

Rn

umodoifcoiu talie

pleć

kontekst
środowiskowy

Zachód

�Ewa A. Jagiełło - Etnograf w cybermedynie. Próba zastosowania etnograficznej analizy

zawartości

47

Literatura:
Adamu U . A., Islam and the Internet, www.kanoonline.com/publications/islam_
and_the_internet.htm, 2002, (27.10.2010).
Altheide D. L., Reflections: Ethnographic Content Analisys, Qualitative Sociology,
10 (1), 1987, s. 65-77.
Androutsopoulos J., Potentials and limitations of discourse-centered online ethnography,
Language@Internet, 5 (8), http://www.languageatinternet.de/articles/2008, 2008,
(27.10.2010).
Baym N., The Emergence of Online Community, [w:] Cybersociety 2.0: Revisiting
Computer Medited Communication and Community, red. Jones S. G., Sage,
Thousand Oaks, London, New Dehli 1998, s. 35-68.
Castells M . , Galaktyka Internetu. Refleksje nad Internetem, biznesem i społeczeńswem, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2003.
Castells M., Społeczeństwo sieci, PWN, Warszawa 2008.
Cavanagh A., Behaviour in Public? Ethics in Online Ethnography, http://www.cybersociology.com/files/6_2_ethicsinonlineethnog.html, 1999, (27.10.2010).
Communities in Cyberspace, red. Kollok P., Smith M . , Routledge, New York 2005.
El-Tahawy A., The Internet is the New Mosque. Fatwa at the Click of a Mouse,
www.arabinsight.org/aiarticle, 2008, (27.10.2010).
Kozintes R. V., Netnography. Doing Ethnographic Research Online, Sage, Los An¬
geles, London, New Dehli, Singapore, Washington 2010.
Kurczewski J., Wstęp: Lem, Baudrillard i Wielka Sieć, [w:] Wielka sieć. E-seje z so­
cjologii Internetu, red. Kurczewski J., Wydawnictwo Trio, Warszawa 2006, s. 9-21
Postman N., Technopol. Triumf techniki nad kulturą, Państwowy Instytut Wydaw¬
niczy, Warszawa 1995.
Rheingold H., The Virtual Community. Homesteading on the Electronic Frontier,
www.rheingold.com/vc/book, 2000, (27.10.2010).
Widy M., Życie codzienne w muzułmańskim Paryżu, Wydawnictwo Akademickie
Dialog, Warszawa 2005.

Źródła internetowe:
http://www.internetworldstats.com/stats.htm (07.08. 2010).
http://islamicity.com (07.08. 2010).
http://www.lepost.fr/article/2009/06/22/1588158_le-congres-de-versailles-en-unclin-d-oeil.html (07.08. 2010).
http://wyborcza.pl/1,75477,7909234,Dzis_Miedzynarodowy_Dzien_Rysowania_Mahometa__Pakistan.html (07.08.2010).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6382" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6362">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3a7c957ec9417a3ba1d75b0e8b130434.pdf</src>
        <authentication>1df2736bdbac46883cb4b835d6a97dd6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76066">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6195</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76067">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76068">
                <text>2011</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76069">
                <text>Interrnet - badania antropologiczne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="76070">
                <text>etyka</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="76071">
                <text>etnografia online</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76072">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5779</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76073">
                <text>Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych e Internecie/ LUD 2011 t.95</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76074">
                <text>LUD 2011 t.95 s.105-126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76075">
                <text>Jagiełło, Ewa A.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="76076">
                <text>Modnicka, Noemi</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76077">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76078">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76079">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76080">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76081">
                <text>Lud, t. 95,2011

EWA A. JAGIEŁŁO
NOEMI MODNICKA
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Łódzki

PU ŁAPK I SIECI
O ETY CZN Y M W YM IA RZE
B A D A Ń A N TRO PO LO G IC ZN Y CH W IN TERNECIE

W dzisiejszych czasach spotkanie badacza i badanego odbywa się coraz czę­
ściej w Internecie, w przestrzeni, która z jednej strony jest konstruktem złożonym
ze słów, dźwięków i obrazów, z drugiej zaś strony tworzona jest przez ludzi wcho­
dzących ze sobą w interakcje różnego rodzaju. Ten nowy obszar, eksplorowany na
wielorakie sposoby przez antropologów i innych badaczy jakościowych, bywa rów­
nież uwzględniany (zwłaszcza w publikacjach zagranicznych) w rozważaniach nad
etyką zawodową. W polskim środowisku akademickim tymczasem wciąż brakuje,
naszym zdaniem, pogłębionej dysputy dotyczącej potrzeby i możliwości dostoso­
wania czy choćby przeglądu istniejących zasad etycznych w świetle wyzwań, jakie
niosą ze sobąbadania prowadzone w Internecie. Co więcej, dyskusje podczas kon­
ferencji czy seminariów poświęconych problemom etycznym, w których uczestni­
czyłyśmy w ostatnich latach, pokazują, że dyskutanci koncentrują się zazwyczaj na
drobnych rozbieżnościach dotyczących kwestii praktycznych, nieświadomi tego,
że różnice w ich podejściu do konkretnych zagadnień wypływają z głęboko zako­
rzenionych - choć często nieuświadamianych i niewerbalizowanych - sądów do­
tyczących prawa moralnego. Wprawdzie głównym celem artykułu jest prezentacja
proponowanych, przede wszystkim w ramach literatury anglojęzycznej, podejść do
zagadnień etycznych w badaniach jakościowych w Sieci, musimy jednak rozpo­
cząć rozważania od nakreślenia choćby pokrótce wzajemnych zależności między
różnymi systemami normatywnymi.

Między moralnością, normami etycznymi a prawem
O zagadnieniach etycznych można mówić zarówno w sensie normatywnym
(ustalając właściwe, tj. pożądane zachowanie), jak i w sensie opisowym (przed­
stawiając obraz poczynań ludzkich w danej dziedzinie w danym czasie). Gdy

�106

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

podobne kwestie rozważa antropolog, nie aksjolog, może przyjąć za motto słynne
(acz nieco żartobliwe) zdanie wypowiedziane przez Clifforda Geertza w eseju Anty-antyrelatywizm: „rozpraszanie wątpliwości to zajęcie dla innych, m y je rozbudza­
my” (Geertz 2003: 86). Stwierdzenie Geertza skłania nas zatem do pewnej po­
wściągliwości w ferowaniu sądów; powściągliwości, którą spróbujemy zachować,
przyjmując raczej strategię opisową, to znaczy referując różne postawy przyjmo­
wane przez antropologów prowadzących szeroko rozumiane badania w Internecie.
Nie sposób zabierać głos w kwestiach etycznych, nie przypominając, że - jak
zauważa Maria Groenwald - „z perspektywy moralnej postępowanie ludzi jest
podporządkowane trojakiego rodzaju wyznacznikom”: prawu moralnemu, nor­
mom etycznym i normom prawnym (Groenwald 2006: 183-184).
W jaki sposób owe wyznaczniki czy systemy normatywne przejawiają się
w życiu i działaniu badacza (w naszym przypadku - antropologa)? Świadomie
przyjęte prawo moralne, czyli wartości i normy uznawane lub odrzucane przez
jednostkę w zgodzie ze swym sumieniem, kształtują osobistą etykę badacza1.
W dzisiejszych czasach prawdopodobnie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej
zdajemy sobie sprawę z istnienia różnych, nie zawsze zgodnych z sobą, systemów
aksjologicznych. Najczęściej dyskutowanymi są bez wątpienia etyka deontologiczna (zwana także etyką powinności bądź etyką środków) i etyka teleologiczna
(zwana także etyką celów). Pierwsza kojarzona jest z filozofiąi etyką Immanuela
Kanta, druga zaś głównie z Arystotelesem12, choć jednym z najbardziej skrajnych
jej przejawów jest XIX-wieczny utylitaryzm (związany z postacią Jeremy’ego
Benthama)3. Autorzy publikacji przedstawiających różne stanowiska etyczne nie
próbują zwykle wykazać wyższości jednego systemu etycznego nad innym. Pod­
kreślają jedynie konieczność uświadomienia sobie, że owo przyjęte przez jed ­
nostkę prawo moralne określa w największym stopniu ramy, w jakich porusza
się badacz, i że właśnie owe ramy wyznaczają w istocie granice dla wszelkich
podejmowanych przez niego decyzji, rozstrzygając jednocześnie o stosunku do
dwóch pozostałych systemów normatywnych.
Jedną z prób porównania etyki deontologicznej i teleologicznej podjął Nor­
man Geisler, który skontrastował je za pom ocą trzech kategorii. Pierwszym kryte­
rium odróżniającym te dwa stanowiska etyczne jest wzajemna zależność między
zasadą a rezultatem (efektem, skutkiem). W przypadku etyki deontologicznej to
zasada determinuje, określa rezultat czy skutek. W przypadku etyki teleologicz1Jako antropolodzy zdajemy sobie oczywiście sprawę z tego, że przyjęcie takiego a nie innego prawa
moralnego nie jest wyborem czysto indywidualnym, ale wynika w dużym stopniu z nieuświadomionej
internalizacji dominujących wzorów kulturowych przekazywanych nam w procesie szeroko rozumianej
socjalizacji.
2 Tradycja bezpośredniego wywodzenia idei utylitarystycznych z filozofii i etyki Arystotelesa obec­
na jest w refleksji amerykańskiej. Świadome, iż jest to znaczne uproszczenie, przyjmujemy ją n a użytek
tego artykułu, który opiera się przede wszystkim na literaturze anglosaskiej.
3 Współczesne opracowania przywołują jako odrębną kategorię np. etykę feministyczną zwaną
również etyką troski (por. Środa 2010).

�Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

107

nej, etyki celu - rezultat, skutek determinuje zasadę (stąd popularne powiedzenie
„cel uświęca środki”). Drugim kryterium jest dla Geislera to, co określa podstawę
danego czynu. W odniesieniu do etyki deontologicznej konsekwentnie podstawą
czynu jest zasada, etyka środków uznaje za podstawę czynu rezultat czy skutek
działania. Omawiane stanowiska etyczne różnią się więc także w zależności od
oceny zasad. Dla zwolennika systemu deontologicznego zasada jest dobra nieza­
leżnie od rezultatu, dla kogoś reprezentującego stanowisko teleologiczne zasada
uznawana jest za dobrą ze względu na dobre skutki, jakie przynosi, dlatego też
przewidywany rezultat może czasem spowodować złamanie zasady. Ten, kto re­
prezentuje stanowisko deontologiczne, nie lekceważy wprawdzie skutków dzia­
łań, ale rozpatruje je zawsze w świetle zasad i norm. Żaden przewidywany czy
projektowany rezultat nie może - jego zdaniem - sam w sobie usprawiedliwić
złamania prawa moralnego, czyli zasad (Geisler 2007: 24).
Przyjęcie, głębokie zintemalizowanie konkretnego stanowiska etycznego, nie­
sie ze sobąpoważne konsekwencje. Niemniej ludzie często nie zdają sobie sprawy
z tego, że wychowanie w rodzinie, partycypacja w grupach szkolnych, rówieśni­
czych i uczestnictwo w dyskursach kulturowych doprowadziło ich do internali­
zacji pewnego stanowiska moralnego. Prawidłowość ta dotyczy również antropo­
logów, wpływając w znaczący sposób na ich działalność zawodową (począwszy
od wyboru tematu badań, poprzez pracę w terenie, aż po analizę i interpretację).
Świadome bądź nieświadome opowiedzenie się za systemem deontologicznym czy
teleologicznym wpływa zatem na wszystkie podejmowane przez badacza decyzje,
nadając jednocześnie swoisty kształt dylematom moralnym, przed którymi staje.
W zależności od przyjętego stanowiska niektóre z owych dylematów m ogąw ogó­
le nie być postrzegane jako kwestie do rozstrzygnięcia. Z myślenia w kategoriach
teleologicznych wypływa bowiem przekonanie o tak zwanym „dobru badań”, które
- traktowane jako cel - usprawiedliwia podjęte kroki. Tylko badacz skłaniający się
ku utylitaryzmowi lub innej, łagodniejszej postaci teleologii, może używać argu­
mentów uzasadniających obserwację ukrytą lub okłamywanie badanych „dla dobra
badania”, dla „zdobycia wiedzy”, dla „dokonania odkryć naukowych” itp. Badacz
sytuujący się po stronie deontologicznej w ogóle nie dopuszcza tego rodzaju argu­
mentów, z założenia odrzucając pewne sposoby prowadzenia badań (jak choćby
wspomnianą obserwację ukrytą)4.
Drugi z trzech wymienionych przez Groenwald systemów normatywnych sta­
nowią normy etyczne, które, jak twierdzi (za S. Dziamskim) autorka:
wyznaczają społeczne obowiązki jednostki oraz oceniająjej zachowania społeczne
i funkcjonują jako niepisana umowa społeczna lub jako reguły spisane w kodek­
sach (...). Płaszczyzną odniesienia dla norm zawartych w kodeksach są stosunki
4
Świadome naszych preferencji deontologicznych, postaramy się jednakże możliwie bezstronnie
przedstawiać istniejące wątpliwości, podkreślając, że ostateczne rozwiązanie konkretnych problemów
będzie zdeterminowane uprzednio przyjętym przez badacza stanowiskiem etycznym.

�108

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

międzyludzkie oraz koncepcja dobra moralnego, które uwzględnia interes wspól­
noty lub grupy społecznej (Groenwald 2006: 183).

Normy etyczne powinny być zatem zgodne z obowiązującym (bądź po­
wszechnym) w danej grupie prawem moralnym - czyli wartościami i normami,
co do których istnieje pewien społeczny konsensus. Do norm etycznych zaliczyć
można nieformalne bądź formalne kodeksy zawodowe czy kodeksy środowisko­
we. Jak wyjaśnia Groenwald, kodeks
określa szczegółowe zasady wykonywania zawodu lub podejmowanych czynności
zawodowych, zawarte w nim normy cechuje precyzja mniejsza niż w przypadku
norm prawa stanowionego i brak wyraźnych konsekwencji w razie odstępstwa od
nich (Groenwald 2006: 184).

Tworzenie sformalizowanych kodeksów na gruncie poszczególnych dyscyplin
jest rzeczą dyskusyjną. Pojawiają się nawet wątpliwości, czy ich istnienie można
uznać za rezultat rodzenia się większej moralnej odpowiedzialności i świado­
mości środowisk naukowych, czy też wręcz przeciwnie - świadczy ono o zani­
ku umiejętności przekładania ogólnych norm moralnych na konkretne działania
zawodowe (por. Andrzejuk 2006: 255). Poszczególne gałęzie nauki różnią się
podejściem do kodeksów zawodowych. Andrzej Kmiecik dostrzega związek po­
między istnieniem branżowych kodeksów etycznych a stopniem rozwoju danej
dyscypliny. Twierdzi zatem, że
dojrzałe zawody posiadają kodeks etyczny, który obowiązuje ich przedstawicieli.
Złamanie kodeksu może pociągać za sobą odebranie prawa do wykonywania za­
wodu. Nad tym wszystkim czuwa społeczność danej profesji. Ta społeczność zaj­
muje się akredytacją szkoleń, przyznawaniem certyfikatów i licencji, sprawdza­
niem, czy kodeks etyczny jest przestrzegany (Kmiecik 2006: 306)5.

Przytoczone spostrzeżenie Kmiecik odnosi do informatyki - szczególnie dy­
namicznie rozwijającej się w ostatnich latach dyscypliny o bardzo wyraźnym
zastosowaniu praktycznym. Przestaje być ono jednak tak oczywiste, jeśli wzięli­
byśmy pod uwagę inne dyscypliny czy kierunki uniwersyteckie, które dają wy­
kształcenie, a nie zawód. Brak sztywnych kodeksów zawodowych nie musi za­
tem świadczyć o niedojrzałości dyscypliny, ale ojej celach i charakterze.
Wstępne rozważania dotyczące zagadnień etycznych nie m ogą pominąć trze­
ciego z wymienionych przez Groenwald systemów normatywnych, stosowanych
do oceny ludzkich zachowań, czyli norm prawnych,
na mocy których pod groźbą kary egzekwowany jest obowiązek podporządkowa­
nia się im niezależnie od tego, czy ktoś określa je jako słuszne czy niesłuszne mo­
5
W przeciwieństwie do Groenwald, Kmiecik uznaje, że złamanie zasad zawartych w sformalizowanym
kodeksie może skutkować jasno określonymi konsekwencjami, takimi jak zakaz wykonywania zawodu.

�Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

109

ralnie. Prawo jest bowiem stanowione przez państwo lub w jego imieniu. Obejmuje
wszystkich obywateli, a na jego straży stoi system sankcji administrowanych przez
uprawnionych do tego funkcjonariuszy lub instytucje (Groenwald 2006: 184).

Normy prawne współkształtują zatem dopuszczalne w różnych dziedzinach
nauki procedury i nakładają na badaczy rozmaite ograniczenia. Spójrzmy na ten
problem w odniesieniu do badań społecznych w Internecie. W krajach Unii Euro­
pejskiej, w tym również w Polsce, obowiązuje szczególnie restrykcyjna Ustawa
o ochronie danych osobowych (Dz.U. nr 133 poz. 883 z dn. 29 sierpnia 1997 r.):
aby zbierać jakiekolwiek dane o tym charakterze, trzeba uzyskać świadomą zgodę
zainteresowanych, którzy powinni zostać poinformowani o celu, w jakim się je
gromadzi i mieć możliwość ich poprawienia, m ają też prawo odmówić udostęp­
nienia tego rodzaju informacji czy wycofać swoją zgodę. Dane te m uszą też być
zabezpieczone przed wyciekiem do krajów o mniej restrykcyjnym prawie. Ochro­
nie prawnej podlegają jednak dane „rzeczywiste”, czyli takie, które dotyczą ziden­
tyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej, w szczególności
jej numer identyfikacyjny, ale również czynniki określające tożsamość, takie jak
cechy fizyczne, ekonomiczne czy umysłowe. Ponadto ustawa zastrzega, że infor­
macji nie uznaje się za umożliwiającą identyfikację tożsamości osoby, jeżeli taka
identyfikacja wymagałaby nadmiernych kosztów, czasu lub działań. Jednocześnie
ten sam akt prawny zakazuje przetwarzania takich danych, jak pochodzenie ra­
sowe, etniczne, przynależność religijna, poglądy polityczne, życie seksualne czy
zdrowie, chyba że jest to niezbędne do prowadzenia badań naukowych, przygoto­
wywania publikacji lub zdobywania stopni naukowych. W tych przypadkach usta­
wa zobowiązuje badaczy do zachowania poufności: materiały nie m ogą być zatem
publikowane w formie, która umożliwiałaby identyfikację uczestników badania.
Innym dokumentem prawnym, który odnosi się do badań w Internecie, jest
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. nr 24 poz. 83 z dn.
24 lutego 1994 r.), w myśl której ochronie prawnej podlega każdy przejaw działal­
ności twórczej człowieka, mający indywidualny charakter, ustalony w jakikolwiek
sposób. Korzystanie z tekstów, takich jak błogi czy inne wypowiedzi autorskie,
podobnie jak z filmów lub zdjęć, musi zatem odbywać się z uwzględnieniem tej
właśnie normy prawnej6.

6
Warto wspomnieć, że upowszechnienie Internetu w świecie i jego differentia specifica stanowią
poważne wyzwanie dla prawodawców. Okazuje się bowiem, że prawo o ochronie danych osobowych
ma wiele luk. Stąd zapowiedź zmian zawarta w strategii Komisji Europejskiej (Europa. Communiqués
de presse RAPID, http://europa.eu/rapid, 15.05.2011) czy rezolucja wystosowana w listopadzie 2010
roku na 30. Konferencji Ministrów Sprawiedliwości Rady Europy w Stambule (por. Rekomendacja...
2010) oraz odnoszący się do tych kwestii projekt RESPECT dotyczący badań społecznych i ekono­
micznych w społeczeństwie informacyjnym (Respect. Professional andEthical Codes..., www.respectproject.org, 15.05.2011). Niejasności prawne wpływająteż na praktykę badawczą. Internet to przecież
środowisko międzynarodowe, co zmusza do postawienia pytania, który porządek prawny powinien
mieć zastosowanie przy badaniach prowadzonych wśród ludzi wywodzących się z różnych państw.

�110

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

Podsumowując dotychczasowe rozważania, warto podkreślić, że wszystkie
trzy systemy - prawo moralne, normy etyczne i normy prawne - są od siebie
zależne, choćby w tym sensie, że prawo moralne decyduje o postawie wobec po­
zostałych systemów, zaś normy etyczne i normy prawne nie powinny wchodzić
z nim w kolizję. Wszystkie trzy są również brane pod uwagę w działalności roz­
maitych instytucji, które - w oparciu o zasady wypracowane na gruncie poszcze­
gólnych dyscyplin naukowych - zajm ują się tworzeniem kodeksów zawodowych
czy oceną projektów badawczych pod kątem etyki i norm prawnych.
Działalność tego rodzaju organizacji może mieć na celu sprawowanie bezpo­
średniej kontroli nad etycznymi aspektami procesów badawczych, co skutkuje nie
tylko lepszą ochroną uczestników badań, ale zabezpiecza także samą instytucję
prowadzącą badania poprzez rozpatrywanie jej działań w świetle obowiązującego
prawa. Przykładem takich struktur są amerykańskie Institutional Review Boards
(IRB) - rady funkcjonujące przy uniwersytetach, które sprawują pieczę nad prze­
strzeganiem standardów etycznych w badaniach prowadzonych przez zespoły aka­
demickie, w oparciu o zasady prawa federalnego dotyczące ochrony podmiotów
ludzkich (Protection o f Humań Subjects). W niektórych kraj ach Europy funkcjonu­
j ą odpowiedniki IRB (np. w Wielkiej Brytanii i w Skandynawii)7.
Obok tak sformalizowanych struktur, w poszczególnych państwach działa­
j ą również inne organizacje, które formułują bardziej ogólne zalecenia czy też
zwracają uwagę środowiska akademickiego na problematyczne i kontrowersyjne
zagadnienia związane z etycznym wymiarem działalności naukowej, rozpatrując
je w odniesieniu do konkretnych dyscyplin lub przedmiotu badań. Dotyczy to
również interesującego nas tematu, czyli badań w Internecie. Do instytucji, które
zajm ują się etyką badań w Sieci, należą między innymi Association o f Internet
Researchers (AOIR), National Committee for Research Ethics in the Social Scien­
ces and the Humanities (NESH) czy The Interagency Advisory Panel on Research
Ethics (PRE). Pierwsza z organizacji ma strukturę międzynarodową i multidyscyplinamą, co wymusza określoną strategię - we wskazaniach etycznych dla
badaczy Internetu zawarte są raczej ogólne zalecenia niż sztywne zasady; każdy
kontrowersyjny problem etyczny jest jednak poddawany szczegółowej analizie.
Niewątpliwie służy to dobrze rozwojowi kultury badawczej. To właśnie świado­
mość problemu, a nie uniwersalne, gotowe rozwiązania stwarzają pole, na któ­
rym rozwija się pogłębiony dyskurs dotyczący standardów etycznych w nauce.

7
W Szwecji na przykład działa Central Ethical Review Board (CERB), organ, który dzieli się
na sześć oddziałów regionalnych. Każdy z tych oddziałów jest niezależny i składa się z co najmniej
dwóch sekcji, z których jedna zajmuje się szeroko rozumianymi badaniami medycznymi, druga zaś
wszystkimi innymi rodzajami działalności naukowej. Sekcje skupiają mianowanych przez państwo,
doświadczonych ekspertów o wysokich kwalifikacjach. Każda instytucja upoważniona do prowadzenia
badań w danym regionie Szwecji podlega konkretnemu oddziałowi CERB, który ocenia pod kątem
prawnym, czy zaproponowany projekt jest zgodny z obowiązującymi przepisami.

�Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

111

Interesująco przedstawia się porównanie zaleceń AOIR orazN ESH, organiza­
cji działającej wNorw egii, która również poświęca uwagę etycznemu wymiarowi
badań w Internecie. Proponowane przez nią zalecenia utrzymane są w duchu nor­
matywnym i wyraźnie wypływają z perspektywy deontologicznej - najważniej­
sze jest dobro badanego, nad którym piecza należy do podstawowych obowiąz­
ków badacza. Badani oraz osoby trzecie, które pośrednio m ogą zostać dotknięte
skutkami badań, podlegają zatem najwyższej możliwej ochronie. Żadne cele czy
racje nie m ogą zostać uznane za nadrzędne wobec szeroko pojmowanego dobra
uczestników badania.
The Interagency Advisory Panel on Research Ethics to organizacja powstała
w Kanadzie dzięki porozumieniu trzech instytucji, z których każda zajmowała się
problematyką etyczną w różnych gałęziach nauki - w badaniach medycznych,
w dziedzinach technicznych oraz w badaniach społecznych i humanistycznych.
Wśród różnych dokumentów dotyczących szerokiego zakresu zagadnień etycznych
pojawiało się wyczerpujące opracowanie na temat badań internetowych, stworzone
przez interdyscyplinarny komitet pracowników akademickich z różnych uczelni
kanadyjskich. W opracowaniu, które powstało w 2008 roku, autorzy odnoszą się
zarówno do zaleceń AOIR, jak i NESH, sami jednak przyjmują bardziej liberalną
postawę. Prezentują wiele kontrowersyjnych obszarów, ale nie proponują konkret­
nych rozstrzygnięć, nawołują jedynie do namysłu i debaty nad nimi.
Przechodząc na grunt polski, zauważmy, że nie istnieją opracowania komen­
tujące określone standardy etyczne w badaniach prowadzonych online. Musimy
zatem odwołać się do tekstu zajmującego się kwestiami etycznymi na wyższym
poziomie ogólności, mianowicie do publikacji istniejącego od 1992 roku Komi­
tetu Etyki w Nauce przy Prezydium PAN, pod znamiennym tytułem: Zbiór za­
sad i wytycznych pt. „Dobre obyczaje w nauce”. Jak piszą autorzy opracowania,
publikacja (wydana po raz trzeci w 2000 r.) od początku spotykała się z krytyką
środowisk naukowych - niektórzy negowali potrzebę regulacji tego rodzaju, inni
mieli autorom za złe podjęcie próby narzucenia kanonu postępowania całej spo­
łeczności akademickiej.
Adresowany do szerokiego grona dokument nie może ze swej natury uwzględ­
niać specyfiki poszczególnych dyscyplin. Jego autorzy ograniczają się zatem do
najbardziej ogólnych zaleceń: badaniom z udziałem ludzi powinna towarzyszyć
zasada dobrowolności, świadomej zgody oraz poufności. Uczestnik ma prawo
wycofać się z badań w każdym momencie, zaś w wypadku projektów zakładają­
cych udział dzieci należy uzyskać pozwolenie ich prawnych opiekunów. W opra­
cowaniu wyraźnie przyjęto strategię teleologiczną. Nauka i jej cele usprawiedli­
w iają niedogodności, na jakie narażony może być badany:
W przypadku badań dolegliwych obowiązkiem pracownika nauki jest analiza ko­
nieczności takich badań, ograniczenie ich rozmiaru, zminimalizowanie stopnia ich
dolegliwości i przywrócenie osób badanych do stanu sprzed podjęcia badań.

�Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

112

Osoba badana powinna być w pełni uświadomiona co do charakteru, celu i skut­
ków badań. Naruszenie tej normy jest dopuszczalne tylko w tych szczególnych sy­
tuacjach, gdy uprzednia pełna informacja o badaniach mogłaby zniweczyć wartość
wyników badań {Zbiór zasad i wytycznych... 2000: 7-8).

Ten pobieżny przegląd dokumentów pokazuje, jak głębokie różnice dzielą
tradycje badawcze różnych krajów i regionów. To jednocześnie świadectwo róż­
nego stopnia świadomości społecznej oraz refleksji dotyczącej nauki i jej roli.
W zależności od przyjętej optyki - nakierowania na stanowisko teleologiczne lub
deontologiczne - proponowane są i dopuszczane odmienne rozwiązania. Jesz­
cze większy dystans dzieli poszczególne dyscypliny. W naukach społecznych
często przyjmowany jest model medyczny. W ramach tego paradygmatu mieści
się szczególna troska o dobro i prawa tak zwanego ludzkiego podmiotu bada­
nia. W wielu naukach humanistycznych, ale również w psychologii społecznej,
z uwagi na poprawność procedur badawczych dopuszcza się obserwację ukrytą
(coraz powszechniej odrzucaną przez antropologów jako nieetyczną) czy utrzy­
mywanie uczestników badania w nieświadomości aż do jego zakończenia.

Antropolog w Sieci - dylematy etyczne
Przejdźmy do samych badań antropologicznych, koncentrując się zwłaszcza
na badaniach prowadzonych w Internecie. Klasyczne już, acz skrótowe, zesta­
wienie podstawowych zagadnień etycznych ujawniających się z całą siłą w etno­
graficznych badaniach terenowych zawiera praca Martyna Hammersleya i Paula
Atkinsona Metody badań terenowych (Hammersley, Atkinson 2000: 268-291).
Autorzy zaliczyli do kwestii podstawowych świadomą zgodę, prywatność, szko­
dliwość, wykorzystywanie i konsekwencje dla przyszłych badań. Choć problemy
związane z etycznym wymiarem badań łączą się ze sobą, przenikając się nawza­
jem i nie poddając się łatwej analizie, na potrzeby naszych rozważań spróbujemy
spojrzeć na niektóre z nich bardziej szczegółowo, nie tracąc z oczu ich wzajem­
nych powiązań. W przypadku badań w Internecie szczególnie interesować nas
będą świadoma zgoda i prywatność, oraz szkodliwość.

Świadom a zgoda i pryw atność
Podobnie jak w tradycyjnych badaniach antropologicznych, badaczom Inter­
netu zaleca się postępowanie według najbardziej fundamentalnej zasady - przede
wszystkim nie szkodzić. Jest ona rekomendowana przez wszystkie organizacje
i komitety zajmujące się etyką zawodową. Kiedy próbujemy przełożyć ową zasa­
dę na możliwe i rzeczywiste konsekwencje obecności antropologa w Sieci, ujaw­

�Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

113

nia się szereg specyficznych problemów, które wynikają z bezcielesnej formy
komunikacji pomiędzy badaczem a badanymi.
Uzyskanie zgody biorących udział w badaniach - z całą świadomością za­
strzeżeń i wątpliwości, jakie budzi to zalecenie - jest obecnie standardem w an­
tropologicznych badaniach terenowych. Zalecenia sformułowane przez AOIR
czy NESH, podobnie jak zasady etyczne rozważane, przyjmowane lub zalecane
przez badaczy Internetu, kładą nacisk na konieczność uzyskania świadomej zgo­
dy również w projektach realizowanych online (por. Kozinets 2010; Markham
2009; Emerton 2003; Sveningsson 2004). Rzeczywistość wirtualna i szczególne
formy obecności ludzi w tej rzeczywistości przysparzają jednak wielu dodatko­
wych kłopotów. Pojawiają się więc pytania o to, w jakich sytuacjach i na jakim
etapie realizacji projektu uzyskiwać zgodę, kogo o nią prosić oraz w jaki sposób
to robić, zważywszy, że kontakt pomiędzy uczestnikami badania często odby­
wa się poprzez tekst, a zatem wyłączone zostają „prawdziwe”, czyli zmysłowe
formy rozpoznania drugiego człowieka. Owe trudności można sprowadzić wy­
łącznie do problemów technicznych czy logistycznych. Jeśli jednak przyjrzeć się
uważniej, wyłania się bardziej fundamentalne pytanie o to, kim jest człowiek,
z którym jako badacze kontaktujemy się poprzez Internet. Interesujących reflek­
sji na ten temat dostarcza Anette Markham. Autorka pokazuje, że w badaniach
jakościowych procedura badawcza rozbita jest na dwa etapy, z których pierwszy
polega na zmysłowym doświadczaniu terenu przez badacza, drugi zaś wiąże się
z odcieleśnieniem tego doświadczenia i z przeniesieniem działań do sfery inte­
lektualnej, na poziom deskryptywny i analityczny. Spotkanie z innym człowie­
kiem w Internecie często wiąże się z pominięciem zmysłowego doświadczenia,
cielesności i wizualności - dotyczy to zarówno badacza, jak i badanego. Takie
badanie staje się zatem formą spotkania umysłów, czy może inaczej - zderzeniem
intencji, by zaprezentować siebie bezcieleśnie poprzez tekst (uczestnik) i goto­
wości do przyjęcia i zrozumienia takiej prezentacji (badacz). Odcieleśniona oso­
ba wirtualna jest tym samym bardziej płynna, zmienna, możliwa do uchwycenia
jedynie w cząstce wirtualnej przestrzeni (Markham 2009: 240-241).
Problem świadomej zgody i relacji badacz - badany nabiera dodatkowego
znaczenia wobec niejasnego statusu antropologa, który nieustannie występuje
w podwójnej roli: prowadząc badania antropologiczne - nie przestaje być osobą
pozostając prywatnym człowiekiem - nie przestaje być antropologiem. Jako oso­
ba uwikłany jest w szereg prywatnych interakcji online, które m ogą dostarczyć
inspiracji bądź przerodzić się w zalążek przyszłego projektu badawczego. Owa
płynność i przechodniość tożsamości staje się problematyczna, kiedy w publika­
cji naukowej opisać trzeba prywatne wirtualne doświadczenia badacza. O uzy­
skaniu świadomej zgody w takiej sytuacji najczęściej nie może być mowy. Ten
rodzaj doświadczenia towarzyszy nam jednak nie tylko w świecie online, ale
też w świecie rzeczywistym. Zwłaszcza współcześnie, w nurcie antropologii co­
dzienności, badacz nieustannie czerpie z prywatnych spostrzeżeń, jakich dokonał,

�114

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

zanim jeszcze określił jasno sytuację badawczą i zdefiniował samego siebie jako
badacza. Każdy z nas musi wciąż od nowa i w różnych sytuacjach stawiać czoło
temu wyzwaniu.
Owo uwikłanie antropologa w wielość ról wyjątkowo mocno uwypukla kolej­
n ą kwestię powiązaną z zagadnieniem świadomej zgody, a mianowicie moment,
w którym należy jąuzyskać. Opisując swoje doświadczenia w Sieci, badacze poka­
zują, że przesunięcia w czasie - czyli proszenie o zgodę już po rozpoczęciu badania
- m ogą skutkować nieufnością, złością lub gniewem uczestników (por. Hudson,
Bruckman 2002). Choć również na gruncie antropologii pojawiają się projekty,
których założenia wymagają wstępnej nieświadomości biorących w nich udział,
to należą one do rzadkości (por. Wasilewska-Krawczyk 2010). Większość bada­
czy anglojęzycznych przyjmuje stanowisko deontologiczne: uczestnik musi zostać
zapytany o zgodę jeszcze przed przystąpieniem do badań. Różnorodność typów
komunikacji internetowej, podobnie jak forma obecności badacza w Sieci (obser­
wator lub uczestnik świata online), ma wpływ na sposób uzyskiwania owej akcep­
tacji. Z tego punktu widzenia istotne jest rozróżnienie na to, co w Internecie jest
publiczne, a co prywatne. Wbrew pozorom, nie istnieje prosta odpowiedź na to py­
tanie. Poprzez swój zasięg i dostępność Internet bywa postrzegany jako przestrzeń
„z natury” publiczna i anonimowa, w której działają ludzie świadomi charakteru
medium, a tym samym gotowi do dzielenia się bez ograniczeń swoim wirtualnym
istnieniem. Te optymistyczne i intuicyjne sądy w węższym lub szerszym zakresie
towarzyszyły zagranicznym projektom na wczesnych etapach rozwoju, zaś w Pol­
sce - gdzie wciąż brakuje dyskusji nad kwestiami etycznymi w badaniach interne­
towych - przyjmowane bywają nadal jako milczące założenia.
Tymczasem późniejsze badania nad obecnością i tożsamością ludzi w Sieci
kazały w sposób jednoznaczny zrewidować te potoczne i - przyznajmy otwar­
cie - wygodne dla badacza przekonania. Ich wyniki uwzględnione zostały we
wskazaniach publikowanych przez AOIR, NESH i PRE, które akcentują stopniowalność poczucia prywatności w poszczególnych formach internetowych - od
ogólnodostępnych stron www, poprzez szerokie listy mejlingowe, otwarte fora
dyskusyjne i grupy robocze, po przestrzenie, do których dostęp podlega ograni­
czeniu. Nie bez znaczenia jest zatem to, w jakim miejscu Sieci dochodzi do dzia­
łania badawczego czy interakcji z drugim człowiekiem. Musimy również zważać
na to, że opinia badanych na temat zakresu prywatności danej przestrzeni może
w znaczący sposób różnić się od perspektywy badacza, nawet jeżeli działania do­
tyczą najbardziej publicznych, ogólnodostępnych miejsc w Internecie. W krocze­
nie w konkretny obszar świata online jest równoznaczne z wejściem w określoną
wirtualną społeczność, do czego należy się uważnie przygotować, nawet jeśli
unikamy interakcji na rzecz badania archiwalnych, tekstowych danych. Prze­
studiowanie obowiązujących regulaminów i zasad netykiety8 może dać wstępne
„Netykieta” to słowo używane do określenia etykiety obowiązującej w Sieci.

�Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

115

pojęcie o tym, jak to, co publiczne i prywatne, jest definiowane przez samych
zainteresowanych9. Istotny jest również sam temat projektu, „wrażliwość” da­
nych, jakie zbieramy, oraz ich rodzaj. Czy obraz lub film - formy często bardzo
prywatne i pozwalające na „zmysłową” identyfikację ludzi - należy traktować
z tą sam ą swobodą, co tekst?
Nawet w wypadku dokonywania analizy zawartości, czyli poruszania się na
najbardziej publicznym poziomie Sieci, pojawia się zasadnicza wątpliwość, czy
ludzie są świadomi faktu, że generowane przez nich treści m ogą na różne spo­
soby zostać wykorzystane, czy też zobowiązani jesteśm y jednak do uzyskiwania
ich zgody. A jeśli taka aprobata jest konieczna, czy powinniśmy otrzymać j ą od
wszystkich zainteresowanych, czy tylko od administratora lub właściciela danej
domeny? Nie istnieją gotowe rozwiązania tej kwestii. Jedni doradzają traktować
takie materiały podobnie jak teksty w gazetach, przekazy telewizyjne czy obser­
wacje w rzeczywistym miejscu publicznym, takim jak skwer czy park (Extending
the Spectrum... 2008). Inni jednakże stoją na stanowisku, że należy zachować
ostrożność przy przyjmowaniu tego rodzaju metafor. Jak wskazuje Robert Kozinets, Internet nie jest w swej istocie ani przestrzenią ani tekstem, na pewno nato­
miast jest Internetem, czyli swoistą jakością która rządzi się własnymi prawami
(Kozinets 2010: 142). Dopiero po przyjęciu takiego założenia można przymie­
rzyć się do użycia konkretnej metafory i płynących z tego konsekwencji.
Markham kładzie nacisk na nierówny rozkład sił pomiędzy badaczem a in­
nymi uczestnikami badania, podkreślając jednocześnie różnicę pomiędzy ba­
daniami offline i online. W wywiadzie etnograficznym rejestrowane są również
materiały audiowizualne, które dalej, na mocy umowy z badanym, pozostają
w dyspozycji antropologa. Przed włączeniem dyktafonu lub kamery zawsze jed ­
nak pytamy o przyzwolenie na rejestrację. Wyrażając zgodę, nasz rozmówca ma
szansę zaprezentować siebie w realnej sytuacji badawczej, co daje mu choćby
minimalną kontrolę nad tym, co zostanie przekształcone w dane. To, co w ujęciu
teleologicznym jest słabością takiej relacji, prowadzić może bowiem do gorszych
wyników badawczych, w ujęciu deontologicznym jest jej siłą ponieważ daje
wsparcie osobie stojącej na mniej uprzywilejowanej pozycji. Markham uważa, że
materiały archiwalne, z których korzystamy w badaniach zawartości Sieci można
potraktować jako coś pośredniego pomiędzy opublikowanym tekstem a zareje­
strowaną wypowiedzią. Musimy jednak pamiętać, że badany - nawet jeśli nie
sprzeciwia się upublicznianiu treści - nie ma na nie wpływu. A zatem pozytywne
z badawczego punktu widzenia ograniczenie zjawiska wymuszenia danych ma
swoją drugą ciemniejszą stronę, daje bowiem badaczowi istotną przewagę. To
on przecież - przeglądając zarchiwizowane wypowiedzi, kojarząc ze sobą po­

9
Przytoczmy przykład ogólnodostępnych portali muzułmańskich. O ile stałych i przypadkowych
gości zachęca się do odwiedzania forum, o tyle jedną z ważnych zasad jest omijanie przez osoby płci
przeciwnej działów zarezerwowanych dla kobiet lub mężczyzn.

�116

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

szczególne fragmenty i ewentualnie je cytując - konstruuje sytuację i sprawuje
niepodzielnie kontrolę (Markham 2009: 248).
W większości rozważań na ten temat zaleca się zasadę złotego środka, cze­
mu towarzyszy postulat poszukiwania etycznie właściwego rozwiązania przy
uwzględnieniu takich właściwości, jak charakter miejsca, rodzaj zbieranych da­
nych, typ aktywności badawczej i domniemane założenia badanych co do stopnia
prywatności danej przestrzeni wirtualnej. Podczas badania zarchiwizowanych
treści na ogólnodostępnych stronach www, przy neutralnej tematyce i zakłada­
nej otwartości uczestników, dopuszcza się poprzestanie na uzyskaniu zgody ad­
ministratora (por. Ess 2002). Interesującą próbą częściowego „wyrównania” sił
pomiędzy badaczem i badanymi oraz dostarczenia możliwie pełnej informacji,
może być założenie strony www poświęconej opisowi badania, funkcjonującej
w ramach serwisu instytucji delegującej badacza albo odesłanie chętnych do wła­
snej strony internetowej, na której antropolog prezentuje siebie, własne poglądy
i dokonania (Kozinets 2010).
Inaczej przedstawia się sprawa, gdy chodzi o miejsca z różnych względów de­
finiowane jako prywatne lub o sytuację nawiązywania bezpośrednich kontaktów
z ludźmi. W takich okolicznościach jednoznacznie zaleca się dążenie do uzyska­
nia świadomej zgody od każdego uczestnika badań, czemu jednak nieuchronnie
towarzyszą problemy praktyczne. Skład poszczególnych grup nie jest stały, obec­
ność ludzi w Internecie często ma przejściowy charakter, internauci na przykład
logują się na czacie, a później szybko go opuszczają, nie pozostawiając po sobie
śladu. Czy możliwe i konieczne jest więc zdobycie indywidualnej zgody wszyst­
kich osób obecnych w konkretnym miejscu w trakcie realizacji projektu, jeśli ba­
dacz uczestniczy w grupowych interakcjach definiowanych jako prywatne? I czy
dobrym rozwiązaniem jest wysyłanie do wszystkich wiadomości mejlowych,
które m ogą irytować i zostać odczytane przez internautów jako spam?
Konieczność uzyskania świadomej zgody nastręcza kolejnego problemu. Ist­
nieją przecież grupy, na których ciążą pewne ograniczenia i powinno to zostać
uwzględnione w konstruowaniu treści formularza zgody. W śród takich grup naj­
częściej wymieniane są dzieci, nieletni oraz niepełnosprawni umysłowo. Można
jeszcze dodać czasowe ograniczenia związane z nietrzeźwością albo stanami po
zażyciu środków psychoaktywnych, które w istotny sposób zaburzają zrozu­
mienie konsekwencji płynących z przystąpienia do badań. W przypadku projek­
tów z udziałem dzieci, rekomenduje się pozyskiwanie zgody od rodziców, zaś
wśród młodzieży - jednocześnie od rodziców i samych uczestników badania.
Zważywszy jednak na charakter interakcji, jedynie wybrane komunikatory inter­
netowe dają możliwość zmysłowej weryfikacji tożsamości deklarowanej przez
daną osobę. Jeśli zatem poprzestajemy na elektronicznej formie pisemnej albo
domagamy się przesłania jej faksem, nie wiemy, czy rzeczywiście jest to zgo­
da tej, a nie innej osoby i czy osoba ta nie podlega wymienionym wcześniej
ograniczeniom.

�Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

117

Ważnym zagadnieniem jest treść przesyłanego formularza świadomej zgody.
Standardowo zamieszcza się w nim najważniejsze informacje przedstawiające
możliwie najpełniej cele projektu, sposób prowadzenia badań, przechowywania
danych i raportowania wyników, naświetlające równocześnie ewentualne zagro­
żenia, jakie m ogą towarzyszyć uczestnictwu w projekcie. Należy też zaznaczyć
wyraźnie, jak ą formę przyjmie wieńcząca projekt publikacja w zakresie przyta­
czania cytatów oraz podawania informacji, które mogłyby pozwolić na identyfi­
kację uczestników. Przy podejmowaniu takich decyzji trzeba odrzucić milczące
założenie, że Internet zapewnia anonimowość, a nasza obecność w wirtualnej
rzeczywistości rządzi się prawami całkowicie odmiennymi niż w świecie praw­
dziwym. Przede wszystkim, rzeczywista i wirtualna tożsamość m ogą się krzyżo­
wać. Bywa, że pseudonim przekazuje bardzo osobiste informacje - o płci, wieku,
zainteresowaniach, politycznych preferencjach, zawodzie, ideałach, stanie cywil­
nym czy orientacji seksualnej. Zachowanie poufności zgromadzonych danych
nie powinno zatem ograniczać się jedynie do ukrycia rzeczywistej tożsamości
uczestnika. Zdarza się często, że ludzie w Sieci budują swój wirtualny wizerunek
wokół przyjętego pseudonimu lub pseudonimów i pracują na ich reputację przez
długi czas10. W niektórych miejscach Sieci internauci bywają doskonale znani
i rozpoznawalni nie tylko dzięki nickowi, ale również poprzez bardziej subtelne
zabiegi formalne. Oto fragment opisu reguł obowiązujących w konkretnej wir­
tualnej społeczności, przedstawiony przez badaczkę, która podsumowuje własne
doświadczenia:
Osoby stanowiące w danym okresie grapę stałych bywalców któregoś z pokoi
CZATerii tworzyły niepisany zbiór reguł, do którego, oprócz CZATykiety (reguł
obowiązujących wszystkich CZATerian), każdy nowy bywalec pokoju musiał się
dostosować, aby zostać zaakceptowanym. Na Fantastyce jedną z nich był zakaz
kopiowania cudzych ustawień, czyli kolorów nicka i czcionki oraz stylu czcionki.
W standardzie był czarny nich, czarna czcionka, bez pogrubień, podkreśleń czy
kursywy. Zmieniając te ustawienia, wybierając kolor i styl, wybierało się wygląd,
po którym dana osoba była rozpoznawalna. Wtedy nawet, jak któryś z użytkowni­
ków wszedł na Fantastykę pod innym nickiem, a zachował swoje ustawienia, był
rozpoznawany przez członków grapy jako osoba znana im pod jego pierwszym
nickiem (Deredas 2010: 99-100).

10
Słynna sprawa blogerki Kataryny wydaje się doskonałym przykładem, jak delikatną kwestią
może być próba odkrycia prawdziwej tożsamości znanego internauty. Do maja 2009 r., publikująca
pod pseudonimem Kataryna była jedną z najsłynniejszych komentatorek problematyki politycznej
w polskiej sieci. Jej prawdziwa tożsamość była jednak wyłącznie przedmiotem licznych spekulacji.
W maju 2009 r. „Dziennik Polska-Europa-Swiat” stwierdził, że zna tożsamość Kataryny, i nie podając
jej nazwiska opisał ją w sposób umożliwiający łatwą i jednoznaczną identyfikację jej danych oso­
bowych. Więcej o sprawie Kataryny - m.in. na stronach: http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/
artykuly/150114,wiemy-kim-jest-kataryna.html (stanowisko „Dziennika”) oraz http://www.kataryna.
salon24.pl/106346,jak-to-sie-robi-w-dzienniku (stanowisko Kataryny).

�Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

118

Stąd też istotną kwestią jest rozważenie, czy w publikacji będziemy używać
prawdziwego imienia uczestników, prawdziwego pseudonimu używanego w In­
ternecie, czy może raczej pseudonimu stworzonego na użytek badania. Podobny
problem pojawia się przy cytatach. Bezpośrednie przytaczanie wypowiedzi (nie
mówiąc o zamieszczaniu linków) wiąże się z możliwością dotarcia do ich autora
poprzez wyszukiwarkę, ponownie pojawia się więc problem z ochroną anoni­
mowości uczestnika i zachowaniem poufności w badaniu11. Niezależnie od de­
cyzji, jakie ostatecznie podejmie badacz w kontekście konkretnego tematu oraz
rodzaju zbieranych danych, wybór ten należy jasno i rzetelnie zakomunikować
w formularzu zgody. Badany powinien zostać poinformowany również o możli­
wości wycofania się z projektu, badacz natomiast musi starać się nie wywierać
presji na osoby biorące udział w badaniach, tak by dokonane przez nich wybory
były w pełni dobrowolne i jak najbardziej świadome. Zwłaszcza materiały NESH
kładą nacisk na potrzebę dostosowania formy takiego dokumentu do możliwości
percepcyjnych uczestników (autorzy m ają przede wszystkim na uwadze dzieci,
z którymi komunikacja musi się opierać na odrębnych zasadach).

Szkodliwość
Martyn Hammersley i Paul Atkinson uważają, iż:
o ile badania etnograficzne rzadko obarczone są tym samym potencjałem zgub­
nych konsekwencji co, na przykład, eksperymenty medyczne na pacjentach albo
próby rozszczepienia jądra atomowego, o tyle mogą czasami powodować poważne
następstwa dla badanych osób, a także dla innych ludzi (Hammersley, Atkinson
2000: 273).

Niebezpieczeństwa te zagrażają w zasadzie na każdym etapie badań, zarówno
w trakcie ich prowadzenia, jak i po ich zakończeniu, zwieńczonym publikacją
wyników.
Autorzy uczulają badaczy na kilka istotnych kwestii. Zwracają więc uwagę
na to, że już sama świadomość uczestniczenia w procesie badawczym w roli ba­
danego może bądź wywołać bądź pogłębić dyskomfort psychiczny objawiający
się na przykład uczuciem niepokoju czy lęku. To zastrzeżenie dotyczy głównie
badań wśród ludzi znajdujących się już w potencjalnie stresującej sytuacji. Jako
przykłady przywołuje się śmiertelnie chorych, ich krewnych czy personel lekar­
ski. W badaniach online analogiczne sytuacje m ogą powstać przy poruszaniu
drażliwych kwestii. Może to dotyczyć choćby grup dzielących się na zamknię­

11
Istnieje na przykład możliwość odkrycia geograficznej lokalizacji uczestnika badań poprzez jego
adres IP, ujawniony w publikacji przez nieumiejętne zacytowanie wypowiedzi.

�Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

119

tym forum swoimi fantazjami erotycznymi. Początkowe wyrażenie zgody na
wkroczenie badacza-antropologa w ich życie wirtualne może zaowocować póź­
niejszymi obawami przed konsekwencjami takiego przyzwolenia.
Inną kwestią wartą głębokiego namysłu są takie działania badawcze, które
- wbrew intencjom samych antropologów - m ogą wzmagać nastroje rasistow­
skie, homofobię, szowinizm i ogólnie rozum ianą niechęć czy nienawiść do ludzi
odmiennych ze względu na przeróżne kryteria. Takimi projektami są nawet nie­
winne z pozoru badania stereotypów, podczas których stawia się pytania o ty­
powe cechy przedstawicieli danych narodowości. Uczynienie z takich kwestii
przedmiotu naukowej eksploracji może w odbiorze badanych nadać ich prze­
konaniom wysoką rangę i pozytywne znaczenie. Przy rozważaniu dylematów
etycznych podnosi się zatem kwestię bierności lub aktywności badacza wobec
rejestrowanych poglądów. Bierność badacza - uzasadniana zazwyczaj chłodnym,
pozbawionym zaangażowania modelem podejścia badawczego - może spowo­
dować bardzo negatywne skutki, jak choćby właśnie umocnienie interlokutorów
w przekonaniu o słuszności przedstawionych poglądów. Nadmierna aktywność
- wypływająca z chęci przekonania rozmówcy o niewłaściwości i szkodliwości
jego poglądów - zdaje się jednak nie przystawać do celów klasycznie rozumia­
nych badań. Stąd też w publikacjach poświęconych tej problematyce stawia się
niejednokrotnie pytania o to, czy moralnie właściwe jest niereagowanie przez
badacza na wypowiedzi rasistowskie lub seksistowskie, pozostawiając jednocze­
śnie odpowiedź do rozstrzygnięcia przez samego antropologa.
W badaniach online problem ten zyskuje wręcz na intensywności. Anonimo­
wość, jak ą w odczuciu wielu uczestników świata wirtualnego zapewnia Internet
(z całym dystansem wobec prawdziwości tego przekonania), skłania niejedno­
krotnie do intensyfikacji sposobów wyrażania emocji, także tych negatywnych,
czego dowodem m ogą być choćby komentarze zostawiane pod artykułami pra­
sowymi zamieszczanymi na portalach internetowych. Z jednej strony same te­
maty poruszane w Internecie bywają bardziej drastyczne, z drugiej zaś - formy,
w jakich ujawniają się ludzkie opinie przybierająjeszcze bardziej skrajną postać
niż wypowiedzi w kontaktach tw arzą w twarz. Co więcej, jeśli badacz nie ograni­
cza się jedynie do zbierania zastanych informacji, ale zmierza do ich wywołania
(prowokując na przykład dyskusję na czacie lub na forum), pytanie o szkodli­
wość takich działań, a co za tym idzie o moralną odpowiedzialność badacza, musi
zostać postawione, nawet jeśli konkretne rozstrzygnięcia i decyzje w tej sprawie
pozostawia się zazwyczaj samemu badaczowi. Nie należy zapominać i o tym,
że o ile w przypadku rozmów tw arzą w twarz reakcje badacza na kontrowersyj­
ne opinie wygłaszane przez rozmówców m ają bardziej ulotny charakter i rzadko
dokumentowane są w późniejszej publikacji, podczas badań w świecie wirtual­
nym ślady wszelkiej aktywności m ogą być dostępne także po zakończeniu badań
(jak choćby komentarze badacza na forum dyskusyjnym lub wpisy w księdze
gości).

�120

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

Moment publikacji wyników badań przynosi szereg kolejnych kwestii wymaga­
jących poważnego namysłu, także o charakterze moralnym. Hammersley i Atkin­
son zwracająuwagę na to, że „publikacje m ogą nadszarpnąć reputację konkretnych
osób, organizacji i miejsc, a także urazić uczucia zainteresowanych” (Hammers­
ley, Atkinson 2000: 275)12. Stąd też - jak przypominają autorzy - „kwestią za­
sadniczą w takich przypadkach nie jest problem prawdziwości publikowanych lub
upublicznianych informacji, lecz implikacje, jakie one niosą (bądź jakie m ogą być
im przypisane) dla badanych ludzi, instytucji, itp.” (Hammersley, Atkinson 2000:
276). Przy tej okazji trzeba też uświadomić sobie myśl, sformułowaną celnie przez
Howarda Beckera, a zacytowaną przez Hammersleya i Atkinsona, że „socjologicz­
ny ogląd świata [podobnie jak antropologiczny - E.A.J., N.M.] (....) pozbawia
ludzi złudzeń na temat samych siebie i swoich instytucji (...) sprawy dla nich
cenne zostały potraktowane jako zwykły element klasy obiektów” (Hammersley,
Atkinson 2000: 276). Bardzo osobiste doświadczenia, którymi dzielą się z nami
rozmówcy, stają się w późniejszych opracowaniach jedynie przykładem, częścią
szerszego wzorca, w który są wpisane. Uświadomienie sobie tego faktu może
wprowadzić spory zamęt w ich obrazie samych siebie.
Andrew Gamer przypomina antropologom o poważnej zmianie, jaka nastąpiła
w sposobie uprawiania naszej dyscypliny (m.in. z powodu rozwoju technologicz­
nego), a mianowicie o tym, że opracowując wyniki badań piszemy w dzisiejszych
czasach o ludziach, którzy będą naszymi czytelnikami (Gamer 2011). Nigdy nie
jest to aż tak boleśnie prawdziwe, jak w badaniach online. Powinniśmy się spo­
dziewać, że jednostki, których spora część życia rozgrywa się w świecie wirtu­
alnym, bez trudu trafią na opublikowane przez nas wyniki badań (tym bardziej,
że i nasze opracowania coraz częściej zamieszczane są w Sieci). Zwrot etyczny
w antropologii i będące jego konsekwencjąrefleksje na temat odpowiedzialności
badaczy prowadzą zatem do coraz śmielszych sugestii, by antropolodzy bądź
konsultowali z pozostałymi uczestnikami badania ostateczny produkt, jakim jest
publikacja wyników, bądź przynajmniej przedstawiali go im otwarcie13.
Jak już wspominałyśmy przy okazji omawiania zagadnień świadomej zgody
i prywatności, pomimo jasnej deklaracji występowania w roli badacza, którą skła­
damy zazwyczaj na samym początku badania, nie możemy uniknąć odgrywania
podwójnej roli: badacza (rola zadeklarowana) i uczestnika interakcji społecznych
12O negatywnej reakcji uczestnikówna publikację pisze np. Fiona Bowie, relacjonując doświadczenie
Rijka van Dijka, który po napisaniu artykułu opartego na pracy terenowej wśród młodych kaznodziejów
z Malawi został wezwany przez zainteresowanych - urażonych tym artykułem - na prywatne spotkanie,
na którym musiał się gęsto tłumaczyć ze sposobu, w jaki przedstawił badaną społeczność. „To, co
akademickiemu antropologowi zdawało się sprawiedliwe, zrównoważone i niewinne, wywołało strach
u społeczności, którą badał” - komentuje to zdarzenie autorka (Bowie 2008: 11-12).
13Jedną z sugestii uczynienia uczestników badań współautorami publikowanych tekstów i - co za
tym idzie - zerwania z dominacją głosu badacza, była zaczerpnięta od Michaiła Bachtina, a rozwijana
przez Jamesa Clifforda koncepcja polifoniczności tekstu etnograficznego, trudna jednak w praktyce do
realizacji (Clifford 2000: 59-63).

�Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

121

(rola nie do uniknięcia). To właśnie fakt, że antropolog zawsze wchodzi w ba­
daną społeczność, że - jak pisze Geertz - „antropologiczne badania terenowe
nie dopuszczają żadnej znaczącej separacji zawodowej sfery życia od jego czę­
ści osobistych” (Geertz 2003: 55), powoduje, iż w rozważaniach o charakterze
etycznym musimy mieć na uwadze również zagadnienie relacji międzyludzkich,
powstałych między badaczem a innymi uczestnikami badań. Ewa Nowicka zasta­
nawia się nad kwestią przyjaźni i jej miejsca w pracy antropologa, skupiając się
zwłaszcza na kontrowersjach wokół przyjaźni jako narzędzia antropologicznego
(Nowicka 2005). Nie wdając się w szczegółową analizę zagadnienia, które samo
w sobie mogłoby stać się przedmiotem osobnego artykułu, warto zwrócić uwagę
i na to, że przyjaźń może połączyć antropologa i niektórych uczestników badań
jako skutek uboczny działalności naukowej, niosąc ze sobą wyzwania o charak­
terze moralnym. I choć pozornie podczas badań w Internecie, gdzie nie docho­
dzi do kontaktów tw arzą w twarz, sprawa przyjaźni badaczy z uczestnikami ba­
dań może nie wydawać się aż tak istotna, dla wielu ludzi relacje nawiązywane
w Sieci są równie ważne, jak związki międzyludzkie w świecie rzeczywistym,
a w skrajnych przypadkach może nawet ważniejsze.
Kwestią, która niemal od samego początku pojawienia się nurtów antropo­
logii terenowej dręczyła odpowiedzialnych, wrażliwych badaczy (np. Franza
Boasa), było ewentualne wykorzystanie informacji uzyskanych w trakcie badań
do innych niż badawcze celów (Hammersley, Atkinson 2000: 276). W swoich
wspomnieniach, zatytułowanych Apprenticeship under Boas („Terminowanie
u Boasa”), Margaret Mead pisze, że jej mistrz zawsze czuł się odpowiedzial­
ny za użytek, jaki czyniono z antropologii, a z wyników badań jego zespołu
w szczególności (Mead 1959). O jego zaangażowaniu w tę sprawę i bezkom­
promisowej postawie wobec nadużywania danych z badań etnograficznych
świadczy również fakt, iż wystąpił stanowczo przeciwko tym z antropologów
amerykańskich, którzy wykorzystywali pracę w terenie jako przykrywkę dla
działalności szpiegowskiej na rzecz rządu amerykańskiego (por. Price 2000;
Silverman 2007).
Czy problem wykorzystywania wyników pozyskanych w terenie ma jakiś
szczególny wymiar w badaniach online? Trudno to jednoznacznie rozstrzygnąć.
Wydaje się jednak, że zwłaszcza publikacje w formie open access dają w zasa­
dzie wszystkim dostęp do wyników naszych poczynań badawczych. Nie mamy
absolutnie żadnego wpływu na ich przyszłe wykorzystanie, tym bardziej więc
musimy dogłębnie przemyśleć sposób prezentacji rezultatów pracy. I choć nie je ­
steśmy w stanie zapobiec ewentualnym nadużyciom, nie możemy czuć się zwol­
nieni z rozważania tej kwestii. Relacjonując rozpowszechnione poglądy, Ham­
mersley i Atkinson zwracają uwagę na to, że tu i ówdzie
dają się słyszeć głosy, że wartość wiedzy naukowej i prawo opinii publicznej do
poznania prawdy przeważają nad tego typu dylematami. Mimo wszystko wielu

�Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

122

etnografów przywiązuje dużą wagę do tego, by wiedza wytwarzana podczas badań
służyła później słusznej sprawie (Hammersley, Atkinson 2000: 278).

Margaret Emerton omawia dość szczegółowo niektóre zagrożenia, charak­
terystyczne właśnie dla badań online, twierdząc, że badacze m ogą zaszkodzić
badanym bądź bezpośrednio, bądź umożliwiając takie działanie osobie trzeciej.
Po pierwsze, jeśli uczestnik badań porozumiewa się z nami przez konto mejlowe, ktoś inny może zdobyć dostęp do umieszczonych tam, poufnych informacji.
Po drugie, antropolog może popełnić błąd i wysłać wiadomość na niewłaściwy
adres, dokonując tym samym wyłomu w poufności korespondencji (zdarza nam
się przecież odpowiadać na mejle, cytując obficie naszych rozmówców). Po trze­
cie, należy pamiętać o kwestii przechowywania materiałów. W przypadku badań
online, gromadzenie materiałów w Sieci, w łatwo dostępnym w każdej sytuacji
miejscu, wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Jako badacze powinniśmy jed ­
nak uczynić wszystko, by zminimalizować ryzyko, że nasze - niejednokrotnie
z trudem zdobyte - materiały wpadną w niepowołane ręce. Umiejętności współ­
czesnych hakerów czynią to zalecenie szczególnie trudnym, nie zwalniając nas
jednak od odpowiedzialności (Emerton 2003: 19-21).
W ostatnich latach rozumienie szkodliwości, postrzeganej jako potencjal­
ne niebezpieczeństwo grożące uczestnikom badań antropologicznych, zostaje
wzbogacone o refleksję nad zagrożeniami, jakie spotkać m ogą samych badaczy
(Linkogle, Lee-Treweek, eds., 2000), także tych prowadzących badania online.
Antropolog musi się bowiem liczyć nie tylko z możliwością przywłaszczenia
danych - co może nieść ze sobą większą szkodę dla badanych niż dla niego same­
go - ale także z kradzieżąjego tożsamości badawczej czy niebezpieczeństwami
płynącymi z nękania, gróźb, zniesławienia czy nawet szantażu.
Prowadząc badania w Internecie, musimy brać pod uwagę wszystkie z wy­
mienionych powyżej kwestii, jak również wiele innych, z którymi zapewne ze­
tkniemy się w trakcie konkretnych działań poznawczych. Wprawdzie trudno jest
przewidzieć wszelkie potencjalne ryzyko płynące z naszych projektów dla bio­
rących w nich udział ludzi, niemniej obowiązkiem naszym jest stale mieć je na
uwadze i modyfikować nasze postępowanie tak, by nie wyrządzać szkody tym,
którzy zechcieli wejść z nami w interakcje, nawet jeśli są to interakcje w świecie
wirtualnym.

Zakończenie
Celem niniejszego artykułu nie jest ani krytyka dotychczasowych badań, ani
proponowanie jednoznacznych rozstrzygnięć, ani też stworzenie gotowego sche­
matu postępowania, lecz zainicjowanie dyskusji na temat etycznego wymiaru
antropologicznych badań online oraz przedstawienie niektórych z podjętych już

�Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

123

w anglosaskiej antropologii zagadnień. Na zakończenie warto zastanowić się
przez chwilę nad przyczynami braku pogłębionej dyskusji na temat etyki za­
wodowej w polskim środowisku antropologów kulturowych i etnologów. Czy
ten stan rzeczy świadczy o głębokiej moralności wszystkich badaczy, którzy nie
potrzebują szczegółowych regulacji dotyczących różnych obszarów ich działal­
ności? A może dyskusja o etyce w antropologii zbyt często bywa utożsamiana
z dążeniem do stworzenia sztywnego kodeksu zawodowego i spetryfikowanych
regulacji dotyczących procedur badawczych, co wzbudza powszechną niechęć?
Świadome kontrowersji i różnych stanowisk wobec etycznego wymiaru badań,
wierzymy jednak, że otwarta dyskusja i prezentacja własnego punktu widzenia
jest lepsza niż pozostawienie tych kwestii w sferze milczących założeń. Niemal
każda decyzja może być uzasadniona, powinna być jednak decyzją świadomą,
opartą na wiedzy o możliwych konsekwencjach i odnoszącą się do standardów
przyjmowanych w naszej dyscyplinie.
Nie żyjemy w próżni prawnej, nasze działania m uszą być też zgodne z obo­
wiązującymi normami. Fakt, że polskie środowisko naukowe nie wykształciło
instytucji podobnych do amerykańskich Institutional Review Boards (IRB) spra­
wia, iż cała odpowiedzialność za działalność naukową spoczywa na konkretnym
badaczu. Bez otwartej dyskusji środowiskowej pozostajemy zdani wyłącznie na
osobisty osąd i własne wybory. Sprowadzenie kwestii etycznych do sfery jed ­
nostkowych wyborów daje wprawdzie miłe poczucie wolności, często jednak
prowadzi do zagubienia i działania po omacku. Łatwo więc o popełnienie błę­
dów, które m ogą się na nas zemścić, zwłaszcza gdy prowadzimy badania w śro­
dowisku wielokulturowym, jakim z pewnością jest Internet.
Słowa kluczowe: etyka, etnografia online, Internet, badania antropologiczne

LITERATURA
Andrzejuk A.
2006
Etyka zadekretowana”? Dylematy moralne pracownika nauki, w: K. Kalka,
A. Papuziński (red.), Etyka wobec współczesnych dylematów, Bydgoszcz:
Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, s. 255-268.
Bowie F.
2008
Antropologia religii. Wprowadzenie, przeł. K. Pawluś, Kraków: Wydawni­
ctwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Clifford J.
2000
Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia, literatura i sztuka, przeł.
E. Dżurak i in., Warszawa: Wydawnictwo KR.
Deredas A.
2010
Internetowe (re)konstrukcje rzeczywistości społeczno-kulturowej. Przykład
CZATerii, w: E.A. Jagiełło, P. Schmidt (red.), Homo Intemeticus? Etnogra­

�124

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

ficzne wędrówki w głąb Sieci, Lublin: Wydawnictwo Portalu Wiedza i Edu­
kacja, s. 98-106, http://wiedzaiedukacja.eu/wp-content/uploads/2010/12/
Homo -Intemeticus .pdf (25.01.2011).
Emerton M.
2003
Ethical and Methodological Problems in Online Research, http ^/collec­
tions.lib.uwm.edu/cipr/image/335.pdf (25.01.2011).
Ess C.
2002
Ethical Decision-making and Internet Research: Recommendations from
the AOIR Ethics Working Committee, http://aoir.org/reports/ethics.pdf
(25.01.2011) .
Extending the Spectrum...
2008
Extending the Spectrum: The TOPS and Ethical Issues in Internet-based Re­
search, Social Sciences and Humanities Research Ethics Special Working
Committee: A Working Committee of the Interagency Advisory Panel
on Research Ethics, Ottawa, Canada, http://www.pre.ethics.gc.ca/policypolitique/initiatives/docs/Intemet_Research_-_February_2008_-_EN.pdf
(25.01.2011) .
Gamer A.
2011
Ethical Dilemmas in Professional Practice in Anthropology, http://www.
nomadit.net/asatest/networks/apply/ethics.htm (25.01.2011).
Geertz C.
2003
Zastane światło. Antropologiczne refleksje na tematy filozoficzne, przeł.
Z. Pucek, Kraków: Univeristas.
Geisler N.L.
2007
Christian Ethics. Options and Issues, Grand Rapids: Baker Academic.
Groenwald M.
2006
Uwagi do kodeksu etyki egzaminatora, w: O wyższą jakość egzaminów
szkolnych, Polskie Towarzystwo Diagnozy Edukacyjnej, s. 183-193 http://
www.ptde.org/file .php/1/Archiwum/XII/Uwagi_do_kodeksu_etyki_egzaminatora.pdf (25.01.2011).
Hammersley M., Atkinson P.
2000
Metody badań terenowych, przeł. S. Dymczyk, Poznań: Wydawnictwo
Zysk i S-ka.
Hudson J.M., Bruckman A.
2002
IRC Français: The Creation o f an Internet-based SLA Community, http://
aoir.org/reports/ethics.pdf (25.01.2011).
Kmiecik A.
2006
Metodologiczny aspekt konstrukcji etyki technologii informacyjnej, w: K. Kal­
ka, A. Papuziński (red.), Etyka wobec współczesnych dylematów, Bydgoszcz:
Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, s. 298-208.
Kozinets R.V.
2010
Netnography. Doing Ethnographic Research Online, Los Angeles, Lon­
don, New Delhi, Singapore, Washington DC: Sage.
Linkogle S., Lee-Treweek G. (eds.)
2000
Danger in the Field. Risk and Ethics in Social Research, London: Rout­
ledge.

�Pułapki Sieci - o etycznym wymiarze badań antropologicznych w Internecie

125

Markham A.N.
2009
Metody, polityka i etyka reprezentacji w etnografii online, przeł. M. Ziółkowska-Kuflińska, w: N.K. Denzin, Y.S. Lincoln (red.), Metody badań
jakościowych, t. 2, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 219-256.
Mead M.
1959
Apprenticeship under Boas, w: W. Goldschmidt (ed.), The Anthropology
o f Franz Boas: Essays on the Centennial o f Flis Birth, Memoirs of the
American Anthropological Association 89: 5, Menasha: American Anthro­
pological Association, s. 29-45.
Nowicka E.
2005
Przyjaźń jako narzędzie pracy antropologa. Wątpliwości etyczne, w: K. Zamiara (red.), Etyczne aspekty badań społecznych, Poznań: Wydawnictwo
Naukowe UAM, s. 191-211.
Price D.
2000
Anthropologists as Spies, „The Nation” 20.11.2000, http://www.thenation.
com/article/anthropologists-spies (25.01.2011).
Rekomendacja...
2010
Rekomendacja CM/Rec /2010/13 Komitetu Ministrów państw członko­
wskich w sprawie ochrony osób w związku z automatycznym przetwarza­
niem danych osobowych podczas tworzenia profili, www.giodo.gov.pl/plik/
id_p/2135/j/pl/ (15.05.2011).
Silverman S.
2007
Krąg Boasa i narodziny antropologii kulturowej, przeł. J. Tegnerowicz,
w: E Barth i in., Antropologia. Jedna dyscyplina, cztery tradycje: brytyj­
ska, niemiecka, francuska i amerykańska, Kraków: Wydawnictwo Uniwer­
sytetu Jagiellońskiego, s. 287-305.
Sveningsson M.
2004
Ethics in Internet Ethnography, w: E.A. Buchanan (ed.), Readings in Vir­
tual Research Ethics. Issues and Controversies, Hershey, London: Infor­
mation Science Publishing, s. 45-61.
Środa M.
2010
Etyka dla myślących, Warszawa: Wydawnictwo Czarna Owca.
Ustawa o ochronie...
1997
Ustawa o ochronie danych osobowych, Dz.U. nr 133 poz. 883 z dn. 29 sier­
pnia 1997 r.
Ustawa o prawie...
1994
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz.U. nr 24 poz. 83
z dn. 24 lutego 1994 r.
Wasilewska-Krawczyk V.
2010
Antropolog on-line, a badanie w działaniu. Eksperyment polsko-brytyj­
ski, w: E.A. Jagiełło, P. Schmidt (red.), Homo Interneticus? Etnograficzne
wędrówki w głąb Sieci, Lublin: Wydawnictwo Portalu Wiedza i Edukacja,
s. 14-20, http ://wiedzaiedukacja.eu/wp-content/uploads/2010/12/Homo-Interneticus.pdf(25.01.2011).
Zbiór zasad i wytycznych...
2000
Zbiór zasad i wytycznych pt. „Dobre obyczaje w nauce”, http://www.ken.
pan.pl/images/stories/pliki/pdf/down.pdf (25.01.2011).

�Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka

126
Źródła internetowe:

Europa. Communiqués de presse RAPID, http://europa.eu/rapid/pressReleasesAction.do?
re fe re n c e M P /10/63 &amp; form at= H T M L &amp; aged= &amp; language= P L &amp; guiL anguage= fr
(15.05.2011) .
Respect. Professional and Ethical Codes fo r Socio-Economic Research in the Informa­
tion Society, www.respectproject.org (15.05.2011).
http://www.kataryna.salon24.phl06346, jak-to-sie-robi-w-dzienniku (15.05.2011).
http ://wiadomosci.dziennik.pPwydarzenia/artykuly/150114,wiemy-kim-j est-kataryna.html
(15.05.2011) .

Ewa A. Jagiełło, Noemi Modnicka
TRAPS OF THE NET - ON THE ETHICAL DIMENSION OF THE
ANTHROPOLOGICAL RESEARCH ONLINE
(Summary)
Nowadays the encounter between researcher and participant in research takes place
more frequently on the Internet - in a new space, which on the one hand is a complex
construct of words, sounds and images, and which on the other hand is created by people
interacting in various ways. This new domain, explored in many ways by anthropologists
and other qualitative researchers, is taken into account, especially in foreign publications,
when professional ethics is considered. In the authors’ opinion, the Polish anthropological
community still suffers from the lack of deeper reflection on the challenges posed by re­
search on the Internet. The purpose of this paper is to present various approaches towards
ethical issues in qualitative research on the Web and to highlight the areas of dispute that
arise as a result of the adoption of different ethical positions, focusing mainly on the pro­
blems of informed consent, privacy and harm.
Key words: ethics, ethnography online, Internet, anthropological research

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8077" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8057">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8eec5d30f9c0bc8bba374ad986331f60.pdf</src>
        <authentication>b1ac941bc3380376ffdb7c55ae1c6790</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96513">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5695</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96514">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96515">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96516">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5294</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96517">
                <text>Kościół i Park Pokoju w Jaworze jako przyklad miejsca (nie)pamięci</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="96519">
                <text>"Miejsce niczyje bo niemieckie..."/ Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96521">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr 1(19), s.52-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96523">
                <text>Jakimowicz, Marcelina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96525">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96527">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96529">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96539">
                <text>BARBARZYŃCA

�Marcelina Jakimowicz

Ur. w 1988 roku. Etnolog, doktorantka afiliowana przy Katedrze
Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Wrocławskiego.
Interesuje się antropologią pamięci, prowadzi badania dotyczące
wpływu powojennych przesiedleń z byłych Kresów PołudniowoWschodnich na Dolny Śląsk na narracje biograficzne.

Wprowadzenie
We współczesnych środkach masowego prze­
kazu zauważyć można wyjątkowe natężenie tema­
tów związanych z historią i pamięcią. Odno­
szące się do nich pojęcia na stałe wpisały się już
w dyskurs mediów. Zagadnienia takie jak poli­
tyka historyczna, miejsca pamięci, białe plamy
historii, jej zamazywanie czy demokratyzacja, są
coraz częściej przedmiotem debat, dyskusji oraz
zainteresowania całego społeczeństwa. Niemal
zawsze tego rodzaju tematy związane są z czasem
II wojny światowej, która na stałe zmieniła bieg
historii i odcisnęła piętno na życiu wszystkich
ludzi którzy jej doświadczyli jednym z tego
typu skutków wojny były wielkie migracje które
dotknęły szczególnie terenu Dolnego Śląska Tu
na miejsce ludności niemieckiej, w ramach
siedleń przybyła ludność zza Buga oraz z cen¬
tralnej Polski. Zostawiali swoje miejsca pamięci
1-

1

Za prekursora badań nad miejscami pamięci uznać
należy Pierrea Nore. W artykule MLIK collectiv,
opublikowanym na początku lat siedemdziesiątych,
Nora postulował konieczność badań nad miejscami
pamięci. Terminu tego nigdzie dokładnie nie zdefi­
niował, ale jak się wydaje, rozumiał go wtedy przede
wszystkim ako zimtytućjonalizowane formy zbio­
rowych wspomnień prze złości Miejscem pamięci

m S o być dla niego zarówno archiwum historycz­
ne L pomnik bohatera jak i mieszkanie prywatne
w S r y T C t S się'
S b T b S k
I b c h o E uroclstośc z H
t
ó
S
dk
Nory S o ^ c h

1 (19) P 0 1 9

w^go wczZnych pfc3

BARBARZYŃCA

P

domy, gospodarstwa, kościoły, groby bliskich,
pola uprawne i znane im od wieków krajobrazy.
Wyrwani z własnej przestrzeni, musieli na nowo
definiować siebie i zdobywać poczucie bezpie­
czeństwa w miejscach im obcych. Takich grup na
terenie Europy było po wojnie wiele.
W Polsce główne nurty historii i pamięć
o minionych wydarzeniach kształtowała władza
ludowa. W ramach tych działań likwidowała
ona ślady niemieckiej przeszłości na tzw. Zie­
miach Odzyskanych. W perspektywie bieżącej
lieux de memoire należałoby raczej tłumaczyć jako
„miejsca wspominania", "miejsca wspomnień', a najlepie „miejsca, w których się wspomina". Koncepc a
owych mie sc wspominania, miejsc pamięci, osadzona

jest mocno w dwóch tradycjach Pierwsza to tradycja
badań nad społecznymi ramami pamięci zbiorowej
Maurica Halbwachsa. Badania miejsc wspomnień"
to analiza instytucjonalnych ram kreowania podtrzy­
mywania i transmisji pamięci przeszłości f ) L a na­
tomiast wiąże się z praktykami mnemotechnicznymi
antycznych! średniowiecznych retorów przypomnia-

dzksatTb

S ^ « p a S d " 7 S a ^ ? w ^ e i

S^23o^V ^SoZ Sn^££
D

D

�54

Marcelina Jakimowicz

chodziło o zdobycie mieszkań i miejsc pracy dla
milionów przesiedlonych Polaków. Rozwiąza­
niem problemu miało być usunięcie Niemców,
połączone w propagandzie PPR z mitem Ziem
Odzyskanych. Powrót tych ziem w granice Pol­
ski przedstawiano w kategorii sprawiedliwości
dziejowej, a także jako ukoronowanie polskiej
myśli politycznej . W polityce PPR przyłącze­
nie do Polski obszaru około 100 tys. k m , jego
„odniemczenie" i oddanie polskiemu osadnic­
twu (z obietnicą przejęcia majątków niemieckich
2

3

2

1 ich podziału w ramach reformy rolnej) miało
się stać, w otoczce haseł o budowie Polski jed­
nolitej narodowo, filarem pozyskania zaufania
społeczeństwa. Zamykano szkoły, konfiskowano
majątki należące do społeczności niemieckiej,
niszczono cmentarze. Usuwanie Niemców odby­
wało się dwutorowo: poprzez zorganizowane
wysiedlenia oraz tworzenie warunków skłania­
jących Niemców do wyjazdu .

nazywany „perłą w koronie miasta" lub „perłą
światowego dziedzictwa" . Świetnością cieszy się
od roku 2001, kiedy to został wyremontowany
i wpisany na listę UNESCO . Wcześniej pozo­
stawał w stanie ruiny i był widomym śladem
niemieckiej przeszłości miasta. Obecnie zabytek
powinien stanowić pamiątkę skomplikowanej
historii Jawora. Do 1972 roku świątynię okalał
cmentarz ewangelicki. Zlikwidowany przez wła­
dze Jawora pod pretekstem braku w centrum mia­
sta terenów zielonych, stanowi przykład niszczy­
cielskich działań władzy ludowej w stosunku do
poewaneelickieeo mienia Na miejscu cmentarza
powstał Park Pokoju - rozległe założenie oeroclowe otoczone przez dawne budynki parafialne.
6

7

8

Artykuł jest pokłosiem badań terenowych
prowadzonych w kwietniu i maju 2011 roku na

4

6

http://www.jawor.pl/pl/tresci-435.html, 26.11.2012.

W latach 2000-2003 Kościół w Jaworze przeszedł
pierwszy od 1906 r. generalny remont. Prace polegały
na usunięciu uszkodzonych części konstrukcji kościo­
ła i zastąpieniu ich nowymi Wymieniono pokrycie
dachowe nad nawą główną kościoła i nad nawami
bocznymi. Wszystkie drewniane elementy poddano
impregnacji. Służby konserwatorskie rekonstruowały
też zabytkowe malowidła. Renowację zabytku sfinan
sowała Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Polska Partia Robotnicza
Dotacie na ten cel przekazał również Urząd Mar­
W. Borodziej, Wstęp, [w:] W. Borodziej, C. Kraft
szałkowski Województwa Dolnośląskiego i Urząd
(red.), Niemcy w Polsce 1945-1950, t. 1, Władze i in­
Generalnego Konserwatora zabytków oraz prywatS
stytucje centralne. Województwo olsztyńsk e, Wydawnic­
ZorS/^S^zSe pLW
two Neriton, Warszawa 2000, s. 56

Jawor, przed wojną Jauer - miasto powiatowe
położone na Dolnym Śląsku, na terenie tzw.
Ziem Odzyskanych. Głównym zabytkiem miasta,
a zarazem jego największą atrakcją turystyczną,
jest pochodzący z XVII wieku Kościół Pokoju ,

7

5

2

3

ofiWawT

t

4

pC3=m 1.02:2013

P. Kasprzak, Polityka władz polskich wobec ludności nieecktj okres efunkcjonowamaM n sterstM
Świątynia została wpisana na Listę Światowego Dzie­
mt

W

t

t

t

zyskanych, „Czasopismo Prawno-Historyczne" 2 2010, s.
217.
5

Kościół Pokoju został zbudowany w latach 1654¬
1655. Jego powstanie wiąże się postanowieniami
pokoju westfalskiego, kończącego wojnę trzydziesto­
letnią (1618-1648) Na jego mocy ce arz musiał wy­
razić zgodę na wzniesienie kościołów ewangelickich
w trzech śląskich miastach: Głogowie, JaworŁ i Świd­
nicy. Miały one być zlokalizowane na przedmieściach,
zbudowane z materiałów „niegodnych'' Domu Boże^
go- drewna gliny i słomy a także nie posiadać wieży
(obecna pochodzi z I ćw. XVIII w ) .

8

dzictwa Kulturowego i Naturalnego UNESCO 13
grudnia 2001 r. w Finlandii z racji dużego znaczenia
dla kultury i ludzkości. Spełnia kryterium III - przed­
stawia unikatowe albo przynajmniej wyjątkowe świa­
dectwo tradycji kulturowej lub istniejącej albo minio­
nej cywilizacji I V - przedstawia szczególny przykład

typuTudowl zespołu architektonicznego lub techno­
ilustrującego ważny etap
oraz V I - poJstajf w bezpLre&lt;£

krajobrazu
ludzkości

logicznego albo
w historii
żywa

ZdyZ^So^da

lub^S^rTdbo

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�55

Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie...
terenie Parku Pokoju w Jaworze . W badaniach
starałam dowiedzieć się, jaki był i jest stosunek
do mienia poewangelickiego na terenie mia­
sta . Moich rozmówców pytałam o powojenną
historię Kościoła Pokoju i Parku. Starsze osoby
- również o wspomnienia związane z cmenta­
rzem i jego likwidacją. Starałam się także dowie­
dzieć, jakie znaczenie mają dziś kościół i Park
Pokoju dla młodych mieszkańców Jawora. Istotną
rolę w prowadzeniu badań miał fakt, iż Jawor
jest moją rodzinną miejscowością. Mieszkając
w pobliżu Parku Pokoju
dostęp do obser­
9

10

wacji teeo terenu badania prowadziłam wiec
w środowisku mi znanym. Omówienie materiału
badawczego dzielę na dwie części. Jedna odnosi
się do historii powojennej lawora w niej zamiesz
czam wspomnienia i stosunek ludności napływo­
wej do mienia poewaneelickieeo a także pokrótce
orzedsrawiam svruacie ewangelików w oierw
szvch larach n o w o i e n r l h Naromiasr w druHei
części
nrzedsrawić dzisiejsze
wvobraże
ę sraram sieę p
j
y
nia na temat tego terenu wśród mieszkańców mia­
sta Następnie rekonstruuje proces kształtowania
sta. n a s t ę p n i e r e K o n s t r u u j ę proces K s z t a ł t o w a n i a
n

m*

* i

r7

n n

t m

t P rlr

P Lr i

się pamięci jaworzan na temat i arku i OKO u
i Dadam jej wpływ na znaczenie tego terenu ma
młodszego pokolenia, ^zy rzeczywiście jest to

miejsce pamięci, czy może raczej niepamięci. INa
to pytanie postaram się odpowiedzieć w artykule.
9

Badania prowadziłam za pomocą obserwacji uczest­
niczącej jawnej, a także swobodnego i pogłębionego
wywiadu Wiele informacji było zdobywanych podczas
codziennych rozmów, a akże z wywiadu eksperckie­
go w przypadku rozmów z duchownymi. W artykule
korzystam także z wiadomości o parafii ewangehcko-aulburskiej w jaworze zdobytych podczas zbierania
materiału do pracy konkursowej pf Życie religijne
wczasachPRL u Ł s n a p r ó b a r o z L z e m a p r z e s z ł o ci
która została napisana pod kierunkiem Dariusza Drżała

Zawierzyć słowu mówionemu,
pochylić się nad świadectwem,
pogłoską, plotką...
Ludzka pamięć jest wybiórcza i często zwodni­
cza, a relacja konkretnego człowieka jest zanurzona
we współczesnym mu kontekście. Z biegiem lat
doświadczenia mogą zmienić swoje znaczenie. To
- jak wspominamy - uzależnione jest od wielu
czynników, pamięć nie jest stała, lecz elastyczna,
zmienna w czasie, zależna od pamięci zbiorowej
grupy, z jaką się identyfikujemy, i z dyskursem na
temat historii prezentowanym w mediach, z któ­
rymi się stykamy. Jednak pamięć daje nam moż­
liwość dotarcia do informacji niedostrzeżonych
przez historię bądź będących opozycją do dyskursu
historycznego.
Mikrohistorie dają nam możliwość uzyska­
nia wyobrażeń na temat przeszłości i pozwalają
dotrzeć do informacji zazwyczaj nie zawartych
w dokumentach - do ludzkich historii, do wyobra­
żeń na temat miejsca. Z ich pomocą starałam się
udzielić odpowiedzi na pytanie, jak funkcjonują
tereny poewangelickie w świadomości jaworzan.
Idąc za słowami Tokarskiej-Bakir, w swoich roz­
mowach chciałam zawierzyć słowu mówionemu,
pochylić się nad każdym świadectwem, pogłoską,
plotką, tym, co do niedawna było przez histo­
rię lekceważone . W moich badaniach stało się
to kluczem nie tylko do zrozumienia przeszło­
ści, ale przede wszystkim teraźniejszości. Pamięć
stała się pomostem między tym, co było, 3. tym
11

12

11

d s z X r S p o t o c k ą w r o l u 2 0 0 6 wr^chkonkJJn

10

Do mienia poewangelickiego zaliczam świątynię, te­
ren parku - niegdyś cmentarza ewangelickiego, znaj­
dującą się na jego terenie kaplicę oraz byłe ewangelic­
kie budynki parafialne, które okalają p i .

1 (19) PD13

BARBARZYŃCA

Mikrohistorie definiuję za Ewą Domańską jako od­
dające wielkie przemiany historii, opisujące drobne
wydarzenia powszechnych dni historii, małe światy
innych ludzi przybliżanych przez badaczy po to, by
wskazać na ich odmienność. Zob. E. Domańska, W-

krohistorie. Spotkania w miedzyświatach,
two PoznańsL, Poznań 1999,1 22.

12

A.

Wydawnic­

Guriewicz, Historia i antropologia historyczna,

tłum. B. Żyłko, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa"
1-2 1997, s. 17.

�co jest obecnie. W osobistych wspomnieniach
tkwi jednak pułapka subiektywności, gdyż każda
z opowieści jest opisana przez konkretną osobę,
która na swoje życie patrzy z perspektywy prze­
żytych dotychczas lat, zwraca uwagę na niektóre
elementy historii, a o innych zapomina. Jednak
każda, nawet najmniej prawdopodobna opowieść,
mówi o czymś badaczowi. Już na poziomie doboru
historii, które ktoś zechce nam przekazać, można
dowiedzieć się, co dla opowiadającego jest ważne,
jakimi wartościami kieruje się w życiu, a także
jak chce ukształtować swój wizerunek w oczach
słuchającego. Jak wspomina Traba, pamięć jest

fenomenem działającym historycznie, lecz nigdzie
nie jest utożsamiana z historią jako czymś, co rze­
czywiście się wydarzyło. Może pomagać historii,
wypełniać luki w materiale badawczym, jednak
należy odnosić się do pamięci bez potrzeby wery­
fikacji historycznej, przyjmować przedstawianą
nam prawdę jako obowiązującą w danej grupie .
Badania pamięci rozpatruje się nie jako „zapis
13

13

R.Traba, Wprowadzenie, [w:] R.Traba, Hans Hennig

Hahn (red.) Polsko-memteckte mtejsca pamtect, t. 3

Paralele, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa
2012, s. 11.

FOT. MARCELINA JAKIMOWICZ

BARBARZYŃCA

�57

Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie...
interpretacyjnie skończony", ale raczej umieszcza
się je w kontekście możliwych znaczeń .

wymazywania pewnych fragmentów historii jest
pamięć o ewangelikach, którzy według władzy
ludowej mieli być świadectwem przeczącym pol­
skości Ziem Odzyskanych.

14

Kirsten Hastrup przyrównuje historię do
mitu. Uważa, iż historia jest tworem europocentrycznym, który stawia dokumenty pisane ponad
mity, opowieści „zwykłego człowieka" . Nato­
miast, gdy zmienia się punkt widzenia i pojawiają
się nowe fakty, przyjęta dotychczas za pewnik
historia zostaje odrzucona jako mit, zaś mit
w nowym świetle może stać się historią . Decy­
dującym czynnikiem jest tu fenomen pamięci
ludzkiej, która jest
dla naszego poczucia

Jonie nasze było..." Stosunek
jaworzan do ewangelików i ich
mienia w czasach powojennych

15

Rok 1945, koniec wojny. Napływowi miesz­
kańcy Jawora wciąż żyją w strachu, że Niemcy
wrócą na swoje dawne ziemie. W pierwszych
latach po wojnie „osadnicy" nie remontują
domów, bo jak mówi pewien mężczyzna:

16

tożsamości. W artykule korzystam także z pojęcia
historyczności
Nietzschego, który określa ją jako
formę świadomości continuum wiedzy. Historyczność według Nietzschego jest zatem sp oso **
bem iaki człowiek wykorzystuje dla budowania
zachowywania bądź niszczenia świata kultury'
który narodził sie wraz z żvwvmi lecz którego
elementem iest wiedza o umarłych Naturalnym
procesem jest społeczne zapominanie niektórych
faktów, doświadczeń, natomiast sku
skupianie siej
17

r ^ e k a ź w a n i n ^ w h ' " ^ l e k ™ o Ł zhiorowei
L m i e r i w i . ż e sie często z z . r h w L e m t o ż s . m o

i Procesem zmorowej amnezji, i^ia „wygoay
wykluczamy z wrasnej przeszyci pewne takty,
świadomie Dądz nie, inne natomiast urastają
do rangi mitu narodowego, lakim przykładem
14

K. Polasik-Wrzosek, Czy oralność może „odbijać" men­

talność?, [w:] K. Polasik-Wrzosek, W. Wrzosek, L.
Zaszkilniak (red.), Historia - mentalność — tożsamość.

Studia z historii, historii historiografii i metodolońi

Instytut Historii Uniwersytetu im. Adama Mic­
kiewicza w Poznaniu, Poznań 2010, s. 354.

storii,

15

Oni [Niemcy]przecież
wszystko tu zostawili, to
czemu nie mieliby po to wrócić?
Pozostała w Jaworze ludność niemiecko-ewangelicka po wojnie z większości staje się mniejszo­
ścią. Jak wspomina ksiądz ewangelicki: „Dodat­
kowo władza stale wpaja napływowym wizerunek
Niemca-wroga, mordercy, nazisty" . Napływowa
ludność widzi także, jak władza ludowa traktuje
Niemców, którzy zostali w Jaworze. Traktowani,
jak ludzie drugiej kategorii, często nie posiadają
dokumentów, żyją z myślą o wyjeździe. Ci, którzy
zostali, nawet dziś nie chcą rozmawiać. Jeden z roz­
mówców opowiada mi o swojej sąsiadce - Niemce.
Została Oflcl fis. tych terenach z powodu
który
w pierwszych latach po wojnie ożenił się z Polką.
On się zasymilował, natomiast jego matka, mimo
hi­
że rozumiała język polski, do końca swoich dni

K. Hastrup, Przedstawienie przeszłości. Uwagi na te­

mat mitu i historii, tłum. S. Sikora, „Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa" 1-2 1997, s. 24.
16

17

Ibid., s. 23.
W. Werner, Świadomość historyczna miedzy wiedzą
jednostki a historycznośaa kultury. W poszukiwaniu
defimcp, [w:] K. Polasik-Wrzosek, W. wfzosek, L. Za­
szkilniak (red.), op. cit., s. 338.

18

19

K. Hastrup nazywa to roztopieniem tożsamości.

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

19

Rozmowa z ks. Tomaszem Stawiakiem: „Byli oni trak­
towani jak obywatele drugiej kategorii, nie posiadali
paszportów, dowodów osobistych (...) Często pada­
ły przykre zdania w stronę wyznawców luteranizmu,
wypowiadane przez katolicka ludność cywilna. Nato^
Z s t władze państwowe PRL-u w żaden sposób nie
represjonowały ewangelików znajdujących się na tym
terenie ale również nie czyniły nic by ich sytuacje
zmienić".

�58

Marcelina Jakimowicz

mówiła tylko po niemiecku. Miała za złe synowi, że
nie wyjechali. Wiatach pięćdziesiątych i sześćdzie­
siątych zdecydowana większość Niemców opuściła
omawiany teren. Zostało zaledwie kilkadziesiąt
osób, które stopniowo się zasymilowały. W trakcie
badań okazało się, że moja wieloletnia sąsiadka jest
„autochtonką", ale o tym nie mówi. Okazało się,
że jest to tajemnica poliszynela - większość znajo­
mych wie o jej pochodzeniu, lecz nikt o tym nie
mówi, ponieważ: „Ona nie chce o tym rozmawiać.
Określa siebie nie jako Niemkę, ale jako będącą
stąd" . Ksiądz ewangelicki opowiedział o pewnej
kobiecie, która przez lata przyjmowała księdza
katolickiego
kolędzie. Dopiero kilka lat
wyznała mu że nie należy do kościoła katolickiego
Kapłan katolicki powiadomił ówczesneeo księdza
ewangelickiego. Tłumacząc sie kobieta powie¬
działa mi Tak sie bałam po wojnie że wolałam
udawać [katolika]" Wpierwszych latachpowojennvch nie chciała rzucać sie w oczy swoi a. i nnościa
Nanc^ła sie nolskie^ wtoniła w PRT owska
rzeczywistość, wychodząc za mąz za „przyjezdnego
20

-

W pierwszych latach po wojnie oprócz aktów
przemocy ze strony przyjezdnych, ludność nie­
miecką spotkały także represje ze strony państwa .
Mimo zapewnień władzy , że dopóki ludność
ewangelicka będzie przebywała na terenach Ziem
Odzyskanych, kościoły i domy parafialne będą nale­
żały do jej własności, budynki parafialne zostały jej
bardzo szybko odebrane. We wrześniu 1945 roku
21

22

2 0

21

Ani razu nie użyła w rozmowie słowa Niemiec, mówi­
ła o Niemcach w 3 osobie: oni.

praktycznie z dnia na dzień jaworskim ewangelikom
został zabrany budynek przedszkola. Nie potrafiąc
mówić po polsku, starali się prosić o interwencję
nowe władze pisząc podania. W jednym z nich
czytamy: „Podczas biadowa godzinę przybyli dwa
mężczyźni i powiedzieli, ze ewangeli schronisko dla
dzieci natychmiast ma być zamknięte.. . ". Wysyłali
pisma, dokumenty własności, nic jednak nie wskó­
rali. Jeden z rozmówców, pochodzący z byłych Kre­
sów Wschodnich, zaznacza: „Tak naprawdę to mógł
każdy wejść do nich tam i coś zabrać, bo człowiek
wiedział, że nic oni mu nie zrobią".
23

Następnie przytaczana jest przez jednego z roz­
mówców historia dotycząca konfiskaty przez mili­
cję mebli z biura parafialnego. Polski urzędnik
wszedł do biura w czasie nieobecności księdza
i zabrał stół i biurko. Od starszych mieszkań­
ców Jawora dowiedziałam się, że meble z parafii
zostały przeniesione na komisariat policji. Mimo
interwencji u władz, budynki i meble nie zostały
zwrócone prawowitym właścicielom. W latach
50. XX wieku zabrano wszystkie budynki nale­
żące do parafii ewangelickiej. Skutkiem tego było
między innymi zmniejszenie się liczby wiernych
z ok. 3200 (rok 1947) do ok. 1500 (rok 1955) .
Trudności, które państwo sprawiało ewangelikom,
przyczyniły się do wyjazdu z Jawora w 1947 roku
proboszcza. Można więc powiedzieć, że władze
24

23

24

Źródło: Zbiór dokumentów parafii ewangelicko-au¬
gsburskiej w Jaworze, dokument z dnia 15 września
1945 roku (list napisany do starosty powiatu jawor­
skiego przez Ewangelików w języku polskim) Zacho­
wano oryginalną pisownię.
Były to zazwyczaj osoby z pobliskich wiosek, w któ­

B. Nitschke, Sytuacja niemieckiej ludności cywilnej na rych wolniej dokonywały się przesiedlenia. Z relacji

świadków - Polaków, wiemy ze jeszcze w latach 50.
XX wieku w Kościele Pokoju odbywały się msze przyjeżdżali na rowerach, które ustawiali pod ścianam świątyni. Co ciekawe, w pierwszych latach po­
wojennych Kościół Pokoju' był także udostępnimy
katolikom np. na śluby.

em achpolskich, [w:] W. Borodziej, A. Hajnicz (red.),

Zt

t

Kompleks wypędzema, Znak, Kraków 1998, s. 58.
22

25

W dziennikach urzędowych wiadomości prezydium
Ewangelickiego Kościoła na Dolnym Śląska możemy
przeczytać, iż na spotkaniu 2 września 1945 roku w Le­
gnicy wojewoda zapewniał, iż majątek gminy ewange­
lickiej jes jej własnością i taką pozostank; B. Skoczylas-

-Stadnk,i«V.,s.l7.

25

Dane z ksiąg parafialnych kościoła ewangelicko-augs¬
burskiego w Jaworze.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�„Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie..."
powoli osiągały swój cel oparty na polityce polonizacyjnej. Z powodu wyjazdu księdza, a później
także innych ewangelików , kościół oraz cmentarz
zaczęły powoli niszczeć.
26

Ewangelicyzm dla napływowej ludności stał
się tożsamy z narodem niemieckim - agresorem
w czasie I I Wojny Światowej. Po wojnie ewan­
gelicy z większości stali się mniejszością, często
„wyzywano" ich od hitlerowców. Stali się obcy
w swojej małej ojczyźnie. Jak mówi jeden z księży
katolickich:

59
który był bardzo zniszczony. Biegała miedzy gro­
bami i chowała się w pobliskiej zniszczonej krypcie,
która ukazywała pod podłogą resztki trumien:
Tam wchodziliśmy do tej krypty i tam trochę
strach było, ale dla dzieciaków to ciekawe takie,
to kolega znalazł tam w tej krypcie taki pierścio­
nek z oczkiem mały chyba złoty i miałam go do
czasów studiów a potem go zgubiłam nad rzeką,
szkoda mi było.

Kościół był prowizorycznie zabezpieczony przed
włamaniami, jednak chłopcy często niszczyli kamie­
niami kłódkę i wchodzili do świątyni. Ludzie,
My mieliśmy problemy przez naszą wiarę w PRL-u, ale ci ewangelicy co tu [ich] została garstka, to którzy jako dzieci bawili się na terenie budowli,
nie mieli życia. Potem wyjechali za rodzinami, bo nie traktowali jej jak świątyni, mimo iż widzieli, że
nie dość, że nazywano ich Niemcami, hitlerowca­ w pierwszych latach po wojnie odbywały się tam
uroczystości kościelne. Traktowali ją, jakby była
mi, kazano wracać do swoich, to jeszcze władza
należącym do nich - najmłodszych - miejscem
nie reagowała na ich prośby o pomoc .
zabaw. Mężczyzna, który w dzieciństwie mieszkał
Wraz z biegiem lat liczebność ewangelików nie­ w pobliżu kościoła, opowiada o swoich zabawach:
ustannie się zmniejszała. Rozmówcy wspominają, że
budynku świątyni i terenu cmentarza pilnował po
Biegaliśmy tam po tym budynku, tam takie wiel­
wojnie pewien starszy mężczyzna, któremu pozwo­
kie kryształowe lampy były, to nawet do nich sie
lono mieszkać w dawnej plebani, jednak i on wyje­
z procy strzelało, kto więcej kryształków zbije.
chał w latach 60-tych. Cmentarz zarastał, a kościół
niszczał. Dziś Park Pokoju jest terenem znajdującym
W roku 1972 władza ludowa rozpoczęła proces
się blisko centrum i oddziela starszą cześć miasta „odniemczania" cmentarza w Jaworze. Z całej akcji
od nowych osiedli. Jednak w czasach powojennych nie zachowały się żadne dokumenty, nie wiadomo
obszar ten mieścił się na krańcu Jawora. Zarówno także, co stało się z nagrobkami. Wydarzeniem,
cmentarz, jak i kościół stały się miejscami zapo­ które najczęściej wspominane jest w opowieściach
mnianymi, w których jak wspominają rozmówcy: dotyczących cmentarza, jest jego likwidacja. Z rela­
„bawiły się dzieci i wylęgały ptaki". Stanowiły miej­ cji osób, które bawiły się na terenie nekropolii,
sca niczyje i raj dla najmłodszych, dzisiejszego dru- a także tych, które mieszkają w obrębie parku,
eieeo pokolenia jaworzan dzięki'temu że mieściły możemy dowiedzieć się jak wyglądała likwidacja:
w sobie pełno zakamarków i nie pilnował ich nikt
dorosły Tedna z kobiet opowiada
jak bedac
Przyjechał jakiś buldożer czy koparka i w ciągu
11

małą dziewczynką bawiła sie na terenie cmentarza
;

1

W latach 60. XX wieku większość pozostałych po
wojnie ewangelików wyjechała do NRE&gt; na mocy po­
stanowienia o łączeniu rodzin.
Wypowiedź ks. Walentego Szałęgi.

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

dnia zrównała to z ziemią wszystko. Nie wiem,
dlaczego tak zrobili. Podobno parku w mieście
brakowało.

�60

Marcelina Jakimowicz

FOT. MARCELINA JAKIMOWICZ

Pewna grupa osób, wiedząc o nadchodzącej
likwidacji cmentarza, jeszcze przed wjechaniem
buldożerów kradła nagrobki i plądrowała kryptę.
Relacja mężczyzny mieszkającego obok parku,
który oglądał likwidacje ze swoim sąsiadem,
Niemcem:

Mimo iż większość mieszkańców wiedziała,
że na terenie cmentarza znajduje się krypta,
nikt oprócz dzieci, dla których cmentarz był
terenem zabaw, nie ośmielił się wchodzić do
niej przed podjęciem decyzji o likwidacji cmen­
tarza. Wiadomość o rychłej likwidacji „ośmie­
liła" niektórych mieszkańców Jawora, zniknęły
pojedyncze nagrobki. Profanacja zwłok z krypy
On mi mówił, tu byli pochowane bogate ludzie,
stała się lokalną sensacją, bardzo wielu starszych
bo tu kaplica, kto móglse pozwolić, to oni tam
zeby mieli złote mówi, ałe tam było bogactwo w tej mieszkańców opowiadało mi o tym incydencie.
piwnicy hoho, oni pierścienie chowali, naszyjniki
mieli.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�61

„Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie..."
Jedna z kobiet mieszkających w obrębie parku
wspomina:
To nawet takie zdarzenie było, że chłopaki wzięli,
pobahamowane to wszystko było, wzięli dwóch
tych nieboszczyków wyciągnęli, założyli sznurek
[im] na szyje, powiązali. Tak z tej piwnicy [wy­
ciągnęli], tu komitet- UB szukało kto to zrobił
a tam chłopaki nie przyznali się. Dla żartu sobie
zrobili, bo to Niemcy, to tak powiesili.
Wielu Jaworzan pamięta ten precedens, jed­
nak ciekawym wydaje się fakt, iż zazwyczaj w nar­
racjach moich rozmówców powieszenie zwłok jest
określane jako żart, wygłup młodych, podobnie
jak niszczenie wnętrza Kościoła Pokoju i dzie­
cinne zabawy na cmentarzu. Z jednej strony
w opowieściach zaznacza się, iż było to miejsce
niczyje, zaniedbane, stanowiące zagrożenie dla
dzieci, z drugiej - pozwalano dzieciom bawić się
na cmentarzu, tłumacząc: „Nie było placu zabaw,
to gdzie miały się bawić". Jednocześnie w roz­
mowach często podkreślano dużą wartość histo­
ryczną cmentarza, a także jego bogactwo. Jeden
z mężczyzn wymieniał „marmury
białe zielone jakie chciałeś, nawet jakieś carskie
rodziny tu leżały". Nie wiadomo jakie dokładnie
nagrobki zostały zlikwidowane Po likwidacji
w miejscu krypty postawiono pergolę, której
resztki stoją w parku do dziś

nych, rekreacyjnych w Jaworze , inni natomiast
zwracali uwagę na zły stan cmentarza, który miał
stanowić niebezpieczeństwo dla lokalnej ludno­
ści, a przede wszystkim bawiących się na nim
dzieci. Likwidację argumentowano także mała
liczbą ewangelików w Jaworze, którzy nie byli
w stanie opiekować się nagrobkami. Na terenie
cmentarza ewangelickiego było ok. 1500 gro­
bów , epitafia byłyby teraz zabytkami barokowej
sztuki sepulkralnej. Co stało się z tak wielką ilo­
ścią kamienia z płyt grobowych? Jedni opowia­
dają o kamieniu wywiezionym „do centrali, żeby
naprawiać stolicę" Inni wspominają o kamieniu
rozkradzionym przez Jaworzan mieszkających
wokół parku i wykorzystanym jako materiał na
schody i parapety. Jeszcze inni opowiadają o roli
C O M - D w dysponowaniu kamieniem z płyt
nagrobnych Jedna z kobiet wspomina
29

30

31

-

Mój sąsiad tam z ul. Legnickiej, bo to tez ten UB-owiec taki, (...) On już nie żyje, niech mu zie­
mia lekką będzie, to przywoził z tych pomników te
płyty, na podwórko do nas i robił nowe nagrobki,
to widziałam.

-

W grudniu 1972 roku, w przeciągu kilku dni,
teren cmentarza został „oczyszczony": nagrobki
zostały zrzucone w jedno miejsce, a szczątki
przeniesione do zbiorowej mogiły na cmentarzu
komunalnym . Na pytanie o powody likwidacji
i przeniesienia cmentarza, otrzymywałam różne
odpowiedzi. Jedni mówili o braku terenów zielo-

Fragmenty pokawałkowanych płyt nagrob­
nych z niemieckimi napisami można znaleźć na
miejscu ośrodka rekreacyjnego Jawornik. Poka­
wałkowane płyty zalane betonem tworzą posadzkę
pod stolik do gry w warcaby. Jedna z relacji mówi:
Kamień wtedy był bardzo drogi, więc ludzie
pobrali, a przede wszystkim to COM-D pozabie2 9

28

3 0

31

28

Informacje uzyskane od plebanii kościoła ewangelic­
kiego w Jaworze. Miały być to groby przodków tych
którzy zostali na terenie Jawora.

ewangelików,
1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

Takie argumenty wysuwają także członkowie komisji
ds. likwidacji cmentarza.
Dane szacowane na podstawie archiwum parafii
ewangelickiej w Jaworze.
Przedsiębiorstwo Produkcyjne i handlowe - skrót
COM-D pochodzi od łacińskiej nazwy communalis
dispmsatL, spółka zajmuje się prowadzeniem gospodafki wodno ściekowej, zarządzaniem komunalnymi
zasobami lokalnymi, świadczeniem usług komunal­
nych.

�62

Marcelina Jakimowicz
rato na posadzki w mieście i na nowe nagrobki.
Odwracali taką płytę i już można było nowe litery
wyrżnąć.

remont świątyni sfinansowała Fundacja Współpracy
Polsko-Niemieckiej. Część dotacji na ten cel prze­
kazał również Urząd Marszałkowski Województwa
Dolnośląskiego i Urząd Generalnego Konserwatora
Na stronach internetowych miasta i Kościoła Zabytków oraz prywatni ofiarodawcy. Mając na
celu ochronę zabytku, władze miasta wraz z parafią
Pokoju można znaleźć wzmiankę na temat
likwidacji cmentarza ewangelickiego. Nie ma ewangelicko-augsburską ogrodziły cały teren parku.
jednak żadnych informacji o tym, w jaki sposób Zamontowano także ogrodzenie wokół kościoła,
mające chronić budynek przed dewastacją. Jednak
została przeprowadzona ekshumacja szczątków.
0 tym, jak wyglądało przeniesienie szczątków do „niedostępność" i brak oświetlenia tego terenu spo­
grobu zbiorowego, opowiada ksiądz parafii ewan­ wodowały, że - jak mówią mieszkający w pobliżu
gelickiej w Jaworze. W gazecie wydawanej w jed­ jaworzanie - jest to „idealne miejsce dla pijącej,
bawiącej się młodzieży" Ściany kościoła często są
nej z niemieckich miejscowości zamieszczono
ogłoszenie o likwidacji cmentarza. Zgłosiło się pokrywane napisami ksiądz ewangelicki skarży się
kilka rodzin, które zaoferowały chęć przeniesienia na częste próby włamania lub podpalenia. W cza¬
grobów swoich bliskich. Reszta kości została pod sie prowadzania badań na jednym z ocalonych
ziemią, co mieszkańcy Jawora mogli zauważyć epitafiów ktoś domalował wasy postaci kobiecej
Park Pokoju miał być zamykany aby ochron ć
w trakcie kopania rowów pod kable sieci telefonii
kościół
przed wandalizmem. Jednak furtki są przez
stacjonarnej. Jedna z mieszkanek opowiada:
32

cała noc otwarte ponieważ wedłu? relacji jednej
Jak tu sieć kopali, to tak na metr-półtora
i tu
zinformatorek:
normalnie czaszki leżały, nieraz to w piaskownicy
słyszałam, że dzieci piszczele znajdują.
Jak zamykali je, to te furtki chyba z trzy razy
je wyważali i na złom kradli, wiec nie zamy­
Po likwidacji ziemia została wyrównana, posiano
kają teraz.
trawę, postawiono ławki, pergolę w miejscu dawnej
krypty, zbudowano plac zabaw. Jedynymi śladami
Według kobiety furtki kradziono „na złość",
po całym cmentarzu są obecnie epitafia umieszczone aby dać wyraz niezadowoleniu wynikającemu
na ścianach świątyni i pozostałości po ramach epi­ z zamykania terenu parku. Przez park przebiega
tafiów na murach otaczających park.
najkrótsza trasa łącząca część starego Jawora
z nowo wybudowanymi osiedlami, tak więc jego
zamknięcie dla przechodniów w nocy powodo­
Kościół i Park Pokoju dzisiaj. Duma
wało zamknięcie najkrótszej drogi łączącej te dwie
1 chluba miasta czy może „zemsta
części miasta.

zmarłych Szwabów"?
W grudniu 2001 r. Kościół Pokoju w Jaworze
został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa
Kulturowego i Naturalnego UNESCO. Generalny
3 2

http://www.jawor.pypl/tresci-435.html, 20.11.2012;
httJ://dolnyslask.org/miejscowosci/obiekty/jawor/;
20.11.2012:

Analizując używane przez jaworzan nazwy
parku można zauważyć, że istnienie byłego cmen­
tarza nie jest fragmentem historii przekazywanej
młodym pokoleniom. Drugie pokolenie prze­
siedlonych widziało jeszcze nagrobki, natomiast
trzecie pokolenie w ogóle nie zna historii tego
miejsca. W 2005 roku na terenie parku stanęła

BARBARZYŃCA

1 (19) PD13

�Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie...

63

FOT. MARCELINA JAKIMOWICZ

tablica pamiątkowa informująca, że na tym obsza­
rze istniał dawniej cmentarz. Został na niej umiesz­
czony m. in. cytat z Biblii: „Człowieku zdejm
z nóg sandały swoje, bo miejsce, na którym stoisz,
jest ziemią świętą". Tablica została ufundowana
przez burmistrza miasta Jawor, w czasie obchodów
350-lecia Kościoła Pokoju. Mimo tego spośród ok.
trzydziestu młodych osób z którymi rozmawiałam,
tylko dwie wiedziały, iż dawniej był to teren cmen­
tarza. Zauważyć to można w nazewnictwie parku.
Pierwsza i druga generacja jaworzan
„parkiem sztywnych", „parkiem trupków". Nato­
miast wśród młodszego pokolenia funkcjonują już
„neutralne historycznie" nazwy: Park Pokoju1

Także administracyjna nazwa parku.

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

mały park. Drugie pokolenie dodatkowo pamięta
cmentarz jako teren dziecięcych zabaw.
Kościół Pokoju jest punktem centralnym oma­
wianego terenu. Dla większości moich rozmów­
ców funkcjonuje jako zabytek, punkt turystyczny,
duma Jawora i „maszynka do zarabiania pieniędzy
od niemieckich turystów", a nie jako świątynia.
Jedna z kobiet podkreśla:
Kościół Pokoju to taki magnes na turystów z Nie­
miec. Oni przyjeżdżają, jakieś pieniądze zostawia­
ją, dobrze, że coś takiego mamy w tym Jaworze,
sami sobie odremontowali Niemcy (...JA tak

�64

Marcelina Jakimowicz
w ogóle to ja nawet tam nigdy nie byłam, to nie
wiem, jak to wygląda w środku.

Kościół funkcjonuje więc w świadomości Jawo­
rzan przede wszystkim jako zabytek, do którego
przyjeżdżają zagraniczni turyści. Z jednej strony
istnieje teren kościoła, naznaczony sacrum dla
turystów i grupy ewangelików, a z drugiej park:
strefa rozrywki i odpoczynku stanowi dla miesz­
kańców miejsce profanum. Na terenie parku, jak
wspominają mieszkańcy okolicznych budynków:
„Na ławkach przy kościele pije się piwo, upra­
wia seks..., w niedzielne popołudnia obsikuje
budynek...".

psy. Jedna z napotkanych starszych kobiet, która
przyszła do parku ze swoim wnukiem, mówi, że
zawsze gdy wchodzi do parku, odmawia modli­
twę. W rozmowie owa kobieta opowiada, iż:
sie, bo pamięta łzy swojej sąsiadki z rodzi­
ny niemieckiej, która widziała teren kilka dni po
likwidacji cmentarza (...) Niegodne, żeby tak po
szczątkach chodzić. Myślę o tym, że tam szczątki
są, Ojcze Nasz odmawiam, bo Zdrowaś Marią oni
nie odmawiają.

Modli

Na terenie Jawora znajduje się także drugi
park, zwany Dużym Parkiem, Parkiem Miej­
skim . Spotkani ludzie określają Park Pokoju
jako bardziej niebezpieczny od „dużego parku",
mimo iż w tamtym istnieje więcej terenów nie­
dostępnych, zaciemnionych, jest on także bar­
dziej zalesiony. Gdy rozmówcy zostali poproszeni
o argumentację tego, że teren wokół Kościoła
Pokoju jest niebezpieczny, podawali przykłady
miejskich legend związanych z patologiami spo­
łecznymi. O tym, że ów teren stanowi zagrożenie,
miał świadczyć także fakt, iż kilka lat temu została
34

Teren parku wielu młodych i starszych jawo­
rzan określa jako miejsce niebezpieczne, związane
„z elementem Jawora", „spędami libackimi",
„jaworską patologią". Analiza wypowiedzi roz­
mówców wskazuje, że w ich świadomości teren
okalający kościół należy do sfery rozrywki, nato­
miast parafia ewangelicka jest odbierana czę­
sto jako „dodatek" do kościoła jako zabytku.
W opinii niektórych moich rozmówców ksiądz
jest raczej „przewodnikiem po kościele", „kusto­
szem", niż proboszczem działającej parafii. Wypo­
wiedź jednego z napotkanych w parku mężczyzn:
„Ksiądz ewangelicki ma oprowadzać Niemców
i od CZ3.S U. do czasu koncert jakiś zrobi". Niektó¬
rzy Jaworzanie w ogóle nie wiedzą, że w mieście
istnieje mniejszość ewangelicka Jedna z kobiet
opowiadała:
Kiedyś do mnie kuzynka przyjechała, wstaje
w niedziele spóźniona, słyszy dzwony i biegnie,
i wie Pani co? Pobiegła szybko do Kościoła Poko­
ju, gdzie ona tam dzwony słyszała? Nie wiem, ale
chyba o klamkę sie obiła. Śmialiśmy sie, bo tam
przecież mszy nie robią.

34

Park Miejski jest największym parkiem Jawora. Wcze­
śniej w miejscu Parku znajdował się tzw Park na kę­
pie Strzeleckiej. Jednak na początku XX wieku pal
był już zbyt mail, jak na potrzeby rozwijającego się
miasta. Ówczesny burmistrz Jawora Emil Groneberg
zdecydował się rozbudować park, zagospodarowując
przylegający do niego teren na połuSioWm brzegu
Niespodziewanie znalazł sTprywatny
sponsor
1911 roku drezdeński kupiec ż y d o S i e i
pochodzenia Bruno Fuchs (urodzony w jaworze) wyło­
żył na ten projekt niebagatelną na owe czasy sumJ 0
doS^rek Pok™ac Z
Z
K

NISŁ
W

5

H e n i a no^Z^kTlS
n o w Z k n Z o Parkiem

u S e r T Z S
^SSTob^

Dzwony na wieży Kościoła Pokoju istnieją i co
niedzielę dzwonią na poranną mszę. Na terenie
parku bawią się dzieci, spaceruje się, wyprowadza

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�65

Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie...
wysłana przez policję specjalna grupa, która miała
pilnować bezpieczeństwa w parku.
Jedna z młodych dziewczyn, gdy dowiedziała
się że obszar parku jest dawnym cmentarzem,
powiązała ten fakt z dużą przestępczością na jego
terenie, żartobliwie określając „dramaty" jakie się
tam wydarzyły „zemstą zmarłych, podobną do
tych w amerykańskich horrorach". Zmarli mie­
liby być niezadowoleni z braku szacunku wobec
ich szczątków i mścić się na żyjących, doprowa­
dzając do tego, iż teren parku stał się miejscem
morderstw i gwałtów. Szczególnie często wśród
młodych osób opowiada się legendy, które zabar­
wione są elementami tragicznymi i przypominają
historie z thrillerów czy horrorów.
Spośród usłyszanych historii szczególnie czę­
sto powtarzały się dwie. Jedna z nich mówiła
0 dwóch morderstwach popełnionych na tere­
nie parku, które miały być efektem działalności
nożownika. Wedle słów moich rozmówców był
to chłopak, który został porzucony przez swoja
dziewczynę i mścił się, zabijając nożem mężczyzn,
którzy odprowadzali swoje narzeczone. Tę historię
udało mi się „zweryfikować" u znajomego poli­
cjanta. Rzeczywiście dwa lata temu znaleziono
martwego człowieka przy murze parku, który
został zamordowany nożem, a zwłoki zostały
nakryte suchymi liśćmi. Policja ustaliła, iż mężbył bezdomny.

wie są niedorozwinięci umysłowo. To oni mieli
zwabić dziewczynę do domu, lecz według moich
rozmówców nie grozi im więzienie z racji niepeł­
nosprawności umysłowej. Historia przypomina
jedną z wielu historii miejskich i jest podawana
jako argument świadczący „o złej sławie" tej
przestrzeni.

Podsumowanie
Przestrzeń Parku, mimo swojej burzliwej histo­
rii, dla współczesnych Jaworzan stanowi miejsce
rekreacji. Niewielu spośród młodych mieszkań­
ców wie, iż na tym terenie istniał kiedyś cmentarz.
Pamięć o cmentarzu przetrwała tylko we wspo­
mnieniach osób, które go widziały, ale nie jest prze­
kazywana następnym pokoleniom. Starsi ludzie,
mimo że zaznaczają dawne bogactwo i ogrom
cmentarza, zazwyczaj starają się usprawiedliwić
jego likwidację, podając jako powód takiego
cedensu przeważnie brak terenów zielonych, rekre­
acyjnych w Jaworze. Park Pokoju w świadomości
mieszkańców funkcjonuje jako miejsce niebez­
pieczne związane z patologiami społecznymi"
Mimo iż znajduje się w centrum miasta, jest
określane jako jedna z najniebezpieczniejszych
części Jawora. Ciekawym wydaje sie także fakt
iż również budynek Kościoła Pokoju nie stanowi
dla moich rozmówców sacrum. Jest on określany
jako zabytek instytucja kultury związana z odby
waiarvmi
sie w nim Koncertami,
koncertami W
w a j ą c y m i się
w iduaaćc to na
n r 7 v t ł a d 7 i e braku
ś w i a d o m o ś c i rn do istnienia
przyKiaazie
DraKU swiaaomosci

Następna opowieść także wiąże się z morder­
stwem. W miejscowym klubie „Ex" została upita,
a następnie uprowadzona do domu graniczącego
z parkiem pewna dziewczyna. Była przetrzymy­
wana w tragicznych warunkach, codziennie bita
1 gwałcona przez kilku mężczyzn. Po dwóch tygo­
dniach zmarła. Historię tę usłyszałam kilka razy,
wszystkie opowiadające ją osoby jako miejsce
tragedii wskazywały żółty dom na końcu parku.
Podobno mieszka tam rodzina, której członko­

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

fn nkrionn iarei narafii ewancrelirko ancrshnrskiei
T

rr

M Z

7

* ' i k b rH, W

n-ł

w jaworze. iviozna zauważyć, jak Darozo zmienna
się przestrzeń i jej znaczenie w przeciągu
lat.
amięc o historii ego terenu nie jest przekazywana
następnym pokoleniom. Usobom starszym pyta­
nia dotyczące arku i Kościoła okoju nasuwały od
razu narracje na temat pierwszych lat powojennych

i sytuacji osób wyznania protestanckiego. Druga
generacja— ci, którzy znają omawiane tereny z cza-

�66
sów swojego dzieciństwa, wspominali cmentarz
jako miejsce zabaw
Postać ewangelika pojawia się w narracjach
o pierwszych latach powojennych na tych terenach;
ewangelik w narracji jest utożsamiany z Niemcem wrogiem, nazistą. Powojenna polityka „odniemczania" ziem zachodnich, które po 1945 roku zostały
wcielone do Polski powodowała, że także znaki „niemieckości" tych terenów miały być zlikwidowane.
Podstawą akcji polonizacji było - oprócz wysie­
dleń ludności niemieckiej - tępienie wszystkiego,
co niemieckie, tak więc po wysiedleniu ludności
niemieckiej przyszła kolej na likwidację napisów
niemieckich, w tym usuwania ich np. z obrazów,
restauracji kawiarni nagrobków krzyży przydroż­
nych, kapliczek, kościołów*. Starano się usunąć
35

Marcelina Jakimowicz
ślady niemieckości tych ziem. Długoletnie prze­
milczanie historii dało o sobie znać w mentalności
młodych Jaworzan. Historia utajana, przemykająca
na marginesach rodzinnych opowieści traktujących
o pierwszych latach powojennych w Jaworze spowo­
dowała, że młodsze generacje nie traktują budynku
Parku i Kościoła Pokoju jako historii, która ma con­
tinuum w dzisiejszym Jaworze poprzez na przykład
funkcjonowanie parafii ewangelicko-augsburskiej.
Kościół, owszem, jest miejscem sacrum, lecz zwiąświadomości rozmówców z czasami przed­
wojennymi, dziś stanowi dla młodszego pokolenia
„tylko" zabytek z listy UNESCO.

Jednak przeszłość może zapomniana, może
nieprzekazywana, niekiedy realizuje się nadal. Jej
ślady odnajdywane są w znaczeniach nadawanych
miejscom przez młodych ludzi, wyłaniają się, są
B. Nitschke, Wysiedlenie ludności niemieckiej z Polski na nowo interpretowane, niekiedy nawet z perlatach 1945-1949, Wydawnictwo Wyższej Szkoły spektywy kultury popularnej:

Pedagogicznej im. Tadeusza Kotarbińskiego, Zielona
Góra 1999, s. 120.

Czyli to był kiedyś cmentarz?! (...)To nawet
wszystko pasuje co mówią o tym parku, że tu gwał­
cą jacyś psychopaci, matka to mi nawet zabrania
tutaj wieczorem chodzić, bo tu mordują i gwałcą.
A niby Jawor taki spokojny'. A jak teraz mówisz,
że to cmentarz [tu był]! To wszystko sie układa,
że wieszjak w horrorach amerykańskich, dom
budują na starym indiańskim cmentarzu i oni się
mszczą. Tylko u nas to Szwaby by się mściły.

"Noones place, German/... " Church and Park of Peace in Jawor as an example of a site of
commemoration (or oblMon)
The article deals with issues of cultural memory, memoriał sites and grassroots initiatiyes to commemorate
the historical events. The article focuses on the traces of eyangelical communities which, due to ethnical and
political reasons, were forced to leave town Jawor (situated in contemporary Lower Silesian Voivodeship)
after the World War I I . The author reconstructs the history and compares it to the recollections of present
citizens and their attitudes towards the remainders. Basing on the attitudes towards the objects, buildings
and spaces left by eyangelical communities the author presents the grassroots initiatiyes aiming at the
destruction of German traces and asks about the social forms of remembrance and obliyion.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12832" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13380">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/20fa44d06d123877ee88c1c86e6168a4.jpeg</src>
        <authentication>8aa94b4faefe4070ae10a4f8ddd23d21</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="15">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154247">
                  <text>Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154248">
                  <text>fotografia cyfrowa; badania terenowe ; </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154249">
                  <text>Kolekcja zdjęć Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego  utworzona z okazji obchodów 6. Ogólnopolskiego Dnia Etnografii, Etnologii i Antropologii Kulturowej ( 9 lutego). W 2025 roku  przypada 130. rocznica  powstania PTL, zatem świętowanie odbyło się  w sposób szczególny, przypominając wszystkim to, co stanowi fundament dyscypliny oraz naszej pracy  i pasji. To badania terenowe – nieustanne wędrowanie, odkrywanie, poznawanie nowych ludzi, rozmawianie z nimi oraz dokumentowanie. Zachwyca nas świat i ludzie, którzy go tworzą!&#13;
&#13;
Na akcję Etno-Foto-Teren odpowiedziało   34 badaczy z całej Polski. Publikujemy kolaże stworzone na podstawie przesłanych fotografii wraz z autorskimi opisami okoliczności, w jakich zdjęcia powstały.</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154250">
                  <text>Członkinie i członkowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154251">
                  <text>2025</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154252">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154253">
                  <text>jpg</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154499">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154500">
                  <text>Fotografia Cyfrowa</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154372">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154373">
                <text>Badania terenowe ; Ukraina </text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154374">
                <text>Spotkanie z rozmówczyniami siostrami Janiną Hrynyszyn i Marią Fedyszyn z d. Seniuk podczas prowadzenia badań terenowych w listopadzie 2016 r. w Obertynie (Ukraina). &#13;
Fot. Piotr Zubowski. Celem badań było nagranie opowieści biograficznych mieszkańców Obertyna, a efekty umieszczone zostały w książce: Obertyn, Обертин, אָבערטין . Opowieści o życiu miasteczka/ Oповіді про життя містечка, red. M. Jakimowicz, P. Zubowski, Wrocław 2018,. &#13;
&#13;
Fotografia dotyczy sytuacji nagrania rozmowy, która jak w soczewce ukazuje specyfikę kultury pogranicza jakim jest teren Pokucia. Siostry nie udało się namówić na oddzielne nagrywanie relacji. Pochodziły z rodziny mieszanej, których wiele było na tym obszarze, a w Obertynie nazywano ich połowińczykami. W rodzinie sióstr matka była Polką, a ojciec zaangażowanym społecznie Ukraińcem, dlatego zgodnie z panującymi na tych wieloetnicznych terenach zasadami obie siostry zostały ochrzczone w kościele – odziedziczyły polskość po matce. Ich bracia byli Ukraińcami po ojcu. Jak podkreśliły w rozmowie, los doprowadził do przewrotnej sytuacji – one-Polki po wojnie zostały w Ukrainie, a bracia-Ukraińcy wyjechali w ramach powojennych przesiedleń na Zachód i zamieszkali na Dolnym Śląsku. Dodatkowo starsza z sióstr Janina opowiadała o swoim życiu po polsku, natomiast Maria – po ukraińsku. To Maria na zadane przez towarzyszącego mi w rozmowie historyka Piotra Zubowskiego pytanie: „Czy czują się Polkami?” odpowiedziała ze śmiechem: „Bilsze niż wy (Bardziej niż wy)”.&#13;
 &#13;
</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154375">
                <text>Jakimowicz, Marcelina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154376">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154377">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154378">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154379">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154380">
                <text>Fotografia cyfrowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11316" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11294">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93a11aa14c5225a9f0773e594dc7ac97.pdf</src>
        <authentication>2ddf27ba310ce332003fa77dbe48eccd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134847">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5641</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134848">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134849">
                <text>2012</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134850">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5244</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134851">
                <text>O przestrzeni i porządku pisma/ Barbarzyńca 2012 nr1(18)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134852">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2012 nr 1 (18), s.91-101</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134853">
                <text>Jakubowska, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134854">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134855">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134856">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134857">
                <text>Agnieszka lakubowska

I

F

Absolwentka Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej przy Uniwersytecie
Wrocławskim. Poza szeroko rozumianą antropologią słowa, w którą wpisuje się
niniejszy tekst, interesują ją tubylcze kultury Stanów Zjednoczonych, a w Polsce
kultury górali Beskidów i Podhala oraz zjawisko postfolkloryzmu w muzyce.

ormalną konsekwencją wynalazku pisma było
związanie słowa z przestrzenią , czego z biegiem
czasu definitywnie dokonała technika druku.
Dalekowschodnie ideogramy, podobnie jak litery alfa­
betu fonetycznego, „poważnie przekształciły umysłowość i organizację społeczną" , wytwarzając swoisty typ
kultury, a nie tylko system praktyk komunikacyjnych.
Propagatorami tego poglądu byli autorzy Wielkiej
Teorii Piśmienności (ang. Great Literacy Theory),
znajdującej się niejednokrotnie pod obstrzałem antro­
pologicznych kontrargumentów. Jej pomysłodawcy

- Harold Innis, Eric Havelock, Marshall McLuhan ,
Walter Ong oraz Jack Goody - tworzyli niejedno­
rodne środowisko naukowe (Goody był jedynym
antropologicznym duchem tego interdyscyplinarnego
grona), tzw. szkołę komunikacji z Toronto . Brała
ona za swój cel „kulturową perspektywę refleksji nad
systemami komunikacji" . Gwoli wyjaśnienia należy
podkreślić, że uznanie ogromnych możliwości nie
zachodnich (nie fonetycznych) modeli pisma było
rewizją poglądu, że idealną formę i pełnię swych możli­
wości osiągnęło ono w Grecji klasycznej, jako linearny

Kordian Bakuła wskazuje na konieczność rozróżnienia
„przestrzeni" i „powierzchni". Mimo, że sytuuje pismo na
płaskiej, pozbawionej wymiaru głębi „powierzchni", pojęciem
„przestrzeni" posługuję się w odniesieniu do niego w dalszym
ciągu, uznając materiał piśmienniczy za pewien o b s z a r ,

Kanadyjski teoretyk komunikacji, autor głośnej Galaktyki
Gutenberga (1962) oraz metafory „globalnej wioski"; żył
wiatach 1911-1980.

1

2

3

4

5

6

1

w którym słowo zyskuje zupełnie nowy (płaski?) w y m i a r .
K. Bakuła, Mówione ~ pisane: komunikacja, jeżyk, tekst, Wyd.
Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2008, s. 42.
2

G . Godlewski, Słowo -pismo - sztuka słowa. Perspektywy

antropologiczne, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego,
Warszawa 2008, s. 195.

1 (18) PD1P

BARuARZtWCA

3

4

Amerykański jezuita, profesor literatury angielskiej, filozof,

autor Oralności i piśmienności (1982); żył w latach 1912-2003.
5

Określenia tego użył po raz pierwszy Jack Goody

w odniesieniu do Innisa, Havelocka i McLuhana, związanych
z życiem naukowym Uniwersytetu w Toronto.
6

G . Godlewski, Słowo..., op. cit, s. 155.

�Agnieszka Jakubowska

92

ciąg znaków i odpowiadających im dźwięków Uznano
sąd, iż rozwój piśmienności zachodniej wcale nie musi
stanowić wzorca wobec innych jej form. Jednakże nie wnikając w szczegóły debat i polemik toczących
się wokół jądra „wielkich teorii" oraz nie rozstrzygając
0 zasadności podziałów na Zachód i W s c h ó d tkwią­
cych w tle - założeniem tego tekstu jest refleksja nad
językowością człowieka, człowieka piszącego {homo
scriptor). Spojrzę na linearny sposób graficznego orga­
nizowania przestrzeni słów, który stał się jednym
z wielu czynników determinujących, w założeniach
McLuhana i Onga, charakter kultury Zachodu.
S 1 o w e m... definiujący jej „zachodniość".

w czasie, narażona jest na ciągłą niepewność ujarz­
mienia czegoś, co jest żywe, spontaniczne i pełne
energii. Rodzaje wypowiedzi pozostają d o m e n ą
naturalnej mowy, wystawionej na p u ł a p k i czy­
hającej nieświadomości, drwiącej - w skojarze­
niach i błędach językowych - z reguł i konwencji.
Zagadnienie różnicy, oddzielającej m ó w i o n e od
pisanego, wspierającej się na opozycji świadome nieświadome, rozwija Ong:
Mówienie uzupełnia świadome życie i nadaje mu moc,
ale dociera z głębin nieświadomości, choć, rzecz jasna,
dzięki świadomej i nieświadomej współpracy społe­
czeństwa. Reguły gramatyczne żyją w nieświadomości
w tym sensie, że wiem, jak ich używać (...). Pismo czy
zapis różnią się tym od mowy, że nie wynikają bezpo­
średnio z nieświadomości. Procesem przekładu języka
mówionego na pismo rządzą reguły świadomie wytwo¬
rzone i możliwe do wyartykułowania .

** *
Dążność do usytuowania żywej mowy w materii
pisarskiej, j u ż w świetle myśli sokratejskiej (zgodnie
z przekazem Platona) było redukcjonistycznym
pojmowaniem jej właściwości, niemożliwych do
ogarnięcia żadną ramą. Pismo - pisze Walter Ong
- „sprowadza dynamiczny dźwięk do bezgłośnej
przestrzeni, oddziela słowo od żywej teraźniejszości
mowy" , czyniąc je podporządkowanym regułom
pisania .
7

8

M o w ę , m i m o wszelkiej frazeologii, s t y l ó w
1 gatunków wypowiedzi, cechuje wyzwolenie z rygo­
rystycznego przestrzegania formy, w której grzęźnie
„myśl uwięziona przez farbę drukarską" . W ł a d z a
środków retorycznych, w tym formuł kostniejących
9

W J . Ong, Pismo a struktura świadomości, tłum. M .
Pęczak, [w:] G . Godlewski, A. Mencwel, R Sulima (red.),
Antropologia słowa. Zagadnienia i wybór tekstów, Wydawnictwa
Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2004, s. 370.
7

Walter Ong podkreśla jednocześnie nobilitujący fakt ogromnej
rewolucji umysłowej, której dokonała technologia pisma,
uznając ją za „nieocenioną i w istocie kluczową dla pełniejszego
urzeczywistnienia ludzkich możliwości. Transformacja tego
rodzaju była swoistą dźwignią podnoszącą świadomość na wyższy
poziom". Nb. „determinizm technologiczny" (przekonanie, że
panująca technologia przekazywania informacji wpływa na kształt
i charakter kultury) wyraźnie dostrzegalny w słowach Onga,
niejednokrotnie poddawany był krytyce. Ibid.
8

•&gt; M . McLuhan, Stówo pisane, czyli oko zamiast ucha, tłum.
K.Jakubowicz, [w:] G . Godlewski, A. Mencwel, R. Sulima
(red.), op. cit, s. 381.

10

Kordian Bakuła (filolog, językoznawca) pod­
kreśla, że dychotomiczny podział na m o w ę oraz
p i ś m i e n n o ś ć jest „ n i e p o t r z e b n y m konstruktem"
i uznaje go za rezultat strukturalistycznego myślenia
opozycjami binarnymi . Dekonstrukcji tego prze­
ciwstawienia dokonuje Jacques Derrida, m.in. wska­
zując na tożsamość wielu cech mowy oraz pisma
(zdolność do funkcjonowania pod nieobecność
autora i adresata, możliwość zmiany kontekstów
11

WJ. Ong, Pismo..., op. cit., s. 370. Przywołaną myśl Onga
skonfrontować można z dużo wcześniejszym poglądem Marshalla
McLuhana przesuwającym „świadomość" ku „językowości,
nieświadomość zaś - technice druku, uznając ją za rosnącą
hałdę odpadów świadomości". Autor pisze, że „koncepcja
posuwania się w równym tempie wyłącznie na poziomie
narracji jest zupełnie obca naturze języka i świadomości, ale
1 0

jest całkowicie zgodna z istotą słowa drukowanego. Tego typu
układ linearny obnaża i ogałaca język, czemu towarzyszy efekt
mechanicznego powtarzania i jednostajności, który wywierał
coraz silniejszy wpływ na umysły ludzi epoki Odrodzenia (...).
Nawet ograniczona świadomość jest znacznie ciekawsza niż głębie
nieświadomości (...)". M . McLuhan, Galaktyka Gutenberga,
tłum. K. Jakubowicz, [w:] G . Godlewski, A. Mencwel, R. Sulima
(red.), op. cit., s. 517.
1 1

K. Bakuła, op. cit., s. 41.

B A RB A R ZV H G A

1(18)

PD1P

�O przestrzeni i porządku pisma

93

oraz wytwarzania w nieskończoność nowych czy
powtarzalność i zmienność znaków - uznaje je za
ogólne cechy języka). Skupiając się wokół „krytyki
Saussureowskiej zasady uprzywilejowania mowy
względem pisma" , wypracowuje nowy aparat ter­
minologiczny (wprowadza pojęcia „śladu", „różni"
oraz „iterowalności"), z pomocą którego konstruuje
tezę o n i e d o m k n i ę t y m systemie językowym, pełnym
nieustabilizowanych znaczeń .
12

13

Wytworzenie zasad gramatyki tekstu i odpo­
wiedniej kompozycji pisma, możliwe dzięki wysoko
rozwiniętemu umysłowi piśmiennemu, jest tym, co
zdaniem Waltera J. Onga umożliwia konstruowanie
„tekstu, który naprawdę staje się tekstem: słowami
ułożonymi w jedną, spójną całość na papierze" .
Jedność i spójność wywołują w tej sytuacji arbitralne
skojarzenie linearności, która stała się zasadą struk­
turalną urzeczywistnionego ideału pisma. Wtrącenie
słów w pułapkę przestrzeni pisma, możliwe dzięki
uporządkowaniu zbioru znaków w ABeCaDło, stało
się tym, czego z uporem chciał uniknąć Sokrates,
14

zredukowaniem nieprzestrzennei ze swej istoty
mowy do kategorii przestrzennych" ' nastaniem
zgubnych czasów dla ludzkiego umysłu i pamięci
wskutek niewolniczego uwielbienia milczących liter
bogaTeuta Sprowadzenie słów na ziemie" lub iak
Dowiedziałby One uorzedmiotowienie - ooorzez
wizualizacie-matenałuwerbalnePO o d k s z t a ł c e n i e
efemerycznego świata dźwięku w milczący niby
1

16

wiecznv świat nrzesrrzeni"
ńowvm

nrakrvkom

17

17

nwarnnko

D . Howarth, Dyskurs, tłum. A. Gąsior-Niemiec, Oficyna

Naukowa, Warszawa 2008, s. 66.
13

Ibid., s. 68-72.

1 4

W J . Ong, Pismo..., op. cit., s. 374.

1 5

M . McLuhan, Galaktyka...., op. cit., s. 515.

1 6

Platon, Pajdros, [w:] idem, Dialogi, tłum. W. Witwicki,

Tower Press, Gdańsk 2000, s. 34.
1 7

W J . Ong, Pismo..., op. cit., s. 372.

1 (18) PD1P

18

To przyoblekanie można by rozważyć w kon­
tekście Barthesowskiej metafory „tkaniny tekstu" ,
uznając za j e d n ą z m o ż l i w y c h jej interpretacji.
Składanie „pustych semantycznie liter" w nowe
formacje, ewokujące odpowiednie sensy, stwarza
fizyczną możliwość obcowania z tekstem i tkania
kolejnych poziomów jego rozumienia. Staje się to
literalnym w y o b r a ż e n i e m konstrukcji pajęczyny,
jeszcze wcześniejszym niż to, które stworzył Roland
Barthes. Tak pojęta metafora, w odróżnieniu od bar­
dziej abstrakcyjnych interpretacji, oferuje bliższe,
techniczne skojarzenie. Tekst tka się w procesie
pisania w trakcie rozciągania od lewej k u prawej
rzędów znaków, „widzialnie utrwalających zanurzonc w dźwięku, powikłane, subtelne struktury
i odniesienia" . Tekst tka się w chwilach namysłów
i aktach w y b o r ó w
Barthesowska n i ć pa ęcza"
wiie sie wokół ooiecia tekstu" tożsamego ze sola
t a n i e r r k ł o s ó w w oółuczestnictwem interoretacia
rozumieniem 'a wskutek rozumienia z wvrwarza
niem nrzez czvrelnika wvnosażonepo w komne
rencie Anrora-Tkacza-Paiaka nowvch wvohrażeń
na temat dzieła.Tutaj właśnie r o z p Z y n a s i ę utkana
19

20

21

22

dało noczarek z n n e ł n i e

wvmalaiacvm -

7 h ™
k Ir
1 i w A, kr er s i "e posiugin ł •"
wanycn
r or w o
reguiacjr
w a m a s r ę p zestrzemątworzeniateKstow w nowym
świecie autonomicznego dyskursu (Walter Ong)
1 2

ukonstytuowanym jako swoisty „mikrokosmos zna­
czenia" (Grzegorz Godlewski), linearne i rozciągłe
w czasie signifiant rządzi się „właściwą sobie eko­
nomiką, własnymi prawami ruchu i struktury" ,
przyoblekającymi myśl w zupełnie nowy kształt,
jakość i sens.

BARBARZYIICA

18

Ibid, s. 376.

1 9

R. Barthes, Przyjemność tekstu, tłum. A. Lewańska, Wyd.

K R , Warszawa 1997, s. 92.
2 0

M . McLuhan, Słowo..., op. cit., s. 382.

2 1

W J . O n g Oralnośćipiśmienność. Słowo poddane technologii,

tłum. J . Japola, Redakcja Wydawnictw K U L , Lublin 1992, s. 121.
Robert Bringhurst w Elementarzu stylu w typografii
wskazał na funkcjonalne podobieństwo warsztatu tkackiego
i przyrządu do składania tekstu, z pomocą którego typograf
przędzie go, niczym poeta myśli (nici) - w opowieść (tkaninę).
Autor pisze, że „dobrze dobrane formy liternicze tworzą
żywą, jednolitą fakturę; beztrosko wstawiane odstępy między
literami, wierszami i wyrazami potrafią sprawić, że tkanina się
rozejdzie". R. Bringhurst, Elementarz stylu w typografii, tłum.
D . Dziewońska, Design Plus, Kraków 2007, s. 27.
2 2

�Agnieszka Jakubowska

94

w Przyjemności
tekstu metafora. Tutaj także dociera
kosmogoniczna opowieść afrykańskiego szamana
0 „tkaninie, która była słowem" .
W Zrozumieć
media Marshall McLuhan, ubole­
wając z powodu zaniedbań, jakich dopuścił się świat
Zachodu w „badaniu lub zrozumieniu wpływu alfa­
betu fonetycznego na ukształtowanie podstawowych
wzorów swej kultury" , dokonuje analizy kulturo­
wych konsekwencji wynalazku pisma fonetycznego.
Podobne wyzwania podejmowali także inni twórcy
szkoły z T o r o n t o (Walter O n g w s k a z y w a ł na
konieczność przeprowadzenia studiów nad zna.czeniem wertykalności i horyzontalności tekstów). Nie
wypuszczając się jednak dalej pozs. M c L u h a n o w s k ą
myśl, warto wskazać na kilka kolejnych, konsty­
tuujących ją założeń, poświęconych alfabetyzacji
23

24

25

1 racjonalności.
Kluczowe dla interpretacji McLuhana stają się
założenia o dominacji wzroku w życiu zmysłowym
kultur wyrosłych w tradycji pisma alfabetycznego
(analizuje to również Ong przy okazji opisywania
zmian spowodowanych wynalazkiem d r u k u ) .
Miało ono, zdaniem McLuhana, powodować „ana­
lityczne rozszczepienie zmysłów i funkcji", działając,
przede wszystkim, na niekorzyść słuchu:
26

alfabet, będący formą intensyfikacji i przedłużenia
zmysłu wzroku, ogranicza znaczenie pozostałych zmy­
słów: słuchu, dotyku i smaku .
27

Starożytne hieroglify czy dalekowschodnie ideogramy m i a ł y b y służyć zachowaniu „bogactwa
2 3

M . Griaule, Bóg Wody. Rozmowy z Ogotemmelim, tłum.

E . Klekot, A. Lebeuf, Kęty 2006, s. 67.
2 4

Z a : M . McLuhan, Słowo...,

op. cit., s. 381.

Błędem byłoby nie wspomnieć o osiągnięciach Jacka
Goody'ego, który w The Logic ofWriting and the Organization
oraz w The Domestication ofthe Savage Mind, dokonał
szerokiej analizy następstw piśmienności, zarówno w kwestii
instytucjonalnej organizacji społeczeństwa (1), jak i struktur
myślowych i poznawczych jednostki (2).

2 5

2 6

W.J. Ong, Orałnoić...,

2 7

M . McLuhan, Słowo...,

op. cit,
op. cit,

s. 160-167.
s. 383.
FOT. P. S Z U B A

BARBARZYŃCA

1(18)

PD1P

�1 (18) PDIP

BARBARZYŃCA

�Agnieszka Jakubowska

96

znaczeń i postrzegania" oraz u m o ż l i w i a ć „pełną
zmysłowo, głęboką percepcję doświadczenia" , nie­
dostępną kulturom posługującym się zapisem fone­
tycznym. R ó w n i e ż McLuhanowska konfrontacja
Zachodu i kultur plemiennych uwypukla różnice
między nimi, wspierające się na fundamencie prze­
życia zmysłowego. Podstawą rozróżnienia staje się
„zimne, neutralne oko oraz nadczuły, delikatny,
sprzężony z innymi zmysłami słuch" i powiązane
z nimi pary słów, stanowiące jednocześnie element
kulturowego opisu: rozczłonkowanie - jedność,
indywidualność - wspólnota swoboda osobista podporządkowanie. Słowo pisane czyli oko zamiast
ucha- pod takim tytułem Tacek Fuksiewicz opisuje
rozprawę McLuhana w dokonanym przez siebie
Wyborze pism jego autorstwa .
28

29

30

Tezę o „rozszczepieniu wrażliwości wewnętrznej
człowieka Zachodu" wskutek używania alfabetu
fonetycznego, można by uzupełnić jeszcze o póź­
niejszy pogląd Waltera J. Onga nt. ogromnej roli,
jaką odegrał druk w pogoni człowieka do indywi­
dualizmu (dzięki ustanowieniu praw autorskich
„druk stworzył nowy sens prywatnego posiadania
słów") czy utowarowienia słowa przez wprzęgnięcie
go w proces technologii („typografia u c z y n i ł a
słowo towarem") . Alfabetyzacja, dokonująca się
w łonie struktur plemiennych, spowodowała roz­
kład ustroju rozpad więzi rodzinnych oraz izolacje
Wiele p r o d u k t ó w naszej racjonalności, traktowa¬
nych przez na.s jak forma udogodnienia (np system
31

kanalizacyjny), w kulturach słuchowo-dotykowych
uchodzi za barierę uniemożliwiającą zachowanie
ciągłości życia wspólnotowego (np. chodzenie po
w o d ę sprzyja rozwijaniu z n a j o m o ś c i ) . Ponieważ
upowszechnienie pisma nie dokonało się z dnia
na dzień, pierwotnie umiejętność ta miała cha­
rakter elitarny. Piśmienni pięli się po szczeblach
kariery ku władzy, stając się coraz bardziej ambitni
i samodzielni. Wrażenia zamknięcia, samowystar­
czalności czy kompletności dzieła, wzma.ga.ne zda­
niem Onga przez druk, można by z powodzeniem
odnieść do charakteryzowanych przez McLuhana
zachodnichspołeczeństwposłueuiacychsiezapisem
fonetycznym
Uzależnienie od pisma alfabetycznego spowodo­
wało, że zdołaliśmy podporządkować rządzącej n i m
zasadzie linearności również naszą racjonalność, co
zdaniem McLuhana „uwikłało nas w wewnętrznie
spójny system". Autor pisze:
Świadomość nie jest procesem werbalnym, a jednak,
przez całą wielowiekową historię pisma fonetyczne­
go, najwyżej stawialiśmy łańcuch wnioskowania jako
oznakę logiki i rozumu. (...) W społeczeństwie za­
chodnim, w kulturze opartej na przekazie pisemnym,
można jeszcze powiedzieć, że coś z czegoś „wynika",
jak gdyby następstwem tym rządziła jakaś przyczyna
sprawcza. (...) [A]ni Hume, ani Kant nie dostrzegli,
że ukrytą p rzyczyn 3^ zachodniej tendencji do utożsa­
miania następstwa z „logiką" jest technika alfabetu
przenikająca absolutnie wszystkie dziedziny życia .

32

33

34

28

Ibid. McLuhan wyraża tu jedną ze swych słynnych tez

o „przedłużeniu zmysłów człowieka przez środki przekazu"
(więcej na ten temat: M . McLuhan, Zrozumieć media.
Przedłużenie człowieka, tłum. N . Szczucka, Wydawnictwa
Naukowo-Techniczne, Warszawa 2004).
29

Idem, Słowo..., op. cit., s. 384.

3 0

M . McLuhan, Wybór pum, tłum. K.Jakubowicz,

Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1975.
31

Ibid, s. 385.

3 2

Zresztą już McLuhan posłużył się określeniem druku jako

To podporządkowanie najlepiej chyba w i d a ć
w przypadku zachodniej koncepcji czasu, rachowa­
nego w abstrakcyjny sposób. Głęboka internalizacja
pisma spowodowała, że u l e g l i ś m y władzy klep­
sydr, zegarów i kalendarzy, umieszczających każdy
moment ludzkiego życia na o s i czasu .
35

„techniki indywidualizmu".
3 3

W J . Ong, Druk, przestrzeń i zamkniecie, dum. J . Japola, [w:]

G . Godlewski, A. Mencwel, R. Sulima (red.), op. cit, s. 506.

3 4

M . McLuhan, Słowo..., op. cit, s. 383.

3 5

W J . Ong, Oralność..., op. cit., s. 136-137.

BARBARZYŃCA

1(18)

PD1P

�O przestrzeni i porządku pisma

Jednolitość, uniformizacja, ciągłość - podsta­
wowe właściwości alfabetu - odpowiadają cechom
zachodniej umysłowości, stały się punktem wyjścia
organizacji życia społeczno-psychicznego oraz m.in.
źródłem władzy Zachodu nad człowiekiem i przy­
rodą (podobnie pisał Walter Ong, powołując się
na Erica Havelocka ). Dążność do ujednolicania
sytuacji oraz nadawania i m cech ciągłości - charak­
terystyczne dla kultur pisma fonetycznego - wynika
więc z całkowitego podporządkowania logice alfa­
betu . Jego dalekosiężną konsekwencją jest

97

stronie druku, skłaniających ludzi do przenoszenia
tego podejścia na problemy wszelkiego typu .

36

37

38

poddawanie kultury procesowi przetworzenia i ujed­
nolicenia (...) [poprzez - A.J.] zdolność narzucania
wzorów jednolitości i ciągłości wizualnej (...) oddziela­
nia treści semantycznej i werbalnej od dźwięku i strony
graficznej .
39

Zasady te (zwłaszcza jednolitość i powtarzal­
ność, typowe dla techniki druku), stały się cha­
rakterystycznymi wyznacznikami kultury czasów
Gutenberga (nowej nauki i sztuki odrodzenia).
P r z y c z y n i ł y się do „ w y k s z t a ł c e n i a w i ę k s z o ś c i
zachodnich form produkcji i organizacji społecz­
nych zapewniających dobrobyt" . To, co McLuhan
wyraża skrótowo, ale dosadnie, w sposób nieco
enigmatyczny nt. „rur i kranów, ulic i taśm monta­
żowych" jako wyobrażeniowych p r o d u k t ó w naszej
racjonalności, rozwija i tłumaczy w innych miej­
scach. W Galaktyce Gutenberga m ó w i o
40

przyzwyczajeniu [zachodniej umysłowości - A.J.] do
jednostajnych, linearnych układów wzorowanych na
Cechy te McLuhan uznał za kluczowe dla mentalności
kulturowej Greków i Rzymian; kluczowe w pozyskaniu
władzy nad niepiśmiennymi barbarzyńcami, osłabionymi
m.in. przez pluralizm kulturowy; autor przypisał je również
„wiekowi Gutenberga" jako cechy dlań charakterystyczne.
M . McLuhan, Słowo..., op. cit., s. 385.
3 6

41

Oskarżenie „ludzi Orientu" o „braki w zakresie
logiki", wysuwane przez Europejczyków, które przy­
tacza Edward Said w Orientalizmie, brało się z faktu
ignorowania przez społeczeństwa Wschodu zachod­
niego sposobu architektonicznego wykorzystywania
przestrzeni. W niepodporządkowywaniu się euro­
pejskim regułom doszukiwano się braku świado­
mości funkcjonalnego przeznaczenia c h o d n i k ó w
i dróg (na sytuację oporu wobec podziałów ziemi
„od linijki" i „w kratkę" niejednokrotnie natykali
się kolonizatorzy A b o r y g e n ó w
Indian). „Drogi
i chodniki, po to właśnie zbudowane, by chodzić po
nich co Europejczycy pojmują od razu" staja się
w i ę c ' p o m n i k a m i władzy zachodniej racjonalności
nad irracionalnościa" Wschodu trwałymi zna¬
kami jej niepodważalnej wszechobecności. Aspekt
zachodniej dominacji łączy poelady Saida (przeko
nanie Zachodu o własne, wyższości i racjonalności)
z myślą McLuhana (ekspansywny pochód" unifor
mizującej alfabetyczności).
42

Poza przewodami linii telegraficznych czy wodo­
ciągami, przykłady i kolejne argumenty wskazujące
na słuszność tez McLuhana m o ż n a by mnożyć.
O n sam przywołuje system jednolitych cen, nasze
wyobrażenia o związkach przyczynowo-skutkowych
czy historycznych okolicznościach i motywach znie­
sienia różnic stanowych .
43

Jeżeli uznać za różnicę między m o w ą a pismem
- pozostając w zgodzie z przekonaniem Waltera
O n g a - fakt, że źródła tej pierwszej drzemią głęboko
w ludzkiej nieświadomości, to czy można utrzymać
pogląd o zapomnieniu reguł pisma? Przeszło 2500
lat mija, odkąd kultura starożytnej Grecji przyjęła
pismo fenickie, przekształcając je na swój własny
u ż y t e k (Grecy rozwinęli pełną wersję alfabetu,

3 7

W J . Ong, Oralność..., op. cit., s. 127.

41

Ibid, s. 512.

3 8

M . McLuhan, Słowo..., op. cit, s. 384.

4 2

E . Said, Orientalizm, tłum. W. Kalinowski, PIW, Warszawa

39

Ibid., s. 383-384.

40

Idem, Galaktyka..., op. cit, s. 510.

1 (18) PD1P

1991, s. 76.

BARBARZYŃCA

4 3

M . McLuhan, Słowo..., op. cit, s. 384.

�Agnieszka Jakubowska

98

uzupełniając go o samogłoski). Ruszyliśmy wówczas
w drogę ku istnemu kosmosowi Teuta, w k t ó r y m
- współcześnie całkowicie zanurzeni - dumnie
wznosimy imponujące Pałace Kultury. Trwamy we
wszechogarniającej kulturze słowa pisanego, mimo
ekspansywności świata elektronicznych obrazów,
ikon, fotografii, emotikonów, gifów (warto jednak
przypomnieć, że idea pisma początkami sięga obra­
zowej p r z e d s t a w i e n i o w o ś c i ) . Maryla Hopfinger
podkreśla, że we współczesnej kulturze audiowizu­
alnej zmianom uległy kontekst i charakter słowa.
Dzięki elektronice przeżyło ono swój renescins,

umożliwiając „pośrednią k o m u n i k a c j ę interperso­
nalną" . Z upływem czasu słowo stało się multime­
dialne i zyskało nową (cyber)przestrzeń, przestrzeń
wielogłosowych hipertekstów i dynamicznych typografii, sytuujących je w nowych, nieliniowych ukła­
dach przestrzennych.
44

Właściwości pisma fonetycznego - jak zakłada
McLuhan - stają się źródłem kulturowej normatywności. Qak stwierdza Grzegorz Godlewski, słowo jest
„sednem kultury" ). Przyjmujemy je bezrefleksyjnie
jako normę kulturową, codziennie piszemy w okre­
ślony sposób i w określonym kierunku. Tak, jak regułę
45

�O przestrzeni i porządku pisma

linearnego pisania od lewej do prawej akceptujemy bez
zastanowienia i sprzeciwów, tak odpowiednie litery
z alfabetycznego paradygmatu komponujemy w słowa
i w przyjęty sposób, bezrefleksyjnie organizujemy
je w przestrzeni tekstu. Porządkujemy je pomiędzy
nagłówkiem a stopką, stanowiącymi tekstualny wyraz
naszej cielesności („tekst upodabnia wypowiedź do
ciała ludzkiego" ), między początkiem i końcem; po
dwukropku, przecinku i myślniku, sygnalizujących ton
wypowiedzi. Większość z nas nie ulega pokusie refleksji
nad mechanizmem wytwarzania tekstu . Można uznać,
£g pewne reguły posługiwania się jego przestrzenią,
46

47

99

reguły pisania, zakodowaliśmy w sobie, traktując je,
przy wszelkiej sposobności, w sposób zupełnie natu­
ralny, bez potrzeby uświadomienia sobie ich konwencjonalności i arbitralności . Wieki życia w konstelacji
Teuta spowodowały pewną naturalność w posługi­
waniu się technologią pisma, a naszemu doświadczeniu
przestrzeni - poczuciu tekstowości - nadało określony
charakter. Faktem pozostaje to, że „przeniesienie słowa
ze świata dźwięku do świata przestrzeni widzialnej" ,
stwarza możliwość analizy reguł ortografii czy składni,
co w rezultacie daje przefiltrowany obraz pozbawiony
marginesu błędu i przypadkowości. Z wynalezieniem
pisma wiązało się również wynalezienie gramatyki,
umożliwiającej refleksję nad regułami językowymi
oraz ich racjonalizację. Wskutek wyostrzenia analizy
możliwej dzięki graficznemu zapisowi słowa nastąpiło
zdaniem^Waltera Onga, „sprzężLe zwrotne z mową"' !
48

49

0

Kierunek lewa - prawa, wyznaczający porządek
piśmienny przyjmowany przez nas dzisiaj w sposób
bezrefleksyjny, był efektem długotrwałych, ludzkich
wysiłków:
Derrick de Kerckhove sugeruje, że wzrost dominacji
lewej półkuli mózgu [linearnej, co w kategoriach neu­
rofizjologicznych sprzyja myśleniu abstrakcyjnemu,
analitycznemu - A.J.] powodował (we wczesnogreckim piśmie) przejście od porządku »od prawej
51

M . Hopfinger, Kultura audiowizualna u progu XXI wieku, Wyd.
Instytutu Badań Literackich, Warszawa 1997, s. 84.

4 4

G . Godlewski, Wstęp, [w:] G . Godlewski, A . Mencwel,
R. Sulima (red.), op. cit, s. 10.

4 5

4 6

W J . Ong, Oralność...,

op. cit., s. 140.

W J . Ong zwraca uwagę na to, jak mało czytelników zdaje
sobie sprawę ze skomplikowanej „lokomocji wytwarzania tekstu
drukowanego [dającego - AJ.] zupełnie inny obraz słowa
w przestrzeni, aniżeli daje pismo". Idem, Druk..., op. cit, s. 499.
4 7

Pomijam kwestię prac habilitacyjnych, bibliografii, podań,
formularzy etc, szczególnie mocno wpisanych w obowiązujący
bezwzględnie kanon reguł kompozycji tekstu.

4 8

4 9

Ibid.

50

Idem, Oralność...,

5 1

Ibid,

s. 128.

op. cit,

s. 144-145.

�Agnieszka Jakubowska

100

do lewej« do porządku »orzącego wolu« (jedna linijka
idzie w prawo, następnie skręca w dół do drugiej l i ­
nijki zmierzającej w lewo, przy czym litery zachowują
kolejność według kierunku linii pisma), dalej do stylu
wertykalnego i wreszcie do ostatecznego porządku »od
lewej do prawej« w linii horyzontalnej .
52

Ustalanie przestrzennych pozycji słów (niezwykle
istotnych zwłaszcza w przypadku techniki druku,
gdzie „kontrola pozycji jest sprawą nadrzędną" ),
układanie ich wedle określonej kolejności i wyzna­
czonego kierunku sprawia, że myśl zyskuje kontur
zupełnie inny od tego, który kształtuje oralność .
53

54

Na całym świecie alfabet, bezlitośnie skuteczny w re­
dukowaniu dźwięku do przestrzeni, ustala nowe, okre­
ślone przestrzennie porządki i sekwencje .
55

Inaczej niż mowa, która wymyka się wszelkim
próbom dokładnego określenia kierunkowości, nie
dąży od lewej do prawej, nie przebiega od góry
w dół, co dzieje się w przypadku pisma. Zdaje
się jednak, że mimo wszystko nasze wyobrażenie
mowy - jeśli można ją uchwycić w jakimkolwiek
wyobrażeniu - uprzestrzennia ją, bezpowrotnie gna
d o p r z o d u , w p ę d z a w czas (czytanie od końca e n r a e n i l o m s i p - n i e cofa i nie wstrzymuje
przecież ruchu wskazówki zegara). Zgodnie z myślą
Marshalla McLuhana potwierdza to tylko pod­
porządkowanie logice pisma naszej racjonalności
skłonnej rozczłonkowywać rzeczywistość i składać ja
na nowo w ciągi linearne. Nie wykluczając powyż¬
szego m o ż n a by wskazać także, za Kordianem

52

Idem, Pismo..., op. cit., s. 376. Ciekawie pisze o tym

również McLuhan, chociażby w Prawie mediów. Zob. M .

Bakułą, na fizyczny fakt wielokierunkowego roz­
chodzenia się dźwięków, przypominającego koliste
rozchodzenie się fal .
56

„Określone przestrzennie porządki i sekwencje",
0 których pisał Walter Ong, nierzadko prowoko­
wały sprzeciw wobec ich „określoności". Rozbijanie
struktury zdania, zmiana porządku piśmiennego
1 tradycyjnego u k ł a d u liter, hipersemantyzacja
tekstu czy posługiwanie się elementami grafiki ,
słowem redefiniowanie (lub obalanie, jak woleliby
twórcy) odwiecznych reguł wersyfikacji, to tylko
niektóre z wielu rewolucyjnych wręcz założeń futu­
rystycznej grafo-manii . Literackie eksperymenty
formalne, których podejmowali się awangardyści
w latach 20. X X wieku, zarówno w kwestii grama­
tyki językowej, jak i przestrzennego uporządko­
wania tekstu, mogą być wymownym argumentem,
potwierdzającym tezę Onga, że „druk prowadzi do
daleko bardziej pomysłowego wykorzystania prze­
strzeni jako struktury wizualnej" oraz że poezja
konkretna jest wytworem właśnie typografii
57

58

59

Jednolity układ przestrzenny strony homogénéité
de la page, jak pisał McLuhan, był tym, do czego
z uporem dążyli pierwsi drukarze . Próby wyzwalania
słów z okowów reguł gramatycznych, wysiłki wiązania
elementów graficznych ze słowami w niemalże orga­
niczne całości, miałyjednak podstawy. Podejmowano
je w celu osiągnięcia większej swobody ekspresji języ­
kowej, ale także i dla zamanifestowania awangardo­
wego zwrotu anty-tradycjonalistycznego. Poruszenie
fundamentu zasad pisania było jak poruszenie funda­
mentu zasad myślowego postrzegania rzeczywistości.
Dezintegracja układów słów (co posiadało mimo
wszystko, swą własna logikę, nawet gdyby miała być
60

5 6

K. Bakuła, op. cit., s. 51.

5 7

T . Skubalanka, Polska poezja futurystyczna w oczach

McLuhan, Prawo mediów, [w:] E . McLuhan, F. Zingrone

językoznawcy.

(red.), McLuhan.

„Przegląd Humanistyczny" 5 (164) 1979, s. 2.

Wybór tekstów, tłum. E . Różalska, J . M .

Stokłosa, Zysk i S-ka, Warszawa 1997, s. 527-539.

Przyczynek do przemian poezji współczesnej,

Ukształtowanej w Polsce pod wpływem przede wszystkim
myśli rosyjskiej.
5 8

5 3

W J . Ong, Druk..., op. cit., s. 499.

54

Ldem, Pismo..., op. cit., s. 374.

5 9

W J . Ong, Druk..., op. cit., s. 501.

55

Ibid., s. 376.

6 0

M . McLuhan, Galaktyka..., op. cit., s. 510.

B A RB A R ZV H C A

1(18)

PD1P

�O przestrzeni i porządku pisma

nią zupełna przypadkowość), dowodziła futurystycz­
nego wypaczenia estetyki i wykluczenia racjonalności.
Futuryzm uchodził za kpinę i absurd; budził niechęć
społeczeństwa i środowisk literackich tak wielką, że
Stanisław Ignacy Witkiewicz określił go „destrukcyjną
robotą szakali dadaizmu" . W atmosferze buntu, prze­
ciwko krępującej semantyczną i przestrzenną wolność
słowa konwencjonalności układów graficznych, two­
rzyli również amerykańscy poeci nurtu poezji kon­
kretnej z lat 50. X X wieku, inspirowani osiągnięciami
wcześniejszego ruchu futurystycznego. Współcześnie
w u ciszym kraju fascynacjom hipnotyzującej, pełnej
irracionalności i tajemnicy awangardy ulegają zwolen­
nicy literatury totalnej tzw liberatury skupieni wokół
Zenona Fajfera i Katarzyny Bazarnik
61

** *
Wkroczenie w epokę odległych, globalnych,
elektronicznych podróży przez kontynent Google'a,
„sekwencyjne i przestrzenne przetwarzanie słowa (...)
uczyniło bardziej intensywnym" . Maksymalizacji
62

101

uległy związki (hiper)słowa i (cyber)przestrzeni.
Pisane stało się klikane, w y p o s a ż o n e nie tylko
w znaczenia i sensy, ale również w bagaż odwołań
i skojarzeń (czyniących przestrzeń hipertekstualną),
które „dla czytelnika tradycyjnego, »płaskiego«
tekstu umieszczonego na papierze (...) mają cha­
rakter czysto ideacyjny, m y ś l o w y " . Możliwość nie­
liniowego zapisu elektronicznych (e)kartek stwarza
rozległą przestrzeń dla typograficznych wariacji
i technik animacyjnych, n a s u w a j ą c y c h na myśl
awangardowy bunt przeciw k o n w e n c j o n a l n o ś c i .
Znaki w wirtualnej przestrzeni, niczym a.wa.ri g a.rdowe „kreski-futureski", łączą się w wielowymia­
rowe u k ł a d y . Rzeczywistość audiowizualna oraz
media postawiły
jednakże, nie tylko
wobec nowej formuły tekstu, tekstu pozbawio
nego tradycy nych wyznaczników delimitacii" ale
również wobec „nowej formy uczestnictwa komunikacyinego" (Walter Ong pisał szeroko o Doieciu
oralności wrórnei") wvkszrałcaiac nowv model
percepcyjny oraz odmienny tryb myślenia
63

64

65

The Order and Space of Writing
The main focus o f the article lies on factors determining the so-called Western rationality. These
reflections come from the ideas o f Marshall McLuhan and Walter Ong. The author demonstrates that
the order of words in writing space is not entirely accidental. The way in which we write clearly defines
the culture o f the West, subordinated to the logic o f alphabet. We think exactly in the same way as
we write, i.e. we divide reality in order to compose it in linear cause-and-effect chains. Similarly, we
construct lines of wires and pipes or street lanes. By contrast, Far Eastern ideograms, which also created
a specific type o f culture, are a completely different phenomenon. It appears that writing serves not only
as a communication tool. For an anthropologist it might contain an unfathomable definition o f culture.

K. Jaworski, Katalog wystawy Mieczysława Szczuki zapomniany manifest futurystyczny z 1920 roku, „Przegląd
Humanistyczny" 4 (409) 2008, s. 126.
6 1

6 2

W J . Ong, Oralność..., op. cit., s. 640.

1 (18) PD1P

BARBARZ?flCA

P. Leyinson, Od tekstu do hipertekstu, tłum. H . Jankowska, [w:]
G . Godlewski, A. Mencwel i R. Sulima (red.), op. cit, s. 654.

6 3

6 4

G . Godlewski, Wstęp, op. cit., s. 15.

65

Ibid.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6014" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5994">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fa40dd73ac3344a3bac82bc5d1e145a5.pdf</src>
        <authentication>68a96907f9efbad1bd75d3b177d550dc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71756">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71757">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71758">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71759">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71760">
                <text>nowoczesność</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71761">
                <text>Beduini</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71762">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4634</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71763">
                <text>The Invasion of "Jinn" Spirits/ Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71764">
                <text>Modernity and the Bedouin</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71765">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.121-125</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71766">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71767">
                <text>jakubowska, Longina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71768">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71769">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71770">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71771">
                <text>Longina Jakubowska
University College Utrecht

The Invasion of Jinn Spirits:
Modernity and the Bedouin

It was clear to her brothers that Mariam was possessed by a jinni (sing. jinni, pl. jinn).
H e r behavior was erratic; one day she was listlessly sitting cross-legged w i t h o u t u t tering a word, and the next getting into agressive fits throwing harangues at anyone
w h o passed by in language that was either unintelligible or abusive. She fought w i t h
her husband, refused to have sex w i t h him, and was nasty toward her co-wife. Even
worse, she was suspected to have spread malignant gossip about her cousin that led
to the annulment of a marriage proposal. Fortunately this happened during the
summer school vacation - Mariam worked as a special education teacher in town and her odd state was noticed only by her immediate family and neighbors w h o kept
it as much a secret as one can in a community where most people k n o w one another. The story of Mariam's misfortune was t o l d to me one warm spring day in hushed
voices laced w i t h dread. As the night fell, other stories followed, stories of magic,
bewitchment, mystery and fear. Hers was a jinnii of a non-descript nature. The jinn
w h o claimed the body of her neighbor d o w n the street had a name, a gender, and
a place of origin; the beautiful European jinniya w h o fell in love w i t h h i m was called
Janet.
Spirit possession was an unexpected turn in my anthropological inquiry A t no
previous point in time during the twenty five years of my involvement w i t h a Bedouin community in the Negev desert in Israel had I noted a significant presence of
jinn in people's lives. For the next three weeks I was busily collecting stories of their
interference. The local M u s l i m cleric and a jinn expert instructed me about their
nature, their properties, and the remedies against them and allowed me to witness
the means and ways of their exorcism. I remained skeptical throughout my inquiries
because the victims were usually educated professionals in the nascent middle class
w i t h the ambition to develop a modern and progressive community.
The rich anthropological literature interprets the belief in jinn variously as an ar¬
rangement of cultural memory political strategy mental illness, 'folk' logic, or i n d i vidual subjectivity (see Boddy 1989; Bowen 1993; Crapanzano 1980; Siegel 2003;
121

�Longina Jakubowska

Gregg 2005; Khan 2006). In this article, I explore the recent encounters of a bedouin
community w i t h jinn to show how the stories about their sudden appearance are
laced w i t h fear of the perceived disorder in communal and individual relationships.
As jinn are believed to thrive on conflict, chaos and uncontrolled emotions, their
emergence might be taken is an indicator of the state of the community at the m o ment. Modernization of the bedouin society brought a shift in norms and ambiguity
about rules and as such the town became a ripe environment for the jinn to prey on.
I suggest that the sudden invasion of the jinn can be attributed to the partial absorp¬
tion of the various discourses of modernity by the community at large as well as by
individuals w i t h i n it. M o d e r n i t y came in uneven bundles of components and al¬
though the bedouin culture uses many of these components creatively, some are
still misaligned w i t h the social structure to which they are applied. Furthermore, as
argued by Appadurai (1996), the repertoire of ideas, images, concepts, and narra¬
tives that move across groups and cultures in the global terrain do so in an unpre¬
dictable fashion. They are mediated by indigenous concepts and practices - in this
case the local concepts of health and well being - in the process of which the lines
between the rational and the imaginary are blurred.
The Bedouin of the Negev, a desert region in the northern Sinai, a pastoral
nomadic society dependent on herding sheep, goats, camels and organized along
the principles of a segmentary lineage system, became transformed into wage earn¬
ing urban dwellers in the course of the last half a century. The process of their
sedentarization was gradual and had already started in the times of the O t t o m a n
Empire but it dramatically accelerated in the period following the establishment of
the state of Israel in 1948. A t first, tent encampments gave way to corrugated iron
and wooden plank shantytowns and later to urban conglomerations of ugly cement
buildings. A l t h o u g h currently the majority of bedouin live in towns, shantytowns
d i d not completely disappear from the desert landscape. Conscious of the benefits
urban centers provide (electricity, schools and health clinics), many others settled
in vicinity encircling towns w i t h a ring of slums. The towns are located in desolate
corners of the desert far from Israeli population hubs to which they are connected
only by a single road. To those w h o do not expect them, they appear rather suddenly like a mirage amidst plastic bags - the scourge of the M i d d l e East - blown hither
and thither by the w i n d . As they are built in approximately the same period of time
1

1

I n t h e 1940s, some 75,000 Bedouin inhabited the N e g e v ( M a r x 1967). F o l l o w i n g the establish-

ment of Israel, most of t h e m became refugees i n t h e n e i g h b o r i n g Arab countries. T h e Israeli army
m o v e d most of the remaining 11,000 b e d o u i n t o a reservation the size of a f r a c t i o n of t h e i r former ter¬
ritory. T h e reservation was r u l e d b y a m i l i t a r y a d m i n i s t r a t i o n , w h i c h s t r i c t l y c o n t r o l l e d the move¬
ments of b e d o u i n b y a system of permits. E x p r o p r i a t i o n of land b y t h e State, t e r r i t o r i a l displacement,
and r e s t r i c t i o n on m o v e m e n t eradicated the nomadic and semi-nomadic economy as a result of w h i c h
most m e n u n d e r t o o k wage labor i n the e x p a n d i n g Israeli economy:

122

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

(in the 1980s and 90s), there is little that distinguishes one from another. Houses
tend to be large enough to accommodate an extended family but their size is de¬
ceptive and does not necessarily indicate prosperity The size of families also tends
to be large so it is not uncommon to have a couple of dozen people living under the
same roof. W i t h the population of approximately 50,000 - about one-third of the
entire bedouin population in the Negev - Rahat is the largest of all the settlements.
It is a social mosaic of people of different origins and k i n groups, and predictably
a fertile site for communal unrest and conflict. A l o n g a practically complete eradi¬
cation of pastoral nomadism, the settled bedouin experienced a degree of social
disruption; urbanity and concomitant new economic configuration had repercus¬
sions for social structure. First, the emergent economic differentiation altered the
traditional system of stratification based upon kinship. Some fared better than others
and while a few descent groups, individual families, even individuals became pros¬
perous and rose in social status, most became trapped in the cycle of poverty, lack
of education and structural underemployment. A m o n g other factors, this new eco¬
nomic differentiation and stratification is responsible for the emergence of new poli¬
tical ideologies. The urban Bedouin, particularly those w h o made it into the middle
classes, are in search of a new definition of their identity. This search took them from
initial malaise, to a brief experimentation w i t h Palestinian nationalism and most recently to Islamic fundamentalism. Where social change undermined local customs,
the resulting vacuum opened the way for a more fundamentalist approach as a counterforce to modernization, westernization, emergent liberalism, but also cultural disintegration. N o t only is the Bedouin absorption of modernity fragmentary but so
too is the assimilation of Islamic ideology N o r is it a simple issue. The Bedouin do
not have an elaborate spiritual tradition. For a long time they were known among
their sedentary agricultural neighbors for their rather rudimental knowledge of
Islam and teased for lack of piety Being a M u s l i m increasingly implies a battlefield
for contesting and opposing discourses on authenticity tradition, and modernity In
the process of contestation surrounding 'authenticity' and 'tradition', certain Isla¬
mic symbols are actively chosen (or imposed) as crucial markers of cultural similar¬
ity w i t h the Islamic world and cultural difference w i t h others. Debates that emerged
around the issue of modernization and the meaning of modernity occur in a highly
charged political context of conflicting Palestinian and Israeli nationalisms. Many
reject westernization and the homogenizing processes inherent in globalization yet
they are not positioned outside the structures they so vehemently criticize: they
hold government jobs, study at universities, or benefit from state assistance. M o d e r n ity is thought possible on the one hand through skills and scientific knowledge, and
devout religious practice on the other, b o t h of which imply a break w i t h past tradi¬
tions. Islam also represents a way of overcoming what the Bedouin label as backward
2

2

In 2009 Rahat became t h e second largest A r a b t o w n i n Israel.

123

�Longina Jakubowska

and traditional features of their society while the Islamization of daily life entails the
de-beduinization of culture. Bedouin practices, which do not fall squarely in the generic Islamic tradition or contradict it, are discouraged, and the local cultural tradition has gradually been brought into accord w i t h scriptural teaching and Islamisized.
This process is visible in the performance of ritual, daily dress (the substitution of the
colorfully embroidered thob dress for a plain jilbab), disapproval of the vener-ation of
holy men and pilgrimages to the shrines of saints, the denunciation of the use of talismans, etc. N o t only Bedouin material culture but also previous efforts to imitate
Israeli architecture have been obscured by a more 'Arabic' style borrowed from the
Gulf countries - ornamental Quranic inscriptions, pictures of Hassan al-Banna ,
decorative sculptures of coffee jugs placed over entrances, and spiraling towerlets.
These new artifacts are evident manifestations of the influence of the media broadcasted from the Arab states, pilgrimages to Mecca, and visits to Gaza, the West
Bank or Jordan. The new middle class is educated, bilingual, technologically sophisticated and integrated into the Israeli labor market. A l t h o u g h education is not its
only formative factor, it has guaranteed a leap in economic and social advancement.
This is w h y the retreat into what is called a "traditional" belief system as an explan¬
ation for social ailments is puzzling.
3

In what follows, I provide a short account of jinn from the perspective of Islamic
tradition and its local Bedouin interpretation. The jinn have a rank and status in the
Islamic universe. The most important textual verification of jinn is found in the
Quran in Sura 72, titled Al-Jinn, as well as in prophetic tradition (hadith). The jinn
are believed to be creatures made by G o d out of smokeless fire at the beginning of
time much in the same way humans were made of clay and angels of light. Like
humans, they form communities in the confines of which they conduct their lives:
they eat, sleep, marry produce children w h o then go to schools, follow careers, and
die. In contrast to humans, jinn are capable of form changing, fast movement, great
acts of strength, and long lives. Some are said to be as old as 1000 years. They k n o w
no limitations to time or space and can easily move between historical epochs and
places. Like humans, they possess free will and are capable of making moral choices;
they are drawn to b o t h good and evil and are endowed w i t h emotions and rational
faculties. As w i t h the human world, the w o r d of Islam was sent to jinn through the
Prophet Muhammad; in other words, jinn preexist Islam. Logically then, they follow
different religions; some accepted Islam while others remained faithful to Buddhism, Hinduism, Judaism, Christianity or any other of the multitude of religious be4

' Hassan al-Banna (1906-1949) was an E g y p t i a n social and p o l i t i c a l reformer and t h e founder of
M u s l i m B r o t h e r h o o d , one of t h e largest and most influential 2 0 t h c e n t u r y M u s l i m revivalist organizations.
4

T h e jinn d o n o t exhaust the w o r l d of spirits in Islamic belief. There are also 'afrit, maridin, and the

most f r i g h t e n i n g of all, the ghul.

124

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

liefs. They also have names, gender and distinct personalities. Muslims believe that
the jinn and humans share the earthly world but lead largely separate lives. W h i l e the
jinn are invisible to the human eye (their name derives from the w o r d ijtinan, which
means "to be concealed from sight"), they can observe the existence of humans. O n
occasion, however, the t w o cross paths whereby the jinn enter the spaces inhabited
by humans and often assume surreal forms, commonly appearing as a black dog in
the least frightening version and as a two-legged donkey w i t h horns in its extreme
version. One should never throw a stone at a black dog lest it might be a jinni in disguise w h o would inevitably seek revenge. In other local traditions, the jinn inhabit
dark and deserted places, caves, and graveyards (Padwick 1924; Gregg 2005; Boddy
1989). The Bedouin believe that the creatures have a liking for all things d i r t y and
smelly but water in particular; stale stinky water serves as a conduit between the
world of humans and that of the jinn. They cherish darkness, which makes dusk and
night dangerous times for humans. One has to be mindful about pouring out a bucket of water, or for that matter sweeping the yard at night, lest by mistake it splashes
at a jinn lurking in the vicinity. The greatest danger from such disturbance of the jinn
is that they may in revenge possess the disturber. To avoid misfortune, one is
advised to utter the phrase 'bismillah ' ( i n the name of G o d ) while engaging in any
activity that involves d i r t y water, particularly when in contact w i t h a human body,
such as taking a bath (hamam), entering a latrine or a toilet. In Bedouin oral trad¬
ition, jinn are never benevolent, always devious and humans are in perpetual danger
as jinn can take possession of their body at a w h i m . Jinn do not inspire but seduce to
destruction; they 'possess' to destroy and not to make things possible.
5

6

7

Jinn possession can cause a person to have seizures and to speak in incom¬
prehensible tongues. The possessed are unable to think or speak of their own will.
Numbness of limbs, a rash on the arms and legs, pulsating veins, stomach or back
pain, persistent headache, and nausea can all be signs of possession but so can
nightmares, lethargy, or aggressiveness. Jinn are also blamed for women's infertility
or reproductive difficulties. N o t all types of disease and illness are attributed to jinn
possession. In fact, the Bedouin are not necessarily given to magical thinking and
prefer scientific explanations w i t h regard to any abnormal condition. Generally they
seek modern treatment by consulting a medical doctor and follow the course of
treatment prescribed by h i m . However, if the symptoms do not ease as expected

5

T h e most infamous is a jinniya (female jinn), k n o w n i n N o r t h A f r i c a as Aisha Qandisha w h o t y p -

ically appears t o men as an irresistible and ravishing w o m a n . Failing t o notice her camel's (or goat's)
feet, t h e y fall under her charm and soon discover themselves t o be i m p o t e n t w i t h any o t h e r w o m a n ,
i n c l u d i n g t h e i r wife, w i t h o u t Aysha's consent (Crapanzano 1980).
6

N o t unlike i n C h r i s t i a n t r a d i t i o n (see C h r i s t i a n 1996), children i n particular are e n d o w e d w i t h

a g i f t of being able t o see the jinn; if one turns around and sees an unusual f o r m and t h e n one turns
around again seeing it gone, it probably was a jinn.
7

Precautions are w o v e n i n t o d a i l y customs and etiquettes.

125

�Longina Jakubowska

but recur or magnify and an abnormal state of body and mind continues, there is
then reason to suspect interference of the spirits. Importantly, although the jinn
seem to act in a whimsical and arbitrary fashion, not all people are equally susceptible
to possession. The human body serves only as a receptacle for the spirits and indi¬
viduals have a degree of control/agency over the access they grant. True, a person
might be at the wrong place at the wrong time and unwillingly provides an opport¬
unity for the jinni to enter his body; nonetheless it is his inner state that makes him
a potential v i c t i m . Bodies are vulnerable when they are in a state of discord and
disharmony. Thus, in a fashion, an unbalanced person facilitates the descent of the
spirits and consequently makes h i m - through actions or emotions - an agent of his
own possession. So what was it that caused Mariam's possession?

T h e case of Mariam, the merry working woman
According to community standards, Mariam married rather late. A t the age of 26,
she willingly became the second wife of her maternal cousin A h m a d . Like a number of educated girls - she is a graduate of a Teachers College - she married a man
whose education came to an end after only four years at school. She married happily
and at the ceremony I attended radiated satisfaction and delight. The couple set¬
tled in a downstairs apartment of Ahmad's house while his first wife occupied the
upper floor w i t h the children she had borne h i m . Ahmad's wives kept separate
households but cooperated when necessary and in the eyes of the community
formed a peaceful union. A t the end of her first year of marriage, Mariam gave b i r t h
to Mahmud about the same time that Muhammad was b o r n to the first wife. The
passing years cast some doubt at this apparent marital bliss as the first wife became
thinner and left the house less often. Three births later Mariam was still cheerful
and happily kept me informed about the ins and outs of life in a polygamous family.
If someone was to be possessed by a jinni I would have expected it to be the first
wife since they are often known to suffer upon their husband's second marriage and
therefore I was surprised to hear of Mariam's malady.
8

The jinni might have gone undetected had she not gone on the pilgrimage to
Mecca. Indeed, she had delayed the hajj for a long time - allegedly under the influ¬
ence of the jinni - giving such excuses as having to take care of her small children,
lack of money or some other problem. Unfortunately the pilgrimage only worsened
her state. The jinni is said to have left her at the entrance to Kaaba, the most holy
site in Islam, as he had to since jinn cannot bear sacred spaces. Inevitably, he caught
up w i t h her later but the experience of the pilgrimage left him unsettled, confused,
and aggravated. Consequently, Mariam's behavior deteriorated. She began using
'ugly' words that sow unrest - words that were accusatory of others conducting
unseemly deeds, repeatedly expressed desire to die, was often listless as if w i t h o u t
8

For the rising rates of polygamous marriages, see Jakubowska (2005).

126

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

a will of her own and when she came to herself, behaved w i t h o u t the composure
required of women, and finally, spoke in a bizarre tongue that could not be under¬
stood. As her fitful state continued and w o r d of Mariam's o d d behavior began to
spread, her husband sought family counsel. The family advised h i m to call upon the
help of sheikh Aodeh, the exorcist.
Mariam, as I knew her, was always a person w h o explored the furthermost limits
of social behavior. She had a lively but loud personality and was often outspoken
about people and relations in the community. She also had a wide network of female
relatives as well as friends w h o m she had met at school and at the college. H e r job
made her commute to the other end of town and Mariam usually took her time
coming home by making visiting rounds and drinking endless cups of tea on the
way She d i d not need to hurry back home as her children were cared for by her cowife and her husband, who was employed in construction, returned home late. Mariam
did not keep an ideal house. People thought that her children were not properly
looked after and many wondered on what she was spending the money she earned.
Her wide social circle provided information on the latest social events in the com¬
munity. She always knew about the most recent developments in marriage proposals,
amounts of bride-price paid in marriage, the latest fashion, deaths and illnesses.
This information is indeed valuable but needs to be cherished, treated w i t h discret¬
ion, and used wisely. Mariam had difficulties w i t h this; she was a gossip. She talked
too much in a society where reputation is sometimes the only possession and breach
of trust can have dire consequences.
The experience of jinn possession made Mariam a changed person. It also changed
the relations in her polygamous family She became mindful of her children, started
to spend more time at home and developed a better working relationship w i t h her
co-wife w h o cheered up considerably But she remained fearful. Even after the treatment was successfully completed she was afraid of being alone at home and took to
reading the Quran frequently W i t h her newly found conscientiousness she instant¬
ly recognized the symptoms of possession in her sister-in-law.

T h e case of Sabiha and her mood swings
Perhaps for Muhammad, Mariam's brother, the jinn are more real than for others be¬
cause they have brought misery into his house and his family, the family he had de¬
sired more than anything else and had fought long and hard for. It was not easy to
marry Sabiha, the girl of his dreams. They were b o r n to related lineages and grew up
in houses w i t h i n sight of one another. Usually such a close relationship is an asset
when considerating marriage because kinship and physical proximity are believed
to promote solidarity, but not in this case. His brothers advised against the mar¬
riage. They had n o t h i n g against the girl but were generally not fond of women in
that family One must take a look at the behavior of the mother to k n o w how the
daughter will turn out, they said. H e fought w i t h his brothers about marrying
127

�Longina Jakubowska

Sabiha and fended off doubts on the part of her family that was equally skeptical
about the wisdom of his marriage proposal. Muhammad was at that time a meager
construction worker and they had hoped for a better marriage prospect for their
daughter w h o was a university student. Sabiha was flattered b y the dedication w i t h
which Muhammad pursued her but rather non-committal as is proper for a well-rais¬
ed girl. Finally, he won and married the girl he loved but this was not t o be a match
made in heaven. Soon afterwards he became alarmed b y the noticeable difference
in her behavior; from a nice girl w h o gladly helped out in the parental household
she was changed into an unpleasant woman w h o neglected her duties. She was rigid
in bed if she shared it w i t h h i m at all, and was suspected of mistreating their young
daughter. There was also the puzzling difference between the way she spoke w i t h
him on the phone w i t h sweetness and concern and the way she acted while at home
where n o t h i n g pleased her. W h e n at home she looked for an excuse t o fight and was
inconsistent w i t h her demands, for example, she insisted on them taking a vacation
together, but once they had done so, she refused t o leave the hotel even for a meal.
Sabiha cannot explain her own behavior either but something makes her act this
way the minute she gets close t o home. For a while i t was thought that her mood
swings resulted from the pressure of combining her studies at the university w i t h
domestic life but the summer vacation brought no relief. Even then she used any ex¬
cuse to be away from home, leaving the child under the care of her mother-in-law.
W h e n she d i d stay at home she wore a rather sour face.
Muhammad was desperate. H e considered himself to be a caring husband and
a devoted father. There was little he could d o but divorce Sabiha or beat her as her
brothers advised him t o do. H e could also send her back t o her father, which he
would rather have avoided since he deeply respected his father-in-law but he would
have t o unless the sheikh could chase the jinni away. This would not be the first case
of jinn possession in his wife's family T h e b o d y of Sabiha's sister was also invaded by
a jinni whose presence manifested itself by a persistent rash on her hands that would
not go away after medical treatment. Muhammad recalls how her body instantly
reacted t o the very presence of the sheikh. First she began t o shake and then went
rigid but his intervention helped. Encouraged by this experience, Muhammad
fetched the sheikh. Sabiha was asleep at the time and d i d not wake up throughout
his administrations, wondering later where the bruises on her body had come from.
Her state of mind improved and she felt happier after the treatment; unfortunately
for her and Muhammad the effects only lasted about a week-and-a-half, after which
she lapsed into her former state.
Is this simply a case of unrequited love? The case of a smart girl w i t h ambitions
who married a good hearted but not well educated man w i t h w h o m she could not
find fulfillment? T h e discourse of love as the driving force behind marriage came t o
the Bedouin society as part and parcel of modernization. Marriage used to be regulated b y family politics. A successful match determined access t o pastures, formed
128

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

political alliances, and extended or cemented relations w i t h i n lineage and outside of
it. Romantic love, although celebrated in poetry and songs, had little to do w i t h it.
As the society individualized and greater pressure was put on fission than on fusion,
the notion of romantic love as a prerequisite for marriage gained strength along w i t h
the notion of marital compatibility. To the distress of b o t h Muhammad and Sabiha,
b o t h discourses are only partially and unequally absorbed.
The cases of Mariam and Sabiha should not make the impression that only women,
or in particular obstinate young women w h o attempt to shed social conventions,
are in danger of jinn possession. Women indeed constitute the majority of victims
for a good reason; they occupy a vulnerable position in a patrilineal society and in
turn make men vulnerable. T h r o u g h marriage, they provide links between k i n
groups that are essential to the formation of networks of mutual assistance. This is
the source of their personal empowerment, but also structural weakness. Patriarchal
ideology demands from a woman unequivocal dedication to the family of her hus¬
band while emotive attachments oftentimes pull her towards her family of origin.
The social bonds they forge are fragile and broken women are caught in the web of
conflicting interests and divided loyalties while their intermediary position makes
them distrusted by either side. Women's structural liminality is exacerbated among
the middle class w i t h its newly acquired model of the individuated nuclear family
and the desire for privacy. Unfortunately, this model is awkwardly positioned in a
system that makes women ultimately dependent on their male relatives, foremost
their fathers and brothers, in the case of divorce, abandonment, or widowhood. Fur¬
thermore, as noted in anthropological literature ( L e w a n d o - H u n d t 1984), Bedouin
women are prone to express distress and unhappiness through illness, as illness is
a socially legitimate reason to seek and receive attention from others, most notably
male family members.
It is also clear that the development of women's education and employment is
shifting expectations w i t h regard to gender roles and the propriety of women's
behavior. In her study of magic practices in Morocco, Kapchan (1996 : 236) states
that:
i n d i s c u s s i n g magical practices, w o m e n are e x p l o r i n g t h e f u r t h e r m o s t l i m i t s of social
behavior, v i c a r i o u s l y e n t e r i n g i n t o p o s s i b i l i t i e s o f f e r e d b y acts of transgression. T a l k
of m a g i c stretches t h e l i m i t s of m o r a l license b y e x e r c i s i n g m a x i m a l l i b e r t y i n v e r b a l
performance.

I suggest that spirit possession among the urban Bedouin performs the same
function. It allows women to act according to a different code while dispensing
responsibility for d o i n g so. This is, however, not to say that women are the only vic¬
tims as the family saga of spirit possession continues.

129

�Longina Jakubowska

T h e case of Najwa's misbehaving husband
Najwa married well, a handsome lawyer from a prestigious but traditional Bedouin
family. They led a somewhat itinerant life. Yusef worked in a law firm in the city of
Beer Sheva and Najwa taught elementary school in Rahat. Life in the city d i d not
suit either of them and she felt uncomfortable staying w i t h her in-laws, a polyga¬
mous " o l d fashioned" family so eventually they compromised by renting a house in
Najwa's old neighborhood. It took a while before Najwa became pregnant w i t h
their first child and then a difficult pregnancy was followed by the premature b i r t h
of a baby girl w h o spent the first months of her life in an incubator. A l t h o u g h
Najwa's next pregnancy was welcomed, it was followed by a sudden change of be¬
havior in her husband. Yusef avoided her presence, hardly ever spoke to her, refused
to share a bed w i t h her, and worst of all began drinking alcohol. Najwa was very
concerned. She knew from similar cases that her domestic situation was likely to
deteriorate and might end in divorce and that the life of a divorced woman was
grim. She approached her brothers w h o appealed to Yusef's conscience, sense of
responsibility and Islamic morality Yusef stubbornly refused to listen to anyone and
made no attempt at changing his behavior. A t her wits end, Najwa sought the counsel
of sheikh Aodeh. As expected, the sheikh detected the presence of a jinni, or rather
a female jinniya w h o had fallen in love w i t h Yusef and had possessed his body It was
not easy to expel her for she liked Yusef and refused to leave h i m . The sheikh
argued that Yusef was a married man and that his wife was concerned. "She should
not be", answered the jinniya, there is enough r o o m for four women in Yusef, allud¬
ing to the Bedouin practice of polygamy It was only when the jinniya started using
vulgar and sexually suggestive words, some of them in English, 'fuck you' for instan¬
ce, that sheikh Aodeh lost his patience. First, he clutched Yusef's throat and made
the jinniya speak in Arabic. She stopped resisting and left Yusef's body peacefully
after which Yusef returned to his former good-natured self.
Anxiety about impending fatherhood, especially after the distressing experience
of the b i r t h of the previous child is interwoven here w i t h sexual temptations and
Islamic justifications for male promiscuity. The reference to foreign women is not
arbitrary because the town has a growing number of legally sanctioned marriages
and even a greater number of clandestine relations w i t h non-Arab women. The rapid
influx of Russian Jews in the wave of immigration to Israel that took place in the
1990s found its way also into Rahat. Some Russian women - one can speculate that
those w h o found themselves on the margins of the Israeli society - entered into
polygynous marriages but by no means are they the only foreigners w h o marry
Bedouin. O t h e r European women, including N G O employees and volunteers for
example, as well as wives brought from the countries where young men had studied
or worked have become part of the community. These women are assigned a greater
sexual drive and freedom which are believed to threaten the established sexual
mores in the community. Their presence also introduces an element of potential
130

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

competition w i t h indigenous women, to which the jinniya inhabiting Yusef's body
alluded.

Exorcising jinn
Sheikh Aodeh is not afraid of jinn. His power comes from personal charisma and the
knowledge of the Quran, which he knows by heart and of which jinn are aware. H e
is interested in whether the jinn are killed as the result of his administrations. H e fol¬
lowed special training in exorcism and has recently opened a practice in a nearby
mosque, a practice that is solely dedicated to exorcism. His is not the only practice
in the area but it is a very successful one. Sheikh A o d e h receives as many patients as
he can accommodate in his schedule - 4 or 5 a day Those he cannot treat immedi¬
ately are either put on a waiting list or referred to other sheikhs. Sheikhs vary in
their reputation and specialization and command different degrees of authority
over the spirits. M i n o r cases of affliction can be treated by sheikhs w i t h less expe¬
rience while more serious ones demand the attention of a powerful healer. Sheikh
Aodeh enjoys great respect among humans and jinn alike and some patients choose
to wait their turn. In fact, the practice is run like a modern psychotherapy clinic.
Appointments are made ahead of time, patients arrive in a small waiting hall to be
admitted to the treatment room at the scheduled time, and after completing the
therapy exit through a different door, all of which assures confidentiality and privacy
The sheikh is proud of the modern way in which he manages the clinic. His clientele
consists of members of the emergent middle class and his patients are teachers, ac¬
countants, and businessmen. H e understands their concern for discretion as jinn
possession is an indication of mental dysfunction and thus should be hidden from
the public eye. If disclosed, it might affect their personal reputation and honor.
Once the domain of kin groups, honor in the middle class has been transformed
into a personal rather then collective property. The privatization of reputation,
along that of material possessions and space, compels to secrecy and withdrawal
behind high fences and closed gates.
O n the occasion of exorcising Mariam's jinni, Sheikh A o d e h started the exami¬
nation by placing his right hand on the patient's head and reciting the Quran. This
procedure can assert the jinni's kind, strength and resolve. As mentioned before, jinn
are endowed w i t h different personalities and are differently embedded in a patient's
body Each requires different treatment. The sheikh usually puts headphones on the
victim's ears and plays Quranic recitations for anywhere between 15 to 60 minutes
after which the afflictions usually go away If this fails, he increases the volume and
the duration of treatment (up to 3 hours at full volume). This weakens the jinni w h o
starts to shake, opens and closes his eyes, and eventually begins to talk for jinn are
compelled to speak as the result of having listened to the Quran. The sheikh asks
him w h o he is, what his name is, and who sent him. However, it is thought useless
to engage in a long conversation w i t h the jinni and the sheikh makes haste. It helps
131

�Longina Jakubowska

to convert the jinni to Islam because it is then easier to expel him/her from the victim's body If the jinni still refuses to leave, a more drastic approach is necessary The
sheikh strikesthe legs, arms and hands of the v i c t i m w i t h his own hand, a plastic
tube, a sandal - the latter hurts the dignity of the jinni and he usually gets resentful
of such treatment. In the most difficult cases he might apply electric shocks. Sheikh
Aodeh emphasized that the v i c t i m is not conscious of what is happening and does
not experience pain. The jinn are known to be physically strong and sometimes it
takes a couple of people to pin the victim's body to the ground.
In Mariam's case the sheikh d i d not go beyond Quranic recitations. Sensing the
strength of the jinni that possessed her, he referred her to a more powerful healer in
the West Bank. The jinni caught w i n d of it and - since jinn k n o w the skills of their
adversaries well - became afraid. H e started speaking as soon as the four of us
(Mariam, her husband Ahmad, her brother Muhammad and me) started driving her
to the appointment. Mariam's body went limp and while words came out of her mouth
she was not conscious of what she said. The jinni moaned in an o d d voice that was
thickened w i t h fear, dreading the encounter w i t h an exorcist and his own inevitable
disappearance in t w o hours, which is the time it took to get from Rahat to our desti¬
nation. H e knew every person in the car, private details of interpersonal relations
(such as the nickname Muhammad uses to address his sister), and the road we took.
Questioned about his identity, he admitted to be a 200 year-old Jew by the name of
Tzvi. As jinn are known to lie, Muhammad asked questions. W h o owned the land we
were passing through at the moment? A f t e r a minute of concentration, during
which Tzvi tried to remember, he answered that it belonged to A b u Zbal (a ficti¬
tious name, such as Jones). Muhammad retorted, ' i t belongs to the Jewish state
now'. 'The state is (here a disparaging adjective)', he answered, which brought
doubts about his identity, as no Jew would say such a t h i n g about Israel. As Tzvi, if
that was really his name, was getting increasingly worried about his imminent de¬
mise he became more aggravated but nonetheless stayed sharp in the ability to ob¬
serve his surroundings. H e detected Muhammad's efforts to record the conversation
on a mobile phone, a phone that was hidden from his sight, which made h i m curse
and threaten to suffocate Mariam. The atmosphere in the car was tense and we all
yearned for the journey to end.
Indeed, not all practices are like that of Sheikh Aodeh. U p o n arrival in front of
a rather ordinary house in a crowded Palestinian village we were immediately led to
the sheikh. We not only had an appointment but we also came from far away and
because of it were given special consideration. The yard was teeming w i t h people patients and their relatives and guardians - who, chatting and commiserating, sat in
groups prepared for a long wait. Tzvi went quiet and we almost carried Mariam into
the house. Ushered into a plain room, we placed her on the only chair that stood in
the middle. Just like Aodeh, the sheikh began the session by engaging in a conver¬
sation w i t h the jinni, the details of which I no longer recall being confused by what
132

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

followed. H e r body began shaking, fell of the chair in convulsions, and the men had
to pin it to the floor. Once she was immobilized, the sheikh pressed two sticks on
Mariam's throat - one in front and one in the back, long enough for the jinni to aban¬
don her body but short of strangling her. A f t e r the pressure on her throat was re¬
leased she v o m i t e d profusely and was t o l d to rest, forget about her experience if she
could, remain silent about it if she couldn't and read the Quran as often as possible.
W h e n the session ended Mariam looked tired but in control of her b o d y and mind.
We discretely left a monetary donation and received further instructions. If the
treatment d i d not accomplish the desired effect, the v i c t i m must read the Quran for
40 days and apply olive o i l to the ailing parts of the body, all of which should make
the jinni shrink. Alternatively, the v i c t i m must wash her hands, sometimes even her
entire body in water mixed w i t h olive oil over which Quranic phrases had been
read, or drink the miraculous water from the well of Zamzam. If the jinni still refuses
to leave, the treatment must be repeated from the beginning.
9

I am not sure whether the jinni that possessed Mariam is gone forever or whether
she can be harmed again. She believes that he might be around, invisible but present.
The sheikh who diagnosed the spirit's presence in her body was able to determine
that he came from beneath the floor of her bathroom and advised her to destroy it
completely and throw the rubbish away. This she d i d .
If there is a debate among Islamic clerics regarding the humanitarianism of the
methods of treatment applied, it is not noticed in the town. Both victims of posses¬
sion and the witnesses to it insist that the treatment is painless. Methods recom¬
mended by Islamic scholars (Aziz 2001) to exorcise spirits are more gentle: recalling
G o d and the frequent recitation of the Quran (dhikr), blowing into the victim's
mouth, cursing the jinn and commanding h i m to leave.

T h e trouble with jinn
W h y all the trouble w i t h jinn? The actions of jinn spirits are invoked to explain a va¬
riety of unusual feelings and behaviors, unexplained ailments, emotional conflicts or
disturbed interpersonal relationships. A n y discourse of disharmony is accompanied by
the appearance of stories of jinn possession. W i t h a great deal of sociological
insight, the Bedouin ascribe the rise of jinn to the problematic relations developing
in their community. Perhaps this is the consequence of thoughtless mimicry of the
West, unselective modernity, and disjunctures between the environment, economy,
culture, and politics in the context of Arab-Jewish relationships. There are anecdotal
cases of what I term political jinni, or jinnjehudi, the Jewish jinn who are known for
their viciousness and unrelenting hostility towards host bodies. Jinnjehudi are also
difficult to exorcise since they refuse to convert to Islam, some say because they find
9

T h e w e l l of Z a m z a m is located i n t h e al-Haram mosque in M e c c a . A c c o r d i n g t o Islamic belief, it

contains a miraculously generated and miracle-making water.

133

�Longina Jakubowska

it a too difficult and cumbersome religion to practice. The character ascribed to
them reflects the perception held by the Bedouin about the larger framework in
which they exist, the framework that disembedded them, to use Giddens' term
(1990), from an autonomous political self-regulatory system, economic resources,
and cultural selfhood. Yet they are not passive recipients of i m p o r t e d ideas and discourses. Like other local communities (Tsing 2000), the Bedouin also draw from the
plurality of cultural centers. Interacting w i t h various metropolis (Arab, Israeli, Euro¬
pean), they adopt certain forms and cultural perspectives into personal repertoires
internalizing the values allegedly contained in them and indigenizing them one way
or another.

References
Appadurai A .
1996

Disjuncture and Difference in the Qlobal Cultural Economy, i n : Modernity at Large:
Cultural Dimensions of Globalization, Minnesota

Aziz S.
2001

Jinn and Cross-cultural Care, "Journal of the Royal Society of Medicine", v o l .
98(8)

Boddy J.
1989

Wombs and Spirits: Women, Men, and the Zar Cult in Northern Sudan, Wisconsin

Bowen J.
1993

Muslims through Discourse: Religion and Ritual in Qayo Society, Princeton

Crapanzano V
1980

Tuhumi: Portrait of a Moroccan,

Chicago

Christian W
1996

Visionaries: The Spanish Republic and the Reign of Christ, California.

Giddens A.
1990
The Consequences of Modernity,
Gregg G.
2005

Stanford

The Middle East: A Cultural Psychology, O x f o r d

Jakubowska L.
2005

The Paradox of Modernity: Polygyny Among Urban Bedouin, i n : Crosscultural Interdisciplinary Feminist Research: Far to Near East, ed. E. Pakszys, Poznan
Kapchan D
1996
Gender on the Market: Moroccan Women and the Revoicing of Tradition, Pennsylvania
134

�The Invasion of Jinn Spirits: Modernity and the Bedouin

Khan N .
2006

Of Children and Jinn: An Inquiry into an Unexpected Friendship during Uncertain
Times, "Cultural Anthropology", vol. 21(2)

L e w a n d o - H u n d t G.
1984
The Exercise of Power by Bedouin Women, i n : The Changing Bedouin, eds. E. Marx,
A. Shmuelli, N e w Brunswick, pp. 83- 124
Marx E.
1967

Bedouin of the Negev, N e w York

Padwick C.
1924

Notes on the Jinn and the Ghoul in the Peasant Mind of Lower Egypt, "Bulletin of
the School of Oriental Studies", vol. 3(3)

Siegel J.
2003

The Rope of God, Michigan

Tsing A .
2000
The Global Situation, "Cultural Anthropology", vol. 15 (3)

135

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6590" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6570">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/abbaa73ec1d592cfb02867d1214bb9ed.pdf</src>
        <authentication>9125f824b4a34fb7f093a264efc85eb3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78435">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5786</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78436">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78437">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78438">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78439">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78440">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78441">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5383</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78442">
                <text>Przybliżone obszary występowania nazw ubioru zmarłych, II/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78443">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.83</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78444">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78445">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78446">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78447">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78448">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78449">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78450">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78451">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78452">
                <text>Mapa 20. Przybliżone obszary występowania nazw ubioru zmarłych, I I . Objaśnienia znaków:
1 — „kitel", 2 — „czechoł", „czecheł", 3 — „płócianka", „płótlanka".

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6591" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6571">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/084bd4a48b36623bf3dd365573b1b454.pdf</src>
        <authentication>adeb1f743b7cef634b1da623b7fcf1b9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78453">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5785</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78454">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78455">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78456">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78457">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78458">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78459">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5382</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78460">
                <text>Przybliżone obszary występowania nazw ubioru zmarłych, I/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78461">
                <text>/ Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas (maps)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78462">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.82</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78463">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78464">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78465">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78466">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78467">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78468">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78469">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78470">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78471">
                <text>Mapa 19. Przybliżone obszary występowania nazw ubioru zmarłych, I . Objaśnienia znaków:
1 — „śmiertelnica", 2 — „śmiertelna koszula", 3 — „zgło", „żgło", 4 — „giezło".

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6592" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6572">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e2c6830fb45a45e17fccb39ca430e1d8.pdf</src>
        <authentication>0f54f8d2ed5168b674a0eba25800fc3c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78472">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5784</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78473">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78474">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78475">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78476">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78477">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78478">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5381</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78479">
                <text>Formy ubioru zmarłych/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78480">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.74</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78481">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78482">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78483">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78484">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78485">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78486">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78487">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78488">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78489">
                <text>Mapa 18. Formy ubioru zmarłych. Objaśnienia znaków: Ubiór wkładany przez głowę:
1 — śmiertelna koszula długa do stóp, 2 — płócienna długa koszula dla dzieci zwana „żgiełko".
Ubiór rozcinany wzdłuż całej swojej długości: 3 — długa koszula rozcięta i wiązana z tyłu,
4 — rodzaj płaszcza z białego płótna rozpinany z przodu.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6593" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6573">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6d2638c553df0faede4cf07d7a27faa7.pdf</src>
        <authentication>096c1f9121e6aab25eb5892ee398ce01</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78490">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5783</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78491">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78492">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78493">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78494">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78495">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78496">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5380</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78497">
                <text>Zawiadamianie o śmierci za pomocą przedmiotów i czynności kultowych oraz inne sposoby zawiadamiania/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78498">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.63</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78499">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78500">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78501">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78502">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78503">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78504">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78505">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78506">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78507">
                <text>Mapa 17. Zawiadamianie o śmierci za pomocą przedmiotów i czynności kultowych oraz inne
sposoby zawiadamiania. Objaśnienia znaków: 1 — wystawianie przed dom kościelnych chorągwi,
2 — wywieszanie obrazów świętych lub krzyża na ścianie domu, 3 — dzwonienie w kościele lub
cerkwi, 4 — podawanie od domu do domu obrazka świętego lub krzyżyka (kurenda), 5 — wysypy­
wanie piaskiem przed domem, 6 — zasłanianie okien czarnym suknem, 7 — podawanie drewnianej
laski, kija itp. (kurenda), 8 — zawiadamianie ustne.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6595" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6575">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/07c4bcffece3e15bf7a42e1647f8b44f.pdf</src>
        <authentication>4cc313a2f647b0cb445c6773ec40cd90</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78525">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5789</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78526">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78527">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78528">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78529">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78530">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78531">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5386</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78532">
                <text>Nakrycie głowy zmarłego, III/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78533">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.90</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78534">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78535">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78536">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78537">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78538">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78539">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78540">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78541">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78542">
                <text>Mapa 23. Nakrycie głowy zmarłego, I I I . Objaśnienia znaków: 1 — specjalne nakrycie, biała
płócienna czapeczka wkładana na głowę, tzw. „duchenka", 2 — płócienna czapeczka wkładana
„za pazuchę".

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6596" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6576">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1d8b2aeb9c9e152415f1dc07f2638c97.pdf</src>
        <authentication>b02ffa8ede7ad83194ea7155c0e23d0f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78543">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5788</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78544">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78545">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78546">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78547">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78548">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78549">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5385</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78550">
                <text>Nakrycie głowy zmarłego, II/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78551">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.88</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78552">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78553">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78554">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78555">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78556">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78557">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78558">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78559">
                <text>Mapa 12. Wróżby o urodzinach z zachowania się sowy. Objaśnienia znaków: Wierzenie, że
urodziny wróży: 1 — krzyk sowy. Słowa słyszane w głosie sowy: 2 — „powij", „powi", „po­
wił", „powit", „puwi", „powiu", 3 — „kołys", „kołysz".

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6597" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6577">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e95dc2aa609ff4d849a63e3ce8b0a341.pdf</src>
        <authentication>46f6d4cadfca0797412e80bad25371fc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78560">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5787</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78561">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78562">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78563">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78564">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78565">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78566">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5384</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78567">
                <text>Nakrycie głowy zmarłego, I/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78568">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.87</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78569">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78570">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78571">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78572">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78573">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78574">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78575">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78576">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78577">
                <text>Mapa 21. Nakrycie głowy zmarłego, I . Objaśnienia znaków: Kapelusz lub czapkę noszoną za
życia przez zmarłego kładziono: 1 — tuż przy głowie, 2 — pod pachą, 3 — na piersi lub na ciele
poniżej złożonych rąk.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7812" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7792">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/903486d401170e76c0a41ee6860a942b.pdf</src>
        <authentication>b50a88409d68fe74c72ab06771cea816</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93352">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5782</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93354">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93355">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93356">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93357">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93359">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93360">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5379</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93361">
                <text>Zawiadamianie o śmierci za pomocą elementów trumny oraz roślin/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93362">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.60</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93363">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93364">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93366">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93368">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93370">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93372">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93374">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93376">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93382">
                <text>Mapa 16. Zawiadamianie o śmierci za pomocą elementów trumny oraz roślin. Objaśnienie
znaków: 1 — wystawianie wieka trumny przed dom, 2 — wyrzucanie wiórów trumny przed
dom, 3 — wystawianie przed dom ściętego świerka, 4 — rozrzucanie przed domem gałązek
świerka.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7815" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7795">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/13253a126e5670857e7207f4876b5ecb.pdf</src>
        <authentication>5d3e8998f6a5c1076c97796af3dac4c1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93401">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5775</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93402">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93403">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93405">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93406">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93407">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93408">
                <text>wróżby ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93409">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5372</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93410">
                <text>Wróżby o śmierci z zachowania się sowy, I/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93411">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.34</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93412">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93413">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93414">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93415">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93417">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93419">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93422">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93425">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93432">
                <text>Mapa 9. Wróżby o śmierci z zachowania się sowy, I . Objaśnienia znaków: Śmierć wróży:
1 — sowa siadająca na chałupie, pobliskim drzewie lub kręcąca się nad obejściem. Przybliżone
obszary występowania nazw sowy: 2 — „kuwik", 3 — „pućka", „pódźka", „pudzik", „poćko",
„pucia", „pójdźka", 4 — „puszcz", „puszczyk", „puchać", „puchacz", 5 — na pozostałym
obszarze występuje nazwa „sowa".

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7818" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7798">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c80ce98b3ef4574d781f3634703d7757.pdf</src>
        <authentication>7d4e12450740cfb7255b618fd657a593</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93445">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5776</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93447">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93449">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93451">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93453">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93455">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93456">
                <text>wróżby ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93457">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5373</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93459">
                <text>Wróżby o śmierci z zachowania się sowy, II/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93460">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.35</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93461">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93462">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93464">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93466">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93468">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93470">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93472">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93478">
                <text>Mapa 10. Wróżby o śmierci z zachowania się sowy, I I . Objaśnienia znaków: Śmierć wróży:
1 — głos sowy, 2 — wyrazy lub całe zdania słyszane w głosie sowy.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7821" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7801">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/21b42b8fff3abf4a30dee2d9ac5f1eef.pdf</src>
        <authentication>439cedc039689df1f064db375c4a7c6c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93489">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5773</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93491">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93493">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93495">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93497">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93499">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93501">
                <text>wróżby ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93503">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5370</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93505">
                <text>Wróżby o śmierci z zachowania się kury, I/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93507">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.30</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93510">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93511">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93515">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93517">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93519">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93521">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93523">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93525">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93528">
                <text>Mapa 7. Wróżby śmierci z zachowania się kury, I . Objaśnienia znaków: Śmierć wróży: 1 — piejąca
kura, 2 — piejąca czarna kura, 3 — nieszczęście (może to być również śmierć) wróży piejąca kura.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7824" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7804">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/512d5bcda4be44e0ad98d10248dfae0d.pdf</src>
        <authentication>48d1af599b33807caa8cf016b1b6500a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93537">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5774</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93539">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93540">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93541">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93543">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93544">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93545">
                <text>wróżby ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93546">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5371</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93547">
                <text>Wróżby o śmierci z zachowania sie kury, II/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93548">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.31</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93549">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93551">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93555">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93558">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93561">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93564">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93566">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93569">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93575">
                <text>Mapa 8. Wróżby o śmierci z zachowania się kury, I I . Postępowanie z piejącą kurą. Objaśnienia
znaków: 1 — zabicie piejącej kury, 2 — przemierzanie kurą od ustalonego miejsca do progu,
3 — zostawianie jej przy życiu.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7830" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7811">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6c8817967c386d2e1ae717b62d6af09c.pdf</src>
        <authentication>12065110fe1a55861f3409f85dc46dc8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93621">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5780</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93622">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93623">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93625">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93627">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93629">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93632">
                <text>wróżby ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93635">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5377</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93638">
                <text>Wróżby z cieni o zbliżającej się śmierci/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93641">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.45</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93644">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93647">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93650">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93653">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93656">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93658">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93659">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93661">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93662">
                <text>Mapa 14. Wróżby z cieni o zbliżającej się śmierci. Objaśnienia znaków: Śmierć wróży brak
cienia: 1 — w wigilię Bożego Narodzenia (w czasie wieczerzy), 2 — w którykolwiek dzień roku,
3 — brak cienia w wigilię Bożego Narodzenia wróży nieszczęście (może to być również śmierć),
4 — śmierć wróżą dwa cienie widziane w którykolwiek dzień roku, 5 — brak cienia wskazuje na
to, iż człowiek ten podpalił czyjeś zabudowanie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7834" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7814">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2d373a00da2c3b28c07e5aed47f65269.pdf</src>
        <authentication>c5c9891b644dcd5ed96bc3d656edb01c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93665">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5777</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93667">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93669">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93671">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93674">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93677">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93680">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5374</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93683">
                <text>Wyrazy lub zdania zasłyszane w głosie sowy/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93686">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.38</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93689">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93692">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93695">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93697">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93700">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93702">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93703">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93704">
                <text>Mapa 11. Wyrazy lub zdania słyszane w głosie sowy. Objaśnienia znaków: 1 — „puć", „pudź",
„pójdź", 2 — „wywódź", „wywieź", „wywiedź", 3 — „pudź, pudź w dołek pod kościołek"
i pokrewne, 4 — „puć, puć na księdza gródź", „poć, poć na księdzową grodź" i pokrewne,
5 — „komit, komit".

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7837" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7817">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/278a5d72e5eaa84682b3b1ca3c55e8ba.pdf</src>
        <authentication>b02ffa8ede7ad83194ea7155c0e23d0f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93713">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5778</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93715">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93717">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93719">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93721">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93723">
                <text>wróżby ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93725">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5375</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93727">
                <text>Wróżby o urodzinach z zachowania się sowy/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93730">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.41</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93732">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93734">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93737">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93739">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93741">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93743">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93745">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93747">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93749">
                <text>Mapa 12. Wróżby o urodzinach z zachowania się sowy. Objaśnienia znaków: Wierzenie, że
urodziny wróży: 1 — krzyk sowy. Słowa słyszane w głosie sowy: 2 — „powij", „powi", „po­
wił", „powit", „puwi", „powiu", 3 — „kołys", „kołysz".

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10877" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10855">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4b450c8fd4d9278b5ba41d7b013cfb73.pdf</src>
        <authentication>8bad4cb02f0dc735ae4b782fa8da0df0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129681">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5772</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129682">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129683">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129684">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="129685">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="129686">
                <text>obrzędy pogrzebowe - Polska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="129687">
                <text>wróżby ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129688">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5369</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129689">
                <text>Wróżby o śmierci z zachowania się kreta, II/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129690">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.5 Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, s.27</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="129691">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.5: Customs, rituals and belefs of the funeral, s.27</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129692">
                <text>Jankowska, Barbara</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="129693">
                <text>Bohdanowicz, Janusz (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129694">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129695">
                <text>Polska Akademia Nauk Instytut Archeologii i Etnologii , Pracownia Atlasu Etnograficznego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129696">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129697">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129698">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129699">
                <text>Mapa 6. Wróżby o śmierci z zachowania się kreta, I I . Objaśnienia znaków: Śmierć wróży ryjący
kret: 1 — w kierunku chałupy, 2 — od chałupy w kierunku dworu, 3 — pod progiem lub
podwaliną.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
